100 mln zł wsparcia dla firm na inwestycje energetyczne. Nabór do unijnego konkursu rusza pod koniec stycznia

100 mln zł wsparcia dla firm na inwestycje energetyczne. Nabór do unijnego konkursu rusza pod koniec stycznia 1

Duże firmy mają szansę pozyskać z UE 100 mln zł wsparcia na projekty zwiększające ich efektywność energetyczną. Taki jest budżet konkursu, do którego nabór wystartuje 31 stycznia. Inwestycje, które będą z niego finansowane, muszą wynikać z przeprowadzonego audytu energetycznego w firmach. To jeden z kluczowych warunków konkursu. Od ubiegłego roku audyt jest obowiązkowy dla dużych przedsiębiorstw, ale z danych URE wynika, że przeprowadziło go tylko 58 proc. zobowiązanych podmiotów.

Z końcem stycznia (31.01) rusza nabór do konkursu 1.2 „Promowanie efektywności energetycznej i korzystania z odnawialnych źródeł energii w przedsiębiorstwach” w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Duże firmy mogą w nim uzyskać wsparcie finansowe na zwiększenie efektywności energetycznej.

– Konkurs jest skierowany do dużych przedsiębiorstw oraz przedsiębiorstw zajmujących się dystrybucją energii. Wspiera wszelkiego rodzaju inwestycje związane z poprawą efektywności energetycznej, takie jak modernizacja budynków, oświetlenia czy wymiana energochłonnych maszyn i urządzeń. Prawdopodobnie będzie to jedyny konkurs w tym roku. Warto z niego skorzystać ze względu na to, że alokacja w ramach konkursu wynosi 100 mln zł –podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Przemysław Gabrysiak, project manager w Ayming Polska.

Inwestycje proefektywnościowe zostaną sfinansowane w ramach pożyczki preferencyjnej w wysokości do 75 proc. kosztów kwalifikowanych. Jednak od 5 do 15 proc. z tych kosztów może zostać umorzonych w postaci dotacji. To oznacza, że – przykładowo – przedsiębiorstwo realizujące inwestycję wartą 10 mln zł może uzyskać preferencyjną pożyczkę w wysokości 7,5 mln zł, a – po osiągnięciu zwiększenia efektywności energetycznej na oczekiwanym poziomie – 1,5 mln zł może zostać umorzone w postaci dotacji. Karencja spłaty pożyczki preferencyjnej będzie wynosić 12 miesięcy, a okres, na który zostaje udzielona, to 15 lat.

Nabór w konkursie potrwa do 30 marca br. Jednym z warunków, jakie firmy muszą spełnić, by wziąć w nim udział, jest przeprowadzony audyt energetyczny.

Pozwoli on ustalić obszary, w których może dojść do zoptymalizowania zużycia energii, w tym energii elektrycznej, ciepła oraz chłodu. Jednocześnie wskazuje, jakiego rodzaju inwestycje przedsiębiorstwo może w tych obszarach przeprowadzić – wyjaśnia Przemysław Gabrysiak. – Drugim warunkiem jest wprowadzenie inwestycji proefektywnościowej, która będzie innowacyjna na skalę przedsiębiorstwa. Co istotne, największe szanse na uzyskanie maksymalnego umorzenia mają inwestycje, które przełożą się na poprawę efektywności energetycznej o co najmniej 15 proc.

W październiku 2016 roku weszła w życie ustawa z dnia 20 maja 2016 r. o efektywności energetycznej, która nałożyła na wybrane przedsiębiorstwa obowiązek przeprowadzenia audytu energetycznego w terminie 12 miesięcy od wprowadzenia nowych przepisów. Ten obowiązek objął firmy, które spełniały w ciągu dwóch ostatnich lat obrotowych jedno z kryteriów: średnioroczne zatrudnienie co najmniej 250 pracowników lub osiągnęły roczny obrót netto powyżej 50 mln euro, a sumy aktywów ich bilansu sporządzonego na koniec jednego z tych lat przekroczyły 43 mln euro.

– Audyt energetyczny powinien być punktem wyjścia dla wszystkich inwestycji o charakterze proefektywnościowym. Taki dokument pozwala ustalić przedsiębiorstwu, w jakich obszarach mogą nastąpić inwestycje, które zoptymalizują zużycie energii w przedsiębiorstwie, jak chociażby modernizacja budynku, wymiana oświetlenia, energochłonnych maszyn i urządzeń stanowiących części instalacji linii produkcyjnych czy technologicznych, wymiana ciągów linii produkcyjnych czy ciągów technologicznych mediów – mówi agencji Przemysław Gabrysiak.

Do przeprowadzenia audytu energetycznego zobowiązanych jest ok. 6 tys. przedsiębiorstw. Jak wynika z danych URE, do tej pory zawiadomienie o przeprowadzeniu audytu złożyło ok. 3 500 podmiotów, czyli zaledwie 58 proc. zobligowanych.

Taki audyt jest nie tylko obowiązkowy dla dużych przedsiębiorstw, lecz także stanowi podstawę do znalezienia źródeł dofinansowania inwestycji o charakterze proefektywnościowym. Z naszych badań wynika, że aż 65 proc. przedsiębiorstw nie ma wiedzy na temat możliwych źródeł dofinansowania takich projektów. Jedynie 10 proc. z nich wskazuje na środki unijne jako optymalne źródło finansowania inwestycji – mówi Przemysław Gabrysiak.

Poczta Polska testuje aplikację rekrutującą osoby głuche i niedosłyszące. Aktywność zawodowa w tej grupie jest bardzo niska

Poczta Polska testuje aplikację rekrutującą osoby głuche i niedosłyszące. Aktywność zawodowa w tej grupie jest bardzo niska 2

Bezrobocie wśród osób głuchych i niedosłyszących w Polsce przekracza 70 proc. Dla pracodawców, którzy borykają się z trudną sytuacją na rynku pracy i niedoborem kadr, to atrakcyjna grupa potencjalnych pracowników. Poczta Polska testuje platformę, która umożliwia komunikację z niesłyszącym pracownikiem. Innowacyjne rozwiązanie może ułatwić też komunikację z niesłyszącymi klientami.

Poczta Polska to olbrzymi pracodawca, który wciąż rekrutuje i ma bardzo duże potrzeby w tym zakresie. W ramach projektu „Gamma Rebels powered by Poczta Polska” zrekrutowaliśmy głuchych pracowników dla Poczty Polskiej i Banku Pocztowego i udostępniliśmy obu spółkom narzędzie do komunikacji, które może służyć zarówno dla głuchych pracowników, jak i dla głuchych klientów – mówi agencji Newseria Paweł Potakowski, prezes zarządu spółki Praca bez Barier (i dyrektor marketingu w Migam.org).

Poczta Polska jest jednym z największych w kraju pracodawców, zatrudniającym na umowach o pracę blisko 80 tys. pracowników. W ubiegłym roku spółka we współpracy z akceleratorem HardGamma Ventures uruchomiła program akceleracyjny „GammaRebels powered by Poczta Polska” dla start-upów i początkujących, kreatywnym przedsiębiorców. Celem było znalezienie i wdrożenie takich produktów lub usług, które stworzą wartość dodaną dla spółki i 40 mln jej klientów.

W ramach akceleratora Poczta Polska nawiązała współpracę ze spółką Praca bez Barier, która realizuje projekt Innowacyjnej Platformy Aktywizacji. IPA to wielostronna platforma, której celem jest aktywizacja zawodowa Głuchych (z docelowym rozszerzeniem na inne niepełnosprawności). Obecnie trwa pilotaż platformy, po zakończeniu którego zostanie podjęta ewentualna decyzja o współpracy.

Platforma łączy dwie grupy odbiorców – osoby głuche poszukujące pracy oraz podmioty, które są zainteresowane ich zatrudnieniem. Wyposaża pracodawcę w narzędzie, które umożliwia komunikację z niesłyszącym pracownikiem. Z kolei głusi użytkownicy platformy automatycznie dostają spersonalizowaną ścieżkę kariery i za pośrednictwem platformy mogą samodzielnie podnosić swoje kompetencje.

 Rozwiązanie, które udostępniamy, to online’owe połączenie z tłumaczem języka migowego. Poczta Polska zyska dzięki temu pracowników, którzy skutecznie będą wykonywali swoje obowiązki, a jednocześnie otworzy się na niesłyszących klientów. Aby skutecznie komunikować się z osobami niesłyszącymi, trzeba się komunikować z wykorzystaniem polskiego języka migowego – mówi Paweł Potakowski.

W ubiegłym roku Poczta Polska podpisała porozumienie z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz PFRON, zobowiązując się do zwiększenia poziomu zatrudnienia osób niepełnosprawnych.

Pierwszą rekrutację skierowaną do osób głuchych Poczta Polska rozpoczęła w listopadzie ubiegłego roku. Spółka rekrutowała pracowników do biura w Warszawie, m.in. na stanowiska kierowcy, pracownika sortowni, listonosza i specjalisty SEM i SEO. Na swojej stronie i w mediach społecznościowych udostępniła m.in. filmy rekrutacyjne opisujące warunki zatrudnienia i zakres obowiązków. W efekcie pilotażowych rekrutacji zatrudniono już w Poczcie dwie osoby głuche w warszawskiej sortowni w dziale sortowania listów.

Szacuje się, że liczba osób głuchych w Polsce sięga około 50 tys., a 900 tys. Polaków ma poważny uszczerbek słuchu. Istotnym problemem jest bardzo niska aktywność zawodowa w tej grupie. Bezrobocie wśród osób głuchych sięga 70 proc.

 Niestety, głusi w Polsce są grupą bardzo nieaktywną zawodowo ze względu na barierę komunikacyjną oraz obawę pracodawców przed ich zatrudnieniem. Naszym zdaniem niesłuszną obawę, ponieważ Praca bez Barier skutecznie pokazuje, że problem 70-procentowego bezrobocia, które dotyka głuchych, można skutecznie przełamać – podkreśla Paweł Potakowski.

Deweloperzy mieszkaniowi mają za sobą najlepszy rok od dekady. Kolejne dwa lata też mają być dla nich czasem prosperity

Deweloperzy mieszkaniowi mają za sobą najlepszy rok od dekady. Kolejne dwa lata też mają być dla nich czasem prosperity 3

Polacy chętnie inwestują w zakup mieszkań. Kupują je też na własne potrzeby z racji wyższych dochodów. W ubiegłym roku sprzedaż deweloperów notowanych na Catalyst wzrosła o prawie jedną czwartą. Ze względu na to, że liczba inwestycji, których budowę rozpoczęto lub na których budowę wydano pozwolenia w 2017 roku, także rosła dynamicznie, 2018 i 2019 rok mogą się okazać jeszcze lepsze dla tej branży.

Rok 2017 był bardzo dobrym okresem na rynku deweloperskim, rekordowym od dekady, od czasu boomu z okresu 2006–2007. Deweloperzy znowu są w bardzo dobrej kondycji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Mucha, menadżer w Domu Maklerskim Navigator. – W 2017 roku piętncie analizowanych przez nas w raporcie deweloperów sprzedało łącznie niemal 23 tys. mieszkań, co jest wzrostem o ponad 24 proc. w porównaniu z 2016 rokiem.

Dane te potwierdzają liczby dotyczące całego rynku. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2017 roku oddano do użytku prawie 89,8 tys. lokali wybudowanych z przeznaczeniem na sprzedaż lub wynajem. To wzrost wobec 2016 roku o 13,5 proc. Jednocześnie rozpoczęto budowy jeszcze większej liczby mieszkań i domów – ponad 105,4 tys., a to liczba wyższa od tej z 2016 roku o 23,3 proc. O jedną piątą zwiększyła się natomiast pula lokali, które otrzymały zezwolenia na budowę lub budowę których zgłoszono – łącznie to niemal 128,5 tys.

– Sądzimy, że rekordowe sprzedaże z lat 2016–2017 w tym roku przełożą się na spory wzrost, jeżeli chodzi o przekazania lokali, co też wiąże się z pokazywaniem wyników finansowych – deweloperzy wykazują je dopiero w momencie przekazania lokalu finalnemu odbiorcy. Pod kątem wyników finansowych 2018 rok będzie jeszcze dużo lepszy niż 2017 – prognozuje Mateusz Mucha.

Ożywienie na rynku deweloperskim zaczyna jednak nakręcać spiralę cen. Na razie wyraźnie wzrosły ceny gruntów, co musi się przełożyć na bilans deweloperów w perspektywie kilku lat. Według Colliers International w ostatnim roku ceny gruntów w najlepszych lokalizacjach wzrosły w Warszawie nawet o 80 proc., zaś w pozostałych miastach o 40–50 proc. Na razie najwięksi deweloperzy korzystają z już zakupionego banku ziemi, jednak w ciągu roku, dwóch się on wyczerpie.

Wzrosły również koszty budowy inwestycji deweloperskich – niska stopa bezrobocia oraz wzrost płac zaczynają wymuszać na generalnych wykonawcach podniesienie cen świadczonych usług. Niektórzy deweloperzy wskazują, że w 2017 r. koszty generalnego wykonawstwa wzrosły nawet o 10 proc. To może w dalszej perspektywie wymusić wyższe ceny mieszkań, a w bliższej – zmusić deweloperów do szukania większych środków na realizację projektów. Coraz chętniej sięgają oni po pożyczki do kieszeni obligatariuszy.

Jeżeli chodzi o aktywność deweloperów na rynku kapitałowym, to zdecydowanie największa aktywność była na polu emisji obligacji. Analizowani deweloperzy wyemitowali obligacje za 1,3 mld zł, wykupując przy tym obligacje za około 600 mln zł, więc mamy 700 mln zł nadwyżki nowego długu dla deweloperów – informuje manager DM Navigator. – W 2018 roku deweloperzy mają do wykupu około 600 mln zł obligacji, a w 2019 roku około 900 mln zł. Co ciekawe, wzrost zadłużenia nie przełożył się na wzrost zadłużenia netto, które rok do roku wzrosło o około 10 proc., z 2,2 mld do 2,4 mld zł.

Na razie deweloperzy mogą się cieszyć dobrą koniunkturą. Autorzy raportu wskazują jednak na kilka zagrożeń, takich jak Mieszkanie+ (rządowy program mieszkań na wynajem), który może w perspektywie kilku lat osłabić popyt na zakup mieszkań, choć z zastrzeżeniem, że osoby, które zakwalifikują się do programu, raczej nie są tą samą grupą, którą stać na kredyt w banku czy zakup mieszkania za gotówkę.

Drugim czynnikiem, który może odwieść konsumentów od zakupu mieszkań, są stopy procentowe. Wprawdzie prezes NBP prof. Adam Glapiński wypowiadał się ostatnio w sposób pozwalający myśleć, że do końca 2018 roku nie zostaną one podniesione, jednak inflacja (co prawda pozostająca w celu RPP) jest faktem od ponad roku, a część ekonomistów spodziewa się pierwszej podwyżki już w tym roku. To automatycznie podniesie raty kredytów w złotych.

Sądzimy, że 2018 rok będzie dalej bardzo dobry dla deweloperów. Dużym sukcesem dla nich będzie podtrzymanie rekordów sprzedażowych z 2017 roku. Może się to trochę odbić na Kowalskim, ponieważ rosną koszty realizacji, koszty budowlane, w związku z czym prawdopodobnie deweloperzy będą chcieli przerzucać koszty na końcowego odbiorcę – przewiduje Mateusz Mucha.

Ubezpieczenia inwestycyjne powoli wracają do łask. Trwają prace nad lepszą ochroną posiadaczy tych produktów

Ubezpieczenia inwestycyjne powoli wracają do łask. Trwają prace nad lepszą ochroną posiadaczy tych produktów 4

Polisy na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi od kilku lat mają złą prasę. Po zmianach prawnych, które nastąpiły przed dwoma laty, i wobec prowadzonych prac nad jeszcze większą ochroną inwestorów, konsumenci wracają jednak do kupowania tego rodzaju produktów.

– W ostatnich 2–3 latach rynek polis inwestycyjnych bardzo się zmienił. I dobrze, bo wymagał on innego spojrzenia i uregulowania sposobu funkcjonowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Ziemba, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group. – Przy wielu błędach, które popełniono, nadużywając zaufania klientów i mając zbytnio rozgrzane nadzieje na zysk, przyszedł moment refleksji i potrzebnej korekty, tak jak to bywa na rynku kapitałowym.

Polisy inwestycyjne albo oszczędnościowe to nic innego jak polisy ubezpieczeniowe na życie z funduszem kapitałowym (tzw. UFK). Są to produkty inwestycyjne opakowane w polisę, których likwidacja wiązała się z bardzo wysokimi opłatami, sięgającymi nawet całości zainwestowanej kwoty. Od początku 2016 roku obowiązuje nowa ustawa o działalności ubezpieczeniowej, która lepiej chroni konsumentów zawierających nowe umowy inwestycyjne.

 Zmiany na rynku oczywiście zostały spowodowane nowymi regulacjami. Mocno ewaluował sposób funkcjonowania polis inwestycyjnych czy ich dystrybuowania – tłumaczy Paweł Ziemba. – Najbardziej istotny jest fakt, że te produkty są potrzebne i mogą odgrywać konkretną rolę w portfelu klienta. Dzisiejsze polisy UFK różnią się znacząco od tych oferowanych 15 lat temu. Nie tylko dlatego, że wymusiło to prawo. Wpłynęły na nie również zmiany rynkowe, spowodowane inną makroekonomią, zachowaniami klienta czy rozwojem technologii.

Nagłośnienie tematu zniechęciło nowych klientów do ich zawierania: w 2016 roku konsumenci wykupili polisy na życie na kwotę o 13,33 proc. niższą niż rok wcześniej (23,86 mld zł), przy czym największy spadek nastąpił właśnie w segmencie ubezpieczeń powiązanych z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi – z 13 mld zł w 2015 roku do 10,33 mld zł  rok później. To ponad 20-proc. spadek. Pierwsza połowa roku 2017 (KNF nie opublikowała jeszcze nowszych danych) przyniosła lekkie odbicie: kwota wpłaconych składek wzrosła o 2,4 proc. do 12,21 mld zł, a najszybciej zwiększyły się wpływy właśnie w przypadku polis z UFK – o 8,6 proc. do 5,63 mld zł. W strukturze ubezpieczeń bezpośrednich działu I (ubezpieczenia na życie) w I półroczu 2017 roku dominowały ubezpieczenia na życie związane z UFK, stanowiące 46,15 proc. łącznej składki.

 Obecnie znacznie częściej sprzedawane są polisy inwestycyjne ze składką jednorazową. Zdecydowanie rzadziej natomiast te z regularnymi wpłatami, co mnie niepokoi, ponieważ ten rodzaj produktu jest bardzo istotny. Przede wszystkim pozwala nam systematycznie odkładać pieniądze oraz pomnażać gromadzony kapitał – argumentuje Paweł Ziemba.

Jak podaje Komisja Nadzoru Finansowego, składka przypisana brutto z tytułu wpłat jednorazowych w dziale wszystkich ubezpieczeń na życie w I półroczu 2017 roku osiągnęła poziom około 4,08 mld zł i zwiększyła się w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku o 0,33 mld zł. Natomiast składka płacona okresowo wyniosła w badanym okresie 8,12 mld zł i zmniejszyła się o 0,05 mld zł. Dziewięć zakładów ubezpieczeń działu I wykazało powyżej 50 proc. udziału składek jednorazowych w całym portfelu (odpowiednio 10 w I półroczu 2016 r.).

Ustawodawca nie przestaje pracować nad tematem ubezpieczeń inwestycyjnych. Kolejne prace legislacyjne podjęła senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, a propozycję zmian przedstawiła Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy. Według jej propozycji ubezpieczenie inwestycyjne miałoby być produktem, w którym co najmniej 51 proc. składki przeznaczane jest na ubezpieczenie, a najwyżej 49 proc. na inwestycje. Instytucja ta w 2016 roku otrzymała 232 wnioski w sprawach sądowych związanych z UFK, a w 2017 roku – 222.

 Rynek UFK będzie się dalej rozwijał. Trudno jest jednak przewidzieć, w jakim kierunku on ewoluuje, a także jakie są oczekiwania klientów – mówi prezes zarządu Vienna Life – Nie chciałbym jednak, żeby przyjął on taką formę jak w Europie Zachodniej, gdzie funkcjonują głównie polisy UFK ze składką jednorazową. Życzyłbym sobie, żeby nasz rodzimy rynek rozwijał się w segmencie produktów regularnych. 

Dla pracodawców kompetencje miękkie równie ważne, jak znajomość języków obcych. W ich nabyciu pomaga odpowiednia edukacja oparta na systemie wartości

Dla pracodawców kompetencje miękkie równie ważne, jak znajomość języków obcych. W ich nabyciu pomaga odpowiednia edukacja oparta na systemie wartości 5

Edukacja oparta na wartościach, przy współpracy nauczycieli i rodziców, może być odpowiedzią na zmieniające się oczekiwania pracodawców – przekonują przedstawiciele stowarzyszenia „Sternik”. Pracowitość, uczciwość, zaangażowanie w życie społeczne, lojalność i optymizm to cechy przydatne nie tylko w życiu prywatnym, lecz także w życiu zawodowym. Pracodawcy przy wyborze pracowników na równi z wiedzą i umiejętnościami twardymi kierują się kompetencjami miękkimi. Takie cechy będą zyskiwać na znaczeniu, zwłaszcza w czasie nadchodzącej cyfrowej transformacji rynku pracy.

Pracowitość, uczciwość, zaangażowanie w życie społeczne, hojność wobec drugiego człowieka, umiejętność wyciągnięcia ręki do kogoś, kto czegoś potrzebuje, lojalność i optymizm – to cechy, które w życiu dorosłym bardzo się liczą w życiu rodzinnym i na rynku pracy. Pracodawcy bardzo często wybierają pracowników ze względu na ich charakter, na umiejętność współpracy z innymi. Tego typu wartości są kluczem w procesie wychowania w naszych programach wychowawczych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dobrochna Lama, prezes Stowarzyszenia Wspierania Edukacji i Rodziny „Sternik”, prowadzącego od 15 lat placówki edukacyjne.

Kompetencje miękkie są coraz istotniejsze w procesie rekrutacyjnym, co potwierdza badanie „Oczekiwania pracodawców wobec absolwentów uczelni wyższych” przeprowadzone na zlecenie Uniwersytetu Śląskiego. Z ankiet, które wypełniło ponad 150 polskich pracodawców, wynika, że poza twardymi kompetencjami, jak znajomość języków obcych czy specjalistyczna wiedza, firmy oczekują od swoich potencjalnych pracowników również konkretnych cech charakteru, np. odpowiedzialności, umiejętności samodzielnego rozwiązywania problemów czy komunikatywności. Takie cechy dzieci powinny wynosić z domu, ale duża odpowiedzialność w tym zakresie spoczywa też na szkole. Zdaniem ekspertów z tym jednak jest problem, bo polska edukacja opiera się zazwyczaj przede wszystkim na nauce teorii. Brakuje w niej współpracy na linii rodzice nauczyciele.

Kładziemy nacisk na wartość udziału rodziny w procesie wychowawczym. Chcemy, aby rodzice dzieci brali udział w procesie wychowawczym, nauczyciele są cały czas dostępni dla rodziców do konsultacji, każda rodzina ma swojego osobistego tutora, z którym współpracuje. Szczególnym rysem naszych placówek edukacyjnych jest program wychowawczy, który obejmuje całego człowieka, integralny rozwój intelektu, sfery emocjonalnej, fizycznej i rozwoju duchowego to właściwa rola szkoły – tłumaczy Dobrochna Lama.

Stowarzyszenie „Sternik” od 2003 roku prowadzi placówki edukacyjne oparte na modelu łączącym naukę z wychowaniem: żłobek „Strumyk”, przedszkole „Strumienie” oraz szkoły dla dziewcząt „Strumienie” i dla chłopców „Żagle”.

W tym roku po raz pierwszy przyznano nagrody „Sternik Roku” dla inicjatyw, które mają znaczący wpływ na rozwój dzieci. „Grand Sternik” przyznany za działania mające wpływ na szeroki kontekst rozwoju młodzieży i przyszłych pokoleń Polaków trafił do Skautów Europy.

Właśnie dziś harcerstwo i skauting, w szczególności skauting katolicki, w którego duchu my wychowujemy, jest szczególnie potrzebny. Mamy teraz do czynienia z rewolucją cyfrową, coraz więcej młodych ludzi korzysta z różnych osiągnięć techniki, co z jednej strony przynosi korzyści, z drugiej strony powoduje, że ucieka im często świat realny, świat prawdziwych relacji, zdobywane umiejętności, troska o zdrowie i sprawność fizyczną. Wychodzimy więc z naszą propozycją skautingu, wychowania opartego na pięciu celach: zdrowie, zmysł praktyczny, służba innym ludziom, budowanie własnego charakteru oraz wychowanie w wierze w Boga – wskazuje Jerzy Żochowski, naczelnik harcerzy Skautów Europy.

Jak podkreśla Żochowski, że harcerstwo uczy empatii i odpowiedzialności, jest też przydatne w wyrabianiu dobrych nawyków. Zapotrzebowanie na taką formę spędzania czasu nie maleje. W Polsce do Skautów Europy jeszcze kilka lat temu należało kilkaset osób. Obecnie jest ich już ponad 4,5 tys.

– Dajemy młodym ludziom odpowiedzialność za nich samych, za grupę, budowanie wspólnoty, a przy tym budowanie własnej tożsamości. To przede wszystkim rozwój indywidualny dopasowany do potrzeb i zainteresowań każdego z nich, odkrywanie Boga poprzez kontemplację przyrody i wychowanie w zaradności – tłumaczy Jerzy Żochowski.

Eksperci podkreślają rolę aktywności fizycznej w rozwoju dzieci. Ruch wpływa na rozwój intelektualny oraz koncentrację, uczy dyscypliny oraz rozwija umiejętności społeczne. Dlatego nagroda „Sternik rozwoju” trafiła do firmy SuperDrob za organizowane programy sportowe.

– Chcemy oderwać dzieci od telewizorów, komputerów i komórek. Staramy się pokazać, że są ciekawe przestrzenie do rozwoju. Sport jest w okresie rozwoju dzieci bardzo ważny, szczególnie dla chłopców, dlatego uważamy, że warto inwestować w tę dziedzinę – podkreśla Randa Ombach, PR manager w Superdrob.

Nagroda „Sternik edukacji” trafiła do firmy Microsoft, która wspiera proces edukacyjny poprzez technologię, a „Sternik wychowania” do twórców Inicjatywy Tato.net za promowanie kultury odpowiedzialnego ojcostwa.

Polacy tworzą inteligentną klawiaturę dla niepełnosprawnych. Urządzenie pojawi się pod koniec roku i może być refundowane

Polacy tworzą inteligentną klawiaturę dla niepełnosprawnych. Urządzenie pojawi się pod koniec roku i może być refundowane 6

Polski start-up ParrotOne pracuje nad stworzeniem inteligentnej klawiatury dla niepełnosprawnych. Urządzenie będzie dotykowe, wbudowany wyświetlacz pozwoli pokazywać podpowiedzi słów, a współpraca z aplikacją udostępni możliwość korzystania ze sztucznej inteligencji, przez co podpowiedzi będą mogły być bardziej precyzyjne. Klawiatura ma pomóc osobom, które na co dzień borykają się np. z neuropatią czy drżeniem rąk. Urządzenie ma szansę być całkowicie refundowane.

– Klawiatura jest dotykowa i nie wymaga tak dużej precyzji czy siły przy nacisku klawiszy. Ponad klawiszami pojawi się wyświetlacz OLED, na którym będziemy mieli gotowe podpowiedzi słów, również zdań, czyli gotowych komunikatów, których możemy użyć w komunikacji. Po trzecie klawiatura będzie współpracować z naszą aplikacją, dzięki czemu będzie korzystać ze sztucznej inteligencji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Katarzyna Bylińska z ParrotOne, twórcy inteligentnej klawiatury.

Projekt został stworzony z myślą o osobach niepełnosprawnych i seniorach. Osoby niepełnosprawne na co dzień borykają się z problemami takimi jak neuropatia, drżenie rąk czy brak precyzyjności ruchów. Dzięki zastosowaniu elementów sztucznej inteligencji klawiatura będzie „uczyć się” przewidywać zamiary właściciela.

– Klawiatura działa na podstawie dwóch algorytmów, które uczą się naszych komunikatów. Im częściej będziemy z niej korzystać, tym precyzyjniej będzie podpowiadać nam gotowe zdania czy słowa, których najczęściej używamy – tłumaczy Katarzyna Bylińska.

Według twórców, aby wysłać pożądaną wiadomość, wystarczy średnio o 60 proc. mniej kliknięć niż w przypadku zwykłej klawiatury. Funkcjonalność i interfejs zostały zaprojektowane tak, aby były dostosowane do ograniczeń manualnych osób.

– Dzięki klawiaturze, która wyświetla gotowe zdania czy komunikaty, dużo łatwiej i za pomocą mniejszej ilości ruchów jesteśmy w stanie przesłać dany komunikat. Osoba pełnosprawna pisząc komunikat: „Cześć, co słychać, co robisz dziś wieczorem?”, zrobi to w ciągu 30–40 sekund. Osoba niepełnosprawna, która musi walczyć z drżeniem rąk i precyzją ruchów, tego komunikatu nie napisze tak szybko. Nie zapominajmy, że są jeszcze znaki „ć”, „ś”, gdzie trzeba połączyć ruch dwóch lub trzech klawiszy – to dla osoby niepełnosprawnej stanowi duży problem – przekonuje ekspertka.

Klawiatura może być podłączona do komputera czy smartona bezprzewodowo za pośrednictwem technologii Bluetooth lub przewodowo poprzez kabel USB. Klawiatura jest kompatybilna ze wszystkimi systemami i działa bez zainstalowanej aplikacji ParrotOne.

Jak zapewniają twórcy, koszt klawiatury ma nie przekroczyć 300 zł. Urządzeniem zainteresowany jest Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, zatem w przyszłości może być ono w całości refundowane dla osób niepełnosprawnych. Produkt ma się pojawić na rynku pod koniec tego roku.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce jest ok. 4,7 mln osób niepełnosprawnych, co stanowi 12,2 proc. obywateli.

Wszechświat rozszerza się w zaskakującym tempie. Polacy biorą udział w misji Euclid, mającej zbadać to zjawisko

Wszechświat rozszerza się w zaskakującym tempie. Polacy biorą udział w misji Euclid, mającej zbadać to zjawisko 7

Specjaliści firmy Sener Polska opracowują i dostarczają urządzenia wspomagające montaż sondy Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz mechanizm sterujący anteną komunikacyjną. Misja kosmiczna Euclid trafi na orbitę do 2020 roku. Jej celem jest zbadanie powodów rozszerzania się wszechświata. Obecnie ocenia się, że widzimy tylko 5 proc. materii, która tworzy wszechświat. Reszta to ciemna materia i ciemna energia, które sonda ma obserwować.

– Wszechświat rozszerza się szybciej niż wynikałoby to z masy wszystkich obiektów niebieskich, które udało nam się do tej pory zaobserwować. Szacuje się, że całość zaobserwowanych do tej pory obiektów stanowi około 5 proc. masy całego wszechświata. To, czego nie znamy często określa się mianem czarnej energii lub czarnej materii. Euclid ma za zadanie spróbować w sposób pośredni zaobserwować tę czarną materię np. poprzez zakrzywianie światła odległych galaktyk i przez to zniekształcanie ich obrazu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksandra Bukała, dyrektor generalna Sener Polska.

Firma Sener Polska projektuje i wykonuje mechanizmy, które są niezbędne do montażu sondy Euclid. Odpowiedzialna jest za dostarczenie urządzeń tzw. Mechanical Ground Support Equipment (MGSE), wspomagających montaż satelitów. Są to m.in. specjalne dźwigi, wózki i podnośniki, które umożliwiają precyzyjne podnoszenie satelity i przenoszenie go, obracanie we wszystkich kierunkach, transportowanie na miejsce startu, czy umieszczenie w ładowni rakiety nośnej. Część została już dostarczona do Thales Alenia Space, który jest głównym wykonawcą urządzenia.

– Satelita jest duży, waży prawie 3 tony. Obracanie taką masą w sposób bezpieczny dla specjalistów montujących poszczególne komponenty, wymaga zbudowania do tego specjalnej infrastruktury. Oprócz tego, zaangażowani jesteśmy w tzw. segment lotny misji Euclid. Będziemy budować wspólnie z naszą spółką-matką mechanizm sterujący anteną do komunikowania się z Ziemią, tzw. ADPM, Antenna Deployment and Pointing Mechanism – mówi ekspertka.

Inżynierowie Sener Polska odpowiadają również za analizy numeryczne, integrację oraz testy systemu siłowników wykorzystywanych w modelach kwalifikacyjnych oraz w modelu lotnym. Jak podkreśla ekspertka, dla polskich firm udział w takim przedsięwzięciu, jakim jest misja kosmiczna Euclid, to duży prestiż i wyróżnienie.

– W oba realizowane przez nas kontrakty zaangażowanych jest wiele innych przedsiębiorstw z Polski. W ramach MGSE jest to 18 różnych podmiotów z całej Polski, np. firma z Doliny Lotniczej jak Ultratech, czy spółka Polskiej Grupy Zbrojeniowej – Wojskowe Zakłady Łączności nr 1, a także małe i średnie przedsiębiorstwa, wysoko wyspecjalizowane, jak np. mała firma UZBI – wymienia Aleksandra Bukała.

Euclid, średniej wielkości misja kosmiczna, realizowana jest w ramach programu „Cosmic Vision” Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Satelita ma trafić na orbitę na pokładzie rakiety nośnej Sojuz 2.1b. Całkowity koszt programu wyniesie 500 mln euro. Euclid będzie przez 6 lat mierzyć kształty i mapować w 3D ok. 2 mld galaktyk.

Start misji Euclid planowany jest na IV kwartał 2020 roku.

Smog atakuje także wewnątrz mieszkań. Niemal 100 proc. zanieczyszczeń usunąć mogą oczyszczacze powietrza

Smog atakuje także wewnątrz mieszkań. Niemal 100 proc. zanieczyszczeń usunąć mogą oczyszczacze powietrza 8

Polskie miasta należą do najbardziej zanieczyszczonych w Europie. Zwłaszcza w zimie normy w takich miastach jak Kraków czy Warszawa potrafią być przekroczone kilkukrotnie. Smog oddziałuje nie tylko na otwartych przestrzeniach, na których pomocne mogą być maski antysmogowe, lecz także w pomieszczeniach. Odpowiedzią mogą być oczyszczacze powietrza, które usuwają niemal 100 proc. zanieczyszczeń. O ich zakupie powinni pomyśleć zwłaszcza rodzice małych dzieci, kobiety w ciąży czy osoby starsze.

– Epizody smogowe krótkoterminowo podrażniają układ oddechowy, podrażniają gardło, wzmagają podatność na infekcje. Długofalowo zaś mogą prowadzić do zwiększonej wrażliwości, alergii, a nawet astmy. Są badania, które pokazują, że wśród osób, które były małymi dziećmi w czasie słynnego ataku smogu w Wielkiej Brytanii, po czterdziestu latach jest większy odsetek chorych na astmę i alergie w porównaniu z grupą rówieśniczą – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Agnieszka Liszka-Dobrowolska z portalu oddechtozycie.pl.

Za powstawanie smogu odpowiada przede wszystkim tak zwana niska emisja, czyli pyły i szkodliwe gazy pochodzące z transportu i domowych palenisk czy lokalnych kotłowni, w których spalanie odbywa się w sposób nieefektywny. Niska emisja oddziałuje na wysokości do 40 metrów i właśnie dlatego jest ona szczególnie niebezpieczna dla zdrowia ludzi. Lekarze radzą, by w przypadku pogorszenia jakości powietrza nie opuszczać mieszkań. Jednak do mieszkania przedostawać się może nawet 70 proc. zanieczyszczeń pochodzących z zewnątrz.

– To, na ile mamy zanieczyszczone mieszkanie, zależy od tego, jakiego typu mamy okna, w jakim budynku mieszkamy, jaka jest w nim wentylacja i na którym piętrze się ono znajduje. Niestety, aby uchronić się przed smogiem, nie zawsze wystarczy zamknąć okna. Często są one nieszczelne, a nasze wentylacje nie funkcjonują prawidłowo. W rezultacie w pomieszczeniach mamy zanieczyszczenie porównywalne z tym, co jest na zewnątrz – twierdzi dr Agnieszka Liszka-Dobrowolska.

Zawieszone w powietrzu pyły przedostają się do układu oddechowego i zatruwają cały organizm. Najbardziej szkodliwe są cząsteczki pyłu zawieszonego o oznaczeniu PM 2,5 oraz PM 10. Ich struktura jest kilkukrotnie mniejsza od ziarnka piasku. Dostają się one bezpośrednio do pęcherzyków płucnych, a przed ich działaniem nie pomaga nawet stosowanie maseczki ochronnej.

– Jeśli mieszkamy w miejscu, gdzie powtarzają się epizody smogowe, to oczywiście możemy kupić maski antysmogowe. Tak naprawdę zabezpieczają one nas tylko wtedy, gdy jesteśmy na zewnątrz. Natomiast żeby chronić się w domu, potrzebujemy oczyszczacza powietrza, przynajmniej do sypialni, swojej albo dzieci – przekonuje ekspertka.

Produkowane obecnie oczyszczacze oferują różnorodne technologie i szereg dodatkowych funkcji, takich jak między innymi nawilżanie powietrza. Różna jest także wydajność urządzeń, która stanowi kluczowy parametr przy dobieraniu oczyszczacza do metrażu mieszkania. Najpopularniejsze oczyszczacze wyposażone są w filtry HEPA, które oznaczane są klasami od E10 do E13.

– Są bardzo różne technologie oczyszczania powietrza. Najlepsze na oczyszczanie powietrza i ochronę przed smogiem są oczyszczacze, które mają wymienne filtry o standardzie HEPA. One zatrzymują zanieczyszczenia na filtrze i wypuszczają powietrze oczyszczone – tłumaczy przedstawicielka oddechtozycie.pl.

Im wyższa klasa filtra, tym większa zdolność do usuwania zanieczyszczeń z powietrza. To głównie od filtra zależy efektywność urządzenia. Dla przepływu powietrza o wartości 100 m3 na godzinę, współczynnik przechwytywania zanieczyszczeń w filtrze E10 wynosi 85 m3/h, czyli jego skuteczność wynosi 85 proc. Filtr H13 zatrzymuje już 99,97 proc. niepożądanych alergenów, takich jak kurz, pyłki, roztocza czy sierść zwierząt.

Oczyszczacze wyposażane są ponadto w czujniki pokazujące aktualne stężenie niepożądanych cząstek w powietrzu i informujące o stanie jakości powietrza wewnątrz pomieszczenia. W zależności od firmy i modelu urządzenia potrafią filtrować powietrze w pomieszczeniu o powierzchni nawet powyżej 100 m2.

– Poziomy zanieczyszczeń powietrza w Polsce bywają tak wysokie, że wszyscy powinniśmy się zainteresować tym, jak zadbać o siebie, kiedy jesteśmy w domu, kiedy śpimy, kiedy odpoczywamy. Oczywiście są grupy szczególnie narażone na szkodliwe oddziaływanie smogu, to są małe dzieci, kobiety w ciąży, osoby starsze i osoby, które chorują na choroby układu oddechowego czy układu krążenia – alarmuje dr Agnieszka Liszka-Dobrowolska.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia aż 7 na 10 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie znajduje się właśnie w Polsce. Leżą one głównie w województwie śląskim i małopolskim. Mocno zanieczyszczona jest jednak również Warszawa czy Kielce.

W światowym rankingu WHO nie wypadamy już tak źle. Najbardziej zanieczyszczona Pszczyna znajduje się na 345. miejscu wśród 500 najbardziej zanieczyszczonych miast świata. Łącznie na liście znajduje się 30 polskich miast.

CED-Insurance Round Table Discussion

Rynek nieruchomości odznacza się wysokim wskaźnikiem współpracy z różnymi segmentami rynku. Jednym z istotniejszych sektorów dla tej branży z całą pewnością jest rynek ubezpieczeń.

Mając na uwadze ten fakt, powermeetings.eu oraz CIJ Europe organizuje CED – Insurance Poland 2018 Round Table na temat – The Role of Insurance in Real Estate: Title, Property, 3RD Party & Terrorism, które odbędzie się 6 marca 2017 roku, w Warszawie.

CED-Insurance Poland 2018 to prestiżowe wydarzenie na współczesnym rynku nieruchomości, podejmujące zagadnienia szeroko rozumianego ubezpieczania nieruchomości w szczególności ubezpieczania tytułu prawnego nieruchomości, który jest nieocenionym narzędziem w procesie nabywania praw do nieruchomości.

Swoje wystąpienia oraz udział zapowiedzieli przedstawiciele funduszy, inwestorów i deweloperów jak również brokerzy i firmy ubezpieczeniowe. Spodziewamy się bardzo interesującej dyskusji  i jesteśmy przekonani, że kluczowi przedstawiciele najważniejszych instytucji finansowych odpowiedzą na najistotniejsze pytania stojące przed branżą.

Wstępny program spotkania wygląda następująco:

9:00 – 9:30 Rejestracja i poranna kawa

9:30 – 10:15 Temat I: Wyzwania na rynku ubezpieczeń 2018-2023

  • Wpływ branży ubezpieczeń na polską gospodarkę
  • Wzrost wymogów kapitałowych
  • Wzmocnienie pozycji klientów w relacjach z ubezpieczycielami
  • Uprawnienia prokonsumenckie KNF i UOKiK

10:15 – 11:00 Temat II: Efektywna strategia i kreowanie modelu biznesowego.

  • Doskonalenie procesów i systemów
  • Poprawa wydajności operacyjnej

11:00 – 11:15 Przerwa

11:15 – 12:00 Temat III: Złożoność przepisów i zarządzanie ryzykiem

  • Ustawodawstwo
  • Ryzyko rynkowe i kredytowe
  • Limity odpowiedzialności
  • Obowiązkowe ubezpieczenie OC dla pośredników nieruchomości

12:00 – 13:00 Lunch i networking

Więcej informacji dostępnych jest na stronie: https://powermeetings.eu/szkolenie/ced-insurance-round-table/.

Do zobaczenia 6 marca w Warszawie!

Bez jaj! Jajecznica droższa niemal o połowę

Po pokaźnych podwyżkach cen jaj i masła jedna z podstawowych potraw śniadaniowych – jajecznica zdrożała o prawie połowę. Czemu akurat w Polsce wzrost kosztu zakupy tych produktów należy do największych w całej Unii? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Prosty przepis – cztery jaja, 30 g masła oraz trzy kromki chleba – i mamy ulubione śniadanie wielu Polaków. Za jajecznicę, według danych Eurostatu, w 2015 r. płaciliśmy ok. 3,04 zł. W grudniu ub.r. było to jednak już ponad 4,3 zł, czyli ok. 42 proc. więcej. Tylko w dwóch unijnych krajach nastąpił większy skok kosztu przyrządzenia jajecznicy. Dlaczego jesteśmy w grupie tych niechlubnych liderów?

Jaja i masło ostro w górę

Podstawowym powodem wzrostu kosztów przyrządzenia jajecznicy są oczywiście wyższe ceny detaliczne jaj i masła. Podniosły się one w Polsce odpowiednio o 47,8 proc. oraz 49,1 proc. w porównaniu z przeciętnym poziomem w 2015 r. W przypadku jaj większe podwyżki odnotowano tylko na Słowacji, w Czechach oraz w Rumunii. Masło natomiast zdrożało bardziej we trzech krajach bałtyckich oraz w Niemczech. Ogólnie jednak, biorąc również pod uwagę wzrost cen chleba (5,3 proc. w Polsce, piąty najszybszy w Unii), tylko dwa kraje – Czechy oraz Słowacja – wyprzedziły nas w rankingu wzrostu cen jajecznicy.

W Polsce niemal najwyższe ceny

Kryzys na rynku masła oraz jaj w 2017 r. spowodował oczywiście podniesienie się cen hurtowych tych produktów.

Notowania jaj są zdecydowanie bardziej szczegółowe niż masła i dane są dostępne praktycznie dla każdego unijnego kraju. Przed kryzysem na tym rynku cena skupu 100 kg jaj (koniec lipca 2017 r.) wynosiła dla Polski 123 euro, co było minimalnie powyżej unijnej średniej (niecałe 120 euro).

W szczytowym momencie (ostatni tydzień listopada 2017 r.) cena podskoczyła do 220 euro, czyli prawie o 80 proc. w porównaniu z lipcem. Co ciekawe, średni wzrost unijnych cen był aż o pkt 20 proc. mniejszy i wyniósł 60 proc. W rezultacie w ciągu czterech miesięcy hurtowe ceny skupu jaj z poziomu zbliżonego do unijnej średniej i stały się czwarte najwyższe w Unii.

W przypadku masła ceny unijne ustalane są jedynie na kilku rynkach (np. holenderskim, francuskim, niemieckim czy polskim). W Zachodniej Europie zmiany były gwałtowniejsze niż w Polsce zarówno jeżeli chodzi o wzrosty, jak i o spadki. W rezultacie według raportu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) z 25 stycznia cena sprzedaży masła w blokach w Polsce wynosiła 417 euro za 100 kg. To więcej niż w Niemczech (413 euro) oraz w Holandii (404 euro). W grudniu ceny w Polsce były nawet wyższe o 10-15 proc. niż Niemczech czy w Holandii.

Dla konsumenta podwyżki, obniżki już nie?

Kwestia silnych podwyżek cen żywności w Unii była już szeroko omawiana przez Komisję Europejską (KE) w 2009 r. Wtedy znacznie podrożały towary rolne, co szybko przełożyło się na gwałtowne podniesienie cen dla konsumentów. Gdy jednak ceny towarów rolnych powróciły do wcześniejszych poziomów, ich detaliczne odpowiedniki praktycznie wcale się nie obniżyły.

Już wtedy KE zwracała uwagę na różne pozycje negocjacyjne poszczególnych podmiotów (rolników, przetwórców, hurtowników, detalistów) w łańcuchu dostaw żywności. Według KE „niektóre dochodzenia doprowadziły do odkrycia wielu poważnych naruszeń, takich jak kartele”.

Od kilku miesięcy KE udostępnia narzędzia do monitorowania cen. Na razie jest to opracowanie eksperymentalne, ale w przypadku Polski pokazuje ono, że np. wzrosty cen producentów żywności w 54,7 proc. są przekazywane na konsumentów. Z kolei spadki cen są przekazywane na konsumentów w tylko w 28 proc. przypadków. W Niemczech natomiast zarówno wzrosty, jak i spadki cen przekazywane są na konsumentów praktycznie symetrycznie – odpowiednio 47,2 oraz 44,6 proc.

Zakaz handlu w niedziele okiem eksperta

Małgorzata Dziubińska
Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

Wprowadzenie zakazu handlu w niedziele może spowodować zmniejszenie obrotów handlu detalicznego w Polsce. Wartość sprzedaży detalicznej wzrosła w 2017 roku o 8% – z tego względu prognozowany krótkotrwały spadek obrotów może zostać zamortyzowany w wartościach bezwzględnych w okresie od 6 do 9 miesięcy.

Część obrotów w handlu detalicznym może się wprawdzie rozłożyć na pozostałe dni tygodnia, jednak w związku ze zjawiskiem zakupów kompulsywnych, czyli nieplanowanych, ogólne obroty w handlu z pewnością spadną, przynajmniej początkowo. Odczują to zarówno sklepy odzieżowe, będące kluczowymi najemcami centrów handlowych, jak i lokale handlowe prowadzące sprzedaż sprzętu elektronicznego i AGD oraz innych produktów, przy zakupie których klienci potrzebują czasu na podjęcie decyzji, a także artykułów nabywanych w ramach zakupów kompulsywnych.

Największe szkody może ponieść branża gastronomiczna w centrach handlowych, ponieważ nie ma ona możliwości przeniesienia sprzedaży na inne dni tygodnia.

W niedziele supermarkety i hipermarkety odnotowują średnio niższą wartość sprzedaży niż w inne dni tygodnia. Z tego względu większość niedzielnych obrotów prawdopodobnie rozłoży się na pozostałe dni i utracona zostanie tylko część obrotów związana z zakupami kompulsywnymi.

Największe straty mogą ponieść centra handlowe z ograniczoną ofertą i zlokalizowane na przedmieściach.

Centra handlowe znajdujące się w pobliżu kompleksów biurowych i osiedli mieszkaniowych mogą liczyć na wzrost odwiedzalności w czwartki i poniedziałki w godzinach popołudniowych i wieczornych.

Duże i bardzo duże centra handlowe będą prawdopodobnie zmuszone wydłużyć godziny otwarcia w piątki i soboty, a także w czwartki i/lub poniedziałki.

Wskutek przewidywanego spadku obrotów najemcy centrów handlowych mogą zacząć wywierać presję na obniżenie stawek czynszu. Jednak przy rosnącej sprzedaży detalicznej, czynsze zasadniczo nie uległy zmianie bądź nieznacznie się zmniejszyły. Z tego względu prognozowany spadek obrotów nie powinien przełożyć się na obniżki czynszów.

Znaczny spadek obrotów może dotyczyć także centrów wyprzedażowych, które w weekendy przyciągają najwięcej klientów i generują ok. 80% wolumenu odwiedzalności i obrotów.

Autor: Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

Rynek ropy

Kurs ropy ma za sobą kolejny wzrostowy tydzień. Gatunek WTI zamknął piątkową sesję powyżej 66 USD za baryłkę po raz pierwszy od trzech lat i podniósł się o niemal 5 proc. Gatunek brent podrożał nieco mniej niż 3 proc., baryłka wyceniana jest na około 70 USD. Rajd cen jest coraz bardziej “zmęczony” a napędzające go czynniki fundamentalne zagrożone.

Utrzymanie siły przez rynek surowca jest przede wszystkim pochodną kolejnego, już 10. z rzędu tygodniowego spadku zapasów w USA. Przekraczają one obecnie średnią z ostatniego pięciolecia o zaledwie kilkanaście milionów baryłek. W kulminacyjnym momencie ubiegłego roku zapasy przekraczały wspomnianą przeciętną aż o około 150 milionów baryłek. Nie tylko tempo redukcji dostępności surowca, ale też moment wystąpienia tej tendencji (zimą notuje się zazwyczaj przyrost zapasów) rozbudził skrajny entuzjazm rynku. Obrazuje go nie tylko wysoka wartość wskaźników technicznych: np. dzienny RSI14 dla aktywnego kontraktu na WTI wynosi 78,2 pkt, a dla interwału tygodniowego przekracza 76,5 pkt. Jeszcze lepiej widać to w danych CFTC. Inwestorzy finansowi mają w swoich rękach aż 515 tysięcy długich pozycji i zaledwie 36,3 tys. pozycji krótkich. Porównywalnie skrajne pozycjonowanie utrzymuje się na rynku już od  9 tygodni. Uważamy, że obecnie zagraża już ono głęboką korektą przy pogorszeniu sytuacji fundamentalnej i wyhamowaniu tempa, w którym rynek zmierza do deficytu. To z kolei wydaje się nieuniknione z przynajmniej trzech powodów.

Po pierwsze, wzrost ceny prowadzi jednocześnie do dynamicznego wzrostu wydobycia w USA. Tylko w ubiegłym tygodniu liczba aktywnych szybów wiertniczych podniosła się o 12 sztuk. Wynosi ona już prawie 760 sztuk, czyli o jedną trzecią więcej niż przed rokiem. Tendencja ta przekłada się oczywiście na rosnące wydobycie. Bazując na danych EIA lada moment przekroczy ono 10 milionów baryłek a w ostatnim roku podniosło się o około 10 proc. Rosnąca produkcja w USA powinna wystarczyć by globalne wydobycie sprostać mogło rosnącemu zapotrzebowaniu pędzącej światowej gospodarki (według prognoz MFW wzrost ma w końcu wynieść 3,9 proc. rok do roku). Wg szacunków IEA, EIA i OPEC wzrost popytu na surowiec ma być w przedziale 1,3 -1,8 mln baryłek na dzień i pewnie oscylować będzie wokół 1,5-1,6 mln baryłek (prognozy EIA postrzegamy jako zbyt konserwatywne, a OPEC jako zbyt optymistyczne).

Po drugie, pomimo ostatniej fali mrozów, zapasy destylatów (czyli m.in. oleju opałowego) wcale nie spadają. Poprzedni tydzień przyniósł odwilż a w myśl ostatnich prognoz luty ma nie być aż tak zimny jak się pierwotnie obawiano. W tym świetle nie ma zagrożenia deficytem. Z kolei zapasy benzyny są wręcz na trajektorii wzrostowej. Biorąc to wszystko pod uwagę, należy oczekiwać mniejszego popytu ze strony rafinerii w kolejnych tygodniach. Nie należy też zapominać, że zwyczajowo pierwszy kwartał uznaje się za czas ich czasowych wyłączeń, napraw i modernizacji.

Po trzecie, istotną siłą działającą w kierunku zbilansowania rynku ropy w USA był silny popyt eksportowy. Awarie infrastruktury i napięcie geopolityczne w rejonach świata, których produkcja jest benchmarkowana do notowanej w Londynie ropy brent wywindowały jej ceny względem WTI. Sprawiło to, że rynek chętniej zaczął zaopatrywać się w amerykański surowiec a ceny zaczęły się zrównywać, co widać chociażby po ubiegłotygodniowych stopach zwrotu. Zawężanie się spreadu brent – WTI powinno szybko przełożyć się na mniejszy popyt na ropę z USA.

Podsumowując: rynek ropy zachowuje siłę ze względu na szybkie i zaskakujące kurczenie się zapasów w USA. Tendencja ta powinna jednak wygasać ze względu na: wzrost produkcji w USA, tendencje w kształtowaniu się destylatów i benzyny oraz zawężanie się spreadu brent – WTI. Przy skrajnym pozycjonowaniu i ekstremalnie wykupionym rynku prowadzić to powinno do głębokiej korekty.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Nowy Prezes w Kuehne + Nagel Polska

Guillaume Sauzedde
Guillaume Sauzedde

Guillaume Sauzedde (45) przejął odpowiedzialność za działalność operacyjną polskiego oddziału firmy w styczniu 2018 roku. Zastąpił on Ingo Goldhammera, który awansował na stanowisko Dyrektora Regionalnego na Południową i Centralną Amerykę w Kuehne + Nagel.

Guillaume Sauzedde ma ponad 20-letnie doświadczenie na rynku logistyki i transportu. W tym czasie obejmował wiele menadżerskich stanowisk w firmach zlokalizowanych na terenie całej Europy, które są międzynarodowymi dostawcami usług logistycznych i transportowych. Guillaume Sauzedde dołączył w 2008 roku, do regionalnej centrali Kuehne + Nagel na Europę Wschodnią, mieszczącej się w Wiedniu, gdzie był odpowiedzialny za logistykę kontraktową dla sektora motoryzacyjnego. Tę pozycję zajmował do końca 2011 roku, do czasu gdy został Dyrektorem Logistyki Kontraktowej w Kuehne + Nagel w Polsce (2012-2015). W 2015 roku objął stanowisko Starszego Wiceprezesa Logistyki Kontraktowej na Region Centralnej i Wschodniej Europy.

„Jestem bardzo podekscytowany przejęciem odpowiedzialności jako Dyrektor Zarządzający Kuehne + Nagel w Polsce. Jednocześnie nie mogę się doczekać prowadzenia działań, które pozwolą naszej firmie na zrównoważony rozwój oraz implementację kreatywnych rozwiązań” –  powiedział Guillaume Sauzedde.

“Guillaume Sauzedde posiada rozległą wiedzę w zarządzaniu logistyką
i transportem w wymiarze międzynarodowym. Dodatkowo, jego umiejętności zarządzania, zdolność do przewidywania zachowań rynkowych i adaptacji do zmieniającego się środowiska gwarantują, że jako firma dostarczymy naszym klientom serwis wysokiej jakości, który cechuje innowacyjność oraz fachowe wsparcie” – powiedział dr. Hansjörg Rodi, Regionalny Menadżer, Kuehne + Nagel w regionie Centralnej i Wschodniej Europy.

Podatek handlowy znów przesunięty w czasie. Polska czeka na wyrok Trybunału

1 stycznia 2018 r. weszła w życie ustawa o zmianie ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej. Zgodnie z nią miesięczne przychody przedsiębiorców przekraczające 17 mln zł zostaną objęte progresywną stawką opodatkowania od 1 stycznia 2019 r. Tym samym nowe obciążenie fiskalne, dotykające zwłaszcza duże sieci handlowe, zostało odłożone w czasie o kolejny rok.

To nie pierwsze przesunięcie wprowadzenia w Polsce tego budzącego kontrowersje świadczenia na rzecz państwa. Ustawa o podatku od sprzedaży detalicznej weszła już bowiem raz w życie – 1 września 2016 r. Jednak niespełna trzy tygodnie później Komisja Europejska nakazała Polsce zawieszenie stosowania nowego obciążenia fiskalnego do momentu stwierdzenia jego zgodności z regułami pomocy publicznej. Rozporządzeniem Ministra Rozwoju i Finansów z 18 października 2016 r. najpierw zaniechano poboru podatku, by następnie ustawą z 15 listopada 2016 r. o zmianie ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej zawiesić jego obowiązywanie do 2018 r.

Naruszenie unijnych zasad

Komisja Europejska 30 czerwca ub.r. zadecydowała, że podatek narusza unijne zasady dopuszczalnej pomocy państwa, promując przedsiębiorstwa o niższych obrotach i dając im pewną przewagę nad konkurentami. Wcześniej, bo już 30 listopada 2016 r., Polska złożyła do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę na pierwszą decyzję Komisji Europejskiej z 19 września 2016 r. Ze względu na brak rozstrzygnięcia trybunału termin wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej został przesunięty o kolejny rok.

Co się stanie

Jeśli Trybunał Sprawiedliwości UE przyzna Polsce rację i podważy decyzję Komisji Europejskiej, to od 1 stycznia 2019 r. progresywną stawką podatkową zostaną objęte wszystkie przychody przedsiębiorstw przekraczające w danym miesiącu 17 mln zł. Dotyczy to każdego miesiąca z osobna, dlatego też w skali roku kwota wolna od podatku handlowego wynosić będzie 204 mln zł. Podstawa opodatkowania obejmuje dwa progi: 0,8% od przychodu w przedziale 17 mln – 170 mln zł miesięcznie oraz 1,4% powyżej 170 mln zł przychodu miesięcznie. Zobowiązanie podatkowe dotyczy również usług towarzyszących dokonywanej sprzedaży detalicznej, jeśli nie są one osobno ewidencjonowane.

Stawki podatku od sprzedaży detalicznej:

1) 0,8% podstawy opodatkowania – w części, w jakiej podstawa opodatkowania nie przekracza kwoty 170 mln zł;

2) 1,4% nadwyżki podstawy opodatkowania ponad kwotę 170 mln zł – w części, w jakiej podstawa opodatkowania przekracza kwotę 170 mln zł.

Jeśli Trybunał podtrzyma decyzję Komisji, a Polska ją zaaprobuje, to rząd z pewnością będzie szukać innego źródła dopływu do państwowej kasy brakującego 1,59 mld zł rocznie. Tyle bowiem, według szacunków Ministerstwa Rozwoju i Finansów, miała wynieść kwota uzyskana przez fiskus z tytułu poboru podatku handlowego w 2018 r.

Audyt podatkowy i doradztwo podatkowe

Wielu dużych przedsiębiorców, nie czekając na rozstrzygnięcie Trybunału, już dziś przeprowadza audyt podatkowy w swojej firmie. Ponieważ podstawę opodatkowania podatkiem handlowym stanowi osiągnięta w danym miesiącu nadwyżka przychodów ze sprzedaży detalicznej ponad 17 mln zł, sprawdzają oni w pierwszej kolejności, czy w ogóle mają się czego obawiać. Ci przedsiębiorcy, których miesięczny przychód nie przekroczy tej kwoty, są zwolnieni z obowiązku składania deklaracji o wysokości podatku.

Kolejnym etapem działań po audycie jest doradztwo podatkowe. Sam fakt spełnienia przesłanki uzyskiwania miesięcznego progu kwoty przychodów nie przesądza bowiem o staniu się podatnikiem podatku od sprzedaży detalicznej. Kwotę tę można obniżyć o kwoty wypłacone z tytułu zwrotu towarów po odliczeniu podatku od towarów i usług. Przede wszystkim jednak zobowiązanie podatkowe dotyczy tylko sprzedaży na rzecz konsumentów. A tymi, w rozumieniu ustawy, oprócz rolników ryczałtowych, są wyłącznie osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej oraz prowadzące taką działalność, o ile nabycie przez nie towarów nie ma związku z tą działalnością. Potwierdziła to interpretacja indywidualna dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie, który stwierdził, że podatnikowi przysługuje uprawnienie do korygowania podstawy opodatkowania o przychód udokumentowany fakturami wystawionymi przedsiębiorcom, tylko jeśli ci dokonują zakupu wyłącznie w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą (IPPP2/4513-3/16-4/JO z 7 listopada 2016 r.).

Istnieją jeszcze inne wyłączenia przychodów z podstawy opodatkowania. Dla przykładu, ustawa nie ma zastosowania do sprzedaży detalicznej dokonywanej przez internet. W jej art. 7 są natomiast wymienione wprost rodzaje sprzedaży detalicznej, do której omawiany obowiązek podatkowy nie ma zastosowania, jak np. sieciowa sprzedaż gazu ziemnego, energii elektrycznej i cieplnej oraz wody, paliw stałych, materiałów opałowych czy niektórych leków.

Co kraj, to obyczaj

Polska jest jednym z pionierów nowych rozwiązań fiskalnych, które mają uderzyć w największe przedsiębiorstwa z branży sprzedaży detalicznej. Wcześniej w podobny sposób do kieszeni dużych firm próbowały sięgnąć Węgry, Francja, Hiszpania czy Wielka Brytania. Za każdym razem wprowadzone w tych państwach regulacje były wycofywane pod wpływem szybkiej reakcji Brukseli. Najczęstszym zarzutem przeciw dodatkowemu opodatkowaniu dużych sklepów i sieci handlowych była, podobnie jak w przypadku Polski, niedozwolona pomoc państwa faworyzująca mniejsze przedsiębiorstwa.

Są też w Europie kraje, które kroczą inną drogą. Malta, przewodnicząca rok temu Unii Europejskiej, legitymuje się obecnie najwyższą w UE stawką podatku dochodowego od osób prawnych, wynoszącą 35%. Z uwagi na system tzw. pełnego przypisania odbiorcy dywidendy mają jednak prawo do refundacji w wysokości 6/7 kwoty podatku dochodowego zapłaconego przez spółkę. Dzięki temu efektywna stawka CIT na Malcie może wynosić nawet 5%.

Po stronie przedsiębiorczości

Przykład państw, które bezskutecznie próbowały sięgnąć po dodatkowe pieniądze do kieszeni największych firm, pokazuje, że Unia Europejska staje po stronie przedsiębiorczości. Być może jest to przejaw lęku o swój byt, podsyconego w obliczu Brexitu. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że już od dawna teren Wspólnoty stawał się mało konkurencyjny wobec proprzedsiębiorczych rozwiązań oferowanych przez takie państwa jak choćby wspomniana Malta czy Gibraltar. Jak będzie z polską ustawą o podatku od sprzedaży detalicznej? Czas pokaże. Niemniej uzasadnienie nałożenia kolejnych obciążeń podatkowych na przedsiębiorców głównie wizją pozyskania dodatkowych miliardów do budżetu państwa nie wzbudza zaufania w środowisku gospodarczym, a już na pewno nie tworzy dobrego klimatu do inwestowania.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Warszawa wciąż na biurowym topie – podsumowanie 2017 na stołecznym rynku nieruchomości

Drugi najwyższy popyt w historii warszawskiego rynku i rekordowa absorpcja netto doskonale podsumowują nastroje na warszawskim rynku nieruchomości. Co ważne, prognozy dla stolicy nadal pozostają niezwykle pozytywne. 

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w 2017 roku.

Ciągły wzrost aktywności ekonomicznej w połączeniu z usprawnieniami infrastrukturalnymi oraz wysoką jakością życia w mieście sprawia, że Warszawa jest niekwestionowanym liderem rynku biurowego w Europie Środkowo – Wschodniej. Odzwierciedleniem zaufania inwestorów jest niedawna decyzja JP Morgan o wejściu na polski rynek, a konkretnie do Warszawy. Decyzja tej firmy może być impulsem dla innych globalnych graczy.

„Bardzo duże zainteresowanie deweloperów i inwestorów okolicami Ronda Daszyńskiego sprawi, że w ciągu kilku lat obszar ten stanie się symbolem gospodarczego sukcesu stolicy. Trendem, który jest coraz bardziej widoczny na stołecznym rynku jest zapotrzebowanie na elastyczne biura. Operatorzy coworkingowi dynamicznie się rozwijają i stają się ważnym graczem sektora biurowego. Warszawa mierzy się również z pewnymi wyzwaniami, do których należy konkurencja o pracownika. Proces ten jednak bardzo pozytywnie wpływa na wzrost popytu i podaży w lokalizacjach centralnych, które oferują pewną przewagę w pozyskiwaniu talentów”, komentuje Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, JLL.

Popyt

„Już teraz jednym z beneficjentów wysokiego zainteresowania nowych inwestorów są okolice Ronda Daszyńskiego – jednego z największych placów budowy w Europie. Potwierdzają to wyniki za ubiegły rok. W 2017 centrum Warszawy odpowiadało za 25% popytu na powierzchnie biurowe w stolicy. Łącznie w całej Warszawie wynajęto w tym czasie 820 100 mkw. biur, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii stołecznego rynku. Zdecydowanie wzrósł natomiast wskaźnik absorpcji netto – do historycznie rekordowego poziomu 360 000 mkw.”, tłumaczy Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Największe umowy najmu w ubiegłym roku podpisały takie firmy jak: Citi Service Center Poland (18 600 mkw. ) w Generation Park X, Millenium Bank (18 300 mkw.) w Harmony Office Centre, JP Morgan (15 600 mkw.) w Atrium Garden.

Podaż

W zeszłym roku do użytku oddano 275 400 mkw. biur, z czego 77% poza szerokim centrum Warszawy. Największe ukończone projekty to Business Garden 3-7 (54 800 mkw., Vastint), West Station II (35 000 mkw., HB Reavis) oraz D48 (23 400 mkw., Penta Investments).

„W budowie w Warszawie znajduje się obecnie 750 000 mkw. powierzchni biurowej. Większość z tych obiektów zostanie ukończona po 2018 roku, co jest rezultatem realizacji szeregu obiektów o dużej skali, które wymagają dłuższego czasu budowy. Co ciekawe, 78% budowanych biur znajduje się w centrum stolicy, a to w perspektywie kilku lat może mieć swoje konsekwencje w ewentualnym niedoborze nowych obiektów poza centrum. W tym roku spodziewamy się dalszego spadku wolumenu nowej podaży, co powinno być jednak zrekompensowane w latach 2019-2020”, komentuje Tomasz Czuba.

Pustostany i czynsze

Obecnie współczynnik pustostanów w stolicy osiągnął najniższy poziom od 2013 r. – 11,7%. W szerokim centrum kształtuje się on na poziomie 9,1%, natomiast poza nim 13,2%.

„Spadek poziomu pustostanów jest rezultatem połączenia wysokiego popytu z niższą niż w ubiegłym roku nową podażą. Prognozy na ten rok pozostają równie optymistyczne”, podsumowuje Mateusz Polkowski.

Najwyższe czynsze transakcyjnie pozostawały relatywnie stabilne w 2017 r. Drobna korekta nastąpiła w II kw. w Centralnym Obszarze Biznesu, gdzie czynsze kształtują się na poziomie 20,5 – 23 euro/mkw./miesiąc. Stawki w najwyższej jakości obiektach zlokalizowanych w najlepszych pozacentralnych obszarach wynoszą 11 – 16 euro/mkw./miesiąc.

Przewodnik wydawcy po reklamie wideo

Dzięki dużej ilości formatów oraz koncentracji uwagi widzów na obrazie, cyfrowa reklama wideo daje wydawcom szansę na zwiększenie przychodów z powierzchni reklamowej. Tylko odpowiednia metoda, dokładny pomiar oraz optymalizacja pozwolą stworzyć skuteczną strategię monetyzacji wideo. Jak tego dokonać? Odpowiedź w poniższym artykule.

Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser
Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser

Reklama wideo jest często marginalizowana ze względu na niski poziom generowanego na stronach dochodu. Jednak z każdym rokiem, ten format jest częściej uwzględniany w budżetach i wykorzystany przez wydawców. W 2017 marketingowcy przeznaczyli na nią ponad 9 miliardów dolarów. To o 2 miliardy więcej niż w roku poprzednim i ponad 4 miliardy więcej niż w 2015.

Dodatkowo, najnowsze badania IAB pokazują, że popularność reklamy wideo w Internecie wśród wydawców wkracza w nowy etap świetności. W badaniu wzięło udział 385 agencji, które na reklamę cyfrową wydają rocznie ponad miliard dolarów. Jak się okazało, 45% z ich wydatków na reklamę wideo to usługi wykupione w modelu programmatic.

Rożne oblicza wideo

Cyfrowa reklama wideo dzieli się na dwie kategorie: liniową oraz nieliniową. Pierwsza z nich pojawia się przed, w trakcie, lub po wyświetleniu filmu. Z kolei format nieliniowy pokrywa się z wyświetlanymi treściami wideo, co oznacza, że przekaz pojawia się wraz z filmem.

In-streamto rodzaj wideo, które jest wyświetlane przed (pre-roll), w trakcie (mid-roll) lub po obejrzeniu filmu na stronie wydawcy (post-roll). W zależności od ustawień reklam i playera, film ten można wyłączyć, ale nie zawsze. W ostatnim czasie Google wprowadził na YouTube 7 sekundowe filmy, bez możliwości pominięcia. In-stream może generować wyższe dochody niż inne formaty. Z drugiej jednak strony, format ten jest bardzo często blokowany przez rozszerzenia typu adblock.

Out-stream ta jednostka wykorzystuje lokalizacje już umiejscowionych na stronie formatów i w ich miejsce wyświetla własne wideo. Format ten nie ogranicza się tylko do wideo, ale angażuje m.in. treści tekstowe czy media społecznościowe. Istnieją różne typy jednostek reklamowych out-stream, m.in.:

  • In-banner – zamiast kreacji graficznej, na banerze wyświetlane jest wideo.
  • In-artickle – wideo jest umiejscowione pomiędzy treściami tekstowymi na stronie.
  • Native – rodzaj wideo, który ma przekazać określoną historię, w przeciwieństwie do tych zorientowanych na produkt lub usługę.
  • Interstitial – typ reklamy pełnoekranowej, do której użytkownik jest przenoszony po kliknięcu w określoną treść.

Reklamy out-stream są o 25% częściej wyświetlane niż typu in-stream. Należy jednak pamiętać, że dla części internautów ten format reklamy może być uciążliwy. Mając to na uwadze, wydawcy i reklamodawcy muszą dokładnie przemyśleć strategię – czy należy umieszczać out-stream na swojej stronie oraz do jakiej grupy użytkowników kierować przekaz.

Koszty wideo

W momencie zarabiania na treściach z reklam wideo należy poznać wyliczenia i ceny, ale i porównać źródła monetyzacji i określić ich opłacalność. Podane definicje rozliczania reklam pochodzą od IAB, jednak zaleca się, aby dwukrotnie sprawdzić każdy z modeli cenowych dla sieci reklamowych. Firmy mogą podchodzić różnie do tego tematu i mieć odmienne poglądy na kwestię widoczności.

Licytacja wideo

Wciąż dyskusyjnym tematem w kwestii reklamy programmatic jest header bidding, który przynosi wydawcom ogromne zyski. Nie powinno nikogo dziwić, że zakup powierzchni w modelu header bidding w przypadku innych formatów, w tym wideo, staje się powoli normą. Licytacja w formacie wideo ma wiele cech wspólnych z tradycyjną definicją header bidding zaczerpniętą z reklam graficznych.

W tym przypadku wydawcy mogą uzyskać dostęp do wielu źródeł popytu i wyeliminować starą metodę pozyskiwania zasobów reklamowych (waterfall), aby maksymalnie wygenerować zysk. Ten proces zwykle odbywa się w kodzie strony internetowej, ale odtwarzane na stronie wideo nie zawiera jej tagów. Jednakże proces licytacji wideo może być realizowany za pomocą sprytnego kodowania w tagach strony, aby pozyskać jeszcze więcej reklamodawców.

Trendy w reklamie wideo w 2017 roku

Niedawno firma Time opracowała dla swojej platformy nową jednostkę reklamy wideo – out-stream, która ma zwiększyć dochody i dodać nowe możliwości dochodu dla firmy. Jednostka reklamowa nosi nazwę Adapt i wykorzystuje rozwiązania reklamy natywnej, DoubleClick. Jest to rosnący trend w reklamie wideo, który może nawet potroić zyski firmy. Pokazuje to, że informacje o zwiększeniu wydatków na reklamę to nie plotki, ale fakt, zwłaszcza gdy marki premium, takie jak Time poświęcają czas i pieniądze, aby rozwinąć własną technologię reklamy.

Według badania przeprowadzonego przez firmę ve.com, istnieje kilka kanałów, które zyskają na popularności w reklamie programmatic wideo w przyszłości. Wśród nich królować będzie m.in.

  • Reklama na urządzenia mobilne: konsumpcja wideo w mobile’u już w znacznym stopniu przewyższyła urządzenia desktopowe, dlatego wydatki na nią będą stale wzrastać. Szacuje się, że wydatki na reklamę mobile w 2020 roku wzrosną do 13 miliardów dolarów.
  • Reklama natywna: jak w przypadku wspomnianej wyżej reklamy mobile, wzrost popularności tego formatu jest nieunikniony. Główną zaletą reklamy natywnej jest fakt, że nie jest ona blokowana przez różnego rodzaju rozszerzenia typu AdBlock, w przeciwieństwie do tradycyjnych formatów.
  • Reklama oparta na lokalizacji: dzięki możliwości targetowania pod kątem lokalizacji, programmatic oferuje mnóstwo korzyści. Reklamodawcy mogą kierować reklamy w czasie rzeczywistym do specyficznej grupy odbiorów, a do tego przebywających w konkretnym miejscu.

Podsumowanie

Zważając na to, że treści wideo pochłaniają Internet i pozostają nośnikiem, który przyciąga uwagę użytkowników, śmiało można stwierdzić, że jest to trend, który na długo zapadnie w pamięci nie tylko reklamodawców i wydawców, ale również użytkowników.

Autor: Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser

RODO wciąż dużą niewiadomą dla większości Polaków

Już za niespełna cztery miesiące w Polsce zaczną obowiązywać nowe przepisy dotyczące ochrony danych osobowych (RODO). Unijne rozporządzenie będzie mieć zastosowanie do wszystkich firm gromadzących i wykorzystujących dane osobowe osób fizycznych bez względu na skalę ich działalności. Celem RODO jest m.in. zapewnienie większej transparentności przetwarzania naszych personaliów oraz zwiększenie przysługujących nam uprawnień względem administratorów danych osobowych. Jak wynika z badania PAYBACK Opinion Poll, większość z nas (63%) wciąż nie ma jednak świadomości, czego dotyczy RODO.

Spośród ankietowanych, którzy wiedzą, czym jest Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO), niemal połowa (48%) zna poprawną datę rozpoczęcia obowiązywania nowych przepisów (drugi kwartał 2018 roku). Natomiast aż 22% z nich jest przekonana, że nowe przepisy już są stosowane. Także połowa ankietowanych znających pojęcie RODO deklaruje, że nie posiada wiedzy na temat tego, jakie uprawnienia ono przyznaje.

Co daje nam RODO?

Nowe przepisy zwiększają ochronę nad przetwarzaniem naszych danych osobowych. Wprowadzają one z jednej strony szereg dodatkowych obowiązków, z których podmioty administrujące danymi osobowymi będą musiały się wywiązać, z drugiej zaś rozbudowują katalog uprawnień, które mają zabezpieczyć interesy podmiotów danych, czyli nas wszystkich. Chodzi tu o np. obowiązek poinformowania organu nadzorczego, czyli Urzędu Ochrony Danych Osobowych, który zastąpi GIODO, a w szczególnych wypadkach także konsumentów, o naruszeniu ochrony danych osobowych, w tym np. o wycieku danych. W przypadku stwierdzenia naruszenia ochrony ich danych, konsumenci będą też mieli możliwość dochodzenia swoich praw na drodze sądowej, m.in. poprzez żądanie od administratora zaniechania takiego działania, a także żądanie żeby ten, kto dopuścił się naruszenia, dopełnił czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków mówi Piotr Zgierski, prawnik PAYBACK Polska.

Czym są dane osobowe?

100% uczestników badania PAYBACK zadeklarowało, że wie co to są dane osobowe. Zdaniem 95% respondentów na dane osobowe składają się imię i nazwisko oraz numer PESEL. 71% uczestników badania wymieniło oprócz imienia i nazwiska dodatkowo numer telefonu oraz numer klienta. Aż 1/3 respondentów błędnie stwierdziła, że zestawienie informacji obejmujących wyłącznie wiek, płeć i kod pocztowy to dane osobowe. Jak widać uczestnicy badania mimo wstępnej deklaracji mieli trudność w określeniu co jest danymi osobowymi.

Według definicji zawartej w RODO dane osobowe są to wszystkie informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie. Tak więc zestawienie danych o płci, wieku i kodzie pocztowym nie pozwala wskazać jednoznacznie konkretnej osoby, ale już imię i nazwisko oraz numer telefonu i klienta wskazuje na daną osobę. Z danymi osobowymi będziemy mieć do czynienia także np. w przypadku  służbowego adresu e-mail, który zawiera imię, nazwisko oraz miejsce pracy danego pracownika tłumaczy Piotr Zgierski.

Jak trwoga to do GIODO

W przypadku naruszeń związanych z przetwarzaniem i ochroną danych osobowych 44% ankietowanych szukałaby pomocy u Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO), natomiast 15% zadeklarowało, że zgłosiłoby sprawę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Aż 40% osób zapytanych przez PAYBACK nie wie dokąd zgłosić się w przypadku naruszeń w zakresie przetwarzania ich danych. Zaledwie 4% uczestników ankiety zgłosiło kiedykolwiek incydent dotyczący naruszenia danych osobowych. Wśród osób, które do tej pory nie miały okazji tego zrobić, najpopularniejszą odpowiedzią był brak wiedzy na temat tego, czy kiedykolwiek naruszono ich dane (64%) oraz w jaki sposób to zrobić (11%). W dalszej kolejności wymieniane były brak wiary w realny skutek takiego działania (11%) oraz zbyt duża ilość formalności (7%).

Wszelkie naruszenia związane z przetwarzaniem i ochroną danych osobowych, czyli np.  wyciek lub wykorzystanie danych przez administratora w celach marketingowych mimo, że nie był do tego uprawniony, należy zgłaszać do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, a od 25 maja do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Jest to instytucja, która została powołana by stać na straży przestrzegania zasad przetwarzania danych przez administratorów i w ramach swoich uprawnień może wszcząć postępowanie kontrolne oraz nałożyć na administratora karę finansową wyjaśnia Piotr Zgierski.

Niechciane oferty handlowe utrapieniem

Nieprzyjemne sytuacje związane z niepożądanym wykorzystaniem danych osobowych spotkały aż 60% uczestników badania PAYBACK. Najczęściej wskazywanymi sytuacjami o takim charakterze są niechciane telefony (46%) oraz maile (13%) z ofertami handlowymi. Pomimo to 3/4 ankietowanych nigdy nie zdecydowało się wystosować do administratora bazy danych osobowych prośby o usunięcie swoich danych. Wśród powodów wymieniane są brak takiej potrzeby (54%) oraz brak wiedzy na ten temat (21%). Co czwarty respondent próbował interweniować w sprawie nadużycia, 18% badanych wielokrotnie korzystało z tego przywileju, natomiast 7% próbowało, ale ich prośba nie została spełniona.

W przypadku odbierania niechcianych ofert handlowych mamy prawo poprosić firmę, która się z nami kontaktuje o udzielenie nam informacji, jakie dane na nasz temat posiada, skąd je ma i na jakiej podstawie je wykorzystuje. Możemy też wnieść sprzeciw wobec przetwarzania naszych danych oraz zażądać ich usunięcia. RODO nie precyzuje w jakiej formie takie żądanie powinno zostać zgłoszone, tak więc wystarczająca może być forma ustna, o ile administrator jest w stanie zidentyfikować osobę, która z takim żądaniem występuje radzi Piotr Zgierski.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach od 15-18 stycznia 2018 r. metodą ankiety online na grupie 1441 osób. Grupa badawcza w wieku 16-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Czy ruszą inwestycje prywatne? Prognoza na 2018 rok

Rok 2018 będzie kolejnym ciekawym rokiem w polskiej gospodarce. Wpłynie kolejna transza funduszy unijnych do wydania, a duże programy infrastrukturalne będą kontynuowane. Pytanie, na ile będą one rentowne dla wykonawców w sytuacji drożejących cen materiałów, braku pracowników i wydłużających się zatorów płatniczych. Dla przedsiębiorców z zagranicy ważniejsze są gesty niż słowa oraz to, jaki klimat do inwestowania powstaje w Polsce. Jeżeli będzie on odpowiedni, inwestycje napłyną do naszego kraju. Kapitał nie ma awersji do ustroju politycznego, ale do ryzyka. Warunki powinny dać zagranicznym firmom możliwość zarabiania oraz zapewnić poczucie bezpieczeństwa.

 Zmiana premiera i zapowiadane przybranie proeuropejskiego kursu powinien spowodować napływ inwestycji zagranicznych. W przyszłym roku gospodarka będzie rozwijała się dalej, głównie w oparciu o konsumpcję. Możliwe, że nie ruszą inwestycje prywatne, szczególnie wśród małych i średnich przedsiębiorstw – powiedział serwisowi eNesroom Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes 

– Z jednej strony państwo stara się ułatwić im działanie i stworzyć korzystniejsze otoczenie prawne. Powstaje jednak masowa liczba nowych regulacji. Większość kilku- czy kilkunastoosobowych firm nie jest w stanie poradzić sobie mentalnie ze wszystkimi nowymi przepisami. Nie są w stanie przyswoić nowego prawa i stworzyć spójnego obrazu tego, co powinni, muszą, a czego nie wolno im robić. Regulacji jest zbyt dużo. Kiedy pojawia się problem, próbuje się załatać go nowym prawem.

Należy dążyć do właściwego wykorzystywania i egzekwowania istniejących już przepisów. Uszczelnianie ich za wszelką cenę nie działa. Im bardziej szczegółowe jest prawo, tym gorzej działa. 2018 będzie też rokiem dalszego wzrostu PKB, głównie sterowanego przez konsumpcję. Wzrośnie też jednak liczba upadłości firm, o około 5 proc. Gorzej będzie też w przypadku inwestycji, zwłaszcza infrastrukturalnych. Ich cena jest obecnie na tyle wysoka, że wykonawcom trudno będzie zaczynać nowe projekty, a jeszcze trudniej kończyć obecne w taki sposób, aby były rentowne. Będzie to więc kolejny ciekawy rok dla polskiej gospodarki – podsumował Starus.

Dane z USA. Ponad 7000% inflacji w Wenezueli

Amerykańska gospodarka wcale nie rośnie tak szybko jak oczekiwano. Rosną za to zamówienia. Gigantyczna kradzież kryptowalut z japońskiej giełdy. Gigantyczna inflacja w Wenezueli.

Dane z USA

Piątkowe wstępne dane na temat wzrostu PKB w USA nie mogły zachwycać. Wynik 2,6% wobec oczekiwanych 3% to poważna różnica. Pozytywnie zaskoczyły natomiast zamówienia na dobra trwałego użytku, które rosną o 2,9% przy oczekiwanym wzroście o zaledwie 0,8%. Inwestorzy przyjęli to jako dobrą informację. Komentatorzy zwracają jednak uwagę na negatywną tendencję w której wzrostowi konsumpcji nie towarzyszy równie szybki wzrost gospodarczy. Amerykańskie społeczeństwo po raz kolejny poważnie się zadłuża.

Największa kradzież kryptowalut

Z japońskiej giełdy Coincheck zniknęło w zeszłym tygodniu 530 milionów dolarów. Nie były to oczywiście realne pieniądze. Hakerom udało się włamać do portfela, który przechowywał kryptowalutę NEM. Skradziono około 5% światowych zasobów ten monety. Co ciekawe po weekendowych spadkach waluta ta wróciła już niemal do poziomów sprzed informacji o kradzieży. Powodem tak spokojnej reakcji jest fakt, że rynek kryptowalutowy jest obecnie w innym miejscu niż jeszcze kilka lat temu. 4 lata temu kradzież mniejszej ilości bitcoinów z giełdy spowodowała znacznie większe straty. Rynek od tego czasu jednak zwielokrotnił swoją kapitalizację

Kolejne fatalne sygnały z Wenezueli

Wedle szacunkowych danych to właśnie ten kraj osiągnął najwyższy wskaźnik inflacji na świecie. Ten niechlubny rekord 2017 roku pozwolił osiągnąć rezultat około 7200%. Około, gdyż Bank Centralny Wenezueli przestał publikować ten wskaźnik już dwa lata temu. Co gorsza Międzynarodowy Fundusz Walutowy na przyszły rok przewiduje niemal podwojenie tego rezultatu. Nie są to oczywiście wyniki przypominające powojenne kryzysy, ale Wenezuela wcale nie brała udziału w żadnej wojnie w ostatnich czasach. Gospodarka oparta na ropie w momencie kiedy ceny spadły okazała się po prostu bardzo niewydajna. Obecnie powrót cen ropy daje nadzieję na stabilizację kraju w dłuższym okresie, o ile oczywiście działania gospodarcze rządu zaczną w tym pomagać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – dochody i wydatki amerykanów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polityka nie sprzyja dolarowi. Złoty znów zyskuje

Ubiegły tydzień przyniósł kontynuację ruchów z ostatnich tygodni, m.in. dolar osłabiał się w relacji do większości walut. Wśród głównych walut siłą wykazywały się funt brytyjski oraz – co jest pewnym zaskoczeniem – frank szwajcarski.

W Stanach Zjednoczonych zainteresowanie polityką dominowało nad danymi gospodarczymi. Na początku tygodnia udało się przegłosować prowizorium budżetowe, kończące „zamknięcie rządu”. Po tym wydarzeniu, odnosząc się do słabszego dolara sekretarz skarbu Steve Mnuchin wstrząsnął rynkami, zrywając z tradycją i sugerując, że amerykańska waluta mogłaby być słaba. Czwartkowe spotkanie EBC przyczyniło się do wzrostu zmienności pary EUR/USD, bilans optymizmu i rozwagi w komunikacji ze strony Draghiego sprawił, że wspólna waluta ostatecznie powróciła do poziomu sprzed konferencji.

Bieżący tydzień będzie obfity w wydarzenia, które mogą wesprzeć dolara amerykańskiego. W poniedziałek opublikowane zostaną dane PCE o inflacji konsumentów (kluczowy wskaźnik, na podstawie którego Rezerwa Federalna opiera swoje prognozy), które mogą pozytywnie zaskoczyć. Spotkanie FED w środę również może przynieść więcej optymizmu w kwestii gospodarki USA i perspektyw wzrostu dynamiki płac i inflacji. Ostatecznie, piątkowy raport powinien potwierdzić siłę amerykańskiego rynku pracy. Co tyczy się informacji z drugiej strony Atlantyku – kolejne rozczarowanie danymi inflacyjnymi mogłoby skłonić euro do oddania części ostatnich zysków.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł istotne umocnienie złotego, zwłaszcza w relacji do dolara amerykańskiego. PLN zyskiwał, wraz z pozostałymi walutami EM i innymi aktywami ryzykownymi, czemu sprzyjała m.in. słabość amerykańskiej waluty. Miniony tydzień nie przyniósł zbyt wielu istotnych informacji z Polski, poznaliśmy jedynie odczyt bezrobocia w grudniu. Stopa bezrobocia zgodnie z oczekiwaniami wzrosła z poziomu 6,5% do 6,6%.

W tym tygodniu inwestorzy powinni skupić się na informacjach gospodarczych z USA i strefy euro, we wtorek poznamy jednak również odczyt PKB Polski w 2017 r.

GBP

Brytyjską walutę w ubiegłym tygodniu wspierały dane z rynku pracy. Bezrobocie w Wielkiej Brytanii utrzymuje się na poziomie 4,3%, rośnie natomiast dynamika płac, a gospodarka tworzy zaskakująco dużo miejsc pracy. Relatywnie niski wzrost gospodarczy z drugiej strony nadal podtrzymuje obawy o kwestię produktywności. Pozytywne dane gospodarcze, perspektywy podwyżek stóp procentowych ze strony Banku Anglii oraz złagodzenie retoryki w kwestii Brexitu mają jednak pozytywny wpływ na brytyjską walutę, która od początku roku radzi sobie najlepiej wśród wszystkich walut G10 (za wyjątkiem korony norweskiej).

EUR

Prezes EBC w ubiegłym tygodniu przekazał rynkom dosyć gołębi komunikat. Podczas gdy zwrócił uwagę na silny wzrost gospodarczy, Draghi powtórzył, że nie tworzy się presja inflacyjna. Odniósł się również do rynkowych oczekiwań co do rychłych podwyżek stóp procentowych, stwierdzając, iż szanse na podniesienie kosztów pieniądza w tym roku są niewielkie. Niemniej, początkową reakcją rynku było umocnienie EUR/USD – para podskoczyła do najwyższego poziomu od trzech lat. Ostatecznie jednak w niedługim czasie euro oddało wszystkie zyski z tego tytułu.

Kluczowym wydarzeniem tego tygodnia będzie publikacja wstępnych szacunków inflacji w strefie euro. Konsensus zakłada lekki wzrost inflacji bazowej do poziomu 1% w ujęciu rocznym. Naszym zdaniem, jest spora szansa na to, że po raz kolejny dynamika bazowa znajdzie się poniżej poziomu 1% rocznie.

USD

Spotkanie Rezerwy Federalnej do którego dojdzie w środę będzie ostatnim spotkaniem banku centralnego pod przewodnictwem Janet Yellen. Prawdopodobnie nie zaowocuje jednak żadnymi istotnymi zmianami. Spodziewamy się, że członkowie FOMC dopasują swój ton do ostatnich pozytywnych zmian gospodarczych. W naszej opinii dużo istotniejsza od spotkania FOMC będzie poniedziałkowa publikacja inflacji PCE oraz piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy w styczniu. Co tyczy się pierwszego – sądzimy, iż jest spora szansa, że bazowy indeks – przy którego wyliczaniu nie bierze się uwagę zmian cen energii i żywności – może nas pozytywnie zaskoczyć. Spodziewamy się, że również wspomniany piątkowy raport z rynku pracy może przynieść niespodziankę w postaci wyższej rocznej dynamiki płac. Naszym zdaniem dynamika zarobków powinna notować wzrost rzędu 2,7% w ujęciu rocznym.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Rząd znów bierze się za rentę dożywotnią? Debata w czerwcu

Sejmowa Komisja Polityki Senioralnej, w opublikowanym niedawno planie prac na 2018 rok, uwzględniła debatę na temat regulacji dotyczących rynku rent dożywotnich i hipoteki odwróconej. Na posiedzeniu, które zaplanowano na czerwiec, głos zabierze Minister Finansów i Minister Przedsiębiorczości i Technologii. Czy Rząd wróci do prac nad Ustawą o rencie dożywotniej? O to upominają się od lat fundusze hipoteczne zrzeszone w KPF oraz sami seniorzy. W niedawnym wystąpieniu do Ministra Kwiecińskiego głos zabrał również Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich. Podkreślił on, że regulacja rynku rent dożywotnich jest konieczna. Projekt ustawy o dożywotnim świadczeniu pieniężnym był już procedowany (za kadencji Ireny Lipowicz, poprzedniczki Bodnara), ale został wycofany z prac legislacyjnych. Jak będzie tym razem?

– Coraz więcej starszych osób traci własność mieszkania w zamian za późniejsze świadczenie rentowe, czy dożywocie. To nie jest bezpieczna hipoteka odwrócona – powiedział Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich w wystąpieniu do Ministra Inwestycji i Rozwoju.[1] – Ochrona tych, którzy oddają swoje mieszkania czy domy w zamian za rentę lub dożywocie, jest niedostateczna. Dlatego Państwo ma obowiązek wesprzeć ich prawnie – dodał.

O podobne regulacje upomina się cała branża oraz Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych (KPF).  W listopadzie 2016 roku, ponad 40 instytucji otrzymało list otwarty z postulatami KPF oraz Funduszu Hipotecznego DOM, dotyczący przyspieszenia prac nad ustawą. Wśród adresatów była wtedy m.in. Kancelaria Prezydenta RP, Ministerstwo Rozwoju, Narodowy Bank Polski, Związek Banków Polskich, Komisja Nadzoru Finansowego, UOKiK, Rada Polityki Pieniężnej, Rzecznik Praw Obywatelskich, związki emerytów i rencistów oraz posłowie. – Prace nad regulacją rynku tak zwanej hipoteki odwróconej rozpoczęły się już w 2009 roku i wciąż nie mogą doczekać się pełnej regulacji. Dlatego tym bardziej cieszę się, że osobiście udało mi się przekonać Przewodniczącą Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej, by debata o konieczności regulacji rynku odbyła się podczas jednego z posiedzeń. Mam nadzieję, że temat renty dożywotniej i bezpieczeństwa seniorów znów wróci na wokandę, zwłaszcza że wyłudzenia i oszustwa, o których słyszy się coraz częściej psują renomę całego rynku i uderzają w profesjonalnych usługodawców – podkreśla Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Jak było, zanim się skończyło?

Przypomnijmy, że pod koniec 2014 roku, ówczesny Rząd wprowadził ustawę o odwróconym kredycie hipotecznym, dotyczącą usługi, którą mogłyby oferować banki. Niestety, aż do dziś, żaden z banków nie wprowadził tego rozwiązania, a sama ustawa zaczęła być nazywana martwym prawem. Dziś działa tylko rynek rent dożywotnich, a umowy są podpisywane w oparciu o przepisy kodeksu cywilnego. W postulatach KPF oraz całej branży (opublikowanych w 2016 roku), rynek upominał się nie tylko o nadzór dla podmiotów oferujących rentę dożywotnią, ale także o zapewnienie seniorom profesjonalnego doradztwa i upowszechnianie norm etycznych. Prace nad ustawą o dożywotnim świadczeniu pieniężnym były prowadzone (pod numerem UD158) w Ministerstwie Gospodarki od 2013 roku, ale zakończyły się niczym. Projekt został wycofany z prac legislacyjnych, mimo, że o nowe przepisy postulowała ówczesna RPO Irena Lipowicz, UOKiK i inne instytucje.

Newralgiczny rynek

– Tylko uporządkowany i uregulowany rynek może zapewnić profesjonalną obsługę konsumentów oraz ich bezpieczeństwo. Trzeba zauważyć, że jest to rynek newralgiczny, zarówno z punktu widzenia samego produktu, jak i grupy osób, której jest dedykowany. Chodzi wszak o osoby starsze, czasami nawet w bardzo podeszłym wieku, które często mogą mieć problemy ze zrozumieniem mechanizmów przedmiotowego rynku i istoty oferowanych umów świadczeń dożywotnich – czytaliśmy w Raporcie z kontroli przedsiębiorców zawierających umowy świadczeń dożywotnich, przygotowanym przez UOKiK  jeszcze w 2013 roku. Faktycznie, oszustw „na hipotekę odwróconą” jest coraz więcej, choć nie ma dokładnych statystyk na ten temat. Są natomiast statystyki dotyczące przestępstw i wyłudzeń natury ekonomicznej na osobach starszych. Dotyczą one w dużej mierze chwilówek i innych zobowiązań finansowych. Jak podaje Biuro Informacji Kredytowej (BIK) spośród osób w wieku 65 lat i powyżej, aż 10 proc. padło ofiarą próby wyłudzenia pieniędzy przez oszustów. Przestępstwom natury ekonomicznej towarzyszy utrzymująca się liczba 1756 wyłudzeń kwartalnie (na poziomie ogólnokrajowym), na łączną kwotę blisko 422 mln zł rocznie. [2] Z danych Policji wynika, że przestępcy każdego dnia (przynajmniej 5 razy dziennie) dokonują prób oszukania osoby starszej[3]. – Pamiętajmy, że brak odpowiedniej regulacji oraz trudna sytuacja finansowa wielu seniorów skutkuje powstaniem szarej strefy i wzrostem nienadzorowanych podmiotów, które będą w sposób nierzetelny oferować świadczenia pieniężne w zamian za przekazanie własności do nieruchomości. Stworzenie warunków do rozwoju rynku hipoteki odwróconej, z zachowaniem wysokich standardów bezpieczeństwa i najwyższych standardów etycznych, powinno być działaniem, którego nie można pominąć planując politykę senioralną w Polsce – podsumowuje Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF w Polsce. Oby najbliższa debata, w ramach prac Komisji Polityki Senioralnej, zakończyła się nie tylko podobnymi wnioskami, ale była również początkiem realnych działań.

[1] Cytat za artykułem „RPO o przekazywaniu mieszkań w zamian za renty”, który ukazał się na stronie www.rp.pl w dn. 19.01.2018. Autor: Paweł Bednarz.

[2] https://media.bik.pl/informacje-prasowe/381751/ponad-pol-miliona-prob-wyludzen-na-osobach-starszych

[3] Tamże.

Ponad połowa firm na świecie padła ofiarą crypto-miners

Polskie firmy coraz bardziej narażone na ataki hakerów. Poza rosnącą liczbą zagrożeń, wzrasta również aktywność hakerów – indeks zagrożeń dla naszego kraju wzrósł z 38,4 do 52,5, spychając Polskę z 12 na 13 miejsce wśród najbezpieczniejszych krajów w Europie. Jak donosi Check Point Software Technologies w swoim comiesięcznym raporcie dotyczącym stanu bezpieczeństwa sieciowego, pod koniec 2017 i na początku 2018 roku nastąpił gwałtowny wzrost ataków typu crypto-miner malware.

Ponad połowa firm na świecie padła ofiarą crypto-minersJak wskazują dane z raportu ThreatCloud Map firmy Check Point, w większości państw na świecie odnotowano lawinowy wzrost zagrożeń. Najbardziej zagrożonym krajem na świecie okazała się Republika Dominikany (Indeks 100), z kolei w Europie był to Lichtenstein (89,2) oraz Litwa (87,8)!

Wśród pozytywnie wyróżniających się krajów znalazły się Cypr (28,1), Szwajcaria (38,3) oraz Niemcy (42,6), które okazały się najbezpieczniejsze w Europie.

Polska z 13 pozycją na tle Europy (indeks 52,5), spadła zaledwie o jedno oczko w stosunku do ostatniego zestawienia z 2017. Niestety wzrost aktywności hakerów okazał się poważny, a indeks zagrożeń dla naszego kraju wzrósł w ciągu miesiąca o 37%!

 

1 Cyprus 28,1
2 Switzerland 38,3
3 Germany 42,6
4 Czech Republic 44,1
5 Norway 44,4
6 Netherlands 44,9
7 Austria 49,2
8 Estonia 50,0
9 Ukraine 51,6
10 Ireland 51,9
13 Poland 52,5

Określenie crypto-mining malware, odnosi się do złośliwego oprogramowania, wykorzystującego moc CPU lub GPU komputera ofiary w celu wygenerowania kryptowalut. To obecnie nowa zmora działów IT w firmach – twierdzi Check Point Software Technologies, dodając, że nawet 55% organizacji na całym świecie zostało zainfekowanych tego typu oprogramowaniem. W grudniu to właśnie jeden z jego typów – Coinhive zastąpił RoughTed na liście najpopularniejszych zagrożeń w światowej sieci, z kolei inny – Cryptoloot uplasował się na miejscu trzecim!

Badania przeprowadzone przez ekspertów Check Pointa wykazały, że złośliwe koparki cryptowalut zostały celowo zaimplementowane w czołowych witrynach internetowych, głównie serwisów streamingowych oraz udostępniania plików, bez wiedzy użytkowników. Niektóre z tego typu działań są legalne, jednak narzędzia generowania krytpowalut mogą zostać zhakowane w celu wykorzystania większej mocy obliczeniowej CPU. Wg ekspertów, w skrajnych przypadkach oprogramowanie może wykorzystywać nawet 65% mocy procesora!

Jak informuje Check Point, w Polsce w ostatnim miesiącu 2017 roku najpopularniejszymi typami malware były: crypto-miner „Coinhive”, wydobywający walutę Monero; „Rig EK” dostarczający eksploity do wtyczek Flash, Java oraz Silverlight; a także „Globeimposter” – jeden z wariantów ransomware „Globe”, odkryty w maju 2017.

TOP3 kierunki polskiego eksportu w 2017 r.

2017 rok był wyjątkowo dobry dla polskiego eksportu. Już w ciągu 11 miesięcy ubiegłego roku wartość towarów wysłanych z Polski za granicę sięgnęła 187,7 mld euro i była o 10,7% wyższa niż rok wcześniej, podaje GUS. Instytucja płatnicza AKCENTA, zajmująca się obsługą walutową firm typuje, że w całym 2017 r. w gronie TOP3 najbardziej dynamicznych destynacji eksportowych znalazły się: USA, Rosja i Ukraina.

Według analizy przedstawicieli instytucji płatniczej AKCENTA, specjalizującej się w realizacji transakcji walutowych eksporterów i importerów, w 2017 r. mieliśmy do czynienia z wyjątkowo wysoką dynamiką wywozu do trzech ważnych partnerów handlowych. Przyjmując kryterium istotnego udziału w polskiej sprzedaży zagranicznej (przynajmniej 2%), najwyższy wzrost wartości zanotowano na kierunkach: amerykańskim (+27,8% r/r), ukraińskim (+26,5% r/r) i rosyjskim (+19,7% r/r). – GUS nie podał jeszcze pełnych danych za 2017 r., ale patrząc na dane za 11 miesięcy widać wyraźnie, że polski eksport do tych krajów mocno odbił. Niezmiernie cieszy fakt, że są to duże rynki i w dodatku spoza UE. Potrzeba większej dywersyfikacji rynków zbytu polskiego eksportu jest podnoszona już od wielu lat. Być może obecny, 2018 rok będzie pod tym względem przełomowy – komentuje Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału AKCENTY.

Tabela 1.

TOP3 kierunki eksportowe w 2017 wg instytucji płatniczej AKCENTA
Kraj Wartość w mln EUR Zmiana r/r Udział
Stany Zjednoczone 5053,5 27,8% 2,7%
Ukraina 3941,5 26,5% 2,1%
Rosja 5705,6 19,7% 3%
Opracowanie AKCENTY na podst.  danych GUS za I-XI 2017 r.

Polski eksport rozgląda się szeroko

Wśród pozostałych kierunków, które w 2017 r. wyróżniły się pod względem wzrostu dynamiki polskiego eksportu AKCENTA wskazuje także na Austrię z wynikiem +16% r/r przy 1,88%* udziale w ogóle wywozu, Włochy (+14,3% przy udziale 4,9%) oraz Rumunię (+14,7 przy udziale 1,84%)*. Z destynacji poza unijnych instytucja zwraca uwagę także na imponujące wyniki wywozu do Kazachstanu (+58,5% przy 0,22% udziale)*, Australii (+38,3% przy udziale 0,33%)* czy Meksyku (+27,6% przy 0,3% udziale)*. – Oczywiście, największe realne wzrosty wartości wywozu są udziałem kierunków o największym znaczeniu w polskim eksporcie. Nawet niewielkie przyrosty przekładają się w ich przypadku na spore sumy. Mowa tu o takich krajach jak Niemcy, w przypadku których wzrost o 10,7%, zanotowany w okresie od stycznia do listopada, to aż 5,5 mld euro więcej na polskie konto. To jednak żadna nowość, dlatego nasze TOP3 wskazuje na kraje, dla których wyniki w 2017 r. były rzeczywiście wyjątkowe, ale jednocześnie nie były zasługą niskiej bazy i incydentalnych dużych transakcji – wskazuje Radosław Jarema z AKCENTY.

Tabela 2.

Wybrane kierunki eksportowe w 2017 wg instytucji płatniczej AKCENTA
Kraj Wartość w mln EUR Zmiana r/r Udział
UE
Włochy 9 264,0 14,3% 4,9%
Austria* 3 196,7 16% 1,88%
Rumunia* 3 118,9 14,7% 1,84%
Niemcy 51 483,7 10,7% 27,4%
Kraje poza UE
Kazachstan* 378 58,5% 0,22%
Australia* 558,6 38,3% 0,33%
Meksyk* 511 27,6% 0,3%
Opracowanie AKCENTY na podst. danych GUS za I-XI 2017 r.,
* Dane GUS za I-X 2017 r.

2018 r. zapowiada się ciekawie

Ekspert AKCENTY wskazuje, że w obecnym, 2018 r. dynamika eksportu może być nieco niższa niż w minionym, szczególnie w przypadku umocnienia się polskiego złotego. – Szacujemy, że w roku 2018 polska sprzedaż zagraniczna będzie rosła w tempie ok. 5-8%. Na rentowność eksportowych transakcji duży wpływ będzie mieć kurs złotówki. Mocny złoty może być wyzwaniem dla eksportujących firm w 2018 r. – dodaje Radosław Jarema.

Wśród krajów UE, które mogą być top kierunkami w 2018 r. AKCENTA zwraca uwagę na Rumunię. Kraj ten jest jednym z najszybciej rozwijających się państw unijnych. Wg danych dla III kw. 2017 r. PKB rosło tam w tempie 8,8%, czyli w prawie dwa razy szybszym niż w Polsce (4,9%). Rumunia jest jednym z największych beneficjentów pieniędzy unijnych, to także duży i chłonny rynek (7. kraj w UE pod względem ludności) i kraj w fazie intensywnego rozwoju. To z pewnością interesująca destynacja dla polskiego eksportu, twierdzi instytucja. Z destynacji poza UE, AKCENTA wskazuje, że atrakcyjnym kierunkiem dla polskiego eksportu może pozostać Ukraina. Umowa o wolnym handlu z UE, w tym z Polską, otworzyła eksporterom nowe możliwości. W kontaktach z ukraińskim biznesem pomóc mogą także Ukraińcy pracujący w Polsce. Polskie firmy mają okazję skorzystać na ich kontaktach biznesowych oraz znajomości języka. Na tym kierunku wciąż istnieje jednak ryzyko związane z niestabilną sytuacją polityczno-gospodarczą, o czym polscy przedsiębiorcy powinni pamiętać, podkreślają eksperci instytucji.

* Dane za okres I-X 2017 r. W przypadku krajów z poza pierwszej dziesiątki najważniejszych odbiorców polskiego eksportu i Ukrainy GUS podaje dane z opóźnieniem o 1 miesiąc.

Ważny tydzień dla dolara

Rynek walutowy porządkuje sprawy na kilka dni przed końcem miesiąca, co przynosi moment odreagowania dla dolara, ale nie zmienia ogólnego obrazu. Konwergencja polityki monetarnej pozostaje motywem przewodnim handlu i w tym kontekście Fed (i dolar) jest wyczerpanym tematem. Nic nie trwa wiecznie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by się jednocześnie zastanawiać i dalej sprzedawać USD.

Za nami emocjonujący tydzień, w którym dolar był wyprzedawany pod każdym powodem, nawet tymi mało przekonującymi. Kolejne dni przyniosą więcej treści na polu polityki fiskalnej, monetarnej i twardych danych makro, co może wnieść więcej sensu w handel USD. Ryzyka są obustronne, więc jest czas na złapanie oddechu i przegrupowanie (czyt. realizację zysków). To oferuje szanse korekty na EUR/USD i USD/JPY, ale rynek czeka na wykorzystanie okazji do ponownego zbudowania pozycji, prawdopodobnie gdzieś przy 1,2360 i 109,50.

Zanosi się na ważny tydzień dla USD – mamy orędzie prezydenta Trumpa (noc z wtorku na środę), posiedzenie FOMC (wt-śr) oraz raport z rynku pracy (pt). Przy Trumpie ryzyka dotyczą obwieszczenia planów inwestycji infrastrukturalnych, ale też przystąpienia do wojen handlowych. Styczniowe posiedzenie FOMC nie powinno obfitować w wyraźne zmiany przekazu. Jest to ostatnie zebranie pod wodzą Janet Yellen, a ponadto w styczniu nie ma konferencji prasowej ani nowych prognoz gospodarczych. Z drugiej strony tym sposobem poprzeczka dla jastrzębich niespodzianek jest zawieszona dość nisko. Wpierw inflacja PCE Core musiałaby dziś zaskoczyć przyspieszeniem wyższym niż do 1,6 proc. r/r (konsensus), aby Fed miał pole do wzmocnienia jastrzębiego przesłania.

Pod koniec tygodnia uwaga przeniesie się na raport z rynku pracy, gdzie prawdopodobne jest odbicie w zatrudnieniu (prog. 185 tys.) po słabym tempie w grudniu (146 tys.). Tradycyjnie już wydźwięk raportu będzie uzależniony od dynamiki płac, a tutaj zanosi się na solidny odczyt 0,3 proc. m/m w związku z podwyższeniem płacy minimalnej w niektórych stanach. Jeśli pchnie to roczną dynamikę co najmniej do 2,7 proc. (z 2,5 proc. w grudniu), będzie to pozytywny impuls dla USD.

W Europie najgłośniej może być w temacie Brexitu, gdyż na dniach mają ruszyć kolejne rozmowy na temat okresu przejściowego. W tym czasie Wielka Brytania ma dalej respektować prawa unijnej, co rząd premier May chciałby zmienić. Dodatkowo w brytyjskim parlamencie pod głosowanie (a wcześniej pod debatę) będzie oddana ustawa dot. wystąpienia z UE. Będą to podstawowe tematy dla brytyjskiej prasy, co oznacza podwyższoną zmienność dla GBP, gdy na rynek trafią świeże informacje.

Dziś w Montrealu dobiegnie końca 6. runda negocjacji porozumienia NAFTA. Ryzyko zerwania umowy przez USA jest największym zagrożeniem dla kanadyjskiej gospodarki, które może zaważyć na tempie podwyżek stóp procentowych Banku Kanady. Na razie jednak informacje wyciekające z toczących się rozmów sugerują, że nic złego nie nastąpi. To może pomóc CAD w nadgonieniu ostatniego rajdu walut G10 względem USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Średnie obniżki w czasie noworocznych wyprzedaży w największych sklepach e-commerce sięgnęły 7-8 proc.

Hasło „poświątecznych wyprzedaży” z roku na rok wykorzystywane jest w komunikacji z klientem przez coraz większą liczbę sklepów. Dotyczy to również sklepów internetowych, które starają się zachęcić klientów atrakcyjnymi ofertami. Jak wynika z kolejnej edycji „Świątecznego Barometru Cenowego”, ceny w największych sklepach online z połowy stycznia 2018 roku w porównaniu z cenami z połowy listopada 2017 roku, spadły średnio o 7-8 proc. Analiza ofert 800 podmiotów branży e-commerce przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą Dealavo pokazała, że wbrew intensywnej komunikacji marketingowej klientom mogło być ciężko znaleźć produkty, które faktycznie były wysoko przecenione. Jedynie w kategorii gry komputerowe ceny niektórych pozycji były obniżone o ponad 50 proc.

Eksperci analizowali w okresie pomiędzy 17 listopada 2017 (tydzień przed Black Friday) a 18 stycznia 2018 roku ceny kategorii produktów, które w międzynarodowym badaniu Deloitte „Zakupy świąteczne 2017” Polacy wskazywali jako najczęściej wybierane przez nich prezenty dla najbliższych. Po świętach Bożego Narodzenia analiza skupiła się na ogłaszanych przez sprzedawców e-commerce noworocznych wyprzedażach. – Podobnie jak w ubiegłym roku właściciele sklepów online prowadzili bardzo intensywną komunikację marketingową, informującą o obniżkach sięgających nawet 90 proc. Klienci byli przyciągani również ofertami obniżek z okazji ferii czy promocji producenckich. Nasza analiza pokazała, że w większości wypadków były to jedynie zabiegi marketingowe – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Do badania zostały wybrane najpopularniejsze produkty świąteczne z poniższych kategorii: gry komputerowe, konsole, AGD drobne, kosmetyki, książki, muzyka, okulary VR, perfumy, gry planszowe, smartfony, telewizory, zabawki oraz zegarki. Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices oferty konkretnych produktów z tych kategorii zostały wyszukane oraz podłączone do codziennego monitoringu. Łącznie przebadano ponad 150 produktów, które znajdują się w ofercie ponad 800 sklepów online. Ocenie podlegała tylko cena bez jakości serwisu, warunków zwrotu towaru, siły marki sklepu czy kosztów transportu.

 

Noworoczne obniżki o jeden grosz

Jak wynika z analizy ośmiu sklepów internetowych, które reklamowały się naprawdę dużymi obniżkami (komunikacja obniżek cenowych w okolicach 70 proc.), w ich ofercie w okresie noworocznych wyprzedaży można było znaleźć jedynie pojedyncze produkty, których ceny spadły o więcej niż 50 proc. Najczęściej były to gry komputerowe. – Analizując strony internetowe największych sklepów komunikujących bardzo duże obniżki, nie zaobserwowaliśmy wyraźnych zależności pomiędzy rzeczywistymi ruchami cenowymi a przekazami reklamowymi. W rzeczywistości ciężko było odnaleźć artykuły, które były tak wysoko przecenione jak wynikało to z komunikatów marketingowych – wyjaśnia Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Z analizy Deloitte i Dealavo wynika, że w porównaniu do 17 listopada ub. r. w połowie stycznia br. ceny w największych sklepach online spadły o około 7-8 proc. Dla porównania w czasie Black Friday obniżki były jeszcze bardziej symboliczne i wynosiły 1-3 proc. Po zestawieniu cen z noworocznych wyprzedaży z tymi z okresu przed Black Friday, 39 proc. cen produktów zostało obniżonych (co najmniej o 1 grosz). Sklepy o najszerszym asortymencie obniżały ceny na około 50-60 proc. dostępnych produktów. – To sugeruje, że sklepy rzeczywiście obniżają ceny w trakcie noworocznych wyprzedaży. Widzimy jednak, że sklepy robią to bardzo umiejętnie: reklamami, komunikacją i niskimi cenami na wybrane produkty przyciągają klientów, a ewentualne straty nadrabiają na pozostałych produktach, których obniżki nie dotyczą lub są nieznaczne – mówi Krzysztof Boś, Starszy Konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte.

Minimalne ceny na wybrane produkty w okresie 17 XI 2017 – 18 I 2018 w wybranych dniach (na zielono zaznaczono najniższą cenę minimalną w wybranych dniach z okresu 17 listopada 2017 do 18 stycznia 2018, a na czerwono najwyższą cenę minimalną w wybranych dniach analizowanego okresu).

 

Kategoria Produkt 17 XI 2017 24 XI 2017 (BF) 8 XII 2017 22 XII 2017 5 I 2018 18 I 2018
AGD drobne Lokówka automatyczna Babyliss C 1200E 298,99 298,99 259,00 259,00 299,00 299,00
AGD drobne Prostownica Remington Keratin Therapy S8590 159,00 159,00 159,00 159,00 159,00 159,00
AGD drobne Szczoteczka soniczna Philips Sonicare Easy Clean HX6511/50 178,89 178,99 185,00 195,00 119,99 195,00
Gry FIFA 18 – EDYCJA STANDARDOWA (GRA XBOX ONE) 215,00 195,00 215,00 195,00 179,90 138,60
Gry STAR WARS: BATTLEFRONT II (GRA PC) 181,90 181,90 181,90 98,00 98,90 93,99
Gry Titanfall 2 (PC) 69,00 59,00 49,00 58,90 53,95 69,00
Konsole Sony Playstation 4 SLIM 1TB czarny 1 298,00 1 298,00 1 349,00 1 198,00 1 198,00 1 248,00
Konsole XBOX ONE 500GB 1 099,99 1 099,99 1 099,99 1 099,99 1 099,99 1 099,99
Perfumy Giorgio Armani Acqua Di Gio Pour Homme woda toaletowa 100 ml 207,85 215,89 215,00 224,80 224,80 224,80
Perfumy Paco Rabanne Invictus woda toaletowa 100ml 207,00 207,00 207,00 225,00 195,00 195,00
Smartfony Smartfon Apple iPhone 5S 16GB Szary 1 345,00 1 279,00 1 345,00 1 199,00 1 199,00 1 199,00
Smartfony APPLE IPHONE X 64GB SREBRNY 4 975,00 4 975,00 4 975,00 4 975,00 4 729,00 4 620,00
Smartfony Smartfon Samsung Galaxy S6 32GB czarny 1 777,00 1 554,00 1 534,00 1 504,00 1 395,00 1 395,00
Smartfony Smartfon Samsung Galaxy S7 32GB Złoty 1 837,00 1 836,80 1 819,00 1 749,00 1 736,80 1 648,00
Smartfony SAMSUNG GALAXY S8 64GB SM-G950 MIDNIGHT BLACK 2 477,00 2 447,00 2 447,00 2 467,00 2 407,00 2 357,00
TV LG 43UJ6307 1 757,00 1 499,00 1 737,00 1 728,98 1 745,00 1 763,00
TV SAMSUNG UE50MU6102 2 269,35 2 199,00 2 177,10 2 129,00 2 126,98 2 095,00
Zegarki Michael Kors RUNAWAY MK5055 491,00 640,00 469,00 530,00 489,00 474,00
Zegarki Timex Retrograde T2N720 425,00 425,00 593,00 480,00 480,00 480,00

Taniejące smartfony

Eksperci Deloitte na podstawie danych Dealavo dokonali porównania cen minimalnych na każdy z 154 produktów. Jedną z kategorii, w której ceny minimalne były sukcesywnie obniżane w okresie na tydzień przed Black Friday do 18 stycznia 2018 r., były smartfony. Co ciekawe, około 30 proc. produktów było najtańszych w analizowanym okresie (do połowy stycznia) w połowie listopada, czyli na tydzień przed Black Friday. Natomiast 42,9 proc. produktów miało najniższe ceny właśnie w okresie wyprzedaży noworocznych. W ubiegłym roku było to 31,4 proc. – Patrząc na zachowania cen w ubiegłym i obecnym roku, ciężko jest dostrzec konkretny wzorzec i stwierdzić dla poszczególnych kategorii, kiedy i jakie produkty warto kupować, żeby nie przepłacić – podsumowuje Krzysztof Boś.

Rekordowy rok dla Działu Powierzchni Biurowych Colliers International

Dział Powierzchni Biurowych Colliers International nie zwalnia tempa. W minionym roku wynajął rekordową ilość powierzchni, osiągając najlepszy wynik w historii firmy w Polsce. Zespoły reprezentujące najemców oraz właścicieli nieruchomości przeprowadziły łącznie blisko 200 transakcji w całej Polsce, co przełożyło się na wynajem ponad 286 tys. mkw. powierzchni biurowej na rynku warszawskim oraz w miastach regionalnych.

W omawianym okresie po stronie reprezentacji najemcy dominowały nowe umowy (27%), renegocjacje (24%) oraz relokacje (21%). Wysoko uplasowały się też renegocjacje wraz z ekspansją (17%). W strukturze kontraktów po stronie reprezentacji właściciela największy udział miały nowe umowy (48%), następnie renegocjacje (34%) i ekspansje (18%).

Najwięcej powierzchni biurowej Colliers wynajął w Warszawie (blisko 96 tys. mkw.), a wśród miast regionalnych na najwyższych pozycjach uplasowały się: Poznań (35 tys. mkw.), Trójmiasto (25 tys. mkw.) oraz Kraków (20 tys. mkw.).

Paweł Skałba, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych
Paweł Skałba, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych

— Rok 2017 był niezwykle dobry nie tylko dla Działu Powierzchni Biurowych Colliers, ale też dla całego rynku biurowego i najemców z tego sektora. Wielu naszych klientów rozwinęło swój biznes i razem z nami poszukiwało nowych lokalizacji dla swoich biur. Wszystkim klientom chcielibyśmy przy tej okazji podziękować za zaufanie i współpracę. Muszę także podkreślić, że tak dobry wynik nie byłby możliwy gdyby nie ogromne zaangażowanie i pasja całego naszego zespołu. Stawiamy na najwyższą jakość usług i klienci to doceniają — mówi Paweł Skałba, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych.

Największe transakcje sfinalizowane przez Colliers International w zeszłym roku zostały zawarte w: Poznaniu (25 500 mkw., najemca poufny), Bydgoszczy (21 152 mkw., ATOS), Krakowie (10 400 mkw., HCL) i Warszawie (7 200 mkw., najemca poufny).

Robert Karniewski, senior partner w Colliers International, dyrektor Rynków Regionalnych
Robert Karniewski, senior partner w Colliers International, dyrektor Rynków Regionalnych

— Warto zwrócić uwagę na rosnący udział miast regionalnych w całkowitym wolumenie transakcji biurowych. Działamy na rynkach o zróżnicowanych wskaźnikach rynkowych, lecz mimo to w ubiegłym roku udało nam się wypracować najlepszy wynik w historii naszej obecności na rynkach regionalnych. Nie sam metraż jest jednak najważniejszy, ale satysfakcja klientów. Nasze doświadczenie i strategiczne podejście do biznesu pozwoliło nam zbudować swoisty most między najemcami a wynajmującymi oraz stworzyć z nimi długofalowe relacje — mówi Robert Karniewski, senior partner w Colliers International, dyrektor Rynków Regionalnych.

Najwyższą aktywność na rynku biurowym wykazywali najemcy z sektorów: IT i telekomunikacja (24%), doradztwo inwestycyjne (14%), usługi (13%).

Za osiągnięcia biznesowe w 2017 r. Colliers International zdobył tytuł Agencji Roku w kategorii Nieruchomości w konkursie Outsourcing Stars.

Dolar próbuje wstać z kolan

Krajobraz po burzliwym tygodniu na rynkach. Kontrowersyjne słowa Mnuchina Sekretarza Skarbu USA dobijają dolara. Inwestorzy tym razem odporni na magię i grę słów prezesa EBC. Tym samym euro w relacji do dolara na nowych 3-letnich maksimach. Słabość amerykańskiej waluty na szerokim rynku z korzyścią dla złotego. EUR/PLN przez chwilę blisko granicy 4,13. Niekorzystny układ dla kredytobiorców frankowych na parze EUR/CHF. Funt nieco traci bo ruszają kolejne rozmowy o okresie przejściowym. Tydzień ważnych danych dla dolara, które mogą odmienić oblicze szerokiego rynku. Nie można lekceważyć orędzia prezydenta Trumpa z wtorku na środę.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 13.12.2017-29.01.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1317 3,5210 3,3136 4,6523
Maksimum 4,2230 3,6250 3,5913 4,8200

EUR/PLN

euro 29Po krótkim okresie konsolidacji na EUR/PLN w okolicach 4,17 doszło do wybicia dołem. Kurs szybko podążył na południe ustanawiając nowe minimum na poziomie 4,1317. Tym razem nie jest to pokłosie dobrej postawy polskiej gospodarki. Aprecjacji złotego sprzyjało otoczenie zewnętrzne. Brak istotnych czynników na rynkach plus widoczne globalne ożywienie sprzyjają walutom krajów wschodzących. Również pełen perturbacji tydzień dla dolara zakończony solidną przeceną pozwolił zejść złotemu aż tak nisko. Również prezes EBC Draghi nie zakończył prawdziwego eldorado na rynkach emerging markets, czy rynkach giełdowych gdzie trwa hossa. Na EUR/PLN można wyrysować linię spadkową aż od poziomu 4,33. Tak naprawdę teraz do poziomu 4,10 nie widać żadnego wsparcia. Trzeba jednak mieć gdzieś z tyłu głowy, że taka słabość dolara może nie trwać wiecznie. Owszem tonowanie nastrojów przez EBC nie pomogło. Jednak twarde dane jak choćby słabsza inflacja mogą już dać do zrozumienia inwestorom, że szybko nie dojdzie do zmiany polityki monetarnej w strefie euro. A z kolei Fed kontynuuje proces zacieśniania. Stąd w końcu dojdzie do sprzedawania faktów i wtedy trend wzrostowy na EUR/USD może się odwrócić. Tym samym sytuacja EUR/PLN ulegnie również zmianie. I raczej będzie spoglądać na wyższe poziomy szukając kolejnych oporów.

CHF/PLN

frank 29Na CHF/PLN doszło do wybicia górą z trójkąta. Można by się nieco zastanawiać dlaczego skoro rynki wschodzące mają się tak dobrze złoty i w tej relacji powinien się umacniać. Na rynkach tak naprawdę brakuje aktualnie ryzyk. Koalicja u naszych zachodnich sąsiadów praktycznie jest przesądzona co odsuwa ryzyko ponownych wyborów czy też rządzenia przez Merkel w mniejszości. Jednak na tej parze zadziałał efekt odwrotnej korelacji z parą EUR/CHF. W ostatnim czasie gdy para ta notowała poziomy rzędu 1,18, CHF/PLN osiągał nowe minima. Trzeba też tutaj dodać, że wzrosty na EUR/USD nie są pokłosiem silnej europejskiej waluty. I doskonale to właśnie widać na EUR/CHF gdzie po posiedzeniu EBC kurs podążył na południe. Jesteśmy obecnie w okolicach 1,16. Tym samym mocniejszy frank musiał odbić swoje piętno i na rodzimej parze. Oczywiście dramatu dla kredytobiorców frankowych nie ma i jesteśmy raptem 4-5 groszy wyżej od ostatnich minimów. Ale trzeba pamiętać, że jeśli dolar odbije w końcu od dna to klimat wokół rynków wschodzących może się popsuć. Wtedy kolejne kilka groszy CHF/PLN wzrośnie. Poważny opór mamy teraz tak naprawdę na poziomie 3,60.

USD/PLN

dolar 29Najbardziej klarowną sytuację mamy na USD/PLN. Tutaj złotówka aprecjonuje praktycznie od końca 2016 roku bez przerwy. Kurs był już bardzo blisko granicy 3,30. Kluczową rolę gra w kontekście USD/PLN zachowanie głównej pary walutowej świata. EUR/USD znajduje się w trendzie wzrostowym, który znacznie przyspieszył najpierw po słowach Sekretarza Skarbu USA o zadowoleniu słabością dolara. Później nie zadziała magia Mario Draghiego, która miała osłabić wspólna walutę. W efekcie EUR/USD znalazł się powyżej 1,25. Wydaje się, że doszło by do testu granicy 3,30 jednak w ostatniej chwili dolara uratował prezydent Trump. Jeśli główna para zacznie się cofać to z pewnością i na USD/PLN sytuacja się diametralnie zmieni. I jest to scenariusz bardzo prawdopodobny gdyż euro jest silnie wyprzedane i dalsze granie na wzmocnienie jest ryzykowne. A dwa teraz uwaga inwestorów skupi się głównie na amerykańskiej walucie. W środę mamy ostatnie posiedzenie Janet Yellen stąd rynki przypisują temu wydarzeniu mniejszą wagę a to np z powodu braku konferencji. Do tego rynki liczą na pierwszą podwyżkę dopiero w marcu.  Lista publikacji istotnych danych makro z USA w tym tygodniu jest imponująca. Już dzisiaj publikacja inflacji PCE czyli tej używanej przez Fed do podejmowania decyzji. I możliwe jest pozytywne zaskoczenie patrząc choćby na szybujące w górę ceny ropy. W nocy z wtorku na środę orędzie wygłosi prezydent Trump. W czwartek ISM. Wsparciem będzie ostatnie minimum. Natomiast pierwszym oporem będzie linia krótkoterminowego trendu spadkowego na poziomie 3,35.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz JPYUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz JPYUSD 9– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz JPYUSD 10-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

JPY/USD – wzrost pozycji długich

Przez dwa ostatnie tygodnie na parze walutowej USDJPY został zrealizowany scenariusz, o którym była mowa kilka tygodni temu. Natomiast w poprzednim tygodniu mogliśmy zaobserwować wzrost długich pozycji na kontraktach terminowych na jenie japoński oraz spadek pozycji krótkich. Pomimo tego analizując pozycję funduszy lewarowanych w dłuższym terminie czasowym dojdziemy do jednego wniosku – w dalszym ciągu sentyment do JPY jest negatywny. W portfelach funduszy znajduje się więcej krótkich niż długich pozycji na japońską walutę.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta – netto

Źródło: Cmegroup

Zatem co dalej z notowaniami USDJPY? W tym miejscu może nam pomóc analiza techniczna. Notowania USDJPY na interwale dziennym znajdują się w szerokiej konsolidacji. Aktualnie oscylują w strefie popytu 108.10-108.70. Według analizy technicznej kupujący prawdopodobnie obronią wsparcie i wywindują kurs po raz kolejny w okolicę górnego ograniczenia konsolidacji 113.00-113.70.

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Analizując portfel funduszy lewarowanych przerwanie wsparcia jest jak najbardziej prawdopodobne. Kapitał lewarowany posiada bardzo dużą ilość krótkich pozycji względem długich, po przerwaniu wsparcia będzie to skutkować ich zamknięciem (zamykanie krótkich pozycji oznacza odkupienie kontraktu terminowego), co może doprowadzić do dalszej aprecjacji JPY. Aczkolwiek redukcja długich pozycji oraz dobieranie krótkich może doprowadzić do mocniejszego odbicia na wsparcie, ale w długim terminie (3-4 miesięcy) bazowym scenariuszem pozostanie przerwanie strefy popytu.

WTI – hurraoptymizm

Kilkutygodniowy rajd na notowaniach ropy naftowej doprowadził do hurraoptymizmu, każdy jest przekonany o dalszych wzrostach. Z kolei ostatni raporty COT o pozycjach zarządzających na rynku kontraktów terminowych nie jest już tak optymistyczny. W poprzednim tygodniu duży kapitał otworzył ponad 5 tysięcy krótkich pozycji oraz zabezpieczył sporą część zysku poprzez sprzedaż kontraktu (wzrost pozycji spread o 4 740). Warto również zauważyć, że wzrost pozycji długich był minimalny, ponieważ wyniósł jedynie 245 pozycji. Czyżby duży kapitał przygotowywał się na mocniejsza korektę? Bardzo prawdopodobne, ponieważ pozycja długa oraz pozycja netto znalazła się na najwyższym poziomie w historii, co zwiększa prawdopodobieństwo mocniejszej korekty.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Na notowaniach tygodniowych doszło do mocnego wybicia ponad strefę podaży 63 USD, dzięki temu byki otworzyły drogę do poziomu z końca 2014 roku – 73 USD. Według analityków technicznych kurs powinien kontynuować swój rajd, natomiast analiza ostatniego raportu COT wskazuje co innego.

Jeżeli sprzedającym uda się zepchnąć notowania poniżej przebitego poziomu 63 USD, to najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostanie zejście kursu ropy naftowej w okolicę 54 USD. Po mocniejszej korekcie oraz spadku optymizmu prawdopodobnie zobaczymy powrót do ostatnich wzrostów.

Notowania WTI, interwał tygodniowy

Notowania WTI, interwał tygodniowyŹródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Wystąpienie prezydenta USA pozytywem dla rynków

Wall Street w piątek mogła zareagować nie tylko na szaleństwa rynku walutowego, ale i na przemówienie prezydenta Donalda Trumpa w Davos. Czekano na to, co powie o preferencjach dla USA („America first”) i czy będzie to zapowiedź wojny walutowej, której początkiem mogły być poprzedniego dnia wypowiedzi sekretarza ds. handlu.

Okazało się, że wystąpienie było pozbawione istotnych treści. Było pewnego rodzaju samochwalstwem zarówno prezydentury Trumpa jak i całych USA. W każdym razie nie było niczego o wojnie handlowej ani dolarze. To mogło jedynie rynki uspokoić. Widać to było już na giełdach europejskich. Wall Street oczywiście była zachwycona.

W piątek opublikowano dwa ważne raporty makro. Wstępny odczyt annualizowanego wzrostu PKB w czwartym kwartale pokazał wzrost o 2,6% (oczekiwano 3%). W grudniu zamówienia na dobra trwałego użytku wzrosły o 2,9% m/m (oczekiwano 0,8%). Najważniejsze są zamówienia bez środków transportu – one wzrosły tak jak oczekiwano 0,6%.

Wall Street jest od początku roku w sytuacji, kiedy byle pretekst doprowadza do dużych zwyżek indeksów. Sensu w szukaniu tych pretekstów nie ma wiele, ale jednak spróbujmy. Pretekstem był Trump, wyniki Intela, słaby dolar i drożejąca ropa. To wystarczyło do wypracowania ponad jednoprocentowego wzrostu indeksów i do ustanowienie nowych rekordów.

W piątek GPW nie bardzo wiedziała, co ma wybrać – francuski optymizm czy niemiecką wstrzemięźliwość. Od początku sesji gracze zdecydowali się na drogę pośrednią – WIG20 trzymał się nad poziomem neutralnym, ale w niedalekiej od niego odległości.

Przed godziną 14:00, czyli przed wystąpieniem prezydenta Trumpa w Davos, nerwy jednak puściły i indeks wrócił do poziomu neutralnego. Podczas wystąpienia Trumpa WIG20 zaczął rosnąć. Gracze widzieli, że oprócz sloganów żadnych konkretów nie będzie, co wzięli za dobrą monetę.

Daleko jednak indeksy nie dotarły. Zanosiło się na neutralne zakończenie sesji, ale dzięki fixingowi WIG20 zyskał 0,43%. Podobnie (0,4%) zyskał WIG. Oczywiście sygnały kupna nadal po tej sesji obowiązywały.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Dom Inwestycyjny Xelion

Po PKB czas na payrollsy

Życie rynku forex to zaiste egzemplifikacja archaicznej koncepcji czasu kolistego. Naturalnie, detale się zmieniają, ale generalne wzorce pozostają te same, zaś ich realizacje – podobne. Trendy, formacje, reakcje rynku, acz przede wszystkim chodzi nam o kalendarium makroekonomiczne.

Co tydzień amerykańskie wnioski o zasiłek, co miesiąc odczyty PMI i payrollsy, co kwartał dane o PKB – i tak dalej. Otóż w ostatni piątek mieliśmy właśnie PKB dla Stanów Zjednoczonych za IV kwartał 2017. Wynik rozczarował: annualizowany to tylko 2,6 proc., oczekiwano aż 3 proc., poprzednio notowano 3,2 proc. Ale dolar i tak, chyba trochę paradoksalnie, zyskał. Zresztą, taki paradoks to nic nowego na tym rynku, gdzie często jedna strona próbuje przechytrzyć drugą, albo też mądrzejsi gracze tych, którzy myślą wyłącznie prostoliniowo, bez żadnych zagrywek. Zyskał oczywiście tylko trochę i relatywnie, w tym sensie, że wykres z okolic 1,2480 przeszedł ostatecznie nawet do 1,2385 (u progu dzisiejszej sesji, w nocy), a teraz jest i tak 1,2415.

W gruncie rzeczy za opór na głównej parze wypada uznać rejon 1,2530 (mniej więcej). Na ten tydzień niekoniecznie spodziewamy się ostrego parcia na północ i przebijania tej okolicy, choćby dlatego, że wypadałoby dokonać korekty i realizacji zysków. Naturalnie szczegóły będą zależeć od kalendarium, w tym od danych makro. Dziś akurat nie ma zbyt wiele przełomowych danych: o 8:00 ceny importu w Niemczech, o 9:00 PKB Hiszpanii, o 14:30 dochody i wydatki Amerykanów. Po drodze – o 11:45 – ma się wypowiedzieć pani Lautenschlaeger z EBC. Ostatnio sam szef EBC próbował osłabić euro, mówiąc dużo o tym, że operacja QE wciąż ma sens, że może być przedłużona itd. – ale gracze grali swoje partie, wyciskając moc euro… do końca? Cóż, w środę mamy w programie niemiecką sprzedaż detaliczną i raport ADP z USA, w czwartek serię finalnych odczytów PMI dla Niemiec, Eurolandu czy USA (w Stanach także indeks ISM), zaś w piątek – payrollsy, tj. dane z rynku pracy Stanów. Zmiana zatrudnienia i bezrobocie, a także płaca godzinowa – to zawsze ważne dane. Po drodze, w środę właśnie, FOMC określi stopy procentowe. Teoretycznie w roku 2018 powinny nas czekać 3 ruchy w górę, niemniej na tym posiedzeniu raczej zmiany nie będzie.

Technicznie rzecz biorąc, cały czas przypominamy o trendzie spadkowym trwającym od dekady, po maksimach z lat 2008, 2011 i 2014. Innymi słowy, choć euro w roku 2017 i u progu 2018 znacznie zarobiło, to jednak historycznie od 10 lat traci na wartości. Jeżeli ten trend miałby się po raz kolejny potwierdzić, to właśnie „teraz”, tzn. w ciągu trwającego kwartału.

Co u nas?
Kalendarium nie przewiduje dziś raczej danych makro z Polski. Na dolar-złotym mamy 3,33 czy nawet mniej. W kontekście opisanej przed chwilą linii spadkowej na eurodolarze można wspomnieć także linię po dołkach z 2011 i 2014 roku na USD/PLN. Linię wzrostową, osłabiającą złotego. Ma ona teraz szansę się potwierdzić – szansę mimo wszystko dość konkretną, choć nie twierdzimy że należałoby w taki scenariusz inwestować 80 czy 90 proc. oszczędności… Sprawy zaszły już dość daleko i jeśli eurodolar nie zacznie się wyraźnie cofać, to na USD/PLN obraz zdąży się zmienić. W gruncie rzeczy styczniowa świeca miesięczna już przebiła opisaną linię.

Na euro-złotym też można się doszukiwać półprostej wzrostowej, ale bardzo łagodnej, np. po dołkach z przełomu 2010 / 2011 i z 2015. Na razie kurs to 4,1370. Na funcie widzimy z kolei mniej niż 4,71. Oczywiście u progu stycznia wykres był jeszcze ok. 5 – 6 groszy niżej, tak więc nie są to jakieś absolutne minima.

Tomasz Witczak, Financial Markets Center Management

Bricks Acquisitions Limited zaproponował ostateczną cenę w wezwaniu na ROBYG SA na poziomie 4,0 zł za akcję

Bricks Acquisitions Limited („Wzywający”), podmiot pośrednio należący do Goldman Sachs Group, podwyższa cenę w wezwaniu na wszystkie akcje ROBYG o 13% z 3,55 zł do 4,0 zł za akcję. Pozostałe warunki Wezwania nie zmieniają się, w tym okres przyjmowania zapisów, który zakończy się 2 lutego br.

1 grudnia 2017 r. Bricks Acquisitions Limited ogłosił wezwanie na wszystkie akcje ROBYG, jednego z czołowych deweloperów mieszkaniowych w Polsce. Nowa, zaoferowana dzisiaj cena odzwierciedla premię w wysokości 27% wobec ceny zamknięcia na sesji 30 listopada 2017 r. oraz 13% wobec ceny pierwotnie oferowanej, tj. 3,55 zł za akcję.

– Zdecydowaliśmy się podwyższyć cenę oferowaną w Wezwaniu w wyniku rozmów przeprowadzonych z inwestorami. Wzięliśmy również pod uwagę najnowsze wyceny analityków. Jesteśmy przekonani, że ogłoszona dzisiaj nowa, ostateczna cena to dla obecnych akcjonariuszy atrakcyjna oferta wyjścia z inwestycji, dająca 33% premii w stosunku do emisji akcji w czerwcu 2017 r. po 3,00 zł. Naszym celem strategicznym pozostaje wycofanie ROBYG z obrotu giełdowego i prowadzenie działalności jako długoterminowy inwestor strategiczny” – powiedział Tavis Cannell, Dyrektor Zarządzający w Goldman Sachs International.

Nowa cena reprezentuje premię w wysokości 10% wobec konsensusu wycen analityków dla akcji ROBYG, który na podstawie średniej 12-miesięcznych cen docelowych z rekomendacji wydanych w ciągu ostatnich trzech miesięcy, zebranych przez agencję Bloomberg, wynosi 3,65 zł za akcję.

Wezwanie zostało ogłoszone z zastrzeżeniem spełnienia się warunków wskazanych w treści Wezwania, w tym objęcia zapisami w Wezwaniu co najmniej 66% ogólnej liczby akcji ROBYG, powołania trzech kandydatów wskazanych przez Wzywającego w skład Rady Nadzorczej ROBYG, podjęcia uchwały w sprawie zmian w Statucie ROBYG oraz zawarcia przez Wzywającego i ROBYG umowy o współpracy strategicznej. 3 stycznia br. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał zgodę na przejęcie ROBYG przez Bricks Acquisition Limited.

12 maja 2015 r. ROBYG poinformował o rozpoczęciu poszukiwania inwestora strategicznego, który zapewniłby spółce dalszy wzrost i ustabilizowałby strukturę właścicielską. Zarząd ROBYG ocenił, że cena zaproponowana pierwotnie przez Bricks Acquisition Limited odzwierciedlała wartość godziwą spółki i wydał pozytywną opinię na temat ogłoszonego Wezwania. Oscar Kazanelson – Przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG, Alex Goor – Przewodniczący Rady Nadzorczej Robyg Construction oraz Artur Ceglarz – Dyrektor Finansowy, łącznie posiadający 10,2% akcji ROBYG, nieodwołalnie zobowiązali się, na warunkach określonych w umowie, do sprzedaży wszystkich posiadanych przez nich akcji w ramach Wezwania.

Okres przyjmowania zapisów upływa w piątek, 2 lutego 2018 r. o godzinie 15:00 CET i w świetle właściwych regulacji okres przyjmowania zapisów nie może być już przedłużony. Bricks Acquisition Limited do końca okresu zapisów nie będzie zmieniać oferowanej ceny

Co wydarzy się na rynku obligacji korporacyjnych w 2018 r.?

Jan Karczewski, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski
Jan Karczewski, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Wartość publicznych emisji obligacji przeprowadzanych na podstawie prospektów po raz pierwszy w historii przekroczy 2 mld zł, ale hitem sprzedaży okażą się papiery skarbowe. Nie zabraknie też ofert dla ryzykantów – oto najważniejsze prognozy dla rynku obligacji w nadchodzącym roku.

Publicznych emisji obligacji, które mogą być realizowane w 2018 r. publicznie zapowiedziało piętnastu emitentów, a łączna wartość obowiązujących lub deklarowanych prospektów emisyjnych przekracza 4,9 mld zł. Nigdy wcześniej wartość ta nie była tak wysoka. Oczywiście nie wszystkie programy zostaną zrealizowane w całości (a niektóre pozostaną nietknięte), ale łączna wartość publicznych emisji może przekroczyć 2 mld zł – wynika z szacunków serwisu Obligacje.pl. Oznaczałoby to, że na rynku padnie nowy rekord, ponieważ w 2017 r. wartość przeprowadzonych emisji obligacji na podstawie prospektów sięgnęła 1,85 mld zł i była to wartość rekordowa.

Finansowi emitenci w natarciu

Najwięcej środków może pozyskać Alior Bank, którego prospekt pozwala na uplasowanie 1,2 mld zł, z czego dotąd bank wykorzystał 150 mln zł. Przedstawiciele banku zapowiedzieli już, że nie planują kolejnych emisji obligacji podporządkowanych. W grę wchodzą więc emisje zwykłych papierów, co byłoby pewnego rodzaju nowością. W dziewięcioletniej historii Catalyst dotąd mieliśmy do czynienia z tylko jedną emisją obligacji senioralnych przez bank, którą skierowano do inwestorów indywidualnych – Getin Noble Bank pozyskał w ten sposób 40 mln zł.

Banki nie są jedynymi przedstawicielami sektora finansowego, które sięgną w przyszłym roku po finansowanie z obligacji. Best, GetBack i Kredyt Inkaso dysponują ważnymi prospektami finansowymi, a Kruk złożył wniosek o zatwierdzenie prospektu wartego 500 mln zł. Na zatwierdzenie prospektu czeka także Pragma Faktoring, choć w tym wypadku jego wartość to skromne 50 mln zł.

Największym niewywodzącym się z branży finansowej emitentem będzie PKN Orlen, którego prospekt pozwala płockiemu koncernowi uplasować jeszcze 600 mln zł. Stawkę uzupełniają emisje PCC Rokita i PCC Exol, które ostatnio pojawiają się regularnie, oraz MCI.PrivateVentures i MCI Capital.

Oprocentowanie w górę

Po latach obniżania wysokości marży (ponad WIBOR) i wydłużania okresu spłaty, nadejdą wreszcie lepsze czasy dla posiadaczy obligacji. Im dłużej Rada Polityki Pieniężnej zwleka z podwyżkami stóp, tym bardziej pozwala inflacji rosnąć, co w końcu spowoduje konieczność podnoszenia stóp procentowych, które WIBOR naśladuje (a dokładniej – wyprzedza). Część ekonomistów uważa, że do podwyżek dojdzie jeszcze w pierwszej połowie roku, część, że dopiero pod koniec roku, ale sam kierunek wydaje się przesądzony.

Po drugie wyższe kupony mogą oferować sami emitenci. Wyniki emisji Kredyt Inkaso (uplasowano mniej niż połowę oferty), Bestu (93 proc. oferty) czy wcześniej MCI.PV i PCC Exol zamknięte z nieznaczną przewagą popytu, wskazują, że inwestorzy indywidualni nie są już tak entuzjastycznie nastawieni do emisji obligacji korporacyjnych, jeśli nie oferuje im się lepszych warunków niż te dostępne na rynku wtórnym. A płynność emisji obligacji pochodzących z publicznych emisji stale rośnie na Catalyst (wolumen przekracza 600 mln zł rocznie) – tu można coraz łatwiej zaopatrzyć się w papiery o wyższej rentowności i krótszym okresie do wykupu niż te oferowane w emisjach.

Tego typu sytuacja jest wyzwaniem dla emitentów, ponieważ będą oni musieli albo zrezygnować z planów emisji, albo podwyższyć kupony. Być może część z nich zdecyduje się na wyczekanie na bardziej odpowiedni moment.

Obligacje inflacyjne hitem

W listopadzie po raz pierwszy w tym roku sprzedaż czteroletnich detalicznych obligacji czteroletnich przekroczyła wartość sprzedaży obligacji dwuletnich. W ujęciu rocznym z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia co najmniej od 2007 r. – wynika z danych publikowanych przez Ministerstwo Finansów.

Przyczyna rosnącej popularności obligacji czteroletnich jest prosta – inflacja. Są to obligacje, których oprocentowanie (od drugiego roku) jest wprost zależne od inflacji, powiększonej o marżę. Ktoś, kto kupił je przed rokiem może cieszyć się odsetkami na poziomie 3,75 proc. w skali roku. I choć Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje, że tzw. inflacja bazowa nie stwarza zagrożenia dla stabilności cen, to inflacja mierzona przez GUS rośnie coraz szybciej, a bez podwyżek stóp (które oddziałują wszak na gospodarkę z opóźnieniem kilku kwartałów) może rosnąć nadal. Dlatego można się spodziewać, że inwestorzy zainteresowani ochroną oszczędności przed skutkami inflacji jeszcze chętniej niż do tej pory będą kupować obligacje, których oprocentowanie uzależnione jest od inflacji.

Więcej ryzykownych ofert

Według planów Ministerstwa Finansów jeszcze przed końcem półrocza ma wejść w życie rozporządzenie, na podstawie którego emitenci będą mogli sami – bez obowiązku sporządzania memorandum czy prospektu i bez wsparcia licencjonowanej firmy inwestycyjnej – przeprowadzać publiczne emisje obligacji o wartości do 1 mln EUR (4,2 mln zł). Może to spowodować, że na rynek trafi więcej tzw. małych emisji publicznych, których częstą cechą jest podwyższone ryzyko (i oprocentowanie). Warto więc pamiętać, że statystycznie 20-25 proc. emisji obligacji o wartości do 10 mln zł, które trafiły do obrotu na Catalyst, nie zostało wykupionych (za Obligacje.pl).

Wygląda więc na to, że podobnie jak w 2017 r. inwestorzy indywidualni nie będą mogli narzekać na brak ofert publicznych, a przecież do części z nich dotrą także informacje o emisjach prywatnych. Przy tak dużym wyborze oferowanym przez rynek warto poświęcić nieco czasu na analizę propozycji i skorzystać tylko z najlepszych z nich.

Jan Karczewski, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Polacy najczęściej kupują meble ze średniej półki cenowej. Na zakup w sieci decyduje się tylko 8 proc. klientów

Polacy najczęściej kupują meble ze średniej półki cenowej. Na zakup w sieci decyduje się tylko 8 proc. klientów 11

W ostatnich trzech latach na zakup mebli Polacy wydawali średnio 4,5 tys. zł – wynika z badań IQS. Największy udział miały produkty kosztujące 1–2 tys. zł, czyli w segmencie standardowym. W 79 proc. przypadków meble kupowane były etapami, tylko co piąte mieszkanie było od razu wyposażane w komplet produktów. Coraz częściej Polacy wymieniali meble nie z przymusu, lecz dlatego że dotychczasowe wnętrza im się znudziły.

Z danych agencji IQS wynika, że spory udział w zakupach mają meble poniżej 1 tys. zł (30 proc. wydatków), tzw. segment value. Równie często jednak Polacy decydują się na mebel kosztujący powyżej 2 tys. zł, czyli z cenowego segmentu premium. 35 proc. mebli z segmentu value kupili mieszkańcy wsi, z kolei niemal co drugi mebel z segmentu premium został kupiony przez osoby w wieku powyżej czterdziestu lat.

– W ciągu ostatnich trzech lat Polacy na meble wydali średnio 4,5 tys. Najczęściej jednak jednostkowo wydają około 1–2 tys. i są to zakupy, które realizują sukcesywnie. Nie jest tak, że umeblują cały dom, choć oczywiście jest także taka grupa – to jest około 1/5 wszystkich kupujących. Są też tacy, którzy wydają znacznie więcej, jest to związane z metrażem, który muszą urządzić. Są to głównie osoby, które dysponują domami, pod tym względem mieszkańcy wsi mają większe możliwości – mówi agencji Newseria Beata Durka z agencji badawczej IQS.

Badania pokazują, że Polacy lubią urządzać mieszkania. 75 proc. przyznaje, że sprawia im to przyjemność. Zakupy w kategorii home furnishing są robione z trzech głównych powodów.

– Polacy przede wszystkim kupują nowe meble, ponieważ te stare po prostu się zużyły. Ale istnieją jeszcze dwa równie ważne powody. Drugi jest niezwykle interesujący – Polacy chcą wymienić wystrój swojego wnętrza, co jest ważnym, nowym trendem, który obserwujemy w ostatnich czasach. Natomiast trzeci powód to umeblowanie nowego mieszkania czy domu. Te trzy powody są najważniejszymi powodami, dla których Polacy udają się do sklepów meblowych – wyjaśnia Beata Durka.

Z badań IQS wynika, że przed pójściem na zakupy Polacy robią bardzo szczegółowy research w internecie. Najpierw szukają dokładnie tego, co ich interesuje, dopiero potem udają się do sklepów – tak postępuje 50 proc. ankietowanych. Co ciekawe, zakupy mebli w sieci nie cieszą się jeszcze dużą popularnością – robi je jedynie 8 proc. osób, częściej kobiety niż mężczyźni. Dla pozostałych ważne jest zobaczenie towaru na żywo, sprawdzenie go, ocena jakości i dopasowanie.

– Polacy coraz częściej interesują się designem, zwracają uwagę na to, co znajduje się w sklepach, co oferują różne programy poradnikowe, których jest coraz więcej w mediach. Przez to z większym zaangażowaniem i przyjemnością meblują swoje domy lub urządzają je od nowa. Ten trend jest obserwowany od wielu lat – tłumaczy Beata Durka. – Równolegle obserwujemy wzrost programów poradnikowych na temat tego, jak należy dobrze urządzać wnętrze, na czym to polega. Polacy chętnie oglądają tego typu programy, co przekłada się później na to, że nasze mieszkania są lepiej urządzone, w dobrym stylu i w lepszym designie.

Z badania „Need for Home” wynika, że Polacy bardzo długo dokonują wyboru swoich mebli, poprzedzają je odpowiednimi analizami rynku, stron internetowych i bogatej oferty różnych sklepów. Choć w tej kwestii katalogi reklamowe są już nieco mniej popularnym źródłem informacji niż internet, to jednak ich rola w procesie zakupu nadal jest istotna.

– Są to zazwyczaj planowane zakupy. Tylko w 1/10 przypadków Polacy dokonali zakupów impulsowych, które są niestandardowe w tej kategorii, co oznacza, że po prostu poszli do sklepu i kupili to, co im się podobało, zupełnie tego nie planując – mówi Beata Durka.

Koniec ze skomplikowanym językiem w zgodach na przetwarzanie danych osobowych. Firmy będą musiały w zrozumiały sposób informować swoich klientów

Koniec ze skomplikowanym językiem w zgodach na przetwarzanie danych osobowych. Firmy będą musiały w zrozumiały sposób informować swoich klientów 12

RODO, czyli nowe prawo o ochronie danych osobowych, które wejdzie w życie za pięć miesięcy, znacznie rozszerza obowiązki informacyjne firm wobec klientów. To oznacza konieczność wymiany wszystkich klauzul, zgód i papierowych formularzy dotyczących zgód na ich gromadzenie i przetwarzanie. Z perspektywy konsumentów główną zmianą ma być sposób przedstawiania takich informacji: prosty, rzetelny i bardziej zrozumiały niż dotychczas.

– Od 25 maja 2018 roku wszyscy przedsiębiorcy będą mieli nowe obowiązki dotyczące informowania konsumentów o ochronie danych osobowych. Zgodnie z RODO, czyli ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych, przedsiębiorcy i administratorzy danych powinni zapewnić, że każda osoba, której dane są przetwarzane, będzie rozumiała i wiedziała, jakie informacje, w jakim zakresie i w jakich celach będą wykorzystywane – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Drobek z Biura Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Nowe prawo dotyczące ochrony danych osobowych oznacza nowe obowiązki dla wszystkich firm i podmiotów, które gromadzą i przetwarzają dane o klientach. Te będą musiały m.in. wdrożyć odpowiednie rozwiązania informatyczne i organizacyjne, które zagwarantują maksymalny poziom takich informacji, przeszkolić pod tym kątem pracowników oraz wyznaczyć wewnętrznego inspektora ochrony danych osobowych. Nowe przepisy szczegółowo precyzują, jakie informacje dotyczące sposobu i celu przetwarzania danych osobowych muszą zostać przekazane klientom.

– Zakres tych informacji został rozszerzony. Trzeba będzie informować klientów na przykład o danych kontaktowych inspektora ochrony danych, możliwości przekazywania danych do państw trzecich, co wiąże się z nowymi zagrożeniami, oraz o okresie ich przechowywania. Trzeba pomyśleć o tym, czy zmienić formuły informacyjne i jak na nowo informować osoby, których te dane dotyczą – podkreśla Piotr Drobek.

Obecnie obowiązujące przepisy zobowiązują administratora do przekazania klientom jedynie podstawowych informacji: swojego adresu i siedziby, celu gromadzenia danych osobowych i źródła, z którego pochodzą. RODO znacznie wydłuży tę listę.

Od większości firm i podmiotów nowe obowiązki informacyjne wobec klientów będą wymagały wymiany wszystkich klauzul i papierowych formularzy dotyczących zgód na przetwarzanie danych (oraz zmiany ich treści).

– Chodzi nie tylko o to, żeby były to noty pisane przez prawników i dla prawników – bo obecnie trochę tak to właśnie wygląda. Teraz musimy w większym stopniu skoncentrować się na tym, aby informacja była jasna, klarowna i zrozumiała dla odbiorcy. To wymaga większego skoncentrowania się na treści i sposobie przekazania informacji – podkreśla Piotr Drobek.

Ekspert GIODO ocenia, że dotychczas klienci na ogół niewiele rozumieli z przedstawianych im do podpisu klauzul i zgód na wykorzystywanie ich danych. Natomiast nowe prawo wymaga, żeby wszelkie informacje kierowane do osób, których dotyczą dane osobowe, były formułowane jasnym i prostym językiem, były zwięzłe i zrozumiałe. Zwłaszcza w przypadku komunikatów kierowanych do dzieci, które muszą je bez trudu zrozumieć (RODO wprowadza wymóg uzyskania zgody na przetwarzanie danych osobowych bezpośrednio od dziecka, które ukończyło 16 rok życia, poniżej tej granicy wiekowej konieczna będzie zgoda rodzica albo opiekuna prawnego dziecka).

– Teraz trzeba zmienić założenia. Chodzi nie tylko o noty informacyjne, lecz także o cały sposób komunikowania się, na każdym etapie współpracy z klientem – ma on być zrozumiały, jasny i przyjazny dla konsumenta – podkreśla Piotr Drobek.

RODO wymaga, żeby firma każdorazowo informowała klienta o wycieku albo kradzieży jego danych osobowych. Kolejną zmianą jest zakaz profilowania – firmy będą mieć obowiązek otrzymania zgody na profilowanie oraz surowy obowiązek informowania o tym fakcie.

Poza nowymi obowiązkami dla firm unijne prawo przyznaje też szereg przywilejów konsumentom, którzy mają dzięki nim lepiej sprawować kontrolę nad swoimi danymi osobowymi. Nowością w przepisach jest prawo do bycia zapomnianym (na jego podstawie klient może zażądać wykasowania z systemu wszystkich informacji o sobie), prawo do żądania przeniesienia danych oraz wzmocnienie prawa dostępu konsumenta do wglądu w swoje własne dane osobowe.

GIODO zachęca firmy i przedsiębiorców do zapoznania się z art. 13 i art. 14 unijnego rozporządzenia, przejrzenia stosowanych do tej pory klauzul informacyjnych oraz zanalizowania, które treści należy zmienić lub uzupełnić, żeby dopasować się do nowych obowiązków informacyjnych RODO.

Polska na 15. miejscu na świecie pod względem liczby przyznanych patentów. W ubiegłym roku było ich ponad 3 tys.

Polska na 15. miejscu na świecie pod względem liczby przyznanych patentów. W ubiegłym roku było ich ponad 3 tys. 13

W 2017 roku do Urzędu Patentowego RP wpłynęło 3678 wniosków dotyczących patentów na wynalazek. To nieco mniej niż w poprzednich dwóch latach, ale i tak pod względem udzielonych patentów zajmujemy 15. pozycję na liście Światowej Organizacji Własności Intelektualnej. Najwięcej patentów dotyczyło branży przemysłowej i transportowej. Jak podkreśla rzecznik Urzędu Patentowego RP, do wdrożenia trafia zwykle kilkanaście procent udzielonych patentów.

 W ubiegłym roku do Urzędu Patentowego wpłynęło 3678 zgłoszeń dotyczących patentu na wynalazek, a urząd w tym czasie udzielił 3040 patentów w tzw. trybie krajowym, czyli od podmiotów znajdujących się na terenie Polski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Taukert, rzecznik prasowy Urzędu Patentowego RP.

To wyraźnie mniej niż w dwóch poprzednich latach, kiedy do urzędu wpłynęło odpowiednio o 583 i 998 wniosków więcej. W ubiegłym roku było też więcej przyznanych patentów – o 336. Jak podkreśla Adam Taukert, pod względem zgłoszeń wynalazków do ochrony Polska zajmuje 17. miejsce na świecie, natomiast pod względem udzielonych patentów – 15. miejsce na liście Światowej Organizacji Własności Intelektualnej wśród wszystkich państw świata.

– Najważniejsze dziedziny, w których dokonuje się zgłoszeń patentowych w Polsce, to różnorodne procesy przemysłowe, transport, chemia, procesy budowlane, budowa maszyn, metalurgia, a także biotechnologia – wymienia rzecznik UP RP.

Polscy wynalazcy mogą się starać o ochronę także na arenie międzynarodowej. Patent europejski przyznawany przez Europejski Urząd Patentowy (EPO) obowiązuje w blisko 40 krajach członkowskich Europejskiej Organizacji Patentowej.

W 2016 roku rodzime spółki i instytucje uzyskały aż 180 patentów w EPO, co daje wzrost o 19 proc. wobec 2015 roku. Niepokojący natomiast jest fakt, że o blisko 28 proc. spadła liczba polskich zgłoszeń patentowych, tj. wniosków, na podstawie których otrzymywane są później patenty.

Warto podkreślić, że najwięcej patentów zgłaszają polskie wyższe uczelnie i instytuty naukowe, nie prywatne firmy, co jest wyróżnikiem innych państw. Liderem był Uniwersytet Jagielloński, który przedłożył 12 zgłoszeń patentowych. Na kolejnym miejscu znalazła się Polpharma z liczbą 10 oraz po sześć złożyli producent okien dachowych Fakro oraz Wrocławskie Centrum Badań EIT+.

Patent jest prawem wyłącznym na wynalazek, natomiast za innowację uznajemy patent wdrożony do produkcji. Kilkanaście procent wszystkich udzielonych patentów jest wdrażanych, więc trzeba mieć na uwadze liczbę patentów wdrożonych i zgłoszonych – mówi Adam Taukert.

Definicyjnie patent to prawo wyłączne udzielane na  wynalazek przez właściwy organ krajowy (w  Polsce przez Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej) lub organ międzynarodowy (np. Europejski Urząd Patentowy). Treścią patentu jest prawo wyłącznego korzystania z wynalazku na określonym terytorium w sposób zarobkowy lub zawodowy, przez okres i na warunkach określonych w krajowej ustawie patentowej lub konwencji międzynarodowej. Czas trwania patentu wynosi 20 lat od daty dokonania zgłoszenia wynalazku we właściwym urzędzie.

Nowe inwestycje i plany koncertów na PGE Narodowym. Stadion planuje występ trzech światowych gwiazd i buduje profesjonalną strzelnicę

Nowe inwestycje i plany koncertów na PGE Narodowym. Stadion planuje występ trzech światowych gwiazd i buduje profesjonalną strzelnicę 14

Prawie 8 mln zł zysku netto, ponad 2 mln gości, kilka dużych koncertów i wydarzenia biznesowe, które okazały się sukcesem – ubiegły rok był bardzo dobry dla spółki PL2012+, która zarządza warszawskim PGE Narodowym. Kolejny rok ma być jeszcze lepszy. Kluczowe punkty tegorocznego kalendarza to otwarcie strzelnicy – jednej z najbardziej profesjonalnych w Polsce, długo wyczekiwany koncern Eda Sheerana i dwa inne, które mają się okazać kasowym sukcesem, choć szczegóły są jeszcze owiane tajemnicą. 

– 2017 rok na PGE Narodowy był kolejnym spektakularnym rokiem, zarówno jeśli chodzi o liczbę imprez, jak i wynik finansowy, który wyniósł koło 8 mln zł na czysto – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Opara, prezes zarządu spółki PL.2012+, która jest operatorem stadionu PGE Narodowego.

Prezes zarządu spółki PL.2012+ zwrócił uwagę na to, że warszawski stadion PGE Narodowy jest ewenementem na skalę europejską i światową, ponieważ niewiele jest podobnych obiektów wielofunkcyjnych, które są w stanie same na siebie zarobić i osiągają dodatnie wyniki finansowe.

Dobry wynik finansowy obiektu za 2017 rok to między innymi zasługa wzrostu popularności wycieczek po obiekcie, a także organizacja dużej liczby wydarzeń biznesowych czy CSR-owych – na koniec ubiegłego roku liczba odwiedzających obiekt przekroczyła 2 mln gości. Kolejnym elementem, który się do tego przyczynił, było otwarcie się na nowe dyscypliny sportowe jak MMA. Zorganizowana w maju gala KSW Colosseum okazała się dużym sukcesem zarówno pod względem finansowym, jak i wyników oglądalności – gala była transmitowana w 42 krajach, a na stadionie obejrzało ją ponad 60 tys. widzów.

– W 2016 roku wyniki finansowe były na poziomie prawie 20 mln zł. To już drugi rok z rzędu, kiedy stadion osiąga bardzo dobre rezultaty. Dobry wynik finansowy za 2017 rok jest o tyle ważny, że był czystym zyskiem, a na obiekcie nie odbyło się ani jedno spektakularne wydarzenie o randze międzynarodowej  w porównaniu z 2016 rokiem, kiedy gościliśmy szczyt NATO – mówi Jakub Opara.

Wśród ważniejszych wydarzeń, które odbyły się w minionym roku na warszawskim stadionie, operator wymienia m.in. koncert grupy Depeche Mode oraz Coldplay i Roztańczony PGE Narodowy – autorski format realizowany we współpracy z Telewizją Polsat.

– Trzykrotnie gościliśmy Polską Reprezentację Piłki Nożnej, dla której jesteśmy domem i z którą się utożsamiamy. Gościliśmy także finał Pucharu Polski –mówi Jakub Opara.

Poza imprezami sportowymi i kulturalnymi istotnym źródłem przychodów dla obiektu jest organizacja wydarzeń biznesowych. W 2017 roku odbyło się na PGE Narodowym ponad 300 mniejszych wydarzeń biznesowych i 250 imprez CSR-owych.

– To również jest dla nas bardzo ważne, żeby stadion był otwarty i ogólnodostępny, aby realizował nie tylko imprezy komercyjne, z których czerpie korzyści, lecz także dzielił się tym, co uzyska, ze społeczeństwem – mówi Jakub Opara.

Na nadchodzące miesiące spółka PL.2012+ ma gotowe duże plany inwestycyjne. W ubiegłym tygodniu został rozpisany przetarg na budowę strzelnicy na PGE Narodowym – ma być to jedna z najbardziej profesjonalnych strzelnic z broni ostrej w Polsce. Jej otwarcie zostało zaplanowane na 11 listopada 2018 roku – w setną rocznicę odzyskania niepodległości.

Poza tym kalendarz imprez na PGE Narodowym na poszczególnie miesiące jest już w dużej mierze wypełniony. 2 maja odbędzie się finał Pucharu Polski w piłce nożnej pod patronatem Prezydenta RP. Maj to także Grand Prix Polski w żużlu, na które praktycznie wszystkie bilety zostały już wyprzedane, choć zainteresowanym może jeszcze uda się nabyć je w ofercie last minute. W maju także Narodowa Gala Boksu z akcentem patriotycznym. 12 czerwca na PGE Narodowym odbędzie się towarzyski mecz reprezentacji Polski z Litwą. Będzie to ostatnie spotkanie przed wyjazdem polskiej reprezentacji na mistrzostwa w Rosji.

Końcówka czerwca to spektakularny koncert, którego wykonawców nie mogę jeszcze zdradzić. Jesteśmy związani z organizatorem umową o zachowaniu poufności. W lipcu czeka nas kolejny duży koncert. Oba będą gościć jednych z najbardziej rozpoznawalnych artystów na świecie. Wrzesień to format stały, który realizujemy z Telewizją Polsat, czyli Roztańczony PGE Narodowy. Z kolei 10 listopada – w ramach stulecia odzyskania niepodległości, dzień przed narodowym świętem – zorganizujemy wspólnie z administracją publiczną spektakularną imprezę – zapowiada Jakub Opara.

Na większość imprez realizowanych na stadionie bilety wyprzedają się do ostatniej sztuki. Najlepszym przykładem jest długo wyczekiwany koncert Eda Sheerana, który odbędzie się w sierpniu. Bilety na pierwszy dzień koncertu sprzedały się w rekordowe 30 minut.

 Organizatorzy pomyśleli, że nie można zmarnować takiej szansy i zorganizowali drugi koncert, na który bilety rozeszły się w niecałą godzinę – mówi prezes zarządu spółki PL.2012+.

KNF: Kryptowaluty to bańka spekulacyjna. Urząd ostrzega przed inwestycjami w wirtualne waluty

KNF: Kryptowaluty to bańka spekulacyjna. Urząd ostrzega przed inwestycjami w wirtualne waluty 15

Kryptowaluty będą w Polsce zakazane lub ich rynek zostanie uregulowany  – zapowiada premier Mateusz Morawiecki. Przed inwestowaniem w waluty cyfrowe przestrzega także Komisja Nadzoru Finansowego, zwracając uwagę na brak gwarancji finansowych. Według ratingu sporządzonego przez Weiss Ratings, inwestowanie w wirtualne waluty wiąże się z dużym ryzykiem. Wartość bitcoina, najpopularniejszej na świecie kryptowaluty, w ciągu zaledwie kilku tygodni spadła o połowę.

– Chcemy przestrzec potencjalnych inwestorów przez ryzykami, jakie wiążą się z inwestowaniem w waluty wirtualne. Zwracamy przede wszystkim uwagę na to, że nie mamy przepisów prawa, które regulowałyby temat walut wirtualnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jacek Barszczewski z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.

Podczas konferencji ekonomicznej w Davos premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że Polska zwiększy regulacje w sprawie kryptowalut lub wprowadzi całkowity zakaz ich obrotem. Inwestycje w kryptowaluty wiążą się z dużym ryzykiem. 24 stycznia amerykańska agencja Weiss Ratings opublikowała pierwsze ratingi kryptowalut. Żadna z nich nie otrzymała najwyższej noty. Najbardziej popularny Bitcoin otrzymał notę zaledwie C+, w skali od A (znakomity) do E (bardzo słaby).

– Wielu ekspertów zwraca uwagę, że ma to charakter bańki spekulacyjnej, czyli czegoś, z czym doświadczenia mieliśmy już w świecie finansów wielokrotnie, jak choćby słynne cebulki tulipanów czy dot-com’y, gdzie ceny pewnych walorów rosły wręcz do niebotycznych poziomów, a potem następowało załamanie i inwestorzy tracili swoje środki. W tym wypadku przez analogię również możemy mówić o takim zjawisku – mówi Jacek Barszczewski.

O skali ryzyka mogą świadczyć chociażby wahania wartości kryptowaluty bitcoin. Jeszcze w grudniu 2016 r. waluta ta była wyceniana na 800 dol. W połowie grudnia 2017 r. osiągnęła ona wartość 19,9 tys. dolarów. Do tego momentu bitcoin w ciągu zaledwie kilku tygodni stracił niemal połowę swojej wartości. Dziś jego notowania sięgają nieco ponad 11 tys. dol. KNF przestrzega, że przy okazji dużych strat inwestycyjnych w przypadku kryptowalut nie ma żadnych gwarancji finansowych.

– Inwestycje w waluty wirtualne nie są objęte żadnym powszechnym systemem gwarancji, tak jak w przypadku depozytów bankowych, gdzie w przypadku kłopotów instytucji finansowej wchodzi do gry Bankowy Fundusz Gwarancyjny, gwarantujący nam depozyty do wysokości 100 tys. euro. W przypadku walut wirtualnych takich gwarancji nie ma – tłumaczy ekspert.

Bitcoin został wprowadzony w 2009 roku przez osobę lub grupę osób o pseudonimie Satoshi Nakamoto. Bitmonety są przechowywane na komputerze właściciela w formie pliku stanowiącego portfel. Zasada działania opiera się na transferze kwot między rachunkami publicznymi przy użyciu kryptografii klucza publicznego. Informacje o transakcjach są przechowywane w rozproszonej bazie danych. Należy podkreślić, że na razie inwestowanie w kryptowaluty nie jest nielegalne.

– Nie jest to działalność nielegalna. Inwestując w waluty wirtualne nie łamiemy polskiego czy europejskiego prawa, nie jest to też takie zagadnienie, które tworzyłoby ryzyko systemowe. Identyfikujemy natomiast ryzyko związane z poszczególnymi inwestorami indywidualnymi, którzy narażeni są na ryzyko utraty środków finansowych – mówi przedstawiciel Komisji Nadzoru Finansowego.

Kapitalizacja rynku kryptowalut według stanu na 26 stycznia wynosi 542 mld dolarów. 2/3 tej kwoty dzieli się między trzech największych graczy tego rynku. Blisko 35 proc. tej kwoty stanowi wartość Bitcoina. Drugie w kolejności Etherum stanowi niemal 19 proc. wartości rynku, a trzecie Ripple – 8,6 proc.

Zapraszamy na bezpłatną konferencję „IT w Ubezpieczeniach” 27 lutego, Warszawa

Niezmiernie miło nam poinformować, że już 27 lutego w Warszawie (Hotel Courtyard by Marriott) odbędzie się bezpłatna konferencja dedykowana specjalnie przedstawicielom towarzystw ubezpieczeniowych oraz innych instytucji finansowych.

Konferencja „IT W UBEZPIECZENIACH” to szansa na wysłuchanie wykładów merytorycznych m.in o:

  • IT w małej firmie ubezpieczeniowej. Wewnętrzny zespół czy outsourcing? Który model lepiej sprawdzi się do konkretnych projektów? Który model lepiej sprawdzi się do konkretnych projektów? Opowiemy o metodach motywacji oraz jak zbudować i utrzymać zespół specjalistów IT.
  • Jak Agile wpływa na funkcjonowanie firmy? Na jakie problemy i wyzwania powinny się przygotować firmy, które chciałyby wdrożyć tę metodę i jak z tymi problemami radzi sobie tak duża firma ubezpieczeniowa jak Axa.
  • Nowych przepisach RODO w branży ubezpieczeniowej – jak przygotować się na zmiany? Omówimy przepisy unijnego rozporządzania o ochronie danych osobowych oraz przedstawimy zagadnienia, które szczególnie dotkną firmy ubezpieczeniowe.
  • Minimalizacja istotnych ryzyk przetwarzania danych, dobre praktyki. Jak technologicznie wesprzeć proces uzyskiwania zgodności z RODO?


Firmy IT m.in. takie jak: Oracle Polska, BeOne pokażą konkretne i gotowe rozwiązania. Swoimi doświadczeniami podzielą się także przedstawiciele towarzystw ubezpieczeniowych i nie tylko, którzy z tematem się zmierzyli: Krzysztof Szczęsny (MACIF Życie TUW), Robert Skrzypczak (AXA), Wioletta Jaroń-Gwizdała (WJG Kancelaria Adwokacka).

Zadbamy również o czas na rozmowy, wymianę doświadczeń oraz możliwość nawiązania nowych kontaktów podczas przerwy kawowej.

Szczegółowe informacje znajdą Państwo na stronie wydarzenia:
www.gigacon.org/event/administracja_warszawa_17/#agenda

Jedynym warunkiem wzięcia udziału w konferencji jest bezpłatna REJESTRACJA każdego z pracowników towarzystwa ubezpieczeniowego bądź innej instytucji finansowej przez stronę: www.gigacon.org/event/ubezp_18/

Słaby dolar to tylko słowa

Amerykanie sugerują, że zrywają z ćwierćwieczną tradycją silnego dolara. Jednak te słowa mogą mieć tylko krótkotrwałe i ograniczone znaczenie. Stan gospodarki USA to na tyle silny argument, żeby wkrótce zatrzymać spadkowy trend dolarapisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

„Wojny walutowe” czy „koniec polityki silnego dolara” – oto nagłówki, które obiegają serwisy finansowe na całym świecie po wypowiedziach amerykańskiego sekretarza skarbu Stevena Mnuchina, który mówił w Davos, że dla Stanów Zjednoczonych słaba waluta jest korzystna, gdyż pomaga w handlu zagranicznym. Ta wypowiedź z jednej strony jest po prostu stwierdzeniem faktu, ale z drugiej może sugerować, że Amerykanie odchodzą od niespełna ćwierćwiecznej tradycji polityki silnej waluty, nawet biorąc pod uwagę późniejsze dementi Mnuchina w „The Wall Street Journal”.

Tak czy owak wypowiedzi Mnuchina wzmogły spadkowy trend dolara. Zresztą amerykańska waluta i tak była ostatnio pod wyraźną presją sprzedających, mimo szybkiego wzrostu PKB w USA oraz perspektywy dalszych podwyżek stóp procentowych przez amerykański bank centralny. Przez minione miesiące wynikało to z faktu znacznego przepływu kapitału do krajów rozwijających się, gdyż podczas silnego globalnego ożywienia gospodarczego to właśnie tam pojawiają się szanse na najwyższe stopy zwrotu przy względnie ograniczonym ryzyku.

Polityka sobie, a rynek sobie

„Silna waluta jest w naszym narodowym interesie”. „Wierzę, że silny dolar jest w naszym narodowym interesie” – mówił Robert Rubin, sekretarz skarbu USA w latach 1995-1999, którego wypowiedzi zamieszczono m.in. w „Economic Policy: Theory and Practice”. Od tego czasu kolejni nominowani na to stanowisko oficjele powtarzali chęć dbania o siłę amerykańskiej waluty.

Co ciekawe, polityka silnego dolara miała jednak niewiele wspólnego z rzeczywistością. Pod koniec lat 90. dolar rzeczywiście był mocny, ale od pierwszych kwartałów nowego millenium indeks amerykańskiej waluty (DXY) zaczął wyraźnie tracić na wartości i w 2008 r. był o 40 proc. poniżej poziomów z początku wieku oraz osiągnął najniższe poziomy od 50 lat.

Wojna czy raczej potyczka?

Praktycznie przy każdych odniesieniach oficjeli do kursu walutowego pojawiają się opinie, że mogą one oznaczać początek „wojny walutowej”. To odważne określenie w skrócie oznacza chęć osłabienia własnej waluty w celu uzyskania wyższej konkurencyjności w handlu zagranicznym i tym samym stymulacji własnej gospodarki.

Przede wszystkim w tym momencie taka stymulacja jest niepotrzebna, zwłaszcza biorąc pod uwagę obniżki podatków w USA i wzrost PKB powyżej potencjału. Dodatkowo i tak dolar wyraźnie się osłabia, co automatycznie poprawia konkurencyjność USA. Innym argumentem jest fakt zależności poszczególnych gospodarek. Zbyt gwałtowne i odgórne obniżenie wartości amerykańskiej waluty może zmniejszyć znaczenie dolara jako globalnej waluty, a także wygenerować dodatkowe koszty finansowania np. poprzez konieczność płacenia wyższego oprocentowania przy emisji obligacji skarbowych.

Poprawienie salda obrotów z zagranicą można także osiągnąć poprzez wprowadzenie ceł. Ten pomysł jednak narażony jest na reakcję ze strony innych państw. Stany Zjednoczone chociaż mają znaczny deficyt w wymianie towarowej, to jednak jest on zmniejszany przez dodatnie saldo w wymianie usług. Ogólnie więc np. z Kanadą, Brazylią, Wielką Brytanią czy krajami zrzeszonymi w OPEC USA ma nadwyżkę w saldzie obrotów handlowych. Większe modyfikacje w tej kwestii mogą więc spowodować raczej straty niż korzyści. To sygnał, że obecne wydarzenia to raczej drobna potyczka dyplomatyczna niż zapowiedź wojny handlowej bądź walutowej.

Nawet jeśli dolar spadnie do ok. 3 zł…

Wracając więc do kwestii dolara, należy stwierdzić, że jego słaba kondycja jest głównie rezultatem silnego przepływu kapitału do walut krajów o szybszym niż USA potencjale wzrostu PKB. Bywa jednak, że takie przepływy gwałtownie się kończą, tak jak nagle się rozpoczęły. I choć niewykluczone, że bieżący trend może sprowadzić dolara nawet blisko granicy 3,00 zł, to jednak fundamenty amerykańskiej gospodarki pozostają względnie silne i wraz z rosnącymi stopami procentowymi powinny być wystarczającym argumentem, żeby niedługo zatrzymać wyprzedaż dolara, również w relacji do złotego.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu wydarzenia w USA będą w centrum uwagi. Wyższa inflacja w postaci PCE Core w poniedziałek może skłonić Fed, by zabrzmieć bardziej jastrzębio. Podobna analiza dotyczy danych o płacach w raporcie NFP pod koniec tygodnia. Inflacja będzie też ważnym tematem w strefie euro i Australii. W Polsce najciekawszy będzie odczyt PKB za IV kw.

Przyszły tydzień: Fed, NFP, PCE Core, inflacja z Eurolandu/Australii, PKB z Kanady

To może być ważny tydzień dla przyszłości USD, biorąc pod uwagę jak bezlitosna stała się wyprzedaż waluty w ostatnim czasie. Jednak by zatrzymać rynek, potrzeba wyjątkowo pomyślnej kombinacji czynników. Wpierw inflacja PCE Core musiałaby zaskoczyć przyspieszeniem wyższym niż do 1,6 proc. r/r (konsensus). Dobre dane otwierałyby drogę dla Fed do wzmocnienia jastrzębiego przesłania. Mimo to styczniowe posiedzenie FOMC (wt-śr) nie powinno obfitować w wyraźne zmiany przekazu. Jest to ostatnie zebranie pod wodzą Janet Yellen, a ponadto w styczniu nie ma konferencji prasowej ani nowych prognoz gospodarczych. Z drugiej strony tym sposobem poprzeczka dla jastrzębich niespodzianek jest zawieszona dość nisko. Pod koniec tygodnia uwaga przeniesie się na raport z rynku pracy, gdzie prawdopodobne jest odbicie w zatrudnieniu (prog. 185 tys.) po słabym tempie w grudniu (146 tys.). Tradycyjnie już wydźwięk raportu będzie uzależniony od dynamiki płac, a tutaj zanosi się na solidny odczyt 0,3 proc. m/m w związku z podwyższeniem płacy minimalnej w niektórych stanach. Jeśli pchnie to roczną dynamikę co najmniej do 2,7 proc. (z 2,5 proc. w grudniu), będzie to pozytywny impuls dla USD.

W strefie euro inflacja HICP będzie w centrum uwagi (śr). Efekty statystyczne powinny obniżyć ogólny wskaźnik do 1,3 proc. r/r z 1,4 proc., choć ważniejsza będzie inflacja bazowa, a tutaj rynek zakłada wzrost z 0,9 proc. do 1,0 proc. To by sprzyjało dominującej na rynku retoryce, że EBC prędzej przejdzie do normalizacji polityki pieniężnej. W podobny sposób rynek może odebrać wstępny szacunek PKB za IV kw. (wt), jeśli dostaniemy silny odczyt 0,7 proc. k/k. Ewentualne werbalne interwencje członków EBC mają małe szanse na odwrócenie trendu wzrostowego.

Kalendarz z Wielkiej Brytanii przez większość tygodnia będzie mało interesujący i dopiero PMI dla przemysłu (czw) i budownictwa (pt) może ożywić zmienność. Biorąc pod uwagę, że wskaźnik dla przemysłu ma za sobą korektę w grudniu, a dane z Europy pozostają silne, zanosi się na wzmocnienie aktywności na Wyspach. Funt przede wszystkim pozostaje jednak w trybie „brak wieści o Brexicie, to dobre wieści”, jak również wciąż widzimy, że GBP korzysta na odpływie kapitału z USD.

W Polsce otrzymamy odczyt PKB za 2017 r. (wt), gdzie powinniśmy otrzymać potwierdzenie przyspieszenia do 4,5 proc. z 2,9 proc. w 2016 r. O tym, że ekspansja ma się dobrze także i na początku tego roku, powinien powiedzieć wzrost indeksu PMI dla przemysłu w styczniu (czw) ponad 55 pkt. Tło makroekonomiczne pomaga złotemu w aprecjacji, choć dominującym czynnikiem pozostaje słabość USD podsycająca apetyt na rynki wschodzące.

W Japonii mamy sporo pierwszorzędnych publikacji w postaci stopy bezrobocia, sprzedaży detalicznej (wt), produkcji przemysłowej (śr) i PMI dla przemysłu (czw). Mimo to techniczne aspekty mogą mieć większe znaczenie dla jena. Nawis spekulacyjnych długich pozycji w USD/JPY w obliczu generalnej słabości dolara pozostaje głównym paliwem dla podtrzymania trendu spadkowego na parze.

W przyszłym tygodniu inflacja jest w centrum uwagi w Australii. W trzecim kwartale inflacja wypadła słabo i jeśli czwarty kwartał nie przyniósł przyspieszenia, obniży to szanse na prędką podwyżkę stóp procentowych. Ryzyka odchyłu odczytu od prognozy 2 proc. r/r są spore w związku z przeliczeniem koszyka inflacyjnego. Słabość USD jest dominującym motorem ostatniego zachowania AUD, ale to też czynni walutę bardziej wrażliwą na rozczarowania w lokalnych danych. Podobna ocena tyczy się wpływu danych o bilansie handlowym z Nowej Zelandii (pon) na NZD.

PKB z Kanady za listopad (śr) może zaoferować pozytywne niespodzianki, biorąc pod uwagę płaski odczyt za październik oraz m.in. dobre wyniki bazowej sprzedaży detalicznej za badany miesiąc. CAD względnie najmniej zyskiwał na ostatniej fali deprecjacji USD, czekając na rozstrzygnięcia 6. rundy negocjacji NAFTA, ale brak negatywnych sygnałów z rozmów sugeruje, że teraz loonie może nadganiać inne waluty G10.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.