Historycznie wysoki PMI dla niemieckiego przemysłu = dobre newsy dla Polski

Markit Economics podał, że w grudniu 2017 r. wskaźnik PMI dla niemieckiego przemysłu znalazł się na najwyższym w historii poziomie 63,3 pkt. To mocny zwiastun, że niezła koniunktura z ostatnich miesięcy utrzyma się w Niemczech również w tym roku, przynosząc wzrost PKB o co najmniej 2 proc. Gratulujemy sąsiadowi świetnych nastrojów i optymistycznych prognoz, ale też sami się cieszymy. Nadchodzi bowiem dobry czas dla polskich eksporterów. Przedstawiciele Banku Zachodniego WBK wskazują, że to okazja, aby umocnić relacje z niemieckimi odbiorcami.

Komisja Europejska przewiduje, że wzrost PKB Niemiec w 2018 r. sięgnie 2,1 proc. , Bundesbank mówi o 2,5 proc. , instytut Ifo o 2,6 proc. Co ważne, tegoroczne wzrosty wskaźników, zgodnie z analizami, dotyczyć będą i konsumpcji, i inwestycji. Dalej powinna poprawiać się też sytuacja w eksporcie oraz kondycja rynku pracy, w tym wynagrodzenia. – Dobre wiadomości dla niemieckiej gospodarki to dobre wiadomości dla polskiej gospodarki, co wynika przede wszystkim z silnych relacji handlowych – wskazuje Piotr Bielski, szef Departamentu Analiz Ekonomicznych Banku Zachodniego WBK. Zgodnie z danymi GUS za okres styczeń-październik 2017 r. udział Niemiec w polskim eksporcie, wyniósł 27,4%. W tym okresie wartość towarów sprzedanych przez polskie firmy na tym rynku wyniosła prawie 46,1 mld EUR. – Wiele krajowych firm jest włączonych w łańcuch dostaw niemieckiego przemysłu, więc bardzo szybko i bezpośrednio odczuwa efekty zwiększenia obrotów na tamtejszym rynku. Co ciekawe, dane pokazują, że stan koniunktury za granicą jest dla polskich eksporterów znacznie ważniejszym czynnikiem niż kurs złotego, determinujący ich konkurencyjność cenową – dodaje Piotr Bielski.

Koniunktura u sąsiada do wykorzystania

Piotr Dylak, dyrektor ds. handlu zagranicznego w Banku Zachodnim WBK, zwraca uwagę, że polscy eksporterzy mogą a wręcz powinni wykorzystać sytuację gospodarczą w Niemczech, aby umocnić swoją pozycję na tym rynku. Nie chodzi tylko o realizację pierwszych czy zwiększonych zamówień, ale też o aktywne pogłębianie relacji z kontrahentami, co może zaprocentować w perspektywie w długoterminowej. – Eksporterzy nie zawsze o tym pamiętają, ale mogą bardzo mocno zyskać w oczach zagranicznych odbiorców informując ich o stosowaniu lub zamiarze stosowania określonych narzędzi finansowych. Taki efekt daje m.in. bezregresowe finansowanie wierzytelności eksportowych, które od niedawna oferujemy firmom eksportującym do Niemiec. Oznacza ono dla importera konkretne korzyści i polska firma może je przedstawiać jako element swojej całościowej oferty – zwraca uwagę Piotr Dylak.

Handlowe win-win

W finansowaniu wierzytelności eksportowych Bank Zachodni WBK bierze na siebie zapłatę do 100% faktury, którą polski eksporter wystawia niemieckiemu importerowi. Ryzyko ewentualnej niewypłacalności kontrahenta jest przejmowane przez Bank bez regresu. Warto podkreślić, że nie mają tu zastosowania wyłączenia ochrony, które często występują w polisach ubezpieczeniowych (np. spór handlowy). Nie jest też wymagana ocena zdolności kredytowej eksportera. Cała operacja jest możliwa dzięki bliskiej współpracy BZ WBK z Santander Deutschland. To Santander Deutschland po swojej stronie wyznacza dla niemieckiego kontrahenta limity na transakcje handlowe i w jego imieniu realizuje płatności do polskiego dostawcy za pośrednictwem BZ WBK.

Dzięki takiemu rozwiązaniu korzyści odnoszą obie strony kontraktu handlowego: składająca zamówienie niemiecka firma i realizująca je polska firma. Po stronie polskiego eksportera liczy się możliwość szybkiego otrzymania należności za dostawę, ale też niższe ceny dzięki jednoczesnemu zaproponowaniu importerowi dodatkowej atrakcyjnej oferty warunków rozliczeń i finansowania. Chodzi m.in. o dłuższy niż standardowo termin płatności dla importera, który zwiększa jego płynność i możliwości zakupowe, związane z tym, że należność nie obciąża jego bilansu. – Eksporter ma dużo elastyczności w wykorzystaniu tego rozwiązania, bo może je stosować w stosunku do wybranych faktur, niekoniecznie do całego portfela należności. Jeśli finansowanie ma być częścią całościowej oferty współpracy, to koszty usługi eksporter może wziąć w całości na siebie. Ale niekoniecznie. Możliwy jest podział lub przeniesienie całościowej opłaty na stronę importera. Wszystko jest kwestią ustaleń – mówi Piotr Dylak.

  • [1] https://ec.europa.eu/info/business-economy-euro/economic-performance-and-forecasts/economic-performance-country/germany/economic-forecast-germany_en
  • [2]https://www.bundesbank.de/Redaktion/EN/Downloads/Publications/Monthly_Report_Articles/2017/2017_12_outlook.pdf?__blob=publicationFile
  • [3] https://www.cesifo-group.de/ifoHome/facts/Forecasts/Ifo-Economic-Forecast.html
  • [4] http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ceny-handel/handel/obroty-towarowe-handlu-zagranicznego-ogolem-i-wedlug-krajow-w-okresie-styczen-pazdziernik-2017-roku,1,63.html

Nadchodzi rekonstrukcja rządu. Wenezuelska kryptoprzygoda

W ciągu nadchodzących dni ma dojść do zmian w rządzie. Nie znamy jednak żadnych szczegółów. Słabsze dane z Europy. Wenezuela po tym jak niewypłacalność wyrzuciła ją z rynków finansowych chce emitować kryptowaluty.

Nadchodzi rekonstrukcja rządu

Długo odkładane zmiany mają się odbyć jutro rano. Wedle źródeł wewnątrz partii rządzącej decyzje premier Mateusz Morawiecki ma ogłosić jeszcze przed wylotem do Brukseli. Zastanawiające jest, że wszyscy mówią o “dosyć głębokich” zmianach, a na razie nie wiadomo jakich resortów miałyby one dotyczyć. Prawdopodobne jest, że powołany zostanie nowy minister finansów, żeby odciążyć obecnego premiera, który wciąż pełni tą funkcję. Jak reagują rynki? Dzisiaj od rana oglądamy co prawda wycofywanie się od złotego, ale równie dobrze może być to korekta ostatnich umocnień. Sama osoba nowego ministra o ile taki się pojawi nie powinna jednak budzić dużych emocji. Wątpliwe jest by Mateusz Morawiecki wpuścił na to stanowisko kogoś do kogo nie ma dużego zaufania.

Dane z Europy

Dzień rozpoczęły dane z Niemiec. Wyniki zamówień w przemyśle wypadły gorzej od oczekiwań inwestorów co spowodowało spadki na głównej parze walutowej. W rezultacie pierwszy raz w tym roku zobaczyliśmy poziom poniżej 1,20. Gorzej wypadła też produkcja przemysłowa z Węgier. W rezultacie pociągnęła ona za sobą forinta, który wyraźnie osłabiał się po tych danych. Dane na temat inflacji konsumenckiej ze Szwajcarii przeszły właściwie bez echa. W skali roku wynosi ona zaledwie 0,8% zatem perspektywa potencjalnych wzrostów stóp procentowych wciąż jest odległa.

Wenezuela naprawdę chce emitować kryptowalutę

Jeszcze nie tak dawno wiadomość o wprowadzeniu do obiegu petro zapowiadana przez prezydenta Nicolasa Maduro była traktowana jako zagranie czysto wizerunkowe. Każde 1 petro ma być zabezpieczone 1 baryłką ropy. Biorąc pod uwagę, że cena tamtejszej ropy dochodzi do 60 dolarów oraz fakt, że ma być wyemitowanych 100 milionów petro, rząd spodziewa się pozyskać 6 miliardów dolarów. O ile oczywiście będą chętni na zakup 100 milionów. Kwota ta odpowiada przeszło 1 rocznemu wydobyciu. Kraj ten w końcu oprócz kryzysu rządowego ma również bardzo poważne problemy gospodarcze, z powodu których ogłosił zresztą niewypłacalność.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

2018 rokiem sztucznej inteligencji i intensywnej analizy danych

  • 70% światowych firm zacznie eksperymentować ze sztuczną inteligencją, w Polsce od 20 do 25%.
  • Outsourcing analizy danych zdominuje globalny krajobraz biznesowy
  • Badacz danych stanie się najbardziej poszukiwanym zawodem w branży IT.
  • Wzrośnie znaczenie “jezior danych”

 Sztuczna inteligencja, outsourcing procesów analitycznych, szerokie zastosowanie tzw. data lakes – to główne trendy, które w 2018 roku zdominują analitykę danych – jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się gałęzi IT. Zdaniem ekspertów epoka zachwytu i rozpływania się nad możliwościami Big Data w 2018 roku minie. Przedsiębiorstwa zafascynowane perspektywami związanymi z tą analizą danych będą musiały przystąpić do działania.

Sztuczna inteligencja na barykadach rewolucji

Sztuczna inteligencja (SI, ang. artificial intelligence, AI) ma potencjał na dokonanie rewolucji w biznesie. Już dziś służy agregowaniu ogromnych ilości danych, analizie i wyciąganiu wniosków czy opracowania symulacji zmian i trendów. SI usprawnia procesy sprzedaży oraz obsługi klienta. Dlatego też raport firmy analitycznej Forrester wskazuje, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy nawet aż 70%. przedsiębiorstw na świecie zacznie pracę polegające na wdrożeniu AI. Co ciekawe wyniki osiągane dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji stają się coraz częściej podstawą do podejmowania kluczowych decyzji biznesowych. Blisko 20%. firm w 2018 roku uzależni strategiczne procesy decyzyjne od algorytmów bazujących na SI[1].

Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData
Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData

W Polsce potrzebę implementacji SI zauważają szczególnie podmioty działające w takich obszarach jak e-commerce, finanse, ubezpieczenia, windykacja czy branża rekrutacyjna. Z naszych szacunków wynika, iż w 2018 roku na polskim rynku liczba przedsiębiorstw, które zaimplementują rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji może wynieść od 20 do 25%. – mówi Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData

Analiza danych pod znakiem outsourcingu

Wiedza o zarządzaniu danymi i ich monetyzacji okazuje się motorem napędowym zysków w firmach. Jak wynika z badania „Going beyond the data. Turning data from insights into value”, przeprowadzonego przez firmę KPMG International, 8 na 10 (82%) przebadanych przedsiębiorstw twierdzi, że dzięki zrozumieniu mechanizmów z zakresu analityki wielkich zbiorów danych, udało im się lepiej zrozumieć potrzeby swoich klientów i skuteczniej reagować na nie ofertowo[2]. To jednak działanie wymagające zatrudnienia wykwalifikowanych specjalistów w tej dziedzinie. Dlatego alternatywą względem wewnętrznych komórek funkcjonujących w firmach i wyspecjalizowanych w działaniach z zakresu data analytics, mogą okazać się zewnętrzni badacze danych, którzy w swojej pracy na co dzień mają styczność ze strumieniami danych i je analizują. Eksperckie usługi doradcze, które pomogą w uporządkowaniu oraz zrozumieniu zebranych danych, będą stanowić rozwijającą się część rynku. Według raportu Forrestera w 2018 roku aż do 80%. firm skupi się na outsourcowaniu procesów analitycznych (o 20%. więcej niż w 2017)[3].

Polskie firmy od lat z wielkim trudem przekonują się do analityki danych. Według badań przeprowadzonych przez firmę Intel, raptem co piąte polskie przedsiębiorstwo wykorzystuje narzędzia z zakresu analityki danych. Pod tym względem zajmujemy jedno z ostatnich miejsc w Europie. Rok 2018 będzie stał pod znakiem datyzacji polskiego biznesu, to znaczy pokazania mu czarno na białym realnych, finansowych i organizacyjnych korzyści, płynących z odpowiedniego posługiwania się danymi i zarządzania nimi – stwierdza Michał Grams. To bez wątpienia kluczowy moment dla firm zajmujących się szeroko pojętą analityką danych.

Badacze danych poszukiwani

W 2018 roku. będzie także rosło zapotrzebowanie na pracowników naukowych, którzy są w stanie sprostać konieczności dogłębnego teoretycznego zrozumienia wielu problemów. Z raportu Forrestera wynika, iż główną rolę będą w tym przypadku odgrywać tzw. Data Scientists, czyli badacze danych.  Blisko 10 lat temu, gdy rynek po raz pierwszy usłyszał o tym zawodzie, na portalu LinkedIn nie figurował żaden profil zawodowy, w którym ktokolwiek określiłby się jako takowy. Dziś sytuacja wydaje się nieco lepsza. Raport Forrestera podaje, iż obecnie w największym światowym serwisie rekrutacyjnym Indeed.com zaledwie 13%. ofert związanych z analizą danych dotyczy inżynierów danych, a zaledwie 1%. przeznaczonych jest dla właściwych badaczy danych[4].

Inżynier odkrywa wzorce w danych i powiązania między informacjami, które zostały zgromadzone jakiś czas temu po to, aby zidentyfikować trendy i ustalić wpływ wydarzeń rynkowych na sytuację firmy oraz wyjaśnić, dlaczego coś się stało. Jego rola ma zatem retro-aktywny charakter. Tymczasem praca badacza danych wiąże się z postawą proaktywną. Kluczowym pytaniem zadawanym przez Data Scientist jest “jak?”. Jak sprawić, że wydarzy się pożądany przez firmę scenariusz? Jakich danych użyć? Badacz danych to jeden z najtrudniejszych zawodów w świecie gospodarki cyfrowej – mówi Michał Grams. W 2018 roku będzie to najbardziej poszukiwana profesja w branży IT.

Rok setek tysięcy jezior

Rok 2018 będzie należał do tzw. data lakes. W stosunku do ubiegłego roku aż o 27 proc. więcej firm ankietowanych przez firmę Synscrot uważa integrowanie danych w „jeziora danych” za istotne[5]. Data lakes stanowią swoiste repozytorium, gdzie przechowywana jest ogromna ilość jeszcze nieprzetworzonych danych. W przeciwieństwie do hurtowni danych, gdzie zbiory są uporządkowane w plikach i folderach, w „jeziorach” stosuję płaską niezhierarchizowaną strukturę.

Koncepcja tzw. data lakes pozwala na szybką oraz bardzo zaawansowaną analizę danych nie tylko archiwalnych, ale nawet tych, które generowane są  w czasie rzeczywistym. Wprawdzie ich kompozycja ciągle się zmienia, a stosowanie technologii związanych z nimi wiąże się z wieloma wyzwaniami, jak np. dostosowanie do regulacji prawnych typu RODO czy umiejętność korzystania z nich. Mimo tego, jeziora sprawdzą się jako efektywna i optymalizująca koszty alternatywa wobec wolniejszych, aczkolwiek szeroko stosowanych systemów Business Intelligence – dodaje Michał Grams.

[1]Raport Forrester,  Predictions 2018: The Honeymoon For AI Is Over, https://www.forrester.com/report/Predictions+2018+The+Honeymoon+For+AI+Is+Over/-/E-RES139744

[2] Raport KPMG: Going beyond the data: Turning data from insights into value, https://home.kpmg.com/cn/en/home/insights/2015/06/going-beyond-the-data-turning.html

[3] Raport Forrester,  Predictions 2018: The Honeymoon For AI Is Over, https://www.forrester.com/report/Predictions+2018+The+Honeymoon+For+AI+Is+Over/-/E-RES139744

[4] Raport Forrester,  Predictions 2018: The Honeymoon For AI Is Over, https://www.forrester.com/report/Predictions+2018+The+Honeymoon+For+AI+Is+Over/-/E-RES139744

[5] 2018 Big Data Trends: Liberate, Integrate & Trust, 2018, http://www.syncsort.com/en/Resource-Center/BigData/eBooks/2018-Big-Data-Trends-Liberate-Integrate-Trust?utm_source=Referral&utm_medium=Press-Release

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na srebrze oraz euro

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na srebrze oraz euro 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycję funduszy lewarowanych na srebrze oraz euro 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

EURO – najwięcej pozycji długich od…

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane na kontraktach terminowych na parze walutowej EURUSD po raz kolejny powiększyły swoje zaangażowanie po długiej stronie rynku. Tym razem pozycje long wzrosły o 26 tysięcy do poziomu niewidzianego od 2014 roku! Oprócz tego kapitał lewarowany zamknął ponad 7 tysięcy krótkich pozycji. Z jednej strony mamy bardzo byczy sygnał do kontynuacji wzrostów, ale z drugiej zbyt duże zaangażowanie lewarowanego kapitału po długiej stronie rynku, co historycznie kończyło się spadkami, czy tym razem będzie tak samo?

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie, linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie, linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Wystrzał pozycji netto może sugerować zbyt duży optymizm, oprócz tego analiza techniczna wskazuje duże prawdopodobieństwo na wyprzedaż pary EURUSD. Po przerwaniu kanału spadkowego na interwale tygodniowym wspólna waluta wystrzeliła, ale stronie kupującej nie udało się pokonać ostatniego szczytu 1.2087. Oprócz tego oscylator stochastyczny wskazuje na negatywną dywergencję, co nie jest dobrą informacją dla kupujących. Ze względu na duże zaangażowanie funduszy po długiej stronie rynku oraz dywergencję na rynku bazowym scenariuszem pozostanie wyprzedaż Euro. Gdyby jednak notowania przebiły ostatni szczyt, to bardziej prawdopodobne będą krótkoterminowe wzrosty, a dopiero potem długoterminowa korekta kursu.

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - nettoŹródło: Admiral Markets

Srebro – odbicie pozycji długich

Zgodnie z ostatnim scenariuszem na rynku srebra zarządzający powiększyli swoją pozycje długą i zredukowali krótką. W poprzednim tygodniu ilość kontraktów po długiej stronie rynku wśród badanej grupy wzrosła o 5 821, natomiast pozycja krótka została pomniejszona o 17 169 pozycji.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: cmegroup

Jeszcze tydzień temu mieliśmy do czynienia z większą ilością krótkich pozycji na rynku kontraktów terminowych niż długich, z tego powodu zarządzający posiadają relatywnie mało pozycji długich względem krótkich. Dlatego większe prawdopodobieństwo leży po stronie utrzymania trendu wzrostowego niż powrót do średnioterminowej wyprzedaży.

Na wykresie tygodniowym notowania znalazły się na średnioterminowym oporze 17,34 USD za uncję. Jego przebicie będzie zwiastowało kontynuację wzrostów nawet do poziomu 18 USD. Niemniej jednak po czterotygodniowym rajdzie wzrostowym korekta byłaby jak najbardziej uzasadniona.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowyŹródło: AdmiralMarkets

Ronson przekazał klientom rekordową liczbę mieszkań

  • W IV kwartale 2017 r. Ronson Development przekazał klientom klucze do 340 lokali, czyli o 25% więcej niż w analogicznym okresie 2016 r. To najlepszy kwartalny wynik w historii Spółki. W całym ubiegłym roku Ronson wydał nabywcom 832 lokale, czyli o 7% więcej niż rok wcześniej.
  • W minionym roku Spółka zrealizowała zakładany cel sprzedaży ponad 800 mieszkań. Ostatecznie Ronson znalazł nabywców na 815 lokali (z czego 170 w IV kwartale), co jest wynikiem zbliżonym do osiągniętego w 2016 r., kiedy sprzedaż sięgnęła 821 lokali.

– 340 lokali przekazanych nabywcom w IV kwartale 2017 r. to rekord w historii naszej Spółki, co zawdzięczamy doświadczeniu i zaangażowaniu zespołu z czterech miast. Naszym najlepszym kwartalnym wynikiem było dotychczas 299 przekazanych mieszkań. Na wyniki minionego kwartału składają się przede wszystkim projekty: City Link w Warszawie, gdzie wydaliśmy klientom klucze do 213 lokali, a także Vitalia we Wrocławiu oraz Młody Grunwald w Poznaniu, gdzie przekazaliśmy nabywcom odpowiednio 59 i 43 lokale. W IV kwartale ukończyliśmy także budowę trzeciego etapu osiedla Panoramika w Szczecinie, obejmującego 122 lokale, z czego około 80% już sprzedaliśmy, jednak pozwolenie na użytkowanie otrzymaliśmy tuż przed Nowym Rokiem, w związku z czym przychody z tych lokali rozpoznamy już głównie w wynikach I kwartału 2018 r. – wskazał Nir Netzer, prezes Ronson Development.

W całym 2017 r. Spółka przekazała klientom klucze do 832 lokali, czyli o 7% więcej niż w 2016 r. Tym samym Ronson ustanowił rekord pod względem przekazań także w ujęciu rocznym.

Udział Ronsona we wspomnianych projektach, które będą miały największy wpływ na wyniki finansowe ostatniego kwartału 2017 r., wynosi odpowiednio: 50% w przypadku ukończonych etapów City Link oraz 100% w przypadku Vitalii i Młodego Grunwaldu.

– Pod względem nowo zawieranych umów, w 2017 r. zrealizowaliśmy zakładany cel sprzedaży ponad 800 lokali. Ostatecznie zamknęliśmy rok z 815 sprzedanymi lokalami, z czego w samym IV kwartale znaleźliśmy nabywców na 170 lokali. Ubiegłoroczny wynik jest zatem zbliżony do osiągniętego w 2016 r., gdy sprzedaliśmy 821 lokali, przy czym wówczas w wynikach sprzedaży uwzględnialiśmy także inwestycję Nova Królikarnia, sprzedaną pod koniec 2016 r. grupie Global City Holdings. Pełniąc obecnie funkcję menedżera tego projektu, w 2017 r. sprzedaliśmy w Novej Królikarni 50 lokali. Gdybyśmy uwzględnili tę liczbę w naszych wynikach, na liczniku mielibyśmy łącznie 865 sprzedanych lokali – wskazał Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development.

W ostatnim kwartale 2017 r. największą popularnością wśród nabywców cieszyły się warszawskie projekty: City Link (łącznie 46 sprzedanych lokali, w tym 28 w czwartym etapie, w którym Ronson ma 100-proc. udział) oraz Miasto Moje (41 sprzedanych mieszkań), a także wrocławska Vitalia (27) i szczecińska Panoramika (21).

W ofercie sprzedaży na koniec 2017 r. znajdowało się ponad 800 lokali.

Ronson Development – sprzedaż i przekazania lokali

ronson 2
1) Dane za 2017 r. nie obejmują sprzedaży lokali w ramach projektu Nova Królikarnia, który został sprzedany pod koniec 2016 r. Ronson obecnie pełni rolę menedżera tego projektu.

Liczba lokali przekazanych klientom w latach 2013-2017ronson

Milenialsi finansują swoje firmy głównie z własnych oszczędności. Nie omijają jednak wsparcia z instytucji finansowych i UE

Najczęściej wybieranym przez milenialsów źródłem środków finansowych na założenie firmy były własne oszczędności – tak wskazała ponad połowa przedsiębiorczych „Igreków” (52 proc.). Co ciekawe, wśród najmłodszych szefów do 24 r.ż. ten odsetek wyniósł aż 94 proc. 4 na 10 milenialsów wzięło w tym celu pożyczkę z banku, a co czwarty zapożyczył się u rodziny lub znajomych – wynika z raportu EFL „Milenialsi w MŚP. Pod lupą”. W tym kontekście słabo prezentuje się publiczne wsparcie finansowe – tylko co dziesiąty milenials skorzystał z dotacji z Urzędu Pracy lub rządowego dofinansowania na rozpoczęcie działalności gospodarczej.

– Gdybyśmy kilkanaście lat temu zapytali studentów lub wchodzących na rynek pracy absolwentów, kto z nich myśli o założeniu własnej firmy, z pewnością zobaczylibyśmy zaledwie kilka podniesionych rąk. Dziś mamy do czynienia z zupełnie odwrotną sytuacją – zdecydowana większość młodych osób marzy o swoim biznesie. Na tak diametralną zmianę postaw ma wpływ, poza zmianą pokoleniową, rozwój społeczno-gospodarczy naszego kraju. Pomysł na firmę to jedno, ale w zdecydowanej większości przypadków, konieczne są jeszcze środki do jego sfinansowania. Od kilku lat młode osoby mogą liczyć na wsparcie ze strony instytucji finansowych, zarówno banków, firm leasingowych jak i ubezpieczycieli. Z myślą o najmłodszych przedsiębiorcach przygotowywane są specjalne oferty, dzięki którym założenie i prowadzenie działalności jest dużo łatwiejsze. Ponadto, na wyciągnięcie ręki są fundusze publiczne, m.in. w Urzędach Pracy, środki unijne czy wsparcie Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości – mówi Radosław Woźniak, wiceprezes EFL S.A.

Założenie firmy było przez większość przedsiębiorców z pokolenia Y finansowane z własnych oszczędności – twierdzi tak 52 proc. respondentów. Relatywnie często jako źródło finansowania wskazywano również pożyczkę z banku – 41 proc. oraz pożyczkę od rodziny lub przyjaciół – 29 proc. Najrzadziej milenialsi korzystają z finansowania społecznościowego oraz funduszy typu seed capital, venture capital – każda z tych odpowiedzi nie uzyskała nawet 1 proc. wskazań.

Milenialsi chętniej sięgają po zewnętrzne finansowanie niż starsi przedsiębiorcy

Jeśli przyjmiemy, że założenie firmy jest inwestycją (bo wymaga w najtańszej opcji w przypadku usług zakupu komputera z oprogramowaniem oraz kopiarki ze skanerem, a w przypadku produkcji także maszyn i urządzeń), warto porównać te wyniki z odpowiedziami o źródło finansowania inwestycji przez przedsiębiorców z sektora MŚP. Z tego porównania wynika, że milenialsi są bardziej świadomi możliwości uzyskania zewnętrznego finansowania niż przedsiębiorcy z sektora MŚP ogółem. Z własnych oszczędności skorzystało nieco ponad 50 proc. „igreków”, podczas gdy generalnie 80 proc. MŚP inwestuje ze swoich pieniędzy (raport EFL z 2016 roku „Inwestycje w MŚP. Pod Lupą”). W pokoleniu Y przynajmniej o około 10 p.p. przedsiębiorców więcej sięgnęło po kredyt bankowy. Znajomość i korzystanie z leasingu są w obu grupach zbliżone. Zdecydowanie na korzyść milenialsów wypada stopień rozpoznania możliwości, jakie dają środki z programów UE. Otrzymało je ponad 16 proc. z nich, podczas gdy w grupie inwestujących MŚP ten odsetek jest 10-ktonie niższy (1,6 proc.).

Grupa milenialsów wewnętrznie zróżnicowana

Biorąc pod uwagę wiek przedsiębiorczego milenialsa, w każdej z badanych grup najczęściej przywoływanym źródłem środków na założenie firmy były „własne oszczędności”. Warto jednak zwrócić uwagę, że w grupie respondentów do 24 lat odsetek wskazań był najwyższy i wyniósł aż 94 proc. W grupie starszych „Igreków”, powyżej 31 lat, z własnych środków skorzystało „tylko” 46 proc. zapytanych. Dużą różnicę wskazań widać również w odniesieniu do „pożyczki z banku”, na którą zdecydowało się 56 proc. najmłodszych badanych milenialsów, najstarszych zaś jedna czwarta. Najmłodsi milenialsi natomiast rzadziej niż starsi koledzy korzystali z leasingu.

Najbardziej wiarygodna jest rodzina

Najczęściej wskazywanym źródłem informacji na temat możliwości finansowania są rodzina i znajomi – 41 proc. oraz przedstawiciele instytucji finansowych – 32 proc., co wskazuje na wciąż ogromną siłę marketingu szeptanego, a także nawiązania i utrzymywania bezpośrednich kontaktów pracownika instytucji finansowej z klientem. Co czwarty milenials uzyskał informacje z reklam, a co piąty z programów lub artykułów poradnikowych.

Biorąc pod uwagę wiek milenialsa, przedstawiciele najmłodszej grupy w zdecydowanej większości deklarują korzystanie z różnych form i źródeł informacji na temat ofert instytucji finansowych. Wyjątkiem są „reklamy w telewizji, radiu, prasie, internecie i bilbordów”, na które wskazało jedynie 13 proc. osób do 24. roku życia, podczas gdy w grupie osób od 25 do 30 lat ten odsetek wyniósł 34 proc., a wśród przedsiębiorców powyżej 31 lat – 25 proc.

Wśród czynników zachęcających do korzystania z usług instytucji finansowej oferującej wsparcie dla MŚP, milenialsi najczęściej wskazywali na konkurencyjne warunki, np. niskie oprocentowanie – 55 proc., wiarygodność instytucji oraz kompleksowe doradztwo – po 54 proc. Relatywnie najmniej istotne okazały się dostępność lokalizacyjna placówki instytucji i reklama – po 44 proc. wskazań.

Siódmy raz pod lupą

Raport „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” jest siódmym z kolei opracowaniem z serii „Pod lupą”. Pierwszy charakteryzował kondycję mikro-, małych i średnich firm w Polsce („MŚP pod lupą”, 2011), drugi poświęcony był sytuacji gospodarstw rolnych w Polsce („Agro pod lupą”, 2012). Trzecie opracowanie analizowało finansowe aspekty prowadzenia działalności transportowej w Polsce („Transport pod lupą”, 2013), czwarte – wsparcie młodych na rynku pracy („Młodzi na rynku pracy. Pod lupą”, 2014), piąte – innowacje („Innowacje w MŚP. Pod lupą”, 2015). Natomiast ubiegłoroczny, szósty, przedstawiał inwestycje prowadzone przez MŚP w Polsce („Inwestycje w MŚP. Pod lupą”, 2016).

Raport, oparty m.in. na badaniach firm, w szerszym kontekście odpowiada na pytanie o specyfikę milenialsów jako przedsiębiorców z obszaru MŚP, także w zestawieniu z obrazem poprzedniego pokolenia X. Opiera się na badaniach zleconych przez EFL S.A. niezależnemu podmiotowi (Ecorys Polska), rozbudowanych o kontekst społeczno-ekonomiczny i psychologiczno-społeczny dotyczący procesów związanych ze zmianą pokoleniową w polskiej gospodarce.

Pokolenie Y, czyli milenialsów, określają ramy czasowe, w których się urodzili. Są to lata 1980-2000.

Metodologia badania:

Badanie „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” zostało zrealizowane przez Ecorys Polska na zlecenie EFL S.A. na reprezentatywnej grupie 500 firm z sektora MŚP prowadzonych przez milenialsów, dobranych w sposób losowo-kwotowy. Przebadano przedsiębiorców z pokolenia Y ze wszystkich województw z następujących branż: budownictwo, handel, hotele i gastronomia, ICT, produkcja, rolnictwo i przetwórstwo, transport, usługi. 40 proc. stanowili mikroprzedsiębiorcy zatrudniający do 9 osób, tyle samo mali przedsiębiorcy zatrudniający do 49 osób, a 20 proc. średni przedsiębiorcy z maksimum 249 osobami na pokładzie.

Ogólnopolska próba uwzględnia zróżnicowanie ze względu na zatrudnienie, działalność i liczbę firm przypadających na województwo. Respondentami były osoby decyzyjne, odpowiedzialne za rozwój firmy (właściciel, wspólnik, prezes, dyrektor zarządzający, dyrektor finansowy, dyrektor ds. rozwoju, szef działu B+R, specjalista ds. inwestycji lub inne z wskazane jako odpowiedzialne za rozwój). Badanie wykonano metodą ilościową, techniką CATI (wywiad telefoniczny) w lipcu i sierpniu 2017 roku.

Nowy rok, nowy rząd

Głośno zapowiadane zmiany w gabinecie Mateusza Morawieckiego to kwestia nie dni, lecz godzin – tak przynajmniej wynika z wypowiedzi Adama Bielana, wicemarszałka Senatu. Biorąc pod uwagę planowaną delegację polskiego premiera do Brukseli spodziewamy się, że finalny efekt przetasowań zostanie jednak opublikowany tuż przed wtorkowym wylotem. W naszej ocenie złoty nie znajdzie się pod presją intensyfikacji ryzyka politycznego, bowiem pierwsze przecieki wskazują na szereg kosmetycznych zabiegów. Niewątpliwie ich celem będzie bardziej efektywne sprawowanie władzy nad resortami finansów i gospodarki.

Potencjalne odchylenia od prowadzonej strategii politycznej nie wchodzą w grę. W dalszej mierze spodziewamy się utrzymania wysokiej dyscypliny fiskalnej pomimo szeroko zakrojonych programów socjalnych. Obecnie występujące przesłanki polityczne nie skłaniają nas do rewizji prognoz dotyczących deficytu budżetowego, którego relacja do PKB powinna uplasować się w 2018 roku na poziomie -2,1 proc. po -1,7 proc. odnotowanych za minione dwanaście miesięcy.

Polityczne przetasowania zawędrowały również do państw Europy Zachodniej. Szczególną uwagę zwracają świeże deklaracje brytyjskiej premier Theresy May, która w obliczu następnej fazy negocjacji w sprawie BREXIT-u decyduje się na powołanie nowej rady ministrów. Tendencje obserwowalne w wyspiarskiej polityce skutecznie minimalizują szansę odstępstw od obecnej osi priorytetowej, co podbija prawdopodobieństwo utrzymania status quo w nadchodzących miesiącach. Gwarantem wypracowanej stabilności pozostaje między innymi perspektywa pozostawienia Borisa Johnsona na stanowisku ministra spraw zagranicznych czy Davida Davisa jako osoby odpowiedzialnej za szeroko rozumianą procedurę wyjścia. O swoją pozycję mogą być również spokojni sprawujący obowiązki Kanclerza Skarbu Philip Hammond oraz Amber Rudd odpowiedzialna za ramy polityki wewnętrznej. W przypadku wymiany filarów BREXIT-u należy się spodziewać przeceny funta szterlinga, który w drugiej fazie rozmów znajduje oparcie w minimalizacji ryzyka związanego z niemożnością wypracowania konsensusu.

Nadzieję na polityczną stabilność największego gracza w Eurolandzie podbudowują ostatnie rozmowy optymistycznie nastawionej Angeli Merkel z członkami partii SPD, którzy wyrażają gotowość do ponownego zawiązania „Wielkiej Koalicji”. Perspektywa utrzymania ciągłości wyraźnie niweluje szansę rozpisania nowych wyborów, a co za tym idzie wyższego poparcia eurosceptycznej Alternatywy dla Niemiec i gwałtownej przeceny euro. Naszym zdaniem wcześniejsze zabiegi partii Martina Schulza powinny być wyłącznie traktowane jako próba uzyskania możliwie jak największej siły przebicia przy stosunkowo niskim poparciu ze strony narodu – tym bardziej, że socjaldemokraci mają za sobą najgorsze wybory od przeszło 84 lat. Formalny powrót „Wielkiej Koalicji” nie powinien być traktowany jako szansa na wyższą wycenę euro, lecz przede wszystkim jako impuls dla spółek notowanych na giełdzie we Frankfurcie. Obecnie największymi beneficjentami dawnego porozumienia mogą zostać energetyczni giganci, którzy w pierwszych miesiącach znaleźli się pod presją proekologicznych postulatów Zielonych.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Czy bitcoin odzyskuje siły?

Bitcoin znowu rośnie. W nocy z soboty na niedzielę wartość tej kryptowaluty wzrosła do powyżej 17,2 tys. USD. Był to najwyższy poziom od 20 grudnia, kiedy bitcoin znajdował się w trendzie spadkowym po wcześniejszym sięgnięciu rekordowych niemal 20 tys. USD. W niedzielę jednak wirtualna waluta nieco straciła na wartości i w poniedziałek rano kosztuje 16 tys. USD. To i tak niemal 7% więcej niż w piątek rano. Jednocześnie oznacza to wzrost od początku roku o ponad 14%. Dla przypomnienia: przez cały 2017 rok bitcoin zyskał na wartości aż 1400%.  

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,17%), brytyjskiego funta (+0,16%), dolara kanadyjskiego (+0,05%), dolara australijskiego (+0,4%) oraz japońskiego jena (+0,2%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,2, GBP/USD – 1,354, USD/CAD – 1,241, AUD/USD – 0,784 i USD/JPY – 113,2. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,05%) i kurs EUR/JPY wynosi 136, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,886. Po wcześniejszym kilkudniowym umocnieniu złotówka traci do głównych walut światowych. W poniedziałek rano dolar kosztuje poniżej 3,46 zł, euro – ponad 4,15 zł, funt – ponad 4,68 zł, a frank szwajcarski – 3,54 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach kolejną sesję zdecydowana przewaga koloru zielonego. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,37%, frankfurcki indeks DAX – o 1,15%, a paryski indeks CAC 40 – o 1,05%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,7%, meksykański indeks Bolsa – 0,29%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,54%. W poniedziałek w Azji indeks Shanghai Composite podniósł się o 0,52%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,15%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 67,62 USD (-0,67%), a ropy WTI – 61,44 USD (-0,93%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 70 USD. Po wcześniejszych wzrostach lekko spadają także ceny złota. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1318 USD. To 1 USD mniej (-0,08%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – Zamówienia w przemyśle (m/m), listopad -0,4% (prognoza 0,8%)
  • 9:00 – Czechy – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 8,5% (prognoza 5,9%)
  • 9:00 – Węgry – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 3,4% (prognoza 6,75%)
  • 9:00 – Słowacja – Sprzedaż detaliczna (r/r), listopad – 6%
  • 9:00 – Węgry – Sprzedaż detaliczna (r/r), listopad – 6,4%
  • 9:00 – Czechy – Bilans handlu zagranicznego, listopad – 11,7 mld CZK (prognoza 5,8 mld CZK)
  • 9:15 – Szwajcaria – Inflacja CPI (r/r), grudzień – 0,8% (prognoza 0,8%)
  • 11:00 – Strefa euro – Sprzedaż detaliczna (r/r), listopad (prognoza 2,2%)
  • 11:00 – Strefa euro – Koniunktura gospodarcza, grudzień
  • 18:40 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Atlanty
  • 19:35 – USA – Wystąpienie szefa Fed z San Francisco
  • 22:25 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Bostonu

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

W kolejnych dniach tygodnia złoty powinien utrzymywać okolice obecnych poziomów

W pierwszym tygodniu 2018 roku złoty kontynuował umocnienie, w czwartek z kursem EURPLN schodząc do blisko 4,14 zaś cały tydzień kończąc lekko wyżej, w okolicach 4,155. Nadal głównym motorem napędzającym wzrosty naszej waluty pozostaje słaby dolar amerykański. Ten bowiem nie może się podźwignąć i to pomimo czterech od kryzysu finansowego w 2008 roku podwyżek stóp procentowych, a co jeszcze bardziej istotne przegłosowaniu cięć podatkowych przez Kongres USA, które stanowić będą impuls wydatkowy w gospodarce amerykańskiej i mogą pozwolić nowemu prezesowi banku centralnego na kontynuację normalizacji polityki monetarnej Fedu. Nawet mocne dane przemysłowe (wg IP ISM i zamówień w przemyśle pod koniec zeszłego roku amerykańska gospodarka utrzymała solidne tempo rozwoju), czy jastrzębich minutes (w styczniu Fed nie dał rynkowi podstaw, aby zaczął wątpić w prognozę trzech podwyżek stóp procentowych w tym roku) nie były w stanie długotrwale zmienić nastawienia inwestorów do dolara. Najprawdopodobniej rynek czekając na mocniejszy impuls premiuje euro za wzrost gospodarczy i możliwy szybszy zwrot w polityce EBC. Słabość amerykańskiego dolara wspiera wyceny walut powiązanych z EM. Umacnia się więc złoty, który od początku roku wobec USD zyskał już blisko 1,25%.

Obok czynników globalnych w ostatnich dniach złotemu wsparcie dała też publikacja indeksu PMI dla polskiego przemysłu. Grudniowy wskaźnik wzrósł do poziomu 55 osiągając tym samym wynik najwyższy od lutego 2015 roku. W ocenie ekonomistów na silny skok indeksu PMI wpłynęło najwyższe od roku tempo wzrostu bieżącej produkcji odzwierciedlające zarówno wysoki napływ nowych zamówień, jak i wciąż duże zaległości produkcyjne. Po stronie samych zamówień uwagę zwracało zaś wyraźne wzmocnienie popytu krajowego, co spowodowało, że po raz pierwszy od kilku miesięcy zamówienia krajowe przewyższyły zamówienia eksportowe. Po wyhamowaniu w listopadzie, grudzień przyniósł też ponowne wzmocnienie wzrostowego trendu zatrudnienia. Tym samym grudniowy PMI wspiera oczekiwania na kontynuację silnego wzrostu PKB w Polsce w czwartym kwartale 2017 roku i zapowiada utrzymanie bardzo dobrej koniunktury w gospodarce na początku 2018 roku.

Można więc oczekiwać, że dopóki dolar nie powróci do łask inwestorów trudno będzie wyraźnie przecenić złotego. Tymczasem, w piątek w oczekiwaniu na rządowy raport z rynku pracy kurs EURUSD stabilizował się w okolicach 1,205. Dużo słabsze od prognozowanych dane (wg NFP w grudniu przybyło 148 tys. nowych miejsc pracy w sektorach poza rolnictwem, podczas gdy rynek zakładał o 42 tys. więcej) ponownie osłabiły dolara. Chwilowo kurs EURUSD powrócił w okolice oporu na 1,2085. Trzeba jednak zauważyć, że zarówno stopa bezrobocia (4,1%) jak i średnie wynagrodzenie (0,3% m/m i 2,5% r/r) pokazały zgodne z oczekiwaniami ekonomistów poziomy. Przypuszczalnie winę za słaby odczyt ponosić mogą więc srogie warunki pogodowe w USA, jakie miały miejsce już w grudniu i utrzymują się do dzisiaj. Słabszy przyrost zatrudnienia wynikał bowiem m.in. ze spadku zatrudnienia w handlu detalicznym.

Wyprzedaż dolara szybko więc została zahamowana i pod koniec piątkowej sesji europejskiej kurs EURUSD notowany był w okolicach 1,2035 a dzisiaj rano zszedł poniżej 1,202. Z tych samych względów jedynie kosmetycznym umocnieniem na amerykański raport NFP zareagował złoty, dane nadal bowiem wspierają kolejne podwyżki stóp w USA. W poniedziałek rano kurs EURPLN notowany jest w okolicach zamknięcia piątkowej sesji przy 4,155. W kolejnych dniach tygodnia złoty powinien utrzymywać okolice obecnych poziomów.W kolejnych dniach tygodnia złoty powinien utrzymywać okolice obecnych poziomówAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Dobry początek roku dla polskich aktywów

Początek roku na polskim rynku dłużnym stoi pod znakiem umocnienia obligacji. Cała krzywa dochodowości przesunęła się w dół o 5 do 10pb na co wpływ miały czynniki lokalne, wśród których na główny plan wysunęły się publikacje danych o inflacji oraz pierwszy w tym roku przetarg obligacji Ministerstwa Finansów.

Szybki szacunek GUS inflacji za grudzień pokazał jej spadek do 2% r/r, zdecydowanie poniżej poziomu notowanego w listopadzie, kiedy to został osiągnięty 2,5% cel NBP. Spadek inflacji był oczekiwany z tytułu efektów wysokiej bazy, jednak może stać się jednym z argumentów dla członków RPP za utrzymaniem stóp procentowych bez zmian. Podczas zaczynającego się we wtorek dwudniowego spotkania Rady nie powinno dojść do zmiany retoryki prezentowanej przez bank centralny, gdzie zakładany jest brak zmian stóp procentowych nawet do końca przyszłego roku. Obecne notowania kontraktów FRA wskazują, że w bieżącym roku powinno dojść do jednej podwyżki stóp procentowych, która powinna zostać dokonana w czwartym kwartale. Brak perspektyw na szybką zmianę retoryki RPP oraz niższa inflacja na początku 2018 roku mogą przyczyniać się do stabilizacji notowań polskiej krzywej dochodowości na niższych poziomach na początku tego roku. Oczekujemy, że do odbicia rentowności dochodzić będzie w drugiej połowie tego kwartału.

Oprócz danych o inflacji powodem stojącym za spadkami rentowności papierów skarbowych w zeszłym tygodniu była silna aukcja obligacji Ministerstwa Finansów. Sprzedane zostały instrumenty za 5 mld PLN (na przetargu uzupełniającym uplasowano kolejny 1 mld PLN), na które inwestorzy zgłosili oferty na blisko 11,5 mld PLN. Tak wysoki popyt sprzyjał wysokim wycenom na aukcji, a także kierował wzrostem cen na rynku wtórnym. Mocny popyt na początku roku wskazuje, że pomimo zdecydowanego wzrostu podaży na aukcjach obligacji w porównaniu z drugą połową zeszłego roku nadal papiery cieszą się zainteresowaniem wśród inwestorów. Jednak podaż może ciążyć notowaniom papierów w dalszej części roku na co wpływ mają wysokie potrzeby pożyczkowe w 2018 roku na poziomie 181,7 mld PLN, które są zdecydowanie wyższe zarówno od pierwotnie zakładanych na 2017 rok 168,7 mld PLN (według ustawy budżetowej na dzień 31 grudnia 2016) czy też wobec przewidywanego wykonania na poziomie 144,8 (według projekt ustawy budżetowej). Obecnie sfinansowanych zostało już 32% tegorocznych potrzeb pożyczkowych na co składa się również prefinansowanie rozpoczęte w zeszłym roku, które wyniosło 27%.

Na zagranicznych rynkach stopy procentowej notowania są relatywnie stabilne na początku tego roku, dzięki czemu spread polskich papierów 10-letnich nad niemieckimi spadł poniżej 280pb a nad amerykańskimi poniżej 77pb. W piątek głównym wydarzeniem była publikacja grudniowego raportu z rynku pracy w USA. Pomimo spowolnienia wzrostu zatrudnienia w grudniu do 148 tys. (konsensus: 190 tys.) z 252 tys. w listopadzie (rewizja z 228 tys.), spadek rentowności amerykańskich obligacji był jednie krótkotrwały. Rynek pracy w USA jest wciąż mocny, stopa bezrobocia utrzymuje się na poziomie 4,1% (a według oczekiwań Fed może spaść poniżej 4%), natomiast wynagrodzenia rosną w tempie 2,5% r/r (wobec 2,4% w listopadzie), co nie powinno stanowić przeszkody dla Fedu przy kontynuacji podwyżek stóp procentowych.  Dobry początek roku dla polskich aktywówAutor: Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski

Zatory przy wydawaniu pozwoleń. Urzędy pracy nieprzygotowane na zmiany w zatrudnianiu cudzoziemców

Nowe przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców obowiązują od 1 stycznia 2018 roku. Urzędy pracy okazały się jednak nieprzygotowane do wdrożenia nowych zasad. Główne trudności wynikają m.in. z wydłużenia procedury weryfikacji oświadczeń, zwiększonej liczby załączników do wniosku i wymogu obecności cudzoziemca w Polsce do zarejestrowania dokumentu. Eksperci Personnel Service wskazują, że obecnie każdego dnia rejestrowanych jest nawet 10-krotnie mniej oświadczeń niż w 2017 roku.

– Nowe przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców to efekt uchwalonej 20 lipca 2017 roku ustawy. Urzędy pracy miały tylko kilka miesięcy na przygotowanie się do zmian, z których najważniejsze to m.in. wprowadzona nowa kategoria zezwolenia na pracę sezonową czy opłata za rejestrację oświadczenia. Te zmiany w teorii miały porządkować proces zatrudniania cudzoziemców i pozwalać na lepszą kontrolę oświadczeń i z pewnością w dłuższym horyzoncie czasowym tak będzie. Jednak w praktyce na razie mamy do czynienia z chaosem. Proces uległ znacznemu wydłużeniu, formalności stały się bardziej uciążliwe, przez co sporo oświadczeń złożonych w pierwszych dniach roku nadal czeka na zatwierdzenie. Co istotne, wystarczy, że taki stan rzeczy utrzyma się przez dwa miesiące, a spowoduje to duże komplikacje dla polskiej gospodarki – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Odpowiedzialność urzędnika wydłuża proces

Do tej pory to na pracodawcy spoczywała odpowiedzialność za prawidłowość danych wpisywanych w oświadczeniu o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi. Urzędnik jedynie przyjmował wniosek i sprawdzał, czy okres na jaki chce się zatrudnić pracownika ze Wschodu nie przekracza 180 dni (czyli sześciu miesięcy). Od 1 stycznia to się zmieniło – urzędnicy ponoszą odpowiedzialność za prawidłowość danych wpisywanych w oświadczeniach, czego konsekwencją jest wydłużenie procesu weryfikacji jednego dokumentu z kilku do kilkunastu minut.

Z wstępnych szacunków Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w 2017 roku zostało wydanych 1,8 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom. To oznacza, że każdego dnia roboczego rejestrowano nawet 7 200 oświadczeń w całej Polsce. W tym momencie wydawanych jest 10-ktornie mniej dokumentów tego typu dziennie.

Lawina załączników

Jedna strona oświadczenia dla urzędu pracy i jedna strona oświadczenia dla pracodawcy – tylko tyle dokumentów było potrzebnych w 2017 roku. Nowe przepisy spowodowały, że minimalna liczba stron, które trzeba dostarczyć do urzędu pracy wynosi aż osiem. Do wymaganych dokumentów należą m.in. gotowe oświadczenie, potwierdzenie zapłaty w wysokości 30 zł za rejestrację oświadczenia (dołączane pojedynczo do każdego kompletu) czy kserokopia paszportu cudzoziemca z wszystkimi ostemplowanymi stronami. Dodatkowo, w razie jakiegoś błędu w dokumentacji, termin rejestracji oświadczenia wydłuża się do 30 dni.

Warto też pamiętać, że wszystkie te dokumenty będą musiały zostać wydrukowane, a następnie składowane przez urzędy pracy.

Cudzoziemiec potrzeby do rejestracji

Cudzoziemcy z sześciu krajów, których dotyczy uproszczona procedura zatrudniania (Białoruś, Rosja, Ukraina, Mołdawia, Gruzja, Armenia) nie musieli do tej pory przebywać w Polsce, żeby pracodawca mógł zarejestrować oświadczenie o zamiarze powierzenia im pracy. Teraz się to zmieniło. Osoba posiadająca paszport biometryczny lub wizę musi być na terenie Polski, żeby oświadczenie o zamiarze jej zatrudnienia można było zarejestrować. A to oznacza, że przez około 7 dni cudzoziemiec musi przebywać w Polsce bez możliwości podjęcia pracy.

Z danych otrzymanych z wybranych urzędów pracy wynika również, że problem pojawi się w  momencie, gdy pracownik przebywający na Ukrainie będzie chciał zmienić pracodawcę. Do tej pory liczył się sam fakt posiadania oświadczenia. Teraz osoba, która posiada dokument od jednego pracodawcy, nie może z niego skorzystać i przyjechać do Polski pracować dla kogoś innego. W tym celu musi pojawić się w Polsce i zarejestrować dokument u nowego pracodawcy. To kolejna administracyjna trudność – mówi Krzysztof Inglot.

Lepsza kontrola oświadczeń

Od początku roku, pracodawca musi poinformować urząd pracy w ciągu 7 dni o tym, że dana osoba nie podjęła pracy, mimo że zostało zarejestrowane oświadczenie, lub najpóźniej w dniu podjęcia pracy o jej zatrudnieniu. To dodatkowy krok administracyjny, który będzie problemem zwłaszcza dla dużych pracodawców, którzy np. zatrudniają nawet kilkaset osób tygodniowo.

Krzysztof Inglot zwraca jednak uwagę na porządkujący charakter tej zmiany. – W 2017 roku mogliśmy podawać tak naprawdę tylko szacunki dotyczące liczby pracujących u nas Ukraińców. Zdarzało się bowiem tak, że na jedną osobę rejestrowano kilka oświadczeń, ktoś mógł też nie podjąć pracy w miejscu, w którym powinien. Nowe przepisy powinny to zmienić. Poznamy nie tylko  liczbę przyjeżdżających do nas pracowników ze Wschodu, ale też branże, w jakich najchętniej podejmują pracę – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Devire ogłasza wyniki za 2017 rok

Firma rekrutacyjna Devire, która w 2017 roku przeszła zmiany strukturalne oraz rebranding, zwiększyła marżę ze sprzedaży o 85 proc. Całkowite obroty w Polsce wzrosły o 40 procent. Zysk (EBITDA) w 2017 roku był o 8 proc. wyższy aniżeli rok wcześniej. W 2017 roku na czele Devire stanął Michał Młynarczyk, wcześniej Dyrektor Zarządzający na Europę Środkową i Wschodnią w HAYS. Pod jego skrzydłami firma zwiększyła zatrudnienie o 42 proc. i zaczęła działać w modelu zbliżonym do turkusowej organizacji. 

W 2017 r. Devire zanotowało przychód w Polsce na poziomie 36 mln zł, co daje 40 proc. wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. – Rok 2017 był przełomowy dla całej organizacji. Zmieniliśmy strukturę i filozofię działania stawiając na nowe specjalizacje i technologie rekrutacyjne co zaowocowało dynamicznym rozwojem. Wygraliśmy wiele przetargów, także publicznych, oraz zanotowaliśmy wzrosty we wszystkich kluczowych obszarach. Marża netto ze sprzedaży wzrosła o 85 proc. i w 2017 roku wyniosła blisko 11 mln zł, a zysk był wyższy o 8 proc. i ukształtował się na poziomie blisko 1 mln zł – mówi Michał Młynarczyk, Dyrektor Zarządzający Devire.

Siła w zespole

W ubiegłym roku firma zwiększyła zatrudnienie o 42 proc. Pod koniec 2017 roku zatrudniała blisko 100 Konsultantów. Posiadała również ponad 450 zewnętrznych pracowników biurowych oddelegowanych do klientów, realizujących między innymi projekty IT w modelu IT Contracting. W 2017 roku Devire uruchomiło nowe dywizje rekrutacyjne (m.in. Construction & Property, Life Sciences, Multilingual Business Services, Accountancy & Finance) oraz wzmocniło działy odpowiedzialne za Outsourcing czy usługi Employer Brandingu. W 2017 roku do agencji dołączył m.in. Mikołaj Makowski, który objął stanowisko Wiceprezesa Zarządu i Dyrektora Outsorcingu, Izabela Kazimierska, odpowiedzialna za rozwój współpracy oraz budowę partnerstw strategicznych z Klientami z sektora SSC/BPO,  Mateusz Wójtowisz, Executive Manager Sales & Marketing, który rozwijał portfolio firmy m.in. w obszarze Employer Brandingu oraz Bartłomiej Rozmus, Executive Manager Construction & Property i Katarzyna Wierzbicka, Executive Manager Life Sciences. – W 2017 roku zaczęliśmy działać w modelu czepiącym z założeń  turkusowej organizacji. Sukces Devire to sukces wszystkich pracowników. Rok zamknęliśmy liczbą 455 rekrutacji stałych na stanowiska managerskie i wyższego szczebla oraz 357 kontraktów. Cały zespół wykonał świetną pracę – podsumowuje Michał Młynarczyk.

Cały rynek rośnie

Rekordy bije cały rynek rekrutacyjny. Z danych Polskiego Forum HR (PFHR) w 3 kwartale 2017 roku wartość usług rekrutacji stałych w firmach zrzeszonych w PFHR wyniosła 39 mln zł[1], czyli o 20 proc. więcej niż w analogicznym okresie, rok wcześniej. Można jednak zaobserwować lekkie spowolnienie jeśli chodzi o rekrutacje tymczasowe. Wynika to ze spadku ilości pracowników tymczasowych w porównaniu do poprzedniego roku średnio o kilka tysięcy w kwartale. Ten spadek ilości pracowników jest nieco skompensowany przez wzrost wartości wynagrodzeń wśród pracowników tymczasowych. – Podsumowując rok 2017, ze względu na rekordowo niskie bezrobocie rynek rekrutacyjny rozwinął się bardzo dynamicznie. Coraz więcej firm ma trudności z pozyskaniem kandydatów do pracy, więc decyduje się na korzystanie z usług wyspecjalizowanych firm rekrutacyjnych. To właśnie dlatego rośnie również liczba agencji rekrutacyjnych. W 3 kwartale było ich już 8350. To blisko o 400 więcej niż w kwartale poprzednim – podsumowuje Michał Młynarczyk.

[1] Wartość rynku firm zrzeszonych w PFHR, które reprezentują ok. 55 proc. wartości rynku pracy tymczasowej i ok. 30 proc. rynku rekrutacji stałych

DNB: Automatyzacja szansą dla polskiego rynku pracy

Z danych OECD wynika, że pod względem automatyzacji produkcji Polska nie tylko odstaje od najbardziej rozwiniętych gospodarek na świecie, ale również od swoich sąsiadów[1]. Liczba robotów na tysiąc pracowników w naszym kraju wynosi 1,05, podczas gdy w Czechach jest to 3,75, a na Słowacji 3,52. Tymczasem zdaniem ekspertów Banku DNB, automatyzacja produkcji jest szansą dla polskich przedsiębiorstw, nie tylko na zdobycie przewagi konkurencyjnej, ale jest także antidotum na coraz większe problemy z dostępem do siły roboczej. Jej rozpowszechnienie zależy jednak, zarówno od czynników ekonomicznych, jak i społecznych.

DNB i Deloitte zwracali już uwagę na pogłębiający się deficyt siły roboczej w raporcie „Kierunki2016. Polska w pułapce średniego dochodu”. Z badań, które przeprowadzono wśród polskich przedsiębiorców wynikało bowiem, że barierą rozwoju firm staje się nie brak kapitału, ale właśnie niedobór odpowiednio wykwalifikowanych pracowników.

– Jednym z rozwiązań tego narastającego problemu może być automatyzacja procesów i produkcji. Z punktu widzenia polskiej gospodarki większa automatyzacja oznacza większą efektywność gospodarczą. Na ostatecznie tempo wdrażania automatyzacji wpłynie jednak popyt, korzyści związane z wydajnością, zmiany regulacyjne, ale również społeczna akceptacja dla tego typu rozwiązań – mówi Marcin Prusak, Członek Zarządu ds. Bankowości Korporacyjnej w DNB Bank Polska S.A.

Polska z tyłu peletonu

Z najnowszego raportu OECD wynika, że średnia liczba robotów na tysiąc pracowników we wszystkich krajach OECD wynosi 6,23. Na tym tle najbardziej wyróżniają się Niemcy ze wskaźnikiem 14,45, Japonia (27,99) oraz Korea Południowa (25,65). Z krajów naszego regionu, oprócz Czech i Słowacji zadowalającym wskaźnikiem automatyzacji może pochwalić się jeszcze Słowenia z wynikiem 4,86 robotów na tysiąc pracowników. OEDC wyróżnia Czechy, Słowację, Słowenię oraz Węgry jako kraje, w których intensywność robotyzacji wzrosła od 2005 do 2015 roku od trzech do sześciu razy. Jeżeli nawet w ostatnich kilkunastu miesiącach polskie firmy zrobiły duży postęp w zakresie automatyzacji produkcji, to nadal dzieli je dystans nie tylko od liderów, ale też od najbliższych sąsiadów.

Inwestycja w automatyzację

We wszystkich państwach, podobnie jak w Polsce, w automatyzację produkcji inwestują przede wszystkim największe przedsiębiorstwa, w tym duże międzynarodowe koncerny i globalni gracze. Zazwyczaj wynika to z konieczności poniesienia dużych inwestycji. Z badania Deloitte wśród największych globalnych przedsiębiorstw wynika, że ich dotychczasowe koszty z tego tytułu wyniosły średnio 3,5 mln dolarów, a 78 proc. oczekuje zwiększenia nakładów finansowych na ten cel w ciągu kolejnych trzech lat. Natomiast ci, którzy są w fazie pilotażu automatyzacji planują wydać średnio 1,5 mln dolarów[2]. – Dla globalnych graczy takie sumy być może nie są przeszkodą, ale dla polskich firm koszty automatyzacji, nawet biorąc pod uwagę dopłaty unijne, są niewątpliwie sporą barierą w jej wdrażaniu. Jednak bez poczynienia koniecznych inwestycji, trudno mówić o zyskaniu przewagi konkurencyjnej. Automatyzacja wpływa na efektywność, ale też jakość produktów – mówi Marcin Prusak.

Innowacyjność w dużej skali

Problemem jest również niewielki stopień innowacyjności polskiej gospodarki, co przekłada się na trudności we wdrażaniu nowych, bardziej zaawansowanych rozwiązań technologicznych. Należy jednak przyznać, że pod tym względem w ostatnich latach dużo się zmieniło. Udział nakładów wewnętrznych na badania i prace rozwojowe w PKB, osiągnął w 2015 r. 1 proc. wobec 0,94 proc. w 2014 r. i 0,77 proc. w 2011 r. W 2016 roku udział ten wyniósł 0,97 proc. Wciąż jednak zbyt niski jest tak zwany wskaźnik BERD, czyli udział przedsiębiorstw w wydatkach na B+R. Choć i w tym obszarze sytuacja się poprawia. Działalność innowacyjna niestety dotyczy przede wszystkim największych firm. Dane GUS pokazują, że w 2016 roku innowacje procesowe wprowadziło 15,2 proc. przedsiębiorstw przemysłowych. Ponad połowa z nich były to firmy zatrudniające powyżej 250 osób. Wśród tych, które zatrudniają od 10 do 49 pracowników tylko niespełna co dziesiąta firma zainwestowała w innowacyjne rozwiązania, które usprawniły proces produkcji.

Roboty w roli głównej

Najwięcej robotów w skali globalnej wykorzystywanych jest w sektorze wyrobów  gumowych i plastikowych, branży elektronicznej, transportowej i wytwórczej. Z kolei najmniejsze zastosowanie mają   w rolnictwie, górnictwie oraz energetyce. Czynności najbardziej podatne na automatyzację obejmują aktywności fizyczne, a także gromadzenie i przetwarzanie danych. Dlatego w przyszłości automatyzacja najprawdopodobniej najbardziej rozpowszechni się w produkcji, handlu oraz usługach hotelarskich.

Z danych Międzynarodowej Federacji Robotów wynika, że w 2016 roku sprzedaż robotów wzrosła o 16 proc. do 294 312 sztuk, co stanowi nowy rekord. Głównym motorem wzrostu był ponownie, podobnie jak rok wcześniej, przemysł elektryczny i elektroniczny, w których zapotrzebowanie na roboty wzrosło o 41 proc. rok do roku. Z szacunków wynika, że w 2020 roku w użyciu będzie ponad trzy milionów robotów w skali globalnej[3].

Obawa o bezrobocie technologiczne

Rosnąca liczba robotów wykorzystywanych w produkcji rodzi pytanie o zastąpienie pracy ludzi. Zjawisko to nosi miano bezrobocia technologicznego. Z badania Deloitte wynika, że automatyzacja procesów z wykorzystaniem robotów jest w stanie zastąpić pracę aż 20 proc. pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin. Firmy, które mają już doświadczenie w tym zakresie wyrażają opinię, że może być to nawet średnio 52 proc. Z kolei szacunki firmy McKinsey mówią, że podczas gdy mniej niż 5 proc. wszystkich zawodów można zautomatyzować całkowicie, to około 60 proc. wszystkich profesji można zautomatyzować w niemal jednej trzeciej czynności[4]. A to oznacza, że więcej zawodów zmieni się, niż zostanie zautomatyzowanych.

  • [1] OECD Science, Technology and Industry Scoreboard 2017, The digital transformation, 22 Nov. 2017
  • [2] Deloitte, The robots are ready. Are you? Untapped advantage in your digital workforce, Dec. 2017
  • [3] International Federation of Robotics, World Robotics 2017 Edition, Sep. 2017
  • [4] McKinsey Global Institute, Harnessing automation for a future that works, Jan. 2017

Marcin Konieczny o tym, jak zmienia się rynek szkoleń

20 lat temu szkolenia kojarzyły się ludziom z kurso-konferencjami, które były najbardziej atrakcyjne wieczorami, a na drugi dzień dopadał ich kac gigant. Późniejszy trend szkoleniowy przyniósł intensywne szkolenia 2-3 dniowe, dzięki którym uczestnik miał wynieść jak najwięcej. Rola trenerów była istotna i przekazywali oni swoje doświadczenia. Można zauważyć, że ostatnimi czasy nastał trend na doświadczenia praktyczne.

– Te zmiany uświadomiła mi osoba, która podczas prowadzonego przeze mnie szkolenia zapytała „A skąd Pan to wie?”. Chcąc szkolić menedżerów muszę doświadczyć, co to jest stawianie celów, delegowanie, kontrolowanie oraz sankcjonowanie działań – powiedział agencji eNewsroom.pl Marcin Konieczny, partner w firmie „House of Skills” – Największym wyzwaniem firm szkoleniowych jest proces adaptacyjny. Pojawia się pokolenie Millenialsów – którzy mówią wyraźnie, krótkimi formami oraz bardzo praktycznie. Nie chcą siedzieć więcej niż 4 godziny na sali szkoleniowej, bo jest wiele narzędzi do zastosowania po wyjściu z niej – np. aplikacje na smartfona , e-learning oraz inne opcje, dzięki którym będą mogli spojrzeć w skrypt i sprawdzić, jak go użyć w codziennej pracy.

Kolejna podwyżka stóp w regionie?

W tym tygodniu w centrum uwagi:

  • Wydarzeniem tygodnia w kraju będzie posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (wt-śr.). Nie przyniesie ono zmian stóp procentowych zwłaszcza, że (przejściowo) obniżona inflacja jest argumentem dla gołębi, aby nie spieszyć się z podwyżkami. Jak zawsze będziemy bacznie przysłuchiwać się wypowiedziom podczas konferencji prasowej poszukując wskazówek dotyczących przyszłych ruchów Rady, wśród których najistotniejsze będą komentarze członków RPP o najbardziej umiarkowanych poglądach.
  • Podczas gdy NBP utrzymuje neutralne nastawienie rumuński bank centralny prawdopodobnie pójdzie w ślady Banku Czech i może dziś podnieść stopy procentowe o 25 pb (scenariusz alternatywny to podwyżka na posiedzeniu 7 lut.). Jastrzębie głosy wzmocniły się także ostatnio w ramach EBC. Minutes z posiedzenia w grudniu (czw.) najprawdopodobniej potwierdzą, że wg. części jego przedstawicieli program QE powinien zostać zakończony w 2018r.
  • Dane inflacyjne z regionu (Czechy – śr., Węgry – pt.) za grudzień pozostaną prawdopodobnie pod wpływem czynników bazowych, które obniżyły inflację w Polsce. Podobne tendencje (dla cen paliw) powinny być też widoczne w USA (inflacja CPI w pt.).
  • Publikowane w tym tygodniu dane ze strefy euro i Niemiec powinny potwierdzić utrzymanie pozytywnych tendencji w przemyśle i konsumpcji pod koniec 2017.

Przegląd wydarzeń:

Sprzedaż detaliczna w Niemczech wyraźnie przyspieszyła w listopadzie po gorszym odczycie w październiku (4,4% r/r vs -0,9% r/r) potwierdzając solidne fundamenty konsumpcji.

Zgodnie z oczekiwaniami inflacja HICP wyhamowała w grudniu za sprawą czynników bazowych w cenach energii i żywności (1,4% r/r z 1,5% r/r). Inflacja bazowa pozostaje niska (0,9% r/r) wspierając ostrożną politykę EBC.

Wzrost zamówień na dobra trwałe w USA w lis. (dane ostateczne) wspiera oczekiwania co do kontynuacji ożywienia inwestycji w 4q17.zamówienia na dobra trwałe USA

Słabszy odczyt NFP wstrzyma podwyżki stóp

Zatrudnienie w amerykańskim sektorze pozarolniczym wzrosło w grudniu o 148 tys. etatów. Dane za wcześniejsze dwa miesiące zrewidowano łącznie o 9 tys. w dół (za paź. do 211 tys. z 244 tys., a za lis. do 252 tys. z 228 tys.). Dynamika zatrudnienia utrzymała się na dotychczasowym poziomie (1,4% r/r).

Słabszy przyrost zatrudnienia wynikał w szczególności ze: spadku zatrudnienia w handlu detalicznym oraz osłabienia przyrostów w usługach profesjonalnych i biznesowych, edukacji i opiece zdrowotnej. Dane o liczbie osób, które nie pracowały ze względu na złą pogodę nie odbiegają od sezonowego wzorca, co oznacza, że to nie pogoda była przyczyną grudniowego osłabienia. Załamanie pogody na południowym wschodzie USA (m.in. pierwszy od 30 lat śnieg na Florydzie) może być natomiast istotnym czynnikiem obniżającym styczniowy odczyt NFP.

Stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie 4,1% trzeci miesiąc z rzędu przy stabilnej stopie aktywności zawodowej (62,7%). Stopa bezrobocia U6 (sa) nieznacznie wzrosła do 8,1%. Spadł odsetek długoterminowo bezrobotnych.

Tempo wzrostu płac wzrosło do 2,5% r/r z 2,4% r/r w listopadzie (po rewizji z 2,5% r/r). Pocieszeniem dla FOMC pozostaje przyspieszenie miesięcznej dynamiki płac (0,3% m/m vs 0,1% m/m w lis.) do trzeciego najwyższego tempa od 1,5 roku. Zakładając, że kolejny miesiąc przyniósłby osłabienie przyrostu (a być może spadek) zatrudnienia w niskopłatnych usługach gastronomicznych, styczeń może przynieść dalszy wzrost dynamiki płac oraz wzmocnić ich krótkoterminowy trend potęgując oczekiwania na podwyżkę stóp.

Dane wspierają obecną (ostrożną) retorykę FOMC, którego członkowie (wg dot plots`ów) zamierzają podnieść stopy o 75pb w 2018 r. Grudniowy odczyt NFP znajduje się na poziomie pozwalającym utrzymać stabilną stopę bezrobocia. Z uwagi na trwające bardzo silne mrozy i anomalie pogodowe w USA styczniowy odczyt może przynieść dalsze osłabienie przyrostu zatrudnienia, co wpisuje się w nasz scenariusz bazowy przewidujący wstrzymanie się FOMC (z nowym przewodniczącym, J. Powellem) od podwyżek stóp do połowy roku i ich wznowienie począwszy od czerwca (zakładamy łącznie trzy podwyżki w 2018 r.).

Źródło: PKO Bank Polski

P. Kuczyński: polska gospodarka będzie się rozwijać w tempie ok. 4 proc. Największym zagrożeniem byłoby odwrócenie koniunktury na Zachodzie

P. Kuczyński: polska gospodarka będzie się rozwijać w tempie ok. 4 proc. Największym zagrożeniem byłoby odwrócenie koniunktury na Zachodzie 3

Dobry stan gospodarek zachodnioeuropejskich i amerykańskiej napędzają koniunkturę także na polskim rynku. O ile nie nastąpią nieoczekiwane wydarzenia, które zmienią ten stan rzeczy, polski PKB powinien urosnąć w 2018 roku o ok. 4 proc. – ocenia Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. Pomogą wybory i unijne pieniądze. Wielką niewiadomą są za to inwestycje przedsiębiorstw.

– Rozwój gospodarczy trwa od czasów kryzysu z roku 2008–2009 prawie nieprzerwanie, gospodarka amerykańska jest na szczytach koniunktury, co nam bardzo pomaga – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. – Wszyscy mówią, że w 2018 roku będzie tak samo. Gdyby było chociażby tak jak jest w tej chwili, to gospodarka polska powinna nadal rozwijać się w tempie około 4 proc., z małym plusem lub z małym minusem. To zależy od wielu czynników.

W ciągu trzech kwartałów 2017 roku (dane za IV kwartał GUS opublikuje w połowie lutego) tempo wzrostu gospodarczego w Polsce ani razu nie spadło poniżej 4 proc., a w trzecim kwartale poszybowało aż pod granicę 5 proc. (4,9 proc. rok do roku). To najlepszy wynik od ostatniego kwartału 2011 roku. W 2018 roku dobra passa polskiej gospodarki powinna być kontynuowana, zwłaszcza że należy się liczyć ze wzrostem nakładów na inwestycje.

– Będziemy wykorzystywali środki unijne, które nie są w tej chwili specjalnie mocno wykorzystywane. Mamy wybory samorządowe w 2018 roku i parlamentarne w 2019 roku, rząd będzie na pewno pompował pieniądze, pytanie tylko, czy dołączy do tego biznes prywatny, czy wzrosną inwestycje prywatne, które do tej pory były bardzo niechętnie zwiększane. Od tego zależy skala wzrostu gospodarczego – komentuje Piotr Kuczyński.

Po dziewięciu miesiącach 2017 roku nakłady inwestycyjne na środki trwałe wyniosły w Polsce 213 mld zł, o ponad 6 mld więcej niż po trzech kwartałach słabego 2016 roku. Jednak w wyborczym 2015 roku wartość ta wynosiła ponad 221 mld zł, i to pomimo trwającej aż do grudnia 2016 roku deflacji.

Zdaniem Piotra Kuczyńskiego nakłady rządowe i samorządowe na inwestycje powinny zachęcić do inwestowania także prywatnych przedsiębiorców.

– Aktywność inwestorów prywatnych stymulować może to, że ruszą duże rządowe projekty infrastrukturalne, z czego biznes prywatny też będzie chciał skorzystać, a także większe zaufanie do stabilności polityczno-społecznej w Polsce. To jest podstawa. Biznes do tej pory jest bardzo wycofany, ludzie kupują mieszkania na wynajem czy luksusowe samochody, a niechętnie inwestują i to trzeba zmienić – przekonuje główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Choć jego zdaniem najbardziej prawdopodobny jest optymistyczny scenariusz, zawsze może nastąpić nieoczekiwane wydarzenie, zwane przez ekonomistów „czarnym łabędziem”, które popsuje nastroje inwestorów na najważniejszych światowych rynkach. To odbiłoby się także na polskiej giełdzie oraz gospodarce. Spowodowałoby to odwrót od gospodarek wschodzących, a także walut tych krajów. Tymczasem ubiegły rok był dla złotego udany: wobec dolara polska waluta umocniła się o prawie 20 proc., wobec euro o 5 proc., a wobec franka szwajcarskiego, w którym wielu Polaków ma kredyty hipoteczne – o ponad 15 proc.

– 2018 rok teoretycznie też powinien być dobry dla złotego – mówi Piotr Kuczyński. – Jest jeden mały znak zapytania – dolar w 2017 roku był bardzo słaby mimo tego, że według mnie powinien się umacniać, bo zarówno oczekiwania na podwyżki stóp, jak i oczekiwania na repatriację kapitału z zagranicy powinny dolara umacniać. Jeżeli to się zmieni w 2018 roku, to złoty będzie słabszy. Jeżeli się nie zmieni, to złoty będzie się nadal umacniał.

Legalni bukmacherzy przejmują szarą strefę. Gracze mogą spodziewać się nowej oferty i wyższych wygranych

Legalni bukmacherzy przejmują szarą strefę. Gracze mogą spodziewać się nowej oferty i wyższych wygranych 4

Ubiegłoroczna nowelizacja ustawy hazardowej zmniejszyła szarą strefę – już 3 mld z wartego 5 mld zł rynku „przepłynęło” do legalnie działających bukmacherów. Zmiana przepisów otworzyła też drzwi nowym podmiotom. W listopadzie zdecydował się na to Superbet – jeden z największych, europejskich bukmacherów. Marka ocenia, że nowe przepisy hazardowe i konkurencja wśród legalnych podmiotów przekładają się na korzyści dla graczy, którzy mogą spodziewać się lepszej oferty i większych wygranych.

– Wszystko wskazuje na to, że 2018 rok będzie dla branży bukmacherskiej zdecydowanie lepszy niż poprzedni – ale tylko dla bukmacherów, którzy funkcjonują w Polsce legalnie. Do tej pory 90 proc. przychodu całego rynku bukmacherskiego – szacowanego na ok. 5 mld zł – wędrowało do firm działających nielegalnie, do off-shore. W momencie zmiany przepisów i przygotowania przez legislatorów gigantycznych kar większość nielegalnych graczy zdecydowała się wycofać z Polski. To oznacza, że promowane są legalnie działające podmioty, które płacą w Polsce podatki – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Glinkowski, członek zarządu Arskom Group.

Efektem nowelizacji ustawy hazardowej, która zaczęła obowiązywać w ubiegłym roku, jest przejęcie dużej części rynku bukmacherskiego przez legalnie działających operatorów i zmniejszenie szarej strefy. Nowe przepisy zmusiły do wycofania się z Polski wielu globalnych graczy. Jako jeden z pierwszych zdecydował się na to bet365 (jeden z największych na świecie e-bukmacherów).

W tej chwili w Polsce działa ośmiu legalnych bukmacherów. Przed zmianą przepisów obsługiwali oni niewiele ponad 10 proc. całego rynku, wycenianego na około 5 mld zł. Od momentu nowelizacji przepisów ta proporcja powoli się odwraca.

– Szacuje się, że już ponad 3 mld zł wpłynęły do legalnych bukmacherów, a z miesiąca na miesiąc ta tendencja będzie się zmieniać. Promowane będą marki, które funkcjonują w Polsce w sposób legalny, natomiast piętnowane są firmy off-shore’owe – podkreśla Piotr Glinkowski.

Od lipca obowiązują przepisy dotyczące blokowania dostępu do domen hazardowych zarejestrowanych poza Polską i nielegalnych bukmacherów online. Dostawcy internetu – pod karą grzywny do 250 tys. zł – mają obowiązek blokowania takich stron w sieci (w oparciu o rejestr nielegalnych serwisów hazardowych  Ministerstwa Finansów), a operatorzy płatności – blokować możliwość dokonywania transakcji na rzecz takich domen.

– Nadal możemy trafić w internecie na reklamy nielegalnych bukmacherów, którzy – poza wysoką ceną – nie oferują żadnych korzyści. Natomiast w momencie, kiedy udajemy się do bukmachera legalnego, wiemy doskonale, że proponowane przez niego kursy i stawki są stabilne – mówi Piotr Glinkowski.

Ekspert Arskom Group ocenia, że nowe przepisy hazardowe i wejście na rynek legalnych bukmacherów przełożą się też na korzyści dla graczy, którzy mogą spodziewać się lepszej oferty i większych wygranych.

 Skoro znikają nielegalni bukmacherzy działający w internecie – którzy dawali niskie kursy – i mamy do czynienia tylko z legalnymi bukmacherami, to oni muszą w jakiś sposób ze sobą rywalizować, poprawiając swoją ofertę, dając niższe kursy i tym samym gwarantując wyższe wygrane. W mojej opinii 2018 rok będzie dla branży bardzo ciekawy. Największe korzyści odczują sami gracze, ponieważ rywalizacja pomiędzy różnymi markami wpłynie na podniesienie jakości usług i większe korzyści materialne – mówi Piotr Glinkowski.

Jak podkreśla, polski rynek bukmacherski jest trudny – ze względu na restrykcyjne przepisy, ale i bardzo perspektywiczny. Nowelizacja ustawy hazardowej otworzyła drzwi podmiotom, które chcą działać na nim legalnie. W listopadzie zdecydował się na to Superbet – największy w Rumunii bukmacher, który chce w Polsce pozyskać około 100 tys. aktywnych graczy.

 Rynek gier i zakładów ma w Polsce olbrzymi potencjał, dlatego zdecydowała się tu wejść marka Superbet. W Rumunii są absolutnym liderem, mają kilkaset punktów stacjonarnych. Tamtejszy rynek wygrali swoimi wartościami i stabilną ofertą. Wielu bukmacherów, oferując na przykład niższy kurs na kolejkę albo mecz, wprowadza takie działania jednorazowo, incydentalnie. Kluczem do zaufania Polaków jest dobra, stabilna oferta i tym właśnie bukmacherzy mogą wygrywać w uczciwej, legalnej rywalizacji – mówi Piotr Glinkowski.

Polski rynek bukmacherski jest bardzo konkurencyjny, profesjonalny i dojrzały. Zdajemy sobie sprawę z tego, że aby odnieść tu sukces, my również musimy być bardzo profesjonalni i ściśle przestrzegać przepisów i obowiązujących tutaj procedur. Musimy zachowywać najwyższe standardy. Ale wiemy też, że mamy świetną ofertę, którą pokochali rumuńscy klienci. Mamy wielką nadzieję, że Polacy również ją pokochają – dodaje Vlad Ardeleanu, dyrektor generalny Superbet Romania.

Marka Superbet zdecydowała się wprowadzić tutaj swoją ofertę 1:1 i zaoferować polskim graczom dokładnie to samo co w Rumunii. Bukmacher ma na razie licencję tylko na prowadzenie punktów stacjonarnych, ale stara się również o licencję online. Liczy, że uzyska ją w połowie 2018 roku.

– Po pierwszym miesiącu działalności wszystko odbywa się zgodnie z planem. Ta marka chce na stałe zagościć na polskim rynku. Wszystkie punkty, które miały zostać otwarte w pierwszym miesiącu funkcjonowania już działają. Polscy gracze mogą zapoznawać się z ofertą Superbet m.in. w Warszawie, w Katowicach i kilku innych miastach w Polsce. Rozwój odbywa się w sposób zrównoważony, przemyślany, tak jak zostało to wcześniej zaplanowane – mówi Piotr Glinkowski.

Większość pacjentów czyta ulotki leków, ale tylko co trzeci ściśle przestrzega zaleceń lekarzy

Większość pacjentów czyta ulotki leków, ale tylko co trzeci ściśle przestrzega zaleceń lekarzy 5

Polacy zwykle konsultują stosowanie leków lub suplementów diety z lekarzami i farmaceutami. Przeważnie czytają też ulotki dołączone do lekarstw – wynika z badania przeprowadzonego przez Fundację Obywatele Zdrowo Zaangażowani. Jednocześnie jednak przy niektórych chorobach nawet trzy czwarte pacjentów nie stosuje się do zaleceń terapeutycznych. Dlatego zdaniem ekspertów edukacja pacjentów jest niezbędna, zwłaszcza wśród starszych osób. Taki jest cel prowadzonej od ponad roku kampanii „Przewietrz apteczkę”.

 Polacy kierują się różnymi czynnikami przy zakupie leków. Badania przeprowadzone przez Fundację Obywatele Zdrowo Zaangażowani pokazały, iż 63 proc. Polaków czyta ulotki dołączone do leków dostępnych bez recepty, a 66 proc. – ulotki dołączone do leków na receptę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Anna Staniszewska z Katedry i Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Z ubiegłorocznego badania CBOS wynika, że leki dostępne bez recepty i suplementy diety stosuje 89 proc. dorosłych Polaków. Najczęściej są to środki przeciwbólowe i przeciwzapalne oraz łagodzące objawy przeziębienia lub grypy (po 68 proc.). P.) Przy zakupie leku po raz pierwszy blisko połowa badanych konsultuje stosowanie z lekarzem lub farmaceutą, większość zaś czyta ulotkę (88 proc., przy czym 69 proc. zawsze). Odpowiedzialne podejście charakteryzuje zwłaszcza seniorów – 80 proc. z nich przyjmuje leki z polecenia lekarza lub farmaceuty.

– Jako powód nieczytania ulotek pacjenci najczęściej podają, że ulotka jest bardzo długa, napisana bardzo małym drukiem, czasami znajdują się tam informacje, które są dla nich niezrozumiałe. Choćby data przydatności do użycia jest czasami tylko wytłoczona, a nie zakolorowana, co już stwarza problem, szczególnie dla osób starszych – podkreśla dr n. med. Anna Staniszewska.

Przeważnie informacje zawarte w ulotce są wystarczające. Aż 88 proc. badanych znalazło tam informacje, których poszukiwali. Jednocześnie tylko co trzeci pacjent (35 proc.) nigdy samodzielnie nie przyjmował lub modyfikował dawkowania leków zaleconych przez lekarza.

– Dane WHO pokazują, iż 50 proc. pacjentów w krajach wysoko uprzemysłowionych nie stosuje się do zaleceń terapeutycznych. Chodzi zarówno o stosowanie leków, jak i zmianę stylu życia, racjonalną dietę, unikanie pewnych używek. Ogólnie badania pokazują, iż w zależności od jednostki chorobowej od 20 do nawet 75 proc. pacjentów nie stosuje się do zaleceń terapeutycznych. Potwierdzają to też wyniki naszych badań – wskazuje Staniszewska.

Dlatego – zdaniem ekspertki – konieczna jest dalsza edukacja pacjentów, zwłaszcza starszych, w zakresie stosowania leków. Statystycznie to właśnie oni przyjmują najwięcej leków – nie tylko tych przepisywanych przez lekarzy, ale ordynowanych sobie samodzielnie lub z polecenia farmaceutów.

 Edukacja jest kluczowym elementem do skutecznego procesu bezpiecznej farmakoterapii. Edukujemy pacjentów, kiedy należy lek odstawić, w jakiej sytuacji zgłosić się o poradę do farmaceuty lub lekarza. Ważne jest też to, czym pacjenci popijają leki, żeby wyedukowali się w zakresie racjonalnego czytania ulotek informacyjnych – przekonuje dr n. med. Anna Staniszewska.

Od ponad roku z inicjatywy Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani prowadzona jest kampania „Przewietrz apteczkę”. Skierowana jest ona przede wszystkim do seniorów. W ramach kampanii organizowane są warsztaty, a seniorzy otrzymują „Abecadło lekowe”.

– Podczas warsztatów pomagamy wszystkim chętnym w uporządkowaniu swoich domowych apteczek, ale również przekazujemy informacje o tym, co zrobić z lekami przeterminowanymi albo tymi, które nie są nam już potrzebne. Dajemy wskazówki, w jaki sposób rozmawiać z lekarzem, aby komunikacja była jak najbardziej efektywna – tłumaczy Aleksandra Kielan, koordynatorka projektu „Przewietrz apteczkę” z Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani.

W ramach projektu Fundacja prowadzi działania na żywo oraz w przestrzeni wirtualnej, m.in. poprzez cykliczną publikację materiałów na stronie internetowej oraz fanpage’u Fundacji. Jeszcze w tym roku ma zostać wydany „Suplementarz”, nowy materiał edukacyjny, tym razem na temat odpowiedzialnego stosowania suplementów diety, który również będzie dystrybuowany wśród uczestników warsztatów „Przewietrz apteczkę”.

 Kampania „Przewietrz apteczkę” jest prowadzona przez naszą Fundację już przez ponad rok. W tym czasie udało nam się wyedukować blisko tysiąc osób z 11 województw na temat odpowiedzialnego stosowania leków. Prowadziliśmy również działania edukacyjne online, a nasze infografiki i animacje obejrzało łącznie ponad 120 tys. internautów – wymienia Aleksandra Kielan.

Sprzedaż ubezpieczeń smartfonów rośnie o 10 proc. rocznie. Do 2020 r. rynek ten będzie wart już 27 mld dolarów

Sprzedaż ubezpieczeń smartfonów rośnie o 10 proc. rocznie. Do 2020 r. rynek ten będzie wart już 27 mld dolarów 6

Według CBOS ponad Polaków korzysta obecnie ze smartfona. Coraz większa popularność tych urządzeń przekłada się na dynamiczne wzrosty sprzedaży ubezpieczeń na wypadek zniszczenia. Około 80 proc. przypadków uszkodzenia smartfonów dotyczy wyświetlaczy. Na rynku pojawiło się rozwiązanie, które diagnozuje stan wyświetlacza i pozwala ubezpieczyć również używane urządzenie.

– Rynek ubezpieczeń telefonów jest wart około 20 mld dolarów i rośnie w stałym tempie 10 proc. rocznie, co oznacza, że do roku 2020 będzie już wart ok. 27 mld dolarów. W Polsce obserwujemy podobne tempo wzrostu, co wiąże się z rosnącą popularnością wszelkiego rodzaju urządzeń mobilnych – mówi agencji informacyjnej Anna Kozłowska-Pietraszko, kierownik marketingu i kanału sprzedaży bezpośredniej w Digital Care.

Jak wynika z ostatniego raportu „Digital in 2017 Global Overwiew”, przygotowanego przez We Are Social i Hootsuite, na całym świecie urządzenia mobilne ma ponad 5 mld ludzi, a na jednego użytkownika przypada średnio 1,6 numeru telefonicznego. W 2016 roku została przekroczona bariera 50-proc. udziału telefonów komórkowych w ruchu internetowym. Polska zajmuje pod tym względem 8. miejsce na świecie (z wynikiem na poziomie 57 proc.).

Agencja Zenith („Mobile Advertising Forecasts 2017”) szacuje, że w 2018 roku na świecie liczba posiadaczy smartfonów wzrośnie o kolejne 7 proc., do poziomu 66 proc. Sierpniowy raport CBOS z kolei wskazuje, że w Polsce z telefonów komórkowych korzysta 92 proc. dorosłych osób, z których 57 proc. to właśnie użytkownicy smartfonów.

– W badaniach 85 proc. Polaków deklaruje, że nie wyobraża sobie życia bez telefonu, a smartfon jest dla nich podstawowym narzędziem codziennego użytku – mówi Anna Kozłowska-Pietraszko. – W trendach sprzedażowych obserwujemy, że coraz więcej osób jest zainteresowanych ubezpieczeniem czy usługami serwisowymi, które obejmują ochronę w przypadku zniszczenia telefonu.

Ubezpieczenie można zwykle kupić dla nowego urządzenia, które pochodzi z salonu operatora. Jednak coraz większy segment rynku stanowią używane smartfony. Do tej pory na rynku nie było rozwiązań, które umożliwiałyby ubezpieczenie telefonu używanego, który nie został objęty ochroną w momencie zakupu, bez konieczności przesyłania zdjęć urządzenia do ekspertyzy specjalistów i oczekiwania na jej wynik.

– Globalny rynek telefonów używanych według szacunków stanowi 7 proc. ogółu rynku smartfonów, natomiast rośnie w bardzo szybkim tempie – około 50 proc. rocznie. W zależności od kraju, ten rynek kształtuje się bardzo różnie. Są państwa, w których zakup telefonu wraz z abonamentem nie jest standardem. Są też takie, jak np. Ukraina, gdzie użytkownicy korzystają z wielu kart SIM, dlatego na zakup telefonu decydują się często w sieci handlowej – mówi Anna Kozłowska-Pietraszko.

Digital Care jest największym w Polsce dostawcą produktów związanych z ochroną urządzeń mobilnych. Firma wprowadziła właśnie na rynek urządzenie Scanbox, które kompleksowo diagnozuje stan wyświetlacza, co umożliwia sprzedaż ubezpieczeń i usług serwisowych również dla telefonów używanych.

– Scanbox jest urządzeniem do diagnozy wyświetlacza w smartfonie. To zaprojektowane specjalnie połączenie części software’owych i hardware’owych. Pozwala nam zaoferować taki produkt, którego nikt inny na rynku jeszcze nie ma, to pierwsze takie urządzenie. Opiera się na zaawansowanych algorytmach, które wyszukują uszkodzenia na telefonie. Mamy wynik diagnozy w czasie rzeczywistym, więc użytkownik od razu wie, czy może ubezpieczyć swoje urządzenie, czy nie – wyjaśnia Inga Zdzińska, kierownik DC Lab Digital Care.

W najbliższych tygodniach firma wprowadzi też analogiczne rozwiązanie w wersji mobilnej, które umożliwi samodzielne, zdalne ubezpieczenie używanego smartfona.

– Ochroną telefonów używanych są już zainteresowane sieci handlowe, centra handlowe czy operatorzy. Scanbox pozwoli im zaoferować ochronę dla urządzeń używanych, które nie zostały zakupione w ich salonach, a sklepom pozwoli na uniezależnienie się od sprzedawców. Urządzenie może być też modyfikowane w zależności od potrzeb naszych partnerów biznesowych, więc proces sprzedaży jest układany indywidualnie pod każdego partnera – dodaje Anna Kozłowska-Pietraszko.

Kierownik marketingu i kanału sprzedaży bezpośredniej w Digital Care zauważa, że statystycznie około 10 proc. Polaków decyduje się odsprzedać swój używany telefon. Z punktu widzenia ubezpieczyciela używane jest urządzenie nie tylko kilkuletnie, ale również takie, które nie zostało objęte ochroną w momencie zakupu, choćby miało to miejsce tydzień wcześniej. Już w tak krótkim czasie telefon może ulec przypadkowemu uszkodzeniu, z których 80 proc. stanowią właśnie uszkodzenia wyświetlacza.

– Na podstawie trendów, które obserwujemy, staramy się poszerzać ofertę. Podstawą jest nadal ubezpieczenie wyświetlacza, natomiast klienci mają coraz większe oczekiwania. Dlatego wprowadzane są takie usługi jak aplikacje diagnostyczne telefonu, infolinie techniczne, portale do zgłaszani szkód, czy usługi door-to-door. W momencie uszkodzenia telefonu firma odbiera telefon z miejsca wskazanego przez klienta, a po naprawie zwraca, również we wskazane miejsce – mówi Anna Kozłowska-Pietraszko.

Inwestycje firm w wykorzystanie surowców wtórnych przynoszą oszczędności i chronią środowisko. VELUX ograniczy w ten sposób zużycie gazu o 80 proc.

Inwestycje firm w wykorzystanie surowców wtórnych przynoszą oszczędności i chronią środowisko. VELUX ograniczy w ten sposób zużycie gazu o 80 proc. 7

Odpady produkcyjne wykorzystywane jako surowce wtórne – to główne założenie gospodarki obiegu zamkniętego. Mądre zarządzanie zasobami ma w dłuższej perspektywie poprawić jakość powietrza, ale też zwiększyć konkurencyjność polskich przedsiębiorstw. Oznacza bowiem konieczność wypracowania rozwiązań, które ograniczą ilość niewykorzystywanych surowców. Inwestycję opartą o taką koncepcję zakończyła właśnie Grupa VELUX, który wykorzysta drewniane wióry i zręby powstające przy produkcji okien do ogrzewania swojej fabryki w Namysłowie i zredukuje zużycie gazu o 80 proc.

 Istotą gospodarki obiegu zamkniętego jest mądrzejsze wykorzystywanie zasobów, które posiadamy. To dotyczy biznesu, ale też indywidualnych gospodarstw domowych. Jednak dla biznesu zużywać mniej oznacza wielkie wyzwanie, ponieważ wymusza zmianę modeli biznesowych. Gospodarka obiegu zamkniętego to jest rewolucja dla biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Bolesław Rok z Centrum Etyki Biznesu i Innowacji Społecznych Akademii Leona Koźmińskiego, członek rady programowej Instytutu Innowacyjna Gospodarka.

Gospodarka obiegu zamkniętego (GOZ, circular economy) to koncepcja, według której produkty, materiały i surowce powinny pozostawać w gospodarce tak długo, jak jest to możliwe, a odpady – jeżeli już powstaną – powinny być traktowane jako surowce wtórne, które można poddać recyklingowi, przetworzyć i ponownie wykorzystać. To odróżnia ją od gospodarki linearnej, opartej na zasadzie „weź, wyprodukuj, zużyj i wyrzuć”, w której odpady są przeważnie ostatnim etapem cyklu życia produktu.

W grudniu 2015 roku Komisja Europejska przyjęła pakiet propozycji, które mają „zamknąć obieg” europejskiej gospodarki. Przy Ministerstwie Rozwoju działa specjalny Zespół do Spraw Gospodarki o Obiegu Zamkniętym, który wypracował plan wdrożenia tych wytycznych w Polsce i transformacji krajowej gospodarki na obieg zamknięty. Ten proces będzie finansowo wspierany z europejskich funduszy strukturalnych i inwestycyjnych.

 Zmieniają się oczekiwania społeczne i zmienia się sposób dostarczania produktów. Ludzie nie chcą posiadać, z konsumentów stają się użytkownikami. Co to oznacza dla firm? Jeżeli będą mądrze wdrażać modele biznesowe w ramach gospodarki obiegu zamkniętego, doprowadzi je to do długoterminowych korzyści – mówi prof. Bolesław Rok.

Gospodarka obiegu zamkniętego odpowiada na takie wyzwania jak wyczerpywanie się surowców naturalnych, wzrost ich cen oraz zanieczyszczenie i eksploatacja środowiska. GOZ pozwoli zmienić model konsumpcji na bardziej świadomy i odpowiedzialny, racjonalniej gospodarować zasobami, zaoszczędzić energię i zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych. Przyczyni się też do większej innowacyjności europejskich firm, które będą musiały wypracować w tym kierunku odpowiednie rozwiązania.

 Trzeba się zastanowić, w jaki sposób można odzyskiwać dla rynku produkty, które wytwarzamy. Szacuje się, że w Polsce około 30 proc. stanowią odpady budowlane, kolejne 30 proc. to odpady z górnictwa i energetyki, a tylko 7–8 proc. to odpady komunalne. Zbyt mocno koncentrujemy się na odpadach komunalnych, zapominając o tym co jest największym obciążeniem dla środowiska – zauważa prof. Bolesław Rok.

W kierunku GOZ idzie m.in. Grupa VELUX. Namysłowska fabryka spółki uruchomiła w grudniu inwestycję w ekologiczną instalację ciepłowniczą. Nowy system wytwarzania energii cieplnej wpłynie istotnie na poprawę efektywności energetycznej fabryki i pozwoli jej na redukcję zużycia gazu ziemnego o 80 proc. Roczne, przewidywane oszczędności gazu w namysłowskiej fabryce VELUX mają sięgnąć 870 tys. metrów sześciennych. Inwestycja warta w sumie 7 mln zł przyczyni się też do realizacji strategii spółki, która zakłada redukcję emisji własnej CO2 o 50 proc. do 2020 roku.

 Nasze okna w większości produkowane są z różnego typu materiałów, które można poddać recyklingowi, jak drewno, szkło. Fakt, że z odpadu drewnianego produkujemy również energię cieplną przyczynia się do jeszcze większego udziału w gospodarce obiegu zamkniętego – mówi Krystian Żurek, dyrektor fabryki VELUX w Namysłowie.

Drewno wykorzystywane do produkcji okien VELUX jest w 98 proc certyfikowane co oznacza ze pochodzi z lasów zarządzanych zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Fabryka w Namysłowie rocznie wytwarza około 3,6 tys. ton wiórów i zrębów drewnianych. Od teraz surowce te będą wykorzystywane do wytworzenia energii na potrzeby procesów produkcyjnych i ogrzewania hal. Dzięki temu zakład wykorzysta 99 proc. drewna, praktycznie z minimalnymi stratami.

– Jak większość zakładów zlokalizowanych w Namysłowie, ciepło pozyskujemy z własnych kotłowni, które są opalane gazem. Mając kotłownię na paliwo, które sami możemy sobie generować, uniezależniamy się od fluktuacji cen gazu na rynku. Ta inwestycja oznacza także emitowanie zdecydowanie mniejszej ilości dwutlenku węgla z paliw kopalnych do atmosfery. Redukcja wyniesie ok. 2,5 tys. ton w skali roku – mówi Krystian Żurek.

Skalę inwestycji pokazują liczby: kocioł wyprodukuje rocznie tyle energii (9 618 MWh), ile potrzebowałoby około 5 tys. czteroosobowych gospodarstw domowych. To oznacza, że z nadwyżką pokryłby zapotrzebowanie na energię Namysłowa liczącego ok. 17 tys. mieszkańców. Natomiast w przypadku gminy Namysłów, liczącej ok. 26 tys. mieszkańców, kocioł pokryłby trzy czwarte energii potrzebnej jej mieszkańcom. Instalacja ma być eksploatowana przez kolejnych 20 lat, a jej koszt zwróci się już po pięciu.

– Takie inwestycje działają już w naszych fabrykach na Pomorzu i w Gnieźnie, ale także w fabrykach VELUX w Danii i w Niemczech. Wszędzie przynoszą korzyści, ponieważ we wszystkich naszych zakładach energię cieplną pozyskujemy głównie ze spalania gazu – mówi Krystian Żurek.

– Trzeba ograniczać marnotrawstwo, szczególnie jeżeli chodzi o wykorzystywanie energii elektrycznej, ogrzewania czy wszystkich elementów, które zwykle w rachunku kosztów stanowią bardzo pokaźną sumę. Jeżeli zmniejszamy wykorzystanie zasobów, w ten sposób przyczyniamy się do ochrony środowiska, a jednocześnie redukujemy koszty. To klasyczne win-win, wygrywa firma i społeczeństwo – ocenia prof. Bolesław Rok.

EY: Kamil Stoch najlepszym sportowcem Polski w 2017 roku

Firma doradcza EY trzeci raz z rzędu była audytorem Plebiscytu na Najlepszego Sportowca Polski. W 83. edycji rywalizacji organizowanej od 1926 roku przez „Przegląd Sportowy” triumfował najlepszy polski skoczek narciarski – Kamil Stoch. Rolą EY, podobnie jak w poprzednich edycjach plebiscytu, było czuwanie nad prawidłowym przebiegiem skomplikowanego procesu głosowania, w którym dwudziestka nominowanych najlepszych polskich sportowców otrzymała ponad pół miliona punktów, a różnica między zwycięzcą a zdobywcą drugiego miejsca wyniosła niespełna 3 tysiące punktów.

W 83. edycji kibice mogli oddawać głosy metodą tradycyjną, czyli poprzez kupony drukowane w dziennikach „Przegląd Sportowy” i „Fakt”. Poza tym, mogli także brać udział w głosowaniu poprzez strony internetowe. Nowością było głosowanie SMS już w pierwszym etapie konkursu, nie tylko – jak do tej pory – podczas Gali Mistrzów Sportu. Każda kategoria głosów miała inną wagę, skalkulowaną przy udziale EY.

– Tytuł audytora plebiscytu zobowiązuje. Audytowanie plebiscytu z tak bogatą historią to dla EY wspaniała przygoda i powód do dumy. Dzięki naszemu zaangażowaniu, doświadczeniu w audycie oraz pasji do sportu organizatorzy plebiscytu zaufali nam po raz kolejny. Naszym zadaniem było dopilnowanie, aby każdy wysłany przez kibiców kupon, każde kliknięcie w Internecie oraz każdy SMS zostały rzetelnie i sprawiedliwie odzwierciedlone w wynikach. Czuwaliśmy nie tylko nad procesem głosowania, ale i przy ogłaszaniu zwycięzców, aby żadna koperta nie została pomylona – mówi Michał Wojnarowski, Menedżer w EY i Audytor Plebiscytu. – Gwarantowaliśmy, że wykorzystywane w całym procesie procedury zapewniały bezproblemowe, sprawne i sprawiedliwe wyłonienie zwycięzców, aż do samego finału Gali Mistrzów Sportu – dodaje.

Oficjalne wyniki 83. Plebiscytu na Najlepszego Sportowca Polski 2017 roku:

1. Kamil Stoch (skoki narciarskie) – 85933 punktów
2. Robert Lewandowski (piłka nożna) – 83017 punktów
3. Anita Włodarczyk (lekkoatletyka) – 71720 punktów
4. Łukasz Kubot (tenis) – 41094 punktów
5. Paweł Fajdek (lekkoatletyka) – 40310 punktów
6. Patryk Dudek (żużel) – 30830 punktów
7. Adam Kszczot (lekkoatletyka) – 29555 punktów
8. Piotr Lisek (lekkoatletyka) – 20763 punktów
9. Piotr Żyła (skoki narciarskie) – 19625 punktów
10. Michał Kwiatkowski (kolarstwo) – 18872 punktów
11. Kajetan Kajetanowicz (rajdy samochodowe) – 15733 punktów
12. Kamil Glik (piłka nożna) – 15481 punktów
13. Bartosz Zmarzlik (żużel) – 12710 punktów
14. Joanna Jędrzejczyk (MMA) – 12706 punktów
15. Iga Baumgart, Aleksandra Gaworska, Małgorzata Hołub, Justyna Święty (lekkoatletyka) – 10316 punktów
16. Irmina Mrózek Gliszczynska, Agnieszka Skrzypulec (żeglarstwo) – 6835 punktów
17. Tomasz Marczyński (kolarstwo) – 5975 punktów
18. Wojciech Wojdak (pływanie) – 5697 punktów
19. Magomedmurad Gadżijew (zapasy) – 4279 punktów
20. Agnieszka Kobus, Maria Springwald, Marta Wieliczko, Katarzyna Zillmann (wioślarstwo) – 3734 punktów

Najlepszym sportowcem 2017 roku według tysięcy kibiców okazał się Kamil Stoch – dwukrotny mistrz olimpijski z 2014 roku, indywidualny mistrz świata z 2013 roku, drużynowy mistrz świata z 2017 roku, dwukrotny drużynowy brązowy medalista mistrzostw świata (lata 2013 i 2015), dwukrotny drużynowy wicemistrz świata juniorów (lata 2004 i 2005), zdobywca Pucharu Świata w sezonie 2013/2014 oraz zwycięzca 65. i 66. Turnieju Czterech Skoczni.

Toyota ulubioną marką Polaków

Toyota jest na pierwszym miejscu zestawienia najchętniej wybieranych marek przez Polaków. Tak wynika z danych PZPM o rejestracji przez Klientów Indywidulanych nowych samochodów w 2017 roku. To właśnie ci Klienci w ubiegłym roku zarejestrowali 18 889 samochodów Toyoty, aż o 21 procent więcej niż rok wcześniej. Pod względem rejestracji ogółem Toyota pobiła kolejny rekord z wynikiem 50 714 samochodów, lepszym o 24% względem 2016 roku.

  • Toyota najpopularniejszą marką wśród Polaków (Klienci Indywidualni);
  • Klienci Indywidualni zarejestrowali 18 889 samochodów Toyoty (wzrost o 21% vs 2016);
  • Trzeci z rzędu rekord całkowitej liczby rejestracji – 50 714 aut (wzrost o 24% vs 2016);
  • Toyota ponownie zwiększa swój udział w rynku – do 10,5% (9,8% w 2016);
  • 14 196 sprzedanych hybryd Toyoty, wzrost o 70%;
  • Hybrydy stanowią 27% całkowitej liczby rejestracji Toyoty;
  • Najczęściej kupowaną hybrydą w Polsce jest Toyota C-HR (4 283 auta), na drugim miejscu Toyota Auris (4 155 aut);
  • Yaris najpopularniejszym samochodem w Polsce wśród osób prywatnych (6 088 rejestracji) i najlepiej sprzedającym się modelem Toyoty (12 528 rejestracji);
  • AYGO na pierwszym miejscu w segmencie A (3 254 rejestracje), należy do niego ¼ rynku małych samochodów.

Klienci indywidualni zarejestrowali w ubiegłym roku 18 889 samochodów Toyoty, aż o 21% więcej niż rok wcześniej. Toyota zajęła w tej części rynku pierwsze miejsce, z udziałem 12,9%. Łącznie Toyota odnotowała aż 50 714 rejestracji nowych samochodów, po raz trzeci z rzędu bijąc rekord popularności w Polsce. Wzrost liczby rejestracji wyniósł aż 24%, zaś całkowity udział Toyoty w rynku samochodów w Polsce to obecnie 10,5% (wzrost z 9,8% w 2016).

Najpopularniejszym modelem Toyoty w Polsce jest Yaris, który jednocześnie zajmuje pierwsze miejsce na rynku wśród klientów indywidualnych. Osoby prywatne zarejestrowały 6 088 Yarisów – więcej niż jakiegokolwiek innego modelu w Polsce. Jego łączna liczba rejestracji wyniosła 12 528 egzemplarzy. Prywatni kierowcy sięgają po ten model równie chętnie jak firmy.

Toyota AYGO jest najczęściej wybieranym samochodem w segmencie A. W ciągu roku model uzyskał wynik 3 254 rejestracji, o 445 więcej niż następnego modelu w zestawieniu, a jego udział w segmencie to 24,1%.

Popularność Toyoty w Polsce w znacznym stopniu wynika ze stale rosnącego zainteresowania autami hybrydowymi. Spektakularny wynik 14 196 egzemplarzy, które opuściły salony Toyoty w 2017 roku, oznacza wzrost aż o 70% vs 2016. Hybrydy stanowiły aż 27% całkowitej liczby rejestracji nowych samochodów Toyoty w zeszłym roku kalendarzowym.

Najpopularniejszym modelem hybrydowym jest Toyota C-HR Hybrid z wynikiem 4 283 sprzedanych egzemplarzy. Tuż za nią znalazła się Toyota Auris Hybrid, którą wybrało 4 155 kierowców. Na trzecim miejscu uplasował się hybrydowy RAV4 – sprzedaż oszczędnego SUV-a zamknęła się liczbą 3 047 aut.

Administracja prezydenta Donalda Trumpa rozważa prywatyzację operacji CIA

CIA i Biały Dom rozważają szereg propozycji dotyczących wynajmu firm prywatnych do prowadzenia tajnych operacji za granicą. Agencja BuzzFeed, która określiła te plany jako „wysoce niezwykłe” przytoczyła trzy źródła, które miały bezpośrednią styczność z nowymi propozycjami. Według nich, jeśli plany wejdą w życie, dojdzie do utworzenia wielkiej sieci wywiadowczej na tzw. zakazanych obszarach – terenach uznanych za wrogie. Sieci będą rekrutowały lokalnych agentów, prowadziły operacje psychologiczne, przechwytywały podejrzanych o terroryzm i przekazywały ich USA bądź trzecim stronom. Głównym celem nowych propozycji jest „ekstremizm islamski”.

Jednym z kontraktorów w ramach tej sieci będzie Amyntor Group, prywatna firma bezpieczeństwa z siedzibą w Montanie, prowadzona przez byłych agentów wywiadu posiadających stosowne poświadczenia bezpieczeństwa. Amyntor Group specjalizuje się w szkoleniu wywiadowczym i ocenie ryzyka, ale też gromadzi, analizuje i sprzedaje informacje rządowi USA i „zaprzyjaźnionym rządom zagranicznym”.

Według źródeł, nowe propozycje prywatyzacji operacji wywiadowczych wynikają z tego, iż administracja Trumpa negatywnie ocenia działania CIA. Uważa się, iż CIA nie jest przygotowana do agresywnych działań zagranicznych, jakie ma na uwadze prezydent Trump, a które zdaniem nowego szefa CIA Mike’a Pompeo będą „o wiele bardziej okrutne”. Dlatego prywatyzację postrzega się jako sposób na pokonanie oporu i sceptycyzmu wyższego managementu agencji.

W komentarzu przedstawiciel Amyntor Gropup stwierdził, iż każde porozumienie podpisane pomiędzy firmą a stroną rządową będzie bezpośrednio nadzorowane przez „właściwe organy państwowe”.

Źródło: portal intelNews.org za agencją BussFeed z dnia 30.11.2017 r.

Autor: Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Byli pracownicy zachodnich służb tworzą nową agencje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

Według magazynu „Foreign Policy” wielu pracowników zachodnich służb specjalnych, w większości Amerykanów, zostało zatrudnionych przez Zjednoczone Emiraty Arabskie do utworzenia nowej agencji wywiadowczej wzorowanej na CIA. Rząd Emiratów ma im płacić – zdaniem autora tekstu – 1000 USD dziennie. Korzystają też z darmowego zakwaterowania w 5-gwaizdkowym hotelu w stolicy Abu Dhabi, pomagając „tworzyć imperium szpiegowskie”. Proponowane warunki sprawiają, że byłym agentom trudno jest odrzucić ofertę arabskiego rządu.

Instruktorzy prowadzą kursy w dwóch różnych lokalizacjach w Abu Dhabi. Kursy stacjonarne prowadzone są w luksusowej wilii w porcie Mina Zayed na północnych peryferiach stolicy, natomiast szkolenia praktyczne prowadzone są w tajnej lokalizacji oddalonej o 45 mil od Abu Dhabi. Ośrodek nazywany jest „Akademią” i wzorowany na Camp Peary  – „Farmie”  – bazie treningowej Departamentu Obrony USA, w którym szkolą się pracownicy CIA i DIA.

„Foreign Policy”, powołując się na sześć miarodajnych źródeł, utrzymuje, iż wysiłek tworzenia nowej służby wzięła na siebie firma konsultingowa CAGN Global Ltd z Baltimore. Jej szef Larry Sanchez, były oficer CIA, nawiązał stosunki z rodziną królewską na początku wieku, kiedy pracował w służbie kontrwywiadu USA. Od sześciu lat mieszka w Emiratach, pomagając od podstaw tworzyć nową służbę. Z czasem dołączyli do niego inni, w tym Erik Prince, twórca słynnej firmy Blackwater.

CAGN Global Ltd znalazła się pod lupą amerykańskich służb, w tym Departamentu Stanu i CIA, które miały wątpliwości, czy nowa służba nie jest nadmiernie wzorowana na procedurach amerykańskich. Jednak ocena przepisów instruktażowych nowej agencji w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wypadła na jej korzyść, więc kwestia ta wydaje się być rozwiązana.

Źródło: Deep Pockets, Deep Cover: The UAE Is Paying Ex-CIA Officers to build a Spy Empire in the Gulf, „Foreign Policy” z 21.12.2017.

Prywatne firmy wywiadowcze inwigilowały grupy przeciwników dużych koncernów

Ujawnione przez „The Guardian” i Biuro Dziennikarstwa Śledczego dokumenty pokazują, że British Airways, Royal Bank of Scotland (RBS) i Porsche były wśród podmiotów wynajmujących firmy wywiadowcze do monitorowania grup politycznego protestu, które w ich ocenie zagrażały ich biznesowym interesom.

Dokumenty dowodzą, iż rozszerza się zakres wykorzystywania firm bezpieczeństwa i wywiadowczych do inwigilacji politycznych aktywistów. Szefowie policji wskazywali już wcześniej, iż jest to zjawisko masowe, a działania firm wywiadowczych nie są regulowane ani kontrolowane. Policja utrzymuje, że firmy prywatne mają więcej szpiegów niż policja agentów „pod przykryciem”.

Inwigilacja firm prywatnych obejmowała również ludzi prowadzących określone antykorporacyjne kampanie. Ich celem była m.in. rodzina Rachel Corrie, aktywistki zmiażdżonej przez buldożer armii izraelskiej, kiedy protestowała przeciwko burzeniu domów palestyńskich. W tym przypadku Caterpillar, korporacja produkująca buldożery, wynajmowała firmę C2i International do gromadzenia informacji o rodzinie Corrie, która podjęła kroki prawne przeciwko korporacji.

Dokumenty pokazują w jaki sposób C2i International wykorzystywała szpiegów do zdobywania wyprzedzających informacji o planowanych protestach przeciwko korporacjom. Jej agenci udawali aktywistów sympatyzujących z działaczami organizującymi protesty, pomagali i uczestniczyli w demonstracjach. Często wykradali wewnętrzne dokumenty.

W 2005 roku w Wielkiej Brytanii ten sam koncern Caterpillar wynajął inną firmę wywiadowczą, Inkerman Group,  do zbierania informacji o protestujących, ta zaś umieściła swoich agentów wśród demonstrujących grup. Dokumenty wyciekłe z Inkerman pokazują, w jaki sposób firma uzyskała wiadomości e-mailowe, które krążyły wśród grup sprzeciwiających się budowie masztów telefonicznych. Inkerman odmówił komentarza, natomiast firma RWE nPower potwierdziła, iż w przeszłości wynajmowała Inkerman Group.

Dokumenty ujawniają, iż C2i prowadziła inwigilację takich organizacji jak Greenpeace, Przyjaciele Ziemi oraz lokalnych grup w Oksfordzie. W 2008 roku jej klientami byli m.in. Royal Bank of Scotland, British Airways and Porsche. W tym samym roku C2i pracowała dla firmy Donalda Trumpa, która budowała ogromne pola golfowe, hotel i mieszkania na wrażliwym ekologicznie obszarze w Szkocji.

Źródło: „The Guardian”, 12.12.2017

MEDI-system kupił od Angel Poland Group centrum seniora Angel Care

Angel Care we Wrocławiu, pierwsze w Polsce kompleksowe centrum seniora, dołączyło właśnie do sieci domów opieki MEDI-system. Obiekt wybudowała
i uruchomiła jedna z największych firm deweloperskich w kraju – Angel Poland Group.

Firma MEDI-system ogłosiła nabycie od Angel Poland Group pierwszego w Polsce kompleksowego centrum opieki nad osobami starszymi – Angel Care we Wrocławiu. Tym samym umacnia swoją pozycję, świadcząc usługi medyczne już w 9 nowoczesnych placówkach w całej Polsce. Z kolei Angel Poland Group dzięki tej transakcji ugruntowuje swoją rangę na polskim rynku deweloperskim.

Beata Leszczyńska, prezes zarządu MEDI-system
Beata Leszczyńska, prezes zarządu MEDI-system

To bardzo ważne wydarzenie dla MEDI-system. Angel Care wpisuje się w strategię inwestycyjną naszej firmy, która zakłada tworzenie lub zakup istniejących domów opieki, zlokalizowanych w centrach i w pobliżu największych polskich miast. Włączenie do naszej sieci placówki we Wrocławiu zwiększa dodatkowo nasz potencjał w obszarze opieki długoterminowej na południu Polski, gdzie dotychczas byliśmy obecni tylko w Chorzowie – mówi Beata Leszczyńska, prezes zarządu MEDI-system. – Zamierzamy podtrzymać wypracowany przez Angel Poland Group wysoki poziom opieki. Mamy ku temu solidne podstawy – łączą nas fundamenty działania domów opieki i klinik międzynarodowej Grupy ORPEA – dodaje.

Angel Care zapewnia wysoką jakość usług dopasowanych do etapów starzenia się seniorów. W ośrodku mieszkają zarówno samodzielni mieszkańcy, jak i osoby wymagające całodobowej pomocy, w tym chorujące na demencję. W praktyce nowoczesny obiekt jest podzielony na niezależne części: Mieszkania dla Aktywnych Seniorów, Dom Opieki (korzystają z niego osoby, które wymagają pomocy w codziennym funkcjonowaniu) oraz Centrum Chorób Demencyjnych. Ośrodek został otwarty w czerwcu 2016 roku. Obecnie mieszka w nim około 120 osób.

Ron Ben Shahar_Angel Poland Group_1
Ron Ben Shahar, partner Angel Poland Group

Udowodniliśmy, że polski rynek jest gotowy na najwyższy poziom opieki nad seniorami
i osobami z zaburzeniami, które pojawiają się wraz z wiekiem. Jesteśmy dumni z wysokiej jakości, którą udało nam się wypracować. Nie mam wątpliwości, że zostanie ona utrzymana przez MEDI-system
– mówi Ron Ben Shahar, partner Angel Poland Group.
Ta transakcja to kolejny krok w realizowaniu przez naszą Grupę ambitnych planów rozwojowych w Polsce. Koncentrujemy się na kolejnych inwestycjach z segmentu mieszkań premium, luksusowych apartamentów i hoteli, a także domów opieki na wzór Angel Care, które oddamy pod zarządzanie najlepszym operatorom medycznym. W tym celu kupiliśmy nowe, atrakcyjne grunty w Krakowie i już przygotowujemy kolejne inwestycje w kluczowych miastach Polski – dodaje.

W stolicy Małopolski Angel Poland Group realizuje kolejną luksusową inwestycję
– w sąsiedztwie Wawelu powstają apartamenty Angel Stradom oraz 5-gwiazdkowy hotel marki Autograph Collection, należącej do sieci Marriott International. Również w Krakowie firma zapowiada budowę kompleksu budynków wielofunkcyjnych. Znajdzie się w nim m.in. około 1500 mieszkań, biura i powierzchnie komercyjne. Z kolei we Wrocławiu Grupa prowadzi intensywne prace nad apartamentowcem Angel River. Wcześniej  wybudowała m.in. wielofunkcyjny kompleks OVO Wrocław z hotelem DoubleTree by Hilton Wroclaw.

Angel Care to kolejny zakup MEDI-system w ostatnim czasie. W listopadzie 2017 roku do sieci lidera opieki długoterminowej dołączył również dom opieki Ostoya
w podwarszawskich Starych Babicach.

Dlaczego faktoring tak mocno rozwijał się w 2017r. i co najbardziej wpłynie na branżę w 2018r.

Piotr Gąsiorowski - Prezes Zarządu eFaktor S.A.
Piotr Gąsiorowski – Prezes Zarządu eFaktor S.A.

Najważniejsze dla branży faktoringowej w 2017 roku były:

  1. Rosnące zatory płatnicze, które zwiększyły zapotrzebowanie firm na kapitał.
  2. Rozwój oferty faktorów i dopasowanie jej do mniejszych podmiotów i różnych branż.
  3. Wzrost popularności i zapotrzebowania na faktoring pełny i eksportowy.

Problemów z płatnościami opóźnionymi o co najmniej 60 dni, doświadczyło w ostatnich 6 miesiącach już 52 proc. przedsiębiorstw. Zatory powstające w wyniku opóźnień w płatnościach przenoszą się na podwykonawców i partnerów firm borykających się z zatorami. Takie realia zmuszają biznes do szukania finansowania pomostowego, które pozwoli utrzymać płynność i inwestować. Coraz częściej do tego wykorzystywany jest faktoring.

Dane zaprezentowane po III kwartale (przez Polski Związek Faktorów – PZF) pokazują stabilny wzrost i systematyczny rozwój usługi. Do końca września 2017 branża faktoringowa zarządzała wierzytelnościami przedsiębiorców o łącznej wartości 132,1 mld zł. To wzrost o 17,3% w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku. Z faktoringu skorzystało 8,5 tys. przedsiębiorców, czyli o 13,2% więcej w stosunku do tego samego okresu 2016. Faktorzy sfinansowali blisko 6,4 mln faktur. To dane zgromadzone przez PZF, w rzeczywistości liczby są nawet bardziej imponujące, bo poza związkiem pozostaje duża część faktorów. Na całym świecie obroty faktoringu szacowane są na 2,5 biliona euro (wg FCI, międzynarodowej organizacji skupiającej firmy tej branży z całego świata). To pokazuje, że w Polsce obroty będą się jeszcze zwiększać. Wpływ na to ma przede wszystkim model biznesowy dominujący w polskiej gospodarce i realia związane z płatnościami.

Drugim czynnikiem, obok zatorów płatniczych, który dał branży napęd w 2017 roku, było dostosowanie produktów do potrzeb mniejszych firm. Obecnie można spotkać oferty faktoringowe na finansowanie faktur o wartości już od 100 zł. Konkurencja na rynku i poszukiwanie przez faktorów nowych nisz spowodowało, że od 2017 roku usługa jest realnie dostępna także dla małych, a nawet mikrofirm. Przedsiębiorca, który zgłasza się do faktora należność za wykonane usługi lub sprzedany towar otrzymuje w ciągu kilkudziesięciu godzin, a nie po miesiącu czy dwóch, bo taki często jest czas realizacji faktury. Przykładowy koszt 400 zł za otrzymanie 20 tys. zł w ciągu kilkunastu godzin dla większości mikrofirm jest akceptowalny, bo w zamian uzyskują możliwość natychmiastowego dysponowania swoimi środkami .  

Co może najmocniej wpłynąć na faktoring w 2018 roku:

  1. Rosnące lub malejące opóźnienia w płatnościach firm.
  2. Ustawa o podzielonej płatności VAT i inne zmiany ustawowe.
  3. Rozwój kanałów sprzedaży faktorów i szybkie rozpatrywanie wniosków.

Wprawdzie coraz więcej firm zaczyna traktować faktoring nie tylko jako narzędzie poprawy płynności w trudnych okresach, ale i skuteczny instrument wspierający inwestycje w czasie dobrej koniunktury (z jaką mamy obecnie do czynienia), jednak w dalszym ciągu poziom zatorów płatniczych będzie determinował rozwój branży w największym stopniu. Duże znacznie w tym kontekście będzie też miała polityka kredytowa banków, bo to ciągle popularniejszy od faktoringu sposób pozyskiwania finansowania zewnętrznego. Nic nie wskazuje jednak, aby banki złagodziły wymagania. Firmy pożyczkowe, które nie stawiają tak wysokich barier są znacznie droższe, a przedsiębiorcy umieją liczyć własne pieniądze.

Co więcej banki poszerzają tzw. „czarne listy” branż, które na kredyt nie mają co liczyć. W takich zestawieniach są firmy transportowe, budowlane, czy IT. Wyzwaniem, ale i szansą dla branży faktoringowej będzie umiejętność zagospodarowania takich właśnie przedsiębiorców odrzuconych przez banki w procesie kredytowym. Zyskają ci faktorzy, którzy będą mieli ofertę np. dla budowlanki i transportu. Prawdopodobnie relatywnie najszybciej będą rozwijać się mali faktorzy pozabankowi, bo ich oferta jest dostępna dla najszerszej grupy odbiorców, także tych niechętnie przyjmowanych w bankach. Potrzeba kapitału będzie tak duża, że różnice w kosztach finansowania nie będą odgrywać decydującej roli. Faktorzy związani z bankami stawiają zazwyczaj wyższe wymagania, raczej nie wykupują też pojedynczych wierzytelności, wolą pakiety faktur, oczekują większej ilości kontrahentów zgłaszanych do faktoringu. Najwięksi gracze nie są też zdeterminowani, żeby eksplorować dolne rejony MSP, co również premiuje mniejszych faktorów, szczególnie tych dynamicznie rozwijających własne i partnerskie sieci sprzedaży. Ważną rolę odegra też umiejętność wykreowania oferty dla firm różnej wielkości, o różnej dynamice wzrostu, o odmiennych potrzebach finansowych i z różnych sektorów gospodarki.

Faktoring jest narzędziem, które przede wszystkim wspomaga zachowanie płynności przedsiębiorców, zatem każdy czynnik utrudniający swobodne dysponowanie środkami w gospodarce będzie dawał branży dodatkowy impuls do rozwoju. W przyszłym roku taką rolę może spełnić tak zwany split payment, czyli rozdzielenie płatności na dwa konta, kwotę netto i vat. Blokada vatu może wzmóc zapotrzebowanie przedsiębiorców na dodatkowe środki obrotowe. Jest to zatem potencjalna szansa na rozwój faktoringu.

Jednocześnie zmianom ulega charakterystyka usług faktoringowych, choćby w zakresie szybszej decyzyjności w zakresie udzielenia finansowania. My w minionym kwartale wprowadziliśmy jako standard wydanie decyzji o finansowaniu w 24 godziny, czyli projekt eFAKTOR – Decyzja/24H, który spotkał się ze znakomitym przyjęciem wśród naszych partnerów i klientów. Tak szybka decyzyjność to znaczące udogodnienie dla klientów, którzy często od tego uzależniają swoje decyzje biznesowe: podpisanie nowego kontraktu czy kontynuację współpracy z danym partnerem, który oczekuje krótszych terminów płatności. Od uzyskania finansowania w postaci faktoringu zależy konkurencyjność, stabilny rozwój, inwestycje i ekspansja wielu przedsiębiorstw.

Bitcoin wzrósł o 7%

Najpopularniejsza kryptowaluta w ciągu ostatnich dni nieco zyskuje na wartości. Od początku tego roku bitcoin wzrósł z 14 tys. USD do 15 tys. USD w piątek rano, czyli jego wartość podniosła się o ponad 7% i jest na podobnym poziomie co dobę wcześniej. W porównaniu z załamaniem z 22 grudnia (poniżej 12 tys. USD) kryptowaluta zyskała aż 25%, choć nadal sporo brakuje jej do historycznego rekordu z 17 grudnia (niemal 20 tys. USD). Tymczasem niektórzy analitycy rynkowi zwracają coraz większą uwagę na konkurentów bitcoina, a inni jednak zalecają w 2018 r. inwestycje w złoto.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara australijskiego (+0,05%) i japońskiego jena (+0,46%), a traci do euro (-0,26%), brytyjskiego funta (-0,25%) oraz dolara kanadyjskiego (-0,19%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,206, GBP/USD – 1,355, USD/CAD – 1,25, AUD/USD – 0,784 i USD/JPY – 113,1. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,73%) i kurs EUR/JPY wynosi 136,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,89. Złotówka kolejny dzień umacnia się do głównych walut światowych. W piątek rano dolar kosztuje poniżej 3,44 zł, euro – poniżej 4,15 zł, funt – poniżej 4,66 zł, a frank szwajcarski – 3,52 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach nadal zdecydowana przewaga koloru zielonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,32%, frankfurcki indeks DAX – o 1,46%, a paryski indeks CAC 40 – o 1,55%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,4%, meksykański indeks Bolsa spadł o 0,08%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 0,84%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,89%, indeks Shanghai Composite – o 0,18%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,09%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej rosną drugi dzień z rzędu. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 68,07 USD (+0,34%), a ropy WTI – 62,01 USD (+0,61%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 71 USD. Po wcześniejszych spadkach wzrastają także  ceny złota. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1319 USD. To 10 USD więcej (+0,76%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), grudzień (prognoza 1,4%)
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja PPI (r/r), listopad (prognoza 2,5%)
  • 14:30 – USA – Stopa bezrobocia, grudzień (prognoza 4,1%)
  • 14:30 – USA – Bilans handlu zagranicznego, listopad (prognoza -49,5 mld USD)
  • 16:00 – USA – Zamówienia na dobra trwałego użytku (m/m), listopad (prognoza 1,3%)
  • 16:00 – USA – Zamówienia w przemyśle (m/m), listopad (prognoza 1,1%)
  • 16:00 – USA – Indeks ISM dla usług, grudzień (prognoza 57,6 pkt.)
  • 16:00 – USA – Zamówienia na dobra bez środków transportu (m/m), listopad (prognoza -0,1%)
  • 16:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Filadelfii
  • 20:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Cleveland

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Wzrost inflacji spowolnił. Jak wpłynie to na rozwój polityki pieniężnej?

W ostatnim czasie rozwój inflacji w Polsce nabiera coraz większego znaczenia. Jest to jedyna zmienna makroekonomiczna, która powstrzymuje NBP przed podniesienie stóp procentowych. Aktualnie cel inflacyjny w Polsce jest wyznaczony na 2,5%. To poziom, którego wzrost poziomu cen jeszcze przez dłuższy czas nie osiąganie. Według opublikowanych w tym tygodniu danych wzrost cen w rocznym porównaniu spowolnił i osiągnął poziom 2%. Zgodnie z przewidywaniami NBP, ceny w 2018 roku powinny wzrosnąć o 2,3%, także nadal mniej, niż zakłada cel inflacyjny (2,5%).

Ważną rolę w tym kontekście odgrywa przede wszystkim rozwój cen żywności i energii, który jest stosunkowo trudny do przewidzenia, a ma jednocześnie znaczący wpływ na poziom cen. Jeśli prognozy NBP się nie potwierdzą, można oczekiwać wzrostu stóp procentowych najwcześniej w drugiej połowie roku.

Należy również wspomnieć, że w ubiegłym roku złoty umacniał się najmocniej spośród walut gospodarek rozwiniętych. Przyczynił się do tego przede wszystkim stabilny rozwój polskiej i unijnej gospodarki oraz fakt, że polska waluta poprawiła wyniki, które osiągnęła w poprzednich latach. Jeśli sytuacja w gospodarce się fundamentalnie nie zmieni, można spodziewać się dalszego umocnienia złotego również i w obecnym roku, chociaż nie tak mocnego, jak w roku ubiegłym.

Złoty w tym tygodniu kontynuował trend z końcówki poprzedniego roku i nadal się umacniał. W piątek rano jego kurs odnotowano na poziomie 4,15 EUR/PLN. W przypadku pary EUR/USD oscylował on wokół poziomu 1,21 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Podsumowanie trendów IT w branży przemysłowej 2017

Rok 2017 w przemyśle minął pod znakiem nowych technologii. Coraz szersze zastosowanie znajdowały rozwiązania Rozszerzonej i Wirtualnej Rzeczywistości – szczególnie przy wizualizacji produktów i procesów przemysłowych. Kluczowe jednak znaczenie wciąż miał Internet Rzeczy. Gartner szacuje, że liczba urządzeń podłączonych do sieci wyniosła w tym roku aż 8,4 miliarda.  Tak szybko rosnąca ilość generowanych danych pozwoliła na dynamiczny wzrost wykorzystywania Sztucznej Inteligencji i uczenia maszynowego.

IoT w służbie biznesu

Rynek Internetu Rzeczy (ang. Internet of Things, IoT) stale się powiększa – średnia stopa wzrostu do 2020 roku ma wynosić prawie 29 proc. Oznacza to, że za 2 lata rynek IoT osiągnie wartość 457 mld dolarów i będzie prawie 3 razy większy niż do tej pory (2017 r.= 170 mld USD)[1]. Już w tym roku liczba połączonych urządzeń przekroczyła wielkość światowej populacji, a za 4 lata może wzrosnąć nawet do 25 mld[2].

W 2017 roku Internet Rzeczy wciąż rewolucjonizował świat technologii przemysłowych i odpowiadał za wiele rentownych inwestycji. Jednym z najbardziej powszechnych jego zastosowań była analityka biznesowa wspomagająca procesy decyzyjne, wsparta rzeczywistymi danymi pozyskiwanymi z otoczenia. Rozwiązania tego rodzaju tworzone były w oparciu o specjalistyczne platformy, które nie tylko zbierają i łączą dane, ale umożliwiają też ich wizualizację w zrozumiały i przystępny dla człowieka sposób.

Co więcej, dzięki IoT maszyny i urządzenia pracują coraz bardziej autonomicznie. Nie tylko zbierają i komunikują dane, ale na ich podstawie samodzielnie podejmują decyzje. Procesy uczenia maszynowego sprawią, że coraz mniejsza liczba czynności wymaga ludzkiego nadzoru czy interwencji, a tym samym możliwe jest pozyskanie dodatkowego czasu na zadania związane z zarządzaniem lub też innymi złożonymi procesami biznesowymi, w których działalność i zaangażowanie człowieka odgrywa kluczową rolę.

Rozszerzona rzeczywistość przemysłu

Rewolucja związana z Wirtualną Rzeczywistością (ang. Virtual Reality, VR) i Rozszerzoną Rzeczywistością (ang. Augmented Reality, AR) tak naprawdę jeszcze nie wybuchła. Szacuje  się, że w 2017 roku wyprodukowano około 14 mln zestawów urządzeń AR/VR, z czego 90 proc. to narzędzia VR. Według danych IDC, stosunek ten ma się zmienić między 2020 a 2021 rokiem, kiedy to AR zyska na funkcjonalności. Spodziewana stopa wzrostu połączonego rynku, ma w najbliższych latach wynosić ponad 56 proc.

Na ten moment, AR to wciąż technologia nowa. Znajduje ona jednak coraz więcej zastosowań, także w sektorze przemysłu, w którym zmiany i innowacje wdrażane są wolniej niż w pozostałych gałęziach gospodarki. Połączenie świata rzeczywistego z obrazem komputerowym, czyli przedstawionych graficznie danych z systemów IT, pozwala dziś przede wszystkim na zwiększenie efektywności działań serwisowych, ale nie tylko – jest ono także wykorzystywane do tworzenia wizualizacji wirtualnego produktu przed jego wyprodukowaniem. Szybki dostęp do informacji kontekstowych pozwala tam na znaczne przyspieszenie działania procesów i ludzi.

Digital Twin (Cyfrowy Ekwiwalent)

Przykładem połączonego zastosowania IoT, analityki biznesowej i AR jest tzw. Digital Twin, czyli  Cyfrowy Ekwiwalent. To wirtualny odpowiednik fizycznego elementu, stworzony przy pomocy zaawansowanych czujników i oprogramowania. Aby uzyskać cyfrową kopię dowolnego obiektu, systemy automatycznie zbierają i łączą wszystkie dostępne dane (m.in. przemysłowe i operacyjne), które po przetworzeniu przez algorytmy Sztucznej Inteligencji wizualizowane są na ekranie komputera lub w okularach Rozszerzonej Rzeczywistości.

Koncepcja Cyfrowego Ekwiwalentu powstała już 15 lat temu, jednak dopiero zaawansowane wdrożenie Internetu Rzeczy umożliwiło wykorzystanie go do optymalizacji procesów przemysłowych. Dzięki zastosowaniu Cyfrowego Ekwiwalentu można dokładniej zaplanować np. logistykę serwisu parku maszynowego czy zaopatrzenie w części zamienne. Można też przewidzieć awarię, zanim do niej dojdzie, co przekłada się na redukcję kosztów, znaczne oszczędności i zwiększenie wydajności produktów – opowiada Paweł Pacewicz, Kierownik ds. Projektów Strategicznych w Transition Technologies PSC.

Wyścig po sztuczną inteligencję

Rozwiązania wykorzystujące Sztuczną Inteligencję pozwalają przedsiębiorstwom na zupełną zmianę sposobu wykorzystywania danych przemysłowych. Szybka analiza gigantycznych ilości informacji znajdujących się w chmurze oraz wyciągnięcie z nich wartościowych trendów i analiz to coraz powszechniejsze zjawisko. Ich wykorzystanie, wspólnie z Internetem Rzeczy, umożliwia chociażby przewidzenie potencjalnej awarii urządzenia z dużym wyprzedzeniem czy przeanalizowanie działania danego sprzętu i automatyczną optymalizację jego pracy. Rozwijane przez lata technologie AI wspomagają ludzi w procesach dedukcji, analizy i podejmowania decyzji. Sztuczna Inteligencja skupia w sobie wiele dyscyplin, w których komputery odwzorowują procesy naturalne dla ludzkiego mózgu, takie jak rozumowanie, rozwiązywanie problemów i uczenie się.

Szacunki  pokazują, że rynek Sztucznej Inteligencji do 2021 roku zwiększy się aż o 50 proc.[3] Według McKinsey, inwestycje w Sztuczną Inteligencję to wyścig o patenty i uznanie własności intelektualnej. Przodują w nim Amerykanie, odpowiedzialni za 66 proc. wszystkich inwestycji[4].

Blockchain

Nieco z boku przemysłu, a jednak wciąż w kręgu jego zainteresowania, pozostaje Blockchain. Jest to technologia bazowa dla tak zwanych „kryptowalut”, czyli walut, za którymi nie stoi żadna państwowa instytucja finansowa. Blockchain pozwala na bezpieczne i przejrzyste dokonywanie transakcji, ponieważ nie da się zmienić lub zniszczyć ich historii. Nie jest to jednak jedyne zastosowanie tej technologii. Blockchain może być wykorzystywany również w przemyśle, a mowa tu m.in. o walidacji produktów w obszarze łańcucha dostaw, weryfikacji płatności, czy o zwiększeniu ich bezpieczeństwa. Sama technologia to łańcuch bloków służących do przechowywania i przesyłania informacji o transakcjach zawartych przez Internet. Rozwiązania oparte o technologię Blockchain pozostają jeszcze nowością, ale potencjał rynkowy już teraz jest obiecujący.

IoT, Sztuczna Inteligencja, czy Rozszerzona Rzeczywistość to trendy, które przemysł powinien wykorzystywać i wykorzystuje coraz chętniej. Blockchain to z kolei rozwiązanie kojarzące się do tej pory głównie z kryptowalutami. Przemysł powoli odkrywa jednak jego zalety i stara się wdrożyć je w swoim sektorze. Możliwości, jakie dają te technologie, to coś, o czym do tej pory mogliśmy jedynie pomarzyć – teraz jednak stały się one rzeczywistością nowego przemysłu – podsumowuje Pacewicz.

[1] Statista, Size of the Internet of Things market worldwide in 2014 and 2020, by industry oraz Research and Markets, Internet of Things (IoT) Market by Software Solution (Real-Time Streaming Analytics, Security Solution, Data Management, Remote Monitoring, and Network Bandwidth Management), Service, Platform, Application Area, and Region – Global Forecast to 2022

[2] Ericsson, Internet of Things forecast

[3] Technavio, Global AI Market to Post Growth a CAGR of more than 50% by 2021

[4] McKinsey, State Of Machine Learning And AI, 2017

Węgry znów blokują. Wzrosty w USA

Kolejny unijny projekt blokowany przez Węgrów. Wzrosty cen ropy powodują, że w miejscach gdzie dotychczas nie było zgody na wydobycie wkrótce będzie to możliwe. Kolejne rekordy Dow Jones.

Nie dla harmonizacji podatków w UE

Komisja Europejska rozpoczęła kroki w celu harmonizacji, czytaj ujednoliceniu, podatków od przedsiębiorstw. Celem tego zabiegu ma być niekonkurowanie przez państwa członkowskie stawką podatku pomiędzy sobą. Jak nietrudno się domyślić regulacja dotknęłaby najmocniej te państwa, które dotychczas stosowały najniższe stawki. To właśnie one wyraziły najgłośniej swój sprzeciw. Na Węgrzech stawka podatku jest 10% niższa niż w Polsce, a w Irlandii 6,5%.

Rosnąca ropa marginalizuje ekologów

Wraz ze wzrostem cen ropy do głosu coraz częściej dochodzą nie ekolodzy a lobbyści firm wydobywczych. W USA zezwolono właśnie na wydobycie ropy i gazu na obszarach Narodowego Rezerwatu Przyrody na Alasce. Dodatkowo rozważa się anulowanie decyzji Baracka Obamy o nie wydobywaniu ropy na terenie wód terytorialnych. Chodzi głównie o wybrzeże Kaliforni oraz Zatokę Meksykańską. Tendencja ta widoczna jest nie tylko w USA. W Norwegii właśnie zapadł wyrok pozwalający na dalsze odwierty na Arktyce. Jaki będzie mieć to wpływ na ceny ropy? W krótkim okresie żaden. W dłuższym okresie, kiedy kolejne odwierty powstaną można się spodziewać większych nadwyżek surowca, których OPEC być może nie będzie w stanie zneutralizować ograniczając wydobycie. W takim scenariuszu oznaczałoby, długoterminowe ograniczenie dla wzrostów cen ropy.

Giełda rośnie pomimo słabego dolara

Ostatnie dni to na rynkach dwie ważne tendencje w kontekście USA. Po pierwsze kolejne osłabienia dolara powodowane zbyt optymistycznymi prognozami w przeszłości oraz pełen optymizm na rynku akcji. Dow Jones przebił właśnie 25 000 punktów. Oznacza to, że w ciągu roku wzrósł o ponad 25%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 17:00 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Organizacje pracownicze mogą pomóc w upowszechnieniu akcjonariatów pracowniczych

Dotychczas w debacie publicznej rozmawiano głównie o innowacjach technologicznych. Podniesienie tematu akcjonariatu pracowniczego pokazuje, że nie wystarczają już one, żeby przedsiębiorstwa faktycznie przynosiły zyski i służył dobru wspólnemu. Rośnie potrzeba innowacji związanych z pracownikami.

– Właściwe wprowadzenie akcjonariatu pracowniczego w Polsce potrzebuje edukacji na najniższym szczeblu, wśród pracowników w firmach. Podczas panelu zorganizowanego przez Instytut Spraw Obywatelskich w trakcie Kongresu KIG rozmawiano o tym, jak w proces ten mogą włączyć się pracownicy zorganizowani w związki zawodowe albo rady pracowników – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Górski, prezes Instytutu Spraw Obywatelskich – Wybrzmiała potrzeba wprowadzania takich rozwiązań z głową, mądrze wykorzystując aktywność zatrudnionych. Nie da się tego zrobić odgórnie za pomocą nakazu czy instrukcji ze strony przedsiębiorców i pracodawców.Pracownicy muszą być włączeni w ten proces. Potwierdzają to przykłady ze Stanów Zjednoczonych, przywołane podczas debaty. Organizacje pracownicze mogłyby dobrze służyć idei upowszechniania akcjonariatu pracowniczego w polskim firmach – podsumował Górski.

Ostatnia szansa na uratowanie dolara

Dominującym przekonaniem inwestorów na przełomie roku jest sprzedaż dolara do wszystkiego: głównych walut, rynków wschodzących i surowców. W tym tygodniu tendencja ta wyhamowała, gdyż nigdy nie można wykluczyć ryzyka, że raport z rynku pracy USA obróci warunki rynkowe do góry nogami. Podobna (choć w mniejszej skali) logika tyczy się EUR w oczekiwaniu na szacunki inflacji z Eurolandu. Reszta będzie tylko tłem.

Silny ISM dla przemysłu i mocne ADP wskazują, że koniunktura gospodarcza w USA ma się dobrze, co powinno się przekładać na dalsze zwiększanie liczby pracujących. Jednakże dla interpretacji raportu NFP przez rynki wciąż ważniejsze jest, czy za nowymi miejscami pracy idzie presja na wzrost wynagrodzeń, który przebudzi inflację i da podstawy do dalszych podwyżek stóp procentowych Fed. Nawet jeśli dane nie mają bezpośredniego powiązania z raportem rządowym, oczekiwania przed dzisiejszą przeważają po pozytywnej stronie. Dla USD ważne będzie, czy dane o płacach wypadną powyżej prognoz (0,3 proc. m/m, 2,5 proc. r/r). Silniejsza dynamika płac będzie wspierać oczekiwania na kolejny ruch ze strony Fed w marcu, choć przy wysokim dyskoncie podwyżki (prawie 80 proc.) nie ma tu dużego pola do wzmocnienia USD. Ważniejsze będzie, czy dane o płacach rozgrzeją debatę o rozpędzaniu się inflacji, co wspomogłoby wzrost długoterminowych oczekiwań inflacyjnych? W tym kontekście warto będzie śledzić reakcję rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA. Wybicie ponad 2,50 proc. (obecnie 2,46 proc.) da istotny impuls do umocnienia USD głównie względem JPY, choć także może zainicjować korektę na AUD, NZD i CAD.

Zdecydowanie mniejsze mam przekonanie do triumfu dolara nad euro (zakładając, że dane będą bardzo dobre), biorąc pod uwagę generalnie pozytywne nastawienie inwestorów do EUR. W rezultacie korekta może być płytka i prędko wykorzystywania do odnowienia długich pozycji. Samo EUR dodatkowo będzie na świeczniku przy odczycie inflacji HICP z Eurolandu za grudzień. Konsensus oczekuje spowolnienia inflacji do 1,4 proc. r/r z 1,5 proc., ale inflacja bazowa ma wzmocnić się do 1 proc. z 0,9 proc. W ubiegłym tygodniu wyższy od konsensusu odczyt inflacji z Niemiec (1,6 proc. zamiast 1,4 proc.) zbudował oczekiwania na równie dobre dane dla całego bloku. Lepsze dane dodałyby argumentów tym, którzy oczekują, że finalna ścieżka odchodzenia EBC od ultra-luźnej polityki będzie szybsza, niż zostało to nakreślone w październiku. Zaangażowanie inwestorów w aprecjację euro w okresie okołoświątecznym nie było wysokie, więc za linią boczną czeka dużo graczy i dzisiejszy odczyt może posłużyć za wyznacznik kierunku na kolejne dni. Przy ryzyku w postaci NFP łatwiej może być o wzrosty EUR/JPY (globalny wzrost apetytu na ryzyko) i EUR/GBP (premia za Brexit).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rok 2017 oczami krajowych producentów leków

Rok 2017 w obszarze farmacji obfitował w propozycje zmian legislacyjnych, a także liczne obietnice rządu dotyczące wsparcia partnerów polskiej gospodarki. Szczególne emocje budziły prace nad nowelizacją ustawy refundacyjnej, ustawy o jawności życia publicznego i dokumentu Polityka Lekowa. Jakich szans i zagrożeń w tych propozycjach upatruje krajowy przemysł farmaceutyczny? Jakie perspektywy dostrzega branża? Przedstawiciele Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, zrzeszającego 18 wiodących krajowych firm farmaceutycznych, podsumowują miniony rok i mówią o planach na 2018 r.

Branża wiąże duże nadzieje z zapowiadanym przez rząd refundacyjnym trybem rozwojowym, tzw. RTR. Ministerstwo Rozwoju w minionym roku pracowało nad narzędziem, które premiowałoby „przyjaciół polskiej gospodarki” w farmacji. Ma ono wytypować firmy mające największy udział w rozwoju kraju i stymulować je do dalszych inwestycji, np. poprzez utrzymanie cen ich leków na dotychczasowym poziomie. Zdaniem PZPPF, kryteriami wyboru powinny być: lokowanie produkcji w Polsce, inwestycje, odprowadzane w kraju podatki, wydatki na badania i rozwój oraz zatrudnienie. – Kontrybuujemy około 1,33 proc. PKB. Zasilamy budżet państwa kwotą 2,5 mld zł rocznie w postaci CIT i VAT. To jest dokładnie tyle, ile NFZ wydaje na refundację produkowanych przez nas leków. Generujemy ponad 100 tys. miejsc pracy. Zapewniamy też bezpieczeństwo lekowe kraju poprzez gwarancję ciągłości dostaw, bo rynek polski jest dla nas priorytetowy. Przyczyniamy się też do podnoszenie poziomu innowacyjności, bo należymy do branż, które najwięcej przeznaczają na badania i rozwój – mówi Zdzisław J. Sabiłło, prezes PZPPF.

Wykorzystać potencjał branży

Krajowy przemysł podkreśla jednak, że poza narzędziami wsparcia warunkiem rozwoju jest rentowność sektora. Dlatego z obawą przygląda się dążeniom resortu do ciągłego obniżania cen leków, które i tak należą do najniższych w UE.  Negatywne skutki presji cenowej dotkną nie tylko branżę farmaceutyczną, ale również całe społeczeństwo. Wzmocnienie tej tendencji spowoduje, że krajowe firmy farmaceutyczne będą zmuszone ograniczyć swoje środki na badania i rozwój. Konsekwencją może być zamknięcie lub ograniczenie produkcji i w związku tym ograniczenie dostępności leków dla polskich pacjentów. – Szansą na rozwój sektora jest zmiana perspektywy rządu z oszczędzenia na generowanie przychodów. Liczymy, że legislatorzy docenią realne nakłady inwestycyjne ponoszone przez firmy farmaceutyczne w Polsce – dodaje Krzysztof Kopeć, wiceprezes PZPPF.

Z perspektywy krajowego przemysłu farmaceutycznego wśród najważniejszych wydarzeń wymienić należy złożenie deklaracji resortu zdrowia i rozwoju, dotyczące zwolnienia z płacenia paybacku przez firmy, które spełniają kryteria partnerów polskiej gospodarki. Chodzi przede wszystkim o te podmioty, które prowadzą w Polsce działalność produkcyjną, inwestycyjną lub badawczo – rozwojową. – Proponowany wcześniej kształt paybacku nieproporcjonalnie obciążyłby krajowych producentów leków, którzy de facto odpowiadają za powszechny dostęp do farmakoterapii –  co drugi sprzedawany w Polsce lek to produkt krajowych wytwórców – wyjaśnia Grzegorz Rychwalski, wiceprezes PZPPF.

Kolejną ustawą, która może wywołać wiele perturbacji w 2018 roku jest ustawa o jawności życia publicznego, która zakłada konieczność ujawniania pełnej informacji o negocjacjach firm z Ministerstwem Zdrowia w zakresie refundacji leków. Narazi to firmy farmaceutyczne na upublicznianie danych wrażliwych. Ideą Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego jest pełna przejrzystość. Od tego roku wszystkie firmy zrzeszone w Związku będą publikowały wszelkie informacje na temat kooperacji z przedstawicielami zawodów medycznych. Jednak zapisy z ustawy o jawności życia publicznego biją w branżę farmaceutyczną – mogą narażać na wyłączenie z uczestniczenia w przetargach czy powodować zakłócenia w konkurencji. Brak możliwości zachowania tajemnicy przez przedsiębiorców w newralgicznych obszarach może nawet spowodować brak dostępności niektórych leków – twierdzi Grzegorz Rychwalski.

Konkurencja na rynku leków!

W drugiej połowie zeszłego roku kontrowersje budziły kwestie związane z zamiennictwem leków u osób po przeszczepach. – Obawy związane ze stosowaniem leków następczych związane są najczęściej z brakiem wiedzy. Pacjenci poszukują odpowiedzi na swoje pytania w różnych, często niesprawdzonych źródłach. Kreowanie złej atmosfery i podsycanie mitów na temat leków równoważnych szkodzi wszystkim. Ofiarą tej sytuacji jest przede wszystkim pacjent, który traci zaufanie do farmakoterapii i często rezygnuje z leczenia. Dlatego celem Związku na najbliższe miesiące jest wypracowanie rozwiązań, które pomogłyby w lepszej edukacji nie tylko pacjentów, ale również przedstawicieli środowiska medycznego. Od zeszłego roku organizujemy regionalne spotkania z przedstawicielami lokalnych instytucji w celu omówienia aktualnej sytuacji oraz wymiany doświadczeń. Niedługo ruszy również strona internetowa, która będzie kompendium rzetelnej wiedzy na temat zamiennictwa leków – mówi Grzegorz Rychwalski. Podkreśla, że ten sam lek może być produkowany przez różnych wytwórców, mieć różne nazwy i ceny. Konkurencja na rynku działa na korzyść pacjenta, bo obniża ceny, a organy rejestrujące leki dopuszczają na rynek tylko produkty skuteczne i bezpieczne.

Kolejny rok oczekiwania na Politykę Lekową

Eksperci podkreślają, że jednym strategicznych celów rządu powinno być zapewnienie stabilnych warunków prawnych do rozwoju polskiego przemysłu farmaceutycznego, które zagwarantować może jedynie sektorowa strategia z odpowiednią perspektywą czasową. Jej celem miałoby być inteligentne wsparcie innowacyjności i konkurencyjności sektora. – Na przestrzeni ostatnich lat brakowało spójnej polityki państwa, czego konsekwencją była utrata szeregu szans na zwiększenie konkurencyjności krajowej branży i osiągnięcia pozycji regionalnego lidera. Do tego konieczna jest ścisła współpraca międzyresortowa – mówi Zdzisław J. Sabiłło, prezes PZPPF. Podkreśla on również, że w tym momencie to właśnie brak odpowiedniej komunikacji pomiędzy resortami jest istotną barierą w rozwoju krajowego przemysłu. – Powstające regulacje nie zawsze są spójne i często nie uwzględniają specyfiki naszej branży. Przykładem na to jest ostatnio wprowadzony pakiet ustaw uszczelniających CIT, który rykoszetem uderzył w branżę farmaceutyczną. Polityka zdrowotna nie może dłużej być traktowana jedynie jako domena resortu zdrowia, dlatego niezwykle cieszy nas zapowiedź ministerstwa, zgodnie z którą strategia branżowa będzie dokumentem rządowym, a nie tylko wewnętrznym Ministerstwa Zdrowia. Cała branża z niecierpliwością oczekuje na pierwsze propozycje Polityki Lekowej – dodaje prezes PZPPF.

Wspólne deklaracje Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Rozwoju napawają optymizmem i dają nadzieję, że przekują się one na efekty w postaci konkretnych narzędzi wsparcia lub zachęt inwestycyjnych. Branża liczy, że nadchodzący rok pozwoli na dialog z resortami, dzięki któremu uda się wypracować długofalowe strategie i stworzyć warunki dla rozwoju krajowych firm farmaceutycznych.

Od stycznia zamiast trzech przelewów do ZUS-u przedsiębiorcy robią jeden

Firmy działające w internecie skorzystają na zakazie handlu w niedziele. Zyskają też firmy kurierskie

Firmy działające w internecie skorzystają na zakazie handlu w niedziele. Zyskają też firmy kurierskie 8

Od marca 2018 roku wejdzie w życie zakaz handlu w część niedziel w roku. Otwarcie większości sklepów dozwolone będzie tylko w dwie niedziele w miesiącu, o ile nie przypadną akurat w jedno ze świąt ustawowo wolnych od pracy. Zdaniem przewodniczącego Rady Izby Gospodarki Elektronicznej przeniesie to część obrotów do internetu i wpłynie na rozwój tego kanału dystrybucji.

E-commerce ucieszył się z decyzji, że część internetowa została wykluczona spod zakazu handlu w niedzielę, niezależnie od tego, czy ten handel dotyczy na razie wybiórczych niedziel, czy ostatecznie będzie całościowy. Przede wszystkim to byłoby trudne, bo spadłaby konkurencyjność naszych przedsiębiorców w stosunku do podmiotów, które są zarejestrowane za granicą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Nowicki, dyrektor zarządzający Bluerank, przewodniczący Rady Izby Gospodarki Elektronicznej. – Gdyby zakaz objął też e-handel może należałoby przenieść biznes za granicę i stamtąd prowadzić operacje e-commerce. Teraz to jest szansa do wykorzystania.

20 grudnia Senat przyjął zmieniony projekt ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni i wprowadził dziesięć poprawek wobec projektu uchwalonego wcześniej przez Sejm. Zmiany nie dotknęły jednak handlu internetowego, którego funkcjonowanie w dni objęte zakazem handlu będzie dozwolone. Pierwszą niedzielą, w którą większość stacjonarnych sklepów pozostanie zamknięta, będzie 11 marca. W 2019 roku zakaz zostanie rozszerzony na pierwszą niedzielę miesiąca, a od 2020 roku obejmie wszystkie siódme dni tygodnia.

Taki model handlu powinien spowodować nie tylko zwiększony ruch w już istniejących sklepach internetowych, lecz także bardziej intensywne nakłady sieci mających zarówno placówki stacjonarne, jak i e-sklep w rozwój tej ostatniej gałęzi działalności.

– Od marca przyszłego roku podmioty, które prowadzą handel w świecie rzeczywistym, czyli mają swoje salony sprzedaży, sklepy, sieci handlowe, ale jednocześnie działają w internecie, będą musiały przesunąć część wydatków do obszaru online, żeby zbilansować brakujące niedziele – przekonuje Zbigniew Nowicki.

Według raportu Gemiusa z września 2017 roku w e-sklepach w 2017 roku zrobiło zakupy 54 proc. Polaków korzystających w ogóle z internetu (26,5 mln) wobec 50 proc. przed rokiem. Najwięcej z nich, bo 82 proc. za najważniejszą zaletę tej formy zakupów uznało całodobową dostępność kanału internetowego. Według szacunków polski rynek e-commerce jest wart około 40 mld zł, a trzy lata później może być większy o połowę.

Na tym skorzystają też podmioty świadczące usługi dookoła całego biznesu e-commerce, które sprowadzają użytkowników, publikują reklamy, rozliczają się za konwersję, skończywszy na tych, które po prostu dostarczają paczki, pakują, zajmują się przygotowaniem towaru, a ostatecznie dostawą pod drzwi konsumenta, który taki towar zamówi – wylicza przewodniczący Rady Izby Gospodarki Elektronicznej.

Brak siły roboczej może zahamować inwestycje drogowe. Do zrealizowania zostało jeszcze 70 proc. planowanych dróg ekspresowych

Brak siły roboczej może zahamować inwestycje drogowe. Do zrealizowania zostało jeszcze 70 proc. planowanych dróg ekspresowych 9

Sieć oddanych do użytku autostrad liczy 1641 km, a dróg ekspresowych – 1611 km. Do zrealizowania założeń Programu Budowy Dróg Krajowych pozostało ok. 18 proc. przewidzianych autostrad i blisko 70 proc. docelowej długości dróg ekspresowych. Sprawna realizacja inwestycji infrastrukturalnych wymaga szeregu działań, takich jak ustabilizowanie wymagań odnoszących się do projektantów i wykonawców czy ograniczenie wymagań administracyjnych i formalnych. Dużą barierą może się jednak okazać brak siły roboczej – wynika z raportu Multiconsult Polska.

Po tak długiej zapaści, która miała miejsce w czasach komunizmu, całkiem sprawnie radzimy sobie z nadrabianiem zaległości wobec całego świata. Polacy uwielbiają jeździć samochodami, mamy jeden z najwyższych wskaźników liczby samochodów na tysiąc mieszkańców. To oznacza, że choćbyśmy nie wiadomo jak dużo budowali, wciąż będziemy mieli efekt nadmiernych korków. Uważam jednak, że sytuacja się poprawia, zwłaszcza jeśli chodzi o autostrady i drogi krajowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Wielopolski, prezes zarządu Multiconsult Polska.

Z grudniowego raportu „Stan polskich autostrad na przestrzeni ostatnich 25 lat”, opracowanego przez specjalizującą się w konsultingu inżynierskim firmę Multiconsult Polska, wynika, że w 1992 roku całkowita długość nowo wybudowanych dróg o standardzie autostrady wynosiła około 100 km. W tej chwili – ćwierć wieku później – długość oddanych do użytku autostrad liczy dokładnie 1641 km, a dróg ekspresowych – 1611 km (w tym dwujezdniowych – 1362 km).

– Według planów sprzed dekady rząd zakładał, że do 2024 roku zbudujemy około 7,6 tys. km dróg szybkiego ruchu, w tym 2 tys. km autostrad. W tej chwili mamy około 1,6 tys. km autostrad, brakuje nam 400 km. Jeżeli chodzi o drogi ekspresowe, to tutaj jest trochę gorzej. Mamy obecnie 1,6 tys. km, a musimy zbudować jeszcze około 5 tys. km. To oznacza, że jeszcze 70 proc. budowy przed nami – mówi Jarosław Wielopolski.

Prezes Multiconsult Polska ocenia, że w kolejnych latach największą barierą dla inwestycji drogowych będzie brak pracowników. Polski rynek pracy jest obecnie w fazie historycznie niskiego bezrobocia (6,5 proc. na koniec listopada według GUS), a budownictwo jest jednym z sektorów, które mają największe kłopoty z pozyskaniem kadry.

– Proces inwestycyjny hamuje obecnie wiele czynników. Mamy do czynienia z kumulacją środków unijnych przeznaczonych zarówno na koleje, jak i na drogi. Te inwestycje dzieją się w tym samym czasie, często wykorzystywane są te same materiały, a nawet ta sama siła robocza, której po prostu brakuje. Dodatkowo zmagamy się z dość trudnym, proceduralnym procesem po stronie zamawiającego i z nie dość jasnymi procedurami odnośnie do prac dodatkowych czy codziennych problemów, które występują na budowie – dodaje Renata Mordak, dyrektor pionu transportu w Multiconsult Polska.

Tempo budowy autostrad znacząco przyspieszyło po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku. Kolejnym impulsem rozwoju infrastruktury drogowej był program budowy dróg związany z organizacją przez Polskę i Ukrainę Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 roku.

Charakterystyczne dla rynku w tamtym okresie było zaniżanie cen w przetargach. Umożliwiały to procedury Prawa zamówień publicznych i wytyczne GDDKiA, a Krajowa Izba Odwoławcza rzadko decydowała się wykluczyć wykonawców, którzy oferowali nierealne wyceny. W efekcie – mimo ogromnych inwestycji drogowych – pierwsza dekada skończyła się falą upadłości polskich i zagranicznych firm działających na tutejszym rynku.

Eksperci Multiconsult Polska oceniają jednak, że GDDKiA wyciągnęła wnioski i Polska jest w tej chwili o wiele lepiej przygotowana do wykorzystania środków z nowej perspektywy finansowej. Zmiany w ustawie PZP doprecyzowały definicję rażąco niskiej ceny i umożliwiły eliminowanie wykonawców, którzy nie są w stanie należycie zrealizować inwestycji. Dokładniej weryfikowane są także wiarygodność oraz potencjał finansowy i techniczny oferentów. Istotną rolę odgrywają też pozacenowe kryteria wyboru ofert – obecnie cena stanowi już tylko 60 proc. wagi w wyborze, pozostałe 40 proc. jest zależne od innych czynników, np. wykorzystanie lokalnych materiałów czy skrócenie czasu na wykonanie zlecenia.

Zamawiający nie obawia się wyrzucania z postępowań firm, które najprawdopodobniej nie mają potencjału, żeby zrealizować daną inwestycję. Obawiam się jednak, że kumulacja środków unijnych i zadań na przyszłe lata utrudni wykonawcom ich realizację poprzez trudności z pozyskaniem wykwalifikowanej siły roboczej czy też dynamicznie rosnące ceny materiałów – prognozuje Renata Mordak.

Dyrektor pionu transportu w Multiconsult Polska ocenia, że w kolejnych latach trzeba jak najlepiej wykorzystywać środki unijne, a inwestycje drogowe powinny być nadal realizowane w obecnie formuje „zaprojektuj i zbuduj”. Jednak powoli branża powinna się przygotowywać do wyzwania, jakim będzie zakończenie finansowania z UE. Będzie to dobry moment na realizację projektów w formule partnerstwa publiczno-prywatnego.

Autorzy raportu „Stan polskich autostrad na przestrzeni ostatnich 25 lat” wymieniają szereg czynników potrzebnych do sprawnej realizacji inwestycji drogowych: zapewnienie ciągłości planowania, koordynacja inwestycji liniowych drogowych i kolejowych, tak aby zapewnić możliwości transportu ludzi i towarów, ustabilizowanie wymagań odnoszących się do projektantów i wykonawców, ograniczenie wymagań administracyjnych i formalnych, zapewnienie czasu na analizy wstępne, przygotowanie projektów, analizy środowiskowe i społeczne.

W tej chwili branża oczekiwałaby większej elastyczności zamawiającego w radzeniu sobie z problemami. To oczywiście wymagałoby aktualizowania zawieranych umów na etapie projektowania lub budowy, tak aby bardziej elastycznie podchodzić do problemów i móc je rozwiązywać w relatywnie najkrótszym czasie. O budowie powinni decydować inżynierowie, a nie prawnicy – takie jest oczekiwanie całej branży – mówi Renata Mordak.

Trzeba więcej planować, potrzeba więcej czasu na przygotowanie się do inwestycji – mamy wtedy więcej możliwości przewidzenia, co może się wydarzyć. Dobrze przygotowany proces inwestycyjny to sprawnie prowadzony proces inwestycyjny – musimy prawidłowo wybrać wykonawców, którzy są zawodowcami i potrafią dokończyć swoje dzieło. Musimy też maksymalnie upraszczać wszystkie procedury formalne, prawne i przede wszystkim stabilnie i długo pracować tak, żeby nie zmieniać co chwilę reguł rynkowych – dodaje Jarosław Wielopolski.

Z danych, na które powołuje się Multiconsult Polska, wynika, że w ramach Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014–2023 do tej pory zakończono 23 zadania o wartości ponad 8,4 mld zł (i długości ponad 273 km). W przetargach znajduje się 49 zadań o wartości 27,5 mld zł (679 km), a w kolejce są projekty o wartości prawie 52 mld zł. W 2018 roku planuje się oddać do użytku 368,93 km dróg szybkiego ruchu, w tym 19,9 km autostrad. Z kolei w 2019  roku przewidywane jest oddanie do użytku 242,87 km dróg szybkiego ruchu, w tym 40,47 km autostrad.

Rynek mediów internetowych w Polsce jest zróżnicowany. Według ekspertów jego repolonizacja nie jest możliwa

Rynek mediów internetowych w Polsce jest zróżnicowany. Według ekspertów jego repolonizacja nie jest możliwa 10

Na polskim rynku działają zarówno zagraniczni wydawcy znani w tej części Europy, jak i mocni krajowi gracze. Dzięki temu rynek jest zróżnicowany, a polski kapitał porównywalny z zagranicznym. Według ekspertów repolonizacja internetu nam nie grozi. Nowym trendem może być większa adaptacja płatnych treści przez użytkowników, zwłaszcza w zakresie VOD. Ciągle problemem pozostaje kwestia hejtu w sieci. Rząd chce  dać niektórym państwowym instytucjom możliwość blokowania witryn internetowych.

Badanie Gemius PBI z listopada 2017 roku wskazuje, że najwięcej internautów przyciąga Grupa Google, z której stron skorzystało 96 proc. wszystkich polskich użytkowników internetu (26,6 mln). Drugą najpopularniejszą witryną jest facebook.com, który przyciągnął blisko 22,5 mln internautów. Trzecie i czwarte miejsce zajęły odpowiednio Grupa Onet-RASP oraz Grupa Wirtualna Polska z podobnymi wynikami na poziomie 21,2 mln użytkowników. Wśród  dwudziestu wydawców z największą liczbą użytkowników znalazło się dziewięciu polskich wydawców z polskim kapitałem.

– Oczywiście regulator może wpływać na strukturę rynku. Wiele krajów na świecie ma różne regulacje, np. Wietnam, gdzie ichniejsza KRRiT udziela licencji wydawcom, przez co istotnie wpływa na strukturę rynku, niemniej jednak w europejskich warunkach wydaje się to być mało możliwe. Oczywiście presja może być wywierana, można delikatnie wpływać na strukturę, ale nie sądzę, żeby była możliwa całkowita repolonizacja – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Emil Pawłowski, ekspert firmy Gemius.

Specjaliści zauważają, że na znaczeniu zyskują jakościowe aspekty reklamy online. Reklamodawcy coraz częściej mają świadomość, że większe znaczenie ma jakość, stąd popularnością cieszą się kwestie związane z widocznością reklam i zjawiskiem ich blokowania. Polacy są również gotowi do płacenia za treści dostępne w internecie. Ale pod warunkiem że ich jakość, np. materiałów wideo, jest adekwatna do ceny.

– Niestety takich ofert jest jeszcze mało. Niemniej jednak optymistycznie patrzę w przyszłość. To, co robi Netflix i pozostali wydawcy w obrębie płatnych modeli wideo, sugeruje, że w bardzo bliskiej przyszłości coraz więcej ludzi będzie kupować tę ofertę, co jest moim zdaniem lekko pesymistyczną informacją dla takich graczy jak nc+ czy Cyfrowy Polsat, bo te pieniądze Polacy będą musieli skądś wziąć, będą migrować z oferty płatnej telewizji na płatną ofertę VOD – zauważa Emil Pawłowski.

Rosnącym problemem są kwestie hejtu i szerzenia nienawiści w sieci. Eksperci zaznaczają jednak, że uregulowania prawne mogą ograniczać wolność słowa. Lepszym wyjściem z tej sytuacji byłoby za to zwracanie większej uwagi na ten problem przez samych użytkowników internetu.

– Mamy próby uregulowania hejtu w sieci na tle narodowościowym, rasistowskim, niemniej jednak zapisy są albo zbyt ogólne, żeby były skuteczne, albo w momencie, kiedy próbujemy je zapisać w taki sposób, żeby były one łatwe do zaimplementowania przez rząd czy służby bezpieczeństwa, są zbyt groźne. Dlatego bardziej polegałbym na samoregulacji rynku, na netykietach związanych z uczestnictwem na forach, w serwisach społecznościowych, niż na istotnym wpływie państwa – podkreśla ekspert z firmy Gemius.

Regulacje prawne będą natomiast stosowane w innych przypadkach. Według projektu nowelizacji ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym prawo do blokowania stron internetowych otrzyma Komisja Nadzoru Finansowego – państwowy organ kontrolujący rynek finansowy. O prewencyjną blokadę strony będzie wnioskować do operatorów, którzy będą mieli 48 godzin na zablokowanie podejrzanych treści. Co istotne, blokada nastąpi jeszcze nawet przed złożeniem przez KNF zawiadomienia do prokuratury.

Podobne uprawnienia chcą uzyskać także inne państwowe organy – Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Urząd Komunikacji Elektronicznej.

Jak wynika z badania Gemius PBI, w listopadzie 2017 roku w Polsce było łącznie 27,7 mln internautów. Liczba osób korzystających z internetu na komputerach i urządzeniach mobilnych powoli wyrównuje się. Obecnie 24,2 mln korzysta z internetu na komputerach osobistych i laptopach, zaś 21,5 mln łączy się za pomocą smartfonów i tabletów.

Zapowiada się kolejny dobry rok dla branży hotelarskiej. Liczba miejsc noclegowych rośnie najszybciej w historii

Zapowiada się kolejny dobry rok dla branży hotelarskiej. Liczba miejsc noclegowych rośnie najszybciej w historii 11

Polska branża hotelarska ma za sobą bardzo dobry rok, a obecny ma być równie udany. Głównie dzięki rosnącemu popytowi ze strony turystów oraz zainteresowaniu inwestorów z branży, również zagranicznych sieci. Krajowa baza powiększy się do 2019 roku o przeszło 6,6 tys. pokoi hotelowych. Pod względem liczby transakcji rynek hotelowy dogania inne segmenty rynku nieruchomości – wynika z danych Emmerson Evaluation. 

Rynek hotelowy w Polsce bardzo dynamicznie rośnie w ostatnich latach. Turystów przybywa, w ostatnich 6–7 latach mamy rocznie ponad 2 mln więcej turystów niż jeszcze kilka lat temu. Za tym idzie też przyrost bazy hotelowej – przybywa coraz nowszych hoteli, jest coraz więcej inwestycji na tym rynku –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Książak, prezes zarządu Emmerson Evaluation.

Krajowy rynek hotelowy dojrzewa, ale wciąż ma znaczny potencjał – to główny wniosek z raportu „Rynek hotelowy w Polsce”, opracowanego w grudniu przez Emmerson Evaluation. Do końca 2019 roku baza powiększy się o przeszło 6,6 tys. pokoi hotelowych, a branża rozwija się dzięki zainteresowaniu inwestorów, w tym zagranicznych sieci hotelowych, a także klientów biznesowych oraz blisko 20 mln turystów rocznie.

Baza hotelowa przyrasta najszybciej w historii branży hotelarskiej w Polsce. Największe wzrosty liczby hoteli oddanych do użytku notowaliśmy w ostatnich latach w województwie mazowieckim i małopolskim. W Mazowieckiem było to prawie 4 tys. miejsc noclegowych, a jedną trzecią tej podaży zapewnia Warszawa. W województwie małopolskim przybyło ponad 3 tys. miejsc noclegowych, z czego większość została oddana do użytku w Krakowie – mówi Dariusz Książak.

W 2016 roku znaczny wzrost bazy hotelowej zaobserwowano w ponad 80 proc. województw. Krajowa baza obejmowała w sumie 253,3 tys. miejsc noclegowych. Analitycy Emmerson Evaluation prognozują, że 2017 i 2018 rok okażą się dla branży hotelowej równie dobre.

Mamy mnóstwo inwestycji, które są w tej chwili w trakcie realizacji i zostaną oddane do końca 2018 roku. Dla przykładu, w Warszawie przybędzie w tym czasie około 1,8 tys. miejsc noclegowych, porównywalna liczba w Trójmieście. Dużego przyrostu możemy się spodziewać też w Szczecinie czy Kołobrzegu, gdzie będzie to około 500 nowych miejsc noclegowych – mówi Dariusz Książak.

Na rynku hotelowym widać wiele nowych trendów. Obiekty zarządzane przez międzynarodowe marki dotychczas lokowały się w największych miastach i skupiały się na ofercie dla klientów biznesowych. Obecnie są coraz bardziej zainteresowane inwestycjami w turystykę i rozszerzeniem portfolio o mniejsze miasta. W najbliższych latach powstanie kilka takich inwestycji w nadmorskich i górskich kurortach, m.in. Hilton Garden Inn w Kołobrzegu czy Radisson Blu w Zakopanem.

Poszerza się również oferta ekonomiczna z segmentu lifestyle – to efekt popytu ze strony osób młodych, które oczekują atrakcyjnej oferty za dobrą cenę. Wciąż jednak większość obiektów to hotele indywidualne, prowadzone bezpośrednio przez właścicieli, zwykle zlokalizowane w popularnych miejscowościach wypoczynkowych. Z kolei największe obłożenie notują obiekty wyższej klasy, nastawione na segment biznesowy.

Mierząc stopień wykorzystania miejsc noclegowych, największą popularnością wśród odwiedzających cieszą się hotele o najwyższej kategoryzacji, czyli czterogwiazdkowe i pięciogwiazdkowe. Wynika to z faktu, że są one profesjonalnie zarządzane przez duże sieci hotelowe. Z reguły znajdują się one w najlepszych lokalizacjach, w których dominuje turystyka biznesowa, a nie wypoczynkowa, czyli bardziej odporna na zmiany koniunkturalne czy pogodę. Wszystkie statystyki wskazują, że właśnie te obiekty mają najwyższe obłożenie – mówi Dariusz Książak.

Pięciogwiazdkowe hotele przeważnie wybierają też zagraniczni turyści, dla których polska oferta – w porównaniu do cen na zachodzie Europy – jest relatywnie niedroga. W gronie turystów odwiedzających Polskę najliczniejsi są Niemcy (26 proc.), Brytyjczycy (7 proc.), obywatele Ukrainy (6 proc.) i Stanów Zjednoczonych (5 proc.).

– Które rynki rozwijają się najbardziej dynamicznie? Jest wiele inwestycji w Trójmieście – obawiam się nawet, że może już zbyt dużo. Inwestorzy dostrzegli też niszę w Szczecinie, gdzie rynek hotelowy był dotąd mało rozwinięty, a w tej chwili sporo się tam buduje. Podobnie w Katowicach – jest to bardzo atrakcyjny rynek, na którym buduje się i oddaje sporo obiektów hotelowych – wylicza Dariusz Książak.

Jak się okazuje to nie zagraniczni, ale polscy turyści napędzają krajowy rynek – statystycznie na jednego cudzoziemca w polskich hotelach przypada dwóch Polaków. Rosnąca zamożność polskich gospodarstw domowych powoduje, że zwiększają się ich wydatki na podróże.

Dobra sytuacja branży hotelarskiej stwarza też okazję dla inwestorów, oferując relatywnie duże bezpieczeństwo przy wysokich stopach zwrotu. Dobrze zarządzane hotele okazują się atrakcyjną formą lokowania kapitału, ponieważ sektor biurowy i handlowy są już znacznie bardziej nasycone. Jak podkreślają eksperci Emmerson Evaluation, inwestorzy powinni jednak rozważnie wybierać lokalizacje nowych obiektów, bo baza hotelowa w Polsce jest bardzo zróżnicowana regionalnie.

Inwestorów przyciągają do Polski wciąż relatywnie wysokie stopy zwrotu w porównaniu z Europą Zachodnią. Poza tym, nasz rynek nie jest jeszcze tak nasycony – wciąż można znaleźć ciekawe miejsca i nisze, które można zagospodarować i czerpać z tego atrakcyjne dochody. Jest to w tej chwili jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się segmentów rynku. Pod względem podaży nowych obiektów rośnie szybciej niż sektor handlowy. Dochodzi też do coraz większej liczby transakcji obiektami hotelowymi. Kiedyś była to rzadkość na tym rynku, ale inwestorzy dostrzegli, że warto kupować hotele – mówi prezes zarządu Emmerson Evaluation.

E-administracja wprowadza płatności online za dokumenty. Udostępniono także wniosek o meldunek i odpis aktu stanu cywilnego

E-administracja wprowadza płatności online za dokumenty. Udostępniono także wniosek o meldunek i odpis aktu stanu cywilnego 12

Administracja publiczna coraz mocniej się cyfryzuje. Od teraz możemy zdalnie złożyć wniosek o odpis aktu urodzenia, zgonu lub małżeństwa. Co ważne, zapłacimy za niego online, a nie w urzędowej kasie. Możemy także wybrać dostawę aktu pocztą, co oznacza brak konieczności wizyty w urzędzie. Państwo umożliwia także zameldowanie się przez internet. Wkrótce mają zostać udostępnione kolejne udogodnienia, w tym możliwość złożenia wniosku o prawo jazdy przez internet.

– Przyjazna administracja to miejsce, gdzie dajemy szansę obywatelom, żeby załatwić pewne rzeczy zdalnie, przez internet. Po pierwsze, obywatel ma teraz możliwość złożenia wniosku o odpis aktu stanu cywilnego, mówimy o akcie urodzenia, akcie zgonu, akcie małżeństwa, które w różnych sytuacjach życiowych są nam potrzebne. Po te rzeczy normalnie musielibyśmy pójść do urzędu, tam złożyć wniosek, potem pójść po raz drugi, żeby ten odpis odebrać – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Okoński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Wniosek o odpis aktu stanu cywilnego możemy wypełnić zdalnie w domu. Wystarczy wejść na stronę obywatel.gov.pl, potwierdzić swoją tożsamość Profilem Zaufanym i wypełnić elektroniczny formularz. Mamy możliwość wybrania, czy dokument ma zostać do nas wysłany, czy też odbierzemy go osobiście w jednym z urzędów. Taki odpis podlega opłacie skarbowej, ale co ważne, możemy zapłacić za niego online.

– Jesteśmy przyzwyczajeni, że dokonując transakcji w internecie, mamy możliwość zapłacenia przelewem czy kartą, natomiast w przypadku usług administracji państwowej do tej pory nie było takiej możliwości. Jeśli wymagana była płatność, to usługa miała swoją część inicjującą online, ale wymagała potem fizycznie uiszczenia tej opłaty w kasie danego urzędu. Po raz pierwszy daliśmy możliwość internetowej płatności, tak jak znamy to ze sklepów internetowych – zaznacza Karol Okoński.

W ramach e-administracji przygotowano także możliwość zameldowania się online. Wypełniając specjalny formularz, podajemy nowy adres i inne niezbędne informacje. Jak podkreśla wiceminister, usługa jest tak zbudowana, żeby tę czynność uprościć i zminimalizować formalizm oraz uniknąć wizyty w tym celu w urzędzie miasta czy gminy. Jednak to nie koniec nowości. Wkrótce Polacy będą mogli skorzystać z kolejnych udogodnień.

– W najbliższym czasie będzie można złożyć wniosek o prawo jazdy, zdalnie, z domu, załączając wymagany dokument zaświadczenia lekarskiego, uzupełniając wszystkie podstawowe informacje. Po samo prawo jazdy trzeba będzie się zgłosić do urzędu, ale zamiast dwóch wizyt będzie jedna – informuje podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Z raportu „E-administracja w oczach internautów” z 2016 r. wynika, że badanych można podzielić na trzy grupy – użytkowników aktywnych (25 proc.) i nieprzekonanych (29 proc.), którzy mieli styczność z e-administracją, oraz niedoświadczonych (46 proc.), którzy do tej pory nie korzystali z tego typu usług online.

90 proc. aktywnych ocenia pozytywnie załatwienie swojej sprawy przez internet. 98 proc. przyznaje, że w przyszłości ponownie skorzysta z e-administracji. Z kolei ponad połowa (56 proc.) nieprzekonanych woli osobiście odwiedzić urząd, wspominając, że w przeszłości ich sprawa została załatwiona przez internet częściowo (47 proc. nieprzekonanych) lub bez powodzenia (18 proc.).

W przypadku grupy niedoświadczonych 75 proc. pytanych preferuje osobisty kontakt z urzędem, ale 59 proc. nie wyklucza, że w przyszłości wybierze drogę online.