Herkules pozyskał kontrakt o wartości 0,3 mld zł na budowę systemu GSM-R

Konsorcjum Nokii, Herkulesa (notowanego na GPW lidera wynajmu żurawi) oraz Wasko i Pozbudu otrzymało ostateczną, pozytywną decyzję Krajowej Izby Odwoławczej, dotyczącą wyboru spółek w przetargu na budowę sieci GSM-R dla PKP PLK. Herkules planuje rozpoczęcie prac w drugim kwartale br. i oczekuje znaczącego wpływu na przychody i wyniki już w końcu 2018 r.

Konsorcjum z udziałem Herkules S.A. (pod przewodnictwem Nokia Solutions and Networks) złożyło jesienią ub. roku najkorzystniejszą ofertę (2,3 mld zł netto) w największym ówcześnie postępowaniu publicznym w projekcie budowy systemu bezprzewodowej łączności cyfrowej na 13,6 tys. km linii kolejowych. Rolą Herkulesa będzie produkcja oraz montaż słupów wraz z kontenerami telekomunikacyjnymi do rozlokowania infrastruktury IT. Montaż będzie realizowany przy zastosowaniu żurawi kołowych spółki.

– Z radością przyjmujemy wyrok korzystny dla naszego konsorcjum. Decyzja Krajowej Izby Odwoławczej potwierdza, iż posiada ono odpowiednie doświadczenia i kompetencje potrzebne do wykonania projektu o takiej skali, a nasza spółka dysponuje znacznym know how zdobytym m.in. przy budowie sieci telekomunikacyjnych. Dzięki nowoczesnym metodom produkcji, solidnym zasobom sprzętowym oraz fachowej kadrze jesteśmy przekonani o realizacji z sukcesem wszystkich zakładanych prac – powiedział Tomasz Kwieciński, Wiceprezes Zarządu Herkules S.A.

Decyzja zamawiającego z 22 września 2017 r. o przyjęciu oferty została zaskarżona przez konsorcjum firm Kapsch i Porr. Ofercie Nokii i współpracujących firm zarzucano „rażąco niską cenę”, błędy
w studium wykonalności oraz brak doświadczenia budowlanego. KIO nie podzieliła tej argumentacji.

– Realizacja największego kontraktu w historii Grupy Kapitałowej Herkules bez wątpienia istotnie wpłynie na naszą działalność, w tym wyniki, zapewne już pod koniec 2018 r. Umocni także nasze know how w potencjalnej realizacji mniejszych zamówień, ale o podobnym profilu w przyszłości – dodaje Tomasz Kwieciński.

Zarząd spółki planuje wyprodukowanie i montaż ok. 1,2 tys. słupów. Szacowane przychody z tego tytułu wyniosą ok. 300 mln zł netto przy orientacyjnej marży ok. 8-10 proc.

Zamówienie PKP PLK dotyczy wybudowania w okresie 5 lat infrastruktury GSM-R, jednego z dwóch kluczowych elementów wdrożenia Europejskiego Systemu Sterowania ruchem Kolejowym, a przede wszystkim zapewni on łączność głosową między pracownikami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo
i płynność ruchu.

1/3 Polaków rozważa zmianę pracy

Co piąty Polak w ostatnim półroczu zmienił pracę, co czwarty – zmienił stanowisko. Rotacji pracowników może być więcej, bo ponad 1/3 Polaków rozważa zmianę pracy w ciągu pół roku. Co ciekawe pracodawcę częściej zmieniały kobiety (24%), niż mężczyźni (17%). Zmiana stanowiska częściej obejmowała natomiast mężczyzn (26%) niż kobiety (24%).

Nowego pracodawcę i nowe stanowisko w ciągu ostatnich 6 miesięcy najczęściej mieli inżynierowie (odpowiednio: 38% i 49%). Firmy zmieniają też często robotnicy niewykwalifikowani (31%) i pracownicy administracyjni (22%). Najrzadziej na nowego pracodawcę decydowali się kierownicy (12%). Stanowisko w obecnej firmie najrzadziej zmieniali natomiast kasjerzy, sprzedawcy i pracownicy obsługi klienta (6%). Na pracę u nowego pracodawcy w ciągu ostatniego półrocza najczęściej decydowały się osoby zatrudnione na podstawie umów cywilno-prawnych.

Lepsze warunki pracy głównym motorem rotacji

Gdy pytamy pracowników o powody zmiany pracodawcy, to najczęściej wskazują oni na chęć rozwoju zawodowego (48%) oraz wyższe wynagrodzenie w nowym miejscu zatrudnienia (47%). Na ich decyzje wpływ ma także korzystniejsza forma umowy w nowej firmie (30%) oraz niezadowolenie z dotychczasowego pracodawcy (30%).

Wszystkie czynniki, które składają się na lepsze warunki pracy (wynagrodzenie, forma zatrudnienia, bonusy), są nadal najważniejszym powodem zmiany pracodawcy (64%). Udział tych aspektów w odpowiedziach respondentów od lat systematycznie rośnie. Dla porównania jeszcze 5 lat temu w 2013 roku te czynniki wskazywał co piąty ankietowany.

– Zauważalna jest także zmiana postaw pracowników, dla których coraz ważniejsza, obok wzrostu wynagrodzenia, jest poprawa warunków pracy, często związana z niezadowoleniem z obecnego pracodawcy. Jest to symptomatyczne dla rynku pracownika, na którym to firmy poddawane są presji sprostania rosnącym oczekiwaniom zatrudnianych. W tym kontekście powinna cieszyć oczekiwana przez pracowników możliwość rozwoju, której brak jest główną przyczyną zmiany pracy. Dlatego kluczowymi zadaniami dla zarządzających są: tworzenie warunków umożliwiających podnoszenie kwalifikacji oraz taka organizacja procesów, która umożliwi pracownikowi rozwój. To oznacza wyższą produktywność, za która powinien iść oczekiwany przez pracowników wzrost wynagrodzenia – zauważa Jakub Gontarek, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Co piąty ankietowany w obecnym miejscu pracuje krócej niż pół roku. To największa grupa wśród badanych, ale liczna jest również grupa pracowników, którzy ze swoim pracodawcą są związani od ponad 15 lat (16%).

Uczestnicy najnowszej edycji badania raczej nie obawiają się utraty pracy. Takie duże ryzyko dostrzega zaledwie 7% ankietowanych (podobnie jak w poprzedniej edycji). Zdaniem 21% to ryzyko nie jest ani duże, ani małe – podobny był poziom odpowiedzi w poprzednich kilku kwartałach.

Największe ryzyko utraty pracy odczuwają robotnicy niewykwalifikowani (15%), pracownicy handlu i obsługi klienta (14%) oraz wyższa kadra zarządzająca (12%). Częściej pojawia się ono wśród respondentów z grupy wiekowej 30-44 lata (9%).

Na optymizm badanych Polaków nakłada się także postrzeganie szansy na znalezienie nowej pracy. 84% respondentów uważa, że w ciągu pół roku jest w stanie znaleźć jakiekolwiek zajęcie (tylko raz w historii badania notowaliśmy wyższy wynik – w połowie zeszłego roku deklarowało tak o 2 p.p. więcej badanych). 2/3 uczestników najnowszej edycji badania uważa, że przez 6 miesięcy jest w stanie znaleźć pracę co najmniej tak samo dobrą, jak dotychczasowa.

– Może to sygnalizować, że w odczuciu Polaków pula lepszych ofert pracy powoli wyczerpuje się. – tłumaczy Monika Hryniszyn, Dyrektor Personalna i Członek Zarządu Randstad Polska. Dla pracodawców, którzy wciąż zmagają się z niedoborem pracowników, oznacza to konieczność podnoszenia atrakcyjności swoich ofert. Niewykluczone natomiast, że pracownicy w obliczu słabszych propozycji pracy będą skłonni do większej lojalności wobec aktualnego pracodawcy – dodaje Monika Hryniszyn.

Na tle tego optymizmu odstają nieco respondenci ze wschodnich województw – tam 80% ankietowanych uważa, że znajdzie szybko jakąkolwiek pracę. W regionie centralnym twierdzi tak 81% badanych. Dla porównania na południu, zachodzie i północy – od 87 do 88%. Z większym entuzjazmem na swoje szanse zawodowe spoglądają ankietowani ze wsi w obrębie aglomeracji (89%), najmniejszych miast (87%) oraz miast z przedziału od 50 do 200 tysięcy mieszkańców (87%).

Patrząc na pracowników pod kątem płci większymi optymistami są mężczyźni (88%) niż kobiety (80%), natomiast pod kątem wieku to zdecydowanie osoby młode (93%). Najlepiej swoje szanse postrzegają mistrzowie i brygadziści (93%), inżynierowie (90%) i kadra kierownicza średniego szczebla (90%).

Mieszane dane z USA dołują kurs dolara. Wzrosty na chińskiej giełdzie.

Pomimo dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy, reszta odczytów ciągnie dolara w dół. Sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii poniżej oczekiwań. Po dobrych danych makro wzrosty na chińskim parkiecie.

Dane z USA

Wczoraj o 14:30 poznaliśmy pakiet danych z USA. Bardzo dobrze wypadły dane z rynku pracy. Nowo Zarejestrowanych bezrobotnych było w tym tygodniu zaledwie 220 tysięcy. To aż o 30 tysięcy mniej niż oczekiwano. Trochę gorzej przedstawiają się dane z rynku nieruchomości. Co prawda wydano mniej więcej tyle samo pozwoleń na budowę domów co oczekiwano to rozpoczęto budowę zaledwie 1,19 miliona zamiast oczekiwanych 1,28 miliona. Słabiej wypadł też indeks FED z Filadelfii. W rezultacie inwestorzy postanowili po raz kolejny sprzedawać dolara i przenosić się na inne waluty. W rezultacie dolar kolejny już raz w ostatnich dniach znalazł się w okolicach 3,40 zł.

Słabsze dane z Wielkiej Brytanii

Dzisiaj o 10:30 poznaliśmy dane z Wielkiej Brytanii. Sprzedaż detaliczna 1 ciągu roku rośnie o zaledwie 1,4% wobec oczekiwanych 3,1%. Dane te spowodowały wyprzedaż funta względem innych walut. Szczególnie widać to było względem euro. Ruch względem złotego był mniej widoczny, gdyż polska waluta od rana stopniowo traciła na wartości.

Wzrosty w Chinach

Po ostatnich dobrych danych z państwa środka w górę poszła również tamtejsza giełda. Osiągnęła ona najwyższy poziom od 2 lat. Warto zwrócić uwagę, że 3487 pkt to wciąż ponad 30% poniżej szczytów z połowy 2015 roku. Od tego czasu Chiny wprowadziły bardziej zdecydowaną kontrolę rynków a giełda powoli, aczkolwiek stabilnie odrabia straty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – produkcja przemysłowa,
  • 14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Początek przyszłego tygodnia może przynieść zmiany na parze EUR/USD

Roman Ziruk - Ebury
Roman Ziruk, Ebury Polska

Pod koniec tygodnia uwagę inwestorów po obu stronach Atlantyku przyciąga przede wszystkim polityka. Inwestorzy czekają na decyzje z Waszyngonu i Bonn. Przyszły tydzień również przyniesie istotne informacje dotyczące polityki, tym razem jednak monetarnej.

Izba Reprezentantów w czwartek przegłosowała prowizorium pozwalające uniknąć tzw. government shutdown (zamknięcia rządu), czyli przerwy w działaniu większości instytucji rządowych. Dziś wieczorem odbędzie się głosowanie w Senacie, gdzie przyszłość ustawy jest dużo bardziej niepewna. Republikanie, którzy nie chcą dopuścić do zamknięcia rządu nie mają bowiem wystarczającej liczby głosów, tym samym muszą liczyć na to, że dołączy do nich część Demokratów, którzy są raczej przeciwni propozycji. To właśnie m.in. obawy o government shutdown osłabiały ostatnio USD. Ryzyko, że dojdzie do “zamknięcia” oceniane jest jako realne.

Przenieśmy się teraz na Stary Kontynent: niedzielne głosowanie delegatów partii SPD nad utworzeniem koalicji z CDU/CSU stanowi z kolei czynnik ryzyka dla EUR. Jeśli niekorzystny scenariusz ulegnie materializacji i nie będzie zgody na utworzenie Wielkiej Koalicji, euro w poniedziałek powinno zareagować osłabieniem, ciągnąc w dół również złotego. W obecnej chwili, pomimo tego, iż widać wyraźne podziały w partii SPD, rynek spodziewa się, że koalicja mimo wszystko zostanie utworzona. W związku z tym, iż jest to raczej oczekiwane, w przypadku korzystnego rozwoju wydarzeń w Niemczech, potencjalne, poniedziałkowe umocnienie euro powinno być ograniczone.

Przyszły tydzień przyniesie również spotkanie EBC, podczas którego (jak rozważają niektórzy obserwatorzy) może dojść do zmiany tonu banku centralnego. Zgodnie z ostatnimi „plotkami” z EBC jest jednak na to zbyt wcześnie. W kontekście czwartkowego spotkania oprócz samego tonu istotne będzie, czy Mario Draghi odniesie się do ostatniej siły euro. Wzrosty na wspólnej walucie nie sprzyjają bowiem zamierzeniom Banku, z uwagi na fakt, iż stanowią zagrożenie dla wzrostu dynamiki cen, a to właśnie jej niski poziom jest główną bolączką EBC i wstrzymuje Bank przed rychłą normalizacją polityki pieniężnej. Niewykluczone, że inwestorzy przed spotkaniem zaczną redukować pozycje, ograniczając ryzyko, co może przełożyć się na słabość wspólnej waluty w środku tygodnia.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

Kurs euro EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,16 – 4,17. Wspólna waluta w relacji do koszyka walut zyskiwała, na co pozwoliła m.in. słabość dolara amerykańskiego. Brak istotnych informacji ze strefy euro sprawił jednak, że aprecjacja waluty była bardzo ograniczona, a zmienność na EUR dużo niższa niż choćby w środę.

Kurs funta GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,71 – 4,73.

Dzisiejsze dane z Wielkiej Brytanii dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w grudniu mocno rozczarowały, potwierdzając, iż utrzymująca się ujemna dynamika płac realnych ma wyraźnie negatywny wpływ na zachowanie konsumentów. Wzrost sprzedaży w ujęciu rocznym wyniósł 1,4% wobec oczekiwanych 3% – jest to najgorszy grudniowy odczyt od 2010 r.  W dół zaktualizowano również szacunki z listopada. Reakcja waluty na dane była jednak ograniczona.

Kurs dolara USD

Kurs USD/PLN w czwartek osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,42.

Kolejne przemówienia członków FOMC zdają się być dosyć zbieżne z grudniowym “dot plot” sugerującym, że w tym roku czekają nas prawdopodobnie trzy podwyżki stóp procentowych. We wczorajszej wypowiedzi, Loretta Mester z FOMC stwierdziła, iż jest zwolennikiem raczej trzech, niż czterech podwyżek kosztów pieniądza.

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku nieruchomości były mieszane, nie miały jednak przesądzającego wpływu na handel. Na uwagę zasługuje bardzo duży spadek tygodniowej liczby zadeklarowanych bezrobotnych (z 261 tys. do 220 tys. przy oczekiwaniach rzędu 250 tys.). Tygodniowy odczyt znalazł się tym samym na najniższym poziomie od lutego 1973 r, co potwierdza siłę amerykańskiego rynku pracy.

W dniu dzisiejszym poznamy odczyt indeksu Michigan w styczniu, opisujący nastroje konsumentów, uwaga inwestorów powinna skupić się jednak przede wszystkim na wspomnianym głosowaniu w Senacie.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:00 – produkcja przemysłowa, inflacja PPI, sprzedaż detaliczna w grudniu
  • 16:00 – indeks nastrojów konsumentów Michigan w USA w styczniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Polacy mistrzami w eksporcie usług

Sprzedaż polskich usług za granicę spektakularnie rośnie i przyczynia się do znacznej poprawy PKB. W kilku kategoriach bilansu handlu usługami opartymi o wiedzę wspięliśmy się na pierwsze miejsce w Unii Europejskiej – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Zagraniczny handel usługami jest zdecydowanie rzadziej analizowany niż wymiana towarowa pomiędzy krajami. Jednak szybki rozwój nowoczesnych technologii, otwarte granice czy coraz głębsza specjalizacja Polski w poszczególnych branżach pokazują, że właśnie ten sektor gospodarki zasługuje na szczególną uwagę.

Prawdziwy przełom

Opublikowane na początku roku dane NBP o wymianie handlowej Polski z resztą świata pokazują bardzo optymistyczne tendencje. Za minione 12 miesięcy (grudzień 2016 – listopad 2017 r.) Polska wyeksportowała usługi o wartości blisko 220 mld zł. To o połowę więcej niż wynosił import tego sektora, co oznacza, że mieliśmy ok. 75 mld zł nadwyżki w wymianie usług z pozostałymi krajami, czyli mniej więcej 4 proc. PKB.

Tylko w ciągu ostatnich trzech lat dodatnie saldo w handlu usługami wzrosło dwukrotnie, a od 2010 r. zwiększyło się sześciokrotnie. Warto także zauważyć, że nadwyżka w handlu usługami jest o ok. 10 razy większa niż w przypadku wymiany towarowej, chociaż ta druga również rozwija się w bardzo przyzwoitym tempie.

Coraz lepiej w transporcie i turystyce

Od lat bardzo dobrze radzimy sobie w branży transportowej. Odpowiada ona mniej więcej za 30 proc. nadwyżki w saldzie usług. Mamy także najwyższy w całej Unii zagraniczny bilans towarowego transportu samochodowego, który według danych Eurostatu za 2016 r. wynosił 4,2 mld euro.

Ważny jest jednak fakt, że usługi transportowe w 2010 r. stanowiły praktycznie całość nadwyżki. Teraz natomiast pozostałe 70 proc. to efekt coraz wyższej konkurencyjności Polski w innych branżach. Należy do nich np. turystyka, gdzie dodatnie saldo w ciągu ostatnich sześciu lat zwiększyło się czterokrotnie.

Wygrywamy w usługach opartych o wiedzę

Największa poprawa nastąpiła jednak w kategorii „usługi telekomunikacyjne, informatyczne i informacyjne”. W 2010 r. Polska miała deficyt w handlu tymi usługami na poziomie przekraczającym pół miliarda złotych. Według ostatnich szczegółowych danych NBP za 2016 r. teraz mamy nadwyżkę na poziomie 8,7 mld zł, do czego przyczyniły się przede wszystkim usługi informatyczne (8 mld zł). Daje nam to także piąte miejsce w Unii, podczas gdy w 2010 r. było to czwarte, ale… od końca.

Poza usługami informatycznymi nasza konkurencyjna pozycja poprawiła się zauważalnie w szeroko pojętych usługach biznesowych, a zwłaszcza księgowych, audytowych oraz konsultacji podatkowej. Nadwyżka na poziomie 5 mld zł daje nam unijne zwycięstwo w tej kategorii.

Inną branżą, gdzie liderujemy we Wspólnocie i osiągnęliśmy olbrzymi wzrost dodatniego salda, są usługi uszlachetniania, czyli zgodnie z definicją NBP „przetwarzania, montażu, etykietowania, pakowania”. Nasza nadwyżka za 2016 r. wynosiła ponad 13 mld zł, zwiększając się przy tym trzykrotnie w ciągu ostatnich sześciu lat. Zapewnia nam to także pierwsze miejsce w Unii w tej kategorii.

Same dobre skutki dla gospodarki

Spektakularny wzrost konkurencyjności polskich usług na świecie niesie same pozytywne następstwa. Przede wszystkim pokazuje, że zarówno krajowi przedsiębiorcy wygrywają kontrakty na światowym rynku, jak i rodzimi pracownicy w centrach usług wspólnych są bardziej produktywni niż zatrudnieni w branżach informatycznych czy biznesowych za granicą.

Ten sukces powinien być widoczny także w najważniejszej publikacji dotyczącej gospodarki, czyli PKB. Ponieważ do wzrostu gospodarczego wlicza się zmiana salda obrotów z zagranicą, to poprawa bilansu usług w okolicach 16 mld zł w porównaniu z 2016 r. podniosła prawdopodobnie wzrost gospodarczy o ok. 0,8 pkt proc. w ub.r.

Kurs dolara spada, na czym korzysta złoty. Kurs euro spadł poniżej 4,16

Czwartkową sesję na rynku walutowym cechowało umocnienie euro do dolara. Nominalnie kurs EURUSD po spadku do 1,216 wczoraj powrócił do 1,227. Złoty zaś podczas sesji europejskiej nadal stabilizował się w okolicach 4,16-4,17 wobec euro i dopiero podczas handlu w USA lekko zszedł poniżej dolnego ograniczenia tego przedziału. W czwartek podczas sesji europejskiej zmienność na rynku była więc niska, do czego dodatkowo skłaniało zapowiedziane na popołudnie wystąpienia członka zarządu ECB B. Coeuré i prezesa Bundesbanku J. Weidmann, po których spodziewano się komentarzy dot. wyjścia banku z ultraluźnej polityki pieniężnej. Po wyrażanych w ostatnich dniach, przez niektórych członków EBC, obawach o negatywny wpływ silnego euro na europejską inflację inwestorzy najprawdopodobniej już koncentrują się na przyszłotygodniowym posiedzeniu banku centralnego strefy euro. Mając na uwadze obecne notowania euro EBC powinien pozostać gołębi, aby dodatkowo nie nasilić wzrostowego trendu eurodolara. Wynik styczniowego posiedzenia EBC może być wręcz negatywny dla euro, co powinno znaleźć przełożenie w rosnących notowaniach kursu EURPLN. Piątkowa publikacja danych dot. produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej za grudzień powinna zostać przez złotego przyjęta neutralnie.

Patrząc na kurs EURUSD dopiero zejście euro poniżej 1,212 może oznaczać powrót do silniejszego dolara w dłuższym terminie. Z kolei ewentualne wzrosty pary wydają się już ograniczone. Opór na 1,23 powinien się wybronić, jeśli doszłoby do jego ataku, oczywiście przy założeniu, że EBC nic w styczniu nie zrobi i niczym jastrzębim nie zaskoczy inwestorów, zaś w USA dojdzie do porozumienia w sprawie finansowania operacji rządowych.

W czwartek, jeszcze przed otwarciem handlu w Europie inwestorzy poznali kluczowe dla chińskiej gospodarki odczyty, które jednak nie znalazły większego przełożenia na nastroje rynkowe. Po danych z ostatnich miesięcy 2017 roku wzrost gospodarczy w IV kw., który okazał się wyższy od oczekiwań i wyniósł tak jak kwartał wcześniej 6,8% r/r nie zrobił na inwestorach wrażenia. Brak dalszego hamowania chińskiej gospodarki to jednak dobry sygnał dla rynku EM.

Na rynku stopy procentowej w czwartek dominowały wzrosty rentowności papierów skarbowych, które na środku i dłuższym końcu polskiej krzywej dochodowości sięgały 4pb. Taki ruch przy stabilnych notowaniach obligacji krótkoterminowych przyniósł oczekiwane przez nas stromienie krzywej. Obecnie krótki koniec jest trzymany nisko przez gołębią RPP, a dłuższy koniec bardziej reaguje na wydarzenia zagraniczne. Wspomniane wystąpienia członków EBC, wskazywały na to, że strefa euro (wg. Coeure) znajduje się już nie na etapie odbicia gospodarczego, ale ekspansji w związku z czym nie jest potrzebny tak wysoki stopień akomodacji. Szef Bundesbanku J. Weidmann chciałby zaś wyznaczenia konkretnej daty końca skupu aktywów. W takim otoczeniu notowania 10-letnich bundów znajdowały się blisko ostatnich szczytów przy 0,60%.

W USA również obserwowane były wzrosty rentowności, gdzie papiery 10-letnie przebiły poziom 2,60%. W USA wciąż optymizmem napawają dane z rynku pracy, gdzie liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych spadła bardziej niż oczekiwano (220 tys. vs 250 tys.), co również wpływa na pozytywne nastroje na amerykańskim rynku akcyjnym, gdzie indeks S&P 500 znajduje się powyżej 2800 pkt. Niskie ceny z kolei osiągają 2-letnie obligacje, których rentowności wzrosły do 2,05% na co oprócz perspektyw na dalsze podwyżki stóp w USA (marcowa podwyżka wyceniona w blisko 70%) może też mieć wygasający 19 stycznia termin tymczasowego podniesienia limitu zadłużenia. Kongres musi w piątek uchwalić przynajmniej tymczasowe przedłużenie finansowania, aby uniknąć paraliżu prac administracji USA (tzw. government shutdown).Kurs dolara spada, na czym korzysta złoty. Kurs euro spadł poniżej 4,16

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

7 trendów technologicznych, czyli co nas czeka w 2018 roku w IT

Robert Strzelecki, wiceprezes spółki TenderHut S.A.
Robert Strzelecki, wiceprezes spółki TenderHut S.A.

Rozwój innowacyjnych technologii stał się potężną gałęzią gospodarki. Obecnie rynek IT rośnie w bardzo szybkim tempie, a jego wartość przekroczy w 2018 r. 3,65 miliarda dolarów, co stanowi wzrost rok do roku o ponad 4,3%.1 Jakie technologie będą rozwijane w najbliższych latach i co w 2018 roku będzie najbardziej znaczące na rynku? O najnowszych trendach w IT mówi ekspert branży – Robert Strzelecki, wiceprezes zarządu Grupy Kapitałowej TenderHut.

Internet Rzeczy

Rozwój elektroniki użytkowej w kierunku Internetu Rzeczy – IoT (z ang. Internet of Things) to wyraźny trend na ten rok i następne lata. Do 2020 roku 95% nowej elektroniki użytkowej będzie posiadało moduł umożliwiający wymianę danych.2 – Co ciekawe, nadchodzący rok może zaowocować rozwojem Internetu Rzeczy na wyższym poziomie, gdzie urządzenia nie tylko będą wysyłały dane, ale także komunikowały się ze sobą nawzajem. Wszystko to dzięki technologii Bluetooth 5.0 i wyższych oraz funkcji mesh pozwalającej właśnie na łączenie w sieci urządzeń posiadających taki moduł. W dodatku technologia oprócz elektroniki użytkowej będzie coraz częściej wykorzystywana w handlu detalicznym, opiece zdrowotnej czy logistyce. Jednym z przykładów wykorzystania inteligentnych urządzeń jest ich popularyzacja w marketingu, który do tej pory rozwijał się w sieci. Dziś już widzimy, jak z online’u marketing przenosi się na platformy mobilne. Firmy pracują nad najlepszą, komercyjną personalizacją rozwiązań, a IoT może być kluczem do wygranej – mówi Robert Strzelecki. IoT ponadto generuje bardzo duże ilości danych, więc stwarza nowe wyzwania dla analityków, którzy zastępowani są pomału rozwiązaniami z zakresu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, które są wstanie sprostać tak olbrzymim zbiorom informacji.

Sztuczna Inteligencja (SI)

Ubiegły rok był bardzo interesujący pod względem informacji na temat sztucznej inteligencji – dwa fronty przeciwników i zwolenników ścierały się w dyskursie publicznym. Sam rynek rozwiązań z zakresu SI będzie wart około 5,05 mld dolarów w 2020 roku.3 Na świecie pojawił się pierwszy cyfrowy obywatel, czyli Sophia – cyborg, któremu Arabia Saudyjska nadała obywatelstwo. – Rzeczywiście, coraz głośniej mówi się o zaletach, ale i zagrożeniach płynących z niekontrolowanego rozwoju sztucznej inteligencji. Jednak 2018 rok to jeszcze nie moment, w którym będziemy mogli się tego obawiać. To, co przyniesie nam ten rok w tym obszarze to coraz większa popularyzacja algorytmów SI w codziennym życiu. Dobrym przykładem jest chociażby oddanie w ręce programów wykorzystujących uczenie maszynowe zarządzania portfelami inwestycyjnymi, których obecnie 20% jest nadzorowanych właśnie przez sztuczną inteligencję. To tylko jeden z elementów wykorzystania w branży FinTech tego typu rozwiązań – tłumaczy Strzelecki.

Blockchain

Market Reports Hub donosi, że światowy rynek technologii blockchain wzrośnie do 2023 roku z obecnych 210,2 mln dolarów do 2,3 mld dolarów. Technologia ta, która powstała jako element łączący finanse i wirtualny świat doskonale się rozwija. – Blockchain to przykład rozwiązania, które de facto prześcignęło sam produkt na potrzeby, którego został stworzony czyli bitcoinów. Płatności w technologii blockchain są czymś w rodzaju certyfikacji zasad uczciwego handlu. Jest on wolny od nierzetelnych transakcji i przejrzysty. Rozwiązanie posiada imponujące osiągnięcia w bezpieczeństwie szyfrowania danych. To wciąż nowa technologia, co oznacza, że nie ma koniecznych regulacji prawnych. W 2018 roku pojawią się pierwsze próby rozwiązań legislacyjnych starające się poradzić sobie z tym zagadnieniem. Co ciekawe, Polska pracuje także nad swoją cyfrową walutą opartą o technologię Blockchain, czyli Digital PLN (dPLN) – mówi Robert Strzelecki.

Intelligent app

Od kilku lat można zaobserwować trend w tworzeniu aplikacji, który zakłada coraz większą personalizację rozwiązań, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom użytkownika. – W 2018 r. będzie tak samo, ale znane rozwiązania zostaną wzbogacone o algorytmy SI. Aplikacje staną się coraz bardziej inteligentne. Na rynku pojawią się aplikacje uczące się zachowań użytkownika, jego przyzwyczajeń czy sposobów spędzania wolnego czasu. Dzięki temu my, jako użytkownicy dostaniemy to, czego szukamy. Takie rozwiązania mają jednak swoją cenę. Tą wirtualną walutą są informacje o nas, które w postaci dużych zbiorów danych (nie personalnych) są wykorzystywane przez firmy, a te z kolei wykorzystują je do tworzenia nowych produktów czy usług. Dlatego tak ważne jest zadbanie przez twórców danych o bezpieczeństwo – mówi ekspert z TenderHut.

Cyberbezpieczeństwo

Otoczymy się technologią, która ma wiele zalet, ale także stawia przed nami zagrożenia dla naszego prywatnego bezpieczeństwa. Od 25 maja 2018 roku Unia Europejska wprowadziła ogólne rozporządzenie w sprawie ochrony danych (GDPR), które określa, w jaki sposób firmy powinny przechowywać, przetwarzać i zabezpieczać dane osobowe. – Tu, jak praktycznie we wszystkich dziedzinach, wykorzystywana będzie sztuczna inteligencja. Jej algorytmy będą przewidywać zagrożenia i identyfikować ataki. Co jeszcze będzie ważne w 2018 roku w kontekście cyberbezpieczeństwa? Nowe wyzwania, takie jak rozwój IoT i zabezpieczenie płynących z nich danych. Ochrona własnych sieci i udoskonalanie zabezpieczeń to z pewnością wyzwanie dla wielu organizacji, które będą musiały poradzić sobie z tym zagadnieniem – dodaje Strzelecki.

Boty – zawsze z pomocą

Chat-boty zyskują z roku na rok coraz większą popularność. Na podstawie ankiety Oracle ponad 80% marketerów planuje używać chat-botów w ciągu najbliższych 36 miesięcy. Obecnie deklarowany poziom wynosi około 36%. Starsze pokolenie nadal woli kontakt z człowiekiem, ale milenialsi czy wchodzące na rynek pokolenie Z, codziennie rozmawia z chat-botami w poszukiwaniu informacji czy rozrywki. – Dlatego w 2018 roku marki będą pracować nad tym, aby chat-boty stały się bardziej ludzkie. W jaki sposób? Ponownie używając algorytmów sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego. Aby boty były bardziej ludzkie ważnym elementem będzie doskonalenie syntezatorów mowy, takich jak chociażby polska Ivona z firmy Ivo Software, która przejęta została przez amerykańskiego giganta Amazon, wdrażającego do swoich usług rozwiązanie Text-to-Speech, czyli Amazon Polly. To pokazuje potencjał tego rynku oraz wyraźny trend w kierunku humanizacji botów. Nasze SoftwareHut opracowało TravelBota, który robi za podróżującego samolotem check-iny i komunikuje się z nim przez Skypa. Jest to aplikacja do automatycznej odprawy lotniczej w ramach projektu R&D dla podróży służbowych i wypoczynkowych, wykorzystująca usługi Machine Learning skierowane na komunikację z podróżującym – opowiada Robert Strzelecki.

Wirtualna i Rozszerzona Rzeczywistość

O przyszłości tej technologii mówią liczby. IDC wskazuje, że wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości wzrośnie do ponad 162 mld dolarów do 2020 roku. Nad rozwojem technologii pracują także Polacy. Jednym z przykładów jest firma Solution4Labs, która adaptuje HoloLens – gogle AR firmy Microsoft do wspomagania pracy w nowoczesnych laboratoriach. – Ta fantastyczna technologia jest nadal droga dla przeciętnego użytkownika, dlatego w 2018 roku rozpocznie się trend na wynajem urządzeń AR/VR. Dzięki temu coraz więcej osób będzie miało do niej dostęp. Jestem przekonany, że w tym roku pojawią się pierwsze kina czy sale, w których będziemy mogli doświadczyć tej technologii. Dane z takiego komercyjnego rozwiązania zostaną wykorzystane do rozwoju kolejnych usług. Obecnie Facebook, Samsung, Microsoft i HTC (Google i Apple są nieco z tyłu) posiadają zaawansowane projekty z tego zakresu, ale technologia staje się coraz bardziej popularna także wśród średnich firm z różnych branż. Co to znaczy? W 2018 roku poznamy nowe sposoby wykorzystania tego, co naprawdę może ułatwić nam życie. Może to być fantastyczna przyszłość dla AR/VR w branży silników, druku 3D i branży fitness czy w laboratoriach – mówi Strzelecki.

1 Źródło: Gartner

2 https://www.gartner.com/smarterwithgartner/gartner-top-strategic-predictions-for-2018-and-beyond/

3 Źródło: Gartner

Polityka miesza, znowu

Przed weekendem polityka odzywa się po obu stronach Atlantyku, mieszając na rynku walutowym. W USA trwa denna saga wokół „government shutdown”, a w Niemczech niepewna jest przyszłość „Wielkiej Koalicji”. W efekcie braku konkretów zmienność na EUR/USD może przygasnąć.

Dolar odczuwa ciężar sporu w Kongresie USA na kilkanaście godzin przed ostatecznym terminem, do którego musi zostać ustalone finansowanie dla działań administracji publicznej, w przeciwnym razie od jutra pracownicy publiczni mogą pozostać w domu. Izba Reprezentantów zatwierdziła wczoraj ustawę przedłużającą finansowanie do 16 lutego, jednak pozostało jeszcze głosowanie w Senacie, gdzie Demokraci straszą zablokowaniem przepisów. Ryzyko tzw. „government shutdown” wyraźnie wzrosło w ostatnich dniach, ale presja na dolarze nie jest duża. Jak pokazują poprzednie doświadczenia z zamrożeniem prac administracji, nie trwa to długo, a wpływ na gospodarkę jest umiarkowanie negatywny, zatem inwestorzy nie widzą powodu, by robić z tego większą sprawę. Generalnie sentyment wobec USD jest na rynku negatywny i kłótnia w Kongresie tylko dokłada argumentów, ale nic ponadto. Wyprzedaż USD nie jest też łatwa, kiedy rentowności długu USA szybują do góry – oprocentowanie 10-latek podchodzi pod 2,64 i tako wysoko nie było do 2016 r.

Ale czy ryzyko polityczne z USA wystarczy, by wreszcie wyrwać EUR/USD ponad 1,23? Niekoniecznie, gdyż EUR ma swoje zamieszanie polityczne. W niedzielę odbędzie się kongres niemieckiej partii SPD, na którym niezerowe są szanse na odrzucenie pomysłu zawiązania Wielkiej Koalicji z CDU Angeli Merkel. W takim wypadku Niemcy mogą czekać powtórzone wybory lub CDU zdecyduje się na rząd mniejszościowy, czego jednak Merkel bardzo nie chce. Dla EUR, tak samo jak dla USD, rezultat politycznych przepychanek może być pozytywny lub negatywny. Na ile jednak stabilność polityczna w Niemczech jest istotnym czynnikiem budującym siłę EUR? Na pewno przegrywa na znaczeniu z oczekiwaniami rynku wobec jastrzębiego zwrotu EBC, jednak w okresie martwego wyczekiwania na komunikat po posiedzeniu w najbliższy czwartek, odrzucenie koalicji przez SPD może łatwo przerodzić się w powód do zepchnięcia EUR. Na razie jednak pozostaje czekać do poniedziałku.

W kalendarzu niewiele jest pozycji mogących urozmaicić nam odliczanie czasu do weekendu. Grudniowa sprzedaż detaliczna z Wielkiej Brytanii może odczuć skutki silnego wzrostu w poprzednim miesiącu (1,1 proc. m/m). Badania handlu nie są jednoznaczne, ale podnoszą ryzyko, że przedświąteczne zakupy zostały dokonane z wyprzedzeniem, w rezultacie grudniowe wartości mogą rozczarować (prog. -1 proc.) i ostudzić popyt na funta. Po południu mamy paczkę danych z Polski, gdzie efekty sezonowe osłabią produkcję przemysłową, ale podbiją sprzedaż detaliczną. Dane nie powinny nadać świeżego kierunku dla złotego i zakładamy konsolidację EUR/PLN pod 4,17. Z USA otrzymamy indeks Uniwersytetu Michigan, który ostatnio nie cieszy się dużym zainteresowaniem rynku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Cykl Kolba: 4 kroki do zdobycia wiedzy i nowych umiejętności

Zaproponowanie pracownikowi atrakcyjnej formy rozwoju to trudne wyzwanie dla menedżera. Osoba dorosła zachowuje skupienie zaledwie 20 minut, jeśli temat nie wzbudzi jej zainteresowania. Jak podaje portal Southtree, to o 12 minut mniej niż jeszcze dekadę temu. Aby zmierzyć się z tym problemem, warto znać cykl Kolba – metodę efektywnej nauki dla dorosłych, którą poleca Jarosław Pudełek, ekspert zarządzania doświadczeniem pracowników z firmy CzteryP.

„Nauka to proces, podczas którego wiedza tworzy się poprzez transformację doświadczenia” – twierdzi David Kolb, amerykański teoretyk rozwoju nauczania. Innymi słowy: najlepiej uczymy się, wykonując praktyczne zadania. Ilustruje to tzw. cykl Kolba, składający się z czterech elementów: doświadczenia, refleksji, generalizacji i zastosowania. Jeśli chcesz, żeby pracownik pozyskał nową wiedzę, powinien przejść przez wszystkie wspomniane fazy cyklu.

Doświadczenie: zrób to sam

Dorośli najlepiej uczą się przez doświadczenie. Podczas szkoleń można wykorzystać to na dwa sposoby. Jeśli temat spotkania dotyczy sytuacji znanych uczestnikom (np. doskonalenie kompetencji sprzedażowych dla zespołu odpowiedzialnego za ten obszar), odwołaj się do ich wcześniejszych doświadczeń. Możesz także poprosić ich o odegranie krótkich scenek, w których wczują się w sytuację rozmówcy – tak, by uświadomić sobie oczekiwania drugiej strony. Na tym etapie najbardziej efektywne będzie, gdy uczestnicy zmierzą się ze środowiskiem niezwiązanym bezpośrednio z ich środowiskiem biznesowym – np. będą sprzedawać inny produkt niż na co dzień. Dzięki temu skoncentrują się na umiejętnościach a nie na wiedzy produktowej.

Zdarza się również, że chcesz, by Twoi pracownicy doświadczyli czegoś nowego. Może to być na przykład trening negocjacyjny dla osób, które dopiero zaczynają pracę jako handlowcy. W tym przypadku zajęcia aktywizujące będą wręcz niezbędne. „Uczestnicy muszą doświadczyć na własnej skórze, z jakimi wyzwaniami będą się mierzyć – dzięki temu zyskają świadomość, czego oczekują od szkolenia i do jakich efektów chcą dążyć” – radzi Jarosław Pudełek z CzteryP.

Refleksja: myślenie jest złotem

Po części praktycznej nadchodzi czas na dyskusję. Tu istotną rolę pełni moderator – najlepiej, by był to doświadczony konsultant biznesowy, który odpowiednio poprowadzi rozmowę. Dzięki temu wsparciu grupa będzie mogła przeanalizować swoje doświadczenia i odpowiedzieć na pytanie, z czego wynikały zaistniałe trudności – na przykład negocjacyjna porażka podczas symulacji. Uczestnicy szkolenia powinni dostać szansę, by wyrazić wszystkie swoje przemyślenia i wątpliwości.

Na koniec tej części następuje czas na wypowiedź moderatora, który dzieli się swoimi przemyśleniami jako zewnętrzny obserwator. To czas na autorefleksję: uczestnicy szkolenia mogą ocenić swoje mocne i słabe strony na bazie wcześniejszych doświadczeń. Jak podkreśla Jarosław Pudełek, ważne jest także, by grupa podsumowała wnioski płynące z symulacji oraz ze wspólnej dyskusji.

Generalizacja: więcej niż teoria

Kiedy uczestnicy spotkania zaprezentują już swoje przemyślenia, nadchodzi czas, by poznali także teoretyczne podejście do omawianej kwestii. Przekazanie tej wiedzy leży w kompetencjach trenera, który pełnił wcześniej funkcję moderatora. W przypadku treningu negocjacyjnego powinien on zapoznać grupę z konkretnymi technikami, które mogą pomóc im w prowadzeniu rozmów biznesowych.

Ekspert z CzteryP podkreśla, że spotkanie nie może być jedynie suchym wykładem. Mimo że głos należy do trenera, powinien on dążyć do zaangażowania grupy poprzez zadawanie pytań czy wspólne zapisywanie najważniejszych punktów szkolenia. Istotne jest, by jego wypowiedź nawiązywała do praktycznych przykładów z pierwszej części spotkania.

Stosowanie: rozwój w praktyce

Jeśli dyskusje i podsumowania mają przynieść wymierny efekt, zdobyta wiedza musi być jak najszybciej zastosowana w praktyce. Może to być osiągnięte np. poprzez powtórzenie ćwiczeń z początku szkolenia w zmodyfikowanej formie. Podobny scenariusz zadania przyniesie odmienne efekty, kiedy uczestnicy będą wykorzystywać właśnie poznane techniki negocjacji. „Ostatni etap cyklu Kolba to także czas, by zauważyć ewentualne błędy i wprowadzić korekty. To przede wszystkim zadanie trenera, ale wspólne doskonalenie powinno być pracą zespołową” – opisuje Jarosław Pudełek z CzteryP.

Cykl Kolba można zastosować w wielu sytuacjach. Istotne jest jednak to, by żaden krok nie został pominięty. Jeśli szkolenie ma przynieść długofalowy efekt, podczas nauki nie należy wybierać drogi na skróty.

Ukraińcy na polskim rynku pracy

Jak wynika z raportu „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2017”, już co piąta firma w Polsce zatrudnia pracowników z Ukrainy. W większości przypadków uzupełniają oni luki, których nie da się wypełnić Polakami. Z drugiej strony trzeba zdawać sobie sprawę, że napływ Ukraińców spowodował wyhamowanie wzrostu wynagrodzeń w Polsce.

Głównie w dużych firmach

„Najwięcej pracowników z Ukrainy jest oczywiście w dużych firmach. Już nawet co druga z nich deklaruje, że zatrudnia Ukraińców. Nie ma się co dziwić, po prostu duże przedsiębiorstwa mają największe trudności, jeżeli chodzi o rekrutację pracowników. Najmniej Ukraińców znajdziemy w małych firmach. Zatrudnia ich tylko 13% tych firm” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Monika Banyś z biura prasowego firmy Personnel Service.

Pracownicy niewysokiego szczebla

Ukraińcy pracują w Polsce głównie na stanowiskach niskiego i średniego szczebla. W dużym stopniu wynika to z tego, że najczęściej są oni zatrudniani na podstawie uproszczonej procedury zatrudniania, co powoduje, że mogą pracować w naszym kraju jedynie przez sześć miesięcy w ciągu roku. To za krótko jak na pracę na wyższym stanowisku.

Tyle, ile Polacy

Wbrew pozorom w tej chwili Ukraińcy wcale nie zarabiają mniej niż Polacy. Jest to spowodowane tym, że polscy pracodawcy zaczęli konkurować o pracowników z Ukrainy, ponieważ jest na nich bardzo duże zapotrzebowanie. Żeby więc pozyskać Ukraińców, muszą im płacić tyle, ile Polakom.

Nie tylko pieniądze przekonują

Pracownicy z Ukrainy nie są jednak przyciągani wyłącznie wysokością wynagrodzenia. Pracodawcy czasami oferują im również różne świadczenia pozapłacowe. Zapewniają m.in. zakwaterowanie, wyżywienie, dojazd do miejsca pracy czy dostęp do internetu.

Z korzyścią dla pracodawców

Jak zauważa ekspertka: „Napływ Ukraińców na polski rynek pracy powstrzymał w pewnym stopniu presję płacową, z którą zmagali się pracodawcy w 2017 r. […]. Gdyby nie Ukraińcy, wzrosty płac prawdopodobnie byłyby wyższe. Ale z drugiej strony – pytanie, czy pracodawcy byliby w stanie sobie poradzić z tak dużymi wymaganiami finansowymi”.

Polak, Ukrainiec – dwa bratanki?

A jak podchodzą polscy pracownicy do swoich ukraińskich kolegów? 41% z nas ma do nich stosunek pozytywny. 52% – jest nastawionych neutralnie. Natomiast u 7% – Ukraińcy wzbudzają emocje negatywne, najczęściej dotyczy to tych Polaków, którzy mają najniższe wykształcenie i zarabiają najmniej. Obawiają się oni, że pracownicy z Ukrainy mogą ich pozbawić pracy.

BGK: Wzrost gospodarczy i tempo wzrostu inwestycji w 2018 r.

Wzrost gospodarczy w 2018 r. pozostanie stabilny, choć nieco niższy niż w 2017 roku, a tempo wzrostu inwestycji w 2018 roku powinno być szybsze – podał Narodowy Bank Polski w „Założeniach polityki pieniężnej na rok 2018”. Biorąc pod uwagę to, jak rozwiną się gospodarki głównych partnerów handlowych, jak rozwinie się konsumpcja prywatna w kraju oraz inne niż inwestycje elementy popytu krajowego – 2018 rok zapewne będzie dobry, niezależnie od tego, jak bardzo inwestycje odbiją się w górę. W obszarze inwestycji należy mówić o długookresowych perspektywach wzrostu gospodarczego. I to jest właściwy kontekst, w którym należy analizować inwestycje.

– Poważnym czynnikiem ograniczającym perspektywę wzrostu polskiej gospodarki jest demografia. Z roku na rok ubywa rąk do pracy, mimo napływu imigrantów – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego – Oczywiście, poważnym czynnikiem może być również coraz mniejsza siła, z jaką ciągną nas gospodarki bardziej rozwiniętych partnerów – czy wreszcie mniejsze przyrosty efektywności, które nie jest tak łatwo dogonić. To one powodują, że musimy ten dystans nadrabiać innymi siłami. Inwestycje są potrzebne, by pozwolić rosnąć gospodarce szybciej niż 2-3% w kolejnych latach. W 2018 roku szybki wzrost inwestycji może nas pchnąć w kierunku wyniku dobrze powyżej 4% wzrostu PKB, bez inwestycji dynamika PKB na poziomie 4% też jest osiągalna. Nawet jeśli inwestycje pojawią się w tym roku, to efekt będzie widoczny za trzy, cztery lata, a nie w bieżącym roku. Sektor publiczny jest głównym czynnikiem kreującym wzrost, stanowi też ogromne źródło popytu i kładzie podwaliny pod zwiększenie inwestycji prywatnych. Badania i doświadczenia z poprzednich perspektyw – np. wydatkowania środków unijnych – wyraźnie wskazują, że w ślad za inwestycjami publicznymi, np. budową autostrad, dróg czy rewitalizacjami w miastach idą inwestycje prywatne. To są te inwestycje, które przekładają się długookresowo na wzrost gospodarczy. Następnym bardzo ważnym czynnikiem jest prawo, które zapewnia stabilność otoczenia instytucjonalnego, co pozwala inwestorom kierować się czysto ekonomicznymi przesłankami, a nie obawami o zmianę, obawami o niekorzystne regulacje, które mogą zniszczyć dowolny biznes. Rząd powinien inwestować i zachęcać do inwestycji sektor prywatny, natomiast w warstwie instytucjonalnej przede wszystkim nie powinien przeszkadzać – ocenił Tomasz Kaczor.

W Polsce powstaje specsłużba do odpierania cyberataków. Ma liczyć tysiąc osób i kosztować dwa miliardy złotych

W Polsce powstaje specsłużba do odpierania cyberataków. Ma liczyć tysiąc osób i kosztować dwa miliardy złotych 1

Jednostki powołane do działania w cyberprzestrzeni powstają na całym świecie. Takimi strukturami dysponują chociażby Stany Zjednoczone, Niemcy czy Rosja. Do grona tych państw chce dołączyć także Polska. W ramach Ministerstwa Obrony Narodowej powstaje komórka, która ma reagować na zagrożenia dla obronności kraju i cyberbezpieczeństwa, związane m.in. z cyberatakami. Eksperci podkreślają, że tworzenie tego typu jednostek jest kluczowe dla bezpieczeństwa kraju.

– Obecnie tworzone jednostki do spraw działalności w cyberprzestrzeni w Polsce mogą wyróżniać się tym, że jest tam zachowany komponent operacji informacyjnych, czyli infoopsowych, oprócz tego standardowego, który wyraża się w typowych zagrożeniach teleinformatycznych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

W skład nowych wojsk cybernetycznych wchodzić będzie jednostka CYBEROPS, która zajmie się obroną przed cyberatakami, oraz jednostka INFOOPS, chroniąca państwo przed operacjami informacyjnymi. MON powołał także nową spółkę Qbit, która ma koordynować działania wszystkich spółek Polskiej Grupy Zbrojeniowej działających w cyberprzestrzeni.

– Takie jednostki są potrzebne ze względu na dzisiejsze wyzwania w cyberprzestrzeni. Cyberatak może np. doprowadzić do awarii infrastruktury krytycznej dla państwa. Tworzenie tego typu jednostek i rozwijanie ich zdolności, zarówno w tym znaczeniu defensywnym, jak i aktywnym, jest dziś kluczowe dla obronności państwa i cyberbezpieczeństwa – podkreśla Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Pierwsza tego typu jednostka powstała w Stanach Zjednoczonych, gdzie działa w ramach nie tylko tamtejszego departamentu obrony, lecz także służb specjalnych, takich jak agencja wywiadowczych National Security Agency (NSA) czy Central Intelligence Agency (CIA). Polska struktura będzie działać w formie specjalnej jednostki wojskowej. Będzie docelowo liczyć tysiąc osób. W jej skład wejdą nie tylko żołnierze, lecz także cywilni eksperci, do tej pory związani np. z rynkiem komercyjnym. Organizacja nowej struktury ma zająć około dwóch lat.

– Zadania czy zdolności, które ma rozwijać taka jednostka ds. działania w cyberprzestrzeni, ze strony procesów ogniskują się wokół reagowania na incydenty komputerowe czy zarządzania ryzykiem, zaś ze strony technicznej wokół analizy zagrożeń, analizy złośliwego oprogramowania czy informatyki śledczej. Spektrum zadań i zdolności jest naprawdę szerokie, dotyka wielu dziedzin cyberbezpieczeństwa, również kryptologii – tłumaczy ekspert.

Na przestrzeni ostatnich lat obserwuje się wzrost świadomości, ale również wydatków na rozwiązania związane z cyberbezpieczeństwem, zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym. W 2016 roku amerykański rząd przeznaczył na ten cel 28 mld dol., w kolejnych latach ta kwota ma być jeszcze wyższa. Polski rząd na powstanie armii cybernetycznej przeznaczy dwa mld zł.

Jak wynika z informacji firmy Zecurion, Rosja wydaje na funkcjonowanie swoich wojsk cybernetycznych 300 mln dol. rocznie. Jej cyberarmia składa się z ponad tysiąca osób, a ich wyszkolenie i poziom zaawansowania zaliczany jest do pierwszej piątki na świecie.

– Jednostki, które są powołane do działania w cyberprzestrzeni, czy to w strukturach cywilnych czy wojskowych, powstają na całym świecie. Takie jednostki są już zarówno w USA, Niemczech czy Rosji. W tych dwóch ostatnich krajach są również poszerzone komponenty informacji operacyjnych – mówi Kamil Gapiński.

Jednocześnie wzrasta liczba zagrożeń. Z danych firmy Symantec wynika, że w ubiegłym roku liczba ataków ransomware (blokowanie dostępu do komputera i wymuszenie okupu) wzrosła o 36 proc. Najbardziej narażone są małe firmy, które są celem 43 proc. cyberataków.

Przedsiębiorcom rodzinnym ufa ponad 50 proc. Polaków. Wysokie zaufanie przekłada się na decyzje zakupowe

Przedsiębiorcom rodzinnym ufa ponad 50 proc. Polaków. Wysokie zaufanie przekłada się na decyzje zakupowe 2

Ponad 50 proc. Polaków deklaruje wysokie lub bardzo wysokie zaufanie do przedsiębiorców rodzinnych. To zaś przekłada się na chęć zakupu oferowanych przez nich produktów lub usług – wynika z raportu Fundacji Firmy Rodzinne. Ponad 40 proc. osób jest skłonnych kupić droższy z dwóch podobnych produktów, jeśli będzie on pochodził z przedsiębiorstwa rodzinnego. Takie firmy to także atrakcyjni pracodawcy. Cieszą się dobrą reputacją, są postrzegane jako stabilne oraz lojalne wobec pracowników.

– Obecnie firmy rodzinne stanowią około 60 proc. małych i średnich przedsiębiorstw. To dobra wiadomość, bo zbliżamy się do średniej europejskiej i światowej, która wynosi ok. 66 proc. Firmy rodzinne mają pozytywny wizerunek w Polsce, również dosyć przyjazną atmosferę, tworzy się dobre otoczenie dla nich i ich funkcjonowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjnej Newseria Biznes Eleni Tzoka-Stecka z Fundacji Firmy Rodzinne.

Polska gospodarka w dużej mierze opiera się na firmach rodzinnych. Ich wyjątkowość polega przede wszystkim na wizji, charyzmie i pracowitości właściciela, które udzielają się również pracownikom. Takie przedsiębiorstwa są również bardziej elastyczne i szybciej reagują na zmiany w otoczeniu gospodarczym.

Jednocześnie, jak wynika z raportu „Polacy o firmach rodzinnych. Firmy zbudowane na zaufaniu”, przygotowanego przez Fundację Firmy Rodzinne, rodzinne przedsiębiorstwa są też pozytywnie postrzegane przez konsumentów, którzy są w stanie zapłacić więcej właśnie za produkt takiej firmy.

– Firmy rodzinne znajdują się w bardzo dobrym miejscu. Coraz więcej z nich deklaruje swoją rodzinność i komunikuje ją na zewnątrz. Od czterech lat co roku zwiększa się liczba konsumentów, którzy chętniej wybierają produkt pochodzący z firmy rodzinnej. Co trzeci Polak wybrałby produkt firmy rodzinnej i byłby gotów więcej za niego zapłacić, nawet o 5–10 proc. więcej, co jest znaczącą sumą – wskazuje Eleni Tzoka-Stecka.

Sklep prowadzony przez rodzinę jest zachętą do częstszych zakupów w takim miejscu. Z takim stwierdzeniem zgadza się połowa Polaków. Rodzinność producenta ma też duże znaczenie przy polecaniu produktów znajomym.

– Wizerunek firmy rodzinnej jest bardzo pozytywny. Po pierwsze, właściciel jest postrzegany jako osoba zaradna, kreatywna, przedsiębiorcza – podkreśla ekspertka Fundacji Firmy Rodzinne.

Przedsiębiorca rodzinny jest postrzegany jako profesja, która cieszy się zaufaniem ponad połowy badanych. To ponad dwukrotnie więcej niż ufających księdzu (25,2 proc.), urzędnikowi (22 proc.) czy bankierowi (23,6 proc.). Wysoki poziom zaufania sprawia, że firmy rodzinne są postrzegane jako atrakcyjni pracodawcy. Cieszą się dobrą reputacją jako stabilne oraz lojalne wobec pracowników. Polacy chętniej podjęliby następną pracę w firmie rodzinnej (24 proc.) niż w dużej korporacji (20 proc.).

– Pracodawca, jakim jest przedsiębiorca rodzinny, kojarzy się ze sprawiedliwym traktowaniem pracowników. To główna przyczyna wyboru osób poszukujących pracy, ale jest to również związane z zaufaniem, jakim cieszy się przedsiębiorca – podkreśla Eleni Tzoka-Stecka. – Firmy rodzinne kojarzą się z jakością, rzetelnością i uczciwością, to przymiotniki, na których nam najbardziej zależy 

Jak wskazuje ekspertka, największą siłą firm rodzinnych jest planowanie z dużym wyprzedzeniem, w długiej perspektywie. Celem jest przekazanie firmy następnym pokoleniom.

– Właściciele takich firm są bardziej ostrożni, co bywa czasami postrzegane jako wada, ale tak naprawdę są bardziej odporni na zmiany otoczenia zewnętrznego. Ale oczywiście nie są niezniszczalni, więc podejmują decyzje z dużą uważnością – zauważa Tzoka-Stecka.

Firmy rodzinne często ostrożnie podchodzą do nowych technologii i inteligentnych rozwiązań. Bez wsłuchania się w potrzeby klientów, mimo dobrej reputacji, mogą nie poradzić sobie z konkurencją.

– Firmy rodzinne tym różnią się od dużych korporacji, że traktują swoich klientów w sposób indywidualny. To waluta tych przedsiębiorstw. Niezależnie od tego, muszą reagować na to, co dzieje się dookoła. Żyjemy w otoczeniu, w którym na wartości zyskują kompetencje cyfrowe, więc firmy muszą się digitalizować. Dobrze, żeby uczyły się korzystania z możliwości big data – wymienia Eleni Tzoka-Stecka.

Rynek chemii gospodarczej wart jest 9 mld zł i będzie rósł. Zmieniają się potrzeby konsumentów

Rynek chemii gospodarczej wart jest 9 mld zł i będzie rósł. Zmieniają się potrzeby konsumentów 3

Wartość rynku artykułów chemii gospodarczej szacowana jest na około 9 mld zł. Jak wynika z raportu PMR, do 2021 roku będzie on systematycznie rósł w tempie około 2 proc. rocznie. Wraz ze wzrostem sprzedaży produktów chemicznych zmieniają się też oczekiwania klientów wobec nich. Od prostych potrzeb przez pęd do perfekcji konsumenci doszli do momentu, w którym oczekują maksymalnego efektu w szybkim czasie. Producenci starają się podążać za trendami i walczą o rynek.

30 lat temu potrzeby konsumentów były dosyć proste. Ograniczały się w zasadzie do wykonywania drobnych napraw czy nadania przedmiotom połysku. Potrzebne były trwałe produkty, które zapewnią konkretny efekt. Na przestrzeni kolejnych 15–20 lat nastała era perfekcyjnych pań domu. Kobiety chciały dbać o wygląd, karierę, ale i dom, który miał wyglądać jak z katalogu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Justyna Kiełkowska, marketing menadżer w firmie Lakma Strefa, zajmującej się produkcją między innymi w sektorze chemii gospodarczej i budowlanej.

Jak wynika z raportu PMR „Handel detaliczny artykułami chemii gospodarczej w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016–2021”, rynek artykułów chemii gospodarczej jest wyceniany na około 9 mld zł. Głównymi czynnikami wspierającymi wzrost tego rynku są rosnąca zamożność Polaków, wzrost wydatków na droższe i lepsze jakościowo produkty, pojawianie się na rynku innowacyjnych produktów oraz rosnący poziom wyposażenia gospodarstw domowych w nowoczesny sprzęt AGD. Według autorów raportu wszystkie te czynniki w najbliższych latach wpłyną pozytywnie na rynek, który będzie rósł ok. 2 proc. rocznie.

Zdaniem Justyny Kiełkowskiej dziś konsumenci przy zakupach chemii gospodarczej pozwalają sobie na nieco więcej luzu. Szukają takich produktów, które ułatwią życie i pozwolą osiągnąć maksymalny efekt. Jak dodaje, w konsumenckich wyborach warto stawiać na towary polskich producentów, bo zapewniają oni wysokiej jakości produkty.

– Z powodzeniem konkurują one z globalnymi koncernami. Rodzime towary wypadają w testach wykonywanych przez niezależne instytuty bardzo dobrze, a czasem wręcz najlepiej. Badania jakościowe przeprowadza między innymi warszawski Instytut Chemii Przemysłowej. Wykonuje on niezależne testy, przygotowywane w procedurze zgodnej z procesem standaryzacji określającym, jak dany produkt ma być badany – informuje Justyna Kiełkowska.

W wyborach konsumenckich najważniejszą cechą poszukiwanego produktu okazuje się być jego skuteczność. Stawiało na nią 94 procent badanych. Na dalszych miejscach wymieniano wydajność i atrakcyjną cenę.

Zdaniem ekspertki to właśnie wyróżniająca się na tle konkurencji jakość, a nie na przykład reklama, jest przewagą konkurencyjną polskich produktów i pomaga w dotarciu do jak najszerszej rzeszy odbiorców.

Nie możemy sobie pozwolić na takie budżety marketingowe, jakimi dysponują zagraniczne koncerny. Powinniśmy przede wszystkim położyć nacisk na wszelkie atuty naszych produktów i głośno o nich komunikować. Można to osiągnąć, wyszczególniając je na opakowaniu lub organizując akcje edukacyjne, na przykład w sieciach handlowych – sugeruje Justyna Kiełkowska.

Hipermarkety i sieci drogeryjne mają największy udział w detalicznej sprzedaży produktów chemii gospodarczej. Według ekspertów PMR w najbliższych latach na pozycję lidera sprzedaży wyjdą sieci dyskontowe.

2018 rok może przynieść lekki wzrost cen nowych mieszkań. Deweloperzy mają coraz większy problem ze znalezieniem atrakcyjnych gruntów

2018 rok może przynieść lekki wzrost cen nowych mieszkań. Deweloperzy mają coraz większy problem ze znalezieniem atrakcyjnych gruntów 4

Ceny mieszkań z rynku pierwotnego w dużych miastach mogą nieznacznie wzrosnąć w 2018 roku głównie za sprawą rosnących cen gruntów – prognozują analitycy Urban.one. Deweloperom coraz trudniej znaleźć atrakcyjne lokalizacje pod budowę, a te najlepsze są znacznie droższe. Drugim czynnikiem, który może się przyczynić do wzrostów cen lokali są rosnące koszty wykonawstwa. Podwyżek za to nie powinny się obawiać osoby szukające nieruchomości w mniejszych miejscowościach, gdzie ceny gruntów są bardziej stabilne.

– Przy utrzymującym się popycie i dobrych warunkach makroekonomicznych prognozujemy, że rynek nieruchomości będzie na pewno stabilny, o ile nieco nie wzrośnie. Ceny nieruchomości mogą też lekko wzrastać, szczególnie jeśli chodzi o ceny lokali mieszkalnych na rynku pierwotnym. Na to składa się kilka czynników. Pierwszym są drogie grunty, szczególnie w dużych miastach – ich ceny rosły, co może wpływać na marżowość projektów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Barbara Bugaj, starszy analityk rynku nieruchomości w Urban.one.

Ta tendencja nie powinna raczej dotyczyć mniejszych miejscowości, w których działają lokalni deweloperzy i gdzie ceny gruntów są raczej stabilne. W dobrej sytuacji są ci deweloperzy, którzy dysponują bankiem ziemi zakupionej wcześniej, w gorszej natomiast firmy małe, które na bieżąco poszukują gruntów.

Ponadto nadal niesprzyjającym czynnikiem wpływającym na wzrost cen lokali mieszkalnych są rosnące koszty wykonawstwa.

 Eksperci ankietowani przez Cenatorium uważają, że ciągu ostatnich kilku lat ceny wykonawstwa wzrosły o 30 proc. Co więcej, sygnalizują również, że wykonawcy, czyli firmy wynajęte przez spółki deweloperskie, próbują zmieniać kontrakty w czasie ich trwania, co może się przyczynić albo do problemów z dotychczasowymi wysokimi marżami, albo przełożyć się na lekkie wzrosty cen lokali mieszkalnych – mówi Barbara Bugaj.

W końcówce 2017 roku ceny gruntów osiągnęły wartości z lat 2006–2008, a nawet niekiedy je przerosły, a ceny wykonawstwa wzrosły jeszcze mocniej. W wielu przypadkach projektów rozpoczynanych pod koniec 2016 roku i w I połowie 2017 roku generalni wykonawcy zaczęli występować do inwestorów z wnioskami o dopłaty do kontraktów w ramach nadzwyczajnej zmiany okoliczności, której nie dało się przewidzieć w momencie podpisywania kontraktu. Wzrost kosztów może doprowadzić nie tylko do wzrostu cen, lecz także do ograniczenia podaż lokali w bieżącym roku, ponieważ spora część budów nie rozpoczęła się w terminie, tj. w III i IV kwartale 2017 roku.

 Nie wiemy jeszcze, jaki może być wzrost cen. Eksperci rynkowi i przedstawiciele firm deweloperskich już sygnalizowali nam, że niektóre działki zdrożały nawet o 100 proc., ale są to sytuacje jednostkowe w centrach miast czy w dobrych lokalizacjach, gdzie wiadomo, że sprzedaż będzie na wysokim poziomie – podkreśla Bugaj.

Koniunktura na rynku w 2017 roku sprzyjała kupowaniu mieszkań, a wyniki sprzedażowe deweloperów przekroczyły znacznie te z okresu boomu w 2007 roku. Zgodnie z ich raportami wzrost sprzedanych mieszkań wyniósł przeciętnie około 25–30 proc. Zakupom na rynku nieruchomości sprzyjały małe wahania w cenach mieszkań. Indeks urban.one w listopadzie 2017 roku wyniósł 95,15 pkt., co oznacza, że w porównaniu z poprzednim miesiącem wzrósł o zaledwie 0,1 pkt. W listopadzie 2016 roku indeks wskazał poziom 95,53 pkt, co rok do roku pokazuje niewielką zmianę (o -0,38 pkt.) i oznacza, że zachowany został lekki, spadkowy trend z ostatnich lat. Zmiana poniżej 1 pkt nie oznacza jednak zmian poziomów cenowych na rynku mieszkań. Korzystne dla sytuacji kupców na rynku nieruchomości są rekordowo niskie stopy procentowe i spadające bezrobocie.

Ostatnie dni dla części podatników na rozliczenie się z fiskusem. W tym roku pojawi się nowa stawka podatku

Ostatnie dni dla części podatników na rozliczenie się z fiskusem. W tym roku pojawi się nowa stawka podatku 5

Do końca stycznia na rozliczenie się z fiskusem mają czas osoby, które osiągają dochody z najmu opodatkowane ryczałtem, oraz podatnicy, którzy korzystają z uproszczonych form opodatkowania działalności gospodarczej. Z kolei mali płatnicy, zatrudniający do pięciu osób, muszą do końca miesiąca przekazać swoim pracownikom i fiskusowi PIT-11, jeśli nie zdecydowali się na wybór formy elektronicznej i nie korzystają z biura rachunkowego. Przedsiębiorcy, którzy chcą zmienić sposób opodatkowania, mają czas na złożenie oświadczenia tylko do 22 stycznia.

– Do końca stycznia powstaje obowiązek złożenia zeznania rocznego dla podatników, którzy korzystają z uproszczonych form opodatkowania działalności gospodarczej. Osoby, które rozliczały się na karcie podatkowej, muszą złożyć specjalne zeznanie PIT-16A, który dotyka rozliczenia składek na ubezpieczenie zdrowotne – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Misiak, doradca podatkowy, szef zespołu ds. podatków osobistych w MDDP.

W formie karty podatkowej mogą się rozliczać osoby, które prowadzą usługi zegarmistrzowskie, tapicerskie czy krawieckie, handel detaliczny, działalność gastronomiczną (z wyłączeniem sprzedaży napojów o zawartości alkoholu powyżej 1,5 proc.), rozrywkową czy usługi transportowe (prowadzenie taksówki). Tacy podatnicy nie mają prawa do żadnych ulg, oprócz odliczenia od podatku zapłaconej składki na ubezpieczenie zdrowotne.

– Do końca miesiąca czas na złożenie zeznania mają też podatnicy, którzy opodatkowali przychody z działalności gospodarczej zryczałtowanym podatkiem. Także osoby, które osiągały dochody z najmu opodatkowane zryczałtowanym podatkiem, są zobowiązane złożyć PIT-28 do końca stycznia – wskazuje Anna Misiak.

Podatnicy, którzy rozliczają przychody z najmu, mogą się rozliczać wedle zasad ogólnych, czyli skali podatkowej 18 proc. i 32 proc., albo wybrać znacznie niższą stawkę ryczałtową (8,5 proc.). Ten drugi sposób jest znacznie prostszy, bo nie wymaga prowadzenia ewidencji przychodów i kosztów. Rozliczenie według skali podatkowej umożliwia za to właścicielowi odliczenie poniesionych wydatków na wynajmowany lokal, np. kosztów remontu.

– W zakresie dochodów z najmu od 2018 roku zaszła bardzo istotna zmiana dotycząca wprowadzenia nowej stawki podatkowej w podatku zryczałtowanym. W przypadku osiągania przychodów przekraczających kwotę 100 tys. zł rocznie podatnicy, którzy wybrali zryczałtowaną formę opodatkowania, będą musieli zapłacić podatek w wysokości 12,5 proc. od nadwyżki osiąganych przychodów. Nadal mamy stawkę 8,5 proc. z tym, że po przekroczeniu limitu 100 tys. zł przychodów z najmu, znajdzie zastosowanie wyższa stawka, czyli 12,5 proc. – tłumaczy doradca podatkowy MDDP.

PIT-28 do końca stycznia składają też podatnicy uzyskujący przychody z działalności prowadzonej na własne nazwisko, działalności prowadzonej w formie spółki osób fizycznych, w której dany podatnik jest wspólnikiem.

 Pojawiają się także obowiązki dla samych płatników podatku dochodowego od osób fizycznych, ponieważ muszą oni do końca stycznia złożyć deklarację PIT-8AR i PIT-4R. To deklaracje, które ewidencjonują i potwierdzają, jakiego rodzaju zaliczki na podatek albo podatek zryczałtowany, choćby od konkursów czy drobnych umów-zleceń, płatnicy wpłacili w trakcie roku do urzędu skarbowego – mówi Anna Misiak.

W przypadku PIT-4R deklarację trzeba złożyć także wtedy, gdy zaliczki na podatek od ich wynagrodzenia mają zerową wartość.

 Mali płatnicy, zatrudniający do pięciu osób, jeśli nie zdecydowali się na wybór formy elektronicznej ani nie korzystają z biura rachunkowego, muszą do końca stycznia przygotować PIT-11 dla pracowników i złożyć go do urzędu skarbowego. Nadal bez zmian pozostaje obowiązek złożenia PIT-11 dla dużych podmiotów i tych, które zatrudniają powyżej 6 pracowników. Dla nich obowiązek złożenia PIT-11 dla swoich pracowników – i to w formule elektronicznej – pozostaje bez zmian, czyli jest do końca lutego – podkreśla Misiak.

Mniej czasu na złożenie oświadczenia, bo do 20 stycznia (ze względu na to, że w tym roku przypada w sobotę termin upływa 22 stycznia), mają przedsiębiorcy, którzy chcą zmienić formę opodatkowania. Także osoby już wynajmujące swoje lokale w tym terminie muszą złożyć do urzędu skarbowego oświadczenie o wyborze formy opodatkowania, jeśli chcą ją zmienić.

70 proc. Polaków spędzi ferie na nartach. GOPR w specjalnie przygotowanych zimowych miasteczkach będzie uczył zasad bezpieczeństwa na stoku

70 proc. Polaków spędzi ferie na nartach. GOPR w specjalnie przygotowanych zimowych miasteczkach będzie uczył zasad bezpieczeństwa na stoku 6

Co trzeci Polak jeździ na nartach. W ciągu ostatnich trzech lat polskie góry wybrało 70 proc. z nich. Ferie zimowe to szczyt sezonu narciarskiego. Tłok na stokach sprzyja zaś wypadkom. O zasadach bezpieczeństwa na stokach przypomną Zimowe Miasteczka Milki. Przez sześć weekendów w sześciu górskich kurortach odbędą się m.in. spotkania z ratownikami GOPR, a na miłośników białego szaleństwa czeka mnóstwo atrakcji.

Mamy szczyt sezonu narciarskiego. Mnóstwo ludzi wyjeżdża w tym okresie na narty w polskie góry. Dlatego szczególnie ważne w tym czasie jest bezpieczeństwo na stokach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Patryk Siuta, junior brand manager w Mondelēz International.

Z badania Polskich Kolei Linowych przeprowadzonego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS wynika, że na nartach jeździ co trzeci Polak. Większość na zimowe ferie wybiera polskie góry. W ciągu ostatnich trzech lat wybrało je 70 proc. osób, a tylko 6 proc. wyjeżdża na zagraniczne stoki. W tym sezonie wyjazd w polskie góry deklarowała ponad połowa Polaków. Tłok na stokach sprzyja zaś wypadkom.

 Wraz z Milką przygotowaliśmy akcję pod nazwą Zimowe Miasteczka Milki, na której prezentujemy zasady bezpiecznego zachowywania się na stoku. To zasady oparte na dekalogu Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Wraz z GOPR prezentujemy je wszystkim uczestnikom zimowego szaleństwa podczas organizowanych przez nas wydarzeń – mówi Patryk Siuta.

Międzynarodowy Dekalog Narciarza przygotowany przez FIS to zbiór reguł, który obowiązuje na stokach całego świata. Bez jego znajomości nie powinno się wybierać na stok. Wśród nich są m.in. panowanie nad szybkością, wzgląd na inne osoby, stosowanie się do zasad wyprzedzania i znaków narciarskich.

W Zimowym Miasteczku Milki w Istebnej ratownicy GOPR organizują zabawy i szkolenia – pokażą uczestnikom, jak bezpiecznie zachowywać się na stoku. Ponadto przygotowaliśmy specjalne naklejki na czekolady, które będą informować o dziesięciu zasadach bezpiecznego zachowywania się na stoku –wskazuje przedstawiciel Mondelēz International.

Zimowe Miasteczka Milki to także liczne atrakcje dla dzieci i dorosłych. Narciarze i snowboardziści będą mogli wypożyczyć kamerę sportową Go Pro Hero, by uwiecznić swoje zjazdy. Fani skoków narciarskich dzięki goglom wirtualnej rzeczywistości będą mogli się poczuć jak Kamil Stoch. Na najmłodszych czekają instruktorzy, którzy pomogą stawiać pierwsze kroki na nartach. Dodatkowo do dyspozycji gości będą strefy relaksu i bary.

 Zimowe Miasteczka Milki rozpoczynają się w najbliższy weekend w Jaworzynie Krynickiej. Będą trwać przez najbliższe sześć weekendów w trakcie ferii. Będzie można nas spotkać także w Zieleńcu, Czarnej Górze, Szczyrku na Beskid Sport Arena, w Istebnej na Złotym Groniu, a całość zakończymy w Białce na stoku Kotelnica – wymienia Patryk Siuta.

Sieć Li-Fi za pomocą żarówek LED przesyła dane nawet stokrotnie szybciej od Wi-Fi. Nowa technologia jest też odporna na ataki hakerskie

Sieć Li-Fi za pomocą żarówek LED przesyła dane nawet stokrotnie szybciej od Wi-Fi. Nowa technologia jest też odporna na ataki hakerskie 7

Technologia Li-Fi, wykorzystująca działanie światła widzialnego, pozwala przesyłać dane z prędkością ponad 200 gigabitów na sekundę, czyli niemal stokrotnie większą niż w przypadku Wi-Fi. Sygnał przekazywany jest za pomocą np. żarówek LED. Sieci Li-Fi są odporne na ataki hakerów i zakłócenia elektroenergetyczne. Nowa technologia może znaleźć zastosowanie między innymi w szpitalach, kopalniach i  służbach specjalnych.

Obecnie w przesyłaniu danych wykorzystuje się fale radiowe. Technologia Li-Fi działa podobnie jak sieć Wi-Fi, ale zamiast na falach radiowych, opiera się na świetle widzialnym. Dzięki temu oferuje rewolucyjnie dużą szybkość przesyłu danych. Podczas gdy w powszechnym dziś standardzie Wi-Fi możemy przesyłać dane z prędkością 300 megabitów na sekundę, Li-Fi może osiągać wartość sięgającą nawet 224 gigabitów na sekundę. Jedynym ograniczeniem nowej technologii może się okazać jej zasięg.

– Komunikacja światła białego to nic innego jak transmitowanie i odbieranie sygnału pochodzącego ze źródła światła odpowiednio zmodulowanego przez dowolnie wybrane urządzenie modulujące. Możemy to sobie wyobrazić na przykładzie inteligentnego domu, gdzie zastosowalibyśmy oświetlenie z funkcjonalnością sieci bezprzewodowej. Taka modulacja nie jest szkodliwa dla zdrowia i nie jest odbierana przez ludzkie oko. Pamiętać jednak musimy, że jest ona silnie ograniczona do pomieszczenia, w którym się znajduje – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dariusz Podniesiński z Zakładu Optoelektroniki Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych ITME w Warszawie.

Do wykorzystania technologii Li-Fi niezbędny jest punkt dostępowy, który pełni rolę nadajnika sygnału. Za pomocą kabla ethernetowego sygnał przekazywany jest do żarówki LED, wyposażonej w kontroler odpowiedzialny za bezprzewodową komunikację. Sygnał wysyłany przez żarówkę będzie odbierany i dekodowany przez  fotodetektor w urządzeniu – komputerze, laptopie czy smartfonie.

Oprócz prędkości ogromną zaletą sieci Li-Fi jest jej odporność na zakłócenia elektromagnetyczne. To znaczący problem, z jakim mierzą się użytkownicy sieci Wi-Fi. Dzięki temu nowa technologia może znaleźć zastosowanie w szpitalach, kopalniach, samolotach – pomieszczeniach o silnych zakłóceniach elektroenergetycznych, a także w służbach specjalnych.

– Sieć Li-Fi ma ograniczenia dotyczące zakresu przestrzeni oddziaływania do pomieszczenia, w którym jest realizowana, ale też dzięki temu, że możemy stosować komunikację między urządzeniami nadawczo-odbiorczymi za pomocą bezpośredniej transmisji albo transmisji odbitej od ścian, ma dodatkową zaletę, jest bardziej odporna na zakłócenia hakerskie, dlatego możemy ją stosować w różnych pomieszczeniach mieszkalnych i specjalnych – twierdzi Dariusz Podniesiński.

Technologia Li-Fi przesyła sygnał za pomocą nadajników, którymi mogą być żarówki LED. Nie są one jednak odbiornikami, więc komunikacja zwrotna, która mogłaby posłużyć np. do ataków hakerskich, nie jest możliwa. Z badań przeprowadzonych przez amerykańską firmę We Are Social wynika, że w 2017 roku z internetu korzystało na świecie 3,77 mld użytkowników, czyli niemal połowa ludzkości. Znaczna część użytkowników dostęp do sieci osiągała z wykorzystaniem sieci Wi-Fi. Niestety, bardzo często były one celem ataków hakerskich.

Technologia Li-Fi jest aktywnie rozwijana przez kilka firm i organizacji na całym świecie. Pionierem jest estońska firma Velmenni. Według prognoz firmy badawczej Research and Markets globalny rynek Li-Fi w 2021 roku ma być warty 80 mld dol.

Jak chronić siebie i majątek firmy przed przyszłymi wierzycielami

Własna firma to szansa na pracę na własny rachunek, a co za tym idzie, na nieograniczone widełkami wynagrodzeń przychody. Gromadzony przez przedsiębiorców majątek firmy jest jednak narażony na ryzyko, wpisane w codzienność obrotu gospodarczego.

Kierowanie własną firmą to duża odpowiedzialność, często nie tylko za siebie, ale i za rodzinę czy pracowników. Niektórzy twierdzą, że prowadzenie biznesu to praca dwadzieścia cztery godziny na dobę. Bo trzeba być czujnym, a mimo wysiłków, wielu zagrożeń nie da się uniknąć.

Po podjęciu działalności trzeba podjąć szereg decyzji: inwestycja w mienie firmy, zatrudnienie pracowników, przystąpienie do dużego kontraktu… A obrót gospodarczy rządzi się swoimi prawami. Pracownicy narażą firmę na straty, firma nie dotrzyma terminu, przez co zostanie obarczona wysoką karą finansową, lub sam kontrahent nie wywiąże się z umowy. Wstrzymana płatność może skutkować brakiem płynności finansowej. W jednej chwili rozwijająca się firma staje się upadła, a próbujący ją ratować przedsiębiorca traci dorobek całego życia.

Odpowiedzialność całym majątkiem

Prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą odpowiada za zobowiązania firmy całym swoim majątkiem. Co więcej, odpowiedzialność ta obejmuje również jego małżonka, jeżeli łączy go z przedsiębiorcą wspólność majątkowa. Dlatego coraz częściej wybieraną formą prowadzenia działalności jest spółka z o.o., także w formie jednoosobowej. Z uwagi na to, że posiada ona osobowość prawną, za swoje zobowiązania odpowiedzialność ponosi tylko spółka. Gdy jednak zobowiązania podatkowe nie zostaną zaspokojone z majątku spółki, a w porę nie zostanie złożony wniosek o upadłość lub nie zostanie wszczęte postępowanie układowe, to zgodnie z art. 116 § 1 Ordynacji podatkowej odpowiedzialność obejmie cały majątek członka jej zarządu.

Przyszli wierzyciele

Gdy firma staje na krawędzi, a szansę na jej ocalenie są małe, przedsiębiorcy starają się ratować majątek – zarówno jej, jak i własny. Często jest już jednak za późno. Wszelkie czynności dotyczące rozporządzania posiadanym mieniem, przy podejrzeniu dokonania ich z pokrzywdzeniem wierzycieli, mogą zostać uznane za bezskuteczne, jeśli tylko wierzyciele tego zażądają.

Wedle znanej już prawu rzymskiemu instytucji skargi pauliańskiej, uregulowanej w art. 527–534 Kodeksu cywilnego, wierzyciel może żądać, by w stosunku do niego czynność dłużnika dokonana na rzecz osoby trzeciej była bezskuteczna. Musi tylko wykazać, że dłużnik świadomie działał z jego pokrzywdzeniem, a osoba uzyskująca w ten sposób korzyść majątkową o tym wiedziała lub powinna była wiedzieć. Zgodnie z art. 527 § 2 k.c. czynność prawna dłużnika jest dokonana z pokrzywdzeniem wierzycieli, jeżeli wskutek tej czynności dłużnik stał się niewypłacalny albo stał się niewypłacalny w wyższym stopniu, niż był przed dokonaniem czynności. Tę samą ochronę art. 530 k.c. nadaje tym, którzy nie byli jeszcze wierzycielami dłużnika w chwili dokonywania przez niego czynności, ale uszczuplenie przez niego majątku uderzyło również w nich (tzw. wierzycielom przyszłym).

Do 5 lat wstecz

Wierzyciel może żądać uznania czynności prawnej dokonanej przez dłużnika za bezskuteczną do 5 lat od jej dokonania. Oznacza to, że nawet gdy przedsiębiorca wyjdzie na prostą i będzie myślał, że kryzys jest już za nim, wytoczone przeciw niemu powództwo przywróci dawne problemy. I to na długie lata, gdy w postępowaniu cywilnym toczyć się będzie sprawa, niosąc ze sobą stres i ryzyko ponownej utraty majątku, a poza tym kradnąc bezcenny czas. Zwłaszcza gdy wierzycielem jest organ skarbowy lub inny organ państwa, który zdecydował się skorzystać z drogi cywilnej do ścigania podatnika. Zajęcia majątku firmy, wstrzymywanie zwrotu VAT, mimo braku prawomocnego wyroku, a nawet przy korzystnym rozstrzygnięciu sądu – to tylko niektóre z przykładów stosowanych przez urzędników nadużyć.

Bardzo ważna jest szybka reakcja i zdolność odnalezienia się w sytuacji kryzysowej. Umiejętność zarządzania nią może uratować zarówno majątek firmy, jak i dorobek całego życia przedsiębiorcy.

Przypadki, gdy konieczne jest zarządzanie sytuacjami kryzysowymi w firmie:

  • – kontrole skarbowe i celno-skarbowe, w tym akty bezprawia urzędniczego,
  • – niesłuszne postawienie zarzutów karnych,
  • – przeprowadzenie restrukturyzacji i/lub upadłości firmy,
  • – wrogie przejęcie lub konflikt rodzinny, który rzutuje na działalność przedsiębiorstwa.

Jak chronić majątek

Działać trzeba szybko, bo podniesienie przez wierzyciela skargi pauliańskiej nie oznacza, że nie można się przed nią bronić. Zgodnie z art. 533 k.c. osoba trzecia, która uzyskała korzyść wskutek skarżonej czynności, może się uwolnić od roszczenia wierzyciela, jeśli zaspokoi tego wierzyciela w inny sposób albo wskaże mu wystarczające do jego zaspokojenia mienie dłużnika. Uprawnienie do wystąpienia z powództwem przeciwegzekucyjnym przysługuje również samemu dłużnikowi. Dzięki zawartej w art. 840 k.c. instytucji może on w drodze powództwa żądać pozbawienia tytułu wykonawczego wykonalności w całości lub części albo objęcia go ograniczeniami. Jeśli wraz z powództwem przeciwegzekucyjnym dołączy się wniosek o jego zabezpieczenie poprzez zawieszenie postepowania egzekucyjnego, to uzyskać można dość mocną ochronę majątku. Zwłaszcza przed komornikiem, który często dopuszcza się naruszeń – na te z kolei przysługuje skarga na czynności komornika.

Zanim dojdzie do egzekucji

Wymienione wyżej instytucje powództwa przeciwegzekucyjnego i skargi na działanie komornika pozwalają na ochronę majątku już po wszczęciu postępowania egzekucyjnego przez wierzycieli. Są jednak sposoby zabezpieczenia mienia jeszcze zanim do tego dojdzie.

Jednym z nich jest prowadzenie działalności w formie wspomnianej już spółki z o.o. lub spółki akcyjnej. Obie są posiadającymi osobowość prawną spółkami kapitałowymi i charakteryzują się tym, że ewentualna egzekucja może być prowadzona, co do zasady, tylko z posiadanego przez nie majątku.

Najwyższy stopień bezpieczeństwa

Jeśli ktoś chce uzyskać jeszcze większy stopień bezpieczeństwa majątku swojej firmy, to powinien zdecydować się na prowadzenie jej pod zapewniającą to zagraniczną jurysdykcją. Bardzo popularną formą ochrony majątku – zarówno prywatnego, jak i samego przedsiębiorstwa – jest zawarcie umowy trustu. Na jej mocy donator, czyli przekazujący swój majątek na określony cel, powierza zarządzanie nim zagranicznemu powiernikowi, zwanemu trustee. To donator decyduje, kiedy beneficjenci (do których sam może należeć) będą pobierać z trustu zyski. Dzięki tej konstrukcji windykacja wierzytelności z zagranicznego trustu przez polskie organy egzekucyjne jest niemożliwa.

Na podobnym schemacie opiera się działanie fundacji prywatnych prowadzonych za granicą. Utworzona fundacja zarządza finansami jej członków tylko na ich korzyść. Z uwagi na to, że informacje o pochodzeniu środków zgromadzonych na koncie fundacji oraz dane fundatorów są poufne, dochodzenie zaspokojenia roszczeń z jej majątku jest w praktyce niewykonalne.

Ochrona z górnej półki

Położony na Półwyspie Iberyjskim Gibraltar jest terytorium europejskim, za którego stosunki zewnętrzne odpowiedzialna jest Wielka Brytania. Należy do Unii Europejskiej, dzięki czemu może korzystać z jej przywilejów. Jednocześnie nie nakłada się tam niepotrzebnych obciążeń. Na terytorium Gibraltaru nie mają zastosowania unijne przepisy o podatku VAT. Mimo terytorialnej przynależności Gibraltar nie wchodzi w skład unii celnej wewnątrzwspólnotowej odpłatnej wymiany towarów i usług. Jego jurysdykcja oferuje wiele korzyści dla prowadzących działalność gospodarczą, takich jak niski lub zerowy podatek dochodowy, brak podatku od zysków kapitałowych, spadków i darowizn oraz od zysków z rachunków oszczędnościowych. Jednak z punktu widzenia ochrony majątku to nie te walory Gibraltaru są najważniejsze.

Non-resident  company, czyli pełna swoboda działania przy maksimum poufności

Doskonałym rozwiązaniem, przeznaczonym głównie dla długo działających i dobrze prosperujących przedsiębiorstw, także w formie jednoosobowej działalności gospodarczej, jest spółka non-resident company. Przepisy o spółkach obowiązujące na Gibraltarze zostały oparte na rozwiązaniach brytyjskich i w dużej mierze są zbliżone do tych regulujących działalność spółek kapitałowych w Polsce. Dlatego też spółka typu non-resident company może być np. spółką jednoosobową, w której jedyny udziałowiec jest jednocześnie członkiem zarządu. Różnica jest taka, że spółki gibraltarskie cechuje niezwykle wysoki poziom poufności, nie tylko gwarantowany prawem, ale także zapewniany przez lokalne władze. Zarówno udziałowcy, jak i członkowie zarządu nie są zobligowani do ujawniania informacji o tym, kto jest rzeczywistym beneficjentem. Mogą więc swobodnie działać we własnym imieniu lub na rzecz osób trzecich (zlecenie powiernicze).

Poczucie bezpieczeństwa daje również fakt, że władze Gibraltaru oferują przedsiębiorcom wiążące interpretacje przepisów podatkowych. W takim stanie prawnym nie ma obawy bezprawia i nadużyć urzędniczych.

Prawo do ochrony

Sens prawa własności danej osoby do rzeczy polega na wyłączności posiadania, użytkowania i rozporządzania rzeczą przez tę osobę, a zgodnie z art. 1 Protokołu dodatkowego do Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności każda osoba fizyczna i prawna ma prawo do poszanowania swego mienia. Podobne gwarancje zawarte są w polskiej konstytucji czy kodeksie cywilnym. Na gruncie tych regulacji legitymacja do ochrony własnego majątku wydaje się bezdyskusyjna.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Złoty straci na sile

Chociaż polska gospodarka utrzymuje się w znakomitej kondycji, na wzrost wartości złotego wpływają przede wszystkim czynniki zewnętrzne. I właśnie one mogą już niebawem spowodować odwrócenie sytuacji – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Dolar spadł poniżej 3,40 zł i był najtańszy od grudnia 2014 r., euro kosztowało 4,14 zł, czyli najmniej od połowy 2015 r., frank spadł do 3,52 zł, najniższego poziomu od stycznia 2015 r. Ostatnie dni były pełne dobrych informacji o sile złotego oraz korzystnych danych z krajowej gospodarki. I choć sytuacja w Polsce rzeczywiście ulegała poprawie, co w teorii mogłoby wspierać wysoką wycenę polskiej waluty, to jednak nie od niej głównie zależała kondycja złotego.

Apetyt na wyższą stopę wzrostu

Sytuacja w większości gospodarek Europy, przede wszystkim strefy euro, również wyraźnie się poprawiła. A lepsze warunki w Europie, a także większa stabilizacja polityczna, spowodowały istotne zwiększenie zainteresowania inwestorów, prowadząc do wzrostu napływu kapitału do tego regionu. Z samych funduszy obligacji z USA do rozwiniętych krajów Europy w 2017 r. napłynęło 15 mld dolarów, najwięcej od czterech lat (dane EPFR).

Z kolei na rynki obligacji krajów rozwijających się w minionym roku wpłynęło 70 mld dolarów, najwięcej od 13 lat, i o co najmniej 75 proc. więcej niż w poprzednich latach. W naturalny sposób zwiększyło to także popyt na złotego, walutę charakteryzującą się nieco większym ryzykiem i przez to większą stopą zwrotu dla inwestorów.

Kolejnym czynnikiem sprzyjającym walutom krajów rozwijających się, w tym złotemu, było osłabienie dolara. Przez ostatni rok euro zyskało do dolara ok. 16 proc. (złoty ok. 17 proc.). Spadek wartości dolara wywołał odpływ części kapitału z USA, który w dużej mierze napłynął do krajów wschodzących, znacznie wzmacniając tym samym złotego.

Ameryka dźwignie dolara

Możemy jednak być świadkami końcówki okresu słabości dolara. W USA w tym roku scenariuszem bazowym są trzy podwyżki stóp procentowych, co z założenia powinno wspierać amerykańską walutę. Dodatkowo, obniżenie podatków już od początku tego roku najprawdopodobniej wywoła szybszy wzrost cen przez pryzmat m.in. zwiększonej konsumpcji i inwestycji, co być może spowoduje konieczność nawet czterech podwyżek stóp procentowych.

Z tego też względu prognozy zysków amerykańskich firm znacznie wzrosły, co już teraz pomogło osiągnąć historyczne rekordy głównych indeksów giełdowych w USA. Tylko w styczniu indeks największych 30 spółek zyskał blisko 6 proc.

EBC osłabi euro?

Ostatni gwałtowny spadek wartości dolara wywołał także istotne wzrosty euro. Zaniepokoiło to członków Europejskiego Banku Centralnego (EBC), którzy w bieżącym tygodniu wyrażali troskę w związku z oderwaniem wyceny euro od fundamentów. Silne euro może być przeszkodą w zwiększeniu tempa wzrostu cen w strefie euro, do czego EBC skrupulatnie dąży w ostatnich latach, a które w dalszym ciągu jest jednak przytłumione.

Za tydzień (w czwartek) zakończy się dwudniowe posiedzenie EBC. Biorąc pod uwagę obawy jego członków, prawdopodobnie przekaz płynący z Banku może znacznie osłabić euro, gdyż silna pozycja europejskiej waluty w obecnych warunkach jest EBC bardzo nie na rękę. Na osłabieniu euro skorzystać może dolar, co w efekcie prawdopodobnie zadziała na niekorzyść złotego.

W Polsce stopy ani drgną

Wzmacniający się dolar i zastopowanie silnego napływu kapitału do krajów wchodzących – to scenariusz, w którym złoty najprawdopodobniej będzie tracił i stopniowo oddalał się od obecnych wartości. Pomocy próżno też szukać w Polsce. Rada Polityki Pieniężnej nie jest skłonna podnosić stopy procentowe przed końcem bieżącego roku. Na ostatniej konferencji prasowej jej prezes, Adam Glapiński, zasugerował nawet, że mogą one również nie zostać podniesione na początku 2019 r. Brak wsparcia czynników zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych może zatem w coraz większym stopniu uprawdopodobniać osłabienie złotego w najbliższym czasie.

Digital PLN (dPLN) odpowiedzią na globalną krypto-rewolucję?

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Tak, jak koniec lat 90. XX wieku oraz początek lat dwutysięcznych wywołał
na giełdach całego świata euforię związaną z firmami technologicznymi (tzw. dot-com boom), tak w ciągu ostatniego roku jesteśmy uczestnikami rewolucyjnych zmian w systemach rozliczeniowych, opartych na kryptowalutach i technologii blockchain. Po spektakularnym sukcesie bitcoina – okupionym równie efektownymi, choć znaczącymi spadkami – koncept stworzenia i wdrożenia polskiej waluty cyfrowej był tylko kwestią czasu.

Zanim jednak Digital PLN (dPLN) potencjalnie zrewolucjonizuje polski rynek finansowy, konieczne jest wykluczenie ryzyka wynikającego z braku nadzoru nad przepływem waluty cyfrowej. Aktualnie – mimo, że na rynek trafiają kolejne kryptowaluty – brakuje regulacji zapewniających bezpieczeństwo obrotów tego typu instrumentami, a przede wszystkim właściwej instytucji, która zapewni nadzór nad obiegiem cyfrowego ‘pieniądza’. To stawia dPLN w niełatwej sytuacji, ale jednocześnie – co widać na przykładzie chociażby bitcoina – nie uniemożliwia spopularyzowania dPLN w sposób pozwalający na jego powszechne wykorzystanie w przyszłości.

Czy powstanie kryptozłotego będzie miało wpływ na wycenę złotówki? W dłużej perspektywie na pewno tak, gdyż znaczenie tradycyjnej waluty narodowej będzie równocześnie maleć. Oczywiście pod warunkiem, że wprowadzenie nowego systemu rozliczeniowego okaże się rynkowym sukcesem.

Co ważne – od wielu lat słyszymy również o planach wprowadzenia do powszechnego użytku tzw. SDR, czyli wspólnej, międzynarodowej jednostki walutowej. Być może – choć byłoby to niezwykle przewrotne – to właśnie jej początek, który będzie bazował na systemie wykorzystywanym obecnie do obrotu kryptowalutami, najbardziej znacząco wpłynie na globalny rynek finansowy, zastępując wszystkie dotychczasowe, jak też nowo powstające waluty cyfrowe.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Za 3 lata globalny rynek chmurowych rozwiązań dla contact center będzie wart 15,67 mld dolarów

Za trzy lata globalny rynek chmurowych rozwiązań dla contact center będzie wart 15,67 mld dolarów, a tempo wzrostu do 2021 r. wyniesie 23,6% rok do roku – prognozuje Markets&Markets. Polskie firmy z branży call i contact center również będą inwestowały w chmurowe rozwiązania. Coraz częściej będą to firmy z sektora MŚP.

Do końca 2021 roku globalne inwestycje na rozwiązania IT w chmurze obliczeniowej dla biznesu wyniosą ponad 530 mld dolarów, podają analitycy IDC. – Rynek chmury obliczeniowej rośnie. Ostanie analizy pokazują, że już ponad 90% przedsiębiorstw w 2018 roku będzie korzystać z usług w chmurze. Można powiedzieć, że przekroczyliśmy Rubikon jeśli chodzi o świadomość korzyści wynikających z cloud computingu – wyjaśnia Paweł Pierścionek z firmy Cludo, która jest dostawcą rozwiązań w chmurze dla firm z branży call i contact center. A to właśnie branża telemarketingowa będzie jedną z tych, które najwięcej będą inwestować w chmurowe rozwiązania w najbliższym latach. Jak prognozuje Markets&Markets, rynek rozwiązań chmurowych dla centrów kontaktu będzie rozwijał się szybciej niż rynek systemów „cloudowych” dla opieki medycznej. Chmura i rozwiązania w niej dedykowane call i contact center będą rosły rok do roku w tempie 23,6%, podczas gdy te dla medycyny o 18,9% rdr.

Tempo, które rok do roku znacząco przekraczać będzie 20%, spowoduje, że za 3 lata rynek chmurowych rozwiązań dla contact center na całym świecie będzie wart 15,67 mld dolarów. Patrząc na rok 2016 będzie to oznaczało aż trzykrotny wzrost. Inwestycje w usługi oparte na modelu cloudowym dla centrów kontaktu w 2021 mają stanowić 3,1% wszystkich wydatków na chmurę na świecie. Dwa lata temu było to 2,5%.

W Polsce w 2018 będziemy świadkami transformacji małego rodzimego biznesu, który coraz chętniej będzie korzystał z chmurowych aplikacji, bo cały świat idzie w tym kierunku. Potwierdzają to prognozy IDC na ten rok, według których tempo wzrostu polskiego rynku chmurowego wyniesie 20%. – mówi Paweł Pierścionek z Cludo. Firma ta szacuje, że w 2018 roku sprzedaż chmurowego systemu wspierającego zarządzanie contact center wzrośnie o blisko 15%. Będzie to wywołane zmianą w postrzeganiu usług w chmurze, szczególnie przez firmy z sektora MŚP jakie wytwarzają 20% polskiego PKB. – Od kilku lat obserwujemy, że podejście do rozwiązań dla call center w chmurze się zmienia. Wynika to w dużej mierze z rosnącego zapotrzebowania na cloudowe rozwiązania ze strony mniejszych firm, której do tej pory do chmury podchodziły sceptycznie – kończy Paweł Pierścionek z Cludo.

To był wyjątkowy rok w branży IT – podsumowanie rynku 2017

W ubiegłym roku  zawirowań na rynku IT było wiele. Stagnacja w przetargach na informatyzację instytucji publicznych wyraźnie odbiła się na kondycji wielu, działających na polskim rynku firm. Nadchodzi jednak ożywienie, a niektórzy prognozują nawet całkowitą reorientację rynku. Według danych firmy Gartner, przyszły rok ma cechować wyraźnie większa dynamika – 4,5 proc. w skali roku. Oznacza to, że światowe wydatki na IT w 2018 roku wzrosną  do 3,65 bln USD – komentuje prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

Konrad Świrski,
Prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

Rynek IT znajduje się obecnie w stanie rewolucyjnych zmian. Na krajowym podwórku szczególnie należy spodziewać się dużych przetasowań dotykających zarówno małe firmy jak i krajowych gigantów informatycznych. Na ten moment w branży nakłada się na siebie szereg procesów globalnych i lokalnych, a efektem tego procesu będzie kompletna zmiana modeli biznesowych sektora.

To będzie rok wyzwań i innowacji  

Kolejne trendy technologiczne jak Industry 4.0, IoT czy Sztuczna Inteligencja w przemyśle – zmieniają sektor wytwórczy, a nowy sposób przekazywania i analizy informacji zmieni nie tylko kanały przekazu, ale również funkcjonowanie całych działów sprzedaży, bankowości czy telekomunikacji. Nie bez znaczenia wydają się też idące w parze z transformacją technologiczną zmiany społeczne oraz sposób interakcji rząd-obywatel. Postępująca informatyzacja oraz przenoszenie wielu kluczowych procesów do chmury rodzi zasadne zapytania o cyberbezpieczeństwo.

Sektor IT ewoluuje więc dalej i w ciągu kilku najbliższych lat stare systemy informatyczne  będą musiały uwzględnić rewolucję technologiczną i społeczną lub zastąpi je coś zupełnie innego. W praktyce, transformacja dotyka nie tylko klientów, ale i firmy informatyczne, odpowiadające na ich potrzeby. Te, które nie przestawią się na nowe produkty, technologie i przede wszystkim model działania – szybciej czy wolniej odejdą z rynku, zostawiając miejsce dla nowych graczy.

Managed Services – tędy idziemy

Rynek światowy wymaga dziś nie tylko większej liczby programistów, ale również programistów nowej generacji. Nowe technologie produkcji i testowania oprogramowania eliminują potrzebę dostaw dużej liczby godzin „prostych prac programistycznych”, jednocześnie przynosząc zapotrzebowanie na wysokospecjalizowane usługi i specjalistów IT o unikatowych kompetencjach. W dalszym ciągu dynamicznie rozwija się outsourcing i tworzenie światowych centrów rozwoju oprogramowania, ale jeszcze bardziej rozpowszechnia się tzw. model Managed Services. Polega on na dostarczaniu do zleceniodawcy nie tylko specjalistów w zakresie IT, ale całych zespołów kompetencyjnych odpowiedzialnych za całkowite zarządzanie projektem. Na światowym rynku wytwórczym i outsorcingowym postępuje konsolidacja, napędzana ciągle utrzymującym się  popytem na specjalistów. W tej sytuacji wciąż poszukiwane są kraje o dużym potencjale programistów, warto podkreślić, że Polska dalej jest jednym z najbardziej interesujących rynków, na który   zamówienia na dostawy usług napływają z coraz większych centrów developerskich i coraz bardziej zaawansowanych technologicznie firm.

Polski rynek IT odbiera z kolei dwa sprzeczne sygnały. Z jednej strony dynamicznie rośnie popyt na usługi outsourcingowe i Managed Services, determinowany głównie zamówieniami z rynku światowego. Z drugiej zaś wciąż doświadcza stagnacji w zamówieniach wielkich inwestycji informatycznych sektora publicznego lub spółek z dominującym udziałem Skarbu Państwa. Polski rynek IT rośnie więc, ale jednocześnie rosną też koszty pracy oraz konkurencja na rynku pracowników. Na tych zmianach zyskują firmy posiadające własne zasoby, własne centra kształcenia oraz silne zespoły rekrutacyjne. W efekcie na rynku zostaną małe wyspecjalizowane organizacje, a osłabną te o starej, scentralizowanej strukturze i modelu działania opartym o wielomilionowe kontrakty. Na taki stan rzeczy nakłada się zarówno zmiana perspektywy finansowania, zmiana technologiczna, mniejsza rola sprzętu i infrastruktury, a w wielu przypadkach także realizacja projektów przez firmy tzw. „własnymi siłami”. Przykład nowego CEPIK 2.0 realizowanego bezpośrednio przez COI to trend, który może utrzymać się przez kolejne lata, a poprzez Ministerstwo Cyfryzacji sektor publiczny może realizować większość dużych projektów samodzielnie, opierając się o model outsourcingu (przetarg COI o wartości 116 mln w 2017 to najlepszy przykład).

Nie zapowiada się też, by kolejne lata przyniosły zmiany, choć jeśli chcemy nowoczesnej, cyfrowej gospodarki, to informatyzacja musi być kluczowym zagadnieniem realizowanym przez nasz nowy rząd. Skończył się jednak czas wielkich budżetów i niekończących się, przedłużanych projektów, a także prostych dostaw sprzętu i licencji. Nowe zamówienia klientów będą musiały być kreowane poprzez nową funkcjonalność, nowe produkty i unikatowe umiejętności firm IT. Już teraz w przetargach dotyczących utrzymania obsługi widać dużą konkurencję rynkową. Wiele wskazuje na to, że w przyszłości wobec dalszego wzmacniania trendu outsourcingu i chmury, rywalizacja ta będzie jeszcze bardziej zacięta.

Dolar i funt brytyjski w lepszej formie, euro za to słabsze

Roman Ziruk - Ebury
Roman Ziruk, Ebury Polska

Polski złoty w środę umocnił się w relacji do wspólnej waluty, tracił natomiast wobec dużo silniejszego funta brytyjskiego i nieco mocniejszego dolara amerykańskiego. Informacji z kraju (mimo, iż było ich kilka) nie można określić jako sporych nowości, tym samym nie wpłynęły istotnie na kurs PLN.

Zdecydowanie pozytywnie należy odebrać odczyty z gospodarki. Ostatnie dane o płacach i zatrudnieniu w Polsce potwierdzają siłę krajowego rynku pracy. Dynamika zarobków w przedsiębiorstwach w grudniu wyniosła 7,3% w ujęciu rocznym, dynamika zatrudnienia z kolei wzrosła do 4,6%. Z wyższą dynamiką zatrudnienia mieliśmy do czynienia w 2008 r. Trzymiesięczna średnia dynamiki płac w przedsiębiorstwach przekroczyła z kolei 7% – po raz pierwszy od 2009 r. Nie wszystkie informacje były jednak pozytywne: agencja Moody’s w opublikowanej wczoraj analizie sytuacji w Europie Środkowo-Wschodniej zwróciła uwagę na zagrożenia związane z reformą sądownictwa w Polsce, informując, że może ona „doprowadzić do erozji praworządności i osłabić sentyment gospodarczy” w kraju.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

Kurs euro EUR

Kurs EUR/PLN w środę osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,16 – 4,18. Wspólna waluta w relacji do głównych walut zanotowała największy jednodniowy spadek w tym miesiącu, kurs EUR/USD przebił wsparcie w okolicy poziomu 1,22. Euro cierpiało na lekkie pogorszenie sentymentu, wspólnej walucie zaszkodziło również pewne umocnienie USD.

Wczorajsza rewizja danych o inflacji pokazała, że dynamika cen w grudniu była w pełni zgodna z wcześniejszymi szacunkami. Inflacja CPI wyniosła 1,4% w ujęciu rocznym, inflacja bazowa rosła z kolei o 0,9% r/r. W dniu dzisiejszym nie opublikowane zostaną żadne istotne dane ze strefy euro, kalendarz nie jest jednak zupełnie pusty, gdyż po południu przemawiać będzie Benoit Coeure z EBC. Warto zwrócić uwagę na jego słowa, gdyż ostatnio to właśnie m.in. przemówienia reprezentantów Europejskiego Banku Centralnego w istotny sposób wpłynęły na zmienność na wspólnej walucie. Rynki powoli przygotowują się do spotkania EBC w przyszłym tygodniu, a każdy skrawek informacji na temat potencjalnej zmiany retoryki Banku jest dla inwestorów na wagę złota.

Kurs funta GBP

Kurs GBP/PLN w środę umocnił się o 0,8%, wahając się w widełkach 4,68 – 4,73.  Funt brytyjski zyskiwał istotnie również w relacji do głównych walut. Brytyjską walutę mogło wesprzeć jastrzębie przemówienie Michaela Saundersa z BoE, który we wczorajszej wypowiedzi poinformował, iż oczekuje wzrostu dynamiki płac w Wielkiej Brytanii (do 3% rocznie jeszcze w 2018 r.) i idących z tym w parze, systematycznych podwyżek stóp procentowych w kolejnych kwartałach. Najnowszy sondaż agencji Reuters obrazuje wzrost optymizmu wśród ekonomistów w kwestii perspektyw brytyjskiej gospodarki. W styczniu jedynie 15% ankietowanych ekonomistów oceniło, że 2018 r. może przynieść recesję w Zjednoczonym Królestwie (w grudniu było to aż 20%). Prognozowana dynamika wzrostu gospodarczego w 2018 r. to z kolei 1,4%, a nie 1,3% w ujęciu rocznym, jak szacowano wcześniej.

Kurs dolara USD

Kurs USD/PLN w środę umocnił się o 0,6%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,42. Wczorajsze dane z gospodarki USA pozytywnie zaskoczyły – dynamika produkcji przemysłowej w grudniu wzrosła w ujęciu miesięcznym o 0,9% (oczekiwano wzrostu rzędu 0,4% m/m). Wczorajsze przemówienia członków FOMC były mieszane. Robert Kaplan stwierdził, iż trzy podwyżki stóp procentowych w 2018 r. byłyby odpowiednie, Charles Evans z kolei poinformował, iż w jego opinii odpowiednia liczba podwyżek kosztów pieniądza to „prawdopodobnie nieco mniej niż trzy”.

Dzisiaj poznamy dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w grudniu oraz tygodniowe dane dotyczące zmiany liczby bezrobotnych w USA.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w grudniu i tygodniowe dane o zmianie liczby bezrobotnych
  • 15:30 – przemawia Benoit Coeure z EBC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Ponad 70 proc. Polaków uważa, że bankowość elektroniczna nie jest bezpieczna

74 proc. Polaków uważa, że bezpieczeństwo bankowych systemów uwierzytelniania wymaga poprawy. Ok. 80 proc. przyznaje, że obawia się, że ich dane wpadną w niepowołane ręce. Aż 2 na 3 badanych stwierdziło, że posiada niewystarczającą wiedzę na temat wykorzystywania wrażliwych danych, udostępnianych różnym instytucjom – podaje Opinium Research. Jednak sytuacja klientów już za kilka miesięcy ulegnie zmianie, za sprawą obowiązujących od przyszłego roku nowych przepisów o ochronie danych osobowych (RODO).

Według Edelman Trust Barometer, blisko połowa Polaków nie ma zaufania do instytucji bankowych. Nieco lepsze wyniki przyniosło najnowsze badanie Związku Banków Polskich – 50 proc. respondentów  posiada dobrą opinię o bankach. Z kolei z badania Maison & Partners wynika, że tylko 44 proc. Polaków uważa, że banki dbają o swoich klientów. Ważnym elementem budującym zaufanie do instytucji finansowych jest oczywiście jakość obsługi i przejrzystość oferty, jednak obecnie na czele listy wyzwań wymienianych przez ten sektor znajdują się właśnie zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem.

Zgodnie z badaniami, informacje o wycieku danych nie pozostają bez wpływu na użytkowników. Według ankiety przeprowadzonej przez BIK, u 50 proc. Polaków, którzy zetknęli się z informacją o ostatnich wyciekach z bazy PESEL, doniesienia te wywołały obawy o bezpieczeństwo ich danych.  Co czwarty pytany przyznał, że wpłynęło to na jego zachowania związane z ochroną wrażliwych informacji.

– Wejście w życie regulacji RODO ma zapewnić konsumentom dużo większą kontrolę nad tym, jak wykorzystywane są ich dane. Przede wszystkim, banki, ubezpieczyciele i inne instytucje będą miały 72 godziny od odkrycia ataku na poinformowanie swoich klientów o zajściu. To nie wszystko, klienci banków, będą mieli też możliwość zweryfikowania, w jaki sposób zostały pozyskane ich dane, a także, kiedy, i w jaki sposób zostały wykorzystane. Bank czy inny podmiot będzie miał obowiązek udzielenia takiej informacji. Na ten moment nie znamy jeszcze finalnego kształtu, w jakim unijne przepisy zostaną wprowadzone w Polsce, jednak już teraz wiadomo, że zmienią one istotnie pozycję klienta względem instytucji finansowych – wyjaśnia Tomasz Dziedzic, Linux Polska.

Ważne jest także, że nowe przepisy nakładają obowiązek minimalizowania zakresu wykorzystania danych – bank nie będzie miał też możliwości np. użycia danych pobranych do zweryfikowania zdolności kredytowej do innego celu.

Zapewnienie odpowiedniego poziomu ochrony danych i zbudowanie zaufania klientów już teraz jest dla instytucji finansowych kluczową kwestią, a stanie się jeszcze większym priorytetem po wejściu w życie regulacji nakładającej na nie dodatkowe obowiązki. Tym bardziej, że według badań, Polacy uważają, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo ich danych w Internecie spoczywa na podmiotach trzecich.  Przykładowo,  tylko 21 proc. osób w naszym kraju, twierdzi, że sama odpowiada za swoje bezpieczeństwo w sieci. Pozostali są zdania, że odpowiedzialność  spoczywa na innych instytucjach, w tym finansowych. Z kolei, według badania przeprowadzonego przez Future od Apps, 4 na 5 konsumentów nie tylko chciałaby mieć większą kontrolę nad danymi, które udostępnia, ale też chce być świadoma, w jaki sposób wrażliwe dane zostaną zabezpieczone w przyszłości, by nie stały się celem ataków hakerów.

Dane z Polski i Chin. Stopy procentowe w Kanadzie

Wynagrodzenia w Polsce znów rekordowe. Kolejne dobre dane z Chin. Kanada podniosła stopy procentowe.

Dobre dane z Polski

Wczoraj o godzinie 14:00 poznaliśmy informacje z Polski na temat wynagrodzeń i zatrudnienia. Dane okazały się delikatnie lepsze od oczekiwań. Wynagrodzenia rosną w skali roku o 7,3%, czyli 0,15% powyżej oczekiwań. Oznacza to, żę przeciętne wynagrodzenie brutto osiagnęło 4973,7 zł. Jeżeli tendencja się utrzyma to bariera 5000 będzie przełamana już w tym miesiącu. Dane te były impulsem dla inwestorów do dokupienia złotego. W rezultacie rodzima waluta umocniła się o około 1 grosz.

Dane z Chin

Od rana poznaliśmy dane makroekonomiczne z najludniejsze gospodarki świata. Chiński PKB po raz kolejny przyspieszył i rośnie o 6,8% w skali roku.  Produkcja przemysłowa wzrosła o 6,2% co jest wynikiem o 0,2%. Problemem okazała się tylko sprzedaż detaliczna, która wzrasta “zaledwie” o 9,4%, czyli 0,7% wolniej od prognoz. Jest to duży problem biorąc pod uwagę, że nowa wizja rozwoju Chin zakłada przeniesienie ciężaru na rzecz konsumpcji wewnętrznej z produkcji na eksport.

Wzrost stóp procentowych w Kanadzie

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Królewski Bank Kanady podniósł stopy procentowe o 0,25%. Główna stopa wynosi zatem 1,25%. Jest to poziom zbliżony do południowego sąsiada, który posiada stopy w przedziale 1,25-1,5%. W USA podawany jest przedział a nie konkretna wartość. Ciekawa była reakcja rynków na informacje o wzroście. Początkowo obserwowaliśmy osłabienie dolara kanadyjskiego o ponad 0,5%. W ciągu jednak niecałej godziny powrócił do poziomów sprzed decyzji. Powodem zawirowania była niepewność inwestorów co do dalszych działań Banku. Biorąc pod uwagę, że analitycy zapowiadają kolejną podwyżkę w USA na marzec można się spodziewać, że podobnie jak teraz odpowiedź nadejdzie na kolejnym posiedzeniu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – Turcja – decyzja w sprawie zmian stóp procentowych (spodziewany brak zmian)
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 17:00 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nie ma takiej zmiany, z którą rynek sobie nie poradzi

Przemysław Felicki, Dyrektor, Rynki Kapitałowe, CBRE
Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE

2017 rok dla nieruchomości stał pod znakiem zmian i pieniędzy – zmian, do których szybko musimy się zaadoptować, a także pieniędzy, które aktywnie poszukują możliwości inwestowania.

Klimat ekonomiczny i inwestycyjny Polski pozostaje na wysokim poziomie, według prognoz Oxford Economics PKB Polski za 2017 rok ma wynieść 4,3% przy średniej 2,3% dla krajów UE.

W kolejnych dwóch latach ekonomiści nie prognozują niższego wskaźnika PKB niż 3%. Jednocześnie prognozuje się utrzymanie deficytu budżetowego na poziomie 2,7% PKB, co świadczy o zrównoważonej polityce fiskalnej.

2017 był rokiem zmian na poziomie politycznym, które niewątpliwie będą miały wpływ na rynek nieruchomości. Pierwszą z nich jest obowiązująca już ustawa o zakazie handlu w niedziele, której skutki zaczniemy obserwować w marcu tego roku. Poza zmianami w zwyczajach zakupowych i w funkcjonowaniu centrów handlowych, może przyczynić się do zwiększenia znaczenia handlu internetowego, a co za tym idzie wzrostu zainteresowania usprawnieniem procesów logistycznych.

Duże zainteresowanie rynku budzi dopracowywana wciąż ustawa o REIT-ach, która w zamyśle ustawodawcy ma ograniczyć możliwości inwestowania polskich REIT-ów jedynie do rynku mieszkaniowego, a nie, jak powszechnie się praktykuje, do rynku komercyjnego.

Ponadto, od stycznia zaczęła obowiązywać ustawa o zmianie ustawy o CIT i PIT, w której wprowadzony został podatek dochodowy od nieruchomości. Przekłada się to bezpośrednio na sytuację na rynku inwestycyjnym oraz rynku najmu w kontekście nieruchomości biurowych. Zmiany mogą być zauważalne dla właścicieli nieruchomości o dużym odsetku pustostanów oraz tych, których struktury są podatkowo zoptymalizowane.

Z dużym prawdopodobieństwem w 2018 roku wejdzie również w życie projekt ustawy inwestycyjnej, która wprowadzić ma znaczne zmiany w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz ustawie o prawie budowlanym i niewątpliwie przyczyni się do zmiany procesu inwestycyjnego na rynku.

Przyglądamy się z bliska obowiązującym i proponowanym zmianom, jednak jak na razie nie zauważyliśmy niepokojących sygnałów wskazujących na to, że rynek nie poradzi sobie z zaistniałą sytuacją.

Inwestorzy i podmioty obecne na naszym rynku kładą na szali dwa kluczowe aspekty – stabilną sytuację ekonomiczną i silną gospodarkę Polski, które tworzą dobry klimat inwestycyjny, oraz brak stabilności przepisów prawa w kontekście ostatnich zmian. Mając na uwadze mocną pozycję Polski na arenie Europy oraz niesłabnący napływ kapitału na rynku nieruchomości, który w 2017 roku był zbliżony do wysokiej wartości 2016 roku, nie należy zakładać, że rok 2018 będzie dla nieruchomości gorszy. Na pewno będzie to rok wyzwań, w którym wszyscy uczestnicy rynku będą się wzajemnie obserwować. Należy pamiętać, że zmiany rodzą innowacje, a więc spodziewamy się nowych rozwiązań, które napędzą rynek.

Udany rok dla Jula – nowa strategia operacyjna kluczem do sukcesu firmy w Polsce

Sieć multimarketów Jula osiągnęła w 2017r. 17-proc. wzrost sprzedaży w Polsce za sprawą strategii dopasowującej model operacyjny do lokalnego rynku połączonej z nową komunikacją marketingową. Na sukces  firmy  składa się także konsekwentny rozwój wielokanałowości sprzedaży.

Tomasz Wienke, Country Manager Jula w Polsce
Tomasz Wienke, Country Manager Jula w Polsce

Ten świetny wynik to rezultat konsekwentnie wprowadzanej od 2016r. strategii operacyjnej, której celem jest lepsze dostosowanie wszystkich działań firmy do warunków panujących na polskim rynku oraz do potrzeb i oczekiwań polskiego klienta. To także pierwszy przypadek w historii firmy wdrożenia komunikacji marketingowej dedykowanej jednemu rynkowi i jednoznaczne potwierdzenie, że Jula konsekwentnie stawia i będzie stawiała na rozwój w naszym kraju. O tym świadczą m.in. uruchomienie w zeszłym roku sklepu internetowego, programu dla firm JulaPro czy poszukiwanie lokalizacji dla kolejnych multimarketów na terenie Polski.

– Jestem niezmiernie dumny, że udało nam się wypracować tak wiele w stosunkowo krótkim czasie. Gdy obejmowałem pozycję Country Managera w Polsce w 2015 roku, jednym z moich celów było odpowiednie dopasowanie naszego modelu operacyjnego do polskiego rynku i konsumenta. Ze swojej strony mogę zapewnić, że to nie koniec. W najbliższym czasie planujemy rozwój sieci we wszystkich kanałach sprzedaży, z siecią stacjonarną włącznie – opowiada Tomasz Wienke, Country Manager Jula w Polsce.

Od wejścia na polski rynek do dziś Jula zdążyła pozyskać rzesze lojalnych klientów, pomimo faktu, że wciąż jest stosunkowo nową siecią, jedynym w Polsce reprezentantem formatu „multimarket”. Dostosowanie komunikacji i strategii do warunków panujących na naszym rynku, a co za tym idzie lepsze zrozumienie i odpowiedź na potrzeby polskiego konsumenta, zaowocowało w zeszłym roku 17-proc. wzrostem sprzedaży firmy.

– Tak znaczący wzrost nie byłby możliwy bez czynnego wsparcia wszystkich pracowników firmy. To dzięki ich zaangażowaniu, rozwojowi oraz wyznaczonym wspólnie celom udało nam się poprawić wizerunek, obsługę klienta czy dostosować poziom cen do naszego rynku – dodaje Tomasz Wienke.

W ramach nowej strategii postawiono m.in. na nową komunikację marketingową, którą zapoczątkowała kampania „Romeo i Jula”. Nowe podejście strategii komunikacyjnej zakładało przedstawienie firmy jako sieci oferującej różnorodną i szeroką gamę produktową dla ludzi aktywnych, a tym samym przybliżenie polskim klientom konceptu „multimarket” oraz wyjaśnienie faktu, że Jula nie jest marketem budowlanym, z czym dotychczas była kojarzona.

Aż 77 proc. Polaków uważa, że może zarabiać więcej od rodziców

Polacy dostrzegają zmiany społeczno-gospodarcze i to, jak przekładają się one na ich szanse zawodowe. Aż 77 proc. uważa, że może zarabiać więcej od rodziców – wynika z danych serwisu Pensjometr.pl od Monster Polska.

Polacy optymistami, Włosi przeciwnie

Badania potwierdzają, że polscy pracownicy widzą zachodzące zmiany w obszarze wynagrodzenia. Aż 77 proc. Polaków uważa, że ma szansę na wyższe lub znacznie wyższe zarobki niż ich rodzice. Z kolei tylko 18 proc. ocenia, że te szanse są mniejsze lub znacznie mniejsze, a 6 proc. uważa, że zarobi tyle samo. W badaniu serwisu Pensjometr.pl od Monster Polska wzięli udział także mieszkańcy Finlandii, Francji, Kanady, Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Włoch.

Co ciekawe Polacy swoim optymizmem przewyższyli nawet Amerykanów, wśród których 71 proc. uważa, że ma szanse osiągnąć więcej niż rodzice, tylko 17 proc. jest przeciwnego zdania, a 12 proc. twierdzi, że ich zarobki będą kształtować się na tym samym poziomie.

Wśród pracowników z krajów biorących udział w badaniu najmniejszym optymizmem wykazali się Włosi. Zdaniem zaledwie 32 proc. badanych młode pokolenie, ma szansę na wyższe lub znacznie wyższe zarobki od rodziców. Aż 50 proc. uważa, że płace są niższe lub znacznie niższe, a 18 proc. twierdzi, że w kwestii płac nic się nie zmieni.

„Młodzi Włosi są w bardzo trudnej sytuacji, gdyż ich kraj boryka się z wysoką stopą bezrobocia. Brak pracy sprawia z kolei, że Włosi późno zakładają rodziny i wyprowadzają się z rodzinnego domu. Właśnie dlatego Włosi tak chętnie migrują za pracą, także do Polski” – komentuje Joanna Żukowska, ekspertka serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

Młodym Finom i Kanadyjczykom trudno konkurować z rodzicami

Powodów do narzekań nie mają z pewnością pracownicy z Finlandii i Kanady. Przekłada się to na wyniki badań. 57 proc. Finów i 55 proc. Kanadyjczyków uważa, że może mieć lepsze zarobki niż rodzice. Optymizm wzmacniają dobre wskaźniki gospodarcze, ale także stabilny rynek zatrudnienia. Tylko 24 proc. Finów ma poczucie, że osiągnie mniej niż rodzice. Podobnie myśli 31 proc. Kanadyjczyków. Z kolei  część ankietowanych – 19 proc. Finów i 14 proc. Kanadyjczyków uważa, że szanse na wysokie wynagrodzenie są na tym samym poziomie. Badani z obu krajów są jednak świadomi, że ich rodzice mają za sobą dobre lata na rynku pracy.

Młodsze pokolenie Finów i Kanadyjczyków porównuje się do rodziców, którzy często mają na koncie sukcesy zawodowe, własne firmy, majątek. Stąd, choć sami są w dobrej sytuacji zawodowej, mają świadomość, że trudno im będzie przeskoczyć starsze pokolenie” – mówi Żukowska.

Niemcy i Francuzi choć mają dobre płace, dostrzegają bariery

Umiarkowany optymizm panuje także we wciąż rozwijających się Niemczech, gdzie młodzi uważają, że trudno będzie przebić zarobki i tempo bogacenia się ich rodziców. Podobna sytuacja jest we Francji. Tylko 42 proc. Niemców i 54 proc. Francuzów uważa, że mają szansę na lesze płace. Sporo, bo 30 proc. – Niemców i 27 proc. Francuzów sądzi, że ich zarobki będą mniejsze, a odpowiednio 29 proc. i 19 proc. uważa, że zarobi tyle samo.

Młodzi Niemcy i Francuzi dostrzegają, że rynek zatrudnienia choć obfity w oferty i szanse na awans, to jest pod pewnymi względami także trudny. Do Niemiec przyjeżdżają specjaliści z innych krajów, znający języki i posiadający międzynarodowe doświadczenie, więc o najlepsze miejsca pracy trzeba walczyć”  – dodaje Żukowska z MonsterPolska.pl.

Choć także w Polsce młodzi muszą walczyć o awanse i wyższe zarobki, to jednak motywująco działa myślenie, że rynek pracy bardzo zmienił się od czasów pokolenia rodziców.

Dane pochodzą z serwisu Pensjometr.pl od Monster Polska. Zebrane zostały w sierpniu i wrześniu 2017 roku. W badaniu wzięło udział ponad 5500 ankietowanych z Finlandii, Francji, Kanady, Niemiec, Polski, Stanów Zjednoczonych i Włoch. 

3 trendy w FMCG na 2018 rok

Wynikające z rozwoju technologicznego zmiany zachowań zakupowych w coraz większym stopniu dotyczą branży FMCG. W 2018 roku znaczenie dla asortymentu sklepów ogólnospożywczych i wielobranżowych będzie miała także rosnąca świadomość żywieniowa i lokalny patriotyzm konsumentów.

Początkowo przez Internet kupowano przede wszystkim książki, gry i multimedia. Następnie przyszedł czas na odzież i obuwie. Analitycy sektora FMCG przewidują na 2018 rok dynamiczny wzrost liczby osób zamawiających online także żywność. Wynikać to będzie – z jednej strony – z rozwoju sieci dystrybucyjnych i skracaniu czasu dostawy, a z drugiej – z potrzeby kompensowania wchodzącego w życie zakazu działania sklepów w niedzielę (kurierzy mogą przecież pracować przez 7 dni w tygodniu). Na to, co klienci będą kupować, wpływ ma mieć także coraz większa waga przywiązywana do pochodzenia produktu.

Spożywcze e-commerce

Według opracowanego przez Gemius raportu „E-commerce w Polsce 2017”, produkty spożywcze w sieci kupiło dotychczas 22 proc. osób robiących zakupy online. Zamiar zamawiania przez Internet artykułów żywieniowych w przyszłości deklaruje natomiast 27 proc. respondentów. Z komentarzy ekspertów wynika, że zakaz handlu w niedzielę może wpłynąć pozytywnie na wielkość i różnorodność zawartości koszyków konsumentów online. Analizy Instytutu Dystrybucji Produktów Żywieniowych (ang. The Institute of Grocery Distribution, IGD) mówią z kolei, jak sytuacja ta może wpłynąć na sklepy stacjonarne w 2018 roku. Przedstawiciele instytucji przewidują, że celem pozyskania klienta istniejące fizycznie placówki będą musiały zrobić więcej niż dotychczas. Jako przykładowe działania wymieniają oni płynne łączenie zakupów offline i online oraz innowacyjne metody ekspozycji produktów. – Sposób prezentacji towaru ma kluczowe znaczenie dla decyzji konsumenckich szczególnie w przypadku żywności świeżej – mówi Filip Gabryelczyk, Menadżer Sprzedaży Segmentu Retail TRILUX Polska. – Zwiększanie wizualnej atrakcyjności produktów w placówkach handlowych przez odpowiednie oświetlenie, umiejscowienie towaru oraz aranżację jego bezpośredniego otoczenia będzie pozytywnie wpływać na sprzedaż – zarówno na miejscu, jak i za pośrednictwem komputera i platform mobilnych – opowiada.

Sklepy 4.0 oraz zaawansowane technologicznie wyposażenie

Potrzeba budowania pozytywnych doświadczeń zakupowych znajdzie odzwierciedlenie w popycie na produkty umożliwiające ich optymalizację. Po analizie programu zapowiadanych na koniec lutego Międzynarodowych Targów Technologii w Handlu w Düsseldorfie (EuroCIS 2018), można by spodziewać się, że wkrótce w sklepach zawitają roboty, cyfrowe POS-y, systemy analizy danych płynących ze smartfonów klientów oraz wirtualna i rozszerzona rzeczywistość. Jednak dążenie do zapewnienia konsumentom możliwie najlepszych przeżyć widoczne jest także w przypadku „normalnego” wyposażenia. – Wśród nowości na rynku oświetlenia wyodrębnić można kilka dominujących trendów – mówi Filip Gabryelczyk. – Zapowiadane premiery charakteryzują się możliwością indywidualnego dopasowania do potrzeb sklepu. Na jednej szynie można zamontować spójne wzorniczo oświetlenie ogólne i kierunkowe. Nowe oprawy LED charakteryzują się także niespotykaną dotychczas efektywnością energetyczną i kompatybilnością z systemami zarządzania oświetleniem. Kluczowymi hasłami są więc: indywidualizacja, energooszczędność i automatyczne sterowanie – podsumowuje Menadżer Sprzedaży Segmentu Retail TRILUX Polska.

Wieloaspektowa świadomość decyzji zakupowych

Wraz z poprawą sytuacji finansowej gospodarstw domowych wskutek globalnej hossy, rekordowo niskiego bezrobocia i programów socjalnych, w wielu przypadkach cena przestaje być głównym kryterium wyboru produktów żywieniowych. IGD przewiduje, że na tej fali dochodzić będzie do zwiększania jakości marek własnych oraz poszerzania ich asortymentu o produkty premium. Drugim związanym z rosnącymi wymaganiami konsumentów zjawiskiem będzie promowanie produktów lokalnych. Z jednej strony mają one przyciągnąć ekonomicznych patriotów, z drugiej – dzięki naturalnej sezonowości – kreować wrażanie ograniczonej dostępności i unikatowości towaru, powodujące większe zainteresowanie klientów. Szczególnie ciekawym w kontekście wzrostu popularności zakupów online przejawem świadomości konsumentów jest występowanie efektu ROPO (ang. Research Online, Purchase Offline). Zaangażowani klienci sprawdzają w sieci informacje o produktach przed ich zakupem w sklepie. Według badań Gemius robi to 32 proc. badanych.

Co przyniesie 2018 r. na rynkach walutowych?

Osłabienie złotego, podwyżki stóp procentowych pod koniec roku oraz istotny wpływ nieoczekiwanych wydarzeń politycznych na rynki finansowe – to główne przewidywania analityków serwisu Internetowykantor.pl na najbliższe 12 miesięcy. W raporcie „Jaki będzie 2018 r. na rynkach walutowych?” autorzy pokusili się o podsumowanie poprzedniego roku i spróbowali przewidzieć, co i jak wpłynie na finanse Polaków w obecnym.

Eksperci najstarszego i jednego z największych e-kantorów w Polsce, Internetowykantor.pl, dokładnie przeanalizowali stosunek złotego do najważniejszych walut świata – dolara, euro, franka szwajcarskiego i brytyjskiego funta, jaki miał miejsce w minionym roku. W raporcie  „Jaki będzie 2018 r. na rynkach walutowych?” czytamy m.in.: „Złoty zakończył ten rok jako druga najmocniejsza waluta świata po czeskiej koronie (…) Ważnym fundamentem dla tak mocnej krajowej waluty pozostaje nasza gospodarka. Ta, wraz ze światowym wzrostem, znacznie przyspieszyła. Niskie ceny wraz ze wzrostem płac napędzały solidnie konsumpcję. To pobudzało również rynek pracy. Efekt liczbowy był taki, że na koniec roku zobaczyliśmy historyczne minimum bezrobocia poniżej 5%”. Analitycy Internetowykantor.pl  wymieniają najważniejsze elementy, które wpłynęły na kondycję polskiej waluty.

Prognozując wydarzenia w 2018 z potencjalnym efektem na kursy walut, autorzy zwracają uwagę m.in. na potencjalne konflikty światowe, które mogą zachwiać rynkami, a także skutki wynikające ze zmiany na stanowisku szefa FED za oceanem pod koniec ub.r. Jeśli chodzi o Polskę, piszą pragmatyczny scenariusz na temat ewentualnego Polexitu: „(…) jak w starym dobrym małżeństwie: czasem jest krzyk, mniejsze czy większe uszczypliwości, tupanie nogami, jednak nikt opcji rozstania nie traktuje zbyt poważnie”.

Świat w 2018 roku nas zaskoczy – to pewne. Rok temu przepowiadano parytet na eurodolarze, wcześniej ignorowano Trumpa w wyścigu do Białego Domu. Brexit nie miał prawa się wydarzyć. Konflikt zbrojny i zmiana granic w samym sercu Europy w XXI wieku była nie do pomyślenia (Ukraina). Żyjemy w ciekawych czasach, przepowiadanie kluczowych wydarzeń wydaje się bezpodstawne. Dlatego warto zamknąć 2017 rok i bez żadnych uprzedzeń czekać, co przyniesie 2018napisał Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Internetowykantor.pl.

Raport w sporej części poświęcony jest także rosnącej popularności e-kantorów na rynku wymiany walut. Autorzy nie tylko pokazują dlaczego cieszą się one coraz większą popularnością w Polsce, ale także rozprawiają się z szeregiem mitów, które powstały na ich temat.

Wszystkie szczegóły znajdą Państwo w raporcie „Jaki będzie 2018 r. na rynkach walutowych?”.

Dobry rok dla DPD Polska – podsumowanie 2017

Ubiegły rok zakończył się dla DPD Polska rekordowym wolumenem oraz przychodami. Grupa kapitałowa obsłużyła w tym czasie 126 mln paczek, notując wpływy w wysokości ponad 1,6 mld zł. Mijający rok przyniósł także znaczący wzrost popularności płatności kartą u kuriera i rozwój sieci DPD Pickup, a także nowe ułatwienia dotyczące zwrotów oraz promocję usług międzynarodowych.

W minionym roku firma obsłużyła 126 mln paczek, czyli niemal 23% więcej niż w 2016. Średnio w sieci DPD Polska znajdowało się ponad 500 tys. paczek dziennie, a w okresie szczytu paczkowego było ich znacznie więcej. Rekordowe wolumeny (blisko 900 tys. paczek, czyli średnio 30 doręczeń na sekundę) zanotowano 18 grudnia 2017. Średnia dzienna liczba paczek krajowych w grudniu wynosiła prawie 600 tys., a ogółem w tym okresie firma doręczyła ich aż 11,3 mln. Przychody grupy kapitałowej DPD Polska za rok 2017 r. wyniosły ponad 1,6 mld zł, co stanowi przeszło 19% wzrost w porównaniu do 2016.

2017 r. przyniósł istotne wzrosty przy zachowaniu wysokiej jakości usług. Tak dobre wyniki to rezultat świetnej koniunktury w e-commerce i wysokiego poziomu konsumpcji w gospodarce, ale także odpowiedniej wydajności naszej sieci i właściwych procedur w okresie grudniowego szczytu – wyjaśnia Rafał Nawłoka, Prezes Zarządu DPD Polska.

W 2017 roku firma DPD Polska zakończyła wdrożenie płatności elektronicznych u kuriera za przesyłki pobraniowe, a odbiorcy stali się bardziej świadomi, że mogą wygodnie zapłacić kurierowi kartą lub BLIKiem. W minionym roku DPD Polska zrealizowała także swoje cele dotyczące rozwoju sieci punktów nadania i odbioru DPD Pickup – dziś liczba placówek wynosi blisko 2000.

Coraz więcej firm chce stron www dostosowanych do urządzeń mobilnych

Strona internetowa to bardzo często miejsce pierwszego kontaktu firmy i jej potencjalnego klienta. Powinna być więc starannie zaplanowana, użyteczna, funkcjonalna i dostosowana do urządzeń mobilnych, za pomocą których coraz częściej łączymy się z internetem. Serwis Oferteo.pl zbadał więc, co firmy biorą pod uwagę, zamawiając wykonanie swojej strony www. Okazuje się, że coraz więcej przedsiębiorstw chce mieć wersję strony dostosowaną do urządzeń mobilnych.

Firmy chcą nowych stron www

Rodzaj zlecanej usługi

Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, przeanalizował zapytania ofertowe, jakie w 2017 roku składały firmy szukające wykonawcy strony www. Okazuje się, że najczęściej przedsiębiorstwom zależy na kompleksowym wykonaniu nowej strony internetowej – wskazało tak 79% badanych. Nie dotyczy to wyłącznie nowo powstających firm, ale również tych, które np. uznały, że dotychczasowa strona nie spełnia oczekiwań i chcą zupełnie nowej.

Dużo rzadziej zleceniodawcy decydują się na przebudowę dotychczas istniejącej strony – zdecydował się na to mniej niż co dziesiąty z nich. Samym projektem graficznym strony było zainteresowanych  9% przedsiębiorstw, a 6% miało jeszcze inne zlecenia, w tym np. zakodowanie strony www.

Jakiej strony dotyczy usługa?Jakiej strony dotyczy usługa

Przedmiotem zleceń przeanalizowanych przez Oferteo.pl były najczęściej strony firmowe, których potrzebowało 72% badanych.

Ponadto zleceniodawcy poszukiwali też wykonawcy sklepu internetowego (13%), portalu internetowego (6%), serwisu tematycznego (4%) oraz bloga (1%).

Więcej firm chce wersję strony www na urządzenia mobilneJakie funkcje powinna posiadać strona

W porównaniu do ubiegłorocznych wyników badania widać wzrost odsetka firm, które chcą przygotowania wersji strony www na urządzenia mobilne – 24% wskazań wobec 17% w ubiegłorocznej edycji badania. – Jest to coraz ważniejsza sprawa – zauważa Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Liczba odsłon generowana na urządzeniach mobilnych stale rośnie, firmy powinny dbać o użytkowników korzystających z urządzeń mobilnych i zapewnić im wygodne przeglądanie swoich stron.

Najczęściej oczekiwanymi funkcjonalnościami, jakie powinna mieć strona, były – podobnie jak w ubiegłym roku – możliwość edytowania strony przez właściciela (28%) oraz formularz kontaktowy (25%). Podobnie jak przed rokiem, co dziesiąta firma chciała, aby użytkownicy mogli rejestrować się na stronie, a dla 8% (tak samo jak przed rokiem) istotne było wprowadzenie systemu płatności online.

Strona potrzebna „na już”Kiedy chcesz skorzystać z oferty

Aż 84% firm składających zlecenie w Oferteo.pl chce, żeby ich strona była gotowa najdalej w ciągu miesiąca, a najlepiej – jak najszybciej (60%). Tylko 12% zleceniodawców jest w stanie poczekać na realizację zamówienia do trzech miesięcy.

Trudno się dziwić, że przedsiębiorstwom zależy na tym, aby ich strona była gotowa jak najszybciej. W końcu to podstawowe narzędzie komunikacji z klientem i prowadzenia biznesu – mówi Karol Grygiel. – Warto jednak pamiętać, że w praktyce czas wykonania strony może być dłuższy niż zakładamy, choćby w wyniku koniecznych zazwyczaj do naniesienia poprawek.

Potrzeba szybkiej realizacji zamówienia strony www to utrzymujący się trend. W ubiegłym roku wskazało tak 87% badanych przez Oferteo.pl firm.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 700 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl w 2017 roku przez podmioty zlecające wykonanie bądź przebudowę strony www.

Bitcoin stracił 50%

Ten tydzień dla bitcoina nie należy do udanych. W środę popołudniu zaliczył on bowiem głęboki spadek do wartości 9600 USD. To najniższy poziom od końcówki listopada, kiedy kryptowaluta znajdowała się w ostrym kursie wznoszącym i mniej niż 50% wartości w porównaniu z rekordem z połowy grudnia. Później jednak bitcoin odrobił część strat i w czwartek rano kosztuje 11,3 tys. USD, czyli tyle samo co dobę wcześniej i niemal 18% więcej niż w środę popołudniu. Zdaniem niektórych analityków doszło do właściwej korekty, mało kto natomiast decyduje się prognozować, jak kryptowaluta będzie się zachowywała w dalszej czy nawet bliższej przyszłości.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,2%) i do japońskiego jena (+0,42%), a traci do brytyjskiego funta (-0,33%), dolara kanadyjskiego (-0,02%) oraz dolara australijskiego (-0,25%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,219, GBP/USD – 1,381, USD/CAD – 1,245, AUD/USD – 0,797 i USD/JPY – 111,3. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,19%) i kurs EUR/JPY wynosi 135,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,883. Złotówka minimalnie zyskuje do euro i franka szwajcarskiego, traci do funta i jest na takim samym poziomie do dolara. W czwartek rano dolar kosztuje poniżej 3,42 zł, euro – poniżej 4,17 zł, funt – 4,72 zł, a frank – 3,54 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i  czerwonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,39%, frankfurcki indeks DAX – 0,47%, a paryski indeks CAC 40 – 0,36%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,94%, meksykański indeks Bolsa – o 0,48%, a brazylijski indeks Bovespa – o 1,7%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,44%, indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,87%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,46%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych spadkach ceny ropy naftowej idą w górę. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 69,38 USD (+0,33%), a ropy WTI – 63,97 USD (+0,38%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 73 USD. Z kolei cena złota kontynuuje spadki. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1326 USD. To 7 USD mniej (-0,52%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Stopa bezrobocia, grudzień – 5,5% (prognoza 5,4%)
  • 5:30 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 3,6% (prognoza 3,7%)
  • 8:00 – Chiny – PKB (r/r), IV kw. – 6,8% (prognoza 6,7%)
  • 8:00 – Chiny – Produkcja przemysłowa (r/r), grudzień – 6,2% (prognoza 6%)
  • 8:00 – Chiny – Sprzedaż detaliczna (r/r), grudzień – 9,4% (prognoza 10,1%)
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Dobrobytu wg BIEC, styczeń – 107,2 pkt. (poprzednio 106,6 pkt.)
  • 9:00 – Niemcy – Wystąpienie szefa Bundesbanku
  • 12:00 – Turcja – Decyzja ws. stóp procentowych, styczeń
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 250 tys.)
  • 14:30 – USA – Rozpoczęte budowy domów, grudzień (prognoza 1280 tys.)
  • 14:30 – USA – Indeks Fed z Filadelfii, styczeń (prognoza 25 pkt.)
  • 14:30 – USA – Pozwolenia na budowę domów, grudzień (prognoza 1300 tys.)
  • 18:30 – Francja – Wystąpienie szefa Banku Francji

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Momenty chaosu

Wczoraj nie brakowało ostrych i zaskakujących ruchów na FX, które przypomniały, że każda chwila stabilizacji może zostać brutalnie przerwana. CAD jest w kropce pod gołębiej podwyżce Banku Kanady, niechęć do USD zderza się z pozytywnymi sygnałami z rynku długu, a EUR wpadło w wir spekulacji nt. stanowiska EBC.

Zachowanie USD/CAD w okolicach decyzji Banku Kanady to kompletne szaleństwo. Na minutę PRZED decyzją kurs wyskoczył o ponad figurę, co wyglądało na błąd ludzki („fat finger”?) i całkowicie zniweczyło szanse na uporządkowaną reakcję na gołębią podwyżkę. Stopa procentowa wzrosła o 25 pb do 1,25 proc., co rynek zdążył wcześniej zdyskontować w 90 procentach. W komunikacie bank podkreślił, że sytuacja gospodarki uzasadnia dalsze podwyżki, ale wysokie zadłużenie prywatne oraz narastające obawy o przyszłość porozumienia NAFTA nakazują spowolnić tempo normalizacji. Zatem w normalnej sytuacji mielibyśmy idealne warunki dla sprzedaży faktów i osłabienia CAD. Jednak nagły skok USD/CAD z niczego wprowadził zamęt, po którym kurs wrócił do punktu wyjścia, ale trudno ocenić, gdzie teraz znajduje się punkt równowagi rynku. Osobiście jestem pozytywnie nastawiony do CAD i spodziewam się jego umocnienia w średnim terminie, ale na ten moment nie wiem, czy na rynku nie ma krótkoterminowych długich pozycji, które były trzymane z celem zamknięcia po decyzji BoC, ale wczorajsze zamieszanie wstrzymało realizację. Pozostaje obserwować.

Wczoraj wieczorem nieco szaleństwa także dotyczyło handlu na USD. EUR/USD wyrwał się na 1,2290, by kilka godzin później pikować w stronę 1,2160. Podobnie GBP/USD wystrzelił prawie półtorej figury do 1,3940, by przed północą nie było już śladu po wzrostach. Wszystko to wygląda jako kolejne próby wyrwania dolara z konsolidacji i nadania pędu kolejnej fali wyprzedaży, prawdopodobnie pod pretekstem obaw o porażkę Kongresu w kwestii przedłużenia finansowania wydatków budżetowych (deadline mija w piątek o północy). Jednak kapitał spekulacyjny nie ma wystarczającej mocy, by przeciwstawić się innym czynnikom. Kolejne podejście rentowności 10-letnich obligacji USA pod 2,60 proc. to silny sygnał fundamentalny, któremu nie oparł się USD/JPY wracający ponad 111. Częściowo jest to zaskoczenie, gdyż jednym z tematów ostatnich dni (poza rajem EUR i niechęcią do USD) było oderwanie się JPY do korelacji z rynkiem długu USA. Wczorajsze wzrosty USD/JPY sugerują, że sytuacja wraca do normy, a to może dać impuls do dalszego odreagowania.

Wracając do EUR/USD, gołębie z EBC pozostają aktywne, by stonować apetyt inwestorów na pompowanie oczekiwań dotyczących jastrzębiego zwrotu banku. Albo kolejny zryw popytu w końcu się powiedzie, albo rynek weźmie na wstrzymanie przynajmniej do czasu posiedzenia EBC w następny czwartek. Bardziej przychylam się ku drugiemu scenariuszowi, co by wskazywało cofnięcie EUR/USD bliżej 1,21.

W nocy dane z Australii rozczarowały po stronie wyższego odczytu stopy bezrobocia, ale na niewiele się to zdało w temacie wyrwania AUD spod wpływu pozytywnego sentymentu rynkowego. Chiński PKB wzrósł w IV kw. mocniej od oczekiwań (6,8 proc. vs 6,7 proc.), choć słabsza sprzedaż detaliczna za grudzień zneutralizowała pozytywny wydźwięk. Dalej w ciągu dnia mamy wnioski o zasiłek, indeks Fed z Filadelfii i dane z rynku mieszkaniowego USA – drugorzędne dane z marginalnym wpływem na dolara. Dostaniemy też komentarze od Coure i Villeroya z EBC.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rosnące wynagrodzenia na razie bez wpływu na presję inflacyjną

Środowa sesja nie zmieniła ogólnego obrazu krajowego rynku walutowego. Kurs EURPLN nadal oscyluje w okolicach 4,17 wypatrując wyraźnego impulsu do oczekiwanego wybicia w górę. Stabilizacji złotego sprzyja brak większych zmian na rynku głównej pary walutowej.  Wycena złotego dynamicznie reaguje bowiem na zmiany notowań amerykańskiego dolara, tymczasem od kilku dni notowania EURUSD trzymają się okolicach 1,22-1,23.

W zeszłym tygodniu silne wsparcie dały wspólnej walucie grudniowe minutes wskazujące na możliwe, zgodne z planem zakończenie europejskiego planu QE już we wrześniu 2018r. Ruch wzrostowy kursu EURUSD najwyraźniej zaczął jednak niepokoić część przedstawicieli EBC. Już we wtorek bank centralny strefy euro podjął werbalną interwencję gołębimi wypowiedziami kilku monetarnych decydentów, (w tym członka Rady Prezesów EBC François Villeroy de Galhau, który nie wykluczył, że polityka EBC przez dłuższy czas pozostanie wysoce akomodacyjna), a wczoraj kontynuował ją członek EBC Ewald Nowotny. W wywiadzie udzielanym dziennikarzom powiedział, że EBC nie wyznacza celu w zakresie notowań kursu wspólnej waluty, ale monitoruje rozwój wydarzeń. Rosnące w siłę euro nie pomaga inflacji europejskiej, która pozostaje dużo poniżej celu EBC na poziomie bliskim 2,0% r/r.

W ostatnich trzech miesiącach euro umocniło się wobec dolara o cztery procent i obecnie jest ok. 4,5% powyżej poziomów założonych w grudniowych projekcjach makroekonomicznych banku. Choć euro przestało już rosnąć, na rynku brakuje jednak czynników, które spowodowałyby jego osłabienie. W USA zwiększyło się ryzyko paraliżu amerykańskiej administracji rządowej (tzw. government shutdown), za kilka dni wygaśnie bowiem tymczasowe porozumienie osiągnięte w grudniu ub., a nowego jeszcze nie ma. Do tego dolarowi nie sprzyjają też dane z USA, jakie w ostatnim czasie napłynęły na rynek (w tym wtorkowa publikacja indeksu NY Empire State, która wyraźnie rozczarowała rynek oczekujący poprawy nastrojów wśród lokalnych producentów pokazując wynik na poziomie 17,7 pkt wobec 19,0 pkt oczekiwanych). W oczekiwaniu na popołudniową publikację amerykańskiej produkcji przemysłowej kurs EURUSD pozostawał powyżej minimum tygodniowego wyznaczonego na poziomie około 1,218. Choć dane tym razem okazały się mocniejsze (w grudniu amerykańska produkcja wzrosła o 0,9% m/m zaś wykorzystanie mocy produkcyjnych znalazło się na poziomie ostatni raz widzianym w lutym 2015 r) nie zmieniły ogólnego obrazu rynku eurodolara.

Konsolidacja głównej pary walutowej stabilizuje więc notowania złotego, pomimo że krajowi inwestorzy otrzymują kolejne dobre raporty dot. polskiej gospodarki. To potwierdza obecnie silne uzależnienie kondycji polskiej waluty od zachowania dolara na szerokim rynku.

Po lepszych od oczekiwanych danych inflacyjnych dobre wyniki pokazał też rynek pracy. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w grudniu 2017 r. wzrosło o 7,3% r/r, zaś zatrudnienie w przedsiębiorstwach zwiększyło się o 4,6 r/r, podczas gdy rynek (wg TR) zakładał odpowiednio: 7,2% r/r i 4,5% r/r. Pomimo wysokiego wzrostu gospodarczego, na wyraźniejsze przyspieszenie płac trzeba było czekać kilka kwartałów. Nadal jednak nie widać przełożenia rosnących wynagrodzeń na inflację. Dopóki CPI nie zacznie wyraźnie podnosić się, RPP nie zacznie schodzić z objętej gołębiej ścieżki i nie zacznie mówić o podwyżkach stóp w Polsce, co będzie nadal ciążyło złotemu.

W czwartek po południu poznamy kolejne dane z USA (m.in. nt. nowych inwestycji budowlanych, tygodniowego raportu z rynku pracy oraz indeksu Filadelfia Fed), ale nie należy oczekiwać, że zmienią one obraz rynku eurodolara. To oznacza zaś brak z tej strony impulsu dla złotego. Obecnie na rynku walutowym brakuje impulsów do większych ruchów.

dziennie

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Renta dożywotnia. Co nas czeka w 2018 roku?

Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM, podsumowuje ostatni rok i prognozuje w jakim kierunku może rozwinąć się rynek dożywotniego świadczenia pieniężnego.

Potencjał rynku rośnie, ale hamuje go brak regulacji

W ostatnich latach można było zaobserwować spadek liczby podpisywanych umów, choć rok 2017 to zdecydowana zmiana trendu na wzrostowy. Zainteresowanie seniorów rentą dożywotnią wciąż jest bardzo duże, ale nasza branża i sami seniorzy odczuwają brak odpowiednich regulacji, które zwiększyłyby bezpieczeństwo, zarówno klientów jak i usługodawców. Od początku naszej działalności otrzymaliśmy ponad 50 tys. zapytań, seniorzy złożyli kilkanaście tysięcy wniosków, ale łączna liczba podpisanych umów nie przekroczyła pół tysiąca. W ostatnich latach, seniorzy wykazywali się dużo większą ostrożnością, a cały rynek – łącznie z nami – czekał na ustawę o dożywotnim świadczeniu pieniężnym, która nie nadeszła. Wielu emerytów od kilku lat wstrzymuje się z decyzją. 

Rok 2018 szansą na zmiany

Dziś obserwujemy coraz większe zainteresowanie rentą dożywotnią. Tylko w pierwszych dniach stycznia złożono 15 razy więcej (1500 proc.) wniosków więcej aniżeli rok temu w analogicznym okresie. W mojej opinii rok 2018 może być przełomowy, zarówno pod kątem regulacji prawnych, jak i rozwoju całego rynku. Dlaczego? Społeczeństwo starzeje się, a sytuacja finansowa seniorów wciąż się pogarsza. Po zmianach emerytalnych, które miały miejsce w ubiegłym roku, coraz głośniej mówi się o niewydolności systemu emerytalnego. Tymczasem, jak wskazuje ostatni raport MPRiPS dotyczący sytuacji osób starszych w Polsce, aż 80 proc. seniorów posiada na własność nieruchomość i mogłoby korzystać z kapitału, który jest w niej zamrożony.

Rynek dojrzewa, zmienia się profil klienta oraz sposoby komunikacji

Rodzimy rynek renty dożywotniej, w 10 roku funkcjonowania, zaczyna dojrzewać, choć patrząc z perspektywy zagranicy – wciąż raczkuje. W ciągu tych dziesięciu lat zmieniło się podejście do renty dożywotniej, a sami seniorzy zrozumieli podstawy jej funkcjonowania. Zmienił się też profil klienta zainteresowanego usługą. Kiedyś rentą dożywotnią interesowały się osoby w wieku 65+, dziś nawet 55-latkowie. Coraz większa liczba emerytów korzysta również z Internetu. Pod koniec 2016 roku, aż 44 proc. z nich miało dostęp do sieci. Z tego powodu zmienił się również sposób dotarcia do seniorów oraz komunikacji z nimi, także tej, która dotyczy sfery edukacyjnej.

Inwestycja w nieruchomości w 2018 roku?

Rok temu analitycy rynku kapitałowego przestrzegali, że z uwagi na Brexit oraz wygraną Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, 2017 upłynie pod znakiem braku stabilizacji. Dla Polski prognozy te się nie sprawdziły. Co więcej – pod względem aktywności transakcyjnej i inwestycyjnej w sektorze nieruchomości zeszły rok okazał się jednym najbardziej intensywnych od czasu globalnego kryzysu ekonomicznego! Czy hossa się utrzyma? Jakich inwestorów przyciągać będzie Polska? Szanse i zagrożenia dla rynku nieruchomości oceniają eksperci OPG Property Professionals.

Zeszły rok obfitował w ciekawe przetasowania, jeżeli chodzi o rynek kapitałowy na świecie. Utrzymująca się od kilku lat globalna hossa uległa załamaniu, podczas gdy na rynkach wschodzących, w tym w Polsce, zaobserwowaliśmy prawdziwą „wiosnę ludów”. Podczas gdy londyńska giełda BATS Chi-X notowała spadki w wysokości 25 procent, obroty akcjami w Warszawie, Budapeszcie czy Bukareszcie wzrosły od kilkunastu do kilkudziesięciu punktów.

Michał M. Styś Dyrektor OPG
Michał M. Styś
Dyrektor Zarządzający
OPG Orange Property Group

Co więcej, Polska, jako pierwsza gospodarka z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, dołączyła do grupy państw dysponujących najlepszej jakości klasą aktywów według agencji indeksowej FTSE Russell. Zdaniem Michała Stysia, Dyrektora Zarządzającego OPG Property Professionals, w tych okolicznościach można zauważyć optymistyczne znaki dla sektora inwestycyjnego i deweloperskiego.

W kontekście nieruchomości, Polska jest największym i najpłynniejszym rynkiem spośród wszystkich krajów strefy CEE. W ujęciu średnioterminowym, notujemy bardzo dobry wzrost od czasów globalnego kryzysu ekonomicznego. Choć nie mamy jeszcze kompletnych danych za zeszły rok, to łączny wolumen transakcji mógł wynieść rekordowe 5 miliardów euro.

Jak podkreśla Michał Styś, rodzima gospodarka utrzymuje stabilny kurs, co nie umyka uwadze inwestorów – także tych operujących w dziedzinie nieruchomości.

Aktualnie przyglądamy się w imieniu naszych klientów możliwościom inwestycyjnym, także tym pozarynkowym, zapewniającym dochód i początkową stopę zwrotu brutto powyżej średniej rynkowej. Atrakcyjne stopy zwrotu dla najlepszej jakości aktywów na rynkach regionalnych na poziomie 5,5-6% w sektorze powierzchni handlowych i biurowych oraz 6-7% w sektorze przemysłowym i magazynowym to silna zachęta dla funduszy, inwestorów instytucjonalnych czy prywatnych inwestorów kapitałowych z Europy.

Czy inwestorzy i deweloperzy będą rozpychać się łokciami?

Nie wszystko jednak złoto, co się świeci. Analizując potencjał rynku nieruchomości w Polsce, warto przeanalizować także te czynniki, które potencjalnie spowolnią jego rozwój. A tych, zdaniem ekspertów OPG, może pojawić się kilka. Według Moniki Hryniewicz z działu wynajmu powierzchni, warto przede wszystkim zwrócić uwagę na rosnące koszty budowy.

W górę idą nie tylko ceny materiałów, ale też nakłady na robociznę. Firmom wykonawczym coraz trudniej jest pozyskać wolne ręce do pracy, co rzutuje na koszty zatrudnienia, a w konsekwencji – ceny usług budowlanych. Wyzwaniem dla inwestorów będzie także absorbcja planowanej podaży oraz efekt, jaki rosnący rynek biurowy klasy A wywrze na segment nieruchomości starszych generacji.

Jak podkreśla ekspertka, nie wszystkie czynniki hamujące rozwój nowych inwestycji muszą mieć podłoże czysto ekonomiczne.

Kurczy się liczba atrakcyjnych działek w miastach. Wartość danej parceli wiąże się już nie tylko z samą lokalizacją i dostępem do infrastruktury komunikacyjnej, ale też z najbliższym otoczeniem, jakością przestrzeni, funkcjami miastotwórczymi. To spora szansa dla inwestorów podejmujących trud rewitalizacji starych budynków.

Na poparcie swoich słów, Monika Hryniewicz podaje doświadczenia spółki z realizacji projektów biurowych TEAL OFFICE i SEPIA OFFICE w Łodzi.

Obie inwestycje powstają na terenie OFF Piotrkowska Center – niegdyś typowej, zdegradowanej przestrzeni poprzemysłowej, która dziś stanowi jeden z najbardziej wartościowych i najchętniej odwiedzanych adresów w mieście. Historia OFFa udowadnia, że okazje inwestycyjne kryją się praktycznie wszędzie. Nie wystarczy jednak po nie tylko sięgnąć, ale też wiedzieć, jak optymalnie je wykorzystać.

2018 – dobry czas na inwestycje?

Wiele wskazuje na to, że o ile rynek nieruchomości w Polsce nie zamknął roku 2017 rekordową wartością transakcji, to z całą pewnością się do tego wyniku zbliżył. Znajdujemy się na fali wznoszącej. Zdaniem ekspertów kolejne kwartały to dogodny moment, aby rozważyć ulokowanie kapitału w nieruchomości dochodowe.

Z jednej strony pozwoli to nam wykorzystać stabilny popyt na miejsce do zamieszkania i powierzchnie biurowe pod wynajem oraz relatywnie dobrą stopę kapitalizacji, a z drugiej zminimalizować wpływ zjawisk niekorzystnych – kurczącej się liczby atrakcyjnych działek w miastach, potencjalnych baniek spekulacyjnych kryjących się w kryptowalutach czy niepewności politycznej w wielu miejscach na świecie. Podczas gdy zainteresowanie tą formą inwestycji rośnie w ujęciu globalnym, Polska charakteryzuje się dziś sporym bezpieczeństwem. Zdaniem ekspertów, warto to wykorzystać.

Rekordowe wzrosty płac

Końcowe miesiące 2017 roku były dla większości menedżerów i specjalistów HR czasem ustalania budżetów na 2018 rok. Dużym wyzwaniem stało się trafne prognozowanie wzrostu płac, aby zapewnić możliwość odpowiedniej indeksacji wynagrodzeń oraz utrzymanie konkurencyjności na rynku. Czy wzrost PKB przełoży się na dynamikę zarobków osób pracujących w Polsce?

– Kontynuacja wzrostu gospodarczego oraz dobrej koniunktury zarówno na światowych rynkach, jak i w Polsce będzie się przekładać na to, że firmy nadal będą poszukiwać pracowników oraz będą oferować wyższe płace – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Kubisiak, szef biura prasowego Work Service – Przy rekordowo niskim poziomie bezrobocia i rosnących trudnościach rekrutacyjnych, presja płacowa po stronie pracowników będzie się wzmagać. Spodziewamy się, że średnie wynagrodzenia w przedsiębiorstwach w tym roku będą rosły w tempie 6%, a nawet 7% rok do roku. Będzie to kontynuacja trendów jeszcze końcówki 2017 roku, gdzie podobne wskazania już mogliśmy obserwować. Co ciekawe, w tym roku płace nie będą rosły tylko i wyłącznie ze względu na zwiększenie płacy minimalnej o ok. 5%. Spodziewamy się, że dynamika wzrostu będzie szybsza, a rynek będzie wyprzedzał zmiany legislacyjne – podkreślił Andrzej Kubisiak.

Pogłębia się kryzys zaufania do państwa. Potrzebne jest odbudowanie etosu służby publicznej

Pogłębia się kryzys zaufania do państwa. Potrzebne jest odbudowanie etosu służby publicznej 8

Mniej niż połowa Polaków ufa prezydentowi, premierowi czy Trybunałowi Konstytucyjnemu. Jeszcze niższy jest poziom zaufania do Sejmu, Senatu i sądów. Niski stopień zaufania dotyczy też kapitału społecznego. Aż 95 proc. przedsiębiorców jest zaniepokojonych poziomem zaufania społecznego w ich organizacjach. Polska potrzebuje etosu służby publicznej, żeby odbudować fundamentalne zaufanie do instytucji państwa – przekonuje Konrad Ciesiołkiewicz, sekretarz Komitetu Dialogu Społecznego KIG oraz współorganizator Akademii Miasta i Państwa (AMiP). Akademia jest inicjatywą, która ma budować dialog społeczny i komunikację obywatelską.

– Poziom zaufania do instytucji publicznych od wielu lat w Polsce jest niepokojąco niski, dotyczy to praktycznie wszystkich instytucji, od poziomu samorządowego po centralny. To samo dotyczy kapitału społecznego, czyli zaufania między nami wszystkimi. Ostatnie badania przeprowadzone we współpracy Komitetu Dialogu Społecznego KIG, Forum Odpowiedzialnego Biznesu oraz House of Skills pokazują, że niemal 95 proc. przedsiębiorców jest zaniepokojonych poziomem zaufania społecznego w ich organizacjach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Konrad Ciesiołkiewicz, sekretarz Komitetu Dialogu Społecznego KIG oraz współorganizator AMiP.

Z kolei badania prowadzone przez Kantar Public, IBRIS czy CBOS jednoznacznie wskazują, że nasila się kryzys do instytucji publicznych. Mniej niż połowa Polaków ufa instytucjom prezydenta, premiera, Trybunału Konstytucyjnego i Państwowej Komisji Wyborczej. Na jeszcze niższym poziomie kształtuje się zaufanie do Sejmu, Senatu, sądów i prokuratury. Nisko w badaniach zaufania znajdują się także media – zarówno państwowe, jak i prywatne.

– Jesteśmy głęboko przekonani, że etos służby publicznej realizowany może być we wszystkich możliwych miejscach. Nie trzeba być politykiem, żeby kierować się etosem służby publicznej, można pracować w małym przedsiębiorstwie, w korporacji, być dziennikarzem, pracować w organizacjach pozarządowych czy być urzędnikiem. Wszyscy dzisiaj potrzebujemy etosu służby publicznej, żeby odbudować podstawowe zaufanie do instytucji państwa – podkreśla Konrad Ciesiołkiewicz.

Potrzeba odbudowania etosu służby publicznej, nauka dialogu oraz budowa kapitału społecznego to główne cele Akademii Miasta i Państwa, projektu, który zainicjował Komitet Dialogu Społecznego KIG we współpracy z think tankiem Laboratorium Więzi.

– Umiejętność prowadzenia dialogu społecznego to kompetencja, którą można nabyć i doskonalić, to właśnie jest misja Akademii Miasta i Państwa. Właśnie wystartowała rekrutacja osób zainteresowanych udziałem w AMiP, która trwa do 20 lutego 2018 r. – dodaje Magdalena Bigaj, dyrektor Akademii Miasta i Państwa.

Program akademii składa się z dziewięciu sesji edukacyjnych. W trakcie zajęć będą omawiane aspekty prawne i wolnościowe, podział władz, relacje państwo–kościół i związki wyznaniowe, media, finanse publiczne, polityka zagraniczna i funkcjonowanie rynków finansowych. Warsztaty poprowadzą znakomici eksperci – Maciej Witucki, Zbigniew Derdziuk, Elżbieta Hibner, Mirosława Boryczka, Paweł Kowal, mec. Paweł Kuglarz, mec. Magdalena Dulińska, Zbigniew Nosowski, prof. Michał Królikowski, mec. Wojciech Dziomdziora, Ernest Pytlarczyk.

– Wartością akademii jest wiedza przekazywana podczas sesji oraz ogromny potencjał wymiany doświadczeń osób, które będą miały okazję się tam poznać i wzajemnie inspirować. Zależy nam, by uczestnicy projektu na koniec potrafili wiedzę zdobytą podczas akademii przełożyć na język dialogu społecznego i skuteczniej działać w swoim środowisku. Poszukujemy młodych, aktywnych osób, którym sprawy publiczne nie są obojętne i które chcą się rozwijać – przekonuje Magdalena Bigaj

Do Akademii Miasta i Państwa można zgłaszać się do 20 lutego, rekrutacja odbywa się poprzez stronę www.amip.pl. Zajęcia ruszają 8 marca i potrwają do końca czerwca.