Najnowsze technologie wkraczają do myjni samochodowych. BP wprowadza na polski rynek patenty sprawdzone w Niemczech

Najnowsze technologie wkraczają do myjni samochodowych. BP wprowadza na polski rynek patenty sprawdzone w Niemczech 1

Prawo zabrania mycia samochodu na przydomowej posesji ze względu na ochronę środowiska. Za nieprzestrzeganie tego zakazu grozi wysoka grzywna. Popyt na tego typu profesjonalne usługi jest więc duży. Samochodowe myjnie w coraz większym stopniu korzystają z technologii, przekształcając się w pełni skomputeryzowane, zdalnie sterowane obiekty. Paliwowy koncern BP, który od kilku lat rozwija ofertę pozapaliwową, chce przegonić konkurencję w tym segmencie i wprowadza do Polski rozwiązania i  innowacyjne technologie przetestowane na rynku niemieckim.

 Obserwujemy zmieniające się na rynku trendy – klienci oczekują wygody i szybkości obsługi. Samochody stają się częścią naszego codziennego życia, wzrasta ich liczba i dostępność. Wychodzimy naprzeciw tym trendom i zmieniamy się zgodnie z nimi. Myjnie to element naszej oferty pozapaliwowej, BP jest specjalistą w dziedzinie mycia samochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marzena Maurek, kierownik ds. produktu BP w Polsce.

Paliwowy koncern – który zarządza siecią ponad pół tysiąca stacji benzynowych na terenie całej Polski – od kilku lat systematycznie rozwija ofertę pozapaliwową. Jako pierwszy wszedł na rynek z gastronomiczno-kawiarnianym brandem Wild Bean Café, który oferuje restauracyjne menu i świeżo mieloną kawę. W połowie tego roku – we współpracy z siecią supermarketów Piotr i Paweł – stworzył nowy format sklepów typu convenience dla osób w drodze, które chcą szybko zrobić codzienne zakupy przy okazji tankowania samochodu. Przystacyjne sklepy mają promocje i asortyment porównywalne z ofertą sklepów osiedlowych, a nawet części dyskontów. W odpowiedzi na trendy konsumenckie na półki trafiły niedawno produkty fit, wyroby regionalne oraz żywność bezglutenowa i dla diabetyków.

Poza ofertą produktową BP rozwija też gamę dodatkowych usług, z których można skorzystać na stacjach paliw, jak wypłata pieniędzy w bankomacie, odbiór przesyłki w paczkomacie InPost czy kupno świeżych kwiatów, które są dostępne na stacjach przez całą dobę. W gamie takich usług jest też myjnia samochodowa, bazująca na rozwiązaniach wykorzystywanych przez  koncern  na innych rynkach, szczególnie korzysta z doświadczeń  rynku niemieckiego. BP chce stworzyć na swoich stacjach wygodne punkty, w których można kompleksowo zadbać o samochód.

 Na rynku  polskim rozpoczęliśmy montaż maszyn z unikatową funkcją chemicznego mycia felg – są to maszyny, które BP obecnie wykorzystuje na rynku niemieckim. Technologie dostępne na naszych myjniach to efekt długoletnich doświadczeń i badań prowadzonych w naszym centrum technologii w Niemczech. Używamy sprawdzonych, dobrych jakościowo środków, a wszystkie myjnie automatyczne są wyposażone w delikatne, obrotowe gąbki, które nie tylko są bezpieczne dla lakieru, lecz także pomagają go chronić. Tradycyjne szczotki w myjniach samochodowych to już historia – mówi Marzena Maurek.

Po serii testów i badań prowadzonych w laboratoriach w Niemczech BP wprowadza na rynek nowej generacji profesjonalne myjnie samochodowe, jako kolejny element oferty pozapaliwowej. Kierowcy mogą wybrać pomiędzy myjnią ręczną a automatyczną – w zależności od swojej wygody, upodobań czy kwoty, jaką  chcą przeznaczyć na mycie auta.

 Programy w myjniach automatycznych zostały opracowane w taki sposób, aby efektywnie myć samochód i jednocześnie zabezpieczać jego lakier. Jako BP rekomendujemy specjalny program ochrony lakieru premium max, który wykorzystuje technologię Sonax Molecular – mówi Marzena Maurek.

– Najważniejszą innowacją Sonax jest zupełnie nowe podejście do zabezpieczenia samochodu. Twarde zabezpieczenia aplikowane w myjniach automatycznych mają tendencję do tworzenia warstw, czyli nie zawsze dokładnie umyty samochód był przykrywany kolejną warstwą zabezpieczenia. W naszej technologii sięgamy do podstaw, za każdym razem auto jest bardzo dokładnie umyte i na nowo aplikowana jest praktycznie od zera molekularna warstwa zabezpieczająca – wyjaśnia Marcin Górski, kierownik Działu Chemii Profesjonalnej w firmie Parys, która jest przedstawicielem produktów Sonax w Polsce.

Jak podkreśla, przygotowania do wdrożenia tej usługi trwały prawie półtora roku. Jej uruchomienie poprzedzone było setkami godzin testów.

 Mamy nadzieję, że tego typu innowacje będą stałym trendem. Dzisiaj laboratoria i firmy produkujące produkty chemiczne są w stanie sprostać najwyższym oczekiwaniom klienta, a wszystko to dodatkowo jest robione w zgodzie z dobrą praktyką związaną z ochroną karoserii samochodu i środowiska naturalnego – mówi Marcin Górski.

Przepisy nie pozwalają myć samochodu na przydomowej posesji (ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach z 2013 r.), ponieważ zanieczyszczenia – które w ten sposób powstają – są szkodliwe dla środowiska. Wiele samorządów wprowadza wysokie grzywny za nieprzestrzeganie zakazu, dlatego popyt na tego typu profesjonalne usługi jest duży.

W przypadku tej usługi coraz istotniejsze są technologie. Myjnie powoli przekształcają się w pełni skomputeryzowane, zdalnie sterowane obiekty, którymi można zdalnie zarządzać za pomocą smartfona i internetu, a kierowca ma bieżący podgląd i może sterować całym procesem.

Specjaliści przypominają, że regularne mycie auta to nie tylko kwestia dbałości o wizerunek, lecz także inwestycja. Zadbany lakier ochroni przed korozją i  daje szanse  na uzyskanie wyższej ceny przy odsprzedaży samochodu. W sezonie jesienno-zimowym czysty samochód oznacza lepszą widoczność  i bezpieczeństwo na drodze.

 W sezonie jesiennym zabrudzenia mają olbrzymie właściwości higroskopijne, kumulują duże ilości wody, która jest niebezpieczna dla podzespołów i samego auta. W sezonie zimowym mamy do czynienia z dużą ilością soli, która w drastyczny sposób może oddziaływać na elementy samochodu – podkreśla Marcin Górski.

Złoty (jeszcze) politycznie obojętny

Odważne przetasowania w gabinecie Mateusza Morawieckiego nie zrobiły wrażenia na polskim złotym (-0,8 proc.), który zdawał się być poniekąd przygotowanym na objęcie teki ministra finansów przez Teresę Czerwińską. Pod presją sprzedających znalazły się akcje notowane przy Książęcej. Wtorkową przecenę indeksu WIG 20 (-0,8 proc.) usilnie próbowały ograniczyć walory Asseco Poland (2,6 proc.) okrywające cieniem zdecydowanie skromniejszą przecenę PZU (0,8 proc.). Wraz z końcem sesji ubezpieczeniowy gigant poinformował o ambitnej rewizji strategicznych założeń spółki, zgodnie z którymi należy się spodziewać podniesienia zyskowności kapitałów powyżej poziomu 22 proc.

Gwiazdą wtorkowej sesji na rynku walutowym okazał się być japoński jen (0,5 proc.), który jako jedyny wśród komponentów koszyka G10 sprzeciwił się sile dolara wspieranej przetasowaniami na rynku długu. Wraz z końcem dnia rentowność obligacji dziesięcioletnich plasuje się na poziomie 2,5330 proc., tj. ponad pięć punktów bazowych wyżej względem wczorajszego zamknięcia. Powyższe zestawienie zamyka szwajcarski frank (-0,6 proc.), który obecnie próbuje ustabilizować notowania EUR/CHF w okolicach szczytów z 2 stycznia (1,1728). Chwilową siłę euro (-0,4 proc.) zdołały podbudować listopadowe szacunki niemieckiego bilansu handlowego. Świeżo zaprezentowane odczyty rzuciły światło na zdecydowanie wyższą dynamikę eksportu (4,1 proc. m/m) niż wynikało to z mediany rynkowych oczekiwań (konsensus: 1,2 proc. m/m). Powyższy fakt napawa optymizmem przed publikacją uproszczonych rachunków narodowych dla Niemiec za ostatnie trzy miesiące minionego roku.

W gronie walut Emerging Markets wtorkowej dominacji dolara przeciwstawiły się argentyńskie peso (0,6 proc.) oraz południowoafrykański rand (0,3 proc.). Na koniec dnia blisko punktu wyjścia znajduje się rosyjski rubel (0,0 proc.), który pozostawia w grze perspektywę rychłego powrotu przez USD/RUB w okolicę poziomu 56,9600. Dzisiejszą przecenę rodzimej waluty lekko przebija turecka lira (-0,8 proc.). Obecnie siły popytowe USD/TRY próbują wybić kurs z kanału spadkowego, w którym notowania poruszają się od końca listopada.

Na szczycie frankfurckiej giełdy znalazły się walory Continental, których 5,4 proc. zwyżkę należy traktować przez pryzmat planowanych zmian w strukturze organizacyjnej spółki. Spodziewamy się, że jeden z wiodących producentów opon zdominuje także środowe notowania – tuż po zakończeniu notowań władze spółki zdecydowały się na publikację satysfakcjonujących wyników oraz rewizję prognoz na nadchodzące kwartały. W czołówce indeksu DAX (0,1 proc.) znalazło się między innymi Linde, które wypracowało 2,8 proc. zwyżkę na stosunkowo pokaźnym wolumenie. Skuteczną przeciwwagę dla obserwowanych wzrostów zapewnił E.ON (-2,1 proc.) za sprawą napływających doniesień związanych z porozumieniem pomiędzy spółkami Fortrum oraz Uniper. Dość nisko znalazł się również Adidas. Do jego 2,1 proc. przeceny przyczyniła się niezbyt przychylna nota analityczna Susquehanny, gdzie zwrócono uwagę na możliwość wypracowania wyraźnej przewagi konkurencyjnej przez Reeboka.

W Londynie uwagę inwestorów skutecznie zwracały spółki z sektora wydobywczego, wśród których najsilniej wyróżniał się Anglo American (3,1 proc.). Podobną skalę zwyżki odnotowało Sainsbury (3,1 proc.) oczekujące na publikację wyników za miniony kwartał. Dzisiejsze wzrosty indeksu FTSE 100 (0,5 proc.) częściowo ograniczyły akcje United Utilities (-3,7 proc.) będące pod presją masowo ustawionych zleceń sprzedaży. Istotny technicznie sygnał zdołał wygenerować Severn Trent (-3,2 proc.), który wraz z końcem notowań uplasował się poniżej średniej z ostatnich 50 notowań.

Baczni obserwatorzy rynków surowcowych nie mogą narzekać na brak wrażeń. Niewątpliwie w centrum uwagi znajduje się ropa WTI (2,2 proc.), która z impetem wybiła się nad maksima z maja 2015 roku. Zestawienie surowców energetycznych obecnie otwierają lutowe kontrakty na gaz ziemny ze zwyżką na poziomie 3,3 proc. Wśród płodów rolnych uwagę zwraca odczuwalna przecena marcowych kontraktów na sok pomarańczowy, które pod koniec dnia notują 2,0 proc. ruch w stronę południa. W przypadku metali szlachetnych należy mówić o zdecydowanie spokojniejszym przebiegu sesji. Obecnie uncja złota (-0,4 proc.) wraca w okolicę poziomu 1 315 USD, a srebro (-0,6 proc.) próbuje uplasować się poniżej 17,02 USD za uncję. Zniżkowym nastrojom opiera się pallad, który na przestrzeni dnia wypracował zwyżkę na poziomie 0,1 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Ochrona danych kontra przedsiębiorca

Czasu jeszcze trochę zostało, ale już coraz mniej. W maju 2018 r. wchodzi w życie ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych. Przedsiębiorcy muszą się spieszyć z implementacją nowych przepisów. Rząd pracuje już nad nowym projektem ustawy o ochronie danych osobowych.

Rejestr

Ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) to akt prawny, który wywołuje strach wśród podmiotów przetwarzających dane osobowe. Nie tylko ze względu na drakońskie kary pieniężne (nawet do 20 mln euro lub 4% rocznego światowego obrotu za poprzedni rok obrotowy), ale także z uwagi na konieczność dostosowania się do zupełnie nowych regulacji prawnych. Poniżej zostanie przedstawiona tylko część nowych obowiązków nałożonych na przedsiębiorców.

Jedną z nowości jest bez wątpienia obowiązek prowadzenia rejestru czynności przetwarzania danych osobowych. Z obowiązku prowadzenia tego rejestru zwolnieni są przedsiębiorcy zatrudniający mniej niż 250 osób, chyba że przetwarzanie przez nich danych może powodować ryzyko naruszenia praw lub wolności osób, których dane dotyczą, nie ma ono charakteru sporadycznego lub gdy chodzi o przetwarzanie danych wrażliwych lub danych osobowych dotyczących wyroków skazujących i naruszeń prawa. Rejestr może być prowadzony w formie pisemnej, w tym w formie elektronicznej. Szczegółowy zakres informacji, jakie powinny znaleźć się w rejestrze czynności przetwarzania danych osobowych, określa art. 30 ust. 1 i 2 RODO.

Notyfikacja

RODO wprowadza także obowiązek zgłaszania do organu nadzoru przypadków naruszenia ochrony danych osobowych. Administrator na dokonanie takiego zgłoszenia ma 72 godziny, licząc od chwili jego stwierdzenia, a w razie przekroczenia tego terminu powinien dołączyć wyjaśnienia przyczyn opóźnienia. Rozporządzenie wprowadza pewną furtkę dla administratora danych osobowych – jest on zwolniony z obowiązku wspomnianej notyfikacji, jeśli jest mało prawdopodobne, by naruszenie ochrony danych osobowych niosło ze sobą ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych.

Administrator ma obowiązek dokumentować wszelkie przypadki naruszenia ochrony danych osobowych w taki sposób, aby dokumentacja ta pozwalała organowi nadzorczemu na weryfikację przestrzegania przez administratora obowiązku notyfikacji i obowiązków z tym związanych. Dodatkowo, jeśli naruszenie ochrony danych osobowych może powodować wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych, administrator bez zbędnej zwłoki zawiadamia o naruszeniu osobę, której dane dotyczą. W tym przypadku administrator również może nie realizować obowiązku notyfikacji, m.in. jeśli poinformowanie wspomnianej osoby wymagałoby niewspółmiernie dużo wysiłku lub jeśli administrator zastosował następnie środki eliminujące prawdopodobieństwo wysokiego ryzyka naruszenia praw lub wolności osób, których dane dotyczą.

RODO wprowadza definicję „naruszenia ochrony danych osobowych”, precyzując, iż chodzi tu o naruszenie bezpieczeństwa prowadzące do przypadkowego lub niezgodnego z prawem zniszczenia, utracenia, zmodyfikowania, nieuprawnionego ujawnienia lub nieuprawnionego dostępu do danych osobowych przesyłanych, przechowywanych lub w inny sposób przetwarzanych.

Obowiązek informacyjny

W porównaniu do dotychczasowych krajowych przepisów ustawy o ochronie danych osobowych RODO dosyć istotnie poszerza zakres obowiązku informacyjnego. Administrator powinien m.in. wskazywać osobie, której dane dotyczą, okres, przez który dane osobowe będą przechowywane, a gdy nie jest to możliwe, kryteria ustalania tego okresu, informację, czy podanie danych osobowych jest wymogiem ustawowym lub umownym, lub warunkiem zawarcia umowy oraz czy osoba, której dane dotyczą, jest zobowiązana do ich podania i jakie są ewentualne konsekwencje niepodania danych. Powinien też wskazywać osobie, której dane dotyczą, informacje o zautomatyzowanym podejmowaniu decyzji, w tym o profilowaniu.

IOD

W świetle nowego rozporządzenia nie będzie już administratorów bezpieczeństwa informacji. Zastąpią ich inspektorzy ochrony danych (IOD). Zasadniczo powołanie IOD jest fakultatywne. Jednak IOD musi zostać wyznaczony w trzech sytuacjach – jeśli: a) przetwarzania dokonują organ lub podmiot publiczny, z wyjątkiem sądów w zakresie sprawowania przez nie wymiaru sprawiedliwości; b) główna działalność administratora lub podmiotu przetwarzającego polega na operacjach przetwarzania, które ze względu na swój charakter, zakres lub cele wymagają regularnego i systematycznego monitorowania osób, których dane dotyczą, na dużą skalę; lub c) główna działalność administratora lub podmiotu przetwarzającego polega na przetwarzaniu na dużą skalę szczególnych kategorii danych osobowych, o których mowa w art. 9 ust. 1 rozporządzenia, oraz danych osobowych dotyczących wyroków skazujących i naruszeń prawa.

Nowa ustawa o ochronie danych osobowych

W związku z bliskim terminem wejścia w życie ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych polski ustawodawca pracuje nad projektem nowej ustawy o ochronie danych osobowych. Jako że kwestie merytoryczne są w większości uregulowane w unijnym rozporządzeniu, nowa ustawa o ochronie danych osobowych koncentrować się będzie na kwestiach proceduralnych. Będzie określała procedury związane z akredytacją i certyfikacją, czyli możliwością uzyskania „licencji” na udzielanie certyfikatów, oraz certyfikowaniem podmiotów prywatnych, a więc potwierdzaniem, iż dane przedsiębiorstwo spełnia należycie wymogi RODO. Ustawa będzie także normowała postępowanie w sprawie naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych i postępowanie kontrolne. Wprowadza m.in. regulację, zgodnie z którą Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (który zastąpi GIODO) może poprzestać na upomnieniu, jeżeli stwierdzi naruszenie przez przedsiębiorcę przepisów o ochronie danych osobowych w stopniu znikomym i jeżeli strona zaprzestała naruszeń. Zmieniły się także przepisy dotyczące kontroli. W projektowanej ustawie jest m.in. przewidziane uprawnienie kontrolującego do skorzystania z pomocy funkcjonariuszy innych organów kontroli państwowej lub policji. Wydaje się, iż posługiwanie się policją przy kontroli dotyczącej danych osobowych jest środkiem zbyt represyjnym.

Warto też zwrócić uwagę, iż w projektowanej ustawie o ochronie danych osobowych administracyjne kary pieniężne wobec podmiotów publicznych nie mogą być wyższe niż 100 tys. zł. Możliwość odrębnego uregulowania kwestii kar pieniężnych w stosunku do podmiotów z sektora publicznego została przewidziana w RODO. Nie zmienia to faktu, iż jeżeli przedsiębiorca naruszy przepisy o ochronie danych osobowych, to grozi mu kara do 20 mln euro, tymczasem w przypadku takiego samego lub znacznie bardziej dotkliwego naruszania przepisów o ochronie danych osobowych przez podmiot publiczny kara jest znacząco niższa.

Czas przygotowań

Mając na uwadze całą masę nowych obowiązków wynikających z przedmiotowego rozporządzenia, każdy przedsiębiorca winien jak najszybciej podjąć stosowne czynności. Zwłaszcza że przepisy RODO są w dużej mierze niejasne, cechuje je też wysoki stopień ogólności i zwrotów „miękkich”. Jasne jest jednak, że wszyscy przedsiębiorcy powinni dokonać gruntownej rewizji dokumentacji ochrony danych osobowych oraz zastanowić się, jak wdrożyć poszczególne wymogi z RODO.

Autorzy: radca prawny Tomasz Brolski, radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Jak będzie wyglądała reklama online w 2018?

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO agencji interaktywnej Adexon 360

Każdego roku branża zadaje sobie pytanie, jak wpłynąć na efektywność reklam i sprawić, aby generowały więcej zysków i reakcji. Marketing staje się coraz bardziej futurystyczny i zaawansowany technologicznie. Marketerzy idąc z duchem czasu, wykorzystują coraz to nowsze technologie, chcąc dotrzeć do swoich konsumentów. Jakimi śladami warto podążać w 2018? Co najbardziej poruszy branżę? O tym, w artykule Mariusza Maksymiuka – CEO Adexon.

Reklama wideo

Popyt na wideo cały czas rośnie, ponieważ ten rodzaj treści generuje najlepsze ROI. W 2018 roku reklama wideo będzie przynosiła markom i firmom większe niż kiedykolwiek zyski, ponieważ skutecznie przyciąga uwagę nie tylko najmłodszych odbiorców, ale również i tych starszych. Treści te oglądane są także na wielu urządzeniach, dlatego niezwykle ważne jest, aby były one responsywne. Według badań przeprowadzonych przez Cisco, do 2019 roku wideo będzie stanowiło 80 % całego ruchu internetowego.

Personalizacja

Spersonalizowane usługi online będą miały kluczowe znaczenie, ponieważ konsumenci, chcąc uniknąć natłoku reklam, chętniej wybierają produkty i usługi, które są skrojone na miarę ich potrzeb. Wykorzystywanie danych o odbiorcach jest obecnie powszechne we wszystkich gałęziach reklamy cyfrowej. W połączeniu z personalizacją reklam, nowe interaktywne formaty, takie jak reklama wideo czy chatboty, będą miały na celu wygenerowanie jeszcze większego zaangażowania użytkowników. Te drugie, początkowo mało popularne, zaczynają być coraz bardziej dostrzegane i częściej wykorzystywane w przypadku sprzedaży produktów i usług.

Chatboty

Niewątpliwie będą one miały kluczowe znaczenie dla sukcesu w marketingu B2B. Według Business Insider, 80% firm chce włączyć chatboty do swojej strategii do 2020 roku. Działanie chatbotów oparte jest na sztucznej inteligencji. Cały czas są również ulepszane, poprzez tworzenie nowych algorytmów tak, aby mogły zaspokajać jeszcze więcej wymagań konsumentów. Chatboty są bardzo dobrym rozwiązaniem choćby z uwagi na fakt, że żyjemy w czasach, w których szybkość reakcji ma ogromne znaczenie. Konsumenci szukający informacji chcą uzyskiwać je niezwłocznie i nierzadko nie otrzymując ich odpowiednio szybko, szukają rozwiązania u konkurencji. Dlatego też, chcąc być w stałym kontakcie z odbiorcą, warto wprowadzić w swoją strategię chatboty.

RODO

Mówiąc o trendach w reklamie internetowej w 2018 roku, nie można pominąć ważnej kwestii, jaką jest RODO – ustawa dotycząca danych osobowych, która zacznie obowiązywać od maja 2018 roku. Oznacza to, że będzie trzeba uzyskać konkretną, jednoznaczną zgodę na wykorzystanie danych osobowych, w tym plików cookie, adresów IP oraz identyfikatorów urządzeń. Dzięki tej ustawie konsument zyska większą kontrolę nad przekazywaniem swoich danych osobowych. Zapewne zmiana ta poruszy całą branżę marketingową, która będzie musiała zbudować procesy odpowiadającym zasadom, które wnosi to rozporządzenie.

Wyzwania, nowości, ciągły wzrost znaczenia technologii, tak rysuje się 2018 rok dla Marketerów. Przed branżą zarówno bardzo pracowity, jak i ciekawy rok. Jedno jest pewne – na pewno nie będzie on nudnyJ

2018 rok w transporcie – jakie szykują się zmiany?

Opłaty za przejazd niemieckimi drogami, wyższe koszty jazdy w Estonii czy kontrole na ukraińskich granicach – nowy rok przynosi istotne zmiany dla kierowców samochodów ciężarowych poruszających się po Europie. Zapoznanie się z nowinkami może znacznie ułatwić pracę oraz przyczynić się do uniknięcia przykrych niespodzianek.

Rewolucje za sąsiednimi granicami

Od stycznia 2018 roku Ukraina planuje kontrolę danych biometrycznych dla cudzoziemców wjeżdżających na teren kraju. W związku z tym na granicy będą sprawdzane odciski palców czy wizerunek twarzy. Takie rozwiązanie ma ograniczyć przestępczość i przemyt towarów.

Istotne zmiany dla przewoźników przygotowali również nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy. Planują rozszerzenie opłat drogowych dla samochodów poruszających się po wszystkich drogach federalnych w kraju. Zebrane środki mają zasilić fundusz modernizacji dróg oraz tworzenia infrastruktury. Kierowcy tirów będą musieli przygotować się na nowe opłaty od 1 lipca 2018 roku. – Sieć płatnych odcinków tras zwiększy się z obecnych 15 000 km do około 40 000 km. O ile z prawnego punktu widzenia zmiany są spore, w praktyce nie zaważą mocno na płynności ruchu pojazdów, ponieważ urządzenia pokładowe będą automatycznie aktualizowane do pobierania opłat na drogach federalnych – wyjaśnia Paweł Wloczek, Dyrektor Zarządzający WebEye Polska.

Rusza system DarsGo

Na Słowenii premierę w tym roku ma system DarsGo, poprzez który od 1 kwietnia kierowcy samochodów ciężarowych będą uiszczać opłaty drogowe. Prawo do przejazdu siecią słoweńskich autostrad będą miały pojazdy wyposażone w urządzenie DarsGo i zarejestrowane w systemie. W momencie, kiedy samochód przekroczy bramki przejazdu, czujniki wychwycą jego obecność w systemie i tym samym zdobędą wgląd do liczby przejechanych kilometrów autostrady, wyznaczając kwotę opłaty.

Wyższe koszty przejazdu w Estonii

Opłaty za przejazd drogowy nie ominą również Estonii. Od 1 stycznia będą obowiązywać właścicieli wszystkich pojazdów o masie przekraczającej 3,5 tony. Wysokość kosztów jest uzależniona od liczby osi pojazdu oraz jego masy, a także klasy emisji oraz okresu przebywania na terenie Estonii.

Przewóz odpadów

24 stycznia 2018 r. wchodzi w życie rozporządzenie Ministra Środowiska dotyczące wymagań dla transportu odpadów. Nowe zasady są określone bardzo szczegółowo, m.in. mówią o braku możliwości rozprzestrzeniania odpadów poza pojazd czy obowiązku mocowania pojemników z odpadami. W rozporządzeniu można również znaleźć wymaganą podczas transportu dokumentację oraz metody odpowiedniego znakowania pojazdów.

Co jeszcze czeka nas w tym roku?

W maju ur. roku Komisja Europejska przedstawiła tzw. pakiet mobilności, czyli propozycje zmiany kształtu przepisów związanych z transportem drogowym na terenie Unii Europejskiej. W 2018 mamy dowiedzieć się więcej na temat dalszych zmian w europejskich przepisach transportowych. – Wprowadzenie w życie pakietu będzie wiązało się z rewolucyjnymi zmianami dla przewoźników dotyczącymi m.in. odpoczynku podczas jazdy czy płacy minimalnej dla kierowców z zagranicy. Może to mieć ogromny wpływ na polski transport – dodaje Paweł Wloczek z WebEye Polska.

Zasada konstrukcji i działania agregatu wody lodowej

Energia elektryczna i wszelkiego rodzaju surowce pochodzenia naturalnego drożeją z roku na rok. Ich ceny są coraz wyższe i nic nie wskazuje na to, by trend miał się odwrócić. W takich warunkach naturalnym zjawiskiem jest poszukiwanie alternatywnych, ekologicznych i tańszych w eksploatacji technologii. Taki nurt widoczny jest także w sferze systemów klimatyzacji. Przejawem zainteresowania tymi nowocześniejszymi rozwiązaniami jest także rosnąca popularność klimatyzacji opartych o wodę lodową . Okazują się one relatywnie tanią i równie wydajną opcją, co popularne instalacje freonowe.

Czym charakteryzuje się instalacja wody lodowej?

Ze względu na swoją budowę i konstrukcję, instalacja wody lodowej może przypominać powszechnie stosowane systemy ogrzewania. Jednakże różnią się one od siebie tym, że instalacja wody lodowej oparta jest na zimnej, a nie gorącej wodzie. Podobnie jak system grzewczy, tak i dystrybucja wody lodowej do kolejnych odbiorników przekazywana jest poprzez system rur. Natomiast źródłem samej wody o niskich temperaturach jest najczęściej tzw. wytwornica wody lodowej. Tego typu urządzenia, oraz opis ich działania jak rówież zakres wykorzystania można znaleźć na stronie: www.energycool.pl

Woda lodowaCo to takiego wytwornica wody lodowej?

W powszechnym słownictwie różnie określa się wytwornice wody lodowej. Używa się takich zwrotów jak np.:

• Chillery
• Agretaty ziębnicze
• Agregaty chłodnicze
• Agregaty wody lodowej

Bez względu na nazwę, idea urządzenia jest taka sama. Jego działanie polega na produkcji zimna dzięki energii cieplnej. Wprawdzie w wytwornicach wykorzystywany jest również freon (tak, jak w klasycznych klimatyzatorach), lecz w tym przypadku służy on jedynie do wymiany ciepła między powietrzem a wodą. Do wody lodowej dodaje się również takie substancje jak glikol etylenowy i propylenowy, w celu zniwelowania zjawiska zamarzania wody.

W tego rodzaju systemach odbiornikami są na ogół tzw. klimakonwektory, będące w istocie pompami ciepła powietrze woda (ewentualnie grunt woda). Skuteczność i ekologiczność tego systemu polega na tym, że korzystając z wytwornicy wody lodowej produkuje się zimno z dotychczas niewykorzystanej energii cieplnej.

Miejsca, w których można stosować chillery

Dotychczas wytwornice wody lodowej instalowano głównie przy wielkogabarytowych urządzeniach i maszynerii mieszczących się w dużych obiektach przemysłowych. Aktualnie produkuje się coraz bardziej kompaktowe systemy, które z powodzeniem mogą być montowane w mniejszych budynkach i domach. Pozwalają na to np. wytwornice, które dodatkowo można ze sobą łączyć w sposób kaskadowy i dostosowywać ich moc do konkretnego zapotrzebowania.

Sposoby zasilania wytwornic wody lodowej

Do zasilania agregatów wody lodowej potrzebne jest ciepło. Co do zasady, może ono być obojętnego pochodzenia. Wykorzystać można ciepło zarówno z kolektorów słonecznych, ze spalania gazu, czy nawet z miejskiej sieci ciepłowniczej. Np. niektóre przedsiębiorstwa oferują instalacje zasilane gazem ziemnym lub gazem LPG. W tego rodzaju instalacjach ciepło pochodzi wprost z agregatu wody lodowej.

Dużą zaletą wytwornic wody lodowej jest niewielka ilość energii elektrycznej potrzebnej do ich funkcjonowania. Zasadniczo prąd zasila tutaj jedynie pracę pomp i systemy sterowania. Jednak w kontekście efektywności całego mechanizmu zużywalna energia jest bardzo niewielka, a wręcz minimalna.

Odpowiednio zainstalowany system klimatyzacyjny, wykorzystujący wytwornicę wody lodowej, to rozwiązanie równie skuteczne jak klasyczna klimatyzacja oparta na freonie. Jej atutem jest natomiast zdecydowanie niższy koszt eksploatacji i większa ekologiczność.

Warto zastanowić się nad jej montażem, stanowi bowiem niezwykle ciekawą alternatywą dla popularnych do tej pory rozwiązań.

Co nas czeka w 2018 roku? Prognoza dla rynku nieruchomości

Początek roku to okres, w którym warto przyjrzeć się zmianom w branży nieruchomości i dokonać prognozy tego, co będzie miało miejsce w najbliższych miesiącach. Na rynek nieruchomości bardzo duży wpływ mają perspektywy życiowe społeczeństwa. Rekordowo niska stopa bezrobocia, wzrastające wynagrodzenia oraz niskie stopy procentowe powodują, że nabywcy nie obawiają się zaciągania długoterminowych zobowiązań jakim na pewno jest kredyt hipoteczny. Ponadto, gdy dodamy do to tego fakt, że na rynek spływają środki z niskooprocentowanych lokat bankowych, to nikogo nie dziwi rekordowa liczba sprzedanych mieszkań w ubiegłym roku. Coraz więcej osób może pozwolić sobie na własny lokal zarówno w celach mieszkalnych, jak i inwestycyjnych.

Z drugiej strony, poza kupnem mieszkań jest coraz większy popyt na ich wynajem. Wpływa na to coraz większa mobilność młodych pokoleń, duża liczba studentów oraz rosnąca liczba migrantów zarobkowych, m.in. Ukraińców, Białorusinów, czy Rosjan. Zmieniają się również oczekiwania najemców co do lokali. Obecnie ludzie coraz częściej stawiają na komfort i niezależność, dzięki czemu coraz więcej osób decyduje się na samodzielne mieszkanie.

Co najważniejsze, pamiętajmy, że polski rynek nieruchomości dalej będzie się zmieniał. Dane Eurostatu ciągle pokazują, że liczba osób przypadających na jedno mieszkanie w Polsce przewyższa średnią z krajów Europy Zachodniej. Pokazuje to, że Polska ciągle boryka się z brakami lokalowymi i choć obecny rok może nie będzie tak imponujący jak poprzedni, to nie powinniśmy spodziewać się znaczących spadków popytu. Biorąc pod uwagę wymienione czynniki, czego możemy spodziewać się w 2018 roku?

Stopy procentowe

Niskie stopy procentowe z jednej strony zachęcają do zaciągania zobowiązań kredytowych, a z drugiej zniechęcają do utrzymywania środków na niskooprocentowanych lokatach bankowych. Z obu tych powodów nabywcy kierują się w stronę rynku nieruchomości, aby kupić „własne M” lub aby zainwestować wolne środki.

Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje stopy procentowe na niezmienionym poziomie i przewiduje zachowanie tego poziomu do końca 2018 r., choć niektórzy analitycy prognozują, że mogą one nieznacznie wzrosnąć już wcześniej… czyli już w II półroczu 2018 r.

Koniec z dopłatami

Program „Mieszkanie dla Młodych” wspierał zakup „własnego M”, głównie przez ludzi młodych, korzystających na ten cel z kredytu hipotecznego. Program funkcjonujący od 2014 r. cieszył się ogromnym powodzeniem.  W  pierwszym dniu składania wniosków na 2018 r. rozdysponowano całe pozostające na ten rok 381 mln zł i na tym program się zakończył. Kolejny wprowadzony przez rząd program wsparcia dotyczyć będzie mieszkań na wynajem, a możliwość skorzystania z dotacji na zakup własnego lokalu przejdzie do historii.

Na fali programu „Mieszkanie dla Młodych” powstało wiele nowych inwestycji mieszkaniowych. Deweloperzy, widząc tak duże zainteresowanie oraz możliwości rynkowe, znacząco zwiększyli zakres swojej działalności i zaczęli budować coraz więcej.

W związku z zakończeniem tego programu można się spodziewać ograniczenia popytu na tańsze mieszkania budowane na obrzeżach miast. Sytuacja ta jednak nie powinna wpłynąć na sprzedaż mieszkań w centralnych dzielnicach. W wielu aglomeracjach znacząca część mieszkań dostępnych na rynku nie spełniała kryteriów cenowych programu, dlatego w tych obszarach zakończenie programu nie będzie mieć wpływu na rynek mieszkań.

Nowy program rządowy – Mieszkanie Plus

Program “Mieszkanie Plus”, wspierający budownictwo pod wynajem, przy niższych niż rynkowe stawkach czynszu może w dłuższej perspektywie (kilku lat) spowodować widoczne obniżenie kosztów najmu, dzięki czemu mieszkania na wynajem staną się bardziej dostępne. Konieczność redukcji czynszów będzie oznaczać dla inwestorów niższe zyski. Z drugiej zaś strony inwestorzy zarabiają nie tylko na bieżących wpływach z najmu, ale też na różnicy w cenie przy sprzedaży. Dlatego dobrze wybrana inwestycja będzie wciąż opłacalna.

Ceny

Od jakiegoś czasu obserwujemy trend wzrostowy w cenach mieszkań. Oczywiście zmiany cen są różne, w różnych regionach. Największe wzrosty mogliśmy obserwować w Trójmieście, Krakowie czy w Warszawie. Ten trend może być w 2018 r. kontynuowany ze względu na duży popyt, ale i redukcję podaży. W tych miastach jest coraz mniej dostępnych terenów, które można zabudować budynkami wielorodzinnymi. Oznacza to, że w przyszłości deweloperzy będą dostarczać na rynek mniejszą niż obecnie liczbę nowych lokali.

Kodeks urbanistyczno-budowlany

W 2018 r. mają się zmienić przepisy budowlane. Przygotowywany Kodeks urbanistyczno-budowlany ma przede wszystkim ograniczyć biurokrację, a także skrócić i ułatwić procedury związane z budową. Najwięcej skorzystają na tym osoby planujące budowę typowego domu jednorodzinnego (do 250 mkw.). Więcej szczegółów na temat nowego Kodeksu powinniśmy poznać w pierwszym kwartale 2018 r.

Podatek od nieruchomości

W 2018 r. wyższe będą maksymalne stawki podatkowe dotyczące nieruchomości. Oczywiście, ostateczną decyzję co do kwoty podatku ustalają gminy, jednak nie mogą one być wyższe, niż wskazane przez Ministra Finansów. A te wzrosły, przykładowo dla lokalu lub budynku mieszkalnego z 75 gr / mkw. na 77 gr / mkw., a w przypadku lokalu lub budynku związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej z 22,66 zł / mkw. na 23,10 zł / mkw.

Podsumowując, w 2018 r. nie można spodziewać się rekordowej liczby sprzedanych mieszkań, jak to miało miejsce w roku ubiegłym. Jednakże fakt, że Polska jest krajem rozwijającym się powoduje, że na rynku ciągle będzie zapotrzebowanie na lokale. Co prawda zakończenie rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych” może spowodować lekkie spowolnienie, jednakże rynek szybko powinien dostosować się do tej sytuacji.

Autor: Agata Stradomska – ekspert RE/MAX Polska, części globalnej sieci biur nieruchomości RE/MAX

Startuje nabór do 4. edycji programu MIT Enterprise Forum Poland

8 stycznia br. rozpoczął się nabór do 4. edycji jednego z największych w Polsce programów akceleracyjnych – MIT Enterprise Forum Poland. Celem projektu jest przyspieszenie rozwoju młodych, innowacyjnych firm technologicznych poprzez połączenie ich potencjału z wiedzą, doświadczeniem oraz zasobami wiodących polskich i międzynarodowych przedsiębiorstw, w tym spółek Skarbu Państwa. Do programu można aplikować do końca lutego za pośrednictwem strony internetowej mitefpoland.org.

MIT Enterprise Forum Poland przewiduje akcelerację w ścieżce ogólnej oraz w czterech wyspecjalizowanych ścieżkach branżowych. Ścieżka Let’s Fintech with PKO Bank Polski! organizowana jest we współpracy z partnerem głównym programu – PKO Bankiem Polskim. Partnerem ścieżki akceleracyjnej Energia jest Grupa PGNiG. Ścieżkę Zdrowie współtworzy Grupa Adamed, natomiast pojawiającą się po raz pierwszy w programie ścieżkę Agri-tech wspiera fundusz AgriTech Hub. Nowością w akceleratorze jest również ścieżka Industry 4.0 dedykowana startupom technologicznym zainteresowanym współpracą z partnerami z regionu Dolnego Śląska. Jej realizacja będzie wspierana zarówno przez partnerów technologicznych, jak i merytorycznych, takich jak Balluff, FANUC Polska, fundusz ValueTech, Wrocławski Park Technologiczny, Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, Wrocławskie Centrum Badań EIT+ oraz Stowarzyszenie Top 500 Innovators.

Startup technologiczny potrzebuje akceleracji szytej na miarę

Akcelerację w ramach 4. edycji programu przejdzie około 25 startupów technologicznych. Początkujący przedsiębiorcy przez 3 miesiące będą współpracować z polskimi i międzynarodowymi ekspertami oraz mentorami nad weryfikacją i   dopracowaniem modeli biznesowych swoich przedsięwzięć. Wszystko po to, aby potrafili poradzić sobie w rynkowej rzeczywistości, skutecznie skomercjalizować swoje rozwiązania, jak również efektywnie pozyskać finansowanie na dalszy rozwój działalności.

Magdalena Jabłońska, Fundacja Przedsiębiorczości Technologicznej, Dyrektor operacyjna
Magdalena Jabłońska, dyrektor operacyjna Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej, organizatora programu MIT Enterprise Forum w Polsce

– Przed startupami na wczesnym etapie rozwoju, nawet tymi dysponującymi unikalnymi technologiami, stoi wiele wyzwań na drodze do zaistnienia tych rozwiązań na rynku. Problemem jest często brak wiedzy, doświadczenia i zaplecza finansowego. Rolą akceleratora jest wspieranie startupów w pokonywaniu tych barier – mówi Magdalena Jabłońska, dyrektor operacyjna Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej, organizatora programu MIT Enterprise Forum w Polsce. – W ramach akceleracji przekazujemy zespołom wiedzę biznesową, zapewniamy wsparcie merytoryczne i pomoc z pozyskaniu funduszy na dalszy rozwój – dodaje.

Jak twierdzi Magdalena Jabłońska, w przypadku startupów technologicznych trudno mówić o jednym uniwersalnym modelu akceleracji. Młode firmy, które opracowały innowacyjne rozwiązania potrzebują wsparcia ekspertów i mentorów doskonale znających realia branży i rynku, na którym startup chce się rozwijać. Stąd też w program MIT Enterprise Forum Poland zaangażowanych jest ponad 100  specjalistów, delegowanych m.in. przez partnerów przemysłowych akceleratora, jak również wywodzących się z grona mentorów MIT Enterprise Forum.

– Każdy startup jest inny i aby mógł się dynamicznie rozwijać, potrzebuje rozwiązań i wskazówek szytych na miarę. Stąd tak ważne na wczesnym etapie funkcjonowania firmy jest zaangażowanie ekspertów, którzy potrafią wskazać, w jakim kierunku startup powinien się rozwijać i jak ewentualnie zmodyfikować biznes, aby dopasować go do wymagań rynku – dodaje Jabłońska.

Wsparcie polskich i międzynarodowych przedsiębiorstw

Do tej pory akcelerację w ramach programu MIT Enterprise Forum Poland przeszło ponad 70 startupów technologicznych. Partnerzy programu udostępniają nie tylko zasoby eksperckie w trakcie trwania akceleracji, ale także otwierają drzwi do laboratoriów i placówek, dając zaplecze techniczne i technologiczne. Dzięki temu początkujący przedsiębiorcy mają unikalną szansę sprawdzenia swoich projektów przed oficjalną komercjalizacją.

– Każdy z partnerów akceleracji przygotował unikalną propozycję wsparcia dla startupów. To firmy i organizacje, które nie tylko angażują się w pomoc młodym firmom technologicznym, ale są również realnie zainteresowane implementacją innowacyjnych rozwiązań w swoich własnych strukturach. Dzięki temu startupy biorące udział w programie zyskują unikalną szansę nawiązania bliskiej współpracy na zasadach komercyjnych z czołowymi polskimi i międzynarodowymi przedsiębiorstwami – dodaje Magdalena Jabłońska.

Partnerami wspierającymi program są Visa, Nokia oraz Campus Warsaw. W obrębie ścieżki Industry 4.0 na terenie Dolnego Śląska prawne i podatkowe wsparcie startupom zapewni firma doradcza Olesiński i Wspólnicy. Treningi sprzedażowe dla startupów przeprowadzą eksperci z Autoryzowanego Centrum Szkoleniowego Sandler Training. Organizacjami wspierającymi program są Fundacja PKO Banku Polskiego, Weil, Gotshal & Manges LLP, Fundacja na rzecz Nauki Polskiej oraz Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości w Polsce (SOOIPP).

 

„Realizacja dedykowanej ścieżki akceleracyjnej „Let’s fintech with PKO Bank Polski” jest elementem cyfrowej strategii PKO Banku Polskiego w zakresie wspierania innowacji oraz budowy ekosystemu dla wsparcia polskich start-upów. Akcelerator ułatwia nam weryfikację i testowanie nowych interesujących rozwiązań, które mają potencjał na wykorzystanie przez bank. Dzięki rozszerzeniu projektu o nowych partnerów i kolejne ścieżki program akceleracyjny będzie działał na jeszcze szerszą skalę.”

Grzegorz Pawlicki, dyrektor Biura Innowacji i Doświadczeń Klienta w PKO Banku Polskim

„Grupa PGNiG otworzyła się na współpracę ze startupami. Dokonaliśmy zmian strukturalnych, które zwiększyły naszą skuteczność w pozyskiwaniu i wdrażaniu innowacji. Jedną z nich było utworzenie inkubatora startupowego InnVento oraz udział w programie akceleracyjnym MITEF Poland. To był strzał w dziesiątkę. Dzisiaj InnVento jest już prawdziwym centrum startupowym, w którym testujemy innowacyjne rozwiązania, gdzie na co dzień funkcjonują startupy, odbywają się szkolenia i warsztaty. MITEF pomógł nam się rozwinąć i w następnej edycji liczymy na rewolucyjne pomysły dla ścieżki Energia.”

Łukasz Kroplewski, wiceprezes PGNiG SA ds. rozwoju

„Innowacyjne rozwiązania mikro i małych firm to ogromna szansa na rozwój medycznej gałęzi polskiej gospodarki. Często pomoc merytoryczna na etapie rozwoju jest dla nich równie istotna jak wsparcie finansowe. Korzystając z doświadczenia i zasobów dużych organizacji, takich jak Grupa Adamed, firmy wchodzące na rynek mogą pozyskać unikalną wiedzę i doświadczenie, a także zweryfikować trafność własnych założeń biznesowych czy naukowych. W ramach Grupy Adamed stale współpracujemy ze startupami, których innowacyjne rozwiązania pozwalają nam lepiej odpowiadać na wyzwania współczesnej medycyny

Marcin Szczeciński, kierownik ds. inwestycji kapitałowych Grupy Adamed

„Wspieramy lokalne firmy technologiczne, widząc w tym skuteczny sposób rozwoju ekosystemu firm partnerskich, w którym sieć Visa pełni rolę katalizatora innowacyjności w handlu. Współpracując z przedsiębiorstwami przełamującymi stereotypy i wprowadzającymi na rynki innowacyjne produkty i usługi pomagamy im w rozwoju oraz międzynarodowej ekspansji, co przynosi korzyści konsumentom, instytucjom finansowym oraz detalistom”.

Jakub Kiwior, dyrektor ds. rozwoju biznesu i marketingu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w Visa

5 najważniejszych trendów w IT w 2018 roku

Choć w ujęciu ogólnym zawód specjalisty ds. IT uznawany jest za zawód przyszłości, nie oznacza to, że tak będzie zawsze. Przyszłość mają ci, którzy potrafią odpowiednio szybko identyfikować pojawiające się trendy i rozwijać się w tych kierunkach. Jedno jest pewne – dynamika zmian wymusza na pracownikach branży IT intensywne dokształcanie się i specjalizację. Na jakie obszary IT należy zwrócić szczególną uwagę w 2018 roku?

O tym, jak dynamicznie rozwijającą się gałęzią gospodarki jest branża IT świadczyć może fakt, że to właśnie tu powstają nowe, dotychczas nieznane stanowiska pracy, jak User Experience Designer oraz Cloud Computing Services Specialist. To zjawisko będzie postępować – większość naszych dzieci będzie pracować w zawodach, które obecnie nie istnieją. Z pewnością przyczyni się do tego ekspansja zjawiska IoT (Internet of Things), które w znaczący sposób wpływa na naszą codzienność, dostarczając niewyobrażalnej ilości danych o naszych preferencjach, potrzebach, zachowaniach (wszystko to w czasie rzeczywistym). Według szacunków, na które powołuje się Business Insider[1], już za 2 lata na świecie będą funkcjonować 24 miliardy urządzeń przekazujących dane do Internetu Rzeczy. To średnio 4 urządzenia elektroniczne na osobę. W jaki sposób powyższe zjawiska wpłyną na branżę IT? Eksperci Quercus, firmy zajmującej się wdrożeniami SAP, wyłonili pięć, ich zdaniem, najważniejszych trendów, które w istotny sposób będą oddziaływać na branżę IT, ale również na funkcjonowanie biznesu.

#1 Platformy chmurowe

Rozwiązania chmurowe, z racji swojej wszechstronności, wygody użytkowania i łatwego dostępu do zasobów oraz do upgrade’ów będą zyskiwać na popularności. Ich zaletą jest to, że nie wymagają kosztownych konfiguracji, zakupu drogiego sprzętu, dodatkowej powierzchni w biurze oraz obsługi specjalistów na miejscu. Jest to po prostu wirtualne środowisko pracy, oferujące dostęp do niezbędnych zasobów i narzędzi. Klient opłaca i korzysta tylko z tych, które są mu potrzebne. Przykładem platformy chmurowej jest SAP Cloud Platform, która w sposób innowacyjny pomaga przedsiębiorstwom w kompleksowej aranżacji aplikacji w bardzo krótkim czasie.

#2 Technologie in-memory

Ilość danych, które pozyskujemy, sprawia, że znaczenia nabiera zaawansowana analityka. Jednak nie chodzi tylko o zakres analizy, ale przede wszystkim o jej wydajność. Dzięki zastosowaniu rozwiązań opartych na technologii in-memory (przetwarzania danych w pamięci operacyjnej), np. SAP HANA, można zwiększyć szybkość takich analiz o kilka rzędów wielkości[2]. „Z biznesowego punktu widzenia technologie in-memory mogą stać się podstawowym narzędziem budowania przewagi konkurencyjnej, zapewniają bowiem znaczący wzrost wydajności operacji analitycznych, a więc szybsze uzyskanie wniosków pozwalających na reagowanie na zmiany w otoczeniu czy potrzeby pracowników, klientów, kontrahentów” – podkreśla Małgorzata Marchwant, Dyrektor Działu BI (SAP Business Intelligence) w Quercus.

#3 Self-services

Wiele nowych trendów w obszarze IT wynika bezpośrednio z wcześniejszych, jak np. automatyzacja niektórych procesów w celu odciążenia działów IT. Doskonałym przykładem są self-services, czyli pakiety aplikacji, które wspierają użytkowników końcowych, zapewniając im dostęp do określonego poziomu informacji, a także umożliwiając samodzielne konfigurowanie niektórych procesów bez konieczności angażowania działów IT. „Takie aplikacje sprawdzą się wszędzie tam, gdzie część prac można zautomatyzować (dzięki powtarzalności zdarzeń). Przykładem mogą być narzędzia analityczne, pozwalające na tworzenie sprecyzowanych raportów bezpośrednio przez użytkownika końcowego, np. SAP Lumira” – wyjaśnia ekspertka Quercus.

#4 Uczenie maszynowe

Sztuczna inteligencja od dawna nie jest tylko pojęciem rodem z science fiction, lecz realnym zjawiskiem, coraz częściej znajdującym zastosowanie w biznesie. Elementem sztucznej inteligencji, pozwalającym na doskonalenie systemów IT dzięki zgromadzonemu doświadczeniu, jest machine learning, czyli uczenie maszynowe. „W skrócie polega to na tworzeniu automatycznego systemu, który potrafi – na podstawie zgromadzonych danych – zdobywać doświadczenie, a więc uczyć się. Jest to możliwe dzięki zaawansowanym algorytmom, czerpiącym informacje z ogromnej ilości zgromadzonych danych. W efekcie wiele procesów wykonywanych jest automatycznie, co ułatwia nam pracę. Przykładem takiego samouczącego się systemu może być słownik w telefonie, system GPS, albo samokierujący się pojazd” – podpowiada przedstawicielka Quercus.

#5 Predykcja

Szczególnie na początku roku, kiedy planujemy najbliższe 12 miesięcy, warto wymienić jeszcze jeden trend – predykcję, czyli prognozowanie pewnych zjawisk na podstawie analizy zgromadzonych danych. Wykorzystanie tych informacji w algorytmach predykcyjnych nie zawsze musi dotyczyć przyszłych trendów, ale również analizy stanu obecnego, co pozwala na zidentyfikowanie potencjalnych zagrożeń i odpowiednio szybkie przeciwdziałanie im. Predykcja znakomicie sprawdza się w zarządzaniu relacjami z klientami – pozwala na zidentyfikowanie klientów, którzy potencjalnie mogą zrezygnować z usług albo takich, którzy z jakichś powodów są nieaktywni. „Możliwości wykorzystania predykcji są nieograniczone. Możemy prognozować przyszłe zmiany w wydatkach, zarządzać zapasami, a nawet przewidywać kierunek rozwoju miast” – podsumowuje Małgorzata Marchwant.

[1] http://www.businessinsider.com/what-is-the-internet-of-things-definition-2016-8?IR=T

[2] https://news.sap.com/poland/2014/10/20/sap-przybywa-firm-ktore-wykorzystuja-technologie-in-memory-do-zarzadzania-wielkimi-zbiorami-danych/

ZPC Brześć: W 2018 roku rynek słodyczy czeka ożywienie, choć nie zabraknie i wyzwań

Arkadiusz Drążek, ZPC Brześć
Arkadiusz Drążek, ZPC Brześć

Po ostatnich latach lekkiej stagnacji, spowodowanej nasilającą się konkurencją wewnętrzną i wyzwaniami związanymi m.in. ze współpracą z sieciami handlowymi, rynek słodyczy czeka lekkie ożywienie. Wynika to przede wszystkim z dobrej koniunktury, ewoluującej oferty dostosowanej do zmieniających się trendów konsumenckich, jak również z rozwoju polskiego eksportu. Z drugiej strony, producenci muszą zmierzyć się z rosnącymi cenami jaj, jak również ze zwiększającymi się wydatkami na logistykę czy marketing.

Zgodnie z prognozami ekspertów, polski rynek słodyczy ma wzrosnąć w 2018 roku do 4,4 mld dolarów[1]. O tym, w jakim kierunku zmierzają rodzimi producenci słodkich wyrobów oraz jak zmieniają się preferencje konsumentów mówi Arkadiusz Drążek, dyrektor handlowy w firmie Brześć, produkującej słodycze i przekąski.

Rewolucja smaków i wzrost segmentu „premium”

W dobie dynamicznie rosnącej świadomości, ale i zamożności konsumenckiej, producenci słodyczy stawiają coraz mocniej na jakość i różnorodność składników. Po pierwsze popularnością cieszą się produkty wzbogacone zdrowymi składnikami z kategorii tzw. superfoods, np. nasionami i orzechami. Jednocześnie ograniczana jest ilość sztucznych barwników, konserwantów i dodatków. W ostatnich miesiącach mogliśmy też zaobserwować mocny rozwój słodyczy z segmentu „premium” – jest to widoczne zwłaszcza pod markami własnymi dużych sieci handlowych. Marki własne „de luxe” kuszą klientów sklepów eleganckimi opakowaniami oraz oryginalnymi smakami. Kolejne miesiące przyniosą dalszy rozwój „luksusowych” słodyczy, limitowanych, sezonowych serii łakoci, wyrobów rzemieślniczych opartych na tradycyjnych recepturach oraz słodkich produktów inspirowanych smakami z różnych stron świata. To następstwo rewolucji kulinarnej i podróżniczej, która jest widoczna w naszym kraju w ciągu ostatnich kilku lat.

Przede wszystkim transparentność

Rosnąca świadomość klientów wymusi też na producentach słodyczy większą transparentność w komunikacji składu produktów. Konsumenci dokładnie studiują nabywane produkty pod kątem składu, jakości czy pochodzenia poszczególnych składników. Popularne staje się też tzw. „free form”, czyli poszukiwanie wyrobów pozbawionych określonego składnika, np. glutenu czy składników pochodzenia zwierzęcego. Podążając za trendami zachodnimi, polscy producenci już teraz wyróżniają skład swoich wyrobów, eksponując kluczowe składniki bądź ich wspomniany brak. Czasy, gdzie skład produktu jest zamieszczony w najmniej widocznym miejscu opakowania drobnym druczkiem i niezrozumiałym językiem, odchodzą więc powoli w zapomnienie.

2018 rokiem innowacji

Zmieniające się trendy i oczekiwania konsumentów względem słodyczy i przekąsek, jak również rosnąca konsumpcja łakoci, oznaczają dla producentów konieczność inwestycji w innowacje i nowoczesną infrastrukturę. Przystosowanie linii produkcyjnych do potrzeb rynku pozwoli firmom na rozwój, zwiększenie wydajności i – tym samym – budowanie przewagi konkurencyjnej. Inwestycjom w modernizację zakładów i wyposażenia sprzyja zresztą poprawiająca się koniunktura i dobre wyniki finansowe. Już teraz słyszymy o rozwoju innowacji wśród największych producentów słodyczy. Aby nadążyć za trendami, w kolejnym roku tropem gigantów branżowych podążą więc także małe i średnie przedsiębiorstwa.

Wzrosty i spadki na rynku surowców

Ostatnie lata upływały na polskim rynku słodyczy pod znakiem lekkiej stagnacji, wynikającej głównie z silnej, wewnętrznej konkurencji oraz rozdrobnienia rynku. Sporym problemem, z którymi musieli mierzyć się producenci łakoci była też nasilająca się konkurencja z Ukrainy – słodycze ze Wschodu „wyróżniały się” niską jakością i bardzo konkurencyjnymi cenami, wynikającymi z dostępu naszych sąsiadów do niższych cen cukru. Miało to negatywny wpływ zwłaszcza na polskie firmy z sektora MSP. Światełko w tunelu przyniosło uwolnienie cen cukru, które weszło w życie 1 października 2017. Zgodnie z szacunkami DnB Bank Polska zmiana dotychczasowych, unijnych regulacji pozwoli europejskim firmom obniżyć koszty produkcji słodyczy o ok. 0,5 mld dolarów[2]. Z drugiej strony, obniżce cen cukru towarzyszy od kilku miesięcy wzrost cen jaj, wynikający m.in. z rosnącego popytu na ich eksport, co przekłada się na topniejące zapasy jaj na rynku wewnętrznym. Ograniczeniu kosztów produkcji nie sprzyjają także rosnące ceny opakowań, ponadto zwiększają się też wydatki przeznaczane m.in. na wynagrodzenia pracowników, transport, jak i na marketing oraz promocję. Oznacza to, że realne konkurencja z ukraińskimi producentami oraz odzyskanie części udziałów w rynku nadal będzie stanowiło dla polskich producentów słodyczy spore wyzwanie.

Eksport będzie miał się dobrze

Sprzedaż wyrobów cukierniczych na rynki zagraniczne od kilku lat stanowi remedium na konkurencję wewnętrzną oraz presję cenową ze strony sieci handlowych. Nic nie wskazuje na to, by w roku 2018 ekspansja zagraniczna miała ulec ograniczeniu. Zwłaszcza, że mamy już „przetarte” szlaki biznesowe praktycznie na wszystkich kontynentach, m.in. przez to, że polskie firmy regularnie goszczą na najważniejszych, międzynarodowych imprezach branżowych poświęconych rynkowi FMCG czy stricte rynkowi słodyczy. Mimo popularności polskich wyrobów wśród zagranicznych konsumentów, nadal daleko nam do zbudowania silnej, międzynarodowej marki rodzimych słodyczy. W tym kontekście, w kolejnych miesiącach polskich producentów słodyczy czeka dalsza praca nad promocją wyrobów „made in Poland”.

[1] https://www.dnb.pl/pl/komentarze-ekspertow/art64,slodycze-na-fali-wzrostowej-pomimo-nowych-wyzwan.html

[2] http://handelextra.pl/artykuly/199308,rynek-slodyczy-zyska-na-uwolnieniu-cen-cukru

Pierwsza e-składka ZUS dla osób fizycznych do 10 stycznia. O czym należy pamiętać?

Koniec z opłacaniem ubezpieczeń społecznych na cztery różne konta. Od 1 stycznia 2018 roku przedsiębiorcy opłacają je w ramach e-składki na jedno konto. Rozdzieleniem przelanych środków zajmie się już samodzielnie Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Dotkliwe mogą okazać się też skutki opóźnień w opłacaniu składki.

Nowe rozwiązanie to udogodnienie dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Trzeba jednak pamiętać, że wraz z końcem 2017 roku ważność straciły dotychczasowe numery kont, na które przelewane były środki przeznaczone na ubezpieczenie społeczne, ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych oraz na Fundusz Emerytur Pomostowych. Jeśli przez nieuwagę ktoś będzie chciał dokonał płatności na dotychczasowe konta ZUS, to bank nie zezwoli na taką płatność, gdyż te rachunki obecnie nie istnieją.

Skąd wziąć numer konta do zapłaty e-składki?

Od października 2017 roku ZUS rozsyłał listy do przedsiębiorców, w których zawarty był dla każdego z nich indywidualny numer konta (NRS), na który należy kierować płatności. Jeśli z jakiegoś powodu list nie dotarł bądź nie został przeczytany, informacje o nowym numerze konta można otrzymać w każdej placówce ZUS lub na infolinii czy w serwisie PUE ZUS. Numer rachunku powinien natomiast zawierać stały dla wszystkich numer identyfikacyjny 60000002 i być skonstruowany według schematu, w którym pierwsze dwie cyfry to liczba kontrolna, a ostatnie 10 cyfr to NIP płatnika.

Niestety, ale pojawili się oszuści, którzy podszywając się pod ZUS rozsyłali listy z fałszywymi numerami kont. Dlatego bardzo ważne jest, aby dokładnie sprawdzić NRS – musi on zawierać numer NIP przedsiębiorcy opłacającego składki. Dodatkowo warto go jeszcze potwierdzić we własnym zakresie na stronie ZUS, korzystając z wyszukiwarki (e-skladka.pl).

Wygodna płatność

Eksperci z inFakt, firmy oferującej nowoczesne rozwiązania księgowe, wskazują, że nowe rozwiązanie znacznie ułatwia sam proces wysyłania przelewu. Od teraz wystarczy bowiem podać dane odbiorcy i nadawcy – jak w każdym innym przelewie. Nie będą wymagane NIP, ani REGON. – Przedsiębiorcy korzystający z aplikacji księgowych powinni sprawdzić, czy ich oprogramowanie pozwala na wygodne wysłanie e-składki – zwraca uwagę Wiktor Sarota, prezes inFakt. – W inFakt mamy możliwość przesłania jej bezpośrednio z aplikacji za pomocą kilku klików. Taka funkcjonalność jest dużym udogodnieniem i dzięki niej w prosty sposób można szybko opłacić składkę za wybrany okres.

Dla prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, opłacających składki wyłącznie za siebie, termin opłacenia pierwszej e-składki, za grudzień 2017 roku mija 10 stycznia. Eksperci inFakt wskazują na kilka spraw, o których należy przy tej okazji pamiętać: 

Rozliczanie składek

Jeśli w przypadku danego przedsiębiorcy nie zmieniły się rodzaje składek oraz ich podział, to księgowanie również pozostaje bez zmian:

  • składki społeczne księgowane są do kosztów lub odliczane od dochodu
  • składki na FGŚP i FP są księgowane do kosztów
  • 7,75% podstawy wymiaru składki zdrowotnej jest odejmowane od podatku

Dotkliwe skutki płacenia e-składki po terminie

W przypadku spóźnionej płatności e-składki płatnik musi liczyć się z tym, e mogą wystąpić odsetki do zapłaty. Mogą wystąpić także inne konsekwencje czyli wyłączenie płatnika z ubezpieczenia chorobowego lub zasiłku macierzyńskiego. Jeśli to nastąpi, należy złożyć wniosek o przywrócenie terminu płatności. – Miejmy też na uwadze, że po otrzymaniu środków na konto ZUS będzie uznawał najpierw najstarsze zobowiązania – mówi Aneta Socha, ekspert kadrowo-podatkowy z firmy inFakt. – W ten sposób przelewy będą w pierwszej kolejności pokrywały najstarsze zadłużenie z odsetkami.

ZUS nie informuje o stanie konta

Warto mieć na uwadze, że ZUS nie będzie informował o przypadkach zaległości w opłacaniu e-składki. Przedsiębiorcy powinni kontrolować swoje płatności we własnym zakresie.

EY: Prezesi dużych firm mają mylne wyobrażenie o oczekiwaniach inwestorów

67% ankietowanych przez EY inwestorów instytucjonalnych uważa, że przedsiębiorstwa powinny realizować projekty generujące przełomowe innowacje, nawet, jeśli przedsięwzięcia te są ryzykowne. Tymczasem 50% prezesów wskazuje, że nie jest dobrze przygotowanych, żeby wykorzystać szanse, jakie niosą ze sobą przełomowe zmiany. Zaledwie 27% szefów mówi, że priorytety ich firm są skoncentrowane na tworzeniu nowych źródeł przychodów – wynika z raportu firmy doradczej EY „Jak możesz być równocześnie – twórcą i tworzywem zmian?”.

W badaniu EY wzięło udział 101 prezesów z 5000 największych globalnych firm i 100 międzynarodowych inwestorów instytucjonalnych zarządzających aktywami powyżej 1 mld USD, którzy angażują się w innowacyjne przedsięwzięcia.

Perspektywa inwestora i prezesa

Według ankietowanych prezesów, inwestorzy instytucjonalni mają awersję do wszystkich projektów, które mogą odwrócić uwagę firmy od natychmiastowych zysków. Tymczasem 55% inwestorów instytucjonalnych uważa, że firmy powinny przeznaczać środki na poznawanie przełomowych modeli biznesowych, a 67%, że powinny angażować się w innowacyjne projekty, nawet, jeśli nie przynoszą one krótkoterminowych zysków. Trzech z czterech badanych inwestorów uważa, że gotowość do przełomowych innowacji będzie zdecydowanie bardziej istotnym czynnikiem decyzyjnym w kolejnych pięciu latach.

Międzynarodowe korporacje muszą skupiać się na swojej podstawowej działalności i równocześnie tworzyć innowacyjne modele biznesowe. – Dziś, jak nigdy wcześniej, nowe technologie pojawiają się i rozprzestrzeniają na globalnym rynku zmieniając oblicza całych branż. Coraz trudniej jest również wskazać, gdzie dana branża się kończy. Przenikają się one bowiem obecnie tak skutecznie, że wielokrotnie wyzwaniem staje się zdefiniowanie kompletnej listy konkurentów a nawet produktów czy usług, które mogą być traktowane jako substytuty. W takim otoczeniu innowacje i sama kultura innowacyjności stają sie trzonem strategii każdej firmy nastawionej na wzrost w przewidywalnej przyszłości – uważa Bartosz Niedźwiedzki, Dyrektor w Grupie Zarządzania Innowacjami EY.

Zaledwie połowa prezesów wskazuje, że są oni dobrze przygotowani do wykorzystania przełomowego rozwiązania. 52% ankietowanych jest zdania, że ich priorytety firmowe koncentrują się na przychodach pochodzących z aktualnych modeli biznesowych, podczas gdy 27% skupia się na przyszłych źródłach zysku. Równocześnie 64% ankietowanych deklaruje, że spędza 25% lub mniej czasu na kwestiach związanych z innowacyjnością.

Zarówno inwestorzy jak i prezesi zgadzają się co do tego, że nowe technologie to numer jeden jeśli chodzi o źródło przełomowych innowacji. Na drugim miejscu inwestorzy stawiają nowe modele biznesowe, podczas gdy prezesi wyżej oceniają zmieniające się zachowania klientów. Na dalszym miejscu znalazły się także zmiany regulacyjne.

Trzy grupy przedsiębiorstw

W połączonym świecie gospodarki cyfrowej przedsiębiorstwa muszą równolegle koncentrować się na bieżącej działalności i inwestować w przyszłe innowacje. Tempo i skala zmian, jakie generują innowacje, stwarzają niewiarygodne szanse. Szybko reagujące, zorientowane cyfrowo firmy szybko rosną i zyskują przewagę nad dużymi, nieco „ociężałymi” przedsiębiorstwami. Odnosi się to nie tylko do start-upów. Te duże podmioty także mogą zrewolucjonizować swoje branże.

– Wśród naszych klientów widzimy bardzo wyraźną potrzebę, by tworzyć kulturę innowacji i łączyć elastyczność działania, myślenie poza utartymi schematami i innowacyjność startupów z siłą, zasięgiem i możliwościami, jakie dają międzynarodowe firmy czy polskie czempiony – mówi Krzysztof Witkowski, odpowiedzialny za programy skierowane do startupów z ramienia EY. – Co więcej, tę wartość dodaną obserwujemy też bardzo wyraźnie u nas w firmie. Dzięki licznym spotkaniom, warsztatom, networkingowi ze społecznością startupową także w naszych ludziach, naszych pracownikach, budzi się potrzeba innowacji i otwierają się coraz chętniej na nowe technologie i poszerzają swoje horyzonty – dodaje.

Na podstawie wywiadów z prezesami największych światowych spółek, firma EY wyodrębniła trzy podejścia dużych firm do przełomowych innowacji:

  • gąsienice – (60 ankietowanych, czyli większość firm), idą dotychczasowym torem i koncentrują się na bieżących działaniach i sukcesach
  • poczwarki – (mniejsza grupa – 23 badanych), firmy, które są na etapie wdrażania zmian – rozwiązań cyfrowych i rozwoju kultury innowacji
  • motyle – (najmniejsza grupa – 18 firm), to podmioty, które przeszły transformację, a innowacyjność mają wpisaną w swoją kulturę i tworzą nowe kompetencje w cyfrowych obszarach.

Innowacyjne „kłody”

Organizacje wskazują w badaniu EY na wiele czynników, które utrudniają im wprowadzenie rewolucyjnych zmian:

  • sprawcze kierownictwo – tylko 54% prezesów twierdzi, że zarządza agendą innowacji w swojej firmie.
  • kultura korporacyjna – jedynie 43% prezesów ocenia swoją firmę „dobrze” lub „bardzo dobrze” za inwestowanie w poszukiwania projektów przynoszących zwrot z inwestycji w dłuższym okresie, które mogą nie być rentowne w krótkiej perspektywie.
  • innowacyjne praktyki i zasoby – dostępność kapitału i tworzenie własnych jednostek innowacyjnych w ramach firmy to obszary, które dobrze oceniło w swojej firmie 39% badanych prezesów.
  • zewnętrzna współpraca – zaledwie co trzeci ankietowany przyznał swojej organizacji „dobrą” lub „lepszą” ocenę za inwestowanie w start-upy, żeby zyskać wiedzę na temat nowych technologii i modeli biznesowych.

Aby firmy mogły przygotować się do wdrożenia przełomowych rozwiązań, powinny podjąć 10 działań, które mogą otworzyć organizację na zmiany. Po pierwsze, powinny zaszczepić poczucie istotności innowacji w firmie. Po drugie, agenda innowacyjna powinna być umocowana na poziomie zarządu. Po trzecie, zarząd powinien mieć wspólny cel w obszarze innowacji. Kolejnym krokiem powinno być zaangażowanie kluczowych inwestorów oraz wskazanie ambasadorów zmian w firmie i danie im możliwość działania. Istotne jest także stworzenie ekosystemu wewnątrz oraz na zewnątrz organizacji, który pozwala na przenikanie pomysłów, a także na wdrożenie zmian w ramach całego łańcucha wartości. Należy przy tym unikać działań „pozorowanych”. I wreszcie strategię tę trzeba często weryfikować, podobnie jak regularnie sprawdzać zasadność funkcjonowania tych części biznesu, które w praktyce przestały mieć rację bytu.

O badaniu:

„Jak możesz być równocześnie – twórcą i tworzywem zmian?” to badanie przeprowadzone na grupie prezesów spośród największych, globalnych 5000 przedsiębiorstw według przychodów z 2016 roku. Reprezentatywna grupa 101 respondentów pochodziła z 26 krajów i 16 sektorów. Zbadano także 100 inwestorów instytucjonalnych spośród zarządzających aktywami, przedstawicieli firm ubezpieczeniowych, funduszy emerytalnych etc. z aktywami na poziomie minimum 1 mld USD.

Co najmniej trzy podwyżki stóp

Poniedziałek to kolejny dzień, w którym amerykański dolar zyskiwał na wartości wobec większości swoich rywali i był na najwyższym poziomie w 2018 r. Kurs EUR/USD zszedł do poniżej 1,2. To efekt wypowiedzi dwóch członków Rezerwy Federalnej, którzy stwierdzili, że w tym roku dojdzie do co najmniej trzech podwyżek stóp procentowych w USA. Loretta Mester, szefowa Fedu z Cleveland, powiedziała, że silna amerykańska gospodarka i niskie bezrobocie dają asumpt do aż czterech podwyżek stóp w 2018 r. Z kolei John Williams, szef Fedu z San Francisco, wezwał do trzech podwyżek stóp w tym roku, argumentując, że już teraz silna gospodarka USA urośnie jeszcze bardziej dzięki republikańskiej reformie podatkowej.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,35%), a traci do brytyjskiego funta (-0,14%), dolara kanadyjskiego (-0,01%), dolara australijskiego (-0,15%) oraz japońskiego jena (-0,42%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,197, GBP/USD – 1,356, USD/CAD – 1,241, AUD/USD – 0,785 i USD/JPY – 112,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,75%) i kurs EUR/JPY wynosi 135, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,882. Drugi dzień z rzędu złotówka traci do głównych walut światowych. We wtorek rano dolar kosztuje ponad 3,48 zł, euro – 4,17 zł, funt – prawie 4,73 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,56 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach kolejną sesję przewaga koloru zielonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,36%, frankfurcki indeks DAX wzrósł o 0,36%, a paryski indeks CAC 40 podniósł się o 0,3%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,17%, meksykański indeks Bolsa – 0,22%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,39%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei urósł o 0,57%, indeks Shanghai Composite – o 0,13%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,46%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych spadkach we wtorek rano ceny ropy naftowej rosną. Baryłka ropy Brent kosztuje 67,57 USD (+0,27%), a ropy WTI – 62,08 USD (+0,39%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 70 USD. Z kolei cena złota po wahaniach w górę i w dół kosztuje tyle samo, co dobę wcześniej. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1318 USD.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 7:45 – Szwajcaria – Stopa bezrobocia, grudzień – 3% (prognoza 3%)
  • 8:00 – Niemcy – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 5,6% (prognoza 3,9%)
  • 8:00 – Niemcy – Bilans handlu zagranicznego, listopad – 22,3 mld EUR (prognoza 21 mld EUR)
  • 9:00 – Czechy – Stopa bezrobocia, grudzień – 3,8% (prognoza 3,7%)
  • 11:00 – Strefa euro – Stopa bezrobocia, listopad (prognoza 8,7%)
  • 16:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Minneapolis

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Polski przemysł kwitnie. Giełdowy Indeks Produkcji poszybował zamykając grudzień „na zielono”

Giełdowy Indeks Produkcji zamykał listopad z wynikiem 1088.50 pkt. notując jeden z poważniejszych spadków w całym 2017 roku, ale w grudniu udało się powrócić na tor wzrostu wartości i zamknąć rok na poziomie 1135.96 pkt. Tradycyjnie, wzrosty nie dotyczyły wszystkich spółek, lecz raptem połowy, podtrzymując panującą się od dłuższego czasu opinię o dojrzałości rynku, na którym dane fundamentalne i perspektywy rozwoju spółek podlegają surowej ocenie.

Wzrost wartości o 4.36% m/m to dla indeksu zrzeszającego 60 największych polskich spółek produkcyjnych to jeden z najlepszych wyników od momentu jego powstania. Co więcej, wynik GIP60 okazał się o wiele lepszy od wyników najważniejszych benchmarków GPW, na której największy wzrost zanotował indeks sWIG80 (+2.99% m/m), spółki notowane w ramach WIG20 wzrosły o 2.18 proc. m/m, a cały rynek osiągnął zwrot na poziomie 2.09%. O doskonałej kondycji polskiego rynku produkcji świadczy również fakt, że spośród wszystkich indeksów WIG jedynie 5 subindeksów branżowych osiągnęło w grudniu wyższe stopy zwrotu niż GIP60, a mianowicie: WIG-ODZIEŻ (+12.25% m/m), WIG-LEKI (+11.68% m/m), WIG-MOTO (+7.04% m/m), WIG-NIERUCHOMOŚCI (+6.36% m/m) i WIG-GÓRNICTWO (+4.68% m/m).

Analizując stopy zwrotu spółek z GIP60 w kontekście branżowym, najwyższych wyników można doszukać się wśród spółek odzieżowych zajmujących się projektowaniem i dystrybucją swoich produktów. Średnia stopa zwrotu wśród projektantów – tak określamy tę grupę spółek z GIP60 – w ostatnim miesiącu 2017 roku wyniosła 13.09%, za co odpowiada przede wszystkim spektakularny wzrost wartości spółki CCC. Bardzo wysokie średnie stopy zwrotu w grudniu osiągnęły również spółki z branży farmaceutycznej (+6.50% m/m) oraz producenci żywności (+5,01% m/m).

Solidne wzrosty w czołówce GIP60

Również w grudniu w grupie GIP znalazły się firmy, których wyniki znacznie przewyższyły średnią rynkową osiągając dwucyfrowe stopy wzrostu wartości. Najwyższą stopę zwrotu i zwycięstwo w grudniowym rankingu GIP60 wypracowała POZBUD T&R S.A. (+22% m/m) – producent okien i drzwi drewnianych i aluminiowych. Spółka działa na całym rynku europejskim, od kilku lat eksportuje również drzwi do USA. Na początku grudnia POZBUD poinformował o uzyskaniu dofinansowania z PARP dla spółki zależnej na ponad 19 mln zł, co przy rocznych przychodach grupy na poziomie 170 mln (2016) zostało pozytywnie, jak widać ze skokowej zmiany wyceny kursu akcji, ocenione dla perspektywy rozwoju i wyników spółki w 2018r.

Drugie miejsce na podium przypadło spółce CCC S.A. (+18.8% m/m), największemu producentowi obuwia w Europie, który zasypała w grudniu giełdę pozytywnymi komunikatami o swojej kondycji, najpierw o przychodach w listopadzie wyższymi rdr o 27%, a potem o planach ekspansji w Rumunii, Kazachstanie i Gruzji. W momencie powstania tego komentarza znane są już wyniki spółki za grudzień i zapewne wzrost przychodu rdr o prawie 42% będzie napędzało dalszy wzrost i zainteresowanie akcjami spółki.

W grudniu najniższy stopień podium przypadł BIOMED-LUBLIN W. SUROWIC I SZCZEPIONEK S.A. (+17.7% m/m). Taki stan rzeczy można tłumaczyć m.in. tym, że fundusz Value FIZ zwiększył swój udział w spółce z 0,24% kapitału do 7,37%. — Trudno rozstrzygnąć, czy większy wpływ na jej wynik wywarło pozyskanie akcjonariusza czy przedstawiona w połowie grudnia przez Zarząd wizja rozwoju.

 Poinformował on, że po sprzedaży w listopadzie do Polpharmy praw marki Lakcid, realizowana będzie ścisła kooperacja z Polpharmą w roku 2018 r. — ocenia Paweł Daszkiewicz z DSR SA.   Zarząd przedstawił również koncepcję budowy nowego zakładu w Lublinie oraz plany ekspansji w eksporcie. — Wydaje się, że wcześniej opublikowane dobre wyniki za III kwartał mocno uwiarygodniły ten przekaz, a wejście nowego inwestora zachęciły, by docenić akcje tej spółki — dodaje Daszkiewicz.

Zdaniem Macieja Zaręby, współtwórcy giełdowego indeksu produkcji, spojrzenie na trójkę zwycięzców grudniowych notowań w rankingu GIP60 ze strony branż, które reprezentują, daje ciekawe odniesienie do zachowań branżowych spółek w całym roku 2017r. Z jednej strony reprezentowane przez nie branże: tzw. projektantów (CCC) ze wzrostem średnim 41,5% rdr, farmaceutyczna (BIOMED-LUBLIN) ze wzrostem 31% rdr oraz materiałów budowlanych (POZBUD T&R) ze wzrostem średnim 19,2% rdr zanotowały największe średnie wzrosty roczne, ale nie były to zachowania spójne dla wszystkich spółek reprezentujących te branże. Wystarczy wskazać, że w branży tzw. projektantów, czyli spółek, które skupiają się głównie na projektowaniu i dystrybuowaniu własnych produktów, rozrzut zmian wartości akcji mieścił się między 57% (LPP S.A) a 27,3% (Vistula S.A); dla producentów materiałów budowlanych między 53,3% (LIBET S.A.) a – 12,1% (SELENA FM S.A.); w końcu dla branży farmaceutycznej nawet między 100,8% (SELVITA S.A) a -57,3% (BIOTON S.A). — Trudno więc jednoznacznie podsumowywać, że przynależność spółki do danej branży, dawała gwarancję wzrostu kursu jej akcji, to tylko jedna z przesłanek do oceny wyników danego przedsiębiorstwa —kwituje Zaręba.

Rok 2017 na plusie

Zwycięzcą rankingu GIP60 za cały rok 2017 została spółka SELVITA S.A. (firma biotechnologiczna). Wręcz oszałamiający wzrost wyceny wartości spółki o ponad 100% był przede wszystkim konsekwencją marcowego wzrostu po podpisaniu umowy partneringowej na cząsteczkę SEL24 z firmą Berlin-Chemie Menarini i pozyskaniem dofinansowania z NCBiR. Co prawda akcjonariusze przeżyli chwilę niepewności w październiku, gdy spółka została zmuszona do zawieszenia badań klinicznych w ramach projektu SEL24, ale w grudniu FDA pozwoliła Selvicie je wznowić i wszystko wskazuje na to, że akcjonariusze, którzy zaufali zapewnieniom zarządu spółki, że to krótkoterminowe perturbacje, nie powinni się zawieść na tej inwestycji również w przyszłym roku.

Generalnie dla Giełdowego Indeksu Produkcji miniony rok okazał się całkiem przyzwoitym czasem, w którym zanotowano ponad 86 punktowy wzrost wartości, co pozwoliło uzyskać roczną stopę zwrotu na poziomie 8.21%. Jednak nie był to okres stabilnego wzrostu, gdyż serie pozytywnych odczytów były przeplatane miesiącami ze znacznymi spadkami wartości — wskazuje Zaręba. W 2017 roku najlepszym miesiącem był styczeń ze stopą zwrotu na poziomie 6.55% m/m, a największy spadek GIP60 zaobserwowano w listopadzie (-4.92% m/m).  W ujęciu kwartalnym najlepszy był pierwszy kwartał, w którym indeks zanotował trzy kolejne dodatnie miesięczne stopy zwrotu, co dało 10.7% wzrost wartości. W drugim kwartale GIP60 stracił 3.6% wartości, w trzecim zyskał 3.5% by w ostatnim kwartale spaść o 2.1%.

Przyszłość wygląda optymistycznie

W porównaniu z dwucyfrowymi wzrostami jakie zapanowały w zeszłym roku na większości indeksów rynkowych WIG, wynik GIP nie robi aż takiego wrażenia, ale pespektywa roku 2018r wydaje się generalnie pozytywna. Przykładowo wskaźnik PMI za grudzień ze wskazaniem 55% okazał się najlepszy od marca 2015r. Wg IHS Markit firmy uzasadniały dobre nastroje pozytywną sytuacją w polskiej gospodarce, inwestycjami w bardziej wydajny sprzęt oraz wprowadzaniem nowych produktów. Są to czynniki, które pozwalają z optymizmem oczekiwać wyników polskich producentów w 2018r.

Wzrost sprzedaży, w tym zwiększający się udział eksportu w przychodach producentów, to kolejny pozytywny sygnał dla całej branży. Biorąc pod uwagę bardzo dobrą koniunkturę u naszych największych partnerów gospodarczych, eksport może okazać się szczególnie silnym bodźcem wzrostowym dla polskich producentów. Oczywiście postępująca aprecjacja złotego, która osłabia konkurencyjność naszych eksporterów, może zredukować wysoką dynamikę wzrostu eksportu jednak musiałoby to wiązać się z drugim z rzędu rewelacyjnym rokiem dla złotówki, na co jest już niższe prawdopodobieństwo.

Warto również odnotować, że w 2017 roku ponad 1/3 nowych miejsc pracy powstało w przemyśle, w tym przede wszystkim w branżach nastawionych na eksport takich jak branża motoryzacyjna, metalurgiczna, tworzyw sztucznych i meblarska. A było to rekordowy rok pod względem nowopowstałych miejsc pracy.

Polski przemysł ma się dobrze i większość czynników przemawia za dalszym rozwojem tego sektora naszej rodzimej gospodarki. W zeszłym roku po początkowych silnych wzrostach, wśród inwestorów zapanowała niepewność, która odbiła się na kursie polskich producentów. Wyniki grudniowe dają jednak nadzieję na realizację korzystniejszego scenariusza w 2018 roku — podsumowuje Paweł Daszkiewicz.

Pracownik z polecenia – tak. Premia za pomoc w rekrutacji – niekoniecznie

System poleceń osób do pracy, według wszelkich danych, ma się w Polsce świetnie. Okazuje się jednak, że polecamy innych za darmo. Programy referencyjne w firmach, które wiążą się z wypłaceniem premii za znalezienie odpowiedniego pracownika, ma zaledwie 3,6 proc. pracodawców – wynika z badania serwisu Pensjometr.pl od Monster Polska.

Na polskim rynku premie za polecenie osoby do pracy najczęściej stosują przedsiębiorstwa z obszaru technologii – 14,6 proc., elektryczności, gazu, zaopatrzenia w wodę i gospodarki odpadami – 8,3 proc. oraz z obszaru finansów i ubezpieczeń – 6,5 proc. Premie za rekomendacje są domeną raczej dużych, zagranicznych korporacji – 11,38 proc. z nich ma systemy płatnych poleceń. W porównaniu tylko 1,88 proc. prywatnych przedsiębiorstw z polskim kapitałem jest gotowych płacić za rekomendacje.

Im trudniejsza rekrutacja, tym większa chęć zatrudnienia z polecenia

„Pracowników, którzy pomagają łowić talenty, szczególnie docenią firmy poszukujące specjalistów. Są to pracodawcy, którzy mierzą się z dużą konkurencją, problemami podczas zatrudniania, a tym samym kosztownymi i wielomiesięcznymi rekrutacjami” – komentuje Joanna Żukowska, ekspertka serwisu pracy MonsterPolska.pl. „Dla nich opcja zatrudniania z polecenia jest gwarantem sukcesu. Wiedza, że specjalista działający lata w branży ubezpieczeniowej szuka pracy, dotrze szybciej do doskonałego, lokalnego handlowca, niż do HR-owca, który rekrutuje na różne stanowiska np. w międzynarodowej strukturze” – dodaje.

Mając przekonanie, że system poleceń jest skuteczny, pracodawcy są skłonni płacić premie pracownikom za ściągnięcie do firmy pożądanego eksperta. Czasem firmy robią zastrzeżenia, że premia zostanie wypłacona, jeśli nowy pracownik pozostanie w organizacji dłużej np. rok.

Takie finansowe i pozafinansowe nagrody popularne są szczególnie w Czechach, gdzie stosuje je 11,8 proc. wszystkich firm. Równie często premie wypłacają pracodawcy ze Słowacji – 10,4 proc. Nieco rzadziej są one realizowane na Węgrzech, gdzie taką opcję wykorzystuje 5,1 proc. szefów, w Serbii – 4,7 proc., Estonii – 4,4 proc. oraz na Litwie – 3,7 proc.


W Polsce z możliwości wypłacania jednorazowej premii lub innych bonusów korzysta 3,6 proc. pracodawców. Jest to więcej niż m.in. w Finlandii – 3 proc., Chorwacji – 2,7 proc. czy Słowenii oraz Bośni i Hercegowinie po – 1,4 proc.

Systemy poleceń są bardziej popularne w dużych miastach – np. w Bratysławie – aż 14 proc., a w Pradze 13 proc. firm premiuje swoich pracowników za skuteczne rekomendacje.

W innych krajach, podobnie jak w Polsce, programy referencyjne są domeną zagranicznych korporacji. Na Słowacji 21 proc. a w Czechach aż 24 proc. firm międzynarodowych posiada jasno określone zasady poleceń.

Pracownicy z polecenia to osoby, za które inni ręczą

„Świadomość, że pracodawca oferuje program referencyjny dla pracowników, sprawia, że wielu z nich chętnie angażuje się w proces rekrutacyjny. Uruchamiają prywatne kontakty, biznesowe relacje i Facebookowe znajomości. Starają się polecić osobę kompetentną i godną zaufania. Tylko za takiego kandydata mogą i chcą ręczyć. System zatrudniania z polecenia, który uwzględnia nagrodę dla pracownika-rekrutera, nieustannie się popularyzuje” – mówi Żukowska z MonsterPolska.pl.

Gra w rekrutera jest warta świeczki, bo w niektórych firmach premia za polecenie jest wielokrotnością pensji. Kwota zależy od tego, jak bardzo dane stanowisko jest trudne do obsadzenia. Zdarza się także, że za rekomendację pracownicy otrzymują dodatkowe dni wolne, bony lub vouchery na wybrane usługi i produkty. Niestety z badań wynika, że równie często nagrodą jest jedynie dobre słowo szefa i profesjonalny współpracownik w dziale.

Dane pochodzą z serwisu Pensjometr.pl od Monster Polska. Zebrane zostały w okresie 12 miesięcy – od listopada 2016 do listopada 2017 roku. W badaniu wzięło udział ponad 397 tys. ankietowanych z 12 krajów: Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Czech, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Polski, Serbii, Słowacji, Słowenii i Węgier.

Jesteśmy już gotowi na przyjęcie euro, tylko czy chcemy?

Przed wstąpieniem do Unii Europejskiej Polska zobowiązała się do przyjęcia unijnej waluty. Obecnie spełniamy wszystkie kryteria umożliwiające wejście do strefy euro z wyjątkiem kryterium związanego z kursem walutowym. Zarówno rządzący, jak i społeczeństwo nie chcą jednak rezygnować ze złotego. Czy słusznie?

Wśród argumentów za przyjęciem euro wymienia się m.in. zagrożenie, że jeśli w najbliższych latach tego nie zrobimy, znaczenie naszego kraju zostanie pomniejszone. Poza tym podnosi się, że trzymanie się złotego nie sprzyja integracji europejskiej. Jeśli chodzi zaś o aspekty stricte ekonomiczne, warto zauważyć, że gdybyśmy posługiwali się unijną walutą, nasi przedsiębiorcy zapewne funkcjonowaliby na europejskim rynku lepiej – zostałoby wyeliminowane ryzyko kursowe.

Z drugiej strony „kryzys, który obserwowaliśmy od lat 2007–2008, pokazał nam, że posiadanie własnej waluty w takich sytuacjach to duża korzyść. Dzięki temu, że mieliśmy własną walutę, nasza gospodarka mogła w płynniejszy sposób przejść przez te trudne lata” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl ekonomista Paweł Majtkowski. Nie należy też zapominać, że wprowadzenie euro wymagałoby zmiany konstytucji.

BIK: Polacy o swojej kondycji kredytowej

Jakość udzielanych kredytów we wszystkich segmentach produktowych potwierdza BIK Indeks Jakości Portfeli Kredytów, który w listopadzie 2017 r. odnotował poprawę we wszystkich produktach kredytowych w stosunku do roku 2016. Przy czym najwyższa o 0,57 p.p. dotyczy kredytów konsumpcyjnych. Również sami kredytobiorcy dobrze oceniają swoją kondycję kredytową, co potwierdziło aż 73% osób biorących w badaniu zleconym przez BIK, w odniesieniu do obecnie spłacanych zobowiązań. Jednak Polacy zapytani o swoje możliwości zaciągania i spłacania rat kolejnych kredytów, w przyszłości, są już podzieleni i mniej zgodni – w nowy rok wchodzimy z umiarkowanym optymizmem.

O dobrej jakości kredytów można mówić wówczas, gdy zobowiązanie kredytowe spłacane jest w terminie. Wówczas buduje się pozytywna historia kredytowa. Banki oraz BIK posiadają informację zarówno o terminowo realizowanych płatnościach, ale również o opóźnionych płatnościach lub ich braku. Każde opóźnienie, choćby o jeden dzień, odnotowane jest w instytucjach udzielających kredytów. Stosowane w analizach dotyczących portfeli kredytowych określenia kredytów opóźnionych lub „zepsutej jakości” nazywane są w szczególności takie, które przyjęły status opóźnienia pow. 90 dni, tzn. spłata raty kredytowej nie została odnotowana w banku przez 3 miesiące.

Pomyślne obserwacje BIK

BIK na bieżąco monitoruje zjawisko jakości kredytów w Polsce. Analizując jakość kredytów konsumpcyjnych, najliczniejszych pod względem liczby  udzielanych kredytów, oraz kredytów mieszkaniowych – o najwyższej wartości, udzielonych w ciągu ostatnich kilku lat, są na dobrym i bardzo dobrym poziomie. Przeciętnie o ok. 2%. kredytów konsumpcyjnych udzielonych w latach 2012 – 2016 po roku od ich udzielenia „psuje się”, czyli przechodzi w status pow. 90 dni opóźnienia, W przypadku z kolei kredytów mieszkaniowych do grupy opóźnionych po roku od udzielenia przechodzi przeciętnie ok. 0,27% z nich. Oba te wyniki należy interpretować jako zjawisko stabilne, pozytywne.*

Kondycja kredytowa Polaków według BIK

BIK co miesiąc publikuje prognozę szkodowości portfela kredytowego, opartą o wyliczenia relacji liczby kredytów w całym portfelu, wchodzących w danym miesiącu do statusu opóźnionych pow. 90 dni w stosunku do liczby czynnych kredytów w niższych statusach.

– W porównaniu do sytuacji z 2016 roku w portfelach kredytowych wszystkich czterech produktów kredytowych nastąpiła poprawa jakości. Najwyższą poprawę w 2017 r. odnotował indeks jakości portfela kredytów konsumpcyjnych (pozytywna zmiana o 0,57) – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej. – Wszystkie cztery indeksy nadal pokazują, przy rosnącej sprzedaży, niski, bezpieczny a nawet obniżający się poziom ryzyka portfela kredytowego gospodarstw domowych.W każdym z czterech produktów wartość indeksu spadła przynajmniej o 0,2 – dodaje główny analityk BIK. Poprawie jakości udzielanych kredytów sprzyja kilka czynników. M.in. rekordowo niskie stopy procentowe, wzrost wynagrodzeń a tym samym dochodów gospodarstw domowych, dobra koniunktura w gospodarce przekładająca się na optymistyczne postrzeganie przyszłości przez kredytobiorców. Dzięki działaniom edukacyjnym prowadzonym m.in. przez BIK rośnie wśród Polek i Polaków świadomość roli i znaczenia posiadania dobrej, pozytywnej historii kredytowej, która świadczy o wysokiej wiarygodności kredytowej.

Ocena historii kredytowej

O swojej historii kredytowej Polacy, posiadający kredyty, wypowiadają się w większości pozytywnie, co potwierdziło zgodnie ok. 77% osób w badaniu opinii, przeprowadzonym w listopadzie 2017 r. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIK.**

Respondenci, którzy oceniają swoją historię kredytową dobrze lub bardzo dobrze, są częściej mieszkańcami Polski południowej (64%), rzadziej są to osoby z regionu północno-zachodniego (47%).

Warto zaznaczyć, że odsetek ocen bardzo dobrych w zakresie oceny swojej historii kredytowej utrzymuje się na stabilnym poziomie, a nawet nieco wzrósł w stosunku do pomiaru z roku 2016 r., gdy zgodna opinia w tej kwestii dotyczyła ok 76% osób.

Kondycja kredytowa według Polaków

Niemal ¾ badanych uważa, że ich obecna kondycja kredytowa jest bardzo dobra i dobra, co motywowali tym, że są w stanie bez większego problemu spłacać obecne zobowiązania kredytowe.

Jednak, gdy w grę wchodziłyby kolejne kredyty, to optymizm znacząco spada. Możliwość zaciągnięcia kolejnej pożyczki i jej regularnej spłaty ostrożnie szacuje 33% osób, a  kolejne 28% potwierdziło, że wręcz nie byłoby w stanie poradzić sobie z nowym zobowiązaniem.

Patrząc na mapę Polski opinie bardziej optymistycznie wyrażają mieszkańcy największych miast i południa kraju.

Mieszkańcy regionu południowego częściej niż mieszkańcy pozostałych regionów podkreślają rolę oszczędzania, deklarują również, że kredyty biorą tylko wtedy, gdy mają pewność, że je spłacą (i częściej nie wyobrażają sobie sytuacji, że kredytu nie spłacą), a wobec dłużników są bardziej bezkompromisowi niż mieszkańcy pozostałych regionów. Na ich stosunek do kredytów i zobowiązań może wpływać zarówno wychowanie i wartości wyniesione z domu rodzinnego, zasady etyczne jak i możliwość polegania na rodzinie w trudnych sytuacjach (podkreślają te elementy częściej niż inni badani).

Samoocena czy samokontrola

Porównując odpowiedzi respondentów ankiety o kondycji kredytowej Polaków w zestawieniu z obserwacjami BIK, wyraźnie widać zbieżność opinii samych kredytobiorców z wynikami analitycznymi.

Z danych BIK wynika, że aż 90% Polaków terminowo spłaca swoje zobowiązania kredytowe. Jednak nie oznacza to, że tak liczna grupa osób kontroluje stan swoich kredytów.

Przed skorzystaniem z kredytu respondenci badania opinii stwierdzili, że samodzielnie szacują swoją zdolność kredytową i porównują oferty banków. Jedynie niewielka grupa osób, jedynie 5%, zadeklarowała, że przed skorzystaniem z kredytu pozyskuje raport z BIK. Tymczasem należy regularnie sprawdzać swoją historię kredytową, niezależnie od tego czy planujemy wnioskować o nową pożyczkę.

– Często nasza samoocena może być błędna, tymczasem w raporcie BIK wychwycimy ewentualne nieprawidłowości, np. niespłacone karty kredytowe, opóźnienia w spłacie rat kredytu poręczonego czy nieświadomie zaciągnięty kredyt ratalny w supermarkecie – mówi Alina Stahl, rzecznik BIK.  – Co więcej, jeśli ktoś nie posiada ochrony w postaci Alertu BIK, to raport wykaże, czy nie ciąży na nim cudzy kredyt – dodaje Alina Stahl.

  • * Źródło: Raport BIK: Kredyt Trendy, 1 półrocze 2017 r.
  • ** Polacy na rynku kredytowym, ARC Rynek i Opinia dla BIK S.A.,  listopad 2017 r., 18-65 lat, N=1000.

Ochrona danych osobowych – co nas czeka w 2018 roku?

Nie ulega wątpliwości, iż rok 2018 zapisze się w naszej pamięci jako rewolucyjny w odniesieniu do systemu ochrony danych osobowych. Już za niecałe pięć miesięcy zrewolucjonizuje się on w Polsce, i we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Zmiany odczują wszystkie branże, a w szczególności sektor IT, który przez swoje obszerne systemy i ciągłą styczność z Internetem będzie musiał odpowiednio się na nie przygotować.

RODO zmieni wszystko

Krzysztof Kiewicz, ODO 24
Krzysztof Kiewicz, ODO 24

Z dniem 25 maja 2018 r. obligatoryjne stanie się stosowanie ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO), co będzie wiązało się ze swoistą rewolucją w tym obszarze. Administratorzy danych będą zobligowani do realizowania nowych obowiązków, a właścicielom danych nadane zostaną dodatkowe uprawnienia. – mówi Krzysztof Kiewicz, ODO 24. W efekcie powstanie konieczność wprowadzenia szeregu modyfikacji zarówno w obszarze organizacyjnym, jak i technicznym, czego skutkiem będzie  m.in. konieczność dostosowania eksploatowanych dotychczas systemów teleinformatycznych – dodaje

Dane osobowe jako „gorący towar”

Rok 2018 zapisze się zapewne jako ten, w którym rozpoczął się pierwszy w Polsce proces sądowy związany z poważnym wyciekiem danych osobowych. W grudniu ubiegłego roku cały kraj obiegły informacje o wycieku prawie miliona danych z kancelarii Komornika Sądowego.

Niestety zjawisko to doskonale obrazuje, jak bardzo pożądanym na rynku „towarem” są dane osobowe. Dotychczasowy handel listami mailingowymi nie jest już wystarczający, a przestępcy zaczynają sięgać po znacznie szersze obszary naszego życia, uzyskując nasze numery PESEL, adresy zamieszkania czy nawet informacje o stanie naszego zdrowia – wskazuje ekspert. RODO być może zniweluje to zjawisko poprzez wysokie kary finansowe nakładane na podmioty i osoby stosujące niewłaściwe praktyki w zakresie ochrony danych osobowych – mówi Krzysztof Kiewicz, ODO 24.

Nowe obszary zainteresowań hackerów

Eksperci prognozują, że w nowym roku będą rozwijały się ataki typu ransomware. W ostatnim czasie stale rejestrowany jest ich wzrost i nic nie zapowiada, aby tendencja ta miała ulec zmianie. Coraz większy natłok spraw do zrealizowania i duża liczba maili wpływających na nasze skrzynki pocztowe sprawiają, że ransomware stanie się jednym z głównych zagrożeń.

Niestety uwadze hackerów nie umknie również obszar tzw. Internetu Rzeczy (IoT – Internet of Things), który w ostatnim czasie już na dobre zagościł w naszych domach i samochodach. Kamery wideo i mikrofony zainstalowane np. w telewizorach stają się głównym źródłem zainteresowań nie tylko cyberprzestępców, ale jak podał portal WikiLeaks – również agencji rządowych – wskazuje Krzysztof Kiewicz, ODO 24.

Coraz częściej spotykamy „inteligentne” systemy np. w naszych urządzeniach domowych, samochodach czy smartwatch. Ta nowa funkcjonalność – oprócz oczywistych korzyści dla użytkownika – generuje szereg niebezpieczeństw. Producenci niestety często nie przykładają należytej uwagi do ich odpowiedniego zabezpieczenia. W efekcie należy spodziewać się ataków na takie urządzenia. Przede wszystkim w celu pozyskania danych o preferencjach, nawykach użytkowników czy o naszym trybie życia, zdrowiu, sposobie odżywiania.

Kryptowaluty – zagrożenie, jakiego jeszcze nie było

Powstanie i upowszechnienie się kryptowalut typu bitcoin, ethereum czy litecoin. Spowodowało niemałe zamieszanie nie tylko w wirtualnym świecie, ale i na międzynarodowych rynkach walutowych. Obecnie kurs bitcoina osiągnął już prawie 50 tysięcy złotych i wartość ta może jeszcze wzrosnąć.

O kryptowalutach większość z użytkowników Internetu ma jeszcze niestety niewielkie pojęcie. Jeżeli już, to najczęściej myślimy, że to po prostu wirtualne pieniądze, które nie mają wpływu na nasze realne życie. Jednak tego typu środek płatniczy stał się doskonałym narzędziem do realizowania często nielegalnych transakcji w tzw. darknecie (Internecie wykorzystywanym przykładowo do sprzedawania nielegalnie pozyskanych danych, takich jak numery kart kredytowych itp.) – wskazuje Krzysztof Kiewicz, ODO24.

Pod koniec 2017 roku Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego wydały ostrzeżenia o zagrożeniu, jakie niosą ze sobą te waluty, a Krajowa Administracja Sądowa rekwiruje „koparki” do ich odnajdywania w sieci.

Niestety ich nabywanie stwarza zagrożenie dla każdego z nas, gdyż przestępcy w celu ich pozyskania będą tworzyli z pozoru niewinnie wyglądające oprogramowania (komunikatory, aplikacje do testowania wydajności sprzętu itp.), w rzeczywistości bez naszej wiedzy wykorzystujące zdobyte zasoby sprzętowe do kopania kryptowalut podsumowuje Krzysztof Kiewicz, ODO 24. Należy pamiętać, że ewoluuje nie tylko technologia – zmieniają się również techniki ataków i kradzieży za pośrednictwem sprzętu komputerowego i Internetu. Coraz bardziej „wyrafinowane” metody pozyskiwania nie tylko naszych danych, ale i pieniędzy stają się zagrożeniem, z którym musimy liczyć się każdego dnia – dodaje.

Klątwa silnych przekonań

Blask euro przygasł, choć dane z Niemiec dziś rano przypominają o silnych fundamentach. Uleciała też para z walut rynków wschodzących, co uderza w złotego. Nagły spadek USD/JPY dziś w nocy wziął się ze spekulacji, które wydają się nieuzasadnione.

Mocne euro było powszechnym typem na 2018 r. i retoryka o „zmuszeniu” EBC do szybszego wychodzenia z programu QE rządziła w ubiegłym tygodniu, jednak po weekendzie inwestorów dopadają wątpliwości. Brak przyspieszenia w danych o inflacji z Eurolandu i brak katalizatora do wyłamania 1,21 na EUR/USD (bo raport z rynku pracy USA nie był wcale zły) zachwiały pewnością siebie. Rynek dosięga klątwa tzw. „conviction trade” – jeśli rynek jest mocno o czymś przekonany, z czasem zaczyna brakować siły, by na świeżo pociągnąć rynek w danym kierunku i przychodzi korekta. Ale jak pokazały dzisiaj rano bardzo dobre dane z Niemiec (produkcja przemysłowa w listopadzie wzrosła o 3,4 proc. m/m, prog. 1,8 proc.), fundamenty w dalszym ciągu stoją za euro. Może w ubiegłym tygodniu inwestorzy zbyt gorączkowo i po „złych” poziomach kupowali euro, ale teraz mają okazję zbudować ekspozycję na nieco lepszych warunkach. Póki EUR/USD broni się ponad 1,19, wzrostowy scenariusz jest aktualny.

Zachwianie przekonania dotyka też złotego, gdyż osłabł zapał na pompowanie walut rynków wschodzących. Tutaj jednak więcej jest znamion technicznej korekty niż fali ucieczki kapitału. Przede wszystkim rynek akcji na świecie pozostaje „zielony”, więc apetyt na ryzyko ma się dobrze. Unikałbym tłumaczenia, że zapowiedź rekonstrukcji rządu podsycała wyprzedaż złotego (PLN był wczoraj najsłabszy w segmencie emerging markets). Jeśli w poprzedzającym okresie zyskujesz najmocniej, przy korekcie tracisz najwięcej. Prosta zasada, a złoty pod koniec 2017 r. zyskał dużo, jeśli nie za dużo. Rynek zdyskontował już imponujące tempo wzrostu PKB, ale też upiera się przy wycenie pierwszej podwyżki stóp procentowych przed końcem roku, mimo że RPP wysyła jasne sygnały, że się jej nie spieszy. Jutro prezes NBP na konferencji po posiedzeniu zapewne przypomni, jak bardzo gołębie są jego poglądy. Złotego czeka rewizja oczekiwań dotyczących krajowej polityki monetarnej. Może jeszcze nie jutro, ale EUR/PLN bliżej 4,25-4,30 wydaje mi się bardziej uzasadniony.

Żonglowanie oczekiwaniami dotyczącymi polityki pieniężnej dotyka więcej walut. Dziś w nocy doświadczył tego jen japoński, kiedy rynek „wystraszył” się informacji, że na cyklicznej aukcji Bank Japonii zgłasza popyt na mniej obligacji, niż ostatnio. Przetarg na papiery długoterminowe opiewał „tylko” na 270 mld JPY zamiast 290 mld JPY, co rynek uznał jako przygotowywanie strategii odejścia od ultra-luźnej polityki. Nie bardzo rozumiem reakcję rynku. Po pierwsze, popyt skurczył się zaledwie o 20 mld JPY. Po drugie, należy pamiętać, że BoJ wielokrotnie podkreślał, że nie przejdzie do normalizacji dopóki inflacja nie sięgnie celu 2 proc. (teraz jest 0,6 proc.). Sądzę, że rynek przereagował a globalny apetyt na ryzyko oraz przebijanie 2,50 przez rentowności obligacji skarbowych USA „wygrają” w walce o kierunek dla USD/JPY (góra).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wzmocnienie dolara ochłodziło nastroje względem złotego

Kolejny kraj w regionie decyduje się na podwyżkę stóp procentowych. Silniejszy dolar przyczynił się do osłabienia złotego. Nominalnie kurs EURPLN powrócił powyżej 4,17 zaś USDPLN przełamał opór na 3,49 przy spadku EURUSD chwilowo do 1,195.

Rynek stopy procentowej

W poniedziałek zmienność na rynku stopy procentowej pozostała niska, na co wpływała ograniczona istotność publikowanych danych. Największą uwagę przyciągał odczyt danych o zamówieniach w niemieckim przemyśle, które spadły w listopadzie 2017 roku o 0,4% m/m wobec oczekiwań na wzrost o 0,5% (poprzednio: 0,7%). Dane te jednak nie powinny sugerować spowolnienia wzrostu w strefie euro, gdyż grudniowy wskaźnik nastrojów ekonomicznych wzrósł do 116,0 pkt z 114,6 w listopadzie (konsensus: 114,8). Na początku tygodnia rentowności europejskich obligacji nieznacznie spadały, na co wpływ mógł mieć spadek oczekiwań inflacyjnych konsumentów. Dodatkowo publikacja minutes z ostatniego posiedzenia Europejskie Banku Centralnego, nie powinna przynieść bardziej jastrzębiego tonu płynącego ze strony władz monetarnych, które nadal nie są przekonane, że inflacja trwale zmierza w stronę celu.

Po spadkach rentowności z początku roku, polski rynek pozostawał spokojny na początku bieżącego tygodnia. Głównym wydarzeniem dla uczestników rynku długu będzie rozpoczynające się dzisiaj dwudniowe spotkanie Rady Polityki Pieniężnej. Rada prawdopodobnie utrzyma swoje gołębie nastawienie, prezentowane podczas poprzednich konferencji prasowej. Zbieżne z takim stanowiskiem są ostatnie dane inflacyjne, które według szybkiego szacunku GUS pokazały spowolnienie wzrostu cen do 2,0% r/r w grudniu wobec 2,5% w listopadzie.

W odróżnieniu od RPP, która zakłada możliwość utrzymania stóp procentowych bez zmian nawet do końca tego roku, na podwyżkę kosztu pieniądza zdecydowały się władze monetarne w Rumunii. Narodowy Bank Rumunii podniósł w poniedziałek główną stopę procentową o 25pb z 1,75% do 2%, argumentując ten krok oczekiwanym wzrostem inflacji powyżej celu inflacyjnego w pierwszej połowie 2018 roku. Rumuńskie władz monetarne są drugimi, po Narodowym Banku Czech, z grupy krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które zdecydowały się w ostatnim czasie na podwyżkę stóp procentowych. Wciąż na najbardziej gołębim stanowisku stoi Narodowy Bank Węgier, który kontynuuje stosowanie niestandardowych metod łagodzenia polityki pieniężnej.  stopy procentoweAutor: Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Poniedziałkowa sesja na rynku walutowym przyniosła spadek kursu EURUSD chwilowo nawet do 1,195 co sprowokowało wzrost notowań pary EURPLN do ponad 4,174 a USDPLN momentami powyżej 3,49. Już z rana impuls do zmian dała publikacja zaskakująco słabych danych z Niemiec. Zamiast prognozowanego wzrostu o 0,7% m/m w listopadzie niemieckie zamówienia spadły o 0,4%. Wówczas inwestorzy dodatkowo mieli jeszcze w pamięci weekendowe wypowiedzi prezesa oddziału Fed w San Francisco Johna Williamsa (głosującego członka FOMC), w ocenie którego Rezerwa Federalna powinna podwyższyć stopy trzykrotnie w 2018 roku, biorąc pod uwagę, że gospodarka, która już jest w dobrej kondycji, otrzyma dodatkowe wsparcie za sprawą obniżki podatków. Co więcej, pomimo braku presji inflacyjnej, Loretta Mester z Cleveland (głosujący w tym roku w FOMC jastrząb) dała do zrozumienia, że poparłaby nawet scenariusz czterech podwyżek stóp.

Chwilowo przecenę euro do dolara powstrzymały pozytywne doniesienia polityczne z Niemiec i ekonomiczne ze strefy euro. Ostatnie rozmowy optymistycznie nastawionej kanclerz Angeli Merkel z członkami partii SPD, którzy wyrażają gotowość do ponownego zawiązania „wielkiej koalicji” podbudowały szanse na polityczną stabilność kluczowego członka strefy euro. Perspektywa utrzymania ciągłości rządów w Niemczech wyraźnie zmniejsza bowiem szanse na konieczność rozpisania nowych wyborów, a co za tym idzie wspiera euro. Na korzyść wspólnej waluty przemawiały też raporty gospodarcze wskazujące, że pod koniec 2017 roku gospodarka wspólnoty nabrała jeszcze większego rozpędu, choć oczekiwania inflacyjne pozostały niskie. Wskaźnik nastrojów ekonomicznych w całej gospodarce wzrósł z 114,6 do 116,0, co znacznie przewyższało prognozę rynkową na poziomie 114,8 i postawiło wskaźnik ESI na najwyższym poziomie od października 2000 roku. Pomimo oznak silnego wzrostu w strefie euro, 12-miesięczne oczekiwania inflacyjne konsumentów spadły w grudniu do poziomu najniższego od czterech miesięcy i wskazują na możliwy, jedynie nieco ponad 1% wzrost inflacji bazowej. Choć dane sugerują wyraźny wzrost PKB strefy euro w tym roku, nie wydaje się, aby skłoniły EBC do zmiany gołębiego stanowiska, chociażby ze względu na utrzymujący się brak wyraźnej presji inflacyjnej w gospodarce.

Protokół z grudniowego posiedzenia EBC opublikowany zostanie w czwartek. Miesiąc temu Rada banku centralnego strefy euro m.in. utrzymała zapis forward guidance dot. długiego okresu stabilizacji stóp procentowych, podtrzymała możliwość dalszego wydłużenia programu skupu aktywów oraz utrzymała asymetryczny bilans ryzyka dla perspektyw programu QE podczas jego trwania. Jednocześnie wyraźnie podwyższona została ścieżka wzrostu gospodarczego, przy jedynie niewielkiej korekcie w górę prognoz dla inflacji. Wówczas, wynik grudniowego posiedzenia EBC euro przyjęło dość neutralnie, nie zwierał on bowiem żadnych, nowych wskazówek dot. polityki monetarnej strefy euro.

W poniedziałek, w ciągu dnia przecena euro do dolara powróciła, co jeszcze bardziej negatywnie odbiło się na wycenia złotego. Najwyraźniej inwestorzy postanowili dalej realizować zyski po ostatnich zwyżkach wspólnej waluty, pomimo że nadal pozostają optymistyczni odnośnie kondycji gospodarki strefy euro. Z przeprowadzonego wczoraj sondażu wynika bowiem, że gospodarka strefy euro zamknęła 2017 rok najsilniejszym wzrostem od prawie siedmiu lat, napędzanym przyspieszeniem w usługach i działalności produkcyjnej we wszystkich głównych gospodarkach wspólnoty.

Dzisiaj rozpoczyna się dwudniowe posiedzenie decyzje RPP. Nie oczekuje się żadnych istotnych zmian w komunikacie po posiedzeniu. Jest mocno prawdopodobne, że Rada podtrzyma ocenę, że „obecny poziom stóp procentowych sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala zachować równowagę makroekonomiczną”. Jak już wcześniej wspominaliśmy w naszych raportach utrzymaniu gołębiej postawy Rady sprzyja grudniowy spadek inflacji CPI do 2,0% z 2,5% zanotowanego miesiąc wcześniej. Cały pierwszy 1Q2018 będzie najprawdopodobniej z inflacją poniżej celu NBP, co powinno wspierać osłabienie złotego wobec euro w kolejnych miesiącach bieżącego kwartału.Rynek walutowyAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Bitcoin traci na rzecz Ripple

W ostatnim czasie doszło do kolejnego zamieszania na rynku kryptowalut, kapitalizacja Bitcoina w stosunku do całego rynku spadła na historyczne minima. Jeszcze na początku 2017 roku Bitcoin odpowiadał za 87 procent kapitalizacji rynku, teraz jest to niespełna 33 procent. Jedna z najpopularniejszych kryptowalut zaczęła być wypychana z rynku przez inne, ale kapitalizacja odpowiadająca za 1/3 rynku jest dalej zbyt wygórowaną wartością.

kapitalizacja BTC

Źródło: Coinmarketcap

W ostatnim czasie doszło do mocnej deprecjacji kursu Bitcoina na rzecz innych kryptowalut, tendencja ta prawdopodobnie się utrzyma. Za każdym razem pionier tworzy nowy rynek, ale w długim terminie nie jest to równoważne z utrzymaniem miejsca leadera. Od czasu boomu na kryptowaluty specjaliści opracowali lepszą technologię, która zapewnia tańszy oraz szybszy przekaz płatności, wystarczy spojrzeć na Ether.

Czy ostatnia wyprzedaż Bitcoina będzie kontynuowana? Z pomocą przychodzą kontrakty terminowe oraz komisja CFTC, która prezentuje aktualne pozycjonowanie się poszczególnych graczy na rynku. Z danych zebranych na drugiego stycznia wynika, że fundusze lewarowane utrzymują większą pozycję krótką na niż długą. Oprócz tego najwięksi Traderzy posiadają kilkukrotnie większą pozycję krótką niż długą. Z kolei mali Traderzy mają w swoim portfelu olbrzymią długą pozycje. Zatem kto ma racje w długim terminie?

Bitcoin traci na rzecz Ripple 2

Bitcoin – analiza techniczna

Analiza techniczna rynku kryptowalut przysparza problemy, aczkolwiek notowania historyczne pokazały, że utrzymanie BTC/USD powyżej 55 okresowej średniej kroczącej EMA daje większe prawdopodobieństwo wzrostów niż spadków. Aktualnie średnia krocząca znajduje się blisko minimum z ostatniej wyprzedaży w okolicy 11 000 USD. Jeżeli dojdzie do jeszcze mocniejszej korekty, to prawdopodobnie tam się zatrzyma.

Notowania BTC/USD, interwał dzienny

Notowania BTC/USD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Wracając do pierwszej grafiki, w głównej mierze Bitcoin traci na rzecz Ripple, czyli kolejnej kryptowaluty. Przez niespełna 26 dni notowania Ripple wzrosły o 1000 procent, co odbiło się szerokim echem wśród Traderów na rynku kryptowalut. Tak mocne wzrosty zostały zakończone korektą, która również może znieść XRPUSD w okolicę 55-okresowej średniej kroczącej EMA.

Notowania XRPUSD, interwał dzienny

Notowania XRPUSD, interwał dzienny

Źródło: AdmiralMarkets

Dział Analiz Admiral Markets

Kolejne negocjacje w sprawie postania nowego rządu Merkel

Do czwartku powinny zakończyć się wstępne rozmowy o utworzeniu koalicji rządowej pomiędzy chadeckimi partiami CDU/CSU, którym przewodzi Angela Merkel, a socjaldemokratami (SPD) Martina Schulza.

Jeśli władze wszystkich trzech partii ocenią je pozytywnie, możliwe będą właściwe rozmowy koalicyjne, które miałyby potrwać do końca stycznia.

Po najgorszym w historii RFN wyniku wyborczym we wrześniu ub.r. przywódcy SPD byli początkowo przeciwko trzeciej „wielkiej koalicji” pod kierownictwem kanclerz Merkel. Zmienili jednak zdanie po fiasku rozmów w sprawie utworzenia tzw. koalicji jamajskiej, które chadecy prowadzili z liberałami i Zielonymi.

Nie jest jednak przesądzone, że negocjacje CDU/CSU z SPD zakończą się sukcesem. Partie mają bowiem różne propozycje w kilku dziedzinach. W przeciwieństwie do chadeków politycy SPD chcą głębszej integracji w ramach UE i większych wydatków socjalnych oraz sprzeciwiają się wyższym nakładom na obronność i zmianom dotychczasowej polityki migracyjnej.

Z kolei ograniczenia migracji do Niemiec domaga się bawarska CSU. Jesienią w Bawarii odbędą się wybory regionalne, w których chadecy mogą stracić dużą część głosów na rzecz antyimigranckiej Alternatywy dla Niemiec (AfD).

Wyzwaniem jest również decyzja liderów SPD, by ewentualną umowę koalicyjną poddać pod głosowanie, w którym będą mogli wziąć udział wszyscy członkowie partii (jest ich ponad 430 tys.). Oznacza to, że czwarty rząd Angeli Merkel mógłby powstać najwcześniej w marcu.

Pracujesz i dalej chcesz się uczyć? Należy Ci się płatny urlop, ale musisz to ustalić na piśmie

Pracownik, który zwiększa swoje kompetencje, może skorzystać z urlopu szkoleniowego. Jest on przewidziany w wymiarze od 6 do 21 dni roboczych, w zależności od rodzaju nauki. Dla przykładu, 6 dni przysługuje osobom przystępującym do egzaminów eksternistycznych, maturalnych oraz potwierdzających kwalifikacje zawodowe. Z kolei, 21 dni wolnych od pracy jest przewidzianych na ostatnim roku studiów. Korzystając z tego prawa, zatrudniony nie traci urlopu wypoczynkowego. Pomiędzy jednym i drugim nie ma zależności.

Reguły dotyczące urlopu szkoleniowego zostały określone w art. 103(1)-103(6) kodeksu pracy. Są stosowane, gdy zatrudniony podejmuje nieobowiązkowe na jego stanowisku kursy, szkolenia lub też studia. Wszelkie ustalenia pracodawcy z pracownikiem na temat czasu wolnego od pracy, potrzebnego na naukę, muszą być zawarte w umowie szkoleniowej albo w porozumieniu. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy firma nie zamierza zobowiązywać danej osoby do pozostawania w zatrudnieniu po ukończeniu podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Wówczas, zdaniem adwokat Joanny Jasiewicz z międzynarodowej kancelarii Gide Loyrette Nouel, nie ma konieczności podpisywania tego typu dokumentów.

– W przypadku nieobowiązkowego szkolenia, pracodawca musi wyliczyć ilość wolnych dni, należnych zatrudnionemu, w ramach urlopu, z zachowaniem prawa do wynagrodzenia. Najwięcej, bo 21 dni, jest przewidzianych na ostatnim roku studiów. Wówczas pracownik otrzymuje czas na napisanie pracy dyplomowej i przygotowanie się do egzaminu. Urlopu szkoleniowego udziela się na dni pracujące dla danej osoby, zgodnie z obowiązującym ją rozkładem czasu pracy – wyjaśnia mecenas Jasiewicz.

Zatrudniony, zdobywający lub uzupełniający wiedzę i umiejętności, może też zostać zwolniony z całości lub z części dnia pracy, bez zachowania prawa do wynagrodzenia, albo otrzymać urlop bezpłatny. W obu przypadkach ilość dni jest ustalana w porozumieniu, zawieranym między pracodawcą i pracownikiem. Wówczas podstawą jest art. 103(6) kodeksu pracy. Oznacza to, że pracownik podnosi swoje kwalifikacje na zasadach innych, niż opisane w art. 103(1)-103(5).

– Jeżeli pracownik odbywa np. roczne studia za granicą, z dala od zakładu pracy, to w tym okresie stosunek pracy ulega zawieszeniu. Przekracza to bowiem limit 21 dni urlopu szkoleniowego. To  rozwiązanie jest ustalane na mocy porozumienia stron. W tym czasie osoba taka nie świadczy pracy na rzecz pracodawcy, w ramach zawartej umowy o pracę. Nie otrzymuje wynagrodzenia. I nie powinna też zawierać dodatkowej umowy cywilnoprawnej z pracodawcą, by w tym czasie świadczyć dla niego usługi, które zakresem obejmowałyby dotychczasowe czynności – zwraca uwagę Joanna Jasiewicz.

Pojawia się również pytanie, czy można podejmować dodatkowe zatrudnienie w czasie urlopu bezpłatnego. Jak wyjaśnia ekspert, w Polsce obowiązuje konstytucyjna zasada wolności zatrudnienia. Zatem, jeżeli dane działanie nie zostało zabronione w umowie o pracę, to legalnie można je wykonywać. Jednak, dla bezpieczeństwa, warto spisać zasady ewentualnej współpracy z inną firmą. Chodzi o uniknięcie sytuacji, w której zatrudniony byłby posądzony o prowadzenie działalności konkurencyjnej wobec pracodawcy. W umowie szkoleniowej strony wyrażają, czy pracownik może zarabiać dodatkowe pieniądze u innego przedsiębiorcy, bez wskazania konkretnego podmiotu.

– Jeśli firma udziela bezpłatnego urlopu i opłaca naukę, a nawet zakwaterowanie w obcym mieście, to pracownik nie powinien wykonywać żadnych usług na rzecz innego podmiotu, bez zgody swojego szefa. Tego wymaga zachowanie lojalności wobec pracodawcy i dbałości o jego dobro. Mówi o tym art. 100 kodeksu pracy – dodaje adwokat Jasiewicz.

W niektórych przypadkach, przewidzianych np. w art. 174(1) kodeksu pracy, pracodawca może dać pracownikowi bezpłatny urlop w celu wykonywania pracy w innej firmie. Warunkiem tego jest pisemna zgoda zatrudnionego. Ponadto, pracodawcy muszą między sobą zawrzeć porozumienie na piśmie i ustalić jego zakres czasowy. Wtedy urlop bezpłatny wlicza się do okresu pracy, od którego zależą uprawnienia pracownicze u dotychczasowego pracodawcy. Innymi słowy, firma może zawrzeć z zatrudnionym i jego tymczasowym pracodawcą tzw. umowę wykonywania pracy na rzecz podmiotu trzeciego. To oczywiście wykracza poza umowę szkoleniową.

– Dosyć często pracodawcy proponują swoim pracownikom kursy językowe, organizowane przed pracą lub w przerwach na lunch. Wówczas nie przysługuje im redukcja godzin pracy, ani ich refundacja. Korzyść dla uczestnika może wiązać się z tym, że pracodawca opłaca jego lektora, podręczniki i oferuje miejsce do nauki, np. w sali konferencyjnej – podsumowuje ekspert z kancelarii Gide Loyrette Nouel.

Zmiany w zatrudnianiu cudzoziemców w Polsce od stycznia 2018 roku

Od stycznia 2018 roku pracodawcy będą mogli ubiegać się o nowy typ zezwolenia na pracę tzw. zezwolenie na pracę sezonową. Zezwolenia na pracę sezonową będzie wydawał starosta, a nie tak jak to do tej pory miało to miejsce wojewoda. O zezwolenie ubiegać się będą mogli obywatele państw trzecich, tj. obywatele państw spoza Unii Europejskiej.

– Dotyczy to głównie prac krótkoterminowych i średnioterminowych – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Kubisiak, szef biura prasowego Work Service – Będziemy mieli do czynienia z nowymi ewidencjami i nowymi obowiązkami biurokratycznymi po stronie zarówno pracodawców, jak i urzędów. Zmiany głównie dotyczą ewidencjonowania prac – będziemy wiedzieć, gdzie i ilu cudzoziemców pracuje, a także w jakich branżach. Zmiany te będą się wiązały z nowymi obowiązkami biurokratycznymi – istnieje obawa, że wydłuży to procesy związane ze ściąganiem cudzoziemców do Polski. Pamiętajmy o tym, że dziś to głównie pracownicy z Ukrainy  wypełniają wiele wakatów w polskiej gospodarce. Z ostatnich szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że 1,8 mln oświadczeń o powierzeniu pracy dla cudzoziemców zostało przyznane w ubiegłym roku. Gdyby nie ci pracownicy, wiele gałęzi gospodarki miałoby problemy, by zrealizować swoje kontrakty i zamówienia. Jednak wydaje się, że największą zmianą i rewolucją dla polskiego rynku pracy nie tylko w 2018 roku, ale i na przyszłe lata, będzie nowy Kodeks pracy – podsumował Andrzej Kubisiak.

Obecny Kodeks Pracy powstał w połowie lat siedemdziesiątych, był wielokrotnie nowelizowany. Natomiast w tym roku zarysy nowego Kodeksu Pracy mają ujrzeć światło dzienne i one mogą całkowicie zmienić zasady funkcjonowania polskiego rynku pracy, a także dostosować go do wymogów XXI wieku.

Sztucznie wywoływane wstrząsy coraz większym problemem w Polsce. Powstaje e-platforma ułatwiająca przewidywanie zdarzeń sejsmicznych

Sztucznie wywoływane wstrząsy coraz większym problemem w Polsce. Powstaje e-platforma ułatwiająca przewidywanie zdarzeń sejsmicznych 3

Sztuczne wstrząsy sejsmiczne są poważnym problemem m.in. w zagłębiach górniczych Polski. Z pokładów zagrożonych tąpnięciami pochodzi nawet 70 proc. krajowej produkcji węgla. Zdarzenia sejsmiczne o charakterze wzbudzonym i wyzwolonym są związane nie tylko z działalnością górniczą, lecz także z eksploatacją energii geotermalnej oraz ropy i gazu czy wydobyciem gazu łupkowego. Dzięki nowej badawczej e-platformie możliwe będzie prowadzenie eksperymentów w oparciu o zgromadzone dane i ocenienie ryzyka wystąpienia sejsmicznego zdarzenia.

System Obserwacji Płyty Europejskiej (EPOS – European Plate Observing System) ma na celu budowę europejskiej e-infrastruktury badawczej dla nauk tzw. twardej Ziemi. W jego ramach powstaje krajowa infrastruktura badawcza na potrzeby badań z dziedziny Nauk o Ziemi. Budowane są Centra Infrastruktury Badawczej oraz przygotowywana jest e-platforma do zbierania i integrowania danych sejsmicznych.

– EPOS to duża, międzynarodowa, europejska inicjatywa. Jest to bardzo duży, rozbudowany system zbierania danych sejsmicznych. Polska nie jest krajem o dużej sejsmiczności, ale sejsmiczność u nas występuje. Nie jest to sejsmiczność pochodzenia naturalnego, ale od przemysłu, czyli pochodzenia antropogenicznego. To temat, który w Polsce jest bardzo ważny – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Szepieniec z Akademickiego Centrum Komputerowego Cyfronet AGH.

W Polsce wywoływana sztucznie aktywność sejsmiczna jest poważnym problemem np. w zagłębiach górniczych południowej Polski. Większość polskich kopalni zmaga się z trudnymi warunkami geologiczno-górniczymi i zagrożeniami sejsmicznymi. Z wypowiedzi przedstawicieli Kompanii Węglowej wynika, że z pokładów zagrożonych tąpaniami pochodzi ponad 70 proc. produkcji.

W ramach programu EPOS powstaje nowoczesna e-platforma, która ma ułatwić dostęp do zgromadzonych danych surowych. Platforma pozwala na gromadzenie i interpretację danych pomiarowych w zakresie wpływu, jaki mają na środowisko prace w zakładach górniczych czy podczas eksploatacji wód termalnych i gazu z łupków. Platforma wykorzystuje komputery o bardzo wysokiej mocy obliczeniowej i największe informatyczne sieci szkieletowe w Europie. W ten sposób naukowcy mogą korzystać z dostępu do ogromnej liczby cennych danych, a do przemysłu trafiają innowacyjne rozwiązania.

– Integrujemy dane, które pochodzą z wielu źródeł oraz integrujemy narzędzia, które służą do analizy tych danych. Zaczynając od danych sejsmicznych, czyli zapisów wydarzeń sejsmicznych z czujników, poprzez dane, które przychodzą bezpośrednio z przemysłu, ale również dane GIS-owe, osadzone na mapach. Potrzebne jest do tego duże zaplecze komputerowe, a superkomputer ACK Cyfronet AGH jest doskonałym narzędziem do prowadzenia tego typu analiz – przekonuje Tomasz Szepieniec.

Platforma gromadzi dane pochodzące z różnych źródeł. Pozwala to ocenić ryzyko sejsmiczne i hazard sejsmiczny, czyli prawdopodobieństwo wystąpienia zjawisk wiązanych z trzęsieniem ziemi, takich jak drgania gruntu, czy lawiny i osuwiska. Co istotne, narzędzie ma być przyjazne dla naukowców, którzy niekoniecznie muszą być biegli w zakresie informatyki.

– Naukowcy znający metody i swoje narzędzia nie zawsze mają gotowość i techniczne umiejętności do tego, żeby te narzędzia przenieść na platformę i wykorzystać rozproszone dane, których jest dużo. Staramy się zbudować platformę, która pozwala na łatwe wybieranie potrzebnych danych, zapewnia narzędzia obliczeniowe do badań na tych danych i wreszcie umożliwia podłączenie tego do specjalizowanej chmury obliczeniowo-naukowej – twierdzi ekspert.

Platforma już działa, chociaż jak na razie w ograniczonym zakresie. Pełną funkcjonalność ma osiągnąć pod koniec 2019 roku. Projekt EPOS znajduje się obecnie w fazie wdrożeniowej. Jego pełne uruchomienie planowane jest na 2020 r.

– Mamy dane kilkunastu tzw. epizodów, czyli wydarzeń sejsmicznych związanych z pewnymi wydarzeniami w przemyśle, i mamy zestaw narzędzi, który umożliwia na tym wykonywanie obliczeń, natomiast w tej chwili pracujemy nad rozszerzeniem platformy – twierdzi ekspert.

Profile społecznościowe są na czele listy wyszukiwań Google. Sprawna komunikacja i atrakcyjne posty przekładają się na korzyści wizerunkowe i finansowe

Profile społecznościowe są na czele listy wyszukiwań Google. Sprawna komunikacja i atrakcyjne posty przekładają się na korzyści wizerunkowe i finansowe 4

Aktywność w portalach społecznościowych kształtuje wizerunek firm i osób w sieci oraz przekłada się na ich reputację. Dlatego treści powinny być starannie wyselekcjonowane. Sprawna komunikacja w social media to nie tylko korzyści wizerunkowe, lecz także biznesowe – pomaga budować długotrwałe relacje z dotychczasowymi klientami i przyciągać nowych.

Zacznijmy budować nasz wizerunek w sieci, bo najgorsze jest to, że wszyscy wiemy, że należy to robić, natomiast cały czas brakuje działania. Zacznijmy od tego, żeby zadbać o profile osobiste w mediach społecznościowych. Przedstawmy się, potraktujmy profile nie tylko jako wymianę zdjęć z urlopów między dobrymi znajomymi, lecz także popatrzmy na to, że tam obserwują nas nasi partnerzy biznesowi i klienci – mówi agencji informacyjnej Newseria Joanna Ceplin, trener skutecznej komunikacji online.

Eksperci podkreślają, że platformy społecznościowe znajdują się na czele listy wyszukiwań Google. To dlatego tak dużą wagę powinniśmy przywiązywać do swojej obecności w nich – zarówno jako firmy, jak i osoby prywatne.

– Jeżeli ktoś wpisze nasze imię i nazwisko, to w pierwszej kolejności ukażą się profile społecznościowe, dlatego przedstawmy się tam jak na najlepszej wizytówce. Zadbajmy o to, by zdjęcia, treści i wszystko, co tam publikujemy, przedstawiało nas w taki sposób, w jaki chcemy, by nas postrzegano – mówi Joanna Ceplin.

Jeżeli budujemy markę osobistą, ważna jest obecność nie tylko na Facebooku, lecz także na innych platformach: LinkedIn, Instagram czy YouTube – wszystko zależy od tego, w jakiej branży działamy.

– Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nasz prywatny profil pokazywać również publicznie. Kiedy jakieś osoby tam trafiają, to kierujemy je na nasze profile firmowe. Z kolei jeśli pracujemy u kogoś, to on pewnie też nas sprawdza w serwisach. Natomiast my za bardzo skupiamy się na prywatnej sferze kontaktu – znajomi, zdjęcia z imprez, dzieci, psy, a mało tam o naszym profesjonalnym wizerunku. Kiedy dostaję od kogoś propozycję współpracy z informacjami, że jest w czymś dobry, ma osiągnięcia, a ja odszukuję jego profil i nie widzę tam ani słowa na ten temat, to zaczynam się zastanawiać, czy to jest faktycznie prawda – mówi Joanna Ceplin.

Jeżeli natomiast prowadzimy biznes, jakąś organizację lub rozwijamy swoją markę jako eksperta, to powinniśmy zadbać o profile biznesowe, które będą skierowane do konkretnej grupy odbiorców. Utarło się przekonanie, że wystarczy mieć konto na Facebooku, uprawnienia admina, raz na jakiś czas wrzucać posty, czasem coś napisać na Twitterze, zrobić konkurs czy zapytać fanów o samopoczucie i to w zasadzie wystarczy. Nic bardziej mylnego.

Zacznijmy tam prowadzić systematyczną komunikację. Moje hasło: zamiast konsumować cudze treści, twórz swoje. Zacznijmy od tego, żeby systematycznie tworzyć treści dla swojej grupy docelowej – jako firma wiemy przecież do kogo chcemy dotrzeć, kogo przyciągnąć i zaciekawić. Jeżeli kierujemy produkty do młodych mam, to one powinny czytać u nas treści, które dadzą im wartość, zaciekawią je, skłonią do tego, żeby to skomentowały, odpowiedziały na pytanie, obejrzały film, który tam umieścimy i dalej go udostępniły – mówi Joanna Ceplin.

Jeżeli firma jest już dłuższy czas obecna w mediach społecznościowych, warto przeanalizować, czy jej aktywność przynosi określone rezultaty. Jak podkreśla ekspertka, nie wystarczy podpatrywać działań konkurencji i ich kopiować, a trzeba postawić na kreatywność. Naśladowanie innych nie przyniesie oczekiwanych efektów, ponieważ nie wiemy, jaki cel założyła sobie marka, którą podpatrujemy.

Poza tym profile powinny być urozmaicone. Zwykły post to zdecydowanie za mało. Uwagę odbiorców szczególnie przyciągają infografiki, filmy video, wywiady z ekspertami, ciekawostki czy odnośniki do powiązanego bloga.

W ten sposób systematycznie tworząc treści, zaczynamy gromadzić społeczność na swoim profilu. Treści nie muszą być duże, ale ważne, aby były interesujące i przyciągające. Wtedy zgromadzimy społeczność, która dzięki tym treściom nam zaufa. Gdy odbiorca nam zaufa, to przyjdzie taki moment, kiedy stwierdzi, że chce skorzystać z naszego produktu albo usługi, bo będzie widzieć, w czym ten produkt lub usługa mu pomoże – mówi Joanna Ceplin.

Programowanie i inne kompetencje cyfrowe najbardziej poszukiwane przez pracodawców. Ich posiadanie winduje w górę wynagrodzenie i przynosi awanse

Programowanie i inne kompetencje cyfrowe najbardziej poszukiwane przez pracodawców. Ich posiadanie winduje w górę wynagrodzenie i przynosi awanse 5

Wykształcenie, znajomość języków obcych i doświadczenie to dziś za mało, by konkurować na rynku pracy. Na czele najbardziej poszukiwanych przez pracodawców umiejętności w 2018 roku znajdzie się znajomość języków programowania oraz kompetencje cyfrowe. Kilka miesięcy intensywnego szkolenia dziś wystarczy, by nabyć nowe kwalifikacje, a co za tym idzie – zwiększyć szanse awansu i podwyżki w firmie.

–  Według danych Ministerstwa Cyfryzacji w Polsce jest potrzebnych około 50 tys. programistów więcej, niż obecnie pracuje. Według naszych szacunków w Polsce pracuje 130 tys. programistów, a jest jeszcze potrzebnych kilkadziesiąt tysięcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kosedowski z firmy Kodilla.

Ukończenie studiów nie gwarantuje już stałej, dobrze płatnej pracy w wyuczonym zawodzie. Współczesny rynek wymaga od pracowników elastyczności, a więc stałego podnoszenia kwalifikacji, zdobywania nowych umiejętności i uprawnień. Z danych firmy Kodilla wynika, że w 2018 roku na czele najbardziej poszukiwanych przez pracodawców kwalifikacji znajdą się umiejętności programistyczne, zarówno u inżynierów, jak i pracowników nietechnicznych

Osoby znające JavaScript są bardzo poszukiwane przez firmy, które tworzą aplikacje internetowe oraz bardziej zaawansowane strony, których powstaje z każdym rokiem coraz więcej, a przecież poprzednie trzeba utrzymywać. Stąd właśnie wynika ten wzrost zapotrzebowania na programistów – mówi Marcin Kosedowski. – Wynagrodzenia, na jakie można liczyć, to na początek około 3 tys. zł na rękę i kilkaset złotych podwyżki z każdym rokiem, przy czym w większych miastach te kwoty są wyższe.

Na drugim miejscu najbardziej poszukiwanych przez pracodawców umiejętności według Kodilli znajdują się inne kompetencje cyfrowe. Wbrew pozorom umiejętności te wciąż nie stoją wśród polskich pracowników na najwyższym poziomie, ich opanowanie może więc stanowić atut przy poszukiwaniu zatrudnienia lub ubieganiu się o awans. Pracodawcy poszukują przede wszystkim osób mających umiejętność sprawnego korzystania z narzędzi biurowych, poczty elektronicznej i komunikatorów internetowych, a także mających wiedzę z zakresu bezpieczeństwa sieci i programowania.

– Tutaj nie trzeba znać rzeczy, które wydawałyby się zaawansowane, a raczej codzienne narzędzia jak Microsoft Word, Excel, Power Point, z tym, że znajomość tych narzędzi może być niska, może być wysoka, to kwestia sprawnego poruszania się w nich – mówi Marcin Kosedowski.

W zakresie nowych technologii zwłaszcza starsze pokolenia pracowników dążą do poszerzenia swoich kompetencji. Z badań VMware wynika, że 39 proc. badanych w wieku 45–54 lat aktywnie poszukuje możliwości zasięgnięcia porad lub odbywania szkoleń w dziedzinie projektowania i tworzenia aplikacji mobilnych, a 31 proc. osób z grupy powyżej 55 lat podejmuje te same działania również w zakresie programowania i tworzenia treści online.

– Znajomość tych narzędzi jest bardzo istotna, ponieważ pozwala znacząco przyspieszyć pracę i pracownik sprawnie porusza się, nie marnuje czasu pracy i wynagrodzenia, które pracodawca mu płaci – mówi Marcin Kosedowski.

Jak podkreślają eksperci, programowanie i inne kompetencje cyfrowe to umiejętności, które można dziś zdobyć w ciągu kilku miesięcy. Jednak tylko 17 proc. Polaków zdaje sobie sprawę z tego, że w pół roku można stać się programistą. Większość wciąż kojarzy przebranżowienie się z koniecznością ukończenia 3,5-letnich lub 5-letnich studiów. Przedstawiciele firmy Kodilla podkreślają, że z oferty szkoleń firmy do tej pory skorzystało ok. 1,5 tys. osób, z których 97 proc. nie miało żadnego wykształcenia informatycznego.

Do poszukiwanych przez pracodawców kwalifikacji wciąż należy również znajomość języków obcych, zwłaszcza angielskiego oraz języków niszowych takich jak chiński, arabski, węgierski czy szwedzki. W znalezieniu pracy lub uzyskaniu awansu pomóc może także posiadanie prawo jazdy kategorii B raz umiejętność dobrego planowania, wielozadaniowość, zdolność radzenia sobie ze stresem oraz elastyczność przy zmianie branży.

Trzy czwarte Polaków ocenia koszty usług prawniczych jako bardzo wysokie. To szansa dla popularnych na zachodzie polis ochrony prawnej

Trzy czwarte Polaków ocenia koszty usług prawniczych jako bardzo wysokie. To szansa dla popularnych na zachodzie polis ochrony prawnej 6

Prawnik na telefon w ramach ubezpieczenia to bardzo popularne rozwiązanie w Niemczech, Szwecji czy nawet w Czechach. W Polsce jest nowością – 80 proc. Polaków wciąż nie słyszało o ubezpieczeniu ochrony prawnej, a zaledwie 4 proc. ma taką polisę. Eksperci zauważają, że trzy czwarte Polaków ocenia koszty usług prawników jako bardzo wysokie i wielu przez to rezygnuje z dochodzenia swoich roszczeń, dlatego ubezpieczenia ochrony prawnej mogą się szybko przyjąć na krajowym rynku.

– Popularność ubezpieczeń ochrony prawnej w Polsce jest jeszcze niewielka. Nasze badania pokazują, że tylko co szósty Polak w ogóle wie, że istnieje coś takiego. Tutaj jest więc jeszcze duża przestrzeń do rozwoju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Hiszpański, prezes zarządu D.A.S. Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej SA. – Podobnie niską świadomość mamy w przypadku abonamentów medycznych i ubezpieczeń medycznych. Słyszymy o tym dużo w telewizji, ale nie do końca wiemy o co chodzi.

Ubezpieczenie ochrony prawnej – w ramach odprowadzanej co miesiąc składki – gwarantuje pokrycie wynagrodzenia adwokata, kosztów postępowania, a nawet podróży do sądu. Zapewnia też stały dostęp telefoniczny do konsultacji i porad prawnych. Ubezpieczony korzysta z usług adwokata w ramach polisy i nie musi sam opłacać jego honorarium.

– W Towarzystwie Ubezpieczeń D.A.S. ubezpieczenie ochrony prawnej polega na tym, że klient może skorzystać zarówno z telefonicznych porad prawnych, często nielimitowanych, jak i w formie pisemnej, może uzyskać uwagi do przygotowanej umowy czy projekt odpowiedzi do jakiegoś urzędu czy instytucji. Otrzymuje też pomoc w prowadzeniu negocjacji, mediacji, a przede wszystkim zastępstwo procesowe w przypadku sporu sądowego – wymienia Rafał Hiszpański.

W Niemczech to rozwiązanie jest bardzo powszechne – z polis ochrony prawnej korzysta trzy czwarte obywateli. W Polsce ten rynek dopiero się tworzy.

– Popularność ubezpieczeń ochrony prawnej na innych rynkach wygląda różnie. W Szwecji prawie każdy obywatel ma ubezpieczenie ochrony prawnej. Niemcy to też bardzo dojrzały rynek, z ponad stuletnią tradycją, gdzie większość obywateli i małych firm takie ubezpieczenie posiada – mówi prezes D.A.S. Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej. – Co warte podkreślenia, składka zbierana np. w Czechach, w kraju dużo mniejszym niż Polska, jest niewiele mniejsza od składki z ubezpieczeń ochrony prawnej zbieranej w naszym kraju [15 mln euro vs 18,7 mln euro – red.].

Jak wynika z badania, które dom badawczy ARC Rynek i Opinia przeprowadził na zlecenie D.A.S., prawie 90 proc. Polaków deklaruje, że przynajmniej raz w roku przydałaby się im pomoc prawnika. Więcej niż co czwarty zrezygnował w ciągu ostatnich 3 lat ze swoich roszczeń, na przykład w sporze z urzędem. Biorąc pod uwagę to, że trzy czwarte Polaków ocenia koszty usług prawników jako bardzo wysokie, ubezpieczenia ochrony prawnej mogą się szybko przyjąć na rodzimym rynku.

Patrząc zarówno na naszych zachodnich, jak i południowych sąsiadów, widzimy, że w Polsce dopiero czekają nas duże wzrosty. To zresztą potwierdzają wyniki D.A.S. w 2017 roku – szacujemy 50-proc. wzrost sprzedaży, oczywiście od relatywnie niedużych wolumenów, jednak pokazuje to początek trendu, który – mamy nadzieję – będzie się rozwijać – mówi Rafał Hiszpański.

Innowacyjne fotoradary ze sztuczną inteligencją mogą się pojawić na polskich drogach w 2018 r. Urządzenie zmierzy prędkość i pomoże ustalić przyczyny wypadku

Innowacyjne fotoradary ze sztuczną inteligencją mogą się pojawić na polskich drogach w 2018 r. Urządzenie zmierzy prędkość i pomoże ustalić przyczyny wypadku 7

Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów PIAP wraz z firmą Zurad pracują nad innowacyjnym, modułowym systemem Roadsense+, który ma zwiększyć bezpieczeństwo ruchu drogowego poprzez rejestrację i analizę zdarzeń, które dzieją się na drodze. Nowoczesne fotoradary 3D mogą trafić na polskie drogi jeszcze w 2018 roku. Dzięki dużemu zasięgowi mogą być stosowane także na autostradach i drogach szybkiego ruchu. Urządzenie będzie nie tylko mierzyć prędkość, lecz także rozpozna rodzaj zdarzenia drogowego i pozwoli ustalić przyczyny wypadku.

System Roadsense+ to sieć nowoczesnych, wielofunkcyjnych fotoradarów 3D. Urządzenia będą w stanie m.in. mierzyć prędkość na danym odcinku drogi, wykrywać przejazdy skrzyżowania na czerwonym świetle oraz mierzyć prędkości wraz z rejestracją wykroczenia na wielu pasach ruchu. Jedną z jego funkcjonalności jest rejestracja zdarzeń w postaci filmów, co ma zmniejszyć możliwości podważenia zarejestrowanego materiału dowodowego

– Chodzi o stworzenie systemu, który będzie zwiększał bezpieczeństwo ruchu drogowego poprzez rejestrację i analizę zdarzeń, które dzieją się na drodze – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jakub Główka, kierownik Ośrodka Systemów Bezpieczeństwa w Przemysłowym Instytucie Automatyki i Pomiarów PIAP.

Roadsense+ opiera się na nowoczesnym radarze 3D oraz module optycznym i przetwarzania sygnałów, które mają rozpoznawać sytuację na drodze przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji. Poprzez połączenie kilku urządzeń w jedną całość ma skuteczniej wykrywać naruszenia przepisów ruchu drogowego. Umożliwi także objęcie nadzorem nad przestrzeganiem ograniczeń prędkości na drogach szybkiego ruchu poprzez wydłużony pomiar odcinkowy.

Jak wynika z danych Komisji Europejskiej, w 2016 roku na drogach UE zginęło 25,5 tys. osób, to o 600 mniej niż w poprzednim roku. W przeliczeniu na milion mieszkańców śmierć poniosło 50 osób. W porównaniu do 2010 roku oznacza to spadek o 19 proc. Sytuacja w samej Polsce nie wygląda jednak tak optymistycznie. Znajdujemy się w niechlubnej czołówce państw, w których na drogach ginie najwięcej osób. W 2016 roku liczba ofiar śmiertelnych wzrosła o 2 proc.

– W Polsce liczba wypadków stale rośnie. Koszty z tym związane są ogromne, przekraczają 50 mld zł rocznie z samych skutków spowodowanych wypadkami drogowymi. Gdy patrzymy na kraje europejskie, zdecydowanie poprawa tego stanu jest możliwa poprzez zwiększenie nadzoru nad tym, co dzieje się na drodze – tłumaczy Jakub Główka,

Projekt jest finansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. W połowie bieżącego roku rozpocznie się certyfikacja rozwiązania przez Główny Urząd Miar. Po pomyślnym przejściu tego procesu urządzenie będzie mogło się pojawić na drogach na przełomie 2018 i 2019 roku.

– W tej chwili w Polsce jest na drogach około 400 fotoradarów, które tylko mierzą prędkość. Planowana rozbudowa systemu wskazuje, że zapotrzebowanie na fotoradary może wynieść 1400 sztuk takich urządzeń. My chcemy, żeby były one modułowe, innowacyjne i stanowiły rzetelną podstawę do oceny sytuacji na drodze – podkreśla ekspert z PIAP. Dodaje jednocześnie, że podana liczba fotoradarów to jedynie prognoza, wynikająca z analizy rynku systemów bezpieczeństwa ruchu drogowego wdrażanych w krajach UE, stworzona przez wykonawców Systemu Roadsense+. Przyszłość pokaże, czy Polska wzorem innych krajów będzie zwiększać liczbę fotoradarów.

Unijne przepisy i nowe cyberzagrożenia skłaniają firmy do większego zainteresowania ochroną danych. Rośnie popularność rozwiązań chmurowych

Unijne przepisy i nowe cyberzagrożenia skłaniają firmy do większego zainteresowania ochroną danych. Rośnie popularność rozwiązań chmurowych 8

Cyberzagrożenia i rosnąca liczba ataków to, obok dyrektywy RODO, jeden z głównych powodów, który skłania firmy do większego zainteresowania się rozwiązaniami dotyczącymi bezpieczeństwa danych. Przekłada się to na rosnącą popularność chmury, która zapewnia wysoki poziom ochrony. Orange, największy w Polsce dostawca internetu, wprowadzi w tym roku na rynek Flexible Engine – autorskie rozwiązanie chmurowe. Obok internetu rzeczy ma to być jedno z głównych źródeł przychodów i rozwoju spółki w segmencie biznesowym. 

Najbliższe miesiące w biznesie na pewno przebiegną pod dużą presją wchodzących w życie regulacji związanych z ochroną danych osobowych. To czas, w którym polskie firmy będą się do niej przygotowywać. Dla większości z nich, jeżeli nie dla wszystkich, to potężna zmiana, która wymaga dużo większej czujności, roztropności i uwagi w podejściu do danych osobowych. Nakłada też bolesne i dotkliwe kary za nieprzestrzeganie przepisów, zatem większość firm bardzo poważnie o tym myśli – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bożena Leśniewska, wiceprezes zarządu ds. rynku biznesowego Orange Polska.

RODO, czyli Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, wejdzie w życie 25 maja br. To unijna regulacja, która ujednolici przepisy w tym zakresie na terenie wszystkich 28 państw członkowskich UE. W Polsce zastąpi ustawę, która obowiązywała od 20 lat.

Nowe prawo nakłada szereg wyśrubowanych wymogów na wszystkie podmioty, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe. Obejmie zarówno duże korporacje, podmioty publiczne, jak i niewielkie przedsiębiorstwa. Będą one musiały wdrożyć takie rozwiązania i infrastrukturę IT, które zapewnią maksymalny poziom bezpieczeństwa danych osobowych. Na dostosowanie się do nowych przepisów zostało tylko kilka miesięcy. Tym, którzy nie zdążą, za wszelkie incydenty związane z naruszeniem bezpieczeństwa grożą wysokie kary finansowe, sięgające nawet 20 mln euro lub równowartości 4 proc. rocznych globalnych obrotów firmy.

 Spotykamy się ze wzrostem zainteresowania, z większą liczbą pytań dotyczących oferty, którą możemy zaproponować, żeby przygotować firmy do zmiany. Dotyczy to nie tylko RODO, lecz także ogólnie wzrastającej potrzeby zabezpieczania zarówno zasobów sieciowych, jak i infrastruktury IT przed cyberatakami oraz coraz silniej rozwijającą się przestępczością w przestrzeni internetowej – mówi Bożena Leśniewska.

Cyberzagrożenia i rosnąca z roku na rok liczba takich ataków to kolejny obok RODO powód, który skłania firmy do większego zainteresowania rozwiązaniami z zakresu bezpieczeństwa. Eksperci Eset prognozują w 2018 roku wzrost liczby ataków ransomware (szkodliwe oprogramowanie, które szyfruje dane w celu wymuszenia okupu) oraz ataków na urządzenia internetu rzeczy (IoT).

 W tym zakresie możemy zaoferować klientom – zarówno przez Orange Polska, jak i naszą spółkę Integrated Solutions – całe spektrum rozwiązań, które pozwalają zabezpieczyć dane zarówno osobowe, jak i wszelkie dane firmy. Mamy własne security operation center zabezpieczające najpoważniejsze firmy w Polsce. Mamy CERT oraz najwyższą certyfikację we wszystkich możliwych technologiach, co zapewnia bezpieczeństwo zarówno infrastruktury, jak i sieci – podkreśla Bożena Leśniewska.

Oferta IS w zakresie bezpieczeństwa koncentruje się na dwóch obszarach. Po pierwsze, spółka kładzie nacisk na ochronę i zabezpieczenie każdego łącza internetowego, blokując szereg zagrożeń zanim dotrą one do klientów. Przykładem może być ubiegłoroczny cyberatak WannaCry, który objął zasięgiem ponad 200 tys. komputerów i 150 państw. Hakerzy wymusili ponad 50 tys. dol. okupu i wywołali paraliż międzynarodowych korporacji, szpitali, instytucji rządowych i transportu. Bożena Leśniewska podkreśla, że ubiegłoroczna fala ataków WannaCry nie dotknęła odbiorców internetu Orange.

Drugi obszar to stale rozwijana oferta usług i rozwiązań chroniących sieć wewnętrzną klientów we wszystkich jej warstwach, począwszy od infrastruktury serwerowej, na aplikacjach biznesowych kończąc.

Wiceprezes Orange zwraca też uwagę na rosnące zainteresowanie firm rozwiązaniami chmurowymi, które zapewniają wysoki poziom ochrony i bezpieczeństwa danych.

– Większość firm dopiero to testuje, ale badania pokazują, że w ciągu dwóch kolejnych lat ponad 30 proc. polskich przedsiębiorstw zdecyduje się na przeniesienie do chmury. To oznacza wielkie możliwości, dlatego w ostatnich latach przygotowywaliśmy się do udziału w rozwoju tej części biznesu – mówi Bożena Leśniewska.

Należąca do grupy Orange spółka Integrated Solutions jest w tej chwili partnerem wszystkich dostawców chmury publicznej w Polsce. W tym roku wprowadzi na rynek autorskie rozwiązanie chmurowe Orange – Flexible Engine, które będzie oferować wraz z usługami doradztwa i audytu.

 Dla klientów wymagających większej prywatności, bezpieczeństwa i nieco innych rozwiązań oferujemy własne data center w Warszawie i Łodzi, jedno z najlepszych w Europie. Możliwości, jakie daje przeniesienie biznesu do chmury, to m.in. zdjęcie z siebie wydatków inwestycyjnych w sprzęt i odpowiedzialności za niego, a przeniesienie wszystkiego na naszych pracowników, którzy w formie serwisu mogą dostarczyć zarówno infrastrukturę, platformę, jak i usługi. To powoduje, że jest to rozwiązanie, które będzie się cieszyć coraz większą popularnością. W tym kierunku idzie nasza strategia –przekonuje Bożena Leśniewska.

Kolejny, perspektywiczny obszar to internet rzeczy (IoT), który rozwija się dynamicznie na całym świecie. Globalna firma doradcza Gartner szacuje, że w tym roku do inteligentnej sieci będzie już podłączonych ponad 11 mld urządzeń, a do końca dekady ta liczba przekroczy 20 mld dol.

 IoT kiełkuje w Polsce, stwarzając cały szereg możliwości. W perspektywie kolejnych trzech lat przewidujemy, że będzie to nowa linia przychodowa dla  Orange. Stworzyliśmy własną platformę API IoT, pod którą jednym kliknięciem można podłączyć dowolnych partnerów, usługi i rozwiązania. Daje to dużą elastyczność i spektrum możliwości dla różnego rodzaju usług i biznesów. Zaczęliśmy testować już rozwiązanie z gminami i miastami, budując smart cities – mówi Bożena Leśniewska.

Przykładem wykorzystania jest np. system inteligentnego oświetlenia ulic, który powstał w podwarszawskim Piastowie we współpracy z firmami Quantron, BioSolution i JT Weston. Umożliwi on miastu oszczędność kosztów energii elektrycznej na poziomie co najmniej 60 proc., a w dalszej perspektywie można go rozbudować również o kolejne elementy, jak czujniki dymu czy kamery monitoringu.

Polska jednym z najszybciej rosnących rynków dla dronów. Szansą na dalszy rozwój może być powstanie poligonu dla pojazdów autonomicznych

Polska jednym z najszybciej rosnących rynków dla dronów. Szansą na dalszy rozwój może być powstanie poligonu dla pojazdów autonomicznych 9

W Polsce lata już 100 tys. dronów, licencję operatora bezzałogowych maszyn ma 6,5 tys. osób, a ponad 270 firm zarabia na działalności związanej z dronami. Szacunkowa wartość rynku, mierzona wielkością przychodów, przekracza 250 mln zł, co oznacza 25-procentowy wzrost rok do roku. Pod względem liczby osób, które decydują się przejść procedurę i uzyskać świadectwo kwalifikacji pilota dronów, Polska jest w światowej czołówce. Eksperci zauważają, że dalszy rozwój branży dronów na polskim rynku warunkują zmiany legislacyjne, które umożliwią wykorzystanie ich w różnych sektorach gospodarki.

– Jeśli chodzi o drony w przestrzeni miejskiej, regulacje prawne stają się coraz bardziej przyjazne. Idziemy krok w krok z regulatorami europejskimi, nasze firmy dronowe i ich stowarzyszenie aktywnie współuczestniczą przy tworzeniu tego prawa. Pozostałe segmenty wymagają jeszcze przekonania odpowiednich decydentów, należałoby m.in. zmienić prawo geologiczne tak, żeby pomiary dronowe były uznane za ważną metodę. Jako kraj jesteśmy na tym polu bardzo otwarci – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Bogusław Bławat, dyrektor Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur.

Jak wynika z raportu IBKiK z grudnia 2017 r. w Polsce lata już 100 tys. dronów, a licencję operatora UAVO (świadectwo kwalifikacji operatora drona) ma 6,5 tys. osób. 272 firmy zarabiają na działalności związanej z dronami, a szacunkowa wartość rynku, mierzona wielkością przychodów, sięgnęła w ubiegłym roku 251,6 mln zł. To skokowy, 25-procentowy wzrost w porównaniu do 2016 roku (201,3 mln zł).

Rozwój tego rynku może przyspieszyć jeszcze bardziej powstanie specjalnego poligonu do testowania maszyn autonomicznych, nie tylko dronów, lecz także innych pojazdów, takich jak samochody. W Czechach powstaje poligon dla pojazdów autonomicznych, przygotowywany przez firmę BMW. Rolę pioniera w polskich realiach pełni miasto Jaworzno, które jako pierwsze chce dopuścić samochody bez kierowców w ruchu ulicznym. Budowa obszaru, na którym będzie można testować wszelkiego rodzaju pojazdy autonomiczne, powinna być priorytetem branży.

– Jest bardzo mało kolizji spowodowanych przez drony. Większość przelotów dronowych jest wykonywanych w zasięgu wzroku operatora. Osobne pole, które w Polsce też będzie się rozwijało, to przeloty autonomiczne. Mamy nadzieję, że zapadnie decyzja odnośnie poligonu dronowego czy w ogóle poligonu dla pojazdów autonomicznych, takich jak samochody autonomiczne czy inne pojazdy, które będą testowane w bezpiecznej, pozamiejskiej, kontrolowanej przestrzeni i po jakimś czasie dopuszczane do ruchu – mówi dr Bogusław Bławat.

Rozwój całej branży przyspieszyło wprowadzenie w 2013 roku przepisów, które regulują komercyjne wykorzystywanie dronów. Według aktualnego prawodawstwa amatorskie wykorzystanie dronów w celach rekreacyjnych nie wymaga zezwoleń, o ile maszyna pozostaje w zasięgu wzroku pilota. Jak podkreśla firma doradcza PwC – Polska to jedno z pierwszych państw, które wypracowało kompletne ramy prawne w zakresie dronów komercyjnych.

Używanie dronów w celach zarobkowych wymaga zdania państwowego egzaminu, uzyskania licencji i wykupienia ubezpieczenia OC. Pod względem liczby osób, które decydują się przejść procedurę i uzyskać świadectwo kwalifikacji pilota dronów, Polska jest w światowej czołówce.

– Porównując nas do krajów takich jak USA, które na rynku dronowym są uważane za bardzo otwarte i duże – nasze proporcje dokładnie odpowiadają amerykańskim. Dla sporej części populacji drony stają się też narzędziem pracy, to nie tylko fotografowie czy konstruktorzy, lecz także m.in. segment geodezji, z dronem można zrobić dokładniejsze i szybsze pomiary geodezyjne – zapewnia dr Bogusław Bławat.

Dalszy rozwój branży dronów na polskim rynku warunkują zmiany legislacyjne. Wykorzystanie ich w różnych sektorach gospodarki wymaga wprowadzenia szeregu szczegółowych przepisów. Bezzałogowe maszyny mogą m.in. znaleźć zastosowanie w branży kurierskiej i dostarczać przesyłki (na takie rozwiązanie wpadł już Amazon) albo być użyteczne w ratownictwie i transporcie medycznym (np. transportować krew). W rolnictwie wykorzystuje się je do zbierania danych dotyczących gruntów i upraw czy obserwacji meteorologicznych. Jednak na razie w Polsce drony są wykorzystywane przede wszystkim w fotografii i do filmowania z powietrza.

– Zakładamy, że drony w przestrzeni miejskiej pojawią się w przyszłym roku, regulacje idą w tym kierunku. Potrzebujemy hobbystów, którzy te drony przybliżają nam w niewinnej, bezpiecznej, przyjemnej postaci. Ktoś, kto na swoim zdjęciu ślubnym widział takiego drona, jak lata, zbliża się, oddala – szybciej zaakceptuje go też w przestrzeni miejskiej – mówi dr Bogusław Bławat.

Brak lekarzy i pielęgniarek może za kilka lat zagrozić stabilności polskiego systemu ochrony zdrowia. Problemem są też ich kompetencje

Brak lekarzy i pielęgniarek może za kilka lat zagrozić stabilności polskiego systemu ochrony zdrowia. Problemem są też ich kompetencje 10

Służba zdrowia cierpi na brak lekarzy i pielęgniarek. Problemem są również ich kompetencje, które często nie przystają do wymogów branży i pracodawców. Rada Sektorowa ds. Kompetencji w Opiece Zdrowotnej i Pomocy Społecznej chce opracować katalog kompetencji kluczowych dla personelu medycznego. Przy obecnym deficycie kadrowym potrzebne są też rozwiązania, które zwiększą efektywność lekarzy i pielęgniarek w codziennej pracy.

– Problemem polskiej służby zdrowia jest przede wszystkim brak lekarzy i pielęgniarek, ale również średnia ich wieku. Mamy dotkliwe niedobory kadry, która się starzeje, przez co zdolność polskiego systemu do zabezpieczenia potrzeb zdrowotnych jest zagrożona – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia na Uczelni Łazarskiego, koordynatorka Rady Sektorowej ds. Kompetencji w Opiece Zdrowotnej.

Według statystyk OECD w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada średnio 2,3 lekarza – to jeden z najgorszych wyników wśród państw europejskich. Obecnie ten zawód aktywnie wykonuje około 135 tys. lekarzy, z których najwięcej mieści się w grupie wiekowej 51–55 lat.

Z roku na rok ubywa również pielęgniarek. Aktualnie w Centralnym Rejestrze Pielęgniarek i Położnych zarejestrowanych jest ich nieco ponad 280 tys. Jak wynika z danych Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, statystycznie na tysiąc mieszkańców przypada 5,4 pielęgniarek, co plasuje Polskę w ogonie krajów OECD (dla porównania w Szwajcarii ten wskaźnik wynosi 16, w Niemczech – 11,3). Średnia wieku w tej profesji sukcesywnie wzrasta i obecnie to około 50 lat. Do 2022 roku uprawnienia emerytalne uzyska już blisko 40 tys. pielęgniarek i położnych.

Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka zwraca uwagę na to, że – obok zaostrzających się braków kadrowych – problemem są też kompetencje personelu medycznego.

– Wyniki międzynarodowej oceny umiejętności osób dorosłych (PIACC), przeprowadzonej przez OECD, wskazują, że właśnie sektor ochrony zdrowia boryka się ze szczególnie dużym niedopasowaniem kompetencji personelu medycznego – w szczególności lekarzy i pielęgniarek – do potrzeb sektora ochrony zdrowia. Ponad 50 proc. lekarzy i prawie 45 proc. pielęgniarek zgłasza problem niewystarczających umiejętności. W Polsce z tym zjawiskiem mamy również do czynienia – mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Od ponad roku przy wsparciu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości realizowany jest projekt pt. „Sektorowa Rada ds. Kompetencji – Opieka Zdrowotna i Pomoc Społeczna”, którego partnerami są Pracodawcy RP, Uczelnia Łazarskiego, Uczelnia Korczaka oraz Porozumienie Zielonogórskie. Celem jest zwiększenie wiedzy o potrzebach kwalifikacyjno-zawodowych w sektorze opieki zdrowotnej i pomocy społecznej, a w konsekwencji dostosowanie systemu kształcenia do potrzeb pracodawców i rynku.

– Zasadnicza konkluzja, która wynika z prawie rocznych prac Rady, mówi o tym, że powinniśmy dla sektora ochrony zdrowia jasno wyartykułować kompetencje, które uznajemy za kluczowe. Tą drogą poszło wiele systemów, m.in. Amerykanie, którzy zdefiniowali pięć wspólnych, prostych i transparentnych kompetencji, którymi powinni się charakteryzować wszyscy pracownicy sektora ochrony zdrowia. Bez względu na to, czy pracują jako lekarz specjalista określonej dziedziny, położna, pielęgniarka, opiekun medyczny czy farmaceuta – mówi koordynator tej Rady.

Pierwszy, kluczowy obszar kompetencyjny to opieka skoncentrowana na pacjencie, nakierowana na jak najefektywniejsze zaspokajanie jego potrzeb i preferencji, ograniczenie bólu i cierpienia oraz zapewnienie ciągłości opieki. Za szczególnie istotne dla pacjenta  uznaje się odpowiednią komunikację, która musi uwzględniać jego stan emocjonalny i psychiczny. Uwaga personelu medycznego musi być również skoncentrowana na kształtowaniu właściwych postaw zdrowotnych populacji.

– Druga kompetencja to zdolność do pracy w zintegrowanych zespołach terapeutycznych. To jest wyzwanie dla polskiego systemu ochrony zdrowia, który dotychczas był nastawiony na pracę jeden na jeden – pacjent i specjalista. Wszystkie systemy idą w kierunku integracji pracy, nie tylko lekarza, pielęgniarki czy lekarzy różnych specjalizacji, lecz także włączają do tego dietetyka i farmaceutę – mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Przedstawicielka Uczelni Łazarskiego podkreśla, że ważne jest również promowanie praktyk opartych na dowodach, ciągłe uczenie się, pozyskiwanie i aktualizowanie wiedzy medycznej.

– Kolejnym obszarem, w którym kompetencje powinny być rozwijane, jest ciągłe doskonalenie jakości, rozumianej nie tylko jako skuteczne wdrażanie podstawowych zasad bezpieczeństwa, lecz także jako identyfikacja błędów i zagrożeń, ich pomiar, ewaluacja i nieustanne dążenie do doskonalenia opieki z uwzględnieniem potrzeb pacjenta i społeczności – podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Piąty istotny obszar to umiejętności w zakresie stosowania nowoczesnych technologii informatycznych.

– Jest to naturalną konsekwencją szeroko rozumianej cyfryzacji. Wszyscy współcześni pracownicy ochrony zdrowia – lekarze, pielęgniarki czy farmaceuci – będą wymagali dynamicznego zwiększenia swoich kompetencji cyfrowych – podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Przy obecnym deficycie personelu medycznego – potrzebne są też rozwiązania, które zwiększą jego efektywność w codziennej pracy. Najprostszym jest delegowanie uprawnień i zadań do pracowników o niższych kwalifikacjach. Zdaniem dr Małgorzaty Gałązki-Sobotki bez tego system ochrony zdrowia nie będzie w stanie w pełni wykorzystać umiejętności lekarzy specjalistów i podołać rosnącemu popytowi na świadczenia zdrowotne.

– Oni bardzo często nie wykorzystują swojego czasu na to, do czego są przygotowani, czyli na leczenie, operowanie, stawianie diagnozy i szukanie optymalnego dla pacjenta planu leczenia. W zamian są obciążeni gigantycznymi obowiązkami biurokratycznymi, które zabierają czas, a które mogłaby wykonać sekretarka medyczna. Z kolei kompetencje, które zabierają czas pielęgniarkom, mogłyby być delegowane na opiekunów medycznych czy opiekunów osób starszych – zauważa dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Jak podkreśla dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, wdrożenie kompetencyjnego modelu zarządzania kadrami w systemie ochrony zdrowia to jedno z kluczowych wyzwań każdego menedżera opieki zdrowotnej.

Od lat promujemy takie podejście wśród zarządzających placówkami medycznymi. Teraz przyszedł czas na systemowe rozwiązania, optymalizujące wykorzystanie i rozwój kompetencji pracowników sektora ochrony zdrowia na rzecz polskiego pacjenta – dodaje Koordynatorka Rady Sektorowej.

Wirtualna rzeczywistość pomoże wyleczyć lęk wysokości czy klaustrofobię. W Polsce na tego typu zaburzenia cierpi 2,5 mln osób

Wirtualna rzeczywistość pomoże wyleczyć lęk wysokości czy klaustrofobię. W Polsce na tego typu zaburzenia cierpi 2,5 mln osób 11

Przełom w leczeniu fobii i zaburzeń lękowych. Dzięki wykorzystaniu wirtualnej rzeczywistości pacjent może przenieść się do świata, który wywołuje nieuzasadniony lęk i eksplorować go zgodnie z procedurą terapeutyczną. W ten sposób można pomóc w leczeniu większości prostych fobii, także fobii społecznych. Wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości w leczeniu przynosi podobne rezultaty, co tradycyjne metody leczenia, jest jednak znacznie tańsze i mniej czasochłonne. W Polsce na zaburzenia lękowe cierpi nawet 2,5 mln osób.

– Wirtualna rzeczywistość pozwala nam nie tylko zanurzyć się w świecie, który wywołuje u nas irracjonalne i nieuzasadnione lęki, lecz także pozwala na to, abyśmy mogli go eksplorować zgodnie z procedurą terapeutyczną w dogodnym dla nas czasie i wielokrotnie. Z naszego punktu widzenia wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości do leczenia fobii jest naprawdę rewolucyjną technologią – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jerzy Durślewicz, prezes zarządu Tomorrow, firmy zajmującej się rozwiązaniami VR.

W fobiach lęk wywołują sytuacje, które w rzeczywistości nie są groźne. Pacjent stara się ich unikać, a przy zetknięciu z nimi odczuwa przerażenie. Część fobii nie pozwala na normalne funkcjonowanie. W leczeniu zazwyczaj stosuje się tradycyjną terapię poznawczo-behawioralną, która dzieli się na dwa główne typy: ekspozycję wyobrażeniową i ekspozycję in vivo. Przy takim leczeniu pacjent sam musi wyobrażać sobie sytuacje, w których musi poradzić sobie z lękiem. Innym sposobem jest wejście wraz z terapeutą w miejsca, które wywołują lęk.

– Istnieją jednak fobie, które uniemożliwiają tak dużą elastyczność, np. lęk przed lataniem albo fobie społeczne. Tu pojawia się wirtualna rzeczywistość, którą można wykorzystać w procesach wspomagających leczenie fobii. We współpracy z terapeutą pacjent otrzymuje możliwość wykorzystania przygotowanych scen w wirtualnej rzeczywistości i zgodnie z procedurą terapeutyczną przechodzi przez cały proces leczenia, z tą jednak różnicą, że nie musi wykorzystywać techniki wyobrażeniowej, nie musi również in vivo znajdować się w miejscach, w których trudno byłoby się znaleźć jednocześnie terapeucie oraz pacjentowi – tłumaczy Jerzy Durślewicz.

Z badania „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej. EZOP – Polska” wynika, że na zaburzenia lękowe, w tym fobie specyficzne, cierpi nawet 2,5 mln Polaków. Już duża część z nich mogłaby być leczona przy wykorzystaniu wirtualnej rzeczywistości. Są już gotowe scenariusze przeznaczone do leczenia akrofobii (lęk wysokości), klaustrofobii (lęk przed zamkniętymi pomieszczeniami) i agorafobii (lęk przed otwartą przestrzenią). Opracowywane są także materiały do leczenia fobii społecznych.

– Fobie mogą być uciążliwe zarówno w życiu zawodowym, ograniczając lub utrudniając rozwój kariery, jak i w życiu społecznym. Lęk przed wystąpieniami publicznymi, to przypadłość, która dotyczy wielu osób, ale niektórzy mają ten irracjonalny lęk, paraliż, który nie pozwala im w żaden sposób odnaleźć się w sytuacji, w której trzeba wystąpić przed publicznością lub na zebraniu firmowym. Możliwość wykorzystania wirtualnej rzeczywistości do wspomagania leczenia chociażby wystąpień publicznych wydaje się być bardzo ciekawym zastosowaniem, jesteśmy przekonani, że będzie to metoda efektywna, skuteczna i przyniesie możliwość wyleczenia z irracjonalnych lęków wielu ludzi – podkreśla prezes Tomorrow..

Podczas leczenia wykorzystującego wirtualną rzeczywistość pacjent nakłada hełm VR, a terapeuta uruchamia odpowiedni scenariusz, mogąc jednocześnie kontrolować scenę. Jak zaznacza Jerzy Durślewicz, przy korzystaniu ze scenariuszy obecność terapeuty nie jest konieczna. To oznacza, że można powtarzać kroki w procedurze terapeutycznej także samodzielnie w domu, z wykorzystaniem hełmu VR i odpowiedniej aplikacji.

– Wielu z nas chciałoby poćwiczyć tylko niektóre zagadnienia związane z lękami społecznymi i pokonać je samodzielnie. Niektóre spośród scen i procedur, które będziemy udostępniać naszym klientom, będą materiałami, które będziemy udostępniać w systemie b2c, do indywidualnego użytkownika. Oczywiście pomoc terapeuty albo teleterapeuty zawsze będzie ważna i możliwa  – mówi ekspert.

Jak wynika z danych Grand View Research, światowy rynek wirtualnej rzeczywistości w medycynie jest wart ponad 568 mln dol. Według szacunków liczba ta w najbliższych latach może rosnąć w tempie blisko 30 proc. średniorocznie. Programy umożliwiające leczenie fobii to nowość, jednak będzie ich coraz więcej, zwłaszcza że przynoszą dobre rezultaty. Virtual Reality Medical Centre w Kalifornii ocenia skuteczność terapii na 92 proc., a przeważnie na wyleczenie się z fobii pacjenci potrzebują dziesięciu sesji.

– Takie badania i prace są według naszego rozpoznania prowadzone w kilku firmach na świecie, wydaje nam się, że rozpoczął się wielki wyścig o stworzenie najlepszego systemu, który będzie ułatwiał pracę terapeutom – podkreśla Jerzy Durślewicz.

Produkcja opakowań z tworzyw sztucznych – trendy i perspektywy

Trendy bieżące

  • Opakowania z tworzyw sztucznych liderem rynku opakowań (39% wartości rynku), przed opakowaniami z papieru i tektury (37%).
  • W latach 2011-2016 wzrost wartości produkcji opakowań z tworzyw sztucznych w Polsce o ponad 5 mld zł (62%), w tym w 2016 o 10,5% r/r. Ok. połowa przychodów branży to sprzedaż eksportowa.
  • Trzykrotny wzrost eksportu po otwarciu rynku UE (5,1 mld zł w 2016 wobec 1,4 mld zł w 2004). Od trzech lat utrzymuje się stała, wysoka dynamika wzrostu (ok. 10% r/r) i rosnące dodatnie saldo w handlu zagranicznym opakowaniami z tworzyw sztucznych.
  • Główny kierunek eksportu opakowań z tworzyw sztucznych to Unia Europejska (85% wolumenu eksportu w 2016), w tym Niemcy (27%), spośród krajów Europy Środkowo-Wschodniej głównym importerem jest Rosja i Ukraina.
  • W ostatnich latach dobre wyniki finansowe dużych producentów opakowań z tworzyw sztucznych (dodatni wynik finansowy, przy stosunkowo wysokiej rentowności sprzedaży), choć w 3q17 wyniki finansowe w porównaniu z 3q16 były nieco słabsze (spadek rentowności sprzedaży o 1,4 pp r/r).
  • Rozdrobnienie branży (ponad 2,8 tys. firm generuje ok. 50% przychodów) przy zróżnicowanie sytuacji finansowej podmiotów – rentowność sprzedaży netto połowy dużych firm w 3q17 nie przekraczała 5,7%, ROS dla 10% najleszych firm wyniósł 15,0%, natomiast 10% najgorszych zanotowało stratę.

Produkcja opakowań z tworzyw sztucznych

Perspektywy

  • Branża ze znacznym potencjałem związanym z: (a) dobrą koniunkturą gospodarczą, (b) wzrostem konsumpcji, (c) stosunkowo niskim zużyciem opakowań w Polsce w porównaniu z krajami Europy Zachodniej.
  • Szansa na dofinansowanie innowacyjnych inwestycji ze środków UE.
  • Główne czynniki ryzyka to: (a) uzależnienie od importu surowców i materiałów (wzrost cen), (b) duża wrażliwość na zmianę koniunktury gospodarczej (popyt), (c) konkurencja importu z krajów azjatyckich, w sytuacji rosnących kosztów produkcji (wzrost wynagrodzeń), (d) otoczenie regulacyjne (rygorystyczne unijne regulacje dot. ochrony środowiska, od 1 stycznia 2018 r. opłata recyklingowa od torebek foliowych o grubości do 50 mikrometrów; z opłaty są wyłączone torby o grubości poniżej 15 mikrometrów, tzw. zrywki).

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

2017 r. to fenomen na rynku kryptowalut. Co dalej?

W ubiegłym roku byliśmy świadkami eksplozji nowych produktów spekulacyjnych jakim były kryptowaluty.

– O ile na początku roku hossa na kryptowalutach umknęła uwadze szerokiego grona inwestorów i instytucji finansowych, to w drugim półroczu tematyka tych produktów zdominowała uwagę rynków finansowych i zepchnęła tradycyjne instrumenty na drugi plan – mówi agencji MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Dziś podsumowując rok na tym rynku nie brakuje opinii z jednej strony głoszących, że to dopiero początek rewolucji, a z drugiej strony, że to nic innego jak typowa bańka spekulacyjna.

– Na pewno warto zwrócić uwagę na to, że to co stoi za fenomenem kryptowalut to pewnego rodzaju przełom technologiczny (blockchain lub łańcuch bloków), który w coraz większym stopniu znajduje zastosowanie w światowej gospodarce – dodaje ekspert. – I to jest kluczowe dla rynku finansowego, który wydaje się, że trochę został z tyłu w świetle tych dynamicznych przemian technologicznych.

Zapłacimy więcej za energię

Weszła w życie ustawa „Rynek mocy”, która z założenia jest mechanizmem wsparcia dla elektrowni i firm energetycznych. Po co firmom energetycznym takie wsparcie publiczne?

– Rynek mocy to ustawa, która wprowadza wsparcie dla elektrowni, w tym węglowych, które w wielu przypadkach bez dodatkowego finansowania trzeba byłby wyłączyć z sieci. Ze względu na fakt, że w Polsce obecnie energii mamy dosłownie na granicy potrzeb i możliwości wytwórczych, to ten mechanizm w pewien sposób zabezpieczy nas przed ograniczeniami w dostawach prądu – wyjaśnia agencji MarketNews24 Wojciech Jakóbik redaktor naczelny BiznesAlert.

– Ale oczywiście nic za darmo, ceną za to bezpieczeństwo będzie wyższy rachunek za energię elektryczną. Szacuje się, że opłata mocowa wyniesie kilka złotych miesięcznie przeciętnie na gospodarstwo domowe – dodaje Jakóbik.

Polska energetyka potrzebuje inwestycji, abyśmy posiadali więcej mocy wytwórczych niż potrzebujemy – tylko wtedy w razie problemów i ew. usterki zapasowe źródło zapewni utrzymanie stabilnego zasilania. Efektem będzie droższy prąd, jako koszt pewności dostaw.

Rygorystyczne przepisy podatkowe to za mało – podatnicy zapłacą za nowy superurząd

Nie minął rok od wprowadzenia gruntownej reformy aparatu skarbowego, a urzędnicy z Ministerstwa Finansów zapowiadają kolejną reorganizację w strukturze Krajowej Administracji Skarbowej. Tym razem fiskus pracuje nad wyodrębnieniem nowego urzędu skarbowego pod nazwą Centrum Obsługi Kluczowych Podatników, który w ramach swojej właściwości będzie weryfikował rozliczenia podatkowe największych podatników na terenie całego kraju.

W rezultacie przedsiębiorcy ponownie zostaną zobowiązani do przystosowania swojego biznesu do nowych ram organizacyjnych, a co za tym idzie – do poniesienia kosztów związanych z kolejną modyfikacją struktury administracji skarbowej.

Kluczowi podatnicy w kluczowym urzędzie

W lipcu tego roku w Pierwszym Mazowieckim Urzędzie Skarbowym w Warszawie rozpoczął się pilotaż projektu związany z zapewnieniem profesjonalnej obsługi podatkowej wyselekcjonowanym podmiotom gospodarczym, których roczne przychody w rozumieniu ustawy CIT wyniosły za 2014 lub 2015 r. co najmniej 400 mln zł. W ramach pilotażu stworzono nową strukturę, która ma zapewnić kompleksową obsługę w zakresie wszystkich procedur podatkowych, tj. czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, postępowania podatkowego oraz badania prawidłowości stosowania norm materialnego prawa podatkowego. W założeniu fiskusa do każdej firmy rozliczającej się w nowym urzędzie zostanie przypisany urzędnik specjalizujący się w konkretnej branży, co – w zamyśle pomysłodawców – ma pomóc w budowaniu dobrych relacji podatników z nowym organem podatkowym.

Postępująca biurokratyzacja

Jak wynika z wypowiedzi przedstawicieli resortu finansów, w początkowej fazie zostanie powołany Czwarty Mazowiecki Urząd Skarbowy w Warszawie, który będzie organem właściwym w sprawach podatkowych dla tych firm, które w 2016 r. osiągnęły co najmniej 200 mln euro przychodu (poprzednie doniesienia wskazywały na ustanowienie limitu już na poziomie 50 mln euro rocznego przychodu). W późniejszym terminie urząd ten miałby zostać przekształcony w Centrum Obsługi Kluczowych Podmiotów, który będzie pełnić rolę organu I instancji w rozumieniu Ordynacji podatkowej, z tym jednak zastrzeżeniem, że podlegałby on bezpośrednio szefowi KAS, a nie, jak ma to miejsce w przypadku „zwykłych” urzędów, dyrektorowi izby administracji skarbowej. Tak istotne skrócenie drogi służbowej pomiędzy urzędem skarbowym a organem centralnym może skutkować wzmożoną aktywnością szefa KAS, który odpowiednio wcześniej niż dotychczas zostanie poinformowany o stwierdzonych nieprawidłowościach. To z kolei może oznaczać, że służby skarbowe podległe szefowi KAS będą traktowały taką kategorię podatników priorytetowo i częściej będą podejmowały czynności kontrolne.

Wiadomo już także, że wstępnie zaplanowany termin na wdrożenie nowej instytucji zostanie odroczony z 1 stycznia 2018 r. o co najmniej kilka miesięcy. Fiskus wskazuje, że wydłużenie tego terminu pozwoli lepiej wyszkolić i przygotować kadrę urzędniczą do nowej roli. „Superurząd skarbowy” z siedzibą w Warszawie będzie obejmował swoim zasięgiem terytorium całego kraju. Na tym etapie prac legislacyjnych nie przewiduje się dyslokacji ośrodków zamiejscowych.

Dublowanie kompetencji

Z pewnością będą pojawiać się głosy, iż wprowadzenie tego typu rozwiązania ma swoje uzasadnienie. Należy jednak wskazać, że obecnie funkcjonuje system wsparcia podatników, który w założeniu ma wypełniać zadania zbieżne z tymi nałożonymi na planowane Centrum Obsługi Kluczowych Podmiotów. W strukturze administracji skarbowej już od 2004 r. funkcjonują wyspecjalizowane urzędy skarbowe zajmujące się obsługą największych podmiotów gospodarczych, a reforma KAS podtrzymała dotychczasowy status quo w tym zakresie. Obecnie na terenie całego kraju działa 20 wyspecjalizowanych urzędów skarbowych (w tym trzy w województwie mazowieckim, po dwa na Śląsku i w Wielkopolsce oraz po jednym w pozostałych województwach) obsługujących podatników o istotnym znaczeniu gospodarczym lub społecznym. Do kryteriów podmiotowych decydujących o zakwalifikowaniu podatnika z mocy prawa do takiego urzędu należy m.in. osiągnięcie w roku podatkowym przychodu w wysokości co najmniej 5 mln euro ustalonego na podstawie sprawozdania finansowego lub funkcjonowanie w ramach podatkowych grup kapitałowych. Takie rozwiązania pozwalają twierdzić, że administracja skarbowa w każdym z województw posiada odpowiednią infrastrukturę i zasoby kadrowe oraz jest należycie przygotowana do obsługi podatkowej podmiotów kluczowych dla gospodarki. Obecnie tworzy się więc w sposób sztuczny kolejny twór, który będzie wykonywał podobne zadania do tych, które dzisiaj z powodzeniem wykonują wyspecjalizowane organy skarbowe na terenie całego kraju.

Nie bez znaczenia w tej sprawie jest także kryterium geograficzne i pozbawienie największych podmiotów bezpośredniego kontaktu z urzędem skarbowym w miejscu siedziby danej firmy. Może się bowiem okazać, że pomimo istnienia rozbudowanych możliwości komunikacji z urzędem za pomocą aplikacji elektronicznych obsługa podatników i czas związany z wysyłką korespondencji i dokumentów w formie papierowej znacząco się wydłuży.

Nadmierny fiskalizm

Zdaniem Ministerstwa Finansów opisana propozycja to zapowiedź poprawy relacji na linii podatnik – urząd skarbowy oraz budowy profesjonalnego centrum kompetencyjnego dla największych polskich podatników. Tymczasem uważny czytelnik spostrzeże się, że omawiany projekt to nie tylko zmiana szyldu i utworzenie nowych stanowisk, ale przede wszystkim rozszerzenie katalogu instrumentów pozwalających weryfikować wywiązywanie się przedsiębiorców z nakładanych obowiązków fiskalnych. Dla tysięcy firm scentralizowanie największych płatników należności publicznoprawnych w jednym urzędzie skarbowym w skali całego kraju jest niczym innym jak tylko kolejnym etapem na drodze uszczelniania systemu podatkowego. Wydaje się zatem, że naczelnym celem fiskusa, o którym nie wspomina się w trakcie prac legislacyjnych, jest wzmożony monitoring największych podatników i zwiększenie ściągalności podatków w grupie kluczowych, z punktu widzenia budżetu państwa, spółek.

Autorzy: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Złotego dopadła realizacja zysków

Oczekiwania korekta na parach złotowych. Mimo to sentyment na rynkach wschodzących pozostaje nadal dobry. Główne ryzyko to w tym momencie większa przecena na rynku akcyjnym w USA. Za rogiem czai się jednak możliwy większy problem a więc wybory we Włoszech. W sondażach bowiem prowadzi eurosceptyczna partia komika i satyryka. Są jednak małe szanse na stworzenie koalicji rządzącej. Dolar odzyskuje nieco wigoru po słabym początku roku. Rekonstrukcja w rządzie Theresy May.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 22.11.2017-08.01.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1418 3,5210 3,4310 4,6523
Maksimum 4,2230 3,6250 3,5913 4,8200

 

EUR/PLN

euro 08.01Na EUR/PLN doszło do oczekiwanej korekty. Nie oznacza to, że sentyment na rynkach wschodzących się popsuł. Od początku roku trwa on niezmiennie. Tyle tylko, że para EUR/PLN była liderem wyprzedania więc była pierwszym wyborem przez inwestorów do zrealizowania swoich zysków. W końcu zaliczyliśmy dynamiczny spadek z okolic 4,21. Dzisiaj krajowa waluta pozostaje jedną z najsłabszych w koszyku EM FX. Słabości krajowej waluty mógł się też przyłożyć mocniejszy dolar na rynkach światowych. Do tego rynkowi gracze spodziewają się kolejnego gołębiego wydźwięku RPP w środę. A trzeba przyznać, że członkowie władz monetarnych optujący za pozostawieniem stóp w Polsce na obecnym poziomie aż do końca roku 2018 dostali solidny argument. Inflacja w Polsce powróciła do 2,0% r/r. Tym samym i jastrzębie głosy pozostaną nieco słabsze. Stąd korekta może nieco się przedłużyć. Ale póki co nie ma się co spodziewać ruchu ponad 4,20. Musiał by się wyraźnie popsuć klimat inwestycyjny na rynkach. W postaci choćby sporej przeceny na rynku giełdowym w USA. Oporem pozostanie linia trendu spadkowego w okolicy 4,17. Wsparciem będzie ostatnie minimum.

CHF/PLN

frank 08.01Również CHF/PLN nie obronił się przed korektą. Na złotym mamy realizację zysków także krajowa waluta słabnie na wszystkich głównych parach walutowych. Obecnie nawet doszło do przebicia linii trendu spadkowego. Nie ma co jednak jeszcze wyciągać daleko idących wniosków. Jeśli sentyment na rynkach będzie się utrzymywał to CHF/PLN może wrócić do spadków. Skorelowany z nim EUR/CHF póki co jednak spada co daje do zrozumienia, że frank jest nieco mocniejszy. Może to być pokłosie wzrostu nieco ryzyka politycznego w Europie. Chodzi o wybory we Włoszech, które odbędą się 4 marca. Póki co w sondażach prowadzi eurosceptyczny Ruch Pięciu Gwiazd.  Swój manifest ogłosiła też Partia Prawicowa byłego premiera Berlusconiego. Poza obniżeniem podatków i zmniejszeniem imigracji nie było jednak nic mowy o wyjściu ze strefy euro. Co nie zmienia faktu, że przed samymi wyborami może być nieco nerwowo. A wtedy bezpieczne przystanie jak frank mogą zyskiwać.

USD/PLN

dolar 08.01USD/PLN również jest kilka groszy wyżej niż pod koniec tygodnia. Teoretycznie dane z piątku nie były dobre dla dolara. Raport z rynku pracy wypadł blado. Początkowo więc dolar tracił na szerokim rynku, końcówka dnia to jednak odwrócenie sytuacji. Dzisiaj również amerykańska waluta pozostaje mocniejsza, EUR/USD zszedł poniżej 1,20. Inwestorzy widocznie stwierdzili, że wszystko co najgorsze jest już w cenach. Tyle tylko, że wypowiedzi niektórych członków wskazują, że do 3 podwyżek stóp w 2018 roku może nie dojść jeśli inflacja nie ruszy z miejsca. A to jeszcze zdyskontowane nie jest. Nie mniej jednak korelacja waluty z przyszłą wyceną stóp w ostatnich tygodniach pozostawała słaba. Ruchy na głównej parze walutowej były chaotyczne nie poparte argumentami. Jeśli więc wrócimy do normalnej relacji to dolar może zyskać. Jestesmy bliscy oporu w okolicach 3,48 na USD/PLN. Jej pokonanie może wydłużyć nieco korektę. Sporo mogą namieszać też kolejne wystąpienia członków Fed więc warto je obserwować. Do tego w tym tygodniu mamy odczyty inflacyjne z Ameryki.

GBP/PLN

funt 08.01Korekta nie ominęła także GBP/PLN. Jesteśmy znów powyżej 4,70. I znów można mówić o realizacji ostatnich zysków na parze powiązanej ze złotym. Końcówka roku na funcie była dość spokojna. Można powiedzieć, że nastąpił lekki spokój w negocjacjach. Kolejna faza dopiero się rozpocznie. Dzisiaj pojawiła się informacja, że Theresa May w obliczu kolejnej rundy negocjacji zdecydowała się powołać nową radę ministrów. Gwarancja stabilności prawdopodobnie zostanie zachowana gdyż choćby na stanowisku ministra spraw zagranicznych czy Kanclerza Skarbu nie są planowane zmiany. Gdyby jednak doszło do spektakularnych zmian to funt znów może nieco stracić. jednak zmiany mogą skutkować niemożnością wypracowania konsensusu w drugiej fazie chyba najważniejszej fazie rozmów.

Póki co trend spadkowy został przełamany ale trzeba poczekać z wyciągnięciem ostatecznego wniosku choćby do końca tego tygodnia.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Polska w 2018 roku pod znakiem FinTech

Oracle: Automatyczne uczenie to najważniejsza technologia od chwili pojawienia się Internetu

Rok 2018 upłynie pod znakiem automatycznego uczenia. Od czasu pojawienia się Internetu żadna technologia nie miała takiego wpływu na sposób, w jaki żyjemy i pracujemy.

Aby zrozumieć dlaczego tak się dzieje, musimy najpierw zdystansować się od sensacyjnych wiadomości o robotach, które „ukradną nam pracę”. Innowacje i nowe narzędzia ułatwiające życie były wyznacznikami postępu w całej historii ludzkości. Tak było podczas rewolucji agrarnej i przemysłowej, tak jest dziś w epoce rewolucji danych. Na skutek postępu niektóre z ról wykonywanych przez człowieka ulegają zmianie, z drugiej jednak strony postęp zawsze tworzył nowe miejsca pracy, modele biznesowe i całe branże. Nie należy więc się obawiać, że człowiek stanie się „przestarzały” jak maszyna. Wręcz przeciwnie, automatyczne uczenie zwiększy naszą efektywność i otworzy nowe możliwości przed całą ludzkością.

Automatyczne uczenie jest już obecne w naszym codziennym życiu. Korzystamy z niego w oprogramowaniu telefonów, samochodach i domach oraz systemach komputerowych używanych w pracy. Ułatwia nam ono dostęp do informacji oraz szybkie podejmowanie trafnych decyzji. Zdaniem firmy Gartner w 2020 roku technologie sztucznej inteligencji będą obecne w „prawie każdym nowym oprogramowaniu”. Dla producentów oprogramowania jest to wyjątkowy, przełomowy moment, a dla przedsiębiorstw będących ich klientami ― początek nowej drogi.

Media informują głównie o robotach i autonomicznych samochodach. W nadchodzącym roku oba te segmenty będą się nadal dynamicznie rozwijać. Dziś jednak technologią, która najbardziej zmienia nasz świat, jest – według Oracle – automatyczne uczenie. Choć „błyskawiczne podejmowanie trafnych decyzji” nie brzmi tak sensacyjnie jak „samochód bez kierowcy”, to automatyczne uczenie zasługuje na miano technologii epoki właśnie ze względu na możliwość jego wykorzystania w procesach decyzyjnych.

Przedsiębiorstwa, które używają już technologii automatycznego uczenia, szybko wyprzedzają konkurencję dzięki przyspieszeniu i zwiększeniu efektywności procesów podejmowania decyzji. Dlatego żadna firma, która nie chce zostać w tyle, nie może sobie pozwolić na bezczynne czekanie. Liczba wdrożeń systemów automatycznego uczenia rośnie wraz z wdrożeniami rozwiązań działających w chmurze, ponieważ rozwój i wzrost efektywności tej technologii wymaga bezproblemowej integracji aplikacji, platform i infrastruktur chmurowych. Dzięki takiej integracji procesy automatycznego uczenia zyskują dostęp do jeszcze większych zasobów danych, które zostają połączone, a dane są pobierane z całych systemów i sieci organizacji.

W małych, wewnętrznych środowiskach informatycznych przedsiębiorstw nie da się efektywnie korzystać z automatycznego uczenia, tak jak nie da się uprawiać roślin w ciemności.  Algorytmy będące podstawą tej technologii potrzebują jak największej ilości danych z możliwie największej liczby źródeł. Im więcej danych jest wykorzystywanych w procesach automatycznego uczenia, tym inteligentniejsze są te procesy i tym lepiej wspierają człowieka w procesie podejmowania decyzji. Większa dojrzałość i szersze zastosowanie technologii chmurowych to kolejne przyczyny, dla których 2018 będzie bardzo dobrym rokiem dla rozwoju automatycznego uczenia.  Chmura jest integralną częścią strategii informatycznej praktycznie w każdej firmie. Przyspiesza cyfrową transformację i ułatwia efektywne wykorzystanie danych.

O ile chmury dostarczyły podstawowych komponentów potrzebnych do cyfrowej transformacji, a wielkie zbiory danych (big data) umożliwiły czerpanie z tej transformacji wymiernych korzyści, to automatyczne uczenie jest pierwszym narzędziem, dzięki któremu cyfrowa transformacja może przynosić korzyści na skalę przemysłową. Do tego jednak niezbędna jest odpowiednia strategia. Trzeba przede wszystkim znaleźć takie zastosowania automatycznego uczenia, które przyniosą długoterminowe korzyści strategiczne. Krótkotrwały efekt nowości nie wystarczy ― chodzi o przekształcenie funkcji lub procesów o newralgicznym znaczeniu dla przedsiębiorstwa.

Tan nowa technologia pozwoli przedsiębiorstwom dużo szybciej tworzyć dokładne, niezawodne prognozy oraz budżety i plany, jak również efektywniej wykorzystywać zasoby, co przekłada się na znaczne korzyści finansowe. Wielką zaletą technologii automatycznego uczenia są praktycznie nieograniczone możliwości jej wykorzystania. Może ona odegrać ogromną rolę wszędzie tam, gdzie ważne jest szybkie analizowanie danych i wyciąganie z nich wartościowych wniosków oraz wykrywanie trendów lub anomalii w wielkich zbiorach danych ― od badań klinicznych poprzez sprawdzanie zgodności z przepisami po bezpieczeństwo.

Już dziś automatyczne uczenie wprowadza rewolucję w dziedzinie obsługi klienta. Niemal w każdej branży, gdzie ważne są kontakty z klientem, firmy otrzymują ogromną ilość zapytań, które można podzielić na stosunkowo niewielką liczbę kategorii. Wiele tych zapytań można łatwo przewidzieć oraz przygotować na nie odpowiedzi przekazywane za pomocą chatbotów. Dzięki automatycznemu uczeniu chatboty doskonalą swoje działanie i udzielają klientom coraz precyzyjniejszych odpowiedzi. W rezultacie klienci szybciej otrzymują potrzebne informacje i są bardziej zadowoleni, firma pracuje efektywniej, a odciążeni specjaliści ds. obsługi klienta mogą poświęcić więcej czasu na mniej typowe zgłoszenia wymagające interwencji człowieka.

Przedstawiony powyżej przykład chyba najlepiej pokazuje, w jaki sposób automatyczne uczenie może zwiększyć efektywność pracy człowieka. Nie zastąpi ludzi, ale na pewno pomoże im w lepszym wykonywaniu różnych zadań. Jeśli z automatycznym uczeniem wiąże się jakieś ryzyko, to jest nim ignorowanie tej technologii. 2018 będzie rokiem, w którym przedsiębiorstwa zaczną lepiej zapoznawać się z technologią automatycznego uczenia i osiągać dzięki niej wymierne korzyści, o ile jeszcze tego nie zrobiły.