Zestawienie istotnych dla przedsiębiorców zmian od 1 stycznia 2018 r.

Ustawa z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych

Od 1 stycznia tzw. druga ustawa o innowacyjności w gospodarce wprowadza zmiany w ustawach podatkowych i m.in.:

  • zwiększa wysokości ulgi od podstawy obliczenia podatku w związku z kosztem uzyskania przychodów poniesionym na działalność badawczo-rozwojową (do 100 lub 150 %),
  • doprecyzowuje katalog ww. kosztów kwalifikowanych,
  • a w odniesieniu do start-upów, będących osobami prawnymi – doprecyzowuje sposób opodatkowania pożyczki konwertowanej na akcje lub udziały.

Ustawa  z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych 

Ponadto, też od 1 stycznia:

  • zacznie obowiązywać tzw. minimalny podatek dochodowy z tytułu własności środka trwałego (np. centrum handlowego) położonego na terytorium Polski, którego wartość początkowa przekracza 10 000 000 zł;
  • zaliczenie kosztów usług doradczych, badania rynku, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze do kosztów uzyskania przychodu będzie możliwe tylko do wysokości 3 mln zł kosztów tych świadczeń;
  • w zakresie PIT: od 1 stycznia preferencyjne koszty uzyskania przychodów (50%) przysługiwać będą tylko określonym zawodom – podczas gdy do końca 2017 r. stosowanie tej preferencji było i jeszcze jest uzależnione przede wszystkim od tego, czy przychód został uzyskany z tytułu wykonania utworu lub innego wykonywania praw z zakresu regulacji prawa autorskiego, bez względu na wykonywany przez podatnika zawód.

Ustawa z dnia 25 września 2015 r. o zmianie niektórych ustaw w związku ze wspieraniem innowacyjności

Ustawa co do zasady zwalnia z podatku CIT dochód z tytułu zbycia udziałów (akcji), nabytych w latach 2016-2023, przez spółkę kapitałową lub spółkę komandytowo-akcyjną zaangażowaną w działalność badawczo-rozwojową. Wejście w życie: 1 stycznia.

Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa

Od 1 stycznia obowiązek przekazywania przez podatników organom podatkowym tzw. jednolitego pliku kontrolnego – czyli w języku ustawy: ksiąg podatkowych oraz dowodów księgowych „w postaci elektronicznej odpowiadającej strukturze logicznej” – obejmie także mikroprzedsiębiorców. Struktury logiczne można pobrać z Biuletynu Informacji Publicznej Ministerstwa Finansów.

Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym

Etap legislacyjny: po opiniowaniu, w Radzie Ministrów – https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12303406

Projekt obejmuje m.in.:

  • wskazanie, że członkowie zarządu spółki kapitałowej składają oświadczenie o swojej rezygnacji sądowi rejestrowemu, a członkowie rady nadzorczej – spółce;
  • uregulowanie skutków nabycia (objęcia) udziału (lub akcji) ze środków pochodzących z majątku wspólnego, w sytuacji gdy stroną czynności prawnej jest tylko jeden z małżonków;
  • doprecyzowanie zasad reprezentacji spółki w likwidacji;

doprecyzowanie skutków czynności prawnej dokonanej albo przez rzekomy organ osoby prawnej albo przez organ osoby prawnej, lecz z przekroczeniem umocowania.

Projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz ustawy o europejskim zgrupowaniu interesów gospodarczych i spółce europejskiej

Etap legislacyjny: opiniowanie, w Radzie Ministrów – https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12294656

Projekt przewiduje m.in. tzw. dematerializację akcji (a także innych tytułów w dochodach lub w podziale majątku spółki) – uprawnienia będą potwierdzane w formie elektronicznej.

Ustawa z dnia 20 sierpnia 1997 r. o Krajowym Rejestrze Sądowym

Od 1 stycznia 2018 r. w elektronicznym katalogu dokumentów w KRS spółek z o.o., akcyjnych, komandytowo-akcyjnych i spółek europejskich będą udostępniane także sprawozdania z płatności na rzecz administracji publicznej oraz skonsolidowane sprawozdania z płatności na rzecz administracji publicznej. Natomiast w rejestrze przedsiębiorców KRS pojawiać się będą wzmianki o złożeniu sprawozdania z płatności na rzecz administracji publicznej oraz skonsolidowanego sprawozdania z płatności na rzecz administracji publicznej, jeżeli przepisy o rachunkowości wymagają jego złożenia do sądu rejestrowego.

Ustawa z dnia 20 sierpnia 1997 r. o Krajowym Rejestrze Sądowym

Od 1 stycznia 2018 r. w elektronicznym katalogu dokumentów w KRS spółek z o.o., akcyjnych, komandytowo-akcyjnych i spółek europejskich będą udostępniane także sprawozdania z płatności na rzecz administracji publicznej oraz skonsolidowane sprawozdania z płatności na rzecz administracji publicznej. Natomiast w rejestrze przedsiębiorców KRS pojawiać się będą wzmianki o złożeniu sprawozdania z płatności na rzecz administracji publicznej oraz skonsolidowanego sprawozdania z płatności na rzecz administracji publicznej, jeżeli przepisy o rachunkowości wymagają jego złożenia do sądu rejestrowego.

Projekt ustawy – Prawo przedsiębiorców

Etap legislacyjny: skierowano do komisji sejmowej po I czytaniu, http://www.sejm.gov.pl/sejm8.nsf/agent.xsp?symbol=RPL&Id=RM-10-148-17

Projekt uzależnia zakwalifikowanie działalności do działalności gospodarczej od przekroczenia pułapu przychodu, a także wprowadza klauzulę rozstrzygania niedających się wątpliwości co do stanu faktycznego na korzyść przedsiębiorcy w postępowaniu administracyjnym. Przewidywana jest też możliwość zwolnienia przedsiębiorcy z obowiązkowych ubezpieczeń społecznych przez okres 6 miesięcy od dnia podjęcia działalności gospodarczej. Ustawa ustalałaby różne zasady ogólne postępowania administracyjnego z udziałem przedsiębiorcy, a także wprowadzałaby instytucję indywidualnej interpretacji w sprawach daniny publicznej lub składek na ubezpieczenia społeczne lub zdrowotne.

Projekt ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej

Etap legislacyjny: w komisji prawniczej Rządowego Centrum Legislacji, https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12300657

Ustawa wprowadziłaby możliwość powołania zarządcy sukcesyjnego odpowiedzialnego za zarząd wyodrębnioną częścią majątku zmarłej osoby (prowadzącej za życia indywidualną działalność gospodarczą). Zarządca byłby umocowany do czynności sądowych i pozasądowych.

Zarządcę mógłby wskazać i wpisać go do CEIDG sam przedsiębiorca, co zapewniłoby automatyczną kontynuację działalności. Mógłby nim być prokurent. Alternatywnie, osoby uprawnione mogłyby powołać zarządcę sukcesyjnego po śmierci przedsiębiorcy. Zarządca sukcesyjny miałby obowiązek zarządzania przedsiębiorstwem zasadniczo aż do momentu dokonania działu spadku albo wygaśnięcia zarządu sukcesyjnego z innych przyczyn. Instytucja zarządcy miałaby być stosowana także do wspólników spółek cywilnych.

Projekt ustawy o zasadach uczestnictwa przedsiębiorców zagranicznych i innych osób zagranicznych w obrocie gospodarczym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej

Etap legislacyjny: RM skierowała projekt do Sejmu, https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12295220

Założeniem Rady Ministrów jest m.in. to, że dzięki ustawie „wyeliminowane zostaną wątpliwości prawne, na jakich zasadach firmy zagraniczne (ich oddziały i przedstawicielstwa) mogą podejmować działalność gospodarczą w Polsce”. Przesłanką do wydania decyzji o zakazie wykonywania działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę zagranicznego, który utworzył oddział w Polsce, będzie naruszenie prawa przez przedsiębiorcę, a nie oddział. Wpis przedstawicielstwa do rejestru ma być ważny 2 lata – z możliwością przedłużenia.

Ustawa z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy

W celu ułatwienia godzenia obowiązków opiekuńczych z pracą wprowadzona zostanie, od 1 stycznia 2018 r., możliwość przyznania pracodawcy lub przedsiębiorcy grantu na telepracę za zatrudnienie skierowanego bezrobotnego opiekuna osoby niepełnosprawnej. Na podstawie umowy zawartej ze starostą pracodawca albo przedsiębiorca może otrzymać z Funduszu Pracy grant w wysokości do 12-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę na utworzenie stanowiska pracy dla bezrobotnego opiekuna osoby niepełnosprawnej.

Projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw

Etap legislacyjny: przed głosowaniem w Sejmie po poprawkach Senatu
http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=1974

Jeśli Sejm odrzuci poprawki Senatu, to już od 1 stycznia 2018 r. zniknie obowiązujący obecnie roczny limit składek wpłacanych na ubezpieczenia emerytalne i rentowe pracowników. Zmiana ta dotyczyć będzie grupy ok. 350 000 pracowników o najwyższych zarobkach, tj. przekraczających ok. 10 700 zł brutto miesięcznie. Senacka poprawka oddala moment wejścia w życie tej zmiany o rok.

Ustawa z dnia 15 maja 2015 r. Prawo restrukturyzacyjne

Ustawa obowiązuje już od niemal dwóch lat, ale dopiero od 1 lutego ma zacząć funkcjonować Centralny Rejestr Restrukturyzacji i Upadłości – platforma elektroniczna obsługująca postępowania, a w szczególności zawierająca orzeczenia i umożliwiająca składanie pism przez uczestników. Niestety dotąd brakuje informacji wskazujących na to, żeby Rejestr rzeczywiście ruszył w przewidywanym terminie. Nie wydano jeszcze aktów wykonawczych.

Za to pod egidą Ministerstwa Sprawiedliwości prowadzone są prace nad projektem ustawy o Krajowym Rejestrze Zadłużonych (https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12302650/katalog/12457014#12457014 ), który to rejestr zastąpiłby, wg projektodawców, CRRiU. Projekt dostosowuje różne ustawy, w tym np. Prawo upadłościowe i ustawę o KRS, do rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady 2015/848 z 20 maja 2015 r. w sprawie postępowania upadłościowego, zgodnie z którym państwa członkowskie od 26 czerwca 2018 r. mają prowadzić co najmniej jeden rejestr upadłości. KRZ ma m.in. zawierać dane o zakazie prowadzenia działalności gospodarczej.

Projekt ustawy o zmianie ustawy o licencji doradcy restrukturyzacyjnego, ustawy – Prawo upadłościowe oraz ustawy – Prawo restrukturyzacyjne

Etap legislacyjny: skierowano do I czytania w komisjach http://www.sejm.gov.pl/sejm8.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=2089

Projekt wprowadza instrumenty nadzoru Ministra Sprawiedliwości nad działalnością osób posiadających licencję doradcy restrukturyzacyjnego, w tym prawo zawieszenia praw z licencji doradcy oraz wgląd do dokumentacji. Sądy w postępowaniach insolwencyjnych będą wybierały syndyka, nadzorcę czy zarządcę w postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych na podstawie nowego przepisu ustanawiającego merytoryczne kryteria wyboru. Tylko doradcy, którzy spełnią określone kryteria doświadczenia zawodowego będą mogli obejmować ww. funkcje wobec dłużników o większych rozmiarach lub o szczególnym znaczeniu gospodarczo-obronnym lub dla gospodarki państwa.

Ustawa z dnia 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi

Od 15 maja będzie można wnosić pisma procesowe za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Tą samą drogą będzie mógł dokonywać doręczeń sąd. Akta spraw mają być prowadzone i udostępniane już nie tylko w formie papierowej, ale też elektronicznie.

Rozporządzenie Ministra Infrastruktury i Budownictwa z dnia 7 kwietnia 2017 r. w sprawie udostępniania infrastruktury kolejowej

9 grudnia 2018 r. wejdą w życie niektóre przepisy rozporządzenia dotyczące planowania opóźnień na udostępnianej infrastrukturze kolejowej oraz opłat za opóźnienia, tj. rekompensat od zarządcy infrastruktury względem przewoźników.

Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 12 września 2017 r. w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej w 2018 r.

Minimalne miesięczne wynagrodzenie za pracę w 2018 to 2100 zł, a minimalna stawka godzinowa – 13,70 zł.

Ustawa z dnia 15 września 2017 r. o ochronie zdrowia przed następstwami korzystania z solarium

Od 16 lutego zabroniona będzie reklama i promocja usług w zakresie udostępniania solarium, a osoby, które nie ukończyły 18. roku życia nie będą mogły skorzystać z solarium.

Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych)

(Tekst mający znaczenie dla EOG)

RODO ma być stosowane od 25 maja. Akt wymaga przejrzenia, uzupełnienia i uaktualnienia wszelkich procedur i polityk w zakresie przetwarzania danych osobowych. Dotyczy to gotowości administratorów do zgłaszania naruszeń RODO do właściwego organu (a ew. także do podmiotów danych) czy wprowadzanych rozporządzeniem ograniczeń profilowania. Administratorzy danych muszą potrafić spełnić żądania podmiotów danych do „bycia zapomnianym” i do przeniesienia danych. Natomiast umowy o powierzeniu przetwarzania danych powinny, w świetle RODO, zawierać dodatkowe lub bardziej precyzyjne postanowienia niż dotychczas. Wymaga to weryfikacji i ew. renegocjacji umów już obowiązujących, także w świetle bezpośredniej odpowiedzialności przetwarzających dane, niezależnie od modelu biznesowego (np. dostawcy „chmur”). Wreszcie, rzesza przetwarzających będzie musiała powołać inspektora ochrony danych osobowych rzeczywiście znającego się na rzeczy.

Projekt ustawy o ochronie danych osobowych

Etap legislacyjny: w Radzie Ministrów https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12302950/katalog/12457664#12457664

Ustawa ma uzupełniać RODO w zakresie określonym Rozporządzeniem, a także rozstrzygać o niektórych kwestiach nieobjętych RODO. Przykładowe odstępstwa od zasad ogólnych zawartych w RODO:

  • zgoda na przetwarzanie danych osoby w wieku poniżej 13 lat musi być udzielona przez przedstawiciela ustawowego;
  • uprawnienie Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych do dostępu do wszelkich informacji, w tym danych osobowych, niezbędnych Prezesowi Urzędu do realizacji zadań podlega ograniczeniu ze względu na tajemnice ustawowo chronione.

Ponadto, projekt zakłada m.in., że:

  • postępowanie przed Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych będzie jednoinstancyjne;
  • postępowanie kontrolne nie może trwać dłużej niż miesiąc;
  • naruszenie praw przysługujących na podstawie przepisów o ochronie danych osobowych może być podstawą roszczeń niemajątkowych.

Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1128 z dnia 14 czerwca 2017 r. w sprawie transgranicznego przenoszenia na rynku wewnętrznym usług online w zakresie treści

(Tekst mający znaczenie dla EOG)

Od 1 kwietnia abonenci, którzy są czasowo obecni w państwie członkowskim UE innym niż państwo zamieszkania, będą mieć możliwość, bez dodatkowych opłat, korzystania z przenośnych usług dostępu online do takich treści jak muzyka, gry, filmy, programy rozrywkowe lub wydarzenia sportowe oraz, w razie potrzeby, możliwość np. pobierania danych, tak jak by dokonywali tych czynności w państwie swojego zamieszkania. Dostawcy usług będą mieć prawo weryfikować miejsce korzystania z usług, w tym przez kontrolę adresu IP. Rozporządzenie obejmuje też umowy zawarte i prawa nabyte przed 1 kwietnia.

Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1563 z dnia 13 września 2017 r. w sprawie transgranicznej wymiany między Unią a państwami trzecimi kopii w dostępnych formatach określonych utworów i innych przedmiotów chronionych prawem autorskim i prawami pokrewnymi z korzyścią dla osób niewidomych, osób słabowidzących lub osób z niepełnosprawnościami uniemożliwiającymi zapoznawanie się z drukiem

Rozporządzenie jest efektem wywiązywania się Unii z zobowiązań Traktatu z Marrakeszu o ułatwieniu dostępu do opublikowanych utworów osobom niewidomym, niedowidzącym i cierpiącym na inne zaburzenia odczytu druku. Zezwala na dystrybucję kopii chronionych przedmiotów podmiotom, które zostały upoważnione lub uznane przez państwo członkowskie do prowadzenia na zasadzie niekomercyjnej działalności na rzecz beneficjentów w zakresie edukacji, szkoleń, czytania adaptacyjnego lub dostępu do informacji. Początkowa data stosowania Rozporządzenia to 12 października.

Projekt – Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie poszanowania życia prywatnego oraz ochrony danych osobowych w łączności elektronicznej i uchylające dyrektywę 2002/58/WE (rozporządzenie w sprawie prywatności i łączności elektronicznej)
(Tekst mający znaczenie dla EOG)

Etap legislacyjny: debata w Radzie
http://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=CELEX:52017PC0010

Komisja Europejska oczekuje, że rozporządzenie zostanie przyjęte i będzie stosowane nie później niż od 25 maja 2018 r., aby zapewnić spójność z RODO. Nowe przepisy w zakresie e-privacy miałyby objąć usługi ‘over the top’ (OTT), takie jak komunikatory internetowe i usługi telefonii internetowej (voice over IP). Postulowane jest wprowadzenie wyraźnego zakazu blokowania dostępu do stron internetowych formularzami zgody na przetwarzanie ciasteczek (cookies), gdy nie jest to konieczne do korzystania z danej usługi. Nadzór nad przestrzeganiem rozporządzenia miałby być sprawowany przez te same organy, które będą właściwe w sprawach RODO.

Rozporządzenie wykonawcze Komisji (UE) 2017/1422 z dnia 4 sierpnia 2017 r. wyznaczające ośrodek referencyjny Unii Europejskiej odpowiedzialny za naukowy i techniczny wkład w harmonizację i udoskonalanie metod przeprowadzania oceny wartości użytkowej i oceny genetycznej zwierząt hodowlanych czystorasowych z gatunku bydła

(Tekst mający znaczenie dla EOG)

Wyznaczony tym Rozporządzeniem szwedzki ośrodek będzie, od 1 listopada, m.in. formułował zalecenia odnośnie metod obliczania, które należy zastosować w ocenie wartości użytkowej i ocenie genetycznej zwierząt hodowlanych czystorasowych z gatunku bydła.

Rozporządzenie Komisji (UE) 2017/2195 z dnia 23 listopada 2017 r. ustanawiające wytyczne dotyczące bilansowania

(Tekst mający znaczenie dla EOG)

Od 18 grudnia będą stosowane niektóre techniczne i operacyjne przepisy z zakresu transgranicznego przepływu energii elektrycznej. Celem ogólnym jest m.in. wsparcie wzrostu udziału produkcji energii ze źródeł odnawialnych.

Projekt ustawy o działalności kosmicznej oraz Krajowym Rejestrze Obiektów Kosmicznych

Etap legislacyjny: konsultacje międzyresortowe
http://legislacja.gov.pl/projekt/12300856

Ustawa byłaby pierwszym krajowym aktem prawnym w zakresie polityki kosmicznej. Ma być podstawą utworzenia Krajowego Rejestru Obiektów Kosmicznych oraz reguł odpowiedzialności za ewentualne szkody wyrządzone przez te obiekty. Według projektu zgoda na wypuszczenie obiektu w przestrzeń kosmiczną będzie wydawana w formie decyzji administracyjnej.

Opracował: Jacek Kowalewski, adwokat, Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Sieci handlowe wciąż nie pozwalają porównywać cen

Skanowanie kodów kreskowych i fotografowanie cen w celu zestawienia ich z ofertami innych sklepów to coraz popularniejsza praktyka. Jednak, jak wykazało badanie platformy TakeTask i Sieci AdRetail, zdecydowana większość placówek wciąż zabrania tego swoim klientom. I z roku na rok w tej kwestii niewiele się zmienia. Obecnie aż 71% badanych sklepów uniemożliwia wykonywanie takich czynności. Z analizy wynika, że najgorzej jest w drogeriach i hipermarketach, gdzie okazuje się to praktycznie niemożliwe. Problem występuje też w supermarketach, convenience i dyskontach. Tymczasem prawnicy alarmują, że sieci handlowe absolutnie nie mają ku temu podstaw. Często zdarza się również, że pracownicy sklepów zwyczajnie łamią przepisy. Dla przykładu, straszą klienta zabraniem telefonu lub próbują nakłonić go do skasowania wykonanego zdjęcia, np. pod groźbą wezwania Policji.

Gdzie jest najgorzej?

Jak wynika z badania, najbardziej restrykcyjne pod tym względem są hipermarkety i drogerie. W ich placówkach w ogóle nie zezwala się na fotografowanie cen i skanowanie kodów. W opinii Andrzeja Wojciechowicza, eksperta rynku FMCG i Komisji Europejskiej, powodem tego jest skala działalności tego typu formatów. Sprzedaż w ich sklepach jest obarczona wyjątkowo wysokimi kosztami operacyjnymi. W konsekwencji ceny mogą w nich być wyższe, niż w e-handlu. Co więcej, nawet ta sama sieć handlowa może mieć zróżnicowane ceny identycznego produktu dla różnych kanałów dystrybucji.

– Hipermarkety i drogerie to sieci o bardzo szerokim asortymencie, więc istnieje tam spore ryzyko tzw. wpadki na zbyt wysokiej cenie danego produktu. Z drugiej strony, obie kategorie są bardzo aktywne w sprzedaży online, zatem prędzej czy później będą zmuszone do większej otwartości. Gdy stacjonarne placówki zostaną zdigitalizowane, takie ograniczenia staną się kompletnie archaiczne. Przykładem takiego obiektu już dziś może być najnowszy Carrefour w warszawskiej Promenadzie, który jest połączony ze sklepem online. Według mnie, zakaz używania smartfona w tego typu placówce byłby całkowicie niezrozumiały dla jego klientów – stwierdza Sebastian Starzyński, prezes platformy TakeTask.

Natomiast Norbert Kowalski z Sieci AdRetail dodaje, że w drogeriach ceny produktów są często dość wysokie, a rabaty – bardzo atrakcyjne. Promocja, obniżająca cenę produktu, np. o 10-20 zł, wystarczy do tego, żeby klient podjął wysiłek i wrócił do tańszego sklepu. Sieci widzą w tym zagrożenie, szczególnie w okresie noworocznych wyprzedaży, gdy wiele osób chce jak najtaniej kupić najlepszej jakości kosmetyki. I to może być kolejnym powodem zakazu stosowanego akurat przez ten format.

– Skanowania kodów i fotografowania cen zabroniło także 80% sklepów typu convenience. Moim zdaniem, wynika to bezpośrednio z ich polityki asortymentowej i cenowej. Małe sklepy, których atrakcyjność polega na bliskiej klientowi lokalizacji, oferują droższe towary, niż placówki bardziej oddalone od domu konsumenta. Sieci ewidentnie boją się negatywnych reakcji klientów na zbyt wygórowane ceny – tłumaczy ekspert z platformy TakeTask.

Nieco lepiej jest w supermarketach. W tym segmencie 69% badanych placówek zakazuje klientom ww. czynności. Jak wyjaśnia Norbert Kowalski, taki wynik jest spowodowany tym, że te sieci oferują średnie ceny produktów na rynku. W związku z tym, mniej obawiają się porównań, niż np. sklepy typu convenience. Mogą czuć się dosyć bezpiecznie na rynku, bo wypadają stosunkowo dobrze w rankingach cenowych sklepów spożywczych.

Mniejszy opór

– Badanie wykazało, że dyskonty są bardziej otwarte na aktywność klienta, niż inne formaty. 50% pozwala na skanowanie kodów i fotografowanie cen. Można więc zakładać, że nie widzą w tym elementów zagrażających ich sprzedaży. Wynika to z niewielkiej szerokości asortymentu. Ponadto, wiele ich produktów należy do marek własnych, których cen w istocie nie da się porównać u konkurencji – zauważa dr Maria Andrzej Faliński, ekspert rynku detalicznego.

Najmniejsza niechęć wystąpiła w segmencie Elektro-RTV-AGD, gdzie aż 75% badanych placówek pozwoliło dokumentować i sprawdzać swoje kody oraz ceny. W opinii Sebastiana Starzyńskiego, zakaz używania elektroniki w sklepach, które ją sprzedają, byłby szczytem hipokryzji. Dlatego przeważająca większość placówek wyraża zgodę na wykonywanie przez konsumentów ww. czynności. Dodatkowo, w tym segmencie większość klientów porównuje ceny online. Zatem sklepy stacjonarne zostały już niejako zmuszone do większej otwartości. Ekspert przewiduje, że to samo czeka sieci FMCG, ale ze względu na mniejszą wartość przeciętnego produktu zmiany zajdą wolniej. Wszak porównanie ceny telewizora i jogurtu zajmuje tyle samo czasu, ale w pierwszym przypadku możemy zaoszczędzić setki złotych, a w drugim – gorsze.

– Coraz częściej tradycyjne placówki są traktowane jako miejsce, do którego można przyjść obejrzeć np. urządzenia elektroniczne, dostępne również w Internecie. Ze względu na ich wysoką wartość, klienci zwykle muszą się dłużej zastanowić nad danym zakupem. Często fotografują asortyment, aby pokazać kilka produktów rodzinie lub znajomym w celu zaczerpnięcia opinii. I to zjawisko jest już tak powszechne, że nie budzi u nikogo zdziwienia, także u sprzedawców. Z kolei skanowanie kodów EAN pomaga w uzyskaniu szczegółowych informacji, np. na temat specyfikacji danego sprzętu, ale także w kwestii sprawdzenia, gdzie można go taniej zakupić – dodaje Norbert Kowalski.

Brak podstaw prawnych

– Według art. 4 ust. 1 ustawy o informowaniu o cenach towarów i usług, koszt zakupu artykułu w sklepie powinien być wskazany w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości i umożliwiający porównanie z innymi ofertami. Samo wprowadzenie ww. zakazu można więc uznać za naruszanie dobrych obyczajów lub nieuczciwą praktykę rynkową. Tym samym sklep nie ma prawa go egzekwować. Prezes UOKiK może ocenić takie działania jako szkodliwe dla zbiorowych interesów klientów i zobowiązać placówkę do zaniechania ich. Byłoby to zgodne z art. 26 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów – wyjaśnia adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Tymczasem prawo prawem, a sklepy swoje… Pracownik jednej z badanych sieci convenience w Krakowie zagroził, że klient, który mimo zakazu będzie fotografował lub skanował produkty, zostanie stamtąd wyproszony. Jak wyjaśnił, takie osoby nie są mile widziane i właściciel sklepu nie życzy sobie ich obecności. Natomiast w analizowanym dyskoncie w Zamościu ochroniarz groził nawet wezwaniem Policji, w przypadku złamania zakazu fotografowania cen i produktów oraz skanowania kodów.

– Gdyby interwencja ochrony była bardzo natarczywa, to klient może złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Skrajnie napastliwe działania naruszają art. 191 kodeksu karnego, który mówi o zmuszaniu przemocą lub groźbą do określonego zachowania, lub też art. 217 k.k. dotyczący nietykalności cielesnej. Pierwszy czyn zagrożony jest karą do 3 lat, a drugi do roku pozbawienia wolności – informuje mecenas Bartosiak.

Z kolei w drogerii w Poznaniu ochroniarz wytłumaczył „tajemniczemu klientowi”, że w sklepie nie wolno robić zdjęć telefonem, bo polityka firmy jest taka, aby uniemożliwić konkurencji uzyskanie informacji o wysokości cen. We wrocławskim hipermarkecie zakaz wynikał z faktu ochrony przed nieuczciwym handlem i konkurencją. Natomiast w supermarkecie w Suchej Beskidzkiej pracownik zezwolił na wykonywanie dowolnych czynności. Zapytany wprost, dlaczego nad drzwiami znajduje się znak zabraniający fotografowania, odpowiedział, że „musi tam być i tyle”. Jak wynika z obserwacji badaczy, widoczny nad wejściem do sklepu zakaz robienia zdjęć to właściwie reguła. Może on być w formie napisu albo grafiki.

– Zakaz w postaci graficznej ma oddziaływanie głównie psychologiczne. Sklep nie ma możliwości wyegzekwowania go tak samo, jak ograniczenia zapisanego w regulaminie. Ochrona nie może odebrać nam telefonu lub żądać skasowania zdjęć z tego powodu. Fotografując ceny artykułów, nie naruszamy powszechnie obowiązujących przepisów, a jedynie – i to w najgorszym przypadku – wewnętrzną regulację sklepu – zaznacza Jakub Bartosiak.

Trzeba też dodać, że przepisy prawa nie zabraniają fotografowania produktów, wystaw sklepowych, a nawet osób. Ewentualnym ograniczeniom podlega rozpowszechnianie wizerunku ludzi. I to wymaga zgody człowieka widocznego na zdjęciu, o czym mówi art. 81 ust. 1 Prawa autorskiego. Natomiast konsument, wykonujący fotografie artykułów, powinien jedynie przestrzegać zwykłych zasad, obowiązujących w przestrzeni publicznej. Nie może utrudniać swoim zachowaniem funkcjonowania sklepu czy robienia zakupów innym klientom. I to jest wszystko, o czym musi pamiętać.

– W celu porównania cen pomiędzy sklepami na ogół fotografowany jest pojedynczy produkt, a często wręcz sama jego etykieta. Ale nawet, gdyby klient chciał uwiecznić całą wystawę, która byłaby na tyle oryginalna, że miałaby charakter utworu, to nie byłoby działaniem zabronionym. Potwierdza to m.in. wpis do rejestru klauzul niedozwolonych nr 1945 z 5 marca 2010 roku. Zgodnie z nim, zamieszczanie w regulaminie zakazu fotografowania eksponatów i sal ekspozycyjnych stanowi niedozwoloną klauzulę umowną – zwraca uwagę prawnik.

Podczas realizacji badania ochrona często wskazywała, że zakaz robienia zdjęć, ujęty np. w regulaminie sklepu, dotyczy też skanowania kodów kreskowych. Pracownicy badanych placówek  twierdzili, że w ich ocenie te działania są tożsame. Jednak fotografowanie a skanowanie to dwie odrębne czynności. W pierwszym przypadku zostaje utrwalony konkretny obraz. Natomiast w trakcie skanowania mamy do czynienia jedynie z odczytaniem kodu kreskowego i wykorzystaniem go na potrzeby aplikacji. Nie dochodzi wówczas do zapisania zdjęcia produktu w urządzeniu. Warto też wiedzieć o tym, że w Rejestrze Klauzul Niedozwolonych, prowadzonym przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, nie znalazło się jak dotąd postanowienie dotyczące zakazu robienia zdjęć lub skanowania kodów EAN.

– Sklep nie posiada narzędzi do zabraniania takich działań. Towar wystawiony jest na widok publiczny. Jego cena to nie tajemnica przedsiębiorstwa, tylko istotny element z punktu widzenia rzetelności informacji. Jeżeli dodamy do tego uprawnienie konsumenta do porównania cen, to każdy może sprawdzać je na różne sposoby, m.in. przy użyciu aplikacji mobilnej lub aparatu fotograficznego w telefonie – podkreśla Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK-u.

Klienci, którzy czują, że ich prawa są bezprawnie ograniczane, m.in. w zakresie wykonywania zdjęć, mogą zwrócić się do Miejskiego Rzecznika Konsumentów. Tam uzyskają bezpłatną pomoc prawną w indywidualnej sprawie. Drugą możliwością jest zgłoszenie sprawy do Inspekcji Handlowej, która kontroluje przestrzeganie przepisów przez sprzedawców. W przypadku stwierdzenia naruszania praw konsumentów powyższe organy mogą wydać zarządzenia pokontrolne. W wyznaczonym terminie kontrolowany podmiot jest zobowiązany poinformować Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej o sposobie wykonania zarządzenia. Jeśli go nie zastosuje, przedsiębiorcy grozi grzywna w wysokości od 3,6 tys. zł do nawet 720 tys. zł.

Prognoza na przyszłość

– Według wcześniejszych analiz, w 2013 roku 82% placówek nie pozwalało konsumentom na żadne z ww. czynności. W 2014 roku 72% zakazywało skanowania kodów EAN, a 84% – fotografowania cen. Zatem w ciągu 3 lat w pierwszym zakresie nastąpił spadek o zaledwie 1%, a w drugim – o 12%. Natomiast aktualnie te czynności są uznawane za takie samo działanie. Uważam, że obecna niechęć sklepów jest rezultatem wyjątkowej wrażliwości polskich konsumentów na ceny produktów. Dlatego, wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa, ten problem będzie zanikał. Koniec wskazanych w badaniu ograniczeń to kwestia najbliższych 5 lat. Wówczas, w mojej ocenie, aż 70% sieci na rynku będzie pozwalać na skanowanie kodów i fotografowanie cen – prognozuje Sebastian Starzyński.

Jak podsumowuje Andrzej Wojciechowicz, przejrzystość w zakresie cen to podstawa uczciwego handlu. Moment, w którym praktyki ich porównywania przez klientów będą całkowicie dopuszczalne, to kwestia 2-3 lat. Jednak to nie będzie efektem zmiany mentalności sprzedawców, ale siły żądań niezadowolonych klientów i z drugiej strony postępu technologicznego, który przebiega bardzo szybko. Z całą pewnością upowszechni on coraz popularniejsze praktyki porównywania cen przez konsumentów, a sieci będą musiały się z tym pogodzić.

Badanie zostało zrealizowane w połowie grudnia br. łącznie w 98 placówkach handlowych, w 28 miastach. Wśród nich było 11 sklepów convenience, 12 drogerii, 14 dyskontów, 12 Elektro-RTV-AGD i 15 hipermarketów. Zbadano też 34 placówki supermarketów.

GBPUSD – przygotuj się na przyszły tydzień

Pierwszy tydzień 2018 roku będzie wystrzałowy! 2 stycznia poznamy chiński PMI. Dzień później poznamy stan niemieckiego rynku pracy oraz amerykański PMI, z kolei o godzinie 20:00 zostanie opublikowany protokół z posiedzenia FOMC. 4 stycznia poczujemy przedsmak publikacji piątkowej, czyli zmianę zatrudnienia w sektorze prywatnym publikowanym przez ADP. Ostatni dzień sesji będzie pierwszym piątek miesiąca, zatem czeka nas publikacja z amerykańskiego oraz kanadyjskiego rynku pracy, co z pewnością poruszy rynek.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Nonfarm payrolls – nowe miejsca pracy poza rolnictwem

Dane z amerykańskiego rynku pracy zostaną opublikowane o godzinie 14:30. Oprócz samych miejsc pracy poznamy stopę bezrobocia oraz czynnik, który na przełomie ostatnich kilku miesięcy jest najważniejszy – płaca godzinowa.

Stopa bezrobocia spada sukcesywnie od 2009 roku. Aktualnie znalazła się na poziomie 4.1 procenta, co sugeruje bezrobocie naturalne. Jest to wielkość bezrobocia w warunkach równowagi na rynku pracy. Jest to odsetek siły roboczej obejmujący tych, którzy nie chcą podjąć pracy przy płacy realnej zapewniającej równowagę i są dobrowolnie bezrobotni.

W takich warunkach powinniśmy zobaczyć rosnącą inflacje oraz presję na wzrost płacy, jeżeli płaca pozostaje na takim samym miejscu, to mamy do czynienia z niezdrowym rynkiem pracy.

Prognoza wzrostu płacy godzinowej miesiąc do miesiąca wynosi 0.3 procenta. Wszystko poniżej tej wartości powinno doprowadzić do wyprzedaży dolara amerykańskiego. Odczyt powyżej prognozy powinien umocnić dolara amerykańskiego. Nie zapominajmy również o samym odczycie nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Strategie, które możemy przyjąć pod publikację piątkowych danych makroekonomicznych została przedstawiona poniżej.

Możliwe zachowanie EUR/USD na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy

Możliwe zachowanie EUR/USD na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy

Źródło: Opracowanie własne

Przez ostatnie kilka miesięcy mogliśmy zaobserwować dwie reakcje związane z publikacją danych. Pierwsza była powiązana z liczbą miejsc pracy. Wyższy odczyt od prognozy doprowadzał do umocnienia dolara amerykańskiego, słabszy odwrotnie.

Niemniej jednak w warunkach neutralnej stopy bezrobocia liczy się płaca godzinowa, która powodowała druga rekcję na rynku. Wszystkie możliwe scenariusze oraz reakcję pary walutowej EUR/USD zostały przedstawione w powyższej tabeli.

Instrument do obserwacji – GBPUSD

GBPUSD - przygotuj się na przyszły tydzień 1

Ze względu na rosnącą inflację warto przyjrzeć się parze walutowej GBPUSD. Notowania funta brytyjskiego w stosunku do dolara amerykańskiego od początku roku poruszają się w trendzie wzrostowym. Na interwale dziennym możemy wyrysować kanał wzrostowy. Dzięki ostatniej korekcie (trwającej kilkanaście dni) notowania GBPUSD znalazły się w bardzo ciekawym miejscu. Poniżej kursu znajduje się mocne wsparcie w postaci strefy popytu 1.32. oraz dolne ograniczenie kanału wzrostowego – przez ostatnie kilka dni zobaczyliśmy mocną obronę wsparcia. Jeżeli bank Anglii odpowie na rosnącą inflację poprzez podwyżkę stóp procentowych oraz zapowie ewentualną normalizację polityki monetarnej, to notowania GBPUSD mogą zacząć zmierzać w kierunku strefy podaży 1.36.

Dział Analiz Admiral Markets

Podwodny dron z opatentowanym przez Polaków napędem posłuży do poszukiwań ropy i gazu. Jego użycie ma być do 40 proc. tańsze od dotychczasowych rozwiązań

Podwodny dron z opatentowanym przez Polaków napędem posłuży do poszukiwań ropy i gazu. Jego użycie ma być do 40 proc. tańsze od dotychczasowych rozwiązań 2

Opracowany przez Polaków podwodny dron już wkrótce będzie poszukiwał surowców pod wodą. Urządzenie opiera się na autorskim i opatentowanym napędzie falowym. Technologia oferuje dużą ładowność i manewrowość z ładunkiem, niską wykrywalność oraz przede wszystkim bardzo długie czasy misji, nawet do dwóch miesięcy pod wodą. Maszyna pozwala także na ograniczenie kosztów. Eliminuje bowiem użycie statku, który generuje ok. 40 proc. kosztów każdej misji. Jedną z jego pierwszych misji będzie poszukiwanie słodkiej wody w Morzu Bałtyckim.

– NOA Sentinel to pływający dron, chociaż chcąc być precyzyjnym, trzeba byłoby powiedzieć, że to autonomiczny, bioniczny nosiciel sensorów. Nasz napęd falowy NOA Drive wzorowany jest na rozwiązaniach przyrodniczych, znalazł bardzo duże zastosowanie na rynku dronów podwodnych. Rynek usług pod wodą rośnie w zawrotnym tempie, są to dwucyfrowe wzrosty w skali roku. Jest 50 firm, które oferują podwodne drony, z czego dziewięć to podmioty liczące się na rynku. Żadna z nich nie oferuje jednak dzisiaj technologii falowych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Latacz, prezes zarządu NOA.

Ten nowatorski napęd pozwala na bardzo długie czasy misji pod wodą, nawet do dwóch miesięcy, podczas gdy dzisiaj standardem jest dwanaście godzin. NOA Sentinel umożliwia efektywne przenoszenie i manewrowanie ładunkami pod wodą, a także wykorzystanie sensorów służących do zbierania danych. Komunikacja z dronem realizowana jest bezprzewodowo. Maksymalny zasięg komunikacji to trzynaście mil morskich (ok. 24 km). Łączność z urządzeniem sprowadza się jednak do wysyłania danych telemetrycznych, odczytu z sensorów czy pozycji drona. Sentinel będzie bowiem realizował swoje misje w sposób zarówno półautonomiczny, jak i w pełni autonomiczny, a nadzór nad nim będzie się ograniczał do zrzucenia systemu do wody i podjęciu go później po zrealizowaniu misji.

– Eliminujemy użycie statku, który generuje 40 proc. kosztów każdej misji. To statek, który czeka na drony czy pojazdy zdalnie sterowane, generuje duże koszty usługi. Statek ma załogę, zużywa paliwo itd. Sentinel nie wykorzystuje statku, jest systemem samowystarczalnym, ma zgromadzone odpowiednie zapasy energii na długą misję – tłumaczy Michał Latacz.

Pierwszą misją podwodnego drona będą poszukiwania słodkiej wody w Morzu Bałtyckim, urządzenie będzie wykorzystywane do zbierania danych chemicznych. W przyszłości NOA Sentinel będzie używany do poszukiwań cennych złóż, znajdujących się głęboko pod wodą, takich jak ropa naftowa, gaz ziemny, czy minerały.

– W tej chwili najbliższa przyszłość cywilizacji to morza i oceany, dlatego że tam są złoża: ropa, gaz ziemny, minerały. Ci gracze, którzy będą potrafili poszukiwać minerałów i złóż, które są nam potrzebne do życia w sposób tańszy, wygrają – my pracujemy nad technologią, która ma to zapewnić – przekonuje ekspert.

Rozwiązanie Sentinel zostało stworzne dla przemysłu. Grupę docelową technologii stanowi m.in. rynek oil & gas. Polska firma nie będzie sprzedawać swoich urządzeń na rynku konsumenckim. Zamiast tego zaoferuje je przemysłowi w systemie RaaS (Robotics as a Service).

– Opracowujemy technologię, która będzie potrafiła realizować usługę zbierania danych o wiele taniej, niż robią to wszyscy na rynku. Będziemy wspólnie z partnerem technologicznym oferować usługę zbierania danych, która będzie tańsza od konkurencyjnych, a równie skuteczna – przekonuje prezes zarządu NOA.

Jak wynika z raportu Markets and Markets, rynek autonomicznych pojazdów podwodnych ma osiągnąć w 2023 roku wartość 1,2 mld dol. Jego średnioroczny wzrost w najbliższych latach ma się kształtować na poziomie 22,2 proc.

Cyfryzacja sektora publicznego nabiera rozpędu. Na początku przyszłego roku konsumenci otrzymają pierwsze e-paragony

Cyfryzacja sektora publicznego nabiera rozpędu. Na początku przyszłego roku konsumenci otrzymają pierwsze e-paragony 3

Na początku nowego roku pojawią się pierwsze e-paragony wystawiane klientom za pośrednictwem SMS-a lub e-maila. To kolejny etap cyfryzacji w administracji i obrocie gospodarczym po wprowadzeniu elektronicznych faktur, do których powoli przyzwyczajają się polskie firmy. E-faktury mają przede wszystkim ułatwić życie konsumentom: potwierdzenie zakupu w takiej formie nie zgubi się i nie wyblaknie z czasem, a historię zakupów będzie można w dowolnym momencie przejrzeć na komputerze albo smartfonie, co ułatwi kontrolę nad domowym budżetem.

Już na początku 2018 roku pojawią się pierwsze paragony w formie elektronicznej. Nad ich wdrożeniem przez ponad rok pracowały resorty cyfryzacji i finansów we współpracy z Krajową Izbą Gospodarczą Elektroniki i Telekomunikacji (KIGEiT). Począwszy od przyszłego roku, sprzedawcy będą musieli stopniowo wymieniać swoje kasy fiskalne na wersje online, z elektronicznym zapisem kopii. Równolegle resort finansów uruchamia centralny rejestr, do którego będą trafiać paragony wystawiane w wersji elektronicznej.

– Poprzez wprowadzenie tego do świata wirtualnego, do postaci elektronicznej, będzie się można przede wszystkim upewnić co do wiarygodności tych operacji i transakcji. Ich automatyczna archiwizacja, brak konieczności przechowywania w postaci papierowej i samo uszczelnienie systemu to gwarancja dla każdej ze stron, łącznie z urzędem skarbowym, że ta faktura faktycznie była wystawiona – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Okoński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

W 2014 roku została uchwalona nowelizacja ustawy o podatku VAT, która zdefiniowała pojęcie e-faktury i uściśliła zasady jej wystawiania. Od tego momentu popularność e-faktur rośnie i korzysta z nich coraz więcej polskich przedsiębiorstw. Z przeprowadzonego w 2015 roku badania Koalicji Wybieram e-faktury (w skład której wchodzą Konfederacja Lewiatan, Orange Polska, UPC Polska oraz Poczta Polska Usługi Cyfrowe) wynika jednak, że minie jeszcze trochę czasu, zanim przedsiębiorstwa w Polsce w pełni przestawią się na fakturowanie elektroniczne. Średnio co czwarta badana firma wciąż nie miała jeszcze z nimi do czynienia. Szacuje się, że dokumenty w tej formie stanowią około 10 proc. wszystkich wystawianych faktur.

E-paragony, podobnie jak wprowadzone wcześniej e-faktury, to dwa istotne elementy programu „Od papierowej do cyfrowej Polski”, którego celem jest wdrożenie nowych technologii cyfrowych w administracji i obrocie gospodarczym. Dokumenty w formie elektronicznej mają zwiększyć ściągalność podatków, transparentność wydatków jednostek finansów publicznych oraz obniżyć koszty administracji i obrotu gospodarczego. Ułatwią też włączenie się polskich przedsiębiorstw do Jednolitego Europejskiego Rynku Cyfrowego.

– Sama faktura w formie papierowej mogłaby być stworzona ponownie, zreplikowana czy sfałszowana. W momencie, kiedy mamy jej odpowiednio zabezpieczoną postać elektroniczną, jest to gwarancja dla każdej ze stron, łącznie z urzędem skarbowym, że ta faktura faktycznie została wystawiona na odpowiednią kwotę. W przypadku faktur VAT, pozwala się to automatycznie upewnić, że dana transakcja miała miejsce i że jest należny z tego tytułu podatek – tłumaczy Karol Okoński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

E-paragony to przede wszystkim ogromne ułatwienie dla konsumentów: potwierdzenie zakupu w takiej formie nie zgubi się i nie wyblaknie z czasem, co sprawdzi się zwłaszcza w przypadku droższych produktów, objętych długim okresem gwarancji. Znikną też problemy z nieuwzględnianiem zwrotu towaru przez sklepy, które wymagają w tym celu okazania paragonu (zgubienie potwierdzenia oznacza często brak możliwości zwrotu czy wymiany). Dotychczasowe paragony czy historię zakupów będzie można w dowolnym momencie przejrzeć na komputerze albo smartfonie, co ułatwi kontrolę nad domowym budżetem.

W Polsce administracja coraz wyraźniej zmierza w kierunku cyfryzacji. Uruchomione w 2008 roku e-PiTY, czyli rozliczenia podatkowe w formie elektronicznej, co roku składa przez internet około 8 mln Polaków, poszerza się też zakres usług i spraw urzędowych, które można załatwić za pośrednictwem Profilu Zaufanego w systemie ePUAP. Prowadzone są pilotażowe programy dotyczące np. mDokumentów, co ma w przyszłości całkowicie wyeliminować konieczność noszenia ze sobą dowodu osobistego albo posiadania dokumentów w formie papierowej.

Przez niepewne prawo firmy nadal mało inwestują. Wolą zatrudniać nowych pracowników, ale jest to coraz trudniejsze

Przez niepewne prawo firmy nadal mało inwestują. Wolą zatrudniać nowych pracowników, ale jest to coraz trudniejsze 4

Bez przyspieszenia inwestycji trudno będzie utrzymać wysokie tempo rozwoju gospodarczego w długim okresie – podkreślają ekonomiści. Firmy hamuje jednak niepewne otoczenie legislacyjne. Zamiast inwestować, wolą zatrudnić dodatkowych pracowników, z którymi ewentualnie w momencie pogorszenia koniunktury można będzie się rozstać. Ze względu na historycznie niskie bezrobocie, mają z tym jednak coraz większy problem.

Mamy doskonałą koniunkturę gospodarczą. Rozwijamy się – i przyszłym roku również tak będzie – w tempie powyżej 4 proc. Firmy wykorzystują moce produkcyjne w ponad 80 proc., nigdy nie zdarzyło nam się przekroczyć granicy 85 proc. Jest presja płacowa, pracownicy oczekują wyższych wynagrodzeń. To wszystko powinno skłaniać przedsiębiorców do realizacji inwestycji, które zmniejszą pracochłonność produkcji i zwiększą konkurencyjność, ale niestety tak się nie dzieje – mówi agencji Newseria Biznes Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Jak wynika z danych GUS, po trzech kwartałach nakłady inwestycyjne przedsiębiorstw spadły o 1 proc. rok do roku, do poziomu 80,2 mld zł. Mimo że przychody średnich i dużych przedsiębiorstw wzrosły w tym samym czasie o 9,4 proc. rdr., a płynność finansowa utrzymuje się na dobrym poziomie. Największe wyhamowanie inwestycji miało miejsce w ubiegłym roku.

Przedsiębiorcy wstrzymują się z inwestycjami, ponieważ spływa na nich lawina nowych regulacji, które niosą różnego rodzaju ryzyko. To nie sprzyja podejmowaniu inwestycji, szczególnie tych o długim okresie zwrotu, z których nie będzie można się wycofać. Dlatego przedsiębiorstwa raczej starają się zatrudnić dodatkowych pracowników, z którymi ewentualnie w przyszłości, w momencie pogorszenia koniunktury, można będzie się rozstać – mówi Jeremi Mordasewicz.

Ekspert Konfederacji Lewiatan prognozuje, że w przyszłym roku ta tendencja raczej się nie zmieni. Oczekiwane jest ożywienie w inwestycjach samorządowych i infrastrukturalnych finansowanych ze środków unijnych, ale nic nie zapowiada, żeby sektor prywatny wyraźnie zwiększył inwestycje.

Jest to zła wiadomość o tyle, że upajamy się wzrostem gospodarczym w tym i kolejnym roku, ale jednocześnie nie budujemy potencjału wzrostu w kolejnych latach. Bez inwestycji nie da się zwiększyć produktywności polskiej gospodarki – podkreśla Jeremi Mordasewicz.

Wzrost gospodarczy w Polsce napędza dobra koniunktura w Unii Europejskiej, szczególnie w Niemczech, gdzie trafia gros polskiego eksportu, oraz krajowa konsumpcja. Na ożywiony popyt w kraju złożyły się z kolei trzy czynniki: wzrost zatrudnienia w przedsiębiorstwach o blisko 5 proc., ponad 6-procentowy wzrost wynagrodzeń oraz wzrost świadczeń socjalnych.

– W przyszłym roku nie da się już sfinansować kolejnych programów takich jak Rodzina 500 plus, świadczenia socjalne nie będą już rosły tak szybko. Owszem, będą rosły wynagrodzenia, ale nie spodziewam się, żeby szybko rosło zatrudnienie. Są dwa powody: po pierwsze, żeby ludzie mieli pracę, firmy muszą inwestować, np. w nowe linie technologiczne, przy których mogą pracować nowo zatrudnione osoby, po drugie, przedsiębiorcom brakuje na rynku fachowców o odpowiednich kompetencjach – mówi Jeremi Mordasewicz.

Ekspert Konfederacji Lewiatan zwraca uwagę na to, że obok historycznie niskiego bezrobocia (6,5 proc. na koniec listopada według GUS) w Polsce jest też bardzo duża skala bierności zawodowej. To zjawisko jeszcze się pogłębi, ponieważ w tym roku z możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę chce skorzystać około 400 tys. uprawnionych.

– Około 160 tys. osób  to ci, którzy zrezygnowali z pracy. W przyszłym roku będziemy mieć podobną sytuację, na wczesną emeryturę odejdzie około 180 tys. To duże uderzenie w rynek pracy. Z drugiej strony nie spodziewamy się, żeby raptownie wyhamowała emigracja młodzieży, czyli osób najbardziej mobilnych. Dlatego w krótkim okresie pozostaje tylko jedno – umożliwić przedsiębiorcom zatrudnianie obcokrajowców. Nie chodzi tylko o ludzi, którzy przyjadą wykonać prace dorywcze i sezonowe, lecz także o pracowników, którzy przyjechaliby do Polski z poszukiwanymi przez nas kwalifikacjami i osiedlili się tu na stałe – mówi Jeremi Mordasewicz.

Według danych GUS na koniec 2016 roku na emigracji przebywało ponad 2,5 mln Polaków, czyli o 4,7 proc. (118 tys. osób) więcej niż rok wcześniej. Polacy wciąż wyjeżdżają za granicę za pracą, co – w połączeniu z niedawną reformą systemu emerytalnego – stanowi jeden z czynników pogłębiających lukę na rynku pracy. To z kolei może zahamować rozwój przedsiębiorstw, dlatego coraz więcej firm ma w planach rekrutację kadr ze Wschodu.

Największy polski deweloper planuje szybki rozwój we Wrocławiu i Trójmieście. W przyszłym roku przeprowadzi tam szereg nowych inwestycji

Największy polski deweloper planuje szybki rozwój we Wrocławiu i Trójmieście. W przyszłym roku przeprowadzi tam szereg nowych inwestycji 5

Dom Development zapowiada, że w przyszłym roku uruchomi szereg nowych projektów mieszkaniowych, miedzy innymi we Wrocławiu i Trójmieście. Deweloper chce skokowo zwiększyć skalę swojej działalności na tych rynkach. Kontynuuje też inwestycje w bank ziemi, a po czerwcowym przejęciu spółki Euro Styl na razie nie ma w planach kolejnych akwizycji. 

– Po akwizycji firmy Euro Styl, dzięki której przejęliśmy ok. 10 proc. trójmiejskiego rynku, planujemy, że pod naszymi auspicjami ta spółka będzie rozwijała się jeszcze szybciej i będziemy zwiększać udział na tym, bardzo dobrze rozwijającym się rynku – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jarosław Szanajca, prezes zarządu Dom Development.

Deweloper sfinalizował kupno trójmiejskiej spółki Euro Styl na początku czerwca br. Akwizycja, która kosztowała ponad 260 mln zł, ma umożliwić podbój nowego rynku za pośrednictwem podmiotu o silnej, ugruntowanej pozycji. Euro Styl to jeden z wiodących w Trójmieście deweloperów, który w ciągu dekady działalności sprzedał ponad 3,8 tys. mieszkań. Jest właścicielem dużego, atrakcyjnego banku ziemi i wypracowuje dobre wyniki finansowe – tuż przed sprzedażą spółka miała w ofercie 406 lokali w 11 projektach oraz zasoby gotówki w wysokości 56 mln zł.

Przejęcie Euro Styl już pozytywnie wpłynęło na wyniki spółki – w III kwartale tego roku deweloper osiągnął rekordowy wynik sprzedaży 1 081 lokali (w tym udział Euro Styl wyniósł 220 lokali), odnotowując wzrost o 53 proc. rok do roku. Zarząd Dom Development liczy na około 15-proc. wzrost skonsolidowanych przychodów i zysków za cały 2017 rok.

– We Wrocławiu mamy szereg nowych inwestycji. Będziemy je wprowadzać głównie w przyszłym roku. Nasz wzrost działalności będzie tam skokowy. W Trójmieście rozwijamy się za to ilościowo i terytorialnie. W 2018 roku na obu tych rynkach zdecydowanie zwiększymy skalę działalności – zapowiada Jarosław Szanajca.

Trójmiasto to jeden z największych rynków mieszkaniowych w Polsce. W ciągu ostatnich pięciu lat liczba mieszkań sprzedanych na tym rynku podwoiła się i wciąż utrzymuje się bardzo wysoki popyt – podobnie jak w Warszawie i we Wrocławiu, gdzie także operuje Dom Development. Spółka chce w ciągu kilku lat zostać jednym z wiodących deweloperów w stolicy Dolnego Śląska, sprzedając na tamtejszym rynku około 500-600 lokali rocznie. Dlatego w ostatnich miesiącach inwestowała w zakup gruntów we Wrocławiu.

– Przy naszej skali, żeby utrzymać dotychczasowe tempo rozwoju działalności, powinniśmy wydawać na zakup nowych gruntów około 300–400 mln zł rocznie. Przeznaczenie środków na bank ziemi jest bardzo istotne, jesteśmy firmą w zasadzie niezadłużoną, mamy bardzo duże apetyty na ziemię i środki na ten cel – mówi Jarosław Szanajca.

Na koniec III kwartału tego roku bank ziemi Dom Development obejmował  w sumie 8207 lokali (w tym 1898 lokali w Trójmieście). W tym roku deweloper kupił nowe grunty w Warszawie, Wrocławiu  Trójmieście, które umożliwiają budowę kolejnych ok. 3270 lokali.

– Będziemy na ziemię wydawać tyle, ile jej będziemy mogli kupić racjonalnie. W tej chwili sytuacja na rynku gruntów jest nerwowa. Jest wiele firm, które mają kłopoty z bankiem ziemi i niestety są skłonne przepłacać. My kupujemy tylko te projekty, które według naszej najlepszej wiedzy przyniosą nam należyte marże. Takich gruntów jest niewiele, ale ponieważ cały czas mamy duży bank ziemi, możemy z zakupami poczekać aż sytuacja się uspokoi – mówi Jarosław Szanajca.

Prezes zarządu Dom Development podkreśla, że drogą akwizycji i organicznego wzrostu deweloperska spółka praktycznie podwoiła skalę swojej działalności w ciągu dwóch ostatnich lat.

– Musimy przez chwilę okrzepnąć na tym poziomie. Szybkich akwizycji na razie nie planujemy, aczkolwiek sytuacja bywa dynamiczna. Jeżeli pojawi się okazja, możemy ją rozważyć, ale na razie uważamy, że powinniśmy przez chwilę osadzić się na tej skali, którą mamy w tej chwili – mówi Jarosław Szanajca.

 

Influencerzy zamiast celebrytów. Blogerzy i youtuberzy coraz bardziej atrakcyjni dla marketingowców

Influencerzy zamiast celebrytów. Blogerzy i youtuberzy coraz bardziej atrakcyjni dla marketingowców 6

Ambasadorzy pomagają wykreować pozytywną atmosferę wokół reklamowanej marki. Dziś coraz częściej w tej roli obsadzani są internetowi influencerzy, wypierając gwiazdy i celebrytów, zwłaszcza w kampaniach skierowanych do młodszych pokoleń konsumentów. Kluczem do sukcesu jest jednak wybranie blogera lub youtubera idealnie pasującego do wizerunku marki. 

Influencer marketing to obecnie jedna z najpopularniejszych form docierania do konsumenta – na świecie korzysta z niej ponad 80 proc. specjalistów od sprzedaży. W Polsce ten rodzaj marketingu również zyskuje na znaczeniu, zwłaszcza w firmach, które chcą dotrzeć ze swoim przekazem do młodszych pokoleń konsumentów. Przedstawiciele generacji Z uważani są bowiem za osoby nieufające tradycyjnym mediom i narzędziom marketingowym. Skierowany do nich przekaz marketingowy powinien się opierać na internetowych liderach opinii, którym młodzi ufają i za których radą są skłonni iść.

– Wykorzystanie influencerów, czyli blogerów, ekspertów czy ambasadorów marki według mnie jest bardzo istotne w dzisiejszej komunikacji, ze względu na to, że dostarczają oni bardzo dużo emocji, z którymi my, tworząc produkt, wiążemy bardzo dużą przyszłość – mówi agencji informacyjnej Newseria Artur Gajewski, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Purella Food.

Zdaniem eksperta nawet najwyższej jakości skład, wygląd i smak produktów nie wystarczą, by produkt zyskał akceptację konsumentów. Niezbędna jest również odpowiednia promocja i atmosfera wokół marki, tę natomiast pomagają wykreować ambasadorzy. Jeszcze do niedawna funkcję tę pełnili najbardziej popularni celebryci, gwiazdy telewizji, dziś zastępują ich internetowi influencerzy oraz eksperci, których młodzi konsumenci uważają za bardziej wiarygodnych niż gwiazdy popkultury. Z badań przeprowadzonych przez Dentsu Aegis Network Polska oraz ARC Rynek i Opinia wynika, że młodzi ludzie uważają internetowych influencerów za prawdziwie zaangażowanych i pasjonujących się tematyką, którą się zajmują.

 Dla nas kluczowe było to, żeby osoba, z którą będziemy wiązać się na dłużej, oprócz tego, że jest ekspertem w swojej kategorii i gwiazdą, za czym stoją ogromne zasięgi social mediowe, utożsamiała się z danym produktem, wierzyła w niego i używała go na co dzień – mówi Artur Gajewski.

Kluczowy jest odpowiedni wybór blogera czy youtubera, który będzie idealnie pasował do wizerunku marki. Błędem jest kierowanie się wyłącznie zasięgami i liczbą fanów w mediach społecznościowych. Badania pokazują bowiem, że nawet oparcie kampanii reklamowej na mniej znanych influencerach może przynieść lepsze efekty niż współpraca z dużą gwiazdą, ale niespójną wizerunkowo z firmą.

– Było wiele firm, które na fali popularności influencerów nawiązywało współpracę z blogerami o wysokich zasięgach. To był jeden z ważniejszych elementów wyboru danej osoby. Ale chodzi o to, żeby znaleźć odpowiednią osobę, która w sposób naturalny zainteresuje się produktem, która będzie go stosować nawet po zakończonej współpracy – mówi Artur Gajewski.

Marka Purella Food do promowania swoich produktów wybrała m.in. Agnieszkę Kopczyńską, autorkę bloga Aga ma smaka, psycholożkę i ekspertkę ds. żywienia. Kilka tygodni temu rozpoczęła także współpracę z Ewą Chodakowską, współtworząc linię produktów BeRaw.

Ewa Chodakowska oczywiście jest influencerem, niemniej jednak ta współpraca opiera się na czymś innym. Przekonaliśmy Ewę do nas jako do firmy, która potrafi stworzyć odpowiednie produkty, i przekonaliśmy ją, żeby została naszym partnerem. Działamy wspólnie, tworząc tę markę – mówi Gajewski.

Restrukturyzacja coraz częściej zastępuje upadłość. Przez duże obłożenie sądów postępowania trwają znacznie dłużej, niż przewiduje ustawa

Restrukturyzacja coraz częściej zastępuje upadłość. Przez duże obłożenie sądów postępowania trwają znacznie dłużej, niż przewiduje ustawa 7

Rośnie liczba upadłości, które kończą się zawarciem układu. Do końca września restrukturyzacje stanowiły 37 proc. wszystkich postępowań w firmach borykających się z trudną sytuacją finansową, podczas gdy rok temu było to 23 proc. Po dwóch latach obowiązywania ustawy eksperci wskazują jej liczne zalety, ale również wady. Rozpatrywanie spraw trwa znacznie dłużej, niż przewiduje ustawa. Ze względu na dużą liczbę upadłości konsumenckich sądy nie nadążają z rozpatrywaniem spraw przedsiębiorców.

– Dwa lata funkcjonowania Prawa restrukturyzacyjnego pozwalają na sformułowanie pierwszych, na razie dość optymistycznych, wniosków. Wprowadzone mechanizmy dają przedsiębiorcom więcej szans na zawieranie układów. O ile pod rządami starego prawa upadłościowego i naprawczego odsetek wniosków zmierzających do zawarcia układu nie przekraczał 15 proc. w ogólnej liczbie wszystkich niewypłacalności, o tyle w latach 2016–2017 jest to 30–35 proc., czyli dwukrotnie rosną szanse na to, że przedsiębiorstwo przetrwa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Zimmerman, radca prawny z Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja S.A.

Statystyki Coface wskazują, że nowe rozwiązania prawne cieszą się zainteresowaniem wśród przedsiębiorstw, które borykają się z trudną sytuacją finansową. Udział postępowań restrukturyzacyjnych we wszystkich postępowaniach w III kwartale 2017 roku wyniósł 37 proc. (przy 23 proc. w analogicznym okresie 2016 roku). Stopniowo spada za to liczba upadłości w celu likwidacji majątku. Łącznie przez pierwsze trzy kwartały tego roku liczba upadłości i restrukturyzacji wyniosła 635, czyli o 14 proc. więcej niż w tym samym okresie 2016 roku (559). Już pierwsze miesiące obowiązywania nowego prawa przyniosły znaczący wzrost zainteresowania nowymi narzędziami naprawczymi. W całym 2016 roku sądy zastosowały je 204 razy.

– Bardzo sprawdziły się postępowania, które zastąpiły postępowanie naprawcze, czyli zawarcie układu w trybie samodzielnego zbierania głosów. Nie ma tych postępowań wiele, bo przedsiębiorcy mało wiedzą o tej możliwości, natomiast w tych, które zostały przeprowadzone, mamy prawie 100-proc. skuteczność. Sądy zatwierdzają wszystkie te układy i przedsiębiorstwa zyskują realną szansę na drugie życie po kłopotach finansowych – ocenia Zimmerman.

Wprowadzone dwa lata temu regulacje umożliwiają przedsiębiorcom zawarcie układu z wierzycielami i skorzystanie z jednego z czterech trybów procedury restrukturyzacyjnej: postępowania o zatwierdzeniu układu, zwykłego i przyspieszonego postępowania układowego oraz postępowania sanacyjnego. Obecnie najpopularniejszą formą są przyspieszone postępowania układowe, z których w 2017 roku skorzystała co druga firma decydująca się na postępowania naprawcze (wzrost z 77 do 136). Postępowania o zatwierdzenie układu, gdzie samodzielne zbiera się głosy od wierzycieli, wzrosły czterokrotnie (z 2 do 9). Szybko rośnie też popularność postępowań układowych (wzrost z 19 do 30) i sanacyjnych (z 32 do 60), gdzie zarząd nad przedsiębiorstwem przejmuje zarządca wyznaczony przez sąd.

– Banki boją się sanacji, co oznacza, że jest skuteczna. Bank, który do tej pory był hegemonem na rynku wierzycieli, dzięki sanacji zaczyna być aktywnym uczestnikiem rozmów i traktować dłużnika poważnie. Obserwujemy bardzo wyraźną zmianę nastawienia banków na bardziej partnerskie. To gigantyczna zmiana i bardzo dobrze wpływa na funkcjonowanie przedsiębiorstw i możliwość rozwiązywania problemów – przekonuje prawnik.

Zdaniem Zimmermana choć ustawa restrukturyzacyjna ma korzystny wpływ na rynek, to nie zadziałała do końca w taki sposób, jak oczekiwano. Wejście w życie reformy zbiegło się w czasie z rozszerzeniem możliwości ogłaszania upadłości konsumenckich. Tych zaś jest znacznie więcej niż upadłości firm (w I półroczu 2017 zanotowano 2,78 tys. upadłości konsumenckich), co znacząco wpłynęło na obłożenie sądów upadłościowych. W efekcie przyspieszone postępowanie układowe zamiast trzy miesiące trwa rok, a sanacja zamiast roku ponad półtora roku.

– Sądy upadłościowo-restrukturyzacyjne fizycznie nie są w stanie tych wniosków rozpoznać. Potrzebna jest bardzo pilna interwencja ministra sprawiedliwości, który powinien zapoczątkować zmiany zmierzające do przekazania upadłości konsumenckich zwykłym wydziałom cywilnym, tak aby sprawami konsumentów zajmowało się nie 29 wydziałów cywilnych, tylko 320 sądów rejonowych i ich wydziałów cywilnych – mówi Piotr Zimmerman.

Ustawa o restrukturyzacji przewidywała także stworzenie od lutego 2018 roku centralnego rejestru restrukturyzacji i upadłości. Wszystkie sprawy miały być prowadzone elektronicznie, co znacznie przyspieszyłoby każde postępowanie.

– Prace nad tym rejestrem zostały wstrzymane albo bardzo mocno spowolnione, więc już dzisiaj wiadomo, że tego rejestru nie będzie w ustawowym terminie. To też jeden z powodów, dla których ustawa nie działa tak jak powinna. Prawo restrukturyzacyjne zostało napisane z założeniem, że będzie obsługiwane elektronicznie. Obsługa papierowo zajmuje dużo więcej czasu i jest kompletnie nieefektywna. To jedna z technicznych przyczyn, dla których nie mamy aż tak różowej sytuacji, jak przewidywaliśmy – wskazuje Piotr Zimmerman.

Pięć minut złotego

Świetne nastroje na azjatyckich parkietach, podbudowane poprawą sentymentu na rynku metali szlachetnych oraz przemysłowych, okazały się być niedostatecznym paliwem dla wzrostów na Starym Kontynencie. Dzisiejsze wzrosty spółek wydobywczych były zdecydowanie bardziej skromne, przesuwając tym samym uwagę inwestorów w stronę bardziej zmiennych aktywów. W gronie walut Emerging Markets swoje przedłużone pięć minut ma polski złoty, który pod koniec europejskich notowań pozwala balansować parze USD/PLN przy okrągłym poziomie 3,4950. Spodziewane podbicie zmienności cen ropy naftowej zapewniła cotygodniowa publikacja zapasów przez Departament Energii USA. Zgodnie z najnowszymi szacunkami rezerwy surowca spadły o 4,6 mln baryłek (konsensus: -6,0 mln), czemu wtórował skromniejszy skok zapasów benzyny (591 tys. baryłek, konsensus: 1 290,3 tys.). Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate próbuje stabilizować się wokół poziomu 59,50 USD.

Czwartkową niemoc dolara wykorzystały wszystkie waluty wchodzące w skład koszyka G10. Miano najsilniejszej z nich niewątpliwie należy do szwajcarskiego franka (0,8 proc.), który w trakcie dzisiejszej sesji zdecydował się uplasować parę EUR/CHF poniżej solidnie testowanego poziomu 1,1700. Mniej pokaźny ruch w stronę północy notuje euro (0,5 proc.) próbujące utrzymać EUR/USD w połowie drogi do okrągłego oporu przy 1,2000. Swoje poranne umocnienie częściowo wymazał japoński jen. Obecnie jego 0,3 proc. aprecjacja pozwala na chwilową stabilizację kursu USD/JPY tuż pod poziomem 113,00.

Wrażenie po niezbyt udanej środzie skutecznie zaciera czeska korona, która ze zwyżką względem dolara na poziomie 2,0 proc. zyskuje miano najsilniejszej waluty regionu. Dzisiejsze umocnienie złotego (0,9 proc.) przebija również turecka lira (1,1 proc.) – na koniec dnia USD/TRY próbuje znaleźć punkt zaczepienia w okolicach poziomu 3,7770. Po drugiej stronie zestawienia wyraźnie rządzi argentyńskie peso, które ze stratą 1,5 proc. okrywa wczorajszego underdoga. Na przestrzeni dnia południowoafrykański rand notuje 0,7 proc. przecenę, tym samym plasując USD/ZAR przy maksimach sprzed niespełna 24 godzin (12,3620).

W dzisiejszym kalendarzu ekonomicznym uwagę inwestorów próbowały zwrócić dane napływające z amerykańskiej gospodarki. Dawkę pozytywnego zaskoczenia zapewniły zapasy hurtowników, które z miesiąca na miesiąc odnotowały 0,7 proc. skok wobec 0,3 proc. spodziewanego przez rynkowy konsensus. W międzyczasie nastąpiła publikacja nowo złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, które wskazały na stabilizację obserwowanej tendencji (245 tys., poprzednio: 245 tys.). Szansę na serię bardziej pokaźnych indeksów ISM podbił barometr koniunktury sporządzony przez ekonomistów z Chicago. Wskazanie na poziomie 67,6 pkt wyraźnie zaskoczyło oczekiwania, zgodnie z którymi należało się spodziewać rajdu z 63,9 pkt do poziomu 62,0 pkt. Za powyższym ruchem stoi między innymi bardziej pokaźny wzrost nowych zamówień czy najsilniejsza od września poprawa sentymentu wśród konsumentów.

Końcówka notowań na europejskich parkietach nie należy do fascynujących. Na giełdzie w Londynie pozycję lidera utrzymuje Rio Tinto (1,4 proc.), któremu udało się uciec od dość pokaźnych wzrostów WM Morrison (1,1 proc.) czy Mediclinica (1,0 proc.) niesionego pozytywnymi nastrojami w branży. Dzisiejszą zniżkę indeksu FTSE 100 (-0,1 proc.) wyraźnie przebija frankfurcki DAX (-0,5 proc.), któremu obecnie przewodzi HeidelbergCement (1,4 proc.). W okolicach wczorajszego zamknięcia plasują się między innymi Henkel (0,0 proc.) oraz ThyssenKrupp (0,0 proc.) mający przed swoją rozmowy z Tata Steel w zakresie struktury finansowania. Na niemieckim parkiecie najbardziej pokaźny ruch w stronę południa notuje Beiersdorf, którego 1,0 proc. zniżkę usilnie gonią SAP (-0,9 proc.) oraz Deutsche Bank (-0,8 proc.).

Inwestorzy przy Książęcej zdołali utrzymać status quo wynikający z wczorajszego zamknięcia, bowiem indeks WIG 20 zakończył swoje czwartkowe notowania tuż przy poziomie 2 480 pkt. Poranne doniesienia o rażącej niegospodarności władz spółki KGHM Polskiej Miedzi nie odstraszyły rodzimych inwestorów, którzy zdołali utrzymać zwyżkę na poziomie 1,0 proc. Zestawienie rodzimych gigantów otworzyła Jastrzębska Spółka Węglowa (2,0 proc.). Swoje pięć minut miała również Energa (1,6 proc.) informująca o trzech ofertach związanych z realizacją zamówienia na budowę bloku C elektrowni w Ostrołęce. Miano najsilniej zniżkującej spółki objął PKN Orlen (-3,2 proc.) częściowo niesiony powrotem do eksploatacji części instalacji POX w Unipetrolu.

Niekwestionowanym liderem na rynku surowców energetycznych ponownie okazuje się być gaz ziemny. Na przestrzeni dnia jego lutowe kontrakty podrożały o 7,7 proc. do poziomu 2,945 USD/MMBtu. Wśród płodów rolnych bardzo udane notowania mają za sobą sok pomarańczowy oraz kakao, których marcowe kontrakty odnotowały odpowiednio 2,8 proc. oraz 1,9 proc. zwyżkę. Skalę porannej zwyżki próbuje utrzymać miedź. Jej 0,9 proc. ruchowi wtóruje srebro (0,9 proc.), którego uncja wybija do 16,8450 USD. Mniej pokaźne zyski obecnie generuje złoto – na koniec dnia podstawowa miara żółtego kruszcu jest wyceniana po 1 294,70 USD, tj. 0,6 proc. wyżej względem środowego zamknięcia.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Zagraniczna fundacja prywatna – skuteczne narzędzie ochrony majątku firm rodzinnych

Polityczna ingerencja w prawa majątkowe, która utrudnia sukcesję rodzinnych firm, może pozbawić majątku gromadzonego z pokolenia na pokolenie. Jednak rodzinny majątek można skutecznie chronić przez właściwe zarządzanie.

W nowelizacji ustawy o PIT, którą Sejm uchwalił 27 października br., znalazł się przepis zakazujący rozliczania w kosztach podatkowych otrzymanego w spadku lub darowiźnie majątku. Ma on wejść w życie 1 stycznia 2018 r. i będzie miał zastosowanie także do rozliczeń wcześniejszych spadków i darowizn. Osoby, które odziedziczyły rodzinną firmę kilka lat temu, od 1 stycznia 2018 r. nie będą już mogły rozliczać w kosztach podatkowych otrzymanego majątku.

Rodzinny majątek w firmie

Obecnie polscy przedsiębiorcy najczęściej nabywają dobra ruchome oraz nieruchome z zysków, które wypracowali. Niestety nie chroni to majątku rodzinnego przed przyszłymi wierzycielami przedsiębiorstwa. Dodatkowo nie sprzyja zaplanowaniu właściwej sukcesji majątku na przyszłe pokolenia.

Zważywszy na zmiany wynikające z nowelizacji ustawy o PIT dotyczące zakazu rozliczania w kosztach podatkowych otrzymanego w spadku lub darowiźnie majątku, odchodzący na emeryturę przedsiębiorcy będą stali przed poważnym problemem sukcesji rodzinnych przedsiębiorstw.

Rozwiązaniem pozwalającym na odseparowanie aktywów od majątku firm rodzinnych, zabezpieczenie przed przyszłymi wierzycielami oraz zaplanowanie sukcesji majątkowej może być założenie fundacji zagranicznej.

Fundacja jako zabezpieczenie sukcesji przyszłych pokoleń

Jeżeli zostanie zabezpieczona sukcesja rodzinnego majątku, należy założyć, iż celem fundatora będzie stworzenie fundacji, której beneficjentami będą jego dzieci, ale dopiero po jego śmierci i pod pewnymi warunkami. Jednocześnie fundacja ma angażować część środków/dochodów na cele charytatywne.

Fundacja prywatna pozwoli na ochronę majątku przed rozdrobnieniem w wyniku spadkobrania oraz oddzieli majątek przekazany od majątku osobistego fundatora. Fundator może elastycznie ukształtować statut fundacji i sposób realizacji wyznaczonych przez niego celów fundacji. Fundacja będzie właścicielem przekazanego majątku, stąd wierzyciele osobiści zarówno beneficjentów, jak i fundatora nie będą mieli dostępu do jej aktywów.

Fundacja prywatna typu discretionary irrevocable foundation

Fundacja prywatna typu discretionary irrevocable foundation to osoba prawna, której celem jest zarządzanie majątkiem przekazanym przez daną osobę fizyczną w sposób przez nią określony i dysponowanie tym majątkiem zgodnie z wolą założycieli fundacji. Powstaje w ten sposób określona masa majątkowa, gromadzona w celu późniejszego jej dystrybuowania na rzecz zdefiniowanej grupy sukcesorów. Ani fundator, ani sukcesorzy nie mają jednak prawa do swobodnego korzystania z aktywów fundacji. Nie mają też wpływu na decyzje co do sposobu zarządzania majątkiem.

W przeciwieństwie do fundacji utworzonej pod rządami prawa polskiego, fundacja prywatna nie musi posiadać żadnych celów użyteczności publicznej i jej dokumenty fundacyjne mogą wprost wskazywać, że wyłącznym celem fundacji jest praca na rzecz dobra konkretnych osób – wskazanych z imienia i nazwiska sukcesorów majątku fundacji.

Decyzje w przedmiocie dystrybucji środków podejmuje odrębnie powołany do tego organ reprezentacyjno-zarządczy – Rada Fundacji. Wymagane jest, aby co najmniej jeden z członków Rady Fundacji miał siedzibę w kraju rejestracji fundacji oraz posiadał odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie potrzebne do wykonywania takiej funkcji.

Beneficjentem fundacji interesu prywatnego może zostać zarówno fundator, jak i członkowie rady fundacji, protektor czy osoba trzecia. Dane beneficjentów są w pełni poufne. Co ważne, fundacja w żadnym stopniu nie odpowiada swoim majątkiem za ich prywatne długi.

Miejsce fundacji w schemacie biznesowym

Fundacja prywatna może nie prowadzić żadnej bieżącej działalności gospodarczej innej niż ta, która wymagana jest do sprawowania stałego zarządu i zachowania majątku fundacji (tzw. private-benefit foundation). Fundacja taka może jednak pełnić funkcje pomiotu bezpośrednio kontrolującego zależne spółki operacyjne.

Gdzie najlepiej założyć fundację prywatną?

Jeżeli chcemy zrealizować konkretne prywatne interesy fundatora lub jego rodziny, warto rozważyć założenie fundacji w kraju, w którym praktyka fundacji prywatnych jest długoletnia, np. w Austrii, Księstwie Liechtenstein, Monako czy na Malcie.

Rozważając możliwość powołania fundacji prywatnej, warto pamiętać, że:

  • fundacja prywatna wcale nie musi lokować swojego majątku w kraju, w którym znajduje się jej siedziba, i może korzystać z usług bankowości szwajcarskiej czy austriackiej;
  • nie ma przeszkód, aby fundacja prywatna zawierała umowy poddane prawu innego państwa niż państwo siedziby fundacji oraz jurysdykcji sądów innego państwa.

Reasumując, zagraniczna fundacja prywatna może być jednym ze skutecznych narzędzi służących do ochrony majątku przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Dzięki założeniu takiej fundacji polscy przedsiębiorcy mogą też osiągnąć cele niemożliwe do zrealizowania przy użyciu wyłącznie krajowych instrumentów prawnych.

Autorzy: prawnik Maja Czarzasty-Zybert, radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Słabsze dane osłabiają dolara. Sankcje USA na rosyjskie obligacje?

Słabsze dane z USA nie przerwały osłabiania się dolara. Jest on już coraz bliżej 3,50 zł! Kwestia frankowa ucieka na coraz dalszy plan wraz z taniejącym frankiem. Czy USA zwiększy sankcje przeciwko Rosji?

Słabsze dane z USA ciążą dolarowi

Wczoraj kalendarz danych makroekonomicznych był niemalże pusty. Niemalże, gdyż był tam indeks zaufania konsumentów – Conference Board – z USA. Oczekiwania mówiły o odczycie na poziomie 128,25 pkt, a realia pokazały wynik o 6,15 pkt gorszy. W rezultacie trwa presja na wycofywanie się z amerykańskiej waluty. Od kilku dni traci ona powoli do innych walut w tym euro. Efektem tego ruchu oraz nagłej dobrej dyspozycji złotego pod koniec roku jest to, że oglądamy dzisiaj dolara atakującego poziom 3,50 zł. To najniższy poziom od przełomu 2014 i 2015 roku.

Koniec kwestii frankowej?

Frank szwajcarski od tygodni znajduje się w okolicach, skąd wybijał się w górę pamiętnego 15 stycznia 2015 roku. Niedługo miną 3 lata od tych wydarzeń. Warto zwrócić uwagę, że sytuację kredytobiorców jest obecnie lepsza niż przed gwałtowną zmianą kursu. Płacą oni za franka podobnie jak płacili wtedy, co wcale nie znaczy, że podobnie do tego, po ile brali kredyt. Warto natomiast pamiętać, że niższe stopy procentowe powodują, że odsetki są znacznie niższe niż były na początku 2015 roku. W rezultacie widać spadek zapału zarówno w walce o swoje frankowiczów, jak i rządu do rozwiązywania problemu. Powód jest dość prosty, kredyty te w ciągu ostatniego roku stały się 15% tańsze niż były jeszcze rok temu.

Sankcje USA na rosyjskie obligacje

Na rynki wrócił temat możliwości zaostrzenia amerykańskich sankcji przeciw Rosji. W tym kontekście mówi się o obłożeniu sankcjami papierów skarbowych. Byłoby to to samo zagranie, które dotkliwie odczuto w Wenezueli. Pod wpływem takich sankcji, wiele instytucji byłoby zmuszonych zamknąć swoją pozycję na rosyjskich obligacjach. Efektem byłby spadek ich ceny, a zatem wzrost procentu na który Rosja mogłaby się zadłużać w celu sfinansowania deficytu budżetowego. Taki ruch wymusiłby prawdopodobnie wzrost stóp procentowych. Ciężko w tym scenariuszu oceniać finalny wpływ takiej decyzji na rubla. Najprawdopodobniej do podwyżki stóp byłaby to silna przecena. W zależności od tego ile kapitału przyciągną podwyżki, a ile zabiorą sankcję poznamy dopiero finalny efekt wpływu na rubla. Wątpliwym jest jednak, by stopy podnoszono zbyt wysoko, zatem bardziej prawdopodobne wydaje się, że będzie to negatywny sygnał dla rubla.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

2017 – kolejny rok wzrostu branży ochrony osób i mienia – podsumowanie

Rok 2017 był dla rynku ochrony osób i mienia kolejnym rokiem dynamicznych zmian i wzrostu, zanotowanych pomimo wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej. Potwierdzają to prognozy Deloitte zgodnie z którymi wartość rynku ochrony osób i mienia w Polsce na koniec bieżącego roku powinna przekroczyć 10 mld zł, przy ponad 13% wzroście w ujęciu rok do roku.

Rynek security wzrósł pomiędzy 2016 a 2017 r. o ok. 14% (w porównaniu do 10% wzrostu pomiędzy 2015 i 2016 r.), a sprzedaż segmentu cash handling zwiększyła się w tym okresie o 2% podczas gdy w latach 2015 -2016 wzrost sięgnął 3%. Główną siłą napędową wzrostów były ozusowanie oraz wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej od umów cywilno-prawnych.

„Rynek ochrony osób i mienia będzie nadal rósł w najbliższych latach. Prognozowany średnio roczny wzrost rynku w latach 2017-2021 szacowany jest na 3% To bardzo dobra perspektywa.” – podkreśla Jacek Pogonowski, Prezes Zarządu Konsalnet Holding

Wzrost roli technologii

Coraz większe znaczenie w branży ochrony ma zastosowanie nowoczesnych rozwiązań technicznych dostosowywane do konkretnych potrzeb klientów. Zyskują na popularności rozwiązania łączące zaawansowany monitoring wizyjny połączony z mobilną ochroną. Dzięki temu pracownik ochrony, w bieżącej ocenie sytuacji, może wesprzeć się nie tylko swoim doświadczeniem, ale również najnowszej generacji technologiami.

Konsalnet rozwija rozwiązania opierające się na optymalnym połączeniu człowieka z techniką. Przykładem takich rozwiązań może być wdrożony ostatnio nowoczesny system monitoringu Konsalnet ICCTV, stanowiący połączenie inteligentnej analityki obrazu z weryfikacją zdarzeń, który bardzo dobrze się sprawdza w ochranianych obiektach. Usługa ta pozwala zarówno na podniesienie poziomu ochrony jak również na wygenerowanie oszczędności po stronie naszego klienta” – mówi Tomasz Wojak, Wiceprezes Zarządu Konsalnet Holding.

Coraz więcej uwagi czołowi przedstawiciele branży ochrony poświęcają również analizie zbiorów danych i odpowiedniemu przewidywaniu zdarzeń. Dzięki nowym rozwiązaniom z tego obszaru klient może zobaczyć wyzwania przed jakimi stoi w zakresie bezpieczeństwa osób i mienia.

Postępująca konsolidacja

Sześć największych firm posiada około 30 procent udziału w rynku. Trzy największe podmioty to: Konsalnet (z udziałem około 9%), Solid Security (z udziałem około 9%) oraz Grupa Impel (w odniesieniu do części usług świadczonych przez tę grupę na rynku ochrony osób i mienia) z udziałem rynkowym około 7%. Pozostałe podmioty posiadają znacząco niższe udziały rynkowe, nieprzekraczające 3-4%. Zdaniem ekspertów największe firmy z tego sektora staną się w najbliższych latach inicjatorami konsolidacji na rynku. Dla mniejszych firm rozwiązaniem będzie szukanie dla siebie nisz.

Konsolidacja to długotrwały proces. Niska koncentracja polskiego rynku ochrony osób i mienia przejawia się w relatywnie niewielkich udziałach w rynku największych podmiotów. Niemniej Konsalnet po latach udanej konsolidacji osiągnął około 9% udział w rynku, dzięki czemu stał się wiodącą firmą sektora ochrony osób i mienia w Polsce zarówno pod względem wielkości jak i jakości usług. Dzięki temu polski rynek coraz bardziej zmierza w kierunku zachodnich standardów, a ochrona staje się bardziej sektorem nowoczesnym ze zwiększającym się udziałem wysoce wykwalifikowanych pracowników. Przed rynkiem ochrony osób i mienia można zauważyć dobre perspektywy rozwoju.” – dodaje Jacek Pogonowski, Prezes Zarządu Konsalnet Holding.

Podsumowanie roku w ochronie danych osobowych

Rok 2017 możemy uznać jako przełomowy w zakresie przygotowań do wdrożenia europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO). Ustawodawca przedstawił projekt regulacji krajowych odnoszących się do planowanych zmian, a firmy informatyczne rozpoczęły przygotowania mające na celu dostosowanie swoich rozwiązań do nowych wymogów. Niestety, nie obeszło się również bez wpadek.

RODO  jako główny punkt zainteresowania

W nowym projekcie założenia, które przyświecały prawodawcy to przede wszystkim chęć podwyższenia poziomu prywatności obywateli, w tym przyznanie im nowych, nieznanych dzisiaj skutecznych mechanizmów ochrony przed naruszeniami, przy jednoczesnym poszanowaniu interesów przedsiębiorców. Krajowe przepisy udzielą kompetencji Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych (następcy GIODO) do opracowywania i udostępniania na swojej stronie internetowej dobrych praktyk przetwarzania danych, zawierających rekomendowane środki techniczne i organizacyjne stosowane w celu zapewnienia bezpieczeństwa przetwarzania informacji.

Należy również zauważyć, iż GIODO rozpoczęło cykl szkoleń przygotowujących zarówno administratorów danych jak i obecnych ABI do wywiązywania się z przepisów RODO.

W mijającym roku wiele firm i organizacji intensywnie przygotowywało się i wdrażało rozwiązania, które pozwolą im spełnić wymogi ustawodawcy. Poza działalnością GIODO pomocne okazały się również instytucje i firmy edukujące w zakresie ochrony danych osobowych. Warte odnotowania są działania Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo – mówi Krzysztof Kiewicz, ODO24. Przeprowadzona kampania społeczno-edukacyjna „Potencjalnie nieBezpieczni”, której byliśmy partnerem wzbudziła duże zainteresowanie mediów. Dzięki temu udało nam się dotrzeć do szerokiego grona przedsiębiorców szukających informacji na temat nadchodzących zmian – dodaje.

 Branża IT nie „zaspała”

Naturalną rzeczą jest, iż rewolucja w przepisach regulujących kwestie ochrony danych osobowych wymusi również zmiany w eksploatowanych już systemach teleinformatycznych. Jednym z podstawowych problemów było i będzie, zapewnienie systemom IT funkcjonalności przedstawionej w art. 17 ust. 1 RODO, tj. prawa do bycia zapomnianym. W tym przypadku konieczne jest przeszukanie wszystkich zasobów teleinformatycznych, co będzie nie lada wyzwaniem, gdyż dane mogą być nie tylko w bazach, ale również w plikach tekstowych zlokalizowanych na komputerach użytkowników, plikach ze skanami dokumentów itp.

Poważnie do tego problemu podszedł m.in. IBM oferując rozwiązania typu SIEM, takie jak:

  • IBM Security Guardium. Zbiór narządzi, które rozwiązuje problemy jakie wiążą się z dostosowaniem obszaru IT do postanowień RODO. Umożliwia m.in. przeszukiwanie zasobów informatycznych w celu zidentyfikowania danych, a następnie wspiera ich klasyfikowanie. Umożliwia również stałe monitorowanie pod kątem zgodności dostępu do danych.
  • IBM QRadar. Ułatwia konsolidowanie logów z eksploatowanych w organizacji systemów.

Również firma Hewlett Packard posiada w swojej ofercie oprogramowanie wspierające obszar IT w zakresie dostosowania do RODO. Jest to platforma zabezpieczająca HPE SecureData umożliwiająca m.in. zaawansowane mechanizmy szyfrowania czy też pseudononimizacji, jak również zabezpieczenia danych w chmurach publicznych. Ciekawym rozwiązaniem jest też oprogramowanie GREENmod oferowane przez firmę TUKAN IT. Narzędzie to wspomaga klasyfikowanie dokumentów oraz określanie stopnia ich poufności tuż przed zapisaniem ich na komputerze.

Wycieki danych…

Szerokim echem w mediach odbił się wyciek danych osobowych i medycznych setek pacjentów oraz informacji finansowych należących do dziesiątek szpitali, obsługiwanych przez podmiot zewnętrzny. W efekcie możliwe było poznanie m.in. historii chorób pacjentów, czy też kondycji finansowej poszczególnych placówek medycznych. Kontrola przeprowadzona przez GIODO wykazała liczne nieprawidłowości m.in. w rozwiązaniach i procedurach.

Kolejny duży wyciek – tyczący się aż 50 tys. osób – miał miejsce w firmie InPost. Oprócz danych osobowych pracowników, ujawniono również opisy zabezpieczeń fizycznych obiektów należących do firmy, a także konfiguracje umożliwiające zarządzanie paczkomatami.

W 2017 roku w Stanach Zjednoczonych doszło do największego w historii ujawnienia danych. Zdarzenie to dotyczyło około 200 milionów osób. Na jaw wyszły  m.in. adresy, dane kart kredytowych oraz numery ubezpieczenia społecznego.

Podsumowując rok 2017 należy uznać go za kluczowy w kontekście przygotowań do wdrożenia wymagań RODO. Zrewolucjonizowane podejście do zabezpieczania danych osobowych zostało dostrzeżone nie tylko przez administratorów danych, ale również branżę IT dostarczającą narzędzia i usługi w tym zakresie – wskazuje Krzysztof Kiewicz, ODO 24. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt głośnych spraw związanych z wyciekami danych, jak również podjętymi z nimi interwencjami GIODO, gdzie w każdej tego typu sytuacji podejmowana jest żywa dyskusja nt. bezpieczeństwa informacji oraz ryzyka jakie czyhają na każdego z nas – dodaje.

Płace i benefity zależą od regionu. Oto Polska mapa wynagrodzeń

Płace w Polsce nieustannie idą w górę. Mimo to są rejony, gdzie wynoszą mniej niż 2 tys. zł, ale i takie, gdzie zaskakująco wysoki odsetek osób zarabia powyżej 10 tys. zł. Benefity? Te są standardowe.

Sytuacja ekonomiczna w Polsce sprzyja podwyżkom. Wciąż jednak dynamika płac nie dotyczy w równym stopniu każdego regionu – wynika z danych serwisu Pensjometr.pl od Monster Polska.

Mazowieckie niezmiennie liderem płacowym

W województwie mazowieckim poniżej 3 tys. zł zarabia – 18 proc. pracowników, między 3 tys. a 6 tys. zł – najwięcej, bo 47 proc., a powyżej 6 tys. zł –  37 proc.  W przypadku woj. mazowieckiego, w którym płace są najwyższe na tle kraju, także są rozbieżności. Najlepiej zarabiają osoby na stanowiskach: dyrektor/kierownik marketingu – 12,3 tys. zł, dyrektor/kierownik IT – 12,3 tys. zł, radca prawny, adwokat – 11,7 tys., dealer/trader – 11,2 tys. zł, analityk IT – 10,6 tys. zł. Wyraźnie widać, że są to stanowiska specjalistyczne, na które jest zapotrzebowanie, zwłaszcza w dużych korporacjach znajdujących się w Warszawie.

Na drugim biegunie zarobków są zawody takie jak: sprzedawca – 2,6 tys. zł, magazynier – 2,9 tys. zł, pracownik administracyjny – 3,1 tys. zł, specjalista ds. obsługi klienta 3,2 tys. zł, asystentka – 3,3 tys. zł. Są to stanowiska o dużej rotacji, często opierające się na zatrudnianiu osób bez doświadczenia lub z niewielkim doświadczeniem, stąd płace nie są wygórowane.

Aż w 12 województwach najwięcej osób zarabia między 2 a 3 tys. zł
Co ciekawe, mimo ogólnie dobrej sytuacji gospodarczej, wciąż najwięcej pracowników – aż w 12 województwach – zarabia między 2 tys. a 3 tys. zł – wynika z badania serwisu Pensjometr.pl od Monster Polska. W tej grupie płacowej liderem jest woj. warmińsko-mazurskie, gdzie takie zarobki ma aż – 45 proc. pracowników. Na kolejnych miejscach znalazło się woj. lubelskie, gdzie w tych widełkach zarabia 39 proc. zatrudnionych, woj. podkarpackie – 38 proc., podlaskie – 36 proc., śląskie – 32 proc., pomorskie, łódzkie, zachodniopomorskie – po 28 proc., lubuskie – 27 proc., wielkopolskie – 26 proc.,  dolnośląskie – 23 proc. i małopolskie – 22 proc.
Tylko w trzech województwach najwięcej osób ma płace między 3 tys. a 4 tys. zł. Są to: woj. świętokrzyskie – 34 proc., kujawsko-pomorskie – 29 proc. i mazowieckie – 19 proc. Dane pokazują, że podwyżki są zarezerwowane dla pewnych branż i stanowisk, jednak wciąż duża liczba pracowników ma przeciętnie płace.

Z drugiej strony powiększa się grono osób zarabiających najwięcej, czyli powyżej 10 tys. zł. Takie płace ma w Polsce od 1 do 9 proc. zatrudnionych. Przykładowo takie wynagrodzenie pobiera 1 proc. pracowników w woj. podlaskim, 5 proc. w woj. kujawsko-pomorskim, 6 proc. w dolnośląskim i aż 9 proc. w mazowieckim.

Top 3 benefity: napoje, laptop, telefon

Wydawać by się mogło, że przy aktualnej sytuacji na rynku pracy, pracodawcy coraz częściej oferują prywatną opiekę zdrowotną, karty sportowe czy dodatkowe ubezpieczenie. Jednak dane serwisu Pensjometr.pl od Monster Polska pokazują zgoła inny obraz.

Darmowe napoje są obowiązkowym benefitem aż w piętnastu województwach. W czołówce są województwa: małopolskie (29 proc. pracowników wskazało, że może liczyć na tego rodzaju dodatek), dolnośląskie (28 proc.) oraz łódzkie i mazowieckie (po 27 proc.).

Z jednej strony darmowa kawa lub herbata to spora oszczędność dla pracownika, który ma w zwyczaju pić kilka filiżanek napojów dziennie. Z drugiej strony procentowo wciąż niewiele firm gwarantuje pracownikom napoje. Napoje nie znalazły się w piątce najpopularniejszych benefitów jedynie w woj. świętokrzyskim – komentuje Joanna Żukowska z serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

Laptop jest najpopularniejszym benefitem w woj. mazowieckim (25 proc.), świętokrzyskim (23 proc.) oraz wielkopolskim i pomorskim (po 21 proc.). Pracownicy cieszą się, że nie muszą wykorzystywać komputerów prywatnych do celów służbowychPodobnie jest z telefonami komórkowymi, które cieszą się popularnością od kilku lat np. w działach handlowych. Chętnie obdarowują nimi firmy w woj. mazowieckim i opolskim (po 25 proc.) oraz pomorskim (22 proc.).

Elastyczne godziny pracy to wciąż bonus

Z analiz wynika, że firmy w ramach oferowania bonusów (miejsca od 4 do 7 pod względem popularności) organizują także: imprezy firmowe, elastyczne godziny pracy, ponadstandardową opiekę medyczną i szkolenia pracownicze. I tak wigilie czy spotkania działów – to benefit, który pojawił się w zestawieniach w 12 województwach. Jest to jeden z dodatków, który nie tyle motywuje do pracy pojedynczego pracownika, ile wpływa na integrację całego zespołu.

Niepokojący jest fakt, że zaledwie w pięciu województwach pracodawcy motywują pracowników poprzez umożliwianie im pracy w elastycznych godzinach. Jest to bardzo zły sygnał, który pokazuje jak bardzo sztywny – w porównaniu do zagranicznego – jest polski rynek pracy. Na ten bonus mogą liczyć pracownicy w woj. małopolskim (20 proc.), łódzkim (19 proc.) lubelskim, śląskim (13 proc.) oraz podlaskim (6 proc.).

Benefit, który jest jednym z najbardziej pożądanych przez pracowników – czyli prywatna opieka medyczna – jest praktykowany w zaledwie czterech województwach. Co ciekawe oferują go pracodawcy w bogatym województwie jak mazowieckie, ale i biedniejszym takim jak opolskie. Może to wynikać z faktu, iż w woj. opolskim zaczęli inwestować duzi gracze, którzy w ten sposób, a nie tylko przez płace, przyciągają pracowników.

Szkolenia także pojawiły się na listach w czterech województwach (świętokrzyskie, kujawsko-pomorskie, lubuskie, podlaskie). Charakterystyczne jest to, że są to rejony, w których płace są dość niskie. Można się więc domyślać, że pracodawcy oferują pracownikom szkolenia, chcąc podnieść jednocześnie konkurencyjność firmy.
Do najrzadziej rozdawanych benefitów (miejsca 8-10) należą: zwrot kosztów za podróże służbowe, miejsca parkingowe i nagroda jubileuszowa. Na nagrodę mogą liczyć osoby z woj. kujawsko-pomorskiego (15 proc.) oraz warmińsko-mazurskiego (11 proc.). Może to wynikać z faktu, że w wielu województwach najpewniej stosowany jest system premiowy lub wynagrodzenie uzależnione od efektywności pracy.

Polska mapa wynagrodzeń pokazuje, że płace w Polsce są bardzo nierównomiernie, choć często zbliżają się lub znacznie wyprzedzają średnią krajową. Jeśli połączyć to z rekordowo niską stopą bezrobocia można stwierdzić, że krajowy rynek pracy jest stabilny – mówi Żukowska z MonsterPolska.pl. Z drugiej strony niezbyt wyszukane benefity, które oferują polskie firmy, zdradzają, że przedsiębiorcy dokonują pewnego wyboru pomiędzy stałym wzrostem płac a kuszeniem benefitami – dodaje.

Myśląc o wynagrodzeniach trudno nie porównywać się z innymi krajami. Niestety na tle innych państw europejskich wciąż wypadamy słabo. Przeciętne płace w UE wyniosły w 2016 roku ok. 6,3 tys. zł. To sprawia, że od dwóch lat Polska ze swoim poziomem wynagrodzenia plasuje się na 22 miejscu w zestawieniu Eurostatu.  Wyprzedzamy m.in. Słowację, Litwę, Węgry i Bułgarię. Przed nami są jednak Niemcy, Wielka Brytania, ale także Czechy czy Malta. Pocieszające jest to, że polskie płace dynamicznie rosną.

Więcej danych dotyczących zarobków i dodatków pozapłacowych w poszczególnych województwach można znaleźć w serwisie Pensjometr.pl od Monster Polska – https://www.pensjometr.pl/partner/region-list

Internet rzeczy i nowe aplikacje w zakresie fintech zrewolucjonizują świat w 2018 roku. W ciągu kilku lat rynek opanuje samoucząca się sztuczna inteligencja

Internet rzeczy i nowe aplikacje w zakresie fintech zrewolucjonizują świat w 2018 roku. W ciągu kilku lat rynek opanuje samoucząca się sztuczna inteligencja 8

Najbliższy rok upłynie pod znakiem internetu rzeczy, inteligentnych aplikacji w branży fintech i rozwoju płatności za pomocą aplikacji mobilnych  – oceniają eksperci. W ciągu kilku lat może nastąpić przełamanie w zakresie możliwości obliczeniowych przy użyciu komputera kwantowego i rozwój samouczącej się sztucznej inteligencji. Przyszłością jest też technologia blockchain, nie tylko w przypadku kryptowalut.

– Trendy technologiczne, jakie czekają nas w 2018 roku to trendy związane z internetem rzeczy, czyli inteligentne mieszkania, inteligentne lodówki komunikujące się między sobą, sporządzające inteligentne listy zakupów. Mamy też sieci sklepów, które powoli wchodzą w możliwość dokonywania zakupów za pomocą aplikacji mobilnej i płatności mobilnych, odrywamy się od koncepcji, że za jakąś transakcją stoi człowiek. Technologie związane z fintechami, wirtualni doradcy, będą tymi, które zobaczymy w 2018 roku w o wiele większym stopniu niż dotychczas – mówi agencji Newseria Innowacje dr Bogusław Bławat, dyrektor Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur.

W ciągu najbliższych miesięcy nowe technologie będą kształtować nie tylko świat biznesu, ale i ten najbliżej nas. Internet Rzeczy (IoT), czyli ekosystem, w którym przedmioty i maszyny mogą komunikować się pomiędzy sobą bez udziału człowieka, jest trendem, który rozwija się wyjątkowo szybko. Każdego dnia do sieci podłączanych jest ok. 5,5 mln różnego rodzaju nowych przedmiotów codziennego użytku. Eksperci Cisco prognozują, że w 2020 roku do inteligentnej sieci będzie podłączonych ok. 50 mld urządzeń. IDC szacuje, że w 2020 roku rynek IoT będzie wart nawet 1,5 bln dol.

Rewolucyjną technologią może okazać się komputer kwantowy. Nowoczesne komputery potrafią liczyć nawet miliony razy szybciej niż urządzenia oparte na zaawansowanych podzespołach krzemowych. W listopadzie 2017 roku firma IBM zaprezentowała prototyp nowego komputera kwantowego: 50-kubitowy komputer kwantowy oraz 20-kubitowy kwantowy system obliczeniowy.

– Gdybym miał wyjść dalej, ruszyć wyobraźnię w naprawdę przełomowe rzeczy, to niewątpliwie byłby to komputer kwantowy, choć jeszcze w małym wydaniu, 50-qubit-owym. Udostępniony przez IBM programistom na całym świecie, pozwala na rewolucję naszego wyobrażenia czym jest obliczanie, w czasie tysiące razy szybszym niż to było dostępne – twierdzi Bogusław Bławat.

Już w 2011 roku komputer IBM Watson wygrał teleturniej „Jeopardy” – miał nie tylko najlepszy refleks i najwięcej informacji, ale zrozumiał finezyjny ludzki język. Komputery stają się coraz mądrzejsze, zdaniem eksperta może to oznaczać już tylko krok w kierunku stworzenia mocnych sztucznych inteligencji.

– Wydaje mi się, że w ciągu 5-10 lat może nastąpić potężne przełamanie jeżeli chodzi o nasze możliwości, tak obliczeniowe, jak i sztucznej inteligencji. Mówimy o tworzeniu mocnych sztucznych inteligencji, gdzie sama sztuczna inteligencja uczy się i buduje potem kolejną sztuczną inteligencję. To jak kula śnieżna, w którymś momencie to nastąpi, to będą mega przełomowe trendy – prognozuje dyrektor Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur.

W Chinach powstała już pierwsza kwantowa sieć satelitarna: satelita dostarczył do stacji naziemnych pary fotonów, które pozostały splątane po przebyciu trasy 1,6- 2.4 tys. km. To szansa na szybką i w pełni bezpieczną, szyfrowaną komunikację.

– Chiny jakiś czas temu wystrzeliły satelitę komunikującego się na zasadzie stanów splątanych. To zjawisko, które umożliwia komunikowanie się w czasie rzeczywistym, gdzie nie ma ograniczenia prędkości światła. W niektórych krajach robi się już eksperymenty dotyczące budowania sieci komunikujących się na zasadzie stanów splątanych – wskazuje dr Bogusław Bławat.

Przyszłością może okazać się też blockchain, czyli system do zatwierdzania, przesyłania i przechowywania informacji o transakcjach zawartych w sieci. Transakcje układane są w bloki danych, które po ich zatwierdzeniu i zapełnieniu transakcjami do określonego limitu, zaczynają tworzyć kolejny blok. W efekcie powstaje łańcuch bloków (stąd nazwa „blockchain”), w którym zmiana danych transakcji w jednym bloku zmienia wszystkie bloki, co stanowi o bezpieczeństwie i pewności danych zawartych w blokach blockchain. Na tej technologii bazuje bitcoin, czyli najpopularniejsza z kryptowalut.

– Bez względu na to, czy Bitcoin jest bańką mydlaną, blockchain wejdzie w nasze otoczenie, także w innych technologiach, tzw. smart grid, w inteligentnych sieciach przesyłowych do rozliczania systemów transakcyjnych. Pracuje się nad e-legislaturą, gdzie blockchain byłby sygnaturą która mogłaby uwspólniać cały proces. Mówi się też o nadaniu podmiotowości prawnej algorytmom – tłumaczy ekspert.

Mobilna, bezzałogowa platforma będzie pilnować granic. W 2017 roku polską granicę nielegalnie przekroczyło ponad 5 tys. osób

Mobilna, bezzałogowa platforma będzie pilnować granic. W 2017 roku polską granicę nielegalnie przekroczyło ponad 5 tys. osób 9

Coraz częściej do pilnowania granic wykorzystuje się najnowsze zdobycze technologii. Wkrótce Straż Graniczna będzie mogła skorzystać z pomocy pojazdu HUNTeR, służącego do obserwacji i patrolowania granic. Mobilna platforma do zadań szybkiego reagowania będzie wyposażona m.in. w kamery na podczerwień oraz drona. Długość granic Polski wynosi 3511 kilometrów, z czego 1163 kilometry to granice zewnętrzne Unii Europejskiej. W pierwszych dziewięciu miesiącach 2017 roku nielegalnie polskie granice przekroczyło ponad 5 tys. osób.

– To zdalnie sterowana, teleoperowana lub autonomiczna platforma na czterech kołach, która będzie mogła się poruszać w trudnym terenie z dosyć dużą prędkością. Będzie służyła do obserwacji, patrolowania, np. w takim zastosowaniu, jak patrolowanie granic państwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Krakówka z Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów.

Wyposażenie systemu HUNTeR będzie zależeć od zamówienia. Na potrzeby Straży Granicznej może korzystać z czujników i kamer na podczerwień, kamer dziennych, skanerów laserowych oraz drona pozwalającego na prowadzenie obserwacji z góry. Autonomiczne czy półautonomiczne pojazdy, zdolne do poruszania się po trudnym terenie, nadzorowania powierzonego obszaru i obserwacji zarówno w dzień, jak i w nocy to nieoceniona pomoc dla takich służb.

– Platforma będzie mogła się poruszać w trudnym terenie, będzie miała napęd na cztery koła, o dużym prześwicie i dużym skoku zawieszenia. Będzie to platforma, która ma nisko położony środek ciężkości, spodziewamy się, że będzie dobrze pokonywać przeszkody terenowe – zapewnia ekspert.

Pomiędzy styczniem a wrześniem 2017 r. Straż Graniczna zatrzymała 2560 osób, które nielegalnie przekroczyły granicę zewnętrzną UE, czyli przeszły na teren Polski z Rosji, Białorusi, Ukrainy oraz granicą morską i lotniczą w ramach połączeń zewnętrznych. 3225 osób nielegalnie przekroczyło zaś granice wewnętrzne Polski, przechodząc do naszego kraju z terenów UE.

Budżet Straży Granicznej w 2017 roku to 1,4 mld zł, czyli o 6 proc. więcej niż w ubiegłym roku. Liczbę funkcjonariuszy tej formacji zwiększono o 300, co związane jest z utworzeniem Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej. Platforma HUNTeR pozwoli wychwytywać nielegalne przekroczenia granic z jeszcze większa dokładnością.

– Chcemy uzyskać 10-kilometrowy zasięg działania platformy, będzie to praca teleoperowana lub autonomiczna. Dron, który jest na wyposażeniu platformy, będzie umożliwiał obserwację terenu także z wysokości. Będzie także służył jako przekaźnik radiowy do stanowiska sterowania systemem – twierdzi Tomasz Krakówka.

Nowoczesne rozwiązania są coraz częściej wprowadzane do ochrony granic, nie tylko Polski. W stanie Teksas każdy obywatel może pomóc w poszukiwaniu przemytników czy nielegalnych imigrantów. W wielu wrażliwych miejscach umieszczono kamery, do których każdy ma dostęp za pomocą internetu. Gdy zauważy podejrzaną osobę, może błyskawicznie poinformować o tym straż graniczną. Z kolei w Izraelu na granicy ze Strefą Gazy pojawiły się autonomiczne i półatutonomiczne samochody wyposażone w kamery i systemy alarmowe. Dzięki nim żołnierze patrolujący granice nie są narażeni na ryzyko.

Projekt Hunter, którego wartość wynosi ponad 7,8 mln zł, został dofinansowany z Funduszy Europejskich kwotą ponad 4,5 mln zł. PIAP zapowiada, że pojazd będzie gotowy już w przyszłym roku. Na 2019 rok zaplanowano prace nad wdrożeniem pojazdu i przygotowaniem jego wersji produkcyjnej.

90 proc. MŚP pozytywnie ocenia ostatnie 12 miesięcy

Polskie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa podsumowywały 2017 r. Prawie 90 proc. właścicieli oceniło minione 12 miesięcy jako udane dla firmy. Niezadowolonych z  działalności jest tylko 6 proc. firm – głównie z branży usługowej.

2017 był dobrym rokiem dla polskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Zadowolonych z 12 miesięcy działalności jest niemal 90 proc. właścicieli firm z tego sektora – wynika z badania Diners Club Polska. Najwięcej entuzjazmu panuje w mikro firmach – aż 98 proc. z nich pozytywnie oceniło ostatni rok. Pod względem branży, najbardziej usatysfakcjonowane są MŚP rolnicze oraz handlowe.

Nowymi etatami, powstałymi w 2017 r., pochwaliło się co piąte MŚP – z czego największy wzrost zatrudnienia zanotowały firmy średnie (46 proc.) oraz te z branży handlowej (40 proc.). Do redukcji liczby pracowników przyznał się co 10.  przedsiębiorca – najwięcej zwolnień odbyło się w firmach usługowych oraz przemysłowych.

– Okazuje się, że 2017 nie był najlepszym rokiem dla branży usług. Najwięcej właścicieli firm właśnie z tego sektora oceniło źle swoją kondycję finansową. Tylko co 10. z nich wierzy w  poprawę  sytuacji w najbliższym roku – mówi Katarzyna Fatyga, prezes Diners Club Polska.

Priorytetem były cięcia

Jak wynika  z badania, priorytetem dla firm w 2017 r. były cięcia kosztów. Stawiało na nie największa liczba przedsiębiorców – 41 proc. Na zdobycie nowych klientów liczyło 26 proc., a  na utrzymaniu obecnych skupiło się 18 proc. badanych. Zwiększenie zatrudnienia priorytetowo traktowało 8 proc. MŚP, a niewiele mniej bo 7 proc. chciało przede wszystkim inwestować w rozszerzenie działalności.

– Biorąc pod uwagę to, że aż 90 proc. właścicieli uważa minione 12 miesięcy jako udane, możemy wnioskować, że postawione cele udało się zrealizować – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club.

2018 zapowiada się dobrze

W 2018 r. nadrzędnym zadaniem dla ponad połowy badanych firm będzie zyskanie nowych odbiorców. Stawiają na to zarówno firmy handlowe, usługowe jak i produkcyjne. Jedynie przedsiębiorstwa rolnicze określiły inny cel na najbliższy rok. Będą nim cięcia kosztów, które zamierza wdrożyć aż 94 proc. proc. firm z tego sektora.

– W nadchodzącym roku, branża MŚP zamierza także wdrożyć więcej inwestycji rozwojowych – priorytetowo z roku na rok traktuje je coraz większa liczba przedsiębiorców – obecnie jest to 13 proc – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Poprawy sytuacji finansowej firmy w najbliższym roku możemy spodziewać się u 35 proc. przedsiębiorców. Na pogorszenie koniunktury przygotowuje się tylko 6 proc. Najbardziej pesymistycznie w przyszłość patrzą MŚP przemysłowe oraz usługowe.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) na zlecenie Diners Club Polska we wrześniu 2017 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski, metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc. poziom ufności 0,95.

Blisko połowa restauracji w Polsce realizuje dowozy. Najczęściej kupujemy fast foody, ale dużą popularnością cieszy się też kuchnia orientalna

Blisko połowa restauracji w Polsce realizuje dowozy. Najczęściej kupujemy fast foody, ale dużą popularnością cieszy się też kuchnia orientalna 10

Rynek HoReCa w Polsce może być wart 28 mld zł. Z tego segment dowozu posiłków stanowi 1,5 mld zł i rośnie szybciej niż cały rynek, bo o prawie 10 proc. w ciągu roku – wynika z raportu „Rynek dowozów 2017” firmy Stava. W dostawie dominują pizza i burgery. Średnia wartość zamówienia jedzenia oscyluje w granicach 56 zł. Blisko 60 proc. rynku dowozów stanowią zamówienia z ulotki przez telefon, ale stopniowo rośnie grupa klientów, która wybiera kanał online.

 Cały rynek HoReCa rośnie w tempie 5 proc. rok do roku, a najszybciej rozwijającym się segmentem jest rynek dowozu jedzenia, który rośnie w tempie 10 proc. rok do roku. Trudno powiedzieć, ile konkretnie podmiotów jest na tym rynku, natomiast konkurencja między restauracjami jest bardzo duża. Szacujemy, że połowa istniejących restauracji już realizuje dowozy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Aksamit, wiceprezes firmy Stava, zajmującej się dowozem dla restauracji.

Z raportu PMR „Rynek HoReCa w Polsce 2017. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2017–2022″ wynika, że w 2017 roku rynek będzie wart nieco ponad 28 mld zł. Coraz większą część przychodów firm z branży generuje dowóz posiłków. Raport „Rynek dowozów 2017” firmy Stava wskazuje, że ten segment wart jest już 1,5 mld zł i rośnie w tempie 10 proc. w skali roku, czyli dwukrotnie szybciej niż cały rynek HoReCa.

– Jedzenie na dowóz jest kolejnym kanałem sprzedaży, który pozwala restauracjom zwiększyć przychody tymi samymi zasobami, którymi już dysponują. Liczba zamówień na dowóz w stosunku do całego obrotu w restauracji bardzo się różni w poszczególnych lokalach. Są takie, które prawie w całości opierają się o dowozy. Są też takie, które realizują tylko kilka dowozów w ciągu dnia, a barierą często jest np. wydajność kuchni – mówi Grzegorz Aksamit.

Intensywny okres w dowozach to weekendy, kiedy ruch rośnie o ok. 10 proc. względem innych dni, spada zaś w poniedziałki i wtorki (napływ o 15 proc. niższy od przeciętnego). Skok liczby zamówień jedzenia na dowóz można zaobserwować ok. dziesiątego dnia każdego miesiąca, kiedy większość Polaków otrzymuje wypłatę. W pierwszy weekend po dniu wypłat ruch jest średnio o 12 proc. większy w porównaniu do weekendu tuż przed wypłatami.

 Liczba zamówień na dowóz w poszczególnych porach dnia zależy od kategorii jedzenia. Jeśli chodzi o pierogi i naleśniki, to szczyt jest około godziny 12, w porze lunchowej. Pizza ma swoje szczyty w piątkowe i sobotnie wieczory, bo nikt nie zamawia jej na śniadanie ani na lunch. Są natomiast takie kategorie jedzenia na dowóz jak kuchnia orientalna, które nie mają wyraźnych szczytów i zamówienia spływają równomiernie przez cały dzień. We wszystkich kategoriach najsłabsze są poniedziałki, kiedy klientów na dowóz jest najmniej – mówi wiceprezes firmy Stava.

Pierwszy szczyt liczby dowozów pojawia się w porze lunchu, między godz. 12.00–14.00. Po godz. 16.00, kiedy duża część ludzi wraca z pracy do domu, ta liczba się zmniejsza. W zależności od dnia tygodnia szczyty mogą wyglądać inaczej. W niedzielę, kiedy większość osób nie pracuje, szczyt obiadowy przypada ok. 14.00–15.00, a drugi, wieczorny szczyt przypada na godz. 18.00.

– Zdecydowanie w dowozach króluje pizza, która stanowi ok. 40 proc. całego rynku. Popularne w ostatnich latach burgery to kolejne kilkanaście procent rynku, reszta jest rozdrobniona pomiędzy kolejne kategorie – wskazuje Aksamit.

Na dowóz chętnie zamawiamy także kebaby (blisko 10 proc.) oraz dania kuchni orientalnej i tajskiej (po ok. 10 proc.). Średnią wartość rachunku za jedzenie na dowóz determinuje przede wszystkim minimalna kwota zamówienia. Większość restauracji nie przyjmuje zamówień poniżej 20–25 zł. Restauracje, które stawiają głównie na dowóz, ustawiają limity na poziomie 40–50 zł.

Średnia wartość zamówienia jedzenia na dowóz oscyluje w granicach 56 zł, patrząc łącznie na wszystkie kategorie. W poszczególnych kategoriach różnice są duże: w sushi średnia wartość rachunku sięga 130 zł, w kebabie 40 zł – wymienia wiceprezes firmy Stava.

W zamówieniach blisko 80 proc. wszystkich dowozów stanowią te do 4 km od lokalu. Dobrze prosperujące sieci lokali dowożą w strefie nie większej niż 3 km, a żeby obsłużyć pozostałą część miasta otwierają kolejny lokal. Przeciętna odległość dowozu to 2,7 km, a najkrótsze średnie odległości notują pizzerie (2,2 km) i burgerownie (2,4 km). Jednocześnie w restauracjach zatrudniających własnych kurierów tylko 12 proc. klientów może liczyć na dostawę do 30 minut. Ponad 60 proc. restauracji dostarcza posiłki w krócej niż godzinę, a co siódmy dowóz trwa ponad 1,5 godz.

Grupa klientów preferujących zamówienie online nad rozmową przez telefon stopniowo rośnie, wciąż jednak wolimy tradycyjny sposób zamawiania.

– Na rozwiniętych rynkach, takich jak rynek brytyjski, zamówienia przez telefon stanowią wciąż 50 proc. rynku, jest więc pewien sufit, który trudno przebić – mówi Grzegorz Aksamit.

Ważne zmiany dla firm zatrudniających pracowników sezonowych ze Wschodu. Od nowego roku będą oni mogli pracować w Polsce przez 9 miesięcy

Ważne zmiany dla firm zatrudniających pracowników sezonowych ze Wschodu. Od nowego roku będą oni mogli pracować w Polsce przez 9 miesięcy 11

Z początkiem 2018 roku wchodzą w życie zmiany dotyczące zatrudniania cudzoziemców. Pojawi się nowy typ zezwolenia na pracę sezonową, który umożliwi legalny pobyt i pracę w Polsce przez dziewięć miesięcy w ciągu roku, czyli o połowę dłużej niż dotychczas. Rejestrowanie oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom będzie płatne, a pracodawca będzie musiał udowodnić, że obcokrajowiec faktycznie podjął u niego zatrudnienie. Eksperci oceniają, że zmiany były potrzebne, bo zapotrzebowanie na kadrę zza wschodniej granicy stale rośnie.

– Od 1 stycznia 2018 roku wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców. Główna zmiana to wprowadzenie nowego zezwolenia na pracę sezonową. Teraz cudzoziemcy będą mogli pracować w Polsce przez dziewięć miesięcy, a nie przez pół roku, tak jak dotychczas. Dotyczy to tylko i prac sezonowych, czyli obejmie głównie rolnictwo i turystykę – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Monika Banyś z Personnel Service, specjalizującej się w rekrutacji pracowników ze Wschodu.

Do tej pory chcąc zatrudnić pracownika z Ukrainy, Białorusi, Rosji, Gruzji, Armenii lub Mołdawii, konieczne było złożenie odpowiedniego oświadczenia w urzędzie pracy. Od 1 stycznia 2018 roku będą obowiązywać dwie ścieżki: dotychczasowa procedura oświadczeniowa, która pozwala pracować w Polsce legalnie przez sześć miesięcy w ciągu roku, oraz nowe zezwolenie na pracę sezonową. Takie zezwolenie pracodawcy będą mogli uzyskać tylko po spełnieniu dwóch warunków.

Po pierwsze, będą musieli zaproponować Ukraińcowi takie samo wynagrodzenie, jakie oferują Polakom na analogicznym stanowisku. Po drugie, będą musieli udowodnić, że starali się o pozyskanie do pracy Polaków, ale nie było to możliwe – wyjaśnia Monika Banyś.

Z początkiem przyszłego roku rejestrowanie oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom przestanie być bezpłatne, a pracodawca będzie musiał wnieść symboliczną opłatę w wysokości 30 zł. Kolejna zmiana to obowiązek informowania, czy obcokrajowiec, dla którego zostało wydane uproszczone zezwolenie na pracę sezonową, rzeczywiście podjął zatrudnienie.

W praktyce zmiany wprowadzone od stycznia wprowadzą trochę porządku. Do tej pory pracodawcy rejestrowali oświadczenie o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi, ale później nie musieli udowadniać, że ta osoba rzeczywiście podjęła u nich pracę. Teraz – po rejestracji oświadczenia – trzeba będzie się udać do urzędu i to udowodnić. Dzięki temu będziemy mogli lepiej oszacować, ilu cudzoziemców rzeczywiście u nas pracuje i w jakich branżach, bo teraz możemy mówić tylko o szacunkach – ocenia Monika Banyś.

Zapotrzebowanie na kadrę zza wschodniej granicy stale rośnie ze względu na sytuację na polskim rynku pracy. Od miesięcy utrzymuje się historycznie niskie bezrobocie (6,6 proc. na koniec października wg GUS i 4,6 proc. wg Eurostatu), które hamuje rozwój firm borykających się z problemem pozyskiwania pracowników.

Z szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej za I półrocze 2017 roku wynika, że w Polsce wydano ponad 900 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi. Resort szacuje liczbę pracujących w Polsce Ukraińców na około milion. W III kwartale br. liczba obywateli Ukrainy płacących składki ZUS wyniosła 307 tys. (wzrost o 78 proc. rok do roku). Od początku roku w Polsce przybyło ponad 113 tys. legalnie zatrudnionych i odprowadzających składki obywateli Ukrainy. Eksperci Personnel Service jednak szacują, że szara strefa może obejmować nawet 500 tys. osób. Natomiast w całym 2017 roku może zostać wydanych nawet 2 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom Ukrainy (w 2016 roku było ich w sumie 1,26 mln).

Możemy się spodziewać, że już w tym roku będzie w Polsce ok. 2 mln Ukraińców. Zakładamy, że od przyszłego roku ta liczba będzie nawet większa, więc nowe regulacje były potrzebne. Wydłużenie czasu pracy dla Ukraińców do dziewięciu miesięcy jest bardzo dobrą informacją dla pracodawców, ponieważ dla większości z nich ten sześciomiesięczny okres był po prostu za krótki. Ważne, żeby w dalszej kolejności skupić się na ułatwieniu starań o zezwolenia na pracę dla cudzoziemców, które pozwala im zostać tutaj przez trzy lata. W tej chwili załatwianie wszystkich formalności z tym związanych jest dosyć uciążliwe, być może w przyszłym roku też uda się zniwelować ten problem – mówi Monika Banyś.

Z październikowego raportu „Barometr Imigracji Zarobkowej” opracowanego przez Kantar Millward Brown na zlecenie Personnel Service wynika, że już niemal co piąta firma w Polsce (19 proc.) planuje rekrutować pracowników ze Wschodu. W gronie dużych przedsiębiorstw ten odsetek sięga 42 proc. Cudzoziemców potrzebują głównie firmy produkcyjne oraz branża usługowo-handlowa.

– Imigracja zarobkowa z Ukrainy ma charakter komplementarny, a nie substytucyjny. To oznacza, że Ukraińcy wypełniają miejsca pracy tam, gdzie po prostu nie ma Polaków. Nie jest tak, że przyjeżdżają tutaj i zabierają nam pracę. Deficyt jest tak duży, że pracodawcy są zmuszeni sięgać na Wschód – podkreśla Monika Banyś.

Dane Personnel Service wskazują, że od początku tego roku liczba firm zainteresowanych zatrudnianiem Ukraińców wzrosła o 30 proc. Jak pokazuje „Barometr Imigracji Zarobkowej”, co trzecia polska firma uważa, że formalności administracyjne są największą barierą w rekrutacji pracowników ze Wschodu.

Ważą się losy lotniska w Gdyni. Spór z KE o pomoc publiczną to przestroga dla innych portów lotniczych

Ważą się losy lotniska w Gdyni. Spór z KE o pomoc publiczną to przestroga dla innych portów lotniczych 12

Po listopadowym wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE ważą się losy portu lotniczego w Gdyni. Po tym jak TSUE cofnął decyzję Komisji Europejskiej nakazującej zwrot 92 mln zł pomocy publicznej nie padły wiążące deklaracje, czy lotnisko zostanie uruchomione i w jakiej formie. Tym bardziej że wyrok nie zalegalizował pomocy publicznej, tylko wskazał błędy proceduralne KE przy nakazywaniu jej zwrotu. Cała sprawa to przestroga dla portów lotniczych, by zwracały uwagę na finansowanie. 

– Gdynia wygrała z KE postępowanie przed sądem Unii Europejskiej. To niezaprzeczalny sukces dla miasta, dla Kosakowa oraz dla spółki, jednakże ta wygrana jest iluzoryczna, proceduralna. Sąd nie odniósł się do meritum zagadnienia – wskazał jedynie, że Komisja Europejska popełniła błąd i tym samym jej decyzja musi zostać anulowana – mówi agencji Newseria Maciej Fornalczyk, założyciel i partner firmy doradczej COMPER – Fornalczyk i Wspólnicy, która specjalizuje się w postępowaniach antymonopolowych i sprawach dotyczących pomocy publicznej.

Sprawa cywilnego lotniska w Gdyni-Kosakowie sięga 2007 roku, kiedy obie gminy podjęły decyzję o wybudowaniu cywilnego portu lotniczego na terenach zajmowanych dotąd przez Marynarkę Wojenną. Według planów lotnisko miało obsługiwać czartery i tanie linie lotnicze. Na początku 2014 roku Komisja Europejska orzekła, że finansowanie inwestycji z pieniędzy samorządów było niedozwoloną pomocą publiczną i nakazała zwrot 92 mln zł. Kilka miesięcy później Gdynia i Kosakowo zaskarżyły tę decyzję do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, uzyskując poparcie polskiego rządu.

– Komisja Europejska wydała decyzję wskazującą, że wparcie stanowiło pomoc publiczną niezgodną z wewnętrznym rynkiem. W toku postępowania KE w dość niefrasobliwy sposób zmieniła ścieżkę i – jak potem się okazało – popełniła błąd proceduralny, który polegał na tym, że nie wezwała stron do zajęcia stanowiska w momencie otwarcia nowego postępowania – tłumaczy Maciej Fornalczyk.

W połowie listopada br. Trybunał Sprawiedliwości UE unieważnił decyzję Komisji Europejskiej z 2015 roku, która nakazała cywilnemu lotnisku w Gdyni-Kosakowie zwrot 92 mln zł pomocy publicznej. W międzyczasie spółka zarządzająca portem lotniczym ogłosiła jednak upadłość.

 Ten wyrok daje nam jedynie wskazówkę, że w Gdyni-Kosakowie jest nowe otwarcie i można się zacząć zastanawiać, jak inaczej i lepiej zagospodarować już istniejącą kubaturę lotniskową i infrastrukturę paliwową i co dalej z tym robić, aby nie popełniać wcześniejszych – mówi Maciej Fornalczyk.

Władze Gdyni zapowiedziały, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE otwiera drogę do uruchomienia lotniska, jednak miejsce bankrutującej spółki musi zająć nowy podmiot, a istniejąca infrastruktura lotniskowa wymaga remontu. Nie jest to jednak oczywiste, bo wyrok sądowy nie zalegalizował pomocy publicznej dla lotniska, a tylko wskazał błędy proceduralne KE przy nakazywaniu jej zwrotu. Przy wznowieniu inwestycji niewykluczone są więc kolejne kroki prawne ze strony Komisji.

 Jaką daje to lekcję dla sektora lotniskowego w Polsce? Na razie nic się nie zmienia. Ten wyrok nie odniósł się do zasadności bieżącego wspierania czy udzielania pomocy operacyjnej. Nie uzasadnił, czy ta inwestycja miała sens ekonomiczny, jedynie wskazał, że Komisja popełniła błąd. Mamy szereg decyzji Komisji Europejskiej mówiących o tym, w jaki sposób finansować infrastrukturę lotniskową, jak mają funkcjonować porty lotnicze. Ten wyrok niestety nie daje nam wskazówki, w jaki sposób mógłby działać port lotniczy w Gdyni – mówi Maciej Fornalczyk.

Partner firmy doradczej COMPER Fornalczyk i Wspólnicy ocenia, że polskie porty lotnicze, zarówno te rentowne, jak i nierentowne, po tym wyroku muszą bacznie uważać w szczególności na bieżące finansowanie swoich kosztów, żeby nie narazić się na zarzut uzyskiwania nielegalnej pomocy publicznej.

– Jak wybronić się przed zarzutem nielegalnej pomocy publicznej? Wystarczy spełnić wymagania, które są wskazane w komisyjnych wytycznych lotniskowych z 2014 roku. Trzeba przygotować plan finansowy, policzyć koszty, ocenić, które z nich są zasadne i w jaki sposób je urealnić. Co najważniejsze, w przypadku nierentownych portów lotniczych należy też popatrzeć na efekty indukowane w regionie. Może się okazać, że szereg portów lotniczych z zasady będzie nierentowny, natomiast oddziaływanie na region właśnie uzasadnia funkcjonowanie portu lotniczego – mówi Maciej Fornalczyk.

Polska marka może podbić zagraniczne rynki. Polska Agencja Inwestycji i Handlu będzie wspierać dziewięć priorytetowych branż

Polska marka może podbić zagraniczne rynki. Polska Agencja Inwestycji i Handlu będzie wspierać dziewięć priorytetowych branż 13

W 2017 roku wartość polskiego eksportu może sięgnąć 200 mld euro, a z roku na rok wzrost jest kilkuprocentowy. Warunkiem dalszego rozwoju sprzedaży zagranicznej jest budowanie i wzmacnianie wizerunku polskiej marki poza granicami. Taki cel ma program Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, która będzie wspierać na arenie międzynarodowej 9 z 12 priorytetowych sektorów polskiej gospodarki. Dzięki rządowej pomocy polskie produkty i usługi mają szansę zaistnieć na nowych rynkach, m.in. w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej.

 Polscy przedsiębiorcy będą mogli korzystać, ale nie w charakterze wystawców, z infrastruktury polskich stoisk informacyjno-promocyjnych, które będą organizowane przez PAIH na kluczowych imprezach targowych. To przestrzeń do rozmów, spotkań b2b, kontaktów z partnerami zagranicznymi. To miejsca, gdzie będą odbywały się briefingi prasowe, a polski przedsiębiorca będzie mógł dostarczyć swoje promocyjne filmy i materiały drukowane. Wszystko to będziemy starali się dystrybuować, jednocześnie będziemy punktem informacyjnym na każdej imprezie targowej, gdzie będziemy mogli wskazać lokalizację konkretnych polskich podmiotów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Robert Zawadzki, zastępca dyrektora Departamentu Promocji Gospodarczej w Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.

W grudniu ruszył projekt „Promocja gospodarki w oparciu o polskie marki produktowe – Marka Polskiej Gospodarki – Brand” przeznaczony dla małych i średnich firm realizowany przez PAIH. Agencja odpowiada za 9 z 12 określonych przez resort rozwoju jako priorytetowe sektory polskiej gospodarki: meble, moda polska (wraz z biżuterią), jachty i łodzie rekreacyjne, kosmetyki, sprzęt medyczny, biotechnologia i farmacja, budowa i wykańczanie budowli, maszyny i urządzenia, części samochodowe i lotnicze, części samochodowe i lotnicze. Promocją pozostałych trzech, czyli spożywczego, IT/ICT i usług prozdrowotnych, zajmą się odpowiednio Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości i Polska Organizacja Turystyczna.

PAIH będzie wspierać polskie firmy na 99 kluczowych imprezach wystawienniczych (61 w 2018 roku i 38 w 2019 roku): w Chinach, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Niemczech, Rosji, Indach, USA, Iranie, Kazachstanie, Turcji, Ukrainie, Białorusi, Norwegii, Holandii, Australii, we Włoszech, Szwecji, Francji, Singapurze, Brazylii, RPA, Kanadzie, Meksyku i Izraelu. Dodatkowo w Polsce będą realizowane misje gospodarcze dla zagranicznych przedsiębiorców i dziennikarzy, podczas których będą mogli nawiązać kontakt z polskimi firmami.

Zgodnie z założeniami program ma pomóc w ekspansji zagranicznej tam, gdzie polskie firmy mają szanse na sukces.

– Nie w każdym kraju znajdziemy odpowiedni zasób wiedzy na temat polskich firm i polskiego asortymentu, więc te rynki priorytetowe nie są dobrane przypadkowo. Ministerstwo Rozwoju starało się wskazać takie kraje, w których Polska ma szansę na prezentację produktów, nie konkurując bezpośrednio z największymi potęgami na świecie – zaznacza Zawadzki. – Mamy nadzieję, że dzięki programom branżowym uda się wzbudzić świadomość u zagranicznych konsumentów i pokazać, że produkty, które często znajdują w sklepach np. w Dubaju, są produktami polskimi.

Program nie ma na celu promowania poszczególnych polskich firm, ale sprawienie, że marka „made in Poland” zaistnieje w świadomości zagranicznych konsumentów. Obecnie polskie produkty są obecne przede wszystkim w krajach Unii Europejskiej, ale stopniowo rośnie ich popularność w krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej.

Chcemy się pochwalić zwiększoną rozpoznawalnością polskich marek, Polski jako kraju. Chcemy promować markę każdej z branż, niekoniecznie konkretne firmy, bo specyfika wydatkowania środków unijnych nam na to nie pozwala – podkreśla Robert Zawadzki.

Polski eksport według różnych szacunków w 2017 roku może przekroczyć 197–200 mld euro. Tylko w I półroczu 2017 roku wartość eksportu wyniosła 99 mld euro, czyli o 8,4 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2016 roku. W najbliższych latach eksport powinien rosnąć, w dużej mierze ze względu na wejście na nowe, perspektywiczne rynki.

Polskie spółki państwowe są coraz bardziej rentowne i coraz więcej inwestują

Polskie spółki państwowe są coraz bardziej rentowne i coraz więcej inwestują. W ostatnim czasie na prostą wyszły np. Przewozy Regionalne. Z kolei zakłady Cegielskiego w Poznaniu znacznie zwiększyły swój portfel zamówień. Duże ożywienie widać także w specjalnych strefach ekonomicznych zarządzanych przez Agencję Rozwoju Przemysłu (ARP).

„W tym roku udzieliliśmy już ponad 70 zezwoleń na inwestycje […]. Nasze strefy są w zasadzie pełne. W tej chwili poszukujemy terenów inwestycyjnych w całej południowej i wschodniej Polsce” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Andrzej Kensbok, wiceprezes ARP.

Potencjał polskich spółek rośnie. Widać to chociażby na przykładzie ich poprawiającej się zdolności kredytowej. Firmy się rozwijają, łączą ze sobą, uruchamiają nową produkcję. Co ważne, wzrasta też ich zainteresowanie inwestycjami. Jak długo ta tendencja się utrzyma? Trudno powiedzieć, ale na pewno jeszcze przez jakiś czas.

Technologia 5G a oczekiwania Millenialsów

Urodzeni pomiędzy rokiem 1980 a 2000 millenialsi to pokolenie dorastające w erze Internetu i komunikacji mobilnej. Dzięki swojej wiedzy i umiejętnościom technicznym, a także wysokim oczekiwaniom, to oni będą wyznaczać również trendy dotyczące przyszłości sieci i usług cyfrowych.

W momencie wprowadzenia na rynek technologii 5G, millenialsi będą stanowić największą ilościowo grupę wiekową, która będzie dodatkowo znajdować się w okresie, w którym stać ją na najwyższe wydatki konsumenckie.

Odegrają kluczową rolę w kształtowaniu przyszłości przemysłu telekomunikacyjnego, zaś w szczególności usług 5G.

Millenialsi oczekują więcej

millenials_1W porównaniu z innymi segmentami konsumenckimi, millenialsi charakteryzują się wysokimi oczekiwaniami dotyczącymi wydajności sieci.

Wymagają też dużo czego, jakich funkcjonalności od swoich dostawców usług mobilnych. Młodsi przedstawiciele pokolenia millenialsów byli wyraźnymi liderami zmian w konsumenckich trendach dotyczących wykorzystania treści wideo.

Przeprowadzone ostatnio w 14 krajach badanie obejmujące 14.000 użytkowników smartfonów ujawniło, że 28% millenialsów w wieku 15-24 lat korzysta ze streamingu wideo w systemie on-demand przez 1-3 godzin dziennie, zaś 17% ogląda takie transmisje przez 3-6 godzin – aż 6-krotnie dłużej niż użytkownicy w wieku ponad 45 lat.

Wysoki poziom konsumpcji treści wideo obserwowany w tej grupie wiekowej sprawia, że rosną także oczekiwania dotyczące wydajności sieci. W 12 z 14 badanych krajów millenialsi byli bardziej krytyczni w stosunku do wydajności sieci niż osoby w wieku powyżej 45 lat.

Mniej niż połowa użytkowników smartfonów z grupy millenialsów twierdziła, że ich oczekiwania dotyczące szerokopasmowej transmisji mobilnej zostały zaspokojone.

W świetle rosnącej siły nabywczej oraz coraz większych oczekiwań millenialsów, wyniki badań wskazują, że operatorzy będą zmuszeni do przyłożenia większej wagi do zaspokojenia potrzeb tego właśnie segmentu konsumentów.

Mniej niż połowa użytkowników smartfonów z grupy millenialsów twierdzi, że ich oczekiwania dotyczące szerokopasmowej transmisji mobilnej są zaspokajane.

Millenialsi i osoby w wieku powyżej 45 lat, które twierdzą, że ich oczekiwania dotyczące szerokopasmowej transmisji mobilnej są zaspokajane .

Wysokie oczekiwania dotyczące 5G

millenials_2Potencjalne korzyści, jakie niesie ze sobą wdrożenie sieci 5G, powodują, że oczekiwania rynku są znaczące. Wspomniane powyżej badanie przeprowadzone wśród użytkowników smartfonów wskazuje, że młodzi millenialsi oczekują od 5G wyższych prędkości i lepszego zasięgu.

Poproszono ich również o wskazanie najważniejszego dla nich parametru pracy sieci 5G. Ponad 30% wybrało odpowiedź inną niż prędkość czy zasięg, a mianowicie dłuższy czas pracy baterii, większy stopień niezawodności sieci oraz gwarantowany poziom jakości.

Choć operatorzy będą mieli trudności z szybkim spełnieniem niektórych z tych oczekiwań, to wiele z nich da się zrealizować dzięki wdrożeniu technologii 5G.

Ponad 30% użytkowników smartfonów z pokolenia millenialsów twierdzi, że od sieci 5G oczekuje czegoś więcej niż tylko większej prędkości i lepszego zasięgu.

Ewolucja przekazu wideo

Spełnienie oczekiwań pokładanych w technologii 5G wiąże się z poważnymi zmianami dotyczącymi sposobu działania sieci mobilnych. Do tej pory rosnąca popularność transmisji wideo była głównym czynnikiem zwiększającym ilość przesyłanych danych.

Wraz z zacieraniem się granicy pomiędzy materiałami wideo i innymi treściami, użytkownicy nie ograniczają się wyłącznie do korzystania z aplikacji streamingowych czy serwisów on-demand, co każe nam spodziewać się dalszego wzrostu transmisji.

Materiały wideo stanowią obecnie ponad 50% całego ruchu w sieciach mobilnych. Szacuje się, że przed końcem roku 2023 wielkość ta wzrośnie do 75%.

W branży komórkowej toczą się żywe dyskusje dotyczące szybkiego rozwoju internetowych treści wideo, które mogą przybierać jeszcze bardziej angażujące użytkownika formy.

Rozwój wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR) postawi przed sieciami przyszłości zupełnie nowe wymagania. Badanie przeprowadzone niedawno w 8 państwach wśród konsumentów będących pionierami wdrażania technologii VR wykazało, że 7 z 10 osób oczekuje, iż VR/AR znacząco odmieni nasze codzienne życie.

Lubiący nowinki techniczne użytkownicy spodziewają się, że 5G odegra kluczową rolę w upowszechnianiu technologii wirtualnej rzeczywistości poprzez zmniejszenie.

opóźnień, zapewnienie możliwości doświadczania wrażeń dotykowych oraz zwiększenie rozdzielczości obrazu.

Wydaje się, że przy zapewnieniu odpowiedniej szybkości sieci, technologie VR oraz AR zmienią się z rozrywkowych i medialnych nowinek w rozwiązania znajdujące wiele praktycznych zastosowań konsumenckich i przemysłowych.

Tego rodzaju transformacja przyspieszy wraz z udostępnieniem nowych możliwości oferowanych przez sieci 5G, takich jak znaczne ograniczenie opóźnień w transmisji radiowej, a także plasterkowanie sieci (network slicing) czy Mobile Edge Computing (MEC).

Jeżeli weźmiemy pod uwagę ich obecne formy, to rozwiązania z zakresu rozszerzonej rzeczywistości (AR) mogą lepiej nadawać się do wykorzystania w środowisku mobilnym niż technologia wirtualnej rzeczywistości (VR).

Jednak granica pomiędzy tymi dwoma technologiami coraz bardziej się zaciera, owocując powstaniem takich rozwiązań jak połączona rzeczywistość (MR), stereoskopowe sześć stopni wolności (6DoF), czy tez holograficzna projekcja wideo na horyzoncie.

Sprostanie oczekiwaniom

Wraz z doskonaleniem obecnych szerokopasmowych sieci mobilnych, a także wraz ze wzrostem poziomu świadomości konsumentów coraz częściej mającymi do czynienia z usługami, które mogą rozwijać się dzięki technologii 5G, oczekiwania rynku będą ulegały ciągłym zmianom.

Operatorzy przygotowujący się do wdrożenia 5G będą mieli okazję do zdobycia zaufania millenialsów poprzez zaspokojenie ich potrzeb – a tym samym będą mogli czerpać korzyści, jakie niesie ze sobą zwiększony poziom lojalności klientów.

Zwrot VAT – korzystny wyrok WSA

W obrocie nadal funkcjonują błędnie wydane postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT, które w dalszym ciągu można – a nawet należy – zaskarżyć. Analizując jedną z takich spraw, Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu zauważył lukę prawną, która jego zdaniem „niewątpliwie wymaga interwencji prawodawcy”.

Praktycznie wszystkie wydane przed datą wydania ww. uchwały NSA postanowienia dotyczące przedłużenia terminu do zwrotu podatku VAT są niezgodne z obowiązującą procedurą. Podatnicy powinni bowiem wnosić w postępowaniu sądowoadministracyjnym o uchylenie bądź stwierdzenie nieważności czy też o sprostowanie w zakresie pouczenia o możliwości złożenia zażalenia, o ile takiego pouczenia nie było. Jeżeli okaże się, że podatnik ma rację, przysługuje mu zwrot podatku, nawet jeśli jeszcze trwają dodatkowe czynności weryfikacyjne organu.

Dodatkowa weryfikacja zasadności zwrotu VAT

Zwrot różnicy podatku VAT co do zasady następuje w terminie 60 dni od dnia złożenia rozliczenia przez podatnika (ewentualnie, na wniosek podatnika złożony wraz z deklaracją podatkową, w terminie 25 dni od dnia złożenia rozliczenia). Jeżeli zasadność zwrotu VAT wymaga dodatkowego zweryfikowania, naczelnik urzędu skarbowego może przedłużyć ten termin do czasu zakończenia weryfikacji rozliczenia podatnika dokonywanej w ramach czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub postępowania podatkowego. Pomijając kwestię samej zasadności dokonywania weryfikacji i jej powodów, jak potwierdził NSA w uchwale z dnia 24 października 2016 r. (I FPS 2/16), przedłużenie terminu zwrotu różnicy podatku w przypadku, gdy weryfikacja rozliczenia podatnika dokonywana jest w ramach każdej z wymienionych procedur, następuje w formie zaskarżalnego zażaleniem postanowienia naczelnika urzędu skarbowego. Co więcej, organ jest obowiązany do wskazania konkretnej daty dokonania zwrotu, a postanowienia wydawane w ramach jednej lub kilku procedur powinny zachować tzw. ciągłość. Oznacza to, że postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT, pomimo oderwania wskazanej w nim daty od samej procedury weryfikacji zasadności tego zwrotu, powinno być wydane w trakcie trwania takiej procedury.

Jak zauważył Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w wyroku z dnia 19 lipca 2017 r. (I SA/Wr 437/17), odnosząc się do stanu faktycznego sprzed uchwały NSA (sygn. I FPS 2/16), art. 87 ust. 2 zd. drugie ustawy o VAT „stanowi nie tylko pułapkę dla podatników lecz również dla samych organów podatkowych”. Wynika to z faktu, że organ podatkowy, aby móc przedłużyć termin zwrotu VAT po zakończeniu kontroli podatkowej, powinien wszcząć postępowanie podatkowe i jednocześnie przedłużyć termin zwrotu VAT – już w momencie doręczenia protokołu takiej kontroli. Organ ma bowiem możliwość wydania takiego postanowienia wyłącznie w odniesieniu do terminu, który w momencie dokonywania kolejnego przedłużenia jeszcze nie upłynął.

Prawo podatnika do złożenia korekty po zakończeniu kontroli podatkowej

Z art. 81b Ordynacji podatkowej wynika, że na czas kontroli podatkowej lub postępowania podatkowego możliwość złożenia korekty – w zakresie objętym kontrolą lub postępowaniem – ulega zawieszeniu. Jednocześnie w tym samym artykule wskazano, że uprawnienie do skorygowania deklaracji przysługuje nadal po zakończeniu kontroli podatkowej oraz postępowania podatkowego, w zakresie nieobjętym decyzją określającą wysokość zobowiązania podatkowego.

Przepis ten wyraźnie wskazuje, iż od dnia doręczenia protokołu kontroli podatkowej (z dniem takiego doręczenia kontrola podatkowa się kończy) podatnik ma prawo do złożenia korekty deklaracji, a na organie ciąży obowiązek pouczenia o tym fakcie w samym protokole kontroli.

Sprzeczność przepisów i pozbawienie podatnika prawa do złożenia korekty

W oparciu o ww. regulacje WSA we Wrocławiu, rozpoznając skargę podatnika na postanowienie dyrektora Izby Administracji Skarbowej w przedmiocie przedłużenia terminu zwrotu podatku, zauważył istniejącą sprzeczność między przepisami.

Przypomnieć trzeba, że skoro organ podatkowy może przedłużyć termin zwrotu VAT, który jeszcze nie upłynął, to aby móc przedłużyć ten termin po zakończeniu kontroli zgodnie z zasadą legalizmu, powinien wszcząć postępowanie podatkowe jednocześnie z wydaniem postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT i wykonać te czynności już w momencie doręczenia protokołu kontroli podatkowej. Jak wskazuje WSA w uzasadnieniu ww. wyroku, upływ terminu przesądza bowiem o obowiązku zwrotu podatku, niezależnie od tego, czy zasadność dokonania zwrotu wymagała weryfikacji rozliczenia podatnika czy nie. Takie działanie jednak całkowicie blokuje możliwość złożenia korekty deklaracji, a tym samym pozbawia podatnika jednego z jego podstawowych praw.

WSA we Wrocławiu przypomniał, że prawo do korekty deklaracji podatkowej jest proceduralnym odzwierciedleniem prawa podmiotowego do uzyskania zwrotu podatku. Jednocześnie jednak sąd wskazał, że okoliczności pozbawienia podatnika prawa do korekty nie może usprawiedliwiać wydanie przez organ podatkowy postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu podatku po upływie tego terminu.

Konkluzją Sądu jest stwierdzenie o wymaganej interwencji prawodawcy. Z jednej bowiem strony nadal mamy nie do końca uregulowaną prawnie kwestię przedłużania terminu zwrotu VAT (co prawda wyjaśnioną przez NSA we wspomnianej uchwale z dnia 24 października 2016 roku, jednak prawodawca do dnia dzisiejszego nie podjął się wprowadzenia stosownych zmian w przepisach prawa podatkowego), a z drugiej strony – możliwe tego skutki. Po raz kolejny pozbawia się podatnika podstawowych praw wynikających z przepisów. Jeżeli bowiem organy podatkowe będą usilnie (jak do tej pory) starały się wstrzymywać zwroty VAT w większości przypadków, to albo dojdzie do lawinowego pozbawienia możliwości złożenia korekty, albo nieskutecznego przedłużania zwrotu podatku i konieczności toczenia kolejnych batalii z KAS w tym zakresie. W obu sytuacjach przyda się nie tylko znajomość procedury i możliwych środków zaskarżenia, ale również doświadczenie w reprezentacji przed organami KAS. Powyższy wyrok sądu to także kolejne już potwierdzenie faktu, że wygrana z organem podatkowym nie jest niczym niezwykłym i warto z fiskusem spierać się do końca.

Autorzy: prawnik Weronika Marjańska, radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Frankowicze z kolejnym prezentem

Poświąteczna aura na rynkach finansowych wyraźnie nie sprzyjała tym, którzy w trakcie środowych notowań oczekiwali solidnego podbicia zmienności. O miano jednej z gwiazd dzisiejszej sesji usilnie walczył polski złoty. Jego dzisiejsza aprecjacja pozwoliła nie tylko na uplasowanie kursu USD/PLN na prawie miesięcznych minimach, ale również na rozpoczęcie rajdu CHF/PLN w stronę poziomów sprzed uwolnienia franka przez Szwajcarski Bank Narodowy.

Japoński jen okazał się być jedynym komponentem koszyka G10, który nie zdołał wykorzystać dzisiejszej słabości dolara. Jego 0,1 proc. deprecjacja plasuje kurs USD/JPY nad poziomem 113,30, zwiększając tym samym szansę ataku na czwartkowe maksima przy 113,60. Obecnie na szczycie znajduje się szwedzka korona. W cieniu jej 0,8 proc. zwyżki znalazły się między innymi australijski (0,6 proc.) oraz kanadyjski dolar (0,4 proc.). Prawdziwy roller coaster ma za sobą funt szterling (0,3 proc.), który na koniec europejskiej części notowań stabilizuje kurs GBP/USD w okolicach 1,3410. W przypadku euro należy mówić o niewiele większej dawce optymizmu. Umocnienie wspólnej waluty na poziomie 0,4 proc. było dostateczne ku temu, aby naruszyć krótkookresową linię łączącą szczyty i zwiększyć szansę wyjścia nad okrągły poziom 1,1900.

Wśród walut państw rozwijających się show ponownie skrada południowoafrykański rand, który umacniając się 1,3 proc. stanowi świetną przeciwwagę dla przecenionej czeskiej korony (-0,4 proc.), tureckiej liry (-0,3 proc.) czy rosyjskiego rubla (-0,2 proc.). Najsilniejszą walutą w regionie okazuje się być węgierski forint, notujący na przestrzeni dnia 0,8 proc. umocnienie. Niewiele skromniejszy ruch w stronę północy ma za sobą polski złoty (0,7 proc.). Na koniec dnia USD/PLN osuwa się w okolicę 3,5170, EUR/PLN schodzi do 4,1880, CHF/PLN balansuje przy 3,5590, a GBP/PLN notuje zniżkę w okolicę 4,7180.

Środowy kalendarz ekonomiczny nie należał do wysoce fascynujących. Uwagę inwestorów próbowały zwrócić najnowsze szacunki indeksu nastroju konsumentów autorstwa Conference Board. Na podstawie świeżo opublikowanych danych stwierdza się bardziej solidne pogorszenie sentymentu niż wynikałoby to z mediany prognoz ankietowanych przez Bloomberga (konsensus: 128,0 pkt, poprzednio: 128,6 pkt). Za zniżką indeksu do poziomu 122,1 pkt stoi przede wszystkim załamanie oceny perspektyw (99,1 pkt, poprzednio: 111,0 pkt), co częściowo studzi optymizm podbudowany między innymi przez wyraźnie wyostrzoną trajektorię sprzedaży detalicznej. Drugiej skrzypce zagrały dane z amerykańskiego rynku nieruchomości. Z miesiąca na miesiąc indeks podpisanych umów kupna domu wzrósł nieoczekiwanie o 0,2 proc. (konsensus: -0,5 proc.), uzupełniając tym samym szereg dobrych nowin płynących zarówno z rynku wtórnego, jak i pierwotnego.

Pierwsze minuty notowań na europejskich parkietach były zdominowane świetnymi nastrojami w sektorze wydobywczym, który stał się beneficjentem pozytywnych zmian na rynku surowcowym. Pod koniec sesji obserwuje się wyraźne wymazanie wzrostów przez główne indeksy. Powyższemu zjawisku opiera się WIG 20 (1,0 proc.) stopniowo wracający do kotwicy przy okrągłym poziomie 2 500 pkt. Obecnie o miano lidera notowań biją się PKN Orlen (2,2 proc.), PGNiG (2,6 proc.) oraz KGHM Polska Miedź (2,4 proc.), którego inwestorzy zdają się lekceważyć notę analityczną mBanku (1,3 proc.) w sprawie potencjalnych strajków w 2018 roku.

Na szczycie frankfurckiego indeksu DAX (0,1 proc.) znalazł się Merck, którego 0,6 proc. zwyżka jest efektem doniesień o rozszerzeniu współpracy z HTG Molecular. Swoje poranne zyski całkowicie zrealizował Daimler (0,0 proc.) będący beneficjentem nie tylko amerykańskiej reformy podatkowej, ale również sprzedaży 465 tys. pojazdów ciężarowych w 2017 roku. Świadkiem niezbyt przychylnych nastrojów w branży motoryzacyjnej jest Volkswagen, który na przestrzeni dnia traci 0,8 proc. Konieczność stopniowej zmiany modelu biznesowego przez VAG sugeruje konieczność sprostania wyraźnie większemu zapotrzebowaniu na elektryczną wersję modelu Golf. Obecnie listę spółek notowanych na niemieckiej giełdzie zamyka Deutsche Bank, którego inwestorzy notują 1,1 proc. stratę.

W Londynie udało się utrzymać wydobywczą euforię, bowiem na czele indeksu FTSE 100 (0,4 proc.) w dalszej mierze znajduje się Fresnillo ze zwyżką rzędu 3,2 proc. Udany przebieg notowań ma za sobą również Old Mutual (3,0 proc.), który nie może narzekać na wolumen obrotu. Ruch w stronę północy w dalszej mierze ogranicza Sky. W cieniu jego 1,1 proc. zniżki znalazło się między innymi Vodafone (-0,7 proc.), które planuje wdrożenie usługi VoLTE w Indiach wraz z początkiem stycznia.

Na rynku surowców energetycznych obserwuje się wyraźną dominację styczniowych kontraktów na gaz ziemny (2,5 proc.). O względnym zachowaniu status quo można mówić na rynku ropy naftowej, gdzie od dłuższego czasu baryłka West Texas Intermediate (-0,5 proc.) balansuje przy poziomie 59,70 USD. W przypadku metali szlachetnych należy mówić o dość pozytywnym przebiegu sesji. Na koniec europejskich notowań uncja złota (0,2 proc.) dotyka poziomu 1 286 USD, a srebro (0,8 proc.) ma perspektywę rozpoczęcia ataku na okrągły poziom 16,70 USD. Obecnie ze wzrostowych nastrojów wyłamuje się platyna, która względem najbliższego zamknięcia traci 0,2 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Świąteczny marazm. Huśtawki na kryptowalutach ciąg dalszy

Na rynkach przerwa świąteczna jak niemal co roku spowodowała zmniejszenie zmienność. Aktywniej było za to na ropie naftowej, ze względu na awarię naftociągu w Libii. Kryptowaluty wciąż dostarczają dużych emocji.

Eksplozja naftociągu w Libii

W drugi dzień świąt doszło do awarii w naftociągu w Libii. Oznacza to niemożliwość dostarczania na rynek około 70-100 000 baryłek ropy dziennie. Mowa zatem o równowartości poniżej 0,2% światowego wydobycia. Jak zareagowały rynki? Inwestorzy wystraszyli się końca nadwyżki na rynkach i rozpoczęli kupowanie. W rezultacie Ropa naftowa podrożała o ponad 2%. W zależności od tego ile czasu zajmie usunięcie awarii można spodziewać się kolejnych ruchów cen. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, głównym beneficjentem na rynkach walutowych był rosyjski rubel. Waluta Rosji wzrosła o około 1% w wyniku tych danych.

Huśtawki na kryptowalutach ciąg dalszy

Piątek przed świętami był jednym z najgorszych dni dla kryptowalut od dawna. Gwałtownie leciały one na łeb na szyję. Dni świąteczne pozwoliły jednak odrobić większość strat wracając w okolicę 16 000 dolarów dzisiaj rano. Jesteśmy co prawda daleko od szczytów z niemal 20 000 dolarów, ale również wyraźnie powyżej dołka w okolicach 11 000 dolarów. Warto zwrócić uwagę, że w trakcie świąt aktywność dużych inwestorów przeważnie jest znacząco mniejsza stąd też wzrost ten zaraz może zostać ponownie skorygowany.

Rynki w trakcie świąt

O ile 25 grudnia był dniem wolnym w większości państw o tyle 26 ze względu na brak święta w USA był dniem pracującym. Ze względu jednak na zmniejszoną aktywność inwestorów wiele się tego dnia na rynkach nie wydarzyło. Z danych makroekonomicznych poznaliśmy tylko dobre odczyty z Japonii. Inflacja przyspiesza, aczkolwiek wciąż znajduje się poniżej 1%. Bezrobocie spadło z 2,8% do 2,7% a wydatki gospodarstw domowych wzrastają. Dane te spowodowały delikatne umocnienie się jena względem dolara. Patrząc na pustki w kalendarzach danych makroekonomicznych nie należy się za wiele spodziewać po nadchodzących dniach.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W III kwartale br. Ukraińcy w polskich sklepach i na usługi wydali 2 mld zł

Cudzoziemcy w III kwartale br. wydali w Polsce 11,7 mld zł, o 7,7% więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku – wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. Najwięcej wydały osoby przekraczające granicę z Niemcami, Ukraińcy są jednak bardziej rozrzutni. Podczas jednej wizyty w Polsce wydali średnio 721 zł, podczas gdy Niemiec zaledwie 473 zł. Eksperci Personnel Service wskazują, że nowy typ zezwolenia na pracę sezonową może przyciągnąć do Polski jeszcze więcej Ukraińców, co pomoże znacząco polskiemu PKB.

W III kwartale 2017 roku cudzoziemcy przekroczyli granicę Polski 47,9 mln razy, co oznacza wzrost o ponad 6% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Obcokrajowcy zostawiają też w Polsce coraz więcej pieniędzy. Jak wskazał GUS, najwyższe wydatki, biorąc pod uwagę lądową granicę, ponieśli cudzoziemcy przekraczający granicę z Niemcami (46,6% ogółu wydatków cudzoziemców), następnie z Ukrainą (20,5%), Czechami (11,8%), Słowacją (8,3%), Białorusią (7%), Litwą (4,3%) i Rosją (1,6%). Jeżeli jednak spojrzymy na średnie wydatki ponoszone przez przedstawicieli poszczególnych państw podczas jednej wizyty w Polsce – rekordowe kwoty wydali Ukraińcy.

Przeciętny Ukrainiec odwiedzający Polskę wydał u nas w III kwartale br. średnio 721 zł. Te dane wyglądają szokująco zwłaszcza, jeżeli zestawi się je z przeciętną pensją w tym kraju. Z danych State Statistics Service of Ukraine wynika, że w październiku tego roku średnie wynagrodzenie Ukraińca wynosiło 7377 hrywien, co w przeliczeniu na złotówki daje ok. 963 zł. Można więc powiedzieć, że Ukraińcy przyjeżdżają i zostawiają u nas prawie całą pensję – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Mieszkańcy Ukrainy w III kwartale tego roku wydali w polskich sklepach, restauracjach czy hotelach ponad 1,9 mld zł. W okresie od stycznia do września wydali ponad 5,5 mld zł.

Co kupowali cudzoziemcy?

Cudzoziemcy kupowali w Polsce przede wszystkim towary nieżywnościowe, na które przeznaczyli ok. 82% swoich wydatków. Na żywność i napoje bezalkoholowe wydali 12%, a na pozostałe produkty i usługi ok. 5%. Spośród artykułów nieżywnościowych największym zainteresowaniem cudzoziemców cieszyły się materiały do budowy, remontu i konserwacji mieszkania lub domu (ok. 23% wydatków na towary nieżywnościowe), sprzęt RTV i AGD (ok. 19%) oraz części i akcesoria do środków transportu (ok. 13%).

Rosnące wydatki Ukraińców w Polsce to efekt ich większego zainteresowania pracą u nas. W całym 2017 roku może zostać wydanych nawet 2 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia im pracy, a spodziewamy się, że nowy typ pozwolenia na pracę sezonową w 2018 roku jeszcze spotęguje ten trend. Wydatki Ukraińców będą rosły, podobnie jak zainteresowanie polskich firm ich zatrudnianiem – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Złoty mocniejszy, aktywność rynku wciąż mała

Dobre nastroje na rynkach światowych, wzrost notowań EUR/USD i obserwowana przez cały rok wewnętrzna siła złotego, przekładają się dziś na jego umocnienie. Aktywność rynku walutowego wciąż jednak jest mała i do końca roku już się nie zwiększy.

Złoty, podobnie jak węgierski forint, nieznacznie zyskuje dziś na wartości w relacji do głównych walut. O godzinie 14:22 za euro trzeba było zapłacić 4,1885 zł wobec 4,19 zł w piątek na zamknięciu. Dolar potaniał o ponad 1 gr do 3,5215 zł. Szwajcarski frank natomiast o 1,4 gr do 3,5580 zł i jest on zaledwie 0,6 gr powyżej minimum z ostatniego czwartku, gdy szwajcarska waluta była najtańsza od pamiętnego 15 stycznia 2015 roku.

Złotego wspierają lepsze nastroje na świecie, co zwiększa apetyt na ryzyko (dlatego m.in. traci bezpieczny frank), a także wzrost notowań EUR/USD i obserwowana przez cały 2017 rok wewnętrzna siła złotego, dzięki czemu był on najsilniejszą walutą świata. Nastroje na rynku walutowym wciąż jednak są mocno świąteczne. Aktywność inwestorów, a co za tym idzie również obroty, są ograniczone. Dlatego do końca dnia układ sił na polskich parach już nie powinien się zmienić. Zwłaszcza, że na horyzoncie brak jest czynników, które zdołałby mocniej wstrząsnąć złotym. Taki wydarzeniem raczej nie będzie zaplanowana na godzinę 16:00 publikacja grudniowej wartości indeksu zaufania amerykańskich konsumentów (prognoza: 128,1 pkt.).

Równie niewiele ma szansę wydarzyć się w czwartek. Z tych samych powodów co dziś. Za to ciekawie powinno być w piątek, czyli ostatniego dnia roboczego 2017 roku, gdy różnego rodzaju fundusze mogą wykorzystać niską płynność rynku do próby „ustawienia” jak najbardziej korzystnego dla siebie kursu waluty na zamknięcie roku (na giełdzie takie zjawisko nosi nazwę „windows dressing”). Taka sytuacja miała miejsce m.in. przed rokiem, gdy ostatniego dnia handlu zmienność na EUR/PLN wyniosła 3,5 gr i była dwukrotnie wyższa niż pierwszego dnia po świętach, a na USD/PLN sięgnęła ona aż 7 gr. W tym roku może być podobnie. Mając na uwadze dominujące tendencje na polskich parach należy założyć, że złoty w całym tym międzyświątecznym tygodniu zyska na wartości.

Normalny handel na rynku walutowym wróci po Nowym Roku. To wówczas rozpocznie się pozycjonowanie inwestorów na kolejne 12 miesięcy. Oczekuję, że rok 2018, tak samo jako kończący się 2017, będzie dobry dla złotego. Utrzymująca się dobra koniunktura gospodarcza w Polsce i na świecie, w połączeniu ze spodziewanymi podwyżkami stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, ale też możliwym napływem kapitałów na rynki wschodzące, wskazują na kontynuację umocnienia złotego w 2018 roku. Za 12 miesięcy kurs EUR/PLN może znaleźć się na poziomie 4,15 zł, podczas gdy USD/PLN spadnie do 3,32 zł, a CHF/PLN do 3,46 zł.

Zanim jednak umocnienie złotego będzie kontynuowane, wcześniej trzeba się liczyć z korektą, która podniesie notowania euro do 4,30 zł, a dolara do 3,77 zł. Paliwem do realizacji zysków będzie spodziewany spadek inflacji w Polsce w najbliższych miesiącach (pokażą to już dane za grudzień, które zostaną opublikowane 3 stycznia), jak również coraz bardziej prawdopodobna korekta na światowych giełdach i  szansa na umocnienie dolara napędzane reformą podatkową i przyspieszeniem gospodarki USA.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Jedna z najważniejszych linii trendu na rynku kapitałowym…

Na początku 2017 roku inwestorzy krzyknęli jednogłośnie: koniec rynku byka na rynku obligacji amerykańskich, przyszedł czas rynku niedźwiedzia. Jak zmiana trendu na rynku obligacji wpłynęłaby na rynek akcji oraz dlaczego inwestorzy cały czas myślą o zmianie trendu?

Długoterminowy wzrost ceny obligacji został zapoczątkowany w 1982 roku i trwa do dnia dzisiejszego. Po każdym kryzysie finansowym pojawiał się nowy kupujący na obligacje amerykańskie, ceny rosły, natomiast rentowność systematycznie spadała. Przedstawia to poniższy wykres.

rentownosc obligacji usa

Źródło: zerohedge

Po 2007 roku nie było inaczej, rentowność obligacji spadła na historyczne minima. Sytuacja zmieniła się razem ze zmianą nastawienia Rezerwy Federalnej i cyklem podwyżek stóp procentowych. Nastąpił wzrost rentowności, który zbliżył się do długoterminowej linii trendu spadkowego. Po raz kolejny na rynku wybiły fanfary mówiące o dużym prawdopodobieństwie rozpoczęcia trendu spadkowego na cenie obligacji (rentowność w górę).

A gdyby jednak…

A gdyby jednak tak rentowność obligacji przebiła długoterminową linie trendu spadkowego? Jakie byłyby konsekwencje?

Po pierwsze giełda znalazłaby się w długoterminowym trendzie spadkowym. Skoro obligacje przynoszą coraz wyższe odsetki od kapitału, to dywidenda akcji również musiałaby wzrosnąć w ujęciu procentowym, co skutkowałoby spadkiem cen akcji. Po drugie, zamiast inflacji pojawiłoby się widmo deflacji, ponieważ byłby droższy kredyt. Osoby, które wcześniej płaciły niską ratę kredytu mogłyby stanąć przed widmem bankructwa, co oznacza wyższą podaż nieruchomości. Droższy kredyt skutecznie zniechęciłby przyszłych nabywców nieruchomości, zatem na rynku zapanowałaby panika podobna do tej z 2007 roku. Konsekwencje wzrostu obsługi długu od globalnego zadłużenia na poziomie 340 procent byłyby daleko idące.

Dlaczego nie?

Jeżeli już mamy przed oczyma czarną wizję wzrostu rentowności obligacji, to teraz zastanówmy się dlaczego rentowność prawdopodobnie będzie kontynuować długoterminowy trend spadkowy. Po pierwsze banki centralne mogą dokonywać poważnych interwencji na rynku w ramach programu Quantitative Easing. Widać to chociażby po działaniu ECB, który jest jedną z nielicznych instytucji, które skupują włoski dług. Dzięki temu rentowność długu może zostać utrzymana na niskim poziomie, od 2015 roku europejski bank jest głównym kupującym.

zmiana popytu na wloski dlug

Natomiast w krótkim terminie fundusze lewarowane utrzymują w swoim portfelu bardzo dużo krótkich pozycji. Realizacja zysków doprowadzi do wzrostu ceny obligacji a to do spadku rentowności.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: cmegroup

Cena 10-letnich obligacji amerykańskich – analiza techniczna

Cena 10-letnich obligacji amerykańskich – analiza techniczna

Źródło: Admiral Markets

Notowania obligacji po raz kolejny spadły w okolicę poziomu 123, gdzie znajduje się bardzo silne wsparcie. Przy tak dużym zaangażowaniu funduszy lewarowanych po krótkiej stronie rynku w nadchodzących tygodniach prawdopodobnie dojdzie do realizacji zysków, co doprowadziłoby do wzrostu ceny obligacji. Bazowym scenariuszem będzie obrona wsparcia i wzrost ceny obligacji w okolicę wsparcia 127.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Ile zapłacimy za żywność w 2018 roku

Według prognoz Banku BGŻ BNP Paribas w 2018 roku ceny detaliczne żywności w Polsce będą przeciętnie o 1,5-2,5 proc. wyższe niż rok wcześniej. Skala podwyżek będzie mniej odczuwalna w porównaniu do 2017 roku, kiedy średnio w roku ceny żywności wzrosły o ok. 4,5 proc. W porównaniu do lat 2013-2016, gdy żywność drożała przeciętnie o zaledwie 0,1 proc. rocznie, wzrost cen utrzyma się na wysokim poziomie. Biorąc jednak pod uwagę przyspieszenie wzrostu wynagrodzeń, sytuacja konsumentów w 2018 roku nie ulegnie pogorszeniu.

 W 2018 roku największy wzrost cen spodziewany jest w odniesieniu do owoców i warzyw. W pierwszej połowie roku będą one sezonowo rosły, przy czym prawdopodobnie silniej niż zazwyczaj o tej porze ze względu m.in. na znaczny spadek krajowych zbiorów jabłek oraz spadek ich produkcji w Unii. Wzrosty cen mogą być potęgowane utrudnieniami związanymi z przechowywaniem owoców i warzyw.

Produkty mleczarskie oraz pieczywo i produkty zbożowe będą jedynie nieznacznie droższe,
o ok. 1-2 proc., niż średnio w 2017 roku.

– W ostatnich miesiącach, ze względu na odbudowę podaży mleka u największych eksporterów, na giełdach światowych obserwowaliśmy spadki cen produktów mleczarskich, których skutki, w polskich sklepach będą widoczne w pierwszych miesiącach 2018 roku. W związku z tym, dynamika wzrostu cen w skali rocznej będzie się osłabiać, a w drugiej połowie roku ceny niektórych artykułów mogą być niższe od notowanych w analogicznych miesiącach 2017 roku – mówi Marta Skrzypczyk, dyrektor Departamentu Analiz Sektorowych i Rynków Rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas.

Pieczywo nieznacznie droższe, więcej zapłacimy za drób i wołowinę

Wysokie zapasy zbóż na rynku globalnym powodują, że mimo problemów z jakością ziarna w Polsce, jego ceny w skupie są o kilka procent wyższe niż rok wcześniej. Tym samym po stronie surowcowej istnieje presja na wzrost cen pieczywa i innych produktów zbożowych, ale nie jest ona silna. W 2018 roku droższy będzie także drób ze względu na oczekiwany wzrost eksportu, a także popytu krajowego. Wzrosnąć mogą również ceny wołowiny. Z kolei tańsza będzie wieprzowina, co wynika ze spadku cen skupu na rynku unijnym, a tym samym w Polsce, co jest konsekwencją zmniejszenia zakupów produktów wieprzowych ze strony Chin.

Jaja będą stopniowo tanieć

Ciekawie przedstawia się sytuacja na rynku jaj. Średnioroczne ceny jaj konsumpcyjnych będą wprawdzie wyższe w porównaniu z 2017 r., niemniej w kolejnych miesiącach nadchodzącego 2018 roku będą się one stopniowo obniżały i na koniec roku mogą być o kilkanaście procent tańsze niż w grudniu 2017 roku.

Za cukier zapłacimy nawet o 30 proc. mniej

Zdecydowanie tańszy niż przeciętnie w 2017 r., będzie cukier. Zniesienie limitu kwot produkcji cukru w Unii Europejskiej przyczyniło się do zwiększenia produkcji we Wspólnocie. Przez większą część 2017 roku, ceny tego produktu w sklepach były stosunkowo wysokie, tak więc zasięg obniżek w skali roku może wynieść nawet 30 proc.

Za masło wciąż zapłacimy więcej

Oleje i tłuszcze potanieją ze względu na niższe ceny masła. Trzeba jednak pamiętać, że masło w 2017 roku drożało przede wszystkim w drugiej połowie roku. Zatem jego ceny w pierwszej połowie 2018 roku, nawet mimo obniżek, będą wyższe niż przed rokiem.

Na chwilę obecną, w przypadku większości produktów spożywczych, nie ma wyraźnych przesłanek do wzrostu cen detalicznych związanych z drożejącym surowcem. Szereg innych czynników sprawi jednak, że żywność pozostanie relatywnie droga. Przede wszystkim może być to wynikiem dynamicznie rosnących jednostkowych kosztów pracy. Prawdopodobnie wzrosną również, wprawdzie w mniejszym stopniu, koszty związane z transportem i energią. Dużym czynnikiem niepewności, mającym kluczowe znaczenie w kształtowaniu się cen żywności w drugiej połowie roku, jest wysokość zbiorów zbóż, rzepaku oraz owoców i warzyw w 2018 roku, a także ewentualne rozprzestrzenianie się chorób zwierzęcych.

CFTC – sprawdź pozycję dużych graczy

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

CFTC - sprawdź pozycję dużych graczy 14– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

CFTC - sprawdź pozycję dużych graczy 15-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Według ostatniego raportu Commitment of Traders zarządzający byli najbardziej aktywni na metalach szlachetnych.

Po analizie ostatniego raportu Commitment of Traders w pierwszym kwartale 2018 roku najciekawiej przedstawia się dolar nowozelandzki oraz srebro.

Już drugi tydzień z rzędu zarządzający na kontraktach terminowych utrzymują w swoim portfelu większą ilość pozycji krótkich niż długich. Patrząc historycznie, był to przeważnie minimum na rynku srebra po czym następowały bardzo silne wzrosty. Czy tym razem będzie tak samo? Prawdopodobnie tak, ponieważ na srebrze ciąży zbyt duży pesymizm.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

W poprzednim tygodniu zarządzający powiększyli swoją krótką pozycję o 8 000 tysięcy, natomiast pozycja długa została zredukowana o 577 kontrakty.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym stronie popytowej udało się obronić strefę wsparcia 15.60 USD. Aktualnym celem kupujących jest prawdopodobnie kolejna strefa 17.45. Jeżeli uda się ją pokonać, to notowania mogą przetestować szczyty z 2017 roku w okolicy 18 USD za jedną uncję.

Dolar nowozelandzki

Na rynku kontraktów terminowych w portfelu funduszy lewarowanych jest historycznie minimalna ilość długich pozycji względem krótkich. Dzięki temu kapitał lewarowany ma sporo miejsca do zamykania krótkich pozycji i otwierania długich, co przełożyłoby się na wzrost kursu pary walutowej NZD/USD.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Admiral Markets

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zamknęły ponad 8 000 długich oraz 300 krótkich pozycji.

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym notowania odbiły się od mocnej strefy popytu 0.638, jej przebicie zdaje się być bardzo mało prawdopodobne. Aktualnie strona kupująca kieruje się w stronę strefy oporu 0.72, jeżeli bastion sprzedających zostanie pokonany, to notowania powinny zmierzać w okolicę szczytów z 2017 roku.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

40% polskich kierowców jest gotowych na zakup samochodu elektrycznego

Już 40% polskich kierowców byłoby zainteresowanych zakupem samochodu elektrycznego, gdyby jego cena i klasa były takie same jak preferowanego samochodu z napędem spalinowym – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Czym i jak chcą jeździć Polacy? Trendy w branży motoryzacyjnej”. Nadal jedynie co piąta osoba korzysta z rozwiązań typu ride sharing, choć kolejne 36% nie wyklucza tego w najbliższej przyszłości.

Globalny wynik sprzedaży nowych samochodów osobowych i dostawczych na koniec 2017 roku może być lepszy o 2,9% w porównaniu do 2016. Głównym motorem napędowym wzrostu będą rynki rozwijające się, z Chinami na czele. Z kolei w 2018 r. łącznie na świecie z fabryk ma wyjechać 100 mln samochodów (wzrost o ponad 7 mln pojazdów w stosunku do 2016 roku). Jeżeli chodzi o rynek polski w 2018 roku sprzedanych zostanie ponad 490 tysięcy nowych pojazdów, co oznacza wzrost o 6% w stosunku do roku 2017.

„Patrząc na prognozy rozwoju rynku można odnieść wrażenie, że aktualna oferta jest wystarczająco bogata i w przyszłości głównym kryterium przewagi będzie poziom zaawansowania technologicznego tak w zakresie dodatkowych funkcji, ułatwień, rozwiązań chmurowych, jak i alternatywnych źródeł napędu. Coraz bardziej skomplikowane systemy elektroniczne oraz stale rosnący poziom integracji z urządzeniami mobilnymi, stawiają strategiczne wyzwanie dla koncernowych działów badawczo-rozwojowych. Nowe technologie wymagają znaczących nakładów inwestycyjnych, reorganizacji tych działów, niejednokrotnie są również katalizatorem dla fuzji i przejęć” – mówi Piotr Michalczyk, partner w PwC, lider zespołu doradztwa dla branży motoryzacyjnej.

Elektromobilność

Z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu PwC „Czym i jak chcą jeździć Polacy? Trendy w branży motoryzacyjnej” wynika, że 40% polskich kierowców jest gotowa na zakup samochodu elektrycznego, pod warunkiem, że jego cena, klasa i marka byłyby takie same, jak preferowanego auta z napędem spalinowym. 64% respondentów zadeklarowało, że za nowy samochód elektryczny byłoby w stanie zapłacić do 70 tys. zł, a 7,3% ankietowanych rozważyłaby zakup pojazdu używanego. Badani, dla których auto spalinowe obecnie wydaje się bardziej atrakcyjną opcją, rozważyliby zmianę zdania na korzyść auta elektrycznego pod warunkiem zwiększenia pojemność jego akumulatora, niższej ceny zakupu oraz niższych kosztów użytkowania.

„Elektromobilność w Polsce pozostaje obecnie obszarem niszowym. Aby stała się powszechna potrzebna jest współpraca samorządów, dostawców samochodów oraz infrastruktury. Zyskujący na sile trend ‘od posiadania do mobilności’ oraz deklaracje producentów ukazujące wzrost znaczenia samochodów elektrycznych w ich ofercie mogą przyspieszyć rozwój elektromobilności, szczególnie w dużych miastach. Jednak fakt, iż nadal ponad 60% pojazdów Polsce to samochody używane, może sprawiać, że elektromobilność będzie rozwijać się w różnym tempie” – mówi Anna Szczeblewska, dyrektor w zespole doradztwa dla branży motoryzacyjnej.

Samochód w sieci połączeń

Autorzy raportu podkreślają, że trendem wyraźnie widocznym na rynku motoryzacyjnym jest stale rosnąca liczba aplikacji adresowanych do kierowców. Według prognoz PwC do 2022 roku dwa na trzy samochody będą wyposażone w pakiet aplikacji online wspomagających podróż. W tym czasie wartość rynku samochodu połączonego ze smartfonem (ang. connected car) na świecie może się potroić, osiągając poziom 155,9 mld dol. (wobec spodziewanej wartości rynku w 2017 roku mającej wynieść 52,5 mld dol.).

W opinii polskich kierowców rozwiązania integrujące smartfon oraz samochód będą wpływać na bezpieczeństwo samochodu (59% wskazań), poprawę komfortu jazdy (59%), zwiększenie płynności ruchu w miastach (58%), a także poprawę bezpieczeństwa jazdy (55%). Równocześnie ankietowani dostrzegli potencjalne zagrożenia – 55% uznało, że aplikacje mogą doprowadzać do rozproszenia uwagi prowadzących, natomiast 43% obawia się, że integracja samochodów i smartfonów może ułatwiać kradzież pojazdów. Co ciekawe 37% badanych kierowców w Polsce zgodziłaby się na przesyłanie informacji z nawigacji GPS do ubezpieczyciela, gdyby pozwoliłoby to lepiej dopasować ofertę ubezpieczeniową do ich stylu jazdy.

Współdzielenie czy posiadanie

Jak wynika z danych zebranych w raporcie PwC obecnie z rozwiązań typu ride sharing (współdzielenie podróży) korzysta 19% badanych, a 36% jeszcze tego nie robi, ale planuje w przyszłości. Ich zdaniem najważniejsze zalety tego rozwiązania stanowią cena, dostępność oraz wygoda korzystania. Jednak stosunkowo duża grupa (44%) deklaruje, że z nich nie korzysta i nie ma tego w planach.

Na pytanie czy ankietowani byliby skłonni zrezygnować z kupna własnego pojazdu na rzecz alternatywnych rozwiązań, 54% respondentów stwierdziło, że nie odeszłoby od posiadania własnego samochodu. 21% byłoby skłonnych zrezygnować z takiej własności na rzecz ulepszonego transportu miejskiego, 14% miejskiego współdzielenia skuterów lub rowerów, 12% miejskiego współdzielenia samochodów, zaś 9% współdzielenia samochodów w swoim biurze (ang. fleet sharing).

O raporcie „Czym i jak chcą jeździć Polacy? Trendy w branży motoryzacyjnej”
Raport powstał na podstawie badania przeprowadzonego na grupie 1000 internautów, którzy w dniu badania mieli ukończone 18 lat i deklarowali korzystanie z samochodu. Badanie zostało zrealizowane metodą wspomaganych komputerowo wywiadów, przy pomocy strony internetowej (CAWI).

Struktura sprzedaży kredytów w podziale na dni tygodnia

Z analizy danych zgromadzonych w Biurze Informacji Kredytowej wynika, że niezależnie od dnia tygodnia, od poniedziałku do piątku udziela się tyle samo kredytów mieszkaniowych. Kredyty gotówkowe to rzadkość w weekendy – tylko 6,4% z kredytów udzielanych w całym tygodniu przypada na weekend. Natomiast w niedziele sprzedaje się dużo kart kredytowych (12%), a kredyty ratalne udzielone w weekend to niemal ¼ (23%) łącznej sprzedaży całego tygodnia. Również oferty specjalne sklepów w tzw. Black Friday są istotnym impulsem do zakupów, a tym samym skłaniają do zaciągania kredytów ratalnych, których w „Czarny Piątek” udzielono dwa razy więcej niż średnio w każdym dniu listopada. Jednak według deklaracji ankietowanych Polaków, świąteczne i noworoczne potrzeby będą realizowane głównie z oszczędności.

– Weekendową aktywność Polaków w zakresie kredytów ratalnych i kart kredytowych można między innymi tłumaczyć tym, że decyzję o zakupie nowego telewizora czy pralki podejmuje cała rodzina, która właśnie w weekend wspólnie udaje się na zakupy dóbr trwałego użytku – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK. – Kredyty ratalne zaciągane są w oddziałach zlokalizowanych w centrach handlowych lub u samych sprzedawców, którzy współpracują z bankami consumer finance. Natomiast kredyty gotówkowe zazwyczaj służą finansowaniu potrzeb i wydatków bieżących, często o charakterze nagłym i nieprzewidzianym, dlatego też zaciągane są każdego dnia od poniedziałku do piątku, w oddziałach bankowych zlokalizowanych zazwyczaj poza galeriami handlowymi – dodaje prof. Rogowski.

bik_struktura_sprzedazy_pon_nie_x2017W piątek, 24 listopada br. banki udzieliły 20,5 tys. kredytów ratalnych na łączną kwotę 71,8 mln. zł. Zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym jest to prawie o 100% więcej niż średnia dzienna dla pozostałych dni roboczych w listopadzie 2017 r. Black Friday, który ugruntował już swoją pozycję w kalendarzu konsumpcyjnym Polaków, wbrew nazwie znajduje swoją kontynuację w weekend. Okazuje się, że sobotnio – niedzielne po „Black Friday-owe” szaleństwo zakupowe zaowocowało wzrostem liczby udzielonych kredytów ratalnych o prawie połowę w stosunku do pozostałych weekendów w listopadzie.

bik_blackfriday_x2017Konsumpcja czy potrzeba

W ankiecie opinii, przeprowadzonej w listopadzie 2017 r. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIK*, większość badanych zadeklarowało, że zaciąga kredyty gotówkowe (56%) lub pożyczki (50%) na potrzeby własne lub całej rodziny. Badani potwierdzili, że gotówkę przeznaczają zazwyczaj na zakup samochodu (21%), mebli i wyposażenia domu (18%), ale również na spłatę innych pożyczek czy kredytów (17%) oraz niespodziewane lub bieżące wydatki (12%)

Zaciągnięte kredyty ratalne najczęściej przeznaczane są na zakup sprzętu AGD i RTV (34%) lub urządzeń elektronicznych – komputera, laptopa (24%). Marzenia o samochodzie i telefonie ankietowani Polacy także spełniają się dzięki finansowaniu ratalnemu – zakup auta na raty stanowi 12% a komórki – 13%.

Analizując ankietę o kondycji kredytowej Polaków, niektóre odpowiedzi respondentów (np. przeznaczenie środków na zakup samochodu z kredytu gotówkowego, ratalnego lub samochodowego) można wyciągnąć wniosek, że Polacy nie zawsze sprawnie poruszają się w nazewnictwie stosowanym przez branżę bankową i nie definiują wyraźnie produktów w odrębnych segmentach produktów kredytowych.

Święta i Nowy Rok skonsumujemy z oszczędności

BIK postanowił zapytać Polaków również o wydatki świąteczno-noworoczne w 2017 r.**. Zdecydowana większość ankietowanych (89%) potwierdziła, że tegoroczne święta sfinansuje z bieżących środków finansowych (np. z pensji) mimo, że dla co piątego z nich wydatki bożonarodzeniowe są przyczyną późniejszych kłopotów finansowych. Około 14% badanych w wieku 25-34 lata na cele świąteczne uszczupli swoje oszczędności. Natomiast tylko bardzo nieliczni (ok. 4%) będą na ten cel potrzebowali pożyczki lub kredytu w wysokości do 1000 zł.

Największą część wydatków świątecznych stanowią prezenty (aż 50%), w drugiej kolejności jest to żywność (41%). Badani kupią prezenty w dni powszednie, po pracy, ewentualnie w soboty – branie urlopu przeznaczonego na zakup prezentów jest rzadkością.

BLIK dostępny w Banku BGŻ BNP Paribas

Bank BGŻ BNP Paribas udostępnił swoim klientom płatności mobilne BLIK. Dzięki temu klienci Banku otrzymali dostęp do jednej z najszybszych metod płatności w sklepach internetowych, a także mogą jeszcze prościej korzystać z usług oraz produktów oferowanych przez Bank – wypłacać pieniądze z bankomatów czy płacić w sklepach stacjonarnych.

Nowa funkcjonalność Banku jest już dostępna w markecie Google Play z aplikacjami dla systemu Android. Niebawem usługa ta będzie również dostępna w sklepach App Store dla iOS.

W ciągu trzech kwartałów 2017 roku Polacy zrealizowali BLIKIEM łącznie 21 milionów transakcji. Najdynamiczniej rozwijającym się kanałem BLIKA są płatności w e-sklepach, które stanowią obecnie ponad 60 proc. wszystkich transakcji – w ten sposób można płacić praktycznie w całym polskim e-commerce. BLIKIEM można także wypłacać pieniądze w ponad 16 tys. bankomatów oraz zapłacić w ponad 217 tys. terminali w punktach sprzedaży.

W październiku tego roku nasi klienci otrzymali aplikację mobilną GOmobile, która umożliwia szybsze i bardziej przystępne korzystanie z usług Banku. Budując nową aplikację od początku zakładaliśmy, że płatności mobilne muszą być jednym z jej głównych elementów. Klienci Banku mogą już płacić BLIKIEM, co z pewnością będzie ważnym elementem popularyzowania krajowego standardu płatności mobilnych – mówi Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający Pionu Bankowości Internetowej w Banku BGŻ BNP Paribas.

Dzięki BLIKOWI miliony Polaków mogą bezpiecznie i wygodnie, korzystając ze smartfona, wypłacać gotówkę z bankomatów, płacić w tradycyjnych sklepach oraz przelewać natychmiastowo pieniądze innym użytkownikom na numer telefonu bez znajomości ich rachunku bankowego. BLIK to jedna z najszybszych metod płatności w sklepach internetowych oraz aplikacjach mobilnych.

Polacy coraz chętniej korzystają z BLIKA, szczególnie podczas zakupów w internecie. Liczba użytkowników usługi wciąż rośnie. Dzięki jej udostępnieniu przez Bank BGŻ BNP Paribas kolejna duża grupa osób będzie mogła przekonać się, że BLIK jest szybkim i wygodnym rozwiązaniem płatniczym. W związku z tym, spodziewamy się kolejnych wzrostów ogólnej liczby transakcji w nadchodzących miesiącach – mówi Dariusz Mazurkiewicz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu BLIK.

System stanowi ogólnokrajowy, powszechny standard płatności, który wykorzystuje najnowocześniejsze technologie. Dostęp do BLIKA w aplikacjach bankowości mobilnej ma ok. 70 proc. wszystkich klientów krajowych instytucji finansowych. Grupa ta stale się powiększa. Za rozwój systemu odpowiada spółka Polski Standard Płatności (PSP). BLIK przyczynia się do ograniczania obiegu gotówki w gospodarce. PSP stale rozwija możliwości BLIKA tak, aby system był jak najbardziej funkcjonalny dla jego użytkowników.

Ubezpieczenia dla MSP. Co będzie ważne dla przedsiębiorców w 2018 roku?

  • Szacuje się, że 40% majątku polskich firm jest nieubezpieczonych. W sektorze MSP ten odsetek może być jeszcze większy.
  • Od firmowej polisy przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim gwarancji, że żadna szkoda nie zachwieje ich biznesem.
  • Zakup polis w pakiecie, optymalizacja kosztów ochrony, rozwój ubezpieczeń zdrowotnych i ochrony przed cyberryzykami – to główne trendy w ubezpieczeniach dla MSP w 2018 roku.

Z opublikowanego pod koniec 2017 roku raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) wynika, że 60% majątku polskich firm jest objętych ubezpieczeniami. Na tę statystykę można patrzeć dwojako – to wyraźnie ponad połowa, ale ten wynik oznacza też, że wciąż aż 40% majątku ogółu przedsiębiorstw pozostaje bez ochrony. Należy szacować, że w sektorze MSP – zdaniem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) stanowi 99,8% wszystkich firm – odsetek niechronionego polisami majątku jest jeszcze większy.

Badania potwierdzają, że polskie firmy boją się przede wszystkim porażki w biznesie, a priorytetem jest dla nich utrzymanie płynności finansowej. Dlatego ich ubezpieczeniowe oczekiwania sprowadzają się przede wszystkim do posiadania ochrony, która pozwoli przetrwać w sytuacji, która może zachwiać ich biznesem. Punktem wyjścia dla zakupu polisy jest zazwyczaj ochrona firmowego majątku, a następnie rozszerzanie zakresu o dostępne na rynku klauzule, zgodnie ze specyfiką prowadzonego biznesu – mówi Damian Andruszkiewicz, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Poniżej 4 najważniejsze trendy, które w 2018 roku będą charakteryzowały podejście przedsiębiorców z sektora MSP do ubezpieczeń.

1) Ubezpieczenia kupowane w pakiecie

Już teraz firmy z sektora MSP coraz częściej decydują się na zakup ubezpieczenia pakietowego i ten trend z pewnością utrzyma się w 2018 rok. To rozwiązanie jest wygodne dla klienta, ponieważ jedna umowa obejmuje kilka ryzyk – w szczególności ubezpieczenia od ognia i innych zdarzeń losowych, od kradzieży z włamaniem, wandalizmu, powodzi czy zalania. Bardzo popularne od jakiegoś czasu jest ubezpieczenie od wszystkich ryzyk, tzw. all risks. Ochrona ubezpieczeniowa obejmuje w takim przypadku wszystkie zdarzenia z wyjątkiem wyraźnie wyłączonych w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU).

2) Optymalizacja kosztów i wybór zakresu polisy

Przedsiębiorcom zawsze zależy na tym, aby za ubezpieczenie płacić jak najmniej. To nie zmieni się w 2018 roku. Można za to spodziewać się, że wraz ze wzrostem świadomości ubezpieczeniowej sektora MSP, ubezpieczenia będą w coraz większym stopniu profilowane pod potrzeby właścicieli firm. Składka zależy od liczby ryzyk, które są włączane do ochrony, a także od sum ubezpieczenia w przypadku ubezpieczeń mienia i sum gwarancyjnych przy ubezpieczeniach OC. Aby zaoszczędzić, przedsiębiorca powinien w pierwszej kolejności określić, co i w jakim zakresie chce ubezpieczyć. Jeśli ochrona na określonym poziomie wystarczy, aby pokryć straty w najwyższym możliwym wymiarze, to oznacza, że dokładnie takiej ochrony potrzebuje.

Sprowadza się to do wniosku, że właściciel firmy powinien zawrzeć w ubezpieczeniu tylko te ryzyka, które faktycznie mogą mu się przydać, a następnie przypisać do nich precyzyjnie określone sumy. Nie ma „złotego środka” pomiędzy ceną a zakresem ochrony, ponieważ elementy składające się na polisę są zawsze ważniejsze niż składka. W końcu to one określają szkody kwalifikujące się do likwidacji oraz wysokość potencjalnych odszkodowań – twierdzi Damian Andruszkiewicz z towarzystwa ubezpieczeń Compensa.

3) Sektor MSP sięga po ubezpieczenia zdrowotne

Mówiąc o ubezpieczeniach adresowanych do sektora MSP trzeba zauważyć, że rośnie znaczenie ubezpieczeń zdrowotnych. Wciąż najpopularniejszym w Polsce sposobem na korzystanie z tych polis jest ubezpieczenie grupowe. W ten sposób ubezpiecza się aż 1,6 mln Polaków, najczęściej w formie benefitu oferowanego przez pracodawcę. Jeszcze niedawno ubezpieczenie zdrowotne było przywilejem zarezerwowanym dla pracowników dużych firm i korporacji. Ubezpieczyciele zaczęli jednak bardziej elastycznie kształtować swoje oferty, dzięki czemu polisy zdrowotne są już dostępne również dla MSP oraz instytucji publicznych.

4) Wzrost znaczenia ochrony od cyberzagrożeń

W sektorze MSP znaczenia będą nabierały – już w najbliższych miesiącach, a na pewno w kolejnych latach – ubezpieczenia na wypadek tzw. cyberzagrożeń. Ma to związek zarówno z wciąż postępującym rozwojem technologii i wynikającymi z nich nowoczesnymi ryzykami, m.in. atakami hakerów, jak i ze zmianami w prawie. W maju 2018 roku wchodzi w życie unijne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, które wymusi na przedsiębiorcach stosowanie się do zaostrzonych przepisów, a kto nie spełni nowych wymogów, narazi się na kary.

Źródło: Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group

Należy spodziewać się 15% wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw

Nie ma jednego sektora, który „pogrążałby” całą gospodarkę. Liczba firm tracących płynność finansową jest stosunkowo wysoka zarówno w produkcji jak i usługach, handlu a w przekroju całego roku wzrosła także w przeżywającym „boom” budownictwie. Dlatego, m.in. III kwartał tego roku zamknął się najwyższą od 5 lat (czyli od końca 2012 roku) liczbą niewypłacalności w skali jednego kwartału. Nie oznacza to oczywiście wspólnego mianownika tych problemów czy też kryzysu, ale jest efektem równoczesnego wystąpienia przyczyn kłopotów w poszczególnych sektorach.

Wskazać można m.in.:     

  • Ułatwione postępowania naprawcze, które zastępują często postępowania restrukturyzacyjne, z tym że w odróżnieniu od nich odbywają się nie na koszt restrukturyzowanej firmy, ale jej wierzycieli. Powoduje to efekt domina niewypłacalności kolejnych firm w łańcuchu dostaw.
  • Niską rentowność wielu przedsiębiorstw, zwłaszcza z sektora MSP, które na bardzo konkurencyjnym rynku bardziej trwają, niż rozwijają się. Nawet zwiększona konsumpcja nie oznacza możliwości podniesienia marż, firmy wciąż nie gromadzą kapitału zapasowego, podatne są wiec na wszelkie zawirowania rynkowe.
  • Koncentrację w ślad za dystrybucją także w produkcji – duzi dystrybutorzy preferują partnerów o równie dużej skali działalności (i idącej ze skalą produkcji racjonalizacją kosztów), znikają lokalni odbiorcy produkujących na rynek krajowy firmy MSP.
  • Budownictwo odradzało się wolniej (biorąc pod uwagę skalę spadku w roku ubiegłym) niż wszyscy na to liczyli. Uderza też w dostawców usług i materiałów budowlanych – tak rozumiane budownictwo (łącznie z firmami wykonującymi prace budowlane) generuje aż 40% niewypłacalności.
  • Województwa – nie ma generalnie regionów mniej lub bardziej dotkniętych problemem niewypłacalności, następuje wyrównanie ubiegłorocznych trendów (wzrostów/spadków).

trend liczby niewyplacalnosci

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Postępowania naprawcze – często wykorzystywane, stanowią 30 do 40% (w zależności od miesiąca) wszystkich przypadków niewypłacalności, a jednocześnie… rzadko są skuteczne.

Aż blisko 40% niewypłacalności to przypadki postępowań restrukturyzacyjnych – ich liczba więc cały czas rośnie. Na rynku wytwarza się przeświadczenie, iż ten, kto nie skorzysta z postępowania naprawczego do restrukturyzacji działalności kosztem wierzycieli, ten sam sobie winien. Nie można ich lekceważyć nie tylko z powodu liczby, ale przede wszystkim efektu: co prawda firma nie znika z rynku (przynajmniej na razie) jak w przypadku klasycznej upadłości likwidacyjnej, ale nie reguluje swoich zobowiązań wobec wierzycieli tak samo, jakby z niego zniknęła.

Co miesiąc mamy jednocześnie do czynienia z kilkoma-kilkunastoma przypadkami wygaszenia postępowania naprawczego i jego zmiany na upadłość. „Nie wszystkie postępowania naprawcze kończą się powodzeniem. Sama zmiana prawa do tego nie wystarczy – gdyż pomimo uproszczenia procedur, wytyczenia kilku gotowych scenariuszy, to… ostatecznie o powodzeniu i tak decyduje nie prawo, ale realia ekonomicznie w danym przypadku” – ocenia Tomasz Starus, członek Zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Sekret konkurencyjności polskiego sektora MSP to niskie ceny, a więc także niestety marże.

„Przy niskiej rentowności, a co za tym idzie – ograniczonych możliwościach generowania gotówki z podstawowej działalności, nawet tym na bieżąco radzącym sobie firmom nie udaje się zgromadzić kapitału, tej swoistej „poduszki finansowej” pomagającej przetrwać jakiś trudniejszy okres w biznesie, np. wzmożone kontrole skarbowe – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka. W tej sytuacji mamy do czynienia raczej z trwaniem, a nie rozwijaniem biznesu. Firmy, które „przesuwają z lewa na prawo” i niewiele na tym zarabiają, czyli mają bardzo niską marżę, nie generują wartości dodanej a jednocześnie mają stosunkowo wysokie zadłużenie, też mieć mogą problem w przyszłości, gdy np. załamie się rynek ich odbiorców.

„Obecnie obracamy się w środowisku historycznie najniższych stóp procentowych, należy spodziewać się, że koszty pieniądza prędzej czy później wzrosną. Jeśli teraz, przy tak niskich stopach procentowych jest tak wiele firm – co miesiąc kilkadziesiąt, które tak kiepsko zarabiają że nie radzą sobie z obsługą swojego długu, kosztu pieniądza, to co będzie, gdy stopy procentowe wzrosną o punkt czy dwa” – dodaje Tomasz Starus.

Sektor przemysłowy – korzysta jedynie na eksporcie? Firmy produkcyjne – problemy w trzech obszarach: produkcja na potrzeby budownictwa, metalowo-maszynowa i… spożywcza.

Rynek wewnętrzny, mimo iż także wiązał się z rosnąca ilością zamówień, nie zapewnił wystarczających dla utrzymania płynności przepływów finansowych producentom nie tylko materiałów budowlanych oraz inwestycyjnych, ale także art. konsumpcyjnych (producenci żywności, leków, obuwia, ubrań, kosmetyków itp. wyrobów).

Koncentracja, z jaką mamy do czynienia w dystrybucji art. konsumpcyjnych w detalu pociągnęła za sobą koncentrację w hurcie, a obecnie w produkcji. Spada liczba małych sklepów, ich miejsce zajmują sieci i dyskonty (szacujemy ich udział w rynku na ponad 60%), a pozostałe lokalne sklepy chcąc konkurować z nimi cenowo łączą się, a raczej dołączają do sieci zakupowych, programów afiliacyjnych wielkich dystrybutorów. Znika więc w naturalny sposób klient lokalnych producentów. „Coraz więcej sklepów jest „usieciowionych” a duża sieć kupuje u dużego dostawcy. Koncentracja dystrybucji wymusza koncentrację produkcji” – ocenia Tomasz Starus. „Sytuacji nie zmieni inflacja cen – możliwość do odbudowania przy okazji w pewnym stopniu marż. Jest to gra o to, kto ma mocniejszą pozycję przetargową – czy odbiorca czyli hurtownik/detalista, czy producent. W tej chwili handel ma przewagę, gdyż sieci handlowych jest mniej niż producentów żywności. Producenci muszą więc rosnąć w siłę i robić się coraz więksi. Mniejszym zaś zostaje coraz mniejszy kawałek rynku. Poza tym te sklepy, które nadal działają samodzielnie – nie są zrzeszone, mają gorsze warunki cenowe więc są słabsze finansowo i gorzej płacą, co dodatkowo odbija się na ich małych, niezależnych dostawcach.”

Zwiększona programami socjalnymi konsumpcja nie odwróciła trendu konsolidacji w handlu i problemów mniejszych podmiotów, ale dopływ środków na rynek nieco zmniejszył ich skalę.

Problem niskiej rentowności handlu nie znajdzie więc szybkiego rozwiązania – przez dłuższy okres czasu będziemy mieli do czynienia z podobną sytuacją, gdy kroplówka wydatków konsumenckich ratować będzie handel przed całkowita zapaścią, ale też nie wystarczy ona hurtownikom i dostawcom do zwiększenie rentowności. Większą szansę na to stwarza rosnąca inflacja – pozwalająca szybciej podnieść marże wielu dystrybutorom.

Gdybyśmy potraktowali budownictwo nie jako czysto usługi i prace budowlane, ale szerzej – włączając do niego wszystkie firmy kooperujące, to tak rozumiane budownictwo wygenerowało aż 40% przypadków niewypłacalności polskich firm.

Punkt zwrotny w inwestycjach budowlanych mamy już za sobą, ale wciąż realnie duży dopływ środków na rynek jest dopiero przed nami. Wobec skali ubiegłorocznej korekty na rynku budowlanym sektor nie odzyskał jeszcze kondycji sprzed dwóch-trzech lat. Co miesiąc łączna liczba firm związanych z budownictwem – wykonawczych, jak i producentów, hurtowników oraz usługodawców – stanowi aż 35-40% ogólnej liczby niewypłacalności. To bowiem dostawcy często finansują kredytem handlowym wiele inwestycji (o czym świadczą wzrosty ich obrotów nierzadko o 20-30% r/r) – wielokrotnie więcej niż uzasadniałby to wspomniany wzrost wartości prac budowlanych. Największe inwestycje – jeśli są uruchomione, to na razie głównie w fazie projektowej, pod tym względem samorządy były lepiej przygotowane, miały w zanadrzu gotowe projekty. „Pamiętajmy jednak, iż także w samorządach nigdy nie udało się zrealizować wszystkich zapowiadanych inwestycji, więc zapowiadana – i rozgrzewająca rynek (podobnie jak środki z nowej perspektywy budżetowej UE) informacja o ich sumie sięgającej 40 mld złotych jest raczej sumą deklaracji, które w realizacji ulegną pewnemu zmniejszeniu” – ocenia Tomasz Starus. „Tym niemniej samorządy przystąpiły do działania, podczas gdy instytucje centralne zajmują się wciąż jeszcze głównie przetargami, a nie wydawaniem środków na same prace budowlane. Może to być uzasadnione nie tylko brakiem rzeczonych projektów, ale również mizerią środków, o której rzadko się mówi, a która jest rzeczywistością. Obciążenie ich budżetów obsługą kosztów inwestycji już zrealizowanych (czyli wprost – zadłużeniem z lat ubiegłych) jest faktem, na nowe inwestycje wobec potrzeb i planowanej skali środków jest mało”.

Rozwinięte gospodarczo otoczenie nie pomaga zmniejszyć ryzyka – dekoniunktura dotknęła także Mazowsze (po 11 miesiącach +42% liczby niewypłacalności!), Śląsk czy Dolny Śląsk.

zmiana niewyplacalnosciŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Problemy firm z woj. mazowieckiego (kończące się niekiedy niewypłacalnościami) były w niektórych kwestiach zbliżone do sytuacji firm z innych województw, ale w części specyficzne dla Mazowsza. Wzrost liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw firm z mazowieckiego (+42% w ciągu 11 miesięcy br.) ale też z województw warmińsko-mazurskiego czy opolskiego (+54% r/r w analogicznym okresie) a przede wszystkim zachodniopomorskiego (+84%), były dużo wyższe niż średnia dla całego kraju. Poza Mazowszem (gdzie dużo było niewypłacalnych firm handlowych i usługowych) wszędzie dominowały niewypłacalności firm produkcyjnych. Wzrost liczby niewypłacalności firm z województwa mazowieckiego nie miał charakteru incydentalnego – obserwować go można było w większości miesięcy, w pozostałych był on co najwyżej powieleniem ich liczby sprzed roku, nie było natomiast miesiąca z mniejszą niż przed rokiem liczbą niewypłacalności.

Polska liderem produkcji części samochodowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Sektor motoryzacyjny stał się jedną z głównych gałęzi przemysłu w Polsce. Odpowiada już za ponad 11 proc. łącznej wartości produkcji przemysłowej. Wynik ten daje drugie miejsce po Czechach i Słowacji. Nasi sąsiedzi – dzięki zachętom podatkowym i sprawnemu przyciąganiu inwestycji – produkują znacznie więcej samochodów niż w 2008 roku, kiedy Polska była pod tym względem liderem.

– W przypadku Polski znacząca jest produkcja komponentów i części samochodowych. Obecnie jesteśmy wiodącym krajem w tym zakresie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Produkujemy także same pojazdy, w tym samochody dostawcze – czemu sprzyja inwestycja Volkswagena i produkcja nowego modelu Crafter – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej – Perspektywy sektora motoryzacyjnego są obiecujące. Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów szacuje, że w tym roku w Unii Europejskiej wzrośnie sprzedaż samochodów osobowych w przedziale 1,5-2 proc. Po trzech kwartałach 2017 roku odnotowujemy już wzrost sprzedaży nowych aut o blisko 4 proc. Finalnie szacunki mogą być więc wyższe. To, co dzieje się nie tylko w Polsce i krajach sąsiednich, ale w Europie Zachodniej jest kluczowe dla naszej produkcji. W krajach zachodnioeuropejskich sprzedaje się ok. dziesięciokrotnie więcej pojazdów osobowych, niż we wszystkich państwach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – wskazał Sielewicz.

Do 2020 roku wszystkie parkingi „Parkuj i jedź” w Warszawie mają posiadać stacje doładowań

Elektromobilność w Polsce cieszy się coraz większą popularnością. Jednak, aby mogła się ona dalej rozwijać, kluczowa jest rozbudowa infrastruktury do ładowania samochodów elektrycznych. W odpowiedzi na te potrzeby, na parkingu P+R na Młocinach, powstał pierwszy miejski punkt, w którym to bezpłatnie naładujemy swój pojazd.

Samochód na miarę naszych czasów

Samochody elektryczne stają się coraz popularniejsze wśród kierowców. W stosunku do ubiegłego roku w 2017 sprzedano niemal trzykrotnie więcej pojazdów tego typu. Co przekonuje do zakupu „elektryków”? „[…] jest to idealny samochód do miasta. Mamy coraz większy problem ze smogiem[…] Samochód elektryczny? Nie ma lepszego rozwiązania jeżeli chodzi o poruszanie się po mieście niż samochodem, który nie emituje żadnego CO2” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Tomasz Gałaszkiewicz, BMW i Manager w BMW Group Polska. Dodatkowo jego użytkowanie jest o wiele tańsze niż w przypadku tradycyjnego samochodu. Za około 6 złotych pokonamy około 100 kilometrów.

Miasta muszą być bardziej eko

Elektromobilność to doskonałe rozwiązaniem dla polskich miast. Popularyzacja samochodów z napędem elektrycznym pomoże zadbać o poprawę jakości powietrza, która jest szczególnie ważna w dużych aglomeracjach. „Powołaliśmy duży program do całej elektromobilności, w który wpisuje się budowa infrastruktury do ładowania taboru elektrycznego operatorów miejskich, a także do ładowania samochodów prywatnych użytkowników. Jako miasto myślimy również nad caresharingiem samochodów elektrycznych, po to aby nasi mieszkańcy żyli bardziej ekologicznie i w czystszym powietrzu.” – dodaje Katarzyna Strzegowska, Zastępca Dyrektora ZTM.

„Ładowarki do elektryków” na każdym parkingu.

Dalszy rozwój elektromobilności zależy przede wszystkim od odpowiedniego zaplecza stacji doładowań. „Będziemy tworzyć mapę nasycenia miejscami postojowymi obszaru Warszawy, po to żebyśmy mogli podać infrastrukturę niezbędną do ładowania elektryków. Chcemy też aby od dzisiaj każdy parking, który będzie budowany w rakach P+R od razu był wyposażany w takie stacje do ładowania elektryków” – podsumowuje Renata Kaznowska, zastępca Prezydenta m.st. Warszawy.

Proponowane zmiany w przepisach BHP mogą zmniejszyć bezpieczeństwo pracowników. Większa odpowiedzialność spadnie na pracodawców

Proponowane zmiany w przepisach BHP mogą zmniejszyć bezpieczeństwo pracowników. Większa odpowiedzialność spadnie na pracodawców 16

Zgodnie z przygotowanym przez resort rozwoju pakietem ułatwień dla przedsiębiorców wiele zmieni się w zakresie szkoleń BHP. Nie będą one obowiązkowe dla pracowników administracyjno-biurowych w zakładach o najmniejszym ryzyku. Dodatkowo to pracodawca będzie mógł pełnić zadania służby BHP, jeśli zatrudnia do 50 pracowników. Zdaniem ekspertów zmiany idą w dobrym kierunku, mogą się jednak okazać zbyt ryzykowne i negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo pracowników.

 Opiniowane są obecnie przepisy ustawy, która ma zmniejszyć obciążenia dla przedsiębiorców. Jedna z propozycji dotyczy zwiększenia limitu liczby pracowników, poniżej którego pracodawcy mogą samodzielnie wykonywać zadania służby BHP – mówi agencji Newseria Biznes Marek Maszewski, dyrektor działu nadzoru w firmie SEKA SA, ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Z projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym wynika, że w firmach, które zatrudniają nie więcej niż 50 pracowników, obowiązki służby BHP będzie mógł pełnić pracodawca, jeśli legitymuje się odpowiednimi uprawnieniami. Dotychczasowe przepisy również dawały taką możliwość, jednak w firmach zatrudniających do 20 pracowników i zakwalifikowanych do grupy działalności, dla której ustalono nie wyższą niż trzecia kategorię ryzyka (lub w firmach zatrudniających do 10 pracowników).

 Moim zdaniem jest to zmiana ryzykowna, która może wpłynąć negatywnie na bezpieczeństwo pracowników. Pracodawcy mają już obecnie dużo innych zadań z obszaru prowadzenia działalność, ale nierzadko też niewystarczającą wiedzę i możliwości czasowe, żeby śledzić zmiany w przepisach prawnych. Tę tematykę reguluje już blisko tysiąc przepisów, stąd dość często pojawiające się zmiany mogą umknąć pracodawcy. Zmiany technologiczne w zakresie zapobiegania wypadkom czy stosowane środki ochrony zbiorowej i indywidualnej wymagają fachowej wiedzy – ocenia Marek Maszewski.

Projekt ministerstwa zakłada także, że okresowe szkolenia BHP nie będą obowiązkowe dla pracowników administracyjno-biurowych zatrudnionych u pracodawcy zakwalifikowanego do grupy zawodowej o nie wyższej niż trzeciej kategorii ryzyka, czyli w przypadku pracy w warunkach, w których występują najmniej szkodliwe dla zdrowia warunki. Jak podkreślają autorzy projektu zmian prawnych, propozycja obejmuje jedynie trzy spośród 30 kategorii ryzyka, więc tylko 10 proc. kategorii nie byłoby objęte obowiązkiem szkoleń okresowych.

Ustawodawca bierze pod uwagę głosy pracodawców i przedsiębiorców, którzy stwierdzają, że tego typu szkolenia nie we wszystkich krajach UE są obowiązkowe i mogą być organizowane w inny sposób. Bardziej rekomendowałbym pochylenie się nad programami, czasem i formą szkolenia, a nie nad radykalnym sposobem całkowitego ich usunięcia – przekonuje ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Obecnie szkolenie BHP jest obowiązkowe przy przyjmowaniu pracownika do pracy (lub przy przeniesieniu na inne stanowisko), dodatkowo powinno być regularnie powtarzane (w zależności od stanowiska co rok do 6 lat).

 W czasie takich szkoleń mówimy o pierwszej pomocy przedlekarskiej, zasadach postępowania w razie pożaru i zmianach przepisów w obszarze bezpieczeństwa. Naturalne jest, że zapominamy takie rzeczy, więc termin sześcioletni na odbycie kolejnego szkolenia jest moim zdaniem właściwy – mówi Marek Maszewski.

W większości krajów unijnych odpowiedzialność za odpowiednie przeszkolenie pracowników bierze pracodawca. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo i ochronę zdrowia pracowników nie tylko sprowadza się do przestrzegania przepisów i zasad przepisów BHP, lecz także pozwala pracodawcy na wybór najlepszych według niego w danym momencie środków.

 Nie wiadomo, jakie konsekwencje będą miały proponowane zmiany. Możemy w miarę precyzyjnie oszacować koszty szkoleń, biorąc pod uwagę liczbę pracowników, ich zatrudnianie i rotację, ale dużo trudniej oszacować potencjalne koszty zagrożeń, wypadków, absencji chorobowych czy skutków wypadków, które mogłyby potencjalnie mieć miejsce, jeśli pracownicy byliby mniej przeszkoleni w obszarze postępowania w razie wypadku czy zapobiegania tymże wypadkom – podkreśla Marek Maszewski.

W 2016 roku liczba poszkodowanych w wypadkach przy pracy przekroczyła 87,8 tys. osób. W I półroczu 2017 roku było to 39 tys. osób, przy czym zdecydowana większość uległa wypadkom ze skutkiem lekkim.

Przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Finansów pakiet kilkudziesięciu zmian ma uprościć prawo gospodarcze i podatkowe. Według zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego dzięki niemu w kieszeniach przedsiębiorców w ciągu 10 lat ma zostać co najmniej 3,8 mld zł. Zmiany – poza obszarem BHP – obejmują podatki dochodowe, VAT czy ustawę o rachunkowości.