Nudny jak government shutdown

Farsa związana z senacką przepychanką pomiędzy Demokratami oraz Republikanami dobiegła końca. Osiągnięcie konsensusu zostało wyraźnie zlekceważone przez rynek walutowy, który w dalszej mierze oczekuje na pojawienie się bardziej konkretnych sygnałów warunkujących obserwowane nastroje. Szansę na jeszcze bardziej nudny początek tygodnia skutecznie podbił dość skąpy kalendarz ekonomiczny. Uwagi inwestorów nie zdołała również zwrócić ropa naftowa, która za sobą ma zdecydowanie mniej pokaźny roller coaster. Obecnie za baryłkę West Texas Intermediate należy zapłacić 63,20 USD, tj. 0,3 proc. mniej względem piątkowego zamknięcia.

Miano najsilniejszej waluty koszyka G10 zgarnął funt szterling (0,6 proc.), który w dalszej mierze ma perspektywę wypchnięcia pary GBP/USD w okolice psychologicznego poziomu 1,4000. Względnie pozytywne nastroje na rynku metali przemysłowych wspierają Kiwi (0,4 proc.) oraz Aussie (0,1 proc.). Po drugiej stronie zestawienia wyraźnie króluje japoński jen (-0,4 proc.) oczekujący na nocną decyzję banku centralnego w sprawie ram prowadzonej polityki. W gronie walut Emerging Markets na samym szczycie znajduje się południowoafrykański rand (0,8 proc.), któremu po piętach depcze turecka lira (0,7 proc.). O miano lidera regionu w dalszej mierze biją się rosyjski rubel (0,2 proc.) oraz polski złoty (0,2 proc.). Na koniec dnia EUR/PLN schodzi do 4,1670, USD/PLN stabilizuje się przy 3,4030, GBP/PLN wraca do 4,7520, a CHF/PLN notuje 80-pipsowy ruch do 3,5340.

Początek tygodnia na europejskich parkietach stał pod znakiem wyjątkowo dobrych nastrojów. Ze wzrostowej euforii skutecznie wyłamali się inwestorzy w Londynie, którzy zepchnęli indeks FTSE 100 (-0,2 proc.) w okolicę poziomu 7 715 pkt. Wśród najsilniej tracących szczególną uwagę zwracał Rolls-Royce (-1,9 proc.) za sprawą pogłosek dotyczących wybudowania przez General Electric silników do Airbusów A380 zamówionych przez linie lotnicze Emirates. W gronie stu wyspiarskich komponentów silniejszy ruch w stronę południa odnotowały jedynie Rentokil (-3,0 proc.) oraz RELX (-2,6 proc.), który zyskał miano zakładnika noty analitycznej wydanej przez Morgan Stanley. Skalę dzisiejszych spadków skutecznie ograniczała słuszna zwyżka Barclaysa (4,3 proc.) z racji na zwiększenie ekspozycji przez Tiger Global do poziomu 1 mld USD. Dość wysoko znalazły się również spółki z sektora wydobywczego, którym przewodził Anglo American ze zwyżką rzędu 2,1 proc. Dość udaną sesję ma za sobą również NMC Health (2,4 proc.) za sprawą planowanych przejęć na terenie Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej.

Na szczycie giełdy we Frankfurcie uplasowały się walory Deutsche Banku (2,9 proc.), którego władze zaprzeczyły pogłoskom związanym z przeprowadzaniem podejrzanych transakcji przez Jareda Kushnera, doradcę i zięcia prezydenta USA Donalda Trumpa. O dość dobrej sesji może mówić niemiecki sektor motoryzacyjny. W absolutnej czołówce indeksu DAX (0,2 proc.) znalazł się Volkswagen (2,6 proc.) zobowiązany do naprawy 127 tys. modeli sprzedawanych pod marką Audi. Po drugiej stronie zestawienia znalazła się Lufthansa (-1,9 proc.), która w dalszej mierze czeka na rozstrzygnięcie spraw związanych z wykupieniem części masy upadłościowej po Air Berlin. Na fali niezbyt przychylnej noty znalazła się Vonovia – w oczach analityków Deutsche Banku zasługuje ona jedynie na „trzymaj”.

Bardziej pokaźną zwyżkę indeksu obserwowano przy Książęcej, gdzie WIG 20 (0,7 proc.) uplasował się nad poziomem 2 620 pkt. Absolutnym liderem został Lotos (4,4 proc.), którego wzrosty podsyciły najnowsze oczekiwania w sprawie wyników PKN Orlen (2,9 proc.) za czwarty kwartał. Zgodnie z konsensusem należy się spodziewać, że spółka zaraportuje 1 691 mln PLN zysku netto (-5 proc. r/r) przy wyniku EBITDA na poziomie 2 668 mln PLN (-20 proc. r/r) oraz przychodach wynoszących 24 419 mln PLN (7 proc. r/r). Dość wysoko znalazły się również walory PZU (2,3 proc.), co należy utożsamiać z podniesieniem przez Pekao prognoz wyników za najbliższe cztery kwartały. Najsilniej tracącą spółką okazał się być Bank Zachodni WBK (-2,3 proc.), który zdołał wyraźnie odskoczyć rodzimym gigantom z szeroko definiowanej branży energetycznej – PGNiG (-1,2 proc.) oraz PGE (-0,8 proc.).

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Bitcoin – bańka, która może w każdej chwili pęknąć

Pieniądz… jego wartość uzależniona jest od wiarygodności emitenta, który za nim stoi. Wpływa na nią wiele czynników makro- i mikroekonomicznych. Dlaczego więc świat zaufał walucie, którą zna zaledwie od 8 lat, której nikt nie widział, za którą nie stoi żaden namacalny, wiarygodny emitent?

Choć ludzie często deklarują, że aby w coś uwierzyć, muszą to zobaczyć, zdarza im się składać deklaracje wiary bez żądania dowodu istnienia. Na tym zbudowane są największe religie tego świata. Dziś taką ufność miliony ludzi pokłada też w kryptowalucie, której nikt nigdy nie dotknął, nie widział i nigdy nie zobaczy.

Nikt nic nie wie

1 $ = 1 309 BTC – tyle wynosił pierwszy kurs bitcoina ustalony w październiku 2009 r. Osiem lat później, 11 grudnia 2017 r., jego cena osiągnęła blisko 17 000 $, czyli ok. 60 000 zł. Chyba nie tylko dla ekonomistów i maklerów jest szokujące, że ktoś podejmuje grę na giełdzie po tak wysokim kursie walutą, o której wie tak niewiele.

Bitmoneta to tworzony w oparciu o zasady matematyki i kryptografii kilkudziesięciocyfrowy kod, zawierający – na podobieństwo systemu księgowego – zapis wszystkich transakcji dokonanych między użytkownikami. Kryptowaluty powstają jako wynik mocy obliczeniowej połączonej pracy milionów komputerów z całego świata. Są więc wirtualnym, nienamacalnym tworem, funkcjonującym pomiędzy umawiającymi się na to użytkownikami w tzw. sieci P2P. Nie ma nadzoru nad tą siecią, za to każdy ma do niej dostęp.

To wszystko brzmi dość szokująco. Trochę jak z błyskotkami, którymi konkwistadorzy handlowali na odkrywanych lądach – dla tamtejszych mieszkańców zwykłe szkiełka miały wartość złota tylko dlatego, że wcześniej ich nie znali i że sami odkrywcy im tak powiedzieli. Idąc tym tropem, wartość pieniądza da się przypisać również banknotom używanym w grach planszowych. Przecież można było za nie kupić sieć hoteli, a nawet wykupić się z więzienia. Niepokojące jest, że tak jak większość ludzi na świecie dokładnie nie wie, skąd się bitcoin bierze, tak niewykluczone jest, że nie będzie wiedziało, gdy ten nagle zniknie.

Sztuczny twór

Do czego służy ta kryptowaluta? Wyjaśnienie znajdziemy w wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 22 października 2015 r. (C-264/14): „Waluta wirtualna «bitcoin» należy do systemu walut wirtualnych z tzw. «dwukierunkowym przepływem», za pomocą którego użytkownicy mogą kupować i sprzedawać pieniądze wirtualne zgodnie z kursami wymiany walut (…) pozwalają na zakup zarówno wirtualnych jak i rzeczywistych dóbr i usług”.

Przeniesienie wartości wirtualnych pieniędzy do rzeczywistego świata staje się powoli zjawiskiem niebezpiecznym. Z uwagi na to, że kryptowaluta gromadzi tylko historie transakcji, bez zapisywania informacji na temat osób ich dokonujących, jest ona wykorzystywana w hazardzie online, głównie w tych krajach, gdzie jest on zakazany. Uznaje się, że służy ona praniu brudnych pieniędzy czy też w ogóle do przeprowadzania nielegalnych transakcji.

A znaczenie tej kryptowaluty rośnie. Powstają wciąż nowe wydobywcze „kopalnie” bitmonet, a zwłaszcza giełdy, skupiające ogromne pieniądze coraz liczniejszej grupy ludzi. Ustawodawstwa państw starają się dotrzymać kroku nowej „walucie”, dostosowując do niej swoje prawo. Niektóre, tak jak Malta, wręcz promują bitcoina jako środek płatniczy w swoim kraju. Nie można jednak zapomnieć, że ugruntowaniu wartości klasycznych walut służyły wieki istnienia państw-emitentów, ich gospodarek i uwarunkowań polityczno-społecznych. Bitcoin zbudował swą ogromną wartość w zaledwie osiem lat, bez historii i stojących za nim nieanonimowych ludzi. A większość rzeczy na świecie, które urasta do tak znacznych rozmiarów w tak szybkim tempie, jest wynikiem sztucznych zabiegów.

Nie tylko bitcoin

Duża popularność, a przede wszystkim wartość bitcoina jest fenomenem, zwłaszcza że nie jest on jedyną ani pierwszą kryptowalutą na świecie. Wszystko zaczęło się od Davida Chauma w 1983 r. Amerykański kryptograf i informatyk opracował algorytm zapewniający bezpieczne przesyłanie danych DigiCash. W 1998 r. firma Chauma zbankrutowała. Los jego kryptowaluty dzieliły później wielkie giełdy tych wirtualnych monet, zwłaszcza skupionych wokół bitcoina. Pierwszy znaczący atak hakerski nastąpił w 2010 r. – po nim bitcoin sporo stracił na wartości. Cztery lata później wyparowała jedna z największych giełd bitcoina, Mt. Gox, która jeszcze w 2013 r. trzymała w rękach blisko 70% jego obrotu. W 2016 r. to samo stało się z polską giełdą bitmonety – Bitcurexem, a w grudniu 2017 r., po drugiej kradzieży hakerskiej, bankructwo ogłosiła południowokoreańska giełda Youbit.

Obecnie na rynku dostępnych jest już ponad 1 000 kryptowalut. Wśród najpopularniejszych są ethereum, dash i goldcoin. W 2014 r. własnej kryptowaluty, o nazwie polcoin, doczekała się Polska. Nieustannie trwają na całym świecie prace nad stworzeniem kolejnych kryptowalut. Może to właśnie rosnąca konkurencja będzie szpilką, która przekłuje bitcoinową bańkę.

Co można stracić

Bankructwo kryptowalutowych giełd to nie jedyne zagrożenie dla zaangażowanych w bitcoinowy rynek. Głównym czynnikiem, który powinien wzbudzić czujność, jest jego hossa. Tak niestabilnego kursu nie mają żadne dobra będące przedmiotem obrotu. Jako nowe, niepoznane dobrze zjawisko, kryptowaluty będą jeszcze długo ulegały silnym wahaniom wartości.

Istnieją również zagrożenia często określane mianem siły wyższej. Wojna i klęski żywiołowe potrafią doprowadzać rządy państw na skraj bankructwa, co skutkuje drastycznym spadkiem wartości emitowanych przez nie pieniędzy. Dla bitcoina wystarczy odcięcie od prądu, a ściślej rzecz ujmując – od internetu. Bez niego nie da się dokonać kryptowalutowej transakcji. Bez internetu bitcoin nie będzie nic warty. Nie będzie się dało nim zapłacić. Ogólnie w czasie kryzysu nie będzie miał on żadnej wartości – wówczas liczy się złoto, srebro lub po prostu twarda waluta.

No i jeszcze podatki. Definicja odnosząca się do bitcoina nie będzie zawarta w ustawie o NBP ani ustawie o usługach płatniczych, tylko o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Dokonujący nim obrotu mogą mieć więc uzasadnione obawy, że fiskus będzie chciał ten „niebezpieczny” obrót wziąć pod lupę, a już dziś dochody „uzyskane” z bitcoinów należy rozliczyć w rocznym zeznaniu PIT.

Spekulacja manipulacja

Ekonomii znane jest pojęcie rynku spekulacyjnego. Każdy zainteresowany inwestycją w bitcoina powinien się tylko głęboko zastanowić, czy w obliczu tak potężnego, błyskawicznego wzrostu jego wartości nie stanie się ofiarą manipulacji, pamiętając o tym, że ekonomii równie dobrze znane jest pojęcie spekulacyjnej bańki.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Demokraci z USA walczą o swoje, czyli amerykański shutdown

Shutdown w USA tym razem nie groźny dla rynków. Bardzo blisko zawiązania koalicji CDU Angeli Merkel z SPD. Martwi niski poziom poparcia dla takiego ruchu w samej Partii Martina Schulza. To może zwiastować kłopoty w późniejszych pracach nad ustawami. Tydzień pod znakiem posiedzenia EBC. Mario Draghi ma wszystkie karty w ręku by ostudzić zapał inwestorów. Mocne euro jest dużym problemem EBC by realizować swoje cele. Brak danych z Polski w tym tygodniu.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 22.11.2017-22.01.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1418 3,5210 3,3930 4,6523
Maksimum 4,2230 3,6250 3,5913 4,8200

 

Kurs EUR/PLN

euro 22Bez wątpienia na EUR/PLN wkroczyliśmy w fazę konsolidacji. Przez ostatni tydzień nie zobaczyliśmy żadnych większych ruchów a szerokość wahań mieściła się raptem w dwóch groszach. Kurs ustabilizował się wokół granicy 4,17. A trzeba dodać, że na rynkach światowych się działo. Szczególnie na głównej parze inwestorzy nie mogli się zdecydować w którą stronę kurs może podążyć stąd chaotyczne ruchy po prawie 50 pipsów w jedną i drugą stronę. Co istotne dla złotego dolar amerykański nadal nie odzyskał mocy dla tego o większej przecenie na krajowej walucie nie mogło być mowy. Do tego mamy kolejny argument za tym by wstrzymać się w zajmowanie długiej pozycji na amerykańskiej walucie. Od wczoraj trwa blokada administracji rządowej czyli tzw shutdown w USA. Stało się tak po głosowaniu w Senacie, który nie przyjął tymczasowego budżetu. Można się tego było spodziewać skoro do wygrania głosowania Republikanom były potrzebne głosy Demokratów. A Ci z kolei mają szansę by coś ugrać. Dzisiaj na godzinę 18 zaplanowano kolejne głosowanie nad finansowaniem instytucji rządowych tymczasowo do 8 lutego. Można powiedzieć, że większej reakcji na rynkach nie było ale na pewno inwestorzy nie będą obecnie zainteresowani kupnem dolara. Tyle tylko, że w tym tygodniu mamy jeszcze posiedzenie EBC. Wysoki kurs euro mógł zaniepokoić Mario Draghiego. Jeśli więc zainterweniuje on słownie podczas konferencji w złotówkę może to uderzyć rykoszetem i kilka groszy stracić. Oporem póki co pozostaje linia trendu spadkowego.

Kurs CHF/PLN

frank 22Jeśli chodzi o CHF/PLn to również mamy do czynienia z konsolidacją. Na wykresie można się pokusić o wyrysowanie formacji trójkąta a więc w niedługim czasie może dojść do wybicia. Trudno wyrokować w, którą stronę może dojść do wybicia. Z jednej strony mamy doniesienia z Niemiec o przybliżeniu stanowisk CDU i SPD a co za tym idzie utworzeniu koalicji rządzącej. A więc odeszło by ryzyko ewentualnych ponownych wyborów. To z kolei mogłoby skutkować ruchem EUR/CHF w górę a w efekcie spadkiem CHF/PLN. Raczej nie groźny jest też government shutdown w USA. Obie strony od początku zakładają dogadanie się a tym samym czarny scenariusz z 2013 roku jest daleki. Jedynym zagrożeniem w tym tygodniu dla realizacji scenariusza spadkowego na CHF/PLN jest posiedzenie EBC. Jeśli Mario Draghi wskaże na zbyt silne euro i użyje gry słów by je osłabić możemy zobaczyć ruch spadkowy na parze EUR/CHF. Co za tym idzie mocniejszy frank przełoży się na wzrosty CHF/PLN. Oporem będzie linia trendu spadkowego.

Kurs USD/PLN

dolar 22Mimo sporych zawirowań na głównej parze walutowej świata USD/PLN zachowuje się bardzo stabilnie. Kurs jest blisko ostatnich minimów w okolicach 3,40. Podczas weekendu doszło do zatrzymania finansowania części administracji rządowych w USA. Teoretycznie powinno to osłabić dość mocno dolara gdyż wydarzenia te nie poprawiają sentymentu na rynkach. Tyle tylko, że tym razem zarówno Republikanie jak i Demokraci od początku mówili, że scenariusz z 2013 nie grozi i wyrazili chęć szybkiego porozumienia. Demokraci chcą ugrać swój postulat w sprawie uchodźców i jeśli tak się stanie to zagłosują za przedłużeniem finansowania. Tym razem więc rynki były dość spokojne na prowadzoną tzw grę polityczną. Jest spore ryzyko jednak, że USD/PLN podąży w tym tygodniu na północ. Kluczowa w tej kwestii będzie czwartkowa konferencja Mario Draghiego po posiedzeniu EBC. Prezes będzie chciał ostudzić nastroje inwestorów grających na zwyżki euro. Silna waluta poprzez ceny dóbr i usług importowanych, źle wpływa na presję cenową. A kwestie inflacyjne są w tej chwili najważniejsze dla EBC by w przyszłości wyjść z programu QE. Jeśli szef EBC osłabi euro, główna para podąży na południe. Dla USD/PLN będzie to skutkowało ruchem na północ w okolice pierwszego oporu w okolicach 3,43.  Trzeba również wspomnieć o rekordowych pozycjach spekulacyjnych inwestorów grających na wzrosty euro w relacji do dolara. Jeśli więc dojdzie do nagłego osłabienia wspólnej waluty pozycje te mogą być szybko redukowane i tym samym spadki na EUR/USD mogą być gwałtowne. W efekcie USD/PLN może szybko wrócić w okolice nawet 3,50.

Kurs GBP/PLN

funt 22GBP/PLN testuje obecnie linię trendu spadkowego. A więc można powiedzieć, że doszło do lekkiego odreagowania ostatnich spadków. Tym samym ostatnie minimum na poziomie 4,65 pozostaje kluczowym wsparciem. Póki co nic nie szkodzi brytyjskiej walucie tym samym może nieco mozolnie odrabiać straty. Nie ma żadnych informacji o Brexicie i kolejnej fazie negocjacji. Owszem mieliśmy bardzo słabe dane o sprzedaży detalicznej ale też rynek zbytnio się nimi nie przejął. A to dlatego, że poprzedni miesiąc wypadł bardzo dobrze więc również oczekiwania na grudzień nie były zbyt wygórowane. W tym tygodniu przy braku danych z rodzimej gospodarki wiele zależy od szerokiego rynku. Jeśli posiedzenie EBC faktycznie przyniesie osłabienie euro może to odbić się rykoszetem dla złotego. I wtedy złotówka straci nieco również do funta. Jeśli tak się stanie to kolejnym opór to dopiero 4,80 czyli ostatnie maksimum.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Szansa dla funta? Macron wyciąga rękę

Brexit cały czas ciąży brytyjskiej walucie – od referendum funt jest nadal o kilkanaście procent słabszy w relacji do euro czy złotego. Weekendowa wypowiedź prezydenta Francji dała nadzieję na korzystniejsze dla Wielkiej Brytanii warunki rozstania z UE, co byłoby dobre także dla funta. Tylko czy brytyjski rząd pójdzie na ustępstwa?

W niedzielnym wywiadzie dla BBC Emmanuel Macron, prezydent Francji, zasugerował możliwość osiągnięcia bardziej preferencyjnego porozumienia między Wielką Brytanią a UE w porównaniu z tym, co dotychczas oferowali negocjatorzy z Brukseli. W istocie prezydent Francji sugeruje coś pomiędzy pełnym dostępem do wspólnego rynku a porozumieniem handlowym.

– Wypowiedź Macrona jest tym ciekawsza, że jak dotąd Francja była jednym z państw w największym stopniu opierającym się żądaniom Wielkiej Brytanii. Prezydent Francji zaznaczył również, że ogromny brytyjski sektor usług finansowych mógłby zostać włączony do tego potencjalnego porozumienia – zauważa Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Wymagałoby to jednak znacznych ustępstw ze strony rządu Theresy May, premier Wielkiej Brytanii, najprawdopodobniej związanych ze swobodnym przepływem obywateli UE po Brexicie. Problematyczny pozostaje jednak fakt, że po ostatnich wyborach na Wyspach, pozycja May i konserwatywnej partii Torysów wewnątrz kraju ucierpiała. Nie wiadomo, na jakie ustępstwa partia pozwoli pójść pani premier.

Według opublikowanej dzisiaj ankiety “The UK in a Changing Europe”, aż 74 proc. członków ugrupowania jest przeciw wolnemu przepływowi obywateli UE do Wielkiej Brytanii, a 63 proc. nie chce, by europejski Trybunał Sprawiedliwości miał jakikolwiek wpływ na jurysdykcję w ich kraju po marcu 2019 r.

– Eurosceptycyzm wśród Torysów i brak chęci na bliższe relacje z UE po wyjściu ze wspólnoty prawdopodobnie w negatywny sposób wpłynąłby na całą gospodarkę Wielkiej Brytanii, w tym rozbudowany sektor finansowy, co odbiłoby się również na funcie – mówi Bartosz Grejner. Brytyjska waluta od referendum w połowie czerwca 2016 r. stracił do euro ok. 14 proc., a do złotego 17 proc.

Skłon w stronę “twardego” Brexitu mógłby w kolejnych miesiącach jeszcze tę przecenę pogłębiać. Jeżeli jednak zwycięży opcja utrzymania stosunkowo bliskich relacji Wielkiej Brytanii z UE, funt może stopniowo odrabiać straty poniesione po głosowaniu w połowie 2016 r., wspierany nadziejami poprawy sytuacji ekonomicznej w kraju. – komentuje analityk Cinkciarz.pl.

Chiny nie oddają pola. Modernizują swoje fabryki na potęgę

Przemysł wraca z Azji do Europy, ale Chiny nie poddają się bez walki. Jak wynika z danych IDC, globalne wydatki na Internet Rzeczy (IoT) w 2018 roku wyniosą 772,5 mld dolarów. Oznacza to, że będą one o 15% wyższe niż w 2017 roku. Co ciekawe, w najbliższych miesiącach najwięcej na Internet Rzeczy wydadzą przedsiębiorstwa produkcyjne i transportowe, a liderem wydatków będą Chiny.

Tysiące pracowników wykonujących powtarzalne czynności za głodowe stawki – do takich obrazów przyzwyczailiśmy się w kontekście dalekowschodniej produkcji. Wiele wskazuje na to, że niedługo o nich zapomnimy. Niski poziom automatyzacji i wyższe koszty płac w azjatyckich zakładach sprawiły, że przedsiębiorstwa produkcyjne zaczęły przenosić fabryki do Europy. Chiny jednak nie chcą poddać się bez walki – inwestują duże pieniądze w informatyzację i modernizują fabryki.

Chiny liderem inwestycji

W styczniu chiński rząd ogłosił budowę wartego 2 mld dolarów parku naukowo-badawczego, w którym rozwijane będą technologie dedykowane sztucznej inteligencji. I jak oceniają eksperci IDC, to Państwo Środka w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy przeznaczy najwięcej na technologie IoT. Będzie to kwota równa 209 mld dolarów. To więcej niż wyniosą skumulowane wydatki Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (171 mld dolarów). Na dalszych miejscach znalazły się Stany Zjednoczone (194 mld dolarów), Japonia (68 mld dolarów) i Korea Południowa (29 mld dolarów). Środki, jakie te cztery kraje przeznaczą na Internet Rzeczy w całym roku, stanowić będą aż 65% wszystkich szacowanych wydatków na IoT w 2018.

Reindustrializacji Europy nic już nie zatrzyma, z pewnością jednak automatyzacja chińskich fabryk może skłonić niektórych producentów do pozostawienia części swoich fabryk w Państwie Środka. Na pewno dane IDC powinny skłonić polskich menedżerów do refleksji na temat poziomu informatyzacji swoich firm. Widać, że cały świat przeznacza coraz więcej środków na technologie. Analizując to, co dzieje się na rozwiniętych rynkach, widać, że cyfrowa transformacja jest faktem a nie marketingowym sloganem. Jeśli chcemy zachować konkurencyjność, musimy digitalizować kluczowe sektory gospodarki, takie jak przemysł – przekonuje Sławomir Kuźniak z firmy BPSC, producenta systemu ERP wspierające zarządzanie.

IoT to nie tylko czujniki

IDC podaje, że globalne wydatki na Internet Rzeczy (IoT) w ubiegłym roku wyniosły 674 mld dolarów. W 2018 r. mają być one wyższe o 15%, na koniec roku osiągając wartość 772,5 mld dolarów. Najszybciej będą rosły wydatki na oprogramowanie. Do 2020 roku skumulowany roczny wskaźnik wzrostu sprzedaży systemów ma wynieść 16%. Do 2021 roku mają one wynosić ponad połowę wszystkich nakładów na projekty Internetu Rzeczy.

Koszty elektroniki znacznie zmalały na przestrzeni ostatnich lat. Z punktu widzenia firm, można dziś opomiarować w zasadzie dowolny proces bez potrzeby wydawania dużych pieniędzy. Jednak czujniki bez oprogramowania są mało użyteczne. Dopiero systemy takie jak ERP i MES pozwalają zebrać, przetworzyć i przełożyć informacje pozyskiwane z czujników i maszyn na wartość biznesową. Dzięki temu można np. zmniejszyć przestoje i wykorzystanie maszyn, w praktyce produkować taniej i szybciej – komentuje Sławomir Kuźniak, dyrektor ds. zarządzania produktem w firmie BPSC specjalizującej się w informatyzacji firm produkcyjnych.

Przemysł liderem w inwestycjach w IoT

W zaawansowane technologie inwestować będą w szczególności firmy z sektora produkcyjnego oraz transportowego. W 2018 roku na rozwiązania IoT przedsiębiorstwa działające tylko w tych dwóch branżach przeznaczą łącznie 274 mld dolarów, co będzie stanowić 35% globalnych wydatków na Internet Rzeczy.

W tych branżach wykorzystanie Internetu Rzeczy daje bardzo szybko namacalne korzyści. Poza tym, mimo znaczących w ostatnich latach inwestycji, pozostają one wciąż w znacznym stopniu analogowe. Z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że w zdecydowanej większości dane z maszyn spisuje się dzisiaj ręcznie. Trudno więc mówić w takiej sytuacji o automatyzacji i gotowości na wyzwania jakie stawia przed firmami rynek i Przemysł 4.0., który w Niemczech wchodzi już w fazę dojrzałości – komentuje Sławomir Kuźniak z BPSC

IDC prognozuje, że na Internet Rzeczy przedsiębiorstwa produkcyjne przeznaczą 189 mld dolarów, a transportowe 85 mld dolarów. Wydatki w przypadku tych pierwszych skoncentrowane będą głównie na narzędziach wspierających procesy produkcyjne i zarządzanie aktywami produkcyjnymi. Natomiast firmy transportowe dwie trzecie planowanych wydatków przeznaczą na rozwiązania wspierające monitoring transportu ciężarowego i zarządzania flotą.

Jak uniknąć nadodpowiedzialności i mądrze zarządzać zespołem?

Robert Zych
Robert Zych

Na początku muszę Cię uspokoić – prędzej czy później każdy szef wpada w pułapkę nadopowiedzialności  za swój zespół. Dziś mamy takie czasy, że większość członków zespołu, z którymi pracujesz oczekuje od Ciebie relacji partnerskiej, a nie podległej: szef – pracownicy. Jest to mile widziane szczególnie w branżach nastawionych na innowacje, w projektach związanych z IT czy technologiami, a także wtedy, gdy zarządzasz pokoleniem pracowników, których średnia wieku wynosi 20-30 lat. Ludzie Ci chcę czuć się traktowani po partnersku. Mają do swoich szefów dystans, jeżeli Ci obnoszą się ze swoją władzą oraz wiedzą. Moim zdaniem w mądrze rozumianym biznesie ważna jest dziś relacja oparta o partnerstwo pomiędzy szefami a pracownikami. Jeszcze kilkanaście lat temu można było znaleźć menadżerów, którzy swój autorytet budowali na tzw. „folwarcznym poddaństwie”, którego główną cechą było podporządkowanie sobie zespołu. Jeszcze spotykam się z takimi relacjami w firmach, dla których prowadzę projekty szkoleniowe. Występuje tam: szef czyli pan oraz zespół – poddani. Trudno jest w takich firmach uzyskać maksimum zaangażowania od członków zespołu. Ludzi po prostu wykonują polecenia i robią to, co każe im szef. Jednak kiedy nie widzi, komentują jego decyzje oraz działania, a także są wyjątkowo oporni na jakiekolwiek zmiany. Zatem uważam, że dziś warto budować bardziej partnerską relację w biznesie, bo sprzyja to większemu zaangażowaniu zespołu. Oczywiście w strukturze firmy pracownicy są niżej umiejscowieni, ale większość szefów nie okazuje podwładnym wyższości i buduje biznesowe partnerskie relacje. To się naprawdę opłaca!

Oczywiście – taka formuła współpracy może czasem skutkować tym, że zespół nieświadomie będzie chciał wykorzystać partnerską relację do uzyskania swoich celów oraz przeforsowania pomysłów. Wprawdzie w większości Twoje cele są celami zespołu, jednak mogą się zdarzać sytuacje, gdy Tobie będzie zależało na wdrożeniu zmian, a Twój zespół będzie chciał utrzymać status quo. Warto wtedy włożyć jak najwięcej wysiłku, aby wyjaśnić ludziom sens tych zmian, choć czasem to i tak może się okazać bezskuteczne. Wtedy będziesz musiał podjąć trudną szefowską decyzję. Zrozumiesz wtedy, że w zawodzie, na który się zdecydowałeś, można się poczuć naprawdę samotnym. Radzę jednak, abyś nie ulegał presji. Daj sobie czas na przemyślenie i wyciszenie emocji. Pamiętaj, że jako szef możesz mieć skłonność do brania nadmiernej odpowiedzialności za swój zespół. Jestem zwolennikiem podejścia, zgodnie z którym warto pomagać zespołowi, ale nie należy go wyręczać. Nie warto brać na siebie zbyt dużej ilości pracy i zostawać po godzinach, byle tylko zespół był zadowolony. Zadaniem menadżera jest tworzenie strategii oraz wdrażanie jej krok po kroku przy udziale swojego zespołu.

Czy w związku z tym możliwa jest przyjaźń z pracownikami bez wpływu na relacje oraz efektywność pracy?

Uważam, że jest to jak najbardziej możliwe, ale wymaga zarówno od szefa, jak i od pracowników wielkiej dojrzałości. Kiedyś jako członek kierownictwa pokłóciłem się na posiedzeniu zarządu naszej firmy z innymi szefami, po czym — co niekoniecznie było dobrym pomysłem — pożaliłem się pracownikom w moim zespole, jak duże mamy problemy. Takie zachowanie było nieprzemyślane i nie powinno mieć miejsca, ponieważ za chwilę miałem motywować mój zespół do działania. Moim zdaniem warto budować mądre partnerskie relacje, ale nie oczekiwać od siebie i zespołu zażyłej przyjaźni, bo przecież w biznesie różnie bywa. Szef to zawód skazujący na samotność: zdarzą Ci się sytuacje, kiedy nikt Cię nie zrozumie ani nie wyręczy, nie weźmie na siebie podjęcia trudnych decyzji. Bycie skutecznym szefem wiąże się zatem z pewnym dystansem wobec podwładnych, co oczywiście nie wyklucza przyjaznej atmosfery, wsparcia oraz pomocy innym w wykonywaniu obowiązków, czego oczywiście nie można pomylić z wyręczaniem zespołu.

Głęboko wierzę, że warto budować zespół w odniesieniu do takich wartości jak odpowiedzialność, samodzielność, zaradność. Jednak w kryzysowych sytuacjach to zespół się spodziewa, że weźmiesz odpowiedzialność i zakomunikujesz czasem trudną decyzję. Nie powinieneś też zamiatać problemów pod dywan oraz komunikować zarówno swoje oczekiwania, jak i motywacje do działania. Oczywiście, czasem musisz podjąć ważne, czasem trudne decyzje. Jeżeli jednak będzie grał w otwarte karty, docenisz swój zespół, a także zrozumiesz interesy całego zespołu, jak i poszczególnych pracowników, na pewno uda Wam się odnieść wspólny sukces. Warto też skłonić zespół do rozwoju poprzez uczestnictwo w studiach czy szkoleniach. Jeżeli masz wśród swoich pracowników malkontentów, którzy wiecznie narzekają, warto postawić wyraźne granice. Na pewno wpłynie to na dobre relacje w zespole, a Ciebie uchroni przed nadodpowiedzialnością.

Robert Zych – współwłaściciel firmy szkoleniowej Kontrakt OSH. Autor książek: „Lider sprzedaży”, „Gen Sprzedawcy”, „Szef w roli coacha” „Klient w centrum uwagi”,  „Szef w relacji z zespołem” oraz najnowszej, wydanej w grudniu 2017 roku – „Szefie, angażuj zespół” .

Koniec tygodnia powinien przynieść istotne informacje

Miniony tydzień charakteryzował się ograniczoną zmiennością na głównych parach walutowych. W bieżącym, istotnych informacji będzie dużo więcej, co może zaowocować większymi ruchami na rynku.

Krótszy tydzień handlu w USA oraz ograniczona liczba publikacji makroekonomicznych z gospodarek G4 sprawiła, że rynki w ubiegłym tygodniu skupiły się na polityce. Dolar na tym nie skorzystał: inwestorzy wyprzedawali amerykańską walutę spodziewając się, iż Senat nie osiągnie porozumienia w sprawie prowizorium budżetowego, co zaowocuje tzw. zamknięciem rządu, czyli zatrzymaniem finansowania owocującym przerwami w pracy instytucji rządowych, które nie są kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego. Tak też się stało. Warto w tym momencie wspomnieć, iż euro raczej nie skorzystało na słabości dolara: sam indeks EUR zakończył tydzień na niemal niezmienionym poziomie.

Główną walutą, która wykazała się siłą w ubiegłym tygodniu był funt brytyjski, który zyskiwał w relacji do każdej waluty G10 za wyjątkiem dolara australijskiego. Waluta zyskiwała przede wszystkim z uwagi na wzrost optymizmu w kwestii negocjacji dotyczących Brexitu.

Siłą wśród walut EM wykazało się z kolei meksykańskie peso, które umocniło się z uwagi na wzrost cen ropy naftowej oraz poczucie, iż administracja Donalda Trumpa jest daleka od zakończenia układu NAFTA.

Bieżący tydzień rozpoczniemy wtorkowym spotkaniem Banku Japonii, po którym nastąpi czwartkowe posiedzenie EBC. Oprócz tego w międzyczasie poznamy wstępne szacunki indeksów aktywności biznesu w strefie euro w styczniu oraz szacunki dynamiki PKB w USA i Wielkiej Brytanii w czwartym kwartale. W związku z ostatnimi informacjami, zainteresowanie inwestorów po obu stronach Atlantyku powinna budzić również polityka.

PLN

Polski złoty w relacji do euro zakończył ubiegły tydzień na niemal niezmienionym poziomie. PLN nieco zyskał w relacji do dolara amerykańskiego, osłabił się natomiast w parze z funtem brytyjskim. Ruchy na parach z PLN są odpowiedzią na zmiany układu sił głównych walut. Jak wspominaliśmy, USD miniony tydzień zakończył na minusie, indeks EUR pozostał praktycznie niezmieniony, GBP z kolei istotnie zyskał.

Brak informacji z gospodarek G4 nie oznacza, że kalendarz makroekonomiczny był zupełnie pusty – na przestrzeni ostatnich dni opublikowanych zostało kilka interesujących odczytów z Polski. Inflacja CPI w grudniu wyniosła 2,1% w ujęciu rocznym, bazowy odczyt z kolei utrzymuje się na poziomie 0,9% rocznie. Dane w pełni potwierdzają nasze oczekiwania wobec braku działań RPP na przestrzeni kilku kolejnych kwartałów. Inflacja rozczarowuje, pozytywnie zaskoczyły natomiast dane z rynku pracy – dynamika płac wzrosła do poziomu 7,3% w ujęciu rocznym, z kolei wyższy od grudniowego wzrost zatrudnienia notowaliśmy w 2008 r.

Bieżący tydzień nie będzie równie obfity w informacje krajowe, co ubiegły. W środę poznamy jedynie odczyt stopy bezrobocia, która zgodnie z szacunkami konsensusu powinna wzrosnąć z poziomu 6,5% notowanych w listopadzie do 6,6% w grudniu.

GBP

Niedźwiedzi konsensus, który w ubiegłym roku wytworzył się przeciwko brytyjskiej walucie zaczyna słabnąć. Rynki są coraz bardziej przekonane, że najgorszy scenariusz Brexitu, który był wyceniany przez inwestorów nie jest wcale taki prawdopodobny. Ostatnie komentarze prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, który sugerował, że porozumienie Wielkiej Brytanii i UE powinno być “szyte na miarę” potwierdzają optymizm w tej kwestii.

Pod koniec ubiegłego tygodnia słabe, grudniowe dane o sprzedaży detalicznej ostudziły nieco optymistyczne nastroje i wyhamowały umocnienie brytyjskiej waluty. W tym tygodniu wyczekujemy na dane z rynku pracy i wstępne szacunki PKB w czwartym kwartale, które mogą – podobnie jak wspomniane dane o sprzedaży – albo potwierdzić słabszą kondycję brytyjskiej gospodarki albo wzmocnić funta.

EUR

Ubiegły tydzień nie był obfity w informacje ze strefy euro. Para EUR/USD poruszała się w bardzo wąskim korytarzu zmienności. Niekorzystne dla dolara informacje o wyczekiwanym “zamknięciu rządu” mieszały się z informacjami o (początkowym) braku postępów przy tworzeniu “Wielkiej koalicji” partii CDU/CSU i SPD w Niemczech.

Bieżący tydzień będzie dla wspólnej waluty kluczowy. Rada EBC w czwartek po raz pierwszy w 2018 r. będzie mogła po raz pierwszy odnieść się publicznie do kwestii ostatniej aprecjacji euro. Publikacja wstępnych szacunków indeksów aktywności biznesu (PMI) w styczniu powinna potwierdzić siłę gospodarek strefy euro.

Umocnienie waluty jednak nie sprzyja wzrostowi inflacji. Grudniowe dane inflacyjne ponownie rozczarowały: bazowa dynamika cen uparcie utrzymuje się poniżej poziomu 1% rocznie, nie wykazując trendu wzrostowego. Niezależnie od tego, co wydarzy się w czwartek po południu, spodziewamy się wzrostu zmienności w okolicy spotkania EBC.

USD

Kluczową publikacją makroekonomiczną z USA w tym tygodniu jest wstępny szacunek dynamiki amerykańskiej gospodarki w czwartym kwartale ubiegłego roku, który zostanie opublikowany w piątek. W związku z tym, uwaga inwestorów na przestrzeni tygodnia skupi się na kwestii zażegnaniu kryzysu politycznego związanego ze wspomnianym “zamknięciem rządu”. Dane PKB powinny pozytywnie zaskoczyć, a sama dynamika wzrostu gospodarczego w związku z silnym popytem konsumpcyjnym oraz dobrym klimatem inwestycyjnym może wzbić się ponad poziom 3%. W naszej opinii, biorąc pod uwagę kwestię bieżącego pozycjonowania się inwestorów (którzy mocno stawiają na euro), pozytywne informacje oraz rozwiązanie politycznego impasu w USA powinny przynajmniej w krótkim terminie umocnić amerykańską walutę.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Słabsze dane z Polski. Problemy USA

Poznaliśmy ważne dane z Polski. Zarówno sprzedaż detaliczna, jak i produkcja przemysłowa okazały się słabsze od oczekiwań. W USA, oprócz słabych danych makroekonomicznych wraca problem zamknięcia rządu.

Słabsze dane z Polski

W piątek poznaliśmy dwa ważne odczyty z polskiej gospodarki. Sprzedaż detaliczna rośnie o 6% w skali roku. Jest to przyzwoity wynik, ale oczekiwania mówiły o 8,7%, zatem odczyt był niemiłym zaskoczeniem dla rynków. Podobnie sprawa miała się z produkcją przemysłową. Tutaj również rezultat był poniżej oczekiwań analityków, różnica były jednak znacznie niższa i wyniosła 0,2%. Tego dnia złoty od rana i tak tracił do euro w ramach realizacji zysków przez inwestorów. Dane po prostu utrzymały ten ruch.

Brak porozumienia w sprawie budżetu w USA

Minął czas, do którego w USA obowiązywało prowizorium budżetowe. Brak porozumienia oznacza tzw. shutdown. Termin ten oznacza wysłanie wszystkich pracowników państwowych, którzy nie odpowiadają za bezpieczeństwo, na przymusowy urlop. Takie zamknięcie rządu nie byłoby niczym nadzwyczajnym. W 2013 roku, za prezydentury Baracka Obamy, trwało ono aż 16 dni. Dzisiaj głosowana ma być ustawa odsuwająca problem do 8 lutego. Jeżeli nie dojdzie do porozumienia, można spodziewać się dalszych spadków na dolarze. Ostatnie osłabienia amerykańskiej waluty są zresztą tłumaczące zbliżającym się czasem, po którym nastąpi shutdown. Powodem całego zamieszania są nadchodzące w listopadzie wybory. Obie partie chcą obarczyć przeciwnika za obecny impas.

Słabsze dane z USA

Słabość dolara to nie tylko problemy z uchwaleniem budżetu w USA. Dodatkowym problemem są dane makroekonomiczne. Po słabszych danych w czwartek, gdzie pomimo dobrych danych z rynku pracy, pojawiły się słabe dane chociażby z rynku nieruchomości. W piątek pojawił się kolejny problem. Indeks Uniwersytetu Michigan również okazał się słabszy od oczekiwań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – koniunktura gospodarcza,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W 2018 roku magazyny będą biły rekordy

Rynek magazynów jest w rozkwicie. Pokazują to wyraźnie wyższe wskaźniki wzrostów niż w sektorze biurowym czy handlowym. Dobre prognozy markoekonomiczne sygnalizują, że 2018 będzie kolejnym rokiem, który sektor zaliczy na duży plus.

Branża logistyczno-magazynowa w Polsce ma się doskonale i nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja w 2018 roku miała się zmienić. W skali roku podaż nowych magazynów potrafi urosnąć o kilkanaście procent, a mimo to współczynnik pustostanów utrzymuje się na niskim poziomie – Katarzyna Pyś-Fabiańczyk.

W ostatnich 12 miesiącach agencja odnotowała 16-proc. wzrost łącznego wolumenu wynajętej powierzchni. Dzięki 27 transakcjom, przeprowadzonym przez konsultantów BNP Paribas Real Estate Poland, nowych najemców znalazło 220 tys. m kw. Co istotne, ponad 23 proc. transakcji dotyczyło branży handlu internetowego.

To właśnie m.in. dzięki dynamicznemu rozwojowi sektora e-commerce nowe projekty nie czekają zbyt długo na najemców. Co więcej, wzrost znaczenia handlu elektronicznego przekłada się na rosnącą popularność inwestycji realizowanych w formule built-to-suit. Najemcy i deweloperzy w kontekście handlu elektronicznego zgodnie podkreślają, że istotnym elementem tworzącym układankę są obiekty zlokalizowane w najbliższym sąsiedztwie, a często nawet w samych granicach aglomeracji i dużych ośrodków miejskich.

Minęły czasy, kiedy sklepy internetowe przyciągały jedynie ofertą czy ładnym designem. Katarzyna Pyś-Fabiańczyk podkreśla, że obecnie klienci dużą wagę przykładają do jakości serwisu, o których niejednokrotnie decyduje czas dostawy albo sprawność w realizacji zwrotów i wymian. Rokrocznie prawdziwym testem dla sklepów internetowych są święta i setki tysięcy zamówień realizowanych na ostatnią chwilę. Warto podkreślić, że rozwój rynku e-commerce w 2018 i kolejnych latach nie będzie opierał się wyłącznie na dużych graczach. Coraz sprawniej poruszać będą się średnie i małe firmy, inwestujące w ten kanał.

Eksperci z Działu Powierzchni Magazynowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate Poland – do którego w minionym roku dołączyło 5 nowych konsultantów – podkreślają, że 2018 będzie stał także pod znakiem zwiększonego zainteresowania krajowym rynkiem firm z Dalekiego Wschodu. Ogromna rola Chin w globalnej gospodarce powoduje, że idea i projekt Nowego Jedwabnego Szlaku – łączącego korytarzami transportowymi Chiny i Europę – z miesiąca na miesiąc zyskuje kolejnych zwolenników.

Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland
Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Zdaniem wielu ekspertów, Polska – dzięki swojemu strategicznemu położeniu – może okazać się dla wielu eksporterów z państwa środka przewodnikiem w dalszym rozwoju na kontynencie. To ważny projekt, na który warto patrzeć z perspektywy ekonomicznej, gospodarczej i politycznej. Odwołująca się do tradycji handlowych idea Nowego Jedwabnego Szlaku, promowana mocno przez stronę chińską, pokazuje różne możliwości łączenia obu kontynentów nowymi szlakami morskimi i lotniczymi, ale przede wszystkim pokazuje potencjał drogi lądowej

Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland prognozuje dalszy wzrost znaczenia ekologicznej certyfikacji nowo budowanych obiektów magazynowych. Zielony profil inwestycji, niższe zużycie energii, większe współczynniki doświetlenia światłem naturalnym i zmiana oświetlenia na LEDowe to nie tylko jedne ze sposobów wzmacniania konkurencyjności obiektów, ale także na obniżanie kosztów ich utrzymania.
Jednym z hamulców, który może mieć wpływ na obniżenie dynamiki rozwoju sektora magazynowego mogą być m.in. dostępność siły roboczej, rosnące oczekiwania płacowe i stopniowe otwieranie się zachodnich rynków na pracowników ze Wschodu.

Agata Lauko na stanowisku Prezesa Zarządu Netsprint S.A.

Od marca br. stanowisko Prezesa Zarządu Netsprint S.A. obejmie Agata Lauko, ekspert z ponad 12. letnim doświadczeniem w branży digitalowej, była General Manager Zenith, członek Zarządu Publicis Media. Agata Lauko zastąpi na tym stanowisku Jarosława Dmowskiego, który z dniem 31 stycznia rozstaje się ze Spółką.

Netsprint S.A. to lider marketingu technologicznego napędzanego danymi, który od lat wyznacza trendy w rozwoju rynku reklamy online w Polsce i jest jednym z najważniejszych podmiotów tworzących ten ekosystem. Zmiana na stanowisku prezesa jest kolejnym elementem strategii rozwoju Spółki, która umacnia swoją pozycję, budując zespół skoncentrowany wokół kompetencji z obszarów data analytics, performance content marketing  i reklamy natywnej.

– Agata jest liderem posiadającym kluczowe kompetencje w szeroko rozumianym ekosystemie digital, ze szczególnym uwzględnieniem obszaru danych, programmatic, performance marketingu i contentu. Doskonała znajomość rynku, technologii, metod monetyzacji powierzchni reklamowych oraz narzędzi analitycznych w połączeniu z kompetencjami managerskimi Agaty tworzy z niej mocnego gracza, który idealnie wpisuje się w strategię Netsprint S.A. Objęcie przez Agatę funkcji Prezesa stwarza Spółce ogromne możliwości rozwoju oferty napędzanej danymi i analityką – komentuje Monika Bronowska, CEO Grupy Netsprint.

Agata Lauko ma ponad 12. letnie doświadczenie w rozwijaniu rynku digital w Polsce i w regionie CEE. Przed dołączeniem do Netsprint S.A, przez 8 lat pracowała w Zenith, zaczynając jako Interactive Media Manager i Interactive Media Director. Przez kolejne 5 lat zajmowała stanowiska Managing Director Performics & Newcast, by w 2015 roku objąć funkcję Chief Digital Officer, a w lipcu 2016 roku finalnie awansować na stanowisko General Managera. Przez ostatnie lata w Zenith Agata Lauko odpowiadała za powstanie spójnej strategii sprzedaży usług online, a także rozwój i umocnienie agencji w obszarach digital, performance marketingu i contentu. W ZenithOptimedia Group Agata Lauko pełniła również rolę lidera CEE Digital Center of Excellence, koncentrując się na wymianie wiedzy z zakresu digital i umacnianiu kompetencji w tym obszarze w innych biurach agencji w regionie CEE.

Agata Lauko funkcję Prezesa Zarządu Netsprint S.A. obejmie od 5 marca br. Do jej głównych zadań będzie należało zbudowanie i implementacja strategicznego planu rozwoju Spółki oraz umocnienie pozycji lidera w kategorii marketingu napędzanego danymi. Co więcej, nowa Prezes skoncentruje się na rozszerzeniu kompetencji programatycznych w zespole. Dodatkowo Agata Lauko, wspólnie z CEO Grupy Netsprint i kluczowymi menadżerami, będzie odpowiedzialna za stworzenie zintegrowanej oferty produktowej Grupy.

Agata Lauko
Agata Lauko – Prezes Zarządu Netsprint S.A.

– Od wielu lat jestem zaangażowana w rozwój rynku digital nie tylko w Polsce, ale i w całym regionie CEE. Marketing napędzany danymi jest podstawą do dalszego, dynamicznego rozwoju świata programatycznego, natomiast od jakości tych danych zależy skuteczność realizowanych strategii i w konsekwencji konkurencyjność oferty produktowej. Cieszę się, że dołączam do zdolnego i doświadczonego zespołu Netsprint, dla którego data driven marketing stanowi bazę do rozwoju usług i produktów digital – mówi Agata Lauko, nowa Prezes Zarządu Netsprint S.A. i dodaje – liczę na to, że będę wsparciem w tworzeniu zintegrowanych strategii data management również dla naszych partnerów biznesowych.

Właściciele małych firm przygotowują się do obowiązku przesyłania plików JPK

Od 1 stycznia 2018 roku właściciele małych firm muszą przesyłać do Urzędów Skarbowych informacje o transakcjach VAT w ramach jednolitego pliku kontrolnego. Ekspert z firmy ForTax wyjaśnia podstawowe kwestie, o których muszą pamiętać przedsiębiorcy, dotyczące nowych procedur, tego jak uniknąć błędów  oraz poprawnie raportować organom skarbowym pliki JPK. Do 25. lutego mikroprzedsiębiorcy po raz pierwszy prześlą pliki JPK.

Księgowość dla firmOd stycznia br. mikroprzedsiębiorcy mają obowiązek wysyłania plików JPK VAT czyli ewidencję sprzedaży i zakupu VAT. Dodatkowo firmy te od lipca 2018 r. będą musiały udostępniać na żądanie organów podatkowych pliki JPK w zakresie ksiąg rachunkowych, wyciągów bankowych magazynów, faktur, jak również podatkową księgę przychodów i rozchodów oraz ewidencję przychodów. Wiele z małych przedsiębiorstw nie posiada odpowiednich systemów informatycznych, który pozwoliłby na poprawne wysyłanie plików JPK do Urzędów Skarbowych, a zarówno ewidencja VAT jak i inne pliki muszą być przesyłane drogą elektroniczną..

Przedsiębiorcy mają również obawy związane z tym, że wysyłane dane ukazują kondycję finansową firmy oraz dane o dostawcach i odbiorcach, które dotyczą źródeł ich przychodów. Mikroprzedsiębiorcy obawiają się wysyłania istotnych informacji o swojej działalności w wirtualną przestrzeń, mimo tego, że każda przesyłana informacja  do urzędników podlega tajemnicy skarbowej oraz przepisom prawa o ochronie danych osobowych oraz jest zabezpieczona technicznie.

Mimo tego, że firmy mogą korzystać z aplikacji Ministerstwa Finansów do wysyłania plików JPK to jednak w związku ze zmianami przedsiębiorcy poszukują biur rachunkowych, które zagwarantują bezpieczeństwo i poprawność wysyłanych danych. -Wielu przedsiębiorców zdecydowało się od stycznia korzystać z usług naszego biura w tym zakresie, jako powód najczęściej wymieniali kwestię bezpieczeństwa, rzetelności oraz ilość nakładu pracy jaką musieliby ponieść, aby samemu przygotować pliki. Samodzielne przygotowywanie  i wyłanie pliku JPK to problem zwłaszcza dla osób starszych – wyjaśnia Marcin Czaja, prezes firmy ForTax.  Jak zaznacza, wielu przedsiębiorców twierdzi, że są to procedury, które utrudniają prowadzenie dzialalności w Polsce i traktują je jako uciążliwy obowiązek, którego comiesięczne dopełnienie będzie dla nich kłopotliwe.

Do wysyłania JPK konieczne jest zastosowanie bezpiecznego podpisu elektronicznego albo wykorzystanie profilu zaufanego w ePUAP. Dlatego dla większość małych przedsiębiorców jest to zbyt skomplikowane.

-W biurze rachunkowym ForTax korzystamy z nowoczesnego oprogramowania i stosujemy najnowsze rozwiązania techniczne i organizacyjne. Nasza firma z założenia skupiona jest na e-administracji i w tym kierunku cały czas się rozwijamy – podkreśla Marcin Czaja. -Pliki JPK są dokładnie zabezpieczone i wychodzą bezpośrednio z programu księgowego. Każdy wysyłany plik jest opatrzony certyfikatem, który potwierdza dane podatnika i ich autentyczność, co oznacza, że nikt nie może się podszyć pod podatnika i złożyć fałszywego pliku – podkreśla.

Jego zdaniem, jednym z problemów, z którym borykają się podatnicy jest konieczność przygotowania pliku. Polega ono na przepisaniu danych, które prowadzone są przez przedsiębiorców często w formie zbroszurowanego papierowego rejestru, do pliku z tabelą w formacie CSV, a później podpisanie i wysłanie. Te czynności mogą okazać się nie tylko czasochłonne, ale także powodować błędy podczas przenoszneia danych z wersji papierowej do pliku CSV. Dlatego też przedsiębiorcy nie decydują się na samodzielne przygotowywanie plików. -W praktyce wygląda to tak, że jeśli klient chce skorzystać z z usług biura rachunkowego w tym zakresie to pracownicy biura zgłaszają do właściwego dla podatnika Urzędu Skarbowego informację o osobie upoważnionej do składania w imieniu podatnika deklaracji VAT i plików JPK za pomocą środków komunikacji elektronicznej – tłumaczy prezes ForTax.

Podatnicy, którzy rozliczają się kwartalnie nadal mogą składać deklarację co trzy miesiące, jednak JPK_VAT muszą przesyłać co miesiąc. -JPK_VAT za każdy miesiąc danego kwartału powinien zawierać transakcje tylko z jednego miesiąca. Suma trzech JPK_VAT ma odpowiadać kwotom wykazanym w deklaracji za dany kwartał. Te wymagania mogą zaskoczyć przedsiębiorców, którzy rozliczają się kwartalnie, bo zmuszają ich często do większej dyscypliny w prowadzeniu rejestrów VAT – zwraca uwagę Marcin Czaja.

Jak zaznacza, wielu przedsiębiorców dostrzega również zalety nowego obowiązku. Właściciele małych firm pozytywnie oceniają możliwość wcześniejszego otrzymania zwrotu VAT, pewnego uporządkowania danych, a także zmniejszenie możliwości i częstotliwości ewentualnej kontroli, które były zapowiadane przez urzędy.

W sytuacji gdy podatnik nie prześle plików JPK do 25. dnia kolejnego miesiąca lub zrobi to błędnie to zaniedbanie nowych obowiązków firm wiąże się z sankcjami karno-skarbowymi.

Moc personalizacji w wideo marketingu

Anna Kacprzyk
Anna Kacprzyk, Digital Team Leader. Z agencją Adexon związana od 2015 roku. Odpowiada za dział realizacji kampanii, planowanie mediów oraz utrzymywanie relacji z klientami

Z raportu przeprowadzonego przez Wave9 wynika, że aż 89% użytkowników Internetu ogląda głównie wideo. Z kolei według HubSpot, spersonalizowane wideo generuje o 42% więcej zysków, niż niespersonalizowane treści. Dzieje się tak, ponieważ taki przekaz generuje dwukrotnie więcej zaangażowania i reakcji. Jakie korzyści płyną z tworzenia spersonalizowanego wideo i na jakie trendy warto postawić w 2018 roku?

Spersonalizowane wideo – korzyści

Personalizacja, czyli dostosowywanie się do potrzeb konsumentów, jest coraz ważniejszym czynnikiem podczas tworzenia treści. W nadchodzącym roku szczególnie ważną rolę odegra spersonalizowane wideo, ponieważ ludzie chętniej sięgają po dynamiczny i krótki przekaz w takiej  formie. Według Jamesa McQuivey, eksperta od marketingu cyfrowego, „minuta wideo jest odpowiednikiem 1,8 miliona słów”. Jakie więc korzyści z tego płyną? Film może zwiększyć konwersje nawet o 80%. Przekłada się to również na lepszą sprzedaż, gdyż ludzie chętniej kupują produkty, które są przedstawione w ciekawy sposób. Wideo marketing buduje także zaufanie między marką a klientem, ponieważ dużo bardziej, niż inne formy przekazu wpływa na emocje i wywołuje zaangażowanie odbiorców. Kolejną korzyścią jest generowanie przez wideo bardzo dobrego wskaźnika ROI. Mimo, że tworzenie tego typu treści wciąż jest dość drogą inwestycją, to na pewno się opłaca. Na rynku jest też coraz więcej dostępnych narzędzi, pozwalających tworzyć filmy w lepszej niż dotychczas jakości. Pamiętajmy jednak, że ważniejsza od jakości jest treść, a w szczególności treść spersonalizowana.

Trendy wideo na 2018

Obecnie już 90 % konsumentów ogląda filmy na smartfonach. Od 2013 roku liczba wyświetleń filmów na urządzeniach mobilnych wzrosła o ponad 233%. Zdaniem ekspertów, w kolejnych latach wykorzystanie urządzeń mobilnych do oglądania filmów wzrośnie o 25%. Ważne jest zatem, aby optymalizować filmy do rozdzielczości urządzeń mobilnych. Pamiętajmy również, by do filmu dołączać napisy, ponieważ nie każdy użytkownik będzie go odtwarzał z dźwiękiem.

Portale społecznościowe, wdrażając wiele nowych funkcji, również zachęcają do oglądania treści wideo. Facebook już jakiś czas temu wprowadził livestream oraz wideo 360. Takie rozwiązania to dobry sposób na kontakt z klientem i pokazanie marki z bardziej dostępnej strony. Wideo na żywo jest atrakcyjne nie tylko ze względu na unikalny rodzaj treści. Generuje ono także duże zaangażowanie odbiorców, co przekłada się na zwiększenie konwersji. Przewiduje się, że w nadchodzącym roku trend ten będzie jeszcze chętniej wykorzystywany i bardziej interaktywny.

Wideo mailing rozwija się także w dynamicznym tempie. IIBR na zlecenie Wirtualnej Polski przeprowadził badania, z których wnika, że 97% internautów korzysta z poczty, a 69% sprawdza swoją skrzynkę codziennie. Biorąc pod uwagę tak duży odsetek osób korzystających z poczty, należy zadbać o to, by treści reklamowe były dla odbiorców interesujące i skierowane do nich personalnie. Stąd rosnąca popularność spersonalizowanego wideo mailingu. Jedna minuta oglądania wideo przekazuje dużo więcej treści niż minuta czytania. Ponadto, człowiek szybciej przypomina sobie wiadomość obejrzaną na filmie, niż przeczytany tekst.

Dlaczego warto tworzyć spersonalizowane wideo

Przewiduje się, że do 2019 roku wideo będzie stanowić 80% całego ruchu internetowego na świecie. Stanie się więc głównym medium, z którego użytkownicy będą czerpali informacje. W czasach gdy szum informacyjny jest bardzo duży, trzeba tworzyć treści, które zainteresują nawet najbardziej wymagających konsumentów. Takimi konsumentami są chociażby Millenialsi, pokolenie ludzi, którzy chcą przekazu wnoszącego jakąś wartość, skierowanego tylko do nich. Dlatego istotną kwestią stał się marketing spersonalizowany, szczególnie spersonalizowane treści wideo. Dla marketerów najważniejszą kwestią musi być poznanie swoich odbiorców i dopasowywanie contentu do wieku, płci, wykształcenia, dochodów czy miejsca zamieszkania.

Spersonalizowane treści wideo budują silną relację z klientem, pozwalają poczuć się odbiorcy wyjątkowo. Każdy chce być postrzegany i  traktowani jako jednostki – nie jako kolejna osoba w tłumie. Personalizowane wideo pomaga budować silniejsze, indywidualne relacje z klientami. Pamiętajmy, by przekaz był skrojony na miarę każdego z osobna, dopasowany indywidualnie oraz wpływał na emocje. Wtedy jest on najlepszym bodźcem do decyzji o zakupie naszego produktu.

Autor: Anna Kacprzyk, Digital Team Leader. Z agencją Adexon związana od 2015 roku. Odpowiada za dział realizacji kampanii, planowanie mediów oraz utrzymywanie relacji z klientami.

Poznaj 5 korzyści jakie przynosi outsourcing marketingu

Prowadzić działania marketingowe samodzielnie, czy zlecać je zewnętrznie? To pytane zadaje sobie wielu przedsiębiorców, jednak duża część z nich wybiera drugie rozwiązanie z wielu różnych powodów. Dlaczego warto? Jakie są z tego korzyści? Czas dowiedzieć się, co to jest outsourcing marketingu i dlaczego staje się coraz bardziej popularny.

Co to jest outsourcing marketingu?

Outsourcing dotyczy zlecania na zewnątrz różnorodnych usług, począwszy od księgowości firmy a kończąc choćby na marketingu internetowym. Korzystanie z takiego rozwiązanie sprzyja obniżeniu kosztów, a także osiągnięciu bardzo dobrych efektów. W końcu często zleca się zadania, które niekoniecznie wpisują się w działalność danej firmy, lub przedsiębiorcom brakuje czasu, aby je wdrożyć. W przypadku wyboru odpowiedniej agencji, można mieć pewność, że działania te wykonywane są przez specjalistów w danym fachu, a co za tym idzie – zwiększa się ich skuteczność. Obecnie coraz więcej firm korzysta z takich rozwiązań, ale co dokładnie można zlecać zewnętrznie? Poniżej kilka przykładów działań, które często wpisują się w outsourcing:

  • obsługa prawna firmy,
  • obsługa księgowości,
  • działania marketingowe.

Jak widać są to różne obszary, jednak tak jak wspomnieliśmy zwykle zewnętrznie zleca się działania, którymi na co dzień nie zajmuje się dana firma. Załóżmy, że zajmujesz się sprzedażą narzędzi – bardzo możliwe, że będziesz potrzebował zlecenia zewnętrznie księgowości, co pozwoli Ci zaoszczędzić czas i skupić się choćby na rozwijaniu własnych usług, zamiast analizowania księgowości, o której nie wiesz zbyt dużo. Jeśli nie posiadasz wiedzy w zakresie marketingu – żaden problem. Istnieje wiele firm, które chętnie poprowadzą działania, abyś zwiększył swoją widoczność w internecie. Dzięki temu nie musisz zatrudniać wewnętrznie całego zespołu, który zajmie się np. pozycjonowaniem, wdroży linki sponsorowane, czy zadba o Twój dobry wizerunek.

Najpopularniejsze modele funkcjonowania firmy a outsourcing marketingu

Wyróżnia się trzy podstawowe modele funkcjonowania firmy pod kątem outsourcingu marketingu:

  • wewnętrzny zespół specjalistów. W tym przypadku firma koncentruje się na zatrudnieniu zespołu, który będzie odpowiedzialny za wybrany obszar działania. Ten model nie zakłada współpracy z innymi agencjami, czy zlecania pracy na zewnątrz. Plus masz wszystkich na miejscu, a prowadzone działania są pod kontrolą. Minus – zwiększasz koszty, musisz zająć się rekrutacją i stworzyć skuteczny zespół.
  • częściowe zlecanie pracy na zewnątrz. Czyli mamy model pośredni, który oznacza, że firma ma swoich pracowników zajmujących się marketingiem, ale część pracy zleca również na zewnątrz. Przykładowo, zespół na miejsce dba o realizowanie kampanii Google AdWords, a zewnętrznie zleca się pozycjonowanie strony.
  • Model oparty w pełni na outsourcingu – szereg działań zlecanych jest zewnętrznie, w pełni kompleksowo czyli np. cały marketing zlecany jest na zewnątrz.

Outsourcing marketingu przynosi korzyści

Wiesz już co to jest outsourcing marketingu i orientujesz się z czym się wiąże takie działanie. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie korzyści, które możesz uzyskać, dlatego ten akapit powinien Cie szczególnie zainteresować. Okazuje się, że korzystanie z outsourcingu marketingu przynosi wiele korzyści dla firm. Poznaj 5 najważniejszych:

  • niższe koszty dla firmy. Często zatrudnienie zespołu specjalistów oraz zakup specjalistycznego sprzętu jest droższe niż zatrudnienie firmy zewnętrznej,
  • możliwość skoncentrowania się na działalności firmy i realizacji swoich usług, podczas gdy marketing będzie przygotowywany przez specjalistów,
  • marketing w dobrych rękach – jeśli wybierzesz odpowiednią firmę możesz liczyć na prowadzenie marketingu przez specjalistów, którzy wykorzystają skuteczne techniki działania,
  • innowacyjne metody – specjaliści zwykle są na bieżąco z wszelkimi trendami marketingowymi dzięki czemu wykorzystują różne nowinki i narzędzia,
  • obiektywne spojrzenie, czyli zyskujesz nowe spojrzenie z zewnątrz, bo pomaga w realizacji zadań.

Outsourcing marketingu w praktyce

W przypadku marketingu zlecać można cały szereg działań. Od przygotowania reklam AdWords, prowadzenia profilu firmy w social media, po pozycjonowanie, content marketing, PR, czy usługi graficznie. Można wybrać jedną firmą specjalizującą się w interesujących nas obszarach, albo postawić na kilka różnych firm i/lub freelancerów. Wybór rozwiązania zależny jest od Twoich potrzeb i celów, jakie chcesz uzyskać. W sytuacji, gdy prowadzisz większy, konkurencyjny biznes agencja może być dobrym rozwiązaniem, jeśli zależy Ci na kompleksowym wdrożeniu działań.

Przyszłość w zarządzaniu należy do kobiet

W warunkach coraz większej niepewności i szybkich zmian współczesny biznes potrzebuje nowego modelu zarządzania. Stary, oparty na sztywnej hierarchicznej strukturze, polegał głównie na współzawodnictwie i dążeniu do indywidualnych sukcesów. Jednak wyzwania i problemy, przed którymi stają dzisiejsze firmy, ze względu na swoją złożoność wymagają nowego podejścia. W warunkach postępującej globalizacji liderzy firm muszą zanegować dotychczasowe wzorce i stworzyć nowe, oparte na trzech powiązanych ze sobą procesach:

  • świadomym utożsamieniu się z innymi i zbudowaniu poczucia wspólnoty.
  • zdefiniowaniu od nowa wartości ważnych dla rozwoju osobistego i zawodowego i zanegowanie modelu opartego na współzawodnictwie.
  • znalezieniu w sobie spokoju i równowagi wewnętrznej, jako antidotum na tempo i złożoność otaczającego świata.

Nowy, „kobiecy” model zarządzania

Z powyższych punktów wynika, że empatia, zdolności komunikacyjne, otwartość na innych i samoświadomość są kluczowymi elementami budowania pozycji lidera XXI wieku. To tak zwane „miękkie” kompetencje, postrzegane zazwyczaj jako „kobiece”. Nie znaczy to, rzecz jasna, że dysponują nimi wyłącznie kobiety, ale to one częściej niż mężczyźni kierują się instynktem i emocjami. Kiedyś zakładano, że dobry przywódca musi występować z pozycji siły i dominacji, ale coraz wyraźniej widać, że to właśnie „kobiece” umiejętności mają przyszłość w biznesie. Wielu mężczyzn na stanowiskach kierowniczych ma opory przed zaakceptowaniem tej zmiany i przyjęciem nowych wzorców. W tej sytuacji przed kobietami otwiera się szansa na zwiększenie ich udziału w zarządzaniu i rzeczywiście, analizy wskazują, że kobiety na stanowiskach zarządzających stopniowo zaczną wyprzedzać  mężczyzn, zwłaszcza że są bardziej otwarte na nową wiedzę i umiejętności.

Z moich badań wynika, że kobiety w roli liderów zazwyczaj znacznie lepiej radzą sobie z ekonomiczną i społeczną transformacją, przede wszystkim ze względu na chęć współpracy z innymi i umiejętności adaptacyjne. To ich kluczowa przewaga w dzisiejszym szybko zmieniającym się środowisku biznesowym. Dostrzegając zawczasu sygnały ostrzegawcze i problemy zagrażające zespołowi czy organizacji mogą zareagować na nie z wyprzedzeniem.  Kobiety cechuje też większa ostrożność, a w warunkach dużej presji i przeciążenia ich empatyczne, intuicyjne przywództwo jest bardziej korzystne dla zespołu i dla firmy.

Triumf „miękkich” kompetencji

Kobiety zarządzające firmą lub zespołem częściej i chętniej reagują na uwagi otoczenia i są skłonne do większych ustępstw. Ta otwartość i chęć współpracy jest częścią inteligencji emocjonalnej, którą panie mają zazwyczaj rozwiniętą w dużo większym zakresie niż mężczyźni.  Szereg badań wykazał, że wysoki poziom inteligencji emocjonalnej liderów przekłada się na efektywność biznesową przedsiębiorstw.

Te „miękkie” kompetencje wpływają więc bezpośrednio na twarde wyniki firmy, ale też znacząco usprawniają jej codzienne funkcjonowanie. Kobiety jako szefowe sprawniej komunikują się ze swoim zespołem i wyznaczają mu cele. Umiejętnie budują też relacje pomiędzy różnymi zespołami i oddziałami firmy i wspierają współpracę w grupie. Ponieważ zazwyczaj lepiej radzą sobie z analizowaniem i komunikowaniem problemów, są bardziej skuteczne w zarządzaniu projektami, a ze względu na lepsze zdolności komunikacyjne i umiejętności negocjacyjne świetnie sprawdzają się w kontaktach z klientami.

Dzięki lepiej rozwiniętej empatii kobiety na stanowiskach zarządzających potrafią też skutecznie wspierać innych w rozwoju, inspirować ich i motywować do działania.

Na cenzurowanym

Wyraźnie widać, jak wszechstronnym wsparciem dla organizacji mogą być kobiety na stanowiskach zarządzających. Dlatego tak trudno jest zrozumieć fakt, że w wielu społecznościach i kulturach nadal nie docenia się i nie wspiera kobiet w biznesie. Panie na wysokich stanowiskach często odczuwają dużą presję ze strony otoczenia. Muszą nieustannie udowadniać swoją wartość w organizacji i boją się popełnić błąd. Dlatego brakuje im poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. W środowisku zdominowanym przez mężczyzn od kobiet wymaga się o wiele więcej, aby mogły zdobyć lub utrzymać analogiczne stanowisko, a ich wiedza i doświadczenie są nieustannie kwestionowane. Nie mogą spocząć na laurach i cieszyć się swoimi osiągnięciami, bo zawsze muszą przejmować inicjatywę.

W światowym biznesie i polityce potrzeba więcej kobiet na stanowiskach zarządzających, jednak tylko niewielki procent z nich otrzymuje wystarczające wsparcie i ochronę. To niepokojące i niezrozumiałe, zwłaszcza że nawet w dziedzinach tradycyjnie zdomiowanych przez mężczyzn wykazano większą efektywność kobiet w zarządzaniu,  przede wszystkim dlatego, że muszą one na swój sukces o wiele ciężej pracować, nieustannie udowadniając swoje kompetencje.

Kobiety liderami jutra

Większość ludzi nie ma wystarczającej samoświadomości i otwartego umysłu, aby całościowo zaanalizować trudną sytuację. Dlatego charakterystyczna dla współczesnego biznesu nieprzewidywalność i zmiana budzi w nich lęk i niepokój. Rolą przywódców jest wówczas wsparcie swoich pracowników w rozwiązaniu tych problemów. Kobiety lepiej sprawdzają się pod tym względem w roli liderów, bo troska o innych, empatia i intuicja przychodzą im naturalnie.

W bardziej tradycyjnych, patriarchalnych kulturach często nie docenia się nowoczesnego modelu zarządzania, opartego na takich „kobiecych” wartościach. To krótkowzroczna strategia, ponieważ stary wzorzec przestał się sprawdzać i coraz bardziej docenia się rolę miękkich kompetencji w zarządzaniu.

Pomimo, że nazywane „miękkimi”, te cechy zdecydowanie należą do mocnych stron kobiet na stanowiskach zarządzających i decydują o ich sukcesie. Raporty i analizy, a także feedback ze strony współpracowników i zarządu wykazują, że kobiety w roli liderów są oceniane wyżej niż mężczyźni, a im wyższe stanowisko, tym większa jest różnica na korzyść kobiet.

Co ciekawe, tego typu umiejętności przywódcze bezpośrednio wpływają też na sukces organizacji  w takich aspektach, jak zaangażowanie pracowników, zatrzymywanie talentów, satysfakcja klienta, czy rentowność firmy.

Dlatego członkowie zarządów i rad nadzorczych powinni zadać sobie pytanie, co powinni zrobić, aby stanowiska zarządzające w ich firmach stały się bardziej stabilne, bezpieczne i atrakcyjne dla kobiet. Większy udział kobiet w biznesie w pewnością będzie korzyścią zarówno dla zespołu i organizacji, jak i dla całej gospodarki.

Christian Kurmann, Inclusive Leadership Inspirer

Union Investment przejmuje dwa hotele Holiday Inn w Polsce: powstający w Gdańsku i nowo otwarty w Warszawie

Łączna wartość obu transakcji dokonanych przez fundusze z grupy Union Investment Real Estate wyniesie ok. 80 mln euro.

Union Investment, fundusz zarządzający inwestycjami na rynku nieruchomości z siedzibą w Hamburgu, zawarł przedwstępną umowę kupna typu forward hotelu Holiday Inn powstającego w centrum Gdańska. Budowany na Wyspie Spichrzów hotel będzie miał 240 pokoi.

Finalizacja umowy wraz z przekazaniem praw planowana jest na połowę 2019 r. Projekt stał się częścią jednego z funduszy instytucjonalnych Union Investment.

Do końca stycznia 2018 r. Union Investment sfinalizuje też przejęcie 256-pokojowego hotelu Holiday Inn przy ul. Twardej w samym centrum Warszawy. Transakcja ta realizowana jest na rzecz otwartego funduszu Unilmmo: Deutschland. Umowa przedwstępna określająca warunki zakupu została zawarta pod koniec 2015 r.

W obu przypadkach deweloperem, operatorem i sprzedającym jest spółka UBM. Zarządzaniem hotelami będzie się zajmować InterContinental Hotels Group (IGH), właściciel marki Holiday Inn.

Architektoniczna perła na Wyspie Spichrzów w Gdańsku

Holiday Inn Gdansk City CentreHotel Holiday Inn Gdańsk City Centre przy ul. Chmielnej powstaje przy samym nabrzeżu, na cyplu historycznej Wyspy Spichrzów. Ze względu na reprezentacyjne położenie budynku, ceglano-aluminiowa fasada, którą już dziś określić można jako architektoniczną perłę, będzie widoczna z oddali. Nowoczesna konstrukcja wpisuje się w planowaną koncepcję nowej Wyspy Spichrzów, która zakłada rewitalizację historycznych budynków i rozwój nowej przestrzeni urbanistycznej w tej dzielnicy. Dzięki kładce, która ma połączyć Wyspę Spichrzów z centrum miasta, można będzie szybko dostać się pieszo do centrum Gdańska.

Rewitalizacja historycznej Wyspy Spichrzów to obecnie jeden z najciekawszych projektów w Polsce, a nowy hotel Holiday Inn stanie się wizytówką przebudowanej wyspy – mówi Andreas Löcher, zarządzający inwestycjami w sektorze hotelarsko-gastronomicznym w Union Investment Real Estate GmbH.

Oprócz 240 pokoi, w hotelu zaplanowano także pięć sal konferencyjnych o powierzchni 480 m2 oraz parking podziemny z 44 miejscami. Budynek będzie się starał o złoty certyfikat LEED.

Najnowszy hotel w samym centrum Warszawy

Holiday Inn Warsaw City CentreHoliday Inn Warsaw City Centre został uroczyście otwarty 19 grudnia 2017 r. To jeden z ciekawszych architektonicznie budynków w Warszawie, inspirowany nowojorskim wieżowcem Flatiron Building.

W hotelu znajdują się liczne pomieszczenia konferencyjne i sale spotkań oraz studio fitness z panoramicznym widokiem na 16. piętrze budynku. Recepcja, lobby i centrum biznesowe, a także czynne 24 godziny na dobę restauracja i bar tworzą otwartą, spójną przestrzeń. Hotel znajduje się ok. 500 m od Pałacu Kultury i Nauki, a dojście do Dworca Centralnego zajmuje zaledwie 10 minut.

Wkrótce budynek otrzyma złoty certyfikat LEED, który świadczy o wykorzystaniu licznych rozwiązań przyjaznych dla środowiska.

Terminale płatnicze w radiowozach – za mandat zapłacimy kartą

Wyposażenie Policji w terminale POS to efekt współpracy Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii oraz Krajowej Izby Rozliczeniowej (KIR) w ramach ogólnopolskiego Programu upowszechniania płatności bezgotówkowych w administracji publicznej. Do obsługi płatności bezgotówkowych w terminalach POS w Policji wybrane zostało Centrum Elektronicznych Usług Płatniczych eService Sp. z o.o. Dzięki temu, za mandat np. za przekroczenie prędkości będziemy mogli zapłacić kartą lub BLIKIEM.

Jak pokazuje badanie zatytułowane „Postawy Polaków wobec form płatności”1, 55 proc. respondentów deklaruje, że chce mieć możliwość płacenia mandatów bezgotówkowo – mówi Renata Zielińska, Dyrektor Departamentu Sprzedaży i Relacji z Klientami eService. Możliwość regulowania mandatów kartą płatniczą ma duże znaczenie także dla obcokrajowców, którzy zgodnie z obowiązującymi przepisami, do tej pory byli zobligowani uiścić opłatę w polskiej walucie, w miejscu wykroczenia – dodaje.  

Zgodnie z przepisami prawa, standardowa procedura polegała dotychczas na wystawieniu mandatu karnego przez funkcjonariusza Policji, a następie uregulowaniu kary przelewem lub wpłatą gotówkową na poczcie. Obecnie, w efekcie nowelizacji ustawy Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia, po otrzymaniu mandatu za naruszenie przepisów drogowych będziemy mogli zdecydować o wyborze formy płatności – bezgotówkowo, z wykorzystaniem karty płatniczej lub BLIKA, którą przyjmą policjanci wyposażeni w terminale POS lub przyjmując mandat kredytowy. Od początku 2018 r. w Komendzie Miejskiej Policji w Opolu uruchomiono pilotażowo możliwość opłacania mandatów za pomocą kart płatniczych i płatności mobilnych. Pierwsze mandaty zostały już opłacone za pomocą kart.

– Celem Programu realizowanego przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii oraz KIR jest popularyzowanie płatności bezgotówkowych w urzędach administracji publicznej wszystkich szczebli, a także w Policji drogowej – mówi Piotr Wichowski, Dyrektor Linii biznesowej płatności kartowe w KIR. Jako podmiot infrastruktury okołobankowej i zaufana strona trzecia, strategicznie traktujemy uczestnictwo w szeroko pojętych działaniach na rzecz promowania obrotu bezgotówkowego i digitalizacji procesów w gospodarce – dodaje Piotr Wichowski.

Trwa proces wyposażania radiowozów w 2 tys. terminali płatniczych, a policjanci przechodzą szkolenia z ich obsługi. Od lutego 2018 r. każdy radiowóz patrolu drogowego Policji będzie wyposażony w terminal POS i za mandat będziemy mogli zapłacić kartą lub BLIKIEM.

Monetyzacja danych wiodącym trendem Internetu Rzeczy w 2018 roku

Według globalnej grupy ekspertów EY z Centrum Kompetencyjnego Internetu Rzeczy (IoT) w 2018 roku do wiodących trendów w obszarze IoT należy powstawanie nowych modeli biznesowych bazujących na cyfryzacji (monetyzacja danych IoT), integracja pojedynczych technologii (IoT, DLT[1], AI[2], RPA[3]) we wspólne rozwiązania oraz rozwój architektury przetwarzania peryferyjnego (network edge processing). Ostatnie lata to masowy wzrost zainteresowania i oczekiwań w stosunku do technologii Internetu Rzeczy. Dotychczas jednak większość rozwiązań stanowią zamknięte systemy o ograniczonych możliwościach współpracy pomiędzy sobą.

Monetyzacja IoT – przejście od „wysp automatyzacji” do „ekosystemów wartości”

Obecne sposoby wykorzystania możliwości technicznych IoT są wciąż bardzo tradycyjne i koncentrują się na poprawie efektywności procesów i wykorzystania środków trwałych. Skutkuje to tworzeniem „wysp automatyzacji” przypominających początkowe lata komputeryzacji przedsiębiorstw. Jednak coraz większa liczba decydentów zaczyna dostrzegać przełomowy charakter nowej technologii jako narzędzia do zasadniczej zmiany modeli biznesowych i operacyjnych przedsiębiorstw. IoT umożliwia bowiem kontrolę produktu nie tylko w procesie produkcyjnym i w fabryce, ale także po drodze do, jak również u użytkownika końcowego. „Ucyfrowienie” fizycznych produktów pozwoli na budowę nowych usług, bazujących na danych pochodzących z komponentów IoT zintegrowanych z ich fizycznymi odpowiednikami.

– Kiedy menedżerowie uświadomią sobie potencjał kreowania wartości jaki mają systemy IoT, poszukają nowych obszarów dostarczających nowej wartości klientom i zmieniających obecne procesy biznesowe. W 2018 roku oczekujemy wielu pilotażowych wdrożeń nowych rozwiązań oraz akwizycji start-up’ów, które w swoim portfolio mają już gotowe rozwiązania. Konsekwencją tego wzrostu aktywności będą prace nad transformacją obecnych modeli biznesowych i operacyjnych dla dostosowania ich do nowych możliwości oferowanych przez technologie IoT oraz rosnącą integrację tradycyjnych produktów z sensorami IoT – uważa Aleksander Poniewierski, Globalny Lider EY ds. IoT.

Renesans przetwarzania peryferyjnego (network edge processing)

Od wielu lat w świecie IoT ścierają się koncepcje dotyczące miejsca przekształcania gromadzonych danych w czujnikach, w użyteczne informacje. Pierwsza zakłada wysyłanie surowych danych do obróbki w chmurze, druga opiera się na tym, że czujniki (najczęściej powiązane) mają własny procesor i wysyłają już przetworzoną informację. Jest to tzw. przetwarzanie peryferyjne, albo „processing on the edge”. Czyli, np. zamiast wysyłać ciąg parametrów z samosterującego samochodu, wysyła się tylko odległość od najbliższego obiektu, albo położenie geograficzne.

Trend dążący do popularyzacji przetwarzania peryferyjnego i przesyłania jedynie użytecznej informacji był dotychczas skutecznie spowalniany przez spadające ceny komunikacji i wzrost przepustowości sieci. Jednak postępująca miniaturyzacja i spadek kosztów urządzeń końcowych wskazuje na wzrost popularności przetwarzania peryferyjnego w nowych rozwiązaniach.

– Różne wymagania dotyczące współpracy urządzeń końcowych z infrastrukturą transmisyjną (np. w zakresie przepustowości, opóźnień czy efektywności energetycznej), wymusiły odejście od filozofii „one-fits-for-all” na rzecz nowych specjalistycznych rozwiązań. Równolegle regulacje dotyczące ochrony prywatności, obowiązujące w szczególności w Europie, skutkują odejściem od przesyłania nieprzetworzonych, niezabezpieczonych danych do publicznych chmur. W efekcie oczekiwać możemy renesansu rozwiązań bazujących na przetwarzaniu peryferyjnym – mówi Poniewierski.

IoT, AI, RPA, DLT (blockchain) – dziś niezależne, jutro zintegrowane

Dotychczas rozwiązania bazujące na IoT, Blockchain, sztucznej inteligencji (AI) czy automatyzacji procesów biznesowych (RPA) wdrażane były niezależnie. Jednak obserwowane trendy zapewnienia ich pełnej konwergencji i interoperacyjności sprawiają, iż w najbliższej przyszłości będą traktowane po prostu jako transformacja cyfrowa. Eksperci EY oczekują, pojawienia się w 2018 roku w pełni zintegrowanych systemów wykorzystujących wymienione technologie, do budowy rozwiązań klasy, „Inteligentnej Automatyzacji Procesów” (IPA).

– Z biznesowego punktu widzenia przełomowe technologie uzupełniają już istniejące systemy i pełnią unikalną rolę w różnych obszarach organizacji. Na początku menedżerowie są zafascynowani możliwościami pojedynczych technologii. Z czasem oczekiwać będą zintegrowanego podejścia i optymalizacji zwrotu z inwestycji – dodaje Aleksander Poniewierski.

Standaryzacja transmisji – wojna o kontrolę nad łącznością IoT

Dotychczas głównym ograniczeniem dla interoperacyjności IoT jest niejednolita komunikacja. Poszczególni dostawcy promowali różne rozwiązania transmisyjne dla własnych rozwiązań. Efektem jest stan obecny. Wiele zamkniętych systemów o ograniczonych możliwościach współpracy i wymiany danych.

Eksperci EY uważają, że w 2018 roku znaczącą zmianę spowodują prace nad standardem sieci komórkowej 5G. W szczególności oczekuje się wirtualizacji sieci o różnych charakterystykach, dostosowanych do indywidualnych wymogów funkcjonalnych rozwiązań oraz możliwości transmisyjnych w różnych warunkach, przy wykorzystaniu szerokiego spektrum częstotliwości. O ile szerokie komercyjne wdrożenia sieci 5G nastąpią nie wcześniej niż w 2020 roku, to formalne standardy powinny pojawić się już w tym roku, podobnie jak pilotażowe wdrożenia w niektórych krajach azjatyckich. Z pewnością stanowić to będzie silny impuls w dalszych pracach rozwojowych nad nowymi rozwiązaniami IoT.

– IoT nie może się rozwijać bez efektywnej i rozsądnej kosztowo sieci bezprzewodowej, interoperacyjności oraz wspólnych standardów. Jesteśmy przekonani, że 5G może mieć przełomowy wpływ na sposób, w jaki przyszłe ekosystemy IoT będą projektowane, zwłaszcza, jeśli chodzi o ich skalowalność, opóźnienia, niezawodność, bezpieczeństwo oraz poziom indywidualnej kontroli parametrów przyłączeniowych – mówi Aleksander Poniewierski.

Od cyberbezpieczeństwa do cyberodporności

Eksperci EY z Centrum Kompetencyjnego IoT podkreślają, że zagrożenia cyberprzestrzeni i regulacje dotyczące m.in. ochrony prywatności, stanowią istotną barierę dla szerokiego wykorzystania rozwiązań IoT. Przedsiębiorstwa coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, że metody skuteczne w zabezpieczeniu zcentralizowanych systemów IT są nieadekwatne dla rozproszonych systemów IoT. Dlatego w kolejnych latach oczekiwany jest raczej zwrot w kierunku podwyższania odporności rozproszonych systemów jako całości, a nie, jak dotychczas, koncentrowanie się na zabezpieczaniu indywidualnych komponentów.

– Rozwiązania IoT wymagają jednoczesnego spełnienia warunku bezpieczeństwa użytkowania, ochrony prywatności, niezawodności oraz odporności. Tego nie da się osiągnąć zabezpieczając poszczególne elementy środowiska mającego wiele celów. Konieczna jest zmiana podejścia. Zamiast ograniczać się do ochrony przed niepowołaną ingerencją, należy projektować całe systemy z nadrzędną myślą o zapewnieniu ich odporności (resilience-by-design) na różnego typu zagrożenia. Pozwoli to na zapewnienie ochrony gromadzonych, przetwarzanych i transmitowanych danych, adekwatnie do ich wykorzystania we wsparciu funkcjonowania istniejącej infrastruktury, procesów biznesowych oraz wymogów regulacyjnych – podsumowuje Poniewierski.

[1] DLT – distributed/replicated ledger technologies – technologie rozproszonych/powielonych rejestrów
[2] AI – artificial intelligence – systemy „sztucznej inteligencji”, algorytmy samouczące, itp
[3] RPA – robotic proces automation – automatyzacja procesów biurowych

Lista życzeń konsumentów w zakresie technologii 5G nakreśla plan działania dla operatorów

  • Konsumenci kierują do operatorów telekomunikacyjnych sześć wezwań do działania odnoszących się do ofert szerokopasmowej transmisji mobilnej teraz i w ramach przyszłej technologii 5G
  • Konsumenci przewidują, że większość usług wzbogaconych zastosowaniem technologii 5G wejdzie do powszechnego użytku w ciągu trzech do pięciu lat od wprowadzenia tej technologii
  • 44 procent użytkowników smartfonów na całym świecie chce płacić za usługi umożliwiane przez technologię 5G, jednakże przewidują również, że nie będzie istniała konieczność dokonywania opłat za każdy gigabajt wykorzystany w ramach tej technologii

Co muszą uczynić operatorzy, przygotowując się do uruchomienia przyszłościowych systemów 5G, aby zyskać zaufanie konsumentów?

Firma Ericsson (NASDAQ: ERIC) zaprezentowała dziś raport konsumencko-branżowy, zatytułowany „W kierunku przyszłości technologii 5G oferowanej konsumentom”. Raport ten omawia sześć skierowanych przez konsumentów wezwań do działania, które operatorzy muszą podjąć w celu zbudowania podstaw do wprowadzenia technologii 5G.

Raport ten, największe jak dotąd badanie oczekiwań konsumentów, odzwierciedla poglądy 800 milionów użytkowników smartfonów na całym świecie.

Jasmeet Sethi, Starszy Doradca, Ericsson Consumer & Industry Lab, stwierdził: „Nasze najnowsze badanie nie zajmuje się poglądami użytkowników technologii 5G w oderwaniu od rzeczywistości, lecz nakierowuje uwagę na niespełnione potrzeby konsumentów, które muszą zostać zaspokojone przez operatorów w procesie przygotowań do wprowadzenia 5G. Począwszy od zaoferowania niewymagającego wysiłku doświadczenia zakupowego, na skupieniu się na rzeczywistej wydajności sieci skończywszy, konsumenci domagają się zmian, których oczekują już teraz”.

Oto wspomniane sześć wezwań do działania sformułowanych przez konsumentów:

Zapewnijcie doświadczenie zakupowe, które nie wymaga wysiłku

Konsumenci postrzegają rynek telekomunikacyjny jako zbyt skomplikowany. Skoro sześciu na dziesięciu użytkowników smartfonów zmaga się ze zbyt złożonymi planami taryfowymi, obserwujemy więc wyraźną rozbieżność pomiędzy tym, co użytkownicy kupują, a tym, czego używają. Jedynie trzech na dziesięciu użytkowników smartfonów jest zadowolonych ze sposobu prezentowania planów taryfowych przez operatorów w internecie, tak więc doświadczenia z telefonią cyfrową nie są ogólnie lekkie, łatwe i przyjemne.

Zaoferujcie nam poczucie braku ograniczeń

Konsumenci nie liczą na niczym nieograniczoną transmisję danych, jednakże chcą mieć takie poczucie. Nie rzeczywiste korzystanie, a spokój jest głównym czynnikiem motywującym do kupna nieograniczonej transmisji danych, więc konsumenci wzywają operatorów do poszukiwania alternatywnych sposobów oferowania tego poczucia wolności.

Traktujcie gigabajty jako walutę

Przeciętny użytkownik smartfona dysponuje 31 gigabajtami niewykorzystanych danych mobilnych w roku, co wystarcza na 65 godzin rozmów wideo, 517 godzin transmisji strumieniowej muzyki lub obejrzenie na raz sześciu sezonów serialu telewizyjnego, takiego jak „Gra o tron”, co odpowiada 1,5 terabajtom w ciągu całego życia. Dwóch na pięciu użytkowników chciałoby korzystać z tego nadmiaru jak z waluty i oczekuje uzyskania możliwości oszczędzania, wymiany lub podarowania komuś niewykorzystanych danych w prezencie.

Oferujcie nam coś więcej, niż tylko pakiety danych

Wyższe prędkości połączeń szerokopasmowych oraz sprawiedliwe umowy transmisji bezprzewodowej są uznawane za ważniejsze od pakietów danych, które obecnie dominują w ofercie rynkowej. W sytuacji, gdy pakiety wideo oraz innowacyjne plany taryfowe odgrywają coraz ważniejszą rolę w wyborze operatora i pakietu usług, konsumenci oczekują od operatorów innowacji, ewolucji i personalizacji planów taryfowych.

Dajcie nam szerszą ofertę wraz z 5G

Wbrew opinii, że konsumenci nie są zainteresowani technologią 5G, w globalnym ujęciu idea usług 5G wydaje się atrakcyjna dla 76 procent użytkowników smartfonów; 44 procent użytkowników chce rzeczywiście płacić za usługi w technologii 5G. Konsumenci oczekują, że większość usług technologii 5G będzie oferowanych na rynku w ciągu 3-4 latach od wprowadzenia tej technologii na rynek, a ponad połowa oczekuje, że będzie mogła korzystać z usług wzbogaconych o ofertę 5G w ciągu dwóch lat od jej udostępnienia.

Ponad jedna trzecia oczekuje, że technologia 5G będzie oferowała coś więcej niż prędkość, zasięg i niższe ceny: usprawnienia takie jak dłuższy czas pracy baterii oraz możliwość podłączania nie tylko urządzeń, lecz również Internetu rzeczy do sieci. Konsumenci przewidują również, że nastąpi kres konieczności płacenia za wykorzystane gigabajty, a zamiast tego będą mogli uiszczać pojedynczą opłatę za każdą usługę 5G lub podłączone urządzenie.

Dodajcie autentyczności

Kierując się w stronę przyszłościowej technologii 5G, konsumenci wzywają operatorów do unikania nic nie znaczących sloganów marketingowych, a w zamian do skupienia się na rzeczywistym doświadczeniu z korzystania z sieci, wzmacniając uczciwość marketingu. Raport wskazuje na to, że jedynie cztery procent konsumentów wierzy w reklamy i statystyki dotyczące wydajności sieci przedstawiane przez operatorów.

Informacje zawarte w raporcie opierają się na prowadzonych od ponad 20 lat globalnych działaniach badawczych Ericsson ConsumerLab oraz na danych z ankiety przeprowadzonej wśród 14.000 użytkowników smartfonów iPhone i Android w wieku od 15 do 65 lat. Opinie wyrażone w tej ankiecie reprezentują 800 milionów użytkowników z Argentyny, Brazylii, Chin, Egiptu, Finlandii, Francji, Indonezji, Irlandii, Japonii, Korei Południowej, Meksyku, Niemiec, Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii.

Boom w budownictwie obniża marże i powiększa ryzyko

Pomimo wyraźnej poprawy koniunktury w budownictwie sytuacja finansowa firm z tego sektora okazała się gorsza niż przed rokiem. Problemy ze spłatą zobowiązań ma 31 852 podmiotów – wynika z danych Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej. Łączne zadłużenie firm budowlanych sięga 4,27 mld zł – aż 470 mln zł więcej niż rok wcześniej. Polski Związek Pracodawców Budownictwa ostrzega, że boom w budownictwie może przynieść ofiary zarówno wśród firm budowlanych, jak i wśród inwestorów.

Skala zaległości firm budowlanych jest mocno zróżnicowana w zależności od wielkości przedsiębiorstwa. – Wśród dużych spółek prawa handlowego, problemy kontrahentom i bankom sprawia niemal co siódma oraz co 23 funkcjonująca jako działalność gospodarcza – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor we wspólnym raporcie BIG InfoMonitor oraz Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa „Sytuacja finansowa przedsiębiorstw budowlanych. Wzrost cen blokuje hossę”.

Najwięcej działających firm budowlanych w Polsce znajduje się na Mazowszu, w Małopolsce oraz w Wielkopolsce. Pod względem kwoty przeterminowanego zadłużenia i liczby niesolidnych dłużników dominuje Mazowsze. Firmy z województwa mazowieckiego zadłużone są w sumie na 654,1 mln zł, a ich średnie zadłużenie – 137,8 tys. zł – jest tylko trochę wyższe od średniego zadłużenia firm budowlanych w kraju – 134,1 tys. zł.

4,27 mld zł zaległości płatności branży budowlanej oraz wzrost tej kwoty w ciągu roku o blisko 0,5 mld zł nie zaskakują. W ostatnich latach, branży szczególnie dały się we znaki cykliczne zmiany związane z realizacją unijnych programów, powodujące bądź spiętrzenie prac wraz z jego negatywnymi konsekwencjami, bądź przy braku środków zastój skutkujący wstrzymaniem zamówień. Obecnie znów mamy do czynienia z ogromnym popytem na usługi firm budowlanych. Efekt? – Galopujący wzrost cen, a do tego brak rąk do pracy oraz problemy z transportem – mówi Rafał Bałdys-Rembowski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Boom budowlany może przynieść ofiary. Mogą się nimi stać nie tylko przedsiębiorstwa budowlane, ale również inwestorzy, którzy zawarli swoje kontrakty w ciągu ostatnich dwóch lat. W wielu przypadkach zagrożona jest realizacja projektów. Przy dalszym wzroście cen uniknięcie dodatkowych kosztów może okazać się niemożliwe. Jeśli zamawiający będą odmawiać ich opłacenia, może to doprowadzić do poważnych kłopotów wykonawców, łącznie z koniecznością zejścia z budów. Zamawiający muszą zacząć kalkulować, że będą musieli ponieść część dodatkowych kosztów – ostrzega Rafał Bałdys-Rembowski.

Paradoksalnie dobrym wskaźnikom produkcji budowlano-montażowej towarzyszy spadek marż firm wykonawczych. Szczególnie dotyczy to dużych przedsiębiorstw związanych wieloletnimi kontraktami. Dla wielu takich firm kontrakty zawarte rok lub dwa lata temu przy obecnym poziomie cen produkcji budowalno-montażowej, które rosną znacznie wolniej niż koszty produkcji mogą okazać się nierentowne. Potwierdzają to dane GUS, wskaźnik zyskowności sprzedaży w budownictwie jest obecnie niższy niż dla ogółu podmiotów gospodarczych, po I półroczu 2017 r. wyniósł 2,5 proc., wobec 5,3 proc. dla pozostałych firm. Najwyższą zyskowność – 3,9 proc. osiągały firmy budowlane zatrudniające od 10 do 49 pracowników, zaś wraz ze wzrostem wielkości firmy wskaźnik zyskowności obniża się do 2,0 proc. w przypadku średnich i 1,9 proc. dla największych (powyżej 250 zatrudnionych).

W takich warunkach zabezpieczenie się przed konsekwencjami utraty płynności przez kontrahentów może być kluczowe dla przetrwania wielu firm zarówno budowlanych, jak i współpracujących z nimi. – Szczególnie ważne jest ograniczenie ryzyka powstawania zatorów płatniczych i systematyczne monitorowanie sytuacji finansowej, a także wiarygodności płatniczej i kredytowej kontrahentów. Pomoże to unikać problemów, a w razie ich pojawienia umożliwi podjęcie odpowiednich działań, które pozwolą zabezpieczyć płynność finansową firmy – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

Jak podkreślają przedstawiciele Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa branża budowlana potrzebuje stabilizacji rynku – przede wszystkim w zakresie unormowania tempa i racjonalnego rozłożenia w czasie realizacji inwestycji publicznych, większej partycypacji zamawiających w różnego rodzaju zagrożeniach i ryzykach związanych z procesem inwestycyjnym. Niezbędne jest także ciągłe podnoszenie produktywności.

Piotr Janiszewski prezes SKANSKA POLSKA

Trzy największe bariery dla rozwoju budownictwa w Polsce? Chwiejność rynku budowlanego, brak rąk do pracy oraz rosnące koszty produkcji. Potrzeba nam stabilizacji, ale to od firm zależy, jak poradzą sobie z tą sytuacją i zaprojektują własną przyszłość na rynku.

Dariusz Blocher – prezes BUDIMEX

Bez wątpienia mamy do czynienia z nową sytuacją na rynku pracy. Brakuje pracowników praktycznie wszystkich specjalności, czemu towarzyszy – co oczywiste – wzrost płac. Jeśli połączymy to ze wzrostem cen materiałów, surowców i kosztów transportu, to efektem będzie dalszy wzrost cen na rynku zamówień publicznych, ale też komercyjnych. Wielu inwestorów będzie musiało zweryfikować swoje założone budżety, bo nie znajdą się wykonawcy, którzy będą mogli zaoferować wykonanie robót za taką cenę.

Piotr Kledzik – prezes PORR Polska

W najbliższym czasie dla wykonawców inwestycji infrastrukturalnych dużym problemem będzie m.in. transport materiałów na place budów. Paradoksalnie niepowodzenie programu kolejowego w ubiegłej perspektywie pomogło uniknąć tego problemu. Teraz jednak mamy do czynienia z szeroko zakrojonym programem inwestycji kolejowych.

Budownictwo to jeden z najważniejszych sektorów gospodarki narodowej. Sytuacja w tej branży przekłada się na sytuację producentów materiałów budowlanych, hut, transportu, przedsiębiorstw zajmujących się urządzaniem wnętrz oraz ich wyposażeniem i wielu innych, stąd problemy finansowe firm z tego sektora mają ogromny wpływ na kondycję innych podmiotów.

Ochrona danych osobowych – czyli właściwie co?

Maciej Kaczmarski ODO 24
Maciej Kaczmarski, Prezes zarządu, ODO 24.

28 stycznia to wyjątkowy dzień dla każdego z nas. Tego dnia w Europie obchodzony jest Dzień Ochrony Danych Osobowych. Niemal w każdej sekundzie informacje o nas są zbierane i wykorzystywane przez różnego rodzaju podmioty, niekiedy nawet w celu popełnienia przestępstwa. Powinniśmy je odpowiednio chronić. Dane osobowe to nie tylko adres, telefon czy numer PESEL, ale również inne cenne informacje. Ekspert z Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo wyjaśnia czym właściwie są dane osobowe i na czym polega ich ochrona.

Vademecum ochrony danych osobowych

Nie bez powodu 28 stycznia wybrano na Dzień Ochrony Danych Osobowych. Tego dnia w 1981 r. przyjęto Konwencję Rady Europy Nr 108. Była to prawdziwa rewolucja w ochronie danych osobowych, bo przepisy w niej zawarte nałożyły na wszystkie kraje członkowskie zobowiązanie do stworzenia odpowiedniego ustawodawstwa w tym zakresie – mówi, Maciej Kaczmarski, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo. Dzięki tej Konwencji, każdemu – niezależnie od obywatelstwa – przysługuje ochrona praw i wolności, tych związanych z danymi osobowymi  – dodaje.  Z czasem jednak rozbieżności w ustawodawstwach państw Unii spowodowały konieczność ich ujednolicenia. W 1990 r. rozpoczęto prace nad zmianami. Ich efektem było wydanie Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 24 października 1995 r. (95/46/WE), której zaś następcą zostało RODO, czyli  europejskie rozporządzenie o ochronie danych osobowych. Najważniejszym podmiotem w świetle nowych przepisów stał się obywatel, czyli osoba której dane dotyczą. Przyznaje mu się m.in. prawo do niepodlegania decyzji opierającej się wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu czy do bycia zapomnianym. Ponadto wszelkie informacje powinny być do niego kierowane w sposób precyzyjny i zrozumiały.

Jak to wygląda w Polsce?

Pierwszym aktem prawnym w Polsce gwarantującym ochronę danych osobowych była Konstytucja z 1997 r., a dokładnie art. 47 i 51. Kolejnym, była ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych. Pozwoliły one na późniejsze wprowadzenie – w kwietniu – i ratyfikowanie w maju 2002 r. Konwencji Nr 108 Rady Europy oraz określenie prawnych norm obrotu danymi. Nowelizacja regulacji nastąpiła po dwóch latach, kiedy weszły w życie przepisy o zmianie ustawy o ochronie danych osobowych oraz ustawy o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe.

Czy wiemy czym są dane osobowe?

Wiele osób wiąże pojęcie danych osobowych jedynie z imieniem, nazwiskiem oraz numerem PESEL.  Są to spore uproszczenia, prawdopodobnie wynikające z tego, że w przepisach z 1997 r. za dane osobowe uważano informacje „pozwalające na określenie tożsamości tej osoby”, dopiero później termin ten rozszerzono na „wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej”. Aby uzmysłowić sobie, czym są te dane osobowe i jak wiele informacji nimi jest, wystarczy włączyć swój telefon i komputer. Znajdziemy na nich numery telefonów naszych znajomych, służbową korespondencję, zdjęcia, zapisy o naszej lokalizacji  – czyli inne dane niż pozwalające na „określenie tożsamości”, które także powinny podlegać ochronie.

Według art. 6 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r., za dane osobowe uważa się wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Co to oznacza? To, że możemy określić tożsamość osoby opierając się na wyglądzie, imieniu, nazwisku, numerze PESEL, numerze legitymacji, kolorze oczu, odciskach palców, nawykach ubiorowych, stanowisku służbowym, a nawet poprzez pozycję społeczną – wszystko to może zostać uznane za nasze dane osobowe. Warto jednak podkreślić, że nie jest to stały zestaw – wszystko zależy bowiem od podmiotu – wskazuje ekspert Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo. Dobrym przykładem może być nasze imię i nazwisko. Każdy z nas chciałby być wyjątkowy. Niestety może się zdarzyć, że Janów Kowalskich jest kilka, a nawet kilkanaście na całym świecie. W takim przypadku samo imię i nazwisko nie stanowi danych osobowych, jeśli nie jest powiązane z innymi informacjami – uzupełnia Maciej Kaczmarski, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Przed udostępnieniem jakiejkolwiek informacji, która w jakiś sposób nas dotyczy warto się dwa razy zastanowić. Bezmyślność może drogo kosztować i któregoś dnia możemy się dowiedzieć, że np. mamy bardzo duży kredyt, podpisaliśmy umowę na telefon lub nawet braliśmy udział w przestępstwie.

Krajowy rynek finansowy w oczekiwaniu na posiedzenia banków centralnych

Polskie dane makroekonomiczne lekko wzmacniają obligacje skarbowe. W tym tygodniu nadal eurodolar pozostawać będzie głównym motorem zmian kursu złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W piątek podczas sesji europejskiej złoty tracił na wartości, a kurs EURPLN powrócił w okolice 4,175. W ostatnich dniach pozostając głównie pod wpływem zmian na rynku głównej pary walutowej para zeszła poniżej wsparcia na 4,16. Złotego wspierała słabnąca pozycja dolara do euro po tym jak po jastrzębich minutes z grudniowego posiedzenia EBC wzrosło przekonanie inwestorów, że inne banki centralne na świecie wkrótce dołączą do Fed, który rozpoczął cykl podnoszenia stóp procentowych. W rezultacie kurs EURUSD wzrósł powyżej 1,23. Pod koniec tygodnia presję na spadki dolara dodatkowo wywierały obawy o brak nowego porozumienia w sprawie finansowania operacji rządowych. W amerykańskim Senacie w piątek nie doszło do porozumienia Republikanów oraz Demokratów w sprawie kolejnej tymczasowej umowy. Na razie problem dotyczący funkcjonowania amerykańskich administracji nie ma dużego wpływu na rynek, jednak fakt, że partie nie były w stanie ustalić wspólnego stanowiska krótkoterminowo działał w stronę przeceny dolara oraz amerykańskich obligacji.

W przyszłym tygodniu w centrum uwagi krajowych graczy pozostawać będzie decyzyjne posiedzenie EBC. Po werbalnych interwencjach będących reakcją na jastrzębie minutes EBC nie jest wykluczone, że bank centralny strefy euro będzie brzmiał łagodnie, obawiając się nasilenia aprecjacji euro. Inflacja w strefie euro nadal nie zmienia się w oczekiwanym tempie i wciąż znajduje się znacznie poniżej celu EBC, na co m.in. wpływa wysoki kurs EURUSD. Notowania euro są obecnie 4,5% powyżej grudniowej prognozy banku. Wraz ze spadkiem eurodolara oczekiwać można wzrostu eurozłotego.

Na krajowym rynku stopy procentowej podczas piątkowej sesji doszło do lekkiego spadku rentowności polskich obligacji skarbowych. Powodem umocnienia notowań była przede wszystkim publikacja danych makroekonomicznych w kraju, która przyniosła w przypadku sprzedaży detalicznej, indeksu PPI i produkcji przemysłowej zaskoczenie po stronie wyraźnie niższej dynamiki. Mimo krótkoterminowej reakcji rynku, w perspektywie średnioterminowej dane nie powinny mieć poważniejszego znaczenia, gdyż nie zmieniają perspektyw polityki pieniężnej.

W najbliższych dniach wpływ na rynek może mieć w kraju aukcja obligacji skarbowych. Ministerstwo Finansów zaoferuje 26 stycznia papiery o łącznej wartości 5-9 mld PLN. Tym razem w ofercie nie będzie papierów 10-letnich, dlatego może dojść do lekkiego wzrostu rentowności na krótkim końcu krzywej dochodowości. Trzeba jednak pamiętać, że na koniec miesiąca MF odkupować będzie też papiery WZ0118 i wypłacać odsetki (łącznie kwota 10 mld PLN), co powinno w dużej części złagodzić negatywny wpływ wysokiej podaży.

Poza czynnikami lokalnymi, za wzrostem rentowności przemawiać mogą też trendy globalne. W najbliższych dniach odbędą się dwa posiedzenia Banku Japonii i Europejskiego Banku Centralnego. Przedstawiciele obu banków pozytywnie odnosili się w ostatnim czasie do perspektyw gospodarek, a to niektórzy uczestnicy rynku odebrali jako zapowiedź szybszego wycofania się ze wsparcia monetarnego. Dlatego przed posiedzeniami banków centralnych inwestorzy mogą preferować krótkie pozycje determinując wzrost rentowności obligacji w Europie, co pośrednio ciążyć będzie też rynkowi lokalnemu. pobrane (1)

Autorzy: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki – PKO Bank Polski

Poradnik Office Managera – jak zoptymalizować koszty dostaw wody w nowym roku?

Na początku roku Office Manager ma zawsze ręce pełne roboty. W styczniu należy bowiem przygotować strategię zaopatrzenia biura na nadchodzące miesiące. Ważnym czynnikiem, który każdy Office Manager powinien wziąć pod uwagę przy planowaniu zaopatrzenia, jest optymalizacja kosztów. A czy wiesz, że możesz zmniejszyć koszty działania firmy dzięki dostawom wody?

Czym właściwie jest optymalizacja kosztów w przedsiębiorstwie? Oznacza ona szereg działań dotyczących wielu aspektów funkcjonowania firmy, mających jeden cel. Jest nim obniżenie nakładów na działanie przedsiębiorstwa przy jednoczesnym zachowaniu jego dotychczasowej efektywności (lub jej poprawieniu). Poszukuje się zatem „optymalnych” kosztów, czyli takich, które są dostosowane do obecnej sytuacji firmy (liczby pracowników, ogólnej sytuacji finansowej itp.).

Dzięki poradom na stronie Eden Springs zobaczysz, że optymalizacja kosztów może dotyczyć nawet tak z pozoru drobnych wydatków, jak dostawy wody do biura.

Dostawy wody – jakie rozwiązania są nieekonomiczne?

Warto pamiętać, że w świetle polskiego prawa pracodawca jest zobowiązany do zapewnienia swoim pracownikom wody pitnej. Innymi słowy nie ma takiej możliwości, aby firma kazała im samodzielnie zaopatrywać się w wodę, gdyż jest to niezgodne z obowiązującymi przepisami.

Office Manager powinien wiedzieć, dlaczego niektóre sposoby zaopatrywania biura są nieefektywne, jeśli mają stanowić jedyne źródło wody pitnej:

  • Kupowanie zgrzewek wody w sklepie – to optymalne rozwiązanie w niewielkiej firmie zatrudniającej ok. 10 osób, jednak nawet tam nie sprawdza się w stu procentach. Jego minusem jest konieczność utylizacji plastikowych butelek oraz trudność w ustaleniu zużycia wody;
  • Korzystanie z wody kranowej – to również dobre rozwiązanie jedynie w małych firmach. Co prawda w większości polskich miast woda w wodociągach nadaje się do spożycia bez wcześniejszego przegotowania, jednak przy wyborze tej metody zaopatrzenia biura w wodę pitną najczęściej i tak jest konieczne zamontowanie odpowiedniego filtra oczyszczającego oraz jego okresowe wymienianie. Należy także liczyć się z kosztami montażu dodatkowych kranów, tak aby pracownicy mogli mieć wygodny dostęp do wody.

Niestety, w przeciwieństwie do wody źródlanej, woda kupowana w sklepach lub kranowa może nie zapewniać pracownikom firmy zbilansowanego zestawu składników mineralnych. Poznaj zalety naturalnych źródeł wody, z których korzysta Eden Springs!

Dystrybutory wody – dlaczego to dobry sposób na optymalizację kosztów?

Wspólną wadą kupowania zgrzewek wody czy korzystania z wody kranowej jest to, że obie metody są nieelastyczne, przez co trudno dostosować je do wymagań różnych firm. Z kolei oferta wynajmu dystrybutorów wody pozwala na optymalizację kosztów zaopatrzenia biur bardzo różnej wielkości. Do atutów tej metody należą:

  • Niskie koszty eksploatacji – dostarczaniem pełnych zbiorników i odbiorem pustych oraz konserwacją dystrybutora zajmuje się firma, z którą podpisujesz umowę;
  • Proste formalności – Office Manager nie musi tracić czasu na ustalanie szczegółów kolejnych dostaw zbiorników, gdyż odbywają się one regularnie, według planu ustalanego przy podpisywaniu umowy;
  • Zaoszczędzenie przestrzeni w biurze – dystrybutor wody nie zajmuje dużo miejsca, zaś puste zbiorniki można składować w pomieszczeniu gospodarczym;
  • Możliwość zmiany dostaw – wiesz, że w ciągu roku planowane jest zatrudnienie nowych osób w tym np. stażystów jedynie na kilka miesięcy? W wygodny sposób możesz zmniejszyć lub zwiększyć częstotliwość dostaw zbiorników do firmy.

Co ważne, w zależności od potrzeb w jednej firmie możesz skorzystać z różnych rodzajów dystrybutorów wody, np. w przestrzeni biurowej zamontować dystrybutor wody ze zbiorników, zaś w przestrzeni, w której wykonuje się pracę fizyczną (a zatem spożywa więcej płynów), umieścić dystrybutor zapewniający filtrowanie wody wodociągowej. Jak widać, elastyczność oraz minimalizacja formalności czynią z dystrybutorów wody bardzo dobry sposób na optymalizację kosztów zaopatrzenia biura.

Spokojnie, to tylko government shutdown

Paraliż prac administracji rządowej USA nie przynosi mocnego uderzenia w sentyment względem dolara. Jeszcze. Kilka tygodni przestoju będzie złą wiadomością dla gospodarki. Euro niewiele zarobiło na zwiększeniu szans na przerwanie impasu politycznego w Niemczech, gdyż rynek czeka na posiedzenie EBC w czwartek.

Kongres USA nie zdołał uchwalić przepisów o wydłużeniu finasowania dla administracji publicznej i od soboty pracownicy federalni nie mogą stawiać się do pracy (za co też nie otrzymają wynagrodzenia). Weekendowe rozmowy nie przyniosły rezultatu, ale Senat ma powrócić do debaty dziś o 18:00 polskiego czasu. Republikanie i Demokraci we wzajemnej walce chcą ugrać jak najwięcej dla swojej strony w kwestii wydatków budżetowych, ale ta dziecinada na rynku na razie nie robi wrażenia. Kilka dni paraliżu administracyjnego nie jest wielkim problemem – w 2013 r. urzędy nie działały 16 dni, co obniżyło wzrost gospodarczy w tym kwartale o 0,3 proc. Dopiero gdyby się zaniosło na dłużej, USD ma się czego obawiać. Doniesienia prasowe wskazują jednak, że obie strony nie są daleko od porozumienia. Dlatego po wstępnym osłabieniu dolara na otwarciu handlu w poniedziałek teraz już nie ma śladu. Mimo to pewien niesmak pozostaje, a to będzie blokować dolara i dopisuje się do generalnej niechęci inwestorów do waluty na początku 2018 r.

EUR/USD krótko przebywał przy 1,2270 i rano jest pod 1,2250. Na niedzielnym kongresie niemieckiej partii SPD socjaldemokraci opowiedzieli się za przystąpieniem do koalicji z CDU kanclerz Merkel. Szanse na tzw. Wielką Koalicję ponownie wzrosły, a oddala się widmo powtórzonych wyborów. Finalne rozmowy mają ruszyć na dniach. Jest to pozytywna informacja dla euro, choć nie widać większej reakcji rynku, gdyż w tym tygodniu przede wszystkim liczy się czwartkowe posiedzenie EBC. Wydaje się mało prawdopodobne, aby EBC zdecydował się na jastrzębi wydźwięk komunikatu po posiedzeniu Rady Prezesów, gdyż podsycanie aprecjacji EUR to ostatnia rzecz, jakiej bank centralny by sobie życzył. Pytaniem jest, czy prezes Draghi będzie potrafił podkreślić gołębi przekaz, by wystraszyć kupujących euro? Z jednej strony rynek spodziewa się gołębiego wydźwięku i dlatego wstrzymuje się z dalszym kupowaniem EUR, czekając na lepsze poziomy. Z drugiej strony do czwartku jeszcze dużo czasu, co krótkoterminowy kapitał spekulacyjny może wykorzystać na jeszcze jedną próbę ataku na 1,23.

W kalendarzu na poniedziałek nie ma nic ciekawego (poza posiedzeniem Senatu USA). W nocy mamy posiedzenie Banku Japonii, które zyskało na znaczeniu w związku z narastającymi spekulacjami o możliwym zacieśnianiu polityki pieniężnej po tym, jak bank zmniejszył pulę skupowanych obligacji. Sądzimy jednak, że BoJ pozostanie gołębi, a prezes Kuroda podkreśli, że głównym narzędziem polityki pozostaje kontrola krzywej dochodowości (utrzymywanie rentowności 10-letnich obligacji blisko 0 proc.). Jeśli przekaz zostanie wsparty przez brak podwyższenia prognoz inflacji bazowej (z powodu silnego JPY), może to odwrócić ostatnie spadki USD/JPY.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jednolity Plik Kontrolny oczami księgowych

Obowiązek składania Jednolitego Pliku Kontrolnego to nie tylko nowe wyzwanie dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, ale także dla obsługujących ich księgowych. Według badania przeprowadzonego przez inFakt ich postawy wobec JPK są mocno spolaryzowane: 44% ankietowanych księgowych ocenia ten obowiązek zdecydowanie pozytywnie, a 35% – zdecydowanie źle.

Jak księgowi oceniają obowiązek JPKWarto podkreślić, że księgowi są nastawieni do obowiązkowego składania JPK o wiele lepiej niż ankietowani przez inFakt przedsiębiorcy. Wśród księgowych jest też bardzo niewiele osób, które do tej pory nie miały styczności z tym tematem.

JAKIE KORZYŚCI WE WPROWADZENIU JPK WIDZĄ KSIĘGOWI?

Księgowi przepytani przez inFakt, firmę oferującą nowoczesne rozwiązania księgowe, którzy oceniali JPK zdecydowanie pozytywnie, najczęściej postrzegają nowy obowiązek jako „przydatne narzędzie do przeprowadzenia kontroli”. Wielu księgowych postrzega JPK jako narzędzie, które skłoni ich klientów do większej regularności w dostarczaniu im faktur.

“Rozumiem cel wprowadzenia JPK i doceniam założenia polepszenia komunikacji między podatnikiem a skarbówką, a także uszczelnienie systemu podatkowego.”

“Wysyłam już pliki dla dwóch firm, nie jest to uciążliwe  i jeśli ma to pomóc gospodarce, to jestem za.”

“Uważam, że jest to bardzo dobre narzędzie mające zapewnić prawidłowość w zakresie rozliczania podatku VAT oraz utrudnić procesy wyłudzania tego podatku.”

“JPK to przede wszystkim duże ułatwienie dla organów podatkowych. Szybsze, sprawniejsze kontrolowanie i wyłapywanie błędów. Dla księgowych i działów IT to co prawda więcej pracy, ale również można tu dostrzec korzyści. Kontrole powinny być mniej uciążliwe.”

„JPK JEST W PORZĄDKU, ALE…”

Spośród przebadanych przez inFakt księgowych 8% wskazało, że JPK to dobre rozwiązanie, ale jednak ma związane z nim pewne obawy, głównie z tempem wprowadzonych zmian. Stwierdzają też, że będzie to trudny obowiązek, ale pozwoli na obniżenie liczby kontroli w firmach. Podobnie 8% badanych ocenia nowe obowiązki neutralnie lub nie ma jeszcze o nich zdania:

“Dobre rozwiązanie, ale wprowadzone na szybko bez odpowiedniego przygotowania i uściślenia przepisów.”

Z kolei dla 5% badanych JPK to po prostu kolejny obowiązek, z którym nie ma co dyskutować – skoro jest, należy się z niego wywiązywać.

CZEGO OBAWIAJĄ SIĘ KSIĘGOWI?

Wśród księgowych, którzy oceniają obowiązek JPK zdecydowanie negatywnie, pojawiają się podobne głosy, jak wśród przedsiębiorców. Księgowi widzą JPK przede wszystkim jako dodatkowy obowiązek, który dotknie przede wszystkim ich samych. Podkreślają również, że ich zdaniem JPK nie jest potrzebne dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą:

“Dla firm rozliczających się kwartalnie jest to zły pomysł, ponieważ są przyzwyczajone do przynoszenia faktur do biura rachunkowego z opóźnieniem.”

“Myślę, że w przypadku małych firm jest to niepotrzebne. Dodatkowy obowiązek dla firm, które same prowadzą księgowość a korzystały tylko z porad biur.”

“Jest uciążliwy zwłaszcza dla działalności jednoosobowej, dla której księgowość prowadzą właściciele.”

Księgowi zwracają także uwagę na kwestie związane z kontrolą państwa i obawiają się inwigilacji, mają również wątpliwości, czy Urzędy Skarbowe są odpowiednio przygotowane do całej procedury. Podobnie jak przedsiębiorcy wyrażają obawy związane z procedurą wysyłki pliku.

Niepokój księgowych budzi też poziom przygotowania ich klientów do obowiązku JPK. Według nich mogą się tutaj pojawić pewne problemy związane z terminowością w dostarczaniu dokumentacji:

„Mikroprzedsiębiorca przeważnie sam opiekuje się swoimi dokumentami i nie ma czasu na systematyczne archiwizowanie i przekazywanie do księgowości na bieżąco.” 

“Obawiam się braku rzetelności ze strony klientów w dostarczanych danych ich odbiorców oraz dostawców, co może blokować prawidłowe i sprawne funkcjonowanie systemu JPK.“

Komentarz eksperta. Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy inFakt

Przychody Trans Polonii w 2017 r. wzrosły o 28 proc. do 226 mln zł

Trans Polonia S.A, wiodący operator oferujący przewozy cysternowe paliw, płynnych surowców chemicznych i spożywczych oraz mas bitumicznych, osiągnął w grudniu 2017 r. 16,6 mln zł przychodów ze sprzedaży (+ 6 proc. r/r). Jednocześnie Spółka zaprezentowała orientacyjne dane przychodowe za cały ubiegły rok: 225,5 mln zł oznacza roczną dynamikę na poziomie 28 proc.  Nawiązanie nowych relacji handlowych, start realizacji Programu Inwestycyjnego na lata 2018-20, zakończona sukcesem oferta publiczna akcji  i otwarcie Szkoły Kierowców to najważniejsze wydarzenia operacyjne ub. roku.

Osiągnięcie lepszych wyników było możliwe m.in dzięki rozwojowi sektora chemicznego w Europie – dane organizacji branżowej CEFIC (The European Chemical Industry Council) wskazują na wzrost produkcji (+3,7 proc. r/r) i zużycia chemikaliów (+7,9 proc r/r.). Analogicznie korzystne dane z krajowego rynku paliw prezentuje Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (wzrost konsumpcji oleju napędowego 0 16,6 proc. i benzynyo 6,2 proc.). Trzecim sprzyjającym obszarem było silne odbicie w drogowych inwestycjach infrastrukturalnych.

– Trans Polonia S.A. ma za sobą dobry i udany rok: spółka zanotowała wzrost przychodów we wszystkich obszarach. Spodziewamy się, że trendy rynkowe w 2018 r., zarówno w Polsce jak i Europie będą nadal korzystne, co w połączeniu z jakością oferowanych usług i rosnącą pozycją konkurencyjną TPG może pozwolić nam na wypracowanie dalszych dwucyfrowych wzrostów. Tego życzymy spółce i naszym akcjonariuszom – powiedział Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.

Głównym projektem Grupy w 2018 r. będzie kontynuacja programu rozbudowy floty przewozowej – według pierwotnych założeń dysponowalna flota zwiększy się w 2020 r. o ponad 140 jednostek. Przedsięwzięcie jest odpowiedzią TPG na rosnące zapotrzebowanie Klientów na usługi transportowe. Program został ogłoszony w marcu 2017 r., a na przestrzeni II-IV kw. już zrealizowano harmonogram planowany na 2018 rok.

– W II połowie 2017 roku istotnie przyspieszyliśmy realizację ogłaszanych wiosną br. inwestycji flotowych. Nowo kupowane cysterny w bieżącym kwartale rozpoczynają prace. Widąc silne zapotrzebowanie na naszą ofertę przewozów, w dalszym ciągu będziemy nabywać kolejne jednostki – uzupełnił Dariusz Cegielski.

Co zmieni nowa ustawa o jawności życia publicznego?

W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Włoszech czy Francji od lat istnieje prawo w kompleksowy sposób regulujące normy antykorupcyjne. W praktyce przepisy te funkcjonują bardzo dobrze. Niebawem w ślady wspomnianych państw może pójść Polska: już niedługo wejdzie w życie nowa ustawa o jawności życia publicznego.

„Nowa ustawa ma stanowić kompleks regulacji dotyczących transparentności życia publicznego oraz powiązanej z nią kwestii zwalczania korupcji, zarówno w ujęciu urzędniczym, jak i prywatnym, gdy pojawia się ona bezpośrednio w przedsiębiorstwach” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Bartłomiej Jankowski z kancelarii JSLegal. W zamyśle ustawa ma mieć zastosowanie przede wszystkim w stosunku do średnich przedsiębiorców – zatrudniających od 50 do 250 osób. Wydaje się jednak, że wpłynie na praktykę funkcjonowania właściwie wszystkich firm.

Ustawa spowoduje m.in. konieczność stosowania kodeksów etyki biznesowej w przedsiębiorstwach o określonej wielkości. Z kolei przedstawiciele władzy państwowej będą musieli składać oświadczenia majątkowe – zostanie wprowadzony ich nowy wzór. Kolejną konsekwencją przyjęcia ustawy będzie obowiązek prowadzenia przez przedsiębiorstwa państwowe i firmy mające udziały Skarbu Państwa rejestru umów cywilnoprawnych, do którego będą mieli dostęp wszyscy uczestnicy obrotu prawnego. Ponadto zostanie uregulowana kwestia lobbingu.

Jakie kary przewiduje się za nieprzestrzeganie przepisów nowej ustawy? Urzędnikom za podawanie fałszywych informacji w oświadczeniach majątkowych lub zatajanie w nich prawdy będzie groziło pięć lat pozbawienia wolności. Jeśli chodzi o przedsiębiorców, już samo wydanie przez prokuratora postanowienia o przedstawieniu zarzutów może skutkować poważnymi sankcjami finansowymi dla firmy. Poza tym w przypadku nałożenia kary na przedsiębiorstwo przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest możliwość, że zostanie ono na pięć lat wykluczone z uczestnictwa w procesach udzielania zamówień publicznych.

Nawet czterokrotnie niższy koszt podróży dzięki skuterom elektrycznym z wypożyczalni. Wystarczy smartfon i aplikacja mobilna

Nawet czterokrotnie niższy koszt podróży dzięki skuterom elektrycznym z wypożyczalni. Wystarczy smartfon i aplikacja mobilna 1

O połowę krótszy czas przejazdu i dwu- lub nawet czterokrotnie mniejszy koszt podróży obiecują właściciele wypożyczalni JedenŚlad swoim klientom, którzy przesiądą się z samochodów na skutery elektryczne. Do skorzystania wystarczy smartfon i ukończone 23 lata. Usługa dostępna jest już w Warszawie, a niebawem ma się pojawić również w innych miastach Polski. Trend współdzielenia środków transportu dynamicznie się rozwija.

Warszawa jest jednym z najbardziej zakorkowanych miast w Polsce, a nawet w Europie. Ze statystyk udostępnionych przez stołeczny Zarząd Dróg Miejskich wynika, że w godzinach porannego szczytu w kierunku centrum Alejami Jerozolimskimi przemieszcza się niemal 4 tys. aut. Na Wybrzeżu Gdyńskim jest to wynik sięgający nawet ponad 4,5 tys. Na obu tych arteriach ruch dobowy oscyluje wokół 100 tys. aut.

Proporcjonalnie do natężenia ruchu wzrasta także czas przejazdu przez miasto. Z raportu „Użytkownicy współdzielonego transportu w Polsce. Luty 2017”, wynika, że dojazd do pracy ok. 10 km samochodem zajmuje średnio 40 minut. JedenŚlad proponuje rozwiązanie, które aż o połowę ma ten czas skrócić.

– Operujemy jako sieć skuter-sharingu, czyli miejska sieć skuterów elektrycznych. Na razie na terenie Warszawy, ale niedługo również w innych miastach. Za pomocą smartfona można znaleźć nasz skuter stojący w różnych miejscach na terenie miasta, można wynająć go w pełni bezkluczykowo, jechać w dowolne miejsce, zaparkować i oddać – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Banach, współzałożyciel firmy JedenŚlad.

Zasada działania wypożyczalni skuterów jest podobna do tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku miejskich wypożyczalni rowerowych. Aby dotrzeć skuterem z punktu A do punktu B, potrzebujemy smartfona. Jednym z warunków skorzystania z usługi jest ukończenie 23 roku życia.

– Skuter elektryczny rozwija maksymalną prędkość 45 km/h. Jest to ograniczone wymogami ustawy. Dzięki temu osoby powyżej 23 lat nie muszą legitymować się prawem jazdy, tylko mogą jeździć na dowód osobisty – wyjaśnia Łukasz Banach.

Zdaniem przedstawicieli firmy JedenŚlad jest kilka powodów, dla których kierowcy poruszający się po polskich miastach powinni rozważyć korzystanie ze skuterów. Te najważniejsze to przede wszystkim oszczędność czasu i pieniędzy.

– Po pierwsze, dzięki nim można ominąć korki, a polskie miasta są jednymi z najbardziej zakorkowanych w Europie i na świecie. Po drugie, nie musimy się martwić o parkowanie, o to, czy znajdziemy miejsce. Nie interesuje nas również opłata parkingowa, bo nie dotyczy ona takich skuterów – twierdzi ekspert.

Użytkownicy indywidualni zapłacą 69 gr za minutę korzystania ze skutera JedenŚlad. Można też zdecydować się na jeden z planów abonenckich. W planie codziennym o wartości 89 zł miesięcznie jest pakiet 20 minut dziennie, po których przekroczeniu dopłacić należy 45 gr za minutę. Dla okazjonalnie korzystających jest plan miejski. Za 59 zł miesięcznie otrzymuje się pakiet 100 minut, po których przekroczeniu dopłacić trzeba 39 groszy za każdą kolejną. Wypożyczalnia działa przez cały rok.

Trend „sharingu” dynamicznie rośnie, zwłaszcza w dużych miastach. W wielu polskich miastach działają wypożyczalnie rowerów. Pod koniec 2017 roku we Wrocławiu rozpoczęła działalność pierwsza w Polsce wypożyczalnia samochodów elektrycznych.

W Unii Europejskiej powstanie najszybszy superkomputer świata. Skorzystają z niego europejscy naukowcy i przedsiębiorcy

W Unii Europejskiej powstanie najszybszy superkomputer świata. Skorzystają z niego europejscy naukowcy i przedsiębiorcy 2

Komisja Europejska wspólnie z państwami członkowskimi planuje przeznaczyć miliard euro na stworzenie infrastruktury superkomputerów najwyższej klasy w ramach programu EuroHPC. Maszyny mają powstać do 2023 roku i pomóc w rozpoznawaniu poważnych wyzwań naukowych i społecznych i zapobieganiu im. Wśród nich ma znaleźć się pierwszy superkomputer na świecie o mocy 1 exaflopsa. Obecnie blisko 70 proc. najszybszych superkomputerów na świecie znajduje się w Chinach i Stanach Zjednoczonych.

W ramach programu EuroHPC do 2023 roku zostaną zakupione dwa superkomputery o mocy obliczeniowej co najmniej 100 petaflopsów, które jednocześnie byłyby najszybszymi superkomputerami na świecie, oraz dwa superkomputery średniej klasy. W dalszej perspektywie jest przygotowanie superkomputera o mocy 1 exaflopsa, czyli 1000 petaflopsów. Maszyna byłaby więc dziesięciokrotnie szybsza od obecnie najszybszego superkomputera świata.

– W dzisiejszej gospodarce innowacyjnej w Europie brakuje superkomputerów. W pierwszej dziesiątce światowych superkomputerów nie ma żadnego komputera, który znajduje się w UE, a że chcemy rozwijać naszą gospodarkę, innowacje, prowadzić badania na najwyższym światowym poziomie, postanowiono wraz z państwami członkowskimi, aby takie superkomputery zbudować – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Liderami rankingu najszybszych superkomputerów są chińskie Sunway TihuLoght z mocą 93 petaflopsów oraz Tianhe-2 (blisko 34 petaflopsy). W czołówce listy znajdują się też superkomputery ze Szwajcarii, USA i Japonii. Dopiero na 14. miejscu jest włoski Marconi Intel Xeon Phi. W 2018 roku ranking superkomputerów może zostać przewrócony do góry nogami przez dwie amerykańskie maszyny – Summit i Sierra. Obie mają oferować moc obliczeniową znacznie powyżej 100 petaflopsów, a koszt każdej z nich ma wynieść ok. 250 mln dol.

Unia Europejska oraz kraje członkowskie łącznie na budowę infrastruktury mają przeznaczyć miliard euro, z czego blisko połowę (486 mln) zainwestuje UE. Pozostałą część wpłacą kraje członkowskie, choć nie wiadomo w jakich proporcjach. Skorzystać z mocy obliczeniowej nowych superkomputerów będą mogli zarówno europejscy naukowcy, jak i przedsiębiorcy.

– Superkomputer to nie jedno pudełko, jak wyobrażamy sobie domowy komputer, ale infrastruktura, zarówno sprzętu, jak i oprogramowania, która będzie się mieścić w całej UE. Nie będzie to skondensowane i scentralizowane w jednym kraju, a korzystać z tego będą mogli wszyscy naukowcy, przedsiębiorcy czy projekty, które znajdują się w UE – tłumaczy Świtalski.

Superkomputery zwiększą konkurencyjność Unii w gospodarce opartej na danych. Dotychczas naukowcy i przedsiębiorcy korzystali z komputerów spoza Europy, bo tempo obliczeń maszyn unijnych było zbyt wolne. To zaś może oznaczać zagrożenie dla ochrony danych i prywatności. Nowe superkomputery mają pomóc we wdrażaniu różnych projektów, m.in. w walce ze zmianami klimatycznymi czy medycynie.

Wśród zastosowań superkomputerów można wymienić tematy społeczne, takie jak zmiany klimatyczne czy energia odnawialna. Maszyny mogą służyć do modelowania danych z całego globu. Superkomputery mogą nam pomóc rozwiązać także problem bezpieczeństwa, np. szlaków migracyjnych. Zastosowanie znajdą także w kosmologii i astrofizyce.

– Przy pomocy badań europejskich naukowców zostały odkryte pierwsze planety poza naszym systemem planetarnym czy fale grawitacyjne. Dzięki superkomputerom takie badania będzie można wrzucić w kolejny bieg i przyspieszyć – przekonuje Piotr Świtalski.

Kryptozłotówka ofiarą rekonstrukcji rządu? Polacy nie tak szybko doczekają się rewolucji

Polski startup właśnie kończy pracę nad prototypem kryptozłotówki. Projekt Digital PLN, czyli dPLN, nie zostanie wstrzymany po nieoczekiwanej burzy w mediach, czego wynikiem była utrata patronatu Ministerstwa Cyfryzacji. Zdaniem prof. Krzysztofa Piecha, kierownika PATB, decyzja resortu ma związek ze zmianami w rządzie. I dodaje, że najbardziej straci na tym wizerunek kraju, bo to pionierski projekt na skalę światową. Zapewne opóźni to też emisję kryptowaluty opartej na złotym. Tymczasem, wprowadzenie tego systemu doprowadziłoby do wzrostu konkurencji na rynku finansowym. Spadłyby ceny usług płatniczych. Polacy mogliby też zyskać wyższe oprocentowanie lokat. Sam pieniądz kryptograficzny jest także tańszy, niż elektroniczny, bo wymaga mniej zabezpieczeń. Jednak nad projektem zawisły czarne chmury, bo jak mówią eksperci, wciąż jest widoczny duży opór ze strony władzy i lobby finansowego, aby nie wdrażać tego typu aktywności, szczególnie związanej z cyfrowalutami.

Fakt pozbawienia projektu patronatu Ministerstwa Cyfryzacji szybko skomentowała w mediach społecznościowych była już minister Anna Streżyńska. Wyraziła swoje zaskoczenie, jednocześnie podkreślając, że produkty akceleratora to tzw. proof of concept, czyli badanie potwierdzające słuszność danej koncepcji, a nie pełne wdrożenie. Dodała także, że tego typu działania miały zwyczajnie sprawdzić zdolność do wytworzenia przydatnych rozwiązań i ich działanie w poszczególnych dziedzinach.

– Sam dowiedziałem się o utracie patronatu z mediów. Próbuję zrozumieć tę sytuację, niemniej wciąż trudno mi to skomentować, skoro nikt w Ministerstwie Cyfryzacji nie potrafił mi tego wyjaśnić. Zapewne to wzajemne niezrozumienie ma związek ze zmianami, wprowadzanymi w całym resorcie, włącznie ze stanowiskiem rzecznika prasowego. To bardzo przykre zakończenie intensywnej współpracy, która z mojej strony trwała przez półtora roku. Zakładam, że gdyby nie te zawirowania, to dPLN wciąż miałby poparcie – mówi prof. Krzysztof Piech, kierownik Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain.

Ekspert zaznacza, że projekt jest w całości finansowany ze środków własnych, nie zaś z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Patronat miał głównie znaczenie wizerunkowe. Bez tego np. trudniej będzie twórcom rozmawiać z sektorem finansowym o wprowadzeniu kryptowaluty opartej na złotym. Za dwa tygodnie jej prototyp ma już wejść w fazę poważnych testów. Jednak zanim Polacy zaczną korzystać z kryptozłotówki, może minąć nawet kilkanaście lat, gdyż tak duży opór ze strony władzy dostrzega branża.

– Samo tworzenie narodowej kryptowaluty jest niezwykle pozytywnie odbierane za granicą, m.in. w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii. To jest pionierski projekt na skalę światową. Jesteśmy więc postrzegani jako kraj coraz bardziej postępowy, zaawansowany technologicznie i otwarty na innowacje. Dzięki temu np. nasi rodacy mogą zacząć myśleć o powrocie z emigracji. Z ekonomicznego punktu widzenia, na późniejszym wprowadzeniu kryptozłotówki stracą wszyscy Polacy – przewiduje prof. Piech.

Pieniądz elektroniczny jest bardzo drogi w utrzymaniu, bo wymaga olbrzymich nakładów finansowych ze strony banków centralnych i komercyjnych. Chroni go wiele systemów technologicznych i prawnych. Tysiące informatyków pracują nad jego zabezpieczeniem. Jednak zwolennicy kryptowalut twierdzą, że są one bardziej efektywne, ponieważ samo ich funkcjonowanie nie jest uzależnione od pracy tak wielu osób. A to wynika bezpośrednio z tego, że są lepiej zabezpieczone przed atakami hackerskimi, właśnie dzięki kryptografii. Jak dotąd jeszcze nikt na świecie nie złamał tego typu kodowania, a kradzieże z kont bankowych przecież się zdarzają i to bardzo często w skali całego globu.

– Dla przykładu, nie da się wysłać pieniędzy z Polski do Argentyny w nocy, z soboty na niedzielę, za 1 grosz. Takiej możliwości nie da nam żaden bank na świecie. Natomiast technologia i niski koszt utrzymania kryptowalut pozwala wręcz na ich darmowe przelewy. Oczywiście dla użytkowników oznacza to zarówno wygodę, jak i oszczędność. W szczególności mogłyby na tym zyskać firmy, które miesięcznie dokonują licznych międzynarodowych transakcji. I tak np. wysłanie 10 zł do Chin nie będzie już kosztowało 50 zł – wyjaśnia prof. Krzysztof Piech.

Tańszy pieniądz obniżyłby również koszty transakcji w skali całej gospodarki. W ocenie eksperta, kryptozłotówka, oprócz zysku dla firm wygenerowałby widoczne oszczędności także dla naszych domowych budżetów. Polacy mogliby zyskać wyższe oprocentowanie swoich lokat i wkładów w bankach, ponieważ obniżyłby się koszty funkcjonowania instytucji finansowych. Nie musiałyby one wydawać części swoich środków na prowizje, płacone zagranicznym systemom płatniczym. Można byłoby wprowadzić darmowe rozliczanie się banków między sobą. Tego typu rozwiązania są już testowane pomiędzy bankami w USA i w Azji, głównie w Japonii.

– Wiele razy zdarza się, że ktoś chce szybko przelać pieniądze na terenie samej Polski i musi sprawdzać, jaką sesją elixiru bank do banku wysłał pieniądze. To zwykle dość długo trwa. Dzięki kryptozłotówce można byłoby wprowadzić szybkie i tanie przelewy, dokonywane za pomocą aplikacji mobilnej. Wówczas użytkownicy oszczędzaliby nie tylko pieniądze, ale również czas – podkreśla ekspert z Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain.

Z kolei, mając pieniądz programowalny, czyli bardziej zaawansowaną wersję kryptowaluty, już można zaprogramować w transakcji datę zwrotu pożyczki bądź opłaty za usługę. To szybko rozwiązałoby problemy wielu polskich firm z nieuczciwymi kontrahentami, ponieważ zapisane w kontrakcie środki automatycznie i punktualnie, co do sekundy trafiałyby do pożyczkodawcy czy usługodawcy. Jedyną przeszkodą mogłoby być wyzerowane konto partnera biznesowego, co faktycznie oznaczałoby jego niewypłacalność.

– W Polsce były już co najmniej 3 próby wprowadzenia kryptozłotówki. Natomiast żaden z pomysłów nie przyjął się i nie był na sztywno związany z polskim złotym. Obecnie polskie startupy muszą jeszcze pokonać pewne ograniczenia techniczne, związane z zagwarantowaniem stabilności kursu walutowego. Ale już pod koniec stycznia, kolejny eksperyment, prowadzony pod moim kierunkiem, powinien zakończyć się sukcesem. Wówczas pierwsze rozwiązanie będzie gotowe do testowania przez polskie banki. Obawiam się jednak, że w obecnej sytuacji nasze rozmowy mogą być dość trudne – informuje prof. Piech.

Utworzona wkrótce kryptozłotówka miałaby szansę na dość szybkie upowszechnienie, gdyby inicjatywę poparł np. Narodowy Bank Polski, odpowiedzialny za funkcjonowanie systemu bakowego w Polsce. Ale, jak zaznacza ekspert, ta instytucja wspiera gotówkę, a nie pieniądz elektroniczny, nie mówiąc już o kryptograficznym. Według prof. Piecha, w szeregach NBP brakuje zrozumienia dla skali korzyści, jakie wiążą się z zastosowaniem tego typu rozwiązań.

– Z moich obserwacji wynika, że wiele instytucji obawia się zbytniej niezależności nowego sektora. Podobnie jest w przypadku bardzo silnego lobby finansowego, choć ten sektor powoli zaczyna rozumieć, że proponowane rozwiązania przyniosą mu wiele korzyści oraz zwiększą bezpieczeństwo. Banki zrozumiały, że jeśli same się nie unowocześnią, to prędzej czy później odejdą do lamusa. Ze względu na przestarzałość ograniczą swoje znaczenie tak, jak np. papierowe gazety bez wydań internetowych. Poza tym, polski system bankowy jest coraz droższy, m.in. z uwagi na rosnące opodatkowanie. A dzięki kryptowalucie, instytucje finansowe odnotowałyby oszczędności, które pozwoliłyby im na zwiększenie skali działalności – przewiduje ekspert.

Poważnym hamulcem do upowszechniania się kryptozłotówki może być brak zaufania i wiedzy na temat nowego rozwiązania wśród samych obywateli. Strach spotęgują np. „ostrzegające” przed kryptowalutami kampanie informacyjne, prężnie prowadzone przez najważniejsze w państwie instytucje finansowe. Warto przypomnieć, że w lipcu ub. roku KNF i NBP wydały już wspólne oświadczenie na wskazany temat. Brzmiało ono zniechęcająco wobec nowego sektora, żeby nie powiedzieć odstraszająco. Wskazane instytucje z pewnością miały sporo racji, ostrzegając przed niepewnością w kwestiach inwestycyjnych. Ale kilku rzeczy nie wzięły pod uwagę, a te z kolei mogłyby nieco zmienić całą otoczkę wokół kryptowalut.

– Brak licznych zabezpieczeń bankowych i instytucji gwarantującej bezpieczeństwo transakcji opartych na kryptowalutach oczywiście buduje wśród ludzi uzasadniony lęk. Oficjalnie mówi się o wielu zagrożeniach, np. że jest to technologia dobra dla przestępców. Ale prywatnie bankowcy inwestują własne środki np. w Bitcoiny. Szybko i sporo na nich również zyskują. A trzeba zaznaczyć, że dla osób przyzwyczajonych do liczenia pieniędzy istotne są konkretne zyski o względnie niskim ryzyku – stwierdza pracownik jednego z banków, który zastrzega swoją anonimowość.

Zdaniem prof. Piecha, kryptografia sama w sobie jest najlepszym, technicznym zabezpieczeniem pieniądza. Ale potrzebne są jeszcze inne elementy zwiększające zaufanie społeczne. I nad tym pracuje się już na świecie. Stąd niedawno pojawił się pomysł Wenezueli, żeby stworzyć narodową kryptowalutę, która byłaby zabezpieczona ropą naftową i innymi surowcami naturalnymi. Jeszcze nie są znane szczegóły techniczne dotyczące tego projektu, które miały być ujawnione na początku roku. Nad podobnymi koncepcjami pracuje też kilka rządów na świecie.

– W tym roku należy się spodziewać wielu projektów z tej dziedziny w różnych krajach. Dla przykładu, Rosja próbuje wprowadzić kryptorubla w celu poprawy wyników gospodarczych i usprawnienia działania sektora finansowego. Warto to obserwować i wyciągać wnioski. Obecnie najbliżej wprowadzenia narodowej kryptowaluty jest Dubaj, ponieważ tamtejsza władza bardzo szybko podejmuje decyzje, sprawniej niż rosyjska. W krajach UE ten proces jest zdecydowanie dłuższy, szczególnie w Polsce – podsumowuje prof. Krzysztof Piech.

Kobiety zarabiają zbyt mało, by samodzielnie utrzymać rodzinę. Ich pensja jest o prawie 2 tys. zł za niska

Kobiety zarabiają zbyt mało, by samodzielnie utrzymać rodzinę. Ich pensja jest o prawie 2 tys. zł za niska 3

Prawie 60 proc. Polek nie poradziłoby sobie z utrzymaniem rodziny w razie utraty pensji partnera. Zdecydowana większość ankietowanych przez organizację „Kobieta i pieniądze” pań stwierdziła, że do sprostania kosztom utrzymania potrzebuje zarobków wyższych o 1–2 tys. zł. Dla co czwartej Polki gwarancję samodzielnego utrzymania bliskich stanowi pensja w wysokości 4–5 tys. zł.

W Polsce stale rośnie liczba rozwodów. Według danych demograficznych rocznie rozpada się 60–70 tys. małżeństw. Dotyczy to zwłaszcza dużych miast, gdzie rozwodzi się ok. 40 proc. par. Z obowiązku alimentacyjnego wywiązuje się wprawdzie coraz większa liczba ojców, liczba niepłaconych świadczeń na dzieci wciąż jednak utrzymuje się na wysokim poziomie. Oznacza to, że dla coraz większej liczby rodzin jedynym źródłem dochodu pozostaje pensja kobiety. Tymczasem jak wynika z badań organizacji „Kobieta i pieniądze”, Polki zarabiają zbyt mało, aby samodzielnie utrzymać rodzinę w przypadku nagłej utraty drugiego źródła dochodów.

– Pracujemy, zarabiamy, a okazuje się, że gdyby nie było tej drugiej pensji albo innych źródeł przychodów, to nie byłybyśmy w stanie samodzielnie utrzymać rodzin na tym samym poziomie, co dzieje się, jeżeli są np. dwie pensje lub różne źródła przychodu w domu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominika Nawrocka, założycielka organizacji „Kobieta i pieniądze”.

Raport „Czy Polki zarabiają wystarczająco dużo, by samodzielnie utrzymać rodzinę?” pokazuje, że 58 proc. kobiet nie poradziłoby sobie finansowo z samodzielnym utrzymaniem rodziny w razie nagłej utraty dochodu przez męża lub partnera, jego odejścia lub śmierci. 20 proc. ankietowanych pań zadeklarowała, że gwarancję utrzymania bliskich zapewniłaby im pensja wyższa o 1–2 tys. zł. Taka kwota niezbędna jest 30 proc. kobiet zarabiających poniżej 2 tys. zł, 31 proc. pań o pensji w przedziale 2–3 tys. zł, ale także 27 proc. kobiet zarabiającym 5–6 tys. miesięcznie.

– Większość z pań wskazała dodatkowe 1–2 tys. zł, a bardzo dobrze czułyby się, gdyby te przychody były na poziomie 6 tys. miesięcznie, wtedy one utrzymałyby komfort życia na poziomie, który je satysfakcjonuje, i nie martwiłyby się o byt dnia codziennego – mówi Dominika Nawrocka.

Zdolność sprostania miesięcznym kosztom utrzymania rodziny przy zarobkach 4–5 tys. zł zadeklarowała co czwarta respondentka. Jednocześnie 18 proc. pań przyznało, że poczucie całkowitego bezpieczeństwa finansowego daje im dopiero dochód w kwocie 6 tys. zł.

– To, co nam przyświecało w tym badaniu, to żeby zbadać sytuację, po drugie zwrócić uwagę samych kobiet na to, żebyśmy jednak trochę przewidywały, żebyśmy patrzyły w przyszłość, nie myślały tylko o emeryturze, która jest oczywiście bardzo ważna, ale popatrzmy, sytuacja może się zmienić z dnia na dzień i co wtedy? – mówi Dominika Nawrocka.

Ponad 80 proc. ankietowanych pań chce zwiększyć swoje miesięczne dochody. 44 proc. z nich chce w tym celu podjąć naukę na kursach językowych lub szkoleniach podnoszących kwalifikacje zawodowe, 36 proc. szuka nowej pracy, 25 proc. jest gotowych na zmianę miejsca zatrudnienia, a 29 proc. stawia na własną działalność. Zdaniem Dominiki Nawrockiej deklaracje te nie zawsze pokrywają się jednak z rzeczywistością, dla wielu Polek charakterystyczna jest bowiem koncentracja na obecnej sytuacji, a nie ewentualnej przyszłości.

– Deklaracja jest, na pewno dzieje się trochę w tym zakresie, aczkolwiek powiedziałabym, że dużo jest w teorii, mało w czynach i praktyce, niestety jesteśmy trochę leniwe i liczymy na to, że zawsze będzie dobrze, takie hasło: „jakoś to będzie” jest nam kobietom bardzo bliskie – mówi ekspertka.

Raport jest częścią kampanii „Pieniądze się mnie trzymają!”, a jego celem jest wywołanie dyskusji nad świadomością finansową kobiet, kondycją ich zarobków oraz perspektyw finansowych. Odpowiedzialna za jego powstanie organizacja „Kobieta i pieniądze”, która od kilku lat prowadzi działania edukacyjne rozwijające kompetencje finansowe, biznesowe i marketingowe kobiet w Polsce.

Wyzwania dla rządu Morawieckiego

Wyzwania, jakie stoją przed nowym rządem premiera Mateusza Morawieckiego, są ogromne. Należy do nich zmiana akcentu i podejścia oraz intensyfikacja w zakresie przedsiębiorczości, inwestycji i mieszkalnictwa – w tym także rządowy program Mieszkanie Plus. To również zapewnienie Polakom bezpieczeństwa finansowego i ekonomicznego. W expose premiera padały też kwestie dotyczące służby zdrowia i narodowych programów zdrowotnych. Bardzo ważne są nowe regulacje w zakresie podatkowym. Prawdopodobnie zmienione zostaną pewne zapisy dotyczące podatku PiT i CiT. Nowa wizja rozwoju gospodarczego ma polegać na zwiększeniu nakładów na inwestycje, nie tylko państwowe, ale także prywatne i samorządowe.

 Jest cały szereg ważnych kwestii do rozwiązania. Ważne jest także dalsze uszczelnianie systemu podatkowego. Bez tego nie mogą być realizowane programy socjalne – powiedział serwisowi eNewsroom Janusz Szewczak, poseł na sejm RP  W tym roku zapowiadane są rekordowe dochody podatkowe – ponad 166 mld złotych z VAT-u. Przesuwamy nieco uwagę na sprawy związane z gospodarką, finansami, budżetem i inwestycjami. Kładziemy też nacisk na mieszkania i budownictwo. Rządowy program mieszkaniowy przechodzi pod bezpośrednie zwierzchnictwo premiera. To pokazuje jak wysoką rangę rząd przypisuje kwestiom społecznym. Wyzwań nie brakuje także w polityce zagranicznej. Chodzi przede wszystkim o relacje z Unią Europejską, niesprawiedliwe oskarżenia ze strony urzędników Komisji Europejskiej. To także sprawa reparacji będących istotnym problemem podnoszonym już w ubiegłym roku. Kolejną kwestią jest szansa na wprowadzenie w życie zmian w ramach Konstytucji BiznesuW 2018 roku budżet będzie stabilny i bezpieczny, tak jak dotychczas. Wskaźniki makroekonomiczne zapowiadają się bardzo dobrze. To, na czym skupi się rząd, to kwestie gospodarcze, inwestycyjne, sprawy przedsiębiorców oraz budownictwo i mieszkalnictwo – podsumował Szewczak.

Polacy coraz chętniej lokują oszczędności w nieruchomości. Częściej niż na Zachodzie inwestują w produkty ryzykowne

Polacy coraz chętniej lokują oszczędności w nieruchomości. Częściej niż na Zachodzie inwestują w produkty ryzykowne 4

Nieco połowa Polaków oszczędza, a 16 proc. robi to regularnie co miesiąc. Na tle innych krajów to niewiele. Jak wynika z danych Analiz Online, na koniec III kwartału 2017 roku łączna wartość oszczędności Polaków przekroczyła 1,35 bln zł. Najczęściej odkładamy pieniądze na depozytach w bankach i SKOK-ach, ale – co ciekawe – częściej niż inni Europejczycy inwestujemy je w produkty ryzykowne. Bardzo często lokujemy też oszczędności w nieruchomościach.

– Polacy przeznaczają zbyt mało pieniędzy na zabezpieczenie swojej przyszłości finansowej, ufamy bowiem, że państwo zrobi to za nas. Każdy powinien jednak samodzielnie pracować na to, żeby kolejne lata życia były spokojne i przebiegły w dostatku. Należy więc budować odpowiedzialną świadomość, że to w dużej mierze zależy od nas samych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Ziemba, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group.

Badanie Fundacji Kronenberga „Postawy Polaków wobec finansów” wskazuje, że 47 proc. Polaków sporadycznie odkłada pieniądze, a tylko 16 proc. oszczędza co miesiąc. Raport BGŻ Optima („Polak oszczędny 2017”) wskazuje z kolei, że co piąta osoba oszczędzająca myśli o tym w horyzoncie długoterminowym (dłuższym niż 3 lata). 40 proc. respondentów w ogóle nie odkłada środków na emeryturę. Bierne podejście do tego tematu charakteryzuje każdą z badanych grup wiekowych.

Namawiam wszystkich do oszczędzania, do szukania metod, które pozwalają w sposób świadomy i dopasowany do własnych potrzeb zadbać o przyszłość. Musimy coraz więcej odkładać, bo pod względem zabezpieczenia naszego bytu przez państwo rysuje się ona szaro – ocenia Paweł Ziemba.

Obecnie relacja wysokości ostatniej wypłaty do wysokości emerytury wynosi niecałe 50 proc. W 2050 będzie to już 20–30 proc.

Choć regularnie odkłada pieniądze tylko połowa Polaków, to łącznie nasze oszczędności rosną. Raport Analiz Online „Struktura oszczędności Polaków” wskazuje, że na koniec III kwartału 2017 roku wartość oszczędności przekroczyła 1,3 bln zł. Jak wynika z sondażu Deutsche Banku, w tym roku 18 proc. Polaków zamierza samodzielnie oszczędzać na emeryturę np. w ramach planów regularnego oszczędzania. 16,2 proc. ankietowanych ulokuje odkładane pieniądze na lokatach terminowych. Połowa mniej wybierze inwestycje alternatywne. Jednostki funduszy inwestycyjnych chce w tym roku zakupić 7,1 proc. badanych, a akcje – 4,1 proc.

W 2017 roku sprzedało się bardzo dużo mieszkań, najwięcej za gotówkę, co pokazuje, że Polacy traktują rynek mieszkaniowy jako pewny i gwarantowany. Z drugiej strony nadal trzymamy bardzo dużo pieniędzy na depozytach w bankach. Wolimy coś mieć fizycznie niż lokować środki finansowe w produktach o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym i wyczekiwać na hossę – mówi prezes Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group.

Z szacunków Open Finance opartych o dane NBP wynika, że w 2017 roku w siedmiu największych miastach w Polsce za gotówkę kupiono 50 tys. mieszkań. Zakupy gotówkowe stanowiły dwie trzecie zawartych transakcji, pozostała to te zawarte z udziałem finansowania kredytowego. Podobnie było w 2016 roku, kiedy udział gotówki w wartości transakcji w największych miastach sięgnął 70 proc.

Największy udział w oszczędnościach mają depozyty. Według Analiz Online Polacy zgromadzili na nich 735 mld zł, mimo że nie mogą liczyć na żadne zyski z tego tytułu. Raport Fundacji Kronenberga wskazuje, że 8 proc. Polaków lokuje pieniądze z myślą o zysku w przyszłości. Takie statystyki znajdują odzwierciedlenie także w danych pokazujących naszą wiedzę o inwestowaniu. Blisko połowa respondentów w 2017 roku stwierdziła, że sukces w inwestowaniu to głównie kwestia przypadku lub szczęścia.

– Polacy, o dziwo, kupują też bardzo dużo produktów ryzykownych. Patrząc na naszą spółkę, 50 proc. aktywów jest zgromadzonych w produktach opartych o inwestycje na rynku akcji, co dziwi, bo rynek zachodni znacznie bezpieczniej podchodzi do tego obszaru. Polacy oczekują produktów pewnych, gwarantowanych, natomiast oferują one znacznie niższe stopy zwrotu. Chcąc osiągnąć wyższe zyski, częściej podejmujemy więc ryzyko, nawet przy braku świadomości – analizuje Paweł Ziemba.

Coraz częściej produkty inwestycyjne kupujemy przez internet. Dotyczy to jednak głównie tych prostszych produktów. Zdaniem prezesa Vienna Life w tym obszarze trudno oczekiwać, aby kanał internetowy całkowicie wyparł tradycyjne spotkanie z doradcą.

– Nowe technologie są potrzebne, ale byłbym zbytnim optymistą, gdybym powiedział, że wyeliminują zupełnie funkcjonowanie doradcy na rynku finansowym. Obserwujemy, że polski klient trochę odbiega od klienta zachodniego ze swoimi przyzwyczajeniami i nawykami. Ma potrzebę spotkania się i porozmawiania z doradcą. Potrzebujemy jeszcze wielu lat, żeby można było powiedzieć, że internet zastąpi doradcę i będziemy nabywali wszystkie produkty inwestycyjne tylko w sieci – przekonuje Paweł Ziemba.

W czasie ferii zimowych rośnie zainteresowanie polisami turystycznymi. Polacy wciąż jednak nie wiedzą, co robić w razie wypadku

W czasie ferii zimowych rośnie zainteresowanie polisami turystycznymi. Polacy wciąż jednak nie wiedzą, co robić w razie wypadku 5

Podczas ferii zimowych wzrasta zainteresowanie ubezpieczeniami. W tym czasie sprzedaje się nawet 2,5-krotnie więcej ubezpieczeń turystycznych niż latem – wynika z danych AXA Ubezpieczenia. Średnio suma ubezpieczenia wynosi 30–60 tys. euro, ale częściej decydujemy się na polisy z wyższymi kwotami, po 100–200 tys. euro, lub nawet na te bez limitu.

– W naszym towarzystwie obserwujemy teraz ponad 2,5-krotny wzrost sprzedaży polis. W okresie ferii popyt na ubezpieczenia turystyczne bardzo wzrasta, również w stosunku do polis letnich. Polacy kupują ubezpieczenia na zimę, ponieważ wypadków narciarskich jest dużo i każdy już zazwyczaj pamięta o ubezpieczeniu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Oszczak, menadżer ds. produktów i oceny ryzyka w  AXA Ubezpieczenia.

Polska Izba Ubezpieczeń podaje w raporcie „Jak ubezpieczenia zmieniają Polskę i Polaków” przygotowanym przez Deloitte, że w 2017 roku około 4,2 mln Polaków wyjechało na urlop za granicę. Mimo że większość wybrała kraje Unii Europejskiej, to na ich terenie nie wszystkie usługi zapewni publiczne ubezpieczenie zdrowotne. Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKZU) upoważnia do opieki wyłącznie w placówkach publicznych. Nie pokrywa też kosztów ewentualnego transportu do Polski. W niemal wszystkich krajach Europy trzeba samemu zapłacić za koszty ratownictwa górskiego. We Francji, jednym z najbardziej popularnych kierunków podróży narciarzy, występuje z kolei współudział w płatności za usługi medyczne.

– Ubezpieczenia podróżne są spakietowane i obejmują ubezpieczenie kosztów leczenia z assistance, NNW, ubezpieczenie bagażu podróżnego, odpowiedzialności cywilnej, kosztów ratownictwa na stoku w przypadku polis narciarskich, ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, ubezpieczenie sprzętu sportowego, zwrot za niewykorzystany karnet, wynajęty sprzęt sportowy – mówi ekspertka AXA.

Przy wyborze polisy turystycznej trzeba jednak rozważyć różne ryzyka, na jakie będziemy narażeni podczas wyjazdu. Nie wszystkie ubezpieczenia obejmują sporty amatorskie, a najtańsza polisa może nie wystarczyć na pokrycie w całości leczenia ambulatoryjnego.

AXA policzyła koszty, z jakimi trzeba się liczyć, gdy ulegniemy lub spowodujemy wypadek na stoku narciarskim za granicą: koszty ratownictwa, ambulatorium, np. diagnostyka, RTG , rezonans, usztywnienie nogi kosztuje nawet do 2 tys. euro. Jeśli jest poważny uraz ortopedyczny, konieczny jest transport karetką do Polski (często osoby z usztywnionymi nogami nie są wpuszczane do samolotu) to kolejne 1 tys. euro. Ratownictwo ze stoku i przelot do szpitala helikopterem to koszt do 5 tys. euro. W przypadku poważnych urazów, kiedy lekarz zdecyduje, że niezbędna jest natychmiastowa operacja na miejscu, trzeba się liczyć z dodatkowymi kosztami rzędu nawet do 1 tys. euro za dzień pobytu w szpitalu.

Aby pokryć tego rodzaju koszty, według szacunków Polskiej Izby Ubezpieczeń i Deloitte, ubezpieczyciele wypłacili w 2016 roku świadczenia o wartości 170 mln zł.

– Obserwujemy zdecydowanie trend związany ze zwiększeniem sumy ubezpieczenia na koszty leczenia, Polacy są zainteresowani wyższą ochroną. Sumy ubezpieczenia w tej chwili wahają się między 50–60 a 100 tys. euro, są nawet polisy bezlimitowe. Jeszcze niedawno te kwoty były zdecydowanie niższe. Ubezpieczaliśmy Polaków na 10–20 tys. euro, w tej chwili te polisy są już w mniejszości – przekonuje Oszczak.

Choć rośnie świadomość Polaków, że trzeba mieć polisę na wyjazd zagraniczny, to wciąż nie wiedzą, co robić po wypadku. Jak przypomina ekspertka AXA, podczas wyjazdu należy przede wszystkim mieć przy sobie numer centrali alarmowej, który zapisany jest na polisie i w razie wypadku od razu skontaktować się z ubezpieczycielem.

– Kiedy zgłosimy szkodę, centrala alarmowa może przejąć koszty pokrycia wizyty lekarskiej, może tę wizytę zorganizować, np. w hotelu, gdzie przebywamy. Przejmuje też koszty leczenia szpitalnego, organizuje transport do placówki, transport powrotny, dolot i pobyt osoby towarzyszącej – wymienia Magdalena Oszczak. – Jest bardzo dużo takich czynności, które ułatwiają życie i funkcjonowanie w momencie, kiedy mamy nieprzyjemne zdarzenie w postaci nagłego zachorowania bądź nieszczęśliwego wypadku.

Ekspertka AXA radzi też, żeby w razie spowodowania wypadku na stoku podać poszkodowanemu numer swojej polisy, a jeśli samemu jest się poszkodowanym, należy spisać numer polisy oraz dane sprawcy, a następnie niezwłocznie powiadomić centralę alarmową (nie później niż w ciągu siedmiu dni od dnia zdarzenia). Gdy podróżujący sam pokryje koszty leczenia za granicą, musi uzyskać dokumentację medyczną i zachować faktury oraz rachunki za udzieloną pomoc czy zakup lekarstw, a następnie przesłać do ubezpieczyciela w ciągu siedmiu dni od powrotu do Polski wraz z wypełnionym formularzem zgłoszenia szkody.

Magdalena Oszczak sugeruje, aby pokrywać samodzielnie tylko drobne wydatki, aby nie narażać się na ryzyko, że koszt skomplikowanych usług medycznych przekroczy zakres ubezpieczenia. Wtedy rachunki za lekarstwa, wizytę u internisty i zalecenia lekarza należy po powrocie do Polski przesłać ubezpieczycielowi do refundacji. Niezwłocznie z kolei trzeba zgłosić zaginięcie lub zniszczenie bagażu, opóźnienie lotu albo rezygnację z podróży. W przypadku opóźnienia bagażu podróżnego lub opóźnienia lotu potrzebne będzie zaświadczenie z linii lotniczych o niedostarczeniu bagażu lub opóźnieniu lotu.

Javier Bardem: Młode innowacyjne firmy zmieniają świat na lepsze. Podziwiam to, że przekuwają marzenia w rzeczywistość

Javier Bardem: Młode innowacyjne firmy zmieniają świat na lepsze. Podziwiam to, że przekuwają marzenia w rzeczywistość 6

Dzięki start-upom świat staje się lepszy: jesteśmy zdrowsi i oddychamy czystszym powietrzem – ocenia Javier Bardem, aktor i globalny ambasador konkursu dla start-upów Chivas Venture, który wspiera młode innowacyjne firmy. Zdobywca Oscara podkreśla, że sam nie ma talentu do biznesu. Start-upowcy mają coś, czego ja nie mam – umiejętność przekuwania marzeń w rzeczywistość – podkreśla Bardem.

Jestem kiepski w biznesie. Jestem aktorem, a aktorzy zazwyczaj nie są dobrymi biznesmenami, ale za to jestem człowiekiem, który potrafi współodczuwać. Podziwiam to, co inni dla nas robią – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Javier Bardem, aktor i globalny ambasador Chivas Regal, marki whisky.

Aktor gościł w Polsce z okazji krajowego finału konkursu Chivas Venture dla start-upów. To już trzecia edycja programu, którego celem jest wspieranie i promowanie innowacyjnych start-upów proponujących rozwiązania istotnych problemów społecznych. Tym razem zwyciężyła firma Neuro Device, która pracuje nad pierwszym na świecie systemem do efektywnej rehabilitacji zaburzeń mowy (afazji).

– Start-upy sprawiają, że nasze życie staje się lepsze, jesteśmy zdrowsi, marnujemy mniej żywności, oddychamy czystszym powietrzem. Pomagają one normalnie funkcjonować ludziom z uszkodzeniami mózgu, dysleksją i zaburzeniami mowy. To naprawdę ważne kwestie. Fakt, że takie firmy dostają wsparcie finansowej i szansę rozwoju swoich projektów, jest bardzo pozytywny – mówi Javier Bardem.

W Polsce działa ponad 2,7 tys. start-upów. Większość finansuje swoje biznesy z własnych oszczędności. Problemem jest pozyskanie środków na dalszy rozwój i brak kontaktów, które mogą umożliwić międzynarodowy rozwój.

Taką możliwość daje konkurs Chivas Venture, globalna inicjatywa marki Chivas Regal, skierowana do przedsiębiorców, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki w biznesie, oraz tych, którzy już działają na rynku, ale nie więcej niż trzy lata. Zwycięzca będzie rywalizował w globalnym finale wiosną 2018 roku o dofinansowanie z puli nagród, która wynosi milion dolarów.

W krajowym finale, oprócz Neuro Device, znaleźli się także Outlet spożywczy, czyli platforma internetowa, która automatyzuje dystrybucję produktów spożywczych, Andervision – firma opracowująca proekologiczne rozwiązania, Biolumo – zajmujący się precyzyjnym dopasowaniem antybiotyku, oraz AppiCare, który opracowuje dziennik choroby online dla pacjentów onkologicznych. Jak zapewniają przedstawiciele Chivas Regal, wszystkie start-upy mogą liczyć na dalsze wsparcie mentorskie.

W poprzednich dwóch edycjach laureatami zostały firma Migam (I edycja) z innowacyjnym systemem tłumaczącym dla osób głuchych oraz Nexbio, który zajmuje się tworzeniem przenośnego modułu analiz DNA roślin.

– W start-upach istotne jest przekuwanie marzeń w rzeczywistość i wiedza, jak to zrobić. Poruszanie się w świecie marzeń to mój zawód. Ale oni przekuwają marzenia w rzeczywistość, czego nie potrafię. Podziwiam ludzi, którzy mają takie zdolności – przyznaje Javier Bardem. – Nie sądzę, żebym sam inwestował w start-upy. Znam się tylko na robieniu filmów.

Resort edukacji wprowadza systemowe zmiany w szkołach przygotowujących do zawodu. Szkoły branżowe mają lepiej odpowiadać na potrzeby pracodawców

Resort edukacji wprowadza systemowe zmiany w szkołach przygotowujących do zawodu. Szkoły branżowe mają lepiej odpowiadać na potrzeby pracodawców 7

W edukację zawodową i branżową mają się w większym stopniu angażować przedsiębiorcy, którzy będą sami układać program i przygotowywać egzaminy. Większy nacisk ma być położony na zajęcia praktyczne, a młodzi pracownicy będą zarabiać znacznie więcej niż obecnie – to najważniejsze założenia reformy szkół zawodowych resortu edukacji narodowej. Zmiany mają zachęcić do uczniów do wybierania szkół zawodowych i techników. Dziś na ten rodzaj nauki decyduje się co drugi uczeń.

Szkoła musi być elastyczna i związana z pracodawcą. Jednocześnie uczniowie, którzy do niej uczęszczają i stają się młodocianymi pracownikami, muszą więcej zarabiać – obecnie jest to na poziomie 200 zł, w Niemczech – 840 euro. To jest zadanie moje i premiera Morawieckiego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Zalewska, minister edukacji narodowej.

Młodociani pracownicy podczas nauki otrzymują wynagrodzenie wynoszące 4–6 proc. średniego wynagrodzenia w Polsce w kolejnych latach nauki. To oznacza, że średnio otrzymują ok. 200 zł. Słabe zarobki zniechęcają do podjęcia nauki w szkołach zawodowych, zwłaszcza że nawet po jej ukończeniu nie ma gwarancji dobrze płatnej pracy. Wypowiedzi minister edukacji wskazują, że nawet 40 proc. absolwentów dotychczasowych szkół zawodowych rejestrowało się jako bezrobotni. Dlatego resort edukacji pracuje nad zmianą w systemie edukacji branżowej, tak by szkoły rzeczywiście kształciły do zawodu w sposób, który będzie odpowiadał potrzebom pracodawców.

– Musimy być wiarygodni, a młody człowiek musi wiedzieć, że uzyska zawód, z którego będzie miał satysfakcję i pieniądze, ale oprócz tego będzie mieć do dyspozycji system, w którym będzie mógł się realizować i kontynuować naukę. Nowy system jest tak przygotowany. Mamy już gotowość pracodawców, by dołożyli się do tego systemu. Zdali sobie sprawę z tego, że tak to wygląda na całym świecie. Do tego dochodzi promocja – pokazywanie w pozytywnym świetle szkoły branżowej i technikum – wymienia Zalewska.

Przedstawiciele resortu edukacji spotykają się z przedsiębiorcami, którzy pomagają w pisaniu podstawy programowej tak, by odpowiadała ona potrzebom rynku pracy. Zmianie mają ulec egzaminy – w poszczególnych branżach będą miały w 90 proc. charakter praktyczny, a nie teoretyczny, jak dotychczas. Nowy system edukacji ma też kłaść większy nacisk na zdobywanie umiejętności praktycznych, m.in. poprzez staże czy zagraniczne wyjazdy, np. w programie Erasmus+. Już teraz w zakresie edukacji zawodowej w ramach programu wyjeżdża ponad 15 proc. młodych Polaków. Ministerstwo, przygotowując reformę, w dużej mierze czerpie z modelowych rozwiązań z innych krajów, m.in. Niemiec, Szwajcarii i Austrii, gdzie szkolnictwo zawodowe jest na wysokim poziomie.

Została stworzona już Rada Dyrektorów, która będzie kończyć zmiany przepisów. W marcu chcemy pokazać to na kongresie „Dobry zawód”, w którym spotkamy się z powiatami i pracodawcami. Niebawem także spotkanie ze spółkami i korporacjami, by zaangażowały się w promocję edukacji zawodowej i branżowej, by przypominały rodzicom – bo aż 80 proc. rodziców podejmuje za swoje dzieci decyzje, gdzie mają pójść do szkoły – że mamy rewolucję 4.0 i zakład przemysłowy czy miejsce pracy jest już zupełnie inne niż to sprzed 20 lat – przekonuje minister edukacji.

Zmiany mają przywrócić boom na szkoły zawodowe. W latach 70. ubiegłego wieku dwie trzecie uczniów szkół podstawowych decydowało się na tego rodzaju naukę. Odwrót nastąpił w latach 90., kiedy do szkół bezpośrednio przygotowujących do zawodu trafiało tylko czterech na dziesięciu uczniów. Trend powoli się odwraca, obecnie blisko połowa młodych ludzi decyduje się na szkoły zawodowe i technika. Do wzrostu zainteresowania kształceniem zawodowym przyczynił się program Erasmus+. Możliwość wyjazdu na zagraniczny staż często jest czynnikiem decydującym o wyborze szkoły.

Większość zmian została już dokonana. Obecnie najważniejsze jest przekonywanie rodziców – poprzez promocję i różne działania, jak te inicjowane przez Fundację Rozwoju Systemu Edukacji, że to dobra decyzja, by dziecko uczyło się w technikum – podkreśla Anna Zalewska.

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na GOLD I AUDUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

abela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na GOLD I AUDUSD 8– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na GOLD I AUDUSD 9-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Gold

Przez ostatnie pięć tygodni zarządzający powiększają pozycje długą na rynku złota, co jest zgodne z e zjawiskiem sezonowości. Przez ostatnie dziesięć lat notowania złota w styczniu oraz lutym charakteryzowały się mocnymi wzrostami, co przedstawia poniższa grafika.

sezonowosc na zlocie

Źródło: Bloomberg

Przerywana linia przedstawia 10 letnią średnią na rynku złota. Z kolei linia zielona odpowiada za obecny rok kalendarzowy. Jeżeli sezonowość się sprawdzi, to możemy liczyć na jeszcze kilkuprocentową aprecjację złota.

Pozycje zarządzających bar niebieski- pozycje długie, czerwony – pozycje krótkie , linia żółta – pozycje netto

Pozycje zarządzających bar niebieski- pozycje długie, czerwony - pozycje krótkie , linia żółta – pozycje netto

Źródło: Cmegroup

W poprzednim tygodniu zarządzający dodali do swojego portfela 11 tysięcy długich oraz 5 tysięcy krótkich pozycji. Ostatni wzrost długich pozycji potwierdza zjawisko sezonowości oraz daje większe prawdopodobieństwo kontynuacji obecnego trendu wzrostowego.

Notowania złota, interwał tygodniowy

Notowania złota, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na interwale tygodniowy notowania złota znajdują się nad linią trendu wzrostowego. Zagrożeniem dla dalszych wzrostów może być strefa podaży 1355-1375. Jest to także szczyt z 2016 roku, zatem korekta w tym miejscu jest jak najbardziej możliwa.

AUDUSD

Przez ostatnie kilka tygodni dolar australijski znalazł się w bardzo silnym impulsie wzrostowym. Głównym czynnikiem odpowiedzialnym za rajd był napływ dużego kapitału na rynek metali przemysłowych.

AUDUSD i korelacje

Źródło: Bloomberg

Powyższa grafika przedstawia notowania AUDUSD na tle indeksu metali przemysłowych (linia żółta) oraz notowaniach rudy żelaza (linia zielona). Jak widać ruda żelaza nie podążyła za szerokim rynkiem i nie zdołała wybić się ponad swoje maksimum z 2017 roku.

Po tak mocnej aprecjacji AUD względem USD moglibyśmy spodziewać się dużego zaangażowania funduszy lewarowanych po długiej stronie rynku, aczkolwiek tak się nie stało.

Według ostatniego raportu COT w poprzednim tygodniu fundusze lewarowane uszczupliły swoje pozycje długie o 887 kontrakty terminowe, natomiast pozycji długich zostało zamknięte ponad 5 tysięcy.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Od trzech tygodni fundusze lewarowane zamykają pozycje krótkie, co było też odpowiedzialne za ostatnie wzrosty. Aczkolwiek najbardziej zaskakującym czynnikiem jest mała ilość nowo otwartych długich pozycji, zatem fundusze lewarowane nie zarobiły na ostatni wzroście AUDUSD.

Co dalej? Mała ilość pozycji długich sprzyja długoterminowej aprecjacji dolara australijskiego. Z drugiej strony może to też świadczyć o fałszywym ruchu wzrostowym, który na przestrzeni następnych tygodni zostanie zniwelowany. Niemniej jednak przy drugi scenariuszu fundusze lewarowane musiałyby zacząć powiększać krótką pozycję, będzie to czynnik, który warto obserwować w nadchodzących tygodniach. Oprócz tego warto obserwować notowania metali przemysłowych, w szczególności rudy żelaza.

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Po ostatniej aprecjacji dolara australijskiego notowania AUDUSD dotarły w okolicę mocnego oporu. Z jednej strony fundusze lewarowane posiadają w portfelu małą ilość długich pozycji, co zwiększa prawdopodobieństwo pokonania wsparcia. Z drugiej strony korekta na rynku surowców oraz brak chęci powiększenia długiej pozycji na rynku kontraktów terminowych przez fundusze lewarowane może doprowadzić do zniwelowania całych poprzednich wzrostów.

Reasumując, w nadchodzących tygodniach należy obserwować pozycjonowanie się funduszy lewarowanych na AUDUSD. Jeżeli zaczną skupywać AUDUSD, to pokonanie oporu będzie bardzo prawdopodobne.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Nadchodzący tydzień będzie stopniowo dawkował emocje, które mogą przyczynić się do wyraźnego przetasowania sentymentu na rynku walutowym. Główna uwaga będzie na posiedzeniu EBC, gdzie można oczekiwać prób stonowania jastrzębich oczekiwań rynku. Podobne plany może też mieć Bank Japonii. Wśród danych największe zainteresowanie będzie dotyczyć indeksów PMI z Eurolandu i PKB z Wielkiej Brytanii i USA.

Przyszły tydzień: PKB/zamówienia na dobra trwałe z USA, EBC, PMI/Ifo, rynek pracy/PKB z Wlk. Brytanii, BoJ, CPI z Nowej Zelandii/Kanady

W USA główna uwaga będzie wstępnym szacunku PKB za IV kw. (pt), przy mniejszej uwadze na zamówieniach na dobra trwałe (pt) i danych o sprzedaży domów (śr, czw). Tempo wzrostu gospodarczego ma zwolnić do 2,9 proc. z 3,2 proc. Pomimo solidnych wyników sprzedaży detalicznej i inwestycji, nagromadzone w III kw. zapasy stanowią wysoki punkt odniesienia i źródło negatywnego wkładu do PKB. Dodatkowo w poprzednim kwartale odnotowano silny wzrost importu przewyższający dynamikę eksportu. Ogólnie dane powinny budować obraz kontynuowanego ożywienia. Wcześniej rynek USD będzie się musiał zmierzyć z konsekwencjami batalii w Kongresie USA o uniknięcie government shutdown. Na moment przygotowywania tego raportu nie jest jeszcze wiadomo, czy Senat zdąży przed północą 19 stycznia zatwierdzić dalsze finansowanie. Jeśli do poniedziałku się to nie uda, będzie to dodatkowy ciężar u szyi dolara.

Wydaje się mało prawdopodobne, aby EBC zdecydował się na jastrzębi wydźwięk komunikatu po posiedzeniu Rady Prezesów (czw), gdyż podsycanie aprecjacji EUR to ostatnia rzecz, jakiej bank centralny by sobie życzył. Pytaniem jest, czy prezes Draghi będzie potrafił podkreślić gołębi przekaz, by wystraszyć kupujących euro? Odroczenie zmiany języka odnośnie programu QE (sugestia zakończenia skupu we wrześniu) może się okazać niewystarczające. Mimo to Super Mario znany jest ze swojego talentu wpływania na oczekiwania rynkowe. Na tej podstawie ryzyka dla EUR wokół posiedzenia przeważają po negatywnej stronie. Dla kontraktu indeksy PMI i Ifo powinny potwierdzić solidne tempo ekspansji gospodarczej.

Kalendarz w Wielkiej Brytanii oferuje raport z rynku pracy (śr) i PKB (pt). Trendy na rynku pracy są pozytywne, co pomoże w utrzymaniu najniższej do lat 70. stopy bezrobocia. Efekty bazy w postaci skoku wynagrodzeń w listopadzie 2016 r. mogą zablokować poprawę w rocznej dynamice wynagrodzeń. Pierwszy szacunek dynamiki PKB w IV kw. ma wskazać podrzynanie wzrostu na poziomie 0,4 proc. k/k – dość słabe tempo, by uzasadniać zacieśnianie polityki przez Bank Anglii. Naszym zdaniem dane nie zaoferują impulsów do wzmocnienia GBP, ale waluta wciąż może być głównym beneficjentem przepływów przychodzących z wyprzedaży USD.

W Polsce zapowiada się mało emocjonujący tydzień z podażą pieniądza (wt) i stopą bezrobocia (śr). Sentyment globalny w dalszym ciągu odgrywa główną rolę, choć nie widać zmasowanego skoku popytu, który pozwoliłby na zejście EUR/PLN pod 4,16. W efekcie zapowiada się kontynuacja dryfu 4,16-4,19.

Posiedzenie Banku Japonii zyskało na znaczeniu w związku z narastającymi spekulacjami o możliwym zacieśnianiu polityki pieniężnej po tym, jak bank zmniejszył pulę skupowanych obligacji. Sądzimy jednak, że BoJ pozostanie gołębi, a prezes Kuroda podkreśli, że głównym narzędziem polityki pozostaje kontrola krzywej dochodowości (utrzymywanie rentowności 10-letnich obligacji blisko 0 proc.). Jeśli przekaz zostanie wsparty przez brak podwyższenia prognoz inflacji bazowej (z powodu silnego JPY), może to odwrócić ostatnie spadki USD/JPY.

W Nowej Zelandii mamy odczyt CPI za IV kw. (śr), a dotychczasowe dane z gospodarek rozwiniętych podnoszą prawdopodobieństwo silnego odczytu. Przy względnie łagodnych oczekiwaniach rynku wobec polityki RBNZ (podwyżka dopiero w listopadzie), dobre dane mogą obudzić spekulacje o wcześniejszej reakcji banku centralnego. Z Australii mamy jedynie indeks wskaźników wyprzedzających Westpac (śr), który ma drugorzędne znaczenie. Ogólnie AUD i NZD pozostają pod wpływem zmienności USD i globalnego apetytu na ryzyko, co utrzymuje te waluty wysoko, choć na rynku widać pierwsze oznaki wyczerpania i podstawy do korekty.

W Kanadzie mamy sprzedaż detaliczną (czw) oraz CPI (pt), choć w tygodniu po decyzji Banku Kanady o podwyżce możemy obserwować obniżoną wrażliwość rynku na dane. Jest mało realne, że BoC zdecyduje się kolejną podwyżkę na następnym posiedzeniu w marcu, a kwiecień wyceniony jest już na 81 proc. W efekcie poprzeczka ustawiona jest dość wysoko, aby pozytywne zaskoczenia w danych miały dać impuls do umocnienia CAD. We wtorek startuje szósta runda negocjacji NAFTA i sygnały sugerujące zerwanie porozumienia stanowią największe ryzyko dla CAD w najbliższych dniach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Poszli Polacy na zakupy – nowe dane o sprzedaży detalicznej

Poprawiającą się kondycja polskiej gospodarki i zwiększające się wynagrodzenia powodują znaczny wzrost sprzedaży detalicznej w ostatnich miesiącach. W grudniu wzrosła ona 13. miesiąc z rzędu o więcej niż 6 proc. Polacy wydają coraz więcej pieniędzy na dobra, które najszybciej tracą na wartości – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

6 proc. – o tyle zwiększyła sprzedaż detaliczna w grudniu w porównaniu z grudniem ub.r., wg najnowszych danych GUS. Ekonomiści oczekiwali, że wzrost wykroczy nawet nieco ponad 8 proc. Do tego nie doszło, jednak trend utrzymuje się jednoznaczny – wzrost (w skali roku) od października 2016 r. nie spadł poniżej 6 proc., co nie dziwi o tyle, że konsumpcja w 2017 r. była głównym motorem napędowym polskiej gospodarki.

Zarabiamy coraz więcej i wydajemy coraz więcej. Przeciętne wynagrodzenie (w sektorze przedsiębiorstw) ostatni raz wzrosło o mniej niż 4 proc. w grudniu 2016 r. Z kolei wzrost sprzedaży detalicznej poniżej 4-procentowego poziomu ostatni raz odnotowaliśmy w październiku 2016 r.

Po raz kolejny silnie wzrosła sprzedaż odzieży i obuwia – o  18,6 proc. w skali roku, a także sprzętu RTV oraz AGD (i mebli) – o 7,6 proc. Wydatki na odzież rosły dwukrotnie szybciej niż te na żywność czy na na książki i prasę.

Wysoka konsumpcja prywatna może cieszyć, gdyż przyczynia się do ogólnej poprawy kondycji gospodarki. Należy jednak zauważyć, że rosną zakupy dóbr szybko tracących na wartości. W efekcie, wyższe dochody, wydawane przede wszystkim na tego typu produkty, przyczyniają się tylko w niewielkim stopniu do wzbogacenia majątku konsumentów.

Raczej nie wpłynie to jednak negatywnie na konsumentów w okresie wysokiego tempa podwyżek płac i rozwoju gospodarczego. Trend ten najprawdopodobniej utrzyma się również przez najbliższy rok – płace w 2018 r. mogą wzrosnąć o ok. 7 proc. W rezultacie, wydatki konsumpcyjne na najmniej trwałe dobra będą dalej notować wysokie tempo wzrostu.

82% firm w Polsce było celem cyberataku w 2017 roku

Cyberataki są zjawiskiem powszechnym wśród firm działających w Polsce. W 2017 roku 82% przedsiębiorstw, które wzięły udział w badaniu KPMG, odnotowało przynajmniej jeden cyberincydent. Firmy zaobserwowały wzrost liczby cyberataków w przeciągu ostatniego roku. Pomimo rosnącej skali cyberzagrożeń zaledwie tylko co 10 firma o rocznych przychodach przekraczających 50 mln zł zatrudnia dedykowanego eksperta ds. bezpieczeństwa informacji. Blisko połowa przedsiębiorstw sygnalizuje, że największym wyzwaniem w zapewnieniu bezpieczeństwa informacji jest zatrudnienie i utrzymanie wykwalifikowanych pracowników.

Firmy obawiają się zorganizowanych grup cyberprzestępczych

Blisko co czwarta firma, która wzięła udział w badaniu KPMG przyznała, że w 2017 roku zarejestrowała 10 lub więcej incydentów bezpieczeństwa. Badane organizacje zauważają rosnącą skalę cyberzagrożeń ¬– ponad 1/3 przedsiębiorstw, które wzięły udział w badaniu, odnotowało w zeszłym roku wzrost liczby cyberataków. Połowa ankietowanych uznała, że liczba cyberzagrożeń pozostała na podobnym poziomie w porównaniu z 2016 rokiem. Spadek cyberincydentów zauważyło zaledwie 5% firm.Firmy obawiają się zorganizowanych grup cyberprzestępczychZ badania, które przeprowadziliśmy wynika, że przedsiębiorstwa działające w Polsce najbardziej obawiają się zorganizowanej cyberprzestępczości. W szczególności trudnych do zidentyfikowania i odparcia ataków ukierunkowanych, cyberprzestępstw realizowanych za pośrednictwem złośliwego oprogramowania oraz wspieranych przez socjotechnikę. Własny pracownik, który historycznie stanowił dla firm najczęstsze źródło naruszeń bezpieczeństwa, zszedł na drugi plan – mówi Michał Kurek, partner w dziale usług doradczych, szef zespołu ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

Malware, czynnik ludzki oraz ataki na aplikacje są największymi cyberzagrożeniami

Osoby odpowiadające za bezpieczeństwo IT w firmach, które wzięły udział w badaniu KPMG najbardziej obawiają się złośliwego oprogramowania (malware), słabości czynnika ludzkiego oraz ataków na aplikacje. Złośliwe oprogramowanie najczęściej jest wykorzystywane przez cyberprzestępców do zaawansowanych ataków ukierunkowanych APT (ang. Advanced Persistent Threat), kradzieży danych lub wymuszenia okupu. Zagrożenia związane z czynnikiem ludzkim mogą doprowadzić do wyłudzenia danych uwierzytelniających (tzw. phishing) lub do kradzieży wrażliwych danych przez pracowników. W opinii respondentów ataki typu odmowa usługi (DoS/DDoS) czy kradzież danych na skutek naruszenia bezpieczeństwa stanowią stosunkowo najmniejsze ryzyko dla organizacji.Malware, czynnik ludzki oraz ataki na aplikacje są największymi cyberzagrożeniami

Firmy planują podnosić świadomość pracowników

Większość firm bardzo optymistycznie oceniło poziom swoich zabezpieczeń. Najbardziej rozwiniętymi obszarami w opinii przedsiębiorców są ochrona przed złośliwym oprogramowaniem (98% wskazań) oraz bezpieczeństwo styku z siecią internetową (95% wskazań). Klasyfikacja i kontrola aktywów, zarządzanie bezpieczeństwem partnerów biznesowych oraz bezpieczeństwo w procesach wytwarzania oprogramowania – to przykłady najmniej dojrzałych obszarów, które dodatkowo są zagrożone ryzykiem braku wymaganych inwestycji przez ankietowane firmy. Optymistycznym trendem, który przejawia się w odpowiedziach udzielonych przez ponad połowę firm, jest chęć do inwestycji w programy podnoszenia świadomości pracowników w zakresie bezpieczeństwa, reagowanie na incydenty bezpieczeństwa oraz samo monitorowanie bezpieczeństwa informacji w organizacji.

Ciekawym wynikiem badania jest wysoki optymizm polskich przedsiębiorstw w kwestii oceny dojrzałości wdrożonych zabezpieczeń. Z perspektywy realizowanych audytów bezpieczeństwa, wydaje się, że tak wysoka samoocena, może niestety po części wynikać z wciąż niedostatecznej świadomości polskich firm w zakresie skali i złożoności dzisiejszych cyberzagrożeń. Pozytywnym sygnałem jest natomiast fakt, że firmy inwestują dziś w mechanizmy bezpieczeństwa pozwalające na wczesną identyfikację i reakcję na cyberatak, co jest zgodne z globalnym podejściem w zakresie cyberbezpieczeństwa, zakładającym, że cyberatak jest dziś zjawiskiem nieuchronnym i należy się na niego przygotować – mówi Michał Kurek, partner w dziale usług doradczych, szef zespołu ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

Brak właściwego przypisania odpowiedzialności za bezpieczeństwo IT

Odpowiedzialność za obszar bezpieczeństwa informacji przypisana jest w blisko połowie badanych firm do dyrektora IT lub dedykowanego pracownika działu IT. Zaledwie co dziesiąta organizacja biorąca udział w badaniu przyznała, że funkcja ta spoczywa na dedykowanej osobie odpowiedzialnej za bezpieczeństwo informacji (CSO/CISO). W 7% przedsiębiorstw odpowiedzialność za kwestie bezpieczeństwa przypisana jest strukturom globalnym poza Polską. Niepokój budzą odpowiedzi udzielone przez 13% firm, które przyznały, że w ramach ich struktur organizacyjnych brak jest formalnego przypisania odpowiedzialności kwestii bezpieczeństwa informacji.Brak właściwego przypisania odpowiedzialności za bezpieczeństwo IT

 

Brak wykwalifikowanych pracowników i finanse barierami w zapewnieniu bezpieczeństwa IT

Najważniejszym problemem, który uniemożliwia budowę systemów cyberbezpieczeństwa w blisko połowie badanych firm, jest brak wykwalifikowanych pracowników. Czynnik ten był bardziej istotny niż brak wystarczających budżetów, na które wskazało 47% organizacji. Z kolei ponad połowa małych firm (55% wskazań), które zatrudniają mniej niż 50 osób, uważa, że główne ograniczenie w zakresie uzyskania oczekiwanego poziomu zabezpieczeń stanowi brak właściwego przypisania odpowiedzialności w zakresie bezpieczeństwa.

Odpowiedzią na tego typu wyzwania może być outsourcing usług utrzymania bezpieczeństwa IT. Z takiego rozwiązania korzysta 71% firm, które wzięły udział w badaniu. Częściej z usług zewnętrznego dostawcy korzystają organizacje posiadające zagraniczny kapitał (86%) niż polski (66%). Blisko połowa firm wykorzystuje outsourcing usług bezpieczeństwa w zakresie wsparcia w reakcji na wystąpienie cyberataku.Brak wykwalifikowanych pracowników i finanse barierami w zapewnieniu bezpieczeństwa IT

Tylko co czwarta firma deklaruje zgodność z wymogami RODO

Dla większości polskich firm (76%) istnieje potencjalne ryzyko wystąpienia braku pełnej zgodności z wymogami nałożonymi przez nowe unijne rozporządzenie dotyczące ochrony danych osobowych (RODO). Przepisy RODO zaczną obowiązywać 25 maja 2018 roku. Jedynie 9% firm, które wzięły udział w badaniu odpowiedziało, że osiągnęło pełną zgodność z wymogami RODO, która została potwierdzona niezależnym audytem. Całkowitą zgodność z wchodzącymi w życie przepisami rozporządzenia o ochronie danych osobowych na podstawie własnej oceny wewnętrznej potwierdziło 15% ankietowanych przedsiębiorców. Aż 12% organizacji biorących udział badaniu, potwierdziło, że nie prowadzi żadnych działań w celu stwierdzenia zgodności własnych procesów z przepisami nałożonymi wymogami RODO.Tylko co czwarta firma deklaruje zgodność z wymogami RODOPrzygotowanie się do zmian wynikających z rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO) jest jednym z większych wyzwań regulacyjnych przed jakim stanęły firmy w 2017 roku. Jak wynika z badania, znaczna większość firm ciągle zmaga się z wdrożeniem rozwiązań wynikających z tej regulacji. Dominującą grupę przedsiębiorstw deklarujących pełną zgodność stanowią organizacje zatrudniające do 250 pracowników. Co nie powinno dziwić – wdrożenie wymagań wynikających z RODO jest wyzwaniem przede wszystkim dla przedsiębiorstw relatywnie bardziej złożonych, gdzie dane osobowe mogą być wykorzystywane w wielu obszarach ich działalności. Dziwić może, że aż 70% respondentów zadeklarowało wdrożenie rozwiązań ograniczających przetwarzanie danych osobowych wyłącznie do minimum wynikającego z celów do jakich zostały zgromadzone. Jest to ciekawe ze względu na fakt, że często wdrożenie akurat tego wymogu może powodować zamiany w procesach wewnętrznych firm lub oznaczać konieczność uzyskania zgody na przetwarzanie już zebranych danych w innych celach – mówi Krzysztof Radziwon, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

W Islandii luka płacowa jest przestępstwem. Odpowiednie regulacje czekają też Unię Europejską

Z danych Eurostatu wynika, że różnica w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w krajach Unii Europejskiej wynosi aż 16,7%[1]. I choć na razie brakuje ogólnych regulacji w tym zakresie, niektóre kraje wprowadzają własne rozwiązania. Niemcy pracują nad prawem, które zobowiąże firmy do ujawniania różnic płacowych. Natomiast Islandia jako pierwszy kraj na świecie lukę w wynagrodzeniach uznaje za przestępstwo. Eksperci Personnel Service wskazują, że w Polsce wyrównywaniu wynagrodzeń kobiet i mężczyzn sprzyja deficyt kadrowy, a w dłuższej perspektywie automatyzacja i robotyzacja pracy.

Różnice w wynagradzaniu kobiet i mężczyzn to problem, na który Unia Europejska zwraca uwagę już od dłuższego czasu. Znane są wytyczne dotyczące niwelowania luki płacowej, ale nadal brakuje odpowiednich rozwiązań prawnych w tym zakresie. Można się jednak spodziewać, że niedługo się to zmieni. Islandia dała fantastyczny przykład tego, jak skutecznie poradzić sobie z luką płacową. Od początku roku obowiązuje tam prawo, które nierówne wynagradzanie kobiet i mężczyzn za analogiczną pracę, traktuje jak przestępstwo. Firmy, które stosują dyskryminację płacową narażają się na karę wynoszącą nawet do 500 dolarów dziennie – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Islandia przeciera szlaki do równości płacowej

Z danych Statistics Iceland wynika, że w Islandii w 2016 roku kobiety zarabiały średnio 16,1% mniej niż mężczyźni pracujący na analogicznych stanowiskach. Tak wysoki wskaźnik nierówności w wynagrodzeniach, który jest zbliżony do średniej w krajach Unii Europejskiej, zmobilizował lokalny rząd do wypracowania odpowiedniego rozwiązania systemowego, które ma rozwiązać problem. Od początku tego roku w Islandii obowiązuje prawo zobowiązujące firmy zatrudniające więcej niż 25 osób do uzyskania specjalnego certyfikatu, który potwierdza sprawiedliwą politykę płacową wśród kobiet i mężczyzn. Przedsiębiorstwa, które nie uzyskają takiego zaświadczenia, w świetle prawa popełnią przestępstwo i narażą się na kary finansowe.

Nad rozwiązaniem dotyczącym niwelowania luki płacowej pracują również Niemcy. Nie jest to zaskoczeniem biorąc pod uwagę, że z danych Federal Statistical Office (DeStatis) wynika, że luka płacowa w Niemczech w 2016 roku wyniosła aż 21% i była jedną z najwyższych w całej Unii Europejskiej. Zgodnie z nowym prawem, pracodawcy w Niemczech będą zmuszeni do ujawniania różnic płacowych w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Jednak inaczej niż w przypadku Islandii to prawo będzie obowiązywało tylko w firmach, które zatrudniają więcej niż 200 pracowników[2].

Rynek pracy w Polsce sprzyja kobietom

Nierówności w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn na polskim rynku pracy są stosunkowo niewielkie. Z ostatnich dostępnych danych Eurostatu wynika, że luka płacowa wynosi 7,7%[3], jest zatem zdecydowanie niższa niż średnia w Unii Europejskiej (16,7%). Jak wskazuje Krzysztof Inglot, obecnie kobietom na rynku pracy sprzyja deficyt kadrowy, z którym mamy do czynienia już od jakiegoś czasu.

Duże zapotrzebowanie na pracowników powoduje, że kobiety i mężczyźni mają zapewniony równy start. Dodatkowo, nasz rynek pracy pod względem równości płac jest dosyć dojrzały. Pracodawcy zdają sobie sprawę, że nie liczy się płeć pracownika, tylko jego kompetencje – mówi Krzysztof Inglot.

W dłuższej perspektywie na wyrównywanie płac kobiet i mężczyzn wpłynie również większa automatyzacja i robotyzacja pracy.

  • [1] Dane za 2014 rok
  • [2] https://www.ft.com/content/e9f618c0-f210-11e7-ac08-07c3086a2625
  • [3] Dane za 2014 rok