Polscy freelancerzy wśród najmłodszych na świecie. Optymistyczni, lecz mający problemy z otrzymaniem wypłaty

  • Freelancing to jeden z najważniejszych trendów współczesnej gospodarki
    – korzystają na nim głównie ludzie młodzi, od urodzenia obeznani z siecią, którzy aktywnie wykorzystują szanse jakie daje tzw. GIG economy.
  • Freelancerzy to osoby, pracujące na zlecenie a ich dochód (główny lub łączony
    z innym źródłem finansowania) generowany jest przez pracę na własnym komputerze przez Internet.
  • Polscy freelancerzy zarabiają średnio 67 000 zł rocznie – to o ponad 18 tys. zł więcej niż wynosi średnia krajowa.
  • Największe obawy (wciąż) budzi w nich otrzymywanie zapłaty za swoją pracę: sześciu na dziesięciu freelancerów co najmniej raz nie dostało wynagrodzenia za wykonane zadanie.

Zgodnie z badaniem EY Global Contingent Workforce Study, rynek zleceń zdalnych w ramach tzw. GIG economy ciągle rośnie, a do 2020 roku nawet 20% pracowników może być freelancerami. Projekt „Global Community of Freelancers”, przeprowadzony przez PayPal we współpracy z agencją badawczą Netfluential, umożliwia lepsze zrozumienie sytuacji globalnych rynków pracy dla freelancerów. Badanie, które objęło 23 rynki światowe, w tym Polskę, analizuje narzędzia i marki, z których korzystają freelancerzy, aby usprawnić swoją pracę, a także to jak sobie radzą z finansami – w tym w zakresie otrzymywania wynagrodzenia i dokonywania płatności.

Zgodnie z wewnętrznymi danymi PayPal, rynek usług freelancerskich w Polsce nie jest tak duży, jak w przypadku naszych sąsiadów, np. Niemiec czy Rosji, ale szybko rośnie: w ramach systemu PayPal, polski rynek freelancerski nie znajduje się nawet w pierwszej dwudziestce pod względem całkowitych obrotów, ale rokroczny wzrost jest naprawdę imponujących – w 2017 wyniósł on aż 31% (rok do roku). Dane GUS podają, że w 2016 roku odnotowano 1,15 mln oficjalnie zarejestrowanych samozatrudnionych w Polsce. W porównaniu do freelancerów z innych krajów, Polacy są zdecydowanie młodsi, patrzą w przyszłość z optymizmem, ale uważają, że ich praca nie jest traktowana wystarczająco poważnie.

Wyniki naszego badania pokazują ogromny potencjał polskich freelancerów – są młodzi, pozytywnie nastawieni do swojej przyszłości i radzą sobie z pracą nad różnymi zleceniami dla wielu klientów w tym samym czasie. Widzimy jednak, jak ważne jest to, by odciążyć ich w kwestiach finansowych – jeśli będą mieli dostęp do prostych rozwiązań, które pozwolą im oszczędzać czas, będą mogli skupić się bardziej na rozwijaniu swojej działalności” – mówi Marcin Glogowski, Dyrektor Generalny PayPal w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Portret polskiego freelancera

Polscy freelancerzy są młodsi niż ich koledzy z innych krajów – 50% ma mniej niż
30 lat, podczas gdy przeciętny wiek freelancera w Europie to 43 lata. Aż 3 na
5 pracowników zdalnych w Polsce to mężczyźni, którzy pracują w wolnym zawodzie średnio od 3,5 roku.

Polscy freelancerzy są bardzo zapracowani i mają dalece zróżnicowane umiejętności – wprowadzanie danych, projektowanie graficzne, doradztwo, marketing internetowy
i sprzedaż, tłumaczenia czy copywriting. Praktycznie do każdego zadania można znaleźć chętnego pracownika. Przeciętny polski freelancer obsługuje do 15 klientów rocznie. Czterech na pięciu wykonuje swoje zadania dla klientów z zagranicy, głównie z Wielkiej Brytanii, Niemiec i USA, ale zdecydowana większość ich pracy jest wykonywana dla polskich zleceniodawców. Średnio 68% dochodów pochodzi od lokalnych klientów, a jedynie 32% ze zleceń międzynarodowych.

Polacy bardzo cenią sobie wolność płynącą z pracy na własny rachunek – 49% polskich freelancerów lubi być własnym szefem, a 46% z nich docenia możliwość pracowania w dowolnym miejscu o dowolnym czasie. Lista korzyści jest jednak o wiele dłuższa: możliwość wyboru zleceń, których wykonywanie jest przyjemnością (34%), zarabianie większej ilości pieniędzy w porównaniu do pracy
na etacie (33%) czy elastyczność (30%).

Polscy freelancerzy nie tylko cieszą się wolnością, ale zarabiają też więcej niż wynosi średnia krajowa – respondenci deklarowali przeciętne zarobki na poziomie 67 000 zł rocznie, podczas gdy średnia krajowa w Polsce wynosi 48 564 zł[1]. 46% polskich freelancerów twierdzi, że ich biznes w ciągu ostatniego roku był w dużej mierze stabilny, a 29% doświadczyło jego wzrostu. Są także bardzo optymistyczni – 69% niezależnych pracowników uważa, że w przyszłości ich firma będzie się rozwijać.

Finanse – najistotniejszy czynnik rozwoju dla freelancerów

Zarządzanie pieniędzmi to bolączka każdego freelancera. Zarówno na świecie (42%), jak i w Polsce (50%) nieregularne dochody postrzegane są jako jedno z największych wyzwań. Terminowe otrzymywanie wypłaty to bardzo istotna kwestia dla freelancerów – 59% respondentów miało problemy z uzyskaniem płatności za wykonaną pracę. Prawie połowa ankietowanych freelancerów uważa, że ​​wiele z ich kłopotów finansowych ma swoje źródło braku poważnego traktowania przez swoich zleceniodawców. W sferze finansów, respondenci wskazywali również na kilka innych kwestii, związanych głównie z kłopotami bankowymi – 14% skarżyło się na zagubienie płatności po drodze, 13% mierzyło się ze zbyt długim czasem oczekiwania na zapłatę, a 12% miało problemy, gdyż klient nie miał możliwości skorzystania z metody płatności obsługiwanej przez freelancera.

Technologia, w szczególności Internet, ciągle się rozwija, dając większe możliwości
i wyrównując szanse wszystkich freelancerów na światowych rynkach. Jak wynika
z badania 40% polskich freelancerów otwartych jest na międzynarodowe projekty.

Rozwiązania, które pomogą zrobić krok naprzód

Polscy freelancerzy, choć ogólnie zadowoleni ze swojego stylu życia, mają wiele innych obaw i problemów, uniemożliwiających im rozwinięcie potencjału, który tkwi
w nich i w pracy zdalnej. Aż 42% freelancerów twierdzi, że potrzebuje pomocy
w dotarciu do nowych klientów. Znacznie więcej ma problemy z uporządkowaniem prawnych i finansowych aspektów funkcjonowania ich działalności, włącznie
z prowadzeniem prawidłowej księgowości.

Wprawdzie niektórzy wolni strzelcy podejmują się tego stylu pracy ze względu na możliwość działania całkiem samodzielnie, jednak to ważne, aby zdawać sobie sprawę z siły networkingu i wagi nawiązywania nowych kontaktów – nawet jeśli tylko
za pośrednictwem internetu. Bardzo często źródłem nowych zleceń dla freelancerów są właśnie polecenia – 47% respondentów pozyskuje nowych klientów dzięki rekomendacjom, a 38% dzięki mediom społecznościowym.

Wejście na rynek globalny i pozyskanie nowych klientów to naturalny krok dla freelancerów – zarówno polskich, jak i zagranicznych. Internetowe platformy dedykowane freelancerom – krajowe i międzynarodowe – znacznie ułatwiają nawiązywanie kontaktów, a także dostarczają wielu przydatnych informacji i porad. Istnieją również rozwiązania, które oferują wsparcie w niektórych kwestiach związanych z pracą dla zagranicznych klientów – szczególnie w zakresie problemów logistycznych, finansowych oraz prawnych.

Serwisy dla freelancerów cieszą się dużą popularnością – aż 69% polskich wolnych strzelców jest na nich obecnych. Jednocześnie, spośród osób, które z nich nie korzystają, aż 61% uważa, że nie wiedzą o nich wystarczająco dużo, aby zacząć
z nich aktywnie korzystać.

Bezpieczeństwo i łatwość dostępu do pieniędzy – dwie kluczowe kwestie

Płatności mobilne, aplikacje mobilne i komunikacja mobilna nadal zyskują na znaczeniu w pracy freelancerów. Przebadani freelancerzy uznali je, podobnie jak możliwość wystawiania faktur i otrzymywania płatności za pośrednictwem telefonów czy tabletów, jako kluczowe i ułatwiające ich pracę w biegu.

Według respondentów głównymi czynnikami, które odgrywają rolę przy wyborze akceptowanego sposobu płatności, są bezpieczeństwo oraz łatwy dostęp do pieniędzy.

Ponieważ freelancerzy traktowani są jak małe firmy, potrzebują metody płatności znanej ich klientom. Przykładem przydatnego narzędzia może być niedawno wprowadzona usługa PayPal.Me, która w prosty sposób umożliwia zarządzanie finansami w różnych walutach, a także natychmiastowe przelewy. Program ochrony sprzedających obejmuje sprzedawców, chroniąc ich przed nieuczciwymi roszczeniami, chargebackami czy też cofnięciami transakcji, które są wynikiem nieautoryzowanych zakupów. Ochrona obejmuje też przypadki, gdy zamówiony towar lub usługa nie dotrą do klienta. Niemalże połowa freelancerów docenia również możliwość dokonania wypłaty pieniędzy w szybki, bezpieczny i łatwy sposób.

O ankiecie:

Ankieta przeprowadzona na zlecenie PayPal przez niezależną firmę badawczą Netfluential
w październiku 2017 r. W ankiecie internetowej wzięli udział osoby deklarujące się jako freelancerzy oraz te, które deklarowały, ze w niedługim czasie przejdą na taki tryb pracy, w językach lokalnych na 22 rynkach. Badanie miało na celu zrozumienie, co jest najistotniejsza w pracy freelancerów, jakich narzędzi używają i jakie marki ułatwiające pracę są dla nich rozpoznawalne. Ankieta dotyczyła również tego, jak zarabiają freelancerzy i w jaki sposób dysponują oni swoimi środkami. W Polsce, udział
w badaniu wzięło 300 freelancerów. Freelancerzy zostali zdefiniowani jako osoby, które wykonują zlecenia lub pracują na siebie, a ich główny dochód lub dochód połączony z innym źródłem finansowania generowany jest przez pracę na własnym komputerze, za pośrednictwem Internetu.

[1] Wg GUS; Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w 2017

 

Deficyt USA. Koalicja w Niemczech

Wzrost importu podwyższa deficyt handlowy USA. Niemcy nie spieszą się z tworzeniem rządu, w końcu wybory były dopiero we wrześniu. Zamieszenie rządu w USA wisi w powietrzu.

Rośnie deficyt w handlu USA

Deficyt handlowy USA kolejny raz wzrósł. Wynosi już 53,1 miliarda dolarów. Zarówno import jak i eksport rosły, natomiast szybszy wzrost importu pogorszył wskaźnik. Po tych danych rozpoczął się ruch osłabiający dolara względem euro. Biorąc pod uwagę zmiany ostatnich miesięcy na rynkach walutowych kiedy dolar wyraźnie się osłabił się względem zarówno euro jak i jena nadwyżka powinna się raczej zmieniać. Im słabszy jest dolar tym mniej opłacalny jest import do USA, a bardziej opłacalny eksport.

Porozumienie koalicyjne w Niemczech

Po raz kolejny powstanie wielka koalicja u naszego Zachodniego sąsiada. Koalicja CDU/CSU porozumiała się z SPD. Informacja na razie pojawiła się w mediach i nie znamy wszystkich szczegółów ale te poznamy najprawdopodobniej w ciągu najbliższych dni. Co ciekawe stanowisko ministra finansów ma wedle obecnych doniesień przypaść socjaldemokratom. Ostatnimi problemami, który przedłużał negocjacje była służba zdrowia oraz rynek pracy. Nie można nazwać tego detalami, ale jak widać udało się osiągnąć kompromis. Nie jest to jednak takie 100% pewne, gdyż umowę musi zatwierdzić jeszcze referendum wewnątrz SPD. Rynki wciąż czekają na to potwierdzenie.

Kolejne zawieszenie rządu w USA

Jutro mija czwarte prowizorium budżetowe. Co ciekawe nie zanosi się na osiągnięcie porozumienia. Donald Trump jako warunek stawia reformę imigracyjną. Jest to kwestia mająca uregulować status 1,8 miliona uchodźców, którzy przekroczyli nielegalnie granicę jako dzieci. W zamian za to mają pojawić się znaczne ograniczenia dla nowych imigrantów oraz sławny już mur na granicy z Meksykiem. Jak reagują rynki? Dzisiaj jest jeszcze spokojnie, ale jeżeli jutro nie będzie porozumienia możemy spodziewać się dalszej słabości dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw,
  • 21:00 – Nowa Zelandia – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polacy piją więcej mleka, a Koreańczycy stawiają na warzywa – analiza ekspertów BGŻ BNP Paribas

9 lutego br. rozpoczynają się XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Korei Południowej. Z tej okazji eksperci Banku BGŻ BNP Paribas wzięli pod lupę poziom spożycia podstawowych produktów żywnościowych i uważnie przyjrzeli się, jak wygląda wymiana handlowa m.in. w przypadku surowców rolnych i artykułów spożywczych między Polską a Koreą Południową. Z danych analityków Banku wynika, że mieszkańcy Korei Południowej spożywają aż o 86 proc. mniej mleka i produktów mlecznych niż Polacy. Chętniej natomiast konsumują warzywa, bo ok. 206 kg na mieszkańca rocznie, podczas gdy w Polsce liczba ta jest dwukrotnie mniejsza. 

Według danych koreańskiego urzędu statystycznego w listopadzie 2016 r. kraj ten zamieszkiwało 51,3 mln mieszkańców, tj. o prawie 13 mln więcej niż w Polsce. Warto zauważyć, że powierzchnia Korei Południowej jest ponad trzykrotnie mniejsza od powierzchni naszego kraju. Jak pokazują dane Banku Światowego, w 2016 r. PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca w Korei Południowej wyniósł 27,5 tys. USD i był o 122 proc. wyższy w porównaniu do Polski. 

Inne zwyczaje żywieniowe: więcej warzyw, mniej mleka

Dane Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa jednoznacznie wskazują, że dieta Polaków i mieszkańców Korei Południowej zdecydowanie się różni. Spożycie warzyw u gospodarza igrzysk kształtuje się na poziomie ok. 206 kg na mieszkańca rocznie, podczas gdy w Polsce było ono blisko o połowę niższe. W przypadku owoców, ta różnica nie jest tak znacząca, gdyż wynosi 10 proc. Polacy konsumują zdecydowanie więcej mleka i produktów mleczarskich niż Koreańczycy, gdzie spożycie kształtuje się na poziomie 29 kg na mieszkańca, aż o 86 proc. mniej niż w Polsce.

Polacy zajadą się wieprzowiną i drobiem, Koreańczycy smakują wołowinę i owoce morza

Poziom konsumpcji wieprzowiny w Polsce (46 kg) plasuje się na wyższym poziomie w porównaniu do spożycia tego produktu przez mieszkańców w Korei (33 kg). Podobnie jest w przypadku drobiu, którego, w przeliczeniu na jednego mieszkańca, konsumujemy o 70 proc. więcej. Z kolei spożycie wołowiny w Korei kształtuje się na poziomie 15 kg, podczas gdy w Polsce tylko nieznacznie przekracza 2 kg. Zjadamy również około 5 razy mniej ryb i owoców morza niż Koreańczycy.

– Znaczące różnice obserwuje się również w spożyciu produktów zbożowych. W Polsce według ostatnio dostępnych danych FAO wynosiło ono 109 kg na mieszkańca rocznie i zaledwie 1 kg ryżu (który też jest zbożem) na osobę. Przeciętny Koreańczyk spożywa około 85 kg ryżu rocznie i jedynie 51 kg pozostałych artykułów zbożowych – mówi Paweł Wyrzykowski, analityk rynków rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas. – Warto również zauważyć, że spożycie piwa w Polsce (98 l/mieszkańca) było o 135 proc. większe niż w przypadku mieszkańców Korei  – dodaje Paweł Wyrzykowski.

Jakie produkty rolno-spożywcze wysyłamy na Korei Południowej?

W pierwszych jedenastu miesiącach 2017 r. wartość eksportu rolno-spożywczego z Polski do Korei zwiększyła się w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r. aż o 48 proc. do 53,1 mln EUR. Mimo wyraźnego wzrostu wartości eksportu trzeba jednak zaznaczyć, że sprzedaż na rynek koreański stanowiła tylko 1,1 proc. wartości eksportu do krajów trzecich ogółem.

Najważniejszą pod względem wartości pozycję produktów rolno-spożywczych do Korei stanowiła skrobia (10,4 mln EUR), na drugiej uplasowały się owoce suszone (7,3 mln EUR). Wartość eksportu serów i twarogów do kraju tegorocznego gospodarza igrzysk wyniosła 6 EUR, a mąki i proszków z warzyw strączkowych 4,2 mln EUR. Kolejną, pod względem wartości pozycję w eksporcie zajęło piwo, którego wartość sprzedaży wyniosła 2,9 mln EUR.

Jakie produkty kupujemy od Koreańczyków?

Polscy konsumenci nie mają zbyt dużego doświadczenia z produktami spożywczymi pochodzącymi z Korei Południowej. Główną pozycję w imporcie stanowią napoje bezalkoholowe, których wartość przywozu w pierwszych jedenastu miesiącach 2017 r. wyniosła 6mln EUR oraz ekstrakty, esencje i koncentraty z kawy,  herbaty lub maté. W tym przypadku wartość importu wyniosła 4,6 mln EUR. Łączna wartość importu ukształtowała się na poziomie 12 mln EUR i była o 71 proc. większa niż w pierwszych jedenastu miesiącach 2016 r.

Bilansowe spożycie wybranych produktów żywnościowych (w kg/mieszkańca rocznie)
Polska Korea Południowa
Warzywa 108 206
Owoce 60 67
Ryby i owoce morza 11 53
Wieprzowina 46 33
Drób 27 16
Wołowina 2 15
Produkty zbożowe 109 51
Ryż 1 85
Piwo 98 42
Cukier 44 22
Jaja 8 11

 

Prezes Zarządu eFaktor S.A. komentuje wyniki branży faktoringowej w 2017 roku

Piotr Gąsiorowski - Prezes Zarządu eFaktor S.A.
Piotr Gąsiorowski – Prezes Zarządu eFaktor S.A.

W 2017 roku branża faktoringowa zarządzała wierzytelnościami przedsiębiorców o łącznej wartości 185 mld zł. To wzrost o 16,7% w stosunku do 2016 roku. Z faktoringu skorzystało w ubiegłym roku ponad 9 tys. przedsiębiorców, czyli o 12,6% więcej w stosunku do 2016 roku. Faktorzy sfinansowali blisko 10 mln faktur. W połowie 2017 roku zanotowany wzrost wynosił 13,6 proc., po trzecim 17,3 proc.

Branża mocno się rozwija, a potencjał do wzrostu w kolejnych latach jest w Polsce ciągle duży. Na wielu rynkach UE do korzystania z faktoringu przyznaje się znacznie więcej przedsiębiorców niż co dziesiąty tak, jak to ma miejsce w Polsce. Na wzrost obrotów i popularności usługi najbardziej wpływają zwiększające się opóźnienia w płatnościach, powszechne w polskim obrocie gospodarczym, ustawa o podzielonej płatności VAT i inne zmiany ustawowe, przyspieszenie czasu rozpatrywania wniosków, a także rozwój kanałów sprzedaży faktoringu. Zwiększa się dynamicznie liczba miejsc, gdzie przedsiębiorcy mogą zetknąć się i skorzystać z usługi.

Coraz więcej firm zaczyna traktować faktoring nie tylko jako narzędzie poprawy płynności w trudnych okresach, ale i skuteczny instrument wspierający inwestycje w czasie dobrej koniunktury, z jaką mamy obecnie do czynienia. Taki model jest podejściem dojrzałym biznesowo i świadczącym o wysokiej świadomości przedsiębiorcy, który wie, jak racjonalnie i z pożytkiem dla własnego biznesu korzystać z różnych możliwości finansowania zewnętrznego. Dopóki kredyty bankowe są dość drogie i trudno dostępne dla małych lub krótko funkcjonujących na rynku firm, faktoring będzie zyskiwał na popularności. Obecnie banki raczej poszerzają tzw. „czarne listy” branż, które z akcji kredytowej są wyłączone. W takich zestawieniach są firmy transportowe, budowlane, czy IT. Zagrożeniem, ale i szansą dla branży faktoringowej będzie umiejętność zagospodarowania takich właśnie przedsiębiorców odrzuconych przez banki w procesie kredytowym. Zyskają ci faktorzy, którzy będą mieli elastyczną ofertę np. dla budowlanki i transportu.

Faktorzy cały czas pracują nad rozwojem produktów, ważną rolę odegra też umiejętność wykreowania oferty dla firm różnej wielkości, o różnej dynamice wzrostu, o odmiennych potrzebach finansowych i z różnych sektorów gospodarki. Faktorzy usprawniają i przyspieszają procedury. My w minionym kwartale wprowadziliśmy jako standard wydanie decyzji o finansowaniu w 24 godziny, czyli projekt eFAKTOR – Decyzja/24H, który spotkał się ze znakomitym przyjęciem wśród naszych partnerów i klientów. Przedsiębiorca, który zgłasza się do faktora należność za wykonane usługi lub sprzedany towar otrzymuje w ciągu kilkudziesięciu godzin.

Na rynku pojawiają się kolejne fintechy, które starają się zagospodarować coraz większą niszę.

Obecnie można spotkać oferty faktoringowe na finansowanie faktur o wartości już od 100 zł. Przykładowy koszt 400 zł za otrzymanie 20 tys. zł w ciągu kilkunastu godzin dla większości mikrofirm jest akceptowalny, bo w zamian uzyskują możliwość natychmiastowego dysponowania swoimi środkami.

W 2018 roku prawdopodobnie relatywnie najszybciej będą rozwijać się mali faktorzy pozabankowi, bo ich oferta jest dostępna dla najszerszej grupy odbiorców, także tych dla których oferty nie mają banki, a różnice w kosztach finansowania nie będą odgrywać decydującej roli. Faktorzy związani z bankami stawiają zazwyczaj wyższe wymagania, raczej nie wykupują też pojedynczych wierzytelności, wolą pakiety faktur, oczekują większej ilości kontrahentów zgłaszanych do faktoringu. Najwięksi faktorzy nie są też zdeterminowani, żeby eksplorować dolne rejony MSP, co również premiuje mniejszych faktorów, szczególnie tych dynamicznie rozwijających własne i partnerskie sieci sprzedaży.

Polskie firmy coraz częściej sięgają po faktoring

Na koniec 2017 r. na rachunkach bankowych krajowych przedsiębiorców znajdowało się około 25,5 mld zł pochodzących od firm faktoringowych. Ta forma finansowania działalności systematycznie zyskuje na znaczeniu. Korzysta z niej już ponad 9 tys. podmiotów gospodarczych. Obroty firm faktoringowych zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów w 2017 r. sięgnęły 185 mld zł. To o 16,7 proc. więcej niż przed rokiem. Najczęściej wybieraną przez przedsiębiorców formą finansowania staje się faktoring pełny.

Polskie firmy coraz częściej

Faktoring systematycznie zyskuje coraz większe uznanie wśród prowadzących działalność gospodarczą w Polsce. Ta forma finansowania na tle udzielanych krajowym przedsiębiorcom kredytów operacyjnych stanowi już prawie 20 proc. W ciagu ostatnich kilku lat udział ten zwiększył się dwukrotnie.

Usługa jest prosta i wygodna, a to dla prowadzących działalność gospodarczą jeden z priorytetów. Dzięki niej przedsiębiorcy uzyskują środki na finansowanie bieżących zobowiązań. Mogą więc rozwijać swoje firmy bez obaw o płynność.

Faktoring odpowiada potrzebom firm

Polskie firmy coraz częściej 2
Wykres 1.
Liczba klientów firm zrzeszonych w PZF
w latach 2015 – 2017 (w tys.)

Z usług działających w Polsce spółek oferujących faktoring sko-rzystało w 2017 r. ponad 9 tys. podmiotów gospodarczych. To o 12,6 proc. więcej niż w poprzednim roku. Wystawiły one ponad 10 mln faktur przedstawionych krajowym faktorom do sfinansowania.

– Stajemy się dla polskich przedsię-biorców coraz ważniejszym partnerem. Nasza oferta umożliwia szybkie i proste zaspokojenie najpilniejszych potrzeb, związanych z wypłatami wynagrodzeń, pokrywaniem ubezpie-czenia społecznego, wypełnianiem obowiązków podatkowych. Dzięki naszemu finansowaniu przedsiębiorcy mogą je bez przeszkód zrealizować, pomimo długich terminów płatności wystawianych faktur. Takie właśnie korzyści daje faktoring, zaś przedsię-biorcy coraz częściej je dostrzegają – mówi Dariusz Steć, przewodniczący komitetu wykonawczego Polskiego Związku Faktorów.

Podmioty zrzeszone w Polskim Związku Faktorów w 2017 r. osiągnęły obroty przekraczające 185 mld zł, czyli o 16,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Obsługiwały zobowiązania pochodzące od ponad 250 tys. dłużników. Na każdego z nich przypadało średnio blisko 740 tys. zł należności.

Wykres 2. Obroty firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów w 2017 r. (w mld zł)Polskie firmy coraz częściej 3

Roztropni przedsiębiorcy wolą faktoring pełny

 

Najpopularniejszą formą faktoringu stał się faktoring pełny. Podmioty zrzeszone w PZF objęły w 2017 r. w jego ramach ponad 100 mln zł wierzytelności.

 

– Dla wielu przedsiębiorców korzystających z faktoringu szybki dostęp do środków na finansowanie bieżącej działalności to nie wszystko. Oczekują także ochrony przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów za dostarczone towary bądź usługi. Faktoring pełny zdejmuje z nich to ryzyko, stanowiąc bezcenną „poduszkę” finansową na wypadek nieprzewidzianych trudności handlowych – wyjaśnia Dariusz Steć.

 

Istotą tej formy finansowania jest przeniesienie ryzyka z klienta na faktora w sytuacji, gdy kontrahent mający zapłacić fakturę stanie się niewypłacalny. Wówczas to faktor będzie dochodzić roszczeń wynikających z należności i będzie o nie występować tylko i wyłącznie wobec dłużnika. To bardzo wygodne rozwiązanie z punktu widzenia przedsiębiorców.

 

– Zabezpieczeniem jest w tym przypadku polisa ubezpieczeniowa. Może to być polisa zawarta przez faktora, któremu przedsiębiorca powierza należności. Jeśli jednak sam wykupił ubezpieczenie już wcześniej, może ono także stanowić formę zabezpieczenia w faktoringu pełnym. Jest to więc elastyczny mix produktów finansowych – mówi Dariusz Steć.

Faktoring wspiera konkurencyjność

Z usług faktoringowych najczęściej korzystają firmy z branży spożywczej, chemicznej i metalowej. Ta forma finansowania pozwala im na zachowanie płynności przy wzmożonych operacjach handlowych. Umożliwia dynamiczny rozwój prowadzonej działalności, wzrost sprzedaży produktów i usług, a w ślad za tym – liczby i wartości wystawionych faktur.

Wykres 2.Polskie firmy coraz częściej 4

Struktura obrotów firm zrzeszonych w PZF w 2017 r. w ujęciu sektorowym

 

W ujęciu sektorowym, najwięcej wierzytelności firmom faktoringowym powierzają przedsiębiorstwa: produkcyjne i dystrybucyjne. W ich przypadku utrzymanie płynności finansowej ma fundamentalne znaczenie, ponieważ umożliwia utrzymanie konkurencyjności.

 

– Producenci i dystrybutorzy działają w warunkach zmiennej koniunktury na rynku. Potrzebują większej puli środków do wykorzystania na bieżącą działalność. Dzięki nim mogą szybko i łatwo regulować własne zobowiązania. Mogą też udostępnić kontrahentom więcej czasu na zapłatę faktur. Sięgając po faktoring, podnoszą swoją konkurencyjność w sektorach, w których działają – wyjaśnia Dariusz Steć.

Faktoring – panaceum na zatory płatnicze

Jedną z najbardziej dotkliwych dla przedsiębiorców plag są zatory płatnicze. Dłuższe terminy płatności faktur ograniczają wystawiające je podmioty w terminowym regulowaniu zobowiązań wobec dostawców. Przedsiębiorca musi niekiedy czekać na płatność nawet 90 dni. W tym okresie często nie może uregulować należności wobec swoich dostawców. Jeśli kolejne powiązane w ten sposób podmioty staną wobec podobnego problemu, dochodzi do zatoru płatniczego.

Faktorzy doskonale znają ten problem. Dlatego w ich ofercie znaleźć można rozwiązania przeciwdziałające kumulowaniu się należności w łańcuchu dostawców.

– Jedna z ważniejszych korzyści dla klientów korzystających z faktoringu, jest to, że finansowanie udzielane jest im nie tylko od dnia wystawienia faktury do terminu wymaganej zapłaty, ale także po tym terminie. Może to być okres do 30, a nawet 45 dni po terminie wymagalności. Takie rozwiązanie pozwala przedsiębiorcom na realizacje swoich zobowiązań bez obawy, że w przypadku braku zapłaty w terminie faktury pojawi się problem z płynnością – podsumowuje Dariusz Steć.

Czy alimenty mogą poprawić zdolność kredytową?

  • Banki zwykle niechętnie wliczają niestandardowe źródła dochodu do zdolności kredytowej.
  • Alimenty na dzieci są ignorowane przez większość baków, ale mogą spowodować zmniejszenie kosztów utrzymania gospodarstwa.
  • Dodatkowym źródłem dochodu mogą być natomiast alimenty zasądzone na małżonka.

Jednym z podstawowych warunków uzyskania kredytu jest posiadanie odpowiedniej zdolności kredytowej. Na jej wysokość składa się wiele czynników – od dochodów zaczynając, poprzez posiadane już zobowiązania, na kosztach utrzymania kończąc. Czasami jednak posiadamy dodatkowe źródła dochodu, jak zasiłki – np. 500+, dodatki do pensji czy alimenty. Jak traktowane są takie dodatkowe środki przez banki?

Alimenty mają służyć dziecku

Otrzymywane alimenty na dzieci przez większość banków są pomijane przy wyliczaniu zdolności kredytowej. Powodem jest ich przeznaczenie – pieniądze z alimentów mają służyć dziecku, a nie stanowić zabezpieczenie przy kredycie. Rodzice co prawda zarządzają tymi środkami, ale docelowo powinny być przeznaczone na utrzymanie dzieci. Jednak niektóre banki znalazły sposób, aby wykorzystać i te środki w procesie kredytowym.

Możemy znaleźć na polskim rynku banki, które przy wyliczaniu zdolności kredytowej biorą pod uwagę fakt otrzymywania alimentów na dzieci. Niestety są to sporadyczne przypadki, a alimenty te,  w zależności od ich wysokości, nie tyle podwyższają dochody tylko ewentualnie obniżają koszty utrzymania dzieci przy wyliczaniu kwoty kredytu dostępnej dla danego klienta. Natomiast, możemy być pewni, że jeżeli jesteśmy płatnikiem alimentów, to bank każdorazowo kwotę alimentów potraktuje jako zobowiązanie obniżające naszą zdolność kredytową – tłumaczy Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Dodatkowy dochód – alimenty od eks

Zdarza się, że przy rozwodzie jeden z małżonków występuje o alimenty od drugiej strony. Podstawą zasądzenia takich alimentów jest wykazanie, że dana osoba nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać i znajduje się w tzw. stanie niedostatku. Środki te mają zapewniać godziwą egzystencję, jednak nie może o nie wystąpić osoba, z winy której doszło do rozpadu małżeństwa. Nie są one zasądzane dożywotnio – eksmałżonek zobowiązany jest płacić alimenty do momentu zawarcia ponownego małżeństwa przez osobę uprawnioną do ich otrzymywania. Obowiązek alimentacyjny wygasa również po upływie pięciu lat od orzeczenia rozwodu, chyba że wystąpią wyjątkowe okoliczności do jego przedłużenia. Podobnie sytuacja wygląda przy separacji, ale w tym przypadku obowiązek nie wygasa nawet po upływie 5 lat. To wystarczy, aby bank traktował alimenty jako dodatkowe źródło dochodu.

Jeżeli staramy się np. o kredyt hipoteczny, to nie należy zapominać o żadnym źródle dochodu, nawet gdy nie jesteśmy pewni, czy może on być wliczony do zdolności kredytowej. Zawsze możemy liczyć na pomoc eksperta kredytowego, który zna procedury i warunki panujące w bankach i podpowie, który z nich weźmie pod uwagę dodatkowy czy też niestandardowy dochód – dodaje Katarzyna Dmowska.

Komentarz HSBC do wyników rynku faktoringu w Polsce w 2017 roku

Miniony rok był kolejnym dobrym rokiem dla branży faktoringowej w Polsce. Dane dotyczące obrotów wskazują, że klienci coraz bardziej potrzebują bezpieczeństwa. Świadczy o tym ponad 20-proc. wzrost obrotów w segmencie faktoringu pełnego w stosunku do dynamiki wzrostu obrotów na całym rynku. Firmy doceniają komfort, jaki daje im korzystanie z tej formy faktoringu, przede wszystkim przejęcie ryzyka niewypłacalności kontrahenta przez faktora. Jest to rozwiązanie, które nie tylko umożliwia finansowanie bieżącej działalności firmy, ale również pozwala ustrzec się przed ewentualną przedłużającą się zwłoką w płatnościach ze strony nabywców lub wręcz braku płatności. Z kolei 24-proc. wzrost faktoringu cichego (tajnego) wskazuje na fakt, że coraz więcej firm korzysta z faktoringu w celu pozyskania finansowania, jako alternatywy do kredytu obrotowego. Z faktoringu cichego korzystają głównie duże firmy, w połączeniu z faktoringiem pełnym, w celu osiągnięcia poprawy struktury bilansu.

Mniej pozytywny jest rozwój sytuacji w obszarze faktoringu eksportowego, którego dynamika wzrostu była niższa od tempa rozwoju całego rynku, mimo znacznego wzrostu eksportu (9% rok do roku w okresie styczeń-listopad 2017 roku, jak wynika z danych GUS). Tymczasem rozwiązanie to może służyć eksporterom nie tylko do ograniczania ryzyka braku zapłaty ze strony zagranicznych kontrahentów, ale również do ograniczania wpływu ryzyka walutowego na ich biznes. Korzystając z faktoringu, eksporterzy mogą otrzymać zapłatę od faktora w walucie faktury nawet w dniu wystawienia faktury, a nie w ciągu kilkudziesięciu dni (w Europie, gdzie trafia około 80% polskiego eksportu, średni termin płatności wynosi ok. 50 dni), kiedy kurs walutowy może ulec zmianie w porównaniu do stanu z momentu sprzedaży.

Autor: Sebastian Grabek, dyrektor ds. faktoringu w HSBC Bank Polska S.A.

Akcje już nie tanieją. Dziś spotkanie RPP

Amerykańskie rynki akcji przestały świecić na czerwono. Kolejny dzień przynosi więcej informacji, dotyczących tego, co mogło stać za silną, poniedziałkową wyprzedażą indeksów.

Wygląda na to, że – mimo, iż ostatni spadek indeksów giełdowych był zainicjowany przez dane o zarobkach z piątku – winę za pogłębienie wyprzedaży i odpowiedź na pytanie „Dlaczego waluty nie zareagowały?” ponosi m.in. indeks VIX i odwrócony exchange-traded note (ETN) na niego, czyli XIV.

Inwestorzy, przyzwyczajeni do niewielkiej zmienności na rynku, stawiali na utrzymanie takiego stanu rzeczy w przyszłości, inwestując w XIV i jemu podobne instrumenty. Wzrost zmienności wywołał ogromne straty na owych instrumentach i potrzebę „zabezpieczania się” przez stratnych inwestorów, którzy zaczęli zajmować odwrotne pozycje – tym samym zakładając się o wzrost zmienności – dlatego tak mocno rósł krótkoterminowy VIX.

Winę zrzuca się również na automatyczne algorytmy tradingowe oraz tzw. „risk parity  funds”, czyli fundusze, które nie mają ustalonego poziomu inwestycji w konkretne aktywa (np. 90% w akcje, 10% w papiery dłużne), tylko dostosowują poziom inwestycji w konkretne aktywa bezpieczne/ryzykowne do poziomu ryzyka na rynku (mierzonego właśnie np. przez VIX). Tym samym, w przypadku wzrostu implikowanej zmienności struktura aktywów, w które inwestują zmienia się na niekorzyść akcji, a kapitał płynie w stronę obligacji. Tak właśnie prawdopodobnie stało się w poniedziałek.

SPOJRZENIE NA WALUTY

PLN

Polski złoty w relacji do głównych walut miniony dzień zakończył na niemal niezmienionym poziomie. W środę wydarzeniem dnia na krajowym rynku będzie spotkanie, decyzja oraz konferencja Rady Polityki Pieniężnej.  Oczywiście, biorąc pod uwagę uwarunkowania makroekonomiczne w polskiej gospodarce oraz retorykę banku centralnego nie spodziewamy się żadnych zmian w kwestii parametrów polityki monetarnej ani teraz, ani na przestrzeni kolejnych kwartałów.
W kontekście przyszłych działań banku centralnego warto będzie jednak obserwować popołudniową konferencję Banku.

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,15 – 4,17. Wspólna waluta w relacji do dolara amerykańskiego i funta brytyjskiego zakończyła dzień na niemal niezmienionym poziomie.

W dniu dzisiejszym poinformowano, iż partia SPD osiągnęła porozumienie z partią Merkel. Zgodnie z nowymi informacjami, socjaldemokraci będą prawdopodobnie sprawować pieczę nad Ministerstwem Finansów, Ministerstwem Pracy oraz Ministerstwem Spraw Zagranicznych, partia CDU będzie opiekować się Ministerstwem Obrony i Ministerstwem Gospodarki, z kolei CSU – Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Wypracowane przez strony porozumienie będzie musiało jeszcze zostać zaakceptowane przez członków partii SPD, niemniej, wygląda na to, iż jesteśmy na półmetku utworzenia kolejnej “Wielkiej Koalicji” w Niemczech.

GBP

Kurs GBP/PLN  we wtorek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,67 – 4,70. Dzisiejsze dane z brytyjskiego rynku pokazały niespodziewany spadek cen nieruchomości. W ujęciu miesięcznym ceny w styczniu spadła o 0,6% w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Roczna dynamika cen nieruchomości w Wielkiej Brytanii wynosi 2,2% i znajduje się w okolicy wieloletniego minimum. Słabość rynku nieruchomości jest wyraźnie widoczna – jeszcze półtorej roku ceny nieruchomości rosły niemal o 10% rocznie.

Brytyjska waluta kontynuuje dziś słabą passę z ostatnich dni – na parze GBP/PLN jednak nie jest to widoczne, gdyż złoty również notuje spadki. Uwaga inwestorów powinna skupić się na jutrzejszym posiedzeniu Banku Anglii. Rynek nie oczekuje zmian stóp procentowych, inwestorów może zainteresować natomiast nowy “Raport o inflacji”, w którym zawarte będą prognozy gospodarcze Banku. To właśnie nowe szacunki BoE powinny rzucić nieco więcej światła na to, kiedy będziemy mogli spodziewać się kolejnych podwyżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 3,34 – 3,38. Pomimo podwyższonej zmienności w ciągu dnia, dolar amerykański w relacji do głównych walut zakończył wczorajszy dzień na niemal niezmienionym poziomie. Wczorajsze dane JOLT nieco rozczarowały – liczba ofert pracy w grudniu spadła do poziomu 5,811 mln z 5,978 mln notowanych miesiąc wcześniej. Wzrasta natomiast liczba osób, które zwalniają się na swój wniosek. Dane (uwzględniając odczyty z ostatnich miesięcy) sugerują, że popyt na pracę w USA może powoli spadać, co niekoniecznie jest negatywnym sygnałem, biorąc pod uwagę fakt, iż gospodarka Stanów Zjednoczonych obecnie znajduje się w okolicy pełnego zatrudnienia.

W dniu dzisiejszym przemawiać będzie dwóch członków FOMC, William Dudley oraz Charles Evans.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 12/13:00 – decyzja RPP w sprawie stóp procentowych
  • 14:30 – przemawia William Dudley z amerykańskiego FOMC
  • 16:00 – konferencja RPP
  • 16:30 – przemawia Charles Evans z amerykańskiego FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Jaka przyczyna korekty?

Po wcześniejszych głębokich spadkach indeksów na niemal wszystkich światowych giełdach, niektóre giełdy, np. w USA i Japonii, odreagowują lekkimi wzrostami, a inne – pogłębiają spadki, np. w Europie czy Chinach. Inwestorzy mają nadzieję na większe odreagowanie rynków. Z kolei eksperci zastanawiają się nad przyczyną gwałtownego nurkowania indeksów oraz ucieczką kapitałów do bezpiecznych przystani i nadal nie mają jednoznacznej odpowiedzi. Najbardziej prawdopodobna jest teza o zbyt dobrych danych o płacach w USA (wzrost 2,9% r/r), co wywołało obawy o wzrost inflacji, która z kolei wymusiłaby na Rezerwie Federalnej szybsze podniesienie stóp procentowych i bardziej opłacalne niż inwestowanie w akcje byłoby kupowanie innych papierów wartościowych, takich jak obligacje. W efekcie doszło do jednej z największych korekt od 2009 r

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do japońskiego jena (+1,03%), a traci do euro (-0,58%), brytyjskiego funta (-0,89%), dolara kanadyjskiego (-0,92%) oraz dolara australijskiego (-0,89%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,24, GBP/USD – 1,399, USD/CAD – 1,25, AUD/USD – 0,789 i USD/JPY – 109,2. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,2%) i kurs EUR/JPY wynosi 135,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,886. Złotówka zyskuje do głównych walut światowych. W środę rano dolar kosztuje 3,35 zł, euro – ponad 4,15 zł, funt – ponad 4,68 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,58 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 2,64%, frankfurcki indeks DAX – 2,32%, a paryski indeks CAC 40 – 2,35%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 1,74%, meksykański Bolsa stracił 2,16%, a brazylijski Bovespa zyskał 2,48%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,16%, indeks Shanghai Composite obniżył się o 1,82%, a hongkoński indeks Hang Seng spadł o 0,75%.

Ropa i złoto

Trzeci dzień z rzędu ceny ropy naftowej idą w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 66,86 USD (-1,14%), a ropy WTI – 63,39 USD (-1,2%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 72 USD. Z kolei złoto po wcześniejszych wzrostach także traci na wartości. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1331 USD. To 11 USD mniej (-0,83%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – Produkcja przemysłowa (r/r), grudzień – 6,5% (prognoza 6,8%)
  • 9:00 – Węgry – Produkcja przemysłowa (r/r), grudzień – 4,5% (poprzednio 3,6%)
  • 10:00 – Indie – Decyzja ws. stóp procentowych, luty
  • 14:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
  • 16:00 – Polska – Komunikat po posiedzeniu RPP, luty
  • 17:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago
  • 21:00 – Nowa Zelandia – Decyzja ws. stóp procentowych i protokół z posiedzenia RBNZ
  • 23:20 – USA – Wystąpienie szefa Fed z San Francisco

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Nowy CCO PAYBACK Polska

Marcin Pilarski, CCO PAYBACK Polska
Marcin Pilarski, CCO PAYBACK Polska

Marcin Pilarski objął stanowisko Chief Commercial Officer największego w Polsce programu angażowania klientów.

Wkraczając w nową erę angażowania klientów oraz planując pozyskanie kilku milionów nowych użytkowników w związku z przystąpieniem do Programu kolejnych partnerów, kierownictwo PAYBACK podjęło strategiczną decyzję o powołaniu od 1 lutego 2018 roku Marcina Pilarskiego na stanowisko Chief Commercial Officer (CCO).

  W 2018 roku planujemy pozyskać 3 miliony nowych użytkowników Programu PAYBACK, co stawia przed nami szereg nowych możliwości. Z Marcinem na pokładzie chcemy przyśpieszyć rozwój Programu i poszerzyć bazę aktywnych użytkowników kart PAYBACK – mówi Michał Pieprzny, CEO PAYBACK Polska.

Marcin, jako Chief Commercial Officer, będzie odpowiadał za realizację strategii sprzedaży w kluczowych dla Programu segmentach rynku, a także rozwój biznesu zgodnie ze strategią wzrostu przychodów.

– Cieszę się, że dołączam do zespołu PAYBACK w Polsce, i wierzę, że razem będziemy osiągać świetne wyniki na rynku o ogromnym potencjale rozwoju w obszarze angażowania klientów. Zamierzam kontynuować dostarczanie wyjątkowej wartości zarówno partnerom Programu z różnorodnych branż, jak również wielomilionowej i wciąż rosnącej grupie jego użytkowników w całym kraju – mówi Marcin Pilarski, CCO PAYBACK Polska.

Przed dołączeniem do PAYABCK Marcin pracował dla Travelport (NYSE: TVPT), gdzie przez ostatnie dwa lata pełnił funkcję Wiceprezesa ds. Globalnego Produktu i Marketingu w linii biznesowej Agency Commerce. Był tam odpowiedzialny za tworzenie produktów, rozwiązań i usług dostępnych na 170 rynkach dla 68 tysięcy klientów Travelport, koncentrując się przede wszystkim na: platformie rezerwacyjnej Smartpoint, aplikacji poprawiającej efektywność pracy Agency Effectiveness, aplikacji mobilnej oraz wykorzystywaniu danych analitycznych.

Wcześniej pełnił funkcję dyrektora zarządzającego na Europę Wschodnią odpowiadając za operacje Travelport w 25 krajach regionu, w tym w Rosji i Polsce.

Marcin jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. W życiu zawodowym interesuje się teoriami przywództwa oraz wykorzystaniem ich w tworzeniu wysoko wydajnych zespołów osiągających ponadprzeciętne wyniki. Prywatnie jest zapalonym biegaczem, miłośnikiem windsurfingu i jazdy na rowerze.

Konrad Białas: Luty przyniesie zmienność na rynkach

Za nami imponujący styczeń z rajdem ryzykownych klas aktywów od akcji przez surowce po waluty rynków wschodzących, a wszystko to odbywało się przy masowej wyprzedaży dolara amerykańskiego. Jakkolwiek początek roku przebiegał w myśl zadowolenia siłą globalnego ożywienia, tak luty przynosi pierwsze wątpliwości i zagubienie trendów.

W rezultacie aktywa stały się podatne na korektę, czemu też sprzyja poprawa sentymentu wokół dolara po serii bardzo dobrych danych z gospodarki USA. W nadchodzących tygodniach inwestorzy mogą decydować się na częściową realizację zysków ze wzrostu cen akcji, surowców i umocnienia walut ryzykownych, w tym walut rynków wschodzących. To także oznacza zagrożenie dla złotego, który ma za sobą silne otwarcie roku, ale zwykł tracić na wartości, kiedy na rynkach wzrasta awersja do ryzyka. W takim klimacie inwestycyjnym największe zmiany mogą dotyczyć kursu franka do złotego – szwajcarska waluta jest tzw. „bezpieczną przystanią”, która przyciąga kapitał w okresach rosnącej niepewności.

Konrad Białas, główny ekonomista Dom Maklerski TMS Brokers

Biurowa Warszawa atrakcyjniejsza od regionów

W 2017 roku w największych aglomeracjach w kraju popyt na powierzchnie biurowe sięgnął niemal 1,5 mln mkw., informują analitycy Walter Herz. W Warszawie do najemców trafiło znacznie więcej biur niż łącznie na rynkach regionalnych

W 2017 roku w dziewięciu największych miastach w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Szczecin, Lublin) wynajęte zostało około 1 475 000 mkw. powierzchni biurowych. – Bezkonkurencyjna pod względem popytu okazała się Warszawa, w której zawarto transakcje na ponad 800 tys. mkw. biur – zaznacza Bartłomiej Zagrodnik, Prezes Zarządu Walter Herz. W Krakowie podpisano umowy najmu na przeszło 200 tys. mkw. powierzchni, a na wrocławskim rynku najemców znalazło około 170 tys. mkw. biur.

Ponad 9,6 mln mkw. powierzchni biurowej w Polsce

W minionym roku, jak obliczają specjaliści, w największych aglomeracjach w kraju przybyło łącznie ponad 740 tys. mkw. powierzchni biurowych. Zasoby warszawskiego rynku wzbogaciły się o 280 tys. mkw. biur, a w ośmiu miastach regionalnych oddano do użytku ponad 460 tys. mkw. powierzchni, z czego większość w Krakowie – około 193 tys. mkw.

Jak podaje Bartłomiej Zagrodnik, największe miasta w Polsce oferują obecnie łącznie około 9 615 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. – Na koniec ubiegłego roku w Warszawie było 5 230 000 mkw. biur, a regiony dysponowały powierzchnią około 4 385 000 mkw. Niemal połowa regionalnego potencjału biurowego przypada na rynek krakowski i wrocławski. Kraków może pochwalić się już wolumenem 1 100 000 mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych, a Wrocław 907 tys. mkw. biur – wylicza Bartłomiej Zagrodnik.

Coraz mniej wolnej powierzchni

Najniższy współczynnik powierzchni niewynajętej, na poziomie 8,5 proc. notowany jest w Trójmieście, w którym powstaje obecnie kilka dużych projektów, a całkowite zasoby biurowe sięgają prawie 700 tys. mkw. Z danych Walter Herz wynika, że podobnie niskim wskaźnikiem pustostanów charakteryzuje się też rynek poznański. W Warszawie, w której powstaje obecnie niezwykle duża ilość powierzchni biurowej – około 780 tys. mkw., współczynnik pustostanów obniżył się do poziomu 11,5 proc.

Bartłomiej Zagrodnik prognozuje, że w tym roku na warszawskim rynku biurowym nadal będziemy mogli obserwować spadek ilości wolnej powierzchni, co wiązać się będzie z niskim poziomem nowej podaży. Jego zdaniem, przyniesie to dalszą stabilizację stawek czynszowych i mniejsze możliwości negocjacji cen.

Popyt na duże powierzchnie

Do największych transakcji przeprowadzonych w 2017 roku na rynkach regionalnych doradcy zaliczają umowę poufnego najemcy na ponad 25 tys. mkw. w poznańskim Nowym Rynku i przednajem Credit Agricole na ponad 15 tys. mkw. w Business Garden II we Wrocławiu.

W Warszawie z kolei w minionym roku bank Millenium odnowił umowę na ponad 18 tys. mkw. powierzchni w Harmony Office Centre. Podobnej wielkości powierzchnię w Generation Park X wynajęła firma Citi Service Center Poland. Na wynajem około 15 tys. mkw. w Atrium Garden zdecydował J.P. Morgan Poland, a Alior Bank w Łopuszańska Business Park i koncern farmaceutyczny AstraZeneca w budynku Postępu 14 wynajęły powierzchnie przekraczające 13 tys. mkw.

Rosnące zainteresowanie inwestycjami na polskim rynku

Polski rynek nieruchomości komercyjnych cieszył się w 2017 roku większym zainteresowaniem inwestorów niż rok wcześniej. Wartość zawartych transakcji inwestycyjnych sięgnęła niemal 4,7 mld euro, z czego na segment biurowy przypadło 1,6 mld euro, co obejmowało 33 proc. inwestycji. Największym zainteresowaniem inwestorów cieszył się sektor handlowy, w którym ulokowane zostało około 40 proc. walorów.

Jak podaje Walter Herz, nieruchomości biurowe w centrum Warszawy wyceniane są obecnie przy stopach kapitalizacji na poziomie 5,25-5,50 proc., a poza obszarem centralnym 7-7,50 proc. Na rynkach regionalnych stopy kapitalizacji najlepszych obiektów biurowych kształtują się natomiast w przedziale 6,50 -7 proc.

Autor: Walter Herz

Bitcoin i nie tylko – jak przedsiębiorca może rozliczać inwestycję w kryptowaluty?

Wzrastająca popularność kryptowalut sprawia, że stają się one atrakcyjnym przedmiotem inwestowania dla wielu przedsiębiorców. Obiektem ich zainteresowania są zarówno najpopularniejsze cyfrowe waluty, jak i tzw. koparki do ich pozyskiwania. Co za tym idzie: powstaje pytanie, w jaki sposób przedsiębiorcy powinni rozliczać się z tych kosztów.

Kryptowaluty to jeden z najgorętszych tematów ostatnich miesięcy. Miało to związek przede wszystkim z rekordowo wysokimi cenami Bitcoina, co skusiło wiele osób do inwestowania w cyfrowe pieniądze. Ich popularność stała się na tyle duża, że coraz więcej firm zaczęło wprowadzać możliwość opłacania transakcji za pomocą kryptowalut.

Za i przeciw

Zwolennicy Bitcoina wskazują na to, że obracanie nim jest stosunkowo łatwe i szybkie. Dokonywane za jego pomocą transakcje nie wymagają pośredników, a samo przechowywanie Bitcoina oraz operowanie nim jest bezpieczne. Nie bez znaczenia dla niektórych jest także fakt, że płatności dokonywane Bitcoinami są anonimowe.

Z kolei przeciwnicy Bitcoina wskazują, że nie ma on w niczym oparcia, działa na zasadzie bańki spekulacyjnej i nikt nie jest w stanie zagwarantować jego stabilności. Co więcej, zdaniem niektórych analityków, upadek Bitcoina to kwestia czasu i można na nim wyłącznie stracić.

Anonimowość Bitcoina jest niestety wykorzystywana także przez przestępców. Na przykład autorzy słynnego ransomware (złośliwego oprogramowania blokującego użytkownikowi dostęp do danych na komputerze) WannaCry domagali się od ofiar okupu wypłacanego właśnie w Bitcoinach.

Jak rozliczać obrót kryptowalutą?

Jak wskazują eksperci z firmy inFakt, przedsiębiorca, który już zdecyduje się na zakup kryptowaluty, może rozliczać obrót nią w ramach prowadzonej działalności, ale także poza – w przypadku, gdy obrót występuje incydentalnie. Wówczas dochody ze sprzedaży kryptowalut można rozliczyć poza działalnością jako dochody z praw majątkowych.

Z kolei w sytuacji, kiedy obrót cyfrowymi walutami jest ciągły, nastawiony na zysk i ma charakter zorganizowany, rozliczenie powinno nastąpić w ramach działalności gospodarczej. Przedsiębiorca handlujący kryptowalutami powinien pamiętać, aby wybrać odpowiedni kod PKD. W tym wypadku będzie to PKD 64.19.Z – pozostałe pośrednictwo pieniężne. Wybierając formę opodatkowania, przedsiębiorca może natomiast zdecydować się na zasady ogólne lub podatek liniowy. W rozliczeniu rocznym przychód ze sprzedaży kryptowalut należy wykazać razem z pozostałymi przychodami z działalności gospodarczej.

Warto też pamiętać, że nabycie Ethereum, Monero czy Bitcoina stanowi koszt uzyskania przychodu, który można rozliczyć na bieżąco. Przedsiębiorca musi jednak pamiętać o tym, aby mieć odpowiedni dokument, który potwierdzi poniesione koszty. W innym wypadku wydatek na kryptowaluty może nie zostać zaliczony do kosztów uzyskania przychodu. Do kosztów można zaliczyć zarówno wydatki na nabycie kryptowaluty, która miałaby zostać dalej odsprzedana, jak i tych, które będą następnie wykorzystywane do celów związanych z prowadzeniem działalności. Może to być np. zapłata za usługi lub towary.

Kiedy powstaje przychód ze sprzedaży kryptowaluty?

Przedsiębiorcy często mają wątpliwości, kiedy powstaje przychód ze sprzedaży kryptowaluty: czy dzieje się to w chwili, kiedy po jej sprzedaniu otrzymają zapłatę w prawnym środku płatniczym – np. w złotówkach czy euro – na swoje konto giełdowe, czy raczej wówczas, kiedy przeleją tę kwotę na własny rachunek bankowy – mówi Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy w firmie inFakt. – W mojej opinii przychód ze sprzedaży kryptowaluty powstaje wtedy, kiedy na konto giełdowe przedsiębiorcy wpływa wynagrodzenie za sprzedane waluty. Data wykonania przelewu na rachunek przedsiębiorcy z konta giełdowego nie ma tu znaczenia.

Jak zaksięgować koparkę do kryptowalut?

Tak zwana koparka do kryptowalut to komputer posiadający dużą moc obliczeniową. Koszt takiego zaawansowanego urządzenia wynosi zazwyczaj kilkanaście tysięcy złotych. Koparka powinna być zaksięgowana jako składnik majątku pod kodem KŚT 491 Zespoły komputerowe. Ponieważ ma ona znaczą wartość, należy ją także wprowadzić do ewidencji środków trwałych oraz poddać amortyzacji.

Przedsiębiorca może także rozliczać w kosztach uzyskania przychodów wydatki poniesione na zakup sprzętu do wydobywania kryptowaluty oraz rachunki za energię elektryczną zużytą w tym celu. – Wydatki te są poniesione w celu uzyskania przychodu – wyjaśnia Magda Sławińska-Rzemek. – Trzeba pamiętać, aby zostały należycie udokumentowane: zakup sprzętu fakturą lub umową sprzedaży. Co do energii elektrycznej warto rozważyć zamontowanie oddzielnego licznika, aby nie było wątpliwości, że pobrany prąd służy wyłącznie do kopania kryptowalut. Koszt zakupu i montażu dodatkowego licznika również oczywiście może być potraktowany jako koszt prowadzenia działalności.

Deutsche Bank: Im większa firma, tym śmielej inwestuje w rozwój

Zwiększenie mocy produkcyjnych oraz zakup nowych technologii lub sprzętu – to najczęściej deklarowane przez polskie firmy plany związane z inwestycjami. Jak wynika z raportu Deutsche Bank „Polskie firmy – kondycja, perspektywy, inwestycje i ich finansowanie”, skłonność do kreślenia ambitnych planów rozwoju rośnie wraz ze skalą działalności biznesu. Wśród firm średnich i dużych, więcej niż co druga ma zamiar zainwestować w rozwój w perspektywie najbliższych miesięcy.

Dobra koniunktura w polskiej gospodarce trwa. Prognozy na najbliższe miesiące są również optymistyczne – większość ekspertów spodziewa się dalszych wzrostów. Takie warunki rynkowe sprzyjają inwestycjom w rozwój firm. Deutsche Bank sprawdził, czy i w jaki sposób rodzimy biznes chce z tego pozytywnego trendu skorzystać. Z badania przeprowadzonego wśród polskich przedsiębiorstw wynika, że w 2017 r. polskie firmy patrzyły w przyszłość raczej z optymizmem, co przekładało się na chęć inwestowania w rozwój. Wśród wszystkich podmiotów, które wzięły udział w badaniu, aż 41 proc. zadeklarowało chęć podjęcia inwestycji w perspektywie najbliższego półrocza. Warto podkreślić, że w poprzedniej edycji badania, z 2016 r. takie plany miała tylko co trzecia firma.

Inwestycje domeną większych

Wzrost zainteresowania inwestycjami to nie jedyna zauważalna zmiana w ciągu ostatniego roku. Jeszcze w 2016 r. różnice w deklaracjach małych, średnich i dużych firm były minimalne. Tymczasem w nowej edycji raportu wyraźnie widać, że istnieje zależność między wielkością przedsiębiorstwa a planowaniem inwestycji. To właśnie średnie i duże podmioty oraz te działające w skali europejskiej i globalnej chętniej snują plany dotyczące rozwoju. Ich działania mogą stać się impulsem dla mniejszych firm, które w dłuższej perspektywie będą śmielej podchodziły do inwestycji.

– Wydaje się, że przedsiębiorstwa, które odważyłyby się pójść pod prąd i postawiły na inwestycje, mogłyby zyskać sporą premię i to z kilku powodów – komentuje Paweł Sienkiewicz, Dyrektor Departamentu Produktów Kredytowych Deutsche Bank Polska. – Innowacyjne inwestycje to szansa na nowe rynki zbytu i ucieczkę z pułapki niskiej marży. Z kolei postawienie na automatyzację, czy to produkcji, czy obsługi klienta, pozwoliłoby uniknąć lub zminimalizować kłopoty z pozyskaniem pracowników.

Inwestycje firm_Deutsche Bank_07-02-2018 W co inwestują polskie firmy

Listę najważniejszych celów inwestycyjnych – podobnie jak w 2016 r. – otwierają wydatki na zwiększenie mocy produkcyjnych. Do tego kroku przymierza się 60 proc. wszystkich firm planujących inwestycje w najbliższym czasie. Na wysokim miejscu znalazła się też chęć zakupu i wdrożenia nowych technologii, sprzęt i infrastruktura. Taki zamiar ma co drugie badane przedsiębiorstwo. Dla co trzej firmy najważniejsze są inwestycje w nowe powierzchnie biurowe bądź usługowe.

W porównaniu do poprzedniej edycji raportu Deutsche Bank, znacząco spadła skłonność do inwestowania w badania i rozwój. W ten segment chce angażować się jedynie 13,6 proc. polskich firm. W 2016 r. odsetek takich deklaracji wynosił blisko 21 proc. Jak podkreśla Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego Deutsche Bank Polska, przypisywanie niskiej rangi inwestycjom w sferę B+R powinno niepokoić. – To właśnie innowacyjność – warto powtarzać to przy każdej okazji – jest długofalowo najsilniejszą dźwignią wzrostu wartości – mówi Maciej Sus. – Wiedzą to duże firmy – do proinnowacyjnych wydatków przymierza się w najbliższych miesiącach co drugi podmiot o obrotach powyżej 50 mln euro. Na drugiej szali są małe firmy – zaledwie 9 proc. z nich stawia na inwestycje w badania i rozwój.

Inwestycje finansowane z własnych pieniędzy

W konsekwencji utrzymującej się dobrej koniunktury, firmy zgromadziły dość funduszy, aby samodzielnie sfinansować inwestycje. Z raportu Deutsche Bank wynika, że to właśnie ze środków własnych chce korzystać aż 85 proc. przedsiębiorstw nastawionych na inwestycje. Jest to znaczny wzrost w porównaniu do deklaracji z 2016 r. – wówczas na własny kapitał jako optymalne źródło finansowania wskazało 65 proc. Z kolei po fundusze unijne chce sięgnąć co trzecia firma.

Jak podkreśla ekspert Deutsche Bank, finansowanie zewnętrzne wciąż uważane jest za rozwiązanie ostateczne, gdy wyczerpią się inne możliwości. Z kredytu bankowego chciałoby skorzystać ponad 28 proc. podmiotów planujących inwestycje, zaś leasingiem byłoby zainteresowane co piąte przedsiębiorstwo. – Gdy firma zbliża się do kresu możliwości produkcyjnych, po prostu sięga po własne środki i stawia np. nową linię. Ale to historyczne przyzwyczajenie ma swoje wady. Własną „poduszkę finansową” warto zachować na trudniejsze czasy, gdy gorsza koniunktura będzie wymagała np. dodatkowego finansowania obrotowego, a banki będą mniej skore do udzielania kredytów – radzi Paweł Sienkiewicz. – Zdolność kredytową lepiej budować w dobrych czasach, traktując wynegocjowaną na dobrych warunkach linię jako rezerwę na nagłe sytuacje, gdyby np. pojawiła się możliwość przejęcia innego podmiotu – dodaje.

Prognozy na bieżący rok

Według Arkadiusza Krześniaka, Głównego Ekonomisty Deutsche Bank Polska, w 2018 roku gospodarka Polski prawdopodobnie wzrośnie realnie o 3,6 proc., PKB strefy euro zwiększy się o 2 proc., a Niemiec o 1,8 proc. – Pomimo oczekiwanej korzystnej koniunktury na rynku krajowym i rynkach zagranicznych w Europie, w przyszłym roku firmy staną w obliczu nowych wyzwań. Dalszy spadek stopy bezrobocia spowoduje, że niedobór pracowników stanie się coraz bardziej odczuwalną barierą, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce przeważają technologie wymagające relatywnie dużego nakładu pracy. To sprawi, że większego znaczenia nabierze konieczność inwestycji w technologie zmniejszające zależność przedsiębiorstwa od dostępu do siły roboczej – uważa Arkadiusz Krześniak.

Pewna jest tylko niepewność

Historycznie bardzo długi okres skompresowanej, niskiej zmienności, tradycyjnie kończy się jej potężnym wybuchem. W obliczu silnych przetasowań sentymentu i załamania na Wall Street, które nie miało wiele wspólnego z sytuacją fundamentalną, uczestnicy rynku wystawieni są na próbę wystrzału zmienności. To obraz notowań, o którym inwestorzy przyzwyczajeni do pełzającej, ślimaczej hossy na rynkach akcji dawno zapomnieli.

Podstawą spadków było nie widmo recesji (wręcz przeciwnie, światowa gospodarka jest w świetnej formie i w tym roku zadaniem MFW wzrośnie o blisko 4 proc.) a skrajne pozycjonowanie, ekstremalne wykupienie i wyśrubowane do granic wyceny. Część inwestorów zaczyna się obawiać, że kończy się powoli era dobrej koniunktury i bardzo łagodnej polityki monetarnej, która zapewniała niską zmienność. Kluczem będzie kolejne kilkadziesiąt godzin. Jeśli w tym czasie zniżka nie zostanie w jeszcze większym stopniu wymazana a stabilizacja nastrojów, to zapewne będzie czekać nas głębsze spadkowe odreagowanie.

Jedno jest pewne: czeka nas okres większych wahań kursów walut i cen instrumentów finansowych, wzmożonej niepewności i niestabilności sentymentu. W takim środowisku zagrożone są przede wszystkim te waluty i aktywa, które charakteryzowało skrajne pozycjonowanie. Inwestorzy w obliczu rynkowych turbulencji powinni dążyć do redukcji swojej ekspozycji. A na fali słabości dolara takich przypadków jest mnóstwo. Należy zacząć od walut emerging markets, szczególnie zagrożony jest rubel i rand, ale złoty również jest zbyt mocny względem fundamentów. Wartość godziwą EUR/PLN widzimy obecnie ponad 4,20. W gronie G-10 rekordowe pozycjonowanie charakteryzuje euro. W przypadku funta i wspólnej waluty zaangażowanie netto instytucji finansowych odbiega też od długoterminowej średniej o około 1,5 odchylenia standardowego. Dlatego też w tym epizodzie większej awersji do ryzyka faworyzujemy dolara – może stać się beneficjentem wychodzenia z rynku inwestorów. Na rynkach surowców podobnie wygląda sytuacja ropy, bawełny i co ciekawe – złota. Dlatego też kruszec powinien w przypadku rozwinięcia się spadków zachowywać się słabiej niż wskazywałyby na to historyczne wzorce.

Dziś należy zwrócić uwagę na posiedzenia RPP i RBNZ, ale i tak zostaną one w cieniu przetasowań na Wall Street.

Rada Polityki Pieniężnej utrzyma stopy procentowe bez zmian, ale interesująca może być konferencja prasowa. Jeśli obawy o siłę złotego i konkurencyjność zostaną uwzględnione w komunikacie po posiedzeniu, jeszcze bardziej podkreśli to dominację gołębiego skrzydła w Radzie, co w końcu może pchnąć rynek do ujmowania podwyżki z wyceny. W obliczu niepewnego i kruchego sentymentu na rynkach zewnętrznych, przekaz RPP może być katalizatorem dla redukcji ekspozycji w złotym. Niezależnie od wyniku posiedzenia spodziewamy się osłabienia złotego i powrotu EUR/PLN ponad 4,20.

RBNZ obecnie funkcjonuje z wakatem na stanowisku gubernatora (jego obowiązki pełni wiceprezes Spencer do czasu, aż nowy rząd wybierze swojego kandydata). Adrian Orr został już wybrany, ale jego kadencja rozpocznie się dopiero 27 marca. Nowy rząd planuje też rewizję celów polityki pieniężnej, a szczegóły jeszcze będą ustalane. Kombinacja tych czynników zmniejszają szanse na istotne zmiany w strategii polityki pieniężnej. Stąd komunikat po lutowym posiedzeniu powinien być w większości neutralny i zbliżony wydźwiękiem do listopadowego a po Banku Rezerwy Nowej Zelandii powszechnie oczekuje się utrzymania stopy procentowej na 1,75 proc. Kluczem będą zatem rewizje prognoz makroekonomicznych. Ryzyka przeważają po gołębiej stronie, co może dołożyć się do zmienności NZD. Dane z gospodarki od ostatniego posiedzenia w listopadzie miały mieszany wydźwięk. Choć wzrost PKB w IV kw. zaskoczył pozytywnie (2,7 proc. r/r) a z nocnych danych wynika, że bezrobocie jest najniższe od dziewięciu lat, to inflacja CPI (1,6 proc. r/r) wypadła słabiej zarówno wobec prognoz rynkowych, jak i RBNZ.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Samochody autonomiczne zmienią zasady gry na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych

Samochody autonomiczne czy car-sharing, czyli współdzielenie aut to zjawiska, które mają i będą mieć coraz większy wpływ na kształt rynku motoryzacyjnego. Auta wyposażone w szereg czujników bezpieczeństwa mogą obniżyć liczbę wypadków nawet o 90 proc. Zmiany te mają coraz większy wpływ na rynek ubezpieczeń komunikacyjnych. Jak wynika z analizy firmy doradczej Deloitte, firmy ubezpieczeniowe muszą przygotować się na wprowadzenie fundamentalnych zmian w ofercie ubezpieczeń komunikacyjnych, a także w obszarze oceny ryzyka, wyceny składki i modeli biznesowych.

Ubezpieczenia komunikacyjne mają najwyższy udział w ubezpieczeniach majątkowych. W 2015 roku w skali globalnej wygenerowały one około 200 mld dolarów, czyli jedną trzecią wszystkich składek płaconych za ubezpieczenia majątkowe. – Również w Polsce rynek ubezpieczeń komunikacyjnych jest jednym z wiodących. Jak wynika z raportu Deloitte dla Polskiej Izby Ubezpieczeniowej, po polskich drogach jeździ ponad 23 mln aut, a w 2016 roku wypłaty z tytułu OC i AC wyniosły 12 mld zł – mówi Krzysztof Stroiński, Partner, Lider Praktyki Ubezpieczeniowej w Europie Środkowej, Deloitte.

Jak samochody autonomiczne mogą wpłynąć na sytuację na drogach? Z szacunków wynika, że najeżone czujnikami auta mogą ograniczyć liczbę wypadków nawet o 90 proc. – Co więcej w wielu krajach obserwujemy rosnące postawy proekologiczne, które wiążą się ze wzrostem awersji do posiadania własnego samochodu, a w konsekwencji z popularyzacją współużytkowania pojazdów i współdzielenia podróży, czyli tzw. car- i ride- sharingu. Jest to widoczne szczególnie w miastach. To wszystko nie pozostaje bez wpływu na rynek ubezpieczeń – mówi Krzysztof Stroiński.

Przede wszystkim bezpieczeństwo

Z badania Deloitte wynika, że tempo tych zmian może się różnić w zależności od grupy wiekowej i regionu, ale przekonujące korzyści ekonomiczne i społeczne sugerują, że przyszłość będzie coraz częściej definiowana przez pojazdy autonomiczne. Najbardziej przychylni samochodom autonomicznym oraz współdzieleniu aut są mieszkańcy Chin oraz Indii, a także przedstawiciele pokolenia milenialsów i generacji Z. Zdaniem ekspertów Deloitte również w innych krajach i starszych grupach wiekowych akceptacja dla tego typu rozwiązań będzie rosła. – Będzie się to jednak działo stopniowo, tak jak stopniowo zmienia się technologia. Producenci samochodów dziś nie sprzedają jeszcze pojazdów autonomicznych, ale wyposażają już nowe auta w szereg czujników, które wpływają na bezpieczeństwo i zwiększają zaufanie konsumentów do automatyzacji – mówi Daniel Martyniuk, Partner w Dziale Konsultingu, Deloitte.

Z badania Deloitte wynika, że konsumenci chcieliby, by ich samochody były przede wszystkim bezpieczne, dlatego najchętniej wyposażyliby je w czujniki, które pozwalają rozpoznawać obiekty na drodze i unikać kolizji. Czujniki te informują kierowcę o niebezpiecznych sytuacjach drogowych, blokują auta w razie niebezpiecznych sytuacji w ruchu drogowym czy też wzywają pomoc w razie wypadku. – Większość kierowców chce, aby ich pojazdy zostały należycie wyposażone w technologie związane z zachowaniem bezpieczeństwa, odwrotnie niż w przypadku smartfonów, gdzie użytkownicy oczekują przede wszystkim szybszego działania urządzeń i sprawnej obsługi – tłumaczy Daniel Martyniuk.

Nowe oblicze składki ubezpieczeniowej

Pojawienie się na drogach pojazdów autonomicznych i coraz większa popularyzacja car-sharingu wpłynie na wysokość składki ubezpieczeniowej płaconej przez kierowców. Z jednej strony zminimalizowanie błędów ludzkich, a co za tym idzie mniejsza liczba wypadków samochodowych mogą wpłynąć na zmniejszenie składek ubezpieczenia. Z kolei współdzielenie samochodów może zwiększyć składkę, ponieważ komercyjne wykorzystanie auta będzie negatywnie wpływało na jej wysokość. – Przyszłość, w której samochody tradycyjne będą jeździć po ulicach obok pojazdów częściowo i w pełni zautomatyzowanych, a w dalszej perspektywie wizja dominacji samochodów autonomicznych na drogach, powinna wymusić wprowadzenie fundamentalnych zmian w ofercie produktów ubezpieczeniowych, a także w obszarze oceny ryzyka, wyceny i modeli biznesowych – mówi Jacek Wiśniewski, Starszy Menedżer, Dział Usług Aktuarialnych i Ubezpieczeniowych, Deloitte.

Zmiany te będą obejmować szereg czynników, m.in. przygotowanie się ubezpieczycieli, do tego że rewolucja na rynku motoryzacyjnym może przebiegać w różnym tempie w różnych regionach i grupach wiekowych czy też uznanie, że odpowiedzialność za wypadki i kolizje w coraz mniejszym stopniu będzie spoczywała na kierowcy, a w coraz większym stopniu na producencie pojazdu lub technologii.

Powszechność technologii będzie wymagać od firm ubezpieczeniowych wdrożenia zaawansowanych narzędzi analitycznych oraz odpowiedniego przeszkolenia rzeczoznawców i likwidatorów szkód. – To wszystko oznacza, że firmy ubezpieczeniowe będą musiały szybko się odnaleźć w ewoluującej rzeczywistości mobilnego ekosystemu. Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy przegapią tę rewolucję. Tylko dzięki odpowiednio szybkiemu reagowaniu ubezpieczyciele będą mogli utrzymać swoją pozycję w zmieniającym się i bardzo konkurencyjnym otoczeniu – podsumowuje Krzysztof Stroiński.

Czeka nas kolejny rok wzrostu rynku leasingu. Konsumpcja prywatna lekko wyhamuje, wyraźnie odbiją inwestycje

2018 rok będzie dziewiątym z rzędu, w którym rynek leasingu w Polsce wzrośnie. Co więcej, będziemy mieć do czynienia z bezprecedensową sytuacją, w której branża leasingowa zakończy szósty rok z rzędu dwucyfrową dynamiką. ZPL prognozuje, że wartość sfinansowanych aktywów przez firmy leasingowe w 2018 roku wzrośnie o 15,1 proc.

– Za nami kolejny roczny rekord branży leasingowej. Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że firmy leasingowe sfinansowały w 2017 roku aktywa o wartości 67,8 mld zł, czyli o 15,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Mamy bezprecedensową sytuację, w której nasz rynek od pięciu lat rozwija się w dwucyfrowym tempie, a wszystko wskazuje na to, że taka sytuacja utrzyma się również w najbliższych dwóch latach. Tak dobre wyniki naszej branży to pochodna świetnej kondycji polskiej i światowej gospodarki. W szczególności jednak na poszczególne obszary rynku leasingowego wpłynęły takie czynniki jak eksport, produkcja przemysłowa, wykorzystanie zdolności produkcyjnych oraz konsumpcja prywatna – zwraca uwagę Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL.

Kiedy rośnie eksport i produkcja przemysłowa…

… leasing maszyn rośnie jak na drożdżach. W 2017 roku wyraźnie przyspieszyła międzynarodowa wymiana handlowa, na czym skorzystała strefa euro, której gospodarka ma wyraźnie eksportowy charakter. Dzięki temu wzrost gospodarczy w Eurolandzie jest obecnie na najwyższym od 6 lat poziomie. Nie pozostaje to bez wpływu na polską gospodarkę – blisko 80 procent eksportu kierujemy właśnie do krajów Unii Europejskiej. Nie dziwi więc, że w okresie od stycznia do listopada 2017 roku eksport towarów z Polski wzrósł o 10,7 proc. r/r, a w samym listopadzie dynamika wyniosła 12,5 proc. r/r.

Rosnący eksport ma wyraźne przełożenie na wyniki przetwórstwa przemysłowego. Dynamika produkcji przemysłowej w tym obszarze wyniosła w ubiegłym roku 7,3 proc. r/r. A przetwórstwo jest tą częścią gospodarki, która jest mocno powiązana z finansowaniem maszyn przez firmy leasingowe. Jeżeli dodamy do tego bardzo wysokie wykorzystanie zdolności produkcyjnych w polskich firmach (rzędu 83,5 proc.) i rozpoczęcie utylizacji środków unijnych z perspektywy 2014-2020, to w efekcie sektor maszyn stał się siłą napędową całego rynku leasingu z ponad 20 proc. dynamiką.

Kiedy są grubsze portfele Polaków

…zyskuje rynek finansowania samochodów. Głównym motorem rozwoju polskiej gospodarki stały się wydatki konsumentów, rosnące zarówno za sprawą bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy, ale też wsparte programem Rodzina 500+. Te natomiast były ściśle powiązane z trendami dominującymi na rynku leasingu. Firmy leasingowe ponad 3/4 swoich usług kierują do firm mikro- i małych z sektora prywatnego, czyli do firm inwestujących w odpowiedzi na silny wzrost popytu krajowego w Polsce, napędzanego rosnącymi wy-datkami konsumpcyjnymi gospodarstw domowych. Znajduje to mocne odzwierciedlenie w finansowaniu pojazdów lekkich, gdzie dodatkowo dynamiczny wzrost rejestracji nowych aut osobowych i dostawczych (o 15 proc. w 2017 r.) jest wpierany korzystnymi przepisami fiskalnymi. W rezultacie sektor finansowania samochodów osobowych i dostawczych wzrósł w ubiegłym roku o 22 proc.

To, co zawiodło w 2017, zaskoczy w 2018…

…czyli inwestycje. One rosły wyraźnie na poziomie mikro- i małych firm (i widzimy to w wynikach branży leasingowej), ale wzrost inwestycji w całej gospodarce wyniósł za trzy kwartały 2017 roku jedynie 1,1 proc. r/r. Jednak patrząc na ostatnią część ubiegłego roku można spodziewać się, że w 2018 roku będziemy mieć do czynienia z ożywieniem w tym obszarze. Bowiem wzrost inwestycji w IV kwartale jest szacowany na ok. 12,0 proc. r/r.

– Spodziewamy się, że w tym roku z jednej strony wyhamuje nieco dynamika konsumpcji prywatnej, ale za to wyraźnie odbiją inwestycje. Będzie to więc kolejny dobry rok dla branży leasingowej. Zgodnie z prognozą ZPL, wartość sfinansowanych aktywów przez firmy leasingowe wzrośnie o 15,1 proc. w 2018 roku – mówi główny ekonomista EFL.

Powstaje największy teleskop na świecie. Pozwoli on na obserwacje dalekiego kosmosu, w tym poszukiwania „drugiej Ziemi”

Powstaje największy teleskop na świecie. Pozwoli on na obserwacje dalekiego kosmosu, w tym poszukiwania „drugiej Ziemi” 1

W 2022 roku zacznie działać Ekstremalnie Wielki Teleskop Europejski. Nowe urządzenie pozwoli pozyskiwać 13 razy więcej światła niż największy obecnie działający na świecie teleskop i dostarczać obrazy 16 razy ostrzejsze niż pochodzące z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. W budowę urządzenia przeznaczonego do badania obiektów kosmicznych takich jak planety pozasłoneczne i ich atmosfera zaangażowani są polscy naukowcy.

– Ekstremalnie Wielki Teleskop, czyli ELT, to największe obserwatorium astronomiczne świata. ELT będzie miał największe zwierciadło, o średnicy 39 m, zbudowane z prawie 800 sześciokątnych, małych, ruchomych zwierciadełek i będzie miał powierzchnię zbierającą światło ponadtrzynastokrotnie większą niż największe obecnie funkcjonujące teleskopy świata. Na tym astronom zależy najbardziej – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Aleksandra Bukała, dyrektor generalna Sener Polska.

Największy na świecie teleskop optyczny E-ELT powstanie na szczycie Cerro Armazones (ponad 3 tys. metrów n.p.m.) na pustyni Atakama w Chile, gdzie ruchy atmosfery ziemskiej należą do najmniejszych na globie ziemskim. Dzięki nowatorskim rozwiązaniom, m.in. ruchomym lustrom, wyeliminowane zostaną możliwe wpływy atmosfery, jak parowanie czy wiatr. Nowy teleskop pozwoli na dokładniejsze obserwacje Wszechświata, badanie ciemnej materii czy szukanie planet wielkości Ziemi. Będzie zbierał 100 mln razy więcej światła niż ludzkie oko i 26 razy więcej niż jeden teleskop VLT.

– Dokładność teleskopu ELT będzie pozwalała badać np. skład atmosfery pozasłonecznych planet, więc astronomowie z całego świata już ustawiają się w kolejce do produkcji swoich badań, które do tej pory w ogóle nie były możliwe, bo nie byliśmy w stanie spojrzeć tak daleko. Rozmiar teleskopu Hubble’a był ograniczony możliwościami rakiety nośnej i pojemnością ładowni wahadłowców amerykańskich starej generacji, tutaj tego problemu nie ma. Jeśli uda się wyeliminować wpływ ziemskiej atmosfery, to otrzymamy unikalne w skali świata narzędzie do obserwacji dalekiego kosmosu – tłumaczy Aleksandra Bukała.

Światło w ELT będzie zbierać zwierciadło o średnicy 39 metrów. Powierzchnia konstrukcji zajmie teren podobnej wielkości co połowa boiska do gry w piłkę nożną. To właśnie główne lustro, M1, jest czymś, co wyróżnia nowy teleskop. Skierowane w kierunku gwiazd i ustawione pod niewielkim kątem względem Ziemi będzie zbierać światło i kierować je w kierunku M2, czyli drugiego lustra, ustawionego 70 metrów bezpośrednio nad głównym zwierciadłem i największego kiedykolwiek wyprodukowanego lustra wypukłego. Światło będzie przesyłane do kolejnych zwierciadeł, a dopiero wówczas trafi przed oczy astronoma.

– Wszystkie zwierciadła mają unikalne sposoby stabilizacji mechanicznej. To szczególne ważne w przypadku tego pierwszego zwierciadła, bo dzięki ogromnej powierzchni jest ono narażone na taki efekt, jaki występuje czasami na powierzchni jeziora, gdzie w wyniku wiatru powstają delikatne zmarszczki. Takiego samego efektu inżynierowie spodziewają się na powierzchni pierwszego zwierciadła, stąd pod każdym segmentem tego zwierciadła będą się znajdowały specjalne siłowniki, które będą ten efekt niwelować – tłumaczy ekspertka.

Ekstremalnie Wielki Teleskop Europejski jest budowany przez Europejskie Obserwatorium Południowe. To unikalna konstrukcja, która wymaga elementów optycznych i mechanicznych zaawansowanych technologicznie. W budowę ELT, którego koszt szacuje się na 1 mld euro, zaangażowani są polscy inżynierowie. Eksperci Sener Polska będą odpowiedzialni za projekt i produkcję dwóch modułów zwierciadeł nowego teleskopu. W Polsce powstaną m.in. urządzenia służące do montażu zwierciadła czy specjalne ochrony zwierciadeł przed uszkodzeniem.

– Oczekiwania wobec obserwacji wykonanych przy użyciu ELT są ogromne. Mamy nadzieję, że uda się osiągnąć wiele przełomowych odkryć dla lepszego poznania naszego wszechświata. Teleskop już znajduje się w budowie, fundamenty zostały wylane, większość kluczowych kontraktów została podpisana, część kontraktów znajduje się w fazie konkursowej. Zakończenie budowy teleskopu i jego uruchomienie jest planowane na 2022 rok – podsumowuje Aleksandra Bukała.

Do 2020 r. Europejska Rada ds. Innowacji wesprze 1000 najbardziej innowacyjnych projektów. UE na ten cel przeznaczy łącznie 30 mld euro

Do 2020 r. Europejska Rada ds. Innowacji wesprze 1000 najbardziej innowacyjnych projektów. UE na ten cel przeznaczy łącznie 30 mld euro 2

Wsparcie innowacji oraz fundusze na badania i rozwój to plany Komisji Europejskiej na najbliższe lata. Wspólnota chce wspierać projekty, które z jednej strony są ryzykowne, ale jednocześnie mogą przynieść nowe technologie i miejsca pracy. W aktualnej perspektywie finansowej nacisk zostanie położony na kilka obszarów: cyberbezpieczeństwo, migracje, gospodarkę o obiegu zamkniętym oraz cyfryzację. W nowym programie Europejska Rada ds. Innowacyjności przeznaczy do 2020 r. 2,7 mld euro na wsparcie najbardziej innowacyjnych projektów.

W najbliższych latach Komisja Europejska przeznaczy łącznie na wsparcie innowacyjnych projektów około 30 mld euro. Nowym projektem jest Europejska Rada ds. Innowacji, która otrzyma budżet około 2,7 mld euro do 2020 roku. To nowy, pilotażowy program, którego zadaniem jest wspieranie najbardziej innowacyjnych firm i projektów.

– Jej celem jest wspieranie najbardziej innowacyjnych małych i średnich firm, jak również ośrodków i projektów badawczych tak, aby mogły jak najlepiej rozkwitać i przynosić efekty. Odbędzie się to poprzez łączenie ich z innymi firmami tak, aby w połączeniu lepiej działały, weszły na rynek lub już funkcjonowały na rynku. W tym celu rada ma zamiar wesprzeć około tysiąca projektów do 2020 roku – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Horyzont 2020 jest największym do tej pory, zarówno pod względem wartości, jak i zakresu, programem badań i innowacji w Unii Europejskiej. Wspiera projekty, których cele powiązane są ze strategicznymi priorytetami strategii „Europa 2020” i „Unia innowacji”. Program w dużym stopniu opiera się na wynikach osiągniętych podczas poprzednich programów ramowych. Ma trzy główne priorytety tematyczne: doskonała nauka, przywództwo przemysłowe i wyzwania społeczne.

Horyzont 2020 oferuje uproszczone zasady udziału i zapewnia finansowanie do poziomu 100 proc. kosztów kwalifikowanych. W latach 2018–2020 nacisk zostanie położony na mniejszą liczbę zagadnień, za to otrzymają one większy budżet. Chodzi o: niskoemisyjną, odporną na zmianę klimatu przyszłość (3,3 mld euro), gospodarkę o obiegu zamkniętym (1 mld euro), digitalizację i przekształcanie europejskiego sektora przemysłu i usług (1,7 mld euro), unię bezpieczeństwa (1 mld euro) i migracje (200 mln euro).

– Do 2020 roku nacisk zostanie położony na kilka obszarów, w których liczymy na innowacje. To cyberbezpieczeństwo, migracje, gospodarka o obiegu zamkniętym, tzw. circular economy, a także cyfryzacja, umiejętności cyfrowe społeczeństwa. To kilka priorytetowych obszarów, w których KE w ramach Horyzontu 2020 będzie wspierała innowacje – mówi Piotr Świtalski

W tym roku ruszają rozmowy na temat przyszłego unijnego budżetu. Jak przyznaje przedstawiciel Komisji Europejskiej w Polsce, trudno przewidzieć, jak będą wyglądać programy na innowacyjność i badania po 2020 roku. Zakłada jednak, że innowacyjna gospodarka będzie jednym z priorytetów Unii Europejskiej, co oznacza, że za kilka lat także nie powinno zabraknąć funduszy na wsparcie nowych rozwiązań i technologii.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na dolarze australijskim…

Ostatnia wyprzedaż na rynku akcji przełożyła się również na migrację kapitału do bardziej bezpiecznych aktywów oraz do zamykania transakcji carry trade, co widać po umocnieniu się jena japońskiego i dolara amerykańskiego względem dolara australijskiego oraz nowozelandzkiego.

Dalsza paniczna wyprzedaż przełoży się na dalszą aprecjację bezpiecznych aktywów, ale co na to analiza techniczna?

AUDJPY – mocna przecena

Przez ostatnie kilka tygodni na parze walutowej AUDJPY dzieję się mało, mamy do czynienia z długoterminową konsolidacją. Nawet ostatnia wyprzedaż na rynku giełdowym nie zdołała pokonać dolnego ograniczenia konsolidacji 84-85. Jeżeli na wykresie tygodniowym powstanie Pin Bar, będzie to oznaczało zakończenie wyprzedaży i kolejny test górnej bandy konsolidacji 88-89. Z drugiej strony zaostrzenie sytuacji na rynku oraz dalsza przecena światowych indeksów doprowadzi do zamykania długich pozycji w dolarze australijskim i spłatę zadłużenia denominowanego w jenie japońskim. W przypadku tego scenariusza notowania AUDJPY spadłyby w okolicę poziomu 82.

Notowania AUDJPY, interwał dzienny

Notowania AUDJPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Z kolei analizując wskaźniki analizy technicznej podążające za trendem mamy zgrzyt interwałów. Na interwale dziennym oraz czterogodzinowym wszystkie wskaźniki wskazują na trend spadkowy. Natomiast na wyższym interwale czasowym trzy z pięciu wskaźników technicznych wskazują na trend wzrostowy. Należą do nich MACD, Awesome oraz Parabolic. Oprócz tego warto wiedzieć, że notowania na interwale tygodniowym znalazły się poniżej 55-okresowej oraz 14-okresowej średniej kroczącej.

Patrząc na wszystkie zmienne większe prawdopodobieństwo leży po stronie kontynuacji wyprzedaży.

NZDUSD – wzrosty w opałach

Przez cały 2017 rok notowania pary walutowej NZDUSD poruszały się w konsolidacji. Czy jest to pora na jej zakończenie?

Dolne ograniczenie konsolidacji znajduje się w okolicy poziomu 0.685-0.696. Zostało już przetestowane trzy razy i za każdym razem kupujący odparli atak niedźwiedzi. Tak samo było w grudniu 2017 roku, na samym początku strefa wsparcia została naruszona, ale ostatni miesiąc poprzedniego roku przyniósł mocne odbicie. Po kilku tygodniach wzrostowych notowania po raz kolejny znalazły się na oporze 0.733-0.740. Opór został już niejednokrotnie przetestowany oraz przebity, ale niedźwiedzie nie dawały za wygraną. Czy tym razem będzie tak samo?

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na interwale tygodniowym wszystkie wskaźniki wskazują na trend wzrostowy. Notowania poruszają się ponad krótkoterminową oraz długoterminową średnią kroczącą. Z kolei spoglądając na interwał dzienny sytuacja wygląda nieco inaczej. Dwa z pięciu wskaźników sugerują trend spadkowy. Należą do nich 14-okresowa EMA oraz Parabolic, czyli dwa najszybsze wskaźniki analizy technicznej. Dodatkowo oscylator stochastyczny wskazuje na mocne wykupienie rynku, co przekłada się na większe prawdopodobieństwo wyprzedaży.

Niemniej jednak, dopóki notowania na interwale tygodniowym nie znajdą się poniżej krótkookresowej średniej kroczącej EMA, to scenariusz wzrostowy jest jak najbardziej prawdopodobny.

Dział Analiz Admiral Markets

Elektromobilność szansą na stworzenie nowej gałęzi polskiego przemysłu

Elektromobilność nie jest nowym trendem. Jeszcze sto lat temu pierwsze samochody były pojazdami elektrycznymi. Ze względu na problem z magazynowaniem energii, wygrały i upowszechniły się diesle oraz auta napędzane paliwami stałymi. Ustawa o elektromobilności jest elementem otwierającym dyskusję oraz zapoczątkowującym przygotowania do budowy sieci i upowszechnienia aut elektrycznych. Ważnym momentem będzie podjęcie decyzji o działaniach koncernów energetycznych, które mają dominującą pozycję, a na ogół są państwowe.

– Stary trend powraca. Ma on swoje plusy i minusy. Zwłaszcza w dużych miastach bardzo silnie wpływa na jakość powietrza – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Z punktu widzenia polskiej gospodarki bardzo ważne jest, abyśmy potrafili wyodrębnić jej segment, który wyprodukuje pojazdy elektryczne. To nowy biznes i będzie się on rozwijał. Jeżeli Polska się do tego nie przygotuje zapłacimy zagranicznym koncernom. Mamy szansę stworzyć nową gałąź przemysłu. Firmy takiej jak Orlen, Lotos, PGE czy Tauron mają bardzo rozbudowaną infrastrukturę sieciową, która jest też niezbędna do rozwoju stacji ładowania, jak i całego przemysłu elektromobilnego. Nie możemy więc zacząć od pojazdów, jeżeli nie będzie sieci. Ta z kolei nie sfinansuje się bez samochodów. Dlatego te dwa elementy muszą ruszyć równolegle – ocenił Roszkowski.

Posiadacze polisolokat odzyskują pieniądze. Sądy w większości przychylają się do roszczeń nabywców takich produktów

Posiadacze polisolokat odzyskują pieniądze. Sądy w większości przychylają się do roszczeń nabywców takich produktów 3

Rzecznik Finansowy proponuje zmiany w prawie, które miałyby uporządkować rynek ubezpieczeń o charakterze inwestycyjnym. Problem wciąż istnieje, choć w sprzedaży nie ma już złych produktów narażających klientów na wysokie opłaty likwidacyjne, przez które tracili często całe ulokowane środki. Posiadacze takich produktów coraz powszechniej walczą o zwrot pieniędzy w sądach, które w większości przypadków przychylają się do roszczeń.

– Wielu klientów przez lata nabywało produkty ubezpieczeniowe, które były im sprzedawane jako produkt inwestycyjny, na którym zarobią na swoją emeryturę albo na przyszłość swoich dzieci. Natomiast – jak się okazało po latach – były one stricte produktami ubezpieczeniowymi, miały niewiele wspólnego z częścią inwestycyjną. Zaczęła się lawina po reportażach w prasie, radiu i telewizji dotyczących dużych opłat pobieranych przez towarzystwa ubezpieczeń – mówi agencji Newseria Paweł Włodarczyk, prezes zarządu Great Private Equity.

Stowarzyszenie „Przywiązani do polisy” podaje, że 2017 rok był rekordowy pod względem liczby pozwów skierowanych do sądów w sprawie polisolokat. Część kancelarii prawniczych wyspecjalizowała się w dochodzeniu takich roszczeń, a w sądach utrwaliła się linia orzecznicza korzystna dla posiadaczy tych produktów. Dlatego ścieżkę sądową – w większości skuteczną w odzyskiwaniu oszczędności wpłaconych na polisy z UFK – wybiera coraz więcej poszkodowanych.

Ubezpieczenia powiązane z funduszami kapitałowymi, w które zainwestowało około 5 mln Polaków, okazały się bardzo skomplikowanym produktem. Dodatkowe opłaty i koszty były ukryte w niezrozumiałych umowach, a większość klientów nie była świadoma, z jakim ryzykiem się to wiąże. Dlatego w 2016 roku weszły w życie przepisy, które miały zwiększyć ochronę klientów.

W założeniu polisolokaty miały umożliwić legalne ominięcie 19-proc. podatku Belki od zysków kapitałowych, czyli zapewnić większy zysk niż na zwykłej lokacie. Problemem okazały się jednak wysokie opłaty dodatkowe i opłaty likwidacyjne. Klient, który chciał wycofać pieniądze i zerwać polisolokatę (zawieraną z reguły na 15-30 lat), tracił nawet do 90 proc. włożonego kapitału.

– Klienci zaczęli występować o zwrot swoich środków, zaczęli interesować się tym, ile rzeczywiście mają zebranych środków finansowych na kontach i – ku ich ogromnemu zdziwieniu – okazało się, że produkt nie działa wcale tak jak powinien – mówi Paweł Włodarczyk.

Wyspecjalizowana w doradztwie finansowym kancelaria prowadzi w tej chwili kilkaset postępowań sądowych, reprezentując poszkodowanych posiadaczy takich produktów finansowych. Liczba takich spraw utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie.

– W ubiegłym roku zakończyliśmy 173 postępowania sądowe, wszystkie zakończyły się wygraną. Klienci odzyskali wszystkie nienależnie pobrane opłaty, jak również odsetki naliczane od momentu, w którym taka opłata została pobrana. W tej chwili toczy się prawie 500 postępowań przeciwko towarzystwom ubezpieczeń na życie. Również liczymy na 100-proc. skuteczność – mówi Paweł Włodarczyk.

W maju ubiegłego roku miał miejsce pierwszy, precedensowy wyrok – warszawski sąd w pierwszej instancji przychylił się do roszczeń grupy 165 klientów, którzy domagali się od Towarzystwa Ubezpieczeń Generali zwrotu 2,5 mln zł pobranych przez ubezpieczyciela w ramach opłat za likwidację polisolokat. Z kolei w tym tygodniu Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał mocy karę w wysokości 5 mln zł dla Getin Banku za sprzedawanie klientom polisolokat i wprowadzanie ich w błąd.

– Towarzystwa twierdzą, że opłata likwidacyjna jest świadczeniem głównym. Natomiast sądy wypowiadają się, że świadczeniem głównym jest ubezpieczenie na życie, a nie opłaty likwidacyjne i ta sentencja zapada w wyrokach. Całe szczęście, sądy mają zupełnie inne spojrzenie na to, co się rzeczywiście dzieje i przychylają się do klientów – mówi Paweł Włodarczyk.

O pomoc poszkodowani zwracają się także do Rzecznika Finansowego. W ubiegłym roku urząd otrzymał 222 wnioski z prośbą o istotny pogląd w sprawie w postępowaniach dotyczących ubezpieczeń z UFK, a rok wcześniej było ich 232. Wnioski dotyczą zarówno sporów indywidualnych, jak i grupowych.

W styczniu biuro Rzecznika Finansowego w piśmie do Senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji zaproponowało zmiany w ustawie, które mają uporządkować rynek polisolokat. Jak podkreślają przedstawiciele biura, bez systemowych rozwiązań może się okazać, że sądy jeszcze przez kolejnych kilka lat będą się zajmować tymi sprawami. Rzecznik proponuje między innymi, by za umowę ubezpieczenia z UFK uznawano takie produkty, w których 51 proc. składki jest przeznaczone na ochronę, a maksymalnie 49 proc. – na inwestycję.

Ministerstwo Energii: czeka nas rok pełen wyzwań dla energetyki. Wśród największych są wprowadzenie rynku mocy i unijny pakiet zimowy

Ministerstwo Energii: czeka nas rok pełen wyzwań dla energetyki. Wśród największych są wprowadzenie rynku mocy i unijny pakiet zimowy 4

Wprowadzenie rynku mocy, wynegocjowanie korzystnego kształtu unijnego Pakietu Zimowego i dokończenie aktualnie prowadzonych inwestycji w moce wytwórcze – to największe wyzwania dla sektora energetycznego w 2018 roku w ocenie Ministerstwa Energii. Nadchodzące miesiące w energetyce upłyną pod znakiem dużych zmian: w pierwszym półroczu ma zapaść decyzja rządu dotycząca budowy elektrowni jądrowej, a w grudniu powinny odbyć się pierwsze aukcje na dostawy energii w latach 2021–2023, związane z wdrożeniem w Polsce rynku mocy.

– Jednym z największych wyzwań, jednocześnie długo wyczekiwanym, jest zafunkcjonowanie rynku mocy w Polsce. To wiąże się z przygotowaniem wytwórców do uczestnictwa w tym systemie. Pojawi się dużo obowiązków, po stronie wytwórców będzie do wykonania olbrzymia praca, żeby można było bezpiecznie i w pełni uczestniczyć w tym systemie – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Dąbrowski, dyrektor Departamentu Energetyki w Ministerstwie Energii.

Ustawa o rynku mocy została w grudniu przyjęta przez Sejm, a obecnie jest w procesie notyfikacji w Komisji Europejskiej. Jak zapowiedział w ubiegłym tygodniu minister Krzysztof Tchórzewski, powinien się on zakończyć w pierwszym kwartale tego roku. Zgodnie z unijnymi regulacjami rynek mocy jest formą pomocy publicznej, dlatego wymaga zgody Komisji.

Ustawa wprowadzi w Polsce dwutowarowy rynek energii. To oznacza, że transakcjom kupna-sprzedaży będzie podlegać nie tylko wytworzona energia elektryczna, ale również moc dyspozycyjna, czyli gotowość do dostarczania energii. Dzięki temu dostawcy mocy pozyskają dodatkowe środki na inwestycje (obecnie ceny hurtowe prądu są zbyt niskie, żeby można było sfinansować modernizację czy budowę nowych bloków). Z kolei operator systemu przesyłowego zyska pewność, że ilość mocy dyspozycyjnej w systemie wystarczy do pokrycia zapotrzebowania odbiorców na energię elektryczną. W grudniu br. mają odbyć się trzy pierwsze aukcje na dostawy energii w latach 2021-23.

Rynek mocy ma zapobiec niedoborom mocy wytwórczych, stanowić dodatkowe wsparcie dla elektrowni i firm energetycznych oraz przeciwdziałać gwałtownym skokom cen energii elektrycznej. Od 2021 roku konsumentom do rachunków za energię będzie doliczana dodatkowa tzw. opłata mocowa. Z symulacji Deloitte wynika, że koszt funkcjonowania rynku mocy przekroczy 4 mld zł rocznie.

– Kolejne wyzwanie to cała strefa regulacji. Trwają prace nad pakietem na rzecz czystej energii dla wszystkich Europejczyków, potocznie zwanym pakietem zimowym. W tym zestawie regulacji jest wiele zapisów, które mogą być groźne lub niebezpieczne dla polskiej gospodarki i sektora energii. Musimy zadbać o to, żeby te zapisy były jak najbardziej korzystne, bo ich kształt na wiele lat zdeterminuje rozwój polskiego sektora energetycznego, łącznie z tym, jaki będzie wymagany udział OZE i jaki będzie udział paliw kopalnych – mówi Tomasz Dąbrowski.

Pakiet zimowy to przedstawiony w 2016 roku, liczący ponad tysiąc stron, zbiór rekomendacji, które dotyczą polityki energetycznej i klimatycznej Unii Europejskiej w latach 2020–2030. Wśród zawartych w nim propozycji jest m.in. kontrowersyjny dla Polski zakaz pomocy publicznej dla źródeł o emisji powyżej 550 kg CO2 na 1 MWh (który w praktyce eliminuje źródła węglowe).

W lutym prace nad pakietem zimowym wejdą w fazę uzgodnień pomiędzy Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim i państwami członkowskimi, które swoje stanowiska w tej sprawie wypracowały w grudniu, w trakcie spotkania ministrów ds. energetyki.

– Chcielibyśmy, aby w jak najpełniejszym zakresie można było wykorzystywać te nośniki energii, które są u nas dostępne, czyli przede wszystkim paliwo kopalne, jakim jest węgiel kamienny i węgiel brunatny. Pomysły, które są lansowane w ramach UE są różne, idą trochę wbrew naszym oczekiwaniom, staramy się zatem pogodzić ogień z wodą – mówi Tomasz Dąbrowski.

Dyrektor departamentu energetyki w ME ocenia, że trzecim, istotnym wyzwaniem dla energetyki będzie w najbliższym czasie dokończenie aktualnie realizowanych i planowanych  inwestycji – m.in. dwóch nowych bloków Elektrowni Opole, nowego bloku w Jaworznie oraz planowanej do realizacji w tym roku budowy bloku energetycznego na terenie Elektrowni Ostrołęka.

– Mamy w tej chwili olbrzymi plac budowy w obszarze wytwarzania. Jedna inwestycja – blok w Kozienicach, została niedawno ukończona i uruchomiona. Przed nami kolejne bloki, na które już czekamy, bo bilans energetyczny w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym jest dość napięty i każda nowa moc wytwórcza będzie witana z zadowoleniem – mówi Tomasz Dąbrowski.

W tym półroczu ma też zapaść decyzja rządu dotycząca budowy elektrowni jądrowej.

– Polska energetyka przyszłości to energetyka zrównoważona, w której jest miejsce dla różnych technologii wytwarzania energii, zarówno dla konwencjonalnych, opartych na paliwach kopalnych, jak i odnawialnych oraz dla energetyki jądrowej – w naszym bilansie ciągle jest miejsce na to, żeby ten obszar zagospodarować – podkreśla Tomasz Dąbrowski.

Nowy gracz w czołówce leasingodawców w Polsce i Europie Środkowej. Idea Getin Leasing prognozuje rozwój szybszy niż rynku

Nowy gracz w czołówce leasingodawców w Polsce i Europie Środkowej. Idea Getin Leasing prognozuje rozwój szybszy niż rynku 5

Połączenie Idea Leasing z Getin Leasing oznacza, że na polskim rynku powstał drugi co do wielkości gracz w Polsce. Celem nowego podmiotu, Idea Getin Leasing, jest umocnienie mocnej pozycji pod względem wartości i liczby finansowanych środków transportu. Spółka chce rozwijać się w tempie szybszym niż rynek – ok. 20 proc., głównie dzięki intensywnym inwestycjom firm w maszyny i urządzenia. Już w 2018 roku roczne finansowanie nowych aktywów ma wynieść 9 mld zł, a rok później – 10 mld zł.

 Dwóch czołowych graczy na polskim rynku, Idea Leasing i Getin Leasing, połączyło się. 1 lutego powstała nowa grupa Idea Getin Leasing. Staliśmy się jednym z liderów nie tylko w Polsce, ale też na rynku leasingu w naszym regionie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Bauer, prezes zarządu Idea Getin Leasing.

Wśród strategicznych celów nowopowstałej spółki są przede wszystkim umocnienie pozycji lidera pod względem wartości i liczby finansowanych pojazdów oraz rozwój innowacyjnej oferty dla przedsiębiorców. Przed połączeniem Idea Leasing koncentrowała się przede wszystkim na finansowaniu środków transportu ciężkiego oraz maszyn i urządzeń, oferując leasing i zarządzanie flotą. Z kolei Getin Leasing koncentrował się na finansowaniu pojazdów osobowych poprzez leasing i kredyty samochodowe. Uzupełniające się portfele spółek mają przyciągnąć nowych klientów – zarówno z segmentu małych i średnich firm, jak i tych rozpoczynających działalność gospodarczą.

– Połączona spółka ma obecnie ponad 130 tys. klientów, a co ciekawe, tylko 4 tys. z nich ma jednocześnie umowę w dawnej Idea Leasing i Getin Leasing. Nasi klienci będą korzystać z synergii, którą daje połączenie. Ci, którzy wcześniej finansowali samochody osobowe w Getin Leasing, teraz mogą sięgnąć po dużą gamę produktów oferowanych przez Idea Leasing, jak np. finansowanie najmu środków transportu, maszyn budowlanych, czy produkty z segmentu maszyn i technologii – wyjaśnia Marek Bauer.

Idea Getin Leasing po 2017 roku jest liderem finansowania pojazdów lekkich, o dmc do 3,5 t i środków transportu ciężkiego. W ubiegłym roku firma sfinansowała ponad 66,1 tys. środków transportu, w tym ponad 50 tys. samochodów osobowych i lekkich dostawczych. Wartość sfinansowanych ciągników siodłowych wyniosła 1,27 mld zł (wzrost o 22 proc. rdr), a naczep i przyczep – 0,63 mld zł (wzrost o blisko 24 proc.). Także w segmencie agro spółka zanotowała wzrost sprzedaży o 130 proc., finansując maszyny i urządzenia o wartości 0,6 mld, co daje jej trzecią pozycję w tym segmencie rynku.

Idea Getin Leasing osiągnęła ponad 11-proc. udział w rynku. W ubiegłym roku wartość udzielonego przez spółkę finansowania wyniosła 7,62 mld zł netto, co oznacza wzrost sprzedaży o 29 proc. rdr., przy dynamice rynku na poziomie 15,7 proc.

 W roku 2018 chcemy dalej rosnąć szybciej niż rynek. Myślę, że jest to możliwe. Związek Polskiego Leasingu prognozuje wzrost na poziomie około 15 proc., my planujemy ok. 20 proc. wzrostu – mówi prezes połączonych spółek. – Chcemy też uzyskać większy udział niż do tej pory w finansowaniu maszyn i technologii.

Tempo wzrostu, które prognozuje Idea Getin Leasing, może oznaczać, że spółce wcześniej uda się osiągnąć zakładane 3 lata temu cele.

– Kiedy trzy lata temu zaczęliśmy rozmawiać o połączeniu, planowaliśmy osiągnąć łączną sprzedaż finansowania aktywów na polskim rynku leasingu w wysokości 10 mld zł w 2020 roku. Ze względu na to, że tak dobrze poszło nam w 2017 roku, przyspieszyliśmy te cele i chcemy mieć sprzedaż na poziomie 10 mld zł już w 2019 roku. Jednocześnie chcemy być dalej jednym z liderów finansowania środków poprzez leasing na polskim rynku – zapowiada prezes Idea Getin Leasing.

Marek Bauer podkreśla, że firma nie planuje w najbliższym czasie żadnych przejęć ani fuzji. Tych jednak na rynku nie można wykluczyć.

– Rynek polskiego leasingu jest bardzo ciekawy. Nie wykluczamy, że nastąpią też inne spektakularne fuzje czy przejęcia w branży na przestrzeni najbliższych miesięcy, może w przyszłym roku – ocenia Marek Bauer.

Tylko co piąta osoba kupująca mieszkanie pyta dewelopera o czystość ziemi. Zanieczyszczenia mogą mieć ogromny wpływ na nasze zdrowie

Tylko co piąta osoba kupująca mieszkanie pyta dewelopera o czystość ziemi. Zanieczyszczenia mogą mieć ogromny wpływ na nasze zdrowie 6

Pod zabudowę mieszkaniową coraz częściej wykorzystywane są grunty poprzemysłowe. Często są znakomicie położone, ale potencjalnie mogą się okazać niebezpieczne ze względu na możliwe zanieczyszczenia chemiczne gruntu. Klienci szukający mieszkań nie mają jednak świadomości, jak ważne są to kwestie. Tylko co piąty pyta o to dewelopera.

 Dla większości z nas zakup wymarzonego M to jedna z najważniejszych decyzji w naszym życiu. Chcąc podjąć jak najwłaściwszą, bardzo mocno staramy się prześledzić rynek, zrobić maksymalny research, żeby podjąć decyzję, której nie będziemy żałować. 80 proc. osób, które niedawno kupiły mieszkanie, pytało się o dewelopera, jego sytuację finansową, opinie klientów – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kamil Ciepiela, kierownik Działu Remediacji w Menard Polska.

Z badania „O co pytają Polacy, kupując mieszkanie”, przeprowadzonego przez agencję SW Research w ramach kampanii „Gruntownie badamy zanim zamieszkamy”, wynika, że 85 proc. osób, które kupują mieszkanie, sprawdza informacje o deweloperze. Najczęściej sprawdzamy opinie klientów, którzy korzystali z oferty dewelopera (67 proc.), aktualnie prowadzone inwestycje (61 proc.) oraz aktualności ze strony internetowej (59 proc.). Tylko co piąty był zainteresowany tym, czy deweloper badał zanieczyszczenia powierzchni ziemi.

 Ludzie wiedzą o smogu, pytają o stan zanieczyszczenia powietrza, ale o zanieczyszczenie środowiska gruntowo-wodnego już nie. Z przeprowadzonych badań wynika, że około 2/3 osób, które w ostatnim czasie nabyły nieruchomość, pytało o kwestie związane z ochroną środowiska, natomiast z tej grupy 70 proc. pytało o zanieczyszczenie powietrza lub natężenie hałasu, 40 proc. o zanieczyszczenia gruntu, a ok. 35 proc. o zanieczyszczenia wód podziemnych – mówi Kamil Ciepiela.

Blisko 60 proc. badanych uważa, że badania gruntu to istotny czynnik przy podejmowaniu decyzji o zakupie nieruchomości. Wiele osób nie interesuje się jednak tą kwestią, bo nie wiedzą, że takie badania w ogóle istnieją. Dla 21 proc. osób, które kupiły nieruchomość, i 45 proc. planujących zakup, ważniejsze były inne czynniki. Część była zaś przekonana, że takie badania są obowiązkowe.

– Samo badanie gruntów nie jest obowiązkowe. Wynika to z bardzo niejednoznacznych przepisów i możliwości wielorakiej interpretacji. Natomiast już oczyszczanie gruntu, o którym wiemy, że jest zanieczyszczony, jest obowiązkowe. Aby uniknąć sytuacji, w której deweloper nie wykona badań, a grunt będzie zanieczyszczony, tylko my nie będziemy o tym wiedzieć, należy właśnie pytać deweloperów, czy takie badania w ogóle wykonali – tłumaczy ekspert Menard Polska.

Świadomość osób kupujących nieruchomości chcą podnieść inicjatorzy kampanii „Gruntownie badamy, zanim zamieszkamy”. Ma ona podkreślić wagę badań czystości gruntu, na jakim stanie dana nieruchomość. Na stronie internetowej kampanii dostępna jest checklista zawierająca pytania, które osoby zainteresowane zakupem mieszkania powinny zadać deweloperowi lub pośrednikowi. Wśród tych pytań jest pytanie o zanieczyszczenia środowiska gruntowo-wodnego, ponieważ mają duże znaczenie dla zdrowia i życia. Przykładowo, hodowla roślin na takim terenie powoduje, że zanieczyszczenia przedostają się do naszego organizmu, podobnie jak np. w przypadku parowania gruntu.

– W gruncie mogą występować dwa typy zanieczyszczeń: metale ciężkie i związki organiczne. Wśród związków organicznych możemy wyróżnić fenol, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne czy chociażby zanieczyszczenia z grupy BTX, czyli benzen, toluen, etylobenzen, ksylen – wymienia dr inż. Ewa Kret z Akademii Górniczo-Hutniczej im. S. Staszica w Krakowie.

Przy zakupie gruntu niewiedza dotycząca zanieczyszczeń może też nieść ze sobą konsekwencje finansowe i prawne. Zgodnie z przepisami to na właścicielu spoczywa obowiązek remediacji, czyli usunięcia szkodliwych substancji i przywrócenia stanu sprzed skażenia. To zaś wiąże się z określonymi kosztami.

Nowotwory zabijają co roku 100 tys. osób. Jedna piąta z nich umiera przez brak dostępu do nowoczesnych leków

Nowotwory zabijają co roku 100 tys. osób. Jedna piąta z nich umiera przez brak dostępu do nowoczesnych leków 7

W Polsce brakuje strategicznego planu walki z chorobami nowotworowymi – podkreślają eksperci. Oprócz dostępu do najskuteczniejszych leków powinien on zakładać kompleksową opiekę nad pacjentem, sprawowaną od momentu diagnozy aż do zakończenia rehabilitacji. Na listy refundacyjne trafia jednak zaledwie część powszechnie stosowanych na świecie terapii, przy czym wiele z nich wdrażanych jest w niewłaściwej linii leczenia. W najlepszej sytuacji są chorzy na nowotwory hematologiczne, pośród których istotnie zwiększa się liczba pięcioletnich przeżyć.

Choroby nowotworowe stanowią obecnie główną przyczynę zgonów ludzi na całym świecie. Z ich powodu co roku umiera ponad 8 mln osób, z czego ok. 100 tys. Polaków. Liczba nowych zachorowań stale rośnie, obecnie wynosi 14 mln, według prognoz ma się jednak podwoić na przestrzeni najbliższych dwóch dekad. Największymi zabójcami są nowotwory płuca, wątroby, żołądka, jelita grubego oraz piersi.

Zdaniem ekspertów nie kadra lekarska, zarówno na poziomie lekarzy rodzinnych, jak i specjalistów onkologów, jest problemem polskiej ochrony zdrowia, lecz dostęp do nowoczesnych leków.

– Co roku około 20 tys. ludzi umiera tylko dlatego, że są leczeni w Polsce, bo gdyby byli leczeni w krajach sąsiednich jak Czechy, Słowacja, Niemcy, to żyliby zdecydowanie dłużej. Różnica w pięcioletnich przeżyciach bierze się stąd, że mamy ograniczony dostęp do wielu produktów leczniczych – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny, prezes Fundacji „Razem w Chorobie”.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat medycyna zanotowała ogromny postęp w leczeniu nowotworów złośliwych – co roku rejestrowanych jest kilka nowych, niezwykle skutecznych cząsteczek. Nowoczesne leki są w stanie nie tylko znacznie wydłużyć życie chorych, co często pozwala im doczekać jeszcze nowszych terapii, lecz także doprowadzić do całkowitej remisji nowotworu. Polscy pacjenci mają jednak dostęp tylko do części powszechnie stosowanych na świecie terapii. Eksperci uważają, że rozwiązaniem problemu byłoby przyjęcie strategicznego programu walki z nowotworami, zakładającego m.in. wydzielenie funduszu onkologicznego z budżetu państwa, oraz zmian w schematach leczenia.

– Niektóre produkty lecznicze podajemy w drugiej lub trzeciej linii leczenia zamiast w pierwszej. Robimy to ze zwykłej oszczędności, ponieważ nie ma jeszcze uzasadnienia naukowego, żeby tak postępować. To powoduje, że wielu pacjentów nie dożywa do tej linii leczenia. Poza tym dochodzi do sytuacji, że leczymy pacjenta, który jest wycieńczony chorobą nowotworową – mówi dr Leszek Borkowski.

Od 2016 roku Ministerstwo Zdrowia realizuje Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych, którego celem jest propagowanie zdrowego stylu życia, zachęcanie do wykonywania badań profilaktycznych, a także wyposażenie szpitali onkologicznych w wysokiej jakości sprzęt medyczny. Zdaniem ekspertów jest to jednak działanie o charakterze interwencyjnym i doraźnym, a nie strategicznym.

– Nie chodzi o samo dolanie pieniędzy do systemu, bo to niczego nie zmieni. Chodzi o to, żeby równolegle wprowadzić odpowiedni system monitorowania jakości diagnozy i wyników leczenia, żeby sieć onkologiczna, ośrodki najwyższego stopnia referencyjności, gwarantowały kompleksową opiekę od diagnozy przez leczenie aż po rehabilitację i powrót człowieka do społeczeństwa – mówi dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

W najlepszej sytuacji znajdują się pacjenci hematoonkologiczni, którzy mogą liczyć na stosunkowo dobry dostęp do najnowocześniejszych terapii. Eksperci podkreślają, że w Polsce dobrze rozwija się transplantologia komórek krwiotwórczych i szpiku, która jeszcze dwie dekady temu była trudno dostępną dla pacjenta procedurą medyczną. Chorzy na nowotwory układu krwiotwórczego mogą także liczyć na leczenie nowoczesnymi terapiami z wykorzystaniem przeciwciał monoklonalnych oraz immunochemioterapią. Dobry dostęp do leków znajduje odzwierciedlenie w wynikach pięcioletnich przeżyć pacjentów onkologicznych.

 Okazuje się, że leczenie chorób z kręgu hematoonkologii odnotowuje największy postęp. Różnica na korzyść wynosi około 10 proc., a w skali całej populacji to dużo. Jeśli chodzi o inne nowotwory, poprawa jest rzędu 5–8 proc., więc hematoonkologia jest na topie pod względem skuteczności – mówi prof. Jan Walewski, dyrektor Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

W Polsce problemem jest także zbyt późne wykrywanie zmian nowotworowych. Wielu chorych nie udaje się uratować właśnie dlatego, że za późno trafiają do lekarza. Tutaj jest ogromna rola lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.

– Nowoczesnego lekarza rodzinnego powinny cechować czujność onkologiczna i wspomaganie procesu terapeutycznego na wczesnym etapie. Jego zadaniem jest leczenie i współleczenie wszystkich chorób dodatkowych indukowanych przez proces chemioterapii, ale też szereg działań profilaktycznych. Nie zawsze pacjenci kojarzą nas z chorobami onkologicznymi, ale od nas zaczyna się cały proces terapeutyczny – mówi Michał Sutkowski ze Stowarzyszenia Kolegium Lekarzy Rodzinnych.

Lekarze POZ odgrywają niezwykle istotną rolę zarówno w profilaktyce chorób nowotworowych, jak i diagnostyce oraz późniejszym leczeniu. Wśród pacjentów onkologicznych znaczny odsetek stanowią bowiem osoby starsze, cierpiące na choroby współwystępujące, często związane z podeszłym wiekiem – kontrola nad tymi schorzeniami należy właśnie do lekarzy rodzinnych.

Holistyczna opieka nad pacjentem onkologicznym powinna obejmować również konsultację z psychologiem, które pomogłyby się oswoić z diagnozą oraz przejść przez kolejne etapy leczenia. Pogodzenie się z chorobą wymaga dużej siły psychicznej, a także zmian organizacyjnych w codziennym życiu, choćby w zakresie opieki nad dziećmi czy kwestiach związanych z pracą zawodową. Znaczna część pacjentów dość szybko odzyskuje równowagę emocjonalną po usłyszeniu diagnozy, gorzej przedstawia się jednak sytuacja pacjentów, u których dochodzi do nawrotu choroby.

 To moment bardzo trudny, bo po pierwszym leczeniu miało być dobrze, a okazuje się, że nie jest. Dlatego trudno wtedy znaleźć w sobie nadzieję. Niektórzy popełniają błąd, chcemy myśleć bardzo pozytywnie, że po pierwszym leczeniu na pewno wszystko będzie dobrze, jest to pewna pułapka, bo później przy nawrocie, jeśli coś miało być na pewno, a nie jest, to co teraz będzie? – mówi dr Mariola Kosowicz, psychoonkolog, Kierownik Zakładu Psychoonkologii COI im. Marii Skłodowskiej-Curie.

Kwestie profilaktyki, dostępu do leków, a także kompleksowej opieki nad pacjentem były tematami poruszanymi przez ekspertów podczas konferencji „Szybsi od raka – zanim choroba uzyska przewagę”, zorganizowanej z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem przypadającego 4 lutego.

Sygnaliści zbyt mocno chronieni

Sprzeciw budzi zarówno zakres ochrony sygnalisty jaki i możliwość nadawania takiego statusu kontrahentom przedsiębiorcy. Sygnalistą, zgodnie z projektem ustawy o jawności życia publicznego, mógłby bowiem zostać poza pracownikiem, czy współpracownikiem, również inny uczestnik obrotu gospodarczego związany z danym podmiotem umową, na przykład spółka, co w zestawieniu chociażby z zakazem rozwiązania umowy z sygnalistą, wydaje się nie być uzasadnione – ostrzega Konfederacja Lewiatan.

– Status sygnalisty, zgodnie z projektem, nadaje prokurator osobie lub podmiotowi zgłaszającemu wiarygodne informacje o możliwości popełnienia przestępstwa w firmach (głównie dotyczy to korupcji, fałszowania faktur, oszustw). Choć pozytywnie odnosimy się do samej idei, zaproponowane przepisy budzą szereg wątpliwości.

Chociażby taką, że umożliwiają one nadawanie tego statusu nie tylko pracownikom czy współpracownikom, ale i podmiotom gospodarczym. A dodatkowo, projekt bardzo szeroko chroni sygnalistę. Bez zgody prokuratora pracodawca nie będzie mógł na przykład rozwiązać umowy o pracę, czy zmienić sygnaliście warunków pracy na mniej korzystne. Nie będzie również możliwe rozwiązanie umowy z kontrahentem, któremu status sygnalisty został nadany. W przypadku pracownika, nawet w sytuacji zawinionej utraty uprawnień do wykonywania zawodu, czy popełnienia przestępstwa uniemożliwiającego dalszą współpracę, pracodawca musi czekać na zgodę prokuratora. A sama ochrona trwa jeszcze przez rok po prawomocnym zakończeniu postępowania – mówi Magdalena Garbacz-Kajda, radca prawny, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Proponowane przepisy oznaczają też w praktyce zablokowanie pracodawcom możliwości wprowadzania zmian dotyczących stosunku pracy sygnalisty nawet w sytuacjach, w których proces zmian dotyczy całej załogi np. w przypadku zmiany regulaminu wynagradzania, gdyż pracodawca wprowadzając zmiany może nie mieć pewności, czy mają one niekorzystny charakter dla sygnalisty (przejście na produkcji z wynagrodzenia ustalanego w oparciu o stawkę godzinową na system akordowy).

Sygnaliście, z którym rozwiązano bądź zmieniono umowę bez zgody prokuratora ma przysługiwać: w przypadku umowy o pracę – odszkodowanie w wysokości dwukrotności wynagrodzenia rocznego pobieranego przez sygnalistę na ostatnio zajmowanym stanowisku. W przypadku innej umowy – odszkodowanie od strony rozwiązującej/zmieniającej w wysokości całkowitej kwoty płatności należnej sygnaliście określonej w treści umowy i niezapłaconej do dnia rozwiązania umowy.

W pierwszym przypadku może powstać wątpliwość czy wysokość wynagrodzenia, ustalona na dwukrotność wynagrodzenia rocznego, czyli 24-krotność wynagrodzenia miesięcznego, nie jest zbyt wygórowana. Na gruncie Kodeksu pracy pracownik odwołujący się od niezgodnego z prawem rozwiązania umowy o pracę może domagać się odszkodowania w maksymalnej wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia lub za cały czas pozostawania bez pracy. Proponowana wysokość odszkodowania jest zatem niewspółmierna do najwyższych kwot określonych przepisami prawa pracy.

– Projekt nie zawiera również żadnych mechanizmów chroniących przedsiębiorcę przed pomówieniami ze strony kontrahenta lub pracownika, jednocześnie zapewniając niemal nieograniczoną i nieproporcjonalną ochronę sygnalistom. Przepisy nie przewidują również żadnej sankcji za bezpodstawne zgłaszanie podejrzenia popełnienia przestępstwa. Mogą zdarzyć się sytuacje, w których będzie z różnych pobudek dochodziło do nadużycia instytucji- dodaje Magdalena Garbacz-Kajda.

Spółka Sfinks podpisała z BOŚ umowę zmieniającą harmonogram spłaty rat kredytu inwestycyjnego

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło i WOOK, podpisała aneks do umowy z BOŚ zmieniający harmonogram spłaty rat nieodnawialnego kredytu inwestycyjnego. W rezultacie, jedenaście rat kapitałowo-odsetkowych płatnych w okresie od października 2017 do sierpnia 2018 zostało obniżonych do kwoty 700 tys. zł, zaś kwota 7 mln zł ma zostać spłacona wraz z ostatnią ratą kredytu w listopadzie 2022 roku. Jednocześnie Sfinks podpisał z BOŚ aneks przedłużający na rok linię faktoringu odwrotnego z limitem 8 mln zł.

– Dzięki zmianie harmonogramu spłat kredytu inwestycyjnego pozyskaliśmy dodatkowe 7 mln zł z wypracowywanych przez nas środków, które jeszcze w tym roku będziemy mogli przeznaczyć na realizację strategii. Zabiegaliśmy o taką zmianę w naszej umowie kredytowej, gdyż mamy do czynienia z korzystną sytuacją rynkową, która pozwala na zajęcie pozycji i budowanie siły gastronomicznej w wymiarze sprzedażowym i marketingowym. By móc w jak największym stopniu wykorzystać ten okres, potrzebne nam są dodatkowe środki na inwestycje.– komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.

Zgodnie ze strategią rozwoju Sfinks do 2022 roku chce rozbudować sieć do poziomu ponad 400 lokali, tworząc komplementarne portfolio marek gastronomicznych. Spółka chce rozwijać swoje sieci zarówno organicznie, jak i w wyniku przejęć. W konsekwencji, systematycznie pracuje nad flagowymi markami jak Sphinx czy Chłopskie Jadło, ale też nowymi konceptami gastronomicznymi. Na bazie umów licencyjnych Sfinks otwiera od 2017 restauracje pod szyldem Fabryka Pizzy i przygotowuje się do rozwoju konceptów Meta i Funky Jim. Jest też w trakcie uruchamiania pierwszych lokali w ramach nowych marek własnych – Spice UP! i Lepione & Pieczone. Spółka od minionego roku silnie istnieje też na rynku pubów, po włączeniu do grupy blisko 70 lokali sieci Piwiarnia Warki. Sposobem na zwiększenie sprzedaży i rentowności ma być również dla Sfinksa silne wejście w kanał delivery, który grupa intensywnie rozwja od 2017 roku. Usługa ta jest dostępna w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Łodzi i Wrocławiu.

W związku z podpisanym aneksem do umowy kredytu inwestycyjnego, ma nastąpić aktualizacja dotychczasowych zabezpieczeń wierzytelności BOŚ na majątku Sfinks Polska oraz ustanowienie nowych zabezpieczeń, w tym zastawu na przedsiębiorstwie, tj. na wchodzących w jego skład zbiorze rzeczy ruchomych i praw majątkowych. Będzie to przedmiotem decyzji walnego, które ma się odbyć 22 lutego br.

Za nami bardzo ciekawy rok na rynku gruntów pod inwestycje mieszkaniowe i komercyjne

Firma doradcza JLL podsumowała 2017 r. oraz wskazała trendy na 2018 r. w segmencie gruntów pod inwestycje mieszkaniowe, biurowe, handlowe i hotelowe w Polsce.

Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL
Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL

„W segmencie gruntów inwestycyjnych, zdecydowanym liderem 2017 roku był rynek mieszkaniowy. To w tym sektorze zanotowaliśmy rekordową liczbę oraz wartość umów kupna i sprzedaży. Wysokie tempo utrzymał również sektor gruntów pod biurowce i obiekty hotelowe, co potwierdzają zrealizowane transakcje sprzedaży kilkudziesięciu nieruchomości na takie cele na terenie całego kraju”, komentuje Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL.

Grunty pod zabudowę mieszkaniową

2017 rok był trzecim z rzędu rokiem z rekordową sprzedażą mieszkań – tylko w sześciu największych miastach na koniec IV kwartału ich liczba osiągnęła poziom blisko 73 000. Na rynku miały też miejsce transakcje pakietowe, łącznie z nabywaniem całych budynków na etapie pozwolenia na budowę, a w ostatnich dwóch kwartałach liczba zapytań inwestorskich o tego typu inwestycje wzrosła kilkukrotnie. Podaż nie nadążała za popytem, więc deweloperom zdarzało się podnosić w ciągu roku ceny mieszkań nawet kilka razy, aby nieco wyhamować sprzedaż i tym samym utrzymać lepszą płynność całego projektu. Według danych REAS za 2017 rok, najwyższy wzrost cen ofertowych w stosunku do ubiegłego roku miał miejsce w Trójmieście (15%). Wysoki był także w Łodzi (8,5%) i Warszawie (8,4%), natomiast we Wrocławiu i Poznaniu średnie ceny wzrosły o 4,4%. Mimo rosnących cen mieszkań, popyt utrzymywał się na rekordowo wysokim poziomie, co doprowadziło do istotnego zmniejszenia się liczby mieszkań w ofercie deweloperów.

„Wobec kurczącej się oferty lokali, wzrosło zainteresowanie deweloperów budowaniem banku ziemi, a popyt na grunty miał bezpośrednie przełożenie na ich ceny. W niektórych lokalizacjach w Warszawie wzrosły one nawet o 80%. Szybujące w górę oczekiwania sprzedających nie tylko podgrzały atmosferę na rynku, ale też faktycznie skłoniły kupujących do płacenia wyższych kwot za nabywaną ziemię. Coraz wyższe ceny ziemi i mieszkań, rosnące koszty robót i materiałów budowlanych niektórzy odbierają jako symptomy nadchodzącego spadku koniunktury. Jednak w odróżnieniu od hossy sprzed 10 lat, tym razem mamy już do czynienia z bardziej dojrzałym rynkiem – ceny mieszkań rosną wolniej i stabilniej, a ich oferta jest lepiej dopasowana do oczekiwań nabywców”, tłumaczy Daniel Puchalski.

Średnie ceny gruntów pod inwestycje mieszkaniowe w 2017 r.

Obszar Cena (PLN / mkw. PUM*)
Warszawa Śródmieście 3 000 – 5 000** PLN
Warszawa – pozostałe dzielnice 1 000 – 2 500 PLN
Miasta powyżej 400 000 mieszkańców 650 – 2 500 PLN

 *PUM – Powierzchnia Użytkowa Mieszkań

** Pojedyncze grunty w najlepszych lokalizacjach osiągały ceny nawet powyżej 5 000 PLN / mkw. PUM

Źródło: JLL

Biorąc pod uwagę nieustający apetyt na grunty, bardzo dobre wyniki sprzedaży mieszkań w IV kw. 2017 r., a także długie listy rezerwacyjne w świeżo rozpoczętych projektach, w 2018 r. możemy się spodziewać dalszych dobrych wyników, zarówno jeśli chodzi o sprzedaż gruntów, jak i mieszkań.

„Z naszych danych wynika, że ponad 60 firm deweloperskich planuje w 2018 r. zakupy gruntów o wartości od 10 do 50 mln PLN, a 14 inwestorów jest gotowych do nabycia terenów o wartości nawet 150-200 mln PLN. Z kolei fundusze typu private equity są gotowe na wydanie około 300 mln euro na zakupy dużych pakietów mieszkaniowych pod wynajem w celach inwestycyjnych. Szansa na wygenerowanie dodatkowego popytu na pierwotnym rynku mieszkaniowym jest też upatrywana we wprowadzeniu ustawy o tzw. REIT-ach, która umożliwiłaby spółkom notowanym na giełdzie działanie na rynku nieruchomości mieszkaniowych, dając tym samym osobom fizycznym dostęp do nowych form inwestowania”, podsumowuje Daniel Puchalski.

Grunty pod zabudowę biurową

Za nami kolejny dobry rok w obszarze zakupów gruntów biurowych zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych. Skala popytu na tereny inwestycyjne oraz dynamika transakcji sprzedaży utrzymywały się na podobnym poziomie jak w 2016 roku. Spadek poziomu pustostanów, będący konsekwencją silnego popytu oraz umiarkowanego wolumenu nowej podaży, sprzyjał optymizmowi inwestorów i zainteresowaniu analizowaniem możliwości realizacji nowych inwestycji biurowych. Z punktu widzenia wielkości popytu na nowoczesną powierzchnię biurową i jej podaży, w czołówce miast regionalnych niezmiennie plasują się Kraków i Wrocław, a dalej Trójmiasto, Poznań, Łódź i Katowice. Te ośrodki miejskie cieszyły się też największym zainteresowaniem inwestorów rozważających zakupy gruntów poza stolicą.

Średnie ceny gruntów pod inwestycje biurowe w 2017 r.

Obszar Cena (PLN / mkw. PUB**)
Warszawa COB* 2 200 – 4 000
Warszawa obrzeża COB* 1 300 – 2 300
Warszawa pozostałe    600 – 1 300
Miasta powyżej 400 000 mieszkańców    600 – 1 500

*COB – Centralny Obszar Biznesu

**PUB – Powierzchnia Użytkowa Biur

Źródło: JLL

„Potencjał dla dalszego rozwoju rynku biurowego tkwi nie tylko w niezabudowanych gruntach, ale również budynkach, które potencjalnie mogłyby zostać przebudowane, zrewitalizowane i zamienione w nowoczesną powierzchnię biurową. Dlatego w 2018 r. możemy spodziewać się rosnącego zainteresowania inwestorów analizą nieruchomości zabudowanych obiektami przeznaczonymi do modernizacji lub wyburzenia. Ten trend będzie występował nie tylko w Warszawie, ale we wszystkich głównych miastach w Polsce, które znajdują się na radarze deweloperów biurowych”, wyjaśnia Daniel Puchalski.

Grunty pod zabudowę handlową

Grunty handlowe cieszyły się w 2017 r. podobnym zainteresowaniem jak rok wcześniej. W poszukiwaniu „białych plam” na mapie handlowej Polski inwestorzy nierzadko byli gotowi obniżać przyjęte wcześniej kryteria dotyczące wielkości miasta czy liczby mieszkańców. Kluczowe przy wyborze lokalizacji pozostawały niezmiennie: dokładna analiza konkurencji w sąsiedztwie, skala zainteresowania ze strony najemców oraz strefa oddziaływania potencjalnego projektu handlowego (tzw. „catchment area”).

„Wzrost nasycenia powierzchnią handlową w największych miastach sprzyjał popytowi na grunty o wielkości 0,5 ha – 3 ha, umożliwiające realizację parków handlowych o powierzchni sprzedaży między 6 tys. mkw. a 10 tys. mkw., które uzupełnią ofertę dużych galerii i wypełnią luki na mapie handlowej Polski. W 2018 roku branżę handlową, czekają liczne zmiany prawne dotyczące między innymi podatku dla właścicieli nieruchomości komercyjnych o wartości przekraczającej 10 mln zł, czy wejścia w życie ustawy ograniczającej handel w niedzielę. Wpływ zmian legislacyjnych na kondycję rynku handlowego, w tym również na rynek handlowych gruntów inwestycyjnych, będziemy w stanie ocenić dopiero z czasem. Nie spodziewamy się jednak, aby w 2018 roku spowodowały one wstrzymanie inwestycji czy rezygnację inwestorów negocjujących nabycie gruntu z finalizacji transakcji zakupu”, wyjaśnia Daniel Puchalski.

W kolejnych latach możemy też spodziewać się większej ilości projektów wielofunkcyjnych, w których handel stanowi tylko jeden z komponentów całej inwestycji.

Średnie ceny gruntów pod inwestycje handlowe w 2017 r.

Obszar Cena (PLN / mkw. PUU*)
Warszawa – tereny przeznaczone pod handel wielkopowierzchniowy 2 000 – 5 000 PLN
Warszawa – tereny przeznaczone pod parki handlowe i wolnostojące budynki handlowe 1 500 – 2 000 PLN
Miasta powyżej 400 000 mieszkańców    400 – 1 200 PLN

* PUU – Powierzchnia Użytkowa Usług

Źródło: JLL

Grunty pod zabudowę hotelową

Sektor hotelowy w Polsce przeżywa rozkwit, co jest rezultatem między innymi rozwoju turystyki zagranicznej i krajowej, poprawy jakości infrastruktury transportowej, czy wzrostu zamożności społeczeństwa. Dobra koniunktura gospodarcza nakręcała dodatkowo popyt na usługi hotelowe i MICE. Zachęceni dobrą sytuacją na rynku inwestorzy śmielej podejmowali decyzje o nowych projektach. Miało to bezpośrednie przełożenie na zainteresowanie gruntami na sprzedaż, jak również obiektami do adaptacji na cele hotelowe.

„Liczba ogłoszonych i rozpoczętych w 2017 r. projektów hotelowych, jak również spore zainteresowanie tym rynkiem ze strony inwestorów, sprawiają, że w najbliższych latach możemy spodziewać się nawet kilkudziesięciu otwarć nowych obiektów rocznie. W kolejnych latach będziemy też obserwować debiuty marek znanych międzynarodowych sieci, które nie występowały dotychczas na polskim rynku, np. Motel One, Marriott Renaissance, Four Points by Sheraton, Raffles, Staybridge Suites, Radisson Red, Autograph Collection Hotels, Crowne Plaza, Sure Hotel czy MGallery by Sofitel. Odmienność hotelowych marek i konceptów wchodzących na polski rynek przekłada się na zróżnicowanie wymagań inwestorów w stosunku do nieruchomości. Z punktu widzenia rynku gruntów, zwiększa się zakres zarówno zabudowanych, jak i niezabudowanych nieruchomości wpisujących się w obszar potencjalnego zainteresowania inwestorów”, komentuje Daniel Puchalski.

Zdaniem JLL, przyszłość sektora hotelowego będzie kształtować między innymi dynamiczny rozwój projektów wielofunkcyjnych oraz rozwój marek hotelowych dedykowanych przedstawicielom młodszych pokoleń. Dla przykładu, w Polsce intensywnie rozwija się marką Moxy, należącą do grupy Marriott International, adresująca swoją ofertę w szczególności do pokolenia tzw. Millennialsów.

„Duży potencjał rynku hotelowego powoduje, że zdecydowana większość inwestorów z branży planuje dalszy rozwój portfela. Jednocześnie, podobnie jak na rynku mieszkaniowym, popyt na atrakcyjne grunty i budynki do adaptacji na cele hotelowe przewyższa podaż nieruchomości. W 2018 r. spowoduje to utrzymanie zainteresowania inwestorów nowymi lokalizacjami. Wzrośnie również otwartość właścicieli na przejęcia konkurencyjnych firm, mimo że na razie większość z nich preferuje wzrost w oparciu o posiadany bank ziemi oraz nabyte nieruchomości”, podsumowuje Daniel Puchalski.

Transakcje portfelowe zdominowały rynek inwestycyjny

Inwestycje w nieruchomości komercyjne w 2017 roku utrzymywały się na wysokim poziomie. Dzięki niezwykle intensywnemu ostatniemu kwartałowi, kiedy zawarto transakcje opiewające na 2,5 miliarda euro, całkowity wolumen inwestycyjny w 2017 przekroczył 5 miliardów euro, tym samym zbliżył się do rekordowego wyniku z 2006 roku. Co więcej, rynek nie zwalnia tempa, gdyż od początku 2018 roku zawarto już transakcje o wartości 1,2 miliarda euro. Szczegółowa analiza rynku w 2017 roku oraz prognozy na rok 2018 prezentowane są w raporcie „Poland Investment MarketView 2017” przygotowanym przez ekspertów CBRE.

Etap dojrzałości jaki osiągnął rynek nieruchomości w Polsce sprawia, iż wzrasta popyt na transakcje fuzji i przejęć. Ponad 55% całkowitego wolumenu w 2017 dotyczyło transakcji portfelowych, co stanowiło rekordowy udział tego typu transakcji w historii polskiego rynku. Największe transakcje portfelowe jakie miały miejsce w zeszłym roku dotyczyły nabycia nieruchomości Griffin Premium RE przez Globalworth RE, sprzedaży portfolio nieruchomości handlowych IKEA firmie Pradera oraz nabycia portfolio Fashion House przez DAWM.

Zmienia się również kraj pochodzenia kapitału napływającego do Polski. Nie dominują już amerykańscy inwestorzy, których transakcje stanowiły 11% całkowitego wolumenu w 2017 roku. Na uwagę zasługuje przede wszystkim kapitał południowoafrykański, który brał udział w 20% zawartych transakcji oraz niemiecki z 18% udziałem w rynku. Bardzo aktywni okazali się również inwestorzy z Chin, którzy zawarli transakcje stanowiące 15% całkowitego wolumenu.

Zainteresowaniem inwestorów cieszą się wszystkie sektory, z rynkiem handlowym na czele (43% udziału na rynku). Oprócz dużych transakcji portfelowych największe transakcje jakie miały miejsce w tym sektorze to sprzedaż centrum handlowego Magnolia we Wrocławiu oraz Galerii Słonecznej w Radomiu. Duży udziału w rynku odnotował również sektor biurowy, w którym zawarto transakcje na poziomie 1,5 miliarda euro, co stanowi 31% udziału w rynku. Aktywność na rynku przemysłowo-logistycznym została zdominowana przez jedną paneuropejską transakcję portfelową, która stanowiła 81% całkowitego wolumenu w tym sektorze.

Warto zauważyć, iż największy wzrost zainteresowania odnotowano na rynku hotelowym, gdzie aktywność inwestycyjna osiągnęła najwyższy w historii poziom 0,35 miliarda euro. Rośnie również zainteresowanie inwestorów alternatywnymi aktywami – odnotowano pierwsze transakcje w sektorze PRS (Private Rented Sector), z czego największa to nabycie 72 apartamentów w Złota 44 Tower przez Catella Wohnen.

Przemysław Felicki, Dyrektor, Rynki Kapitałowe, CBRE
Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE

Obecną sytuację na rynku inwestycyjnym w Polsce komentuje Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE:

„Rok 2017 był intensywny zarówno pod względem inwestycyjnym, jak i wdrażanych zmian politycznych, które niewątpliwie mogą wpłynąć na zmianę sytuacji na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Wśród najczęściej omawianych i najbardziej kontrowersyjnych tematów znajduje się przede wszystkim obowiązujący już zakaz handlu w niedziele. Duże zainteresowanie rynku budzi również wciąż dopracowywana ustawa o REIT-ach, czy też obowiązująca już ustawa o zmianie ustawy o CIT i PIT. Mamy nadzieję, że rynek szybko dostosuje się do zachodzących zmian, a silna pozycja ekonomiczna Polski pomoże jej zmierzyć się z zaistniałymi wyzwaniami i nie zakłóci dalszego tempa rozwoju.”

Stopy kapitalizacji wciąż utrzymują tendencję zniżkową w praktycznie wszystkich sektorach. Dla najlepszych budynków biurowych w Warszawie są obecnie szacowane na poziomie 5,20%, spadły również na rynku powierzchni handlowych do poziomu 5,15%, podczas gdy na rynku magazynowym utrzymują się na poziomie 6%. Stopy kapitalizacji w Polsce, pomimo iż na historycznie niskich poziomach, nadal są relatywnie atrakcyjne w porównaniu do rynków Europy zachodniej i spodziewamy się ich dalszej kompresji w 2018.

Koniec spadków coraz bliżej

Ciekawy początek wtorkowych notowań przy Wall Street skutecznie zwiększył szansę powrotu bardziej ryzykownych aktywów do łask inwestorów. Powyższy fakt najsilniej uderza w wycenę franka szwajcarskiego, który jednocześnie notuje 0,6 proc. osłabienie wobec dolara oraz wypycha parę EUR/CHF nad dość problematyczny poziom 1,1600. O zamiarze publikacji szeroko zakrojonego planu infrastrukturalnego poinformował prezydent USA Donald Trump. Zgodnie z deklaracjami zawartymi w noworocznym orędziu o stanie państwa nakłady na realizację jednej z obietnic wyborczych mają przekroczyć zawrotny poziom 1,5 mld USD.

Coraz bliżej poziomów z wczorajszego zamknięcia znajduje się japoński jen (-0,1 proc.), który pozwala parze USD/JPY na powrót w okolicę poziomu 109,10. Gwiazdą koszyka walut państw G10 zostaje kiwi (0,5 proc.) oczekujące na najnowszy raport z rynku pracy oraz częściowo niesione przychylnym wynikiem aukcji mleka. W środku stawki znajduje się euro (0,1 proc.) mogące zaskoczyć w trakcie azjatyckiej części notowań. Przy obecnym ułożeniu świec nie należy wykluczać powrotu EUR/USD nad okrągły poziom 1,2400.

Na rynku walut Emerging Markets najjaśniej błyszczy południowoafrykański rand (1,0 proc.) wyraźnie uciekający dość mocnej lirze tureckiej (0,5 proc.). Najsilniejszą walutą regionu zostaje rosyjski rubel (0,3 proc.), któremu po piętach w dalszej mierze depcze węgierski forint (0,2 proc.). Nieco skromniejszą skalę umocnienia notuje polski złoty (0,1 proc.). Na koniec dnia EUR/PLN wraca do 4,1600, USD/PLN schodzi do 3,3580, GBP/PLN przełamuje się przez 4,6900, a CHF/PLN plasuje się przy 3,5830.

O napływie niezbyt optymistycznych wskazań może mówić amerykańska gospodarka, na którą w trakcie wtorkowych notowań został wylany kubeł lodowatej wody. Według najnowszych wskazań grudniowy deficyt wymiany handlowej USA uplasował się na poziomie 53,1 mld USD, co zaskoczyło nieco bardziej optymistycznie nastawionych uczestników rynku (konsensus: 52,1 mld USD). Dodatkowe światło na zależności w eksporcie netto rzuciły szacunki podsumowujące rok 2017. Zgodnie z nimi luka handlowa uplasowała się na poziomach nienotowanych od 2008 roku (12,1 proc.), do czego niewątpliwie przyczyniły się rekordowy deficyt wymiany z Chinami (375,2 mld USD).
Cios w wycenę dolara próbował zadać James Bullard, gołębio nastawiony reprezentant Fed z St. Louis, według którego obserwowaną przecenę na rynkach akcji można tłumaczyć przez pryzmat analizy technicznej. Bullard wyraźnie wyłamuje się z grona osób obawiających się o poziomy wskaźników fundamentalnych stwierdzając, że nie odbiegają one od historycznych norm. Jego zdaniem zależności wynikające z krzywej Phillipsa obecnie nie mają większego zastosowania w analizach gospodarki USA, a siła procesów płacowych powinna być rozpatrywana jako dość słaby predyktor inflacji. Dodatkowym popisem gołębiości okazały się być wzmianki dotyczące mniejszej przydatności „dot-plot” w rękach analityków czy nieadekwatności obecnych ram polityki forward-guidance, która może implikować obecność jeszcze większej zmienności na rynku.

W trakcie dzisiejszych notowań WIG 20 zdołał skutecznie wymazać dobre wrażenie po poniedziałkowej sesji, gdy usilnie opierał się obecności silnych impulsów podażowych. Jego 3,8 proc. zniżka uczyniła go najsilniej przecenionym głównym indeksem w Europie oraz jednym z najsilniej tracących na świecie. Najbardziej dotkliwy ruch w stronę południa odnotował Orlen, który osunął się do poziomu 99,00 USD za walor między innymi za sprawą zaskakującego przetasowania na najwyższym szczeblu kierowniczym. Nowym szefem paliwowego giganta został Daniel Obajtek, były prezes Energi (-1,8 proc.). W oczekiwaniu na publikację wyników za miniony kwartał znajduje się mBank (-5,5 proc.), który zgodnie z konsensusem powinien wypracować zysk netto na poziomie 301,8 mln PLN.

Miano najmniej przecenionej spółki zyskało Orange Polska (-0,3 proc.) informujące o rozpoczęciu przejęcia sieci światłowodowych.

Żadna ze spółek wchodzących w skład frankfurckiego indeksu DAX (-2,3 proc.) nie zdołała wyjść ponad poziom z wczorajszego zamknięcia. Szczególną uwagę inwestorów zwrócił Munich Re, który zaprezentował wysoce rozczarowujące wyniki za miniony kwartał. Jego 5,3 proc. przecenę usilnie goniły Commerzbank (-4,5 proc.) oraz dostający rykoszetem Allianz (-3,8 proc.). Ze spadkowych nastrojów w Londynie udało się wyłamać jedynie Tesco (0,6 proc.) oraz EasyJetowi (0,1 proc.). W przypadku potentata na rynku budżetowych linii lotniczych należy mówić o napływie pozytywnych informacji związanych z popytem na oferowane usługi – według danych zaprezentowanych przez spółkę w styczniu obsłużono 8 proc. pasażerów więcej niż przed rokiem. Finalnie indeks FTSE 100 zakończył dzisiejszą sesję z 2,6 proc. zniżką w okolice poziomu 7 141 pkt.

Zakładnikiem zdecydowanie gorszych nastrojów na rynku metali szlachetnych stał się pallad, który na przestrzeni dnia stracił aż 1,9 proc. Zdecydowanie skromniejszy ruch w stronę południa ma za sobą złoto (-0,8 proc.) obecnie wyceniane po 1 329 USD za uncję. W trakcie dzisiejszych notowań surowce energetyczne wymazały część odnotowanej zniżki i w dalszej mierze usilnie próbują wrócić nad kreskę. Obecnie baryłka West Texas Intermediate (-0,4 proc.) jest wyceniana po 63,90 USD, a marcowy kontrakt na gaz ziemny schodzi 0,2 proc. w okolicę poziomu 2,74 USD/MMBtu. O dość satysfakcjonującym przebiegu sesji mogą mówić płody rolne. Obecnie o miano najsilniejszego walczą marcowe kontrakty na sok pomarańczowy oraz kawę, które względem wczorajszego zamknięcia zdołały wypracować zwyżkę rzędu 1,8 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Paniczna wyprzedaż akcji dobija kryptowaluty

Gwałtowna wyprzedaż akcji przyczynia się do obniżek cen kryptowalut. Bitcoin spadł właśnie do najniższego poziomu od połowy listopada. Panika na rynku akcji raczej nie zapowiada poważnego kryzysu finansowego. Czy jednak to samo da się powiedzieć o kryptowalutach? – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Indeks 30 największych amerykańskich spółek spadał w poniedziałek najgwałtowniej od ponad sześciu lat. Wyprzedaże akcji zaczęły się już w piątek po publikacji raportu z rynku pracy, w którym okazało się, że wynagrodzenia Amerykanów wzrosły w styczniu o 2,9 proc., czyli najszybciej od niespełna dekady. Takie dane zwiększają prawdopodobieństwo wzrostu stóp procentowych w USA, dlatego wywołują obawy inwestorów, że kończy się czas tzw. taniego pieniądza.

Spokojnie, to tylko odreagowanie

Wyprzedaż akcji, mimo że gwałtowna, nie zapowiada jednak poważnego załamania rynku. Wręcz przeciwnie – gospodarka w USA, to samo dotyczy też strefy euro, rozwija się w coraz szybszym tempie. Bieżące spadki są zatem raczej odreagowaniem silnych wzrostów, które – szczególnie w USA – odbywały się w ostatnich miesiącach bez naturalnej korekty. Krwawy poniedziałek nie niesie obaw o kolejny kryzys finansowy czy załamanie gospodarki.

Recepta na spadki kryptowalut

Czy to samo możemy powiedzieć o kryptowalutach, obserwując równie gwałtowne spadki ich cen? W ostatnich tygodniach kryptowalutom zdecydowanie brakuje pozytywnych bodźców. Zapowiedzi coraz surowszych regulacji wywołują z kolei negatywny efekt. W ostatnich dniach szczególną rolę odegrał temat wstrzymania możliwości dokonywania zakupów kryptowalut za pośrednictwem wiodących banków w USA (m.in. Bank of America, JP Morgan czy Lloyds). Szefowie banków tłumaczą decyzje ochroną swoich klientów przed stratami wynikającymi z gwałtownych zmian cen czy wyłudzeń. W efekcie jednak zmniejsza to popyt na kryptowaluty, a zwiększa obawy, że coraz więcej banków na świecie ograniczy handel powiązany z kryptowalutami.

Dodajmy do tego plany Chin, by blokować wszystkie strony internetowe powiązane z handlem kryptowalutami i ICO (oferty publiczne oparte o kryptowaluty). Dochodzą też kwestie dwóch regulatorów w USA (SEC oraz CFTC), którzy wg Bloomberga planują prosić Kongres o nadzór federalny nad giełdami kryptowalut. I w sumie mamy receptę na gwałtowne spadki.

Trzeba też pamiętać o możliwości krótkiej sprzedaży (short sellingu), np. bitcoina.

Przynosi ona zyski posiadaczowi takiej strategii, gdy spada cena danej kryptowaluty. Część giełd w USA umożliwia takie transakcje poprzez kontrakty terminowe na bitcoina, co także prawdopodobnie przyczynia się do przyspieszenia tempa i zwiększenia skali spadków cen.

Ostrożności nigdy za wiele

Bitcoin kosztował we wtorek poniżej 6 tys. USD, czyli najmniej od połowy listopada i o ok. 70 proc. poniżej grudniowych szczytów. Od początku stycznia z rynku wyparowało ok. 500 mld dolarów wartości kryptowalut.

Jeżeli przyjrzymy się jednak notowaniom bitcoina, jego wartość cofnęła zyski wypracowane w ostatnich miesiącach w związku ze zwiększoną ekspozycją w mediach. Perspektywa wprowadzenia regulacji może jednak równocześnie pomóc użytkownikom uzyskać więcej ochrony przed wyłudzeniami, a także zapewnić więcej stabilizacji na wciąż “dzikim zachodzie” kryptowalut.

Ostatnie spadki wartości kryptowalut, podobnie jak w przypadku rynku akcji, mogą sprawić także, że potencjalne inwestycje dokonywane będą z zachowaniem większej ostrożności, co na dłuższą metę może wyjść pozytywnie dla obu rynków.

Rejestry dokonują samooczyszczenia

Rejestry podmiotów profesjonalnego obrotu gospodarczego zawierają szereg informacji istotnych dla przedsiębiorcy czy konsumenta. Ich aktualność ma być gwarantem pewności obrotu. Jakie sankcje mogą spotkać podmiot uporczywie uchylający się od ujawniania aktualnych informacji?

Co może zrobić sąd?

W różnych krajach za utrzymywanie rejestru przedsiębiorców odpowiedzialne są różne organy. W Polsce są to sądy rejestrowe, gdzie indziej np. specjalne komórki w ministerstwach. Każdy z tych organów został wyposażony w odpowiednie kompetencje, aby mógł dbać o to, żeby informacje o podmiotach były aktualne, a rejestr wolny od „martwych spółek”.

W Polsce zgłaszanie zmian danych podlegających wpisowi w KRS jest obowiązkiem podmiotu wpisanego do rejestru. Zmiany powinny zostać zgłoszone w terminie 7 dni od zaistnienia przyczyny uzasadniającej konieczność aktualizacji. O ile o wpis, którego dokonanie powoduje zaistnienie zmian (np. zmiana umowy spółki), podmioty wpisane do rejestru dbają, ponieważ leży to w ich interesie, o tyle aktualizacja danych, których wpis w KRS jest deklaratoryjny (potwierdza stan zaistniały wcześniej), bywa zaniedbywana. To samo dotyczy często sprawozdawczości finansowej. Nieskładane latami informacje o stanie finansowym spółek to niestety przykra rzeczywistość.

W razie stwierdzenia przez sąd rejestrowy zaistnienia zmian przy braku złożenia wniosku o ich ujawnienie wszczęte może zostać tzw. postępowanie przymuszające. Polega ono na wezwaniu spółki do zgłoszenia wniosku o ujawnienie zmian, a w razie zignorowania przez spółkę tego przypomnienia – na motywowaniu osób odpowiedzialnych przez nakładanie grzywien, często wielokrotne.

W przypadku gdy postępowanie przymuszające okaże się nieskuteczne, powinno zostać umorzone. Zakończenie prób zmotywowania spółki do złożenia wniosków o wpis to jednak nie koniec działań sądu rejestrowego. Skoro spółka nie reaguje na próby przymuszenia jej do wykonania obowiązków nałożonych na nią przez przepisy, to może ponieść najcięższą konsekwencję w postaci wykreślenia z rejestru. Może się tak zdarzyć w kilku przypadkach: jeśli spółka nie złoży, pomimo wezwania, sprawozdań finansowych za dwa kolejne lata; jeśli oddalony zostanie wobec spółki wniosek o ogłoszenie upadłości ze względu na brak środków na przeprowadzenie postępowania upadłościowego lub gdy zebrany przy rozpoznawaniu takiego wniosku materiał dowodowy jest wystarczający, aby stwierdzić, że istnieją podstawy do rozwiązania spółki; gdy umorzone zostanie postępowanie przymuszające lub sąd uzna, że jest ono bezcelowe i nie zostanie w ogóle rozpoczęte, a także gdy pomimo dwukrotnego wezwania spółka nie wykona innych obowiązków aktualizacji danych w KRS.

Opisane wyżej możliwości dają sądowi przepisy art. 24, 25 oraz 25a–25e ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym.

I co dalej?

W razie wszczęcia przez sąd postępowania z urzędu, którego przedmiotem jest wykreślenie podmiotu z rejestru, spółka może jeszcze temu zapobiec, jeżeli udowodni, że rzeczywiście prowadzi działalność i posiada majątek. W razie gdy spółka zignoruje tę możliwość, sąd podejmie działania zmierzające do usunięcia jej z rejestru.

Po zakończeniu postępowania majątek spółki jest w całości przejmowany przez Skarb Państwa. Fiskus z kolei ponosi wobec wierzycieli wykreślonej spółki odpowiedzialność za jej zobowiązania z przejętego majątku. Warto przy tym pamiętać, że Skarb Państwa będzie odpowiadał do wartości składników przejętego majątku. Należy również mieć na uwadze, że przepisy ustawy o KRS skracają terminy przedawnienia się takich roszczeń do 1 roku od dnia przejęcia majątku przez Skarb Państwa. Zatem czasu na odzyskanie pieniędzy jest niewiele. Jeżeli więc wykreślony został z rejestru podmiot, którego wierzycielem jesteśmy, musimy działać szybko i sprawnie. Wspólnicy spółki z kolei mogą dochodzić zwrotu przejętego majątku pozostałego po wykreślonej spółce, jednak muszą reprezentować łącznie min. 2/3 kapitału zakładowego oraz wykazać, że nie ma niezaspokojonych lub niezabezpieczonych roszczeń wierzycieli.

Praktyka rejestrów wczoraj i dziś

Chociaż, jak zostało wspomniane wyżej, przepisy o możliwości wykreślenia spółki z rejestru obowiązują już od ponad 2 lat, to jak wiadomo teoria i praktyka nie zawsze idą w parze.

Przez pierwsze dwa lata postępowania przymuszające były raczej przypadkami jednostkowymi i podejmowane były głównie w przypadkach, gdy np. rezygnujący członek zarządu prosił sąd o usunięcie jego nazwiska z rejestru, ponieważ spółka nie zgłosiła stosownego wniosku. Na marginesie stwierdzić należy, że takie wykreślenie byłego członka zarządu jest osiągalne, jednak wymaga odpowiednio skonstruowanego wniosku, przy którym pomoc prawnika może być bardzo wskazana.

W ostatnim czasie wyraźnie widać wzrost aktywności sądów rejestrowych oraz urzędów prowadzących ewidencje spółek w zakresie aktualizowania rejestrów czy egzekwowania składania sprawozdań finansowych. W polskich sądach rejestrowych jest to stosunkowo młoda praktyka, jednak np. cypryjski rejestr przedsiębiorców od dłuższego czasu bardzo aktywnie zmierza do usunięcia zwłaszcza tych podmiotów, które uchylają się od wypełniania obowiązków dotyczących sprawozdawczości finansowej.

Takie działania są swoistym novum – zarówno w polskim KRS, jak i we wspomnianym cypryjskim rejestrze bez trudu można odszukać mnóstwo spółek, które od wielu lat nie złożyły do KRS żadnego sprawozdania finansowego, a adres siedziby zmieniły trzykrotnie, nie aktualizując wpisu w KRS, co świadczy o tym, że przepisy te nie są zbyt rygorystycznie egzekwowane.

Wskazać należy jednocześnie, że aktualne informacje rejestrowe pożądane są nie tylko przez kontrahenta, ale także przez samą spółkę. Choćby wpis dotyczący adresu siedziby wywołuje doniosłe skutki ze względu na to, że chodzi o wiążący adres do doręczeń, na który doręczona będzie korespondencja z sądów i urzędów.

Na aktualności informacji dostępnych w rejestrze zależeć będzie również osobom potencjalnie odpowiedzialnym za zobowiązania spółek, czyli np. członkom organów reprezentujących spółkę kapitałową. W przypadku rezygnacji z zasiadania w zarządzie spółki były już członek organu spółki nie jest uprawniony do złożenia wniosku o wykreślenie swoich danych z rejestru, ponieważ zobowiązana do tego jest spółka. Gdy ta nie dopełniła swojej powinności – czy to intencjonalnie, czy przez fakt, że pozbawiona jest reprezentanta – niezaspokojeni wierzyciele mogą próbować egzekwować swoje należności, pozywając, spełniwszy wcześniej ustawowe wymogi, członka zarządu, który nadal widnieje w KRS. Dbając o swój interes, były członek zarządu winien przynajmniej podjąć starania w celu usunięcia nieaktualnych wpisów w KRS. Przede wszystkim powinien zadbać, aby rezygnacja została złożona zgodnie z wymaganiami formalnymi. Ma to szczególnie doniosłe znaczenie, gdy rezygnuje jedyny członek zarządu. Następnie należy spowodować, aby sąd rejestrowy powziął wiedzę o tym, że informacje mające szczególne znaczenie dla bezpieczeństwa obrotu gospodarczego są nieaktualne, oraz wnieść o ich usunięcie.

W praktyce niestety ciągle zmieniające się przepisy dotyczące postępowania rejestrowego, a także stopień skomplikowania urzędowych formularzy może nastręczać osobom niezajmującym się takimi sprawami na co dzień nie lada trudności. Zdarzają się również takie niuanse, których przeciętny przedsiębiorca nie ma szansy wychwycić. W związku z tym rejestracja zmian może ciągnąć się miesiącami, stąd skorzystanie z pomocy fachowca może okazać się nieocenione.

Autor: Radca prawny Kamil Nagrabski, radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Jak inwestować w 2018 r.?

To pytanie z początkiem każdego roku zadają sobie wszyscy inwestorzy. Po okresie wieloletniej hossy na rynkach akcji odpowiedź na to pytanie jest szczególnie istotna. Dzisiaj inwestorzy krajowi bez większych trudności mogą lokować kapitał na rynkach światowych, nie są więc ograniczeni tylko do warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Powinniśmy zatem poznać główne globalne trendy inwestycyjne, aby efektywnie alokować swój kapitał.

Eksperci Domu Maklerskiego TMS Brokers S.A. wyróżnili kilka najważniejszych tendencji rynkowych. Odnoszą się oni do hossy na światowych rynkach akcji, rynków obligacji oraz surowców, w szczególności metali szlachetnych.

Czy hossa na światowych rynkach akcji będzie kontynuowana?

Przez ostatnie 2 lata w gospodarce światowej dokonało się wyraźne i szerokie przyspieszenie wzrostu gospodarczego, co znalazło odzwierciedlenie we wzrostach na rynkach akcji. Odbyło się ono w otoczeniu niskiej inflacji, przy silnym wsparciu polityki banków centralnych tak w USA, jak i w Europie, a w USA dodatkowo
w efekcie impulsu fiskalnego. Od dłuższego czasu utrzymuje się też rekordowo niski poziom zmienności indeksów rynków akcji.

Porównanie atrakcyjności indeksów rynków światowych wypada na korzyść indeksów europejskich, a w tym obszarze, dużych spółek vs. małe. Ponadto uwagę przyciągają wyśrubowane wyceny amerykańskich indeksów, co znajduje odzwierciedlenie w wysokich odczytach wskaźników: cena do zysku (C/Z) i cena do wartości księgowej (C/WK).  Implikują one wysokie prawdopodobieństwo ruchów korekcyjnych. W związku z czym osiąganie zadowalających stop zwrotu będzie wymagało bardziej selektywnego podejścia do inwestycji zarówno na poziomie branż jak i konkretnych spółek – mówi Paweł Jackowski, Dyrektor Departamentu Zarządzania Aktywami DM TMS Brokers.

Sektor technologiczny to o wiele więcej, niż Amazon, Facebook i Alphabet

Rosnące wyceny technologicznych mega capów, mają silnie umocowanie w poprawie wyników tych spółek, lecz przestrzeń do kontynuacji tego procesu jest ograniczona. Dzieje się tak ze względu na bariery makroekonomiczne dla konsumpcji w USA, czyli rosnące stopy procentowe, wieloletnie minimum stopy oszczędności i wysokie zadłużenie netto wśród 20% najmniej zarabiających.

Dlatego znacznie większe możliwości oferują spółki z wcześniejszych etapów łańcucha dostaw. Na uwagę zasługują  m.in. takie firmy jak producenci półprzewodników i układów scalonych –  np. BE Semiconductor Industries, czy Cypress Semiconductor Corp.; dostawcy usług IT – Salesforce.com, SAP i Tencent Holdings.

W kręgu zainteresowań inwestorów nastawionych na wysokie stopy zwrotu powinni znajdować się także producenci gier komputerowych, przykładowo takie spółki jak: Ubisoft Entertainment i Activision Blizzard.

Czy to już koniec hossy na światowych rynkach obligacji?

Na rynku obligacji wyraźne są dwie tendencje. W USA postępuje wypłaszczenie krzywej dochodowości w efekcie wzrostu kosztu finansowania krótkoterminowego. Proces ten przyspieszył w II półroczu 2017 r. i historycznie jest sprawdzonym prognostykiem kłopotów i wzrostu zmienności na amerykańskim rynku akcji z uwagi na pogorszenie warunków finansowania i co za tym idzie płynności na rynku. W Europie, natomiast od kilkunastu miesięcy stabilnie rosną stawki swapów na stopę procentową, które są dobrym miernikiem oczekiwań rynku w zakresie przyszłej ścieżki stóp procentowych. Wzrost kosztu pieniądza zarówno na rynku amerykańskim jak i na rynku europejskim mogą przybrać na sile i wywierać presję na rynki akcji w sytuacji, gdy przyspieszy inflacja.

W obliczu globalnie rosnących rentowności, podnoszenia stóp przez Fed i inne banki centralne kluczową kwestią staje się zarządzanie ryzykiem stopy procentowej w portfelach dłużnych, a jednocześnie uzyskiwanie stabilnego realnego dochodu z portfela obligacji. Portfel obligacji korporacyjnych w obecnej sytuacji wymaga szerokiej dywersyfikacji, w celu ograniczenia ryzyka związanego z ich bieżącymi wysokimi wycenami. W naszej ocenie modelowy portfel długu korporacyjnego powinien być przeważony w obligacjach amerykańskich o ratingu inwestycyjnym, charakteryzować się relatywnie krótkim terminem do wykupu, a dodatkowo powinien zawierać instrumenty dające ekspozycję na wzrost rentowności na rynku – wyjaśnia Paweł Jackowski, DM TMS Brokers
S. A.

Metale szlachetne – czy będą błyszczeć w 2018 r.?

Ceny metali szlachetnych w ciągu najbliższych 12-tu miesięcy będą wspierane wieloma czynnikami: stopniowym wzrostem oczekiwań inflacyjnych w głównych gospodarkach, stabilnymi napływami do ETF-ów surowcowych, wzrostem deficytu fiskalnego w USA, wzrostem zmienności na rynkach akcji oraz relatywnie słabym dolarem amerykańskim. Dodatkowo cykl podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych historycznie wspierał ceny kruszców, a potencjalne odbicie inflacji utrzyma stopy realne na poziomach bliskich zeru lub ujemnych.

W świetle powyższych czynników, Zarządzający Portfelami DM TMS Brokers prognozują, że najbliższy rok będzie sprzyjał inwestycjom w metale szlachetne i dostrzegają duży potencjał do wzrostów cen złota, srebra
i platyny.

Złoty nie reaguje na zwiększony niepokój na rynkach

Silna wyprzedaż globalnych akcji generuje wyraźny wzrost ryzyka na rynku. W takiej sytuacji polska waluta powinna wyraźnie tracić – tak się jednak nie dzieje. Dlaczego polski złoty i pozostałe waluty rynków wschodzących nadal utrzymują względną siłę?

Początek tygodnia przyniósł kontynuację i pogłębienie spadków światowych indeksów akcji. Największej wyprzedaży poddane były akcje amerykańskie i azjatyckie – w zależności od indeksu straty sięgały od 3 nawet do ponad 5 procent. Tzw. „indeks strachu”, czyli VIX (wskaźnik implikowanej, krótkoterminowej zmienności indeksu S&P 500) wzrósł do poziomu 37,32 z okolic 13,0 notowanych w czwartek. Brak równie silnych ruchów futures na VIX (opisujących oczekiwaną zmienność w długim terminie) sugeruje, że inwestorzy obawiają się zmienności przede wszystkim w najbliższym czasie (w perspektywie 30 dni).

Poniedziałkowy ruch był kontynuacją zmian z ostatniego tygodnia, kiedy to inwestorzy zaczęli obawiać się perspektyw wyższej inflacji oraz w domyśle idących za nią, szybszych podwyżek stóp procentowych w USA. Oczekiwania te nie wydają się nieracjonalne, zwłaszcza w kontekście obserwowanych oraz potencjalnych zmian na rynku pracy, które może wywołać reforma podatkowa – niektóre większe firmy w USA już zapowiedziały wypłacanie pracownikom premii oraz w perspektywie – podwyżkę płac. Na efekty reformy trzeba będzie jeszcze poczekać, jednak – jak pokazały piątkowe dane – już teraz wynagrodzenia rosną w tempie 2,9% rocznie.

Co istotne, wczorajszy ruch na rynkach – ku pewnemu zaskoczeniu – nie przełożył się w istotnym stopniu na rynek surowcowy i na rynek walutowy. Może to sugerować, że ruchy z początku bieżącego tygodnia są raczej przede wszystkim korektą rynków rozwiniętych oraz, że inwestorzy mimo wszystko nie obawiają się kryzysu rynku akcji, który – jeśli doszłoby do niego – niemal na pewno wpłynąłby na praktyczne wszystkie klasy aktywów. Jeśli zwrócimy uwagę na futures na VIX obrazujące oczekiwania w średnim terminie, hipoteza ta wydaje się być racjonalna. Istotne jest również to, co stoi za wyższą zmiennością – tym razem nie jest to ryzyko polityczne, które wywołało ostatni taki wzrost “indeksu strachu” i spadki PLN w ostatnich latach.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,14 – 4,17. Wspólna waluta poddała się wczoraj sile dolara amerykańskiego, indeks EUR zakończył dzień na minusie. Wczorajszy, zrewidowany odczyt indeksu PMI dla sektora usług w styczniu pokazał wzrost z poziomu 57,6 do 58 potwierdzając, iż ekspansja gospodarek wspólnego bloku walutowego jest kontynuowana również w  początkach roku. Nastroje inwestorów w strefie euro mierzone indeksem Sentix w styczniu były nieco gorsze niż w ubiegłym miesiącu. Mimo wszystko indeks nadal znajduje się w okolicy ostatnich maksimów. Dynamika sprzedaży detalicznej w strefie euro w grudniu była zgodna z niskimi oczekiwaniami. Sprzedaż pod koniec roku rosła o 1,9% w ujęciu rocznym. W górę zaktualizowano również odczyt z ubiegłego miesiąca.

We wczorajszej wypowiedzi Mario Draghi z EBC poinformował, iż oczekuje wzrostu dynamiki cen w krajach wspólnego bloku walutowego, zwrócił jednak uwagę na fakt, iż zmienność na EUR może być przeszkodą wzrostu inflacji w strefie euro.

GBP

Kurs GBP/PLN  w poniedziałek osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 4,67 – 4,72.  Wczorajszy odczyt indeksu PMI dla sektora usług Zjednoczonego Królestwa rozczarował. Wskaźnik pokazał nieoczekiwany spadek z poziomu 54,2 do 53. Z uwagi na znaczenie sektora usług dla gospodarki Zjednoczonego Królestwa, gorszy odczyt może sugerować spowolnienie dynamiki PKB Wielkiej Brytanii na początku roku. Rynek na dane zareagował negatywnie, GBP wczoraj był poddany wyprzedaży.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,5%, wahając się w widełkach 3,33 – 3,37. Wczorajszy odczyt indeksu ISM dla sektora usług Stanów Zjednoczonych pozytywnie zaskoczył, notując silny wzrost z poziomu 56 w grudniu do 59,9 w styczniu. Poza dobrymi odczytami z gospodarki USA, warto wspomnieć, iż wczoraj Jerome Powell został oficjalnie zaprzysiężony na prezesa Rezerwy Federalnej. Jego rządy powinny być kontynuacją polityki prowadzonej przez Janet Yellen.

W dniu dzisiejszym opublikowany zostanie raport JOLTs z amerykańskiego rynku pracy, oprócz tego po południu przemawiać będzie James Bullard z FOMC. Inwestorzy powinni obserwować przede wszystkim dzisiejsze głosowanie w Izbie Reprezentantów, którego efektem ma być wydłużenie krótkoterminowego finansowania rządu do 23 marca.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:50 – przemawia James Bullard z FOMC
16:00 – dane JOLTs z amerykańskiego rynku pracy

Autor: Roman Ziruk, Ebury

40 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP ogranicza nadmierną eksploatację samochodów służbowych

Według badania zrealizowanego na zlecenie Carefleet S.A., 40,6 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP stosuje metody ograniczające koszty wynikające z niewłaściwego wykorzystania służbowych pojazdów przez pracowników. Najpopularniejszym sposobem jest monitoring stylu jazdy kierowców za pomocą systemu GPS. To rozwiązanie stosuje 60 proc. ankietowanych, którzy deklarują, że podejmują jakiekolwiek działania w tym zakresie. Marginalną rolę w firmach MŚP odgrywają natomiast rozmowy edukacyjne z kierowcami oraz kary i nagrody za nieekonomiczną i niebezpieczną jazdę.

Infografika – Jak firmy z sektora MŚP ograniczają nadmierne zużycie flotyNadmierna eksploatacja samochodów służbowych to problem wielu firm, a zarazem istotny czynnik wpływający na efektywność wykorzystania floty i koszty jej użytkowania. Dlatego już nie tylko korporacje i duże przedsiębiorstwa, ale coraz częściej również podmioty z sektora MŚP wprowadzają rozwiązania, których celem jest eliminacja ponadnormatywnego zużycia firmowych pojazdów, takie jak np. monitoring stylu jazdy.

Częstą przyczyną stłuczek i wypadków komunikacyjnych są sami kierowcy, którzy nie przestrzegają przepisów ruchu drogowego, nie dostosowują prędkości do warunków panujących na drodze i nieodpowiednio eksploatują pojazdy. W takich przypadkach – dzięki możliwości precyzyjnego odczytu czasu i miejsca zdarzenia oraz prędkości przed i w trakcie kolizji – systemy monitorowania mogą być wykorzystywane do oceny stylu jazdy kierowcy i weryfikacji okoliczności wypadku. Statystyki potwierdzają, że kierowcy objęci elektronicznym nadzorem GPS jeżdżą wolniej, płynniej, a także łagodniej ruszają i hamują – twierdzi Ilona Ochęduszko, dyrektor Departamentu Account Management w Carefleet S.A.

Wśród najpopularniejszych rozwiązań wykorzystywanych przez przedsiębiorców, którzy w badaniu zadeklarowali, iż stosują metody ograniczające ponadnormatywną eksploatację służbowej floty, jest też tworzenie polityki flotowej (36,3 proc. wskazań). Jak twierdzi Ilona Ochęduszko z Carefleet S.A., jeszcze do niedawna polityki flotowe w postaci regulaminów lub procedur tworzone były przede wszystkim w dużych firmach, posiadających kilkadziesiąt lub kilkaset samochodów. Obecnie coraz więcej przedsiębiorstw z sektora MŚP reguluje na piśmie kwestie związane z nabywaniem, użytkowaniem i wymianą samochodów służbowych.

Polityka samochodowa jest istotna nie tylko ze względu na zarządzanie znaczną wartością majątku firmy,  ale przede wszystkim z uwagi na bezpieczeństwo użytkowników samochodów poruszających się po drogach. Ważne, aby nie był to jedynie „martwy”, jednorazowy dokument. Polityka flotowa musi ewaluować, a jej zapisy nadążać zarówno za zmianami prawno-podatkowymi, jak też działaniami wewnątrz organizacji. Często, jako firma CFM, udzielamy wsparcia w tworzeniu polityki flotowej naszym Klientom. Średni i mali przedsiębiorcy również szukają sposobów, jak zminimalizować szkodowość pojazdów i zwiększyć bezpieczeństwo pracowników – dodaje Ilona Ochęduszko.

Jeśli chodzi o tworzenie polityk flotowych wyjątek w sektorze MŚP stanowią mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające od 1 do 9 pracowników. Zaledwie 7,5 proc. badanych, którzy deklarowali, że stosują metody ograniczające zużycie floty, wybiera to rozwiązanie. Dla porównania w małych firmach jest to 42,9 proc., a w średnich 45,8 proc.

Spadki na Wall Street wpłynęły na kurs akcji polskich producentów

Po doskonałej końcówce zeszłego roku, Giełdowy Indeks Produkcji zanotował niewielką korektę zamykając styczeń na poziomie 1129.63 pkt (-0.56%). Mimo, że pierwszym tygodniom tego roku towarzyszyły głównie pozytywne odczyty różnych danych, to korekta na największych rynkach akcji zdusiła wypracowane w tym czasie wzrosty.

Spadek kursu akcji polskich firm produkcyjnych zbiegł się w czasie ze zmianami na wielu rynkach akcji. Jeszcze w połowie miesiąca trudno było doszukać się sygnałów, które mogłyby sugerować zbliżającą się korektę. Pęknięcie bańki spekulacyjnej na rynku kryptowalut, spadek wartości dolara i wzrost wartości złota nie musiały wcale wpłynąć na spadki na rynkach akcji. Jednakże rosnąca niechęć do ryzyka wywołała niepewność co do przyszłego kierunku zmian cen na największych rynkach akcji. To przełożyło się na największą od dłuższego czasu korektę. – Naturalną konsekwencją kilku słabszych sesji na Wall Street było to, że kapitał zagraniczny zaczął stopniowo wycofywać się z naszego rodzimego parkietu, a wśród ofiar tej korekty znaleźli się również polscy producenci. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w sporym spadku indeksu GIP60 w ostatniej dekadzie stycznia – tłumaczy Maciej Zaręba z firmy DSR dostarczającej rozwiązania wspierające zarządzanie produkcją, pomysłodawca indeksu GIP. Obejmuje on największe polskie spółki wytwórcze notowane na Głównym Rynku GPW.

Nie wszyscy tracili

Pomimo niekorzystnych czynników zewnętrznych, wielu polskich producentów wykazało się dużą odpornością, a to może świadczyć zarówno o ich pozytywnym wizerunku wśród inwestorów, jak i sporym potencjale rozwoju. Najwięcej w styczniu zyskiwali projektanci i dystrybutorzy odzieży. Wartość spółek z tej branży rosła w styczniu średnio o 9.56%. Równie imponujące wzrosty zanotowały spółki z przemysłu lekkiego (9.42%) oraz producenci żywności (8.23%). Powyższe wyniki są zgodne z odczytami sub-indeksów branżowych WIG, wśród których najwięcej zyskiwały WIG-SPOŻYW (8.61%) i WIG-ODZIEŻ (6.18%). Dobre wyniki roczne oraz spory potencjał wzrostu sprzedaży, szczególnie za granicą, spowodował, że korekta nie dotknęła tak bardzo spółek z tych branż.

Niestety siła wzrostu polskich producentów odzieży i żywności nie była na tyle wystarczająca, żeby zrekompensować duże spadki wartości rynkowej pozostałych producentów, co przełożyło się sumarycznie na niewielki spadek indeksu GIP60. Najwięcej w styczniu stracili producenci tworzyw sztucznych (średnio -13.26%). W styczniu pod kreską znalazły się również spółki motoryzacyjne (-4.46%), producenci wyrobów drewnianych (-2.50%), materiałów budowlanych (-.35%), a także spółki z branży metalurgicznej (-0.96%).

NEWAG najlepszy, ale najsilniejsza branża odzieżowa

Wyniki spółek, które znalazły się na podium styczniowego rankingu GIP60 zdają się zaprzeczać obecności jakichkolwiek problemów na rynku akcji. Zwrot na poziomie 21.12% i pierwsze miejsce GIP60 w styczniu to wyniki spółki NEWAG S.A. – bydgoskiego producenta taboru kolejowego, który od lat łączy nowoczesność z wieloletnią tradycją sięgającą 1876 roku. – Od czasu debiutu na giełdzie w 2013 wycena rynkowa spółki charakteryzowała się stosunkowo dużą zmiennością, zaliczając dołek w połowie 2016 roku. Na początku miesiąca nastąpiła dematerializacja akcji bydgoskich kolejarzy, co znacznie zwiększyło bezpieczeństwo inwestycji. Również spodziewane bardzo dobre wyniki za 4 kwartał, jak i cały ubiegły rok podziałały na wyobraźnię inwestorów – komentuje Maciej Zaręba z DSR.

Miejsca drugie i trzecie w styczniowym rankingu GIP60 należą do spółek odzieżowych. Zdobyły je CDRL S.A. za wzrost wartości o 21.05% oraz VISTULA za 18.49%. Taki skład podium potwierdza doskonałą koniunkturę w branży i duże zaufanie ze strony inwestorów. Obie spółki zanotowały w zeszłym roku wysokie wzrosty przychodów – prognozy wzrostu sprzedaży w całym ubiegłym roku oscylują wokół +7% r/r dla CDRL S.A., dla spółki VISTULA S.A. przewiduje się wzrost nawet o 16% r/r. Również prognozy sprzedaży w grudniu, w najgorętszym miesiącu dla sprzedawców odzieży, mogą robić wrażenie. Szacuje się, że CDRL S.A. zwiększyła w tym miesiącu swoją sprzedaż detaliczną o 20% r/r, a VISTULA S.A. o 17.9% r/r.

Spółka COCCODRILLO S.A. to jeden z licznych przykładów rodzimych spółek, które powstały na zgliszczach minionego systemu i do dzisiaj wypracowały silną pozycję rynkową. Od początku swojej działalności spółka skupiła się na segmencie ubrań dziecięcych i dziś projektuje, a także sprzedaje swoje ubranka również na wielu rynkach poza Polską.

Grupa VISTULA specjalizuje się w projektowaniu, produkcji i dystrybucji kolekcji mody dla kobiet i mężczyzn oraz biżuterii. Intensywny rozwój poprzez fuzje i przejęcia doprowadził tę grupę do pozycji jednej z najbardziej znanych firm działających w tej branży w naszym kraju, rozwinęła ona takie spółki jak: Vistula, W.KRUK, Wólczanka czy Deni Cler Milano. Spodziewany wzrost EBITDA za IV kwartał ubiegłego roku wpisuje się w doskonały rok dla polskiej branży odzieżowej i uzasadnia wysoki wzrost wartości rynkowej całej grupy.

Dane makro napawają optymizmem

Listę dobrych danych makroekonomicznych otwiera oczywiście wzrost Produktu Krajowego Brutto, którego roczny wzrost w cenach stałych, wg wyliczeń GUS, wyniósł 4.6%. W przemyśle ten wzrost był jeszcze wyższy i wyniósł 6.2%. Głównym czynnikiem wzrostu była konsumpcja prywatna, która zwiększyła się o 4.8%.

Pozytywnym zaskoczeniem jest długo wyczekiwany wzrost inwestycji. – Cieszy szczególnie wzrost inwestycji zagranicznych, które wyniosły w zeszłym roku 13 mld euro, osiągając najlepszy wynik od dekady i drugi wynik w tym roku w całej Unii Europejskiej. Taki poziom inwestycji może przełożyć się na powstanie ponad 86 tys. nowych miejsc pracy i tu już jesteśmy liderem UE. Cieszy również wysoka liczba miejsc pracy, które polskie firmy chcą stworzyć za granicą – 6.5 tys. to również liczba, której nie zaobserwowano od dekady – komentuje Maciej Zaręba z DSR. Wartość naszych inwestycji za granicą wyniosła 1.14 mld euro.

Stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec grudnia 2017 wyniosła 6.5%, co jest najniższą wartością od 26 lat i doskonałą wiadomością dla pracowników. Niska stopa bezrobocia spowodowała jednak też największe od lat problemy z pozyskaniem pracowników przez firmy funkcjonujące w polskim przemyśle. Odsetek firm produkcyjnych wskazujący na problem ze znalezieniem chętnych do pracy jako na główny czynnik hamujący rozwój, jest najwyższy po 1989 roku.

Styczniowe wyniki badań PMI® również przedstawiają pozytywny obraz polskiej gospodarki wchodzącej w 2018 rok. Co prawda wskaźnik PMI liczony dla polskiego przemysłu odnotował spadek z grudniowego 34-miesięcznego rekordu na poziomie 55.0 do 54.6, ale jest to ciągle drugi najwyższy wynik od roku. Najszybciej od trzech lat rośnie liczba nowych zamówień, co jest chyba najlepszą prognozą dla polskiej branży produkcyjnej na najbliższy czas.

Transatlantyckie połączenie

– Podsumowując, polski przemysł podobnie jak polska gospodarka prezentuje się bardzo dobrze i – jeśli wierzyć prognozom – ma przed sobą doskonałe perspektywy. Rozgrzany przemysł europejski dodatkowo wzmacnia czynniki wewnętrzne sugerując dalsze wzrosty. Jednakże na horyzoncie coraz częściej pojawia się widmo znaczącej korekty na rynkach kapitałowych. Jeśli korekta na zachodnich rynkach akcji przekształci się w kryzys, wówczas skutków nie sposób przewidzieć – zwraca uwagę Maciej Zaręba z firmy DSR. Metoda wyjścia z poprzedniego kryzysu finansowego jaką wybrały największe banki centralne takie jak FED i EBC, mogła jedynie odsunąć w czasie konsekwencje poważniejsze niż te, które mogliśmy zaobserwować dekadę temu. – To sprawia, że przyszłe ceny akcji polskich spółek niekoniecznie muszą odzwierciedlać dobrą kondycję ich emitentów. Póki co jednak, do niewielkiej korekty na cenach akcji polskich producentów należy podchodzić z odpowiednim dystansem – konkluduje Maciej Zaręba.

Korekty na giełdach. KNF ostrzega

Korekta ostatnich wzrostów trwa wciąż na giełdach. Po słabych wynikach z USA przyszła kolej na Azje i Europę. Dobre dane od zachodniego sąsiada na temat zamówień. KNF ostrzega przed giełdą kryptowalutową.

Korekta na giełdach

Ostatnie tygodnie wzrostów na giełdach uśpiły trochę czujność analityków. Obecnie wielu inwestorów doszło do wniosku, że korekta musiała nadejść. Co więcej chyba ją właśnie wywołali. Po tym jak w USA Dow Jones Industrial spadł o 6%, a S&P spadło o 4% było niemal pewnym, że za Ameryką podążą inne kraje. Tak to zresztą często bywa, że kolejna sesja azjatycka ma wyniki mocno powiązane z poprzednim amerykańskim zamknięciem. Nie inaczej było dzisiaj. Nikkei, główny japoński indeks zanurkował niemal 5%. W Chinach spadki były łagodniejsze, aczkolwiek i tak giełda straciła ponad 3%. Gdzie trafił kapitał widać wyraźnie na rynku obligacji. W ciągu jednego dnia na 10 letnich papierach dłużnych można zarobić już nie 2,85% rocznie tylko 2,7%.

Dobre dane z Niemiec

Dzisiaj od rana oprócz spadków na giełdach zobaczyliśmy dobre dane od naszego zachodniego sąsiada. Zamówienia w przemyśle rosły w skali roku o 7,2% zamiast oczekiwanych 3,1%. Reakcją rynków na lepsze dane były wzrosty euro względem głównych walut. Co ciekawe europejska waluta traciła względem złotego. Pomimo dobrych danych spadki nie ominęły niemieckiej giełdy, która traci od rana już ponad 2%.

KNF umieścił giełdę kryptowalutową na liście ostrzeżeń

Wczoraj Komisja Nadzoru Finansowego umieściła jedną z giełd kryptowalutowych (bitbay) na liście ostrzeżeń. Nie oznacza to co prawda, że podobnie jak niektóre znajdujące się tam podmioty oszukuje swoich klientów. Powodem jest świadczenie usług płatniczych bez zezwolenia. Firma jeszcze tego samego dnia wyemitowała oświadczenie informujące, że zarzuty są bezpodstawne, a model działania prawidłowy. Obecnie przyjdzie nam czekać na reakcję prokuratury, do której trafiło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Z pewnością jednak cała ta sytuacja nie pomoże wspomnianej spółce jak i całej branży w Polsce.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – handel zagraniczny,
  • 16:00 – Kanada -indeks Ivey PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Hakerzy coraz częściej zamieniają firmy w kopalnie kryptowalut

Fake newsy i złośliwe ataki mające na celu tworzenie koparek kryptowalut – to dwa rodzaje cyberzagrożeń, pod których znakiem może stać rok 2018. Zobacz, jak poważne są to zagrożenia.

Walka z fake newsami jak walka z wiatrakami?

Jak mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Wojciech Głażewski, country manager w firmie Check Point Software Technologies: „Fake newsy to często wykorzystywana broń do niszczenia reputacji poszczególnych osób lub wpływania na sytuację w środowiskach, krajach. Z punktu widzenia cyberbezpieczeństwa bardzo istotną rzeczą jest to, że informacja nieprawdziwa może być podana przez organizację podszywającą się pod organizację rządową czy cieszącą się zaufaniem społecznym. Wtedy staje się niebezpieczna”. Nic dziwnego, że atakowanie fake newsami z roku na rok staje się coraz powszechniejsze. Jak się przed nimi bronić? Przede wszystkim nie brać niczego na wiarę i weryfikować prawdziwość informacji. Firmy oraz inne organizacje powinny też pamiętać, żeby odpowiednio zabezpieczyć się przed hakerami, którzy mogą się pod nie podszywać, aby rozpowszechniać fałszywe treści.

Gdy komputer staje się… koparką

Innym bardzo aktualnym cyberzagrożeniem są ataki malware, które tworzą z zainfekowanych komputerów koparki kryptowalut. Jak zauważa ekspert: „Koparka kryptowalut to nic innego jak komputer wykorzystujący swoją moc obliczeniową do wykonywania operacji matematycznych, w wyniku których otrzymujemy pewne obliczenia, ciągi matematyczne – bardzo mocno upraszczając – przekształcane w kryptowalutę”. Ostatnimi czasy fala ataków, dzięki którym hakerzy tworzą z komputerów zarówno użytkowników indywidualnych, jak i firm koparki kryptowalut, mocno wzrasta. „Nasze badania dowodzą, że w drugiej połowie 2017 r. od 25% do (w niektórych krajach) 50% firm było zainfekowanych malware’em wykorzystującym ich zasoby do kopania kryptowalut” – informuje rozmówca.

Pogrom na rynkach

Na światowych giełdach i rynkach mamy pogrom. Inwestorzy uciekają od niepewnych aktywów do bezpiecznych przystani. Zaczęło się od USA wyprzedażą akcji. W poniedziałek Dow Jones Industrial spadł najmocniej od 2008 r. Niektóre indeksy światowych giełd tracą ponad 4%. We wtorek rano wartość bitcoina spadła do poniżej 6,3 tys. USD, czyli w ciągu doby stracił on 22%, a od początku tego roku – 54%. To najmniejsza wartość najpopularniejszej kryptowaluty od końcówki października 2017 r. Traci też ropa. Na wartości zyskuje natomiast złoto, amerykański dolar, japoński jen i szwajcarski frank. Jak na razie złotówka trzyma się stosunkowo nieźle.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do japońskiego jena (-1,03%), a zyskuje do euro (+0,58%), brytyjskiego funta (+0,89%), dolara kanadyjskiego (+0,92%) oraz dolara australijskiego (+0,89%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,238, GBP/USD – 1,397, USD/CAD – 1,253, AUD/USD – 0,786 i USD/JPY – 108,9. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-1,56%) i kurs EUR/JPY wynosi 134,9, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,886. Złotówka traci do dolara i franka szwajcarskiego, zyskuje do funta i pozostaje na tym samym poziomie do euro. We wtorek rano dolar kosztuje 3,36 zł, euro – ponad 4,16 zł, funt – 4,7 zł, a frank –3,6 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach wyłącznie kolor czerwony. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 1,46%, frankfurcki indeks DAX – 0,76%, a paryski indeks CAC 40 – 1,48%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się aż o 4,1%, brazylijski Bovespa – o 2,59%, a argentyński Merval – o 4,5%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł aż 4,73%, indeks Shanghai Composite – 3,35%, a hongkoński indeks Hang Seng – aż 5,02%.

Ropa i złoto

Drugi dzień z rzędu ceny ropy naftowej idą w dół. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 67,62 USD (-1,42%), a ropy WTI – 64,15 USD (-2,03%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 2 USD do 73 USD. Z kolei złoto notuje wzrosty. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1342 USD. To 10 USD więcej (+0,75%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

4:30 – Australia – Decyzja RBA ws. stóp procentowych, luty – bez zmian
8:00 – Niemcy – Zamówienia w przemyśle (r/r), grudzień – 7,2% (prognoza 3,1%)
9:00 – Czechy – Produkcja przemysłowa (r/r), grudzień – 2,7% (prognoza 4%)
9:00 – Czechy – sprzedaż detaliczna bez samochodów (r/r), grudzień – 4,7% (prognoza 5,5%)
10:00 – Niemcy – Wystąpienie szefa Bundesbanku
14:30 – USA – Bilans handlu zagranicznego, grudzień (prognoza -52 mld USD)
14:30 – Kanada – Bilans handlu zagranicznego, grudzień (prognoza -2,2 mld CAD)
14:50 – USA – Wystąpienie szefa Fed z St. Louis
16:00 – Kanada – Indeks Ivey PMI, styczeń (poprzednio 60,4 pkt.)
22:45 – Nowa Zelandia – Stopa bezrobocia, IV kw. (prognoza 4,7%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets