Bricks Acquisitions Limited nabędzie w wezwaniu publicznym ponad 98% akcji ROBYG SA

W wezwaniu publicznym na ROBYG SA, ogłoszonym przez Bricks Acquisitions Limited, złożono zapisy na sprzedaż ponad 98% akcji. Transakcje zostaną zawarte 7 lutego, a rozliczone 9 lutego 2018 r.

1 grudnia 2017 r. Bricks Acquisitions Limited, podmiot pośrednio należący do Goldman Sachs Group, ogłosił wezwanie na wszystkie akcje ROBYG SA, jednego z czołowych deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Pierwotnie zaoferowana cena wynosiła 3,55 zł za akcję, a 29 stycznia 2018 r. została podniesiona do 4,0 zł za akcję.

Bardzo się cieszymy, że w Wezwaniu przekroczyliśmy próg 90% akcji i głosów na walnym zgromadzeniu. Pozwoli to nam na realizację strategicznego celu, jakim jest wycofanie ROBYG z obrotu giełdowego i prowadzenie działalności jako długoterminowy inwestor strategiczny. Zamierzamy blisko współpracować z kierownictwem ROBYG SA, aby wspierać długoterminowy sukces ROBYG SA”, powiedział Tavis Cannell, Dyrektor Zarządzający w Goldman Sachs International.

Bricks Acquisition Limited zamierza podjąć działania mające na celu wykup pozostałych akcji, zgodnie z Art. 82 Ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych. Zostanie ogłoszony przymusowy wykup akcji.

Funkcję wyłącznego doradcy finansowego Wzywającego przy transakcji pełni Goldman Sachs International, natomiast doradcą prawnym jest kancelaria Greenberg Traurig Grzesiak. Podmiotem pośredniczącym w Wezwaniu jest Pekao Investment Banking.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na AUDUSD oraz EURUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowymŹródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowcówŹródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na AUDUSD oraz EURUSD 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na AUDUSD oraz EURUSD 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

AUDUSD – fundusze lewarowane nie skupują dolara australijskiego

Pomimo mocnej aprecjacji AUD w stosunku do USD fundusze lewarowane nie powiększyły swojego zaangażowania po długiej stronie rynku, o czy pisałem dwa tygodnie temu. Jeden ze scenariuszy został potwierdzony. W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zamknęły ponad 1600 długich oraz 2600 krótkich pozycji. Do zniwelowania poprzednich wzrostów oprócz zamykania długich potrzebne są jeszcze krótkie pozycje. Zatem w nadchodzących tygodniach warto obserwować ilość krótkich pozycji na dolarze australijskim.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - nettoŹródło: Cmegroup

Zagrożeniem dla scenariusza spadkowego jest ilość pozycji długich względem krótkich. Linia netto jest na bardzo niskim poziomie. A co na to analiza techniczna?

Po siedmiu tygodniach wzrostowych strona sprzedająca odpowiedziała. Byki nie zdołały przebić mocnej strefy oporu wyznaczonej przez szczyt z 2017 roku. Dodatkowo świeca tygodniowa zapowiada dalsze spadki. Jeżeli fundusze lewarowane zaczną dobierać krótkich pozycji, notowania AUDUSD mogą spaść w okolicę poziomu 0.774. W tym miejscu znajduje się silne wsparcie stworzone przez szczyt z marca 2017 roku.

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

EURUSD – kontynuacja hurraoptymizmu

Kolejny tydzień przyniósł kolejne wzrost pozycji długich funduszy lewarowanych, każdy jest przekonany o dalszych wzrostach EURUSD. W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zwiększyły zaangażowanie po długiej stronie rynku o 932 pozycje. Oprócz tego kapitał lewarowany pozbył się ponad 16 000 krótkich pozycji.

Warto zwrócić uwagę na całościową ilość długich pozycji, która znalazła się na historycznym szczycie. Przy tak jednostronnym zaangażowaniu rynku przeważnie dochodziło do mocniejszego odreagowania kursu walutowego (korekty na EURUSD). Taką samą sytuację mieliśmy w 2016 oraz na początku 2017 roku, aczkolwiek na rynku panował bardzo duży pesymizm żywiony do euro, które ostatecznie mocno odbiło i nie pokonało poziomu 1.00.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Oprócz tego ilość pozycji długich względem krótkich znalazła się na bardzo wysokim poziomie. Dalsze wzrosty euro względem dolara amerykańskiego są już bardzo mało prawdopodobne.

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowy ostatnia świeca wskazuje na duże niezdecydowanie rynku. Formacja ta została wyrysowana na oporze 1.248,co zwiększa prawdopodobieństwo zatrzymania wzrostów i korektę. Z kolei przebicie wspomnianego oporu byłoby jednoznaczne z kontynuacją wzrostów w okolicę kolejnej strefy podaży 1.274. Gdyby scenariusz korekty został zrealizowany, to najbliższym poziomem kontry byków jest strefa wsparcia 1.20-1.21.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

68 mld zł firmy wydały w ubiegłym roku na inwestycje dzięki leasingowi. Nabywały pojazdy, maszyny i urządzenia, w tym IT

68 mld zł firmy wydały w ubiegłym roku na inwestycje dzięki leasingowi. Nabywały pojazdy, maszyny i urządzenia, w tym IT 3

W ubiegłym roku polskie firmy sfinansowały za pośrednictwem leasingu inwestycje na kwotę blisko 68 mld zł, czyli o niemal 16 proc. więcej niż w 2016 roku. Dla 60 proc. małych i średnich przedsiębiorstw to właśnie leasing jest ważnym źródłem finansowania inwestycji. Najczęściej w ten sposób nabywane są pojazdy, ale dynamicznie rośnie także segment leasingu maszyn i urządzeń, w tym IT. Według szacunków Związku Polskiego Leasingu dynamika wzrostu w 2018 roku będzie na poziomie 15 proc. Branża zamierza bardziej rozwijać ofertę dla klientów indywidualnych.

– To już czwarty rok z rzędu, kiedy notujemy wysoką, dwucyfrową dynamikę wzrostu. 2017 rok zamknął się wzrostem biznesu o 15,7 proc., blisko 68 mld zł sfinansowaliśmy w postaci leasingu, pożyczek, najmu długoterminowego dla naszych klientów. Branża radzi sobie tak dobrze dlatego, że finansujemy przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa, czyli tą najbardziej aktywna ekonomicznie część naszego społeczeństwa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Krzemiński, przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.

Dane ZPL wskazują, że największą grupą, która korzysta z leasingu, są właśnie firmy o obrotach do 20 mln zł (71 proc.), przy czym mikrofirmy (obroty do 5 mln zł) stanowią blisko połowę z 600 tys. wszystkich klientów.

 To są ci drobni przedsiębiorcy, którzy mają fajny pomysł, mają odwagę zainwestować, zatrudnić 2–3 osoby. Ci ludzie potrzebują podstawowego sprzętu na funkcjonowanie – to są samochody, drobne maszyny, urządzenia, komputery, czasami ciężarówki – wskazuje Andrzej Krzemiński. – Nieco powyżej 28 proc. to firmy o obrotach powyżej 20 mln zł.

Badania Komisji Europejskiej pokazują, że w Polsce dla 60 proc. małych i średnich przedsiębiorstw to właśnie leasing jest najistotniejszym źródłem finansowania inwestycji. To trzeci wynik w Europie, przy europejskiej średniej na poziomie 48 proc. Leasing jest głównym – obok kredytu – zewnętrznym źródłem finansowania inwestycji polskich firm.

Z danych ZPL wynika, że łączna wartość aktywnego portfela branży na koniec 2017 roku wyniosła 119,3 mld i była niewiele niższa niż saldo kredytów inwestycyjnych udzielonych firmom przez banki (127 mld zł). Liderem rynku jest PKO Leasing z wynikiem 8,1 mld.

Branża leasingowa już dawno przestała być niszowym rozwiązaniem finansującym część działalności gospodarczej – podkreśla Krzemiński.

– Leasingodawcy coraz częściej dostosowują swoje oferty tak, aby klient spłacał jedynie tę wartość, która wynika z używania przedmiotu. Jest to trend ogólnoeuropejski, czego dowodem są również zmiany w przepisach prawa. Od 2019 roku do międzynarodowych standardów rachunkowości w zakresie leasingu zostaną wprowadzone nowe zasady, tak aby każdy środek trwały, bez względu na to, czy przedsiębiorca jest jego właścicielem, był ewidencjonowany w bilansie, jeżeli przedsiębiorca użytkuje go powyżej roku – mówi Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu. – Zapewne początkowo będzie to dotyczyć tylko przedsiębiorstw, które rozliczają się w ramach międzynarodowych standardów rachunkowości, ale niewątpliwie te zasady przejdą również do krajowej ustawy o rachunkowości.

W 2017 roku najczęściej przedmiotem leasingu były pojazdy lekkie (45 proc.) Środki transportu ciężkiego, czyli ciągniki, naczepy, ciężarówki pow. 3,5 t, autobusy, samoloty, statki, pociągi stanowiły nieco ponad 1/4 rynku (25,9 proc.), podobnie jak maszyny i urządzenia (27,2 proc.). Na nieruchomości przypada 1,3 proc. Największą dynamikę wzrostu zanotowały pojazdy lekkie (o ok 22 proc.), maszyny i urządzenia (20,4 proc.) i nieruchomości (26,5 proc.).

 Wraz ze spodziewanym wzrostem inwestycji prywatnych i publicznych, co obserwowaliśmy już pod koniec ubiegłego roku, rynek maszyn i urządzeń powinien również się ożywić w porównaniu do zeszłego roku. Przewidujemy tutaj dynamikę na poziomie 22 proc. W segmencie pojazdów lekkich, czyli dostawczych i osobowych, byłby to wzrost na poziomie 13 proc. Łącznie zakładamy, że rynek wzrośnie w granicach 15,1 proc., co pozwoli nam zrealizować transakcje na poziomie 78 mld zł – mówi Andrzej Sugajski.

Przedstawiciele ZPL podkreślają, że wciąż jeszcze są obszary, w których firmy leasingowe mogą zwiększać swoje udziały.

Jesteśmy bardzo słabo obecni wśród osób fizycznych. Uważam, że hitem nadchodzących lat będzie pojawienie się ciekawej oferty właśnie dla tej grupy klientów – mówi Andrzej Krzemiński. – Osoby fizyczne kupują niecałe 33 proc. nowych samochodów. Wydaje się, że auto na abonament czy finansowanie krótkoterminowe będą się pojawiały na rynku coraz częściej, a może nawet samodzielnie prowadzone projekty w obszarze carsharingu.

Na rynek leasingu w najbliższym czasie będzie też wpływać proces cyfryzacji.

– Chodzi o ułatwienie zawierania umów, a zatem wprowadzenie alternatywnych metod, nie tylko w formie papierowej, lecz także z wykorzystaniem elektronicznych środków przekazu – mówi Andrzej Sugajski. – Postrzegamy również możliwości cyfryzacji samego procesu realizacji umowy leasingu, chociażby poprzez dowody rejestracyjne, które mogłyby być okazywane w formie zapisów w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, a nie tak jak obecnie papierowym dowodem przy kontroli bezpośredniej.

Rekordowe oszczędności w III filarze. Polacy odłożyli na emeryturę ponad 9 mld zł

Rekordowe oszczędności w III filarze. Polacy odłożyli na emeryturę ponad 9 mld zł 4

Na indywidualnych kontach emerytalnych (IKE) i indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) Polacy zgromadzili ponad 9 mld zł. Środki zbierane w III filarze to nie tylko zabezpieczenie przyszłości, lecz także możliwość skorzystania z ulg podatkowych. W przypadku IKZE możliwe jest odliczanie wpłat od podstawy opodatkowania. W zależności od wpłaconych środków i progu podatkowego można liczyć na ulgę w wysokości nawet 1,7 tys. zł. Ponadto zarówno z IKZE, jak i z IKE można pod pewnymi warunkami wypłacić pieniądze bez podatku Belki.

– Warto oszczędzać w rozwiązaniach z III filaru, czyli na IKE i IKZE, ponieważ w ten sposób budujemy sobie dodatkowy kapitał na naszą emeryturę, a wysiłek z tym związany jest nagradzany w formie ulg podatkowych. Po spełnieniu kilku warunków możemy z IKE wypłacić pieniądze bez zapłacenia podatku od zysków kapitałowych, natomiast w IKZE wpłaty z danego roku będziemy mogli uwzględniać w naszym zeznaniu podatkowym i uzyskiwać w ten sposób ulgę. Na koniec jest przewidziany niższy podatek dochodowy w skali 10 proc. – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Drybała, ekspert ds. kluczowych klientów w Union Investment TFI.

IKZE, czyli indywidualne konta zabezpieczenie emerytalnego, to wprowadzona pięć lat temu forma oszczędzania na emeryturę w ramach dobrowolnego III filaru. Oszczędności odkładane na tych kontach nie są obciążone podatkiem Belki, czyli 19-proc. podatkiem od zysków kapitałowych. W tym celu muszą jednak pozostawać na koncie właściciela do osiągnięcia przez niego 65 roku życia. Limit wpłat na IKZE jest ustalany co roku na podstawie prognozy przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w wysokości 1,2-krotności średniego prognozowanego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce krajowej. W tym roku wyniesie 5331,60 zł. W przypadku IKE limit wpłat jest większy i wynosi 13 329 zł, jednak konta te nie dają prawa do odliczenia.

– Co ważne, są to limity maksymalne, natomiast to, ile wpłacamy i jak często, jest dobrowolne. Nie musimy w każdym roku dokonywać wpłat i wykorzystywać limitów do pełnej kwoty – zaznacza Grzegorz Drybała.

Wpłaty na IKZE dokonane w danym roku podatkowym można odliczyć od podstawy opodatkowania, co przełoży się na mniejszy podatek. Podstawę rozliczenia ulgi stanowią dowody wpłat na konto, które zawierają dane identyfikacyjne płatnika. Wysokość odliczenia jest zaś uzależniona od progu podatkowego.

– Mamy trzy skale podatkowe: 18, 19 i 32 proc. Biorąc pod uwagę maksymalne limity wpłat, będziemy mogli liczyć na odliczenie w kwocie od 960 do 1700 zł – mówi ekspert Union Investment TFI.

Jak przekonuje Drybała, zgromadzone w III filarze oszczędności mogą zabezpieczyć nie tylko przyszłość naszą, lecz także naszych bliskich. Wystarczy wskazać osoby uprawnione, które w przypadku naszej śmierci mogą wypłacić środki lub po przeniesieniu ich na swoje konto kontynuować oszczędzanie.

– Każda osoba pełnoletnia może założyć IKE lub IKZE. Jest jeden warunek w ramach IKZE – musimy uzyskiwać jakiś dochód, żeby móc później odliczyć to od podstawy opodatkowania. Te rozwiązania są skierowane głównie do osób w wieku produkcyjnym, żeby mogły one budować swój kapitał na emeryturę. Ze statystyk widać, że takie konta cieszą się dużą popularnością wśród osób w wieku powyżej 50–60 lat, ponieważ dla tych osób wizja ulgi podatkowej jest zdecydowanie bliższa niż dla osób w wieku 25 lat – ocenia Grzegorz Drybała.

Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że na koniec I połowy 2017 roku liczba IKZE sięgnęła 664,1 tys. (wzrost z 613,9 tys.), a oszczędności na nich gromadzone wyniosły 1,3 mld zł. To wzrost o blisko 74 proc. w ujęciu rocznym. Z kolei środki zgromadzone na 932,5 tys. IKE to 7,5 mld zł (wzrost o blisko 25 proc. rdr.).

Mimo rewolucji technologicznej media klasyczne utrzymują silną pozycję. W czołówce najczęściej cytowanych mediów tylko jeden portal internetowy

Mimo rewolucji technologicznej media klasyczne utrzymują silną pozycję. W czołówce najczęściej cytowanych mediów tylko jeden portal internetowy 5

Dziennik „Rzeczpospolita”, Radio Zet oraz RMF FM otwierają zestawienie najczęściej cytowanych mediów w 2017 r. W pierwszej dziesiątce znalazł się tylko jeden portal internetowy, Onet.pl. Tegoroczny opracowany przez Instytut Monitorowania Mediów ranking najbardziej opiniotwórczych mediów zdominowały prasa, radio i telewizja, czyli media klasyczne. To trend, który utrzymuje się już od kilku lat i potwierdza, że w erze fake newsów wiarygodne treści dziennikarskie zyskują na znaczeniu.

Jak pokazuje najnowsza edycja badania „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce”, najczęściej cytowanym medium w Polsce w ubiegłym roku była „Rzeczpospolita”. Inne media powoływały się na informacje opublikowane pierwotnie w tym dzienniku ponad 6,5 tys. razy.

– Tuż za „Rzeczpospolitą” uplasowały się dwie rozgłośnie radiowe: Radio Zet i RMF FM. W czołówce rankingu jest także telewizja TVN24. Co jest istotne, wśród dziesięciu najczęściej cytowanych mediów znalazł się tylko jeden portal internetowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Tokaj, kierownik ds. rozwoju badań w Instytucie Monitorowania Mediów.

W badaniu IMM na drugim i trzecim miejscu uplasowały się Radio Zet (5,6 tys. cytowań) oraz RMF FM (5,4 tys.). Czwarta pozycja należy do „Gazety Wyborczej” z liczbą 4,4 tys. cytowań. Pierwszą piątkę zamyka lider wśród stacji telewizyjnych – TVN24, na który powoływano się 3,8 tys. razy.

Jedynym portalem internetowym w pierwszej dziesiątce okazał się Onet.pl (2,3 tys. cytowań), który uplasował się z kolei na ósmej pozycji, za „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Faktem”. Zestawienie zamykają tygodnik „Sieci Prawdy”, który do lipca był znany pod nazwą „wSieci” (dziewiąte miejsce i 2,32 tys. cytowań) oraz „SuperExpress” (2,3 tys.). Poza pierwszą dziesiątką na jedenastym miejscu znalazła się Wirtualna Polska (2,2 tys.).

– Ranking może potwierdzać tezę, że mimo stygmatyzacji mediów klasycznych, twierdzenie, że odchodzą one do lamusa i nie nadążają za technologicznymi zmianami, jest przesadzone – mówi Magdalena Tokaj.

Ten trend utrzymuje się już od wielu lat, mimo zmian technologicznych, które silnie wpływają na branżę medialną. Wysoka liczba cytowań to jeden z elementów, które mają wpływ na wiarygodność i opiniotwórczość danego medium.

– W dalszym ciągu tych rzetelnych informacji i sprawdzonego dziennikarstwa poszukujemy głównie w mediach klasycznych, którymi są prasa, radio i telewizja. Dowodzi tego nasz ranking. Teza mówiąca, że media klasyczne znikają, jest jeszcze nie do końca prawdziwa, to proroctwo sprzed kilku lat na razie się nie sprawdza – ocenia Magdalena Tokaj.

W erze fake newsów wiarygodne treści dziennikarskie zyskują na znaczeniu. Walka z niesprawdzonymi lub nierzetelnymi informacjami stała się obecnie problemem zarówno dla wydawców, jak i dla odbiorców mediów.

– W 2017 roku słownik Collinsa uznał termin „fake news” za słowo roku. Faktycznie, wydawcy mają problem z klasyfikowaniem rzetelności informacji. Sami czytelnicy pewnie też czują się zaniepokojeni tym, że nie potrafią odsiać istotnych informacji od tych nieprawdziwych – mówi Magdalena Tokaj.

Raport IMM za 2017 rok został przygotowany na podstawie blisko 76 tys. przekazów medialnych (artykułów prasowych, programów radiowych i telewizyjnych) opublikowanych między 1 stycznia a 31 grudnia 2017 roku. Wynika z niego, że media najczęściej cytowały informacje dotyczące tematów politycznych: reformy sądownictwa, ustawy reprywatyzacyjnej, sondaży poparcia dla partii politycznych, projektów ustaw prezydenckich oraz rekonstrukcji rządu.

Instytut Monitorowania Mediów regularnie od 15 lat bada, w jaki sposób media wykorzystują w swoich materiałach informacje zaczerpnięte z innych mediów. Pozwala to wskazać źródła, które mają największy wpływ na kształtowanie opinii.

Ponad 3,5 tys. wniosków o ochronę patentową w 2017 roku w Polsce. 1/3 z nich złożono online

Ponad 3,5 tys. wniosków o ochronę patentową w 2017 roku w Polsce. 1/3 z nich złożono online 6

W ubiegłym roku do Urzędu Patentowego wpłynęło 3678 zgłoszeń wynalazków do ochrony w trybie krajowym. Na popularności zyskuje nowa droga zgłaszania wniosków o udzielenie ochrony patentowej. Chodzi o formę elektroniczną, za pośrednictwem formularza na stronie internetowej urzędu. W 2017 roku w ten sposób zostało zarejestrowanych ponad 37 proc. wszystkich wniosków.

Społeczna świadomość znaczenia wartości niematerialnych rośnie. Świadczą o tym dane dotyczące m.in. coraz większej liczby zgłoszeń patentowych na przestrzeni ostatnich lat. Pozytywną zmianą jest także wzrost zainteresowania przedsiębiorców ochroną własności przemysłowej. Urząd Patentowy RP umożliwia zgłoszenie wynalazku do ochrony patentowej w sposób całkowicie elektroniczny. Na stronie internetowej są dostępne specjalne formularze oraz informacje dotyczące całej procedury.

– Jest to przede wszystkim ułatwienie dla zgłaszającego, bo nie musi się fatygować bezpośrednio do urzędu, może to załatwić przy swoim komputerze. Jest to procedura możliwa do wykonania całkowicie w sposób elektroniczny – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Adam Taukert, rzecznik prasowy Urzędu Patentowego RP.

Opatentowaniu mogą podlegać nowe rozwiązania o charakterze technicznym, które mają poziom wynalazczy, czyli nie wynikają w sposób oczywisty ze stanu techniki i nadają się do przemysłowego zastosowania. Taki wynalazek może być chroniony patentem udzielanym przez właściwy organ. W Polsce jest to wspomniany Urząd Patentowy RP.

Patent zapewnia prawo wyłącznego korzystania z wynalazku na określonym terytorium w sposób zarobkowy lub zawodowy. Ochrona patentowa udzielana jest przez Urząd Patentowy na maksymalny okres do 20 lat od daty dokonania zgłoszenia wynalazku.

Jak wynika z raportu rocznego Urzędu Patentowego RP, ogólna liczba zgłoszonych w 2016 roku w trybie krajowym wynalazków, wzorów użytkowych, znaków towarowych i wzorów przemysłowych wyniosła 21 375. Wniosków o udzielenie ochrony patentowej było 4261, z czego 1365 złożono za pośrednictwem internetu.

– Wnioski składane zarówno w formie tradycyjnej, jak i w formie elektronicznej, są rozpatrywane według tych samych zasad. Zgłoszenie elektroniczne nie wpływa na przyspieszenie udzielenia patentu, natomiast jest dużo bardziej wygodne dla zgłaszającego – twierdzi rzecznik prasowy Urzędu Patentowego RP.

O prawo wyłączne do wynalazku można się starać także na poziomie wspólnotowym w Europejskim Urzędzie Patentowym. 2016 rok był rekordowy pod względem liczby patentów przyznanych polskim firmom i instytutom przez ten urząd. Liczba ta wyniosła 180, co oznacza wzrost o ponad 19 proc. w porównaniu do 2015 roku. Amerykanie takich wniosków w 2016 r. złożyli ponad 40 tys., Niemcy – 25 tys., a Japończycy – 21 tys.

Polacy nie są świadomi kosztów leczenia nowotworu. Co czwarty sądzi, że wystarczy 1 tys. zł

Polacy nie są świadomi kosztów leczenia nowotworu. Co czwarty sądzi, że wystarczy 1 tys. zł 7

Polacy nie zdają sobie sprawy z tego, z jakimi kosztami wiąże się diagnoza: nowotwór. Co czwarty sądzi, że na leczenie potrzebowałby ok. 1 tys. zł – wynika z badania Nationale-Nederlanden. Mimo niedoszacowania tych kosztów większość badanych i tak jest przekonana, że nie poradziłaby sobie finansowo z takim problemem. 

– Pomimo głośnych kampanii społecznych uświadamiających konieczność przeprowadzania badań profilaktycznych rak wciąż jest drugą przyczyną zgonów w Polsce. Z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem chcemy uświadomić, że nawet jeśli choroba nowotworowa jest wykryta we wczesnym stadium, co pozwala ją całkowicie wyleczyć, to wiąże się to kosztami, zarówno emocjonalnymi, jak i finansowymi. W Polsce większość leczenia przeprowadzana jest w szpitalach publicznych, natomiast szereg badań diagnostycznych musimy przeprowadzać sami na własną rękę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Martyna Kucicka-Witek, menadżer ds. produktów ochronnych i majątkowych w Nationale-Nederlanden.

Według Krajowego Rejestru Nowotworów w ciągu ostatnich trzech dekad liczba zachorowań na nowotwory wzrosła w Polsce dwukrotnie. Obecnie choruje na nie około 157 tys. osób rocznie, z których prawie 95 tys. umiera. Szacunki pokazują, że nowotwory – obecnie druga najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce – za kilka lat awansują na pierwsze miejsce. Do 2025 roku taką diagnozę usłyszy rokrocznie już 180 tys. osób.

Skuteczność leczenia nowotworów w Polsce powoli się poprawia, ale wciąż jest poniżej unijnej średniej. Na 100 pacjentów chorych na raka tylko 42 żyje dłużej niż pięć lat. Polacy bagatelizują ryzyko i często zbyt późno zgłaszają się na badania diagnostyczne, a z drugiej strony – nie są świadomi kosztów, które wiążą się z diagnozą nowotworową.

– Z przeprowadzonych przez nas badań wynika, że 24 proc. ankietowanych uważa, że w przypadku zdiagnozowania choroby nowotworowej potrzebowaliby na leczenie około 5 tys. zł. Co czwarty sądzi, że wystarczyłby 1 tys. zł. Jest to o tyle zaskakujące, że tylko jedno badanie rezonansem czy tomografem komputerowym – w zależności od części ciała – może kosztować nawet kilkaset złotych. Mimo tak niskich kwot, które bierzemy pod uwagę, myśląc o leczeniu, większość Polaków uważa jednak, że nie poradziłaby sobie finansowo w przypadku zdiagnozowania nowotworu – mówi Martyna Kucicka-Witek.

W teorii większość kosztów związanych z leczeniem powinien pokrywać Narodowy Fundusz Zdrowia. W praktyce często okazuje się, że wiele wydatków, związanych na przykład z dodatkowymi badaniami diagnostycznymi, opieką pielęgniarską, prywatnymi wizytami lekarskimi czy transportem do szpitala, pacjent musi pokryć z własnej kieszeni. Na to nakłada się również problem niezdolności do pracy zawodowej, a także koszty codziennego utrzymania.

Kilka lat temu towarzystwa ubezpieczeniowe wprowadziły na rynek polisy onkologiczne na wypadek zachorowania na nowotwór, które z każdym rokiem zyskują na popularności. To alternatywa zwłaszcza dla osób, które nie mają dużych oszczędności, za to znajdują się w grupie ryzyka zachorowania na nowotwór.

– W przypadku choroby nowotworowej wszystko zależy od okoliczności. Na pewno osoby, które mają genetyczne skłonności do takich chorób albo stresującą i trudną pracę, powinny pomyśleć o zabezpieczeniu. Poduszkę finansową można zbudować przez systematyczne oszczędzanie albo właśnie dzięki ubezpieczeniu na wypadek nowotworu – mówi Martyna Kucicka-Witek.

Polisa onkologiczna, poza świadczeniem finansowym, przeważnie zapewnia też assistance medyczne i pakiet dodatkowych świadczeń przydatnych w trakcie leczenia. Takie ubezpieczenia powstają we współpracy z onkologami i zapewniają kompleksowe wsparcie w przypadku diagnozy, w tym wsparcie psychologiczne czy pomoc w powrocie do aktywności zawodowej.

– W ramach assistance medycznego otrzymamy bezpłatny transport do szpitala, do lekarza czy opiekę nad nieletnimi dziećmi, jeżeli będzie taka potrzeba. W ramach polisy dostępnej w Nationale-Nederlanden istnieje też możliwość skorzystania z drugiej opinii medycznej i skonsultowania postawionej diagnozy –mówi Martyna Kucicka-Witek.

Biały laser może zastąpić technologię LED. Jest jaśniejszy, wydajniejszy i bardziej energooszczędny

Biały laser może zastąpić technologię LED. Jest jaśniejszy, wydajniejszy i bardziej energooszczędny 8

Laserowe źródła białego światła mogą zrewolucjonizować wiele segmentów rynku, począwszy od ekranów telewizorów i smartfonów, przez reflektory samochodowe, po następcę standardu komunikacji wi-fi. Biały laser jest jaśniejszy i bardziej energooszczędny od obecnie wykorzystywanej technologii LED. Nad nowymi metodami wytwarzania laserowego źródła światła białego pracują Polacy.

Biały laser można otrzymać poprzez połączenie kilku wiązek lasera na jednej warstwie półprzewodnika. Każda wiązka odpowiedzialna jest za emisję jednego z trzech podstawowych kolorów – czerwonego, niebieskiego i zielonego. Po odpowiednim doborze właściwości tych wiązek, można uzyskać światło białe. Innym sposobem uzyskania światła białego jest pobudzenie źródła laserem. Nad taką metodą pracują Polacy.

– Drugim sposobem jest zastosowanie dodatkowego układu pobudzającego w postaci niebieskiej diody laserowej bądź matrycy diod laserowych. Połączenie ich z konwerterem w postaci luminoforu, który emituje szeroką wiązkę promieniowania w zakresie światła widzialnego, daje nam źródło światła białego –mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dariusz Podniesiński z Zakładu Optoelektroniki Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych ITME.

Luminofor to związek chemiczny powodujący efekt luminescencji, czyli emitujący fale świetlne nie pod wpływem wysokiej temperatury. Jednym z podstawowych elementów źródła światła białego jest opracowywany obecnie w Instytucie Technologii Materiałów Elektronicznych luminofor ceramiczny Ce:YAG.

– Wytwarzamy luminofory ceramiczne na bazie granatu itrowo-glinowego domieszkowanego cerem. Barwę danego światła białego uzyskujemy na podstawie zmiany procesu technologicznego w czasie wytwarzania tego luminoforu. Zmiana właściwości i mikrostruktura luminoforu za pomocą mikrowtrąceń różnych materiałów oraz odpowiedni dobór geometrii tego luminoforu dają nam możliwość wytworzenia bardzo wydajnego źródła promieniowania światła białego – tłumaczy Dariusz Podniesiński.

Biały laser może się stać następcą technologii LED, która składa się z niebieskiej diody elektroluminescencyjnej i luminoforu. Zastosowania światła białego obejmują reflektory laserowe, będące jednym z najnowocześniejszych rozwiązań w przemyśle samochodowym, energooszczędne latarnie uliczne oraz źródła światła dużej mocy do zastosowań specjalnych.

– Zastosowanie diod laserowych i luminescencji opartej na ceramice pozwala nam na uzyskiwanie znacznie wyższych wartości mocy wyjściowej – twierdzi przedstawiciel Zakładu Optoelektroniki Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych ITME.

Potencjalne zastosowanie to również ekrany telewizorów, laptopów i smartfonów oraz tzw. komunikacja światła białego. Technologia łączności Li-Fi, opierająca się na technologii białego lasera, może oferować nawet 100-krotnie szybszą transmisję danych niż obecna technologia wi-fi i 10-krotnie szybszą od Li-Fi opartego na technologii LED.

– Takie rozwiązanie może zostać zastosowane w wielu branżach, np. laserowy reflektor samochodowy, oszczędne źródła lamp ulicznych, a także specjalistyczne lampy w szpitalach czy panele oświetleniowe. W najbliższych 2–3 latach możemy się spodziewać zastosowania w wielu innych dziedzinach – prognozuje ekspert.

W 2011 roku specjaliści z Sandia National Laboratories uzyskali białe światło za pomocą czterech różnych laserów. Okazało się, że ludzkie oko dobrze odbiera takie światło. Fakt ten otworzył furtkę do dalszych badań, które w 2015 roku doprowadziły do powstania urządzenia mogącego emitować światło białe. Technologia może zastąpić stosowane dziś powszechnie światło LED.

Selvita ma plany inwestycyjne na niemal 400 mln zł. Jedną trzecią środków chce pozyskać na giełdzie

Selvita ma plany inwestycyjne na niemal 400 mln zł. Jedną trzecią środków chce pozyskać na giełdzie 9

Rozwój leku na ostrą białaczkę szpikową i jego sprzedaż w II fazie badań klinicznych, sprzedaż jednego projektu innowacyjnego rocznie oraz zwiększenie kapitalizacji spółki do ponad 2 mld zł – to główne założenia strategii spółki Selvita do 2021 roku. Biotechnologiczna spółka przeprowadzi ofertę publiczną akcji, żeby pozyskać kapitał na rozwój innowacyjnych projektów onkologicznych. W ciągu najbliższych czterech lat przeznaczy na nie 290 mln zł, z czego 140 mln zł chce pozyskać od inwestorów. 

 Zamierzamy pozyskać kwotę 140 mln zł. To element naszego czteroletniego planu inwestycyjnego, w ramach którego Selvita zainwestuje łącznie blisko 400 mln zł w rozwój swoich projektów innowacyjnych i oferty usługowej. Najważniejszym celem naszej emisji jest rozbudowa i zwiększenie zaawansowania portfela projektów onkologicznych spółki – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Przewięźlikowski, prezes spółki biotechnologicznej Selvita.

W ubiegłym tygodniu spółka opublikowała prospekt emisyjny w związku z ofertą publiczną akcji serii H. Środki pozyskane w ten sposób zamierza przeznaczyć m.in. na rozwój potencjalnych leków onkologicznych. W ciągu 4 lat spółka chce wydać na nie 290 mln zł

– Pierwszym jest rozwój leku SEL120 do drugiej fazy badań klinicznych. To projekt celujący w ostrą białaczkę szpikową. Zamierzamy doprowadzić badania przedkliniczne do końca i w drugiej fazie badań klinicznych, kiedy udowodnimy skuteczność terapeutyczną cząsteczki, pozyskać globalnego partnera rozwojowego – mówi Paweł Przewięźlikowski.

Poza projektem SEL120 spółka chce rozwijać cztery innowacyjne platformy: terapii celowanych, metabolizmu komórek nowotworowych i immunometabolizmu, immunologiczną i immunoonkologiczną oraz platformę narzędziową cząsteczek biologicznych. W latach 2018–2020 Selvita chce sprzedawać jeden z tych projektów innowacyjnych rocznie.

– W planach mamy też budowę centrum rozwoju leków innowacyjnych, do którego przeprowadzi się segment innowacyjny spółki. W miarę poszerzania działalności usługowej będziemy realizowali kolejne etapy prac, tak żeby zapewnić infrastrukturę całości grupy kapitałowej. Połowę kosztów związanych z budową pokryjemy z przyznanego już grantu. Pozostałą część ze środków własnych i kredytu – podkreśla prezes Selvity.

Zgodnie z założeniami ubiegłorocznej strategii do 2021 roku spółka zakłada dynamiczny wzrost przychodów w segmencie usługowym oraz wzrost kapitalizacji spółki do poziomu przekraczającego 2 mld zł. Dziś wynosi ona ok. 800 mln zł.

 Naszym celem operacyjnym jest dojście do kapitalizacji 2 mld zł w ciągu czterech lat – taka jest przeciętna kapitalizacja amerykańskiej firmy biotechnologicznej, która ma lek w drugiej fazie badań klinicznych i ma do niego pełne prawa. Jeżeli SEL120 pokaże dobre wyniki w badaniach na ludziach i dzięki niemu będziemy mogli pomóc chorym na choroby nowotworowe, to tylko sam ten projekt powinien osiągnąć tego typu wartość – mówi Paweł Przewięźlikowski.

Fundamentem strategii Selvity jest zwiększenie inwestycji w segmencie innowacyjnym, który generuje największą wartość dodaną i potencjał wzrostu. Firma będzie niezmiennie koncentrowała się na obszarze onkologicznym.

– W tym obszarze mamy największe doświadczenie i sukcesy, ale również potrzeby pacjentów, a co za tym idzie – potrzeby naszych klientów, koncernów farmaceutycznych, są największe w tym obszarze, dlatego w nim głównie będziemy koncentrowali wydatki kapitałowe. Reszta działalności Selvity – segment usługowy i bioinformatyczny – to kontynuacja pozytywnych trendów z ostatnich kilku lat. Tam w modelu biznesowym niewiele się zmienia – mówi Paweł Przewięźlikowski.

Spółka przewiduje, że nakłady finansowe związane z planami inwestycyjnymi na lata 2017–2021 wyniosą łącznie ok. 390 mln zł, z czego 140 mln zł Selvita planuje pokryć ze środków od inwestorów, a pozostałą kwotę z grantów oraz środków własnych.

 Mamy dobrą reputację wśród inwestorów, dostarczyliśmy im znaczący zwrot na wcześniejszych inwestycjach, zrealizowaliśmy cele operacyjne. Selvita jest kilkukrotnie silniejszą i większą finansowo firmą niż w czasie przejścia na rynek główny w 2014 roku. Myślę, że nasza strategia znalazła uznanie nie tylko wśród pracowników i zarządu spółki, lecz także podpisali się pod nią inwestorzy instytucjonalni, którzy jednogłośnie zagłosowali za emisją na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy w sierpniu zeszłego roku. Jestem przekonany, że emisja akcji Selvity będzie sukcesem – mówi Paweł Przewięźlikowski.

Wielkość oferty Selvity nie przekroczy 2 200 000 akcji nowej emisji serii H. Cena maksymalna w ofercie została ustalona na poziomie 61 zł za jedną akcję. Aktualnie kapitał zakładowy Spółki dzieli się na 13 771 229 akcji.

Selvita to jedna z największych i najbardziej innowacyjnych firm biotechnologicznych nie tylko w Polsce, lecz także w Europie. Od czterech lat spółka jest notowana na rynku głównym GPW, a rok temu weszła w skład indeksu sWIG80. Zarząd spółki podkreśla, że cele przedstawione inwestorom w momencie wejścia na GPW zostały zrealizowane z nawiązką. Od tego czasu z sukcesem udało się skomercjalizować kilka projektów innowacyjnych – w tym flagowy lek na białaczkę SEL24 (pierwszy polski lek dopuszczony do badań klinicznych w USA).

Selvita to jedna z największych i najbardziej innowacyjnych firm biotechnologicznych nie tylko w Polsce, ale również w Europie. Prowadzi badania nad nowymi lekami, świadczy laboratoryjne usługi badawczo-rozwojowe na zlecenie farmaceutycznych, biotechnologicznych i chemicznych firm z całego świata oraz tworzy zaawansowane rozwiązania bioinformatyczne. Założona w 2007 roku spółka zatrudnia dziś 430 pracowników, z których jedna trzecia ma stopień doktora, współpracuje z instytutami badawczymi na całym świecie, a poza laboratoriami w Krakowie i Poznaniu, posiada biura sprzedażowe w Bostonie i San Francisco w Stanach Zjednoczonych oraz Cambridge w Wielkiej Brytanii.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – styczeń 2018 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 8,0% rdr do 19,1 mld zł w styczniu 2018 r.
  • Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 911,3 mld zł w styczniu 2018 r.
  • Spadek wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 17,2% rdr do poziomu 254,1 tys. szt. w styczniu 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 44,5% do poziomu 10,9 TWh w styczniu 2018 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem o 45,7% rdr do 7,1 TWh w styczniu 2018 r.
  • Spadek wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia o 10,3% do 3,0 TWh[2] w styczniu 2018 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 19,4 mld zł w styczniu 2018 r., czyli o 11,0% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej, co przede wszystkim związane było ze spadkiem wartości obrotu w transakcjach pakietowych w tym okresie o 71,5%. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w styczniu 2018 r. o 8,0% rdr, do poziomu 19,1 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w styczniu 2018 r. poziom 911,3 mln zł, o 8,0% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec stycznia 2018 r. wyniosła 66 048,17 pkt i była o 19,6% wyższa niż przed rokiem. 23 stycznia w szczytowym momencie sesji na GPW indeks WIG osiągnął 67 933,05 punktów, bijąc historyczny poziom sprzed blisko jedenastu lat.

Na rynku NewConnect w styczniu 2018 r. odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 45,6% rdr do poziomu 72,4 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w styczniu spadła o 45,7% rdr i wyniosła 66,2 mln zł.

W styczniu 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 461,6 tys. szt., o 23,7% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł w styczniu 2018 r. 254,1 tys. szt., co oznacza spadek o 17,2% rdr.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 74,5 mld zł na koniec stycznia 2018 r. wobec 58,7 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku[3]. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła w styczniu o 21,6% rdr, do poziomu 171,6 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w styczniu tego roku 13,5 mld zł i była o 69,4% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w styczniu 2018 r. wyniósł 10,9 TWh, co oznacza wzrost o 44,5% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 66,8% do poziomu 8,3 TWh, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w styczniu 2018 r. 7,1 TWh, o 45,7% mniej niż rok wcześniej. Na rynku terminowym wolumen obrotu spadł o 45,3% do poziomu 4,8 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[4], na rynku spot wyniósł w styczniu 2018 r. 3,0 TWh, co oznacza spadek o 10,3% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) sięgnął w styczniu 2018 r. 49,2 ktoe[5]4, w porównaniu do 15,3 ktoe rok wcześniej.

Kapitalizacja 430 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec stycznia 2018 r. 694,14 mld zł (167,31 mld EUR). Łączna kapitalizacja 479 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec stycznia tego roku 1 446,21 mld zł (348,59 mld EUR).

Na NewConnect w styczniu 2018 r. zadebiutowała spółka Brand 24, której wartość oferty wyniosła 6,2 mln zł.

W styczniu 2018 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

  • [1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
  • [2] Z wyłączeniem praw wynikających ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną
  • [3] Od 3 stycznia 2018 r. obligacje Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) są kwalifikowane jako obligacje skarbowe. W związku z tym dane o wartości emisji obligacji nie skarbowych z poprzednich komunikatów obrotowych są nieporównywalne z danymi prezentowanymi w tym komunikacie.
  • [4] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)
  • [5] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Firmy rodzinne atrakcyjną inwestycją na GPW

  • Co piąta spółka notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie to przedsiębiorstwo zarządzane przez rodzinę – wynika z raportu Grant Thornton pod patronatem GPW i Fundacji Firmy Rodzinne
  • W latach 2012-2016 na GPW zadebiutowało 77 spółek rodzinnych, które pozyskały poprzez emisję akcji ok. 950 mln zł kapitału na rozwój
  • Dodatkowo 22 spółki rodzinne wyemitowały w tym czasie na Catalyst obligacje o łącznej wartości ok. 2 mld zł

Firmy rodzinne to coraz ważniejszy segment polskiej gospodarki – mają coraz większy udział w PKB, coraz więcej eksportują oraz tworzą nowe miejsca pracy. Nic więc dziwnego, że z każdym rokiem rośnie także ich znaczenie na polskim rynku kapitałowym. Jak pokazuje raport „Rodzinny biznes na Giełdzie” przygotowany przez firmę audytorsko-doradczą Grant Thornton, spółki rodzinne coraz chętniej korzystają z możliwości, jakie daje im rynek publiczny, a inwestorzy ufają spółkom rodzinnym jako emitentom papierów wartościowych i chętnie powierzają im swój kapitał.

Według raportu, na koniec 2016 r. na GPW notowanych było łącznie 176 spółek, które spełniały przynajmniej jedną z czterech definicji przedsiębiorstwa rodzinnego. Spośród nich 82 to spółki notowane na Głównym Rynku GPW, a 94 na rynku NewConnect. Oznacza to, że już co piąta spółka na warszawskiej giełdzie to firma rodzinna.

– Właściciele polskich spółek rodzinnych – poza rozwojem przedsiębiorstwa w sposób organiczny – coraz chętniej decydują się na upublicznienie spółki poprzez Giełdę. Wyniki naszych analiz potwierdzają, iż przedsiębiorcy ci są aktywnymi uczestnikami rynku oraz że obecność na parkiecie pozwala tym firmom skutecznie się rozwijać – podkreśla Dariusz Bednarski, Partner Zarządzający w Grant Thornton, Lider Zespołu Doradztwa dla Firm Rodzinnych.

W pięcioletnim okresie objętym analizą, a więc w latach 2012-2016, na GPW zadebiutowało 77 spółek rodzinnych, które pozyskały poprzez emisję akcji ok. 950 mln zł kapitału na rozwój. Oznacza to, że co czwarty debiut na GPW we wspomnianych pięciu latach był przeprowadzony przez firmę rodzinną (łącznie odbyło się 307 debiutów). Oprócz tego 22 spółki rodzinne wyemitowały na Catalyst obligacje korporacyjne o łącznej wartości ok. 2 mld zł.

– Właściciele spółek rodzinnych w Polsce coraz częściej decydują się na upublicznienie i w różnorodny sposób korzystają z Giełdy. Rentowność spółek rodzinnych notowanych na GPW wzrasta z roku na rok, co sprawia, że inwestorzy chętnie w nie inwestują. Rynkowa wartość biznesu rodzinnego na giełdzie liczona jest już w dziesiątkach miliardów złotych – zaznacza Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Wyniki raportu pokazują, że giełdowe spółki rodzinne to przedsiębiorstwa o dużej dynamice rozwoju. W analizowanym okresie przychody spółek rodzinnych notowanych na Głównym Rynku GPW wzrosły o 51,6 proc., a w tym samym czasie przychody pozostałych firm spadły o 6,9 proc. Dynamicznie rośnie również kapitalizacja firm rodzinnych na GPW. Na Głównym Rynku na koniec 2016 r. wyniosła ona 33,5 mld zł, co przekłada się na średni roczny wzrost na poziomie 26 proc. W przypadku pozostałych spółek wartość ta przekroczyła 327 mld zł, co dało średni roczny wzrost o 5,7 proc.

Wykres. Przychody spółek rodzinnych i „nierodzinnych” notowanych na Głównym Rynku GPW

Przychody spółek rodzinnych i „nierodzinnych” notowanych na Głównym Rynku GPW
Źródło: Grant Thornton

Jak wynika z raportu, stopa zwrotu indeksu spółek rodzinnych (nazwanego na potrzeby raportu „indeksem WIG-Rodzinne”) wyniosła w latach 2012-2016 blisko 32 proc. Może to świadczyć o tym, że firmy rodzinne są uznawane przez inwestorów za bezpieczniejszą i bardziej przewidywalną formę lokowania kapitału. Wpływ na to ma fakt stabilnych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie władz oraz bardziej zachowawczego sposobu zarządzania (w przeciwieństwie do chęci osiągnięcia jak najwyższych bieżących wyników finansowych).

– Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać w długoterminowej strategii firm rodzinnych. Mając za priorytet zachowanie dziedzictwa wcześniejszych pokoleń, zarządy takich spółek będą podejmować znacznie mniej ryzykowne decyzje, odpuszczając część okazji rynkowych. W obliczu załamania koniunktury okazuje się to jednak zbawienne dla wartości przedsiębiorstw. Gdy zwrócimy uwagę na indeksy spółek rodzinnych wyliczane na innych europejskich giełdach, dostrzeżemy, że ich spadki są płytsze niż indeksów ogólnorynkowych, a wzrost w okresie pięcioletnim wyższy o co najmniej kilkanaście punktów procentowych – tłumaczy Katarzyna Gierczak-Grupińska, Prezes Fundacji Firmy Rodzinne.

Jak przekonują autorzy raportu, popularność GPW wśród polskich firm rodzinnych będzie w najbliższych latach rosła, ponieważ czeka je zmiana pokoleniowa – właściciele zbliżają się do wieku emerytalnego i będą szukać następców. Giełda oferuje im możliwość uporządkowania kwestii związanych z sukcesją i może być jednym z najdogodniejszych, bo elastycznych sposobów zmian właścicielskich.

– Wprowadzając akcje spółki na giełdę właściciel i jego następcy nie muszą oddawać kontroli nad firmą. W każdym momencie mogą jednak akcje upłynnić w jednej dużej transakcji lub rozłożyć proces wychodzenia z biznesu na lata. Zdecydowaną zaletą posiadania statusu spółki publicznej – zwłaszcza w kontekście sukcesji lub chęci oceny efektów pracy menadżerów, którym założyciel firmy może przekazać zarządzanie – jest także rynkowa wycena. Uzyskanie jej może zapobiec potencjalnym konfliktom w rodzinie w procesie sukcesji – podkreśla Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Wyniki raportu „Rodzinny biznes na Giełdzie” dostępne są na stronie: http://grantthornton.pl/publikacja/firmy-rodzinne-atrakcyjna-inwestycja-na-gpw/

Lawinowy spadek kursu bitcoina. Gdzie jest granica?

Rynek kryptowalut w dalszym ciągu krwawi. W dwa dni cena bitcoina spadła ok 20 proc., a przez nieco ponad miesiąc o więcej niż połowę ! Coraz częściej pojawiają się pytania, gdzie ten spadek się zatrzyma i ile tak naprawdę jest wart bitcoin – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Najpopularniejsza z kryptowalut kosztowała w piątek ok. 8 tys dolarów, co zgodnie ze skonsolidowanymi notowania Bloomberga, było najniższą ceną od 24 listopada. Przypomnijmy – w połowie grudnia BTC kosztował ponad 20 tys. dol. Tymczasem obecnie tylko w ostatni tydzień z rynku wyparowało 50 mld dol. wartości bitcoina. Przecena dotknęła zresztą także inne popularne kryptowaluty. Przed dwucyfrowymi spadkami nie uchroniły się: Ethereum, Litecoin, Bitcoin Cash czy Ripple. Ostatnia z wymienionych w piątek o godz. 10 straciła jedną trzecią wartości w zaledwie dobę.

Nieszczęścia kryptowalut chodzą parami

Do spadków przyczyniły się informacje o zaprzestania reklam nt. kryptowalut przez Facebooka, obaw o ataki hakerów na giełdy (w jednej z japońskich giełd “ukradziono” kryptowaluty o wartości 0,5 mld dolarów) oraz znaczne zaostrzenia regulacji w Korei Pd., Chinach i USA. Na dobicie doszły jeszcze wiadomości z Indii, gdzie rząd stwierdził, że nie traktuje kryptowalut jako legalnego środka płatniczego i zrobi wszystko, aby zapobiec krypto-transakcjom. Był to przysłowiowy gwóźdź do trumny, który pogłębił przeceny.

Ogólna sytuacja rynkowa również nie sprzyja kryptowalutom. Znacznie tracą rynki akcji na świecie. Obserwujemy jednocześnie wzrost rentowności obligacji skarbowych USA, Niemiec czy Wielkiej Brytanii, które osiągają najwyższe wartości od kilku lat. Na dodatek dolar nadal pozostaje pod bardzo dużą spadkową presją. Tak znaczne przetasowania na rynkach w połączeniu ze splotem negatywnych informacji dla kryptowalut mogą tylko pogarszać sentyment do nich i pogłębiać przecenę.

Mocny argument profesora Jackmana

Czy, a jeśli tak, to kiedy tendencja spadkowa może się zatrzymać? Takie pytania automatycznie doprowadzają do rozważań o rzeczywistą wartość bitcoina i innych kryptowalut. Wszczęcie postępowania amerykańskiego regulatora przeciwko jednej z największych kryptogiełd – Bitfinex –  zwiększyło także obawy o to, że cena m.in. bitcoina była mocno zawyżona przez nielegalne działania. Czy to możliwe jednak, żeby bitcoin był wart np. kilkaset razy mniej niż obecnie?

Richard Jackman, profesor ekonomii w London School of Economics, na łamach wczorajszego “Financial Times”, prezentuje silny argument za tym, że wartość  najpopularniejszej z kryptowalut może wynosić 20 dolarów. Wg artykułu miesięcznie przeprowadza się obecnie transakcje w bitcoinach o wartości 100 mln dol., czyli 1200 mln dol. rocznie. W cyrkulacji jest także ok. 15 mln “monet”, a zakładając wykorzystanie każdego bitcoina cztery razy w ciągu roku (analogicznie jak zwykłych pieniędzy), otrzymujemy 60 mln transakcji bitcoinem. Te 60 mln wspiera wartość transakcji w wysokości 1200 mln dol., co wymaga, by każdy bitcoin w teorii był wart 20 dolarów, czyli ponad 400 razy mniej niż jego bieżąca cena rynkowa.

Reanimacja poprzez regulację?

Wspomniana rynkowa cena bitcoina, podobnie jak w przypadku standardowych walut, opiera się w dużej mierze na oczekiwaniach. Jeżeli rynek oczekiwałby np. szybkiego wzrostu inflacji i w efekcie stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, to funt prawdopodobnie zyskiwałby na wartości w związku z tymi oczekiwaniami. Podobnie jest w przypadku kryptowalut – mogą one być z fundamentalnego punktu widzenia warte bardzo mało, ale oczekiwania co rozprzestrzenienia się zastosowania oraz zwiększenia liczby transakcji mogą windować rynkową cenę mocno w górę.

Czy oczekiwania zmniejszają się, gdy dochodzi do skandali i zaostrzenia regulacji? Nieco większe regulacje mogą spowodować znacznie większy napływ kapitału, który wcześniej mógł być sceptyczny, by inwestować w tak bardzo nieuregulowany rynek. W efekcie może to przyczynić się do znacznie szybszej adopcji kryptowalut i wspomnianego zwiększenia liczby transakcji, który wspierałby wzrost cen kryptowalut.

NIP na paragonie i kasy fiskalne online

Zakup udokumentowany paragonem, a potem powrót po fakturę? Tak, ale tylko pod warunkiem, że będzie on spersonalizowany. Jeśli po dokonaniu transakcji nabywca zapomni poprosić o dopisanie na paragonie NIP-u, nie będzie mógł go później objąć fakturą i odliczyć takiego kosztu zakupu towaru lub usługi. Projektowana zmiana łączy się ściśle z wprowadzeniem kas fiskalnych podpiętych do sieci teleinformatycznej. Nowe regulacje autorstwa Ministerstwa Rozwoju i Finansów mają zacząć obowiązywać w tym roku.

Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy Prawo o miarach przewiduje, że wystawienie faktury na rzecz nabywcy towarów i usług na podstawie paragonu nastąpi tylko pod warunkiem, że paragon będzie zawierał numer identyfikujący nabywcę na potrzeby podatku albo podatku od wartości dodanej. Nowelizacja ma wyeliminować proceder wystawiania faktur na podstawie paragonów pozostawionych przez innych klientów.

Wymiana kas fiskalnych

Aby odebrać podatnikom argument braku fizycznej możliwości ujęcia przez sprzedawcę na paragonie numeru NIP nabywcy, Ministerstwo Finansów chce już w tym roku zacząć wprowadzać nowy system kas rejestrujących.

Pierwszy etap to podłączenie kas fiskalnych do Centralnego Repozytorium Kas. Administratorem tego systemu i zgromadzonych w nim danych będzie szef Krajowej Administracji Skarbowej. Informacje przesyłane do CRK będą zawierać szczegóły pozwalające na ustalenie wysokości obrotu, kwot podatku należnego i stawki VAT-u oraz na identyfikację sprzedanego towaru lub usługi. Co najważniejsze, ciężar zapewnienia stałego, ciągłego i zautomatyzowanego przesyłu tych danych spoczywać będzie na podatniku.

Firma na baterie

Pomysłodawcy zmian zauważają, że od podatnika nie zawsze będzie zależeć to, czy ma on zapewniony ciągły dostęp do CRK. Co np. jeśli w danej miejscowości podczas robót ziemnych koparka przypadkowo przetnie światłowód? Aby nie trzeba było w takiej sytuacji wstrzymywać gospodarki w całej miejscowości czy gminie, przez okres naprawy sieci energetycznej czy teleinformatycznej możliwe będzie awaryjne rejestrowanie sprzedaży. Obowiązki podatnika zależne zaś będą od tego, czy przerwanie ciągłości jest czasowe czy trwałe:

1) jeśli czasowe – podatnik zapewnia połączenie niezwłocznie po ustaniu przyczyn zerwania ciągłości; jednocześnie jest obowiązany do prowadzenia ewidencji obrotu i kwot podatku należnego;

2) jeśli trwałe – podatnik jest obowiązany uzyskać zgodę naczelnika urzędu skarbowego na przesyłanie informacji z kas rejestrujących do Centralnego Repozytorium Kas w ustalonych odstępach czasowych.

Mimo furtki pozostawionej przez ustawodawcę na wypadek zadziałania siły wyższej, lepiej uzbroić swoją firmę w akumulator i wykupić satelitarny dostęp do internetu. Transakcje dokonane w okresie braku połączenia z CRK zostaną bowiem zapewne poddane wnikliwemu badaniu przez organ podatkowy. Co, dzięki kontroli krzyżowej, pozwoli prześwietlić dwie firmy na raz. Nie może być inaczej, skoro w uzasadnieniu wprowadzenia nowych regulacji wskazuje się wyraźnie, że „system kontroli przekazywania danych dotyczących obrotu i kwot podatku należnego ewidencjonowanego za pomocą kas rejestrujących stanowi jedno z kluczowych narzędzi do walki z tzw. szarą strefą”.

Dla zdrowej konkurencji

Głównym celem przyświecającym walce z szarą strefą jest dążenie do zapewnienia uczciwej konkurencji wśród przedsiębiorców – zapewnia się w uzasadnieniu projektu. Szkoda tylko, że nie traktuje on wszystkich przedsiębiorców jednakowo. Rozpoczynającym działalność podatnikom przysługiwać będzie ulga na zakup nowych kas do kwoty 1000 zł. Także podatnikom reprezentującym niektóre branże, zwłaszcza te „wrażliwe”, jak branża paliwowa i budowlana, gdzie projektodawcy ustawy dopatrują się największej skali problemu wystawiania tzw. pustych faktur do cudzych paragonów. Podatnikom, którzy nabyli kasy przed wejściem w życie nowelizacji, przysługuje dotychczasowa ulga, a więc tylko 700 zł.

Prawo do odliczenia

Zgodnie z nowymi regulacjami, jeśli sprzedawca posiada kasę rejestrującą, która z kolei nie ma funkcji wpisania NIP-u nabywcy, nabywca musi poinformować sprzedawcę, że jego zakup powinien być w tej sytuacji od razu udokumentowany fakturą. Takiej szansy nie będzie jednak np. podczas transakcji dokonanej przez internet, gdy nabywca nie ma fizycznej możliwości skontrolowania sprzedawcy przy wystawianiu paragonu. Czy już z samej tej przyczyny powinien tracić prawo do uzyskania później faktury?

Odpowiedź brzmi – nie. Dlatego, że prawo do odliczenia podatku naliczonego przysługuje mu przede wszystkim z racji dokonania transakcji w ramach prowadzonej przez siebie działalności. Tak zapewnia art. 86 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług. Również na podstawie art. 86 ust. 10 tej ustawy można wnioskować, że prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego powstaje na skutek zaistnienia zdarzenia gospodarczego obarczonego obowiązkiem podatkowym. Faktura czy paragon są tylko udokumentowaniem zaistniałego zdarzenia. Sam brak numeru NIP na takim dokumencie nie może podatnikowi wspomnianego prawa odbierać.

Aby podatnikowi przysługiwało prawo do odliczenia VAT-u:

  • musi powstać obowiązek podatkowy;
  • dokonana czynność powinna być związana z opodatkowaną działalnością nabywcy;
  • czynność powinna być udokumentowana fakturą.

Odebranie uprawnienia do odliczenia VAT-u tylko z uwagi na brak NIP-u na paragonie stoi też w sprzeczności z unijnymi przepisami, w których trudno doszukać się uzależnienia powstania tego prawa od podania numeru identyfikacji podatkowej. Prawo UE nawet nie przewiduje obowiązku, aby nabywca towarów lub usług stał na straży wpisania numeru NIP w dokument potwierdzający nabycie. Zgodnie bowiem z art. 220 Dyrektywy 2006/112/WE Rady Europejskiej z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz. Urz. UE L z 2006 r. nr 347/1) musi on tylko dopilnować, by fakturę dokumentującą podlegające opodatkowaniu zdarzenie wystawiła odpowiednia osoba.

Podsumowanie

Wynikające z uzasadnienia projektu ustawy przesłanie jest jasne: zapewnienie stabilnych, stopniowo się zwiększających wpływów z podatku od towarów i usług do budżetu państwa. Wzięte pod lupę branże motoryzacyjna, paliwowa czy budowlana stanowią tylko pierwszą linię uderzenia fiskusa. Mówią o tym wprost sami pomysłodawcy zmian, wskazując, że „zasadne jest wprowadzenie regulacji zapobiegających takiemu procederowi o charakterze generalnym, obejmującym wszystkie transakcje na rynku”.

Dlatego sam brak NIP-u na paragonie nie powinien wzbudzać wśród przedsiębiorców większych obaw, bo to tylko wierzchołek góry lodowej. Ryzyko kontroli skarbowych i wdania się w żmudne spory z fiskusem będą bowiem niosły ze sobą wszelkie transakcje dokonane poza Centralnym Repozytorium Kas.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu decyzje banków centralnych w Europie i na Antypodach wychodzą na pierwszy plan. Ryzyka przeważają po stronie gołębich komunikatów, co może uderzyć w wysokie wyceny lokalnych walut. ISM dla usług i bilans handlowy z USA mogą mieć wpływ na dolara. Raporty z rynków pracy Nowej Zelandii i Kanady także przyciągną uwagę.

Przyszły tydzień: ISM dla usług, BoE, RPP, RBA, sprzedaż detaliczna z Australii, RBNZ, rynek pracy z NZ/Kanady

W USA tydzień po NFP tradycyjnie jest ubogi w ważne publikacje. Spodziewany wzrost indeksu ISM dla usług (pon) raczej jest już zdyskontowany po lepszym wyniku w przemyśle. Bilans handlu zagranicznego (wt) może przyciągnąć uwagę, gdyż kolejny miesiąc wzrostu deficytu będzie podsycał obawy o nasilenie protekcjonizmu w handlu przez administrację Trumpa. W przyszłym tygodniu polityka może wybijać się na pierwszy plan, gdyż na wtorek planowane jest głosowanie w Kongresie nad przedłużeniem finansowania dla administracji budżetowej do końca marca, choć dla rynku to powtórka z rozrywki i ostatecznie sprawa może przejść bez echa. Wystąpienia członków FOMC mogą być interesujące, szczególnie w kontekście oceny raportu z rynku pracy, który wskazał na przyspieszenie dynamiki wynagrodzeń. W przeszłym tygodniu przemawiają Bullard (wt), Kaplan, Dudley, Evans, Williams (śr), Harker i Kashkari (czw) oraz George (pt). Jeśli komentarze przesuną bilans ryzyk dla liczby podwyżek w tym roku na 3-4 zamiast 2-3, USD to doczuje.

Euro nie znajdzie impulsów w kalendarzu publikacji, gdyż indeksy PMI dla usług (pon), sprzedaż detaliczna (pon) oraz niemieckie dane z przemysłu i handlu zagranicznego (czw) mają drugorzędne znaczenie. Główna uwaga pozostanie na komentarzach członków EBC w kwestii przyszłości polityki pieniężnej i wpływu aprecjacji EUR. Na przyszły tydzień zaplanowano wystąpienia Weidmanna (wt, czw), Nouy’a i Lauteschlaeger (śr), Villeroy’a, Merscha i Praeta (czw). Jednakże jak na razie nie widać chęci do ostrej interwencji werbalnej, więc rynek może być spokojny o swoje długie pozycje.

Bank Anglii ma pierwsze posiedzenie w tym roku od razu z prezentacją Raportu Inflacyjnego (czw). Nikt nie oczekuje zmiany stopy procentowej, choć pojedyncze głosy za podwyżką byłyby niespodzianką. Silna postawa aktywności gospodarczej w całej Europie pozwoli na podniesienie prognoz wzrostu gospodarczego, ale niepewności związane z Brexitem oraz spowalniająca inflacja dają przestrzeń do utrzymania gołębiego komunikatu, stąd małe są szanse, by funt znalazł w decyzji powody do umocnienia. Wokół danych z gospodarki ryzyka przeważają po negatywnej stronie. ISM dla usług (pon) może rozczarować w ślad za słabszymi odczytami z przemysłu i sektora budowlanego. Produkcja przemysłowa za grudzień (pt) będzie obciążona okresowym wyłączeniem rurociągu na M. Północnym. Dalej uważamy, że ryzyko nasilenia negatywnych komentarzy wokół negocjacji Brexitu może w końcu zaważyć na wycenie GBP.

W Polsce Rada Polityki Pieniężnej utrzyma stopy procentowe bez zmian (śr), ale interesująca może być konferencja prasowa. Spadek CPI do 2,1 proc. r/r w grudniu będzie narzędziem w rękach gołębi chcących utrzymania stóp procentowych bez zmian co najmniej do końca 2018 r. Dodatkowo coraz częściej poruszanym tematem w dyskusji stała się kwestia opłacalności eksportu i wpływ silnego złotego. Zaznaczenie tych obaw w komunikacie lub na konferencji wybrzmi gołębio. Rajd aprecjacyjny złotego został zatrzymany w ostatnich dniach i widzimy rosnące ryzyko korekty, a stanowisko RPP może być dobrym pretekstem do odbicia.

Względnie pusty kalendarz z Japonii oznacza, że handel na USD/JPY pozostanie pod wpływem wahań sentymentu względem USD, ale też rewizji oczekiwań wobec JPY po tym, jak BoJ przypomniał w tym tygodniu o swoim gołębim nastawieniu. Dalszy wzrost rentowności obligacji skarbowych na głównych rynkach (głównie USA) przy stabilizacji papierów japońskich będzie wywierać presję na długie pozycje w JPY.

Na Antypodach mamy tydzień z bankami centralnymi. RBA (wt) powinien podtrzymać neutralny ton bez zmian w prognozach inflacji i wzrostu. Choć rozczarowanie odczytem CPI za IV kw. stwarza ryzyko, reszta danych w ostatnich tygodniach była dobra. Przed decyzją otrzymamy dane o grudniowej sprzedaży detalicznej, gdzie spodziewane jest odreagowanie solidnych wyników w listopadzie. RBNZ (śr) może pozostawać elastyczny w oczekiwaniu na nowego prezesa, co by oznaczało niewielkie zmiany w komunikacie z grudnia. Istnieje ryzyko, że bank zdecyduje się za obniżenie prognoz inflacji po rozczarowujących danych za IV kw., co miałoby negatywne odbicie na NZD. Wcześniej (wt) w centrum uwagi będzie raport z rynku pracy za IV kw. – oczekuje się wzrostu zatrudnienia, ale w umiarkowanym tempie po fenomenalnych danych za poprzedni kwartał. Ostatni rajd AUD i NZD w dużym stopniu opierał się na słabości USD, ale rosnące rentowności długu USA zaczynają wywierać negatywną presję na waluty z Antypodów. Gołębiość lokalnych banków centralnych może podsycić wyprzedaż.

W Kanadzie po dwóch imponujących odczytach zatrudnienia (79,5 tys. w listopadzie, 78,6 tys. w grudniu) przyszedł czas na odreagowanie (odczyt w piątek). Szczególnie że grudniowe dane były podbite przez napływ pracy tymczasowej, co prawdopodobnie było związane ze zwiększeniem obsady sklepów na okres świąteczny. Konsensus zakłada spadek zatrudnienia w styczniu o 9 tys. i wzrost stopy bezrobocia z 5,7 proc. do 5,8 proc. Słabsze dane niosą ryzyko wywierania przejściowej presji na CAD, ale małe widzimy szanse na wyrwanie USD/CAD z ostatniej konsolidacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

GPW na trzecim miejscu w Europie pod względem liczby IPO

  • W 2017 r. GPW była trzecim rynkiem w Europie (ex aequo z hiszpańską giełdą BME) pod względem liczby debiutów
  • Łączna wartość IPO na warszawskim parkiecie w ostatnim roku wyniosła ponad 1,8 mld euro i była najwyższa od 2011 r.
  • Warszawski debiut spółki Play Communications SA jest na ósmym miejscu wśród największych europejskich ofert ubiegłego roku

Na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w ubiegłym roku z sukcesem przeprowadzono 27 ofert pierwotnych (osiem na Głównym Rynku GPW oraz 19 na NewConnect). Jak podaje Raport „IPO Watch Europe” przeprowadzony przez firmę doradczą PwC stawia to naszą giełdę na trzecim miejscu wraz z giełdą hiszpańską pod względem liczby oraz na ósmym miejscu pod względem wartości Initial Public Offering (IPO). Spółka Play Communications SA z ofertą o wartości 1,0 mld euro uplasowała się na ósmym miejscu największych europejskich debiutów w 2017 r.

– Dobra sytuacja makroekonomiczna w Europie, umacnianie się polskiej waluty oraz dobre postrzeganie przez inwestorów naszej gospodarki przełożyły się także na wzrost wartości kapitału pozyskanego na rozwój poprzez rynek publiczny. Cieszy nas silna pozycja GPW wśród europejskich parkietów pod względem liczby i wartości IPO, ale jeszcze bardziej cieszy nas to, że na Giełdę trafia coraz więcej spółek, których produkty mogą być skalowalne globalnie. Instytucje rynku kapitałowego stają się bardziej komplementarne. Na GPW debiutują kolejne spółki z portfeli funduszy wspartych przez Krajowy Fundusz Kapitałowy. Mają one bardzo duży potencjał wzrostu, co w przyszłości może przełożyć się na zyski inwestorów – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Tabela 1. Liczba i wartość IPO na giełdach europejskich w 2017 r.

IPO w 2017 r.
Giełda liczba debiutów wartość debiutów (mln. Euro)
London Stock Exchange Group 135 17 634
Nasdaq Nordic 98 3 996
Warsaw 27 1 811
BME (Spanish Exchange) 27 3 696
Euronext 20 3 258
Deutsche Boerse 13 2 525
Oslo Børs&Oslo Axess 11 1 099
Six Swiss Stock Exchange 5 3 853
Bucharest Stock Exchange 4 256
Irish Stock Exchange 3 3 756
Borsa Istambul 3 278
Wiener Boerse 1 1 680
Budapest 1 73
Prague 0 0
Luksemburg 0 0
Sofia 0 0
Razem 348 43 915

 

Źródło: PwC, IPO Watch Europe, raport za 2017 r.

Wykres 1. Aktywność na polskim rynku IPO od 2008 roku

Aktywność na polskim rynku IPO od 2008 roku
Źródło: PwC, IPO Watch Europe, raport za 2017 r.

W 2017 r. GPW zanotowała imponującą poprawę wartościową spółek notowanych. Wartość rynkowa spółek debiutujących na Głównym Rynku GPW i NewConnect wyniosła na koniec roku 16,7 mld zł i była ponad dwukrotnie wyższa niż wartość rynkowa spółek wycofanych (8,2 mld zł). W tym kapitalizacja 14 spółek  wycofanych po wezwaniu stanowiła 6,4 mld zł (czyli ponad 10 mld zł mniej niż nowych spółek, które trafiły na rynki akcji GPW).

Tabela 2. Dane o debiutach versus wycofania dla Głównego Rynku GPW i NewConnect łącznie

Dane o debiutach versus wycofania dla Głównego Rynku GPW i NewConnect łącznie
Źródło: GPW

W oczekiwaniu na dane z amerykańskiego rynku pracy

Roman Ziruk - Ebury
Roman Ziruk, Ebury Polska

Piątek upłynie pod znakiem publikacji z amerykańskiego rynku pracy. Po wczorajszej wyprzedaży, inwestorzy ponownie powrócili do dolara, oczekując dobrych, popołudniowych danych z USA

Pomimo wzrostu kursu EUR/USD, polska waluta w czwartek poddana była jedynie ograniczonym wahaniom, istotnie zyskując jedynie w relacji do dolara amerykańskiego. “Minutki” ze styczniowego spotkania RPP potwierdzają nasze oczekiwania względem braku jakichkolwiek istotnych działań zmierzających do zacieśnienia polityki monetarnej ze strony RPP na przestrzeni najbliższych kwartałów. Członkowie Rady spodziewają się utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie, część z nich (prawdopodobnie mniejsza część) zastrzega, iż podniesienie kosztów pieniądza w kolejnych kwartałach mogłoby być tematem rozważań, jeśli dane pokażą, że presja inflacyjna będzie silniejsza, od oczekiwanej obecnie.

Narodowy Bank Czeski (CNB) zgodnie z oczekiwaniami podniósł wczoraj referencyjną stopę procentową z poziomu 0,5% do 0,75%. Bank zmienił również stopę lombardową, która wzrosła o 50 punktów bazowych, do poziomu 1,5%. Bardziej interesujące od samej decyzji Banku były jego prognozy gospodarcze. CNB spodziewa się umocnienia czeskiej waluty (związanego z tym) spadku inflacji oraz wyższego tempa wzrostu gospodarczego, niż zakładano wcześniej. Zgodnie z nowymi szacunkami Banku, kurs EUR/CZK w 2019 r. powinien wynieść 24,5. W następstwie informacji, które sugerują kontynuację zacieśniania stóp procentowych w kolejnych latach, kurs EUR/CZK obniżył się o około 0,5%.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,15-4,16. Wczorajsza rewizja indeksu PMI dla przemysłu strefy euro w styczniu była zbieżna ze wstępnymi szacunkami. Wskaźnik na poziomie 59,6 znajduje się w okolicy maksimum z ostatniego miesiąca i jako jeden z najważniejszych indeksów wyprzedzających sugeruje utrzymanie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego na początku roku.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,72-4,76. Wczorajsze, styczniowe dane PMI dla przemysłu Wielkiej Brytanii rozczarowały konsensus, ściągając w dół wycenę brytyjskiej waluty. Indeks PMI spadł do najniższego od siedmiu miesięcy poziomu 55,3 wobec oczekiwanych 56,5 i 56,2 notowanych w ubiegłym miesiącu.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 3,32 – 3,35. Wczorajsza słabość amerykańskiej waluty nie była do końca uzasadniona w kontekście ostatniego, jastrzębiego komunikatu ze spotkania FED, dobrych danych o aktywności gospodarczej i optymistycznych odczytów z rynku pracy.

Dane sprzyjały dolarowi: wczorajszy odczyt indeksu ISM dla przemysłu pokazał mniejszy niż oczekiwano spadek wskaźnika z poziomu 59,7 do 59,1 (konsensus zakładał, że indeks aktywności obniży się do 58,8 pkt). Indeks PMI dla przemysłu zgodnie z oczekiwaniami pokazał dobry wynik 55,5. Tygodniowy odczyt liczby zadeklarowanych bezrobotnych był dodatkowo nieco niższy od oczekiwań, oprócz tego w dół zrewidowano szacunki z ostatniego tygodnia.

W dniu dzisiejszym uwaga inwestorów skupi się na raporcie z amerykańskiego rynku pracy. Zgodnie z oczekiwaniami sektor pozarolniczy w styczniu utworzył ok. 180 tys. miejsc pracy. Najpopularniejsza miara U3 powinna pokazać utrzymanie się poziomu bezrobocia na stabilnym poziomie 4,1%, w okolicy poziomu naturalnego dla amerykańskiej gospodarki. Dynamika płac z kolei powinna przyspieszyć z 2,5% do 2,6% w ujęciu rocznym; miesięczny wzrost ma wynieść natomiast 0,3%.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:00 – indeks nastrojów konsumentów w USA Michigan w styczniu

14:30 – raport z amerykańskiego rynku pracy w styczniu

2018 rok to dobry czas na zmianę pracy

W 2017 roku co drugi specjalista lub menedżer odczuł poprawę swojej sytuacji zawodowej, ale 4 na 10 pracowników niestety nie – wynika z raportu Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy”. Jeśli znajdujesz się w tej drugiej grupie, warto w nowym roku pomyśleć o zmianie pracy. Tym bardziej, że wynagrodzenia proponowane podczas procesów rekrutacyjnych w 2017 roku wzrosły aż o 14% i ten trend utrzyma się również w 2018 roku. Świadome i przemyślane etapy procesu poszukiwania pracy nie tylko zwiększają szansę na sukces, ale również dodają pewności siebie oraz motywacji.

Nowy rok to czas, który wiele osób poświęca na podsumowania. Jest to również doskonały moment na identyfikację potrzeb zawodowych oraz rozejrzenie się za środowiskiem pracy, które umożliwi lepsze wykorzystanie naszego potencjału oraz zaoferuje interesujące perspektywy rozwoju. Taka zmiana powinna zostać poprzedzona zrobieniem „zawodowego rachunku sumienia”.

Po pierwsze, zrób krok wstecz

Pierwszym niezwykle istotnym krokiem jest rozpoznanie obecnej sytuacji. Zidentyfikowanie czynników, które sprawiły, że myślimy o poszukiwaniu nowych możliwości zawodowych, pomoże wyostrzyć naszą uwagę na te elementy, które koniecznie chcemy zmienić. Dzięki temu unikniemy powielania znanych nam już negatywnych schematów. Jest to również cenna możliwość spojrzenia wstecz na doświadczenie zawodowe i podejmowane kroki, a co za tym idzie utwierdzenia się w decyzji o zmianie.

Po drugie, sprecyzuj swoje oczekiwania

Kolejnym etapem powinna być identyfikacja naszych oczekiwań względem nowego miejsca pracy oraz przyszłego pracodawcy. Pomoże to w określeniu, co jest dla nas ważne w miejscu pracy oraz w jakim środowisku musimy się znaleźć, aby potencjał naszych możliwości został wykorzystany w pełni. Cennym wsparciem może się tu okazać rekruter znających realia rynku pracy, który będzie w stanie skonfrontować nasze oczekiwania i plany z rzeczywistością, a dzięki temu wskazać nam zarówno atuty, które posiadamy, benefity które nam się należą jak również sfery wymagające poprawy.

Po trzecie, daj się znaleźć w sieci

Pierwszym krokiem jest oczywiście odświeżenie naszego CV. Niezwykle istotne jest także uaktualnienie profili na profesjonalnych portalach społecznościowych tj. LinkedIn oraz GoldenLine. Są to media, na których rekruterzy poszukują wyjątkowych kandydatów do aktualnie prowadzonych procesów rekrutacyjnych. Warto zatem, aby profil, na który trafią, przykuwał uwagę oraz zawierał najważniejsze punkty naszej kariery i wykształcenia. Ponadto, jasne określenie celów zawodowych oszczędzi czas obu stronom oraz przedstawi nas jako osoby świadomie wyznaczające swoją ścieżkę kariery.

Po czwarte, stwórz listę „z nimi chcę pracować”

Dokładny przegląd firm, które mogą okazać się atrakcyjnymi pracodawcami to niezwykle ważny krok. Dzięki świadomie wyznaczonym planom łatwo będzie sporządzić listę organizacji, które zajmują się obszarem działalności, który nas interesuje i dla których moglibyśmy stanowić cenny nabytek. Potem pozostaje już tylko skontaktowanie się z osobami zajmującymi się rekrutacją lub managerami działów, do których chcielibyśmy dołączyć. Cenne jest nieszablonowe i szczere podejście w mówieniu o sobie, swoich mocnych oraz słabych stronach. Poza bezpośrednim kontaktem z osobami decyzyjnymi w interesujących nas organizacjach, ogromnym wsparciem może również być nawiązanie kontaktu z rekruterem specjalizującym się w interesujących nas obszarach. Nawiązanie tego typu relacji sprawi, że będziemy na bieżąco z trendami na rynku pracy oraz będziemy mieli po swojej stronie profesjonalistę, który na co dzień zajmuje się promocją talentów w danej specjalizacji.

Po piąte, bądź na bieżąco z rynkiem pracy

W procesie poszukiwania pracy pomocne są ogłoszenia zamieszczane na stronach internetowych. I choć istnieje prawdopodobieństwo, że nasze CV zniknie w lawinie innych aplikacji, to obserwowanie tendencji rynkowych jest bardzo cenne. Pozwala na ustalenie obszarów, w których zapotrzebowanie na nowych pracowników jest w danym czasie największe, oraz kompetencji, które w konkretnych branżach są najbardziej pożądane. Daje to również szasnę na przemyślenie udziału w kursach lub szkoleniach, jeżeli widzimy, że niektóre z naszych kompetencji tego wymagają.

Proces poszukiwania nowej pracy może być stresujący. Często trzeba podjąć wiele prób, aby w końcu znaleźć się w wyjątkowym miejscu ze sprzyjającą atmosferą, ciekawymi ludźmi i możliwościami. Jednak każdy krok, który podejmiemy na drodze do sukcesu, jest osobistą wygraną z własną strefą komfortu. Otrzymanie szansy na wykorzystywanie doświadczenia i kwalifikacji zdobywanych przez większość życia, warte jest każdego wysiłku.

Sonia Podgórska, Associate Consultant, Antal Finance & Accountancy

Kryptowaluty w świetle prawa

Komisja Nadzoru Finansowego oraz Narodowy Bank Polski podjęły działania dotyczące weryfikacji legalności działania giełd kryptowalutowych, zarejestrowanych w Polsce. O czym świadczą powyższe działania jednostek nadzoru nad rynkiem pieniężnym? Czy oznaczają one, że podmioty, których zakres usług dotyczy obrotu krypowalutami, prowadzą nielegalną działalność w zakresie świadczenia usług płatniczych bez wymaganych uprawnień?

Z informacji medialnych wynika, że kolejne podmioty zajmujące się pośrednictwem w obrocie wirtualną walutą wpisywane są na listę ostrzeżeń. Dodatkowo KNF zawiadamia właściwą rzeczowo prokuraturę okręgową o możliwości popełnienia przestępstw przez te podmioty, wskazując możliwość naruszenia art. 150 ustawy o usługach płatniczych. Z treści tego uregulowania wynika, że brak uprawnienia do działania na rynku płatniczym stanowi czyn karalny, za który grozi kara grzywny do 5 mln zł albo kara pozbawienia wolności do lat 2 lub obie te kary łącznie. Ta sama kara grozi również za posługiwanie się i używanie bez uprawnienia w wykonywanej działalności takich pojęć jak: „usługi płatnicze”, „wydawanie pieniądza elektronicznego”, „instytucja płatnicza”, „biuro usług płatniczych”, „instytucja pieniądza elektronicznego” albo „oddział zagranicznej instytucji płatniczej”.

Aby odpowiedzieć na powyższe, należy jednoznacznie stwierdzić, iż w Polsce nie ma zakazu prowadzenia działalności, w zakres której wchodzą usługi pośrednictwa w obrocie krypowalutami. Można jednoznacznie wskazać, iż obrót wirtualnymi walutami (np. litecoin, ether, bitcoin) nie stanowi naruszenia prawa krajowego ani wspólnotowego. Naruszeniem prawa nie jest również posiadanie takich walut, czy też zawieranie transakcji ich zakupu i sprzedaży.

Model biznesowy podmiotów, działających na rynku jako giełdy krypotowalutowe, opiera się na współpracy z instytucjami finansowymi, które są nadzorowane przez KNF. Działalność podmiotów, będących wirtualnymi giełdami, jest zarejestrowana, często w formie spółek kapitałowych, wpisanych do KRS. Z wydanych indywidualnych interpretacji podatkowych, wnioskować można, iż podmioty te posiadają również otwarte obowiązki podatkowe, gdyż zwracają się do Ministra Finansów o wydanie interpretacji, niewątpliwie mających na celu rzetelność rozliczeń danin publicznych. W ramach zgłoszonego przedmiotu działalności, giełdy deklarują przeważnie PKD z zakresu pozostałego pośrednictwa pieniężnego (64.19.Z) oraz pozostałej finansowej działalności usługowej, gdzie indziej niesklasyfikowanej, z wyłączeniem ubezpieczeń i funduszów emerytalnych (64.99 Z).

Gdzie więc tkwi problem? Aby odpowiedzieć na to pytanie, niewątpliwie należy wskazać, że lokowanie środków pieniężnych w cyfrową formę wirtualnej waluty, jakiej nie emituje bank centralny, stanowi inwestycję o pewnym poziomie ryzyka. Ryzyko to dotyczy m.in. niemożności zapewnienia przez organy państwowe bezpieczeństwa w obrocie, braku gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego czy też wysokiej zmienności i wahań cen. W tym miejscu jednak wskazać trzeba, że poziom tego ryzyka wynika również z braku precyzyjnych unormowań prawnych, jakie dotyczą tego segmentu usług, świadczonych przez polskie, legalnie działające podmioty gospodarcze.

Zgodnie z treścią art. 6 ustawy o usługach płatniczych giełdy krypotowalutowe nie podlegają regulacjom w zakresie określonym przedmiotową ustawą. Świadczone przez nie usługi nie wpisują się również w regulacje ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. Niewątpliwie popularność kryptowalut stanowić może bardzo konkurencyjny produkt dla banków. Ich samo istnienie może spowodować niekorzystne skutki, mające bezpośrednie odniesienie na poziom zyskowności całego sektora bankowego na świecie. Stąd też może pojawić się wątpliwość, czy podmioty działające na rynku wirtualnej waluty, otrzymają od instytucji państwowych wsparcie w zakresie rozstrzygnięcia niejasności oraz nieprzejrzystości unormowań prawnych, umożliwiających działanie w granicach prawa, bo zapewne tego oczekują. Zasadne również wydaje się stanowisko NBP oraz KNF, w którym podkreśla się, że decyzja o inwestycji w kryptowalutę musi być niewątpliwe poprzedzona wnikliwą analizą potencjalnych zagrożeń. Tym bardziej organizacja transakcji z wykorzystaniem takich walut, powinna być precyzyjnie uregulowana.

Autor: dr Alicja Tołwińska, doradca podatkowy, Grup CHWP – Chałas Tax & Finance Advisory

Jeden raport NFP wiele nie zmieni

Dolar czeka na raport z rynku pracy USA, ale poprzeczka dla pozytywnego zaskoczenia jest ustawiona bardzo wysoko. USD potrzebuje agresywniejszego Fed, ten czeka na inflację, która ma znaleźć impuls we wzrostowym trendzie płac, czego jeden raport NFP nie może potwierdzić. W międzyczasie Bank Japonii przypomina, że nie zamierza prędko pójść w ślady EBC i Fed na polu zmiany polityki.

Bank Japonii pokazał rynkowi, że czuwa. Pierwszy raz od lipca 2017 r. przeprowadził nielimitowany skup obligacji 10-letnich, reagując tym samym na wzrost rentowności do 0,1 proc. w ślad za globalnym trendem wyprzedaży długu. Bank Japonii w swojej strategii zobowiązał się do pilnowania, aby rentowności 10-latek nie oddaliły się zanadto od 0 proc. Tym samym BoJ przypomniał wszystkim dookoła, że wciąż jest jednym z najbardziej gołębio nastawionych banków centralnych, więc budowanie pozycji na umocnienie jena (obserwowane w styczniu) jest bezsensowne. Na łamach tego komentarza powtarzałem to wielokrotnie, jednak presja porzucania dolara była silniejsza i zdominowała spadki na USD/JPY. Teraz jednak handel na dolarze się uspokoił, jest ostrożniejszy i niekoniecznie na jego niekorzyść. To w połączeniu z akcją BoJ powoduje, że zwątpienie pojawia się na krótkich pozycjach w USD/JPY i spodziewam się, że przerodzi się w presję na wybicie kursu do góry.

Pamiętajmy jednak, że mamy pierwszy piątek miesiąca i osławiony raport z rynku pracy z USA. Osobiście nie mam zbyt wysokich oczekiwań odnośnie wpływu raportu na rynek, gdyż dla wyraźnej odmiany sytuacji USD potrzebuje perfekcyjnej kompozycji danych: silny wzrost zatrudnienia (250 tys.?), spadek stopy bezrobocia do 4,0 proc., ale przede wszystkim wystrzał płac (co najmniej 0,5 proc. m/m). Tymczasem konsensus to odpowiednio 190 tys., 4,1 proc. i 0,2 proc. Wszystko zbliżone do oczekiwań (powyżej lub poniżej) nie wpłynie na wycenę prawdopodobieństwa marcowej podwyżki stóp procentowych Fed (ok. 90 proc.), ani też pojedynczy raport nie wystarczy, by zmienić percepcję inwestorów odnośnie liczby podwyżek w 2018 i 2019 r. Może jedynie potwierdzić, że czynnik ryzyka mogący zakłócić nastawienie rynku do sprzedaży USD nie zmaterializował się. To pomogłyby podtrzymać wzrosty na EUR/USD i GBP/USD, jednak w przypadku USD/JPY skutki działań Banku Japonii mogą być teraz dominujące. Nie wyklucza to silniejszych wahań bezpośrednio po odczycie, które jednak mogą być szybko wygaszone, gdyż inwestorzy będą polować na dołki na EUR/USD (po lepszych danych) i USD/JPY (po gorszych danych).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Toyota sprzedała w 2017 roku 1,52 mln hybryd

Toyota sprzedała w 2017 roku 1,52 mln hybryd, o 8% więcej w stosunku do 2016 roku. W ten sposób Toyota zrealizowała jeden z celów planu Environmental Challenge 2050 o 3 lata wcześniej niż pierwotnie zakładano. Do dziś Toyota dostarczyła klientom łącznie 11,45 mln zelektryfikowanych samochodów.

Toyota Motor Corporation ogłosiła, że w 2017 roku przekroczyła granicę 1,5 miliona hybryd sprzedanych w ciągu roku. Był to jeden z celów założonych w strategii Toyota Environmental Challenge 2050 – koncern planował go osiągnąć do 2020 roku. Łącznie w ciągu 20 lat od premiery Priusa Toyota sprzedała 11,45 mln samochodów hybrydowych na świecie, co przełożyło się na redukcję emisji CO2 o 85 milionów ton w porównaniu do sytuacji, gdyby wszystkie te samochody miały konwencjonalne silniki spalinowe.

“Wystarczyło tylko 20 lat, aby sprzedaż zelektryfikowanych samochodów wzrosła z 500 aut rocznie w jednym kraju do 1,5 miliona pojazdów w ponad 90 krajach” – powiedział Shigeki Terashi, wiceprezydent Toyota Motor Corporation. – „Nasi klienci swoimi wyborami potwierdzają jakość, trwałość i niezawodność produkowanych przez nas hybryd. Dzięki nim mogliśmy zbudować solidną podstawę do dalszej rozbudowy gamy masowo produkowanych zelektryfikowanych aut”.

W ciągu 20 lat od premiery Priusa – pierwszego masowo produkowanego samochodu hybrydowego – Toyota nieustannie pracuje nad doskonaleniem i rozwijaniem technologii zelektryfikowanych napędów. W 2014 roku zadebiutowała Toyota Mirai, samochód elektryczny na wodorowe ogniwa paliwowe. Dwa lata później w salonach pojawił się Prius czwartej generacji, a w 2017 roku Toyota rozpoczęła sprzedaż Priusa Plug-in Hybrid drugiej generacji.

Toyota zamierza w szybkim tempie rozszerzyć gamę zelektryfikowanych samochodów ora wybór alternatywnych napędów. W 2020 roku firma rozpocznie masową produkcję samochodów elektrycznych na baterie – najpierw w Chinach i Indiach, następnie w Japonii, Europie i Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie Toyota będzie nadal zwiększać sprzedaż hybryd na rynkach rozwijających się, aby systematycznie redukować średnią emisję CO2 swoich samochodów sprzedawanych na świecie. Na początku przyszłej dekady Toyota wprowadzi na rynek 10 modeli elektrycznych zasilanych bateriami, zaś począwszy od 2025 roku każdy model Toyoty będzie zelektryfikowany lub będzie miał przynajmniej jeden alternatywny napęd w cenniku. Planowane zwiększenie różnorodności oferty samochodów z alternatywnymi napędami służy realizacji planu Environmental Challenge 2050.

Ogłoszona w październiku 2015 roku długofalowa strategia Toyota Environmental Challenge 2050 zawiera 6 głównych celów służących transformacji działalności firmy w taki sposób, aby bilans jej wpływu na środowisko był pozytywny. Pierwszy z nich zakłada redukcję do 2050 roku średniej emisji CO2 nowych samochodów sprzedawanych na całym świecie o 90 procent w stosunku do 2010 roku. Aby to osiągnąć, Toyota przyjęła 4 średnioterminowe cele:

 

  1. Do 2020 roku osiągnąć roczną sprzedaż hybryd na poziomie 1,5 miliona oraz łączną liczbę 15 milionów;
  2. Zredukować do 2020 roku średnią emisję CO2 nowych samochodów o ponad 22% w porównaniu do 2010 roku;
  3. Rozpocząć w 2017 roku sprzedaż miejskich autobusów na ogniwa paliwowe, koncentrując się najpierw na Tokio. Wprowadzić do tokijskiej komunikacji miejskiej ponad 100 tych autobusów przed Igrzyskami Olimpijskimi i Paraolimpijskimi 2020;
  4. Uzyskać do 2020 roku roczną sprzedaż 30 000 samochodów na wodór. W Japonii osiągnąć miesięczną sprzedaż 1 000 samochodów na ogniwa paliwowe.

Sprzedaż zelektryfikowanych samochodów Toyoty i Lexusa

Dane TMC (jednostka = 1 000 samochodów)

  Globalnie   Łącznie
  Japonia Ameryka Północna Europa Pozostałe
1997 0,3 0,3 0,3
1998 17,6 17,6 18,0
1999 15,2 15,2 33,2
2000 19,0 12,5 5,8 0,7 52,3
2001 36,9 18,5 16,0 2,3 0,2 89,2
2002 41,3 20,0 20,3 0,8 0,2 130,5
2003 53,3 27,2 24,9 0,9 0,4 183,8
2004 134,7 68,7 55,9 8,1 1,9 318,5
2005 234,9 58,5 150,0 23,4 3,1 553,5
2006 312,5 72,4 197,6 36,0 6,5 866,0
2007 429,4 82,0 287,8 49,0 10,7 1295,4
2008 429,7 104,4 255,0 57,8 12,6 1725,1
2009 530,1 251,1 205,3 54,7 19,0 2255,2
2010 690,2 392,2 195,9 70,2 31,9 2945,4
2011 629,0 316,4 185,1 82,8 44,7 3574,4
2012 1219,1 678,0 344,7 106,9 89,5 4793,5
2013 1279,2 679,1 358,2 152,9 89,0 6072,7
2014 1266,1 684,3 323,6 171,8 86,5 7338,8
2015 1204,5 633,6 282,9 200,9 86,4 8543,3
2016 1402,7 678,7 267,3 285,4 170,8 9946,0
2017 1520,7 658,6 246,3 392,3 223,5 11466,7
Łącznie   5469,4 3422,5 1696,1 878,6  

 

Sprzedaż zelektryfikowanych modeli Toyoty w 2017 roku

Dane TMC (jednostka = 1 000 samochodów)

Model  

Globalnie

 
Japonia Ameryka Pn Europa Pozostałe
Prius 218,6 116,6 68,6 11,1 22,3
Prius α / Prius v / Prius + 38,5 17,6 11,7 7,4 1,7
Aqua / Prius c 149,3 131,6 14,7 3
Camry Hybrid 63,3 18,9 23,6 20,8
Alphard Hybrid1 9,3 8,9 0,4
Auris Hybrid 88,2 2,9 78,9 6,3
Vitz / Yaris Hybrid 130,9 27,9 100,9 2,2
Avalon Hybrid 5 5 (20 aut) units)
Highlander / Kluger Hybrid2 18,3 18,3 (7 aut) units)
 RAV4 Hybrid 120,9 57,2 57,2 6,5
C-HR Hybrid 191,6 96,7 90,1 4,8
Corolla Hybrid 58,5 58,5
Levin Hybrid 40,5 40,5
Vellfire Hybrid 5,7 5,7
SAI 2 2
Estima / Previa Hybrid 4 4
Harrier Hybrid 9,1 9,1
Crown Hybrid 17,5 17,5
Corolla Axio Hybrid 11,5 11,5
Corolla Fielder Hybrid 23,9 23,9
Voxy Hybrid 25,2 25,2
Noah Hybrid 19,7 19,7
Esquire Hybrid 24,3 24,3
Sienta Hybrid 36,9 36,8 0,1
JPN TAXI 1,5 1,5
Lexus LS 600h / LS 600hL / LS 500h 4,7 4,3 0,1 0,3
Lexus GS 450h / GS 300h 5,7 3 0,1 1,3 1,3
Lexus RX 400h / RX 450h 30,9 6,4 9 7,7 7,7
Lexus HS 250h 0,8 0,8
Lexus CT 200h 27,6 3,6 5 8,6 10,4
Lexus ES 300h 34,2 5,7 28,5
Lexus IS 300h 10,1 4,2 5,3 0,6
Lexus NX 300h 35,2 4,7 3,7 19,5 7,3
Lexus RC 300h 1,7 0,5 1,2 (3 auta) units)
Lexus LC 500h 1,6 1,1 0,1 0,3 0,1
           
Prius PHV / Prius Prime 51 26,7 21,7 2,5 0,1
           
Mirai 2,7 0,8 1,8 0,1
 

 

Łączna sprzedaż zelektryfikowanych modeli Toyoty

Dane TMC (jednostka = 1 000 samochodów)

Model  

Globalnie

 
Japonia Ameryka Pn Europa Pozostałe
Prius 3984,6 1812,8 1751,2 299,1 121,4
Prius α / Prius v / Prius + 671,2 446,4 173,1 43,8 7,9
Aqua / Prius c 1380,1 1154,5 192,7 32,9
Camry Hybrid 674,5 75,6 419,1 179,7
Alphard Hybrid1 83,5 80,5 3,0
Auris Hybrid 459,6 9,4 427,6 22,7
Vitz / Yaris Hybrid 425,3 27,9 388,9 8,5
Avalon Hybrid 59,8 59,7 0,1
Highlander / Kluger Hybrid2 173,8 3,4 168,7 1,7
RAV4 Hybrid 221,9 109,9 101,2 10,8
C-HR Hybrid 200,5 98,9 96,8 4,8
Corolla Hybrid 102,2 102,2
Levin Hybrid 67,5 67,5
Vellfire Hybrid 44,5 44,5
SAI 102,1 102,1
Estima / Previa Hybrid 123,6 123,6 (33 auta)
Harrier Hybrid 77,5 77,5
Crown Hybrid 171,7 171,7
Crown Mild Hybrid3 6,5 6,5
Corolla Axio Hybrid 67,9 67,9
Corolla Fielder Hybrid 157,7 157,7
Voxy Hybrid 118,0 118,0
Noah Hybrid 90,5 90,5
Esquire Hybrid 90,4 90,4
Sienta Hybrid 113,7 113,3 0,4
JPN TAXI 1,5 1,5
Hybrydowe samochody dostawcze4 5,2 5,2
Lexus LS 600h / LS 600hL / LS 500h 46,8 33,2 3,1 4,9 5,7
Lexus GS 450h / GS 300h 64,0 28,1 7,3 18,9 9,7
Lexus RX 400h / RX 450h 391,6 50,2 181,7 111,1 48,7
Lexus HS 250h 68,9 46,5 22,3 0,1
Lexus CT 200h 316,3 59,1 99,8 78,1 79,4
Lexus ES 300h 175,4 65,7 0,4 109,2
Lexus IS 300h 68,3 26,8 32,9 8,5
Lexus NX 300h 123,0 25,0 10,2 59,8 28,0
Lexus RC 300h 7,2 4,4 2,8 (13 aut)
Lexus LC 500h 1,6 1,1 0,1 0,3 (58 aut)
           
Prius PHV / Prius Prime 128,9 48,8 66,8 13,1 0,2
           
Mirai 5,3 2,1 2,9 0,2
 
 
1Produkcja zakończona w 2008 roku i wznowiona w 2011 roku;

2Produkcja Klugera Hybrid (na japoński rynek) zakończona w 2007 roku;

3Produkcja Crown Royal zakończona w 2003 roku, produkcja Crown Sedan zakończona w 2008 roku;

4Coaster Hybrid EV (produkcja zakończona w 2004 roku), Quick Delivery 200 (produkcja wersji hybrydowej zakończona w 2012 roku), Dyna Hybrid i Toyoace Hybrid.

 

Złoty lekko słabszy

W czwartek złoty w relacji do euro osłabił się. Nominalnie kurs EURPLN wzrósł chwilowo do 4,16. Tym razem przecena złotego postępowała pomimo umacniającego się na świecie euro do dolara. Już podczas sesji europejskiej kurs EURUSD wzrósł do 1,245 a Amerykanie pchnęli go powyżej 1,252.

Pomimo jastrzębiego wydźwięku styczniowego posiedzenia Fed (po którym wg Fed Watch wzrosły oczekiwania na marcową podwyżkę stóp w USA), złoty istotnie nie traci jednak na wartości. Najwyraźniej opublikowane wczoraj z rana wyniki dla wskaźnika PMI aktywności polskiego przemysłu (choć lekko spadły w porównaniu z odczytem grudniowym, do 54,6 z 55) podtrzymały opinie inwestorów o silnie rozwijającej się naszej gospodarce. Analizując składowe indeksu wyraźnie w oczy rzuca się wskaźnik nowych zamówień, który w styczniu wzrósł do najwyższego poziomie od początku 2015 r. Dodatkowo nastąpił wyraźny wzrost wskaźnika cen produkcji PMI (komponent wzrósł do najwyższego poziomu od lutego 2011 r.), co może wskazywać, że ostatni wzrost kosztów pracy zaczyna oddziaływać na ceny producentów. Ponadto, NBP w opublikowanym raporcie nt. koniunktury w sektorze przedsiębiorstw, pokazał, że większość ankietowanych firm wskazała w IV kw. 2017 r. na poprawę bieżącej sytuacji ekonomicznej (szczególnie z obszaru budownictwa oraz energetyki i górnictwa). Dodatkowo biorąc pod uwagę prognozy popytu oraz produkcji widać, że pozytywne tendencje w zakresie popytu i sprzedaży będą kontynuowane również w I kw. 2018 r.

Utrzymujące się dobre wyniki polskiej gospodarki ograniczają więc potencjalnie możliwą skalę przeceny naszej waluty. Z drugiej strony nadal mocno gołębia RPP (nie tylko na tle Fedu, ale też banku centralnego Czech, który podwyższył w czwartek główną stopę procentową o 25 pb do poziomu 0,75%) nie pozwala złotemu na silniejsze ruchy wzrostowe. Z opublikowanego w czwartek protokołu ze styczniowego jej posiedzenia wynikało bowiem, że większość członków Rady nie widzi potrzeby podnoszenia stóp w horyzoncie kilku najbliższych kwartałach, a więc prawdopodobnie w całym 2018 roku. W ocenie większości członków RPP rynek pracy, który nabiera wyraźnej dynamiki, jak dotąd nie generuje istotnej presji inflacyjnej. W ich ocenie inflacja będzie więc utrzymywać się poniżej 2,5% celu NBP w 2018 roku. Ponadto w opublikowanym protokole zwrócono uwagę na konieczność uwzględnienia warunków monetarnych w najbliższym otoczeniu polskiej gospodarki, w tym prawdopodobnie nadal ujemnego poziomu stóp w strefie euro, które dodatkowo będą przemawiać za utrzymaniem na niezmienionym poziomie obecnego poziomu kosztu pieniądza w NBP w kolejnych kwartałach.

W najbliższych dniach zloty nadal więc pozostawać powinien pod presją podaży. W piątek w USA opublikowany zostanie raport dot. nowych miejsce pracy w sektorze poza rolnictwem, który zapewne potwierdzi pozytywne tendencje na amerykańskim rynku pracy (podobnie jak prezentowany kilka dni wcześniej raport ADP), swym wydźwiękiem wspierając kolejne podwyżki stóp w USA. Z kolei w przyszłym tygodniu posiedzenie decyzyjne zaplanowane ma RPP, po której trudno jest oczekiwać innych akcentów niż gołębich.Złoty lekko słabszy

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Czy firma może wykorzystać aktywność pracowników w kanałach social media?

Przepisy prawa pracy nie zawsze nadążają za dynamicznie zmieniającą się dzięki technologii rzeczywistością. W polskich przepisach brakuje szczególnych uregulowań, które określałyby zasady korzystania z portali społecznościowych przez pracowników, na przykład w zakresie dzielenia się informacjami o pracodawcy lub wykonywanej pracy. Brak ustawowej regulacji nie oznacza jednak, że pracodawca nie może w żaden sposób wpływać na aktywność pracowników w kanałach społecznościowych. Czego może on wymagać, a czego zabronić pracownikowi w kontekście jego aktywności w social media?

Popularność portali społecznościowych wśród pracowników pracodawcy mogą wykorzystać nie tylko do zwiększenia kontroli nad podwładnymi, lecz także do budowania wizerunku lub promocji swojej firmy. Ujawnienie przez pracowników ich miejsca pracy na prywatnych profilach w mediach społecznościowych, czy podejmowane przez nich aktywności w powiązaniu z działalnością firmy (np. dzielenie się treściami promocyjnymi pracodawcy, umieszczanie wpisów lub komentarzy) z powodzeniem mogą wspierać działalność promocyjną lub marketingową przedsiębiorstwa. O ile tylko pracodawca umiejętnie zarządza tym aspektem działalności pracowników.

Promocja firmy w social media

Co do zasady, szef nie może nakazać pracownikom założenia pod własnym imieniem i nazwiskiem konta – na przykład na Facebooku – i aktywnego używania go do promowania działalności pracodawcy w prywatnych postach. Zarządzający firmą może tego wymagać od pracowników zajmujących się polityką informacyjną lub działalnością marketingową firmy (mówimy na przykład o pracownikach działu marketingu czy działu PR). W ich przypadku używane konto staje się doskonałym narzędziem pracy umożliwiającym budowanie profesjonalnego profilu pracodawcy. Na przykład poprzez zamieszczanie komentarzy, udostępnianie określonych treści lub śledzenie informacji na temat pracodawcy publikowanych w sieci. W przypadku pozostałych zatrudnionych zwierzchnik może jedynie zachęcać ich do używania kont prywatnych w celach promocyjnych pracodawcy.

Informacja o firmie na portalu prywatnym kontra aktywność pracownika w sieci

Pracodawca nie powinien też ingerować w większość treści zamieszczanych na prywatnych kontach pracowników, na przykład publikowane posty, zdjęcia czy komentarze. Istnieją jednak sytuacje w których nie stosuje się tej reguły, np. jeżeli jednak pracownik na swoim profilu zdecyduje się zamieścić informację o swoim pracodawcy (na przykład określając zajmowane w organizacji stanowisko), musi liczyć się z tym, że niektóre z jego prywatnych wypowiedzi mogą być odbierane jako wypowiedzi jego pracodawcy (albo co najmniej jako wypowiedzi przez pracodawcę akceptowane). Jeżeli mogą one obiektywnie szkodzić wizerunkowi pracodawcy, na przykład z uwagi na naruszenie przepisów prawa, zasad współżycia społecznego lub dobrego wychowania, pracodawca ma wówczas prawo chronić swój wizerunek i ingerować w aktywność pracownika w Internecie – także poprzez interwencję na jego prywatnym profilu (komentarz, sprostowanie, itp.). A pracownik musi liczyć się z tym, że za taką działalność – realizowaną przecież poza pracą i w czasie wolnym – może ponieść konsekwencje służbowe. Pracodawca może podjąć decyzję o ukaraniu pracownika, a w skrajnych przypadkach nawet o rozwiązaniu z nim umowy o pracę jeżeli, aktywność pracownika w mediach społecznościowych negatywnie wpływa na wizerunek pracodawcy.

Działania niepożądane

Pracodawca może oczekiwać, że aktywność pracownika w mediach społecznościowych nie tylko nie będzie stawiać pracodawcy w negatywnym świetle ze względu na kontrowersyjne wypowiedzi na tematy społeczne, polityczne lub obyczajowe albo łączyć pracodawcy z niechcianymi inicjatywami, ale także nie będzie wprost sprzeczna z interesem pracodawcy. Przykładowo zwierzchnik może wymagać, aby pracownik na profilu, gdzie jest ujawniona informacja o firmie, powstrzymał się od „lajkowania”, udostępniania informacji czy wręcz promowania inicjatyw lub wydarzeń marketingowych konkurencji. Może to dotyczyć również oceniania działalności klientów, kontrahentów lub innych pracowników. W oczywisty sposób pracodawca może też zakazać pracownikom ujawniania na kontach prywatnych informacji poufnych, na przykład szczegółów działalności pracodawcy, informacji o projektach, w które jest zaangażowany pracownik albo klientach, z którymi się spotyka. Oczywiście nie każdy wpis pracownika odnoszący się do konkurencji lub klientów będzie powodem zwolnienia pracownika. Każda tego typu sytuacja wymaga jednak szczegółowego rozważenia pod kątem naruszenia przez pracownika obowiązku dbałości o dobro zakładu, zachowania tajemnicy przedsiębiorstwa lub lojalności wobec pracodawcy.

Jasne zasady chronią przed faux pas

Aby zminimalizować ryzyko związane z niepożądanymi zachowaniami pracownika w sieci, warto z góry określić dokładnie, jakie aktywności i zachowania podwładnych są dopuszczalne lub zabronione. Zasady korzystania z portali społecznościowych przez pracowników pracodawca może określić w regulaminie pracy lub w dokumencie określającym politykę firmy. Taka polityka może określać wytyczne dotyczące oznaczania pracodawcy na profilach prywatnych czy korzystania przez pracownika z takich profili. W szczególności może również wprowadzać zasady co do upubliczniania wpisów na temat pracodawcy, innych pracowników, klientów a nawet konkurencji.

Konstruktywna krytyka ma swoje prawa

Należy podkreślić, że w polityce firmy pracodawca nie może zabronić pracownikowi krytykowania pracodawcy w portalach społecznościach, jeżeli wypowiedzi krytyczne są konstruktywne, rzeczowe i mają na celu uzyskanie określonego pozytywnego skutku. W jednej ze spraw rozpoznawanych przez polski sąd, pracownik będący na zwolnieniu lekarskim, zamieścił na portalu społecznościowym obraźliwy wpis na temat swego pracodawcy. Wskazał w nim, że nie poleciłby swojego pracodawcy najgorszemu wrogowi, a firma jest jedynie lepszą wersją chińskiego obozu pracy. O wpisie pracodawca dowiedział się od swojego kontrahenta, co świadczyło o tym, jak szerokie grono osób mogło zapoznać się z tym postem. Zamieszczenie przez pracownika wpisu stanowiło przyczynę zwolnienia go w trybie dyscyplinarnym, a sam post został uznany przez sąd za niedopuszczalną krytykę pracodawcy. Sąd stwierdził, że wypowiedź powinna być wyważona. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy trafia do szerszego grona osób. Obowiązek pracownika odpowiedniej moderacji wypowiedzi dotyczy nie tylko działalności w pracy lub w czasie wykonywania przez pracownika pracy, ale obejmuje cały okres związania umową o pracę.

Interesy obu stron w polityce firmy

Postanowienia polityki powinny być wyważone i zostać opracowane w sposób nienaruszający zarówno interesów pracodawcy, jak również praw pracownika. Polityka nie powinna też ingerować w sferę prywatnego życia podwładnych w zakresie, w jakim pracodawca nie jest do tego uprawniony. Zakres ten w praktyce budzi najwięcej wątpliwości i jest źródłem nie tylko nieporozumień z pracownikami, ale może przyczynić się do ewentualnej przegranej pracodawcy w sądzie pracy. Dlatego często w tym zakresie potrzebna jest pomoc profesjonalnego doradcy.

Autor komentarza: Przemysław Stobiński, Radca prawny, Partner Associate, Deloitte Legal

Asystent Google wkrótce w języku polskim. Asystenci głosowi ze sztuczną inteligencją to przyszłość komunikacji z urządzeniami

Monika Mikowska z Mobee Dick

Polski rynek coraz szybciej adaptuje najnowsze rozwiązania w zakresie nowych technologii. W Polsce, jako szóstym kraju na świecie, Google wprowadził usługę Android Pay. Obecnie testuje się polskojęzyczną wersję Asystenta Google – wirtualnego asystenta pozwalającego na komunikację z urządzeniem. W grudniu 2017 roku Amazon udostępnił w Polsce swojego asystenta – Alexę, choć jeszcze nie w języku polskim. Barierą dla polskojęzycznych asystentów głosowych, jest trudność języka. Mimo tego pierwsze tego typu rozwiązanie jest już dostępne w smartfonach na polskim rynku.

Obsługa poleceń głosowych jest obecnie jednym z najważniejszych kierunków rozwoju w zakresie korzystania  z internetu i komunikacji z urządzeniami. Dzięki nim w prosty sposób można dokonać zakupów, sprawdzić stan konta w banku czy umówić wizytę lekarską poprzez infolinię z systemem IVR wspierającym polecenia głosowe. W przyszłości możliwe będzie zamówienie taksówki, zakup biletu lotniczego czy zmiana kanału w telewizorze. Niestety, wciąż brakuje rozwiązań głosowych w języku polskim.

– Język polski jest uznawany za jeden z najtrudniejszych na świecie: semantyka, logika języka, wieloznaczność, to wszystko powoduje trudności w interpretacji naszej polskiej mowy i tworzeniu asystentów, których trafność jest jak najwyższa – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Monika Mikowska z Mobee Dick.

Google, jeden z dwóch największych graczy na rynku asystentów głosowych, testuje już swoje rozwiązanie w języku polskim. Asystent Google może pojawić się w Polsce w ciągu kilku miesięcy, chociaż amerykańska firma oficjalnie nie potwierdza tych informacji. Internauci wystosowali petycję w sprawie polskojęzycznego Asystenta. Petycję podpisało jak na razie około 5 tys. osób. Cały czas można się dopisywać.

– W zeszłym roku w kuluarach Google Developers Day mówiło się o tym, że trwają już testy polskiej wersji Google Assistant, także rozwiązania należy się spodziewać już wkrótce. Również Amazon jest zainteresowany polskim rynkiem. Trudno jednak prognozować w perspektywie ilu miesięcy czy lat wejdzie na nasz rynek ze swoją Alexą – mówi Monika Mikowska.

W Polsce można kupić głośniki Amazon Echo i Google Home wyposażone w asystentów głosowych, ale nie można w pełni korzystać z ich potencjału. Żaden z nich nie oferuje bowiem obsługi w języku polskim. W grudniu 2017 roku Amazon udostępnił w polskim App Store i Google Play aplikację Alexa. Choć nadal trzeba do niej mówić w języku angielskim, to zapytana o pogodę, poda nam ją dla lokalizacji w Polsce, a budzik ustawi na 7.00 naszego czasu (a nie w inne strefie czasowej).

Na polskim rynku istnieje jednak asystent głosowy w języku polskim. W październiku 2017 roku firma Allview, rumuński producent smartfonów wprowadził, do swoich urządzeń asystenta głosowego AVI, obsługującego m.in. język polski. Asystent jest dostępny na polskim rynku w smartfonie Allview X4 Soul Infinity, który kosztuje ok. 1300 zł.

– Rumuński producent pracował nad tym projektem bez rozgłosu, pochwalił się nim na samym końcu swych prac. W praktyce to raczej głosowa obsługa telefonu niż asystent, jednak faktycznie obsługuje język polski – ocenia Monika Mikowska z Mobee Dick.

Liderem rynku sprzedaży głośników internetowych wyposażonych w funkcje głosowe jest Amazon ze swoim smart głośnikiem wyposażonym w Alexę. Takich urządzeń rocznie sprzedaje się około 20 mln, co stanowi 75 proc. udziału w tym segmencie rynku. Drugi w kolejności jest Google Home z 5 mln sprzedanych egzemplarzy i udziałem w jednej czwartej rynku.

Na 2018 roku premierę swojego głośnika zapowiedział Apple (HomePod) i Microsoft (Invoke). W obu przypadkach prawdopodobnie nie będzie polskiej wersji językowej.

Liczbę ludzi rozsianych po świecie posługujących się językiem polskim szacuje się na 60 mln.

Dotychczasowa polityka w walce ze zmianami klimatu nie działa. IMGW: Czarny scenariusz i zagrożenie m.in. dla Żuław Wiślanych

Dotychczasowa polityka w walce ze zmianami klimatu nie działa. IMGW: Czarny scenariusz i zagrożenie m.in. dla Żuław Wiślanych 10

Europejscy naukowcy przyjrzeli się wysiłkom prowadzonym na rzecz ograniczenia efektu cieplarnianego i zmian klimatu. W najnowszym raporcie European Academies Science Advisory Council (EASAC) alarmują, że dotychczasowe działania nie są wystarczające. Aby ograniczyć światową emisję dwutlenku węgla, sięga się także po mniej konwencjonalne rozwiązania jak technologie emisji ujemnych. Eksperci zauważają, że mają one ograniczony potencjał. IMGW ostrzega, że zmiany klimatyczne mogą posunąć się bardzo daleko, jeśli nie będziemy zwracać uwagi na środowisko, a z powierzchni Ziemi może zniknąć Holandia czy Żuławy Wiślane.

Technologie emisji ujemnych dotyczą przechwytywania dwutlenku węgla z atmosfery na skalę przemysłową. Za pomocą różnych procesów usuwane cząsteczki magazynowane są tak, aby z powrotem nie trafić do ziemskiej atmosfery. Naukowcy podkreślają jednak, że to tylko jedna z wielu dróg do zatrzymania szybkich zmian klimatu. Skupienie się wyłącznie na niej może mieć negatywne skutki dla przyszłych pokoleń.

– Klimat jest dynamiczny, zmienia się przez cały czas. Niektóre zmiany są spowodowane przez człowieka, niektóre zmiany zachodzą w sposób naturalny, te zmiany się sumują. Nie ulega wątpliwości, że zmienia się skład atmosfery, w związku z tym zmienia się natężenie efektu cieplarnianego, powodując, że Ziemia generalnie robi się coraz cieplejsza – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Kowalewski, klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Część zmian klimatu jest zjawiskiem naturalnym, ale duży wpływ na pogodę ma działalność człowieka. Efekt cieplarniany jest faktem. To zjawisko związane jest ze zmianą składu atmosfery. Przez to, że może się gromadzić w niej więcej energii, temperatura na Ziemi rośnie. W zimie przekłada się to na wzrost temperatury powietrza, w lecie natomiast – powstaje więcej dynamicznych zjawisk pogodowych.

– Energia zgromadzona w powietrzu jest przekształcana nie w energię cieplną, tylko w energię kinetyczną ruchu powietrza. To pociąga za sobą bardzo silne wiatry, tworzenie się bardzo dużych chmur burzowych, które mają większą możliwość zgromadzenia w sobie wody, w związku z tym opad, który później następuje, jest opadem bardziej intensywnym – tłumaczy ekspert.

Zjawisko ocieplenia się klimatu potwierdza NASA. Amerykańska agencja jako dowody podaje takie procesy jak globalny wzrost temperatury powietrza oraz mórz i oceanów, kurczące się pokrywy lodowe, zmniejszającą się pokrywę śnieżną oraz wzrost poziomu wód na świecie i częstsze występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Zmiany klimatu miały miejsce w przeszłości i nie ma wątpliwości, że będą zachodzić w kolejnych dziesięcioleciach. Patrząc w perspektywie najbliższych kilkunastu lat, eksperci przewidują, że metamorfoza klimatu przybierze formę podobną jak w ostatnich 20 latach. Oznacza to większą ilość burz i silnych wiatrów w okresie letnim oraz mniej śnieżne zimy. Trudniej ocenić za to, jak będzie wyglądać pogoda za pół wieku.

– Jeżeli nie będziemy w ogóle zwracać uwagi na środowisko, czeka nas bardzo czarny scenariusz. Wzrost temperatury powietrza pociągnie za sobą topnienie mas lądolodów. Na naszej półkuli to przede wszystkim lądolód Grenlandii, ale również lodowce górskie czy alpejskie. To pociąga za sobą wzrost poziomu morza, a to oznacza dla krajów nadbrzeżnych bardzo konkretne skutki gospodarcze, którym trzeba będzie przeciwdziałać bardzo kosztownymi metodami inżynieryjnymi. Przykłady to oczywiście Holandia, a także zagrożenie Żuław Wiślanych w Polsce – alarmuje klimatolog IMGW.

Topniejące lodowce, powodujące podniesienie się poziomu mórz i oceanów, mogą spowodować, że tereny położone na niewielkiej wysokości powyżej poziomu morza mogą zostać w całości zalane. Zagrożone tereny to m.in. Holandia czy polskie Żuławy Wiślane. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych takie wyspy jak Malediwy, Kiribati czy Tuvalu znajdą się pod powierzchnią wody do końca obecnego stulecia.

Jak wynika z danych NASA, 2017 rok był drugim najcieplejszym, po 2016 roku, rokiem w historii pomiarów sięgających 1880 roku. Średnia temperatura na świecie była wyższa o 0,9˚C w porównaniu do średniej z lat 1951–1980. W ciągu ostatniego stulecia średnia temperatura powierzchni Ziemi wzrosła o nieco ponad 1˚C.

Brakuje kompleksowych rozwiązań w kwestii kredytów frankowych

W podkomisji sejmowej są obecnie dwa prezydenckie projekty rozwiązań legislacyjnych w kwestii kredytów frankowych. Dotyczą tematu spreadów i ewentualnego funduszu wsparcia dla kredytobiorców. Brakuje jednak kompleksowych regulacji, jak projektu ustawy. Jeśli miałby miejsce potężny kryzys geopolityczny czy militarny, frank gwałtownie wzrośnie. Wtedy będzie zbyt późno na wprowadzanie regulacji. Większość krajów borykających się z problemem kredytów frankowych – jak Austria, Chorwacja, Węgry, Słowacja czy Czechy,  rozwiązała już tę sprawę. Kwestia nadal jednak nie zniknęła w Polsce i wciąż stanowi zagrożenie dla systemu.

 Spadek kursu franka i innych obcych walut sprawił, że problem chwilowo stał się mniej palący i w mniejszym stopniu zwraca uwagę mediów – powiedział serwisowi eNewsroom Janusz Szewczak, poseł na sejm RP – Nie zmienia to faktu, że nadal zmaga się z nim kilkaset tysięcy Polaków i nie może wydostać się z pułapki. Nie ma też żadnej gwarancji, że kurs franka na poziomie 3,50-3,54 złotego się utrzyma w perspektywie najbliższych 10 lat. Sprawa jest więc niezamknięta, a potencjalne konsekwencje obciążeń dla sektora bankowego są niebezpieczne. Choć spłacanie kredytów przy obecnym kursie stało się łatwiejsze – pozostaje pytanie, czy można legalizować naruszenie prawa. Wyroki sądów w tej kwestii coraz bardziej jednoznaczne. Zarówno wyrok Sądu Najwyższego, jak i orzeczenia sądów okręgowych wskazują na możliwości kwestionowania tego typu umów w zakresie ich legalności i zawartych w nich niedozwolonych klauzul. Bardzo poważny problem kredytów frankowych należałoby rozwiązać ustawowo, czyli w sposób kompleksowy. Na razie czekamy na to, jak będą wyglądać dalsze prace legislacyjne w tym zakresie – dodał Szewczak.

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne 02.02.2018

Przyszły tydzień publikacji makroekonomicznych otworzy amerykański PMI, jego wartość poznamy w pierwszy dzień sesji o godzinie 16:00. W poniedziałek będzie to jedyna publikacja, która może wpłynąć na rynek walutowy. W kolejnym dniu poznamy australijski, kanadyjski oraz amerykański bilans handlowy. Oprócz tego zostanie podany australijski koszt pieniądza, a także kanadyjski PMI. W środę zaplanowane jest spotkanie członów ECB, a także publikacja decyzji w sprawie stóp procentowych w Nowej Zelandii. W czwartek poznamy siłę chińskiej gospodarki oraz najnowszy koszt pieniądza ustalany przez Bank Anglii. Ostatni dzień sesji będzie decydujący dla dolara kanadyjskiego, ponieważ poznamy kondycję rynku pracy.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Australia, Nowa Zelandia, Wielka Brytania – koszt pieniądza

Według inwestorów w przyszłym tygodniu nie zobaczymy żadnej podwyżki stóp procentowych. Natomiast według rozkładu prawdopodobieństwa rynek oczekuje, iż najszybciej z trzech wspomnianych banków centralnych stopy procentowe podniesie Bank Anglii. Aktualne prawdopodobieństwo wskazuje na podwyżkę stóp procentowych dopiero w trzecim kwartale 2018 roku, termin dosyć odległy.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych

Źródło: Bloomberg

Od czego zależy ścieżka przyszłych stóp procentowych? Od inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Pierwszy czynnik jest spełniony, natomiast drugi hamuje wzrost kosztu pieniądza.

Stopy procentowe UK, prognoza inflacji

Stopy procentowe UK, prognoza inflacji

Źródło: Bloomberg

Na powyższy wykresie zobrazowano stopy procentowe ustalane przez Bank Anglii (linia biała) na tle prognozy inflacji. Po wyniku referendum w Wielkiej Brytanii rynek wywarł bardzo dużą presję na Banku Anglii, który zdecydował się na obniżkę stóp procentowych. Jednak stopy procentowe nie pozostały długo na tym poziomie, władze monetarne podwyższyły koszt pieniądza do wcześniejszego poziomu (przyznanie się do błędu).

Spadek wartości GBP na szerokim rynku spowodował drastyczny wzrost ceny ropy naftowej, pozostałych surowców oraz produktów importowanych. Inflacja podskoczyła, ale dla BOE nie jest to wystarczającym powodem do podwyżki stóp procentowych. W 2011 prognozowana inflacja była na o wiele wyższym poziomie, co również nie przełożyło się na podwyżkę stóp procentowych.

Instrument do obserwacji

Od kwietnia 2017 roku notowania USDJPY znajdowały się w szerokiej konsolidacji. Obecny ruch spadkowy został rozpoczęty po odbiciu od strefy podaży. Z kolei w nadchodzącym tygodniu może dojść do pokonania linii trendu spadkowego, co sugeruje również dolna strefa wsparcia. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na oscylator stochastyczny, który wskazuje na pozytywną dywergencję kursu walutowego.

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Jeżeli stronie kupującej uda się pokonać linie trendu spadkowego, to po raz kolejny możemy zobaczyć umocnienie dolara amerykańskiego w stosunku do jena japońskiego. W tym scenariuszu celem kupujących może okazać się górna strefa konsolidacji.

Szkoły otwierają się na nowe technologie. Microsoft ocenił sześć polskich placówek jako światowe centra innowacyjności

Szkoły otwierają się na nowe technologie. Microsoft ocenił sześć polskich placówek jako światowe centra innowacyjności 11

Coraz więcej szkół otwiera się na nowe technologie. Technologia przestaje szkołom przeszkadzać, a pomaga im wpasowywać się w proces edukacyjny – ocenia Cecylia Szymańska-Ban z Microsoft Polska. Nowe technologie pomagają zwiększyć kompetencje cyfrowe uczniów. W części szkół brakuje do tego odpowiedniego sprzętu, w niektórych placówkach problemem jest brak kompetencji nauczycieli. Sytuacja powoli się jednak zmienia. Sześć polskich szkół zostało wskazanych przez Microsoft jako centra kompetencyjne na światową skalę.

 Technologie są obecne wszędzie, w związku z tym dobrze jest, żeby były wykorzystywane też w szkole. Istotne jest, żeby te technologie wykorzystywać sensownie, czyli pokazywać, w jaki sposób może ona wpłynąć na jakość pracy, współpracę, uczenie się kompetencji, w jaki sposób wykorzystywać różnego rodzaju aplikacje i usługi do tego, żeby uczyć się lepiej, wydajniej i sensowniej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Cecylia Szymańska-Ban, dyrektor ds. sektora edukacji w Microsoft Polska.

Jak wynika z „Ramowego katalogu kompetencji cyfrowych” Ministerstwa Cyfryzacji w Polsce jest około 12 mln osób wykluczonych cyfrowo, bez dostępu do nowych technologii. Najczęściej powodem niekorzystania z cyfrowych technologii jest brak odpowiednich umiejętności. Statystyki mówią, że co piąty Polak nigdy nie korzystał z internetu. Dotyczy to również dzieci i młodzieży. Dziś pod względem kompetencji informatycznych polscy uczniowie odstają od rówieśników z Europy. Raport Edu-Tech 2016 wskazuje, że plasujemy się poniżej średniej dla państw OECD (287 przy 295 pkt). W dużej mierze to brak powszechnie używanych nowych technologii w polskich szkołach. W części brakuje potrzebnego sprzętu, czasami brakuje też kompetencji cyfrowych nauczycieli.

– Technologia przestaje szkołom przeszkadzać, a zaczyna pomagać im w dostosowywaniu się do procesu edukacyjnego, proces uczenia i zarządzania szkołą. Szkoły są coraz bardziej otwarte, ale potrzebują narzędzi. Nie da się wykorzystywać chmury obliczeniowej i aplikacji bez urządzeń. Z jednej strony musi być baza sprzętowa, z drugiej strony kompetencje, bo nauczyciele muszą wiedzieć, jak z tego korzystać – wskazuje ekspertka.

Światowe Forum Ekonomiczne prognozuje, że 65 proc. dzieci, które uczą się obecnie w szkołach podstawowych, będzie w przyszłości pracować w zawodach, które dziś jeszcze nie istnieją, w większości powiązanych z IT i nowymi technologiami. U dzieci i młodzieży budowanie kompetencji cyfrowych można zacząć już od najmłodszych lat. Dlatego dla polskich szkół istotne jest wsparcie firm związanych z technologią i IT.

 Udostępniamy nasze oprogramowanie, żeby było ono łatwo dostępne i żeby można było je wykorzystywać. Z drugiej strony, mamy dość mocne projekty do budowania kompetencji nauczycieli, tworzymy środowisko innowacyjnych nauczycieli, mamy ogromną bazę kursów, budujemy modelowe, referencyjne szkoły. Zapraszamy szkoły i nauczycieli, żeby uczyli się od innych – wymienia Cecylia Szymańska-Ban.

Do sieci Szkół w Chmurze Microsoft należy ponadsześćdziesiąt placówek, które pretendują do wpisania na światową listę innowacyjnych szkół Microsoft Showcase School. Sześć polskich szkół zostało wskazanych przez Microsoft jako centra kompetencyjne na światową skalę. Dzięki wsparciu firmy szkoły przygotowują uczniów do aktywnego i mądrego wykorzystywania technologii na każdym etapie edukacji. Celem programu jest zwiększenie potencjału edukacji poprzez wykorzystanie najnowocześniejszych technologii.

Działania Microsoft zostały docenione przez Stowarzyszenie Wspierania Edukacji i Rodziny „Sternik”, a firma została uhonorowana nagrodą „Sternik edukacji”.

Do 2022 roku 90% personelu szpitalnego będzie korzystać z technologii mobilnych przy łóżku pacjenta

Firma Zebra Technologies Corporation zaprezentowała wyniki badania „Future of Healthcare: 2022 Hospital Vision Study”. Przedstawia ono wpływ wykorzystania technologii mobilnych w szpitalach świadczących pomoc medyczną w nagłych przypadkach. Badanie, w którym udział wzięli kierownicy zespołów pielęgniarskich, osoby decyzyjne ds. IT i pacjenci, zawiera obserwacje z pierwszej linii opieki nad pacjentami. Opisuje ono również znaczenie rozwiązań zapewniających mobilność w służbie zdrowia, które w ciągu kolejnych pięciu lat mają zmienić sposób świadczenia usług zdrowotnych na całym świecie.

Badanie 2022 Hospital Vision Study firmy Zebra wskazuje na coraz większe zastosowanie, w szpitalach z całego świata, rozwiązań zapewniających mobilność – takich jak komputery mobilne, tablety, drukarki i bezprzewodowe skanery kodów kreskowych. Spośród wszystkich decydentów biorących udział w badaniu 72 proc. twierdzi, że wykorzystanie urządzeń mobilnych wpływa na poprawę jakości opieki nad pacjentem – oferują one personelowi szpitalnemu dostęp do potrzebnych informacji przy łóżku pacjenta. W efekcie wydłuża się czas, który można poświęcić pacjentom oraz spada liczba popełnianych błędów.

Wymierne korzyści, wynikające z rozwiązań zapewniających mobilność w służbie zdrowia, wpływają na rosnące wykorzystanie technologii mobilnych na każdym etapie opieki nad pacjentem. Według respondentów badania w niemal wszystkich szpitalach szacuje się, że do 2022 roku urządzenia mobilne będą używane przy łóżku pacjenta przez personel pielęgniarski (97 proc.) i lekarzy (98 proc.). W coraz większym zakresie mają być również wykorzystywane przez innych pracowników sektora służby zdrowia — farmaceutów, techników laboratoryjnych, radiologów i specjalistów ratownictwa medycznego. W badaniu przedstawiono także opinie pacjentów na temat wzrostu wykorzystania rozwiązań zapewniających mobilność w służbie zdrowia. Niemal ośmiu na dziesięciu respondentów pozytywnie odnosi się do wykorzystania urządzeń mobilnych do poprawy poziomu swojej opieki zdrowotnej.

KLUCZOWE WNIOSKI Z BADANIA

  • Rozwiązania zapewniające mobilność w służbie zdrowia szybko stają się standardem w opiece nad pacjentami na całym świecie: Badanie 2022 Hospital Vision Study firmy Zebra wskazuje na rosnące zastosowanie rozwiązań mobilnych we wszystkich dziedzinach medycyny do 2022 roku. Co ciekawe, tendencję wzrostową odnotowuje się również w obszarach, w których technologie mobilne są już powszechnie stosowanie (wśród personelu pielęgniarskiego opieki przyłóżkowej z 65 proc. do 95 proc.). Znaczny wzrost w tym zakresie charakteryzuje również inne grupy zawodowe — farmaceutów i techników farmaceutycznych (z 42 proc. do 96 proc.), techników laboratoryjnych (z 52 proc. do 96 proc.) i personel pielęgniarski intensywnej opieki medycznej (z 38 proc. do 93 proc.).
  • Wyniki badania wskazują jako główną korzyść spadek liczby błędów, których można uniknąć: Objęci badaniem kierownicy zespołów pielęgniarskich i osoby decyzyjne ds. IT oczekują, że rozwiązania zapewniające mobilność w służbie zdrowia ograniczą liczbę błędów popełnianych podczas podawania leków (61 proc.) i oznakowania pobranych próbek (52 proc.).
  • Technologie mobilne pozwalają personelowi szpitali spędzać więcej czasu przy łóżku pacjentów: Według prognoz do 2022 roku 91 proc. personelu pielęgniarskiego ma mieć dostęp do elektronicznej dokumentacji medycznej, medycznych baz danych i baz danych leków (92 proc.) oraz wyników badań laboratoryjnych (88 proc.) za pośrednictwem urządzeń mobilnych, co pozwoli ograniczyć czas spędzany z dala od pacjentów.
  • Rosnące zastosowanie rozwiązań zapewniających mobilność w służbie zdrowia ma poprawić komunikację: Niemal siedmiu na dziesięciu kierowników zespołów pielęgniarskich objętych badaniem przypisuje rozwiązaniom mobilnym korzystny wpływ na komunikację i współpracę między pracownikami oraz poprawę jakości opieki nad pacjentami. Natomiast 64 proc. respondentów spośród decydentów ds. IT określa komunikację na linii lekarze–personel pielęgniarski jako główny obszar, w którym oczekują poprawy.
  • Rozwiązania zapewniające mobilność w służbie zdrowia zostaną uzupełnione o informacje o lokalizacji uzyskiwane w czasie rzeczywistym. Ma to na celu optymalizację procesów: System lokalizacji w czasie rzeczywistym (RTLS) będzie wykorzystywany do lokalizacji wszystkiego — od sprzętu, zapasów i środków farmaceutycznych, po pacjentów i personel. Uzyskana dzięki temu widoczność pozwoli administratorom zwiększyć dostępność personelu przy łóżkach pacjentów, poprawić przepływ pracy i podnieść poziom bezpieczeństwa.
  • Lepszy przepływ danych, zintegrowany za pomocą przenośnej technologii mobilnej, ma zwiększyć wykrywalność stanów zagrażających życiu i polepszyć sposób powiadamiania o nich: Wśród objętych badaniem decydentów ds. IT 98 proc. oczekuje, że do 2022 roku analizy predykcyjne i wczesne powiadomienia o stanach zagrażających życiu, na przykład o sepsie i zakażeniach szpitalnych, będą wysyłane na urządzenia mobilne personelu szpitalnego.
  • Pacjenci rozumieją korzyści wynikające z rozwiązań zapewniających mobilność w służbie zdrowia i coraz aktywniej angażują się w działania umożliwiające zapewnienie im samym opieki zdrowotnej: Większość uczestniczących w badaniu pacjentów (77 proc.) pozytywnie reaguje na wykorzystanie przez lekarzy technologii mobilnych w celu poprawy opieki zdrowotnej.

Chris Sullivan — Global Healthcare Practice Lead, Zebra Technologies:

„Rozwiązania zapewniające mobilność w służbie zdrowia stanowią silny trend, który w wielkim stopniu wpływa na poprawę jakości opieki nad pacjentami na całym świecie. Już sama liczba członków personelu pielęgniarskiego i kierowników ds. IT, którzy wzięli udział w naszym badaniu, żeby zaprezentować, jak bardzo technologie mobilne poprawiają ich pracę, potwierdza wyraźną tendencję coraz lepszego wykorzystania rozwiązań mobilnych w służbie zdrowia. Otwartość pacjentów wobec idei mobilności oraz ich entuzjastyczne nastawienie, świadczy o tym, że mobilność jest w coraz większym stopniu kojarzona przez nich z najlepszymi standardami leczenia.  W firmie Zebra jesteśmy przekonani, że rozwiązania mobilne są niezbędne do zapewnienia skuteczności i efektywności w sektorze służby zdrowia oraz zaoferowania pracownikom służby zdrowia najlepszych narzędzi do niesienia pomocy ludziom”.

ZAŁOŻENIA I METODOLOGIA BADANIA

Zebra zleciła przeprowadzenie trzech globalnych badań, które pozwalają lepiej zrozumieć rolę, jaką technologia odgrywa w szpitalach świadczących pomoc medyczną w nagłych przypadkach. Badania przeprowadzone we współpracy z ośrodkami badawczymi (Research Now, Lucid) koncentrowały się na kierownikach zespołów pielęgniarskich, osobach decyzyjnych ds. IT i pacjentach poddanych niedawnej hospitalizacji. Badanie 2022 Hospital Vision Study firmy Zebra podsumowuje wyniki tych analiz i zestawia odpowiedzi uzyskane od ponad 1500 respondentów ze Stanów Zjednoczonych Am. Płn., Brazylii, Chin, Wielkiej Brytanii, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Badania zostały przeprowadzone w 2017 roku.

Rośnie popularność domów zagadek w Polsce. Takie miejsca będą coraz częściej wykorzystywane do rekrutacji pracowników

Rośnie popularność domów zagadek w Polsce. Takie miejsca będą coraz częściej wykorzystywane do rekrutacji pracowników 12

Zabawa w escape roomach szybko wyrasta na jedną z ulubionych rozrywek Polaków. W 2015 roku w Polsce takich miejsc było zaledwie 150, teraz jest ich prawie tysiąc, ale na rynku pozostają jedynie najlepsze lokale, których właściciele idą z duchem czasu, wprowadzają nowe rozwiązania i mogą pozwolić sobie na doposażenie. Takie miejsca przestają służyć wyłącznie rozrywce – firmy wykorzystują je m.in. do reklamy swoich produktów i procesów rekrutacyjnych, a szkoły – do nietypowych lekcji dla uczniów.

Obecnie panuje duży boom na escape roomy. Gdy zaczynaliśmy, w samej Warszawie było około ośmiu firm, obecnie jest ponad 40. Natomiast w skali Polski jest ponad 1 tys. pokoi, podczas gdy trzy lata temu było ich zaledwie około 150, czyli mamy wzrost o ok. 600 proc. W tym momencie rynek się stabilizuje, nie otwierają się nowe miejsca, a dochodzi wręcz do weryfikacji rynku – gorsze firmy odpadają. Dalej widzimy ogromne zapotrzebowanie klientów na tę usługę, ruch u nas nie maleje, wręcz wzrasta – mówi agencji informacyjnej Newseria Wojciech Szulimowski, współzałożyciel Domu Zagadek.

Jak podkreśla, kiedyś wiele firm zaczynało od wynajętej kawalerki, jednak wraz z rozwojem rynku oczekiwania klientów wzrosły. Poprzeczka została postawiona dosyć wysoko, dlatego też teraz samo wynajęcie pokoju, umieszczenie w nim kilku rekwizytów i schowków już nie wystarczy.

Klienci szybko to zweryfikują, mają oni bowiem coraz większe oczekiwania co do wystroju pokoju, zagadek i mechanizmów. Kreatywność musi być na jak najwyższym poziomie w tym momencie, żeby wymyślić coś, co zaskoczy. Każdy z ponad tysiąca pokoi w Polsce oferuje jakieś zagadki, więc żeby się wyróżnić, trzeba zrobić coś oryginalnego – mówi Wojciech Szulimowski.

Klient wciąż musi być zaskakiwany nowymi zagadkami i wyzwaniami, bo jeśli szybko pozna mechanizmy, nie wróci już do tego miejsca. Dlatego właściciele chętnie eksperymentują i otwierają się na to, co jeszcze nieznane. Aby zwiększyć rentowność danego miejsca i przyciągnąć klientów, często otwierają dodatkowe pokoje lub modernizują te istniejące.

To świetna forma rozrywki dla osób w każdym wieku, ponieważ wpływa na kreatywność, logiczne myślenie, kojarzenie faktów oraz spostrzegawczość. Zespoły biorące udział w zabawie liczą od dwóch do sześciu osób i wręcz skazane są na współpracę, bo niektórych zagadek nie da się po prostu rozwiązać w pojedynkę.

– Przychodzą do nas wszyscy – od dzieci po dorosłych. Wśród klientów są też firmy, które organizują sobie gry, integracje. Mamy także wyjścia kawalerskie. Coraz więcej firm chce wykorzystać zagadki do lokowania produktów – firma X przychodzi do nas i mówi: chcemy pokazać fajne funkcje telefonu, dobrze byłoby, gdyby gracze mogli je zobaczyć, czy możecie wymyślić jakieś zagadki, żeby ich wypróbowali – tłumaczy Wojciech Szulimowski.

W celu dotarcia z ofertą do szerszego grona potencjalnych klientów niektóre domy zagadek uruchamiają przenośne wersje pokoi.

– Zdarzało nam się też robić mobilne escape roomy w różnych przypadkach – ktoś chciał zrobić urodziny dla dzieci i zaprosić je do takiej mobilnej gry, ktoś inny chciał zamienić jeden z popularnych sklepów meblowych na escape room i zaproponować dzieciom zabawę w nim. Mobilne escape roomy mocno się rozwijają, najczęściej są to gry w pokojach, salach konferencyjnych, na wyjazdach integracyjnych dla firm – wyjaśnia Wojciech Szulimowski.

Jednym z nowych sposobów na wykorzystanie escape roomów jest rekrutacja pracowników. Wyzwania i łamigłówki, z jakimi muszą zmierzyć się uczestnicy zabawy w domu zagadek, to dobry sposób na sprawdzenie, jak kandydaci współpracują w grupie i czy radzą sobie w trudnych i niespodziewanych sytuacjach. Zauważyli to specjaliści ds. HR, którzy podejmują próby wykorzystania domów zagadek w procesie rekrutacyjnym.

Jak grupa wchodzi do pokoju, to od razu widać, kto jest liderem, kto podchodzi bardziej kreatywnie, kto matematycznie. Na świecie już escape roomy są wykorzystywane w rekrutacjach. Sami będziemy niedługo rekrutować i prawdopodobnie wykorzystamy ten sposób, żeby wybrać osoby do współpracy. Będziemy chcieli rozwijać ten kierunek – mówi Wojciech Szulimowski.

W pokoju zagadek można organizować lekcje, a różnorodna tematyka sprawia, że praktycznie każdy nauczyciel znajdzie tu coś, czym będzie mógł zainteresować swoich uczniów.

Jesteśmy w pokoju, w którym nie trzeba znać języka egipskiego, ale wychodzimy z pełną wiedzą o Egipcjanach i ich języku. Właściwie w każdym z pokoi czegoś się dowiadujemy, rozwijamy swoją kreatywność – mamy bardzo często szkolne wycieczki w godzinach lekcyjnych. To nawet punkt wycieczki niektórych biur podróży – mówi Wojciech Szulimowski.

Na fali popularności escape roomów zrodziła się nowa społeczność. Jej członkowie jeżdżą po całej Polsce, odwiedzając nowe pokoje, a wyzwaniem dla nich jest bicie nowych rekordów w rozwiązywaniu zagadek.

Banki przestrzegają klientów przed inwestycjami w kryptowaluty. Branża chce się włączyć w proces uregulowania tego rynku

Banki przestrzegają klientów przed inwestycjami w kryptowaluty. Branża chce się włączyć w proces uregulowania tego rynku 13

Związek Banków Polskich przyłącza się do grona krytyków kryptowalut i chce się włączyć w proces uregulowania tego rynku wspólnie z NBP i Komisją Nadzoru Finansowego. – Wiemy z doświadczenia, że kiedy coś bardzo gwałtownie rośnie, to bardzo często gwałtownie spada. Przestrzegamy naszych klientów, żeby uważali z rynkiem kryptowalut – mówi dr Przemysław Barbrich, ekspert Związku Banków Polskich.

– Bitcoin i inne kryptowaluty przypominają bańki spekulacyjne, które w ekonomii zdarzają się regularnie co jakiś czas. Dlatego NBP i KNF bardzo poważnie zastanawiają się nad uregulowaniem tej kwestii, a Związek Banków Polskich również deklaruje włączenie się w ten proces. Uważamy, że dla bezpieczeństwa naszych klientów zasadne byłoby wprowadzenie pewnych regulacji na rynku kryptowalut, który wymaga odpowiedniego profesjonalizmu. Ogólnie rynki walutowe i giełdowe to rynki dla profesjonalistów – ocenia dr Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich.

Kryptowaluty biją wśród inwestorów rekordy popularności. Według aktualnych danych CoinMarketCap łączna kapitalizacja rynku przekracza w tej chwili 573 mld dol. Bitcoin (BTC), najpopularniejsza spośród przeszło 1,2 tys. zarejestrowanych kryptowalut, odpowiada za lwią część tego rynku. Obecny jej kurs to nieco ponad 9 tys. dol.

– W ciągu jednego dnia kryptowaluty zyskują albo tracą wyjątkowo dużo. Obserwując historyczne wydarzenia na rynkach walutowych, przypomina to sytuację na giełdzie tulipanów w Amsterdamie wiele lat temu. Wtedy też za cebulki niektórych tulipanów można było kupić dom – mówi dr Przemysław Barbrich.

Gorączka spekulacyjna wokół cebulek tulipanów w XVII wieku w Holandii doprowadziła do ekonomicznego kryzysu. Coraz więcej ekspertów ocenia, że rynek kryptowalut również wykazuje wszystkie cechy bańki spekulacyjnej. W tym gronie są już. m.in. legendarny inwestor Warren Buffet, „Wilk z Wall Street”, czyli Jordan Belfort, Robert Shiller, laureat Nagrody Nobla za pracę dotyczącą baniek spekulacyjnych, i Kenneth Rogoff, były ekonomista MFW i profesor Uniwersytetu Harvarda.

Eksperci przestrzegają przed inwestycjami w kryptowaluty ze względu na niestabilność rynku i ogromne wahania. Jeszcze 7 stycznia, w szczycie kapitalizacja tego rynku, przekraczała 830 mld dol. (co oznacza, że do tej pory wyparowało z niego ponad 380 mld dol.). Krach w połowie stycznia spowodował, że ciągu 24 godzin wartość bitcoina spadła o 20 proc., do mniej niż 9,5 tys. dol. Rynek błyskawicznie odrobił straty, ale notowania pokazują znaczące wahania kursu – w połowie grudnia wartość BTC sięgała momentami 20 tys. dol., a jeszcze 8 lat temu BTC był wart raptem jednego dolara.

– Nikt nie wie, w którą stronę będzie rozwijał się ten rynek. Nie chodzi o to, aby czegokolwiek nikomu zakazywać, ale uczestnicy tego rynku powinni być świadomi efektów swoich działań, żeby nagle nie okazało się, że mamy grupę 15–20 tys. osób, które straciły majątki swojego życia w wyniku zachwiania kursu bitcoina, który z poziomu 20 tys. dol. spadł nagle do poziomu 300 dol. Przypomnę, że w ostatnim miesiącu te zachwiania sięgały 15–30 proc. w skali tygodnia – mówi dr Przemysław Barbrich.

Mimo ryzyka wielu inwestorów postrzega kryptowaluty – określane mianem gorączki złota XXI wieku – jako szansę na łatwy zarobek, dużo większy w porównaniu z tym, co oferuje rynek regulowany.

– Przy rekordowo niskiej inflacji bezpieczne lokaty bankowe dają klientowi zarobić 2–2,5 proc. w skali roku. Nieco bardziej niebezpieczne formy inwestowania, np. fundusze inwestycyjne, pozwalają na zarobek rzędu 5 proc. w skali roku, a aktywność na Giełdzie Papierów Wartościowych daje możliwość zarobienia 10–15 proc. w skali roku. Jeżeli więc ktoś proponuje zarobek 20–30 proc. w ciągu tygodnia, to znajduje się grupa osób, która mówi: spróbujmy, zaryzykujmy. Ta chciwość pcha wiele osób w bardzo niebezpieczne, wzburzone rewiry związane z kryptowalutami – ocenia dr Przemysław Barbrich.

W połowie ubiegłego roku NBP i KNF przestrzegały przed inwestowaniem w kryptowaluty, przypominając, że nie są one gwarantowane przez bank centralny, nie są prawnym środkiem płatniczym i wiążą się z ryzykiem oszustwa i utraty kapitału. Od grudnia obie instytucje prowadzą wspólną akcję informacyjną „Uważaj na kryptowaluty” i uważnie monitorują ten rynek.

– Jako banki zwracamy uwagę na to, że chętnie włączylibyśmy się do działań regulatora rynku w tym obszarze. To jest właśnie rola regulatora, który – patrząc na żarówkę – powinien wiedzieć, że za chwilę ta żarówka się spali i reagować zanim do tego dojdzie. W sytuacji, kiedy podmioty nieprofesjonalne zaczynają być aktywne na tych rynkach, może się zdarzyć jakieś nieszczęście. Naszą rolą – jako bankowców – jest ochrona klientów. Stąd sygnały ze środowiska bankowego, żeby postępować ostrożnie z kryptowalutami. Stąd też sygnały, że banki bardzo rygorystycznie podchodzą do osób, które próbują obracać kryptowalutami przy użyciu kont bankowych – mówi dr Przemysław Barbrich.

Pod koniec grudnia 2017 roku BZ WBK wypowiedział umowę rachunku osobie fizycznej za obrót kryptowalutą, uzasadniając, że takie transakcje nie są objęte przepisami polskiego prawa, a bank może to zrobić, jeżeli zachodzi podejrzenie, że konto jest wykorzystywane do celów sprzecznych z przepisami i regulaminem. Również Pekao SA wypowiedział umowę rachunku kryptowalutowej giełdzie EasyCoin.pl. Na początku stycznia na podobny krok zdecydował się Bank BPH, który zamknął konta Bitmarket.pl – jednej z największych polskich giełd kryptowalutowych.

Ekspert Związku Banków Polskich zwraca też uwagę na fakt, że kryptowaluty bywają wykorzystywane przez przestępców i hakerów albo mogą służyć do rozliczeń nielegalnych transakcji i prania brudnych pieniędzy.

– Banki mają ustawy antypralnicze, czyli dotyczące prania brudnych pieniędzy. W sytuacjach, w których nabieramy podejrzenia, że kryptowaluty mogą być wykorzystywane do działalności przestępczej, będziemy podejmowali zdecydowane kroki, żeby temu przeciwdziałać – podkreśla dr Przemysław Barbrich.

Analitycy prognozują giełdową hossę. Dobra sytuacja polskiej gospodarki i sytuacja spółek zachęcają inwestorów do kupowania akcji

Analitycy prognozują giełdową hossę. Dobra sytuacja polskiej gospodarki i sytuacja spółek zachęcają inwestorów do kupowania akcji 14

Polska gospodarka rozwija się najszybciej od sześciu lat i wszystko wskazuje na to, że szybkie tempo rozwoju zostanie utrzymane również w 2018 roku. Korzystne otoczenie makroekonomiczne wpływa także pozytywnie na wyniki osiągane przez polskie firmy. Zdaniem Michała Stanka z firmy inwestycyjnej Q Value przełoży się to na apetyt inwestorów na zakup bardziej ryzykownych aktywów, np. akcji.

 Wszystko wskazuje na to, że kolejny rok będzie równie dobry gospodarczo. Mam nadzieję, że z punktu widzenia naszego biznesu przełoży się to na większe zainteresowanie klientów i inwestorów produktami bardziej ryzykownymi niż tylko dotychczas wybierane produkty oparte o rynek pieniężny bądź rynek dłużny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Stanek, prezes zarządu Q Value. – Wszystko wskazuje na to, że najbliższe lata będą czasem hossy na rynkach akcyjnych i chciałbym, żeby inwestorzy z tego skorzystali. Narzędzi dostępnych na polskim rynku jest na tyle dużo, że każdy wybierze coś atrakcyjnego dla siebie.

W 2017 roku polska gospodarka rozwijała się w niewidzianym od 2011 roku tempie 4,6 proc. To nieco więcej niż oczekiwali ekonomiści, którzy spodziewali się dynamiki na poziomie 4,5 proc. i wyraźnie szybciej niż w 2016 roku, gdy mimo założonych w ustawie budżetowej 3,8 proc. produkt krajowy brutto wzrósł tylko o 2,9 proc. Choć najmocniej do wzrostu przyczyniła się konsumpcja, widać także wyraźny ruch w inwestycjach. Nakłady brutto na środki trwałe wzrosły w całym roku o 5,4 proc., podczas gdy rok wcześniej zanotowano wyraźny spadek o 7,9 proc. Oznacza to, że w ostatnim kwartale roku wzrost inwestycji był dwucyfrowy. Według Michała Stanka powinno to zaowocować zwiększonym zainteresowaniem polskim rynkiem akcyjnym.

 Oczekuję hossy na rynku akcyjnym i chyba nie jestem odosobniony z „byczym” nastawieniem do rynku – ocenia Michał Stanek. – Ale pieniądze wymagają ciszy – im dłużej nie mówi się o spektakularnych wzrostach, tym większa szansa na to, że kilka dobrych kwartałów jest przed nami. To jest czas, który można wykorzystać na własnych portfelach, inwestując środki bardziej agresywnie aniżeli tylko w produkty pieniężne czy dłużne.

Już 2017 rok był dla polskiej giełdy pozytywny. WIG20 wzrósł o przeszło 26 proc. i znalazł się w czołówce europejskich indeksów największych spółek o najwyższej dynamice, a indeks szerokiego rynku WIG wzrósł o ponad 23 proc. Jeśli jednak spojrzeć na napływy pieniędzy do funduszy inwestycyjnych, to widać, że największym zainteresowaniem cieszyły się bezpieczne rozwiązania: gotówkowe i pieniężne, które zanotowały dodatnie saldo w wysokości 8,2 mld zł, następnie fundusze mieszane (3,5 mld zł) oraz dłużne (3,4 mld zł). Natomiast do funduszy akcyjnych, mimo hossy, napłynęło w 2017 roku 0,9 mld zł.

 Na dobrą sytuację na giełdzie na pewno wpływa dobra kondycja spółek – podkreśla prezes zarządu Q Value. – Spółki pokazują dobre wyniki, pojawiają się inwestorzy zagraniczni, a nasz rodzimy kapitał zaczyna coraz bardziej dostrzegać inwestycje alternatywne do lokat, ponieważ na lokatach dziś nie zarabiamy. Klienci powoli zaczynają przesuwać swoje środki w inne instrumenty niż tylko depozyt, natomiast korzystają z dobrej sytuacji gospodarczej i niewątpliwie kolejne kwartały w wynikach spółek powinny pokazać równie przyzwoite wyniki, tym samym przełożyć się na zyski dla inwestorów.

Ekspert zastrzega jednak, że zawsze istnieje ryzyko wystąpienia nieoczekiwanego zdarzenia, które może w jednej chwili zmienić nastroje inwestorów i spowodować ich odwrót od giełd rynków wschodzących w stronę bezpiecznych przystani. Takimi czynnikami mogłyby być eskalacja konfliktu koreańskiego lub irańsko-saudyjskiego, a także inne wydarzenie geopolityczne, które trudno przewidzieć. Z reguły rynki najmocniej reagują na zagrożenia zaskakujące. Gdyby tak się stało, polska giełda i złoty mogą znowu wypaść z łask inwestorów.

 Jesteśmy mimo wszystko systemem naczyń połączonych, więc jeżeli gdzieś na świecie ktoś kichnie, wszyscy mają katar. Jako system naczyń połączonych być może też odczulibyśmy efekty pęknięcia bańki spekulacyjnej, jaką jest ostatnio modny bitcoin, który pokazuje bardzo dużą zmienność – ocenia Michał Stanek. – Może się okazać, że rynki finansowe i nieruchomościowe, które też są na wysokich poziomach, w którymś momencie pękną, ale na zupełnie innych aktywach niż te najczęściej wybierane przez inwestorów, czyli rynek dłużny czy rynek akcyjny, bądź jakiekolwiek mieszanki tych dwóch rynków.

Niewielu Polaków płaci dobrowolne składki emerytalne i rentowe. W ten sposób zabezpieczają swoją emerytalną przyszłość

Niewielu Polaków płaci dobrowolne składki emerytalne i rentowe. W ten sposób zabezpieczają swoją emerytalną przyszłość 15

Niewiele osób w Polsce dobrowolnie opłaca za siebie składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe. To bardzo dobre rozwiązanie dla osób, które przez jakiś czas nie pracują albo takich, które wykonują nieoskładkowane umowy o dzieło. Opłacając składki, oszczędzają na przyszłą emeryturę. Jak podkreślają eksperci, emerytura wydaje się dla młodych osób odległą przyszłością, ale regularne opłacanie składek przez kilkadziesiąt lat przyniesie znacznie większy zysk niż odkładanie większych kwot przez kilka czy kilkanaście lat.

Każda osoba w Polsce, która nie ma tytułu do obowiązkowych ubezpieczeń emerytalnego i rentowych, czyli nie pracuje na etacie, nie ma umowy-zlecenia lub nie wykonuje działalności gospodarczej, może przystąpić do nich dobrowolnie. Wystarczy, że złoży w ZUS wniosek o objęcie jej ubezpieczeniami emerytalnym i rentowymi – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Osoby, które dobrowolnie podlegają ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym, nie mogą się zgłosić do ubezpieczenia chorobowego i wypadkowego.

Każda osoba, która dobrowolnie zgłosi się do ubezpieczeń emerytalnego i rentowego, opłaca składki na swoją przyszłą emeryturę, a także zabezpiecza się na wypadek, gdyby była długo niezdolna do pracy (przysługuje jej wówczas renta z tytułu niezdolności do pracy). Objęcie dobrowolne tymi ubezpieczeniami, jeżeli tylko nas na to stać, to bardzo dobre rozwiązanie  – tłumaczy Andrusiewicz.

Podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe osób dobrowolnie podlegających ubezpieczeniom stanowi zadeklarowana kwota. Nie może ona być jednak niższa niż kwota minimalnego wynagrodzenia, które od 2018 roku wynosi 2100 zł brutto. To oznacza, że na dobrowolne ubezpieczenia emerytalne i rentowe trzeba zapłacić miesięcznie ponad 570 zł.

Jeśli tylko nas na to stać, możemy opłacać wyższe składki, tym samym więcej odkładamy na przyszłą emeryturę – podkreśla Wojciech Andrusiewicz.

Obecnie z możliwości dobrowolnego opłacania składek korzysta niewielu Polaków. Większość oszczędza na własną rękę lub – z powodu niskich zarobków – nie odkłada wcale. Z przygotowanego na zlecenie Nationale-Nederlanden raportu „Dojrzałość finansowa Polaków 2017” wynika, że z myślą o emeryturze oszczędza 40 proc. mężczyzn i 46 proc. kobiet. Jeszcze większa grupa, bo 47 proc. panów i połowa pań, nadwyżki finansowe woli jednak przeznaczać na przyjemności. 36 proc. nie ma żadnych zaskórniaków.

– Kiedy jest się młodym, to oczywiście wydaje się, że starość nie istnieje, a jeżeli nawet, to jest to tak odległa przyszłość, że nie ma sensu o niej myśleć. Teraz trzeba przede wszystkim kupować, albo rzeczy codziennego użytku, albo np. mieszkanie – mówi Marek Zuber, ekonomista.

Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że ci, którzy nie odkładają na przyszłość, najczęściej deklarują, że nie mają z czego. Dwóch na pięciu Polaków podkreśla, że bieżące wydatki pochłaniają ich całe zarobki, a 18 proc. nie myśli jeszcze o gromadzeniu kapitału na przyszłość.

Warto oszczędzać, bo czas bardzo szybko leci. Zwykle orientujemy się, że do emerytury nie zostało dużo czasu i nie wiadomo, czy będziemy w stanie uzbierać tyle, żeby nam wystarczyło. Im dłużej zbieramy pieniądze, tym dłużej działa procent składany. Dzięki temu mamy uzbierane więcej niż tylko to, co odłożyliśmy, a zatem lepiej zbierać 40 lat niż 14. Nie chodzi o to, żeby odkładać tysiąc złotych miesięcznie, zacznijmy od kilkudziesięciu złotych, ale róbmy to jak najdłużej i systematycznie. Kiedy nie będziemy mogli albo chcieli pracować, to będziemy mieć zabezpieczenie, które dodatkowo dzięki procentowi składanemu nam się powiększy – przekonuje Marek Zuber.

Światowe indeksy biją rekordy. Optymizm zaczyna przypominać nastroje z 2007 r.

Na Wall Street liczba dni bez korekty przekraczającej 5 proc. to już ponad 400 dni. Nigdy nie udało się to od czasów ostatniej wojny światowej.

– Styczeń był 10-tym z rzędu miesiącem wzrostu cen akcji na Wall Street, to najlepszy wynik od dziesięciu lat – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To najlepszy taki wynik od 1958 r., gdy ceny rosły przez 11 miesięcy.

Nie takie PMI złe, jak je malują

Początek miesiąca tradycyjnie przyniósł serię odczytów koniunktury w sektorach przemysłowych państw Starego Kontynentu. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami indeks PMI dla Polski uplasował się na poziomie 54,6 pkt, co rozczarowało część analityków decydujących się na nieco wyższe zawieszenie konsensualnej poprzeczki (55,2 pkt). Napływających danych nie należy postrzegać przez pryzmat łyżki dziegciu, która może ważyć na dość optymistycznych perspektywach wzrostu w nadchodzących kwartałach. Rozbierając wskaźnik na części pierwsze zauważamy, że wolumen nowych zamówień wzrósł najsilniej od trzech lat, a narastające zaległości produkcyjne niewątpliwie traktuje się jako dobry omen zwiastujący odbicie inwestycji.

Zaskakująco wysoki indeks PMI dla norweskiego sektora przemysłowego (59,0 pkt, konsensus: 56,6 pkt) pozwolił norweskiej koronie (0,7 proc.) na solidne wykorzystanie słabości amerykańskiej waluty. W cieniu najsilniejszego z komponentów koszyka walut G10 znajduje się euro (0,5 proc.), które w trakcie azjatyckiej części piątkowych notowań może ponownie uplasować kurs EUR/USD nad okrągłym poziomem 1,2500. W defensywnie znajduje się japoński jen (-0,4 proc.) próbujący chwilowo ustabilizować notowania USD/JPY w okolicach poziomu 109,60. Dość nisko znajduje się również australijski dolar (-0,3 proc.), który nie znalazł oparcia w wysoce rozczarowujących danych z pierwotnego rynku nieruchomości.

Niekwestionowanym liderem regionu pozostaje czeska korona. Jej 0,9 proc. aprecjacja to pokłosie przewidywalnej decyzji ČNB w sprawie podwyżki stóp procentowych do poziomu 0,75 proc. oraz publikacji najnowszych prognoz gospodarczych uwzględniających dalsze umocnienie waluty. Złoty (0,5 proc.) przeszedł obojętnie wobec nudnego protokołu ze styczniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, gdzie pierwsze skrzypce ponownie grały oczekiwania wobec pozostawienia niezmienionych parametrów polityki przez zdecydowanie dłuższy czas. Na koniec dnia EUR/PLN znajduje się przy 4,1520, USD/PLN oscyluje przy 3,3260, GBP/PLN schodzi do 4,7360, a CHF/PLN wraca w okolicę poziomu 3,5800.

Czwartek na europejskich parkietach stał pod znakiem ponownego przejęcia inicjatywy przed podaż. Ze spadkowych nastrojów skutecznie wyłamała się giełda w Mediolanie, gdzie FTSE MIB zakończył dzisiejsze notowania z blisko 0,2 proc. zwyżką pomimo dość odczuwalnej przeceny spółek z sektora bankowego. We Frankfurcie skalę przeceny próbował minimalizować Commerzbank (0,4 proc.) pomimo obaw regulatorów w zakresie adekwatności kapitałowej instytucji finansowych po wypłacie przez nie dywidendy. Po drugiej stronie zestawienia wyraźnie rządził Fresenius (-4,8 proc.) będący pod presją niezbyt optymistycznych not analitycznych. Perspektywę dość udanej sesji ma przed sobą Siemens (-4,5 proc.), który w ostatnich minutach sesji uzyskał pozwolenie amerykańskiej Agencji Żywności i Leków na testy opracowywanego leku w miejscu opieki nad pacjentem. Na niemieckiej giełdzie uwagę próbował skraść Adidas (-1,9 proc.) będący na fali realizacji zysków po wczorajszej rekomendacji kupna M.M. Warburg z ceną docelową na poziomie 210 EUR (obecnie: 183,75 EUR).

Na Wyspach szansę zwyżkowego odbicia ograniczyły telekomy, których przecena skutecznie okryła zdecydowanie skromniejszy wpływ spółek z branży energetycznej czy z sektora nieruchomości. O dość pomyślnym przebiegu notowań mogą mówić inwestorzy ITV (3,5 proc.), czyli spółki zyskującej miano najsilniejszego z komponentów indeksu FTSE 100 (-0,6 proc.). W jej cieniu znalazły się między innymi walory 3i Group (2,2 proc.) będące na fali wyraźnie podbitego wolumenu obrotu. W Warszawie swoje pięć minut miała Jastrzębska Spółka Węglowa (2,4 proc.) walcząca do końca sesji z mBankiem (2,2 proc.) o palmę pierwszeństwa wśród spółek indeksu WIG 20 (-0,8 proc.). Wśród beneficjentów świeżo wydanych not analitycznych znalazł się Alior Bank (1,5 proc.), dla którego ustalono cenę docelową walorów na poziomie 109 PLN (obecnie: 86,75 PLN). Zestawienie rodzimych gigantów zamknęły PZU, Orange Polska i Eurocash, notujące przecenę rzędu 3,4 proc. Nieco skromniejszy ruch w stronę południa odnotował Lotos (-2,7 proc.), którego inwestorzy oczekują na najświeższe dane dotyczące wielkości marży rafineryjnej za styczeń.

Na rynku surowców energetycznych pokaźny ruch w stronę południa notują marcowe kontrakty na gaz ziemny (-5,2 proc.). W przypadku West Texas Intermediate (1,3 proc.) należy mówić o usilnych staraniach wyjścia nad 65,50 USD za baryłkę, co przy obecnym kształcie świec stawia pod znakiem perspektywę kontynuacji zwyżkowego odreagowania. Wśród metali szlachetnych uwagę ponownie zwraca złoto (0,0 proc.) utrzymujące poziomy z wczorajszego zamknięcia (1 344,60 USD). Pod presją niezbyt optymistycznych nastrojów znajduje się srebro (-0,7 proc.), które obecnie próbuje utrzymać się nad poziomem 17,22 USD za uncję. Najciekawszym oraz najsilniej rosnącym płodem rolnym zostaje kawa – na przestrzeni dnia jej marcowe kontrakty zdołały podrożeć aż 2,5 proc.
Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Sojusz Renault-Nissan-Mitsubishi sprzedał 10,6 mln pojazdów w 2017 roku

  • Łączna sprzedaż Renault, Nissana i Mitsubishi Motors wzrosła o 6,5%, do 10 608 366 egzemplarzy w 2017 r., co odpowiada jednemu na dziewięć samochodów osobowych i lekkich samochodów użytkowych sprzedawanych na świecie
  • Sojusz utrzymał pozycję lidera w segmencie samochodów bezemisyjnych, ze skumulowanym wynikiem 540 623 samochodów elektrycznych sprzedanych od 2010 r.

Renault-Nissan-Mitsubishi, największy na świecie sojusz branży motoryzacyjnej, poinformował, że wchodzące w jego skład firmy sprzedały łącznie 10 608 366 samochodów w ciągu 12 miesięcy do 31 grudnia 2017 r.

Rosnący popyt na pojazdy sportowo-użytkowe, lekkie samochody użytkowe, a także wzrost popularności bezemisyjnych samochodów elektrycznych pomogły zwiększyć wolumen sprzedaży o 6,5% w 2017 r., który był również pierwszym pełnym rokiem uczestnictwa w Sojuszu Mitsubishi Motors.

Carlos Ghosn, prezes i dyrektor generalny Renault-Nissan-Mitsubishi
Carlos Ghosn, prezes i dyrektor generalny Renault-Nissan-Mitsubishi

Carlos Ghosn, prezes i dyrektor generalny Renault-Nissan-Mitsubishi, powiedział: „10,6 miliona samochodów osobowych i lekkich samochodów użytkowych sprzedanych w 2017 roku daje sojuszowi Renault-Nissan-Mitsubishi pierwszą pozycję w rankingu grup motoryzacyjnych na świecie. Ta ewolucja świadczy o kompleksowości naszej oferty modelowej oraz odzwierciedla naszą globalną obecność na rynkach i atrakcyjność technologii stosowanych w naszych pojazdach”.

W 2017 r. firmy należące do Sojuszu sprzedawały pojazdy w prawie 200 krajach pod 10 markami (Renault, Nissan, Mitsubishi Motors, Dacia, Renault Samsung Motors, Alpine, Lada, Infiniti, Venucia i Datsun).

Sprzedaż Groupe Renault wzrosła o 8,5%, do 3 761 634 egzemplarzy w 2017 r. Był to rekordowy rok dla Renault — najpopularniejszej na świecie i drugiej pod względem popularności w Europie francuskiej marki, a także dla Dacii. Renault spodziewa się dalszego wzrostu w 2018 r., podsycanego rozwojem międzynarodowej działalności oraz odnowieniem oferty modelowej zgodnie z założeniami planu Drive The Future.

Nissan Motor Co. Ltd. sprzedał 5 816 278 pojazdów na całym świecie, co oznacza wzrost o 4,6%, oraz przedstawił sześcioletni strategiczny plan Nissan M.O.V.E. to 2022.
W USA i Chinach firma odnotowała wzrost sprzedaży w 2017 r. odpowiednio o 1,9 oraz 12,2%. Sprzedaż pojazdów marki Infiniti w 2017 r. wyniosła 246 492 egzemplarzy i była wyższa o 7% w porównaniu z poprzednim rokiem.

Mitsubishi Motors Corporation sprzedała w 2017 r. 1 030 454 pojazdy, czyli o 10% więcej niż w 2016 r. Największy wkład we wzrost wolumenu sprzedaży miał rynek chiński — najważniejszy dla firmy w opracowanym przez Mitsubishi Motors planie Drive For Growth. Sprzedaż roczna wzrosła tam o 56%, do 129 160 egzemplarzy. Chiny stały się największym rynkiem dla Mitsubishi Motors dzięki dużemu popytowi na produkowany w tym kraju model Outlander.

Wyniki w regionie ASEAN również są obiecujące. Wprowadzenie kompaktowego minivana XPANDER w Indonezji przyczyniło się do wzrostu sprzedaży o 17%, do 242 224 egzemplarzy. W Japonii sprzedaż zwiększyła się o 7% dzięki wznowieniu działań marketingowych promujących najmniejsze samochody typu kei-car.

Stabilna pozycja lidera rynku samochodów elektrycznych

Od 2010 r., czyli od debiutu Nissana LEAF, sojusz Renault-Nissan-Mitsubishi sprzedał pod różnymi markami na całym świecie 540 623 samochodów elektrycznych. W łącznym ujęciu Sojusz pozostaje globalnym liderem w segmencie stuprocentowo elektrycznych samochodów osobowych i lekkich samochodów użytkowych.

Nissan LEAF, pierwszy popularny i produkowany masowo samochód elektryczny, wciąż jest najlepiej sprzedającym się modelem z takim napędem. Od premiery rynkowej w grudniu 2010 r. klienci kupili już ponad 300 000 tych pojazdów.

W 2017 r. zaprezentowano nowego Nissana LEAF, oferującego jeszcze większy zasięg, zaawansowane technologie oraz nową, dynamiczną stylistykę. Sprzedaż w Japonii rozpoczęła się już w zeszłym roku, zaś na pozostałych głównych rynkach model będzie wprowadzany stopniowo w 2018 r. Klienci z całego świata zamówili już ponad 40 000 nowych Nissanów LEAF, z czego 13 000 przypada na Japonię, 13 000 zarezerwowano w USA, a ponad 12 000 trafi do klientów w Europie.

Oprócz modelu LEAF Nissan sprzedaje także lekki pojazd użytkowy eNV200. Samochód oferowany głównie w Europie i Japonii również przeszedł ostatnio modernizację, dzięki której zasięg europejskiej wersji zwiększył się o 100 kilometrów.

W 2017 r. Renault, przez trzeci rok z rzędu, pozostawał liderem segmentu samochodów elektrycznych w Europie, z udziałem w rynku wynoszącym 23,8% przy wzroście wolumenu sprzedaży o 38%. Renault ZOE był najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym w Europie — w jego przypadku wzrost sprzedaży wyniósł 44%.

Od 2011 r. Renault sprzedał na całym świecie ponad 150 000 samochodów elektrycznych. Były to modele: Renault ZOE, Renault Kangoo Z.E., Fluence Z.E. i Renault Samsung Motors SM3 Z.E.

W 2017 r. firma Renault zaprezentowała model Master Z.E., ogłaszając wprowadzenie unikatowej w skali globalnej oferty bezemisyjnych lekkich samochodów użytkowych (Twizy Cargo, ZOE dla firm, Kangoo Z.E. oraz Master Z.E.).

W 2017 r. Renault-Nissan-Mitsubishi sprzedał 91 000 samochodów elektrycznych, czyli o 11% więcej niż w 2016 r.

Plan strategiczny Alliance 2022

W ramach planu strategicznego Alliance 2022 Renault-Nissan-Mitsubishi prognozuje, że do końca 2022 r. wartość synergii w skali roku przekroczy 10 mld EUR. Ponadto wprowadzonych zostanie 12 nowych modeli bezemisyjnych samochodów elektrycznych oraz 40 modeli z technologią jazdy autonomicznej.

Wprowadzenie nowych modeli i technologii powinno przyczynić się do wzrostu rocznej sprzedaży Renault-Nissan-Mitsubishi do ponad 14 mln egzemplarzy do końca 2022 r., co oznaczałoby przychody na poziomie 240 mld USD.

10 największych rynków Sojuszu

Kraj Łączna sprzedaż Udział w rynku
Chiny 1 719 815 6,2%
USA 1 697 149 9,8%
Francja 759 598 29,8%
Japonia 689 650 13,2%
Rosja 578 082 36,1%
Meksyk 412 029 27,0%
Niemcy 349 376 9,4%
Wielka Brytania 309 172 10,6%
Włochy 293 362 13,6%
Brazylia 267 835 12,3%

10 największych rynków Groupe Renault

Kraj Łączna sprzedaż*
Francja 673 852
Rosja 448 270
Niemcy 228 046
Włochy 215 901
Hiszpania 185 760
Turcja 178 646
Brazylia 167 147
Iran 162 079
Wielka Brytania 115 262
Argentyna 115 243

* Cały 2017 r. (sprzedaż), z wyłączeniem Twizy

10 największych rynków Nissana

Kraj Łączna sprzedaż
USA 1 593 464
Chiny* 1 519 714
Japonia 590 905
Meksyk 366 544
Wielka Brytania 167 379
Kanada 146 677
Rosja** 107 168
Francja 81 293
Brazylia 78 823
Niemcy 76 133

 *Łącznie z marką Venucia;** Łącznie z Kazachstanem

10 największych rynków Mitsubishi Motors

Kraj Łączna sprzedaż
Chiny 129 160
USA 103 685
Japonia 91 630
Australia 80 674
Indonezja 79 885
Filipiny 71 097
Tajlandia 69 737
Niemcy 45 197
Wielka Brytania 26 531
ZEA 24 497

Chemia 4.0 – Gospodarka o obiegu zamkniętym może okazać się jedną z najbardziej korzystnych rewolucji w branży chemicznej

Julia Patorska Deloitte
Julia Patorska
Sustainability Consulting Central Europe
Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte

Cyfryzacja i gospodarka o obiegu zamkniętym to dwa czynniki, które spowodują w najbliższym czasie duże zmiany w branży chemicznej. Dotyczy to również polskich firm chemicznych, które w większym stopniu niż dotychczas powinny inwestować w innowacyjne rozwiązania.

Zainspirowana badaniem przeprowadzonym przez naszych zachodnich sąsiadów, postanowiłam przyjrzeć się jak czwarta rewolucja przemysłowa (Industry 4.0) może wpływać na branżę chemiczną. Cyfryzacja, automatyzacja i zwrócenie się do zasobów odnawialnych i biodegradowalnych ma niewątpliwie także wpływ na zmiany, które w tej branży zachodzą, albo niebawem zajdą.

Wnioski, które płyną z raportu „Chemistry 4.0 – Growth through innovation in a transforming world” przygotowanego przez Deloitte i Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Chemicznego (VCI) są jednoznaczne. Cyfryzacja i gospodarka o obiegu zamkniętym to dwa czynniki, które spowodują duże zmiany w branży chemicznej w najbliższych dekadach. Te dwa zjawiska będą wzajemnie oddziaływać, co wpłynie na sposoby prowadzenia prac badawczo-rozwojowych, modele biznesowe i produkcyjne. W konsekwencji, branża chemiczna będzie musiała sprostać nowym wyzwaniom, ale również zyska wcześniej nieistniejące możliwości. Wydaje się, bowiem, że kluczem do osiągnięcia sukcesu w zakresie gospodarki o obiegu zamkniętym, przejścia z linearnego podejścia wykorzystywania zasobów do procesów oszczędnych i maksymalizujących wartość zasobów i użytkowanych materiałów – są właśnie zmiany technologiczne w branży chemicznej. Ale bez możliwości generowania i zbierania ogromnej ilości danych, odpowiedniego przekształcania ich, przekazywania informacji na wielu poziomach, nie ma szans na wejście w kolejny etap zmian.

Branża chemiczna a gospodarka o obiegu zamkniętym

O istocie zmian, które muszą nastąpić, świadczy chociażby ogłoszona 16 stycznia b.r. przez Komisję Europejską strategia dla tworzyw sztucznych w gospodarce o obiegu zamkniętym (A European Strategy for Plastics in a Circular Economy). Z jednej strony zapotrzebowanie na wyroby z tworzyw sztucznych z każdym rokiem się zwiększa, bo mamy do czynienia z materiałem plastycznym, wygodnym i tanim. Jest on wykorzystywany powszechnie, a wielość zastosowań jest nieskończona. Równocześnie coraz częściej zaczynamy postrzegać ten materiał, jako największe wyzwanie w zakresie zanieczyszczenia środowiska, który dodatkowo do produkcji wymaga zużywania zasobów nieodnawialnych. Recykling tworzyw sztucznych w Europie nie osiąga nawet 30%, a w Polsce jest to jeszcze mniej. Dlatego przy dalszym wzroście zapotrzebowania na produkty i opakowania z tworzyw sztucznych zarówno źródło pochodzenia tego materiału, jak i sposób wycofywania produktów z użycia i recykling muszą niewątpliwie się zmienić.

Modele biznesowe funkcjonujące w ramach gospodarki o obiegu zamkniętym muszą obejmować sieci partnerów z różnych sektorów, a digitalizacja pozwala usprawnić współpracę między nimi. Firmy, które chcą odnieść sukces w takim środowisku powinny wykazać się zarówno umiejętnościami technicznymi, jak i kontaktami sieciowymi. Spółki chemiczne, ze względu na doświadczenie związane z angażowaniem skomplikowanych procesów produkcyjnych, mogą odegrać kluczową rolę w ramach takich sieci. Moim zdaniem podmioty z branży chemicznej w Polsce, które jako pierwsze dostrzegą możliwości dalszego rozwoju związane z potrzebami gospodarki o obiegu zamkniętym, będą mogły zdobyć trwałą przewagę konkurencyjną. Zmiany w całym łańcuchu wartości są nieuchronne, a rola branży będzie rosła. Wraz z rozwojem firm chemicznych, w dalszej kolejności będą zyskiwali klienci tych firm.

Coraz bardziej zaawansowana digitalizacja

Według badania Deloitte i VCI, połowa małych i średnich firm chemicznych zamierza aktywnie inwestować w cyfryzację swoich procesów i działalności biznesowej. Duże znaczenie digitalizacji modeli biznesowych dla utrzymania się na rynku w przyszłości widzi branża chemiczna w Niemczech. Aż 30 proc. niemieckich MŚP osiąga już 5 proc. swoich przychodów dzięki cyfrowemu modelowi biznesowemu. Kolejne 40 proc. planuje wdrożyć go w najbliższych latach. Praktyczne wykorzystanie wielkich zbiorów danych cyfrowych umożliwia intensyfikację innowacyjności.

Zgodnie z tym, co piszą autorzy raportu Chemia 4.0 wyróżnić możemy trzy kategorie takiego wykorzystania: transparentność i procesy cyfrowe, modele operacyjne oparte na danych oraz modele cyfrowe. Przykładem prowadzonych prac rozwojowych w tej dziedzinie jest połączenie usług cyfrowych z produkcją chemiczną w digitalizacji rolnictwa, produkcji addytywnej (druk 3D) oraz w segmencie e-zdrowia sektora opieki zdrowotnej.

Sytuacja w Polsce

Branża chemiczna (bez petrochemii) w latach 2010-2016 rosła średniorocznie 5,7%. To więcej niż wzrost w przetwórstwie przemysłowym ogółem. Także w porównaniu do największych gospodarek europejskich nie musimy się tego wzrostu wstydzić. WIG-CHEMIA od września 2008 r. urósł 325%. Ale w rywalizacji z globalnymi graczami głównym zagrożeniem dla polskich firm jest ograniczony dostęp do surowców w konkurencyjnych cenach. Wydaje się jednak, że inwestycje w innowacyjne rozwiązania mogą pomóc polskiej chemii wzmocnić jej pozycję na rynku. Odnoszę wrażenie, że rynek chemiczny w Polsce, a przynajmniej jego główni gracze, widzą istotne znaczenie i potrzebę takich działań. Niemniej, jest jeszcze sporo do zrobienia, a wydatki na badania i rozwój w naszym kraju wciąż są zdecydowanie mniejsze niż wydatki firm globalnych. Kolejnym elementem, który może pomagać osiągać przewagi jest współpraca z istniejącymi ośrodkami badawczymi. Znam pewien zaawansowany instytut naukowy z Łodzi, który realizując bardzo innowacyjne badania materiałowe, współpracuje z podmiotami spoza Polski, bo w naszym kraju nie mógł znaleźć nabywców swojej technologii. A wykorzystanie tej technologii na szeroką skalę w segmencie włókien chemicznych mogłoby istotnie ograniczyć konieczność wykorzystywania nieodnawialnych zasobów (głównie importowanej ropy naftowej) na rzecz przetwarzania pozostałości z produkcji rolnej.

Zatem zmiany, które obserwowane są w Niemczech i innych bardziej rozwiniętych i uprzemysłowionych krajach, za chwilę na dużą skalę będą widoczne także w Polsce. Digitalizacja może pozwalać na rozwój i zwiększenie efektywności modeli biznesowych opartych na obiegu zamkniętym. Co więcej, innowacje mogą zyskać nowy cel. Zmiany będą wymuszane regulacjami na poziomie unijnym i krajowym, choć wydaje się, że większe korzyści osiągną ci, którzy będą krok przed wymogami legislacyjnymi. Pomimo konieczności poniesienia kosztów, w długim czasie przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym okaże się bardzo dobrą inwestycją. Równocześnie można nadal wykorzystywać jeszcze finansowanie grantowe. Źródła dotacji są zróżnicowane i obejmują m.in. program sektorowy INNOCHEM przeznaczony dla podmiotów z branży chemicznej, INNOMOTO, Innowacyjny Recykling czy INNOSTAL, w których zdefiniowano obszary badawcze spójne z działalnością sektora. Dodatkowo podmioty te mogą obniżyć kwotę odprowadzonych podatków, korzystając z ulgi podatkowej z tytułu prowadzonej działalności badawczo – rozwojowej, która z roku na roku staje się coraz atrakcyjniejsza i pozwala na zmniejszenie podstawy opodatkowania nawet o 200 proc. kosztów związanych z badaniami i rozwojem.

Alain Simonnet
Alain Simonnet

Ostatnie lata pokazują zauważalną zmianę w podejściu do kreowania innowacji, na którą 3M odpowiada poprzez swoje działania. Klienci oczekują dzisiaj więcej. Produkty i technologie muszą wspierać ich zrównoważony rozwój. Chcąc sprostać tym oczekiwaniom niezbędny jest intensywny dialog z klientami a wielu przypadkach nawet współprojektowanie rozwiązań. (…) Dewiza „Customer First” jest w pełni stosowana w naszej działalności badawczo-rozwojowej. Wynikiem tego podejścia jest transformacja naszej działalności R&D i wyjście poza ramy laboratoriów. Nasi naukowcy współpracują ścisłe z działami marketingu, sprzedaży czy produkcji. Regularnie odwiedzają też klientów, aby przetestować prototypy rozwiązań poza laboratorium, w ich środowisku docelowym. Naturalną konsekwencją tych działań jest również tworzenie miejsc takich jak Centra Innowacji czy Centra Szkoleniowe. Są one platformą do dialogu z klientami i wspólnego poszukiwania inspiracji oraz optymalnych rozwiązań. To kierunek, bez którego trudno sobie dzisiaj wyobrazić tworzenie produktów przyszłości. W procesie tworzenia innowacji bardzo ważny dla 3M jest również zrównoważony rozwój. Chcemy aby nasze technologie nie tylko poprawiały wydajność działalności klientów, ale także wspierały ich w realizacji celów rozwoju zrównoważonego. – Alain Simonnet, Dyrektor Zarządzający 3M Poland Sp. z o.o.

Podwyżka stóp procentowych a sprzedaż mieszkań

W jakim stopniu podwyżka stóp procentowych może zdaniem deweloperów wpłynąć na sprzedaż mieszkań? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Podwyżka stóp procentowych to oczywiście wzrost kosztów kredytu, spadek zdolności kredytowej, wzrost oprocentowania lokat, a więc możliwy odpływ klientów inwestycyjnych. Należy jednak zaznaczyć, iż zmiana stóp procentowych w 0,25 p.p. nie zmieni wiele. Wystarczy bowiem spojrzeć na bardzo dobrą sprzedaż, choć oczywiście nie tak dużą jak obecnie, w 2013 czy 2014 roku, kiedy to stopy procentowe wynosiły 2-3 proc., czyli nawet dwukrotnie więcej niż obecne 1,5 proc. Zmiana będzie miała jednak aspekt psychologiczny, po jednej podwyżce należy się spodziewać kolejnych, tym bardziej że rośnie inflacja. Obecnie wynosi ona około 2 proc., a jeszcze w latach 2014-2016 mieliśmy do czynienia z deflacją.

Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Polnord S.A.

Trudno spodziewać się, by ewentualna podwyżka stóp była czynnikiem, który doprowadzi do znacznego obniżenia popytu na rynku mieszkaniowym. Mamy bowiem jednocześnie do czynienia ze stałym wzrostem wynagrodzeń, co przekłada się na poprawę zdolności kredytowej wielu potencjalnych nabywców mieszkań. Aktualnie poziom stóp procentowych jest rekordowo niski, więc jego stopniowe podnoszenie nie wpłynie na popyt i rynek kredytów w sposób gwałtowny.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Dziś wysokość stóp procentowych utrzymuje się na wyjątkowo atrakcyjnym dla kupujących poziomie, jednak w dłuższej perspektywie liczymy się z ich wzrostem. Czas pokaże, czy to nastąpi już w tym roku. Warto pamiętać, że na koniunkturę na rynku mieszkaniowym mają wpływ również inne czynniki makroekonomiczne, jak rosnące płace i spadek bezrobocia, a w tym przypadku, nic nie wskazuje na zmianę korzystnego trendu. Inwestycja w nieruchomości cechuje się wciąż wyższą stopą zwrotu niż na przykład lokaty bankowe, poziom stóp procentowych ma więc wpływ na zainteresowanie zakupami nieruchomości. Dlatego wszelkim zapowiadanym zmianom w tym zakresie będziemy się bacznie przyglądać.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper

W 2018 roku spodziewamy się utrzymania popytu, mimo zapowiadanych podwyżek stóp procentowych. W Polsce nadal brakuje setek tysięcy mieszkań, a zainteresowanie zakupem w celach inwestycyjnych lub zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych wciąż jest wysokie. Inwestorzy przekonali się, że kupno mieszkania to dobra i pewna lokata kapitału.

Ponadto w ostatnich latach obserwujemy wzrost siły nabywczej Polaków, dzięki czemu zyskują coraz większe możliwości kredytowania zakupu mieszkania. W związku z tym umiarkowana podwyżka stóp procentowych, jakiej rynek się spodziewa, nie powinna wpłynąć na zahamowanie koniunktury. Również lokaty bankowe nie staną się wtedy atrakcyjną alternatywą dla tych, którzy poszukują sposobu na zainwestowanie środków.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Zapowiadane na koniec tego roku podwyżki stóp procentowych nie powinny znacząco wpłynąć na zahamowanie popytu na mieszkania. Poza tym są to tylko zapowiedzi, które nie wiadomo, czy zostaną zrealizowane. Jak się okazało, nabywcy mieszkań w ubiegłych latach poradzili sobie ze wzrostem wkładu własnego i nie wpłynęło to negatywnie na rynek mieszkaniowy, choć były takie obawy. W tym przypadku może być podobnie i kupujący także poradzą sobie z wyżej oprocentowanymi kredytami. Natomiast osoby, które będą miały nadwyżki finansowe nadal chętnie będą je lokowały na rynku nieruchomości, bo to bezpieczna forma inwestowania kapitału. Tym bardziej, że lokaty bankowe pomimo zapowiadanego wzrostu stóp procentowych i tak prawdopodobnie nie będą na tyle atrakcyjnie oprocentowane, aby dawały podobny zwrot z inwestycji, jak wynajem lokali.

Mirosław Łoziński, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Przy oprocentowaniu lokat bankowych na obecnym poziomie w przedziale od 1 proc. do 2 proc. inwestycja w mieszkanie dająca zwrot powyżej 4 proc. wciąż jest atrakcyjna. Znacząca część klientów kupuje mieszkania za gotówkę. Możliwy wzrost stóp procentowych, w krótkim okresie dotknie głównie osoby ubiegające się o kredyt hipoteczny, dla których istotna jest zdolność do obsługi zadłużenia, ustalana na dzień zawarcia umowy kredytowej.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Na razie nie ma żadnych, potwierdzonych informacji na temat podwyżek stóp. Jeżeli nastąpią to w dalszej perspektywie i będą nieznaczne. Dopóki mamy dobrą sytuację gospodarczą, a klientów stać na raty lub częściowe finansowanie zakupu mieszkania gotówką, popyt nie zmaleje. Ważna jest też rentowność wynajmu, który jeszcze długo będzie podstawową konkurencją dla lokat bankowych.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Jeśli potwierdzi się scenariusz sygnalizowany przez analityków, zgodnie z którym stopy wzrosną w ostatnim kwartale bieżącego roku, popyt na mieszkania może ulec osłabieniu, ale w niewielkim stopniu. Może mieć to swoje konsekwencje dopiero w 2019 roku, jeśli Rada Polityki Pieniężnej po ewentualnej podwyżce podtrzyma swoje decyzje w kolejnych okresach.

Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A. nadzorujący Pion Ekonomiczny i Biuro Relacji Inwestorskich

Sądząc po naszych wynikach sprzedaży, zapowiedzi podwyżki stóp procentowych zdają się nie zniechęcać inwestorów do lokowania oszczędności w nieruchomościach. Inwestowanie w nieruchomości nadal przynosi większe zyski niż lokaty bankowe. Na zmniejszenie popytu mogą wpłynąć też inne czynniki, na przykład rosnące ceny mieszkań, które generowane są coraz wyższymi cenami gruntów i materiałów budowlanych oraz kosztami wykonawstwa.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Podwyżki stóp procentowych prawdopodobnie wpłyną na zmniejszenie popytu na mieszkania. Osoby decydujące się na kredyt będą uważniej przeglądać oferty, kalkulować, czy kupno mieszkania w danej inwestycji jest dobrym wyborem, najkrócej mówiąc – zastanawiać się czy im się to opłaca. Jeśli chodzi o inwestorów, nawet jeżeli stopy procentowe wzrosną o 1 proc. nadal zakup mieszkania będzie bardziej opłacalny niż lokata bankowa.

Jerzy Kłeczek, specjalista ds. marketingu w Activ Investment

Podwyżki stóp procentowych nie powinny znacząco obniżyć popytu na mieszkania, bo większość kredytobiorców posiada środki na wkład własny i ma wystarczające dochody, by podołać wymogom bankowym. Jeszcze większa grupa klientów nabywa lokale za gotówkę. Dotyczy to szczególnie mieszkań pod wynajem, a ten rynek w dużych miastach wciąż się rozwija. Jedynie kupno mieszkania na wynajem przy wsparciu kredytowym może przestać się opłacać.

Adam Dąbkowski, dyrektor generalny Nexity Polska

Ceny rosną, a nieodłącznym zjawiskiem towarzyszącym temu procesowi jest wzrost stóp procentowych, z czym wszyscy inwestorzy muszą się z nim liczyć. Wyższe stopy oznaczają droższe kredyty, co może spowodować spadek popytu na mieszkania. Same mieszkania również prawdopodobnie zdrożeją.

Drugim czynnikiem związanym ze wzrostem stóp jest coraz lepsze oprocentowanie lokat. To także może mieć znaczenie dla osób, które rozważają zakup mieszkania, jako jednej z form inwestowania kapitału. Być może część z nich zdecyduje się właśnie na lokatę. To zmniejszy skalę zakupów inwestycyjnych.

Spodziewamy się jednak, że potencjalne zmiany na rynku będą miały łagodniejszy charakter niż te, które można było obserwować w latach 2007-2008. Polska nadal charakteryzuje się niskim odsetkiem osób żyjących w wynajętych mieszkaniach w porównaniu do zachodnich sąsiadów. Popularność najmu nadal będzie rosła, podobnie jak średni poziom czynszów, toteż taka inwestycja będzie nadal opłacalna.

Autor: Dompress.pl

Realne bezrobocie w Polsce to 16 procent

Poland, Holland – brzmi podobnie i na pierwszy rzut oka bardzo podobnie wyglądają rynki pracy obu państw w ostatnich danych Eurostatu. Stopa bezrobocia w Polsce oraz w Holandii jest dokładnie taka sama – 4,4 proc. Niestety, pozostałe parametry pokazują, jak wiele brakuje nam jeszcze do Holendrów – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Stopa bezrobocia, choć to bardzo wygodny miernik kondycji rynku pracy, informuje nas jedynie, jaki jest odsetek osób, które szukają płatnego zajęcia, do aktywnych zawodowo. Nie dowiemy się jednak na tej podstawie, np. jaki procent osób w wieku produkcyjnym ma zatrudnienie, a przecież to kluczowa informacja dla gospodarki. Różnice, zresztą nie tylko w poziomie zatrudnienia, dobrze pokazuje zestawienie innych danych z Polski oraz z Holandii.

Łączy nas tylko stopa bezrobocia

Publikacje Eurostatu za grudzień pokazują, że stopa bezrobocia w Polsce oraz w Holandii wynosi 4,4 proc. Dane są porównywalne, gdyż uzyskiwane dzięki tej samej metodologii – ankiet wśród gospodarstw domowych (ok. 30 tys.). W obu przypadkach uwzględnia się także efekt sezonowy na rynku pracy (zimą np. zmniejsza się aktywność rolnictwa czy budowlanki), co także umożliwia lepsze porównanie odczytów.

Ciekawi fakt, że bezrobocie wśród Polek jest nawet niższe niż wśród Holenderek i wynosi odpowiednio 4,5 oraz 4,7 proc. Inny interesujący element: w podziale na wiek bezrobocie osób starszych w wieku 50-64 lata jest wyższe w Holandii – 4,2 proc. niż w naszym kraju – 3,4 proc. (dane za III kw. 2017 r.). To jednak, co należy podkreślić, wcale nie oznacza, że zatrudnienie w obu krajach wygląda podobnie.

Zatrudnienie – olbrzymie różnice

Dane Eurostatu wskazują, że odsetek zatrudnionych w Holandii w wieku 15-64 lata na koniec III kw. 2017 r. wynosił 76,3 proc. W Polsce było to 66,5 proc., czyli prawie 10 pkt proc. mniej.

10 pkt proc. na korzyści Holandii to diametralna różnica. Aby wyrównać wynik, Polska musiałaby zwiększyć zatrudnienie o 2,4 mln osób. Z kolei gdyby te 2,4 mln, obecnie bierne zawodowo, nagle zaczęło szukać pracy, to stopa bezrobocia skoczyłaby w Polsce z obecnych 4,5 proc. do ponad 16 proc., a liczba bezrobotnych podniosłaby się z ok. 800 tys. osób do 3,2 mln. To bardzo dobrze pokazuje skalę ukrytego w bierności zawodowej bezrobocia.

To młodzi najbardziej zaniżają wynik

Nie jest zaskakujące, że poważne różnice w poziomie zatrudnienia Polaków i Holendrów dotyczą osób w przedziale wiekowym 55-64 lata. U nas ten odsetek wynosi 49,4 proc. (niższy niż np. w Hiszpanii), a w Holandii – 66 proc. Od lat jednak kuleje nad Wisłą polityka senioralna w kontekście zatrudnienia osób starszych i utrzymywania ich aktywności zawodowej.

Pewną niespodzianką może być natomiast inna informacja. Według Eurostatu stopa zatrudnienia osób młodych (15-24 lata) w Polsce wynosi tylko 30 proc., a w Holandii – 64 proc. Oczywiście młodzi Holendrzy nie pracują na pełen etat i znaczna część z nich kontynuuje naukę (45 proc. osób w wieku 25-34 lata ma wyższe wykształcenie, czyli bardzo podobnie jak w Polsce). Może to oznaczać, że poza brakiem zachęt do systemowego wspierania w zatrudnianiu młodych (np. podatki), łączenie pracy z nauką w Polsce nie jest po prostu w modzie.

Lepiej dłużej, a mniej intensywnie

Inne poważne systemowe zaniedbanie polega na tym, że w Polsce brakuje promocji zatrudnienie na niepełny etat. W Holandii ponad 70 proc. kobiet pracuje w niepełnym wymiarze godzin, dzięki czemu łatwiej godzą obowiązki domowe z zawodowymi. W Polsce natomiast ten odsetek wynosi zaledwie 10 proc.

Mniejsza intensywność pracy prawdopodobnie pozwala także Holendrom dłużej utrzymywać się na rynku pracy, dłużej odkładać na emeryturę i cieszyć się jej względnie wysokim poziomem w relacji do ostatnich zarobków. Holendrzy są aktywni zawodowo przez równo 40 lat, Polacy przez 32,9. To olbrzymia różnica, która stanowi poważne wyzwanie, zwłaszcza dla możliwości zgromadzenia wystarczającego kapitału na jesień życia.

Nowe przepisy, nowe stawki VAT – czy będą spory z fiskusem?

Uchwalona przez sejm nowelizacja ustawy o VAT wyrzuca część towarów z obniżonej stawki 8%, co oznacza, że zostaną one objęte podstawową stawką 23%. Podwyżka dotyczy m.in. okularów przeciwsłonecznych i odżywek dla kulturystów. Miały zdrożeć nawet prezerwatywy, ale dyrektor Departamentu VAT w Ministerstwie Rozwoju i Finansów zapewnił, że tak się nie stanie, bo prezerwatywy to wyrób medyczny. W kogo najbardziej uderzą kolejne zmiany, które mają przynieść do budżetu 1,3 mld zł rocznie?

Rząd realizuje wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE (C-678/13), który już w 2015 r. nakazał Polsce podwyższyć stawkę VAT na produkty, które nie służą do celów stricte leczniczych ani nie są przeznaczone wyłącznie do użytku przez osoby niepełnosprawne. W związku z tym zmieni się teraz ustawa z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług, a dokładnie jej załącznik nr 3.

Chorzy i kulturyści

Uchylenie poz. 82 załącznika zabierze niższą stawkę VAT cysteinie, cystynie i ich pochodnym, które, jak się argumentuje, nie są produktami farmaceutycznymi ani środkami spożywczymi, a jedynie ich składnikami. Najbardziej na podwyżce ucierpi branża suplementów diety, ale nie tylko. L-cysteina może bowiem być pomocna przy leczeniu alergii, osłabionej odporności czy niepłodności u mężczyzn.

Tylko wyrób medyczny

Z kolei uchylenie poz. 92 oznacza, że preferencyjną stawkę utracą wyroby higieniczne lub farmaceutyczne (włączając smoczki) z gumy innej niż ebonit, a więc: osłonki antykoncepcyjne, cewki, strzykawki i ich zbiorniki, rozpylacze, kroplomierze itp., odciągacze do mleka, smoczki do karmienia, torebki na lód, butelki na gorącą wodę, worki tlenowe, gumowe osłonki na palce czy specjalne poduszki pneumatyczne dla chorych.

Pomysłodawcy zmian pozostawiają jednak pewną furtkę. Towary, które będzie można uznać za wyroby medyczne w rozumieniu ustawy o wyrobach medycznych dopuszczonych do obrotu na terytorium RP, zachowają nadal obniżoną 8-procentową stawkę VAT. To samo dotyczy smoczków dla niemowląt i dzieci, które, by nie narazić się matce Polce, zostały wymienione wprost w poz. 107a załącznika jako podlegające niższej stawce opodatkowania.

Lateksowy problem

Od początku ujawnienia projektu, w związku z planowanym uchyleniem preferencyjnej stawki VAT na wyroby z gumy innej niż ebonit, istniały wątpliwości, czy producenci lateksowych prezerwatyw również na tym ucierpią. Czy fiskus będzie uznawał ten produkt za wyrób medyczny? Wydaje się, że obawy te rozwiewa nie tylko wspomniana na wstępie wypowiedź dyrektora Departamentu VAT w MRiF, lecz także ustawodawstwo unijne.

Dyrektywa Rady Europejskiej (006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r.) w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej wyraźnie bowiem wskazuje, iż preferencyjną stawką VAT mogą zostać objęte „produkty farmaceutyczne zwykle stosowane dla ochrony zdrowia, zapobiegania chorobom oraz do celów medycznych i weterynaryjnych, łącznie z produktami używanymi do celów antykoncepcyjnych oraz higieny osobistej”.

Ciemne okulary

Planowane zmiany w VAT może odczuć branża optyczna. Wymienione w poz. 103 załącznika soczewki kontaktowe, soczewki okularowe ze szkła i innych materiałów nadal będą korzystać z preferencji fiskalnych, ale pod jednym warunkiem: muszą służyć do korekty wzroku. Wyższym opodatkowaniem powinny zostać więc objęte szkła „bez recepty”, stosowane do okularów ozdobnych, a przede wszystkim do okularów przeciwsłonecznych.

Spory z fiskusem

Zgodnie z uzasadnieniem projektu wprowadzone zmiany w przepisach mają przede wszystkim pozwolić na uniknięcie unijnych reperkusji. Dodatkowo budżet państwa ma dzięki nim zarabiać ok. 1,3 mld zł rocznie. Czy w świetle tego, w razie wątpliwości, organy podatkowe będą przyznawały podatnikom możliwość zastosowania preferencyjnych stawek? Na tym tle mogą znów powstawać spory z fiskusem. Bo czy przeciwsłoneczne okulary, które mają zostać objęte wyższą stawką VAT, nie są wyrobem medycznym dla dotkniętych światłowstrętem?

Szkoda, że tak istotne zagadnienia nie zostały doprecyzowane na etapie legislacyjnym, bo teraz będzie trzeba czekać na rozstrzygnięcie orzecznictwa w sprawach firm zajmujących się importem, handlem, produkcją wspomnianych szkieł do okularów przeciwsłonecznych i innych wyrobów niemedycznych. A urzędniczej swobody interpretacyjnej chciałby uniknąć każdy przedsiębiorca, zwłaszcza w obliczu postępowania i domiaru podatkowego oraz dalszych, nieraz negatywnych konsekwencji.

Jak się przygotować?

Planując import, produkcję oraz dalszą sprzedaż wyrobów objętych nowelizacją, dobrze jest wcześniej przeprowadzić audyt podatkowy takich działań. Oczywiście jednym z rozwiązań jest wystąpienie do fiskusa o wydanie indywidualnej interpretacji. Niestety, może to się okazać jałowym staraniem, jeśli przedmiotem zapytania do organów skarbowych będzie transakcja, której wartość przekracza 100 tys. zł, bo wówczas fiskus najczęściej odmawia wydania interpretacji. Podejrzewa bowiem próbę naruszenia klauzuli obejścia prawa podatkowego, skoro zgodnie z art. 119e Ordynacji podatkowej obniżenie wysokości zobowiązania podatkowego jest uznawane za osiągnięcie korzyści majątkowej. Dlatego też jako prewencyjne rozwiązanie dla firm, które najbardziej ucierpią na zmianach, czyli specjalizujących się w obrocie niemedycznymi wyrobami higienicznymi i farmaceutycznymi, soczewkami i szkłami do okularów oraz odżywkami, pozostaje doradztwo podatkowe.

Jakoś to będzie

Sami pomysłodawcy zmian stwierdzili, że na rynku mogą pojawić się nowe produkty, w odniesieniu do których nie można obecnie stwierdzić, czy będą mogły być uznane za wyrób medyczny. Dlatego nie jest możliwe przygotowanie zamkniętego katalogu wszystkich towarów, które będą mogły korzystać z obniżonej 8-procentowej stawki podatku. Nie da się również przewidzieć, jakie skutki ekonomiczne odczują podmioty wykonujące działalność leczniczą w związku z nieobjęciem obniżoną stawką VAT niektórych wyrobów higienicznych.
Trudno przypuszczać, by fiskus w razie wątpliwości, czy np. dany wyrób może korzystać z preferencyjnej stawki czy nie, działał na korzyść podatników. Projektodawcy ustawy w uzasadnieniu zmian jasno wskazali: „Mając na uwadze, że orzeczenie TSUE de facto przesądza, jaki kształt winny mieć polskie przepisy w tym zakresie (tzn. niemożliwe jest stosowanie wobec tych towarów obniżonej stawki podatku), niezbędne jest szybkie przyjęcie proponowanych zmian celem uniknięcia przez Polskę kar finansowych” (Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług z dnia 23 listopada 2017 r., druk nr 2056).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

BIK: niedzielne zakupy już nie na raty

W niedzielę 11 marca 2018 r. nie zrobimy zakupów w galeriach handlowych. Brak handlowych niedziel zmieni strukturę sprzedaży kredytów zaciąganych w weekendy. Jak informowało w grudniu ub. roku Biuro Informacji Kredytowej, Polacy dokonują najwięcej zakupów na raty w soboty i niedziele. Kredyty ratalne w weekendy, udzielane przez banki w sieciach handlowych oraz pożyczki w firmach pozabankowych, stanowią niemal 1/ 4 łącznej sprzedaży kredytów z całego tygodnia.

Z dniem 1 marca 2018 r. zaczną obowiązywać nowe przepisy o zakazie pracy w handlu w niedziele i święta. Praca w handlu będzie dozwolona w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca, a także w niedzielę bezpośrednio poprzedzającą pierwszy dzień Wielkiej Nocy. Zakupy w weekendy będą utrzymane w grudniu – w kolejne dwie niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia.

Raty kredytowo-pożyczkowe obciążają budżet domowy

W badaniu o kondycji kredytowej Polaków, przeprowadzonym w listopadzie 2017 r. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIK*, aż połowa ankietowanych (osoby, które aktualnie spłacają co najmniej jedną pożyczkę lub kredyt) potwierdziła, że posiada kredyty gotówkowe (50%). W kolejności osoby te wymieniały kredyty ratalne i mieszkaniowe, stanowiące udział po 32%, a dalej kredyt na karcie kredytowej (24%) i chwilówka (7%). Kredyty ratalne i gotówkowe są jednocześnie rodzajem zobowiązań, z którymi badani najczęściej mieli styczność. Warto przy tym nadmienić, że zobowiązania kredytowo-pożyczkowe w większości gospodarstw domowych obciążają nie więcej niż 30% dochodów, przy czym najczęściej podawany przedział to wartość od 10 do 19% dochodów.

BIK potwierdza trendy

Analitycy BIK podsumowali sprzedaż kredytów ratalnych na zakup towarów i usług, która w grudniu 2017 r. wyniosła blisko 1,5 mld zł, co było o 23,2% więcej niż w grudniu 2016 r. Wynik ten jest w dużym stopniu spowodowany postawą konsumentów, którzy grudniowych zakupów dokonują w centrach handlowych, posiłkując się wówczas kredytami ratalnymi, na terenie sklepów, oraz zaciągają pożyczki w firmach pozabankowych.

O tym, że kredyty ratalne służyły finansowaniu świąteczno-noworocznych zakupów, pokazuje rosnący w grudniu ub. roku trend dziennych kwot udzielonych kredytów ratalnych. Im bliżej świąt i nowego roku, tym więcej było kredytów.

BIK niedzielne zakupy już nie na raty
Trend ten potwierdzają także inne wydarzenia w końcówce roku, jak np. wielkie przeceny w tzw. „Black Friday”. W piątek, 24 listopada br. banki udzieliły 20,5 tys. kredytów ratalnych na łączną kwotę 71,8 mln. zł. Zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym jest to prawie o 100% więcej niż średnia dzienna dla pozostałych dni roboczych w listopadzie 2017 r. Z kolei w weekend, występujący bezpośrednio po „czarnym piątku”, Polacy ruszyli do sklepów i za sprawą zakupów ratalnych, wpłynęli na wzrost sprzedaży o prawie połowę w stosunku do pozostałych weekendów w listopadzie.

– Jak informują dane GUS*, sprzedaż detaliczna towarów w grudniu 2017 r. była wyższa o 6% w porównaniu z grudniem 2016 r. Nie jest to dużo w zestawieniu z danymi o wzroście płac i zatrudnienia w grudniu – mówi Sławomir Grzybek, dyrektor Departamentu Business Intelligence BIK. – Średnie płace w grudniu 2017 r. były wyższe (sektor przedsiębiorstw) w porównaniu z grudniem roku poprzedniego o 7,3%, zatrudnienie wzrosło o 4,6%, więc wzrost dochodów z pracy był prawdopodobnie dwukrotnie wyższy niż sprzedaż detaliczna – wyjaśnia Sławomir Grzybek.

W weekend na raty

Według analityków BIK, trend wzrostowy w sprzedaży ratalnej w okresach przedświątecznych, a także w poprzedzające je weekendy może świadczyć o wzmożonym zainteresowaniu zarówno instytucji finansowych, jak i ich klientów finansowaniem zakupów kredytami ratalnymi.

Kredyty ratalne zaciągane są w większości w centrach handlowych lub u samych sprzedawców, którzy współpracują z bankami „consumer finance”. Decyzja o zakupie na raty podejmowana jest w sklepie, z udziałem rodziny, która właśnie w weekend wspólnie udaje się na zakupy dóbr trwałego użytku. Zaciągnięte kredyty ratalne najczęściej przeznaczane są na zakup sprzętu AGD i RTV (34%) lub urządzeń elektronicznych – komputera, laptopa (24%).

Inaczej jest w przypadku kredytów gotówkowych, służących finansowaniu potrzeb i wydatków bieżących, o charakterze nagłym i nieprzewidzianym, dlatego też zaciągane są każdego dnia od poniedziałku do piątku, w oddziałach bankowych zlokalizowanych zazwyczaj poza galeriami handlowymi.

– Kredyty gotówkowe w grudniu 2017 r. zostały udzielone na kwotę o 7% niższą niż w grudniu 2016 r., co można tłumaczyć m.in. mniejszą liczbą dni roboczych w 2017 r. W segmencie do 15 tys. zł udzielono o 2,3% mniej niż przed rokiem – mówi Sławomir Grzybek z BIK. – Inaczej, jak w przypadku kredytów ratalnych, nie rosły dzienne kwoty i liczby zawieranych umów kredytowych, ponadto w grudniowe weekendy zawierano niewielkie liczby kredytów gotówkowych – dodaje Sławomir Grzybek.

Dużą aktywność w okresie przedświątecznym ub. roku miały firmy pożyczkowe. W grudniu 2017 r. firmy spoza sektora bankowego, raportujące do BIK, udzieliły pożyczek (łącznie ratalnych i gotówkowych) na kwotę 482 mln zł (wzrost r/r o 43%), w tym w segmencie do 15 tys. zł na kwotę 420 mln zł (wzrost r/r o 30%). W grudniu sprzedaż firm pożyczkowych w segmencie kwot do 15 tys. zł stanowiła ok. 20% sprzedaży bankowej.

Potrzeba czy zbytek

Zaciąganie kredytu na raty czy chwilówki, to sposób na dokonywanie zakupów często pod wpływem impulsu a nie realnej potrzeby. Podatność społeczeństwa na oferty promocyjne czy przeceny, silnie wspomaga popyt na towary i usługi. Pytanie, czy ograniczenie handlu w niedziele zmieni postawy zakupowe.

BIK, w badaniu opinii, zapytał Polaków o emocje towarzyszące zaciąganiu kredytów i pożyczek. Jak wynika z odpowiedzi ankietowanych, zadowoleniu z posiadania zakupionego produktu czy usługi towarzyszą negatywne emocje. Aż 47% osób potwierdziło, że odczuwa stres z powodu konieczności przyszłej spłaty, przy czym kobiety (51%) mają większe obawy z tym związane niż mężczyźni.

Dobrym prognostykiem może być stosunek Polaków do oszczędzania oraz do regulowania zobowiązań. Ponad 60% badanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że niezależnie od poziomu zarobków, należy zawsze oszczędzać. Potwierdzały to zwłaszcza osoby z regionu południowego (śląskie, małopolskie).

Powołując się na wychowanie i wartości wyniesione z domu rodzinnego, aż 77% osób przyznało, że zaciągnięte zobowiązania pożyczkowe czy kredyty należy spłacać oraz korzystać z nich tylko wtedy gdy ma się pewność ich spłaty (78%).

W informacji wykorzystano źródła:

* GUS, Dynamika sprzedaży detalicznej w grudniu 2017 r. , Przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w grudniu 2017 r.
* Badanie opinii zlecone przez BIK, pt. „Polacy na rynku kredytowym”, ARC Rynek i Opinia dla BIK S.A., listopad 2017 r., 18-65 lat, N=1000.