Sektor R&D. Lokomotywa polskiej innowacyjności potrzebuje paliwa i ludzi

Branża badań i rozwoju w Polsce (nazywana też sektorem B+R albo R&D) właśnie dostała nowe regulacje administracyjne i duże zachęty podatkowe. To zapowiedź szybkiego rozwoju, który deklaruje blisko 60 proc. dużych przedsiębiorstw. Jak twierdzą eksperci Devire, na rynku rekrutacyjnym zapowiada się duża batalia o pozyskanie dobrych inżynierów R&D.

W ostatnim rankingu innowacyjności European Innovation Scoreboard, opublikowanym w 2017 roku przez Komisję Europejską, Polska plasuje się dopiero na 25 miejscu w Unii Europejskiej. Jako kraj wyprzedzamy pod tym względem jedynie Chorwację, Bułgarię i Rumunię. Nasza gospodarka osiąga poziom niecałych 55 proc. unijnej średniej innowacyjności. Od 2010 roku udało nam się poprawić ten wynik o niecałe 2 punkty procentowe. Dla porównania, najbardziej innowacyjni w UE Szwedzi mają gospodarkę na poziomie 143 proc.  średniej, a europejscy liderzy, Szwajcarzy, mogą pochwalić się wynikiem ponad 164 proc.

Wśród lokomotyw, na których opiera się ogólna ocena innowacyjności Polski, w ciągu ostatnich siedmiu lat największe postępy zrobiliśmy między innymi w obszarach:

  • penetracja szerokopasmowego Internetu +44%
  • liczba osób z wyższym wykształceniem +42%
  • międzynarodowe publikacje naukowe +35%
  • rozwój przedsiębiorczości +35%
  • wydatki firm na R&D +24%

Zwłaszcza pod względem tego ostatniego parametru mamy na tle Europy powody do zadowolenia. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że rozwój tego sektora w Polsce od 2010 roku wyprzedza unijną średnią o 24 proc. Daje nam to 7 miejsce w całej Wspólnocie. Jak te wskaźniki przekładają się na konkretne kwoty? Główny Urząd Statystyczny podaje, że roczne wydatki na B+R w Polsce sięgają 18 miliardów złotych rocznie.

Wyścig dopiero się zaczyna

– Polska od wielu lat ma ambicje dogonienia, a nawet wyprzedzenia Europy pod kątem innowacyjności. To będzie długi wyścig, wymagający nie tylko zaangażowania biznesu, ale przede wszystkim sprzyjających warunków w całej gospodarce, administracji i prawie – mówi Robert Błażyca, Dyrektor Regionalny w agencji rekrutacyjnej Devire, która zajmuje się m.in. rekrutacją w sektorze R&D. Jeśli chodzi o ten pierwszy aspekt, według ubiegłorocznego raportu „Badania i rozwój w przedsiębiorstwach” firmy doradczej Deloitte:

  • 33 proc. polskich przedsiębiorstw przeznacza na działalność rozwojową ponad 3 proc. obrotów
  • 17 proc. wydaje na ten cel powyżej 10 proc. obrotów
  • 56 proc. dużych firm wdrożyło lub jest w trakcie wdrażania strategii B+R+I
  • 59 proc. przewiduje wzrost wydatków w ciągu najbliższych 3-5 lat

Dodatkowo do 2020 roku na działalność badawczo-rozwojową Polska może liczyć na prawie 10 mld euro dofinansowania z UE, a wydatki na R&D mogą sięgnąć – jak szacuje Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego – około 2 proc. PKB.

Ulgi podatkowe i inne profity na zachętę

Według danych Ministerstwa Rozwoju w styczniu 2018 roku status Centrum Badawczo-Rozwojowego miało w Polsce 35 instytucji. Oczywiście jednostek rozwojowo-badawczych bez statusu CBR jest znacznie więcej, a ich łączna liczba oscyluje wokół tysiąca. Według danych rządowej Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, opublikowanych w raporcie „Rynek B+R w Polsce” najsilniej w tej dziedzinie reprezentowane są branże:

  • Motoryzacyjna
  • Usług biznesowych
  • IT i Telekomunikacja
  • Lotnicza

– Z jednej strony możemy mówić o dużych centrach R&D, które bardzo prężnie działają również w przemyśle chemicznym czy farmacji. Z drugiej strony powstaje coraz więcej niewielkich, ale bardzo wyspecjalizowanych zespołów rozwojowo-badawczych, które realizują projekty chociażby w zakresie przemysłu jachtowego i materiałoznawstwa – podkreśla Robert Błażyca, Dyrektor Regionalny w agencji rekrutacyjnej Devire. – Trzeba pamiętać, że R&D to nie tylko branża produkcyjna. Coraz więcej firm IT inwestuje w centra rozwojowo-badawcze. Podobnie jest z branżą medyczną, w której coraz częściej pojawiają się globalne działy odpowiedzialne za badania i rozwój. Przykłady można mnożyć – dodaje Robert Błażyca.

Resort rozwoju intensywnie zachęca kolejne przedsiębiorstwa do tworzenia centrów, kusząc ulgami podatkowymi.  Przedsiębiorcy, posiadający status CBR mogą liczyć dziś na:

  • zwolnienia z podatku od nieruchomości,
  • zwolnienia z podatku rolnego,
  • zwolnienia z podatku leśnego.

Nowa ustawa z listopada 2017 roku podnosi poziom ulg podatkowych na prowadzenie działalności badawczo rozwojowej nawet do 150 proc..

Czy to przekona przedsiębiorców do większego zaangażowania w R&D? Biorąc pod uwagę, że jednym z największym hamulcem w rozwoju sektora, na jaki wskazuje wspomniany raport Deloitte, był dotąd brak sensownych zachęt podatkowych i wsparcia w postaci dotacji, można mieć uzasadnione nadzieje. Aż 39 proc. ankietowanych przez Deloitte przedsiębiorstw wskazywało ten właśnie aspekt jako warunek większego zaangażowania w B+R.

Inżynierowie potrzebni od zaraz

Drugim pod względem ważności czynnikiem wpływającym na rozwój badań i rozwoju jest natomiast dostępność wykwalifikowanej i doświadczonej kadry badawczej.

W ośrodkach R&D pracuje dziś w Polsce ponad 30 tysięcy osób. W całym sektorze badań i rozwoju (licząc jednostki publiczne, prywatne i szkolnictwo wyższe), jak podaje GUS, zatrudnienie przekracza 170 tysięcy osób. Średnia liczebność kadry w jednym centrum to – jak policzyli w ubiegłym roku analitycy ze Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL – 184 osoby. Dla porównania centra zagraniczne zatrudniają ponad 200 ekspertów, polskie nieco ponad 70.

Jednymi z najbardziej poszukiwanych ekspertów do ośrodków i jednostek badawczych są inżynierowie R&D. To zdecydowanie rynek pracownika jak twierdzi Robert Błażyca, Dyrektor Regionalny w agencji rekrutacyjnej Devire firmy poszukujące doświadczonych fachowców muszą wiedzieć, jakimi argumentami zachęcić potencjalnych pracowników.

– Pieniądze to dla nich nie wszystko. Podobnie jak w sektorze IT, dla inżynierów liczy się przede wszystkim projekt: dla kogo? Jak bardzo złożony? Na jakich technologiach będzie się pracowało? – tłumaczy Agnieszka Nowak, Manager Dywizji Manufacturing & Engineering z firmy rekrutacyjnej Devire. – Bardzo ważna jest również misja. Jeśli przyjrzymy się branży medycznej, do której poszukiwani są chemicy, biotechnolodzy, toksykolodzy, biolodzy molekularni, a sami kandydaci będą odpowiedzialni za projekty, które są związane chociażby z opracowaniem leków na poważne choroby, to jednym z kluczowych argumentów podjęcia nowej pracy staje się również wewnętrzna potrzeba wzięcia udziału w tak ważnym społecznie projekcie. Podobnie jest w przypadku obszarów dotykających ekologii, czy bezpieczeństwa – podkreśla Katarzyna Wierzbicka, Executive Manager Life Sciences w Devire.

Dobra strategia rekrutacyjna na pozyskanie specjalisty B+R musi więc uwzględniać coś więcej, niż konkurencyjna płaca. Eksperci Devire polecają nieco inne podejście:

  • prezentację dotyczącą projektu/produktu nad którym kandydat ma pracować,
  • połączenie rozmowy rekrutacyjnej z oprowadzeniem po samym centrum R&D i bardzo szczegółowym opowiedzeniem o produkcie i wszystkich elementach pracy nad nim.

– Okazuje się, że pozornie prosty produkt codziennego użytku jak np. klamka w samochodzie, nagle staje się dla kandydatów niezwykle ciekawym produktem do badań i rozwoju, ze względu na ilość procesów, które należy uwzględnić przy ich badaniu i rozwoju (procesy atmosferyczne, wytrzymałościowe, etc.) – dodaje Agnieszka Nowak z Devire. – Takie oprowadzanie może trwać nawet 2-2,5 godziny, ale warto zainwestować w ten czas. 99 proc. kandydatów, po tym jak na własne oczy zobaczy złożoność procesów i technologii produkcji jest tak zaciekawiona stanowiskiem, że chętnie rozmawia o przyjęciu oferty – podsumowuje.

Dowodem na to, że dobry zespół badawczy i rozwojowy przekłada się wprost na biznes są statystyki, opublikowane w styczniu przez GUS. Duże firmy usługowe już prawie 6,5 proc. przychodów generują z produktów nowych lub istotnie ulepszonych. W przedsiębiorstwach przemysłowych ten wskaźnik jest jeszcze wyższy i przekracza 10 proc.

IDC: 10 prognoz dla dyrektorów IT

Firma doradcza IDC przygotowała najważniejsze prognozy dotyczące zmian w działach IT w przedsiębiorstwach oraz kierunków i działań jakie podejmować będą dyrektorzy ds. informatyki w związku z cyfrową transformacją biznesu.. Nie znaczy to jednak, że digitalizacja i rywalizacja z zachodnimi firmami będzie łatwym zadaniem. Do 2020 r. 75% CIO nie zdoła osiągnąć wszystkich celów związanych z cyfryzacją, w związku z ich błędnym określeniem i nieudanymi wdrożeniami nowych technologii.  Stoimy przed dużą szansą. Wiele systemów informatycznych wykorzystywanych w Polsce jest bowiem nowocześniejszych niż te wdrożone na rozwiniętych rynkach. Wyzwań jednak nie brakuje.

Zmiany wywołane wdrażaniem technologii DX będzie śledzić coraz więcej menadżerów IT z regionu CEE – wskazują analitycy. Dzisiaj, jak zwraca uwagę IDC, w największym stopniu odczuwają je przedstawiciele takich sektorów gospodarki jak handel, bankowość i finanse czy media, ale niebawem branż dotkniętych cyfrową transformacją, które będą musiały podjąć bardziej zdecydowane kroki w obszarze digitalizacji, będzie więcej.

Dla dyrektorów i menadżerów IT wyższego szczebla głównym wyzwaniem jest dziś myślenie i działanie w kategoriach cyfrowego przedsiębiorstwa. Stawką jest nie sam rozwój, ale przetrwanie firmy na rynku.– tłumaczy Serge Findling, wiceprezes ds. badań IDC IT Executive Programs.

Oto 10 najważniejszych prognoz dla dyrektorów IT przygotowanych w ramach IDC FutureScape for Worldwide CIO Agenda:

  1. Do końca 2018 roku, zarabianie na danych oraz zwiększenie zysków z cyfryzacji znajdą się na szczycie listy celów aż 75% dyrektorów ds. informatyki.
  2. Mimo to, do 2019 roku, 75% CIO nie zdoła sfinalizować procesów cyfrowej transformacji. Najważniejsze powody to m.in. wewnętrzne konflikty organizacyjne związane z określeniem celów cyfryzacji, zły dobór narzędzi i rozwiązań technologicznych, niedofinansowanie projektów czy nieudana migracja do środowisk chmurowych.
  3. Do 2020 roku 60% dyrektorów IT stanie się liderami cyfrowego biznesu swoich organizacji oraz członkami zarządu.
  4. Do 2019 roku, 60% CIO odświeży infrastrukturę oraz aplikacje wykorzystywane w swojej organizacji, korzystając z rozwiązań chmurowych, mobilnych oraz metodyk DevOps.
  5. Do 2019 roku, 60% organizacji IT zakończy wdrażanie platform umożliwiających stworzenie modeli biznesowych odpowiednich dla nowych konsumentów cyfrowej gospodarki.
  6. Do 2019 roku, 75% dyrektorów ds. informatyki zmieni swój stosunek do bezpieczeństwa cybernetycznego w zakresie uwierzytelniania dostępu do danych i zarządzania ryzykiem.
  7. Do 2020 r. 40 % dyrektorów IT odegra inspirującą rolę w cyfrowej transformacji swoich organizacji, dzięki przywództwu opartemu na nowej misji i wizji przedsiębiorstwa
  8. Do 2020 r. 40 % dyrektorów IT wprowadzi nowe modele zarządzania zasobami informatycznymi w celu przyspieszenia innowacji, uznając, że dotychczasowe sposoby zarządzania informatyką nie odpowiadają wymogom cyfrowej gospodarki.
  9. Do końca 2018 roku 70% CIO podniesie rangę „zwinnego” zarządzania na wyższy poziom dzięki Design Thinking oraz narzędziom DevOps.
  10. Do 2020 roku, 60% dyrektorów IT wprowadzi model biznesowy oraz kulturę organizacyjną, które nie będą koncentrować się na uruchamianiu kolejnych projektów informatycznych, ale na bezpośrednim opracowywaniu cyfrowo zorientowanych produktów.

Powyższe prognozy zostaną szczegółowo zaprezentowane podczas dorocznej konferencji IDC Predictions 2018, która odbędzie się w Warszawie 21 marca 2018 r.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. podsumowuje 2017 r.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r., zakończyła 2017 r. jednostkowym zyskiem netto w wysokości 905 tys. zł przy przychodach ogółem sięgających blisko 6,8 mln zł. Podmioty wchodzące w skład Grupy Kapitałowej realizują przyjętą strategię rozwoju, co pozytywnie przekłada się na umacnianie ich pozycji rynkowej oraz dywersyfikację źródeł przychodów.

W 4 kw. 2017 r. Emitent osiągnął na poziomie jednostkowym prawie 408 tys. zł zysku netto, a jego przychody ogółem wyniosły 2.077 tys. zł. W analogicznym okresie 2016 r. jednostkowy zysk netto Spółki sięgnął 99 tys. zł przy przychodach ogółem w kwocie 1.746 tys. zł. Wypracowane przez Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. wyniki finansowe wykazują tym samym bardzo mocną progresję w ujęciu rdr. Spółka zwiększa swoją obecność na rynku windykacji pakietów B2C oraz rozwija sprzedaż usług faktoringu i pożyczek B2B, co ma swoje odzwierciedlenie we wzroście przychodów. Emitent obniżył także koszty działalności poprzez przeniesienie działu księgowości do spółki zależnej Kancelaria Biegłych Rewidentów WEC Witczak i Wspólnicy sp.k., która generuje też przychody ze świadczenia usług podmiotom spoza Grupy. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. osiągnęła w 2017 r. najlepsze wyniki finansowe w całej historii Spółki i zrealizowała prognozy finansowe zakładające wypracowanie minimum 600 tys. zł zysku oraz przychodów w wysokości co najmniej 6.500 tys. zł.

„Spółka osiągnęła dobre wyniki dzięki ciągłemu rozwijaniu swojej podstawowej działalności, czyli windykacji na zlecenie (inkaso) B2B, która przynosi nam stały wzrost przychodów. Sektor windykacji przedsiębiorstw jest tym, w którym posiadamy pozycję jednego z wiodących podmiotów. Jednocześnie rozwijamy nowe obszary aktywności jak finansowanie działalności poprzez usługi faktoringu i pożyczek dla biznesu – Spółka podpisała już 49 umów faktoringu, w których przyznała limity o wartości ponad 2,4 mln zł. W celu dywersyfikacji przychodów rozpoczęliśmy również skup pakietów B2C i w ostatnim kwartale 2017 r. Spółka zakupiła 4 pakiety wierzytelności z branż komunikacji masowej, pożyczek chwilówek oraz IT. Przychód osiągnięty z tych działalności przełożył się na zysk Spółki dzięki niezwiększaniu kosztów operacyjnych, na co możemy sobie pozwolić, ponieważ posiadamy wykwalifikowaną kadrę specjalistów z dziedziny windykacji, zarządzania wierzytelnościami i nie musimy do obsługi pakietów zatrudniać znacznej ilości osób, czyli zwiększać kosztów osobowych.” – podkreśla Remigiusz Brzeziński, Prezes Zarządu Spółki Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A.

Ostatni kwartał 2017 r. pozwolił Grupie Kapitałowej Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. na osiągnięcie skonsolidowanego zysku netto w kwocie ponad 420 tys. zł przy przychodach ogółem wynoszących 2.167 tys. zł. Na uwagę zasługuje fakt, że w 4 kw. 2017 r. skonsolidowany wynik netto Spółki był wyższy od jednostkowego. Oznacza to, że realizowane działania prorozwojowe w spółkach wchodzących w skład Grupy Kapitałowej przynoszą oczekiwane rezultaty i zwiększają one przychody. Głównym celem Zarządu Spółki na 2018 r. będzie utrzymanie tego pozytywnego trendu i zwiększanie strumieni przychodowych ze świadczenia usług podmiotom spoza Grupy WEC, a tym samym dalsza dywersyfikacja źródeł przychodów.

„Wyższy wynik skonsolidowany jest efektem realizacji polityki Spółki zmierzającej do zwiększania przychodów Grupy WEC przy jednoczesnym kontrolowaniu kosztów. W tym celu niektóre procesy przenosimy do spółek zależnych takich jak spółka prawnicza Kancelaria Prawna WEC Sroczyński i Wspólnicy sp.k czy spółka audytorsko-księgowa Kancelaria Biegłych Rewidentów WEC Witczak i Wspólnicy sp.k z dedykowanym dla nich zadaniem obsługi podmiotów z Grupy Kapitałowej WEC w zakresie ich działalności, ale jednocześnie pozyskiwania klientów spoza Grupy, co zwiększa efektywnie przychody całej Grupy. Spółki aktywnie pozyskują klientów na swoje usługi oraz jednocześnie zapewniają serwis Grupie WEC i w ten sposób osiągamy efekt synergii. Będziemy dążyli do sytuacji, w której w każdej ze spółek zależnych przychody generowane przez podmioty spoza Grupy będą stanowiły minimum 50% wszystkich przychodów danej spółki. Fakt działania w Grupie oferującej usługi finansowania biznesu, prawne, windykacyjne, audytorskie czy księgowe daje duże możliwości ofertowania klientów poprzez podmioty Grupy, co wpływa na zwiększenie przychodów skonsolidowanych.” – dodaje Prezes Brzeziński.

Union Investment: nastroje europejskich inwestorów branży nieruchomości

  • Dwie trzecie ze 151 przebadanych inwestorów rynku nieruchomości
    w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii stwierdziło, że spodziewa się zmiany trendu stóp zwrotu na wzrostowy w 2020 roku lub później.
  • Najlepsze stopy zwrotu w ciągu najbliższych 12 miesięcy będą generowały nieruchomości logistyczne.
  • Klimat dla inwestycji w nieruchomości handlowe w ciągu najbliższych 12 miesięcy będzie się pogarszał. Ogólne perspektywy dla nieruchomości biurowych są nieco lepsze.
  • Inwestorzy zmuszeni są do poszukiwania nowych typów inwestycji, aby uciec od konieczności zaakceptowania niższych stóp zwrotu lub wyższego ryzyka.

To najważniejsze wnioski płynące z cyklicznego badania przeprowadzonego przez Union Investment wśród inwestorów z branży nieruchomości z Francji, Niemiec
i Wielkiej Brytanii.

Deficyt produktów inwestycyjnych na rynku nieruchomości wymusza zmiany i zwiększa innowacyjność w tym sektorze. To korzystna ocena procesu transformacji, z którym zmaga się wiele segmentów branży nieruchomościowej. – Obecny brak produktów przyspieszy trend na rynku, który od jakiegoś już czasu nabiera tempa za sprawą takich kierunków, jak zrównoważony rozwój, cyfryzacja i urbanizacjamówi Olaf Janssen, dyrektor analiz w Union Investment Real Estate. W ciągu ostatnich dziewięciu lat branża musiała się nauczyć, że niedobór dostępnych nieruchomości inwestycyjnych, napędzający wzrost cen, nie jest zjawiskiem tymczasowym. Ponadto rynek jest daleko od odwrócenia trendu w stopach zwrotu.

Stopy wzrostu zaczną rosnąć po 2020 roku

W najnowszym badaniu nastrojów inwestycyjnych Union Investment dwie trzecie ze 151 przebadanych inwestorów rynku nieruchomości w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii stwierdziło, że spodziewa się punktu zwrotnego w 2020 roku lub później. 36% badanych inwestorów szacuje, że nominalne stopy zwrotu na rynku nieruchomości w Europie zaczną ponownie rosnąć nie wcześniej niż za trzy lata. W zależności od oczekiwań inwestorów odnośnie stóp zwrotu strategia inwestycyjna może uwzględniać akceptację dla wyższego ryzyka lub niższych stóp zwrotu. Według badania Union Investment 37% inwestorów obecnie chce podejmować dodatkowe ryzyko w zamian za te same stopy zwrotu. Jednak wyraźna większość (56%) nie ma zamiaru zmieniać swojej strategii ryzyka, tym samym godząc się na niższe stopy zwrotu.

Ok. 50% inwestorów biorących udział w badaniu stwierdziło, że nie wierzy, iż osiągnie swoje cele rentowności – ani w ciągu trzech, ani w ciągu pięciu lat. Z badania wynika także, że profesjonalni inwestorzy stale przypisują dużą wartość bezpieczeństwu. Jest ono najważniejszym aspektem decyzji inwestycyjnych dla 30% z badanych inwestorów. Dla 15% najważniejszym czynnikiem jest płynność, natomiast tak jak w ubiegłym roku stopy zwrotu z inwestycji stanowią priorytet dla 54% respondentów. Jedynie inwestorzy francuscy wykazują większą tolerancję ryzyka niż w poprzednim badaniu, przeprowadzonym w kwietniu 2017 roku.

Wnioski te pokazują najlepsze sposoby na poradzenie sobie z dylematem inwestora. Trzecia opcja obok gry na przeczekanie i podejmowania wyższego ryzyka, mimo że wciąż znacznie mniej popularna, jest oparta na większej innowacyjności i podejmowaniu obliczalnego ryzyka –  twierdzi Olaf Janssen.

Brytyjscy inwestorzy stawiają na logistykę

Wciąż jednak dominują strategie alternatywne, które starają się dotrzeć do nowych źródeł produktów poza głównymi segmentami rynku. Inwestorzy oceniają, które rodzaje nieruchomości będą generowały najlepsze stopy zwrotu w ciągu następnych 12 miesięcy, tym samym wskazując, gdzie w przyszłości podaż będzie jeszcze mniejsza. Według 53% respondentów największy potencjał mają nieruchomości logistyczne. 26% odpowiadających wskazało zaś nieruchomości biurowe. Z drugiej strony inwestorzy są bardziej ostrożni, jeżeli chodzi o wzrost wartości w ciągu następnych 12 miesięcy w segmencie hotelowym i handlowym. Istotnego wzrostu wartości w tych segmentach w 2018 roku spodziewa się zaledwie odpowiednio 9% i 8% badanych. W analizie wszystkich głównych rodzajów nieruchomości komercyjnych ponad trzy czwarte inwestorów brytyjskich widzi największy potencjał na najbliższe 12 miesięcy w segmencie logistycznym, w tym w zyskującej na popularności tzw. logistyki ostatniej mili.

 

Warto zauważyć, jak powszechną jest ocena, we wszystkich badanych krajach, że klimat dla inwestycji w nieruchomości handlowe w ciągu najbliższych 12 miesięcy będzie się pogarszał. Ogólne perspektywy dla segmentu nieruchomości biurowych są nieco lepsze. Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zdaje się mieć znacznie mniejszy negatywny wpływ na brytyjski rynek biurowców, niż się tego spodziewano. Zaledwie 16% inwestorów lokalnych spodziewa się pogorszenia koniunktury na brytyjskim rynku nieruchomości biurowych w ciągu następnych 12 miesięcy. Jak pokazuje brytyjski indeks nastrojów inwestycyjnych, nastroje inwestorów brytyjskich nieco się poprawiły od dołka odnotowanego w czasie referendum o opuszczeniu Unii. Pomimo tego nieznacznego trendu wzrostowego brytyjski indeks wynosi zaledwie 63,6 pkt, poniżej indeksów w Niemczech i we Francji, które tylko minimalnie spadły od ostatniego badania. Najbardziej pozytywne nastroje z trzech największych gospodarek Europy już po raz trzeci wykazuje Francja (69,1 pkt). Indeks nastrojów inwestycyjnych w Niemczech wyniósł 67,3 pkt, co odzwierciedla niskie oczekiwania lokalnych inwestorów, jeżeli chodzi m.in. o pozyskiwanie inwestycji.

–  Mając na uwadze ograniczoną podaż wysokiej jakości nieruchomości wystawionych na sprzedaż, ciekawe, czy inwestorzy wykorzystają tę sytuację do przyjrzenia się nowym kreatywnym produktom i rozwiązaniom lub też zajmą się tematami bardziej złożonymi, ale oferującymi większe okazje. Poza tym wciąż duży potencjał oferuje kwestia zrównoważonego rozwoju  –  mówi Olaf Janssen.

Wciąż niewielkie znaczenie budynków neutralnych dla klimatu

Firmy zdały już sobie sprawę z tego, że tematu zrównoważonego rozwoju nie da się ominąć. Ale w wielu miejscach postępy w tej kwestii są niewielkie. Rzadko spotyka się w pełni zdefiniowane cele i strategie dotyczące zrównoważonego rozwoju. Według badania Union Investment inwestycje nieruchomościowe wciąż opierają się przede wszystkim na zasadzie ekonomicznej opłacalności, mimo że pod uwagę bierze się również zrównoważony rozwój. 81% badanych inwestorów nieruchomościowych kładzie większy nacisk na kwestię zrównoważenia portfela tylko, jeśli to ma sens z finansowego punktu widzenia. Zaledwie jedna na trzy badane firmy nieruchomościowe stworzyła harmonogram wdrażania przyjaznej środowisku polityki inwestycyjnej.

Niemieccy inwestorzy nieruchomościowi są pod tym względem najmniej przygotowani. W przypadku Wielkiej Brytanii i Francji odpowiednio 38% i 44% inwestorów realizuje jasną strategię mającą na celu stopniowe ograniczenie emisji CO2, zaś w przypadku Niemiec zaledwie 24%. To oznacza, że tylko jeden na czterech inwestorów posiada gotowy program ograniczania emisji gazów cieplarnianych lub taki program wdraża.

 Widzimy w branży wartościowe i innowacyjne inicjatywy mające ujawnić zagrożenia klimatyczne dotyczące nieruchomości, oceniać te zagrożenia i nimi aktywnie zarządzać. Poczyniono ogromne postępy, jeżeli chodzi o narzędzia do analizy ryzyka portfeli budynków. Ale era obiektów neutralnych dla klimatu jeszcze nie nadeszłamówi Jan von Mallinckrodt, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w Union Investment Real Estate GmbH.

Pomimo ambitnych celów w zakresie ochrony klimatu wyznaczonych przez rząd federalny Niemiec, zrównoważony rozwój nie ma obecnie szczególnego znaczenia dla jednej trzeciej inwestorów niemieckich. Z drugiej strony warto zauważyć, że w Wielkiej Brytanii standardy branżowe i oceny zrównoważonego rozwoju są bardzo doceniane. Znacznie większe grono inwestorów uwzględnia te czynniki lub bierze udział w takich inicjatywach niż w przypadku dwóch pozostałych badanych krajów. W Wielkiej Brytanii 85% badanych inwestorów stwierdziło, że bierze udział w ocenach zrównoważonego rozwoju. W Niemczech i we Francji jest to odpowiednio 33% i 44%. – Międzynarodowe benchmarki i oceny są niezbędne do definiowania celów. To jeden z kluczowych aspektów inwestowania w ochronę klimatu  mówi von Mallinckrodt.

Jak praca to lokalnie: migracje wewnętrzne na zaciągniętym hamulcu

Blisko połowa Polaków chce dojeżdżać do pracy nie dalej niż 15 km, z kolei co trzeci twierdzi, że mógłby przemieścić się od 15 do 50 km – wynika z danych Kantar Millward Brown dla Work Service. Jednocześnie tylko 15% firm zachęca pracowników do podjęcia zatrudnienia poza miejscem zamieszkania. To pokazuje, że wciąż w Polsce zarówno kandydaci, jak i pracodawcy nie są zwolennikami wewnętrznych migracji. Także bony relokacyjne nie cieszą się dużym zainteresowaniem. W ciągu 2,5 roku skorzystało z nich jedynie 30 tys. osób bezrobotnych.

Bezrobocie jest rekordowo niskie, ale to nie oznacza, że w całym kraju sytuacja jest równie dobra. Wciąż w dwóch województwach warmińsko-mazurskim i kujawsko-pomorskim odsetek osób bez pracy jest dwucyfrowy. Co więcej, w skali kraju są miejsca, gdzie w odległości 100 kilometrów różnica w poziomie bezrobocia jest ogromna. Przykładem powiat szydłowiecki, gdzie bez pracy jest 25,8% mieszkańców, a znajduje się on nieco ponad 130 km od Warszawy, gdzie bezrobocie wynosi 2%. To pokazuje, że wiele osób nie jest skłonnych do dalszego dojeżdżania do miejsca zatrudnienia. Potwierdzają to dane Work Service – tylko co 14-sty badany twierdzi, że może przejechać do pracy powyżej 100 km, a nieco ponad 5% od 50 do 100 km.Jak praca

Paradoksalnie można stwierdzić, że Polacy chętniej wyjeżdżają za pracą do innego kraju niż do innego miasta w Polsce. 49% badanych przez nas pracowników twierdzi, że może dojeżdżać do miejsca zatrudnienia 15 km czyli tak naprawdę jest to podróż w ramach rejonu zamieszkania. Co trzeci deklaruje podróż od 15 do 50 km. Problem pojawia się, kiedy praca jest dalej czyli powyżej 50 albo 100 km. Gdyby pracownicy byli bardziej skłonni do dojeżdżania to w wielu regionach kraju bezrobocie byłoby dużo niższe. Pracodawcy szukają kandydatów, a ci wielokrotnie mimo, że nie mają zatrudnienia to nie chcą opuszczać swojej miejscowości w poszukiwaniu pracy. Nawet jeśli kilkadziesiąt kilometrów dalej jest dostępna od ręki. Widać też, że im większe zarobki tym większa skłonność do dalszych dojazdów. Najmniej chętni są ci, którzy zarabiają do 1999 zł netto, a najbardziej ci, którzy co miesiąc otrzymują powyżej 3999 zł na rękę – komentuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz z Work Service S.A.

Pracodawcy i bony relokacyjne nie zachęcają do dojazdów

Ponad połowa pracodawców ma już kłopoty za znalezieniem pracowników, ale tylko 15% pracodawców prowadzi jakiekolwiek działania mające skłonić ludzi do podjęcia zatrudnienia w innym mieście bądź miejscowości. Najczęściej firmy proponują ludziom pracę zdalną, na co wskazuje 5,8% przedsiębiorstw. 5,5% dopłaca do transportu albo oferuje zakwaterowanie na miejscu. 1 na 50 firm sama dowozi pracowników. Działania, które mają zachęcić ludzi do aktywności zawodowej poza miejscem zamieszkania, podjęło też kilka lat temu Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Wprowadziło bon na zasiedlenie. W jego ramach bezrobotni do 30 roku życia mogą otrzymać środki na pokrycie kosztów zakwaterowania jeśli zdecydują się na pracę poza miejscem zamieszkania. Dofinansowanie sięga poziomu 2-krotności przeciętnego wynagrodzenia. Z tej opcji w zeszłym roku skorzystało ponad 13 tys. osób, w 2016 roku niewiele ponad 10 tys., a  w pierwszej połowie 2015 roku już 6,8 tys. bezrobotnych.Jak praca 2

Na przestrzeni dwóch i pół roku ponad 30 tys. bezrobotnych skorzystało z bonu na zasiedlenie. To jednak wciąż kropla w morzu potrzeb, bo już w tej chwili mamy ponad 131 tys. wakatów i przeszło milion bezrobotnych. Jednocześnie widać, że tylko 15% firm robi coś, żeby zachęcić ludzi do migracji wewnątrz kraju i podejmowania pracy poza miejscem zamieszkania. Najczęściej decydują się na to firmy duże, bo i one potrzeby mają największe. Wśród tych zatrudniających powyżej 249 osób działania prowadzi 19% z nich. Najrzadziej decydują się małe, wśród których odsetek wynosi 14%. Warto zwrócić uwagę, że połowa badanych przez nas przedsiębiorców sygnalizuje, że pracownicy z innych miast sami się do nich zgłaszają. Jednak wraz z rosnącymi problemami kadrowymi sytuacja będzie musiała się zmienić, bo bez zachęt do migracji wewnętrznych wiele miejsc będzie pozostawać nieobsadzonych i wówczas jedynym rozwiązaniem będzie sięganie po pracowników zza granicy – dodaje Andrzej Kubisiak.

***

Metodologia badania:

Dane zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown S.A. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:

  • Pracowników – Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=515) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATIBUS w okresie 19-24.07.2017 r.
  • Pracodawców – Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI Ad Hoc w okresie 14-27.07.2017 r.

Suma wszystkich strachów

Pogrom na globalnym rynku akcji dławi apetyt na ryzyko, ciągnąc kapitał do bezpiecznych przystani. Zyskuje złoto, dług, jen i frank, a tracą waluty surowcowe. Dolar korzysta na domykaniu krótkich pozycji po fatalnym dla niego styczniu. Start wtorkowego handlu przynosi uspokojenie, ale trzeba pozostać czujnym, czy czasem nie jesteśmy w oku cyklonu.

Rynek jest pełen teorii, co stało za nagłym tąpnięciem indeksu S&P500 wczoraj po południu: handel algorytmów, zbyt wysokie rentowności długu i wzrost oczekiwań inflacyjnych, podwojenie wartości „indeksu strachu” VIX, przecena Bitcoina, albo po prostu nagromadzenie negatywnych informacji wokół zbyt wielu spółek? Prawdopodobnie to suma wszystkich czynników wywołała efekt kuli śnieżnej. Pisałem w ostatnich dniach, że przełom miesiąca zadziała otrzeźwiająco na inwestorów, którzy zaczęli się zastanawiać, na ile ślepe, zakupowe podążanie za tłumem ma sens? A wątpliwości i pytania działają jak kropla, która drąży skałę. Ale spokojnie, dwa dni silnych spadków na giełdach nie oznaczają od razu kryzysu, a rynki potrzebują zdrowej korekty. Jak zwykle w takich sytuacjach ciężko jest stwierdzić, czy najgorsze już minęło, czy nowy trend zostanie podtrzymany? Wczoraj sygnał dało Wall Street, Azja poszła tym śladem, a dziś europejskie giełdy świecą na czerwono. To skłania do taktycznego trzymania się z daleka od ryzykownych aktywów.

Na rynku walutowym widać więcej powściągliwości w zachowaniu inwestorów, choć zmienność skoczyła. W defensywnie są waluty surowcowe, a zyskują bezpieczne jen i franka. Na euro ciąży nawis długich pozycji budowanych do wielu tygodni, więc status „bezpiecznej przystani”: może przegrać z realizacją zysków. Prawdziwym wygranym jest dolar – nie dość, że stoją za nim lepsze dane makro (w piątek NFP, wczoraj ISM), to z racji swojej roli chłopca do bicia w styczniu, teraz rynek najwięcej krótkich pozycji ma właśnie w USD i ucieczka z nich wzmacnia walutę. Nie jest to zbyt sensowny argument w pełni neutralizujący fundamentalne podstawy słabości dolara z przełomu roku (czyli: Fed może zaoferować mniej w podwyżkach, niż inne banki centralne), ale perfekcyjnie sprawdzi się, kiedy inwestorzy masowo chcą opuszczać rynek.

Zdumiewająco spokojnie wyglądają notowania walut rynków wschodzących, co rodzi pytanie, czy tamtejsi inwestorzy są mądrzejsi do reszty i nie widzą powodu do paniki, czy po prostu partycypacja kapitału spekulacyjnego w handlu jest tak niska? EUR/PLN zdołał utrzymać wąskie pasmo wahań, ale nie wyobrażam sobie, jak w klimacie awersji do ryzyka złoty miałby poprawić swoje poziomy. Im dłużej rynek akcji nie przerwie wyprzedaży, tym prędzej rykoszetem uderzy to w rynki wschodzące. Złoty jest wykupiony z ryzykiem odwrotu, a w odwodzie mamy jutrzejszy komunikat RPP, z którego może bić gołębiością.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czy polska waluta nadal będzie silna?

Złoty powinien dobrze rozpocząć nadchodzący rok – tak prognozują eksperci BGK. Są pewne czynniki, które mogą sprzyjać umocnieniu złotego – przede wszystkim silny wzrost gospodarczy, wyraźnie szybszy niż w strefie EURO, a więc u głównego partnera handlowego i w obszarze walut, do których częściej się odnosimy. Z drugiej strony rozluźnianie polityk monetarnych przez banki centralne świata dobiegło końca. To może być czynnik, który  polską walutę może osłabić, szczególnie w drugiej połowie roku.

– W mojej ocenie przed nami kolejny dobry rok dla polskiej waluty. Przy czym mówiąc dobry rok nie mam na myśli umocnienia polskiej waluty, a raczej jej stabilizację – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK – Musimy pamiętać, że dla biznesu sam poziom często jest mniej istotny niż to, że nie zmienia się on się dramatycznie z miesiąca na miesiąc czyniąc wiele kontraktów nieopłacalnymi. Oczekujemy stabilnego roku, może z niewielką tendencją do umocnienia złotego względem euro. Euro/złoty raczej będzie stabilny. Natomiast może nastąpić wyraźne umocnienie złotego względem dolara, czy też wyraźne osłabienie dolara względem innych walut. Na dzisiaj w wycenie dolara znajduje się masa dobrych informacji. Spodziewany się, że do końca tego roku będzie miało miejsce ok. 2-3% umocnienie złotego względem dolara. Jeżeli chodzi o franka szwajcarskiego, można spodziewać się dobrych wiadomości dla całej gospodarki. Wszyscy jesteśmy niewolnikami kredytów frankowych. W mojej ocenie perspektywa wskazuje raczej na osłabienie szwajcarskiej waluty przede wszystkim względem euro. Dzisiaj mija nieco ponad trzy lata od decyzji o uwolnieniu kursu franka przez Szwajcarski Bank Narodowy. Do tej pory nie udało się powrócić do kursu euro/franka, który mieliśmy przed jego uwolnieniem  Szwajcarskim władzom monetarnym bardzo zależy, żeby ten kurs powrócił powyżej 1,20 względem euro – może to nastąpić właśnie w tym roku, stąd nasze oczekiwania umocnienia złotego względem waluty szwajcarskiej – podkreślił Tomasz Kaczor.

PZU zainicjowało batalię o niższe ceny? Dzięki technologii, branżę mogą czekać poważne zmiany

Jeśli ubezpieczyciele zaczną masowo wprowadzać innowacyjne urządzenia, wzorując się na liderze rynku, to z czasem ceny OC i AC nie będą już tak szybko rosły, a być może zostaną zastopowane. Firmy będą prześcigać się w rozdawaniu zniżek i coraz bardziej funkcjonalnych narzędzi. Oczywiście przyniesie im to duże korzyści. Będą one wizerunkowe, ale przede wszystkim finansowe. Towarzystwa będą promować się jako nowoczesne podmioty, które dbają o bezpieczeństwo i oszczędności klientów. Dzięki temu będą miały coraz więcej argumentów do podważania wysokości odszkodowań. Pojawia się jednak pytanie, jak daleko pójdą te zmiany, w tym na ile klienci będą elastyczni w „oddawaniu” swojej prywatności. Nie wiadomo też, jak szybko rynek będzie wdrażał nowości.

Przełom na rynku?

Ostatnio w mediach zrobiła furorę usługa PZU GO, która polega na połączeniu aplikacji mobilnej z beaconem. Pozwala na automatyczne wezwanie pomocy w razie kolizji lub wypadku. Zestaw czujników wykrywa sytuacje awaryjne i wysyła sygnał do centrum alarmowego, które kontaktuje się z kierowcą w celu zapewnienia mu wsparcia. W przypadku braku połączenia, wysłane zostaną służby ratunkowe. Jednak opinie ekspertów są podzielone na temat tego, czy jest to dobre rozwiązanie dla branży i czy rynek ubezpieczeniowy akurat pójdzie w tym kierunku.

– Nowy system to w istocie Beacon Bluetooth z wbudowanym akcelerometrem, czyli przyrządem służącym do pomiaru przyspieszenia pojazdu. Ważną rolę pełnią algorytmy pomagające odróżnić zwiększenie prędkości będące skutkiem zderzenia od spowodowanego np. dziurą w asfalcie. Ze względu na rodzaj zastosowanej technologii, urządzenie jest w stanie przekazać dane tylko na stosunkowo bliską odległość do smartfona. Tak w dużym skrócie można opisać działanie tego systemu – wyjaśnia dr inż. Paweł Prociów z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Trzeba też pamiętać, że system nie oceni w pełni konsekwencji zdarzania, bo nie będzie miał wielu dodatkowych danych, m.in. dotyczących ilości pasażerów. Priorytetyzowanie zdarzeń przez dyspozytora na podstawie odczytów z takiej czarnej skrzynki, niepołączonej z odpowiednimi systemami zintegrowanymi, będzie bardzo trudnym zadaniem.

– Na europejskim rynku jest już wiele rozwiązań, które technologicznie mocno wykraczają poza wspomnianą koncepcję. Przykładem mogą być urządzenia podłączane do gniazd OBD na zasadzie plug and play i monitorujące zachowania kierowcy wraz z możliwością wykrycia kolizji. Funkcjonują one np. w Wielkiej Brytanii. Podają dokładną prędkość pojazdu, parametry silnika, a więc w pewnym sensie oceniają stan techniczny. Dostarczają zatem więcej porównywalnych parametrów. Ale bez wątpienia usługa największego polskiego ubezpieczyciela jest bardzo przyjaznym użytkownikowi konceptem. Jeśli zostanie wdrożona na masową skalę, to może przerodzić się w jego sukces – twierdzi Piotr Kurowski, ekspert ds. technologii Bluetooth z firmy Notinote.

Z kolei dr Prociów przypomina, że od 31 marca br. na terenie Unii Europejskiej wszystkie nowo wyprodukowane samochody będą musiały mieć fabrycznie zamontowane urządzenie w tzw. systemie eCall. Zasada jego działania jest podobna do naklejki PZU GO. Ale jest on lepiej zsynchronizowany z układami elektronicznymi samochodu. Oznacza to większą ilość danych, które pozwalają precyzyjniej zidentyfikować dane zdarzenie. Ekspert dodaje, że w przeciwieństwie do omawianej sytuacji, system eCall posiada bezpośrednie połączenie z siecią komórkową. Zakodowane dane są przekazywane do centrum ratunkowego. Wprowadzenie obowiązku posiadania tego systemu sprawi, że przestanie to być kwestią dobrej oferty ubezpieczyciela. Pojawia się więc pytanie o to, czy inwestowanie w nowoczesną technologię będzie nieuniknione, żeby utrzymać się na rynku.

Konieczny rozwój

– Branża w Polsce powinna szybko się unowocześnić. Jednak towarzystwa ubezpieczeniowe muszą najpierw rozwinąć swoje wewnętrzne systemy pracy i wprowadzić np. bardziej funkcjonalne i zaawansowane technologicznie bazy danych, niż tabelki Excel. Dopiero, gdy firmy przejdą ten etap modernizacji, powinny zacząć oferować klientom innowacyjne produkty na szeroką skalę. Inaczej mogą nie być w stanie zapewnić im odpowiedniej obsługi. W mojej ocenie, branża potrzebuje na takie zmiany minimum 5 lat – stwierdza Michał Kwasek z zarządu ANG Spółdzielnia.

Zdaniem wielu ekspertów rynkowych, w perspektywie następnych 5-10 lat polskie towarzystwa ubezpieczeniowe będą podążały w tym kierunku, który wyznacza PZU. Jednak to, co obecnie oferuje największy gracz, jest dopiero namiastką tego, co będzie się działo w niedługiej przyszłości. Na popularność innowacyjnych urządzeń wpłynie też fakt, że w Polsce stale rosną koszty OC i AC. Nowe rozwiązania technologiczne pozwolą ubezpieczycielowi i klientom osiągnąć pewnego rodzaju kompromis. Firma zgromadzi więcej danych na temat sposobu jazdy, a konsument zyska w zamian tańszą ofertę.

– Rosnące stawki ubezpieczeń komunikacyjnych powodują, iż użytkownicy samochodów coraz częściej przystępują do rozwiązań uzależniających koszt polisy od stylu jazdy. Przykładem tego są nie tylko rynki zagraniczne. W zeszłym roku w Polsce zostało wprowadzone ubezpieczenie opierające się na prostej koncepcji – jeździsz bezpiecznie, płacisz mniej. W najbliższych latach rynek tego typu ubezpieczeń będzie dynamicznie się rozwijał i należy oczekiwać premier podobnych rozwiązań u innych towarzystw – przewiduje Piotr Kurowski.

Jak informuje dr Jacek Wiśniewski z Deloitte Polska, badanie European Motor Study z 2016 roku wykazało, że w 50% decydującym czynnikiem o zakupie polisy z telematyką jest właśnie możliwość uzyskania zniżki. W USA, Wielkiej Brytanii i we Włoszech przybywa klientów, dla których jest to wystarczającą zachętą. Szczególnie dla młodszych kierowców ważne są dodatkowe funkcje takich urządzeń, m.in. ostrzeżenia drogowe. Współzawodnictwo w punktach za bezpieczną jazdę również budzi zainteresowanie młodych osób.  I to właśnie może być idealny bodziec do tego, aby rynek odebrał to jako zachętę do inwestowania i wprowadzania tego typu możliwości.

Kto na tym skorzysta?

Natomiast Łukasz Kulisiewicz z Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), przypomina, że telematyka powinna dawać korzyści obu stronom. Ubezpieczycielowi ma pozwolić na bardziej indywidualne oszacowanie ryzyka, a konsumentowi – na premię, np. w postaci niższej stawki za bezpieczny styl jazdy. Założeniem jest natomiast dobrowolność takiego rozwiązania, tj. zgoda klienta na montaż tego urządzenia. Bez wątpienia, część kierowców nie zdecyduje się na takie rozwiązanie.

– Według badań Deloitte, 30% klientów w Polsce byłoby skłonnych dzielić się swoimi danymi z firmami ubezpieczeniowymi. Cieszą się one stosunkowo dużym zaufaniem, w porównaniu do innych branż lub sektorów. Wskazuje to na istotny potencjał wzrostu dla rozwiązań telematycznych w naszym kraju, oceniany nawet na 20% rynku do 2020 roku. Do dzielenia się informacjami będą zachęcać dodatkowe usługi udzielane, w zamian za cenne dla ubezpieczyciela dane – dodaje dr Wiśniewski.

Nowoczesne rozwiązania oczywiście mogą przyczynić się do podniesienia bezpieczeństwa ruchu drogowego poprzez fakt, że kierowcy świadomi premii, jaką mogą uzyskać, będą jeździć bezpieczniej. Jednak, jak podkreśla ekspert z PIU, urządzenia telematyczne, nie są atestowane ani tworzone w celu analizy danych o przyczynach wypadków. Nie są w stanie pokazać obiektywnie warunków drogowych, które mogły przyczynić się do kolizji. W ocenie Kulisiewicz, nie staną się więc szczególnym dowodem w sytuacji ewentualnej odmowy wypłaty odszkodowania.

– Klienci widzą w rozwoju technologii przede wszystkim poprawę swojego bezpieczeństwa. Wykazały to nasze badania, przeprowadzone w 6 dużych krajach – w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Japonii, Korei Południowej, Chinach oraz Indiach. Zostały one opublikowane w raporcie o pojazdach autonomicznych, przygotowanym przez Deloitte Center for Financial Services w 2017 roku w USA. Jedną z najwyżej punktowanych kategorii jest właśnie uruchomienie automatycznych działań po wypadku – zapewnia dr Jacek Wiśniewski.

W opinii wielu obserwatorów branży, w wyborze i implementacji nowoczesnych rozwiązań dla klientów towarzystwa ubezpieczeniowe będą zwracać najmniejszą uwagę na bezpieczeństwo. Ale zapewnianie go, nawet w minimalnym stopniu, będzie im sprzyjało wizerunkowo. W działaniach promocyjnych z pewnością będzie to jeden z najważniejszych walorów, po oszczędności wynikającej z zastosowania danej usługi. Prawdziwym zyskiem dla ubezpieczyciela będą jednak korzyści finansowe, wynikające z niewypłaconych odszkodowań osobom, którym to nie będzie się należało.

– Dzięki działaniu innowacyjnego urządzenia, ubezpieczyciel będzie dysponował zestawem danych o przyczynach danego wypadku lub kolizji. Jeżeli będzie wiedział, że np. kierowca gwałtownie zahamował bądź przyspieszał bezpośrednio przed nieszczęśliwym zdarzeniem drogowym, to nie będzie musiał sam składać doniesienia na swojego klienta. Z tego punktu widzenia, nie powinien obawiać się, że nowoczesny sprzęt postawi go to w trudnej sytuacji prawnej. Ale, jeżeli zgłosi się do niego Policja, to nie będzie mógł ukrywać materiału dowodowego ani utrudniać śledztwa – zaznacza adwokat Jacek Dubois.

Jak podsumowuje dr Wiśniewski, ideą ubezpieczeń jest ochrona konsumenta, a nie stawianie go w trudnej sytuacji. Firmy ubezpieczeniowe starają się zapewniać klientów, że ich dane o stylu jazdy, np. o przekraczaniu ograniczeń dozwolonej prędkości, nie będą służyły do wystawiania mandatów. Jednak popularyzacja telematyki będzie wymagała od firm ubezpieczeniowych jasnej komunikacji dotyczącej tego, w jaki sposób będą przetwarzane dane. Istotne będzie to, kto ma mieć do nich dostęp i w jakich celach. W związku z rozwojem technologii, powstanie szereg dodatkowych problemów, w tym prawnych i etycznych, które będą wymagały dobrych rozwiązań, np. jeżeli zostanie wprowadzony algorytm rozpoznający styl jazdy charakterystyczny dla stanu nietrzeźwości.

Każdego roku ratownicy TOPR pomagają w górach i na trasach narciarskich prawie 3 tys. turystów. Na ich skuteczność składają się wyszkoleni ludzie i niezawodny sprzęt

Każdego roku ratownicy TOPR pomagają w górach i na trasach narciarskich prawie 3 tys. turystów. Na ich skuteczność składają się wyszkoleni ludzie i niezawodny sprzęt 1

Ratownicy TOPR zaliczają się do najbardziej skutecznych służb ratownictwa górskiego. Każdego roku pomagają w Tatrach i na trasach narciarskich prawie trzem tysiącom turystów i narciarzy. Ci, którzy znaleźli się w ich szeregach, musieli zdać skomplikowane egzaminy i ukończyć testy kondycyjno-sprawnościowych. Na skuteczność TOPR gigantyczne przełożenie ma też niezawodny sprzęt: helikopter ratunkowy, quady, skutery śnieżne i samochody terenowe pomagają szybko dotrzeć do poszkodowanych i ratować życie, więc muszą sprawdzić się w każdych warunkach pogodowych.

W tej chwili w górach dominują wypadki na stokach narciarskich. W styczniu udzieliliśmy pomocy prawie tysiącu narciarzy, a w górach, czyli na obszarze Tatrzańskiego Parku Narodowego, ratowaliśmy około osiemdziesięciu osób. W skali całego roku mamy ok. 2,3 tys. wypadków narciarskich, a osób, którym pomagamy w górach, jest około osiemset. Mówimy więc o grupie trzech tysięcy ludzi rocznie, którym pomagają ratownicy TOPR – mówi agencji Newseria Biznes Jan Krzysztof, naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Informacje o udanych akcjach TOPR-owców regularnie goszczą w mediach. Tylko w ostatnim miesiącu głośno było m.in. o turystce, która wybrała się pod Rysy w „miejskich kozaczkach” i została sprowadzona przez ratowników, dwójce turystów uratowanych ze Żlebu Kulczyńskiego i kontuzjowanych narciarkach uratowanych spod Przełęczy Kondrackiej.

Naczelnik TOPR ocenia, że wśród osób poszkodowanych na stokach zdecydowanie dominują narciarze, którzy mają niewystarczające umiejętności. W takim przypadku nawet zwykły upadek w trakcie jazdy może mieć poważne konsekwencje.

 Trzeba dopasować plany i prędkość jazdy do swoich umiejętności i warunków, które panują na stoku. To jest najczęstszy błąd. Często turyści sądzą, że potrafią jeździć na nartach, skoro potrafią zjechać z górnej stacji w dół. Otóż nie do końca – przyjemna, dobra i bezpieczna jazda wymaga nauczenia się odpowiednich technik, tak byśmy w każdej chwili mogli się zatrzymać, panować na torem jazdy i w dużym ruchu narciarskim odpowiednio wybierać tor, by nie doszło do zderzenia z innym narciarzem czy snowboardzistą – mówi Jan Krzysztof.

TOPR-owcy zaliczają się do najbardziej skutecznych służb ratownictwa górskiego. Przyjęcie w ich szeregi wymaga zdania skomplikowanych egzaminów i ukończenia testów kondycyjno-sprawnościowych. Kandydaci muszą m.in. wykazać się umiejętnością jazdy na nartach, znajomością zasad asekuracji i ratownictwa podczas wspinaczki skalnej oraz doskonałą znajomością topografii Tatr.

– Utrzymujemy bliskie kontakty w ramach różnych międzynarodowych stowarzyszeń służb ratowniczych i wiemy, że zdecydowanie nie odbiegamy od czołówki – wprost przeciwnie. Jednym z naszych podstawowych narzędzi jest śmigłowiec. Zawsze, kiedy tylko są sprzyjające warunki meteorologiczne, ten sprzęt jest używany w pierwszej kolejności – mówi Jan Krzysztof.

Rokrocznie w Tatrach odbywa się około dwustu akcji ratowniczych z użyciem śmigłowca ratunkowego – to nawet jedna trzecia wszystkich interwencji bezpośrednio w górach.

Na skuteczność TOPR składają się dobrze wyszkoleni i wyposażeni ratownicy, niezawodny sprzęt najwyższej jakości i niezawodny tabor transportowy. Z tym wiąże się również niezawodność paliwa – musimy mieć pewność, że nasze pojazdy zawsze zostaną odpalone i szybko będą mogły wyruszyć w góry –mówi Jan Krzysztof.

TOPR dysponuje najwyższej klasy zminiaturyzowanym sprzętem medycznym. Natomiast helikopter ratunkowy, quady, skutery śnieżne i samochody terenowe pomagają ratownikom szybko dotrzeć do potrzebujących i przetransportować ich w bezpieczne miejsce. Muszą być absolutnie niezawodne i działać w każdych warunkach pogodowych, dlatego w doborze sprzętu strategiczne znaczenie mają nawet takie kwestie, jak chociażby dobór odpowiedniego paliwa.

Od kilkunastu lat jesteśmy wspierani przez BP, korzystamy z ich paliwa i nie pamiętam sytuacji, żeby kiedykolwiek pojawiły się jakieś problemy. Niezawodność paliwa jest  oczywista o tyle, że znacznie wpływa też na naszą sprawność. Używamy samochodów terenowych i innych pojazdów, jak skutery śnieżne czy quady, więc bez dobrego paliwa i możliwości uruchomienia tych pojazdów w najtrudniejszych sytuacjach, czyli w najniższych temperaturach, cała nasza sprawność ległaby w gruzach – mówi naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Granica pomiędzy flagowcami, a przeciętnymi smartfonami zaciera się. Smartfony ze zwijanym lub rozkładanym ekranem nieprędko pojawią się na rynku

Granica pomiędzy flagowcami, a przeciętnymi smartfonami zaciera się. Smartfony ze zwijanym lub rozkładanym ekranem nieprędko pojawią się na rynku 2

Wyświetlacz o przekątnej do 6 cali w bezramkowym telefonie, udoskonalone aparaty fotograficzne, zwiększone bezpieczeństwo danych i implementacja poleceń głosowych – to zdaniem specjalistów główne kierunki rozwoju smartfonów, jakich można się spodziewać w 2018 roku. Producenci już dysponują futurystycznymi rozwiązaniami, takimi jak rozkładany czy zwijany ekran w smartfonie, jednak nie należy się tego typu rozwiązań spodziewać na rynku w najbliższym czasie.

– Wszyscy staramy się wprowadzać innowacje, ale proces zanim innowacje staną się rzeczywiście popularne i masowe jest dość długi. Często mamy do czynienia z rozwiązaniami, technologiami czy prototypami, które są po to, żeby pokazać, że potrafimy zrobić np. telefon bez ramek, zwijany lub zaginany ekran, albo telefon, z wielkim rozkładanym ekranem. Są to rozwiązania, które nie mają wielkiego sensu pragmatycznego, są raczej po to, żeby pokazać możliwości – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jarosław Bukowski, kierownik ds. marketingu produktowego telefonów komórkowych LG Electronics Polska.

Zauważalnym trendem na rynku smartfonów jest coraz większa funkcjonalność modeli z niższej półki cenowej. Rozwiązania, które zarezerwowane do tej pory były jedynie dla flagowców, dziś są dostępne w niemal każdym egzemplarzu. Począwszy od  cztero- i ośmiordzeniowych procesorów, przez doskonałej jakości aparaty fotograficzne, aż po dodatki, takie jak skaner linii papilarnych. Dodatkowo, zaletą tańszych modeli ma pozostać dłuższa praca na baterii.

– Telefon kosztujący przysłowiowe 500 zł będzie posiadać funkcjonalność flagowego smartfona, który 2-3 lata temu kosztował 2-3 tys. złotych. Smartfony te mają coraz większe ekrany i robią naprawdę przyzwoite zdjęcia. Można powiedzieć, że właśnie ta najniższa półka urządzeń będzie najlepiej sprawować się na jednym ładowaniu, co dla wielu użytkowników będzie bardzo ważną cechą – przewiduje ekspert.

Chociaż powszechnie panującym trendem w elektronice jest miniaturyzacja, to ekrany smartfonów w ostatnich kilku latach rosły, a nie malały. W preferencjach kupujących dominują dziś telefony o przekątnej ekranu od 4 do 6 cali. Stanowią one czołówkę w rankingu popularności wyszukiwań w wyszukiwarce cenowej Ceneo. W pierwszej dziesiątce żadne urządzenie nie przekracza przekątnej 6 cali. Średnia to 5,2 cala. Według ekspertów, optymalna wielkość smartfonów już się ustabilizowała, choć same ekrany mogą się jeszcze zwiększyć.

– W 2018 roku przewidujemy kontynuację mega trendu, jakim są bezramkowe telefony, czy też telefony o bardzo wąskich ramkach. Ich ekran szczelnie wypełnia przednią powierzchnię telefonu. Myślę, że ustabilizowaliśmy wielkość telefonu w granicach mniej więcej 5,5-6 cali przekątnej ekranu. Dzięki bardzo wąskim ramkom, ekrany mogą się zwiększyć, pomimo że cały telefon fizycznie zmaleje – przekonuje Jarosław Bukowski.

Według analizy firmy badawczej Counterpoint, w listopadzie 2017 roku najchętniej kupowanym smartfonem był Apple iPhone X z 6,6 proc. udziału w rynku. Drugi był Apple iPhone 8 (4,8 proc.), a trzeci Apple iPhone 8 Plus (2,8 proc.). Kolejne najpopularniejsze smartfony na rynku to: Samsung Galaxy Note 8 (1,7 proc.), Apple iPhone 7 (1,4 proc.), Samsung Galaxy J7 Prime (1,3 proc.), Apple iPhone 6 (1,2 proc.), Vivo X20 (1,2 proc.), Oppo R11 (1,2 proc.) oraz Samsung Galaxy S8 Plus (1,1 proc.).

Jak wynika z analiz Gartnera, globalna sprzedaż smartfonów do użytkowników końcowych wyniosła w trzecim kwartale 2017 roku 383 mln sztuk. To wzrost o 3 proc. w ujęciu rok do roku. Wszyscy najwięksi dostawcy smartfonów, oprócz Apple, osiągnęli dwucyfrowe wzrosty.

Ograniczenie handlu w niedziele może doprowadzić do wzrostu cen i problemów pracowników. Dyskusja na ten temat wróci jeszcze w tym roku

Ograniczenie handlu w niedziele może doprowadzić do wzrostu cen i problemów pracowników. Dyskusja na ten temat wróci jeszcze w tym roku 3

Z początkiem marca wchodzi w życie podpisana w tym tygodniu przez prezydenta ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele. To oznacza, że już 11 i 18 marca klienci nie zrobią zakupów w supermarketach, zamknięte będą też galerie handlowe. Branża spodziewa się, że nowe prawo wywoła lawinę negatywnych skutków, na czele ze wzrostem cen towarów i usług. – Po kilku miesiącach obowiązywania tej ustawy pojawią się głosy zmierzające do jej odwrócenia – prognozuje prezes spółki Dekada.

– Zdania co do skutków tej ustawy są podzielone. Część środowisk, która nalegała na jej wprowadzenie, zakłada, że nie będzie negatywnych skutków ekonomicznych, strat dla branży handlowej ani strat podatkowych, a zakupy – zamiast w niedzielę – będzie można zrobić w inne dni tygodnia. Przekonamy się o tym już w marcu. Moim zdaniem po kilku miesiącach obowiązywania tej ustawy pojawią się głosy zmierzające do jej odwrócenia, podobnie jak to się stało na Węgrzech – mówi agencji Newseria Biznes Aleksander Walczak, prezes zarządu spółki Dekada SA, która zarządza siecią galerii i centrów handlowych typu covenience.

30 stycznia prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o ograniczeniu handlu w niedzielę. Nowe prawo wchodzi w życie 1 marca i dopuszcza handel tylko w pierwszą i ostatnią niedzielę każdego miesiąca. Ustawa przewiduje kilka wyjątków, m.in. dwie niedziele przed Bożym Narodzeniem i jedną przed świętami wielkanocnymi. Łącznie w tym roku sklepy będą zamknięte w 39 niedziel. Z każdym kolejnym rokiem nowe przepisy będą jednak coraz bardziej rygorystyczne – w 2019 roku ograniczą handel tylko do jednej niedzieli w miesiącu, z kolei w 2020 roku niedzielny handel zostanie zakazany całkowicie.

Większość Polaków w sondażach opowiadała się przeciwko wprowadzeniu zakazu. Z październikowego badania Kantar TNS wynika, że obawiają się przede wszystkim: wzrostu cen w małych sklepach (44 proc.), chaosu, korków i kolejek, z którymi będą musieli się zmierzyć w soboty poprzedzające niedziele wolne od handlu (51 proc.) oraz zamknięcia kin czy restauracji w galeriach handlowych (46 proc.). Dla 44 proc. Polaków problemem jest odebranie im możliwości wyboru formy spędzania wolnego czasu z rodziną w galeriach oraz utrudnienie w robieniu dużych, rodzinnych zakupów.

Centra handlowe w Polsce, w naszym klimacie, spełniają rolę centrów miast – tylko przykrytych dachem. Latem są klimatyzowane, jesienią i zimą – ogrzewane i nie pada w nich deszcz. Można spędzić dużo czasu pod jednym dachem, mając w zasięgu wszystkie atrakcje, kina, kręgielnie, gastronomię. Centra handlowe odgrywają również rolę rozrywkową, są miejscem spędzania czasu. Zamknięcie tych obiektów w niedzielę spowoduje, że trzeba będzie szukać gdzie indziej tych atrakcji. Obawiam się, że wiele osób po prostu nie wyjdzie z domu – mówi Aleksander Walczak.

Na niedzielnym zakazie handlu ucierpi też część pracowników tego sektora – choćby studenci, którzy przeważnie pracują w weekendy wolne od zajęć na uczelni. Jednym z prognozowanych skutków nowego prawa jest też spadek przychodów w branży handlowej, który pociągnie za sobą wzrost cen towarów i usług dla konsumentów.

Najemcy przyjdą do właścicieli centrów handlowych negocjować czynsze. Jednak koszty utrzymania centrum handlowego pozostaną takie same, może nieco niższe ze względu na brak oświetlenia. Natomiast dozór, grzanie czy chłodzenie nie mogą być zaprzestane, w związku z tym nie ma możliwości obniżki czynszów. Spowoduje to straty po stronie sklepów, które gdzieś trzeba będzie nadrobić. Jedyną możliwością jest wzrost cen – mówi Aleksander Walczak.

Na zakazie handlu w niedziele stracą również sieci gastronomiczne, które mają swoje restauracje i punkty w galeriach handlowych. Niedziela jest dla nich drugim, po sobocie, dniem największych utargów. Prezes Dekady prognozuje, że splot wszystkich tych czynników – wzrostu cen, spadku obrotów w branży handlowej i gastronomicznej oraz oczekiwań konsumentów – spowoduje, że dyskusja o cofnięciu zakazu handlu w niedziele szybko wróci do polityki.

Przecież w wielu krajach europejskich – nawet w tych, w których nie handluje się w niedzielę i jest to wieloletnia tradycja – dyskutuje się o tym, żeby uruchomić handel w niedzielę – mówi Aleksander Walczak. – Przy ograniczeniach wprowadzonych przez rząd będzie duża presja na wzrost cen. To odbije się negatywnie na portfelach, spowoduje inflację, wywoła ciąg samych negatywnych skutków. Jeżeli połączymy to z zamknięciem miejsc do spędzania czasu wolnego, to wierzę, że dyskusja jeszcze pod koniec tego roku wróci i parlament będzie musiał się zastanowić nad zmianą tej ustawy.

70 proc. seniorów otrzymuje świadczenie z ZUS na konto. Banki rozwijają ofertę dla emerytów

70 proc. seniorów otrzymuje świadczenie z ZUS na konto. Banki rozwijają ofertę dla emerytów 4

2,4 mln seniorów pobiera emeryturę w formie gotówki. Coraz więcej emerytów korzysta jednak z rachunków bankowych. Przelew emerytury na konto jest bezpieczny. Banki doceniają emerytów jako klientów i coraz częściej przygotowują ofertę dopasowaną do ich potrzeb. Tym bardziej że seniorzy, mając stałe źródło dochodów, są stabilną i lojalna grupą klientów, śmiało sięgającą po nowe instrumenty płatnicze jak np. karty zbliżeniowe.

– Już 70 proc. naszych emerytów i rencistów otrzymuje świadczenie na konto bankowe. Oznacza to, że ponad 2,4 miliona dostaje je za pośrednictwem Poczty Polskiej. Zakład Ubezpieczeń Społecznych od lat współpracuje z instytucjami finansowymi i bankami, żeby zmniejszyć liczbę osób pobierających emeryturę w gotówce. Staramy się przekonać naszych klientów, że oferty bankowe są korzystne i dają wiele możliwości – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Justyna Galbarczyk z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Wskaźnik ubankowienia seniorów rośnie. Z danych NBP wynika, że 57 proc. osób powyżej 59 roku życia ma konto w banku. ZUS przelewa emerytury na konto ponad 7 proc. seniorów (w 2005 roku – 44,5 proc., a w 2012 – 59 proc).

Ideałem, do którego dążymy, są kraje skandynawskie, w których w zasadzie nie używa się gotówki w obrocie między podmiotami i wszyscy mają konta bankowe. W Polsce 80–85 proc. obywateli ma już rachunek bankowy. Jest ich blisko 40 mln, a rachunków z dostępem do internetu – 34 mln. Już 16 mln naszych klientów w sposób systematyczny używa bankowości internetowej – mówi Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich.

ZUS walczy z wykluczeniem cyfrowym i finansowym seniorów zgodnie z zaleceniem Komisji Europejskiej. Dlatego wspólnie z komercyjnymi bankami przygotowuje oferty, które mają zachęcić seniorów do zakładania kont bankowych.

Niekorzystanie dzisiaj z kont bankowych i obrotu bezgotówkowego może sprawić, że będzie nam coraz trudniej posługiwać się systemami informatycznymi i prostymi smartfonami, żeby dokonywać płatności – przekonuje Krystyna Majerczyk-Żabówka z Krajowego Związku Banków Spółdzielczych.

Banki coraz częściej dostosowują swoją ofertę do osób starszych. Emeryci mają zazwyczaj dobrą historię kredytową, stałe źródło dochodów, a jeśli zaciągają pożyczki, to terminowo je spłacają. Rośnie więc liczba banków, które oferują konta dla osób starszych.

– ZUS podejmuje współpracę z bankami spółdzielczymi. Dwa banki zrzeszające, Bank BPS oraz SGB Bank, we współpracy z Krajowym Związkiem Banków Spółdzielczych przygotowały ofertę promocyjną. Za 1 zł proponują otwarcie i prowadzenie konta, wydanie karty bankomatowej i obsługę tej karty, dostęp do bankowości elektronicznej. Wypłaty z bankomatów Grupy BPS i SGB są bez opłat – wymienia Galbarczyk.

Niskie opłaty za prowadzenie konta i rozbudowana sieć placówek to zalety banków spółdzielczych. Jest to o tyle istotne, że większość seniorów mieszkających na wsi i w małych miejscowości pobiera świadczenie w gotówce.

Banki spółdzielcze mają bardzo rozbudowaną sieć. To ponad 4,4 tys. placówek. Są one w miejscach, gdzie nie ma innych placówek bankowych, nawet pocztowych – wskazuje Krystyna Majerczyk-Żabówka.

Jak przekonuje ekspertka ZUS przy wyborze banku, który zaoferuje konta dla seniorów, Zakład zwracał też uwagę na dodatkowe usługi.

Banki spółdzielcze zaproponowały ciekawy pakiet assistance, który jest dla naszych klientów bezpłatny. Obejmuje on usługi medyczne na terenie RP, podczas podróży zagranicznej, podróży samochodem oraz pomoc w domu – mówi Justyna Galbarczyk.

Ostatnie spadki na S&P 500 mogą skutkować…

dzien z zycia tradera

Ostatnia wyprzedaż na rynku akcji doprowadziła do mocnego pesymizmu. Nie ma co się dziwić, z tak dużą korektą na indeksie 500 największych amerykańskich spółek nie mieliśmy do czynienia już od ponad roku! Ale czy ponad 4 procentowa korekta od razu zapowiada krach oraz bessę? Nie. Poniżej przygotowano tabelę z rocznymi korektami indeksu S&P 500 w trakcie rynku byka.

max koreka sp500

Źródło: Opracowanie własne

Pusty wiersz oznacza bessę, a tym samym przerwę w liczeniu danego wskaźnika. Maksymalna korekta podczas danego roku została zaznaczona w czwartek kolumnie. W tabeli zostały zamieszczone dane z trzech rynków byka. Podczas każdego rynku byka na czerwona zaznaczono największą roczną korektę. Warto zauważyć, że roczne korekty liczone od ceny otwarcia bez problemu sięgały rzędu 5-10 procent. Zatem patrząc na historię obecna korekta nie powinna nas zaskoczyć.

Z kolei średnia dla rocznych korekt przedstawia się następująco.

srednia koreta

Średnia korekta liczona ze wszystkich lat na indeksie S&P 500 wyniosła 7,21 procenta. Warto zaznaczyć, że jest liczona ze wszystkich lat, czyli nawet tych, które uznaliśmy za początek lub koniec bessy. Gdy usuniemy pierwszy oraz ostatni rok hossy, to średnia spada do 5,13 procenta.

Zagrożenie dla giełdy – S&P 500

Jednym z największych zagrożeń dla giełdy jest coraz bardziej jastrzębi wydźwięk banków centralnych. Najbardziej restrykcyjną politykę monetarną prowadzi Rezerwa Federalna, która oprócz podwyżki stóp procentowych zamierza upłynnić część aktywów finansowych, które zostały nabyte w trakcie programu luzowania ilościowego.

fed balance sheet

Źródło: Real Investment Advice

Przez ostatnie 4 tygodnie amerykański bank centralny dokonał wyprzedaży papierów wartościowych opiewających na kwotę 28 miliardów dolarów amerykańskich. Długoterminowa polityka FED-u zakłada dalszą redukcję bilansu banku, jak to przełoży się na rynek akcji?

Wyprzedaż aktywów takich jak obligacje skarbu państwa prawdopodobnie będzie skutkować wzrostem rentowności. Zatem obligacje względem akcji staną się bardziej atrakcyjne, co spowolni dalsze wzrosty na rynku akcji albo nawet doprowadzi do konsolidacji.

S&P 500 – analiza techniczna

Przez cały styczeń inwestorzy żyli w raju, indeks S&P 500 wystartował w kosmos. Kupującym udało się pokonać górną bandę kanału wzrostowego, w której indeks poruszał się od lutego 2016 roku. Z kolei ostatni tydzień zamiast dalszych wzrostów i jeszcze większej euforii przyniósł strach oraz depresję.

Ostatnia tygodniowa świeca budzi strach, ponieważ od dawna nie mieliśmy tak mocnej korekty. Na chwile obecną celem sprzedających może okazać się test górnej bandy kanału wzrostowego. Po jej pokonaniu indeks może przetestować dolną bandę, co skutkowałoby wyprzedażą indeksu o kolejne kilka procent.

Scenariusz dalszej wyprzedaży wspiera oscylator stochastyczny. Nawet jeżeli dojdzie do 10-procentowej korekty, to na chwile obecną prawdopodobieństwo rozpoczęcia bessy jest niskie.

Notowania indeksu S&P 500, interwał tygodniowy

Notowania indeksu S&P 500, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Więcej na temat obecnej sytuacji na rynku porozmawiamy na spotkaniu smart inwestor.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Miliardy złotych na budowę e-państwa przynoszą efekty. W projekty tego typu inwestują też operatorzy telekomunikacyjni

Miliardy złotych na budowę e-państwa przynoszą efekty. W projekty tego typu inwestują też operatorzy telekomunikacyjni 5

Cyfryzacja Polski postępuje coraz szybciej. Na wdrożenie czekają mDokumenty i e-recepty, a operatorzy telekomunikacyjni przy wsparciu unijnych funduszy likwidują białe plamy w dostępie do internetu. Telekomy są dla resortu cyfryzacji ważnym partnerem w upowszechnianiu cyfrowych umiejętności wśród Polaków. Orange Polska w tym tygodniu otworzył setną lokalną pracownię wyposażoną w nowoczesny sprzęt z dostępem do sieci, a w najbliższych latach podłączy do światłowodu prawie 50 proc. wszystkich szkół w Polsce.

 W ubiegłym roku przeprowadziliśmy największy w historii funduszy europejskich konkurs na dofinansowanie budowy infrastruktury telekomunikacyjnej. W efekcie na 53 wybranych obszarach będą realizowane inwestycje szerokopasmowe przez naszych beneficjentów, czyli operatorów telekomunikacyjnych. Dzięki temu do ponad 9,5 tys. szkół zostanie doprowadzony szybki internet o prędkości 100 Mb/s. Operatorzy podłączą również 40 proc. białych plam, czyli tych gospodarstw domowych, gdzie szybki internet nie dociera – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wanda Buk, dyrektor Centrum Projektów Polska Cyfrowa.

Ministerstwo Cyfryzacji na podstawie danych UKE przedstawiło w lipcu listę białych plam na mapie Polski. Są to punkty adresowe budynków, które nie znajdują się w zasięgu internetu o przepustowości co najmniej 30 Mb/s, a w przypadku placówek oświatowych – 100 Mb/s. Resort doliczył się w sumie 1,7 mln takich punktów, a statystyki pokazują, że najgorzej sytuacja wygląda w województwach lubuskim i małopolskim.

Żeby wysiłek związany z cyfryzacją był skuteczny, potrzeba nie tylko dobrej jakościowo sieci internetowej. Kluczowe są umiejętności. Dlatego tak ważna jest cyfrowa edukacja. Przykładem na to, jak skutecznie można promować cyfrowe kompetencje, są Pracownie Orange. Placówki działają w każdym województwie, dzięki nim nawet 900 tys. osób ma dostęp do najnowszych technologii, jak np. druk 3D, i poznaje ich praktyczne zastosowanie. Operator uruchomił właśnie setną Pracownię. Służą one budowaniu cyfrowych kompetencji i uczą się bezpiecznie poruszać w wirtualnym świecie. Pracownie to również lokalne centra aktywności, które stwarzają przestrzeń do wspólnych działań.

 Pracownie pełnią też funkcje społeczne. To miejsca, gdzie można się spotkać, porozmawiać. Pracownie to efekt współpracy pomiędzy lokalnymi społecznościami i Orange. Odnawiamy placówki i wyposażamy je w komputery i dostęp do szybkiego internetu. Ludzie mogą tu przychodzić i korzystać z tej infrastruktury, do której wcześniej mieli utrudniony dostęp – podkreśla Jean-François Fallacher.

Fundacja Orange wyposaża pracownie w sprzęt multimedialny (komputery, telewizor LCD, drukarkę, konsolę do gier), meble i bezpłatny internet. Dzięki temu w pracowniach można się uczyć programowania, odbywają się też warsztaty z druku 3d i modelowania komputerowego. Do tej pory na wyposażenie Pracowni Orange firma przeznaczyła już ponad 3 mln zł.

– Zaczęliśmy kilka lat temu od 50 pracowni, a w tym roku z dumą otwieramy setną. To symboliczna liczba w roku symbolicznym dla Polski. Dlatego jesteśmy tak dumni z jej otwarcia. Ten program jest bardzo dobrze oceniany i dlatego zdecydowaliśmy się go rozwijać, aż do obecnych stu Pracowni – mówi Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

Rozwój nowoczesnej sieci i cyfrowa edukacja coraz częściej wkraczają też do szkół. CP Polska Cyfrowa przeprowadziło w zeszłym roku trzy nabory (ostatni wystartował w grudniu i potrwa do 20 kwietnia 2018 roku) w konkursie POPC 1.1 „Wyeliminowanie terytorialnych różnic w możliwości dostępu do szerokopasmowego internetu o wysokich przepustowościach”. To główne źródło unijnych dotacji na budowę lub rozbudowę sieci internetu szerokopasmowego. Jednym z największych inwestorów w tym programie jest Orange Polska. W ramach wygranych konkursów telekom podłączy do światłowodu 3,7 tys. polskich szkół. Kolejne 4,5 tys. placówek przyłączy nieodpłatnie (do 2019 roku) – w ramach rządowego programu „100 megabitów na stulecie”.

Łącznie Orange podłączy do szybkiej sieci blisko połowę wszystkich szkół w Polsce. Jak pokazują dane Ministerstwa Edukacji Narodowej, tylko 10 proc. szkół i placówek oświatowych ma obecnie dostęp do internetu o parametrach, które umożliwiają wykorzystywanie go do nauki i prowadzenia lekcji. Co czwarty uczeń deklaruje, że nie korzysta z internetu nawet na lekcjach informatyki.

– Na przestrzeni ostatnich dwóch lat resort cyfryzacji – we współpracy z nami i przy wsparciu MEN – skierował swoją aktywność również na rozwój kompetencji cyfrowych wśród dzieci. Dzisiaj – dzięki naszym działaniom – w ponad trzech tysiącach gmin w Polsce są prowadzone lekcje programowania dla najmłodszych oraz dla nauczycieli – mówi Wanda Buk.

Nowe technologie zmieniają branżę hotelarską. Innowacyjne rozwiązania pozwolą na spersonalizowaną obsługę

Nowe technologie zmieniają branżę hotelarską. Innowacyjne rozwiązania pozwolą na spersonalizowaną obsługę 6

Branża hotelarska coraz częściej sięga po nowe technologie. Przyszłością hoteli jest rejestracja gości i ich obsługa za pomocą urządzeń mobilnych. Nowe rozwiązania technologiczne pozwolą na spersonalizowaną obsługę, a takiej oczekuje 70 proc. gości hotelowych. Nowe technologie to nie tylko obsługa klienta, lecz także zarządzanie obiektem, jego dostępnością i systemem rezerwacji. Zwiększyć zainteresowanie klientów mogą też witryny przyjazne użytkownikom mobilnym. Już 40 proc. ruchu na stronach internetowych hoteli generowały właśnie urządzenia mobilne.

– Nowe technologie w hotelarstwie pozwalają z jednej strony na efektywniejszą obsługę gościa, zarówno pod względem jego komfortu, szybkości rezerwacji, jaki i pobytu. Mamy coraz lepsze silniki rezerwacyjne, które generują więcej rezerwacji bezpośrednich, wzrost rok do roku przewyższa 30 proc. Z drugiej strony to wygoda dla gościa, który coraz częściej korzysta z urządzeń mobilnych i może dokonywać rezerwacji właśnie tą drogą – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Dragan z Profitroom.

Jak wynika z raportu „Trends 2018”, przygotowanego przez ekspertów Profitroom, 70 proc. gości hotelowych oczekuje spersonalizowanej obsługi. Taką możliwość daje wykorzystanie nowych technologii. Przyszłością hoteli jest rejestracja gości i ich obsługa za pomocą urządzeń mobilnych. Dobrze dobrane narzędzia, nowe formy komunikacji oraz trendy związane z personalizacją i dostosowywaniem oferty do faktycznych potrzeb i oczekiwań klientów są receptą na większe zainteresowania.

Ważnym trendem hotelowym będzie szersze wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości i rzeczywistości rozszerzonej, co ułatwi wybór miejsca podróży czy miejsca wypoczynku. Także sama witryna hotelowa powinna być przyjazna dla użytkowników mobilnych. Z obliczeń Profitroom wynika, że wizyty z urządzeń mobilnych stanowiły w 2016 roku 40 proc. ruchu na stronach internetowych hoteli.

– Technologia w branży rozwija się w kierunku SaaS (Software-as-a-Service – przyp.red.) czy nawet XaaS, czyli wszystko jako usługa. Oprogramowanie idzie w kierunku bardzo bogatych możliwości funkcjonalnych, natomiast wykorzystywane jest przez hotele tylko w takim stopniu i w taki sposób, w jaki tego potrzebują. Można to przyrównać do innych usług, takich jak Netflix czy Spotify, gdzie użytkownicy sami decydują, kiedy konsumują dane media i w jakim stopniu – tłumaczy Marcin Dragan.

Hotele powinny móc zaoferować klientom możliwie jak najwięcej innowacyjnych technologii. To goście będą decydować, czy skorzystają np. z aplikacji, które ułatwią poruszanie się po danym mieście, np. pokierują do zabytków. Dzięki zaawansowanym technologicznie narzędziom będzie można dokładnie zidentyfikować oczekiwania gości, także w czasie rzeczywistym, w trakcie pobytu, np. profilując udostępniane usługi. To zaś jest możliwe dzięki systemom informatycznym.

W 2020 roku pokolenie osób urodzonych pomiędzy 1980 a 1994 rokiem będzie stanowić ponad połowę wszystkich gości hotelowych. Ich oczekiwania to inteligentne hotele, które pozwolą na samodzielne zameldowanie i wymeldowanie się, w których wirtualne klucze zastąpią te rzeczywiste, a temperaturą, oświetleniem czy klimatyzacją będzie można sterować za pomocą aplikacji.

Koszty opieki zdrowotnej będą rosnąć. Pacjenci muszą się liczyć ze wzrostem wydatków na ochronę zdrowia

Koszty opieki zdrowotnej będą rosnąć. Pacjenci muszą się liczyć ze wzrostem wydatków na ochronę zdrowia 7

Starzejące się społeczeństwo i zwiększony popyt na świadczenia medyczne, brak lekarzy i pielęgniarek, który wymusza podwyżki ich wynagrodzeń, oraz konieczność inwestowania w nowoczesne technologie i sprzęt diagnostyczny – to główne czynniki, które składają się na wzrost kosztów opieki medycznej. Dotyczy to zarówno publicznej służby zdrowia, jak i coraz popularniejszego w Polsce sektora prywatnego. Podmioty prywatne coraz częściej decydują się na waloryzację cen usług medycznych, żeby utrzymać wysoką jakość opieki.

Największym wyzwaniem dla sektora zdrowia – zarówno jeśli chodzi o podmioty prywatne, jak i publiczne – są rosnące koszty dostarczania opieki medycznej. Jest to spowodowane wieloma czynnikami, a jednym z głównych jest starzejące się społeczeństwo. Z wiekiem stajemy się coraz bardziej podatni na różnego rodzaju choroby czy problemy związane ze stanem zdrowia, dlatego częściej chodzimy do lekarza i potrzebujemy diagnostyki – mówi agencji Newseria Biznes Artur Białkowski, wiceprezes zarządu Medicover Polska.

Do 2030 roku sektor medyczny stanie przed dużym wyzwaniem związanym z wydatkami na opiekę zdrowotną. Głównym tego powodem jest demografia – według danych GUS w 1988 roku osoby powyżej 65 roku życia stanowiły w Polsce 14 proc. populacji. W 2016 roku było to już 24 proc., natomiast do końca przyszłej dekady ten odsetek ma wzrosnąć do 30 proc.

Kolejnym powodem jest to, że rozwijamy systemy i technologie dostarczania wysokiej jakości opieki medycznej. Kilkanaście lat temu wszyscy robiliśmy sobie rentgen, kiedy mieliśmy jakiś problem zdrowotny. Dzisiaj ludzie rzadko korzystają z tej funkcjonalności, za to częściej z USG albo rezonansu magnetycznego. To technologie dużo droższe niż rentgen, w związku z tym świadczenie wysokiej jakości opieki medycznej staje się po prostu droższe –mówi Artur Białkowski.

Dla przykładu pacjenci Medicover w 2016 roku skorzystali z ponad miliona więcej konsultacji niż w 2015 roku i wykonali pół miliona więcej badań. To przekłada się na wzrost kosztów diagnostyki. W ubiegłym roku były one o 6 proc. wyższe niż w 2016 roku.

Większe wydatki na badania diagnostyczne wiążą się z koniecznością inwestycji w nowoczesny sprzęt.

Do końca 2018 roku otworzymy kolejne centra medyczne, staramy się też unowocześniać ofertę. Szukamy również innowacyjnych metod dostarczania opieki medycznej, chociażby poprzez telemedycynę czy e-obsługę pacjenta. Mamy nowoczesną aplikację mobilną, dzięki której pacjenci mogą zarówno umówić wizytę, jak i sprawdzić wyniki swoich badań i skorzystać z wielu innych funkcjonalności – mówi wiceprezes zarządu Medicover Polska.

Kolejnym czynnikiem, który wpływa na wzrost kosztów opieki medycznej, jest niedobór lekarzy i pielęgniarek. Problemy z pozyskaniem personelu wymuszają wyższe wynagrodzenia, a co za tym idzie – większy koszt świadczeń.

Według statystyk OECD w Polsce na 10 tys. osób przypada 23 lekarzy oraz 52 pielęgniarki. Tymczasem średnia dla państw OECD to 34 lekarzy i 90 pielęgniarek. Prognozy mówią, że w ciągu najbliższej dekady drastycznie zmniejszy się w Polsce liczba lekarzy takich specjalizacji, jak pediatria, dermatologia czy ginekologia.

– W Polsce na tle krajów europejskich mamy najmniej lekarzy i pielęgniarek na 100 tys. mieszkańców. To powoduje, że zatrudnienie dobrego lekarza po prostu kosztuje więcej – mówi Artur Białkowski.

Wiceprezes Medicover Polska ocenia, że ze względu na problemy, z jakimi boryka się opieka zdrowotna, na wyższe koszty powinni się przygotować też sami pacjenci. Utrzymanie wysokiej jakości usług i pokrycie zwiększonych wydatków na świadczenia medyczne wymaga od sektora prywatnego waloryzacji cen. Obecnie około 30 proc. wszystkich usług jest finansowanych z prywatnych budżetów (abonamenty, ubezpieczenia medyczne i indywidualne, prywatne wizyty lekarskie).

 Jest wiele sposobów, którymi próbujemy poradzić sobie z tymi wyzwaniami: staramy się unowocześniać ofertę, zapewniać różne możliwości korzystania z opieki medycznej. Medicover oferuje model skoordynowanej opieki medycznej, dzięki czemu jesteśmy w stanie dostarczyć lepszą jakość w krótszym czasie, przy okazji generując niższe koszty – dodaje Artur Białkowski.

Rosnące koszty opieki zdrowotnej to nie tylko problem Polski. W skali globalnej wydatki na ochronę zdrowia wzrosną z 7 bln dol. w 2015 roku do 8,7 bln dol. w 2020 roku – wynika z ubiegłorocznego raportu Deloitte („Global health care outlook 2017”).

Konferencja zakupowa PROCON Indirect Forum 2018 From cost-cutting to value creation

„…jeśli nie przynosimy wartości do organizacji, to nie mamy wartości dla firmy…” – mówił Shahriar Tabrizi (Sivantos) na PROCON/POLZAK 2017

Wzrost znaczenia działów zakupów to trend, który można zaobserwować w organizacjach na całym świecie. Zakupy korporacyjne ewoluują z funkcji czysto kosztowej w kierunku głównego kreatora wartości w firmie.

Jaka jest rola działu zakupów w organizacji w erze 4.0.? Jak budować wartość dodaną zakupów? Jak budować zespół zakupowy i jego pozycję wewnątrz przedsiębiorstwa?

Na te (i inne pytania) postarają się odpowiedzieć prelegenci tegorocznej konferencji PROCON Indirect Forum 2018. Swoje spostrzeżenia i najlepsze praktyki, poparte przykładami, zaprezentują przedstawiciele firm takich jak: Bayer, Lotos, mBank, Polpharma, a także inspirujący słuchaczy, ekspert zakupowy – dr Jan Vašek. Jego wystąpienie – nieco przekornie – pokaże Uczestnikom, czy i w jaki sposób zakupy niszczą wartość.

Uzupełnieniem rozważań będzie Panel Dyskusyjny z udziałem przedstawicieli środowiska zakupowego. Paneliści będą debatować nad sposobami budowania prestiżu działu zakupów w organizacji.

Wystąpienia teoretyczne to jednak nie wszystko, co konferencja ma do zaoferowania. Warsztaty specjalistyczne, prowadzone przez doświadczonych trenerów i praktyków pozwolą Uczestnikom na poszerzenie swojej wiedzy o aspekty praktyczne i na rozwinięcie swoich umiejętności w zakresie: Budowania efektywnych zespołów oraz Negocjacji (na poziomie podstawowym i zaawansowanym).

Organizatorem konferencji jest OptiBuy. Międzynarodowa firma doradcza, od lat pomagająca firmom… oszczędzać. Firma zajmuje się nie tylko, optymalizacją kosztów, outsourcingiem zakupowym, global sourcingiem, lecz także wdrożeniami specjalistycznych narzędzi IT. Z ogromnymi sukcesami inspiruje i integruje również polską społeczność zakupową, m.in. na największej konferencji zakupowej w kraju PROCON/POLZAK.

Udział w konferencji już od 590 PLN!

Więcej informacji o konferencji: www.indirect.konferencja-procon.pl

Dlaczego warto zorganizować konferencję w górach?

Góry jeszcze do niedawna kojarzyły nam się z miejscem, w którym uczniowie spędzają ferie zimowe, a miłośnicy sportów zimowych wybierają się na narty. Dziś górskie miejscowości, w tym popularne Zakopane, to bowiem także świetny wybór na organizację konferencji, sympozjów i innych wydarzeń o charakterze biznesowym. To znakomity pomysł na połączenie nauki i dokształcania pracowników z wyjazdem integracyjnym.

Atrakcyjna lokalizacja, która sprzyja poszerzaniu wiedzy

Regiony górskie są szczególnie atrakcyjnymi miejscami do organizacji spotkań biznesowych, w tym konferencji, sympozjów oraz szkoleń. Bez względu na porę roku, górskie krajobrazy od lat cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Świeże powietrze, piękne widoki i niepowtarzalna atmosfera Zakopanego sprawia, że nauka w takich miejscach staje się prawdziwą przyjemnością, a nowe informacje same utrwalają się w naszej pamięci.

Konferencje orgaznizowane w Zakopanem to dostęp do licznych udogodnień, spośród których warto wymienić bazę noclegową na wyciągnięcie ręki, restauracje, w których mamy możliwość zorganizowania także bankietu lub przyjęcia dla uczestników oraz szereg innych atrakcji. Wszystko to sprawia, że spotkania biznesowe w górach to idealne połączenie wypoczynku blisko natury z intensywnym rozwojem zawodowym.

Wyjazd integracyjny dla pracowników – idealna opcja by zacieśnić wzajemne relacje

Relacje między pracownikami panujące w firmie to bardzo ważny element, który ma wpływ zarówno na ich pracę, jak i na rozwój całej firmy. Połączenie wyjazdu integracyjnego z konferencję jest z kolei znakomitą okazją, aby jej uczestnicy mieli okazję spędzić ze sobą więcej czasu, lepiej się poznać oraz zacieśnić wzajemne relacje. Objawi się to większą motywacją do pracy po powrocie do domu, a dzięki zbudowaniu pozytywnych relacji sprawi, że współpraca między pracownikami będzie jeszcze lepsza i bardziej efektywna.

Jeśli więc chcemy poprawić atmosferę panującą w firmie lub zacieśnić relacje między pracownikami, wyjazd integracyjny połączony z konferencją w hotelu w Zakopanem to idealna ku temu okazja.

Hotel i konferencje w Zakopanem – nie tylko nauka!

Organizacja konferencji w zakopiańskim hotelu wiąże się z jeszcze jedną korzyścią. Są to bowiem obiekty świadczące nie tylko usługi turystyczne i biznesowe. Oprócz restauracji, pokoi dla turystów i sal do spotkań o charakterze biznesowym znajdziemy także dodatkowe usługi, z których mogą korzystać uczestnicy spotkań biznesowych. Wiele obiektów tego typu oferuje bowiem szeroką gamę usług relaksacyjnych, których obecność doceni każda osoba dbająca o swoje ciało i samopoczucie. Spośród nich warto wymienić np. zabiegi relaksacyjne, masaże, saunę, SPA i wiele innych.

Decydując się na zorganizowanie spotkania biznesowego w górach nie ograniczamy się więc tylko do samej nauki, uczestnictwa w szkoleniach i przyswajania wiedzy. Zapewniamy także naszym uczestnikom dostęp do zabiegów, które pozwolą im odpocząć i zrelaksować się po dniu pełnym wrażeń. Hotel konferencje w Kasprowy.pl to gwarancja, że nasze spotkanie biznesowe utrwali się w pamięci każdego uczestnika, nie tylko ze względu na wiedzę i nowe umiejętności, ale także z powodu samych pozytywnych wrażeń, jakie będą towarzyszyły pobytowi w Zakopanem.

Zmiany w Zarządzie PKN ORLEN

Na dzisiejszym posiedzeniu Rada Nadzorcza PKN ORLEN dokonała zmian w składzie Zarządu Spółki. Ze stanowiska Prezesa Zarządu odwołany został Pan Wojciech Jasiński, a pełnienie tej funkcji powierzono Panu Danielowi Obajtkowi.

Jednocześnie Rada Nadzorcza odwołała Wiceprezesa Zarządu Pana Mirosława Kochalskiego oraz Członka Zarządu ds. Inwestycji i Zakupów Panią Marię Sosnowską. Rada postanowiła też oddelegować do funkcji Członka Zarządu Pana Józefa Węgreckiego, powołanego wcześniej w skład Rady Nadzorczej z mandatu Ministra Energii działającego w imieniu akcjonariusza Skarbu Państwa.

Pan Daniel Obajtek

W związku z powołaniem od dnia 6 lutego 2018 r. Pana Daniela Obajtka na stanowisko Prezesa Zarządu PKN ORLEN SA, Pan Daniel Obajtek złożył rezygnację z pełnienia funkcji Prezesa Zarządu Energa SA w dniu 5 lutego 2018 r.

Daniel Obajtek (ur. 2 stycznia 1976 w Myślenicach) ceniony menadżer, przedsiębiorca oraz doświadczony działacz samorządowy.

Od lutego 2017 roku sprawuje funkcję prezesa Energi SA, kierując spółką w zakresie finansów, zarządzania ładem korporacyjnym, audytu i kontroli, zarządzania ryzykiem, bezpieczeństwa, polityki personalnej, polityki prawnej, polityki wizerunkowej i dialogu społecznego.

Rok 2017, pod kierownictwem Daniela Obajtka, Energa SA zakończyła z kapitalizacją na poziomie 5,3 miliarda złotych, notując najwyższy wśród krajowych spółek energetycznych – sięgający 38 procent – wzrost kursu akcji notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Na wzrost zaufania inwestorów złożył się szereg czynników, do których należą działania inwestycyjne, stabilizujące i restrukturyzacyjne. W 2017 roku Grupa Energa zanotowała wzrost wolumenu produkcji energii elektrycznej o 9 procent, wzrost dystrybucji energii elektrycznej o 2 procent, wzrost sprzedaży detalicznej o 5 procent. Szacunkowa EBITDA Grupy wynosi 2 168 mln zł, co stanowi wzrost o 7% w stosunku do roku ubiegłego.
Działalność Grupy charakteryzuje dziś również przewidywalność wyniku, która wpływa na poczucie stabilizacji w gronie inwestorów oraz wśród przeszło 3 milionów klientów indywidualnych.

Wśród sukcesów Daniela Obajtka podkreślić należy podjęcie wyzwania w zakresie rozwiązania istotnego dla całego polskiego  sektora energetycznego  problemu tzw. umów długoterminowych w zakresie zielonych certyfikatów. Problem ten liczony w miliardach złotych ma istotne znaczenie dla całego sektora. Energa SA, pod kierownictwem Daniela Obajtka, położyła znaczny nacisk na realizację zadań wpisujących się w Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Przed objęciem stanowiska prezesa zarządu Energi SA, Daniel Obajtek sprawował funkcję prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, gdzie zarządzał 11 tys. pracowników i odpowiadał za budżet w wysokości 27 mld zł. Realizując postawione zadania, Daniel Obajtek usprawnił procesy związane z wydatkowaniem wielomiliardowych środków z funduszy unijnych i krajowych. Zoptymalizował koszty funkcjonowania ARiMR i zreformował ją pod względem organizacyjnym.

Od 2006 roku pracując w samorządzie skutecznie zrealizował szereg inicjatyw rozwojowych i z powodzeniem przeprowadził wiele inicjatyw infrastrukturalnych.

Stany wchodzą na wysokie obroty

Gwoździem poniedziałkowej sesji próbował zostać fenomenalny indeks ISM dla amerykańskiego sektora usługowego, który nieoczekiwanie wspiął się na swoje dziesięcioletnie maksima (59,9 pkt, konsensus: 56,7 pkt). Inwestorzy wyraźnie zlekceważyli dobry prognostyk przed wyższymi szacunkami tempa wzrostu za najbliższe kwartały, wskazujący na najsilniejszy skok zamówień od blisko siedmiu lat oraz zatrudnienie niespotykane od 1997 roku. Zdecydowanie mniej optymistycznymi wskazaniami może pochwalić się brytyjska gospodarka. Wyspiarski sektor usługowy został oceniony przez Markit na poziomie 53,0 pkt (konsensus: 54,1 pkt), co należy wiązać ze spadkiem nowych zamówień poniżej średniej wartości z 2017 roku.

W koszyku walut G10 postępującej aprecjacji dolara sprzeciwia się jedynie japoński jen (0,1 proc.), który utrzymuje kurs USD/JPY w okolicach psychologicznie istotnego poziomu 110,00. Dość dobre nastroje na rynku surowców przemysłowych częściowo ograniczają deprecjację dolara nowozelandzkiego (-0,1 proc.) oraz australijskiego (-0,1 proc.). W środku stawki znajduje się euro (-0,4 proc.), które ma za sobą publikację relatywnie nieistotnych wskazań sprzedaży detalicznej z racji na relatywnie odległy okres. Obecnie listę zamyka funt szterling (-0,7 proc.) stabilizujący GBP/USD i EUR/GBP w okolicach 1,4020 oraz 0,8855/60.

Najsilniejszą walutą na rynku Emerging Markets zostaje południowoafrykański rand, którego 0,3 proc. aprecjację próbuje usilnie gonić polski złoty (0,2 proc.). Dość odczuwalną przecenę mają za sobą rosyjski rubel (-0,6 proc.) oraz częściowo zależny od kryptowalut południowokoreański won (-0,8 proc.). Na koniec dnia EUR/PLN znajduje się przy 4,1490, USD/PLN atakuje 3,3400, GBP/PLN pozostaje stabilny przy 4,6850, a CHF/PLN wraca do 3,5660.

Początek tygodnia na Starym Kontynencie nie należał do szczególnie udanych. Europejscy inwestorzy w dalszej mierze znajdują się pod presją solidnych przetasowań sentymentu obserwowanych na azjatyckich oraz amerykańskich parkietach, gdzie następuje sukcesywne wymazywanie serii ostatnich zwyżek. O względnym optymizmie mogą mówić gracze przy Książęcej, gdzie WIG 20 (-0,1 proc.) finalnie wybronił poziom 2 500 pkt. O miano najsilniej rosnącego komponentu do końca sesji walczyły Jastrzębska Spółka Węglowa (1,6 proc.) oraz Orlen (1,6 proc.) mogący stracić obecnego prezesa. Powodem zmian na najwyższym szczeblu kierowniczym mają być niezbyt pomyślne stosunki Wojciecha Jasińskiego z Krzysztofem Tchórzewskim, ministrem energii. Nieco mniej spektakularny ruch ma za sobą Alior (1,1 proc.) za sprawą noty analitycznej Fitch, gdzie zdecydowano się na rewizję perspektywy do „pozytywnej”. Na dnie rodzimego indeksu znalazły się walory PGE, które z 4,1 proc. zniżką skutecznie okryły dzisiejszą przecenę Lotosu (-1,1 proc.) oraz PGNiG (-1,4 proc.).

Bardziej pomyślnymi nastrojami mogli pochwalić się jedynie inwestorzy w Kopenhadze, gdzie OMX 20 (0,0 proc.) pozostał blisko poziomu z piątkowego zamknięcia. O solidnym ruchu w stronę południa może mówić indeks FTSE 100 (-1,6 proc.), na czele którego znalazły się spółki z branży wydobywczej. Ze zwyżek sektora wspieranego przez Antofagastę (1,7 proc.) oraz Glencore (1,1 proc.) wyłamał się Randgold Resources (-7,4 proc.) publikujący wyniki za miniony kwartał. Zgodnie z raportem wydobywczy potentat sprzedał prawie 341 tys. uncji złota na kwotę 434,8 mln USD, co przyczyniło się do wygenerowania zysku na poziomie 87,1 mln USD.

We Frankfurcie absolutną gwiazdą sesji zostało Deutsche Börse. Do 2,5 proc. zwyżki walorów przyczyniło się uruchomienie specjalnej platformy tradingowej, której celem jest minimalizacja skutków ubocznych związanych z BREXIT-em. Zdecydowanie skromniejszy ruch ma za sobą Lufthansa (0,8 proc.) informująca na koniec sesji o zmianach w zarządzie Brussels Airlines. Finalnie DAX uplasował się w okolicach poziomu 12 690 pkt, tj. 0,8 proc. niżej względem piątkowych poziomów. Pod presją masowo realizowanych zleceń sprzedaży znalazł się Henkel (-3,0 proc.), który wyraźnie odskoczył Beiersdorfowi (-1,7 proc.) czy HeidelbergCementowi (-1,5 proc.). Uwagę inwestorów zwracał również Volkswagen. Jego 1,9 proc. zniżka to między innymi pokłosie obaw o dalsze kary związane ze stosowaniem niepożądanych praktyk.

Na rynku surowców energetycznych obserwuje się odczuwalną przecenę. Obecnie marcowe kontrakty na gaz ziemny tanieją o 3,3 proc., gdy ropa West Texas Intermediate (-1,9 proc.) dość gwałtownie schodzi w okolicę poziomu 64,20 USD za baryłkę. Swoją zeszłotygodniową przecenę próbuje odrobić srebro (1,1 proc.), które zyskuje miano najciekawszego kruszcu. W dalszej mierze blisko poziomów z piątkowego zamknięcia znajduje się złoto (0,1 proc.) wyceniane po 1 335 USD za uncję. Wśród metali przemysłowych szczególną uwagę zwraca miedź (1,2 proc.), która zdołała naruszyć maksima z 16 stycznia.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Złoty na plusie, kontynuacja spadków na GPW

Początek tygodnia na polskim rynku finansowym przynosi umocnienie złotego, walkę o wyhamowanie spadków przez duże spółki na GPW oraz silną przecenę spółek średnich i małych.

Złoty umacnia się w poniedziałek do głównych walut pomimo wciąż utrzymujących się nienajlepszych nastrojów na globalnych rynkach, co niezmiennie związane jest z obawami przed przyspieszeniem inflacji w USA, co dziś wywindowało rentowności 10-letnich obligacji USA do poziomów nieobserwowanych od stycznia 2014 roku. O godzinie 15:17 kurs EUR/PLN testował poziom 4,1465 zł, USD/PLN 3,3385 zł, a CHF/PLN 3,5750 zł. To odpowiednio spadek o 2,3 gr, 0,8 gr i 1,8 gr w stosunku do poziomów z piątkowego zamknięcia. Takie zachowanie rodzimej waluty należy uznać za swego rodzaju anomalię. Zwłaszcza w sytuacji, gdy wraz z rosnącymi oczekiwaniami na kolejne podwyżki stóp procentowych przez Fed, jednocześnie oczekiwania co do terminu pierwszej podwyżki kosztu pieniądza w Polsce przesuwają się z dotychczas zakładanego IV kwartału br. na I kwartał 2019 roku. Dlatego też w perspektywie całego tygodnia, w tym po kończącym się w środę posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej (RPP), należy spodziewać się osłabienia złotego.

Zupełnie przeciwstawne nastroje niż na rynku walutowym dominują na warszawskiej giełdzie, gdzie podobnie jak na innych europejskich parkietach, indeksy spadają. I o ile jeszcze duże spółki, wchodzące w skład WIG20, próbują bronić się przed przeceną, to już spółki średnie i małe wyraźnie tracą na wartości. Na 1,5 godziny przed zamknięciem notowań indeks mWIG40, ciągnięty w dół głównie przez akcje CD Projekt (-3,35 proc.), Dino Polska (-5,1 proc.), ING Bank Śląski (-2,1 proc.) i AmRest (-2,5 proc.), spadał aż o 1,8 proc. W tym czasie sWIG80 tracił o 1,1 proc. Indeks WIG20, który w pierwszej połowie notowań na chwilę znalazł się na minimalnym plusie, spadał zaś o 0,5 proc., schodząc poniżej psychologicznej bariery 2500 pkt.

Na minusie był też reprezentujący szeroki rynek indeks WIG. Dla tego indeksu dzisiejsza przecena oznacza, że będzie to już 8 spadkowa sesja z 9, jakie dzieli go od wyznaczenia w styczniu nowego historycznego rekordu. To zaś nie wróży mu szybkiego powrotu na szczyty.

W kolejnych dniach, zarówno giełda w Warszawie, jak i złoty, ale też i wiele innych rynków, będą przede wszystkim żyły sytuacją na rynku długu. To zaś oznacza, że na drugim planie znajdzie się nie tylko startujące jutro dwudniowe posiedzenie RPP, ale przede wszystkim publikowane w tym tygodniu dane makroekonomiczne z głównych gospodarek. W centrum uwagi zaś będą liczne wystąpienia przedstawicieli Fed i ich ewentualne odniesienia do kolejnych posunięć ws. w polityce monetarnej.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, analityk niezależny

Nadmierny optymizm inwestorów nieco zachwiany

Silna przecena w piątek na rynkach akcyjnych w USA. Załamanie pozytywnego sentymentu na rynkach odbiło się rykoszetem na złotym. CHF/PLN w krótkoterminowym trendzie spadkowym, powodem ruchy na EUR/CHF ale i mocniejszy frank szwajcarski w obawie przed przeceną na rynkach obligacji i akcji. Konsolidacja na USD/PLN w skutek braku rozstrzygnięcia na głównej parze. Funt traci przed bardzo ważnymi wydarzeniami w tym tygodniu, szczególnie rozpoczęciem drugiej fazy negocjacji z UE a także posiedzeniem Banku Anglii.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 13.12.2017-05.02.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1317 3,5210 3,3136 4,6523
Maksimum 4,2050 3,5950 3,5161 4,8200

 

EUR/PLN

euro 5.02EUR/PLN nadal pozostaje w trendzie spadkowym. Chociaż widać powoli symptomy chęci odreagowania ostatnich spadków. Kurs w piątek zbliżył się do lokalnego oporu w postaci linii trendu spadkowego. Póki co jednak poziom 4,17 się obronił i kurs nawet nieco odreagował schodząc do poziomu 4,15. W piątek trzeba przyznać w końcu inwestorom nieco puściły nerwy. Przede wszystkim zaczęło się od Wall Street gdzie o dziwo zobaczyliśmy kierunek spadkowy. Dla przypomnienia dodam, że cały styczeń inwestorzy mieli klapki na oczach i widzieli tylko wzrosty. W piątek jednak po bardzo dobrych danych z USA szczególnie wysokim wzroście wynagrodzeń zaczęła się nagła wyprzedaż akcji i obligacji. A jeśli klimat inwestycyjny się załamał to i na złego padło widmo przeceny. Kurs szybko podążył w kierunku północnym. Dzisiaj nieco się sytuacja stabilizuje i EUR/PLN wraca nieco niżej. Wydaje się jednak, że sytuacja z piątku zapala lampkę ostrzegawczą. W ostatnich tygodniach optymizm inwestorów był nieco irracjonalny. Korekta na rynkach a tym samym nieco schłodzenie nastrojów szczególnie na aktywach krajów wschodzących byłoby czymś wskazanym.  Powoli odchodzi się od polityki taniego pieniądza i pytanie jak rynki będą sobie radzić w rynkowych wyższych stopach procentowych. W tym tygodniu mamy posiedzenie RPP, które może być kolejnym argumentem za wyprzedażą złotego. Oporem będzie wspomniana linia trendu spadkowego.

EUR/CHF

frank 5.02

Po wybiciu górą z formacji trójkąta w ubiegłym tygodniu ruch wzrostowy na CHF/PLN jest nadal kontynuowany. Od ostatniego minimum jesteśmy już niemal 8 groszy wyżej. Psychologicznym oporem pozostanie z pewnością poziom 3,60. Tak naprawdę sytuację psują nieco ruchy na EUR/CHF. Spadek na tej parze w ostatnim czasie o ponad 200 pipsów właśnie odwzorowuje te 8 groszy w relacji franka do złotego. I mocniejsza szwajcarska waluta nie jest odwzorowaniem ryzyk bo takowych akurat brak. Jest to zasługa słabszej waluty bazowej w tym wypadku a więc euro. Z pewnością też inwestorzy nieco się już ubezpieczają na załamanie na rynku akcyjnym i obligacji. W piątek już mieliśmy tego namiastkę a z pewnością większa korekta wisi cały czas nad rynkami.

USD/PLN

dolar 5.02

Na USD/PLN sytuacja nieco się unormowała. Od ładnych paru dni pasmo wahań zawiera się raptem w 4 groszach a więc można mówić o konsolidacji. I nie można powiedzieć, że na dolarze się nic nie dzieje. Bo w ubiegłym tygodniu mieliśmy posiedzenie Fed, które zdecydowanie miało jastrzębi wydźwięk. Tyle tylko, że inwestorów to zupełnie nie przekonało i dolar wcale nie zyskał. Sporo zamieszania wywołały dane z piątku z rynku pracy. Zaskoczyło przede wszystkim tempo wzrostu wynagrodzeń. Wynik 2,9% r/r jest najwyższym od 2009 roku. Przez wiele lat płace rosły bardzo powoli co zaskakiwało szczególnie decydentów z Fed. Taki wynik z pewnością zwiększa przekonanie, że polityka monetarna w USA jest umiejętnie prowadzona a podnoszenie stóp w gospodarce jest jak najbardziej wskazane. Tyle tylko, że w obecnym momencie inwestorzy mają sporą awersję do amerykańskiej waluty stąd widoczne są jedynie chwilowe wzrosty. Na głównej parze walutowej świata nie widać rozstrzygnięcia a więc i USD/PLN tkwi w zawieszeniu. A trzeba dodać, że jednym z głównych powodów takiego stanu jest widmo kolejnego zamknięcia administracji rządowej w USA, obecnie finansowanie zapewnione jest do 8 lutego.   Wsparciem będzie ostatnie minimum, opór stanowić będzie linia trendu spadkowego.

GBP/PLN

funt 5.02Na GBP/PLN skończyła się dobra passa. Od piątku nastąpiło załamanie kursu i dość spory spadek. Z pewnością tym razem nie był to powód związany z doniesieniami brexitowymi. Pretekstem do przeceny funta okazały się PMI. Zarówno dane z przemysłu i usług zawiodły i okazały się niższe od prognoz. A ten tydzień zapowiada się również bardzo ciekawie i można oczekiwać sporej zmienności. Zaplanowane są pierwsze spotkania, które formalnie rozpoczną drugą fazę negocjacji dotyczących brexitu. Jeszcze dziś ma dojść do spotkania szefa unijnych negocjatorów z brytyjskim ministrem Davisem. A jak wiemy początki rozmów zawsze są trudne więc można oczekiwać problemów brytyjskiej waluty. Do tego w czwartek poznamy decyzję Banku Anglii w sprawie stóp procentowych, i przyszłe oczekiwania poziomu inflacji. Jeśli Mark Carney będzie gołębi to będzie to kolejny argument za wyprzedażą funta. Wsparciem będzie ostatnie minimum.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Strach przed kryptowalutą. Banki wypowiadają bitcoinowe konta

Po ośmiu latach inkorporowania walut wirtualnych do polskiego obrotu prawnego instytucje państwowe idą z nimi na wojnę. Do antybitcoinowej ofensywy przystąpiły też banki, które wypowiadają istniejące kryptowalutowe konta i nie chcą zakładać nowych. Pytanie brzmi: w jakim stopniu te działania opierają się na strachu przed aparatem państwowym, a w jakim są otwartą walką z konkurencją?

Strach przed bitcoinem instytucje rządowe i finansowe w naszym kraju przejawiały od początku jego powstania – widać w tym było lęk przed nieznanym. Zwłaszcza że BTC nie miał i wciąż nie ma legalnej definicji w polskim systemie prawnym. Pierwsze ujęcie prawne waluty wirtualnej pojawi się zaś w projekcie ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, której sam tytuł sugeruje, że zawarte w nim regulacje odnoszą się do zagadnień „prawnie podejrzanych”.

Kampania ostrzegawcza

Ministerstwo Finansów traktuje bitcoinowe transakcje jako obrót prawami majątkowymi i z tego tytułu czerpie podatki, jednak po zbilansowaniu zysków i ewentualnych strat postanowiło wypowiedzieć im wojnę. Na swojej stronie internetowej ostrzega wprost: „Uwaga na kryptowaluty. Wirtualne «waluty», takie jak bitcoin, litecoin czy ether nie są emitowane i gwarantowane przez bank centralny i nie są prawnym środkiem płatniczym”.

Jeszcze krok dalej idą Narodowy Bank Polski wraz z Komisją Nadzoru Finansowego. Obie instytucje uruchomiły całą kampanię ostrzegawczą, tworząc dedykowany portal uwazajnakryptowaluty.pl. Oprócz zagrożeń ekonomicznych dla kryptowalutowych inwestorów wskazują wyraźnie na niebezpieczeństwo wplątania w piramidę finansową lub, co gorsza, w finansowanie terroryzmu.

Straszak działa

Choć prawo nie zakazuje posiadania bitcoinów ani obrotu nimi, to kampania ministerstwa przynosi oczekiwane skutki, tak jak huk broni strzelającej ślepakami. W połowie grudnia jeden z oddziałów Banku Zachodniego WBK wypowiedział umowę rachunku bankowego swojemu klientowi z uwagi na dokonywany za jego pośrednictwem obrót wirtualną walutą. W swoim uzasadnieniu powołał się na łamanie przez posiadacza konta prawa. Dopiero argumentacja centrali banku uciekła od tego stanowiska – nie ma bowiem w Polsce przepisów zakazujących handlu bitcoinem. Mimo to bank podtrzymał decyzję oddziału, tłumacząc, że mógł odstąpić od umowy rachunku w oparciu o cywilnoprawną zasadę swobody umów. Jak jednak zaznaczył, w swej decyzji kierował się również stanowiskiem KNF, wskazującym na bardzo wysokie ryzyko inwestowania w kryptowaluty.

Z jeszcze większych zysków zrezygnował również w grudniu Bank Pekao, który wypowiedział rachunek giełdzie kryptowalut EasyCoin.pl. Tu bank wprost odwołał się do ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. W uzasadnieniu podał, że wskutek dokonywanych przez klienta transakcji kryptowalutowych nie może wykonywać ciążącego na nim z mocy ustawy obowiązku monitorowania tych działań ani ustalić źródeł pochodzenia środków gromadzonych na rachunku.

To nie są jednak pierwsze przypadki zamykania kont w związku z transakcjami, których przedmiotem są wirtualne waluty. Na początku 2015 r. zrobił to już bank BPH. Zaistniała sytuacja przyniosła wówczas ciekawy komentarz Ministerstwa Finansów, które udzieliło odpowiedzi interweniującemu w tej sprawie portalowi Dziennik Internautów: „funkcjonowanie oraz obrót «walutami» wirtualnymi na terenie Polski nie narusza prawa krajowego, ani prawa unijnego, nie jest zatem nielegalne”.

Linia obrony

Jeśli już 3 lata temu Ministerstwo Finansów zajęło jasne stanowisko w sprawie obrotu bitcoinem, de facto broniąc tym samym swego uprawnienia do zasilania kasy Skarbu Państwa wpływami z podatku od tych transakcji, to na czym banki opierają dziś swoje odmowy prowadzenia rachunków?

Argumentem dla banków jest ustawa z dnia 16 listopada 2000 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, która nakazuje im stosowanie wobec klientów środków bezpieczeństwa finansowego. Na niemożliwość zastosowania jednego z takich środków, a więc niemożliwość realizacji ustawowych obowiązków, powołał się właśnie wspomniany Bank Pekao, wypowiadając umowę prowadzenia rachunku giełdzie EasyCoin.pl: „Działalność w zakresie obrotu walutami wirtualnymi uniemożliwia skuteczne monitorowanie aktywności klienta i ustalenie źródła pochodzenia środków na rachunku, a tym samym wykonania ciążących na banku obowiązków wynikających z art. 8b ustawy z 16.11.2000 r. o przeciwdziałaniu…”.

Co jest przyczyną?

Dlaczego banki przyjmują taką linię obrony? Przecież, jako tzw. instytucje obowiązane, z pewnością mają wiedzę, że nie ma w Polsce przepisów zakazujących obrotu bitcoinem. A zgodnie ze starą zasadą, co nie jest zakazane, jest dozwolone. Odebranie możliwości obciążenia bitcoinowych transakcji stawką VAT przez wyrok Trybunału Sprawidliwości UE (C-264/14, wyrok z 22 października 2015 r.) uzasadnia odwrócenie się plecami kochających VAT instytucji państwowych. Co uzasadnia rezygnację banków z przychodów uzyskiwanych z tytułu umów rachunków posiadanych przez handlujących bitcoinem? Zapewne strach przed tymi instytucjami państwowymi i ich ewentualnymi reperkusjami. Tylko na ile jest w tym praworządności, a na ile walki z konkurencją? Pewne jest, że umocnienie kryptowaluty może oznaczać osłabienie pozycji zwykłych środków płatniczych, a to już czerpiącym zyski z prowizji od obrotu klasycznym pieniądzem bankom jest nie na rękę. I w takim ujęciu bitcoin stanowi dla banków realne zagrożenie. Bitcoinowe transakcje, ogłaszane jako obarczone ryzykiem anonimowości i braku regulatora, właśnie tym uderzają w instytucję bankowości, że nie potrzebując regulatora, nie potrzebują też pośrednika.

Pytanie więc: czy banki boją się sankcji za obracanie na ich kontach bitcoinem, czy boją się samego bitcoina?

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Cięższe dni dla kryptowalut. Korekta na giełdzie w USA

Po tygodniach szalonych wzrostów przyszedł czas na korektę na amerykańskiej giełdzie. Dobre dane na temat perspektyw w branży usługowej. Dalsze problemy branży kryptowalutowej.

Co się dzieje za oceanem?

W USA przyszedł czas na korektę na giełdzie. Po tym jak rosła ona ostatnimi tygodniami bez większych przerw doszło w końcu do niekorzystnego splotu wydarzeń. Za głównego winowajcę uważa się rynek obligacji. Inwestorzy widząc coraz większe stabilne możliwości zarobku na taniejących ostatnio obligacjach postanowili przerzucić tam część kapitału. Efekt ten zwiększyły dodatkowo dobre dane z gospodarki zwiększające szansę na marcowe podwyżki stóp procentowych do 77,5%. W efekcie inwestorzy zamykający pozycje giełdowe doprowadzili do przeszło 2% przeceny. Na rynkach walutowych na razie nie widać większego wpływu tych ruchów.

Indeksy PMI dla usług

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat indeksów PMI dla usług. Wypadły one dla strefy euro lepiej od oczekiwań. Głównym motorem napędowym były znacznie lepsze od oczekiwań dane z Hiszpanii i Włoch. Nie zawiodła również największa gospodarka strefy euro czyli Niemcy. W efekcie od rana euro powoli zyskuje do pozostałych walut.

Cięższe dni dla kryptowalut

Ostatnie kilka dni było brdzo ciężkich dla większości inwestorów kryptowalutowych. Nadeszło ze świata dużo informacji niekorzystnych dla tego rynku. Nie może zatem dziwić prawie 30% przecena bitcoina w przeciagu tygodnia. W USA kolejne banki nie tylko przestają współpracować z instytucjami zajmującymi się handlem kryptowalutami, ale też przestały rozliczać z kart kredytowych inwestycje w kryptowaluty ze względu na zbyt dużą zmienność i ryzyko. Na rodzimym podwórku KNF poddaje w wątpliwość czy giełdy kryptowalutowe nie świadczą przypadkiem usług płatniczych bez licencji. Gdyby taka informacja się potwierdziła mogłoby to doprowadzić do zamknięcia takiej instytucji co byłoby dodatkowym ciosem dla rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – raport ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

MERIT INVEST SA planuje zmiany w portfelu inwestycyjnym

MERIT INVEST SA spółka zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, której akcje notowane są na rynku NewConnect, znalazła kupca na udziały firmy PS24 Sp z o.o., właściciela marki Parkett Service i rezygnuje z realizacji tej inwestycji. Jest to wynikiem negatywnej oceny dotychczasowej współpracy w kontekście innych potencjalnych inwestycji. Zarząd Spółki systematycznie ocenia podmioty, które mogą się pojawić w portfelu. Jedną z typowanych spółek do portfela jest BLOOMGA SA, której MERIT INVEST SA obecnie doradza podczas przygotowań do debiutu na rynku NewConnect. Wartym odnotowania jest również fakt, iż VoiceFinder SA, której Spółka doradza, dzięki współpracy z inżynierami z AGH zawarła kolejny znaczący kontrakt w oparciu o usługi automatycznego opracowania zdjęć wykonanych w sieciach sprzedaży.

MERIT INVEST SA posiada 40% udziałów radomskiej spółki PS24, która jest właścicielem marki Parkett Service. Spółka ma kupca na te udziały i zgodnie z dzisiejszym komunikatem transakcja może dojść do skutku niebawem. Działalność inwestycyjna, to dominujący, a w niedługim czasie jedyny segment działalności. Zarząd oczekuje na decyzję KNF ws. wpisu na listę zarządzających Alternatywną Spółką Inwestycyjną, a po wpisie na listę zarządzających ASI ujawni pełną strategię inwestycyjną, ale jak podkreśla w raportach, podstawą działalności inwestycyjnej będzie niezmiennie budowa portfela inwestycyjnego w oparciu o podmioty już notowane lub zmierzające na giełdę i poszukujące profesjonalnego wsparcia w całym procesie.

– „Podstawną naszego portfela inwestycyjnego są akcje spółek już notowanych. W zeszłym roku zrealizowaliśmy transakcję, na kwotę ponad 800 tys. złotych, co pokazuje jakim zaufaniem na rynku się cieszymy. Przygotowujemy się do zwiększenia liczby podobnych transakcji. Sprzedaż akcji własnych będzie pomocna w dalszym rozwoju naszego portfela. Kupujemy również podmioty, które mają dużą szansę stać się spółkami giełdowymi. Chcemy aby zakup akcji Bloomga SA wzbogacił nasz portfel. Spółka stale zwiększa przychody i już wkrótce będzie to podmiot o zasięgu ogólnoeuropejskim, a nawet globalnym. Wszystko dzięki modelowi sprzedaży gry Islandoom dostępnej dla każdego użytkowania Internetu. Rynek gier, na którym polskie spółki mają duże dokonania jest ogromny, a jego wartość znacznie przekracza 100 mld dolarów. Sektor rozwija się bardzo dynamicznie. Bloomga zaczyna być szybko rozwijającym się przedsiębiorstwem, którego wyniki można przewidzieć na podstawie znanych nam wysokich wskaźników rentowności. Zależą one w znacznym stopniu od nakładów na reklamę i temu będzie służyć nowa emisja akcji. Nie spotkaliśmy dotychczas podmiotu, który z wydanej złotówki na reklamę po jednym kwartale jest w stanie wygenerować przychód dwóch, a nawet trzech złotych. To są imponujące wskaźniki, a dzięki stale rozwijanej serii mini gier i nowej produkcji, skala przychodów powinna skokowo rosnąć. Jeśli ten plan się powiedzie to Bloomga SA zostanie niebawem liczącym się w Europie podmiotem z sektora gier przeglądarkowych, który generuje blisko 5 mld dolarów przychodów rocznie i co ważne przy mniejszej konkurencji niż ma to miejsce wśród producentów gier mobilnych. Wkrótce Zarząd Bloomgi planuje rozpocząć emisję akcji dla inwestorów, po której jeszcze w IQ2018 spółka zamierza złożyć wniosek o wprowadzenie akcji do obrotu na NewConnect. Domy maklerskie są gotowe wspierać Bloomgę w pozyskiwaniu kapitału. Kilka funduszy też podtrzymuje swoje zainteresowanie projektem. Z dużą satysfakcją wspieramy spółkę w jej rozwoju i mamy przekonanie, że również druga runda finansowania będzie sukcesem. Inwestorzy już raz docenili spółkę za jej ogromny potencjał i za dowożenie kamieni milowych. Analizując spółkę zwróciliśmy uwagę, że podobny do Bloomga SA podmiot został z końcem 2017 roku sprzedany za 270 mln euro. Mowa tu o Goodgame Studios z Niemiec, która też zajmuje się produkcją gier przeglądarkowych. Oczywiście skala Bloomgi jest mniejsza, ale przykład ten pokazuje jaki potencjał może mieć tego typu podmiot w okresie najbliższych lat.

Jak podkreślił Prezes Zarządu MERIT INVEST SA, zainteresowanie walorami Spółki systematycznie rośnie. Wyjątkowo dobre wyniki Spółki i zauważalny wzrost wartości portfela po zmianie w akcjonariacie, przyciąga inwestorów, a zamiany od roku 2016 są kolosalne.

MERIT INVEST SA będzie podejmował dalsze kroki, aby sprzedać część lub całość akcji własnych w celu dofinansowania Spółki. W ten sposób bez nowych emisji akcji uda się spółce pozyskać dodatkowy kapitał na rozbudowę portfela, lub kupić atrakcyjne aktywa. Cele inwestycyjne są poszukiwane zarówno na NewConnect, głównym parkiecie GPW, jak i pośród podmiotów spoza giełdy, czego dowodem jest zakup i rozpoczęta dezinwestycja udziałów radomskiej spółki PS24, czy planowany   zakup znaczącego pakietu akcji Bloomga SA, która dopiero planuje debiut giełdowy.

– „Przy dalszych zakupach do portfela będziemy kładli nacisk aby wykorzystywać możliwość płacenia notowanymi akcjami własnymi. Bardzo niewiele spółek giełdowych stosuje nasz model, a to dobre narzędzie do akceleracji i finansowania rozwoju. Oczywiście niezmiernie ważne są ceny, jakość i potencjał wzrostu kupowanych walorów, tak abyśmy mogli zwiększać wartość naszego portfela w długim horyzoncie czasowym. Dla nas to nie tylko dodatkowe możliwości transakcyjne, ale sposób na pozyskanie nowych partnerów w akcjonariacie. Przygotowując się do rozbudowy portfela inwestycyjnego od wielu miesięcy analizujemy spółki nie notowane, ale z planami na debiut. W kategorii portfela „przyszli debiutanci”, na którą zwracamy dużą uwagę, mamy poza planami zakupu akcji Bloomga SA jeszcze jedną bardzo atrakcyjną Spółkę w trakcie pogłębionej analizy. Bardzo atrakcyjny podmiot, którego akcje chcemy kupić do portfela przez ostatnie trzy lata podwoił swoje kapitały własne, w każdym roku wykazuje zyski i dysponuje relatywnie dużą ilością wolnej gotówki. Mamy też plan jak tę gotówkę wykorzystywać i jak pozyskać dla spółki dodatkowy kapitał akcyjny. Jeśli uda się nam dokonać tego zakupu zgodnie z zamierzeniami, to pozyskamy do portfela spółkę o zbieżnym do naszego profilu działalności i razem będziemy mogli współpracować przy transakcjach na rynku. Silna kapitałowo spółka generująca systematyczne zyski przyda się nam w portfelu szczególnie, gdy sami mamy okazję na zwiększenie posiadanych środków po zbyciu udziałów PS24. Dziś w sytuacjach, gdy transakcja przekracza nasze możliwości, a nie chcemy się lewarować, musimy odejść od stołu. W przyszłości może to wyglądać zdecydowanie inaczej. Sądzimy, że plany debiutu giełdowego tej spółki, która może trafić do naszego portfela są oparte o solidną strategię i wyśmienite wyniki. Po realizacji najbliższych akwizycji nadal powinniśmy się bardzo pozytywnie prezentować na innych podmiotów inwestycyjnych, ale wcale nie zamierzamy mówić stop. Dynamika wzrostu wartości naszych aktywów w okresie 2016-2017 nie ma sobie równych na szerokim rynku. Zależy nam na zdobywaniu coraz większego uznania inwestorów, z tego względu cały czas dostosowujemy się do zmiennego rynku, szukamy dobrych dla spółki transakcji, aby umożliwić dalszy wzrost wartości Spółki.” – komentuje prezes Mirosław Stępień.

Działalność doradcza i konsultingowa Grupy MERIT INVEST SA już niebawem zostanie przejęta przez w 100% zależny podmiot MERIT BUSINESS CONSULTING sp. z o.o., którą Sąd Rejestrowy wpisał do Rejestru Przedsiębiorców 18 stycznia br. o czym Spółka raportowała 5 lutego.

– „Działalność usługowa generuje w grupie dodatkowe środki i będziemy ją rozwijać. Dzięki niej mamy dostęp do atrakcyjnych podmiotów jako pierwsi, poza innymi uczestnikami rynku. Nasz klient, spółka VoiceFinder SA bardzo dobrze zaczyna rok 2018. Spółka w styczniu podpisała umowę na podstawie której świadczyć będzie usługi automatycznego opracowania zdjęć wykonanych w sieciach sprzedaży w oparciu o centralną platformę przetwarzania danych. Zamawiający zdecydował się na wykorzystanie technologii VoiceFinder SA w procesie usprawnienia nadzoru pracowników odpowiedzialnych za dostarczanie i rozmieszczanie produktów na półkach w sieciach sklepów wielkopowierzchniowych. Kontrakt jest wynikiem wielomiesięcznych rozmów handlowych popartych testowaniem POC zainstalowanego u klienta przez inżynierów AGH współpracujących ze Spółką. VoiceFinder SA radzi sobie wyśmienicie w projektowaniu rozwiązań IT, głównie w zakresie automatyzacji procesów. Za wielki sukces uznaję wspólny duży projekt realizowany kompleksowo przez Spółkę i Małopolską Agencję Rozwoju Regionalnego. VoiceFinder jest partnerem technicznym „mbon.pl” – Małopolskie Bony Rozwojowe. Wartość projektu to blisko 70 milionów złotych, a bony przeznaczone są dla małopolskich przedsiębiorców i dla podmiotów z oddziałem w Małopolsce na dofinansowanie szkoleń, studiów podyplomowych, e-learningu, doradztwa, mentoringu oraz egzaminów. Dzięki współpracy z MARR spółka może zdobywać bezcenne doświadczenie i z pewnością przyczyni się to do dalszego jej rozwoju. Bardzo wysoko cenimy sobie współpracę z Prezesem – Jackiem Mireckim i sądzimy, że oprogramowanie wytworzone na potrzeby rozliczania bonów rozwojowych może być dalej komercjalizowane w innych województwach. VoiceFinder SA wytworzył system i procedury pozwalające zautomatyzować i nadzorować proces. Spodziewamy się, że VoiceFinder SA ma szansę zadebiutować na NewConnect w roku 2018.

Bitcoin w kolejnym dołku

Bitcoin sięga kolejnego dna. W poniedziałek rano kosztuje poniżej 8,1 tys. USD. Oznacza to spadek w ciągu ostatniej doby o 1,2 tys. USD, czyli o 13%. Od początku roku najpopularniejsza kryptowaluta straciła aż 40% wartości, a od połowy grudnia, kiedy kosztowała niemal 20 tys. USD – ok. 60%. To najmniej od 24 listopada 2017 r. Tymczasem w Polsce w rynek wirtualnych walut uderza Komisja Nadzoru Finansowego. Urząd analizuje ewentualne złożenie wniosku do prokuratury o podejrzenie popełnienia przestępstwa przez giełdy specjalizujące się w kryptowalutach w związku z prowadzeniem działalności w zakresie świadczenia usług płatniczych bez zezwolenia nadzoru finansowego.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,01%) i brytyjskiego funta (+0,08%), a traci do dolara kanadyjskiego (-0,07%), dolara australijskiego (-0,03%)  oraz japońskiego jena (-0,08%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,246, GBP/USD – 1,411, USD/CAD – 1,241, AUD/USD – 0,793 i USD/JPY – 110. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,1%) i kurs EUR/JPY wynosi 137, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,883. W porównaniu z sytuacją sprzed weekendu złotówka zyskuje do funta, a traci do innych walut światowych. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,34 zł, euro – ponad 4,16 zł, funt – poniżej 4,72 zł, a frank szwajcarski –3,59 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,63%, frankfurcki indeks DAX – 1,68%, a paryski indeks CAC 40 – 1,64%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się aż o 2,12%, meksykański indeks Bolsa – o 0,39%, a brazylijski Bovespa – o 1,7%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł aż 3,4%, indeks Shanghai Composite podniósł się o 0,73%, a hongkoński indeks Hang Seng stracił 0,93%.

Ropa i złoto

Ceny ropy naftowej idą w dół. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 68,58 USD (-1,56%), a ropy WTI – 65,45 USD (-0,53%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 75 USD. Także złoto notuje spadki. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1332 USD. To 16 USD mniej (-1,19%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 2:45 – Chiny – Indeks PMI dla usług, styczeń – 54,7 pkt. (prognoza 54 pkt.)
  • 5:34 – Japonia – Wystąpienie szefa Banku Japonii
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla usług, styczeń (prognoza 57,6 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Indeks PMI dla usług, styczeń (prognoza 54,3 pkt.)
  • 10:30 – Strefa euro – Indeks Sentix, luty (prognoza 33 pkt.)
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla usług, styczeń (prognoza 53,3 pkt.)
  • 16:00 – USA – Raport ISM dla usług, styczeń
  • 17:00 – Strefa euro – Wystąpienie szefa EBC

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Ubiegły tydzień przerwał słabą passę amerykańskiej waluty

Po tygodniach spadków, amerykańska waluta ostatecznie zakończyła tydzień na plusie – zyskując po publikacji raportu z amerykańskiego rynku pracy, który pokazał imponujący i niespodziewany wzrost dynamiki płac w gospodarce USA

Ubiegły tydzień przerwał ostatnie, kilkutygodniowe spadki na dolarze amerykańskim. Walucie pomógł raport z amerykańskiego rynku pracy, który sugeruje, że poprawiająca się sytuacja w gospodarce przekłada się na wyższą dynamikę płac – jest to pozytywna informacja dla Rezerwy Federalnej. Zmiana wyceny stóp procentowych w USA wpłynęła na aktywa globalne. Rosnące rentowności amerykańskich papierów dłużnych i raport z rynku pracy ustabilizowały amerykańską walutę w relacji do walut europejskich i umocniły dolara w parze z większością pozostałych walut. W ubiegłym tygodniu walutą, która wyraźnie cierpiała z powodu wyprzedaży był jen japoński. Parze USD/JPY na wzrost – oprócz siły dolara – pozwoliły informacje ze strony Banku Japonii, który potwierdził swoje stanowisko w kwestii utrzymania ultra-luźnej polityki monetarnej poprzez wzrost skupu obligacji o krótkim terminie.

Miniony tydzień nie był zbyt dobry dla walut rynków wschodzących, którym nie sprzyjał wzrost rentowności amerykańskich papierów dłużnych oraz nowa fala awersja do ryzyka, która przelała się przez rynki akcji po okresie ostatnich, nadzwyczajnych zwyżek.

Wydarzeniem tygodnia będzie czwartkowe spotkanie Banku Anglii. Publikacja indeksów aktywności biznesu w poniedziałek powinna jedynie potwierdzić solidne perspektywy dla wzrostu. Bieżący tydzień nie przyniesie zbyt wielu istotnych informacji gospodarczych z USA, dlatego uwaga inwestorów ponownie powinna skupić się na polityce, a zwłaszcza kwestii kolejnego głosowania nad prowizorium podatkowym zapewniającym finansowanie rządu w krótkim terminie (pieniądze ponownie skończą się w piątek).

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł lekkie osłabienie polskiej waluty, która traciła z uwagi m.in. na umocnienie głównych walut i wspomniany, lekki odwrót inwestorów od ryzyka przekładający się na spadki na walutach rynków wschodzących, takich jak PLN.

Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane z Polski były dobre. W pierwszej kolejności warto wspomnieć o odczycie dynamiki wzrostu gospodarczego w 2017 r., który pokazał, że dynamika PKB w roku ubiegłym osiągnęła poziom 4,6% i była nieco wyższa niż oczekiwał konsensus ekonomistów (4,5%). Jednocześnie, nowe dane sugerują, że wzrost gospodarczy w ubiegłym roku był nie tylko wyraźnie wyższy od tego notowanego w 2016 r. (2,9%), ale również bardziej zbalansowany – nie oparty wyłącznie na konsumpcji, czego obawialiśmy się, zwłaszcza w pierwszych kwartałach roku. Nowe dane sugerują wyraźne odbicie inwestycji w czwartym kwartale i przyspieszenie dynamiki PKB pod koniec roku do ponad 5% rocznie.

Kolejne dane PMI, opisujące aktywność w sektorze przemysłu w Polsce pozornie mogły rozczarować, indeks bowiem zanotował spadek z notowanych w grudniu 55 do 54,6 w styczniu. Aktywność w sektorze nadal jest jednak imponująca i utrzymuje się w okolicy wielomiesięcznego maksimum. Cieszyć może również wzrost zatrudnienia.

Bieżący tydzień nie przyniesie równie istotnych danych gospodarczych z kraju nad Wisłą. W środę czeka nas natomiast spotkanie Rady Polityki Pieniężnej, która powinna utrzymać parametry polityki monetarnej niezmienione. Od samej decyzji RPP po raz kolejny bardziej istotna będzie konferencja Banku, która pozwoli na poznanie bieżących oczekiwań prezesa Adama Glapińskiego oraz dwóch towarzyszących mu członków Rady.

GBP

W kwestii danych makro z Wielkiej Brytanii ubiegły tydzień był dość mieszany. Słabsze indeksy aktywności biznesu w Zjednoczonym Królestwie ponawiają obawy o rosnącą różnicę aktywności gospodarczej strefy euro i Wielkiej Brytanii. Rynki obecnie zdają się skupiać na braku negatywnych informacji dotyczących negocjacji ws. Brexitu oraz perspektywach podwyżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii przed końcem roku. Funt brytyjski nie był poddany zbyt dużym wahaniom ze względu na dane i zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji do złotego.

Czwartkowe spotkanie Banku Anglii nie powinno przynieść istotnych zmian parametrów polityki monetarnej, inwestorzy będą jednak przyglądać się publikacji Raportu Inflacyjnego i szukać wskazówek dotyczących dokładnego umiejscowienia w czasie kolejnej podwyżki krótkoterminowych stóp procentowych w Wielkiej Brytanii.

EUR

Ubiegły tydzień przyniósł potwierdzenie wszystkich ostatnich sygnałów z gospodarki. Indeksy aktywności gospodarczej oraz dane PKB potwierdziły wzrost aktywności w gospodarkach strefy euro, nadal nie widać jednak przełożenia siły gospodarek na utrzymującą się presję cenową. Styczniowe dane o inflacji potwierdziły, że nie mamy póki co do czynienia z istotnymi zmianami na tym froncie. Inflacja zachowała się zgodnie z założeniami konsensusu i nie była w stanie wzbić się ponad oczekiwania ze względu na słabość dynamiki cen w Niemczech.

Brak istotnych informacji ze strefy euro w tym tygodniu sprawia, że wspólna waluta powinna reagować na informacje z innych stron świata. Zwiększająca się różnica stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i strefie euro oraz wzrost długich pozycji na EUR sprawiają, że w naszej opinii wspólna waluta powinna być bardziej podatna na spadki.

USD

Dobre dane z ostatniego tygodnia ostatecznie wzmocniły amerykańską walutę. Kluczowe informacje to bez wątpienia wyjątkowo pozytywny raport z amerykańskiego rynku pracy, opublikowany w styczniu. Oprócz bardzo wysokiego poziomu kreacji miejsc pracy i niskiego bezrobocia w końcu mamy do czynienia z istotnym wzrostem płac. Dynamika zarobków w styczniu wzrosła do poziomu 2,9% rocznie i była wyraźnie wyższa od inflacji.

Bieżący tydzień nie będzie zbyt obfity w informacje z USA. Jesteśmy zdania, że wzrost rentowności papierów dłużnych będzie trwał, wraz ze wzrostem szacunków dotyczących podwyżek stóp procentowych w 2018 r. (obecnie spodziewamy się czterech podwyżek o 25 punktów bazowych). Powinno to umocnić dolara amerykańskiego w relacji do pozostałych walut.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Rynek finansowania dłużnego w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce

Mira Kantor-Pikus, Partner, Dyrektor ds. Doradztwa kapitałowego, dłużego i finansowa strukturyzowanego w dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield w Polsce
Mira Kantor-Pikus, Partner, Dyrektor ds. Doradztwa kapitałowego, dłużego i finansowa strukturyzowanego w dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield w Polsce

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała swoją opinię dotyczącą rynku finansowania dłużnego w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce*.

Transakcje nieruchomościowe w roku 2017 osiągnęły rekordową kwotę EUR 4.8 mrd, ze zwyżką ok. 5% w stosunku do poprzedniego roku. Finansowanie bankowe związane z nabywanymi nieruchomościami utrzymywało się na niezmiennym poziomie osiągając średnio ok. 60% wartości nabywanych nieruchomości.

  • Wzrost dynamiki udzielanych kredytów bankowych dzięki niskim kosztom pieniądza i dobrym wynikom gospodarczym, jednak widoczne zróżnicowanie podejście do udzielania finansowania w zależności od klasy aktywa i reputacji inwestora
  • Budownictwo chętnie finansowane przez banki, jednocześnie wzrost zainteresowania projektami hotelowymi i inwestycjami alternatywnymi, w tym mieszkaniami na wynajem, prywatnymi domami studenckimi czy domami opieki
  • Przewidywany powolny wzrost stóp procentowych dla kredytów w dłuższej perspektywie może mieć wpływ na nieznaczne ograniczenie popytu kredytowego na polskim rynku
  • Nowelizacja ustawy o podatku dochodowym CIT może wpłynąć na sytuację kredytową w Polsce w 2018 roku
  • Usługi doradztwa dłużnego, zarządzanie długiem oraz wsparcie przy restrukturyzacji finansowania zaczynają być coraz bardziej popularne wśród inwestorów w Polsce, aczkolwiek w odróżnieniu od np. Wielkiej Brytanii i USA ciągle jest to bardzo mały procent wszystkich transakcji finansowania

W jakim kierunku zmierza reklama cyfrowa?

Jak wynika z badań, w 2017 roku, po raz pierwszy wydatki na reklamę cyfrową były większe niż na reklamę telewizyjną. Pokazuje to jej siłę i znaczenie na rynku. W jakim kierunku zmierza i które jej obszary rozwiną się najbardziej? Na te pytania odpowiada Mariusz Maksymiuk – CEO sieci reklamowej Adexon.

Wielokanałowość

W czasach, w których klienci mogą dokonać zakupów zarówno za pomocą stron internetowych, platform społecznościowych, aplikacji i w wielu innych miejscach, reklama na tych kanałach jest rzeczą konieczną. Z uwagi na fakt stale rosnących możliwości, jakie oferuje technologia, reklama cyfrowa zmienia się w bardzo szybkim tempie. Obecnie, jeden lub dwa kanały nie wystarczą, aby osiągnąć zamierzone cele sprzedażowe. Chcąc uzyskać lepsze rezultaty, należy przekazywać konsumentowi ofertę za pośrednictwem wielu platform, wykorzystując możliwości jakie daje omnichannel.

Czym zatem jest omnichannel? To podejście do sprzedaży i obsługi klienta, które tworzy spójne i zintegrowane doświadczenie, niezależne od tego, gdzie odbiorca po nie sięga. Klient może robić zakupy online na komputerze stacjonarnym, urządzeniu mobilnym, poprzez media społecznościowe, czy telefonicznie. Chodzi o udostępnienie mu możliwości zakupu, czy kontaktu w wielu miejscach. Podejmując decyzję o tym, z jakich kanałów powinna korzystać firma, aby zwiększyć sprzedaż, niezbędna jest znajomość klientów i tego, z jakich kanałów korzystają. Dzięki tym informacjom w łatwiejszy sposób można dotrzeć z przekazem do grupy docelowej.

Większość firm działa na kilku kanałach – posiadają strony internetowe, blogi, profile w mediach społecznościowych, wysyłają mailingi, prowadzą szerokie działania reklamowe. Najważniejsze, aby wszystkie te platformy działały na zasadzie synergii. Głównym założeniem wielokanałowości jest spójność przesyłania komunikatów i głęboka integracja wszystkich platform.

Blockchain

Ta nowa technologia będzie miała niewątpliwy wpływ na reklamę cyfrową w 2018. Jej celem jest zmniejszenie, a dalej całkowite wyeliminowanie oszustw reklamowych. Blockchain zwiększa także przejrzystość wydatków, i tym samym umożliwia wnikliwą analizę budżetu z podziałem na konkretne wydatki. Zdania na temat tego rozwiązania są podzielone. Jedni twierdzą, że zwiększy to szanse na dotarcie do docelowego użytkownika, we właściwym czasie, w jeszcze bardziej efektywny sposób. Druga strona zaś uważa, że technologia ta nie przyniesie żadnych pozytywnych skutków dla branży. Jak będzie? To pokażą najbliższe miesiące.

RODO

Wielkimi krokami zbliża się czas wprowadzenia ustawy o ochronie danych osobowych. Ma ona zmienić sposób, w jaki firmy będą mogły zbierać i przetwarzać informacje o konsumentach. Po wdrożeniu RODO, wymagana będzie większa przejrzystość w uzyskiwaniu zgody klientów na wykorzystywanie ich personaliów. Konsumenci będą mogli również usunąć z dowolnej bazy danych, zgromadzone o nich informacje. Oznacza to ogromne zmiany dla funkcjonowania całej branży, w szczególności jeśli chodzi o pozyskiwanie informacji na temat swoich klientów.

Świat reklamy cyfrowej czeka sporo przekształceń i nowych wyzwań. Zapewne będziemy świadkami zarówno wielu sukcesów, jak i nieudanych prób nowych zmian. Niemniej jednak, poziom i miejsce, w jakim znajduje się obecnie reklama cyfrowa, pokazują jak bardzo rozwinęła się ona w ciągu ostatnich lat. Nic nie wskazuje na to, aby miał być to koniec jej rozwoju – wręcz przeciwnie.

Autor: Mariusz Maksymiuk, prezes spółki mediowej Adexon. Funkcję tę pełni od marca 2016 roku. Posiada ponad dziewięcioletnie doświadczenie w branży mediów, marketingu i reklamy. Jako CEO Adexon kieruje rozwojem agencji i zajmuje się, mi.in. poszerzaniem grona klientów.

Arcona Property Fund z rekordowym wynikiem w 2017 r.

Fundusz Arcona Property zakończył 2017 rok ze wzrostem wyceny portfolio o 3,7% w porównaniu do roku ubiegłego. Szacowana wartość czterech nieruchomości Funduszu w Czechach wzrosła o 5,7%, zaś ośmiu nieruchomości na Słowacji o 2,8%. Wartość polskiego portfela z dwunastoma aktywami pozostała stabilna.

Uwzględniając bardzo dobre wyniki operacyjne, wyniki transakcyjne i aktualizację wycen, wartość aktywów netto za udział Funduszu wzrosła z 11,69 euro do 13,35 euro w okresie dwunastu miesięcy, do 31 grudnia 2017 r., co stanowi wzrost o 16%. Cena rynkowa za udział na Euronext Amsterdam wzrosła z 5,40 euro do 7,40 euro przez dwanaście miesięcy, do 31 grudnia 2017 r., czyli o 37%. Ponadto, tymczasowa zaliczka na poczet dywidendy w wysokości 0,10 euro na udział została wypłacona w sierpniu 2017 r.

W 2017 r. zakupiono cztery aktywa w Polsce i sprzedano dwa małe biurowce w Pradze i Koszycach. Portfel Funduszu powiększył się z 75,02 mln euro do 89,68 mln euro, co skutkuje wzrostem o prawie 20%.

„Był to kolejny mocny rok dla Arcona Property Fund, którego pozytywne wyniki odzwierciedlają rosnący popyt, rosnące czynsze i brak nowej podaży na rynkach nieruchomości w Europie Środkowej. Naszym celem będzie kontynuacja programu akwizycyjnego, mającego na celu podniesienie całkowitej wartości aktywów Funduszu Arcona Property do 500 mln euro dzięki pozyskaniu 20-30 aktywów w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat” – podsumowuje Guy Barker, Dyrektor Zarządzający Arcona Capital.

TOP 5 trendów technologicznych w sektorze ubezpieczeniowym na 2018 rok

Robotyzacja oraz Internet Rzeczy – to najważniejsze technologiczne trendy, które w tym roku mają szansę zrewolucjonizować branżę ubezpieczeniową, wynika z analizy przygotowanej przez firmę TogetherData. Rynek zdominują także rozwiązania telematyczne oraz inteligentne systemy OCR.  

  1. Trend: robotyzacja obsługi klienta i procesu sprzedaży

Boty i systemy oparte na sztucznej inteligencji to w branży ubezpieczeniowej trend podyktowany wymogami stawianymi przez klientów. Z badania firmy AXA wynika, iż 34 proc. klientów w wieku 20-30 lat, preferuje internetowy kontakt ze swoim ubezpieczycielem. Jak pokazuje analiza rynku, towarzystwa ubezpieczeniowe szybko podążają za tym trendem. Firma One, jeden z największych międzynarodowych ubezpieczycieli udostępnia klientom możliwość zgłoszenia roszczenia przez aplikację. Na polskim rynku jego śladami podąża Warta, której klienci mogą zgłosić szkodę przez jeden z najpopularniejszych na rynku komunikatorów – Facebook Messenger. Jeszcze dalej poszła amerykańska firma Progressive Insurance, która udostępniła na Messengerze, chatbota pomagającego w oszacowaniu wyceny ubezpieczenia.

Biorąc pod uwagę to, że robo-konsultanci powoli są wykorzystywani również do obsługi roszczeń, prawdopodobnie przemysł ubezpieczeniowy będzie zmieniał się na naszych oczach. Odarty z warstwy tajemniczości i “technologicznego” profesjonalizmu, stanie się przede wszystkim najlepszym przyjacielem klienta – mówi Michał Grams, prezes firmy TogetherData. A to nie koniec wykorzystania robotów w ubezpieczeniach. Innowacje związane z Robotic Process Automation nie tylko ułatwią obsługę klienta, ale i uporządkują wewnętrzne struktury czy bazy danych. Informacje przechowywane w jeziorach danych przestaną się gubić.

  1. Trend: Internet rzeczy

Według raportu firmy analitycznej Parks Associates, 77% ubezpieczonych właścicieli tzw. domów inteligentnych byłoby zainteresowanych rozwiązaniami, dzięki którym firma ubezpieczeniowa mogłaby analizować dane. Celem ma być obniżenie składek ubezpieczeniowych. W ten sposób ubezpieczalnia może też zwrócić uwagę klienta na to, gdzie tkwią największe ryzyka i co warto jeszcze ubezpieczyć. Trendy wyznacza także brytyjska firma Trov, która oferuje możliwość zabezpieczenia gitary, laptopa czy nawet ulubionego kwiatka. Wszystko w parę sekund za pośrednictwem telefonu, gdzie klient wybierze, na jak długo ma obowiązywać ubezpieczenie i co dokładnie ma obejmować.

  1. Trend: telematyka

W Wielkiej Brytanii podczas wykupywania ubezpieczenia samochodowego, chętni mogą zgodzić się na to, aby ubezpieczyciel zamontował w ich samochodzie czarną skrzynkę. Jej celem jest badanie stylu jazdy kierowcy i kontrola prędkości. W zamian kierowca może płacić zdecydowanie niższą składkę, o ile nie będzie szarżował na drodze. Cotygodniowy SMS od firmy ubezpieczeniowej poinformuje go, na co powinien zwracać uwagę. Jednak nie tylko brytyjscy kierowcy stykają się ze spersonalizowanymi składkami ubezpieczeniowymi. W 2017 roku Link4 zaproponowało polskim klientom udział w specjalnym programie, który ma promować bezpieczną jazdę, a przy okazji pozwala zapłacić mniej za polisę. Dzięki odpowiedniemu stylowi jazdy, kierowcy mogą odzyskać do 30 proc. składki – najlepszy kierowca zaoszczędził dzięki temu ponad 800 złotych. Jeszcze innym podejściem charakteryzuje się amerykański startup Metromile, oferujący składki wyliczane wyłącznie na podstawie liczby przejechanych kilometrów.

Z naszej analizy wynika, iż ubezpieczenia połączone z telematyką tzw. Usage Based Insurance staną się w ciągu najbliższych dwóch lat standardem, który będzie oferowała większość ubezpieczycieli na polskim rynku – mówi Michał Grams, prezes firmy TogetherData. Rosnące z roku na rok składki OC, paradoksalnie zwiększają opłacalność instalacji urządzeń telematycznych. Udowodnienie bezpiecznego stylu jazdy w mieście charakteryzującym się wysoką wypadkowością może danemu kierowcy przynieść wymierne korzyści w postaci dużo niższych, indywidualnie dobranych składek.

  1. Trend: Inteligentne systemy OCR

Analiza przeprowadzona przez TogetherData wykazała silne zainteresowanie ze strony towarzystw ubezpieczeniowych inteligentnymi systemami OCR. Istotą takiego systemu jest błyskawiczna analiza setek tysięcy stron papierowych dokumentów. Weryfikacja ich prawidłowości, a następnie archiwizacja. Tego typu program z łatwością odczyta dane z każdego rodzaju dokumentu, np. skanu polisy, dowodu osobistego, umowy kredytowej, korespondencji urzędowej, czy odręcznej notatki. Samouczące się algorytmy zastosowane w narzędziu pozwalają odczytywać niestandardowe informacje np. sygnatury komornicze czy numery ksiąg wieczystych, a nawet dane z okrągłej pieczątki czy tekstu pisanego ręcznie.

Wyobraźmy sobie, że skoro można porównywać dane z wewnętrznymi informacjami, to potencjalnie można je przyrównywać również do tych dostępnych w KRD czy BIK-u, a także innych baz. W dalszej perspektywie to bardzo obiecująca technologia, która może pomóc w weryfikacji roszczeń czy wyliczaniu prawidłowej składki ubezpieczenia – mówi Michał Grams.

  1. Ubezpieczyciel ułatwi życie

Analiza przeprowadzona przez TogetherData dowodzi, iż towarzystwa ubezpieczeniowe chcą wywołać wśród klientów skojarzenia z markami ułatwiającymi życie. Większość klientów uznaje wciąż ubezpieczenie za przykry obowiązek – wykupują je i zapominają o nim, dopóki coś się nie wydarzy. Jednak w epoce mobile to przestarzałe podejście i przemysł ubezpieczeniowy zdaje sobie z tego sprawę.

Rosnące oczekiwania na marcową podwyżkę stóp przez Fed osłabiają kurs złotego

Zanim dojdzie do odreagowania, polskie obligacje w krótkiej perspektywie mogą się jeszcze przecenić. Dane z amerykańskiego rynku pracy wspierają marcową podwyżkę stóp przez Fed, swym wydźwiękiem osłabiając złotego. Kurs EURPLN wzrósł już do 4,17. W tym tygodniu w centrum uwagi posiedzenie RPP, a jej gołębi wydźwięk nie będzie wsparciem dla PLN.

Rynek stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej w ostatnim tygodniu doszło do gwałtownej przeceny niemieckich i amerykańskich obligacji skarbowych. W obu przypadkach rentowności pokonały ważne poziomy psychologiczne (w sektorze 10 lat odpowiednio 0,7% i 2,65%) otwierając tym samym drogę do dalszych wzrostów.

Patrząc z tej perspektywy, polskie papiery skarbowe zachowywały się bardziej stabilnie. W przypadku krótkoterminowych obligacji z pewnością pozytywny wpływ miały wypowiedzi członków RPP, którzy w ostatnich dniach wyraźnie zwracali uwagę na aprecjację złotego jako argument za bardziej umiarkowaną polityką monetarną. Średnioterminowy pozytywny wpływ na rynek długu miała też perspektywa ograniczenia podaży papierów skarbowych na rynku pierwotnym w kolejnych kwartałach i niższe ryzyko kredytowe Polski.

W najbliższych dniach wpływ czynników krajowych na rynek stopy procentowej pozostanie drugorzędny. Niemniej, środowe posiedzenie RPP będzie wzmacniać krótki koniec krzywej, tym samym ograniczając dodatnią korelację z rynkami bazowymi. Spodziewać się można, że prezes NBP A. Glapiński podkreślać będzie po raz kolejny intencję utrzymania stóp procentowych bez zmian przynajmniej do końca 2018 r., lub nawet dłużej. Dla porównania w tej chwili kontrakty FRA wyceniają podwyżkę stóp o 25 pb. na przełomie 2018 i 2019 r. Za „gołębim” komentarzem NBP przemawia m.in. aprecjacja złotego, do jakiej doszło od ostatniego posiedzenia Rady, prawdopodobny silniejszy od oczekiwań krótkoterminowy spadek inflacji w I kw. 2018 r., jak również brak globalnej presji inflacyjnej.

Z kolei na dłuższym końcu krzywej, w kierunku lekkiego wzrostu rentowności obligacji (tym samym stromienia krzywej), oddziaływać może czwartkowa aukcja obligacji. Ministerstwo Finansów zamierza zaoferować papiery OK0720, WZ1122, PS0123, WS0428 i WZ0528 o łącznej wartości 3-6 mld PLN. MF prawdopodobnie będzie preferować papiery o dłuższych terminach wykupu, stąd zapewne widać będzie lekką presję na wzrost ich rentowności. Tym bardziej jest to prawdopodobne w świetle pogarszających się nastrojów na rynku globalnym jak i w sytuacji, gdy w lutym nieplanowane są wykupy papierów ani wypłaty odsetek.

Z kolei na świecie, patrząc na skalę przeceny obligacji można odnieść wrażenie, że zbliżamy się do momentu przereagowania. Niemniej, przy tak złych nastrojach na rynku w najbliższych dniach bardziej prawdopodobna wydaje się kontynuacja dotychczasowych negatywnych trendów. Nie można wykluczyć, że w przypadku 10-letnich US Treasuries dochodowość wzrośnie w okolice nawet 3%, natomiast w przypadku Bundów zbliży się w okolice 1%. Taki ruch wspierać mogą mocne dane makroekonomiczne w strefie euro i w USA, a także rosnąca wiara inwestorów w podwyżki stóp przez Fed i wyjście z ultraluźnej polityki pieniężnej przez EBC. Biorąc jednak pod uwagę obserwowane trendy makroekonomiczne trudno oczekiwać, aby tak wysokie dochodowości mogły utrzymać się na dłużej. Dlatego po krótkoterminowej przecenie spodziewać się można silnego odreagowania. Rynek stopy procentowej
Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Miniony tydzień przyniósł osłabienie złotego, z weekendowym testem okolice 4,17 na EURPLN. W piątek uwaga rynków koncentrowała się na danych nt. amerykańskiego rynku pracy. Po bardzo mocnym raporcie ADP (dot. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym amerykańskiej gospodarki) inwestorzy liczyli na równie pozytywny wydźwięk raportu rządowego.

Dane nie zawiodły. Wyniki dla NFP (200 tys.) i średnich godzinowych zarobków (2,9% r/r) nie tylko przerosły oczekiwania ekonomistów, ale też w obydwu przypadkach w górę zrewidowano dane za poprzedni miesiąc. Stopa bezrobocia utrzymała się zaś na grudniowym 4,1% poziomie. Dane wspierają Fed, aby ten po raz pierwszy w tym roku podniósł w marcu koszt pieniądza, szczególnie, że presja płacowa zaczyna się odbudowywać.

Generalnie w całym ub. tygodniu waluta nasza pozostawała głównie pod wpływem czynników globalnych (w tym wyraźnie jastrzębiego wydźwięku posiedzenia Fed), pomimo że do inwestorów docierały informacje potwierdzające utrzymujące się w polskiej gospodarce pozytywne tendencje. Nie jest jednak wykluczone, że to dzięki tym pozytywnym wynikom krajowym przecena złotego nie była aż tak mocna.

Styczniowe posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej rozbudziło oczekiwania na marcową podwyżkę stóp w USA. W opublikowanym komunikacie wskazano m.in. na dalszą poprawę oceny sytuacji gospodarczej (jako solidne ocenione zostało zarówno tempo wzrostu konsumpcji jak i inwestycji) oraz wyraźnie wskazano, że oczekuje się wzrostu inflacji w bieżącym roku. Tym samym usunięta została fraza mówiąca o inflacji poniżej 2,0% celu Fed. Ponadto, zgodnie z coroczną rotacją w składzie FOMC prawo głosu stracili dwaj gołębi członkowie komitetu na rzecz dwóch jastrzębi, co dodatkowo umacniało rynek w przekonaniu, co do pozostania Fed przy objętej ścieżce zacieśniania polityki monetarnej w USA w 2018 roku. W rezultacie, w reakcji na styczniowe posiedzenie Fed rynkowe prawdopodobieństwo podwyżki stóp w USA podczas marcowego posiedzenia – określane modelem Fed Watch – chwilowo wzrosło do blisko 100%.

W ostatnich dniach na korzyść naszej waluty przemawiały zaś dane o PKB za 2017 (wg wstępnego szacunku GUS z dynamiką wzrostu na poziomie 4,6% r/r wobec 4,5% szacowanych przez rynek i 2,9% zanotowanych rok wcześniej) oraz styczniowy wskaźnik PMI polskiego przemysłu, na poziomie 54,6. Analizując składowe indeksu aktywności nastroje wyraźnie poprawiał wskaźnik nowych zamówień, który w styczniu wzrósł do najwyższego poziomu od początku 2015 r. Dodatkowo nastąpił zauważalny wzrost wskaźnika cen produkcji PMI (komponent wzrósł do najwyższego poziomu od lutego 2011 r.), co może wskazywać, że ostatni wzrost kosztów pracy zaczyna oddziaływać na ceny producentów.

W najbliższych dniach zloty nadal pozostawać powinien pod presją podaży. W tym tygodniu posiedzenie decyzyjne zaplanowane ma RPP, po której trudno jest oczekiwać innych akcentów niż gołębich. W opublikowanym w ostatnią środę protokole ze styczniowego jej posiedzenia dało się bowiem zauważyć nadal bardzo łagodną jej postawę. Rada nie tylko patrzy na inflację, której presji wciąż nie widać pomimo, że rynek pracy nabiera wyraźnej dynamiki, ale też na złotego i otoczenie zewnętrzne. W opublikowanym protokole zwrócono bowiem uwagę na konieczność uwzględnienia prawdopodobnie nadal ujemnego poziomu stóp w strefie euro w 2018 roku, co dodatkowo będzie przemawiać za utrzymaniem na niezmienionym poziomie obecnego poziomu kosztu pieniądza w NBP w kolejnych kwartałach. EBC nie zamierza w najbliższym czasie podnosić stóp, co więcej prezes M. Draghi twierdził wręcz, że prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w tym roku jest niskie. Ewentualne zmiany w polityce monetarnej wymagają bowiem wyższej inflacji, która na razie nie rośnie i dlatego nie ma nawet podstaw, aby w ramach władz banku centralnego strefy euro rozpocząć dyskusję o zmianie przekazu forward guidance. Z kolei złoty, który w ostatnich dniach nieco osłabił się, generalnie wciąż pozostaje mocny, co nie pomaga polskim eksporterom i polskiej gospodarce. Rada (w ocenie E. Łona i J. Żyńskiego) preferowałaby słabszą walutę, stąd jej obecne poziomy przemawiają za utrzymywaniem luźniejszej polityki monetarnej.pobraneAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Ronson zamierza przenieść swoją siedzibę do Polski

Ronson Europe N.V. planuje przenieść swoją siedzibę z Holandii do Polski. Krok ten zwiększy efektywność funkcjonowania grupy oraz przyniesie wymierne korzyści Spółce i jej akcjonariuszom.

– Cała działalność operacyjna Ronson Development koncentruje się na rynku polskim – to tu realizujemy wszystkie nasze inwestycje, a akcje naszej spółki notowane są na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Przeniesienie siedziby do Polski to zatem naturalny krok, który zwiększy efektywność funkcjonowania wszystkich podmiotów grupy kapitałowej i zwiększy transparentność względem inwestorów. Dla naszych akcjonariuszy z Polski oznacza to m.in. łatwiejszy bezpośredni udział w walnych zgromadzeniach – powiedział Nir Netzer, prezes Ronson Europe.

– Planowane przeniesienie siedziby z Holandii do Polski przyniesie również wymierne korzyści Spółce i jej akcjonariuszom, gdyż pozwoli znacząco ograniczyć koszty administracyjne i operacyjne – wskazał Rami Geris, członek zarządu i dyrektor finansowy Spółki.

W pierwszym kroku, intencją zarządu jest przekształcenie formy prawnej Ronson Europe ze spółki prawa holenderskiego w spółkę europejską (SE), a następnie przeniesienie jej siedziby do Polski. W obu przypadkach konieczne będzie uzyskanie zgody akcjonariuszy. W związku z tym zarząd wkrótce zwoła walne zgromadzenie w celu podjęcia uchwały o przekształceniu. Przeniesienie siedziby do Polski wymagać będzie podjęcia dodatkowej uchwały podczas kolejnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy. Zarząd przewiduje, że proces ten zostanie sfinalizowany do września 2018 r.

Nie każdy szef jest liderem

Dlaczego niektórzy menedżerowie nie są uznawani przez podwładnych za liderów? Zapewne ich zachowania nie są odbierane jako przywódcze (ang. Acts of Leadership). Lider nadaje sens działaniom, kultywuje wartości ważne dla zespołu, ustanawia cele i strukturę, dzięki którym ludzie wiedzą, jak mają pracować – wyjaśnia dr Włodzimierz Świątek, ekspert i wykładowca na kierunku Zarządzanie i Przywództwo na Uniwersytecie SWPS.

Profesor Michael D. Watkins, ekspert od przywództwa z International Institute for Management Development (IMD), twierdzi, że w praktyce działania biznesowego, osoba na stanowisku kierowniczym porusza się między dwoma biegunami: byciem menedżerem i byciem liderem. Każdy sam musi zdecydować, w którym miejscu tego kontinuum powinien w się znaleźć.

Postawy menedżerów

Obserwując menedżerów i konsekwencje ich zachowania, można dostrzec wiele przykładów liderów uznawanych za wybitnych, którzy w rzeczywistości nadużywali swojej władzy. Steve Jobs, współzałożyciel Apple, jak wiadomo z opinii jego współpracowników, bywał niemalże „tyranem”, niszczył i poniżał ludzi. Oznacza to, że wiele jego działań nie posiadało cech Aktów Przywódczych. Menedżerowie, którzy nieustająco silnie podkreślają swoją wysoką pozycję, w rezultacie prowadzą do tego, że zespół powstrzymuje się przed podejmowaniem inicjatyw. Inne osoby na stanowiskach kierowniczych mogą mieć problem z delegowaniem zadań i często wyręczają swoich podwładnych w wykonywaniu pracy. W efekcie osoby te są przeciążone pracą i zwyczajnie niezadowolone z siebie, bo nie potrafią zaangażować swoich ludzi do wykonywania zadań. Nagromadzoną złość i agresję szefowie mogą skierować także wobec członków zespołu, co może spowodować poważny kryzys utrudniający efektywną pracę.

Znakomitą okazją do obserwacji i analizy zachowania lidera jest transformacja organizacji. Byłem świadkiem przemiany liderki dużego, strategicznego dla firmy zespołu, która w trakcie radykalnych i trudnych przekształceń w organizacji, nie tylko potrafiła pokierować zespołem w tym procesie, ale także zaangażowała się w pozyskiwanie wielu innych zwolenników zmiany. Jako lider wyróżniała się spośród pozostałych kierowników tym, że w niestabilnej sytuacji potrafiła dostrzec nowe możliwości dla organizacji, wytyczała kierunki działań oraz motywowała ludzi i pomagała im zmniejszać opór wobec zmian. Finalnie umocniła swój autorytet i została zaakceptowana przez swoich podwładnych jako liderka, bo jej działania były uznane za autentyczne Akty Przywódcze.

Znaczenie i rola Aktów Przywódczych

Profesor Richard Little zauważa, że dane zachowanie może być uznane za Akt Przywódczy wtedy, gdy odwołuje się do trzech kluczowych elementów: znaczenia (nadawania sensu działaniom, ustanawianiu celów strategicznych – aby ludzie wiedzieli: co mają robić), wartości (jednoczenia ludzi wokół wartości, tworzenia wartości ważnych dla zespołu – aby ludzie wiedzieli: dlaczego mają coś robić), struktury (określania ról, zadań, zasobów, metod pracy, miejsca, tempa pracy – aby ludzie wiedzieli: jak mają pracować). Te trzy elementy są w istocie kryteriami pozwalającymi zweryfikować i rozstrzygnąć, czy dane działanie będzie uznane za Akt Przywódczy.

Akty Przywódcze sprawiają, że proces pracy zespołowej nad projektem postępuje, a wyznaczone cele są osiągane w założonym czasie. Po drugie, w pracy lidera i jego zespołu, położony jest silny akcent na ich efektywne działanie. Jednocześnie lider musi mieć świadomość, że jego postawa i praca są na bieżąco oceniane przez jego podwładnych i to oni decydują o tym, czy uznają jego zachowania za przywódcze, czy nie.

Pracownicy nie odchodzą od firmy, lecz od szefa

Nie wszystkim liderom odpowiada podejście do przywództwa, w którym członkowie zespołu decydują o tym, czy dane zachowanie jest uprawnione bądź nie i czy można uznać je za Akt Przywódczy. Najtrudniejszym dla szefa jest, gdy zespół nie akceptuje go jako lidera. Nadmiernie rozbudowane ego nie pozwala mu przyjąć postawy pokory wobec samego siebie i może stać się poważną przeszkodą w byciu skutecznym przywódcą. Podczas jednej z grupowych sesji informacji zwrotnej pewien lider usłyszał od swojego podwładnego przekaz: „Odnoszę wrażenie, że nadużywasz wobec nas swojej władzy i traktujesz nas instrumentalnie. Czy jesteś tego świadomy?”. Zaskoczony tym stwierdzeniem lider natychmiast odpowiedział: „Ale jak to? Przecież ja tylko wykonuję to, co do mnie należy. Muszę być wymagający i ostry, bo w przeciwnym razie nie wykonamy na czas żadnego projektu! Ktoś musi trzymać was w garści!”. Na te słowa lidera riposta podwładnego była krótka i definitywna: „W takim razie dla mnie nie jesteś liderem”. Ta wymiana zdań odsłania pewną prawdę o funkcjonowaniu lidera i jego zespołu. Lider musi liczyć się z tym, że podwładni mogą go zdetronizować. Członkowie zespołu mogą się zbuntować i wymusić na kierownictwie firmy usunięcie lidera lub z czasem może dojść do podziałów wewnątrz zespołu.

Nie istnieje jedno gotowe rozwiązanie dla tego typu trudnych sytuacji. Propozycją może być cykl sesji coachingowych dla lidera (leadership coaching) i jego zespołu (team coaching), podczas których można zdiagnozować sytuację i zastanowić się wspólnie, które z nich warto wdrożyć. Oprócz coachingu są także możliwe inne działania jak np. grupowe sesje informacji zwrotnych, rozwiązanie konfliktu (tzw. conflict resolution procedure).

Wyłanianie liderów w zespołach

Nie tylko formalny lider zespołu może przejawiać zachowania przywódcze, ale także członkowie jego zespołu powinni wychodzić z inicjatywą, podejmować działania i stawać się liderami jakiegoś obszaru realizowanego w zespole projektu. Znam przykład przedstawicielki zespołu, która zachęcona do podzielenia się na forum innowacyjnym rozwiązaniem trudnego problemu biznesowego, uruchomiła w ten sposób ważny dla całej firmy proces generowania kreatywnych pomysłów i szukania dla nich innowacyjnych rozwiązań. Odkryła w sobie potencjał twórczy i przywódczy. Okazało się potem, że podjęte przez nią działania miały w opinii członków zespołu cechy autentycznych Aktów Przywódczych, bo były znaczące, wartościowe i pokazywały kierunek dalszego rozwoju zespołu i biznesu, który wspólnie realizowali. W ten sposób zainicjowała ona ważną dla firmy zmianę i pomogła przełamać „status quo”.

Jako liderka stała się także wzorem dla innych koleżanek i kolegów, którzy odkryli, że każdy ma w sobie jakiś potencjał twórczy i przywódczy, choć nie zawsze jest tego świadomy. W pracy z liderami, na różnych etapach ich rozwoju, warto stwarzać im możliwość zdobywania doświadczenia w pracy projektowej oraz zachęcać do przyjmowania informacji zwrotnej. Dzięki tym dwóm czynnikom –  doświadczenie i feedback – możliwy jest rzeczywisty rozwój lidera, który jest procesem raczej długotrwałym i niepozbawionym trudnych momentów, nieprzewidywalnych sytuacji, a nawet bolesnych porażek. Ale to dzięki tego rodzaju trudnym sytuacjom liderzy uczą się, rozwijają umiejętności przywódcze, korygują swoje działania i podejmują nowe wyzwania. Ważne jest, aby na tej drodze rozwoju liderzy nie pozostali sami i bez wsparcia.

Zarządzanie i przywództwo w działaniu

Współczesne kształcenie i wspieranie rozwoju liderów powinno obejmować dwa kluczowe obszary: zarządzanie i przywództwo. Jak zauważa John Kotter, profesor Harvard Business School, zarządzanie polega na reagowaniu na złożoność sytuacji, a menedżerowie w celu wykonania zadania muszą zadbać o kontrolę i przewidywalność, zorganizować procesy biznesowe tak, aby doprowadziły do jak najlepszych wyników. Do ich działań należą m.in. planowanie, delegowanie zadań, ustalanie budżetu, obsada stanowisk, podział ról w zespole projektowym zgodnie z wymaganymi kompetencjami. Natomiast przywództwo, polega na wprowadzaniu zmian i reagowaniu na nie, wyznaczaniu celów strategicznych i wytyczaniu kierunku działań. Chodzi więc o to, aby zarządzanie i przywództwo wzajemnie się uzupełniały oraz wzbogacały.

W dzisiejszym wymagającym, innowacyjnym środowisku biznesowym, menedżerowie odnoszący największe sukcesy sięgają po umiejętności z obu tych obszarów. Gdy studenci pytają mnie o to, kim właściwie będą po ukończeniu studiów z zarządzania: menedżerem czy liderem, wyjaśniam im, że mogą być zatrudnieni na stanowisku menedżerskim w jakiejś firmie, ale dopiero pewnego dnia może okazać się, że staną się liderem ważnego projektu i ta rola nie będzie związana z oficjalnie zajmowanym stanowiskiem, lecz z pewnymi kompetencjami przywódczymi, które zdobyli w trakcie studiów.

dr Włodzimierz Świątek, psycholog biznesu, trener i facylitator, wykładowca i ekspert kierunku Zarządzanie i Przywództwo, Uniwersytet SWPS

Programistów brakuje, ale wymagania pracodawców nie chcą spadać

Branża IT wciąż zmaga się z niedoborem programistów, ale wymagania wobec nich nie zmieniają się, a nawet rosną. W 2018 roku, aby rozpocząć karierę w tym sektorze, nie wystarczy podstawowa znajomość dwóch prostych technologii. Obecnie największe zapotrzebowanie jest na osoby znające języki back-endowe, w szczególności Java i JavaScript. Świadomość, że weekendowy kurs programowania to za mało, ma już 69 proc. Polaków.

Doświadczeni programiści nie mają problemu ze znalezieniem pracy, a jedyną trudnością, z którą mogą się spotkać, to wybór najlepszej oferty pod względem wynagrodzenia i bonusów. Zanim jednak nabierze się doświadczenia w komercyjnej pracy w IT, trzeba znaleźć pracę jako junior developer. A oczekiwania pracodawców względem nawet młodszych programistów cały czas rosną.

Zrobienie strony internetowej może nie wystarczyć

Obecnie specjaliści IT są drugim po górnikach, najlepiej opłacanym zawodem w kraju. Realia pracy w tym sektorze zmieniają się jednak z roku na rok. Jeszcze kilka lat temu do zostania młodszym programistą, np. junior front-end developerem, wystarczyła znajomość stosunkowo prostych języków: HTML, CSS. Dodatkowymi atutami była znajomość Gita i umiejętność wzbogacania strony www o znalezione w sieci fragmenty kodu JavaScript, nawet bez dokładnej znajomości tego języka.

Obecnie od młodszych programistów front-endowych wymaga się zaznajomienia z technologiami React lub Angular, a mile widziane są podstawy back-endu (środowisko Node.js, bazy danych). To technologie znacznie trudniejsze do opanowania niż wspomniane HTML i CSS, których nauka trwa z reguły kilka miesięcy. Co więcej, front-endowiec powinien znać pracę back-endowców na tyle, aby móc dokonać drobnych modyfikacji w kodzie. Dowodzą tego najnowsze badania Indeed.com, zgodnie z którymi największym zapotrzebowaniem wśród języków programistycznych w 2018 roku cieszyć się będą Java oraz JavaScript. Są to języki back-endowe, związane z działaniem aplikacji i obsługą baz danych. Ich nauka wymaga więcej czasu, są bowiem nieco trudniejsze do opanowania, ale jak widać – ich znajomość da więcej możliwości na rynku pracy.

69 proc. Polaków wie, że weekendowy kurs programowania to za mało

Osoby zainteresowane nauką programowania dobrze wiedzą, że aby otrzymać etat w IT trzeba pochwalić się pracodawcom własnym portfolio. Liczy się praktyka i znajomość odpowiednich technologii dostosowanych do bieżących wymagań rynku pracy, który zmienia się z roku na rok. Dlatego też bardzo często studia idą w odstawkę ze względu na zbyt dużą ilość teorii w ciągu długich lat nauki. Coraz większą popularnością cieszą się za to szkoły programowania, do których rocznie przyjmuje się ok. 3 tys. studentów, czyli 10 proc. tego, co polskie uczelnie. Wnioski są proste – dziś co dziesiąty przyszły programista wybiera bootcamp programistyczny zamiast studiów informatycznych.

Ponadto, z badań szkoły programowania online Kodilla.com wynika, że 69 proc. Polaków wybiera dłuższe szkolenia z większą liczbą zagadnień, nawet jeśli za kurs trzeba zapłacić więcej. – Z naszego doświadczenia wynika, że uczestnicy szkoleń programistycznych aktywnie wybierają kursy zawierające dwa razy więcej materiału, niż jeszcze rok temu. Z każdym kwartałem oczekiwania kursantów dotyczące ilości pozyskiwanej wiedzy wyraźnie wzrastają. Technologie, które do niedawna były mile widziane na rozmowach o pracę, nawet wśród średnio doświadczonych programistów (tzw. regular developerów), takie jak np. React czy Node.js, dziś pojawiają się jako wymagane w wielu ogłoszeniach na stanowiska juniorskie. Na szczęście w IT stosunkowo łatwo zrealizować własne projekty nie mając jeszcze pracy, więc unikamy błędnego koła znanego z innych branż – tłumaczy Marcin Kosedowski ze szkoły programowania online Kodilla.com

Większe wymagania – lepsze zarobki?

Rocznie do branży IT dołącza tysiące nowych pracowników, choć na początku kariery nie zarabia się zawrotnych 10 tys. zł na rękę miesięcznie, jak mówią niektóre legendy. Zgodnie z raportem płacowym Sedlak&Sedlak, juniorzy mogą liczyć średnio na 3 414 zł do 4 552 zł brutto miesięcznie. Ale już specjalista z doświadczeniem otrzymuje pensję nie niższą niż 6 373 zł brutto miesięcznie, przy czym maksimum zależy już wyłącznie od pracodawcy. Inne raporty wynagrodzeń również pokazują wzrost wynagrodzenia wraz z nabywanym doświadczeniem, ale też w związku z wybraną technologią.

kodilla_tabela
Źródło: Kodilla.com

Według danych GUS-ul, od 2009 roku wynagrodzenie pracowników branży IT rośnie z roku na rok. Według prognoz szkoły programowania online Kodilla.com ten trend utrzyma się do 2020 roku. Szczególnie w przypadku takich specjalności, jak Web Developer i Java Developer, którzy znają nie tylko podstawy programowania z front-endu, ale też back-end. Nic więc dziwnego w tym, że osoby zainteresowane programowaniem wybierają właśnie takie kierunki nauki. – Obecnie najpopularniejszym bootcampem informatycznym jest Web Developer, czyli szkolenie rozpoczynające się od zupełnych podstaw front-endu: HTML, CSS, a następnie wprowadzające do języka JavaScript i technologii React oraz Node.js. Choć czas potrzebny na naukę i znalezienie pracy wynosi ok. 6 do 9 miesięcy, a uzyskana wiedza pozwala na podjęcie pracy w większych firmach IT czy software house’ach, za odpowiednio lukratywną pensję – podsumowuje Marcin Kosedowski.

Źródło: www.kodilla.com

500 plus do reformy. Aktywność zawodowa najniższa od blisko 20 lat

Aktywność zawodowa młodych kobiet w Polsce spadła do najniższego poziomu od co najmniej 19 lat – wynika z najnowszej publikacji GUS. Dane pokazują również, jak zaskakująco niski jest poziom aktywności wśród rodzin z jednym dzieckiem pobierających świadczenie Rodzina 500 plus – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Blisko dwa lata czekaliśmy na dane o wpływie programu Rodzina 500 plus na rynek pracy. Te, które pojawiły się w ostatnich dniach, jasno sugerują pilną potrzebę reformy programu. W obecnym stanie 500+ zachęca do bierności zawodowej.

Aktywność zawodowa najniższa od blisko 20 lat

Współczynnik aktywności zawodowej, niezwykle ważna miara rynku pracy, pokazuje, jaki odsetek osób pracuje lub jest chętny do pojęcia zarobkowego zajęcia w stosunku do populacji w danym przedziale wiekowym. Jego niska wartości sugeruje poważne problemy strukturalne na rynku pracy. W przyszłości może się również przełożyć na niezwykle niskie świadczenia emerytalne, które obniżą jakość życia na starość lub zwiększą koszty funkcjonowania systemu ubezpieczeń społecznych.

Szczególnie niepokojąco w tym kontekście wygląda cyklicznie przeprowadzane przez GUS ankietowe Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL). Według danych za III kwartał 2017 r. aktywność zawodowa kobiet w wieku 25-34 lata spadła do najniższego poziomu od 2003 r. (najstarsze dane GUS) i wynosi 74,2 proc. Jednakże wg danych Eurostatu, które obejmują jeszcze szerszy zakres czasu, to najniższe wartości przynajmniej od 1999 r., czyli od blisko 20 lat.

500 plus sprzyja bierności

GUS także w pierwszy raz w swoich cokwartalnych raportach udostępnił dane dotyczące aktywności zawodowej wśród rodzin pobierających świadczenie Rodzina 500 plus.

Wyjątkowo martwić może fakt, że aktywność zawodowa rodziców w gospodarstwach domowych, gdzie pobierane jest świadczenie na pierwsze i jedyne dziecko, wynosi średnio tylko 69,7 proc. W przypadku rodzin z jednym dzieckiem, gdzie 500+ nie jest otrzymywane (przekroczone kryterium dochodowe), aktywność zawodowa jest nieporównywalnie większa i wynosi 89 proc.

Według ostatnich danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) 723 tys. gospodarstw domowych otrzymuje 500 plus na pierwsze oraz jedyne dziecko. Ponad 30-procentowy współczynnik bierności zawodowej wśród tych rodzin może oznaczać, że ok 350-400 tys. dorosłych wychowujących jedno dziecko nie ma pracy oraz jej nie szuka, a dostaje świadczenie 500+.

Konieczna reforma

Podstawowym problemem programu Rodzina 500 plus jest względnie nisko ustalone kryterium dochodowe otrzymania świadczenia na pierwsze dziecko. Ryzyko jego utraty zniechęca rodziców do szukania pracy. Podjęcie zatrudnienia przez współmałżonka w niektórych gospodarstwach domowych powoduje, że otrzymają one netto tylko ok. 15 proc. dodatkowego dochodu właśnie ze względu na utratę świadczeń społecznych i konieczność zapłacenia podatku.

Brak podniesienia kryterium dochodowego w programie 500 plus lub zachęt podatkowych do podjęcia zatrudnienia wśród najsłabiej sytuowanych rodzin będzie utrwalać ich bierność zawodową. W rezultacie 500 plus zamiast poprawić sytuację finansową tych gospodarstw domowych zacznie działać w przeciwnym kierunku.

Przed rynkiem powierzchni handlowych rok pełen wyzwań

W minionym roku krajowy rynek powierzchni handlowych powiększył się o prawie 500 tys. m kw., co w porównaniu ze średnią z ostatniej dekady – wynoszącą nieco ponad 660 tys. m kw. rocznie – wskazuje na znaczące spowolnienie przyrostu podaży. Autorzy raportu „At a Glance, Modern Retail Market in Poland. Q4 2017” z jednej strony zwracają uwagę na zmniejszającą się chłonność rynku, a z drugiej na rosnącą dynamikę zmian w nowoczesnym handlu.

Podaż: prymat metropolii i mniejszych miast

14,2 mln m kw. – tyle szacunkowo wynosił łączny wolumen nowoczesnej powierzchni handlowej nad Wisłą na koniec ubiegłego roku, z czego 73 proc. przypadało na format tradycyjnych centrów handlowych. 360 tys. m kw. dostarczonej nowoczesnej powierzchni handlowej – tradycyjne formaty centrów, parki handlowe i centra wyprzedażowe – usytuowane były w 13 nowych oraz 10 rozbudowanych projektach. Dodatkowe 88 tys. m kw. to efekt uruchomienia nowych, dużych sklepów z branży DIY, akcesoriów sportowych oraz pawilonów z meblami i wyposażeniem wnętrz, reprezentujących sektor wolnostojących magazynów handlowych.

Silny wpływ na ubiegłoroczny wynik miał ostatni kwartał, który przyniósł otwarcia dużych centrów w miastach o znaczeniu regionalnym. Obiekty o zbliżonej powierzchni (64 tys. m kw.) rozpoczęły działalność w Warszawie – Galeria Północna – i w stolicy Dolnego Śląska – Wroclavia. Nieco mniejszych rozmiarów krakowska Serenada – 42 tys. mkw. – otworzyła podwoje w ostatnich dniach października w Krakowie. Pierwszy tego typu obiekt w północnej części Krakowa w ciągu pierwszych dwóch miesięcy odwiedziło ponad 2,3 mln osób.

Motorem napędowym były także projekty, które pojawiły się na mapach małych miast regionalnych, co konsekwentnie pokazuje, jak ważną rolę tego typu obiekty odgrywają zarówno w strategiach deweloperów, jak i planach sieci handlowych. Autorzy raportu z BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że na koniec grudnia już 18 proc. całkowitej podaży powierzchni handlowej przypadała na miasta o populacji mniejszej niż 100 tys. mieszkańców. Analitycy prognozują, że w najbliższych kwartałach trend ten będzie nabierał znaczenia.

15 proc. ubiegłorocznej podaży przypadło na rozbudowy istniejących obiektów, zarówno w miastach regionalnych – jak należące do EPP centrum handlowe Galaxy w Szczecinie – oraz mniejszych miastach – Karuzela w Turku czy Era Park Handlowy w Radomsku.

Popyt: rozwój i dywersyfikacja sieci

Dotychczasowa dobra koniunktura wspierana przez pozytywne sygnały ze światowej gospodarki, rosnące PKB, stopniowe bogacenie się Polaków i środki pochodzące z rządowego programu 500+ przeznaczane na konsumpcję sprawiają, że krajowy rynek przykuwa uwagę marek, które rozważają debiut nad Wisłą. W ubiegłym roku swoją premierę miało 35 z nich. Część stanowiły marki nieobecne dotąd w Polsce, a część nowe koncepty marek już funkcjonujących. Spośród ważniejszych premier warto wymienić otwarcie butiku Victoria’s Secret w Arkadii oferującego pełną kolekcję, pierwsze salony hiszpańskiej Sfery w Galerii Mokotów i Wroclavii czy wejście marek z portfela rosyjskiego giganta odzieżowego Melon Fashion Group – Zarina, Love Republic i befree. Autorzy raportu podkreślają, że chociaż marki zainteresowane wejściem na polski rynek zazwyczaj poszukują powierzchni w wysokiej klasy projektach w dużych miastach, to jednak mniejsze obiekty na rynkach regionalnych również są atrakcyjnym polem do ekspansji, zwłaszcza dla operatorów dyskontów 2017 był również rokiem wyjść z krajowego rynku. W lipcu zniknął ostatni sklep brytyjskiej marki Marks&Spencer. Całkowicie zamknięte zostały również sklepy z szyldem Springfield. W ostatnim czasie znad Wisły zniknęły również sklepy TopShop, Dorothy Perkins, Stenders i American Eagle.

Polska jest najbardziej znaczącym rynkiem w Europie Środkowej i Wschodniej. Prawie 40 mln potencjalnych klientów w naturalny sposób wzbudza zainteresowanie zagranicznych marek. To, co można zaliczyć na plus, to także relatywnie szeroka i interesująca oferta obiektów handlowych, które spełniają kryteria związane z debiutem i ewentualną ekspansją – Natasa Mika, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych

Czynsze: stabilne „prime” i spadki średnich wartości

Między 110 a 130 EUR/m kw. za miesiąc trzeba zapłacić w najlepszych obiektach handlowych w stolicy. Stawki czynszów w ostatnim kwartale 2017 roku nie odnotowały znaczących wzrostów bądź spadków. W miastach regionalnych, stawki miesięcznego czynszu w wysokiej klasy centrum, na koniec ubiegłego roku wynosiły od 45 do 60 EUR/m kw.
Spore zmiany zachodzą natomiast w obiektach, które tracą pozycję rynkową i borykają się z silną konkurencją. Ich właściciele spotykają się z rosnącymi oczekiwaniami najemców związanymi z obniżaniem stawek czynszowych i podnoszeniu kwot przeznaczanych na wyposażanie sklepów.

Projekty w budowie: przede wszystkim przebudowy i rozbudowy

Zdecydowana większość nowoczesnych powierzchni handlowych będących w fazie budowy – 460 tys. m kw. z 555 tys. m kw. – pojawi się na rynku już w 2018 roku. Podobnie jak w ubiegłych latach, kluczowe otwarcia będą domeną dużych miast regionalnych. W Trójmieście działalność rozpocznie Forum Gdańsk (64 tys. m kw), z kolei na południu Katowic planowane jest otwarcie Galerii Libero, ze 150 sklepami na powierzchni 42 tys. m kw. W pierwszym kwartale br. zapowiadane jest także otwarcie Gemini Park Tychy (37 tys. m kw).

Eksperci podkreślają, że w 2019 roku zauważalny będzie spadek podaży związany z limitowaną liczbą dużych projektów w aglomeracjach i miastach regionalnych. Z drugiej strony, rynek będzie świadkiem nasilającego się trendu rozbudowy istniejących już obiektów, który może odpowiadać za 20-30 proc. nowej podaży.

Modernizacja, remodeling i repozycjonowanie – to słowa, których dość często będziemy używać w nadchodzących latach. Era dominacji hipermarketów definitywnie za nami i niewykluczone, że z czasem niektóre obiekty z najlepszymi, rozpoznawalnymi lokalizacjami będą znacznie się zmieniać tak, aby dopasować swoją ofertę do obecnych i przyszłych trendów. Punkt ciężkości coraz częściej będzie kładziony na funkcje rozrywkowe i społeczne. Nowoczesne obiekty będą współtworzyć miejskie mikroświaty, wykorzystując do tego zewnętrzne, ogólnodostępne place, a w obiektach położonych w centrum większych miast będziemy mogli zauważyć nowatorskie koncepty gastronomiczne wzorowane na halach targowych czy centra wydarzeń, chętnie promujące sztukę i kulturę – Fabrice Paumelle, Head of Retail, Europa Środkowo-Wschodnia

Brak cyfrowych kompetencji i dostępu do finansowania a inwestycje w Przemysł 4.0

Cyfrowe kompetencje pracowników oraz dostęp do finansowania to kluczowe wyzwania związane z wdrożeniem czwartej rewolucji przemysłowej w przedsiębiorstwach produkcyjnych. Takie wnioski płyną z badania „Rozwój Przemysłu 4.0 w praktyce” opublikowanego przez Siemens Finance.

Przemysł 4.0, zwany inaczej czwartą rewolucją cyfrową, to bazująca na cyfrowych rozwiązaniach integracja nowoczesnych systemów i maszyn, wpływająca na produktywność przedsiębiorstwa. Jej celem jest zwiększenie możliwości wytwarzania towarów lub obniżenie kosztów operacyjnych. Siemens Finance, firma specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych rozwiązań przemysłowych, zapytała producentów jakie ich zdaniem największe wyzwania stoją przez przedsiębiorcami, którzy chcą wdrażać innowacyjne systemy cyfrowe. W badaniu, w którym wzięło udział kilkudziesięciu przedstawicieli dużych firm przemysłowych, w tym z Polski, wskazano sześć takich wyzwań.

Wyzwanie nr 1 – Cyfrowe kompetencje

Pomimo szybko postępującej cyfryzacji przemysłu, wciąż zauważalne są braki w umiejętnościach i wiedzy pracowników. Według ankietowanych najważniejszymi elementami związanymi z rozwijaniem cyfrowych kompetencji są: wiedza w dziedzinie produkcji cyfrowej, kompetencje w zakresie cyfrowej konserwacji oraz analiza operacyjna i strategiczna. Badani przyznali również, że w związku z brakiem umiejętności muszą coraz częściej korzystać z outsourcingu usług.

Wyzwanie nr 2 – Dopasowane formy finansowania

Coraz wyższa konkurencyjność wymaga nieustannych inwestycji w nowe technologie. Choć w wielu przypadkach możliwe jest stopniowe wprowadzanie modernizacji, to tempo i ich rozmiar są i tak znaczące. Dlatego według respondentów dostęp do odpowiedniego finansowania staje się kluczem do przeprowadzenia skutecznej transformacji cyfrowej.

Wyzwanie nr 3 – Kultura współpracy

Przemysł 4.0 z zasady integruje procesy zachodzące w firmie w sposób poziomy. Zaburza to tradycyjny podział ról i obowiązków na linii dostawca – producent – klient. W związku z tym w nowej rzeczywistości cyfrowej należy pogodzić wiele punktów widzenia. Przedsiębiorcy podkreślają, że są już prowadzone dyskusje dotyczące tworzenia nowych modeli biznesowych, w których nastawienie na współpracę i przejrzystość działań ze strony dostawcy związane są z dłuższą gwarancją zobowiązań ze strony kupującego.

Wyzwanie nr 4 – Ochrona danych

W dobie lawinowo rosnących zasobów big data, bezpieczeństwo systemów IT staje się jednym z priorytetów każdej organizacji. Ponad połowa respondentów uważa, że obawy o bezpieczeństwo informacji zapoczątkują powstanie rynku wyspecjalizowanych usług w zakresie bezpiecznego współdzielenia danych, które będą mieć istotny wpływ na wdrożenie Przemysłu 4.0

Wyzwanie nr 5 – Więcej przykładów implementacji Przemysłu 4.0 w firmach

Choć ankietowani nie mają wątpliwości co do potrzeby  wdrożenia Przemysłu 4.0, to większość z nich zauważa, że brak przykładów wdrożeń, które pokazywałyby realne zyski przedsiębiorstw, hamuje decyzje inwestycyjne w ich sektorze. Konieczne jest zobrazowanie ile trwa wdrożenie narzędzi cyfrowych w firmie i jaki zwrot z inwestycji z nich wynika.

Wyzwanie nr 6 – Zarządzanie strategiczne

Większość respondentów przyznała, że właściciele firm mają świadomość pilnej potrzeby cyfryzacji i automatyzacji, jednak nie przekłada się to na wdrożenie przejrzystego planu implementacji modelu Przemysłu 4.0.

Piasek w trybach

Piątkowy raport z rynku pracy USA był mocny pod kątem zmiany zatrudnienia, ale też dynamiki płac. Dolar zyskiwał po danych, choć przed końcem tygodnia większą uwagę przyciągnęło załamanie na rynku akcji i wzrost awersji do ryzyka. Piasek dostał się w tryby tegorocznego rajdu ryzyka, co stanowi zagrożenie dla wykupionych walut surowcowych i rynków wschodzących.

Raport z rynku pracy USA był naprawdę dobry. Zatrudnienie w styczniu wzrosło o 200 tys., o 20 tys. mocniej niż zakładano; stopa bezrobocia utrzymała się na 4,1 proc. przy stabilnej stopie partycypacji (tzn. w statystykach „nie pomagało” rezygnowanie z poszukiwania pracy przez bezrobotnych); dynamika płac przebiła konsensus (2,9 proc. r/r) przy pozytywnych rewizjach za poprzednie dwa miesiące. Możemy mówić o podstawach do wykrystalizowania trwalszego wzrostu płac, a dalej inflacji, ale powtórzę za moim komentarzem z piątku – jeden dobry raport do za mało, by mieć co do tego pewność. Zatem i dla dolara nie ma tutaj jednoznacznego impulsu, by wymazać cały pesymizm z początku roku. Stąd nie jestem zdzwiony, że jeszcze w piątek USD zaczął oddawać pole. Uważam, że obecnie korzyść dla dolara z raportu NFP ogranicza się do tego, że inwestorom trudniej będzie teraz podjąć decyzję o jego sprzedaży, choć amatorów takiej strategii nie zabraknie.

Jakkolwiek rynek FX w stonowany sposób przyjął dane z rynku pracy USA, tak rynek akcji przeżył chwile grozy. Dyskusję zdominowała narracja, że rynki finansowe stoją przed ryzykiem nasilenia presji inflacyjnej, co dalej pogrąży ceny obligacji, ale też stanowi kotwicę dla rajdu cen akcji. Rentowności długu rosną już do jakiegoś czasu, ale aż do piątku inwestorzy giełdowi nie widzieli w tym bezpośredniego zagrożenia. Teraz mamy wybuchową mieszankę w postaci oczekiwań podwyżek stóp procentowych, silnego rajdu z poprzedniego miesiąca i bezowocnego poszukiwania punktu zaczepienia dla kontynuacji na starcie lutego. Rynek ma na czym rozwinąć głębszą korektę, aby przynajmniej ostudzić gorące głowy kupujących.

Spadek S&P500 o ponad 2 proc. i podobny zjazd japońskiego Nikkei 225 dziś rano przynoszą czerwoną wymowę handlu w Europie. Rynek walutowy musi na to odpowiedzieć. Bezpieczne przystanie (CHF, JPY) są znowu w cenie, a wykupione waluty surowcowe i rynków wschodzących są teraz najbardziej zagrożone. AUD, NZD jeszcze przed weekendem zaczęły tracić i jeśli komunikaty po posiedzeniach lokalnych banków centralnych (RBA – wtorek, RBNZ – środa) nie dadzą pozytywnych impulsów (nie sądzę), wyprzedaż przyspieszy. CAD i NOK muszą się zmierzyć z przeceną ropy naftowej, a kanadyjska waluta dodatkowo ma podwyższone ryzyko przez komentarz premiera Trudeau, który jest gotów wystąpić z NAFTA niż podpisać złe porozumienie z USA. Presja rośnie też na złotym, który od wielu dni nie był w stanie poprawić swoich poziomów, a w obecnym klimacie nie trudno będzie o realizację zysków i wypchnięcie EUR/PLN bliżej 4,18. Dodatkowo wokół środowej decyzji RPP przeważają gołębie ryzyka.

W kalendarzu wysyp indeksów PMI dla usług, ale liczyć może się tylko odczyt z Wielkiej Brytanii, który może rozczarować w ślad za słabszymi odczytami z przemysłu i sektora budowlanego. Po południu ISM dla usług z USA spodziewany wzrost raczej jest już zdyskontowany po lepszym wyniku w przemyśle, a także traci na istotności, jeśli jest publikowany po NFP. Pozostajemy zdani na sentyment na rynku akcji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dane z USA wspierają wzrost stóp

W tym tygodniu w centrum uwagi:

  • Z naszego punktu widzenia wśród licznych zaplanowanych na ten tydzień posiedzeń banków centralnych najistotniejsze będzie posiedzenie krajowej RPP, które zakończy się w środę. Wg prezesa Glapińskiego Rada znajduje się w trybie wait and support (lub jak twierdził K. Zubelewicz wait and sleep), dlatego nie spodziewamy się zmian parametrów polityki pieniężnej. Przejściowo obniżona inflacja odebrała nieco pewności siebie jastrzębiom. Dodatkowo RPP wciąż nie dostrzega zagrożeń ze strony rynku pracy (na co wskazywały minutes), dlatego widzimy możliwość bardziej gołębiej wymowy towarzyszącego decyzji komunikatu niż poprzednio.
  • Rumuński bank centralny rozpoczął w styczniu cykl zacieśniania, jednak na posiedzeniu w środę nie oczekujemy kolejnej podwyżki. W czwartek Bank Anglii prawdopodobnie nie zmieni wysokości stóp procentowych. Od ostatniego posiedzenia wzrost PKB w Wielkiej Brytanii zaskoczył pozytywnie, inflacja bazowa była natomiast poniżej oczekiwań.
  • Miesięczne dane z Niemiec (chociaż tradycyjnie zaburzane przez czynniki kalendarzowe) powinny potwierdzić utrzymywanie się solidnego popytu (w tym eksportowego) na niemieckie produktypod koniec ubiegłego roku.
  • Sentix, pierwszy lutowy indeks koniunktury, powinien potwierdzić utrzymanie optymizmu w europejskiej gospodarce na początku roku.

Przegląd wydarzeń:

Wysoki odczyt NFP pomimo niekorzystnych czynników pogodowych w styczniu oznacza, że trwające w gospodarce amerykańskiej ożywienie jest bardzo silne. Rewidujemy naszą dotychczasową prognozę i oczekujemy, że FOMC w 2018r. czterokrotnie podwyższy stopy procentowe, a do pierwszej podwyżki dojdzie w marcu.Wysoki odczyt NFP

Zamówienia fabryczne w USA rosły w grudniu piąty miesiąc z rzędu, (1,7% m/m; powyżej oczekiwań). Zamówienia na dobra trwałe były natomiast o 2,8% wyższe niż przed miesiącem, co potwierdza widoczny w danych o PKB wzrost inwestycji pod koniec ubiegłego roku.

Indeks Uniwersytetu Michigan potwierdził utrzymywanie się dobrych nastrojów wśród amerykańskich konsumentów (95,7 pkt. wobec 95,9 pkt. w grudniu).

Autor/Źródło: PKO Bank Polski