Resort środowiska chce większych kar za nielegalne wydobycie bursztynu. Obecnie tylko 600 kg bursztynu wydobywane jest legalnie

Resort środowiska chce większych kar za nielegalne wydobycie bursztynu. Obecnie tylko 600 kg bursztynu wydobywane jest legalnie 1

Polska ma złoża ponad 1100 ton bursztynu. Ich wartość szacuje się na kilkanaście miliardów złotych. Rocznie do obrotu trafia ok. 10 ton bursztynu, z czego według resortu środowiska legalnie pozyskuje się 600 kilogramów. Nowelizacja ustawy Prawo górnicze i geologiczne, która znajduje się na etapie opiniowania, zakłada, że bursztyn zostanie objęty własnością górniczą. W efekcie wyższe będą opłaty za wydobycie tego surowca, a także wzrosną kary za nielegalne poszukiwania i eksploatację. Ten proceder będzie zaś traktowany jako przestępstwo.

Trwają prace nad projektem zmian ustawy Prawo geologiczne i górnicze przygotowanym przez Ministerstwo Środowiska. Propozycja resortu zakłada zmodyfikowany katalog złóż kopalin objętych własnością górniczą. Zostanie on poszerzony o bursztyn, gazy szlachetne i pierwiastki ziem rzadkich.

Ministerstwo Środowiska argumentuje, że wobec wzrostu nielegalnego wydobycia bursztynu konieczne jest wzmocnienie nadzoru państwa nad tym obszarem oraz zaproponowanie rozwiązań o charakterze karnym czy prewencyjnym, które miałyby temu procederowi przeciwdziałać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Grzegorz Wąsiewski, radca prawny z Kancelarii BSJP Brockhuis Jurczak Prusak.

Z danych Państwowego Instytutu Geologicznego wynika, że w Polsce mamy złoża ponad 1138 ton bursztynu. Wypowiedzi Głównego Geologa Kraju z 2016 roku wskazywały, że w Polsce rocznie w obrocie znajduje się ok. 10 ton bursztynu, z czego zaledwie 600 kilogramów jest wydobywane legalnie. Audyt przeprowadzony w Ministerstwie Środowiska ocenia, że brak przeciwdziałania nielegalnemu wydobyciu kruszywa i bursztynu może oznaczać stratę dla budżetu państwa w wysokości ponad 8 mld zł. Dzięki objęciu bursztynu katalogiem złóż kopalin, sytuacja ma się poprawić.

– To zmiana kluczowa. Złoża, które objęte są własnością górniczą, są własnością Skarbu Państwa. Ma to niebagatelny wpływ na dwie sfery. Z jednej strony państwo występuje jako organ administracji, który reglamentuje pewien określony obszar działalności gospodarczej w drodze udzielania koncesji, ale z drugiej strony również jako właściciel określonego dobra. Pod względem administracyjnym zmieni się organ koncesyjny właściwy dla tych złóż, a będzie nim minister właściwy do spraw środowiska – tłumaczy Wąsiewski.

W sferze reglamentacji działalności gospodarczej projektowane zmiany oznaczają, że nie tylko wydobycie, lecz także poszukiwanie i rozpoznawanie złóż bursztynu będzie wymagało koncesji. Jeśli natomiast chodzi o sferę własnościową, osoby poszukujące bursztynu będą musiały podpisać umowę nie tylko z właścicielem nieruchomości, na której będą prowadzone prace, lecz także ze Skarbem Państwa, który zgodnie z projektowanymi przepisami jest właścicielem tych kopalin.

 Nie jest to może duży wzrost obciążenia administracyjnego jako takiego, ale z pewnością razem z przewidywanym wzrostem opłaty eksploatacyjnej do 300 zł za kilogram bursztynu będzie to stanowiło dodatkowe obciążenie dla przedsiębiorców – ocenia Wąsiewski.

Obecnie opłaty za wydobycie bursztynu nieznacznie przekraczają 10 zł za kilogram. Projekt ustawy zakłada jej wzrost do 300 zł, która to kwota zdaniem resortu jest bardziej odpowiednia, biorąc pod uwagę rynkowe ceny surowca. Zdaniem części komentatorów nowe przepisy mogą jednak zmniejszyć krajowe wydobycie bursztynu i wpłynąć na rentowność branży.

Zgodnie z nowymi przepisami nielegalne wydobycie bursztynu z wykroczenia stanie się przestępstwem, większe będą też kary finansowe  do 400 tys. zł  za każdy kilometr kwadratowy powierzchni, na której będą prowadzone prace.

– Jeżeli przepisy w takim kształcie wejdą w życie, praktyka pokaże, czy rzeczywiście będzie to skuteczne. Czy przepisy spełnią swoją funkcję prewencyjną i będą odstraszać tych, którzy w nielegalny sposób próbują tę działalność prowadzić, a z drugiej strony, czy nie będą stanowiły nadmiernego, zwłaszcza finansowego, obciążenia dla tych, którzy tych przepisów przestrzegają – podkreśla dr Grzegorz Wąsiewski.

5 największych problemów z planowaniem w pracy

Pierwsze dni stycznia to dobry moment na zaplanowanie swoich działań – nie tylko w życiu prywatnym, ale także zawodowym. Sama lista TO-DO to jednak za mało. Jak podaje serwis IDoneThis, ponad 40 proc. zapisanych tam zadań nie zostaje nigdy zrealizowanych. Aby zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu, warto poznać receptę na 5 problemów, które identyfikuje Jarosław Pudełek z firmy CzteryP.

Początek nowego roku sprzyja tworzeniu planów na kolejne 365 dni. Jeśli jednak po kilku dniach stycznia dostrzegasz, że Ty lub Twoi pracownicy macie problemy z realizacją planów związanych z pracą w firmie, czas na interwencję.

Problem 1. Uleganie mitowi, że lista TO-DO jest receptą na sukces.

Choć lista TO-DO to proste i przydatne narzędzie, ma jednak poważną słabość: bardzo łatwo wpisywać na nią kolejne punkty, niezależnie od tego, czy jesteśmy w stanie je zrealizować. Jednocześnie ciągle łudzimy się, że któregoś dnia odhaczymy wszystkie pozycje na liście. Moment ten jednak nie następuje. Potwierdzają to uczestnicy symulacji biznesowych poświęconych efektywności. Z badania Coaching Center na zlecenie CzteryP wynika, że 46 proc. zadań z ich list TO-DO nigdy nie zostało zrealizowanych.
Jeśli zależy Ci na skuteczności, zamień listę TO-DO na kalendarz. Ponadto za każdym razem należy oszacować czas potrzebny na wykonanie zadania. Dzięki temu możesz zapanować nad swoim tygodniem i mieć kontrolę nad upływającym czasem. Ważna jest również spójność zadań – aby osiągnąć ten stan, trzeba jasno ustalić pożądany efekt działań.

Problem 2. Brak pracy z celami.

Mimo że większość zatrudnionych zdaje sobie sprawę z konieczności określania celów, często pomijamy ten etap. Z obserwacji eksperta CzteryP wynika, że bardzo łatwo ulec pokusie szybkiego planowania działań, by jak najszybciej przejść do etapu ich realizacji. Jeżeli jednak nie ustalisz celu, nie osiągniesz też satysfakcjonującego efektu.
Jeśli nie masz pewności, jak skutecznie wyznaczać cele, możesz wykorzystać metodę EnISMARTER. Nazwa ta jest akronimem 9 angielskich słów określających cechy, którymi powinien charakteryzować się cel. Musi on być angażujący (Engagement) i zależny od Twoich działań (Impact). Ważne jest również, by jednoznacznie sformułować swoje dążenia (Specific). Cel powinien być mierzalny (Measurable) i ambitny (Ambitious), ale zarazem realistyczny (Realistic) – inaczej podjęte działanie nie będzie mieć sensu. Jeśli zapiszemy go w kalendarzu, możemy być pewni, że będzie określony czasowo (Time-bound) i dobrze udokumentowany (Recorded). Ostatni krok polega na tym, by zadbać o atrakcyjność celu (Exciting) – tak, by jego realizacja stanowiła ciekawe wyzwanie.

Problem 3. Wystarczy, że wiem co mam robić – nie muszę tego szczególnie planować.

Samo ustalenie celu jeszcze nie gwarantuje jego osiągnięcia. Aby tego dokonać, musimy zaplanować działania, które doprowadzą nas do realizacji założonego efektu. Planowanie pozwala organizować pracę tak, aby była jak najbardziej efektywna. Do planowania działań można wykorzystać np. metodę Kurta Vonneguta, która należy do grupy technik tzw. planowania wstecznego. „Wykorzystując tę metodę, przestawiamy się na myślenie o celu, który jest w centrum naszej uwagi oraz na sposobach zmierzających do jego osiągnięcia. Już na starcie mamy zatem wizję efektu końcowego, dzięki czemu łatwiej nam wyobrazić sobie kolejne kroki potrzebne do jego realizacji i łatwiej nam przystąpić do tworzenia konkretnego planu działań” – radzi Jarosław Pudełek z firmy CzteryP.
Trzeba też pamiętać o tym, by wystrzegać się przekleństwa dwóch kalendarzy: firmowego i osobistego. Niezależnie od klasyfikacji, wszystkie zajęcia zajmują ten sam dzień. Masz dwa kalendarze, ale tylko jedną dobę – lepiej od początku nie komplikować sobie życia.

Problem 4. Każde zaplanowane zadanie jest najważniejsze.

Inna trudność pojawia się, kiedy wszystkie zaplanowane zadania wydają się wymagać natychmiastowego działania. W efekcie poświęcamy im więcej czasu niż planowaliśmy i odkładamy w czasie bardziej złożone czynności. Tymczasem, jak zauważył Dwight Eisenhower, w przypadku zadań do realizacji „to, co ważne, rzadko bywa pilne, a to, co pilne, rzadko bywa ważne”.

Najczęściej skupiamy się wyłącznie na rzeczach pilnych. Natomiast ważne sprawy, które służą rozwojowi firmy w długim okresie, nie skłaniają nas do natychmiastowego działania. Z tego powodu nie wydają się one pilne. W uświadomieniu sobie, jakie zadania są jednocześnie pilne i ważne, pomaga tzw. macierz Eisenhowera, dzięki której uporządkujesz wykonywane w firmie czynności, dzieląc je na grupy według wspomnianych dwóch kryteriów.

Problem 5. Przekleństwo nadmiernej perfekcji.

Zamiast tracić czas na rozpamiętywanie błędów, skieruj swój zapał na szybkie reagowanie na niedociągnięcia oraz na wyciąganie wniosków. Kontrola i doskonalenie są bardzo ważnymi elementami w procesie osiągania celów. Każdego dnia warto stawiać sobie pytania, dzięki którym możemy zapanować nad realizacją założonego wcześniej planu. Jakie wyniki zostały osiągnięte? Co nie zostało załatwione i dlaczego? Na co został zmarnotrawiony czas? Jak podkreśla ekspert CzteryP, rzetelna analiza pomoże stworzyć bardziej skuteczny plan w przyszłości.

Możemy mieć najlepszy nawet plan, wyznaczone zadania, które mają nas doprowadzić do upragnionego celu, jednakże bez ciągłej jego weryfikacji i doskonalenia nie osiągniemy założonych efektów. Ważne jest zatem, aby na każdym etapie dążenia do celu trzymać rękę na pulsie.

Dzisiaj giełdy, jutro (może) dolar

Świeżo opublikowany raport ADP w zakresie kondycji amerykańskiego rynku pracy wyraźnie napawa optymizmem przed piątkowymi szacunkami zmian zatrudnienia w sektorze pozarolniczym za grudzień. Szansę na napływ bardziej satysfakcjonujących danych dodatkowo podbijają silne subkomponenty indeksu ISM dla przemysłu, którym wtórują wykorzystywane prognostycznie wysokie wartości Chicago PMI. Należy pamiętać, że potencjalne przetasowania na rynku walutowym będą w głównej mierze uzależnione od utrzymania rocznej dynamiki wynagrodzeń powyżej poziomu 2,5 proc., czego nie należy traktować przez pryzmat solidnie wyśrubowanych oczekiwań. W trakcie czwartkowych notowań uwagę inwestorów wyraźnie zwróciły europejskie giełdy, które poszły w ślady nie tylko rekordów na Wall Street, ale również euforii obserwowanej na parkiecie w Tokio.

Dzisiejszej słabości amerykańskiej waluty nie wykorzystał japoński jen (-0,3 proc.). Na koniec dnia USD/JPY ponownie balansuje nad poziomem 112,80, pozostawiając tym samym w grze scenariusz rychłego powrotu w okolice poświątecznych maksimów przy 113,40. Zestawienie komponentów koszyka G10 otwiera kiwi (0,7 proc.) wspinające się w stronę październikowych szczytów. W przypadku euro (0,4 proc.) należy mówić o dość ciekawej i burzliwej sesji. Obecnie EUR/USD balansuje przy 1,2070, aczkolwiek nie należy wykluczyć ponownej próby podejścia pod psychologiczne 1,2100.

O miano beneficjenta napływających danych ekonomicznych walczył funt szterling (0,2 proc.), który finalnie nie znalazł oparcia w indeksie PMI dla brytyjskiego sektora usługowego. Wartość wskaźnika na poziomie 54,2 pkt lekko przebiła oczekiwania ankietowanych uczestników (konsensus: 54,0 pkt), aczkolwiek skala odnotowanego odchylenia nie należała do dostatecznie znaczących. Dzisiejszy raport ADP wyraźnie okrył cieniem cotygodniowe wskazania dotyczące świeżo złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Obecnie obserwuje się stabilizację w zakresie przyrostu osób pozbawionych stosunku pracy, bowiem w dalszej mierze wskaźnik pozostaje blisko poziomu 250 tys. (poprzednio: 247 tys.).

Zmienność na rynku ropy chwilowo podbił raport Departamentu Energii USA, który wskazał na siódmy spadek rezerw surowca z rzędu. Tym razem skala zmian była zdecydowanie silniejsza (-7,4 mln baryłek) niż wynikało to z wczorajszego raportu API, gdzie wskazano na skurczenie zasobów o 5,0 mln baryłek. W dzisiejszym odczycie pierwsze skrzypce zagrał potężny skok zapasów destylatów, które na przestrzeni tygodnia wzrosły o 8,9 mln baryłek (konsensus: -88,9 tys.) przy zdecydowanie mniej imponującym przyroście benzyny (4,8 mln baryłek, konsensus: 2,0 mln). Na koniec dnia West Texas Intermediate balansuje przy poziomie 62,10 USD za baryłkę, notując tym samym dzienny ruch na poziomie 0,8 proc

Najbardziej euforycznymi nastrojami mogli pochwalić się inwestorzy przy Książęcej, gdzie WIG 20 (2,8 proc.) uplasował się tuż nad poziomem 2 530 pkt. Na szczycie zestawienia pojawiły się akcje LPP, których 9,1 proc. zwyżkę należy utożsamiać z masowym napływem kapitału zagranicznego. Nieco mniejszą skalę ruchu ma za sobą Bank Zachodni WBK (6,5 proc.) będący beneficjentem umacniającego się złotego, co niewątpliwie oddala skrajne scenariusze związane z kredytami denominowanymi w szwajcarskiej walucie. Zwyżce BZ WBK nie przeszkodziła najnowsza nota Komisji Nadzoru Finansowego, która zdecydowała się nałożyć bufor właściwy dla instytucji istotnych systemowo na poziomie 0,5 proc. ekspozycji na ryzyko. Istotny sygnał technicznie zdołało wygenerować PZU (3,9 proc.), które wraz z końcem sesji znalazło się nad średnią z ostatnich 200 notowań. Ponownie na szarym końcu znalazł się Cyfrowy Polsat (-0,4 proc.), którego inwestorzy nie docenili dość przychylnej noty Haitong Banku w sprawie perspektyw sprzedaży reklam w 2018 roku.
Zdecydowanie mniej euforyczne nastroje obserwowano we Frankfurcie. Na czele indeksu DAX (1,5 proc.) znalazło się Linde (3,3 proc.) częściowo niesione zamiarami DCC w zakresie przejęcia spółki Tega LPG. W ścisłej czołówce znalazły się również Siemensa (2,7 proc.), którym po piętach deptał Deutsche Bank (2,7 proc.) informujący o konieczności utrzymania wskaźnika CET1 powyżej poziomu 10,65 proc. Serię ostatnich wzrostów próbowała skutecznie wymazać Lufthansa (-0,6 proc.) oczekująca według Il Messanggero na wsparcie włoskiego rządu w sprawie Alitalii. Nieco mniej odważny ruch na południe mają za sobą Vonovia (-0,2 proc.) oraz Merck KGaA (-0,2 proc.). W przypadku drugiej ze spółek należy mówić o nikłym wpływie noty Bernstein, gdzie zwrócono na wyraźne niedowartościowanie europejskiego sektora farmaceutycznego.

Dzisiejsze wzrosty indeksu FTSE 100 na tle europejskich odpowiedników wyglądały wyjątkowo słabo, bowiem na przestrzeni dnia londyńska giełda zdołała wypracować zaledwie 0,3 proc. wzrost. Niekwestionowanym liderem okazało się NMC Health (5,5 proc.) informujące o pozyskaniu pakietów mniejszościowych w dwóch szpitalach położonych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz Arabii Saudyjskiej. Beneficjentem wyraźnie podbitego obrotu okazało się być G4S notujące ruch rzędu 3,2 proc. Niezbyt przychylne nastroje panowały wśród wyspiarskich deweloperów. Zniżkę Hammerson (-2,5 proc.) skutecznie przebił Brit Land, który zdołał potanieć o 3,0 proc. Finalnie listę stu komponentów zamknął Marks&Spencer (-3,7 proc.), który wrócił tuż pod średnią z ostatnich 50 notowań.

Na rynku surowców energetycznych obserwuje się postępującą przecenę lutowych kontraktów na gaz ziemny (-3,1 proc.). Nieco mniej spektakularną skalę ruchu obserwuje się wśród płodów rolnych, gdzie najsilniej tanieje ryż. W cieniu jego 1,8 proc. zniżki znalazły się między innymi marcowe kontrakty na kukurydzę (-0,5 proc.) oraz sok pomarańczowy (-0,4 proc.). Tuż pod poziomem 1 320 USD za uncję znajduje się złoto, które na przestrzeni dnia drożeje 0,5 proc. Podobną skalę ruchu ma za sobą srebro ponawiające atak na 17,24 USD. Ostatecznie miano lidera na rynku surowców obejmuje pallad ze wzrostami na poziomie 1,4 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Malta kocha bitcoina

Bitcoin – wzbudzająca wiele emocji kryptowaluta – podbija światowe rynki inwestycyjne. Podczas gdy w Polsce dopiero wprowadza się jej definicję legalną, inne państwa budują już wokół niej całe strategie gospodarcze. Jednym z największych orędowników bitcoina na świecie, a z pewnością największym w Europie, jest Malta, która chce dzięki niemu przyciągnąć do siebie przedsiębiorców i kapitał branży technologicznej.

Malta widzi w bitcoinie przyszłość

Maltański rząd bardzo aktywnie angażuje się w promocję najpopularniejszej na świecie kryptowaluty. Stwarza możliwie najlepsze warunki do jej rozwoju na swoim terytorium. W kwietniu przyjął narodowy projekt strategii promowania bitcoina i technologii blockchain. Zagorzały zwolennik bitcoina, premier Joseph Muscat, już w lutym w skierowanych do Unii Europejskiej słowach przekonywał, że Europa powinna stać się „kontynentem bitcoina”. Według Muscata w obliczu brexitu przyciągniecie inwestorów i przedsiębiorców skupionych przede wszystkim wokół sektora technologii blockchain oraz branży fintech jest bardzo realne i stanowi ogromną szansę dla Malty.

Mimo że nie ma jeszcze jednolitych i pełnych regulacji prawnych dotyczących kryptowaluty, premier Malty nie chce czekać, aż unijne organy je wypracują. Wręcz przeciwnie – chce, by to jego kraj był wzorem do naśladowania przez innych. Dlatego za jedno z głównych zadań swojego gabinetu przyjął opracowanie korzystnych regulacji prawnych, podatkowych i infrastrukturalnych dla pełnego wdrożenia i wykorzystania bitcoina.

Lepszy od waluty

Kryptowaluta, której jeszcze kilka lat temu wróżono rychłą śmierć, dziś staje się obecna niemal w każdej dziedzinie życia. Dzięki pozbawieniu dokonywanych przy jej użyciu transakcji ryzyka kursowego, które dotyczy zwykłych walut, daje poczucie bezpieczeństwa i staje się coraz popularniejsza. Od czasu pierwszego wykorzystania bitcoina jako waluty w 2010 r. na całym świecie z każdym dniem rośnie jego znaczenie i w wielu krajach stosowany jest jako pełnoprawny środek płatniczy. W Danii obrót bitcoinami jest nieopodatkowany, a w Niemczech traktowane są one na równi z klasyczną walutą. Również w Polsce możliwe są takie rozliczenia niektórych transakcji (np. przy zakupie biletów lotniczych). Powstała już sieć bankomatów umożliwiających wypłatę gotówki transferowanej za pomocą bitcoinów. Coraz więcej pracodawców i pracowników rozlicza wynagrodzenie również poprzez kryptowalutę.

Bitcoin po polsku

Zważywszy na korzyści, jakie daje rozliczanie transakcji za pomocą opisywanej kryptowaluty, oraz na wzrost wartości, jaką zanotowała ona od momentu powstania, można przypuszczać, że znaczenie bitcoina będzie rosnąć. Dla przypomnienia: pierwszy kurs wymiany, jaki ustalono w październiku 2009 r., wynosił: 1 $ = 1309 BTC. Według stanu z 11 grudnia 2017 r. cena 1 BTC sięgnęła blisko 17 000 $, czyli ok. 60 000 złotych.

W Polsce klimat dla bitcoina długo nie był tak sprzyjający jak na Malcie. Obrót nim był utrudniony z uwagi na to, że bitcoin nie mógł zostać uznany za pieniądz elektroniczny i nie mógł być uznawany za instrument finansowy. Rozliczany był więc jako obrót prawami majątkowymi i obciążony podatkiem VAT. Wiele zmieniło się dzięki fundamentalnemu wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie Skatteverket kontra Hedqvist z dnia 22 października 2015 r. (C-264/14). Trybunał orzekł, że waluta bitcoin pełni rolę środka płatniczego.

Mimo to transakcje z użyciem bitcoina nadal nastręczają w naszym kraju wiele wątpliwości interpretacyjnych. Chodzi tu głównie o niejasność, jak rozliczyć VAT, gdy stroną transakcji handlowej z użyciem bitcoina jest przedsiębiorca, a jak – gdy jest nią nieprowadząca działalności gospodarczej osoba fizyczna. Tak naprawdę na chwilę obecną nie ma definicji legalnej tego środka płatniczego. Ma się ona jednak znaleźć w projekcie nowej ustawy o… przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Nadal jednak projektowana definicja nie przyznaje kryptowalucie przymiotów instrumentu płatniczego, a określa ją mianem waluty wirtualnej.

Definicja bitcoin według projektu ustawy z dnia 4 maja 2017 r. o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (opublikowany na stronach Rządowego Centrum Legislacji):

Waluta wirtualna – rozumie się przez to zbywalne prawo podmiotowe o charakterze majątkowym, zapewniające możliwość korzystania z jednostek walut wirtualnych zgodnie z zasadami przewidzianymi dla danego rodzaju waluty wirtualnej, które nie jest prawnym środkiem płatniczym ani pieniądzem elektronicznym w rozumieniu ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych, ani też instrumentem finansowym w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi, ale może zostać przeniesione na inną osobę w systemie teleinformatycznym albo poza nim.

Pociąg już odjeżdża

Co prawda „bitcoinowe” transakcje są obecne na polskim rynku i powoli stają się coraz popularniejsze, jednak w porównaniu z tym, co oferuje dzisiaj Malta, Polska z pewnością zostaje w tyle. Wiele maltańskich firm przyjmuje już płatności za pomocą tej wirtualnej waluty i oferuje w niej wypłatę swoim pracownikom. Jeśli dodać do tego probiznesowe działania rządu, premiujące przedsiębiorstwa stosujące technologię blockchain i rozliczeń bitcoinowych, to obawa wzrasta: czy jeśli zdążymy wskoczyć na okręt o nazwie „Bitcoin”, to jedynie w roli pasażera, bo za sterami siedzieć będą takie państwa jak Malta?

Czas gra rolę

Oczywiście nadal inwestycję w bitcoiny można uznać za obarczoną ryzykiem spekulację walutową. Zważywszy na stopę zwrotu, zwłaszcza ci, którzy zakupili ten wirtualny środek płatniczy za mniej niż dolara, dziś tego nie potwierdzą. Co ważne, projekt stworzenia bitcoinów zakłada, że ich maksymalna liczba to 21 mln. Więcej nie będzie, jeśli już, to mniej, bo część z nich zostanie lub już została utracona. Malta nie ogląda się na innych i sama stwarza rozwiązania prawnopodatkowe przyjazne dla biznesu z branży fintech oraz dla bitcoina. Jeśli więc ktoś zastanawia się nad zainwestowaniem w tę najpopularniejszą na świecie kryptowalutę, to powinien rozważyć, czy nie skorzystać jednocześnie z przywilejów, jakie oferuje Malta, i po prostu zmienić rezydencję podatkową czy założyć tam spółkę.

Autorzy: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – grudzień 2017 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 23,8% rdr do 16,4 mld zł w grudniu 2017 r., a w całym 2017 r. wzrost o 24,7% do poziomu 236,4 mld zł wobec roku 2016
  • Spadek średniej dziennej wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń o 15,7% do 864,3 mld zł w grudniu 2017 r. i jednocześnie wzrost o 25,2% w całym roku 2017 r. do poziomu 945,8 mld zł wobec 2016 r.
  • Wzrost wartości emisji obligacji notowanych na rynku Catalyst o 17,1% do 95,8 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 55,9% rdr, do poziomu 241,7 mln zł w grudniu 2017 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 51,2% do poziomu 13,3 TWh w grudniu 2017 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem o 40,7% rdr do 7,6 TWh w grudniu 2017 r., oraz wzrost o 21,1% rdr do poziomu 138,7 TWh w całym roku 2017 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia o 29,0% do 5,2 TWh2  w grudniu 2017 r., oraz o 16,7% rdr do 59,1 TWh w całym 2017 r.

 

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 17,8 mld zł w grudniu 2017 r., czyli o 22,8% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W całym 2017 r. wartość ta wzrosła o 28,9% do poziomu 261 mld zł. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w grudniu 2017 r. o 23,8% rdr, do poziomu 16,4 mld zł, a w całym 2017 r. wzrosła o 24,7% do poziomu 236,4 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w grudniu 2017 r. poziom 864,3 mln zł, o 15,7% mniej niż rok wcześniej, a w całym 2017 r. wyniosła 945,8 mln zł, o 25,2% więcej niż w 2016 r. Wartość indeksu WIG na koniec grudnia 2017 r. wyniosła 63 746,20 pkt i była o 23,2% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w grudniu 2017 r. odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 43,1% rdr, natomiast w całym 2017 r. wzrost o 7,9% w porównaniu z rokiem 2016. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect liczona od początku roku wzrosła na koniec 2017 r. o 10,4% rdr i wyniosła 1,3 mld zł. W grudniu 2017 r. wartość  obrotu akcjami na rynku alternatywnym GPW wyniosła 71,4 mln zł, w porównaniu do 101,5 mln zł w analogicznym okresie rok wcześniej.

W grudniu 2017 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 623,3 tys. szt., o 34% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w całym 2017 r. wyniósł 7,6 mln o 4,4% mniej niż w roku 2016. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł w grudniu 2017 r. 400,9 tys. szt., co oznacza spadek o 30,2% rdr.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 95,8 mld zł na koniec grudnia 2017 r. wobec 81,8 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w grudniu o 55,9% rdr, do poziomu 241,7 mln zł. Wartość obrotów sesyjnych na rynku Catalyst w całym 2017 r. wyniosła 2,4 mld zł, co oznacza wzrost o 1,8% w stosunku do roku poprzedniego.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w grudniu tego roku 21,7 mld zł i była o 24,8% niższa niż rok wcześniej. W całym 2017 r. wyniosła 534,7 mld zł wobec 412,8 mld zł w 2016 r.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w grudniu 2017 r. wyniósł 13,3 TWh, co oznacza wzrost o 51,2% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 74,4% do poziomu 10,8 TWh, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. Łączny wolumen obrotu energią elektryczną (spot i forward) w 2017 r. wyniósł 111,7 TWh, co oznacza spadek o 11,8% w stosunku do poziomu wolumenu w 2016 r.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w grudniu 2017 r. 7,6 TWh, o 40,7% mniej niż rok wcześniej. Na rynku terminowym wolumen obrotu spadł o 41,5% do poziomu 5,4 TWh. Łączny wolumen obrotu gazem w 2017 r. osiągnął poziom 138,7 TWh, podczas gdy w analogicznym okresie 2016 r. wyniósł 114,5 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)3, na rynkach spot i terminowym wyniósł w grudniu 2017 r. 5,2 TWh, co oznacza wzrost o 29% rdr. W całym 2017 r. wolumen ten wyniósł 59,1 TWh, czyli wzrósł o 16,7% w stosunku do roku 2016. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) sięgnął w grudniu 2017 r. 55,7 ktoe4, w porównaniu do 64,6 ktoe rok wcześniej. W całym roku 2017 r. wolumen ten wzrósł o 27% do poziomu 399,9 ktoe.

Kapitalizacja 432 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec grudnia 2017 r. 710,34 mld zł (170,31 mld EUR). Łączna kapitalizacja 482 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec listopada tego roku 1 419,22 mld zł (340,27 mld EUR).

Na Głównym Rynku w grudniu 2017 r. zadebiutowały spółki Marvipol Development, NanoGroup, Tower Investments,  R22 oraz Hollywood, których łączna wartość ofert wyniosła 117,7 mln zł.

Na NewConnect w grudniu 2017 r. zadebiutowały spółki Dook, Govena Lighting i Huckleberry Games, których łączna wartość ofert wyniosła 6 mln zł.

Na Catalyst w grudniu 2017 r. zadebiutowały obligacje spółki Arche o wartości emisji 30 mln zł.

W grudniu 2017 r. na GPW odbyło się 19 sesji giełdowych, o dwie mniej niż rok wcześniej, a w całym 2017 r. 250 sesji, wobec 251 w 2016 r.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

400 mld dolarów na rynku inteligentnej produkcji do 2025 roku

W 2016 r. globalny rynek inteligentnej produkcji był wart 172 mld dolarów, w 2025 r. jego wartość wzrośnie już do blisko 400 mld dolarów. Powód? Między innymi reindustrializacja Europy i wdrażanie idei Przemysłu 4.0.

Jak wynika z wyliczeń firmy Grand View Research, oznacza to ponad 130% wzrost względem wyceny rynku rozwiązań automatyzujących produkcję sprzed roku. Jak wyjaśnia Sławomir Kuźniak, Dyrektor ds. Zarządzania Produktem w BPSC

W ostatnich latach byliśmy świadkami znaczących inwestycji dużych i średnich firm produkcyjnych w technologie, nie były one jednak wystarczające. Nasycenie zaawansowanymi systemami ERP wciąż jest niskie – zwłaszcza w segmencie MŚP, a z bardziej zaawansowanych rozwiązań, takich jak np. systemy MES przetwarzających dane z maszyn, korzysta garstka przedsiębiorstw. To sprawia, że firmy nie mają pełnej wiedzy na temat produkcji, jej wąskich gardeł i co za tym idzie produkują relatywnie drogo. To w dobie Przemysłu 4.0., cyfryzacji fabryk, jaka ma miejsce choćby u naszych południowych sąsiadów, musi się zmienić – przekonuje.

Azjatyckie tygrysy gonią dawne potęgi

Słowa eksperta z BPSC znajdują potwierdzenie w analizie Grand View Research, z której wynika, że głównym czynnikiem napędzającym inwestycje w produkty i usługi cyfrowe, będzie nacisk na zwiększanie efektywności produkcji. Motywy takich decyzji różnią się jednak geograficznie. Głównym determinantem dla gospodarek rozwiniętych jest odtworzenie przemysłu. To właśnie reindustrializacja Europy i Ameryki napędza inwestycje w ERP, MES, Internet rzeczy oraz sztuczną inteligencję w takich krajach jak Niemcy, USA, czy Polska.

Po przeciwnej stronie są kraje rozwijające się – głównie azjatyckie – które nie chcąc pozostać w tyle za najbardziej rozwiniętymi gospodarkami, będą w szybkim tempie skracać technologiczny dystans zwiększając wartość inwestycji w wysokiej klasy rozwiązania IT. Eksperci z Grand View Research prognozują, że najszybszy skumulowany roczny wskaźnik wzrostu finansowania inteligentnych rozwiązań dla przemysłu będzie w rejonie Azji i Pacyfiku. W okresie od 2017 do 2025 r. wyniesie on 15%. To właśnie w tym regionie świata zlokalizowanych jest najwięcej przedsiębiorstw produkcyjnych. Wiarygodności tej prognozie nadaje fakt, iż zgodnie z danymi International Federation of Robotics, w 2015 roku w Chiny kupiły 68 tys. robotów przemysłowych. To więcej niż w we wszystkich krajach Unii Europejskiej razem wziętych.

Komunikat z posiedzenia FED. Euro nie w Polsce

Poznaliśmy wypowiedzi członków FED z posiedzenia na którym podniesiono stopy procentowe. Premier Morawiecki negatywnie o wejściu Polski do strefy euro. Frank osiaga kolejne minima.

Zapiski z posiedzenia FED

W komunikacie nie znalazły się żadne zapisy, który pokazywałyby nam jakieś tendencje, których jeszcze nie znaliśmy. Nie obyło się oczywiście bez obserwacji negatywnego wpływu nadmiernego długiego utrzymywania niskich stóp procentowych. Jedno się nie zmieniło. Rynki dalej oczekują trzech podwyżek w 2018. Pierwsza z nich powinna przypaść już na marzec. Szansa na taki ruch wynosi, wedle obliczeń na podstawie kontraktów na stopę procentową, niemal 68%. Jak zareagowały rynki? W pierwszej fazie widać było umocnienia się dolara. W nocy jednak dolar oddał całe te wzrosty i w dalszym ciągu jest w odwrocie.

Nie dla strefy euro

Mateusz Morawiecki pierwszy raz od objęcia fotela premiera wypowiedział się na temat wejścia polski do strefy euro. Zdania nie zmienił. Wariant ten nie jest obecnie brany pod uwagę. Oznacza to, że scenariusz utrzymania rodzimej waluty wydłuża się w czasie. Wielu ekonomistów ma co prawda inne zdanie w kwestii przyjęcia przez Polskę wspólnej waluty. Warto natomiast zwrócić uwagę, że niska zmienność na parze EURPLN w ostatnich czasach powoduje, że część korzyści z wejścia do strefy euro i tak dostajemy. Mowa o stabilności w handlu międzynarodowym.

Tanie franki

Już od kilku dni frank szwajcarski był tańszy niż najwyższe poziomy z tuż przed wyskoku franka. Wczoraj przebił jednak bardzo ważny pułap. Osiągając 3,53 zł spadł poniżej dołka, z którego doszło do wielokrotnego wybicia pamiętnego 15 stycznia 2015 roku. W rezultacie po niemalże trzech latach jesteśmy w podobnym miejscu, tylko stopy procentowe są znacznie niższe niż były. Rezultat jest taki, że wysokość raty jest znacznie niższa niż przed wybiciem. Jaki będzie mieć to wpływ? Najprawdopodobniej lobby frankowe właśnie traci siłę wpływów w polityce. Wątpliwe by teraz politycy byli zainteresowani rozwiązywaniem problemu, który na naszych oczach powoli rozwiązuje się sam. Wiadomo 3,53 zł to nadal nie poziom, po którym brane były te kredyty, ale różnica stóp procentowych przez te lata trochę już tą różnicę zneutralizowała.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 17:00 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

INNOCHEM dofinansuje dwa innowacyjne projekty ANWILU

​Włocławska spółka z Grupy ORLEN otrzymała w drugiej edycji programu INNOCHEM łącznie ponad 5 mln zł dofinansowania na realizację dwóch projektów zwiększających efektywność produkcji w obszarze tworzyw sztucznych i nawozów azotowych.

Pierwsze przedsięwzięcie ANWILU, które otrzymało dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), dotyczy opracowania innowacyjnego systemu katalicznego przyspieszającego i pogłębiającego proces reakcji chlorowania etylenu. Jego celem jest zwiększenie wydajności reakcji, tak aby podczas finalnej syntezy chlorku winylu powstawało jak najmniej produktów ubocznych.

Drugi z projektów ma na celu zwiększenie efektowności metody bezpośredniej syntezy amoniaku z wodoru i azotu, która jest jednym z podstawowych procesów syntezy wysokociśnieniowej wykorzystywanej masowo w przemyśle. W przypadku pomyślnie zakończonego etapu prac laboratoryjnych, planowana jest budowa pilotażowej instalacji, umożliwiającej wdrożenie i przetestowanie nowego rozwiązania. Dla ANWILU, jako producenta nawozów, których podstawowym surowcem jest amoniak, zakończenie projektu sukcesem, będzie oznaczać zwiększenie efektywności produkcji.

Obecnie ANWIL, we współpracy z Głównym Instytutem Górnictwa i Politechniką Łódzką, prowadzi prace badawcze w ramach projektu dofinansowanego w pierwszej edycji programu INNOCHEM. Włocławska spółka otrzymała wtedy niemal 825 tys. zł na opracowanie rozwiązania zwiększającego odporność receptury polichlorku winylu na działanie ognia. Jeśli zakończą się one sukcesem, ANWIL przystąpi do wdrożenia innowacyjnej technologii produkcji kompozytów ceramizujących na bazie PCW. Ich zastosowanie w budownictwie przyczyni się m.in. do zwiększenia odporności powłok kabli i przewodów na działanie ognia.

INNOCHEM to jeden z pierwszych programów sektorowych Narodowego Centrum Badań
i Rozwoju (NCBR), którego celem jest generowanie innowacyjnych rozwiązań dla polskiej branży chemicznej, przy ścisłej współpracy z krajowym sektorem nauki. Do tej pory rozstrzygnięto dwa konkursy skierowane do firm działających w tym sektorze gospodarki. W obu przypadkach dofinansowanie otrzymały spółki z Grupy ORLEN. Łączna pula dofinansowania dla ANWIL w ramach drugiej edycji programu INNOCHEM stanowi 7,1 proc. ogólnej kwoty rozdysponowanych środków.

Kurs franka najniżej od trzech lat. Czy jeszcze spadnie?

Pierwsze dni stycznia przynoszą pogłębienie spadków franka. Szwajcarska waluta jest o 1 proc. poniżej wartości z końca grudnia i prawie 15 proc. w porównaniu do początku zeszłego roku. Co wpłynęło na znaczne zmiany i czy frankowicze mogą liczyć na kolejne spadki? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Dobre nastroje gospodarcze w strefie euro połączone z działaniami Szwajcarskiego Banku Narodowego i względnie silną polską walutą powodują, że wycena franka w relacji do złotego spada do najniższych poziomów od początku 2015 r.

Ledwie rok temu za szwajcarską walutę płaciliśmy ok. 4,10 zł, czyli prawie 50 gr więcej niż obecnie. Dziś kurs wreszcie wrócił do wartości sprzed uwolnienia kursu przez Szwajcarski Bank Narodowy (SNB).

Po pierwsze: sygnały ze strefy euro

Głównym powodem silnego franka w ostatnich kilku latach była słaba kondycja niektórych krajów strefy euro. Kryzys zadłużeniowy powodował, że inwestorzy zaczęli wyceniać ryzyko rozpadu obszaru wspólnej waluty, a zabezpieczeniem przed jego negatywnymi skutkami miało być posiadanie franka.

Kwestie gospodarcze przekładały się także na podwyższone ryzyko polityczne, które dobrze było widoczne jeszcze na początku zeszłego roku. Dopiero zwycięstwo we francuskich wyborach Emmanuela Macrona zauważalnie zmniejszyło obawy inwestorów o stabilność strefy euro. Od tego czasu euro w relacji do franka wzmocniło się o 10 proc.

Redukcja systemowego zagrożenia dla strefy euro pozwoliła także na poprawę sentymentu wśród europejskich przedsiębiorców oraz konsumentów. To przyczyniło się do szybszego od oczekiwań wzrostu gospodarczego i rozpoczęcia wycofywania się z bardzo łagodnej polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny.

Po drugie: działanie Szwajcarów

Niebagatelnym elementem, zmniejszającym apetyt na szwajcarskie aktywa w kryzysowych momentach oraz przyczyniającym się do osłabienia franka w minionych miesiącach, jest polityka pieniężna SNB. Władze monetarne tego alpejskiego kraju utrzymują ujemne stopy procentowe oraz sugerują przeprowadzanie interwencji w celu osłabienia franka. Mimo ostatnich spadków SNB nadal wydaje opinię o „wysoko wycenionej” walucie Szwajcarii.

Interwencje walutowe dobrze widoczne są w danych publikowanych przez SNB. Aktywa banku centralnego wyrażone w zagranicznej walucie przez trzy lata (dane na trzeci kwartał 2017 r.) wzrosły o ponad 300 mld franków – do 784 mld franków (prawie 120 proc. PKB).

Nabywając zagraniczne aktywa, bank centralny sprzedaje franki i dzięki temu osłabia lokalną walutę. Według danych SNB za trzeci kwartał 80 proc. aktywów stanowią zagraniczne obligacje (głównie skarbowe z wysokim ratingiem). Reszta to przede wszystkim akcje. Szwajcarski bank centralny na koniec 2016 r. miał w swoim portfelu akcje ok 6500 spółek na świecie. Z kolei dane amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) pokazują, że tylko w USA portfel SNB obejmuje akcje 2755 spółek o wartości ponad 100 mld USD (trzy lata temu było to 25 mld USD).

Komunikaty SNB nie wskazują, by polityka z ostatnich lat miała zostać wyraźnie zmodyfikowana. Również z prognoz makroekonomicznych nie wynika, by inflacja miała przekroczyć cel przed 2020 rokiem, stąd w najbliższych kwartałach raczej nie należy oczekiwać zmiany w działaniach władz monetarnych.

A teraz czas na stabilizację?

Znaczna poprawa perspektyw gospodarczych w Europie oraz w innych krajach rozwiniętych wspiera wycenę walut krajów rozwijających. Korzysta na tym również złoty, którego wartość w relacji do euro wzrosła o 5 proc. przez ostatni rok.

Wiele wskazuje na to, że frank może nadal być dość słaby, jednak powtórzenie skali spadku o prawie 50 gr, co zdarzyło się w ostatnim roku, jest mało prawdopodobne. Światowe przewartościowanie franka zostało silnie skorygowane w ostatnich miesiącach. Również złoty w relacji do euro powrócił do wieloletnich średnich. Ogranicza to potencjał korzystnych zmian dla frankowiczów.

Dodatkowo cały czas można znaleźć pewne zagrożenia dla bardzo dobrych dziś nastrojów globalnych. W marcu zaplanowane są wybory we Włoszech. Ich wynik jest dość sporą niewiadomą, a ryzyko braku utworzenia rządu znaczne. Ponowna elekcja na jesieni mogłoby zwiększyć szansę na wygraną eurosceptycznych ugrupowań, co przy słabej kondycji gospodarczej Italii prawdopodobnie przyczyni się do powrotu obaw o stabilność obszaru wspólnej waluty i może wzmocnić franka. W rezultacie więc średnioroczny kurs franka blisko bieżących poziomów wydaje się bardziej prawdopodobnym scenariuszem niż kontynuacja wyraźnych spadków.

Brak strachu na amerykańskiej giełdzie – lepiej być nie może

Nowy rok przynosi nowe szczyty na amerykańskiej giełdzie. Poziom 2700 punktów na indeksie S&P500 stał się już historią, aktualnie zmierza do kolejnej bariery psychologicznej 2750 oraz 2800 punktów! Byki mają się dobrze, niedźwiedzie nie najlepiej. Przez ostatnie kilka miesięcy rynek ignorował wszystkie negatywne czynniki płynące z gospodarki amerykańskiej, a także zapomniał o podwyżkach stóp procentowych. Dzięki temu indeks VIX spadł na historycznie niski poziom, natomiast na indeksie S&P 500 mamy już więcej niż 381 dni bez 5 procentowej korekty. Warto zauważyć, że do pobicia rekordu bez większej korekty dzieli nas tylko 12 dni, prawdopodobnie tak się stanie.

sp500 without 5 per cent correction

Jednak długoterminowi inwestorzy nie powinni być z tego faktu zadowoleni, ponieważ czym wyżej znajduje się indeks, tym przez następne 20 lat mogą liczyć na niższą stopę zwrotu. Dlatego co niektórzy omijają amerykańską giełdę z daleka.

20 year p/e

Wskaźnik Price/Earnings informuje nas jak drogi jest indeks w stosunku do osiąganych zysków. Oblicza się go dzieląc cenę rynkową jednej akcji przez zysk netto przypadający na jedną akcję. W analizie fundamentalnej należy on do kategorii wskaźników wartości rynkowej. Czym droższy rynek, tym większe wskazania wskaźnika.

Obecna wartość wskaźnika P/E dla indeksu S&P 500 znalazła się na poziomie większym niż 24, co sugeruje bardzo drogie akcje. Idąc dalej, na tym poziomie cała giełda jest skłonna do korekty. Dlatego przez następne 20 lat roczna średnia stopa zwrotu wyniesie prawdopodobnie +/- 2 procent. Jest to słaby wynik, ponieważ jest wyliczony dla obecnej wartości indeksu, a przez następne kilka lat indeks z dużym prawdopodobieństwem znajdzie się w trendzie spadkowym. Z tego też powodu inwestorzy długoterminowi czekają na korektę albo bessę, ponieważ obecna długoterminowa stopa zwrotu jest niezadawalająca.

S&P 500 – analiza techniczna

Indeks S&P 500 znajduje się w trendzie wzrostowym od 2009 roku, który był przerywany kilkuprocentowymi korektami. Z kolei od lutego 2016 roku S&P 500 prze niemalże bez przerwy bez większej korekty.

Notowania S&P 500, interwał tygodniowy

Notowania S&P 500, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Od lutego 2016 do listopada 2017 roku notowania poruszały się w kanale wzrostowym, natomiast kilka tygodni temu doszło do przebicia górnej bandy. Jest to pierwszy sygnał ostrzegawczy dla strony kupującej, impuls wzrostowy prawdopodobnie powróci poniżej górnej bandy kanału wzrostowego. Kolejną negatywną przesłanką dla indeksu jest oscylator stochastyczny, który wskazuje na negatywną dywergencję.

Dział Analiz Admiral Markets

W 2018 roku rynek reklamy w Polsce będzie rósł w tempie około 4 proc.

Z początkiem nowego roku analitycy Haitong Bank przeanalizowali rynek mediów w Polsce i wyróżnili tematy, które według nich będą miały największe znaczenie dla mediów krajowych przez najbliższe 12 miesięcy. Przede wszystkim wskazują na słabą dynamikę rynku reklamowego, mimo dobrych obecnie wskaźników makroekonomicznych. Wśród kluczowych tematów wymieniają wprowadzenie wspólnego standardu widoczności reklam w internecie i negocjacje z Emitelem dotyczące opłat za MUX8. Zdaniem analityków na sytuację mediów znaczny wpływ będą mieć także frekwencja w kinach po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę i rozpoczęciu się Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej oraz rządowe plany dotyczące dekoncentracji mediów.

Stagnacja na rynku reklamowym mimo dobrej sytuacji makroekonomicznej

Pomimo pozytywnych wskaźników makro, takich jak wzrost PKB (ok. 4 proc. w 2017 r. od początku roku) i konsumpcji indywidualnej, polski rynek reklamowy wzrósł w trzecim kwartale 2017 r. o ok. 0,5 proc. r/r, a od początku roku o zaledwie 1 proc. r/r. To stanowi wynik wyraźnie poniżej jego potencjału. Historycznie, kiedy PKB rosło w tempie 3-4 proc., cały rynek reklamowy rósł w tempie przynajmniej 4 proc. Sytuacja w minionym roku wyglądała inaczej i analitycy Haitong Bank dostrzegają kilka czynników, które były za to odpowiedzialne.

Budżety reklamowe na dany rok są zazwyczaj zatwierdzane pod koniec poprzedniego. W 2016 r. reklamodawcy  z coraz większą niepewnością spoglądali na sytuację zarówno globalną, jak i krajową. W skali globalnej rynek reklamowy obawiał się konsekwencji wyboru Donalda Trumpa na Prezydenta USA. W Polsce powodem do obaw były plany rządu dotyczące wprowadzenia opłaty audiowizualnej, dekoncentracji mediów, zakazu handlu w niedzielę, podatku bankowego i niepewności związanej ze zmianami w systemie prawnym. – Rynek reklamowy jest bardzo wrażliwy na wszelkie niewiadome, co oznacza, że niektóre budżety zostały ograniczone, a nadawcy obniżyli ceny reklam, by wypełnić lukę w zapasach. W 2017 r. niektóre czynniki ryzyka zniknęły (np. opłata audiowizualna), a co do innych to rynek reklamowy uznał, że można z nimi żyć – mówi Konrad Księżopolski, Szef Działu Analiz, Haitong Bank.

Drugi czynnik, który wpłynął na cały rynek reklamowy, wiąże się z pewnymi zmianami strukturalnymi na rynku reklamy internetowej. Z jednej strony to rosnąca popularność technologii programmatic i modelu RTB, a z drugiej coraz większy udział Facebooka i Google’a w internetowym torcie reklamowym. Czynniki te w połączeniu ze słabą widocznością reklam internetowych skutkowały niższą niż oczekiwano dynamiką w segmencie reklamy internetowej na poziomie ok. 8 proc. r/r od początku roku. Dodatkowo na ten segment wpłynął w pewnym stopniu odpływ budżetów reklamowych z internetu do radia. Było to bardzo widoczne w trzecim kwartale 2017 r., kiedy segment reklamy radiowej wzrósł nieoczekiwanie o 6,5 proc. r/r, przy braku większych zmian w pierwszych dwóch kwartałach 2017 r.

Analitycy Haitong Bank oczekują, że tempo wzrostu rynku reklamowego przyspieszy do ok. 4 proc. z oczekiwanych 1,5 proc. w 2017 r., co stanie się za sprawą dwóch elementów. Po pierwsze oczekują, że telewizje podwyższą ceny reklam o przynajmniej 5 proc. Po drugie, polskie portale internetowe zdały sobie sprawę ze znaczenia widoczności reklam i pracują obecnie nad poprawą tego wskaźnika i utworzeniem wspólnego standardu widoczności reklam. Analitycy spodziewają się również powrotu niektórych internetowych budżetów reklamowych do tradycyjnych kanałów wyświetlania. Dobra sytuacja makroekonomiczna i wzrost wydatków reklamowych związany z wyborami samorządowymi w tym roku także powinny mieć pozytywny wpływ na szeroko pojęty rynek reklamowy. Szczególną rolę odegra segment reklamy zewnętrznej, który zazwyczaj jest największym beneficjentem wszelkich kampanii politycznych.

Wspólny standard widoczności dla reklam internetowych

Niska widoczność reklam to obecnie problem rynku reklamy internetowej, szczególnie w kontekście wyświetlania. Według danych Gemius średnia rynkowa widoczność reklam w Polsce wynosiła we wrześniu 2017 r. 51 proc., wobec 76 proc. dla Facebooka. Znacznie niższy wskaźnik widoczności reklam niż na Facebooku to jeden z powodów konsekwentnego przerzucania internetowych budżetów reklamowych do Facebooka. Inna przyczyna to rosnąca popularność społecznościowych i mobilnych kanałów reklamowych.

– Dostrzegając ten problem polscy gracze internetowi starają się obecnie podwyższyć wskaźnik widoczności reklam, a cała polska branża internetowa pracuje nad wprowadzeniem wspólnego standardu ich widoczności. To pozwoliłoby reklamodawcom skuteczniej oceniać efektywność reklamy internetowej, szczególnie jeżeli chodzi o ich wyświetlanie. – mówi Konrad Księżopolski. Według firmy Meetrics średnia widoczność reklam w Polsce w trzecim kwartale 2017 r. wynosiła 55 proc. wobec 57 proc. w drugim kwartale 2017 r. i była zbliżona do średniej europejskiej.

Słabe wyniki MUX8

MUX8 to ostatni tak zwany multipleks w Cyfrowej Telewizji Naziemnej (DTT). W listopadzie 2015 r. koncesję na nadawanie zdobyły cztery kanały: ZoomTV, NowaTV, Metro i WP TV, a rozpoczęcie nadawania miało miejsce pod koniec 2016 r. Według prezentacji Kino Polska (właściciel obecnego na MUX8 kanału ZoomTV) za trzeci kwartał 2017 r., Emitel miał zapewnić pokrycie swoim zasięgiem 95 proc. gospodarstw domowych, co pozwoliłoby przyciągnąć na tyle dużą publiczność, by projekt mógł wyjść na zero. Niemal w rok po uruchomieniu kanałów MUX8 techniczny zasięg multipleksu wynosi 45 proc., podczas gdy oglądalność kanałów MUX8 wynosi ok. 0,3 proc. Jest to znacząco niżej niż oglądalność kanałów obecnych na innych MUX-ach, w przypadku których waha się ona między 0,8 proc. a 1 proc.

Jak zaznacza Konrad Księżopolski, jednym z głównych problemów, z których wynika tak niski zasięg techniczny MUX8 jest inna technologia nadawania (VHF wobec UHF dla wszystkich innych MUX-ów). By odebrać sygnał MUX8, klient musi kupić i zainstalować nowy modem i antenę VHF TV. Co więcej, z powodu braku ogólnokrajowej kampanii informacyjnej świadomość istnienia MUX8 wśród Polaków jest bardzo niska. Według analizy agencji mediowej MEC z września 2017 r. i wynosi ona 36 proc.

Obecnie wszystkie kanały MUX8 prowadzą negocjacje z Emitelem w tej sprawie, domagając się uwzględnienia niższej niż pierwotnie zakładano dostępności sygnału telewizyjnego w opłatach dla Emitela. Według Kino Polska  2018 r. będzie rokiem przełomowym, ponieważ wszyscy nadawcy obecni na MUX8 planują przeprowadzić kampanię informacyjną dotyczącą multipleksu, a TVP ma wejść na MUX8 ze swoimi kanałami. Nie brakuje też oczekiwań, że Emitel w jakiś sposób uwzględni niski zasięg w opłatach za nadawanie płaconych przez kanały MUX8.

Kina na ścieżce wzrostowej, ale wyzwań nie brakuje

Poprawa wskaźników makroekonomicznych (np. niskie bezrobocie, wzrost płac) wpływa pozytywnie na wzrost frekwencji w polskich kinach. Wygląda na to, że 2017 r. będzie czwartym rokiem z rzędu, w którym rynek krajowy zanotuje rekord pod tym względem. Haitong Bank szacuje, że w minionym roku sprzedano ok. 56 mln biletów, co oznacza wzrost o 8 proc. r/r i ok. 1,5 biletu per capita. To znacząco więcej niż cztery lata temu, kiedy frekwencja wynosiła ok. 1-1,1 per capita, ale wciąż poniżej średniej Europy Zachodniej, która wynosi 2.

Na koniec trzeciego kwartału 2017 r. Helios miał 43 kina z 237 ekranami, stając się tym samym największą siecią kin w Polsce. W 2018 r. Agora planuje otworzyć multipleksy w czterech miastach: Warszawie (centrum handlowe Blue City), Pabianicach, Gdańsku i Katowicach. Analitycy Haitong Bank uważają, że sukcesem może się okazać przede wszystkim multipleks w Blue City. Ta lokalizacja w zachodniej części Warszawy przy drodze wylotowej na stosunkowo zamożne przedmieścia może wygenerować satysfakcjonujący ruch. Ponadto Helios planuje dalej rozwijać swoją sieć kinową i już podpisał kontrakt na otwarcie kin w Zabrzu w 2020 r. i w Piasecznie w roku 2021.

Zdaniem Konrada Księżopolskiego ten rok wykaże jednak niewielką negatywną dynamikę – oczekuje on spadku o 5 proc. w przypadku całego rynku kinowego i o 3 proc. dla sieci Helios. Wynika to głównie z wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę oraz oczekiwania analityków, że Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej ograniczą zainteresowanie ludzi kinem.

– Zakaz handlu w niedzielę stanowi zagrożenie dla branży kinowej, ponieważ większość kin jest zlokalizowanych w centrach handlowych. Ważne pytanie brzmi, ilu niedzielnych widzów idzie do kina celowo, a ilu spontanicznie, przy okazji zakupów w centrum handlowym. Patrząc pozytywnie można się zastanowić, ilu ludzi nie mając alternatywy w postaci niedzielnych zakupów zdecyduje się zabrać rodzinę do kina – mówi Konrad Księżopolski. – Konsekwencje zakazu niedzielnego handlu stanowią wielką niewiadomą dla branży, ale wolę przyjąć bardziej zachowawcze stanowisko i oczekiwać lekko negatywnego wpływu na frekwencję w kinach – dodaje.

Jak państwowa dotacja dla telewizji publicznej wpłynie na rynek mediów?

Na początku listopada 2017 r. polski rząd zaaprobował dotację wynoszącą 980 mln złotych z budżetu państwa dla mediów publicznych (telewizji i radia). O podziale dotacji zdecyduje Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT). Przyjmując jednak zeszłoroczną formułę, analitycy wskazują, że publiczna telewizja powinna dostać 496 mln złotych, publiczne radio 252 mln, a regionalne rozgłośnie publiczne 232 mln. Oprócz dotacji z budżetu państwa publiczna telewizja w 2016 r. otrzymała już 300 mln złotych pożyczki od Banku Gospodarstwa Krajowego oraz w lipcu 2017 r. 800 mln złotych pożyczki z budżetu państwa. Jacek Kurski, prezes TVP, w tym roku planuje wydać ok. 20 mln złotych na nowe studio TVP Info oraz ok. 153 mln złotych na rozwój regionalnych ośrodków TVP. Ponadto TVP planuje do 2020 r. wybudować przy ulicy Woroniczej kolejny budynek, przeznaczony na nowe kanały i stacje newsowe.

Co ważne, publiczna telewizja nie uruchomiła jeszcze żadnych kanałów na MUX8, na którym zarezerwowała trzy kanały SD. To ostatni nadawca telewizyjny, który jeszcze tego nie zrobił. Według Jacka Kurskiego, TVP Sport HD może zacząć nadawanie na MUX8 w połowie 2018 r.

Pomimo faktu, że media publiczne, w szczególności TVP, otrzymały ostatnio poważny zastrzyk finansowy, analitycy Haitong Bank nie oczekują, by znacząco zmieniło to obecny podział widowni telewizyjnej. Wynika to z faktu, że większość dotacji zostanie przeznaczona na rozwój aktywów trwałych, a nie na atrakcyjny kontent telewizyjny, dzięki któremu TVP mogłaby odzyskać część udziału w rynku. Oprócz tego, jeżeli TVP zdecyduje się zwiększyć produkcję, to zdaniem analityków skupi się raczej na wypełnianiu misji poprzez produkowanie programów patriotycznych zgodnych z misją telewizji publicznej, a co za tym idzie mniej atrakcyjnych komercyjnie. Ściągalność abonamentu w Polsce utrzymuje się na bardzo niskim poziomie i w 2016 r. płaciło go 1,12 mln gospodarstw domowych na 3,2 mln zobowiązanych do tego. Łączne wpływy z tego tytułu wyniosły 750 mln złotych.

Zdaniem Konrada Księżopolskiego media publiczne będą nadal finansowane z budżetu państwa, a nie z opłaty medialnej, która jest dyskutowana od wielu lat przez obecny i poprzedni rząd i która spotkała się z negatywną reakcją opinii publicznej. Udowadnia to ostateczna decyzja polskiego rządu, by finansować publiczne media z budżetu państwa. Jest to możliwe, m.in. dzięki wysokiemu tempu wzrostu PKB oraz poprawie ściągalności podatków.

Języki obce przepustką do wyższej pensji w centrach BPO/SSC. W cenie języki skandynawskie i niemiecki

W 2018 roku specjaliści i menedżerowie będą mogli przebierać w ofertach pracy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu i liczyć na wyższe wynagrodzenia. Z badań Antal wynika, że aż 87% centrów SSC/BPO planuje utworzenie nowych miejsc pracy, a wzrost płac, który w 2017 roku wyniósł 15%, ma utrzymać się także w tym roku. Eksperci Antal zwracają uwagę, że największy wpływ na wysokość wynagrodzenia ma znajomość języków obcych. Im bardziej niszowe, tym kandydat zarobi więcej. Na przykład specjalista znający jeden z języków skandynawskich może liczyć na bonus do 2 tys. zł brutto.

Pracodawcy z sektora SSC/BPO ze względu na dużą konkurencję na rynku pracy od lat są liderami w obszarze kreowania konkurencyjnej polityki płacowej. Dynamika rynku w postaci rosnącej liczby ofert pracy zarówno ze strony wchodzących na polski rynek centrów, jak i już obecnych pracodawców powoduje, że mamy do czynienia z silnym rynkiem pracownika. Kandydaci otrzymują nawet kilka ofert miesięcznie, a pracodawcy, żeby ich zatrzymać, oferują bardzo dobre warunki socjalne oraz podnoszą wynagrodzenia. Szczególnie ma to miejsce w momencie, kiedy pracownik otrzymuje inną ofertę pracy i planuje złożyć wypowiedzenie. Wówczas pracodawcy wychodzą z kontrofertą, aby uniknąć wzrostu rotacji. Intensywny rozwój sektora powoduje, że strata pracownika nawet z poziomu specjalisty bywa  dotkliwa, a szybkie pozyskanie nowego pracownika jest dużym wyzwaniem – mówi Daria Stefańska, Business Unit Manager, Antal SSC/BPO.

Średnie wynagrodzenie oferowane specjalistom i menedżerom w centrach SSC/BPO w 2017 roku wyniosło 6396 zł brutto miesięcznie i wzrosło aż o 15% w porównaniu do ubiegłego roku. Był to jeden z najwyższych wzrostów płac spośród analizowanych branż w „Raporcie Płacowym Antal 2017”. Co więcej, eksperci Antal zwracają uwagę, że wynagrodzenia rosną proporcjonalnie do popytu na specjalistów i menedżerów w sektorze SSC/BPO. A ten w ciągu najbliższych 12 miesięcy będzie jeszcze wyższy, gdyż jak wynika z raportu „Plany inwestycyjne firm 2017” aż 87% firm z sektora usług wspólnych i outsourcingu planuje utworzenie nowych miejsc pracy.

Język obcy gwarantem wyższej pensji, ale nie angielski

W przypadku sektora SSC/BPO najważniejszym wymogiem jest znajomość języków obcych. Standard to angielski (przynajmniej na poziomie B2), który właściwie we wszystkich firmach jest językiem korporacyjnym. Co za tym idzie – jego znajomość nie daje gwarancji wyższych zarobków. W minionym roku najczęściej poszukiwaną kompetencją przez większość pracodawców z sektora SSC/BPO był język niemiecki. Równie często pracodawcy poszukają kandydatów ze znajomością francuskiego oraz włoskiego. Specjaliści i menedżerowie władający tymi językami mogą liczyć na dodatkowy bonus do swojej pensji w wysokości nawet 1000 zł brutto. Wyższy dodatek finansowy otrzymają kandydaci
z językiem holenderskim – do 1200 zł brutto. Najbardziej w cenie są pracownicy znający jeden z języków skandynawskich – oni mogą liczyć na dodatek w wysokości max. 2000 zł brutto, niezależnie od stanowiska.

Doświadczenie ma znaczenie

W związku z tym, że do Polski migrują coraz bardziej zaawansowane procesy, w centrach SSC/BPO jest większy popyt na doświadczonych pracowników. Idealny kandydat z poziomu specjalisty powinien mieć min. 2-3 letnie doświadczenie w danym obszarze. Im szersza wiedza o danym procesie, tym wyższe kwalifikacje kandydata i poziom oferowanego wynagrodzenia. Istotne znaczenie mają też znajomość regulacji prawnych, doświadczenie w migracjach procesów, znajomość oprogramowania (SAP, ERP, workday) oraz posiadane międzynarodowe certyfikaty z różnych obszarów.

Wielu pracodawców zwraca również uwagę na wielkość organizacji, w której kandydat zdobył doświadczenie. Ma to znaczenie pod kątem zakresu odpowiedzialności na danym stanowisku.  W większości dużych firm zatrudniających kilkaset lub kilka tysięcy osób, procesy są bardzo wąskie. Natomiast kandydaci pracujący w mniejszych firmach częściej odpowiadają za całość (end–to-end) i dzięki posiadają szerszą perspektywę procesów biznesowych, co jest pożądane przez pracodawców.

Coraz więcej miast przyciąga centra SSC/BPO

Z regionalnej analizy wynagrodzeń w sektorze SSC/BPO wynika, że różnice w poszczególnych lokalizacjach wyraźnie się zmniejszyły. Wciąż największa konkurencja pracodawców widoczna jest w Krakowie, gdzie funkcjonuje najwięcej centrów usług wspólnych oraz z sektora BPO. W stolicy Małopolski najwięcej jest również zaawansowanych procesów biznesowych z obszaru księgowości, bankowości, procesów HR czy zakupowych. Jednak pozostałe duże miasta coraz skuteczniej ściągają nowych inwestorów, którzy kuszą pracowników właśnie poziomem wynagrodzeń, które z roku na rok rosną.

Na rozdrożu

Inwestorzy z Japonii powrócili po świątecznej przerwie i widać, że są bardziej skłonni do sprzedaży dolara, tym samym stopując środowe odreagowanie z powodu krótkoterminowej realizacji zysków. To zatrzymało korektę EUR/USD przed 1,20, ale też zbiło USD/JPY spod 112,75 pomimo imponującej sesji na tokijskiej giełdzie (Nikkei 225 +3,3 proc.). Inwestorzy z Europy i USA stoją teraz na rozdrożu i mogą poczekać na sygnały z danych makro – ADP dziś i NFP jutro.

Tło makroekonomiczne wokół dolara pozostaje pozytywne, więc próżno tu szukać powodów, by pogrążać walutę. W środę ISM dla przemysłu wypadł powyżej prognoz i tylko potwierdził, że ożywienie na koniec 2017 r. podtrzymało solidne tempo. Dolar niewiele zareagował, wszak poprawa koniunktury jest teraz znakiem dla całej gospodarki globalnej. Wall Street jednak poprawiło swoje szczyty, więc przynajmniej na niektórych płaszczyznach inwestorzy doceniają dane. Niewiele zmienił też protokół z grudniowego posiedzenia FOMC. Dużo dyskusji o inflacji, wpływie ustawy podatkowej i krzywej rentowności, ale ogólny przekaz nie był zaskakujący – Fed jest konstruktywny w odniesieniu do stanu gospodarki i nie daje rynkowi podstaw, by wątpić w prognozę trzech podwyżek stóp procentowych w tym roku. Ale tak, jak w przypadku ISM, nie dowiedzieliśmy się niczego, czego już nie słyszeliśmy.

Zatem rynek jest w punkcie wyjścia, gdzie premiuje EUR za wzrost gospodarczy i oczekiwania na szybszy zwrot w polityce ECB. Rośnie apetyt na ryzyko i ceny surowców, więc AUD, NZD i NOK mają się dobrze. Dane z USA wspierają wzrost rentowności obligacji skarbowych USA, więc to daje poduszkę bezpieczeństwa dla USD, choć tylko względem JPY i CHF. Generalnie rynek chciałby dołożyć pozycji na wzrosty EUR/USD, ale jest ostrożny przed jutrzejszym raportem z rynku pracy USA. I to nie tak, że raport może całkowicie pogrzebać nadziej na zwyżki, ale wczorajsza korekta na korzyść dolara pokazuje, że rynek poluje na lepsze poziomy wejścia (ok. 1,1950). W efekcie przed nami możliwy okres konsolidacji aż do jutrzejszego NFP, może z przejściowym wzrostem zmienności przy publikacji raportu ADP. Pamiętać jednak należy, że APD raportuje tylko o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym, a obecnie interpretacja sytuacji na rynku pracy opiera się przede wszystkim o wysokość dynamiki wynagrodzeń.

Wczoraj złoty zignorował silniejszy od oczekiwać spadek CPI do 2 proc. r/r i EUR/PLN zjechał pod 4,15. Bez wątpienia ogólny sentyment rynkowy i apetyt na ryzyko umacniają złotego, ale osobiście w dalszym ciągu nie czuję się przekonany, że mamy do czynienia z otwarciem nowego rozdziału na lokalnym rynku walutowym. Jak pisałem wczoraj, jutro (przy odczycie NFP) łatwo może być o zburzenie sielanki na aktywach emerging markets. Do tego czasu wolę pozostać ostrożnym.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dolar odrabia straty

Opublikowany w środę protokół z grudniowego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku ukazał podział decydentów monetarnych na dwie grupy w sprawie planowanych trzech podwyżek stóp procentowych w USA w 2018 r. Jedna z grup uważa, że tempo podwyżek może być zbyt agresywne, a druga – że zbyt wolne. Z kolei analitycy rynkowi sądzą, że do pierwszej podwyżki stóp dojdzie w marcu. W efekcie dolar przerwał 5-dniowe spadki wartości i zaczął piąć się w górę wobec większości swoich rywali. Amerykańską walutę wsparły także lepsze od oczekiwań dane makro dotyczące przemysłu i inwestycji budowlanych.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do dolara australijskiego (-0,39%), a zyskuje do euro (+0,14%), brytyjskiego funta (+0,58%), dolara kanadyjskiego (+0,07%) oraz japońskiego jena (+0,2%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,203, GBP/USD – 1,352, USD/CAD – 1,253, AUD/USD – 0,784 i USD/JPY – 112,6. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,08%) i kurs EUR/JPY wynosi 135,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,89. Złotówka kolejny dzień umacnia się do głównych walut światowych. W czwartek rano dolar kosztuje 3,45 zł, euro – 4,15 zł, funt – 4,66 zł, a frank szwajcarski – 3,53 zł.

Giełdy: Poza Europą na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,3%, frankfurcki indeks DAX – o 0,83%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,81%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,64%, meksykański indeks Bolsa spadł o 0,5%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 0,13%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł aż o 3,26%, indeks Shanghai Composite – o 0,49%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,52%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej odrabiają wcześniejsze spadki. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 67,84 USD (+1,87%), a ropy WTI – 61,36 USD (+2,04%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 70 USD. Z kolei ceny złota po wcześniejszych wzrostach nieco spadły. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1309 USD. To 3 USD mniej (-0,23%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Japonia – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień – 54 pkt. (prognoza 54,1 pkt.)
  • 2:45 – Chiny – Indeks PMI dla usług, grudzień – 53,9 pkt.
  • 9:55 – Niemcy – Indeks PMI dla usług, grudzień (prognoza 55,8 pkt.)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla usług, grudzień (prognoza 56,5 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania, Indeks PMI dla usług, grudzień (prognoza 53,8 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Podaż pieniądza M4 (m/m), listopad (prognoza 0,4%)
  • 13:30 – USA – Raport Challengera, grudzień
  • 14:15 – USA – Raport ADP, grudzień (prognoza 190 tys.)
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla usług, grudzień (prognoza 52,4 pkt.)
  • 19:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z St. Louis

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Powstaje coraz więcej platform do prototypowania urządzeń internetu rzeczy. Dzięki nim można symulować działanie urządzeń zanim powstaną

Powstaje coraz więcej platform do prototypowania urządzeń internetu rzeczy. Dzięki nim można symulować działanie urządzeń zanim powstaną 2

Nowe technologie są już wykorzystywane niemal w każdej branży i dziedzinie życia. Przy odpowiednich zasobach wdrażanie nowoczesnych rozwiązań można przeprowadzić samodzielnie, ale można też skorzystać z pomocy specjalistycznych firm. Razem z klientami prototypują one rozwiązania w obszarze internetu rzeczy (IoT) i dopasowują technologię do realizacji biznesowych założeń. Rynek Internet of Things do 2020 roku będzie wart 1,5 bln zł. To na jego rozwiązaniach budowane są strategie rozwoju firm, które w ten sposób prześcigają konkurencję.

– Prototypowanie to usługa skierowana do szeroko pojętego biznesu. Polega to na świadczeniu usług deweloperskich związanych z tworzeniem nowych, unikalnych, bardzo innowacyjnych rozwiązań. Nastawiamy się na to, że chcemy przygotować koncepcję, ale też prezentację i zasymulować pierwsze działanie urządzeń, systemów, rozwiązań, których jeszcze nikt nie próbował wdrożyć – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Rafał Rudnicki z firmy Cybercom Poland.

Z ubiegłorocznego badania Deloitte Digital („Digital Transformation 2016”) wynika, że polskie firmy obawiają się cyfrowej transformacji, ale rozumieją, że nie ma od niej odwrotu. Cyfryzację postrzegają jako czynnik, który zadecyduje o ich przewadze konkurencyjnej i utrzymaniu się na rynku. Przedsiębiorstwa, które wdrożą odpowiednią strategię, mogą wyprzedzić konkurencję i umocnić swoją rynkową pozycję. Dlatego coraz więcej firm stawia na innowacje, opracowuje koncepcję nowoczesnych technologii, które usprawnią pracę. Nie zawsze jednak są w stanie same opracować prototyp nowego urządzenia.

Pod koniec 2016 roku polska firma Comarch otworzyła IoT Lab, w którym świadczy nie tylko usługi opracowywania koncepcji i prototypowania urządzeń Internetu Rzeczy, lecz także ich produkcji. Pomysł na zbudowanie urządzenia IoT można także zrealizować przy pomocy polskiego oddziału Cybercom.

– Firma ma pomysł na unowocześnienie swojego produktu, na podłączenie tego produktu do internetu, na zbieranie i generowanie danych z takiego elementu, natomiast brakuje jej doświadczenia, odpowiedniej wiedzy, więc trudno podjąć jej samodzielnie tego typu wyzwanie. Może wówczas przekazać swój pomysł na rozwiązanie i produkt, a my pozwolimy zrealizować ten pomysł – tłumaczy Rafał Rudnicki.

Urządzenia internetu rzeczy można także opracowywać we własnym zakresie. Umożliwiają to specjalne zestawy płytek deweloperskich, które można dowolnie zaprogramować. Przykładem tego typu rozwiązań są płytki szwajcarskiej firmy u-blox, które stanowią kompleksowe zestawy startowe do prototypowania urządzeń IoT m.in. z łącznością komórkową czy odbiornikiem GPS. W zeszłym roku na rynku pojawiła się platforma Hexiwear, zaprojektowana z myślą o prototypowaniu urządzeń IoT. Wyposażona jest w sześć czujników oraz kolorowy wyświetlacz OLED.

Większość firm ma świadomość roli działalności badawczo-rozwojowej. Jednak jak wynika z badania Deloitte „Poland Corporate R&D Report 2016” polskie firmy na R&D przeznaczają tylko 3 proc. swoich dochodów. Status Centrum Badawczo-Rozwojowego, dzięki któremu łatwiej jest o pozyskanie dofinansowań z różnego rodzaju funduszy, ma w Polsce jedynie 40 podmiotów.

Bardzo często pomysły, które się pojawiają, to unikalne wartości naszych klientów, którzy oczekują od nas, że będą mieli pełną kontrolę nad tym, co powstanie. Można powiedzieć, że jesteśmy R&D do wynajęcia – podsumowuje Rafał Rudnicki.

Polski superkomputer pomaga naukowcom w badaniach. Po obliczenia wykonywane przez superkomputery coraz częściej sięga biznes

Polski superkomputer pomaga naukowcom w badaniach. Po obliczenia wykonywane przez superkomputery coraz częściej sięga biznes 3

Superkomputery znajdują zastosowanie nie tylko w nauce, lecz także coraz częściej wykorzystywane są również w biznesie. Jedna z takich maszyn znajduje się w Krakowie. Prometeusz to najszybszy superkomputer w Polsce. Z jego ogromnej mocy obliczeniowej nieodpłatnie korzystają polscy naukowcy, dzięki czemu w badaniach mogą konkurować ze swoimi zagranicznymi kolegami. Ale korzyści z zastosowania tego typu maszyn zaczyna dostrzegać także przemysł.

– Prometeusz to maszyna do obliczeń dużej skali. Nasza jednostka przeznaczona jest dla szeroko pojętego świata nauki w Polsce, dostarczamy moc obliczeniową nieodpłatnie naszym naukowcom po to, aby mogli prowadzić swoje obliczenia i konkurować ze swoimi kolegami z całego świata – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Łukasz Flis z Akademickiego Centrum Komputerowego Cyfronet AGH w Krakowie.

Krakowski superkomputer wykorzystywany jest w różnych projektach międzynarodowych, takich jak Wielki Zderzacz Hadronów prowadzony razem z CERN. Współpracuje także przy projektach astrofizycznych, m.in. LIGO-Virgo, które pozwalają na obserwację nieba i obiektów astronomicznych. Zagadnienie wykrywania fal grawitacyjnych zostało w tym roku nagrodzone nagrodą Nobla.

Moc superkomputera pozostaje również aktywnie wykorzystywana w dziedzinie bioinformatyki i medycyny do poszukiwania nowych leków, analiz DNA  oraz przetwarzania obrazów medycznych, wspomagając diagnostykę szpitalną. Duża część badań to poszukiwanie innowacyjnych materiałów, prowadzenie eksperymentów chemicznych in-silico oraz wszelkiego rodzaju analizy mechaniczne i aerodynamiczne.

– Można powiedzieć, że to maszyna badawcza ogólnego zastosowania, dzięki temu, że zawiera procesory konwencjonalne, podobne do tych, które mamy w laptopach, tylko w większej ilości, oraz akceleratory dedykowane, tzw. GPGPU. Ponadto może wykonywać obliczenia strumieniowe, przetwarzanie ogromnych zbiorów danych Big Data oraz wspomagać np. ostatnio modny deep learning, znacząco przyspieszając procesy uczenia sieci neuronowych –twierdzi przedstawiciel Cyfronet AGH.

Superkomputer Prometeusz to zespół ponad dwóch tysięcy mniejszych, niezależnych komputerów, które zintegrowane są dedykowaną, bardzo szybką siecią komunikacyjną. Dzięki temu wspólnie mogą wykonywać obliczenia i przetwarzać dane przy użyciu algorytmów równoległych. Całość wsparta jest magazynem danych o pojemności 10 Petabajtów (1 PB = 1 mln GB) z prędkością dostępu 180 gigabajtów na sekundę. Łącznie ma ponad pięćdziesiąt tysięcy rdzeni obliczeniowych o łącznej mocy 2.4 Petaflopsa i niemal 300 TB pamięci RAM.

Coraz częściej po rozwiązania superkomputerowe sięga także przemysł, co pozwala m.in. na oszczędności przy produkcji. Na przykład w branży motoryzacyjnej, aby uniknąć wysokich kosztów prototypowania i testów zderzeniowych, korzysta się z symulacji komputerowych, które już na początku pozwalają odrzucić najgorsze rozwiązania.

– Im bogatszy kraj, tym więcej takich komputerów ma, po to aby wspierać zarówno naukę, jak i przemysł. Bo trzeba powiedzieć, że coraz częściej nasz przemysł sięga po rozwiązania superkomputerowe po to, aby oszczędzać np. na kosztach produkcji – zauważa ekspert.

Co pół roku serwis TOP500.org publikuje ranking 500 najszybszych superkomputerów na świecie. W pięćdziesiątym zestawieniu z listopada tego roku pierwsze miejsce zajął chiński Sunway TaihuLight, już po raz czwarty na pozycji lidera, z mocą 93 petaflopsów. Druga lokata należy również do chińskiej maszyny Tianhe-2 (niecałe 34 petaflopsy), natomiast na trzecim miejscu znalazł się szwajcarski Piz Daint (blisko 20 petaflopsów).

Chiny wygrywają superkomputerowy wyścig zbrojeń, dysponując 202 maszynami z rankingu 500. Na drugim miejscu są Stany Zjednoczone (143), a na kolejnych pozycjach: Japonia (35), Niemcy (20), Francja (18) i Wielka Brytania (15). Chiny przodują również pod względem łącznej wydajności maszyn, w sumie mając 35,4 proc. udziału w mocy superkomputerów z listy TOP500.

W rankingu nie zabrakło także polskich maszyn. W pierwszej setce znalazł się wspomniany już Prometeusz, który zajął 77. miejsce (1,67 petaflopsów). Na 172. pozycji jest poznański EAGLE, a cztery miejsca dalej – gdański Tryton. 223. miejsce zajął OKEANOS z Warszawy, a 384. – BEM z Wrocławia.

– Nasz kraj wypada całkiem nieźle pod względem liczby dużych komputerów, które w ramach projektu PL-Grid udało się zorganizować w jeden ekosystem, łatwo dostępny dla użytkownika. To mocne maszyny i nie mamy się czego wstydzić jako kraj – zauważa Łukasz Flis.

Nowe technologie upowszechniają się w edukacji. Powstała pierwsza szkoła z programem nauczania w całości opartym na grywalizacji

Nowe technologie upowszechniają się w edukacji. Powstała pierwsza szkoła z programem nauczania w całości opartym na grywalizacji 4

Rośnie rynek nowych technologii w edukacji. Gry i aplikacje sprawdzają się w procesie nauczania – rozwijają spostrzegawczość, myślenie przestrzenne czy zdolność zapamiętywania, a przy tym pomagają przełamać nudę, zaangażować i zmotywować uczniów. Eksperci podkreślają jednak, że muszą być odpowiednio dobrane pod kątem treści i wieku dziecka. Zwolennikami wykorzystania nowych technologii w edukacji są zarówno rodzice, jak i nauczyciele. W Nowym Jorku powstała pierwsza szkoła podstawowa, której program w całości opiera się na zjawisku grywalizacji.

– Dzieci z zasady wolą spędzić czas z grą niż z podręcznikiem, natomiast ważne jest to, żeby te gry były na odpowiednim poziomie i rzeczywiście były w stanie przekazywać jakąś wiedzę. Udowodniono naukowo, że grywalizacja potrafi świetnie człowieka zmotywować, przyciągnąć do materiału i zaprezentować go w nowy, ciekawy sposób – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Mularczyk, prezes studia developerskiego MythicOwl.

Rynek nowych technologii w edukacji dynamicznie się rozwija, a w krajach takich jak Wielka Brytania czy USA korzystanie z urządzeń mobilnych w trakcie nauczania się upowszechnia. W Nowym Jorku działa szkoła podstawowa Q2L (Quest To Learn) dla dzieci w wieku 6–12 lat, której program nauczania w całości opiera się na gamifikacji (grywalizacji) i szeroko wykorzystuje nowe technologie. To jedna z pierwszych takich placówek na świecie.

Jej twórcy twierdzą, że średnia obecność na zajęciach w ich szkole wynosi 94 proc. a zdawalność stanowego egzaminu ELA wynosi 54 proc. wśród uczniów Q2L. Dla porównania w pozostałych nowojorskich placówkach egzamin ten zdaje tylko nieco ponad 30 proc. uczniów.

– Nowe technologie mają bardzo dużo do zaoferowania w zakresie kształcenia, zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Badania wskazują, że aplikacje czy gry są w stanie znacząco podnieść efektywność uczenia – przekonuje Tomasz Mularczyk.

Zdecydowana większość rodziców (68 proc.) deklaruje, że ich dzieci korzystają z urządzeń cyfrowych jako pomocy w nauce. Blisko trzy czwarte (73 proc.) uważa też, że internet pomaga dzieciom zdobywać nową wiedzę – wynika z badania zrealizowanego przez Gemius na zlecenie platformy edukacyjnej Squla.pl. Urządzenia cyfrowe jako pomoce naukowe są częściej używane przez starsze dzieci (klasy 4-6) niż te z młodszych klas.

Znaczenie nowych technologii w edukacji doceniają też nauczyciele. 85 proc. z nich uważa, że „w nowoczesnym świecie dzieci powinny korzystać z internetu i urządzeń elektronicznych w procesie uczenia się”. Natomiast 81 proc. zauważyło, że ich uczniowie chętnie korzystają z takich pomocy naukowych.

Ponadto coraz powszechniej używają ich sami nauczyciele. Prawie wszyscy (91 proc.) deklarują korzystanie z urządzeń cyfrowych jako pomocy naukowych w szkole, a 54 proc. używa dedykowanych aplikacji edukacyjnych jako pomocy w nauczaniu.

– Algorytmy takie jak spaced repetition, które wykorzystują właściwości ludzkiej pamięci, są wykorzystywane na przykład do tego, aby bardziej efektywnie zapamiętywać różnego rodzaju informacje,zaczynając od flag państwa, a kończąc na niezwykle specjalistycznych parametrach. Ten algorytm ma już ponad 30 lat, został wykorzystany m.in. w polskim produkcie „Super memo” z lat 80., ale jest dalej rozwijany i stosowany bardzo szeroko – mówi ekspert.

Najmłodsze pokolenia ma technologię we krwi. Zdecydowana większość rodziców, bo aż 82 proc., przyznaje, że ich dzieci korzystają z urządzeń mobilnych. Prawie 100 proc. ośmiolatków jest użytkownikami urządzeń mobilnych, a własne urządzenie ma średnio co czwarte dziecko (24 proc.) – wynika z ubiegłorocznego raportu „SmartKids”, zrealizowanego przez Mobile Institute. Wśród nastolatków powyżej 15 lat praktycznie każdy z nich ma już własnego smartfona.

Autorzy raportu zauważyli jednak, że urządzenia mobilne dostają już nawet 2–3 latki. 15 proc. dzieci zaczyna korzystać ze smartfona lub tabletu przed ukończeniem drugiego roku życia. Do 4 roku życia mobilnych jest już 61 proc. polskich dzieci. Psychologowie przestrzegają jednak, że korzystanie z laptopa, tabletu czy smartfona w zbyt wczesnym wieku negatywnie wpływa na kreatywność, koncentrację i rozwój dziecka.

– Są badania, które wskazują, że dzieci nie powinny mieć zbyt dużej styczności z elektroniką przed 2–3 rokiem życia. Sam byłbym w stanie podnieść tę granicę jeszcze wyżej, biorąc pod uwagę to, że zabawa z plasteliną czy rysowanie znacząco bardziej uczy kreatywności i pozwala dzieciom uzyskiwać wyniki, których twórcy aplikacji nie przewidzieli – uważa Tomasz Mularczyk.

Światowe Forum Ekonomiczne prognozuje, że 65 proc. dzieci, które uczą się w tej chwili w szkołach podstawowych, będzie w przyszłości pracować w zawodach, które dziś jeszcze nie istnieją, w większości powiązanych z IT i nowymi technologiami.

Drony coraz częściej budowane są z materiałów używanych w statkach kosmicznych. Najnowsze technologie trafiają najpierw do dronów wojskowych

Drony coraz częściej budowane są z materiałów używanych w statkach kosmicznych. Najnowsze technologie trafiają najpierw do dronów wojskowych 5

Drony z najprostszą technologią można kupić już za kilkaset złotych. Im bardziej zaawansowane rozwiązania, użyte technologie i materiał do budowy, tym cena rośnie. Bezzałogowe statki dla profesjonalnego zastosowania to już koszt kilkudziesięciu tysięcy złotych. W najnowszych modelach przy budowie korzysta się m.in. ze specjalnych plastików wykorzystywanych przy statkach kosmicznych.  

– Na cenę drona przekłada się bardzo dużo rzeczy, od materiałów, poprzez technologie i oprogramowanie. Stworzenie oprogramowania jest drogie, a jedną z najdroższych rzeczy jest R&D, cała praca zespołu nad opracowywaniem nowej, kolejnej technologii. Zanim wypuścimy drona na rynek, powstają prototypy, prototypy prototypów, to naprawdę trwa i pracuje się zawsze nad minimum dwoma kolejnymi generacjami produktów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Dominik Wójcik, menedżer ds. sprzedaży w Parrot.

Drony stają się coraz popularniejsze, te o najprostszej technologii są już dostępne za kilkaset złotych. To sprawia, że coraz więcej osób inwestuje w taki sprzęt. Te bardziej zaawansowane technicznie, to już znacznie większy wydatek.

Na cenę dronów duży wpływ mają materiały użyte przy budowie. Nowoczesne drony są lekkie, ale i wytrzymałe. Do ich produkcji coraz częściej wykorzystuje się włókna węglowe lub lekkiego metale. Upadek nie oznacza zniszczenia, ewentualnie wymianę części, a same drony latają dłużej i na coraz większych dystansach, mają też większą wytrzymałość na ekstremalne temperatury.

– Do produkcji dronów używany jest carbon, grilamid, specjalne plastiki, których używa się też w technologiach statków kosmicznych. To wszystko musi być lekkie, bardzo elastyczne, są w dronie elementy, które muszą być sztywne, np. krzyżak, ale też inne elementy, które odpowiadają za oddawanie energii w momencie uderzenia tak, żeby dron się nie rozpadł. Dron musi mieć możliwość pracy po wymianie uszkodzonych elementów – tłumaczy Dominik Wójcik.

Sam układ sterowania lotem jest niezwykle skomplikowany. Urządzenie musi być wyposażone w mocny procesor, wysokiej jakości silniki oraz kontrolery. Na pokładzie drona jest wiele czujników i sensorów, dzięki którym maszyna rozpoznaje, w którym miejscu się znajduje, na jakiej jest wysokości, jaka jest prędkość wiatru i z której strony wieje.

– Nawet najmniejsze uszkodzenie wirnika, który powinno się sprawdzać przed każdym lotem, wprowadza potrzebę korekcji pracy każdego z silników oddzielnie. To bardzo zaawansowane algorytmy oprogramowania – tłumaczy Dominik Wójcik.

Na pokładzie nowoczesnego drona znajduje się także moduł GPS. Pozwala on lokalizować urządzenie, wezwać je, a także umożliwia włączenie trybu automatycznego Follow Me, w którym dron sam podąża za właścicielem. Drony wyposażone w taką technologię łączą się ze smartfonem, śledzą jego położenie i tym samym położenie użytkownika.

– Jest oprogramowanie do rozpoznawania obiektów dla trybu follow me, czyli dla śledzenia obiektu, który dron widzi. Można wcześniej zaprogramować lot drona, wypuszczając go na misję półautomatyczną. W trakcie lotu możemy go w każdej chwili przemieścić, natomiast on leci autonomicznie. To technologie zaawansowane, których wdrożenie wymaga dużych środków – podkreśla ekspert.

Możliwości dronów wykorzystuje szeroko rozumiany przemysł, a także wojsko. Bezzałogowe statki latające mogą mieć duże znaczenie dla obronności. Raport przygotowany na potrzeby Bundestagu, dotyczący przyszłości pola walki w 2026 roku, wskazuje, że nowoczesne drony, należące do kategorii tzw. amunicji krążącej, mogą mieć kluczowe znaczenie.

Drony do celów wojskowych wyposażone są w technologię niedostępną w innych tego typu sprzętach. Takie rozwiązania wdrażają największe światowe gospodarki, umowę na dostarczenie takich maszyn podpisało też polskie wojsko.

– Przy dronie wojskowym rozmawiamy o zupełnie innych pieniądzach, zupełnie innych technologiach, tam testowane są te najnowsze rzeczy. Dopiero później te technologie przechodzą do zwykłych, konsumenckich zastosowań, kiedy te rozwiązania są na tyle tanie, że można je wprowadzić na rynek masowy – mówi Dominik Wójcik.

Instytut Mikromakro szacuje wartość polskiego rynku dronów w 2017 roku na nieco ponad 250 mln zł, co oznacza 25 proc. wzrost rok do roku. PwC ocenia potencjał światowego rynku zastosowań dronów w biznesie na ponad 127 mld dol.

Coraz więcej Białorusinów przyjeżdża do pracy w Polsce. Mają wyższe wymagania finansowe niż Ukraińcy

Coraz więcej Białorusinów przyjeżdża do pracy w Polsce. Mają wyższe wymagania finansowe niż Ukraińcy 6

Obok Ukraińców, którzy są najliczniejszą grupą imigrantów zarobkowych, do Polski coraz chętniej przyjeżdżają obywatele Białorusi. W pierwszym półroczu 2017 pracodawcy złożyli 24 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia im pracy. Chociaż Białorusinów zatrudnia obecnie raptem 4 proc. polskich przedsiębiorstw, to zainteresowanie wśród firm rośnie. Dla pracodawców problemem mogą się okazać jednak ich wymagania finansowe, znacząco wyższe niż w przypadku obywateli Ukrainy.

– W pierwszym półroczu 2017 roku zostało wydanych 24 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom Białorusi. Jest to trzykrotny wzrost rok do roku. Oczywiście nie da się tego porównać ze skalą imigracji Ukraińców, których jest już ponad milion. Widać natomiast, że Białorusini również coraz chętniej wybierają Polskę jako miejsce pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Banyś z agencji Personnel Service, specjalizującej się w rekrutacji pracowników ze Wschodu.

Jak wynika z danych GUS, w ciągu pół roku – od maja do października 2017 – Białorusini przekroczyli polską granicę 2,2 mln razy. W tym samym czasie Ukraińcy wjeżdżali do Polski 5,5 mln razy. Statystyki pokazują jednak, że liczba przekroczeń granicy przez obywateli Białorusi wzrosła o 20 proc. w ujęciu rocznym, podczas gdy w przypadku Ukraińców – zaledwie o 5 proc. Najwięcej obywateli obu krajów przyjeżdża do Polski w miesiącach letnich, w lipcu i sierpniu, kiedy rośnie zapotrzebowanie na pracowników sezonowych.

– Białorusini mają szansę zwiększyć swój udział w polskim rynku pracy. Zwłaszcza że już w tym momencie co dziesiąte duże przedsiębiorstwo deklaruje, że w załodze znajduje się co najmniej jeden obywatel Białorusi – mówi Monika Banyś.

Jak wynika z październikowego „Barometru Imigracji Zarobkowej”, opracowanego przez Kantar Millward Brown na zlecenie Personnel Service, Białorusinów zatrudnia w tej chwili raptem 4 proc. polskich przedsiębiorstw, głównie w branży usługowej i produkcyjnej. Jednak odsetek ten – w opinii ekspertów – będzie się dalej zwiększać.

Tym bardziej że rosnąca konkurencja i historycznie niskie bezrobocie na polskim rynku pracy powodują, że już blisko co piąta firma planuje rekrutować pracowników ze Wschodu (w gronie dużych przedsiębiorstw ten odsetek jest dużo wyższy i sięga 42 proc.).

– Pracodawcy mogą mieć większy problem z zatrudnianiem Białorusinów z prostego powodu – oni mają trochę wyższe wymagania finansowe niż Ukraińcy. Średnia pensja na Ukrainie wynosi około 960 zł, podczas gdy na Białorusi jest to już 1,4 tys. zł, więc różnica jest znacząca. Spodziewamy się, że jeżeli granice dla Ukraińców zostaną otwarte jeszcze bardziej, w pewnym momencie może się okazać, że zamiast Polski będą oni wybierać inne rynki, np. Niemcy. Wtedy pracodawcy będą musieli sięgać po Białorusinów, którzy również są nam bliscy kulturowo – mówi Monika Banyś.

Od 1 stycznia 2018 roku weszły w życie zmiany dotyczące zatrudniania cudzoziemców. Zostało wprowadzone nowe zezwolenia na pracę sezonową, które umożliwia legalny pobyt i pracę w Polsce przez dziewięć miesięcy w roku, czyli o połowę dłużej niż dotychczas. Dotyczy to wyłącznie prac sezonowych (obejmie m.in. rolnictwo i turystykę). Pracodawca musi zarejestrować oświadczenie o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi i wnieść opłatę w wysokości 30 zł. Kolejną zmianą – która obowiązuje od tego roku – jest obowiązek informowania, czy obcokrajowiec, dla którego zostało wydane uproszczone zezwolenie na pracę sezonową, rzeczywiście podjął zatrudnienie.

 Białorusini są chętnie zatrudniani przez polskich pracodawców również dlatego, że podobnie jak Ukraińców, Mołdawian i Ormian obowiązuje ich uproszczona procedura zatrudniania. To wiele ułatwia. Wystarczy, że pracodawca pójdzie do urzędu, zarejestruje tam oświadczenie o zamiarze powierzenia pracy i od tego momentu może już zatrudniać pracownika z Białorusi – mówi Monika Banyś.

ONZ chce lepszej ochrony praw człowieka w starciu z globalnym biznesem. Trwają prace nad traktatem w tej sprawie

ONZ chce lepszej ochrony praw człowieka w starciu z globalnym biznesem. Trwają prace nad traktatem w tej sprawie 7

Organizacja Narodów Zjednoczonych chce, by globalne korporacje brały w swych działaniach pod uwagę aspekt praw człowieka i dąży do wypracowania międzynarodowego traktatu dotyczącego odpowiedzialności tych podmiotów. Traktat miałby stworzyć mechanizmy, które umożliwią dochodzenie swoich roszczeń przez zwykłych obywateli czy lokalne społeczności. Polska jest w tej chwili jednym z państw, które najszybciej  wdrażają ONZ-owskie wytyczne dotyczące praw człowieka w biznesie.

– Polska jest w wąskiej grupie krajów, które przyjęły plan działania na rzecz wdrożenia wytycznych ONZ ws. biznesu i praw człowieka. To standardy, które powinien spełniać biznes w stosunku do swoich pracowników, społeczeństwa, w którym działa, środowiska – aby to, co robi, było zrównoważone pod względem gospodarczym, społecznym i środowiskowym. ONZ zbudowało na tej podstawie katalog zadań, wytycznych, przy czym różnią się one w zależności od wielkości firmy. Poświęcono temu wiele uwagi w relacjach z polskimi przedsiębiorcami i organizacjami – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Grzyb, poseł Parlamentu Europejskiego, członek parlamentarnej podkomisji Praw Człowieka.

„Wytyczne dotyczące biznesu i praw człowieka” zostały przyjęte przez ONZ w 2011 roku. Ten dokument jest jednym z podstawowych narzędzi dotyczących przestrzegania praw człowieka w biznesie i jego oddziaływania na otoczenie. Każde z państw członkowskich ONZ jest zobowiązane do opracowania Krajowego Planu Działania na rzecz wdrażania wytycznych. Polska przyjęła taki dokument w maju tego roku (polski KPD ma obowiązywać do 2020 roku). Wdrożenie wytycznych ONZ ma służyć zwiększeniu ochrony poszczególnych osób i umożliwić im dochodzenie sprawiedliwości w sytuacji, gdy ich prawa zostaną naruszone przez biznes.

Polska jest w czołówce krajów wdrażających wytyczne ONZ ws. biznesu i praw człowieka. Wiele państw w UE, a tym bardziej spoza Europy, ma jednak w tej mierze jeszcze wiele do zrobienia. Znaczenie kwestii biznesu i praw człowieka, tego, ile przedsiębiorstwa mogą zrobić na rzecz wzmocnienia poszanowania praw człowieka na świecie, znajduje uznanie społeczności międzynarodowej – podkreślił Andrzej Grzyb podczas debaty „Interesy ekonomiczne a ochrona praw człowieka” zorganizowanej przez Biuro Informacyjne Parlamentu Europejskiego w Polsce.

Rada Praw Człowieka ONZ powołała międzyrządową otwartą grupę roboczą ds. korporacji transnarodowych i innych przedsiębiorstw w odniesieniu do praw człowieka – grupa robocza odbyła już trzy sesje, a prace mogą się zakończyć wypracowaniem nowego wiążącego prawnie traktatu międzynarodowego. Zdaniem europosła pewnie potrwa to jeszcze długo ze względu na znaczące rozbieżności. Kwestia sporna dotyczy m.in. tego, kogo dotyczyć ma traktat – tylko globalnych korporacji czy również podmiotów o innej formie prawnej.

UE m.in. chce, by potencjalne rozwiązanie prawne dotyczyło nie tylko korporacji międzynarodowych, lecz także przedsiębiorstw o innej formie własności, jak np. firmy państwowe, a różnica w traktowaniu powinna zależeć nie od formy prawnej przedsiębiorstwa, a od skali działalności, bo ta właśnie realnie definiuje, jakie dodatkowe zadania przedsiębiorstwo jest w stanie zrealizować. Niektóre kraje chcą, by skoncentrować się tylko na międzynarodowych korporacjach, wśród których najwięcej jest „kapitału zachodniego”, pomijając równie duże podmioty o innej formie prawnej – mówi europoseł Andrzej Grzyb.

Stąd obawa państw zachodu, że niektóre państwa, gdzie dominuje własność państwowa lub potężne firmy będące w posiadaniu jednej osoby czy rodziny, będą chciały wykorzystać nowy instrument prawny do nieuczciwej konkurencji.

Obecnie obowiązujące „Wytyczne dotyczące biznesu i praw człowieka” ONZ mocno wpłynęły na standardy dotyczące CSR na świecie, w tym m.in. wytyczne OECD dla przedsiębiorstw wielonarodowych, normę ISO 26000 czy definicję CSR przyjętą przez Komisję Europejską (KE definiuje CSR jako odpowiedzialność przedsiębiorstw za ich wpływ na społeczeństwo).

– Do polskiego prawa została wdrożona już także dyrektywa UE, zgodnie z którą w dorocznych raportach finansowych firm powinny być zawarte informacje dotyczące ich społecznej odpowiedzialności, a więc kwestia relacji z pracownikami, oddziaływania na środowisko i inicjatyw, które mają wpływ na otoczenie, w tym także kwestii praw człowieka. To ma być dobra marka firmy, certyfikat jej dobrej działalności gospodarczej – mówi Andrzej Grzyb.

Od stycznia tego roku w Polsce obowiązuje dyrektywa UE, według której firmy muszą ujawniać w swoich dorocznych sprawozdaniach finansowych informacje dotyczące CSR. Dotyczy to podmiotów, których średnioroczne zatrudnienie wynosi powyżej 500 osób albo suma bilansowa przekracza  85 mln zł bądź przychody netto ze sprzedaży towarów i usług za rok obrotowy przekraczają 170 mln zł. Według Ministerstwa Rozwoju, w Polsce ten obowiązek obejmuje około 300 podmiotów (w skali całej UE około 6 tys.). Do tego momentu część firm dobrowolnie przygotowywała raporty społeczne dotyczące CSR.

Jak zauważa Andrzej Grzyb, społeczna odpowiedzialność biznesu to zagadnienie, które coraz więcej przedsiębiorstw wpisuje w swoją strategię – niezależnie od wielkości czy branży.

 Przykładowo, jedna z małych firm stwierdziła, że jej działalność jest blisko związana z bezpieczeństwem ludzi. W związku z tym przygotowała elementy odblaskowe dla dzieci, żeby były widoczne w ruchu drogowym i mniej narażone na wypadki. Tego typu inicjatyw w Polsce jest wiele. Niektóre firmy powołują fundacje dla ciężko chorych ludzi albo wspomagają rozwój infrastruktury społecznej, np. szkół czy przedszkoli. To wszystko mieści się w szeroko pojętej społecznej odpowiedzialności biznesu – mówi Andrzej Grzyb.

Chorzy na wyprysk rąk bardzo często rezygnują z pracy i wycofują się z życia społecznego. Skutki tej choroby wciąż są lekceważone

Chorzy na wyprysk rąk bardzo często rezygnują z pracy i wycofują się z życia społecznego. Skutki tej choroby wciąż są lekceważone 8

Ciężki przewlekły wyprysk rąk to choroba zapalna skóry, której skutki często są lekceważone, mimo że mają ogromny wpływ na życie społeczne i zawodowe dotkniętych nią osób. Chorzy wycofują się z życia społecznego, towarzyskiego i zawodowego, a zdecydowana większość stroni od kontaktów z innymi ludźmi. Nierzadko chorzy są zmuszeni rezygnować z pracy zawodowej, co z kolei przekłada się na konsekwencje ogólnospołeczne i odbija na wysokości PKB.

Przewlekły wyprysk rąk to zespół objawów, które pacjenci obserwują na swoich dłoniach. Wszystko zaczyna się od swędzenia, pieczenia, drobnych krostek i nadżerek, a kończy sytuacją, w której dłonie pacjentów są spękane, bolące, tkliwe i krwawiące, uniemożliwiając wykonywanie nawet najprostszych czynności codziennych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Kędzierska, psycholog i trenerka umiejętności psychospołecznych.

Ciężki przewlekły wyprysk rąk to choroba zapalna skóry, której skutki często są lekceważone, choć mają katastrofalne przełożenie na życie społeczne i zawodowe dotkniętych nią osób. Schorzenie objawia się rumieniem, złuszczaniem i obrzękiem dłoni. Mogą występować nadżerki, pęcherze, ropne nacieki i pęknięcia naskórka. Pojawia się też ból, świąd i uczucie pieczenia. Choroba może przybierać postaci od łagodnej do ciężkiej, mieć przebieg ostry lub przewlekły, a u niektórych pacjentów być oporna na zastosowane miejscowe leczenie.

Niestety, leczenie przewlekłego wyprysku rąk to proces bardzo trudny. Pomimo stosowania wielu leków z grup sterydów, leków immunomodulujących, pochodnych retinoidów, nie zawsze udaje nam się kontrolować objawy choroby. Generalnie, nasi eksperci postępują zgodnie z europejskimi wytycznymi z 2015 roku. Cały czas planowane jest wydanie polskich wytycznych, które dostosowałyby je do naszych warunków lokalnych – mówi Jacek Walczak, prezes Instytutu Arcana.

Choroba stanowi poważny problem nie tylko medyczny, lecz także ekonomiczny i psychologiczny. Z raportu przygotowanego przez Instytut Arcana na zlecenie GSK wynika, że 89 proc. pacjentów czuje wstyd i zażenowanie spowodowane zmianami chorobowymi rąk. 81 proc. pacjentów dotkniętych tym schorzeniem stroni od fizycznych kontaktów z innymi ludźmi, na przykład unikając podawania im ręki przy powitaniu. Jedna trzecia uważa, że choroba wpływa na ich relację z partnerem, a tyle samo twierdzi, że powoduje napięcia i nieporozumienia w kontaktach z najbliższym otoczeniem.

Często te relacje społeczne są bardzo silnie zaburzone. Z jednej strony dla innych ludzi konieczność kontaktu z osobą, której ręka wygląda, mówiąc krótko, dziwnie i nieładnie, jest wyzwaniem. Z drugiej, pacjenci z ciężkim przewlekłym wypryskiem rąk to ludzie, którzy ze względu na te zmiany w swoim ciele, mają kłopot z akceptacją samych siebie, swojego wyglądu. To rzutuje na ich samoocenę i poczucie pewności w relacjach z innymi ludźmi, więc niejednokrotnie sami z tych relacji się wycofują – mówi psycholog Anna Kędzierska.

Wyprysk rąk jest chorobą o podłożu zapalnym i nieinfekcyjnym. Wywoływany jest przez różne czynniki m.in. genetyczne, substancje drażniące, alergeny i nie można się nim zarazić. Mimo to ze względu na psychiczny dyskomfort, chorzy często chowają ręce, wkładają je do kieszeni albo noszą rękawiczki.

– Dłonie są nieodłącznym elementem naszego codziennego funkcjonowania. Choroba dłoni to wyzwanie emocjonalne, ponieważ generuje trudności w relacjach z innymi ludźmi, stanowi czasami barierę nie do przekroczenia. Chorzy ukrywają się w domach, nie mają gotowości do podawania ręki, mają trudność w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi, w budowaniu bliskich relacji nawet z tymi osobami, które są członkami ich rodzin – mówi psycholog Anna Kędzierska.

Schorzenie może prowadzić do depresji, a z powodu świądu i bólu do bezsenności. W związku z tymi dolegliwościami chorzy mają często problem z opieką nad dziećmi czy wykonywaniem najprostszych, codziennych czynności, takich jak zmywanie czy mycie rąk.

Możemy mówić o konsekwencjach tej choroby zarówno dla pacjenta, jak i jego najbliższego otoczenia, ponieważ aż 30 proc. chorych wymaga wsparcia swoich bliskich w wykonywaniu zwykłych czynności domowych – zauważa Izabela Pieniążek, dyrektor działu analitycznego Instytutu Arcana.

– Codzienność pacjenta z przewlekłym wypryskiem rąk to naprawdę wyzwanie. Okazuje się, że nie mają możliwości, żeby samodzielnie wykonywać różnego rodzaju czynności domowe jak pranie, zmywanie, gotowanie. To poza ich zasięgiem – dodaje psycholog Anna Kędzierska.

Wyprysk rąk jest schorzeniem, na które szczególnie narażeni są przedstawiciele konkretnych grup zawodowych. Są wśród nich m.in. pielęgniarki, lekarze, stomatolodzy i inni przedstawiciele zawodów medycznych oraz piekarze, kucharze, pracownicy gastronomii i przetwórstwa żywności, fryzjerzy, malarze, lakiernicy czy mechanicy, czyli wszystkie zawody w wykonywaniu których pracownicy narażeni są na częsty kontakt z alergenami, substancjami drażniącymi w tym środkami chemicznymi lub takie, w których konieczne jest stosowanie lateksowych rękawiczek ochronnych. Zdecydowanie najczęściej (21 proc. przypadków) schorzenie występuje wśród osób, które zawodowo zajmują się sprzątaniem.

Zauważmy, że są to zawody, z których trudno się przekwalifikować. Nie są to zajęcia zarobkowe, w przypadku których można coś niewielkiego zmienić, żeby ostatecznie utrzymać się w swoim zawodzie. Efekt jest taki, że ci ludzie niejednokrotnie muszą zrezygnować z pracy, zmienić zawód, co potwierdza jedna trzecia pacjentów z ciężkim przewlekłym wypryskiem rąk – mówi Anna Kędzierska.

– Absencje chorobowe czy utrata produktywności w pracy to koszt dla całego społeczeństwa, który możemy zmierzyć i zweryfikować. W Europie to koszt od 15 do 28 tys. zł na jednego pacjenta w skali roku. W Polsce w oparciu o wyniki badania ankietowego wiemy, że może się to wiązać z kosztem od 5 do 10 tys. zł na jednego pacjenta, Biorąc pod uwagę całą populację, mówimy o kwocie od 12 do 25 mln zł. Trzeba przy tym zwrócić uwagę na to, że mogą to być dane niedoszacowane – dodaje Izabela Pieniążek, dyrektor działu analitycznego Instytutu Arcana.

Jak wynika z raportu „Choroba jak na dłoni”, przygotowanego przez Instytut Arcana na zlecenie GSK, wśród pacjentów z przewlekłym, ciężkim wypryskiem rąk średnia absencja w pracy wynosi 47 dni w roku. Do konsekwencji tej choroby należy spadek produktywności, częste przebywanie na zwolnieniu lekarskim albo wręcz rezygnacja z pracy zawodowej. Pacjenci z przewlekłym wypryskiem rąk stanowią ok. 10 proc. wszystkich osób, które zgłaszają się do dermatologa z chorobami skóry.

Rewitalizacja Łodzi całkowicie odmieni miasto. Sposób finansowania daje więcej możliwości zarabiania na nowej infrastrukturze

Rewitalizacja Łodzi całkowicie odmieni miasto. Sposób finansowania daje więcej możliwości zarabiania na nowej infrastrukturze 9

W tym roku na dobre rozpocznie się rewitalizacja Łodzi – ogromny projekt inwestycyjny, który zmieni miasto w wymiarze przestrzennym i społecznym. Ratusz podpisał już część umów z wykonawcami. Rewitalizacja Łodzi to projekt unikalny w polskiej skali nie tylko ze względu na koszt i obszar, który obejmie. W zrewitalizowanej infrastrukturze będzie mogła być prowadzona działalność gospodarczą, dzięki czemu miasto ma szansę przyciągnąć inwestorów – co jest bardzo rzadkie w przypadku inwestycji korzystających z dofinansowania UE.

 Rewitalizacja Łodzi to największy tego typu projekt, który kompleksowo i całościowo odnosi się do zmiany tkanki miejskiej. Nie chodzi tylko o fakt, że zostaną odnowione budynki, pojawią się nowe place, ulice i parki. To będzie zmiana w wielu aspektach funkcjonowania miasta. Mamy do czynienia z rewitalizacją obszarową, społeczną, infrastrukturalną – to najważniejsze aspekty, dzięki którym nowa tkanka miejska będzie mogła funkcjonować lepiej niż obecnie – mówi agencji Newseria Maciej Fornalczyk, założyciel i partner firmy doradczej COMPER Fornalczyk i Wspólnicy, która specjalizuje się i sprawach dotyczących wykorzystania środków unijnych i pomocy publicznej.

Rewitalizacja Łodzi to ogromne przedsięwzięcie inwestycyjne, które ma całkiem odmienić centrum miasta. Obejmie w sumie osiem kwartałów, remont prawie 150 kamienic, gruntowną modernizację 20 ulic, rewitalizację Starego Rynku i placu Komuny Paryskiej, całkowicie zmieni się też Plac Wolności. Ruch w centrum zostanie ograniczony, a zamiast ulic pojawią się chodniki i szpalery drzew. Niezagospodarowane tereny zostaną przekształcone w parki i skwery, a w parterach budynków znajdą się lokale użytkowe dla małych i średnich przedsiębiorców.

– Co jest niespotykanego w łódzkim wydaniu? Mianowicie to, że będziemy mogli na rewitalizowanym obszarze prowadzić normalną działalność gospodarczą jako miasto. Rozwiązania wprowadzone w Łodzi umożliwiają prowadzenie na majątku miejskim działalności gospodarczej, która w innym układzie czy w innych reżimach prawnych byłaby niemożliwa – zauważa Maciej Fornalczyk.

W przypadku podobnych inwestycji prowadzonych w innych miastach najczęstszym rozwiązaniem jest aplikowanie o środki unijne z Regionalnych Programów Operacyjnych, niestanowiące pomocy publicznej. Udział takiego dofinansowania jest bardzo wysoki, ale wyklucza prowadzenie działalności gospodarczej, a infrastruktura ma charakter pasywny.

 To oznacza, że na parterze takiego budynku nie można otworzyć chociażby sklepu spożywczego, co dla mieszkańców jest niezrozumiałe. Drugim rozwiązaniem jest aplikowanie o fundusze unijne w oparciu o tzw. lokalną infrastrukturę. Nie może się nastawiać na przyciąganie dużego biznesu, przedstawicieli banków czy sklepów sieciowych – wyjaśnia Maciej Fornalczyk.

W przypadku Łodzi fundusze unijne zostały w dużej mierze pozyskane jako legalna pomoc publiczna. W takich sytuacjach sprawdza się tzw. konstrukcja powierzeniowa.

– Przyjmując takie rozwiązanie jak w Łodzi, mamy do czynienia z tzw. powierzeniem obowiązku świadczenia usług publicznych. W takim przypadku można skorzystać z decyzji Komisji Europejskiej dotyczącej finansowania usług publicznych świadczonych w ogólnym interesie. Oznacza to, że korzystając ze środków unijnych, można dokonać rewitalizacji i odciążyć skarb miasta z tytułu utrzymywania majątku miejskiego – podkreśla Fornalczyk.

Łączny koszt całego projektu sięga blisko 1 mld zł, z czego połowę będzie stanowić unijne dofinansowanie, a ponad 400 mln zł to wkład miasta. To budżet samej rewitalizacji obszarowej, który nie obejmuje kosztów dodatkowych inwestycji realizowanych m.in. w obszarze kultury czy gospodarki niskoemisyjnej (rewitalizacja miasta przewiduje szereg działań społecznych).

 Ten projekt ma oczywiście swój harmonogram, ale jestem przekonany, że będzie się dynamicznie zmieniał, ponieważ jest nim objęty tak duży obszar. Właściwie większość centrum Łodzi jest objęta rewitalizacją, a co za tym idzie – nie można powiedzieć, że ten projekt się skończy w jakimś konkretnym terminie. Projekt rewitalizacyjny ma charakter ciągły i tak jak tkanka miejska będzie żył własnym życiem – mówi Maciej Fornalczyk.

Cały projekt ma nie tylko odnowić wizerunek Łodzi, lecz także zaktywizować lokalne społeczności, ułatwić życie mieszkańców i na nowo ożywić tkankę miejską.

– Każde miasto – duże czy małe – miało lub ma prowadzony swój projekt rewitalizacyjny. Natomiast co do kwoty, zakresu, a w szczególności nowych ulic, placów, nowych przestrzeni społecznych, można powiedzieć, że Łódź jest wyjątkowa – ocenia Maciej Fornalczyk.

Nowe przepisy o ochronie danych osobowych będą napędzać sektor ubezpieczeniowy. Liczba cyberpolis może się potroić w najbliższych latach

Nowe przepisy o ochronie danych osobowych będą napędzać sektor ubezpieczeniowy. Liczba cyberpolis może się potroić w najbliższych latach 10

Wraz z rosnącym zagrożeniem atakami hakerów rośnie popularność cyberpolis, które zabezpieczają przedsiębiorstwo przed skutkami takiego incydentu. Motorem tego segmentu ubezpieczeń jest też RODO, czyli ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, które wejdzie w życie w maju. Wiele firm szuka zabezpieczeń na wypadek kradzieży albo wycieku danych. W 2017 roku około 70–80 proc. przedsiębiorstw rozważało tego typu ochronę albo planowało wprowadzenie takiego ubezpieczenia w 2018 roku.

– Postęp technologiczny niesie ze sobą ryzyko, np. wycieku danych, ataków cybernetycznych czy szkód majątkowych wynikających z użycia technologii. Ta kategoria jest najbardziej dotkliwa z punktu widzenia ekspozycji na straty finansowe, a z drugiej strony – jest najbardziej prawdopodobna. W związku z tym obserwujemy wśród polskich przedsiębiorców bardzo duże zainteresowanie pokryciem ubezpieczeniowym w tym obszarze oraz zarządzaniem ryzykiem w obszarze technologicznym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Grześkowiak, prezes zarządu Marsh Polska.

Blisko dwie trzecie firm doświadczyło znaczącego incydentu naruszenia bezpieczeństwa – wynika z ubiegłorocznego „Światowego badania bezpieczeństwa informacji” firmy doradczej EY. Zarówno w 2016, jak i w 2017 roku jednym z głównych cyberzagrożeń było złośliwe oprogramowanie, które blokuje dostęp do danych i żąda okupu w zamian za przywrócenie dostępu (ransomware). Według ekspertów Kaspersky Lab w ciągu ostatnich miesięcy częstotliwość takich ataków na firmy wzrosła trzykrotnie.

Eksperci branży ubezpieczeniowej oceniają, że cyberpolisy będą zyskiwać na popularności również dzięki zmianom w przepisach o ochronie danych osobowych. RODO, czyli nowa unijna regulacja, nakłada szereg restrykcyjnych obowiązków na firmy, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe swoich klientów. Za naruszenia bezpieczeństwa będą im grozić wysokie kary finansowe – sięgające nawet 20 mln euro albo 4 proc. rocznych globalnych obrotów przedsiębiorstwa. To powoduje, że spora część firm chce się ubezpieczyć na wypadek kradzieży albo wycieku danych.

Zmiany legislacyjne są czynnikiem, który wśród polskich przedsiębiorców budzi świadomość ryzyka. To powoduje obawy i jest naturalnym źródłem popytu przedsiębiorstw na ubezpieczenia typu D&O czy ubezpieczenia typu cyber – mówi Artur Grześkowiak.

Ubezpieczenia D&O (directors’ and officers’) chronią przedstawicieli władz spółki przed roszczeniami w związku z pełnioną przez nich funkcją. Dotyczy to zarówno roszczeń klientów czy pracowników, jak i samej spółki.

Prezes zarządu Marsh zwraca uwagę na to, że w Polsce jest stosunkowo niewiele polis i programów ubezpieczeniowych z zakresu cyberryzyka. Jednak rynek stale się rozwija – około 70–80 proc. przedsiębiorstw rozważało w ubiegłym roku tego typu ochronę albo planowało wprowadzenie takiego ubezpieczenia w tym roku.

Wdrożenie takiego programu ubezpieczeniowego związane jest z rozciągniętym w czasie procesem oceny ryzyka. Trwa to średnio od kilku do kilkunastu miesięcy. Do tego dochodzą kwestie budżetowe, czyli zaplanowanie w budżecie kosztowym takich ubezpieczeń. Spodziewamy się, że 2018 rok będzie okresem dużego ożywienia w tym segmencie. Liczba polis powinna się podwoić, a nawet potroić na polskim rynku. Takiej tendencji spodziewamy się w okresie średnioterminowym, przez najbliższe 3–5 lat – mówi Artur Grześkowiak.

Paradoksalnie, rynek ubezpieczeniowy będzie też korzystać na sytuacji panującej na rynku pracy. Historycznie niskie bezrobocie, brak wykwalifikowanej kadry, na który nakłada się niekorzystna sytuacja demograficzna, to dla przedsiębiorstw poważne wyzwanie i główny hamulec rozwoju. Z drugiej strony jest to też czynnik, który będzie skłaniał firmy do inwestowania w pracowników i poszerzania oferty pozapłacowych bonusów, wśród których ubezpieczenia na życie czy prywatne polisy zdrowotne są bardzo popularne.

Pracodawcy będą zwiększać starania w zakresie zabezpieczenia pracowników, podnoszenia komfortu, samopoczucia i optymizmu. Ubezpieczenia i zarządzenie ryzykiem osobowym to taka sfera, która adresuje to zagadnienie. W najbliższym okresie możemy się również w Polsce spodziewać istotnego rozwoju wszelkich form ubezpieczeń osobowych, na życie, ubezpieczeń z funduszami kapitałowymi, planów emerytalnych czy zabezpieczenia w zakresie służby zdrowia – mówi Artur Grześkowiak.

2018 rok przełomowy dla rozwoju elektromobilności w Polsce. Rynek czeka na ustawę i prototyp pierwszego elektrycznego auta rodzimej produkcji

2018 rok przełomowy dla rozwoju elektromobilności w Polsce. Rynek czeka na ustawę i prototyp pierwszego elektrycznego auta rodzimej produkcji 11

Ten rok może okazać się przełomowy dla rozwoju elektromobilności w Polsce. W pierwszym kwartale ma wejść w życie ustawa, która będzie zachęcać do kupowania elektrycznych aut. Powstanie także Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, który wesprze finansowo producentów aut elektrycznych i budowę infrastruktury ładowania. Na początku roku rozstrzygnie się również I etap konkursu na prototyp polskiego elektryka, zorganizowany przez ElectroMobility Poland. Pierwszymi jego użytkownikami będą m.in. cztery największe polskie koncerny energetyczne, które zakupią takie auta. 

– Myślę, że najbliższy rok będzie bardzo ważny dla elektromobilności. W 2018 roku pojawi się ustawa o elektromobilności, powołany zostanie także Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, który będzie dysponował środkami na wsparcie producentów i konsumentów chcących korzystać z samochodu elektrycznego. Wesprze on również rozwój infrastruktury – to bardzo istotny krok dla rozwoju tego rynku, bo dzisiaj jej brak jest wskazywany jako jedna z głównych barier zakupu samochodu elektrycznego – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Zaremba, szef projektu ElectroMobility Poland (EMP).

Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych – przyjęta przez rząd 28 grudnia 2017 r. – ma szansę wejść w życie w I kwartale tego roku. Nowe przepisy mają nie tylko spopularyzować ekotransport, lecz także uregulować cały rynek i dać impuls do rozwoju firmom, które na nim działają. Na razie – bez jasnych regulacji prawnych – jest to trudne.

 Użytkownicy samochodów elektrycznych będą mogli się poruszać w sposób uprzywilejowany, korzystać z buspasów i parkować bez opłat w miejscach, które są publicznie dostępne. W ustawie zawarliśmy też szereg przywilejów o charakterze podatkowym, m.in. niższy odpis amortyzacyjny i zerową akcyzę. Ten pakiet korzyści ma spowodować, że samochody elektryczne będą dla kierowców bardziej atrakcyjne – mówi Michał Kurtyka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii.

Wiceminister energii podkreśla także, że dużą zaletą projektu ustawy o elektromobilności jest jego kompleksowość – nowe przepisy zauważają zarówno biznes, przyszłych użytkowników aut elektrycznych, jak i samorządy, które będą musiały stworzyć dla nich infrastrukturę.

Rok 2018 będzie również przełomowy dla projektu polskiego samochodu elektrycznego. W ostatnim kwartale 2017 roku ElectroMobility Poland uruchomiło postępowanie na wybór partnera biznesowego, z którym spółka uruchomi produkcję elektrycznego auta. W 2018 roku powstanie dokumentacja techniczna i pierwsze wersje prototypów. Postępowanie zakończy się w I połowie tego roku. Jego efektem będzie nie tylko wybór partnera, lecz także powstanie dojrzałych prototypów.

Zwycięski prototyp wybierze komisja, która weźmie pod uwagę przede wszystkim jego rynkowy potencjał i możliwość komercjalizacji w skali masowej.

Jesteśmy w trakcie poszukiwań partnera do uruchomienia produkcji. Postępowanie będzie trwało kilkanaście miesięcy, więc kluczowe jego etapy przypadną właśnie na 2018 rok. Chcemy mieć pewność, że pracujemy z najlepszymi firmami z tej branży, dlatego w trakcie kolejnych etapów postępowania będziemy weryfikować naszych partnerów. Uruchomimy produkcję z tym, który zaprezentuje najlepszą koncepcję biznesową i największe umiejętności techniczne – mówi Piotr Zaremba. – Proces prac nad prototypem jest wieloetapowy, bo idziemy w stronę produktu, który potem da się wyprodukować w dużej liczbie egzemplarzy. Prototypy są doskonalone z każdą kolejną sztuką, aż dochodzimy do egzemplarza, który jest na tyle dojrzały, że możemy myśleć o jego produkcji.

Równolegle z konkursem na prototypy ElectroMobility Poland pracuje nad przyszłym popytem na polski samochód elektryczny. Zgodnie z założeniami, ma to być miejski pojazd, który na jednym ładowaniu powinien przejechać co najmniej ok. 150 kilometrów.

Pierwszym krokiem do zbudowania popytu było podpisanie listów intencyjnych z pięcioma firmami dysponującymi dużymi flotami samochodów, które są zainteresowane wykorzystywaniem polskiego e-auta na swoje potrzeby.

– 70 proc. nowych samochodów kupowanych w Polsce to samochody flotowe. Dlatego chcemy pozyskać wiedzę o tym, jakiego samochodu potrzebują duże firmy, aby produkt, z którym za kilka lat wejdziemy na rynek, spełniał oczekiwania klienta flotowego – mówi Piotr Zaremba.

Auto ma trafić do małoseryjnej produkcji w 2019 roku. Pierwszymi użytkownikami będą cztery spółki energetyczne. PGE Polska Grupa Energetyczna SA, Energa SA, Enea SA oraz Tauron Polska Energia SA podpisały już w tej sprawie list intencyjny z EMP.

– Firmy energetyczne są bardzo ważnym uczestnikiem całego projektu elektromobilności. One żyją ze sprzedaży energii elektrycznej, więc gdy na drogach pojawi się więcej pojazdów elektrycznych, firmy te będą miały zapewniony zbyt dla swojego podstawowego produktu. Nie zapominajmy o tym, że są to bardzo duże organizmy, które same mają floty liczone w tysiącach sztuk egzemplarzy – byłoby zaskakujące, jeżeli mając do wyboru napęd tradycyjny i elektryczny, firmy te nie wybrałyby aut elektrycznych ­– podkreśla Michał Kurtyka.

Obok czterech największych koncernów energetycznych elektryki zakupi też Telewizja Polska.

– Chcemy, żeby samochody reporterskie były autami elektrycznymi – po jednym dla każdego z oddziałów, czyli co najmniej szesnaście w całym kraju. Będzie to też promocja dla tego wielkiego projektu. Z punktu widzenia TVP jest to oszczędność na paliwie, bo choć są to samochody znacznie droższe niż te spalinowe, to jednak ich eksploatacja jest znacznie tańsza. Dzisiaj nasze samochody reporterskie przejeżdżają nawet 300 km dziennie, więc są to potężne dystanse, w takiej perspektywie to się rzeczywiście opłaca – mówi Maciej Stanecki, członek zarządu Telewizji Polskiej S.A.

Podpisane listy intencyjne mówią o łącznym zainteresowaniu zakupem polskiego e-auta na poziomie dwóch tysięcy sztuk.

W co warto inwestować w tym roku? Eksperci nie mają złudzeń, ale przewidują też sporo zagrożeń

Prognozuje się spadek dynamiki wzrostów na GPW w Warszawie w tych sektorach, w które najbardziej opłacało się inwestować w 2017 roku. I tak zyski w branży bankowej i deweloperskiej prawdopodobnie zahamuje podniesienie stóp procentowych. Z kolei przychody firm z segmentu paliwowego ograniczy drożejąca ropa naftowa. Ale akurat ten sektor może zyskać na wejściu w życie ustawy ograniczającej handel w niedziele. Stacji paliw nie dotkną obostrzenia, więc w dużej części może tam przenieść się weekendowa sprzedaż towarów FMCG. Dlatego w 2018 roku opłacalne byłoby inwestowanie w spółki właśnie z tego sektora. Po za tym, zdaniem analityków, klimat inwestycyjny w Polsce będzie mocno niesprzyjający w związku z podpisaniem przez Prezydenta RP ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.

Tak było w ubiegłym roku

Od początku 2017 roku jedne z największych wzrostów na GPW w Warszawie należały do branży paliwowej. Sprzyjały temu takie czynniki, jak ograniczenie szarej strefy, wzrost gospodarczy i zwiększenie popytu na paliwo. Wprowadzenie nowych regulacji prawnych w postaci pakietu paliwowego, czyli nowelizacji ustaw o VAT i akcyzie, Prawa energetycznego i ustawy o zapasach paliw, przyniosło dynamiczny wzrost legalnej sprzedaży na tym rynku. Według Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego, sektor wsparły też przystępne ceny paliw. Po trzech kwartałach konsumpcja oleju napędowego, benzyny i gazu LPG wzrosła o ponad 12% r/r. Przy tym udział importu w segmencie zwiększył się z 31% do 37%. Obliczono, że w ciągu 9 miesięcy 2017 roku na rynek trafiło prawie 2,6 mln m sześciennych paliw więcej, niż w tym samym okresie w 2016 roku.

– Miniony rok należał też do sektora bankowego. Według danych GUS-u, jego wynik finansowy netto za trzy pierwsze kwartały 2017 roku wyniósł 10,6 mld zł. Suma bilansowa wzrosła w skali roku o 5,2% i wyniosła 1 752,3 mld zł. Wartość kredytów dla sektora niefinansowego zwiększyła się o 4,3% do sumy 1 042,7 mld zł, a depozytów o 5,0% czyli do kwoty 1 019,0 mld zł. Wynik działalności bankowej wyniósł 45,9 mld zł, tj. o 1,1% więcej, niż w analogicznym okresie w 2016 roku. Z kolei, bilans z tytułu odsetek wzrósł o 10,9% do poziomu 31,4 mld zł, a ten z tytułu opłat i prowizji zwiększył się o 8,8% do 10,3 mld zł – mówi analityk Krzysztof Michrowski z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Trudno nie zauważyć, że lokomotywą wzrostu sektora bankowego był PKO BP S.A. Jego udział w indeksie WIG-Banki przekroczył 37%. Uzyskany za 3 pierwsze kwartały 2017 roku wynik odsetkowy wyniósł 6 357 mln zł i był o 623 mln zł wyższy, niż rok wcześniej. Główną przyczyną tego stanu był wzrost portfela kredytów i papierów wartościowych, przy jednoczesnym spadku średniego kosztu finansowania.

– Jak podaje Związek Banków Polskich, w trzecim kwartale 2017 roku, łączna wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych wyniosła 10,95 mld zł. Liczba nowych kredytów była wyższa o 7,5%, niż rok wcześniej, a ich suma wzrosła o 13,2%. Według szacunków ZBP, do końca 2017 roku banki dały klientom ok. 200 tys. kredytów mieszkaniowych, które razem były warte ponad 40 mld zł. To jest najlepszy wynik od ponad 6 lat. Branży generalnie sprzyja dobra koniunktura gospodarcza – podkreśla Michrowski.

Sukcesy branży bankowej są oczywiście skorelowane ze wzrostami w sektorze deweloperskim. Niskie stopy procentowe to tańszy kredyt zarówno dla nich samych, jak i klientów bankowych zaciągających kredyty hipoteczne na zakup mieszkania na rynku pierwotnym. Ponadto dobrą sytuację na rynku nieruchomości wzmacniają m.in. takie czynniki, jak stabilny wzrost gospodarczy, niskie bezrobocie i podwyżka wynagrodzeń. Według danych opublikowanych przez GUS, liczba pozwoleń na budowę uzyskanych przez deweloperów w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2017 roku stanowiła aż 92,10% pozwoleń z całego 2016 roku, liczba rozpoczętych budów – 93,05%, a suma wszystkich mieszkań oddanych do użytkowania to 77,04% wyniku z roku poprzedzającego.

– To był też pomyślny rok dla sektora górniczego. Według danych Agencji Rozwoju Przemysłu, w ciągu trzech kwartałów polskie górnictwo węgla kamiennego wypracowało ponad 1,6 mld zł zysku netto. Kopalnie zwiększyły przychody o 22%, przy spadku produkcji o ok. 6%. Osiągnięte w tym roku przez branżę wskaźniki finansowe są najlepsze od kilku lat. Niemniej, zauważalny jest spadek wydobycia węgla o ponad 3 mln ton i obniżenie jego sprzedaży o ok. 4,8 mln ton, przy jednoczesnym wzroście o ponad 2 mln ton importu tego surowca. Dlatego drobni inwestorzy, zainteresowani tą branżą, powinni obserwować dalsze ceny węgla na świecie – doradza Krzysztof Michrowski.

Z kolei dr Przemysław Kwiecień, Główny Ekonomista z domu maklerskiego X-Trade Brokers, zwraca uwagę na globalną sytuację na rynkach. Rok 2017 na światowych giełdach był mieszany dla drobnych inwestorów. Szczególne rozczarowanie nastąpiło względem wyjątkowo dobrej koniunktury na Wall Street, gdzie indeksy niemal nieustannie pięły się na nowe maksima. Dlatego trzeba pamiętać o tym, że to, co dzieje się w Nowym Jorku nie zawsze przekłada się np. na wyniki w Warszawie. Tak jest już od kilku lat. Ekspert podkreśla też, że druga połowa roku była dużo słabsza dla większości spółek, zwłaszcza w przypadku tych mniejszych, które w zasadzie całkowicie oddały zyski z pierwszego półrocza.

– Polski drobny inwestor chcąc wyciągać wnioski z tego, co dzieje się na nowojorskiej giełdzie, czy też na innych rynkach, powinien sprawdzać dane historyczne. Może analizować to, jak konkretne wyniki były dotychczas ze sobą powiązane. Istotny jest związek wskaźników makroekonomicznych takich, jak m.in. wysokość stóp procentowych, kurs walutowy, poziom wykupienia lub wyprzedania rynku z wynikami i wyceną konkretnych sektorów czy spółek – podpowiada Krzysztof Michrowski.

W co inwestować?

Jeśli chodzi o branżę paliwową w Polsce, trudno będzie powtórzyć wyniki z lat 2016-2017. Drożejąca od czerwca 2017 roku ropa naftowa przynosi spadek zysków dla firm zajmujących się przetwórstwem, dystrybucją i sprzedażą produktów rafineryjnych. Drogie paliwo skłania kierowców do oszczędzania i negatywnie wpływa na przychody firm z tego sektora. Co więcej, pomimo znacznego ograniczenia szarej strefy na rynek wciąż trafiają pewne ilości produktów, od których nie zapłacono państwu należnych danin. Efekt pakietu paliwowego został już w dużej mierze zdyskontowany. Zatem dalsze wzrosty w tym sektorze będą zależeć przede wszystkim od czynników makroekonomicznych.

– Ustawa ograniczająca handel w niedzielę może jednak przyczynić się do wzrostu obrotów na stacjach paliw, ponieważ nie zostały one objęte zakazem. Można wręcz przypuszczać, że obrót towarami FMCG częściowo przeniesie się do punktów sprzedaży paliw płynnych, gdzie marże na tego typu produktach są bardzo wysokie. To oczywiście wygeneruje zyski spółek sektora paliwowego, do którego należą m.in. PKN ORLEN, LOTOS czy PGNiG. Dlatego, moim zdaniem, warto bacznie obserwować wyniki tej branży w 2018 roku – doradza Krzysztof Michrowski.

Rozpoczynający się rok może nie być aż tak udany dla sektora bankowego i deweloperskiego, jak miniony. Rosnące wynagrodzenia i nasilająca się presja inflacyjna są w stanie spowodować rewizję w polityce monetarnej RPP i podniesienie stóp procentowych już w 2018 roku. Mogłoby to mieć bezpośredni wpływ na spadek popytu na pieniądz, a co za tym idzie – na zmniejszenie akcji kredytowej banków oraz pogorszenie się jakości portfela kredytowego i zwiększenie strat na nieregularnych kredytach.

– Oba sektory, bankowy i deweloperski, nadal mogłyby być dobrymi rozwiązaniami inwestycyjnymi w przypadku utrzymania się dobrej koniunktury, umacniania się złotego i środowiska niskich stóp procentowych. Ale, wraz z sygnałami trwałego powrotu CPI powyżej 2%, w warunkach rosnących płac, a co za tym idzie presji inflacyjnej, w 2018 roku przewiduje się przynajmniej jedną podwyżkę stóp procentowych. W związku z tym, w obu ww. branżach, po okresie zwyżek w ciągu ostatnich 12 miesięcy, można spodziewać się spadku dynamiki wzrostów – ostrzega analityk z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Należy jednak pamiętać o tym, że zyski w takich sektorach, jak bankowy, deweloperski, a także paliwowy, w dużej mierze zależą od poziomu konsumpcji. W ubiegłym roku napędzał ją m.in. program Rodzina 500 plus. Duże znaczenie miała też podwyżka płacy minimalnej. Jednak te czynniki już odniosły swój skutek. Do utrzymania obecnego wzrostu gospodarczego potrzebne jest zwiększenie stopy inwestycji. To z kolei wymaga odpowiednich warunków, czyli stabilnej sytuacji politycznej. Dopiero wtedy czekałby nas kolejny rok trendu wzrostowego w ww. branżach.

– Trzeba liczyć się z dużą zmiennością na rynku. Ewentualne korekty indeksów będzie można wykorzystywać jako okazję do zakupów we wszystkich sektorach. Dla drobnych inwestorów o dużej awersji do ryzyka wskazane będą obligacje skarbowe lub korporacyjne spółek Skarbu Państwa o zmiennym, odpornym na inflację, oprocentowaniu. W przypadku spadku dynamiki gospodarczej, względnie recesji, prawidłową reakcją będzie inwestowanie w spółki defensywne, np. z sektora spożywczego. W odwrotnej sytuacji, czyli przy wzroście produkcji dóbr i usług, największe stopy zwrotu przyniosłyby spółki cykliczne, tj. z branży finansowej czy deweloperskiej – wyjaśnia Michrowski.

Największe zagrożenia?

Zdaniem ekonomisty, prof. Witolda Orłowskiego, rektora Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie, wzrost gospodarczy w roku 2018 nie jest zagrożony. Niemniej, trzeba zwracać uwagę na wszelkie zmiany wprowadzane przez nowego premiera. Ma on pewien kredyt zaufania. Ale mógłby go stracić, jeśli nie przeprowadzi istotnych zmian w rządzie w styczniu 2018 roku, zgodnie ze swoimi zapowiedziami. Czas oczekiwania na decyzje jest teraz najtrudniejszy dla drobnych inwestorów i nie powinien się przedłużać. Natomiast fakt, że Mateusz Morawiecki wcześniej był związany z sektorem bankowym, nie ma specjalnego znaczenia. Zdaniem eksperta, liczy się to, że potrafi rozmawiać o biznesie w ogóle, nie tylko w Polsce, ale też na Zachodzie.

– W mojej opinii, niestabilna sytuacja polityczna stwarza największe ryzyko dla inwestycji. Chodzi przede wszystkim o nowe ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. Ich wprowadzenie może mieć bardzo poważne skutki dla gospodarki. Komisja Europejska uruchomiła artykuł 7.1 traktatu Unii Europejskiej wobec Polski. Grożą nam sankcje, włącznie z pozbawieniem głosu w UE. A to już może poważnie skomplikować sytuację inwestorów, nawet tych najdrobniejszych – alarmuje Krzysztof Michrowski.

Należy też dodać, że ukaranie Polski może bezpośrednio poskutkować odpływem z rodzimego rynku kapitału zagranicznego, wzrostem deficytu budżetowego i długu publicznego. W związku z powyższym, mogłoby dojść do spadku wiarygodności kredytowej Polski. Istnieje też zagrożenie powtórzenia u nas sytuacji Grecji z lat 2009-2015.

Możliwe scenariusze

– Gdyby nastąpiło osłabienie złotego, w efekcie ww. czynników, oczywiście zyskałby na tym eksport. Wówczas warto by było inwestować w powiązane z nim przedsiębiorstwa. Wśród eksporterów notowanych na warszawskim parkiecie można wymienić m.in. spółki Skarbu Państwa. Należą do nich PKN Orlen, KGHM Polska Miedź, Grupa Lotos, JSW i PGNiG. Przeważający udział eksportu w przychodach wśród prywatnych przedsiębiorstw mają m.in. Asseco Poland – ponad 70%, ale również takie spółki, jak ABC Data, Inter Cars, CD Projekt RED – wymienia Krzysztof Michrowski.

Analogicznie, mocny złoty przyniósłby zyski importerom. Wówczas miałby korzystny wpływ na inflację. To również zapewniłoby dobre warunki do utrzymywania niskich stóp procentowych i łagodnej polityki pieniężnej. Nastałby więc korzystny klimat inwestycyjny, np. do lokowania kapitału w sektorze bankowym. Gdyby w przyszłym roku sytuacja polityczna w kraju okazała się w miarę stabilna, to na warszawskiej GPW wzrosłoby znaczenie sytuacji makroekonomicznej na świecie.

– Wygląda na to, że przynajmniej pierwsza połowa 2018 roku powinna przynieść kontynuację mocnego wzrostu światowej gospodarki. To mogłoby raz jeszcze zachęcić globalny kapitał do powrotu na rynki wschodzące. Jednak, moim zdaniem, przyszły rok będzie bardziej wyboisty w stosunku do minionego. Światowa hossa ma już niemal 9 lat, a w USA w tym roku nie było nawet korekty. Wyceny są bardzo wysokie, zaś banki centralne powoli zaczynają przykręcać kurki z pieniędzmi i podnosić stopy procentowe. To nie jest najlepsze środowisko dla rynków akcji, nawet w sytuacji mocnego światowego wzrostu – przewiduje dr Kwiecień.

Sygnały płynące z FED wskazują na co najmniej dwie podwyżki stóp procentowych w USA w tym roku. Zacieśnianie polityki monetarnej ma w planach również Europejski Bank Centralny, informując kilka tygodni temu o powolnym wycofywaniu się ze stymulacji monetarnej. Zdaniem Krzysztofa Michrowskiego, drobny polski inwestor powinien zatem bacznie obserwować sytuację w strefie euro i za oceanem, a wzrosty rentowności długu traktować jako sygnał zapowiadający nasze spowolnienie gospodarcze.

– Warto zwrócić też uwagę na sytuację w Chinach, które od dawna stanowią globalne ryzyko. W latach 2015 i 2016 tamtejsze władze uciekły znad krawędzi kryzysu, mocno odkręcając kurek z kredytem. Teraz jednak, gdy prezydent Xi Jinping umocnił swoją pozycję, widać oznaki, że władze próbują uzdrowić system finansowy. To jednak nie będzie proste. Otwarcie mówi się o tym, że Chińczycy masowo fałszują dokumenty, żeby otrzymać wyższe kredyty na zakup nieruchomości, a to przecież do złudzenia przypomina kryzys subprime w USA sprzed 10 lat – ocenia ekspert z domu maklerskiego X-Trade Brokers.

Jak podsumowuje Krzysztof Michrowski, z uwagi na rozmiary chińskiej gospodarki, tamtejszy kryzys oznaczałby ogólnoświatową zapaść. Należy jednak wiedzieć o tym, że obecnie banki centralne nie dysponują takim zasobem środków do stymulowania gospodarki, jak 10 lat temu. Ewentualny wstrząs byłby więc dużo bardziej brzemienny w swych skutkach, niż ten z 2007 roku. Dlatego drobni inwestorzy, szczególnie w tym roku, powinni uważnie obserwować sytuację, nie tylko w kraju, ale również poza jego granicami.

W 2017 r. inflacja zmniejszyła o 2% dochody realne Polaków

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w grudniu 2017 r. o 2,0 proc. r/r, a w stosunku do listopada br. o 0,2 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

W grudniu 2017 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w nieco mniejszym stopniu r/r niż w poprzednich 3 miesiącach. Ale był to najsilniejszy grudniowy wzrost od 2012 r.

W całym 2017 r. inflacja wyniosła 2 proc. (po 11. miesiącach wynosiła 2 proc. i grudzień nic tu nie zmienił). Co prawda jesteśmy poniżej celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc., ale odzwyczailiśmy się przez ostatnie 4 lata (2013-2016) od takich wzrostów cen i od tego, że obniżają one naszą siłę nabywczą.

Dane dotyczące wzrostu wynagrodzeń brutto w całej gospodarce narodowej w 3. kwartale 2017 r. (nie ma jeszcze danych dla całego roku) wskazują, że nominalnie nasze wynagrodzenia wzrosły o 4,9 proc., ale realnie – o 3 proc. Pracujący w sektorze przedsiębiorstw zarabiali w 3. kwartale o 6,1 proc. więcej niż rok wcześniej, ale realnie – o 4,1 proc. więcej. Znacznie gorzej mieli pracujący w sferze budżetowej, bo ich wynagrodzenia brutto wzrosły w znacznie mniejszym stopniu niż w firmach, bo o 1,8 proc.

Tym samym realnie pracownicy sektora publicznego nie zyskali realnie nic na wzroście gospodarki i wzroście płac. Co prawda ich przeciętne wynagrodzenia brutto są wyższe o prawie 15 proc. niż wynagrodzenia pracowników w sektorze przedsiębiorstw, ale brak realnego wzrostu dochodów z pracy w sytuacji, gdy gospodarka rośnie w tempie ponad 4 proc. nie jest motywujący. Takie są konsekwencje wyraźnego przyspieszenia wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych.

W 2018 r. inflacja w jeszcze większym stopniu będzie „konsumować” nasze dochody. NBP prognozuje, że wyniesie ona w tym roku 2,3 proc., przy czym ceny żywności i energii będą rosły szybciej – o 2,7-2,8 proc. Tak silny wzrost cen żywności i energii będzie dla gospodarstw domowych o niższych dochodach bardzo obciążający, bo w ich koszykach zakupów to szczególnie żywność, ale także energia ważą relatywnie dużo. Przy wydrenowanym rynku pracy i generalnie niskiej aktywności zawodowej w Polsce może przełożyć się to na znacznie silniejszą niż w 2017 r. presję płacową w sektorze przedsiębiorstw.

Ponieważ rentowność sprzedaży w przedsiębiorstwach 50+ nie jest zbyt wysoka (4,6 proc.), to te firmy, które będą mogły pozwolić sobie na przerzucanie rosnących kosztów produkcji na konsumentów będą to robić. Tym bardziej, że koszty produkcji rosną nie tylko w wyniku wzrostu wynagrodzeń, ale także w wyniku wzrostu cen surowców, w tym cen ropy naftowej (wzrost w skali ostatniego roku ok. 20 proc.).

Rok 2018 r. może zatem okazać się powrotem do inflacji na poziomie wyższym niż prognozowane 2,3 proc. Z konsekwencjami tego dla naszych realnych dochodów i skłonności do konsumpcji.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Niemal 40% Polaków pożycza, by kupić sprzęt RTV/AGD

Co trzeci z nas w ciągu ostatnich dwóch lat wziął kredyt lub pożyczkę – to wyniki badania zwyczajów finansowych Polaków przeprowadzonego na zlecenie Profi Credit przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia. Dodatkowe środki przeznaczamy zdecydowanie najczęściej na zakup sprzętu RTV/AGD (39%). Co niepokojące, jedynie co drugi badany przyznał, że dokładnie analizuje swoją sytuacje finansową przed zaciągnięciem zobowiązania.

Jarosław Czulak z Profi Credit Polska
Jarosław Czulak z Profi Credit Polska

Jak wynika z badania zwyczajów finansowych Polaków przeprowadzonego na zlecenie Profi Credit, ponad jedna trzecia z nas zaciągnęła w ciągu ostatnich dwóch lat pożyczkę bądź kredyt. Zdecydowanie najczęściej dodatkowe środki przeznaczamy na sprzęt RTV i AGD – tak zadeklarowało 4 na 10 ankietowanych. W dalszej kolejności pieniądze przeznaczane są na zakup samochodu (22%), zaspokojenie podstawowych potrzeb (19%), spłatę już zaciągniętych zobowiązań (18%), a także sfinansowanie zakupu nieruchomości (17%) czy wakacji (17%)

Jak pokazują liczne dane, wśród sprzętów RTV/AGD, które kupujemy na raty od lat niezmiennie królują telefony i komputery. To urządzenia bez których obecnie ciężko funkcjonować, a które wymieniamy częściej niż samochód czy mieszkanie – stąd właśnie na nie najczęściej zaciągamy zobowiązanie finansowe mówi Jarosław Czulak, dyrektor Działu Marketingu w Profi Credit Polska. – Warto pamiętać, że zakup na raty to doskonały sposób budowania pozytywnej historii kredytowej, która w przyszłości może być kartą przetargową w przypadku negocjowania z instytucją finansową warunków większego kredytu bądź pożyczkidodaje Czulak.

Co ciekawe, kobiety i mężczyźni mają różne hierarchie potrzeb, na które przeznaczają środki z kredytu bądź pożyczki. Panie najczęściej oprócz sprzętu RTV i AGD dodatkowe finansowanie wydają na zaspokojenie podstawowych potrzeb (23%) oraz spłatę zaciągniętych wcześniej zobowiązań (22%).  Z kolei panowie kupują samochód (22%) czy nieruchomość (19%) lub wyjazd wakacyjny (19%). Warto wspomnieć, że, jak wynika z badania, Panie pożyczały w ciągu ostatnich dwóch lat nieco rzadziej niż Panowie (32% do 39%).

– Takie wyniki wcale nie muszą świadczyć, o tym, że kobiety są bardziej odpowiedzialne od mężczyzn i lepiej zarządzają swoimi finansami – mówi Piotr Czyżewski, Dyrektor ds. Rozwoju z ARC Rynek i Opinia. – W gospodarstwach domowych to zwykle Panie zajmują się co miesięcznymi płatnościami, a Panowie przeważnie dokładają swoją „cegiełkę” przy okazji dużych wydatków. Stąd może wynikać ta różnica – dodaje Czyżewski.

Jedynie 53% badanych przez Profi Credit przed zaciągnięciem zobowiązania dokładnie analizuje swoje wydatki – kobiety deklarowały to nieco częściej niż mężczyźni (59% do 48%). Co ciekawe, im jesteśmy starsi, tym częściej kalkulujemy, czy stać nas na kredyt bądź pożyczkę. Aż 80% osób w wieku od 55 do 65 lat zaznaczyło, że gruntownie sprawdza swoje możliwości finansowe zanim zdecyduje się ubiegać o dodatkowe środki – w przypadku pozostałych grup wiekowych odsetek ten wynosił 47%.

Mimo wysiłków banków i instytucji finansowych, które próbują nas wyedukować, większość z nas zamiast pomyśleć, działa – w ten sposób łatwo stracić kontrolę nad własnymi finansami i wpaść w długi! Pocieszające jest to, że im jesteśmy starsi, tym jesteśmy bardziej rozsądni w kwestiach finansowych podsumowuje Jarosław Czulak z Profi Credit Polska.Warto pamiętać, że jest wiele sposobów na to, by trzymać w ryzach swoje wydatki – najprostszy to konsultowanie jakichkolwiek decyzji finansowych z najbliższymi – dodaje Czulak.

 

8 najważniejszych trendów, które zdominują rynek commerce marketingu w 2018 roku

Criteo (NASDAQ: CRTO), prezentuje prognozy dla rynku marketingu handlowego. Krajobraz w branży handlowej zmienia się szybko i dynamicznie. Ogromna ilość danych na temat klientów pochodzących z transakcji online i offline stała się podstawowym zasobem dla marek i sprzedawców, który pozwala im zrozumieć i nawiązać kontakt ze współczesnym, „omnichannelowym” klientem. Bezpośrednie relacje, jakie firma Criteo nawiązała z ponad 17 000 reklamodawców i tysiącami wydawców pozwoliły jej wyciągnąć wnioski na temat sytuacji na rynku oraz kształtujących się na nim trendów.

Poniżej zaprezentowane zostały te z nich, którym zdaniem firmy warto przyjrzeć się w 2018 roku:

  1. Walka o format video

Udział czasu online poświęconego przez kupujących na content video będzie stabilnie rósł.
W efekcie reklamodawcy, wydawcy i firmy medialne będą zmuszone do reorganizacji swojej oferty i skupienia się na formacie video. Trend ten dostrzegają również główne platformy social mediowe – Facebook, YouTube, Instagram i Snapchat priorytetyzują format video i poszukują wysokiej jakości treści, które naśladowałyby format telewizyjny. Wraz ze wzrostem liczby reklam dodawanych do contentu video zwiększą się również możliwości wykorzystania technologii programatycznych w tym zakresie.

  1. „Voice shopping” przybierze na znaczeniu

Kontekstowe reklamy głosowe pozwolą na personalizację rekomendacji oraz treści. Konsumenci zaczną coraz częściej używać swojego głosu do robienia zakupów on-line, wykorzystując w tym celu urządzenia takie, jak Amazon Echo lub Google Home. Za dwa lata urządzenia aktywowane przez głos oraz personal assistant będą najczęściej wykorzystywanymi technologiami. Inteligentne głośniki dają możliwość zebrania dużej ilości danych na temat zainteresowań i preferencji zakupowych klientów. To z kolei pozwoli na lepszą personalizację istniejącej już oferty oraz trafniejsze targetowanie dodatkowych produktów i usług.

  1. Związek sieci społecznościowych i handlu

Jeśli poświęcilibyśmy trochę czasu na obserwację danych płynących z postów opublikowanych w sieciach społecznościowych takich, jak Facebook doszlibyśmy do wniosku, że cienka linia pomiędzy sieciami społecznościowymi a handlem zanika. Dlatego też, Facebook uruchomił swój własny marketplace, który jest dostępny w: USA, Wielkiej Brytanii i Australii, a także na 17 europejskich rynkach. Również Amazon rozwija swoją ofertę w tym zakresie – w 2017 roku byliśmy świadkami premiery rynkowej Amazon Spark. Podobnie jak Instagram i Pinterest, Spark prezentuje zdjęcia produktów i umożliwia ich natychmiastowy zakup. Mając na uwadze fakt, że główne sieci społecznościowe tworzą zamknięte zbiory danych, marki i sprzedawcy będą musiały znaleźć sposób na pozyskanie swoich własnych klientów, a co za tym idzie danych na ich temat.

  1. Przenikanie się offline’u i online’u: customer journey

Najlepszym przykładem do zobrazowania tego trendu jest niedawna akwizycja firmy Whole Foods przez Amazon, która umożliwi temu technologicznemu gigantowi zrozumienie nawyków zakupowych i da nowe możliwości w zakresie upsellingu, zachowując przy tym pełną realizację zamówienia. Dlatego też, również inni sprzedawcy będą poszukiwać partnerów, którzy umożliwią im lepsze wykorzystanie danych pochodzących z systemów CRM oraz sprzedaży offline do dotarcia do konsumentów w środowisku online – wykorzystując do tego personalizowane kampanie, których celem jest ponowne zaangażowanie i upselling. Dodatkowo, główni sprzedawcy będą nadal proponować lepsze sposoby odbioru produktów zamówionych online z ich fizycznych sklepów (dedykowane miejsca parkingowe, znajdujące się w sklepie szafki, itd.). Nacisk kładziony będzie na przekierowanie ruchu w środowisku offline do interakcji w sieci.

  1. Współpraca w zakresie danych: Otwieranie Walled Gardens

Marki i sprzedawcy z niepokojem myślą o niedostępnych dla nich zbiorach danych, będących w posiadaniu takich technologicznych gigantów, jak Amazon czy Facebook. Aby utrzymać poziom innowacyjności i konkurencyjności będą nadal wspólnie zbierali zasoby danych – pozwoli im to na zbudowanie lepszych relacji z klientami. 72 procent marketerów wierzy, że współpraca w zakresie danych spowoduje zwiększenie ich przychodów, 65% uważa, że w efekcie zwiększą swój zysk, a 56% twierdzi, że zwiększy się satysfakcja ich klientów.

  1. Optymalizacja katalogów produktów

Reklamodawcy będą poszukiwać sposobów na usprawnienie zarządzania katalogami produktowymi, wliczając w to opisy produktów i galerie zdjęć. Kontekstowe zdjęcia produktu, wysokiej rozdzielczości zbliżenia, zdjęcia 360-stopni, i inne detale produktu staną się kluczowe dla stworzenia dla klientów potencjalnie najlepszego doświadczenia zakupowego.

  1. GDPR i zarządzanie danymi: nowa era w zakresie ochrony danych

Ogólne rozporządzenie o ochronie danych (GDPR) wejdzie w życie 25 maja 2018 roku, co przełoży się na marketerrów i firmy, próbujących dotrzeć do ponad 500 milionów obywateli Unii Europejskiej. Rozporządzenie wywoła efekt w skali całego świata i odnosi się bezpośrednio do wszystkich firm, które wykorzystują dane rezydentów Unii Europejskiej w celach analitycznych i marketingowych. Zapewnienie klientów co do bezpieczeństwa ich indywidualnych danych osobowych zbuduje zaufanie wśród kupujących i pozytywnie wpłynie na transparentność firm.

  1. Większa liczba akwizycji i umów partnerskich

W przeciągu ostatnich 6 miesięcy w branży handlowej miały miejsce duże akwizycje oraz partnerstwa: Amazon i Whole Foods, Amazon i Kohl’s, Walmart i Google Express, itd. W 2018 roku również wiele innych sprzedawców i marek będzie poszukiwało strategicznych możliwości akwizycji i partnerstwa w celu utrzymania konkurencyjności, a także rozwinięcia i wzmocnienia swojej biznesowej działalności. Co więcej, samodzielny gracz będzie aktywnie poszukiwał strategicznych akwizycji i partnerstwa, niezbędnych do połączenia światów online i offline, a przez to – wygenerowania przewagi konkurencyjnej.

Giełdowy roller coaster

Środowe przebudzenie na warszawskiej giełdzie finalnie przełożyło się na skromną zwyżkę indeksu WIG 20 (0,1 proc.), który przez znaczną część trwania notowań znajdował się pod presją sprzedających. Do 3,4 proc. wzrostów Jastrzębskiej Spółki Węglowej (3,4 proc.) zbliżył się mBank (3,2 proc.) pomimo nałożenia przez Komisję Nadzoru Finansowego bufora właściwego dla instytucji o znaczeniu systemowym. Na fali świetnych danych sprzedażowych znaleźli się rodzimi detaliści. W grudniu sprzedaż CCC (2,0 proc.) była aż o 42 proc. wyższa niż przed rokiem, a LPP (2,8 proc.) zdołało wypracować dynamikę obrotów rzędu 21 proc. przy jednoczesnym podbiciu marży do 56 proc. O niezbyt udanym przebiegu notowań mogą mówić paliwowi potentaci. W trakcie dzisiejszej sesji Orlen (-0,5 proc.) poinformował o spadku marży rafineryjnej do poziomu 3,9 USD za baryłkę, co odbiło się rykoszetem na walorach Lotosu (-1,2 proc.).

Pod presją pokaźnego przetasowania sentymentu znalazł się amerykański dolar, który w trakcie dzisiejszych notowań stał się chwilowym beneficjentem najnowszych wskazań koniunktury w lokalnym sektorze przemysłowym. Indeks ISM uplasował się na poziomie 59,7 pkt, co nie do końca było spodziewane przez ankietowanych uczestników rynku z racji na oczekiwane zjawisko równoważenia efektów sezonowych (konsensus: 58,2 pkt). Za poprawą nastrojów za oceanem stoi odczuwalny skok nowych zamówień (69,4 pkt, poprzednio: 64,0 pkt), któremu towarzyszy dość pokaźny wzrost subindeksu kosztowego (69,0 pkt, poprzednio: 65,5 pkt). Możliwość uplasowania indeksu powyżej okrągłego poziomu 60,0 pkt ograniczyło zatrudnienie (57,0 pkt, poprzednio: 59,7 pkt). Wyższe wartości indeksu ISM nie powinny być traktowane jako wysoce zaskakujące. Istotny sygnał wskazujący na poprawę sentymentu wygenerował Chicago PMI, tj. zmienna często wykorzystywana do prognozowania powyższych poziomów.

Wieczornej wyższości amerykańskiej waluty nie uznają norweska korona oraz australijski dolar, które na przestrzeni dnia zdołały umocnić się odpowiednio 0,2 proc. oraz 0,1 proc. Blisko poziomów z wczorajszego zamknięcia znajduje się japoński jen (0,0 proc.), zwiększając tym samym szansę naruszenia przez USD/JPY wsparcia przy 112,00. Część popołudniowej przeceny zdołał odrobić funt szterling (-0,5 proc.), który obecnie próbuje ustabilizować kurs GBP/USD przy poziomie 1,3520. Nikły cios w siłę wyspiarskiej waluty wymierzył niższy indeks PMI dla sektora budowlanego (52,2 pkt, konsensus: 53,0 pkt), co było częściowo spodziewane z racji na napływające dane dotyczące kondycji lokalnych rynków nieruchomości. Obecnie skromniejszy odwrót notuje euro (-0,2 proc.), które w dalszej mierze pozostawia szansę przebicia przez EUR/USD serii ostatnich maksimów przy 1,2080.

W ścisłej czołówce walut Emerging Markets znalazł się południowoafrykański rand (0,9 proc.) utrzymujący parę w okolicach dołków z marca 2017 roku. W regionie uwagę inwestorów zwracał między innymi rosyjski rubel (0,7 proc.), który w obliczu odważnych cięć stopy procentowej pozostaje stosunkowo silny. W lekkim odwrocie znajdują się czeska korona (-0,3 proc.) oraz węgierski forint (-0,2 proc.). Do chwilowej i delikatnej deprecjacji złotego (-0,1 proc.) przyczynił się wstępny odczyt inflacji CPI za grudzień, który w ujęciu rok do roku uplasował się poniżej konsensualnych 2,1 proc. Podejrzewamy, że za roczną stopą na poziomie 2,0 proc. stoją niższe ceny żywności kompensujące wpływ stosunkowo drogich paliw. Na koniec dnia EUR/PLN przebija się przez 4,1560, USD/PLN balansuje przy 3,4550, GBP/PLN schodzi do 4,6720, a CHF/PLN atakuje 3,5380.

Środa na europejskich parkietach stała pod znakiem dość optymistycznych nastrojów. Uwagę inwestorów skutecznie zwróciła giełda we Frankfurcie, gdzie na czele indeksu DAX (0,8 proc.) znalazł się ThyssenKrupp generujący 4,2 proc. zwyżkę na stosunkowo niskim obrocie. Napływ pomyślnych informacji zza oceanu pozwolił Volkswagenowi (3,5 proc.) na zwyżkowe odreagowanie po pierwszej sesji w 2018 roku. Według świeżo opublikowanych danych sprzedaż samochodów pod marką Audi wzrosła o 16,3 proc., co zdaje się podtrzymywać optymistyczne scenariusze w najbliższych miesiącach. Na dnie znalazł się Fresenius (-0,8 proc.), który znalazł się pod presją ostrzeżenia związanego z lekceważeniem niekorzystnych wyników testów klinicznych.

Ostatnie miejsca na liście indeksu FTSE 100 (0,3 proc.) należały do spółek z sektora wydobywczego, którym niechlubnie przewodziła Antofagasta (-2,6 proc.). Pod presją niezbyt przychylnej noty analitycznej znalazło się WPP (-2,5 proc.), które według Macquarie ma potencjał na skok do poziomu 14 GBP za walor (obecnie: 13,00 GBP). Na czele londyńskiej giełdy znalazł się Next (6,7 proc.) mający perspektywę świetnych wyników sprzedażowych w nadchodzących miesiącach. Beneficjentem zmian rekomendacji Credit Suisse stał się Experian, który na koniec sesji musiał uznać wyższość walorów Just Eat (4,3 proc.).

W trakcie środowych notowań gwiazdą na rynku surowców energetycznych zostaje ropa WTI (1,8 proc.) testująca opór przy 61,50 USD za baryłkę. Miano antybohatera przejmują lutowe kontrakty na gaz ziemny (-2,2 proc.), które po spektakularnym rajdzie wracają w okolicę 2,987 USD/MMBtu. Bardziej pokaźną zniżkę notuje jedynie najbardziej przeceniony z płodów rolnych. W tym przypadku mowa o marcowych kontraktach kakao, którym na koniec europejskich notowań udało się wypracować 2,7 proc. zniżkę. Wśród metali szlachetnych obserwuje się lekki podział sentymentu. Lekkiej zwyżce srebra (0,1 proc.) oraz stosunkowo pokaźnej platyny (1,3 proc.) przeciwstawiają się złoto (-0,1 proc.) i pallad (-0,5 proc.). Na koniec dnia podstawowa jednostka żółtego kruszcu jest wyceniana po 1 316 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Prognoza walutowa Banku PKO na 2018 rok

  • Oczekujemy, że Fed dokona trzech podwyżek stóp w 2018 roku w II, III i IV kwartale oraz przyśpieszy skalę comiesięcznej redukcji bilansu pomimo antycypowanego osiągnięcia 2% celu inflacyjnego dopiero w pierwszej połowie 2019 roku. Po I kwartale powinno to sprzyjać stopniowemu umocnieniu dolara wobec euro.
  • Skala aprecjacji dolara w 2018 roku będzie ograniczana przez oczekiwane zakończenie programu skupu aktywów w strefie euro z końcem III kwartału. Perspektywy ewentualnego zacieśniania polityki monetarnej w strefie euro pozostaną jednak odległe ze względu na bardzo powolną poprawę sytuacji sektora bankowego krajów południowych strefy euro oraz słabość trendów inflacyjnych. W efekcie oczekujemy, że zakończenie QE w strefie euro w obliczu dalszego zacieśniania polityki monetarnej w USA umożliwi, co najwyżej, ustabilizowanie kursu euro wobec dolara, ale nie wystarczy do spowodowania jego trwałego wzrostu.
  • Zakładamy, że w kurs EUR/USD zakończy I kwartał na poziomie 1,17, a następnie spadnie w okolice poziomu 1,15 i wokół tego poziomu będzie oscylować już do końca 2018 roku.

EUR/PLN

  • Oczekujemy, że stopniowe zacieśnianie polityki monetarnej przez Fed (redukcja bilansu + trzy podwyżki stóp) będzie do końca 2018 roku negatywnie oddziaływać na globalną płynność walutową wywierając presję na osłabianie walut rynków wschodzących, w tym i polskiego złotego.
  • Jednak początkowo wolniejsze tempo zacieśniania polityki monetarnej w USA (tylko jedna podwyżka stóp w pierwszej połowie roku) przy względnie stabilnej sytuacji gospodarczej na rynkach wschodzących powinny sprzyjać złotemu w pierwszej połowie 2018 roku.
  • W drugiej połowie roku, przyśpieszenie tempa podwyżek stóp w USA oraz wyraźniejsze spowolnienie koniunktury gospodarczej w Chinach (m.in. ze względu na politykę ograniczania skali przyrostu kredytu) powinny przełożyć się na osłabienie chińskiego juana wobec dolara oraz pogorszenie globalnych nastrojów inwestycyjnych wobec koszyka walut rynków wschodzących, w tym i wobec złotego.
  • Gołębie nastawienie RPP w kwestii perspektyw podwyżek stóp procentowych będzie dodatkowo sprzyjać osłabieniu złotego.
  • Zakładamy, że kurs EUR/PLN zakończy I kwartał 2018 roku na poziomie 4,23 a do końca 2018 roku stopniowo będzie rósł osiągając na koniec roku poziom 4,27.

Prognozy walutowe Banku PKO na I kwartał 2018 r.

Źródło: PKO Bank Polski

NRPiP: Jednoosobowe dyżury pielęgniarek muszą zostać wyeliminowane

Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych zajęła stanowisko w sprawie pełnienia przez pielęgniarki i położne jednoosobowych dyżurów w zakładach leczniczych. NRPiP skierowała w tej sprawie pismo do Ministerstwa Zdrowia, Rzecznika Praw Pacjenta, Rzecznika Praw Dziecka, Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Konsultantów Krajowych ds. Pielęgniarstwa i Położnictwa. 

Samorząd zawodowy zaapelował do Ministra Zdrowia o pilne podjęcie działań zmierzających do wyeliminowania jednoosobowych dyżurów przez pielęgniarki i położne w zakładach leczniczych.

 Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych alarmuje – w systemie zdrowia jest zbyt mała liczba personelu pielęgniarskiego. Bardzo często zdarzają się jednoosobowe dyżury pielęgniarek i położnych. Taka praktyka nie pozwala na sprawowanie opieki z należytą starannością i z zachowaniem bezpieczeństwa pacjentów, co ma bezpośredni wpływ na występowanie zdarzeń niepożądanych, w tym także błędów medycznych  powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

– NRPiP podjęła stawisko w tej sprawie. Jednoosobowe dyżury pielęgniarskie powinny zostać wyeliminowane. Uniemożliwia to jednak ciągle malejąca liczba pielęgniarek i położnych oraz wysoka średnia wieku, która wynosi ponad 50 lat. Rada szuka sposobu na wyjście z tego impasu. Pokłada nadzieję w młodej kadrze – absolwentach, którzy chcieliby zasilić szeregi. W ocenie NRPiP aktualnie obowiązujące rozporządzenie Ministra Zdrowia z 2012 roku w sprawie sposobu ustalenia minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych w podmiotach leczniczych powinno być zastąpione regulacjami prawnymi uwzględniającymi wskaźnik zatrudnienia adekwatnie do profilu oddziału szpitalnego i realizowanych w nim świadczeń zdrowotnych – wskazała Małas.

Przekształcenie transgraniczne spółki neutralne podatkowo

25 października 2017 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał istotny dla polskich przedsiębiorców wyrok dotyczący opodatkowania transgranicznego przekształcenia polskich spółek handlowych. Trybunał Sprawiedliwości wskazał m.in., że spółka powinna uniknąć nałożenia na jej wspólników obowiązków podatkowych, jeżeli jej siedziba statutowa zostanie przeniesiona za granicę z wykorzystaniem instytucji transgranicznego przekształcenia.

Przekształcenie transgraniczne spółki nie stanowi nadużycia prawa

W wyroku z dnia 25 października 2017 r. w sprawie przekształcenia transgranicznego spółki Polbud – Wykonawstwo sp. z o.o. (C-106/16) Trybunał Sprawiedliwości wskazał, iż jedną z podstawowych zasad Unii Europejskiej jest swoboda prowadzenia działalności gospodarczej przez spółki założone zgodnie z ustawodawstwem państw członkowskich oraz mające statutową siedzibę, zarząd lub główne przedsiębiorstwo na obszarze Unii Europejskiej. Jednym z praw wynikających z niniejszej zasady jest umożliwienie każdej spółce jednego państwa członkowskiego przekształcenia się w spółkę prawa innego państwa członkowskiego. Taka możliwość istnieje również w sytuacji, gdy dana spółka wykonuje zasadniczą część, a nawet całość swej działalności gospodarczej w pierwszym z tych państw członkowskich. W opinii Trybunału, ustanowienie siedziby spółki (statutowej lub rzeczywistej) w zgodzie z ustawodawstwem państwa członkowskiego w celu korzystania z bardziej dogodnych przepisów nie stanowi nadużycia prawa. Dlatego też przeniesienie do innego kraju członkowskiego jedynie statutowej siedziby spółki nie może wyłączać tego przeniesienia z zakresu swobody przedsiębiorczości.

Transgraniczne przeniesienie siedziby spółki w prawie polskim

Zgodnie z przepisami Kodeksu spółek handlowych przekształcenie spółki w uproszczeniu oznacza zmianę formy prawnej prowadzonej działalności. Zgodnie bowiem z art. 551 § 1 k.s.h. zarówno spółki osobowe, jak i kapitałowe (spółki przekształcane) mogą podlegać przekształceniu w inną spółkę handlową (spółkę przekształconą). W wyniku takiego przekształcenia dochodzi wyłącznie do zmiany formy prawnej spółki przy zachowaniu ciągłości prawnej i ekonomicznej podmiotu przekształcanego.

Natomiast w przypadku przekształcenia transgranicznego spółki mamy do czynienia z przeniesieniem siedziby polskiej spółki wpisanej do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego do innego kraju członkowskiego wraz z przekształceniem się w spółkę prawa obcego. Przykładem może być ww. przekształcenie transgraniczne spółki Polbud – Wykonawstwo. Jednakże zgodnie z art. 270 pkt 2 oraz art. 459 pkt 2 k.s.h. podjęcie uchwały o przeniesieniu siedziby spółki powoduje wszczęcie postępowania likwidacyjnego, które prowadzi do rozwiązania spółki i unicestwienia jej bytu prawnego poprzez wykreślenie jej z rejestru. Wymaga to wykonania szeregu czynności związanych z zakończeniem prowadzenia działalności gospodarczej spółki: windykacji wierzytelności, realizacji zobowiązań spółki, złożenia sprawozdania finansowego oraz wskazania osoby odpowiedzialnej za przechowywanie ksiąg i dokumentów likwidowanej spółki. Wynika to zapewne z faktu, że samo transgraniczne przekształcenie spółki, czyli przeniesienie siedziby statutowej wraz ze zmianą formy prawnej spółki, nie zostało w ogóle przewidziane w prawie polskim. Gdyby więc nie zostały uwzględnione przepisy prawa unijnego, implikowałoby to niemożność skutecznego złożenia wniosku w sądzie rejestrowym o dokonanie stosownego wpisu dot. opisywanego przekształcenia.

Wskazane art. 270 pkt 2 oraz art. 459 pkt 2 k.s.h. są zatem niezgodne z prawem unijnym w zakresie obligowania spółki do przeprowadzenia likwidacji i rozwiązania spółki w razie podjęcia przez zgromadzenie wspólników uchwały o przeniesieniu siedziby statutowej spółki za granicę. Tym samym te przepisy ograniczają możliwość przekształcenia się polskich spółek kapitałowych w spółki innych państw członkowskich, a w efekcie stanowią ograniczenie zasady swobody przedsiębiorczości.

Opodatkowanie majątku zlikwidowanej spółki w świetle prawa polskiego

Zgodnie z przepisami podatkowymi ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych przeprowadzenie likwidacji oraz rozwiązanie spółki implikuje istotne konsekwencje podatkowe. Wspólnicy takiej spółki będący osobami fizycznymi zobowiązani są do zapłaty podatku w wysokości 19% wartości otrzymanego majątku. Oznacza to, że jednym ze skutków likwidacji spółki jest uzyskanie przychodu z tytułu udziału w zysku osoby prawnej. Niestety polski ustawodawca nie przewiduje w tym zakresie wyjątków, także w sytuacji, gdy podzielony majątek spółki zostaje wniesiony do spółki założonej w jednym z krajów członkowskich.

Można zatem uznać, iż przepisy k.s.h. wymuszające likwidację działalności gospodarczej w przypadku transgranicznego przekształcenia spółki w rzeczywistości nakazują likwidowanym spółkom realizację zysków z prowadzonej działalności pomimo tego, że będzie ona kontynuowana za granicą. Tym samym działają na korzyść organów podatkowych, które w momencie utraty kompetencji administracyjnych mają możliwość ustalenia i pobrania podatku w odpowiedniej wysokości.

Trybunał Sprawiedliwości wskazał jednak, że polskie przepisy wymuszające przeprowadzenie likwidacji spółki są niezgodne z prawem europejskim i stanowią ograniczenie swobody przedsiębiorczości Natomiast spółka powinna uniknąć nałożenia na jej wspólników obowiązków podatkowych, jeżeli jej siedziba statutowa zostanie przeniesiona za granicę z wykorzystaniem instytucji transgranicznego przekształcenia. W takiej sytuacji nie dochodzi do upłynnienia majątku i rozdzielenia go pomiędzy dotychczasowych wspólników spółki. W konsekwencji nie powstaje zysk, który podlegałby opodatkowaniu, a sam proces transgranicznego przekształcenia spółki uznać należy za, co do zasady, neutralny podatkowo.

Neutralny charakter podatkowy przekształceń transgranicznych w prawie europejskim

W prawie europejskim większość procesów restrukturyzacyjnych z elementem transgranicznym została objęta dyrektywą 2009/133/WE w sprawie wspólnego systemu opodatkowania mającego zastosowanie w przypadku łączenia, podziałów, wnoszenia aktywów i wymiany udziałów, dotyczących różnych Państw Członkowskich oraz przeniesienia statutowej siedziby SE lub SCE z jednego państwa członkowskiego do innego państwa członkowskiego. Zasadniczym celem tych regulacji było usprawnienie wspomnianych zdarzeń w ten sposób, że będą miały one charakter neutralny podatkowo, tj. w chwili ich wystąpienia spółka ani wspólnicy nie zostaną obciążeni kosztami podatkowymi. Niestety przepisy te nie mają zastosowania wobec przekształceń transgranicznych dotyczących podmiotów pozaeuropejskich. Dlatego też należy uznać, iż jedną z form ograniczenia europejskiej swobody przedsiębiorczości jest wprowadzanie barier podatkowych przez polskie przepisy podatkowe. Stąd niezwykle istotne dla problematyki przekształceń transgranicznych staje się zachowanie neutralności podatkowej tego rodzaju zdarzeń gospodarczych, polegającej na odstąpieniu od obciążania obowiązkiem podatkowym spółki lub wspólników w momencie zaistnienia przekształcenia. W szczególności dotyczy to opodatkowania zysków kapitałowych ujawnionych w trakcie procesów przekształceń transgranicznych.

W tym miejscu warto przywołać tezy zawarte w wyroku TSUE w sprawie National Grid Indus, w którym to Trybunał po raz pierwszy zajął się kwestią dopuszczalności opodatkowania niezrealizowanych zysków kapitałowych od osób prawnych w sytuacji zmiany miejsca siedziby spółki. Trybunał wskazał, że państwa członkowskie zgodnie z art. 54 TFUE posiadają uprawnienie do określenia przesłanek (związku spółki z danym krajem), które powinny być spełnione, aby spółka zachowała statut personalny tego państwa. Nie oznacza to jednak, że kraj członkowski może swobodnie decydować o „życiu lub śmierci” takiej spółki, a tym bardziej nakładać obowiązki i ograniczenia na spółkę, utrudniające jej swobodę przemieszczania się na terenie Unii Europejskiej. Ponadto Trybunał wskazał, że pobór podatku już w chwili przenoszenia spółki może zostać uznany za nieproporcjonalny z uwagi na nadmierne obciążenie fiskalne spółki.

Istotne jest więc to, żeby przekształcenie transgraniczne nie odbywało się z pominięciem przeniesienia lub utworzenia w kraju nowej siedziby struktur gospodarczych nakierowanych na prowadzenie rzeczywistej działalności gospodarczej. Stworzenie całkowicie sztucznej struktury korporacyjnej, pozbawionej ekonomicznego uzasadnienia i mającej na celu obejście przepisów podatkowych kraju siedziby spółki, nie wchodzi w zakres swobody przedsiębiorczości i nie korzysta z ochrony prawa unijnego.

Reasumując, w przypadku dokonania przez spółkę transgranicznego przekształcenia, które nie zostałoby powiązane z faktycznym wykonywaniem działalności w kraju nowego osiedlenia się i miałoby na celu uchylenie się od obowiązku podatkowego lub w inny sposób nadużywałoby uprawnienia do swobodnego osiedlania się na terenie Unii, ustawodawca polski mógłby nałożyć na spółkę obowiązek podatkowy, nawet jeżeli nie doszło do zmiany kompetencji podatkowych.

Zgodnie z obecnymi stanem prawnym w Polsce natychmiastowy pobór podatku ma miejsce w sytuacji, gdy substrat majątkowy zlikwidowanej i rozwiązanej spółki podlega wniesieniu do zagranicznej spółki przez byłych wspólników, czyli przy zachowaniu ciągłości ekonomicznej prowadzonego przez wspólników przedsięwzięcia gospodarczego i wykorzystaniu majątku w tym samym celu. Wyraźne dopuszczenie przez Trybunał w wyroku z dnia 25 października 2017 r. operacji transgranicznego przekształcenia spółki powinno zmotywować ustawodawcę polskiego do wprowadzenia istotnych zmian w handlowym prawie spółek, polegających przede wszystkim na zmianie brzmienia art. 270 pkt 2 oraz art. 459 pkt 2 k.s.h. poprzez wyłączenie zastosowania wskazanych przepisów w razie przeniesienia siedziby spółki w ramach Unii Europejskiej wraz ze zmianą formy prawnej. Możliwość dokonywania przekształcenia transgranicznego i jednocześnie wyłączenie opodatkowania uzyskanego przez wspólników majątku polikwidacyjnego powoduje, że de lege lata zdarzenie to ma charakter całkowicie neutralny podatkowo.

Autorzy: Prawnik Maja Czarzasty-Zybert, radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

RODO: komu będzie przysługiwać prawo do bycia zapomnianym

Jednym z praw, które wprowadzi Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych, jest prawo do bycia zapomnianym. Na czym ono polega i w jakim przypadku nie będzie przysługiwać?

Prawo do bycia zapomnianym polega na tym, że osoba, której dane osobowe są przetwarzane przez jakąś organizację, może zwrócić się do niej z prośbą o zaprzestanie ich wykorzystywania. Organizacja ta musi wtedy zadbać o usunięcie wszystkich danych tejże osoby, również tych, które zostały przekazane dalej innemu administratorowi. Są jednak pewne wyjątki.

Jak mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Magdalena Kot, radca prawny z kancelarii LAWMORE: „Prawo do bycia zapomnianym jest uprawnieniem podmiotu, którego dane są przetwarzane. Ale nie w każdej sytuacji, jeżeli zgłosi on roszczenie, administrator przetwarzający jego dane musi to zrealizować. Dzieje się tak chociażby wówczas, kiedy […] administrator ma inną podstawę, opierając się na której, może te dane przetwarzać. Na przykład w przypadku banków zgoda na przetwarzanie danych osobowych opiera się na ustawie”.

Jaki będzie rynek pracy w 2018 roku?

Wiele trendów z ostatnich lat zostanie utrzymanych, ale w 2018 roku zobaczymy również nowe oblicze rynku pracy. Mniejszy spadek stopy bezrobocia i dojście do poziomów poniżej 6%, szybsza dynamika wzrostu średnich płac nawet na poziomie 7%, zmodyfikowane zasady imigracji, a także nowy kodeks pracy – to główne elementy, które zdaniem ekspertów Work Service będą kształtować polski rynek pracy w najbliższych 12 miesiącach. 

Za nami rok dużych zmian, które zredefiniowały zasady funkcjonowania polskiego rynku pracy. Niemal przez cały czas, od początku przemian ustrojowych, gospodarka działała w modelu permanentnych niedoborów miejsc pracy. Jednak w mijających latach dokonała się wyraźna zmiana i przejście do modelu niedoborów pracowników. Co istotne, jest to trend długofalowy, który będzie wpływać na otoczenie biznesowe przez najbliższe lata. Oznacza, że firmy powinny przyzwyczajać się do funkcjonowania w warunkach niskiego bezrobocia.

Przed nami rok zapowiadanych wielkich inwestycji, które mają być motorem dla rozwoju gospodarczego. Dla ich powodzenia kluczowa będzie dostępność odpowiednich kard. Dlatego to czynniki związane z rynkiem pracy mogą odpowiadać w 2018 roku, za podtrzymanie wzrostu PKB przekraczającego 4%. Poza dużym popytem na pracowników spodziewamy się również dalszych spadków bezrobocia, które jednak będą wolniejsze niż w ostatnich latach. Mimo to zakładamy, że w 2018 roku ujrzymy wyniki poniżej 6%, a przy tym we wszystkich województwach stopa rejestrowanego bezrobocia będzie już jednocyfrowa – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Płace przyspieszą?

Rekordowo niskie poziomy bezrobocia, a także kurczące się zasoby kadrowe na rynku będą przekładać się na wzmożoną konkurencję o pracowników i to zarówno tych obecnych, jak i potencjalnych. W ubiegłym roku już 51% firm odczuło trudności rekrutacyjne, a wiele z nich doświadczyło presji płacowej ze strony swoich załóg. Z badań Work Service wynika, że 53% Polaków oczekuje podwyżek wynagrodzeń.

Od początku stycznia mamy do czynienia ze wzrostem płacy minimalnej o 5% r/r. Jednak w tym roku to nie zmiany legislacyjne w największym stopniu będą wpływać na poziomy wynagrodzeń. Już w ostatnim kwartale 2017 roku dynamika płac przyspieszyła i należy spodziewać się kontynuacji tego trendu. Firmy coraz częściej muszą walczyć z rotacją pracowniczą, a także chcąc przyciągać nowych kandydatów są zmuszone do poprawy warunków zatrudnienia. Dlatego, w nadchodzących 12 miesiącach można oczekiwać przyspieszenia wzrostu średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w granicach 6-7% r/r., a w niektórych branżach i specjalizacjach nawet na poziomach dwucyfrowych – mówi Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz Work Service S.A.

Nowe mechanizmy

Od początku roku pojawiły się zmiany dotyczące krótkoterminowej i sezonowej pracy cudzoziemców. Poza pojawieniem się możliwości zatrudniania na okres 9 miesięcy, imigracja będzie również lepiej monitorowana, co będzie wiązało się z dodatkowymi obowiązkami biurokratycznymi. Jednak, jak zaznacza Andrzej Kubisiak, kluczową zmianą wpływającą na przyszłość całego rynku pracy będzie powstanie nowego kodeksu pracy. Obecnie nasz rynek działa na podstawie kodeksu pracy, który powstał w połowie lat 70-tych i był wielokrotnie nowelizowany. Wiele elementów na pewno wymaga zmian, a szczególną uwagę zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników, będą przykuwać nowe formy umów, naliczania urlopów oraz premii – podsumowuje Kubisiak.

Wizerunek outsourcingu sił sprzedaży. Raport branżowy

Z końcem roku 2017 ukazał się raport branżowy „Wizerunek usług outsourcingu sił sprzedaży w Polsce”. Opracowanie prezentuje nastawienie i opinie o branży zarówno przedsiębiorców, jak i pracowników. Raport powstał we współpracy Grupy NDG oraz partnerów: PRESS-SERVICE Monitoring Mediów i Fundacji Pro Progressio.

Koniec roku obfituje w podsumowania i zestawienia. Raport „Wizerunek usług outsourcingu sił sprzedaży Polsce” podsumowuje jednak nie tylko 2017 rok, ale bada ogólne nastawienie do usługi zewnętrznego wsparcia procesów sprzedażowych. To pierwsze opracowanie na ten temat w naszym kraju.

– Działamy na polskim rynku od niemal 20 lat. To czas ogromnych przemian – komentuje Jarosław Janiszewski, Prezes Zarządu NDG Medical Sp. z o.o. – W tym okresie rynek się zmienił i otworzył na outsourcing jako taki. Do niedawna z naszych usług korzystały niemal wyłącznie koncerny farmaceutyczne. Dopiero od kilku lat obserwujemy wzrost zainteresowania outsourcingiem sił sprzedaży w innych branżach. 

outsourcing sił sprzedażyObserwowane zmiany rynkowe stały się impulsem do rozpoczęcia prac nad raportem. Do jego tworzenia zaproszone zostały podmioty, które wniosły istotny wkład w finalny efekt.

PRESS-SERVICE Monitoring Mediów opracował część dotyczącą medialnego wizerunku branży. Zbadana została częstotliwość i jakość wzmianek o usłudze, a także źródła pochodzenia informacji. Marcin Szczupak, Kierownik Działu Raportów Medialnych PRESS-SERVICE Monitoring Mediów, podsumował wyniki badań i wypowiedział się we wstępie Raportu:

Badanie środków masowego przekazu potwierdziło, że media nie stanowią w tym zakresie dobrego źródła informacji. Analiza pokazała także jak dużo do zrobienia ma branża
w zakresie upowszechniania usług i budowania jej dobrego wizerunku (…) Można pokusić się o stwierdzenie, że bariera korzystania z usług outsourcingu sprzedaży bardzo często tkwi w samych przedsiębiorcach i ogromna tu rola całej branży, aby takie podejście zmienić.perspektywy

Fundacja Pro Progressio to uznawany w branży podmiot wspierający i edukujący rynek
w zakresie outsourcingu procesów biznesowych.pp

Wiedza na temat możliwości i szans, jakie niesie outsourcing sił sprzedaży, jest przydatna
i konieczna, szczególnie że odnosi się ona do jednej z najważniejszych funkcji przedsiębiorstwa –
tłumaczy prezes Fundacji, Wiktor Doktór. – Oddanie części lub całości procesów sprzedaży partnerowi zewnętrznemu wymaga z jednej strony odwagi, z drugiej znajomości procesów zarządczych, a także umiejętności kontroli, controllingu i audytu działań partnera outsourcingowego.

Raport

Raport odpowiada na podstawowe pytania, dotyczące znajomości usługi outsourcingu sił sprzedaży i jej elementów, nastawienia do niej oraz przyszłości zewnętrznych form wsparcia procesów biznesowych.

Rok 2018 – koniec MdM, początek Mieszkania Plus?

  • Początek 2017 r. upłynął w branży finansowej pod znakiem obaw o przyszłość pośrednictwa kredytowego w Polsce, w związku z widmem wprowadzenia w życie nowej ustawy.
  • Sprzedaż kredytów ciągle jeszcze napędzał program MdM, dzięki czemu m.in. 2017 r. był pod tym względem najlepszy od 6 lat.
  • Rok 2018 będzie dla pośredników i konsumentów czasem na odnalezienie się w nowej rzeczywistości – bez MdM, za to z Mieszkaniem Plus.

Nie taka ustawa straszna…

Jeszcze w grudniu 2016 roku, tuż przed świętami, w ustawie o kredycie hipotecznym i nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego, nad którą prace trwały przez większość 2016 r., pojawił się zapis, który mógł spowodować koniec branży pośrednictwa kredytu hipotecznego w naszym kraju. Miał na celu zmianę modelu wynagradzania pośredników z prowizji płaconych przez banki na prowizje płacone przez klientów. Tak więc nowy rok 2017 branża rozpoczęła z wizją jej końca. Ostatecznie, 23 marca została uchwalona ustawa bez feralnego zapisu.

Ustawa weszła w życie w lipcu i wprowadziła wiele zmian, przede wszystkim nowe obowiązki informacyjne oraz szereg zmian w procesach bankowych.

– Wprowadzona w lipcu nowa ustawa o kredycie hipotecznym spowodowała zwiększenie ilości pracy dla pośredników kredytowych, zmiany w procesach, konieczność przygotowania nowej dokumentacji dla klientów. Ogrom zmian  spowodował lekki chaos, jednak jako profesjonaliści staramy się, aby ta sytuacja nie odbiła się na naszych klientach – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Na skutek ustawy, branża pośrednictwa kredytowego weszła pod nadzór KNF. W styczniu 2018 r. mija okres przejściowy, pozwalający na działanie pośredników kredytowych bez zezwolenia KNF i bez wpisu do stosownych rejestrów. Tak więc pośrednicy mają ostatnie chwile na spełnienie warunków określonych ustawą, uzyskanie zezwolenia na działalność oraz zgłoszenie swoich agentów do rejestru KNF.  Jednocześnie trwa gorączka MdM, ponieważ od 2 stycznia dostępna będzie ostatnia pula środków z programu. Pośrednicy, agenci i eksperci już od kilku tygodni przygotowują wnioski swoich klientów, aby od razu, 2 stycznia zarezerwować środki dla swoich klientów.

Koniec MdM – co dalej?

W styczniu 2018 r. odblokowana zostanie ostatnia już transza z puli pieniędzy przeznaczonej na dofinansowanie pierwszego mieszkania. Do 31 października 2017 r. zawarto 97 951 umów kredytowych ze wsparciem programu MdM. Wartość dofinansowania wynikająca z podpisanych umów kredytowych to 2,5 mld zł. Łączna kwota udzielonych kredytów w ramach programu wyniosła 17 mld zł, a ogólna wartość inwestycji, na które zawarto umowy kredytowe to 21,7 mld zł*. Pomimo tego, że program dobiega już końca i można się spodziewać, że pozostałe środki z programu skończą się zaraz w styczniu, cały czas będą przyjmowane wnioski o dodatkowe dofinansowanie po urodzeniu lub przysposobieniu trzeciego lub kolejnego dziecka. Wnioski będzie można składać w ciągu 5 lat od dnia nabycia mieszkania, a więc nawet po 2018 r., kiedy nastąpi wygaszenie programu MdM i zamknięcie możliwości składania wniosków o dofinansowanie wkładu własnego. Alternatywą dla tego programu ma być Mieszkanie Plus. Podstawową różnicą między tymi programami jest jednak forma własności nieruchomości. Mieszkanie Plus zakłada budowę tanich mieszkań pod wynajem z możliwością wykupu po 30 latach dla osób, które nie mogą wziąć kredytu hipotecznego, a ich dochody są za wysokie, aby otrzymać mieszkanie komunalne. Preferowane są jednak rodziny wielodzietne.

Perspektywa wejścia w życie Mieszkania Plus jest póki co odległa i ciągle niewiele wiemy o warunkach przystąpienia do programu. Nie sądzę jednak, żeby był on alternatywą dla MdM-u, czy kredytu hipotecznego. Osoby, które docelowo chcą posiadać mieszkanie na własność, poczekają na zgromadzenie odpowiedniego wkładu własnego i zdecydują się na kredyt hipoteczny. Tym bardziej, że koszty wcale nie są diametralnie wyższe. Jeżeli zdecydujemy się na skorzystanie z programu Mieszkanie Plus z opcją wykupu, okres najmu będzie wynosił do 30 lat od dnia zawarcia pierwszej umowy najmu – to tak, jak przy większości kredytów hipotecznych. Maksymalna wysokość czynszu ma wynosić w Warszawie ok. 19 zł za 1 m2, czyli za kawalerkę będziemy płacili ok. 600 zł miesięcznie (bez opłat) i nie będziemy mieli zbyt dużego wyboru lokalizacji mieszkania – dodaje Katarzyna Dmowska.

Najlepszy wynik kredytów hipoteczny od 6 lat

Z raportu AMRON-SARFiN wynika, że pomimo typowego dla trzeciego kwartału spowolnienia sprzedaży w porównaniu z drugim kwartałem, rok 2017 może okazać się najlepszym dla branży kredytowej od 6 lat.  Eksperci Centrum AMRON prognozują, że w całym 2017 r. banki udzielą ponad 40 mld zł kredytów hipotecznych. Wynik ten pokazuje, że ustawa o kredycie hipotecznym i zmiany nią wprowadzone nie wpłynęły na wielkość sprzedaży kredytów hipotecznych.

Bardzo dobre wyniki w branży kredytowej w pierwszej połowie roku z pewnością spowodowane były dużym zainteresowaniem klientów dopłatami  z programu Mieszkanie dla Młodych. Co prawda środki na 2017 r. wyczerpały się w ciągu miesiąca, ale nadal można było skorzystać z puli na rok 2018. Bank Gospodarstwa Krajowego na początku kwietnia ogłosił, że i ta opcja jest już niemożliwa. Mimo to, nie zaobserwowaliśmy mniejszego zainteresowania kredytami hipotecznymi. Wakacje to zazwyczaj spadek liczby wniosków o kredyty hipoteczne, to tzw. sezon ogórkowy, czego konsekwencje widzimy zwykle w uruchomieniach w miesiącach wrzesień, październik. Wyniki sprzedażowe naszej sieci ekspertów w październiku i listopadzie wskazują na to, że zainteresowanie kredytami hipotecznymi nie słabnie, a czwarty kwartał będzie rekordowy dla naszej firmy – tłumaczy Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

* Danie Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa

Ile Polacy chcą mieć w portfelu, aby czuć się bezpiecznie?

Minimalny poziom oszczędności, jaki uważamy za konieczny dla naszego poczucia bezpieczeństwa to średnio 69 tys. zł – czyli równowartość prawie 20 średnich krajowych. Czy to wystarczająco gruba poduszka bezpieczeństwa? Gdzie lokować pieniądze, aby jak najlepiej zarabiały dla nas? Start nowego roku to świetny moment, żeby rzetelnie zabrać się za zbudowanie bezpiecznego zasobu finansowego na przyszłość.

Przyjęło się, że każdy powinien mieć odłożone minimum trzy pensje na tzw. czarną godzinę, czyli na poczet nagłych i nieprzewidzianych wydatków. Natomiast za minimalny poziom rezerwy finansowej uważa się oszczędności pozwalające pokryć koszty życia przez 6 miesięcy, w razie utraty źródła utrzymania. To efekt założenia, że szukanie pracy zajmuje przeciętnie pół roku. Sześciomiesięczna poduszka to pakiet żelazny, czyli pieniądze na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Co jednak z wydatkami na pokrycie kosztów leczenia i wypadków losowych?

Bezpieczeństwo za 69 tys. zł

BGŻOptima zapytała Polaków jak gruba powinna być poduszka finansowa, aby zapewnić im poczucie bezpieczeństwa. Odpowiedzi są dość zaskakujące, bo niezależnie od poziomu wynagrodzenia wśród badanych przeważa pogląd, że minimalne poczucie bezpieczeństwa dają tylko duże oszczędności. Trzy czwarte ankietowanych wskazało, że 100 tys. zł mogłoby zapewnić im w miarę spokojny sen. Natomiast, co piąty Polak uważa, że jego minimum bezpieczeństwa to 150 tys. zł. Średnia wynosi aż 69 tys. zł.

Dalsze badania pokazują, że daleko nam do wyznaczonego pułapu pożądanych oszczędności. W całej populacji badanych, tylko co trzeci uzbierał sumę, która jego zdaniem daje mu poczucie bezpieczeństwa. Z tym, że jest to odczucie bardzo subiektywne. Dla niektórych 5 tys. zł odłożone na wszelki wypadek to już jest wystarczająca poduszka. W tej grupie niemal wszyscy mają odłożony taki kapitał. Dla innych granica spokojnego sumienia znajduje się powyżej 150 tys. zł. A tutaj bezpiecznie może się czuć 23 proc. ankietowanych.

Jak wynika z analizy ekspertów BGŻOptima poczucie bezpieczeństwa finansowego zależy w dużej mierze od wysokości wynagrodzenia. Dla osób z pensją 1750 zł miesięcznie poduszka finansowa wynosi 48 tys. zł, a dla zarabiających 5 tys. zł, aż 105 tys. zł. Dobra wiadomość jest taka, że 70 proc. biorących udział w badaniu BGŻOptima ma odłożone co najmniej trzy wypłaty. Nie zmienia to faktu, że Polacy uważają taką kwotę za daleko niewystarczającą. Tylko co piąty ankietowany czułby się bezpiecznie posiadając takie pieniądze.

Gromadzenie oszczędności jest czasochłonne

Łatwo jest wskazać próg bezpieczeństwa finansowego, ale trudniej go osiągnąć. Z analizy BGŻOptima wynika, że zgromadzenie odpowiednich oszczędności wymaga czasu. W grupie najniżej zarabiających na zgromadzenie oczekiwanych 48 tys. zł potrzeba aż 27 pensji. Osoby zarabiające średnią krajową wymieniły kwotę 78 tys. zł, jako sumę którą trzeba odłożyć. Jest to równowartość 21 pensji, po 3,5 tys. zł w tej grupie badanych. Podobny dystans od pożądanego poziomu oszczędności dzieli najlepiej zarabiających. Tu poduszka uważana za bezpieczną ma wartość 105 tys. zł.

Wydawać by się mogło, że dwa lata na zebranie bezpiecznej poduszki finansowej to nie jest długo. Jednak z tego samego badania wynika, że oszczędzający najczęściej odkładają na przyszłość maksymalnie 10 proc. swoich miesięcznych dochodów. Przy takim scenariuszu, na swoje minimum bezpieczeństwa zbieramy nie przez 20 miesięcy, a nawet 20 lat! Z tego płynie prosty wniosek – jeśli nie oszacujemy precyzyjnie naszych oczekiwań wobec poduszki albo nie zmienimy strategii oszczędzania czeka nas wiele lat finansowej frustracji.

Kilka zasad budowania buforu bezpieczeństwa

Czy 100 tys. zł, które wskazuje duży odsetek badanych, to suma gwarantująca spokojny sen? Czy może trzeba zaoszczędzić więcej? Odpowiedź na te pytania zależy od naszych potrzeb. Wielkość poduszki bezpieczeństwa jest kwestią bardzo indywidualną i zależy od wielu parametrów. Jednak fundusz ratunkowy powinien być na tyle duży, żeby pokryć koszty utrzymania przez okres całkowitego lub częściowego braku przychodów. Ale trzeba też wziąć pod uwagę ekstra wydatki z tytułu choroby, wypadku, czy poważnej operacji.

Jak gruba powinna być zatem poduszka? Głównym parametrem są koszty utrzymania, a szerzej, koszty życia. Nie wystarczy zsumować wszystkich wydatków miesięcznych, bo w ten sposób uzyskamy tylko obraz bieżących kosztów. Nie obejmują one dodatkowych wydatków, takich jak np. ubezpieczenia domu, samochodu, remontów, awarii. Dopiero po dodaniu wszystkiego i podzieleniu sumy przez 12 miesięcy można uzyskać kompletny obraz obciążeń finansowych ponoszonych co miesiąc.

Dla kogo grubsza poduszka

Takie planowanie to dopiero początek. Teraz można zacząć szacować ile oszczędności potrzebujemy, żeby przeżyć w kryzysowej sytuacji. Tu znowu odpowiedzi zależą od sytuacji oszczędzającego.

Jeśli ktoś samodzielnie prowadzi gospodarstwo domowe musi zaoszczędzić więcej pieniędzy. Gdy w domu są zwierzęta, w budżecie trzeba przewidzieć środki na opiekę nad nimi np. w czasie choroby właściciela. W podobnej sytuacji są rodziny z dziećmi. W tym przypadku koszty są znacząco wyższe i rosną wraz z dorastaniem potomstwa, co również warto wziąć pod uwagę w naszych kalkulacjach. Inaczej poduszkę planują związki, w których jedna osoba pracuje, a inaczej gdy zarabiają dwie osoby.

Po pierwsze hipoteka

Niezwykle ważnym czynnikiem wpływającym na kształt planów finansowych jest kredyt mieszkaniowy. Jeśli ktoś spłaca hipotekę powinien uzbierać taką poduszkę finansową, żeby, w razie utraty źródła utrzymania mieć pieniądze na comiesięczną ratę i życie co najmniej przez 6 miesięcy. Najlepiej jednak mieć pieniądze na pokrycie kosztów co najmniej przez rok. Jeśli nie znajdziemy zajęcia możemy być zmuszeni do sprzedaży mieszkania, a to standardowo może potrwać co najmniej pół roku.

Jak rozpocząć efektywne oszczędzanie

Najprostszym sposobem jest ustalenie zlecenia stałego przelewu na wskazane konto, zaraz po otrzymaniu wypłaty. Po oszacowaniu pełnych kosztów życia w ciągu miesiąca i roku, będzie wiadomo ile wynosi nadwyżka. Jeśli nie mamy jeszcze poduszki finansowej, całość warto przeznaczyć na budowę buforu finansowego bezpieczeństwa.

Gdy poduszka jest już dobrze napompowana, wolne środki można przeznaczyć na inwestycje. Wtedy warto rozpocząć od kont oszczędnościowych oraz lokat terminowych. To strategia, którą jak pokazało badanie BGŻOptima, wybiera dziś większość oszczędzających. Kiedy poduszka finansowa daje nam już minimum komfortu należy pomyśleć o bezpiecznych, a dających większy zysk produktach: lokatach z funduszami, obligacjach, funduszach obligacji i rynku pieniężnego. Są to instrumenty bardzo płynne, umożliwiające wyjście z inwestycji w dowolnym momencie. Charakteryzują się przy tym wysokim poziomem bezpieczeństwa.

Pozwól pieniądzom pracować

Kiedy poduszka bezpieczeństwa jest już solidnie napęczniała można pomyśleć o poważniejszych inwestycjach. Każdy kto budował bufor bezpieczeństwa finansowego wie, jak mozolny i długotrwały jest to proces. Dlatego w pewnym momencie oszczędzania warto pozwolić pieniądzom, by zaczęły wypracowywać zysk. Na rynku jest mnóstwo produktów kuszących perspektywą ponadprzeciętnego zysku: fundusze, obligacje korporacyjne, akcje. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie wszystkie muszą być niebezpieczne. Każdy klient znajdzie na rynku kapitałowym produkt, który pasuje do jego apetytu na zysk, a jednocześnie nie przekracza poziomu tolerowanego ryzyka.

***
Piotr Marciniak, ekspert BGŻOptima

Gospodarka Rosji wychodzi na prostą. Dobre dane z USA

Gospodarka Rosji pomimo sankcji staje na nogi. Neutralne dane z Norwegii kolejnym pretekstem do umocnienia korony norweskiej. Dane z USA pozwoliły na korektę na głównej parze walutowej.

Rosja wychodzi na prostą

Moskwa w dalszym ciągu walczy w problemami, ale wychodzi powoli na prostą. Rok 2017 był czasem poprawy większości wskaźników makroekonomicznych. Inflacja spadła z 5% do 2,5%. Bezrobocie z 5,6% do 5,1%. W tym samym czasie udało się obniżyć główną stopę procentową z 10% do 7,75%. Wzrost gospodarczy jednakże wciąż jest symboliczny. Nie mamy już jednak spadków jak w latach 2014-2016. Wygląda więc na to, że kraj pomimo sankcji wychodzi na prostą. Drogą do tego było jednak gwałtowne osłabienie waluty. W 2017 roku rubel spadł z 6,9 grosza do 6 groszy. Warto zwrócić uwagę, że rok wcześniej do owych 6,9 grosza wzrastał z 5,4 grosza, zatem takie zmiany na rublu nie są niczym zaskakującym.

Dane z Norwegii

Dzisiaj rano poznaliśmy odczyt bezrobocia z gospodarki. Zgodnie z oczekiwaniami utrzymało się ono na poziomie 4%. Zaraz po tych danych doszło jednak do umacniania korony norweskiej względem euro. Inwestorzy najwyraźniej spodziewali się gorszych danych gdyż korona zyskała 0,5% na wartości. Warto zwrócić uwagę, że od 20 grudnia waluta Norwegii umocnił się już 2,5% względem euro. Jest to tym bardziej imponujący wynik biorąc pod uwagę, że euro w tym czasie zyskał do dolara.

Dobre dane z USA

Wczoraj pojawiły się dobre dane z USA. Tamtejszy indeks PMI dla przemysłu, mierzący optymizm menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia, wzrósł o 1,2 punktu. To nie tylko bardzo dobry wynik, ale również 0,1 punktu powyżej oczekiwań. W efekcie dolar nie tylko wstrzymał osłabianie się względem euro, ale również wieczorem odrobił sporą część strat do europejskiej waluty. Dzisiaj wieczorem poznamy kolejny pakiet danych w tym protokół z ostatniego posiedzenia FED. W zalezności od tych danych można spodziewać się korekty ostatnich wzrostów lub ich kontynuowania. Szczególną uwagę analitycy zwrócą zapewne na kwestię kolejnych podwyżek sóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja konsumencka,
  • 16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu,
  • 20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Money Talks, czyli co czeka finansistów w 2018 roku

Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants
Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants

Szersze wykorzystanie technologii cyfrowych, rosnąca rola doradcza oraz rozwój umiejętności analitycznych, a także większe skupienie na kwestiach etyki zawodowej – to kilka trendów dotyczących zawodu finansisty, których kontynuację w 2018 roku przewidują eksperci Association of International Certified Professional Accountants (Międzynarodowego Stowarzyszenia Dyplomowanych Specjalistów ds. Rachunkowości), czołowej i jednocześnie największej światowej organizacji zrzeszającą specjalistów z finansów oraz księgowości.

Finansiści i osoby pełniące role związane z finansami są dzisiaj tą grupą zawodową, która mierzy się z jednymi z największych zmian w zakresie wymagań kompetencyjnych. Właśnie z myślą o nich w 2015 roku powstał format Money Talks, czyli otwartych spotkań dla profesjonalistów ds. finansów, środowisk akademickich i studentów kierunków finansowych.

W 2017 roku w Money Talks wzięło udział blisko 250 osób zainteresowanych przyszłością zawodu finansisty. Mieli oni okazję wymienić się doświadczeniami i posłuchać dyskusji na temat najnowszych badań oraz trendów w rachunkowości zarządczej, zarządzaniu finansami w przedsiębiorstwach czy aktualnych ryzyk wiążących się z  działalnością biznesową.

Prowadzącymi i zarazem moderatorami dyskusji panelowych na Money Talks byli Peter Simons, szef działu Badań nad Przyszłością Finansów w Association, oraz Gillian Lees, szefowa działu Zarządzania i Analizy Ryzyka w Association, którzy prezentowali raporty „Agile Finance Revealed – the new operating model for modern finance” oraz „2017 Global risk oversight”. Partnerami spotkań były firmy Shell, UBS, Heineken i HP.

W czasie spotkań w kontekście postępujących z niespotykaną dotąd szybkością zmian technologicznych i społecznych jednym z kluczowych tematów były przewidywania dotyczące przyszłej roli finansistów na rynku i zmieniających się wymogów w stosunku do tej grupy zawodowej.

Finansista 2018, czyli…

…manager, doradca, strateg, geek, lider zmiany, PR-owiec? To tylko niektóre ”twarze” finansistów w pełni gotowych na nowe wyzwania rynku.

Carl Benedikt Frey i Michael Osborne w swoim słynnym już raporcie „The Future of Employment: How susceptible are jobs to computerisation?” wskazali, że wśród zawodów o najwyższym ryzyku automatyzacji znajdują się księgowi i audytorzy. Aż 94% osób z tej grupy zawodowej musi się liczyć z zastępowalnością przez technologie prostych czynności i analiz, którymi zajmują się na co dzień. Warto jednak zauważyć, że to właśnie finansiści mają bardzo wysoką świadomość nie tylko postępującej automatyzacji pracy, ale też możliwości, jakie potencjalnie daje ona sprawnym managerom. Z prowadzonych badań opinii wyższej kadry finansowej w USA i Kanadzie, opisanych w raporcie współautorstwa CIMA, AICPA i Oracle „Agile Finance Revealed”, wynika, że aż 83% finansistów uważa automatyzację i robotyzację za pozytywne zjawiska, które przyspieszą ich pracę i zwiększą efektywność.

W tym miejscu warto przytoczyć jeszcze jeden ważny raport, na który również wskazywali uczestnicy Money Talks, a który dotyczy pożądanych kompetencji na rynku pracy. Chodzi o opracowanie World Economic Forum „The Future of Jobs”. Jego autorzy opisali, jak na przestrzeni zaledwie 5 lat zmieni się profil najbardziej pożądanych kompetencji pracowników. Już w 2020 znacznie wzrośnie rola np. krytycznego myślenia, inteligencji emocjonalnej czy elastyczności poznawczej pracowników, czyli umiejętności typowo miękkich i – na co warto zwrócić uwagę – typowo ludzkich, przynajmniej na razie poza dostępnością sztucznej inteligencji. To pokazuje, w jakim kierunku powinni rozwijać się managerowie w różnych zawodach, w tym także finansiści.

Raport finansowy 2018, czyli…

Lustrem dla wymagań rynkowych wobec finansistów jutra mogą być raporty finansowe. Tego typu dokumenty kojarzone są z ciągiem cyfr i kolumn, których odczytanie wymaga często więcej niż podstawowej wiedzy o finansach. Tymczasem trzeba mieć na uwadze, że raporty finansowe trafiają do różnych interesariuszy, niekoniecznie mających wystarczające kompetencje czy zasoby czasu do prowadzenia własnych analiz. Dzisiaj raport finansowy powinien być napisany prostym językiem, zawierać krótkie, kluczowe wnioski, dawać możliwość selekcji informacji dzięki wykorzystaniu dostępnych technologii. A wszystko po to, by z ogromnej ilości danych dostarczyć osobom podejmującym decyzje w przedsiębiorstwach precyzyjnie wybrane informacje, na podstawie których zarządzający określą kierunki rozwoju biznesu. I właśnie tutaj, w raporcie finansowym, jak w soczewce, skupiają się nowe kompetencje finansistów. Warto szczególnie mocno zwrócić uwagę na aspekt technologiczny raportowania, opisany w sierpniowej publikacji „Report visualisation: From concept to deployment”. Budowanie zaawansowanych baz danych, analiza big data, tworzenie raportów z wykorzystaniem aplikacji internetowych czy rozwiązań mobilnych, to tylko wybrane cyfrowe kompetencje profesjonalistów zajmujących się na co dzień finansami.

Edukacja 2018, czyli…

Czy jednak polski rynek edukacyjny jest przygotowany na te nowe wyzwania w zawodach finansowych? W wielu wypadkach tak, między innymi dzięki współpracy polskich uczelni ekonomicznych z wiodącymi organizacjami profesjonalnymi z całego świata. Wystarczy wymienić certyfikowane pogramy prowadzone przez Instytut CIMA we współpracy ze Szkołą Główną Handlową, Akademią Leona Koźmińskiego, Uniwersytetami Ekonomicznymi w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu czy Katowicach. To pozwala pozytywnie patrzeć na przyszłość polskiego rynku, szczególnie w obliczu rosnącego popytu na specjalistów w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu, w którym Polska jest regionalnym liderem. Wybór kariery w finansach staje się więc coraz ciekawszym wyzwaniem, daje też coraz więcej możliwości.

Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants

Dolar w dołku

We wtorek amerykański dolar spadał piątą sesję z rzędu i jest na najniższym poziomie od września. Indeks, który mierzy wartość dolara wobec sześciu jego rywali, stracił w 2017 r. 9,9%. Jest to najgorszy dla amerykańskiej waluty rok od 2003. Brytyjski funt sięgnął poziomu 1,36 USD i to najwyższa wartość tej waluty od czasów referendum w sprawie brexitu w czerwcu 2016 r. Słaby dolar ciągnie w górę także złotówkę, która jest najsilniejsza do amerykańskiej waluty od listopada 2014 r. Nie pomagają dolarowi oczekiwania w sprawie podniesienia stóp procentowych ani reforma podatkowa prezydenta Donalda Trumpa. Analitycy uważają, że to efekt tego, iż kwestie te zostały już przez rynek zdyskontowane.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara australijskiego (+0,37%), a traci do euro (-0,1%), brytyjskiego funta (-0,46%), dolara kanadyjskiego (-0,03%) oraz japońskiego jena (-0,24%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,204, GBP/USD – 1,36, USD/CAD – 1,252, AUD/USD – 0,781 i USD/JPY – 112,3. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,14%) i kurs EUR/JPY wynosi 135,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,885. Złotówka nadal umacnia się do głównych walut światowych. W środę rano dolar kosztuje poniżej 3,46 zł, euro – 4,16 zł, funt – poniżej 4,7 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,55 zł.

Giełdy: Poza Europą na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,52%, frankfurcki indeks DAX – o 0,36%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,45%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,83%, meksykański indeks Bolsa – 1,38%, a brazylijski indeks Bovespa – 1,95%. W środę w Azji indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,62%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,18%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej lekko poszły w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 66,57 USD (-0,05%), a ropy WTI – 60,37 USD (-0,08%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 69 USD. Z kolei ceny złota idą w górę. W nocy sięgnęły poziomu 1321 USD, a w środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1312 USD. To 3 USD więcej (+0,23%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Norwegia – Stopa bezrobocia, październik – 4% (prognoza 4%)
  • 9:00 – Czechy – Protokół z posiedzenia CNB, grudzień
  • 9:30 – Szwajcaria – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień (prognoza 64,6 pkt.)
  • 9:55 – Niemcy – Stopa bezrobocia, grudzień (prognoza 5,5%)
  • 14:00 – Polska – Inflacja CPI (r/r), grudzień (prognoza 2,1%)
  • 16:00 – USA – Indeks ISM dla przemysłu, grudzień (prognoza 58 pkt.)
  • 20:00 – USA – Protokół z posiedzenia FOMC, grudzień

Przygotował zespół analityczny easyMarkets