ALSO Polska nowym dystrybutorem APC by Schneider Electric

Wraz z początkiem października 2017r. pełna gama rozwiązań APC by Schneider Electric znajdzie się w ofercie ALSO Polska – jednego z czołowych, europejskich dystrybutorów usług ICT dla biznesu. Nowa współpraca zwiększy dostępność rozwiązań APC na rynku, a także zapewni najwyższej jakości obsługę klientów i niezawodność dostaw.

Strategia działalności APC by Schneider Electric, lidera na rynku zasilania gwarantowanego i fizycznej infrastruktury IT, opiera się na obsłudze klientów na najwyższym poziomie. Chcąc jeszcze bardziej podnieść jakość oferowanych usług, APC rozpoczyna współpracę ze spółką ALSO Polska. – Odpowiednio rozbudowana baza zaufanych partnerów to podstawa naszej działalności. Dlatego z ogromną satysfakcją podejmujemy współpracę z firmą ALSO Polska. Jesteśmy przekonani, że dzięki połączeniu najlepszych kompetencji na rynku, nasi klienci otrzymają wysokiej jakości wsparcie w doborze rozwiązań zasilania gwarantowanego i data center, ich implementacji oraz późniejszej obsługi. – mówi Małgorzata Kasperska, dyrektor IT Division w Schneider Electric

Zmiany w składzie dystrybutorów marki APC by Schneider Electric dokonywane są bardzo rzadko i wyłącznie wtedy, gdy należy poprawić skuteczność na rynku oraz jakość i niezawodność dostaw. Współpraca z Grupą ALSO poszerzy naszą bazę resellerów i klientów końcowych, a tym samym poprawi dostępność rozwiązań APC – mówi  Urszula Fijałkowska odpowiadająca za dystrybucję marki APC by Schneider Electric.

Partnerstwo firm pozwoli realizować koncepcję biznesową APC by Schneider Electric w sposób najbardziej optymalny – przedsiębiorstwa położą szczególny nacisk na dbałość o długotrwałe relacje biznesowe. Współpraca wzmocni też pozycję grupy ALSO na polskim rynku.  – Polska jest jednym z 15 krajów, który w ramach grupy ALSO oferuje produkty APC. Tak wiarygodna marka w ofercie pozwoli nam na kompleksową obsługę obecnych partnerów biznesowych, zwłaszcza tych zaopatrujących się w produkty serwerowe, sieciowe i storage. Umacniamy w ten sposób pozycję jako dystrybutora produktów profesjonalnych, dzięki czemu zdobędziemy zaufanie nowych klientów – komentuje Dominik Kaczmarek, Director Supply Services ALSO Polska.

Joanna Seklecka nowym Prezesem eService

Zmiana w Zarządzie  eService Sp. z o.o.  – od 1 października br. stanowisko Prezesa objęła Joanna Seklecka, dotychczasowa Wiceprezes. Ustępujący Prezes, Marek Paradowski nadal pozostanie w strukturze eService i zajmie stanowisko członka Rady Nadzorczej.

Joanna Seklecka związana jest z eService od 2004 roku. Karierę w firmie rozpoczynała od stanowiska Dyrektora Departamentu Finansów i Księgowości, by później awansować na Dyrektora Zarządzającego częścią biznesowo-operacyjną. Po siedmiu latach pracy w strukturach firmy, w 2011 roku została Wiceprezesem Zarządu eService S.A., należącego do Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego. Na tym stanowisku odpowiadała za biznesowe i finansowe aspekty funkcjonowania eService, wprowadzając spółkę na pozycję lidera na rynku procesowania płatności bezgotówkowych w Polsce.

Joanna Seklecka dzięki doskonałej znajomości realiów rynku oraz wieloletniemu doświadczeniu w strukturach firmy należącej do Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego była naturalną kandydatką na stanowisko Prezesa Zarządu – mówi Szymon Wałach, członek Rady Nadzorczej eService z ramienia PKO Banku Polskiego – Jesteśmy przekonani, że zmiana pozwoli na kontynuowanie dotychczasowych działań oraz dalszy dynamiczny rozwój zarówno eService, jak i całej Grupy.

W 2014 roku Joanna Seklecka koordynowała proces przekształcenia, połączony ze sprzedażą części udziałów i wejściem do międzynarodowej grupy EVO Payments International. Pozostając na stanowisku Wiceprezes Zarządu eService, objęła również stanowisko General Menagera na Polskę w grupie EVO Payments International.

Joanna Seklecka to osoba doświadczona w strukturach naszej firmy, znająca jej funkcjonowanie oraz znakomicie odnajdująca się realiach rynków zarówno polskiego, jak i zagranicznych, stąd moje przekonanie, że pod jej kierownictwem eService wypłynie na jeszcze szersze wody  – mówi odchodzący Prezes Zarządu, Marek Paradowski. Znam Joannę Seklecką od wielu lat i jej zaangażowanie w działalność eService jest dla mnie potwierdzeniem, że dokonano dobrego wyboru powołując ją na stanowisko Prezesa. Jestem pewien, że bez problemów podoła wyzwaniom stojącym przed nią  – dodaje Paradowski.

Spółka dynamicznie rozwija się zarówno w Polsce, jak na rynkach zagranicznych świadcząc między innymi usługi autoryzacji i rozliczania transakcji kartowych dla spółek grupy EVO Payments International w krajach Europy Zachodniej.

Objęcie stanowiska Prezesa Zarządu eService to dla mnie duży zaszczyt i wyzwanie. Jestem wdzięczna udziałowcom za obdarzenie mnie zaufaniem i powierzenie mi tej funkcji  – mówi Joanna Seklecka.  Jako Prezes dalej będę angażować się w rozwój innowacji i kultury pracy. Jednym z moich głównych celów jest także wzmacnianie naszej pozycji na rynkach międzynarodowych poprzez pozyskiwanie kolejnych Klientów i wyposażanie ich w omnichanelowe rozwiązania płatnicze, jak również procesowanie transakcji dla firm świadczących usługi płatności bezgotówkowych – dodaje nowa Prezes Zarządu eService.

Wybór Joanny Sekleckiej na stanowisko Prezesa podyktowany jest między innymi jej bogatym doświadczeniem w rozwijaniu współpracy z podmiotami za granicą. Seklecka w ramach grupy EVO Payments International odpowiada za cały obszar CEE (Central, Eastern Europe).

Bardzo cieszymy się z objęcia przez Joannę Seklecką stanowiska Prezesa Zarządu eService. Od ponad trzech lat ściśle współpracujemy. Widzieliśmy jak pod jej kierunkiem eService osiągnął pozycję lidera w Polsce. Jesteśmy pewni, że pod jej kierownictwem zarówno eService, jak i cała nasza grupa będą się rozwijać zarówno w Polsce, jak i za granicą – mówi Darren Wilson, Prezes EVO Payments International na Europę.

eService zarówno pod względem udziałów w obrocie bezgotówkowym, jak i liczbie terminali płatniczych jest liderem w Polsce oraz jednym z wiodących agentów rozliczeniowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Ciąża na urlopie wychowawczym a prawo pracy

Pracownica jest zatrudniona w firmie na podstawie umowy o pracę na czas określony. Obecnie przebywa na urlopie wychowawczym. Niedawno powiadomiła pracodawcę, że jest w ciąży. Czy jej umowa o pracę w związku z tym automatycznie ulegnie przedłużeniu do dnia porodu?

Pierwszą sprawą, którą należy wyjaśnić jest to, czy pracownicy zatrudnionej na czas określony przysługuje urlop wychowawczy i czy podlega on jakimkolwiek ograniczeniom. Otóż prawo do urlopu wychowawczego przysługuje na jednakowych zasadach wszystkim pracownikom – niezależnie od tego, czy są zatrudnieni na podstawie terminowej umowy o pracę, czy na czas nieokreślony. Warunkiem jest jednak spełnianie wymogów przewidzianych do uzyskania uprawnienia do urlopu wychowawczego. Najważniejszym jest okres zatrudnienia, który nie może być krótszy niż 6 miesięcy, do którego zalicza się również poprzednie okresy zatrudnienia (art. 186 § 1 Kodeksu pracy). Oznacza to, że pracownik, niezależnie do rodzaju umowy (na czas określony lub nieokreślony) zatrudniony co najmniej 6 miesięcy ma prawo do urlopu wychowawczego w celu sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem.

Kolejną zasygnalizowaną już kwestią jest to, czy w przypadku umów na czas określony, korzystanie z urlopu wychowawczego ma wpływ na okres obowiązywania tej umowy, tj. czy powoduje jej przedłużenie. Otóż jeżeli umowa o pracę zawarta na czas określony ulega rozwiązaniu w danym dniu, to w tym samym dniu kończy się również wykorzystywany przez pracownika urlop wychowawczy. Oznacza to także, że urlop wychowawczy nie prowadzi do przedłużenia obowiązywania umowy terminowej. W orzecznictwie pojawiają się jednak głosy, że w przypadku udzielenia przez pracodawcę zgody na urlop wychowawczy z okresem dłuższym niż zawarta umowa czasowa, umowa ta może ulec przedłużeniu w ramach tzw. czynności dorozumianych.

Odmienna sytuacja powstaje, gdy w czasie obowiązywania umowy czasowej niezależnie, czy ma to miejsce w okresie świadczenia pracy, czy urlopu wychowawczego, pracownica zajdzie w ciążę. Wówczas, zgodnie z art. 177 § 3 Kodeksu pracy umowa o pracę zawarta na czas określony albo na okres próbny przekraczający jeden miesiąc, która uległaby rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży, ulega przedłużeniu do dnia porodu.

Powyższe prowadzi zatem do wniosku, że jeżeli pracownica zatrudniona na podstawie terminowej umowy o pracę przebywając na urlopie wychowawczym zajdzie w ciążę, to w okolicznościach opisanych w art. 177 § 3 Kodeksu pracy umowa ta ulegnie automatycznemu przedłużeniu do dnia porodu. Niezbędne jest przy tym przedłożenie pracodawcy stosowanego zaświadczenia lekarskiego.

Autor: Marcin Kozłowski, adwokat z Kancelarii Chałas i Wspólnicy

FTSE Russell przekwalifikowuje Polskę do rynków rozwiniętych

  • 29 września 2017 r. FTSE Russell ogłosiła decyzję o przekwalifikowaniu Polski z rynków rozwijających się (Emerging Markets) do rozwiniętych (Developed Markets). Decyzja wejdzie w życie we wrześniu 2018 r.
  • Awans Polski do grona rynków rozwiniętych to docenienie rozwoju polskiej gospodarki i krajowego rynku kapitałowego
  • Polska znalazła się w grupie 25 najbardziej rozwiniętych światowych rynków, do których zaliczane są m.in. Niemcy, Francja, Japonia, Australia i Stany Zjednoczone
  • To pierwszy przypadek zakwalifikowania do tego grona kraju z Europy Środkowo-Wschodniej

Agencja indeksowa FTSE Russell ogłosiła w nocy 29 września 2017 r. wyniki corocznej klasyfikacji krajów pod względem statusu rozwoju. Polska została przekwalifikowana z Emerging Markets do Developed Markets. Decyzja wejdzie w życie we wrześniu 2018 r., zapewniając okres przejściowy na przystosowanie się do zmiany statusu. 

– Przekwalifikowanie Polski do rynków rozwiniętych to docenienie rozwoju polskiej gospodarki i naszego rynku kapitałowego oraz ważny krok w jego rozwoju. Polska posiada wszystkie zalety rynków rozwiniętych, m.in. bezpieczeństwo obrotu i usług post-transakcyjnych oraz rozwiniętą infrastrukturę. GPW funkcjonuje w oparciu o nowoczesny system transakcyjny, a spółki notowane na giełdzie spełniają wysokie standardy w zakresie ładu korporacyjnego i komunikacyjnego. Dodatkowo, dynamiczny rozwój polskiej gospodarki jest dobrym argumentem do inwestowania na naszym rynku przez globalnych inwestorów. Awans Polski do Developed Markets to także duże wyzwanie i rosnące oczekiwania wobec rynku kapitałowego, którym gotowi jesteśmy sprostać– powiedział Marek Dietl, prezes Zarządu GPW.

Dzięki przekwalifikowaniu Polska znalazła się w grupie 25 najbardziej rozwiniętych światowych gospodarek, takich jak Niemcy, Francja, Japonia, Australia czy Stany Zjednoczone. Awans Polski jest pierwszym przypadkiem zakwalifikowania do tego grona kraju z Europy Środkowo-Wschodniej.

Podczas rewizji klasyfikacji FTSE Russell bierze pod uwagę m.in. otoczenie regulacyjne, infrastrukturę i jakość rynku kapitałowego, kształt systemu depozytowo-rozliczeniowego czy rozwój rynku instrumentów pochodnych.

Do indeksów FTSE Russell benchmarkują się wiodące światowe fundusze inwestycyjne. Kwalifikacja wiąże się potencjalnie z przesunięciem spółek w ramach indeksów FTSE, grupujących spółki z rynków rozwijających się, do indeksów grupujących spółki z rynków rozwiniętych.

Polska jest wciąż klasyfikowana przez agencję indeksową MSCI jako rynek rozwijający się, dzięki czemu znacznie poszerza się spektrum inwestorów zainteresowanych polskim rynkiem.

Fintech dominuje w Ailleron. Zyski rosną szybciej niż sprzedaż

Spółka zakończyła pierwsze półrocze 2017 ze sprzedażą na poziomie 41 mln zł, co oznacza wzrost o 20% w stosunku do roku 2016. Największą dynamiką charakteryzowały się przychody z rynków eksportowych – wzrost o blisko 50% z poziomu 9,8 mln zł do poziomu 14,6 mln zł.

To na co warto zwrócić uwagę w prezentowanych wynikach to fakt, że zarówno EBITDA, jak i zysk operacyjny Spółki, rosną szybciej niż sprzedaż. Odpowiednio 21% dla EBITDA i 35% dla zysku operacyjnego. Natomiast w dominującym segmencie Fintech relacja ta jest jeszcze bardziej korzystna – wzrost przychodów o 60% przy 7-krotnym wzroście rentowności operacyjnej. Jest to wymierny rezultat uproduktywnienia sprzedaży, czyli sukcesywnej konwersji jednorazowych usług na powtarzalne produkty – komentuje Łukasz Juśkiewicz, Dyrektor Finansowy Ailleron SA.

Pierwsze półrocze 2017 potwierdza silną pozycję segmentu Fintech w spółce, co jest efektem bardzo korzystnych trendów w tym obszarze produktowym w perspektywie ostatnich 2 lat. Sprzedaż produktów Fintech zrealizowano na poziomie ponad 17 milionów złotych. Natomiast rentowność w tym samym okresie wzrosła z poziomu 0,5 mln zł zysku operacyjnego w H1.2016 do 3,6 mln zł w H1.2017.

Dopasowanie flagowego produktu firmy – LiveBanku – do rosnącego trendu rynkowego skutkuje dużym wzrostem zainteresowania tym produktem w szczególności na rynku azjatyckim, gdzie spółka zdecydowała się uruchomić spółkę zależną Ailleron Asia PTE LTD. W czerwcu 2017 została podpisana umowa na wdrożenie produktu w Citibank w 16 krajach regionów APAC i EMEA, co jest największym w historii wdrożeniem wirtualnych oddziałów. Potencjał nowych kontraktów, wynikający z ilość obsługiwanych postępowań przetargowych zostanie ujawniony w wynikach drugiej połowy roku oraz w latach kolejnych.

Drugi kwartał 2017 pozytywnie zamknął również segment Telco z zyskiem operacyjnym na poziomie 0,5 mln zł. Podobnie jak w sektorze finansowym, progres w tym obszarze uwarunkowany jest sukcesywnym eliminowaniem nisko rentownych usług o charakterze jednorazowym i zastępowanie ich w portfelu wysoko rentownymi produktami o charakterze powtarzalnym. Idealnie w te trendy wpisują się, zawarte w drugim kwartale 2017, dwa długookresowe kontrakty na sprzedaż Ringback Tones. Pierwsza z umów stanowi przedłużenie kontraktu z Orange na 5 kolejnych lat. Z kolei drugi z projektów – umowa z największym austriackim operatorem A1 należącym do Telekom Austria Group – stanowi największy kontrakt eksportowy na wdrożenie Halodzwonka.

Zabezpieczenie należytego wykonania umowy w świetle ustawy prawo zamówień publicznych

Regulacje prawa zamówień publicznych przewidują szeroki katalog instrumentów służących ochronie interesów finansowych zamawiającego wydatkującego środki publiczne. Do jednego z najczęściej wykorzystywanych przez podmioty zobowiązane do stosowania ustawy prawo zamówień publicznych zaliczyć należy instytucję zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Jaka jest jej istota, w jaki sposób wykonawca może skutecznie wnieść zabezpieczenie oraz jakie są konsekwencje niewypełnienia takiego obowiązku przez wykonawcę?

Ustawodawca w Ustawie z dnia 29 stycznia 2004 r. Prawo zamówień publicznych (Dz.U. z 2017 r., poz. 1579, dalej jako: „p.z.p.”) przewidział dla zamawiających szereg instytucji umożliwiających zastrzeżenie dodatkowych obowiązków umownych, które zwiększają prawdopodobieństwo wykonania kontraktu przez wykonawców.

Przepisy obowiązującego prawa zamówień publicznych zakładają wiele sposobów zabezpieczenia wykonania umowy. Istotne z punktu widzenia przedsiębiorców pozostaje natomiast właściwe dopasowanie ich do konkretnego stanu faktycznego zależącego od przedmiotu zamówienia i sposobu jego realizacji, co z kolei wymaga analizy i właściwego zastrzeżenia obowiązków umownych przez strony. Firmy muszą także przeprowadzić ocenę ryzyka, jakie wiąże się z daną umową i proponowanym przez zamawiającego sposobem zabezpieczenia należytego wykonania umowy, które pozwoli na uniknięcie ujemnych konsekwencji wybranego do realizacji kontraktu.

Prawo żądania zabezpieczenia wolą zamawiającego

Zgodnie z regulacją przepisów prawa zamówień publicznych zamawiający może żądać od wykonawców zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Przedmiotowe uprawnienie dotyczy pokrycia roszczeń z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania umowy. Powyższa instytucja została szczegółowo określona w art. 147–151 p.z.p. Celem wdrożonej przez ustawodawcę regulacji jest zapewnienie pokrycia, chociażby w części, ewentualnych roszczeń zamawiającego pozostających w związku z nierzetelnym i niewłaściwym wykonywaniem umowy przez wykonawcę. Prawo żądania zabezpieczenia należytego wykonania umowy sprowadza się do wniesienia przez wykonawcę gwarancji, określanej jako „kaucja” w formie ustawowo określonej, poprzez którą zapewniona zostać ma realizacja przedmiotu umowy zgodnie z zapisami dokumentacji przetargowej. Dodatkowo też stanowić może ona dla zamawiającego rekompensatę części jego wierzytelności w przypadku nienależytego postępowania wykonawcy.

Zabezpieczenie należytego wykonania umowy należy do dodatkowych uregulowań umownych, które mogą być wprowadzane do kontraktu wyłączną wolą zamawiającego. Powyższe uprawnienie nie jest zależne od wartości zamówienia ani trybu jego udzielania. Oznacza to, że decyzja o tym, czy w danym postępowaniu zamawiający ma żądać wniesienia zabezpieczenia, została pozostawiona swobodnej decyzji zamawiającego. Powyższe znajduje odzwierciedlenie w wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 28 grudnia 2007 r. (sygn. akt I ACa 1027/07, LEX nr 370687), który wskazał, iż wniesienie zabezpieczenia nie jest nigdy elementem konstrukcyjnym umowy w sprawie zamówienia publicznego, lecz odrębnym zobowiązaniem o niesamoistnym charakterze.

Sposoby zabezpieczenia wykonania umowy

Prowadzący działalność gospodarczą w trakcie przystępowania do szczegółowych negocjacji warunków umowy powinni zwracać uwagę na aspekty związane z zabezpieczeniem jej wykonania. Złożenie najkorzystniejszej oferty, wyłonienie wykonawcy do realizacji przedmiotu, podjęcie faktycznych czynności, a tym samym oczekiwany finalnie zysk z wykonanego zamówienia – to wszystko może zostać udaremnione, jeżeli przedsiębiorca nie zadba o właściwe zabezpieczenie lub nieskutecznie zabezpieczy wykonanie podpisanej umowy.

Ustawodawca sprecyzował i przewidział w art. 148 ust. 1 p.z.p. pięć podstawowych form zabezpieczenia, które mogą zostać wniesione w pieniądzu, poręczeniach bankowych lub poręczeniach spółdzielczej kasy oszczędnościowo-kredytowej, z tym że zobowiązanie kasy jest zawsze zobowiązaniem pieniężnym, gwarancjach bankowych, gwarancjach ubezpieczeniowych oraz poręczeniach udzielanych przez podmioty, o których mowa w art. 6b ust. 5 pkt 2 Ustawy z dnia 9 listopada 2000 r. o utworzeniu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (Dz.U. z 2016 r., poz. 359).

Udzielenie zabezpieczenia w jednej lub kilku z wyżej określonych form zależy wyłącznie od woli wykonawcy, której zamawiający nie może w żaden sposób ograniczyć. Innymi słowy, zamawiający nie może żądać od wykonawcy zastosowania wyłącznie wskazanego przez siebie sposobu. Oznacza to, że wymuszenie na wnioskodawcy zabezpieczenia realizacji umowy w jednej konkretnej formie byłoby naruszeniem przepisów ustawy, mogącym być podstawą skutecznego wniesienia protestu.

Jakie są formy zabezpieczenia zależne od zgody zamawiającego?

Przepisy prawa zamówień publicznych przewidują, iż za zgodą zamawiającego zabezpieczenie może być wnoszone również w trzech innych formach. Wykonawca zatem może przedstawić weksle z poręczeniem wekslowym banku lub spółdzielczej kasy oszczędnościowo-kredytowej, ustanowić zastaw na papierach wartościowych emitowanych przez Skarb Państwa lub jednostkę samorządu terytorialnego lub ustanowić zastaw rejestrowy na zasadach określonych w przepisach o zastawie rejestrowym i rejestrze zastawów (art. 148 ust. 2 p.z.p.).

Niemniej jednak powyższe rodzaje zabezpieczenia mogą być zastosowane przez wykonawcę wyłącznie po uzyskaniu zgody zamawiającego. Przepisy nie precyzują dokładnie momentu, w którym wnioskodawca powinien wystąpić o przedmiotową zgodę. W piśmiennictwie pojawiają się rozbieżności wskazujące na konieczność zawarcia powyższego w specyfikacji istotnych warunków zamówienia, praktycy zaś podkreślają, iż dopuszczalne jest uzyskanie wymaganej zgody zamawiającego już po wyborze najkorzystniejszej oferty.

Nie ulega wątpliwości, iż instytucja zabezpieczenia należytego wykonania umowy stanowi instytucję prawną stawiającą zamawiającego w lepszym położeniu niż przystępujących do postępowania o udzielenie zamówienia wnioskodawców. Niemniej jednak przedsiębiorstwa powinny zadbać o jak najwłaściwsze zabezpieczenie wykonania podpisanej umowy z uwagi na własny interes finansowy.

Maksymalne progi zabezpieczenia i konsekwencje jego niewniesienia

Przepisy ustawy prawo zamówień publicznych charakteryzuje pewna uznaniowość ze strony zamawiającego również w granicach kształtowania wysokości zabezpieczenia. Art. 150 ust. 2 p.z.p. stanowi, że zabezpieczenie ustala się w wysokości do 10% ceny całkowitej podanej w ofercie albo maksymalnej wartości nominalnej zobowiązania zamawiającego wynikającego z umowy. Stosownie więc do uregulowania art. 150 ust. 1 p.z.p., gdy zamawiający określa wysokość zabezpieczenia, powinien wskazywać na wskaźnik procentowy, biorąc za podstawę cenę całkowitą podaną w ofercie albo maksymalną wartość nominalną zobowiązania zamawiającego wynikającego z umowy, jeżeli w ofercie podano cenę jednostkową lub ceny jednostkowe. Niedopuszczalne jest zatem wskazanie przez zamawiającego konkretnej kwoty zabezpieczenia, na co uwagę powinni zwracać przedsiębiorcy.

Warto poruszyć jeszcze jedną kwestię istotną dla samych wykonawców. Niedopełnienie przez wnioskodawcę obowiązku wniesienia określonego w przepisach ustawy zabezpieczenia może skutkować negatywnymi konsekwencjami, zależnymi od wyboru samego zamawiającego. W pierwszej kolejności odnosi się to do sytuacji, w której zamawiający w ramach procedury przetargowej przewidział wniesienie wadium. W takim przypadku zamawiający będzie uprawniony do zatrzymania wadium wraz z odsetkami, jeżeli wykonawca, którego oferta została wybrana, nie wniósł wymaganego zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Zwolnienie wadium nastąpi dopiero po wniesieniu zabezpieczenia przez wykonawcę (art. 46 ust. 5 pkt 2 p.z.p.).

W drugim wypadku natomiast, zgodnie z art. 94 ust. 3 p.z.p., jeżeli wykonawca, którego oferta została wybrana, uchyli się od zawarcia umowy w sprawie zamówienia publicznego lub nie wniesie wymaganego zabezpieczenia należytego wykonania umowy, uprawnia to zamawiającego do wybrania oferty najkorzystniejszej spośród pozostałych ofert bez przeprowadzania ich ponownego badania i oceny, chyba że zachodzą przesłanki unieważnienia postępowania określone w ustawie.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec

Łatwiej o odszkodowanie za naruszenie konkurencji

Na praktykach ograniczających konkurencję tracimy wszyscy, np. płacąc wyższe ceny za produkty. Teraz łatwiej jest uzyskać odszkodowanie za poniesione w ten sposób straty. Obowiązująca już ustawa o roszczeniach o naprawienie szkody wyrządzonej przez naruszenie prawa konkurencji przewiduje tzw. private enforcement.

Private enforcement

UOKiK co roku wydaje kilkadziesiąt decyzji dotyczących porozumień ograniczających konkurencję czy nadużywania pozycji dominującej. Nie rozstrzygają one jednak kwestii odszkodowania dla poszkodowanych przez niedozwolone praktyki rynkowe. Zmieniła to ustawa o roszczeniach o naprawienie szkody wyrządzonej przez naruszenie prawa konkurencji, która ma pozwolić na skuteczniejsze dochodzenie roszczeń przez wszystkich, których dotknęły antykonkurencyjne praktyki. Przedsiębiorcy, których dotknęły działania rynkowego potentata, czy konsumenci, którzy musieli płacić więcej za produkty objęte zmową cenową, mogą już skutecznie dochodzić swoich praw na drodze prywatnoprawnej. Dodatkowo UOKiK nadal występuje w interesie publicznym i nakłada kary za konkretne praktyki rynkowe.

Pozew może złożyć każdy, kogo dotknęły niedozwolone działania, przykładowo kontrahent bądź konkurent przedsiębiorcy, który naruszył prawo konkurencji, lub konsument. Sprawy rozpatrywać mają sądy okręgowe, bez względu na wartość przedmiotu sporu. Pozwy mogą dotyczyć m.in. praktyk uznanych w decyzjach prezesa UOKiK za porozumienia ograniczające konkurencję, nadużywanie pozycji dominującej, a także naruszeń, co do których nie było prowadzone postępowanie ani wydana decyzja organu ochrony konkurencji.

Ustawa nie dotyczy naruszenia przepisów ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Poza tym do polskiego wymiaru sprawiedliwości mogą zwracać się poszkodowani przez naruszenia prawa konkurencji stwierdzone przez Komisję Europejską oraz w niektórych przypadkach przez organy ochrony konkurencji innych państw członkowskich. Z omawianym powództwem mogą wystąpić nie tylko poszkodowani, ale też ich reprezentanci – organizacje zrzeszające konsumentów bądź przedsiębiorców.

Ułatwienia dla poszkodowanych

Nowa ustawa wprowadziła liczne ułatwienia dla poszkodowanych przez działania karteli i wskutek innych naruszeń prawa konkurencji.

Do regulacji, które ułatwią dochodzenie roszczeń, należą m.in. domniemanie winy sprawcy naruszenia oraz domniemanie wyrządzenia szkody przez naruszenie prawa konkurencji. Przewidziano domniemanie, iż naruszenie prawa konkurencji, którego dopuścił się naruszyciel, jest przez niego zawinione (zgodnie z poprzednio obowiązującymi przepisami, winę naruszyciela musiał na ogólnych zasadach wykazać poszkodowany). Obecnie zatem to pozwany musi udowodnić, że nie naruszył prawa.

Ponadto nowa ustawa wprowadziła ułatwienie przy wykazywaniu przez poszkodowanego wysokości poniesionej szkody. Na wniosek sądu pomocy w tym zakresie może udzielić organ ochrony konkurencji (w Polsce to UOKiK). Zgodnie z nowymi przepisami, sąd jest związany ustaleniami zawartymi w prawomocnej decyzji UOKiK o uznaniu praktyki za ograniczającą konkurencję.

Ponadto nowe przepisy zakładają ułatwienie w dostępie do dowodów niezbędnych do wykazania odpowiedzialności odszkodowawczej naruszyciela. Wprowadziły do polskiego prawa cywilnego wniosek o wyjawienie środka dowodowego. Poszkodowany zyskał więc możliwość złożenia wniosku do sądu o nakazanie wyjawienia środka dowodowego znajdującego się w posiadaniu naruszyciela, osoby trzeciej bądź organu ochrony konkurencji (tj. UOKiK). Wykonanie takiego nakazu może być wymuszone w drodze egzekucji. Oznacza to, że sąd na wniosek powoda, który uprawdopodobni swoje roszczenie i zobowiąże się, że wykorzysta dowód tylko na potrzeby tego postępowania, może nakazać pozwanemu przedsiębiorcy okazanie dowodu, który posiada, m.in. dokumentów bądź e-maili. Jeśli strona się od tego uchyla, to sąd może ją obciążyć kosztami postępowania niezależnie od końcowego rozstrzygnięcia, a nawet uznać za ustalone fakty, które mają być stwierdzone przy pomocy żądanych materiałów.

Dodatkowo ustawa wydłużyła do 5 lat podstawowy terminu przedawnienia roszczeń o naprawienie szkody wyrządzonej przez naruszenie prawa konkurencji (wcześniej wynosił on 3 lata). Przewidziano także zawieszenie biegu przedawnienia roszczeń na czas trwania postępowania administracyjnego dotyczącego naruszenia prawa konkurencji.

Private enforcement a program łagodzenia kar

Ustawa przyznaje także więcej uprawnień przedsiębiorcom, którzy skorzystali z programu łagodzenia kar leniency. UOKiK nie może wyjawić oświadczenia złożonego przez skruszonego przedsiębiorcę. Poza tym z roszczeniem mogą wystąpić tylko firmy z jego łańcucha dostaw lub usług (jego bezpośredni lub pośredni nabywcy bądź dostawcy). Wobec pozostałych poszkodowanych, np. konsumentów, ponosi on odpowiedzialność jedynie wówczas, kiedy nie jest możliwe uzyskanie pełnego odszkodowania od innych uczestników porozumienia ograniczającego konkurencję.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Start nowego miesiąca tradycyjnie przynosi raport z rynku pracy USA i ważne pytanie o dynamikę wynagrodzeń. Poza tym otrzymamy istotne odczyty indeksów aktywności biznesowej (PMI/ISM) z wielu gospodarek. O stopach procentowych decydować będą banki centralne w Australii i Polsce, ale w obu przypadkach nie oczekuje się zmian. Protokół z ostatniego posiedzenia ECB także przyciągnie uwagę.

Przyszły tydzień: NFP, ISM, PMI z Wlk. Bryt., minutki ECB, RBA, RPP, rynek pracy z Kanady
W USA najważniejszy będzie wrześniowy raport z rynku pracy (pt). Konsensus dla zmiany zatrudnienia wypada nisko (75 tys.) w związku ze zniekształceniami wywołanymi przez ataki huraganów. Rozpiętość prognoz od -45 tys. do 209 tys. pokazuje, jak dużą niewiadomą jest najbliższy odczyt. Ale z tego samego powodu rynek powinien z rezerwą podchodzić do rezultatów, gdyż w kolejnych miesiącach dane powinny powrócić do normalności (150-200 tys.). Dane o średniej płacy godzinowej mogą zostać podbite w górę (prog. 0,3 proc. m/m), gdyż huragany mogły obniżyć liczbę przepracowanych godzin. Jest wątpliwe, aby Fed miał wyciągać pochopne wnioski z tak zaburzonych danych, więc grudniowa podwyżka Fed pozostaje niezagrożona.

Z pozostałych raportów, ISM dla przemysłu (pon) i usług (śr) powinny pozostać na wysokich poziomach, gdyż regionalne wskaźniki sugerowały podtrzymany optymizm w regionach niedotkniętych wpływem huraganów. Wydatki na inwestycje budowlane (pon), bilans handlowy (czw) i zamówienia przemysłowe (czw) powinny być drugorzędne. Ogólnie jednak w obecnym klimacie USD powinien być bardziej wrażliwy na oznaki siły gospodarki. W przyszłym tygodniu mamy sporo wystąpień członków Fed (m.in. Yellen w środę, Dudley w piątek), ale większość już udzielała komentarzy po wrześniowym posiedzeniu FOMC, więc raczej nie spodziewamy się nowych rewelacji. Pomimo tego podtrzymanie jastrzębiej retoryki może być dobrym podkładem pod utrzymanie siły USD.

W Europie tematem po weekendzie będzie referendum o niepodległość Katalonii: czy w ogóle się odbyło, a jeśli tak, to pewnie nie będzie uznane ani przez rząd w Madrycie, ani przez UE. Z tego też powodu rynki finansowe jak na razie nie wykazały zainteresowania tematem i w poniedziałek niewiele powinno się tutaj zmienić. Kalendarz z Eurolandu zawiera rewizje wskaźników PMI (pon, śr) oraz sprzedaż detaliczną (śr), ale odczyty te raczej niewiele zmienią w sytuacji EUR. Małe są także szanse na to, aby protokół z ostatniego posiedzenia ECB (czw) wyjawił coś, czego już nie wiemy. Prezes Draghi dał jasno do zrozumienia, że większość szczegółów dotyczących procesu wygaszania QE zostanie zaprezentowana w październiku, zatem minutki w ograniczonym stopniu zahacza o ten temat. Tylko wzmianki o ożywionej dyskusji na temat siły euro mogłyby mieć wpływ na rynek walutowy, choć do teraz mniej więcej poznaliśmy zdanie co ważniejszych członków Rady Prezesów. Dopóki nie poznamy przyszłych planów ECB, EUR pozostaje bez paliwa do kontynuacji wzrostów i jest wrażliwe na dalsze redukowanie pozycji.
W Wielkiej Brytanii na pierwszym planie premierowe odczyty indeksów PMI dla przemysłu (pon) i usług (śr). W sierpniu wskaźnik dla przemysłu skoczył do niemal 56,9 pkt. – drugiego najwyższego poziomu od 2014 r. We wrześniu spodziewane jest cofnięcie, choć wciąż ponad 56 pkt. Niższy wynik będzie rozczarowaniem, który może podsycać korektę siły GBP. PMI dla usług już miesiąc temu spadł najniżej od 12 miesięcy, gdyż sektor ten (w odróżnieniu od przemysłu) nie korzysta na wcześniejszej deprecjacji waluty. Jeśli tutaj nie zobaczymy poprawy, na rynku mogą zacząć rosnąć wątpliwości, czy BoE znajdzie odwagę do podwyżki w listopadzie. Sądzimy, że w krótkim terminie bilans ryzyk wypada na niekorzyść GBP.

W Skandynawii szacunki produkcji przemysłowej ze Szwecji (czw) i Norwegii (pt) będą podstawą dla krótkoterminowego wzrostu zmienności. W ostatnich dniach SEK i NOK tracą w tandemie z EUR, gdyż Riksbank i Norges Bank czekające ze zmianą nastawienia na ruch ze strony ECB, co stawia waluty nordyckie w złym świetle, kiedy premiowane są waluty aktywnych banków centralnych (USD, CAD, GBP). Jesteśmy bardziej optymistyczni do obu koron w dłuższym terminie, ale teraz nie jest czas na łapanie spadającego noża.
W Polsce po indeksie PMI dla przemysłu (pon) spodziewamy się skromnego wzrostu do 52,8 na bazie korzystnego klimatu biznesowego w kraju i u głównych partnerów handlowych. Posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej ponownie powinno być mało interesujące, nawet po ostatnim skoku inflacji CPI (we wrześniu 2,2 proc. r/r). Na konferencji prezes NBP Glapiński raczej zbagatelizuje przyspieszenie inflacji jako skutek czynników podażowych, na które polityka pieniężna nie ma wpływu. Obecnie złoty podlega większemu wpływowi czynników zewnętrznych, głównie presji na aktywa rynków wschodzących ze strony wzrostu rentowności obligacji USA i umocnienia USD. Widzimy pole do większego osłabienia złotego w krótkim terminie.

W Azji zapowiada się spokojny tydzień (o ile Korea Północna o sobie nie przypomni) w związku z trwającym cały tydzień chińskim Złotym Tygodniem (tamtejsze rynki nie pracują). W Japonii warty odnotowania jest kwartalny raport Tankan o sytuacji w przedsiębiorstwach (pon). Wraz z globalnym ożywieniem konsensus zakłada poprawę nastrojów zarówno wśród dużych, jak i mniejszych firm. Rewizje w górę planów inwestycyjnych będą pozytywne dla perspektyw wzrostu. Dla JPY ważniejsze jednak są implikacje z rynku akcji, relacji rentowności w USA i Japonii oraz oczekiwań przed październikowymi wyborami do parlamentu. Wszystkie te czynniki przemawiają za dalszymi wzrostami USD/JPY.

W Australii od RBA oczekujemy kolejnego zrównoważonego komunikatu z podtrzymaniem neutralnego nastawienia. Po ostatniej przecenie AUD bank powinien być mnie zatroskany siłą waluty, z drugiej strony silne spadki cen surowców mogą podnosić obawy o sytuacje w sektorze wydobywczym. Ogólnie jednak nie spodziewamy się, aby komunikat miał wstrząsnąć Australijczykiem. Większa reakcja może być na odczyt sprzedaży detalicznej i bilansu handlowego (czw) z większą wrażliwością na słabsze dane. Kalendarz z Nowej Zelandii jest pusty. NZD będzie podlegał pod zewnętrzne sygnały, m.in. związane z silnym USD. W Kanadzie raport z rynku pracy (pt) powinien wskazać na kontynuowany wzrost zatrudnienia, wspierający przyspieszenie ożywienia i jastrzębie oczekiwania wobec polityki BoC. W CAD widzimy jedną z silniejszych walut w G10, szczególnie wobec finansujących carry trade (JPY), jak i innych surowcowych (AUD, NZD).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Złoty rośnie w ślad za inflacją w Polsce

Niespodzianka. Inflacja w Polsce nieoczekiwanie wróciła do poziomów z lutego br., gdy była najwyższa od ponad 4 lat. W ślad za skokiem inflacja podążył złoty, który w piątek zyskuje do wszystkich głównych walut.

We wrześniu inflacja nieoczekiwanie przyspieszyła do 2,2 proc. w relacji rocznej z 1,8 proc. miesiąc wcześniej, poinformował Główny Urząd Statystyczny (GUS) publikując wstępne dane. Tym samym wróciła ona do poziomu z lutego br., gdy była najwyższa od końca 2012 roku. Dane mocno zaskoczyły. Prognozowano wprawdzie skok cen, ale do 1,9-2,0 proc. Można podejrzewać, że za wyższą inflacją stoją drożejące we wrześniu paliwa i rosnące ceny żywności.

Inflacja w Polsce w latach 2011-2017

Złoty rośnie w ślad za inflacją w Polsce
Inflacja w Polsce w latach 2011-2017

Skok inflacji natychmiast przypomniał o rekordowo niskich stopach procentowych w Polsce oraz mocnej gospodarce. Nie dziwi więc, że niektórzy mogli odebrać tę inflacyjną niespodziankę jako czynniki mogący przyspieszyć podwyżki stóp procentowych w Polsce. Stąd też zupełnie naturalne było umocnienie złotego do koszyka walut w reakcji na dane z GUS-u.

O godzinie 15:25 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2980 zł, spadając w relacji do wczorajszego zamknięcia o 1,8 gr. I co bardziej istotne, wracając poniżej psychologicznej bariery 4,30 zł. Dolar potaniał o 2,7 gr do 3,6350 zł, szwajcarski frank o 2,5 gr do 3,75 zł, a brytyjski funt aż o 4,8650 zł. W tym ostatnim przypadku spadek GBP/PLN rozpoczął się już dużo wcześnie i został sprowokowany przez opublikowane przed południem rozczarowujące dane nt. brytyjskiego PKB za II kwartał br.

Wykres dzienny EUR/PLNWykres dzienny EUR PLN

Wrześniowy wysoko inflacji może nieco zmieniać spojrzenie na kwestię stóp procentowych w Polsce, ale nie zmienia go diametralnie. Po pierwsze dlatego, że w kolejnych miesiącach, z uwagi na efekt bazy, inflacja będzie spadać, nawet jeżeli wzrost cen paliw dalej będzie miał miejsce. Po drugie, za wzrost inflacji odpowiadają właśnie paliwa oraz żywność, więc inflacja bazowa pozostaje na relatywnie niskim poziomie. We wrześniu prawdopodobnie ukształtuje się na poziomie 0,9 proc. R/R wobec 0,7 proc. w sierpniu. I po trzecie, Rada Polityki Pieniężnej, której aż pięciu członków obecnie forsuje koncepcję braku zmian stóp w przyszłym roku, na przyszłotygodniowym posiedzeniu prawdopodobnie istotnie nie zmieni swej retoryki, zachowując dużą wstrzemięźliwość w kwestii szybszych podwyżek stóp. Dlatego należy uznać, że pomimo dzisiejszych danych, rynkowy konsensus ws. terminu pierwszej podwyżki nie zmieni się i dalej pozostanie nim ostatni kwartał 2018 roku.

Dane o inflacji, prawdopodobnie optymistyczny poniedziałkowy odczyt indeksu PMI dla polskiego sektora przemysłowego, przyszłotygodniowe posiedzenie RPP, poprawa nastrojów na rynkach globalnych, a także korekta na dolarze po jego silnym umocnieniu w pierwszej połowie tygodnia, to wszystko powinno po weekendzie wspierać złotego. Dlatego w przyszłym tygodniu euro może wrócić do 4,27 zł, dolar być może na chwilę zawita poniżej 3,60 zł, a szwajcarski frank w okolice 3,70 zł.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Dane z USA. NBP o ustawie anty frankowej

Odczyty makroekonomiczne z USA nie zmieniły na rynkach niemal nic. Dalszy ciąg podnoszenia temperatury wokół Korei Płn. NBP o ustawie anty frankowej.

Neutralne dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty zza oceanu. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych na podstawie wniosków wyniosła 272 tysiące. Wartość to była tylko nieznacznie gorsza od oczekiwań. Lepiej z kolei wypadły finalne dane na temat wzrostu PKB. Wyniósł on jednak 3,1% pomimo oczekiwanych 3%. Kombinacja tych danych nie przyniosła jednak większych zmian na rynku. Dolar był tego dnia w odwrocie. Analitycy wskazują, że ofensywa podatkowa nie odbudowała tak jak się spodziewano pozycji Donalda Trumpa. Problemem jest kolejna porażka w zamykaniu programu powszechnej opieki zdrowotnej ObamaCare.

Sankcji wobec Korei Północnej ciąg dalszy

Chiny zapowiedziały zamknięcie północnokoreańskich firm działających na ich terenie. Termin wykonania działania to 120 dni. Byłby to kolejny gospodarczy cios dla reżimu z północy gdyby skala tego zjawiska była istotna. Bezpośrednie inwestycje w Chinach w zeszłym roku wedle danych południowokoreańskich nie przekroczyły bowiem nawet 100 000 USD. Będzie to zatem kolejne działanie wizerunkowo podnoszące i tak napiętą atmosferę. Wielu analityków podkreśla natomiast, że rykoszetem dostaną biznesy prowadzone przez uciekinierów z kraju.

NBP o zmianach w prezydenckiej propozycji dla frankowiczów

Ledwo wczoraj na rynek trafiła informacja o wygranym przez bank procesie z kredytobiorcami już dzisiaj temat jest kontynuowany. Narodowy Bank Polski przedstawił kilka modyfikacji do prezydenckiego projektu. Najważniejszym elementem wydaje się rozróżnienie banków wedle ich kondycji finansowej. Z jednej strony pozwoli to zapewnić stabilność finansową bankom będącym w trakcie procesów naprawczych. Z drugiej strony istnieje ryzyko, że takie zróżnicowanie pozwala nie tyle oszczędzić banki z problemami co wedle ich możliwości dołożyć wszystkim. W dalszym ciągu znamy jednak za mało konkretów by wiedzieć kto i na jakich warunkach będzie mógł dobrowolnie korzystnie się przewalutować. Patrząc na notowania CHF PLN, które od połowy wakacji znajdują się poniżej 3,80 zł można spodziewać się, że część kredytobiorców nie będzie zainteresowana zmianą waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja,
  • 14:30 – USA – dochody i wydatki amerykanów,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

500+ nie obniża zatrudnienia kobiet

Sytuacja na krajowym rynku pracy jednoznacznie poprawiła się w II kwartale br.: zmalało bezrobocie i zwiększyło się zatrudnienie. Wśród danych nie widać oznak, by program Rodzina 500 plus negatywnie wpływał na aktywność zawodową Polek – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Do Eurostatu z poszczególnych unijnych krajów spłynęły szczegółowe dane dotyczące sytuacji na rynku pracy w II kw. br. W większości państw zdecydowanie poprawia się poziom zatrudnienia czy aktywności zawodowej, maleje bezrobocie. Pozytywnie wyróżniają się dane z Polski, mimo że istniały obawy o obniżenie się aktywności zawodowej kobiet w naszym kraju.

Porcja pozytywnych zaskoczeń

Najmniej spektakularnie wygląda zmiana poziomu bezrobocia. Niemniej informacje pozostają optymistyczne, ponieważ bezrobocie w okresie marzec-czerwiec spadło z 5,6 proc. do 5 proc. (wg unijnej metodologii). W ujęciu rocznym w porównaniu z końcem pierwszej połowy 2016 r. nastąpił spadek o 1,3 pkt proc.

Gdy jednak gospodarka zaczyna wchłaniać większość osób szukających pracy, dużo ważniejsze staje się to, czy zatrudnienie może nadal rosnąć dzięki aktywizacji osób do tej pory biernych zawodowo, czyli tych, którzy nie mają i nie szukają pracy. Dane Eurostatu pokazują, że odsetek pracujących Polaków w relacji do osób w wieku produkcyjnym 15-64 lata (współczynnik zatrudnienia) zwiększył się o 0,8 pkt proc. w porównaniu do ub. kwartału i o niespełna 2 pkt proc. w porównaniu do okresu sprzed roku, osiągając 66,2 proc. Według danych OECD to najwyższy współczynnik zatrudnienia od 25 lat. Odsetek biernych zawodowo po drugim kwartale jest z kolei najniższy od co najmniej ćwierćwiecza i wynosi 30,3 proc.

Co cieszy szczególnie, wreszcie zauważalnie zwiększa się zatrudnienie wśród osób bez wyższego wykształcenia, wg klasyfikacji Eurostat 3 oraz 4 – średnie ogólnokształcące, zasadnicze zawodowe oraz policealne. Powrót tych osób na rynek pracy bywa szczególnie trudny, zwłaszcza gdy zmieniające się warunki zewnętrzne (np. rewolucja technologiczna, konkurencja z zagranicy) zwiększają ryzyko utrwalenia się trendów bierności zawodowej w wymienionych grupach. Tymczasem w II kw. br. współczynnik zatrudnienia Polaków z wykształceniem na poziomie 3 oraz 4 wzrósł do poziomu 67,4 proc., co było najwyższą wartością od 19 lat.

Najwięcej pracujących Polek

Od kilkunastu miesięcy toczą się dyskusje ekonomistów na temat hipotetycznego negatywnego wpływu programu Rodzina 500 plus na aktywność zawodową oraz zatrudnienie kobiet. Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacował, że z rynku pracy może odpłynąć ok. 240 tys. Polek. Publikowane przez Eurostat dane nie potwierdzają pesymistycznych projekcji.

Współczynnik zatrudnienia kobiet w wieku 15-64 lata wyniósł na koniec II kw. 60 proc. i jest o 1,9 pkt proc. wyższy niż przed rokiem. Posady znalazło w tym okresie niemal 150 tys. kobiet na 250 tys. nowych miejsc pracy utworzonych przez gospodarkę, a ogólna liczba zatrudnionych w naszym kraju pań wynosi obecnie 7,32 mln, czyli najwięcej od co najmniej 25 lat.

Rośnie nie tylko ogólna liczba pracujących kobiet. Ich zatrudnienie w wieku 25-49 lat, czyli w okresie, gdy rodziny są beneficjentami 500+, zwiększyło się podczas ostatniego roku o 60 tys. i wyniosło ponad 4,9 mln. Pozytywny trend dotyczy również Polek bez dyplomu wyższej uczelni (klasyfikacja Eurostat 3 oraz 4). W tym przypadku liczba pracujących kobiet wzrosła o 20 tys. i wynosi 2,24 mln. Z kolei odsetek biernych zawodowo Polek w wieku 25-59 lat wynosi 23,4 proc., czyli najmniej od 20 lat.

Bardzo dobry drugi kwartał oczywiście nie niweluje wielu strukturalnych problemów, przede wszystkim niedopasowania kompetencji pracowników do oczekiwań pracodawców czy nadal względnie niskiej aktywności zawodowej wśród niektórych grup społecznych. Dane Eurostatu pokazują natomiast, że rynek pracy jest znacznie silniejszy niż można było oczekiwać jeszcze kilka miesięcy temu, a program Rodzina 500 plus nie wywołał na nim negatywnych skutków.

Eksperci są zgodni: śmiercionośnych huraganów będzie coraz więcej. Nowe technologie pomogą uniknąć spustoszeń?

Z powodu ocieplenia klimatu frekwencja wysokiej kategorii huraganów będzie coraz większa – uważa prof. Kerry Emanuel z Massachusetts Institute of Technology. Roczny bilans tropikalnych cyklonów w ujęciu globalnym to statystycznie 10 tys. ofiar śmiertelnych i straty materialne na poziomie 700 mld dol. Do badań nad siejącym spustoszenie zjawiskiem naukowcy wykorzystują najnowszej generacji sprzęt, taki jak np. uruchomiony w 2016 r. system dedykowanych satelit. Ale nie tylko. Coraz większą rolę w planowaniu ewakuacji ludności cywilnej i dostarczaniu pomocy humanitarnej odgrywa też zaawansowana analityka danych. 

Ponad 300 km/h – taką prędkość osiągnął huragan Irma, który niedawno uderzył we wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Choć rozmiary zniszczeń były znaczne, głównie za sprawą lekkości amerykańskiego budownictwa, którego konstrukcję wiatr łatwo narusza przy prędkości 100 km/h i potężnej fali sztormowej uderzającej w ląd jak tsunami, to wielu ofiar udało się uniknąć. Szacuje się, że na Florydzie zginęło kilkadziesiąt osób. Biorąc pod uwagę skalę kataklizmu i fakt, że na wybrzeżu systematycznie przybywa ludności, to relatywnie niewiele. Aby przeciwdziałać znaczącym stratom, zarówno rząd, jak i przedsiębiorstwa coraz częściej sięgają po nowe technologie, w tym m.in. po zaawansowaną analitykę danych. Wiele wskazuje na to, że groźnych huraganów będzie coraz więcej, w tej sytuacji przeciwdziałanie ich ewentualnym skutkom wszystkimi dostępnymi sposobami, nabiera na znaczeniu.

Tropikalne cyklony niskiej kategorii, których jest statystycznie najwięcej, generują minimalne straty materialne. – 90 proc. wszystkich szkód spowodowanych jest przez huragany kategorii 3 lub większe. Kategorie 3, 4 i 5 to jedynie 13 procent wszystkich huraganów, które docierają na ląd. Od 1870 do 2016 było ich zaledwie 30 – twierdzi Kerry Emanuel, profesor meteorologii z MIT, który poświęcił swoje badania problemowi intensyfikacji cyklonów tropikalnych. Jego zdaniem z powodu ocieplenia klimatu, frekwencja tych najbardziej destruktywnych zjawisk będzie coraz większa, a rosnący poziom wód w oceanach sprawi, że na terenach przybrzeżnych, przejście takiego huraganu powodować będzie bardziej dotkliwe straty. Z danych przedstawionych przez International Disaster Database wynika, że globalne szkody spowodowane tropikalnymi cyklonami rocznie sięgają 700 mld dol., a z ich powodu ginie 10 tys. ludzi.

Nowe technologie w walce z żywiołem

Dla osób mieszkających na wybrzeżu rzetelna informacja o zbliżającym się huraganie podana z odpowiednim wyprzedzeniem to czasem kwestia życia lub śmierci. Doskonale rozumieją to władze Stanów Zjednoczonych, które nieustannie udoskonalają systemy ostrzegawcze i przeznaczają spore środki na programy badawcze. – Służby przygotowują alerty o bieżącym niebezpieczeństwie: fali powodziowej lub tornadzie, precyzyjnie dla określonego hrabstwa. Prognozują wtedy miejsce pojawienia się kataklizmu, a czasem też dokładną ścieżkę, po której przejdzie tornado, nawet z 40-minutowym wyprzedzeniem, co daje wystarczająco dużo czasu na przygotowanie. Alerty są wysyłane za darmo na komórki mieszkańców, a także pojawiają się na każdym włączonym odbiorniku telewizyjnym na danym terenie – wspomina Elżbieta Świerczyńska, tłumaczka z Warszawy, która w trakcie huraganu Irma przebywała w Jacksonville na Florydzie.

Sytuację na Oceanie Atlantyckim i wschodnim Oceanem Spokojnym obserwuje National Hurricane Center, meteorologiczna agencja rządowa, powołana do prognozowania i monitorowania tropikalnych cyklonów. Wspierają ją pokrewne organizacje takie jak Joint Typhoon Warning Center, czy Central Pacific Hurricane Center. Do śledzenia przewidywania i śledzenia cyklonów wykorzystują one Automated Tropical Cyclone Forecasting System – oprogramowanie, które na podstawie modeli klimatycznych i danych historycznych generuje prognozy dla monitorowanych zjawisk atmosferycznych. Stworzony w 1988 r. i rozwijany na przestrzeni lat system komputerowy wciąż jest najważniejszym narzędziem w służbie rządowej agencji. Na tym jednak nie kończy się technologiczny arsenał amerykańskich meteorologów. Od 2016 r. mają oni bowiem do dyspozycji supernowoczesne satelity, stworzone do badania huraganów. Irma była dopiero drugim cyklonem analizowanym za jego pośrednictwem.  Cyclone Global Navigation Satellite System, bo taką nazwę nosi należący do NASA zespół 8 mikrosatelitarnych obserwatoriów, monitoruje powstawanie i rozwój sztormów w niespotykanych dotychczas detalach. CYGNSS zbiera m.in. dane o prędkości wiatru w miejscach występowania huraganów na całym globie, robiąc 32 pomiary na sekundę, w czym nie przeszkadza mu nawet intensywny deszcz, uniemożliwiający badanie prędkości wiatru innym meteorologicznym satelitom.

Nowy wymiar ewakuacji

Nim huragan wysokiej kategorii dotrze do wybrzeża, władze stanowe mnożą wysiłki, by jak najwięcej ludzi opuściło zagrożone tereny. Ewakuacja to skomplikowana procedura, która nigdy nie kończy się pełnym sukcesem. Dzieje się tak dlatego, że odsetek społeczeństwa każdorazowo lekceważy wytyczne organów zarządzających sytuacją kryzysową, nie zwracając uwagi na ostrzeżenia. Takie osoby pozostają w miejscu uderzenia huraganu na własną rękę, a lokalne służby nie mają obowiązku udzielania im pomocy. – Na ulicach Jacksonville panowała panika już 5 dni przed nadejściem huraganu. W sklepie można było znaleźć wszystko, prócz wody pitnej, która znikała z półek przed 9 rano. W poszukiwaniu paliwa musieliśmy odwiedzać kilka stacji benzynowych. Władze jednak odradzały ewakuację w przypadku północnych hrabstw Florydy. Najgorsze, co może się przydarzyć, to sytuacja, gdy ktoś wyjeżdża się ewakuować, a na autostradzie jest taki korek, że w trakcie jazdy kończy mu się paliwo. Wtedy huragan może ludzi zaskoczyć na środku drogi, w samochodzie, którym zaczyna przy tej prędkości wiatru rzucać. Dlatego przy ewakuacji 6 mln ludzi z południa Florydy, gdzie żywioł miał uderzyć pełną siłą, na północy radzili, że jak mamy miejsce schronienia w betonowym budynku, to lepiej żebyśmy nie wyjeżdżali na autostrady – mówi Elżbieta Świerczyńska.

Dzięki analityce Big Data postęp ewakuacji można monitorować na bieżąco, intensyfikując działania służb w miejscach, w których pozostało najwięcej osób. Mogean Inc, firma specjalizująca się w przetwarzaniu informacji z urządzeń mobilnych, postanowiła pomóc lokalnym władzom, gdy do USA zbliżał się huragan Matthew, biorąc na tapetę dane geolokalizacyjne. W ten sposób udało się jej określić, gdzie najczęściej udają się osoby opuszczające Florydę i Południową Karolinę. Data mainerzy wyodrębnili również miejsca, w których działania służb poskutkowały wysokim poziomem ewakuacji mieszkańców oraz takie, gdzie ze strony ludności brakuje zdecydowanej reakcji. – To geotrapping, czyli metoda polegająca na analizie danych geolokalizacyjnych. Coraz częściej wykorzystuje się ją w reklamie internetowej. Na podstawie tego typu danych można dotrzeć do użytkowników, którzy na przykład uczestniczyli w konkretnym wydarzeniu kulturalnym, pracują w określonej lokalizacji lub biegają wieczorami. Takie informacje mogą być bardzo cenne, bo pozwalają dotrzeć do wąskiej grupy odbiorców, a w zestawieniu z innymi informacjami dają ogromne możliwości. Co ciekawe, geotrapping wykorzystuje się także do analizy zachowań podczas klęsk żywiołowych – tłumaczy Piotr Prajsnar z Cloud Technologies, jednej z największych na świecie hurtowni danych o zachowaniach i preferencjach internautów. Prowadzona przez niego spółka analizuje ponad 9 mld anonimowych profili użytkowników sieci, z czego spora część to dane pochodzące z urządzeń mobilnych.

Podczas analizy zachowań osób dotkniętych kataklizmem wykorzystano także analizę danych z aplikacji zainstalowanych na smartfonach. Co się okazało? Prawdziwą furorę zrobiła GasBuddy – aplikacja z adresami stacji benzynowych i cenami paliw. Korzystający z niej kierowcy mogli ominąć obiekty z wyczerpanymi zapasami paliwa i obrać za cel stacje, na których wciąż można było zatankować. Użytkownicy smartfonów chętnie sięgali również po Zello, ulubiony program kierowców Ubera i taksówkarzy. Imitująca walkie-talkie aplikacja odegrała istotną rolę podczas akcji ratowniczych, gdy nad Teksasem przeszedł huragan Harvey. Od tamtej pory stała się ona podstawowym narzędziem do komunikacji pomiędzy mieszkańcami terenów dotkniętych klęskami żywiołowymi.

Walmart w gotowości

By przygotować się na nadejście kataklizmu, z analityki Big Data korzysta nie tylko administracja państwowa, ale i firmy. Taka strategia może być korzystna nie tylko dla podmiotów ją realizujących, lecz również dla konsumentów i całego otoczenia. Doskonałym przykładem takiego postępowania jest amerykańska sieć supermarketów Walmart, które podczas sytuacji kryzysowych stają się ośrodkami spotkań lokalnych społeczności. Firma doskonale rozumie swoją rolę i aby lepiej reagować na klęski żywiołowe wykorzystuje data science i swój rozbudowany łańcuch dostaw. Wszystko po to, by zapewnienie towaru na półkach w razie powodzi lub huraganu nie było większym wyzwaniem. Gdy huragan Matthew zmierzał w kierunku Florydy, analitycy danych z Walmart dokładnie przeanalizowali historię zakupów, których dokonano na terenach objętych ewakuacją podczas wcześniejszych cyklonów. W ten sposób udało się im przewidzieć, jakie produkty będą najczęściej kupowane przez konsumentów. Następnie sieć supermarketów aktywowała łańcuch dostaw, by zapewnić odpowiednie zapasy w placówkach położonych we wschodniej części Florydy. Nim cyklon uderzył w wybrzeże, amerykański gigant spożywczy umieścił w supermarketach dodatkowych pracowników, a pod numerem obsługi klienta telefony odbierał specjalny zespół wolontariuszy.  – Chcemy w pełni wykorzystać wiedzę o tym, w jaki sposób nasi klienci zachowują się podczas każdego rodzaju wydarzenia, tak by móc to przewidzieć, przygotować się i oczekiwać. Stworzyliśmy elastyczny i adaptacyjny system, który pozwala nam odpowiadać na ich potrzeby w niepowtarzalny sposób – przekonuje Georgi Gospodinov, data scientist w Wal-Mart Stores Inc.

Według Grzegorza Sielewicza, głównego ekonomisty Coface w Regionie Europy Centralnej, łączny koszt pogodowych kataklizmów szacowany jest na ok. 1 bilion dolarów, a tylko w jednym kwartale z powodu gwałtownych śnieżyć, PKB Stanów Zjednoczonych zmniejszyło się o prawie połowę. Straty, jakie zanotowało największe mocarstwa świata pokazuje, jak ogromny wpływ na gospodarkę ma pogoda. Tymczasem eksperci ostrzegają, że z powodu ocieplenia klimatu do Brazylii, Chin i na południe USA mogą powrócić groźne choroby, takie jak np. malaria. Taki scenariusz może mieć dewastujący wpływ na regionalną gospodarkę, powodując masową imigrację z zakażonych terenów. Wiele więc wskazuje na to, że z dobrodziejstw Big Data korzystać się będzie coraz częściej.

To nie koniec rynku byka

  • Amerykański bank centralny (Fed) zaostrzył stanowisko w sprawie polityki pieniężnej, co wywołało niewielką korektę na rynkach finansowych.
  • Pomimo chwilowych zawirowań, wiele argumentów przemawia za dalszymi wzrostami na światowych giełdach – w tym w Polsce.
  • Dla osób, które inwestują na warszawskim parkiecie za pośrednictwem TFI, najlepszym wyborem pozostają fundusze akcyjne o uniwersalnej strategii.
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.

Fed nie do końca rozumie siły kształtujące poziom cen w USA, a przede wszystkim to, że pomimo świetnej sytuacji na rynku pracy inflacja utrzymuje się poniżej 2-proc. celu – przyznała ostatnio w przypływie szczerości szefowa amerykańskiego banku centralnego. Jednocześnie bank centralny USA zaostrzył swoją retorykę i ustami Janet Yellen ogłosił, że utrzymywanie obecnej polityki monetarnej do czasu wzrostu inflacji byłoby nierozsądne.

Dla rynków finansowych najważniejsze są dwie informacje. Po pierwsze, że Fed będzie kontynuował cykl podwyżek stóp procentowych w USA, nawet jeśli inflacja nie osiągnie progu 2 proc. W grudniu tego roku rynek spodziewa się jeszcze jednej podwyżki, a w 2018 roku kolejnych trzech. Po drugie, Fed rozpocznie już od października redukcję bilansu, czyli proces zmniejszania ilości posiadanych papierów wartościowych (które wcześniej bank skupił w ramach programu luzowania ilościowego) o 10 mld dolarów miesięcznie. Z biegiem czasu tempo redukcji może jeszcze wzrosnąć.

Podnoszenie stóp procentowych w USA zazwyczaj wiąże się z odpływem kapitału z rynków rozwijających się i surowcowych, a także umocnieniem dolara. Taki ruch obserwujemy też w ostatnich dniach. Oceniamy jednak, że nie jest to jeszcze początek trwalszego trendu, a techniczna korekta.

Hossa ma jeszcze paliwo

Hossa na światowych giełdach jest zaawansowana, ale wiele argumentów przemawia za dalszymi wzrostami. Amerykański indeks S&P 500 znajduje się w pobliżu historycznych szczytów, ale spółki notowane na Wall Street nie są zadłużone, a na rok 2018 analitycy prognozują ok. 10 proc. wzrostu ich zysków. Jest więc za wcześnie, aby ogłosić koniec rynku byka. Jeśli już, możemy mieć do czynienia z trwającym jakiś czas trendem bocznym i pojawieniem się dysproporcji pomiędzy poszczególnymi segmentami rynku.

W Polsce duże spółki notowane na GPW niezmiennie utrzymują przewagę nad „misiami”, co ma swoje uzasadnienie w fundamentach. Przede wszystkim spółki z WIG20 zdecydowanie lepiej radzą sobie w obecnym otoczeniu i bronią się osiąganymi wynikami finansowymi. Gorsza passa małych i średnich spółek wynika z presji płacowej czy wzrostu cen surowców. Niestety, część „misiów” oblała test z zarządzania operacyjnego, co poskutkowało spadkiem marż i w konsekwencji słabszymi wynikami finansowymi.

Mimo to uważamy, że warszawska giełda ma jeszcze przestrzeń do wzrostów. Przemawiają za tym czynniki makroekonomiczne, jak i wycenowe. Optymistycznie nastrajają dane z rynku pracy (wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń), a także produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Jeśli tak dobre odczyty się utrzymają, wpłynie to pozytywnie na dynamikę polskiego PKB. Z kolei akcje na polskiej giełdzie cały czas nie są drogie – może za wyjątkiem najbardziej dynamicznych spółek, takich jak CCC czy LPP. Prognozowany wskaźnik ceny do zysku dla indeksu WIG na 2018 rok oscyluje w okolicach 13. Dla porównania, w szczycie hossy w 2007 r. było to około 18.

Do końca roku spodziewamy się utrzymania przewagi blue chipów z WIG20,  ale pod koniec roku inwestorzy mogą ponownie zainteresować się akcjami „misiów” – licząc na ich odbicie w kolejnych miesiącach. To może zmniejszyć dysproporcję pomiędzy dużymi i mniejszymi spółkami notowanymi na GPW. Mimo to uważamy, że najlepszym wyborem dla osób, które inwestują na warszawskiej giełdzie za pośrednictwem TFI, pozostają fundusze akcyjne o uniwersalnej strategii.

Odwrót dolara

Po kilkudniowej znacznej aprecjacji, w wyniku której dolar był najsilniejszy od ponad miesiąca, amerykańska waluta zaczęła tracić na wartości wobec swoich rywali. I to mimo wyższego niż przewidywano tempa wzrostu PKB w USA w II kwartale – 3,1%, a nie 3%. Nieco gorsza od prognoz była natomiast liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych – 272 tys., podczas gdy przewidywano 270 tys. Na tym spadkowym trendzie dolara złotówka odrobiła część wcześniejszych strat do głównych walut. Teraz inwestorzy czekają na dane dotyczące wstępnego szacunku wrześniowej inflacji w Polsce.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar nadal zyskuje do głównych walut: do euro (+0,34%), brytyjskiego funta (+0,25%), dolara kanadyjskiego (+1,08%), dolara australijskiego (+0,61%) oraz japońskiego jena (+0,51%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,173, GBP/USD – 1,338, USD/CAD – 1,25, AUD/USD – 0,8 i USD/JPY – 113. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,18%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,877. Złotówka sporo traci do głównych walut. W czwartek rano dolar kosztuje 3,68 zł, euro – 4,32 zł, funt – 4,93 zł, a frank szwajcarski – 3,78 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,13%, frankfurcki indeks DAX – o 0,37%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,22%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,12%, meksykański indeks Bolsa podniósł się o 0,06%, a brazylijski indeks Bovespa obniżył się o 0,31%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,03%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,28%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,3%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wahaniach ceny ropy naftowej spadają. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 57,41 USD (-0,85%), a ropy WTI – 51,56 USD (-1,12%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 59 USD. Z kolei cena złota częściowo odrabia wcześniejsze straty. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1285 USD. To 5 USD więcej (+0,39%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Japonia – Inflacja CPI, sierpień – 0,7%
  • 1:30 – Japonia – Stopa bezrobocia, sierpień – 2,8%
  • 1:50 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), sierpień – 5,4%
  • 9:55 – Niemcy – Stopa bezrobocia, wrzesień (prognoza 5,7%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – PKB (r/r), II kw. (prognoza 1,7%)
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP, szacunek, wrzesień (prognoza 1,6%)
  • 14:00 – Polska – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 1,9%)
  • 14:00 – Polska – Saldo rachunku bieżącego, II kw. (poprzednio 1244 mln euro)
  • 14:30 – USA – Dochody i wydatki Amerykanów
  • 15:45 – USA – Chicago PMI (prognoza 58,5 pkt.)
  • 16:00 – USA – Indeks Uniwersytetu Michigan, wrzesień (prognoza: 95,3 pkt.)
  • 17:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Filadelfii

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Laser-Med S.A. coraz bliżej połączenia z One More Level S.A.

Laser-Med S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, podpisała plan połączenia ze Spółką One More Level S.A. Po połączeniu Spółka zmieni nazwę na One More Level S.A. i będzie zajmowała się produkcją gier komputerowych.

Planowane połączenie ma nastąpić w drodze przejęcia przez Spółkę Laser-Med S.A. Spółki One More Level S.A. poprzez przeniesienie całego majątku One More Level S.A. na Laser-Med S.A. w zamian za nowo emitowane akcje. Kapitał zakładowy Laser-Med S.A. zostanie podwyższony do kwoty 5.351.644,00 zł o kwotę 4.800.000,00 zł w drodze emisji 48.000.000 akcji serii B (uwzględniając planowany split akcji Laser-Med S.A. w stosunku 1:10), które zostaną wydane Akcjonariuszom One More Level S.A. Transakcja zostanie przeprowadzona uwzględniając przyjęty parytet wymiany akcji ustalony na podstawie wycen obu podmiotów przeprowadzonych przez biegłego rewidenta oraz 10 % premii dla Akcjonariuszy Spółki Laser-Med S.A. za status spółki publicznej, który wynosi 24 akcje Laser-Med S.A. za 1 akcję One More Level S.A. Głównym celem planowanego połączenia obu spółek jest zbudowanie mocnego podmiotu działającego w branży gier komputerowych, który efektywnie wykorzysta potencjał obu podmiotów, przede wszystkim notowanie Laser-Med S.A. na rynku NewConnect oraz bardzo dobre perspektywy dla sprzedaży gry „God’s Trigger”, której producentem jest One More Level S.A., a wydawcą jest firma Techland.

„Podpisany plan połączenia jest kolejnym etapem, który znacząco przybliża nas do finalizacji procesu fuzji obu podmiotów. Jesteśmy przekonani, że połączone spółki będą w stanie skutecznie wykorzystać uzupełniające się potencjały. Obecność na rynku NewConnect będzie stanowiła ważny element w dalszym rozwoju Spółki, bowiem rynek kapitałowy stwarza ogromne możliwości dla podmiotów z branży gier komputerowych. Najważniejsza pozostaje oczywiście jakość gier poszczególnych producentów, ale po ostatnich sukcesach One More Level i najnowszej produkcji tego studia o nazwie „God’s Trigger” uważam, że będziemy w stanie zdobyć zaufanie inwestorów oraz spełnić ich oczekiwania.” – podkreśla January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki Laser-Med S.A.

„Podjęliśmy decyzję o podpisaniu planu połączenia, gdyż wierzymy, że w wyniku zbliżającej się fuzji powstanie silny podmiot, który nie raz pozytywnie zaskoczy inwestorów. Jesteśmy przekonani, iż dzięki obecności One More Level S.A. na rynku NewConnect znacznie przyspieszymy rozwój Spółki. Spodziewamy się również, że premiera God’s Trigger będzie jednym z ważniejszych wydarzeń w przyszłym roku w całej branży gier komputerowych.” – ocenia Iwona Cygan, Członek Zarządu Spółki One More Level S.A.

One More Level S.A. zaprezentowała w sierpniu br. podczas branżowych targów swoją najnowszą produkcję – grę „God’s Trigger”. Jej premiera została zaplanowana na początek 2018 roku. Gra będzie dostępna na platformach PC, PS4 oraz Xbox One. Wydawcą tej produkcji na całym świecie jest firma Techland. Gra „God’s Trigger” należy do gatunku gier top-down shooter i została bardzo dobrze oceniona na branżowych targach Gamescom otrzymując nagrodę w kategorii: Best Puzzle / Skill Game oraz będąc nominowaną w kategorii: Gamescom award for best booth.

One More Level S.A. jest studiem game developerskim, które powstało w 2014 roku i wydało takie gry jak: Warlocks vs Shadows, Deadlings oraz Race to Mars. Producent ten jest także certyfikowanym wydawcą na platformy Xbox One, PS4, PSVITA, Nintendo oraz Steam.

Laser-Med S.A. zadebiutowała na rynku NewConnect w sierpniu 2012 roku i działała w branży medycyny estetycznej. Emitent świadczył usługi, m.in. zabiegów z zakresu odmładzania skóry, zaawansowanych technologicznie metod odchudzania i modelowania sylwetki oraz zabiegów pielęgnacyjnych. W kwietniu 2017 roku Zarząd Spółki Laser-Med S.A. zatwierdził nowe kierunki jej rozwoju i podjął decyzję o zmianie przedmiotu działalności na inwestowanie w podmioty z branży gier komputerowych oraz mobilnych. Podczas czerwcowego ZWZA Spółki jej Akcjonariusze podjęli Uchwałę o podziale akcji w stosunku 1:10.

Dziś dzień euro, funta i dolara kanadyjskiego

Koniec tygodnia, miesiąca i kwartału często bywa powodem pozbawionych uzasadnienia wahań rynkowych. Z drugiej strony kalendarz na piątek jest napakowany interesującymi wydarzeniami, które pozwolą ustawić się inwestorom na październik. Po wczorajszej realizacji zysków dolar nie wydaje się już „wygrzany”, ale na mocniejszy impuls może poczekać aż do przyszłego tygodnia. Dziś więcej dzieje się dla euro, funta i dolara kanadyjskiego.

Wczoraj rynki nieco straciły kierunek, co zostało częściowo wykorzystane do przegrupowania i realizacji zysków po silnych ruchach. Mimo to generalny „schemat gry” nie uległ zmianie. Dziś rano USD próbuje odzyskiwać wczoraj utracone pole zmierzając do zanotowania najlepszego tygodnia w tym roku. Wsparcie ma w innych aktywach, gdyż rentowności 10-latek pozostają ponad 2,30 proc., a sesja na Wall Street w czwartek była zielona. Perspektywy pozostają pozytywne, choć dziś może być ciężko o świeży impuls do wzrostu. W kalendarzu z USA na pierwszym miejscu mamy indeks PCE Core – preferowana przez Fed miara inflacji. Konsensus zakłada wzrost w sierpniu o 0,2 proc. m/m i o ile nie dostaniemy wyraźnie silniejszego odczytu, rynek może zignorować dane. A szanse na niespodziankę są niewielkie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że bazowa CPI wyniosła właśnie 0,2 proc. Chicago PMI jest zbyt zmiennym wskaźnikiem, by wyciągać z niego solidne wnioski, a indeks Uniwersytetu Michigan jest tylko rewizją. Z Fed usłyszymy Harkera, który jednak może nie wspomina co polityce pieniężnej. Możliwe, że na emocje przyjdzie poczekać dopiero do następnego piątku i raportu z rynku pracy.

Dziś zatem uwaga może przenieść się gdzie indziej. Z Wielkiej Brytanii otrzymamy finalny odczyt PKB za II kw., gdzie oczekuje się podtrzymania tempa 0,2 proc. k/k, co nie powinno być powodem do zmienności. W Londynie trwa konferencja organizowana przez Bank Anglii, dzięki czemu usłyszymy komentarze od Cunliffe’a, Broadbenta oraz samego prezesa Carneya. Sygnały podtrzymania jastrzębiości będą wsparciem dla GBP, choć sądzimy, że wrześniowy rajd funta zmierza ku końcowi. W strefie euro centralnym punktem będzie wstępny szacunek inflacji. W czwartek dane z Niemiec rozczarowały, słabo wypadł też odczyt z Hiszpanii, więc oczekiwania dziś są ustawione nisko. Wynik poniżej mediany prognoz (1,6 proc. r/r), może uderzyć w euro. Po południu z Kanady otrzymamy ważny odczyt PKB za lipiec. Silne wartości za drugi kwartał stały się argumentem dla Banku kanady do podwyżki stopy overnight na początku miesiąca i zbudowania oczekiwań, że to dopiero początek cyklu. Kolejna pozytywna niespodzianka (prog. 0,1 proc. m/m) da paliwo do wystrzału CAD.

W Polsce po czterech miesiącach przerwy inflacja CPI ma wrócić na 2 proc. r/r pod wpływem wyższych cen paliw i żywności. Mimo to wskaźnik wciąż pozostaje poniżej centralnego celu NBP, a w kolejnych miesiącach powinien znowu się obniżyć, więc wątpliwe jest zaostrzenie stanowiska Rady Polityki Pieniężnej. Złoty korzysta od wczoraj na uspokojeniu nastrojów, ale przy wciąż obecnej presji ze strony dolara ostrożnie podchodzi do perspektyw większego umocnienia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

MON wkrótce wybierze okręty podwodne dla polskiej armii. Jedna z trzech ofert obejmuje zarówno rakiety manewrujące jak i współpracę z krajowymi stoczniami

MON wkrótce wybierze okręty podwodne dla polskiej armii. Jedna z trzech ofert obejmuje zarówno rakiety manewrujące jak i współpracę z krajowymi stoczniami 1

Ministerstwo Obrony Narodowej ma jeszcze w tym roku zadecydować o dalszym losie programu modernizacyjnego Orka i o zakupie okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej. Jednym z trzech oferentów jest francuska Naval Group. Na targach zbrojeniowych w Kielcach na początku września koncern prezentował swój wielozadaniowy okręt podwodny Scorpène, który za kilka lat może znaleźć się na wyposażeniu polskiej armii. Francuska grupa deklaruje też, że jest otwarta na współpracę z polskim przemysłem w sektorze morskiej energetyki odnawialnej.

Oferujemy Polsce nowoczesne okręty podwodne, pozwalające na realizację  strategii odstraszania w sposób całkowicie suwerenny. To okręty przeznaczone do długotrwałych patroli, z niezależnym od powietrza napędem trzeciej generacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Hervé Guillou, prezes zarządu Naval Group.

Francuski koncern stoczniowy wziął udział w międzynarodowych targach zbrojeniowych, które odbyły się w Kielcach w minionym tygodniu. W trakcie MSPO Naval Group (dawniej DCNS) zaprezentowała między innymi wielozadaniowy okręt podwodny Scorpène 2000. Dokładnie takie jednostki mogą znaleźć się na wyposażeniu polskiej Marynarki Wojennej, ponieważ resort obrony jeszcze w tym roku ma zadecydować o pozyskaniu nowych okrętów podwodnych. To jedna z najpilniejszych potrzeb polskiej armii.

W ramach programu modernizacyjnego Orka MON zamierza kupić trzy do czterech okrętów podwodnych nowego typu, które miałyby trafić do Marynarki Wojennej począwszy od 2024 roku. Resort zapowiedział, że jednostki muszą być wyposażone w rakiety manewrujące, zdolne razić cele w odległości wielu setek kilometrów oraz zapewnić polskiej flocie realną zdolność do odstraszania.

Obecnie trwają negocjacje z trzema oferentami, zainteresowanymi dostarczeniem Polsce okrętów podwodnych. Jednym z nich jest właśnie francuski koncern Naval Group, który zaoferował jednostki typu Scorpène, wykorzystywane między innymi przez Brazylię, Chile, Malezję i Indie. MON prowadzi również rozmowy z niemieckim holdingiem stoczniowym TKMS oraz szwedzkim Saabem, który proponuje okręty typu A26.

– Myślimy w kategoriach długoterminowych. To nie komercyjna oferta, ale realizowana w ramach długoterminowego partnerstwa między rządami. Takie partnerstwo realizujemy już między innymi w Australii. Współpraca obejmuje nie tylko budowę okrętów podwodnych, ale również serwisowanie ich przez najbliższe 30-40 lat. Oferujemy pełną zdolność w zakresie systemów walki, łącznie z centrum szkoleniowym i operacyjnym. Proponujemy także polskiemu przemysłowi udział w eksporcie naszych produktów – mówi Hervé Guillou.

Francuzi oferują także uzbrojenie okrętów Scorpène w pociski manewrujące, zdolne niszczyć cele w promieniu wielu setek kilometrów. Na targach zbrojeniowych w Kielcach był też obecny koncern MBDA, który produkuje te systemy rakietowe.

– Taka broń została wybrana przez Francję, aby zapewnić suwerenną, na poziomie państwa, możliwość ataku na odległe cele o kluczowym znaczeniu. Partnerstwo z Naval Group pozwala nam wykorzystywać istniejący już i gotowy do użycia system obejmujący rakiety manewrujące przenoszone przez okręty podwodne. Pociski tego typu są już operacyjnie wykorzystywane we Francji. Mogą one zapewnić Polsce w pełni niezależną zdolność i suwerenność decyzyjną w jej wykorzystaniu – mówi Jean-Luc Hollette z MBDA.

Poza dostarczeniem okrętów podwodnych Naval Group proponuje partnerstwo przemysłowe i współpracę przy budowie na eksport swoich produktów.

– Jesteśmy również gotowi do nawiązania współpracy w dziedzinie energii odnawialnej: podwodnych elektrowni wodnych, morskich farm wiatrowych oraz  elektrowni wykorzystujących energię termiczną mórz – mówi prezes zarządu Naval Group.

Francuski koncern stoczniowy wziął udział w międzynarodowych targach zbrojeniowych, które odbyły się w Kielcach na początku września.

Do 2050 roku produkcja rolna wzrośnie o 75 proc. Rolnicy będą musieli się skupić na poprawie efektywności upraw i bezpieczeństwa dla środowiska

Cezary Urban, dyrektor działu środków ochrony roślin w BASF Polska

Rosnąca liczba ludności, a więc i zwiększające się zapotrzebowanie na żywność, opłacalność zbiorów, ochrona środowiska, zarządzanie wodą i nawozami azotowymi – to tylko część wyzwań, z którymi rolnictwo musi poradzić sobie w nadchodzących latach. Podobnie jak w innych branżach, niezbędne są innowacje i produkty, które przełożą się na efektywność upraw i będą bezpieczne dla środowiska. Coraz większym wyzwaniem dla rolników jest też zachowanie bioróżnorodności, od której zależy wielkość zbiorów. 

Rolnicy potrzebują innowacji pod warunkiem, że te innowacje rozwiązują ich konkretne problemy, są odpowiedzią na określone sytuacje, które napotykają w swoich gospodarstwach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Urban, dyrektor działu środków ochrony roślin w BASF Polska.

Według prognoz demograficznych do 2050 roku liczba ludności na świecie przekroczy 10 miliardów. To oznacza, że produkcja rolna musi wzrosnąć o około 75 proc., a rolnicy będą musieli wyprodukować więcej żywności niż przez minione stulecia. Aby sprostać temu wyzwaniu, rolnictwo – podobnie jak inne branże – potrzebuje nowych rozwiązań i innowacji.

Aby sprostać wyzwaniom i rosnącemu zapotrzebowaniu na żywność, rolnicy potrzebują dostępu do nowoczesnych i przyjaznych środowisku preparatów do ochrony roślin. Obok farmaceutyków jest to najściślej kontrolowana gałąź przemysłu chemicznego w UE. Szacunkowo, wprowadzenie na rynek nowego produktu wymaga około 10 lat pracy i ponad setki badań. Te, które dotyczą bezpieczeństwa, stanowią ok. 30 proc. całkowitych kosztów związanych ze stworzeniem nowego preparatu.

Cezary Urban podkreśla, że bez dostępu do skutecznych i proekologicznych środków rolnicy będą sięgać po te pochodzące z nielegalnych źródeł. Już w tej chwili nielegalne środki ochrony roślin stanowią ok. 10 proc. całego rynku. Polska to jedno z państw, w których problem jest nasilony. To jednak może mieć opłakane skutki dla jakości upraw i zdrowia konsumentów.

Kluczowe dla rolników jest zarządzanie azotem w procesie upraw. Nawozy azotowe są niezbędne rolnictwu, ale nadużywanie ich w długiej perspektywie powoduje efekt odwrotny do zamierzonego, czyli zubożenie plonów.

Zarządzanie azotem jest bardzo ważne dla każdego rolnika. Wiąże się z tym, ile pracy musi włożyć, ile musi nawieźć dany hektar gruntu i co może na koniec z niego zebrać. Nasze rozwiązania dotyczące efektywnego zarządzania azotem pozwalają go zmagazynować w glebie i wykorzystać przez rośliny. Jednocześnie jak najmniej azotu jest uwalniane do atmosfery. To istotne o tyle, że w perspektywie najbliższych lat UE będzie podnosić poprzeczkę jeśli chodzi o normy związane z wykorzystaniem azotu – mówi Cezary Urban.

Kolejnym wyzwaniem dla rolników jest wiec też pogodzenie rozwoju rolnictwa z ochroną środowiska. W tym celu konieczne jest promowanie zrównoważonego rozwoju i dobrych praktyk wśród rolników.

Nasz wkład w zrównoważone rolnictwo zaczyna się od kontaktu z rolnikami, dystrybutorami i sklepami. Ważna jest edukacja dotycząca świadomego użycia naszych rozwiązań, zwłaszcza przy tak specjalistycznych produktach jak środki ochrony roślin. Kolejna kwestia jest związana z opakowaniami po tych środkach, z całym systemem odzysku i segregacji. Dalej wchodzimy na wyższy poziom technologiczny, czyli konkretne innowacyjne produkty, które mogą przyczynić się do tego, że rolnictwo będzie bardziej nowoczesne – mówi Cezary Urban.

Ważnym zagadnieniem dla rolników jest też bioróżnorodność, która wpływa na uprawy i wielkość zbiorów. Szacuje się, że w jednym gramie gleby zamieszkuje kilka miliardów bakterii i drobnoustrojów. Mrówki, biedronki, dżdżownice i owady zapylacze, takie jak pszczoły, są niezbędne w procesie zapylania roślin i uprawy, przy okazji zwalczając szkodniki i utrzymując żyzność gleby. Mnogość gatunków tworzy ekosystem, niezbędny dla upraw. Dlatego od bioróżnorodności zależy wielkość plonów i opłacalność pracy rolnika.

Nasze doświadczenia, zwłaszcza z największymi gospodarstwami rolnymi – które wydawałoby się hołdują monokulturze – pokazują, że polskie gospodarstwa są jednak bardzo otwarte na bioróżnorodność – mówi Cezary Urban.

Ile start-up musi oddać fiskusowi od zbiórki pieniędzy w sieci?

Jednoosobowa działalność gospodarcza czy spółka z o.o., a może akcyjna? W jakiej formie zorganizować start-up, aby jak najmniej oddać organom podatkowym od zebranych pieniędzy ze zrzutek w internecie? Różnice sięgają kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Prześwietlamy obowiązujące przepisy prawne – kiedy i ile należy się urzędowi skarbowemu?

Środki finansowe zgromadzone w ramach finansowania społecznościowego, tzw. crowdfundingu, są w świetle obowiązujących przepisów prawnych traktowane jako darowizny, tzn. że od takich wpłat firmy muszą odprowadzić podatek. Czy takie koszty ponosi tylko obdarowany? Czy firmy płacą tylko podatek dochodowy PIT lub CIT, czy także VAT?

Ile od jednoosobowych?

Najczęstszą formą prawną  start-upów w Polsce są jednoosobowe działalności gospodarcze. W tym  przypadku mamy do czynienia z sytuacją, w której darowizny pieniężne są przekazywane de facto osobie fizycznej. Dlatego też,  zastosowanie mają  tu przepisy o podatku od spadków i darowizn od osób fizycznych  i nie ma znaczenia, że darowizny są powiązane z prowadzoną działalnością gospodarczą.

Zgodnie z art. 9 ust. 1 ww. ustawy, opodatkowaniu podlegają środki o wartości przekraczającej:

1) 9 637 zł – jeżeli obdarowanym jest osoba wchodząca w skład I grupy podatkowej (zaliczamy tu małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, zięcia, synową, rodzeństwo, ojczyma, macochę i teściów)

2) 7 276 zł – jeżeli obdarowanym jest osoba wchodząca w skład II grupy podatkowej (zaliczamy tu zstępnych rodzeństwa, rodzeństwo rodziców, zstępnych i małżonków pasierbów, małżonków rodzeństwa i rodzeństwo małżonków, małżonków rodzeństwa małżonków, małżonków innych zstępnych)

3) 4 902 zł – jeżeli obdarowanym jest osoba wchodząca w skład III grupy podatkowej (zaliczamy tu innych nabywców, czyli osoby obce).

Co ważne, kwoty opisane powyżej sumują się na przestrzeni 5 lat. Jednak dotyczą sytuacji, w których wpłaty przekazane są tylko przez pojedyncze osoby, a nie całościowej wartość internetowej zbiórki.

100 wpłat po 2 000 zł na jedną zrzutkę przekazane przez 100 różnych osób nie wymaga zgłoszenia i opodatkowania zbiórki, gdyż żadna z wpłat nie przekracza kwoty zwolnionej z podatku tj. kwoty 4 902 PLN. W tym przypadku nie trzeba więc płacić podatku – wyjaśnia Tomasz Chołast, współzałożyciel Zrzutka.pl. – Najlepiej, aby na potwierdzenie powyższego, obdarowany był w posiadaniu imiennego spisu darczyńców i wpłaconych przez nich sum pieniędzy – dodaje Chołast.

Hojniejszy darczyńca

Co jeśli jednak suma wpłat przekazanych przez jedną osobę, z którą nie jesteśmy w żaden sposób spokrewnieni, w okresie 5 lat przekracza kwotę 4 902 zł?

W takiej sytuacji należy zgłosić tę jedną wpłatę w odpowiednim urzędzie skarbowym, poprzez deklarację SD-3 i odprowadzić należny podatek – wyjaśnia  Chołast z Zrzutka.pl.

Bez znaczenia dla obowiązku podatkowego jest natomiast charakter zbiórki. Zatem, bez względu czy organizujemy zrzutkę na cele prywatne czy charytatywne, opisane powyżej zasady mają identyczne zastosowanie. Co warto także podkreślić, w przypadku darczyńców, czyli osób wpłacających na internetowe zbiórki, taka czynność pozostanie neutralna z punktu widzenia obowiązku podatkowego. Nie zapłacą więc one podatku od przekazanych środków.

Jaki podatek płacą osoby prawne?

W przypadku zbiórek organizowanych przez spółki prawa handlowego, czyli z ograniczoną odpowiedzialnością oraz akcyjne, czyli tzw. osoby prawne, na platformie finansowania społecznościowego, mamy do czynienia z wielowątkową sytuacją.

Pierwszy przypadek, najczęściej występujący, to tzw. model „fanowski”, kiedy spółka zbiera środki na cele własne i w którym zrzutka jest nieodpłatna, czyli wpłacający nie otrzymują w zamian tzw. świadczeń wzajemnych (np. produktu po niskiej cenie lub kodu rabatowego umożliwiającego zakup towaru po niższej cenie, czy długopisu z logo firmy). Wówczas wpłata taka traktowana jest jako darowizna i  będzie opodatkowana podatkiem dochodowym CIT. Jednak beneficjent takiej zbiórki nie będzie zobligowany do odprowadzenia podatku VAT – podstawa prawna art. 5 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług. Zatem dla przykładu, kiedy uzbieramy za pośrednictwem platformy crowdfundingowej 100 tys. zł, będziemy musieli odprowadzić podatek w wysokości 19% (chyba, że mamy do czynienia z tzw. małą spółką z o.o., wówczas 15%). Czyli ze zgromadzonych środków zostanie nam 81 tys. zł dla naszej firmy.

W przypadku drugim, w tzw. modelu finansowania społecznościowego mieszanego, kiedy zbiórka jest odpłatna, czyli w zamian za środki finansowe, wpłacający otrzymuje świadczenie wzajemne, np. usługę lub rzecz, nawet o bardzo niskiej wartości i zbiera środki na cele własne, to urząd skarbowy, zgodnie z artykułem 12 ust. 1 pkt 1 Ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, będzie traktował zgromadzone fundusze, jako przychód z prowadzonej działalności podlegający opodatkowaniu podatkiem dochodowym CIT.

Dodatkowo, jeżeli beneficjent jest płatnikiem podatku VAT i w zamian za wsparcie finansowe będzie realizował tzw. świadczenia wzajemne, to powinien także tym podatkiem opodatkować uzbierane fundusze. Zatem ze zgromadzonych w zrzutce przykładowych 100 tysięcy zł, będzie musiał odprowadzić 23% podatku VAT i 19% CIT. W związku z czym firmie zostanie do wykorzystania 65 853 zł, czyli o ponad 15 tys. zł mniej, niż w przypadku pierwszym, czyli w modelu „fanowskim”.

Będąc start-upem poszukującym finansowania poprzez model crowdfundingowy, z punktu widzenia podatkowego najlepiej ubiegać się o środki finansowe prowadząc jednoosobową działalność gospodarczą. Wówczas obciążenie ze strony fiskusa będzie najmniejsze, praktycznie równe lub bliskie 0 zł. W przypadku spółek z o.o. i akcyjnych, najlepiej zorganizować tzw. zbiórkę „fanowską” bez oferowania darczyńcom świadczeń wzajemnych. Wówczas będziemy musieli odprowadzić do organów podatkowych „tylko” 19% od zgromadzonych środków finansowych – podsumowuje Tomasz Chołast, współzałożyciel Zrzutka.pl.

Jedynym przypadkiem, w którym osoba prawna jest zwolniona z podatków, zarówno CIT jak i VAT, jest sytuacja, kiedy taki podmiot organizuje zbiórkę w celach charytatywnych.

1/3 Polaków doświadczyła naruszenia prawa do prywatności. Nowe rozporządzenie o danych osobowych wyzwaniem zwłaszcza dla dużych firm

1/3 Polaków doświadczyła naruszenia prawa do prywatności. Nowe rozporządzenie o danych osobowych wyzwaniem zwłaszcza dla dużych firm 2

Co trzeci Polak przynajmniej raz w życiu doświadczył naruszenia prawa do prywatności. Często wystarczy jedno włamanie w niezabezpieczonym systemie, aby wyciekły wszystkie dane osobowe o klientach. Najczęściej dotyczy to dużych instytucji finansowych. Firmy i organizacje będą zmuszone wdrożyć takie rozwiązania techniczne i organizacyjne, które zagwarantują wysoki poziom bezpieczeństwa informacji o ich klientach.

– Rozporządzenie RODO daje nam większą ochronę co do wykorzystania naszych danych. W stosunku do poprzednich rozwiązań ta ochrona idzie o wiele dalej. Przykładem może być profilowanie, czyli wyszukiwanie klientów pod kątem danego produktu lub rozwiązania. Wcześniej nie mówiło o tym żadne prawo, teraz ta usługa będzie objęta ochroną, czyli należy informować podmiot, o którym zbieramy dane, o tym, że mamy te dane i na życzenie, po ustaniu zobowiązań np. związanych z usługą, którą dla niego świadczymy, może zażądać usunięcia danych osobowych – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Najmajer, dyrektor ds. sprzedaży w Linux Polska.

Ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) wejdzie w życie 25 maja 2018 roku. Narzuci ono szereg nowych obowiązków na podmioty, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe. Coraz częściej stosowane profilowanie nie będzie zabronione, ale osoby, których dane są gromadzone, będą musiały zostać poinformowane nie tylko o tym fakcie, lecz także o wynikających z tego konsekwencjach. To o tyle istotny przepis, że duża grupa osób nie wie, że udostępniane przez nie dane, mogą być wykorzystywane. Ważne będzie także odpowiednie zabezpieczanie danych klientów.

– W dobie globalizacji i handlu elektronicznego, takie dane bardzo łatwo wyciekają. Jedna instytucja może mieć dane o 10 milionach klientów, wystarczy jedno włamanie w niezbyt dobrze zabezpieczonym systemie, aby wyciekły wszystkie dane osobowe o klientach. Najczęściej dotyczy to dużych instytucji finansowych, gdy elektronizacja usług medycznych będzie bardziej posunięta, często pojawią się wycieki danych medycznych, o wiele bardziej wrażliwych niż finansowe – podkreśla Najmajer.

Firmy będą musiały nie tylko każdorazowo uzyskiwać zgodę swoich klientów na przetwarzanie ich danych osobowych, lecz także raportować każdy wyciek danych i nieautoryzowany dostęp. Zgodnie z przepisami każdy potencjalny wyciek danych osobowych firma będzie musiała zgłaszać w ciągu 72 godzin. Kary administracyjne będą mogły sięgnąć 20 mln euro lub 4 proc. światowego obrotu.

– Nie da się do końca ograniczyć wycieku danych, bo jest to cały czas walka dobra ze złem, jedni wymyślają coraz lepsze ochrony, natomiast hakerzy wymyślają coraz lepsze formy ataku. To rozporządzenie podchodzi też bardziej logicznie niż poprzednie do nakładania kar. Wszystko oparte jest na analizie ryzyka, jeżeli np. instytucja finansowa dobrze zanalizuje to ryzyko i wykona wszelkie związane z dobrą praktyką metody ograniczenia tego ryzyka, to jest w stanie ochronić się przed maksymalnym wymiarem kary – ocenia ekspert.

Jak wynika z badań BIK, co piąty Polak doświadczył negatywnych konsekwencji związanych z ryzykiem naruszenia danych. Z kolei raport Fundacji Wiedza to Bezpieczeństwo „Co wiemy o ochronie danych 2017” pokazuje, że Polacy są świadomi zagrożeń związanych z naruszeniem danych osobowych, ale nie do końca wiedzą, jak się przed nimi bronić i jak reagować w przypadku takich incydentów. Co trzeci badany przynajmniej raz w życiu doświadczył naruszenia prawa do prywatności, ale tylko 10 proc. zgłosiło to odpowiedniej instytucji.

– Rozporządzenie ustala pewne środowisko działania, trzeba podejść procesowo, na każdym etapie przetwarzania danych. Chodzi nie tylko o systemy informatyczne, lecz także papierowe przechowywanie danych, procesy biznesowe, to w jaki sposób świadczymy usługi, w którym momencie pobieramy dane, czy klient rozumie, jakie dane udostępnia, i czy wie, co dalej będzie z nimi robione – wymienia przedstawiciel Linux Polska.

Z raportu Fundacji Wiedza to Bezpieczeństwo wynika, że w ponad połowie firm już wprowadzono zmiany w procedurach przetwarzania danych osobowych w związku ze zmianą przepisów o ochronie danych osobowych.

Centra miast mogą być wolne od smogu. Blisko 70 proc. Polaków popiera wprowadzenie ograniczeń w ruchu samochodowym

Centra miast mogą być wolne od smogu. Blisko 70 proc. Polaków popiera wprowadzenie ograniczeń w ruchu samochodowym 3

Strefy niskoemisyjne w centrach miast mogą być odpowiedzią na walkę ze smogiem. W Europie jest ich już ponad 200. W Polsce na ograniczenia w ruchu żadne miasto jeszcze się nie zdecydowało, ale takie rozwiązanie popiera niemal 70 proc. Polaków. To może się zmienić wraz z przyjęciem ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, jednak zdaniem ekspertów proponowane przepisy są zbyt  restrykcyjne i trudne do wdrożenia.

 Strefy niskoemisyjne to odpowiedź na walkę z problemem smogu, który potęgowany jest przez popularne piece oraz zanieczyszczenia generowane przez transport. Te zanieczyszczenia mogą zostać ograniczone poprzez wprowadzanie stref niskoemisyjnych – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskim Stowarzyszeniem Paliw Alternatywnych.

Z badań, które w ramach Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych (ORPA) zrealizowało Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, wynika, że 70 proc. osób uważa, że niskoemisyjne strefy pozwolą zminimalizować problem smogu w polskich miastach. Większość jest skłonna zaakceptować zakaz wjazdu samochodem z silnikiem diesla do centrum, pod warunkiem że nie stanie się to z dnia na dzień. Polacy popierają także wymianę taboru komunikacji miejskiej na niskoemisyjny.

W Polsce dotąd nie powstała ani jedna taka strefa przy blisko 200 istniejących w Europie Zachodniej.

– Liczymy, że to się zmieni i uda nam się rozpocząć szerszą dyskusję na temat tego, jak wprowadzać strefy niskoemisyjne, w jakiej formule to robić. Gdy nadejdzie jesień, alarmy smogowe ponownie będą na najwyższym poziomie – podkreśla Maciej Mazur.

W Polsce w trakcie zimy dobowe normy zanieczyszczeń powietrza zostają kilkukrotnie przekroczone. Najważniejszą przyczyną zanieczyszczenia powietrza jest wysoka emisja wynikająca z tego, czym palimy w piecach. Raport Najwyższej Izby Kontroli w raporcie „Ochrona powietrza przed zanieczyszczeniami” wskazuje, że odpowiada ona za ok. 90 proc. zanieczyszczeń, a 7 proc. generuje komunikacja. W największych miastach transport odpowiada już za ponad 60 proc. zanieczyszczeń.

– Przytaczając artykuł opublikowany w jednym z ostatnich numerów „The Economist”, w Stanach Zjednoczonych więcej osób ginie rocznie z powodu zanieczyszczeń powodowanych przez samochody niż w wypadkach. WHO zwraca uwagę na to, że powietrze przyczynia się do śmierci ponad 3 mln osób na całym świecie. Musimy podjąć odpowiednie działania, aby strefy niskoemisyjne powstały w Polsce – przekonuje ekspert.

Projekt ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych zakłada wprowadzanie stref zeroemisyjnych, po których będą mogły się poruszać tylko auta elektryczne. Zdaniem Maciej Mazura jest to rozwiązanie zbyt restrykcyjne, na które gminy nie będą chciały się decydować. Europejskie miasta, w których są strefy ograniczonego dostępu, zaczynają od niskoemisyjnych stref, które umożliwiają wjazd także hybrydom i autom zasilanym gazem CNG.  Londyn, który ograniczył ruch dekadę temu, dopiero w 2020 roku planuje wprowadzić strefy zeroemisyjne.

– Wszystkie strefy w Europie były wprowadzane etapami. Dlatego musimy zmienić formułę strefy zeroemisyjnej na strefę niskoemisyjną i wraz z upływem lat coraz bardziej zawężać liczbę samochodów, które mogą do niej wjeżdżać. Według nas to właściwy model realizacji tego postulatu – mówi Mazur.

Berlin także zdecydował się w 2008 roku na łagodny wariant. Strefa niskoemisyjna objęła 85 km2, czyli ok. 10 proc. całkowitej powierzchni miasta. Wdrażanie projektu podzielono na dwa etapy. Do 2010 roku do strefy mogły wjeżdżać pojazdy kategorii 2, spełniające normę EURO 2 (diesel) lub EURO 1 z katalizatorem (benzyna). Od 2010 roku po strefie niskiej emisji mogą się już poruszać wyłącznie auta spełniające normę EURO 4 (diesel) lub EURO 1 z katalizatorem (benzyna). Część europejskich miast zakłada zaś całkowite zamknięcie centrum dla diesli, m.in. Paryż, Madryt czy Ateny.

 Polski ustawodawca musi się bacznie przyglądać, jak zostało to zrobione w Europie. Jesteśmy na początku drogi, którą przebyły już miasta europejskie czy amerykańskie, więc musimy analizować najlepsze praktyki i wyciągnąć wnioski – przekonuje Maciej Mazur.

Berliński Departament Senatu ds. Rozwoju Obszarów Miejskich i Środowiska przeprowadził badania rok po ustanowieniu strefy niskoemisyjnej. Wynika z nich, że liczba rejestrowanych samochodów, które nie kwalifikowały się do kategorii 2, spadła w ciągu roku o 73 proc., a liczba samochodów osobowych niespełniających norm – o 70 proc. Poprawiła się też znacząco jakość powietrza. Ilość cząsteczek stałych, które przede wszystkim odpowiadają za smog, spadła o 24 proc., a tlenku azotu o 16 proc.

Za kilka lat w UE i USA będzie brakowało miliona programistów. Rozwiązaniem problemu mogą być darmowe szkolenia

Za kilka lat w UE i USA będzie brakowało miliona programistów. Rozwiązaniem problemu mogą być darmowe szkolenia 4

W 2020 roku na rynkach Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych będzie brakowało prawie miliona programistów – wynika z badań przeprowadzonych przez specjalistów infoShare Academy. Zapotrzebowanie jest także duże na testerów automatycznych, dlatego coraz częściej pojawiają się szkolenia, które mają przygotować chętnych do tego zawodu. 

Jak wynika z „Raportu płacowego 2017”, przygotowanego przez firmę HAYS, najczęściej oferowaną stawką w 2016 r. w Polsce dla testera z doświadczeniem 1–3 letnim było 40 zł netto za godzinę pracy. Pracownik z doświadczeniem 3–5 lat mógł liczyć na kwotę 60 zł netto za godzinę, zaś senior tester z ponad 5-letnim doświadczeniem zarabiał średnio 100 zł netto za godzinę pracy. Według danych HAYS, testerzy mogą liczyć na podobne zarobki, jak specjaliści Front-End (HTML, CSS, JS), czy programiści PHP, i tylko nieznacznie niższe niż programiści JAVA.

W ubiegłym tygodniu ruszył nabór do warszawskiego oddziału szkoły C_school. Poprzednia edycja naboru na programistów Java cieszyła się ogromną popularnością. Firma Connectis postanowiła tym razem wykształcić przyszłych testerów automatycznych. To krótsza i intensywniejsza alternatywa dla studiów wyższych i długich kursów specjalistycznych.

– Trzeba pamiętać, że uczelnie wyższe i kursy przygotowują dość mocno na poziomie ogólnym i teoretycznym, co jest bardzo rozwleczone w czasie. Ta wiedza często ukierunkowana jest na całą informatykę. Natomiast my zaprojektowaliśmy darmowe, intensywne kursy, które będą szkolić ludzi pod konkretne technologie, ponieważ takich pracowników cały czas brakuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Aleksandra Jarośkiewicz, szef działu cyfrowego w firmie Connectis, specjalizującej się w outsourcingu pracowników IT.

Kandydaci, którzy zakwalifikują się do projektu, za darmo przez okres trzech miesięcy będą nabywać umiejętności, które pozwolą im wykonywać zadania z zakresu: Selenium WebDriver, SoapUI, SQL, GIT, Maven, Tortoise SVN, Jira, Bitbucket, Confluence. Osoby uczestniczące w szkoleniu będą miały szansę przystąpić do egzaminu ISTQB Foundation Level, który jest honorowany w cenionych firmach IT na całym świecie. Co istotne, aby uczestniczyć w kursie, nie trzeba rezygnować z obecnej pracy.

– Szkolenie, które prowadzimy, zajmuje nawet 300 godzin, jest prowadzone po godzinach, ponieważ zapraszamy na nie ludzi, którzy są już aktywni zawodowo. Zajęcia odbywają się w weekendy, tak więc trzeba mieć bardzo dużo samozaparcia, żeby wziąć w nich udział. Jest to szkoła, która przygotowuje pod konkretne zadanie, uczestnicy już po pierwszym miesiącu szkolenia zaczynają pracować na prawdziwych projektach, które toczą się u naszych klientów – wyjaśnia Aleksandra Jarośkiewicz.

Program skierowany jest zarówno do studentów, jak i absolwentów kierunków technicznych. Po zakończeniu kursu kandydaci dołączą do zespołu Connectis. Jedynym warunkiem, by ubiegać się o zakwalifikowanie, jest biegła znajomość języka angielskiego oraz wykształcenie techniczne.

– Prowadzimy szkolenia dla początkujących, ale oczywiście trzeba sprawdzić, czy taki kandydat się nadaje. Ponadto prowadzimy szkolenia dla ludzi, którzy są już aktywni zawodowo, lecz chcą się przebranżowić i skoncentrować na innej technologii, w której nie mają doświadczenia – tłumaczy szefowa działu cyfrowego w Connectis.

Według danych serwisu Pracuj.pl w 2016 roku na polskim rynku pracy brakowało niemal 50 tys. programistów. Specjaliści z branży IT mogą więc przebierać w ofertach. Aktualnie programiści otrzymują prawie 36 ofert rocznie, czyli miesięcznie średnio trzech oferty pracy. Rośnie zapotrzebowanie także na specjalistów od testowania automatycznego.

– W tej chwili jest bardzo duże zapotrzebowanie na Javę i ten kurs jest bardzo popularny, ale też brakuje na rynku testerów. Wiemy, że programistom bardzo brakuje wsparcia tej grupy i wiele firm ma takie zapotrzebowanie, więc myślimy, że będzie to coś nowego na rynku, szczególnie, że są to szkolenia darmowe – podsumowuje Aleksandra Jarośkiewicz.

Jak wynika z raportu Computerworld TOP 200, branża IT w Polsce zanotowała w 2016 r. spadek przychodów o 5,2 proc. w stosunku do roku poprzedniego. 70 proc. przedstawicieli branży jest jednak zdania, że w 2018 roku koniunktura na rynku IT będzie lepsza lub znacznie lepsza. Do 2020 r. wydatki na szeroko rozumiane technologie informatyczne (w tym sprzęt, oprogramowanie, usługi) w Europie Środkowo-Wschodniej mają przekroczyć 70 mld dol., zatem w stosunku do 2017 r. wzrosną o blisko 13 proc.

Po śmierci przedsiębiorcy jego działalność gospodarcza umiera wraz z nim. Nowe prawo o sukcesji ma to zmienić

Po śmierci przedsiębiorcy jego działalność gospodarcza umiera wraz z nim. Nowe prawo o sukcesji ma to zmienić 5

Śmierć przedsiębiorcy, który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, skutkuje tym, że jego firma formalnie „umiera” razem z nim. Ministerstwo Rozwoju chce, żeby w takim przypadku przedsiębiorstwo mogła kontynuować działalność, z pożytkiem dla spadkobierców zmarłego i krajowej gospodarki. Ma to umożliwić ustawa o sukcesji, której projekt jest opiniowany. Nowe przepisy wprowadzą zwolnienia od podatku spadkowego i funkcję zarządcy sukcesyjnego, którego zadaniem będzie dalej poprowadzić firmę. Pewnym utrudnieniem mogą być potencjalne konflikty między spadkobiercami.

– Nowe prawo o sukcesji jest krokiem w dobrą stronę. Wychodzi naprzeciw pewnym niedoskonałościom systemu prawnego. Obecnie mamy wiele rozwiązań, które powodują, że spadkobiercy stają przed bardzo trudnym wyzwaniem: muszą się ze sobą porozumieć, sprostać różnego typu obciążeniom publiczno-prawno-prywatnym, które nie ułatwiają im kontynuowania działalności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Robert Rykowski, adwokat Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych Rykowski & Gniewkowski.

Według danych resortu rozwoju w Polsce działa obecnie około 2 miliony jednoosobowych przedsiębiorstw i mają one ogromne przełożenie na krajową gospodarkę, PKB i rynek pracy.

– W obecnym stanie prawnym z chwilą śmierci przedsiębiorcy rozwiązują się umowy o pracę. Oznacza to, że spadkobiercy zostają z pewną masą majątkową, ale nie mają pracowników ani robotników, nie mają obsługi biurowej ani nikogo, kto mógłby faktycznie poprowadzić dalej tę działalność. Co więcej, rozwiązanie umowy o pracę po śmierci przedsiębiorcy skutkuje koniecznością wypłacenia odprawy, która na dodatek może być powiększona o ekwiwalent za niewykorzystany urlop pracownika – wyjaśnia dr Robert Rykowski.

Dla spadkobierców zmarłego przedsiębiorcy stanowi to duży problem. Na dodatek zarejestrowana na niego firma automatycznie traci klientów, wygasają jej umowy z kontrahentami, a działalność spowalnia bądź zostaje zawieszona. Ze względu na koszty, problemy prawne i organizacyjne spadkobiercom najczęściej trudno jest ją kontynuować.

Według danych, które w uzasadnieniu do projektu nowych przepisów przytaczał wiceminister rozwoju Mariusz Haładyj, każdego miesiąca do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) wpływa około setki wniosków o wykreślenie firmy z bazy na skutek śmierci przedsiębiorcy. Z powodu starzenia się społeczeństwa i coraz wyższej średniej wieku problem będzie narastał.

Ministerstwo Rozwoju chce, aby działalność firmy po śmierci przedsiębiorcy była kontynuowana z pożytkiem dla jego spadkobierców i krajowej gospodarki. Dlatego w lipcu przedstawił projekt ustawy dotyczącej sukcesji firm rodzinnych i jednoosobowych. Nowe przepisy miałyby zacząć obowiązywać od 2018 roku.

– Myśl przewodnia nowego prawa o sukcesji jest następująca: jeżeli dojdzie do śmierci przedsiębiorcy, który prowadzi działalność gospodarczą, możliwa jest kontynuacja tej działalności. Służyć ma temu specjalnie powołany, tzw. zarządca sukcesyjny, który będzie miał obowiązek dalej prowadzić przedsiębiorstwo – mówi adwokat.

Zarządca sukcesyjny będzie prowadził przedsiębiorstwo w imieniu własnym, ale na rachunek spadkobierców i współmałżonka zmarłego przedsiębiorcy.

– Zarządca sukcesyjny będzie stroną wszystkich umów, czynności i transakcji, w które będzie wchodził. Dopiero wtórnie powstanie ciążący na zarządcy sukcesyjnym obowiązek, aby rozliczyć się ze spadkobiercami z tego, co dokonał i uzyskał w ramach prowadzenia przedsiębiorstwa. Zarządca sukcesyjny będzie wykonywać wszystkie czynności sądowe i pozasądowe, jednak będzie on mógł prowadzić tylko tzw. czynności zwykłego zarządu – wyjaśnia dr Robert Rykowski.

Czynność przekraczające zakres zwykłego zarządu również będą mogły zostać wykonane przez zarządcę sukcesyjnego, ale za zgodą osób uprawnionych, czyli spadkobierców czy współmałżonka zmarłego. Natomiast w przypadku braku takiej zgody albo braku porozumienia między spadkobiercami decydować będzie sąd.

– W tym można zresztą upatrywać pewnej słabości tego projektu. Doświadczenie uczy, że z chwilą śmierci przedsiębiorcy budzą się konflikty interesów pomiędzy spadkobiercami i szalenie trudno jest wypracować jakieś stanowisko. To klasyka gatunku w takich sytuacjach. To moim zdaniem słaby punkt tego projektu, ale z pewnością jeśli w tym kształcie ostatecznie projekt zostanie uchwalony, to praktyka znajdzie jakieś sposoby interpretacji i sposoby wyjścia z impasu – ocenia dr Robert Rykowski.

W projekcie ustawy sukcesyjnej przewidziano również nowe zwolnienie z podatku od spadków. Nowe przepisy, które są aktualnie opiniowane, to część opracowanego przez Ministerstwo Rozwoju pakietu 100 zmian dla firm, który ma polepszyć warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Większość pomysłów i projektów z tego pakietu została już przyjęta.

Bez innowacji firmy nie maja szans na globalnych rynkach. Cyfrowa transformacja może przynieść europejskiej gospodarce wzrost PKB o co najmniej 2,1 proc.

Bez innowacji firmy nie maja szans na globalnych rynkach. Cyfrowa transformacja może przynieść europejskiej gospodarce wzrost PKB o co najmniej 2,1 proc. 6

Europejskie firmy nie mają szans konkurować na globalnych rynkach, jeżeli nie postawią na innowacje. W najbliższych latach większość z nich będzie musiała oprzeć swój biznes na cyfrowych produktach i usługach albo zniknąć z rynku. Na innowacyjność i technologie stawiają też europejskie gospodarki, wśród których przoduje Estonia i państwa zachodnioeuropejskie. Komisja Europejska wyliczyła, że cyfrowa transformacja może przynieść gospodarce Wspólnoty wzrost PKB co najmniej o 2,1 proc.

– Nie będzie biznesu bez innowacji w nadchodzących latach. Ma to związek z coraz szybszym tempem zmian i może przynieść nieoczekiwane rezultaty. Jeżeli firmy mocno nie postawią na innowacje, ryzykują, że w przyszłości mogą nie osiągnąć sukcesu – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Martin Wezowski, Chief Innovation Designer w SAP.

Blisko dwie trzecie (58 proc.) europejskich firm ma już w swoich strukturach jednostkę, która odpowiada za cyfrową transformację. Do końca tego roku zespół odpowiedzialny właśnie za ten obszar powoła już 80 proc. przedsiębiorstw – wynika z danych przedstawionych w lutym przez IDC. Globalna firma badawcza prognozuje, że w 2019 roku wydatki na inicjatywy związane z transformacją cyfrową przekroczą na całym świecie 2,2 bln dolarów. Natomiast w ciągu najbliższych lat znaczna część europejskich firm oprze swój biznes na cyfryzacji i nowoczesnych technologiach.

Innowacje i cyfrowa transformacja nie są już tylko modnymi pojęciami, odmienianymi przez wszystkie przypadki. W coraz większym stopniu stają się rzeczywistością dla gospodarki i biznesu. Potwierdzają to opublikowane w kwietniu badania Enterprise Strategy Group, przeprowadzone na zlecenie Dell EMC. Wynika z nich, że 71 proc. firm nie będzie w stanie konkurować na rynku bez transformacji swojej infrastruktury informatycznej.

Według szacunków Komisji Europejskiej cyfrowa transformacja mogłaby przynieść dodatkowe 2,1 proc. wzrostu PKB.

– Europejskie firmy stają się globalnymi liderami transformacji cyfrowej. Wystarczy spojrzeć na centra innowacji, na przykład Berlin to fantastyczne miejsce, które przyciąga wiele talentów, daje szansę i możliwość eksperymentowania. Tempo rozwoju start-upów w tym mieście jest niesamowite. Co 20 minut jest tu rejestrowana nowa firma. Spójrzmy na Lizbonę w Portugalii, na Estonię i inne kraje Europy – tam dzieją się fantastyczne rzeczy – mówi Martin Wezowski.

Coraz więcej państw postrzega cyfryzację i nowe technologie jako klucz do rozwinięcia i podniesienia konkurencyjności swojej gospodarki. Przykładem jest licząca 1,3 mln mieszkańców Estonia, która w marcu dopuściła do ruchu drogowego pojazdy autonomiczne jako jedno z pierwszych państw na świecie. W Estonii głosowania w wyborach, podpisywanie dokumentów urzędowych i składanie deklaracji podatkowych odbywa się online. Podobnie jak składanie podania o rezydenturę i zakładanie działalności gospodarczej, co jest możliwe nawet zza granicy, za pośrednictwem e-systemów.

Dane medyczne estońskiej służby zdrowia są zabezpieczane w zaawansowanej technologii blockchain. Kraj mocno wspiera przedsiębiorczość i ma rozwinięty system wsparcia dla start-upów. Wiele estońskich mikroprzedsiębiorstw przekształciło się w duże firmy, które operują na globalnym rynku (z Estonii wywodzi się m.in. Skype). W ubiegłorocznym raporcie Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) Estonia została zaliczona do czołówki najbardziej innowacyjnych państw w Europie.

Polska również jest w gronie państw, które coraz mocniej stawiają na cyfryzację i innowacje. Te są jednym z filarów przyjętej w lutym przez rząd Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. W maju ruszyły ministerialne konsultacje dotyczące drugiej, dużej ustawy o innowacyjności (pierwsza, tymczasowa weszła w życie z początkiem 2016 roku). Pozytywnym sygnałem są też rosnące systematycznie nakłady na B+R.

Od ubiegłego roku Polska uczestniczy w unijnej platformy EIT Digital wspierającej technologie cyfrowe i start-upy. Natomiast w maju, podczas Kongresu Innowatorów Europy Środkowo-Wschodniej, liderzy Grupy Wyszehradzkiej podpisali tzw. deklarację warszawską, w której zobowiązali się do wsparcia innowacyjnych mikroprzedsiębiorstw i cyfrowej transformacji.

W styczniowym rankingu Bloomberga, który co roku publikuje zestawienie stu najbardziej innowacyjnych państw świata, Polska zajęła 22. miejsce, awansując o jedną pozycję. Połowa z pierwszej dziesiątki rankingu to kraje Europy (Szwecja, Niemcy, Szwajcaria, Finlandia i Dania).

Zdaniem Martina Wezowskiego, który odpowiada w SAP za strategiczne wyzwania dla biznesu, Europa ma duży potencjał do rozwijania innowacji i cyfrowych technologii. Nie należy jednak patrzeć na konkretne obszary, ale umiejętności i możliwości, które stwarzają szansę rozwoju.

– Każdy kraj może obecnie zwiększać swój potencjał. To nie musi być Europa Wschodnia, Stany Zjednoczone, Niemcy czy jakieś inne konkretne miejsce. Nie patrzmy więc na konkretne obszary, ale na specjalne umiejętności, które mamy, albo na umiejętności, które chcielibyśmy mieć. Nie sądzę, by Europa Wschodnia, Azja czy Ameryka jakoś się pod tym względem wyróżniały. Jestem zainteresowany bardzo pozytywnym wpływem na przyszłość. I czekam, kto da nam go pierwszy – mówi Martin Wezowski.

Wśród motorów innowacyjności i cyfrowej transformacji w gospodarce wymienia są technologie takie jak chmura obliczeniowa, analityka big data, blockchain (łańcuchy danych powiązanych w bloki) i przede wszystkim sztuczną inteligencję (AI) oraz internet rzeczy (IoT). Z prognoz MarketingLink (raport „Sztuczna inteligencja w biznesie”) wynika, że do 2020 roku 75 proc. przedsiębiorstw będzie wykorzystywać sztuczną inteligencję swojej działalności. Natomiast rynek prognozy IDC mówią, że do tego czasu globalny rynek IoT będzie już wart przeszło 1,5 bln dolarów.

– Internet rzeczy zmienia branże takie jak transport i logistyka, ale cyfrowy wkład będzie widoczny we wszystkim, co nas otacza. Krzesła, na których siedzimy, autobusy, którymi jeździmy, i sprzęt, którego na co dzień używamy, opowiedzą nam niewyobrażalne historie za pomocą danych zebranych przez czujniki. Internet rzeczy jest zbieraczem treści. Maszyny będą się uczyć dzięki danym, które zebrał internet rzecz – mówi Martin Wezowski.

O cyfrowych wyzwaniach stojących przed firmami dyskutowali eksperci podczas SAP Executive Forum, flagowej konferencji SAP Polska, która miała miejsce w maju w Warszawie.

Piotr Sitarek Dyrektorem Generalnym UPS Polska

Piotr Sitarek
Piotr Sitarek

Firma UPS (NYSE: UPS) ogłosiła powołanie Piotra Sitarka na stanowisko Dyrektora Generalnego UPS w Polsce. W swojej roli Sitarek będzie odpowiedzialny za działalność firmy, jej rozwój oraz strategię biznesową. Zastąpi on Pavla Adamovskyego, który został Dyrektorem Generalnym UPS w Rosji i na Białorusi.

“Piotr dysponuje ogromną wiedzą logistyczną, która pozwala świadczyć najwyższy poziom usług dla klientów w Polsce,” powiedział Nando Cesarone, prezes UPS Europe. “Jestem przekonany, że wiedza i doświadczenie Piotra zapewni sukces i trwały wzrost UPS na rynku w Polsce, który jest dla nas kluczowy.”

Sitarek rozpoczął pracę w sektorze logistycznym w 1991 roku jako kurier w polskiej firmie logistyczno-kurierskiej PPS Polkurier, która w 1992 roku stała się oficjalnym partnerem operacyjnym UPS. Po kilku stanowiskach operacyjnych, w 2001 roku, po przejęciu firmy Polkurier, został awansowany na stanowisko Dyrektora Operacyjnego. W latach 2006-2015, Sitarek pełnił już funkcję Dyrektora Generalnego UPS w Polsce. Następnie został mianowany Dyrektorem Generalnym Logistyki i Dystrybucji w Polsce, a także był odpowiedzialny za integrację z przejętą w 2014 roku firmą Poltraf.

“To przyjemność móc kontynuować wielkie dzieło, które Pavel razem z zespołem pracowników UPS stworzyli dla naszych klientów w Polsce i dla samego UPS.” powiedział Sitarek. “Nasze najnowsze inwestycje w nowe obiekty i szybsze czasy dostawy pozwolą nam jeszcze lepiej połączyć polskich przedsiębiorców, niezależnie od ich wielkości, z rynkiem globalnym.”

Na początku tego roku firma UPS otworzyła nowe centrum w Mysłowicach i zwiększyła przepustowość przelotów cargo między Katowicami a europejskim hubem firmy w Kolonii, w Niemczech. Od połowy 2016 r. UPS poprawił również czas dostawy dla swojej najbardziej ekonomicznej usługi – UPS Standard®, oferując szybsze przesyłki lądowe w Polsce i 27 krajach w Europie. Firma UPS usprawniła również usługi ekspresowe, oferując wcześniejsze dostawy i późniejsze terminy odbioru dla ponad 25 000 kodów pocztowych w całym kraju. UPS zatrudnia obecnie ponad 2 600 pracowników w 33 placówkach na terenie całej Polski.

Masz zabytkowe auto? Sprawdź jak je ubezpieczyć!

Właściciele samochodów zabytkowych mają wiele powodów do dumy, ale też muszą poświęcić więcej czasu kwestiom związanym z ubezpieczeniem pojazdu. Wyglądają one bowiem inaczej aniżeli w przypadku standardowych polis.

Zabytkowy samochód – czyli jaki?

Zgodnie z ustawą Prawo o ruchu drogowym mianem pojazdu zabytkowego określany jest pojazd, który figuruje w rejestrze zabytków ruchomych bądź w wojewódzkiej ewidencji zabytków. Przepisy nie podają jednak dokładnej definicji pojazdu zabytkowego, w związku z czym przyjmuje się, iż takimi pojazdami mogą być:

  • youngtimery – auta z lat 60-80-tych XX w. utrzymane w oryginalnym stylu, ponadto niekiedy nazwa ta przypisywana jest też samochodom pochodzącym z lat 1981-1990,
  • oldtimery – termin używany w odniesieniu do pojazdów, które wyprodukowano przed 1980 r.,
  • pojazdy historyczne – to wyrażenie pojawia się Ustawie o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych i dotyczy pojazdów spełniających szereg wymogów.

Aby samochód mógł trafić do któregoś z powyższych rejestrów musi:

  • mieć minimum 25 lat,
  • posiadać większość oryginalnych części,
  • być wycofanym z produkcji od co najmniej 15 lat.

Polisa OC dla klasyka

O ile w przypadku zwykłych aut konieczne jest posiadanie ważnego OC przez cały rok, o tyle właściciele pojazdów zabytkowych mogą korzystać z rozwiązania w postaci okresowego ubezpieczenia OC – czas jego obowiązywania wynosi od 30 dni do 12 miesięcy. To wygodna opcja, zważywszy na fakt, iż samochody zabytkowe nie uczestniczą w ruchu drogowym na co dzień, a jedynie okazjonalnie. Warto przy tej okazji nadmienić, iż pojazdy posiadające status historycznych są w Polsce zwolnione z obowiązku posiadania ubezpieczenia OC – stąd właśnie wynikają zapisy o okresowych ubezpieczeniach.

A co z dodatkowym ubezpieczeniem?

Z uwagi na to, że pojazdy zabytkowe przedstawiają wysoką wartość rynkową, historyczną oraz sentymentalną, niezbędne jest objęcie ich dodatkową ochroną, dzięki czemu właściciel będzie zabezpieczony na wypadek szkód wynikających z różnych zdarzeń takich jak np. kradzież, uszkodzenie itp. Z pomocą przychodzą tutaj niestandardowe ubezpieczenia. Dla przykładu na stronie https://www.lancasterinsurance.co.uk/insurance/classic-car-insurance/ dostępnych jest kilka wariantów polis – w zależności od tego, jaki konkretnie zakres ochrony interesuje właściciela danego pojazdu. Polisa Classic Car Insurance u powyższego brokera to właśnie przykład oferty adresowanej do właścicieli tzw. klasyków. Ubezpieczyciel w wielu obszarach idzie na rękę ubezpieczonym, np. nie określa sztywnych zasad w kwestiach modyfikacji, którym poddany zostanie samochód w trakcie obowiązywania polisy.

Za dodatkowym ubezpieczeniem pojazdu zabytkowego trzeba się dobrze rozejrzeć. Wysokość składki będzie uzależniona od kilku czynników, m.in. wieku auta, jego stanu technicznego, marki, rynkowej wartości etc. Polisy dla klasyków są oczywiście droższe niż w przypadku zwykłych pojazdów – należy zorientować się, czy wysokość ubezpieczenia nie przekroczy wartości samochodu.

 

Szczyt cyfrowy w Tallinie – Tallin Digital Summit

Co przyniesie dla branży FinTech cyfrowy szczyt głów państw w Tallinie?

Pod prezydencją estońską odbywa się dziś w Tallinie nieformalny cyfrowy szczyt głów państw Unii Europejskiej – Tallin Digital Summit. Miejsce godne tematu, bo jak wiadomo Estonia wiedzie prym lidera cyfryzacji
w Europie.

Jak wynika z wypowiedzi przedstawicieli Komisji Europejskiej, jednym z dyskutowanych tematów będą uregulowania prawne (legal framework) dla sektora fintech. Komisja Europejska zamierza – w dobie rewolucji cyfrowej – zapewnić korzystne warunki prawne funkcjonowania i rozwoju tej branży. W swojej wypowiedzi Wiceprzewodniczący Komisji UE Dombrovkis wskazał przede wszystkim na takie dziedziny jak mobile payments (płatności przy wykorzystaniu urządzeń mobilnych) czy investment on-line (inwestowanie
w internecie).

Czy po szczycie w Tallinie przedstawiciele przedsiębiorstw fintech mogą liczyć na szybszy i łatwiejszy rozwój? Nowe uregulowania często oznaczają zwykle nowe wymogi, konieczność poniesienia dodatkowych kosztów, uzyskania licencji, etc. Wystarczy spojrzeć na RODO czy też PSD2 (oraz RTS) mające zastosowanie również do branży fintech,, aby zrozumieć, że start i rozwój przysłowiowych firm zakładanych w garażu może być trudny.

Z drugiej jednak strony, Komisja może (np. wzorem Wielkiej Brytanii) dojść do wniosku, że fitechom potrzeba tzw. sandboxu czyli piaskownicy regulacyjnej, na skalę europejską. Miejsca, w którym zgodnie z prawem i w realnym środowisku biznesowym będzie można w ograniczonej skali testować nowe rozwiązania, niekoniecznie spełniające wszystkie wymogi. Pod czujnym ale i pomocnym okiem organów regulacyjnych, takich jak polski KNF. Sukces rozwiązania w sandboxie uwiarygadniałby firmę i jej rozwiązania, także w oczach potencjalnych klientów oraz inwestorów. Pozwalałby zebrać środki na dalszy rozwój oraz zapewnienie rozwiązań spełniających wszystkie wymogi prawne.

Wydaje się, że takie reguły dałyby dodatkowy impuls do rozwój fintechu w UE, przyciągając innowacyjne start-upy oraz kapitał. Miejmy nadzieję, że ten właśnie cel będzie przyświecał Komisji Europejskiej.

Autorem komentarza jest Bartosz Berestecki, Członek Zarządu PayU S.A. (Grupa Naspers), Regional Legal and Compliance Director

Nowe możliwości skutecznej ochrony podatnika

Z początkiem 2017 r. zbiór narzędzi ochrony podatnika został poszerzony o dodatkowe instrumenty, którymi można się posłużyć przed zakwestionowaniem przez organy podatkowe rozliczeń dokonanych przez podatnika. Objaśnienia podatkowe i utrwalona praktyka interpretacyjna mają stanowić dodatkową pomoc w inteligentnym zarządzaniu podatkami. W katalogu narzędzi ochrony podatnika bez zmian pozostały ogólne i indywidualne interpretacje podatkowe, porozumienia dotyczące cen transakcyjnych oraz opinie zabezpieczające.

Narzędzie nr 1: interpretacja ogólna

Interpretacje ogólne wydawane są przez ministra właściwego do spraw finansów publicznych, a ich celem jest ujednolicenie sposobu stosowania prawa podatkowego przez organy podatkowe i organy kontroli skarbowej. Zgodnie z art. 14 § 1 ordynacji podatkowej wydana interpretacja ogólna uwzględnia również orzecznictwa sądowe, orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego czy Trybunału Sprawiedliwości UE. Podatnik powołujący się na konkretną interpretację ogólną zyskuje skuteczną ochronę przed ewentualnymi konsekwencjami jej zmiany bądź nieuwzględnienia jej postanowień w rozstrzygnięciu sprawy podatkowej. W takiej sytuacji postępowanie karne skarbowe nie jest wszczynane, a jeśli już zostało wszczęte, to ulega umorzeniu, a odsetki za zwłokę zostają umorzone. Co ważne, jeśli skutki podatkowe sytuacji stanowiącej przedmiot wyjaśnień zaszły po opublikowaniu ogólnej interpretacji podatkowej, podatnik uzyskuje również zwolnienie z obowiązku opłacenia podatku. Jego zakres zależny jest oczywiście od okresu rozliczania podatku. Przykład: w przypadku podatku rozliczanego rocznie zakres zwolnienia będzie obejmował okres do końca roku podatkowego, w którym została opublikowana zmieniona interpretacja ogólna. Jeśli rozliczenie podatkowe ma wymiar miesięczny, zwolnienie analogicznie będzie dotyczyć okresu do końca danego miesiąca. Oczywiście ochrona wynikająca z zastosowania ogólnej interpretacji podatkowej nie obowiązuje w przypadkach czynności mających na celu uniknięcie opodatkowania lub malwersacji VAT.

Narzędzie nr 2: interpretacja indywidualna

Rok 2017 przyniósł wiele zmian dotyczących indywidualnych interpretacji podatkowych. Od marca organem uprawnionym do ich wydawania stał się dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej (KIS). Otrzymał on również szereg innych uprawnień dotyczących indywidualnych interpretacji (m.in. wydanie decyzji o jej zmianie, uchyleniu czy wygaśnięciu). Istotną kwestią jest również zmiana zakresu ochrony prawnej wynikającej ze stosowania indywidualnej interpretacji podatkowej przez podatnika. Dotychczas ochrona wynikająca z zastosowania indywidualnej interpretacji podatkowej nie dotyczyła przypadków, kiedy stan faktyczny lub zdarzenie przyszłe będące przedmiotem wydanej interpretacji był jednocześnie elementem czynności mających na celu uniknięcie opodatkowania czy nadużycia prawa VAT. Jednak od początku 2017 r. wyłączenie ochrony prawnej dotyczy również interpretacji indywidualnych wydanych przed dniem wejścia w życie zmienionej ordynacji podatkowej, jeśli korzyść podatkowa ze zdarzenia przyszłego lub stanu faktycznego, którego dotyczy interpretacja, została uzyskana po 1 stycznia br. Powyższa zmiana budzi wiele obaw wśród podatników. Oznacza bowiem, że jeśli korzyść podatkowa będzie uzyskiwania od ww. wskazanego terminu, to bez względu na to, kiedy została wydana interpretacja indywidualna, nie chroni ona w żaden sposób podatnika przed wydaniem decyzji opartej o klauzulę zwalczania unikania opodatkowania. Pojawiają się zatem poważne wątpliwości dotyczące ochrony, jaką zapewnia indywidualna interpretacja podatkowa, zwłaszcza iż na przestrzeni ostatniego półtora roku wystąpiono o wydanie 598 interpretacji indywidulanych, z czego aż w 98 przypadkach odmówiono ich wydania, powołując się na ww. klauzulę.

Narzędzie nr 3: opinia zabezpieczająca

Fakt, że wprowadzone zmiany w zakresie ochrony prawnej wynikającej z indywidualnej interpretacji podatkowej nie wykluczają możliwości wydania decyzji podatkowej opartej o klauzule zwalczania unikania opodatkowania, nie oznacza, że podatnik nie może bronić się przed zastosowaniem klauzuli w inny sposób. Jednym z najskuteczniejszych jest wnioskowanie o wydanie opinii zabezpieczającej. Uzyskanie pozytywnej opinii w odniesieniu do konkretnej czynności (np. transakcji czy operacji gospodarczej) jest gwarancją, że organy podatkowe nie będą podważać jej podatkowych skutków. Co ważne, wniosek o wydanie opinii złożony do szefa KAS może dotyczyć czynności nie tylko planowanej, ale również rozpoczętej lub dokonanej. Opinie zabezpieczające są obecnie jedynym skutecznym sposobem na ochronę przed zastosowaniem klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Jednak koszt jej wydania – 20 000 zł – to stosunkowo duży wydatek, na który nie mogą pozwolić sobie wszyscy przedsiębiorcy. Niestety, statystyki nie kłamią – od czasu wprowadzenia możliwości pozyskiwania opinii zabezpieczających podatnicy wystąpili o jej wydanie jedynie cztery razy, z czego w dwóch przypadkach pozostawiono wnioski bez rozpatrzenia, zaś w dwóch kolejnych fiskus odmówił wydania opinii.

Narzędzie nr 4: porozumienia dotyczące cen transakcyjnych

Kolejnym z narzędzi ochrony podatnika dostępnych dotychczas przed zakwestionowaniem przez organ podatkowy dokonywanych przez niego rozliczeń jest APA, czyli porozumienia dotyczące cen transakcyjnych. Pozyskanie uprzedniego porozumienia cenowego z Ministerstwem Finansów stanowi solidne zabezpieczenie transakcji przeprowadzanych wewnątrz grupy przedsiębiorców przed podważeniem ich prawidłowości przez organy podatkowe. APA może być jeszcze bardziej przydatne od 1 stycznia 2017 r., kiedy zostały poszerzone obowiązki podatników dotyczące dokumentowania transakcji prowadzonych między podmiotami powiązanymi. Wydane APA będzie zapewniało skuteczną ochronę na okres 5 lat (z możliwością przedłużenia). Jedyne, co może skutecznie odstraszyć, to opłata wahająca się w przedziale od 5 000 do 200 000 zł (w zależności od rodzaju porozumienia i lokalizacji podmiotu).

Narzędzie nr 5: objaśnienia podatkowe

Zupełnie nowym narzędziem ochrony podatnika, wprowadzonym w styczniu 2017 r., są objaśnienia ogólne. Wydawane przez ministra finansów objaśnienia mają być praktycznymi, napisanymi prostym i zrozumiałym językiem wyjaśnieniami przepisów podatkowych. Zakres ochrony wydanych objaśnień jest taki sam, jak w przypadku indywidualnych interpretacji podatkowych. Zgodnie z art. 14n § 4 pkt 1 ordynacji podatkowej w przypadku zastosowania się przez podatnika w danym okresie rozliczeniowym do objaśnień podatkowych stosuje się odpowiednio przepisy art. 14k–14m. Dotychczas wydano dwa objaśnienia dotyczące odwróconego obciążenia w transakcjach związanych ze świadczeniem usług budowlanych.

Narzędzie nr 6: utrwalona praktyka interpretacyjna

Znowelizowana ordynacja podatkowa wprowadziła również instrument utrwalonej praktyki interpretacyjnej. Zgodnie z art. 14n § 5 przez utrwaloną praktykę interpretacyjną rozumie się wyjaśnienia zakresu i sposobu stosowania przepisów prawa podatkowego, dominujące w interpretacjach indywidualnych wydawanych w takich samych stanach faktycznych lub w odniesieniu do takich samych zdarzeń przyszłych oraz w takim samym stanie prawnym, w trakcie okresu rozliczeniowego, o którym mowa w § 4, oraz w okresie 12 miesięcy przed rozpoczęciem tego okresu rozliczeniowego. Mówiąc wprost, utrwalona praktyka interpretacyjna ma formę orzeczniczą, która wynika z analizy wydanych indywidualnych interpretacji podatkowych i wskazania dominującego rozwiązania. Oczywiście analizowane indywidualne interpretacje muszą dotyczyć identycznych stanów faktycznych lub odnosić się do takich samych zdarzeń przyszłych jak przypadek podatnika, w którym powołuje się na utrwaloną praktykę interpretacyjną. Analizie powinien być poddany okres, który zależy od okresu rozliczeniowego podatnika. W przypadku podatników PIT i CIT analizie powinny zostać poddane wszystkie indywidualne interpretacje wydane na przestrzeni maksymalnie dwóch lat. Natomiast jeśli podatnik rozlicza się co miesiąc (np. VAT), okres analiz interpretacji powinien wynieść trzynaście miesięcy.

Podatnik, który w momencie zakwestionowania przez organ sposobu rozliczenia powoła się na indywidualną praktykę interpretacyjną, nie uniknie obowiązku zapłaty podatku. Jednak w takim przypadku zostaną mu umorzone odsetki od zaległości podatkowej oraz nie zostanie zastosowana wobec niego odpowiedzialność karna skarbowa.

Które narzędzie wybrać?

Rozbudowany wachlarz narzędzi ochrony podatnika oraz zmiany wprowadzone w zakresie ochrony prawnej dają przedsiębiorcom możliwość wyboru rozwiązania najwłaściwszego dla prowadzonego przez nich biznesu. Nie należy jednak zapominać, że najistotniejszą kwestią w ubieganiu się o ochronę podatkową jest stan faktyczny. Solidnym wsparciem w wyborze najwłaściwszego narzędzia będzie doradztwo kancelarii prawnopodatkowej, która nie tylko podpowie najkorzystniejsze rozwiązania, ale również pomoże w przypadku ewentualnego sporu z organem podatkowym.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec

Dania: Inteligentne systemy kontroli ogrzewania basenów pomogą ustabilizować system poboru energii

W ramach europejskiego projektu badawczo-rozwojowego SmartNet przeprowadzone zostaną badania nad wykorzystaniem inteligentnych systemów energii do ogrzewania 30 krytych basenów w duńskich miastach Blokhus i Blåvand. Z projektu tego skorzystają właściciele domów wczasowych, turyści, firmy energetyczne i cała sieć przesyłu energii elektrycznej.

Każdy, kto był na plaży w nadmorskim duńskim mieście Blokhus, wie że silne prądy i wysokie fale często uniemożliwiają tam kąpiel. Dlatego w tej okolicy znajduje się sporo krytych basenów z podgrzewaną wodą. Dziesięć domów wczasowych wyposażonych w takie baseny uczestniczy obecnie w finansowanym przez Unię Europejską projekcie SmartNet, którego celem jest zbadanie wykorzystania energii we Włoszech, Hiszpanii i Danii. Jego rezultaty posłużą w przyszłości do rozwiązywania kwestii częstotliwości i napięcia prądu oraz problemów z zatorami sieci przesyłowej.

Duński udział w projekcie obejmuje między innymi inteligentną kontrolę zużycia energii w domach wczasowych i krytych basenach.

„Przechowując” w basenach energię wiatrową, tak jak zakładamy to w projekcie SmartNet, pomożemy  w rozwiązaniu problemów z równowagą sieci przesyłowej i napięciem, ponieważ coraz większa część energii pochodzi z elektrowni wiatrowych – wyjaśnia jeden z duńskich partnerów projektu, profesor Henrik Madsen z DTU Compute.

Madsen zdaje sobie sprawę z tego, że energia elektryczna nie będzie przechowywana tak jak w baterii. Chodzi jednak o to, że zmieni się czas ogrzewania wody.

Od zera do tysiąca procent energii wiatrowej

W pierwszej połowie 2017 roku w Danii turbiny wiatrowe dostarczały średnio około 45% energii. Na zachodnim wybrzeżu Jutlandii udział ten był często jeszcze większy. W niektórych częściach sieci przesyłowej wiatraki produkowały od zera do tysiąca procent potrzebnej elektryczności, co oznaczało, że były momenty, w których „eksport” energii z pewnych obszarów był szczególnie wysoki.

Jeden basen nie zmieni oczywiście równowagi w sieci, ale jeśli zastosuje się urządzenia zbierające energię elektryczną i przesyłające ją z jednego miejsca w inne, można osiągnąć znaczne korzyści.

Jako firma zajmująca się przesyłem energii elektrycznej mamy nadzieję, że zrozumiemy lepiej, jak efektywniej zarządzać naszą siecią w przyszłości. Obecnie zachodzą istotne zmiany w produkcji i zużyciu prądu. Nie jest więc pewne, czy fizyczna rozbudowa sieci jest najlepszym rozwiązaniem. Dzięki projektowi SmartNet możemy znaleźć lepsze metody kontroli zużycia prądu i funkcjonowania sieci – powiedział inżynier i kierownik projektu w SE Johan Ungermann Poulsen.

Pierwsze dziesięć domów z ogrzewanymi basenami zostało podłączonych do stacji transformatorowej w mieście Saltum, a uczestnicząca w projekcie firma SE przekazała informacje na temat jakości lokalnej sieci. Poulsen ocenił, że sieć działa całkiem dobrze, ale ponieważ należy oczekiwać, że w przyszłości będzie się do niej podłączać więcej elektrycznych aut i ogniw słonecznych, może się okazać, że konieczne będzie dokładniejsze zarządzanie zużyciem prądu w domach wyposażonych w baseny, firmach korzystających z własnych systemów ogrzewania i innych miejscach poboru energii elektrycznej.

W przyszłości możemy mieć do czynienia z letnimi szczytami poboru prądu, jeśli odwiedzający nasz region turyści będą ładować jednocześnie swoje elektryczne samochody – dodał Poulsen.

Korzyści dla właścicieli i gości

W dziesięciu domach wczasowych z basenami w Blokhus zainstalowano aparaturę pomiarową. Będzie ona przekazywać dane do DTU Compute oraz zarządzającej domami firmie Novasol. Wkrótce domy te zostaną wyposażone z czujniki i termostaty.

Uczestniczymy w tym projekcie badawczym, ponieważ chcemy zaoferować korzyści zarówno właścicielom domów, jak i ich gościom – powiedział Thomas Kieldsen, kierownik projektu w Novasol.

Ponieważ baseny tego rodzaju zużywają rocznie od 30 do 35 000 kWh energii elektrycznej, zrozumiałe jest, że wszystkim zależy na optymalizacji zużycia prądu.

Mamy nadzieję, że dzięki doświadczeniom uzyskanym w ramach tego projektu ograniczymy koszty energii elektrycznej o 20% – dodał Kieldsen.

Henrik Madsen z DTU Compute szacuje, że oszczędności mogą sięgnąć nawet jednej trzeciej, jeśli wprowadzone zostaną godzinowe rozliczenia i zmienne taryfy.

Prace nad modelem rynkowym

Projekt SmartNet otrzymał dofinansowanie w wysokości 13 milionów euro z unijnego programu Horizon 2020, co znacząco wpłynęło na jego rangę. Jest prowadzony przez ośrodek badawczy Ricerca sul Sistema Energetico w Mediolanie, a jego głównym celem jest doskonalenie elastycznego systemu zużycia energii elektrycznej oraz koordynacja działań Operatorów Systemu Dystrybucyjnego (OSD) i Operatorów Systemu Przesyłowego (OSP).

W Europie operatorzy tych dwóch kategorii stoją przed tymi samymi wyzwaniami, ponieważ wraz z wprowadzeniem turbin wiatrowych i ogniw słonecznych produkcja energii elektrycznej została zdecentralizowana, a jej wielkość stała się bardziej zmienna. W ramach projektu SmartNet próbujemy opracować rynkowe modele, z których będą mogli korzystać jedni i drudzy – OSP w celu regulowania napięcia i zarządzania lokalnymi zatorami, a OSD w celu regulowania częstotliwości i zapobiegania lokalnym zatorom – wyjaśnił Henrik Madsen z DTU Compute, firmy zatrudniającej specjalistów od modeli matematycznych.

Właśnie modelowanie jest istotnym elementem zarządzania ogrzewaniem krytych basenów. Modele dostarczają danych na temat terminów napływu turystów, zużycia energii, poziomu emisji CO2 i innych zmiennych. Dane te można zintegrować z informacjami dotyczącymi regionalnych prognoz pogody, przewidywanych cen energii elektrycznej oraz możliwych zakłóceń działania sieci przesyłowej. Stanie się to możliwe dzięki firmie ENFOR, która stworzy inteligentny automatyczny system kontroli ogrzewania basenów uwzględniający wyznaczoną przez właściciela strefę komfortu. Jeśli woda ma na przykład 30 stopni, a strefa komfortu to przedział 25–31 stopni, ogrzewanie zostanie natychmiast wyłączone.

Potrzeba reform przepisów podatkowych

Pogoda jest zmienna, ale jesteśmy w stanie zmieniać sygnały systemu kontroli co pięć minut, a w przyszłości nawet szybciej. Dzięki doświadczeniom zgromadzonym we wcześniejszych projektach badawczo-rozwojowych zdołamy stworzyć zaawansowane systemy kontroli. Czekamy na stworzenie odpowiednich ram prawnych i administracyjnych – dotyczących także wszystkim kosztów i taryf – ale mamy już gotowe rozwiązania umożliwiające wprowadzenie elastycznego systemu poboru energii, o którym tak wiele się ostatnio mówi – powiedział Henrik Madsen.

Sztuczna inteligencja pozwala zrozumieć, jak domy wczasowe powinny „reagować” na aktywność gości. Ich właściciele oraz zarządzająca nimi firma Novasol zyskają więc narzędzie pozwalające wyznaczyć im przyszłe priorytety inwestycyjne dotyczące kwestii zużycia energii.

Będziemy teraz w Danii badać te możliwości. Jeśli się uda, spróbujemy zaoferować wynikające z nich korzyści właścicielom podobnych domów w innych krajach, w których działamy. Jednak z powodu odmienności sytuacji ekonomicznej i infrastruktury technicznej w Danii, Chorwacji i Francji nasze rozwiązania trzeba będzie zaadaptować do lokalnych warunków – zapowiedział Thomas Kieldsen.

Projekt SmartNet będzie trwał trzy lata. Ze strony Danii uczestniczą w nim firmy SE, DTU Compute, Novasol, Energinet.dk, Eurisco i ENFOR.

Źródło: SPCC.pl/ stateofgreen.com

Milczenie bankierów

Lista czwartkowych wydarzeń została wyraźnie zdominowana przez wystąpienia publiczne bankierów centralnych, aczkolwiek żadne z nich nie zdołało przyczynić się do przetasowania sentymentu na rynku walutowym. Uwagę inwestorów próbował zwrócić Mark Carney, gubernator Banku Anglii, który planuje utrzymywać wygładzoną ścieżkę powrotu do założonego celu inflacyjnego w obliczu szeregu zagrożeń związanych z BREXIT-em.

Amerykańskie tempo wzrostu za II kwartał zostało poddane dość skromnej rewizji. Na podstawie „soft-data” spodziewaliśmy się, że trzeci odczyt będzie o 0,2 pp. wyższy niż zakładał to rynkowy konsensus (3,0 proc.). Finalnie gospodarka USA rozwijała się w zannualizowanym tempie 3,1 proc., do którego istotnie dołożył się pokaźny przyrost spożycia indywidualnego (3,3 proc., poprzednio: 3,3 proc.). Na niezmienionym poziomie pozostała również inflacja PCE Core (0,9 proc.), co spełniło oczekiwania ankietowanych uczestników rynku (0,9 proc.). Wraz z finalnymi wskazaniami rachunków narodowych opublikowano cotygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy, które wskazały na wzrost złożonych wniosków o zasiłek o 12 tys. do poziomu 272 tys.

Swoje pięć minut w trakcie czwartkowej sesji miała niemiecka gospodarka, która zanotowała stabilizację procesów cenowych. W sierpniu roczna stopa inflacji utrzymała się na poziomie 1,8 proc., na co wskazywał sporządzony przez nas model nowcastowy. Poniżej oczekiwań ekonomistów znalazła się inflacja HICP (1,8 proc. r/r, konsensus: 1,9 proc.), co nie należy traktować jako ponadprzeciętne zaskoczenie. Uczestnicy rynku byli przygotowani na powyższy obrót spraw z racji na dodatnią skośność prognoz.

Słabość amerykańskiej waluty nie została wykorzystana przez dolara australijskiego (0,0 proc.), który obecnie balansuje przy poziomie z wczorajszego zamknięcia. Obecnie liderem koszyka G10 pozostaje funt szterling (0,4 proc.) próbujący wypchnąć parę GBP/USD w okolice oporu przy 1,3450. Powrót do wyższych poziomów notują również euro (0,4 proc.) oraz japoński jen (0,4 proc.). Na koniec dnia EUR/USD próbuje przebić poziom 1,1790, a USD/JPY ma apetyt na wyraźne zejście poniżej 112,40.

Koniec czwartkowych notowań na Starym Kontynencie stał pod znakiem wyraźnego podziału nastrojów. Swoją wczorajszą zwyżkę zdecydowały się częściowo wymazać spółki z hiszpańskiego sektora bankowego, którym udało się zepchnąć IBEX 35 0,4 proc. poniżej wczorajszego zamknięcia. Prospadkowe nastroje nadal obowiązywały przy Książęcej, gdzie WIG 20 (-0,3 proc.) solidnie testował wsparcie w okolicach poziomu 2 420 pkt. Do spadków najsilniej przyczyniło się rysujące objęcie bessy CCC (-2,6 proc.) oraz PZU (-2,4 proc.), które otworzyło się prawie trzyprocentową luką. W trakcie przedostatniej sesji triumfy święciły Alior Bank (2,7 proc.) oraz Eurocash (2,6 proc.), któremu nie straszne są doniesienia o pracach komisji rządowej w sprawie ustawy zakazującej handlu w niedzielę.

Wczorajsze wystąpienie prezydenta USA Donalda Trumpa pozytywnie wpłynęło na niektóre spółki z branży finansów. Na czele frankfurckiego indeksu DAX (0,4 proc.) znalazł się Deutsche Bank (2,7 proc.), który odskoczył zwyżce Linde (2,4 proc.) finalizującego proces połączenia z Praxairem. W trakcie czwartkowych notowań niezbyt pozytywnymi nastrojami mogli pochwalić się inwestorzy Merck (-2,7 proc.) pomimo deklaracji zarządu dotyczącej możliwości realizacji ambitnych planów w 2018 roku. Na wycenę walorów mogły wpłynąć nie tylko obawy o redukcję zadłużenia przez spółkę, ale również zamiary dotyczące przejęć, które mogą przełożyć się na emisję dodatkowych akcji.

Skromniejszy ruch w stronę północy odnotował indeks FTSE 100 (0,1 proc.), na którego wycenę istotnie wpłynęła pokaźna przecena Land Securities (-6,4 proc.). W Londynie uwagę również przykuwały walory Imperial Bands (-4,0 proc.) pomimo dość optymistycznych wzmianek dotyczących planowanych inwestycji. Na wyspach o miano lidera usilnie walczył Ferguson (2,8 proc.), który finalnie musiał uznać wyższość CRH (2,9 proc.). Do wzrostów drugiej ze spółek istotnie przyczyniła się przychylna nota analityczna wystawiona przez HSBC.

Czwartkowa sesja stoi pod znakiem powrotu metali szlachetnych do łask. Obecnie uncja złota (0,3 proc.) próbuje wspiąć się w okolice poziomu 1 290 USD, a srebro (0,4 proc.) szuka chwilowej stabilizacji przy 16,84 USD. Zdecydowanie silniejszą zwyżkę notuje grudniowy kontrakt na miedź, który na przestrzeni dnia drożeje 1,6 proc. Wśród płodów rolnych najsilniejszy odwrót notuje kakao. Jego 2,2 proc. przecena okrywa cieniem spadkowe odreagowanie soku pomarańczowego (-1,0 proc.) oraz soi (-0,6 proc.). Na rynku ropy naftowej obserwuje się wyraźne przejęcie inicjatywy przez sprzedających. Obecnie baryłka West Texas Intermediate schodzi w okolice poziomu 51,30 USD, notując tym samym ruch rzędu 1,5 proc.
Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Trump ogłosił obniżki podatków

Indeks DXY, liczący wartość dolara wobec koszyka sześciu jego głównych rywali, wzrastał trzeci dzień z rzędu i jest na najwyższym poziomie od ponad miesiąca. To skutek przemówienia prezydenta Donalda Trumpa omawiającego szczegóły reformy podatkowej. Ma to być największa w historii obniżka podatków.

Wobec dolara kanadyjskiego dolar amerykański jest na najwyższym poziomie od początku miesiąca. To efekt wypowiedzi Stephena Poloza, gubernatora Banku Kanady, który zwrócił uwagę, że przy podejmowaniu decyzji w sprawie stóp procentowych ważniejsze jest przewidywanie przyszłej inflacji niż poziom aktualnej.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar nadal zyskuje do głównych walut: do euro (+0,34%), brytyjskiego funta (+0,25%), dolara kanadyjskiego (+1,08%), dolara australijskiego (+0,61%) oraz japońskiego jena (+0,51%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,173, GBP/USD – 1,338, USD/CAD – 1,25, AUD/USD – 0,8 i USD/JPY – 113. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,18%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,877. Złotówka sporo traci do głównych walut. W czwartek rano dolar kosztuje 3,68 zł, euro – 4,32 zł, funt – 4,93 zł, a frank szwajcarski – 3,78 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru czerwonego i zielonego.
W środę londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,38%, frankfurcki indeks DAX – o 0,41%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,25%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,41%, meksykański indeks Bolsa stracił 0,51%, a brazylijski indeks Bovespa obniżył się o 0,7%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,47%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,17%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,3%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych spadkach ceny ropy naftowej wahają się.
W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 57,9 USD (-0,93%), a ropy WTI – 52,14 USD (+0,5%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 59 USD. Z kolei cena złota nadal idzie w dół. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1280 USD. To 14 USD mniej (-1,08%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Bostonu
  • 8:35 – Japonia – Wystąpienie szefa Banku Japonii
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury wg BIEC, wrzesień – 168,5 pkt.
  • 9:15 – Wielka Brytania – Wystąpienie szefa Banku Anglii
  • 11:00 – Strefa euro – Wskaźniki koniunktury gospodarczej, wrzesień
  • 14:00 – Niemcy – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 1,8%)
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 270 tys.)
  • 14:30 – USA – PKB, II kw. (prognoza 3%)
    • 16:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Kansas City

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Jest dobrze jak nigdy. Trwa dobra passa rynku mieszkaniowego w Łodzi

W całym ubiegłym roku w mieście włókniarzy sprzedano ponad 2,2 tys. lokali, od zeszłego lata przybyło zaś ponad 30 nowych inwestycji. Eksperci OPG Property Professionals – autorzy najnowszego raportu rynku pierwotnego w Łodzi prognozują: pozytywna koniunktura i rosnący popyt to znak, że rok 2017 może się okazać jeszcze lepszy!

rozmieszczenie inwestycji mieszkaniowych w ŁodziLatem tego roku (stan na czerwiec 2017) deweloperzy obecni na rynku pierwotnym w Łodzi oferowali około 3,3 tys. nowych mieszkań, rozsianych po blisko stu inwestycjach, wliczając w to kolejne etapy zapoczątkowanych wcześniej projektów. W parze z podażą rośnie popyt na kolejne lokale. Od czerwca 2016 do czerwca 2017 do sprzedaży trafiło łącznie 2,6 tys. mieszkań – ponad 35% z nich znalazło już swoich nabywców. W samym 2016 zapotrzebowanie na mieszkania w Łodzi wzrosło o ponad jedną trzecią w porównaniu do roku poprzedniego.

Polesie dominuje, Śródmieście goni, Bałuty pięknieją

Podobnie jak przed rokiem, rynek najmocniej zasiliły nowe realizacje na Polesiu. Dużą zmianą okazał się aż trzykrotny wzrost podaży w centrum miasta, za którym przede wszystkim stoją cztery duże inwestycje: drugie etapy Pomorska Park (ponad 300 lokali), Ilumino (ponad 250 lokali) i Gdańska 141 (ponad 200 lokali), a także nowy projekt Neopolis (ponad 200 lokali). Warto ponadto zwrócić uwagę na rozwój oferty na Bałutach, co prawdopodobnie stanowi efekt coraz lepszego dostępu północnej części Łodzi do infrastruktury drogowej wokół miasta.

Michał Styś, OPG Property Professionals
Michał Styś, OPG Property Professionals

Jak podkreślają eksperci OPG Property Professionals, inwestorzy rozważający zakup mieszkania na Bałutach mają coraz większe pole manewru. – Na północy Łodzi obserwujemy wyraźny rozwój kameralnych inwestycji wpływających pozytywnie na różnorodność oferty mieszkaniowej, aczkolwiek brakuje projektów, które na większą skalę porządkowałyby przestrzeń miejską. Brakuje dużych terenów inwestycyjnych. Wyjątkiem może być spodziewana inwestycja ATAL w kwartale ulic Drewnowskiej, Zachodniej, Lutomierskiej i Żytniej, naprzeciwko Manufaktury – ocenia Michał Styś, szef firmy.

– Przykładów inwestycji napędzających odradzanie się kolejnych kwartałów jest więcej w południowej części miasta. Chociażby na Górnej, gdzie już wkrótce rusza II etap osiedla ART MODERN – dodaje.

Są mieszkania, są chętni

Andrzej Szczepanik, OPG Property Professionals
Andrzej Szczepanik, ekspert OPG Property Professionals

Dynamiczny wzrost popytu w zeszłym roku oraz stale poszerzająca się oferta stanowią dobry prognostyk dla deweloperów, którzy mają szanse zakończyć rok 2017 kolejnym wzrostem sprzedaży. Zwłaszcza, że w 2016 najwięcej mieszkań znalazło swoich nabywców dopiero pod koniec roku. Pomimo to, na cennikach póki co nie widać większych zmian. – Rynek łódzki rozwija się dynamicznie, lecz stabilnie. Brak większych wahań cen można odczytywać jako równowagę pomiędzy popytem i podażą – wyjaśnia Andrzej Szczepanik, ekspert OPG Property Professionals. – Dla miasta to na pewno bardzo pozytywna wiadomość – dodaje.

To co warto odnotować to fakt, że z rynku praktycznie zniknęły oferty poniżej 4500 zł/mkw. Osoby poszukujące taniego mieszkania największą szansę na znalezienie dogodnej oferty mają na Polesiu i Górnej. Największy wzrost cen odnotowano na Bałutach i Widzewie. Średnie ceny ofertowe w 2016 w Łodzi kształtowały się na poziomie 4900 zł/mkw., zaś ceny transakcyjne – o blisko 150 zł/mkw. mniej.

Jak chcą mieszkać łodzianie?

Anna Kwaśny, OPG Property Professionals
Anna Kwaśny z biura sprzedaży osiedla ART MODERN

Spore zmiany dotknęły strukturę oferowanych lokali. Po raz pierwszy w historii mieszkania 3-pokojowe i większe stanowiły ponad połowę wprowadzonych do sprzedaży lokali. W katalogach deweloperów prym po raz kolejny wiodły mieszkania o powierzchni ponad 60 mkw. Mniejszy wybór miały osoby poszukujące kawalerek oraz lokali 2-pokojowych. A o jakie metraże łodzianie pytali przez ostatni rok najczęściej?

– Obserwujemy ostatnio bardzo duże zainteresowanie lokalami małymi, poniżej 40 mkw., a także mieszkaniami do 60 mkw. – wyjaśnia Anna Kwaśny z biura sprzedaży osiedla ART MODERN. Jak dodaje, chętnych zyskują w Łodzi także formaty niestandardowe. – Wraca moda na lofty, dlatego w ramach II etapu inwestycji wprowadziliśmy do oferty klasyczne, dwupoziomowe apartamenty o powierzchni do 120 mkw. oraz warianty nieco bardziej kompaktowe: dwu- i trzypokojowe o powierzchni od 45 mkw. – dodaje.

Dobry prognostyk

W Łodzi buduje się coraz więcej, a znaczna część mieszkań znajduje nabywców już na etapie dziury w ziemi. Choć rynek najmu ma się dobrze, obserwowane zmiany w strukturze podaży mogą sugerować coraz większą chęć do osiedlania się w Łodzi. To dobry sygnał zarówno dla deweloperów, jak i miasta.

Grudniowe posiedzenie FED. Sąd oddalił roszczenie frankowiczów

Rosną szanse na decyzję o wzroście stóp procentowych w grudniu w USA. Czesi z kolei na wczorajszym posiedzeniu nie podnieśli stóp procentowych. Wyrok nie uznający roszczeń frankowiczów.

Grudniowy wzrost stóp procentowych w USA

Jeszcze miesiąc temu szanse na podwyżkę stóp procentowych w grudniu przez FED wynosiły 33%. Wartość ta pochodziła z wyceny kontraktów na stopę procentową. Dzisiaj tak samo liczona szansa wynosi już 81,4%. Co się w tym czasie zmieniło? Mamy do czynienia z kombinacją kilku czynników. Po pierwsze klimat w samym FED ulega liberalizacji. Ostatnia wypowiedź jej przewodniczącej jest tego najlepszym przykładem. Mówiła ona, że niedoszacowali pewnych czynników i być może nie będą już czekać na podnoszenie się inflacji powyżej 2% z kolejnym ruchem stóp. Drugim ważnym elementem są relatywnie lepsze dane z USA niż oczekiwano. Szczególnie giełdowe Tutaj pewnym powodem jest słabnący dolar. To osłabienie amerykańskiej waluty sprzyja niektórym wskaźnikom. Jaki wpływ na waluty ma zwiększanie szans na podwyżkę stóp w USA? Umacnia dolara względem innych walut. Dzisiaj rano widzieliśmy podejście pod niemal 3,70 zł. Jest to istotna zmiana względem zbliżania się do 3,50 zł w pierwszej połowie września.

Czesi nie zmienili stóp procentowych

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Czeski Narodowy Bank nie zmienił stóp procentowych. Decyzja ta chwilowo spowodowała osłabienie korony gdyż część inwestorów liczyła jednak wbrew oczekiwaniom na podwyżkę.

Wyrok w procesie frankowym

Wczoraj w Łodzi w indywidualnym procesie kredytobiorców przeciwko mBankowi zapadł wyrok. Sąd oddalił pozew o zwrot nadmiarowych rat. Co ciekawe pozywający domagali się nie tyle wyrównania do kredytu złotowego, ale chcieli selektywnego wykreślenia niekorzystnych zapisów. W ten sposób powstałby kredyt oprocentowany jak frankowy, ale w złotych. Byłaby to zdecydowanie najkorzystniejsza konstrukcja dostępna na rynku. Sąd zwrócił uwagę na ryzyka związane z tak ważnymi decyzjami oraz szansę na zarówno nadzwyczajną stratę jak i potencjalny zysk. Co zmienia ta decyzja sądu? Wskazuje, że ewentualne rozwiązanie problemu frankowego przyjdzie z rządu a nie sądów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – inflacja,
  • 14:30 – USA – PKB,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Co szósty młody Polak nie chce pracować

Ponad 218 tysięcy tegorocznych maturzystów może z początkiem października pójść na studia. Wielu z nich będzie chciało połączyć naukę z aktywnością zawodową. Jak wynika z danych zebranych przez Work Service studenci mogą znaleźć pracę np. jako barmani, hostessy albo pracownicy call center. Zarobki wahają się od 13 do 20 zł za godzinę brutto. Co jednak niepokojące to fakt, że aż co szósty młody człowiek w wieku 20-24 lata ani się nie uczy ani nie pracuje. Ich aktywizacja to dziś duże wyzwanie dla rynku pracy.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że wśród Polaków w wieku 20-24 lata, aktywnych zawodowo jest 59% osób. To nie powinno dziwić, bo studia to nie tylko czas poświęcony na naukę. Młodzi ludzie bardzo często łączą edukację ze stawianiem pierwszych kroków na swojej drodze zawodowej. Praca ma nie tylko pomóc zdobyć doświadczenie, które przydaje się w przyszłości. Niejednokrotnie jest bowiem koniecznością, zwłaszcza dla osób przyjezdnych lub takich, które wybierają płatną uczelnię. Są i tacy, którzy decydują się na studia zaoczne bądź wieczorowe, aby już od samego początku móc pracować i zwiększać swoje szanse na lepszą pozycję w przyszłości.co szósty młody Polak nie chce pracować

Spadające bezrobocie i dobra koniunktura na pracę może cieszyć wielu młodych, którzy dopiero będą rozpoczynać swoją ścieżkę zawodową. Obecnie największe niedobory kadrowe występują w handlu i produkcji, a najłatwiej o pracę jest w sektorze usługowym. Biorąc pod uwagę obecne oferty zatrudnienia, studenci mogą liczyć np. na zatrudnienie jako barmani i hostessy, gdzie średnie zarobki to 17 złotych brutto za godzinę pracy. Złotówkę więcej dostanie pracownik biurowy. Aktywnie poszukiwani są również magazynierzy, pracownicy produkcji i call center. Bardzo często osoby, które zdecydują się na podjęcie zatrudnienia mogą liczyć chociażby na kartę sportową albo prywatną opieką medyczną. To na pewno atrakcyjne benefity dla studentów – komentuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz w Work Service S.A.

1 na 6 młodych nie uczy się i nie pracuje

Młodzi ludzie od zawsze byli grupą, którą najbardziej dotykały problemy na rynku pracy. Jednocześnie stopa bezrobocia była wśród tych osób największa. Nie inaczej jest teraz. Dane Głównego Urzędu Statystycznego (według metodologii BAEL) pokazują, że w grupie wiekowej 20-24 bez pracy jest aż 13,9% Polaków. Dla porównania wśród ludzi pomiędzy 55 a 64 rokiem życia odsetek ten wynosi tylko 4%. Co dodatkowo niepokoi to fakt, że 16,8% osób w wieku 20-24 lata nie pracuje i nie uczy się – tak wynika z danych Eurostatu. Oznacza to, że co szósta młoda osoba w Polsce nie podejmuje żadnej aktywności.

Problemy demograficzne już teraz mocno dają się we znaki pracodawcom, z których połowa miała w ostatnim czasie kłopoty z pozyskaniem kandydatów. Z prognoz GUS wynika, że w ciągu najbliższych 10 lat populacja osób w wieku 19-25 zmniejszy się o pół miliona. To ogromny cios dla rynku pracy, bo właśnie ludzie młodzi są naturalną grupą, która powinna go zasilać. Bierność edukacyjna i zawodowa nie jest niczym nowym w Europie Zachodniej. W całej Unii Europejskiej 5 mln młodych nie uczy się i nie pracuje. W Polsce do tej pory nie mieliśmy z tym kłopotów na taką skalę, teraz i my musimy się z nimi zmierzyć. Znalezienie skutecznego sposobu będzie jednym z największych wyzwań dla rynku pracy, który bez dopływu dodatkowych rąk może wkrótce dojść do ściany – dodaje Andrzej Kubisiak.

Nowy rok akademicki. Ambasadorzy firm wkraczają na uczelnie

Rusza rok akademicki, a wraz z nim na uczelnie wchodzą ambasadorzy firm – czyli studenci reprezentujący je w szkołach wyższych. Tzw. programy ambasadorskie mają niewiele wspólnego z dyplomacją. Stają się natomiast dla pracodawców certyfikatami prawdy w świecie wojny o wyedukowanego specjalistę. Co interesujące, projekty ambasadorskie coraz częściej łączą we współpracy studentów i obecnych pracowników firm. Dla pierwszej grupy to szansa na zdobycie pierwszych biznesowych doświadczeń. Dla już zatrudnionych – możliwość urozmaicenia codziennej pracy i zdobycia nowych kompetencji.

Absolwenci uczelni wyższych, chociaż posiadają wyższe wykształcenie, wsparte nieraz dodatkowo zagranicznymi dyplomami, deklarują spore braki w doświadczeniu i specjalistycznej wiedzy. Z badań GUS „Młodzi na rynku pracy” wynika, że prawie 60 proc. osób w wieku 15-34 lata podczas nauki nie podjęło żadnej pracy dodatkowej. Często jest to jeden z powodów, dla którego po ukończeniu studiów pozostają na bezrobociu. Oprócz rozpowszechnionych staży i praktyk coraz bardziej atrakcyjną formą pracy dla studentów stają się tzw. programy ambasadorskie, w ramach których reprezentują oni różnych pracodawców na uczelniach. Celem takiej współpracy jest umożliwienie studentom zdobycia gruntownej wiedzy i praktycznych umiejętności. Teoria bowiem niewiele znaczy, jeśli nie można jej zastosować w praktyce.

Ambasador prosto z serca (firmy)

O ile o studenckich ambasadorach słyszy się w ostatnich latach dość wiele, dość ciekawą i zyskującą na popularności formą tego typu programów są projekty angażujące obecnych pracowników firm. Widać to choćby na przykładzie tzw. programów poleceń – które zyskały dużą popularność wśród specjalistów np. w branży IT czy nowoczesnych usług dla biznesu. Popularność ambasadorów i poleceń postanowiło połączyć Accenture Operations, zatrudniające w Polsce ponad 2000 specjalistów od operacji biznesowych.

– Rozwijamy w zespole sieć ambasadorów Social Butterflies. To osoby, które wspierają naszą rekrutację w kluczowych grupach docelowych, m.in. wśród lingwistów. Grupy Social Butterflies spotykają się co kilka tygodni z przedstawicielami działu HR i ustalają priorytety rekrutacyjne. Sami zyskują większe szanse na bonusy za skuteczne polecenie, a dla nas to bezcenne źródło nowych kandydatur. To właśnie m.in. dzięki ich zaangażowaniu osoby z polecenia stanowiły 22 proc. wszystkich zatrudnionych w 2016 roku przez firmę. W tym czasie w ramach programu spłynęło do nas około 3000 CV – opowiada Karolina Malicka, Recruitment Lead w Accenture Operations.

Z podobnego założenia wyszło Fujitsu Global Delivery Center z Łodzi, które zorganizowało kampanię #TheRealDeal. W jej ramach obecni pracownicy pokazują na zewnątrz, on- i offline, czym zajmuje się firma, jacy ludzie w niej pracują i kto ma szanse na zatrudnienie. Dzięki temu można poznać realny kształt zespołu i charakter firmy.

Kampania ambasadorska TheRealDeal, którą prowadzimy, ma na celu pokazać, czym zajmuje się Fujitsu w Łodzi i jakich pracowników poszukujemy. Globalne Centrum Fujitsu w Łodzi jest wewnętrznie zróżnicowane ze względu na to, że składa się z sześciu linii biznesowych. Daje to jednak olbrzymie możliwości rozwoju naszym pracownikom, którzy odgrywają aktywną rolę w tej kampanii, dzieląc się swoimi doświadczeniami związanymi z wyzwaniami w Fujitsu. Są tym samym aktywnymi ambasadorami Fujitsu, którzy działają zarówno offline, jak i online, na przykład w mediach społecznościowych. Zamiast jedynie angażować naszych pracowników na przykład w akcje organizowane na uczelniach wyższych, nasze podejście jest w tym przypadku bardziej holistyczne. Wierzymy, że potencjalni kandydaci, którzy mogą być zainteresowani pracą w Fujitsu, znajdą się nie tylko wśród studentów, lecz także wśród różnych grup zawodowych i wiekowych  – mówi Piotr Jankowski, Dyrektor Zarządzający Fujitsu Global Delivery Center (GDC) Poland.

Szansa dla studenta

Dominującą grupę ambasadorów firm wciąż jednak stanowią studenci. Jak się okazuje, w wielu wypadkach współpraca ta przynosi realne efekty dla biznesu i młodych współpracowników. Programy ambasadorskie dają możliwość dopasowania obowiązków zawodowych do potrzeb i predyspozycji studenta, dzięki czemu nie kolidują one z nauką. To szczególnie ważne w wypadku studentów, którzy osiągali dobre wyniki podczas staży czy praktyk i nie chcą tracić kontaktu z marką, ale nie mogą sobie pozwolić na wejście na pełen etat ze względu na obowiązki na uczelni.

W przypadku krakowskiego Shell Business Operations, jednego z siedmiu kluczowych centrów biznesowych globalnego giganta, relację z pracodawcą utrzymuje aż 90 proc. uczestników letnich praktyk – kontynuując współpracę wewnątrz firmy lub poza nią. Dla tych, którzy zdecydowali się wrócić na uczelnię oferowana jest dalsza współpraca właśnie w ramach programu ambasadorskiego, który rusza już w październiku i będzie trwać do czerwca. Dzięki odpowiednio prowadzonym programom student ma możliwość uczestniczenia w warsztatach i szkoleniach, buduje sieci kontaktów branżowych, bliżej poznaje strukturę firmy i specyfikę pracy w danym sektorze.

Każdego roku na praktyki przychodzi do nas kilkadziesiąt osób. To program wysokiej jakości. Dbamy o to, aby nasi praktykanci dostawali samodzielne zadania i projekty, tak by mogli w pełni wykorzystać swoją wiedzę i potencjał. Wielu uczestników praktyk zostaje ambasadorami Shell na swoich uczelniach, przede wszystkim na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, Uniwersytecie Jagiellońskim, czy Akademii Górniczo-Hutniczej. Ambasadorzy pomagają nam promować markę pracodawcy wśród studentów, wspierają w organizacji szkoleń, warsztatów i targów pracy. Są świetnym wsparciem dla innych studentów – mówi Katarzyna Lampart, Specjalistka ds. Marketingu Rekrutacyjnego w Shell Business Operations.

Programy ambasadorskie łączą także potrzeby uczelniane i biznesowe w inny sposób. Na przykład, dają szansę zdobycia prestiżowej kwalifikacji profesjonalnej w ramach zajęć na uczelni. Dobrymi praktykami w tym zakresie może się pochwalić Instytut CIMA, który od lat współpracuje z najbardziej prestiżowymi uczelniami w Polsce i oferuje prestiżowe międzynarodowe certyfikacje. Aktywni studenci mogą również dołączyć do programu Ambasador CIMA. Dzięki temu, poza zdobyciem cennego doświadczenia, otrzymują również ułatwiony dostęp do projektów realizowanych przez CIMA z firmami partnerskimi w Polsce i na świecie.

Kompetencje potrzebne na współczesnym rynku pracy zdobywają także studenci zaangażowani we współpracę z firmą Skanska. Jesienią rozpocznie się już 10. edycja ogólnopolskiego programu Ambasadorskiego skierowanego do studentów z 21 szkół wyższych. Najlepsi z nich zostaną zarekomendowani na stanowiska stażystów, praktykantów lub asystenckie.

– Program Ambasadorski to inicjatywa, która niesie wiele korzyści. Uczy m.in. networkingu, czy planowania zarówno wydarzeń, jak i swojego czasu. Ambasadorzy współpracują z nami w zakresie budowania wizerunku firmy, tworzenia sieci kontaktów na uczelniach, wspierania promocji Programu Praktyk Letnich oraz organizowania merytorycznych, edukacyjnych wydarzeń dla studentów. Do ich obowiązków należy również współpraca z organizacjami studenckimi i kołami naukowymi. To świetny sposób na rozwój kompetencji miękkich poprzez dzielenie się własną wiedzą – mówi Karolina Dziegciar, Specjalistka ds. Employer Brandingu w Skanska S.A.

Duża konkurencja wśród absolwentów sprawia, że wygrywają ci, którzy oferują pracodawcy wartość w postaci bonusowych, nieujętych programem nauczania kompetencji. Zdaje sobie sprawę coraz więcej młodych ludzi. Wciąż jednak jest sporo do poprawy. Raport „Przyszłe Kadry Polskiej Gospodarki”, opublikowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości pokazuje, że ponad 1/3 studentów nie uczestniczyła w żadnych praktykach ani stażach. Ponadto 75 proc. badanych nie wzięło udziału w żadnych dodatkowych kursach, szkoleniach czy warsztatach.

Jak pozyskać kandydata?

W związku z coraz większą konkurencją oferowanych programów ambasadorskich firmy prześcigają się ze sobą w możliwościach, które proponują młodym ludziom w zamian. Przykładem organizacji, która prowadzi niestandardową rekrutację do swojego programu jest Capgemini. W pierwszym etapie kandydat, oprócz klasycznego CV, ma przysłać również krótki film lub inny rodzaj prezentacji, w której powinien uzasadnić dlaczego właśnie on jest osobą, która może reprezentować Capgemini w środowisku studenckim. W całym procesie chodzi o sprawdzenie kreatywności oraz zdolności komunikacyjnych.

– Ambasadorzy reprezentują Capgemini na swojej uczelni. Ich głównym zadaniem jest ułatwienie komunikacji pomiędzy swoimi kolegami i koleżankami ze studiów, a naszą firmą. W poprzednich latach pomagali nam organizować różne wydarzenia, brali udział w targach pracy oraz promowali nasze działania w szkołach wyższych. Nowością jest dodanie do tego aktywności związanych z social media. Co ważne, będziemy merytorycznie wspierać naszych ambasadorów na tym polu. Po zakończeniu 10–miesięcznej współpracy Ambasador będzie dysponował większą wiedzą z zakresu komunikacji digitalowej – wyjaśnia Magdalena Dorożyńska, z zespołu Employer Branding, Capgemini Polska. 

Nowe spojrzenie

Możliwości nauki w ramach takich programów jest jednak o wiele więcej. Zaczynając od sponsorowanych przez firmę szkoleń wyjazdowych, a kończąc na indywidualnym mentoringu prowadzonym przez pracownika firmy. Dzięki współpracy z młodymi ludźmi przedstawiciele biznesu poznają ich perspektywę i świeże spojrzenie na firmę. Budują wizerunek zaangażowanego i atrakcyjnego pracodawcy, co przyciąga do firmy najlepsze młode talenty.

CFO w Polsce zamierzają szukać bezprecedensowych oszczędności

Mijający rok był dobry dla rodzimych firm. Według badania polskich dyrektorów finansowych (CFO), są oni zadowoleni zarówno z kondycji swoich przedsiębiorstw, jak i rentowności sprzedaży. Mimo to, zapowiadają mocne zaciskanie pasa.

Jak pokazuje czwarte już coroczne badanie polskich CFO przeprowadzone przez Euler Hermes i Grant Thornton, dla 44 proc. dyrektorów finansowych kondycja ich firm w ciągu ostatnich 12 miesięcy poprawiła się, a jedynie co 10 badany uważa, że uległa pogorszeniu. Co więcej, dla 64 proc. ankietowanych rentowność sprzedaży w ubiegłym roku była co najmniej na zadowalającym poziomie. Takie wyniki pokazują, że widoczny w zeszłorocznej edycji badania spadek optymizmu polskich CFO co do przyszłości ich firm, nie znalazł potwierdzenia w rzeczywistości i miniony rok w dużej mierze był pozytywny dla polskich przedsiębiorstw.

Przed rokiem, kiedy dyrektorzy finansowi po kilku latach dużego optymizmu po raz pierwszy zaczęli patrzeć na kolejne miesiące w mniej różowych barwach, trudno było się dziwić takim nastrojom – przewidywano spadek dynamiki wzrostu gospodarczego, Brexit wywołał falę wątpliwości co do przyszłości UE, a firmom coraz trudniej było pozyskać wykwalifikowanych pracowników. Jednak tegoroczne wyniki badania pokazują, że pesymistyczny scenariusz w ubiegłym roku nie spełnił się i polskie przedsiębiorstwa osiągnęły dobre wyniki. Niemniej wśród dyrektorów finansowych widoczna jest duża rozwaga co do kolejnych kroków i wydaje się, że starają się przygotować swoje firmy na różne ewentualności – mówi Przemysław Polaczek, Partner Zarządzający Grant Thornton.

Mimo zadowolenia z aktualnej kondycji swoich firm, dyrektorzy finansowi w ciągu najbliższego roku aktywnie będą poszukiwać oszczędności, i to w kilku obszarach. Badanie pokazuje, że w najbliższym czasie możemy spodziewać się znacznego ograniczenia wydatków wielu przedsiębiorstw na nowe inwestycje – jedynie co trzeci badany planuje zwiększyć nakłady na badania i rozwój (spadek o 15 p.p.), przejęcia innych firm zapowiada już tylko 6 proc. badanych (spadek o 17 p.p.), a wejście na nowe rynki planuje niecała połowa badanych dyrektorów finansowych (spadek o 14 p.p.).

Poza ograniczeniem inwestycji, dyrektorzy finansowi oszczędności będą też szukać w działaniach optymalizacyjnych. Warto zauważyć, że w żadnej z dotychczasowych edycji corocznego badania (obecna jest czwarta) nigdy nie mieliśmy do czynienia z tak licznie składanymi deklaracjami o zamiarze wdrożenia przez dyrektorów finansowych tego typu działań w ich przedsiębiorstwach. Optymalizację podatkową zapowiada obecnie niemal połowa badanych (wzrost z 24 proc. do 46 proc.), optymalizację działów finansowo-księgowego, kadrowo-płacowego oraz IT planuje 39 proc. (wzrost o 13 p.p.), a 37 proc. planuje optymalizację łańcucha dostaw (wzrost o 10 p.p.). Jedynie co 10 badany zapowiada, że nie podejmie w przyszłym roku żadnych działań optymalizacyjnych (rok temu takich odpowiedzi było dwa razy więcej).

Wykres. Obszary wskazywane przez CFO, w których w ciągu kolejnych 12 miesięcy planowane są działania optymalizacyjne / restrukturyzacyjne (w proc.)

CFO w Polsce zamierzają szukać bezprecedensowych oszczędności

Badanie pokazuje także, że firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy chcą również ograniczyć koszty pracy – pracodawcy będą podnosić pensje już mniej chętnie niż  w ubiegłym roku. Zdaniem 34 proc. dyrektorów finansowych płace będą rosły szybciej niż wskaźnik inflacji (spadek o 7 p.p.) podczas gdy prawie taka sama liczba respondentów – 33 proc. – wskazuje, że płace nie będą w ogóle podnoszone.

Mamy do czynienia z odmienną sytuacją niż przed rokiem. Wyniki makroekonomiczne w kraju jak i na naszych głównych rynkach eksportowych poprawiają się, a jednocześnie polskie firmy postanawiają oszczędzać, optymalizować działalność, ograniczać inwestycje i koszty (m.in. pracownicze). Skąd takie wnioski dyrektorów finansowych, wydawałoby się nieprzystające do sytuacji ekonomicznej? To trzeźwy realizm. Podczas gdy CFO wyrazili zadowolenie z wyników swoich firm w ubiegłym roku, to są jednocześnie bardziej ostrożni w odniesieniu do przyszłości, stąd potrzeba podniesienia efektywności, zwłaszcza od strony finansowej. Wzrost PKB, nowe inwestycje i wciąż rosnąca konsumpcja nie wystarczą do podniesienia rentowności wielu przedsiębiorstw ze względu na ich niskie kapitały własne, krótkoterminowe finansowanie i ostatnio dołączającą do tych przyczyn konsolidację podatkową. Wzrost obrotów wiąże się ze zwiększeniem udzielanego klientom kredytu kupieckiego a więc zwiększeniem zaangażowania kapitału własnego przy jednocześnie niskiej rentowności tych operacji. W efekcie prowadzi to głównie do wzrostu ryzyka braku zapłaty i strat, a nie do akumulacji kapitału w polskich firmach – uważa Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes ds. oceny ryzyka.

Badanie zostało przeprowadzone przez Euler Hermes, wiodącego globalnego ubezpieczyciela należności handlowych oraz firmę audytorsko-doradczo-outsourcingową Grant Thornton wśród 208 dyrektorów finansowych uczestniczących w cyklu kongresów, towarzyszących projektowi „Dyrektor Finansowy Roku”, które odbyły się w kwietniu, maju i czerwcu w Poznaniu, Sopocie, Katowicach oraz Rzeszowie.

Kurs dolara po wystąpieniu Trumpa

Przedstawiona przez Trumpa reforma podatkowa była wystarczająco dobra, by podtrzymać rajd dolara. Głównym motorem są rosnące rentowności obligacji, które są jednak ciosem m.in. dla walut rynków wschodzących, w tym złotego. Dziś pod lupą kolejne przemówienia członków Fed, które nie powinny zaszkodzić obecnym trendom.

Prezydent Trump przedstawił plan największej od trzech dekad reformy podatkowej, która oferuje cięcia dla większości Amerykanów, jak również dla przedsiębiorstw. Plan mniej więcej był zgodny z wcześniejszymi przeciekami i na rynku finansowym nie było wielkiej euforii. Właściwie USD w pierwszej reakcji tracił w myśl zasadny „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”. Jednak rynek długu w USA był bardziej oporny realizacji zysków i rentowności 10-latek maszerują wyżej (dziś rano +4 pb do 2,35 proc.), co podpiera USD. Można debatować, ile krytyki reforma podatkowa spotka w Kongresie (także wśród Republikanów) i czy Trump zapewnił sobie ponadpartyjne wsparcie dla projektu. Jednak dla rynków istotniejsze jest, że polityka fiskalna idzie do przodu i oferuje więcej pozytywnego niż negatywnego wpływu dla gospodarki w kolejnych kwartałach. Mogę tylko powtórzyć swoje słowa z wczoraj – coraz więcej i więcej znaków układać się na korzyść USD, w rezultacie jego rajd może jeszcze potrwać. Dziś dane o PKB (finalna rewizja) i wnioski o zasiłkach będą miały drugorzędne znaczenie. Konstruktywnego języka można oczekiwać ze strony przemawiających po południu George, Fischera i Bostica z Fed.

Agresywny ruch na rynku obligacji USA (skok rentowności) to trucizna dla walut rynków wschodzących. Różnica w rynkowych stopach procentowych między gospodarkami rozwijającymi się a USA nie wystarcza dla pokrycia premii za ryzyko i wahań kursów, toteż inwestorzy wracają z kapitałem na rynek amerykański. W przypadku złotego sytuacja wygląda jeszcze gorzej, gdyż stopa referencyjna NBP na poziomie 1,5 proc. (i to przy braku perspektyw prędkiej zmiany) niemal zaprasza do wychodzenia z polskiego rynku. Sygnalizowaliśmy to zagrożenie od dłuższego czasu i teraz widzimy bolesne dla złotego skutki. Dopóki dolar się nie uspokoi, należy spodziewać się dalszej presji na parach złotowych. Takich dni, jak wczoraj, może być więcej.

W ramach walut G10 dolarowi będzie łatwiej zyskiwać do walut finansujących, tj. takich, gdzie stopy procentowe są i pozostaną nisko. USD/JPY i USD/CHF są najprostsze do wskazania, biorąc pod uwagę „celową” bierność Banku Japonii i Narodowego Banku Szwajcarii. NZD/USD może dołączyć do tej grupy po tym, jak zostawiliśmy z tyłu ryzyko decyzji RBNZ. Wczoraj bank centralny Nowej Zelandii dokonał tylko kosmetycznych zmian w swoim nastawieniu. Według banku niższy NZD „pomógłby” w podwyższeniu inflacji dóbr wymiennych i wsparłby zrównoważony wzrost, a inflacja prawdopodobnie obniży się w kolejnych w kwartałach, odzwierciedlając zmienność inflacji importowej. To nie jest język, który zwiastuje rychłe podwyżki stóp, a nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że rynkowa wycena pierwszej podwyżki za ok. 12 miesięcy może być na wyrost. Pozostajemy negatywnie nastawieni do NZD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Firma zapłaciła za szkolenie? Jak Cię zwolni z Twojej winy, to będziesz musiał zwrócić całe koszty

Finansowanie edukacji pracownika, związanej z jego pracą i profilem działalności firmy, to dla przedsiębiorcy opłacalna inwestycja. W określonych przypadkach odliczy ją od podatku. Ma też prawo zobowiązać zatrudnionego do pozostania na etacie nawet do 3 lat po zakończeniu szkolenia, kursu czy też studiów podyplomowych. Gdyby jednak, we wskazanym czasie pracobiorca został zwolniony z przyczyn wyraźnie leżących po jego stronie, to istnieje możliwość obciążenia go wydatkami za takie szkolenie.

W toku zatrudnienia pracownik przechodzi obowiązkowe szkolenia, np. z zakresu BHP. Ale ma też szansę podnosić swoje kwalifikacje w ramach kursów czy szkoleń, których częściowy lub całkowity koszt może pokryć pracodawca. Odbywa się to na podstawie umowy szkoleniowej. Jej treść reguluje m.in. art. 103[4] § 1 kodeksu pracy. We własnym interesie, zatrudniony powinien zapoznać się z tym aktem prawnym, jeszcze przed podpisaniem dokumentu. Dzięki temu, będzie mógł zweryfikować zapisy umowne z wymogami ustawowymi oraz wychwycić niekorzystne dla siebie postanowienia.

– Pracodawca i pracownik winni zawrzeć umowę szkoleniową na piśmie. Dokument ten powinien regulować wszystkie kwestie związane z wybraną formą kształcenia. Musi wyraźnie wskazywać, w jakim zakresie przedsiębiorstwo pokrywa koszt zajęć, podręczników, a czasem nawet zakwaterowania i podróży uczestnika zagranicznego kursu. W przypadku obowiązkowych szkoleń BHP wystarczy jedynie skierowanie, podpisane przez przełożonego. Wygląda ono jednolicie dla wszystkich zatrudnionych i nie zawiera żadnych kruczków prawnych – mówi adwokat Joanna Jasiewicz z międzynarodowej kancelarii Gide Loyrette Nouel.

Zgodnie z art. 103[5] § 2 kodeksu pracy, pracodawca ma prawo zobowiązać pracownika do pozostania w firmie maksymalnie do 3 lat po zakończeniu nauki. Przedsiębiorstwo zyskuje pewność, że zatrudniony odpracuje poczynioną inwestycję. Ponadto, art. 103[5] kodeksu pracy przewiduje, że gdyby we wskazanym czasie pracownik został zwolniony ze swojej winy, to istnieje możliwość obciążenia go kosztami edukacji. Dlatego, warto starannie przeczytać treść podpisywanego dokumentu i oczywiście nie doprowadzać do sytuacji, w których trzeba będzie odpowiadać finansowo za otrzymane już szkolenie.

– Niezależnie o tego, czy zapis o zwrocie kosztów szkolenia znajdzie się w umowie, w sytuacji ciężkiego naruszenia obowiązków, pracownik musi zwrócić pieniądze. Z kolei, opisane w dokumencie zasady nie mogą być mniej korzystne dla niego, niż przewiduje to art. 103[5] kodeksu pracy. W wielu przypadkach opłaty za szkolenia czy studia, refundowane przez pracodawcę, są znaczące dla zatrudnionych. Firma ich raczej nie odczuwa, gdyż odpisuje je sobie od podatku. Na podstawie ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych, można rozliczyć taką inwestycję jako koszt uzyskania przychodu. Każdorazowo wymaga to jednak pogłębionej analizy podatkowej – podkreśla adwokat.

Jeżeli dochodzi do zwrotu kosztów poniesionych przez pracodawcę, to z reguły jest to związane z rzeczywistym naruszeniem obowiązków pracowniczych. Tak wynika z obserwacji eksperta. Podpisując umowę szkoleniową, zatrudniony powinien wiedzieć, jakie ryzyko na siebie przyjmuje. Zdaniem Joanny Jasiewicz, nie należy jednak przesadnie obawiać się, że w przypadku redukcji etatu pracownik będzie musiał zapłacić za wcześniejsze szkolenie. Zwykle umowa szkoleniowa bardzo jasno wskazuje, w jakich sytuacjach wina za utratę stanowiska nie będzie leżała po stronie pracownika.

– Jasno ustalone i precyzyjnie opisane w umowie szkoleniowej zasady mają na celu m.in. zachęcić pracowników do tego, żeby punktualnie przychodzili na opłacone zajęcia. Czasem zdarza się tak, że uczestnicy nie pojawiają się na szkoleniach i traktują ten czas jako wolny. To oczywiście również może być powodem zwrotu kosztów pracodawcy, ale w praktyce raczej do tego nie dochodzi. Zwykle kończy się na uwadze od przełożonego – podsumowuje Joanna Jasiewicz.

Art. 103[5] kodeksu pracy przewiduje jednak przypadki, kiedy konieczny jest zwrot kosztów szkolenia przez pracownika. Z taką sytuacją mamy do czynienia np. gdy następuje zwolnienie dyscyplinarne, spowodowane ciężkim naruszeniem podstawowych obowiązków pracowniczych. Oddanie kosztów poniesionych przez pracodawcę jest należne w pełnej wysokości albo w ilości proporcjonalnej do okresu zatrudnienia po ukończeniu podnoszenia kwalifikacji. Jeśli pracownik przepracuje połowę okresu, do którego zobowiązuje go umowa, musi oddać jedynie połowę wydatków.

Odpowiednia ekspozycja produktu zwiększa sprzedaż o kilkadziesiąt procent. Brak ceny może mieć odwrotny skutek

Odpowiednia ekspozycja produktu zwiększa sprzedaż o kilkadziesiąt procent. Brak ceny może mieć odwrotny skutek 7

Wyeksponowanie produktów na półkach i ich odpowiednie ułożenie mogą nawet podwoić sprzedaż. Klienci dokonują decyzji zakupowych w określony sposób – częściej sięgają po produkty na wysokości wzroku, zwracają uwagę na oświetlenie i dobór kolorów. Istotnym czynnikiem jest dla nich cena – jej brak przy wyeksponowanym produkcie może znacząco wpłynąć na spadek sprzedaży. W pracy handlowców pomocne są aplikacje, które pozwalają sprawdzić, czy sklep dotrzymuje ustalonych standardów. Wystarczy zdjęcie badanej ekspozycji, by sprawdzić jej jakość i efektywność.

– Odpowiednie ulokowanie produktu może drastycznie podnieść lub obniżyć sprzedaż w przypadku niewłaściwego wyeksponowania produktu. Różnice mogą sięgać od 50 do 100 proc., a nawet więcej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiktor Miałkowski, partner w firmie Pro Business Solutions.

Klienci dokonują decyzji zakupowych w oparciu o wiele czynników. Decydujące znaczenie mają względy estetyczne: odpowiednie ulokowanie produktów, ich oświetlenie, przyciągająca uwagę ekspozycja. Podświadome decyzje zakupowe podejmujemy w ciągu 90 sekund. Dlatego tak istotne jest odpowiednie ułożenie asortymentu. Większość firm, zwłaszcza z sektora produktów szybkozbywalnych, ustala własne standardy ekspozycji, do których się stosują.

– Najważniejsza zasada polega na tym, że produkt powinien być widoczny dla klienta. Jeśli mamy produkt masowy poszukiwany przez klientów, to przede wszystkim trzeba go eksponować tam, gdzie znajdują się klienci, musimy się skupić na obserwacji, w jaki sposób ten klient po sklepie się przemieszcza. W przypadku produktów specjalistycznych należy się zastanowić nad tym, z jakich innych kategorii produktowych korzysta klient i eksponować je obok kategorii komplementarnych – tłumaczy Miałkowski.

Jak wskazuje ekspert Pro Business Solutions, przy kontroli handlowców większy nacisk kładziony jest właśnie na ekspozycję niż na same wyniki sprzedażowe.

– To nie tylko właściwe miejsce, lecz także odpowiednia wysokość, aby klient widział produkt we właściwej ilości i był wspierany na bieżąco właściwymi materiałami marketingowymi. Co ważne i często niedoceniane, w większości produktów bardzo istotne jest umieszczenie wyraźnej ceny. Jej brak przy eksponowaniu produktu może obniżyć sprzedaż nawet o 50 procent – mówi Wiktor Miałkowski.

Dotychczas kontrola ekspozycji polegała przede wszystkim na pracy ludzi, tylko w niewielkiej części wspierana była przez aplikacje i technologie. Coraz częściej jednak to odpowiednie algorytmy pozwalają na bieżąco sprawdzać zgodność ekspozycji ze standardami danej firmy czy producenta. Aplikacja PRO.Display firmy Pro Business Solutions na podstawie zdjęcia sprawdza poprawność wdrożonej ekspozycji. Co więcej, skuteczność akcji można skontrolować tuż po jej rozpoczęciu, bez czekania na efekty.

– Handlowiec, wykonując swoją pracę, dokumentuje ją zdjęciem, a systemy komputerowe kontrolują, czy zostały spełnione wszystkie te elementy, które zostały zdefiniowane jako niezbędne przy tej ekspozycji. Ważne jest objęcie kontrolą całościowej pracy handlowców i żeby mieli oni tego świadomość. Działa to bardzo fair – podkreśla Wiktor Miałkowski.

Polacy coraz częściej pożyczają pieniądze na prywatne zabiegi medyczne, przede wszystkim stomatologiczne. Pożyczki sięgają nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych

Polacy coraz częściej pożyczają pieniądze na prywatne zabiegi medyczne, przede wszystkim stomatologiczne. Pożyczki sięgają nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych 8

Rynek komercyjnych zabiegów medycznych rozwija się dynamicznie. Część pacjentów finansuje je z własnych środków, jednak rośnie liczba tych, którzy korzystają ze specjalnie stworzonych programów finansowania. Pożyczamy przede wszystkim na zabiegi stomatologiczne, ale najszybciej, bo dwukrotnie w ciągu roku, urosły chirurgia plastyczna i ortopedia. Średnia pożyczka wynosi ok. 5 tys. zł, jednak rekordziści pożyczają nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

– Rynek komercyjnych zabiegów medycznych jest jednym z szybciej rozwijających się rynków w Polsce. W skali roku wzrost rynku prywatnych usług medycznych wynosi ponad 7 proc. Ocenia się, że do 2020 roku rynek będzie wart ponad 12 mld zł w skali roku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Sokalski, ‎prezes zarządu Medical Finance Group.

Firma badawcza PMR szacuje, że wartość rynkowa prywatnych usług medycznych w Polsce wynosi ok. 40 mld zł. Badanie CBOS z 2015 roku wskazuje, że 75 proc. Polaków jest niezadowolonych z działalności NFZ i w dużej mierze jest to wynik długiego oczekiwania na wizytę u lekarza. Z raportu „Barometr WHC” wynika, że średni czas oczekiwania na świadczenia zdrowotne w Polsce wynosi trzy miesiące, jednak na niektóre zabiegi czeka się znacznie dłużej. Dlatego coraz więcej osób korzysta z usług prywatnych klinik medycznych, w których czas oczekiwania jest krótki, a gabinety są często lepiej wyposażone.

– Jeszcze kilka lat temu nikt nie pomyślałby o tym, aby pożyczyć pieniądze na jakikolwiek zabieg medyczny. Obecnie, kiedy mamy bardzo szeroki zakres prywatnych usług medycznych – od prywatnych szpitali ortopedycznych, gabinetów stomatologicznych do szpitali chirurgii plastycznej, gdzie ceny zabiegów wynoszą kilka lub kilkadziesiąt tysięcy złotych – jest to coraz popularniejsze rozwiązanie. Nasze dane pokazują, że zainteresowanie finansowaniem zabiegów medycznych w takich obszarach jak ortopedia czy chirurgia plastyczna z roku na rok rośnie prawie dwukrotnie – wskazuje Sokalski.

Z danych Medical Finance Group, właściciela marki MediRaty, która finansuje zabiegi medyczne w Polsce, wynika, że najczęściej rozkładane są na raty koszty zabiegów stomatologicznych (52,5 proc.). Coraz więcej osób w ten sposób opłaca zabiegi chirurgii plastycznej (14,8 proc.) oraz medycyny estetycznej (blisko 13 proc.) nierefundowane przez NFZ.

– Pacjenci w Polsce finansują zabiegi medyczne z trzech źródeł. Pierwszym są oczywiście oszczędności, część pacjentów szuka finansowania w bankach, a pozostali korzystają ze specjalnych programów finansowania zabiegów medycznych, takich jak MediRaty – wymienia ekspert. – Miejscem inicjowania kontaktu z firmą, która pożyczy te pieniądze, będzie gabinet medyczny, a cała reszta jest dokładnie taka jak w banku. Mamy koszt pieniądza, raty, sami ustalamy kwotę i czas, na jaki kredyt ma być rozłożony, akceptujemy i podpisujemy umowę – tłumaczy.

Rozłożenie płatności za zabieg na raty często jest koniecznością. Za niektóre najprostsze zabiegi stomatologiczne zapłacimy kilkaset złotych, ale już skomplikowane leczenie zazwyczaj jest mocniej odczuwalne dla budżetu pacjenta. Wybielanie zębów to koszt ok. 1 tys. zł, aparat ortodontyczny – 4 tys. zł, a całkowite leczenie ortodontyczne nawet 10–18 tys. zł. Kompleksowa odbudowa uzębienia wiąże się z kosztem kilkudziesięciu tysięcy złotych. Zabiegi medycyny estetycznej zazwyczaj oscylują wokół kilku tysięcy złotych, droższa jest chirurgia plastyczna.

Średnia kwota finansowania zabiegów w systemie MediRaty w I kwartale 2017 roku wyniosła 5,2 tys. zł, a najwyższe zobowiązanie – 50 tys. zł.

– Kwoty, które pożyczamy naszym klientom, zaczynają się od kilkuset złotych, np. na drobne zabiegi stomatologiczne, a sięgają nawet ponad 100 tys. zł w momencie, gdy jest to zabieg skomplikowany, np. pełne leczenie implantologiczne, leczenie całej szczęki lub sfinansowanie nowoczesnych protez. Zakres jest więc bardzo duży. Średnio nasi klienci pożyczają w granicach 5 tys. zł na okres 12–24 miesięcy – mówi Krzysztof Sokalski.