Ropa w górę, marże w dół

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen
Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen

Dlaczego marże rafineryjne spadły w ostatnim kwartale ubiegłego roku? Główna przyczyna tkwi w szybkim wzroście cen ropy. Ponieważ stoją za tym czynniki przejściowe, niebawem można spodziewać się obniżenia cen ropy oraz poprawy marż rafineryjnych.

Na koniec 2017 roku ropa była najdroższa od trzech lat, a jej średnia kwartalna cena wynosiła ok. 61 USD za baryłkę i była o ponad 9 USD (17,7%) wyższa niż w trzecim kwartale. O ile wzrostowy trend cen ropy, rozpoczęty w trzecim kwartale ma podstawy w fundamentach rynku ropy, o tyle przyspieszenie wzrostu cen w czwartym kwartale, kontynuowane w pierwszej połowie stycznia 2018, jest rezultatem czynników nieoczekiwanych, które ograniczyły wzrost bieżącej podaży oraz podniosły premię za ryzyko w cenach ropy. Trend wzrostu cen ropy opiera się przede wszystkim na solidnym przyroście globalnego popytu na ropę naftową i paliwa płynne pod wpływem umacniania się wzrostu gospodarczego praktycznie we wszystkich regionach świata. Według szacunków IHSM globalny popyt wzrósł w 2017 o 1,8 miliona baryłek dziennie (mbd) i oczekuje się podobnego przyrostu w 2019. Do tego dodać należy ograniczenie wydobycia ropy przez kraje OPEC i Rosję z początkiem 2017 i wydłużenie horyzontu ograniczenia do końca 2018. W 2017 przeciętne roczne wydobycie ropy w krajach OPEC spadło o 0,1 mb/d,  a przy tym środowisko niskich cen ropy w pierwszych trzech kwartałach 2017 ograniczało przyrosty wydobycia poza OPEC. Do czynników fundamentalnych należy także podtrzymany spadek zapasów ropy naftowej i paliw w krajach OECD od połowy 2017, będący wypadkową czynników wymienionych wcześniej. W redukcji poziomu zapasów pomógł efekt „shale band” i wyhamowanie przyrostów wydobycia w USA między lutym a czerwcem. W kolejnych miesiącach, wraz ze wzrostem cen, wzrastało też wydobycie w USA, ale ceny nie kwapiły się z przebiciem górnego krańca „shale band” na poziomie 60 dolarów za baryłkę ropy Brent. Nastąpiło to dopiero 27 października, tuż przed szczytem OPEC, na którym przedłużono moratorium na wydobycie do końca 2018 oraz włączono do porozumienia Libię i Nigerię.

W poprzednim wpisie zwracałem uwagę na to, że przyspieszenie wzrostu cen ropy w czwartym kwartale zostało spowodowane kumulacją nieoczekiwanych wydarzeń, natomiast układ czynników fundamentalnych w perspektywie roku a nawet dwóch lat nie tworzy presji na wzrost cen ropy, uzasadniającej jej obecne poziomy. Nadal mamy nadmierny poziom zapasów ropy na świecie. W krajach OECD zapasy wykazują tendencję spadkową, ale wciąż są powyżej średniej pięcioletniej. Rośnie też niewykorzystany potencjał wydobycia „taniej” ropy (rezerwy ropy utrzymywane w złożach, nadające się do natychmiastowego wydobycia). Wydobycie ropy w USA (tight oil) nadal silnie i szybko reaguje na wzrost ceny. Szacunki IHSM wskazują, że we wrześniu 2017 wydobycie w USA osiągnęło poziom 9,5 mb/d, niewiele poniżej szczytowego wydobycia 9,6 mb/d z kwietnia 2015. W 2018 roku oczekuje się comiesięcznych przyrostów wydobycia na poziomie średnio 300 000 bd, a gdyby cena ropy WTI wzrosła do 60 USD za baryłkę, wydobycie mogłoby wzrosnąć do 900 000 bd.

Dlaczego zatem cena ropy rośnie, niejako wbrew czynnikom fundamentalnym a najnowsze projekcje banków inwestycyjnych mówią o kontynuacji wzrostu w horyzoncie kilku kwartałów? Przyczyną jest nietypowa struktura terminowego (papierowego) rynku ropy, zwana backwardation. Nietypowość i nietrwałość backwardation wynika z przejściowych niedoborów podaży, które windują cenę spot w górę tak bardzo, że odwracają nachylenie krzywej kontraktów terminowych. Ceny ropy spot wzrosły z powodu spadku zapasów ropy, sygnalizującego przewagę bieżącego popytu nad podażą, co sprawiła konfrontacja szybko rosnącego popytu z cięciami OPEC oraz czynnikami jednorazowymi. Natomiast ceny oferowane w kontraktach terminowych kształtują się poniżej cen spot, ponieważ rynek oczekuje, że w dłuższym terminie podaży będzie pod dostatkiem. Gdyby rynek oceniał, że niedobory podaży mają charakter trwały, wówczas także wzrosłyby ceny w przyszłych terminach, do poziomów uzasadniających uruchomienie dodatkowej podaży. Rynek trwałby w naturalnej pozycji „contango” (kiedy cena ropy w kontraktach terminowych jest wyższa, niż cena bieżąca).

Struktura backwardation, mimo nietrwałości, tworzy silną zachętę dla inwestorów finansowych, by zajmowali „długie” pozycje spekulacyjne na rynkach papierowych: kupowali kontrakty na ropę z dostawą odroczoną na dwa lub więcej miesięcy (po przyszłej cenie, niższej do bieżącej) i przetrzymywali je, oferując do sprzedaży na miesiąc przed terminem zapadalności, po cenie wyższej od ceny zakupu ale niższej od ceny spot (zajmowanie „krótkiej” pozycji). Obecnie przewaga otwartych długich pozycji nad krótkimi jest rekordowo duża, bo rolowanie kontraktów terminowych w warunkach backwardation przynosi większe korzyści niż rolowanie kontraktów, gdy rynek znajduje się w contango. Rekordowy przyrost zakupów ropy na termin tworzy dodatkowy popyt na ropę a ponieważ suma transakcji na rynkach papierowych jest 50 razy większa niż suma transakcji fizycznych, transakcje na rynkach papierowych odchylają, na pewien czas, tendencje zmian cen ropy od trendów, wynikających z jej fizycznych fundamentów.

Atrakcyjność backwardation dla inwestorów finansowych może podtrzymać wzrostowy trend cen ropy jeszcze przez pewien czas. Jeżeli jednak w najbliższych kwartałach nie pojawią się nowe ograniczenia podaży ropy, to w horyzoncie kwartału lub dwóch cena ropy powinna się obniżyć. Powrotowi cen ropy w pobliże fundamentów powinien towarzyszyć wzrost marż rafineryjnych, które obecnie są pod presją nadmiernie wysokich cen ropy. 

Alior Bank rozszerza wykorzystanie robotów w swojej działalności

Ponad 1,2 mln połączeń w ramach miękkiej windykacji, prawie 1,3 mln przeprowadzonych rozmów ankietowych oraz 77 tys. kontaktów w celu zebrania oświadczeń FATCA – w taki sposób Alior Bank wykorzystywał w 2017 r. oparty o mechanizmy sztucznej inteligencji Dronn. W najbliższym czasie bank planuje dalsze rozszerzanie skali jego działalności, m.in. w zakresie wsparcia sprzedaży zdalnej.

Alior Bank wykorzystuje najnowocześniejsze technologie, by realizować procesy z różnych obszarów w sposób jak najbardziej efektywny. Robotyzacja i automatyzacja to jedne z kluczowych założeń „Cyfrowego buntownika” – strategii banku na lata 2017-2020, która jest odpowiedzią na zmiany technologiczne w sektorze bankowym. Alior Bank wykorzystuje m.in. Wirtualnego Doradcę – system Dronn wspierający zdalny kontakt z klientami.

Dronn to wykorzystywany w banku od 2015 r. system oparty na sztucznej inteligencji, biometrii i analityce mowy, należący do najbardziej zaawansowanej generacji robotów. Został zaprojektowany tak, by prowadzić z klientami swobodną, logiczną rozmowę – reagować na odpowiedzi i zadawać dopasowane do nich pytania. Wirtualny Doradca wykorzystywany jest w procesie miękkiej windykacji oraz badaniach marketingowych.

W ramach nowej strategii banku nN ramach nowej strategii oces robotyzacjiie tylko Dronn wspiera proces robotyzacji. Bank wskazał do robotyzacji 118 procesów, które będą stopniowo optymalizowane w ciągu najbliższych trzech lat. Pozwoli to ograniczyć koszty operacyjne przy jednoczesnym wzroście zadowolenia klientów. Automatyzacja powtarzalnych procesów jest natomiast szansą na rozwój i zmniejszenie rutyny wśród pracowników

W roku 2017 skala działań Dronna objęła 963 tys. połączeń w windykacji Alior Banku oraz 239 tys. rekordów w windykacji dla partnera zewnętrznego. Ponadto Wirtualny Doradca przeprowadził prawie 1,3 mln. rozmów ankietowych w ramach procesu segmentacji klientów oraz kontaktował się z 77 tys. osób w celu zebrania oświadczeń o rezydencji podatkowej (FATCA). W najbliższym czasie system zostanie wdrożony m.in. w zakresie wsparcia sprzedaży zdalnej.

Wirtualny Doradca został zintegrowany ze środowiskiem do obliczeń statystycznych oraz wizualizacji wyników. Rozwiązanie to pozwala mu wykorzystywać modele statystyczne w czasie rzeczywistym i, na podstawie danych pozyskanych od klienta, podejmować decyzje w kwestii dalszego przebiegu rozmowy. Prowadzone są prace nad dalszym rozwojem narzędzia. Obejmują one przede wszystkim wdrożenie uczenia maszynowego oraz rozumienie języka naturalnego. Pierwsza z technologii jest innowacyjną metodą samouczenia się maszyn w oparciu o analizę danych i odnajdywanie zawartych w nich wzorców. Dzięki algorytmom uczenia maszynowego, komputery mogą samodzielnie analizować dane oraz automatycznie tworzyć i dostosowywać modele w celu samodoskonalenia i nabywania nowej wiedzy, potrzebnej do rozwiązania zadanego problemu. Wszystko odbywa się w sposób zautomatyzowany, bez potrzeby wcześniejszego zaprogramowania przez człowieka. Rozumienie języka naturalnego jest z kolei technologią, która pomoże usprawnić moduł rozpoznawania mowy.

Dronn, jako jedno z najlepszych rozwiązań bankowych na świecie, był wielokrotnie nagradzany w prestiżowych międzynarodowych konkursach, m.in.: Distribution and Marketing Innovation Awards (organizowany przez organizację EFMA we współpracy z firmą Accenture), Retail Banker International, BAI Global Banking Innovation Awards, Banking Technology Awards czy Celent Model Bank Awards.

Mario Draghi umocnił euro. Lepsze dane z Wielkiej Brytanii

Wczorajsza konferencja Mario Draghiego niby nie przyniosła żadnych nowych wiadomości, a i tak zatrzęsła rynkami walutowymi. Dobre dane na temat brytyjskiej gospodarki.

Mario Draghi nie zahamował wzrostów euro

Wczoraj odbyło się posiedzenie EBC oraz konferencja prasowa po posiedzeniu. Formalnie nic się nie zmieniło. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. Wciąż podtrzymuje się gotowość do wydłużania programu skupu aktywów. Co więcej, deklaracja o niepodnoszeniu stóp procentowych przez dłuższy czas jest wciąż aktualna. Pojawiły się podczas wystąpienia uwagi na temat obecnej sytuacji na głównej parze walutowej świata. Nie pojawiły się za to żadne konkrety, no chyba, że za takie uznać przypomnienie deklaracji ze spotkania G20 o nie manipulowaniu kursami walutowymi w celu podniesienia konkurencyjności gospodarek. Jak zareagowały rynki? Analitycy liczyli na to, że wypowiedź osłabi euro. Nic takiego nie padło. W rezultacie rozpoczęły się szybkie zakupy. Przez pół godziny euro umocniło się o niemal 1% względem dolara. Do końca dnia trwała już potem korekta tego ruchu, która odwróciła większość tego ruchu. W szczytowym momencie na rynku można było oglądać dolara poniżej 3,31 zł. W tym kontekście nie pomogły nawet przyzwoite dane z amerykańskiego rynku pracy.

Konstytucja dla biznesu

Uchwalono nowe prawo dla przedsiębiorców. Zastępuje ono ustawę o swobodzie działalności gospodarczej. Pojawia się zasada domniemania uczciwości przedsiębiorcy i rozstrzygania wątpliwości faktycznych na jego korzyść. Z ważnych zmian jest też 6 miesięczna ulga na start prowadzenia firmy. Celem regulacji jest nakłonienie Polaków do otwierania własnych działalności gospodarczych.

Lepsze dane z wysp

Dzisiaj o 10:30 poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii. Wzrost gospodarczy zgodnie z oczekiwaniami spowolnił. Nie zrobił jednak tego tak znacznie jak oczekiwali analitycy i w ciągu roku tamtejsza gospodarka rosła o 1,5%. Nie jest to rewelacyjna wartość, ale biorąc pod uwagę zamieszanie związane z Brexitem i wątpliwości jak się temat zakończy wynik był i tak lepsze niż spodziewane 1,4%. Po samych danych funt zaczął iść w górę zyskując w ciągu kilku minut ponad grosz do złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – Zamówienia na dobra,

14:30 – USA – PKB wstępne dane.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Fundacja prywatna sposobem na efektywne zarządzanie majątkiem

Wielu przedsiębiorców poszukuje metod na zabezpieczenie swoich pieniędzy i nabytych dóbr na wypadek sytuacji kryzysowej. Wzrasta świadomość, że efektywne zarządzanie majątkiem firmy jest podstawowym elementem strategii każdego przedsiębiorstwa. Rozwiązaniem, które umożliwia ochronę majątku przedsiębiorcy, jest m.in. coraz popularniejsza w Polsce i na świecie konstrukcja fundacji prywatnej.

Czym jest fundacja prywatna?

Nie ma definicji ustawowej fundacji prywatnej, ale w doktrynie uważa się, iż należy ją rozumieć jako osobę prawną, „której celem jest zarządzanie majątkiem przekazanym przez fundatora, w sposób przez niego określony i dysponowanie tym majątkiem zgodnie z zasadami określonymi przez fundatora na rzecz beneficjentów fundacji”.

Zgodnie z art. 1 ustawy o fundacjach z 6 kwietnia 1984 r. „fundacja może być ustanowiona dla realizacji zgodnych z podstawowymi interesami Rzeczypospolitej Polskiej celów społecznie lub gospodarczo użytecznych, w szczególności takich jak: ochrona zdrowia, rozwój gospodarki i nauki, oświata i wychowanie, kultura i sztuka, opieka i pomoc społeczna, ochrona środowiska oraz opieka nad zabytkami”. Nie ma więc ograniczeń w zakresie podmiotowym, a zatem fundację może utworzyć zarówno osoba fizyczna, jak i prawna. Powyższą konstrukcję wykorzystano do stworzenia nowej instytucji – fundacji prywatnej. Powodem wprowadzenia takiego rozwiązania była chęć ochrony majątku przedsiębiorców.

Odpowiednia konstrukcja fundacji prywatnej nie stoi w sprzeczności z ustawową regulacją działania na rzecz celów „społecznie lub gospodarczo użytecznych“. W momencie gdy fundacja nie korzysta z pieniędzy publicznych, nie występuje o status organizacji pożytku publicznego i nie pozyskuje środków w drodze zbiórek publicznych, może dość swobodnie dysponować przekazanymi jej środkami.

Dysponowanie środkami fundatora

Fundacja prywatna może zatem przekazywać zgromadzone środki innym podmiotom. W tym zakresie ograniczają ją jedynie przepisy ustawy o fundacjach. Znamienne jest, iż w ustawie nie ma zakazów, które uniemożliwiałyby przenoszenie środków na rzecz przedsiębiorcy (fundatora), jego pracowników, członków zarządu firmy czy też osób bliskich. Nie jest również określona forma tego przekazania – możliwe jest udzielanie pożyczek, kredytów, a także inne formy przelewu środków.

Należy jednak pamiętać, że wszystkie podejmowane czynności powinna cechować zgodność z przyjętymi celami statutowymi. Każdy transfer musi mieć odpowiednie uzasadnienie. Takie transakcje są bowiem pod szczególnym „ostrzałem” organów państwa, które wnikliwie badają zasadność wszelkich przepływów pieniężnych. Jeżeli stwierdzą jakiekolwiek nieprawidłowości, zastosują stosowne kroki, a nawet sankcje. Przykładową konsekwencją może być chociażby wystąpienie do sądu o uchylenie uchwały zarządu fundacji rażąco sprzecznej z jej celem lub z postanowieniami statutu, lub przepisami prawa.

Fundacja prywatna a korzyści podatkowe

Założenie fundacji prywatnej przysparza osobom nią zarządzającym duże korzyści podatkowe. W oparciu bowiem o ustawę z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych w pewnych sytuacjach możliwe jest zwolnienie fundacji z części podatku dochodowego. Z tego prawa fundacja prywatna może skorzystać, gdy jej celem statutowym jest działalność naukowa, naukowo-techniczna, oświatowa, ochrony środowiska, ochrony zdrowia i pomocy społecznej. Fundacja nie musi także płacić podatku od spadków i darowizn, jeżeli otrzymuje pieniądze, rzeczy ruchome lub prawa majątkowe.

W innych krajach europejskich fundacje prywatne mogą liczyć na jeszcze większe udogodnienia. Przykładowo w Lichtensteinie istnieje jednolita stawka podatku dochodowego dla fundacji i wynosi 1 tys. CHF rocznie. Ciekawą konstrukcję wprowadzono też w prawie austriackim. Zgodnie z nim dywidenda przekazywana przez spółkę austriacką fundacji prywatnej, która posiada udziały tejże spółki, podlega zwolnieniu z podatku dochodowego na poziomie tejże spółki. Jeżeli założymy fundację prywatną poza Europą, możemy liczyć na jeszcze większe profity. Np. osoby zakładające fundację w Panamie nie będą figurowały w aktach urzędów, nie będą zobowiązane do składania sprawozdań rocznych lub sprawozdań finansowych, a także nie będzie na nich ciążył obowiązek podatkowy.

Fundacja prywatna w Polsce czy za granicą?

Tak naprawdę polscy przedsiębiorcy w tworzeniu fundacji prywatnej nie są związani konstrukcją polskiej fundacji prywatnej. Tego typu podmioty można bowiem utworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Zasady działania fundacji prywatnej we wszystkich systemach prawa są bardzo podobne, aczkolwiek w niektórych państwach podmiot ten może liczyć na dużo większe niż w Polsce profity i swobodę działalności. Korzystne rozwiązania proponuje np. Lichtenstein, w którym kapitał może zostać umieszczony w innym państwie niż siedziba fundacji, a fundacje nieuzyskujące korzyści z prowadzenia działalności gospodarczej mają możliwość skorzystania z niższego opodatkowania z uwagi na status private wealth structure entity (PVS). Jeżeli przedsiębiorcy zależy natomiast na formalnym przeniesieniu środków poza granice Europy, ciekawą propozycją może okazać się fundacja na wyspach Bahama. Tam przedsiębiorcy mogą liczyć na wyjątkową poufność i dyskrecję – zasadniczo fundacja widnieje jedynie w rejestrach, w których ujawnia się bardzo szczątkowe dane, takie jak nazwa oraz adres oficjalnej siedziby.

Czy założenie fundacji prywatnej jest łatwe?

Założenie fundacji prywatnej wiąże się z wieloma formalnościami. Przedsiębiorcy działający na własną rękę mogą łatwo zgubić się w gąszczu skomplikowanych procedur i przepisów. Należy pamiętać, aby dobrać takie rozwiązanie, które będzie najlepsze dla danego przedsiębiorcy i rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej. Tylko wtedy możliwe będzie skuteczne i trwałe zabezpieczenie jednocześnie interesu przedsiębiorcy i, co najważniejsze, jego majątku.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs EUR/USD na moment dotknął trzyletniego maksimum

Wspólna europejska waluta doświadczyła istotnej aprecjacji, której w pierwszym momencie nie zaszkodził nawet dość wstrzemięźliwy komunikat prezesa EBC.

W czwartkowe popołudnie kurs wymiany wspólnej europejskiej waluty w relacji do dolara amerykańskiego po raz pierwszy od trzech lat wzrósł powyżej 1,25. Popołudniowa aprecjacja EUR wsparła również PLN. Polska waluta zyskiwała przede wszystkim w relacji do wyjątkowo słabego dolara amerykańskiego. Zjawisko to miało miejsce po pierwszym w 2018 r. posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (EBC) dotyczącym europejskiej polityki monetarnej.Kurs EUR USD na moment dotknął trzyletniego maksimum

Pomimo tego, iż wyraził on niepokój odnośnie silnej aprecjacji wspólnej waluty, względnie optymistyczna ocena gospodarki strefy euro dokonana przez prezesa EBC, Mario Draghiego, wystarczyła do tego, aby para EUR/USD zyskała niemal 1% w ciągu kilku godzin. Po ogłoszeniu przez bank centralny informacji o utrzymaniu parametrów polityki monetarnej na niezmienionym poziomie, Draghi rozbudził spekulacje dotyczące zakończenia programu luzowania ilościowego w 2018 r. Wyraził zadowolenie w kwestii dynamiki wzrostu gospodarczego strefy euro – stwierdził, że ekspansja gospodarek jest „zdrowa” i postępuje szybciej, niż się spodziewano. Poziom inflacji musi jeszcze pokazać przekonujący trend wzrostowy, w EBC wzrasta jednak przekonanie, że dynamika cen ostatecznie powróci do celu inflacyjnego.

Inwestorzy zdecydowanie przeoczyli próbę powstrzymania przez Draghiego aprecjacji wspólnej europejskiej waluty. Jeszcze na wstępie konferencji prasowej, prezes EBC zwrócił uwagę na siłę euro i powtórnie wyraził obawy co do wahań kursu wymiany. Stwierdził, iż „ostatnia zmienność kursu stanowi źródło niepewności, które wymaga monitorowania”.

Również informacja o braku podwyżek stóp w najbliższych miesiącach nie powstrzymała wzrostu europejskiej waluty. Już kilkakrotnie wyraziliśmy opinię, że obecna sytuacja gospodarcza strefy euro (tj. słaba inflacja) nie wymusza wyższych stóp procentowych w Eurolandzie. To zdanie podzielił również Draghi, który pokazał, że nie uważa za konieczne podwyższania stóp procentowych w tym roku. Stwierdził, że nie widzi „zbyt wielu szans na to, żeby stopy w ogóle wzrosły w 2018 r.”. Zważywszy na te komentarze, skala aprecjacji wspólnej waluty jest zaskakująca, a naszym zdaniem również przesadna.

Wnioskując po obecnej dynamice cen bazowych w strefie euro, która uparcie znajduje się na poziomie poniżej 1% rocznie i zwracając uwagę, że Draghi wyraźnie nie spieszy się z podnoszeniem stóp, sądzimy, że do pierwszej od 2011 r. podwyżki stóp procentowych w strefie euro dojdzie najwcześniej w połowie 2019 roku. To później niż obecnie wyceniają rynki finansowe.

Pozostajemy również zdania, że rosnąca różnica stóp procentowych po obu stronach Atlantyku będzie nakładać presję na przewartościowane euro i wywoła jego spadek w nadchodzących miesiącach – szczególnie biorąc pod uwagę kwestię rynkowego pozycjonowania (inwestorzy mocno stawiają na euro).  Niemniej, obserwując obecny sentyment do dolara amerykańskiego i niedawną silną aprecjację wspólnej europejskiej waluty, planujemy podniesienie naszych prognoz kursu EUR/USD.

Autor: Matthew Ryan, Ebury

Rozpraszacze za nami

Draghi nie był wystarczająco gołębi, by poważnie wystraszyć kupujących EUR. Trump skontrował Mnuchina i preferuje silnego dolara, ale wystarczyło to tylko na stworzenie okazji do korekty dolara, a dziś wracamy do dalszej przeceny. Kolejną okazję mogą dać dane z USA po południu i przemówienie Trumpa.

Jeśli prezes EBC chciał zatrzymać umocnienie EUR, to nie może być z siebie zadowolony. Mieliśmy odniesienia do waluty, jednak zamiast wspomnieć o zbyt szybkim tempie aprecjacji, Draghi użył szablonowej frazy o obawach o zmienność. Bezpośrednio zapytany przez dziennikarza o skalę umocnienia, Draghi starał się obejść pytanie, co tylko podsyciło rajd EUR/USD ponad 1,25. Ostatecznie prezes nie omieszkał zaznaczyć, że wzrosty EUR mogą pochodzić od komentarzy „kogoś innego” niż fundamentów. Wyglądało to na odniesienia do środowych słów sekretarza skarbu USA Mnuchina („słaby dolar jest dobry”). Wracając do Draghiego, jedynym prawdziwie gołębim akcentem było stwierdzenie, że są bardzo niskie szanse na podwyżkę stóp procentowych w tym roku. Nie była to jednak wielka niespodzianka. Jeśli rynek nawet liczy na szybki koniec QE (we wrześniu) i zakłada podwyżkę 4-6 miesięcy później, to terminy wypadają już w 2019 r.

Zatem konferencja EBC była tylko niepotrzebnym szumem, które niewiele zmieniło w obrazie rynku, który chce dalej kupować EUR. Dodatkowym „rozpraszaczem” w czwartek były komentarze prezydenta Trumpa, że „ostatecznie chce zobaczyć silnego dolara”, a wcześniejsze komentarze sekretarza skarbu Mnuchina były „wyrwane z kontekstu”. Dolar zyskał, ale był to ruch pod wiatr i rynek szybko pozywał się długich pozycji w dolarze. USD pozostaje w trendzie spadkowym, EUR – we wzrostowym, a przeszkód nie widać. Dziś po południu dostaniemy wstępny szacunek dynamiki PKB za IV kw. z USA. Wartości lepsze od konsensusu (3 proc.) prawdopodobnie staną się okazją do złapania USD pod sprzedaż po lepszej cenie. Gorszy odczyt będzie wodą na młyn.

Wcześniej dostaniemy pierwszy szacunek dynamiki PKB w IV kw., który ma wskazać podtrzymanie wzrostu na poziomie 0,4 proc. k/k. Jest to dość słabe tempo, by uzasadniać zacieśnianie polityki przez Bank Anglii, ale dla funta to mała przeszkoda, kiedy dominuje myślenie, że brak złych wieści nt. Brexitu to dobre wieści. GBP też wciąż jest głównym beneficjentem przepływów przychodzących z wyprzedaży USD. Poza tym w Kanadzie mamy CPI, gdzie szacunki są ustawione nisko. Davos oferuje kolejne panele dyskusyjne, w tym jeden z prezydentem Trumpem, czyli człowiekiem-kopalnią zaskakujących komentarzy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dyskusja w ramach EBC o zmianie forward guidance jeszcze się nie rozpoczęła

Solidna sytuacja gospodarcza w strefie euro wspiera wzrosty rentowności obligacji. EBC bez wpływu na kurs EUR/PLN.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartek 25 stycznia upłynął pod znakiem stabilnych notowań kursu złotego wobec euro (który oscylował nieco poniżej poziomu 4,15) oraz deprecjacji dolara wobec euro (kurs EUR/USD z około 1,24 wzrósł do około 1,25).

Głównym wydarzeniem dnia była konferencja M. Draghiego po decyzji EBC o stopach procentowych. Podkreślił on, że program skupu aktywów potrwa do września lub dłużej a stopy procentowe po zakończeniu QE pozostaną przed dłuższy czas a tym samym poziomie. Ewentualne zmiany w polityce wymagają wyższej inflacji, która musi wyraźniej rosnąć. Wbrew oczekiwaniom rynku, jakie się budowały w ostatnim czasie podkreślił, że dyskusja w ramach EBC o zmianie forward guidance jeszcze się nie rozpoczęła.

Pomimo gołębiego stanowiska EBC, kurs EUR/USD przekroczył na chwilę w trakcie konferencji poziom 1,25. Przyczyną tego prawdopodobnie było stwierdzenie, że ryzyka dla wzrostu gospodarczego w strefie euro mogą pochodzić ze strony gospodarki globalnej i rynków walutowych, aczkolwiek EBC nie targetuje określonego poziomu kursu, co mogło sugerować, że obawia się mocniejszego euro. Wypowiedź ta pośrednio wpisała się w sposób interpretowania ostatnich słów sekretarza skarbu USA Mnuchina, który stwierdził, że „w krótkim terminie słaby dolar stymuluje handel zagraniczny, natomiast w dłuższym terminie silny dolar odzwierciedla siłę amerykańskiej gospodarki”. Co prawda potem nieco zdementował swoje słowa twierdząc, że nie popiera słabego dolara jednak to właśnie w duchu „wojny walutowej” rynki finansowe interpretowały tą wypowiedź.

Naszym zdaniem, aktualne uwarunkowania gospodarki USA (obniżki podatków stymulujące wzrost długu, funkcjonowanie rządu w ramach prowizorium budżetowego) bardzo utrudniają grę na silną i szybką deprecjację dolara, gdyż potencjalnie zmniejszają atrakcyjność amerykańskich obligacji. W związku z tym zakładamy, że amerykańskie władze będą w najbliższym czasie dążyć do uspokojenia sytuacji na rynkach walutowych, co powinno umożliwić dolarowi odrobienie przynajmniej części strat.

Czwartek minął na rynku stopy procentowej pod znakiem dalszych wzrostów rentowności. Głównym wydarzeniem na rynku było wspomniane posiedzenie EBC. Pomimo tonujących odpowiedzi prezesa Draghiego, który widzi małą szansę na podwyżkę stóp procentowych jeszcze w tym roku (po publikacji grudniowych minutes była wyceniona w blisko 70%), rentowności instrumentów dłużnych rosły. Dla inwestorów słowa Draghiego mogły być niewystarczająco przekonujące w sytuacji, w której sam podkreślał poprawę sytuacji gospodarczej w strefie euro. Taki fakt potwierdzają również publikowane w ostatnim czasie dane, gdzie wskaźniki PMI utrzymują się na wysokim poziomie. Mocno prezentuje się przede wszystkim niemiecka gospodarka, gdzie po dobrym odczycie ZEW we wtorek, również pozytywne zaskoczenie przyniósł indeks instytutu Ifo (117,6 w styczniu vs. konsensus: 117,1). Bardzo dobre nastroje gospodarcze przyczyniły się do osiągnięcia nowych szczytów rentowności obligacji w tym roku, gdzie niemieckie papiery w sektorze 10-letnim przebiły 0,60%.

Do zdecydowanego przesunięcia się krzywej dochodowości w górę doszło również w Polsce, gdzie jej środek oraz długi koniec w ciągu dnia znalazły się o blisko 5pb wyżej. Obligacje 10-letnie w trakcie sesji przekraczały poziom 3,40%, a 5-letnie 2,70% czemu towarzyszyły głównie wydarzenia zagraniczne. W piątek na polskim rynku w centrum zainteresowania znajdzie się sprzedaż obligacji Ministerstwa Finansów, gdzie w pełni powinna zostać uplasowana oferta 7mld PLN. Przetargowi może towarzyszyć wysoki popyt podobnie jak na pierwszej styczniowej aukcji, przez co krótkoterminowo może dojść do lekkich spadków rentowności (po tym jak zostały osiągnięte ostatnie szczyty). Popyt będą również wspierały ostatnie wykupy obligacji WZ0118 oraz wypłaty odsetek, które łącznie wyniosły 10mld PLN, przez co podaż w ujęciu netto będzie jedynie nieznacznie dodatnia w skali całego miesiąca (na pierwszym przetargu sprzedano papiery za 6mld PLN). Dyskusja w ramach EBC o zmianie forward guidance jeszcze się nie rozpoczęła

Autorzy: Arkadiusz Trzciołek, Jarosław Kosaty – PKO Bank Polski

Zawód opiekuna medycznego powinien wkroczyć na szeroką skalę do polskich szpitali

Od maja trwają prace nad strategią dla polskiego pielęgniarstwa. Ważnym jej obszarem, który wymaga regulacji, są zawody pomocnicze.

–  Po długotrwałych dyskusjach zespół uznał, że pomocniczym zawodem, który powinien wkroczyć na szeroką skalę do szpitali jest opiekun medyczny  powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych – Jest on usankcjonowany i ma określony system kształcenia. W przypadku braków kadrowych wśród pielęgniarek byłoby to znaczne odciążenie dla środowiska. Proste, niewymagające wysokich kwalifikacji zabiegi przy pacjencie mógłby wykonywać właśnie opiekun medyczny. Ustalono, że jest to ok. 30 proc. czynności pielęgniarsko – położniczych. Opiekun medyczny miałby wtedy ponad 30 zadań i obszarów, w których mógłby pracować, pozostając oczywiście pod nadzorem i kierownictwem pielęgniarek oraz położnych – ocenia Małas.

Zmiany trwałe czy chwilowe?

Wczoraj wykres kursu eurodolara zaliczył maksima w okolicach 1,2530. Było to wywołane tym, że rynek nie przejął się zapewnieniami Mario Draghiego o tym, że operacja QE może i powinna jeszcze trwać, że dopuszcza się jej powiększenie lub przedłużenie, a wzrost kursu euro budzi niepokój i niepewność.

Rynek to zignorował, bo i sam Draghi przyznał np., że sytuacja gospodarcza Eurolandu się poprawia. Wiadomo też, że istnieje pewien nacisk na szefa EBC ze strony innych decydentów Banku, którzy od dłuższego czasu mówią o tym, iż byłoby dobrze nie wydłużać QE poza wrzesień 2018.

Zresztą, jak zawsze na forexie, w tej reakcji było trochę spekulacji i szaleństwa. Wymownym tego świadectwem jest to, że późnym wieczorem zaczęto sprzedawać euro w dość intensywny sposób. Kto był pierwszy, ten był lepszy. Kurs spadł nawet do 1,2365 – acz po połnocy odbił i teraz znów mamy 1,2485.

Wciąż dyskusyjna pozostaje sprawa długoterminowej linii spadkowej, prowadzonej po szczytach z lat 2008, 2011 i 2014 – linia ta właśnie jest testowana. Być może zostanie potwierdzona, aczkolwiek nie musi się to rozstrzygnąć dziś. Główne pytanie jest takie: czy obserwowany ruch powrotny to jedynie ostatni akt ugrania czegoś na strategii „podbijmy euro i zacznijmy sprzedawać w odpowiednim momencie” – czy też zapowiedź kontynuacji aprecjacji.

Wpływ na sytuację mogą mieć dzisiejsze dane makro z USA: dynamika PKB za IV kw. 2017 oraz dynamika zamówień w dwóch sektorach gospodarki (na dobra trwałe i na dobra liczone bez środków transportu). Cały ten pakiet poznamy o 14:30. Inną kwestią jest to, że tak naprawdę przy obecnym rozchwianiu reakcje mogą być paradoksalne i mało intuicyjne.

Poznamy dziś także PKB Wielkiej Brytanii – o 10:30. Para funt-euro lokuje się teraz na 1,1420. Spójrzmy na rzecz długoterminowo: minima z minionego roku to ok. 1,0770, a jeszcze w 2015 wykres był przy 1,44 – w szczytach. Ostatnich kilka miesięcy to konsolidacja przy 1,11 – 1,15.

Na złotym
Dolar-złoty pozycjonuje się na 3,32 lub nieco niżej. Wczoraj wieczorem osiągnięto jeszcze niższe poziomy, ale potem przyszedł powrót do 3,3470. Po północy, odbijając ruch eurodolara, wykres znów poszedł na południe, złoty się wzmocnił.

Na tej parze ważą się losy linii wzrostowej wszczętej w roku 2011. Jeśli linia ta pęknie, to spokojnie możemy pójść do 3 zł w tym roku, do wsparcia wykreowanego w roku 2014. Wciąż jednak jest realna możliwość odbicia i odwrócenia trendu, szczególnie że PLN zarabiał niemal bez poważniejszych korekt przez ostatnich 13 – 14 miesięcy.

EUR/PLN pozycjonuje się przy 4,14, zaś na funcie mamy 4,7275. Warto może przypomnieć, że PLN umacnia się do funta od końca roku 2015 – gdy mieliśmy ok. 6,08 w szczytach. Naturalnie to zrozumiałe w kontekście np. Brexitu, ale i tu w takim razie przydałaby się odmiana sytuacji. Wsparciem jest teraz rewir 4,58 – 4,60.

Tomasz Witczak, FMC Management

Ślepota Europejskiego Banku Centralnego

W czwartek interesujące było przede wszystkim posiedzenie ECB, a szczególnie konferencja prasowa Mario Draghiego, jego prezesa. Oczywiście nic w polityce monetarnej strefy euro się nie zmieniło. Siła euro mogła, a nawet powinna spowodować, zdecydowanie „gołębią” wymowę komunikatu i/lub konferencji.

Komunikat jednak był praktycznie taki sam jak po poprzednim posiedzeniu. Podczas konferencji rasowej szef ECB też nie przekazał niczego, co mogłoby wystraszyć spekulantów i odwrócić kierunek kursu EUR/USD. Powiedział jedynie, że zmienność kursu euro jest źródłem niepewności. Dodał też, że bank nie ma zamiaru mówić o pożądanej wartości kursu i nie będzie prowadził konkurencyjnej dewaluacji waluty.

Ten brak nawet słownej interwencji na rynku, a nawet wręcz zaprowadź braku działań zmierzających do osłabienia euro, otworzył pole dalszemu umocnieniu europejskiej waluty. Trudno zrozumieć takie działanie ECB. Brak próby przeciwdziałania umocnieniu euro szkodzi przecież gospodarce strefy euro. Mocne euro jest substytutem podwyżki stóp.

Wygląda to wszystko tak jakby członkowie ECB oślepli i ogłuchli zanurzeni w swoim uwielbieniu dla wolnego rynku walutowego. Mało tego, Draghi w dość zawoalowany sposób skrytykował Stevena Mnuchina, sekretarza skarbu USA, za jego pochwałę słabości dolara. Stwierdził, że „nie jest zgodna z ustalonymi regułami”. Zamiast założyć rękawice po prostu zapiszczał.

W amerykańskiej części sesji dolarowi pomógł prezydent Trump twierdząc, że słowa sekretarza skarbu były wyjęte z kontekstu, a dolar będzie „silniejszy i silniejszy”. Stało to w dużej sprzeczności z tym, co niedawno sam głosił, ale przynajmniej powrócił do stałej retoryki administracji prezydentów USA.

Jak zwykle w czwartek, w USA opublikowany został tygodniowy raport z rynku pracy. Dowiedzieliśmy się, że złożono 233 tys. nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (oczekiwano 239 tys.). Średnia 4. tygodniowa dla tych danych spadła.

Dostaliśmy też dane o sprzedaży nowych domów w grudniu oraz publikację indeksu wskaźników wyprzedzających (LEI). Sprzedaż nowych domów spadła o 10,7% (oczekiwano spadku o 7,5%. Indeks wskaźników wyprzedzających (LEI) w grudniu wzrósł o 0,6% (oczekiwano 0,5%).

Dla Wall Street, w odróżnieniu od giełd Eurolandu, słaby dolar był tym, co inwestorzy bardzo lubili. Raport kwartalny 3M określanego podobnie jak GE mianem „gospodarki amerykańskiej w pigułce” doprowadził do znacznego wzrostu cen tych akcji. Indeksy trzymały się tuż nad poziomem neutralnym. Uwagi prezydenta Trumpa schłodziły nastroje, ale byki nadal trzymały rynek w garści. Indeksy S&P 500 i NASDAQ zmieniły się kosmetycznie, ale DJIA zyskał 0,54% i oczywiście ustanowił nowy rekord.

Piotr Kuczyński, Główny Analityk Dom Inwestycyjny Xelion

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne

W przyszłym tygodniu dane makroekonomiczne zostaną zdominowane przez publikację z dwóch gospodarek: Strefy Euro oraz Stanów Zjednoczonych. W poniedziałek zostaną opublikowane amerykańskie dochody oraz wydatki osobiste. We wtorek poznamy japońską stopę bezrobocia, australijską oraz europejską koniunkturę w przemyślę. Oprócz tego zostanie opublikowany wzrost gospodarczy w Strefie Euro oraz niemiecka inflacja. Środa zostanie zdominowana przez rynek pracy. O 11 poznamy europejską stopę bezrobocia, natomiast o 14:15 amerykański przedsmak piątkowych danych makroekonomicznych – ADP.

Oprócz tego zostanie opublikowany koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych. W przedostatni dzień sesji zostanie opublikowany chiński oraz amerykański PMI. Z kolei jak w co każdy pierwszy piątek nowego miesiąca należy przygotować się na podwyższoną zmienność spowodowaną przez publikację danych z amerykańskiego rynku pracy.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone – publikacja stóp procentowych oraz rynek pracy

Przyszły tydzień będzie ważny dla ekonomistów, którzy analizują stan gospodarki amerykańskiej. Po pierwsze dowiemy jak szybko rosną dochody oraz wydatki osobiste. Pamiętajmy, że gospodarka amerykańska oparta jest na konsumpcji, natomiast ostatnie podwyżki stóp procentowych utrudniają jej zwiększeniu. Mniejszy wzrost konsumpcji od zakładanego wpłynie negatywnie na wzrost gospodarczy, zatem jest to bardzo ważna zmienna.

Kolejną ważną informacją będą stopy procentowe, konsensus rynkowy nie spodziewa się żadnej zmiany w koszcie pieniądza.

stopy procentowa usa

Źródło: Bloomberg

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych 31 stycznia wynosi jedynie 3.3 procenta. Z kolei w marcu prawdopodobieństwo kosztu pieniądza wyceniane jest na 88.6%.

To nie wszystko, jak zawsze w pierwszy piątek miesiąca o godzinie 14:30 poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy. prócz samych miejsc pracy poznamy stopę bezrobocia oraz czynnik, który na przełomie ostatnich kilku miesięcy jest najważniejszy – płaca godzinowa.

Stopa bezrobocia spada sukcesywnie od 2009 roku. Aktualnie znalazła się na poziomie 4.1 procenta, co sugeruje bezrobocie naturalne. Jest to wielkość bezrobocia w warunkach równowagi na rynku pracy. Jest to odsetek siły roboczej obejmujący tych, którzy nie chcą podjąć pracy przy płacy realnej zapewniającej równowagę i są dobrowolnie bezrobotni. W takich warunkach powinniśmy zobaczyć rosnącą inflacje oraz presję na wzrost płacy, jeżeli płaca pozostaje na takim samym miejscu, to mamy do czynienia z niezdrowym rynkiem pracy oraz zaniżoną stopą bezrobocia.

Biorąc pod uwagę powyższe informacje na rynku możemy wyróżnić kilka scenariuszy zachowania dolara amerykańskiego po opublikowaniu danych makroekonomicznych.

notowania eurusd reakcja dane

Źródło: Opracowanie własne

Oczywiście powyższy scenariusz nie musi się sprawdzić, ponieważ w trakcie publikacji na rynek walutowy mogą wpływać inne czynniki.

Instrument do obserwacji

Notowania złota dotarły do bardzo ważnej strefy podaży, która została utworzona przez szczyt z 2016 roku. Ostatnia próba przebicia oporu została zakończona mocną wyprzedażą, czy tym razem będzie tak samo? Przebicie wspomnianej strefy otworzy drogę dla kupujących w okolicę 1400 USD za uncję. Z kolei niepowodzenie byków oraz kontra byków może zepchnąć notowania kruszcu w okolicę 1300 USD.

Notowania złota, interwał tygodniowy

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne 1Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Warszawa i Gdańsk z rekordowymi transakcjami na rynku nieruchomości. Tu sprzedały się najdroższe działki i mieszkania

Warszawa i Gdańsk z rekordowymi transakcjami na rynku nieruchomości. Tu sprzedały się najdroższe działki i mieszkania 2

123 mln zł – na taką kwotę opiewała rekordowa ubiegłoroczna transakcja na rynku gruntów. Nowy właściciel musiał tyle zapłacić w sumie za działkę budowlaną na warszawskim Żoliborzu. Druga byłą transakcja na warszawskiej Pradze Południe – 62,7 mln zł, a tuż za nią uplasował się zakup w Gdańsku – za prawie 52 mln zł. Natomiast najwięcej za 1 mkw. zapłacił inwestor w Krakowie (9,3 tys. zł). Warszawa i Gdańsk zanotowały rekordy także w sprzedaży najdroższych mieszkań.

W ubiegłym roku zanotowaliśmy rekordy cenowe na rynku gruntów. Grunty pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną często były droższe od gruntów pod zabudowę komercyjną. Najdroższy grunt został zakupiony w Warszawie – wartość tej transakcji wyniosła 123 mln zł. Za 1 mkw. nowy właściciel zapłacił 4,1 tys. zł. Druga transakcja również miała miejsce w Warszawie, na Pradze Południe. Wartość gruntu wynosiła 63 mln zł, przy czym cena jednostkowa była już nieco wyższa, prawie 5 tys. zł za 1 mkw. – mówi agencji Newseria Barbara Bugaj, analityk rynku nieruchomości UrbanOne.

W Gdańsku największa transakcja opiewała na 52 mln zł, przy czym 1 mkw. kosztował tam 1,1 tys. zł. To niewiele w porównaniu do Krakowa, który zajął miejsce lidera pod względem najdroższego 1 mkw. gruntu. Za działkę w samym centrum miasta inwestor zapłacił 9,3 tys. zł za 1 mkw., a w sumie 6 mln zł.

Na drugim końcu zestawienia rekordów są działki rolne. W województwie warmińsko-mazowieckim najtańszy grunt (6 ha) kosztował 10 tys. zł, w Opolskiem za 18 ha rekordzista zapłacił 34 tys. zł (czyli niecałe 20 groszy za 1 mkw.)

– Jeżeli chodzi o rekordy na rynku lokali mieszkalnych prym wiodą wieżowce. Najdroższe dwie transakcje miały miejsce w Warszawie w inwestycji Cosmopolitan. Ich wartość wyniosła po prawie 6 mln zł. Dotyczyły one dwóch ponad 160-metrowych apartamentów. Za 1 mkw. nowi właściciele musieli zapłacić około 35 tys. zł – mówi Barbara Bugaj.

Na drugim miejscu najdroższych apartamentowców uplasowała się lokalizacja w Gdańsku. Za apartament w Jelitkowie o powierzchni 265 mkw., położony blisko plaży, inwestor zapłacił 5,6 mln zł. W pobliskiej Gdyni najdroższe apartamenty kosztują 3–4 mln zł.

Oczekiwane były także dane o transakcjach z kolejnego wieżowca w Warszawie, czyli ze Złotej 44. Jedna z tych transakcji również weszła w nasze zestawienie rekordów. Dotyczyła ona apartamentu, za który nowy właściciel zapłacił prawie 4 mln zł – mówi analityk Urban.one.

Do zestawienia weszły także lokale w rezydencji Foksal (rynek wtórny) i w Vilii Monaco na Mokotowie. Najtańsze transakcje miały miejsce w Nowej Soli – tu za 50 tys. zł kupiono ponad 40-metrowy lokal, ale w niskim standardzie, oraz w Piekarach Śląskich, gdzie za 38 mkw. inwestor zapłacił 49,7 tys. zł, czyli 1,3 tys. zł za 1 mkw. Jak wynika z danych Urban.one, dokładając nieznaczną kwotę do wartości 1 mkw. apartamentu w Cosmpolitan przy ulicy Twardej, można było kupić całe mieszkanie w Nowej Soli.

Nowe przepisy hazardowe zmniejszyły o połowę szarą strefę. Jej dalsze ograniczenie przyniosłaby budżetowi kolejne 600 mln zł

Nowe przepisy hazardowe zmniejszyły o połowę szarą strefę. Jej dalsze ograniczenie przyniosłaby budżetowi kolejne 600 mln zł 3

Ostatnia nowelizacja ustawy hazardowej spowodowała zmniejszenie szarej strefy i przejęcie dużej części rynku przez legalnie działających bukmacherów. Ustawa hazardowa, której zapisy weszły w życie w kwietniu i lipcu 2017 roku, przyniosła niemal dwukrotny wzrost obrotów bukmacherów legalnie działających w Polsce, do 3,3 mld zł w ubiegłym roku wobec 1,7 mld zł w 2016 roku. Budżet państwa również zyskuje, 12-proc. stawka podatku od zakładów przyniosła mu 396 mln zł.

Nowelizacja ustawy hazardowej uderzyła w szarą strefę. W ciągu niespełna roku jej udział w rynku spadł z 90 proc. do 60 proc. Z szacunków stowarzyszenia „Graj Legalnie” wynika, że całkowita likwidacja działalności nielegalnych bukmacherów przyniosłaby budżetowi dodatkowe 594 mln zł.

– Przepisy, które weszły w życie w 2017 roku, rzeczywiście dosyć istotnie zmieniły obraz na polskim rynku bukmacherskim. Część nielegalnych podmiotów zdecydowało się opuścić nasz rynek, część firm niestety nadal oferuje swoje usługi wbrew polskiemu ustawodawstwu, aczkolwiek odnotowaliśmy dosyć istotny spadek szarej strefy – do białej strefy przeszło około 40 proc. rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Borkowski ze stowarzyszenia „Graj Legalnie”.

Borkowski zauważa, że niewiele zmieniło się na rynku firm legalnie działających, bowiem żadna z tych nielegalnie działających nie zdecydowała się zalegalizować swojej działalności w Polsce. Na rynku pojawił się tylko jeden dodatkowy gracz, ale jego wejście nie jest związane bezpośrednio z ustawą, a prowadzoną polityką ekspansji tego podmiotu. W listopadzie na polski rynek wszedł bukmacher z Rumunii, który chce w Polsce pozyskać około 100 tys. aktywnych graczy.

Eksperci stowarzyszenia „Graj Legalnie” przewidują, że 2018 rok może przynieść dwa scenariusze rozwoju rynku bukmacherskiego w Polsce, a mianowicie konserwatywny – niezakładający dalszych zmian, oraz optymistyczny – wymagający większej determinacji w egzekwowaniu przepisów prawa.

 Scenariusz konserwatywny zakłada, że ustawodawca nie zmieni już nic w zakresie zakładów bukmacherskich i prawa, które ich dotyczy. Przewidujemy, że wówczas rynek będzie się rozwijał w mniej dynamiczny sposób, niż gdyby ustawodawca zdecydował się na doprecyzowanie niektórych przepisów oraz na bardziej skrupulatne prowadzenie rejestru nielegalnych witryn, które oferują swoją ofertę wbrew polskiemu prawu – podkreśla Borkowski.

W jego ocenie podjęcie dalszych działań wymierzonych w nielegalnie działające podmioty mogłoby spowodować, że docelowo tylko ok. 10–15 proc. rynku pozostawałoby w szarej strefie.

Od lipca 2017 roku obowiązują przepisy dotyczące blokowania dostępu do domen hazardowych zarejestrowanych poza Polską i nielegalnych bukmacherów online. Dostawcy internetu – pod karą grzywny do 250 tys. zł – mają obowiązek blokowania takich stron w sieci (w oparciu o rejestr nielegalnych serwisów hazardowych  Ministerstwa Finansów), a operatorzy płatności – blokowania możliwości dokonywania transakcji na rzecz takich domen.

 W modelu optymistycznym przewidujemy, że wzrost rynku może sięgać nawet około 70–80 proc., ale wymagałoby to od ustawodawcy większej determinacji w wywiązywaniu się z przepisów prawa, które zostały wprowadzone w zeszłym roku. Oznaczałoby to, że blokowanie nielegalnych witryn bukmacherskich musiałoby być dużo bardziej efektywne, niż jest to w tym momencie – mówi Łukasz Borkowski.

Inną bolączką branży jest jedna z najwyższych w Europie stawka podatku. Obecnie wynosi ona 12 proc. i jest naliczana od obrotu. Dla porównania w Austrii ten podatek to 2 proc., w Irlandii – 1 proc., na Słowacji – 5,5 proc., a w Niemczech – 5 proc. Polska stawka nie zachęca zagranicznych graczy do wchodzenia na polski rynek.

 Stowarzyszenie „Graj Legalnie” od dawna apeluje o zmianę formy opodatkowania albo racjonalizację stawek podatkowych. Polski rząd powinien dość konsekwentnie podążać za rozwiązaniami europejskimi i zdecydować się na racjonalizację stawek podatkowych lub zmianę formy opodatkowania – potwierdza Borkowski.

W kontekście zakładów bukmacherskich stowarzyszenie „Graj Legalnie” zwraca uwagę na zmianę preferencji Polaków, którzy coraz częściej traktują zakłady jako dodatkową formę rozrywki w trakcie śledzenia różnego typu wydarzeń sportowych czy politycznych.

– W związku z tym bukmacherzy decydują się na coraz szerszą ofertę, wprowadzają kursy zarówno na wydarzenia społeczne, polityczne, kulturalne, jak i sportowe. Jest to ten czynnik, który powoduje, że śledzenie tych wydarzeń jest jeszcze ciekawsze – mówi Borkowski.

Większość rodziców szuka w internecie pomysłów na spędzenie wolnego czasu z dzieckiem. Od grudnia w sieci pojawiło się 3 tys. publikacji na ten temat

Większość rodziców szuka w internecie pomysłów na spędzenie wolnego czasu z dzieckiem. Od grudnia w sieci pojawiło się 3 tys. publikacji na ten temat 4

Ponad połowa rodziców nie wie, jak bawić się z dziećmi. Te zaś potrzebują ciągłych bodźców i aktywności. Pomocny w szukaniu zabaw może być internet. W wyszukiwarce fraza „weekend z dzieckiem” ma ok. 1,1 mln podpowiedzi – publikacji informacyjnych i poradnikowych o weekendowych aktywnościach, np. warsztatach, kreatywnych zajęciach dla dzieci czy zabawach na świeżym powietrzu – wynika z danych Instytutu Monitorowania Mediów.

– Od grudnia zmonitorowaliśmy ponad 3 tys. materiałów na temat aktywności weekendowych dla dzieci. Przede wszystkim są to treści informacyjne i poradnikowe na portalach i blogach. Najczęściej w tym kontekście mówi się o warsztatach oraz kreatywnych zajęciach dla dzieci, a także o aktywnościach na świeżym powietrzu, takich jak spacery, wypady do parku czy dłuższe wycieczki – mówi agencji Newseria Biznes Magdalena Pawłowska z Instytutu Monitorowania Mediów.

Większość informacji dotyczy największych miast: Warszawy, Krakowa czy Poznania. Na portalach społecznościowych także rodzice z małych miejscowości mogą znaleźć pomysły na spędzanie czasu z dziećmi. Na takie porady można trafić m.in. na Facebooku, zwłaszcza w grupach typu „spotted”, które mają pomóc w nawiązywaniu kontaktów.

 Na Instagramie również znajdziemy sporo rekomendacji, sprawdzonych pomysłów, np. namiary na kawiarnie i restauracje przyjazne dzieciom i rodzicom – zauważa Magdalena Pawłowska.

Media społecznościowe i internet są nieograniczonym źródłem inspiracji i pomysłów na spędzanie wolnego czasu z dzieckiem. To o tyle istotne, że ponad połowa rodziców (według Millward Brown) przyznaje, że nie wie, jak bawić się z dzieckiem. Te potrzebują bodźców, nowych pomysłów i aktywności, a rodzicom często trudno za tym nadążyć.

– Największą barierą przed zabawą z dziećmi jest wymyślenie, w co się bawić, żeby było to jakościowe i wartościowe. To może wydawać się dziwne, zwłaszcza jeśli popatrzymy na liczbę wyników podpowiedzi weekendowych aktywności w Google – na frazę „weekend z dziećmi” wyskakuje ponad milion wyszukiwań. To pokazuje, że rodzice dość łatwo mogą znaleźć pomysły na takie aktywności w internecie – ocenia Łukasz Majewski z Duckie Deck.

Z raportu „Dzieci zanurzone w technologii” opracowanego przez Zymetria i Mediafarm wynika jednak, że choć pomysły na inspirujące spędzenie czasu z dzieckiem można znaleźć w sieci, to w praktyce rzadko z nich korzystamy. Średnio w weekendy najmłodsi spędzają 123 minuty na oglądaniu telewizji i 104 minuty na gry online.

– Weekend to czas, kiedy przy odpowiednim planowaniu aktywności można budować relacje między rodzicem a dzieckiem. W Duckie Deck zachęcamy rodziców, by z dużym wyprzedzeniem, przynajmniej kilkudniowym, planowali aktywności weekendowe, żeby nie było to wyszukiwanie gorączkowe w sobotni poranek. Badanie IMM pokazuje, że warsztaty to rzecz, która najczęściej jest wybierana przez rodziców z dość dużej i szerokiej oferty wszystkich pomysłów – mówi Łukasz Majewski.

Nowe technologie mogą mieć wiele zastosowań w rolnictwie. Pomagają w zarządzaniu hodowlą, kontrolą jakości czy nawadnianiem pól i upraw

Nowe technologie mogą mieć wiele zastosowań w rolnictwie. Pomagają w zarządzaniu hodowlą, kontrolą jakości czy nawadnianiem pól i upraw 5

W polskim rolnictwie jest bardzo duży potencjał zastosowania technologii z obszaru internetu rzeczy. Inteligentne czujniki mogą zarządzać procesem uprawy i hodowli, optymalizować pracę ludzi zatrudnionych na farmie czy pomóc w nawadnianiu pól. Rewolucja technologiczna w tym sektorze to konieczność, bo jak prognozuje ONZ, do połowy stulecia rolnictwo będzie musiało znacząco zwiększyć wydajność i wyżywić już 9 mld ludzi. 

W Polsce ogromną przestrzenią, w której może zaistnieć internet rzeczy, jest rolnictwo, bardzo przez nas niedoceniane. Mamy ogromną wiedzę, jeżeli chodzi o zwierzęta, zmiany klimatyczne, możliwość kontrolowania zasiewów, badanie, w jaki sposób należy przeprowadzić nawozy, jak wypasać krowy i co powinny jeść, śledzenie hodowli od inseminacji po rzeźnię. To będzie dla nas ważne, żeby kontrolować, jakiego rodzaju mięso mamy w sprzedaży – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Pąk, dyrektor Działu Komunikacji i Marketingu w Ericsson Polska.

Internet rzeczy może pomóc rolnikom unowocześnić i zwiększyć produkcję o 70 proc. do 2050 roku – oceniła firma badawcza Beecham Research („Towards Smart Farming Report”). Specjalne systemy IoT mogą znaleźć zastosowanie w monitorowaniu i zarządzaniu plonami czy hodowlą zwierząt, na bieżąco dostarczając danych np. o ich stanie zdrowia, albo optymalizować nawadnianie pól i pracę ludzi zatrudnionych na farmach.

Inwestycje w technologie podnoszące wydajność rolnictwa to konieczność, bo – według prognoz demograficznych ONZ – do połowy stulecia ten sektor będzie musiał wyżywić już prawie dziewięć miliardów ludzi. Z drugiej strony rośnie liczebność klasy średniej i coraz wyraźniejszy jest akcent na ekologię i zdrowe żywienie. Konsumenci chcą kupować produkty i żywność dobrej jakości, wolne od chemii. Specjalne czujniki i systemy IoT mogą pomóc rolnikom i hodowcom nadzorować cały proces kontroli jakości.

W Polsce działalność prowadzi ok. 1,4 mln gospodarstw rolnych, więc potencjał zastosowania takich rozwiązań jest bardzo duży. Jednak Katarzyna Pąk prognozuje, że nadchodzący rok będzie należał do rozwiązań internetu rzeczy w przemyśle.

– Tym, co najczęściej przychodzi na myśl, jest logistyka, rozwiązania transportowe lub produkcyjne – mówi Katarzyna Pąk.

Z corocznego raportu „10 trendów konsumenckich na rok 2018”, opracowywanego przez Ericsson ConsumerLab w oparciu o badanie przeprowadzone wśród 30 mln ludzi, wynika, że nadchodzące miesiące upłyną również pod znakiem rozwoju technologii VR i AR. Ponad połowa użytkowników rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej uważa, że reklamy będą niedługo nie do odróżnienia od rzeczywistych produktów. Konsumenci oczekują też możliwości używania języka ciała, ekspresji, intonacji i dotyku w interakcji z urządzeniami technicznymi.

Oczekujemy, że technologie cyfrowe będą nam służyły, będziemy ich beneficjentami w każdym momencie, ale jednocześnie nie będą nas ubezwłasnowolniać. Istotne jest, abyśmy mieli wpływ. Obawiamy się, że cyfrowa rzeczywistość zabije naszą wolę, zatem chcemy mieć możliwość reagowania i wywoływania właściwego zachowania urządzeń, z których korzystamy. Dlatego znikną przyciski i wyłączniki, a będziemy korzystać z urządzeń za pomocą twarzy, intonacji czy ruchu. Urządzenie będzie rozpoznawało, kto z niego korzysta, i to my swoim zachowaniem będziemy je uruchamiać – mówi przedstawicielka Ericsson Polska.

Unijne rozporządzenie zagwarantuje większą kontrolę nad danymi osobowymi. Świadomość zagrożeń wciąż zbyt mała

Unijne rozporządzenie zagwarantuje większą kontrolę nad danymi osobowymi. Świadomość zagrożeń wciąż zbyt mała 6

W maju 2018 roku zarówno firmy i instytucje, jak i konsumentów czeka rewolucja w ochronie danych osobowych. Klienci będą lepiej poinformowani o tym, co dzieje się z informacjami na ich temat: w jaki sposób i do czego są wykorzystywane oraz komu udostępniane. Będę też mogli zażądać usunięcia z bazy danej firmy swoich danych. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych podkreśla, że mimo RODO nic nie zastąpi zdrowego rozsądku i świadomości zagrożeń, jakie wiążą się z utratą takich informacji. Ta wciąż jest jednak niewystarczająca.

Za chwilę będziemy w nowej rzeczywistości. Zmiany będą rewolucyjne dla tych, którzy dopiero dowiadują się o ochronie danych osobowych. Będą też znaczące dla administratorów i podmiotów, które już stosują przepisy dotyczące ochrony danych osobowych. Z pewnością będą wyzwaniem dla całej organizacji, ale myślę, że spowodują uporządkowanie, jasność i przejrzystość procesów przetwarzania danych osobowych – mówi agencji Newseria Biznes Edyta Bielak-Jomaa, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

RODO to rewolucja nie tylko z perspektywy firm i instytucji, które przetwarzają dane osobowe, lecz także z perspektywy samych konsumentów. Nowa regulacja przyznaje osobom fizycznym szereg praw i zwiększa ich kontrolę nad swoimi danymi osobowymi.

Od maja internauci i konsumenci zyskają m.in. prawo do bycia zapomnianym. Dane osób, które sobie tego zażyczą, muszą zostać niezwłocznie i w całości usunięte z systemów administratora. Dotyczy to także kopii, linków, odniesień i dokumentacji papierowej, na przykład wydruków czy skanów dokumentów. Nowością w przepisach jest też wymóg uzyskania zgody na przetwarzanie danych osobowych bezpośrednio od dziecka, które ukończyło 16 rok życia. Poniżej tej granicy wiekowej konieczna będzie zgoda rodzica albo opiekuna prawnego dziecka, które korzysta z mediów społecznościowych, internetowych aplikacji czy gier. Obowiązkiem firmy będzie zweryfikować i upewnić się, że taka zgoda jest wiarygodna.

Prawo do prywatności i prawo do ochrony danych osobowych to podstawa, trzeba o nich pamiętać. Ograniczanie tego prawa jest niezgodne chociażby z konstytucją. Kluczowa jest świadomość – sami powinniśmy jak najwięcej wiedzieć o prawach, które nam przysługują – podkreśla Edyta Bielak-Jomaa.

Wachlarz konsekwencji związanych z brakiem kontroli nad swoimi danymi jest szeroki: od natarczywych telemarketerów i uciążliwych telefonów z propozycją szkoleń, zakupu nowych garnków czy lepszego abonamentu po utratę poczucia bezpieczeństwa i wyłudzenie kredytu w oparciu o wykradzione dane. GIODO ocenia, że wśród Polaków poziom świadomości dotyczącej zagrożeń jest bardzo zróżnicowany.

Sami niejednokrotnie się do tego przyczyniamy. Apelujemy do wszystkich – zwłaszcza do młodych ludzi, którzy korzystają z technologii i nowoczesnych rozwiązań – o zachowanie zdrowego rozsądku. Sami umieszczamy o sobie mnóstwo informacji – bez zastanowienia się po co, kto i jak z tych informacji skorzysta. Kolejną kwestią jest niedbałość o dokumenty, zwłaszcza dowód osobisty. Stale zdarza się, że zostawiamy dowód osobisty w zastaw za wypożyczenie łyżew czy kajaków albo za wejście na basen czy siłownię – mówi Edyta Bielak-Jomaa.

Zostawienie dowodu osobistego obcej osobie, pochwalenie się na Facebooku nowiutkim prawem jazdy albo kartą płatniczą, podanie swoich danych niezaufanej firmie czy opublikowanie w sieci szczegółowych informacji na swój temat – za każdym razem wiąże się to z ryzykiem kradzieży tożsamości. Takie przestępstwa są plagą: tylko w III kwartale 2017 roku oszuści próbowali wyłudzić kredyty z wykorzystaniem cudzej tożsamości 1,7 tys. razy (na łączną kwotę ponad 130,5 mln zł) – wynika z danych Związku Banków Polskich. Statystycznie każdego dnia odnotowano dziewiętnaście takich prób, średnio na kwotę ponad 1,4 mln zł.

Kradzież tożsamości jest przestępstwem XXI wieku. Te informacje o nas, które gdzieś krążą, są łatwe do zestawienia. Imię, nazwisko, adres, PESEL, numer dokumentu – to wystarczy, żeby zaciągnąć kredyt i niestety często zdarzają się takie sytuacje. Trafiają do nas skargi z prośbą o pomoc w sytuacji, gdy ktoś obcy wyłudził kredyt na nasze nazwisko – mówi Edyta Bielak-Jomaa.

Z ubiegłorocznego badania BIK wynika, że 44 proc. Polaków w wieku 15–65 lat przynajmniej raz zetknęło się z sytuacją, która zagrażała bezpieczeństwu jego danych osobowych.

GIODO podkreśla, żeby przywiązywać większą wagę nie tylko do pilnowania swoich dokumentów, lecz także danych biometrycznych. Biometria, czyli skan siatkówki czy odcisk palca, są coraz częściej wykorzystywane do uwierzytelniania klientów. Takie dane – raz utracone czy wykradzione – są praktycznie niemożliwe do odzyskania.

Wykorzystanie biometrii z pewnością ułatwia skorzystanie z jakiejś usługi, przyspiesza wejście na siłownię czy do sauny, ale odbywa się to trochę bezrefleksyjnie. Dane biometryczne są szczególnym rodzajem danych osobowych: jeśli stracimy dowód osobisty czy paszport, możemy wyrobić nowy dokument, ale jeśli utracimy dane biometryczne, niełatwo je odzyskać. Nie zastanawiamy się nad tym, jakie mogą być konsekwencje ich wycieku, bezrefleksyjnie zostawiamy wszędzie odciski palców, np. u pracodawcy, który żąda danych biometrycznych dla wskazania czasu pracy. Trzeba zadać sobie pytanie: czy nie widzimy zagrożenia dla bezpieczeństwa naszych finansów? – zwraca uwagę Edyta Bielak-Jomaa.

GIODO podkreśla, że mimo nowych przepisów, które znacznie zwiększą kontrolę konsumentów nad danymi osobowymi, każdy sam, we własnym zakresie, powinien zadbać o ich bezpieczeństwo. W tym roku dzień po obchodzonym 28 stycznia Europejskim Dniu Ochrony Danych Osobowych urząd po raz kolejny zorganizuje konferencję dotyczącą bezpieczeństwa i nowego prawa, która zacznie obowiązywać za pięć miesięcy.

– Tytuł konferencji to „Zainwestuj w prywatność. Przygotowujemy się do HASHRODO”, ponieważ nadal widzimy konieczność podnoszenia świadomości i rozmowy na temat nowego systemu, który za chwilę będzie nas obowiązywał – mówi Edyta Bielak-Jomaa.

RODO, czyli unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, wejdzie w życie dokładnie 25 maja br. Regulacja ujednolici przepisy w tym zakresie na terenie wszystkich państw członkowskich UE. Narzuci nowe restrykcyjne obowiązki na wszystkie podmioty publiczne i prywatne, małe i duże, które przetwarzają dane osobowe. Te będą musiały wdrożyć odpowiednie rozwiązania i infrastrukturę IT, żeby zagwarantować maksymalny poziom bezpieczeństwa, powołać wewnętrznych inspektorów danych osobowych, przeszkolić swoich pracowników oraz wymienić większość formularzy i zgód na przetwarzania danych klientów. To tylko część zmian, które wymusi RODO. Jeżeli firmy się do nich nie dostosują, grożą im wysokie kary finansowe. Prace nad polską ustawą wdrażającą unijne przepisy trwają.

Producenci telewizorów w 2018 roku stawiają na sztuczną inteligencję i asystentów głosowych. Nowe modele OLED 4K trafią na rynek w marcu

Producenci telewizorów w 2018 roku stawiają na sztuczną inteligencję i asystentów głosowych. Nowe modele OLED 4K trafią na rynek w marcu 7

W marcu 2018 roku na rynek ma trafić nowa linia telewizorów LG OLED, oferujących rozdzielczość 4K i technologię ThinQ. Ich sercem będzie procesor nowej generacji Alpha9 oferujący nową jakość obrazu i elementy sztucznej inteligencji. Technologia AI oraz asystenci głosowi to przyszłość rynku telewizorów. Niestety, w Polsce część funkcji z najnowszej linii telewizorów OLED 4K nie będzie dostępna ze względu na brak obsługi języka polskiego.

Linia nowych telewizorów LG OLED C8 składa się z modeli o przekątnej ekranu 55, 65 oraz 77 cali. Wszystkie wyposażone są w nowy, inteligentny procesor Alpha9. Układ ma zapewnić nową jakość obrazu niezależnie od jego źródła – jakość 4K będzie można uzyskać nawet z kablówki. Co więcej, dzięki technologii High Frame Rate odtworzy nawet 120 klatek na sekundę (obecnie standardem jest 60 kl./s).

– Niezależnie od tego, czy oglądamy telewizję z kablówki, satelity czy nawet anteny naziemnej, dzięki temu procesorowi podniesiemy jakość obrazu do rozdzielczości samego telewizora, czyli do natywnego 4K. Pracować będzie na to bardzo dużo systemów działających w tle. Dzięki nim uzyskamy płynniejsze przejścia tonalne, jeszcze bardziej wyraziste szczegóły oglądanego obrazu, a także dużo lepszą ostrość i głębię – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Wiesław Kowalczyk z LG Electronics Polska.

Nowy inteligentny chip LG zawiera także elementy sztucznej inteligencji. Telewizor będzie można kontrolować głosem – wyposażony jest w Asystenta Google i kompatybilny jest z głośnikiem Amazon Echo. Niestety, oba nie są na razie dostępne w polskiej wersji językowej.

– Sztuczna inteligencja w telewizorze jest chociażby po to, żeby można było o wiele łatwiej nim sterować i wchodzić w interakcje. Będziemy mogli dowiedzieć się od niego, jaka jest pogoda albo czegoś o programie, który oglądamy, wyszukać filmy z danym aktorem czy przejrzeć zdjęcia na dysku Google. Musimy poczekać do polskiej premiery, żeby zobaczyć, które z tych funkcjonalności będą dostępne na rynku polskim – mówi Wiesław Kowalczyk.

Włączenie telewizora w system inteligentnego domu pozwoli nam na zarządzanie gospodarstwem domowym sprzed telewizora. Stanie się tak, jeżeli reszta urządzeń będzie kompatybilna z technologią ThinQ. Aktualnie w ofercie LG znajduje się lodówka, zmywarka, pralka i piekarnik, wspierające tę technologię i komunikujące się ze sobą za pomocą łączności Wi-Fi.

– Z telewizora będziemy mogli zobaczyć, co mamy w lodówce, albo powiedzieć za jego pośrednictwem, żeby nasza pralka wyprała rzeczy o danej godzinie. Gdy pralka skończy prać, my oglądając film i siedząc w dużym pokoju, dostaniemy powiadomienie na telewizorze – tłumaczy ekspert.

Na razie nie jest znana cena nowego modelu telewizora od LG, ale można przypuszczać, że będzie ona oscylowała początkowo wokół kwoty 10 tys. złotych. 55-calowy model C7 obecnie kosztuje około 8000 zł.

Według analityków Grand View Research wartość rynku Smart TV w 2025 roku wyniesie niemal 300 mld dol. W 2018 r. sprzedanych zostanie 114 mln tego typu telewizorów.

Polscy naukowcy pracują nad generatorem wytwarzającym energię elektryczną z marnowanego ciepła. Urządzenie może przynieść duże zyski elektrociepłowniom i biogazowniom

Polscy naukowcy pracują nad generatorem wytwarzającym energię elektryczną z marnowanego ciepła. Urządzenie może przynieść duże zyski elektrociepłowniom i biogazowniom 8

Polscy naukowcy prowadzą prace nad modułami termoelektrycznymi, które umożliwiają konwersję energii cieplnej na elektryczną. Na ich bazie powstał prototyp generatora termoelektrycznego TEG, który ma przetwarzać ciepło marnowane np. w elektrowni biogazowej. Zastosowanie technologii pozwalającej na odzysk nawet niewielkiej ilości energii i podniesienie sprawności istniejących bądź wdrażanych systemów energetycznych mogą według twórców prowadzić do gigantycznych zysków energetycznych i finansowych zarówno w skali Polski, jak i świata.

Zaprojektowany i wykonany w projekcie TERMOMOD, finansowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, generator termoelektryczny TEG wykorzystuje ciepło ze spalanego biogazu. Instalacja bezpośrednio konwertuje energię cieplną na energię elektryczną za pomocą modułów termoelektrycznych.

– Proces przetwarzania energii cieplnej w energię elektryczną przebiega przy wykorzystaniu modułu termoelektrycznego, który zbudowany jest ze specjalnych materiałów półprzewodnikowych. Są to tzw. materiały termoelektryczne. Połączone w szereg w specjalnym ogniwie tworzą złącza, które przetwarzają bezpośrednio energię cieplną w energię elektryczną – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr inż. Rafał Zybała z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych.

Twórcy stawiają sobie za zadanie przetwarzanie energii, która pochodzi z już istniejących źródeł jako odpadowa energia cieplna. Według szacunków eksperta z ITME nawet 60–70 proc. energii marnowane jest w sposób bezpowrotny. To energia pochodząca między innymi z elektrowni biogazowych. Wykorzystanie modułów termoelektryczych pozwoli odzyskać przynajmniej część tej energii i przetworzyć ją na energię elektryczną.

– Zastosowanie technologii pozwalającej na odzysk nawet niewielkiej ilości energii, a w TEG jest to od kilku do kilkunastu procent, i podniesienie sprawności istniejących bądź wdrażanych systemów energetycznych, może prowadzić do gigantycznych zysków energetycznych i finansowych zarówno w skali Polski, jak i w skali świata – przekonuje ekspert z ITME.

Moduły termoelektryczne już są stosowane, przede wszystkim w branży chłodniczej. Powszechnym rozwiązaniem są ogniwa Peltiera, w których w wyniku przepływu prądu wymuszany jest przepływ ciepła. Moduły TE opracowywane przez ITME wykorzystują odwrotny efekt – Seebecka, przetwarzając bezpośrednio energię cieplną na energię elektryczną. Najbardziej powszechnym zastosowaniem są w tym momencie zastosowania kosmiczne oraz wojskowe, natomiast w przyszłości moduły termoelektryczne mogą być stosowane zarówno w przemyśle motoryzacyjnym, jak i w szeroko rozumianym przemyśle energetycznym.

– Wykorzystanie technologii TEG nie dotyczy tylko biogazu czy ogromnych obiektów takich jak np. elektrociepłownie, ale stosując technologię wykorzystującą efekty termoelektryczne, możemy usprawnić istniejące procesy technologiczne wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z niezagospodarowanym ciepłem odpadowym – tłumaczy dr inż. Rafał Zybała.

Generator Termoelektryczny TEG zostanie testowo uruchomiony w ciągu najbliższych dni w ramach instalacji energetycznej polskiej firmy NOVAGO.

Pielęgnacja układu napędowego i karoserii w motocyklu

Jeśli chcemy, aby dobrze działały te maszyny, które zostały wyposażone w łańcuchy rolkowe, musimy liczyć się z tym, że niezbędne okaże się podjęcie w tym celu kilku kroków. Na pierwszy plan w tym kontekście wysuwa się regularne czyszczenie i smarowanie łańcucha, Najlepiej, jeśli ma to miejsce co 500 przejechanych kilometrów, choć konserwacja powinna nastąpić szybciej, jeśli jeździmy w deszczu. Zaleca się przy tym nakładanie smaru na kolejne ogniwa wtedy, gdy są one jeszcze ciepłe, pozwoli to bowiem na szybsze pozbycie się rozpuszczalnika.

Jeśli pozwolimy sobie na zaniedbanie łańcucha rolkowego, musimy liczyć się z tym, że szybko ulegnie on zniszczeniu. W takim przypadku jedynym rozwiązaniem okaże się zakup nowej części. Jeśli nie mamy pewności, czy nadszedł już czas na wymianę sprawdźmy, czy ogniwa łańcucha nie zacinają się, sam łańcuch można odciągnąć do końca wysokości zęba, a koniec skali znajduje się na napinaczach tam, gdzie kończy się wahacz. Wystarczy, że dojdzie do jednej z opisanych sytuacji, a należy pogodzić się z tym, że oszczędzanie nie ma sensu. Najlepszym rozwiązaniem jest wówczas wymiana całego zestawu.

Napędy motocyklowe

W większości motocykli to łańcuchy rolkowe są uznawane za najważniejsze części napędowe. Jeśli jednak mamy do czynienia z Harleyami oraz motocyklami marki Buell, mogą być one napędzane pasami zębatymi. Innym dość często spotykanym rozwiązaniem jest napęd wałem. Oczywiście, każde z rozwiązań nie tylko posiada określone zalety, ale również nie jest wolne od wad. Trwałość poszczególnych elementów w dużej mierze jest uzależniona przy tym od działań pielęgnacyjnych. Dowiedz się więcej o łańcuchach rolkowych ze strony: www.janus.com.pl

Jak myć i konserwować motocykl?

Choć wiele osób uważa, że dbanie o (link nofollow, anchor tekst) -> łańcuch rolkowy łańcuch rolkowy jest zadaniem priorytetowym, nie można zapominać i o tym, jak dużą rolę ma do odegrania czysta karoseria. Najlepiej zainwestować w tym celu w środki czyszczące wysokiej jakości, w tym choćby pasty polerskie. Na szczęście, lakiery motocyklowe oraz te, które wykorzystują kierowcy samochodów są niemal identyczne, choć w tym pierwszym przypadku zazwyczaj mamy do czynienia z większą liczbą warstw i bardziej fantazyjnymi barwami. Mycie karoserii może odbywać się na kilka sposobów i nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby użyć w tym celu szamponu. Tu szczególnie dobrze sprawdzają się szampony wolne od wosku, ten bowiem lubi osiadać na częściach wykonanych z plastiku, co obniża ich walory estetyczne. Pomocne okazuje się dodatkowo wiaderko z ciepłą wodą i mokra gąbka. Już po umyciu te części, które są lakierowane, powinny zostać wytarte szmatką z mikrofibry.

Jak wybrać pastę polerską?

Gdy umyjemy karoserię, musimy zastanowić się nad jej zabezpieczeniem, zawsze ze szczególną troską o części plastikowe. Tu szczególnie pomocne okazują się cleanery, pozwalają one bowiem na usunięcie zmatowiałej i utlenionej warstwy lakieru, a nawet niewielkich rys pojawiających się na nim. Łagodne pasty polerskie w płynie nie powinny też doprowadzić do uszkodzenia karoserii.

Wysokiej klasy pasty polerskie znajdziesz na stornie: sklep.motogo.pl

Jeśli lakier ma ciemną barwę, możemy mieć pewność, że skuteczna okaże się politura.
Ważnym elementem pielęgnacyjnym jest też wosk. Również tu można kierować się doświadczeniami zdobytymi podczas czyszczenia karoserii samochodu, choć w sprzedaży dostępne są także preparaty stworzone jedynie z myślą o motocyklach. Jeśli do gustu przypadł nam wosk w sprayu zwracajmy uwagę na to, aby nie pozostawił śladów na kołach i elementach układu hamulcowego. Wszystkie czynności pielęgnacyjne mają ten plus, że nie wymagają ani czasu, ani wysiłku. Sam efekt końcowy daje przy tym ogromną satysfakcję.

Dzień spekulanta

Czwartkowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego z pewnością nie należy do przełomowych. Ostatnie przecieki prezentowane przez agencję Reutera dawały cień szansy na usunięcie tzw. „easing bias”, aczkolwiek w opublikowanym komunikacie pozostawiono wzmiankę o możliwości dostosowania parametrów luzowania w zależności od perspektyw gospodarczych. Solidną dawkę zaskoczenia zapewniły słowa prezesa ECB Mario Draghiego, które były zdecydowanie mniej gołębie niż można było tego oczekiwać. Seria dość wymijających odpowiedzi na temat zagrożeń wynikających z sytuacji na rynku walutowym została potraktowana jako zachęta do kupna, co przez moment pozwoliło na uplasowanie EUR/USD nad kolejnym z kamieni milowych.

Pierwsze godziny amerykańskich notowań poskutkowały częściowym umocnieniem dolara, aczkolwiek w dalszej mierze uznaje on wyższość wszystkich walut państw G10 oraz Emerging Markets. Obecnie euro (0,6 proc.) stara się ustabilizować notowania EUR/USD w okolicach poziomu 1,2485, tj. dokładnie figurę niżej względem obliczonego przez nas długookresowego „fair value”, gdzie wykorzystaliśmy elastyczne podejście do nieubezpieczonego parytetu stóp procentowych, odchylenia indeksów cen oraz różnicę w wycenie klas poszczególnych aktywów.

Wśród głównych walut prym wiedzie szwajcarski frank (1,0 proc.), który spycha kurs EUR/CHF dokładnie 20 pipsów poniżej solidnie testowanego punktu zwrotnego przy 1,1700. Podobną skalę umocnienia notuje norweska korona (1,0 proc.) znajdująca się na fali za sprawą nie tylko sprzyjających przetasowań na rynku ropy, ale również dzięki podtrzymaniu stosunkowo jastrzębiego stanowiska przez władze Norges Banku. Przy poziomach nienotowanych od połowy września znajduje się japoński jen (0,5 proc.), który obecnie próbuje zepchnąć kurs USD/JPY pod wsparcie przy 108,60. Lekki cios w wycenę dolara kanadyjskiego (0,2 proc.) zdecydował się wymierzyć Stephen Poloz, gubernator BOC, informujący o ponadprzeciętnej wrażliwości gospodarki na coraz wyższe stopy procentowe. Wpływ jego wypowiedzi zniwelowała zaskakująco dobra sprzedaż detaliczna, która w ujęciu bazowym odnotowała miesięczny skok rzędu 1,6 proc. (konsensus: 0,9 proc.). Na samym dnie zestawienia znajduje się funt szterling (0,1 proc.) – obecnie kurs GBP/USD oczekuje przy 1,4260 na pojawienie się sygnału warunkującego sentyment.

Najsilniejszą walutą regionu okazał się być polski złoty (1,0 proc.), który okrył cieniem dzisiejszą zwyżkę w wykonaniu rosyjskiego rubla (0,7 proc.) oraz czeskiej korony (0,7 proc.). Skali zanotowanego umocnienia nie przeszkodziło dość gołębie wystąpienie Adama Glapińskiego, prezesa NBP, informującego w Davos o zamiarach utrzymania stóp procentowych na niezmienionych poziomach przez cały 2018 rok. Jego zdaniem kluczowe jest utrzymywanie stabilnych parametrów prowadzonej polityki, które w dalszej mierze nie powinny być postrzegane jako niskie. Glapiński nie wycofuje się z forward-guidance – informuje on, że planowana podwyżka stóp procentowych zostanie ogłoszona ze stosownym wyprzedzeniem. Glapiński nie jest pewny utrzymania stopy referencyjnej na poziomie 1,5 proc. w 2019 roku, co utożsamia z efektem transmisji czynników inflacyjnych z państw trzecich. Obecnie EUR/PLN schodzi pod 4,1400, USD/PLN stabilizuje się przy 3,3100, CHF/PLN wraca do 3,5450, a GBP/PLN czeka przy 4,7240.

Beneficjentami niezbyt gołębiego podejścia okazali się być inwestorzy w Madrycie oraz Mediolanie, gdzie pokaźne wzrosty spółek z sektora bankowego wypchnęły indeksy IBEX 35 oraz FTSE MIB odpowiednio 0,3 proc. oraz 0,4 proc. nad poziomy z wczorajszych zamknięć. W wyraźnym odwrocie znalazł się frankfurcki DAX (-0,9 proc.). Na jego dnie znalazły się takie walory jak Deutsche Post (-2,9 proc.), Henkel (-1,8 proc.) oraz Lufthansa (-1,7 proc.). Skalę odnotowanej zniżki usilnie próbowały ograniczyć Commerzbank (1,4 proc.) oraz Linde (2,8 proc.), które oczekuje na finał fuzji z Praxair.

Jedną z najsilniej tracących spółek w Londynie okazał się być Rolls-Royce (-2,0 proc) będący pod presją decyzji Emirates w sprawie wyboru dostawcy silników do zamówionych modeli A380. Nieco bardziej pokaźną zniżkę odnotowało British American Tobacco (-2,1 proc.) za sprawą doniesień związanych z rozpoczęciem śledztwa przez francuskie organy. W naruszenie zasad konkurencji dodatkowo są zamieszane Japan Tobacco International oraz Imperial Tobacco (-1,9 proc.). Na dnie indeksu FTSE 100 (-0,4 proc.) znalazły się walory Sage (-2,3 proc.), którego władze poinformowały o planowanym zwiększeniu przychodu organicznego na poziomie 10 proc. w horyzoncie najbliższych trzech lat. Na szczycie indeksu znalazły się spółki ze świeżo zmienionymi rekomendacjami. Najsilniej rosnącą z nich okazał się być Smith and Nephew (4,2 proc.), który według analityków JPMorgan zasłużył na „przeważaj”.

Zdecydowanie silniejszy rajd w stronę niższych poziomów ma za sobą WIG 20 (-1,2 proc.), który przełamał okrągły poziom 2 600 pkt. Na samym dnie indeksu znalazł się Orlen (-5,3 proc.) za sprawą wysoce rozczarowujących wyników za miniony kwartał. Spółka poinformowała, że zysk netto za ostatnie trzy miesiące 2017 roku uplasował się na poziomie 1,59 mld PLN (konsensus: 1,66 mld PLN). Dodatkowy cios wymierzył spadek marży rafineryjnej (3,20 USD za baryłkę), który zgodnie z oczekiwaniami władz będzie kontynuowany w nadchodzących miesiącach. Za niezbyt pozytywne nastroje przy Książęcej odpowiedzialne były również spółki z sektora bankowego. Do dodatkowej przeceny przyczyniły się słowa Adama Glapińskiego, który nie przewiduje konieczności zaangażowania dodatkowego kapitału w rodzime instytucje finansowe. Na szczycie indeksu znalazło się PZU z 1,1 proc. zwyżką. Obojętnie wobec niezbyt przychylnej noty Raiffeisenu Centrobanku przeszło PGNiG (0,6 proc.), które na koniec sesji znalazło się przy 6,83 PLN za walor (cena docelowa: 6,90 PLN).

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Szwajcaria nie boi się kryptowalut, a my?

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że polski rząd rozważa wprowadzenie zakazu handlu kryptowalutami. I nie jest w tym odosobniony. Podobne głosy słychać też z innych krajów. Tymczasem np. Szwajcaria widzi w kryptowalutach potencjał, a agencja ratingowa Weiss Ratings podjęła się oceny najpopularniejszych kryptowalut – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

W środę na konferencji ekonomicznej w Davos, kilka tygodni po pogłoskach o wprowadzaniu Polcoina, Mateusz Morawiecki zapytany o kryptowaluty zapowiedział, że Polska zwiększy regulacje lub wprowadzi całkowity zakaz obrotu kryptowalutami. Polski premier chciałby w ten sposób uniknąć skandalu podobnego jak ten sprzed kilku lat z Amber Gold.

W wywiadzie dla RMF FM zapowiedziom premiera wtórował prezes Narodowego Banku Polskiego, który stwierdził, że “kryptowaluty wnoszą niepokój” oraz że Polska może zakazać handlu kryptowalut, jeżeli podobnie postąpią inne kraje w Europie.

Minister widzi “krypto-naród”

Czy tak się stanie? Cytowany przez Financial Times Johann Schneider-Ammann, minister gospodarki Szwajcarii, powiedział w zeszłym tygodniu na konferencji kryptowalut w St. Moritz, że chce aby Szwajcaria stała się “krypto-narodem”. Wcześniej, we wrześniu, szwajcarski regulator, Finma, ostrzegał przed niektórymi ICO (initial coin offering – oferta publiczna kryptowalut), które mogły być wykorzystywane m.in. do prania pieniędzy. Finma ma w niedługim czasie zaktualizować jak chce regulować ICO.

Z kolei szwajcarski sekretarz stanu, Jörg Gasser, widzi ogromny potencjał w rynku ICO. Szwajcaria chce, by rynek ten eliminował swoje niedostatki i rozwijał się “bez uszczerbku dla standardów lub integralności rynków finansowych”.

Według danych zebranych przez Financial Times, zdecydowanie mniejsza od Polski Szwajcaria odważniej operuje kryptowalutami i wprowadza oferty publiczne oparte o kryptowaluty (ICO). W okresie od stycznia do października 2017 r. całkowita wartość tych ofert publicznych wyniosła 550 mln dolarów, czyli 12 razy więcej niż w Polsce (45 mln dol.). ICO więcej wyniosły tylko w USA – 580 mln dol.

Agencja ratingowa ocenia

Skrajnie rozbieżne podejście krajów do kryptowalut wynika m.in. z tego, że kryptowalutowy rynek znajduje się w początkowej fazie rozwoju. Sytuacja może się zmienić wraz z rozwojem kryptowalut, a także szerszą implementacją technologii blockchain, na których opiera się część z nich.

Dziś inwestycje w kryptowaluty wiążą się z dużym ryzykiem. Ich oceny podjęła się ostatnio agencja ratingowa Weiss Ratings, która sklasyfikowała 74 najpopularniejszych kryptowalut na rynku w skali od A do E. Żadna z ocenianych nie otrzymała najwyższego ratingu – A (doskonały). Bitcoin, którego cena spadła w miesiąc o blisko połowę, dostał notę C+, co oznacza poziom zadowalający. Najpopularniejszej z kryptowalut służyła dość powszechna “adopcja”, ale ciążyły m.in. wysokie koszty transakcyjne czy tzw. wąskie gardła powodujące opóźnienia. Pod względem tych czynników lepiej wypadło Ethereum, sumarycznie uzyskując ocenę B (poziom “dobry”).

Co się stanie dalej, zależy m.in. od rządów państw. Jeżeli coraz więcej z nich zaadoptuje wirtualne pieniądze i technologię blockchain, rynek się rozwinie, stanie się bardziej zrozumiały, a kryptowaluty i ich technologie mogą znaleźć szerokie zastosowanie w życiu codziennym.

Wznowienie postępowania podatkowego

Podatnikowi niezadowolonemu z decyzji ostatecznej w zakończonej sprawie przysługuje zaskarżenie. Jednak jedynie w wyjątkowych przypadkach podatnik ma prawo do wycofania niekorzystnej decyzji z obrotu.

Podatnik, który otrzymał niekorzystną decyzję organu II instancji, ma zazwyczaj jedną drogę do tego, by ją zaskarżyć – skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego wraz z wnioskiem o wstrzymanie jej wykonania. Taka decyzja jest bowiem ostateczna w administracyjnym toku postępowania i jeszcze nie prawomocna, o ile podatnik zdecyduje się na dalszą walkę z fiskusem przed sądem. Wskazać również należy, że przy wystąpieniu dość specyficznych elementów stanu faktycznego sprawy czy procedowania z nim w trakcie postępowania, podatnik ma do dyspozycji jeszcze jedną istotną kartę przetargową. Może skutecznie postarać się o wznowienie postępowania zakończonego decyzją, czego skutkiem będzie wyrugowanie jej z obrotu prawnego.

Wznowienie postępowania to jeden z tzw. nadzwyczajnych trybów postępowania podatkowego, w którym dochodzi do weryfikacji ostatecznej decyzji wydanej przez organ podatkowy. Nawet jeśli postępowanie podatkowe zostało zakończone, podatnik ma szansę na zmianę ostatecznej decyzji wydanej w zakończonej sprawie. Ten tryb znajduje zastosowanie w odniesieniu do decyzji ostatecznych, które jednakże są dotknięte jedną z wad wyliczonych w § 240 Ordynacji podatkowej.

Jedenaście przesłanek

Ordynacja podatkowa przewiduje jedenaście przesłanek wznowienia postępowania zakończonego decyzją ostateczną. Ustawa wylicza następujące wady:

  1. dowody, na których podstawie ustalono istotne dla sprawy okoliczności faktyczne, okazały się fałszywe;
  2. decyzja wydana została w wyniku przestępstwa;
  3. decyzja wydana została przez pracownika lub organ podatkowy, który podlega wyłączeniu na podstawie przepisów Ordynacji podatkowej;
  4. strona nie z własnej winy nie brała udziału w postępowaniu;
  5. wyjdą na jaw istotne dla sprawy nowe okoliczności faktyczne lub nowe dowody istniejące w dniu wydania decyzji nieznane organowi, który wydał decyzję;
  6. decyzja wydana została bez uzyskania wymaganego prawem stanowiska innego organu;
  7. decyzja została wydana na podstawie innej decyzji lub orzeczenia sądu, które następnie zostały uchylone, zmienione, wygaszone lub stwierdzono ich nieważność w sposób mogący mieć wpływ na treść wydanej decyzji;
  8. decyzja została wydana na podstawie przepisu, o którego niezgodności z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, ustawą lub ratyfikowaną umową międzynarodową orzekł Trybunał Konstytucyjny;
  9. ratyfikowana umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania lub inna ratyfikowana umowa międzynarodowa, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, ma wpływ na treść wydanej decyzji;
  10. wynik zakończonej procedury wzajemnego porozumiewania lub procedury arbitrażowej, prowadzonych na podstawie ratyfikowanej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania lub innej ratyfikowanej umowy międzynarodowej, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, ma wpływ na treść wydanej decyzji;
  11. orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma wpływ na treść wydanej decyzji.

Kiedy podatnik może żądać wznowienia

Postępowanie wznowieniowe może zostać wszczęte zarówno z urzędu, jak i na żądanie strony. Podatnik będący stroną postępowania może żądać jego wznowienia w czterech przypadkach.

Po pierwsze, każdy podatnik, który nie brał udziału w postępowaniu nie z własnej winy, ma jeszcze szansę na jego wznowienie. Strona powinna w tym celu złożyć stosowny wniosek w ciągu miesiąca od chwili powzięcia informacji o wydaniu decyzji ostatecznej w sprawie.

Drugą z możliwości jest sytuacja opisana w § 8 przytoczonego przepisu – jeśli decyzja w sprawie została wydana na podstawie przepisu, o którego niezgodności z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, ustawą lub ratyfikowaną umową międzynarodową orzekł Trybunał Konstytucyjny, podatnik ma miesiąc na wniesienie żądania o wznowienie.

Trzecia przesłanka umożliwia wznowienie postępowania w sytuacji, w której orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE miało wpływ na wydaną decyzję. Termin na złożenie żądania wznowienia postępowania wynosi w tym przypadku miesiąc od publikacji orzeczenia w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej.

Ostatnią przesłanką, na podstawie której postępowanie wznowieniowe następuje na żądanie podatnika, jest niezgodność decyzji z ratyfikowaną umową o unikaniu podwójnego opodatkowania lub inną ratyfikowaną umową międzynarodową, której stroną jest Polska. Ustawodawca w tym przypadku nie określił terminu na wniesienie żądania.

Jeśli organ podatkowy stwierdzi zasadność wznowienia postępowania, wydaje w sprawie stosowne postanowienie, które stanowi podstawę do przeprowadzenia przez właściwy organ dwóch postępowań. Organ rozstrzygnie zarówno co do przesłanek wznowienia, jak i co do istoty sprawy. W przypadku odmowy wznowienia postępowania podatnik może się odwołać na zasadach ogólnych.

Uprawnienia podatnika przy wznowieniu postępowania

W sytuacji gdy zachodzi prawdopodobieństwo uchylenia decyzji w przypadku postępowania wznowieniowego, Ordynacja podatkowa w art. 246 przewiduje możliwość wstrzymania z urzędu lub na żądanie strony wykonania spornej decyzji przez właściwy w sprawie organ podatkowy. Podatnikowi przysługuje prawo złożenia zażalenia na postanowienie w sprawie wstrzymania wykonania decyzji, z wyłączeniem sytuacji, w której postanowienie zostało wydane przez ministra właściwego ds. finansów publicznych, dyrektora izby skarbowej, dyrektora izby celnej lub samorządowe kolegium odwoławcze.

Jak można zauważyć, pewne przesłanki wznowienia postępowania (zwłaszcza wydanie orzeczenia przez Trybunał Konstytucyjny RP albo Trybunał Sprawiedliwości UE) mogą zostać spełnione nawet po kilku latach od wydania niekorzystnej decyzji. Z tego powodu część decyzji będzie już prawdopodobnie wykonanych, wobec czego wskazany przepis art. 246 Ordynacji podatkowej ma bardzo ograniczone zastosowanie i stanowi iluzoryczne uprawnienie podatnika, z którego prawdopodobnie nie będzie miał on okazji skorzystać, gdyż nie można wstrzymać wykonania już wykonanej decyzji.

Ku przestrodze

Przepisy dotyczące wznowienia postępowania dotyczą jedynie decyzji ostatecznej, tj. takiej, od której nie przysługuje odwołanie w administracyjnym toku postępowania. Należy zawsze głęboko zastanowić się, czy warto zaskarżyć decyzję do sądu, czy lepiej będzie wystąpić o wznowienie postępowania. W jednym i w drugim przypadku przesłanki wymienione w art. 240 Ordynacji podatkowej stanowić będą zarzuty procesowe oraz będzie można wnosić o wstrzymanie wykonania decyzji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Dolina blockchainowa w Polsce?

Polska ma szansę znaleźć się w czołówce państw rozwijających blockchain twierdzi Bogdan Szafrański, członek rady nadzorczej Polskiego Funduszu Rozwoju. Z kolei prof. Krzysztof Piech, ekonomista z uczelni Łazarskiego, uważa, że szturmem zdobywająca rynek technologia jest ważniejsza od inwestycji w samochody elektroniczne, a w Polsce mogłaby powstać dolina blockchainowa. Jest tylko jeden warunek: potrzeba zgody premiera.

Technologia blockchain największy rozgłos zyskała za sprawą kryptowalut. Bez niej ich istnienie byłoby niemożliwe, jednak jej zastosowanie nie kończy się na cyfrowych środkach płatniczych. Zdaniem ekspertów to zaledwie wierzchołek góry lodowej. – Mówiąc o systemie blockchain, powinniśmy myśleć przede wszystkim o kontraktach. Obecnie jeśli chcemy zawrzeć kontrakt potrzebujemy rządu i prawników. Rządu, który skontroluje, czy jesteśmy uczciwi oraz prawników, którzy sprawdzą, czy dokumenty są w porządku. Jeśli ktoś złamie kontrakt, rząd upewni się, że zostanie pociągnięty do odpowiedzialności tłumaczy Kamran Khan, prezes zarządu Partner of Infra-Tech Capital, który w latach 2013-2016 z nominacji Baracka Obamy pełnił funkcję wiceprezydenta MCC (ranga asystenta sekretarza rządu USA). Jego zdaniem blockchain wraz z inteligentnymi kontraktami eliminuje potrzebę korzystania z pośredników, takich jak prawnicy czy organa państwowe. – Dochodzimy do porozumienia, które nie jest tylko świstkiem papieru, ale obowiązującą, w pełni zautomatyzowaną umową dodaje Khan podczas konferencji Blockchain Connect Warsaw 2018.

To, jak wielki potencjał posiadają rozproszone rejestry dostrzega również prof. Krzysztof Piech, który przekonuje, że Polska powinna nie tylko otworzyć się na inwestorów angażujących swój kapitał w rozwój projektów opartych o tę technologię, lecz również stworzyć dla nich przyjazną przestrzeń na wzór doliny krzemowej. To jest kapitał, plus technologia, plus know-how. Jeśli nasz kraj by się otworzył na tego typu nowych inwestorów, to na prawdę można byłoby taką nową dolinę blockchain’ową zrobić. Jeśli szwajcarzy mogli zrobić dolinę kryptowalutą, my możemy zrobić coś bardziej zaawansowanego, ale to wymaga decyzji premiera – mówi ekonomista z uczelni Łazarskiego i dodaje, że Państwo powinno angażować się nie tylko w samochody elektryczne, lecz również, jeśli nie przede wszystkim, we wsparcie rozwiązań wykorzystujących rozproszone rejestry. W podobnym duchu wypowiedział się również Bogdan Szafrański, członek rady nadzorczej Polskiego Funduszu Rozwoju. Jego zdaniem oparte o blockchain źródła finansowania inwestycji, również tych w infrastrukturę, mogą za kilka lat zdominować rynek i należy je bacznie obserwować. – Polska ma szansę znaleźć się w czołówce państw rozwijających tę technologię – dodaje Szafrański.

Według Krzysztofa Gagackiego z IOVO.io, polskiego startupu dedykowanego decentralizacji i demokratyzacji dostępu do danych osobistych oraz powstających na ich bazie wyników scoringowych, jest o co walczyć, bo rynek takich rozwiązań rozwija się w błyskawicznym tempie. Potwierdza to raport firmy analitycznej MarketsandMarkets, z którego wynika, że już w 2017 r. osiągnął on wartość 415.5 mln dolarów, a przez następne pięć lat jego wzrost szacuje się na 79.6 proc. rdr. Jeśli prognozy analityków się spełnią, to w roku 2022 rynek blockchain wart będzie już 7,683.7 mld dolarów. — Blockchain zmieni świat tak samo, jak zmienił go internet. Jest to technologia, która sprowadza nas do w pełni scentralizowanego rejestru danych, w związku z czym nie będziemy mieli w przyszłości żadnych pośredników i wszystko będzie transparentne — twierdzi Gagacki.

Blockchain to tzw. rozproszony rejestr. W dużym uproszczeniu coś raz w nim zakodowane pozostaje na wieczność, a tego zapisu nie da się usunąć ani go sfałszować. Wszystko dzięki temu, że technologia zapisuje te same informacje u wszystkich uczestników systemu. Dodatkowo każda zmiana zatwierdzana jest według określonych reguł, które muszą zgadzać się z kodem innych rejestrów. Nie można więc podrobić informacji, włamując się tylko do jednego z elementów systemu. Dzięki temu można je błyskawicznie odtworzyć. Taki sposób zapisywania danych jest najwyższym gwarantem bezpieczeństwa — Świętym Graalem firm z wielu sektorów.

Dynamiczny rozwój tej technologii nie oznacza wcale, że nie spotka się on ze sporym sprzeciwem. – Za każdym razem, kiedy pojawia się ruch, który ma na celu usprawnienie przejrzystości lub demokratyzację działań, mamy do czynienia z próbą siły. Innowatorzy korzystać będą z tej technologii, a sam rynek ukarze firmy, które nie będą chciały być transparentne, tak że w końcu i one się zmienią – stwierdził Daniel Jeffries, ekspert i wizjoner, podczas konferencji Blockchain Connect Warsaw 2018.

Do grona firm sprzeciwiających się przejrzystości z pewnością nie należy EY, światowy lider w zakresie audytu, doradztwa podatkowego, doradztwa biznesowego oraz doradztwa transakcyjnego, który już dziś prowadzi szereg inicjatyw skierowanych do środowiska firm technologicznych, takich jak program EYnovation czy Startberry, będąc partnerem w dyskusji o zastosowaniu technologii blockchain w biznesie oraz nowych metodach pozyskiwania środków finansowych poprzez transakcje ICO.   Ostatnie dwie dekady to czas rewolucyjnych zmian w sposobie prowadzenia biznesu, wywołanych nowymi technologiami cyfrowymi, komunikacyjnymi i powszechną mobilnością. Internet i telefonia komórkowa na zawsze zmieniły sposób, w jaki się komunikujemy. Jednak wraz z rozwojem internetu pojawiły się nowe zagrożenia. Blockchain jest technologią, która może przywrócić zaufanie niezbędne do bezpiecznego prowadzenia biznesu – mówi Tomasz Kibil, Associate Partner, EMEIA Advisory Center IoT Strategy Leader, EY.  Doskonale widać to na przykładzie produkcji przemysłowej i logistyki, gdzie rozwiązania oparte o rozproszone rejestry są już testowane i wdrażane. — Transparentność i identyfikacja w łańcuchu dostaw produkcji odgrywają w logistyce istotną rolę. Zdecentralizowane rejestry mogą je znacząco poprawić. Są odporne na próby oszustwa i umożliwiają lepszą kontrolę dostępu. Za ich pośrednictwem można gromadzić kluczowe dane o pochodzeniu każdego pojedynczego składnika wykorzystanego w procesie produkcyjnym  tłumaczy Krzysztof Gagacki z IOVO.io.

Automatyzacja (nie) do zatrzymania: jaki będzie kolejny krok ludzkości w przyszłość?

Valentyn Kropov, Delivery Director w SoftServe
Valentyn Kropov, Delivery Director w SoftServe

Dzięki automatyzacji możliwe jest to, co jeszcze jakiś czas temu wydawało się niewyobrażalne. Automatyzacja pozwala na wybudowanie domu w parę godzin, sprowadzenie rakiety wielokrotnego użytku na Ziemię (tzw. rakiety jednostopniowej) w celu ponownego startu, czy też na przeprowadzenie skomplikowanego zabiegu chirurgicznego, podczas gdy pacjent znajduje się na innym kontynencie. Roboty, inteligentne urządzenia i wysokowydajne systemy, pracujące z ogromnymi i ciągle rosnącymi przepływami danych, na zawsze zmieniły otaczającą nas rzeczywistość. Osiągnięcia automatyzacji dają człowiekowi niewyobrażalny wcześniej komfort i swobodę działania oraz uwalniają od rutyny. Dzięki nim ludzie mogą rozwijać swoja kreatywność, dążyć do samorealizacji i podejmować nowe aktywności, na które wcześniej, przez nakład pracy, brakowało czasu.

Ponad 100 lat temu Henry Ford posadził całą Amerykę za kierownicą, organizując pierwszą masową produkcję urządzenia nowej technologii – samochodu. Jego konstrukcja musiała zostać ujednolicona dla linii produkcyjnej, a sam Ford poświęcił połowę swojego życia na masową instalację linii produkcyjnych. Efekt był tego warty. Automatyzacja przyniosła rekordową sprzedaż, ale przede wszystkim była impulsem do rozwoju kultury motoryzacyjnej w USA. Dzięki temu milionom Amerykanów zwiększył się komfort życia na przedmieściach. Ponadto, automatyzacja pozwoliła na szybszy rozwój infrastruktury drogowej i transportu. Jeszcze nie tak dawno cykl „pomysł-realizacja-masowe użytkowanie” mógł zajmować nawet 30-40 lat i  więcej (np. wynalezienie lodówek, które na zawsze odmieniło branżę produkcji, przechowywania i sprzedaży towarów spożywczych). Dziś od stworzenia do masowego zastosowania mija zaledwie kilka lat (np. smartfony, które w ciągu mniej niż 10 lat użytkuje zdecydowana większość ludzi).

„Chwała robotom!”

Co przyczyniło się do takiego rozwoju automatyzacji? Kluczowym czynnikiem jest tu szybkość wykonania zadań i podejmowania decyzji. Wykonując wiele podobnych do siebie operacji, z czasem każdy człowiek zaczyna działać nieefektywnie lub popełniać błędy, nieraz krytyczne, a nawet fatalne. Podobnie jak pociąg i samochód stały się lepszym środkiem komunikacji niż pojazdy zaprzęgowe, tak roboty i inteligentne programy wykonują rutynowe zadania znacznie szybciej i dokładniej niż ludzie. Automatyzując procesy liczy się z jednej strony na zwiększenie produktywności i jakości przy wzroście ilości, a z drugiej – na pozbawienie wad, których przyczyną może być człowiek.

Zgodnie z wynikami badań przeprowadzonych przez firmę McKinsey[1], przy obecnym poziomie technologii automatyzacja może objąć niemal wszystkie obszary działalności. Objętość tego rynku to ponad połowa wszystkich pracowników na świecie, z kapitałem wynagrodzeń około 15 trylionów dolarów. Produkcja, hotelarstwo i gastronomia, branża retail – właśnie tutaj automatyczne rozwiązania  pojawią się w pierwszej kolejności. Przy czym, zautomatyzowana zostanie nie tylko praca nisko płatna, lecz także obszary, w których potrzebny jest średni lub wysoki poziom kwalifikacji.

Typy automatyzacji

Aby zrozumieć, czym jest automatyzacja, warto rozróżniać automatyzację z udziałem robotów i bez nich. Pierwszy typ możemy spotkać np. w budownictwie (druk 3D ścian, zautomatyzowana budowa domów z milimetrową dokładnością), produkcji przemysłowej, służbie zdrowia (roboty dla wykonania badań i zabiegów chirurgicznych).

Drugi typ automatyzacji nie dotyczy świata fizycznego, ponieważ zakłada on pracę z danymi i ich przekształcaniem. Uważa się, że taka automatyzacja nabiera masowego charakteru dopiero teraz, ale jeśli się przyjrzeć, to korzystamy z niej już od dawna. Wystarczy tylko przypomnieć autokorektę i sprawdzenie pisowni w programach tekstowych, formuły w arkuszach kalkulacyjnych, środki autouzupełniania formularzy, automatyczne tłumaczenie stron internetowych i wiele innych możliwości. W USA procesy gromadzenia i analizy danych uważa się za jeden z najbardziej podatnych na automatyzację obszarów. Razem z pracą fizyczną w wysoko zorganizowanych i przewidywalnych obszarach stanowią one 51 proc. krajowej gospodarki, co przekłada się na 2,7 trylionów dolarów w postaci wynagrodzeń dla pracowników.

Bot czy specjalista?

Najbardziej atrakcyjnymi obszarami dla automatyzacji będą te, w których większość informacji jest przedstawiona w formie elektronicznej, a rozwiązania można zidentyfikować stosunkowo łatwo. Jednym z takich obszarów jest prawoznawstwo: jego ogromny potencjał można realizować w miarę łatwo dzięki temu, że wszystko jest udokumentowane, biorąc oczywiście pod uwagę możliwość dostępu do ustaw i statutów w wersji elektronicznej. Efektywna praca z dużą ilością danych w tym obszarze jest w stanie przynieść niesamowity rezultat. Duże możliwości dla automatyzacji są w obszarze prawa precedensowego (takie jest np. w USA). Przerabiając coraz większe ilości informacji zautomatyzowany „prawnik” może znacznie dokładniej określić prawdopodobieństwo wygrania procesu, niż człowiek. Możliwości żywego prawnika są ograniczone, m.in doświadczeniem, które zdążył zgromadzić w ciągu swojej kariery. Bot natomiast może podejmować decyzję o wiarygodności pozytywnego rozwiązania sprawy na podstawie wszystkich podobnych przypadków. Idealny scenariusz automatyzacji procedury prawnej wygląda w następny sposób: zadajemy pytanie i w odpowiedzi dostajemy algorytm działań wyposażony w artefakty, którymi są szablony wniosków, ankiet, każda dokumentacja, która jest potrzebna dla danego precedensu. Na przykład w odpowiedzi na pytanie jak zarejestrować firmę, możemy otrzymać nie tylko listę niezbędnych dokumentów, ale także analizę podobnych spraw, skomplikowanych przypadków, statystyki, itd.

Jednak pomimo że prawoznawstwo ma ogromny potencjał w obszarze automatyzacji oraz prowadzone są dyskusje na jej temat w tym kontekście, analiza rynku pokazuje, że realnych osiągnięć na razie jest mało. Dziś funkcjonalność „botów-prawników” jest bardzo ograniczona, obejmuje ona tylko niektóre typowe sytuacje i nie jest używana powszechnie w kontekście komercyjnym. Na rynku jednak stopniowo pojawiają się inteligentne systemy wyszukiwania, służące podniesieniu efektywności pracy prawników, wykorzystujące analizę legislacyjną i uczenie maszynowe zamiast tradycyjnego wyszukiwania według słów kluczowych. Możliwości wyspecjalizowanych narzędzi, łączących technologie Natural Language Processing, Machine Learning i Latent Semantic Indexing, wykorzystywane są najczęściej do analizy kontraktów i sprawdzania zgodności z polityką firmy.

Jeszcze jeden perspektywiczny obszar dla automatyzacji to ochrona prawna i ochrona własności intelektualnej. Już dziś giganci branży IT w postaci YouTube i Facebooka z powodzeniem automatyzują procesy w zakresie ochrony praw własności intelektualnej, zapewniając weryfikację treści pod kątem zgodności z prawami autorskimi i prawami pokrewnymi. Wykonanie automatycznych wyszukiwań dla rejestracji znaków towarowych w różnych regionach świata, automatyzacja procedury rejestracji znaku towarowego dla towarów i usług zgodnie z typowym scenariuszem – praca z danymi w tym obszarze bezpośrednio jest związana z działalnością komercyjną. Należy tutaj przypomnieć ukraiński PatentBot, który nauczył się już rejestrować znaki towarowe nie tylko na Ukrainie, ale także w Stanach Zjednoczonych. Tego typu produkty informatyczne, mimo iż nie uwzględniają wszystkich szczegółów i skomplikowanych przypadków rejestracji, pełnią ważną misję. Sprawiają, że usługi z zakresu praw własności intelektualnej stają się bardziej przystępne dla szerokiego grona odbiorców, popularyzują się oraz  wspierają działanie mechanizmów legislacyjnych na rzecz biznesu.

Kwestia automatyzacji procesów związanych z prawami własności intelektualnej z biegiem czasu będzie coraz istotniejsza, ponieważ ilość przetwarzanych ręcznie danych rośnie wykładniczo. Takie instytucje, jak np. działający na terenie Polski Urząd Patentowy potrzebują kilku miesięcy, by sprawdzić podobieństwo znaku towarowego do już zarejestrowanych. To samo można w większości przypadków wykonać za pomocą algorytmów uczenia maszynowego, pozostawiając do ręcznego sprawdzania tylko sprzeczne lub najbardziej skomplikowane przypadki.

Oprócz dziedziny prawnej najbardziej atrakcyjnymi obszarami do automatyzacji są takie, w których najwięcej dokumentów jest w wersji elektronicznej, a także te, których algorytmy działania mają formę deterministyczną. Branże takie jak rachunkowość, bankowość, handel, marketing, edukacja i nawet medycyna ogólna już teraz są obserwowane zarówno przez duże firmy jak i startupy. Można spodziewać się najpierw powstania instrumentów znacznie ułatwiających pracę specjalistów, a z czasem – kompleksowych rozwiązań, które będą w stanie praktyczne całkowicie ich zastąpić.

O krok od przyszłości i etyka

Dzięki automatyzacji ciężkiej pracy fizycznej oraz rutynowych procedur, człowiek otrzymuje możliwość skoncentrowania się na samym produkcie, procesie jego tworzenia i udoskonalenia. Pojawia się więcej czasu i pieniędzy dla warsztatów kreatywnych, które są motorem postępu. Zastosowanie automatyzacji pozwala znacznie obniżyć cenę produktów i usług, i pozwala zaproponować je w bardziej dostępnej dla szerokiej publiczności formie. Automatyzacja zmienia biznesy, branże i świadomość. Zmienia się krajobraz rynku pracy, wymierają nieaktualne i rodzą się nowe zawody. Dobrą wiadomością dla sceptyków jest to, że na poziomie makro procesy te idą dosyć wolno. Eksperci uważają, że do 2055 roku uda się zautomatyzować tylko połowę istniejących dzisiaj zawodów. Celem końcowym tego postępu jest jednak pełna automatyzacja pracy człowieka. Znany futurolog, badacz i romantyk świata maszyn Raymond Kurzweil przepowiedział, że w 2045 roku nastąpi technologiczna osobliwość. Jest to moment, kiedy istniejącym rozwiązaniom technologicznym do ich rozwoju już nie będzie potrzebna nasza pomoc. Ale ten moment jest jeszcze bardzo, bardzo daleko.

Taka tendencja może przestraszyć, ponieważ powstaje uzasadnione pytanie: co powinna robić ludzkość, jeśli pracy dla niej w ciągu najbliższych 100 lat praktycznie nie zostanie? Prawda jest zawsze względna. Jeśli bazować na suchych faktach, to jeszcze 150 lat temu 80 proc. ludności zajmowało się rolnictwem. Pojawienie się maszyn do uprawy ziemi, automatycznego nawadniania i zbiorów tak samo przeraziły naszych przodków. Dziś już natomiast zaledwie 12 proc. ludzkości zaangażowane jest w rolnictwo, i to wcale nie oznacza, że reszta nie ma czym się zająć. Automatyzacja rolnictwa zmusiła ludzi do zastanowienia się nad tym, co robić dalej, jakie obszary rozwijać i dokąd zmierzać. W ten sam sposób, zamiast kosy i brony nasi przodkowie zaczęli pracować w zakładach mechanicznych w miastach. Możemy się więc spodziewać, że w najbliższej przyszłości powstaną nowe, atrakcyjne branże i zawody.

[1] https://www.mckinsey.com/global-themes/digital-disruption/harnessing-automation-for-a-future-that-works

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Historyczne maksima bez entuzjazmu

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Nastroje na początku tego roku są szampańskie. Dominuje pogląd, że inwestorzy giełdowi są wręcz skazani na wzrosty. Wynika to z bardzo sprzyjającego środowiska makroekonomicznego. Większość gospodarek doświadcza bowiem ożywienia gospodarczego. Od czasu ostatniego kryzysu praktycznie nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, szczególnie jeżeli dodamy do tego utrzymujące się bardzo korzystne warunki monetarne. Główne banki centralne są bardzo ostrożne z zaostrzeniem swojej polityki, a takie stanowisko jest uzasadnione utrzymującą się niską inflacją. Śrubuje to wyceny akcji i prowadzi do wyznaczania nowych historycznych maksimów. Na Wall Street praktycznie każda kolejna sesja przynosi nowe rekordy. W Azji wiele parkietów również pokonało wcześniejsze maksima, a w tym tygodniu dołączył do tego grona niemiecki DAX oraz krajowy WIG. Brakuje jednak przy tym wyraźniejszego optymizmu, co szczególnie widać na GPW. Z jednej strony nowe maksima powinny cieszyć i potwierdzać panującą hossę. Ta jednak pozostaje wyjątkowo wybiórcza i to pod wieloma względami. Otóż prym w sposób wyraźny wiedzie sektor bankowy, który zdecydowanie pozytywnie wyróżnia się na tle rynku. Pozostałe branże już tak okazale się nie prezentują. Ponadto najbardziej we wzrostach partycypuje kapitał zagraniczny. Krajowy od dłuższego czasu pozostaje w defensywie. Polacy zachłysnęli się nieruchomościami oraz funduszami inwestującymi w bezpieczne dłużne aktywa. Od akcji wciąż stronimy, co wynikać może z zakorzenionych przez wcześniejszych kryzys i wciąż żywych obaw oraz konserwatywnej naturze. Bliżej nam bowiem do skupionych na bezpieczeństwie Niemców niż Amerykanów, którzy zakochali się w funduszach typu ETF. Jednocześnie ciężko oczekiwać, aby te postawy miały się w najbliższym czasie zmienić. Dość dobrze różnicę oddaje fakt, że nowe rekordy na Wall Street przyciągają świeży kapitał, a na GPW już niekoniecznie. Zresztą wtorkowa rekordowa sesja niemalże zakończyła się stratami, a kolejna na większe apetyty popytu nie wskazywała. Problemem zaczyna być niezbyt szeroka partycypacja spółek po stronie wyraźnych wzrostów. Z tego względu na GPW wciąż prawdziwej hossy nie czuć. Niestety, trudno będzie o zmianę tego stanu rzeczy, szczególnie w roku przejściowym, kiedy Pracownicze Plany Kapitałowe jeszcze nie powstały, a OFE zmierzyć się muszą z wyższą alokacją na rynku i wciąż niemiłosiernym suwakiem. W tym kontekście dochodzimy do pewnego paradoksu, że źródłem kapitału stają się wezwania, co w okresie bicia rekordów nie powinno mieć przecież miejsca.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Historyczne maksima bez entuzjazmu

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Nastroje na początku tego roku są szampańskie. Dominuje pogląd, że inwestorzy giełdowi są wręcz skazani na wzrosty. Wynika to z bardzo sprzyjającego środowiska makroekonomicznego. Większość gospodarek doświadcza bowiem ożywienia gospodarczego. Od czasu ostatniego kryzysu praktycznie nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, szczególnie jeżeli dodamy do tego utrzymujące się bardzo korzystne warunki monetarne. Główne banki centralne są bardzo ostrożne z zaostrzeniem swojej polityki, a takie stanowisko jest uzasadnione utrzymującą się niską inflacją. Śrubuje to wyceny akcji i prowadzi do wyznaczania nowych historycznych maksimów. Na Wall Street praktycznie każda kolejna sesja przynosi nowe rekordy. W Azji wiele parkietów również pokonało wcześniejsze maksima, a w tym tygodniu dołączył do tego grona niemiecki DAX oraz krajowy WIG. Brakuje jednak przy tym wyraźniejszego optymizmu, co szczególnie widać na GPW. Z jednej strony nowe maksima powinny cieszyć i potwierdzać panującą hossę. Ta jednak pozostaje wyjątkowo wybiórcza i to pod wieloma względami. Otóż prym w sposób wyraźny wiedzie sektor bankowy, który zdecydowanie pozytywnie wyróżnia się na tle rynku. Pozostałe branże już tak okazale się nie prezentują. Ponadto najbardziej we wzrostach partycypuje kapitał zagraniczny. Krajowy od dłuższego czasu pozostaje w defensywie. Polacy zachłysnęli się nieruchomościami oraz funduszami inwestującymi w bezpieczne dłużne aktywa. Od akcji wciąż stronimy, co wynikać może z zakorzenionych przez wcześniejszych kryzys i wciąż żywych obaw oraz konserwatywnej naturze. Bliżej nam bowiem do skupionych na bezpieczeństwie Niemców niż Amerykanów, którzy zakochali się w funduszach typu ETF. Jednocześnie ciężko oczekiwać, aby te postawy miały się w najbliższym czasie zmienić. Dość dobrze różnicę oddaje fakt, że nowe rekordy na Wall Street przyciągają świeży kapitał, a na GPW już niekoniecznie. Zresztą wtorkowa rekordowa sesja niemalże zakończyła się stratami, a kolejna na większe apetyty popytu nie wskazywała. Problemem zaczyna być niezbyt szeroka partycypacja spółek po stronie wyraźnych wzrostów. Z tego względu na GPW wciąż prawdziwej hossy nie czuć. Niestety, trudno będzie o zmianę tego stanu rzeczy, szczególnie w roku przejściowym, kiedy Pracownicze Plany Kapitałowe jeszcze nie powstały, a OFE zmierzyć się muszą z wyższą alokacją na rynku i wciąż niemiłosiernym suwakiem. W tym kontekście dochodzimy do pewnego paradoksu, że źródłem kapitału stają się wezwania, co w okresie bicia rekordów nie powinno mieć przecież miejsca.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Historyczne maksima bez entuzjazmu

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Nastroje na początku tego roku są szampańskie. Dominuje pogląd, że inwestorzy giełdowi są wręcz skazani na wzrosty. Wynika to z bardzo sprzyjającego środowiska makroekonomicznego. Większość gospodarek doświadcza bowiem ożywienia gospodarczego. Od czasu ostatniego kryzysu praktycznie nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, szczególnie jeżeli dodamy do tego utrzymujące się bardzo korzystne warunki monetarne. Główne banki centralne są bardzo ostrożne z zaostrzeniem swojej polityki, a takie stanowisko jest uzasadnione utrzymującą się niską inflacją. Śrubuje to wyceny akcji i prowadzi do wyznaczania nowych historycznych maksimów. Na Wall Street praktycznie każda kolejna sesja przynosi nowe rekordy. W Azji wiele parkietów również pokonało wcześniejsze maksima, a w tym tygodniu dołączył do tego grona niemiecki DAX oraz krajowy WIG. Brakuje jednak przy tym wyraźniejszego optymizmu, co szczególnie widać na GPW. Z jednej strony nowe maksima powinny cieszyć i potwierdzać panującą hossę. Ta jednak pozostaje wyjątkowo wybiórcza i to pod wieloma względami. Otóż prym w sposób wyraźny wiedzie sektor bankowy, który zdecydowanie pozytywnie wyróżnia się na tle rynku. Pozostałe branże już tak okazale się nie prezentują. Ponadto najbardziej we wzrostach partycypuje kapitał zagraniczny. Krajowy od dłuższego czasu pozostaje w defensywie. Polacy zachłysnęli się nieruchomościami oraz funduszami inwestującymi w bezpieczne dłużne aktywa. Od akcji wciąż stronimy, co wynikać może z zakorzenionych przez wcześniejszych kryzys i wciąż żywych obaw oraz konserwatywnej naturze. Bliżej nam bowiem do skupionych na bezpieczeństwie Niemców niż Amerykanów, którzy zakochali się w funduszach typu ETF. Jednocześnie ciężko oczekiwać, aby te postawy miały się w najbliższym czasie zmienić. Dość dobrze różnicę oddaje fakt, że nowe rekordy na Wall Street przyciągają świeży kapitał, a na GPW już niekoniecznie. Zresztą wtorkowa rekordowa sesja niemalże zakończyła się stratami, a kolejna na większe apetyty popytu nie wskazywała. Problemem zaczyna być niezbyt szeroka partycypacja spółek po stronie wyraźnych wzrostów. Z tego względu na GPW wciąż prawdziwej hossy nie czuć. Niestety, trudno będzie o zmianę tego stanu rzeczy, szczególnie w roku przejściowym, kiedy Pracownicze Plany Kapitałowe jeszcze nie powstały, a OFE zmierzyć się muszą z wyższą alokacją na rynku i wciąż niemiłosiernym suwakiem. W tym kontekście dochodzimy do pewnego paradoksu, że źródłem kapitału stają się wezwania, co w okresie bicia rekordów nie powinno mieć przecież miejsca.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

2 lata Prawa restrukturyzacyjnego

Prawo restrukturyzacyjne działa od 2016 r. Według raportu Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja SA, przygotowanego we współpracy ze SpotData, od tego czasu otwarto 585 postępowań restrukturyzacyjnych, co stanowi równo 1/3 łącznej liczby upadłości i restrukturyzacji.

Szacujemy, że ok. 40% tych postępowań pojawiło się w miejsce upadłości układowej, natomiast ok. 60% to pozytywna reakcja na wprowadzenie nowych regulacji, czyli wykorzystanie nowej, wcześniej niedostępnej szansy.

Postępowania restrukturyzacyjne w Polsce napotykają wiele barier – głównie finansowych i organizacyjnych

Do końca 2017 roku zatwierdzonych zostało 111 układów w postępowaniach restrukturyzacyjnych (są to dane wstępne – ostateczna liczba może okazać się nieco wyższa), co stanowi jedną piątą liczby otwartych postępowań. Z jednej strony to lepszy wynik, niż w czasie obowiązywania prawa upadłościowego i naprawczego, a z drugiej pokazuje, że postępowania restrukturyzacyjne w Polsce napotykają na wiele barier, szczególnie finansowych i organizacyjnych, a część firm wybrała procedurę restrukturyzacyjną na wyrost. Są to firmy, które powinny de facto znaleźć się w postępowaniu upadłościowym.

Koncentracja postępowań restrukturyzacyjnych w największych sądach usprawni procedury

Jednocześnie warto zauważyć, że w ponad jednej czwartej sądów nie zakończyło się jeszcze żadne postępowanie restrukturyzacyjne. To pokazuje na jak wczesnym etapie znajduje się w Polsce proces wprowadzania nowych instytucji prawnych w tym obszarze, a jednocześnie jest ewidentnym dowodem na konieczność koncentracji restrukturyzacji i upadłości przedsiębiorców w 12 największych sądach w miejsce dotychczasowych 30.

Brak nowego finansowania główną przeszkodą w powodzeniu sanacji

Najwięcej zatwierdzonych układów było w procedurze przyspieszonego postępowania układowego (81), a najmniej w procedurach postępowania sanacyjnego i układowego (8). Taki rozkład nie dziwi, ponieważ postępowanie sanacyjne nastawione jest nie tylko na restrukturyzację długów, ale również procesów biznesowych a zwykle także wymaga pozyskania nowego finansowania, dlatego trwa dłużej niż inne postępowania. W sanacji bowiem najmocniej objawia się brak przygotowania rynku do finansowania podmiotów w restrukturyzacji. Najbardziej efektywne (w rozumieniu procenta zatwierdzonych układów w stosunku do liczby postępowań) natomiast okazuje się postępowanie o zatwierdzenie układu, gdzie na 16 wniosków 15 układów zostało zatwierdzonych.

Przewlekłość procedur odwoławczych kolejną bolączką postępowań restrukturyzacyjnych

Najdłuższe są postępowania sanacyjne i układowe, które trwają średnio ok. 250 dni (i czas ten rośnie). Natomiast przyspieszone postępowanie układowe to najczęściej ok. 110 dni. To bardzo dobre wyniki, który nie uwzględniają jednak czasu trwania procedur odwoławczych, których przewlekłość jest w tej chwili największą bolączką postępowań restrukturyzacyjnych.

Geograficzny rozkład otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych bardzo dobrze odzwierciedla znaczenie gospodarcze poszczególnych miast i regionów.

Liderem jest Warszawa, gdzie w sądzie rejonowym otwarto 13,3% postępowań. Dla całego Mazowsza jest to 15,6%, co stanowi odsetek bardzo zbliżony do udziału tego województwa w liczbie firm aktywnych w Polsce (16,1%). Na Śląsku, czyli w Katowicach, Gliwicach i Częstochowie, otwarto 13,2% wszystkich postępowań, wobec 13-procentowego udziału tego regionu w populacji firm. Trzecim regionem jest Wielkopolska (Poznań, Gorzów Wielkopolski i Kalisz), gdzie otwarto 10,6% postępowań wobec 10,6% udziału tego województwa w populacji firm.

Podsumowując, restrukturyzacja działa i to skutecznie. Nie jest to jeszcze działanie modelowe, zgodne z założonym wzorcem, ale po zrealizowaniu założeń ustawy czyli:

  • wprowadzeniu Rejestru czyli elektronicznego systemu prowadzenia i dostępu do akt spraw restrukturyzacyjnych,
  • odciążeniu sądów restrukturyzacyjnych przez usunięcie z ich właściwości upadłości konsumenckich,
  • szerokim rozpropagowaniu wśród przedsiębiorców wiedzy o restrukturyzacji,

ma wszelkie szanse zrealizować pokładane w niej nadzieje i ochronić znaczącą liczbę przedsiębiorstw przed upadłością

Wysoka aktywność najemców na warszawskim rynku biurowym w 2017 roku

Rok 2017 charakteryzował się dużą aktywnością najemców, szczególnie przedsiębiorstw z sektora usług finansowych. Aktywność ta, przy jednoczesnej średniej podaży, spowodowała kompresję wskaźnika pustostanów na warszawskim rynku biurowym do poziomu 11,7%. To najniższa wartość zanotowana od III kwartału 2013 roku. Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowała warszawski rynek biurowy w raporcie „Marketbeat. Rynek biurowy w Warszawie. Podsumowanie 2017 roku.”

Całkowite zasoby powierzchni biurowej w stolicy wynoszą obecnie 5,28 mln mkw., a w kolejnych trzech latach wzrosną łącznie o ponad 855 000 mkw. W 2017 roku dostarczono na rynek 275 400 mkw. w 27 budynkach i jest to wartość zbliżona do średniej z ostatnich 6 lat. Jednak to i tak około 132 000 mkw. mniej niż w rekordowym 2016 roku. Do największych biurowców oddanych do użytku w ubiegłym roku należą: Business Garden II (54 800 mkw.), West Station II (35 000 mkw.) oraz D48 (23 400 mkw.). Powiększono obszar Strefy Centralnej – obejmuje ona teraz także okolice Ronda Daszyńskiego, Dworca Gdańskiego i Placu Unii Lubelskiej.

– Wraz z relatywnie niskim poziomem nowej podaży planowanej do oddania w 2018 oraz 2019 roku, na przestrzeni najbliższych kwartałów będziemy obserwować efekt luki podażowej, zwłaszcza w przypadku najemców poszukujących biur o powierzchni większej niż 5 000 mkw. Najprawdopodobniej będą oni zmuszeni wstrzymać swoje plany relokacji lub ekspansji do 2020 roku, w którym planowane jest oddanie do użytku ponad 430 000 mkw. nowej powierzchni biurowej – mówi Anna Kwiatkowska, Associate w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych, Cushman & Wakefield.

Wolumen transakcji najmu wyniósł w ubiegłym roku prawie 825 000 mkw., czyli o 9,8% więcej niż w roku 2016 oraz jedynie o 1,7% mniej niż w rekordowym roku 2015. Wśród największych transakcji można wymienić: wynajęcie przez Citi 18 500 mkw. w Generation Park X, odnowienie przez Bank Millennium umowy najmu 18 300 mkw. w Harmony Office Centre oraz wynajęcie 15 500 mkw. przez J.P Morgan w Atrium Garden.

– W 2017 roku rekordowo wysoki poziom popytu był w dużej mierze rezultatem bardzo dużej aktywności najemców o profilu SSC/BPO, którzy po okresie dynamicznego rozwoju branży w miastach regionalnych coraz częściej doceniają większe zasoby wyspecjalizowanych pracowników dostępnych w Warszawie – komentuje Piotr Capiga, Associate w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych w Cushman & Wakefield.

Niewynajęta powierzchnia biurowa wynosi obecnie 615 700 mkw., z czego 185 000 mkw. znajduje się w strefie centralnej. Liczba ta odpowiada 9,1% całkowitego zasobu tej strefy i jest to wartość o 6,1 pkt. proc. mniejsza niż w 2016 roku. Największy wskaźnik pustostanów (23%) odnotowano w strefie Żwirki i Wigury, a najmniejszy w strefie północnej (3,7%).

Czynsze nominalne dla najlepszych biur w Centralnym Obszarze Biznesu w Warszawie utrzymują się na poziomie 23,5-23,75 €/mkw., w strefie Centralnej Zachodniej, gdzie aktywność najemców jest największa, czynsze wahają się w przedziale 17-19 €/mkw. Dla lokalizacji poza centrum stawki pozostają na niezmienionym poziomie i wynoszą od 13 do 16,5 €/mkw.

– W 2017 roku przeprowadziliśmy aż trzy z pięciu największych transakcji najmu. Zaobserwowaliśmy rekordowo wysoki popyt przekraczający 820 000 mkw., spadek wskaźnika pustostanów do poziomu 11,7%, prężny rozwój firm oraz wejście na rynek nowych najemców, a także coraz mocniej zaznaczający się trend związany z wdrażaniem przez pracodawców rozwiązań z dziedziny „workplace” w celu poprawienia retencji pracowników. Ciekawym trendem okazał się też skokowy wzrost zainteresowania Warszawą ze strony operatorów co-workingowych, takich jak Mindspace, CIC, Brain Embassy, Rent24, Spaces itd, odpowiadających na rosnący popyt najemców – mówi Krzysztof Misiak, Partner, Dyrektor Sekcji Miast Regionalnych w Cushman & Wakefield.

– Warszawski rynek biurowy w 2018 roku będzie charakteryzował się stosunkowo niską podażą oraz niskim poziomem pustostanów. Wraz z malejącą dostępnością powierzchni biurowych, rosnącymi kosztami zatrudnienia i kosztami budowy, możemy spodziewać się nieznacznych podwyżek czynszów. Ograniczone zasoby mogą również wpłynąć na wzrost liczby renegocjacji obecnych umów najmu – mówi Richard Aboo, Partner w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych w Cushman & Wakefield.

Biznes traci miliony z powodu smogu

Z badań przeprowadzonych przez międzynarodową grupę Data-Driven Yale, do której należą badacze, naukowcy i programiści z różnych dziedzin wynika, że zanieczyszczenie powietrza wpływa negatywnie nie tylko na nasze zdrowie, lecz także na kondycję biznesu w miastach. Badanie przeprowadzone na terenie Hiszpanii wskazuje, że firmy zlokalizowane w obszarze aglomeracji tracą z powodu smogu od 19 do 30 miliardów dolarów rocznie.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), zanieczyszczenie powietrza dotyka ponad 90 proc. światowej populacji i prowadzi do przedwczesnej śmierci 7 mln osób rocznie. W opinii Komisji Europejskiej z powodu zanieczyszczenia powietrza w Unii Europejskiej każdego roku umiera przedwcześnie ok. 440 tys. osób, a w Polsce ok. 44 tys. Jak dowodzą najnowsze badania grupy Data-Driven Yale, smog odbija się negatywnie nie tylko na naszym zdrowiu i budżecie państwa, lecz także na kondycji biznesów zlokalizowanych w miastach.

Naukowcy przeanalizowali codzienne wydatki mieszkańców w zestawieniu z jakością powietrza w 12 hiszpańskich prowincjach. Wnioski są zaskakujące. Okazuje się, że hiszpańscy konsumenci wydają dziennie od 29 do 48 mln dolarów mniej w sytuacji, gdy zanieczyszczenie powietrza ozonem jest o 10 proc. wyższe niż normalnie i dodatkowo od 23 do 35 milionów dolarów dziennie, kiedy poziom zanieczyszczenia pyłami (PM 10 i PM 2.5) jest o 10 proc. wyższy niż normalnie. Wzrost zanieczyszczenia pyłami i ozonem o zaledwie 10 proc. może skutkować tym, że hiszpański konsument wyda rocznie od 19 do 30 miliardów dolarów mniej.

Dzięki wykorzystaniu systemów informacji geograficznej (GIS) i programów statystycznych, badacze odkryli, że wraz ze wzrostem poziomu zanieczyszczeń, konsumenci częściej zostają w domach, unikają chodzenia do restauracji, na zakupy czy podejmowania innych form rozrywki co prowadzi do „dławienia” lokalnych biznesów.

Badanie może posłużyć jako ostrzeżenie dla biznesu i postępującej urbanizacji. Badacze z Yale udowadniają, że firmy zlokalizowane w mieście są dużo bardziej narażone na kwestie związane z pogorszeniem stanu powietrza. Mieszkańcy miast czterokrotnie częściej zmieniają swoje decyzje zakupowe pod wpływem informacji o zanieczyszczeniu powietrza niż osoby z terenów podmiejskich i wiejskich. Wraz z postępującym rozwojem miast, włodarze i biznesmani starają się zrozumieć wpływ rosnącej liczby mieszkańców na ekosystem aglomeracji. GIS i analityka biznesowa (location analytics) mogą pomóc w identyfikacji zagrożeń i szukaniu nowych rozwiązań biznesowych.

Ma to szczególne znaczenie w sytuacji, w której populacja coraz mocniej koncentruje się w dużych miastach. Stopień urbanizacji w takich krajach jak Hiszpania i USA przekroczył już 80 proc., a w Wielkiej Brytanii osiągnął poziom 90 proc. W Polsce współczynnik urbanizacji wynosi 61 proc., jednak jakość powietrza w polskich miastach jest najgorsza w całej Europie (6 spośród 10 najbardziej zanieczyszczonych europejskich miast znajduje się w Polsce[1]). Nasuwa się pytanie – skoro w krajach takich jak Hiszpania konsumenci ograniczają swoją aktywność z uwagi na wzrost zanieczyszczenia powietrza o 10 proc., to jak mogłaby wyglądać sytuacja, w polskich miastach, gdzie stężenie pyłów sięga 1600 proc.?

Rozwiązania GIS pomagają przeanalizować wpływ zmian klimatycznych oraz pogodowych na rozwój biznesu i znaleźć odpowiedź na pytanie jak temperatura, opady czy smog wpływają na kondycję firmy.

[1] Wg. badań Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska

Dolar w odwrocie. Mateusz Morawiecki o handlu kryptowalutami

Kolejny dzień i kolejne spadki na dolarze. Mateusz Morawiecki wyraził swoje stanowisko wobec handlu kryptowalutami. Norwegowie nie zmienili stóp procentowych.

Kolejny cios dla dolara

Wczoraj w Davos Steven Mnuchin potwierdził to co wielu analityków już wcześniej zauważało. Słaby dolar nie jest problemem USA. Jest wręcz jego strategią. Osłabienie rodzimej waluty podnosi bowiem atrakcyjność eksportu. W rezultacie realizując wizję pozostawienia miejsc pracy w USA zamiast wynosić je po za granicę. Słowa prezydenta Donalda Trumpa o zbyt mocnym dolarem miały miejsce co prawda gdy był on niemalże 20% mocniejszy niż obecnie. W tej sytuacji silna presja padła na Mario Draghiego. Prezes EBC jest w sytuacji w której, jeżeli rozpocznie cykl normalizacji polityki monetarnej jeszcze bardziej umocni euro tylko pogłębiając problemy gospodarki Unii Europejskiej. Możemy być świadkami fascynującej walki na wzajemne osłabianie swoich walut. Walki, w której swoja drogą Szwajcaria bierze już udział od dawna.

Mateusz Morawiecki ostro o kryptowalutach

Podczas wywiadu w Davos Mateusz Morawiecki zapytany pod koniec wywiadu przez dziennikarkę Bloomberga o kryptowaluty określił bardzo wyraźnie stanowisko. Kryptowaluty będą uregulowane lub nielegalne. Argumentem za tym podejściem jest chęć ochrony polskich nieprofesjonalnych inwestorów przed instrumentem wiążącym się bardzo dużym ryzykiem. Padło również porównanie do piramid finansowych i dobrze znanej spółki Amber Gold. Kryptowaluty trafią zatem przynajmniej do podobnego koszyka co Forex. W tym scenariuszu obejmą je również wymogi ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Sprawa ma być wyjaśniona w przeciągu miesiąca, kiedy to dedykowany zespół ma przedstawić rekomendacje.

Norwegia nie zmienia stóp procentowych

Zgodnie z oczekiwaniami analityków na dzisiejszym posiedzeniu Banku Norwegii nie doszło do zmian stóp procentowych. Zostały one utrzymane na obecnym poziomie. Przed samą decyzją było widać sporą nerwowość kiedy to korona norweska najpierw traciła na wartości by nagle tuż przed ogłoszeniem wystrzelić w górę. Po decyzji wróciła jednak na poziomy na których zaczynała dzień.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:45 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jak widoczność reklam wpływa na Twój biznes?

Widoczność reklam na stronie jest ważna zarówno dla reklamodawców, jak i dla wydawców. Efektywnie i dobrze ustawiona reklama dotrze do szerokiego grona odbiorców, zachęcając ich do podjęcia konkretnego działania: odwiedzenia internetowego sklepu, dokonania zakupu czy kontaktu z działem obsługi. Czym jest widoczność i jak wpływa na reklamę? Tłumaczy Yield Riser, firma zajmująca się optymalizacją przychodów z reklamy w Internecie.

Widoczność – co to jest?

Widoczność (viewability) jest wskaźnikiem, dzięki któremu użytkownik dowiaduje się, czy reklama na stronie ma szansę zostać zauważona przez użytkownika. Dane z badań widoczności zapewniają marketerom informację na temat tego, czy reklama została wyświetlona prawidłowo. Informacje są pozyskane za pomocą miernika, który zbiera dane na podstawie rzeczywistej liczby reklam, które były widoczne dla użytkowników.

Dlaczego to jest ważne?

Jeśli reklama jest niewidoczna, może mieć to związek z nieprawidłowym rozmieszczeniem reklam na stronie, a w konsekwencji prowadzić do utraty zaufania do marki. W reklamie online, widoczność jest najważniejszą wartością, zaraz po oglądalności. Dane zebrane na podstawie analizy dostarczają marketerom jasnych i skutecznych informacji, które wyjaśniają w jaki sposób lokować budżety i które media są najbardziej wartościowe.

W grudniu 2014 roku został opublikowany raport Google Active View nt. wyświetlania i wskaźnika widoczności reklam. Wyniki były zaskakujące – 56% reklam w Internecie nie ma szansy na wyświetlenie. Badania te pokazują, jak ważne jest umiejętne zarządzanie widocznością na stronie. Biorąc pod uwagę te dane oraz sytuację na rynku, media plannerzy coraz częściej proszą o statystyki reklamowe. Następnie, po analizie danych wybierając wyłącznie te miejsca, gdzie widoczność jest większa niż 60%.

Zdanie branży

W 2013 roku, Interactive Advertising Bureau (IAB) oraz Media Ratings Council (MRC) przy współpracy z dużymi agencjami, reklamodawcami, wydawcami i firmami technologicznymi zainicjowali badanie w celu ujednolicenia i stworzenia jednego standardowego pomiaru widoczności reklam.

Po 18 miesiącach pracy, IAB i MRC stworzyli definicję widoczności dla reklamy graficznej – co najmniej 50% reklamy musi być widoczna przez 1 sekundę. Wspólna metoda pomiaru rzeczywistej wartości wyświetlanej reklamy jest ważna, aby móc przewidywać, optymalizować i ustawiać reklamy skutecznie.

Podsumowanie

Zmiany wprowadzone przez IAB i MRC dają reklamodawcom wiedzę o ilości wyświetlanych reklam oraz pomagają w ich optymalizacji. Dzięki badaniu, wiedzą która kampania ma najwyższą wartość oraz jaki jest jej koszt. Z drugiej zaś strony, wydawcy uzyskali informacje jak korzyści reklamowe rozkładają się w witrynie. Najważniejszą zmianą jest ograniczenie wyświetlania reklam na stronie. Na tą chwilę takowych nie ma i niektóre witryny bombardują użytkowników nieskończona ilość reklam. Miejmy nadzieję, że dzięki rezultatom badania oraz zawiązanej w zeszłym roku koalicji Better Ads wkrótce to zmieni.

Źródło: blog Yield Riser – yieldriser.com/blog.

NWZA Laser-Med S.A. zatwierdziło połączenie z One More Level S.A.

NWZA notowanej na rynku NewConnect Spółki Laser-Med S.A. zatwierdziło połączenie z One More Level S.A. działającą w branży gier komputerowych. Po połączeniu Spółka zmieni nazwę na One More Level S.A. i będzie się zajmowała produkcją gier komputerowych.

Akcjonariusze Laser-Med S.A. podczas NWZA Spółki, które odbyło się w dniu 24.01.2018 r., podjęli Uchwałę o połączeniu ze Spółką One More Level S.A. Połączenie nastąpi w drodze przejęcia przez Spółkę Laser-Med S.A. Spółki One More Level S.A. poprzez przeniesienie całego majątku One More Level S.A. na Laser-Med S.A. w zamian za nowo emitowane akcje serii B. Po połączeniu Spółka zmieni nazwę na One More Level S.A. i będzie zajmowała się produkcją gier komputerowych. Głównym celem przeprowadzanego procesu jest stworzenie silnego podmiotu działającego w branży gier komputerowych i notowanego na rynku publicznym. One More Level S.A. jest producentem gry „God’s Trigger”, której wydawcą jest firma Techland. Produkcja ta została zaprezentowana w sierpniu 2017 r. podczas branżowych targów Gamescom i otrzymała bardzo dobre recenzje oraz nagrodę w kategorii: Best Puzzle / Skill Game, a także była nominowana w kategorii: Gamescom award for best booth. Gra „God’s Trigger” znajduje się w finalnej fazie produkcji. Produkcja ta będzie dostępna na platformach PC, PS4 oraz Xbox One.

„Podjęcie przez NWZA Uchwały w sprawie połączenia z One More Level S.A. znacząco nas przybliżyło do finalizacji całego procesu. Wiążemy bardzo duże nadzieje z rozpoczęciem działalności w nowym obszarze biznesowym, jakim jest produkcja gier komputerowych. Gra „God’s Trigger”, której producentem jest One More Level S.A., ma przed sobą bardzo dobre perspektywy sprzedażowe. Naszym głównym celem będzie efektywne wykorzystanie potencjału stojącego przed branżą gier komputerowych i dalszy wzrost wartości Spółki.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki Laser-Med S.A.

Zarząd Spółki Laser-Med S.A. otrzymał informację od Zarządu Spółki One More Level S.A., że jej Akcjonariusze podczas NWZA Spółki w dniu 24.01.2018 r. również wyrazili zgodę na połączenie z Laser-Med S.A. podejmując Uchwałę NWZA jednomyślnie.

”Obecność Spółki na NewConnect będzie dla One More Level kolejnym ważnym krokiem w jej rozwoju. Niezmiernie cieszymy się z jednogłośnej decyzji NWZA. W najbliższych miesiącach nakładem wydawnictwa Techland ukaże się szeroko oczekiwany przez graczy największy tytuł Spółki – „God’s Trigger”. Obecnie Spółka koncentruje się na jego dopracowaniu, tak by spełnił on wysokie oczekiwania graczy i inwestorów. W tym roku czeka nas jeszcze wiele pozytywnych komunikatów związanych z projektami, nad którymi Spółka aktualnie pracuje.” – podsumowuje Iwona Cygan, Członek Zarządu Spółki One More Level S.A.

One More Level S.A. otrzyma także dofinansowanie w wysokości 1,9 mln zł w ramach konkursu GameINN organizowanego przez NCBiR. Złożony przez One More Level S.A. wniosek o dotację na realizację projektu o nazwie „Symulator warunków panujących na Marsie jako narzędzie dydaktyczne oraz deweloperskie” w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, Działanie 1.2, prowadzonego przez NCBiR – GameINN, został oceniony pozytywnie i zakwalifikowany do dofinansowania. Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych tego projektu wynosi ponad 3.026 tys. zł, a kwota rekomendowanej dotacji sięga 1.901 tys. zł i jest równa kwocie wnioskowanej przez One More Level S.A.

Dwie trzecie firm w Polsce uważa, że ma lepsze cyberzabezpieczenia niż ich konkurencja

43% osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo IT w działających w Polsce firmach jest przekonanych o wysokim poziomie swoich rozwiązań ochronnych – wynika z badania przeprowadzonego przez Fortinet. Pomimo tego w ciągu ostatnich dwóch lat naruszeń bezpieczeństwa doświadczyło aż 95% przedsiębiorstw w Polsce.

68% respondentów jest zdania, że zabezpieczenia w ich firmach są lepsze niż w innych przedsiębiorstwach działających w tej samej branży. Jedynie 6% badanych przyznaje, że ich zabezpieczenia pozostają w tyle za konkurencją. Uczestnicy badania odpowiedzieli także, jakie były dla nich kluczowe inwestycje w bezpieczeństwo w 2017 roku. Najwięcej, bo 30% wskazało na wprowadzenie nowych rozwiązań i usług bezpieczeństwa. Dla 16% badanych było to natomiast wdrożenie zasad i procesów bezpieczeństwa, dla 8% – aktualizacja dotychczasowych rozwiązań. Tylko 5% badanych wymieniło szkolenia pracowników.

Świadomość pracowników to podstawa bezpieczeństwa

Respondenci wskazali, że 37% przypadków naruszenia bezpieczeństwa w ciągu ostatnich dwóch lat było efektem socjotechniki, ataków ransomware oraz phishingu. W związku z tym, w 2018 roku 65% firm planuje wdrożenie programów edukacyjnych dla pracowników z zakresu bezpieczeństwa informatycznego. – Ten wynik odzwierciedla rosnącą świadomość faktu, że znaczna część naruszeń spowodowana jest nieostrożnością, niewiedzą bądź ignorancją pracowników – komentuje Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet na Polskę, Białoruś i Ukrainę.

Warto podkreślić, że 45% respondentów zapytanych o to, co inaczej zrobiłoby w swojej dotychczasowej karierze zawodowej, odpowiedziało, że zainwestowałoby więcej w szkolenia podnoszące świadomość bezpieczeństwa wśród pracowników.

Kolejnym ważnym zadaniem dla decydentów IT jest ochrona dostępu do sieci. Tylko 35% z nich twierdzi, że ma pełną widoczność i kontrolę nad wszystkimi podłączonymi do niej urządzeniami. Natomiast 45% badanych uważa, że ma kontrolę nad wszystkimi pracownikami użytkującymi sieć.

Ten brak pewności co do pełnej kontroli sieci pokazuje, że jest to obszar, który powinien być potraktowany priorytetowo przez zarząd. Jednak tylko 15% firm planuje wdrożenie w 2018 roku tak podstawowego środka bezpieczeństwa jak segmentacja sieci. Bez tego złośliwe oprogramowanie raz do niej wprowadzone, będzie mogło z łatwością się tam rozprzestrzeniać.

Kto według zarządu ponosi odpowiedzialność za naruszenia bezpieczeństwa?

Co ciekawe, w 58% przypadków naruszenia bezpieczeństwa zarząd w pierwszej kolejności obwiniał dział IT – albo konkretną osobę (12%), albo cały zespół (46%). Pracownicy spoza działu IT byli obwiniani za 23% przypadków naruszeń

Tymczasem ciągle wzrasta popularność IoT oraz BYOD (Bring Your Own Device), a coraz powszechniejsze wykorzystanie aplikacji chmurowych oraz zjawisko shadow IT sprawiają, że dział IT nie może być wyłącznie odpowiedzialny za bezpieczeństwo. W coraz większym stopniu za ten  obszar odpowiadają także pozostali pracownicy firmy.

Metodologia badania

Badanie Fortinet Global Enterprise Security Survey 2017 zostało przeprowadzone na zlecenie Fortinet przez niezależną firmę badawczą Loudhouse w celu przeanalizowania postaw wobec cyberbezpieczeństwa w biznesie w lipcu i sierpniu 2017 roku.

Globalna ankieta skierowana do osób odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji w kwestiach informatycznych, które mają w firmach także wpływ na bezpieczeństwo informatyczne, objęła 1801 anonimowych respondentów z 15 krajów (Stany Zjednoczone, Kanada, Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Hiszpania, Włochy, RPA, Polska, Korea, Australia, Singapur, Indie, Hong Kong i Indonezja) oraz z Bliskiego Wschodu. Respondenci internetowej ankiety nie znali celu ani sponsora badania.

EBC uważa, że QE miało nieistotny wpływ na kurs euro

Rosną rentowności obligacji na świecie wraz z poprawą oczekiwań inflacyjnych. Mocne dane ze strefy euro pchnęły EUR/USD na nowe szczyty.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Środa 24 stycznia przyniosła umocnienie euro wobec dolara oraz złotego wobec tych obu walut. Kurs EUR/USD wzrósł z ok. 1,2340 do około 1,24 a kurs EUR/PLN spadł z około 4,17 do około 4,15.

Głównymi czynnikami, które za tym stoją to dobre dane ze strefy euro jakie napływały w ostatnich dniach (ZEW z Niemiec, PMI z Francji, Niemiec i strefy euro) a także wypowiedź M. Draghiego, który stwierdził, że „realizowany w strefie euro program skupu aktywów nie doprowadził do istotnych statystycznie zmian kursu euro”. W kontekście zeszłotygodniowych wypowiedzi oficjeli EBC, którzy wyrażali obawy co do „niepomocnej” siły wspólnej waluty, ta wypowiedź została zinterpretowana jako jastrzębi sygnał dla rynków, pobudzając tym samym aprecjację kursu EUR/USD.  W ślad za wzrostem kursu EUR/USD nastąpił również spadek kursu EUR/PLN (który zwykle również występuje w takich przypadkach) aczkolwiek w mniejszej proporcjonalnie skali, prawdopodobnie ze względu na bardzo gołębie stanowisko RPP w kwestii perspektyw podwyżek stóp w 2018 roku. Generalnie uważamy, jednak że potencjał do kontynuacji obserwowanych trendów jest raczej ograniczony. Pomimo poprawy wskaźników wzrostowych, inflacja w strefie euro pozostaje na relatywnie niskim poziome (1,4% rok do roku), co przy wysokim zadłużeniu krajów peryferyjnych strefy euro i powolnej poprawie kondycji sektorów bankowych w tych krajach będzie wymuszać zachowywanie względnej ostrożności przez EBC w kwestii istotnych modyfikacji swojej polityki. Z drugiej strony w ramach Fedu widać wyraźne oznaki „jastrzębienia” gołębi co może sugerować, rychłe podwyżki stóp w USA i ich znaczną liczbę w perspektywie 2018 roku. Również zapędy protekcjonistyczne D. Trumpa, które ostatnio wyraźnie się zwiększyły mogą pomagać dolarowi i szkodzić walutom rynków wschodzących, jeżeli tylko uda się na dłuższy czas rozwiązać kwestię limitów długu budżetu federalnego.

Na rynku stopy procentowej środa przyniosła zauważalne wzrosty rentowności obligacji skarbowych. Na polskim rynku kontynuowany był wzrost nachylenia krzywej dochodowości, gdzie rentowności papierów 5-letnich i 10-letnich rosły o około 4pb, a ich spread wobec 2-letnich przekraczał odpowiednio 280pb oraz 110pb. Notowania krótkiego końca krzywej wciąż są utrzymywane nisko przez gołębią RPP, która według ostatnich słów prezesa Glapińskiego mogłaby podnieść stopy procentowe dopiero w 2019 roku. Oprócz zmian notowań na rynku obligacji, środa przyniosła spory ruch stawek IRS, który w przypadku instrumentów 10-letnich zwiększyły się o 10pb, a ASW w tym samym tenorze spadł poniżej 40pb. Mocniejszy wzrost stawek swapowych od rentowności obligacji jest między innymi skutkiem zmniejszenia planowanej podaży podczas piątkowej aukcji Ministerstwa Finansów. Na przetargu uplasowane zostaną papiery serii OK0720, WZ1122, PS0123, WS0428 oraz WZ0528 za łączną kwotę od 5 do 7mld PLN wobec planowanych wcześniej 5-9mld PLN. Naszym zdaniem MF nie powinien mieć problemów z uplasowaniem całej oferty, podobnie jak na pierwszej aukcji w styczniu, której towarzyszył wysoki popyt.

Jednak w środę głównie za zmianą cen obligacji przemawiały czynniki globalne, gdzie zarówno krzywe dochodowości w strefie euro jak i w Stanach Zjednoczonych przesunęły się w górę. Czwartkowemu posiedzeniu EBC towarzyszy duża niepewność, gdyż po zaskakująco jastrzębich minutes, rynek zaczął nawet wyceniać możliwość podwyżki stopy depozytowej jeszcze w grudniu tego roku (obecnie takich ruch widziany jest w około 40%), co dawało pole do wzrostu rentowności. Podobnie w USA, rynek jest bardziej jastrzębi niż kilka miesięcy temu, oczekując podwyżki stóp już nawet w marcu. Oprócz oczekiwań na działania władz monetarnych, rentowności papierów z dłuższym terminem do wykupu rosły wraz z odbiciem oczekiwań inflacyjnych, które mierzone swapem USD 5Y5Y zbliżyły się do 2,45%, osiągając najwyższy poziom od stycznia 2017 (szczyt oczekiwań po zwycięstwie Trumpa w wyborach prezydenckich). Na oczekiwania inflacyjne w dużym stopniu wpływają ceny ropy, które w ostatnich tygodniach oscylują wokół 70 USD za baryłkę Brent.. EBC uważa, że QE miało nieistotny wpływ na notowania euro

Autorzy: Arkadiusz Trzciołek, Jarosław Kosaty – PKO Bank Polski

Mnuchin komentuje – kurs dolara dołuje

Słowa sekretarza skarbu USA rozpętał ostatnią spiralę wyprzedaży dolara, który już wcześniej był z pogardą traktowany przez inwestorów. Spekulacje o wojnach handlowych mogą szybko przerodzić się w wojny walutowe. Zadanie prezesa EBC M. Draghiego dziś po południu stało się jeszcze trudniejsze.

Sekretarz skarbu USA Greg Mnuchin pozwolił sobie wczoraj na nietypowy komentarz, jak na funkcję, która pełni. Powiedział, że „naturalnie słaby dolar jest dobry dla nas, gdyż przysparza handlu i możliwości”. Tym samym Mnuchin zapisał się na kartach historii jako pierwszy sekretarz skarbu od wczesnych lat 90., który nie agituje za silną walutą. Powiedzieć, że dolało to oliwy do ognia, to jak nic nie powiedzieć. Rynek od pewnego czasu krążył wokół tematu nasilenia protekcjonizmu przez administrację prezydenta Trumpa i odnowienie wojen handlowych i wczoraj dostał dowód, by bez oporów porzucać dolara. A sam Mnuchin jest w błędzie. Słaby dolar może i pomoże krajowym eksporterom konkurować na rynkach zagranicznych, ale USA więcej importują niż eksportują, zatem deprecjacja dolara rozdmucha ich deficyt handlowy. Obstawianie przez rząd słabości waluty podkopuje zaufanie do dolara jako waluty rezerwowej i odstrasza kapitał zagraniczny chcący inwestować w USA. Oczywiście prezydent Trump może uważać, że gospodarka USA jest sama wszystko wytworzyć i nie potrzebuje „złego” importu, który zabiera prace uczciwym Amerykanów? Powodzenia z tym tokiem myślenia.

Dolar ma za sobą ciężkie 24 godziny i choć pierwsze takty w Europie przynoszą próby odreagowania, to równie dobrze może być to przystanek przed kolejną falą osłabienia. Jednak przecena dolara to równocześnie silna aprecjacja innych walut i rodzi się pytanie, czy i kiedy usłyszymy odzew ze strony władz. A nawet jeśli pojawia się werbalne interwencje przeciw umocnieniu lokalnych walut, czy rynek rzeczywiście się zatrzyma? Najbliższa okazja do komentarza to oczywiście konferencja prasowa prezesa EBC Mario Draghiego, który ma jeszcze trudniejsze zadanie wybrzmieć gołębio, niż to się mogło wydawać na początku tygodnia. Trzeba jednak pamiętać, że rajd EUR/USD to przede wszystkim słabość USD. Jeśli popatrzymy na zachowanie indeksu EUR ważonego wolumenem handlu, aprecjacja unijnej waluty nie jest tak dramatyczna (od poprzedniego posiedzenia EBC w grudniu indeks wzrósł o 1.5 proc., kiedy EUR/USD zyskał 5 proc.). To daje pewne pole manewru dla EBC, ale z drugiej strony, jeśli Draghi nie zastosuje swojej magii i nie powstrzyma zmian na rynku walutowym, kolejna fala wzrostów EUR/USD będzie już zasługą kupowania euro.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Urzędnicy Trumpa wchodzą do gry

Dla Wall Street środa była też, podobnie jak w Eurolandzie, dniem publikacji indeksów PMI, ale nie to było istotne. Istotne było to, co mówili urzędnicy prezydenta Trumpa.

Pierwszy raz od niepamiętnych czasów Amerykanie przyznali, że odpowiada im słaby dolar. W Davos powiedział to Steven Mnuchin, sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych. Sekretarze skarbu zawsze mówili, że chcą silnego dolara (mimo że myśleli tak jak Mnuchin). Tym razem Mnuchin powiedział m.in., że spadek wartości dolara stanowi wsparcie dla amerykańskiej gospodarki. Przyznanie, że USA chcą osłabienia dolara może skończyć się prawdziwą wojną walutową.

Wtórował mu kolejny urzędnik. Wilbur Ross, sekretarz ds. handlu USA, pytany o to, czy nie obawia się rozpętania wojny handlowej powiedział, że „Wojna handlowa trwa od dłuższego czasu. Teraz różnicą jest to, że do gry wchodzą siła amerykańskie”. Po podniesieniu ceł na chińskie panele słoneczne i pralki taka wypowiedź mogła być zapowiedzią dalszych takich działań. A Chiny bezczynne nie pozostaną.

W pełnej skali wojna walutowa i handlowa między Chinami i USA (oraz Niemcami) byłaby końcem globalnego rozwoju gospodarczego. To zauważyli Europejczycy i dlatego spadały indeksy europejskie. Amerykanie mogli jednak pozostać w swoim wspaniałym świecie bez przerwy rosnących indeksów (ironia).

W tej sytuacji dane makro miały trzeciorzędna znaczenie. Opublikowano wstępne Indeksy PMI (wstępne odczyty dla sektorów przemysłowego i usług). Dowiedzieliśmy się, że indeks dla przemysłu wyniósł 55,5 pkt. (oczekiwano spadku z 55,1 na 55 pkt.), a dla usług wyniósł 53,3 pkt. (oczekiwano wzrostu z 53,7 na 54 pkt.). Pojawiły się też dane o cenach domów w listopadzie oraz o sprzedaży domów na rynku wtórnym w grudniu. Ceny domów wzrosły tak jak oczekiwano o 0,4%, a sprzedaż domów na rynku wtórnym spadła o 3,6% (oczekiwano spadku o 2%).

Wall Street na początku sesji postanowiła całkowicie zlekceważyć słowa sekretarza ds. handlu i cieszyła się słabością dolara oraz wzrostem ceny ropy. Po godzinie pojawiły się pierwsze oznaki niepokoju i indeksy zabarwiły się na czerwono. Jednak na trzy godziny przed końcem sesji Wall Street zanurzyła się w swojej bajce o hossie bez końca i indeksy zaczęły rosnąć. Udało się doprowadzić S&P 500 do poziomu neutralnego, a NASDAQ stracił 0,63%. Nic nieznacząca korekta.

Takie reakcja Wall Street dają złudną nadzieję urzędnikom administracji Trumpa, którzy mogą stwierdzić, że wojna handlowa i słaby dolar to jest to, czego chce gospodarka i Wall Street. Mogą się bardzo przeliczyć, ale ten obłęd może jeszcze chwilę potrwać.

GPW rozpoczęła środową sesję pokazem słabości, który był kontynuacją tego, co widać już było we wtorek. Bykom nie pomagały tez inne indeksy na europejskich giełdach. Polskie indeksy spadały i po godzinie WIG20 tracił około pół procent. Przed południem rynek wszedł w fazę marazmu.

Dopiero po pobudce w USA nastroje zaczęły się poprawiać. Najwyraźniej czekano na pomoc Amerykanów. Jednak rosnące kontrakty na amerykańskie indeksy nie pomagały europejskim giełdom, a końcówka sesji była w Europie bardzo słaba. Szaleństwa Wall Street niespecjalnie się w Europie podobają. Nic dziwnego, ze WIG20 spadł, ale stracił tylko 0,33%, a MWIG40 i SWIG80 straciły jeszcze mniej.

Wypowiedzi sekretarzy skarbu i handlu USA są niezwykle niepokojące, ale słabnący dolar i szybko drożejące surowce powodują skierowanie kapitałów funduszy inwestycyjnych na waluty i akcje krajów rozwijających się. Nieprzerwana hossa rwa również na tych rynkach. Co się jednak stanie, jeśli woja handlowa zacznie dolara umacniać? Być może już dzisiaj po posiedzeniu ECB?

Oczywiście nic w polityce monetarnej strefy euro się nie zmieni, ale może zmieć się słownictwo komunikatu/wypowiedzi szefa ECB, co może wpłynąć na zachowanie rynku walutowego i obligacji, a za ich pośrednictwem również rynku akcji. Siła euro może, a nawet powinna spowodować, zdecydowanie „gołębią” wymowę komunikatu i/lub konferencji.

Gdyby euro zaczęło tracić to pomogłoby rynkowi akcji w Eurolandzie, ale niekoniecznie w USA i niekoniecznie rynkom rozwijającym się. Jednak pierwsze umocnienie dolara przemknęłoby na emerging markets raczej niezauważone.

Autor: Piotr Kuczyński – Główny Analityk, Dom Inwestycyjny Xelion

Na co czekamy?

Otóż czekamy dziś – o ile interesuje nas rynek forex, a w szczególności eurodolar – na kilka faktów. Zacznijmy od tych mniej ważnych. Na przykład o 8:00 poznamy niemiecki indeks zaufania konsumentów GfK, natomiast o 9:00 stopę bezrobocia dla Hiszpanii. O 10:00 przyjdzie czas na dość istotny wskaźnik niemiecki, ważniejszy niż GfK, tj. indeks instytutu Ifo.

Dziś jednak kluczowa będzie kwestia obrad EBC. O 13:45 władze Banku określą stopy procentowe – i tu nie oczekujemy zmian, zapewne zostanie utrzymany poziom -0,4 proc. w depozycie i zerowy w refinansowaniu. Program QE zachowa wartość 30 mld EUR. Ale o 14:30 mamy konferencję prasową z udziałem Mario Draghiego. Niewykluczone, a nawet całkiem możliwe jest to, że Draghi spróbuje dokonać zbicia poziomu eurodolara. Innymi słowy, może sobie pozwolić na jakieś gołębie uwagi – np. takie, że operacja QE nadal jest potrzebna, bo wyniki gospodarcze i inflacyjne, choć niezłe, to jednak nie są całkowicie klarowne i wymagają potwierdzenia tudzież wsparcia etc. Tymczasem teraz eurodolar jest ustawiony bardzo wysoko, przy 1,2430. Sugeruje to, że część graczy podbiła na zapas kurs, by później mieć skąd schodzić – o ile będą tymi, którzy zareagują szybko i prawidłowo.

O tejże 14:30 mamy też wnioski o zasiłek dla bezrobotnych w USA, natomiast o 16:00 poznamy tamtejsze dane o sprzedaży nowych domów, jak również wskaźnik wyprzedzający Conference Board. O 17:00 czeka nas indeks Kansas City Fed dla przemysłu.

Co z innymi parami walutowymi? O 14:30 mamy listopadowy odczyt o sprzedaży detalicznej w Kanadzie, zakłada się dynamikę +0,8 proc. m/m. USD/CAD jest teraz na 1,2315, co stanowi dość niski poziom, bo np. 19 stycznia w szczycie notowano 1,25. Kurs ostro spadł przedwczoraj.

O 12:00 poznamy wskaźnik sprzedaży detalicznej dla Wielkiej Brytanii, liczony przez organizację CBI. Prognozuje się spadek z 20 do 15 pkt. GBP/EUR, dodajmy, rośnie od prawie 10 dni, z okolic 1,1220 szybko przebył drogę do 1,15. GBP/USD jeszcze 12 stycznia kreślił poziomy rzędu 1,3540, teraz to 1,43.

Temat polskiego złotego

Euro-złoty lokuje się na poziomie 4,1480, wczoraj bywał momentami jeszcze niżej. Tak więc złoty znacząco się wzmocnił, wykres pary w szczególności odszedł od rejonu 4,17. Tym niemniej faktycznym przełomem byłoby dopiero przebicie wsparcia przy 4,1425.

Wyraźne zmiany widzimy natomiast na dolarze, USD/PLN jest już przy 3,3360 i niżej. Tutaj trudno wyznaczyć klarowne wsparcie, acz jest dość prawdopodobne, że wykres zawróci na północ, jeżeli eurodolar skoryguje dziś swe notowania. Tym niemniej trzeba zaznaczyć, że pojawiają się wątpliwości co do tego, czy wykres dokona potwierdzenia linii wzrostowej po minimach z lat 2011 i 2014. Wątpliwości, rysy, ale sprawa nie jest przesądzona.

Autor: Tomasz Witczak, FMC Management

Kolejny rekord PKN Orlen – wynik za 2017 rok wyższy o 1 mld zł

Do osiągnięcia rezultatu EBITDA LIFO za 2017 rok na poziomie 10,4 mld zł, przyczyniły się wszystkie segmenty działalności, w tym rekordowy wynik segmentu detalicznego. W minionym roku Koncern odnotował rekordowy przerób ropy, a także historycznie najwyższą sprzedaż. W omawianym okresie Koncern realizował inwestycje rozwojowe, w zakresie petrochemii w Polsce i Czechach, a także umacniał swoją pozycję w obszarze energetyki, uruchamiając blok parowo-gazowy we Włocławku oraz realizując podobną inwestycję w Płocku.

PKN ORLEN zabezpieczył dostawy ropy naftowej na rok 2018, współpracując z największymi światowymi producentami surowca, a także pozostając otwartym na różne kierunki dostaw i wykorzystywanie okazji rynkowych. W segmencie wydobywczym, zgodnie z założeniami strategicznymi, Koncern zwiększył łączne zasoby gazu i ropy (2P). W ramach wzmacniania struktury własnościowej Koncern ogłosił w grudniu wezwanie na dobrowolny wykup akcji Unipetrol. W minionym roku Koncern osiągnął najwyższy rating w historii od Moody’s, na poziomie Baa2 z perspektywą stabilną, a także wypłacił najwyższą dywidendę w historii, wynoszącą łącznie 1,3 mld zł, czyli 3,00 zł na akcję. Rada Nadzorcza Koncernu powołała w tym okresie Zarząd na nową 3-letnią kadencję.

W 2017 roku PKN ORLEN:

• Wypracował rekordowy wynik EBITDA LIFO na poziomie 10,4 mld zł
• Osiągnął rekordowy przerób ropy na poziomie 33,2 mln ton oraz najwyższą w historii firmy sprzedaż 42,4 mln ton
• Wypracował rekordowy wynik ponad 2 mld zł w segmencie detalicznym

– Osiągnięte już kolejny rok z rzędu rekordowe wyniki Koncernu pokazują, że dzięki dobrze skonstruowanej i konsekwentnie realizowanej strategii, a także elastyczności w działaniach i trafnym decyzjom biznesowym, w pełni wykorzystujemy nasz potencjał. Co istotne nie zapominamy o ciągłym umacnianiu naszej pozycji konkurencyjnej. Inwestujemy w nowe aktywa produkcyjne oraz prowadzimy działania mające na celu efektywniejsze wykorzystywanie tych, którymi już dysponujemy. Przełom osiągnięty na Litwie oraz plan przejęcia pełnej kontroli nad Unipetrolem, są tego najlepszym przykładem. Chcemy dalej integrować nasze aktywa, tak aby w pełni wykorzystywać możliwe synergie i być bardziej odpornym na negatywny wpływ czynników makroekonomicznych – powiedział Wojciech Jasiński, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

– To co powinno cieszyć nas szczególnie to fakt, że udział w rekordowych wynikach Koncernu mają wszystkie segmenty działalności. To pokazuje, że nawet w okresie pogorszenia warunków makroekonomicznych, potrafimy doskonale wykorzystywać nasze przewagi. Ma to szczególne znaczenie na niezwykle dynamicznie zmieniającym się i konkurencyjnym rynku, na którym funkcjonujemy – powiedział Mirosław Kochalski, Wiceprezes Zarządu PKN ORLEN.

W 2017 roku Koncern niezmiennie cieszył się zaufaniem gremiów eksperckich, po raz kolejny uzyskując tytuł The World’s Most Ethical Company, a także Top Employer Polska. W 2017 roku PKN ORLEN znalazł się na globalnej liście Thomson Reuters Top 100 Energy Leaders wśród 100 wiodących firm energetycznych oraz 25 czołowych przedsiębiorstw z sektora oil&gas. Spółka otrzymała również wyróżnienia za raport zintegrowany, w ramach konkursu The Best Annual Report 2016, a także nagrody Best in Central & Eastern Europe oraz Best ESG communications od IR Magazine. PKN ORLEN zajął również 43. miejsce wśród największych koncernów energetycznych na świecie notowanych w rankingu Platts TOP250, awansując w ciągu roku o 15 pozycji.

W IV kwartale 2017 roku PKN ORLEN odnotował wynik EBITDA LIFO na poziomie 2 mld zł. Na rezultat pozytywny wpływ miał wzrost przychodów o 8% (r/r), osiągnięty przy wzroście ceny ropy i wolumenów sprzedaży, którego efekt został ograniczony wpływem zmiany czynników makro względem IV kwartału 2016 r. Wpływ na rezultat porównania rok do roku miał również fakt, iż w IV kwartale 2016 odnotowano pozytywny efekt odszkodowania z tytułu awarii Steam Cracker w Unipetrol. W omawianym okresie (r/r) odnotowano spadek modelowej marży downstream o (-) 0,5 USD/bbl, przy wzroście średniej ceny ropy o 12 USD/bbl, do poziomu 61 USD/bbl. Na wszystkich rynkach, na których obecny jest Koncern, w IV kwartale 2017 roku odnotowano wzrost konsumpcji oleju napędowego, w tym w Polsce o 12% r/r. Na wspomnianych rynkach odnotowano również wzrost konsumpcji benzyn, z wyjątkiem rynku czeskiego, gdzie utrzymał się on na stabilnym poziomie.

Segment detaliczny PKN ORLEN odnotował kolejny rekordowy kwartał osiągając wynik EBITDA LIFO na poziomie 491 mln zł. Rezultat został osiągnięty przy wzroście łącznych wolumenów sprzedaży o 11% (r/r) i wzroście udziałów rynkowych w Niemczech, na Litwie i w Czechach, gdzie w minionym roku włączono do sieci stacje przejęte od OMV. Marże paliwowe w tym okresie wzrosły na rynku czeskim i niemieckim, przy porównywalnych marżach na rynku litewskim oraz niższych marżach na rynku polskim (r/r). Koncern kontynuował rozwój oferty pozapaliwowej, na koniec IV kwartału funkcjonowały 1793 punkty Stop Cafe, w tym 1571 w Polsce, z czego 180 w nowym formacie O!SHOP, 199 w Czechach i 23 na Litwie. W I kwartale 2018 Koncern rozpoczął postępowanie przetargowe na zakup 23 ładowarek elektrycznych, które w ramach projektu pilotażowego do 2019 roku mają zostać zainstalowane na stacjach paliw PKN ORLEN przy trasach tranzytowych w całej Polsce.

W IV kwartale 2017 roku segment downstream wypracował wynik EBITDA LIFO na poziomie 1,6 mld zł. Rezultat został osiągnięty przy wyższym o 5% (r/r) przerobie, oraz wzroście łącznych wolumenów sprzedaży o 4% (r/r). Efekt tych czynników został ograniczony przez pogorszenie czynników makro (r/r), w tym między innymi efekt niższego dyferencjału Ural/Brent, wyższych kosztów zużyć surowców na własne potrzeby energetyczne oraz umocnienia kursu PLN względem walut obcych. W IV kwartale blok parowo-gazowy w Płocku osiągnął moc maksymalną ok. 600 MWe, po raz pierwszy dostarczył także parę technologiczną do Zakładu. W tym okresie prowadzony był szereg czynności eksploatacyjnych niezbędnych do otrzymania pozwolenia na użytkowanie, które uzyskano w styczniu 2018 roku.

W obszarze wydobycia, zgodnie z założeniami strategii, zwiększono zasoby ropy i gazu (2P) do poziomu 152 mln boe na koniec roku 2017, co oznacza wzrost o 38 mln boe w porównaniu z końcem roku ubiegłego. Wynik segmentu EBITDA LIFO wynosił 78 mln zł, a średnie wydobycie w IV kwartale 2017 roku osiągnęło poziom 16,2 tys. boe/d i było wyższe o 17% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. W ramach krajowych koncesji zakończono wiercenie 2 otworów poszukiwawczych na obszarze Karpaty oraz Edge, a także rozpoczęto wiercenie 3 kolejnych otworów. Kontynuowano też akwizycje oraz analizy danych sejsmicznych, a także prace przygotowawcze dla kolejnych otworów. W ramach działań na aktywach kanadyjskich wraz z partnerami w minionym kwartale rozpoczęto wiercenie 5 odwiertów, zabiegowi szczelinowania poddano 7 odwiertów. Do produkcji podłączono 5 kolejnych otworów. W rejonie Kakwa kontynuowano między innymi przygotowania do rozbudowy instalacji do wstępnego przerobu gazu. Na obszarze Ferrier zakończono prace związane z budową rurociągu do sprzedaży węglowodorów ciekłych oraz wykonano akwizycję danych sejsmicznych 3D.

W 2017 roku Koncern utrzymywał bardzo dobrą sytuację finansową m.in. obniżając poziom długu netto i dźwigni finansowej, a także dywersyfikując źródła finansowania. Na koniec 2017 roku zadłużenie netto Koncernu wynosiło 800 mln zł, natomiast dźwignia finansowa utrzymywała się na poziomie 2,2%. W grudniu Koncern zakończył z sukcesem sprzedaż drugiej serii emisji obligacji detalicznych na kwotę 200 mln zł.

Przodujemy w korzystaniu z internetu przez urządzenia mobilne. Najczęściej sięgamy po aplikacje dostarczane przez sklepy, banki i media społecznościowe

Przodujemy w korzystaniu z internetu przez urządzenia mobilne. Najczęściej sięgamy po aplikacje dostarczane przez sklepy, banki i media społecznościowe 9

Ponad 56 proc. użytkowników na świecie i ponad 60 proc. w Polsce korzysta z internetu poprzez urządzenia mobilne. To więcej niż liczba korzystających z komputerów osobistych. Najbardziej popularnymi narzędziami są aplikacje dostarczane przez sklepy, banki i media społecznościowe. Najwięksi światowi gracze branży mobilnej zmieniają strategię i stawiają na sztuczną inteligencję oraz rozwiązania głosowe.

– Google jasno i wyraźnie ogłosił zmianę strategii z tzw. mobile first na A.I. first, czyli ukłon w kierunku sztucznej inteligencji. Można zauważyć rozwój sztucznej inteligencji i tzw. machine learning, to są obszary zainteresowania dużych graczy na rynku, było tego dużo w zeszłym roku, będzie jeszcze więcej w tym, to są obszary, które należy obserwować – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Monika Mikowska, współwłaścicielka Mobee Dick.

Oprócz sztucznej inteligencji na rynku mobilnym coraz mocniej widoczny będzie trend rozwiązań głosowych. Chociaż w Polsce ciągle nie są dostępni najpopularniejsi asystenci głosowi, tacy jak Siri, Asystent Google, Amazon Alexa, czy Cortana od Microsoftu, to na świecie rozwiązania te zyskują coraz większe grono użytkowników.

– Obserwujemy wzrost wyszukiwań głosowych w wyszukiwarkach internetowych. Dwa lata temu udział tego typu wyszukiwań stanowił 20 proc., w zeszłym roku 25 proc., a comScore przewiduje, że w 2020 roku ten udział wzrośnie aż do 50 proc. Znowu pojawia się ten trend przyszłości opartej na rozwiązaniach głosowych – przekonuje ekspertka.

Google i Amazon to także potentaci na rynku inteligentnych głośników. Amazon Echo z asystentem Alexa i Google Home z asystentem głosowym Google’a kontrolują niemal 100 proc. tego rynku. Wkrótce swoje rozwiązania w tym segmencie zaproponują także Microsoft i Apple. Urządzenia odpowiednio Invoke i Homepod mają być zaprezentowane jeszcze w tym roku.

Zarówno na świecie, jak i w Polsce społeczeństwo staje się coraz bardziej mobilne. Komputery osobiste coraz częściej zamienia na smartfony i tablety. Już ponad 56 proc. użytkowników na świecie i ponad 60 proc. w Polsce korzysta z internetu poprzez urządzenia mobilne – wynika ze statystyk StartCounter. Według specjalistów coraz więcej użytkowników korzysta już wyłącznie ze smartfona. Z drugiej strony dynamika wzrostu ruchu z urządzeń mobilnych słabnie.

– Jeszcze w 2014 roku grupę ludzi, którzy korzystają z danego produktu, danej usługi wyłącznie przez smartfona stanowiło ok. 3 proc. Teraz obserwujemy już kilkunastoprocentowy udział. Teraz jest czas, żeby swój biznes przestawić bardzo mocno z myśleniem na użytkownika mobilnego, że on tylko ze smartfonem w ręku może się chcieć komunikować z firmą – twierdzi współwłaścicielka Mobee Dick.

W 2017 roku branża mobilna odnosiła w Polsce duże sukcesy. Na platformie Allegro już ponad 50 proc. ruchu pochodzi z urządzeń mobilnych, również mBank może się pochwalić ponad 50-proc. udziałem logowań z urządzeń mobilnych do swojego serwisu transakcyjnego. W zeszłym roku pojawiła się nowa wersja aplikacji mobilnej Rossmann, którą pobrało ponad 5 mln użytkowników. Bank PKO BP zeszły rok kończył z 2 mln aktywnych użytkowników swojej aplikacji mobilnej IKO.

– To liczby pokazujące potencjał polskiego rynku i świadczące o tym, że to dzieje się teraz. Umiemy już korzystać z aplikacji mobilnych, rozumiemy wartość dodaną, którą one przynoszą – podsumowuje Monika Mikowska.