Na co czekamy?

Otóż czekamy dziś – o ile interesuje nas rynek forex, a w szczególności eurodolar – na kilka faktów. Zacznijmy od tych mniej ważnych. Na przykład o 8:00 poznamy niemiecki indeks zaufania konsumentów GfK, natomiast o 9:00 stopę bezrobocia dla Hiszpanii. O 10:00 przyjdzie czas na dość istotny wskaźnik niemiecki, ważniejszy niż GfK, tj. indeks instytutu Ifo.

Dziś jednak kluczowa będzie kwestia obrad EBC. O 13:45 władze Banku określą stopy procentowe – i tu nie oczekujemy zmian, zapewne zostanie utrzymany poziom -0,4 proc. w depozycie i zerowy w refinansowaniu. Program QE zachowa wartość 30 mld EUR. Ale o 14:30 mamy konferencję prasową z udziałem Mario Draghiego. Niewykluczone, a nawet całkiem możliwe jest to, że Draghi spróbuje dokonać zbicia poziomu eurodolara. Innymi słowy, może sobie pozwolić na jakieś gołębie uwagi – np. takie, że operacja QE nadal jest potrzebna, bo wyniki gospodarcze i inflacyjne, choć niezłe, to jednak nie są całkowicie klarowne i wymagają potwierdzenia tudzież wsparcia etc. Tymczasem teraz eurodolar jest ustawiony bardzo wysoko, przy 1,2430. Sugeruje to, że część graczy podbiła na zapas kurs, by później mieć skąd schodzić – o ile będą tymi, którzy zareagują szybko i prawidłowo.

O tejże 14:30 mamy też wnioski o zasiłek dla bezrobotnych w USA, natomiast o 16:00 poznamy tamtejsze dane o sprzedaży nowych domów, jak również wskaźnik wyprzedzający Conference Board. O 17:00 czeka nas indeks Kansas City Fed dla przemysłu.

Co z innymi parami walutowymi? O 14:30 mamy listopadowy odczyt o sprzedaży detalicznej w Kanadzie, zakłada się dynamikę +0,8 proc. m/m. USD/CAD jest teraz na 1,2315, co stanowi dość niski poziom, bo np. 19 stycznia w szczycie notowano 1,25. Kurs ostro spadł przedwczoraj.

O 12:00 poznamy wskaźnik sprzedaży detalicznej dla Wielkiej Brytanii, liczony przez organizację CBI. Prognozuje się spadek z 20 do 15 pkt. GBP/EUR, dodajmy, rośnie od prawie 10 dni, z okolic 1,1220 szybko przebył drogę do 1,15. GBP/USD jeszcze 12 stycznia kreślił poziomy rzędu 1,3540, teraz to 1,43.

Temat polskiego złotego

Euro-złoty lokuje się na poziomie 4,1480, wczoraj bywał momentami jeszcze niżej. Tak więc złoty znacząco się wzmocnił, wykres pary w szczególności odszedł od rejonu 4,17. Tym niemniej faktycznym przełomem byłoby dopiero przebicie wsparcia przy 4,1425.

Wyraźne zmiany widzimy natomiast na dolarze, USD/PLN jest już przy 3,3360 i niżej. Tutaj trudno wyznaczyć klarowne wsparcie, acz jest dość prawdopodobne, że wykres zawróci na północ, jeżeli eurodolar skoryguje dziś swe notowania. Tym niemniej trzeba zaznaczyć, że pojawiają się wątpliwości co do tego, czy wykres dokona potwierdzenia linii wzrostowej po minimach z lat 2011 i 2014. Wątpliwości, rysy, ale sprawa nie jest przesądzona.

Autor: Tomasz Witczak, FMC Management

Kolejny rekord PKN Orlen – wynik za 2017 rok wyższy o 1 mld zł

Do osiągnięcia rezultatu EBITDA LIFO za 2017 rok na poziomie 10,4 mld zł, przyczyniły się wszystkie segmenty działalności, w tym rekordowy wynik segmentu detalicznego. W minionym roku Koncern odnotował rekordowy przerób ropy, a także historycznie najwyższą sprzedaż. W omawianym okresie Koncern realizował inwestycje rozwojowe, w zakresie petrochemii w Polsce i Czechach, a także umacniał swoją pozycję w obszarze energetyki, uruchamiając blok parowo-gazowy we Włocławku oraz realizując podobną inwestycję w Płocku.

PKN ORLEN zabezpieczył dostawy ropy naftowej na rok 2018, współpracując z największymi światowymi producentami surowca, a także pozostając otwartym na różne kierunki dostaw i wykorzystywanie okazji rynkowych. W segmencie wydobywczym, zgodnie z założeniami strategicznymi, Koncern zwiększył łączne zasoby gazu i ropy (2P). W ramach wzmacniania struktury własnościowej Koncern ogłosił w grudniu wezwanie na dobrowolny wykup akcji Unipetrol. W minionym roku Koncern osiągnął najwyższy rating w historii od Moody’s, na poziomie Baa2 z perspektywą stabilną, a także wypłacił najwyższą dywidendę w historii, wynoszącą łącznie 1,3 mld zł, czyli 3,00 zł na akcję. Rada Nadzorcza Koncernu powołała w tym okresie Zarząd na nową 3-letnią kadencję.

W 2017 roku PKN ORLEN:

• Wypracował rekordowy wynik EBITDA LIFO na poziomie 10,4 mld zł
• Osiągnął rekordowy przerób ropy na poziomie 33,2 mln ton oraz najwyższą w historii firmy sprzedaż 42,4 mln ton
• Wypracował rekordowy wynik ponad 2 mld zł w segmencie detalicznym

– Osiągnięte już kolejny rok z rzędu rekordowe wyniki Koncernu pokazują, że dzięki dobrze skonstruowanej i konsekwentnie realizowanej strategii, a także elastyczności w działaniach i trafnym decyzjom biznesowym, w pełni wykorzystujemy nasz potencjał. Co istotne nie zapominamy o ciągłym umacnianiu naszej pozycji konkurencyjnej. Inwestujemy w nowe aktywa produkcyjne oraz prowadzimy działania mające na celu efektywniejsze wykorzystywanie tych, którymi już dysponujemy. Przełom osiągnięty na Litwie oraz plan przejęcia pełnej kontroli nad Unipetrolem, są tego najlepszym przykładem. Chcemy dalej integrować nasze aktywa, tak aby w pełni wykorzystywać możliwe synergie i być bardziej odpornym na negatywny wpływ czynników makroekonomicznych – powiedział Wojciech Jasiński, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

– To co powinno cieszyć nas szczególnie to fakt, że udział w rekordowych wynikach Koncernu mają wszystkie segmenty działalności. To pokazuje, że nawet w okresie pogorszenia warunków makroekonomicznych, potrafimy doskonale wykorzystywać nasze przewagi. Ma to szczególne znaczenie na niezwykle dynamicznie zmieniającym się i konkurencyjnym rynku, na którym funkcjonujemy – powiedział Mirosław Kochalski, Wiceprezes Zarządu PKN ORLEN.

W 2017 roku Koncern niezmiennie cieszył się zaufaniem gremiów eksperckich, po raz kolejny uzyskując tytuł The World’s Most Ethical Company, a także Top Employer Polska. W 2017 roku PKN ORLEN znalazł się na globalnej liście Thomson Reuters Top 100 Energy Leaders wśród 100 wiodących firm energetycznych oraz 25 czołowych przedsiębiorstw z sektora oil&gas. Spółka otrzymała również wyróżnienia za raport zintegrowany, w ramach konkursu The Best Annual Report 2016, a także nagrody Best in Central & Eastern Europe oraz Best ESG communications od IR Magazine. PKN ORLEN zajął również 43. miejsce wśród największych koncernów energetycznych na świecie notowanych w rankingu Platts TOP250, awansując w ciągu roku o 15 pozycji.

W IV kwartale 2017 roku PKN ORLEN odnotował wynik EBITDA LIFO na poziomie 2 mld zł. Na rezultat pozytywny wpływ miał wzrost przychodów o 8% (r/r), osiągnięty przy wzroście ceny ropy i wolumenów sprzedaży, którego efekt został ograniczony wpływem zmiany czynników makro względem IV kwartału 2016 r. Wpływ na rezultat porównania rok do roku miał również fakt, iż w IV kwartale 2016 odnotowano pozytywny efekt odszkodowania z tytułu awarii Steam Cracker w Unipetrol. W omawianym okresie (r/r) odnotowano spadek modelowej marży downstream o (-) 0,5 USD/bbl, przy wzroście średniej ceny ropy o 12 USD/bbl, do poziomu 61 USD/bbl. Na wszystkich rynkach, na których obecny jest Koncern, w IV kwartale 2017 roku odnotowano wzrost konsumpcji oleju napędowego, w tym w Polsce o 12% r/r. Na wspomnianych rynkach odnotowano również wzrost konsumpcji benzyn, z wyjątkiem rynku czeskiego, gdzie utrzymał się on na stabilnym poziomie.

Segment detaliczny PKN ORLEN odnotował kolejny rekordowy kwartał osiągając wynik EBITDA LIFO na poziomie 491 mln zł. Rezultat został osiągnięty przy wzroście łącznych wolumenów sprzedaży o 11% (r/r) i wzroście udziałów rynkowych w Niemczech, na Litwie i w Czechach, gdzie w minionym roku włączono do sieci stacje przejęte od OMV. Marże paliwowe w tym okresie wzrosły na rynku czeskim i niemieckim, przy porównywalnych marżach na rynku litewskim oraz niższych marżach na rynku polskim (r/r). Koncern kontynuował rozwój oferty pozapaliwowej, na koniec IV kwartału funkcjonowały 1793 punkty Stop Cafe, w tym 1571 w Polsce, z czego 180 w nowym formacie O!SHOP, 199 w Czechach i 23 na Litwie. W I kwartale 2018 Koncern rozpoczął postępowanie przetargowe na zakup 23 ładowarek elektrycznych, które w ramach projektu pilotażowego do 2019 roku mają zostać zainstalowane na stacjach paliw PKN ORLEN przy trasach tranzytowych w całej Polsce.

W IV kwartale 2017 roku segment downstream wypracował wynik EBITDA LIFO na poziomie 1,6 mld zł. Rezultat został osiągnięty przy wyższym o 5% (r/r) przerobie, oraz wzroście łącznych wolumenów sprzedaży o 4% (r/r). Efekt tych czynników został ograniczony przez pogorszenie czynników makro (r/r), w tym między innymi efekt niższego dyferencjału Ural/Brent, wyższych kosztów zużyć surowców na własne potrzeby energetyczne oraz umocnienia kursu PLN względem walut obcych. W IV kwartale blok parowo-gazowy w Płocku osiągnął moc maksymalną ok. 600 MWe, po raz pierwszy dostarczył także parę technologiczną do Zakładu. W tym okresie prowadzony był szereg czynności eksploatacyjnych niezbędnych do otrzymania pozwolenia na użytkowanie, które uzyskano w styczniu 2018 roku.

W obszarze wydobycia, zgodnie z założeniami strategii, zwiększono zasoby ropy i gazu (2P) do poziomu 152 mln boe na koniec roku 2017, co oznacza wzrost o 38 mln boe w porównaniu z końcem roku ubiegłego. Wynik segmentu EBITDA LIFO wynosił 78 mln zł, a średnie wydobycie w IV kwartale 2017 roku osiągnęło poziom 16,2 tys. boe/d i było wyższe o 17% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. W ramach krajowych koncesji zakończono wiercenie 2 otworów poszukiwawczych na obszarze Karpaty oraz Edge, a także rozpoczęto wiercenie 3 kolejnych otworów. Kontynuowano też akwizycje oraz analizy danych sejsmicznych, a także prace przygotowawcze dla kolejnych otworów. W ramach działań na aktywach kanadyjskich wraz z partnerami w minionym kwartale rozpoczęto wiercenie 5 odwiertów, zabiegowi szczelinowania poddano 7 odwiertów. Do produkcji podłączono 5 kolejnych otworów. W rejonie Kakwa kontynuowano między innymi przygotowania do rozbudowy instalacji do wstępnego przerobu gazu. Na obszarze Ferrier zakończono prace związane z budową rurociągu do sprzedaży węglowodorów ciekłych oraz wykonano akwizycję danych sejsmicznych 3D.

W 2017 roku Koncern utrzymywał bardzo dobrą sytuację finansową m.in. obniżając poziom długu netto i dźwigni finansowej, a także dywersyfikując źródła finansowania. Na koniec 2017 roku zadłużenie netto Koncernu wynosiło 800 mln zł, natomiast dźwignia finansowa utrzymywała się na poziomie 2,2%. W grudniu Koncern zakończył z sukcesem sprzedaż drugiej serii emisji obligacji detalicznych na kwotę 200 mln zł.

Przodujemy w korzystaniu z internetu przez urządzenia mobilne. Najczęściej sięgamy po aplikacje dostarczane przez sklepy, banki i media społecznościowe

Przodujemy w korzystaniu z internetu przez urządzenia mobilne. Najczęściej sięgamy po aplikacje dostarczane przez sklepy, banki i media społecznościowe 1

Ponad 56 proc. użytkowników na świecie i ponad 60 proc. w Polsce korzysta z internetu poprzez urządzenia mobilne. To więcej niż liczba korzystających z komputerów osobistych. Najbardziej popularnymi narzędziami są aplikacje dostarczane przez sklepy, banki i media społecznościowe. Najwięksi światowi gracze branży mobilnej zmieniają strategię i stawiają na sztuczną inteligencję oraz rozwiązania głosowe.

– Google jasno i wyraźnie ogłosił zmianę strategii z tzw. mobile first na A.I. first, czyli ukłon w kierunku sztucznej inteligencji. Można zauważyć rozwój sztucznej inteligencji i tzw. machine learning, to są obszary zainteresowania dużych graczy na rynku, było tego dużo w zeszłym roku, będzie jeszcze więcej w tym, to są obszary, które należy obserwować – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Monika Mikowska, współwłaścicielka Mobee Dick.

Oprócz sztucznej inteligencji na rynku mobilnym coraz mocniej widoczny będzie trend rozwiązań głosowych. Chociaż w Polsce ciągle nie są dostępni najpopularniejsi asystenci głosowi, tacy jak Siri, Asystent Google, Amazon Alexa, czy Cortana od Microsoftu, to na świecie rozwiązania te zyskują coraz większe grono użytkowników.

– Obserwujemy wzrost wyszukiwań głosowych w wyszukiwarkach internetowych. Dwa lata temu udział tego typu wyszukiwań stanowił 20 proc., w zeszłym roku 25 proc., a comScore przewiduje, że w 2020 roku ten udział wzrośnie aż do 50 proc. Znowu pojawia się ten trend przyszłości opartej na rozwiązaniach głosowych – przekonuje ekspertka.

Google i Amazon to także potentaci na rynku inteligentnych głośników. Amazon Echo z asystentem Alexa i Google Home z asystentem głosowym Google’a kontrolują niemal 100 proc. tego rynku. Wkrótce swoje rozwiązania w tym segmencie zaproponują także Microsoft i Apple. Urządzenia odpowiednio Invoke i Homepod mają być zaprezentowane jeszcze w tym roku.

Zarówno na świecie, jak i w Polsce społeczeństwo staje się coraz bardziej mobilne. Komputery osobiste coraz częściej zamienia na smartfony i tablety. Już ponad 56 proc. użytkowników na świecie i ponad 60 proc. w Polsce korzysta z internetu poprzez urządzenia mobilne – wynika ze statystyk StartCounter. Według specjalistów coraz więcej użytkowników korzysta już wyłącznie ze smartfona. Z drugiej strony dynamika wzrostu ruchu z urządzeń mobilnych słabnie.

– Jeszcze w 2014 roku grupę ludzi, którzy korzystają z danego produktu, danej usługi wyłącznie przez smartfona stanowiło ok. 3 proc. Teraz obserwujemy już kilkunastoprocentowy udział. Teraz jest czas, żeby swój biznes przestawić bardzo mocno z myśleniem na użytkownika mobilnego, że on tylko ze smartfonem w ręku może się chcieć komunikować z firmą – twierdzi współwłaścicielka Mobee Dick.

W 2017 roku branża mobilna odnosiła w Polsce duże sukcesy. Na platformie Allegro już ponad 50 proc. ruchu pochodzi z urządzeń mobilnych, również mBank może się pochwalić ponad 50-proc. udziałem logowań z urządzeń mobilnych do swojego serwisu transakcyjnego. W zeszłym roku pojawiła się nowa wersja aplikacji mobilnej Rossmann, którą pobrało ponad 5 mln użytkowników. Bank PKO BP zeszły rok kończył z 2 mln aktywnych użytkowników swojej aplikacji mobilnej IKO.

– To liczby pokazujące potencjał polskiego rynku i świadczące o tym, że to dzieje się teraz. Umiemy już korzystać z aplikacji mobilnych, rozumiemy wartość dodaną, którą one przynoszą – podsumowuje Monika Mikowska.

Po w pełni autonomicznym metrze czas na kolej. UE wdraża system pozwalający prowadzić pociąg w pełni lub częściowo autonomicznie

Po w pełni autonomicznym metrze czas na kolej. UE wdraża system pozwalający prowadzić pociąg w pełni lub częściowo autonomicznie 2

W pełni bezobsługowe pociągi to przyszłość rynku transportowego. Metro bez maszynisty działa od prawie dekady w Dubaju. Obecnie powstaje w Glasgow. Według ekspertów nie ma przeciwwskazań technicznych, aby tego typu komunikacja powstała także w Polsce. Autonomia to przyszłość także na rynku naziemnych pociągów osobowych i towarowych. Unia Europejska wdraża Europejski System Sterowania Pociągiem, pozwalający prowadzić pociąg w pełni lub częściowo autonomicznie.

– Budujemy w Glasgow pierwsze pojazdy bezobsługowe. W przyszłości może to być bardzo ważny segment rynku. Zasada jest taka, że nie ma maszynisty, jazda jest znacznie prostsza, ponieważ są specjalne szyny, nie ma żadnych przeszkód na drodze, którą porusza się metro – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Peter Spuhler, właściciel i przewodniczący rady nadzorczej Stadler Rail.

W zautomatyzowanym metrze wykorzystuje się system CBTC (Communication Based Train Control), który opiera się na dwukierunkowej transmisji informacji pomiędzy pociągiem a przytorowymi komputerami sterującymi. Pociąg wysyła informacje o swoim aktualnym położeniu, prędkości i kierunku, w jakim się przemieszcza. Składy metra są zaś wyposażone w systemy detekcji przeszkód, a jeśli takie pojawią się na torze, pociąg automatycznie hamuje. Maszynistę zastępują odpowiednie systemy bezpieczeństwa, m.in. zamontowane nad szynami nadajniki i odbiorniki na podczerwień.

– Za bezobsługowym metrem stoją specjalne balisy montowane w torach, które przekazują sygnały do centrali. W ten sposób pociąg jest sterowany. Druga kwestia to ogromna liczba różnych czujników zastosowanych w pojazdach – mówi Peter Spuhler.

Z danych International Association of Public Transport (UITP) wynika, że w 2017 roku już ponad 13 proc. wybudowanej miejskiej infrastruktury kolejowej stanowiły pociągi w pełni zautomatyzowane. Jeśli nie brać pod uwagę Chin, całkowicie automatyczne metro to 36 proc. nowo budowanej infrastruktury. Jak przekonuje ekspert, nic nie stoi na przeszkodzie, aby także w Polsce zbudować autonomiczne metro.

– Technicznie jesteśmy w stanie zaoferować i wykonać takie rozwiązania również dla polskich przewoźników, ale wszystko zależy od operatorów kolejowych – przekonuje właściciel i przewodniczący rady nadzorczej Stadler Rail.

Bezobsługowe metro to przyszłość komunikacji miejskiej, ale w dalszej przyszłości większy poziom automatyzacji może doprowadzić do bezobsługowych pociągów. Na razie panującym trendem jest wymiana pociągów spalinowych na elektryczne lub hybrydowe.

W Polsce na 18 tys. torów zelektryfikowanych jest nieco ponad 11 tys. Po pozostałych torach mogą się poruszać tylko pojazdy spalinowe. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa w ramach Krajowego Programu Kolejowego planuje przeznaczyć 66 mld zł na modernizację linii kolejowych w ciągu najbliższych 6 lat.

– W ostatnich latach w Polsce dokonał się znaczny postęp, jeśli chodzi o innowacyjność rynku kolejowego, ale jest tutaj jeszcze wiele do osiągnięcia. Myślę, że w przyszłych latach również Polska będzie poprawiać innowacyjność, jeśli chodzi o system sterowania ruchem kolejowym i o kwestie bezpieczeństwa – ocenia ekspert.

Problem stanowią też przestarzałe technologie sterowania ruchem kolejowym. Pod tym względem sytuacja jednak się zmienia. Zgodnie z wdrażanym w Unii Europejskiej systemem ERTMS (European Rail Traffic Management System), pociągi powinny być wyposażone w Europejski System Sterowania Pociągiem (ETCS), pozwalający prowadzić pociąg w pełni lub częściowo autonomicznie.

Za 10 lat Polacy będą korzystać z usług banku za pomocą robotów, a bankowość przeniesie się do smartfonów

Za 10 lat Polacy będą korzystać z usług banku za pomocą robotów, a bankowość przeniesie się do smartfonów 3

Robo-doradcy, wirtualne oddziały, spersonalizowane oferty pożyczek w czasie rzeczywistym oraz kupowanie na kredyt z reklamy po jej zeskanowaniu – tak Polacy wyobrażają sobie przyszłość bankowości i usług finansowych. Większość klientów jest otwarta na innowacje i kolejne nowinki technologiczne, które sprawią, że korzystanie z banku będzie prostsze, wygodniejsze i bezpieczniejsze. Ograniczone zaufanie wciąż budzi sztuczna inteligencja, której zdecydowane nie mówi prawie dwie trzecie Polaków – wynika z badania HASHfinanseprzyszłości dla Banku Millennium.

– Polacy są bardzo otwarci na innowacje i nowe technologie. Ponad 90 proc. osób uważa, że w przyszłości obsługa bankowości będzie zautomatyzowana. Ta gotowość na nowe rozwiązania – takie jak chatboty, wirtualna rzeczywistość czy sztuczna inteligencja – powoduje, że nasi respondenci są przekonani, że w przyszłości banki będą znacznie wygodniejsze, będą obsługiwały klientów w sposób lepszy i bardziej spersonalizowany – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Misiak, dyrektor Departamentu Marketingu Bankowości Detalicznej w Banku Millennium.

Na zlecenie banku Instytut IBRiS zapytał Polaków o to, jak wyobrażają sobie usługi finansowe w perspektywie najbliższych dziesięciu lat. Z badania wynika, że zdecydowana większość spodziewa się kolejnych innowacji i technologicznych ułatwień w kontaktach z bankiem. Zdaniem 90 proc. własnoręczny podpis zostanie zastąpiony elektronicznym, obsługa w większości oddziałów będzie automatyczna, a prawie wszystkie sprawy będzie można załatwić za pomocą wirtualnej rzeczywistości.

– Prawie 40 proc. respondentów uważa, że w przyszłości oddziały bankowe nie znikną i w dalszym ciągu będą istnieć. Będą jednak w pełni automatyczne, a większość usług będzie można załatwić samodzielnie, bez pomocy doradcy. Co istotne, 92 proc. osób sądzi, że proste sprawy – takie jak założenie lokaty czy wzięcie kredytu – będzie można załatwić za pomocą wirtualnej rzeczywistości, niekoniecznie odwiedzając w tym celu oddział – mówi Tomasz Misiak.

Badanie HASHfinanseprzyszłości pokazuje również coraz silniejsze przywiązanie Polaków do bankowości mobilnej. Jeszcze kilka lat temu bank dostępny w smartfonie czy przez internet był tylko dodatkiem do obsługi oddziałowej. Obecnie prawie 80 proc. klientów sądzi, że za dziesięć lat kredyt czy lokatę będzie załatwiać w aplikacji mobilnej.

 Już dzisiaj widzimy bardzo mocny trend i zainteresowanie klientów obsługą za pośrednictwem bankowości mobilnej – podkreśla Tomasz Misiak.

Polacy są też przekonani, że w przyszłości, dzięki rozwiązaniom biometrycznym, logowanie do banku i korzystanie z jego usług będą dużo prostsze i wygodniejsze. Ponad połowa z nich twierdzi, że za 10 lat będzie można się logować do banku czy bankomatu za pomocą odcisku palca, komendy głosowej albo skanowania siatkówki oka.

Chociaż dzisiaj banki nie oferują możliwości logowania z użyciem Facebooka, to 36 proc. respondentów sądzi, że będzie to możliwe w przyszłości. Dziś tylko 8 proc. uważa, że można się już logować poprzez media społecznościowe – mówi Tomasz Misiak.

Ekspert Banku Millennium podkreśla też, że przyszłością usług finansowych jest automatyzacja i roboty. To zdanie podziela blisko połowa Polaków (46 proc.). Podkreślają, że w przyszłości banki zaoferują usługi wirtualnego doradcy, który będzie doradzać najlepsze inwestycje, sposoby oszczędzania, przedstawiać spersonalizowane oferty kredytów i pożyczek. 35 proc. uważa natomiast, że za dziesięć lat będzie ich obsługiwać sztuczna inteligencja.

Zanim jednak upowszechnią się takie rozwiązania, będą musiały zdobyć zaufanie klientów. Jak wynika z badania HASHfinanseprzyszłości, dziś Polacy nie ufają jeszcze sztucznej inteligencji i wolą zachować wpływ na podejmowane decyzje. Na obsługę przez wirtualnego doradcę zdecydowanie nie zgodziłoby się blisko 60 proc. ankietowanych.

– Klienci mają dosyć specyficzne podejście do automatyzacji i robo-doradztwa. Na dzisiaj tylko nieliczna grupa ufa takim rozwiązaniom. Ponad 77 proc. jest na „nie”, z czego 58 proc. to „zdecydowane nie”. Na szczęście wraz z upływem czasu to podejście się zmienia. W 2028 roku duża część klientów – ponad 36 proc. – będzie ufać i korzystać z takich rozwiązań – mówi Tomasz Misiak.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Banku Millennium, w przyszłości kolejne procesy zostaną zautomatyzowane, dokumentacja papierowa wyeliminowana, a akcja kredytowa ściślej powiązana z zakupami. Zdaniem 40 proc. Polaków za dziesięć lat będzie możliwe kupowanie na kredyt rzeczy bądź usług z reklamy, bezpośrednio po jej zeskanowaniu. Niewielka grupa (6 proc.) sądzi, że będzie to możliwe jeszcze w tym roku. Natomiast zdecydowana większość (90 proc. badanych) sądzi, że za 10 lat oferty banku będą dostarczane zdalnie, w czasie rzeczywistym i w konkretnej lokalizacji (np. ubezpieczenie turystyczne podczas kupowania biletów lotniczych lub pożyczka podczas wybierania w sklepie nowego modelu pralki).

Jawność zarobków w branży PR przynosi korzyści agencjom i ich pracownikom. Doceniają to szczególnie millenialsi

Jawność zarobków w branży PR przynosi korzyści agencjom i ich pracownikom. Doceniają to szczególnie millenialsi 4

Serwis PRoto.pl opublikował tegoroczny, drugi już raport o zarobkach w agencjach PR. Przełamanie tabu płacowego ma pomóc pracownikom i kandydatom lepiej odnaleźć się na rynku, a agencjom PR zaprezentować się jako rzetelni, transparentni pracodawcy i skrócić czas rekrutacji. Eksperci podkreślają, że jawność wynagrodzeń jest doceniana zwłaszcza przez millenialsów, którzy za kilka lat będą pożądaną grupą specjalistów w agencjach PR. 

– W branży PR jest bardzo dużo plotek na temat wynagrodzeń. Są one formułowane m.in. na podstawie kosztów kampanii, które rzeczywiście bywają dość wysokie. Mamy nadzieję, że nasz raport trochę te plotki ukróci – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Przybylski, młodszy redaktor PRoto.pl.

Jawność systemu płac jest korzystna przede wszystkim dla kandydatów i pracowników branży public relations. Ubiegając się o pracę, będą się mogli zorientować, na jakie warunki zatrudnienia mogą liczyć i czy dana propozycja pracy im odpowiada. Autorzy podkreślają, że takie informacje pomogą ukrócić plotki o pensjach w branży PR, które krążą w mediach społecznościowych dzięki poczcie pantoflowej.

Nasz raport ma być przydatny dla osób pracujących w branży PR. Dlatego poprosiliśmy agencje, żeby przedstawiły swoje siatki płac nie w kwotach brutto – jak jest to zwykle podawane w raportach płacowych – ale w kwotach netto, w korelacji z informacjami dotyczącymi rodzajów umów, jakie są w stanie zagwarantować swoim pracownikom. Kandydaci, wiedząc, w jakich przedziałach kształtują się zarobki w danych agencjach, mogliby się dzięki temu lepiej przygotować do rozmów kwalifikacyjnych – wyjaśnia Maciej Przybylski.

W zestawieniu przygotowanym przez PRoto.pl znalazły się informacje dotyczące widełek płacowych na danym stanowisku, formy zatrudnienia, przewidzianego zakresu obowiązków oraz benefitów i dodatków, na które może liczyć pracownik agencji.

Jak wynika z badania, które przeprowadziła w tym roku agencja doradztwa zawodowego Work Service, to wiedza pożądana nie tylko przez PR-owców. Zdecydowana większość, bo aż 84 proc. Polaków, opowiada się za jawnością wynagrodzeń i podawaniem widełek płacowych w ogłoszeniach o pracę. Takie rozwiązanie jest stosowane w większości krajów skandynawskich i zachodnioeuropejskich, m.in. w Wielkiej Brytanii.

– W kontekście jawności wynagrodzeń, szczególnie ważny jest wątek millenialsów. To grupa, która wchodzi na rynek pracy i za kilka lat będą specjalistami, na których najbardziej będzie zależało agencjom PR. Millenialsi bardzo cenią sobie jawność pracodawców w kontekście wynagrodzeń. Lubią mieć jasno rozrysowaną ścieżkę kariery, co może ich czekać w danym miejscu, i lubią wiedzieć, że ich działania będą miały realne znaczenie w firmie – mówi Maciej Przybylski.

Z punktu widzenia employer brandingu przełamanie tabu płacowego to też korzyść dla samych agencji PR. Wiedząc, jak kształtują się zarobki w branży, mogą zweryfikować własną siatkę wynagrodzeń, ukrócić spekulacje dotyczące pensji i zaprezentować się jako transparentny i otwarty pracodawca, który jest zadowolony z poziomu swoich wynagrodzeń. Jawność systemu płac pozwala też uniknąć niedomówień podczas rozmów o pracę i zaoszczędzić czas w trakcie rekrutacji.

– Agencje PR mogą też pokazać, że nie zatrudniają na tzw. śmieciówkach, ale na umowach o pracę. Przy okazji mogą skrócić i ułatwić sobie proces rekrutacji, ponieważ dzięki temu, że pokazują, ile dany kandydat może zarobić, odfiltrowują tych, którym dana stawka nie odpowiada – mówi Maciej Przybylski.

W poprzednim raporcie placowym z 2016 roku agencje PR deklarowały, że będą zwiększać lub przynajmniej utrzymywać zarobki na tym samym poziomie. Tegoroczna edycja pokazuje, że te prognozy się sprawdziły, a dodatkowo agencje starają się przyciągać i motywować pracowników różnego rodzaju benefitami pozapłacowymi, jak służbowy laptop, ubezpieczenie chorobowe, szkolenia, pakiety typu Multisport, wycieczki integracyjne dla pracowników albo pożyczki okolicznościowe w razie potrzeby.

– Wierzymy, że rozmowa na temat jawności wynagrodzeń w branży może się przysłużyć jej profesjonalizacji. Co więcej, eksperci i szefowie agencji, z którymi rozmawialiśmy przy poprzedniej edycji, przyznali, że udział w raporcie i upublicznienie siatki płac rzeczywiście przyczyniło się do usprawnienia pracy agencji. Zwiększyła się dzięki temu świadomość klientów, i dzięki temu, że wiedzieli, ile kosztuje praca PR-owca, byli w stanie ocenić, czy dana wycena jest na odpowiednim poziomie, zbyt niska lub zbyt wysoka – mówi redaktor PRoto.pl.

Rekordowe zainteresowanie obligacjami skarbowymi. Rośnie popularność długoterminowych papierów

Rekordowe zainteresowanie obligacjami skarbowymi. Rośnie popularność długoterminowych papierów 5

Rosnąca inflacja, niskie stopy procentowe i związane z tym niskie oprocentowanie lokat bankowych sprawiły, że na obligacje skarbowe Polacy wydali w 2017 roku ponad 6,8 mld zł. Podobny wynik zanotowano ostatnio w 2008 roku. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się obligacje 4-letnie, których oprocentowanie zależy od inflacji. Popularność tej formy inwestycji będzie rosła – przekonuje Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

– Rok 2017 był rekordowy dla rynku obligacji skarbowych. Nabywcy indywidualni wydali na ich zakup 6,8 mld zł. To o 48 proc. więcej niż rok wcześniej, a trzeba pamiętać, że 2016 rok też był bardzo udany i wzrost sprzedaży wyniósł ponad 40 proc. – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

Obligacje skarbowe cieszą się coraz większym zainteresowaniem od 2015 roku, kiedy stopy procentowe zostały obniżone do poziomu 1,5 proc., a średnie oprocentowanie lokat bankowych spadło z 2,4 do 1,7 proc. Wówczas na obligacje przeznaczyliśmy 3,2 mld zł, rok później już 4,6 mld zł. Rok 2017 zakończony ze sprzedażą o wartości 6,8 mld zł, to najlepszy wynik od lat. Ostatnio tak dobry wynik zanotowano w 2008 roku, kiedy kupiliśmy obligacje na łączną kwotę 6,2 mld zł.

– To był szczyt kryzysu finansowego i załamania na rynkach finansowych. Właśnie z tego powodu posiadacze oszczędności swój kapitał lokowali w obligacjach, które traktowali jako bezpieczny instrument finansowy. Dziś mamy rozkwit gospodarczy, bardzo dobrą sytuację na rynkach finansowych, a mimo to obligacje cieszą się jeszcze większym powodzeniem niż poprzednio – zauważa Przasnyski.

Rosnące zainteresowanie obligacjami skarbowymi to efekt niskich stóp procentowych utrzymujących się na poziomie 1,5 proc. i spadającego oprocentowania lokat bankowych (średnio 1,5 proc. na koniec 2017 roku).

– Widzimy wyraźną tendencję wycofywania się posiadaczy oszczędności z lokat bankowych i szukania innych alternatyw – jedną z nich stały się obligacje skarbowe. Drugi powód wynika ze wzrostu inflacji, która w listopadzie sięgała 2,5 proc., w grudniu 2 proc. Lokaty bankowe nie chronią przed deprecjacją kapitału, a obligacje skarbowe dają taką szansę – tłumaczy główny analityk Gerda Broker.

Zainteresowanie obligacjami to także efekt coraz lepszej sytuacji gospodarczej. Spada bezrobocie, rośnie liczba Polaków aktywnych zawodowo, więc coraz więcej oszczędzamy.

– Jesteśmy bardziej zamożni, co powoduje napływ środków do różnych instrumentów finansowych. Najchętniej wybierane są te najbardziej bezpieczne, mniej chętnie ostatnio lokaty, za to coraz większym powodzeniem cieszą się obligacje czy fundusze inwestycyjne, za pomocą których również można uczestniczyć w rynku obligacji. Ta tendencja powinna się utrzymać w kolejnych latach – analizuje Przasnyski.

Rośnie udział czteroletnich obligacji w sprzedaży. O ile jeszcze w 2016 roku dominowały obligacje dwuletnie o stałym oprocentowaniu 2,1 proc.(stanowiły blisko 75 proc. całości), o tyle w 2017 roku ich sprzedaż powoli topniała (do 43 proc.) kosztem obligacji czteroletnich (36 proc.), gdzie oprocentowanie zależy od inflacji – w pierwszym roku oprocentowanie wynosi 2,2 proc., w następnych latach to stopa inflacji i 1,25 pkt proc.

 To dowód na to, że inwestorzy indywidualni dobrze się orientują w mechanizmach, jakie rządzą na rynku finansowym. W okresie niskiej inflacji i deflacji dwuletnie obligacje stanowiły dość dobrą lokatę kapitału, tym bardziej że oszczędzający wybierają jak najkrótsze terminy zamrażania swoich oszczędności. W październiku 2017 roku pojawiły się obligacje trzymiesięczne, na razie sondażowo, ale cieszyły się dużym powodzeniem, mimo że ich oprocentowanie jest zbliżone do oprocentowania lokat bankowych – wskazuje główny analityk Gerda Broker.

Choć trzymiesięczne obligacje były dostępne trzy miesiące, to wydano na nie niemal co dziesiątą złotówkę zainwestowaną w obligacje (łącznie 650 mln zł).

Jak zauważa Przasnyski, świadomość inwestorów jest coraz większa, jednak dotyczy to przede wszystkim osób 50+, bo to one właśnie stanowią największą grupę inwestujących w obligacje (75 proc.).

– Nieco ponad 20 proc. stanowią osoby między 35 a 50 rokiem życia, a młodzi ludzie stanowią jedynie około 4 proc. nabywców. Miejmy nadzieję, że to zacznie się powoli zmieniać – mówi Roman Przasnyski.

Zakup okrętów podwodnych kluczowy dla modernizacji armii. Jeden z oferentów – niemiecka stocznia TKMS – w poważnych tarapatach

Zakup okrętów podwodnych kluczowy dla modernizacji armii. Jeden z oferentów – niemiecka stocznia TKMS – w poważnych tarapatach 6

Sfinalizowanie kluczowych programów zbrojeniowych i przetargów wartych w sumie kilkadziesiąt miliardów złotych to najważniejsze zadanie dla nowego kierownictwa MON. Eksperci podkreślają, że Mariusz Błaszczak powinien zdecydowanie przyspieszyć zakupy dla wojska. W kolejce czekają m.in. program „Wisła” i podpisanie umowy z amerykańskim dostawcą baterii Patriot, zakup śmigłowców i program „Orka”, czyli zakup nowych okrętów podwodnych. Szczególnie ten ostatni wybór musi zostać podjęty rozważnie, gdyż nie wszystkim producentom okrętów dobrze wychodzi ich budowa. Jeden z oferentów, niemiecka stocznia TKMS, boryka się ostatnio z poważnymi problemami.

Przed ministrem obrony narodowej stoi ogromne wyzwanie w kwestii modernizacji Sił Zbrojnych. Co niezmiernie ważne, musi on przyspieszyć proces zakupowy. Marynarka Wojenna od kilkudziesięciu lat czeka na nowe okręty. Siły lądowe i siły specjalne oczekują nowych śmigłowców, cały kraj potrzebuje obrony przeciwrakietowej – podkreśla dr Łukasz Kister, ekspert do spraw bezpieczeństwa Instytutu Jagiellońskiego.

Na liście czekających na rozstrzygnięcie przetargów są m.in. program „Wisła” i podpisanie umowy z amerykańskim dostawcą baterii Patriot, zakup śmigłowców i program „Orka”, czyli zakupy nowych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej.

– Marynarka Wojenna jest najbardziej zaniedbanym rodzajem sił zbrojnych, który zawsze był traktowany po macoszemu. Politycy dotychczas nie rozumieli jak ważnym i strategicznym akwenem jest Bałtyk i jak wiele zależy od tego, czy będziemy w stanie chronić nasze interesy na tym morzu – ocenia dr Łukasz Kister.

Zgodnie z deklaracjami MON już pod koniec ubiegłego roku miał zostać wybrany partner strategiczny do zakupu trzech okrętów podwodnych wraz z rakietami manewrującymi. Program „Orka” się jednak opóźnia.

– Marynarka Wojenna potrzebuje okrętów wyposażonych w pociski manewrujące, sprawdzonych w warunkach operacyjnych, oraz takich, które będziemy w stanie samodzielnie modernizować – podkreśla dr Łukasz Kister.

Resort obrony prowadzi rozmowy z trzema oferentami: francuskim Naval Group, szwedzkim Saab oraz niemieckim TKMS. Ten ostatni boryka się jednak z poważnymi problemami ze względu na pasmo usterek niemieckich okrętów bojowych i doniesienia o słabej kondycji finansowej i niedoinwestowaniu.

– Ostatnie doniesienia pokazują, że niemiecka marynarka nie ma szczęścia do własnych okrętów podwodnych. Z drugiej strony przemysł stoczniowy nie ma niezbędnych zdolności, żeby modernizować czy remontować zarówno okręty podwodne, jak i flotę nawodną. Niemiecki przemysł stoczniowy okazuje się być niedoinwestowany albo przestarzały. W ostatnich tygodniach musi się zmagać z międzynarodową krytyką, która zakrawa o śmieszność – ocenia ekspert Instytutu Jagiellońskiego.

Pod koniec listopada prasa informowała o złym stanie kilońskich zakładów TKMS. Według niemieckich mediów stocznia nie jest w stanie dostarczyć żadnego z zakontraktowanych okrętów podwodnych w terminie, a kary finansowe za opóźnienia powodują, że produkcja jest nieopłacalna. Przykładowo, okręty podwodne budowane dla Turcji są opóźnione już o trzy lata, a suma kar z tego tytułu przekroczyła 100 mln euro.

Wcześniej, w październiku, wyszło z kolei na jaw, że żaden z sześciu niemieckich okrętów podwodnych nie jest w gotowości bojowej. Wszystkie nowoczesne jednostki typu 212A są uszkodzone, w trakcie prac naprawczych albo czekają na remont. To oznacza, że teoretycznie przynajmniej do jesieni Niemcy są niezdolne do obrony od strony morza. W tym miesiącu okazało się też, że zbudowana dla Deutsche Marine fregata „Baden-Württemberg” nie zostanie przyjęta do służby i musi wrócić do stoczni w celu naprawienia licznych usterek.

– To miał być okręt, który przyćmi wszystkie inne okręty nawodne w Europie i będzie dumą niemieckiej marynarki i niemieckiego przemysłu stoczniowego. Okazuje się, że 3 mld euro i wiele lat pracy to za mało, żeby okręt był zdolny pływać właściwie po morzach i oceanach. Co gorsza, musiał wrócił do stoczni, gdyż jego warunki pływające nie spełniały niezbędnych, minimalnych kryteriów bezpieczeństwa – mówi dr Łukasz Kister.

Ekspert do spraw bezpieczeństwa Instytutu Jagiellońskiego podkreśla, że kłopoty niemieckich stoczni powinny wzbudzić ostrożność MON, które w najbliższych miesiącach będzie negocjować zakupy dla Marynarki Wojennej.

Chcemy rozwijać naszą Marynarkę Wojenną, więc musimy na to patrzeć z niepokojem, żeby po zakupie okrętów nie borykać się z takimi samymi problemami i żeby te okręty, które zakupimy, były właściwie wykorzystywane przez naszych marynarzy – mówi dr Łukasz Kister.

Ponad połowa Polaków nie ma żadnych planów na tegoroczny karnawał. Najchętniej bawiliby się z Anną i Robertem Lewandowskimi

Ponad połowa Polaków nie ma żadnych planów na tegoroczny karnawał. Najchętniej bawiliby się z Anną i Robertem Lewandowskimi 7

Tylko 30 proc. dorosłych Polaków zaplanowało bądź właśnie planuje zabawy karnawałowe – wynika z badania przeprowadzonego przez agencję IQS. Pozostali jeszcze się nad tym nie zastanawiali lub odkładają podjęcie decyzji na później. Najpopularniejszą formą zabawy karnawałowej pozostaje tzw. domówka. Z kolei 16 proc. ankietowanych w ogóle nie zamierza w żaden sposób świętować. Najliczniej takich odpowiedzi udzielono w grupie prywatnych przedsiębiorców, co oznacza, że plany związane z zabawami karnawałowymi nie są związane ze statusem zawodowym czy majątkowym.

Ponad połowa Polaków zapytana o plany na tegoroczny karnawał odpowiada, że ich nie posiada lub jeszcze się nad tym nie zastanawiała.

– Byliśmy ciekawi, czy Polacy chcą i będą się bawić w karnawale. Większość na razie jeszcze nie ma żadnych planów, być może będą podejmować decyzje w ostatniej chwili. Z naszych badań wynika, że 16 proc. nie chce się bawić w karnawale. Zdecydowanie częściej są to osoby starsze i z wyższym wykształceniem – mówi agencji Newseria Katarzyna Furman z agencji badawczej IQS.

Wśród karnawałowych imprez najpopularniejsze są domówki u znajomych, przyjęcia organizowane we własnym mieszkaniu, a także imprezy w klubach i bale.

 Ci, którzy chcą się bawić i mają już plany, będą czas karnawałowy spędzać na domówkach u swoich przyjaciół i znajomych – taką formę wybiera co dziesiąty Polak. Podobna liczba badanych planuje zorganizować domówki u siebie, zapraszając swoich najbliższych. 7 proc. Polaków wybierze się na zorganizowany bal, czyli taką formę, którą tradycyjnie kojarzymy z karnawałem. W odpowiedziach pojawiło się też coś nowego – wyjazdy rodzinne, wyjazdy z dziećmi. Takie plany na karnawał ma 4 proc. Polaków – mówi Katarzyna Furman.

Okres karnawału rozpoczyna Święto Trzech Króli, a kończy tradycyjnie Środa Popielcowa, rozpoczynająca Wielki Post. Polacy lubią spotykać się w gronie przyjaciół i znajomych, sporą popularnością cieszą się również koncerty.

Badania i obserwacje wskazują na to, że Polacy w czasie karnawału lubią się bawić tak samo chętnie, jak przed laty, natomiast jest zdecydowanie większa konkurencyjność różnych imprez – mówi Katarzyna Furman.

 Ankietowani przyznają, że gwarantem udanej zabawy karnawałowej jest dobre towarzystwo.

– Z naszego badania wynika, że Polacy najchętniej bawiliby się z Anną i Robertem Lewandowskimi. Jedna czwarta ankietowanych wybrała właśnie tą parę. Na drugim miejscu wskazywano państwa Pazurów – 15 proc. Polaków najchętniej wybrałoby się z nimi na bal karnawałowy. Na trzecim miejscu podium znaleźli się Katarzyna Cichopek i jej mąż Marcin Hakiel. Taki dobór par wskazuje, że szukamy w towarzystwie różnych cech, od fajnych, miłych rozmów na różne tematy, przez humor i dowcipy, do tańców i hulanek – mówi Katarzyna Furman.

Najwięcej wskazań na Lewandowskich pojawiło się w grupie osób w wieku 15–24 lata. Na tę parę częściej głosowali panowie (28 proc.) niż panie (20 proc.).

Już poza podium, bo na czwartym miejscu, uplasowali się ex aequo Lidia Popiel i Bogusław Linda, a także Magda Gessler i Waldemar Kozerawski. Na dalszych pozycjach pojawi się także Małgorzata Rozenek-Majdan i Radosław Majdan oraz Agnieszka i Grzegorz Hyży.

Branża logistyczna dynamicznie rośnie. Największymi wyzwaniami w tym roku brak pracowników i rosnąca presja płac

Branża logistyczna dynamicznie rośnie. Największymi wyzwaniami w tym roku brak pracowników i rosnąca presja płac 8

Rosnący popyt wewnętrzny i eksport, większa wymiana handlowa ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami, napędzają branżę logistyczną. Bezpośredni udział sektora usług transportu i logistyki w polskim PKB zwiększył się o ponad jedną piątą od momentu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Dynamicznie rośnie powierzchnia magazynowa i zapotrzebowanie na nią przez firmy. Logistyka inwestuje w nowe technologie i innowacyjne rozwiązania. Branża boryka się też z brakiem pracowników. Dodatkowo presja płac sprawia, że branża będzie musiała przeprowadzić serię podwyżek dla klientów.

– Branża logistyczna rozwija się bardzo dynamicznie, nasze przychody piąty rok z rzędu rosną w dwucyfrowym tempie, widzimy niesamowicie rosnące zapotrzebowanie na eksport w polskim biznesie. Rozwijamy bardzo dynamicznie połączenia ze Stanami Zjednoczonymi i z Chinami w kontekście przewozów lotniczych i morskich, bardzo szybko rośnie nam również siatka połączeń w Europie – podsumowując, w tym roku mamy około dwieście połączeń tygodniowo, w tym codzienne połączenia z Niemcami czy Włochami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Iwo Chmielewski, dyrektor ds. rozwoju w Rohlig Suus Logistics.

Polska jest potęgą na europejskim rynku transportowym. Rodzime firmy mają w nim około 25-proc. udział, a według prognoz firmy doradczej PwC do 2025 roku przewozy międzynarodowe będą rosnąć w tempie 1,8–2,2 proc. rocznie. Rośniemy w siłę od momentu wejścia do UE i otwarcia europejskich rynków. Według statystyk GUS bezpośredni udział sektora usług transportu i logistyki w polskim PKB zwiększył się o ponad jedną piątą od momentu wstąpienia Polski do UE (wzrósł z 5,4 proc. w 2004 roku do poziomu 6,5 proc. w 2015 roku). Raport „Poland Logistics Confidence Index 2017” wskazuje, że wskaźnik Poziomu Optymizmu w zakresie logistyki i łańcucha dostaw w Polsce został określony na poziomie 60,7, przy czym w przypadku firm logistycznych osiągnął wartość 62,1.

– Bardzo szybko rozwija się również branża logistyczna, logistyka kontraktowa, czyli powierzchnia magazynowa rośnie w szybkim tempie, firmy budujące magazyny nie mają żadnego problemu z najemcami. W 2017 roku otworzyliśmy 27 tys. mkw., w 2018 roku planujemy otworzyć jeszcze ponad 30 tys. kolejnych mkw., jest zapotrzebowanie, klienci kupują usługi logistyczne, polscy przewoźnicy wiodą prym na rynkach europejskich – wskazuje Chmielewski.

Jak wynika z danych JLL, na koniec pierwszego półrocza 2017 roku, zasoby rynku magazynowego w Polsce osiągnęły 11,9 mln mkw. Rośnie popyt na powierzchnię magazynową, do 1,719 mln mkw. w I półroczu 2017 roku (przy 1,347 mln mkw. w tym samym okresie 2016 roku).

– Widzimy bardzo duży potencjał w rozwoju technologicznym, inwestujemy sporo pieniędzy w innowacje, w tym roku otworzyliśmy nowy magazyn, który działa w systemie VNA. Wózek systemowy jest prowadzony po powierzchni magazynu samodzielnie przez system i doprowadzany do odpowiedniego miejsca, gdzie ma pobierać towar. Takiego rodzaju rozwiązania są bardzo pożądane przez branżę automotive, zwłaszcza w części aftermarket, czyli obsługi rynków dystrybucyjnych w częściach zamiennych – tłumaczy ekspert.

Rozwój technologii sprawia, że część procesów odbywa się w sposób niemal całkowicie zautomatyzowany. Odbieranie, pakowanie towarów czy prace w magazynach mogą już niedługo zostać zdominowane przez roboty, które zwiększą wydajność i szybkość pracy. Technologie zastosowane w inteligentnych łańcuchach dostaw mogą zmienić praktycznie każdy jego etap – procesy wytwarzania, logistykę, przechowywanie oraz ostatni etap dostaw do odbiorcy, czyli tzw. ostatnią milę. W ciągu kolejnych pięciu lat zmieni to całkowicie branżę logistyczna i wyniki przez nią osiągane.

– Otworzyliśmy też skład podatkowy, w ramach którego jesteśmy w stanie wszystkie towary w ramach UE i spoza Unii trzymać przez nieograniczony czas przed opłaceniem akcyzy przez naszego klienta. Tego rodzaju nowoczesne, nowe, zaawansowane rozwiązania są bardzo mile widziane przez klientów, klienci oczekują tego od nas i od całej branży – wskazuje Chmielewski.

Branża boryka się jednak z problemami. Przede wszystkim z brakiem wykwalifikowanych pracowników, przede wszystkim kierowców. Już teraz braki kadrowe sięgają 100 tys. wakatów dla zawodowych kierowców. Firma doradcza PwC i Związek Pracodawców „Transport i Logistyka Polska” oszacowali, że na polskim rynku jest obecnie ok. 600–650 tys. aktywnych zawodowo kierowców („Rynek pracy kierowców w Polsce 2016”). Co roku z zawodu odchodzi ok. 25 tys. osób, natomiast liczba kierowców uzyskujących kwalifikację to około 35 tys., co nie pozwala na uzupełnienie niedoborów. Mimo że w ubiegłym roku podwoiła się liczba ukraińskich i białoruskich pracowników zatrudnionych w polskich firmach transportowych, problem się nie zmniejszył – wynika z analiz PwC i TLP.

– Jako branża mamy bardzo duże wyzwanie związane z presją płac i pracownikami na stanowiskach szeregowych, czyli całej naszej siły w wymiarze magazynów i kierowców. Dlatego spodziewamy się, że dla branży największym wyzwaniem będzie przeprowadzenie długiej serii wysokich podwyżek cen klientów, dlatego że tylko optymalizując się wewnętrznie jako firmy, nie jesteśmy w stanie pochłonąć tego wymagania, jakie stawiają przed nami pracownicy – analizuje Piotr Iwo Chmielewski.

Które urzędy skarbowe w Polsce zwracają najszybciej pieniądze z PIT?

Gdzie najszybciej rozliczają PITy?  Poznaj rankingi badania dotyczącego zwrotu podatku z PIT w 2017 r.

Kto rozlicza się wcześniej i wypełnia PITy online, ten szybciej dostaje zwrot podatku. W ubiegłym roku podatnicy, składający e-deklaracje PIT w styczniu, otrzymali pieniądze średnio już po 23 dniach. Ci, którzy zwlekali do kwietnia, czekali  dwukrotnie dłużej, nawet do 52 dni. Należności najszybciej wypłacały urzędy skarbowe z województwa świętokrzyskiego, opolskiego i podkarpackiego. Jakie są prognozy na ten rok? Co zrobić, aby szybko otrzymać zwrot z nadpłaconego podatku i które urzędy skarbowe są w ścisłej czołówce rozliczeń? Firma e-file, producent aplikacji e-pity do rozliczeń PIT-ów on-line, opublikowała wyniki pierwszego, największego w Polsce badania dotyczącego terminów zwrotu podatku z PIT w 2017 roku

Urzędy skarbowe mają ustawowo 3 miesiące na oddanie obywatelom nadpłaty wykazanej w rocznym rozliczeniu podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Według danych Ministerstwa Finansów, kwota podatku należnego z deklaracji PIT za 2016 rok, wyniosła 62.509 mld złotych. Nadpłata podatku, czyli kwota jaką fiskus zwrócił podatnikom, wyniosła prawie 10 mld złotych. Tyle finalnie środków, trafiło do naszych portfeli w 2017 r. Ile czasu w rzeczywistości potrzebowała administracja skarbowa na zwrot pieniędzy podatnikom? Firma e-file przeprowadziła sondaż wśród 24 940 podatników, składających w ubiegłym roku e-deklaracje PIT 37, PIT 36, PIT 38 i PIT 39.

Im szybciej tym lepiej. Kiedy opłaca się złożyć deklaracje PIT?                               

Wszystko zależy od terminu i sposobu złożenia deklaracji podatkowej. Wyniki badania przeprowadzonego przez e-file, wyraźnie pokazują, że warto pospieszyć się z rozliczeniem, jeżeli zależy nam na stosunkowo szybkim uzyskaniu zwrotu. Styczeń i luty to najlepszy czas na złożenie PITa. Podatnicy, którzy składali deklaracje podatkowe w styczniu, otrzymywali zwrot najszybciej, średnio po 23 dniach. Wraz z kolejnymi miesiącami złożenia deklaracji, przeciętny czas oczekiwania rósł. W lutym wynosił średnio 26 dni, w marcu 41 dni, a Ci, którzy złożyli rozliczenie w kwietniu, czekali nawet 52 dni! wylicza Donata Basińska z firmy e-file

Numerem 1 w szybkości zwrotów, okazała się najpopularniejsza deklaracja PIT-37, co oznacza, że zwrot podatku najszybciej docierał do rozliczających swój dochód pracowników, zleceniobiorców, emerytów i rencistów. Nieco dłużej czekano na zwrot ze zbywania nieruchomości (PIT-39) czy działalności gospodarczej (PIT-36) – najdłużej natomiast, na zwrot z kapitału rozliczanego w PIT-38.

PITmapa – najszybsze urzędy skarbowe w Polsce

Najszybciej w Polsce, średnio w ciągu 28 dni, pieniądze ze zwrotu podatku w 2017 r. otrzymali mieszkańcy województwa świętokrzyskiego. Dobrze z czasem wypłat radziły sobie urzędy skarbowe w województwie opolskim i podkarpackim (średnio 35 i 37 dni). Najdłużej czekali rozliczający się w województwach mazowieckim, pomorskim, dolnośląskim i warmińsko-mazurskim, gdzie czas oczekiwania wynosił powyżej 43 dni.

Liderem szybkości zwrotów, wśród urzędów skarbowych, okazał się US w Ostrowcu Świętokrzyskim – który zwracał pieniądze średnio w ciągu 20 dni. Na drugim miejscu znalazły się placówki w Przeworsku i Grodzisku Mazowieckim (21 dni). Podium -zamknął Pierwszy Urząd Skarbowy w Kielcach (22 dni).

Wśród małych miejscowości najszybsza była mazowiecka gmina miejska Rościszewo – tu podatnicy czekali na zwrot ok. 17 dni. Na drugim miejscu znalazła się Włoszczowa, miasto powiatowe z woj. świętokrzyskiego (średnio 18 dni na zwrot). Trzecie miejsce zajęły ex aequo Przeworsk (woj. podkarpackie), Bodzechów (woj. świętokrzyskie) i Żuromin (woj. mazowieckie). Mieszkańcy tych miejscowości otrzymywali zwrot podatku średnio po 20 dniach.

W kategorii dużych miast, najszybciej z zeznaniami podatników poradziły sobie urzędy skarbowe w Bydgoszczy. Tu średni czas oczekiwania na zwrot podatku wynosił 44 dni. Na drugim miejscu, z wynikiem 45 dni na zwrot, znalazły się Poznań oraz Lublin. Zaraz za nimi, uplasowały się Kraków, Łódź i Szczecin (46 dni).

Jak będzie w tym roku? Prognozy zwrotu dla konkretnych urzędów skarbowych można sprawdzić na interaktywnej mapie przygotowanej przez e-file. Na stronie https://www.e-pity.pl/znajdz-urzad-skarbowy-online/ znajduje się Baza Wszystkich Urzędów Skarbowych w Polsce, w której sprawdzimy prognozowany czas oczekiwania na pieniądze.

E-deklaracje wygrywają

Jaki mamy wpływ na szybszy zwrot podatku z PIT? Oprócz terminu złożenia poprawnego rozliczenia, liczy się tryb w jakim złożymy zeznanie. Szybciej dostaniemy pieniądze, jeśli rozliczymy się drogą elektroniczną – szczególnie na początku roku, gdy do urzędów skarbowych napływa jeszcze niewielka liczba formularzy. W minionym roku złożenie e-deklaracji miało zasadniczy wpływ na skrócenie czasu oczekiwania na zwrot podatku, przyspieszało bowiem pracę samych urzędów, zwalniając funkcjonariuszy skarbowych z obowiązku rejestrowania i wprowadzania danych z deklaracji do systemów komputerowych fiskusa mówi Donata Basińska z e-file.

e-Deklaracje, to nie tylko szybsza, ale również zdecydowanie wygodniejsza forma na rozliczenie. Według e-file, średni czas wypełnienia, drukowania, lub przesyłania e-pita, skrócił się w minionym roku do 7 min i 33 sekund, ale zdarzali się wybitnie szybcy podatnicy, którzy potrafili zrobić to w czasie zdecydowanie krótszym.

Ministerstwo Finansów również zachęca do rozliczania się z Administracją Skarbową w formie elektronicznej. Nic więc dziwnego, że liczba wysyłanych e-deklaracji rośnie z roku na rok. PIT-y można wysyłać przez Internet od 2008 r., w pierwszym roku tą drogą przesłano jedynie 390 zeznań. W kolejnych latach e-deklaracje zyskały jednak zdecydowanie większą popularność. Według danych Ministerstwa Finansów – w 2015 roku złożono ponad 7 milionów PIT-ów elektronicznych, w 2016 – ponad 8 mln 400 tys., a w 2017 roku, aż 9 670 215!

Podsumowanie badania

Co zrobić, żeby dostać zwrot podatku jak najszybciej? Najlepiej złożyć deklarację on-line do końca stycznia.  Administracja skarbowa ułatwia nam rozliczanie się przez Internet, a my mamy coraz więcej odwagi w korzystaniu z nowoczesnych rozwiązań państwa. Wystarczy kilkanaście minut, aby wypełnić obowiązek corocznego rozliczenia podatku. Im wcześniej, tym lepiej. Warto o tym pamiętać, planując wydatki na kolejne miesiące nowego roku.

Wejście Polski do strefy euro

Decyzja o wejściu Polski do strefy euro jest, mimo zobowiązań traktatowych, na razie czysto teoretyczna. Nasz kraj nie jest do tego przygotowany ani prawnie, ani gospodarczo.

Mowa jest o przygotowaniu na przyjęcie euro, a nie przygotowaniu na funkcjonowanie w strefie euro. Żeby wiedzieć, jak polskie firmy czy polscy konsumenci zareagowaliby na strefę euro, należy pomyśleć o czasach kryzysu. Oczywiście są firmy, szczególnie te będące częścią międzynarodowych koncernów, które  działają jako podwykonawcy firm ze strefy euro i którym uprościłoby to codzienną działalność. Jednak dla wielu polskich firm, a także dla wielu gospodarstw domowych strefa euro na razie byłaby bardziej ciężarem niż pomocą. – Na dziś ta reakcja mogłaby być bolesna – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego 

 Zastanówmy się, jaka powinna być reakcja polskiej gospodarki w sytuacji, kiedy Polska jest gotowa na wejście do strefy euro za kilka, może kilkanaście lat. Jeżeli będziemy dobrze przygotowani, to najbardziej prawidłowa reakcja gospodarki jest żadna. Polsce nie powinno sprawiać różnicy, czy jest w strefie euro, czy w niej nie jest – jeżeli do tej strefy się nadaje. Dla funkcjonowania w strefie euro testem będzie pierwszy kryzys gospodarczy.

Polską walutę wbrew pozorom najbardziej odczuwaliśmy wtedy, kiedy w gospodarce było źle. Złotówka była poduchą, swego rodzaju buforem – który pozwalał suchą nogą, nieco sprawnej przebrnąć przez okresy zawirowań. Osłabienie waluty okazywało się wielokrotnie ręką wyciągniętą w stronę tonących polskich firm.

Pozwalało przebrnąć przez okres najgorszej zawieruchy. Wydaje się, że w tej chwili polska gospodarka nie jest jeszcze na to gotowa. Nie jest gotowa na poziomie przygotowania powiedziałbym psychicznego, o ile gospodarka może mieć psychikę. My przyzwyczailiśmy się do działania w takim scenariuszu, w którym nasza waluta nam pomaga. Nie jesteśmy jeszcze gotowi na to, by przejść na sztywny reżim. Jest jeszcze druga warstwa o której nie można zapominać. Strefa euro – to w coraz większym stopniu centrum tworzenia polityki ekonomicznej w Unii Europejskiej. Wymiar ekonomiczny nie jest jedynym, dla którego warto być w strefie euro. Kiedy dyskutujemy o strefie euro warto pamiętać także o tym, by być przy tym stoliku, gdzie tworzy się nowa polityka ekonomiczna i mieć na nią wpływ – podkreślił Tomasz Kaczor.

Ryzyka cybernetyczne: kadry zarządzające w obliczu wyzwania

Kadry zarządzające powinny pełnić kluczową rolę w zakresie zarządzania ryzykiem cybernetycznym – wynika z najnowszego raportu przygotowanego przez Marsh & McLennan Companies we współpracy z FireEye. Trzy znaczące ataki cybernetyczne z 2017 roku zmieniły postrzeganie cyber ryzyk w organizacjach – podkreśliły ich destrukcyjny potencjał: ogromną skalę działania (pod względem geograficznym i sektorowym, wielkość poniesionych strat, zakłócenia operacyjne, utracony kapitał czy reputację firmy).

Raport, którego premiera odbyła się 23 stycznia podczas Światowego Forum Ekonomicznego, określa dwa trendy, które dodatkowo komplikują nową cyber rzeczywistość. Po pierwsze, nowe regulacje w Europie i pozostałych krajach będą wymagać od organizacji wprowadzenia bardziej rygorystycznych praktyk w zakresie zarządzania bezpieczeństwem, w celu ochrony danych i systemów. Po drugie, ataki nabierają coraz bardziej destrukcyjnego charakteru – zagrażają już nie tylko zasobom cyfrowym, ale mogą prowadzić do zniszczenia mienia i obrażeń ciała.

Wychodząc z założenia, że cyber bezpieczeństwo to jedno z kluczowych wyzwań dla kadry zarządzającej, raport Marsh & McLennan Companies i FireEye przedstawia informacje, w jaki sposób zarządy oraz menedżerowie mogą chronić swoje organizacje przed cyber atakami. Publikacja dostarcza wskazówek na temat działań w obszarach: technologii, kultury pracy, współpracy z organizacjami i rządami oraz zarządzania ryzykiem.

Anna Pluta – Lider Praktyki Ryzyka Cybernetyczne w Marsh Polska podsumowuje: „Wyniki przeprowadzonych przez Marsh i FireEye badań, oraz głośne zdarzenia cybernetyczne, które wystąpiły w 2017 roku pokazują, że zagrożenia i cyber ryzyko nie znają granic i mogą dotyczyć różnych organizacji, o różnym zasięgu terytorialnym czy sektorowym. Rok 2017 zapisał się w historii głównie z uwagi na ataki  WannaCry czy NotPetya – te odczuły także firmy działające w Polsce. Atak na amerykański Equifax i kradzież blisko 150 mln danych obywateli miał bezpośredni wpływ na kadrę zarządczą, która po ujawnieniu wycieku i śledztwie ustąpiła ze swoich stanowisk (zmiany nastąpiły na stanowiskach  CIO, CISO, CEO). Scenariusze szkodowe przynosi „codzienne życie” – warto więc odpowiednio „nadążać”: analizować i zarządzać ryzykiem cybernetycznym.

Rok 2018 zapowiada się interesująco – dwa główne obserwowane trendy dotyczą zmian w prawie (RODO) oraz ukierunkowanych ataków na infrastrukturę krytyczną. Już od 25 maja 2018 r. zacznie obowiązywać nowe, jednolite prawo z zakresu bezpieczeństwa danych osobowych. Wiele zmieni się w obszarze danych osobowych – obowiązki notyfikacyjne wynikające z RODO mogą istotnie wpłynąć na wizerunek i sytuację finansową spółek, w których wystąpią wycieki czy kradzieże danych osobowych. Według raportu Marsh i FireEye: 23% respondentów potwierdziło, że ich organizacje w ciągu ostatnich 12 miesięcy były ofiarami skutecznych cyber ataków.

W kontekście obowiązków i sankcji wynikających z RODO, konsekwencje takich zdarzeń powinny wymusić na kadrze zarządzającej analizę procedur zarządzania sytuacjami kryzysowymi. Ataki cybernetyczne ukierunkowane na infrastrukturę krytyczną – np. dotyczącą zdrowia publicznego, transportu, rolnictwa, usług finansowych, czy wodociągów mogą nasilać się, stanowiąc poważne zagrożenie nie tylko w przestrzeni cyfrowej, informatycznej ale także dla tej fizycznej, materialnej. W tym obszarze firmy powinny angażować i liczyć na wsparcie państwa, bo przewidując nieprzewidywalne w cyber przestrzeni gospodarka i rząd muszą współpracować bardziej niż kiedykolwiek”.

Silna wyprzedaż dolara

Środa to przede wszystkim silna wyprzedaż dolara amerykańskiego, który stracił do wszystkich walut wchodzących w skład koszyka G10. Najsilniejszy ruch względem USD odnotował GBP (+1,45 proc.), choć niedużo dalej znajdziemy CHF (+1,3 proc.). Nie można także przejść obojętnie obok rynku akcji, gdzie prawdopodobnie rozpoczyna się spadkowa korekta – wskazuje na to m.in. zniżka niemieckiego DAXa o ponad 1 proc. Ropa WTI pod wpływem raportu DOE zdołała dziś wyjść na chwilę powyżej 65 USD/bbl, co jest najwyższym poziomem od grudnia 2014 r.

Dolar z rana „oberwał” po słowach sekretarza skarbu USA Mnuchina, który powiedział, że „słabszy dolar jest dobry dla handlu”. Jednocześnie na rynek trafiły komentarze sekretarza handlu USA Rossa, według którego „wojny handlowe są obecne od jakiegoś czasu”, ale tym razem to USA wkracza do walki. To zachęca rynek do spekulacji, że USA mogą szykować się do agresywniejszej polityki handlowej.

Euro nie znalazło wiele zainteresowania we wstępnych szacunkach indeksów PMI z Eurolandu za styczeń, który wypadają blisko oczekiwań i potwierdzają solidne tempo ekspansji sektorów przemysłowego i usługowego. W szczegółowych danych mamy lekką korektę w przemyśle (59,6 z 60,6), ale lepszy wynik usług (57,6, poprz. 56,6). PMI Composite jest wyżej na 58,6.

Wiceprezes szwedzkiego banku centralnego Skingsley potwierdziła swoje jastrzębie nastawienie. Jej zdaniem ma uzasadnienie rozpoczęcie normalizacji polityki pieniężnej zanim zrobi to EBC, gdyż cel banku w kwestii inflacji został osiągnięty.

Raport z brytyjskiego rynku pracy nie oferuje wielu zaskoczeń, choć dane są dobre. Stopa bezrobocia pozostaje na minimach na 4,3 proc., dynamika wynagrodzeń utrzymała się na 2,5 proc. r/r, ale zarobki z wyłączeniem bonusów przyspieszyły do 2,4 proc. (prog. 2,3 proc.).

Zapasy ropy naftowej skurczyły się zeszłym tygodniu o 1,07 mln baryłek, co jest dziesiątym z rzędu spadkiem zapasów. Odczyt zupełnie różni się od wskazań wczorajszego raportu API, które zakładały wzrost zapasów o 4,75 mln baryłek. Oprócz tego zapasy benzyny i destylatów wzrosły o odpowiednio 3,1 mln baryłek i 639 tys. baryłek. Po publikacji raportu ropa WTI chwilowo wyszła ponad 65 USD (najwyższy poziom od grudnia 2014 r.), jednak strona popytowa nie zdołała utrzymać na długo tego poziomu.

Od rana na rynku walutowym obserwowaliśmy silną wyprzedaż dolara amerykańskiego. Najsilniejszy ruch względem USD odnotował GBP (+1,45 proc.), niedużo dalej znajdziemy CHF (+1,3 proc.) czy JPY (+0,95 proc.). Na końcu tabeli wypada CAD ze zwyżką wynoszącą „jedynie” 0,5 proc. Obecnie EUR/USD jest przy 1,2390; USD/JPY 109,20; GBP/USD 1,4195; AUD/USD 0,8060; EUR/PLN 4,1525; USD/PLN 3,3520.

Spadki dolara pozytywnie wpływają na kurs surowców, wśród metali szlachetnych wyraźnie dominuje kolor zielony. Najjaśniej świeci srebro ze zwyżką rzędu 2,3 proc., dalej znajdziemy złoto (+0,95 proc. do 1354 USD), pallad (+0,95 proc.) i platyna (+0,55 proc.). Nie można także przejść obojętnie obok metali przemysłowych – miedź (+3,6 proc.) z nawiązką wymazała wczorajsze spadki – tak duży wzrost może świadczyć o zakończeniu zniżkowej korekty.

Globalny rynek akcji doczekał się korekty – zarówno w Europie jak i USA indeksy wyraźnie spadają pod kreskę. Na Starym Kontynencie najsilniejszą zniżkę zanotował brytyjski FTSE 100 (-1,14 proc.) pod wpływem gwałtownego wzrostu funta szterlinga. Nisko sesję zakończył także niemiecki DAX (-1,07 proc.) czy włoski FTSE MIB (-0,9 proc.). Za oceanem najgorzej radzi sobie technologiczny Nasdaq 100 nurkujący 0,8 proc. Trochę lepiej sytuacja wygląda na S&P 500 (-0,2 proc.), a o miejsce nad kreską walczy Dow Jones.

Maciej Morawski
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Za 5 lat biura opustoszeją

Wiele wskazuje na to, że w niedalekiej przyszłości liczba osób pracujących zdalnie przewyższy liczbę tych wykonujących swoje obowiązki w siedzibie firmy. Już dziś systematycznie rośnie nie tylko liczba „home offices”, ale także ludzi pochłoniętych pracą w miejscach najmniej kojarzących się z biznesem. Coraz częściej ich stanowiska pracy de facto mieszczą się w kieszeni czy teczce.

Jak wynika z badania firmy Virgin Media Business, praca zdalna zyskuje na popularności z każdą godziną. Zdaniem 5 tys. przebadanych przedsiębiorców już za 5 lat nawet 60% pracowników stanowić będą osoby pracujące w domu bądź innym miejscu w żaden sposób nie przypominającym stereotypowego biura. Wszystko za sprawą technologii zmieniających modele pracy.

Dogodna lokalizacja przestanie być atutem?

To nie jedyne badania, które mówią o znaczących zmianach w obszarze zatrudnienia. Brytyjski „The Guardian” cytuje w jednej z publikacji wyniki ankiety, zgodnie z którymi dla jednej trzeciej badanych pracowników codzienny dojazd do miejsca pracy stanie się reliktem przeszłości już w 2036 roku. Możliwe, że nastąpi to nawet nieco wcześniej, gdyż już dzisiaj daje się zauważyć rosnące oczekiwania pracowników w zakresie wykonywania pracy zdalnej. Badanie, którego podjęła się firma Softchoice, pokazuje, że 85% pracowników biurowych z Ameryki Północnej wymaga od swoich pracodawców dostępu do technologii umożliwiających wykonywanie zadań z dowolnie wybranego przez siebie miejsca. Co więcej, blisko trzy czwarte z nich przyznaje, że nie miałoby żadnych problemów z opuszczeniem dotychczasowego miejsca pracy na rzecz nowego, gwarantującego im taką możliwość. Nawet jeśli ich wynagrodzenie miałoby pozostać na tym samym poziomie.

Nie ulega wątpliwości, że w najbliższej przyszłości będziemy mieli do czynienia z rosnącą popularnością pracy zdalnej. Ma to bezpośredni związek ze zmianami społecznymi, wejściem na rynek nowego pokolenia pracowników wychowanych w erze nieprzerwanego dostępu do informacji, a także cyfrową transformacją przedsiębiorstw. Przenoszą one przynajmniej część zasobów i procesów biznesowych do środowisk chmurowych, które umożliwiają całodobowy dostęp do zasobów firmowych z dowolnego miejsca na ziemi, z poziomu smartfona, notebooka czy tabletu, znosząc jednocześnie potrzebę inwestowania w budowę własnej infrastruktury IT – zwraca uwagę Monika Jaśkielewicz z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Wymagania? Doświadczenie, kompetencje i… szybka sieć

W Internecie nie brakuje portali i serwisów skupiających w jednym miejscu oferty pracy zdalnej w wielu obszarach. Portal www.weworkremotely.com zawiera ogłoszenia o pracę z dziedzin takich jak design, programowanie, obsługa klienta czy marketing. W funkcjonującym na dużo większą skalę serwisie www.flexjobs.com bez problemu odnaleźć można propozycje podjęcia zdalnej współpracy jako specjalista ds. HR, analityk medyczny, a nawet ekspert z dziedziny oceanografii.

W przypadku wielu tego typu ofert pracy dodatkowym wymaganiem dla kandydatów jest posiadanie szybkiego połączenia internetowego. Jest to konieczne ze względu na ciągłość komunikacji i przekazywanie dużych plików z wykorzystaniem popularnych kanałów typu Slack, Trello czy Dropbox, działających w chmurze. Infrastruktura jest jednak coraz lepsza i wydajna na tyle, że dzisiaj nie stanowi to większego problemu – dodaje Monika Jaśkielewicz z Atmana.

Zdalnie często znaczy intratnie

Jeśli ktoś sądzi, że ze względu na odmienny stosunek pracy, model „remote” musi wiązać się z niższym wynagrodzeniem, jest w błędzie. Warto zestawić rankingi najlepiej opłacanych stanowisk w przypadku klasycznego modelu i w przypadku pracy wykonywanej zdalnie w pełnym wymiarze, skupiając się na jednej branży. Ze względu na atrakcyjność zarobków, przyjrzyjmy się sektorowi IT.

Pierwszy typ rankingu opracowała niedawno firma Glassdoor. Wynika z niego, że najlepiej opłacaną funkcją jest Applications Development Manager ze średnią pensją 112 045 dolarów rocznie. Na drugim miejscu znalazł się Software Engineering Manager z zarobkami rzędu 109 350 dolarów, a na trzecim – Information Technology Architect ze średnimi dochodami wynoszącymi 105 303 dolarów.

Jak wygląda to w przypadku pracy zdalnej? Tutaj z pomocą przychodzi ranking opracowany przez wspominany już serwis www.flexjobs.com. Pierwsze miejsce w tym zestawieniu zajmuje funkcja Senior iOS Developer z oferowanymi rocznymi zarobkami na poziomie 130-160 tysięcy dolarów, drugie – Senior System Engineer z widełkami płacowymi 100-150 tysięcy dolarów. Podium zamyka Qualitative User Experience Researcher, który wykonując swoje obowiązki z dowolnego miejsca na świecie jest w stanie otrzymać pensję rzędu 100 do 120 tysięcy dolarów.

„Zdalność” na lokalnym gruncie

Analizując sytuację na rodzimym gruncie, należy podkreślić duże zamiłowanie Polaków do zdalnego modelu pracy. Według badania „Praca zdalna jestem na TAK” zrealizowanego przez Instytut Kantar Public, ponad połowa (57%) zatrudnionych rodaków chciałaby pracować zdalnie, zaś aż 81% samodzielnie decydować o czasie swojej pracy. – Atrakcyjność pracodawców jest coraz bardziej zależna od oferowanej elastyczności. Dostrzegając ten trend, jesteśmy w Atmanie otwarci na pracę zdalną na stanowiskach, których specyfika nie wymaga bezpośredniej, osobistej interakcji z klientami lub współpracownikami. W przypadku branży IT chodzi zwłaszcza o bardzo pożądanych obecnie na rynku specjalistów, na przykład w zakresie rozwiązań oferowanych jako usługa (XaaS), którzy bez najmniejszego problemu mogą być zatrudnieni w pełnym wymiarze czasu pracy, wykonując swoje obowiązki w dowolnym miejscu na terenie kraju – dodaje Monika Jaśkielewicz, HR Manager z Atmana.

Branża budowlana liderem zadłużenia i bankructw

Pomimo wyraźnej poprawy koniunktury w budownictwie sytuacja finansowa przedsiębiorstw z tego sektora okazała się gorsza niż przed rokiem. Problemy ze spłatą zobowiązań ma 31 852 firm. Łączne zadłużenie firm budowlanych sięga 4,27 mld zł. To aż 470 mln zł więcej niż rok wcześniej.

-Branża budowlana jest liderem zadłużenia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Wzrost zadłużenia wynosi ok. 10 proc.

Jak wynika z raportu BIG InfoMonitor oraz Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa „Sytuacja finansowa przedsiębiorstw budowlanych. Wzrost cen blokuje hossę” najwięcej działających firm budowlanych w Polsce znajduje się na Mazowszu, w Małopolsce oraz w Wielkopolsce. Pod względem kwoty przeterminowanego zadłużenia i liczby niesolidnych dłużników dominuje Mazowsze. Firmy z województwa mazowieckiego zadłużone są w sumie na 654,1 mln zł, a ich średnie zadłużenie – 137,8 tys. zł – jest tylko trochę wyższe od średniego zadłużenia firm budowlanych w kraju – 134,1 tys. Zł.

Inaczej rozkłada się na województwa liczba firm zadłużonych w relacji do ogółu działających firm w danym województwie.

-Najłatwiej wpaść na firmę, która źle płaci w województwach dolnośląskim i śląskim – wyjaśnia prezes S.Grzelczak. – Najmniejsze jest takie prawdopodobieństwo w Małopolsce i Podkarpackim.

Trudną sytuację w budownictwie potwierdzają to dane GUS, wskaźnik zyskowności sprzedaży w budownictwie jest obecnie niższy niż dla ogółu podmiotów gospodarczych, po I półroczu 2017 r. wyniósł 2,5 proc., wobec 5,3 proc. dla pozostałych firm. Najwyższą zyskowność 3,9 proc. osiągały firmy budowlane zatrudniające od 10 do 49 pracowników, zaś wraz ze wzrostem wielkości firmy wskaźnik zyskowności obniża się do 2,0 proc. w przypadku średnich i 1,9 proc. dla największych (powyżej 250 zatrudnionych).

W ostatnich latach, branży szczególnie dały się we znaki cykliczne zmiany związane z realizacją unijnych programów, powodujące bądź spiętrzenie prac wraz z jego negatywnymi konsekwencjami, bądź przy braku środków zastój skutkujący wstrzymaniem zamówień. Obecnie znów mamy do czynienia z ogromnym popytem na usługi firm budowlanych.

Czwartek może zmienić na długo kurs euro

Sytuacja wydawała się stabilna, dopóki nie ujawniono grudniowej dyskusji na posiedzeniu EBC. Okazało się, że liczna jest grupa zwolenników podwyższenia stóp procentowych. W najbliższy czwartek zbiera się EBC, a prezes tego banku centralnego będzie musiał się wypowiedzieć na temat podwyżek stóp procentowych. To wpłynie na kurs euro.

– EBC utrzymuje ujemne stopy procentowe i aktywny program skupu obligacji, choć koniunktura gospodarcza poprawiła się, a wyniki 2017 r. były niespodzianką – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I wydawało się, że w tym roku nic się nie zmieni, dopóki nie ujawniono zapisów grudniowej dyskusji.

W czwartek prezes EBC będzie musiał wypowiedzieć się na ten temat, jak zmienia się polityka Europejskiego Banku Centralnego.

– Jeżeli zapowiedziane zostaną podwyżki stóp procentowych, to euro będzie się wzmacniać – komentuje dr Przemysław Kwiecień.

„Sprawcy” przestępstw gospodarczych skazani na pożarcie

Metody, po jakie sięga fiskus w walce z przestępczością gospodarczą, wzbudzają wiele kontrowersji. Choć jest to bowiem walka uzasadniona, to nie ma wątpliwości, że bywa nieuczciwa – przede wszystkim dlatego, że uszczelnienie systemu podatkowego to jedno z głównych źródeł wpływów do kasy skarbu państwa. Dumny ze swych działań fiskus, szczęśliwi obywatele… A w jakiej sytuacji są ci, którzy w te przestępstwa zostali uwikłani?

Według policyjnych statystyk w ubiegłym roku w całym kraju stwierdzono 150 385 przestępstw gospodarczych. To o 17 356 mniej niż w roku 2015. Równocześnie to pierwszy przypadek od 1999 r. (czyli daty, od której zaczyna się omawiana statystyka), gdy zanotowano spadek w stosunku do roku poprzedniego. Do tej pory liczba naruszeń prawa o charakterze gospodarczym rosła bowiem systematycznie: od 60 393 przypadków we wspomnianym 1999 r. do 167 741 w roku 2015.

Równie ciekawie wygląda zestawienie wykrywalności przestępstw gospodarczych. Jak dotąd nie była ona wcale niska – do 2011 r. nie spadła poniżej 94%. Od 2012 r. zaczęła pikować w dół, by w 2016 sięgnąć najniższego poziomu 82,5%.

Przestępstwa gospodarcze wg danych policyjnych za lata 1999–2016 (*statystyka.policja.pl):

rok      stwierdzone   wykryte         % wykrycia

2016    150 385           124 443           82,5
2015    167 741           142 124           84,4
2014    161 135           141 132           87,1
2013    159 624           142 233           88,9
2012    141 483           131 181           92,4
2011    151 655           143 643           94,4
2010    154 341           146 645           94,8
2009    151 265           143 789           94,8
2008    135 305           127 729           94,0
2007    143 108           134 828           94,0
2006    145 314           137 125           94,1
2005    136 801           129 836           94,5
2004    152 148           146 112           95,9
2003    151 596           147 188           96,9
2002    109 698           106 114           96,6
2001    103 521           100 346           96,7
2000    84 260             81 701            96,8
1999    60 393             58 476            96,7

Zwiększenie świadomości przedsiębiorców

Na ponad 10-procentowy spadek liczby przestępstw gospodarczych wpłynęła zapewne zaostrzona polityka ścigania i karania sprawców, którym zgodnie z nowymi przepisami karno-skarbowymi grożą już nie tylko sankcje majątkowe, ale i osobiste w postaci kar bezwzględnego pozbawienia wolności. Spora część przedsiębiorców podejmujących kiedyś kroki biznesowe, których pełna zgodność z obowiązującymi przepisami była wątpliwa, teraz stała się bardziej ostrożna. Przedsiębiorcy zaczęli częściej korzystać z pomocy prawnej i audytów podatkowych oferowanych przez kancelarie prawne specjalizujące się zwłaszcza w postępowaniach prowadzonych przez organy skarbowe.

Niepewnych transakcji i niepotrzebnego ryzyka narażenia na sankcje karne można uniknąć także dzięki wywiadowi gospodarczemu. Niektórzy przedsiębiorcy już od dawna go stosują – po to, by ustrzec się zostania, nawet nieświadomie, przestępcami gospodarczymi.

Typy przestępców gospodarczych

Wspomniana świadomość przedsiębiorców jest niezwykle istotna. Zgodnie bowiem ze znanym w literaturze podziałem, można wyróżnić trzy typy sprawców przestępstw gospodarczych[1]:

  • sprawców zawodowych – utrzymujących się z przestępstw w różnych dziedzinach gospodarki;
  • sprawców sytuacyjnych – dopuszczających się przestępstw w celu utrzymania lub ratowania swego przedsiębiorstwa;
  • sprawców okazjonalnych, którzy na co dzień prowadzą działalność gospodarczą zgodnie z prawem, a na popełnienie przestępstwa decydują się pod wpływem nadarzającej się okazji łatwego zarobku czy wysokich zysków.

Ten klasyczny już podział autorstwa Klausa Tiedemanna należałoby dziś poszerzyć o kolejny, czwarty typ: sprawców nieświadomych, a więc takich, którzy działając legalnie, stają się podmiotem przestępstw gospodarczych w sposób niezamierzony, nieumyślnie, najczęściej na skutek czynności dokonanej w obrocie gospodarczym z podmiotem działającym właśnie w celu popełnienia przestępstwa.

Media i fiskus zapewniają, że uczciwi przedsiębiorcy nie muszą się niczego obawiać, bo nieumyślne naruszenia przepisów, jako czyny niezamierzone, nie będą traktowane jako przestępstwa. Zamiar będzie musiał zostać dopiero udowodniony, czego ciężar spoczywać ma na prokuraturze.

Czy uczciwym też to (nie) grozi?

Czy jednak organy procesowe będą stosować inną logikę w udowadnianiu winy niż ta, którą posługują się organy podatkowe? Dotychczas tym ostatnim do orzeczenia o winie przedsiębiorcy przeważnie wystarczało stwierdzenie, że zastosował on inną interpretację przepisów niż organ podatkowy. A skala problemu interpretacyjnego jest ogromna. Interweniował w niej nawet sam Rzecznik Praw Obywatelskich, który wystąpieniem z dnia 19 października 2016 r., uzupełnionym pismem z dnia 7 kwietnia 2017 r., skierował zapytanie do Ministra Rozwoju i Finansów w sprawie problemów związanych z nowymi mechanizmami dotyczącymi systemu interpretacji podatkowych.

Czy w związku z tym uczciwy podatnik może spać spokojnie? Można mieć taką nadzieję. Historia jednak pokazuje, że waga popełnionego błędu nie zawsze jest wprost proporcjonalna do surowości kary, jaką ponoszą przedsiębiorcy.

Korrida

Doprowadzeni do upadłości przez działania fiskusa, a niesłusznie wplątani w oszustwa gospodarcze przedsiębiorcy mogą chociaż liczyć na sprawiedliwość dziejów i co najmniej częściową naprawę ich krzywd przez sądy. Nie do pozazdroszczenia jest natomiast sytuacja tych, którzy przypadkowo stali się sprawcami przestępstw gospodarczych. Ich sytuację można porównać do sytuacji byka na korridzie, który, zewsząd kaleczony, w końcu pada. Mimo że ich winą jest najczęściej niedochowanie należytej ostrożności w transakcjach handlowych czy podczas innych czynności szeroko pojętego obrotu gospodarczego, to traktowani są oni na równi z zawodowymi przestępcami. W trakcie prowadzonego przez organ podatkowy postępowania często padają też ofiarą urzędniczych nadużyć, które nie dotykają tylko własności przedsiębiorcy. A przecież oprócz sankcji finansowych czy zakazu wykonywania działalności gospodarczej przedsiębiorcom grozi również kara pozbawienia wolności.

Jak się chronić?

Być może spadek współczynnika tzw. wykrywalności przestępczości gospodarczej wynika z tego, że przedsiębiorcy po prostu nabyli umiejętność obrony przed nadużyciami urzędniczymi. To, że organy podatkowe stwierdzą naruszenie prawa, wcale nie oznacza bowiem, że takowe nastąpiło, skoro organy ścigania nie potrafią potem przypisać komukolwiek winy.

Przy trudnościach interpretacyjnych przepisów podatkowych, co do których wątpliwości miał nawet Rzecznik Praw Obywatelskich, przedsiębiorcy powszechnie już korzystają z pomocy profesjonalnych podmiotów, zwłaszcza tych specjalizujących się w walce z przytoczonymi nadużyciami. Podmioty te oferują wsparcie i reprezentowanie przedsiębiorcy przy kontrolach skarbowych i w sporach z organami podatkowymi. Ale istotna jest też profilaktyka.

Weryfikacja bieżących działań

Dlatego też warto zainteresować się wywiadem gospodarczym. Zapewnia on ochronę prewencyjną i może mieć zastosowanie do działań zarówno planowanych, jak i bieżących, już podejmowanych. W ramach wywiadu przeprowadza się tzw. audyt podatkowy, którego głównym celem jest sprawdzenie funkcjonujących w przedsiębiorstwie schematów i rozwiązań podatkowych. Wykrycie uchybień odpowiednio wcześnie może uchronić przedsiębiorców przed negatywnymi skutkami działań aparatu państwowego.
Wspomniana weryfikacja opiera się na badaniu zgodności działań przedsiębiorcy z przepisami prawa podatkowego oraz zapisami w księgach rachunkowych. Analiza umów, bieżących rozliczeń podatkowych oraz innych istniejących w firmie procedur, w tym także biznesowych, przeprowadzana jest pod kątem występowania ryzyka podatkowego.
Audyt zawsze kończy się raportem wskazującym dostrzeżone zagrożenia dla przedsiębiorstwa. W razie potrzeby zawiera on także propozycję przeprowadzenia programu naprawczego, który zminimalizuje jakiekolwiek obawy związane z kontrolą skarbową w firmie do zera.

W roli podejrzanego

Jeśli już jednak do kontroli skarbowej doszło, to znak, że firmę objęło szeroko pojęte postępowanie podatkowe, jakże przypominające pod pewnymi względami postępowanie karne. Przede wszystkim przedsiębiorca często występuje w roli podejrzanego. Poza tym w postępowaniu podatkowym przysługuje mu prawo do obrony, podobnie jak podejrzanemu w procesie karnym. Zapewnia to zasada czynnego udziału stron w postępowaniu, wyrażona w art. 123 Ordynacji podatkowej.

Niestety, w obliczu urzędniczych nadużyć skorzystanie z tego prawa bywa jedynym wyjściem. Potwierdza to m.in. treść wyroku WSA w Lublinie z 2014 r.: „Skargi spółki zasługują na uwzględnienie. Objęte nimi postępowania kontrolne, które odpowiednio mają status postępowań podatkowych (…) były prowadzone w sposób przewlekły, a stwierdzoną przewlekłość, w ocenie sądu, należy kwalifikować jako rażąco naruszającą prawo” (I SAB/Lu 3/14).

[1] K. Tiedemann, Ocena międzynarodowego stanu badań przestępczości gospodarczej, „Przestępczość na Świecie” 1986, t. XIX, s. 39.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Masło tańsze, ale nadal niemal o połowę droższe niż w Finlandii

Kończy się maślane szaleństwo cenowe, jednak w polskich sklepach ceny topnieją bardzo powoli. Za masło płacimy dziś mniej więcej tyle samo co Holendrzy i o blisko 45 proc. więcej niż Finowie. Dlaczego? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Od czterech miesięcy spadają hurtowe ceny masła w Europie. Skala obniżek jest jednak bardzo różna. Ostatnie publikacje polskiego Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) pokazują, że ceny na giełdach masła w Niemczech czy w Holandii spadły z historycznych szczytów o prawie 40 proc. W Polsce te obniżki są znacznie skromniejsze, co powoduje, że hurtowe ceny masła są wyższe w naszym kraju niż u naszych zachodnich sąsiadów.

Hurtowe ceny wyższe u nas niż w Holandii czy w Niemczech

Biuletyny informacyjne MRiRW ze stycznia, zestawiające ceny masła w Polsce oraz na głównych rynkach hurtowych w Europie, mogą tłumaczyć dlaczego przed świętami Bożego Narodzenia polscy konsumenci wciąż słono płacili za masło, mimo że trend na rynku zmienił się już kilka miesięcy wcześniej.

Średnia grudniowa cena sprzedaży 100 kg masła wynosiła wynosiła w Polsce 481 euro. Z kolei w Niemczech czy w Holandii było to odpowiednio 425 oraz 420 euro.

Jesienią płaciliśmy w sklepach więcej niż Holendrzy

Według danych Eurostatu przeciętna cena detaliczna kilograma masła w 2015 r wynosiła w Holandii 5,12 euro, a w Polsce 4,92 euro. Wzrost cen sklepowych smarowidła w porównaniu do przeciętnych wartości z 2015 r. był np. w październiku ub.r. jednak wyższy w Polsce – 51,9 proc. niż w Holandii – 44,3 proc. Oznacza to, że Holendrzy płacili w sklepach za masło mniej niż Polacy. Było to odpowiednio 7,39 oraz 7,47 euro za kilogram.

Masło w Polsce droższe o ok. 45 proc. niż w Finlandii

Zaskakuje, już sam fakt, że za masło holenderscy konsumenci płacą mniej więcej tyle samo co polscy, biorąc pod uwagę np. różnice w kosztach pracy pomiędzy tymi krajami.

Co ciekawsze – z danych Eurostatu za grudzień br. wynika, że ceny detaliczne masła w Finlandii wzrosły jedynie o 3,03 proc. w porównaniu ze średnim poziomem w 2015 r, a w Polsce w analogicznym okresie było to 49,1 proc. Ponieważ w 2015 r. Finowie i Polacy płacili w sklepach praktycznie tyle samo za ten popularny tłuszcz – ok. 5 euro kg, teraz masło kosztuje nas ok. 45 proc. więcej niż Finów.

Według danych GUS przemysł farmaceutyczny jest najbardziej aktywnym sektorem gospodarki pod kątem innowacyjności

Zaprezentowane przez Główny Urząd Statystyczny dane wykazały, że w latach 2014-16 liderem w zakresie działalności innowacyjnej przedsiębiorstw w Polsce był przemysł farmaceutyczny. Niemal co druga firma z tego sektora (49%) prowadziła badania lub dostarczyła na rynek innowacyjne produkty. To prawie dwa i pół raza większy odsetek niż wynosi średnia dla całej produkcji przemysłowej w Polsce (20,3%).

Dane z badania GUS, prowadzonego zgodnie z metodologią OECD i Eurostatu, pokazują, że zaangażowanie polskich przedsiębiorstw we wdrażanie nowoczesnych rozwiązań systematycznie rośnie. W 2016 r. działania w zakresie innowacji procesowych i produktowych prowadziło o 1,1% więcej firm z sektora produkcyjnego niż rok wcześniej. W analogicznym okresie krajowi producenci leków zanotowali zdecydowanie bardziej dynamiczny wzrost o 4,1% (z 44,9% w latach 2013-15 do 49% w latach 2014-16), co pozwoliło zająć branży pozycję lidera. Sektor farmaceutyczny wyprzedził m.in. tak silnie kojarzone z innowacjami gałęzie gospodarki jak produkcja urządzeń elektronicznych i optycznych czy samochodów.

Wyniki analizy GUS potwierdzają, że krajowy przemysł farmaceutyczny jest branżą kluczową dla modernizacji i poprawy konkurencyjności polskiej gospodarki. Nie chodzi tylko o skalę aktywności w obszarze innowacji, ale również o efekt tego zaangażowania. Są to w dużej mierze innowacje produktowe, w tym leki zupełnie nowe na polskim rynku. Ta kategoria odpowiada za 10% przychodów branży. Dane te bardzo silnie kontrastują ze stereotypem krajowych producentów leków jako branży generycznej – podkreśla Grzegorz Rychwalski, wiceprezes PZPPF.

Wnioski te potwierdza prof. Katarzyna Śledziewska z Uniwersytetu Warszawskiego. Analiza przeprowadzona przez instytut DeLab Uniwersytet Warszawski wskazuje na wysoki poziom innowacyjności, ale także ogromną dynamikę rozwoju sektora farmaceutycznego w Polsce. Choć obecnie jego udział w PKB w porównaniu do innych krajów nie jest zbyt wysoki i wynosi zaledwie 1,33%, to rośnie on dwa razy szybciej niż w pozostałych państwach UE.

Jednocześnie ekonomiści DeLaB wskazują także na bardzo poważną barierę w rozwoju branży – niskie inwestycje będące skutkiem ograniczonych środków na rozwój. W sytuacji nieuzasadnionej rosnącej presji na obniżki cen leków będących odpowiednikami już refundowanych terapii może to doprowadzić do załamania aktywności firm farmaceutycznych w obszarze R&D. Eksperci wskazują, że poziom cen i, co za tym idzie, przychodów branży jest bowiem silnie skorelowany z poziomem nakładów na B+R.

Pośrednio potwierdzają to także dane GUS. Zdecydowana większość środków na innowacje pochodzi bowiem ze środków samych firm. Wsparcie budżetowe stanowi nieznaczny ułamek budżetów na innowacje. W przypadku branży farmaceutycznej, która w zestawieniu GUS ujęta jest z całą szeroko rozumianą branżą chemiczną, wynosi on zaledwie 3%.

Przed decyzjami inwestycyjnymi krajowych producentów powstrzymują też częste zmiany prawne, brak strategii rozwoju dla przemysłu farmaceutycznego oraz polityki lekowej.

Szansę na przełom stanowić mogą m.in. odpowiednio skonstruowane mechanizmy refundacyjnego trybu rozwojowego. Chodzi o to, aby przy wydatkowaniu publicznych pieniędzy na refundację leków brać pod uwagę rozwój gospodarczy Polski i premiować firmy, które się do niego przyczyniają.

Duże nadzieje na wsparcie kapitałochłonnych inwestycji i badań nad rozwojem innowacyjnych produktów w obszarze farmacji wiążą się także ze Strategią na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Jak podkreśla premier Mateusz Morawiecki, branża farmaceutyczna jest naszą nadzieją na wzrost zaawansowania technologicznego i rząd chce zachęcać firmy do rozwoju produkcji i działalności badawczej w kraju, a krajowych producentów leków do ekspansji zagranicznej. Służyć temu mogą m.in. środki dostępne w ramach Narodowego Centrum Badań i Rozwoju czy Polskiego Funduszu Rozwoju. Polscy producenci z optymizmem patrzą w przyszłość dzięki licznym deklaracjom rządu, czekają jednak na konkretne zmiany w przepisach.

Indeksy koniunktury. Problemy dolara

Dzisiaj poznaliśmy wstępne odczyty indeksów PMI dla Europy. Dane dla przemysłu zawiodły analityków. Senat zatwierdził nowego szefa FED. Dolar dalej w odwrocie.

Dzień indeksów PMI

Indeks PMI jest to wynik badania ankietowego menadżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Jeżeli równa ilość spodziewa się poprawy co pogorszenia sytuacji jego wartość wynosi 50%. Jeżeli liczba optymistów przekracza liczbę pesymistów indeks proporcjonalnie rośnie. Dzisiaj od rana poznaliśmy odczyty zarówno dla przemysłu jak i dla usług. Przeważnie inwestorzy większą wagę przykładają do indeksu dla przemysłu. W tym wypadku obydwa były ogłaszane w tym samym czasie i amy zarówno dobrą i złą wiadomość. Indeks dla przemysłu dla strefy euro wyniósł 59,6 pkt wobec oczekiwanych 60,3 pkt. Z kolei indeks dla usług wyniósł 57,6 pkt, co stanowiło 1,2 pkt powyżej oczekiwań.

Senat zatwierdził zmianę w FED

Wczoraj Senat Stanów Zjednoczonych zatwierdził Jeromego Powella na stanowisko prezesa FED. Analitycy zwracają uwagę, że od ponad 30 lat nie zdarzyło się by szef FED-u nie miał przedłużonej kadencji. Biorąc jednak pod uwagę wypowiedzi Donalda Trumpa zmiana na tym stanowisku nie może dziwić. Warto natomiast zwrócić uwagę, że kandydatura ta cieszyła się poparciem zarówno Republikanów jak i Demokratów. Analitycy nie spodziewają gwałtownej zmiany w polityce monetarnej. W dalszym ciagu panuje na rynku zgoda, że na posiedzeniu za tydzień nie będzie zmian stóp procentowych. Szanse na podwyżkę w marcu wynoszą natomiast około 75% i to styczniowe spotkanie potwierdzi lub zaprzeczy tej decyzji.

Problemy dolara

Ostatnie dni to powolny marsz w górę euro względem dolara. Efektem tego ruchu są kolejne wieloletnie minima kursu dolara względem złotego. Spowodowane jest to fakt, że złoty jest znacznie bardziej stabilny względem euro. W rezultacie jeżeli coś osłabia się do euro to osłabia się przeważnie również wobec dolara. Ostatnie tygodnie to stabilizacja polityczna Niemiec oraz niepewność co do budżetu w USA. Wydarzenia te istotnie zmieniły równowagę na głównej parze walutowej świata.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:45 – USA – indeks PMI, wstępny odczyt,
  • 16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów ropy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W 2018 r. blockchain będzie jedną z sześciu najintensywniej rozwijanych technologii na świecie

Blockchain to technologia, która już wkrótce, może wywołać rewolucję ekonomiczną. W skutkach zbliżoną do upowszechnienia internetu.

Blockchain to rodzaj rozproszonej bazy danych, która służy do zapisywania danych o transakcjach zachodzących między stronami. Baza ta, poprzez zastosowanie rozwiązań kryptograficznych oraz rozproszenie danych np. wśród komputerów zlokalizowanych na całym Świecie, pozwala na tworzenie rejestrów zdarzeń, które działają bez nadzoru instytucji zaufania publicznego i jednocześnie są bezpieczne.

– Dzięki blockchain w niedalekiej przyszłości będą możliwe takie transakcje, jak choćby zakup nieruchomości na drugim końcu świata, bez udziału notariusza – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Całka, CEO Managing Partner INSPIRE LABS.

Według raportu firmy Gartner, w 2018 r. blockchain będzie jedną z sześciu najintensywniej rozwijanych technologii na świecie. A to dlatego, że zastosowanie blockchain są bardzo szerokie.

Przyspieszenie dynamiki kredytów w 2017 r.

Opublikowane przez NBP dane o należnościach i zobowiązaniach polskich banków pokazują niejednoznaczny obraz krajowej gospodarki. Po spadku w 2016 r. (wywołanym: osłabieniem popytu na kredyt w obliczu słabszego wzrostu gospodarczego oraz słabszą podażą kredytu po wprowadzeniu podatku bankowego, obniżeniu stóp procentowych w 2015 r. i podniesieniu wymogów kapitałowych) rok 2017 przyniósł ożywienie akcji kredytowej (7,4% r/r vs 4,5% r/r w 2016 r., po korekcie o zmiany kursu walutowego).

Umocnienie kursu złotego (oraz kontynuacja ograniczania przez banki wolumenu kredytów walutowych) przełożyły się co prawda na spadek tempa wzrostu (nominalnego) wolumenu kredytów, w tym spadek wolumenu kredytów mieszkaniowych, niemniej w ujęciu oczyszczonym o efekty kursowe widoczne jest przyspieszenie, w szczególności w kredytach dla przedsiębiorstw (9,1% r/r w 2017 r., vs 4,3% r/r w 2016 r., skor. o kurs), które (w kontekście wczorajszych danych GUS o rekordowo wysokim portfelu zamówień) może zwiastować odbicie inwestycji także w sektorze prywatnym. Dynamika złotowych kredytów mieszkaniowych utrzymuje się na relatywnie stabilnym poziomie (nieznacznie przekraczając 10%), podczas gdy ponownie zaczęła przyspieszać dynamika kredytów konsumpcyjnych. Pod koniec roku zaczął rosnąć wolumen kredytów dla samorządów (i wyraźnie, sezonowo spadać wolumen depozytów), co naszym zdaniem odzwierciedla ożywienie inwestycji publicznych na przełomie roku.Przyspieszenie dynamiki kredytów w 2017 r.

Pomimo odbicia (w ujęciu skorygowanym o kurs) dynamika kredytów utrzymuje się poniżej swojej „tradycyjnej” relacji z trendem wzrostu nominalnego PKB. Przy umocnieniu złotego prowadzi to do spadku stosunku kredytu do PKB (który jest i tak na jednym z niższych poziomów w UE). Nie spodziewamy się, aby 2018 r. przyniósł pod tym względem istotną poprawę. O ile po stronie popytu widzimy wyraźne wsparcie ze strony solidnego wzrostu PKB, niemniej po stronie podażowej banki będą musiały się zmagać z rosnącymi wymogami regulacyjnymi.

Na drugim biegunie znajduje się dynamika depozytów, która spadła z 9,5% r/r w 2016 r. do 4,4% r/r w 2017 r. (po korekcie o zmiany kursu walutowego). Niskie stopy procentowe NBP przyczyniają się do pogłębiania spadku dynamiki depozytów terminowych gospodarstw domowych. Przez cały rok wyhamowywał również wzrost depozytów bieżących. Obie powyższe tendencje mają związek z poszukiwaniem przez gospodarstwa domowe alternatywnych (bardziej opłacalnych) form inwestowania środków: stąd rosną wpłaty do funduszy inwestycyjnych oraz popyt inwestycyjny na nieruchomości (przy rekordowo wysokim udziale gotówki w transakcjach ich kupna). Nie spodziewamy się, aby tendencje te uległy odwróceniu w najbliższym czasie, niemniej sama dynamika depozytów ogółem może przyspieszyć odzwierciedlając rosnący fundusz płac w 2018 r. W rezultacie możliwe jest zahamowanie spadku relacji kredytów do depozytów, która obniża się od 2012 r.

Malejące przyrosty depozytów, rosnący popyt spekulacyjny (napływy środków na rynek nieruchomości i do funduszy inwestycyjnych) oraz negatywny wpływ niskich stóp na strukturę kredytów (wzrost udziału wysokomarżowych kredytów konsumpcyjnych) stanowią naszym zdaniem argumenty za podwyżką stóp procentowych przez NBP jeszcze w 2018 r. Niemniej z uwagi na obecną retorykę RPP, a także kształt jej funkcji reakcji, nie spodziewamy się, aby do podwyżki stóp doszło wcześniej niż w 2019 r.

Źródło: PKO Bank Polski

Prezes Banku Pekao S.A. dla CNBC: w Polsce jesteśmy nastawieni optymistycznie

Trwa drugi dzień Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Na zaproszenie telewizji CNBC Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A opowiadał o globalizacji, rosnącym optymizmie, wiodącej roli polskiej gospodarki i ambitnych planach Banku Pekao S.A.

Rano podczas drugiego dnia 48. Światowego Forum Ekonomicznego Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A. udzielił wywiadu dla telewizji CNBC – jednej z największych telewizji biznesowych na świecie. Dziennikarzy interesowało czy Prezes Banku Pekao podziela opinie, że nastroje na tegorocznym Davos są wyjątkowo optymistyczne i czy na pewno nie musimy się niczego obawiać.

– Jestem obecny w Davos od wielu lat i jeszcze nigdy uczestnicy Forum nie byli w tak pozytywnym nastroju. Powodów do takiego optymizmu jest dużo. Gospodarka amerykańska szybko się rozwija, Chiny przyspieszają, do tego należy dołożyć bardzo szybki wzrost w Polsce i Brazylii. Nawet jeśli nie dostrzegamy braku równowagi w światowej gospodarce, zawsze trzeba być świadomym tego, co stanowi jej najsłabsze ogniwo. Zmianie ulegnie polityka banków centralnych. Świat zmaga się z nierównościami, a południowa Europa cierpi na niską produktywność i kryzys państwa socjalnego. Tego typu problemy łatwiej rozwiązać teraz, bo jak już kryzys nadejdzie, ciężej będzie znaleźć rozwiązanie – mówił Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Prezes Krupiński pytany był również o rolę Polski na arenie międzynarodowej i prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego. – W Polsce jesteśmy nastawieni optymistycznie, mamy około 4-proc. wzrost gospodarczy, nasza gospodarka jest otwarta i ściśle związana z gospodarką międzynarodową. Polska jest dużym producentem, co druga osoba w kraju zatrudniona jest właśnie w produkcji i, co zaskakujące, pod tym względem przypominamy Chiny. Polska jest państwem proeuropejskim, ogromnym wsparciem dla Unii Europejskiej i myślę, że nie powinniśmy mieszać polityki wewnętrznej z gospodarką, której siła leży w demografii – dodał Michał Krupiński.

Pytano również o ambicje i plany Banku Pekao S.A. – Bank Pekao S.A. jest drugim największym bankiem w Polsce i największym bankiem korporacyjnym. W sytuacji dużego optymizmu konsumentów w połączeniu z rosnącymi płacami i najniższym bezrobociem, bank może stać się największym kredytodawcą korporacyjnym. Skupimy się na bankowości dla MŚP i nowoczesnych digitalowych rozwiązaniach. Forum w Davos to dla nas doskonała okazja do pozyskania partnerów strategicznych celem implementacji technologii blockchain, uproszczenia procesów i ograniczenia back-office’u – dodał Michał Krupiński.

O technologii blockchain, Prezes Krupiński rozmawiał już zresztą pierwszego dnia Forum podczas dyskusji panelowej „Technologia blockchain a banki”, której organizatorem i gospodarzem była również telewizja CNBC. Prezes podkreślał, że Bank Pekao chce być liderem zastosowania tej technologii m.in. do unowocześniania i upraszczania procesów.

Idziesz do nowej pracy. Oto 7 rzeczy, które powinieneś wiedzieć

Chcąc poradzić sobie w nowej pracy, od samego początku musimy rozpocząć budowanie własnej pozycji. Ważne jest także poznanie nieformalnych zasad panujących w biurze.

Dress code

„Rozpoczynając nową pracę w firmie, w której panuje określony dress code, sprawa ubioru jest rozwiązana. Z reguły firmy wymagają od kobiet – koszul, kostiumów, ciemnych rajstop i krytych butów, a od mężczyzn – koszul, marynarek, materiałowych spodni lub klasycznie skrojonych jeansów” – radzi Joanna Żukowska, ekspertka serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl. „Paradoksalnie trudniej ubierać się do firmy, w której sposób ubierania się pozostawiony jest w rękach pracowników. Brak oficjalnego dress code’u nie oznacza bowiem, że tych zasad nie ma. Są – niepisane – i trzeba je jak najszybciej poznać” – dodaje.

Budowanie własnej pozycji

Według światowej ankiety przeprowadzonej przez Harvard Business Review 50 proc. badanych czuje, że w pracy nikt nie traktuje ich poważnie. Nie chcąc dołączyć do tej grupy, o swoją pozycję musimy dbać każdego dnia. Ważne jest zarówno to, co mówimy (dobrze jest zabłysnąć w towarzystwie wiedzą specjalistyczną, ale i na temat bieżących wydarzeń), w jaki sposób mówimy (lepszy odbiór zapewnia spokojny i pewny siebie ton) oraz jak się przy tym zachowujemy (wielką sztuką jest kontrola mowy ciała). Pewna spójność wizerunkowa, zapewni nam lepszy odbiór naszej osoby wśród współpracowników.

Rozpoznać role w zespole

Nieformalny lider, ulubieniec szefa, motywator – to role, w których nierzadko obsadzani są (lub świadomie się na takich kreują) członkowie działów. Warto dowiedzieć się kto, jaką ma nieformalną rolę, gdyż to pozwoli nam pewniej poczuć się w danej firmie. Oczywiście tego etapu nie należy przyspieszać, bo wchodzenie do nowego zespołu wymaga czasu. Na początku warto być obserwatorem, a nie komentatorem. Jeśli chcemy wzbudzić zaufanie we współpracownikach, powinniśmy dać im czas na oswojenie się z nową osobą – czyli z nami – w zespole.

Zwyczaje

Zespoły, które pracują razem miesiącami lub latami mają swoje zwyczaje: wspólnie piją poranną kawę, rozmawiają na prywatne tematy, a wychodząc w piątki, życzą sobie miłego weekendu. Są też działy, które funkcjonują zupełnie inaczej, gdzie kontakt jest ograniczony do spraw zawodowych. Poznanie nowych zwyczajów i respektowanie ich jest bardzo ważne i szczególnie trudne, zwłaszcza gdy reguły obowiązujące w nowej firmie są inne, niż u wcześniejszego pracodawcy.

Kwestie urlopu

„W wielu firmach funkcjonuje e-system wypełniania wniosków urlopowych. To w systemie zaznaczamy liczbę dni, wybieramy rodzaj urlopu, a drogą mailową otrzymujemy powiadomienie czy szef dany wniosek zaakceptował, czy też nie” – mówi Żukowska z MonsterPolska.pl. „Wciąż aktualny jest jednak system, w którym pracownicy muszą iść do szefa na rozmowę w kwestii urlopu, a potem wypełniają druk. Idąc do nowej pracy warto zapytać współpracowników, jakie obowiązują zasady uzyskiwania urlopu. Nieoficjalną drogą dowiemy się, czy szefowie mają w zwyczaju anulować urlop w ostatnim momencie i w jakiej sytuacji to robią. Ważna jest także kwestia tego, na ile wcześniej należy starać się o urlop” – dodaje.

Komunikacja po pracy w social mediach

W dobie social mediów pracownicy, a i często ich przełożeni, mają ze sobą kontakt właśnie na Facebooku czy Twitterze. Warto dość szybko dowiedzieć się, jakie relacje panują w danej firmie w wirtualnej rzeczywistości. Jeśli wyraźnie oddzielamy życie prywatne od zawodowego, a w firmie panują zupełnie inne zasady, staniemy przed dylematem. Pozostaje także kwestia messengera, które wiele managerów w firmach używa do kontaktowania się ze współpracownikami w godzinach poza pracą.

Czytajmy między wierszami

I to dosłownie. W wielu firmach – na holach i w kuchniach – często zawieszane są kartki z prośbami od pracowników np. „Pamiętaj, obok kuchni pracuje dział sprzedaży. Wszystko słyszymy”, „Proszę zgaś światło”, „Strefa ciszy”. Warto zwracać uwagę na takie prośby, gdyż często są reakcją na konkretny problem – hałas czy intensywny zapach z kuchni.

Poznanie i przyzwyczajenie się do nowej firmy wymaga czasu. Nie ma drogi na skróty. Ważne jest to, aby przebyć tę drogę uwzględniając zasady panujące w danej organizacji, a nie wnosić zasady z byłej firmy. Wtedy mamy szansę na szybsze odnalezienie się w nowym miejscu. Poza tym Amerykańska badaczka Michelle Gielan przekonuje, że w pracy warto dbać o pozytywne relacje, bo wpływają na komfort w pracy i jej efektywność. Wychodząc zadowoleni z pracy, jesteśmy też szczęśliwsi w czasie wolnym.

Średnie obiekty spalania na nowych zasadach

W ramach dostosowywania polskiego Prawa ochrony środowiska do przepisów unijnych pod koniec 2018 r. zmianie ulegną regulacje dotyczące nowych instalacji spalania paliw o nominalnej mocy cieplnej wynoszącej 1-50 MW. Obejmie je nowa, trzecia zasada łączenia.

Nowelizacja wiąże się z wdrożeniem unijnej dyrektywy MCP (ang. Medium Combustion Plants) nr 2015/2193, dotyczącej ograniczenia emisji niektórych zanieczyszczeń do powietrza ze średnich obiektów energetycznego spalania. Do tej kategorii zaliczają się instalacje spalania paliw o nominalnej mocy cieplnej nie mniejszej niż 1 MW i mniejszej niż 50 MW.

Wspólny komin – także teoretycznie

Trzecia zasada łączenia, pojawiająca się za sprawą nowych przepisów, wprowadza obowiązek rozpatrywania kilku źródeł spalania, których moc cieplna kwalifikuje je do średnich obiektów spalania, jako jednego – o nominalnej mocy cieplnej stanowiącej sumę poszczególnych źródeł. Aby jednak tak się stało, muszą one spełnić określone przesłanki ustawowe.

Przede wszystkim muszą być to źródła, do których nie mają zastosowania pierwsza i druga zasada  łączenia, a które odprowadzają gazy odlotowe przez wspólny komin. Czy zatem brak wspólnego komina jest sposobem na swoistą „ucieczkę” przed trzecią zasadą?

– Nie, gdyż organ właściwy do przyjęcia zgłoszenia lub wydania pozwolenia może uznać, uwzględniając parametry techniczne i czynniki ekonomiczne, że gazy odlotowe poszczególnych źródeł mogłyby być odprowadzane przez wspólny komin – wyjaśnia Krzysztof Gil, audytor i konsultant w EcoMS Consulting oraz trener w Akademii EcoMS, który prowadzi szkolenia m.in. z wymagań prawnych w zakresie zarządzania emisjami do powietrza w zakładach przemysłowych.

Należy mieć na uwadze, że trzecia zasada łączenia dotyczy wyłącznie nowych źródeł spalania, tj. oddanych do użytkowania po 19 grudnia 2018 r. lub po 20 grudnia 2018 r., jeżeli pozwolenie na ich budowę wydano po 18 grudnia 2017 r.

Pomiary emisji na nowo, standardy – nie do końca

20 grudnia 2018 r. to w przypadku średnich obiektów spalania data istotna także z uwagi na kwestię prowadzenia wstępnych pomiarów emisji. Od tego bowiem dnia na prowadzących nową lub istotnie zmienioną instalację MCP będzie ciążył obowiązek przeprowadzania wstępnych pomiarów wielkości emisji z tej instalacji w ciągu czterech miesięcy od dnia zakończenia rozruchu źródła.

Nowelizacja Prawa ochrony środowiska nie zmienia na razie standardów emisyjnych dla średnich źródeł spalania, określonych rozporządzeniem z 4 listopada 2014 r. Nie oznacza to jednak, że lokalnie nie mogą zostać określone niższe wielkości emisji aniżeli wynikające z przepisów rozporządzenia. Powodem mogą być przekroczenia dopuszczalnych poziomów substancji w powietrzu.

– Przepis dotyczy źródeł spalania paliw oddanych do użytkowania przed 20 grudnia 2018 r., a w przypadku gdy pozwolenie na budowę źródła wydano przed 19 grudnia 2017 r. – oddanych do użytkowania nie później niż 20 grudnia 2018 r. Jednak perspektywa jego obowiązywania jest dość odległa, gdyż w przypadku źródeł o nominalnej mocy cieplnej większej niż 5 MW i nie mniejszej niż 50 MW będzie mógł być stosowany najwcześniej od 1 stycznia 2025 r., a jeśli moc wynosi od 1 do 5 MW – jeszcze pięć lat później – wylicza Krzysztof Gil.

Co się odwlecze…

Niektóre ciepłownie oraz źródła wykorzystywane do napędzania tłoczni gazu mogą zostać czasowo wyłączone od obowiązku dotrzymywania standardów emisyjnych. Dokumenty niezbędne, by skorzystać z takiej możliwości, wskazane są odpowiednio w art. 146j i 146k znowelizowanego Prawa ochrony środowiska.

Samą nowelizację można uznać za zapowiedź nowelizacji standardów emisyjnych w najbliższej przyszłości.

M-commerce i omnichannel, czyli co nakręca branżę handlową w 2018 roku

Jakub Matuszewski, wspólnik i dyrektor zarządzający sieci Wyjątkowy Prezent
Jakub Matuszewski, wspólnik i dyrektor zarządzający sieci Wyjątkowy Prezent

Postęp technologiczny, upowszechnienie digitalizacji oraz rozwój wielotorowej komunikacji wraz z rosnącą świadomością konsumentów, wyznaczają obecnie kierunek, w jakim zmierza branża handlowa. Co za tym idzie, w roku 2018 sieci handlowe będą stawiać na: m-commerce, personalizację treści, omnichannel oraz na nietypowe koncepty sprzedażowe. Wszystko po to, by jeszcze bardziej zbliżyć się do klienta.

Rok 2017 upłynął w branży handlowej pod hasłem digitalizacji. W roku 2018 na znaczeniu zyskają zintegrowane technologie, dzięki którym tradycyjny model sprzedaży zostanie wyparty przez kreowanie pozytywnego doświadczenia zakupowego. O trendach w branży handlowej w nadchodzących miesiącach mówi Jakub Matuszewski, wspólnik i dyrektor zarządzający sieci Wyjątkowy Prezent, oferującej upominki w formie przeżyć.

Czas na mobile

Jednym z nasilających się trendów, widocznie wyróżniającym się na rynku handlowym, jest wdrażanie rozwiązań wykorzystujących technologie mobilne. Jest to odpowiedź na szybkie tempo życia i rozwoju oraz konieczność współgrania z tymi zmianami. Coraz więcej sieci wprowadza usługi samodzielnego skanowania i płatności mobilnych. Jednym z takich narzędzi jest scan&go, które umożliwia skanowanie kodów kreskowych wybranych produktów za pomocą telefonu, przenosząc je jednocześnie do wirtualnego koszyka. Po zakończeniu zakupów, klient ma możliwość wyboru preferowanej formy płatności spośród: rozliczenia gotówkowego, płatności kartą lub wykorzystując portfel elektroniczny Masterpass. Silnej modernizacji poddawane są również platformy sprzedażowe online, na które branża handlowa kładzie obecnie większy nacisk. Priorytetem stało się tworzenie stron internetowych kompatybilnych z urządzeniami przenośnymi oraz aplikacji dedykowanych danej marce. Dzięki nim klienci otrzymują dodatkowe benefity, jak np.: pierwszeństwo dostępu do nowości, atrakcyjne oferty cenowe czy nagrody za lojalność. Ten trend będzie widocznie nasilał się w 2018 roku. Jak wynika z najnowszego raportu Gemius, już ponad połowa Polaków robi zakupy w e-sklepach[1]. Wraz ze wzrostem liczby osób decydujących się na e-zakupy, rośnie ogólna wartość rynku e-commerce – zgodnie z prognozami ekspertów, w 2020 roku przekroczy ona 63 mld zł[2].

Usługi szyte na miarę

Globalizacja oraz chęć ciągłego podążania za międzynarodowymi trendami wpływają na postawy konsumentów. Ujednolicona komunikacja traci na swojej skuteczności. Jak wynika
z międzynarodowego badania Salesforce – 55 proc. konsumentów oczekuje spersonalizowanych ofert[3], a podstawą efektywnej personalizacji jest zautomatyzowanie procesu zbierania i analizy danych dotyczących preferencji zakupowych poszczególnych grup konsumenckich. Dlatego też, klienci są coraz bardziej otwarci na dzielenie się opiniami oraz doświadczeniami zakupowymi, pomimo konieczności udostępniania określonych informacji. Przełom w personalizacji przyniesie sztuczna inteligencja (AI), która zreorganizuje obecne modele działań firm oraz oczekiwania klientów. Na rynku dostępnych jest obecnie wiele rozwiązań opartych na zaawansowanych mechanizmach analitycznych, jak np. systemy CRM (Customer Relationship Management), które gromadzą i udostępniają wszystkie informacje o danym kliencie. Proces personalizacji usług nie należy do kategorii rozwiązań prostych, często wiąże się również z koniecznością poniesienia większych nakładów finansowych. Jednak w kontekście długoterminowym, przekłada się on zarówno na wizerunek, jak i na zyski danej marki.

Trzy filary – spójny przekaz

Od kilku lat na rynku handlowym możemy zaobserwować nasilający się trend wielokanałowości sprzedaży. Wyznacznikiem rozwoju „omnichannel commerce” jest konieczność zrozumienia potrzeb poszczególnych grup klientów. Podstawowymi wartościami stały się: szybkość, wygoda oraz szeroki wachlarz dostępnych możliwości. Trend ten opiera się na trzech filarach: sprzedaży (sklepy stacjonarne oraz online), komunikacji (media społecznościowe, urządzenia mobilne, newsletter, chatbox, call center) i logistyce (magazyny). Należy jednak pamiętać o głównej zasadzie integracji kanałów sprzedażowych, jaką jest spójność komunikacji. Na każdym etapie zakupowym odbiorca musi być w pełni usatysfakcjonowany z funkcjonowania poszczególnych kanałów. A satysfakcja w głównej mierze zależy od dobrego zrozumienia konsumentów, czyli odpowiedniej dywersyfikacji działań, w oparciu o preferencje poszczególnych pokoleń. Przedstawiciele Baby Boomers są osobami lojalnymi wobec konkretnych firm, nielubiącymi zmian. Preferują tradycyjny sposób zakupów oraz komunikacji, często polegając na fachowej wiedzy sprzedawców. Przedstawiciele Pokolenia X liczą się z ceną oraz możliwością zdobycia benefitów za lojalność danej marce. Pokolenie Y, czyli Millennialsi, stawiają na komunikację oraz zakupy online. Informacji o markach i produktach wyszukują w sieci, głównie w mediach społecznościowych. Ygreki są otwarci na wyszukiwanie i prezentowanie w internecie własnych opinii dotyczących doświadczeń z daną marką lub produktem. Ufają reklamom online, które nie wzbudzają w nich irytacji, oczywiście jeśli dane medium nie jest przepełnione tego typu contentem. Podobne zachowania cechują przedstawicieli Pokolenia Z, którzy kładą duży nacisk na e-komunikację. Liczą się dla nich wartości, tj.: prestiż oraz ranga danej marki wraz z poziomem jej komunikacji online. Aby sprostać oczekiwaniom zróżnicowanych potrzeb pokoleniowych, sieci wprowadzają rozwiązania, które mają na celu personalizację zgodnie z oczekiwaniami danej grupy odbiorców. Coraz częstszym zjawiskiem jest również synergia kanałów online oraz offline, umożliwiająca klientom np. wybór, a następnie zakup produktów w internecie z możliwością odbioru zamówienia w sklepie.

Tradycyjne sklepy odchodzą do lamusa

Nasilająca się konkurencja wpływa na poszukiwanie nowych możliwości dotarcia do klientów. Jednym z nich jest idea wdrażania niestandardowych konceptów sprzedażowych, mających na celu wprowadzenie klientów w nową „erę zakupową”, opartą na emocjach. O podjęciu decyzji zakupowej nie decyduje bowiem jedynie wybór produktu zgodnego z preferencjami konsumenta. Na ten proces wpływ ma również np. aranżacja sklepu oraz atmosfera, jaka w nim panuje. Jeśli będziemy w stanie zaspokoić potrzeby naszych klientów, docierając do nich za pomocą wszystkich dostępnych zmysłów, możemy być pewni, że pozostaniemy w ich świadomości. Możemy zdecydować się w tym kontekście na różne rozwiązania. Przykładem jest otwarcie pop-up’u, czyli sezonowego konceptu sprzedażowego. Działanie to ma często na celu sprawdzenie rynku pod kątem potencjału oraz preferencji zakupowych danych grup konsumenckich. Umożliwia również oszacowanie efektywności koncepcji danej marki, jej wizerunku, produktów, a nawet lokalizacji. Pop-up jest jednym z narzędzi marketingowych z kategorii guerrilla marketing, czyli formy promocji danych marek lub produktów, za pomocą niekonwencjonalnych technik. Kolejnym konceptem są sklepy, w których funkcja zakupowa integruje się z funkcją rozrywkową, co jest często wykorzystywane np. przez sieci oferujące artykuły dla dzieci. Nasze doświadczenia pokazują, że nietypowe koncepty sprzedażowe idealnie wpisują się
w oczekiwania konsumentów. W ubiegłym roku otworzyliśmy zarówno pop-up store w Łodzi, jak i sklep stacjonarny w Galerii Północnej, w którym zamieściliśmy pierwszy w Polsce symulator lotu F-16. Efekt, zarówno pod względem wizerunkowym, jak i sprzedażowym był spójny z naszymi oczekiwaniami. Rynek polski potrzebuje świeżości – i właśnie na nią powinniśmy postawić w 2018 roku.

Showrooming vs. webrooming, czyli nowa rola sklepów stacjonarnych

Rozwój e-commerce nie przełożył się póki co na drastyczne zmiany w footfallu na terenie centrów handlowych. Tradycyjny model zakupów wciąż cieszy się powszechnym uznaniem. Wyzwaniem staje się efektywne połączenie modelu tradycyjnego z e-commerce. Prognozy wskazują na upowszechnienie się w branży handlowej zjawiska showroomingu. W tym modelu sklepy pełnią funkcję showroomów, w których klienci mają możliwość obejrzenia, dotknięcia i przymierzenia określonej rzeczy przed dokonaniem zakupu online. Upowszechnienie się tego trendu zależy w głównej mierze od odpowiedniego zatowarowania sklepów oraz kadry sprzedażowej. Wymagania konsumentów rosną zarówno w kontekście produktów, jak i komfortu zakupów. To czy klient dokona zakupu online czy offline będzie zależało w głównej mierze od zadowolenia z obsługi. W tym przypadku dużą rolę odegrają umiejętności interpersonalne oraz znajomość preferencji poszczególnych grup konsumenckich. Należy również pamiętać, że Polacy poszukują okazji, czyli zakupów w najniższych cenach. Dlatego też, często sprawdzają wybrane produkty w sklepie, a następnie online szukają najlepszych cenowych możliwości, niejednokrotnie sprawdzając oferty konkurencji lub porównywarki cen. Dlatego na znaczeniu zyskuje webrooming, czyli wyszukiwanie produktów w sieci, sprawdzenie ich w sklepie, konsultacje ze sprzedawcą i zakup na miejscu. Ten model zakupów dotyczy głównie osób, które cenią sobie możliwość nabycia produktu w czasie rzeczywistym. Dzięki zestawieniu tych dwóch trendów możemy zobaczyć dwie silne grupy konsumenckie oraz ich nawyki zakupowe.

Rynek sprzedażowy w Polsce cechuje silna dywersyfikacja potrzeb klientów, które dyktują obecne oraz przyszłe działania firm. Kluczowe jest podążanie za rozwojem technologii oraz dostępnymi rozwiązaniami. Firmy muszą być gotowe na dynamiczne zmiany oraz potrzebę ciągłego rozwijania się i ulepszania zarówno kanałów, jak i narzędzi komunikacji. To wskazuje na konieczność oswojenia się z ryzykiem i wdrażania nowatorskich rozwiązań, zanim zrobi to nasza konkurencja. Wszystko wskazuje na to, że hasłem 2018 roku będzie „czas”: krótki czas reakcji, czas nowoczesnych technologii, czas na zmiany, czas na sukces.

[1]Źródło: raport „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska”

[2]https://www.sociomantic.pl/barometr-e-commerce-2016/

[3]Badnie Salesforce: „Second AnnualState of IT Transformativeinsights and growingtrends from over 2,200 global IT Trailblazers”

MŚP mogą być zwolnione z części obowiązków wynikających z RODO

Już w maju wchodzi w życie Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Dobra wiadomość dla przedsiębiorców jest taka, że polski ustawodawca planuje zwolnienie niektórych z nich z części obowiązków wynikających z Rozporządzenia. Zobacz, jakie będą to wyłączenia i jakich firm będą dotyczyć.

„Artykuł 23. RODO wskazuje bardzo wyraźnie, w jakich przypadkach państwa członkowskie mogą ograniczyć zastosowanie Rozporządzenia. Jednym z takich przypadków jest ochrona interesu gospodarczego państw członkowskich. A ponieważ działalność przedsiębiorców ma ogromny wpływ na rozwój gospodarczy kraju, jest dźwignią, która stymuluje ten rozwój, zakładamy, że klauzula interesu gospodarczego […] uzasadnia takie ograniczenia i jest podstawą do ich wprowadzenia do przepisów krajowych” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl dr Maciej Kawecki, koordynator prac nad reformą ochrony danych osobowych, dyrektor Departamentu Zarządzania Danymi w Ministerstwie Cyfryzacji.

Wyłączenia będą miały zastosowanie jedynie do firm spełniających równocześnie trzy kryteria. Po pierwsze będą musiały to być małe lub średnie przedsiębiorstwa, zatrudniające do 250 osób. Po drugie nie będą mogły przetwarzać danych wrażliwych, m.in. informacji o stanie zdrowia (a takie znajdują się np. na zwolnieniach lekarskich), orientacji seksualnej czy karalności. Wreszcie – nie będą mogły udostępniać danych podmiotom trzecim. (W praktyce wiele małych i średnich firm nie skorzysta więc z wyłączeń).

Z jakich obowiązków zostaną zwolnione te przedsiębiorstwa? Jednym z nich jest obowiązek, aby informować o wycieku danych osoby, których te dane wyciekły. Mali i średni przedsiębiorcy spełniający powyższe kryteria nie będą zobligowani także do wydawania kopii danych. Ostatnie wyłączenie będzie dotyczyć obowiązku informacyjnego – wspomniane firmy będą musiały podawać na etapie gromadzenia danych tylko niektóre informacje: kto jest administratorem danych osobowych, jakie są jego dane kontaktowe czy w jakim celu zbiera dane.

FANG: Facebook, Amazon, Netflix oraz Google

Netflix, internetowa wypożyczalnia podbija świat tak samo jak i ostatnie wzrosty na giełdzie. Nie bez powodu została zaliczona do miana najlepiej radzących sobie spółek w obecnej hossie – tzw. FANG (Facebook, Amazon, Netflix oraz Google).

Opublikowane wyniki za czwarty kwartał 2014 roku wypchnęły notowania spółki na nowe szczyty, tak samo było poprzednim razem. Głównym czynnikiem odpowiadających za nowe szczyty jest coraz większą ilość użytkowników korzystających z platformy. W IV kwartale ilość krajowych użytkowników wzrosła o 1.98 miliona, konsensus rynkowy zakładał wzrost na poziomie 1.25 miliona. Z kolei ilość zagranicznych użytkowników wzrosła o 6.356 miliona podczas gdy Wall Street oczekiwało wzrostu rzędu 5.05 miliona.

Tym samym razem ilość subskrybentów wzrosła o 8.4 miliona, najwięcej w historii firmy (kwartał).

wyniki netflixŹródło: Netflix investor relations

Oprócz tego Netflix na I kwartał 2018 roku przedstawił bardzo bycze prognozy, bowiem oczekuje wzrostu ilości aktywnych użytkowników o 6.35 miliona. Zatem czy sytuacja amerykańskiej firmy jest tak doskonała?

Netflix – sytuacja finansowa

Netflix przyciąga użytkowników produkcją świetnych filmów, seriali oraz niską ceną abonamentu. Z każdym rokiem spółka wydaje coraz więcej kapitału na stworzenie treści. W 2013 wydatki na kontent wynosiły 2 miliardy, natomiast w 2017 wzrosły już do 6 miliardów dolarów amerykańskich. Przy tak rozpiętym budżecie firma przyzwyczaja swoich użytkowników do coraz większej ilości nowej treści, ale w długim terminie utrzymanie takiego przyrostu jest niemożliwe. Oprócz tego rosnąca ilość użytkowników przy takich wydatkach nie jest wystarczająca, w poprzedni kwartale Netflix na swojej działalności stracił 524 miliony USD.

wyniki netflix 2

Pomimo rosnących strat Netflix w 2018 roku ma zamiar zwiększyć budżet na nowy kontent, czy długoterminowo ma to sens? Z jednej strony rosnąca baza filmów oraz seriali przyciągnie większą ilość użytkowników, ale co się stanie gdy zabraknie nowej treści?

Na chwile obecną mali inwestorzy zachwycają się modelem biznesowym spółki, ale nikt nie widzi żadnych zagrożeń. Siła spółki zostanie przetestowana podczas bessy, ponieważ gdy zabraknie zewnętrznego finansowania ilość nowych treści zostanie zredukowana. Oprócz tego należy pamiętać, że w trakcie kryzysu finansowego konsumenci zaczynają oszczędzać, co przełoży się prawdopodobnie na spowolnienie przyrostu nowych użytkowników lub nawet do zmiany trendu.

Netflix – analiza techniczna

Od października 2016 roku notowania spółki znajdują się w kanale wzrostowym. Z kolei od początku 2018 roku notowania Netflixa wzrosły już ponad 20 procent, jest to doskonały wynik jak na jeden miesiąc. Po dobrych wynikach notowania przebiły górną bandę kanału wzrostowego. Jednak patrząc na poprzednie, nowe szczyty możemy spodziewać się korekty. Poprzednie mocne wybicia poprzednich szczytów kończyły się przeważnie korektą do najbliższego wsparcia. Gdyby doszło do korekty, to obecny kurs może zostać zniesiony w okolicę 22 USD, po czym obecny trend może być kontynuowany.

Notowania Netflix, interwał tygodniowy

FANG: Facebook, Amazon, Netflix oraz Google 9

Źródło: Admiral Markets

Eksperci przewidują wzrost cen mieszkań nawet o 10%

Rok 2018 może okazać się przełomowy, jeśli chodzi o poziom cen mieszkań, które przez ostatnie 5 lat utrzymywały się na stabilnym poziomie. Ile zapłacimy więcej? Od 5 do nawet 10 procent – wynika z analiz Bouygues Immobilier Polska.

Odnotowano kilkunastoprocentowy wzrost cen generalnego wykonawstwa. Powiązane jest to przede wszystkim z deficytem pracowników oraz z rosnącymi cenami na rynku niektórych materiałów budowlanych. Dodatkowo topnieje podaż gruntów,  w związku z czym deweloperzy są gotowi zapłacić za nie dużo więcej niż np. 2 lata temu. Przy wzroście tych dwóch kluczowych kosztów, które mają bezpośredni wpływ na cenę mieszkań trudno spodziewać się, aby deweloperzy utrzymali stałe ceny i obniżyli marże. Niestety wówczas koszty zostają przeniesione na cenę ofertową.

Jak wynika z ostatnich raportów, Polacy coraz częściej i chętniej kupują mieszkania trzypokojowe. Po raz pierwszy w historii, w roku 2017 ich udział w sprzedaży przewyższył sprzedaż mieszkań dwupokojowych. Najważniejszym kryterium dla przyszłych nabywców nadal pozostaje lokalizacja i cena. Od kilku lat, nieprzerwanie 80%- 90% wszystkich sprzedanych przez deweloperów mieszkań stanowią te z segmentu popularnego. Od połowy 2015 roku zauważalny jest także znaczny wzrost zakupu nieruchomości pod wynajem. Głównym kryterium wyboru jest stopa zwrotu, która oscyluje
w przedziale od 5 do 7%.

Dodatkowo z raportu opracowanego przez KPMG wynika, że nieustannie przybywa bogatych Polaków, a ich ulubioną formą lokowania kapitału jest inwestowanie w nieruchomości (64%.). Największa liczba takich lokali znajduje się w Warszawie, jednak coraz więcej nieruchomości premium powstaje też w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. Zgodnie z danymi zawartymi w raporcie, poza kryteriami wartościowymi, apartamenty charakteryzują się także lokalizacją w prestiżowych dzielnicach, ochroną w budynku, dodatkowymi funkcjami dla mieszkańców. Potwierdza to częściowo zabytkowa inwestycja – Jagiełły 6 w centrum Wrocławia. Spacer zarówno do Rynku Starego Miasta zajmuje jedynie 15 minut. Niewątpliwym atutem tej lokalizacji jest nie tylko sąsiedztwo Odry i zielonych terenów. Dla wygody mieszkańców stworzona zostanie podziemna hala garażowa oraz zielony, wewnętrzny dziedziniec. Zgodnie z prognozami na 2018 rok trendy i gusta dotyczące wielkości oraz lokalizacji mieszkań nie powinny ulec zmianom.

Rok 2017 dla rynku mieszkaniowego był niezwykle udany i przyniósł deweloperom bardzo dobre wyniki sprzedażowe. Rozpędzony rynek nie zwalnia, a spowolnienie nie jest przewidywane. Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła przesunięcie spodziewanej podwyżki stóp procentowych na koniec 2018 roku, co oznacza, że zostanie podtrzymany wysoki udział zakupów klientów rezygnujących z niskooprocentowanych lokat bankowych.

– Rynkowa prosperity trwa w najlepsze kolejny rok, wobec czego przewidywanie jej końca już w 2018 roku byłoby wróżeniem z fusów. Tym bardziej, że absolutnie nic nie wskazuje na to, by trend rynkowy miał się w nowym roku osłabić czy tym bardziej odwrócić. Wręcz przeciwnie, gospodarka kwitnie, spada bezrobocie, rosną wynagrodzenia Polaków, którzy zaciągają coraz więcej kredytów hipotecznych. W perspektywie roku nie powinno się więc wiele zmienić, choć o kolejne spektakularne rekordy sprzedaży może być coraz trudniej. – powiedział Jarosław Jędrzyński, portal RynekPierwotny.pl.

Popyt na mieszkania jest obecnie rekordowo wysoki. Banki oferują zainteresowanym bardzo atrakcyjne stopy oprocentowania kredytów, dlatego Polacy chętnie inwestują w nowe nieruchomości. Pozytywnymi czynnikami, które napędzają popyt na rynku mieszkaniowym pozostają: wzrost wynagrodzeń, niska stopa bezrobocia i dobre nastroje zakupowe.

Kurs dolara najniżej od ponad 3 lat

Dolar jest najsłabszy do głównych walut od ponad trzech lat, co wygląda na powrót do tendencji z przełomu roku i trudno z tym walczyć. Słabość dolara pomaga euro rozruszać się przed decyzją EBC, wyciąga funta na poziomy niewidziane od czasu referendum ws. Brexitu, a jenowi pozwala zignorować przekaz Banku Japonii. Dziś PMI z Eurolandu, rynek pracy z Wielkiej Brytanii, inflacja z Nowej Zelandii.

W ciągu ostatnich 24 godzin skłonność inwestorów do wyprzedaży dolara nasiliła się, przyćmiewając wszystkie inne czynniki. Najlepiej widać to po USD/JPY, gdzie pomimo przekazu Banku Japonii, który już bardziej gołębi być nie mógł, negatywna reakcja jena trwała wyjątkowo krótko. Nawis długich pozycji spekulacyjnych w USD/JPY stał się niewygodny w obliczu słabości amerykańskiej waluty i kapitulacja inwestorów przeważa nad odreagowanie nieuzasadnionych spekulacji o szybszej normalizacji polityki pieniężnej.
Zachowanie USD/JPY w obliczu gołębiego BoJ może powiedzieć dużo o tym, co może czekać nas jutro podczas konferencji prasowej EBC. Jest niemal oczywiste, że prezes Draghi będzie gołębi i będzie starał się zatrzymać rajd EUR. EUR/USD wyrwał się ponad 1,23 i choć jutro możemy widzieć negatywną reakcję na słowa Draghiego, tak niewykluczone jest, że rynek szybko będzie szukał okazji do podkupienia EUR po promocyjnej cenie, dalej oczekując większej jastrzębiości od EBC w późniejszym terminie, a słabość USD jest wsparciem dla długich pozycji. Dziś w kalendarzu z Eurolandu styczniowe indeksy PMI, które tylko przypomną o solidnym tempie ekspansji gospodarczej.

GBP/USD wybił się ponad 1,40 i jest najwyżej od czasu referendum w sprawie Brexitu. Uważam, że więcej jest tutaj słabości dolara, co czynniki funta relatywnie przewartościowanym. Niedługo ruszają rozmowy Londynu z Brukselą w kluczowym temacie relacji handlowych, co stanowi jeden wielki powód do sporu. W ostatnich dniach głośno zrobiło się o norweskiej opcji Brexitu, tj. Wielka Brytania przyjęłaby warunki, na jakich Norwegia korzysta z jednolitego rynku europejskiego. Oznaczałoby to wpłaty do budżetu unijnego i przyjęcie bez sprzeciwu zasad, regulacji i standardów dot. handlu. Dodatkowo mieszkańcy UE mogą bez ograniczeń mieszkać i żyć na Wyspach. Taka forma „łagodnego Brexitu” może być szczytem tego, co może ugrać Theresa May, a z drugiej strony rozsierdzi to wielu zwolenników Brexitu. Stąd wciąż pozostaję sceptyczny do trwałości umocnienia GBP. Dziś mamy raport z rynku pracy. Trendy na rynku pracy są pozytywne, co pomoże w utrzymaniu najniższej do lat 70. stopy bezrobocia. Efekty bazy w postaci skoku wynagrodzeń w listopadzie 2016 r. mogą zablokować poprawę w rocznej dynamice wynagrodzeń.

Wieczorem poznamy odczyt CPI za IV kw., a dotychczasowe dane z gospodarek rozwiniętych podnoszą prawdopodobieństwo silnego odczytu. Przy względnie łagodnych oczekiwaniach rynku wobec polityki RBNZ (podwyżka dopiero w listopadzie), dobre dane mogą obudzić spekulacje o wcześniejszej reakcji banku centralnego. NZD/USD dziś wyznacza nowe czteromiesięczne szczyty, ale tak samo, jak w powyższych przypadkach, więcej tutaj słabości USD i kiwi wciąż ma pole do zyskania na własnych fundamentach.
Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prognozy dla walut: Australii, Nowej Zelandii oraz Japonii

Wybierając się w podróż do Australii, Nowej Zelandii lub Japonii warto zakupić lokalną walutę tych państw w pierwszym kwartale 2018 roku. Później może być drożej.

Dolar australijski (AUD) umacniał się przez większą część minionego roku. W relacji do dolara amerykańskiego wzrósł do najwyższego poziomu od dwóch i pół roku, co było związane ze wzrostem cen surowców. We wrześniu nadeszło osłabienie, a waluta do połowy grudnia straciła sporą część zysków (Wykres 1), osłabiając się z powodu powrotu gołębiego tonu ze strony Banku Rezerwy Australii (RBA).

Wykres 1: Kurs AUD/USD (styczeń ’17-styczeń ’18)

Kurs AUD USDźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Spadek inflacji oraz gołębie komentarze ze strony Banku Rezerwy Australii sprawiły, że rynki finansowe nie oczekują żadnych podwyżek stóp procentowych w 2018 r. Mimo, iż perspektywy dotyczące utrzymywania stabilnej polityki monetarnej w przewidywalnej przyszłości ograniczają potencjał umocnienia waluty, oczekiwany wzrost cen surowców – których eksport stanowi około 70% wartości australijskiego eksportu – powinien wspierać dolara australijskiego. W związku z oczekiwanym przez nas balansowaniem się tych dwóch czynników spodziewamy się, że dolar australijski w relacji do dolara amerykańskiego będzie dość stabilny, w naszej opinii powinien znaleźć się jednak nieco poniżej obecnego poziomu. Według naszych prognoz kurs AUD/PLN na koniec pierwszego kwartału br. powinien wynosić 2,75 a na koniec roku 2,8.

Stabilizacja w Nowej Zelandii

Dolar nowozelandzki (NZD) z końcem lipca doświadczył ostrej deprecjacji, w listopadzie obniżając się do najniższego poziomu od półtora roku w relacji do dolara amerykańskiego (Wykres 2). Brak chęci podwyżek stóp procentowych ze strony Banku Rezerwy Nowej Zelandii (RBNZ), jesienne umocnienie USD oraz ostry spadek globalnych cen nabiału, do którego doszło w październiku sprawiły, iż na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy ubiegłego roku, do połowy grudnia, nowozelandzka waluta straciła niemal 10% wartości w relacji do dolara amerykańskiego.

Wykres 2: Kurs NZD/USD (styczeń ’17-styczeń ’18)

Kurs NZD USDźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Ton ostatnich komentarzy ze strony RBNZ utwierdza nas w przekonaniu, iż w najbliższej przyszłości (prawdopodobnie do 2019 r.) bank centralny będzie utrzymywał referencyjną stopę procentową na niezmienionym poziomie. Perspektywa kontynuacji stabilizacji w polityce monetarnej prowadzonej przez Bank Rezerwy Nowej Zelandii oraz jednocześnie rosnące stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych powinny przyczynić się do umiarkowanej deprecjacji dolara nowozelandzkiego w relacji do dolara amerykańskiego oraz następującej po niej stabilizacji. Główne ryzyko dla naszej prognozy stanowiłby szybszy od oczekiwanego spadek cen nieruchomości w Nowej Zelandii. Jednak w naszej opinii utrzymywanie się stóp procentowych na bardzo niskim poziomie sprawia, że prawdopodobieństwo zmiany tego typu jest niskie. Prognozujemy, że kurs NZD/PLN na koniec pierwszego kwartału br. powinien wynosić 2,45 a na koniec roku 2,5.

Nowa sytuacja w Japonii

Japoński jen (JPY) przez większość minionego roku pozostawał w widełkach 110-115 (Wykres 3). Jen we wrześniu umocnił się do najwyższego poziomu od dziesięciu miesięcy, jednak od tamtej pory tracił, co związane było m.in. ze zwycięstwem premiera Shinzo Abe w październikowych wyborach powszechnych.

Wykres 3: Kurs USD/JPY (styczeń ’17-styczeń ’18)

Kurs USD JPYźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Biorąc pod uwagę komunikację ze strony Banku Japonii oraz utrzymującą się słabość inflacji, a także wynik japońskich wyborów powszechnych, jesteśmy zdania, że bank centralny powinien utrzymać swoje agresywnie gołębie stanowisko w 2018 r. W związku z tym spodziewamy się deprecjacji jena japońskiego w relacji do dolara amerykańskiego. Według naszych prognoz kurs JPY/PLN na koniec pierwszego kwartału br. powinien wynosić 3,10 a na koniec roku 3,15.

Autorzy: Analitycy Ebury (Matthew Ryan, Enrique Diaz-Alvarez, Roman Ziruk)

Jedno z największych e-sportowych wydarzeń w Europie odbędzie się w Polsce. Cyfrowym sportem są zainteresowani bukmacherzy

Jedno z największych e-sportowych wydarzeń w Europie odbędzie się w Polsce. Cyfrowym sportem są zainteresowani bukmacherzy 10

Największe wydarzenie e-sportowe w Polsce i jedno z największych w Europie odbędzie się na przełomie lutego i marca w Katowicach. Cyfrowy sport jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się współcześnie rynków. Na początku 2018 roku prawa do transmisji zmagań największych lig e-sportowych przejął serwis społecznościowy Facebook, co może się okazać dużym krokiem w rozwoju e-sportu. Potencjał e-sportu dostrzegają także bukmacherzy.

– W Polsce funkcjonuje kilka lig, które skupiają drużyny e-sportowe. Odbywają się różne wydarzenia o randze lokalnej i krajowej, które skupiają graczy mierzących się w różnych dyscyplinach e-sportowych. Z roku na rok rośnie liczba różnego rodzaju wydarzeń, tworzonych z myślą o cyfrowych sportowcach, widzimy w tym potencjał – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Borkowski z STS Zakłady Bukmacherskie.

W ostatni weekend lutego i pierwszy weekend marca katowicki Spodek stanie się areną rozgrywek największego e-sportowego turnieju w Polsce i jednego z największych w Europie. Ubiegłoroczna edycja Intel Extreme Masters przyciągnęła do Katowic 173 tys. osób – dowiadujemy się z najświeższego raportu „An Overview of Esports in Europe”, dostarczanego przez firmę badawczą Newzoo. W tym roku organizatorzy spodziewają się jeszcze większej widowni.

Sektor e-sportowy może w najbliższym czasie stać się w pełni dojrzałym rynkiem. Według specjalistów z Newzoo mają o tym zadecydować dwa najbliższe lata i szereg czynników, takich jak sukces lokalnych lig czy pojawienie się nowych formatów gier. Rynek ten w 2020 roku może być warty nawet 2,4 mld dol. W 2017 roku przychody z e-sportu wyniosły w skali światowej 660 mln dol., z czego 32 proc. wypracowano w Europie. Istotnym graczem jest również Polska.

 Rynek e-sportu w Polsce, tak jak na całym świecie, rośnie bardzo dynamicznie. Jest to młoda branża, która dopiero się rozwija, w związku z tym rzeczywiście tempo, dynamika wzrostów są jak na razie bardzo imponujące i myślimy, że nadal tak pozostanie. W Polsce przychody na tym rynku sięgają już kilkudziesięciu milionów dolarów rocznie – mówi przedstawiciel STS.

E-sportem zainteresowani są również najwięksi gracze działający w sektorze mediów społecznościowych. Transmisje z e-sportowych rozgrywek są coraz popularniejsze wśród światowej widowni, co dostrzegł portal Facebook. Od 2018 r. będzie on głównym partnerem wiodącej na świecie platformy ESL Play z prawami do transmisji zawodów w ramach lig CS: Global Offensive Pro League i ESL One. Dotychczas transmisje odbywały się na portalu YouTube.

Rosnące zainteresowanie odbiorców taką formą rozrywki i wzrastające w dwucyfrowym tempie przychody z branży ściągają na nią również uwagę bukmacherów, którzy zarówno inwestują w sponsoring e-sportu, jak i umożliwiają obstawianie wyników cyfrowych potyczek turniejowych. Polski e-sport rozwija się najszybciej w Europie.

– Polska jest w połowie światowej stawki, jednak dynamika wzrostów jest rzeczywiście spora. Jesteśmy najszybciej rozwijającym się rynkiem w Europie w dziedzinie e-sportu. Widzimy bardzo dużą szansę na naszą obecność na tym rynku – twierdzi Łukasz Borkowski.

Odporne na warunki atmosferyczne wzmacniacze WiFi zapewnią dostęp do sieci na zewnątrz budynków. Z rozwiązania mogą korzystać użytkownicy prywatni oraz firmy

Odporne na warunki atmosferyczne wzmacniacze WiFi zapewnią dostęp do sieci na zewnątrz budynków. Z rozwiązania mogą korzystać użytkownicy prywatni oraz firmy 11

Zbudowanie sieci bezprzewodowej w domu zwykle opiera się na urządzeniu sieciowym zwanym routerem. Zapewnienie łączności WiFi na zewnątrz budynku jednak rodzi problem. Rozwiązaniem są satelity urządzenia wzmacniające sygnał, które można rozmieścić w zasięgu routera. Na rynku pojawiły się tego typu urządzenia, które jednocześnie są odporne na warunki atmosferyczne. Rozwiązanie skierowane jest zarówno do domu, jak i do biznesu, czy administracji publicznej.  

– Orbi to sieć bezprzewodowa meshowa co oznacza, że możemy użyć jednego routera i kilku satelitów do tego, żeby zbudować sieć w małej lub większej przestrzeni, w domu czy hali produkcyjnej – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Maciej Kaczmarek z firmy Netgear.

W skład systemu Orbi wchodzą router oraz kilka łączących się z nim satelitów – wzmacniaczy sygnału, które rozmieszcza się w zasięgu routera. Takie rozwiązanie pozwala na proste i szybkie zbudowanie bezprzewodowej sieci zarówno na małej, jak i większej powierzchni. Rozwiązanie ma zapewnić silny sygnał WiFi w każdym zakątku domu czy firmy.

Router WiFi łączy się z umieszczonymi np. w gniazdkach elektrycznych satelitami za pomocą opatentowanej technologii trójpasmowej, która ma zapewnić przepustowość niezbędną do strumieniowego przesyłania materiałów w jakości 4K, czy łączenia się z wieloma urządzeniami jednocześnie. Nowe satelity odporne są na warunki atmosferyczne, takie jak mróz, śnieg, deszcz, pył czy słońce. Pozwalają zbudować bezprzewodową sieć także na zewnątrz.

– Jest to rozszerzenie naszej sieci, którą mamy w domu, biurze czy hali magazynowej, na zewnątrz. Może to być przestrzeń parkingowa, przestrzeń magazynowania przedmiotów, duży ogród z basenem czy przystań jachtowa, pomysłów jest tak wiele jak potrzeb. To jeden duży system sieci bezprzewodowej – mówi ekspert.

Aby rozbudować swoją sieć bezprzewodową, do routera można podłączyć kolejne satelity. Według zapewnień producenta, dodanie kolejnych urządzeń nie powoduje utraty prędkości i zasięgu. System można konfigurować za pośrednictwem dedykowanej aplikacji, dostępnej na smartfony z systemami iOS i Android. Pozwala ona m.in. zarządzać ustawieniami WiFi, wyświetlić listę połączonych urządzeń, przeprowadzić test szybkości czy ustawić oddzielny dostęp do sieci dla gości. Podstawowy zestaw router  i satelita, które łącznie pokryją bezprzewodową łącznością do 325 m2 to koszt ok. 1200 zł. Każdy kolejny satelita zwiększa zasięg o ok. 180 m2. Koszt jednego satelity oscyluje w granicach 600 zł.

Sieć bezprzewodowa stworzona za pośrednictwem rozwiązania Orbi może posłużyć nie tylko do udostępniania Internetu. Po podłączeniu do sieci dedykowanych kamer IP, można bez konieczności tworzenia skomplikowanych konfiguracji stworzyć sieć monitoringu i zabezpieczyć dom lub miejsce pracy.

– Dzięki zbudowanej sieci bezprzewodowej, możemy również zewnętrzne i wewnętrzne kamery powiesić w każdym miejscu w domu i ogrodzie, na ogrodzeniu czy garażu. Mamy możliwość zbudowania sieci bezprzewodowej razem z monitorowaniem, czujnikami ruchu oraz podczerwienią, czyli nocnym widzeniem – mówi Maciej Kaczmarek.

Jak wynika z prognoz SNS Research, globalny rynek infrastruktury sieci bezprzewodowych będzie rosnąć średniorocznie o 2 proc. w najbliższych latach. W 2020 roku ma osiągnąć wartość 56 mld dol.

Młode firmy IT szukają sposobów rozwoju na rynku. Dla niektórych rozwiązaniem może się okazać połączenie technologii blockchain z internetem rzeczy

Młode firmy IT szukają sposobów rozwoju na rynku. Dla niektórych rozwiązaniem może się okazać połączenie technologii blockchain z internetem rzeczy 12

W Polsce działa już w branży IT 2700 start-upów technologicznych. Coraz więcej z nich poszukuje innowacyjnych rozwiązań technologicznych. Ich polem działania są przede wszystkim technologie informacyjne związane z internetem. Przyszłość tego sektora, zdaniem specjalistów, leży w połączeniu technologii blockchain z internetem rzeczy. Największym wyzwaniem dla młodych firm jest komercjalizacja swoich pomysłów.

– Najszybciej rozwijają się technologie cyfrowe, online w modelu SaaS tj. Software as a Service, e-commerce, marketplace, start-upów i inne, które oferują różnego rodzaju aplikacje oparte np. o analizę big data powstaje bardzo dużo. Rozwiązań hardware’owych też jest sporo, natomiast dużo trudniej jest wpaść na taki pomysł i mieć odpowiednie kompetencje w zespole start-upowym, by wejść z nimi na rynek – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Magdalena Jabłońska z Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej.

W Polsce działa około 2700 start-upów w branży technologii informacyjnej (IT) i teleinformatyki (ICT), wynika z danych fundacji Startup Poland. Liczba ta systematycznie rośnie z roku na rok. Zmienia się natomiast nieco ich charakter. Coraz więcej młodych firm stawia na rozwiązania innowacyjne. ­­

Jak wynika z raportu NCBiR „Komercjalizacja badań naukowych: Spojrzenie inwestorów i naukowców”, tylko 18 proc. badanych naukowców z powodzeniem zakończyło komercjalizację swoich badań. Ponad 40 proc. wykonało podobne próby, ale nie doczekało się widocznych efektów ani wymiernych zysków finansowych. W branży technologicznej o komercjalizację jest niezwykle trudno.

– Start-up technologiczny ma swoją określoną definicję, to nie jest po prostu mikrofirma. To firma, która ma potencjał do szybkiego skalowania, odnalezienia modelu biznesowego, który zapewni firmie rozwój i wzrost przychodów nieskorelowany z równie szybkim wzrostem kosztów. Trudność w rozwijaniu start-upów polega na tym, żeby zespół potrafił skomercjalizować innowację technologiczną na rynku – mówi Magdalena Jabłońska.

Według raportu firmy badawczej Research and Markets globalny rynek technologii blockchain ma wzrosnąć do 6 mld dol. do 2023 roku. Prognozowane wzrosty w najbliższych latach mają średniorocznie oscylować w granicach 50 proc.

– Jest coraz więcej rozwiązań głęboko technologicznych w obszarze medycyny, przemysłu, rozwiązań dla instytucji finansowych czy rolnictwa. Tego typu rozwiązania wyznaczają trendy i mają szansę zmienić obraz tych branż. Dzisiaj najgłośniej jest m.in. o technologiach takich jak IoT czy blockchain. Połączenie blockchain z internetem rzeczy to przyszłość wielu sektorów – twierdzi ekspertka.

Blockchain to system do zatwierdzania, przesyłania i przechowywania informacji o transakcjach zawartych w sieci. Transakcje układane są w łańcuch bloków (stąd nazwa „blockchain”), w którym zmiana danych transakcji w jednym bloku zmienia wszystkie bloki (co stanowi o bezpieczeństwie i pewności danych zawartych w blokach blockchain). Bardzo dynamiczny rozwój tego segmentu odzwierciedla się także w Polsce.

IMiGW: Klimat na Ziemi ulega zmianom. Czeka nas coraz więcej takich zjawisk jak gwałtowne burze, powodzie czy gwałtowne deszcze

IMiGW: Klimat na Ziemi ulega zmianom. Czeka nas coraz więcej takich zjawisk jak gwałtowne burze, powodzie czy gwałtowne deszcze 13

Klimat na Ziemi ulega zmianom. Takie zjawiska pogodowe jak śnieg na Saharze czy gwałtowne zimy w Stanach Zjednoczonych mogą się zdarzać coraz częściej. Zmiany zauważalne są także w Polsce. Zimy są mniej śnieżne i coraz cieplejsze, z kolei latem występuje więcej gwałtownych zjawisk, takich jak burze czy powodzie. Metamorfoza klimatu związana jest z efektem cieplarnianym i zmianą składu atmosfery, przede wszystkim ze zwiększeniem w niej ilości dwutlenku węgla i metanu.

– Zmiany klimatu, które zachodzą, są związane ze zmianą składu atmosfery, z efektem cieplarnianym. Mówiąc precyzyjniej, z wpływem człowieka na efekt cieplarniany. W okresie zimowym widzimy, że podnosi się temperatura powietrza, w okresie letnim, że zwiększa się ilość bardzo gwałtownych zjawisk, przyczyna jest ta sama – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Kowalewski, klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Jak wynika z raportu „Stan klimatu” amerykańskiej agencji NOAA (Narodowa Agencja Badania Oceanu i Atmosfery), w 2016 roku globalne temperatury na powierzchni Ziemi były najwyższe od 137 lat. Podobnie było w przypadku temperatury wody mórz i oceanów. Wartości te były wyższe o 0,45˚–0,56˚C w porównaniu do średniej z okresu 1981–2010. Co więcej, poziom gazów cieplarnianych rósł szybciej niż w jakimkolwiek innym roku. Na przykład stężenie dwutlenku węgla po raz pierwszy przekroczyło 400 ppm (części na milion).

Na początku 2018 roku na Saharze, największej i najgorętszej pustyni na Ziemi, spadł śnieg. Chociaż zjawisko to z pozoru wydaje się bardzo osobliwe, to śnieg na afrykańskiej pustyni spadł trzeci raz w ciągu ostatnich 40 lat. W grudniu 2016 r. nieduża pokrywa śnieżna utrzymywała się na części pustyni przez dzień, podczas gdy w 1979 roku algierskie miasto Ain Sefra nawiedziła półgodzinna burza śnieżna. Tego typu zjawiska mogą się pojawiać coraz częściej.

– Opad śniegu na Saharze nie jest zjawiskiem, które wystąpiło po raz pierwszy, którego nigdy wcześniej nie było. Natomiast faktycznie są to zjawiska, które nie zdarzają się co roku, w związku z tym są dla nas zaskakujące. To, że na Saharze temperatura spada w nocy poniżej 0 stopni jest zjawiskiem normalnym, występującym od zawsze, regularnie – wyjaśnia ekspert.

Zmiany klimatu wiążą się m.in. z wpływem człowieka na efekt cieplarniany oraz zmianami składu atmosfery. Od pewnego czasu obserwuje się wzrost ilości dwutlenku węgla i metanu w atmosferze. Jak przyznaje klimatolog, z roku na rok będzie coraz mniej śnieżnych zim, będą one także krótsze. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku lata. Temperatura w lecie nie będzie wzrastać, natomiast pojawi się coraz więcej groźnych zjawisk pogodowych, takich jak gwałtowne burze.

– Klimat na Ziemi ulega zmianom. Na przełomie wieków, mniej więcej 20 lat temu, mówiliśmy o ociepleniu klimatu. Teraz wiemy, że zjawiska te są dużo bardziej skomplikowane, że ocieplenie jest tylko jednym z objawów zmian klimatu. Zimy są zdecydowanie cieplejsze, temperatura w okresie letnim nie wzrasta tak szybko jak w okresie zimowym, za to mamy dużo więcej gwałtownych zjawisk typu gwałtowne burze, kilkukrotne powodzie czy gwałtowne deszcze – twierdzi klimatolog IMGW.

Polska lekkość bytu. Oszczędzają bogaci, a my wydajemy

Od 2011 r. nadal więcej wydajemy niż oszczędzamy, wspomagając się przy tym kredytami i pożyczkami. Jako społeczeństwo dopiero zaczynamy odkładać z bieżących pensji. Polska znajduje się na końcu zestawienia krajów OECD pod względem oszczędności. Jeśli chodzi o poziom zamożności od tych naprawdę bogatych dzieli nas przepaść.

Choć zgodnie z danymi GUS, w 2016 roku stopa oszczędności w naszym kraju zwiększyła się, osiągając 3,6 proc, to w porównaniu do reszty krajów Unii Europejskiej, wypadamy dużo gorzej. O ile średnia dla państw UE wynosi prawie 11 proc. to Niemcy mogą się pochwalić ponad 17 proc. wynikiem.

Nie najlepiej wypadamy również pod względem zamożności. Choć po kryzysie finansowym w 2008 r. przyjęło się, że Grecja to biedny kraj, mieszkańcy tego kraju są całkiem dobrze usytuowani. Według Eurostatu, pod względem zamożności (majątek trwały plus pozycja inwestycyjna netto), przeciętny Grek ma 34,7 tys. euro i jest na szarym końcu strefy euro. Mimo to, wyprzedza on o kilka długości statystycznego Kowalskiego, którego stan posiadania wynosi 8,2 tys. euro. Dodajmy, że jest to ostatnie miejsce wśród krajów UE, wyłączając najpóźniej przyjęte Rumunię, Bułgarię i Chorwację. Co więcej, w Niemczech wartość aktywów rzeczowych i finansowych wynosi 126,7 tys. euro na mieszkańca. A przed Niemcami są jeszcze Holendrzy, Szwedzi, Austriacy, Duńczycy i Luksemburczycy.

Oszczędny jak Czech

Z państw regionu wyprzedzili nas Czesi. Z aktywami wartymi ponad 50 tys. euro znaleźli się przed Irlandczykami i Portugalczykami, a w zasięgu wzroku mają Brytyjczyków. Nasi sąsiedzi zapewnili sobie tak wysoką pozycję oszczędnością i zapobiegliwością. Według danych OECD, co roku Czesi odkładają 6-8 proc. dochodu do dyspozycji. Daje im to miejsce w czołówce najbardziej oszczędnych krajów należących do tej organizacji.

Również nasi zachodni sąsiedzi, nie bez kozery stawiani są za wzór gospodarności. Jak wynika z badań, Niemcy chowają do skarpety co 10. euro. Wysoką stopą oszczędności, rzędu 15 proc., mogą pochwalić się także Szwedzi. Z kolei najwięcej z wolnych środków odkładają Szwajcarzy – nawet w granicach 20 proc. rocznie.

Gdzie w tym zestawieniu znalazła się Polska? Znowu pod koniec stawki. Znajdujemy się w grupie krajów, które nie tylko nic nie odkładają, ale żyją na kredyt. Według danych OECD, od 2011 r. do 2016 r. stopa oszczędności w Polsce była ujemna. Zgodnie z szacunkami dopiero w 2017 roku odłożyliśmy coś na później. Mowa o symbolicznym 0,11 proc. dochodu do dyspozycji. Nieznacznie lepiej ma być w tym roku, kiedy na oszczędności przeznaczymy 0,18 proc. wolnych środków.

Chudsza emerytura

Oprócz oszczędności bieżących, nie najlepiej wygląda w Polsce sytuacja z oszczędnościami emerytalnymi. Według najnowszej edycji raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny” 39 proc. badanych w ogóle nie oszczędza na emeryturę. Więcej niż co trzeci przeznacza na ten cel maksymalnie 10 proc. miesięcznych dochodów.

Jak podaje OECD jesteśmy jednym, z nielicznych krajów na świecie, który w latach w 2006-2016 odnotował spadek emerytalnych oszczędności w stosunku do PKB. Jedenaście lat temu stanowiły one 11,1 proc. produktu krajowego brutto, a przed rokiem 9,3 proc.

Średnia dla OECD wynosi 49,6 proc. (wzrost z 36,8 proc. w 2006 r.). Oprócz nas, spadek zaliczyła Irlandia, ale tutaj poduszka oszczędności jest niemała (38,6 proc. w 2016 r. i 47,4 proc. w 2006 r.). Podobnie Portugalia, która znalazła się prawie na naszym poziomie jeśli chodzi o relację funduszy emerytalnych do PKB (14,5 proc. w 2006 r., 10,8 proc. w 2016 r.) oraz Węgry, które mają jeszcze cieńsza poduszkę emerytalną niż Polska – 4,3 proc. (9,6 proc. przed kryzysem).

– W Polsce zdolność do oszczędzania dopiero się wykształca. Wynika to z braku wyrobionych nawyków do oszczędzania i dużej skłonności do realizowania potrzeb konsumpcyjnych. Jesteśmy społeczeństwem, które nadrabia zaległości po czasach PRL – mówi Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima. – Mamy cały czas duże potrzeby konsumpcyjne, mieszkaniowe a  niekoniecznie myślimy o inwestycjach czy oszczędnościach. Jednak obserwujemy poprawę, bo po raz pierwszy od 5 lat istotnie zwiększyła się stopa oszczędności polskich gospodarstw domowych. Rosnące wynagrodzenia i dobra sytuacja na rynku pracy powinny sprzyjać wzrostowi stopy oszczędności – dodaje.

Polskie przedsiębiorstwa coraz częściej wegetują, bez perspektyw na wzrost marż

Euler Hermes, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności w 2017 roku. W całym minionym roku w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano łącznie 900 przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw, co oznacza wzrost o 12% w stosunku do roku 2016. Na czele sektorów windujących tak wysoki wzrost znajdują się transport, a także usługi i produkcja. Chociaż sektor budownictwa nie odnotował wzrostu liczby upadłości w 2017 r., spowodował on kłopoty wielu dostawców i firm usługowych – w efekcie tego firmy związane z budownictwem stanowiły 40% niewypłacalności. Ponadto wiele wskazuje, iż problemy sektora budownictwa mogą powrócić w 2018 roku.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkują upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

  • 12% wzrost liczby niewypłacalności polskich firm w 2017 roku, wobec 8% w roku 2016. Główny problem firm rzutujący na wydłużające się terminy płatności to brak poduszki powietrznej spowodowanej niskimi marżami.
  • Niewypłacalności w transporcie wzrosły o 43%. Sektor oczyściły międzynarodowe regulacje prawne, stałe problemy z transportem na wschód oraz wyniszczająca walka o klienta objawiająca się koniecznością inwestycji w jakość obsługi, a z drugiej strony niska marża.
  • Rosnące w siłę sieci handlowe wypierają mniejszych handlowców, jak również wywierają presję cenową na producentach.
  • Rok 2017 był względnie spokojny dla większych wykonawców infrastrukturalnych. Kłopoty mogą powrócić w 2018 roku, gdy projekty przejdą z fazy projektowej w fazę wykonawczą i napotkają wiele związanych z tym czynników (wahania cen materiałów budowlanych, kłopoty z ich dowozem, wzrost płac, opóźnienia, problemy z podwykonawcami, błędy w projektach etc.).

W 2017 roku ogłoszono niewypłacalność 900 firm w PolsceŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Podstawowym problemem przedsiębiorców są wydłużające się terminy płatności i rosnące zatory płatnicze. Wielu firmom w Polsce w minionym roku nie udało się wytworzyć wystarczającej poduszki finansowej, by móc przetrwać ewentualne problemy. Coraz częściej mamy więc do czynienia z wegetacją, niż z rozwijaniem biznesu.

Obecny w kluczowych sektorach marazm generuje wysokie ryzyko niewypłacalności w 2018 roku, gdy rynek odbiorców może się załamać lub co bardziej prawdopodobne wzrosną stopy procentowe, a tym samym koszt obsługi długu.

W 2017 roku ogłoszono niewypłacalność 900 firm w Polsce 2Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Transport otrzymał ciosy z każdej niemal strony – sytuacja geopolityczna, międzynarodowe regulacje prawne, wzrost wymagań klientów wobec innowacji, a w efekcie wysoka konkurencja i niskie marże.

Transport, przy spadku liczby niewypłacalności, jaki odnotował w 2016 roku (49% w stosunku do 2015 roku), osiągnął wysoki, bo 43% wzrost liczby przypadków niewypłacalności w 2017 roku. Po latach szybkiego rozwoju branży transportowej nastąpił czas stagnacji. Wpływ na sytuację sektora miało wiele czynników, występujących w ciągu ostatnich kilku lat. m in. zmiany geopolityczne, w tym zamknięcie niektórych rynków, spowolnienie eksportu na rynki wschodnie, rosnące ceny paliw, spadek cen za usługi transportowe oraz nowe regulacje prawne. – Dla wielu polskich firm transportowych, które zbudowały swoją potęgę po wejściu Polski do Unii Europejskiej na niskich kosztach, nowe regulacje mają fundamentalne znaczenie i mogą znacząco wpłynąć na ich działalność a nawet – w przypadku firm mniejszych – stanowić o ich przetrwaniu. To głównie nowe regulacje w przepisach międzynarodowego transportu dotyczące stawek minimalnych, zwiększająca się ilość zagranicznych kontroli dodatkowo obciążą rachunek przedsiębiorców – wskazuje Tomasz Starus, Członek Zarządu ds. oceny ryzyka w Euler Hermes A pamiętajmy, że firmy transportowe to często jednoosobowe działalności gospodarcze, w których przypadku problemy płatnicze stają się przyczyną upadku firmy. Nie zapominajmy również, iż wysoka konkurencja wywołała efekt bardzo niskich marż, które wciąż ulegają obniżeniu, przez co część firm najzwyczajniej przestała zarabiać.

Kolejnym punktem w liście problemów sektora jest cyfryzacja stawiająca przed TSL nowe wyzwania, jeśli chodzi o jakość, szybkość, czy dostępność. To wymaga otwartości na innowacje, co powinno skutkować wzrostem nakładów na inwestycje. Przedsiębiorstwa mocno więc obciążają swój budżet wiedząc, że brak nowoczesnych rozwiązań technologicznych może przełożyć się na spadek liczby kontrahentów.

Sektor zmaga się także z typowym efektem domina, gdyż problemy, które mocno dotknęły branże detaliczną, czy budowlaną w sposób naturalny przeniosły się także na sektor usługowy, w tym na TSL.

Handel i produkcja przyduszone rosnącą pozycją sieci handlowych.

Liczba firm tracących płynność finansową w produkcji, jak i handlu jest stosunkowo wysoka. Problemy odczuli producenci żywności, zdominowani przez sektor dystrybucyjny opanowany przez sieci handlowe. Mniejsi handlowcy również nie zaliczą 2017 roku do udanych.

W dystrybucji sieci handlowe i dyskonty przewyższyły liczbą małe sklepy, które to chcąc obecnie konkurować cenowo również łączą się w sieci zakupowe lub działają w ramach programów afiliacyjnych. Sieci będąc dużym graczem zyskały mocniejszą pozycję przetargową, co wymusiło na dużo liczniejszej grupie producentów większą konkurencję, głównie cenową. Z drugiej strony, mniejsze sklepy konkurujące z dyskontami, które wciąż działają samodzielnie nie są w stanie zaoferować lepszych cen, przez co mają mniejszy zbyt, a to bezpośrednio wpływa na ich lokalnych, mniejszych dostawców.

– Problematyczną sytuację w handlu i pośrednio w produkcji, tylko w małym stopniu zahamowała konsumpcja napędzona programami socjalnymi, głównie 500+. Niestety to za mało, by hurtownicy i dostawcy zwiększyli rentowność. Większej szansy wyczekiwałbym we wzroście inflacji, która pozwoliłaby podnieść marże dystrybutorom. – mówi Tomasz Starus.

Dla wykonawców budowlanych może nadejść trudny czas. W tej chwili cierpią przede wszystkim dostawcy.

Pomimo, iż liczba niewypłacalności polskich firm budowlanych wzrosła o 1%, to łączna liczba firm związanych z budownictwem – wykonawców, jak i producentów, hurtowników oraz usługodawców – stanowi aż 35-40% ogólnej liczby niewypłacalności. Dzieje się tak z prostego powodu – to dostawcy często finansują kredytem handlowym wiele inwestycji. Z drugiej strony największe inwestycje właśnie kończą fazę projektową, więc ich realizacja i finansowanie ruszy dopiero w 2018 roku i kolejnych latach. I wówczas to mogą pojawić się duże problemy.

– Projekty budowlane w Polsce będą realizowane w pośpiechu, ponieważ termin jest istotnym parametrem, który może poprawić wynagrodzenie wykonawców. Będą oni chcieli ukończyć projekty jak najszybciej, ale finansowo i fizycznie mogą nie być w stanie tego dokonać. Wiele będzie zależeć od postawy zamawiających, głównie GDDKiA, PKP oraz samorządów. Co prawda kontrakty podpisywane w ostatnich latach pozwalają na dostosowanie wynagrodzenia wykonawcy do rosnących kosztów materiałów budowlanych, czy też robocizny, w praktyce oznacza to jednak konieczność każdorazowego wchodzenia w proces negocjacji z zamawiającym. To z kolei w znaczącej liczbie przypadków kończy się ścieżką sądową z tytułu wyegzekwowania dopłat za ponadstandardowy wzrost kosztów. Biorąc pod uwagę, jak niskie są marże w dużych kontraktach infrastrukturalnych, jak ogromny kapitał trzeba zaangażować w ich wykonanie, można przypuszczać, że mniejsi wykonawcy mogą nie dotrwać do pozytywnego rozstrzygnięcia – wskazuje Członek Zarządu Euler Hermes ds. oceny ryzyka i dodaje – Do tego dojdzie problem z presją cenową spowodowaną niedoborem pracowników oraz split payment, które negatywnie wpłyną na bieżącą płynność wielu podmiotów. Spodziewamy się zatem kolejnych upadłości, a w konsekwencji możliwych opóźnień w wielu kontraktach.

Euler Hermes nie spodziewa się jednak, że rok 2018 będzie powtórką roku 2012. Wówczas to upadło wiele dużych podmiotów, zaskoczonych trybem i tempem rozliczania kontraktów, akceptowania aneksów na roboty dodatkowe, zmianę kosztów, itd. Obecnie, przynajmniej część największych graczy na rynku dużo lepiej jest przystosowana do współpracy z publicznymi zamawiającymi, a i strona publiczna dostosowała swoje działania do realiów rynku.

Znaczącym prawdopodobieństwem niewypłacalności zagrożone mogą być mniejsze podmioty, które nie zdołały zbudować poduszki finansowej oraz stabilnego strumienia finansowania, by podołać tym wszystkim gwałtownym zmianom.

Najbardziej ucierpiało rozwinięte Mazowsze (wzrost o 44%) oraz województwa Polski północnej

W 2017 roku ogłoszono niewypłacalność 900 firm w Polsce 3Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Oprócz branżowego charakteru mapy niewypłacalności (największego wzrostu ich liczby w województwach, gdzie skupione są branże z największa ich liczbą – jak usługi i handel w woj. mazowieckim) warto porównać mapę niewypłacalności za 2017 rok z ta wcześniejszą o rok. Widać, iż województwa z obecnie największym wzrostem liczby niewypłacalności o rok wcześniej były na przeciwnym krańcu skali – przodowały w spadku ich liczby. Można więc powiedzieć iż w dłuższej perspektywie liczba niewypłacalności, trendy w tym względzie ulegają wyrównaniu.

Coraz lepsza sytuacja Kolei Mazowieckich. Zakup nowych pociągów za ponad 2 mld zł to największe zamówienie w historii polskiej kolei

Coraz lepsza sytuacja Kolei Mazowieckich. Zakup nowych pociągów za ponad 2 mld zł to największe zamówienie w historii polskiej kolei 14

Koleje Mazowieckie zainwestowały 2,2 mld zł w zakup 71 pociągów od firmy Stadler. To największe zamówienie w historii polskiej kolei. Od kilku lat KM są drugim przewoźnikiem kolejowym w Polsce. Obecnie wożą pasażerów 317 składami, po inwestycji będzie ich już 388. Więcej pojazdów oznacza większą częstotliwość kursowania. Nowe składy będą dostarczane w transzach – pierwsze wyjadą na tory w przyszłym roku.

– To bardzo duża inwestycja, nie tylko w Kolejach Mazowieckich, ale właściwie w całym zamówieniu na pojazdy regionalne w Polsce. To umowa na 71 elektrycznych zespołów trakcyjnych, w tym 61 pięcioczłonowych i 10 dwuczłonowych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Czesław Sulima, członek zarządu, dyrektor eksploatacyjny Kolei Mazowieckich.

To największe zamówienie na pociągi w historii polskich firm kolejowych. 71 ezt dostarczy firma Stadler Polska, która będzie produkować je w zakładzie w Siedlcach. Przedstawiciele producenta podkreślają, że m.in. dzięki temu zamówieniu na Mazowszu powstanie dwieście nowych miejsc pracy. Pojazdy mają być dostarczane do Kolei Mazowieckich w transzach do 2022 roku.

W pierwszej transzy będzie to dwanaście pojazdów, w drugiej – dwanaście, w kolejnej – piętnaście, w ostatniej – szesnaście pojazdów. Zakończenie dostawy przewidziane jest na 2022 rok – mówi Czesław Sulima. – Pierwsze pociągi zostaną wdrożone do eksploatacji w I połowie 2019 roku na odcinku Sochaczew – Warszawa – Celestynów. Druga transza pojazdów to będzie odcinek Skierniewice – Mińsk Mazowiecki.

Wartość zamówienia wynosi 2,2 mld zł. Koleje ubiegają się o dotację z unijnego programu Infrastruktura i Środowisko, która ma pokryć połowę kosztów zakupu.

Nowe pociągi osiągną prędkość co najmniej 160 km/h. Będą też nowocześnie wyposażone, m.in. w klimatyzację, bezprzewodowy dostęp do internetu, wewnętrzny i zewnętrzny monitoring, defibrylatory czy interkom, który umożliwi pasażerom kontakt z maszynistą w awaryjnej sytuacji. We wszystkich nowych pojazdach mają być urządzenia ETCS, europejskiego systemu sterowania.

– Każda dostawa nowych pojazdów powoduje poprawę warunków podróżowania, a tym samym jakości podróżowania. Będą to pojazdy bardzo nowoczesne i bezpieczne. Będą wyposażone w najnowocześniejsze urządzenia techniczne – wymienia dyrektor eksploatacyjny Kolei Mazowieckich.

Koleje Mazowieckie zaczynały 13 lat temu. Wówczas miały do dyspozycji dzierżawione i używane pociągi. Obecnie mają 317 składów, a po dostarczeniu nowych będzie ich już łącznie 388. Nowa inwestycja pozwoli zwiększyć częstotliwość kursowania, wydłużyć zestawienia pociągów, ale i zapewnić rezerwę taborową.

– Planujemy w międzyczasie wycofywać z eksploatacji trzydzieści dziewięć najstarszych użytkowanych pojazdów – mówi Czesław Sulima.

Koleje Mazowieckie od lat utrzymują się na drugim miejscu pod względem liczby obsłużonych pasażerów. Z danych Urzędu Transportu Kolejowego wynika, że przez jedenaście miesięcy 2017 roku liczba pasażerów kolei przekroczyła 279 mln, przy czym udział Kolei Mazowieckich sięgnął 20,3 proc. (przy 26,4 proc. Przewozów Regionalnych).

– Dzisiaj sytuacja spółki Koleje Mazowieckie jest bardzo dobra. Ona zależy z jednej strony od liczby przewiezionych pasażerów, a z drugiej strony od wsparcia finansowego samorządu województwa. My co roku wspieramy je kwotą ponad 250 mln zł w formie umowy, ale spółka korzysta też znakomicie z pieniędzy unijnych, zwłaszcza w obszarze inwestycyjnym. Sytuacja jest na tyle dobra, że banki decydują się na wsparcie finansowe dużych projektów. W związku z tym spółkę stać na montaż finansowy, który umożliwi zakup nowego taboru – przekonuje Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego.

Zakup nowych pociągów to nie jest jedyna inwestycja Kolei Mazowieckich.

– Planujemy wybudować w Sochaczewie nowoczesną bazę utrzymywania taboru w tzw. poziomie utrzymania P4 – mówi Czesław Sulima.

Przedstawiciele spółki podkreślają, że wybudowanie hali utrzymaniowo-naprawczej to strategiczny projekt. Postępowanie ruszyło jesienią ubiegłego roku. Projekt ma być realizowany w formule partnerstwa publiczno-prywatnego – partner prywatny zobowiąże się do poniesienia wydatków na budowę obiektu, jego utrzymania i zarządzania nim, a spółka Koleje Mazowieckie będzie zlecała naprawy taboru w poziomie P4, wykonywane co 3–5 lat.

Firmom trudniej będzie dotrzeć do odbiorców przez Facebooka. Serwis zmienia sposób wyświetlania postów

Firmom trudniej będzie dotrzeć do odbiorców przez Facebooka. Serwis zmienia sposób wyświetlania postów 15

Facebook zmienia algorytm pozycjonujący treści w Newsfeedzie użytkowników. Pierwszeństwo będą miały posty, którymi dzielą się rodzina, bliscy znajomi i te publikowane w grupach, do których należy użytkownik, a dopiero w dalszej kolejności wpisy firm. Wśród nowych funkcji serwisu pojawi się możliwość zawieszenia wyświetlania postów konkretnego użytkownika na 30 dni. Serwis Zuckerberga chce też walczyć z postami, których celem jest jedynie zachęcanie użytkowników do interakcji.

 Zgodnie z zapowiedzią Marka Zuckerberga Facebook chce teraz kłaść większy nacisk na relacje międzyludzkie. W związku z tym posty publikowane przez znajomych, rodzinę czy grupy będą wyświetlać się w Newsfeedzie wyżej niż te dodawane przez strony, czyli m.in. przez marki lub wydawców – mówi agencji Newseria Biznes Paulina Piotrowska, redaktor PRoto.pl.

Specjaliści ds. mediów społecznościowych, zapytani przez redakcję PRoto.pl, jak to wpłynie na obecność firm na portalu, ale także na pracę PR-owców, uspokajają i podkreślają, że nie jest to pierwsza zmiana algorytmu Facebooka. Poza tym jest jeszcze zbyt wcześnie, by przewidywać, w jakim kierunku ta zmiana pójdzie i jakie będą jej efekty.

– Wyzwaniem, które stanie przed osobami odpowiedzialnymi za komunikację w mediach społecznościowych, będzie opracowanie nowej strategii obecności firmy na Facebooku. Trzeba będzie teraz skupić się na tworzeniu jakościowego contentu, a mniej zwracać uwagę na ilość – podkreśla Paulina Piotrowska.

Eksperci zalecają większą dbałość o tworzenie przez firmy i marki treści wartościowych dla użytkowników zamiast takich, które często stanowią nachalną reklamę. Zmiana algorytmu najmocniej dotknie małe strony, które swojej działalności na Facebooku nie opierają na płatnej promocji, a raczej na zasięgu organicznym. One będą musiały poszukać nowych pomysłów na dotarcie do odbiorców.

Użytkowników serwisu Marka Zuckerberga ucieszy kolejna z zapowiedzianych zmian. Facebook będzie walczył z postami wyłudzającymi lajki.

– Chodzi tu o wpisy, które namawiają nas w nachalny sposób do dodawania polubień, komentarzy, udostępnień czy tagowania znajomych. Do tego celu portal wykorzysta uczenie maszynowe. Jak poinformowano, zostało już przeanalizowane kilkaset tysięcy postów, dzięki którym łatwiej będzie zidentyfikować niechciane wpisy – tłumaczy Paulina Piotrowska.

Nową funkcją na Facebooku będzie Snooze. Dzięki niej użytkownicy będą mogli na 30 dni zawiesić oglądanie postów dodawanych przez wybrane strony. „Zawieszony” użytkownik lub grupa użytkowników nie będą o tym fakcie informowani powiadomieniem.

Do zmian od grudnia przyzwyczajają się także użytkownicy Instagrama. Serwis dał im możliwość archiwizowania materiałów dodawanych w Stories. Wszystkie relacje, które dana osoba opublikuje, są archiwizowane automatycznie, a użytkownik ma możliwość wyróżniania wybranych relacji i przypinania ich do profilu.