Prezydent: zastąpienie aut spalinowych zapewni czystsze powietrze. Powinniśmy w tym kierunku podążać

Prezydent: zastąpienie aut spalinowych zapewni czystsze powietrze. Powinniśmy w tym kierunku podążać 1

W największych miastach za ponad 60 proc. zanieczyszczeń powietrza odpowiada transport. Toksyczne są zwłaszcza spaliny z silników diesla. Przyjęta właśnie przez Sejm ustawa o elektromobilności dzięki systemowi zachęt ma skłonić firmy i kierowców do zakupu aut z napędem elektrycznym. Te jednak, ze względu na cenę, są mało popularne. Rozwiązaniem są samochody hybrydowe, zwłaszcza że cenowo są już teraz konkurencyjne dla konwencjonalnych pojazdów. Nie zostały jednak ujęte w przyjętej ustawie.

– Jeżeli przejdziemy na elektromobilność, jeżeli będziemy w stanie w istotnym stopniu zastąpić dzisiejsze samochody, z napędem, który dziś w zdecydowanym stopniu jeszcze cały czas przeważa, a więc benzyna czy ON, będziemy w stanie zapewnić czystsze powietrze – powiedział podczas debaty nt. elektromobilności Andrzej Duda, Prezydent RP. – Mówiąc dziś o elektromobilności, mówimy o środowisku, o czystym powietrzu, o tym co dzisiaj niezwykle dotyka mieszkańców wielu polskich miast, a mianowicie zanieczyszczenie powietrza i smog – dodał.

Najważniejszą przyczyną zanieczyszczenia powietrza jest wysoka emisja. Raport Najwyższej Izby Kontroli „Ochrona powietrza przed zanieczyszczeniami” wskazuje, że odpowiada ona za ok. 90 proc. zanieczyszczeń, a 7 proc. generuje komunikacja. W największych miastach za ponad 60 proc. zanieczyszczeń odpowiada transport. Światowa Organizacja Zdrowia uznała spaliny oleju napędowego za równie szkodliwe dla zdrowia ludzi, co azbest, arsen czy gaz musztardowy i zakwalifikowała do najwyższej kategorii substancji rakotwórczych. Według ekspertów spaliny z silników diesla są bezpośrednią przyczyną nowotworu płuc.

– Mamy do czynienia ciągle ze smogiem, wszechogarniający smog, pierwszy raz od wielu lat mamy sytuację, że nie możemy wyjść z domu. Oczywiście częścią tego smogu są zanieczyszczenia z samochodów. WHO ostatnio w swoim raporcie zakwalifikowała spaliny diesla to tej samej grupy substancji szkodliwych co dym z papierosów, nie powinniśmy wozić dzieci samochodami, które emitują tak szkodliwe substancje – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Pawlak, prezes Toyota Motor Poland.

Obecnie pojazdami, które pozwalają zmniejszyć emisję, a jednocześnie są szeroko dostępne dla klientów, są samochody hybrydowe. Po drogach jeździ blisko 10 mln samochodów hybrydowych wyprodukowanych przez Toyotę. W 2016 roku sprzedanych w Europie zostało blisko 930 tys. aut tej marki (wzrost o 6 proc.), z czego 295 tys. to samochody hybrydowe (41 proc. wzrost rdr.). Auta z tym napędem stanowiły więc ok. 30 proc. wszystkich nowych pojazdów, które opuściły salony Toyoty i Lexusa, podczas gdy jeszcze w 2015 roku w napęd hybrydowy było wyposażone co czwarte auto. Koncern chce, by do 2020 roku udział ten wzrósł do 50 proc.

– Norma Euro 6.2, norma CAFE, które niedługo wejdą w życie spowodują, że w samochodach z silnikami konwencjonalnymi będziemy musieli zastosować dużo bardziej skomplikowane konstrukcje, także dodatkowe filtry oprócz filtrów DPF. To oznacza, że samochody z silnikami konwencjonalnymi będą droższe, prawdopodobnie 600-800 euro na samochód. Produkcję napędów hybrydowych przenosimy do Polski, hybrydy dzięki temu będą coraz tańsze, a skoro już dziś są w cenie aut z silnikami konwencjonalnymi, staną się coraz bardziej popularne, tym bardziej że są dużo czystsze i pomagają uniknąć smogu – zaznacza Jacek Pawlak.

Jak podkreśla prezes Toyoty, hybrydy są całkowicie bezobsługowe, nie wymagają częstych serwisów, są oszczędne i bezawaryjne. Łączą zalety pojazdów elektrycznych i spalinowych: połowa mocy całego układu to moc silnika elektrycznego, to zaś pozwala znacznie zmniejszyć szkodliwą emisję. Przyszłością są samochody elektryczne, zwłaszcza te napędzane wodorem, jednak zdaniem ekspertów, to rozwiązanie które może zrewolucjonizować rynek w ciągu kilku lat. Problemem obecnie jest brak koniecznej infrastruktury,

– Ze względu na cenę takiego samochodu, brak infrastruktury do ładowania i zasięg, hasło milion samochodów elektrycznych w 2025 roku może być ciężkie do zrealizowania. Pytanie, czy nie powinno być zmienione na milion czystszych samochodów. Jeśli spojrzymy na kraje Europy Zachodniej, gdzie wszędzie te zakupy idą dopiero po wprowadzeniu realnych zachęt finansowych, nie darmowe parkowanie czy darmowe buspasy, ale dopłaty ze strony rządów, to widać tendencję odchodzenia od diesli na rzecz samochodów benzynowych, hybrydowych i dopiero na samym końcu samochodów elektrycznych – ocenia Adrian Furgalski, wiceprezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Przyjęta przez Sejm ustawa o elektromobilności dzięki systemowi zachęt ma skłonić firmy i kierowców  do zakupu aut z napędem elektrycznym. Ambitny plan rządu zakłada, że w 2025 roku po ulicach będzie jeździć milion takich samochodów. Pojazdy hybrydowe nie zostały natomiast uwzględnione przez rząd i posłów w katalogu pojazdów, które będzie można kupować i użytkować na preferencyjnych warunkach. Wydzielono co prawda hybrydy jako osobną kategorię, ale dotyczy to wyłącznie aut plug-in, czyli z możliwością ładowania ze źródła zewnętrznego. Tymczasem to właśnie samochody hybrydowe w perspektywie najbliższych trzech lat będą najłatwiej dostępną alternatywą dla pojazdów spalinowych.

– Boję się, że dla rządu te hybrydy mogą być wyrzutem sumienia i być może spieszymy się z ustawą, żeby nie mieć żadnych kar ze strony UE, ale skoro ona zostanie przyjęta, to będziemy mieć czas żeby popracować nad jej mankamentami, a największym jest nieuwzględnienie samochodów hybrydowych – podkreśla Adrian Furgalski.

– Ustawa na pewno będzie doszlifowywana, doprecyzowana. Jestem pewien, że wtedy także znajdą się w niej auta hybrydowe – przekonuje prezes Toyota Motor Poland.

Większa obecność kobiet w biznesie to wyższe zyski dla firm. Mimo to w Polsce wciąż kobietom jest trudniej na rynku pracy

Większa obecność kobiet w biznesie to wyższe zyski dla firm. Mimo to w Polsce wciąż kobietom jest trudniej na rynku pracy 2

Przedsiębiorstwa, które zatrudniają i kobiety, i mężczyzn, osiągają o 15 proc. wyższe przychody, a te zatrudniające przedstawicieli różnych narodowości – nawet o 35 proc. – wynika z raportu McKinsey. W Polsce, choć odsetek pań zajmujących kierownicze stanowiska rośnie, to wciąż jest im na rynku pracy trudniej ze względu na pełnione role społeczne, obowiązki rodzinne i panujące stereotypy. Luka płacowa w zarobkach kobiet i mężczyzn sięga w naszym kraju blisko 20 proc. W promowaniu działań na rzecz równości płci i wspierania kobiet w biznesie pomóc ma australijski program Male Champion of Change. Działalność pierwszego klubu Male Champions of Change w Polsce została właśnie zainaugurowana.

– Wykorzystanie talentów zarówno kobiet, jak i mężczyzn opłaca się i firmom, bo buduje ich przewagi konkurencyjne, i gospodarkom. To nie podlega dyskusji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Olga Kozierowska, współzałożycielka Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką.

Jak wynika z raportu Deloitte „Women in the Boardroom: A Global Perspective”, odsetek członkiń zarządów na całym świecie wynosi zaledwie 15 proc. Jeśli chodzi o Europę wskaźnik ten wynosi 22,6 proc. Najlepiej w rankingu uplasowała się Norwegia, gdzie kobiety stanowią 42 proc. w zarządach firm.

Raport „Diversity Matters”, opracowany przez McKinsey, wskazuje zaś, że firmy, które zatrudniają zarówno kobiety, jak i mężczyzn, notują o 15 proc. większe przychody niż wynosi średnia, a te, w których są zespoły złożone z przedstawicieli różnych narodowości – nawet o 35 proc. wyższe. Warunkiem jest jednak odpowiednie zarządzanie różnorodnością, a w Polsce jest to wciąż głównie teoria.

– Polskie firmy różnie radzą sobie z zarządzaniem różnorodnością – zależy to od wielkości przedsiębiorstwa i świadomości osoby, która nim zarządza. W firmach, które mają korzenie w USA czy Skandynawii, świadomość jest o wiele większa. Istnieją w nich działy tzw. diversity management i bardzo dużo robi się w tym obszarze – przekonuje Olga Kozierowska.

W Polsce, jak wynika z badania „Barometr Różnorodności”, przeprowadzonego przez Konfederację Lewiatan, tylko co czwarta firma ma przygotowaną strategię zarządzania różnorodnością. Podobna grupa przedsiębiorstw prowadzi programy dla różnych grup mniejszości, a nieco ponad 30 proc. monitoruje wynagrodzenia w różnych grupach społecznych.

Na różnorodność pracowników, również pod względem płci, stawiają dziś przede wszystkim duże korporacje. To one pierwsze dostrzegły, że zatrudnianie kobiet pozytywnie przekłada się zarówno na styl zarządzania, jak i wewnętrzne relacje w firmie.

– Ponad 60 proc. kobiet w Polsce ma wykształcenie wyższe. Dzięki temu, że muszą godzić rolę zawodową oraz rolę matki i opiekunki, są świetnie zorganizowane i bardziej odporne na stres. Firmy wiedzą, że opłaca im się inwestować w rozwój kobiet poprzez specjalne programy mentoringowe, coachingowe albo szkoleniowe. Dzięki temu mogą one awansować i zarządzać na różnych szczeblach w firmie i w różnych obszarach biznesowych –podkreśla Kamila Kaliszyk, dyrektor ds. rozwoju rynku w polskim oddziale MasterCard.

Coraz więcej największych firm prowadzi otwartą politykę kadrową, uwzględniającą inny rozwój kariery u kobiet, ułatwiającą łączenie życia zawodowego i rodzinnego oraz opiekę nad dzieckiem. Przykładowo, w polskim oddziale Microsoft w 2007 roku ruszył program Working Parent, który ma na celu pomóc pracownikom – kobietom i mężczyznom – godzić obowiązki rodzinne ze służbowymi.

– Ponad 70 proc. naszych pracowników stanowią kobiety. Jak na tym zyskujemy? Mamy przede wszystkim dostęp do większej puli talentów. Staramy się również, żeby kobiety, które mogą poświęcić tylko część swojego czasu pracy lub pracować w określonych godzinach, miały taką możliwość. Dzięki temu kobiety bardzo chętnie u nas pracują – mówi Piotr Dziwok, Prezes Zarządu Shell Polska.

W Polsce wciąż jednak kobiety są słabo reprezentowane w niektórych zawodach, przede wszystkim technicznych i informatycznych. Nie jest to kwestia braku kompetencji, a raczej uprzedzeń i stereotypów. Promowaniem działań na rzecz równości płci będzie zajmować się klub Male Champions of Change, który właśnie powstał w Polsce. Został on zapoczątkowany osiem lat temu w Australii.

– W tym czasie w podejściu do różnorodności w australijskich firmach nastąpiła pewna rewolucja. Większość menadżerów już zdaje sobie sprawę z tego, że firmy mają lepsze wyniki, jeśli pracuje w nich więcej kobiet na kluczowych kierowniczych pozycjach. Oczywiście, ta zmiana nie przyszła od razu, trzeba było nad nią popracować, a jedną z ważnych inicjatyw, która się do tego przyczyniła, był właśnie program Male Champions of Change – mówi Paul Wojciechowski, ambasador Australii w Polsce.

W Australii mocno podkreślano również, że system pracy i ścieżki kariery powinny uwzględniać przerwy macierzyńskie i łączenie pracy z opieką nad dzieckiem. Istotnym elementem zmian było też włączenie się firm w przeciwdziałanie przemocy domowej i rodzinnej. Przez zwolnienia lekarskie kobiet z powodu aktów przemocy firmy traciły rocznie miliony dolarów.

– Wiemy, że nadal mamy pewne bariery i problemy w organizacjach, które wynikają z tego, że zawsze robiliśmy coś w określony sposób, że mamy pewne przyzwyczajenia w zakresie stylu pracy czy elastyczności, które teraz jednak trzeba zmieniać. Wiele firm, które mają bardzo dobre wyniki, są przygotowane na to, żeby wprowadzić zaawansowaną elastyczność pracy, co pomaga szczególnie kobietom – przekonuje Paul Wojciechowski.

– Wzorem Australii będziemy poprzez zaangażowanie mężczyzn wzmacniać politykę różnorodności i pokazywać, że talenty kobiet wykorzystane na wysokich stanowiskach dają obu stronom wyłącznie zyski – tłumaczy Olga Kozierowska. – Do tej pory to kobiety dyskutowały na ten temat, a teraz chcemy to zmienić. Chcemy, by to właśnie mężczyźni zastanowili się, w jaki sposób inwestować, żeby wykorzystać talenty kobiet.

Ponad 90 proc. Polaków kupuje krajowe produkty. Chętnie sięgają po polską żywność, kosmetyki i odzież

Ponad 90 proc. Polaków kupuje krajowe produkty. Chętnie sięgają po polską żywność, kosmetyki i odzież 3

Jakość, cena i pochodzenie produktu to najważniejsze kryteria, jakimi kierują się Polacy podczas zakupów. Ponad 80 proc. osób zwraca uwagę na kraj pochodzenia produktu, a 90 proc., jeśli ma możliwość wyboru, kupuje produkty polskie – wynika z badania „Decyzje zakupowe Polaków” przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego. Na wzrost sprzedaży wpływa więc odpowiednie oznakowanie produktów, m.in. Godłem „Teraz Polska”. Z badań wynika, że dzięki niemu w branży FMCG wzrosty sięgają nawet 30 proc.

– Polacy powoli zmieniają swoje decyzje zakupowe. Coraz częściej zwracają uwagę na jakość produktu i usługi. Na kolejnych miejscach jest cena i co pojawiło się po raz pierwszy, ale za to bardzo mocno, również kwestia kraju pochodzenia, czyli polskości – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Przybył, prezes zarządu Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”.

Z badania „Decyzje zakupowe Polaków” przeprowadzonego przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku na zlecenie Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego wynika, że jakość i cena to najważniejsze wskaźniki, jakimi kierujemy się podczas zakupów. Wskazało na nie odpowiednio 73 i 65 proc. osób. Blisko 9 na 10 badanych podkreśla, że są gotowi zapłacić więcej za wysokojakościowe produkty.

Ponad 80 proc. respondentów odpowiedziało twierdząco na pytanie, czy zwracają uwagę na kraj pochodzenia produktu podczas codziennych zakupów. Jeszcze większy odsetek podkreśla, że mając do wyboru polskie i zagraniczne produkty z danej kategorii, wybierze te pierwsze.

 Dzisiaj zdecydowana większość społeczeństwa – co wiąże się na pewno również z elementem edukacji i bogacenia się społeczeństwa – zwraca uwagę na to, skąd pochodzi produkt. Coraz więcej produktów polskich wypiera te zagraniczne, zarówno w branży budowlanej, spożywczej, jak i w branży kosmetycznej, chemicznej, odzieżowej. Mamy coraz więcej produktów, z którymi Polacy sięgają po największe laury w Europie czy na świecie – przekonuje Przybył.

Polacy wiedzą, że decyzja o zakupie rzeczy produkowanych w kraju i z polskich surowców przekłada się na gospodarkę.

Dzięki temu, że kupujemy polskie produkty, podnosimy PKB – to najprostszy wyznacznik. Jeśli kupujemy polskie produkty, dajemy pracę polskim pracownikom w polskich firmach, podatki są płacone w Polsce, dzięki temu bogaci się cały kraj. To machina wzajemnie się napędzająca – tłumaczy Krzysztof Przybył.

Kluczowe dla sprzedaży artykułów polskiej produkcji jest wyraźne oznakowanie kraju pochodzenia. Temu służyć ma Godło „Teraz Polska”.

 „Teraz Polska” to znak, który wpływa na zwiększenie sprzedaży. Dynamika wzrostu zależy od branży. W przypadku firm FMCG może sięgać nawet 30 proc. Inaczej sprawa wygląda w przypadku dóbr mniej masowych. Jednak laureaci podkreślają, że wzrosty są zauważalne. Znak „Teraz Polska” to narzędzie, które służy wykreowaniu pozytywnego wizerunku firmy, wpływające na to, jak klienci patrzą na ofertę danej firmy, i budujące przewagę konkurencyjną – wyjaśnia Michał Lipiński, dyrektor konkursu „Teraz Polska”.

Godło „Teraz Polska” jest odbierane przez konsumentów jako znak potwierdzający polskie pochodzenie (98 proc.) i stabilną jakość (96 proc.). Niewiele mniej osób uważa, że znak ten wpływa na rozpoznawalność produktu (94 proc.) i prestiż (70 proc.).

Godło „Teraz Polska” od prawie 30 lat firmuje najlepsze polskie produkty i usługi. Zanim firma zdobędzie znak „Teraz Polska”, musi zgłosić do konkursu produkt bądź usługę, a te są następnie poddawane wnikliwej ocenie ekspertów z instytutów badawczych, ewentualnie z wyższych uczelni, których zadaniem jest ocena weryfikacyjna produktu i wykazanie, że rzeczywiście to, co jest napisane w materiale przez firmę, ma potwierdzenie w rzeczywistości – podkreśla Michał Lipiński.

Znak promocyjny „Teraz Polska” jest przyznawany w drodze konkursu, którego 28. edycja właśnie się rozpoczęła. Jak ocenia Lipiński, Godło otrzymuje co czwarta firma, która zgłasza się do konkursu.

– Konkurs „Teraz Polska” jest adresowany do wszystkich firm prowadzących działalność gospodarczą, zarówno małych, rodzinnych, działających lokalnie, jak i dużych przedsiębiorstw oferujących swoje produkty i usługi na arenie międzynarodowej. Wielkość firmy nie ma znaczenia, podobnie jak wielkość jej kapitału czy skala działania. Głównym kryterium oceny w konkursie jest jakość, innowacyjność i satysfakcja klienta – wskazuje dyrektor konkursu „Teraz Polska”.

Zgłoszenia do konkursu będą przyjmowane do 2 lutego 2018 roku.

– Aby wziąć udział w konkursie, należy najpierw zarejestrować taką chęć. Następnie odsyłamy do każdej firmy ankietę weryfikacyjną i w oparciu o nią należy przygotować opis produktu lub usługi, która jest zgłaszana do konkursu. My takie materiały przekazujemy ekspertom, którzy przez kolejne dwa miesiące dokonują oceny weryfikacyjnej – przypomina Michał Lipiński.

Laureatów tegorocznej edycji konkursu poznamy 18 czerwca.

Autonomiczne roboty mobilne zwiększą wydajność pracy w przedsiębiorstwach. Maszyny produkowane w Polsce wśród najlepszych na świecie

Autonomiczne roboty mobilne zwiększą wydajność pracy w przedsiębiorstwach. Maszyny produkowane w Polsce wśród najlepszych na świecie 4

Dopracowana autonomia robotów, stworzona w oparciu o zaawansowane czujniki laserowe, zapewnia bezkolizyjne funkcjonowanie w przestrzeni publicznej. Autonomiczne roboty mobilne mogą zwiększyć wydajność pracy w różnego rodzaju zakładach, między innymi w magazynach i firmach sprzątających. Roboty polskiej produkcji mają szansę znaleźć zastosowanie w przemyśle na całym świecie. 

Roboty wyręczają nas w coraz większej liczbie czynności, a swoje zastosowanie znajdują w kolejnych gałęziach przemysłu. Autonomiczne roboty mobilne w celu wykonania zaprogramowanych zadań są zdolne do bezkolizyjnego przemieszczania się bez ingerencji operatora. Tworzeniem tego typu maszyn zajmuje się polska firma United Robots. Roboty takie są zdolne do poruszania się zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w zakładach przemysłowych.

– Nasze roboty potrafią się w pełni poruszać w przestrzeniach publicznych, do których mają dostęp ludzie. Mogą też wykonywać różnego rodzaju zadania, od transportu towaru z jednego punktu do drugiego, poprzez sprzątanie czy nadzór, a więc wszelkiego rodzaju czynności, które są powtarzalne. Nasze rozwiązania autonomii mogą usprawnić pracę firm, zwiększyć wydajność i rentowność procesów oraz pomóc w przyspieszeniu realizacji tych procesów –mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Dariusz Mańkowski, prezes United Robots.

Roboty tworzone przez polską firmę cechują się autonomią odpowiadającą najwyższym światowym standardom. Dzieje się tak dzięki zastosowaniu do ich budowy zaawansowanej technologii laserowej. Autonomia cechuje się wysokim stopniem przystosowalności. Oznacza to, że bez większych problemów można ją zaimplementować do różnych zastosowań, nie tylko do robotów miejskich czy magazynowych.

– Wykorzystujemy bardzo zaawansowane czujniki laserowe. Łączymy różną sensorykę i dzięki temu mamy pełną autonomię w skali światowej. Nasze roboty są w stanie omijać przeszkody, analizować otoczenie i poruszać się w pełni autonomicznie w przestrzeni dostępnej dla ludzi, przy zachowaniu norm bezpieczeństwa – przekonuje prezes firmy.

Zgodnie z prognozami Instytutu Gartnera w 2018 roku 3 mln pracowników na całym świecie będzie wspieranych przez roboty. Do 2025 roku maszyny zastąpią 1/3 pracowników. Przewidywania pracowników uniwersytetu w Oksfordzie zakładają, że do 2034 roku przestanie istnieć niemal połowa współczesnych zawodów. Eksperci uspokajają jednak, że automatyzacja przyczyni się do wzrostu zamożności społeczeństw, a dzięki pracy robotów, ludzie będą mogli korzystać na przykład z dochodu gwarantowanego wypracowanego przez nie.

Jak wynika z szacowań firmy badawczej IDC światowy rynek robotyki i związanych z nią usług będzie rosnąć do 2019 roku w tempie 17 proc. rocznie i osiągnie wartość 155 mld dol.

Symulator ruchu miejskiego wykorzysta sztuczną inteligencję i komputer kwantowy. Ma rozwiązać problem korków w dużych miastach

Symulator ruchu miejskiego wykorzysta sztuczną inteligencję i komputer kwantowy. Ma rozwiązać problem korków w dużych miastach 5

Polska firma opracowuje rozwiązanie, które ma być wykorzystywane w zarządzaniu ruchem miejskim i szczegółowym planowaniu tras przejazdu dla firm logistycznych. Oprogramowanie ma w przyszłości wykorzystywać moc obliczeniową komputerów kwantowych, które jeszcze nie są udostępnione do komercyjnego wykorzystania. Twórcy systemu przewidują, że jeszcze w tym roku ta sytuacja może ulec zmianie. 

Do 2040 roku liczba samochodów na świecie wzrośnie do 2 mld – wynika z prognoz firmy badawczej Bernstein. W stosunku do 2015 r. (1,1 mld) będzie to niemal dwukrotnie więcej pojazdów. Problem korków i zatorów w dużych miastach będzie się nasilał. Rozwiązaniem problemu rosnącej liczby aut ma być opracowywany przez Polaków symulator miejski.

– Symulator ruchu miejskiego wykorzystuje sztuczną inteligencję oraz komputery kwantowe. Różne zastosowania tego rozwiązania to przede wszystkim sektor logistyczny, ale także sektor miejski, w tym wszystkie rozwiązania związane z optymalizacją ruchu miejskiego, ustawieniem świateł, zmniejszaniem korków oraz rozwiązania dla branży samochodowej, np. usprawnianie nawigacji GPS w samochodach, potencjalnie też w zakresie samochodów elektrycznych. W dużym uproszczeniu, próbujemy pokonać korki – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Witold Kowalczyk, prezes zarządu Bohr Technology.

Platforma opracowywana przez Bohr Technology to oprogramowanie komputerowe opierające się na mapie danego miasta, na której można ustawiać różne parametry przydatne w planowaniu tras i rozwiązywaniu potencjalnych problemów komunikacyjnych.

– Mamy na nim mapę danego miasta, np. Warszawy, na której jesteśmy w stanie ustawić różne parametry, zaplanować poszczególne trasy, modyfikować je i zarządzać nimi, przewidzieć, jakie będą czasy przejazdu o określonej godzinie w danym dniu i tygodniu. W późniejszym etapie jest całe podłoże, którego nie widać. To część automatyczna, gdzie jesteśmy w stanie za pomocą symulatora generować setki tysięcy różnych scenariuszy ruchu i na podstawie tych danych automatycznie wybierać te, które są najbardziej optymalne – tłumaczy ekspert.

System w zależności od wielkości miasta wykorzystywać będzie ogromną moc obliczeniową do symulowania tras i przewidywania ruchu miejskiego. W tym celu niezbędne będzie wykorzystanie superkomputerów. W przyszłości twórcy zapowiadają wykorzystanie komputera kwantowego, którego próby opracowania nasiliły się w ostatnich miesiącach.

– Sama dostępność komputerów kwantowych z miesiąca na miesiąc jest coraz bliżej. Jeszcze rok temu mówiło się o tym, że jest to perspektywa 5–10 lat. W ciągu ostatnich kilku miesięcy pojawiły się przypuszczenia, że nawet w tym roku firmy, takie jak Google przedstawią rozwiązania, które osiągną już tzw. quantum supremacy, czyli moment, w którym komputery kwantowe będą silniejsze od najszybszych superkomputerów dostępnych na ziemi – przekonuje Witold Kowalczyk.

Komputery kwantowe zamiast tradycyjnego systemu binarnego zero-jedynkowego, stosują tzw. kubity, czyli bity kwantowe, które mogą być zerami i jedynkami jednoczesnie. Takie rozwiązanie pozwala na znaczne zwiększenie mocy obliczeniowej.

Najpotężniejszym komputerem kwantowym, jaki zaprezentowano dotychczas, jest prototyp produkcji IBM przedstawiony pod koniec ubiegłego roku. Moc obliczeniową 50 kubitów kwantowego systemu obliczeniowego IBM chce udostępniać użytkownikom w chmurze.

Przyspieszenie wzrostu zatrudnienia i płac

Dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw w grudniu przyspieszyła do 4,6% r/r (PKO i konsensus: 4,5% r/r), a wzrost płac przyspieszył do 7,3% r/r z 6,5% w listopadzie (PKO: 8,0%; konsensus: 7,1%). Wzorzec wypłat z poprzednich lat sugerował wyraźne odbicie dynamiki w grudniu, ale w przeciwną stronę działała m.in. zmiana efektu różnicy w liczbie dni roboczych (z +1 w listopadzie na -2 w grudniu).

Średni wzrost zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw w trakcie 2017 wyniósł 4,5% r/r, a skala przyrostu po wyłączeniu statystycznego efektu zmiany próby w styczniu była zbliżona do tej z 2016 (wykres 1). Jednocześnie, średni wzrost płac w 2017 był wyraźnie najwyższy od 2008 (wykres 2).Przyspieszenie wzrostu zatrudnienia i płac

Szczegóły struktury wzrostu płac będą znane po publikacji Biuletynu Statystycznego GUS (24 stycznia). Przełom roku zwykle charakteryzuje się dużymi wahaniami dynamiki płac, dlatego dopiero pełna porcja danych pozwoli ocenić, jak kształtował się trend dynamiki płac po wyłączeniu przejściowych zmian i przesunięć (np. płatności premii w górnictwie).

Realny fundusz płac w grudniu wzrósł o 9,8% r/r (vs 8,5% r/r w listopadzie). Wzrost realnego funduszu płac w 4q17 przyspieszył do 9,3% r/r z 8,5% r/r w 3q17 (por. tabela na marginesie), co wskazuje, że mimo wygasania (z wygładzeniem w czasie) pozytywnego wpływu programu 500+, wzrost konsumpcji prywatnej mógł przyspieszyć w 4q17 (wykres 3) wobec 4,8% r/r w 3q17. Spodziewamy się, że w 2018 dynamika konsumpcji przekroczy 4%.

Przewidujemy kontynuację poprawy sytuacji na rynku pracy (wykresy 4 i 5). Ze względu na ograniczenia podaży pracy dynamika zatrudnienia będzie wyhamowywać, a spadek stopy bezrobocia będzie coraz wolniejszy, natomiast wzrost płac będzie przyspieszać. Uwzględniając kontekst regionalny, obecne tempo wzrostu płac w Polsce nie stanowi zagrożenia dla konkurencyjności międzynarodowej (wykres 6).

Dane z rynku pracy za grudzień są neutralne dla oceny perspektyw krajowej polityki pieniężnej. Dopiero przyspieszenie wzrostu płac bliżej dwucyfrowego poziomu, wraz z powrotem inflacji do trendu wzrostowego od marca, mogą postawić pod znakiem zapytania wyraźnie gołębie nastawienie RPP.

Autor: Centrum Analiz PKO Bank Polski

Jak marki odpowiadają na komentarze odwiedzających na Facebooku?

Standardowo na Facebooku aby ocenić jakość obsługi klienta liczy się procent i czas odpowiedzi na posty odwiedzających. Ten wskaźnik pokazuje, ile razy klient dostaje jakąkolwiek odpowiedź na swoje pytanie. Omija jednak ważny temat – domykanie konwersacji.

To, co obecnie mierzą systemy do analityki social media, to obsługa klienta na pierwszym poziomie („przyjęto zgłoszenie”). Model jest następujący: jeżeli internauta chce czegoś konkretnego od marki, pisze posta na jej fanpage i czeka na odpowiedź. Tyle tylko, że w CRM – jeżeli przyjmuje się zgłoszenie, to kieruje się klienta do odpowiedniego procesu. Na Facebooku znacznie częściej odpowiedź na posta oznacza – „może nie muszę już odpowiadać dalej”.

Na Facebooku zdecydowana większość wizyt pochodzi z postów promowanych przez markę, a nie związanych z problemem/zapytaniem. Treści reklamowe wywołują między innymi tematy związane z obsługą klienta – użytkownicy Facebooka w efekcie reklamy upominają się o swoje i piszą o swoich problemach. I tego standardowe wskaźniki jakości obsługi klienta na Facebooku na polskim rynku nie mierzą.

Przyjrzeliśmy się, jak w grudniu 2017 fanpage handlowe/e-commerce odpowiadały na komentarze odwiedzających pod swoimi postami. Uwzględniliśmy Allegro, OLX, fanpage sieci sklepów FMCG i fanpage z modą/odzieżą i przyjrzeliśmy się, jak wyglądały aktywności fanów na ich fanpage w okolicach ostatnich Mikołajek i Gwiazdki.

kafle1

Takie dane pokazują zaangażowanie zakupowe w e-commerce widziane z perspektywy sklepu. Sklepy sprężały się z obsługą klienta na Facebooku przed świętami. Najszybciej odpowiadały na komentarze odwiedzających 21 grudnia, w 1. i 2. dzień świąt i 7 grudnia.

Spośród wszystkich fanpage handlowych/e-commerce najczęściej i najszybciej odpowiadają na pytania fanów Allegro i fanpage sieci sklepów FMCG. Fanpage z odzieżą – równie duże i angażujące, nie odpowiadają a aż taką częstotliwością.

czart1

Spośród sieci sklepów FMCG najlepiej radzą sobie Carrefour i Biedronka; często, ale z opóźnieniem odpowiadają Żabka i Kaufland.

Marki na Faceboku najszybciej odpowiadają na komentarze związane z obsługą klienta. Przyjrzeliśmy się – jakie słowa wyróżniają komentarze, na które marki odpowiadają jak najszybciej. Tym czybciej marki odpowiadają na komentarze, im częściej zawierają one emocjonalne słowa związane z obsługą klienta: pokarać, wyrzucić, rzetelnie, odnotować, transakcyjny, przyzwyczaić, zapomnieć, badziewny, odstąpić, dodzwonić, wygrać.

Albert Hupa – IRCenter.com

Gołębiem być

Bank Kanady zdecydował się na spełnienie oczekiwań uczestników rynku, aczkolwiek zrobił to w iście gołębim stylu. Podwyżce benchmarkowej stopy O/N do poziomu 1,25 proc. towarzyszyły wzmianki w zakresie pozostawienia dość akomodacyjnych ram polityki pieniężnej. Perspektywę bardziej odważnego zacieśniania ogranicza nie tylko konieczność utrzymania inflacji CPI blisko założonego celu, ale również nasilenie się niepewności wokół kluczowego dla kanadyjskiego handlu porozumienia NAFTA.

Konferencja Stephena Poloza i Carolyn Wilkins, czołowych przedstawicieli BOC, przyczyniła się do wymazania obserwowanej przeceny Loonie (0,2 proc.). Na koniec dnia USD/CAD znowu zyskuje możliwość zejścia poniżej psychologicznego poziomu 1,2400, co skutecznie powinny utrudnić masowo ustawione zlecenia kupna. Niewiele bardziej pokaźną skalę aprecjacji notuje funt szterling (0,3 proc.). Wyspiarska waluta wyraźnie zignorowała wypowiedź Michaela Saundersa, członek Komitetu Polityki Pieniężnej przy Banku Anglii, który stwierdza konieczność dalszego zacieśniania z racji na obserwowane tendencje na rynku pracy. Na wypowiedź jednego z bankierów centralnych dość mocno zareagowała szwedzka korona (0,2 proc.). Do podbicia zmienności skandynawskiej waluty przyczyniły się wzmianki Henry’ego Ohlssona, wiceszefa Riksbanku, który nie wyklucza pierwszej podwyżki stóp procentowych jeszcze na początku tego roku. Najsilniej zyskującą walutą wobec dolara amerykańskiego pozostaje Kiwi (0,5 proc.) pomimo nienajlepszych nastrojów na rynku surowców przemysłowych. Listę komponentów koszyka G10 zamykają realizujący zyski japoński jen (-0,3 proc.) oraz euro (-0,2 proc.), które wraz z końcem dnia stabilizuje kurs EUR/USD w okolicach 1,2240.

Chwilową nadzieję na powrót dolara do łask starały się sugerować dane dotyczące produkcji przemysłowej, które w oparciu o napływające „soft-data” miały szansę wyraźnego zaskoczenia rynkowych oczekiwań. Grudniowy odczyt na poziomie 0,9 proc. m/m (konsensus: 0,5 proc.) to zasługa przede wszystkim świetnych nastrojów w branży energetycznej (5,6 proc. m/m) oraz motoryzacyjnej (2,0 proc. m/m). Pozytywny wydźwięk publikacji wyraźnie zbalansowała niższa produkcja fabryczna, która z miesiąca na miesiąc wzrosła zaledwie o 0,1 proc. (konsensus: 0,3 proc.). Wyceną amerykańskiej waluty próbował zachwiać Robert Kaplan, przedstawiciel Fed z Dallas, aczkolwiek jego dzisiejszy wywiad dla Wall Street Journal przeszedł praktycznie bez echa. Według Kaplana na przestrzeni najbliższych dwunastu miesięcy należy się spodziewać trzykrotnej podwyżki stóp procentowych. Obecnie reguła Taylora w podejściu bazowym wskazuje na równowagowy poziom stóp rzędu 4,1 proc.

Środa na europejskich parkietach stała pod znakiem mocnego podziału sentymentu. Jedną z gwiazd sesji okazał się być WIG 20 (0,4 proc.), który zakończył swoje notowania nad okrągłym poziomem 2 600 pkt. Do tak euforycznych nastrojów przy Książęcej ponownie przyczynił się sektor bankowy – tym razem częściowo wspierany przez przychylną notę analityczną VTB, gdzie zdecydowano się na podwyższenie ceny docelowej Alior Banku (5,4 proc.) w związku z rewizją przyjętej strategii. Zdecydowanie mniej spektakularny ruch w stronę północy odnotowały walory PGNiG (0,8 proc.) po komunikacie o dwóch nowych odwiertach gazu ziemnego. Nastroje na bardziej spektakularną zwyżkę łagodziły Lotos (-2,0 proc.), Jastrzębska Spółka Węglowa (-1,9 proc.) oraz CCC (-1,1 proc.).

O niezbyt optymistycznych nastrojach mogą mówić inwestorzy we Frankfurcie, gdzie DAX (-0,5 proc.) przebił poziom 13 200 pkt. Miano najsilniej zyskujących komponentów należało do Vonovii (0,9 proc.) oraz Continentala (0,6 proc.). Ich ruch w stronę coraz wyższych poziomów nie był dostateczny ku temu, aby w pełni zrekompensować przecenę takich spółek jak Merck (-1,9 proc.) czy Volkswagen (-1,7 proc.), który znalazł się na fali realizacji zysków. Pod presją decyzji UE w sprawie przejęcia aktywów upadłego Air Berlin znajduje się Lufthansa (-1,4 proc.) mogąca pozyskać zdecydowanie mniejszy kawałek upragnionego „tortu”.

Gwiazdą londyńskiej giełdy okazał się być Rolls-Royce (5,4 proc.), która poinformowała o zmianie przyjętego modelu biznesowego – na celowniku spółki znalazły się plany dotyczące sprzedaży działu zajmującego się projektowaniem łodzi. Godną przeciwwagę wśród spółek wchodzących w skład indeksu FTSE 100 (-0,4 proc.) zapewniło Burberry. Za 9,3 proc. przeceną giganta z branży odzieży luksusowej stoją nie tylko rozczarowujące wyniki za miniony kwartał, ale również niezbyt przychylne perspektywy wynikowe w całym 2018 roku.

Na rynku surowców energetycznych uwagę inwestorów ponownie zwraca gaz ziemny, którego lutowe kontrakty zdążyły podrożeć do poziomu 3,26 USD/MMBtu (4,1 proc.). Zdecydowanie mniej spektakularne przetasowania obserwuje się na rynku ropy naftowej, gdzie palmę pierwszeństwa przejmuje West Texas Intermediate (0,4 proc.) z ceną 64,00 USD za baryłkę. Liderem na rynku metali szlachetnych zostaje pallad (1,9 proc.), który próbuje wymazać swoją wczorajszą przecenę. W przypadku złota (-0,1 proc.) należy mówić o próbie stabilizacji przy poziomach z wczorajszego zamknięcia – obecnie uncja żółtego kruszcu jest wyceniana po 1 336,80 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Polenergia przejmie jedną z największych farm wiatrowych w Polsce

Polenergia przejmie jedną z największych farm wiatrowych w Polsce – za 10-15% wartości…

Upadłość farmy wiatrowej Krzęcin to pierwsza od lat upadłość farmy wiatrowej w Polsce. Jej właścicielem był londyński fundusz inwestycyjny. Wiatraki za ułamek wartości przejmuje, notowana na warszawskiej giełdzie, Polenergia. To spółka należąca do rodziny Kulczyków.

Zlokalizowana między Gorzowem Wielkopolskim a Szczecinem farma wiatrowa Krzęcin o mocy 6 MW powstała w 2010 roku za blisko 37 mln zł. Od hiszpańskiej Eolii rok później przejął ją brytyjski fundusz inwestycyjny Impax. Kredyt na inwestycję w wysokości ponad 24 mln zł dał Raiffeisen Bank Polska.

W latach 2011-2015 farma osiągała średnie przychody na poziomie 4,3 mln zł rocznie. Po połowie ze sprzedaży energii elektrycznej i zielonych certyfikatów. W tym czasie jej straty netto wynosiły średniorocznie 1,7 mln zł – tyle ile amortyzacja. To oznacza, że inwestycja nie generowała właściwie gotówki. Spółka matka zarabiała jednak niewielkie pieniądze na odsetkach od kredytu udzielonego na 5% – według szacunków WysokieNapieice.pl mogło to być na czysto jakieś 300 tys. zł rocznie.

To musiało przelać czarę goryczy u, notowanego na londyńskiej giełdzie, Impaxa, ale też finansującego inwestycję Raiffeisena.

Niepewne prawo wstrzymuje inwestycje polskich firm

Mamy kłopot z inwestycjami. Przede wszystkim polskich firm. Rząd przewiduje, że nakłady brutto na środki trwałe zwiększyły się realnie w 2017 r. o 7,2 proc. W uzasadnieniu do tegorocznej ustawy budżetowej zapisano, że będziemy mieli wzrost o 7,6 proc. Czy to realne?

-Zmiany w przepisach są wprowadzane w tak nieprzewidywalny sposób, że przedsiębiorcy wolą wstrzymać się z inwestycjami – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR. – Inwestycje są niższe niż w 2015 r., pomimo tego, że wykorzystanie mocy produkcyjnych jest rekordowo wysokie i firmy powinny inwestować.

Po rekonstrukcji rządu Ministerstwo Rozwoju zostało zmienione w Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju. W ocenie eksperta z tej zmiany nic nie wynika.

-Jeszcze jako wicepremier minister Morawiecki podkreślał, że konieczny jest wzrost stopy inwestycji, ale zmiana nazwy resortu niczego nie zmienia: – Należy przede wszystkim sprawić, aby przedsiębiorcy byli chętni do inwestowania, a to wymaga przewidywalnego i stabilnego prawa. Przy tak dobrej koniunkturze gospodarczej powinniśmy oczekiwać dużego wzrostu inwestycji.

Virgin Mobile aktualizuje strategię w perspektywie 2020 roku

Największy wirtualny operator w Polsce zaktualizował swoją strategię biznesową
w perspektywie 2020 roku.

  • Z początkiem roku Virgin Mobile otrzymał kolejną transzę finansowania.
  • Spółka i jej udziałowcy podpisali z Play umowę dotyczącą opcji sprzedaży udziałów w 2020 roku i jednocześnie ustaliła dalsze warunki współpracy w zakresie hostingu.
  • W 2017 roku Virgin Mobile osiągnął przychody w wysokości około 100 mln zł, realizując zakładany cel. Plan na 2018 r to prawie 120 mln przychodów i osiągnięcie progu rentowności.

Z początkiem roku Virgin Mobile zrobił kolejny krok w kierunku osiągnięcia założonych celów biznesowych. Dotychczasowi inwestorzy zdecydowali się ponownie zainwestować w spółkę i wydłużyć perspektywę finansową o rok. Decyzja ta została podyktowana istotnymi wydarzeniami na rynku, które miały wpływ na osiągnięcie przez spółkę założonych celów biznesowych. Tymi wydarzeniami była obowiązkowa rejestracja kart pre-paid, która znacząco zmniejszyła sprzedaż kart pre-paid na całym rynku oraz regulacja roamingowa „Roam Like At Home”. Spowodowała ona konieczność ponoszenia przez spółkę wysokich opłat hurtowych, w szczególności za transmisję danych wielokrotnie przekraczających ceny detalicznych na rzecz zagranicznych operatorów, co miało znaczny wpływ na kondycję biznesową wszystkich operatorów. Przyznanie przez Urząd Komunikacji Elektronicznej zgody na wprowadzenie dopłat do roamingu pozwoli spółce zniwelować straty z tego tytułu. Dodatkowo zgodnie z wolą udziałowców Grażyna Piotrowska–Oliwa oraz Wojciech Uchman w dalszym ciągu będą kierować spółką.

Umowa z Play

Grażyna Piotrowska–Oliwa, Prezes Virgin Mobile Polska
Grażyna Piotrowska–Oliwa, Prezes Virgin Mobile Polska

15 stycznia 2018 roku Virgin Mobile i jej udziałowcy podpisali umowę z spółką P4 (Play) na mocy, której otrzymała ona opcję kupna w 2020 roku. Podpisana umowa daje opcję kupna, jednak nie jest to jeszcze transakcja sprzedaży. Wybór tego operatora, jako potencjalnego nabywcy był dla nas naturalną drogą, gdyż Play jest naszym partnerem infrastrukturalnym – mówi Grażyna Piotrowska–Oliwa, Prezes Virgin Mobile Polska.

W ramach podpisanych umów spółki określiły również przyszłe zasady współpracy. Minimalny poziom gwarantowanych płatności na rzecz Play ma wynieść 84 mln zł w latach 2018–2021. Oznacza to wzrost minimalnych zobowiązań, w stosunku do istniejących, o 24,8 mln, wynikający z wydłużenia umowy o kolejny rok.

Wyniki finansowe i próg rentowności na dobrej drodze

Miniony rok spółka zakończyła przychodami na poziomie około 100 mln zł. W 2018 r. planuje osiągnąć przychód na poziomie 120 mln zł przy bazie  klientów wynoszącej 520 tys. Jednocześnie w2018 roku spółka planuje osiągnąć próg rentowności. Od początku naszym celem jest wyprowadzenie biznesu na plus. Przesunięcie terminu osiągnięcia progu rentowności o kilka miesięcy, w stosunku do pierwotnych założeń, związanie jest ze wspomnianymi przeze mnie wydarzeniami rynkowymi, na które spółka nie miała wpływu. Obowiązek rejestracji kart pre-paid, wpłynął na wielkość bazy klientów i konieczność rewizji zakładanego w 2015 r. celu 1 mln klientów. Z kolei nowa regulacja roamingowa wpłynęła bezpośrednio na koszty ponoszone przez firmę – dodaje Grażyna Piotrowska–Oliwa, Prezes Virgin Mobile Polska.

Plany na najbliższy rok

Do połowy bieżącego roku Virgin Mobile planuje migrację wszystkich klientów na własną platformę IT. Dziś za jej pośrednictwem obsługiwanych jest 15% klientów. Krok ten pozwoli spółce uzyskać większą niezależność, wpłynie na dostarczanie klientom jeszcze lepszych usług i podniesie ich, jakość. W 2018 roku spółka skupi się również na budowie kilku kluczowych propozycji ofertowych, które będą podążać w kierunku simplicity i customer value. Z kolei promocja oferty najprawdopodobniej skoncentrowana będzie na mediach takich jak internet oraz radio.

Polska rezydencja podatkowa – czy można ją skutecznie utracić?

Jeżeli ktoś chce dokonywać rozliczeń fiskalnych poza granicami Polski i poza jej jurysdykcją, musi zmienić rezydencję podatkową. Jednak przedsiębiorcy i pracownicy rozliczający się ze swojej działalności i zarobków za granicą często napotykają problemy ze strony polskich organów skarbowych.

W 2012 r. Naczelnik Urzędu Skarbowego w K. zobowiązał polskiego pracownika do zapłaty podatku dochodowego od osób fizycznych za 2006 rok. Pracownik ten jedyny dochód w 2006 r. uzyskał na podstawie umowy o pracę, którą wykonywał na terenie Danii; tam też został od niego pobrany należny podatek. Pomimo zawartej między Polską a Danią Konwencji w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i majątku (Dz. U. z 2003 r. Nr 43, poz. 368), polski organ skarbowy uznał, że pracownik podlegał w Polsce nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu zgodnie z przepisami ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (u.p.d.o.f.), z uwagi na to, że nie posiadał on statusu rezydenta w Danii.

Ostatecznie Naczelny Sąd Administracyjny uznał za błędne stanowisko organu podatkowego. W uzasadnieniu wskazał m.in., że urząd skarbowy nienależnie zobowiązał pracownika do zapłaty podatku dochodowego od osób fizycznych, skoro jego centrum interesów życiowych skoncentrowane było w Danii (II FSK 3704/13). Innymi słowy, by utracić rezydencję podatkową w Polsce, nie wystarczy się z niej wyprowadzić. Równie ważne jest niespełnianie drugiej z ustawowych przesłanek podleganiu w Polsce nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu, a do tego potrzebne jest przeniesienie ośrodka interesów życiowych do innego kraju.

Ośrodek interesów życiowych

Zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych, nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów (przychodów), bez względu na miejsce położenia ich źródeł, podlegają osoby fizyczne mające miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Dotyczy to osób, które:

1)         przebywają na terytorium RP dłużej niż 183 dni w roku podatkowym lub

2)         posiadają na terytorium RP centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodek interesów życiowych).

Co ważne, by podlegać nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu w Polsce, wystarczy spełnić tylko jeden z powyższych warunków. W 2013 r. potwierdził to WSA w Gdańsku, orzekając, że: „użyty w ustawie spójnik «lub» wyraża alternatywę nierozłączną, co prowadzi do wniosku, iż dla uznania, że osoba fizyczna ma miejsce zamieszkania w Polsce wystarczające jest ustalenie jednej z wymienionych przesłanek” (I SA/Gd 254/13).

Ograniczony obowiązek podatkowy

Dla „wyeliminowania” pierwszej z przesłanek wystarczy nie przebywać na terytorium RP dłużej niż 183 dni w roku podatkowym. Problemów interpretacyjnych nastręczać natomiast może druga przesłanka, zwłaszcza w kontekście zmiany centrum interesów osobistych, bo jeżeli chodzi o interesy gospodarcze, to z pomocą przychodzi sama ustawa. W art. 3 ust. 2a u.p.d.o.f. zawarta jest definicja tzw. ograniczonego obowiązku podatkowego. Ograniczonego, bo obejmującego tylko przychody osiągane na terytorium RP przez osoby fizyczne nieposiadające miejsca zamieszkania w Polsce.

Ustęp 2b tegoż artykułu wylicza źródła tych przychodów, takie jak stosunek pracy, działalność gospodarcza, przychody z nieruchomości, papierów wartościowych, akcji i inne. Konkludując, nieosiąganie przychodów z tych źródeł na terytorium RP pozwoli wykluczyć posiadanie na jej terenie centrum interesów gospodarczych. Aby więc skutecznie utracić polską rezydencję podatkową, najlepiej „odciąć” wszelkie przychody mogące wskazywać jako źródło pochodzenia Polskę.

Podobne rozróżnienie stosuje ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych (u.p.d.o.p.). Osoby prawne, spółki kapitałowe w organizacji, niektóre jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej i inne podmioty wymienione w ustawie podlegają obowiązkowi podatkowemu:

– nieograniczonemu (a więc od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania): jeśli mają siedzibę lub zarząd na terytorium RP;

– ograniczonemu (czyli tylko od dochodów, które osiągają na terytorium RP): jeśli nie mają siedziby lub zarządu w Polsce.

Międzynarodowe wskazania

Wzorem dla polskiego ustawodawcy były międzynarodowe umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, a przede wszystkim Konwencja Modelowa OECD w tej sprawie. W art. 4 ust. 2 Konwencja wyjaśnia, co decyduje o tak istotnym dla określenia rezydencji podatkowej miejscu zamieszkania: „osobę uważa się za mającą miejsce zamieszkania w tym państwie, w którym ma ona stałe ognisko domowe; jeżeli ma ona stałe ognisko domowe w obu umawiających się państwach, to uważa się ją za mającą miejsce zamieszkania w tym państwie, z którym ma ona ściślejsze powiązania osobiste i gospodarcze”.

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w komentarzu do art. 4 Konwencji precyzuje, że pojęcie powiązań osobistych i gospodarczych definiują zarówno powiązania osobiste, jak i ekonomiczne, stosunki rodzinne i towarzyskie, zatrudnienie, działalność polityczna i kulturalna, a także miejsce prowadzonej działalności gospodarczej i miejsce, z którego dana osoba zarządza swoim majątkiem.

Zmiana centrum interesów życiowych

Komentarz OECD wskazuje, co zrobić, aby ograniczyć do minimum ryzyko zakwestionowania przez organy podatkowe faktu zmiany rezydencji. Mówiąc w skrócie, należy wykonać jak najwięcej czynności, które potwierdzą zmianę ośrodka interesów życiowych. Czynnościami tymi są przede wszystkim:

– zmiana miejsca zamieszkania, np. poprzez zakup lub wynajem nieruchomości w kraju nowej rezydencji podatkowej;

– sprzedaż ruchomości lub przerejestrowanie jej do kraju nowej rezydencji (np. w przypadku auta);

– rezygnacja z przynależności do partii politycznych, organizacji, stowarzyszeń, klubów (także sportowych) oraz zakładów opieki zdrowotnej;

– rozwiązanie stosunków pracy i wygaszenie bądź przeniesienie ich źródeł do kraju nowej rezydencji podatkowej.

Co do zasady posiadanie nieruchomości, a nawet uzyskiwanie z niej dochodów (np. z tytułu najmu), nie przekreśla szans na utratę polskiej rezydencji podatkowej. Po prostu zyski czerpane w ten sposób będą zgodnie z art. 3.2a u.p.d.o.f. podlegać ograniczonemu obowiązkowi podatkowemu w Polsce. Potwierdza to stanowisko organów skarbowych, wyrażone m.in. w interpretacji indywidualnej Izby Skarbowej w Warszawie z dnia 17 grudnia 2015 r.: „Zgodnie z utrwalonym stanowiskiem organów podatkowych, osoba, która posiada w Polsce nieruchomość, ale na stałe przebywa za granicą nie jest polskim rezydentem podatkowym” (IPPB1/4511-1032/15-4/AM).

Ta sama interpretacja potwierdza, że również posiadanie rachunku bankowego w Polsce nie prowadzi automatycznie do uznania, iż dana osoba fizyczna jest objęta nieograniczonym obowiązkiem podatkowym.

Siła certyfikatu

Jako że zgodnie z art. 17 § 1 Ordynacji podatkowej właściwość miejscową organów podatkowych ustala się według miejsca zamieszkania albo adresu siedziby podatnika, dobrze, jeżeli jesteśmy w stanie sami udowodnić swoją rezydencję, a nie musimy polegać na ustaleniach organów państwowych. Niezwykle pomocne będzie dla nas uzyskanie certyfikatu rezydencji danego państwa – szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę utartą już praktykę, stosowaną przez organy podatkowe, którą potwierdza choćby interpretacja Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z dnia 29 maja 2017 r.: „Certyfikatu rezydencji nie może zastąpić inny dowód. Jak wskazuje liczne orzecznictwo, certyfikat stanowi środek dowodowy (wyłączny) posiadania rezydencji podatkowej w określonym kraju” (0114-KDIP3-3.4011.115.2017.1.JM).

Definicja certyfikatu wyrażona jest wprost w art. 5a pkt 21 u.p.d.o.f. Zgodnie z nią certyfikat to zaświadczenie o miejscu zamieszkania podatnika dla celów podatkowych wydane przez właściwy organ administracji podatkowej państwa miejsca zamieszkania podatnika.

Posiadanie certyfikatu przez podatnika zmusza organ podatkowy do stosowania się do umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, której stroną obok Polski jest państwo rezydencji potwierdzonej certyfikatem. Tak stwierdza Izba Skarbowa w Warszawie. Zgodnie z jej interpretacją z dnia 8 stycznia 2016 r., certyfikat stanowiący dowód na posiadanie rezydencji podatkowej w określonym kraju umożliwia płatnikowi zastosowanie postanowień stosownej umowy w sprawie zapobieżenia podwójnemu opodatkowaniu (IPPB4/4511-1237/15-2/JK3).

Jak najwięcej dowodów

Poszczególne przypadki rozpatruje się na podstawie indywidualnych interpretacji organów podatkowych. Ważne jest więc, by te organy miały jak najmniej argumentów przemawiających za przypisaniem podatnikowi polskiej rezydencji podatkowej i by sam podatnik uzbroił się w silne dowody potwierdzające posiadanie rezydencji w innym państwie. Wówczas nawet niekorzystne zapisy krajowych ustaw podatkowych nie będą miały zastosowania wobec postanowień umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania.

Taką interpretację przyjęła m.in. Izba Skarbowa w Katowicach w sprawie obywatela Holandii zamieszkującego na terenie Polski. Mimo że jego jedynym źródłem przychodu była holenderska emerytura, to bank w Polsce, na którego rachunek wpływało świadczenie, pobrał pieniądze tytułem zaliczki na podatek. Choć Holender posiadał na terytorium RP miejsce zamieszkania, a nawet zameldowania, to organ uznał, że nie podlega on nieograniczonemu, a jedynie ograniczonemu obowiązkowi podatkowemu, gdyż jego centrum interesów osobistych i gospodarczych znajduje się w Holandii. Opodatkowaniu podlegać będą tylko przychody osiągane przez niego w Polsce, co wyłącza holenderskie świadczenie emerytalne. Swoją indywidulną interpretację organ oparł o polsko-holenderską umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania, ponieważ, jak wskazał urząd, „Wnioskodawca utrzymuje ściślejsze powiązania osobiste i gospodarcze w Holandii. Zatem Wnioskodawca dla celów podatkowych posiada miejsce zamieszkania na terytorium Holandii” (IBPB-2-1/4511-29/15/MCZ).

Korzystna rezydencja podatkowa Malty

Warto rozważyć zmianę rezydencji podatkowej na rezydencję Malty. Oferuje ona cztery rodzaje rezydencji: temporary residence, ordinary residence, long-term residence i permanent residence. Najatrakcyjniejsza ze względów podatkowych jest druga z nich, czyli tzw. rezydencja zwykła. Jej główne zalety to:

– opodatkowanie, co do zasady, tylko dochodów uzyskanych na terenie Malty;

– zyski kapitałowe (np. dywidendy) otrzymane przez rezydentów, których źródło pochodzenia położone jest poza Maltą, nie są obłożone jakimkolwiek ciężarem podatkowym;

– po rezygnacji z rezydencji podatkowej rezydent ma prawo do wszelkich dochodów uzyskanych na Malcie, także ze sprzedaży nieruchomości.

Co do zasady podatek dochodowy od osób prawnych wynosi na Malcie 35%, ale z uwagi na obowiązujący tam system tzw. pełnej refundacji (pełnego przypisania) efektywna stawka opodatkowania CIT spółek może wynosić zaledwie ok. 5%.

Rezydencja podatkowa Malty jest korzystna także w świetle interpretacji wydanych przez polskie organy skarbowe dotyczących spółek maltańskich, których udziałowcami są polscy przedsiębiorcy. Dla przykładu Dyrektor Izby Skarbowej w Bydgoszczy w interpretacji z 10 marca 2016 r. (ITPB4/4511-648/15/KW) wskazał, że: „(…) dochody (…) uzyskiwane przez Wnioskodawcę z tytułu uczestnictwa w spółce osobowej z siedzibą na terytorium Malty, stanowić będą dla niego dochody uzyskiwane poprzez położony na terytorium Malty zakład (…). Jednocześnie, w celu eliminacji podwójnego opodatkowania (…) dochody uzyskiwane przez Wnioskodawcę ze spółki osobowej z siedzibą na Malcie będą w Polsce zwolnione z opodatkowania zarówno na etapie ich powstania, podziału, jak i faktycznej wypłaty Wnioskodawcy”.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Czy w Polsce potrzebne jest referendum dotyczące zakazu handlu w niedziele

W tej części Europy, do której należy Polska, jesteśmy osamotnieni z naszym niedawno wprowadzonym zakazem handlu w niedziele. Podobny był na Węgrzech, ale rząd po roku wycofał się, gdy okazało się, że mieszkańcy tego kraju chcą ogłoszenia referendum.

-Premier Mateusz Morawiecki uzasadniając wprowadzenie zakazu handlu w niedziele przywołał przykład krajów wysoko rozwiniętych, twierdząc, że Polska kopiuje te praktyki – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marek Tatała, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). – Jednak nie wszystkie kraje wysoko rozwinięte kopiują taki zakaz. W Wielkiej Brytanii sklepy są w niedziele otwarte, przy ograniczeniach godzinowych, a Dania czy Finlandia kilka lat temu zniosły scentralizowany całkowity zakaz.

Polska powinna porównywać się przede wszystkim z krajami średnio rozwiniętymi, z naszego regionu Europy, zwłaszcza z tymi, które w 2004 r. weszły do UE: – Żaden z tych krajów nie ma takiego zakazu jak Polska, a Węgry, w których społeczeństwo zaczęło protestować i zebrało podpisy o ogłoszenie referendum, wycofały się z tego zakazu.

Światowe rekordy omijają warszawską giełdę

Rok rozpoczął się bardzo mocno na światowych giełdach akcji. Po 11 zakończonych sesjach kontraktów na indeks S&P 500, aż 10 przyniosło zamknięcia na historycznych maksimach. Na GPW jest to słabiej odczuwane przez inwestorów.

Hossa na Wall Street trwa już dziewięć lat. – W Polsce jest to mniej odczuwalne, ale widzimy te wzrosty, po mieszanej końcówce 2017 roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Dlaczego inwestorzy z GPW mają znacznie mniejsze powody do radości? – Zaszkodziły nam zmiany w OFE i w strukturze inwestorów – komentuje ekspert. – Ale na niektórych indeksach jesteśmy już bardzo wysoko.

Jak długo ta sytuacja potrwa na giełdach? – Obecnie trendy są sprzyjające kupującym, ale tak długo tańczymy, jak długo gra nam orkiestra.

Bank BGŻ BNP Paribas zaprasza startupy z branży automotive i e-commerce

Bank BGŻ BNP Paribas szuka startupów oferujących rozwiązania ze świata motoryzacji i finansów. Eksperci Banku, jak co miesiąc, spotkają się z obiecującymi startupami w ramach tzw. Office Hours już 25 stycznia w Startberry ma warszawskiej Pradze.

– Tym razem szukamy rozwiązań umożliwiających sprawne połączenie świata motoryzacji i finansów. We współpracy z naszymi partnerami z sektora motoryzacyjnego chętnie spotkamy się ze startupami, które mogę nas wesprzeć m.in. w zbieraniu i konwersji leadów, prezentowaniu oferty kredytowej online w oparciu o zmienne oraz przeprowadzą klienta od wyboru nowego samochodu aż do zakupu przy pomocy różnych form finansowania. Liczymy również na zaskakujące propozycje dotyczące rynku samochodów używanych. Jak połączyć świat online (ofertę samochodów prezentowaną na stronie internetowej) ze światem fizycznym, by dzięki temu kupić jednym „kliknięciem” wymarzony samochód w dogodnym miejscu na atrakcyjnych warunkach finansowych) – mówi Paweł Kopeć, dyrektor Zarządzający Pionu Sprzedaży Automotive Banku BGŻ BNP Paribas.

Podobnie, jak w przypadku startupów z sektora Agro, HR czy PSD2 Bank BGŻ BNP Paribas poszukuje firm już z pierwszymi wdrożeniami. Wybrane startupy zostaną zaproszone do współpracy w ramach pilotażu, podczas którego proponowane rozwiązania zostaną przetestowane w specjalnie przygotowanym do tego środowisku. Najlepsze mają szansę na wdrożenie. Pierwsze efekty współpracy ze startupami Bank BGŻ BNP Paribas ogłosił na początku grudnia 2017 r. podczas jednego z najważniejszych wydarzeń w Europie z branży fintech – Impact Fintech’17 w Katowicach. Wówczas Bank oficjalnie rozpoczął współpracę z poznańską NuDelta, oferującą m.in. automatyczne rozpoznawanie i wykrywanie treści dokumentów. Dzięki nawiązanej współpracy z NuDelta, Bank BGŻ BNP Paribas może pochwalić się unikalną technologią z zakresu OCR (rozpoznanie tekstu w dokumentach), wzbogacającą ofertę Banku w obszarze małych i średnich przedsiębiorstw.

Jeszcze w styczniu planowana jest premiera kolejnej współpracy między Bankiem BGŻ BNP Paribas, a jedną z młodych polskich firm technologicznych.

Startupy, które chciałyby wziąć udział w tym wydarzeniu proszone są o przesyłanie zgłoszeń do 22 stycznia br. na adres: [email protected]

Strategia dla tworzyw sztucznych UE

Komisja Europejska po wielu konsultacjach oraz poprawkach opublikowała Strategię dla Tworzyw Sztucznych. Ma to ścisły związek z przyjęciem przez UE planu Gospodarki o Obiegu Zamkniętym, gdzie tworzywa zostały uznane za kluczowy priorytet do działania. W planie GOZ unia zobowiązała się do przygotowania strategii dotyczącej wyzwań stawianych przez tworzywa sztuczne w całym łańcuchu wartości biorąc pod uwagę ich pełny cykl życia. W 2017 r. Komisja potwierdziła, że skoncentruje się na zagadnieniu produkcji i użycia tworzyw sztucznych i dąży do tego, aby do 2030 roku wszystkie opakowania z tworzyw sztucznych nadawały się do recyklingu. Strategia przedstawia kluczowe zobowiązania do działania na poziomie UE. Jednak sektor prywatny, wraz z władzami krajowymi i regionalnymi, miastami i obywatelami, również będzie musiał się zmobilizować. Podobnie zaangażowanie międzynarodowe będzie konieczne, aby napędzać zmiany poza granicami Europy. Dzięki zdecydowanym i wspólnym wysiłkom Europa może przekształcić wyzwania w szanse i dać przykład zdecydowanym działaniom na poziomie globalnym. UE dostrzega unikalne walory tworzyw sztucznych, które są tanie, lekkie, uniwersalne w użyciu i nie ma wątpliwości, że ich wykorzystanie będzie wzrastać. Wynika to nie tylko z faktu, że właśnie one w głównym stopniu przyczyniają się do ograniczenia emisji CO2 przez zwiększone wykorzystanie w samochodach, samolotach, czy jako materiał do ocieplenia domów. Tworzywa także pomagają w ograniczaniu strat żywności oraz w połączeniu z drukiem 3D mogą wpłynąć na ratowanie życia ludzkiego umożliwiając postęp w medycynie. Jednakże należy zminimalizować ich wpływ na środowisko, czemu mają służyć podstawowe zasady gospodarki o obiegu zamkniętym. Poniżej tekst komunikatu Komisji Europejskiej wraz z załącznikiem.

Zarabiamy jak nigdy: rekordowe płace w Polsce!

Polacy zarabiają najwięcej w historii. Przeciętne wynagrodzenie w grudniu osiągnęło rekordowy poziom niemal 5 tys. zł brutto. A końca wzrostu płac jeszcze nie widać – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

4973,73 zł – oto średnia grudniowa pensja w Polsce, wg opublikowanych dziś danych GUS. W skali roku oznacza to wzrost wysokości płac o 7,3 proc. Zarobki w Polsce są teraz najwyższe od denominacji złotego w 1995 r. Kolejna dobra wiadomość: poprawiający się stan polskiej gospodarki, a także sytuacja na rynku pracy sugerują, że płace nadal będą szybko rosły.

Sytuacja wewnętrzna się poprawia…

Przez kilka miesięcy z rzędu płace rosły w tempie od 6 do 7 proc. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Choć miesięczne dane GUS pokazują wynagrodzenie brutto dla przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób, a dane są średnią a nie medianą (duże miasta jak Warszawa zawyżają średnią), trend wzrostowy przenosi się na cały rynek pracy.

To efekt poprawiającej się w ostatnich kwartałach kondycji polskiej gospodarki. Wzrost gospodarczy osiągnął pod koniec ub.r. blisko 5 proc. I choć napędzany był głównie przez konsumpcję, ryzyko znacznego spadku tempa rozwoju gospodarki w kolejnym roku jest niewielkie. W 2018 r. najprawdopodobniej będziemy obserwować znaczny wzrost inwestycji, co powinno w dalszym ciągu wspierać wzrost PKB, a także pozytywnie oddziaływać na rynek pracy.

Presję na wzrost płac wywołuje także sytuacja na rynku pracy. Malejące praktycznie z miesiąca na miesiąc bezrobocie, przy rosnącej liczbie miejsc pracy, powoduje, że coraz ciężej pracodawcom znaleźć odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Stąd muszą oferować wyższe wynagrodzenia. NBP szacuje, że w tym oraz w przyszłym roku wynagrodzenia Polaków wzrosną ok. 6,5 proc. Niewykluczone jednak, że będzie jeszcze lepiej.

Dobrym przykładem mogą być Czechy oraz Węgry. Sytuacja pracownika u naszych sąsiadów z południa wygląda nawet korzystniej niż w Polsce. Płace rosną w podobnym, wysokim tempie, ale przy jeszcze niższej stopie bezrobocia. Według danych Eurostatu, jest ona najniższa w całej Unii Europejskiej i wyniosła 2,5 proc. w listopadzie (w Polsce 4,5 proc.). Czechom brakuje rąk do pracy i dlatego zachęcają m.in. Polaków wysokim wynagrodzeniem i benefitami pozapłacowymi. Z kolei na Węgrzech płace według ostatnich danych Eurostatu rosły w tempie 12,9 proc. r/r, a bezrobocie w listopadzie było na poziomie jedynie 4 proc. Widać więc, że w wiodących krajach naszego regionu sytuacja dla pracowników mocno się poprawia.

…zewnętrzna także. Będzie lepiej!

Tak wysokie tempo wzrostu płac w Polsce nie byłoby możliwe bez zdecydowanej poprawy kondycji największych gospodarek w Europie. Napływające dane makroekonomiczne nie wskazują, by trend ten miał się odwrócić. Wręcz przeciwnie! Poprawiająca się sytuacja w kraju i zagranicą sprawia, że w kolejnych miesiącach Polacy są skazani na podwyżki płac w wysokim tempie. I chociaż grudniowe dane zwykle zaburzają jednorazowe nagrody i premie, już niedługo przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach może przekraczać 5 tys. zł przez większość roku.

Komentarz eksperta odnośnie konferencji w Sejmie – ochrona danych osobowych

Komentarz eksperta odnośnie zmian przepisów o ochronie danych osobowych

Maciej Kaczmarski ODO 24
Maciej Kaczmarski, Prezes zarządu, ODO 24.

15 stycznia 2018 r. w Sejmie odbyła się konferencja dotycząca projektu ustawy o ochronie danych osobowych. Przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji odnieśli się do wielu zasugerowanych w trybie konsultacji społecznych poprawek, jednocześnie rozwiewając wątpliwości dotyczących kształtu nowej ustawy. Dodatkowo na spotkaniu padła ważna informacja dotycząca terminu skierowania ustawy do Sejmu – ma być ona gotowa w przeciągu dwóch miesięcy.

Inspektor Ochrony Danych

Główne wątpliwości w prezentowanym projekcie ustawy budziła kwestia powołania inspektora ochrony danych. Zdaniem wielu osób zgromadzonych na sali ograniczenie formy powołania IOD’a jedynie do formy elektronicznego wniosku jest zbyt wąska i poniekąd dyskryminuje osoby niepełnosprawne nie mogące skorzystać z komputera.

Ministerstwo Cyfryzacji w odpowiedzi stwierdziło, iż nowa forma pozwoli lepiej zarządzać zgłoszeniami, zwłaszcza, że można ich dokonać również za pomocą darmowego profilu zaufanego. W planach Ministerstwa Cyfryzacji jest także wprowadzenie dodatkowego systemu pozwalającego zarejestrować IOD’a. Ponadto w ustawie ma zostać dodany przepis, który wprost wskaże możliwość zgłoszenia IOD’a za pomocą pełnomocnika, co będzie dużym ułatwieniem dla osób niepełnosprawnych.

Warto również wspomnieć, iż do zawiadomienia nie mają zastosowania przepisy kpa, gdyż nie zapada w tym procesie żadna decyzja administracyjna.

Sprawy związane z postepowaniem przed Urzędem Ochrony Danych Osobowych (UODO)

Bardzo istotną zmianą jest zrezygnowanie z nadawania decyzjom Prezesa UODO rygoru natychmiastowej wykonalności, samo postępowanie ma zostać jednak w dalszym ciągu jednoinstancyjne. Ma ono mieć kształt audytu. Wiele wątpliwości budził brak wyznaczonych ram czasowych w jakich kontrolerzy mogą przeprowadzać swoje czynności w siedzibie administratora danych osobowych, niemniej mają one zostać ustalone i uregulowane w ustawie.

Bez zmian pozostaje wysokość kar dla administracji publicznej. Zdaniem Ministerstwa Cyfryzacji w sektorze państwowym kara pochodzi ze środków publicznych stąd też zmiana jej wysokości byłaby zabiegiem pozornym. Warto jednak wspomnieć, że na organy administracji nałożony zostanie obowiązek sprawozdawczy z wykonywania decyzji Prezesa UODO.

Z projektu ustawy usunięto art. 76 nadający Prezesowi UODO możliwość wszczęcia postępowania dyscyplinarnego lub innego przewidzianego prawem, przeciwko osobom winnym uchybień związanych z ochroną danych osobowych. Prawodawca również zrezygnował z możliwości samowolnego decydowania przez Prezesa UODO o tym czy dana informacja pozyskana w trakcie postepowania jest tajemnicą przedsiębiorstwa.

Warunki wyrażenia zgody przez dziecko w przypadku usług społeczeństwa informacyjnego.

Zgodnie z założeniami projektu wiek dziecka w przypadku oferowaniu mu usług społeczeństwa informacyjnego, bez potrzeby wyrażania zgody jego opiekuna prawnego pozostaje dalej ustanowiony na  13 lat.  Ministerstwo Cyfryzacji uzasadnia powyższe rozwiązanie faktem, iż większość państw członkowskich Unii Europejskiej przyjęło podobną klasyfikacje wiekową. Dodatkowo za powyższym rozwiązaniem przemawia też  zapewnienie spójności z przepisami kodeksu cywilnego.

Warto zauważyć, że problematyczne staje się, w tym wypadku odebranie zgody od opiekuna dziecka. Podczas konferencji dr Maciej Kawecki zaproponował następujące sposoby odebrania takiej zgody:

  1. a) zastrzeżenie na danym portalu internetowym wskazujące, że zgodę może wyrazić tylko osoba dorosła;
  2. b) uwierzytelnianie konta dziecka za pomocą konta osoby dorosłej, zastosowanie mechanizmu kont połączonych;
  3. c) uwierzytelnianie konta za pomocą przelewów internetowych opiewających na symboliczne sumy (np. w wysokości 1 gr) z konta opiekuna dziecka;
  4. d) kontakt z rodzicem np. za pomocą rozmowy telefonicznej.

Powyższy przepis ma wyłącznie zastosowanie w przypadkach gdy podstawą przetwarzania danych osobowych dziecka jest zgoda. Przykładowo rejestracja na portalu z grami internetowymi, zakup gry wideo czy utworzenia konta na stronie świadczącej usługi VOD odbywa się na podstawie umowy, w związku z czym dane rozwiązania nie mają tu zastosowania. Omawiany przepis ma przeciwdziałać głównie kwestią związanym z kierowaniem treści marketingowych do najmłodszych, gdyż są oni na nie najbardziej podatni, oraz uregulować przetwarzanie danych dzieci przez portale społecznościowe.

Certyfikacja i podmiot akredytujący

Podmiotem certyfikującym nie będzie już tylko UODO. Ministerstwo Cyfryzacji dopuszcza możliwość dopuszczenia do wydawania certyfikatów również  podmiotom z sektora prywatnego. W związku z powyższym ma powstać odpowiednia procedura. Co więcej, podmiotem akredytującym będzie Polskie Centrum Akredytacji. Opłata za certyfikację pozostaje niezmienna tj. ma stanowić trzykrotność średniego wynagrodzenia – ok. 12 tys. złotych. Powyższa opłata ma być pobierana przy składaniu wniosku.

Podsumowanie

Powyższe przykłady wskazują, że Ministerstwo Cyfryzacji stara się w dużym stopniu uwzględniać poprawki nanoszone w trybie konsultacji społecznych, co zapewnia dużą transparentność „nowej” ustawy o ochronie danych osobowych, co zapewni ułatwienia w zakresie interpretacji jej przepisów kiedy wejdzie ona już do obrotu prawnego.

Problemy na kryptowalutach. Stopy procentowe w Kanadzie w górę

Ostatnie dwa dni to wyraźny odwrót inwestorów od kryptowalut. W dół idzie nie tylko bitcoin ale prawie cały rynek. Dzisiaj najprawdopodobniej zobaczymy podwyżkę stóp procentowych w Kanadzie.

Problemy na kryptowalutach

Jeszcze miesiąc temu bitcoin niemalże przebijał 20 000 USD. Co więcej na niektórych giełdach m. in. w Korei Południowej zawarto transakcje powyżej tego kursu. Dzisiaj sytuacja jest diametralnie inna. Bitcoin w ostatnich godzinach dwukrotnie atakował poziom 10 000 dolarów. Tylko wczoraj stracił na wartości ponad 20%. Powodem strachu jest regulowanie tego rynku w poszczególnych krajach. Na razie są to głównie Chiny i Korea Południowa, które to w świecie kryptowalut znaczą nieproporcjonalnie więcej niż w realnym. Drugi temat, który wraca niczym bumerang to wpływ kontraktów terminowych na bitcoina. Biorąc pod uwagę obroty na tym instrumencie ciężko winić go za bardzo istotny element. Problemem jest jednak fakt, że ostatnie duże wzrosty miały miejsce tuż przed otwarciem rynku kontraktów i od tego czasu spadki sięgnęły już niemal 50%.

Podwyżka stóp procentowych w Kanadzie

Dzisiaj najprawdopodobniej dojdzie do podwyżki stóp procentowych w Kanadzie. Posiedzenie Królewskiego Banku Kanady powinno wydać decyzję o godzinie 16:00. Podwyżka zdaniem analityków ma być odpowiedzią na grudniowy wzrost w USA. Ze względu na bliskość obydwóch gospodarek jest bardzo prawdopodobne, że Kanada będzie podobnie jak w przyszłości synchronizować politykę monetarną z większym sąsiadem. Gdyby nie doszło jednak do podwyżki stóp procentowych można spodziewać się istotnych spadków na dolarze kanadyjskim.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa,
  • 16:00 – Kanada – decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rynek czeka na impulsy

Roman Ziruk - Ebury
Roman Ziruk

Ubiegły dzień przyniósł kilka odczytów inflacji oraz „plotki” z EBC. Ostatecznie jednak główne pary walutowe po 24 godzinach niemal nie zmieniły swoich poziomów.

Pomimo podwyższonej zmienności w ciągu dnia, złoty w relacji do głównych walut zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie. Wczorajszy odczyt inflacji bazowej w kraju był minimalnie wyższy od oczekiwań. Bazowa dynamika cen w grudniu wyniosła 0,9% rok do roku, a nie 0,84%, jak szacował konsensus ekonomistów. Nie oznacza to jednak ożywienia – od marca 2014 r. inflacja bazowa w Polsce nie przekroczyła poziomu 1% r/r, a od połowy 2017 r. jest praktycznie płaska.  Dane utwierdzają nas w przekonaniu, że RPP w ciągu najbliższych kilku kwartałów nie podniesie stóp procentowych. Informacja o inflacji jest istotna, nie wywołała jednak dużej reakcji PLN. Cena polskiej waluty kształtowała się przede wszystkim w zależności od zmian na szerokim rynku.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

Kurs EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,17-4,19. Przesunięcie rynkowych oczekiwań wobec podwyżek stóp procentowych w strefie euro z połowy 2019 r. na koniec 2018 r. wzmacniało euro w ostatnich dniach, inwestorów zachęcały również optymistyczne komentarze części, bardziej jastrzębich członków banku centralnego. Widać to było chociażby po wzroście długich pozycji na EUR, których wartość pobiła kolejny rekord. Siła euro nie leży jednak w interesie EBC, którego głównym celem w tym momencie jest wspieranie inflacji. Źródła zbliżone do banku centralnego podały wczoraj, że podczas spotkania w przyszłym tygodniu Bank nie zmieni retoryki w kwestii prowadzonego skupu aktywów – być może “plotki” z EBC miały na celu ostudzenie rynkowych oczekiwań. Dzisiejsza rewizja danych inflacyjnych za grudzień nie pokazała żadnych zmian w stosunku do wcześniejszych szacunków. Inflacja CPI w grudniu rosła o 1,4% r/r, bazowa dynamika cen wynosiła z kolei 0,9% rocznie.

Kurs GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,68-4,71. Zgodnie z oczekiwaniami inflacja CPI spadła z poziomu 3,1% w listopadzie do 3% rocznie w grudniu. Inflacja bazowa zaliczyła nieco głębszy spadek – z poziomu 2,7% do 2,5% rocznie (wobec oczekiwanych 2,6% rocznie). Na plus zaskoczyła natomiast inflacja producentów, wskaźnik wyprzedzający.

Kurs USD

Kurs USD/PLN we wtorek umocnił się o 0,1%, wahając się w widełkach 3,40-3,42. Amerykańska waluta zyskiwała wczoraj w relacji do głównych walut w pierwszej połowie dnia, traciła z kolei głównie w trakcie amerykańskiej sesji. Nie poznaliśmy żadnych istotnych danych gospodarczych ze Stanów Zjednoczonych, dosyć ciekawa informacja nadeszła jednak z Chin. Jedna z kluczowych agencji ratingowych Państwa Środka (Dagong) obniżyła wczoraj ocenę wiarygodności kredytowej Stanów Zjednoczonych z poziomu A- do BBB+, jako powód decyzji cytując reformę podatkową w USA oraz klimat polityczny. Według chińskiej agencji, w obecnej chwili wiarygodność kredytowa USA jest niższa niż wiarygodność Polski.

Dzisiejszy dzień nie przyniesie istotnych danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych. Inwestorzy prawdopodobnie skupią uwagę na decyzji Banku Kanady, który podczas dzisiejszego posiedzenia może podnieść stopy procentowe po raz trzeci w bieżącym (rozpoczętym w lipcu ubiegłego roku) cyklu normalizacji polityki pieniężnej.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 12:45 – przemawia Michael Saunders z Banku Anglii
  • 14:00 – płace w sektorze korporacyjnym i wzrost zatrudnienia w Polsce w grudniu
  • 15:15 – dynamika produkcji przemysłowej w Stanach Zjednoczonych w grudniu
  • 16:00 – decyzja w sprawie stóp procentowych Banku Kanady
  • 21:00/23:00 – przemówienia członków FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Przegląd rynku walutowego i prognoza na 2018 rok

Ubiegły rok przyniósł istotne zmiany na globalnych rynkach finansowych, które nie ominęły rynku walutowego. Kluczową rolę dla kształtowania się kursów walut odgrywały przede wszystkim oczekiwania wobec decyzji – a także same decyzje – globalnych banków centralnych. Istotne znaczenie miała również polityka. Czy podobne trendy będą rządziły rynkiem walutowym w 2018 roku?

Prawdopodobnie dwoma najbardziej znaczącymi zjawiskami na rynku walutowym w 2017 roku było umocnienie euro i silna wyprzedaż dolara amerykańskiego w stosunku do każdej innej waluty G10.

Euro będzie słabsze

Na przestrzeni roku wspólna waluta zyskała około 15% w relacji do dolara amerykańskiego – tym samym była najsilniejszą walutą G10. Obawy przed zwycięstwem w europejskich wyborach partii eurosceptycznych nie ziściły się. Hiszpania zdołała stłumić separatystyczne ruchy w Katalonii, a w holenderskich wyborach parlamentarnych zagłosowano za utrzymaniem status quo. Rynek pozytywnie zareagował również na wybór Emmanuela Macrona na prezydenta Francji.

W tym roku polityka w Europie również będzie miała pewne znaczenie. W marcu do urn wyborczych pójdą Włosi. Z kolei Angela Merkel kontynuuje prace na rzecz utworzenia rządu koalicyjnego w Niemczech.

Aktywność gospodarcza w strefie euro w drugiej połowie ubiegłego roku pokazała silne ożywienie. Gospodarki strefy euro rosły w tempie, które przekroczyło nawet najbardziej optymistyczne oczekiwania. W związku z poprawą sytuacji w europejskich gospodarkach, inwestorzy utwierdzają się w przekonaniu, że Europejski Bank Centralny jeszcze w tym roku zakończy program luzowania ilościowego (QE). Podczas październikowego posiedzenia EBC został on wydłużony do września 2018 r. Bank jednak podkreślił, że wygaszenie programu QE nie oznacza rychłych podwyżek stóp procentowych.

Opóźnienie podwyżek stóp procentowych w kontekście niskiej inflacji, przy wysokich oczekiwaniach rynku, w naszej opinii powinno przełożyć się na słabość wspólnej waluty w dalszej części roku.

Czas podwyżek stóp procentowych w USA

Dolar zaliczył trudny rok, pomimo tego, iż Rezerwa Federalna trzy razy podniosła stopy procentowe. Amerykańska waluta straciła ponad 10% w relacji do głównych walut (Wykres 1), charakteryzując się również wyjątkową słabością w parze z bardzo silnym PLN.

Wykres 1: Indeks USD (styczeń ‘17 – styczeń ‘18)

prognozy walutowe 2018Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 17/01/2018

Podczas grudniowego spotkania banku centralnego, członkowie Rezerwy Federalnej optymistycznie wypowiadali się o stanie amerykańskiej gospodarki. Biorąc pod uwagę dane makroekonomiczne i wypowiedzi członków FOMC, rezygnacja z kontynuacji normalizacji polityki monetarnej wydaje się nierealistyczna.  Inflacja bazowa w USA zbliża się do celu inflacyjnego, krajowy rynek pracy od dziesięciu lat znajduje się w fazie ożywienia i stale kreuje nowe miejsca pracy. Oprócz tego, przewiduje się, że reforma podatkowa Trumpa zapewni (wprawdzie umiarkowany) wzrost zarówno wydatków na konsumpcję, jak i inwestycje. Grudniowy „dot plot” FOMC pokazał, że członkowie Rezerwy Federalnej spodziewają się, że przed końcem roku dojdzie do trzech podwyżek stóp procentowych. My stawiamy na to, że na przestrzeni najbliższych dwunastu miesięcy dojdzie do trzech lub czterech podwyżek – ostatni wzrost inflacji bazowej wspiera nasz optymizm. Mamy wyraźnie wyższe oczekiwania niż rynki finansowe, które obecnie szacują prawdopodobieństwo dwóch lub więcej podwyżek przed końcem roku na 84%, trzech z kolei na 47%. Szanse na cztery podwyżki to około 13%. Spodziewamy się, że zbliżanie się oczekiwań rynku do oczekiwań FOMC powinno przyczynić się do aprecjacji dolara amerykańskiego. Powołanie Jerome’a ​​Powella na następnego przewodniczącego Fedu, który zastąpi ustępującą w lutym Janet Yellen, nie będzie miało jednak – naszym zdaniem – znaczącego wpływu ani na tempo, ani na terminy tegorocznych podwyżek.

Będą niespodzianki w Wielkiej Brytanii?

Przenosząc się do Wielkiej Brytanii: głównym zagrożeniem dla funta szterlinga nadal pozostaje przebieg negocjacji odnośnie Brexitu. Po katastrofalnym roku 2016, ubiegły rok przyniósł ustabilizowanie kursu GBP w relacji do głównych walut. Inwestorzy nieco bardziej optymistycznie zapatrują się na przyszłość negocjacji. Ostateczną datą zakończenia oficjalnych rozmów z UE ws. Brexitu jest marzec 2019 roku. Theresa May jest zdeterminowana, aby zakończyć negocjacje przed tym terminem. W związku z tym możliwe, że zgodzi się na „łagodniejsze” wyjście z Unii, niż wielu się obawiało. Niewykluczone, że Wielka Brytania na czas nieokreślony utrzyma dostęp do wspólnego rynku europejskiego.

Jesteśmy zdania, że rynek obecnie niedoszacowuje prawdopodobieństwa kolejnych podwyżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Naszym zdaniem, jeśli inflacja będzie utrzymywała się wyraźnie powyżej celu inflacyjnego (który obecnie wynosi 2%), Bank Anglii przed końcem roku powinien podnieść stopy procentowe. (Wykres 2).

Wykres 2: Inflacja w Wielkiej Brytanii (2013 – 2017)

Inflacja w Wielkiej BrytaniiŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 17/01/2018

Autorzy: Analitycy Ebury (Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk)

Raport EY i LinkedIn: Właściwi ludzie w niewłaściwym miejscu?

Raport EY oraz portalu LinkedIn pokazuje, że odpowiednie rozlokowanie talentów jest głównym motorem rozwoju przedsiębiorstw. Organizacje z najlepszym dopasowaniem talentów do rynków mają najwyższą wydajność i najwyższe zyski. Kraje z najlepszym dopasowaniem talentów do rynków mają najlepszą wydajność.

Z raportu przygotowanego przez EY oraz LinkedIn „Właściwi ludzie w niewłaściwym miejscu?” wynika, że organizacje mogą zwiększyć swoją efektywność poprzez strategiczne podejście do tego, gdzie, także w znaczeniu geograficznym, pracują ich najlepsi pracownicy. Niestety, wiele firm umieszcza swoje talenty na dojrzałych rynkach, zamiast w krajach, które dają szansę na szybszy wzrost i większe przychody.

 Eliza Skotnicka, starszy menedżer w zespole People Advisory Services w EY Polska
Eliza Skotnicka, starszy menedżer w zespole People Advisory Services w EY Polska

– Badanie pozwoliło określić możliwości, które daje organizacjom lepsze wykorzystanie talentów. To wyjątkowa i ważna wiedza. Pozwala pokazać, że przedsiębiorstwa, które odpowiednio łączą swoją światową strategię zarządzania talentami z globalnymi możliwościami rynkowymi, biorąc także pod uwagę kompleksowe zarządzanie talentami oraz ich mobilność, mogą osiągać znaczące sukcesy w zwiększaniu wydajności i rentowności. Dostosowanie talentów do rynków pozwoli firmom, które teraz są z tyłu, osiągnąć pożądany rozwój. Wystarczy skoncentrowanie się na bardziej strategicznym podejściu do pracowników i planowaniu talentów – mówi Eliza Skotnicka, starszy menedżer w zespole People Advisory Services w EY Polska. – Gospodarki, które obdarzą wsparciem w internacjonalizacji lokalne przedsiębiorstwa mogą osiągnąć wyższe poziomy produktywności i wzrostu gospodarczego – dodaje.

Dlaczego warto dopasować talenty do rynków?

Raport EY pokazuje, że np. w sektorze farmaceutycznym lepsze o 10% dopasowanie talentów do rynków może zwiększyć roczne zyski o 77 mln USD (wyliczenie w oparciu o dane dla 71 firm farmaceutycznych). Dla tych przedsiębiorstw zmiana ze średniego, rynkowego dopasowania talentów do lokalizacji na najlepsze dopasowanie oznaczałaby 690 mln USD więcej rocznych zysków.

W branży motoryzacyjnej organizacje najlepiej dopasowujące talenty do rynków zazwyczaj mają wzrost przychodów o 15 punktów procentowych większy niż firmy, które robią to najgorzej. W sektorze odzieżowym ta różnica wynosi 9 punktów procentowych.

Organizacje, które stopniowo polepszają dopasowanie swoich talentów do rynków, szybciej się rozwijają. Firmy, które najlepiej poprawiają to dopasowanie, w latach 2013-2016 miały wzrost zysków średnio o 7,8 punktu procentowego większy niż przedsiębiorstwa z najniższego kwartylu. Badanie EY pokazuje, że w tym czasie sektor ubezpieczeniowy miał najlepszą poprawę dopasowania talentów do rynków i średnio 29 punktów procentowych większy wzrost zysków. Do czołówki należy także sektor bankowy ze wzrostem zysków wynoszącym 11 punktów procentowych więcej niż firmy znajdujące się na samym dole skali.

Najlepsze kraje

Wiele firm ma tendencję do zatrudniania najlepszych pracowników w swoich głównych siedzibach lub tradycyjnych lokalizacjach. Jednocześnie nie podejmują one działań, które pozwoliłyby na budowanie i wzrost talentów w krajach, gdzie są szanse na zwiększanie nie tylko obecnych, ale i przyszłych przychodów.

Wg raportu EY firmy amerykańskie mają najlepsze, proporcjonalne rozlokowanie talentów do kraju i znaczenia danego sektora gospodarki na globalnym rynku. Firmy mające główne siedziby w Irlandii, Japonii, Chinach oraz w Kanadzie także są powyżej globalnej średniej.

właściwi ludzie w pracyWyższa kadra kierownicza

Niestety, większość firm ma tendencję do utrzymywania talentów na wyższych stanowiskach kierowniczych w centrali lub na swoich tradycyjnych rynkach, zamiast w krajach, gdzie są możliwości osiągnięcia większych przychodów i szybszego wzrostu. EY obserwuje jednak nowy trend – rozlokowywania osób na wyższych stanowiskach, talentów z działów sprzedaży, marketingu i badań, w różnych miejscach świata. Niektórzy pełnią kluczowe funkcje, do tej pory niedoreprezentowane na ważnych rynkach.

Dane z sektora farmaceutycznego pokazują, że liczba dyrektorów i osób na wyższych stanowiskach jest nieproporcjonalnie większa na dojrzałych rynkach, takich jak USA, Hiszpania, Francja i Wielka Brytania, niż w krajach, gdzie są większe szanse na szybszy rozwój i wzrost przychodów.

Badanie EY dowodzi, że większa mobilność odpowiednich ludzi i przenoszenie ich do odpowiednich krajów jest ekonomiczną koniecznością. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę dojrzałe rynki, które nie gwarantują już szybkiego rozwoju, oraz panującą na nich stagflację wynagrodzeń. W dodatku pojawiające się nowe możliwości oraz mobilność pracowników są konfrontowane z narastającym protekcjonizmem. Sukces odniosą te organizacje, które skoncentrują się na innych rynkach i lepiej dopasują menedżerów, sprzedawców, pracowników marketingu czy rozwoju produktów do szans, jakie daje globalny rynek.

– Po erze offshoring’u (przenoszenia obszarów działalności do odległych lokalizacji zagranicznych, najczęściej powodowane niższym kosztem pracy) , near-shoring’u (przenoszenie obszarów działalności poza granice, ale w ramach tego samego regionu), right-sharing’u (lokalizowanie procesów w krajach i lokalizacjach, które zapewniają najlepszą kombinację kosztów i efektywności), w której priorytet kładziono na geograficzna optymalizację kosztową zasobów, przyszedł czas szukania przewagi konkurencyjnej poprzez growth-shoring, czyli lokowanie obszarów działalności powodowane koncentracją na wzroście przedsiębiorstw, rozumianym jako wzrost wartości dodanej i przychodów. Strategiczne zarządzanie talentami i ich mobilnością pozwala osiągać wyniki przynoszące zwroty z inwestycji. Aby móc je osiągnąć konieczne jest jednak patrzenie na sukces przedsiębiorstwa przez pryzmat globalnych, a nie tylko indywidualnych, lokalnych mierników sukcesu biznesowego (KPIs) mierzonych na poziomie krajowym – uważa Eliza Skotnicka.

O badaniu

EY przeanalizował 659 różnej wielkości organizacji z 11 sektorów gospodarki. Zagregowane dane dostarczył portal LinkedIn mający ponad 530 milionów użytkowników.

Global Risks Report 2018 – kolejny rok zwiększonej niepewności

Eksperci przygotowują się na kolejny rok zwiększonej niepewności – spośród 1000 respondentów, którzy wzięli udział w badaniu percepcji ryzyka 59% wskazuje na intensyfikację występowania zagrożeń, natomiast tylko 7% przewiduje ich spadek.

Pesymistyczne prognozy związane z sytuacją geopolityczną wpłynęły na opinie ekspertów, którzy spodziewają się wzrostu występowania konfliktów politycznych i gospodarczych (93%), a prawie 80% wskazuje na zagrożenie ryzykiem wojny z udziałem głównych mocarstw.

Podobnie jak w 2017 r., środowisko było zdecydowanie największym problemem ekspertów, którzy poproszeni o ustalenie priorytetów (pod względem prawdopodobieństwa i konsekwencji wystąpienia) w odniesieniu do wszystkich pięciu zagrożeń – ekstremalnych warunków pogodowych; utraty różnorodności biologicznej i załamania się ekosystemu; klęsk żywiołowych; katastrof ekologicznych spowodowanych przez człowieka oraz zmian klimatycznych. Wszystkie zajęły wysokie pozycje w obu rankingach, jednak ekstremalne zjawiska pogodowe są postrzegane jako najbardziej znaczące w tej grupie.

Zagrożenia cybernetyczne stają się coraz ważniejsze – cyberataki na dużą skalę zajmują obecnie trzecie miejsce pod względem prawdopodobieństwa wystąpienia, natomiast rosnąca zależność od technologii jest drugim najbardziej znaczącym czynnikiem kształtującym globalny krajobraz ryzyk w ciągu najbliższych 10 lat.

Ryzyka ekonomiczne nie zdominowały tegorocznego raportu, jednakże eksperci obawiają się, że poprawa globalnych stóp wzrostu PKB może prowadzić do zagrożeń strukturalnych w światowych systemach gospodarczych i finansowych. Nierówności zajmują trzecie miejsce wśród kluczowych ryzyk, a najczęściej wymienianym powiązaniem są niekorzystne konsekwencje postępu technologicznego i wysokiego bezrobocia lub niepełnego zatrudnienia.

Artur Grześkowiak – Prezes Marsh Polska podsumowuje: „Tegoroczny raport dostarcza wielu informacji na temat dynamicznych zmian technologicznych i jednocześnie niepewności w sferze politycznej i geopolitycznej. Wskazuje również na trudności związane z nadążaniem za przyspieszającym tempem zmian. Rozwój technologiczny i upolitycznienie wielu obszarów potwierdzają, że istnieje potrzeba przewidywania zjawisk w szerokim zakresie – od praktyk biznesowych po globalne relacje pomiędzy państwami.

Ataki cybernetyczne wpływają na reputację przedsiębiorstw oraz osób odpowiedzialnych za zarządzanie ryzykiem w firmach. Konflikty geopolityczne przyczyniają się do wzrostu skali ich występowania. Ponadto, prawdopodobieństwo wystąpienia ataku cybernetycznego rośnie wraz ze wzrostem zależności firm od nowoczesnych technologii. Świadomość w zakresie zarządzania ryzykiem cybernetycznym w przedsiębiorstwach wzrasta, jednak cyber bezpieczeństwo wymaga ścisłej współpracy rządu z biznesem i ma kluczowe znaczenie dla zapobiegania tym zagrożeniom.

W obliczu tych zmian może okazać się, że firmy będą potrzebować nowego podejścia do identyfikacji ryzyka i ustalania priorytetów, które powinny opierać się na gruntownej analizie zjawisk rynkowych i pozarynkowych w celu skuteczniejszego przewidywania i rozpoznania możliwości wystąpienia konkretnych zjawisk w przyszłości.”

W tegorocznej edycji Global Risks Report 2018 zostało także przedstawionych 10 scenariuszy, które stanowią punkt wyjścia do oceny potencjalnych zagrożeń w środowisku biznesowym:

  • Kryzys handlu: Wojny handlowe rosną w siłę.
  • Ponure żniwa: Klęski dotykające w tym samym czasie różne tereny zaopatrujące w żywność całe regiony, zagrażają stabilności globalnego systemu zaopatrzenia.
  • Splątana sieć:  Rozprzestrzeniająca się sztuczna inteligencja zagraża wydajności Internetu.
  • Kryzys handlu: Wojny handlowe rosną w siłę, co sprawia, że światowym organizacjom coraz trudniej jest odpowiednio i szybko reagować.
  • Wyłom w demokracji: Nowe fale populizmu zagrażają porządkowi społecznemu w dojrzałych demokracjach.
  • Całkowite wyniszczenie: Drony sterowane sztuczną inteligencją pilotują kutry rybackie zajmujące się nielegalnymi połowami na niekontrolowaną skalę.
  • Chaos gospodarczy: Kolejny kryzys finansowy narusza stabilność polityczną i wywołuje chaos.
  • Pogłębiające się nierówności: Bioinżynieria i substancje wzmacniające funkcje poznawcze tworzą przepaść pomiędzy „posiadającymi” i „nieposiadającymi”.
  • Brak jasnych reguł gry: Konflikty pomiędzy państwami mogą nasilać się w nieprzewidziany sposób, w związku z brakiem uzgodnionych zasad cyberwojennych.
  • Tożsamość geopolityczna: W obliczu zmian geopolitycznych tożsamość narodowa staje się coraz większym źródłem napięć wokół spornych granic.
  • Odgrodzenie: Cyberataki, protekcjonizm gospodarczy i rozbieżności regulacyjne prowadzą do zjawiska bałkanizacji Internetu.

Global Risks Report 2018 powstał we współpracy ze  Światowym Forum Ekonomicznym. Partnerami Strategicznymi Raportu są: Marsh & McLennan Companies oraz Zurich Insurance Group, a w gronie doradców znaleźli się: Oxford Martin School (Uniwersytet w Oxfordzie), Uniwersytet w Singapurze oraz the Wharton Risk Management and Decision Processes Center (Uniwersytet w Pensylwanii).

Globalny rynek technologii osiągnie w tym roku wartość 3 bilionów dolarów

Jak wynika z analizy firmy Forrester Mideyar Global Tech Market Outlook For 2017 To 2018, światowy rynek technologii IT przekroczy w tym roku wartość trzech bilionów dolarów. To zasługa dobrych nastrojów w gospodarce, rosnącego popytu na usługi chmurowe i doradcze.

Wzrosty w niemal każdej kategorii

Światowy rynek technologii ma wzrosnąć w porównaniu do 2017 r. o 4%. Jak przekonują analitycy Forrestera, największe wzrosty będziemy obserwować w segmencie oprogramowania i usług konsultingowych związanych z wdrażaniem technologii informatycznych, na które przedsiębiorstwa przeznaczą w tym roku o 6% więcej pieniędzy niż w 2017 r. Sprzedaż sprzętu i urządzeń IT zwiększy się o 3%, a zainteresowanie outsourcingiem i usługami telekomunikacyjnymi wzrośnie o 2,2% w porównaniu do ubiegłego roku.

Największe wzrosty w segmentach oprogramowania i usług konsultingowych nie są zaskoczeniem, biorąc pod uwagę rosnącą popularność wynajmu aplikacji w modelu SaaS (Software as a Service) i dzierżawy infrastruktury, czyli IaaS (Infrastructure as a Service), co widoczne jest także w Polsce. W Atmanie od lat notujemy stały wzrost przychodów m.in. z usług serwerów dedykowanych – w ostatnim raportowanym okresie finansowym (trzy pierwsze kwartały 2017 r.) było to 23% rok do roku. Rosnący popyt na specjalistyczną wiedzę z zakresu technologii IT jest z kolei efektem konieczności szybkiej cyfryzacji, czyli dotrzymania kroku globalnemu rozwojowi nowych technologii, przy jednoczesnym deficycie specjalistów tej branży. Firmom coraz trudniej jest się odnaleźć w technologicznym wyścigu i nie mogą już polegać wyłącznie na własnych zasobach – tłumaczy Robert Mikołajski z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Warto zaznaczyć, że bardzo duży udział we wzrostach będą miały rynki Centralnej i Zachodniej Europy. Sprzedaż wszystkich produktów i usług sklasyfikowanych w zbiorczym pojęciu Forrestera jako „Business Technologies” (BT) powiększy się w tym regionie aż o 34%.

Sprzyjająca koniunktura

Zdaniem analityków firmy Forrester imponującą wartość rynku IT uda się przekroczyć głównie za sprawą powrotu światowej gospodarki do normalności, po szeregu ekonomicznych i politycznych wydarzeń, które wstrząsnęły rynkami w 2016 r. Obecna sytuacja sprzyja inwestycjom w technologie. Poza prognozowanym wzrostem gospodarczym istotne znaczenie będzie miało także szybsze odchodzenie firm i organizacji od wdrożeń on-premise na rzecz adaptacji rozwiązań chmurowych. Więcej projektów cyfryzacyjnych dotyczyć będzie tzw. back-office, czyli zaplecza administracyjnego przedsiębiorstw. Wydatki na systemy do zarządzania relacjami z klientami (CRM), analitykę ich profili czy platform e-commerce stanowić będą 28% wszystkich globalnych wydatków na technologie.

Blockchain i kryptowaluty w natarciu

Analizując sytuację na rynku technologii w dłuższej perspektywie, segmentem rozwiązań szczególnie wartym obserwowania będzie technologia blockchain i kryptowaluty. Ten rynek, jak donosi opublikowany na początku roku raport Royal Bank of Canada, na przestrzeni najbliższych piętnastu lat powinien wzrosnąć trzynastokrotnie, osiągając do tego czasu wartość aż 10 bilionów dolarów.

Potrzebne modyfikacja programów nauczania w kształceniu pielęgniarek i położnych

Od maja tego roku w Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad strategią dla polskiego pielęgniarstwa. Jednym z obszarów, który obejmują prace jest kształcenie przed- i podyplomowe. Uznano, że niepotrzebna jest zmiana systemu szkolenia polskich pielęgniarek i położnych. Obowiązywać będzie nadal szkolenie w systemie bolońskim. Potrzebna jest jednak modyfikacja programów nauczania, nad czym trwają prace.

–  Środowisko pielęgniarek i położnych, resort zdrowia oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ministerstwo Edukacji doszli do konsensusu w kwestii kształcenia przeddyplomowego  powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych – Pierwszym stopniem będzie licencjat, a drugim – magister pielęgniarstwa i położnictwa. Wyżej obowiązywać będą już stopnie naukowe. Kształcenie podyplomowe jest dobrze zorganizowane – istnieją wszystkie formy nauczania, kursy dokształcające, specjalistyczne, kwalifikacyjne oraz specjalizacje w poszczególnych dziedzinach pielęgniarstwa. Zespół łącznie z przewodniczącą – minister Szczurek-Żelazko bardzo długo dyskutował z Centrum Kształcenia, z Departamentem Pielęgniarek i Położnych oraz z konsultantami w poszczególnych dziedzinach pielęgniarstwa i położnictwa na temat specjalizacji, których liczba jest obecnie za bardzo rozbudowana. Należy zastanowić się, w jakim kierunku powinny pójść zmiany w tym zakresie. Decyzje te powinny ostatecznie zostać zawarte w przygotowywanej strategii – wskazała Małas.

Ponad 60 dolarów za baryłkę – cena ropy idzie na rekord

Ponad 60 dolarów za baryłkę – cena ropy idzie na rekord. Paliwo ostatnio tak drogie było w 2014 roku, czyli prawie cztery lata temu.

– Złożyła się na to sytuacja bieżąca. Bardzo niekorzystne warunki pogodowe w Stanach Zjednoczonych, czyli silne mrozy. Mamy cały czas do czynienia z trendem wzrostowym spowodowanym limitowaniem produkcji przez OPEC i kraje, które przystąpiły do porozumienia. Ten drugi czynnik działa bardziej długofalowo – mówi newsrm.tv Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker i dodaje. – Jeżeli chodzi o prognozy to należałoby się spodziewać, że poziomy, które są obecnie raczej nie zostaną przekroczone. Raczej ceny będą w ciągu roku niższe. Prognozy zazwyczaj są zróżnicowane ale większość przewidywań widzi notowania ropy naftowej w przedziale od 40 do 60 dolarów. Natomiast pod koniec może zadziałać istotny czynnik w postaci zakończenia porozumienia dotyczącego limitowania wydobycia. Jeżeli nie zostanie przedłużony, jeżeli już wygaśnie to w tym przypadku można liczyć się z niższymi cenami pod koniec roku.

Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker

Ponad 40 mln pasażerów na polskich lotniskach w 2017 r.

Porty lotnicze w Polsce jeszcze nigdy nie rosły tak szybko. W ubiegłym roku przekroczyły razem magiczną granicę 40 mln pasażerów. W porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza to, że polskie porty obsłużyły o ponad 6 mln pasażerów więcej, a wzrost w skali roku wyniósł ok. 17,7 procenta – pokazały wyliczenia Fly4free.pl.

Wynik osiągnięty przez polskie lotniska budzi jeszcze większe uznanie, gdy spojrzymy na historyczne dane Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Pierwsza fala szybkich wzrostów miała miejsce w 2004 roku, wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. W tamtym czasie nasze porty obsłużyły 8,83 mln pasażerów, a już rok później przewinęło się przez nie 11,5 mln ludzi. Na pokonanie kolejnej bariery, czyli przekroczenie poziomu 20 mln pasażerów rocznie, musieliśmy czekać do 2010 roku. Następną granicę, czyli 30 mln pasażerów osiągnęliśmy w 2015 roku, a na kolejny poziom wdrapaliśmy się już po dwóch latach. Tegoroczny wynik jest też ciekawy ze statystycznego punktu widzenia – po raz pierwszy w historii na każdego mieszkańca Polski przypada średnio jedna podróż samolotem w ciągu roku. Ta informacja świadczy o tym… jak wielki jest potencjał naszego rynku. Z raportu ZDG TOR „Kierunki rozwoju lotnictwa w Polsce” wynika bowiem, że znacznie częściej latają od nas nie tylko Hiszpanie (3,8 podróży rocznie) czy Niemcy (średnio 2,6 podróży w 2015 r.), ale też Litwini (współczynnik 1,4) i Czesi (1,2 podróży rocznie).

Do tak dobrego wyniku polskich portów najmocniej przyczyniło się Lotnisko Chopina, które w 2017 r. obsłużyło 15,752 mln pasażerów, czyli aż o 2,8 mln osób więcej niż rok wcześniej. Trochę złośliwie można napisać, że warszawski port to ewenement na skalę światową – jego szef otwarcie mówi, że interesuje go tylko budowa hubu przesiadkowego dla LOT, a inne nowe trasy czy przewoźnicy niekoniecznie są tu witani z otwartymi ramionami.

Mimo to, liczba pasażerów wzrosła w Warszawie aż o 22,7 proc. w skali roku – jakby na potwierdzenie słów o konieczności budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego z powodu zatkania Chopina.

Rekordowym miesiącem dla Chopina był lipiec, gdy lotnisko odprawiło aż 1,7 mln pasażerów. Ten miesiąc pokazuje też największe zagrożenie związane z szybką ekspansją. Były to ogromne problemy z handlingiem i obsługą pasażerów, jakie miała firma LS Airport Services. W efekcie niemal co drugi lot w warszawskim porcie był w lipcu opóźniony.

Pozostałe duże lotniska rosły równie szybko. Imponujące wzrosty zanotowały więc porty w: Krakowie (+17,2 proc., głównie dzięki jesiennej ekspansji Ryanaira), Katowicach (+21,7 proc) i Wrocławiu (tu liczba pasażerów wzrosła o 18 proc. w skali roku).

Swoje dołożyło też lotnisko w Gdańsku, które według wstępnych szacunków portu (oficjalne dane będą dostępne za kilka dni) obsłużyło około 4,6 mln pasażerów (oznacza to wzrost o ok. 14,7 proc. w skali roku). Spośród największych lotnisk bardzo udaną końcówkę roku zanotował port w Poznaniu, gdzie od końca października swoją bazę otworzył Ryanair. W stolicy Wielkopolski oficjalne dane będą znane na dniach, ale wstępne szacunki mówią o liczbie rzędu 1,85 mln podróżnych.|

Z największych portów jedynie Modlin tkwi w delikatnej stagnacji. Tu także dysponujemy tylko wstępnym rachunkiem i wynika z niego, że liczba pasażerów w ciągu roku wzrosła jedynie o 70 tys. podróżnych. Pamiętajmy jednak, że w Modlinie mamy do czynienia ze sporem udziałowców, czego efektem jest zablokowana rozbudowa lotniska, które właściwie pęka w szwach.

Wśród średnich portów lotniczych największe powody do optymizmu mają lotniska w Szczecinie i Lublinie, gdzie liczba pasażerów wzrosła odpowiednio o 24 i 13,9 proc. w skali roku. Nieco słabszy rok ma za sobą lotnisko w Rzeszowie (nawet z uwzględnieniem braku danych za grudzień), jednak na Podkarpaciu przyszły rok powinien być znacznie lepszy. Głównie z powodu ekspansji LOT, który od 9 marca uruchomi trasę z Rzeszowa do Tel Awiwu, a od 29 kwietnia – całoroczne połączenie do Newark w USA obsługiwane przez Dreamlinera.

Jeśli chodzi o najmniejsze lotniska, to ze względu na niską bazę notują one najwyższe wzrosty. Aż o 122,9 proc. w skali roku wzrosła liczba pasażerów w Szymanach (obsłużyło 104,8 tys. podróżnych), a o ponad 91 proc. w Zielonej Górze (do 17,7 tys. osób). Wzrosło nawet lotnisko w Radomiu, choć pamiętajmy, że od końca października hula po nim tylko wiatr.

Z kolei lotniska w Łodzi i Bydgoszczy raczej nie uznają 2017 roku za szczególnie udany, choć patrzą na przyszły rok z nadzieją. Spore odbicie widać już w Bydgoszczy – choć lotnisko obsłużyło w zeszłym roku 331,3 tys. pasażerów (spadek o 1,8 proc.), to w ostatnich dwóch miesiącach tego roku liczba pasażerów rosła odpowiednio o 38 proc. w listopadzie i 15,7 proc. w grudniu rok do roku. To przede wszystkim efekt nowych kierunków, czyli lotów do Lwowa (LOT) i Londynu Luton (Ryanair), a także zwiększenia częstotliwości rejsów do Frankfurtu przez Lufthansę.

Delikatne powody do optymizmu są też w Łodzi – po długiej stagnacji w przyszłym roku Ryanair zacznie stąd latać do Aten, a Lufthansa przywróci skasowane wcześniej przez Adrię bezpośrednie połączenie z Monachium.

Sygnalista – pracownik w walce z nadużyciami szefa

Prawo w Polsce zaczyna wreszcie dostrzegać sygnalistów, a więc osoby, które reagują, gdy w firmach, w których pracują, zdarzają się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. Ochrona osób, które zgłaszają nieuczciwe bądź nieetyczne praktyki jest zarówno w interesie pracowników, jak i pracodawców.

Określenie „whistleblowing” pojawia się przede wszystkim w kontekście nieprawidłowości zgłaszanych przez pracowników. „Whisteblower” to inaczej sygnalista, a mówiąc prościej – osoba, która w dobrej wierze zgłasza nieuczciwe lub nieetyczne zachowania dostrzeżone w firmie, w której pracuje.

Warto w tym miejscu wyjaśnić, co ma wspólnego dmuchanie w gwizdek („blow the whistle”) ze zgłaszaniem nadużyć. Otóż Ralph Nader, twórca amerykańskiego ruchu konsumenckiego namawiał pracowników właśnie do wspólnego gwizdania na znak protestu przeciwko nieuczciwym praktykom koncernów. Tyle, że jego apele miały miejsce w 1971 roku, dziś natomiast „whisteblowing” przybiera zupełnie inną formę – do zgłaszania nadużyć rzadziej wykorzystuje się gwizdki, a częściej telefony oraz e-maile.

Zmienia się także prawo, które coraz częściej wymusza opracowanie i stosowanie procedur, które ułatwią „whisteblowing”. Tak jak w Polsce, gdzie od listopada 2015 roku procedury dotyczące zgłaszania nieprawidłowości powinno wdrożyć każde przedsiębiorstwo podlegające „Prawu bankowemu”. Możliwe także, że już wkrótce w życie wejdzie „Ustawa o jawności życia publicznego”, która powinna zapewnić ochronę sygnalistom, a więc osobom zgłaszającym nieprawidłowości czy to w przedsiębiorstwach, czy w instytucjach publicznych.

Oznacza to, że właściwie każda firma już teraz powinna poważnie przemyśleć, w jaki sposób zamierza radzić sobie w sytuacjach, w których pracownicy zgłaszają problemy etyczne lub prawne i chcieliby wpłynąć na ich wyeliminowanie. Oczywiście nie trzeba czekać z tym na nowe ustawy – tak naprawdę walka z nieetycznymi procederami i  ochrona uczciwych pracowników zawsze była, jest i będzie w interesie przedsiębiorstw. Dzięki temu mogą one szybciej dostrzec problemy, zareagować na nie i wyeliminować, zanim przyniosą firmie duże straty, doprowadzą do procesów sądowych lub kryzysu wizerunkowego.

Wewnętrzna infolinia nie zawsze skuteczna

Procedury zgłaszania nieprawidłowości w firmach najczęściej obowiązują w dużych przedsiębiorstwach i zazwyczaj przybierają postać wewnętrznej infolinii lub adresu e-mail, na który pracownicy mogą anonimowo zgłaszać zauważone problemy. Niestety, w takiej sytuacji pojawia się ryzyko, że pracownik będzie obawiał się, iż mimo wszystko zostanie zidentyfikowany i potraktowany niczym „donosiciel”.

– Wielu pracowników nie zgłasza zdarzeń swojemu pracodawcy w obawie o konsekwencje, nawet jeśli system zapobiegania nadużyciom wydaje się bezpieczny. Boją się, że ktoś ich zauważy lub wyśledzi, a oni w konsekwencji stracą pracę lub dopadnie ich ostracyzm środowiska – mówi Anna Grzywaczyk, reprezentująca Ogólnopolskie Centrum Interwencyjne (OCI).

Z tego też powodu rośnie popularność systemów zewnętrznych. W pierwszej chwili outsourcing w tak wrażliwej kwestii może się wydawać ryzykownym pomysłem, ale warto wziąć pod uwagę, że zewnętrzna infolinia jest w stanie zapewnić sygnalistom lepszą ochronę niż najlepszy system pracodawcy. Z kolei przedsiębiorstwo może czuć się mocniej zobowiązane do wyjaśnienia sytuacji, jeśli w sprawę zaangażowana zostanie strona trzecia. Dlatego wiele międzynarodowych koncernów, choć stać je na własne linie typu „Speak Up”, z powodzeniem korzysta z linii zewnętrznych, uznając je po prostu za skuteczniejsze.

Pracownicy firmy, która dołączy do systemu takiego jak OCI, zyskują  możliwość bezpiecznego zgłoszenia wszelkich nieprawidłowości (etycznych i prawnych) w firmie. Sygnalista może być przy tym pewny, że pracodawca nie pozna jego personaliów. Następnie raport ze zgłoszenia jest przekazywany pracodawcy (oczywiście bez danych sygnalisty) z prośbą o wszczęcie procedury wyjaśniającej.

W przypadku OCI pracownicy mogą zgłaszać problemy przez internet, e-mail lub telefon, a system pozwala w pełni egzekwować kodeks etyczny praktycznie każdego przedsiębiorstwa. W ramach sytemu zgłaszane mogą być sytuacje kradzieży, korupcji, nielegalnych płatności, defraudacji, łamania wewnętrznych procedur, łamania prawa, narażania bezpieczeństwa, zagrożeń dla środowiska, dyskryminacji, molestowania czy mobbingu, a nawet sytuacje związane z konfliktami interesów.

Firma współpracująca z systemem takim jak OCI musi zgodnie z uzgodnionymi procedurami zbadać sprawę, a następnie poinformować o jej finale. Przedsiębiorstwo może np. przeprowadzić postępowanie kontrolne, wprowadzić procedury naprawcze, a nawet zwolnić osobę odpowiedzialną za nadużycia, jeśli okaże się, że faktycznie jej działania były niezgodne z prawem lub narażały firmę na straty.

Świadomy pracodawca krytyki się nie boi

Firma, która chciałaby sama stworzyć własną linię etyczną, musi wyznaczyć do tego celu odpowiednie osoby, a także zapewnić procedury oraz infrastrukturę, aby zagwarantować bezpieczny dla pracowników proces zgłaszania i wyjaśniania nadużyć. Wszystko to może oznaczać duże koszty, których można uniknąć decydując się na dołączenie do systemu zewnętrznego.

W tym drugim przypadku to usługodawca zapewnia całą infrastrukturę, dysponuje też opracowanymi (i sprawdzonymi w praktyce) procedurami, które zapewniają odpowiednią ochronę tak pracownikom, jak i przedsiębiorstwu. Dlatego najczęściej takie rozwiązanie okazuje się łatwiejsze i szybsze do wdrożenia, a przy tym tańsze.

Nie zmienia to jednak faktu, że niektóre przedsiębiorstwa mają pewne obawy związane z przystąpieniem do systemu typu „Speak Up Line”. Pojawia się np. wątpliwość, czy zachęceni do tego pracownicy, nie zaczną masowo dzwonić na infolinię, zasypując ją skargami, osobistymi żalami i pretensjami wobec mniej lubianych przełożonych.

– Owszem, można się spodziewać, że w pierwszym etapie, gdy pracownicy zostaną poinformowani o tym, że firma wdraża ten mechanizm, liczba zgłoszeń będzie większa niż później. Wiele z nich może jednak dotyczyć spraw nieaktualnych, niewyjaśnionych w przeszłości. Później zainteresowanie systemem przeważnie spada, a pracownicy korzystają z niego tylko w sytuacjach, które są dla nich ważne i zarazem aktualne – mówi Anna Grzywaczyk.

Nie sprawdzają się również obawy, jakoby pracownicy dokonywali fałszywych zgłoszeń np. w celu pozbycia się wymagającego kierownika. Tego typu sytuacje częściej mogą mieć miejsce w ramach systemów wewnętrznych, gdy pracownicy składają anonimowe skargi. Doświadczenie pokazuje, że jeśli pracownik ma zgłosić problem do systemu takiego jak OCI, zazwyczaj jest to decyzja poważna, dobrze przemyślana i oparta na wiarygodnych informacjach.

Etyka się opłaca

Przedsiębiorstwo, które dokłada starań, by poważnie przestrzegać zasad etycznych, zwiększa szanse na skuteczne wykrywanie przypadków oszustw, korupcji oraz na zapobieganie tego typu zdarzeniom.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że pracodawca, który prowadzi aktywną politykę antymobbingową, zmniejszy ryzyko rozstrzygania tego typu spraw na drodze sądowej, a gdy mimo wszystko do takiego procesu dojdzie, sąd będzie musiał uwzględnić także zaangażowanie pracodawcy w zapobieganie podobnym problemom.

I w końcu – etyczne środowisko pracy sprzyja większym przychodom. Wysokiej klasy pracownicy będą bardziej zainteresowani pracą w firmie, która autentycznie dba o etykę i uczciwe zasady, a sprawnie działające procedury zapobiegające nadużyciom finansowym będą odstraszały przed próbami nieuczciwych zachowań.

Warto podkreślić, że wdrożenie systemu „Speak Up Line” może być dla pracodawcy wyjątkowo skutecznym elementem employer brandingu. Pracodawca buduje w ten sposób wizerunek przedsiębiorstwa autentycznie zainteresowanego problemami pracowników i nie są to jedynie puste deklaracje. Pracownicy dostają konkretne narzędzia, umożliwiające przeciwdziałanie złym praktykom w przedsiębiorstwie, mają realny wpływ na kształtowanie etycznej kultury w firmie.

Wdrażając system do zgłaszania nieprawidłowości w firmie pracodawca podkreśla, że jakość współpracy, efektywność i uczciwość są dla niego ważniejsze od utrzymywania zarządu w dobrym samopoczuciu. Zapewnia też, że problemy zauważane przez pracowników nie będą pozostawiane bez wyjaśnienia, bowiem obydwie strony traktują siebie nawzajem uczciwie i poważnie. A w takiej sytuacji zyskuje zarówno etyczny pracodawca, jak i uczciwy pracownik. Jeśli ktoś może stracić, to jedynie osoby, które dopuściły się bezprawnych bądź nieetycznych zachowań.

Auto w leasingu a księgowość w 2018 r.

Jedną z najczęściej wybieranych form finansowania pojazdów w działalności gospodarczej jest umowa leasingu. W zależności od tego, czy jest to leasing operacyjny, czy leasing finansowy, sposób rozliczenia wydatków związanych z samochodem osobowym będzie wywoływał odmienne skutki podatkowe. Na czym polegają obie formy leasingu oraz w jaki sposób je rozliczyć?

Samochód osobowy w leasingu finansowym na gruncie PIT

Przedmiot wykorzystywany w firmie na podstawie umowy leasingu finansowego przenosi prawo własności do rozporządzania nim na leasingobiorcę. – Zatem samochód osobowy w leasingu finansowym można wprowadzić do ewidencji środków trwałych, co pozwoli na dokonywanie odpisów amortyzacyjnych w kosztach uzyskania przychodu – tłumaczy Anna Wakulik, z wFirma.pl, rozbudowanego serwisu do prowadzenia księgowości online dedykowanego mikro i małym przedsiębiorcom.

Od 1 stycznia 2018 r. wartość początkowa składników majątku uznawanych za środki trwałe obowiązkowo wprowadzane do ewidencji środków trwałych została zwiększona do 10.000 zł.

 

Do ustalenia wartości początkowej samochodu osobowego będącego przedmiotem umowy leasingu finansowego należy stosować art. 22g ust. 3 i 5 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, dotyczący nabyć środków trwałych w drodze zakupu. Przepisy wskazują, że wartość początkową samochodu w leasingu będzie stanowiła jego wartość netto, która odpowiada sumie rat kapitałowych. Może ona ulec powiększeniu o koszty naliczone do dnia przyjęcia pojazdu do używania w firmie, do których kwalifikują się m.in. koszty transportu, montażu, załadunku, rozładunku, ubezpieczenie w drodze, opłaty skarbowe czy notarialne. W przypadku kiedy podatnikowi nie przysługuje obniżenie kwoty należnego podatku o podatek naliczony (w całości lub części), nieodliczony VAT przypadający na część kapitałową będzie składnikiem wartości początkowej środka trwałego.

Jeżeli wartość początkowa samochodu osobowego wprowadzonego do ewidencji środków trwałych przekracza limit 20.000 euro, to odpisów amortyzacyjnych można dokonywać do wysokości wyznaczonego limitu 20.000 euro. Przeliczenia wartości na złote należy dokonać według średniego kursu NBP z dnia poprzedzającego przekazanie pojazdu do używania, zgodnie z art. 23 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT.

Należy pamiętać, że wprowadzenie samochodu w leasingu finansowym do środków trwałych wyklucza rozliczenie rat leasingowych – części kapitałowej bezpośrednio w kosztach. Natomiast możliwe jest uwzględnienie w kosztach części odsetkowej rat leasingowych po ich zapłaceniu, a także innych wydatków związanych z bieżącym użytkowaniem pojazdu w firmie.

Samochód osobowy w leasingu operacyjnym na gruncie PIT

Leasing operacyjny polega na tym, że przedmiot użytkowany na podstawie umowy leasingu pozostaje własnością firmy leasingowej. – Wobec tego, samochodu osobowego w leasingu operacyjnym nie można wprowadzić do ewidencji środków trwałych, ponieważ nie stanowi własności przedsiębiorcy – wyjaśnia ekspert.

Jednak wydatki związane z samochodem w leasingu operacyjnym, takie jak raty leasingowe, opłata wstępna, zakup paliwa czy części do samochodu mogą stanowić koszty podatkowe, księgowane bezpośrednio w kolumnie 13 KPiR jako pozostałe wydatki. Wówczas w KPiR należy wykazać:

  • kwotę netto z faktury – gdy czynny podatnik VAT odlicza 100% VAT od wydatków związanych z pojazdem,
  • kwotę netto + 50% nieodliczonego VAT – gdy czynny podatnik VAT odlicza 50% VAT od wydatków związanych z pojazdem,
  • kwotę brutto – gdy nabywcą jest podmiot zwolniony z VAT.

Odliczenie VAT od samochodu osobowego w leasingu

Od 1 kwietnia 2014 r. wydatki związane z samochodem osobowym w leasingu nie są objęte limitem odliczenia VAT, którego ograniczenie wynosiło 60%, lecz nie więcej niż 6000 zł. Obecnie odliczenie podatku VAT od wydatków związanych z samochodem osobowym, również tym w leasingu, jest uzależnione od sposobu jego użytkowania w firmie.

W przypadku samochodów osobowych w leasingu, które są użytkowane w sposób mieszany, czyli równocześnie w działalności i prywatnie, można odliczać 50% kwoty podatku VAT od wydatków z nim związanych. Dotyczy to rat leasingowych, wydatków eksploatacyjnych itp. Pozostała część nieodliczonego podatku VAT podlega ujęciu w kosztach uzyskania przychodów. Przy użytkowaniu samochodu osobowego w sposób mieszany podatnik nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji przebiegu pojazdu dla celów PIT.

Natomiast gdy samochód osobowy jest wykorzystywany wyłącznie w celach prowadzenia działalności, wówczas przysługuje 100% odliczenia VAT, co dotyczy zarówno rat leasingowych za użytkowanie samochodu oraz innych bieżących wydatków z nim związanych, np. zakupu paliwa czy części.

Użytkowanie samochodu wyłącznie w celach działalności należy jednak odpowiednio udokumentować. Przede wszystkim należy zgłosić pojazd jako firmowy do urzędu skarbowego na formularzu VAT-26, na co przedsiębiorca ma 7 dni od daty poniesienia pierwszego wydatku związanego z pojazdem, oraz sporządzić regulamin jego użytkowania w firmie. Należy również na bieżąco prowadzić ewidencję przebiegu pojazdów, tzw. kilometrówkę dla celów podatku VAT, której celem jest potwierdzenie i udokumentowanie wykorzystywania samochodu wyłącznie w działalności – twierdzi Anna Wakulik z wFirma.pl.

Leasing operacyjny a finansowy – różnice

Użytkowanie samochodu osobowego w obu rodzajach leasingu pod względem podatkowym ma swoje wady i zalety. Najważniejsze kwestie rozliczenia podatkowego wydatków związanych z samochodem osobowym w obu formach leasingu przedstawia poniższa tabela.

Leasing operacyjny Leasing finansowy
●     samochód nie stanowi środka trwałego, brak możliwości odliczenia w kosztach odpisów amortyzacyjnych,
●     raty leasingowe stanowią koszt,
●     pozostałe bieżące wydatki dotyczące samochodu są kosztem,
●     wartość odliczenia VAT od wydatków związanych z pojazdem uzależniona jest od sposobu jego użytkowania.
●     samochód stanowi środek trwały, co daje możliwość odliczenia odpisów amortyzacyjnych w kosztach,
●     raty leasingowe w części kapitałowej nie stanowią kosztu,
●     odsetki od rat leasingowych są kosztem,
●     pozostałe bieżące wydatki dotyczące samochodu są kosztem,
●     wartość odliczenia VAT od wydatków związanych z pojazdem uzależniona jest od sposobu jego użytkowania.

Podsumowanie poprzedniego roku i plany Nest Bank S A na 2018 r.

Rok 2017 jest drugim po przejęciu kontroli nad bankiem przez fundusz AnaCap. W pierwszym roku przygotowaliśmy nasz bank do wzrostu, tworząc nową markę oraz zestaw elementów składających się na przewagi konkurencyjne. Z kolei w 2017 roku oczekiwaliśmy znacznego rozwoju. To był rok sprawdzenia naszych założeń biznesowych. Z satysfakcją  mogę powiedzieć, że skala rozwoju nie tylko spełniła, ale nawet przekroczyła oczekiwania właściciela. Złożyły się na to wysoka świadomość marki Nest Bank, błyskawiczny rozwój sieci sprzedaży i mocna sprzedaż – zarówno skierowana do klientów indywidualnych, jak i mikroprzedsiębiorstw. Jednocześnie, budując portfel naszych klientów, wciąż zwiększamy zasięg na terenie kraju i intensywnie pracujemy nad ofertą produktową.

Zamykamy 2017 r. z poczuciem sukcesu w każdym z tych obszarów. Wprowadziliśmy do oferty wiele atrakcyjnych produktów, które rzeczywiście wyróżniają się na rynku. Wypływają z filozofii naszej marki, odpowiadają na potrzeby znane każdej polskiej rodzinie czy rodzinnej firmie – wychodzą poza szablony utarte na polskim rynku bankowym. Pierwszy taki na rynku, bezpłatny kredyt na fotelik samochodowy, z jednej strony był odpowiedzią na ważny społeczny problem i świetnie wpisywał się w filozofię naszego banku jako rodzinnego i opiekuńczego. Towarzysząca mu kampania zakomunikowała jednocześnie rynkowi, że mamy w ofercie dobre i bezpieczne kredyty.

Mieliśmy również wiele ciekawych wdrożeń skierowanych do mikrofirm. Wyróżniającym się pomysłem produktowym jest Sukcesja – kredyt skierowany do rodzinnych firm, w którym wiarygodność kredytowa przechodzi z dotychczasowego właściciela na sukcesora. Ważnym projektem było dla nas również nawiązanie współpracy z Google i świetna promocja połączona z edukacją przedsiębiorców, w ramach której firmy zaciągające u nas kredyt otrzymują 1000 zł na reklamę w Internecie wraz z profesjonalnym wsparciem w zaplanowaniu kampanii. To tylko niektóre z tegorocznych wdrożeń. Wszystkie je łączy silne dopasowanie cech produktu do filozofii naszej rodzinnej markipodsumowuje Bartosz Chytła, Pierwszy Wiceprezes Zarządu Nest Banku.

Co oczywiście dla nas najważniejsze – nasza strategia produktowa znalazła odzwierciedlenie w wynikach sprzedażowych. Obecnie Nest Bank udziela dziesięciokrotnie więcej kredytów miesięcznie niż bank sprzedawał jeszcze dwa lata temu.  – Nest Bank w ostatnich dwóch latach skupiał się na segmencie mikrofirm i w 2017 r. zrealizował potrojenie wartości sprzedaży kredytów w stosunku do 2015 roku, przy jednoczesnym podwojeniu jej rentowności – mówi Agnieszka Porębska-Kość,  Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania. – Było to możliwe między innymi dzięki zbudowaniu od nowa portfolio produktów kredytowych, zmianie modelu zarzadzania ryzykiem i automatyzacji procesu kredytowego – dzięki czemu przedsiębiorca może otrzymać decyzję kredytową w kilka minut. Drugim czynnikiem tak dynamicznego wzrostu był rozwój kanałów dystrybucji, zarówno jakościowy jak  i ilościowy. Bank rozpoczął także budowanie swojej obecności w obszarze finansowania gospodarstw rolnych oraz skutecznie wdrożył finansowanie zabezpieczone polskimi i europejskimi instrumentami gwarancyjnymi dodaje Agnieszka Porębska-Kość.

– Linię biznesową Consumer Finance stworzyliśmy w Nest Banku od zera. Rozwija się ona bardzo szybko i obecnie stanowi już 50% wolumenu sprzedaży kredytowej Nest Banku – zauważa Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej. – Wysoka jakość i elastyczność procesu udzielania kredytów została doceniona przez rynek. W 2017 r. Bank otrzymał prestiżową nagrodę Złotego Bankiera właśnie w kategorii kredytów gotówkowych. Nagroda jest tym cenniejsza, że kredyty detaliczne w Nest Banku debiutowały dopiero kilka miesięcy wcześniej. Dzięki atrakcyjnej ofercie produktowej, szczególnie kredytów gotówkowych, Bank stał się liderem finansowania klientów w branży pośredników finansowych, co zostało potwierdzone przyznanym przez KPF Złotym Laurem Pośredników – dodaje Bartłomiej Babicz.

Konsekwencją intensywnej akcji kredytowej była bardzo atrakcyjna na tle rynku oferta lokat – nasze produkty przez cały rok przyciągały klientów najwyższymi miejscami w rankingach produktowych. – Dzięki  odpowiednim działaniom, nastawionym na akwizycję klientów z RORami i lokatami, przez kanał internetowy pozyskaliśmy w 2017 r. ponad 120 tys. nowych klientów i blisko 2 mld zł nowych depozytów– mówi Agnieszka Porębska-Kość. – W 2017 r. rozpoczęliśmy również budowanie bankowości relacyjnej i dwukrotne zwiększyliśmy udział klientów z wpływami wynagrodzeń do banku. Zrealizowaliśmy ten cel dzięki wzrostowi rozpoznawalności marki, ale również uruchamiając specjalne oferty lokat dla klientów z wpływem wynagrodzenia, udostępniając darmowe wpłatomaty, wdrażając płatności mobilne Android Pay i specjalne oferty promocyjne przygotowywane np. wspólnie z VISA –  dodaje Agnieszka Porębska-Kość.

– Rozwojowi oferty produktowej towarzyszył niezwykle intensywny rozwój sieci sprzedaży. Obok 57 oddziałów własnych mamy już ponad 150 placówek franczyzowych na terenie całego kraju i jako jedni z nielicznych banków na rynku wciąż nawiązujemy współpracę z nowymi partnerami – mówi Bartłomiej Babicz.

Rok 2017  to również czas intensywnej pracy nad doświadczeniem klienta spotykającego naszą markę w różnych kanałach. Nieustannie pracujemy nad jakością obsługi naszych doradców i dbamy o atmosferę w oddziałach, bardziej przypominających kawiarnię niż bezduszne okienko bankowe. Intensywnie pracujemy także nad naszymi rozwiązaniami internetowymi i mobilnymi – jako jedni z pierwszych na rynku udostępniliśmy w grudniu możliwość założenia konta w Nest Banku za pośrednictwem wideoweryfikacji.

Wszystko to sprawia, że zamykamy ten rok z satysfakcją, tym większą, że popartą obiektywnymi wynikami branżowych rankingów i konkursów. W zakresie obsługi klientów w oddziałach i przez Internet zajęliśmy wysokie miejsca w środku stawki bankowej, wyprzedzając wielu bardziej doświadczonych od nas graczy z wieloletnią pozycją na rynku. Najnowsze badanie pokazuje, że wspomagana świadomość naszej marki wyniosła w listopadzie 48%. To znakomity rezultat.

Bardzo istotne, że nasze działania przełożyły się na wzrost jakości portfela kredytowego banku. Jednocześnie bank utrzymuje jeden z najwyższych wskaźników adekwatności kapitałowej T1 w sektorze. To wszystko składa się na wysoki, lecz stabilny, bezpieczny i rentowny wzrost Banku – dodaje Bartosz Chytła.

Plany na 2018 r.

Miejsce w którym jesteśmy zapewnia dobry start w nowym roku. Priorytety na 2018 rok to umocnienie pozycji rynkowej w segmentach konsumentów i mikrofirm przy znaczącym wzroście rentowności Nest Banku.

– Bank w kolejnych latach nadal planuje zwiększać swoje udziały rynkowe – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania.Planujemy eksplorować segment spółek i rozszerzyć ofertę dla firm większych niż mikroprzedsiębiorstwa, jednak zachowując wszystkie przewagi konkurencyjne jak np. szybkość procesu wypracowane dla segmentu mikroprzedsiębiorstw. Jednocześnie nowatorska oferta produktowa oraz większa aktywność w kanałach digital pozwoli się nam skupić się na zaspokojeniu potrzeb nowego dla banku segmentu klienta, w szczególności wykorzystując lukę pomiędzy finansowaniem bankowym i pozabankowymdodaje Agnieszka Porębska-Kość. – Będziemy również utrzymywać kanał internetowy jako główny kanał pozyskania nowych rachunków osobistych i kont firmowych. Ponad 70%  sprzedaży tego produktu pochodzi teraz z Internetu, będziemy ten kanał usprawniać i optymalizować wprowadzając ułatwienia dla klienta w rodzaju niedawno wprowadzonej wideoweryfikacji  – mówi Agnieszka Porębska-Kość .

– Bank jest już uznanym dostawcą finansowania w tradycyjnych kanałach dystrybucji, a w roku 2018 będziemy dodatkowo rozwijać ofertę w Internecie i na platformach mobilnych – Zwiększy się reklamowa obecność Banku w mediach internetowych, ale zakładamy także szersze otwarcie się na pośredników pozyskujących klientów on-linemówi Bartłomiej Babicz Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej  – Wprawdzie jakość portfela kredytowego w systemie bankowym poprawia się, narasta jednak zjawisko nadmiernego zadłużania się w niektórych segmentach rynku. Projektując nowe produkty Nest Bank będzie brał pod uwagę bezpieczeństwo finansowe polskich rodzin, przeciwdziałając zjawisku przekredytowania – podkreśla Bartłomiej Babicz.

Odrębnym dużym projektem będzie ruszająca właśnie cała linia produktów inwestycyjnych, umożliwiających efektywne oszczędzanie osobom o różnym doświadczeniu inwestycyjnym.
– w 2018 r. będziemy rozwijać ofertę inwestycyjną – wprowadzimy kolejne produkty inwestycyjno-ubezpieczeniowe, specjalnie wyselekcjonowane i dopasowane do potrzeb rodzin. Ruszymy ze sprzedażą funduszy inwestycyjnych i lokat strukturyzowanych za pośrednictwem Agenta Firmy Inwestycyjnej –
dodaje Agnieszka Porębska- Kość.

Niezwykle wyczekiwanym przez nas wdrożeniem będzie premiera aplikacji internetowej i mobilnej. Jest ona z jednej strony silnie związana z wchodzącą w życie w przyszłym roku dyrektywą PSD2, wymuszającą na wszystkich graczach nowe standardy usług płatniczych.  – W pierwszej połowie roku udostępnimy naszym klientom zupełnie nowe rozwiązanie internetowe i mobilnemówi Małgorzata Adamczyk, Dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej. Nowa bankowość elektroniczna będzie bazowała na nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych, w tym na otwartych interfejsach umożliwiających bankowi sprawny rozwój i integrację z systemami i aplikacjami partnerów zewnętrznych. Zaowocuje to bardziej dynamicznym rozwojem usług i oferty dodanej banku zarówno do kont, jak i docelowo do kredytów. Już na etapie budowy  nowego systemu integracja z partnerami zewnętrznymi z obszaru  Fintech następuje na nowych, przyszłościowych zasadach. Nowy system będzie z jednej strony pełen nowoczesnych rozwiązań,  w tym w zakresie usług płatniczych, oferty oszczędnościowej. Z drugiej strony przykładaliśmy ogromną wagę do doświadczenia naszego klienta. Szykujemy rozwiązania intuicyjne, przyjazne, łatwe w obsłudze oparte o cenioną przez klientów klasykędodaje Małgorzata Adamczyk.

Nadchodzący rok stawia przed nami ambitne wyzwania, ale jesteśmy na nie przygotowani. Będziemy konsekwentnie realizować naszą strategię opartą na rozwiązaniach oraz procesach bezpiecznych i przyjaznych dla rodzin i rodzinnych firm. Będziemy zwiększać naszą dostępność w całej Polsce, a także w Internecie, sukcesywnie podnosząc naszą rentowność.

 

3 na 4 menadżerów i specjalistów przeprowadzi się za pracą

Rynek pracy w Polsce cechuje się wysokim stopniem mobilności – aż 74% pracowników przeprowadziłoby się w przypadku otrzymania atrakcyjnej oferty pracy. Najbardziej pożądane miasto to Warszawa, w której chce pracować co drugi specjalista lub menedżer dopuszczający możliwość zmiany miejsca zamieszkania. Relokacja zawodowa do stolicy Dolnego Śląska byłaby interesująca dla 38% badanych, a 33% chętnie przeprowadzi się do Trójmiasta. Listę TOP5 najbardziej atrakcyjnych lokalizacji zamykają Kraków oraz Poznań.

Siódma edycja badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” pokazała, że specjaliści i menedżerowie w Polsce są otwarci na relokację zawodową. Taką możliwość rozważyłoby 3 na 4 zapytanych. I choć czołówka miast, które w oczach pracowników są najbardziej atrakcyjne, nie zmieniła się w porównaniu do poprzedniej edycji badania, to jednak widać istotne przetasowania.

Wysoki awans stolicy

Warszawa znalazła się na szczycie najbardziej pożądanych miast wśród respondentów gotowych do rozważenia przeprowadzki za pracą. W porównaniu do poprzedniej edycji badania stolica zanotowała zdecydowany awans – na pierwsze miejsce z trzeciego zajmowanego rok temu. Odsetek specjalistów i menedżerów, którzy chętnie przeprowadzą się zawodowo do Warszawy wzrósł z 31% do aż 52%.

Michał Borkowski z Antal wyjaśnia, że na zwiększenie zainteresowania Warszawą w dużej mierze wpłynął „szum medialny” wywołany zjawiskiem Brexitu. – Warszawa jest naturalnym polskim pretendentem do walki o migrację korporacji, w tym największych na świecie banków czy funduszy inwestycyjnych, szukających nowej siedziby jako alternatywy dla Londynu. Dane rynkowe wskazują, że jest to miasto, w którym może zyskać zarówno firma – ze względu na potencjalnie niskie koszty funkcjonowania biznesu i dostęp do wykwalifikowanego personelu, jak i pracownik. Szanse na nowe miejsca pracy w prestiżowych organizacjach wyraźnie działają na wyobraźnię specjalistów i menedżerów – mówi Michał Borkowski, Senior Consultant, Antal Finance & Accountancy.

Wrocław numerem dwa

Jak wynika z raportu, aż 38% specjalistów i menedżerów chętnie przyjęłoby propozycję nowej pracy w stolicy Dolnego Śląska. W rezultacie miasto zajęło drugie miejsce na liście najbardziej pożądanych miejsc pracy w Polsce. Warto przypomnieć, że rok temu, z podobnym odsetkiem (39%), miasto było liderem.

Michał Wolski z Antal zwraca uwagę, że Wrocław już od kilku lat przyciąga pracowników, gdyż włodarze miasta konsekwentnie realizują politykę budowania marki Wrocławia. – Z jednej strony przyciągane są do regionu inwestycje realizowane przez liderów w swoich branżach (IT, finanse, motoryzacja, appliance, SSC), z drugiej Wrocław oferuje szeroką ofertę kulturalną i rozrywkową. Warto w tym miejscu przypomnieć, jak udanym przedsięwzięciem było zorganizowanie kilkuset różnych eventów w ramach Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Z kolei w 2017 roku we Wrocławiu odbyły się World Games – igrzyska sportów nieolimpijskich. W ciągu kilku ostatnich lat zakończono też duże inwestycje infrastrukturalne, które zdecydowanie poprawiły jakość życia mieszkańców – mówi Michał Wolski, Branch Manager, Antal Wrocław.

Trójmiasto, czyli trzy razy trzy

Trójmiasto przyciąga zawodowo co trzeciego specjalistę lub menedżera. Co więcej, w najnowszym zestawieniu zajęło trzecią pozycję, jako najbardziej atrakcyjne miejsce pracy. Rok wcześniej z nieco wyższym odsetkiem (36%) Gdańsk, Gdynia i Sopot zajmowały drugie miejsce.

– Wysoka pozycja Trójmiasta wychodzi trochę z DNA Pomorza, które od wieków otwarte jest na wymianę i biznes. Trafiają tu osoby świadome swoich umiejętności i chcące rozwijać się właśnie w miejscu pełnym otwartości dla nowych rozwiązań biznesowych. Nie bez powodu co roku mieszkańcy Gdańska i Gdyni deklarują swoje przywiązanie do Pomorza i zadowolenie z miejsca zamieszkania, w czym akurat od lat Trójmiasto jest liderem.  Pracowników przyciąga nie tylko zaplecze biznesowe czy dobrze rozbudowana sieć infrastruktury, ale i bliskość morza, czego inne aglomeracje jak Warszawa czy Wrocław mogą nam tylko pozazdrościć – mówi Miłosz Floriański, Consultant Antal Engineering & Operations, Antal.

Kraków poza podium, ale wciąż wysoko

Relokację zawodową do stolicy Małopolski deklaruje 28% respondentów, badanych przez firmę rekrutacyjną Antal. Taki wynik, podobnie jak rok temu, pozwolił zająć miastu mocną czwartą pozycję.

Kraków w stosunku do takich lokalizacji jak Wrocław czy Trójmiasto na obecną chwilę można już powoli nazywać rynkiem nasyconym pod kątem nowych inwestycji. Nadal jednak jest atrakcyjny dla wielu pracowników, plasując go w ścisłej czołówce listy najbardziej pożądanych miast w Polsce w przypadku relokacji krajowej. Systematyczny rozwój rynku pracy, silna marka miasta kojarzona na całym świecie, jak również tak bardzo ostatnio doceniany, a powszechny w Krakowie, work-life balance przyciąga specjalistów i menedżerów nie tylko z kraju, ale także z zagranicy – mówi Sebastian Wysocki, Branch Manager, Antal Kraków.

Listę TOP5 zamyka Poznań

Wśród pięciu najbardziej pożądanych miejsc zatrudnienia znajduje się też stolica Wielkopolski. Relokacja zawodowa do Poznania jest atrakcyjna dla co czwartego specjalisty i menedżera (26%).

Dominik Pekról z Antal podkreśla, że o dojrzałości lokalnego rynku świadczy najniższy wskaźnik bezrobocia w Polsce, który w 2017 roku oscylował poniżej 2%. – Wynika to wprost z dotychczasowych inwestycji, ale nie powinno martwić potencjalnych pracodawców. Poznaniowi jeszcze daleko do przesytu i niedoboru kandydatów wynikającego z nadmiernego skupienia poszczególnych sektorów. Co więcej, Poznań może zaoferować różnorodność wyzwań i karier w kluczowych sektorach takich jak przemysł, logistyka, IT czy SSC/BPO. Dokładając do tej mieszanki politykę miasta nakierowaną na mieszkańców, z rozlicznymi inwestycjami w infrastrukturę, w najbliższych latach powinniśmy spodziewać się dalszego uwalniania potencjału regionu – mówi Dominik Pekról, Branch Manager, Antal Poznań.

***

  1. edycja badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” została przeprowadzona metodą CAWI w terminie 24.07-16.08 2017 roku. W badaniu wzięło udział 1040 respondentów z całej Polski. Badanie było anonimowe.

Grupa Muszkieterów w TOP 3 na francuskim rynku DIY

4 stycznia 2018 r. Grupa Muszkieterów nabyła francuskie i hiszpańskie placówki sieci Bricorama oraz jej azjatyckie biuro zakupowe. Transakcja została zatwierdzona przez Francuski Urząd ds. Konkurencji. Dzięki przejęciu Muszkieterowie zajmują trzecią pozycję na francuskim rynku DIY.

ITM Equipement de la Maison, jednostka Grupy Muszkieterów ma obecnie w portfelu 506 sklepów działających pod szyldami Bricomarché i Brico Cash. Dzięki transakcji ITM przejęło 170 sklepów sieci Bricorama i stało się 3. operatorem na rynku DIY we Francji. – Połączenie dwóch wiodących sieci wpłynie na decydujące umocnienie wpływu lokalnych przedsiębiorców na rynek DIY – podsumowuje transakcję Didier Duhaupand, prezes Grupy Muszkieterów.

Przejęcie Bricoramy zwiększy różnorodność szyldów ITM Equipement de la Maison, ale również poszerzy wachlarz konceptów sprzedaży, zapewniając sieci obecność na znacznie większym obszarze geograficznym. Sklepy sieci Bricorama znajdują się w strefach miejskich, a sklepy Bricomarché i Brico Cash w strefach wiejskich i podmiejskich. – Wierzymy, że dzięki tej transakcji wykorzystamy efekt skali i przyspieszymy nasz rozwój odpowiadając na wyzwania bardzo konkurencyjnego rynkudodaje Thierry Coulomb, Prezes lTM Equipement de la Maison.

Mocna pozycja Bricomarché w Polsce

Podobnie jak za granicą, również w Polsce, sieć Bricomarché konsekwentnie realizuje strategię i  rozwija się zarówno organicznie, jak i poprzez akwizycje. W ostatnich latach firma przejęła kilkanaście lokalizacji po sieci NOMI. Ponadto w kwietniu 2017 r. Bricomarché nabyła lokalizację po Praktikerze w Galerii Pestka w Poznaniu, a w marcu 2018 r. klienci będą mogli zrobić zakupy w kolejnym sklepie sieci w tym mieście. Tym razem w pobliżu poznańskiej Galerii Panorama, gdzie do niedawna był zlokalizowany market Castorama.

Sieć Bricomarché co roku odnotowuje wzrost liczby klientów i udziałów w rynku. Z danych firmy wynika, że w 2016 roku obroty sieci wzrosły o ponad jedną czwartą, a liczba klientów – o niemal 22 proc. Celem sieci Bricomarché, podobnie jak Grupy we Francji, jest wejście do pierwszej trójki sklepów typu „dom i ogród” w naszym kraju.

Dekodery telewizyjne mogą działać szybciej. Premiera innowacyjnego systemu już w I kwartale 2018 roku

Dekodery telewizyjne mogą działać szybciej. Premiera innowacyjnego systemu już w I kwartale 2018 roku 6

Nowe oprogramowanie dla dekoderów TV oraz telewizorów Smart ma w rewolucyjny sposób poprawić komfort korzystania z telewizji kablowej, satelitarnej oraz IPTV. Przełączanie kanału HD ma zająć 0,2 sekundy, zamiast 2-3 sekund w obecnych dekoderach. Rynek telewizji kablowej, internetowej i satelitarnej w Polsce to około 11 mln abonentów i 6 mld złotych przychodu rocznie. Premiera systemu ecVision zapowiadana jest na koniec I kwartału 2018 roku.

Według raportu PMR, najpopularniejsze wśród polskich abonentów są cyfrowe platformy satelitarne i najprawdopodobniej to one nadal będą stanowić największy segment  rynku płatnej telewizji w Polsce. Jedną z niedogodności, na jakie skarżą się użytkownicy jest powolne przełączanie między kanałami. Między innymi ten problem ma rozwiązać ecVision IPTV.

– To system telewizji kablowej, internetowej, satelitarnej, który znacząco przyspiesza np. przełączanie kanałów. W naszym systemie przełączenie kanału HD trwa jedynie 0,2 sekundy, kiedy najlepsza zachodnia konkurencja osiąga to w 2-3 sekundy. ecVision IPTV jest oprogramowaniem, instaluje się je na dekoderach bądź tzw. smartTV. Znacząco przyspiesza i ułatwia obsługę kanałów telewizyjnych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jan Poloczek z firmy ecVision.

System oferuje cały zestaw funkcjonalności. Od VOD, przez telewizję linearną, timeshifting z możliwością przewijania do dwóch tygodni materiałów wideo, aż po własny odtwarzacz YouTube. Oprogramowanie będzie sprzedawane operatorom telewizji kablowej, internetowej i satelitarnej. Aktualnie jest jest on testowany za granicą i ma już tam swoich potencjalnych klientów. Rynkowej premiery możemy się spodziewać już w pierwszym kwartale 2018 roku. System ma jednak być rozwijany.

– W przyszłości planujemy wprowadzenie dodatkowych modułów do telewizji kablowej, takich jak np. smart home, czy smart building, które umożliwią z tego samego dekodera telewizyjnego sterowanie np. klimatyzacją, oświetleniem, różnego typu urządzeniami w mieszkaniu – zapowiada Jan Poloczek.

Według danych szacunkowych zawartych w raporcie PMR „Rynek płatnej telewizji w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”, aż 75 proc. gospodarstw domowych w Polsce posiada usługi płatnej telewizji.

EBC wkracza do gry

EBC tradycyjnymi kanałami (bezpośrednio oraz poprzez anonimowe źródła) stara się przekonać rynek, że zapędził się w oczekiwaniach na jastrzębi zwrot banku centralnego. Ale rynek chce trzymać się swego, co generuje huśtawkę na FX. EUR pozostaje mocne, choć kolejne komentarze członków EBC nie są do wykluczenia. Dziś też mocno zdyskontowana decyzja Banku Kanady.

Trzykrotny ruch w tą i z powrotem w zakresie 120 pipsów na EUR/USD – to mówi praktycznie wszystko o tym, jak rynek skołowaciał pod salwą komentarzy z EBC. Okres łatwego pompowania wzrostów euro właśnie się zakończył i wracamy do taktycznego badania pola. Z jednej strony rynek pozostaje przekonany do swoich racji i uważa, że EBC zakończy QE we wrześniu, a potem dość szybko przejdzie pod podwyżki stóp procentowych. Jednak sam bank centralny nie chce, by EUR szybko odwzorowywało te oczekiwania (które mogą zostać spełnione), gdyż zbytnia aprecjacja będzie oddalać ten scenariusz, jeśli zaszkodzić terenom inflacyjnym. EBC różnymi kanałami potwierdził wczoraj, że na przyszłotygodniowym posiedzeniu nie ma mowy o jakiejkolwiek zmianie przekazu. Ba, biorąc pod uwagę gołębie zapędy prezesa Draghiego, nie zdziwiłbym się, jeśli w komunikacie wszelki optymizm na temat sytuacji gospodarczej został przykryty obawami o siłę euro, byle tylko ugasić rajd waluty. Średnioterminowy kapitał portfelowy dalszym ciągu preferuje wzrosty EUR, ale teraz może czyhać na cofnięcie w rejon 1,2100/50. Spekulanci maja krótszy horyzont inwestycyjny i po nieudanej próbie wyrwania kursu w nocy ponad 1,23, teraz mogą być skorzy do odwrócenia pozycji. Kolejne ostrożne komentarze członków EBC oraz nowe „przecieki” (tajemnicą poliszynela jest, że bank kontroluje, co i kiedy wycieka) nie są wykluczone, zatem bądźmy gotowi na podtrzymanie huśtawki.

Wydarzeniem dnia jest decyzja Banku Kanady. Konsensus zakłada podwyżkę o 25 pb, jednak naszym zdaniem jeszcze nie czas na ruch ze strony banku. BoC w swoim nastawieniu podkreśla uzależnienie polityki od napływających danych i choć kondycja gospodarki daje zielone światło, tak niepewność o przyszłość porozumienia NAFTA nakazywałaby ostrożność. Problematyczną kwestią są jednak wysokie oczekiwania rynkowe, gdyż rynek stopy procentowej zdyskontował prawie 23 pb podwyżki. BoC może nie chcieć ryzykować szoku rynkowego i przystanie na rynkowe oczekiwania. Jeśli tak, to należy spodziewać się podtrzymania w komunikacie języka o ostrożnym podejściu w kwestii przyszłych decyzji z nakreśleniem ryzyk licznych ryzyk (NAFTA, ropa naftowa, przegrzany rynek nieruchomości). Wysokie oczekiwania rynkowe oznaczają, że także CAD niemal w całości zdyskontował szanse na podwyżkę, więc nie ma obecnie dużej wartości w nowych pozycjach kupna. Ryzyka przeważają po negatywnej stronie w przypadku braku podwyżki lub nie-jastrzębiego wydźwięku komunikatu. Potencjalne osłabienie CAD pod presją realizacji zysków (sprzedaż faktów) może jednak stanowić okazję dla zajęcia średnioterminowej pozycji, biorąc pod uwagę, że CAD prezentuje jedne z lepszych warunków fundamentalnych w gronie walut G10.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bitcoin rekordowo tani

Najpopularniejszej kryptowalucie nie wiedzie się ostatnio dobrze. W ciągu ostatnich dwóch dni nastąpił spory spadek wartości bitcoina. Rekordowo niski poziom zanotowano w nocy z wtorku na środę – 10,6 tys. USD i było to aż 26% mniej niż w poniedziałek popołudniu (ponad 14,3 tys. USD). Tym samym kryptowaluta była najtańsza od początku grudnia 2017 r. Później bitcoin nieco odrobił straty i w środę rano kosztuje 11,4 tys. USD. To i tak aż 42% mniej w porównaniu z najwyższym poziomem w historii z połowy grudnia. Zdaniem niektórych analityków ma to związek z oświadczeniem władz Korei Południowej, że przygotowują przepisy zakazujące handlu wirtualnymi walutami. Także władze Chin sugerują podobny krok, co może pogłębić spadki bitcoina.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,07%), brytyjskiego funta (+0,12%), dolara kanadyjskiego (+0,16%), dolara australijskiego (+0,13%) oraz japońskiego jena (+0,05%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,223, GBP/USD – 1,377, USD/CAD – 1,245, AUD/USD – 0,795 i USD/JPY – 110,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,12%) i kurs EUR/JPY wynosi 135,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,888. Złotówka minimalnie traci do dolara, euro i franka szwajcarskiego i jest na tym samym poziomie do funta. W środę rano dolar kosztuje poniżej 3,42 zł, euro – poniżej 4,18 zł, funt – 4,7 zł, a frank – prawie 3,55 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i  czerwonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,17%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,35%, a paryski indeks CAC 40 wzrósł o 0,07%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,35%, meksykański indeks Bolsa podniósł się o 0,25%, a brazylijski indeks Bovespa zyskał 0,1%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,35%, indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,24%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,17%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 69,15 USD (-1,04%), a ropy WTI – 63,73 USD (-0,89%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wynosi 73 USD. Spada również cena złota. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1333 USD. To 6 USD mniej (-0,45%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), grudzień (prognoza 1,4%)
  • 13:00 – USA – Wnioski o kredyt hipoteczny, tydzień (poprzednio 8,3%)
  • 14:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), grudzień (prognoza 7,15%)
  • 14:00 – Polska – Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (r/r), grudzień (prognoza 4,5%)
  • 15:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), grudzień (prognoza 0,5%)
  • 15:15 – USA – Wykorzystanie mocy produkcyjnych, grudzień (prognoza 77,3%)
  • 16:00 – USA – Indeks rynku nieruchomości NAHB, styczeń (prognoza 72 pkt.)
  • 17:15 – Kanada – Wystąpienie szefa Banku Kanady
  • 20:00 – USA – Beżowa Księga, styczeń
  • 21:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago
  • 21:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
  • 22:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Cleveland

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones

Rok 2017 na giełdzie amerykańskiej okazał się wspaniały dla kupujących. Pobiliśmy kilka ciekawych rekordów, które pozwoliły na rozgoszczenie się optymizmu. Po pierwsze należy zwrócić uwagę na ilość nowych szczytów osiągniętych podczas ubiegłego roku. W 2017 roku Dow Jones osiągnął znakomity wynik, ponad 71 nowych szczytów w jeden rok. Jednak S&P 500 wcale nie odstaje, indeks wzrósł w każdym miesiącu, co jest najlepszy wynikiem w historii. Historycznie mieliśmy tylko cztery lata, w których indeks pięciuset największych spółek amerykańskich wzrósł przez 11 miesięcy. Jednak to nie wszystko, do kolejnych ciekawych osiągnięć giełdy w ubiegłym roku kalendarzowym możemy zaliczyć:

  • Największa korekta sięgała zaledwie 2.8 procent, jest to najniższy wynik od 1995 roku.
  • Wskaźnik CAPE wzrósł do dawno niewidzianej wartości. Obecnie wynosi 33.80, jednak najwyższą wartość zanotowano w 2000 roku, gdzie mieliśmy do czynienia z bańką spółek internetowych.

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 7

Źródło: multpl.com

CAPE jest odmianą wskaźnika cena/zysk, jednakże notowania akcji porównuje ze średnimi zyskami spółek w ciągu ostatnich 10 lat.

Tak doskonały nastrój na rynku przełożył się na oszałamiające wyniki połowy pierwszego miesiąca 2018 roku. Bowiem po raz pierwszy od 1964 indeks S&P 500 zdołał osiągnąć pięć wzrostowych dni na początku roku nowego roku pokonując poprzednie szczyty. Jak widać, wszystko wygląda w porządku, ale warto zauważyć, że przed każdym rynkiem niedźwiedzia doświadczyliśmy bardzo mocnych wzrostów.

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 8

Powyższa tabela przedstawia ostatnie siedemnaście rynków byka oraz 16 niedźwiedzi (indeks S&P 500). Jak widać, ostatnie 12 miesięcy rynku byka generowały bardzo duże stopy zwrotu, natomiast pierwsze 12 miesięcy niedźwiedzia straty. Co z tego wszystkiego wynika? To, że bessa zawsze jest bardzo duży zaskoczeniem dla całego rynku. W ostatnim roku hossy wzrosty amerykańskiego indeksu wynoszące 10 procent nie były zaskoczeniem, natomiast spadki już tak.

Z tego powodu nie warto sugerować się poprzednim rokiem, skoro nie mamy żadnej przewagi. Jednak jedno jest pewne, indeks S&P 500 bije niebezpieczne rekordy, natomiast wszystkie wskaźniki wskazują na mocne wykupienie rynku.

Jednym ze wskaźników analizy technicznej, który wskazuje na bardzo mocne wykupienie rynku jest RSI. Wskaźnik ten osiągnął najwyższą wartość od 1959 roku!

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 9

Źródło: Bloomberg

Co się stało po tak mocnym wykupieniu rynku? Na rynek zawsze nadchodziła wielka korekta. Poniżej zostały zaprezentowane dane sporządzone przez bank inwestycyjny Morgan Stanley, które pokazują zachowanie indeksu S&P 500 po osiągnięciu ekstremalnego krótkoterminowego przeszacowania.

Zobacz statystyki na indeksie SP500 oraz Dow Jones 10

W pierwszym tygodniu po mocnym wykupieniu rynku dochodziło do korekty. Z kolei kolejny miesiąc od wykupienia RSI przynosił pogłębienie albo zniwelowanie wcześniejszej korekty. Zatem, w przyszłości indeks S&P 500 prawdopodobnie znajdzie się w korekcie, ale byki nie powiedziały ostatniego słowa.

Rewolucyjne zmiany w podatkach dla przedsiębiorców. Obciążenia firm wzrosną mimo braku oficjalnej podwyżki podatków

Rewolucyjne zmiany w podatkach dla przedsiębiorców. Obciążenia firm wzrosną mimo braku oficjalnej podwyżki podatków 11

Styczniowe zmiany w podatku CIT to duża rewolucja dla przedsiębiorców. Nowe przepisy ograniczają m.in. możliwość zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków na usługi niematerialne, m.in. doradcze. Zmiana ta budzi także wątpliwości interpretacyjne, jakie konkretnie usługi rozumiane są jako niematerialne. Dodatkowo nowe przepisy wprowadziły także ograniczenia dotyczące odliczania kosztów finansowania zewnętrznego. Jak podkreślają eksperci, mimo braku formalnej podwyżki podatków zmiany doprowadzą de facto do zwiększenia obciążeń przedsiębiorców.

– Podatek CIT został zmieniony od 1 stycznia 2018 roku w stosunkowo rozległym zakresie. To najbardziej obszerne zmiany od wielu lat. Najważniejsze i w pewien sposób rewolucyjne jest m.in. ograniczenie możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków związanych z usługami niematerialnymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Mazurkiewicz, doradca podatkowy z MDDP. – Ministerstwo Finansów uznało, że poprzez obciążenia z tytułu usług niematerialnych polski budżet jest de facto drenowany i w związku z tym nałożyło w limit wysokości 5 proc. EBITDA.

Limit ten znajdzie zastosowanie względem kosztów, których suma przekracza 3 mln zł (tzw. limit bezpiecznej przystani). Dotyczyć to będzie m.in. usług doradczych, zarządczych, prawnych czy przetwarzania danych.

– To może być z kilku powodów trudne dla przedsiębiorców. Sądzę, że rozpocznie się długotrwała dyskusja nad tym, co to są usługi niematerialne i co należy rozumieć przez poszczególne kategorie, które ustawodawca za usługi niematerialne uznał, np. co to znaczy, że usługi mają charakter doradczy. Będzie to podstawowym zagadnieniem, z którym podatnicy będą się w przyszłych okresach rozrachunkowych zmagać – ocenia Paweł Mazurkiewicz. –Problem usług niematerialnych dotyczy z samej swojej definicji takich usług, które są świadczone przez podmioty powiązane.

Od 2018 roku ograniczone została także możliwość zaliczania do kosztów uzyskania przychodu odsetek i innych kosztów związanych z wykorzystaniem zewnętrznego finansowania otrzymanego zarówno od podmiotów powiązanych, jak i niepowiązanych.

– Mamy do czynienia z rewolucją w zakresie tzw. niedostatecznej kapitalizacji. Usunięto dotychczasowe ograniczenia, ale wprowadzono dwa nowe, wynikające z implementacji do ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, tzw. dyrektywę ATAD, czyli prawo europejskie, zgodnie z którym koszty finansowania dłużnego nie powinny przekraczać danego przez ustawodawcę limitu – tłumaczy Mazurkiewicz.

Według nowych przepisów nadwyżka kosztów finansowania zewnętrznego będzie podlegać odliczeniu jedynie do wysokości 30 proc. wyniku finansowego podatnika przed uwzględnieniem odsetek, opodatkowania, deprecjacji i amortyzacji (EBITDA).

– Drugi limit wprowadzono w sposób zaskakujący, bo dopiero na etapie prac sejmowych jako poprawkę poselską. Jest to limit zadłużania się do poziomu hipotetycznej wartości zadłużenia rynkowego. Pomijając wadliwą formę tego przepisu, która moim zdaniem uniemożliwia jego właściwe stosowanie, to sam zamiar ustawodawcy odesłania podatników, żeby zastanawiali się, ile mogliby pożyczyć na rynku, gdyby pożyczali wyłącznie od podmiotów niepowiązanych, bez gwarancji od podmiotów powiązanych, to bardzo złożona figura myślowa – ocenia doradca podatkowy z MDDP.

Jak podkreśla ekspert MDDP, wprowadzone zmiany mają z założenia zwiększyć wpływy podatkowe do budżetu państwa. Choć stawka podatkowa pozostanie na dotychczasowym poziomie, to zwiększy się podstawa opodatkowania, a tym samym opodatkowanie będzie większe.

– Zmiany oznaczają odcięcie kolejnych możliwości planowania podatkowego, a po drugie ograniczenie możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu tych wydatków, które zdaniem Ministerstwa Finansów nie są absolutnie niezbędne do realizowania celów gospodarczych przedsiębiorców –przekonuje Paweł Mazurkiewicz. – Można też zakładać, że resort finansów, wprowadzając te zmiany, dokonuje pewnej kalkulacji. W żadnym z przepisów nie ma podwyższenia stawki w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych, ale efektywnie te przepisy mają doprowadzić do zmian w strukturze opłacania podatku.

Od stycznia tego roku podwyższony został limit dotyczący stosowania 50 proc. kosztów uzyskania przychodów dla twórców do kwoty nieco ponad 85 tys. zł rocznie (z nieco ponad 42,7 tys. zł). Od tego roku preferencja ma dotyczyć tylko działalności twórczej, badawczo-rozwojowej oraz naukowo-dydaktycznej, artystycznej, produkcji audiowizualnej oraz publicystycznej.

– Znacząco zawężony został zakres prac, które kwalifikują się pod tzw. prawa autorskie dla celów podatkowych. Wszystkim osobom, które chciałyby skorzystać, czy to jako pracownicy, czy pracodawcy, z tzw. 50-proc. kosztów uzyskania przychodu, dajemy sygnał pozytywny: limit dwukrotnie podwyższono, ale i sygnał negatywny: sprawdźmy, czy od 1 stycznia nadal mieścimy się na liście, która wynika z ustawy – mówi Mazurkiewicz.

Nabywcy mieszkań będą lepiej chronieni. UOKIK chce zmian w ustawie deweloperskiej

Nabywcy mieszkań będą lepiej chronieni. UOKIK chce zmian w ustawie deweloperskiej 12

Przygotowywana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nowelizacja ustawy deweloperskiej wprowadzi dodatkowe zabezpieczenia dla klientów w przypadku upadłości dewelopera czy nieukończenia przez niego budowy. Lepiej chronieni mają być również nabywcy garaży czy boksów rowerowych. Zmiany obejmą też sprzedaż gotowych już nieruchomości.  

Ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, czyli tzw. ustawa deweloperska, obowiązuje od 2011 roku. Zdaniem UOKiK wymaga ona kilku poprawek. Jedną z zasadniczych zmian będą dodatkowe gwarancje dotyczące otwartych mieszkaniowych rachunków powierniczych

– Do tej pory były dostępne cztery rachunki: otwarty, otwarty z gwarancją bankową, otwarty z ubezpieczeniem i zamknięty. Naszym zdaniem rachunek otwarty bez zabezpieczenia w postaci gwarancji bankowej czy ubezpieczenia jest zbyt małą ochroną dla klientów – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Po planowanych zmianach wszystkie otwarte rachunki będą musiały być objęte gwarancją ubezpieczeniową albo bankową. Są to rachunki, na które klienci wpłacają pieniądze, a bank przekazuje je deweloperowi zgodnie z ustalonym harmonogramem. Zdaniem UOKiK problem jednak w tym, że nikt nie kontroluje postępów prac. Może się więc okazać, że klient straci część pieniędzy, które bank przekazał już deweloperowi, mimo że prace na budowie ustały. Dane UOKiK wskazują, że z otwartych rachunków powierniczych korzysta 80 proc. deweloperów

Dodanie gwarancji lub ubezpieczenia do rachunku to podstawowa zmiana, jaką postulujemy. Jeśli deweloper nie może się dogadać z bankiem czy ubezpieczycielem, to czy warto u niego kupować mieszkanie – podkreśla Marek Niechciał.

Deweloperzy i klienci będą mieli również do wyboru zamknięty mieszkaniowy rachunek powierniczy. W tym rozwiązaniu deweloper otrzymuje zapłatę za lokal po przeniesieniu prawa własności mieszkań.

– Mogę się posłużyć przykładem rynku turystycznego, gdzie w grę wchodzą o wiele mniejsze kwoty, ale gdzie rachunku otwartego nie ma, za to są odpowiedniki trzech pozostałych. Wydaje się, że przy większych sumach, jakie wiążą się z zakupem mieszkania, powinniśmy lepiej chronić konsumentów przy decyzjach wiążących często na całe życie, a na pewno na wiele lat – tłumaczy Marek Niechciał.

UOKiK chce również, by wpłaty kupujących mieszkania były powiązane z postępami prac na budowie. Obowiązek sprawdzenia, czy deweloper posiada prawo do terenu, czy otrzymał pozwolenie na budowę i czy nie jest objęty postępowaniem restrukturyzacyjnym lub upadłościowym będzie po stronie banku. W przypadku nieprawidłowości bank będzie miał prawo wstrzymać wypłatę pieniędzy deweloperowi do czasu usunięcia nieprawidłowości.

W przypadku, gdy deweloper zaprzestanie budowy, bank rozwiąże umowę prowadzenia rachunku powierniczego, a całość zgromadzonych na nim pieniędzy zwróci nabywcy.

UOKiK chce też zwiększyć gwarancje dla nabywców na etapie przenoszenia prawa własności do lokalu. Deweloper będzie mógł zamknąć rachunek powierniczy dopiero po ustanowieniu prawa odrębnej własności ostatniego z niesprzedanych lokali.

Były przykłady, że budynek był już oddany, lokal był gotowy, a występowało ryzyko, że między zakupem a wpisaniem do ksiąg okazało się, że deweloper – niebędący już wtedy w statusie dewelopera – znika – mówi Marek Niechciał.

Deweloperzy i klienci mogą się spodziewać również zmian związanych z umowami rezerwacyjnymi lokali. Dziś firmy deweloperskie mają w tej materii pełną dowolność. Po nowelizacji opłata rezerwacyjna nie mogłaby przekraczać 1 proc. ceny.

– Nadal niektórzy chcą obejść ustawę w taki sposób, że wymagają wpłaty przy umowie przedwstępnej, gwarancyjnej – jeśli przy wartości nieruchomości 300 tys. zł jest to 1 tys. zł, to jest to zrozumiałe, ale 80 proc. ceny jest przesadą. Wydaje się, że powinniśmy chronić nabywców lokali, postulujemy, żeby uregulować tę kwestię – podkreśla Marek Niechcial.

Wszystkie postulowane przez UOKiK zmiany objęłyby nie tylko nabywców lokali mieszkalnych, lecz także związanych z nimi garaży, boksów na rowery czy udziałów w prawie własności osiedlowej uliczki. Gwarancje obejmą także kupujących lokale użytkowe i gotowe mieszkania. UOKiK chce też, by obowiązkowym załącznikiem do umowy deweloperskiej była zgoda banku finansującego dewelopera na to, by kupujący po wpłaceniu pełnej ceny otrzymał mieszkanie z czystą hipoteką. Dziś pierwszeństwo w zaspokajaniu roszczeń w przypadku upadłości dewelopera ma bank.

Gubione przez rybaków sieci widma zagrożeniem dla ekosystemu Bałtyku. Z dna morza wyłowiono 147 ton odpadów

Gubione przez rybaków sieci widma zagrożeniem dla ekosystemu Bałtyku. Z dna morza wyłowiono 147 ton odpadów 13

Sieci widma, zagubione przez rybaków, powodują niekontrolowane połowy, więc wpływają negatywnie na stada ryb w Bałtyku. To z kolei przekłada się na straty ekonomiczne dla rybaków, ponieważ właśnie od stanu stada ustalane są kwoty połowowe. Sieci widma wraz z innymi odpadami, w tym z plastikiem, stanowią silne zagrożenie dla całego ekosystemu morskiego. Łącznie w ramach zakończonego już projektu „Czysty Bałtyk” wyłowiono w 2017 roku 147 ton śmieci.

– Sieci widma to sieci, które zostały zagubione przez rybaków na skutek zerwania o zaczepy podwodne albo które wypadły za burtę w czasie sztormu. One spadają na dno i kontynuują połowy w niekontrolowany sposób – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Olga Sarna z Fundacji MARE.

Łowność sieci zmniejsza się po pewnym czasie – początkowo jest to 20 proc. normy, by po trzech miesiącach dojść do 6 proc. Faktem jest jednak, że sieci te przez cały czas pozostawiane w morzu łowią ryby w sposób niekontrolowany. Stanowią też zagrożenie dla ssaków czy ptaków, które się w nie zaplątują. W przypadku Morza Bałtyckiego dotyczy to głównie fok czy morświnów. W ocenie przedstawicielki Fundacji MARE trudno jest oszacować liczbę sieci zalegających na morskim dnie.

 Bardzo duża część sieci to jeszcze sieci przedwojenne i nie mamy żadnych danych, na podstawie których można byłoby to oszacować – mówi Olga Sarna.

Aktualnie wprowadzane są zmiany wymagające od rybaków przedstawiania raportów w zakresie zgubionych sieci. Rybacy są coraz bardziej zainteresowani i zaangażowani w projekty dotyczące oczyszczenia Morza Bałtyckiego, czego dowodem jest zakończony już projekt „Czysty Bałtyk”. W ramach projektu wyłowiono blisko 147 ton odpadów. Głównie były to sieci stawne, trałowe, żaki, takle i pułapki. W wyłowionych narzędziach połowowych, poza rybami, znajdowano także ptaki, omułki, a nawet fokę szarą. Poza narzędziami połowowymi rybacy wyłowili z morza także inne odpady, w tym bojki, styropiany, skrzynie, liny, opony czy worki na śmieci.

– To projekt, który był w 100 proc. inicjatywą organizacji rybackich. Był prowadzony przez pięć polskich organizacji rybackich na całym wybrzeżu Bałtyku – podkreśla przedstawicielka Fundacji MARE.

Działaniami poszukiwawczymi objęto praktycznie całą strefę przybrzeżną oraz zalewy: Wiślany, Szczeciński, Kamieński oraz Jezioro Dąbie, na których dotychczas nie prowadzono tego typu działań.

Takie zaangażowanie jest bardzo cenne. To też pokazuję zmianę podejścia do tego, w jaki sposób rybaków można angażować w ochronę środowiska, ponieważ nie jest to już tylko bierne stanie w portach w okresach ochronnych, tylko jest to wykorzystanie tego czasu na robienie czegoś innego, np. wyławianie śmieci – mówi Olga Sarna.

Nierozkładający się w sposób naturalny i całkowity plastik gromadzony w morzach i oceanach stanowi coraz poważniejszy problem dla ekosystemu.

– Coraz więcej badań przeprowadzanych na zwierzętach pokazuje, że 90 proc. ptaków ma w żołądku plastik, ponieważ jedzą nakrętki od butelek i inne drobinki plastiku – zauważa Olga Sarna.

Więcej biurokracji i utrudnienia dla firm w całej Europie. Firmy transportowe krytykują propozycje Brukseli dla branży

Więcej biurokracji i utrudnienia dla firm w całej Europie. Firmy transportowe krytykują propozycje Brukseli dla branży 14

Przepisy zakładające wyrównywanie płacy minimalnej i składek socjalnych kierowców to część pakietu zmian socjalnych, które najbardziej niepokoją branżę transportową. Propozycje Brukseli mogą prowadzić do zwiększenia biurokracji i ograniczenia konkurencji – alarmują właściciele firm logistycznych. Branża już dziś boryka się z brakiem pracowników i rosnącymi kosztami pracy.

W tzw. pakiecie drogowym Komisja Europejska zaproponowała, by pracownik, który więcej niż trzy dni w miesiącu pracuje na terytorium jednego z krajów Unii Europejskiej, miał zagwarantowaną płacę minimalną i składki socjalne zgodne z przepisami tego kraju.

To jedno z największych zagrożeń dla polskich pracowników, zresztą nie tylko polskich. Ta propozycja tworzy nadmiar administracji, który jest nie do opanowania – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Gerard Reijers, dyrektor firmy transportowej HSF Logistics Polska. – My wykonujemy transport w całej Europie, nie wyobrażam sobie, że muszę się rozliczać w Hiszpanii, w Belgii, we Francji, w Niemczech, w Holandii i na dodatek mam obowiązek patrzenia na przepisy polskie. To największe zagrożenie.

Branża obawia się, że to znacząco zwiększy koszty jej działalności, ponieważ już dziś koszty osobowe są jedną z dominujących pozycji w budżetach firm transportowych. Doprowadziłoby to do osłabienia na rynku europejskim pozycji polskich firm – dziś wykonują one ponad 25 proc. wszystkich przewozów drogowych w Europie. Drugi argument, który wysuwa branża, to uciążliwość nowych obowiązków administracyjnych. Te dwa czynniki mogą spowodować, że dla międzynarodowych firm transport stanie się działalnością nieopłacalną.

Zdaniem właścicieli firm transportowych propozycje Brukseli to wynik lobbingu starych państw Unii, które w ten sposób próbują chronić swoje rynki pracy i ograniczyć konkurencję. Wprowadzenie ograniczeń na otwartym europejskim rynku jest jednak bardzo trudne.

– Popatrzmy, co się dzieje: polski pracownik pracuje w Holandii na holenderskim kontrakcie lub w Niemczech, za to w Polsce pracują Ukraińcy, Białorusini –tłumaczy Gerard Reijers. – Zamiast szukać stabilizacji, ściągamy ludzi ze Wschodu i z innych kierunków, co powoduje dużo nieporozumień.

Już dziś branża boryka się z istotnym problemem braku pracowników – z jednej strony zwiększa to presję na wzrost płac, a z drugiej – obniża bezpieczeństwo przewozów.

Zostają zatrudnieni kierowcy bez doświadczenia, którzy na rynku europejskim powodują niebezpieczeństwo, ludzie z małym doświadczeniem zaczynają jeździć na dalekie trasy. Wymagania są wysokie, a ogólna motywacja jest niższa niż parę lat temu – mówi Gerard Reijers.

Właściciele firm logistycznych są jednocześnie zwolennikami przepisów, które ustabilizują sytuację w branży. Wspólnie lobbują też w Brukseli.

Staramy się brać udział w dyskusji, w debatach, zanim oficjalnie pakiet drogowy zostanie przyjęty – podkreśla Gerard Reijers. – Musimy uświadomić Komisję, że nie tędy droga. Owszem, bezpieczeństwo i globalizacja to jest bardzo potrzebne, ale nie możemy tego postawić w różnych kadrach. To nie zdaje egzaminu.

Polska branża transportu międzynarodowego to ponad 30 tys. firm, które zatrudniają w sumie ćwierć miliona osób. Rocznie generują przychody w wysokości 15 mld euro.