Aplikacje i usługi, które zrewolucjonizowały nasze życie w ciągu ostatnich 5 lat

Słuchanie muzyki z iPoda lub mp4-ki, kupowanie biletów na komunikację miejską w kiosku, zamawianie taksówki przez centralę telefoniczną – takie czynności wykonywaliśmy stosunkowo niedawno. Ostatnie 5 lat przyniosło aplikacje i usługi, o których wówczas nie mieliśmy pojęcia, a obecnie nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Jakie nowe usługi zmieniły nawyki Polaków przez ostatnie pół dekady?

Jeszcze w 2012 roku zaledwie 25% Polaków korzystało ze smartfonów[1]. Wśród ich posiadaczy prawdziwym hitem były modele takich marek jak BlackBerry i Windows Phone, które zdetronizowały Nokię, a obecnie wychodzą już z użycia. Był to początek mobilnej rewolucji, która dostarczyła aplikacje zastępujące wiele czynności i stworzyła zapotrzebowanie na zupełnie nowe trendy i usługi, które opierają się o płatności mobilne. Pole do rozwoju aplikacji dały przede wszystkim systemy operacyjne iOS i Android, z którego obecnie korzysta aż 89% posiadaczy smartfonów w Polsce[2].

Samochód, taksówka i rower z aplikacji

Nowe trendy i aplikacje w smartfonach zmieniły przede wszystkim sposób, w jaki korzystamy z usług transportu i poruszamy się po mieście. Możliwości jakie dały nowe usługi w transporcie to:

  • Zamówienie i płatność za taksówkę przez aplikację. Możemy już zapomnieć o trudach zamawiania taksówki poprzez centralę telefoniczną i konieczności posiadania gotówki. Od 2012 roku w Polsce dostępne jest mytaxi – pierwsza na świecie aplikacja taxi, która na podstawie lokalizacji łączy pasażera z dostępnym kierowcą taksówki. mytaxi jako pierwsze w Polsce wprowadziło system płatności bezgotówkowej, czyli za pośrednictwem aplikacji, za kurs taksówką.
  • Zakup biletu w aplikacji. Jeszcze kilka lat temu chcąc kupić bilet na autobus albo pociąg skazani byliśmy na szukanie kiosku i stanie w kolejkach do kas na dworcu. Ten problem rozwiązała aplikacja SkyCash, która umożliwia zakup mobilnego biletu na komunikację miejską i kolejową, a także płatność za parkometr.
  • Współdzielenie roweru miejskiego, tzw. bikesharing. Również w 2012 roku pojawiło się rozwiązanie dla wszystkich, którzy nie mają miejsca na własny rower. Wprowadzony został system wypożyczenia roweru miejskiego – Nextbike, który jest obecny w kilku miastach w Polsce.
  • Współdzielenie samochodu, tzw. carsharing. Sposób na tańsze i efektywne korzystanie z samochodów w mieście znaleźli twórcy platform carsharingowych, dzięki którym mieszkańcy miast mogą wynająć samochód „na minuty”. W 2016 roku w Krakowie pojawiła się usługa Traficar, jako pierwszy system carsharingowy w Polsce w oparciu o aplikację mobilną.
  • Współdzielenie taksówki, tzw. ridesharing. Pod koniec 2017 roku w Warszawie pojawiła się usługa współdzielenia taksówki – mytaxi match. To pierwsza w Europie tego typu usługa z wykorzystaniem taksówek, która poprzez aplikację łączy dwóch pasażerów jadących w podobnym kierunku i dzieli między nimi koszty przejazdu. Dzięki niej korki w mieście mogą być mniejsze, a pasażer oprócz poznania nowych ludzi, zapłaci o wiele mniej za taksówkę.

Rozrywka na żądanie

Mobilne aplikacje wpłynęły również na sposób korzystania z rozrywki. Przede wszystkim zyskaliśmy nieograniczony dostęp do muzyki cyfrowej, filmów oraz seriali „na żądanie”. Pionierem wśród serwisów tego typu jest Spotify, który zawitał do Polski trzy lata temu i Netflix, z którego Polacy korzystają od 2016 roku. Dzięki tym usługom nie musimy już wyczekiwać kolejnego odcinka ulubionego serialu, czy słuchać muzyki na dedykowanych urządzeniach.

Tempo, w jakim rozwijają się nowe usługi, jest tak szybkie, że bez wątpienia za kolejnych 5 lat ich lista znacznie się wydłuży, a czynności, które wykonujemy obecnie, zostaną zastąpione przez kolejne udogodnienia.

[1] Raport „Marketing mobilny w Polsce 2012/2013” zrealizowany przez TNS Polska i blog „Jestem Mobi”, styczeń 2013.

[2] Dane IDC Polska, czerwiec 2017.

Hossa za oceanem

Miniony tydzień upłynął pod dyktando dalszych wzrostów giełd za oceanem oraz lekkiego spowolnienia w Europie. Amerykańskie giełdy kontynuowały szybki marsz w górę z poprzedniego tygodnia. Indeks S&P 500 wzrósł 1,57%, DJIA 2,01%, a indeks giełdy Nasdaq zyskał 1,74%. W Europie mimo bardzo dobrych danych makroekonomicznych (indeks Sentix dla Eurolandu, czy odczyty produkcji przemysłowej) panowały nieco gorsze nastroje. Niemiecki indeks DAX stracił w przeciągu tygodnia -0,56%, francuski CAC40 zyskał 0,85%, a brytyjski FTSE100 wzrósł o 0,70%. W Europie istotna okazała się również publikacja zapisków z ostatniego posiedzenia Rady Prezesów EBC. Dokument nieoczekiwanie jastrzębio zaskoczył inwestorów. Być może program QE zostanie zakończony nawet w roku bieżącym. Taki tok wydarzeń spowodował zdecydowaną aprecjację euro wobec dolara.

W Polsce drugi tydzień nie okazał się aż tak dobry jak poprzedni – indeks szerokiego rynku symbolicznie wzrósł o 0,23%. W dalszym ciągu najlepiej radzi sobie indeks mniejszych spółek sWIG80, który zyskał w przeciągu tygodnia 1,16%. Z kolei mWIG40 w tym samym czasie indeks stracił 0,56%, a największe spółki zyskały 0,39%. Warto zwrócić uwagę, że minionym tygodniu odbyło się posiedzenie RPP. Stopy procentowe pozostały bez zmian a wydźwięk konferencji, tak jak można się było tego spodziewać, był mocno gołębi. Adam Glapiński podkreślał, że dalsza stabilizacja stóp procentowych może trwać nawet w 2019 roku.

W tym tygodniu czeka nas dużo istotnych informacji z krajowej gospodarki. We wtorek opublikowany zostanie odczyt inflacji bazowej za grudzień, w środę zobaczymy dane z rynku pracy, a w piątek otrzymamy dane dot. produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej i inflacji PPI. W Europie czeka nas stosunkowo spokojny tydzień. We wtorek zobaczymy odczyty inflacji konsumenckiej z Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii, a w środę opublikowany zostanie odczyt dla całej Strefy Euro. Za oceanem, ze wszystkich odczytów, najważniejsze mogą okazać się dane dot. produkcji przemysłowej oraz Beżowa Księga opublikowane w środę.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Likwidacja elektrowni Adamów to początek końca energetyki węglowej w Wielkopolsce

Brexit to nie problem – korzyści płynące z założenia spółki w Wielkiej Brytanii

Aż 73% właścicieli firm twierdzi, że działalność zagraniczna jest bardziej rentowna niż sprzedaż w Polsce – wynika z badania przeprowadzonego przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy. I choć dyskusje na temat wyjścia z UE nie ustają, to o przedsiębiorczość nie ma co się martwić.

Prostota i przejrzystość

Dzięki temu, że różnice kulturowe przestają być postrzegane jako przeszkoda, a zwłaszcza dlatego, że język angielski nie jest już barierą utrudniającą wejście na zagraniczne rynki, polskie firmy rozwijają się za granicą coraz prężniej. Dla przykładu warto wspomnieć np. o polskich firmach z sektora kosmetycznego i odzieżowego, które mimo silnej lokalnej konkurencji odniosły głośny sukces przy wejściu na rynek brytyjski.

Również renoma formy prawnej LTD (od limited liability company) i związana z nią ogólnoświatowa rozpoznawalność wpływają na ułatwienie prowadzenia biznesu z zagranicznymi kontrahentami czy też konsumentami. Sposób i zasady funkcjonowania tej formy prawnej są dużo lepiej znane niż w przypadku obco brzmiącej „spółki z ograniczoną odpowiedzialnością”.

Rozwijając swoją działalność za granicą lub też myśląc o ekspansji firmy, warto wziąć pod uwagę, że prowadzenie spółki LTD zarejestrowanej w Wielkiej Brytanii oznacza mniej skomplikowane niż w Polsce procedury administracyjne. Przekłada się to na mniejszą liczbę godzin poświęcanych na biurokrację, a większą – na rozwój firmy. Jest to ważne przede wszystkim dla osób rozwijających działalność w dziedzinach, w których duże znaczenie ma nie tyle produkt, ile relacja z klientem, oraz dla freelancerów.

Poza tym, z uwagi na fakt, że sama spółka bez konta bankowego to dopiero połowa sukcesu, bardzo ważne jest to, że aby otworzyć konto w Wielkiej Brytanii, nie trzeba do niej osobiście przyjeżdżać. Zresztą, nawet gdyby trzeba było, podróż z – dla przykładu – Londynu i z powrotem z większości miast europejskich zajmie tylko jeden dzień.

Konkurencyjny system podatkowy i świadczeń społecznych

Wśród innych powodów, dzięki którym Zjednoczone Królestwo od lat plasuje się w czołówkach różnych rankingów wskazujących najlepsze miejsce do prowadzenia biznesu, są m.in. niskie składki na ubezpieczenie społeczne, wysoki pierwszy próg podatku PIT oraz tylko dwie stawki VAT-u.

Wyżej wspomniane składki na ubezpieczenie społeczne to National Insurance Contributions obejmujące składki na publiczną emeryturę, NHS (odpowiednik Narodowego Funduszu Zdrowia) oraz pozostałe świadczenia społeczne. Są one odprowadzane albo od pensji pracowników, którzy przekroczyli 16 rok życia i którzy zarabiają powyżej £ 155 tygodniowo, albo od dochodów osób prowadzących działalność gospodarczą, zarabiających powyżej £ 5965 rocznie.

Jednak koronne argumenty za założeniem spółki w Wielkiej Brytanii, zwłaszcza gdy jest się freelancerem lub rozwija się działalność e-commerce, są natury podatkowej.

Po pierwsze – kwota wolna od podatku. W Wielkiej Brytanii będzie ona wynosić od kwietnia 2018 r. £ 11 850, czyli w przybliżeniu 56 600 zł. W Polsce ta kwota, według propozycji Ministra Finansów, ma wynosić od 1 stycznia 2018 r. 8 000 zł. W odniesieniu do aktualnych realiów dla przeciętnego podatnika prowadzącego działalność jest ona bez znaczenia. Zauważalna staje się dla osób pracujących co najwyżej na 1/4 etatu – czyli dla nielicznych. Dla kolejnego progu dochodów (od 11 000 zł do 85 528 zł) kwota wolna wynosić będzie 3 091 zł, przy czym będzie ona degresywna, tzn. będzie maleć wraz ze wzrostem dochodów podatnika. Dla kolejnej grupy osób (zarabiających od 85 528 zł do 127 000 zł) kwota wolna znowu spada – do 0 zł przy dochodzie powyżej 127 tys. zł. Z kolei dla osób osiągających dochody powyżej 127 000 zł… Kwota wolna nie będzie obowiązywać. W Wielkiej Brytanii kwota wolna też jest degresywna, ale maleje dopiero powyżej £ 100 000 (ok. 492 000 zł), a znika całkowicie przy dochodach powyżej £ 122 000 (ok. 600 000 zł).

Są i inne argumenty podatkowe, dla których warto przenieść biznes do Wielkiej Brytanii lub go tam założyć. W porównaniu do systemu obowiązującego w Polsce w Zjednoczonym Królestwie atrakcyjny jest np. pierwszy próg podatku PIT. Chociaż dochody mieszczące się w pierwszym progu podatkowym są objęte stawką 20%, to próg ten od 6 kwietnia 2017 r. wynosi £ 45 000 (£ 11 001 – £ 45 000, czyli ok. 56 600 – 221 000 zł). Dla przypomnienia, w kraju nad Wisłą jest to 85 528 zł. Jeżeli chodzi o gorąco dyskutowany w Polsce VAT, w Wielkiej Brytanii obowiązują tylko dwie stawki tego podatku: 5% i 20%, a sama kategoryzacja nastręcza dużo mniej problemów.

Podsumowując: polskie przedsiębiorstwa, polskie marki i polskie firmy mogą czuć się na świecie jak u siebie.

Autorzy: Prawnik Aleksandra Budzyńska, radca prawny Robert Nogacki. Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

PragmaGO świetnie sobie radzi

Pragma Faktoring SA poinformowała dziś o wynikach sprzedażowych czterech kwartałów 2017 r. Informacja obejmuje dane dotyczące zrealizowanych obrotów oraz   liczby pozyskanych Klientów.

Na obydwu płaszczyznach spółka zanotowała rekordowe wyniki:

  • obroty zrealizowane od stycznia do grudnia br. wyniosły 704 mln zł, co jest wynikiem o 21 proc. lepszym od dotąd najlepszego historycznie analogicznego okresu 2016 r.
  • w samym 4 kwartale Pragma Faktoring podpisała 194 umowy faktoringu z nowymi Klientami (podczas gdy w analogicznym okresie rok wcześniej było to 56 umów), większość z tych 194 umów została podpisana w ramach działalności onlinowego segmentu PragmaGO.

Dodatkowo w całym 2017 r. z usług faktoringowych Pragmy skorzystało aż 600 Klientów (328 rok wcześniej).

Fintech PragmaGO jest obecnie segmentem, z którym spółka wiąże największe plany rozwoju. Dynamika wzrostu  w zakresie liczby pozyskiwanych i obsługiwanych Klientów świadczy o wysokiej jakości usług Pragma Faktoring, ale też jest wynikiem uruchomionej w tym roku onlinowej sprzedaży usług mikrofinansowania. PragmaGO to kluczowy obszar w naszej strategii. Jest nowoczesna, przyjazna dla Klientów i łatwo skalowalna. Jestem przekonany, że pozwoli nam ona istotnie zwiększyć i skalę działalności spółki, i jej rentowność – powiedział Tomasz Boduszek, prezes spółki.

Nowe PZU – Strategia Grupy PZU na lata 2017 – 2020

9 stycznia 2018 roku zarząd oraz rada nadzorcza PZU SA przyjęły aktualizację strategii do roku 2020, która zmienia model działania całej Grupy PZU, stawia nowe akcenty i powołuje konkretne inicjatywy, by uczynić z PZU jedną z najbardziej innowacyjnych instytucji w branży finansowej w Europie.

Grupa PZU jest dzisiaj największą grupą finansową w Europie Środkowo-Wschodniej. Zarządza blisko 300 mld zł aktywów oraz cieszy się zaufaniem ponad 22 milionów klientów w pięciu krajach. 80 proc. gospodarstw domowych w Polsce ma relacje z firmami należącymi do Grupy PZU SA, a są to także dwa niedawno kupione banki, czyli Alior i Pekao. To aż 22 mln klientów oraz 150 tys. pracowników. PZU chce budować swą siłę poprzez lepsze wykorzystanie olbrzymiej bazy danych o swych klientach.

Nowe PZU stawia na sztuczną inteligencję i lepsze wykorzystanie baz danych. W celu zwiększenia liczby interakcji z klientami stworzy klub lojalnościowy oraz rozbuduje portal moje.pzu.pl, który będzie integrował usługi Grupy PZU w jednym miejscu i pozwoli klientom m.in. kontrolować posiadaną ochronę ubezpieczeniową, kupić nowe polisy, zlikwidować szkodę, zarządzać opieką zdrowotną, w tym terminami wizyt lekarskich, a także inwestować oraz korzystać z usług bankowych.

– Nowa strategia zawiera bardzo ambitne cele. W stosunku do ostatniego zamkniętego roku mamy ambicję podwyższenia ROE Grupy o ponad 7 p.p. do przeszło 22% w roku 2020. Pozyskamy miliard złotych składki ubezpieczeniowej ze współpracy z bankami i milion nowych klientów dla banków – chcemy tworzyć relację dającą korzyści obydwu stronom. Istotnie zwiększymy nasze przychody w segmencie „zdrowie” do miliarda złotych w 2020 roku. Konsolidując rynek zarządzania aktywami i pomnażając oszczędności naszych klientów zwiększymy ponad dwukrotnie portfel, jakim dysponujemy, osiągając 65 mld złotych w zarządzaniu. – mówi Tomasz Kulik, CFO w Grupie PZU.

Marki premium stawiają na Internet

Marcin Rupiński, CEO sieci reklamowej Royal Ad
Marcin Rupiński, CEO sieci reklamowej Royal Ad

Jak wynika z najnowszego raportu KPMG dotyczącego dóbr luksusowych w Polsce, rynek ten stale rośnie w siłę. Szacuje się, że w 2021 roku jego wartość może osiągnąć niemal 31 mld zł, a więc wzrośnie o prawie 50% w stosunku do 2017. Oznacza to również zwiększenie wydatków na reklamę dóbr luksusowych. Jak wygląda życie bogatych Polaków i w co najchętniej inwestują? Na te pytania odpowiada Marcin Rupiński, CEO sieci reklamowej Royal Ad.

Przybywa zamożnych Polaków

Z każdym rokiem rośnie liczba zamożnych Polaków. Potwierdzają to badania KPMG, według których w 2016 roku w naszym kraju mieszkało 1 042 tysięcy osób o wysokich dochodach. Porównując te dane z rokiem 2015, ich liczba wzrosła o 43 tysiące, a dochody o 6,8 mld złotych. W 2017 w Polsce żyło aż 1,1 mln bogatych, a wartość rynku dóbr luksusowych była szacowana na 21 mld złotych.

Najbardziej dochodowym, wśród marek premium, jest segment luksusowych samochodów. Na kolejnych miejscach plasują się biżuteria i zegarki. Eksperci prognozują, że między 2017 a 2021, to właśnie sprzedaż luksusowych aut wzrośnie najbardziej, przy czym mianem luksusowego określa się samochód, którego cena jest nie mniejsza niż 285 tysięcy zł. Zaskoczeniem może być fakt, że najczęściej kupowanym dobrem luksusowym są alkohole – 44% osób deklaruje, że dokonuje takiego zakupu raz lub kilka razy w miesiącu. Cena wina, które można uznać za luksusowe to przeszło 430 zł, natomiast butelka koniaku to koszt rzędu 1170 zł.

Łączny dochód netto osób zamożnych w 2017 roku szacuje się na 191 mld zł, natomiast według prognoz, do 2020 roku ma on wynieść prawie 245 mld zł.

Jak żyją bogaci?

Według autorów raportu, trzema głównymi czynnikami, którymi kierują się zamożni Polacy przy dokonywaniu zakupów są: jakość, wygląd i cena. Najpopularniejszym towarem luksusowym pozostają ubrania i buty oraz kosmetyki i perfumy. Tylko 3% badanych zadeklarowało, że nigdy nie kupuje tych produktów.

Osoby majętne najchętniej lokują swój kapitał w nieruchomościach i aktywach finansowych. Z jakich usług korzystają najczęściej? Aż 65% regularnie korzysta z pomocy domowej. Wysokie miejsce zajmują również wizyty w luksusowych restauracjach. Najmniejszym powodzeniem cieszą się natomiast prywatni kierowcy i loty czarterowe.

Warto również zwrócić uwagę na to, co zamożni Polacy robią w wolnym czasie. Każdego dnia  67% z nich spędza prawie godzinę na przeglądaniu stron internetowych, a 73% deklaruje swoją aktywność w mediach społecznościowych. To właśnie Internet jest miejscem, w którym dokonują decyzji zakupowych oraz nabywają usługi i towary. Z tego powodu reklama marek premium powinna być skrojona na miarę oczekiwań wymagających, zamożnych klientów.

Reklama na miarę luksusu

W 2018 roku Internet stanie się głównym miejscem reklamy usług i produktów luksusowych oraz koncentracji budżetów marketingowych marek premium. Szacuje się, że Internet osiągnie udziały na poziomie przeszło 30%, tym samym wyprzedzając prasę, która przez długi czas utrzymywała pozycję lidera. Blisko 87% nowych wydatków na reklamę dóbr luksusowych w latach 2016-2018 stanowi reklama online. Zatem powinna być ona dopasowana do indywidualnego odbiorcy, a także odznaczać się estetyką, prestiżem i ukazywać wartości, jakie prezentuje marka.

Korporacja, technologia i produktywność kontra psychika pracownika

Pracownicy coraz częściej zmagają się z syndromem wypalenia zawodowego. Brak satysfakcji, energii i motywacji do pracy, będące standardowymi objawami wypalenia, negatywnie wpływają także na ich zdrowie i zadowolenie z życia. Trend budzi obawy pracodawców, ponieważ to w ich rękach znajdzie się odpowiedzialność za stworzenie warunków pracy, ułatwiających zachowanie zdrowej równowagi pomiędzy pracą i życiem prywatnym. W przeciwnym razie będą musieli zmierzyć się z ryzykiem utraty najlepszych pracowników i spadkiem produktywności.

Jak pokazują badania Willis Towers Watson cytowane na łamach Hays Journal 14, aż 42% pracowników doświadczyło w swojej karierze długotrwałego stresu bądź problemów ze zdrowiem psychicznym. Jednocześnie co trzeci uczestnik badania uznał, że praca negatywnie wpływa na komfort psychiczny. Są to niepokojące dane, które oddają skalę problemu obserwowanego na współczesnym rynku. Profesjonaliści zmagają się z coraz większą presją i nakładem pracy, co w kontekście dynamicznych zmian zachodzących w otaczającym nas świecie coraz częściej doprowadza do sytuacji, w której eksperci tracą entuzjazm dla niegdyś wymarzonej pracy.

Jak wskazują eksperci rynku pracy, jednym z głównych powodów wypalenia zawodowego jest rozwój technologiczny oraz praktyka pozostawania dostępnym dla innych niemal przez całą dobę. Pracownicy – zwłaszcza będący przedstawicielami najmłodszych pokoleń – są przyzwyczajeni do korzystania z tabletów i smartfonów o każdej porze dnia i nocy, również w sprawach służbowych. Świadczą o tym liczby – badanie Bupa przedstawione w najnowszym Hays Journal wykazało, że 82% millenialsów czyta służbowe emaile zaraz po przebudzeniu i tuż przed zaśnięciem. Co więcej, 32% uczestników badania czuje się w obowiązku odbierania wiadomości w trakcie urlopu.

– Starsze pokolenia nie doświadczały presji, jaką nałożyły na pracowników nowoczesne technologie. W rezultacie w niektórych firmach tempo pracy jest zawrotne, pozostawiając specjalistom niewiele czasu na solidny odpoczynek i zebranie sił na kolejne wyzwania. Jak powszechnie wiadomo, brak czasu wolnego i możliwości odcięcia się od pracy to pierwszy krok do wypalenia zawodowego – komentuje Paula Rejmer, dyrektor zarządzająca Expert Perm w Hays Poland. Pracownik pozbawiony odpoczynku może stać się zakładnikiem swojego życia zawodowego, od którego nie potrafi uciec nawet na zasłużonym urlopie. Wkrótce potem nawarstwienie zmęczenia i stresu przekłada się na frustrację i spadek wydajności, co jest zagrożeniem zarówno dla jednostki, jak i całej firmy.

Szeroki dostęp do rozwiązań technologicznych oraz nowe kanały komunikacji to nie jedyny powód, dla którego coraz więcej osób doświadcza wypalenia zawodowego. Trend rozwija się także przez postępującą globalizację – coraz więcej pracowników należy do rozproszonych zespołów, których członkowie pracują w innych strefach czasowych. W takiej sytuacji czas pracy często rozpoczyna i kończy się w niestandardowych godzinach, a wyjście z biura nie jest równoznaczne z zakończeniem odpowiadania na wiadomości przesyłane przez współpracowników z innego regionu świata.

Kolejnym zagrożeniem jest postępujące wydłużanie czasu pracy. Jak wynika z zeszłorocznego raportu Hays Poland zatytułowanego „Nadgodziny”, aż 75% Polaków pracuje więcej niż standardowe 40 godzin tygodniowo. Natomiast badania OECD wskazują Polaków jako jeden z najbardziej zapracowanych narodów w Europie. Praca w nadgodzinach i brak możliwości zachowania równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym ma negatywny wpływ na poziom stresu, zdrowie fizyczne i psychiczne. Jeśli taki stan utrzymuje się przez długi czas, to prawdopodobieństwo wystąpienia syndromu wypalenia zawodowego rośnie.
W zapobieganiu syndromowi wypalenia zawodowego ogromną rolę odgrywają działy HR, które mają za zadanie wsparcie firmy w tworzeniu kultury organizacyjnej opartej na promowaniu work-life balance oraz szacunku dla czasu wolnego pracowników. Zdaniem Pauli Rejmer, organizacje powinny zachęcać swoje kadry do prowadzenia zdrowego trybu życia i korzystania z przysługującego im urlopu. Jednocześnie zaznacza, że kluczem do dobrego samopoczucia pracowników jest powszechna świadomość problemu, jakim jest wypalenie zawodowe. – Jednym z najprostszych rozwiązań jest koncentracja na wynikach pracy, a nie godzinach spędzonych w biurze. Menedżerowie powinni komunikować swoim zespołom, że przemęczenie nie jest sprzymierzeńcem produktywności i każdemu pracownikowi należy się odpoczynek od firmy. Na takim układzie zyskują przecież obie strony. – przekonuje ekspertka Hays.

Działania podejmowane w celu ograniczenia przypadków wypalenia zawodowego wśród pracowników powinny być dopasowane do indywidualnych wyzwań każdej organizacji. Podczas gdy w jednej firmie największym zagrożeniem jest kultura pracy w nadgodzinach, to w innej może to być frustracja pracowników związana ze zbytnim obciążeniem monotonną pracą o charakterze administracyjnym. Bez względu na źródło problemu, dobrą praktyką jest promowanie wśród pracowników nawyku wyłączania telefonu służbowego w weekendy oraz komunikowanie, że od pracowników nie oczekuje się aktywności online po godzinach pracy.

W obliczu narastającego problemu, jakim jest wypalenie zawodowe, organizacje powinny jak najszybciej wdrożyć rozwiązania ukierunkowane na podtrzymywanie satysfakcji z wykonywanej pracy oraz ułatwienie pracownikom utrzymania równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. Fundamentem skutecznej strategii powinno być wykształcenie wśród kadry zarządzającej umiejętności rozpoznawania pierwszych symptomów wypalenia oraz opracowanie planu wsparcia dla pracowników, którzy tracą satysfakcję i motywację do dalszej pracy.

– W niektórych branżach stres jest stałym elementem każdego dnia pracy, a jego brak wciąż bywa odbierany jako wyznacznik niewystarczającego zaangażowania w wykonywane obowiązki. W takim środowisku szczególnie trudno jest rozpoznać pierwsze oznaki wypalenia zawodowego, a pracownicy często nie mają świadomości, jak duży wpływ utrzymujący się stan napięcia ma na ich życie prywatne i zawodowe – mówi Paula Rejmer. Zapobieganie syndromowi jest więc zadaniem zarówno dla pracodawców, jak i pracowników – wymaga zmiany podejścia do problemu i nauki rozpoznawania pierwszych objawów. Organizacjom oprócz celów związanych z tworzeniem przyjaznego miejsca pracy przyświecają także cele biznesowe. Wypalenie zawodowe wśród pracowników często jest równoznaczne z utratą wspaniałych ekspertów i obniżeniem produktywności, na co pracodawcy nie mogą sobie pozwolić.

Dlaczego Szwedzi zdobywają świat przywództwem w stylu lagom?

Wielu rozpoczynających prowadzenie biznesu przedsiębiorców marzy o stworzeniu firmy, która pójdzie w ślady ikon sukcesu, takich jak  Ikea, H&M czy Skype. Redakcja szwedzkiej edycji magazynu „The Local” postanowiła zbadać, dlaczego w niewielkim kraju, jakim jest Szwecja, powstało tak wiele firm będących liderami globalnych rynków.

 Dużą liczbę szwedzkich firm odnoszących sukcesy na międzynarodowych rynkach tłumaczy się czasem jedyną w swoim rodzaju kulturą przywództwa. Na czym ona polega?

Dobrym punktem wyjścia do zastanowienia się nad tą kwestią jest to, co o szwedzkim podejściu do przywództwa powiedział Anders Richtnér, dyrektor SSE Executive Education. Stwierdził on, że słowem-kluczem, które oddaje charakter nie tylko podejścia do życia, ale i stylu zarządzania Szwedów jest  pojęcie lagom.

Szwedzkie słowo lagom nie ma prawdopodobnie dokładnego odpowiednika w żadnym innym języku. W przybliżeniu znaczy ono „nie za dużo i nie za wiele” albo „w sam raz”.

Według popularnej, choć nie do końca prawdziwej legendy słowo pochodzi z czasów, gdy chłopi pracujący razem w gospodarstwie jedli z jednej wspólnej miski.
Miało ono powstać ze złożenia słów lag (zespół) i om (wokół, dookoła). Chodziło o to, by każdy brał z miski odpowiednią ilość jedzenia, nie za dużo i nie za mało, tak żeby wystarczyło dla wszystkich. Miska odbywała obowiązkową „rundę” po wszystkich członkach „zespołu”.

Lagom dobrze wyraża typowe dla Szwedów podejście do życia. Potrafią oni ciężko pracować, ale nie lubią pracować za dużo. Pracują więc „w sam raz”. Również stworzone przez nich państwo opiekuńcze oparte jest na idei dzielenia się dobrami w taki sposób, by każdy dostał lagom.

Co jednak może znaczyć lagom w kontekście kultury korporacyjnej?

W ostatnim stuleciu szwedzcy przedsiębiorcy odnieśli wiele spektakularnych sukcesów. Mimo, że ludność Szwecja dopiero niedawno osiągnęła liczbę 10 milionów, kraj wydał wiele firm radzących sobie świetnie na globalnych rynkach, takich jak Volvo, Scania, Electrolux, Ikea, H&M, Skype, Spotify i King.

Jakie cechy i wartości ukształtowały kulturę korporacyjną Szwecji, w której stosunek wielkich firm do liczby mieszkańców jest największy na świecie?

Autorzy materiału zapytali o to Andersa Richtnéra, dyrektora SSE Executive Education, firmy, która od ponad pięćdziesięciu lat pomaga szwedzkim i nie tylko szwedzkim firmom w kształceniu liderów. W rankingu „Financial Times” jego instytut przez 17 lat z rzędu był oceniany jako najlepsza szkoła biznesu w regionie Skandynawii i państw bałtyckich.

Oto pięć cech, które Richtnér uważa za najważniejsze dla szwedzkiej kultury przywództwa – kultury lagom.

  1. Zaufanie

Istotnym elementem szwedzkiego podejścia do przywództwa jest zaufanie. Staje się ono coraz ważniejsze, nawet w organizacjach o hierarchicznej strukturze. W świecie, który zmienia się tak szybko, nie jest możliwe, by jedna osoba nadążała za wszystkim. Nie ma innego wyjścia – trzeba zaufać innym.

  1. Ciekawość

Mały, zależny od eksportu kraj, jakim jest Szwecja, musi otworzyć się na zewnętrzny świat, żeby zrozumieć potrzeby innych i żeby wyciągać wnioski z cudzych sukcesów. Wielu zastosowało te wnioski w praktyce – odwaga, jaką się wykazali, dowodzi, że Szwedzi są narodem kreatywnym i przedsiębiorczym. Kiedy przez długi czas ulega się obcym wpływom, zaczyna się kwestionować to, czego nas od zawsze uczono. Ten konflikt tożsamości jest świetnym punktem wyjścia do nieustannej ewolucji.

  1. Inkluzywność

Zwyczaje panujące w szwedzkich firmach mogą przyprawić o ból głowy osoby przyzwyczajone do szybkiego podejmowania decyzji. Wprawdzie dążenie do osiągnięcia zgodności zdań może wydawać się nieefektywne, w organizacjach o poziomej strukturze ścieżki podejmowania decyzji są raczej krótkie. Decentralizacja poprawia efektywność tego procesu.

Szwedzi potrafią uzgadniać decyzje – to część ich kulturowego dziedzictwa. Ale czasem trwa to długo. Firmy, które odnoszą sukcesy, potrafią z jednej strony dochodzić do konsensusu, a z drugiej – delegować decyzje w dół łańcucha zarządzania. Osoby będące najbliżej klientów najlepiej znają ich potrzeby.

  1. Prężność

Szwedzki model zarządzania opiera się na zrozumieniu biznesu, a nie na samych tylko sprawozdaniach finansowych. Żeby firma radziła sobie na dłuższą metę, potrzebne jest prężne przywództwo. Co to znaczy w praktyce? Chodzi o to, na ile przywódca jest autentyczny w swojej roli. Czy słucha innych? Czy ma czas dla swoich pracowników? Czy komunikuje jasno swoje oczekiwania i wyznacza zrozumiałe cele? To jedne z podstawowych wyznaczników prężności.

  1. Otwartość

W szwedzkich firmach ludzie potrafią być samokrytyczni. Wiąże się to z otwartością na wpływy z innych krajów. Umiejętność ta sprzyja rozwojowi organizacji. Lider zaczyna rozmowę o uczeniu się i wyznaczaniu granic – a potem dopuszcza do głosu członków zespołu.

Źródło: SPCC/ thelocal.se

Jakie zawody mogą zniknąć w nieodległej przyszłości

Uniwersytet Oksfordzki i firma Deloitte przeanalizowały jakie zawody mogą zniknąć w nieodległej przyszłości. Wnioski są niepokojące przede wszystkim dla pracowników call i contact center. Naukowcy i eksperci prognozują, że zawód telemarketera zniknie z 99%, a pracownika contact center z 75% pewnością. Jednak weryfikując serwisy z ogłoszeniami o pracę nie widać, żeby agentom telefonicznym groziło „wyginięcie”. Wręcz przeciwnie. Każdego miesiąca pojawia się kilkaset ofert pracy „na słuchawkach”.

Naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego, we współpracy z firmą Deloitte, przeanalizowali popularne zawody i ocenili, które pozostaną, a które znikną w ciągu najbliższych 25 lat. Stworzony przez badaczy ranking otwierają telemarketerzy, których zawód zniknie z 99% prawdopodobieństwem. Niewesoła przyszłość czekać ma też pracowników contact center. Konsultanci, którzy obsługują infolinie przychodzące i każdego dnia odbierają setki połączeń dostali tylko 25% szans na przetrwanie. Prognozy naukowców i analityków dotyczą najbliższego ćwierćwiecza, ale w tym momencie nie widać, żeby miały one szybko się zmaterializować.

Armia na telefon

Sektor telemarketingowy od lat prężnie się rozwija w naszym kraju, dając zatrudnienie wielu osobom. – Obecnie szacuje się, że w Polsce pracuje około 200 tys. telemarketerów i konsultantów telefonicznych. To o 70 tys. więcej niż liczba żołnierzy służących w Wojsku Polskim. Osoby pracujące na popularnej słuchawce stanowią 1,25% ogółu zatrudnionych Polaków – mówi Paweł Pierścionek z firmy Cludo, która dostarcza kompleksowe rozwiązania IT dla contact center.

Ta ogromna liczba osób codziennie kontaktuje się z tysiącami klientów nie tylko w Polsce, ale też poza jej granicami. Konsultanci i telemarketerzy obsługują wiele różnych firm w kilkunastu językach. Jak wynika z raportu Outsourcing Contact Center opracowanego przez SMB, większość firm działających w branży świadczy usługi w językach obcych. Ponad połowa z nich (56%) oferuje standardowo takie usługi, blisko 1/3 (29%) robi to na specjalne zlecenie. Tylko 39% call center komunikuje się wyłącznie w języku polskim. Nic więc dziwnego, że Polska znajduje się wśród 10 państw świata, do których usługi są najczęściej outsourcowane. W ciągu 6 najbliższych lat branża usług outsourcingowych będzie rosła w tempie 6% rocznie, prognozuje agencja Cushman & Wakefield. Takie tempo spowoduje, że branża potrzebować będzie nowych pracowników. – Mimo rozwoju nowych kanałów komunikacji z klientami, obsługa głosowa wciąż będzie dominująca. Zawód telemarketera czy pracownika contact center nie zginie, ta profesja będzie się profesjonalizować. Wraz z rozwojem technologii już dziś zmienia się rola konsultantów infolinii. Rośnie specjalizacja, dzięki danym można bardzo precyzyjnie profilować ofertę pod kątem konkretnych klientów i zarządzać wieloma kanałami komunikacji, zmniejszając liczbę nietrafionych czy niesatysfakcjonujących połączeń – zwraca uwagę Paweł Pierścionek z Cludo.

Firma doradcza Technavio podaje, że możemy spodziewać się wzrostu inwestycji w rozwiązania dla sektora contact center wspomagające pracę konsultantów. Według ekspertów globalny rynek call center będzie rósł w średnim tempie 9% rok do roku, a w Europie wyniesie 11%.

1000 ofert na 30 dni

W ubiegłym roku firma Cludo przeanalizowała sytuację na rynku pracy w branży call center. Tylko na przełomie 2016/2017 (grudzień-styczeń), w okresie świąteczno-noworocznym, który powszechnie uważany jest jako martwy sezon, wyłącznie w kategorii call center, pojawiło się ponad 1 tys. ofert pracy. Po 11 miesiącach sytuacja była dokładnie taka sama. W okresie od 15 listopada do 15 grudnia pojawiło się 1 tys. ofert pracy stricte na stanowiska w branży call i contact center. Dla porównania w tym samym czasie nowych ogłoszeń o pracę w kategorii edukacja było 400, a w branży prawniczej 600. Inżynierowie mogli znaleźć 4 tys. ogłoszeń, a informatycy 6,5 tys.

Branża call i contact center ma się dobrze. Ciągle pojawiają się nowe oferty, a sama praca też zmienia swój charakter, jest coraz bardziej kompleksowa. To już nie tylko wykonywanie i odbieranie połączeń, ale coraz częściej komunikacja w mediach społecznościowych czy na chacie. To praca dająca możliwości rozwoju młodym ludziom – opisuje Paweł Pierścionek z firmy Cludo. I rzeczywiście 73% pracowników jest przed 30 rokiem życia, wynika z raportu SMB. Mediana miesięcznego wynagrodzenia na stanowisku konsultanta infolinii przychodzącej wg firmy Sedlak & Sedlak wynosi 2 813 PLN brutto. Co drugi pracownik call center otrzymuje pensję w przedziale 2 281 – 3 700 PLN. 25% najgorzej wynagradzanych konsultantów call center zarabia poniżej 2 281 PLN brutto. 25% pracowników może liczyć na pensję powyżej 3 700 PLN.

Draghi może ostudzić ten rajd euro

EUR/USD w górę bez udziału dzisiaj Amerykanów. Silna aprecjacja euro póki co nie budzi obaw EBC. Pytanie tylko jak długo, wcześniej takie rajdy zostawały hamowane gołębimi głosami z ust członków władz monetarnych strefy euro. Wysokie poziomy głównej pary przy stabilnym kursie EUR/PLN windują USD/PLN na poziomy najniższe od 3 lat. CHF/PLN i GBP/PLN bliskie ostatnim minimum.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 22.11.2017-15.01.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1418 3,5210 3,3940 4,6523
Maksimum 4,2230 3,6250 3,5913 4,8200

EUR/PLN

euro 15Można już chyba śmiało powiedzieć, że impet zwyżek na EUR/PLN wyhamował. Mimo, że kurs po dość krótkiej korekcie znów się nieco umocnił to jednak mocnego rajdu w dół na nowe minimum już nie było. Kurs ustabilizował się w okolicach 4,17. A trzeba przyznać, że otoczenie na rynkach światowych sprzyja krajowej walucie. Chodzi głównie o słabnącą amerykańską walutę, która zazwyczaj przynosi apetyt inwestorów na waluty rynków wschodzących. Ale trzeba tutaj dodać, że złotówka ma za sobą bardzo udany rok 2017 gdzie była jednym z liderów wzrostów. Dlatego nie jest już tak łakomym kąskiem dla szukających zysków inwestorów. Rajd na EUR/USD jednak nie będzie trwał wiecznie. Tak wysoki kurs może zaniepokoić nieco prezesa EBC. A finalnie nawet przełożyć się na opóźnienie zacieśniania monetarnego. Stąd mogą pojawić się głosy, które ostudzą nieco rynek walutowy i osłabią euro. Do konferencji prezesa EBC jeszcze jednak niecałe 2 tygodnie także sporo czasu by rajd na głównej parze kontynuować. W tym tygodniu sporo danych z Polski także mogą wystąpić zawirowania. Wsparciem będzie ostatnie minimum na poziomie 4,1420.

CHF/PLN

frank 15CHF/PLN bo bardzo krótkiej korekcie znów poszybował na południe. Jesteśmy bardzo blisko ostatniego minimum. Rajd na euro służy scenariuszowi pogłębienia ostatnich najniższych poziomów. A to dlatego, że w relacji do europejskiej waluty frank szwajcarski traci co zachęca również CHF/PLN do spadków. Trzeba też dodać, że bardzo bliska finalizacji jest koalicja rządząca w Niemczech co oczywiście przekłada się na spadek ryzyka politycznego w strefie euro. A w takiej sytuacji szwajcarska waluta nie jest pożądana przez inwestorów. Fakt jeszcze nie jest wkalkulowane ryzyko związane z wyborami we Włoszech dlatego trzeba mieć na uwadze, że im bliżej dnia 4 marca niepewność może się zwiększać i tym samym CHF/PLN nieco odbije w górę. Oporem w przypadku ruchu w górę będzie linia trendu spadkowego.

USD/PLN

dolar 15Globalne silne osłabienie dolara amerykańskiego spowodowało, że kurs USD/PLN złamał dzisiaj granicę 3,40. A przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu USD/PLN testował opór na poziomie 3,51. Jego nieudana próba sforsowania spowodowała silny ruch na południe. Efekt jest taki, że jesteśmy na ponad 3-letnich minimach. Dzisiaj kurs EUR/USD był bliski poziomu 1,23 co przy stabilnie kursie EUR/PLN wywindował USD/PLN aż tak nisko. Ekspozycja inwestorów na euro pozostaje bardzo duża. Także trudno wyrokować kiedy inwestorzy w końcu zdejmą różowe okulary i wrócą do fundamentów. Owszem koniunktura w strefie euro jest co najmniej dobra ale co ważniejsze dywergencja między stopami procentowymi USA i EBC się powinna rozszerzać. To powinno determinować dolara do wzrostów a tak sie nie dzieje. Pytanie jak długo EBC będzie nie uczestniczył w tym można powiedzieć procederze rynkowym. Już wczesniej gdy kurs EUR/USD był wysoko (znacznie niżej niż teraz) stwierdzał prezes Draghi, że mocna waluta szkodzi gospodarce. Wydaje się, że i tym razem dojdzie do interwencji słownej. Tak naprawdę tylko od zachowania szerokiego rynku w tym momencie zależą dalsze losy USD/PLN. Poziomem, który może wywołać reakcję popytu na USD/PLN powinien być teraz 3,3935.

GBP/PLN

funt 15Tak jak i na pozostałych parach złotowych i GBP/PLN ma krótką korektę za sobą. Kurs aktualnie podąża w okolice ostatniego minimum. I można powiedzieć, że jest to siła krajowej waluty. Na funcie aktualnie nie ma żadnych informacji czy też o Brexicie czy też o zmianach w rządzie premier Theresy May. Tak naprawdę czekamy na rozpoczęcie kolejnej fazy negocjacji z UE w sprawie dostępu do wspólnego rynku. Tak naprawdę ta kwestia rozstrzygnie dalsze losy funta brytyjskiego. Informacje, które się pojawiają w mediach są niespójne. W poprzednim tygodniu mieliśmy doniesienia o możliwym twardym brexicie z ust negocjatorów UE. Podczas gdy w piątek trafiły przecieki o rzekomym poparciu wariantu łagodnego brexitu przez Holandię i Hiszpanię. Na chwilę nawet umocniło to funta, jednak gdy pogłoski zostały zdementowane funt wrócił do poziomu równowagi. Kluczowe poziomy dla GBP/PLN w tym momencie to wsparcie w okolicach 4,6528 i opór na poziomie 4,7360.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Kupując mieszkania, Polacy zwracają większą uwagę na okolicę niż cenę

Polacy planujący kupić mieszkanie, znacznie częściej niż mieszkańcy innych krajów Europy szukają go na własną rękę, niż korzystając z usług agentów nieruchomości.  Ponadto najpierw wybierają okolicę, w jakiej chcą mieszkać, a dopiero potem patrzą, czy oferowane mieszkania mieszczą się w ich budżecie. W Europie częściej kolejność jest odwrotna – wynika z międzynarodowego badania „Finansowy Barometr ING”.

Gdzie szukamy domów i mieszkań?

W Europie funkcjonują dwa modele kupna i wynajmu domów oraz mieszkań. W pierwszym, charakterystycznym dla państw południowej Europy i Wielkiej Brytanii, dużą rolę odgrywają agenci nieruchomości, którzy zbierają ofertę z rynku i prezentują ją potencjalnym zainteresowanym. W drugim, charakterystycznym dla państw północnej Europy – w tym Polski – rolę pośrednika odgrywają raczej portale internetowe z ofertami nieruchomości oraz tradycyjne ogłoszenia w prasie.

W jaki sposób poszukiwałeś mieszkania/domu, w którym mieszkasz?
Polska Państwa północy
(DE,AT,CZ,BE,NL,LU)
Państwa południa

(UK,FR,ES,IT,TU)

Portale internetowe z ofertami nieruchomości 42% 40% 33%
Rekomendacje przyjaciół i rodziny 30% 28% 26%
Ogłoszenia w prasie drukowanej 26% 22% 12%
Agenci nieruchomości 22% 21% 45%
Inne źródła w Internecie 9% 5% 6%
Inne 16% 19% 14%
* Procenty odnoszą się do osób, które poszukiwały mieszkania/domu oraz pamiętają w jaki sposób to robili.

Jak selekcjonujemy dostępną ofertę domów i mieszkań?

Dostępna oferta mieszkań jest zazwyczaj bardzo szeroka, a liczba parametrów do wzięcia pod uwagę duża, więc kupujący w jakiś sposób muszą zawęzić pole wyboru. W Europie najczęściej takim sposobem jest wykluczenie mieszkań zbyt drogich lub tanich w stosunku do naszych możliwości. Dla Polaków, jako jedynych mieszkańców trzynastu przebadanych krajów, ważniejszym kryterium jest okolica, w jakiej ma znajdować się szukane mieszkanie. Oczywiście ceny domów i mieszkań są silnie skorelowane z miejscem w jakim się znajdują, ale hierarchia priorytetów Polaków nie jest bez znaczenia.

Badanie „Finansowy Barometr ING” potwierdza, że Polacy są bardzo silnie przywiązani do miejsca. Chcą mieć mieszkanie na własność w dobrej okolicy. Cena jest ważna, ale nie najważniejsza. Drugą stroną tego medalu jest to, że jesteśmy bardzo mało mobilni – trudniej nam się przeprowadzić oraz rzadziej to robimy. Zgodnie ze statystykami Eurostatu, tylko co dziesiąty mieszkaniec naszego kraju zmienił miejsce zamieszkania w ciągu ostatnich 5 lat. Tymczasem w całej Unii Europejskiej taką decyzję podjęło 18% mieszkańców, zaś w państwach anglosaskich oraz Skandynawii nawet ponad 30%. Jeśli niska mobilność Polaków wynika stąd, że lubimy miejsca, w których mieszkamy, to należy się z tego cieszyć. Warto też jednak pamiętać o negatywnej stronie tego zjawiska. Trudniej nam znaleźć pracę, jeśli w naszej okolicy rośnie bezrobocie albo zdobyć wymarzone wykształcenie, jeśli nie oferują go lokalne uczelnie. Większa mobilność sprzyjałaby też polskim przedsiębiorcom we wdrażaniu innowacji, a naukowcom w osiąganiu lepszych wyników – powiedział Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Wg jakich kryteriów zawęziłeś swój wybór mieszkania do kupna z dostępnej oferty?
Kryterium selekcji Polska Przeciętnie w Europie Różnica
Okolica mieszkania 41% 23% +18%
Zakres cenowy 35.5% 45% -9,5%
Wielkość mieszkania 25% 28% -3%
Liczba pokoi 23% 26% -3%
Rodzaj budynku 18% 17% +1%
Ogród lub balkon 17% 19% -2%
Połączenia komunikacyjne 16% 17% -1%

Jak postrzegamy ceny mieszkań?

Z badania ING wynika, że Polacy cechują się dużą przezornością szacując koszt mieszkania. Zaledwie 6% Polaków przyznaje, że koszty kupionych „czterech kątów” były wyższe, niż się spodziewali. To drugi najniższy wynik wśród badanych krajów. Dla porównania, wyższe koszty mieszkania zaskoczyły aż 29% kupujących w Turcji i 18% we Włoszech i Luksemburgu. Lepszy wynik Polaków może wynikać stąd, że uwzględniają oni więcej kategorii kosztów analizując ceny mieszkań, jakie kupują. Przykładowo, koszty przyszłych dojazdów uwzględniło 27% Polaków, którzy kupowali mieszkanie i tylko 17% mieszkańców innych państw Europy.  Polscy respondenci częściej też brali pod uwagę koszty potrzebnego remontu (44% Polaków i 28% mieszkańców Europy),  co może wynikać z niższego standardu mieszkań, jakie są dostępne na naszym rynku wtórnym.

Zakup mieszkania jest dla większości ludzi największą jednorazową transakcją, jaką podejmują w życiu i jednym z najważniejszych wyborów. Dlatego warto jest uwzględnić wszystkie konsekwencje finansowe, jakie się z nim wiążą, a nie tylko kwotę, jaką będziemy musieli zapłacić sprzedającemu. Szczególnie ważne są koszty przyszłych dojazdów do pracy, nie tylko bezpośrednie związane z użytkowanie samochodu, lecz także wartość czasu jaki spędzimy w drodze. Badania pokazują też, że długie dojazdy do pracy wpływają negatywnie na zdrowie oraz zadowolenie z życia – powiedział Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Finansowy Barometr ING to cykliczne badanie Grupy ING, badające zachowania i postawy konsumentów wobec zagadnień finansowych w Polsce i na świecie. Badanie zostało przeprowadzone w czerwcu 2017 r. w 13 krajach: Polska, Austria, Belgia, Czechy, Francja, Hiszpania, Holandia, Luksemburg, Niemcy, Rumunia, Turcja, Wielka Brytania, Włochy. W badaniu wzięło udział 12 788 respondentów, w tym 1015 z Polski.

W minionych trzech latach poligrafia ze średnim wzrostem sprzedaży zagranicznej na poziomie 34%

Sprzedaż zagraniczna polskiej poligrafii[1] rozwija się od dobrych 10 lat, ale eksperci Banku Zachodniego WBK zwracają szczególną uwagę na ostatnie 3 lata, kiedy eksport sektora rośnie wyjątkowo szybko. Przy uwzględnieniu szacunków dla całego zakończonego właśnie roku, średni roczny wzrost sprzedaży zagranicznej (tzw. CAGR) w latach 2014-2017 wyniósł według BZ WBK aż 34 proc.! Co więcej, przed firmami poligraficznymi kolejne „tłuste lata”. Branża będzie je zawdzięczać zamówieniom z polskich firm, głównie tych sprzedających własne produkty za granicą, oraz bezpośrednim zamówieniom z zagranicy.

Zgodnie z danymi dostępnymi na ten moment, eksport produkcji poligraficznej z Polski w pierwszych trzech kwartałach 2017 r. był na poziomie 4,993 mld PLN. Wartość za całe dwanaście miesięcy, według szacunków Banku Zachodniego WBK, powinna sięgnąć 6,8 mld PLN, o 16 proc. więcej w porównaniu do 2016 r. – Jeśli chodzi o rok 2018, to prognozujemy, że po rewelacyjnych trzech latach, eksport poligrafii zwiększy się do wartości 7,5 mld PLN, czyli o 10 proc. r/r. Ta nieco niższa dynamika wynika z bardzo wysokiej bazy oraz przewidywanego umocnienia złotówki – wyjaśnia Roman Nagler, dyrektor kredytowy ds. sektorów w Banku Zachodnim WBK.

Ekspert zwraca uwagę, że branża poligraficzna jest przykładem cichego, ale de facto ogromnego sukcesu eksportowego. – Dużo mówi się o żywności, meblach, częściach motoryzacyjnych, a tymczasem firmy poligraficzne zlokalizowane w Polsce z wielkim powodzeniem sprzedają za granicę. Udział eksportu w całkowitej sprzedaży dużych podmiotów (pow. 40 mln PLN obrotów rocznie) wynosi 42%, dla MŚP jest to 15% – mówi Roman Nagler.eksport poligrafii

Na najwyższym poziomie

Według analityków Banku Zachodniego WBK popyt zagraniczny na polską produkcję poligraficzną bierze się z oferty na bardzo wysokim poziomie, która dzięki dokonanym inwestycjom pozwala realizować bardzo ambitne zamówienia – niskonakładowe czy o unikalnych specyfikacjach. Poza tym polskie firmy bardzo przykładają wagę do terminowości dostaw. Liczy się też atrakcyjność kosztowa, wynikająca ze stosunkowo dobrego dostępu do surowców, ale również z nadal niskich kosztów pracy. Roman Nagler zwraca też uwagę na ważną cechę polskiej poligrafii – niebanalną, na światowym poziomie szkołę polskiego designu. Jakość pracy polskich projektantów graficznych niejednokrotnie zachęca zleceniodawców z zagranicy do realizacji przynajmniej części zamówień w Polsce. Wszystkie te cechy sprawiły, że w tegorocznej edycji rankingu „Eksportowe TOP50” Banku Zachodniego WBK, typującego 50. najbardziej perspektywicznych i obiecujących kategorii polskiego wywozu, branża poligraficzna (CN 49: książki, gazety, obrazki i pozostałe wyroby przemysłu poligraficznego, drukowane, manuskrypty i plany) została sklasyfikowana na wysokim 7. miejscu, notując największy awans w zestawieniu (z 49. pozycji w roku 2016)[2].

Kierunki eksportu polskiej branży poligraficznej w okresie I-X.2017
Kraj Wartość w mln PLN Udział w całości eksportu 
Niemcy 3140 63%
Wielka Brytania 254 5%
Francja 239 5%
Czechy 188 4%
Austria 162 3%
Szwecja 116 2%
Rosja 115 2%
Holandia 109 2%
Szwajcaria 77 2%
Norwegia 61 1%
Węgry 60 1%
Pozostałe 471 9%
Suma 4993
Opracowanie własne BZ WBK na podstawie danych GUS

Dzięki eksportowi dobra kondycja

Wykorzystanie mocy produkcyjnych branży poligraficznej jest jednym z najwyższych w gospodarce: w październiku 2017 r. było na historycznie wysokim poziomie 85,4%[3]. Produkcja sprzedana rośnie bardziej zdecydowanie, co jest w korelacji ze wzrostem eksportu. Ale za sprawą eksportu na wyższych obrotach działają nie tylko maszyny firm, ale też ich finanse. KUKE podało, że w okresie od października 2016 do września 2017 r. poligrafia była branżą o najniższym natężeniu upadłości wśród wszystkich sektorów polskiej gospodarki, wynoszącym jedynie 0,28%[4]. Zgodnie z analizami Banku Zachodniego WBK zyski wykazuje ponad 80% podmiotów a średnie uzyskiwane rentowności są wyższe niż w całej gospodarce. Od wielu miesięcy w sektorze utrzymują się również optymistyczne odczyty klimatu koniunktury a firmy mają ambitne plany rozwojowe, związane przede wszystkim ze zwiększaniem zatrudnienia[5].

Jakie ryzyka na 2018?

Dobre perspektywy gospodarcze w Polsce i w całej Europie przełożą się pozytywnie na sytuację branży poligraficznej i innych gałęzi produkcji, które korzystają z jej usług i produktów. Roman Nagler zwraca też jednak uwagę na kilka szarych barw na tym kolorowym obrazku. Jedną jest choćby, charakterystyczny dla całego przemysłu, niedobór pracowników, który na tle planów zwiększania zatrudnienia może być szczególnie dokuczliwy. – Na rynku poligraficznym panuje bardzo duża konkurencja a ona wymusza zwinne szukanie metod wzrostu efektywności. W planowaniu wydatków na inwestycje odtworzeniowe i nowe technologie przeszkodą nie jest finansowanie. Banki i firmy leasingowe, są zainteresowane współpracą. Widzimy pozytywne perspektywy i potencjał. Wyzwaniem jest jednak możliwy nadmierny wzrost mocy produkcyjnych i w efekcie nadpodaż, która wygeneruje ryzyko presji na marże. Także w obliczu rosnącej liczby niskonakładowych zamówień koniecznością staje się udoskonalanie zarządzania rentownością zleceń oraz większa integracja procesów wewnątrz firmy w połączeniu z całym łańcuchem dostaw – mówi Roman Nagler.

Oprócz konkurencji, problemów kadrowych i zawsze możliwej utraty wydajności z powodu różnych awarii i przestojów, cały rośnie siła Internetu i postępuje cyfryzacja środków przekazu. Roman Nagler z Banku Zachodniego WBK odradza tu jednak zbędny pesymizm, bo rozwój mediów alternatywnych trwa nie od dziś i nie przeszkodził on branży poligraficznej rosnąć jak na drożdżach. Ekspert podkreśla też, że o ile na wiele zjawisk firmy nie mają wpływu, o tyle istnieją pola na których firmy poligraficzne mogą zabezpieczyć się przed czynnikami ryzyka i chronić się przed niepotrzebnymi stratami – te obszary to m.in. zarządzanie ryzykiem walutowym i stopy procentowej.  – Jednym ze zjawisk widocznych na rynku jest konsolidacja. Już teraz duże firmy, z przychodami przekraczającymi 40 mln zł, generują około 2/3 realizowanej sprzedaży, a ich udział w przychodach branży systematycznie się zwiększa – dodaje Roman Nagler.

[1] Książki, gazety, obrazki i pozostałe wyroby przemysłu poligraficznego, drukowane; manuskrypty, maszynopisy i plany (HS 49)

[2] https://static3.bzwbk.pl/asset/E/k/s/Eksportowe-TOP50-vol-3_Zestawienie_81219.pdf

[3]http://swaid.stat.gov.pl/KoniunkturaGospodarcza_dashboards/Raporty_predefiniowane/RAP_DBD_KON_5_2.aspx

[4] http://www.kuke.com.pl/serwis-ekonomiczny/upadlosci-firm/upadlosci-firm-w-polsce-we-wrzesniu-2017-r-,22.html

[5]http://swaid.stat.gov.pl/KoniunkturaGospodarcza_dashboards/Raporty_predefiniowane/RAP_DBD_KON_1_2.aspx

Bitcoin powtórzy scenariusz z rynków złota i pszenicy?

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Rekordowe, a wręcz rewolucyjne wzrosty w 2017 roku, potem korekta na poziomie 50 proc. i znaczące spadki na początku 2018 roku. Bitcoin nie przestaje zaskakiwać, zgodnie z domeną niestabilnych, rozwijających się rynków. W 2017 roku scenariusz dla tej kryptowaluty rysował się jeszcze niezwykle pozytywnie. Pytanie czy za spekulacjami stoją realne wzrosty w kolejnych miesiącach 2018 roku, czy może rynek BTC czeka w dłuższej perspektywie jednak historia podobna do tej, którą znamy z rynków złota i pszenicy?

Żywo dyskutowany w mediach oraz wśród inwestorów i analityków temat kryptowalut, w tym bitcoina (BTC), nie dziwi, biorąc pod uwagę spektakularne wzrosty, z jakimi mieliśmy do czynienia nieprzerwanie do 18 grudnia 2017 roku. W najwyższym punkcie (2017 rok) wartość tego instrumentu była wyceniana na niemal 19 500 USD, co oznacza, że od jego debiutu w 2010 roku odnotowujemy wprost niewyobrażalną stopę zwrotu. Najwyższy wzrost BTC sięgnął poziomu 181 907,61 proc., co jest rewolucyjnym wynikiem nawet w odniesieniu do cyfrowej waluty.

BTC-USD
Wykres BTC/USD, źródło: Aforti Exchange

Jednakże od osiągnięcia swojego maksimum, rynek wszedł w pierwszą od wielu miesięcy korektę, której skala chwilowo przeceniała go o blisko 50 proc. To pokazuje z jak nierozwiniętym i – co ważniejsze dla inwestorów – wrażliwym i niestabilnym rynkiem mamy cały czas do czynienia.

Rekordowe wzrosty widoczne na kursie BTC – zwłaszcza te z 2017 roku – sprawiają, że wykres notowań tego instrumentu przypomina sytuację na złocie, którą można było zaobserwować do 2011 roku lub pszenicy przed rokiem 2008, kiedy to po silnych wzrostach i śmiałych prognozach notowania runęły i do dzisiaj nie odrobiły większości strat.

Czy bitcoina czeka podobny scenariusz? Oczywiście tego instrumentu nie można porównywać wprost do żadnego innego rynku, jednakże pewne widoczne analogie sprawiają, że bazująca na nich analiza wydaje się być realnym punktem odniesienia.

Prawdopodobne jest zatem, że zanim dojdzie do spodziewanego tąpnięcia BTC – nawet większego niż to, z którym mieliśmy do czynienia w końcówce grudnia 2017 – notowania tej kryptowaluty mogą pójść jeszcze wyżej, osiągając chociażby wskazywany przez Saxo Bank rekordowy poziom 60 000 USD. Być może już fałszywe pokonanie poziomu 18 685 USD będzie sygnałem do zakończenia 7-letniej hossy,
na co wskazywać może również ograniczenie handlu kryptowalutami przez Rosję i Chiny.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz AUDUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz AUDUSD 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na WTI oraz AUDUSD 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

WTI

W poprzedni tygodniu zarządzający zaczęli ewakuować się z rynku ropy naftowej, pozbyli się 18 tysięcy długich pozycji. Z kolei pozycja krótka również została zmniejszona, aczkolwiek tylko o 3 tysiące. Z drugiej strony pozycje krótkie zostały zredukowane do poziomu z 2014 roku. Oprócz tego, przy tak dużej pozycji netto przeważnie dochodziło do odreagowania, w ostateczności zarządzający również muszą zrealizować osiągnięty zysk z długich pozycji.

Poprzednie cztery tygodnie przyniosły aprecjację ropy naftowej, natomiast zarządzający nie zdecydowali się na powiększenie długiej pozycji, co może zwiastować mocne wykupienie rynku. Aczkolwiek zarządzający nie pozycjonują się na korektę, co widać po spadającej ilości krótkich pozycji na rynku. Wracając do pozycji netto, obecnie znalazła się na poziomie lutego ubiegłego roku, gdzie doszło do mocnej wyprzedaży. Jeżeli historia lubi się powtarzać, to krótkoterminowy potencjał wzrostowy ropy naftowej maleje z każdym dniem.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: cmegroup

Spoglądając na wykres miesięczny przebiliśmy bardzo mocne wsparcie, które zostało wyznaczone przez szczyt z 2015 roku. Po przebiciu oporu strona kupująca otworzyła drogę do osiągnięcia poziomu 67 USD za baryłkę, po czym kolejny opór znajduje się dopiero na poziomie 74 USD. Czy scenariusz wzrostowy zostanie w pełni zrealizowany? Prawdopodobnie nie, ponieważ duży kapitał chętniej realizuje zyski niż dobiera do portfela długich pozycji. Najbliższe wsparcie dla wzrostów na interwale miesięcznym znajduje się w okolicy 54 USD za baryłkę ropy WTI.

Notowania WTI, interwał miesięczny

Notowania WTI, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

AUDUSD – czas na kontrę

Po mocnym uszczupleniu długich pozycji w portfelu funduszy lewarowanych przyszedł czas na mocną kontrę. W poprzednim tygodniu kapitał lewarowany otworzył ponad 7 tysięcy długich pozycji i jednocześnie zamknął ponad 16 tysięcy krótkich. Pozycja długa jest systematycznie powiększana od trzech tygodni. Z kolei pozycja netto znajduje się na bardzo niski poziomie, co może zwiastować kontynuację obecnego trendu na AUDUSD.

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Na notowaniach tygodniowych pary walutowej AUDUSD doszło do mocnego wybicia ponad strefę oporu 0.774, co zwiastuje kontynuację trendu wzrostowego. Obecnym celem strony kupującej może być kolejna strefa oporu 0.80556. Niemniej jednak należy mieć na uwadze, iż po pięciu tygodniach wzrostów na rynek może zawitać spadkowa korekta.

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

ECN i MM – modele działania brokerów fx

Aktywność na zdecentralizowanym rynku walutowym możliwa jest tylko dzięki pośrednictwu brokerów, oferujących specjalistyczne platformy. Ich działalność realizowana jest w kilku modelach, a najczęściej porównywane są Electronic Communication Network (ECN) i Market Maker (MM), zwykle z wynikiem na niekorzyść tego drugiego. Tymczasem dokładne przyjrzenie się zasadom funkcjonowania tego modelu i możliwościom, jakie tworzy dla traderów pokazuje, iż są to błędne oceny.

W przeciwieństwie do ECN, Market Maker nie występuje w roli pośrednika w transakcji, ale sam organizuje własny rynek dla uczestników. Platformy brokerów MM tworzą coś w rodzaju wewnętrznych rynków transakcyjnych. Broker MM korzysta przy tym z kwotowań rynku międzybankowego i jest drugą stroną transakcji tradera.

Właśnie to pośrednictwo budzi największe obawy potencjalnych klientów. Powstaje bowiem pytanie o konflikt interesów między traderem, a brokerem. Mówi się o potencjalnej działalności na niekorzyść tradera np. podczas egzekucji zleceń. Obawy często wynikają albo z braku wiedzy, albo braku doświadczenia w tradingu z brokerem MM. Dokonując jakichkolwiek porównywań modelu MM z ECN należy odnosić się do konkretnych przykładów, czyli do określonego brokera. Sam model Market Maker, poza swoimi ogólnymi cechami, może bowiem różnić się w zależności od przyjętych przez brokera zasad oraz od stosowanej polityki egzekucji zleceń.

Warto zaznaczyć, że model Market Maker daje możliwość stosowania szeregu dodatkowych funkcjonalności, które wykraczają daleko poza ofertę ECN, co wynika z faktu zawierania transakcji bezpośrednio z brokerem. Przy czym nie każdy broker działający w tym modelu korzysta z takich możliwości i stosuje rozwiązania, które stanowią zabezpieczenie interesów traderów. Przykładem takich ochronnych rozwiązań jest stały spread i gwarantowany stop loss.

Przy wyborze brokera warto zwrócić uwagę aby spread był stały, gdyż oznacza to duży stopień bezpieczeństwa dla inwestora. Jeśli broker oferuje tylko zmienny spread, jesteśmy narażeni na znaczne wahania cen podczas ważniejszych wydarzeń lub danych makroekonomicznych. Rozjechanie spreadów skutkuje wyższymi kosztami transakcyjnymi, a w najgorszym przypadku może uruchomić to zlecenia stop loss, skutkujące zamknięciem pozycji, która w warunkach stałego spreadu nie została by zamknięta, a więc utratą kapitału. Tymczasem w przypadku stałego spreadu, niezależne od zmienności i płynności rynku, nie ponosimy ryzyka utraty pozycji w skutek uruchomienia zleceń stop loss przez rozjeżdzające się spready.

Drugim istotnym elementem jest gwarantowany stop loss. W ramach tej funkcjonalności broker zabezpiecza traderów przed poślizgiem cen i lukami cenowymi. W takim przypadku realizacja zlecenia następuje dokładnie zgodnie ze zdefiniowanym przez klienta kursem, a więc ryzyko poślizgu ceny czy luk cenowych, również luk weekendowych, bierze na siebie broker.

Bezpośrednio z gwarantowanych zleceń stop loss wynika fakt, iż nie ma możliwości zdebetowania rachunku. Taka funkcjonalność również możliwa jest tylko w modelu MM, przy czym zależy właśnie od charakteru gwarancji zlecenia stop loss.

Market Maker, czyli organizator rynku, może zaproponować także szereg własnych rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo tradingu.

Market Maker w akcji

Idealnie pokazują to zdarzenia określane jako tzw. Black Swan, czyli czarne łabędzie – niezwykle rzadkie zjawiska, które mają znaczący, a nawet krytyczny wpływ na sytuację rynkową. W ostatnich latach był to między innymi Czarny Czwartek w 2015 roku, kiedy to w wyniku decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego o porzuceniu obrony kursu EUR/CHF na wysokości 1.20, doszło do chaosu na rynku i bardzo gwałtownego umocnienia CHF względem pozostałych walut w tym złotego. Innym przykładem może być referendum w sprawie Brexitu.

Oba te wydarzenia silnie wpłynęły na rynek, stwarzając szansę do znacznego zarobku, ale też w wielu przypadkach wywołując straty inwestorów. W ciągu jednej sesji ruch ceny był ogromny. Dla przykładu na parze walutowej USDCHF było to ponad 2000 pipsów – komentuje Tomasz Brach, dealer z easyMarkets. Takie wydarzenia to wyzwanie dla inwestorów, ale także dla brokerów. Warto podkreślić, iż easyMarkets bierze na siebie ryzyko płynności oraz częściowo ryzyko ceny, dlatego też, zgodnie z warunkami handlu na platformie, gwarantowaliśmy zlecenia stop loss oraz zabezpieczyliśmy klientów przed negatywnym saldem – dodaje.

Oceniając model działania brokera należy stwierdzić, że model Market Maker oferuje brokerowi znacznie większą elastyczność w kontekście ochrony klientów przed spadkiem płynności, rozjechaniem cen czy lukami cenowymi, niż inne modele działalności (np. ECN). Niestety nie wszyscy brokerzy typu Market Maker z tego korzystają.

Im większa firma tym rzadziej sięga po gotówkę, a częściej po leasing

Podstawowym źródłem finansowania sektora MŚP są środki własne (80,3 proc. wskazań). Ale już co drugi przedsiębiorca inwestuje dzięki leasingowi – wynika z „Barometru EFL”[1]. Co istotne, świadomość korzyści wynikających z leasingu rośnie wraz z wielkością firmy – z tej formy finansowania korzysta 29 proc. mikro firm, 61 proc. małych firm i aż 73 proc. średnich. Biorąc pod uwagę sektory, na leasing najczęściej decydują się przedsiębiorstwa produkcyjne, transportowe i budowlane.

– Gotówka jako najczęściej wybierane źródło finansowania inwestycji mnie cieszy, gdyż oznacza, że „pracuje” i przyczynia się do wzrostu wartości przedsiębiorstwa. Żałuję jednak, że wciąż mamy do czynienia z tak dużą dysproporcją pomiędzy najmniejszymi a największymi podmiotami z sektora MŚP, które sięgają po leasing. W tym momencie jest to instrument, po który bez większych przeszkód może sięgnąć nie tylko firma z długoletnią historią zatrudniająca kilkadziesiąt czy kilkaset osób, lecz także młody przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. W takim przypadku korzyści wynikające z leasingu mogą okazać się szczególnie istotne, gdyż nie angażuje on dużych zasobów pieniężnych – poziom wkładu własnego może być równy zeru, nie blokuje zdolności kredytowej podmiotu i, co więcej, pozwala, aby inwestycja zarabiała „sama na siebie” w trakcie trwania umowy leasingowej – zwraca uwagę Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Wielkość ma znaczenie …

Patrząc na cały sektor MŚP, najczęściej wybieranym źródłem finansowania inwestycji są środki własne (90,3 proc. wskazań). Jednak spoglądając na wielkość podmiotów sytuacja przedstawia się już trochę inaczej. O ile w przypadku mikro i małych firm gotówka wiedzie prym nad zewnętrznymi formami finansowania, o tyle „średniaki” chętniej niż do własnych kieszeni zaglądają do banków lub firm leasingowych. Ze środków własnych korzysta dwie trzecie przedsiębiorstw zatrudniających od 50 do 249 pracowników (66,7 proc.), podczas gdy z kredytu bankowego 8 na 10 (81,7 proc.), a z leasingu 73,3 proc.

Niezmiennie widać też drugą tendencję, zgodnie z którą, im firma zatrudnia więcej pracowników, tym częściej korzysta z leasingu. Podczas gdy wśród mikro firm 29 proc. zarządzających bazuje na leasingu, to wśród małych ten odsetek jest już dwa razy wyższy i wynosi 61 proc., a wśród średnich podmiotów aż 2/3 przedsiębiorców finansuje swoją działalność leasingiem. Wynik ten koresponduje z największym optymizmem wśród „średniaków” dotyczącym planów inwestycyjnych na najbliższe miesiące.

… sektor też

Każdy sektor dobiera sobie indywidualnie najodpowiedniejsze dla niego źródła finansowania. Warto zwrócić uwagę na firmy produkcyjne, wśród których widać wyraźnie mniejsze znaczenie środków własnych (62 proc. wskazań), a największe leasingu (75 proc.), co jest związane z korzystaniem z leasingowanych maszyn i urządzeń do produkcji. Tylko nieco mniej przedsiębiorstw, bo 72,5 proc., korzysta z leasingu w transporcie. W tym przypadku wynika to z faktu, że zdecydowana większość floty pojazdów jeździ właśnie „w leasingu”. Zdecydowanie najrzadziej leasing wybierają firmy usługowe oraz handlowe – odpowiednio 32,1 proc. oraz 37,5 proc. wskazań.

[1] Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania (IV kwartał) odbyła się w dniach 6-13 listopada 2017 r.

Akredytywy eksportowe na rynki o podwyższonym ryzyku

Polskie firmy mogą potwierdzić w swoich bankach akredytywy eksportowe na rynki o podwyższonym ryzyku, a Bank Gospodarstwa Krajowego to ryzyko przejmie. Dzięki umowie z 5 bankami komercyjnymi BGK tworzy ekosystem instytucji finansowych, ułatwiających przedsiębiorcom prowadzenie transakcji z zagranicznymi kontrahentami. W ciągu ostatniego roku ten bank rozwoju o 37 proc. zwiększył wsparcie na działalność eksportową polskich przedsiębiorców.

Polska gospodarka jest coraz mocniej sprzężona z europejskimi i światowymi rynkami. Jednak aktywność poza granicami wymaga zdecydowanego wsparcia ze strony państwa i długofalowej polityki eksportowej. Dotyczy to zwłaszcza współpracy z kontrahentami w krajach o podwyższonym ryzyku.

– W Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju stawiamy na wzrost polskich inwestycji bezpośrednich za granicą. Żeby skutecznie wejść na międzynarodowe rynki, potrzebny jest kapitał, a także przemyślane działania zmierzające do zmniejszania ryzyka aktywności biznesowej poza Polską. Ułatwienia w działalności eksportowej pomagają rodzimym przedsiębiorstwom minimalizować to ryzyko i zwiększyć pewność obrotu gospodarczego – podkreśla Tadeusz Kościński, wiceminister rozwoju.

Bank Gospodarstwa Krajowego od wielu lat wspiera krajowych przedsiębiorców na zagranicznych rynkach. Najnowszą inicjatywą banku jest Program Akredytyw Eksportowych – współpraca z bankami komercyjnymi, która znacząco ułatwi eksporterom realizowanie zamówień na rynkach o podwyższonym ryzyku. Banki, które podpisały umowę z BGK, będą mogły potwierdzać akredytywy eksportowe bezpośrednio swoim klientom, a BGK będzie przejmować od nich wynikające z akredytyw ryzyko banku zagranicznego. Na razie bank podpisał 5 takich umów z: Alior Bankiem, Citi Handlowym, Credit Agricole, Bankiem Pekao oraz Raiffeisen Polbankiem, kolejne są w końcowych uzgodnieniach.

– Otwieramy nowe pole współpracy z sektorem bankowym. Dotychczas banki komercyjne podchodziły raczej ostrożnie do transakcji z krajami o podwyższonym ryzyku. Dzięki zawartym dziś umowom, dajemy bankom możliwość wspierania przedsiębiorców zarówno na rynkach bliskich, takich jak Rosja czy Białoruś, ale też dalekich, takich jak kraje Afryki. Ta inicjatywa wpisuje się również w Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która ma za zadanie wspierać różnorodne kierunki eksportowe dla polskich firm, ze szczególnym uwzględnieniem takich rynków jak Indie, Wietnam, Turcja, Algieria czy Meksyk – mówi Wojciech Hann, członek zarządu BGK.

Akredytywa eksportowa zobowiązuje bank importera do zapłaty określonej kwoty w zamian za dokumenty, które prezentuje w niej przedsiębiorca za pośrednictwem swojego banku. Jeżeli dokumenty są zgodne, to wypłata pieniędzy jest gwarantowana nawet jeżeli importer okaże się niewypłacalny lub odmówi zapłaty. Jednocześnie, banki współpracujące z BGK mogą oferować przedsiębiorcom więcej usług związanych z prowadzeniem działalności biznesowej za granicą.

Działania wspierające aktywność zagraniczną przedsiębiorców, w tym eksport, są jednym z priorytetów Banku Gospodarstwa Krajowego. W 2017 roku BGK o 37 proc. proc. zwiększył nakłady na ten cel. Dziś jest z rodzimymi firmami w 50 krajach na 6 kontynentach. Prowadzące działalność gospodarczą za granicą polskie firmy mogą korzystać w państwowym banku rozwoju z wielu instrumentów finansowych, m.in. gwarancji, kredytów czy linii wielocelowych.

W 2017 r. kompleksowe wsparcie BGK dla polskich przedsiębiorców sięgnęło 8,8 mld zł, w tym 1,8 mld zł na eksport i ekspansję. Pełna oferta BGK dla firm obejmuje poręczenia, gwarancje, pomoc w ekspansji zagranicznej, kredyty oraz finansowanie rozwoju i innowacji. Skorzystało z niej prawie 900 firm i przedsiębiorstw.

Bank Gospodarstwa Krajowego to państwowy bank rozwoju, który inicjuje i realizuje programy służące wzrostowi ekonomicznemu Polski, współpracując ze wszystkimi instytucjami rozwoju jak PFR, KUKE, PAIH, PARP i ARP. BGK rozwija systemy poręczeń i gwarancji, mające na celu pobudzanie przedsiębiorczości. Jednym z ważnych zadań banku jest również wspieranie ekspansji zagranicznej polskich przedsiębiorstw. BGK zarządza programami europejskimi i dystrybuuje środki unijne w skali krajowej i regionalnej. Angażuje się w programy służące poprawie sytuacji na rynku mieszkaniowym i dostępu Polaków do mieszkań.

Kurs EURPLN dołki ma już za sobą i powinien zacząć rosnąć, kończąc 1Q18 na 4,23

Bieżący tydzień na rynku krajowym rozpoczynamy w okolicach zamknięcia ubiegłego. Piątkowa sesja przyniosła dalsze umocnienie euro do dolara, co jednak nie znalazło odzwierciedlania w notowaniach złotego. Pomimo, że kurs EURUSD zanotował najwyższy poziom od grudnia 2014 roku powyżej 1,22 EURPLN pozostaje relatywnie stabilny, oscylując w okolicach 4,165- 4,17. Brak wyraźnie pozytywnych zmian na złotym może wskazywać, że para EURPLN dołki ma już za sobą (są raczej niewielkie szanse na powrót do 4,14) i teraz po prawdopodobnej chwilowej konsolidacji powinien zacząć rosnąć, kończąc 1Q18 na 4,23.

Wspólnej walucie silny impuls wzrostowy dała zaś publikacja minutes z ostatniego posiedzenia EBC. Choć protokół zawierał gołębie akcenty punktowane podczas grudniowego spotkania decyzyjnego (wówczas to utrzymano zapis forward guidance dot. długiego okresu stabilizacji stóp procentowych, podtrzymano możliwość dalszego wydłużenia programu skupu aktywów oraz utrzymano asymetryczny bilans ryzyka dla perspektyw programu QE podczas jego trwania), jednocześnie można w nim było przeczytać, że EBC rozważa zmianę wydźwięku komunikatu, i to być może już na początku bieżącego roku. W ocenie członków komitetu nadszedł już bowiem czas na dostosowanie języka wysyłanych przekazów do polepszających się warunków gospodarczych w Europie. Tym samym, jeszcze dwa miesiące temu obawiano się skutków określenia dokładnej daty zakończenia programu QE, a teraz nie jest wykluczone, że we wrześniu przyjdzie rynkom pożegnać się z comiesięcznym „dodrukiem pieniędzy” w strefie euro. Choć do ogłoszenia takiej decyzji może być jeszcze bardzo daleko, a po drodze jeszcze wiele może się zdarzyć, to patrząc na rosnące w siłę euro widać, że inwestorzy taki scenariusz już wyceniają.

Kolejny silny impuls pro wzrostowy dały eurodolarowi doniesienia z Niemiec, wskazujące że nastąpił przełom w rozmowach między blokiem partii konserwatywnych kanclerz Niemiec Angeli Merkel a socjaldemokratami (SPD) w sprawie utworzenia koalicji rządowej. Taki finał wyborów oznaczałby utrzymanie koalicji dwóch największych niemieckich partii i powrót kanclerz Merkel do kluczowej roli w europejskim systemie zarządzania.

W piątek poznaliśmy też istotne dane amerykańskie (dotyczące inflacji CPI), które obok kondycji rynku pracy, mają kluczowe znaczenie dla przyszłej ścieżki podwyżek stóp w USA. Choć preferowaną przez Fed miarą wzrostu cen jest indeks PCE (jego grudniową wartość poznamy dopiero pod koniec stycznia), to wzrost CPI w ub. miesiącu o 1,8% (1,7% oczekiwanych przez rynek) dobrze wróży PCE. Dane nie pomogły jednak dolarowi. Rynek, który nakręcił się na możliwe zakończenie QE w strefie euro zgodnie z planem, tj. we wrześniu 2018 roku wywindował notowania eurodolara do wspomnianego już najwyższego poziomu od ponad trzech lat.

W najbliższych dniach złoty nadal pozostawać będzie pod wpływem czynników globalnych (m.in. dane o PKB dla Chin), stąd publikowane lokalne wyniki makro mogą mieć na niego ograniczony wpływ. RPP nadal prezentuje gołębią postawę i dane grudniowe nawet jeśli okażą się silniejsze nie wpłyną na zmianę retoryki wypowiedzi NBP. Stąd, w tym tygodniu EURPLN może lekko wzrosnąć do 4,18 zaś USDPLN oscylować w okolicach 3,45.

pobraneAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Wyzwania i szanse dla polskiej gospodarki w 2018 roku

Wchodzimy w 2018 rok z rozpędzoną gospodarką, w dobrym stanie. Choć ciężko to przewidzieć, istnieją opinie, że w przyszłym roku będzie ona wyhamowywała. Zapewne nie uda się utrzymać  takiego tempa wzrostu. Otoczenie wygląda jednak sprzyjająco. Koniunktura jest dobra również u naszych najważniejszych partnerów gospodarczych, a to główny czynnik rozwoju w Polsce. Chodzi o Niemcy i kraje tzw. starej Unii, gdzie lokujemy znaczną część naszego eksportu. Wyzwania stojące przed polską gospodarką są niestety takie same od wielu lat. Zbyt wolno rozwiązujemy problemy, które wiążą się z nowoczesnością gospodarki, wzrostem jej konkurencyjności i produktywności. Dotyczy to także współpracy z placówkami badawczymi i naukowymi. Być może 2018 rok przyniesie postęp w tym zakresie.

– Polska powinna utrzymać pozycję dużego eksportera także w naszym regionie. Coraz śmielej sięgamy już do państw, gdzie polski eksport nie jest jeszcze ugruntowany – np. na Daleki Wschód. W 2017 roku odnotowaliśmy tam spore sukcesy. Eksport będzie się więc rozwijał i to napędzi gospodarkę – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Jako drugi filar wzrastać będzie konsumpcja wewnętrzna. Program 500+ będzie utrzymany, wynagrodzenia będą wyższe, co spowoduje korzystną sytuację na rynku. Ludzie będą więcej kupować, a firmy dostarczać towar. Zmiana potrzebna jest w inwestycjach, które jak na razie są uśpione. Być może w przyszłym roku ruszą projekty publiczne. Patrząc na sytuację przy budowie dróg, ogłaszane są lub trwają już przetargi na istotne, długie odcinki dróg szybkiego ruchu. Zapewne zostaną rozstrzygnięte, co pozwoli uruchomić prace. Oprócz tego należy wspomnieć o unijnych wymogach, które musimy spełniać, np. w zakresie ochrony danych w przedsiębiorstwach. Polska pozostaje pod tym względem w tyle. To ważna kwestia, ponieważ firmy, które o to nie zadbają, będą mogły zostać ukarane. W dalszym ciągu musimy starać się, aby polska gospodarka była coraz bardziej nowoczesna i konkurencyjna.Tylko wtedy ma szanse na dalszy rozwój. W przeciwnym razie wpadniemy w tzw. pułapkę średniego rozwoju – ocenił Arendarski.

Zmiany w prawie – sprawdź, co zmieni się w tym roku – ustawy istotne z punktu widzenia obywateli

Prawodawca chcąc jak najlepiej przygotować się do obowiązywania RODO przygotował projekt ustawy „Przepisy wprowadzające ustawę o ochronie danych osobowych”. Najważniejsze zmiany w ustawach istotnych  punktu widzenia obywateli przedstawia ekspert ODO 24.

Prawo telekomunikacyjne

Jedną z najistotniejszych zmian jest uregulowanie zasad dotyczących profilowania. W celu dokonania oceny wiarygodności płatniczej użytkownika końcowego, dostawca usług będzie mógł przetwarzać dane osobowe w sposób zautomatyzowany. Uchylone natomiast zostają  przepisy  art. 174a – 174d. Zaproponowana przez ustawodawcę zmiana zdaje się być całkowicie logiczna w tym zakresie, gdyż samo RODO nakłada już obowiązek poinformowania organu nadzorczego o własnych naruszeniach – wskazuje Adam Lipiński, ODO 24.

Prawo autorskie i prawa konkretne

W ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych całkowicie zmieniony zostanie art. 352 ust. 1. Zmiany dotyczyć mają pisemnego oświadczenia o woli otrzymywania wynagrodzenia za użyczanie. Dodatkowo ma zostać dodany całkowicie nowy rozdział 13(1) zatytułowany „Ochrona danych osobowych”. Ma on wskazywać dokładny katalog danych jakie w ustawowo wskazanych zadaniach będzie mógł przetwarzać Minister ds. kultury i ochrony dziedzictwa narodowego- mówi Adam Lipiński, ODO 24.

Prawo energetyczne

W ustawie z dnia 10 kwietnia 1997 r. – Prawo energetyczne zakłada, że dane na licznikach zainstalowanych u odbiorców końcowych powinny być chronione na zasadach ogólnych,  co za tym idzie informacje na tych urządzeniach będą musiały być odpowiednio zabezpieczone, co będzie się wiązało z dodatkowymi wydatkami dla przedsiębiorców z danej branży.

Prawo o ruchu drogowym

Prawodawca proponuję zmiany dotyczące katalogu danych jakie maja być przetwarzane w centralnej ewidencji pojazdów oraz centralnej ewidencji kierowców. Ponadto administrator danych i informacji zgromadzonych w tych ewidencjach jest zwolniony z obowiązku informacyjnego wynikającego z przepisów RODO – dodaje ekspert ODO 24.

Prawo o bibliotekach

Ustawodawca zaproponował jakie dane osobowe należy przetwarzać w zakresie odwoływania i powoływania Rady do Spraw Narodowego Zasobu Bibliotecznego. Enumeratywnie zostały też wymienione informacje przetwarzane przez Dyrektora Biblioteki Narodowej oraz biblioteki.

Prawo bankowe

W przypadku pracowników mających dostęp do danych dotyczących banku lub klientów i osób ubiegających się o zatrudnienie, bank może wymagać przedłożenia informacji dotyczących karalności. Dodatkowo może żądać od pracowników informacji biometrycznych takich jak odciski palców, próbki głosu obraz rogówki i sieci żył palców jeśli potrzebne jest to do kontroli dostępu.

Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych, Ustawa o własności lokali

Dodano zapis regulujący kto ma zostać administratorem informacji w zakresie danych osobowych członków spółdzielni oraz osób niebędących członkami spółdzielni, którym przysługuje tytuł prawny do lokalu znajdującego się w zasobach spółdzielni mieszkaniowej, ma nim zostać spółdzielnia mieszkaniowa.

Ustawa o świadczeniach rodzinnych

W art. 23 ust. 9 otrzymuje brzmienie: „Informacje, o których mowa w ust. 8, mogą być przetwarzane przez ministra właściwego do spraw rodziny w celu umożliwienia organom właściwym i marszałkom województw weryfikacji prawa do świadczeń rodzinnych oraz przez podmioty wymienione w ust. 10 w celu, w którym informacje te zostały im udostępnione na zasadach określonych w przepisach o ochronie danych osobowych. Organy właściwe i marszałkowie województw przekazują dane do rejestru centralnego, wykorzystując oprogramowanie, o którym mowa w ust. 7”.

Ustawa oprawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta

Poza zamianami oczywistymi, jak np. powołanie się na przepisy RODO a nie na ustawy o ochronie danych osobowych w przypadku powierzenia danych podmiotowi przetwarzającemu przez podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych. Dodano zapis umożliwiający Rzecznikowi Praw Pacjentów na przetwarzanie informacji, w tym tzw. „danych wrażliwych” do realizacji swoich ustawowych zadań.

Union Investment 2017: Wzrost wartości aktywów w zarządzaniu do 34,5 mld euro

  • W 2017 roku Union Investment, jeden z największych funduszy inwestycyjnych w Europie kontynentalnej, zrealizował przejęcia i transakcje sprzedaży o łącznej wartości 3,8 mld euro.
  • Wartość aktywów zarządzanych przez fundusze nieruchomości z grupy Union Investment wzrosła w ubiegłym roku z 31,8 do 34,5 miliardów euro.
  • Fundusz dokonał trzech przejęć w Polsce, o łącznej wartości 480 milionów euro. Przejęcie centrum handlowego Magnolia Park we Wrocławiu za 380 milionów euro było największą inwestycją Union Investment w 2017 roku na świecie.
Dr. Reinhard Kutscher - Union Investment
Dr. Reinhard Kutscher – Union Investment

Podsumowanie 2017 roku i plany na przyszłość

Union Investment wykorzystał korzystne warunki ekonomiczne panujące na rynkach nieruchomości w 2017 roku i rozbudował portfele swoich otwartych funduszy nieruchomości poprzez przemyślane przejęcia i transakcje sprzedaży. Ich łączna wartość wyniosła ok. 3,8 mld euro. Tym samym, wartość aktywów funduszy nieruchomości zarządzanych przez Union Investment wzrosła w ubiegłym roku z 31,8 mld euro do 34,5 mld euro.

Ten świetny wynik wpisuje się w przyjęty przez nas kierunek rozwoju. W 2017 roku weszliśmy do segmentu nieruchomości mieszkaniowych, a także osiągnęliśmy postępy w cyfryzacji mówi dr Reinhard Kutscher, prezes zarządu. Po udanym wejściu do segmentu mieszkań i mikro apartamentów w 2017 roku w tym roku będziemy rozważać również inne możliwości dywersyfikacji naszej oferty.

Poszerzanie portfela nieruchomości nie będzie się jednak odbywało za wszelką cenę, podkreśla prezes Kutscher. – W ostatnich latach osiągnęliśmy bardzo rozsądną równowagę pomiędzy okazjami inwestycyjnymi a  sprzedażą aktywów  uwzględniającą rosnące ryzyko rynków inwestycyjnych – dodaje Kutscher.

W 2017 roku wpłaty od inwestorów prywatnych i instytucjonalnych sięgnęły 2,9 mld euro, zaś na przejęcia nieruchomości przeznaczono 3,2 mld euro. Natomiast rok wcześniej Union Investment nabył nieruchomości warte 4 mld euro.

Mocna konkurencja w walce o dobre nieruchomości  wymaga naturalnie od zarządzających ogromnej elastyczności. W przypadku każdej transakcji naszym benchmarkiem zawsze jest złożona inwestorom obietnica minimalizacji zmienności stóp zwrotu. Oznacza zero kompromisu w kwestii jakości przejmowanych przez nas nieruchomości –  dodał dr Reinhard Kutscher.

W 2017 roku Union Investment dokonał 27 transakcji nabycia nieruchomości w segmencie komercyjnym w siedmiu krajach w Europie i poza nią. Oprócz tego zespoły inwestycyjne kierowane przez Martina J. Bruhla zrealizowały 19 transakcji sprzedaży nieruchomości o łącznej wartości ok. 600 mln euro.

Segment hotelarski miał nadzwyczajnie duży udział w działalności inwestycyjnej Union Investment. W zeszłym roku firma zrealizowała w tym segmencie 5 transakcji (w Niemczech, Stanach Zjednoczonych i Polsce) o łącznej wartości ok. 460 mln euro.

Znakomity rok inwestycyjny w Polsce

W minionym roku, podobnie jak w 2016, Polska była jednym z priorytetowych rynków w działalności inwestycyjnej Union Investment. W 2017 roku Fundusz dokonał trzech przejęć w Polsce o łącznej wartości 480 mln euro.

Przejęcie centrum handlowego Magnolia Park we Wrocławiu za ok. 380 mln euro było największą inwestycją Union Investment w 2017 roku na świecie. Ponadto, fundusz przejął poznański biurowiec Maraton za 60 mln euro, oraz jedną nieruchomość hotelową.

IPOPEMA TFI S.A. ruszyło z nowym funduszem

Fundusz IPOPEMA Global Profit Absolute Return PLUS FIZ rozpoczął działalność. Plan to pozyskanie 100 mln zł do końca 2018 roku i zakładana stopa zwrotu na poziomie 5-10 proc. rocznie.

IPOPEMA TFI S.A. ruszyło z nowym funduszem, którego celem jest szybszy wzrost i wykorzystanie potencjału zagranicznych rynków w obszarze e-commerce, sektora IT, branży farmaceutycznej i biotechnologii. Fundusz liczy na zainteresowanie inwestorów indywidualnych, będących klientami czołowych instytucji finansowych: m.in. CITIBANK (Bank Handlowy S.A.), Raiffeisen Bank S.A., Expander Advisors Sp z o.o. na poziomie 100 mln zł aktywów do końca 2018 roku.

Jarosław Jamka, wiceprezes, dyrektor inwestycyjny IPOPEMA TFI
Jarosław Jamka, wiceprezes, dyrektor inwestycyjny IPOPEMA TFI

– W 2018 roku liczymy na lepszą perspektywę wzrostu wartości globalnych firm, w tym także rynków emerging market, ze względu na potencjlanie słabszego dolara i mocniejsze euro. Fundusz będzie inwestował w akcje i obligacje także na rynku krajowym, w zależności od perspektyw polskich aktywów i oczekiwanych stóp zwrotu. Uczestnicy funduszu zyskają ekspozycję na zagraniczne rynki akcji i obligacji, do których dostęp jest utrudniony w przypadku indywidualnych inwestycji. Dążymy do tego, aby stopa zwrotu z Funduszu wyniosła 5-10% rocznie, niezależnie od sytuacji rynkowejpodkreśla Jarosław Jamka, wiceprezes, dyrektor inwestycyjny IPOPEMA TFI.

Pierwsza emisja certyfikatów inwestycyjnych funduszu odbyła się w listopadzie  2017, kiedy zebrano ponad 1/5 zakładanej kwoty aktywów. Obecnie trwa drugi etap subskrypcji (5-23 stycznia) i dotyczy certyfikatów inwestycyjnych serii B. Zapis na certyfikaty inwestycyjne serii B może obejmować minimalnie 50 certyfikatów inwestycyjnych. Cena emisyjna certyfikatów inwestycyjnych serii B wynosi 100,01 zł za certyfikat.

W opinii Jarosława Jamki strategia nowego funduszu będzie podobna do polityki funduszu niepublicznego IPOPEMA Global Profit Absolute Return FIZ, uruchomionego w sierpniu 2016, który w ostatnim miesiącu wypracował stopę zwrotu 0,88%.

Tylko co 4 firma planuje automatyzację pracy

Lekarstwem na negatywne perspektywy demograficzne i rosnące deficyty kadrowe mogłaby być automatyzacja pracy. Mogłaby, gdyby polscy pracodawcy mieli w planach wcielać ją w życie. Z najnowszych badań Work Service wynika, że niemal 6 na 10 firm nie planuje inwestycji w automatyzację pracy, a jedynie niespełna 7% ma taki krok w planach w 2018 roku. Dlatego, w perspektywie najbliższych lat, kluczową rolę nadal będzie odgrywać przyciąganie cudzoziemców, którzy będą wypełniać lukę powstałą na polskim rynku pracy.

Prognozy Głównego Urzędu statystycznego wydają się nieubłagane. Do 2050 roku populacja Polski ma się zmniejszyć z poziomu 38 mln do 34 mln ludzi. Oznacza to niższą o 1/9 liczbę ludności, jednak w niektórych regionach spadek ten może wynieść nawet 30%. Mniejsza liczba Polaków wprost oznacza coraz mniejszą dostępność kadr na rynku pracy. Wielu ekspertów i futurystów widzi nadzieję dla przedsiębiorstw w większym wykorzystaniu nowych technologii, które przełożyłyby się na mniejsze zapotrzebowanie na pracowników. Jednak, z najnowszych badań Work Service wynika, że jedynie 1/4 firm w Polsce chce inwestować w automatyzację pracy. Co więcej, większość z tej grupy odkłada te plany na kolejne lata lub w bliżej nieokreśloną przyszłość, a w najbliższym roku planuje je wcielać tylko 6,7% badanych.

Zanim w Polsce nadejdzie era robotyzacji, będziemy musieli poradzić sobie z rosnącymi niedoborami kadrowymi. Z naszych badań wynika, że skłonność do inwestycji w automatyzację pracy jest ograniczona. Niemal 60% badanych firm nie ma w planach zastępowania pracy ludzkiej nowymi technologiami i maszynami. Dlatego w rosnącej gospodarce, która generuje tysiące nowych miejsc pracy, a przy tym musi radzić sobie z malejącymi zasobami kadrowymi, kluczową rolę będzie pełnić skuteczna imigracja. Już dziś wiele gałęzi gospodarki jest nasyconych pracownikami zza granicy, a w kolejnych latach ten trend jeszcze się nasili. Z szacunków MRPiPS wynika, że tylko w ubiegłym roku wystawiono w Polsce 1,8 mln oświadczeń o pracę dla cudzoziemców, a to i tak nie uchroniło naszej gospodarki od lawinowego wzrostu wakatów – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Czy roboty zabiorą nam pracę?

Już w 2013 roku dwóch naukowców z Oxford Martin School (Carl Benedikt Frey i Michael Osborne) przewidywało, że 47%. miejsc pracy w USA zniknie w ciągu 10-20 lat. W swojej analizie wskazali oni na nowe technologie, jako dominujący czynniki wpływający na powstanie takiej sytuacji. Jednak nie mówili jedynie o maszynach, ale także o sztucznej inteligencji i algorytmach. Z kolei zdaniem naukowców z Uniwersytetu w Oksfordzie przez najbliższą dekadę najbardziej narażeni na zastąpienie pracy ludzkiej przez maszyny są pracownicy call-center, sprzedawcy kredytów, a także kasjerzy w supermarketach. Czy zatem perspektywa bezrobocia technologicznego grozi również w Polsce?

Niska skłonność do inwestycji w automatyzację pracy może opóźnić nadejście nowych trendów na nasz rynek. Obecnie nie mamy zbyt wielu przykładów zastępowania pracy ludzkiej rozwiązaniami opartymi o nowe technologie. Wyjątek mogą stanowić kasy samoobsługowe w sklepach wielkopowierzchniowych czy wypieranie tradycyjnych placówek bankowych przez cyfrowe kanały bankowości. Jednak, należy pamiętać, że pomimo tych rozwiązań sektor handlowy zgłasza bardzo duży popyt na nowych pracowników, a zmiana modelu bankowości generuje większe zapotrzebowanie na specjalistów IT – mówi Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz w Work Service S.A. i dodaje, że  należy również brać pod uwagę, że nasilenie automatyzacji możemy mieć dopiero przed sobą. Prognozy Boston Consulting Group mówią, że do 2025 roku wykorzystanie robotów do zadań produkcyjnych wzrośnie z obecnego poziomu 10% do nawet 25%.

***

Metodologia badania:

Badanie „Postawy pracodawców wobec automatyzacji pracy” zostało przeprowadzone przez firmę Work Service na celowej próbie 105 przedsiębiorstw. Próbę dobrano z ogólnopolskiej bazy klientów Grupy Work Service. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w terminie lipiec-sierpień 2017 r.

Enefit: udany debiut w 2017 r. i ambitne plany na 2018 r.

Enefit Polska, spółka zależna estońskiej grupy Eesti Energia, zakończyła 2017 rok na polskim rynku z portfolio ponad 50 nowych klientów korporacyjnych. Koncesje na sprzedaż energii i gazu od Urzędu Regulacji Energetyki (URE) firma otrzymała w połowie roku, stąd też wszystkie umowy sfinalizowano w jesiennym okresie kontraktacji. 2017 r. to również rozpoczęcie działalności Enefit na polskim rynku OZE. Na ten segment spółka planuje stawiać również w 2018 r. 

Ubiegły rok z punktu widzenia działalności Enefit był bardzo udany. Nasza oferta spotkała się z dużym zainteresowaniem polskich przedsiębiorców, a do grona naszych klientów dołączyły spółki z wielu sektorów, takich jak m.in. przemysł ciężki czy firmy z branży handlu detalicznego – mówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit Polska. Ostatnie miesiące to dla nas także rozpoczęcie działalności na polskim rynku OZE. W 2018 roku, poza sprzedażą energii i gazu, chcemy dotrzeć z naszą ofertą do małych i średnich wytwórców. To element naszej strategii na 2018 r. dodaje.

Umowy objęły wszystkie produkty z oferty

Z końcem czerwca ubiegłego roku spółka Enefit otrzymała od URE koncesje na obrót energią elektryczną i paliwami gazowymi. Do końca grudnia 2017 r. wśród klientów spółki znalazło się ponad 50 spółek z sektora przemysłu ciężkiego, przemysłu lekkiego, logistyki, handlu czy segmentu hotelarsko-gastronomicznego. Na przestrzeni 3 miesięcy Enefit podpisał umowy na obrót energii i gazu na łączny wolumen ok. 220 GWh. Klienci Enefit zdecydowali się na zakup energii lub gazu w różnych formułach dostosowanych do ich potrzeb i modeli operacyjnych. Podpisano umowy na zakup energii zarówno w formule tradycyjnej, tj. po cenie stałej (FIX), jak również umowy na produkty klikane/transzowe, czyli rozwiązanie pozwalające na wybór jaki procent całkowitego zużycia energii elektrycznej lub gazu przez firmę będzie opłacany po stałej cenie, a jaki po cenie rynkowej. Ponadto Enefit podpisał umowy na sprzedaż energii zielonej, jak również kontrakty na świadczenie usług bilansowania dla innych przedsiębiorstw energetycznych, takich jak sprzedawcy, operatorzy małych systemów dystrybucyjnych czy wytwórcy.

Enefit w segmencie OZE i plany na 2018 r.

Naturalnym celem spółki na 2018 r. jest intensyfikacja sprzedaży we wszystkich segmentach obejmujących dotychczasową działalność. Z końcem 2017 r. Enefit poszerzył swoją ofertę o segment OZE i podpisał pierwszą umowę na zakup energii od farmy wiatrowej Gewind. Spółka planuje kontynuować działalność w tym segmencie, a w kolejnych miesiącach zapowiada również inwestycje, w szczególności w źródła fotowoltaiczne m.in. poprzez pilotażową sprzedaż instalacji PV dla potencjalnych wytwórców z sektora małych i średnich przedsiębiorstw.

Plany rozszerzenia działań Enefit w segmencie OZE wpisują się w strategię grupy Eesti Energia, która zakłada zwiększenie do 40% udziału energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych w całym portfelu wytwórczym w perspektywie kolejnych trzech lat. Na początku grudnia Eesti Energia ogłosiła, że wychodzi z działalnością w obszarze produkcji energii ze źródeł odnawialnych na rynki zagraniczne. Ta część biznesu będzie realizowana przez Enefit Green. Spółka zależna planuje sukcesywnie rozwijać swoją działalność na rynku OZE w państwach regionu Morza Bałtyckiego, w których Eesti Energia funkcjonuje z powodzeniem już od ponad 10 lat, tj. na Litwie i Łotwie.

Oddaj władzę pracownikom i buduj ich zaangażowanie

Zaangażowanie pracowników stanowi jeden z kluczowych zasobów firmy. Pozwala na wytworzenie się pozytywnej energii, pełnej koncentracji i przekonania, że wykonywane zadania są istotne dla działania całej organizacji. Jedną z technik wzbudzania go w pracownikach jest wprowadzenie zarządzania przez empowerment.

Empowerment oznacza powierzanie pracownikom pełnej odpowiedzialności za wykonywane zadania. To proces, który wyzwala motywację do ich realizacji na wysokim poziomie i pełnego wykorzystywania posiadanej wiedzy i kompetencji. Swoboda jaką daje zespołowi zarządzanie przez empowerment uruchamia niezależne myślenie i kreatywność. Pracownik nie dostaje instrukcji – w jaki sposób ma osiągnąć cel, a informację – jaki ma być kierunek oraz efekt końcowy jego działań i jaki mają one wpływ na cała organizację.

Przekazanie władzy pracownikom

W wielu firmach nadal funkcjonuje przyzwyczajenie do ściśle określonej hierarchii i niechęć lub strach przed przejmowaniem odpowiedzialności. Wprowadzanie empowermentu jest zatem zatrzymywane przez samych pracowników, przyzwyczajonych do słuchania wydawanych poleceń i ścisłej kontroli ze strony przełożonych. Również menadżerowie niechętnie oddają władzę, obawiając się, że zadania nie będą wykonane na wysokim poziomie lub, że staną się niepotrzebni. W rzeczywistości, dzięki wprowadzeniu empowermentu, mają możliwość wejść w nowe role np. trenerów, mentorów.

Empowerment zmienia sposób myślenia z „czego wymaga ode mnie przełożony” na „jakie działania mogę podjąć, aby przyczynić się do sukcesu firmy”. Czerpanie z indywidualnych kompetencji i entuzjazmu pracowników jest równocześnie dowodem zaufania, ponieważ przełożony, umożliwia pracownikom niezależne myślenie i pełne wykorzystanie ich wiedzy. Członkowie tzw. samozarządzających się zespołów, czyli tych opartych na empowermencie, chętnie przejmują inicjatywę i skutecznie doprowadzają do rozwiązania trudnych sytuacji.

Przykładem wykorzystania empowermentu w angażowaniu pracowników jest Yum!Brands – sieć barów, w której skład wchodzą m. in. KFC i Pizza Hut. W ramach nowej strategii, umożliwiono pracownikom samodzielne rozwiązywanie problemów, jakie zgłaszali klienci. Przeznaczono na ten cel odpowiedni budżet. Na początku obawiano się strat finansowych, jednak rezultat był zaskakujący. Zysk był największy od czasu wprowadzenia programu, pracownicy poczuli się docenieni, a klienci zaczęli postrzegać firmę jako bardziej przyjazną.

Jak skutecznie wprowadzić zarządzanie przez empowerment?

  • Konkretnie określona wizja i cele zespołu. Budowanie zaangażowania przez empowerment może być skuteczne tylko w dobrze zorganizowanych grupach, które wiedzą jakie rezultaty chcą osiągnąć. Można zatem rozumieć wizje i cel jako kierunkowskaz dla wszystkich pracowników, którzy samodzielnie wykonują poszczególne zadania. Stawiając jasny i konkretny kierunkowskaz wiemy, że wszyscy idą w tym samym kierunku.
  • Jasne określanie granic. Aby pracownicy byli zaangażowani, należy wyznaczyć zakres, w ramach którego mogą podejmować niezależne działania. Ramy te mają także znaczenie motywujące, ponieważ dopasowują wkład danego pracownika do całości działań zespołu. Definiuje to również zasady współpracy i określa zakres, w jakim pracownik będzie rozliczany ze swoich zadań.
  • Dzielenie się wiedzą i wspieranie. Kolejnym warunkiem budowania zaangażowania przez empowerment jest przekazywanie współpracownikom niezbędnych informacji i wspieranie ich w wykonywanych działaniach. Osoba dysponująca wszystkimi dostępnymi wiadomościami ma możliwość osiągnięcia najwyższej skuteczności i czuje się w pełni odpowiedzialna za dojście do sukcesu. Dodatkowo, należy wyposażyć pracowników w niezbędne kompetencje miękkie np. z zakresu zarządzania miejscem i czasem pracy.

Bieżące monitorowanie potrzeb pracowników

Jak podkreśla Bartosz Michałek, budowanie zaangażowania przez empowerment jest korzystnym procesem, który pozwala na wydobycie energii drzemiącej w pracownikach. Dostrzeganie ich indywidualności i wyraz uznania dla posiadanych przez nich kompetencji oraz pełniejsze wykorzystanie tych zasobów są dużą wartością i skutecznie wspierają firmę w osiąganiu jej celów biznesowych .

Dla skutecznego wprowadzenia metody zarządzania przez empowerment w organizacji bardzo ważne jest również bieżące monitorowanie zaangażowania i potrzeb pracowników. Stworzony przez nas Pulsometr iniJOB pozwala na mierzenie online potrzeb pracowników i zgłaszanie przez nich inicjatyw. Efektywna i szybka reakcja szefa buduje zaangażowanie pracowników i sprawia, że organizacja rozwija się w duchu efektywnej współpracy między menadżerem i członkami zespołów – mówi Bartosz Michałek, CEO iniJOB.com.

Teraz rajdowi EUR może zaszkodzić… rajd EUR

Rynkowi zajęło mniej niż 15 minut, by uodpornić się na pozytywne bodźce z danych z gospodarki USA. Wśród inwestorów nie ma miłości względem dolara, za to euro cieszy się sympatią wszystkich. Przed nami ospały start tygodnia przy obchodach święta w USA.

EUR/USD z łatwością złamał 1,2090, a później nie oglądał się za siebie. Obstawianie większej jastrzębiości EBC ma być motywem przewodnim 2018 r., a rynek zdaje się mieć mniej długich pozycji w EUR, niż być chciał. Najłatwiejsza droga jest poprzez dolara i nie przeszkodziły w tym nawet pozytywne zaskoczenia w danych z USA. Silna sprzedaż detaliczna pokazał silny trend na koniec IV kw., a wyższy do prognoz odczyt inflacji bazowej na 0,3 proc. m/m otwiera drogę do większej stanowczości Fed na polu normalizacji. Jednak przy wycenie marcowej podwyżki stóp procentowych na 88 proc., trudno obronić dolara tłumaczeniem, że z danych dostał coś „ekstra”. Tymczasem w przypadku pozostałych walut G10 albo zaplecze jest solidniejsze, albo zbyt zagmatwane, by ponosić ryzyko. Pozytywny sentyment na rynkach akcji wspiera waluty ryzykowne (AUD, CAD, NZD, NOK). GBP miewa wyskoki na informacjach dotyczących Brexitu – w piątek funt zyskiwał po wieściach, że Hiszpania i Holandia chcą tzw. „miękkiego Brexitu” (później informacja została zdementowana). JPY zaliczył rajd w ubiegłym tygodniu na fali spekulacji o możliwy zwrot w polityce Banku Japonii. Zostaje niepłynny SEK i CHF. Podsumowując, sprzedaż USD jest najwygodniejszą formą kupna EUR.

Teraz rajdowi EUR może zaszkodzić… rajd EUR. Zbyt silna aprecjacja unijnej waluty będzie wpływać na opóźnienie procesu normalizacji polityki pieniężnej EBC, na którą inwestorzy tak liczą, kupując EUR. Tak samo, jak członkowie EBC stosują werbalne formy zacieśniania polityki (sugestie szybsze zakończenia QE), z łatwością mogą przejść do werbalne gołębiości, by ostudzić rynek FX. Tutaj leży ryzyko korekty, ale najbliższe wystąpienie członka Rady Prezesów jest dopiero w środę (Nowotny), a do konferencji prasowej prezesa Draghiego pozostały całe dwa tygodnie. To mnóstwo czasu, by nie przeszkadzać w ciągnięciu EUR/USD w górę.

Obchody Dnia Martina Luthera Kinga w USA oznaczają, że po porannych przetasowaniach na rynku europejskim z każdą godziną aktywność na FX będzie maleć. Kalendarz makro świeci pustkami, więc próżno szukać tutaj impulsów. Dziś dostaniemy jedynie rewizję inflacji CPI z Polski, gdzie powinniśmy otrzymać potwierdzenie wygaszania korzystnego efektu bazy na cenach żywności. Dane nie powinny nadawać świeżego kierunku dla złotego i zakładamy konsolidację EUR/PLN 4,16-4,19.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Roboty zrewolucjonizują księgowość w firmach

Jak wynika z raportu „Robot w służbie księgowości”, 2/3 badanych uważa, że nowe technologie – w tym narzędzia sztucznej inteligencji – wykorzystywane w procesach księgowych będą odgrywały w firmach coraz większą rolę. Roboty nie sprawią, że księgowi znikną, ale ich praca na pewno się zmieni. Czy polskie przedsiębiorstwa tej robotyzacji chcą?

Podejście naszych firm do nowych technologii w księgowości jest dość konserwatywne. Wiele przedsiębiorstw nie jest jeszcze gotowych na ich stosowanie lub nie ma do nich przekonania. Odpowiedzi ankietowanych pokazują, że główną przeszkodą uniemożliwiającą wdrożenie nowych technologii jest brak budżetu (38% wskazań). Dużo osób zwracało też uwagę na brak informacji o istniejących narzędziach (34%), konieczność zmiany procesu księgowego (24%) oraz zarządzenia korporacyjne (23%).

Mimo stosunkowo niewielkiego zainteresowania wdrażaniem nowoczesnych narzędzi technologicznych w księgowości znaczna część badanych dostrzega ich zalety. Przykładowo 73% respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że wykorzystywanie nowych technologii może przyśpieszyć realizację procesów księgowych nawet o 50%. „Robot w środowisku elektronicznym jest efektywniejszy, »czuje się« lepiej. Przetwarza gigantyczne ilości danych elektronicznych, których księgowy nie może tak szybko jak robot przetworzyć ani skontrolować” – zauważa w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Marcin Jurczak, lider Zespołu Usług Księgowych i Płacowych EY.

Co ciekawe, tylko 49% ankietowanych zakłada z kolei, że stosowanie nowych technologii daje szansę na nawet dwukrotne obniżenie kosztów procesów księgowych. Tymczasem jak informuje ekspert: „Robotyzacja jest inwestycją, która zwraca się bardzo szybko, szybciej niż cokolwiek porównywalnego w działach finansowo-księgowych”. Oczywiście, jeśli przedsiębiorstwo jest przekonane do nowych technologii w księgowości, ale z jakichś powodów nie chce wprowadzić u siebie robotów, może rozpocząć współpracę z zewnętrzną firmą specjalizującą się w outsourcingu usług księgowych, która korzysta z narzędzi sztucznej inteligencji.

Poczta Polska wdraża rozwiązania skracające czas dostawy przesyłek. Firma wybrała 11 projektów usprawniających działanie

Poczta Polska wdraża rozwiązania skracające czas dostawy przesyłek. Firma wybrała 11 projektów usprawniających działanie 3

Program logistyczny obniżający koszty transportu nawet o 20 proc., zeroemisyjny pojazd trójkołowy dla listonoszy czy robot, który samodzielnie porusza się w sortowni – to niektóre projekty, które wybrano do realizacji w ramach drugiej rundy programu akceleracyjnego dla start-upów „GammaRebels powered by Poczta Polska”. W jego ramach wyłoniono jedenaście firm, które zgłosiły innowacyjne pomysły mające usprawnić działanie Poczty Polskiej. Wszystkie dostały dofinansowanie z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Projekty, które wybrano do realizacji w ramach II rundy programu, to m.in. platforma do realizacji interaktywnych transmisji live do social mediów lub bezpośrednio na strony www i aplikacje mobilne do wykorzystania w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej Liveact.me czy działający w chmurze, optymalizujący procesy logistyczne program DriveCloud, dzięki któremu koszty transportu mogą zostać pomniejszone nawet o jedną piątą. Kolejnym rozwiązaniem jest United Robots – robot, który samodzielnie może się poruszać zarówno w przestrzeni publicznej, jak i np. w zakładach produkcyjnych.

 Rozwiązanie United Robots dotyczy optymalizacji i automatyzacji procesów logistycznych, które zachodzą w Poczcie Polskiej – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Mańkowski, prezes United Robots. – Nasze rozwiązanie pomoże w skróceniu czasu przesyłki. Dążymy do tego, żeby przesyłka w centrum logistycznym była przewożona z miejsca rozładunku do miejsca sortowania i później ponownie z miejsca sortowania do ponownego załadunku posortowanych przesyłek w jak najkrótszym czasie.

Do usprawnienia procesu dostarczania przesyłek przyczynić się ma również Play Holding, innowacyjny, lekki i atrakcyjny cenowo elektryczny samochód dostawczy, oparty na konstrukcji kompozytowej, czy Jeden Ślad, w ramach którego powstały dwa projekty przyjaznych dla środowiska jednośladowych pojazdów ułatwiających pracę doręczycieli, zwłaszcza na terenach o niskiej gęstości zaludnienia.

 Dla Poczty Polskiej przygotowaliśmy dwa rozwiązania. Jednym z nich jest pierwszy w Polsce w pełni zabudowany, zeroemisyjny elektryczny pojazd trójkołowy na homologacji skutera, który przeznaczony jest do doręczeń listów i paczek w różnych rejonach miejskich i podmiejskich – mówi Łukasz Banach, współzałożyciel firmy Jeden Ślad. – Ten pojazd jest zbieżny z wieloma priorytetami zdefiniowanymi w strategii Poczty Polskiej, takimi jak zeroemisyjność, niski koszt eksploatacji, bo przejechanie 100 km to koszt 1–2 zł, większy komfort pracy dla listonosza w ogrzewanym, zabudowanym pojeździe, ale to także możliwość przewiezienia znacznie większej liczby paczek w danym rejonie niż za pomocą roweru czy tradycyjnego skutera spalinowego.

Drugim rozwiązaniem jest elektryczny skuter wyposażony w specjalne systemy wymiennych pakietów baterii oraz zaprojektowany we współpracy z firmą produkującą jachty kufer do przewozu przesyłek różnego rozmiaru.

Firma Bohr Technology stworzyła natomiast dla Poczty Polskiej symulator ruchu miejskiego, pozwalający na zoptymalizowanie przemierzanych tras oraz ułatwiający planowanie nowych, a także na zautomatyzowanie procesu i obniżenie kosztów logistycznych.

– Rozwiązanie pozwala w o wiele łatwiejszy sposób zarządzać trasami, planować je, zmieniać, modyfikować i tworzyć nowe. W sposób zautomatyzowany pozwala także uwzględnić wiele dodatkowych danych, np. pogodę, ustawienie świateł czy zdarzenia losowe – wyjaśnia Witold Kowalczyk, prezes zarządu Bohr Technology. – Za pomocą tego urządzenia można przewidywać, jaki będzie ruch, łatwiej go planować, docelowo skracać trasy czy je przyspieszać. Zaletą dla klientów, którą próbujemy tu osiągnąć, jest przesunięcie godziny odcięcia, do której klienci mogą na poczcie zgłaszać korespondencję.

Kolejne rozwiązania wybrane przez Pocztę Polską to m.in. Praca bez Barier, platforma służąca aktywizacji zawodowej i komunikacji osób niesłyszących, Anzonia, narzędzie na platformy mobilne, które łączy komunikaty marketingowe z usługami mobilnymi. Do realizacji skierowano również portal społecznościowo-biznesowy Veritas, przeznaczony do wymiany kontaktów, produktów i usług, oraz Ulan, czyli platformę integrującą portale sprzedażowe ze wsparciem sprzedaży i promocją firm w internecie.

Prace nad projektami trwały trzy miesiące. Poczta Polska wspierała młodych biznesmenów i innowatorów trzymiesięczną opieką mentora pomagającego w rozwoju przygotowywanych specjalnie na jej potrzeby rozwiązań.

– Poczta głównie kojarzy się z tradycyjnymi przesyłkami i paczkami, ale jesteśmy też operatorem cyfrowym. Mamy najnowocześniejszą platformę cyfrową, która może obsługiwać 40 milionów użytkowników, może być pośrednikiem między państwem, administracją państwową i samorządową a firmami i obywatelami – mówi Wiesław Włodek, wiceprezes zarządu Poczty Polskiej. – Projekty w ramach tych 11 firm są ważne ze względu na naszą nową strategię. Światowy Związek Pocztowy zauważył, że się zmieniamy, otwieramy się na współpracę międzynarodową. Z około 70. pozycji w ramach rankingu operatorów narodowych skoczyliśmy na 7. pozycję. Jesteśmy liderem wśród krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Nowa strategia Poczty Polskiej to m.in. rozwój współpracy na arenie międzynarodowej, która obejmuje m.in. dostarczanie poprzez Jedwabny Szlak przesyłek zamówionych przez internet w Chinach na do 32 krajów Europy – umowę w tej sprawie Poczta Polska podpisała pod koniec ubiegłego roku. Koordynacja tak globalnych przedsięwzięć wymaga jednak zaangażowania najnowszych technologii, podobnie jak usprawnienie pracy operatora na rodzimym rynku. A to wymaga inwestycji w obszarze logistyki.

 Świat logistyczny jest ważny ze względu na to, żeby wykorzystywać rozwiązania, które oszczędzają energię, czy to w zakresie elektromobilności, czy różnych rozwiązań informatycznych ułatwiających poruszanie się, np. wykorzystujących systemy informatyczne i internet, żeby wybrać optymalną trasę dla naszych pojazdów różnej wielkości – dodaje wiceprezes Poczty Polskiej.

„GammaRebels powered by Poczta Polska” to jeden z dziesięciu programów akceleracyjnych wspieranych przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach rządowego programu Start in Poland.

Rośnie średnia wartość pożyczek udzielanych przez sektor pozabankowy. Firmy pożyczkowe mają coraz większy wpływ na gospodarkę

Rośnie średnia wartość pożyczek udzielanych przez sektor pozabankowy. Firmy pożyczkowe mają coraz większy wpływ na gospodarkę 4

Liczba klientów instytucji pożyczkowych rośnie wolniej niż w poprzednich latach. To efekt bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy i świadczeń socjalnych, takich jak program Rodzina 500 plus. Z drugiej strony potrzeby konsumentów są coraz większe, dlatego rośnie też średnia wartość pożyczek udzielanych przez firmy z tego sektora. Cały rynek jest już wart około 5 mld zł i ma znaczące przełożenie na polską gospodarkę. Firmom pożyczkowym ufa też coraz więcej Polaków, co jest zasługą uregulowania branży od strony prawnej. 

 Przez ostatnie lata rynek pożyczkowy zachowywał się dość stabilnie. Notowaliśmy niewielkie, kilkuprocentowe wzrosty i takich też spodziewamy się w najbliższym czasie. Jest to spowodowane głównie wzrostem wartości pożyczek. Część naszych klientów nie korzysta już z finansowania pożyczkowego, ponieważ ich sytuacja ekonomiczna się poprawiła, ale z drugiej strony, część z nich aspiruje do realizacji wyższych planów, w związku z tym średnia wartość pożyczki rośnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Kłos, nowa prezes zarządu Provident Polska, która objęła tę funkcję w styczniu bieżącego roku, ale z firmą związana jest już od 11 lat.

W minioną sobotę odebrała w jej imieniu nagrodę Wektor 2017 przyznawaną przez Pracodawców RP instytucjom, które mają duże przełożenie na polską gospodarkę i stanowią przykłady do naśladowania w swoich branżach.

Provident Polska jest największą firmą na rynku instytucji pożyczkowych, które stwarzają możliwość sfinansowania potrzeb konsumpcyjnych tym klientom, którzy nie spełniają wymogów banków bądź z pewnych względów, np. formalności, nie chcą w niektórych sytuacjach korzystać z ich oferty. Korzystają też z nich młode osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych albo takie, które dopiero rozpoczynają aktywność zawodową.

Statystyki pokazują, że zaufanie do firm pożyczkowych wzrasta. Z ubiegłorocznego badania Kantar TNS wynika, że ufa im 17 proc. Polaków. To wciąż niewiele w porównaniu z bankami (62 proc.), ale z drugiej strony w przypadku sektora pożyczkowego ten wskaźnik rośnie z dwucyfrową dynamiką. W ciągu roku (w porównaniu z poprzednim badaniem) firmy z tego sektora zanotowały wzrost zaufania o 54 proc. W dużej mierze to zasługa uregulowania rynku od strony prawnej (m.in. nowelizacji ustawy antylichwiarskiej i ustawy o kredycie hipotecznym).

 Rynek jest już bardzo mocno uregulowany. Mamy rejestr instytucji pożyczkowych przy KNF, w którym każda osoba chcąca skorzystać z usług firmy pożyczkowej może sprawdzić, czy działa ona w sposób legalny. Mamy również uregulowane wszystkie koszty związane z pożyczaniem, czyli koszty odsetkowe i pozaodsetkowe, a także windykacyjne. Od ubiegłego roku działa również prawo, które reguluje sposób informowania klientów o produktach pożyczkowych i całkowitych ich kosztach, chociażby w postaci reklamy – wylicza Agnieszka Kłos.

Na wzrost zaufania do branży wpływa też fakt, że coraz więcej instytucji pożyczkowych współpracuje z Biurem Informacji Kredytowej (na koniec 2017 roku było ich 55).

W pierwszym półroczu 2017 roku instytucje pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły 692 tys. pożyczek – o 9,4 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Łącznie obsługiwały 426 tys. klientów (w ciągu sześciu miesięcy ich liczba zwiększyła się o 24 tys.). Eksperci zauważyli jednak, że wzrosty są niższe w porównaniu z rokiem poprzednim. To m.in. efekt bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy, rekordowo niskiego bezrobocia i świadczeń socjalnych, takich jak program Rodzina 500 plus.

Oferta sektora pożyczkowego jest popularna zwłaszcza w segmencie małych i średnich kredytów, o wartości nieprzekraczającej 4–5 tys. zł. Z danych BIK wynika, że w segmencie pożyczek na najniższe kwoty (do 1 tys. zł) udział firm pożyczkowych jest wyższy niż banków. Prezes Provident Polska podkreśla, że instytucje pożyczkowe są istotne dla konsumentów wykluczonych z sektora bankowego, ale mają też bardzo duże przełożenie na gospodarkę, zatrudnienie i wpływy do budżetu państwa.

– Wpływ rynku instytucji pożyczkowych na biznes i gospodarkę można zmierzyć w prosty sposób. Wielkość tego rynku to obecnie około 5 mld zł. Ponadto firmy pożyczkowe mają wpływ na zatrudnienie i płacą podatki. Na naszym przykładzie mogę powiedzieć, że zatrudniamy prawie 2 tys. pracowników, współpracuje z nami blisko 6 tys. doradców, a za 2016 rok odprowadziliśmy w sumie 280 mln zł podatków i innych zobowiązań, w tym podatku bankowego – mówi Agnieszka Kłos.

Strategia lidera pożyczkowej branży opiera się na multikanałowości, czyli rozwijaniu oferty zarówno w kanale online, jak i offline, ponieważ duża część klientów wciąż preferuje bezpośredni kontakt z doradcą. Provident od kilku lat działa też na rzecz wypracowania standardów i uregulowania branży pożyczkowej oraz edukowania konsumentów w zakresie finansów.

– Mamy strategię odpowiedzialnego rozwoju i wspierania najwyższych standardów w branży pożyczkowej. Skupiamy się na bezpieczeństwie klientów, na odpowiedzialnym pożyczaniu. To oznacza, że klient – aby uzyskać pożyczkę – musi mieć możliwość jej spłaty. Pomagamy mu również w zrozumieniu, na czym polega zobowiązanie finansowe i koszt pożyczki, dbamy o to, aby informacja była pełna. Z drugiej strony dbamy też o to, żeby klienci mieli możliwość realizacji swoich planów wtedy, kiedy są wykluczeni z sektora bankowego – mówi Agnieszka Kłos.

Nagroda Wektor 2017 została przyznana firmie Provident Polska za odpowiedzialny rozwój i wyznaczanie najwyższych standardów w branży pożyczek pozabankowych w Polsce.

 Jesteśmy obecni na polskim rynku od 20 lat, obsłużyliśmy w tym czasie 4 mln klientów. Od wielu lat zabiegamy o wysokie standardy obsługi klienta, o przejrzystość tego rynku i jego uregulowanie. Cieszymy się, że zostało to zauważone i że zostaliśmy wyróżnieni tak prestiżową nagrodą – podkreśla Agnieszka Kłos.

Ponad 60 proc. dzieci w Polsce korzysta z urządzeń mobilnych. Bezpieczeństwa cyfrowego i programowania mogą się uczyć z nowoczesnych aplikacji

Ponad 60 proc. dzieci w Polsce korzysta z urządzeń mobilnych. Bezpieczeństwa cyfrowego i programowania mogą się uczyć z nowoczesnych aplikacji 5

Już ponad 60 proc. polskich dzieci do 6 roku życia korzysta z urządzeń mobilnych i komputerów. Eksperci nie mają wątpliwości, że rozwijanie kompetencji cyfrowych to niezwykle istotny element ich edukacji, musi być jednak odpowiednio prowadzony. Nowoczesne aplikacje na smartfony i tablety poprzez zabawę uczą dzieci zarówno bezpieczeństwa cyfrowego, jak i podstaw programowania.

Polacy chętnie korzystają z nowych technologii. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że ponad 80 proc. polskich gospodarstw domowych jest wyposażonych w komputer, nieco więcej ma dostęp do internetu. Dorośli Polacy nie zabraniają dzieciom używania komputerów i urządzeń mobilnych. Według GUS 90 proc. dzieci w wieku 5–15 lat korzysta z komputera, a blisko połowa z nich ma własny smartfon. Stale obniża się też wiek dzieci używających nowych mediów. Badania Fundacji Dzieci Niczyje pokazują, że 65 proc. maluchów w wieku od 6 miesięcy do 6,5 lat korzysta z urządzeń mobilnych, przy czym 26 proc. ma własne urządzenie mobilne.

Wiek, w którym dzieci zaczynają swoją przygodę z telefonami i tabletami, bardzo się obniżył. One dorastają otoczone technologiami, dlatego tak ważne jest, żebyśmy od najmłodszych lat uczyli je właściwych postaw wobec technologii, pokazywali wartościowe treści i aplikacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Krupa, prezes zarządu Fundacji Orange.

Z nowych technologii dzieci korzystają nie tylko w domu. Zgodnie z podstawą programową dla szkół podstawowych uczniowie pierwszych klas poznają podstawy programowania. Często umiejętności obsługi nowych mediów najmłodsi wykorzystują jednak raczej do zabawy niż nauki. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę zwraca ponadto uwagę na to, że nadmierne korzystanie z komputerów i urządzeń mobilnych może mieć negatywny wpływ na psychiczny i fizyczny rozwój dziecka. Aby uczyć mądrego wykorzystywania technologii, Fundacja Orange stworzyła aplikację edukacyjną MegaMisja z Psotnikiem.

– To aplikacja dla dzieci w wieku od 6 do 9 roku życia, czyli uczniów klas I-III, w którym dzieci zaczynają bardziej intensywnie korzystać z internetu i urządzeń podłączonych do sieci. Została od początku stworzona z myślą o najmłodszych użytkownikach internetu – mówi Ewa Krupa.

Bohaterami nowej, bezpłatnej aplikacji jest rodzeństwo Julka i Kuba oraz sztuczna inteligencja nazywana Psotnikiem, ponieważ często wymyka się spod kontroli. Zadaniem użytkownika jest wyszkolenie Psotnika poprzez rozwiązywanie szeregu zadań i quizów. W ten sposób dziecko poznaje jedenaście dziedzin tematycznych związanych z nowymi technologiami. Wśród nich są poszukiwanie prawdziwych informacji w internecie, bezpieczeństwo online, wiedza o programowaniu. Dodatkową atrakcją jest opieka nad Psotnikiem: ubieranie go, mycie i karmienie.

– Oferta została skrojona na potrzeby dzieci. Była w całości opracowana wspólnie z metodykami, nauczycielami i w oparciu o wieloletnie doświadczenia Fundacji Orange na temat tego, jak można w bardzo angażujący sposób uczyć dzieci zasad bezpiecznego korzystania z tabletów i telefonów – mówi Ewa Krupa.

Program MegaMisja to dziesięciomiesięczny cykl zajęć przeznaczonych dla uczniów klas I–III, w ramach którego dzieci zdobywają niezbędne umiejętności cyfrowe. Obecnie program realizowany jest w sześciuset świetlicach szkolnych w całym kraju. MegaMisja z Psotnikiem to odpowiedź na zainteresowanie najmłodszych – aplikacja ta pozwala im uczyć się nowych technologii także w domu.

Myślę, że dla wielu rodziców będzie to znakomite narzędzie, dzięki któremu mogą oddać swój telefon czy tablet w ręce dziecka i jednocześnie być spokojni o to, że dziecko wartościowo spędza czas – mówi Ewa Krupa.

Premiera aplikacji MegaMisja z Psotnikiem odbyła się w pierwszej połowie stycznia. Dostępna jest bezpłatnie w iTunes i Sklepie Play, skąd można ją ściągnąć na każdy rodzaj smartfona lub tabletu z systemem Android czy iOS.

Za miesiąc polscy sportowcy rozpoczną rywalizację na zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Kluczowa dla olimpijczyków jest profesjonalna opieka medyczna

Za miesiąc polscy sportowcy rozpoczną rywalizację na zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Kluczowa dla olimpijczyków jest profesjonalna opieka medyczna 6

Już wkrótce Polski Komitet Olimpijski poda oficjalny skład reprezentacji olimpijskiej na zimowe igrzyska w Pjongczangu. Sportowcy, którzy będą walczyć o medale w Korei Południowej, kończą przygotowania podczas krajowych i zagranicznych zgrupowań. Opiekę medyczną sprawują nad nimi eksperci Grupy LUX MED – głównego partnera medycznego PKOl. 8 stycznia sieć prywatnych poradni medycznych oficjalnie poinformowała o podpisaniu umowy, na mocy której będzie dbać o polskich olimpijczyków przez kolejne 4,5 roku.

Podczas tegorocznych Zimowych Igrzysk Olimpijskich, które odbędą się w dniach 9-25 lutego w południowokoreańskim mieście Pjongczang, o medale powalczy ponadpięćdziesięciu polskich sportowców. Eksperci, także z Ministerstwa Sportu i Turystyki, szacują, że Polacy mogą zdobyć minimum trzy krążki, przy czym największe nadzieje wiążą ze skoczkami narciarskimi oraz Justyną Kowalczyk. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego zaznacza jednak, że także w kilku innych dyscyplinach zauważalny jest wyraźny wzrost formy zawodników.

– Widzimy postęp w biathlonie i w łyżwiarstwie szybkim. Myślę, że będziemy mieli jeszcze wiele innych niespodzianek. Nawet bobsleje zrobiły nam nadzieje na dobre wyniki w Pjongczang – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Kraśnicki, prezes PKOl.

Dokładny skład reprezentacji olimpijskiej Polski będzie znany 23 stycznia. Przygotowania do igrzysk trwają już jednak od dłuższego czasu, a odbywają się w ramach poszczególnych związków sportowych. Resort sportu zapewnia, że wszyscy olimpijczycy mają optymalne warunki przygotowań, począwszy od możliwości treningowych przez zabezpieczenie sprzętu aż po opiekę medyczną. Ten ostatni aspekt jest niezwykle istotny: regularne badania i kontrole u specjalistów pozwalają bowiem utrzymać wysoką formę, a także zapobiegać kontuzjom bądź przyspieszać powrót do formy po urazie.

– Sport to ogromny wysiłek, wiele stresów, napięć, zmieniających się sytuacji, wtedy ważne jest, żeby nasi sportowcy byli pod szczególną kontrolą i to z wielu różnych powodów. Kwestie medyczne są niezwykle istotne – mówi Andrzej Kraśnicki.

8 stycznia, podczas Noworocznego Spotkania Polskiej Rodziny Olimpijskiej, oficjalnie poinformowano o umowie, na mocy której Grupa LUX MED pozostaje partnerem medycznym PKOl do 2022 roku. Na uroczystości obecny był prezydent Andrzej Duda z małżonką, a także minister sportu i turystyki Witold Bańka.

Zależy nam przede wszystkim na tym, żeby dbać o bezpieczeństwo naszych sportowców. Chcemy, aby olimpijczycy, którzy są naszą dumą narodową, mieli jak najprostszą ścieżkę do sukcesu – dodaje Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

Intensywny trening sportowy często wiąże się z przeciążeniami i kontuzjami. Takie zdarzenie może zagrozić formie i wydolności sportowca, a więc przekreślić jego szanse na sukces w rywalizacji. Najważniejszy sportowy sprawdzian, jakim są Igrzyska Olimpijskie, odbywa się raz na cztery lata, dlatego ogromnie ważne jest to, by sportowcy mieli zapewnioną szybką i profesjonalną opiekę oraz pomoc ze strony fizjoterapeutów i lekarzy.

 Sportowcy mogą uzyskać natychmiastową pomoc. Dla sportowca jest to bardzo ważne, aby nie czekać w kolejce i móc się spotkać z wybitnymi fachowcami, którzy mają do dyspozycji wspaniały sprzęt. LUX MED jest dla nas ogromną szansą, spełnia te wymogi, których oczekują sportowcy – mówi Andrzej Kraśnicki.

W ramach dotychczasowej współpracy Grupa LUX MED pomogła już prawie 1200 sportowcom, realizując przy tym blisko 10 tys. procedur medycznych.

– Jest to bardzo aktywna współpraca i naprawdę czujemy się potrzebni, ale też dumni z tego, co robimy, czyli ze wspierania polskiego sportu i sportowców – mówi Anna Rulkiewicz.

Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z dnia 22 lipca 2016 roku w sprawie kwalifikacji lekarzy uprawnionych do wydawania zawodnikom orzeczeń lekarskich o stanie zdrowia oraz zakresie i częstotliwości wymaganych badań lekarskich niezbędnych do uzyskania tych orzeczeń, sportowcy są zobowiązani do regularnego wykonywania konkretnych badań. Wśród nich są m.in. pomiary antropometryczne, EKG, próba wysiłkowa oraz morfologia krwi. Opiekę medyczną nad polskimi olimpijczykami od 2014 roku sprawuje Grupa LUX MED, główny partner medyczny Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

W Pjongczangu sportowcy z całego świata będą rywalizować w 15 dyscyplinach rozegranych w 98 konkurencjach. W Korei zadebiutują takie konkurencje jak big air w snowboardzie, konkurs mikstów w curlingu, wyścig ze startu wspólnego w łyżwiarstwie oraz zawody drużynowe w narciarstwie alpejskim. Międzynarodowy Komitet Olimpijski zdecydował natomiast o wycofaniu slalomu równoległego w snowboardzie.

Polskie doświadczenia transformacji cenne dla rządu w Kijowie. Powodzenie reform na Ukrainie da też impuls do rozwoju polskiej gospodarki

Polskie doświadczenia transformacji cenne dla rządu w Kijowie. Powodzenie reform na Ukrainie da też impuls do rozwoju polskiej gospodarki 7

Ze względu na historyczne podobieństwo polskie doświadczenia z okresu transformacji są bardzo cenne dla Ukrainy, która jest na etapie reformowania swojej gospodarki. Od postępów uzależnione są wypłaty kolejnych transz kredytu udzielonego przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Rząd w Kijowie korzysta przy tym m.in. ze wsparcia polskich doradców. Powodzenie reform na Ukrainie będzie mieć też duże znaczenie dla polskiej gospodarki, która zyska dzięki temu dostęp do dużego, chłonnego i bliskiego geograficznie rynku.

– Zmiany wprowadzane na Ukrainie doprowadzą do otwarcia nowego, bardzo chłonnego rynku, i to nie tylko w kontekście taniej siły roboczej, co jest celem krótkookresowym. W długiej perspektywie zyskamy duży rynek, na który będziemy mogli eksportować nasze towary i umiejscawiać tam produkcję przy o wiele większym potencjale gospodarczym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Fornalczyk, założyciel i partner firmy doradczej COMPER Fornalczyk i Wspólnicy, która specjalizuje się w sprawach dotyczących wykorzystania środków unijnych i pomocy publicznej.

Ukraina jest w trakcie zapoczątkowanych w 2014 roku reform, które mają postawić na nogi gospodarkę i umożliwić zacieśnienie relacji z Unią Europejską. We wrześniu ubiegłego roku zaczęła w pełni obowiązywać umowa stowarzyszeniowa z UE, której częścią jest porozumienie o strefie wolnego handlu DCTFA (obowiązujące już wcześniej, od początku 2016 roku). Na mocy tego porozumienia strony otworzyły wzajemnie swoje rynki, uruchomione zostały też reformy, które mają zbliżyć ukraiński system prawny do regulacji obowiązujących w UE.

– Uczestniczymy w międzynarodowym konsorcjum, które wspiera merytorycznie ukraiński rząd we wprowadzaniu nowych regulacji związanych z pomocą publiczną, które umożliwią lepsze i bardziej efektywne finansowanie inwestycji i przedsięwzięć publicznych. To spowoduje również zbliżenie do regulacji obowiązujących w UE. Tym samym automatycznie otworzą się ścieżki funduszy przedakcesyjnych dla Ukrainy, a co za tym idzie – również szerszą ławą dla biznesu europejskiego – mówi Maciej Fornalczyk.

Od listopada ubiegłego roku firma doradza ukraińskiemu rządowi w zakresie prawa antymonopolowego i przepisów dotyczących pomocy publicznej. To część międzynarodowego projektu („Support to the Antimonopoly Committee of Ukraine for enforcing State aid rules”), w którym firma doradcza uczestniczy na zaproszenie WYG International Ltd. Celem jest wsparcie merytoryczne dla wdrażanych na Ukrainie reform, w szczególności w dziedzinach takich jak restrukturyzacja przedsiębiorstw, finansowanie infrastruktury, kapitał wysokiego ryzyka, pomoc dla inwestycji w sektorze kultury i sportu czy finansowanie transportu (lotniska, publiczny transport zbiorowy).

– Na Ukrainie będą zachodziły procesy, które obserwowaliśmy w Polsce przez ostatnie dekady. Wszystkie zmiany za naszą wschodnią granicą mają bardzo duży bagaż polityczno-historyczny. Zmiany, które u nas były wprowadzane z dużym sukcesem, można i należy bardzo umiejętnie umiejscawiać na terenie Ukrainy, uwzględniając przy tym nasze doświadczenia – mówi Maciej Fornalczyk.

Założyciel i partner firmy doradczej COMPER podkreśla, że – ze względu na historyczne podobieństwo, zaszłości z czasów komunizmu i gospodarki centralnie sterowanej – polskie doświadczenia z okresu transformacji są szczególnie cenne dla Ukrainy.

– Co możemy położyć na stole dla rządu ukraińskiego? W szczególności doświadczenia z niepowodzeń, czyli duże case’y sektorowe – co należałoby zrobić lepiej lub inaczej, gdybyśmy mogli cofnąć czas i inaczej podejść do określonych reform. Świadcząc usług doradcze dla rządu ukraińskiego, musimy w szczególności stawiać na naszą praktykę – podkreśla Maciej Fornalczyk.

UE jest największym partnerem handlowym dla Ukrainy. W 2015 roku eksport z Ukrainy do UE sięgnął 12,7 mld euro, natomiast eksport z UE na Ukrainę – 13,9 mld euro. Od momentu wejścia w życie porozumienia o wolnym handlu DCTFA (styczeń 2016 roku) wartość eksportu z UE na Ukrainę wzrosła o prawie 2,6 mld euro, podczas gdy w drugą stronę – zaledwie o 243 mln euro.

Ukraińskie firmy, które na mocy porozumienia zyskały dostęp do 500 mln europejskich konsumentów, okazały się mało konkurencyjne, a na otwarciu rynków statystycznie bardziej skorzystała unijna gospodarka. Od momentu wejścia w życie porozumienia DCTFA dwucyfrowo rośnie też wymiana handlowa pomiędzy Polską a Ukrainą.

W 2019 roku odbędą się na Ukrainie wybory prezydenckie i parlamentarne, które mogą zaważyć na wdrażanych w kraju reformach. W tej chwili – jak ocenił w grudniu brytyjski „Financial Times” – największym problemem wciąż pozostaje korupcja, nadużycia władzy i zbyt wolne tempo zmian. Jednak szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, która w grudniu spotkała się z premierem Wołodymyrem Hrojsmanem (po raz pierwszy od wprowadzenia wspólnej umowy stowarzyszeniowej i uruchomienia ruchu bezwizowego do UE), oceniła, że Ukraina robi wyraźne postępy w reformowaniu kraju.

Powstaje elektryczny pojazd dostawczy zbudowany w całości z kompozytu. Masa zaledwie 600 kg pozwoli zaoszczędzić paliwo i zwiększyć zasięg

Powstaje elektryczny pojazd dostawczy zbudowany w całości z kompozytu. Masa zaledwie 600 kg pozwoli zaoszczędzić paliwo i zwiększyć zasięg 8

Polska spółka Play Holding pracuje nad projektem lekkiego, a zarazem wytrzymałego samochodu wykonanego z kompozytów. Masa własna tego elektrycznego pojazdu e-VAN wyniesie ok. 600 kg, co przełoży się na większą wydajność i oszczędności w porównaniu do konwencjonalnych konstrukcji. Koszt przejechania 100 km takim samochodem ma wynieść ok. 4 zł. Auto będzie skierowane do branży transportowej, m.in. dostaw paczek czy korespondencji. W przyszłości twórcy planują stworzyć z podobnych materiałów także autonomiczną taksówkę.

e-VAN wykonany jest z materiałów kompozytowych, ale to również pojazd elektryczny. Czas ładowania samochodu ma nie przekroczyć w zależności od typu ładowarki od 30 do 60 minut. Auto będzie osiągać maksymalną prędkość 60–80 km/h. Przestrzeń ładunkowa pomieści dwie europalety o wadze do 1000 kg. Zasięg pojazdu wyniesie od 100 do 300 km na jednym ładowaniu baterii. Według zapewnień projektantów szacunkowy koszt przejechania 100 km będzie kształtował się na poziomie 4 złotych.

– Mówimy o samochodzie, który ma wykonaną z kompozytów lekkich strukturę płyty podłogowej i większość konstrukcji nadwozia, dzięki czemu uzyskujemy bardzo sztywną, wytrzymałą konstrukcję, jednocześnie o wiele lżejszą od konstrukcji w konwencjonalnej motoryzacji. Dzięki temu, że uzyskujemy masę własną pojazdu na poziomie 600 kg, a nie grubo ponad tonę, mamy samochód, który uzyskuje większy zasięg przy znacząco niższych kosztach – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Przemysław Rozmysłowicz z Play Holding SA.

Firma ma już za sobą stworzenie prototypu nadwozia e-VAN-a. Karoseria ma być gotowa w drugim kwartale tego roku. Następnie pomysłodawcy chcą ruszyć z produkcją testową, która objęłaby 20–30 samochodów na zlecenie Poczty Polskiej.

Kompozytowy e-VAN będzie tworzony przede wszystkim dla branży transportowej. Według twórców sprawdzi się m.in. podczas dostaw paczek i korespondencji np. przez podmioty pracujące jako podwykonawcy firm kurierskich. Jednak pomysłodawcy już teraz widzą kolejne zastosowanie dla swojego projektu.

– To samochód głównie do biznesu transportowego, do dostaw paczek i korespondencji. W przyszłości planujemy wykorzystanie tego jako platformę do autonomicznej taksówki, mamy kontrahenta zainteresowanego takim wdrożeniem. Jest również klient z branży pogrzebowej – mówi przedstawiciel Play Holding SA.

Według danych Międzynarodowej Agencji Energii opublikowanych w raporcie „Global EV Outlook 2017” pod koniec 2016 roku na świecie jeździło ponad dwa mln samochodów z napędem elektrycznym lub hybrydowym. W 2016 r. łączna sprzedaż aut elektrycznych wyniosła 751 tys. sztuk w skali globalnej.

Zakupy poprzez voice commerce za kilka lat również w Polsce. Potrzebne polskojęzyczne wersje asystentów głosowych

Zakupy poprzez voice commerce za kilka lat również w Polsce. Potrzebne polskojęzyczne wersje asystentów głosowych 9

Za kilka lat Polacy będą mogli dokonać zakupów przez internet poprzez polecenia głosowe. Potrzebne są jednak polskojęzyczne wersje asystentów głosowych. Zdaniem ekspertów voice commerce upowszechni się w Polsce w ciągu dwóch lat od momentu ich pojawienia się w Polsce polskich wersji asystentów Google Home czy Amazon Alexa. Podobne rozwiązania zyskują coraz większą popularność na świecie, a zakupy przez internet za pomocą poleceń głosowych określa się mianem voice commerce.

W 2017 roku 54 proc. polskich internautów kupowało online. Niebawem polscy internauci będą mogli robić zakupy w jeszcze prostszy sposób, a to za sprawą usługi voice commerce, czyli zakupów dokonywanych za pomocą głosu. Takie rozwiązanie sprawdza się już na całym świecie, dzięki smart głośnikom Amazon Echo dostarczanym przez Amazona, które zawierają rozwiązanie asystenta głosowego Alexa oraz Google Home.

– Szacuje się, że w tej chwili na świecie jest sprzedanych około 20 mln tego typu głośników. Nie ma jednak precyzyjnych danych. Wiemy, że Amazon ma 75 proc. udział w tym rynku. Drugi za nim jest Google ze swoim głośnikiem Google Home, który ma udział około 24 proc. Właśnie za sprawą tych dwóch dostawców zauważyliśmy, że ludzie kupują poprzez tego typu urządzenia. Moment złożenia zamówienia czegokolwiek w internecie poprzez polecenie głosowe jest określany pojęciem voice commerce – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Monika Mikowska, współwłaścicielka Mobee Dick.

W ubiegłym roku 57 proc. posiadaczy Amazon Echo i Google Home dokonało zakupów w internecie poprzez inteligentny głośnik. Popularność v-commerce bierze się przede wszystkim z prostoty obsługi. Klasyczny zakup w e-sklepie nie jest obecnie najszybszą formą zamówienia czegoś w sieci.

– Wystarczy wywołać Alexę, żeby coś kupiła, a ona tylko potwierdza ofertę, która jest dostępna w zasobach Amazona. Pyta na przykład o historię ostatnich zakupów i potwierdza, czy kupić ten sam produkt, który był kupiony wcześniej. Do tego podaje cenę i prosi o potwierdzenie. Tak naprawdę to tyle. W porównaniu do procesu klasycznego, kiedy musimy się zalogować do sklepu internetowego, podać swoje dane i dopiero zrealizować płatność, po prostu zajmuje to o wiele mniej czasu – twierdzi Monika Mikowska.

Niestety, usługi v-commerce jeszcze nie są dostępne na polskim rynku. Zdaniem przedstawicielki Mobee Dick w ciągu kilku lat powinniśmy jednak nadrobić te zaległości. Chodzi przede wszystkim o brak polskich wersji językowych asystentów głosowych.

– Od momentu, kiedy się one pojawią, minie od 1,5 do 2 lat do momentu, gdy będą powszechne w naszych domach. Na razie trzymamy kciuki za rychły start polskiej wersji asystenta głosowego, obstawiam, że pierwszy będzie Google, drugi Amazon – przewiduje ekspertka.

Amazon w I kwartale 2017 roku osiągnął przychód sięgający niemal 36 miliardów dolarów, co pozwoliło mu na zysk netto przekraczający 720 milionów dolarów. To obecnie jedna z najdrożej wycenianych marek na świecie, a jej twórca, Jeff Bezos, jest obecnie najbogatszym człowiekiem świata,

Wartość polskiego rynku e-commerce jest szacowana na 36–40 miliardów złotych – wynika z raportu „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska”.

Przez kolejki rezygnujemy z wizyty u lekarza

  • Długi czas oczekiwania to zdecydowanie najczęściej wskazywany przez Polaków powód rezygnacji z wizyty u lekarza – wynika z raportu GUS.
  • Problem z kolejkami do lekarzy jest tym poważniejszy, że ponad 1/3 Polaków ma poważne problemy ze zdrowiem.
  • Aby nie czekać w kolejce Polacy coraz częściej korzystają z ubezpieczeń zdrowotnych.

Średni czas oczekiwania na gwarantowane świadczenia medyczne wynosi ponad 3 miesiące, wynika z ostatniego Barometru WHC[1]. Długie kolejki do specjalisty i na realizację badań są znaczącą przeszkodą w otrzymaniu pomocy. Jak pokazuje najnowszy raport GUS „Dochody i warunki życia ludności Polski”, aż 32% pacjentów, którzy zrezygnowali z konsultacji lekarskiej, wskazuje je jako przyczynę. Problem jest tym poważniejszy, jeżeli weźmiemy pod uwagę stan zdrowia Polaków. Według GUS-u aż 35% Polaków boryka się z długotrwałymi problemami ze zdrowiem. Nic zatem dziwnego, że coraz częściej szukamy alternatywy dla NFZ. Samodzielnie umawiamy się na prywatne wizyty lub korzystamy z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.

Podstawowym zadaniem wykupionej polisy jest zapewnienie jak najszybszej pomocy. Towarzystwa ubezpieczeniowe gwarantują realizację świadczeń w ciągu kilka dni, najdalej tygodni, a nie miesięcy jak to często ma miejsce w przypadku usług NFZ. Ubezpieczeni to doceniają. Krótki czas oczekiwania, w połączeniu z komfortem i jakością obsługi sprawiły, że już 2,1 mln Polaków korzysta z polis zdrowotnych, a ich liczba rośnie z roku na rok o ponad 20% – wskazuje Małgorzata Jackiewicz, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Ubezpieczenia dopasowane do potrzeb

Dynamiczny rozwój ubezpieczeń zdrowotnych ma kilka pozytywnych aspektów, zwłaszcza dla klientów towarzystw ubezpieczeniowych. Na przestrzeni ostatnich kilku lat zmieniło się podejście ubezpieczycieli do tworzenia oferty. Dotyczy to w szczególności grupowych ubezpieczeń zdrowotnych, kupowanych przez pracodawców dla swoich pracowników, które stanowią lwią część rynku – objętych nimi jest 77% wszystkich ubezpieczonych. Dzięki elastycznemu podejściu ubezpieczycieli, z dostępu do prywatnych świadczeń medycznych korzystają już nie tylko korporacje i duże firmy, ale także mniejsi przedsiębiorcy i inne instytucje, do tej pory z reguły niekojarzone z oferowaniem takich benefitów swoim pracownikom. Obecnie każda firma czy instytucja jest w stanie stworzyć taki system ochrony, na który będzie ją stać, a jednocześnie będzie odpowiadał potrzebom zatrudnionych. Tym bardziej, że można zauważyć pewien spadek cen.

Krócej czekać i mieć dostęp do świadczeń

Przeglądając oferty poszczególnych ubezpieczeń, zarządzający firmami zwracają uwagę przede wszystkim na listę lekarzy specjalistów oraz wykaz placówek, w których będzie można otrzymać pomoc. Zazwyczaj bagatelizują spis oferowanych badań, które są podstawą terapii. Bez sprawnie przeprowadzonych badań nie można podjąć skutecznego leczenia. Problem ten zauważają również ubezpieczyciele, którzy coraz częściej przygotowują pakiety medyczne dedykowane konkretnym schorzeniom czy przypadłościom, których podstawą są testy diagnostyczne i laboratoryjne.

Największą popularnością cieszą się zestawy badań onkologicznych czy kardiologicznych. Niezależnie od tego faktem jest, że cały czas popularność regularnej diagnostyki w Polsce jest niska. Krótko mówiąc, nie badamy się systematycznie. Wynika to nie tylko z nieświadomości potrzeby wykonywania konkretnych badań, ale również strachu przed negatywnym wynikiem. Dlatego wspólnie z pracodawcami podejmujemy działania mające na celu promowanie profilaktyki onkologicznej, kardiologicznej, endokrynologicznej czy reumatologicznej. Przegląd stanu zdrowia raz w roku to czasem za mało – dodaje Małgorzata Jackiewicz z SALTUS Ubezpieczenia.

Ubezpieczenia zdrowotne oferują jednak nie tylko kompleksową opiekę lekarską i dostęp do badań diagnostycznych. Polisy można uzupełnić również o opiekę dentystyczną, świadczenia rehabilitacyjne czy nawet konsultacje u dietetyka.

[1] Barometr WHC, Raport na temat zmian w dostępności do gwarantowanych świadczeń zdrowotnych w Polsce, sierpień 2017.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Rynek akcji w USA jest zamknięty w poniedziałek, co zapewni powolny start tygodnia. Dalej rynek walutowy pozostanie pod wpływem spekulacji o przyszłości polityki monetarnej na świecie. W tym kontekście uwaga skupi się na decyzji Banku Kanady oraz odczytach inflacji z Wielkiej Brytanii, strefy euro i Polski.

Przyszły tydzień: produkcja przemysłowa, NY Empire State/Philly Fed/UoM z USA, HICP z Eurolandu, CPI/sprzedaż detaliczna z Wlk. Brytanii, rynek pracy z Australii, Bank Kanady

Dane przemysłu USA powinny potwierdzić, że ten sektor stanowi siłę gospodarki. Spodziewany wzrost produkcji przemysłowej (śr) o 0,3 proc. jest przyzwoitym wynikiem, choć ryzyka przeważają po stronie silniejszego odczytu, szczególnie jeśli chodzi o przetwórstwo w sektorze naftowym. Regionalne indeksy koniunktury (NE Empire State – wt, Philly Fed – czw) powinny wskazać na podtrzymanie solidnego tempa ekspansji. Pod koniec tygodnia uwagę może przyciągnąć doniesienia z Waszyngtonu, gdyż w piątek mija termin ostatniego przedłużenia dla finansowania wydatków budżetowych zapobiegający tzw. government shutdown. Kolejne przedłużenie do połowy lutego jest jednak bazowym scenariuszem. USD wciąż nie może znaleźć swojego miejsca przy większej wrażliwości na rozczarowania w danych.

W kalendarzu z Eurolandu nie widać emocjonujących publikacji. Finalny szacunek HICP (śr) będzie miał znaczenie, tylko jeśli rozminie się ze wstępnym odczytem. Poza tym EUR pozostaje wsparte rosnącym przeświadczeniem, że polityka EBC w tym roku będzie bardziej jastrzębia niż zostało to zarysowane przy ogłoszeniu zmiany w programie QE w październiku 2017 r. Na to też wskazał protokół z ostatniego posiedzenia EBC. O ile nie dojdzie do werbalnych interwencji ze strony gołębich członków banku, EUR ma otwartą drogę do góry.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI za grudzień (wt) powinna wskazać pierwsze symptomy wygasania presji związanej z deprecjacją funta po referendum ws. Brexitu. Zakładana korekta z 3,1 proc. do 3 proc. nie jest duża, ale może nieco zdjąć presję z Banku Anglii. Grudniowa sprzedaż detaliczna (pt) może odczuć skutki silnego wzrostu w poprzednim miesiącu (1,1 proc. m/m). Badania handlu nie są jednoznaczne, ale podnoszą ryzyko, że przedświąteczne zakupy zostały dokonane z wyprzedzeniem, w rezultacie grudniowe wartości mogą rozczarować. Jak na razie GBP preferuje dryf, choć niespodziewane doniesienia ws. negocjacji Brexitu zawsze mogą zatrząść rynkiem.

W Polsce otrzymamy główny zestaw danych o inflacji (pon, wt), z rynku pracy (śr), przemysłu i handlu (pt). Spadek inflacji bazowej do 0,8 proc. r/r będzie przemawiać za strategią prezesa NBP Glapińskiego, by nie spieszyć się z zacieśnianiem monetarnym. Efekty sezonowe osłabia produkcję przemysłową, ale podbija sprzedaż detaliczną. Dane nie powinny nadać świeżego kierunku dla złotego i zakładamy konsolidację EUR/PLN 4,16-4,19.
W Japonii tradycyjnie dane nie będą mieć znaczenia dla JPY, ale lokalny kalendarz nie jest całkowicie do zignorowania. Na poniedziałek zaplanowana jest aukcja skupu obligacji przez Bank Japonii i kolejne zmniejszenie zgłaszanego popytu przesz BoJ podsyci spekulacje o zmianę nastawienia na bardziej jastrzębie. Nie sądzimy, aby BoJ faktycznie miał cokolwiek zmieniać w całym 2018 r., ale umocnienie JPY w mijającym tygodniu jest najlepszym dowodem, że oczekiwania rynkowe są w zupełnie innym miejscu.

W Australii listopadowe dane z rynku pracy były oszałamiające ze wzrostem zatrudnienia o 62 tys. i utrzymaniem stopy bezrobocia na 5-letnich minimach. Skok zatrudnienia nastąpił o kilku słabych miesiącach, więc wygląd bardziej na nadganianie niż zawiązywanie nowego trendu. Po danych grudniowych (czw) spodziewamy się uspokojenia i słabego wyniku. Rynek nagromadził sporo długich pozycji w AUD na fali wzrostu surowców i generalnie pozytywnym sentymencie. Teraz słabsze dane mogą być łatwym pretekstem do realizacji zysków. Kalendarz w Nowej Zelandii nie zawiera pierwszorzędnych pozycji. Sądzimy, że sprzedaż AUD/NZD może być też formą wyrażania przez inwestorów zmiany nastawienia do AUD, co pośrednio wzmocnić kiwi.

W Kanadzie najważniejszym wydarzeniem jest posiedzenie Banku Kanady (śr). Konsensus zakłada podwyżkę o 25 pb, jednak naszym zdaniem jeszcze nie czas na ruch ze strony banku. Prezes Poloz podkreślał w niedawnej przeszłości, że decyzje banku pozostają uzależnione od danych. Inflacja wracająca do celu i najniższe od startu gromadzenia danych w 1976 r. bezrobocie sugeruje, że BoC ma podstawy od podwyżki. Z drugiej strony w tym tygodniu dostaliśmy sygnały, że kolejna runda negocjacji NAFTA pod koniec stycznia może przynieść zgrzyty, a zerwanie porozumienia jest poważnym ryzykiem dla kanadyjskiej gospodarki. Sądzimy, że BoC może pozwolić sobie na wstrzymanie się z podwyżką, choć szanse są blisko 50:50. Dla CAD brak podwyżki będzie ciosem, ale w osłabieniu szukalibyśmy okazji do średnioterminowego kupna, gdyż plany BoC są jednymi z bardziej agresywnych w całej przestrzeni G10.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koalicja z Niemczech. Kurs euro w górę

Rozmowy koalicyjne w Niemczech są bliżej sukcesu, ale wciąż daleko. Temat podwyżek stóp procentowych w Polsce się oddala. Konferencja szefa EBC Mario Draghiego.

Wielka Koalicja w Niemczech?

Jak podaje agencja dpa, liderzy CDU/CSU oraz SPD osiągnęli kolejny przełom w rozmowach koalicyjnych. Byłaby to kolejna koalicja dwóch głównych sił na niemieckiej scenie politycznej. Pomimo fatalnego wyniku wyborczego SPD w ostatnich wyborach. Wstępem do rozmów koalicyjnych było porozumienie o niepodnoszeniu podatków, nie zaciąganiu nowych zobowiązań oraz o limitowaniu liczby uchodźców napływających do Niemiec. Warto zwrócić uwagę, że wybory odbyły się pod koniec września. Wcześniej co prawda zwycięska CDU/CSU negocjowała z liberałami i zielonymi, ale nie zakończyło się to sukcesem. Analitycy spodziewają się, że powołania nowego rządu można spodziewać się dopiero w marcu. Oznaczałoby to niemal półroczne oczekiwanie. Informacja ta jest kolejnym sygnałem dzięki któremu euro umacnia się względem pozostałych walut.

Dalej do podwyżek stóp w Polsce

Po ostatni posiedzeniu RPP analitycy jeszcze bardziej odkładają w czasie termin podwyżek. Powoli druga połowa 2018 roku robi się optymistycznym scenariuszem. Powodem jest wciąż niska inflacja, która pomimo wysokiego wzrostu gospodarczego nie przyspiesza. Dodatkowym czynnikiem podnoszącym niepewność jest rekonstrukcja rządu Mateusza Morawieckiego.

Co powiedział szef EBC

Wczoraj o 13:30 miała miejsce konferencja prasowa Mario Draghiego. Od samego początku euro wyskoczyło w górę. Co takiego pojawiło się w tej wypowiedzi, że tak umocniło europejską walutę? Tak naprawdę nie do końca wiadomo. Zwrócono uwagę na fakt, że dla polityki Europejskiego Banku Centralnego ważne są wyniki całej strefy euro a nie poszczególnych państw. Jest to zapowiedź, że stopy zaczną rosnąć nie czekając aż wszystkie państwa osiągnąć odpowiednie wyniki. Z drugiej strony nawet jak w jakimś państwie pojawi się problem z inflacją będzie ono czekać na dostosowanie polityki fiskalnej. Konferencja ta rozpoczęła silny ruch. Od wczoraj euro umocniło się do dolara o pełne dwa centy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Delegowanie zadań – od czego zacząć?

Polscy menedżerowie, a w przypadku małych firm także ich właściciele, często mają problem z delegowaniem zadań. Z jednej strony narzekają na przeciążenie obowiązkami, ale z drugiej, często nawet nie próbują podzielić się zadaniami z pracownikami.

Jeśli zapytamy menedżerów, czy chcieliby pracować mniej, przekazując część obowiązków pracownikom, większość z nich odpowie zdecydowanie: „tak”.  A jednak, w praktyce delegowanie zadań okazuje się bardzo trudne. Często po prostu łatwiej jest samemu poświęcić własny czas na dodatkową pracę, niż przyuczać, wymagać i rozliczać z poprawnego wykonania zadań innych. I chwilowo taka samodzielność może nawet wydawać się korzystna – w końcu na edukację pracowników, czy poprawianie ich błędów również trzeba by było znaleźć czas. Niestety, krótkowzroczność takiego myślenia widać dopiero w dłuższej perspektywie, kiedy menedżer lub właściciel okazuje się niemożliwy do zastąpienia – także w czasie urlopu lub choroby.

Każdy prezes firmy, a tym bardziej właściciel, ma przekonanie, że pracownicy mogą co najwyżej starać się mu dorównać. Właśnie to jest przeważnie głównym problemem przy delegowaniu swoich kompetencji na inną osobę. Warto jednak pamiętać, że istotą zarządzania jest zarządzanie ludźmi i problemami, a nie osobiste załatwianie każdej sprawy – podkreśla Marta Bober-Lal, trener w firmie szkoleniowej Effect Group.

Skąd biorą się trudności z delegowaniem zadań?

Najprościej delegowanie można określić jako przekazywanie władzy, czy też dzielenie się władzą z innymi. Delegowanie oznacza, że menedżer przydziela zadanie, ale wraz z nim przekierowuje także odpowiedzialność za jego wykonanie oraz uprawnienia niezbędne do jego realizacji. A to oznacza, że od momentu delegowania, menedżer nie jest już  bezpośrednio zaangażowany w zadanie. W tym momencie powinien odsunąć się na bok i nie przeszkadzać.

Dlaczego przekazywanie obowiązków jest trudne? Ponieważ wymaga zaufania wobec pracownika i wiary w jego umiejętności. Trzeba być też przygotowanym na ewentualność, gdy pracownik nie udźwignie nowego ciężaru i zapewnić odpowiednią kontrolę efektów jego pracy.

W rozwiązaniu tych trudności często nie pomagają sami pracownicy – niektórzy z nich zrobią wiele, by nie zostać obłożonym dodatkowymi obowiązkami. Skoro szef uważa, że pracownik „sam sobie nie poradzi”, to dla zatrudnionego takie przekonanie bywa wygodniejsze od brania na swoje barki dodatkowych zadań. Bywa też i tak, że sam pracownik nie wierzy w swoje możliwości lub boi się wziąć odpowiedzialność za własną pracę – przychodzenie z każdym najdrobniejszym problemem do szefa wydaje się bezpieczniejsze.

Ale to nie jedyne powody. Opór pracowników może wynikać także z poczucia bycia wykorzystywanym. Będzie tak się działo, jeśli za wzrostem kompetencji i odpowiedzialności nie będzie szła odpowiednia gratyfikacja finansowa lub jeśli pracownik i tak jest nadmiernie obciążony pracą. Poza tym, jeśli zatrudniony już wcześniej zgadzał się na dodatkowe zadania, ale w jego ocenie wysiłek ten nie został doceniony, nie będzie miał motywacji do podejmowania nowych wyzwań. Nie zapominajmy również, że brak dobrych warunków pracy, odpowiedniej atmosfery, czy też poczucia bezpieczeństwa także będzie wpływał na gorsze efekty wykonywanych zadań.

Kolejna grupa problemów może wynikać ze złej komunikacji. Zdarza się, że polecenia i instrukcje nie są jasno sprecyzowane przez przełożonego lub też, że pracownik, mimo dobrej woli, źle zrozumiał informacje od szefa.

Po co delegować?

Jeśli proces delegowania zadań przebiegnie pomyślnie, to pomimo możliwych do wystąpienia trudności, korzyści z nawiązką zrekompensują przejściowe niedogodności. Ostatecznie opłaci się to zarówno menedżerom, szeregowym pracownikom, jak i całej  organizacji.

Oddając część dotychczasowych obowiązków, menedżer powinien uwolnić się od niektórych, bardziej rutynowych zadań, a sam zająć się sprawami kluczowymi i strategicznymi.

Ale delegowanie jest korzystne także dla pracownika, który zyskać może poczucie bycia docenionym i potrzebnym w firmie. Ucząc się nowych rzeczy, rozwija się on zawodowo i ma szansę sprawdzić się w różnych obszarach. To z kolei może mu pomagać w zdobywaniu pozycji lidera, a w przyszłości umożliwi awans.

Cała organizacja właśnie za sprawą delegowania może odkrywać talenty w zespole. Zaangażowane osoby wpływają korzystnie na atmosferę panującą w organizacji. Pracownicy, czując większą odpowiedzialność, są też bardziej skłonni do kreowania nowatorskich rozwiązań zmieniających całą firmę. Nie są już bowiem biernymi wykonawcami poleceń, ale tworzą aktywny zespół.

Delegowanie zadań krok po kroku

Trudności związane z delegowaniem można zminimalizować, jeśli przekazywanie obowiązków potraktujemy jako proces – podzielony na etapy i zaplanowany w czasie.

Etap pierwszy polega na tym, aby określić samą sytuację delegowania, a więc ustalić, jakie obowiązki można przekazać pracownikowi, kto mógłby się zająć takimi zadaniami i ile czasu by mu to zajęło. Jeśli odpowiednia osoba jest już zatrudniona w firmie, warto ustalić, jakie są jej aktualne kompetencje (w porównaniu z kompetencjami wymaganymi przy nowych zadaniach) oraz czy jest ona wystarczająco zmotywowana do wykonania powierzonej mu misji.

Etap drugi to przekazanie wyznaczonej osobie potrzebnych informacji. Pracownik powinien dowiedzieć się, jakie nowe obowiązki zostaną mu powierzone oraz jakie nowe cele (i w jaki sposób) mają zostać dzięki temu osiągnięte. Ustalić należy etapy i terminy, w jakich wyznaczona osoba wdroży się do nowych zadań – najpierw być może częściowo, a później w pełnym zakresie.

Nie oczekujmy, że pracownik od razu będzie potrafił realizować nowe zadania równie dobrze jak osoba doświadczona. Etap trzeci to przede wszystkim nauka poprzez pracę. Wyznaczona do nowych zadań osoba powinna dowiedzieć się nie tylko co ma zrobić, ale też w jaki sposób jej praca będzie kontrolowana oraz według jakich kryteriów zostanie oceniona. Kluczowe dla tego etapu jest jednak zaufanie.

– To właśnie zaufanie wraz z przekazaniem możliwości podejmowania samodzielnych decyzji, czy też dokonywania wyborów, odróżnia delegowanie od zwyczajnego wydawania poleceń – podkreśla Marta Bober-Lal. – Dlatego kontrola nie powinna w tym przypadku oznaczać nieustannego „patrzenia na ręce” czy też śledzenia każdego kroku pracownika. Zamiast tego warto określić, w jakiej formie pracownik będzie raportował o wykonanych zadaniach, czy też jaki margines błędu będzie tolerowany – mówi trenerka.

Czas na właściwą oceną pojawi się dopiero na etapie czwartym. Gdy pracownik wykona powierzone mu zadania, nadchodzi czas podsumowania i przekazania mu informacji zwrotnej. Przede wszystkim należy odnieść się do założonych wcześniej celów i ustalić, w jakim stopniu zostały one osiągnięte. To też dobry moment, aby zastanowić się, jak poprawić skuteczność działań pracownika w przyszłości. Wraz z każdą kolejną próbą wyznaczona osoba powinna coraz sprawniej radzić sobie z nowymi zadaniami.

Przekazywanie i utrwalanie

Jeśli chcemy, aby nowe obowiązki zostały przekazane pracownikowi w taki sposób, który naprawdę okaże się skuteczny, warto poświęcić czas na właściwe wsparcie i dobrą komunikację.

– Na etapie przekazywania nowych zadań przełożony powinien porozmawiać z pracownikiem i co bardzo ważne, uzyskać jego wyraźną zgodę na przyjęcie szerszego zakresu obowiązków. To warunek niezbędny, aby delegowanie mogło być skuteczne – podkreśla trenerka Effect Group.

Porozmawiać należy także z innym pracownikami, tak aby cały zespół zrozumiał, jak będzie wyglądał nowy zakres obowiązków wszystkich jego członków, gdy jedna z osób przejmie nowe zadania.

Drugą ważną kwestią po przekazaniu zadań jest utrwalenie określonego na nowo podziału obowiązków. Aby zmiana była trwała, przełożony powinien zapewnić delegowanemu pracownikowi odpowiednie wsparcie, szczególnie w początkowym okresie.

– Wsparcie powinno zostać dopasowane do rodzaju zadania i kompetencji osoby. Absolutnie nie może mieć ono formy wyręczania pracownika, ale zamiast tego menedżer może przekazywać instrukcje, dzielić się swoimi doświadczeniami lub zaproponować szkolenie – mówi Marta Bober-Lal.

Menedżer powinien także monitorować realizację powierzonych zadań i sprawdzać efekty. Co jakiś czas warto ustalić, czy wyznaczona osoba radzi sobie z obowiązkami, czy projekt jest właściwie realizowany oraz czy delegowanie faktycznie przekłada się na lepszą organizację pracy menedżera. Po realizacji projektu lub w ustalonych odcinkach czasu wskazane jest przeprowadzenie z pracownikiem rozmowy podsumowującej.

Jeśli delegowanie zadań zacznie przynosić oczekiwane rezultaty, menedżer lub właściciel może mieć pokusę, aby przekazać pracownikom również kolejne, czasem bardziej skomplikowane obowiązki. Pamiętajmy jednak, że na niższy szczebel nie wolno delegować takich zadań jak ustalanie celów, strategii i struktury organizacji.  Planowanie długookresowe, czy też koordynacja różnych zakresów działalności to obowiązki zarezerwowane dla osób zarządzających firmą. To na tych właśnie, strategicznych kwestiach, powinni skupić się menedżerowie, gdy większość bieżących spraw przekażą już pracownikom niższych szczebli.

UKNF w sprawie stosowania MiFID od 3 stycznia 2018 r.

W stanowisku z dnia 27 grudnia 2017 r. UKNF (Urząd Komisji Nadzoru Finansowego) przedstawił zasady postępowania, jakimi będzie się kierował po 3 stycznia 2018 r. w warunkach braku implementacji do polskiego porządku prawnego dyrektyw MiFID II (dyrektywy 2014/65/UE oraz dyrektywy delegowanej Komisji UE 2017/593) w wymaganym terminie.

Urząd słusznie dostrzegł, że opóźnienie w implementacji dyrektyw MiFID II może w praktyce wywoływać szereg wątpliwości dotyczących równoległego stosowania unijnych dyrektyw i rozporządzeń oraz krajowych przepisów regulujących świadczenie usług inwestycyjnych.

Kluczowe wyjaśnienia UKNF w sprawie stosowania MiFID od 3 stycznia 2018 r:

  1. Dotychczasowe przepisy krajowe stosuje się tylko w zakresie w jakim są niesprzeczne z unijnymi. Krajowe przepisy dotyczące świadczenia usług inwestycyjnych po 3 stycznia 2018 r. powinny być stosowane, o ile nie będą sprzeczne z bezpośrednio skutecznymi przepisami aktów unijnych (np. rozporządzeniami delegowanymi i wykonawczymi Komisji UE).
  2. Względem klientów instytucje finansowe nie mogą się powoływać na brak wdrożenia MiFID II. Instytucje finansowe powinny przyjąć założenie, że powoływanie się na brak implementacji dyrektyw MiFID II wobec beneficjentów świadczonych przez nie usług może nie być skuteczne.
  3. Rozporządzenia delegowane i wykonawcze UE stosuje się wprost, chyba że nie jest w praktyce możliwe. Rozporządzenia delegowane i wykonawcze Komisji UE, jako część krajowego porządku prawnego państw członkowskich od chwili ich wejścia w życie, obowiązują wprost i powinny być zasadniczo stosowane z datą w nich określoną, z wyjątkiem sytuacji, gdy wskutek braku implementacji dyrektyw MiFID II nie jest możliwe ich zastosowanie w praktyce.
  4. Sądy i organy państwowe powinny interpretować przepisy prawa krajowego „w duchu” niewdrożonych jeszcze przepisów MiFID II. Organy krajowe i sądy są zobowiązane do stosowania takiej wykładni prawa krajowego, która zapewni realizację celów niewdrożonych dyrektyw i innych aktów prawa unijnego.
  5. Względem organów państwowych można uchylić się od obowiązków wynikających z niewdrożonych przepisów MiFID, natomiast powoływać się na uprawnienia z niewdrożonych przepisów MiFID II można tylko, gdy są wystarczająco jasne, precyzyjne i bezwarunkowe. W przypadku przepisów dyrektywy MiFID II nakładających obowiązki, ich adresaci (niebędący organami władzy publicznej) mogą powoływać się wobec organów administracji publicznej na ich nieobowiązywanie, natomiast na przepisy nadające jednostkom uprawnienia, jednostki te mogą powoływać się w stosunku do państwa lub organów publicznych, jeśli przepisy dyrektyw MiFID II spełniają tzw. warunki bezpośredniej skuteczności (jasność, precyzyjność oraz bezwarunkowość – niepozostawianie swobody organom państw członkowskich).

W stanowisku UKNF przedstawione zostały także przykłady zastosowania powyższych zasad w odniesieniu do wybranych przepisów prawa unijnego i krajowego.

Wejście w życie przepisów implementujących dyrektywy MiFID II planowane jest najwcześniej na przełomie marca i kwietnia 2018 r.