Początek oczekiwanego dołka inflacji

Inflacja CPI w grudniu 2017r. (wstępny odczyt GUS) spadła do 2,0% r/r (PKO: 2,0% r/r, konsensus: 2,1% r/r) z 2,5% r/r w listopadzie.

Ostateczne dane oraz struktura grudniowej inflacji zostaną opublikowane 15 stycznia. Oczekujemy, że pokażą one wyraźne osłabienie dynamiki cen żywności oraz paliw (ze względu na silne efekty wysokiej bazy statystycznej z przełomu ubiegłego roku), a także lekki spadek inflacji bazowej (PKO: 0,8% r/r, konsensus: 0,9% r/r). Dane z rynków hurtowych oraz wskaźniki koniunktury sugerują dalszy wzrost dynamiki cen żywności, niemniej (według naszych obliczeń) jest on niższy od wzorca sezonowego za sprawą wygasania/odwracania się jednorazowych efektów wzrostu cen masła i jaj z wcześniejszych miesięcy.

Wciąż uważamy, że grudzień jest pierwszym z trzech miesięcy niższej dynamiki inflacji (wywołanej głównie efektami bazy statystycznej). W rezultacie nie wykluczamy, że w trakcie kolejnych dwóch miesięcy inflacja spadnie przejściowo poniżej 2,0%, aby wrócić do trendu wzrostowego począwszy od marca. Duże znaczenie będzie miał wpływ ubiegłorocznych zmian regulacyjnych na zachowania cenowe krajowych dostawców (w szczególności mediów), a także długotrwałość utrzymywania się podwyższonych cen ropy naftowej.Początek oczekiwanego dołka inflacji

Uważamy, że w dalszej części roku na znaczeniu będzie zyskiwać inflacja bazowa, która powinna stać się głównym motorem wzrostu dynamiki cen, za sprawą zarówno presji kosztowej (głównie), jak i popytowej. Jednocześnie, silne efekty wysokiej bazy statystycznej obniżą (naszym zdaniem) dynamikę inflacji w drugiej połowie roku wobec szczytu, który zostanie osiągnięty na przełomie czerwca i lipca (ok. 2,9% r/r).

Nie spodziewamy się jednak, aby inflacja bazowa przekroczyła poziom 2,0% wcześniej niż na jesieni 2018 r., wobec czego podtrzymujemy naszą prognozę, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na podwyżkę stóp najwcześniej w listopadzie 2018 r. (jedna z kolejnych projekcji inflacyjnych NBP). Nie oznacza to, że już wcześniej nie pojawią się pierwsze od dłuższego czasu wnioski o podwyżkę stóp składane przez bardziej jastrzębich członków Rady.

Źódło: PKO Bank Polski

Notowania DXY w 2018 roku

Pomimo podwyżek stóp procentowych dolar amerykański był jedną z najsłabszych walut w 2017 roku, czy taki okaże się również w 2018 roku? Co przyniesie pierwsze półrocze 2018 roku?

Pierwsza połowa 2018 roku

Przez ostatnie cztery kwartały indeks dolara był pod presją sprzedających. Od 1998 z takim zjawiskiem mieliśmy do czynienia tylko dwa razy, gdzie indeks dolara stracił odpowiednio 5 oraz 6 kwartałów z rzędu. Zatem prawdopodobieństwo korekty w pierwszym oraz drugim kwartale 2018 roku jest bardzo duże.

DXY i rate of change

Kolejnym czynnikiem, który warto przeanalizować jest rynek kontraktów terminowych. Od kilku miesięcy podmioty takie jak fundusze lewarowane spekulowały na spadek amerykańskiej waluty, natomiast w ostatnim czasie mogliśmy zaobserwować spadek niedźwiedziego nastroju.

futures

W pierwszym oknie grafiki przedstawiono pozycję netto podmiotów niekomercyjnych (linia zielona) na tle notowań indeksu dolara (linia biała). Pozycja netto na rynku kontraktów terminowych wśród tej grupy spadła na dawno niewidziane poziomy z 2014 roku. Przy tych poziomach zawsze dochodziło do korekty na indeksie dolara, tym razem może być podobnie. Ponadto ostatnie tygodnie pokazały, że pozycje netto zaczęły wzrastać, zatem podmioty nastawione na spekulację zaczęły realizować zysk z krótkiej pozycji.

W dolnym oknie zobrazowano długie oraz krótkie pozycje na rynku kontraktów terminowych utrzymywane w portfelach podmiotów niekomercyjnych. Przez ostatnie tygodnie liczba pozycji krótkich (linia niebieska) zaczęła systematycznie spadać, co oznacza realizację zysku. Z kolei ilość pozycji długich zaczęła rosnąć, co zapowiada nadchodzącą korektę.

Oprócz pozycji na rynku kontraktów terminowych podmiotów niekomercyjnych korekta zapowiadana jest również przez różnicę w oprocentowaniu amerykańskich oraz niemieckich obligacji długoterminowych.

dxy i spread obligacji

Na powyższej grafice zobrazowano spread 10-letniej rentowności obligacji amerykańskich i niemieckich. W lipcu zeszłego roku różnica w oprocentowaniu długu zaczęła przeważać na korzyść Stanów Zjednoczonych, natomiast indeks dolara kontynuował swój trend spadkowy. Po tak dużej rozbieżności notowania indeksu dolara prawdopodobnie zniwelują powstałą różnicę.

Ponadto warto zwrócić uwagę na reformę podatkową w Stanach Zjednoczonych, która w ostateczności stała się faktem. Ustawa przewiduje obniżenie podatku dochodowego dla przedsiębiorstw z 35% do 21%, co może doprowadzić do transferu setek miliardów dolarów amerykańskich do kraju.

USD – długi termin

W długim terminie waluta amerykańska prawdopodobnie dalej będzie tracić. Podwyżki stóp procentowych spowalniają akcje kredytową, a to nowe inwestycje oraz sam wzrost gospodarczy. Spadek inwestycji prywatnych prawdopodobnie doprowadzi do wzrostu deficytu budżetu państwa. W długim terminie dolar amerykański korelował ze wzrostem lub spadkiem wydatków państwa, co może być również odczytane jako barometr gospodarki amerykańskiej. Wzrost deficytu lub spadek nadwyżki budżetowej oznacza gorszy stan gospodarki amerykańskiej. Z drugiej strony wzrost nadwyżki lub spadek deficytu sugeruje poprawiający się stan gospodarki.

deficit

Indeks dolara – analiza techniczna

Na interwale tygodniowym notowania znalazły się w okolicy dołka z 2017 roku. Oscylator stochastyczny wskazuje na wyprzedanie kursu, co może utrudnić stronie sprzedającej pokonanie poziomu 90. Dwa punkty wyżej przebiega linia trendu spadkowego. Jeżeli zostałaby pokonana, to notowania prawdopodobnie zawędrują w okolicę poziomu 95, po czym mogłyby zmierzać w stronę 98 punktów, ale jest to bardzo odległy cel.

Notowania DXY, interwał tygodniowy

Notowania DXY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Świetne nastroje w krajowym przetwórstwie przemysłowym

PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w grudniu do 55,0 pkt. z 54,2 pkt. w listopadzie (konsensus: 54,6 pkt.) osiągając najwyższy poziom od lutego 2015 r.

Na silny wzrost indeksu wpłynął najwyższy od roku odczyt komponentu obrazującego bieżący poziom produkcji, dalszy wzrost nowych zamówień oraz ponowny wzrost zatrudnienia. Najwyższe od roku tempo wzrostu bieżącej produkcji odzwierciedla zarówno wysoki napływ nowych zamówień, jak i wciąż duże zaległości produkcyjne. Po stronie samych zamówień uwagę zwraca wyraźne wzmocnienie popytu krajowego – po raz pierwszy od kilku miesięcy napływ zamówień krajowych był silniejszy niż wzrost zamówień eksportowych.

Po wyhamowaniu w listopadzie, grudzień przyniósł ponowne wzmocnienie wzrostowego trendu zatrudnienia. Tempo tworzenia nowych miejsc pracy nadal jest jednak wyraźnie niższe niż na początku 2017r. odzwierciedlając w naszej ocenie utrzymujące się ograniczenia podażowe. Pomimo ograniczeń ze strony rynku pracy nastroje firm pozostają bardzo optymistyczne, m.in. ze względu na deklarowane inwestycje w bardziej wydajny sprzęt. Potwierdza to nasze oczekiwania, że ograniczenia na rynku pracy powinny stać się w najbliższym czasie dodatkowym bodźcem proinwestycyjnym umożliwiającym wzrost wydajności pracy.

Wyniki ankiet dotyczące procesów cenotwórczych wskazują na utrzymującą się presję cenową. Wskaźnik kosztów produkcji nieznacznie spadł, jednak wciąż pozostaje powyżej swojej 12-miesięcznej średniej, a producenci w szybkim tempie podnoszą ceny wyrobów gotowych. Nadal oczekujemy więc, że po wyhamowaniu na przełomie 2017/2018 roku, ścieżka inflacji powróci na trajektorię wzrostową już na przełomie 1q/2q 2018 r.

Dane wspierają oczekiwania na kontynuację silnego wzrostu PKB w 4q17 i zapowiadają utrzymanie bardzo dobrej koniunktury w krajowej gospodarce na początku 2018 r.

… i w całej strefie euro

Utrzymanie korzystnej krajowej koniunktury wspierać powinny doskonałe nastroje w strefie euro. Indeks Manufacturing PMI dla całego obszaru wspólnej waluty wzrósł w grudniu do 60,6 pkt (zgodnie ze wstępnym odczytem), w tym lokalne indeksy dla Niemiec, Austrii i Irlandii odnotowały historyczne szczyty, a wskazania dla Francji i Grecji były na wieloletnich maksimach. Podobnie jak w Polsce, w strefie euro bieżące wysokie poziomy produkcji odzwierciedlają silny popyt wewnętrzny, jak i wysoki i zdywersyfikowany geograficznie popyt eksportowy. Dalszy wzrost nowych zamówień i wysoka aktywność zakupowa sugerują utrzymanie wzrostów produkcji także w najbliższych miesiącach. Wyraźne ożywienie w sekcji dóbr inwestycyjnych zapowiada kontynuację ożywienia inwestycji w 2018r. Jednocześnie wysoki popyt i narastające zaległości produkcyjne zachęcają do dalszego dynamicznego wzrostu zatrudnienia. Dalsza poprawa sytuacji na rynku pracy powinna w 2018r. podtrzymać doskonałe nastroje wśród europejskich gospodarstw domowych wspierając tym samym konsumpcję. Łącznie dane kreślą więc obraz silnego i zrównoważonego wzrostu gospodarczego w Europie na początku 2018r.

Źródło: PKO Bank Polski

Niechęć do dolara

Skok rentowności obligacji USA uratował dolara, ale dalej dominuje generalna niechęć do waluty. W ciągu dnia ISM i protokół z FOMC mogą podreperować tło fundamentalne. Złoty pozostaje mocny, choć prasowe doniesienia wskazują, że w ostatnich wzrostach pomagał BGK.

Niewiele brakowało do pogromu USD na starcie nowego roku, ale ostatecznie przecena została zatrzymana za sprawą mocnego odbicia rentowności obligacji skarbowych USA. Oprocentowanie 10-latek skoczyło we wtorek z 2,42 proc. do 2,48 proc. i dziś rano wciąż pozostajemy niedaleko kluczowej bariery 2,50 proc. Dla „zbawienia” USD istotne jest, aby rynek stopy procentowej pokazał, że ma wyższe oczekiwania odnośnie inflacji w długim terminie i perspektyw zacieśniania monetarnego. W ostatnich dniach jedną z oznak słabości dolara był rajd cen surowców (ropa naftowa, miedź, złoto, pszenica), które są wyrażone właśnie w amerykańskiej walucie. Ale z wyższymi cenami towarów idzie przeświadczenie o wyższej inflacji w całej gospodarce, a zatem w oddali tli się szansa, że USD odnajdzie argumenty za odzyskaniem siły. Tylko że wyższe ceny surowców oznaczają także potencjał do przyspieszenia inflacji w innych krajach, więc w relatywnym ujęciu coraz trudniej jest się dolarowi wyróżniać. Choć chaos pierwszych taktów nowego roku został opanowany, zagrożenie powrotu przeceny pozostaje.

W takim klimacie interesującym będzie, czy rynek będzie chciał reagować na dane z USA. Od indeksu ISM dla przemysłu oczekuje się podtrzymania listopadowego poziomu 58,2. Wczoraj odczyty z Chin i Europy pokazały, że globalna gospodarka ma się bardzo dobrze, a regionalne wskaźniki koniunktury z USA dają nadzieję na silny odczyt dziś popołudniu. Kłopot w tym, że ostatnimi czasy rynek ograniczył reakcję tylko do danych dotyczących inflacji (i płac). Stąd nawet imponujący wynik może przynieść umiarkowane zadowolenie. Wieczorem protokół z posiedzenia FOMC może zdradzić, co dalej planuje Fed w temacie tempa podwyżek. Z komunikatu i konferencji po grudniowym posiedzeniu dowiedzieliśmy się, że mimo rewizji w górę prognoz PKB po uwzględnieniu reformy podatkowej, Fed dalej widzi miejsce tylko na 3 podwyżki stóp procentowych w 2018 r. Jeśli zapiski wskażą, że Fed skłania się ku pauzie (lub odroczeniu kolejnego kroku np. do czerwca) w oczekiwaniu na odbicie inflacji, będzie to gołębi sygnał. Z drugiej strony pamiętając, że rynek na decyzję FOMC zareagował dość gołębio, mało realne jest, aby drugi raz dyskontował to samo.

Złoty rozpoczął rok od podtrzymania dobrej passy z końcówki grudnia, a wyższy od oczekiwań odczyt PMI dla przemysłu (55,0) w tym nie przeszkadzał. Dziennik gazeta Prawna donosi, że w ostatnich tygodniach 2017 r. Bank Gospodarstwa Krajowego był aktywny na rynku walutowym wymieniając waluty obce na złotego. Większość środków z 3-4 mld zł, jakie BGK wymienił na rynku, miało przypaść właśnie na koniec roku, co na niepłynnym okołoświątecznym rynku mogło mieć wymierny wpływ na kurs. Aktywność BGK nie tłumaczy całkowicie aprecjacji złotego, gdyż słabość USD miała swój korzystny wpływ na postrzeganie walut rynków wschodzących. Nie mniej jednak dodatkowy katalizator w postaci sprzedaży środków rządowych mógł zachwiać równowagą rynkową i wpłynąć na naruszenie istotnych poziomów technicznych. Z drugiej strony podkreślą to zagrożenie dla złotego i większą podatność na odbicie, jeśli zewnętrzne warunki rynkowe ulegną zmianie. Teraz niebezpieczeństwo leży w scenariuszu, kiedy bardzo dobry wydźwięk raportu z rynku pracy USA rozpędzi wzrost rentowności obligacji skarbowych USA ponad 2,50 proc., co negatywnie odbije się na sentymencie względem emerging markets. Na to jednak przyjdzie poczekać do piątku. Dziś rynek będzie patrzył na wstępny CPI z Polski za grudzień, gdzie efekty bazy zbiją inflację z 2,5 proc. do 2,2 proc., tym samym wzmacniając stanowisko gołębi w RPP.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zarobki programistów rosną szybciej niż innych specjalistów. Coraz więcej firm w ofertach pracy podaje dokładne widełki płac

Zarobki programistów rosną szybciej niż innych specjalistów. Coraz więcej firm w ofertach pracy podaje dokładne widełki płac 1

Rośnie liczba firm IT, które w ogłoszeniu o pracę podają widełki wynagrodzeń. Tylko w ten sposób są w stanie przyciągnąć programistów, którzy mogą przebierać w ofertach pracy. W ciągu roku wynagrodzenia w tej branży wzrosły średnio o 7 proc. Na części stanowisk wzrost był jednak znacznie większy. Zarobki programistów z szerokim zakresem znajomości technologicznych poszły w górę o blisko 10 proc. Jeszcze szybciej rosną zarobki senior developerów.

 Wynagrodzenia branży IT w Polsce rosną. Średnio różnica między 2016 a 2017 rokiem to około 7 proc., patrząc na wszystkie kategorie, stanowiska i technologie. Są też stanowiska, gdzie wzrost jest dużo większy, np. ok. 10 proc. w kategorii full stack developerów, czyli programistów z szerokim zakresem znajomości technologicznych, którzy znają się na wszystkim, na front-end i back-end. Trendy w ubiegłym roku były także kategorie DevOps, które notowały wzrost o 10 proc. w stosunku do 2016 roku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Bujok, założyciel firmy No Fluff Jobs.

Średnie zarobki pracowników branży IT i programistów znacznie przekraczają średnie krajowe wynagrodzenia. Dużo jednak zależy od stanowiska i regionu Polski.

– JAVA to technologia, która jest najbardziej popularna jeśli chodzi o polski rynek IT. Tu senior developerzy w Warszawie zarabiają średnio około 16 tys. brutto. Są drobne dysproporcje pomiędzy miastami, np. 15,5 tys. w Krakowie, a 15 tys. we Wrocławiu, ale i tak są to zarobki szokujące Polaków w porównaniu do zarobków w innych branżach – wymienia Bujok.

Z danych No Fluff Jobs wynika, że średnie widełki płacowe dla osób z ponad pięcioletnim doświadczeniem to 11 400 – 16 200 zł. Programiści, którzy dopiero rozpoczynają karierę mogą liczyć na zarobki rzędu 4 900 – 7 700 zł. Specjaliści z obszaru DevOps, innowacyjnego podejścia do zarządzania infrastrukturą projektów IT, mogą zarobić do 14 000 zł.

– Senior developerzy średnio zarabiają ok. 16 tys. brutto, widzimy też bardzo duży wzrost na poziomie 15–20 proc. w średnich oferowanych zarobkach, ale wszystko zależy od lokalizacji, technologii i firmy. Rynek IT w Polsce się rozwija, cały czas potrzeba ludzi, pracodawcy za tym podążają i oferują coraz większe wynagrodzenia – ocenia ekspert.

Najwyższy procentowy wzrost wynagrodzeń odnotowano w ubiegłym roku we Wrocławiu. Średnie zarobki wzrosły tam o 13,4 proc., a na stanowiskach seniorskich – o 16,1 proc. Najniższą dynamikę odnotowano natomiast w Warszawie.

Zdaniem Tomasza Bujoka nawet gwałtowny przyrost liczby informatyków na rynku nie spowodowałby radykalnych obniżek oferowanych pensji.

 Wysokie zarobki informatyków nie wynikają tylko z tego, że jest bardzo mało ludzi na rynku, ale z tego, że jest to bardzo trudny zawód – żeby zostać dobrym informatykiem z dużym doświadczeniem, seniorem, który zarabia 16–18 tys. brutto, to trzeba przepracować swoje na studiach i później w firmie, żeby na taką pozycję się zakwalifikować – ocenia Tomasz Bujok.

Możliwości rozwoju i właśnie zarobki to czynniki, które przede wszystkim przyciągają specjalistów IT. Raport „Sytuacja zawodowa programistów” przygotowany przez IRCenter.com, Connectis i FILTTR wskazuje, że dla 80 proc. specjalistów IT to właśnie wynagrodzenie odgrywa główną rolę przy wyborze pracodawcy. Jednocześnie branża IT należy do tych, które najczęściej podają widełki płacowe w ogłoszeniach.

 Od ponad trzech lat próbujemy zmieniać mentalność polskich pracodawców i odnosimy coraz większy sukces na tym polu. Już ponad tysiąc firm zdecydowało się na naszym portalu publikować widełki w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Widzimy, że jest coraz większa otwartość na to. Wracają do nas firmy, które 2–3 lata temu twierdziły, że nie ma takiej możliwości, teraz przemyśleli temat, uzyskali zgodę zarządu i publikują dane dotyczące zarobków – wskazuje Tomasz Bujok.

Badanie dla HRK Employer Branding wskazuje, że obecnie ok. 19 proc. firm decyduje się publikować dane o wynagrodzeniu już w ogłoszeniu. Jeszcze w 2014 roku było to zaledwie 3,5 proc. (dane GoldenLine). Eksperci podkreślają, że podanie widełek może przyciągnąć więcej kandydatów. Portale rekrutacyjne SMART Recruit Online oraz Jobsite oceniają, że dodanie takiej informacji wpłynęło na wzrost zainteresowania ofertami o 30 proc.

– Jeżeli ktoś nie publikuje widełek czy szczegółów technologicznych, bardzo trudno o aplikacje. Mając kilka kontaktów od rekruterów w miesiącu z różnymi ofertami, nikt nie będzie aplikował na ofertę, gdzie poszukuje się po prostu „młodej, dynamicznej osoby do pracy w interesującym projekcie”. W innych branżach nie widzimy jeszcze takiej rewolucji. Rynek IT to rynek pracownika, w związku z czym firmy próbują się do tego dostosowywać – mówi założyciel No Fluff Jobs.

Polscy producenci żywności umacniają swoją pozycję na europejskich rynkach. Co piąta firma zamierza to robić przez fuzje i przejęcia

Polscy producenci żywności umacniają swoją pozycję na europejskich rynkach. Co piąta firma zamierza to robić przez fuzje i przejęcia 2

18 proc. polskich firm z sektora spożywczego planuje w ciągu trzech najbliższych lat dokonać fuzji lub przejęcia w celu dalszej ekspansji eksportowej – wynika z raportu KPMG. Dla części z nich taki ruch to element strategii umacniania pozycji na rynkach zagranicznych, m.in. dzięki dostępowi do lokalnych surowców, kanałów dystrybucji, a także przejęciu rozpoznawanej przez konsumentów lokalnej marki. W 2017 roku wpływy z eksportu towarów rolno-spożywczych – według prognoz Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – były wyższe o 8 proc. względem 2016 roku i wyniosły 26,3 mld euro.

Przemysł spożywczy kreuje dzisiaj 13 proc. całego polskiego eksportu. Ponadto jest to eksport lokowany na bardzo wymagających rynkach Europy Zachodniej. W mojej ocenie wszyscy, którzy uczestniczą w projekcie „rozwój polskiej gospodarki spożywczej”, powinni być z tego dumni – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zenon Daniłowski, prezes grupy Makarony Polskie.

Jak w październiku ubiegłego roku prognozowali eksperci IERiGŻ, 2017 rok miał być znacznie lepszy niż poprzedni – po wzroście o 8 proc. wpływy z eksportu miały sięgnąć 26,3 mld euro. Nadwyżka nad importem według tych szacunków miała się zwiększyć o 1 mld euro (do 8 mld). Z kolei w I połowie tego roku wartość eksportu może wzrosnąć o 5,2 mld euro w ujęciu rocznym (do 13,5 mld euro).

Największą popularnością na zagranicznych rynkach cieszą się polskie mięso, produkty zbożowe i cukiernicze (stanowią łącznie ponad 40 proc. eksportu). Najważniejszym rynkiem dla polskich eksporterów są kraje Unii Europejskiej – trafia do nich 81,2 proc. całej sprzedaży zagranicznej. Głównym odbiorcą są Niemcy (trafia tam 22 proc. całego eksportu polskiej żywności).

Żywność z Polski na zagranicznych rynkach cieszy się coraz większym uznaniem i jest kojarzona z wysoką jakością. Co drugi przedsiębiorca z tego sektora uważa, że polskie pochodzenie sprzyja popularności rodzimych produktów za granicą. Według badań KPMG, aż 90 proc. polskich eksporterów rozpoczęło sprzedaż na rynki zagraniczne, kierując się dużym zainteresowaniem tamtejszych klientów. Sukcesy w sprzedaży zagranicznej to efekt zachodzących zmian w branży.

W biznesie spożywczym w ciągu ostatnich 25 lat firmy przeszły długą drogę od małych, słabo wyposażonych i niedoinwestowanych przedsiębiorstw. Pojęcia takie jak marketing czy sprzedaż nie były znane, bo każdy produkt sprzedawał się sam, trzeba było go tylko dostarczyć. Od strony technicznej nastąpiła wielka ewolucja, podobnie z punktu widzenia marketingu, zarządzania, jak również naszej mentalności. Dzisiaj menadżerowie i osoby kierujące firmami spożywczymi to profesjonaliści. Nie ma już miejsca dla zarządzania firmą na wyczucie, należy po prostu być fachowcem – mówi Zenon Daniłowski.

Ważnym elementem zagranicznej ekspansji polskich producentów są fuzje i przejęcia – prawie co piąta firma (18 proc.) planuje aktywność w tym obszarze w ciągu trzech najbliższych lat. Zwykle obejmuje ona rynki Europy Środkowo-Wschodniej.

Pytanie: kiedy wchodzić w projekty konsolidacyjne? Z mojej wiedzy i doświadczeń wynika, że firma musi mieć już pewną skalę produkcji. To musi być duża firma produkcyjna lub handlowa, ponieważ dla małej firmy korzyści z konsolidacji nie będą duże, ona po prostu zostanie wchłonięta przez molocha –mówi Zenon Daniłowski.

Prezes grupy Makarony Polskie, jednego z największych na polskim rynku producentów, ocenia, że proces konsolidacji powinien mieć wyraźnego lidera i będzie efektywny, pod warunkiem że oba podmioty będą mieć odpowiednią skalę, będą dobrze przygotowane i będą mieć jasno nakreślone cele.

Nie można przeprowadzić konsolidacji dwóch firm, które są w trudnej sytuacji albo nie mają wyraźnej kadry menadżerskiej z wizją rozwoju. Konsolidacja musi tworzyć nową jakość, wprowadzać do firmy wartość dodaną – nie można przeprowadzać jej za wszelką cenę, tylko dlatego, że rynek uważa ją za coś dobrego – mówi Zenon Daniłowski. – W naszym przypadku konsolidacja czy akwizycja na krajowym rynku byłaby bardzo trudna, ponieważ partnerzy, z którymi moglibyśmy rozmawiać, to firmy dużo mniejsze. Myślimy raczej o konsolidacji z podmiotami z krajów ościennych, gdzie mamy w miarę zbliżony potencjał produkcyjny i kulturę organizacyjną, jak również wspólne rynki, więc tam można osiągnąć synergię.

Jak wynika z raportu KPMG, większość firm planujących akwizycję lub przejęcia w celu dalszej ekspansji eksportowej jako główny powód takiej strategii podaje dostęp do lokalnych zakupów surowców. Inne wskazywane przyczyny to przejęcie lokalnego zakładu produkcyjnego, wejście w posiadanie marki rozpoznawanej na rynku docelowym, a także przejęcie kanałów dystrybucji.

Przenośne urządzenie USG zrewolucjonizuje diagnostykę chorób. Badanie będą mogli przeprowadzić lekarze pierwszego kontaktu, fizjoterapeuci czy zespoły ratunkowe

Przenośne urządzenie USG zrewolucjonizuje diagnostykę chorób. Badanie będą mogli przeprowadzić lekarze pierwszego kontaktu, fizjoterapeuci czy zespoły ratunkowe 3

USG jest najczęściej wykonywanym badaniem obrazowym we współczesnej medycynie. Pozwala bezinwazyjnie zajrzeć w głąb ciała człowieka i zdiagnozować wiele schorzeń. Aparaty USG zapewniają coraz lepszą jakość obrazu przy coraz mniejszych rozmiarach urządzenia, a rewolucją w diagnostyce są nowe, przenośne ultrasonografy, które współpracują ze smartfonami i tabletami. Badanie można wykonać wszędzie, również w domu. Jeśli z tej możliwości zaczną korzystać lekarze pierwszego kontaktu, znacznie usprawni to diagnostykę chorób. Wczesna diagnostyka odgrywa niebagatelną rolę chociażby w poprawie skuteczności leczenia chorób onkologicznych.

 W diagnostyce dokonuje się przełom. Jeżeli uda nam się zmienić sposób myślenia lekarzy o przejściu na diagnostykę obrazową, to na pewno wygramy z wieloma problemami, które mają nasi pacjenci – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. n. med. Wojciech Kosiak, lekarz pediatra, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Ultrasonograficznego, który wspólnie z innymi ekspertami dyskutował nt. przyszłości USG podczas Kursu Ultrasonografii Mobilnej w Warszawie.

Badanie ultrasonograficzne to podstawa diagnostyki w medycynie. Całkowicie nieinwazyjne pozwala odkryć wiele ciężkich chorób, m.in. układu pokarmowego, oddechowego, krążenia, mięśniowo-szkieletowego, endokrynnego, postawić prawidłową diagnozę i określić leczenie. Teoretycznie każdy lekarz może przeprowadzić takie badanie. W praktyce jednak lekarz rodzinny jedynie kieruje na specjalistyczne badania, bo nie ma możliwości przeprowadzenia dokładniejszych badań.

– Technika miniaturyzacji i rozwój, który idzie w kierunku dostępności aparatów dla poszczególnych lekarzy, są kluczem do sukcesu w ultrasonografii. Nie na poziomie klinicznym, ale już na etapie lekarza podstawowego – przekonuje Wojciech Kosiak.

– USG jest niezwykle ważne w codziennej pracy lekarza rodzinnego, ponieważ pozwala na bardzo wysokim poziomie pewności weryfikować to, co wynika z badania fizykalnego. A przecież my nie możemy tego organu dotknąć – dodaje prof. Jarosław Drobnik, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Urządzenia do badania USG, początkowo wielkości szafy, na przestrzeni ostatnich lat stały się coraz mniejsze, jednocześnie zachowując wysoką jakość obrazu. Dziś produkowane urządzenia są lekkie i poręczne, dzięki czemu badanie USG można wykonać już nie tylko w gabinetach lekarskich, lecz także wówczas, gdy potrzebna jest szybka diagnostyka, np. na miejscu wypadku.

– Dzięki temu, że możemy to urządzenie mieć ze sobą, jest możliwość wykonania szybkiego i prostego badania USG, oceny ultrasonograficznej pacjenta właściwie w każdym momencie – przy jego łóżku w szpitalu czy podczas wizyty domowej lub w innych okolicznościach. Będąc lekarzem, mając umiejętność wykonania badania USG, warto mieć to urządzenie przy sobie – podkreśla Karol Wesołowski, dyrektor biznesu ultrasonografii w Philips.

Philips Lumify, mobilny ultrasonograf, opiera się na głowicy podłączonej do urządzenia mobilnego, wystarczy tylko pobrać specjalną, bezpłatną aplikację.

– Urządzenie dedykujemy przede wszystkim lekarzom podstawowej opieki zdrowotnej, ponieważ wierzymy, że to urządzenie może się przyczynić do lepszej diagnostyki pacjenta już na pierwszej wizycie. Chcielibyśmy, by Philips Lumify był używany przez pediatrów, lekarzy medycyny rodzinnej, internistów, czyli tych lekarzy, którzy widzą pacjenta jako pierwsi – zapowiada Wesołowski.

Urządzenie można wykorzystać m.in. w badaniach tarczycy, wątroby, nerek, serca, płuc, naczyń krwionośnych, tkanek miękkich czy woreczka żółciowego, a nawet węzłów chłonnych..

– Ultrasonografia mobilna zmienia cały obraz diagnostyczny, nie tylko w ultrasonografii, lecz także całej diagnostyce obrazowej. Być może doczekamy się czasów, kiedy lekarz będzie mieć zawieszony na szyi zarówno stetoskop, jak i ultrasonograf mobilny. Prędzej czy później ultrasonografia powinna być pierwszą bramką diagnostyczną na świecie – przekonuje Marcin Bruszewski, dyrektor generalny Philips Health System w Polsce.

Im mniejsze urządzenie, bardziej mobilne, tym większa szansa na jego zastosowanie w gabinetach lekarzy pierwszego kontaktu czy w zespołach ratunkowych. Do oceny stanu zdrowia nie będzie konieczna wizyta w szpitalu czy czekanie w kolejkach na diagnozę, w ten sposób będzie ona możliwa niemal od ręki. Lekarze zaś w ten sposób będą mogli oprzeć diagnozę na wynikach badania obrazowego.

Sektor finansowy czeka w 2018 roku karuzela legislacyjna. W utrzymaniu równowagi na rynku może pomóc zaawansowana analityka

Sektor finansowy czeka w 2018 roku karuzela legislacyjna. W utrzymaniu równowagi na rynku może pomóc zaawansowana analityka 4

Ten rok będzie rewolucyjny dla branży finansowej. Banki i ubezpieczycieli czeka szereg nowych regulacji i zmian legislacyjnych, które radykalnie wpłyną na prowadzenie działalności. Wiodącym tematem będzie generowanie przychodów i zysków przy jednoczesnym zapewnieniu zgodności z obowiązującymi normami prawnymi oraz właściwe zarządzanie ryzykiem. Dla wielu podmiotów to wyzwanie, w którym może pomóc zaawansowana analiza danych. Sektor finansowy i telekomunikacja to branże, które korzystają z tego podejścia w największym stopniu.

2018 rok na pewno będzie pełen wyzwań w obszarze zarządzania ryzykiem. Już od 1 stycznia banki są zobowiązane do wypełnienia Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej, zwanych również IFRS 9. To proces skomplikowany technologicznie i biznesowo. Wprowadza wiele różnych zmian w stosunku do obecnych systemów wykorzystywanych przez banki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Libuda, Business Solutions Manager w SAS Polska.

Nowa regulacja IFRS9 zmienia fundamentalnie zasady klasyfikacji i wyceny instrumentów finansowych. Wprowadza inną metodykę szacowania odpisów z tytułu utraty wartości i ujmowania strat kredytowych. Nowy standard rachunkowości wymaga od banków gruntownych przygotowań do jego wdrożenia.

– Drugim tematem, który pojawi się w 2018 roku, jest Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, które dotyczy nie tylko banków, ale również innych instytucji gromadzących i przetwarzających dane osobowe klientów. Wiele instytucji zaczęło się przygotowywać do realizacji tych wymagań już w 2017 roku, ale te prace będą trwały praktycznie do momentu wejścia w życie rozporządzenia – mówi Łukasz Libuda.

Dla wszystkich podmiotów, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe swoich klientów, RODO oznacza gruntowne zmiany. Banki będą musiały m.in. wymienić większość formularzy, klauzul i zgód na przetwarzanie takich informacji, wprowadzić systemy IT gwarantujące bezpieczeństwo, zweryfikować pod tym kątem wszystkie procesy i każdorazowo prosić swoich klientów o zgodę na przetworzenie ich danych. Na wniosek klienta, będą też musiały usunąć wszelkie wzmianki o nim ze swoich systemów informatycznych. RODO oznacza dla sektora bankowego duże wyzwania techniczne i organizacyjne.

Ekspert SAS Polska zauważa, że ten rok będzie rewolucyjny także dla sektora ubezpieczeń. Oprócz RODO, zacznie obowiązywać IDD, czyli dyrektywa o dystrybucji ubezpieczeń oraz PSD2, czyli dyrektywa regulująca rynek płatności. Wszystkie trzy wymagają mocnego wsparcia technologicznego oraz automatyzacji procesów.

– Kolejną zmianą będą Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej MSSF 17, które – jak już wiadomo – wprowadzą dużo zmian zarówno w procesach, jak i systemach w branży ubezpieczeniowej. Niektóre podmioty rozpoczną prace nad tym tematem już w 2018 roku, mimo że on będzie wymagany za kilka lat – mówi Łukasz Libuda.

Nowy standard sprawozdawczości MSSF 17 zacznie obowiązywać dopiero od stycznia 2021, ale – jak podkreśla ekspert SAS – zamiany będą na tyle duże, że ubezpieczyciele powinni zacząć przygotowywać się do nich już teraz. MSSF 17 wprowadzi zupełnie nowe podejście w rozpoznawaniu przychodów oraz zysku i strat w okresie świadczenia usług ubezpieczeniowych. Jego celem jest zagwarantowanie przejrzystości i porównywalności sprawozdań finansowych poszczególnych ubezpieczycieli. Z obiegu wypadną dotychczas stosowane miary, takie jak wysokość składki przypisanej.

Gorącym tematem w ubezpieczeniach będzie też nieco zapomniane zarządzanie ryzykiem operacyjnym, które wiąże się z tematyką governance, risk, compliance, czyli de facto spełnieniem regulacji, wymogów wewnętrznych i zewnętrznych w zakresie prowadzonej działalności – mówi Łukasz Libuda.

Jednym z wiodących trendów w ubezpieczeniach w 2018 roku będzie podejmowanie decyzji dotyczących sprzedaży i wyceny produktu dla klienta w czasie rzeczywistym, w oparciu o informacje pochodzące z wielu baz danych. Tutaj szansę dla ubezpieczycieli stwarza dyrektywa PSD2, która wprowadzi usługę dostępu do informacji o rachunku (AIS – account information service). Dzięki niej ubezpieczyciele zyskają dostęp do danych zarezerwowanych do tej pory wyłącznie dla banków (np. dane transakcyjne, informacje zgromadzone na rachunku bankowym). To pozwoli lepiej profilować ofertę pod kątem konkretnego klienta.

– W ubezpieczeniach ważne będą te zagadnienia, które dotyczą generowania jak największych przychodów i zysków, przy ograniczeniu ryzyka prowadzonej działalności. Z tym wiążą się systemy, które pozwalają na podejmowanie automatycznych decyzji biznesowych w zakresie dosprzedania nowych produktów dla klienta. Jest oczekiwanie, żeby te systemy działały w czasie rzeczywistym, bazując na wiedzy o kliencie i informacjach pozyskiwanych np. z BIK czy wywiadowni gospodarczych – mówi Łukasz Libuda.

Przedstawiciel SAS Polska zauważa, że analityka ma coraz większe znaczenie w zarządzaniu szeroko pojętym ryzykiem, wspiera podejmowanie decyzji biznesowych i pomaga sprostać wyzwaniom rynkowym. Sektor finansowy, czyli banki i ubezpieczyciele, ale też na przykład telekomunikacja – to branże, które korzystają z niej w największym stopniu.

– Decyzje są podejmowane na bazie modeli analitycznych czy rozbudowanych kart scoringowych. W innych branżach analityka dopiero zaczyna się pojawiać, ale jedno jest pewne – podmioty, które jeszcze nie korzystają z rozwiązań analitycznych widzą już, że kryją one dużą potęgę, dużą wartość dodaną. W wielu firmach powstają pełne ekosystemy analityczne, które towarzyszą procesom biznesowym na każdym etapie, a analityka towarzyszy podejmowaniu decyzji i prowadzeniu biznesu od samego początku. Można już mówić o trendzie podejmowania decyzji bazujących na analityce – mówi Łukasz Libuda.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie SAS, biznes coraz powszechniej korzysta z analizy danych i rozwiązań klasy big data, aby prześcignąć konkurencję i tworzyć nowe modele biznesowe. Ten segment rozwija się w tempie sześciokrotnie szybszym niż cała branża IT, a biznes coraz wyraźniej dostrzega, że analiza metadanych decyduje dzisiaj o bezpieczeństwie i konkurencyjności firmy oraz satysfakcji jej klientów.

Analityka musi być szybka, sprawna, działać na dużych wolumenach danych i musi kompleksowo obejmować tematy biznesowe. Tylko wtedy firma może być pewna, że podejmuje właściwe decyzje ze wszystkich perspektyw, czyli z perspektywy ryzyka, nadużyć i marketingu. W dzisiejszych czasach niskich marż, gdzie klientów dobrych i najlepszych już praktycznie nie ma, liczy się każda informacja, która pozwoli podjąć dobrą decyzję biznesową. W tym kierunku firmy powinny podążać – mówi Łukasz Libuda.

Kiedy w Polsce powstanie elektrownia atomowa?

Pomimo tego, że formalnie według oficjalnego rządowego dokumentu „Polskiej Polityki Energetyki Jądrowej” (PPEJ) polska elektrownia atomowa powstaje, nadal nie ma jednoznacznej i operacyjnej decyzji w tym temacie.

– O ile panuje generalna zgoda w rządzie, że trzeba energię atomowa budować, to wśród ministrów znajduje się także minister środowiska, który jednak jest przeciwko tego rodzaju energetyce. Do rozstrzygnięcia może dojść wraz z dawna zapowiadaną rekonstrukcją nowego rządu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, Redaktor Naczelny BiznesAlert.

Możemy zatem spodziewać się, że jeżeli w ramach rekonstrukcji rządu dojdzie do pewnego rodzaju przetasowania kompetencji i wpływ obecnego ministra środowiska na politykę energetyczną zostanie ograniczony, możemy oczekiwać, że decyzja zapadnie już niebawem. Jest to bardzo istotne ze względu na deklaracje rządu odnośnie terminów budowy elektrowni, która miałaby powstać do 2031 roku – zatem czas na rozpisanie i rozstrzygniecie przetargu oraz budowę samej elektrowni jeszcze jest, ale nie ma go zbyt wiele.

– Jeżeli liczymy, że sama budowa może potrwać dekadę, to decyzje trzeba podejmować możliwie szybko – dodaje Jakóbik.

Z informacji Ministerstwo Energii wynika, że obecnie na całym świecie pracuje ponad 400 reaktorów jądrowych, odpowiadających za około 11 proc. światowej produkcji energii elektrycznej. Reaktory te nie powodują emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Dzięki rozwojowi energetyki jądrowej w Polsce możliwe będzie zaspokojenie rosnącego zapotrzebowania na energię, z poszanowaniem środowiska i ochrony klimatu.

W 2018 roku możliwe kłopoty i upadłości w branży budowlanej

Branża budowlana to bardzo duży i ważny sektor, od dłuższego czasu kluczowy dla gospodarki. Bieżący rok i najbliższe dwa lata także będą bardzo istotne dla budowlanki. To ze względu na wielkie projekty infrastrukturalne – dokończenie budowy sieci autostrad i dróg ekspresowych z aktualnej perspektywy unijnej oraz modernizacja kolei, której nie udało się zrealizować w minionej perspektywie.

– Branża długo czekała na nowe środki. Przygotowała się na przyjęcie nowych projektów. Otwarcie kopert z przetargami trwało jednak dość długo ze względu na wybory i zmianę władzy. W międzyczasie okazało się, że – paradoksalnie ze względu zdecentralizowanie decyzyjności – doszło do tego, że inwestycje zaczęły sobie nawzajem przeszkadzać  powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes – Powstała sytuacja, że nie można dostarczyć wystarczającej ilości kruszywa na budowy dróg, ponieważ w tym samym czasie modernizowane są główne szlaki infrastruktury kolejowej, którymi jest ono transportowane. Rok 2018 będzie trudny dla branży. Większość kontraktów podpisanych przez ostatnie dwa lata wejdzie w etap intensywnego wykonawstwa. Część projektowa jest już zakończona. Budowa musi odbywać się w pośpiechu, ponieważ termin jest istotnym parametrem, który może poprawić wynagrodzenie wykonawców. Będą oni chcieli ukończyć projekty jak najszybciej, ale fizycznie mogą nie być w stanie. Branża budowlana może przejść kryzys, podobnie jak w 2012 roku. Nie da się zrobić wszystkiego tak szybko za takie pieniądze. To parametry, które wzajemnie się wykluczają. Fizycznie nie można dostarczyć na czas materiałów, a koszty pracy są coraz wyższe. Przetargi wygrywa się po zupełnie innych cenach, a kwestia indeksacji w kontraktach zapisana jest ogólnie i podlega swobodnym negocjacjom między zamawiającym a wykonawcą. W takiej sytuacji, nawet przy dobrej woli obu stron, proces będzie rozciągał się w czasie. Będziemy mieli coraz większą liczbę dyskusji z czyjej winy kontrakt został zakończony z opóźnieniem. Ważne będzie podejście zamawiającego, czyli państwa. Jeżeli zechce zaoszczędzić po to, aby zbudować jak najwięcej – położy to resztki polskich firm budowlanych. Cała branża uważana jest za najbardziej ryzykowną w polskiej gospodarce. Najbliższy rok nie przyniesie przełomu w tym zakresie. Spodziewane są kolejne kłopoty i upadłości w tym sektorze – ocenił Starus.

Przemysł w strefie euro w świetnej kondycji, u nas w dobrej

W grudniu 2017 r. wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego wzrósł do poziomu 55,0 z 54,2 w listopadzie. Natomiast wskaźnik PMI Sektora Przemysłowego w strefie euro wzrósł do poziomu 60,6 z 60,1 w listopadzie – podał Markit.

Przemysł w strefie euro zakończył 2017 r. świetnymi wynikami. To, co z punktu widzenia polskiej gospodarki i polskiego przemysłu najważniejsze, najsilniejszy był w strefie euro wzrost produkcji dóbr inwestycyjnych. To oznacza, że gospodarki Austrii, Niemiec, Holandii, Irlandii, Francji, Włoch, Hiszpanii, Grecji inwestują, co świadczy dobrze o bieżącej koniunkturze gospodarczej, a przede wszystkim o prognozach na przyszłość. Dane płynące z poszczególnych gospodarek strefy euro wskazują na dalszą poprawę sytuacji właściwie we wszystkich obszarach. Rośnie produkcja, nowe zamówienia, zatrudnienie.

Z jednej strony to doskonałe informacje dla polskich przedsiębiorstw, bo strefa euro odbiera prawie 60 proc. naszego eksportu towarów. Możemy zatem liczyć na dalszy silny wzrost sprzedaży na rynki UE, w tym do krajów strefy euro. Z drugiej strony rynki krajów strefy euro, szczególnie w Niemczech i Francji, sygnalizują silny wzrost zatrudnienia, a tym samym także w przyszłości rosnący popyt na pracowników. To może niestety zwiększyć zainteresowanie Polaków pracą w tych krajach. Przy i tak już bardzo niskim poziomie bezrobocia w Polsce (4,6 proc.; BAEL), obniżeniu wieku emerytalnego, co już zmniejszyło i będzie nadal zmniejszać liczbę osób aktywnych zawodowo, polskie firmy mogą mieć coraz większe problemy z rozwojem i wykorzystywaniem szans płynących z tak dobrej koniunktury u wszystkich naszych europejskich partnerów biznesowych.

Tym bardziej, że PMI dla polskiego przemysłu przetwórczego, także bardzo dobry w grudniu 2017 r., informuje że zatrudnienie w tym sektorze w dalszym ciągu rośnie (w grudniu najszybciej od 7. miesięcy). Za chwilę nie będzie już osób chętnych do pracy. Rząd chyba nie chce tego dostrzec, bo nie pomaga chociażby przez zdecydowane uproszczenie i przyspieszenie zatrudniania cudzoziemców. Szczególnie specjalistów, osób z wysokimi kwalifikacjami i kompetencjami.

PMI sygnalizuje nie tylko ryzyko związane z brakiem pracowników w polskiej gospodarce, ale także wskazuje na konsekwencje ciągle w 2017 r. niskiej skłonności przedsiębiorstw do inwestycji – opóźnienia dostaw były jednymi z największych od 7 lat, rosnący popyt na komponenty do produkcji wpłynął na wzrost kosztów produkcji (sygnalizowany prawie w całym 2017 r.), rosły ceny wyrobów gotowych.

Grudniowy PMI tak dla polskiego przemysłu, jak i dla przemysłu w strefie euro daje powody do pozytywnych prognoz na 2018 r. Ale też wskazuje na ryzyka – brak pracowników, rosnące koszty i ceny, a tym samym inflację. To nie pozostanie bez wpływu na dochody realne gospodarstw domowych i może zmniejszyć ich skłonność do konsumpcji. Tymczasem to wysoka skłonność do konsumpcji w ostatnich 2 latach była motorem wzrostu gospodarczego w Polsce.
Aby te ryzyka nie zmaterializowały się przedsiębiorstwa muszą zacząć znacznie więcej inwestować. I to w nowe technologie, modernizować swój aparat wytwórczy, uruchamiać projekty badawczo-rozwojowe, inwestować w innowacje. A rząd musi im to ułatwiać z wyprzedzeniem prezentując swoje plany, w tym przede wszystkim plany regulacyjne. I nie ograniczając i tak niskiego potencjału kapitałowego polskich firm przez nakładanie kolejnych podatków i kolejnych obciążeń administracyjnych.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Czym mogą zaskoczyć rynki w 2018 roku?

Czy mogą zaskoczyć rynki w 2018 roku? To pytanie sobie niemal każdy inwestor. Solidne fundamenty polskiej gospodarki, które wyłaniają się z bieżących danych, pozwalają patrzeć z optymizmem na nadchodzące kwartały. W 2018 roku średnie tempo wzrostu PKB powinno wynieść 3,9 proc. Będzie to mniej niż 4,4 proc. zakładane na ten rok, ale wciąż świadczy o bardzo dobrej sytuacji. Wzrost konsumpcji może spowolnić, gdyż utracimy efekt różnicy w pełnym oddziaływaniu programów polityki społecznej, ale systematyczna poprawa sytuacji na rynku pracy zapewni dopływ dodatkowego dochodu rozporządzalnego dla gospodarstw domowych.

– W inwestycjach możemy spodziewać się umiarkowanego przyspieszenia, choć głównie po stronie aktywności samorządów przed jesiennymi wyborami. Dalej z inwestycjami ociąga się sektor prywatny, nawet pomimo możliwości posiłkowania się środkami unijnymi. Bez wyraźnych zmian lub zachęt po stronie polityki gospodarczej, które przebudziłyby kapitał prywatny, spodziewamy się wzrostu inwestycji w tym segmencie poniżej przeciętnej – mówi Konrad Białas, Główny Ekonomista DM TMS Brokers S.A.

Bezrobocie dalej powinno maleć, a stopa bezrobocia powinna spaść do 6,1 proc., co byłoby najlepszym wynikiem od 1990 r. Pomimo tego nie przewidujemy eksplozji w dynamice wynagrodzeń. Nasze obawy krążą wokół wydatków przedsiębiorstw na środki trwałe, które jeśli pozostaną na niskim poziomie, będą hamować przyrost nowych miejsc pracy, a zatem i popyt na pracę może być słabszy. W rezultacie przy braku przebudzenia presji płacowej oczekujemy stabilizacji inflacji blisko celu inflacyjnego NBP, tj. 2,5 proc. Prognozujemy, że średnioroczna inflacja CPI wyniesie 2,1 proc., co jednak pozostanie pokłosiem drożejącej żywności oraz paliw na rynkach światowych – mówi Konrad Białas, Główny Ekonomista z DM TMS Brokers S.A.

Najsilniejszy skok cen konsumenta powinien być obserwowany pod koniec drugiego kwartału do 3 proc. Ogólnie jednak trendy inflacyjne nie powinny niepokoić Rady Polityki Pieniężnej i nie zakłócać strategii forsowanej przez prezesa NBP Adama Glapińskiego, że stopy procentowe nie zostaną podwyższone do końca 2018 r.

Silne fundamenty polskiej gospodarki pozornie powinny dawać siłę polskiemu złotemu w nadchodzących kwartałach. Czynnikiem równoważącym, jeśli nie chwilami przeważającym, będzie bierna postawa RPP w dobie podwyżek stóp procentowych za granicą. Pogorszenie relatywnej atrakcyjności odsetkowej inwestycji w złotym może zagrażać stabilności waluty. Zakładamy osłabienie złotego do 4,30 w 2018 r.

Podważenie podlegania ubezpieczeniom przez ZUS – postępowanie i konsekwencje

Magdalena Drzewińska, ekspert wFirma.pl
Magdalena Drzewińska, ekspert wFirma.pl

Podważenie podlegania ubezpieczeniom przez ZUS ma na celu udowodnienie pozorności zawartej umowy, w celu skorzystania z zasiłku. Postępowanie to ma miejsce najczęściej w przypadku pracowników zatrudnionych na umowę o pracę, gdzie istnieją podejrzenia, że umowa o pracę została zawarta właśnie na potrzeby skorzystania z zasiłku. Jak wyjaśniają eksperci wFirma.pl, kontrole ZUS nie skupiają się jednak wyłącznie na stwierdzeniu pozorności zawartej umowy o pracę. Kontrola może dotyczyć także zawartych umów o dzieło w kontekście przedmiotu zawartej umowy. Zakres kontroli w celu podważenia podlegania ubezpieczeniom obejmuje także osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą.

Podważenie podlegania ubezpieczeniom ZUS w przypadku umowy o pracę

Z tytułu zawartej umowy o pracę pracodawca jest objęty obowiązkiem opłacania za pracownika wszystkich składek społecznych, a także składki zdrowotnej. Obowiązki te regulują ustawy, odpowiednio ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych i ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Zgłoszenie do ubezpieczeń następuje pierwszego dnia podjętego zatrudnienia i ustaje od dnia następnego po ostatnim dniu pracy.

 

Dla ZUS, w kontekście ustalenia prawidłowości podlegania ubezpieczeniom, kluczowe jest nie to, czy umowa o pracę została zawarta np. w następstwie podpisania dokumentu umowy, a to, czy strony zawierające taką umowę, miały zamiar pracę świadczyć (obowiązek pracownika) i ją wynagradzać (obowiązek pracodawcy) – tłumaczy Magdalena Drzewińska, ekspert wFirma.pl. Szczegóły dotyczące definicji stosunku pracy, która pomaga odróżnić zatrudnienie pozorne od faktycznego, wynikają z art. 22 Kodeksu pracy, gdzie przez nawiązanie stosunku pracy rozumie się zobowiązanie pracownika do wykonania określonego rodzaju pracy na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem, w miejscu i czasie określonym przez pracodawcę – dodaje.

 

Jeżeli w trakcie postępowania ZUS stwierdzi, że wyżej wymienione warunki zawarcia umowy o pracę nie zostały spełnione, może zakwestionować podleganie ubezpieczeniom. Zawarta umowa potraktowana zostaje jako umowa pozorna, bądź zawarta w celu obejścia prawa. O pozorności umowy o pracę szerzej mówi art. 83 § 1 Kodeksu cywilnego: “Nieważne jest oświadczenie woli złożone drugiej stronie za jej zgodą dla pozoru. Jeżeli oświadczenie takie zostało złożone dla ukrycia innej czynności prawnej, ważność oświadczenia ocenia się według właściwości tej czynności.” O umowach zawartych w celu obejścia prawa mówi art. 58 § 1 Kodeksu cywilnego, który brzmi: “Czynność prawna sprzeczna z ustawą albo mająca na celu obejście ustawy jest nieważna, chyba że właściwy przepis przewiduje inny skutek, w szczególności ten, iż na miejsce nieważnych postanowień czynności prawnej wchodzą odpowiednie przepisy ustawy.”

 

Najczęstsze przypadki kontrolowane przez ZUS

W następstwie uznania przez ZUS umowy o pracę za pozorną, zawartą w celu nabycia praw do ubezpieczeń społecznych, zatrudniony może zostać wyłączony z ubezpieczeń pracowniczych i stracić prawa mi. do świadczeń chorobowych. W nawiązaniu do powyższego szczególną uwagę Zakład Ubezpieczeń Społecznych przywiązuje do zatrudnienia kobiet w ciąży. Podejrzenia budzi fakt podjęcia pracy bezpośrednio przed terminem porodu, lub udania się pracownicy na zwolnienie lekarskie, z powodu choroby w ciąży.

 

Warto zwrócić uwagę, że sam fakt podjęcia pracy przez kobietę ciężarną nie jest interpretowany jako chęć wyłudzenia świadczeń chorobowych. Uwagę ZUS przykuwa, np. podwyższenie wynagrodzenia pracownicy, która przedłożyła zaświadczenie lekarskie potwierdzające fakt przebywania w ciąży. Takie działanie może zostać przez ZUS odczytane jako mające na celu podwyższenie podstawy zasiłku chorobowego, a w późniejszym terminie zasiłku macierzyńskiego, wypłacanego przez Zakład.

 

– Zgłoszenie do ubezpieczeń społecznych osoby, której brakuje okresu zatrudnienia w celu nabycia świadczeń emerytalno-rentowych, również może budzić podejrzliwość Zakładu. Stwierdzone naruszenia prowadzić mogą nawet do konieczności zwrotu przez pracownika wypłaconych zasiłków, wraz z odsetkami – twierdzi ekspert.

Kolejnym przypadkiem kontrolowanym przez organ rentowy jest zawieranie umowy z pracownikiem, który po podjęciu pracy udaje się na urlop wychowawczy, bądź zwolnienie lekarskie. W obu przypadkach może dojść do podejrzeń, że celem zawarcia umowy nie było świadczenie pracy, czego konsekwencją może być podważenie zasadności zgłoszenia pracownika do ubezpieczeń społecznych. W tym zakresie szczególnie często kontrolowane są firmy zatrudniające członków rodziny, gdyż Zakład tam najczęściej identyfikuje zawarte umowy w celu wyłącznie skorzystania z ubezpieczeń, a nie faktycznego świadczenia pracy.

Postępowanie w przypadku podważenia przez ZUS podlegania ubezpieczeniom

W toku kontroli prowadzonej przez ZUS pracodawca ma możliwość dowiedzenia, że zawarcie umowy o pracę miało na celu świadczenie pracy, oraz tego, że praca faktycznie została wykonana. Może on w związku z powyższym przedstawić dowody potwierdzające te fakty. Takimi dowodami są między innymi zeznania świadków, podpisane listy obecności, efekty pracy pracownika, np. stworzone dokumenty, wysłane maile. Kolejnym sposobem potwierdzenia wykonywania pracy mogą być nagrania monitoringu. Jeżeli kontrola prowadzona przez ZUS zakończy się wydaniem decyzji o niepodleganiu przez pracownika ubezpieczeniom społecznym, pracodawca i pracownik mają miesiąc na złożenie odwołania do właściwego sądu za pośrednictwem ZUS. W toku postępowania sądowego badana jest dokumentacja pracownicza, ale także lekarska, jeżeli podważenie zasadności podlegania ubezpieczeniom dotyczy próby wyłudzenia zasiłku.

Jeżeli pomimo odwołania sąd utrzyma decyzje ZUS konieczne będzie wyrejestrowanie pracownika z ubezpieczeń z dniem dokonania zgłoszenia. Jeżeli wypłacone zostały świadczenia to konieczny będzie ich zwrot do ZUS. W następstwie wyrejestrowania z ubezpieczeń z datą wsteczną, płatnik składek będzie zobowiązany do przekazania korekt deklaracji rozliczeniowych ZUS DRA. Jeżeli zakwestionowanie przez ZUS dotyczyć będzie wyłącznie wysokości wynagrodzenia, zostanie wydana decyzja ustalająca podstawę wysokości składek, zwykle w kwocie wynagrodzenia na podobnych stanowiskach. W takim przypadku również konieczne będzie sporządzenie korekt deklaracji rozliczeniowych ZUS DRA.

Umowa o dzieło czy zlecenie w kontekście ustalenia podlegania ubezpieczeniom ZUS

Umowa o dzieło różni się od umowy zlecenie kilkoma istotnymi szczegółami, jednak z punktu widzenia pracodawcy jednym z istotniejszych jest to, że umowa o dzieło jest korzystniejsza pod względem finansowym od umowy zlecenia. Z tytułu zawartej umowy o dzieło pracodawca odprowadza wyłącznie zaliczkę na podatek za pracownika, nie jest zobowiązany do opłacenia składek na ubezpieczenia społeczne, z wyjątkiem umowy o dzieło zawartej z własnym pracownikiem, kiedy to umowa o dzieło oskładkowana jest tak jak umowa o pracę. Inaczej wygląda oskładkowanie umowy zlecenia, gdzie obowiązkowo opłacana jest składka zdrowotna, a jeżeli zawarta umowa jest jedynym tytułem do ubezpieczeń dla zleceniobiorcy to także składki społeczne. W związku z powyższym pracodawcy chętniej wybierają umowę o dzieło, nie zważając na konsekwencje jakie nieść może za sobą stwierdzenie przez ZUS, że forma umowy wybrana została w celu obejścia prawa. Jeżeli w toku postępowania, takie wnioski zostaną przez organ rentowy wyciągnięte, konieczne będzie objęcie zleceniobiorcy obowiązkiem ubezpieczeń, a więc zgłoszenie do ZUS, a także opłacenie za zleceniobiorcę zaległych składek wraz z odsetkami.

Pozarolnicza działalność gospodarcza a ubezpieczenia ZUS

Rozpoczynając działalność gospodarczą, przedsiębiorca ma obowiązek dokonać zgłoszenia do ubezpieczeń społecznych. Obowiązkowe są dla niego wszystkie składki społeczne i składka zdrowotna. Jedyną składką, która ma charakter dobrowolny jest składka na ubezpieczenie chorobowe. Składki ZUS od najniższej podstawy wymiaru składek po zakończeniu okresu preferencji, który aktualnie wynosi 2 lata, w 2017 roku wyniosły prawie 1 200 zł miesięcznie. Jest to dość duże obciążenie finansowe, stąd przedsiębiorcy w celu uniknięcia obowiązku opłacania składek ZUS podejmują fikcyjne zatrudnienie na podstawie umowy o pracę na terenie innego państwa członkowskiego. Takie przypadki są szczególnie chętnie kontrolowane przez ZUS, z powodu właśnie licznych nadużyć. Jeżeli w toku postępowania ZUS stwierdzi fikcyjność zawartej umowy o pracę, przedsiębiorca zobowiązany będzie do opłacenia zaległych składek wraz z odsetkami.

autor: Magdalena Drzewińska, ekspert wFirma.pl

Restrukturyzacja przedsiębiorstwa sposobem na wyjście z kryzysu

Utrata płynności finansowej zdarza się nawet najbardziej stabilnym podmiotom. Nie zawsze kończy się ona upadkiem przedsiębiorstwa. Nawet gdy dojdzie do egzekucji, a do firmy wkroczy komornik, nie jest jeszcze za późno na wyjście z kryzysu. Remedium na problemy przedsiębiorcy stanowi restrukturyzacja przedsiębiorstwa.

Ustawa z 15 maja 2015 r. – Prawo restrukturyzacyjne przewiduje cztery rodzaje postępowania restrukturyzacyjnego: postępowanie o zatwierdzenie układu, przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe oraz postępowanie sanacyjne. Wszystkie cztery typy zmierzają do tego, by uniknąć ogłoszenia upadłości dłużnika i pomóc firmie „wyjść na prostą”. Jest to rozwiązanie korzystne nie tylko dla zadłużonego przedsiębiorcy, ale również dla jego wierzycieli.

Sytuacja przedsiębiorcy w czasie egzekucji

Podstawowym problemem przedsiębiorców, przeciwko którym prowadzi się postępowanie egzekucyjne, jest blokowanie kont firmowych. Uniemożliwia to jakiekolwiek przepływy finansowe i samodzielne wyjście z zadłużenia. Praktykowanym rozwiązaniem jest otwieranie rachunków bankowych w momencie dokonywania przelewu i natychmiastowe zamykanie ich zaraz po transakcji przy jednoczesnym podpisywaniu fikcyjnych umów o współpracy. Taka „zabawa w kotka i myszkę” z wierzycielami i urzędami skarbowymi leży jednak na granicy prawa.

Restrukturyzacja przedsiębiorstwa

Restrukturyzacja to proces, który umożliwia przedsiębiorcom skutecznie wyjście z zadłużenia.

Pierwszym typem restrukturyzacji przedsiębiorstwa jest postępowanie o zatwierdzenie układu. Może ono zostać przeprowadzone wtedy, gdy suma wierzytelności spornych uprawniających do głosowania nad układem nie przekracza 15% ogólnej sumy wierzytelności. W tym przypadku dłużnik sam może zbierać głosy wierzycieli.

Z kolei przyspieszone postępowanie układowe polega na skróceniu całej procedury i umożliwia zawarcie układu po sporządzeniu i zatwierdzeniu spisu wierzytelności. Przesłanki tego rodzaju restrukturyzacji są identyczne jak w postępowaniu o zatwierdzenie układu.

Trzecią możliwością jest postępowanie układowe. Stosuje się je w odniesieniu do przedsiębiorstw, w których suma wierzytelności spornych uprawniających do głosowania nad układem przekracza 15% sumy wierzytelności. Charakterystycznym elementem tego rodzaju restrukturyzacji jest to, że w terminie 30 dni od dnia otwarcia postępowania układowego nadzorca sądowy ustala skład masy układowej.

Ostatnią możliwością jest postępowanie sanacyjne, w którym sąd odbiera zarząd dłużnikowi i wyznacza zarządcę, którego podstawowymi zadaniami są ustalenie składu masy sanacyjnej oraz sporządzenie spisu wierzytelności.

W jaki sposób restrukturyzacja może pomóc przedsiębiorcom?

Zgodnie z przepisami prawa restrukturyzacyjnego, w momencie gdy uprawomocni się postanowienie zatwierdzające układ, postępowania zabezpieczające i egzekucyjne prowadzone przeciwko dłużnikowi w celu zaspokojenia wierzytelności objętych układem ulegają umorzeniu z mocy prawa. Z kolei w odniesieniu do przyspieszonego postępowania układowego postępowanie egzekucyjne dotyczące wierzytelności objętej z mocy prawa układem, wszczęte przed dniem otwarcia przyspieszonego postępowania układowego, ulega zawieszeniu z mocy prawa z dniem otwarcia postępowania. W tym przypadku przedsiębiorca otrzymuje czas na „uporanie” się ze swoją trudną sytuacją finansową. W postępowaniu sanacyjnym postępowanie egzekucyjne skierowane do majątku dłużnika wchodzącego w skład masy sanacyjnej również ulegnie zawieszeniu z mocy prawa, o ile zostało wszczęte przed dniem otwarcia postępowania sanacyjnego.

Nowe prawo restrukturyzacyjne – parasol ochronny dla przedsiębiorców?

Nowe przepisy prawa restrukturyzacyjnego tworzą swoisty parasol ochronny dla zadłużonych przedsiębiorców. Przede wszystkim umożliwiają dłużnikowi wynegocjowanie korzystnych warunków spłaty należności. Zyskują na tym również wierzyciele, ponieważ w tym układzie istnieje większa szansa na spłatę należności w krótkim czasie, z pominięciem długotrwałych i bezskutecznych postępowań egzekucyjnych, zahaczających niejednokrotnie o likwidację przedsiębiorstwa i niekończące się licytacje majątku. Co więcej, prawo restrukturyzacyjne zapewnia przedsiębiorcy ochronę nie tylko przed wierzycielami objętymi układem, ale i pozostałymi. Ustawodawca uwzględnił bowiem interes dłużnika i uznał, że zezwolenie wierzycielowi na prowadzenie nieograniczonej egzekucji w tej sytuacji stanowi zbyt daleko idące uprzywilejowanie.

Odpowiednia strategia działania

Sporządzenie planu restrukturyzacji wymaga starannego opracowania, do czego konieczne jest merytoryczne wsparcie ze strony specjalistów w tej dziedzinie, a więc radców prawnych i doradców restrukturyzacyjnych. Cały proces jest niemałą rewolucją w funkcjonowaniu przedsiębiorstwa. Ważny jest każdy etap tego postępowania, od złożenia wniosku, który wymaga spełnienia licznych, określonych przepisami przesłanek, przez stworzenie planu restrukturyzacyjnego, aż po korzystny dla przedsiębiorcy finał. Głównym celem postępowania restrukturyzacyjnego jest bowiem uzdrowienie sytuacji przedsiębiorstwa i niedoprowadzenie do jego upadłości.

Na rynku usług prawniczych funkcjonują kancelarie wspomagające zarówno wierzycieli, jak i dłużników. Oferują nie tylko klasycznie rozumiane doradztwo prawne i księgowe, ale również obsługę procesu pozyskania pomocy publicznej na restrukturyzację i inne powiązane z tym procesem czynności.

Autorzy: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

PMI: Rekordowy miesiąc, rekordowy rok

Michał Mordel, Analityk, Michael/Ström Dom Maklerski
Michał Mordel, Analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Odczyt PMI polskiego przemysłu za grudzień 2017 r. wyniósł 55,0 i był wyższy zarówno od oczekiwań rynkowych 54,7 jak i od silnego odczytu listopadowego, który wyniósł 54,2. Wskaźnik nie odnotował tak wysokiego poziomu od blisko 3 lat, a średnioroczny odczyt na poziomie 53,6 jest najwyższym od 2006 r.

W raporcie za grudzień IHS Markit zaznacza, że silne pozycje zaobserwowane zostały w wielkości produkcji, poziomie zatrudnienia jaki i liczbie nowych zamówień. Liczba nowych zamówień wzrosła czternasty miesiąc z rzędu osiągając poziom nieobserwowany od lutego 2015 r. Silny wzrost został wypracowany głównie poprzez popyt krajowy, jednakże eksport nadal wykazuje silną tendencję wzrostową. Liczba nowych miejsc pracy w sektorze rośnie nieprzerwanie od sierpnia 2013 r. a jej grudniowy odczyt jest najwyższy od 7 miesięcy.

W grudniu nadal widoczna była presja na łańcuchy dostaw, a odczyt opóźnień dostaw był jednym z najwyższych w okresie ostatnich 7 lat. Wzrost kosztów produkcji był co prawda niższy od listopadowego odczytu, niemniej pozostaje na historycznie wysokich poziomach. Ceny pobierane za wyroby gotowe wzrosły szybciej niż koszty produkcji.

W sektorze panują pozytywne nastroje, a za ich przyczynę ankietowani wskazują dobrą sytuację w polskiej gospodarce, inwestycje w bardziej wydajny sprzęt oraz wprowadzanie nowych produktów.

Michał Mordel, Analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Wyniki na rynkach finansowych z roku 2017 będzie ciężko powtórzyć

Rok 2017 na większości rynków finansowych był udany. Zyskiwały główne rynki, w tym rynki akcji w Europie i w Stanach Zjednoczonych.

Przełożyło się to też na polski rynek kapitałowy (WIG20 +26% r/r) – w szczególności pierwsze półrocze było bardzo dobre na GPW. Bardzo dobre wyniki dały też rynki walut, w tym walut wschodzących, gdzie polski złoty [PLN] wyraźnie umocnił się nie tylko wobec słabnącego dolara, franka czy funta, ale też wobec mocnego euro. Polski złoty był jedną z mocniejszych walut 2017r.

Co ciekawe obserwowaliśmy też wzrosty na rynku metali szlachetnych m.in. złoto. Pytanie zatem czy najbliższych miesiącach i całym 2018 roku możemy liczyć  na kontynuację wzrostów? Zdaniem dr Przemysława Kwietnia, głównego ekonomisty z XTB, przyszły rok nie będzie już tak dobry.

–  Rok 2018 nie będzie równy dobry, i oczekiwanie kontynuowania wzrostów byłoby dużym wyrazem optymizmu, co nie oznacza jednak że ten rok będzie katastrofalny. Oczekiwał bym że wzrosty walut, czy wzrosty na giełdach będą miały mniejszą skalę, pojawi się też więcej zmienności – mówi w rozmowie z MarketNews24 ekspert.

– Jesteśmy w dość zaawansowanej fazie cyklu koniunkturalnego, który trwa od prawie dobrej dekady zacznie prędzej czy później napotykać na bardziej istotne przeszkody – polityka pieniężna, gdzie banki centralne mają coraz większa presję na podnoszenie stóp procentowych – w stanach zjednoczonych już ten proces się rozpoczął, w europie, możliwe ze ten proces będzie opóźniony o kilka kwartałów. To zwykle nie jest dobre dla rynków przyzwyczajonych do długiego okresu „taniego pieniądza” – dodaje ekspert

Dodatkowo na wielu rynkach mamy napiętą sytuację na rynku pracy, gdzie w większości rozwiniętych krajów jeszcze nie nastąpił wzrost wynagrodzeń, co oznacza istotny wzrost kosztów wytwórczych dla przedsiębiorców.

Istotnym elementem zagrożenia dla wzrostów na rynkach mogą być ceny ropy naftowej, to w szczególności jest istotny czynnik dla rynków azjatyckich i europejskich będących importerem energii.

Prognozy makro – styczeń 2018

Publikowane w styczniu dane makroekonomiczne mają potencjał do wielu niespodzianek, ponieważ poza utrzymującym się w ostatnich miesiącach trendem ożywienia gospodarczego będą na nie oddziaływały silne efekty kalendarzowe (dwa dni robocze mniej niż w grudniu 2016r.) oraz (dla części publikacji) zdarzenia jednorazowe.Prognozy makro – styczeń 2018

Nasza prognoza inflacji CPI (wstępne dane dziś, finalny odczyt 15 stycznia) plasuje się nieznacznie poniżej rynkowego konsensusu odzwierciedlając niższą ścieżkę cen żywności i spadek inflacji bazowej do 0,8% r/r (konsensus zakłada jej stabilizację na poziomie 0,9% r/r).

Saldo rachunku obrotów bieżących (publikacja 15 stycznia) zamknie się w naszej ocenie wysoką nadwyżką (prognoza powyżej konsensusu) wynikającą ze wzrostu dodatniego salda handlowego i wysokich napływów środków z UE.

Uwagę przyciągną z pewnością dane z rynku pracy (publikacja 17 stycznia). Silniejszy od prognoz wzrost zatrudnienia w listopadzie i wysokie wskazania indeksu PMI sugerują, że w grudniu liczba etatów ponownie wzrosła o 4,5% r/r (prognoza zgodna z konsensusem). Więcej niepewności niesie odczyt wynagrodzeń, na które niekorzystnie wpływać będzie liczba dni roboczych, a pozytywnie zapowiedziane wzrosty płac w wielu branżach, czy dodatki do wynagrodzeń (m.in. w motoryzacji). W naszej ocenie te korzystne elementy przeważą prowadząc do dalszego wzrostu dynamiki płac (prognoza wyraźnie powyżej konsensusu).

Niekorzystny układ kalendarza zaważy w naszej ocenie na danych o produkcji przemysłowej i budowlanej, dla których nasze prognozy plasują się poniżej rynkowego konsensusu. Pozostajemy nieznacznie bardziej optymistyczni w prognozach sprzedaży detalicznej, której wysoki odczyt w listopadzie w naszej ocenie był dowodem siły trendu, a nie przesunięciem przedświątecznych zakupów z grudnia na listopad.

Źródło: PKO Bank Polski

 

Huckleberry Games S.A. planuje wydać 2 kolejne gry

Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, która zadebiutowała w grudniu 2017 r. na rynku NewConnect, chce wydać w najbliższych dwóch latach kolejne gry. Emitent zamierza w ten sposób dywersyfikować swoje portfolio i realizować strategię rozwoju.

Pierwszą z planowanych produkcji będzie gra mobilna o roboczym tytule „Creatures and dungeons” przeznaczona na urządzenia z systemem operacyjnym iOS oraz Android. Huckleberry Games S.A. od kilku tygodni pracuje przy produkcji tej gry mobilnej, której adresatami będą nastolatkowie, lubiący aktywne i emocjonujące rozrywki wymagające ruchu. Jej wydanie zostało zaplanowane na 2018 r.

Kolejną grą, którą zamierza wyprodukować Spółka jest gra komputerowa przeznaczona na komputery PC oraz konsole PS4, Xbox One, Nitendo Switch o roboczej nazwie „Stay Hungry”. Będzie to produkcja z gatunku RPG oferująca otwarty świat. Huckleberry Games S.A. chce stworzyć algorytm symulujący realne zachowania postaci starowanych przez komputer. Dzięki temu przy każdej nowej rozgrywce w świecie gry będą występować inni bohaterowie. Premiera tej produkcji została przewidziana na przełom 2018 i 2019 roku.

„Dokładamy wszelkich starań, by każdy nasz produkt był przełomowy w jakimś obszarze. „Creatures and Dungeons” oraz „Stay Hungry” będą posiadały zarówno sprawdzone, lubiane, jak i innowacyjne właściwości rozgrywki. Celujemy w młodszych (Creatures and Dungeons), jak i dorosłych graczy (Stay Hungry oraz Edengrad). Chcemy mieć reprezentacyjną grę w dominujących gatunkach na rynku, a mianowicie: Role-Playing Games, MMORPG oraz popularnej ostatnio rzeczywistości rozszerzonej na platformy mobilne. Odpowiadamy na gigantyczny popyt, jednocześnie wprowadzając w każdy z tych gatunków coś nowego, ale pasującego do ogólnej konwencji.” – ocenia Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.

Huckleberry Games S.A. zadebiutowała w dniu 21.12.2017 r. na rynku NewConnect.  Z oferty publicznej akcji serii E Spółka pozyskała ponad 2 mln zł, które zostaną przeznaczone na produkcję nowych gier na komputery PC, konsole i urządzenia mobilne.

W kwietniu 2017 r. Emitent rozpoczął sprzedaż gry „Edengrad” za pośrednictwem platformy dystrybucji cyfrowej Steam. Produkcja ta została wprowadzona do dystrybucji w wersji Alpha, czyli w fazie wczesnego dostępu, co jest związane z chęcią budowania wokół niej szerokiej społeczności oraz umożliwienia graczom realnego wpływu na proces tworzenia tej gry. Gra „Edengrad” jest cały czas rozwijana i od czasu jej premiery wprowadzono do niej ponad 30 aktualizacji oraz patchów – głównie po sugestiach graczy. W tym czasie w prasie oraz w social mediach pojawiło się ponad 3.800 wzmianek o tej produkcji i ponad 3.850 filmów na YouTubie. W listopadzie br. opublikowanych zostało także ponad 30 streamów gry.

W październiku 2017 r. Huckleberry Games S.A. otrzymała dofinansowanie z programu sektorowego GameINN w kwocie ponad 1,57 mln zł. Pozyskane środki umożliwią Spółce realizację nowego oraz innowacyjnego projektu związanego ze stworzeniem Algorytmu Prawdziwego Życia (APŻ). Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych projektu wynosi 2.561 tys. zł, a kwota przyznanej dotacji sięga 1.578 tys. zł. Pozyskanie przez Emitenta dofinansowania stanowi jeden z elementów długoterminowej strategii rozwoju w zakresie rozwoju na różnych płaszczyznach w sektorze gier video.

Huckleberry Games S.A. zajmuje się produkcją innowacyjnych gier typu MMORPG. Spółka do produkcji swoich gier wykorzystuje nowoczesny silnik unity3d. Serwer użyty przy produkcji gry „Edengrad” jest autorską technologią Spółki. Jednym z Akcjonariuszy Huckleberry Games S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ERNE VENTURES.

Technologia stanie się bardziej ludzka – trendy na 2018 r.

  • Konsumenci oczekują, że interakcje technologiczne będą kontrolowane przez intonację, wyraz twarzy i język ciała
  • Słuchawki staną się akcesorium używanym przez 24 godziny na dobę, nawet podczas snu
  • 51 procent użytkowników rzeczywistości rozszerzonej / rzeczywistości wirtualnej uważa, że sztuczna inteligencja (AI) sprawi, że reklamy będą nie do odróżnienia od rzeczywistych produktów

Eksploracja przyszłości z punktu widzenia wczesnego użytkownika, Ericsson (NASDAQ: ERIC) ConsumerLab przedstawia siódme wydanie corocznego raportu dotyczącego trendów, 10 trendów konsumenckich na rok 2018 i później.

Raport wskazuje na zmianę paradygmatu, gdyż konsumenci oczekują technologii cyfrowych funkcjonujących coraz bardziej na ludzkich zasadach. Język ciała, wyraz twarzy i intonacja uzupełnią głos i dotyk w kontrolowaniu interakcji konsumentów z urządzeniami technicznymi, ułatwiając dostosowanie do stale rosnącego tempa zmian technologicznych.

Oto 10 trendów na rok 2018 i później

  1. Ciało jako interfejs użytkownika: Ponad połowa obecnych użytkowników inteligentnych asystentów głosowych jest przekonana, że będziemy używać języka ciała, ekspresji, intonacji i dotyku do interakcji z urządzeniami technicznymi tak, jakby były innymi ludźmi. 2 na 3 osoby uważają, że stanie się to w ciągu najbliższych 3 lat.
  2. Wzbogacone słyszenie: 63 procent konsumentów chciałoby słuchawek tłumaczących języki w czasie rzeczywistym. 52 procent chce blokować odgłosy chrapania członka rodziny.
  3. Wieczni nowicjusze: 30 procent uważa, że nowe technologie wymagają wciąż nowych umiejętności. Ale to pozwala nam szybciej stawać się ekspertem. 46 procent twierdzi, że Internet pozwala im szybciej niż kiedykolwiek wcześniej uczyć się i zapominać umiejętności.
  4. Informacje społecznościowe: Media społecznościowe są nadużywane przez tradycyjnych nadawców. Ale połowa konsumentów twierdzi, że AI byłoby przydatne w sprawdzaniu faktów zamieszczanych w sieciach społecznościowych.
  5. Inteligentne reklamy: Reklamy mogą stać się zbyt inteligentne z korzyścią dla siebie. Ponad połowa użytkowników rzeczywistości rozszerzonej (AR) / rzeczywistości wirtualnej (VR) uważa, że reklamy staną się tak realistyczne, że ostatecznie same zastąpią produkty.
  6. Niepokojące możliwości: 50 procent twierdzi, że trudność w odróżnieniu człowieka od maszyny wzbudza ich niepokój. 40 procent byłoby zaniepokojonych smartfonem, który reaguje na ich nastrój.
  7. Zrelaksowane społeczeństwo: 32 procent studentów i osób pracujących uważa, że nie potrzebuje pracy, by wieść sensowne życie. 40 procent chciałoby mieć robota, który pracowałby i zarabiał, dając im więcej wolnego czasu.
  8. Wewnątrz zdjęcia: Wyobraź sobie, że możesz wejść do zdjęcia i ożywić wspomnienie. 3 na 4 osób uważa, że w ciągu zaledwie 5 lat będą używać rzeczywistości wirtualnej, by „wchodzić” do zdjęć na smartfonie.
  9. Powietrzne ulice: Ulice miasta są zakorkowane, ale niebo pozostaje wolne. 39 procent uważa, że miasta potrzebują sieci drogowej dla dronów i latających pojazdów. Ale prawie tyle samo obawia się, że dron spadnie im na głowę.
  10. Naładowana przyszłość: Mobilny świat przyszłości wymaga zasilania. Ponad 80 procent uważa, że w ciągu zaledwie 5 lat będziemy mieć wydajne baterie, które położą kres problemom z ładowaniem.

Michael Björn, szef działu badań, Ericsson Consumer Lab, powiedział: „Wkraczamy w przyszłość, w której urządzenia nie mają przycisków i przełączników ani nie muszą być sterowane cyfrowo za pomocą smartfona. Ta zmiana może być konieczna, ponieważ ludziom będzie trudno nauczyć się nowego interfejsu użytkownika dla każdego urządzenia podłączonego do Internetu przedmiotów.

Dziś musisz znać wszystkie funkcje urządzeń, z których korzystasz. W przyszłości to urządzenia będą znać Ciebie. Aby stało się to rzeczywistością, urządzenia muszą być w stanie przekazywać złożone dane interakcji z człowiekiem do przetwarzania w chmurze i odpowiadać intuicyjnie w ciągu milisekund, co zwiększa wymagania w zakresie łączności następnej generacji”.

Informacje zawarte w raporcie 10 gorących trendów konsumenckich na rok 2018 przygotowało prowadzące od ponad 22 lat globalne działania badawcze Ericsson ConsumerLab na podstawie danych z ankiety online dla zaawansowanych użytkowników Internetu, przeprowadzonej w 10 wpływowych miastach na całym świecie, w październiku 2017 roku. Chociaż badanie reprezentuje opinie jedynie 30 milionów obywateli, ich profil wczesnego użytkownika sprawia, że są one cennym wkładem w zrozumienie przyszłych trendów.

Zmiany w unijnych przepisach o delegowaniu pracowników uderzą w polski transport. Firmy mogą być zmuszone do zakładania oddziałów w innych krajach

Zmiany w unijnych przepisach o delegowaniu pracowników uderzą w polski transport. Firmy mogą być zmuszone do zakładania oddziałów w innych krajach 5

Planowane zmiany w przepisach dotyczących pracy kierowców w Europie wciąż budzą sprzeciw Polski i branży transportowej. Zdaniem przedsiębiorców część regulacji jest nie do zrealizowania, a inne mogą w efekcie zaszkodzić polskiej gospodarce.

– Regulacje dotyczące pakietu mobilności i pracowników delegowanych, które zostały nam zakomunikowane, oczywiście nie w ostatecznej wersji, powodują dużą niepewność i brak możliwości zaplanowania strategii działania na przyszłość – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Załubski, prezes firmy logistycznej ZET Transport. – Na pewno wiąże się to z o wiele większymi kosztami w zakresie administracji, z koniecznością raportowania różnego rodzaju regulacji w poszczególnych krajach, które według obecnego stanu wiedzy wydają się totalnie nie do spełnienia.

Komisja Europejska zaproponowała pod koniec maja wprowadzenie regulacji, które w efekcie zmniejszą konkurencyjność polskich firm transportowych, będących znaczącym graczem w branży międzynarodowych przewozów na Starym Kontynencie. Złożą się one na tzw. pakiet mobilności. Zakłada on m.in. konieczność płacenia kierowcom przynajmniej pensji minimalnej kraju, w którym aktualnie przebywa, o ile spędza na jego terenie więcej niż trzy dni w miesiącu. To nie tylko wyższe koszty, lecz także konieczność gruntownej znajomości przepisów w różnych krajach.

– Najbardziej niekorzystny czy wręcz niemożliwy do spełnienia dziś element, to konieczność płacenia składki na ubezpieczenie społeczne od pracownika w kraju przyjmującym – mówi Załubski. – Jak będzie to zdefiniowane w Niemczech, Austrii, we Francji, we wszystkich krajach, które są inicjatorem takiego a nie innego uregulowania, tego jeszcze nie wiemy, to dziś jest najbardziej niekorzystny i kosztowy element, który nam zagraża.

Dodaje, że według projektu po trzech dniach pracownik miałby podlegać pod regulacje kabotażowe (kabotaż to transport między krajami trzecimi bądź wewnątrz jednego kraju) i po okresie 12, 18 czy 24 miesięcy wszystkie składki na ubezpieczenie społeczne będą musiały być odprowadzane do kraju przyjmującego.

– Wydaje się, że jeżeli te regulacje wejdą w takim kształcie, to może się okazać, że dla niektórych operacji w łańcuchu logistycznym czy w kwestii przepływu masy towarowej, wygodniejsze i prostsze będzie wykonywanie tych operacji na niemieckich, a nie polskich tablicach rejestracyjnych, w związku z tym będziemy zmuszeni do zakładania oddziałów czy spółek zależnych w poszczególnych krajach, co byłoby niekorzystne z punktu widzenia interesów gospodarczych Polski – wyjaśnia prezes ZET Transport.

Według Głównego Urzędu Statystycznego polskie firmy transportu drogowego wykonały w ubiegłym roku pracę przewozową 303,6 mln tonokilometrów, a to wynik o 11,2 proc. wyższy niż rok wcześniej. Szacuje się, że branża transportowa generuje nawet 10 proc. polskiego PKB. Dlatego Polska stanowczo sprzeciwia się projektowi zainicjowanemu przez kraje starej UE, a zwłaszcza Francję i Niemcy. Na początku grudnia podczas spotkania w Brukseli polskie stanowisko poparło trzynaście innych państw, w tym także Hiszpania, Portugalia, Wielka Brytania czy Irlandia. Ostateczny kształt przepisów ma być znany w ciągu roku od ogłoszenia wstępnych założeń, czyli do końca maja 2018 roku.

Oczywiście oprócz tych elementów, które spotykają nas w korelacji z przepisami UE, mamy też problemy branżowe na własnym podwórku – brak ludzi do pracy, brak kierowców, brak systemu szkolenia, niejednoznaczną sytuację prawną w zakresie wydawania pozwoleń A1 dla kierowców spoza UE, w tym przypadku kierowców ukraińskich czy białoruskich –  wylicza problemy przedsiębiorców Załubski. – To wszystko stwarza sytuację totalnej niepewności. 

Rosnące koszty materiałów i niedobór siły roboczej zaczynają się odbijać na cenach mieszkań. Przyszli nabywcy powinni się liczyć z podwyżkami

Rosnące koszty materiałów i niedobór siły roboczej zaczynają się odbijać na cenach mieszkań. Przyszli nabywcy powinni się liczyć z podwyżkami 6

W ciągu roku sprzedaż mieszkań wzrosła o jedną piątą, a popyt na nowe wciąż jest bardzo duży. Na rozpędzonym rynku nieruchomości nie brakuje ryzyka, jak choćby związanego z brakiem siły roboczej czy rosnącymi kosztami materiałów, które będą coraz bardziej wpływać na podwyżki cen mieszkań. Na rynku nie widać jednak znaczących oznak spowolnienia, nie mówiąc już o kryzysie – podkreślają przedstawiciele J.W. Construction.

 Mamy kolejny rekordowy rok. W okresie od października 2016 roku do października 2017 roku sprzedano ponad 70 tys. mieszkań, czyli ponad 20 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Mamy do czynienia z kołem, które szybko się toczy – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Szwarc-Sroka, członek rady nadzorczej J.W. Construction.

Jednym z czynników, które wpływają na wysoki popyt, są historycznie niskie stopy procentowe, które przekładają się na oprocentowanie i niską rentowność lokat bankowych. To w połączeniu z niepewnością co do innych form inwestowania spowodowało, że wielu Polaków zdecydowało się ulokować kapitał w nieruchomościach. Z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami w 2016 roku już 51 proc. inwestujących Polaków wybrało nieruchomości jako formę lokowania kapitału.

 Nic nie wskazuje na to, żeby stopy procentowe miały wzrosnąć, przynajmniej w 2018 roku. Mamy więc nadzieję, że ta koniunktura będzie się utrzymywać. Jeżeli jednak tempo rzeczywiście będzie wolniejsze, to możemy mieć do czynienia ze spowolnieniem. Na pewno występują ryzyka. Już mamy problemy, jeśli chodzi o wykonawstwo. To jest normalne, bo brakuje rąk do pracy, rosną koszty wykonawstwa i koszty materiałów – na pewno jest to czynnik, który będzie miał wpływ na branżę – zauważa Małgorzata Szwarc-Sroka.

Podkreśla jednak, że rozpędzona koniunktura nie będzie się utrzymywać zawsze – wcześniej czy później na rynku mieszkaniowym należy się spodziewać spowolnienia.

 Na dziś nie ma żadnych podstaw, żeby mówić o kryzysie, porównując to do sytuacji sprzed kilku laty. Wtedy mieliśmy do czynienia z dużymi zakupami pakietowymi, inwestycyjnymi. Byli to inwestorzy zagraniczni, co gorsza płatności były w systemach tzw. 10/90, 20/80 – na początku były wpłacane zaliczki, a na końcu dopłat nie było. Stąd wszystkie te mieszkania wracały na rynek. Dzisiaj nie ma zakupów pakietowych, nie ma inwestorów zagranicznych, a płatności są bezpieczne, wpłacane w transzach. W dodatku mamy ustawę deweloperską, która chroni obie strony – mówi Małgorzata Szwarc-Sroka.

Rosnące koszty budowy i materiałów oraz niedobór siły roboczej już zaczynają się odbijać na cenach mieszkań, zwłaszcza w ofercie deweloperów, którzy drogo pozyskiwali grunty pod budowę. W najbliższych miesiącach osoby, które planują zakup mieszkania, powinny się jednak spodziewać wyższych stawek.

 Ceny rosną, ale nie mamy do czynienia z gwałtownym ruchem. Jeżeli będą wzrastać ceny materiałów i usług, to nieuniknione jest przełożenie na ceny mieszkań. Pytanie tylko, w jakiej wysokości? Tak się składa, że mamy grunty kupione w stosunkowo niskich cenach, mamy jeszcze ten bufor, który pozwala nam na podwyżki. Gorzej pewnie u tych deweloperów, którzy kupili ziemię drogo. Tam pewnie należy się spodziewać wzrostu cen – prognozuje Małgorzata Szwarc-Sroka.

J.W. Construction korzysta z dobrej koniunktury. Deweloper buduje w tej chwili około 4 tys. lokali. W planach ma drugie tyle w nowych inwestycjach, które będzie rozpoczynać na bazie już posiadanych gruntów, kupionych po okazyjnych cenach.

W ciągu trzech pierwszych kwartałów tego roku deweloperska spółka znalazła nabywców na 1239 mieszkań (w porównaniu do 1171 lokali w tym samym okresie poprzedniego roku), odnotowując ponad 92 mln zł przychodów ze sprzedaży i zysk netto na poziomie 6,6 mln zł.

– Tempo sprzedaży w poszczególnych lokalizacjach było bardzo duże, co jest odzwierciedleniem całego rynku. Szczególnie jeśli chodzi o warszawską inwestycję na ulicy Kasprzaka – tam tempo było zawrotne, zarówno jeśli chodzi o sprzedaż mieszkań, jak i lokali na wynajem, czyli mieszkań inwestycyjnych i aparthoteli. W dalszym ciągu jest dużo chętnych do inwestowania. Popyt na mieszkania, ale też na zakupy inwestycyjne mają całkiem spory udział w sprzedaży i wykazywanym progresie – mówi Małgorzata Szwarc-Sroka.

Wyciągając wnioski z poprzednich kryzysów i rynkowych dołków, J.W. Construction zamierza dywersyfikować przychody i obok mieszkań i aparthoteli spółka włączy do oferty magazyny.

 Na kupionych wcześniej gruntach będziemy budować powierzchnię magazynową i parki logistyczne. Przygotowujemy się do tego, widzimy w tym dużą szansę. Mamy również sieć hoteli. Staramy się dywersyfikować nasze przychody, bo wtedy czujemy się bezpiecznie – mówi Małgorzata Szwarc-Sroka.

W nadchodzącym czasie deweloper rozpocznie też dwie nowe inwestycje w Gdańsku, skupi się też na swojej flagowej inwestycji w Warszawie, na rogu ulic Prymasa Tysiąclecia i Kasprzaka. W przygotowaniu jest kolejny etap inwestycji „Bliska Wola”, w którym powstanie 1,5 tys. mieszkań.

– Mamy działki na Białołęce, na ulicy Lewandów i Berensona, które będziemy chcieli zabudowywać. Co dla nas nietypowe, kupiliśmy również od PKO BP kamienicę do rewitalizacji w bardzo dobrym punkcie. Planujemy tam budowę co najmniej aparthoteli. Chcielibyśmy też pozyskać nowe grunty. Myślimy o jakiejś dużej działce w Warszawie i Krakowie. Jeśli chodzi o powierzchnie magazynowe, posiadamy 20 ha w Szczecinie niedaleko portu, gdzie jest możliwość dużej zabudowy, między 70–80 tys. mkw. powierzchni usługowej – mówi członek rady nadzorczej J.W. Construction.

Zakup aut elektrycznych coraz bardziej opłacalny. Rozwój rynku może jednak zablokować brak stacji ładowania i problemy z produkcją baterii

Zakup aut elektrycznych coraz bardziej opłacalny. Rozwój rynku może jednak zablokować brak stacji ładowania i problemy z produkcją baterii 7

W 2020 roku na świecie może jeździć od 9 do 20 mln pojazdów elektrycznych, a w 2025 roku – nawet do 70 mln sztuk. Problemem jest jednak brak odpowiedniej liczby stacji do ładowania, stosunkowo krótka żywotność baterii i ograniczone możliwości produkcyjne. Dla użytkowników pojazdy elektryczne mogą jednak oznaczać spore oszczędności. Z analizy Rohlig Suus Logistics wynika, że okres spłaty przy zakupie popularnych samochodów ciężarowych szacowany jest na 11–13 lat. Przy ciężarówce elektrycznej Tesli ten okres wynosi już ok. 7 lat.

– Trend elektromobilności dopiero się zaczyna w branży transportowej i komunikacji miejskiej. Są jednak dwa podstawowe problemy w rozwoju elektromobilności w przyszłości: infrastruktura stacji do ładowania, które na pewno są potrzebne, aby ta branża mogła się dużo mocniej rozwijać. Drugim największym wyzwaniem dla branży jest żywotność baterii i możliwości produkcyjne – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Iwo Chmielewski, dyrektor ds. rozwoju w Rohlig Suus Logistics.

W Polsce stacji do ładowania samochodów elektrycznych jest ok. 130, choć Rządowy Plan Rozwoju Elektromobilności zakłada, że do 2020 roku ma powstać około 400 szybkich punktów ładowania samochodów i ok. 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy. Na Zachodzie, choć stacji ładowania jest kilkaset razy więcej, ich liczba jest wciąż niewystarczająca.

Wydajność pojazdów elektrycznych się zwiększa, dzięki stosowaniu nowych odmian baterii litowo-jonowych i żelowych. Wystarczą 3–4 godziny na naładowanie pojazdu, jednak baterie wymagają wymiany po przejechaniu określonej liczby kilometrów lub po kilku latach. Także możliwości produkcyjne są znacznie niższe niż przy spalinowych pojazdach.

– Przekonała się o tym m.in. Tesla, która deklarowała możliwości produkcyjne na poziomie 5 tys. aut tygodniowo, a była w stanie wyprodukować 200 aut w I kwartale i w obecnym tempie wyprodukowanie aut, które już zostały zamówione przez klientów zajmie im około 50 lat. W branży osobowych samochodów elektrycznych jest to ewidentnym problemem, w wypadku samochodów ciężarowych można się spodziewać tego samego – ocenia Piotr Iwo Chmielewski.

Barierą dla użytkowników może być stosunkowo wysoki koszt pojazdów elektrycznych, zwłaszcza w porównaniu do cen pojazdów spalinowych. Wysoką cenę równoważą jednak niższe ceny eksploatacji. Analiza Applied Energy wskazuje, że w Wielkiej Brytanii i kilku amerykańskich stanach po czterech latach użytkowania łączny koszt posiadania samochodu elektrycznego jest niższy niż w przypadku tradycyjnego pojazdu. Podobnie wygląda sytuacja przy pojazdach ciężarowych, na co wskazują badania Rohlig Suus Logistics. W 2020 roku ma ruszyć sprzedaż pierwszej elektrycznej ciężarówki z naczepą Tesli, która może zrewolucjonizować drogowy transport.

– Porównaliśmy nową ciężarówkę Tesla Semi z popularnymi ciężarówkami na tradycyjnych silnikach spalinowych. O ile rzeczywiście koszt zakupu elektrycznej ciężarówki jest nawet 50 proc. wyższy, to na kosztach eksploatacji samochodu zdecydowanie można się spodziewać odpowiedniego zwrotu. Paliwo może być nawet 60 proc. tańsze, jeśli chodzi o pobór energii elektrycznej, a dodatkowo przy wszystkich kosztach technicznych widzimy nawet ok. 30 proc. dodatkowych korzyści na bieżących kosztach obsługi technicznej, filtrów czy opon – wymienia ekspert.

Analiza wskazuje, że łączny koszt popularnej ciężarówki spalinowej wynosi ok. 535 tys. zł (wraz z kosztem leasingu, wykupu) przy 840 tys. zł w przypadku Tesli Semi. Koszt paliwa na przejechany kilometr w przypadku spalinowej ciężarówki to 1,12 zł przy 0,43 zł u Tesli. Tańsza jest też obsługa techniczna. W efekcie łączny koszt eksploatacji pojazdu wynosi 2,35 zł przy 1,68 zł w Tesli.

– Łącznie oceniamy okres spłaty elektrycznej ciężarówki na nawet do 40 proc. krótszy niż przy silnikach spalinowych, przy czym trzeba zaznaczyć, że będziemy mogli zobaczyć to dopiero w perspektywie 10–15 lat. Na chwilę obecną na polskim rynku transportowym raczej nie są wykorzystywane nowe samochody ciężarowe – wskazuje Piotr Iwo Chmielewski.

Pojazdy z napędem elektrycznym są przyjazne dla środowiska, nie wytwarzają spalin zawierających m.in. dwutlenek węgla, tlenek azotu czy drobnych cząstek. Według leonardo-energy.pl emisja węgla od szybu do kół to równowartość emisji zaledwie 78 g dwutlenku węgla w porównaniu do 185 g w przypadku silników benzynowych i 145 g w przypadku silników Diesla. Dlatego coraz więcej miast stawia na elektryczną flotę pojazdów komunikacji miejskiej. Warszawa chce, by do 2020 roku po ulicach jeździło 160 elektryków.

– Początkowa inwestycja w autobusy elektryczne jest znacząca, jednak nie spodziewałbym się, żeby miasto takie jak Warszawa zdecydowało się podnieść ceny komunikacji miejskiej ze względu na wyższą inwestycję. Ceny komunikacji miejskiej rosną bardzo długo, raczej spodziewałbym się, że Warszawa podniesie ceny opłat za parkowanie, które zdecydowanie zbyt długo utrzymują się na niskim poziomie – przekonuje dyrektor ds. rozwoju w Rohlig Suus Logistics.

Z danych Międzynarodowej Agencji Energii (raport „Global EV Outlook 2017”), pod koniec 2016 roku na całym świecie jeździło ponad 2 mln samochodów z napędem elektrycznym lub hybrydowym, z czego 60 proc. stanowiły auta osobowe na baterie. W 2016 r. łączna sprzedaż aut elektrycznych wyniosła globalnie 751 tys. sztuk. W 2020 roku na całym świecie może jeździć od 9 do 20 mln takich pojazdów, a w 2025 – nawet do 70 mln egzemplarzy. Zdaniem Chmielewskiego trudno się jednak spodziewać, by pojazdy elektryczne zastąpiły w ciągu kilku lat te spalinowe.

Analityka zmienia branżę PR. Bez nowoczesnych narzędzi trudno o skuteczną kampanię

Analityka zmienia branżę PR. Bez nowoczesnych narzędzi trudno o skuteczną kampanię 8

Cyfrowe media i digitalizacja wymuszają zmiany w branży public relations. Coraz większą rolę odgrywa analityka i zaawansowane narzędzia pozwalające zmierzyć skuteczność i odbiór kampanii oraz prowadzonych działań PR-owych. Właściwa analiza zebranych informacji jest też niezbędna w planowaniu strategii, które mają odpowiadać na potrzeby konkretnych grup docelowych. Dlatego firmy i agencje powszechnie korzystają nie tylko z monitoringu mediów, lecz także zaawansowanych analiz i badań PR-owych. 

– Wyzwaniami stojącymi przed branżą PR, które będą miały implikacje na kolejne lata, są postępująca cyfryzacja i digitalizacja. Jesteśmy coraz bardziej online, mamy cyfrowych odbiorców, a komunikacja zdecydowanie przechodzi w narzędzia cyfrowe i do internetu – mówi agencji Newseria Biznes Marta Pokutycka-Mądrala, dyrektor komunikacji korporacyjnej w Nationale-Nederlanden i przewodnicząca jury konkursu Złote Spinacze 2017.

Rosnące znaczenie cyfrowych mediów wymusza zmiany w branży public relations. Wśród trendów warunkujących jej rozwój eksperci wymieniają m.in. social media, influencerów, spadek społecznego zaufania do informacji i fake newsy. Wraz z cyfryzacją rośnie też rola analityki, która pozwala szczegółowo zmierzyć i ocenić skuteczność prowadzonych działań PR.

– To już nie tylko tradycyjny wskaźnik AVE [ekwiwalent reklamowy, jedno z podstawowych narzędzi mierzenia efektów działań PR – red.]. Coraz częściej mówi się o bogatych narzędziach analitycznych, które rzeczywiście będą mierzyły, na ile dane kampanie zmieniają postawy społeczne odbiorców – mówi Marta Pokutycka-Mądrala.

Na przestrzeni kilku ostatnich lat znacząco zmieniło się podejście firm i agencji do badań PR-owych. Jeszcze niedawno korzystały one głównie z podstawowych narzędzi: klasycznych raportów analizujących obecność medialną i plasowanie informacji prasowych w mediach.

– Od kilku lat obserwujemy bardzo dużą dynamikę zmian. Branża jest bardzo otwarta nie tylko na badania, które analizują efekty jej działań, lecz także na research, czyli dogłębne poznanie tematyki, które pomaga w konstruowaniu strategii medialnych i komunikacyjnych czy w badaniu grup docelowych – mówi Magdalena Tokaj, kierownik do spraw rozwoju badań Instytutu Monitorowania Mediów.

Dobry research, czyli zebranie odpowiednich informacji, oraz trafny insight, czyli właściwa analiza i ocena tych danych, pozwalają odpowiednio zaplanować kampanię i taką strategię działań PR-owych, która odpowie na potrzeby konkretnej grupy docelowej.

– Co można zyskać? Tak naprawdę wszystko: skuteczną komunikację i przede wszystkim realizację celów komunikacyjnych. Co można stracić? Możemy stracić tylko tyle, że nie wyważymy otwartych drzwi, nie zrobimy czegoś, co już wcześniej zostało wykorzystane przez inne podmioty – mówi Magdalena Tokaj.

Obok zaawansowanych narzędzi analitycznych i badań PR niezbędnikiem w pracy eksperta od komunikacji jest monitoring mediów. Pozwala być na bieżąco ze wszystkimi istotnymi informacjami, które pojawiają się w mediach – dotyczy to nie tylko prasy, radia czy telewizji, lecz przede wszystkim szerokiego spektrum mediów społecznościowych.

– Z drugiej strony monitoring mediów jest idealnym narzędziem, które pozwala zebrać dane na temat rynku, konkurencji czy naszej własnej marki. To umożliwia skuteczniejsze zaplanowanie pewnych działań czy prowadzenie komunikacji bieżącej. Jest to niezbędne narzędzie, aby sprawnie prowadzić relacje z mediami, dzięki któremu wiemy, gdzie, w jakim kontekście i jacy dziennikarze o nas piszą – tłumaczy Magdalena Tokaj.

Obok analityki i narzędzi umożliwiających mierzenie efektów działań PR w mediach jako główne trendy, które wkrótce będą mieć znaczący wpływ na tę branżę, Marta Pokutycka-Mądrala z Nationale-Nederlanden wymienia również storytelling. To umiejętność opowiadania historii przez markę, przekazywanie ciekawych treści, które będą przyciągać konsumentów i budować wiarygodność firmy. Kolejnym ważnym trendem jest employer branding.

– W Polsce zdecydowanie mówimy o rynku pracownika i coraz więcej osób pracujących w zespołach HR czy rekrutacjach sięga po narzędzia PR. Coraz częściej obserwujemy też ciekawe kampanie, które z jednej strony mają przyciągnąć talenty do organizacji, a z drugiej strony zbudować zaangażowanie pracowników już zatrudnionych. To trend, który wraz z rynkiem pracownika będzie się rozwijał i implikował ciekawe projekty z zakresu komunikacji – prognozuje Marta Pokutycka-Mądrala.

Grafenową baterię w smartfonie można naładować w 5 sekund. Materiał znajdzie zastosowanie także w autach elektrycznych i budownictwie

Grafenową baterię w smartfonie można naładować w 5 sekund. Materiał znajdzie zastosowanie także w autach elektrycznych i budownictwie 9

Kolejne branże otwierają się na grafen – przypominającą plaster miodu strukturę ciasno upakowanych atomów węgla o grubości zaledwie jednego atomu. Jest pięciokrotnie lepszym materiałem do odprowadzania ciepła niż jakikolwiek inny dzisiaj dostępny. Z tego powodu zostanie zastosowany przede wszystkim w bateriach, które będzie można błyskawicznie ładować. Są również plany wykorzystania tej odmiany węgla w budownictwie oraz motoryzacji. Istotną rolę w rozwoju nowej technologii odgrywają Polacy.

– Grafen może być używany w branżach opartych na półprzewodnikach, tam gdzie występuje wysoka temperatura, a w związku z nią straty energetyczne. Grafen będzie materiałem przyszłości również w budownictwie. Jest dwieście razy mocniejszy niż stal w tej samej, relatywnej grubości i jest sto razy lżejszy przy zachowaniu tej samej ceny – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Nowiński z firmy FreeVolt, producenta ogniw fotowoltaicznych z grafenu.

Wykorzystanie grafenu może wpłynąć także na rozwój elektromobilności. Jego zastosowanie w bateriach samochodów elektrycznych wpłynie na zmniejszenie wagi takiej konstrukcji oraz znacząco skróci czas ładowania do zaledwie kilku minut.

– Badania, które zostały wykonane przez firmy zewnętrzne, pokazały, że typowy telefon komórkowy o odpowiedniej pojemnej baterii przy bateryjnych ogniwach grafenowych mógłby się ładować w 5 sekund, a nie w godzinę. W związku z tym samochód elektryczny również mógłby się ładować kilka, a nie kilkanaście minut. To znacznie wpłynęłoby na jego funkcjonalność. Dzisiaj długi okres ładowania baterii determinuje to, czy ktoś chce taki samochód zakupić czy nie – twierdzi ekspert.

Korzystając z grafenu do budowy karoserii, możemy również odchudzić masę całego auta, dzięki czemu stanie się ono bardziej wydajne, zużywając mniej energii elektrycznej. To zaś przełoży się na zmniejszenie kosztów użytkowania aut elektrycznych. Może mieć to ogromne znaczenie dla przemysłu transportowego.

– Jeśli transport obniży koszty, to każdy produkt, począwszy od chleba, a skończywszy na jakimkolwiek skomplikowanym produkcie, będzie tańszy, bo ten składnik kosztów transportu będzie dużo niższy – przekonuje Łukasz Nowiński.

Polscy naukowcy opracowali autorską metodę wytwarzania grafenu, która została opatentowana. Duże ilości tego materiału mogą być wytwarzane w specjalnych reaktorach w Łodzi i Warszawie. Są one zdolne do nanoszenia w sposób ciągły dużych, półmetrowych warstw grafenu o grubości jednego atomu.

– Poza naszym krajem nie ma dzisiaj dostępnych technologii, które w taki sposób, przy takiej jakości i optymalizacji ceny mogłyby wytworzyć grafen wielkości półmetrowej płachty o grubości jednego atomu – twierdzi przedstawiciel FreeVolt.

Jak prognozuje w swoim raporcie Markets and Markets, w 2020 roku wartość rynku grafenu stosowanego w urządzeniach elektronicznych osiągnie wartość ponad 1,5 mld dol., rosnąc średniorocznie w najbliższych latach o 46,8 proc. W 2013 roku ten rynek był wart „jedynie” 58,53 mln dol.

prof. Jerzy Szaflik: Seniorzy nie powinni bagatelizować problemów ze wzrokiem. Wczesna interwencja lekarska może uchronić przed nieodwracalnymi zmianami

prof. Jerzy Szaflik: Seniorzy nie powinni bagatelizować problemów ze wzrokiem. Wczesna interwencja lekarska może uchronić przed nieodwracalnymi zmianami 10

Najczęściej występującymi schorzeniami okulistycznymi u osób starszych są zaćma, jaskra i zwyrodnienie plamki żółtej. Seniorzy jednak często lekceważą problem ze wzrokiem, bo wychodzą z założenia, że wraz z upływem wieku pogorszenie się widzenia jest czymś normalnym i nie wymaga interwencji. Zdaniem lekarzy to duży błąd. Badania kontrolne oczu trzeba wykonywać regularnie, nawet jeśli wydaje się, że od ostatniej wizyty u okulisty nic się nie zmieniło. Niektóre schorzenia, jak na przykład jaskra, przez długi czas mogą bowiem występować bezobjawowo, a w kolejnej fazie choroba mogą doprowadzić do nieodwracalnego uszkodzenia nerwu wzrokowego.

Zdaniem okulistów bardzo złą praktyką powszechnie stosowaną przez osoby starsze jest noszenie od lat tych samych okularów korekcyjnych, mimo że od dawna nie spełniają już one prawidłowo swojej funkcji i widzenie w nich jest zaburzone.

– Z wiekiem zaczynamy mieć coraz większe problemy z narządem wzroku i z widzeniem. Najpopularniejszą chorobą jest zaćma, a jedyna metoda jej leczenia to zabieg chirurgiczny – dziś jest on najczęściej wykonywaną operacją na świecie. Kolejną chorobą charakterystyczną dla osób starszych jest jaskra, która nieleczona prowadzi do trwałej utraty wzroku. Wraz z wiekiem zauważamy również zmiany w siatkówce powodujące upośledzenie widzenia. Jest to tzw. AMD, czyli zwyrodnienie plamki – mówi agencji Newseria prof. Jerzy Szaflik z Centrum Mikrochirurgii Oka Laser.

Na każde z tych schorzeń lekarze starają się znaleźć antidotum, tak by najskuteczniej pomóc pacjentom. Najlepsza sytuacja jest w przypadku zaćmy, bo jeżeli pozostałe struktury oka są prawidłowe, to zabieg operacyjny wymiany zmętniałej soczewki gwarantuje powrót do dobrego albo bardzo dobrego widzenia. Dużo większy problem jest w przypadku jaskry, gdyż we wstępnej fazie przebiega ona bezobjawowo i pacjent nie zauważa, że dzieje się coś nie tak.

– Jaskra nie boli, nie powoduje upośledzenia widzenia w pierwszym okresie, a jednocześnie trwale postępuje, prowadząc do uszkodzenia nerwu wzrokowego. To proces nieodwracalny, dlatego tak istotna jet wczesna diagnostyka jaskry, którą możemy osiągnąć przez kontrolę okulistyczną czy przeprowadzanie badań przesiewowych. To standard w krajach europejskich, jednak w Polsce nie dopracowano jeszcze formuły wczesnego badania pacjentów w kierunku tej jednostki chorobowej – mówi prof. Jerzy Szaflik.

Jeżeli natomiast chodzi o schorzenia związane z wiekiem, a dotyczące siatkówki (jej centrum i zwyrodnienia plamki żółtej), to w tym zakresie ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w medycynie. Jeszcze kilka lat temu lekarze byli niemal bezradni w leczeniu tego schorzenia, a teraz dysponują już nowymi metodami.

– Niestety, metody są dość drastyczne, bo polegają na podawaniu leku do wnętrza gałki ocznej. Ma to na celu zatrzymanie postępu choroby prowadzącej do utraty wzroku oraz możliwość przywrócenia pacjentowi możliwości widzenia z bliska oraz daleka. Warunkiem powodzenia jest rozpoczęcie tego leczenia w porę i stosowania go w odpowiednim systemie – tłumaczy prof. Jerzy Szaflik.

Schorzenia okulistyczne niestety mają to do siebie, że działania profilaktyczne są dość skąpe. Oczywiście trzeba na co dzień dbać o narząd wzroku, natomiast ta profilaktyka nie przekłada się bezpośrednio na możliwość wystąpienia lub niewystąpienia schorzenia.

– W przypadku zaćmy, jaskry i zwyrodnienia plamki związanej z wiekiem, te schorzenia niejako nie podlegają profilaktyce. Trudno wyrokować, który pacjent i w jakim wieku zapadnie na daną chorobę. Podstawą profilaktyki jest jednak prowadzenie higienicznego trybu życia – podkreśla prof. Jerzy Szaflik.

Specjaliści uważają, że istotnym czynnikiem przyspieszającym wystąpienie schorzenia okulistycznego i pogłębiającym degradację narządu wzroku jest palenie tytoniu.

– Warto podkreślić szkodliwość tytoniu, bo najnowsze badania pokazały, że w przypadku np. zwyrodnienia plamki żółtej palenie papierosów przyśpieszyło proces postępowania choroby oaz utrudniało jej leczenie – mówi prof. Jerzy Szaflik.

Okulistyka obecnie może się poszczycić coraz nowszymi, skuteczniejszymi i doskonalszymi metodami leczenia schorzeń wzroku. Zwłaszcza postęp w zakresie leczenia zaćmy jest olbrzymi, gdyż mikrochirurgia spowodowała, że zabieg ten stał się bezpieczny, przewidywalny, daje bardzo dobre wyniki oraz co ważne – pozwala nie tylko na cofnięcie się upośledzenia widzenia związanego z zaćmą, lecz także skorygowanie wad wzroku, które były wrodzone albo nabyte.

– W jaskrze najważniejszą rzeczą jest właściwa ocena stanu, wczesne wykrycie i stosowanie nowoczesnego leczenia miejscowego. W wyjątkowych przypadkach zalecamy pacjentom metody chirurgiczne. Jeśli chodzi o leczenie miejscowe, czyli kroplowe, to tutaj też odnotowujemy pewien postęp. Powstają generacje nowoczesnych, doskonalszych preparatów. Największy progres dokonuje się jednak w chirurgii okulistycznej. W ostatnim czasie wprowadzono tam kilka zupełnie nowych, nisko obciążających narząd wzroku zabiegów małoinwazyjnych. Kiedyś były one problematyczne do wykonania, dziś traktujemy je jako ambulatoryjne – wyjaśnia prof. Jerzy Szaflik.

Wszystkie najnowsze metody diagnostyki i leczenia tych chorób są w Polsce dostępne w Centrum Mikrochirurgii Oka Laser w Warszawie wszystkie je stosujemy, pamiętając, że najważniejsze jest dobro i bezpieczeństwo naszych pacjentów.

Bitcoin już nie frunie

Po tym jak 22 grudnia bitcoin osiągnął najniższą wartość od 6 grudnia (poniżej 12 tys. USD), kiedy to rozpoczął się ostry wzrost wartości kryptowaluty, na przełomie roku jego wartość kształtowała się pomiędzy widełkami 12,6 tys. USD (30 grudnia) a 16,5 tys. USD (27 grudnia). Rano 2 stycznia bitcoin kosztuje poniżej 13,4 tys. USD. Tymczasem coraz więcej osób i instytucji ostrzega przed inwestowaniem w kryptowaluty, w tym m.in. Carl-Ludwig Thiele, członek rady nadzorczej Bundesbanku, Jan Smets, gubernator belgijskiego banku centralnego, Peter Schiff, inwestor, który przewidział kryzys w 2007 roku czy David Stockman, były członek administracji prezydenta Ronalda Reagana, a także analitycy amerykańskiego giganta finansowego Morgan Stanley.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,21%), brytyjskiego funta (-0,31%), dolara kanadyjskiego (-0,54%), dolara australijskiego (-0,47%) oraz japońskiego jena (-0,03%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,203, GBP/USD – 1,353, USD/CAD – 1,252, AUD/USD – 0,784 i USD/JPY – 112,6. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,17%) i kurs EUR/JPY wynosi 135,5, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,889. W porównaniu z sytuacją sprzed okresu świąteczno-noworocznego złotówka umocniła się do wszystkich głównych walut światowych. We wtorek rano dolar kosztuje 3,47 zł, euro – poniżej 4,18 zł, funt – 4,7 zł, a frank szwajcarski – poniżej 3,57 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,85%, frankfurcki indeks DAX spadł o 0,48%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,5%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,52%, a meksykański indeks Bolsa zyskał 1,01%. We wtorek w Azji hongkoński indeks Hang Seng wzrósł o 1,91%, a seulski indeks KOSPI – o 0,44%.

Ropa i złoto: W porównaniu do sytuacji sprzed okresu świąteczno-noworocznego ceny ropy naftowej nieco wzrosły. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 66,6 USD (+2,62%), a ropy WTI – 60,42 USD (+3,53%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca jest wyższa o 2 USD i wynosi 69 USD. O podobny procent poszły w górę ceny złota. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1309 USD. To 42 USD więcej (+3,31%) niż 22 grudnia.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 2:45 – Chiny – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień – 51,5 pkt. (prognoza 50,6 pkt.)
  • 9:00 – Polska – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień – 55 pkt. (prognoza 54,7 pkt.)
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Rynku Pracy wg BIEC, grudzień – 71 pkt.
  • 9:55 – Niemcy – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień (prognoza 63,3 pkt.)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień (prognoza 60,6 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień (prognoza 58 pkt.)
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień (prognoza 55 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Nowy start, stare tematy

Nowy rok wita nas podtrzymywaną słabością dolara i generalnie dobrym klimatem inwestycyjnym (akcje, surowce rynki wschodzące). Ponieważ Japonia do czwartku świętuje, rynki jeszcze nie wskoczyły na właściwe obroty. Dziś dzień z indeksami PMI.

Handel między świętami mógł być obciążony przetasowaniami na koniec miesiąca/kwartału/roku, ale pewne rozstrzygnięcia trudno będzie całkowicie odwrócić. Przede wszystkim słaby pozostaje dolar. Prezydent Trump podpisał ustawę podatkową i razem z podpisem prysł (przynajmniej na razie) cały czar związany z ekspansją fiskalną. Rynek preferuje sprzedawać fakty, z tyłu głowy będąc świadomym, że o kolejne sukcesy na tym polu może być trudno przy mocno podzielonym Kongresie. Wszak jeszcze w grudniu Trump wspomniał o planowanych wydatkach infrastrukturalnych, ale bez ujawnienia szczegółów nie jest czynnik, który mógłby pomóc dolarowi. Po stronie polityki monetarnej, w samym Fed utrzymują się wątpliwości, czy odbicie inflacji jeszcze kiedykolwiek nadejdzie, przez co nawet do czerwca może zamrożeniu ulec proces normalizacji. Kolejne dane mogą naturalnie ożywić dyskusję, ale wymagany jest nadzwyczajny skok płac (5 stycznia) lub CPI (12 stycznia). Kłopot w tym, że początek roku zwykle przynosi pogorszenie danych makro z USA (głównie w aktywności gospodarczej), a oczekiwania są wygórowane po dobrym czwartym kwartale (indeks zaskoczeń danych makro jest najwyżej do 2012 r.).

Z drugiej strony rynek chce kupować EUR, a EUR/USD ma za sobą serię pięciu sesji wzrostów. Powszechnym przekonaniem staje się, że umocnienie EUR będzie głównym tematem w tym roku, bazując na spokojniejszym tle politycznym, podtrzymanym ożywieniu i odchodzeniu ECB od luzowania monetarnego. W tej ostatniej kwestii nie brakuje opinii, że Mario Draghi i spółka dokonają mocniejszego zwrotu w stronę normalizacji polityki pieniężnej wcześniej, niż zostało to „rozrysowane” w harmonogramie w październiku. Sam ECB nie będzie ukontentowany, jeśli EUR będzie z wyprzedzeniem dyskontować bardziej restrykcyjną politykę, a w ostatnich miesiącach byliśmy już świadkami, jak EUR/USD w okolicach 1,20 wymuszał werbalne interwencje co bardziej prominentnych gołębi z Rady Prezesów. To teraz jest największe ryzyko dla siły EUR, choć sądzę, że ewentualne korekty szybko znajdą chętnych do podkupienia.

EUR/PLN po 4,17, a przede wszystkim USD/PLN poniżej 3,50 to nie są poziomy, których osobiście oczekiwałem na koniec 2017 r. Dane z polskiej gospodarki pozostają wyśmienite (patrz: indeks PMI dziś rano) i z pewnością są argumentem na korzyść złotego, ale skłaniałabym się ku opinii, że nie udałoby się tego dokonać, gdyby nie fala deprecjacji dolara i tradycyjnie pozytywny tego efekt na aktywa rynków wschodzących. Poza tym spora część spadków kursów złotych miała miejsce na niepłynnym rynku między świętami, co nie gwarantuje trwałości ruchów. Póki sentyment jest, jaki jest, nie będę z nim walczył, ale jednocześnie pozostaję niechętny gonieniu umocnienia PLN. Szczególnie tło polityczne (spór z KE) jest czymś, co w końcu może uderzyć w złotego.

Dziś w kalendarzu maraton odczytów indeksów PMI dla przemysłu. Dane z Eurolandu są rewizją z mniejszą uwagą inwestorów. W Wielkiej Brytanii nawet przy zakładanej korekcie wskaźnik pozostaje na solidnym poziomie. W USA PMI ma utrzymać się na 55, choć rynek większą uwagę przywiąże do jutrzejszego odczytu ISM. W skrócie: nic imponującego.
Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Obowiązek składania sprawozdań finansowych na celowniku organów ścigania

Prokuratorzy i naczelnicy urzędów skarbowych coraz wnikliwiej weryfikują, czy spółki wywiązują się z obowiązku składania sprawozdań finansowych. Nie należy go lekceważyć – zarówno w toku prowadzenia działalności gospodarczej, jak i w razie konfrontacji z organami ścigania. Niewywiązującym się ze składania sprawozdań kierownikom jednostek grozi bowiem podwójna odpowiedzialność karna: po pierwsze za niezłożenie sprawozdania do sądu rejestrowego, a po drugie za nieprzekazanie go do właściwego urzędu skarbowego. Warto zatem odpowiednio wcześnie zadbać o należyte wypełnienie przewidzianych przepisami obowiązków sprawozdawczych.

Wybuch tzw. afery Amber Gold obnażył „luźne” podejście, zarówno finansowych (naczelników urzędów skarbowych), jak i niefinansowych (prokuratorów) oskarżycieli publicznych do kierowników jednostek niewywiązujących się z obowiązku składania sprawozdań finansowych we właściwym urzędzie skarbowym oraz do właściwego sądu rejestrowego. Obecny kierunek polityki fiskalnej państwa oraz wzrastająca liczba zawiadomień kierowanych do prokuratur w sprawie niezłożenia sprawozdania finansowego wskazuje jednoznacznie, iż nastąpiła istotna zmiana podejścia zarówno w kwestii związanej ze ściganiem przestępczości przeciwko informacji gospodarczej w ogóle, jak i do karalności za naruszanie zasad sprawozdawczości finansowej w szczególności. Trudno zatem liczyć na pobłażliwość organów ścigania i uniknięcie odpowiedzialności karnej, kiedy postępowanie zostanie już wszczęte. Należy mieć bowiem na uwadze fakt, że sprawozdanie finansowe to najbardziej wiarygodny dokument prezentujący sytuację majątkową i finansową firmy, do którego prawo dostępu mają wszyscy obywatele.

Na kim ciążą obowiązki sprawozdawcze?

Kierownicy jednostek, o których mowa w ustawie o rachunkowości, muszą pamiętać, że sprawozdanie finansowe należy złożyć nie tylko do właściwego urzędu skarbowego, ale także do właściwego sądu rejestrowego.

Kierownikiem jednostki w rozumieniu przepisów jest członek zarządu lub innego organu zarządzającego, a jeżeli organ jest wieloosobowy – członkowie tego organu, z wyłączeniem pełnomocników ustanowionych przez jednostkę. W przypadku spółki jawnej i spółki cywilnej za kierownika jednostki uważa się wspólników prowadzących sprawy spółki, w przypadku spółki partnerskiej – wspólników prowadzących sprawy spółki albo zarząd, a w odniesieniu do spółki komandytowej i spółki komandytowo-akcyjnej – komplementariuszy prowadzących sprawy spółki. W przypadku osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą za kierownika jednostki uważa się tę osobę (do osób wykonujących wolne zawody przepis ten stosuje się odpowiednio). Za kierownika jednostki uważa się również likwidatora, a także syndyka lub zarządcę ustanowionego w postępowaniu restrukturyzacyjnym.

Niezłożenie sprawozdania finansowego – dwie instytucje to ryzyko podwójnej sankcji

Uchybienie obowiązkowi złożenia sprawozdania finansowego podlegać może dwóm reżimom odpowiedzialności karnej.

Po pierwsze, niezłożenie sprawozdania finansowego do właściwego urzędu skarbowego skutkuje wyczerpaniem znamion wykroczenia skarbowego z art. 80b KKS, za które grozi kara grzywny w wymiarze od jednej dziesiątej do dwudziestokrotności minimalnego wynagrodzenia, tj. od 200 zł do 40 000 zł.

Z kolei niezłożenie sprawozdania finansowego do właściwego sądu rejestrowego wyczerpuje znamiona czynu zabronionego określone w art. 79 pkt 4 ustawy o rachunkowości. W tym przypadku jest to przestępstwo pospolite, za które sąd może wymierzyć karę grzywny od 100 zł do 1 080 000 zł (od 10 do 540 stawek dziennych, gdzie najwyższa nie może przekraczać 2 000 zł) albo nawet karę ograniczenia wolności od 1 miesiąca do 2 lat.

Pamiętajmy o terminach i skutkach ich niedotrzymania

Warto pamiętać, iż powołane wyżej przepisy stosują się w różnych okolicznościach faktycznych. Różne są bowiem terminy przekazania sprawozdań finansowych, a przede wszystkim inne są organy, do których podmiot obowiązany ma przekazać sprawozdanie. Przepisy ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych nakładają na kierownika jednostki obowiązek złożenia sprawozdania finansowego do organu podatkowego w terminie 10 dni od daty zatwierdzenia rocznego sprawozdania finansowego (art. 27 ust. 2 CIT). Natomiast zgodnie z ustawą o rachunkowości kierownik jednostki ma obowiązek złożyć takie sprawozdanie do KRS w ciągu 15 dni od dnia jego zatwierdzenia, tj. do 15 lipca roku następnego po roku podatkowym (art. 53 ust. 1 i art. 69 ust. 1 ustawy o rachunkowości).

W opisywanym przypadku nie ma zastosowania art. 8 KKS, co oznacza, iż kierujący jednostką zostanie ukarany dwukrotnie: w pierwszej kolejności za zaniechanie dopełnienia obowiązku wobec fiskusa, a w dalszej za niespełnienie tego obowiązku wobec sądu rejestrowego. O ile uchybienie obowiązkowi wobec fiskusa stanowi wykroczenie, za które, w najlepszym przypadku, organ podatkowy może wymierzyć mandat karny do 4 000 zł, o tyle w przypadku zaniechania złożenia sprawozdania do KRS sąd na wniosek prokuratora lub naczelnika US wyda wyrok skazujący, który podlega wpisowi do Krajowego Rejestru Karnego.

Przemyślana strategia działania

W sytuacji niezłożenia sprawozdania finansowego do organu podatkowego karalność czynu zabronionego przedawnia się z upływem roku od daty popełnienia czynu zabronionego. Jeżeli organ zdąży jednak przeprowadzić postępowanie w tym zakresie, to musi on udowodnić umyślność w działaniu, zaś podejrzany może powoływać się m.in. na znikomą społeczną szkodliwość czynu. Jeżeli składamy sprawozdanie finansowe po terminie, warto również mieć na względzie instytucję tzw. czynnego żalu. W sytuacji zaś niezłożenia sprawozdania finansowego do sądu rejestrowego na przedawnienie tak szybko się nie powołamy, gdyż obowiązuje tu aż 5-letni okres przedawnienia karalności. Warto zatem powalczyć o umniejszenie winy umyślnej bądź jej całkowite wyłączenie, a poza tym spróbować powołać się na znikomą społeczną szkodliwość czynu.

Należy pamiętać, aby w każdym przypadku linię obrony dostosować do konkretnego postępowania. Każde postępowanie to bowiem odmienny stan faktyczny, od którego zależeć będzie skuteczność przyjętej strategii działania. Obowiązku terminowego złożenia sprawozdania finansowego nie należy w żadnym wypadku lekceważyć, a w przypadku gdy uchybimy swojemu obowiązkowi, nie powinniśmy liczyć na pobłażliwe traktowanie przez organy ścigania, które zainteresują się sprawą. Prowadząc działalność gospodarczą, warto skorzystać z profesjonalnej pomocy w zakresie obsługi księgowo-finansowej, a w przypadku konfrontacji z organami ścigania – zasięgnąć rady pełnomocnika doświadczonego w sprawach określonego typu.

Autorzy: adwokat Arkadiusz Janus, prawnik Maciej Krawiel

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Potrzeba silniejszej gospodarki i promocji własnych marek Made in Poland

Sytuacja ekonomiczna Polski jest obecnie bardzo dobra. Chyba jeszcze nigdy w historii nie byliśmy tak blisko Niemiec, czyli najbogatszego kraju w Europie. W tej chwili jesteśmy na poziomie 55% niemieckiego PKB. Niestety, korzystna koniunktura musi się kiedyś skończyć. Czy nasz kraj jest na to gotowy?

Kosztowne programy społeczne

Polska gospodarka rozwija się pomyślnie. Niskie bezrobocie i wzrost eksportu napawają optymizmem. Należy jednak pamiętać o pewnych zagrożeniach. Takim są m.in. realizowane programy społeczne, które choć pożądane, stanowią dla budżetu spore obciążenie. W czasach dekoniunktury mogą okazać się dużym problemem i trzeba mieć to na uwadze.

Potrzeba silniejszej gospodarki

„Trudno nie zgodzić się z pomysłami i propozycjami rządu, żeby zrekonstruować system przemysłu i gospodarczy Polski, zwłaszcza uniezależnić się od zagranicznych inwestorów. Jak na razie w wielu branżach, np. meblarskiej, samochodowej, Polska jest tylko oczkiem w łańcuszku dostaw dla niemieckiego przemysłu eksportowego. Nie mamy własnych marek […] i produktów. Jesteśmy tylko dostawcą” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute.

Można wydawać lepiej

Budowa silnej gospodarki to jedno. Po drugie warto się zastanowić, jak minimalizować niepotrzebne koszty państwa. Na pewno należy optymalizować wydatki na programy społeczne. Poza tym konieczne jest ograniczanie biurokracji, a także stwarzanie korzystniejszych warunków do rozwoju dla przedsiębiorców.

W 2018 r. polskie firmy będą zatrudniać i lepiej płacić

Jakub Gontarek – Konfederacja Lewiatan
Jakub Gontarek – Konfederacja Lewiatan

Na rynku pracy mamy do czynienia z sytuacją, która nie miała miejsca od 25 lat. Dane płynące z gospodarki – rosnący PKB, spadające bezrobocie, rosnące wynagrodzenia i zapotrzebowanie na pracowników – sprawiają, że można nasz rynek pracy nazwać „rynkiem pracownika”. W 2018 roku priorytetem powinno być wprowadzenie zmian, które wpłyną na usprawnienie procesu zatrudniania cudzoziemców. Problemy kadrowe powodują, iż firmy coraz częściej muszą ograniczać swoje plany inwestycyjne, co wpływa negatywnie na perspektywę rozwoju gospodarki.

– Świadczy o tym najniższa od 25 lat stopa bezrobocia, która w listopadzie wyniosła 6,5%, rosnąca liczba wolnych miejsc pracy oraz wzrost przeciętnego wynagrodzenia o 7,4% z perspektywą jeszcze większych podwyżek w kolejnym roku. Należy jednak pamiętać, że nie we wszystkich regionach i branżach mamy do czynienia z „rynkiem pracownika”. Takim obszarem jest ściana wschodnia i mniejsze miejscowości, gdzie nadal jest wysokie bezrobocie. Firmom brakuje przede wszystkim wykwalifikowanych pracowników w takich branżach jak ICT, budownictwo, transport oraz w pracach prostych, gdzie podaż tanich pracowników zza wschodniej granicy została praktycznie wyczerpana – mówi Jakub Gontarek, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Będzie brakowało pracowników

Dlatego wielu pracodawców informuje, że coraz silniej odczuwają presję płacową, o czym świadczy duża konkurencja o pracowników pomiędzy firmami, które często są w stanie zaoferować kandydatom o 40-50% wyższe wynagrodzenie. Problemy z pozyskaniem pracowników przejawiają się także coraz większym zainteresowaniem firm inwestycjami we współpracę ze szkołami zawodowymi i uczelniami, jako sposobem na pozyskiwanie przyszłych pracowników. Zarządzający zwiększają też budżety na wynagrodzenia w 2018 r. licząc się z koniecznością zaproponowania pracownikom podwyżek, aby utrzymać ich w firmach.

– W perspektywie nadchodzących lat polski rynek pracy czeka strategiczna zmiana, do której już w 2018 roku powinny rozpocząć przygotowania zarówno administracja, jak i firmy. Głównym zadaniem jakie stoi przed polską gospodarką jest przygotowanie się do zmian wynikających z nadchodzącej rewolucji technologicznej i wyzwań Gospodarki 4.0. Jest to szczególnie istotne w kontekście wyrwania się z pułapki średniego dochodu, co w praktyce oznacza, że polskie firmy muszą przestać konkurować niskimi kosztami pracy, a wchodzić na ścieżkę wysokoprzetworzonych, najwyższej jakości produktów i usług – mówi Jakub Gontarek.

Gospodarka oparta na wiedzy

Aby było to możliwe tak rządzący, jak i firmy muszą rozpocząć proces tworzenia gospodarki opartej na wiedzy. A do tego potrzebni są wysoko wykwalifikowani pracownicy korzystający z najnowszych rozwiązań technologicznych. Dlatego głównym zadaniem dla administracji są zmiany w otoczeniu formalno-prawnym oraz funkcjonowaniu instytucji rynku pracy, wspierające inwestycje w kwalifikacje pracowników i nowe technologie. Dla firm kluczowe znaczenie ma zaangażowanie się w proces kształcenia przyszłych pracowników oraz szkolenia i aktualizowania kwalifikacji, tych którzy na rynku pracy już są, a potrzebują dostosowania kompetencji do dynamicznych zmian. Firmy muszą też zmierzyć się z nowoczesną organizacją pracy pozwalającą pracownikom godzić życie zawodowe z osobistym w ramach koncepcji work-life blance oraz bardziej płaskich, elastycznych, struktur organizacyjnych, angażujących i wykorzystujących potencjał pracowników.

– Dlatego negatywnie oceniam niezgodne z ustawą o promocji zatrudnienia i rekomendacjami partnerów społecznych, zarówno organizacji pracodawców, jak i związków zawodowych, zmniejszenie środków na Krajowy Fundusz Szkoleniowy o ponad 50 %. KFS jest narzędziem bardzo popularnym wśród przedsiębiorców, umożliwiającym uzupełnianie i dostosowywanie kwalifikacji pracowników do dynamicznie zmieniającego się zapotrzebowania – dodaje Jakub Gontarek.

Zgodnie z ustawą, na KFS powinno być przeznaczone 2% Funduszu Pracy. Partnerzy społeczni w uchwale RDS z czerwca 2017 r. rekomendowali podniesienie udziału KFS w Funduszu pracy do 4% w 2018, 5% w 2019 i docelowo 6% w 2020. Niestety Ministerstwo Pracy ustaliło udział KFS na poziomie 1,29%, przeznaczając ponad 3 mld złotych, niezgodnie z celem Funduszu Pracy, na wynagrodzenia dla pielęgniarek i lekarzy. O ile wzrost wynagrodzeń tej grupy pracowników jest pożądany, o tyle nie powinno się go finansować ze składek pracodawców przeznaczonych na działania poprawiające funkcjonowanie rynku pracy i jego instytucji. Dlatego wzrost kwot przeznaczanych na szkolenia w ramach KFS jest niezwykle ważną strategiczną decyzją, którą musi podjąć ministerstwo w 2018 roku, szczególnie w kontekście braku wykwalifikowanych pracowników.

Niekorzystne zmiany na rynku pracy

Obawy rodzi również brak systemowych działań, które byłyby nastawione na promocje zatrudnienia w ramach umów o pracę oraz uatrakcyjnienie tej formy zatrudnienia. Wprowadzone zmiany w pracy tymczasowej w praktyce mogą doprowadzić do ograniczenia tej uregulowanej i znanej nam formuły zatrudnienia. Zmiany nie posłużą ani przedsiębiorcom ani lepszej aktywizacji osób na rynku pracy. Ponadto koniec roku to zapowiedź wzrostu kosztów zatrudniania pracowników w postaci przyjętego przez Sejm RP zniesienia od stycznia 2019r. limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe (tzw. trzydziestokrotność). Sposób procedowania ustawy (pojawienie się na 2 miesiące przed końcem roku) powoduje, że wzrasta pośród pracodawców niepewność, a to znowu negatywnie przekłada się na plany inwestycyjne oraz strategię zarządzania personelem. Kontrowersje budzi także obniżenie wieku emerytalnego, szczególnie w przypadku rosnącej długości życia. Działanie to po pierwsze wypchnęło z rynku pracy osoby, które były w stanie jeszcze pracować, a które zdecydowały się pobierać świadczenia emerytalne i pracować w mniejszym wymiarze albo w szarej strefie. Ta decyzja budzi też obawy co do stabilności systemu i zdaniem ekspertów spowoduje, że w przyszłości nie będziemy w stanie sfinansować wypłat emerytur dla ludzi z pokolenia wyżu demograficznego.

Potrzebna nowa polityka migracyjna

W 2018 roku priorytetem dla pracodawców, w zakresie obszaru regulacji zatrudnienia, jest podjęcie działań faktycznych, ewentualnie wprowadzenie zmian regulacji, które wpłynęłyby na usprawnienie procesu zatrudniania cudzoziemców. Problemy kadrowe powodują, iż firmy coraz częściej muszą ograniczać swoje plany inwestycyjne, co wpływa negatywnie na perspektywę rozwoju polskiej gospodarki. Niezwykle ważne jest przyjęcie spójnej polityki migracyjnej, która zachęcałaby do przyjazdu osoby z pożądanymi przez pracodawców kwalifikacjami oraz tych, którzy uzupełnialiby zapotrzebowanie w zawodach deficytowych. Powinniśmy poważnie zastanowić się nad otwarciem się polskiego rynku na duże rynki pracy jak Indie, Pakistan, czy byłe republiki Związku Radzieckiego, na przykład zachęcając do powrotu rodziny repatriantów.

Zaangażowanie w proces stanowienia prawa

Warto także obserwować proces legislacyjny związany z wprowadzaniem Pracowniczych Planów Kapitałowych oraz zmiany ustawy o związkach zawodowych powodującej rozszerzenie prawa do koalicji na osoby zatrudnione na innej podstawie niż stosunek pracy. Ważne będą także zmiany przepisów, które powinny zostać przyjęte do maja 2018, nowelizujące Kodeks pracy w zakresie ochrony danych osobowych (obecnie art. 22(1) k.p.). Dlatego niezwykle ważny będzie głos pracodawców, którzy powinni aktywnie włączyć się w proces konsultacji i zgłaszania uwag do planowanych zmian.

Od 1 stycznia 2018 r. warto będzie inwestować w B+R+I

1 stycznia 2018 r. wchodzi w życie ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej.

Przedsiębiorstwa działające w Polsce wydają na inwestycje w prace badawczo-rozwojowe niespełna 0,5 proc. PKB, a cała polska gospodarka mniej niż 1 proc. PKB. I to mimo sporych środków finansowych z funduszy unijnych przeznaczanych na B+R+I. Po 2020 r. pieniądze europejskie będą trudniej dostępne i na pewno będzie ich mniej niż mamy do dyspozycji dzisiaj. Dlatego tak ważna jest ustawa o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej i zawarte w niej instrumenty wspierające decyzje dotyczące inwestycji w badania i rozwój i innowacje. Dotychczasowe rozwiązania były niewystarczające o czym świadczy chociażby liczba podmiotów, które w 2016 r. skorzystały z ulgi podatkowej na B+R – 277 podatników CIT oraz 279 podatników PIT. Koszty kwalifikowane poniesione na działalność B+R przez te 556 podmiotów to 1,1 mld zł. Skutki dla budżetu państwa to brak wpływu z podatków CIT i PIT na poziomie 39 mln zł. Można powiedzieć, że to żaden koszt, ale też niewielkie inwestycje w stosunku B+R do potrzeb polskiej gospodarki. A zaplanowaliśmy, że do 2020 r. będziemy inwestować w projekty badawczo-rozwojowe 1,7 proc. PKB.

Nowa, tzw. duża ustawa o wspieraniu innowacyjności, która wchodzi w życie 1 stycznia 2018 r., daje naprawdę duże szanse nie tylko na osiągnięcie takie poziomu inwestycji w B+R+I, ale przede wszystkim daje szanse biznesowi i nauce na budowanie skutecznej współpracy, której efektem będą innowacje – nowe produkty, procesy, technologie.

Najważniejsze z punktu widzenia przedsiębiorstw instrumenty wsparcia decyzji dotyczących inwestycji w B+R+I, to:

  • ulga podatkowa na B+R na poziomie 100 proc. kosztów kwalifikowanych,
  • rozszerzenie listy kosztów kwalifikowanych m.in. o materiały nietrwałe (nabycie niebędącego środkami trwałymi sprzętu specjalistycznego, w szczególności naczyń i przyborów laboratoryjnych oraz urządzeń pomiarowych), o koszty związane z nabyciem od jednostki naukowej wyników badań, o należności z tytułu wykonywania usług na podstawie umów cywilno-prawnych (umowa- zlecenie, umowa o dzieło), a dla dużych firm o koszty uzyskania i utrzymania patentu (MŚP już taką możliwość miały),
  • umożliwienie korzystania z ulgi na B+R przedsiębiorstwom działającym w Specjalnych Strefach Ekonomicznych (koszty związane z B+R nie mogą być uwzględnione w zwolnieniu podatkowym wynikającym z działania w SSE),
  • ulga podatkowa na B+R dla Centrów Badawczo-Rozwojowych (CBR) w wysokości 150 proc. kosztów kwalifikowanych i szerszy niż dla przedsiębiorstw niemających statusu CBR katalog kosztów kwalifikowanych,
  • poprawa warunków uzyskania przez przedsiębiorcę statusu CBR.

Do tego przedsiębiorcy mają już możliwość korzystania ze współpracy z doktorantami w ramach tzw. doktoratów wdrożeniowych, a koszty osobowe współpracy z doktorantami w takim trybie będą kosztami kwalifikowanymi w ramach ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej. Warto, aby jak najwięcej firm inwestujących w badania i rozwój z tej możliwości skorzystało.

Miejmy nadzieję, że także tworzona ustawą Sieć Badawcza: Łukasiewicz, która ma połączyć aktywa rzeczowe, osobowe i finansowe 38 instytutów badawczych, będzie kolejnym elementem wspierającym inwestycje przedsiębiorstw w B+R+I. A także, że nie wprowadzony do ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej innovation box, czyli ulga podatkowa na przychody ze sprzedaży własności intelektualnej, zostanie wprowadzony jeśli nie w 2018 r., to w kolejnym roku.

Rozwiązania wprowadzone ustawą o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy otoczenia prawnego działalności innowacyjnej są naprawdę warte wykorzystania przez przedsiębiorców. Miejmy nadzieję, że liczba firm korzystających z ulgi podatkowej na B+R wzrośnie z 556 (2016), do kilku tysięcy. Skorzysta na tym gospodarka, nauka, biznes i my wszyscy – konsumenci.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Co nas czeka? Prognozy dotyczące cyberbezpieczeństwa na 2018 rok

Arnold H. Glasow mawiał, że kłopot z przyszłością polega na tym, że zwykle dociera do nas, zanim jesteśmy na to gotowi. Ostatni rok z pewnością zaskoczył nas, gdy złośliwe oprogramowania WannaCry i Petya zaatakowały firmy na całym świecie, wyrządzając bezprecedensowe szkody, podczas gdy poważne nowe luki, takie jak BlueBorne, zostały wykryte w prawie każdym podłączonym do sieci urządzeniu. Firma Check Point Software Technologies podzieliła się swoimi prognozami dotyczącymi cyberbezpieczeństwa na rok 2018.

Jak twierdzą eksperci Check Pointa, w czasie, gdy wieści o atakach na dużą skalę zdominowały doniesienia prasowe, za kulisami pojawiły się inne istotne trendy w zakresie cyberbezpieczeństwa, które również mogą utrudnić codzienne życie.

Tendencje te wynikają z rosnącego uzależnienia od technologii cyfrowych oraz z faktu, że organizacje rządowe i sektora prywatnego gromadzą i wykorzystują coraz bardziej wrażliwe dane osobowe, zwiększając potencjalne straty w przypadku kradzieży informacji lub manipulacji nimi w celach kryminalnych lub politycznych. Jakie są więc pojawiające się trendy w Internecie? Jak możemy się przygotować, żeby poradzić sobie z nimi i zniwelować ich wpływ?

F jak Fake News

„Fake news” – określenie zostało niedawno jednym ze słów roku 2017 Collinsa, wydawcy słownika. W ostatnich latach hakowanie danych i publikowanie ich na portalach społecznościowych stało się powszechnym sposobem rozpowszechniania (niekoniecznie prawdziwych) informacji dotyczących działań jednostek, firm, a nawet krajów.

Ale oczywiście ta sama technika jest również używana jako broń do niszczenia reputacji i rozprzestrzeniania propagandy za sprawą wycieku fałszywych informacji, w narracji typu „zhakowaliśmy ich i zdobyliśmy ich tajne dane”.

Badania przeprowadzone po wyborach prezydenckich w USA w 2016 r. Pokazały, że najszerzej rozpowszechniane wiadomości podczas trwania wyborów były fałszywe. Co więcej, badanie Uniwersytetu Stanford wykazało, jak trudno jest odróżnić prawdziwe wiadomości od fałszywych lub płatnych treści online. Rozprzestrzenianie fałszywych wiadomości ma ogromny wpływ na opinię publiczną – dlatego można się spodziewać, że ta technika będzie coraz częściej stosowana w 2018 roku.

Zdaniem Check Pointa aby ograniczyć rozprzestrzenianie się fałszywych informacji, firmy i organy rządowe muszą lepiej zabezpieczać posiadane przez siebie dane, natomiast my – użytkownicy sieci – musimy nauczyć się lepiej identyfikować fałszywe wiadomości w Internecie.

Legalne organizacje przyłapane na hakowaniu

Z rosnącą falą fałszywych wiadomości wiąże się wykorzystywanie metod hakerów przez legalne organizacje, w tym firmy i rządy, w celu kradzieży informacji od rywali lub o nich, a także żeby wpłynąć na opinię publiczną. Kluczowym przykładem był atak hakerski na sztab wyborczy prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, kilka godzin przed otwarciem lokali wyborczych.

Możemy spodziewać się, że coraz więcej „zaufanych” instytucji państwowych i prywatnych będzie korzystać z tego typu działań – zwykle kojarzonych z cyberprzestępcami – aby uzyskać przewagę nad przeciwnikiem. Wynika to z tego, że zysk ze zwycięstwa może być postrzegany jako ważniejszy niż ryzyko zostania przyłapanym. To ponownie zwraca uwagę na to, jak bardzo potrzebna jest lepsza ochrona danych i własności intelektualnej przez wszystkie organizacje, żeby powstrzymać napastników wykorzystujących je dla własnych celów.

Czy kryptowaluty będą kontrolowane?

Czy w związku z coraz częstszym wykorzystaniem kryptowalut do kryminalnej i nielegalnej działalności online, zaczną obowiązywać bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące ich użycia? Stały się one preferowaną metodą płatności dla przestępców stojących za atakami typu ransomware oraz do opłacania innych nielegalnych działań.

Szacuje się, że jedna transakcja bitcoinowa zużywa tyle energii, ile przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe w ciągu tygodnia. Do tworzenia kryptowalut potrzebne są znaczące zasoby, co zdeterminowało potrzebę powstania tzw. Crypto miners, nowego quasi-złośliwego oprogramowania, które są wykorzystywane do nieuczciwego zarabiania poprzez wykorzystywanie mocy procesora nieświadomych użytkowników komputerów do generowania waluty, często bez wiedzy i zgody użytkowników.

Ponieważ wartość 1 Bitcoina przekroczyła historyczny rekord 8 000 USD, systemy powiązane z tą walutą mogą również stać się celami ataków przestępców, którzy będą chcieli wykorzystać luki w zabezpieczeniach uwierzytelnienia kryptowalut lub w systemach wykorzystujących technologie blockchainowe. Połączenie tych czynników może spowodować, że międzynarodowe rządy i organy ścigania podejmą działania przeciwko nadużywaniu kryptowalut, co z kolei negatywnie wpłynie na wartość samej waluty.

Rządy wdrażające cyber-armie w celu obrony swoich obywateli i granic

Zaczniemy obserwować rządy państw rozmieszczających cyber-armie, aby chronić interesy rządów i obywateli. Siły cybobronne będą patrolować krajową sieć internetową w celu ochrony obywateli i infrastruktury krytycznej, takiej jak sieci energetyczne i wodne, sieci bankowe i inne, w podobny sposób, w jaki konwencjonalne armie i siły policyjne są wykorzystywane do ochrony granic państwowych, a także chronią obywateli przed przestępczością konwencjonalną.

Taka obrona przed cyberatakami nie musi być skomplikowana: od 80 do 90 procent ataków można zapobiec dzięki podstawowym środkom bezpieczeństwa, takim jak firewall, zapobieganie włamaniom, odpowiednia segmentacja sieci i regularne łatanie luk. Środki te znacznie utrudniają napastnikom przedostawanie się do systemów i powodowanie szkód.

Jak przewidują specjaliści firmy Check Point, w 2018 roku będziemy jeszcze bardziej uzależnieni i zanurzeni w naszym hiperpołączonym świecie. Każda sieć, której używamy, może być kierowana wszędzie tam, gdziekolwiek jesteśmy połączeni, a informacje, które trawimy, mogą być zmanipulowane bez naszej wiedzy. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, musimy lepiej zabezpieczyć sieci i dane, abyśmy mogli zaufać usługom, z których korzystamy i zapewnić integralność danych, które produkujemy i zużywamy. Nadchodzi przyszłość i możemy zobaczyć, co ona trzyma dla nas – więc tym razem musimy być gotowi.

Prognozowany wzrost wynagrodzeń w Europie w 2018 roku

Końcowe miesiące roku to dla większości menedżerów i specjalistów HR czas ustalania budżetów na kolejny rok. Dla wielu organizacji dużym wyzwaniem staje się trafne prognozowanie wzrostu płac, co zapewnia możliwość odpowiedniej indeksacji wynagrodzeń, a tym samym utrzymanie konkurencyjności na rynku. Według szacunków Unii Europejskiej w nadchodzącym roku Polska odnotuje jeden z najwyższych wzrostów gospodarczych w Unii Europejskiej. Wzrost ten przełoży się na dynamikę zarobków osób pracujących w Polsce.

Omawiając prognozy wynagrodzeń na 2018 rok, warto przedstawić projekcje innych wskaźników gospodarczych. Z punktu widzenia wynagrodzeń ważnymi wskaźnikami są: wzrost gospodarczy, inflacja, produktywność pracy oraz bezrobocie.

Wynagrodzenia a inflacja

Według projekcji Komisji Europejskiej najwyższa inflacja, liczona w stosunku do roku poprzedniego, wśród krajów Unii Europejskiej w omawianym okresie wystąpi na Węgrzech (3,2%), w Rumunii (3%) i w Estonii (2,9%). Według prognoz inflacja w Polsce wyniesie 2,1%, a wartość wskaźnika dla całej Unii Europejskiej 1,6%.

Dynamika wzrostu wynagrodzeń w Unii Europejskiej ma być wyższa w porównaniu do mijającego roku. Prognozowany realny wzrost wynagrodzeń w Unii Europejskiej ma wynieść 0,8%, w porównaniu z dynamiką wynoszącą 0,4% w 2017 roku. Z kolei w całej strefie euro wynagrodzenia realne wzrosną o 0,7%.

Schemat 1. Prognozowany wzrost wynagrodzeń w krajach Unii Europejskiej w 2018 roku

schemat1Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie danych Komisji Europejskiej

Według prognoz Komisji Europejskiej najwyższy wzrost wynagrodzeń w ujęciu nominalnym wystąpi na Łotwie i Litwie. Jednak biorąc pod uwagę prognozowaną inflację, krajem o najwyższym wzroście płac w ujęciu realnym będzie Rumunia. Powyższe państwa od lat notują najwyższą dynamikę wzrostu płac. Z kolei spadek wynagrodzeń w ujęciu realnym nastąpi w Hiszpanii, na Cyprze i w Wielkiej Brytanii. W krajach tych wysoka inflacja „skonsumuje” nominalny wzrost wynagrodzeń.

Wykres 1. Prognozowany wzrost wynagrodzeń nominalnych i realnych w poszczególnych krajach Unii Europejskiej w 2018 roku (w %)

tabela1
*w prognozach Komisji Europejskiej uwzględniono wszystkie koszty związane z wynagrodzeniem, a więc zarówno wynagrodzenie wypłacane pracownikom jak i składki na ubezpieczenie społeczne płacone przez pracodawców.

Amerykańskie stowarzyszenie Economic Research Institute przygotowało zestawienie prognozowanego wzrostu wynagrodzeń dla całej Europy. Zgodnie z nim, wynagrodzenia w ujęciu nominalnym najszybciej wzrosną na Ukrainie. Jednak inflacja w tym kraju, choć systematycznie spada, to od lat utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, przez co realny wzrost wynagrodzeń nie będzie już tak wysoki.

Wykres 2. Prognozowany wzrost wynagrodzeń nominalnych i realnych w poszczególnych krajach Europy w 2018 roku (w %)

wykres2

Polska

Według projektu ustawy budżetowej na 2018 rok dynamika nominalnego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej wyniesie 4,7%, co po uwzględnieniu prognozowanej inflacji na poziomie 2,3% da realny wzrost wynagrodzeń o 2,4%. Z kolei dynamika nominalna przeciętnego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniesie 5,3%.  Według tego samego dokumentu wzrost gospodarczy wyniesie 3,8%, a stopa bezrobocia BAEL na koniec roku 6,4%.

Najbardziej optymistyczny scenariusz na 2018 rok założył NBP. Według szacunków tej instytucji zawartych w „Raporcie o inflacji”, wzrost wynagrodzeń w 2018 roku wyniesie 6%, a w 2019 roku 6,2%. Odpowiednio inflacja w tych latach wyniesie 2% i 2,5%.

Economic Research Institute szacuje, że dynamika wzrostu nominalnych wynagrodzeń w przyszłym roku w Polsce wyniesie 3%. Według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej nasze wynagrodzenia wzrosną nominalnie o 5,1%.

Wykres 3. Prognozowany wzrost wynagrodzeń nominalnych w Polsce w 2018 roku (w %)

wykres3

PKB

Założenia dotyczące wzrostu wynagrodzeń opierają się na wzroście PKB. Prognozy Komisji Europejskiej odnośnie wzrostu gospodarczego w 2018 są dla Polski optymistyczne. W naszym kraju ma on być wyższy od wskaźnika dla Unii Europejskiej o 1,3% i powinien wynieść 3,2%. Ekonomiści zwracają uwagę na spowolnienie gospodarcze w krajach strefy euro. We Włoszech dynamika PKB ma wynieść zaledwie 1,1%, we Francji 1,7%, a w Niemczech 1,9%. Według projekcji wskaźnik dla całej strefy euro wyniesie zaledwie 1,8%. Dane Banku Światowego są również optymistyczne dla Polski – wzrost gospodarczy ma wynieść 3,3%. Z kolei w Unii Europejskiej średnie tempo wzrostu gospodarczego ma osiągnąć poziom 1,9% .

W czterech państwach Unii Europejskiej prognozowany wzrost wynagrodzeń w ujęciu realnym będzie wyższy od prognozowanej dynamiki PKB – będą to Rumunia, Łotwa, Litwa i Bułgaria. Oznacza to, że płace w tych krajach wzrosną szybciej niż gospodarka. Pod warunkiem zwiększonej wydajności pracy jest to zjawisko korzystne, oznaczające, że pracodawcy chętniej dzielą się zyskami z pracownikami.

Wykres 4. Prognozowana dynamika PKB w poszczególnych krajach Unii Europejskiej w 2018 roku (w %)

wykres4

Wynagrodzenia a produktywność pracy

Z ekonomicznego punktu widzenia wskaźniki dynamiki wzrostu wynagrodzeń i produktywności pracy powinny przyjmować wartości porównywalne. Według projekcji na 2018 rok w większości krajów Unii Europejskiej wydajność pracy będzie wyższa niż wzrost wynagrodzeń. Dla państw całej strefy euro oba wskaźniki mają przybrać jednakową wartość.

Wykres 5. Prognozowana zmiana produktywności pracy w poszczególnych krajach Unii Europejskiej w 2018 roku (w %)

wykres5

Bezrobocie

Istnieje wiele teorii na temat wpływu bezrobocia na wysokość wynagrodzeń. Ta podstawowa mówi, że wysokie bezrobocie powoduje spadek płac realnych. Bezdyskusyjne jest również to, że wysokie bezrobocie jest zjawiskiem niepożądanym ze względów społecznych. Według prognoz Komisji Europejskiej w 2018 roku w większości państw Unii Europejskiej będzie ono spadało, a jego wzrost przewiduje się jedynie w Wielkiej Brytanii i Estonii.tabela1

Płaca minimalna

W ostatnich latach w większości krajów Europy płaca minimalna stopniowo wzrastała. W 2018 roku tendencja ta utrzyma się. Jedynie w Hiszpanii, Grecji, Serbii, Bułgarii, Macedonii i Czarnogórze pozostanie na tym samym poziomie. Przypomnijmy, że w nadchodzącym roku obowiązująca stawka płacy minimalnej w Polsce wyniesie 2 100 PLN brutto w wymiarze miesięcznym i 13,70 PLN brutto na godzinę.tabela2

Podsumowanie

Wraz ze wzrostem dynamiki PKB w większości europejskich krajów rosną wynagrodzenia mieszkańców. Jednak w przeważającej części krajów Unii Europejskiej wynagrodzenia w ujęciu realnym rosną wolniej niż PKB. Zarobki w Polsce i innych krajach naszego regionu rosną znacznie szybciej niż w krajach Europy Zachodniej.

Według ekonomistów NBP spadające bezrobocie i malejąca podaż siły roboczej w Polsce spowodują wzrost dynamiki wynagrodzeń w najbliższych latach. Według szacunków Ministerstwa Finansów realne płace mieszkańców Polski wzrosną w 2019 roku o 5,1%, a w 2020 r. o 5,3%. Będą tym samym bliskie oczekiwanym zmianom w długookresowym trendzie produktywności pracy (Program Konwergencji, Aktualizacja 2017).

Jak rozwiązać problem zatorów płatniczych?

Obecnie w konsultacjach społecznych znajduje się kolejny projekt deregulacyjny, którego jednym z elementów jest likwidacja zatorów płatniczych. Od dłuższego czasu Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje ten obszar jako jeden z narastających problemów, który nierozwiązany zawczasu – będzie stawał się coraz bardziej poważny.

Obecnie w placówkach służby zdrowia średni termin płatności wynosi nawet 285 dni. W obrocie gospodarczym 85 dni. To wyniki dalekie od założeń ustawy. Powoduje to trudności na rynku zamówień publicznych, zwłaszcza wśród małych i średnich przedsiębiorstw, które nie są w stanie finansować szpitali w tak długim terminie.

– W trakcie konsultacji złożyliśmy własne wnioski i propozycje. Polegają na doprowadzeniu do przestrzegania narzuconych ustawowo terminów – w przypadku normalnego obrotu gospodarczego 30 dni, a tam, gdzie są zwolnienia – jak w przypadku szpitali, które mają wydłużony termin płatności – 6o dni – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Obecnie przez zatory płatnicze polskie przedsiębiorstwa są wypychane z rynku, a w ich miejsce wchodzą podmioty zagraniczne, które mają siłę i odpowiednie finansowanie.

Jednocześnie zawęża to konkurencję – co prowadzi do tego, że szpitale kupują drożej to, co mogłyby kupić taniej. Federacja proponuje także zwiększenie odpowiedzialności dyrektorów szpitali i innych jednostek publicznych powodujących zatory płatnicze. Jeżeli będą oni przekraczali terminy płatności narzucone ustawowo, mają odpowiadać w ramach dyscypliny finansów publicznych. To rozwiązanie, którego celem jest wprowadzenie dyscypliny w zakresie terminowego regulowania należności. Po stronie szpitali mamy jednak jeszcze jeden problem. Artykuł 54. ustawy leczniczej ogranicza dyrektorom możliwość zarządzania. Stanowi on, że cesje swoich zobowiązań mogą robić tylko i wyłącznie za zgodą organu założycielskiego. W przypadku deregulacji należałoby rozprawić się także z tym zapisem – wskazał Kowalski.

Noworoczne podwyżki cen paliw, ale mogło być gorzej

Sroga zima w Ameryce Północnej w połączeniu z zaburzoną podażą ropy naftowej sprawiają, że rośnie cena tego podstawowego surowca energetycznego. Również paliwa drożeją na światowych rynkach. Kierowcy w Polsce mogą jednak mówić o szczęściu, podwyżki łagodzi najsłabszy od trzech lat dolar – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Pod koniec 2017 r. europejska ropa Brent przekroczyła poziom 66 dol. za baryłkę, a jej amerykańskich odpowiednik (WTI) wspiął się ponad granicę 60 dol. To najwyższe ceny od połowy 2015 r. Drożeją także paliwa na światowych rynkach, najbardziej diesla. Olej napędowy (ON) na amerykańskim rynku hurtowym wzrósł aż o 7 proc. od początku grudnia, co prawdopodobnie przełoży się także na ceny tego paliwa w Polsce.

Siarczyste mrozy i zaburzenia w produkcji

Miesiąc temu OPEC i Rosja przedłużyły porozumienie o ograniczeniu wydobycia ropy naftowej. Od tego też czasu stale napływają sygnały, które wspierają notowania surowca. Niecałe trzy tygodnie temu, ze względu na awarię, został zamknięty system ropociągów Forties. Spowodowało to ograniczenie przesyłu ropy ze złóż na morzu Północnym na poziomie ok. 450 tys. baryłek dziennie (0,45 proc. światowego wydobycia).

Negatywnie na podaż „czarnego złota” wpłynęła także informacja sprzed kilku dni o wybuchu ropociągu w Libii. Transportował on ok. 70-100 tys. baryłek ropy dziennie.

Poza wydarzeniami wyjątkowymi warto zauważyć, że według czwartkowego raportu EIA (Amerykańskiej Agencji Energetycznej) produkcja z łupków spadła w ostatnim tygodniu, a zapasy ropy naftowej oraz jej produktów obniżyły się aż o 8,8 mln baryłek. To ta informacja popchnęła notowania WTI powyżej granicy 60 dol. w piątkową noc.

Nie tylko ograniczenia w podaży są ważne dla rynku. Widać również dość silny popyt u kluczowych konsumentów. W USA zapasy oleju napędowego są o 14 proc. niższe niż rok temu, a na wzrosty ceny tego paliwa wpływają siarczyste mrozy w Ameryce Północnej.

Część gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych (ok. 6 mln, głównie na Północnym Wschodzie – według EIA) do ogrzewania używa oleju opałowego. Im jest zimniej, tym popyt na to paliwo oczywiście rośnie. Akurat w ostatnich dniach w tej części kraju panuje sroga zima, a prognozy mówią o spadkach temperatury nawet do minus 30 stopni Celsjusza w kolejnym tygodniu. To także przyczynia się do silnego wzrostu cen diesla w hurcie – ok. 7 proc. od początku grudnia.

Przed większymi podwyżkami ratuje nas słaby dolar

Wysokie ceny ropy oraz paliw widoczne są również w Europie. Mieszkańców Starego Kontynentu ratuje jednak dość słaby dolar. Dodatkowo krótkoterminowe zmiany cen paliw często także mają bardziej charakter lokalny niż globalny. Diesel na rynku europejskim wzrósł mniej niż w USA – na razie srogiej zimy u nas nie ma.

W rezultacie litr oleju napędowego na rynku ARA (Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia) jest jest tylko o 6 gr (3 proc.) powyżej notowań sprzed Świąt i wynosi 1,80 zł/litr. Rok temu przy bardzo podobnym poziomie cen ON na rynku ARA średnia cena diesla na krajowych stacjach, według cotygodniowych raportów Komisji Europejskiej, wynosiła 4,69 zł/litr (dolar wtedy kosztował 4,20 zł, a obecnie ok. 3,50 zł). Oznacza, to że wzrosty cen tego paliwa u krajowych detalistów nie powinny przekraczać 7-10 gr. w pierwszych dniach stycznia.

Za kilka miesięcy… nie powinno być drożej

Spokojne o ceny paliw powinny być osoby, które tankują benzynę bezołowiową. Na rynku ARA jej cena wyrażona w złotym praktycznie nie zmienia się od dwóch ostatnich tygodni. Nie ma więc powodów, by ona była wyższa również przy dystrybutorach.

Perspektywa kolejnych miesięcy na rynku ropy i paliw cały czas nie wygląda źle dla kierowców. Według czołowych organizacji zajmujących się monitorowaniem surowców energetycznych (EIA, IEA) podaż ropy naftowej (głównie dzięki oczekiwanym wzrostom wydobycia w USA, Kanadzie, Brazylii czy Kazachstanie) powinna nadążać za zwiększającym się popytem globalnym. Poza krótkoterminowymi zaburzeniami związanymi z nadzwyczajnymi incydentami średnioroczna cena diesla czy benzyny bezołowiowej nie powinna przekraczać tej obserwowanej obecnie, a może być nawet nieco niższa.

Rajd Świętego Mikołaja. Optymistyczny koniec roku

Koniec roku to często tzw. rajd Świętego Mikołaja. Zjawisko polega to na nagłej fali zakupów, która podnosi ceny, jednocześnie podnosząc wyniki funduszy inwestycyjnych. Nie inaczej jest w tym roku. Prawie przez cały grudzień mieliśmy wyraźny trend wzrostowy na polskiej giełdzie. Amerykanie właśnie oglądają kolejne już w tym roku historyczne maksima na swoich indeksach giełdowych. Waluty krajów rozwijających się również idą w górę. Od połowy grudnia złoty umocnił się o ponad 1% względem euro. Jeżeli dołożymy do tego, że euro w tym samym czasie umacniało się względem zarówno dolara, jak i franka i funta, to obecne poziomy nie mogą dziwić. Euro kosztuje 4,17zł, funt ponownie ogląda poziom 4,70, dolar spadł do 3,48 zł, a frank ku uciesze kredytobiorców znajduje się na 3,57zł.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Korea Południowa zaczyna regulować kryptowaluty

Rok 2017 na rynkach kryptowalutowych był bardzo aktywny. Ze względu na gwałtowną skalę tych zmian, wiele przepisów jest do niego nieprzygotowanych. Południowokoreański regulator zapowiedział właśnie likwidację możliwości otwierania anonimowych rachunków oraz walkę z wykorzystywaniem kryptowalut do nielegalnych celów. Anonimowe konta mają być zlikwidowane w ciągu miesiąca. Biorąc pod uwagę, że około 20% szacowanej liczby transakcji przypada właśnie na ten kraj jest to ważny sygnał dla całego rynku. Po tych danych bitcoin stracił wczoraj około 1000 dolarów na wartości. Zdaniem analityków rok 2018 będzie rokiem kiedy znacznie więcej państw będzie chciało uregulować ten rynek, gdyż nie są one zainteresowane anonimowym narzędziem do obrotu dużymi kwotami.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Najlepszym motywatorem pracownika IT jest on sam

Aneta Kołsowska - Softserve
Aneta Kołosowska – Softserve

Obecna sytuacja na polskim rynku pracy sprawia, że w branży IT jest dużo więcej stanowisk niż specjalistów, którzy mogliby je zająć. Dlatego zamiast „polować” na pracowników posiadających wszystkie niezbędne kompetencje techniczne, firmy powinny skupić się na pozyskiwaniu ambitnych kandydatów, oraz motywowaniu ich do stałego podnoszenia swoich umiejętności. Jak się okazuje – tradycyjne benefity są w tym coraz mniej skuteczne.

Jak wynika m.in. z rankingu Topcoders, polscy informatycy od wielu lat należą do ścisłej światowej czołówki pod względem posiadanych umiejętności. Jednocześnie, według badań Sedlak&Sedlak, w Polsce brakuje obecnie nawet 50 tys. informatyków, a liczba ta w przyszłości jeszcze wzrośnie. Taka sytuacja na rynku powoduje, że pozyskanie wartościowych specjalistów staje się jednym z kluczowych wyzwań dla firm z branży IT. Ostatnio w Polsce zauważalny jest ogromny wzrost zapotrzebowania ma specjalistów z zakresu Web Developmentu na czele z Angular i React.js. Ponadto, rynek zgłasza obecnie zapotrzebowanie na testerów automatycznych. W tym zawodzie nie wystarcza już znajomość jednego języka programowania, ponieważ zapytania ze strony klientów dotyczą wielu z nich, m.in. Python, Java czy JavaScript. Dobrym przykładem zmian jest także obszar Big Data i IoT. W tym momencie poszukiwane są szczególnie osoby na stanowiska seniorskie oraz liderskie.

Idealny pracownik? Nie istnieje!

Ciągły rozwój i innowacyjność sektora IT sprawiają, że na obecnym rynku pracy bardzo trudne jest znalezienie kandydatów odpowiadających nowym projektom pod względem wymaganych kompetencji (np. wyspecjalizowanych w kilku konkretnych, często niezbyt popularnych bądź nowych językach programowania). Dobrą praktyką jest więc założenie, że taki „idealny” kandydat po prostu nie istnieje. Sprawia to, że podczas procesu rekrutacji dużo bardziej należy skupić się na podejściu kandydata do pracy, jego gotowości do nauki i radzeniu sobie w stresowych sytuacjach, niż na kwalifikacjach czysto technicznych. Jeżeli bowiem uda się pozyskać osobę chętną do nauki oraz posiadającą otwarty umysł, uzupełnienie brakujących kwalifikacji nie będzie problemem. Dlatego też, zdecydowanie bardziej w czasie rekrutacji promowane są postawy proaktywne oraz osoby poszukujące nowych rozwiązań i biorące odpowiedzialność za nowe inicjatywy. Dodatkowo każda osoba pracująca w IT wie, że najpewniejszą rzeczą w tej branży jest zmiana. Stąd elastyczność i umiejętność szybkiej adaptacji do zmian często stanowią kluczowe umiejętności, wymagane do pracy przy projektach informatycznych.

Wizerunek ludzi z branży IT, którzy cały dzień siedzą przed komputerem i skupiają się na wyznaczonych zadaniach, bez potrzeby kontaktowania się z innymi, już dawno przestał być aktualny. Dlatego podczas spotkań rekrutacyjnych należy zwrócić uwagę na umiejętności komunikacyjne i otwartość. Z racji tego, że dzisiejsi informatycy pracują w zespołach międzykulturowych (często rozproszonych), a do tego mają stały kontakt z klientem, trzeba zadbać o to, aby budowanie relacji nie stanowiło dla nich bariery, a było nowym wyzwaniem. Odpowiedni proces rekrutacyjny pozwala zweryfikować, czy faktycznie kandydat pasuje do naszej kultury organizacyjnej. Składają się na niego trzy etapy spotkań: rozmowa HR, techniczna oraz projektowa.

Dobrym sposobem pozyskania tego typu informacji o kandydacie podczas rozmowy rekrutacyjnej jest pytanie o hobby. Służy ono nie tylko rozluźnieniu atmosfery, ale przede wszystkim pozwala sprawdzić poziom dopasowania kandydata do przyszłego zespołu. Umiejętność opowiadania o swoich zainteresowaniach pokazuje, czy dana osoba faktycznie jest aktywna, posiada pasje, w które się angażuje i potrafi je rozwijać oraz dzielić się nimi z innymi.

Co naprawdę przyciąga pracowników IT?

Obecnie firmy, aby przyciągnąć specjalistów, prześcigają się w oferowaniu benefitów, o czym informują w ogłoszeniach. Dodatki, które obecnie stały się standardem, to m.in. prywatna opieka medyczna, ubezpieczenie grupowe, karta multisport, lektoraty z języków obcych, możliwość uzyskania podwyższonego przychodu z tytułu praw autorskich (dla umowy o pracę), elastyczne godziny pracy czy praca zdalna. Ponadto, biura wyposażane są w ekspresy do kawy, napoje gazowane i soki, płatki śniadaniowe, słodycze, owoce, a dla pracowników cyklicznie zamawiane jest jedzenie. Dziś nieoferowanie wspomnianego wyżej pakietu może być powodem odrzucenia oferty.

Teoretyczne limity benefitów nie istnieją, a jedynym ograniczeniem jest tu wyobraźnia oraz (bez zaskoczenia) fundusze. Do najciekawszych pomysłów należą zdecydowanie: skrócenie dnia pracy, 4-dniowy tydzień pracy, zwrot kosztów za opiekunkę do dziecka czy zapewnienie opieki nad psem. W takich przypadkach należy się zastanowić, czy takie udogodnienia będą stanowiły dla pracownika realną, długofalową korzyść. Zamiast kusić coraz większymi dodatkami, przedsiębiorstwa powinny postawić na inicjatywy wewnętrzne, pytać pracowników, co chcieliby zmienić i w czym uczestniczyć. Dzięki temu firma dowie się, że tym, co tak naprawdę przyciąga doświadczonych pracowników IT, są wartości samego przedsiębiorstwa. Można je podzielić na cztery grupy: projekt, rozwój, zespół i finalnie – atmosfera w firmie.

Na pierwszy wspomniany element – projekt – składają się głównie: rodzaj wykorzystywanych technologii, zakres zadań, rola, długość i stopień zaawansowania projektu, poziom odpowiedzialności, kontakt z klientem i wyjazdy służbowe, realny wpływ na kształt projektu i możliwość pracy z domu. Jednocześnie pracownik weryfikuje i bada, na ile praca w danym przedsięwzięciu przybliży go do realizacji własnego celu. Ważna jest dla nich również informacja, co nastąpi po zakończeniu projektu, jakie są możliwości przejścia do innego (badają w ten sposób elastyczność firmy i nastawienie do pracowników).

Tak oto płynnie przechodzi on do pytania o własny rozwój w firmie. Tutaj czynnikami składowymi są: możliwość uczestnictwa w konferencjach, szkoleniach, zrobienia certyfikatu, regularnych spotkań z przełożonym (świadome planowanie celów, ocena pracy), awans pionowy i poziomy (nauka innych technologii, przekwalifikowanie się).

Po drugiej stronie mamy środowisko pracy: to najbliższe – zespół oraz klimat, w jakim jest on osadzony – kultura organizacyjna firmy. Kandydatom zależy, aby przed podjęciem decyzji wiedzieć: ile osób jest w zespole, jacy są to specjaliści (rodzaj i poziom umiejętności technicznych), jakie są plany rozwojowe zespołu, sposób zarządzania zespołem. Takie informacje kandydat pozyskuje dzięki rozmowom projektowym prowadzonym z Project Managerami oraz Seniorami/Technical Leaderami.

Atmosfera w firmie jest elementem, który zweryfikować jest najtrudniej, ale można określić zmienne, które wpływają na obraz przyszłego pracodawcy: sposób wypowiadania się o firmie przez pracowników, wizerunek w social mediach, aktywność na rynku i rodzaj inicjatyw wspieranych wewnętrznie i zewnętrznie, godziny pracy, czy też sposób komunikacji z pracownikami. Do tego należy dodać przejrzyste zasady dotyczące ścieżki kariery oraz awansu w firmie. Nie można zapomnieć o fizycznych cechach biura: położenie i dojazd, wyposażenie pokoi i przestrzeni wspólnych (w tym ich rodzaj) oraz wykorzystywany sprzęt techniczny.

Mnogość i różnorodność wymienionych wyżej informacji sprawia, że w „wyścigu o pracownika” przewagę mają te firmy, w których proces rekrutacyjny jest w stanie zaprezentować je w sposób spójny i przejrzysty. Jednak na pozyskaniu kandydata praca działu HR się nie kończy, ponieważ równie ważnym zadaniem jest odpowiednie zmotywowanie go do stałego podnoszenia własnych kompetencji.

Najsilniejsza jest motywacja wewnętrzna

Co, a raczej kto, najlepiej motywuje pracownika IT do ciągłej pracy nad sobą? Odpowiedź jest krótka: On sam. Między innymi pisze o tym Daniel H. Pink w swojej książce „Drive”, w której mówi o Motywacji 3.0. Podejście zakłada, że u ludzi można wykształcić motywację wewnętrzną. Dzięki niej pracownik zazwyczaj osiąga więcej od kolegi nastawionego na nagrodę, a pożądane zachowanie samo w sobie staje się odnawialne. W tym wypadku zadaniem firmy i przełożonego jest stworzenie takich warunków pracy, aby ludzie mogli pracować najlepiej jak tylko potrafią. Rozwijając swoją koncepcję, Pink stwierdza, że istnieją trzy elementy wpływające na samomotywację: autonomia, mistrzostwo, cel.

Na pojęcie autonomii składają się cztery elementy: zadanie (czyli co tak naprawdę robią pracownicy), czas (kiedy to robią, w jakim czasie), zespół (z kim wykonują zadanie), technika (jak, sposób realizacji zadania). Ludzie chcą być odpowiedzialni za swoją pracę, mieć kontrolę nad tym, co robią i być obdarzeni zaufaniem przez organizację. O mistrzostwie należy myśleć w kategoriach postawy, pewnego podejścia, gdzie pracownik traktuje swoje talenty jako coś, co może nieskończenie ulepszać. W wykształceniu takiej postawy kluczową rolę pełni Project Manager, ponieważ poziom trudności postawionych przed pracownikiem zadań powinien być na tyle optymalny, aby go nie nudziły, ale stanowiły wyzwanie i dostarczały przyjemności z realizacji. Finalnie – w ludzkiej naturze leży poszukiwanie celu, czegoś co będzie trwalsze od nas samych. Satysfakcja zależy nie tylko od jego posiadania, ale od odpowiednio postawienia oraz sformułowania. W obliczu zmieniającego się świata, motyw celu jest jednym z największych wyzwań, przed jakim stoi każda organizacja.

Rzeczą uniwersalną, niezależnie od tego w jakiej branży się pracuje, jest to, że ludzie chcą wykonywać pracę, którą lubią, a także czuć satysfakcję po zakończonym dniu. W przypadku firm z branży IT posiadanie pracowników dla których praca jest przyjemnością stanowi klucz do budowania przewagi konkurencyjnej nad innymi przedsiębiorstwami. Zadowolony pracownik powie o miejscu pracy innym znajomym i zachęci ich do złożenia aplikacji. Dzięki temu organizacja lepiej i szybciej się rozwija, a możliwość pracy ze znajomymi sprzyja budowaniu poczuciu wspólnoty. Dlatego rozbudzenie w pracownikach motywacji wewnętrznej jest kluczowym wyzwaniem współczesnych przedsiębiorstw z branży IT.

Jak wspomagać wewnętrzną motywację pracownika?

Nastawienie na wewnętrzną motywację osób pracujących w firmie nie oznacza jednak, że należy całkowicie zrezygnować z benefitów. Ważne, jest, aby były one dopasowane do potrzeb pracowników i przyczyniały się do tworzenia komfortowego środowiska dla ich rozwoju. Dla przykładu – w SoftServe Polska pracuje międzynarodowy zespół, w skład którego wchodzą głównie obywatele Polski i Ukrainy, ale także np. Chilijczyk i Brazylijczyk. Z tego względu, oprócz zajęć językowych z angielskiego, hiszpańskiego, niemieckiego, mamy do zaproponowania naukę języka polskiego. Na chwilę obecną w komunikacji firma posługuje się angielskim (jest to język korporacyjny), jednak dzięki zaproponowanemu przez rozwiązaniu, powoli zaczyna się to zmieniać.

Co więcej, specjaliści są aktywnie wspierani w osiąganiu celów m.in. przez dofinansowanie udziału prelegentów w konferencjach. Osoby zainteresowane certyfikacjami, korzystając z udostępnionych materiałów, zdają najpierw certyfikat wewnętrzny (który jest wręcz trudniejszy od tego właściwego) i bezpłatnie mogą przystąpić do zewnętrznego egzaminu. Jeżeli pracownik planuje zmienić ścieżkę kariery i na przykład tester automatyczny chciałby zostać programistą, to ustalany jest plan na najbliższe kilka miesięcy i przydzielany jest mentor. W całym procesie transformacji bierze udział Project Manager oraz Career Advisor. Na samym końcu pracownik zdaje test, który potwierdza jego poziom wiedzy. Dzięki temu można pozyskać informacje, na ile osoba jest przygotowana do nowej roli, jakiego wsparcia będzie potrzebować w przyszłości. Wspomniana rola Career Advisora została stworzona na potrzeby pracowników technicznych. Dba o nich w kontekście zmian projektowych i technologicznych, planowania ścieżki kariery, awansu, przeglądu obecnego wynagrodzenia oraz organizacji sesji feedbackowej (zbierane są informacje od przełożonego, zespołu i klienta).

Autor:  Aneta Kołosowska, Talent Acquisition Manager w SoftServe Poland

Polacy za granicą: gdzie wyjeżdżają i ile zarabiają?

Najdotkliwsze braki pracowników w całej Unii Europejskiej dotyczą specjalistów z branży STEM (Science, Technology, Engineering, Maths), informatyków, położnictwa i opieki nad dziećmi, nauczycieli oraz lekarzy. Polskie serwisy pośrednictwa pracy, rekrutujące pracowników do Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Norwegii najczęściej poszukują jednak robotników budowlanych, kierowców, operatorów maszyn, kucharzy, lub dają ogłoszenia dotyczące opieki nad osobami starszymi. Z czego to wynika?

Gdzie nas nie ma?

Według najnowszych szacunków GUS, pod koniec 2016 roku za granicą czasowo przebywało 2,5 mln Polaków, czyli o 118 tys. więcej, niż rok wcześniej. Znakomita większość z nich, jako cel pobytu wybrała Europę – 2,2 mln. Największe społeczności emigrantów z Polski to Wielka Brytania, Niemcy, Holandia i Irlandia.

Wyjeżdżający to głównie ludzie młodzi. Emigrację zarobkową wciąż rozważa 14% osób aktywnych lub potencjalnie aktywnych na polskim rynku pracy; aż 58% z nich to osoby do 34 roku życia. Preferowanym kierunkiem wyjazdu są obecnie Niemcy (32%). Pół roku ustępowały one Wielkiej Brytanii, jednak niepewność po Brexicie, znacznie osłabiła atrakcyjność Zjednoczonego Królestwa. O wyjeździe na Wyspy myśli zaledwie co piąta osoba rozważająca emigrację.

Najważniejszym powodem wyjazdu jest oczywiście kwestia finansowa: 82% badanych jako motywację wskazuje wyższe zarobki. Przed brakiem pracy chce uciekać zaledwie 24% badanych.

Różnica w zarobkach najczęstszą przyczyną emigracji

Najwięcej zarabiają Polacy w Austrii (12,2 tys. zł miesięcznie) i w Niemczech (10,9 tys.). Wielka Brytania na tym tle wypada raczej blado (5,4 tys. zł), co tłumaczyłoby rosnące zainteresowanie pracą u naszego bliskiego, zachodniego sąsiada. Jednak do tak dużych dysproporcji trzeba podchodzić z pewną rezerwą. Można przypuszczać, że mają one kilka źródeł.

Po pierwsze, pracujący w poszczególnych krajach różnią się między sobą strukturą zawodową. O ile skojarzenie Anglia – zmywak mocno straciło na aktualności, to do pewnego stopnia może tłumaczyć różnice w kwotach. Wciąż emigrują tam głównie pracownicy niższego szczebla. Austria przyciąga za to przede wszystkim lekarzy, a w Niemczech pracuje stosunkowo duża grupa wysokiej klasy polskich specjalistów, którzy nie tyle sami szukali tam pracy, co zostali do niej wysłani przez swoich pracodawców. Dekarze czy hydraulicy nie powinni jednak oczekiwać, że w Niemczech będą zarabiali dwa razy więcej, niż w Wielkiej Brytanii. Informatycy czy lekarze zresztą także nie.

Weźmy także pod uwagę fakt, że uśrednione wynagrodzenia zostały przeliczone na złotówki, a zarobki zostały oszacowane na podstawie danych klientów Euro-Tax, więc zapewne nie oddają faktycznej struktury zatrudnienia imigrantów z Polski w poszczególnych krajach. Tak więc dysproporcje w średnich zarobkach pomiędzy np. Niemcami i Wielką Brytanią przypuszczalnie istnieją, ale można oczekiwać, że są one dużo mniejsze.

Różnice w zarobkach tylko pozorne?

Argumentów za tą tezą dostarczają firmy specjalizujące się w internetowych przelewach zagranicznych, z których – ze względu na szybkość operacji oraz niskie koszty – chętnie korzystają nasi rodacy, którzy zostawili rodziny w Polsce i przesyłają część swoich pensji na ich utrzymanie.

Najwyższe przelewy klientów indywidualnych przesyłane są do Polski z Norwegii – średnia to około 900 euro miesięcznie na klienta. W przypadku przelewów z Wielkiej Brytanii do Polski jest to ok. 450 euro, a z Niemiec do Polski ok. 350 euro – podaje Magdalena Gołębiewska, country manager w TransferGo.

Oczywiście należy brać poprawkę na to, że z usług tanich przelewów nie korzystają przedstawiciele wszystkich grup wymienionych wcześniej (np. ci lepiej zarabiający zapewne częściej zabierają ze sobą za granicę rodziny, w związku z czym rzadziej mają potrzebę z nich korzystać), jednak dane TransferGo sugerują, że istotnie rynek brytyjski czy niemiecki nie różnią się między sobą aż tak silnie, jakby to wynikało z wcześniej przedstawionych danych.

Znajomość języka a zarobki

Niezależnie jednak od tego, gdzie Polacy wyemigrowali za pracą, nieocenionym i bardzo wymiernym atutem jest znajomość języka kraju, do którego się udają. Z jednej strony to oczywiste, z drugiej jednak wielu naszych rodaków bagatelizuje ten problem, uznając, że „jakoś to będzie”. I rzeczywiście, w dużych skupiskach Polaków nie znając języka gospodarzy można sobie poradzić, ale z pewnością odbija się to na grubości portfela.

Statystyki z Niemiec wskazują na przykład, że 43% imigrantów posługujących się językiem niemieckim jedynie w podstawowym zakresie, zajmuje najniższe stanowiska. Z kolei aż 30 % imigrantów mówiących płynnie po niemiecku otrzymuje stanowiska wymagające wysokich kwalifikacji i jedynie w 14% – te o niższych wymaganiach.

Pewnym powodem do dumy może być jednak to, że są sytuacje, w których liczy się nie tylko język gospodarzy. Okazuje się bowiem, że ponieważ Polacy za granicą tworzą coraz liczniejszą grupę, w wielu zagranicznych miastach pilnie poszukiwani są… nauczyciele ze znajomością języka polskiego.

Źródło: www.transfergo.com/pl

Długie weekendy w 2018 r.

kalendarzKoniec roku to doskonała okazja do zaplanowania urlopu. Przy uwzględnieniu wszystkich świąt oraz weekendów w 2018 roku wypada 114 dni wolnych od pracy. Warto to zrobić rozważnie, tym bardziej, że do wykorzystania będziemy mieli aż cztery długie weekendy w maju, sierpniu, listopadzie i grudniu. Oszczędzając dni wolne, możemy wypoczywać dłużej. .

W 2018 roku święto Trzech Króli (6 stycznia) wypada w sobotę, więc na pierwszy długi weekend przyjdzie nam zaczekać aż do maja. Wprawdzie miesiąc wcześniej, w dniach 1-2 kwietnia wypadają Święta Wielkanocne, ale trudno je rozpatrywać w kategoriach długiego weekendu. Wielkanocne wyjazdy nie są tak popularne, jak chociażby dłuższy odpoczynek w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

W maju długie weekendy będą aż dwa, pierwszy na początku, a drugi na końcu miesiąca. W 2018 roku Święto Pracy (1 maja) wypada we wtorek, a Święto Konstytucji 3 Maja w czwartek. Wystarczy więc wziąć urlop 30 kwietnia oraz 2 i 4 maja, i można cieszyć się 9-dniowym odpoczynkiem od pracy.

Drugi długi weekend rozpocznie się w czwartek 31 maja. Wówczas przypada Boże Ciało. Jeżeli zarezerwujemy sobie wolny piątek, to mamy pełne 4 dni wolnego.

Tym razem klasycznego długiego weekendu nie będzie w sierpniu, gdyż Święto Wojska Polskiego przypada w środę. Na kolejny będziemy musieli zaczekać do 1 listopada, gdy dniem wolnym jest czwartek.

Nie poświętujemy również 11 listopada. Święto Niepodległości, podobnie jak w tym roku, wypada w weekend, tym razem w niedzielę.

Doskonała okazja do długiego odpoczynku pojawi się pod koniec roku. Święta Bożego Narodzenia przypadają we wtorek i środę (25-26 grudnia), a Nowy Rok we wtorek. Stąd też 4 dni urlopu wystarczą, żeby cieszyć się aż 11 dniami wolnymi.

Z pewnością wielu z nas wybierze się za granicę, a spodziewane w przyszłym roku dalsze umocnienie złotego sprawi, że takie wyjazdy będą tańsze

Odpowiednio planując swój kalendarz, możemy dłużej cieszyć się wolnymi dniami. Dlatego też warto poważnie rozważyć nie tylko termin urlopu, ale i wczasy za granicą. Jeśli wykorzystamy dni wolne tak, jak zostało wskazane, a do tego zaplanujemy standardowy wakacyjny urlop, możemy aż 3 razy w roku wyjechać na kilkudniowe wakacje do Grecji, Hiszpanii, czy jeszcze dalej. Dodatkowo, w przyszłym roku spodziewane jest dalsze umocnienie złotego. To sprawi, że takie wyjazdy będą po prostu tańsze.