Dolar w dołku

Opublikowany w czwartek protokół z grudniowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego inwestorzy zinterpretowali jako przyspieszenie zaostrzania polityki monetarnej strefy euro na początku tego roku. To spowodowało spore umocnienie się euro wobec dolara i innych walut światowych. Wcześniej dolarowi zaszkodziła informacja, że Chiny mogą ograniczyć albo nawet wstrzymać zakupy amerykańskich obligacji, ale zostało to później zdementowane przez chińskiego regulatora rynku walutowego. Z kolei słaby dolar pociągnął w górę polską walutę, która zyskuje drugi dzień z rzędu mimo środowej decyzji Rady Polityki Pieniężnej o niepodnoszeniu stóp procentowych i dalekiej perspektywie tych podwyżek.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,92%), brytyjskiego funta (-0,44%), dolara kanadyjskiego (-0,1%), dolara australijskiego (-0,15%) oraz japońskiego jena (-0,44%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,206, GBP/USD – 1,355, USD/CAD – 1,253, AUD/USD – 0,788 i USD/JPY – 111,3. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,45%) i kurs EUR/JPY wynosi 134,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,89. Złotówka drugi dzień z rzędu zyskuje do głównych walut światowych. W piątek rano dolar kosztuje ponad 3,45 zł, euro – poniżej 4,17 zł, funt – 4,68 zł, a frank szwajcarski – 3,54 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,19%, frankfurcki indeks DAX spadł o 0,59%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,29%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,7%, meksykański indeks Bolsa – o 0,03%, a brazylijski indeks Bovespa – o 1,49%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,24%, indeks Shanghai Composite zyskał 0,1%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,78%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej rosną kolejny dzień z rzędu, ale wolniej. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 69,26 USD (+0,09%), a ropy WTI – 63,8 USD (+0,36%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 73 USD. Z kolei złoto zwiększa tempo wzrostu na wartości. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1328 USD. To 11 USD więcej (+0,83%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 4:03 – Chiny – Bilans handlu zagranicznego, grudzień – 54,7 mld USD (prognoza 37 mld USD)
  • 8:00 – Rumunia – PKB (r/r), III kw. – 8,8% (prognoza 8,8%)
  • 8:00 – Rumunia – Inflacja CPI (r/r), grudzień – 3,3% (prognoza 3,3%)
  • 9:00 – Węgry – Inflacja CPI (r/r), grudzień – 2,1% (prognoza 2,3%)
  • 9:00 – Hiszpania – Inflacja CPI (r/r), grudzień – 1,1% (prognoza 1,2%)
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), grudzień (prognoza 2,1%)
  • 14:30 – USA – Sprzedaż detaliczna (m/m), grudzień (prognoza 0,4%)
  • 17:30 – Niemcy – Wystąpienie szefa Bundesbanku
  • 22:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Bostonu

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Gospodarcze podsumowanie roku – wzrost PKB, ale problem z inwestycjami

Mijający rok w gospodarce był bardzo ciekawy. Z jednej strony obserwowaliśmy dynamiczny jej wzrost – PKB rośnie powyżej 4 proc., czyli powyżej naszego aktualnego potencjału. Równocześnie widać ponad 15-procentowy wzrost liczby upadłości przedsiębiorstw, jak i wydłużające się zatory płatnicze. Od wielu lat przedsiębiorcy, ubezpieczyciele, bankowcy bardzo życzyli sobie tego, żeby wyeliminować jak największą część szarej strefy – oszustów, twórców karuzel podatkowych. Jednak odbija się to rykoszetem na uczciwych przedsiębiorcach, którzy w pewnym sensie solidarnie muszą ponosić odpowiedzialność za oszustów. Osłabia to potencjał gospodarki na przyszłość oraz chęć firm do podejmowania jakiegokolwiek ryzyka. Stąd problem z prywatnymi inwestycjami.

 Obserwowany wzrost jest dość nietypowy, dlatego że sterowany głównie konsumpcją oraz niewielkimi, choć rosnącymi inwestycjami publicznymi, przede wszystkim centralnymi. Prywatni przedsiębiorcy nie inwestują, a projekty samorządowe są narażone na duże problemy. Powodem tego są wysokie ceny, które dyktują obecnie wykonawcy w inwestycjach infrastrukturalnych – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes 

– Samorządów nie stać na budowanie czegokolwiek w najbliższym czasie. Istotne jest także, że Skarb Państwa ze względu na duże transfery socjalne, poszukuje pieniędzy, a co za tym idzie zacieśnia znacznie pętle podatkową. W tym roku branża budowlana miała odczuć duży napływ pieniędzy unijnych. Miał  też nastąpić tzw. boom inwestycji infrastrukturalnych. Tymczasem sektor ten ma coraz większe problemy. Koszty pracy oraz ceny materiałów budowlanych są coraz wyższe. Nie można dostarczyć ich na miejsca budów, ze względu na równoczesne prowadzenie modernizacji wszystkich najważniejszych szlaków kolejowych, którymi są one transportowane. Tu rodzi się pytanie o kolejny rok – czy rzeczony boom w budowlance nie zakończy się tak samo, jak ten z 2012 roku – wskazał Starus.

Przygotuj się na przyszły tydzień [12.01.2018]

Przyszły tydzień w kalendarzu makroekonomicznym nie jest zbyt obfity. Pierwsze ważne informacje zostaną opublikowane dopiero we wtorek o godzinie 10:30, będzie to brytyjska inflacja. Kolejnego dnia poznamy stopy procentowe w Kanadzie. Czwartek zostanie zdominowany przez australijskie dane makroekonomiczne, natomiast w piątek poznamy jedynie indeks amerykańskich nastrojów konsumenckich.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytaniidane makro usadane makro usaInflacja – GBP

Odczyt inflacji CPI za listopad wynosił powyżej 3 procent, co powoduje rosnącą presję inflacyjną. Z kolei 16 stycznia poznamy inflację CPI za grudzień, aktualna prognoza wynosi 3 proc. R/R. kalendarz_inflacja_r.rInflacja jest kluczowym czynnikiem do podwyżki stóp procentowych. Z kolei rosnąca cena ropy naftowej w dolarze amerykańskim oraz pozostałych walutach będzie przekładała się na wzrost cen producenckich, a w ostateczności konsumenckich. Tym sposobem bank centralny może zostać przyparty do muru i zmienić swoje nastawienie do podwyżek stóp procentowych.

Kanada – stopy procentowe

podwyzka_stop_procentowychPrawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu banku centralnego Kanady wynosi 86.5 procenta, czyli rynek jest praktycznie przekonany o wzroście kosztu pieniądza. W związku z tym sama podwyżka stóp procentowych przez bank Kanady mogłaby doprowadzić jedynie do niewielkiego wzrostu wartości dolara kanadyjskiego. Z kolei gdyby do podwyżki stóp procentowych nie doszło, to moglibyśmy zobaczyć sporą wyprzedaż waluty kanadyjskiej.CADUSD_WTIOprócz tego warto spojrzeć na notowania ropy naftowej, która koreluje z notowaniami pary walutowej CAD/USD (grafika poniżej). Po mocnym wzroście ropy naftowej przydałoby się odreagowanie, zatem byłby to czynnik negatywnie wpływający na notowania CAD. </p>

Instrument do obserwacji

Na indeksie WIG 20 trwa walka o kontynuację trendu wzrostowego. Przez cały 2017 rok notowania indeksu WIG 20 znajdowały się w trendzie wzrostowym i pozostało tak do dnia dzisiejszego. Po mocnych wzrostach dotarły w okolicę mocnego oporu wyznaczonego za pomocą szczytów z 2013/2014 oraz 2015 roku, zatem pokonanie tak silnego wsparcia może przysporzyć sporo problemów stronie kupującej. Kolejnym zagrożeniem dla kupujących jest wskaźnik MACD, który wskazuje na negatywną dywergencję.

Notowania WIG 20, interwał tygodniowy

wig20-w1-admiral-markets-1Z kolei wsparciem dla kupujących może być linia trendu wzrostowego, która przebiega kilkadziesiąt punktów poniżej aktualnych notowań.

Dział Analiz Admiral Markets

Ważny test przed EUR/USD

Rynek FX wraca do dominującego tematu na ten rok, czyli kupowania EUR. Wczorajsza publikacja protokół z posiedzenia EBC potwierdza to, o czym rynek spekulował od tygodni – koniec QE może przyjść wcześniej niż później. Dziś ważny test przed EUR/USD, w którym mogą pomóc, lub nie, dane z USA.

Protokół z grudniowego posiedzenia EBC sugeruje, że nacisk jastrzębiego skrzydła na porzucanie ekspansywnego nastawienia jest silny. Choć w październiku prezes Draghi zarzekał się, że program skupu aktywów potrwa co najmniej do końca września 2018 r., a może nawet i dłużej, to „nawet dłużej” nie podoba się wszystkim w Radzie Prezesów. Solidne ożywienie w strefie euro i rekordowe odczyty indeksów PMI doprowadziły do tego, że EBC dopuszcza zmianę „forward guidance” jeszcze na początku tego roku, co by oznaczało definitywne zamknięcie skupu aktywów pod trzecim kwartale. Wcześniejsze podwyżki stóp procentowych nie wchodzą w grę (EBC zachowa sekwencyjność), ale wyznaczenie dokładnego terminu zakończenia QE pozwala na agresywniejszą wycenę momentu pierwszej podwyżki (początek 2019 r.?). Rynek z ekscytacją przyjął minutki EBC, gdyż znalazł w nich potwierdzenie tego, na czym opierał rajd EUR z przełomu roku. Wątpliwe, aby już na styczniowym posiedzeniu mielibyśmy otrzymać komunikat sugerujący koniec QE we wrześniu, ale już kolejne posiedzenie w marcu może być interesujące. Z drugiej strony protokół pokazał zupełnie inny obraz dyskusji na posiedzeniu niż przedstawiał to prezes Draghi na konferencji. Wygląda na to, że w Radzie Prezesów ścierają się dwa silne obozy i Draghi należy do tych, których komentarze nie będą po drodze kupujących EUR. Warto o tym pamiętać przy następnej konferencji prasowej, którą prezes może wykorzystać do wypuszczenia gołębich niespodzianek.

EUR/USD stoi przed drugą szansą w tym roku, by złamać 1,2090, ale handlowi towarzyszy zawahanie, gdyż po południu będzie trzeba się zmierzyć z kluczowymi danymi z USA. Inflacja CPI i sprzedaż detaliczna za grudzień są ważnymi elementami układanki, co i kiedy zrobi Fed? Oczekiwania dla inflacji nie są wygórowane z 0,1 proc. m/m dla CPI i 0,2 proc. dla inflacji bazowej. Większe zagrożenie leży po stronie słabe wyniku (nawet przy tak niskich oczekiwaniach), biorąc pod uwagę kruchość sentymentu wobec dolara. Prognoza dla sprzedaży detalicznej wygląda lepiej (0,5 proc. m/m), ale jeśli inflacja zawiedzie, nawet najsilniejszy impuls konsumpcyjny nie pomoże. Nawet jeśli dane wypadną zgodnie z prognozami, to dalej niewykluczone, że rynek uzna to za zielone światło dla wybicia EUR/USD ponad 1,21, co może dać sygnał dla innych crossów z USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Technologia 5G wkracza do Polski, pierwsze testy jeszcze w tym roku. Nowy standard komunikacji wydłuży czas działania baterii w smartfonach

Technologia 5G wkracza do Polski, pierwsze testy jeszcze w tym roku. Nowy standard komunikacji wydłuży czas działania baterii w smartfonach 1

Zakończyły się prace nad stworzeniem standardów nowej technologii 5G. Oznacza to, że wkrótce będzie dostępna na rynku. Rozwiązanie przyniesie wiele zmian – pojawi się więcej punktów dostępowych i nowy zakres częstotliwości. Jego wdrożenie przełoży się na dłuższy czas działania baterii w urządzeniach mobilnych. Technologia posłuży nie tylko do połączenia urządzeń mobilnych z internetem, lecz także do komunikacji między maszynami. Pierwsze polskie miasta zostaną objęte nową siecią za dwa lata.

– Standardy są już gotowe, więc technologia może zacząć szukać swojej drogi na rynek. Polska przyjęła plan wdrożenia 5G w ubiegłym roku. Zakłada on, że próby i testy będą prowadzone w 2018 roku, a pierwsze miasta zostaną objęte tą siecią w 2020 roku. Jest to zgodne z wymogami UE. Później częstotliwość stanie się dostępna, co oznacza upowszechnienie tej technologii w Polsce na początku lat 20. – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Martin Mellor, country manager Ericsson Polska.

Technologia 5G przyniesie wiele zmian. Dzięki wdrożeniu nowego standardu komunikacji komórkowej dłużej będziemy mogli korzystać z naszych urządzeń mobilnych bez ładowania. W założeniach nowego standardu znacząco zredukowano zapotrzebowanie na energię przeznaczoną na łączność komórkową, ale wprowadzono również elastyczny tryb usypiania. W stosunku do technologii LTE możemy się spodziewać oszczędności energetycznej w wysokości 20 proc. Potrzebny będzie za to nowy zakres częstotliwości w paśmie 26–28 GHz. Pojawi się także więcej punktów dostępowych, a sieć będzie gęstsza.

– Ta technologia nie będzie miała tak dużego zasięgu jak dzisiejsze stacje bazowe. Na gęsto zaludnionych obszarach miejskich potrzebnych będzie więcej mobilnych stacji bazowych, tak byśmy wszyscy mogli korzystać z większej przepustowości i lepszego zasięgu – twierdzi Martin Mellor.

Wśród zmian podyktowanych wprowadzeniem nowego standardu będą także zmiany sprzętowe, przede wszystkim po stronie zwykłych użytkowników. Z punktu widzenia operatorów infrastruktura 5G jest gotowa i nie wymaga wymiany zbyt wielu komponentów, aby świadczyć usługi w tej technologii.

– Jeżeli chodzi o urządzenia, których my będziemy używać, to potrzebna będzie nowa generacja aparatów mobilnych, które będą spełniały nowe standardy 5G. W najbliższych latach będą się one stawały coraz bardziej dostępne – zauważa Martin Mellor.

5G dostarczy wiele korzyści codziennym użytkownikom smartfonów czy innych urządzeń mobilnych, ale jak oceniają specjaliści, świetnie sprawdzi się także w przypadku internetu przemysłowego, znajdując zastosowanie np. w maszynach komunikujących się ze sobą wzajemnie.

Wprowadzenie na rynek technologii 5G nie oznacza, że pożegnamy się z siecią LTE. Eksperci przewidują, że pozostanie ona na rynku przez wiele lat. Co więcej, wprowadzone zostaną nowe rozwiązania pozwalające na transmisję danych z prędkością do 2 GB/s. Według opublikowanego przez firmę Ericsson corocznego raportu o mobilności, prognozuje się, że w 2023 roku zostanie wykonanych miliard połączeń 5G i pięć miliardów połączeń LTE. Dzieje się tak dlatego, że z jednej strony konsumujemy coraz więcej danych, a z drugiej strony internet jest dostępny niemal wszędzie.

– Wielką zaletą 5G, podobnie jak innych technologii mobilnych, jest to, że stanie się globalnym standardem. Bez względu na to, gdzie będziesz podróżować po świecie ze swoim urządzeniem, będzie ono współpracowało bezproblemowo ze wszystkimi usługami, które masz dzisiaj – głos, video, media społecznościowe, dostęp do internetu. To naprawdę ważne dla każdego użytkownika na świecie, bo wszyscy stajemy się coraz bardziej mobilni – podsumowuje ekspert.

Wdrożenie nowych rozwiązań wymusza sam rynek. Jak czytamy w raporcie Ericssona, na rynku usług telekomunikacyjnych w Europie Środkowej i Wschodniej w latach 2017–2023 ruch danych mobilnych ma wzrosnąć́ ośmiokrotnie. Na koniec 2023 roku ilość́ przesyłanych danych osiągnie poziom niemal 10 EB (10 trylionów bajtów) miesięcznie.

Pod koniec ubiegłego roku liczba użytkowników smartfonów w tym regionie wyniosła około 270 mln, co stanowiło ok. 45 proc. wszystkich abonentów na świecie. Za 5 lat ten udział wzrośnie do ok. 75 proc., a liczba użytkowników usług mobilnych korzystających ze smartfonów ma osiągnąć poziom około 500 mln osób.

Już nie tylko narty i snowboard. Biura podróży zmieniają ofertę na ferie zimowe

Już nie tylko narty i snowboard. Biura podróży zmieniają ofertę na ferie zimowe 2

Narty i snowboard to wciąż najpopularniejszy sposób na aktywny wypoczynek w czasie ferii. Jednak oczekiwania uczniów co do zimowych wyjazdów się zmieniają. Coraz popularniejsze stają się wyjazdy artystyczne, aktorskie, reżyserskie czy piłkarskie, ale w ofercie biur podróży znajdą też coś dla siebie fani nauki czy języków obcych. Najpopularniejszymi kierunkami wybieranymi przez Polaków zimą wciąż są południe Polski oraz Alpy.

W tym roku szkolnym okres ferii zimowych trwa od 15 stycznia do 25 lutego. Uczniowie z różnych województw wypoczywają w różnych terminach. Od 15 do 28 stycznia zajęcia nie odbywają się w szkołach w województwach dolnośląskim, mazowieckim, opolskim i zachodniopomorskim. Od 22 stycznia do 4 lutego wolne będą mieli uczniowie z podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. 29 lutego zimowy odpoczynek od nauki rozpocznie się w lubelskim, łódzkim, podkarpackim, pomorskim i śląskim. Tamtejsi uczniowie wrócą do ławek po 11 lutego. W ostatniej turze, od 12 do 25 lutego, ferie zimowe będą się odbywały w kujawsko-pomorskim, lubuskim, małopolskim, świętokrzyskim i wielkopolskim.

– Podstawą wyjazdów zimowych nadal jest turystyka narciarska i snowboardowa. Zauważamy jednak, że nawet jeżeli młodzież wybiera wyjazdy narciarskie, to są one bardziej sprofilowane niż kiedyś, są to np. obozy stricte sportowe, gdzie młodzież jeździ na tyczkach lub obozy freestyle’owe, gdzie młodzież wykonuje rożnego rodzaju triki i skoki. To ich obecnie fascynuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Karpiński, specjalista do spraw turystyki młodzieżowej w biurze podróży Almatur Polska.

Najbardziej obleganymi turystycznie kierunkami w okresie ferii zimowych w Polsce są Białka Tatrzańska i Szczyrk. Z kierunków zagranicznych prym wiodą Włochy i Austria. Te ostatnie wybierają najczęściej doświadczeni narciarze, a początkujący decydują się raczej na wypoczynek w Polsce.

Obok białego szaleństwa na popularności zyskują także inne formy zorganizowanego wypoczynku.

To obozy artystyczne, aktorskie czy reżyserskie, a także na przykład freestyle’owe piłkarskie – podkreśla Karpiński. – Oferta jest bardzo obszerna. Biura podróży muszą być elastyczne, dlatego w każdym katalogu widzimy już nie tylko obozy narciarskie, lecz także obozy magii czy czarodziejów. Musimy aktywnie monitorować zainteresowania młodych ludzi i reagować na nie w odpowiedni sposób.

Jeśli dziecko nie przepada za sportami zimowymi, ale lubi inne aktywności, to rodzice mogą wysłać je na obóz piłkarski, paintballowy, taneczny czy z zumbą. W ofercie biur podróży w ostatnich latach przybywa również coraz więcej propozycji dla mniej aktywnych dzieci. Rodzice mogą wybrać dla nich np. obóz LEGO Mindstorms, podczas którego dzieci uczą się konstruowania robotów ze specjalnych klocków, reżysersko-filmowy, fotograficzny, e-gamingowy albo połączony z nauką języków obcych.

Nawet jeśli dziecko wyjdzie z inicjatywą obozu konsolowego, to i tak rodzic się na to zgodzi. Uzna bowiem, że lepiej, gdy podopieczny wyjedzie w jakieś ciekawe miejsce i spędzi część wolnego czasu na grach, ale potem będzie w ruchu – mówi specjalista ds. turystyki młodzieżowej.

Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w ubiegłym roku szkolnym w zorganizowanych feriach zimowych uczestniczyło ponad 310 tysięcy dzieci, co stanowi niespełna 6,5 proc. wszystkich uczniów. 96 proc. z nich wypoczywało w domach.

Polska drugim w Europie producentem wyrobów tytoniowych. W tym roku mamy szansę wyprzedzić Niemcy

Polska drugim w Europie producentem wyrobów tytoniowych. W tym roku mamy szansę wyprzedzić Niemcy 3

175 mld sztuk papierosów i 27 tys. ton innych wyrobów tytoniowych – tak duża produkcja daje Polsce drugie miejsce w Europie. Szybki rozwój sektora powoduje, że już w tym roku możemy wyprzedzić Niemcy i awansować na pozycję lidera. Jedną z barier może być jednak szara strefa, która szacowana jest na 17 proc. rynku. Przez nią do budżetu trafia ok. 5 mld zł mniej z różnego rodzaju podatków.

– Szara strefa na ogół jest bardzo trudna do policzenia. Jest metoda liczenia pustych paczek i sprawdzania, jak wiele z nich należy do szarej części gospodarki. Szacujemy, że jest to mniej więcej 17 proc. rynku w 2016 roku. Szacunki się różnią, wynoszą pomiędzy 16 a 25 proc., ale i tak bardzo konserwatywne wyliczenia wskazują na kwotę 4,8 mld zł utraconych dochodów z tytułu przeróżnych podatków – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Poniatowski, dyrektor naukowy ds. polityki fiskalnej w CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.

Wzrost szarej strefy to jedno z głównych wyzwań, z którym musi radzić sobie polska branża tytoniowa. W najbliższych latach znaczenie tej walki może być jeszcze większe, ponieważ rozwojowi nielegalnej produkcji i sprzedaży sprzyjać będą m.in. stopniowe wycofywanie z rynku papierosów mentolowych, które powinny zniknąć z rynku do 2020 roku (a dziś w Polsce odpowiadają za 20–30 proc. rynku), czy rosnące koszty przestrzegania przepisów przez producentów.

 Komisja Europejska jest w trakcie wdrażania projektu track & trace, który będzie wymagał dużego wysiłku ze strony producentów – mówi Grzegorz Poniatowski.

Wprowadzenie unijnego systemu śledzenia ruchu i pochodzenia (od maja 2019 roku) przewiduje dyrektywa ws. wyrobów tytoniowych. Ma on umożliwić monitorowanie produktu na poziomie pojedynczej paczki w każdym państwie członkowskim i na każdym etapie produkcji, dystrybucji i sprzedaży. W ten sposób Bruksela chce walczyć z obrotem legalnym produktem poprzez nielegalne kanały. System T&T może spowodować dla dystrybutorów wzrost kosztów zatrudnienia nowych pracowników do jego obsługi i zakupu oprogramowania. KE szacuje, że dodatkowe koszty wyniosą ok. eurocenta na paczce papierosów.

Kolejnym wyzwaniem dla branży jest niepewność. Siła polskiego sektora wynika m.in. z silnego rynku wewnętrznego. Jeżeli będziemy mieli do czynienia z niepewnością, przyszłe inwestycje w branży w Polsce na pewno można uznać za zagrożone – mówi Poniatowski.

Eksperci CASE – uwzględniając stabilność otoczenia regulacyjnego, zmiany w kosztach produkcji i poziomie szarej strefy – przygotowali dwa scenariusze dla branży tytoniowej – regresu i rozwoju. W przypadku realizacji tego drugiego gospodarka zyskałby 17 mld zł w perspektywie najbliższych 10 lat.

Jak wynika z raportu CASE pt. „Wpływ produkcji wyrobów tytoniowych na polską gospodarkę”, dziś wpływy podatkowe z produkcji i konsumpcji wyrobów tytoniowych sięgają 24,4 mld zł, czyli blisko 9 proc. ogółu dochodów podatkowych. Wśród nich największy udział ma akcyza – 18,5 mld zł. Z branżą powiązanych jest 560 tys. miejsc pracy. Z tego ok. 50 tys. osób jest zatrudnionych przy uprawach tytoniu, a 10 tys. przy produkcji wyrobów tytoniowych. Pozostałe 500 tys. to osoby pracujące w handlu. Wyroby te sprzedawane są w ok. 120 tys. punktów detalicznych, często stanowiąc nawet 40 proc. ich obrotu. Większość z nich należy do małych i średnich przedsiębiorstw.

– Według danych za 2016 rok polski sektor zajmuje drugie miejsce po Niemczech, gdzie produkcja wyrobów jest największa. Szacuje się, że w 2018 roku Polska może zostać liderem – podkreśla Grzegorz Poniatowski.

Jednym z motorów napędowych produkcji w Polsce jest rosnący eksport. W 2016 roku jego wartość była bliska 9 mld zł.

– Trzy na cztery papierosy wyprodukowane w Polsce trafiają na eksport – podkreśla Grzegorz Poniatowski. – Kolejna ważna charakterystyka tego sektora to szybki rozwój. Licząc średnią od 2006 roku, średni wzrost produkcji przekraczał 5 proc., związane jest to z przenoszeniem produkcji przez koncerny do Polski. Produkcja wyrobów tytoniowych w Polsce, liczona w kwotach netto, wyniosła w 2016 roku ok. 11 mld zł, co przełożyło się na około 35 mld zł do PKB – mówi przedstawiciel CASE.

W co trzeciej małej i średniej firmie doszło do wypadku w pracy. Pracodawcy coraz chętniej inwestują w bezpieczeństwo pracowników

W co trzeciej małej i średniej firmie doszło do wypadku w pracy. Pracodawcy coraz chętniej inwestują w bezpieczeństwo pracowników 4

W co trzecim małym i średnim przedsiębiorstwie w ciągu ostatnich dwóch lat doszło do wypadku przy pracy. Tylko 35 proc. zostało zgłoszonych do Państwowej Inspekcji Pracy – wynika z badania „Bezpieczeństwo pracy w Polsce” przeprowadzonego dla Koalicji Bezpieczni w Pracy. To może świadczyć o bagatelizowaniu problemu BHP. Mimo że niemal 90 proc. firm z sektora MŚP ocenia, że inwestycje w bezpieczeństwo pracy przynoszą wymierne korzyści ekonomiczne.

– Liczba wypadków w pracy maleje. Z drugiej strony to może być mylące: jeśli wypadków mamy bardzo mało, może się okazać, że nie są one zgłaszane, więc trudno wyciągać ze statystyk daleko idące wnioski. Natomiast jeśli chodzi o wypadki ciężkie i śmiertelne, to możemy stwierdzić, że zagrożeń w zakładach pracy jest mniej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Maszewski, dyrektor działu nadzoru w firmie SEKA, która należy do Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Z IV edycji badania „Bezpieczeństwo pracy w Polsce” przeprowadzonego na zlecenie Koalicji Bezpieczni w Pracy wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat w co trzeciej firmie (31 proc.) doszło do jakiegoś wypadku, jednak tylko 35 proc. zgłaszanych jest do PIP. W przypadku średnich firm (zatrudniających od 50 do 99 osób) liczby te wynoszą odpowiednio 56 proc. i 37 proc.

– Zgłaszane muszą tam być wyłącznie wypadki ciężkie i śmiertelne. Jest bardzo mała liczba innych wypadków, które do Inspekcji zgłaszane być nie muszą, a międzynarodowe badania pokazują, że na jeden ciężki lub śmiertelny wypadek przypada dziesieć razy więcej wypadków o innych skutkach. To bardzo poważne ryzyko, bo zmniejsza szanse na prawidłową prewencję. Jeśli nie wiemy, jakie są zagrożenia, jakie występują zdarzenia wypadkowe bądź prawie wypadkowe, pracodawca nie może w odpowiedni sposób zadbać o bezpieczeństwo pracowników – ocenia Maszewski.

Z badania wynika, że większość pracodawców ma poczucie, że praca w ich zakładzie wiąże się z potencjalnym ryzykiem dla zdrowia i życia. Jedynie 4 proc. z nich ocenia to ryzyko jako poważne, 26 proc. jako średnie, a 35 proc. jako małe.

– W przedsiębiorstwach poziom bezpieczeństwa jest zdaniem badanych bardzo dobry, ale w rzeczywistości może być nieco inaczej. Pojawiają się informacje, które świadczą o tym, że niektórzy pracodawcy nie znają przepisów ich dotyczących i stwarza to pewne ryzyko dla bezpieczeństwa pracowników, ale także ryzyko prawne – wskazuje ekspert.

Pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa i higieny pracy w  firmie. Zgodnie z prawem w firmie zatrudniającej do stu pracowników pracodawca może powierzyć wykonywanie zadań BHP pracownikowi zatrudnionemu także do innych zadań, a w określonych przypadkach może to robić samodzielnie. Jednak z tej możliwości korzysta jedynie 8 proc. firm. 70 proc. woli się wspierać zewnętrznymi profesjonalistami. W przypadku firm zatrudniających do 49 osób odsetek ten wynosi 76 proc.

– Wielu pracodawców nie wie, że to oni ponoszą największą odpowiedzialność w zakresie BHP, co wynika bezpośrednio z Kodeksu pracy. W Polsce nie ma możliwości delegowania odpowiedzialności w tym zakresie, stąd pracodawcy muszą mieć bezpośredni wpływ na warunki pracy i najczęściej mają, niemniej 20 proc. pracodawców stwierdziło, że takiego wpływu nie ma – mówi Maszewski.

Do najczęściej stosowanych w firmach środków ochrony indywidualnej należą odzież ochronna (72 proc.), obuwie ochronne (64 proc.) i rękawice (62 proc.). W średnich przedsiębiorstwach częściej niż w małych firmach używa się odzieży ochronnej (82 proc. wobec 69 proc.), obuwia ochronnego (74 proc. przy 62 proc.) oraz rękawic ochronnych (71 proc. wobec 59 proc.). W średnich firmach 7 proc. (trzykrotnie mniej niż wśród małych firm) nie używa żadnych środków ochrony indywidualnej, ponieważ nie ma takiego obowiązku. Jak podkreśla ekspert, najważniejsza jest jednak edukacja, aby wypadków było jak najmniej.

– Staramy się docierać z informacjami do pracodawców na temat tego, jak ważne są szkolenia dla pracowników, pokazywać pracownikom dobre i bezpieczne rozwiązania, doradzać zmianę technologii pracy na mniej niebezpieczną. Przede wszystkim chcemy pokazywać ludziom, że bezpieczeństwo jest tym, w co warto inwestować, bo to oszczędność na kosztach związanych z wypadkami – przekonuje przedstawiciel Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Pracodawcy uznają, że bezpieczeństwo pracownika jest najważniejsze. Ponad 80 proc. deklaruje, że gdyby dysponowali określoną kwotą na stworzenie nowego miejsca pracy, to woleliby zapewnić bezpieczniejsze stanowisko pracy niż zaproponować wyższe wynagrodzenie. Jednocześnie 87 proc. przedsiębiorców ocenia, że inwestycja w bezpieczeństwo pracy przynosi wymierne korzyści ekonomiczne.

– Mam wrażenie, że zmierzamy w dobrym kierunku. Coraz więcej pracodawców uznaje, że warunki pracy są jedną z rzeczy, na których zależy pracownikom. To jeden z bardzo istotnych argumentów dla pozyskiwania pracowników, więc coraz więcej pracodawców chce inwestować w BHP, dba o jakość szkoleń i faktycznego nadzoru nad warunkami pracy tak, żeby realnie poprawiać warunki pracy – ocenia Marek Maszewski.

Rośnie liczba oszustw telekomunikacyjnych. Od początku roku sieci komórkowe zanotowały ponad pół miliona połączeń wykonanych przez oszustów

Rośnie liczba oszustw telekomunikacyjnych. Od początku roku sieci komórkowe zanotowały ponad pół miliona połączeń wykonanych przez oszustów 5

W 2016 roku oszuści próbowali naciągnąć klientów na wysokie opłaty, wysyłając 2 mln sygnałów z egzotycznych numerów. Rok później było ich już 3,6 mln, a tylko od początku tego roku ponad 0,5 mln. Mechanizm za każdym razem jest podobny: klient otrzymuje krótkie połączenie z nieznanego numeru, a jeśli oddzwoni, naraża się na wysokie koszty. Na początku roku oszuści dzwonili do klientów Orange Polska oraz nju mobile z kubańskich numerów. Firma umorzyła oszukanym opłaty, ale zrobiła to w drodze wyjątku ze względu na świąteczny czas i dobro klientów. Na przyszłość zaleca stosowanie kilku prostych zasad bezpieczeństwa.

– Niestety skala oszustw, które polegają na tym, że zostawiany jest sygnał, jako zachęta do oddzwonienia, rośnie bardzo szybko. Dotyczy to wszystkich operatorów telekomunikacyjnych. Ostatni atak był skierowany głównie na klientów Orange Polska i nju mobile, ale nie tylko, bo oszuści wybierali numery losowo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Jabczyński, rzecznik prasowy Orange Polska.

Oszuści coraz częściej wykorzystują metodę polegającą na puszczeniu sygnału na przypadkowo wybrane numery telefonów komórkowych. Przy odebraniu takiego połączenia opłata nie zostanie naliczona. Problemy zaczynają się jednak przy oddzwonieniu, bo takie połączenie może dużo kosztować. Ataków jest coraz więcej. W 2016 roku takich połączeń było 2 mln, rok później niemal dwukrotnie więcej (3,6 mln). Tylko od początku tego roku zanotowano ich już ponad 500 tys.

Umorzyliśmy opłaty za połączenia, które nasi klienci wykonali, oddzwaniając na telefon oszustów wykorzystujących kubańskie numery. Biorąc pod uwagę świąteczny czas, a także skalę tego zjawiska, zdecydowaliśmy się na ten krok. Należy to jednak traktować jako wyjątkową sytuację – podkreśla Jabczyński.

Oszuści dzwonią z numerów różnych krajów. W tym roku, oprócz Kuby, notuje się też dużo połączeń z Gwinei, Beninu, Seszeli i Dominikany. Rok wcześniej były to Tongo, Vanuatu, Czarnogóra, Nowa Gwinea, a także międzynarodowe sieci satelitarne. Pomysłowość oszustów nie ma granic, dlatego operatorzy apelują o zdrowy rozsądek.

– Jeśli nie znamy numeru, jaki nam się wyświetla na telefonie, to po prostu nie oddzwaniajmy. Jeżeli mamy wątpliwość, bo rzeczywiście ktoś mógł do nas zadzwonić z zagranicy, numer można sprawdzić w internecie. Choćby na naszej stronie internetowej jest wykaz wszystkich numerów kierunkowych z zagranicy – radzi rzecznik prasowy Orange Polska.

Na próbę oszustwa może wskazywać inna niż zwykle liczba cyfr danego numeru. Jeśli ma więcej niż 9 (w połączeniu krajowym) lub 11 (łącznie z polskim prefiksem +48), lepiej nie oddzwaniać. Nawet numer zaczynający się od 22, choć wydaje się być połączeniem z Warszawy, może być wykonany z Beninu, Burkina Faso czy Gambii (międzynarodowy prefiks +22X).

Jeśli nikt z rodziny i bliskich znajomych nie przebywa zagranicą, dobrym sposobem może być zablokowanie wszystkich połączeń międzynarodowych.

Jeżeli wiemy, że nie będziemy korzystać z telefonu komórkowego w połączeniach międzynarodowych, to warto ten numer zablokować. Wystarczy telefon na infolinię. Niektóre telefony czy aplikacje mają także możliwość zdalnego samodzielnego blokowania tych numerów. Warto rozważyć taką ewentualność –przekonuje Wojciech Jabczyński.

W ustawie o elektromobilności zabrakło zachęt dla klasycznych hybryd. Bez nich trudno będzie osiągnąć cel miliona aut elektrycznych w 2025 roku

W ustawie o elektromobilności zabrakło zachęt dla klasycznych hybryd. Bez nich trudno będzie osiągnąć cel miliona aut elektrycznych w 2025 roku 6

Przyjęta właśnie przez Sejm ustawa o elektromobilności dzięki systemowi zachęt ma skłonić firmy i kierowców  do zakupu aut z napędem elektrycznym. Ambitny plan rządu zakłada, że w 2025 roku po ulicach będzie jeździć milion takich samochodów. Ale osiągnięcie tego celu bez wliczania w to klasycznych hybryd będzie trudne do osiągnięcia – podkreślają eksperci ZDG TOR. Klasyczne auta z napędem hybrydowym nie zostały jednak objęte zachętami. 

Na zakup samochodów elektrycznych stać dziś niewielu konsumentów, dlatego rząd przygotował szereg zachęt, które mają przekonać kierowców do tego wydatku. Wśród nich są możliwość poruszania się pojazdów elektrycznych po buspasach, podwyższenie stawki odpisów amortyzacyjnych czy zwolnienie z podatku akcyzowego, choć to ostatnie zostało zawieszone do momentu uzyskania zgody Komisji Europejskiej. Ustawa o elektromobilności została wczoraj przyjęta przez Sejm. Za było 253 z 436 posłów.

 Jeżeli dzisiaj chcemy mówić o elektromobilności w Polsce, to nie możemy mówić wyłącznie o samochodach elektrycznych, bo one mają mnóstwo wad: bardzo długi czas ładowania, ograniczony zasięg, ciężkie i duże baterie oraz wysoką cenę – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Witold Nowicki, wiceprezes Toyota Central Europe. – Według Toyoty dzisiaj pomostem pomiędzy silnikiem konwencjonalnym spalinowym a silnikiem przyszłości, czyli w pełni elektrycznym, jest samochód hybrydowy. O samochodach elektrycznych zasilanych z baterii lub ogniwa paliwowego mówimy w perspektywie następnych 10–20 lat. To ciągle jest daleka przyszłość.

Samochody hybrydowe łączą zalety pojazdów elektrycznych i spalinowych: połowa mocy całego układu to moc silnika elektrycznego. W perspektywie najbliższych trzech lat w ocenie ekspertów będzie to najłatwiej dostępna alternatywa dla pojazdów spalinowych.

– Już dzisiaj co trzeci samochód Toyoty sprzedawany w Polsce to samochód hybrydowy, mimo że nie ma absolutnie żadnych zachęt, żeby takie samochody kupować. Polacy – z czego bardzo się cieszymy – często rozumieją, że warto mieć taki samochód, bo on mniej pali, jest wygodny, ma niższe koszty użytkowania i nie zatruwa powietrza w mieście – podkreśla Witold Nowicki.

Pojazdy hybrydowy nie zostały jednak uwzględnione przez rząd i posłów w katalogu pojazdów, które będzie można kupować i użytkować na preferencyjnych warunkach. Wydzielono co prawda hybrydy jako osobną kategorię, ale dotyczy to wyłącznie aut plug-in, czyli z możliwością ładowania ze źródła zewnętrznego. Te auta są drogie i przez to wciąż mniej popularne, nie mają więc znaczącego wpływu na ograniczenie szkodliwej emisji spalin.

Zadziwiające jest, że rząd tak uparcie mówi „nie” dla klasycznych hybryd, bo cała Europa Zachodnia i Norwegia, na którą rząd powołuje się jako przykład elektromobilności, dają wsparcie nie tylko samochodom czysto elektrycznym, lecz także hybrydom – podkreśla Adrian Furgalski, wiceprezes ZDG TOR. –Jeżeli chcemy osiągnąć milion samochodów w 2025 roku, chyba wszyscy łącznie z rządem wiemy, że jest to niemożliwe, jeżeli będziemy mówić tylko o samochodach elektrycznych. Warto te czystsze samochody, jakimi są hybrydy, włączyć do tego miliona.

Klasyczne hybrydy nie zostały też ujęte w katalogu pojazdów, które będą się mogły poruszać w tzw. strefach czystego transportu w miastach. Znalazły się w nich za to auta zasilane CNG, podczas gdy testy prowadzone w Niemczech udowodniły, że ten napęd zajmuje dopiero trzecie miejsce – po elektrycznym i hybrydowym – wśród najbardziej ekologicznych.

Hybrydy są uprzywilejowane np. w Londynie, gdzie mogą za darmo wjechać do strefy płatnej. Inne kraje wyraźnie więc pokazują Polsce, że hybrydy to są czystsze samochody, powinny mieć preferencję, dlatego ten opór w naszym kraju budzi duże zdumienie – tłumaczy Adrian Furgalski.

Jak podkreśla, rozszerzenie katalogu uprzywilejowanych aut o półelektryki, czyli klasyczne hybrydy, oraz zwolnienie ich z części akcyzy nie wiązałoby się z kosztami dla budżetu państwa.

– Wyobrażamy sobie następujący scenariusz: samochody w pełni spalinowe – pełna akcyza, samochody w pełni elektryczne, zeroemisyjne – zerowa akcyza, samochody w połowie elektryczne – połowa akcyzy. W teorii minister finansów otrzymuje połowę akcyzy z samochodów hybrydowych, ale biorąc pod uwagę to, że samochody hybrydowe są minimalnie droższe niż te z silnikami spalinowymi benzynowymi, to do budżetu wpływa minimalnie więcej pieniędzy z VAT. W związku z tym według naszych kalkulacji jest to zupełnie neutralne dla Ministerstwa Finansów – wyjaśnia Witold Nowicki.

Eksperci Toyoty i ZDG TOR podkreślają, że włączenie hybryd pomogłoby także w osiągnięciu jednego z celów ustawy, jakim jest poprawa jakości powietrza w miastach.

Samochody hybrydowe mają obniżoną emisję zarówno tlenków azotu, jak i cząstek stałych – wszystkich tych substancji, które wpływają na stan naszego zdrowia, układu oddechowego, na jakość życia w miastach. Są to zdecydowanie samochody niskoemisyjne – dodaje Witold Nowicki.

Teraz ustawa o elektromobilności trafi pod obrady Senatu, który może wprowadzić do niej poprawki. Eksperci liczą na to, że senatorowie uwzględnią hybrydy w poprawkach do ustawy.

– Mam nadzieję, że są jeszcze jakieś szanse, bo minister Michał Kurtyka, który odpowiada za elektromobilność w Polsce, deklarował w Sejmie, że problem rzeczywiście jest, on jest głośny i być może nie w tej ustawie, ale w jakiejś innej powinien zostać rozwiązany – mówi Adrian Furgalski.

Większość polskich przedsiębiorców samodzielnie zarządza siecią. Pomóc w tym może darmowa aplikacja mobilna

Większość polskich przedsiębiorców samodzielnie zarządza siecią. Pomóc w tym może darmowa aplikacja mobilna 7

Aplikacja Insight pozwoli przedsiębiorcy samodzielnie zarządzać urządzeniami sieciowymi z każdego miejsca na Ziemi za pośrednictwem telefonu komórkowego. Umożliwia kontrolowanie takich urządzeń, jak router, przełączniki czy punkty dostępowe. Rozwiązanie z podstawową funkcjonalnością jest dostępne za darmo dla małych i średnich firm. Bardziej zaawansowane funkcje są dostępne w modelu subskrypcyjnym. Jak wynika z badań PARP, 83 proc. firm nie zatrudnia personelu IT, czyli samodzielnie zarządza infrastrukturą sieciową.

– Ma ona służyć do tego, by właściciel firmy mógł samodzielnie zarządzać takimi produktami sieciowymi, jak punkty dostępowe, przełączniki czy storage. Chodzi o to, żeby miał on dostęp do sieci z każdego miejsca na Ziemi za pośrednictwem telefonu komórkowego – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Maciej Kaczmarek z firmy Netgear.

W Polsce działa niemal dwa miliony firm, spośród których aż 99,8 proc. stanowią mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa – dowiadujemy się z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Większość z tych przedsiębiorstw, bo aż 83 procent, nie decyduje się na zatrudnienie personelu IT, który byłby odpowiedzialny za administrowanie siecią. Z myślą o takich przedsiębiorstwach powstała aplikacja Insight.

Co więcej, aplikacja pozwala na administrowanie więcej niż jedną siecią. Można dzięki temu zarządzać nie tylko siecią firmową, lecz także domową. W przypadku użytku w przedsiębiorstwie może to być na przykład biuro i część magazynowa. Sprawia to, że znacząco poszerza się spektrum jej potencjalnych użytkowników.

– Biorąc za przykład firmę budowlaną, jeden administrator może zarządzać dziesiątkami placówek i budów w całym kraju. Klienci to przede wszystkim mały i średni biznes. Mam na myśli jednostki takie, jak nieduże szkoły, gabinety dentystyczne, lekarskie czy weterynaryjne, a także restauracje czy hotele –wymienia Maciej Kaczmarek.

Aplikacji i programów do zarządzania ruchem sieciowym oraz urządzeniami sieciowym na rynku jest wiele. Narzędzie do monitorowania ruchem sieciowym Network Connections jest dostępne za darmo w Google Play. Kontrolować domowy router można np. za pomocą aplikacji Linksys Smart WiFi, ASUS Router, TP Link Tether, czy DS. router by Synology, w zależności od tego, jakiej firmy urządzenie mamy. Istnieją także aplikacji do zarządzania sieciami WiFi, takie jak Fing dla Androida czy Network Analyzer Lite dla systemu iOS.

Na rynku dostępne jest także darmowe oprogramowanie do zarządzania infrastrukturą sieciową, taką jak routery, przełączniki czy punkty dostępowe. Małe i średnie firmy, a także użytkownicy prywatni mogą skorzystać z programów, takich jak Paessler PRTG Network Monitor, Spiceworks Network Monitor czy LabTech.

Aplikacja Insight jest pierwszym w branży rozwiązaniem, które oferuje konfigurację i zarządzanie siecią w małej firmie za pomocą łatwej w użyciu aplikacji mobilnej lub portalu w chmurze. Aplikacja współpracuje wyłącznie z urządzeniami sieciowymi firmy Netgear.

– Aby skorzystać z aplikacji, wystarczy ją pobrać z App Store lub Google Play i zainstalować. Są dostępne również wersje webowe na komputery. Po pobraniu i instalacji należy podłączyć urządzenie sieciowe do prądu. Dzięki aplikacji możemy zeskanować barcode z urządzenia. To najprostsza opcja, by je przypisać do sieci i administrować nim – mówi ekspert.

Netgear Insight jest dostępna z dwoma planami subskrypcyjnymi: Insight Basic i Insight Premium. W wersji bazowej otrzymujemy kompletne rozwiązanie do konfigurowania, zarządzania i monitorowania sieci w dowolnym czasie i miejscu za pomocą aplikacji mobilnej Insight. Wersja Premium zapewnia zaawansowane funkcje w aplikacji mobilnej, a także dostęp do portalu Insight w chmurze obsługującego bardziej złożoną konfigurację urządzeń i sieci.

Przegląd najważniejszych planowanych zmian w prawie nieruchomości w 2018 roku

Jeśli zapowiadane zmiany w prawie wejdą w życie w nowym roku, inwestorów czeka prawdziwa rewolucja w nieruchomościach.

Planowane zmiany w zakresie decyzji o warunkach zabudowy:

  • decyzje wz będą wydawane tylko właścicielowi/użytkownikowi wieczystemu nieruchomości;
  • 3-letni termin ważności;
  • decyzje wz będą mogły być wydawane co do zasady wyłącznie dla terenów znajdujących się na tzw. obszarze zabudowanym (obszar będzie wyznaczany przez radę gminy w drodze uchwały stanowiącej akt prawa miejscowego);

Planowane zmiany w zakresie pozwoleń na budowę:

  • zakaz wydawania „etapowych” pozwoleń na budowę;
  • brak możliwości unieważnienia pozwolenia na budowę po 5 latach od pozwolenia na użytkowanie/zawiadomienia o zakończeniu budowy;
  • szerszy katalog inwestycji, dla których nie trzeba będzie uzyskiwać pozwolenia na budowę;

Planowane zmiany w zakresie roszczeń reprywatyzacyjnych („duża ustawa reprywatyzacyjna”):

  • wygaszenie roszczeń reprywatyzacyjnych;
  • zamiana roszczeń reprywatyzacyjnych na prawo do rekompensaty za przejęte nieruchomości (brak możliwości zwrotu nieruchomości w naturze);
  • umorzone zostaną wszelkie postępowania sądowe, sądowo-administracyjne i administracyjne toczące się wobec roszczeń reprywatyzacyjnych (poza postępowaniami przed Komisją Weryfikacyjną ds. Reprywatyzacji);

Uchwalone zmiany w zakresie prawa wodnego (zmiana weszła w życie 1 stycznia 2018 r.!)

  • prawo pierwokupu nieruchomości, na których znajdują się stojące wody śródlądowe
  • nowe opłaty roczne za nieruchomości o powierzchni powyżej 3.500 m2 nieskanalizowane i niezmeliorowane
  • konieczność uzyskania oceny wodnoprawnej dla inwestycji wskazanych w rozporządzeniu

Opieka medyczna przyszłości: Sztuczna inteligencja, telemedycyna i zdolna diagnostyka

Sztuczna inteligencja będzie bardzo pomocna, aby podpowiedzieć kolejne kroki w procesie leczenia. Będzie to wsparcie dla zdalnych konsultacji medycznych, które już teraz rozwija spółka należąca do Grupy PZU SA.

– Już teraz stosujemy zdalne konsultacje przy chorobach przewlekłych, a recepta jest wysyłana pocztą i dostarczana przez kuriera – mówi Julita Czyżewska, prezes PZU Zdrowie SA.

Zdalna diagnostyka ułatwia wywiad z pacjentem prowadzony przez lekarza. To pozwala zaoszczędzić czas lekarzowi, czyli powinno skrócić kolejki do świadczeń medycznych.

Porażka Gazpromu w sporze z ukraińską spółką będzie korzystna dla Polski

Porażka rosyjskiego Gazpromu w sporze z ukraińskim Naftogazem byłaby korzystna dla Polski. Arbitrażowy spór sądowy zakończy się prawdopodobnie jesienią.

Wygrana Naftogazu uratowałaby tę firmę przed bankructwem. A dla Polski oznaczałoby to korzystne zachowanie status quo dotyczące dostaw gazu ziemnego, z możliwością zawierania nowych kontraktów, także z udziałem innych partnerów

– Wygrana Naftogazu byłaby też pozytywnym precedensem dla sporu, jaki polski koncern PGNiG toczy z rosyjskim Gazpromem – wyjaśnia agencji MarketNews24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.

Kto da więcej?

Inwestorzy tuż przed rozpoczęciem europejskiej części czwartkowych notowań byli przygotowani na jej stosunkowo nudny przebieg. Miano czarnego konia notowań zgarnęły minutki z ostatniego posiedzenia ECB, które skutecznie przyczyniły się do przetasowania sentymentu na rynku walutowym. Aprecjacyjny rajd euro (0,7 proc.) spowodowały wzmianki dotyczące konieczności zmian komunikatu w przypadku kontynuacji procesów reflacyjnych. Ich siłę może skutecznie podbić rosnąca presja płacowa w państwach Wspólnoty, aczkolwiek Rada Prezesów nadal pozostaje niepewna odnośnie potencjalnych efektów przełożenia się wyższych wynagrodzeń na wskazania inflacji w nadchodzących kwartałach.

Tytuł najsilniej zyskującej waluty w koszyku G10 utrzymała szwedzka korona (0,9 proc.), która częściowo zyskuje za sprawą planów związanych z emisją długu. Ciosu w wycenę euro zadały najnowsze szacunki produkcji przemysłowej z Eurolandu. Możliwość odnotowania rocznego wzrostu produkcji przemysłowej na poziomie 3,2 proc. (konsensus: 3,1 proc.) sygnalizowały nie tylko napływające „soft-data”, ale również subkomponenty pochodzące z wiodących gospodarek Starego Kontynentu. Utrzymywanie się zwyżkowych nastrojów na światowym rynku ropy naftowej wyraźnie sprzyja norweskiej koronie, która na przestrzeni dnia zdołała się umocnić 0,7 proc. Czwartkową niemoc dolara najsłabiej wykorzystał japoński jen (0,1 proc.), który pod koniec dnia próbuje ustabilizować notowania USD/JPY w okolicach 111,30.

Najsilniejszą walutą regionu została czeska korona. Jej 0,9 proc. umocnienie częściowo napędzały dane dotyczące zdecydowanie bardziej pokaźnej sprzedaży detalicznej (4,9 proc. r/r) niż wynikało to z rynkowych oczekiwań (konsensus: 3,6 proc.). Podobną skalę umocnienia notują węgierski forint (0,9 proc.) oraz polski złoty (0,9 proc.). Obecnie EUR/PLN próbuje się przebić przez 4,1700, USD/PLN oscyluje przy 3,4650, CHF/PLN schodzi do 3,5530, a GBP/PLN atakuje 4,6900.

Do czwartkowej deprecjacji dolara częściowo przyczyniły się szacunki amerykańskiej inflacji PPI za grudzień. Miesięczny spadek indeksu cen konsumenta na poziomie 0,1 proc. (konsensus: 0,2 proc.) był przede wszystkim spowodowany niższe koszty handlowe, którym wtórowały tańsza żywności czy mniej dotkliwe koszty magazynowania. Należy mieć na szczególnym względzie, że ceny usług odnotowały pierwszy spadek od dziesięciu miesięcy. Nadzieję na bardziej spektakularny skok cen starały się podbudować wyższe ceny ropy, które jednak finalnie nie odcisnęły piętna na subkomponentach wskaźnika. Dodatkową dawkę rozczarowania zapewniła cotygodniowa publikacja raportu z amerykańskiego rynku pracy. W minionym tygodniu ilość złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła do poziomu 261 tys. wobec 245 tys. spodziewanych przez rynkowy konsensus.

Dzisiejsza sesja na europejskich parkietach stała pod znakiem próby odrobienia wczorajszych spadków. Powyższa sztuka nie udała się frankfurckim inwestorom, którzy uplasowali indeks DAX (-0,6 proc.) tuż przy poziomie 13 200 pkt. Na fali wczorajszej noty analitycznej UBS (0,6 proc.) w dalszej mierze znalazł się Commerzbank (1,7 proc.) wyraźnie dystansujący się od wzrostów ThyssenKrupp (1,0 proc.) będącego beneficjentem zbliżającego się porozumienia ze związkami zawodowymi. Obojętnie obok noty analitycznej Bank of America Merrill Lynch przeszedł BASF, który zyskał 0,8 proc. względem wczorajszego zamknięcia. Skalę potencjalnych wzrostów skutecznie ograniczył SAP (-3,3 proc.) będący pod presją masowo ustawionych zleceń sprzedaży. Zakładnikiem mniej optymistycznych perspektyw sprzedażowych stał się Infineon (-2,3 proc.), którego obroty w dużej mierze zależą od wyników wygenerowanych przez Apple. W trakcie dzisiejszej sesji swoje zeszłoroczne minima przebił Deutsche Telekom (-2,3 proc.) oczekujący na napływ pozytywnych danych za miniony kwartał.

Najsilniej rosnącą spółką w Londynie okazał się być Just Eat (4,7 proc.), który może pochwalić się przychylną notą analityczną wystawioną przez Barclays (-2,5 proc.). Dość wysoko znalazły się również walory EasyJet (3,9 proc.) za sprawą solidnie podbitego wolumenu obrotu. Wśród komponentów indeksu FTSE 100 (0,2 proc.) dość pokaźną zwyżkę zdołały wygenerować spółki z sektora wydobywczego. Na ich szczycie znalazł się Anglo American (3,6 proc.), który całkowicie zignorował ścięcie rekomendacji przez Avior. Wyspiarskim inwestorom wyraźnie ciążyły akcje Marks&Spencer (-7,0 proc.) oraz Tesco (-4,5 proc.), czyli spółek mających za sobą ponadprzeciętnie niskie obroty w trakcie świątecznej gorączki zakupowej.

W absolutnej czołówce europejskich indeksów znalazł się WIG 20 (0,9 proc.), któremu udało się wrócić w okolicę tymczasowej kotwicy przy 2 530 pkt. W trakcie czwartkowych notowań żaden z komponentów nie znalazł się „pod wodą”. Najmniej spektakularną zwyżkę odnotowała Jastrzębska Spółka Węglowa (0,1 proc.) analizująca możliwości refinansowania długu. Na szczycie znalazły się akcje Tauronu (1,9 proc.), który ma w swoich planach kooperację związaną z pozyskiwaniem metanu z pokładów węgla. Doniesienia związane z możliwością ponownych prac nad przewalutowaniem kredytów w walutach obcych chwilowo uderzyły w wycenę Alior Banku, aczkolwiek na koniec dnia walory jednego z silniejszych graczy znalazły się 1,3 proc. wyżej względem środowego zamknięcia.

Miano gwiazdy rynku surowców energetycznych zdecydowanie należy do gazu ziemnego, którego lutowe kontrakty zdołały podrożeć 5,3 proc. za sprawą najsilniejszego spadku zapasów w historii. Przez moment uwagę inwestorów próbowała zwrócić ropa Brent (0,8 proc.; 69,80 USD) próbująca uplasować cenę baryłki tuż nad nienotowanym od grudnia 2014 roku okrągłym poziomem 70 USD. Nieco bardziej pokaźny ruch w stronę północy notuje West Texas Intermediate. Obecnie baryłka jest wyceniana po 64,50 USD, tj. 1,4 proc. wyżej względem stanu z końca wczorajszej sesji.

Na rynku metali szlachetnych wyraźnie rządzi platyna, która obecnie drożeje 1,5 proc. W jej cieniu znajdują się zdecydowanie skromniejsze ruchy w wykonaniu złota (0,4 proc.; 1 323 USD) czy srebra (0,2 proc., 17,00 USD). Wśród płodów rolnych swoje przedłużone pięć minut notują marcowe kontrakty na bawełnę (3,8 proc.). Ich zwyżce wyraźnie opierały się kontrakty na cukier, które z 3,1 proc. zamknęły powyższe zestawienie.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Cyberbezpieczeństo w branży retail

Rok 2017 okazał się przełomowy pod względem podniesienia świadomości w obszarze cyberpezpieczeństwa. W maju byliśmy świadkami największego w historii ataku zwanego WannaCry, który zainfekował ponad 300 tys. komputerów w 99 krajach, w tym szpitale w Wielkiej Brytanii i znane korporacje, takie jak hiszpański operator Telefónica, FedEx czy Deutsche Bahn. Niedługo po tym, w czerwcu, zaatakował inny ransomware zwany Petya. Ogromne straty odnotowano na Ukrainie (infrastruktura krytyczna państwa – banki, poczta, metro, instytucje państwowe, a także odłączenie od sieci elektrowni w Czarnobylu) oraz w globalnych firmach, takich jak: Mondelez, Reckitt Benckiser, Beiersdorf czy TNT.

Współcześnie na stałe podłączone do sieci są już nie tylko komputer czy telefon, ale także całe obiekty oraz infrastruktura. Korzystając w sposób powszechny z sieci informatycznych musimy być świadomi, że wprost proporcjonalnie do rozwoju technologii rozwija się cyberprzestępczość. W dobie tzw. rewolucji cyfrowej dane osobowe są jednym z najcenniejszych zasobów przedsiębiorstw. Natomiast zautomatyzowane cyberataki stają się normą. Najbardziej charakterystyczne dziś cyberprzestępstwa to ransomware – polegający na szyfrowaniu danych w celu uzyskania okupu oraz phishing – czyli metody oszukiwania, wyłudzania za pomocą socjotechnik (czy inaczej inżynierii społecznej).

Badania globalnego dostawcy rozwiązań cyberbezpieczeństwa Fortinet wskazują, że w ostatnim kwartale 2017 r. niemal 80 proc. organizacji odnotowało poważne naruszenie bezpieczeństwa. Według danych statystycznych firmy F-Secure w Polsce dochodzi do około 21 tys. prób cyberataków dziennie[1]. Natomiast hasła około 30 proc. CEO na świecie zostały wykradzione przez hakerów.

Po ponad 20 latach od uchwalenia, dyrektywa i tym samym polska ustawa o ochronie danych osobowych z 1997 roku ulegają dezaktualizacji. Zastąpi je RODO – Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych. Nowe prawo ma na celu nie tylko zwiększenie ochrony prywatności, ale przede wszystkim zwiększenie poziomu cyberbezpieczeństwa systemów, w których przetwarza się dane osobowe. Przedsiębiorstwa muszą się do niego dostosować do maja 2018, a za brak aktywności w tym zakresie będą narażone na karę w wysokości do 20 milionów EUR lub 4% całkowitego rocznego światowego obrotu organizacji.

Dane konsumentów w branży retail

Przetwarzanie danych osobowych na szeroką skalę jest jedną z domen branży retail. Wystarczy wymienić takie kanały i narzędzia jak: sklepy online, aplikacje sprzedażowe i marketingowe, programy lojalnościowe, wprowadzenie elementów gamingu w proces sprzedażowy, technologia RFID, narzędzia związane z koncepcją Smart Retail, służące do zliczania klientów, analizy zachowań (profilowania), inteligentnej analizy wyników sklepu. Mogą one gromadzić olbrzymie ilości danych osobowych – dane geolokalizacyjne klientów, historie transakcji, dane kart kredytowych. Jakość zebranych informacji przesądza o utrzymaniu się na rynku.

Im cenniejsze dane, tym pilniej strzeżone powinno być bezpieczeństwo systemów informatycznych, gdzie przetrzymywane są wartościowe analizy. Cyberprzestępcy mogą celować w branże dla zysku. Nie są odosobnione przypadki nieczystych działań konkurentów, a nawet byłych pracowników (tzw. insider attack).

Rozwojowi technologii informacyjno-komunikacyjnych w branży retail powinna zawsze towarzyszyć również troska o konsumenta i respektowanie jego prywatności. RODO wprowadza nowe uprawnienia dla konsumentów, np. prawo do bycia zapomnianym, prawo przenoszenia danych osobowych (np. do konkurencji), prawo dostępu do swoich danych czy sprzeciwu. Branża powinna przygotować się do wzmożonej komunikacji z coraz to bardziej świadomym polskim konsumentem oraz przygotować swoje systemy do sprawnej realizacji uprawnień konkurentów. W branży retail, charakteryzującej się bardzo wysoką konkurencyjnością, ogromne znaczenie odgrywają ryzyka wizerunkowe, polegające na utracie renomy, zaufania klientów, przejęciu rynku przez konkurencję.

Jak uchronić się przed cyberzagrożeniami?

Jak mówi jeden z najsłynniejszych hakerów na świecie, Kevin Mitnick: „Łamałem ludzi, nie hasła”. Inżynieria społeczna wciąż okazuje się skuteczna w omijaniu zabezpieczeń. Nieświadomi pracownicy firm zapisują hasła na karteczkach post-it przyklejonych do monitora, pracownicy administracyjni z braku wyobraźni wpuszczają do pomieszczeń włamywaczy udających konserwatorów, w piątkowe popołudnie z nawyku otwierają maile mimo ich podejrzanego wyglądu. Rozmówcom podającym się za IT help desk podają hasła dostępu do najbardziej chronionych systemów. Nieczujny asystent działu księgowości, widząc maila z dyspozycją od szefa, dokonuje natychmiastowego przelewu żądanej sumy na podane konto.

Eksperci z dziedziny bezpieczeństwa twierdzą, że dużej części najpoważniejszych dotychczasowych ataków dało się zapobiec. Dlatego tak istotne są szkolenia, warsztaty dla personelu, aktualizacja ich wiedzy, rozliczanie naruszeń polityki bezpieczeństwa firmy.

Zapewnienie bezpieczeństwa danych już nigdy nie będzie stanem, który można osiągnąć. Teraz jest to ciągły proces, obejmujący: korzystanie z oprogramowania wspieranego przez producenta, instalowanie na bieżąco aktualizacji, korzystanie z aktualnego, wysokiej jakości programu antywirusowego, prawidłowe tworzenie kopii zapasowych, rozważenie stosowania dwuskładnikowego uwierzytelniania. Należy zbudować dobrą politykę bezpieczeństwa organizacji, politykę reakcji na incydenty, zdecydować się na wpisanie zarządzania bezpieczeństwem do agendy i budżetu Zarządu, wyznaczyć osobę odpowiedzialną za ten obszar w firmie. A następnie powyższe środki ochrony należy stale monitorować, testować i korygować.

Opracowanie: Wioletta Kulińska, adwokat, kancelaria Magnusson Tokaj

[1]     Dane z października 2017

#ICO i #blockchain głównymi elementami strategii inwestycyjnej ERNE VENTURES

ERNE VENTURES, fundusz kapitałowy notowany na NewConnect od blisko dziesięciu lat, ogłosił strategię rozwoju, która zakłada koncentrację na  inwestycjach opartych na technologii blockchain. Fundusz planuje także emisję własnych akcji.

ERNE VENTURES inwestujący dotychczas głównie w spółki growe koncentruje swoją strategię na inwestycjach w technologię blockchain, która ma szereg zastosowań we wszystkich dziedzinach życia: począwszy od sektora finansowego, poprzez przemysł, a na usługach skończywszy.

Gdy 20 lat temu pojawił się okres euforii związany z internetem nie było jeszcze Facebooka, Twittera czy Netflixa, bazujących właśnie na internecie. Podobną sytuację mamy  obecnie ze spółkami blockchain’owymi: nikt dziś nie wie, które z nich będą jednorożcami, gdyż ich rozwiązania staną się przełomowe dla całego świata. – mówi Arkadiusz Kuich.

Blockchain to zapis aktywów oraz transakcji zebrany w bloki. Bloki te tworzą rozproszoną i niezmienialną bazę danych opartą na algorytmach matematycznych i kryptografii niemożliwą do rozszyfrowania i złamania. W porównaniu do tradycyjnych systemów centralnych dodatkowymi zaletami są o wiele niższe koszty użytkowania oraz o wiele większe bezpieczeństwo. Każdy z użytkowników blockchaina ma bowiem kopię tej samej bazy danych, zaś nowe bloki danych dopisywane są zgodnie z przyjętym przez daną sieć algorytmem. Dzięki temu system jest też maksymalnie odporny na ataki hakerskie, gdyż praktycznie jest niemożliwe, aby zmienić bazę danych zlokalizowaną u tysięcy użytkowników na ich własnych komputerach.

Od połowy 2017 roku najbardziej popularna w świecie metoda pozyskiwania finansowania przez startupy wykorzystuje właśnie blockchain. Polega ona na zbieraniu kapitału w ramach ICO (Initial Coin Offering) poprzez sprzedaż walut cyfrowych i kryptograficznych tokenów tworzonych w oparciu o blockchain. W zeszłym roku kwota pozyskana w ten sposób przez startupy przekroczyła 4 miliardy dolarów przewyższając finansowanie otrzymane z funduszy Venture Capital.

W ramach swojej strategii – wychodząc naprzeciw najnowszym trendom w finansowaniu startupów – ERNE VENTURES szczególną uwagę zwracać będzie na projekty  planujące  wdrożenie   własnych rozwiązań opartych o blockchain w ramach ICO (Initial Coin Offering). Wadą wielu emisji cyfrowych walut jest jednak brak pełnej informacji o twórcach projektów czy też niewystarczająca dokumentacja pozwalająca w pełni ocenić ryzyko inwestycyjne. Większość ICO była też często jedynie pomysłami w bardzo wczesnej fazie rozwoju.

Z tego powodu ERNE VENTURES skoncentruje się na tzw. 'reverse ICO’, czyli na projektach spółek posiadających już gotowy produkt lub usługę. Szczególny nacisk będzie też kładziony na weryfikację pochodzenia pieniędzy w oparciu o najwyższe możliwe standardy AML i KYC.

Doświadczenie związane z wprowadzeniem na rynek publiczny w Polsce i Anglii dziesięciu spółek będzie mocno procentować przy inwestycjach w emisje cyfrowalut realizowanych na skalę globalną. Przy współpracy z partnerami z całego świata, szykujemy obecnie kilka projektów ICO, z których pierwszy będzie ogłoszony już wkrótce. Standardy dobrych praktyk jakie chcemy stosować będą przypominać te z jakimi mieliśmy do czynienia na co dzień przy upublicznianiu spółek.   dodaje Arkadiusz Kuich.  Szczególną uwagę zwracać będziemy na ograniczenia i ryzyka związane z emisjami tokenów przypominającymi zwykłą emisję akcji, które wymagać powinny zatwierdzenia prospektu emisyjnego przez KNF. Należy podkreślić jednocześnie, iż inwestowanie w waluty wirtualne nie jest  zjawiskiem nielegalnym, a osoby  inwestujące w kryptowaluty nie łamią prawa.
Podstawowe założenia strategii ERNE VENTURES pozostają bez zmian i obejmują inwestycje w unikalne projekty o globalnym potencjale rozwoju, poprzez obejmowanie pakietów mniejszościowych zapewniających ponadprzeciętne stopy zwrotu.
W najbliższych planach ERNE VENTURES jest przeprowadzenie emisji trzech milionów akcji w ramach uchwalonego w zeszłym roku kapitału warunkowego.

Fundusze MCI pozyskały w 2017 roku ponad 240 mln zł.

• W 2017 r. fundusze z Grupy MCI pozyskały ze sprzedaży aktywów i pokrewnych transakcji ponad 240 mln zł. To o 75 mln zł więcej niż wyniosły ich inwestycje. 
• To był kolejny rok z wysokim wskaźnikiem rotacji portfela inwestycyjnego Funduszy potwierdzającym jego płynność.
• W 2018 roku spodziewane są dalsze transakcje sprzedaży aktywów.

Fundusze, których większościowym uczestnikiem jest MCI Capital SA (Fundusze MCI), mają bardzo zdywersyfikowane źródła pozyskiwania środków na swoją działalność. Obok wpływów z tytułu sprzedaży spółek portfelowych, są to także rekapitalizacje i dywidendy.

– Przeprowadzone transakcje sprzedaży są początkiem realizacji zysków z inwestycji dokonanych w latach poprzednich, która będzie kontynuowana w roku 2018. Zarządzający Funduszami prowadzą rozmowy w sprawie kilku transakcji sprzedaży – powiedziała Ewa Ogryczak, członek zarządu MCI Capital TFI.

W 2017 roku miały miejsce trzy istotne transakcje sprzedaży na kwotę ponad 110 mln zł. Zrealizowaliśmy pierwsze pełne wyjście z inwestycji w obszarze finansowania dłużnego udzielonego spółce Spearhead w wysokości 44,5 mln zł w funduszu MCI.CreditVentures. Drugą,  zrealizowana przez subfundusz MCI.EuroVentures,  sprzedaż części posiadanych akcji notowanej na giełdzie w Stambule spółki Index na kwotę ponad 36 mln zł. Trzecią, sprzedaż  akcje Wirtualnej Polski za kwotę ponad 31 mln zł.

Z tytułu rekapitalizacji spółek eCard/Dotpay i Naviexpert fundusze pozyskały  prawie 100 mln zł. Fundusze otrzymały także 14,4 mln zł dywidend.

Posiadany bufor płynności pozwala funduszom MCI szybko reagować gdy pojawiają się atrakcyjne projekty inwestycyjne. Przykładem takiej transakcji jest przejęcie węgierskiej spółki Netrisk w grudniu 2017 r. MCI.EuroVentures zapłacił za jej akcje 79 mln zł. Wcześniej za 37 mln zł dokupił akcje ATM.  W 2018 roku ten subfundusz, skupiający się na dojrzałych spółkach związanych z gospodarką cyfrową bądź też z potencjałem digitalizacji modelu biznesowego, powinien pozostać aktywny zarówno w obszarze sprzedaży obecnie posiadanych aktywów jak i nowych inwestycji.

Byki i niedźwiedzie – co nasz czeka na giełdach w 2018 r.?

Początek 2018 r. był dobry na warszawskiej giełdzie, a nastroje na światowych rynkach giełdowych są dobre. Czy GPW zacznie odrabiać straty?

W minionym roku najbardziej rozczarowały małe i średnie spółki. – Przestrzeń do wzrostu istnieje, bo sytuacja polskiej gospodarki jest dobra – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Gdzie mogą pojawić się jednak zagrożenia dla notowań na GPW? – Mamy dziewięć lat hossy na giełdach, w tym roku będzie korekta na rynkach światowych – wyjaśnia ekspert.

Wizja przyszłości 2040

Aleksander Szybilski, Konsultant, Workplace Strategy w dziale Globalnej Obsługi Najemców w Cushman & Wakefield
Aleksander Szybilski, Konsultant, Workplace Strategy w dziale Globalnej Obsługi Najemców w Cushman & Wakefield

Innowacyjność stanowi obecnie najważniejszy filar strategii rozwoju przedsiębiorstw, które mają ambicję, by osiągnąć sukces globalny. Przy rosnących inwestycjach w rozwój nowych technologii na świecie, zmiany zachodzą coraz szybciej. Niemalże z dnia na dzień. Zastanówmy się zatem, jak może wyglądać nasza najbliższa przyszłość i jakie jeszcze dziedziny naszego życia ulegną zmianie dzięki pojawiającym się jak grzyby po deszczu innowacjom? Jak zmieni się sposób komunikacji, podróży i pracy?

W ciągu ostatnich 150 lat byliśmy świadkami prawdziwej rewolucji technologicznej. Głównym motywatorem innowacji i rozwoju od zawsze było przede wszystkim zaspokajanie określonych przez Abrahama Maslova potrzeb niższego rzędu, takich jak: potrzeba przynależności i uczestniczenia w życiu grupy, bezpieczeństwa, czy zwykłe potrzeby fizjologiczne, które mają wpływ na zachowanie i funkcjonowanie człowieka.

Jeszcze 20 lat temu prawdziwą rewolucją były dla nas telefony komórkowe, ponieważ nie wymagały one podłączenia kablowego do wykonywania połączeń. Obecnie korzystamy już ze smartfonów umożliwiających robienie zdjęć i nagrywanie filmów w wysokiej rozdzielczości, korzystanie z poczty, serfowanie po Internecie, a – po podłączeniu do monitora – pełniących także rolę komputera stacjonarnego.

Jeśli chcielibyśmy wyodrębnić główne ośrodki innowacyjności, to należałoby wskazać przede wszystkim metropolie krajów rozwiniętych. W takich miastach jak Tokio, Singapur czy Nowy Jork już teraz powstają całkiem nowe rozwiązania, które w bardzo niedługim czasie będą prawdopodobnie adoptowane w innych częściach świata.

Ze względu na duże zagęszczenie budowli oraz brak nowych działek pod inwestycje, ziszczają się też modernistyczne wizje architektów projektujących super budynki, w których realizowana jest jednocześnie funkcja mieszkaniowa, biurowa, rozrywkowa oraz edukacyjna. Projektowanie funkcji komercyjnych z uwzględnieniem społecznych potrzeb mieszkańców ma na celu głównie zwiększenie efektywności i skrócenie czasu potrzebnego na podróże z jednego punktu do drugiego.

W głównej siedzibie firmy Samsung Electronics, Digital City położonym w Suwonie pod Seulem działy R&D pracują nad technologiami mobilnymi, którymi będziemy mogli się ekscytować dopiero za kilka lat. Dużą atrakcją w Seulu jest także Samsung D’light studio, czyli 3-piętrowy budynek pełen interaktywnych instalacji Samsunga. Przy wejściu dostajemy opaskę, którą należy zeskanować przy instalacjach interaktywnych, żeby system mógł nas rozpoznać. Mamy do wyboru różne aktywności, w tym możliwość zrobienia sobie nowego cyfrowego awatara, zbudowania miasta przyszłości na ogromnym zakrzywionym na 180 st. ekranie, czy określenia swojej osobowości w prostych mini-grach. To tylko jedna z futurystycznych wizji, która została zrealizowana i czeka tylko na rozpowszechnienie w innych częściach świata.

Kolejnym, pionierskim projektem kreującym światowe trendy jest budynek The Edge znajdujący się w Holandii. Wielu ekspertów twierdzi jednak, że ta naszpikowana elektroniką, zaawansowana technologicznie siedziba Deloitte nie potrafi jeszcze wykorzystać swojego całkowitego potencjału.

Rozwój segmentu „smart” do 2040 roku sprawi, że komunikacja i połączenia między sensorami, kamerami i urządzeniami elektrycznymi będą stanowić swoisty „układ nerwowy”, który będzie w stanie nie tylko sygnalizować awarie zaistniałe w budynku, ale także przewidywać ewentualne zagrożenia i skutecznie im zapobiegać.

Przyszłość zostanie najprawdopodobniej zdominowana przez ekonomię współdzielenia (ang. sharing economy). W tym segmencie ogromny potencjał ma rozwój powierzchni co-workingowych. Przy czym biura te nie będą przeznaczone tylko i wyłącznie na potrzeby niewielkich start-upów, ale będą odpowiadać przede wszystkim na zapotrzebowanie dużych korporacji, które coraz częściej widzą ogromną wartość dodaną w elastyczności najmu przestrzeni biurowej i możliwości wyboru miejsca pracy przez pracowników.

Wymiana wiadomości mailowych, rozmowy telefoniczne, czy wideo konferencje dają bardzo ograniczone możliwości budowania relacji między ludźmi, a utrudniona komunikacja pomiędzy pracownikami stanowi dla niektórych firm ogromne wyzwanie. Już w niedalekiej przyszłości wirtualna rzeczywistość może umożliwić pracownikom oddalonym od siebie nawet o wiele kilometrów, przeprowadzenie spotkania. Pokazana już ponad rok temu przez Facebooka platforma Social VR będzie wykorzystywać wirtualną rzeczywistość do kontaktów użytkowników w mediach społecznościowych. Podczas prezentacji tego narzędzia prelegent za pomocą gogli i platformy Social VR nawiązał kontakt ze swoim kolegą oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów. Mogli oni wspólnie odbywać podróż do różnych miejsc na świecie, rysować w wirtualnej przestrzeni przedmioty, które mogli wykorzystać, a następnie zrobili sobie selfie, które umieścili w Internecie.

Wraz z rozwojem narzędzi do komunikacji, do naszego życia wkroczą także trójwymiarowe prezentacje. Już dziś wykorzystywane są one w medycynie, np. przy obrazowaniu wyników rezonansu magnetycznego podczas operacji mózgu.

Jeszcze jednym, ciekawym rozwiązaniem są samochody autonomiczne. Tesla, Google, Uber, Lyft (główny konkurent Ubera) do spółki z Fordem, a także chiński Baidu, Honda, Toyota i kilka innych firm pracują już nad autonomicznymi samochodami. Google, a konkretnie Waymo, spółka córka Alphabetu, rozwijająca technologię autonomicznej jazdy zamierzała już w 2017 roku wypuścić na ulice samojeżdzące „taksówki”, bez człowieka za kierownicą.

Według założeń opracowanych przez Intela, w latach 2035-2045 samochody autonomiczne zapobiegną śmierci 585 tysięcy ludzi. To efekt technologii, która pozwala używać do nawigacji kamer, czujników i radarów, które w trybie ciągłym monitorują drogę.

Kolejnym argumentem przemawiającym za tym rozwiązaniem są finanse. Zgodnie z przewidywaniami, dzięki wyeliminowaniu katastrof drogowych krajowe gospodarki będą mogły zaoszczędzić około 235 miliardów dolarów między rokiem 2035 a 2045. Wraz z całkowitym wyeliminowaniem samochodów klasycznych, liczba ta będzie mogła rosnąć w tempie geometrycznym. Dodatkowo kierowca, który musiał skupiać się na prowadzeniu pojazdu będzie mógł swój czas przeznaczyć na rozrywkę, pracę lub rozmowę z towarzyszami podróży.

Czasy, w których żyjemy są bardzo ekscytujące. Ciągłe zmiany oraz rozwój nowych technologii przypomina trochę podróż kolejką górską – trzyma nas w ciągłym napięciu, ponieważ nie wiemy, co ukaże się naszym oczom za następnym wzniesieniem.

Autor: Aleksander Szybilski, Konsultant, Workplace Strategy w dziale Globalnej Obsługi Najemców w Cushman & Wakefield

Zmiany przepisów dot. opłat eksploatacyjnych za wydobycie kopalin

Najbogatsze gminy górnicze stracą najwięcej na zmianach, przygotowanych przez rząd, a które dotyczą opłat eksploatacyjnych za wydobycie kopalin. Samorządy dostaną mniej, a rząd będzie miał do dyspozycji dodatkowo ponad 80 mln zł, które trafią do państwowego funduszu.

– Gminy górnicze dostawały rocznie ponad 150 mln zł, a teraz otrzymywać będą niecałe 70 mln zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Najwięcej stracą dwie gminy: Rząśnia i Kleszczów. Kleszczów to najbogatsza polska gmina pod względem rocznego budżetu w przeliczeniu na mieszkańca. Na terenie tych dwóch gmin zlokalizowana jest kopalnia węgla brunatnego.

– Efekt jest też taki, że zniechęcono samorządy do tego, by zgadzały się na lokalizację takich inwestycji na swym terenie – dodaje ekspert.

T. Kulik: Grupa PZU SA chce przeznaczać nawet 80 proc. zysku skonsolidowanego na dywidendy

Grupa PZU SA w najbliższych trzech latach nie będzie kupować nowych firm, chyba że trafiłyby się wyjątkowe okazje. Potentat z branży już nie tylko ubezpieczeniowej, ale także bankowej, chce przeznaczać nawet 80 proc. zysku skonsolidowanego na dywidendę, przez najbliższe trzy lata koncentrując się na osiągnięciu efektów synergii po przejęciu dwóch banków.

W 2017 r. PZU SA kupił Pekao SA, a wcześniej Alior Bank SA, było to więc mocne wejście w bankowość. Poprzednie duże przejęcie to było kupno Link 4 w 2014 r., a więc firmy z branży ubezpieczeniowej.

– Po mocnych zakupach w 2017 r. następuje ich konsolidacja i na tym powinniśmy się skoncentrować, aby osiągnąć efekty synergii – mówi Tomasz Kulik, członek zarządu PZU SA. – Dzisiaj nasza nadwyżka kapitałowa po przejęciu dwóch banków jest dużo szczuplejsza więc apetyt na kapitałochłonne inwestycje jest ograniczony.

Grupa PZU przyjęła właśnie nową strategię rozwoju na najbliższe trzy lata. Spółka nie zmienia swej polityki dywidendowej. Na dywidendę chce przeznaczać 50-80 proc. skonsolidowanego zysku. Tym bardziej możliwości kupowania kolejnych firm są więc mało prawdopodobne.

Zagraniczni inwestorzy pozywają Polskę. Chodzi o ustawę wiatrakową

W ostatnich dniach pojawiły się informacje o kilkunastu inwestorach zagranicznych, którzy skierowali pozwy arbitrażowe przeciw Polsce w związku ze zmianami prawnymi wprowadzonymi w tzw. ustawie wiatrakowej i dotyczącymi dopłat do energii odnawialnej.

Według informacji przekazanych przez Prokuratorię Generalną, reprezentującą interesy Skarbu Państwa, pozwy już skierowane – to roszczenia na kwotę kilkuset milionów złotych. To może być jednak dopiero początek, jak przekonało się o tym wiele państw.

– Nie wiemy, czy powyższe kwoty wyczerpują całość roszczeń inwestorów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Marek Jeżewski, partner w kancelarii prawnej Kochański Zięba i Partnerzy (KZP), szef praktyki arbitrażu.

Należy jednak pamiętać o ogólnej regule związanej z takimi postępowaniami, ponieważ Polska, zgodnie z prawem międzynarodowym, ma swobodę zmieniania regulacji prawnych. I dotyczy to także energii odnawialnej. Takie odszkodowania finansowe za zmiany w prawodawstwie byłyby ograniczeniem suwerenności kraju, który jest członkiem UE. Co do tego w UE panuje zgoda. Spór o takie roszczenia może wydawać się jednocześnie bardzo prosty, jak i … bardzo skomplikowany. W jakiej sytuacji jest więc polski rząd?

– Poziom tolerancji dla zmian legislacyjnych przyjmowany przez trybunały arbitrażowe w ostatnich latach jest bardzo wysoki, generalnie przyjmuje się, że zmiany legislacyjne, które wyrządzają szkody inwestorom zagranicznym, o ile nie są dyskryminacyjne i nieproporcjonalne, nie pociągają za sobą finansowego obowiązku naprawienia szkody – dodaje ekspert z KZP.

ZPP o projekcie ustawy o elektromobilności: potrzebny, ale musi gwarantować uczciwą konkurencję

Długoterminową perspektywę stymulowania zwiększania ilości pojazdów elektrycznych w miastach należy ocenić pozytywnie, jednak nowe regulacje przewidują niezrozumiałe preferencje dla ściśle określonej kategorii pojazdów – taka jest opinia Związku Przedsiębiorców i Pracodawców nt. projektu ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych.

Przedstawiony projekt ustawy przewiduje szereg preferencji i ułatwień związanych z użytkowaniem samochodów elektrycznych. Chodzi tu m.in. o zwiększenie odpisów amortyzacyjnych, czy też darmowy dostęp do stref czystego transportu. Pojazdy elektryczne muszą również stanowić określoną część floty wykorzystywanej przez jednostki samorządu terytorialnego oraz naczelne i centralne organy administracji.

– Generalny kierunek zmian oceniamy pozytywnie – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Nie od wczoraj stoimy na stanowisku, że im szybciej Polska będzie przystosowywała swoje regulacje do rozwiązań wykorzystujących nowe technologie, tym lepiej dla innowacyjności naszej gospodarki. Warto zaznaczyć, że w projekcie jest też mowa o wykorzystywaniu dróg do testów pojazdów autonomicznych: to również krok w dobrym kierunku.

Projekt ustawy przewiduje zwolnienie samochodów elektrycznych od podatku akcyzowego. Niestety, dotyczy ono wyłącznie określonego rodzaju pojazdów, tj. pojazdów typu PHEV, czyli takich, które wyposażone są jednocześnie w silnik spalinowy i elektryczny, który można ładować „z gniazdka”. Drugi rodzaj pojazdów elektrycznych, czyli HEV, również wyposażony jest w dwa rodzaje silników, jednak w jego przypadku, bateria ładuje się podczas jazdy. Większość samochodów typu PHEV to pojazdy z segmentu premium – wskutek wejścia w życie projektowanych zmian i przewidywanych w nich preferencji podatkowych, ich cena może się znacznie obniżyć, podczas gdy ceny pojazdów HEV pozostaną takie same.

– Dostrzegamy w tym niezrozumiałą preferencję, zaburzającą konkurencję na rynku – twierdzi wiceprezes ZPP Marcin Nowacki. – Ciężko odgadnąć motywacje projektodawcy, który zdecydował się objąć zwolnieniem tylko jedną kategorię pojazdów, i to tych najdroższych. Z punktu widzenia celowości regulacji, a trzeba przypomnieć że miernikiem jej skuteczności będzie m.in. popularność samochodów elektronicznych w perspektywie najbliższych lat, optymalne byłoby albo objęcie zwolnieniem obu kategorii pojazdów elektrycznych, albo rezygnacja ze zwolnienia.

Z punktu widzenia konsumenta, konkurencja na rynku jest zjawiskiem bardzo korzystnym, żeby jednak odbywała się ona na uczciwych zasadach, podmioty funkcjonujące w ramach określonej branży, muszą być przez ustawodawcę traktowane tak samo. Dlatego też, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców rekomenduje rozszerzenie zwolnienia od akcyzy również na pojazdy HEV, ewentualnie rezygnację ze zwolnienia w ogóle.

– Popieramy działania rządu w kierunku rozwoju elektromobilności i paliw alternatywnych, ale nie zgadzamy się na naruszanie wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami, poprzez jawne faworyzowanie niektórych z nich. – podsumowuje Kaźmierczak.

Spadki na kryptowalutach. Kurs bitcoina spadł o niemal 1000 dolarów

Dane makroekonomiczne z Europy przeszły bez większego echa przez nadchodzącą konferencję prasową szefa Europejskiego Banku Centralnego. Pojawiło się ryzyko ograniczenia handlu kryptowalutami w Korei Południowej.

Dane z Europy

Dzisiaj od rana poznaliśmy produkcję przemysłową na Słowacji. Wzrosła ona o 6,2% wobec oczekiwanych 4,5%. Pomimo dobrych danych ta gospodarka jest zbyt mała by mieć realny wpływ na notowania euro. Później przyszły dokładnie zgodne z oczekiwaniami dane z Węgier. Co ciekawe, pomimo pełnej zgodności na rynku pojawiła się spora zmienność, ale finalnie forint niemal nie zmienił swojej wartości. Szacunki rocznej dynamiki w Niemczech wyniosły 2,2% wobec oczekiwanych 2,4%. Również te dane przeszły bez większego echa. Nie może to dziwić, gdyż rynek czeka na godzinę 13:30 i wystąpienie Mario Draghiego. Być może ta konferencja wyrwie rynki walutowe z noworocznego letargu.

Spadki na kryptowalutach

W rynku kryptowalutowym Korea Południowa pełni szczególną funkcję. Kraj ten odpowiada za znacznie większy procent obrotu tymi aktywami niż mogłoby wynikać z jego potencjału gospodarczego czy liczby ludności. Dzisiaj doszło tam do akcji urzędów skarbowych przeciwko dwóm największym giełdom kryptowalutowym. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało z kolei zakaz handlu. Ministerstwo ds. strategii i finansów poinformowało z kolei, że zapowiedź jest przedwczesna. Wątpliwym jest jednak by nie doszło do pewnej regulacji rynku. Zakaz otwierania anonimowych kont na giełdach wydaje się właściwie przesądzony. Rynek zareagował bardzo szybko. Notowania najpopularniejszej kryptowaluty, czyli bitcoina, spadły o niemal 1000 dolarów. Ostatnio tak tani bitcoin był na rynku 2 stycznia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – Strefa Euro – protokół z posiedzenia EBC,
  • 14:30 – USA -wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Bitcoin w trendzie spadkowym

Choć środa była dla najpopularniejszej kryptowaluty całkiem udana, to łącznie ostatnie dni nie są dla niej najlepsze. W czwartek rano bitcoin kosztuje 13,5 tys. USD. To ponad 2% mniej niż dobę wcześniej i jednocześnie najniższy poziom od 2 stycznia. Mamy do czynienia z wyraźną kontynuacją trendu spadkowego od 7 stycznia, kiedy to kryptowaluta warta była 17,2 tys. USD. Od 17 grudnia, kiedy kryptowaluta była na rekordowym poziomie wszech czasów niemal 20 tys. USD, bitcoin podlega dość głębokim wahaniom w górę i w dół pomiędzy tą wartością a 12 tys. USD. Wszelkie prognozowanie dalszego zachowania bitcoina jest w tej sytuacji niczym więcej jak wróżeniem z fusów.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do brytyjskiego funta (+0,22%) i dolara kanadyjskiego (+0,75%), a traci do euro (-0,07%), dolara australijskiego (-0,52%) oraz japońskiego jena (-0,04%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,195, GBP/USD – 1,349, USD/CAD – 1,255, AUD/USD – 0,787 i USD/JPY – 111,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,01%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,5, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,885. Po wcześniejszych spadkach złotówka zyskuje do głównych walut światowych. W czwartek rano dolar kosztuje ponad 3,49 zł, euro – 4,17 zł, funt – ponad 4,71 zł, a frank szwajcarski – 3,56 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,23%, frankfurcki indeks DAX spadł o 0,78%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,35%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,11%, meksykański indeks Bolsa – 1,84%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,84%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,33%, indeks Shanghai Composite zyskał 0,1%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,12%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej rosną kolejny dzień z rzędu. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 69,2 USD (+0,55%), a ropy WTI – 63,57 USD (+0,96%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 73 USD. Po wcześniejszych spadkach rośnie także cena złota. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1317 USD. To 6 USD więcej (+0,46%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Sprzedaż detaliczna (m/m), listopad – 1,2% (prognoza 0,4%)
  • 8:00 – Rumunia – Produkcja przemysłowa (m/m), listopad – 0,7%
  • 9:00 – Słowacja – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 6,2% (prognoza 4,5%)
  • 9:00 – Węgry – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 3,4% (prognoza 3,4%)
  • 9:00 – Hiszpania – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 4,2% (prognoza 3,1%)
  • 10:00 – Niemcy – Szacunki rocznej dynamiki PKB (r/r) (prognoza 2,4%)
  • 13:30 – Strefa euro – Protokół z posiedzenia EBC, grudzień
  • 14:30 – USA – Inflacja PPI (r/r), grudzień (prognoza 3%)
  • 21:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

RODO wymusi aneksowanie większości umów powierzenia przetwarzania danych osobowych

Administrator danych osobowych, który przekazuje je do przetwarzania jakiemuś podmiotowi (procesorowi), musi mieć z nim zawartą umowę powierzenia przetwarzania danych osobowych. Już niedługo do dużej części tych umów będzie trzeba wprowadzić aneks. W maju wchodzi bowiem w życie Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO).

„Zawarte dotychczas umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych w większości przypadków będą musiały być aneksowane. Wynika to z tego, że obecny stan prawny tak naprawdę określa tylko i wyłącznie cel przetwarzania, zakres danych osobowych, które mają być przetwarzane, oraz warunki porozumienia pomiędzy procesorem […] a administratorem. Natomiast zgodnie z przepisami RODO zakres rzeczy, które muszą być uregulowane w treści umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych, jest dużo szerszy” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Magdalena Kot, radca prawny z kancelarii LAWMORE.

Warto wiedzieć, że zgodnie z RODO procesor – pod warunkiem uzyskania pisemnej zgody administratora – będzie mógł powierzać przetwarzane dane kolejnym podmiotom (podprocesorom). To, którym podprocesorom będzie mu wolno te dane przekazywać, będzie można określić w umowie między administratorem a procesorem. Nie będzie to jednak koniecznością – w takim przypadku administrator da procesorowi wolną rękę w doborze podprocesorów. Co ważne, przy każdorazowym podpowierzeniu danych administrator będzie musiał zostać poinformowany o podprocesorze, przeprowadzanych przez niego czynnościach oraz gwarancjach co do tego, że przetwarzane przez niego dane są bezpieczne.

Frank jest najtańszy od lat. Czy to czas na przewalutowanie kredytu?

O przewalutowaniu kredytów w CHF zwykle mówiło się wtedy, gdy kurs mocno rósł, czyli w najgorszym możliwym momencie. Taka operacja jest bowiem tym korzystniejsza im kurs jest niższy. Obecnie przewalutowanie znacznie bardziej się opłaca niż np. rok temu. Z wyliczeń Expandera wynika jednak, że w większości przypadków przewalutowanie spowoduje niestety wzrost raty o 500-700 zł.

Gdy kurs franka rósł, wiele osób zadłużonych w tej walucie chciało się pozbyć ryzyka walutowego. Wtedy taka operacja była jednak nieopłacalna, gdyż zmiana waluty w takiej sytuacji powoduje, że bardzo wysokie staje się zadłużenie pozostające do spłaty. Obecnie taka operacja dużo bardziej się opłaca. Trzeba jednak dodać, że kurs wciąż jest wyższy niż w momencie udzielania takich kredytów. To sprawia, że często, mimo 10 lat spłaty, zadłużenie po przeliczeniu na złote wciąż jest wyższe niż wypłacona kwota kredytu.

Kolejny problem to różnica w poziomie stóp procentowych w Polsce i Szwajcarii. Oprocentowanie kredytów w CHF często jest niższe niż 1%. Po przewalutowaniu wzrośnie do ok. 4%. To oznacza istotny wzrost raty. Dla przykładu, w przypadku kredytu na 300 000 zł udzielonego na początku 2007 r. rata wzrosłaby o prawie 500 zł. Dla takiego udzielonego w najgorszym możliwym momencie, czyli wtedy, gdy frank kosztował 2 zł, przewalutowanie podwyższyłoby ratę aż o 671 zł.

Dobra okazja dla banków

Przewalutowanie pozwala uwolnić się od ryzyka walutowego, ale wciąż oznacza spore koszty. Spadek kursu może być jednak dobrą okazją dla banków, by zaproponować klientom przewalutowanie na specjalnych warunkach. Im również zależy na tym, aby pozbyć się problemu kredytów we frankach. Gdyby teraz na dużą skalę wyszły z inicjatywą przewalutowania po preferencyjnym kursie, które nie spowoduje wzrostu raty, to istnieje spora szansa, że duża grupa frankowiczów się na to zgodzi. Cieszą się oni obecną niską ratą i wielu zapewne chętnie zaakceptuje propozycje pozostania przy takim jej poziomie. Choć pewnie znajdą się i tacy, którzy będą liczyli na dalszy spadek kursu i raty.

Już wkrótce IX edycja konferencji „Infrastruktura Polska & Budownictwo”

Najważniejsze spotkanie przedstawicieli sektora infrastruktury i budownictwa już w lutym! Kolejna edycja konferencji Infrastruktura Polska & Budownictwo, organizowana przez Executive Club, odbędzie się 8 lutego 2018 w hotelu The Westin w Warszawie. To najbardziej prestiżowe spotkanie liderów infrastruktury o wyjątkowej renomie na rynku, która  co roku zrzesza grono reprezentantów największych firm, najwybitniejszych przedstawicieli sektora z Polski i zagranicy. Partnerami tegorocznej edycji są m.in. Dentons, Lafarge, Future Pipe Industries, Strabag, Metro Warszawskie czy Warbud.

W tym roku konferencja skupi się na zagadnieniach dotyczących postępu technologicznego i innowacji produktowych, które coraz prężniej wkraczają na rynek. Zwrócimy uwagę na tendencję wzrostową w budownictwie, która stanowi wyzwanie dla inwestorów i firm wykonawczych. Dyskutanci podejmą tematy transportu publicznego, biorąc pod uwagę potrzeby wdrażania rozwiązań w duchu zrównoważonego rozwoju. Opowiedzą ze swojej perspektywy o realiach rynkowych po zmniejszeniu współfinansowania inwestycji infrastrukturalnych z funduszy europejskich.

Tradycyjnie w trakcie konferencji zostanie dokonane podsumowanie minionego roku
w infrastrukturze, w tym efekty współpracy sektora publicznego i prywatnego.

Wśród prelegentów tegorocznej edycji będą:

  • Ryszard Trykosko – Przewodniczący Polskiego Związku Inżynierów Budownictwa
  • Barbara Dzieciuchowicz – Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa
  • Zbigniew Kotlarek – Prezes Polskiego Kongresu Drogowego
  • Prof. dr hab. inż. Anna Siemińska-Lewandowska – Prodziekan ds. nauk, Politechnika Warszawska, Wydział Inżynierii Lądowej
  • Jan Styliński – Prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa
  • Prof. Leszek Rafalski – Dyrektor Instytutu Badawczego Dróg i Mostów
  • Libor Lochman – Dyrektor Zarządzający Wspólnotą Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej (CER)

Zwieńczeniem konferencji będzie uroczysta gala wręczenia ,,Diamentów Infrastruktury
i Budownictwa”
. Już po raz trzeci przyznane zostaną nagrody za szczególne osiągnięcia w branży dla spółek na rynku polskim. Grono autorytetów sektora skupione w Kapitule Konkursowej wyłoni laureatów i wyróżni podmioty, które poprzez swoją strategię okazali się liderami w danej kategorii.

REJESTRACJA NA WYDARZENIE JUŻ OTWARTA! Więcej szczegółów na stronie internetowej organizatora www.executive-club.com.pl

Organizator: Executive Club

Patronat honorowy: Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej (Community of European Railway and Infrastructure Companies – CER), Polska Izba Inżynierów Budownictwa, Polski Kongres Drogowy, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Instytut Badawczy Dróg i Mostów, Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa, Urząd Transportu Kolejowego, Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa

Partner Główny: Dentons, Lafarge

Partnerzy Złoci: Future Pipe Industries, Strabag

Partnerzy: Bolix Polska, IDS-Bud, Metro Warszawskie, Warbud

Partnerzy Gali: Kajima Poland

Patroni medialni: BudNet, BudNews, budowa.org, budownictwo.org nieruchomości.biz, CEO Magazyn, E-Biurowce, edroga, forum PPP, Infrastruktura, Inteligentny Budynek, Magazyn Autostrady, Magazyn Kruszywa, Magazyn Mosty, PMR, Polish Market, Rynek Budowlany, Rynek Inwestycji, ViaExpert, Warsaw Business Journal

Infra_18_z_partnerami

Roboty nie zabiorą pracy księgowym, ale rewolucyjnie zmienią ich pracę

67% ankietowanych przez EY jest przekonanych, że nowe technologie będą odgrywały coraz większą rolę w firmie. Technologia, w tym robotyzacja, pozwoli księgowym nie tylko odtwarzać zdarzenia z przeszłości, ale na podstawie posiadanych danych przewidywać wyzwania podatkowe i księgowe w przyszłości – takie wnioski płyną z badania firmy doradczej EY „Robot w służbie księgowości” przeprowadzonego na grupie blisko 150 przedstawicieli zarządów, dyrektorów finansowych i głównych księgowych.

Rośnie rola nowych technologii w księgowości

Już dziś widać, że zmiany legislacyjne spowodują głęboką transformację raportowania księgowego. Jednolity Plik Kontrolny, split payment czy zmiany zasad stosowania cen transferowych zmniejszają pole do interpretacji dla księgowych i przenoszą centrum kompetencji księgowych w kierunku specjalistów od IT. Ponad 2/3 ankietowanych jest przekonanych, że nowe technologie takie jak rozwiązania robotyczne, automatyzacja procesów księgowych czy sztuczna inteligencja, będą odgrywały coraz większą rolę w ich firmie. – Technologia, w tym robotyzacja, pozwoli księgowym nie tylko „robić zdjęcia przeszłości”, ale na podstawie posiadanych danych przewidywać wyzwania podatkowe i księgowe w przyszłości – mówi Marcin Jurczak, Partner, Lider Zespołu Usług Księgowych i Płacowych EY. – Robotyka przyspiesza wykonanie zadań i uwalnia zasoby ludzkie w organizacji, umożliwiając przesunięcie ich do bardziej zaawansowanych zadań. W połączeniu z optymalizacją procesów, automatyzacja umożliwia uwolnienie 40-50% zasobów ludzkich w organizacji. W efekcie rośnie poziom zadowolenia klientów, którym taka firma dostarcza usługę szybciej i jest ona lepszej jakości. Zwiększa się też poziom innowacyjności w firmie, dzięki uwolnionym zasobom ludzkim, poprawie analityki biznesowej i wykonywaniu zadań w czasie rzeczywistym – dodaje.

Ewolucja technologiczna

Jednak, pomimo nowych technologii coraz śmielej wkraczających do Polski, rynek usług księgowych jest obszarem dość konserwatywnym. Nasycenie nowymi technologiami zazwyczaj nie przekracza 50%. Wyjątkiem jest obowiązkowy JPK, który wykorzystuje 81% badanych. Co druga firma (52%) wykorzystuje nowe technologie w sprawozdawczości podatkowej a 46% badanych w sprawozdaniach rocznych lub kwartalnych. 43% firm wykorzystuje technologię w bieżącej rejestracji transakcji, a 38% badanych używa nowych technologii do rozliczeń miesięcznych. – Inteligentny robot może być panaceum na rynek pracownika, z jakim pracodawcy mają coraz częściej do czynienia. Robot może być kolejnym pracownikiem, który przejmuje najbardziej powtarzalne czynności i najprostsze funkcje w organizacji. Można go w szybki i łatwy sposób zaprogramować do wykonywania zadań. W efekcie odciąży to firmę od konieczności szukania i szkolenia mało wykwalifikowanej kadry najniższego szczebla. W tym samym czasie pracodawca może zaoferować bardziej atrakcyjne możliwości rozwoju zawodowego pozostałym pracownikom, którzy mogą się skupić na kontakcie z klientem albo na realizacji bardziej kompleksowych projektów – mówi Dariusz Tłokiński, Starszy Menedżer w Zespole Usług Księgowych i Płacowych EY.

Co stoi na drodze nowym technologiom?

Zaledwie 7% badanych planuje zmiany w formie księgowości w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Dzieje się tak z powodu szeregu ograniczeń, jakie widzą ankietowani. Najczęściej wymienianą przeszkodą we wdrażaniu nowych rozwiązań jest brak budżetu – wymienia ją 38% ankietowanych. Tuż za nim pojawia się brak informacji o istniejących rozwiązaniach (34%) oraz konieczność zmian procesu księgowego (24%).

Przeszkody we wdrażaniu nowych technologiiPrzeszkody we wdrażaniu nowych technologii

Równocześnie 57% badanych zdaje sobie sprawę, że nowe technologie działają szybciej i sprawniej, co przekłada się na wzrost efektywności procesów księgowych. Zdaniem 54% ułatwiają one podejmowanie decyzji. – Od czerwca 2017 roku w EY pracuje Krystyna – robot wspomagający nas w pracach księgowych. Pomaga księgować wyciągi bankowe, transakcje zakupu i sprzedaży. Sprawdza też numery NIP i VAT. Dla porównania – człowiek sprawdza jeden nr NIP przez ok. minutę, robotowi czynność ta zajmuje 20 sekund. Krysia pomaga też systemowi kadrowo-płacowemu, któremu importuje automatycznie wartość premii i nadgodzin. To jednak ułamek możliwości Krysi, programiści EY pracują nad kolejnymi zastosowaniami – mówi Renata Kwas, Menedżer Projektu w Zespole Usług Księgowych i Płacowych EY.

Outsourcing w sprawach nadzwyczajnych

W sytuacjach nadzwyczajnych – takich jak urlop czy choroba pracownika – firmy są bardziej skłonne do korzystania z rozwiązań dostawców zewnętrznych. Tak deklaruje ponad 40% badanych. Zaletą outsourcingu jest przede wszystkim – zdaniem ankietowanych – doświadczenie wynikające ze współpracy z wieloma firmami o różnych potrzebach, udział pracowników tych instytucji w specjalistycznych szkoleniach i pełna dyspozycyjność pracowników zewnętrznych.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Dobre złego początki

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Jedno ze słynnych powiedzeń Warrena Buffetta głosi, że inwestorzy powinni być bojaźliwi, gdy inni są chciwi oraz chciwi, gdy pozostali są bojaźliwi. Warto w tym kontekście porównać nastroje panujące obecnie z tymi sprzed roku. Otóż przełom 2016 i 2017 roku charakteryzował się niemałą dozą niepewności. Inwestorzy wciąż dochodzili do siebie po wcześniejszym referendum w sprawie brexitu oraz wygranej Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich.

Krajowe duże spółki wychodziły w tym czasie z dłuższego okresu dekoniunktury, a inwestorzy dopiero przekonywali się, że wcale nie jest tak, że polskie blue chipy są nieinwestowanlne, jak niemalże powszechnie sądzono w 2016 roku. Jeszcze ciekawiej prezentowała się koniunktura gospodarcza. Otóż drugie półrocze 2016 roku stało pod znakiem zauważalnego spowolnienia aktywności gospodarczej.

Dynamika krajowego wzrostu PKB spadła poniżej 3% i wyroki na nowy rok wcale nie były hurraoptymistyczne. Wiele osób obawiało się serii wyborów na Starym Kontynencie, które mogły przynieść populistyczne zmiany, wcześniej widoczne w Wielkiej Brytanii i USA. Rzeczywistość okazała się bardzo łaskawa.

Polityka w minionym roku praktycznie nie odegrała znaczącej roli, gdyż pierwsze skrzypce odgrywała zsynchronizowana faza wzrostu gospodarczego, której doświadczył niemalże cały świat. W ten oto sposób wraz z wyraźnymi wzrostami cen akcji dotarliśmy do początku kolejnego roku. Jakie nastroje panują obecnie? Hurraoptymistyczne. Ze świecą szukać osób, które sądzą, że wzrost gospodarczy w Europie czy USA napotkać może jakiekolwiek problemy. Jedynie co do Chin panuje pewna niepewność, ale to pewien wyjątek, gdyż w przypadku pozostałych azjatyckich gospodarek panuje raczej zgodny pozytywny konsensus. Mało kto przejmuje się polityką, mimo że wielkimi krokami zbliżają się wybory we Włoszech.

Nastroje wśród inwestorów są wyśmienite, a zaangażowanie amerykańskich inwestorów indywidualnych jest najwyższe od czasu bańki internetowej z 2000 roku. Zresztą obserwujemy pewne echa internetowego boomu, które aktualnie przyjmują zabarwienie kryptowalutowe. Cały ten ogromny optymizm kontrarianinowi nie może się podobać. Owszem, niemała rzesza osób zdaje sobie sprawę z czających się ryzyk, ale panuje powszechne przeświadczenie, że większe niebezpieczeństwo inwestorom w 2018 roku nie grozi. Zgodnie z maksymą Buffetta wymusza to ostrożniejszą postawę, szczególnie że w tym roku zbraknie poduszki bezpieczeństwa, która była obecna przez większość ostatnich lat – Rezerwa Federalna zamiast skupować aktywa, sprzedaje je.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Deloitte: Polacy muszą odnaleźć się w cyfrowej rzeczywistości

Rozwój technologiczny, który z roku na rok nabiera tempa, coraz bardziej wpływa na życie każdego z nas. Zgodnie z tegorocznym raportem firmy doradczej Deloitte „TMT Predictions 2018” centrum cyfrowego świata staje się smartfon, który pełni rolę nie tylko telefonu, ale również coraz częściej osobistego komputera, odbiornika telewizyjnego oraz routera. Zdaniem ekspertów Deloitte trendy, które są widoczne na całym świecie, takie jak rozwój mediów cyfrowych, czy internetu mobilnego, widoczne są również w Polsce.

Kiedyś prenumerata, dziś subskrypcja serwisu online

Raport Deloitte przewiduje, że do końca 2018 roku połowa dorosłych osób w krajach rozwiniętych będzie posiadać co najmniej dwie subskrypcje mediów w kanałach online, a do końca 2020 roku liczba ta wzrośnie do czterech. Koszt tych subskrypcji, obejmujący głównie telewizję, filmy, muzykę, wiadomości i prasę, w 2018 roku będzie wynosił średnio poniżej 10 dolarów miesięcznie za subskrypcję. W tym roku liczba subskrybentów na świecie wyniesie 350 mln osób, w których posiadaniu będzie 580 mln subskrypcji. Większość z nich będą stanowiły subskrypcje VoD (375 mln).

Aż 20 proc. osób dorosłych w krajach rozwiniętych wykupi lub będzie miało dostęp do co najmniej pięciu płatnych subskrypcji mediów online, a do 2020 roku aż dziesięciu. – Model subskrypcji znany jest od dawna w kontekście mediów tradycyjnych. Wystarczy wspomnieć prenumeratę prasy. Obecnie jednak obserwujemy popularyzację subskrypcji również w internecie. Wpływa na to szereg czynników – mówi Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. – Jest to przede wszystkim coraz bardziej atrakcyjna treść, którą możemy odtworzyć na wielu urządzeniach a zainteresowana nią jest rosnąca liczba klientów, gotowych również za nią zapłacić– dodaje.

Seryjne oglądanie Polaków

Trendowi temu sprzyja również rozwój technologii i większa przepustowość połączeń do internetu. W Polsce w ostatnich kilkunastu miesiącach obserwujemy rozwój rynku serwisów video, takich jak np. Netflix, Player.pl czy ShowMax, które inwestują również w rodzime produkcje. Obserwujemy także zjawisko „binge-watching”, czyli seryjnego oglądania seriali czy programów telewizyjnych. Niejednokrotnie platformy udostępniają swoim odbiorcom całe sezony swoich produkcji naraz, co sprawia, że widzowie mogą spędzić przed ekranem swoich telewizorów, komputerów lub telefonów nawet kilka godzin bez przerwy. Z badania Deloitte wynika, że zjawisko to dotyczy przede wszystkim przedstawicieli pokolenia milenialsów, wśród których aż 90 proc. przyznaje się do takiego sposobu oglądania, a 38 proc. robi to regularnie (dotyczy widzów w USA). – Przy dalszej popularyzacji tego trendu, dostawcy treści i reklamodawcy będą się starać go wykorzystać, aby lepiej docierać do klientów. Jednocześnie należy się spodziewać rosnącej podaży treści, które można oglądać seryjnie – mówi Jakub Wróbel.

Domowy internet mobilny

Rozwój serwisów płatnej treści online nie byłby możliwy, gdyby nie intensywny rozwój infrastruktury sieci telekomunikacyjnych, w tym internetu stacjonarnego i mobilnego.

Raport Deloitte przewiduje, że w 2018 roku jedna piąta mieszkańców Ameryki Północnej z dostępem do internetu będzie korzystać jedynie z sieci mobilnej. W 2022 roku takich osób może być już 30-40 proc. Osoby te w ogóle zrezygnują z internetu stacjonarnego. Ludzie, którzy korzystają z sieci mobilnej w miejscach publicznych, w szkole i czasem w pracy przeniosą ten zwyczaj również do domu. Istnieje wiele powodów takiego podejścia, zarówno o charakterze demograficznym, społecznym, jak i ekonomicznym. Niejednokrotnie jednak internet mobilny jest jedyną dostępną opcją transmisji danych, zwłaszcza poza miastami.

Trend ten jest również coraz bardziej widoczny w Polsce, biorąc pod uwagę, że na wsi mieszka ponad 40 proc. populacji. Rośnie również liczba jednoosobowych gospodarstw domowych. W tym roku według prognoz GUS może być już ich ponad 4,2 mln, a to według ekspertów Deloitte single są jedną z tych grup społecznych, która będzie wybierać częściej niż inne zamiast internetu stacjonarnego internet mobilny. – Liczba użytkowników internetu mobilnego w Polsce od 2014 do 2016 roku zgodnie z danymi UKE wzrosła o blisko 28 proc. do 7,4 mln. Należy jednak pamiętać o wielu toczących się oraz planowanych inwestycjach w rozwój szerokopasmowych sieci stacjonarnych, które wciąż jednak nie są dostępne wszędzie – mówi Jakub Wróbel.

Sztuczna inteligencja poszerza zakres swojego działania

Nowe funkcjonalności używanych przez nas smartfonów nie byłyby możliwe, gdyby nie rozwój sztucznej inteligencji. – Już niebawem niemal każda czynność wykonywana przez nas na smartfonie wsparta będzie przez uczenie maszynowe. W coraz szerszym zakresie jest ono wykorzystywane również przez biznes, choć wciąż jeszcze mówimy w tym przypadku o początkowej fazie rozwoju – mówi Jan Michalski, Partner, Lider Sektora TMT, Deloitte. Według prognoz Deloitte praktyczne zastosowanie rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji wzrośnie w dużych i średnich przedsiębiorstwach. W tym roku liczba projektów pilotażowych i wdrożeniowych w tym segmencie będzie dwa razy większa niż w ubiegłym roku, a w 2020 roku będzie to już cztery razy większy wzrost w stosunku do tego roku. Wydatki na ten cel mają wynieść w 2021 roku 57,6 mld dolarów. Dla porównania w ubiegłym roku było to 12 mld dolarów.

Polska na początku drogi

Rozwój sztucznej inteligencji jest zdominowany przez gigantów technologicznych, a samo USA odpowiada za prawie 80 proc. wszystkich środków przeznaczonych na rozwój tej technologii.  – W Europie, w tym w Polsce rozwój sztucznej inteligencji jest w bardzo wczesnym stadium. Jednak w połączeniu z rosnącymi oczekiwaniami klientów kreowanymi przez gigantów technologicznych takimi jak Google czy Amazon stwarza sporą niszę do wykorzystania. W Polsce do branż, w których najbardziej zauważalne jest podejmowanie działań zmierzających w kierunku wdrożenia rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji należą np. telekomunikacja, usługi finansowe oraz firmy internetowe – mówi Jan Michalski. W wykorzystanie tej technologii inwestują przede wszystkim start-upy oraz fundusze venture capital. Na tym tle wyróżniają się takie spółki jak Growbots czy deepsense.ai. Polskim produktem jest również Ada, asystent, który przy wsparciu uczenia maszynowego i szeroko rozumianej sztucznej inteligencji pomaga w wynajmie mieszkania. Jednym z największych polskich sukcesów w tej dziedzinie było stworzenie syntezator mowy Ivona, którą kilka lat temu kupił Amazon. – Polska ma potencjał, by stać się regionalnym centrum rozwoju sztucznej inteligencji, dlatego jest tak ważne, by rodzimy biznes dostrzegł pojawiąjącą się szansę i nie przegapił rewolucji, która dzieje się na naszych oczach – podsumowuje Jan Michalski.

Raport: Najważniejsze trendy w hotelarstwie w 2018 roku

  • Branża hotelarska w 2018 roku będzie zmieniać się szybciej niż kiedykolwiek;
  • Pozyskanie nowych pracowników, rosnąca rola aparthoteli, rewolucja mobilna, internet rzeczy, relacje z klientami – na te aspekty trzeba zwrócić uwagę w 2018 roku;
  • Profitroom przygotował raport „Trends 2018” prezentujący najważniejsze wyzwania i zadania czekające hotelarzy w najbliższych dwunastu miesiącach.

Branża hotelarska w 2018 roku będzie zmieniać się szybciej niż kiedykolwiek – wynika z raportu „Trends 2018” przygotowanego przez firmę Profitroom, która postanowiła po raz kolejny przeanalizować trendy rynkowe i wskazać najważniejsze wyzwania czekające rynek w najbliższych dwunastu miesiącach.  

Aktywna polityka HR, zmiana podejścia Polaków do podróżowania, skuteczna interakcja z klientem, rosnąca rola aparthoteli, automatyzacja procesów – to tylko kilka najważniejszych trendów na 2018 rok, które czekają branżę hotelarską. Na rynku przybywa obiektów, a właściciele hoteli muszą poszukiwać coraz nowszych narzędzi komunikacji, aby sprostać wymaganiom rynkowym. Najbliższe dwanaście miesięcy zapowiada się niezwykle interesująco i dynamicznie – mówi Marcin Dragan, Dyrektor Zarządzający firmy Profitroom, dostawcy technologii rezerwacyjnej dla hoteli i apartamentów, która przygotowała raport „Trends 2018”, prezentujący najważniejsze trendy w branży. Czas poznać najważniejsze z nich w szczegółach.

Jak zatrzymać pracownika?

Obecnie w Polsce, wobec rekordowo niskiej stopy bezrobocia(6,6 proc.), mamy do czynienia z rynkiem pracownika. W przypadku branży hotelowej, wyraźnie widać mniejsze zainteresowanie pracą w branży wśród osób młodych. Z kolei pracownicy z doświadczeniem są na wagę złota i mogą przebierać w ofertach. Coraz trudniej również o zatrudnienie pokojowych czy kelnerów z odpowiednim doświadczeniem. W jaki sposób poradzą sobie z tym wyzwaniem właściciele lub zarządcy obiektów? Prowadząc aktywną politykę HR, która pozwoli nie tylko na utrzymanie obecnego zespołu, ale też wprowadzi narzędzia, umożliwiające zapewnienie stabilnego poziomu zatrudnienia w hotelu.

Kluczem do pokonania trudności, może okazać się optymalizacja pracy np. poprzez zmianę sposobu serwowania posiłków oraz wzmacnianie lojalności pracowników za pomocą udziału w szkoleniach i programach rozwoju. Pozwoli to pozostać konkurencyjnym na rynku i sprostać oczekiwaniom klienta, który zmienia swój sposób podróżowania.

3 x W – wolno, wnikliwie, wyjątkowo

Turyści nie chcą dzisiaj brać udziału w tzw. objazdówkach, a coraz częściej decydują się na dłużej pozostać w jednym miejscu, poznając jego klimat, ludzi i kulturę. Wolno, wnikliwie i wyjątkowo – to trzy słowa, które charakteryzują podróżnika w 2018 roku.

Tego typu podejście dla podróżowania to ogromna szansa dla obiektów turystycznych, które mogą zwiększyć sprzedaż bezpośrednią, konstruując ofertę wokół doświadczenia podróżyzauważa przedstawiciel Profitroom. – Dzisiaj podróżnik to osoba obeznana z nowinkami technologicznymi, kupująca usługi dodatkowe, które gwarantują wysoką jakoś produktów i usług. Na wzroście popularności tzw. slow travel skorzystać mogą również większe hotele, tworząc unikalne oferty spełniające oczekiwania różnych grup klientów: smakoszy, amatorów domków na drzewach czy campingu dodaje. Wraz ze zmianą sposobu podróżowania, rosną również wymagania co do jakości miejsca pobytu, co wiąże się z kolejnym trendem.

Aparthotele – luksus czy realizacja potrzeb

W ostatnich latach w Polsce powstaje coraz więcej obiektów turystycznych działających w ramach usługi aparthotel. Co to pojęcie oznacza? Jest to usługa wynajmu apartamentów w systemie hotelowym łącząca w sobie cechy apartamentów i hotelu. Trend ten zauważany jest głównie w dużych ośrodkach, gdzie istnieje większe zapotrzebowanie na produkty luksusowe. Standardowe usługi hotelowe przestają być gwarantem atrakcyjności hotelu, bo Polacy stawiają bardziej na doświadczenie pobytu niż na klasyczny wynajem. A w tym doświadczeniu dużą rolę zaczyna odgrywać również technologia.

Rewolucja technologiczna również w hotelarstwie

Współczesny klient hotelu przyzwyczajony do zaawansowanych technologicznie sprzętów, które posiada w swoim domu, tego samego oczekuje również w pokoju hotelowym. Zastosowanie inteligentnych urządzeń w ramach internetu rzeczy i technologii „smart room”, przynosi szereg korzyści takich jak: automatyzacja procesów, racjonalizacja zużycia energii, odciążenie obsługi czy możliwość skupienia się na zapewnieniu gościom jak najlepszego doświadczenia pobytu. Oczywiście istotne jest również dopasowanie rozwiązań do finansowych możliwości hoteli. Jednak nawet najlepsza technologia na nic się zda, jeżeli zabraknie odpowiedniej komunikacji z klientem.

Interakcja z klientem

Ostatnie lata w szeroko rozumianej branży usługowej to zupełna zmiana podejścia na linii klient-firma. Dziś komunikacja z klientem jest kluczem do budowania skutecznej relacji. Coraz istotniejszą rolę zaczynają odgrywać live chaty, które umożliwiają np. obsługę gościa hotelowego w czasie rzeczywistym, na każdym kroku procesu rezerwacyjnego. Obsługa może na bieżąco reagować na pytania i tak pokierować rozmową, aby doprowadzić do dokonania rezerwacji. Ciekawym rozwiązaniem może okazać się również wprowadzenie do komunikacji wirtualnego asystenta (chatbot), czyli programu, który będzie w stanie odpowiadać klientom na najczęściej pojawiające się pytania. A skoro już wspominamy o wirtualnym asystencie, to najlepiej sprawdzi się on na urządzeniach mobilnych, które są dużym wyzwaniem dla wszystkich przedsiębiorców.

Rewolucja mobilna i zintegrowany czynnik sukcesu

W 2017r. ponad 50 proc. ruchu w internecie pochodziło z urządzeń mobilnych, co można określić jako przełom w korzystaniu z sieci. Dlatego wdrożenie rozwiązań, które są zaprojektowane specjalnie pod urządzenia mobilne jest dla hotelarzy koniecznością, która w przyszłości przełoży się na wzrost przychodów z tytułu rezerwacji dokonanych przez smartfony.

 

Oprócz rewolucji mobilnej, istotne jest również korzystanie z systemów, które integrują dane o klientach i ułatwiają zarządzanie. – System konsolidujący dane to przyszłość́ hotelarstwa. Rozwiązania dostarczane przez jednego dostawcę, mają tę przewagę̨ nad systemami patchworkowymi, że od początku są tworzone jako spójny organizm, pozwalający na efektywne zarządzanie danymi bez konieczności pokonywania przeszkód natury technicznej – mówi Marcin Dragan.

Powyższe trendy pokazują, że najbliższe dwanaście miesięcy to duże wyzwania dla branży, ale jednocześnie podkreślić należy, że przyszłość rysuje się w optymistycznych barwach. Sektor dynamicznie się rozwija, czego dowodem jest duża liczba inwestycji, ale także wzrost liczby turystów. Wszystko w rękach hotelarzy, którzy przy odpowiedniej obserwacji i wdrażaniu nowych rozwiązań skutecznie dopasują się do rynku i mają szansę wyprzedzić konkurencję.

Chiny zastopują skup obligacji rządowych USA?

Tryb mini-paniki ogarnął rynek walutowy w środę z nagromadzeniem pytań o potencjalne potyczki handlowe USA z Chinami i Kanadą. Jednak podobnie, jak w przypadku zawirowań na JPY na początku tygodnia, emocje inwestorów przyćmiewają zdrowy rozsądek. Główny rezultat, to wyższe rentowności długu w USA i to stanowi poduszkę bezpieczeństwa dla dolara.

Wydaje mi się, że inwestorzy sprzedający USD wczoraj nie spędzili dużo czasu nad interpretacją doniesień z Chin. Według Reutersa (anonimowi) chińscy oficjele zasugerowali, że możliwe jest zmniejszenie lub zastopowanie skupu obligacji rządowych USA. Na pierwszy rzut oka wygląda to na wyraźne osłabienie popytu na dług USA i cios w zaufanie, ale czy na pewno? To nie jest tak, że Chiny robią USA łaskę i kupują obligacje. Absurdalnie wysoka nadwyżka w handlu zagranicznym, głównie realizowana w dolarze, zmusza Chiny do lokowania rezerw walutowych przeważnie w obligacje skarbowe USA, gdzie 10-latki mają już rentowność 2,55 proc. I nie bardzo można wskazać alternatywę, gdyż niemieckie Bundy dają dochód zaledwie 0,53 proc., nie wspominając o japońskich 10-latkach (0,08 proc.). A jeśli nie obligacje, to co? Akcje? Bitcoin?

Byłoby zaskakujące, jeśli chińskie władze nie zdawały sobie sprawy ze swojego położenia. Zatem być może wczorajsze „przecieki” (z resztą dziś rano już prostowane przez chiński urząd SAFE) miały inne zadanie. Nie jest tajemnicą, że prezydent Trump ma wysoko na swojej liście walkę o równe (w jego mniemaniu) traktowanie USA w handlu zagranicznym. W tym kontekście wczoraj mogliśmy być świadkami pokazu, jak Chiny mogą odpowiedzieć na działania Trumpa. Czyżby było to preludium do nowego tematu, który może przykuwać uwagę w kolejnych tygodniach i miesiącach? Jeśli tak, to rentowności długu USA będą dalej pędzić w górę, ale wojna handlowa na linii USA-Chiny położy się cieniem na apetycie na ryzyko. Jeśli jednak dementi chińskich władz przyniesie dziś uspokojenie, USD dalej pozostaje z wysokimi rentownościami długu.

Ofiarą wojen handlowych w ostatnich godzinach stała się też CAD po doniesieniach, jakoby strona kanadyjska przewidywała zerwanie porozumienia NAFTA przez prezydenta Trumpa. Wprawdzie Biały Dom przekazał później, że stanowisko Trumpa nie uległo zmianie, to ciężko oprzeć się wrażeniu, że negocjacje nie idą „gładko”. Stąd USD/CAD nie odpuszcza wzrostów. Kolejna tura rozmów między USA, Kanada i Meksykiem jest zaplanowana za dwa tygodnie, ale wcześniej (17 stycznia) mamy decyzję Banku Kanady. Przy niepewności o przyszłość NAFTA, rynek zaczyna się zastanawiać, czy BoC nie zdecyduje się wstrzymać z podwyżką – prawdopodobieństwo takiego ruchu wyliczane z rynku stopy procentowej spadło z 87 proc. do 72 proc.

Nie jestem w ogóle zaskoczony tym, że pomimo gołębich wzmianek na konferencji po posiedzeniu RPP po złotym nie widać słabości. W swoim stylu prezes NBP Glapiński powtórzył, że dane z gospodarki oraz projekcja skłaniają go do opinii, że stopy procentowe nie powinny ulec zmianie do końca 2018 r., a nawet dłużej (choć nie rozwinął tej ostatniej myśli). Zaskakująco członek RPP Gatnar wyraził swoje obawy o obniżenie ścieżki inflacji. Wcześniej Gatnar sugerował możliwość podwyższenia stóp procentowych w I kw. 2018 r. Jak dla mnie są to dość mocne sygnały uderzające w konsensus rynkowy pierwszej podwyżki w IV kw. 2018 r., za to wspierające nasza prognozę dla lipca 2019 r. Ale dla rynku FX obecnie ważniejsze jest kształtowanie się generalnego sentymentu do rynków wschodzących, co zamyka EUR/PLN w przedziale 4,16-4,20.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs franka może znowu zaskoczyć. Przy wycenie powyżej 3,60 czeka nas powrót do fali wzrostowej

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Początek 2018 roku przyniósł znaczący i wyczekiwany od 2009 roku spadek szwajcarskiej waluty. Utrzymujący się od kilku dni mocny kurs złotego musiałby jednak zostać zachowany do co najmniej końca stycznia, by zakładać trend spadkowy CHF w kolejnych okresach 2018 roku. Z kolei powrót w końcówce miesiąca do wyceny franka szwajcarskiego powyżej 3,60 oznaczać może – o ile nie będzie jedynie korektą – nową falę wzrostową, a nawet sugerować test lokalnego szczytu na poziomie 4,13.

Od osiągnięcia poziomu 4.13 w końcówce 2016 roku, notowania CHF osuwają się w kierunku kluczowej strefy wsparcia 3.10 – 3.17. Póki co, najważniejszą informacją jest naruszenie dotychczasowego kanału wzrostowego, który utrzymywał rynek od 2009 roku. Oznacza to, że mamy do czynienia ze wstępnym sygnałem na dalsze umocnienie naszej waluty w relacji do franka szwajcarskiego.

Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że skala zanegowania wspomnianego kanału na koniec grudnia 2017 roku jest znikoma i będzie prowokować kupujących do odreagowania. Póki co widzimy dalsze osuwanie się notowań, jednakże biorąc pod uwagę, że mamy dopiero początek miesiąca, końcówka stycznia 2018 może zaskoczyć.Analiza kursu CHF do PLN

Gdyby zatem na koniec pierwszego miesiąca 2018 roku notowania trwale powróciły powyżej poziomu 3.60, naruszony obecnie kanał wzrostowy ostatecznie utrzymałby się, a to z kolei oznaczałoby rozpoczęcie fali wzrostowej. Kwestią otwartą pozostaje to, czy nowa fala byłaby tylko korektą – wtedy ruch dotarłby w okolice poziomu 3.78  – czy mielibyśmy powrót do dominującego trendu wzrostowego. Wówczas wzrosty doprowadziłyby do testu lokalnego szczytu w cenie 4.13.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Dowód rejestracyjny auta jeszcze w tym roku będzie cyfrowy. Już teraz można sprawdzić szczegółową historię samochodu przed jego zakupem

Dowód rejestracyjny auta jeszcze w tym roku będzie cyfrowy. Już teraz można sprawdzić szczegółową historię samochodu przed jego zakupem 8

Na III kwartał 2018 roku Ministerstwo Cyfryzacji zapowiada wdrożenie do aplikacji mDokumenty dowodu rejestracyjnego, polisy OC i prawa jazdy. Oznacza to, że wszystkie te dokumenty będzie można okazywać za pomocą smartfona. Już teraz można poprzez portal historiapojazdu.gov.pl sprawdzić szczegółową historię auta, również sprzed jego sprowadzenia do kraju. Ministerstwo Cyfryzacji zapowiada, że niebawem zostaną uruchomione kolejne usługi i ułatwienia dla zmotoryzowanych.

Aplikacja mDokumenty ma sprawić, że jej użytkownicy nie będą musieli nosić przy sobie niektórych dokumentów, tylko w razie potrzeby wyświetlą je na ekranie telefonu. Od maja 2017 roku w Łodzi, Ełku, Koszalinie i Nowym Wiśniczu trwa pilotaż tej usługi dla dowodów osobistych. Zgodnie z harmonogramem opublikowanym przez Ministerstwo Cyfryzacji, jeszcze w I kwartale 2018 roku usługa ma być dostępna w całym kraju. Na III kwartał zaplanowano natomiast zdigitalizowanie dokumentów dotyczących samochodu, czyli dowodu rejestracyjnego, polisy OC oraz prawa jazdy.

– Na przełomie stycznia i lutego planujemy uruchomić usługę „Mój pojazd”, która pozwoli wyświetlić kompletną informację o posiadanym samochodzie. Będzie można wydrukować raport, który udostępnimy jako potencjalni sprzedawcy przyszłemu nabywcy. Dane dostępne w portalu historiapojazdu.gov.pl są w pewnym stopniu ograniczone. Te, które będzie można wygenerować w usłudze „Mój pojazd”, będą kompletne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Okoński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Już teraz można korzystać z udogodnień pozwalających na sprawdzenie dokładnej historii kupowanego samochodu. Osoby zainteresowane zakupem mogły dotychczas sprawdzić na portalu historiapojazdu.gov.pl szczegółową historię aut pochodzących z Polski oraz tych, które były sprowadzone i zostały już zarejestrowane w kraju. Od początku 2018 roku kupujący mają możliwość sprawdzenia tam również tego, co działo się z samochodem przed jego pojawieniem się w Polsce.

– Oprócz tego, co widzieliśmy do tej pory, czyli historii badań technicznych, podstawowych informacji o historii zmian właściciela, zyskujemy dodatkowe informacje o przeszłości auta sprzed jego sprowadzenia do kraju. To dane o czynnikach ryzyka, czyli alertach, które mają potencjalnego nabywcę poinformować o tym, czy auto było na przykład złomowane, użytkowane jako taksówka lub uczestniczyło w wypadku, po którym stwierdzono szkodę całkowitą – wyjaśnia Karol Okoński.

Raport jest dostępny zarówno dla kupujących, jak i sprzedających. Aby uzyskać dostęp do danych sprzed sprowadzenia auta z zagranicy, trzeba jednak posłużyć się profilem zaufanym. Jak wyjaśnia podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, dzieje się tak dlatego, że dane udostępnia komercyjna firma Carfax. Jednym z warunków współpracy było to, że informacja ma być dostępna tylko dla obywateli polskich. Należało więc uniknąć sytuacji, w której ktoś z zagranicy, dowiadując się, że jest w Polsce taka usługa, zacznie wykorzystywać ją do swoich potrzeb.

– Założenie profilu zaufanego w tym momencie jest możliwe również zdalnie, bez wychodzenia z domu, korzystając z możliwości potwierdzania przez bankowość internetową już w wielu bankach, więc zakładamy, że nie będzie to przeszkoda, żeby tej usługi użyć, natomiast jest ona adresowana do osób fizycznych, nie do firm – wyjaśnia wiceminister.

Z informacji dostępnych w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wynika, że w Polsce rocznie rejestruje się od 1,5 do niemal 2 mln samochodów. Większość z nich to auta używane, często sprowadzane z zagranicy. 

Odkryte luki bezpieczeństwa mogą dotknąć nawet 90 proc. nowoczesnych smartfonów. Eksperci zalecają aktualizację systemów

Odkryte luki bezpieczeństwa mogą dotknąć nawet 90 proc. nowoczesnych smartfonów. Eksperci zalecają aktualizację systemów 9

Trzy niezależne zespoły specjalistów zajmujących się bezpieczeństwem IT odkryły, że większość współczesnych procesorów, stosowanych w urządzeniach mobilnych i urządzeniach Internetu Rzeczy, jest podatnych na kradzież informacji. Część producentów urządzeń wydała już odpowiednie aktualizacje, które minimalizują ryzyko przejęcia kontroli nad urządzeniem. Eksperci zalecają, by użytkownicy bezzwłocznie zaktualizowali swoje urządzenia.

– Luka w zabezpieczeniach procesorów o architekturze ARM, wykorzystywanych m.in. w urządzeniach mobilnych czy urządzeniach internetu rzeczy, polega na tym, że przy ewentualnym wykorzystaniu tej luki, czyli napisaniu złośliwego kodu, atakujący ma dostęp do zasobów i procesów, które zachodzą w danym urządzeniu. Mam na myśli m.in. takie dane, jak loginy, hasła, ale także nasze prywatne materiały czy zdjęcia – mówi agencji Newseria Innowacje Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Luki bezpieczeństwa o nazwie Meltdown i Spectre zostały wykryte przez  zespół zajmujący się bezpieczeństwem IT i dotyczą prawdopodobnie wszystkich nowoczesnych procesorów, w tym jednostek w architekturze ARM, używanych w większości współczesnych smartfonów. Eksperci przestrzegają, ale jednocześnie uspokajają użytkowników. Atak jest możliwy, ale lokalnie, gdyż wymaga wykonania szkodliwego kodu bezpośrednio na atakowanym urządzeniu.

Odkryte luki bezpieczeństwa skupiają się na funkcji wykonywania spekulatywnego, która przyspiesza działanie systemu poprzez operowanie na różnych instrukcjach jednocześnie i poza kolejnością. Luki są trudne do załatania, ale z drugiej strony specjaliści podkreślają, że atak z ich wykorzystaniem trudno jest przeprowadzić. Musi on być bowiem wykonany z polecenia czy uprawnień użytkownika, a to wymaga wcześniejszego przejęcia kontroli nad danym urządzeniem. Po wykryciu luk powstały również obawy o wydajność sprzętu po aktualizacjach.

– Były różne debaty, czy po załataniu tej luki nasze systemy zwolnią, czy będą mniej wydajne. Okazuje się, że to ryzyko jest drugoplanowe. Warto przede wszystkim skupić się na tym, aby zaktualizować nasze urządzenia mobilne. Te wcześniejsze obawy były moim zdaniem dość przedwczesne – mówi Kamil Gapiński.

Jak zauważa ekspert z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń, przeciętny użytkownik smartfona, zarówno z systemem iOS, jak i Android, powinien jak najszybciej zaktualizować oprogramowanie swojego urządzenia. Twórcy tych systemów wydali już stosowne aktualizacje, które chronią przed wspomnianymi atakami.

– Trudno mówić o liczbach, ale fakt, że dobra praktyka jaką jest aktualizacja systemu, nie jest praktyką często stosowaną przez użytkowników, sugeruje, że nadal znaczna część naszych urządzeń jest podatna na ataki oparte o wykorzystanie np. Spectre – podkreśla Kamil Gapiński.

Na ataki narażone są smartfony i tablety z następującymi procesorami: MediaTek MT8173, MediaTek MT6795, MediaTek MT6595, Qualcomm Snapdragon 835, Qualcomm Snapdragon 845, Qualcomm Snapdragon 810 / 808, Qualcomm Snapdragon 653 / 652 / 650, Samsung Exynos 7420, Samsung Exynos 5433, Samsung Exynos 5 Dual (Exynos 5250) MediaTek Helio X30.

Jak wynika z danych ARM, w 2016 roku udział jego procesorów w rynku wyniósł 34 proc. – firma dostarczyła 17,7 mld chipów. W przypadku urządzeń mobilnych ten udział osiągnął wartość 90 proc.

System monitoringu wykorzystujący sztuczną inteligencję pozwala rozpoznać osobę z zasłoniętą twarzą. Za projektem stoją Polacy

System monitoringu wykorzystujący sztuczną inteligencję pozwala rozpoznać osobę z zasłoniętą twarzą. Za projektem stoją Polacy 10

Sztuczna inteligencja i sieci neuronowe coraz częściej są wykorzystywane w przemyśle. Innowacyjne rozwiązania znajdują zastosowanie w systemach, z których korzystamy na co dzień. Polacy opracowali system monitoringu oparty o możliwości, które do tej pory były wykorzystywane jedynie w laboratoriach. Platforma jest w stanie rozpoznać osobę w okularach przeciwsłonecznych czy z częściowo zasłoniętą twarzą, a także przewidzieć zagrożenia. Już teraz korzysta z niej jedna z sieci ochrony w Polsce. Firma zapowiada wdrożenie systemu także na zagranicznych rynkach.

– System ecVision Monitoring jest innowacyjnym systemem monitoringu, który umożliwia nie tylko efektywne zarządzanie kamerami wideo, np. na małym urządzeniu jesteśmy w stanie uruchomić nawet 100 kamer, ale jest również systemem analizy obrazu wideo poprzez sieci neuronowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Janusz Poloczek z firmy ecVision.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji i sieci neuronowych – uczących się systemów imitujących naturalną sieć neuronową, czyli ludzki mózg – sprawia, że system zaprojektowany przez ecVision potrafi rozpoznać różnego rodzaju zagrożenia, takie jak włamanie, kradzież, pozostawienie niebezpiecznego przedmiotu bez opieki, a także niebezpieczne zachowania, jak np. bójka. Jak podkreślają twórcy, jest to jedyny na świecie system, który jest w stanie rozpoznać ludzką twarz w całkowicie zaciemnionych okularach przeciwsłonecznych.

– W przeciwieństwie do konkurencji, która rozpoznaje jedynie de facto trzy punkty, czyli końcówkę nosa plus rozstaw źrenic, my mapujemy na twarzy 10 tys. punktów. Faktycznie dla nas zasłonięcie części twarzy burką czy okularami przeciwsłonecznymi nie stanowi przeszkody do skutecznego rozpoznania takiej osoby – twierdzi przedstawiciel firmy ecVision.

Firma ma w planach wprowadzenie rozwiązania na rynki zagraniczne. Już teraz zapowiada wdrożenia na rynkach niemieckim, brytyjskim i ukraińskim. W tej chwili z systemu korzysta już na polskim rynku jedna z największych w Polsce sieci ochrony. Platforma sprawdzi się także w sektorze handlowym.

– System posiada różnorakie analizy obrazu wideo pod sieć handlową, typu zliczanie klientów, mapy ciepła czy analizy związane chociażby ze złym oznakowaniem towarów na półkach – tłumaczy Janusz Poloczek.

Jak wynika z raportu MarketsandMarkets, w 2016 roku rynek systemów nadzoru wideo osiągnął wartość 30,37 mld dol. Prognozuje się, że w 2022 roku jego wartość będzie ponad dwa razy wyższa i osiągnie 75,64 mld dolarów, wzrastając średniorocznie o 15,4 proc.

Z kolei globalny rynek rozwiązań z użyciem sztucznej inteligencji ma być wart w 2025 roku ponad 35 mld dol., rosnąc średniorocznie o 57,2 proc. – czytamy w analizie Grand View Research. W tej dziedzinie przodują Stany Zjednoczone, gdzie innowacyjne rozwiązania są już szeroko wdrażane w takich branżach jak przemysł, media i marketing, ochrona zdrowia, transport czy motoryzacja.

Polscy olimpijczycy będą motywować zwykłych ludzi do spełniania swoich marzeń. Rusza kampania Bridgestone

Polscy olimpijczycy będą motywować zwykłych ludzi do spełniania swoich marzeń. Rusza kampania Bridgestone 11

Wytrwałe dążenie do wyznaczonego celu to dla sportowca warunek konieczny, by osiągnąć sukces. Do tego jednak potrzebna jest umiejętność przezwyciężania problemów – podkreślają przedstawiciele każdej z dziedzin sportu. Historie dwojga olimpijczyków – ambasadorów nowej kampanii Bridgestone „Podążaj za marzeniami, bez względu na wszystko” – mają być inspiracją dla zwykłych ludzi, aby mimo przeciwności losu realizowali swoje marzenia.

 Poszukiwaliśmy osób i historii, które dobrze obrazują to, czym chcielibyśmy, aby ludzie się kierowali, czyli determinacją i siłą do realizowania swoich marzeń. Ważne było również, żeby te historie były inspirujące dla ludzi, dla nas samych, czyli żeby pokazywały, jak przezwyciężyć brak wiary w siebie, problemy z własną samooceną, bądź po prostu trudny start na początku. To rzeczy, z którymi na co dzień Polacy się zmagają. Chcieliśmy, żeby te historie stanowiły dla nich inspirację, że siła i determinacja pozwoli im zrealizować ich marzenia – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Trzaskowski z firmy Bridgestone, która jest Globalnym Partnerem Olimpijskim.

Celem globalnej kampanii firmy Bridgestone „Podążaj za marzeniami, bez względu na wszystko” ma być motywacja zwykłych ludzi do walki z przeciwnościami, jaką często toczą sportowcy. Kampania będzie trwała przez cały rok olimpijski.

Ambasadorami projektu są Maciej Kot, skoczek narciarski, oraz lekkoatletka Joanna Jóźwik. Są przykładem na to, że nie warto się poddawać, a z każdej sytuacji, nawet wyjątkowo trudnej, można się podnieść i wrócić silniejszym.

– Marzenia mogą pomóc przezwyciężyć problemy, ale muszą być bardzo mocne, nie gdzieś w tle. Jeżeli mamy marzenie, to musimy do niego dążyć. To właśnie ta chęć realizacji napędza nas najbardziej. Jeżeli nie widzimy sensu w tym, co robimy, to warto zaczerpnąć przykładu z innych osób, które również zmagały się z podobnymi problemami – przekonuje Joanna Jóźwik.

Joanna Jóźwik od dziecka marzyła o lekkoatletycznej karierze. Po sukcesie w 2014 roku i zdobyciu brązowego medalu mistrzostw Europy przyszły kontuzje i zwątpienie. Odbudowała formę dopiero dwa lata później – na igrzyska w Rio w 2016 roku, gdzie zajęła piąte miejsce w biegu na 800 metrów.

Maciej Kot po zajęciu 7. miejsca na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi w 2014 roku osiągał coraz słabsze wyniki. W efekcie rok później zabrakło go w kadrze na mistrzostwach świata organizowanych w Falun. Walka do końca, współpraca z bliskimi, przyniosły efekty w postaci złotego medalu w drużynie podczas mistrzostw świata w 2017 roku w Lahti.

 Kampania „Podążaj za marzeniami, bez względu na wszystko” pokazuje, że w sporcie trzeba mieć marzenia i dążyć do nich bez względu na przeciwności. Sport jest taką dziedziną życia, w której pojawia się mnóstwo przeciwności i żeby osiągać sukces, trzeba umieć sobie z nimi radzić. Kampania ma uświadamiać ludziom, że trzeba mieć marzenia, umieć je realizować, podążać za nimi i radzić sobie z przeciwnościami, które na tej drodze się pojawiają – tłumaczy Marek Rudziński, komentator sportowy.

Każdy sportowiec przeżywał w swojej karierze ciężkie chwile i myślę, że to bardzo ważne, by młodzi ludzie mogli poznać inspirujące historie dwójki polskich olimpijczyków. Dzięki nim mogą wyciągać wnioski i uczyć się, że ciężka praca i determinacja mogą przezwyciężyć nawet największe przeszkody – podkreślił podczas inauguracji kampanii Andrzej Kraśnicki, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

W przypadku sportowców istotna jest ciągła chęć poprawy, bicia rekordów – tych własnych i cudzych oraz przekraczania własnych granic. To daje im siłę, by walczyć dalej.

Kiedy pobiłam rekord Polski juniorek, marzyłam o tym, żeby pobić rekord Polski seniorek. Cały czas po osiągnięciu celu, który sobie postawiłam, miałam kolejne marzenia. Oczywiście nie zawsze było to proste, ponieważ czasami były kontuzje, czasami gorsza forma, ale myślę, że pasja jest ogromną motywacją – tłumaczy Irena Szewińska, lekkoatletka, 6-krotna mistrzyni olimpijska i członkini Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Sportowcy zgodnie podkreślają, że także wyjątkowa atmosfera największych imprez sportowych, zwłaszcza olimpiad, napędza do lepszych wyników.

– Zawsze najlepsze wyniki uzyskiwałam na dużych imprezach. Atmosfera igrzysk olimpijskich mnie motywowała i sprawiała, że uzyskiwałam wyniki nawet lepsze, niż wydawało się, że mogę osiągnąć, patrząc na moje treningi i przygotowanie. Najważniejszą sprawą jest mentalne nastawienie, czyli chęć zwycięstwa i niepoddawanie się – przekonuje Szewińska.

To właśnie emocje, jakie towarzyszą olimpiadom, powodują, że również firma Bridgestone chce być ich częścią. Stąd partnerstwo z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim i współpraca z Polskim Komitetem Olimpijskim

– Nasze partnerstwo z PKOl to przede wszystkim współudział w imprezach sportowych, które będą się odbywały na terenie Polski. Chcemy być współuczestnikami tych najważniejszych – mówi Radosław Bółkowski, prezes Bridgestone w Regionie Europy Wschodniej. – Wartości olimpijskie są warte tego, żeby je promować. Duch olimpijski dodaje marce Bridgestone emocji, których potrzebujemy, aby budować nasz wizerunek.

Bridgestone będzie Globalnym Partnerem Olimpijskim przez najbliższe siedem lat: od tegorocznych zimowych igrzysk w Pjongczangu po igrzyska w Paryżu w 2024 roku.

Płać swoim czasem – 11 stycznia ruszają pierwsze płatności w EraCoinach

EraCoin wkracza do realnego świata. Użytkownicy aplikacji już od 11 stycznia będą mogli dokonywać płatności tokenami EraCoin. Posiadacze EraCoin’ów zapłacą nimi również w dedykowanym sklepie internetowym. To pierwszy etap rozwoju projektu, który ma doprowadzić do przekształcenia EraCoinów w kryptowalutę oraz wprowadzić ją na polski rynek.

Spółka BitEvil, twórcy EraCoin, rozpoczęli kolejny etap na drodze prowadzącej do wprowadzania kryptowaluty na polski rynek. Od 11 stycznia, użytkownicy aplikacji będą mogli płacić tokenami EraCoin w wybranych punktach obsługujących płatności Snipay (terminal płatniczy umożliwiający łatwe przyjmowanie płatności Bitcoinem i innymi kryptowalutami) lub wymienić wykopane EraCoiny na produkty w dedykowanym sklepie platformy EraCoin.

Pierwszym miejscem na gastronomicznej mapie Polski, które obsługuje nowoczesną formę płatności jest warszawski coctailbar Woda Ognista. Oprócz tego, posiadacze EraCoin’ów będą mogli je wymienić na produkty z internetowego sklepu Fuki Stuff.

Jak działa aplikacja EraCoin

Tokeny EraCoin „kopie się” zużywając jedynie czas. Twórcy programu przekazują użytkownikom punkty (tokeny) tylko za to, że ci drudzy zdecydowali się na zainstalowanie aplikacji.

Maria Belka, CEO Bit Evil
Maria Belka, CEO Bit Evil

„Czas to najcenniejsze dobre jako posiadamy – dlatego naszym celem jest umożliwienie użytkownikom EraCoinów wymiany swojego czasu na wymierne korzyści.” – powiedziała Maria Belka, prezes spółki BitEvil.

Użytkownik pozyskuje tokeny dzięki algorytmowi, który przelicza jednostki czasu od momentu zarejestrowania się w aplikacji. Wydobyte tokeny EraCoin wydaje się na proporcjonalne rabaty względem ceny wybranych produktów ze zniżką. Ponadto aplikacja pozwala pozyskiwać dodatkowe EraCoiny poprzez interakcje z innymi użytkownikami i elementy grywalizacji. Aby EraCoin były naliczane nie jest wymagane połączenie z Internetem, ani bezpośrednie zaangażowanie użytkownika. Aplikacja działa w „tle”.

Interakcje w aplikacji zwiększają szybkość „kopania” tokenów, bądź bezpośrednio wpływają na liczbę posiadanych EraCoinów, ale głównym założeniem jest wynagradzanie użytkowników za to, że po prostu mają zainstalowaną aplikację.

„Jeszcze w tym roku planujemy wykorzystanie mechanizmów blockchain do zwiększenia elastyczności, bezpieczeństwa i zaufania do kryptowaluty EraCoin.” – dodała Maria Belka