Drukarki 3D przyszłością produkcji spersonalizowanych towarów premium

Obecnie konsumenci potrzebują bardzo spersonalizowanych produktów, szczególnie tych z kategorii premium. Stwarza to duże wyzwanie przed całością procesu łańcucha dostaw, szczególnie przed menadżerami logistyki i zakupów.  

– Sprzedaż towarów wysokiej jakości odbywa się w okresach niecyklicznych, dlatego jako menedżerowie mamy do wyboru dwie opcje – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Zawistowski, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Menadżerów Logistyki – Można przechowywać elementy do ich produkcji we własnych magazynach – zamrażając tym samym pieniądze, co jest równoznaczne z dużymi kosztami. Drugim rozwiązaniem jest wysyłanie otrzymanego zamówienia na spersonalizowany produkt do dostawcy elementów. Oznacza to narażenie klienta na dłuższy czas oczekiwania, ze względu na produkcję, złożenie i dostarczenie towaru. Korzystając z nowych technologii można jednak zoptymalizować ten proces i zadowolić konsumenta, który bardzo szybko otrzyma wymagany produkt, spersonalizowany do swoich potrzeb. Będzie to możliwe dzięki wykorzystaniu przemysłowych drukarek 3D, co pozwoli na wytwarzanie potrzebnych elementów na miejscu, przy linii produkcyjnej. Nie trzeba będzie wtedy gromadzić zapasów ani czekać na ich przygotowanie i wysyłkę od dostawcy w innym kraju. W momencie otrzymania zamówienia, produkt będzie drukowany, montowany i dostarczany do klienta. Operacyjnie jest to prosty proces. Jednak przed menadżerami pojawia się pewne wyzwanie. Dotychczas nabywane były elementy produktów, który wytwarzał dostawca, za który płacono pewną cenę. Obecnie należy kupić drukarkę i materiały do produkcji. Co więc będą kupować od dostawcy? Czy będzie to opłata za projekt, licencja czy prawa autorskie? Na te pytania trzeba znaleźć odpowiedź, aby jak najszybciej wprowadzić nowe technologie i stać się konkurencyjnymi. Maszyny przemysłowe 3D oraz ich przykłady wykorzystania w Polsce będzie można zobaczyć na konferencji zakupowej PROCON/POLZAK w dniach 17-18 października w Warszawie – dodał Zawistowski.

Powołanie Zarządu Instytutu Analiz i Ratingu drugiej kadencji

  • 25 września 2017 r. Rada Nadzorcza IAiR powołała Wojciecha Lipkę na stanowisko Prezesa Zarządu Spółki oraz Marcina Żołyńskiego na stanowisko Wiceprezesa Zarządu Spółki.

Rada Nadzorcza Instytutu Analiz i Ratingu S.A. postanowiła o powołaniu z dniem 25 września 2017 r. do Zarządu Spółki na drugą kadencję Wojciecha Lipki, powierzając mu pełnienie funkcji Prezesa Zarządu IAiR, oraz Marcina Żołyńskiego, powierzając mu stanowisko Wiceprezesa Zarządu Spółki.

Cieszę się, że to właśnie dziś został powołany Zarząd Instytutu Analiz i Ratingu drugiej kadencji. Przywracając funkcjonowanie Instytutu Analiz i Ratingu, którego oferta będzie skierowana przede wszystkim do małych i średnich przedsiębiorstw, wypełniamy istotną lukę w infrastrukturze krajowego rynku kapitałowego. Warto także pamiętać o tym, że polski rynek długu mimo dynamicznego rozwoju wciąż ma ogromny, niewykorzystany jeszcze potencjał. Instytut Analiz i Ratingu może pomóc w jego uwolnieniu. Uwiarygodniając emitentów w oczach inwestorów, przyczyni się on do zwiększenia płynności rynku obligacji oraz wzrostu jego efektywności – powiedział Jacek Fotek, Wiceprezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Właścicielem Instytutu Analiz i Ratingu S.A. jest Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.

Zarząd IAiR

Wojciech Lipka

Niezależny konsultant-doradca JST i przedsiębiorstw w zakresie pozyskiwania finansowania, pracujący m.in. przy strukturyzowaniu i organizowaniu projektów inwestycyjnych w sektorze infrastruktury i pozyskiwaniu dla nich finansowania. Poprzednio, przez 10 lat, pracował na stanowiskach dyrektorskich w bankach i funduszach inwestycyjnych (BGK, Deutsche Bank Polska, Ipopema), odpowiadając za strukturyzowanie transakcji emisji obligacji klientów. W latach 1997–2004 prezes zarządu CERA S.A. i Fitchratings Polska S.A., agencji ratingowej nadającej oceny polskim podmiotom (JST i przedsiębiorstwa), a po przejęciu CERY przez FitchRatings, odpowiedzialny za rozwój biznesu w CEE. Brał udział w kluczowych projektach związanych z wprowadzaniem ratingu do systemu polskiego rynku finansowego, m.in. kierował projektem utworzenia pierwszej polskiej agencji ratingowej CERA S.A. oraz uczestniczył w pracach grupy ekspertów pod egidą GPW S.A., pracujących nad koncepcją krajowej agencji ratingowej, utworzonej finalnie jako Instytut Analiz i Ratingu.

Marcin Żołyński

Absolwent studiów podyplomowych na Uniwersytecie Colorado w Boulder (USA). Posiada 20-letnie doświadczenie w bankowości korporacyjnej i zarządzaniu ryzykiem kredytowym. Pracował w polskich i zagranicznych bankach uniwersalnych. Poprzednio zatrudniony na stanowisku Dyrektora Departamentu Administracji Kredytowej w Credit Agricole Bank Polska S.A., odpowiedzialnego za rozwój narzędzi ryzyka i monitoring procesu kredytowego.

Podsumowanie dnia na rynkach finansowych 2017-09-25

Wynik niemieckich wyborów parlamentarnych nie przyczynił się do ogólnorynkowego przetasowania sentymentu. Niemniej jednak perspektywa zawiązania sojuszu z Zielonymi oraz Wolną Partią Demokratyczną istotnie godzi w interesy energetycznych gigantów, którzy będą zobowiązani do zmiany modelu biznesowego na bardziej proekologiczny. Dużo większy wpływ na nastroje inwestorów miało wystąpienie Ri Yong Ho, wicemarszałka Koreańskiej Armii Ludowej oraz północnokoreańskiego ministra spraw zagranicznych. Jego zdaniem komentarze amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa są wystarczające ku temu, aby traktować to jako wypowiedzenie wojny.

Zawiązanie Koalicji Jamajskiej może wiązać się z poważniejszymi implikacjami w dłuższym horyzoncie czasowym, bowiem powyższy układ należy traktować jako wysoce proimigrancki. Wyższa otwartość na ludność napływową będzie skutkowała między innymi wystromieniem ścieżki produktu potencjalnego. Niestety za powyższymi implikacjami stoją również minusy, do których zaliczamy silniejsze obciążenia fiskalne z tytułu prowadzonej polityki socjalnej. Spodziewamy się, że szeroko zakrojony plan luzowania fiskalnego będzie częściowo obciążony zapędami Zielonych planujących całkowite odcięcie się od energii pozyskiwanej z atomu oraz paliw kopalnych.

W dzisiejszej wypowiedzi Ri Yong Ho zwraca uwagę powołanie się na zapisy Karty Narodów Zjednoczonych, zgodnie z którymi państwo ma prawo wykorzystać zdobycze militarne w celu obrony przed agresorem. Ri stwierdza, że powyższe prawo daje możliwość północnokoreańskiemu reżimowi zestrzelenia dowolnego samolotu strategicznego USA, który znajdzie się w zasięgu baterii przeciwlotniczych. Powyższe słowa istotnie przyczyniły się do przesunięcia kapitału w stronę bezpiecznych przystani. Obecnie zwyżkę złota (0,6 proc.) wyraźnie przebija ropa WTI, która na przestrzeni dnia odnotowała ruch rzędu 1,9 proc. do poziomu 51,60 USD. W gronie walut G10 wyższości dolara nie uznają jedynie szwajcarski frank (0,1 proc.) oraz japoński jen, którego 0,3 proc. umocnienie spycha kurs USD/JPY w okolice poziomu 111,60. Po drugiej stronie zestawienia obecnie rządzi nowozelandzki dolar (-0,9 proc.) będący na fali niezbyt satysfakcjonujących wyników sobotnich wyborów. Podobną skalę deprecjacji notuje euro (-0,9 proc.) spychające parę EUR/USD w okolice dwutygodniowych minimów.

W trakcie poniedziałkowych notowań oczy inwestorów były również zwrócone w stronę Parlamentu Europejskiego, gdzie prezes ECB Mario Draghi wypowiadał się na temat kondycji państw strefy euro oraz przyjętych przez Radę Prezesów ram polityki pieniężnej. Istotne wzmianki dotyczyły między innymi podejmowania decyzji w warunkach dość sporej niepewności, co jest spowodowane wysoką zmiennością euro na rynku walutowym. Draghi poinformował opinię publiczną o tym, że Rada Prezesów ECB nie dyskutowała nad zmianami dotyczącymi limitu zaangażowania w prowadzonym programie skupu aktywów. Chwilową zmianę nastrojów na rynku zapewnił komentarz dotyczący niemożności określenia właściwego poziomu sumy bilansowej ECB oraz braku regulacji narzucających odpowiednie wartości. Gołębi wydźwięk istotnie łagodziła wzmianka o konieczności roztropnego działania przez osoby zasiadające w Radzie Prezesów.

Dawkę rozczarowania zapewniła publikacja indeksu Ifo, który wskazał na lekkie pogorszenie się klimatu biznesowego w Niemczech (115,2 pkt, poprzednio: 115,9 pkt). Zgodnie z uczestnikami rynku należało się spodziewać podtrzymania poziomów z sierpnia, co zostało jednak utrudnione przez wyraźnie słabszą ocenę warunków bieżących (123,6 pkt, poprzednio: 124,6 pkt).

Na giełdzie we Frankfurcie najmniej optymistycznymi nastrojami mogli pochwalić się inwestorzy RWE (-5,3 proc.), którzy wyraźnie przerazili się postulatów zgłaszanych przez Zielonych. Rynek był przede wszystkim przygotowany na porozumienie pomiędzy CDU/CSU oraz SDP, czyli na zachowanie statusu quo. Pomimo tak solidnego ruchu w stronę południa indeks DAX (0,0 proc.) zdołał utrzymać poziomy z piątkowego zamknięcia. Powyższa sztuka nie udała się giełdzie przy Książęcej, gdzie WIG 20 (-1,1 proc.) oddalił się od okrągłego poziomu 2 500 pkt. Na szczycie warszawskiego indeksu znalazły się spółki z sektora energetycznego z Tauronem (2,4 proc.) chwilowo wstrzymującym działanie bloku węglowego elektrowni Łagisza o mocy 460 MW do dnia 29 września. Dość blisko poprzedniego zamknięcia swoje notowania zakończył FTSE 100 (-0,1 proc.). Jego zwyżkę wyraźnie hamowały spółki z sektora wydobywczego, co jest pokłosiem niezbyt optymistycznego sentymentu na rynku surowców.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Multiscreening 2017 – różny content na różnych urządzeniach

W projekcie Multiscreening przyjrzeliśmy się temu, jak zmienia się popularność contentu tv/video na różnych urządzeniach. Kluczowe jest nie tylko, jaki content za pomocą jakiego urządzenia, ale i przez kogo jest oglądany (coraz bardziej rysuje się podział na 3 różne kategorie wiekowe wśród polskich internautów oglądających tv/video.

Najbardziej zwraca uwagę, że w porównaniu do zeszłego roku zdecydowanie rośnie liczba osób oglądających tv/video na smartphonie (zmiana o 33pp.) i tablecie (zmiana o 23.p.p.). Wzrosty oglądania video na smartphonie biorą się z coraz większej liczby kobiet do 24 roku życia oglądającej programy na tych urządzeniach. W kontekście oglądania video na tabletach przybywa mężczyzn w wieku 25-34 lata; na tablecie core’owi użytkownicy oglądają prawie to samo, co na telewizorze.

m2017pr2w1

Preferencje programowe:

  • ogólnie najczęściej ogląda się filmy – przede wszystkim na telewizorach i komputerach
  • na smartphone ogląda się najczęściej wiadomości i kabarety
  • chętnie oglądane na wszystkich możliwych urządzeniach są programy kulinarne; ta kategoria zresztą rośnie w porównaniu z poprzednim rokiem

W przypadku contentu telewizyjnego:

  • video oglądane przez smartphone wyróżniają programy muzyczne i kabarety.
  • na telewizorze istotnie częściej ogląda się programy edukacyjne i dokumentalne.
  • na tablecie ogląda się to samo, co na telewizji.

m2017pr2w2

W przypadku internetowego contentu video największą popularnością cieszą się: muzyka&teledyski, relacje sportowe, relacje znajomych i treści influencerów/vlogerów.

Wyniki pochodzą z projektu Multiscreening 2017, zrealizowanego na reprezentatywnej próbie n=1003 internautów we wrześniu 2017. W pełnej wersji raportu szczegółowo przyglądamy się, jakie preferencje programowe rozkładają się wśród widzów różnych stacji telewizyjnych, wydawców, nadawców i producentów.

Zapraszamy do pobrania wybranych slajdów ze szczegółowymi danymi dla preferencji programowej na różnych urządzeniach.

Albert Hupa IRCenter.com.

Funt wraca do gry

Wspólna waluta wierzy w kanclerz Merkel. Dolar w konsolidacji szuka kierunku. Frank znów blisko minimum. Funt wreszcie zatrzymał przecenę i powrócił do dobrze znanego kanału.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 18.09.2017-25.09.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2580 3,6700 3,5475 4,8030
Maksimum 4,2935 3,7425 3,6040 4,8685

 

Kurs euro EURPLN

Kurs euro EURPLN            Euro po tym, jak na początku września powstrzymało przecenę, zaczęło sukcesywnie drożeć. W ciągu dwóch tygodni podrożało o blisko 7 groszy, powracając do poziomów z połowy sierpnia, kiedy kosztowało blisko 4,30 zł. W tych okolicach jest jednak kilka potencjalnych oporów, które kolejny raz zadziałały, zatrzymując dalsze umocnienie. Dodatkowo zeszły tydzień był obciążony niewiadomą w postaci wyborów do Bundestagu w Niemczech. Dziś już wiemy, że CDU/CSU Angeli Merkel wygrało i to właśnie jej przypadnie misja tworzenia nowego rządu. Nie oznacza to jednak końca ryzyk politycznych dla euro. Ugrupowanie Merkel zdobyło znacznie mniej głosów niż w ostatnich wyborach, a dotychczasowy koalicjant SDP już zapowiedział przejście do opozycji. Oznacza to, że nowy rząd będzie znacznie mniej stabilny, co w przyszłości może znacząco ciążyć wspólnej walucie. Największym wygranym niedzielnych wyborów okazała się AfD, która została trzecią siłą w parlamencie. Tak dobry wynik eurosceptycznej partii również może niepokoić inwestorów. Przed nami burzliwy moment tworzenia rządu i póki takowy się nie wyłoni euro może czasami zachowywać się nerwowo.

Kurs dolara USDPLN

Kurs dolara USDPLN            Niedługo miną dwa tygodnie, od kiedy dolar przełamał linię trendu spadkowego. Wydawało się, że da to silny impuls do dalszych wzrostów, tak się jednak nie stało. Co prawda kurs USDPLN, szybko dotarł do okolic 3,60 zł, tam jednak zadziałał jeden z poziomów fibo. Od tego czasu dolar porusza się w pięciogroszowej konsolidacji, nie mogąc obrać konkretnego kierunku. Z jednej strony w szerszej perspektywie widać, że amerykańska waluta jest cały czas raczej tania, z drugiej temat Korei widocznie przeszkadza “zielonemu”. Potencjalny konflikt z każdą kolejną wypowiedzią dygnitarzy staje się coraz bardziej realny. Dodając do tego FED, który chciałby podnosić stopy procentowe, ale boi się inflacji, otrzymujemy dolara, który tkwi w zawieszeniu i w oczekiwaniu na konkretne rozwiązania. Powoli zbliżamy się do lokalnych szczytów z 2012 roku, które zapewne będą wykorzystane jako silne wsparcie, tak więc dużo większy jest potencjał do ruchu w górę.

Kurs franka CHFPLN

Kurs franka CHFPLN            Dużo ciekawego ostatnio wydarzyło się na wykresie CHFPLN. Pod koniec sierpnia frank wszedł w wąską trzygroszową konsolidację, z której dwukrotnie nieskutecznie próbował się wybić. Najpierw 12 września dołem oraz niecały tydzień później górą. Oba ruchy zostały szybko zanegowane i dopiero zeszłotygodniowy atak na dolne ograniczenie okazał się skuteczny. Po przełamaniu i szybkim reteście kurs spadł w okolice tegorocznego minimum. Udało się nawet chwilowo zejść poniżej 3,68 zł, jednak poziom ten ostatecznie został wybroniony. Cały czas znajdujemy się jednak poniżej 3,70 zł, a to oznacza, że w najbliższym czasie są możliwe kolejne próby zejścia niżej. Warto zauważyć, że od początku roku frank potaniał już blisko o 30 groszy.

Kurs funta GBPPLN

Kurs funta GBPPLN            Funt ma za sobą gorący okres. Po tym, jak na przełomie lipca i sierpnia w końcu udało się wyłamać z dwumiesięcznej konsolidacji, rozpoczął się prawdziwy rollercoaster. Najpierw funt potaniał o blisko 20 groszy. Ruch w dół udało się zatrzymać dopiero na koniec sierpnia. Kluczowym momentem było przebicie 4,60 zł, które okazało się pretekstem do odwrócenia trendu. Od początku września obserwujemy dynamiczne umocnienie funta, co poskutkowało powrotem do górnego ograniczenia kanału z początku wakacji. To miejsce na razie skutecznie powstrzymuje dalszy ruch, a na wykresie pomału powstaje formacja potrójnego szczytu, która na dobre może zakończyć wzrostowy trend. Nie jest wykluczone, że funt znowu pogrąży się w konsolidacji na kolejne tygodnie.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Wybory w Niemczech. Wystąpienia przedstawicieli banków centralnych

Angela Merkel wygrywa, ale musi zmienić koalicjanta. Inwestorzy czekają na wynik negocjacji koalicyjnych. Dzisiaj wystąpienia przedstawicieli FED i EBC z tematem stóp procentowych w USA w tle.

Na Zachodzie bez niespodzianek

Weekendowe wybory do Bundestagu zgodnie z oczekiwaniami wygrał blok partii chadeckich CDU/CSU pod przewodnictwem Angeli Merkel i to jej przypadnie misja stworzenia nowego rządu. Drugi wynik z około 20% głosów uzyskał dotychczasowy koalicjant socjaldemokratyczna SPD. Partia ta jednak w kampanii silnie odcinała się od tworzenia kolejnego rządu wspólnie. Powodem był fakt, że ta współpraca znacznie osłabiała poparcie dla socjaldemokratów, którzy właśnie osiągnęli najgorszy wynik w swojej historii. Reszta partii otrzymała po 9%-12,5% głosów. Dużo emocji budzi to, że AFD, uważana za skrajną partię, wejdzie do parlamentu i to z trzecim wynikiem. Większym problemem jest natomiast fakt, że oprócz SPD żaden koalicjant nie daje Angeli Merkel większości. W rezultacie najbardziej prawdopodobny jest manewr gdzie zwycięska CDU/CSU porozumie się na raz z zielonymi i liberałami. Powodem problemów z utworzeniem większości jest pojawienie się w ostatnich latach dwóch formacji Die Linke i AFD. Zagospodarowały one razem około 20% wyborców jedna po skrajnej lewej, druga po prawej stronie sceny politycznej. Obie formacje mają niemal zerową zdolność koalicyjną i chcą na swój sposób burzyć obecny porządek. W rezultacie rząd musi być tworzony z pozostałych 80%.

Reakcje rynków

Jak zareagowali inwestorzy? Euro straciło na dzisiejszym otwarciu około pół centa względem dolara. Podobny ruch miał miejsce względem franka. W przypadku jednak szwajcarskiej waluty umocnienie szybko zostało skorygowane, natomiast słabość względem dolara wciąż się utrzymuje. W kolejnych dniach zobaczymy jak przebiegać będą negocjacje koalicyjne. Dla rynków finansowych zestaw chadeków i liberałów w rządzie jest bardzo pożądany. Mniej chętnie natomiast inwestorzy patrzą na partię zielonych. Jeżeli negocjacje będą się opóźniać można spodziewać się kolejnych osłabień euro. Ze względu na ogólny wzrost niepewności od rana traci również złotówka.

Dzisiaj w danych makroekonomicznych brak ważnych danych, za to odbędzie się dzisiaj kilka wystąpień ważnych postaci zarówno z Europejskiego Banku Centralnego jak i Rezerwy Federalnej. Wystąpienia te są szczególnie istotne gdyż w ostatnich dniach inwestorzy coraz częściej inwestują pod podwyżkę sto procentowych w USA w grudniu. Gdyby ta tendencja się odwróciła mielibyśmy najprawdopodobniej kolejne umocnienia euro.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Przygotuj firmę do nowych przepisów w zakresie ochrony danych osobowych

Nowe przepisy unijne – w skrócie RODO – zostaną wydrukowane w dzienniku ustaw już w kwietniu 2018 roku, a w pełni zaczną obowiązywać w maju. Dotyczą one ujednolicenia przepisów o ochronie danych osobowych we wszystkich państwach Unii Europejskiej. Zmiany dotkną nie tylko instytucje publiczne, ale również przedsiębiorców. Jak przygotować siebie i swoich pracowników do nowych przepisów?

Ochrona danych osobowych – największe zmiany

Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO) uzupełnia definicję danych osobowych. Nowy termin uwzględnia również dane pozyskane dzięki rozwojowi technologii, definiując dane biometryczne i dane genetyczne. Rozszerza się również formuła, jaką administrator będzie nam musiał przekazać już na etapie pozyskiwania danych osobowych. Między innymi znajdziemy w niej informacje o okresie ich przechowywania czy kontakcie do IOD – Inspektora Ochrony Danych.

Zwiększa się również możliwość ingerencji w dane osobowe. Można powiedzieć, że ochrona danych osobowych uwzględnia naszą wolę w tym zakresie. Oprócz “prawa do bycia zapomnianym”, czyli usunięcia danych, mamy również w każdej chwili prawo dostępu do danych, ich uzupełniania, zmiany oraz przeniesienia.

Wzrastają także możliwości osób niepełnoletnich w zakresie zarządzania swoimi danymi osobowymi w internecie. RODO określa, że dzieci w przedziale wiekowym 13-16 lat mogą wyrażać samodzielnie zgodę na przetwarzanie danych osobowych, a każde państwo członkowskie musi dokładnie określić pułap wiekowy. W Polsce dzieci będą mogły wyrażać zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych w wieku 13 lat.

A jeśli chcemy złożyć skargę do GIODO, to dzięki nowym przepisom będzie można zrobić to bezpłatnie i do dowolnego organu nadzorczego w UE.

Nowe obowiązki firm

RODO doprecyzowuje obowiązki podmiotów przetwarzających dane. Po pierwsze, aby móc w ogóle przetwarzać dane, trzeba będzie przeprowadzić ocenę ryzyka i prywatności danych. Obowiązek ten będzie spoczywał na firmie, która te dane posiada. Następnie będą one musiały być odpowiednio zabezpieczone przed kradzieżą czy utratą, z uwzględnieniem zmieniających się dynamicznie cyberzagrożeń. Będziemy musieli stworzyć i wdrożyć odpowiednie procedury bezpieczeństwa. Trzeba będzie również udokumentować cel i zakres przetwarzania danych oraz prowadzić rejestr czynności przetwarzania wewnątrz organizacji.

Kolejnym obowiązkiem w ramach ochrony danych osobowych będzie konieczność informowania o naruszeniach ich bezpieczeństwa, ewentualnych wyciekach. W zależności od stopnia ryzyka, jakie powstanie, poinformować należy osoby, których dane zostały ujawnione oraz zawsze przekazać raport organowi nadzorczemu. Mamy na to 72 godziny. Jeśli osoba poniesie jakąś szkodę w związku z zaistniałą sytuacją, może żądać od nas odszkodowania. Unijne rozporządzenie wprowadza również obowiązek powoływania Inspektora Danych Osobowych, który będzie współpracował z GIODO.

Jak przygotować pracowników do zmian? Szkolenie z ochrony danych osobowych

Do obowiązków firmy należy również uświadomienie pracownikom wagi ochrony danych osobowych, a pracowników działów kadr, HR czy księgowości warto wysłać na profesjonalne szkolenie z ochrony danych osobowych. Nieprzestrzeganie RODO będzie karane finansowo, a kwoty te są niemałe. Najwyższa kara to 20 000 000 EUR lub 4% całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku. Z tej perspektywy koszty szkolenia stają się znikome.

Wiele firm oferuje również audyty bezpieczeństwa danych i szacowania ryzyka wraz z projektowaniem rozwiązań zgodnych z nowymi regulacjami i wsparciem we wdrażaniu RODO. Stworzenie procedur, wybór i wdrożenie odpowiednich systemów informatycznych zajmuje sporo czasu. Dlatego już dzisiaj warto pomyśleć o przygotowaniu firmy do nowych obowiązków.

Więcej informacji o RODO znajdziesz na stronie firmy oferującej szkolenia z zakresu ochrony danych osobowych – Proxymo

Czy polscy przedsiębiorcy będą potrafili przystosować się do wytycznych RODO?

General Data Protection Regulation, czyli unijne Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych wchodzi w życie w maju 2018 r. Powszechnie określa się je w naszym kraju jako RODO. Rozporządzenie ujednolica na poziomie Unii Europejskiej standardy oraz zasady przetwarzania danych osobowych. Dotyczy w zasadzie wszystkich podmiotów (nie tylko komercyjnych), które przetwarzają dane osób fizycznych.

W większości przedsiębiorstw (zwłaszcza tych dużych i średnich, gdzie świadomość zmian prawnych i wiedza ekspercka jest duża) już od jakiegoś czasu trwają prace dostosowawcze.
W spółkach FinTech, czyli wykorzystujących innowacyjne technologie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do usług finansowych, bezpieczeństwo danych jest priorytetem i projekt ma szczególnie wysoką rangę.

Należy zaznaczyć, że RODO nie zawiera żadnych konkretnych wytycznych, jak bezpiecznie przetwarzać dane osobowe, jak je zapisywać i przechowywać. Po pierwsze wynika to z faktu, że przepisy mają być ponadczasowe i znajdować skuteczne zastosowanie, niezależnie od szybkości zmian zachodzących w technologii.  Po drugie, rozporządzenie ma obejmować wszystkie branże i dziedziny życia. W praktyce, brak konkretnych wytycznych oznacza spore wyzwanie, tak dla dużych, jak i małych podmiotów. Każdy z nich musi samodzielnie określić jakie technologie i poziomy zabezpieczeń są właściwe dla danego rodzaju działalności, a także jakie mechanizmy i procedury wprowadzić. Tylko czy na pewno okażą się one odpowiednie?

Na podstawie ustawy implementującej RODO zostanie powołany nowy Urząd Ochrony Danych Osobowych. Organ ten będzie wyposażony w nowe etaty i budżet oraz upoważniony ustawowo do kontroli i nakładania wysokich kar za naruszenie ochrony danych. Nawet do 20 mln EUR. Biorąc pod uwagę brak konkretnych wymagań prawdopodobne jest, że metody przetwarzania i zabezpieczenia danych wybrane przez przedsiębiorców nie znajdą uznania w oczach urzędników. W takich sytuacjach istnieje ryzyko, że urząd w pierwszej kolejności zastosuje sankcję, zamiast wskazać inne, lepsze rozwiązania.

Wśród projektodawców polskiej ustawy słychać jednak głosy, że urząd będzie w dużym stopniu organem konsultacyjnym. Takie podejście byłoby jak najbardziej słuszne, a taki urząd to marzenie każdego przedsiębiorcy. Oby ten zakres działalności – konsultacje, rekomendowanie standardów a nawet edukowanie uczestników – stanowił podstawę działalności urzędu. Przynajmniej w pierwszym okresie obowiązywania RODO. Umożliwi to wypracowanie wspólnych standardów, zapewniających bezpieczeństwo danych i spełniających wymogi prawa dzięki wspólnym wysiłkom urzędu oraz uczestników rynku.

Implementacja RODO prognozuje dobre zmiany, bowiem dotychczasowe prawo nie do końca odpowiadało realiom dzisiejszego świata, który staje się coraz bardziej ucyfrowiony. To dobry znak, że zmiany zostaną wprowadzone na poziomie europejskim i lokalnym. Należy jednak zwrócić uwagę nie tylko na  konieczność nakładania wysokich kar za niedostosowanie się do nowych przepisów, ale przede wszystkim stworzyć przedsiębiorcom przestrzeń do konsultacji w obszarze właściwego zabezpieczenia i przechowywania danych osobowych.

Autorem komentarza jest Bartosz Berestecki, Członek Zarządu PayU S.A. (Grupa Naspers), Regional Legal and Compliance Director

Ukraińcy w polskich sklepach i na usługi wydali prawie 2 mld zł

Z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że cudzoziemcy w II kwartale br. wydali w Polsce 10,9 mld zł, o 5,5% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najwięcej wydały osoby przekraczające granicę z Niemcami oraz Ukrainą. Ukraińcy okazali się jednak najbardziej rozrzutni. Podczas jednej wizyty w Polsce obywatel Ukrainy zostawił średnio w sklepach i restauracjach 773 zł, podczas gdy Niemiec zaledwie 448 zł. Eksperci Personnel Service wskazują, że większe otwarcie na ruch przygraniczy i pracowników z Ukrainy mogłoby znacząco pomóc polskiemu PKB.

W II kwartale 2017 roku granicę Polski przekroczyło 46 mln cudzoziemców. Ich liczba z roku na rok rośnie szybciej niż liczba Polaków przekraczających naszą granicę. Oznacza to, że częściej obcokrajowcy odwiedzają nas niż my ich. Obcokrajowcy zostawiają też w Polsce coraz więcej pieniędzy. Jak wskazał GUS, najwyższe wydatki, biorąc pod uwagę lądową granicę, ponieśli cudzoziemcy przekraczający granicę z Niemcami (47,6% ogółu wydatków cudzoziemców), następnie z Ukrainą (20,3%), Czechami (11,5%), Słowacją (7,8%), Białorusią (6,4%), Litwą (4,8%) i Rosją (1,6%). Jeżeli jednak spojrzymy na średnie wydatki ponoszone przez przedstawicieli poszczególnych państw podczas jednej wizyty w Polsce – rekordowe kwoty wydali Ukraińcy.

Przeciętny Ukrainiec odwiedzający Polskę wydał u nas w II kwartale średnio 773 zł. To o 42 zł więcej niż w poprzednim kwartale. Te dane wyglądają szokująco zwłaszcza, jeżeli zestawi się je z przeciętną pensją w tym kraju. Z danych State Statistics Service of Ukraine wynika, że w II kwartale tego roku średnie wynagrodzenie w tym kraju wynosiło ok. 7 tys. hrywien[1], co w przeliczeniu na złotówki daje ok. 960 zł. Można więc powiedzieć, że Ukraińcy przyjeżdżają i zostawiają u nas prawie całą pensję – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Mieszkańcy Ukrainy w II kwartale tego roku wydali w polskich sklepach, restauracjach czy hotelach ponad 1,9 mld zł. Co oznacza, że w ciągu półrocza wydali aż 3,6 mld zł.

Co kupowali cudzoziemcy?

Cudzoziemcy kupowali w Polsce przede wszystkim towary nieżywnościowe, na które przeznaczyli ok. 83% swoich wydatków, na żywność i napoje bezalkoholowe wydali ponad 13%, a na pozostałe wydatki ok. 4%. Spośród artykułów nieżywnościowych największym zainteresowaniem cudzoziemców cieszyły się materiały do budowy, remontu i konserwacji mieszkania lub domu (ok. 25% wydatków na towary nieżywnościowe), sprzęt RTV i AGD (ok. 19%) oraz części i akcesoria do środków transportu (ok. 16%).

Rosnące wydatki Ukraińców w Polsce to między innymi efekt większego zainteresowania naszych wschodnich sąsiadów pracą u nas. Proszę pamiętać, że odkąd Polacy zaczęli wyjeżdżać do pracy do Wielkiej Brytanii, ten kierunek stał się jednym z najpopularniejszych wśród podróżujących samolotem. To pokazuje, że czynnik zawodowy łączy się z czynnikiem turystycznym. I jestem przekonany, że wydatki Ukraińców z roku na rok będą rosły. Zwłaszcza, że zapotrzebowanie na nich wśród polskich pracodawców od początku roku wzrosło o ok. 30% – podsumowuje Krzysztof Inglot.

[1] http://www.ukrstat.gov.ua/operativ/operativ2017/gdn/Szp_ed/Szp_ed_e/Szp_ed_2017_e.html

Dług państwowych firm rośnie najmocniej od 20 lat

W sierpniu wartość kredytów państwowych firm była aż o 30 proc. wyższa niż rok wcześniej. To najszybsze od 20 lat tempo zadłużania się tego typu podmiotów. Przedsiębiorstwa prywatne są w tym względzie znacznie bardziej powściągliwe. Ich zadłużenie zwiększyło się o zaledwie 5,3 proc.

Przedsiębiorstwa niezbyt chętnie zwiększają swoje zadłużenie w bankach. Łączna wartość ich kredytów na koniec sierpnia wynosiła 312 mld zł i od sierpnia 2016 r. wzrosła o 18 mld zł, czyli o 6 proc. Od kilku miesięcy ta dynamika nieznacznie się zwiększa, jednak generalnie, z niewielkimi krótkotrwałymi odchyleniami, pozostaje na niskim poziomie od pięciu lat (w tym czasie rosła do ponad 10 proc. w pierwszych czterech miesiącach ubiegłego roku). W długookresowym horyzoncie można dostrzec dość oczywistą prawidłowość, zgodnie z którą dynamika wzrostu wartości kredytów zwiększa się mocno w okresach przyspieszonego wzrostu gospodarczego i maleje w czasie pogarszania się koniunktury. Od września 2011 do sierpnia 2012 r. zadłużenie firm rosło o 11-15 proc., w latach 2007-2009 zwiększało się w skali roku o 13-28 proc., a w ostatnich latach ubiegłego stulecia o 20-30 proc. Z tego punktu widzenia widoczny jest wyraźny kontrast między wzrostem wartości kredytów dla firm a dynamiką PKB, która od prawie czterech lat, z krótką przerwą, utrzymuje się powyżej 3 proc., a ostatnio zdecydowanie przyspieszyła. Szukając analogii, choćby z okresem 2011-2012, wartość firmowych kredytów powinna zwiększać się dwukrotnie mocniej, niż ma to miejsce obecnie. Prawdopodobnie wkrótce tak się stanie, zakładając utrzymywanie się korzystnych tendencji w gospodarce oraz nadejście długo oczekiwanego ożywienia inwestycji.

Dług państwowych firm rośnie najmocniej od 20 lat

Źródło: Gerda Broker na podstawie danych NBP

Przyglądając się uważniej danym publikowanym przez NBP, nietrudno dostrzec, że z takim przyspieszeniem wzrostu zadłużenia mamy do czynienia w przypadku przedsiębiorstw i spółek państwowych. Do jesieni 2015 r. dynamika wartości kredytów była zbliżona zarówno dla firm prywatnych, jak i państwowych. Jeszcze w październiku 2015 r. wynosiła ona odpowiednio 8,2 i 5,2 proc. W listopadzie w grupie firm państwowych skoczyła do ponad 10 proc., a w grudniu do 21 proc. Od czerwca obecnego roku przekracza 30 proc., przy zaledwie 5 proc. wzroście w firmach prywatnych. Jeszcze większa, bo sięgająca aż 46 proc. (w czerwcu przekroczyła ona nawet 53 proc.), jest dynamika wzrostu zadłużenia firm państwowych z tytułu kredytów w złotych, bowiem od sierpnia ubiegłego roku wartość ich kredytów walutowych zmniejszyła się o prawie 600 mln zł, czyli o ponad 13 proc.

Można przypuszczać, że mocno zwiększona aktywność w zadłużaniu się państwowych firm przynajmniej częściowo wiąże się z projektami inwestycyjnymi (choć można mieć wątpliwości, czy w tej kategorii mieści się na przykład 800 mln zł kredytu dla TVP, o którym głośno było w ostatnich tygodniach). Łączna wartość zadłużenia państwowych przedsiębiorstw i spółek z tytułu kredytów udzielonych przez działające w Polsce banki wynosiła na koniec sierpnia niecałe 22 mld zł (rok wcześniej było to prawie 17 mld zł), co stanowiło 7 proc. wartości kredytów dla wszystkich firm. Z Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że mamy 41 firm posiadających status przedsiębiorstwa państwowego, z tego działalność prowadzi jedynie 19, zaś Ministerstwo Rozwoju sprawuje nadzór nad 216 spółkami, z czego 125 to spółki działające, a w 87 udział skarbu państwa wynosi 100 proc. Liczebność tej kategorii i jej potencjał nie są więc z punku widzenia gospodarki znaczące, choć w jej skład wchodzą też duże podmioty, mogące pełnić istotną rolę w wybranych dziedzinach.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

EURUSD, Gold – Pozycje funduszy lewarowanych na FX

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowymTabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

EURUSD, Gold - Pozycje funduszy lewarowanych na FX 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

EURUSD, Gold - Pozycje funduszy lewarowanych na FX 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Z puntu widzenia raportu Commitment of Traders najciekawiej przedstawia się EURUSD oraz Gold.

EURUSD – niedźwiedzie atakują

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane otworzyły ponad 15 tysięcy krótkich pozycji, w tym samym czasie zamknęli ponad 5 tysięcy krótkich. Na chwile obecną pozycje netto (długie – krótkie) cały czas są dodatnie, ale przewaga została diametralnie zmniejszona.

Już drugi tydzień z rzędu fundusze hedge powiększyli swoje zaangażowanie po krótkiej stronie rynku, co przekłada się na niedźwiedzi sygnał.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Z jednej strony fundusze lewarowane wskazują na mocniejsze spadki, jednakże z drugiej analiza techniczna nie potwierdziła tego sygnału. Na wykresie dziennym EURUSD nie doszło do przełamania strefy wsparcia 1.183-1.190 a także dolnej bandy kanału wzrostowego. Notowania znalazły się w miejscu, gdzie dwa sygnały dają wyższe prawdopodobieństwo do kontynuacji trendu wzrostowego. Zatem kto ma rację? Analiza techniczna czy raport COT?

Notowania EURUSD, interwał dzienny

EURUSD, Gold - Pozycje funduszy lewarowanych na FX 3

Źródło: Admiral Markets

Odpowiedź na dwa powyższe pytania może nasunąć się po analizie spreadu obligacji niemieckich i amerykańskich. W ostatnim czasie rentowność obligacji niemieckich rosła o wiele szybciej niż amerykańskich, co było głównym motorem napędowym kupujących na EURUSD. Z kolei teraz sytuacja się nieco odmieniła i wzrost na EURUSD nie są już potwierdzone przez spread obligacji.

Notowania EURUSD (linia biała) na tle spreadu obligacji niemieckich i amerykańskich

Notowania EURUSD (linia biała) na tle spreadu obligacji niemieckich i amerykańskich

Źródło: Bloomberg

Gold – po trendzie zwyżkowym czas na mocniejszą korektę

Jeszcze dwa tygodnie temu każdy mówił o kontynuacji trendu na złocie, aczkolwiek do tego nie doszło i taki scenariusz był bardzo mało prawdopodobny.

Pozycje netto zarządzających znalazły się w okolicy szczytów z 2016 roku, zatem brakowało kapitału, który wepchnąłby notowania metalu szlachetnego na nowe poziomy. Scenariusz ten został potwierdzony, w poprzednim tygodniu duzi gracze domknęli 18 tysięcy długich pozycji oraz otworzyli 1,5 tysiąca krótkich. Pozycje netto zaczęły spadać.

Pozycje zarządzających, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Z drugiej strony według analizy technicznej powinniśmy liczyć na mocniejszą korektę ostatnich spadków lub nawet powrót do trwałych wzrostów. Na dziennym interwale notowania gold znalazły się na strefie wsparcia 1287-1295. Dopiero po jej przebiciu powinniśmy oczekiwać wyprzedaży metalu szlachetnego w okolicę poziomu 1195-1205.

Notowania złota, interwał dzienny

Notowania złota, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Wykorzystywana przez firmy sztuczna inteligencja przyniesie im bilion dolarów

Z badań firmy Salesforce wynika, że sztuczna inteligencja wykorzystana w rozwiązaniach wspomagających sprzedaż, marketing i obsługę klienta, będzie motorem rozwoju światowej gospodarki. Do 2021 r. sztuczna inteligencja przyczyni się do wzrostu przychodów firm o ponad bilion dolarów.

Cyfrowa transformacja, którą od kilku lat przechodzą przedsiębiorstwa, przybiera na sile i obecnie wchodzi na nowy poziom, jakim jest upowszechnienie sztucznej inteligencji (AI). Ponad 40% firm twierdzi, że do końca 2018 roku zaadaptują w jakiejś formie rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję. W efekcie za rok aż 75% przedsiębiorstw będzie posiadać funkcje AI w co najmniej jednej aplikacji. Takie doniesienia płyną z badania przeprowadzonego przez IDC na zlecenie Salesforce ujętego w raporcie „A Trillion-Dollar Boost: The Economic Impact of AI on Customer Relationship Management”.

Badanie wskazuje, że istotny wpływ na wzrost przychodów firm mają wyposażone w sztuczną inteligencję rozwiązania CRM rozumiane jako zintegrowane narzędzia wspomagające sprzedaż, marketing i obsługę klienta. W skali globalnej do 2021 r. rozwiązania wyposażone w AI pozwolą przedsiębiorstwom zwiększyć przychody o 1,1 biliona USD (w tej wartości użytkownicy Salesforce będą mieli udział w wysokości 293 mld USD). Przy takim tempie rozwoju ma powstać 800 000 nowych miejsc pracy. W ciągu 5 lat (od 2016 do 2021 r.) wartość rynku rozwiązań CRM z zaimplementowanym AI wzrośnie z 7,9 mld USD do 46,3 mld USD.

Sztuczna inteligencja ma silny wpływ na zmianę środowiska pracy. I chociaż niektórzy analitycy prognozują, że automatyzacja napędzana rozwiązaniami AI wpływa na niemal połowę (49%) rodzajów aktywności zawodowych i spowoduje znikniecie 5% profesji, badania Salesforce wskazują, że rezultatem wdrożeń AI będzie przede wszystkim wzrost produktywności i wydajności pracowników, a nie ich wykluczanie z rynku. Zmiany te zachodzą zwłaszcza w obszarach marketingu sprzedaży i obsługi klienta. 

Najważniejsze wnioski z badania Salesforce:

  • Wspomniany wzrost przychodów firm (1,1 bln USD) zostanie osiągnięty głównie dzięki zwiększonej produktywności (121 mld USD) i obniżeniu kosztów poprzez automatyzację działań (265 mld USD).
  • Najbardziej pożądane przez przedsiębiorstwa technologie AI to przede wszystkim: zaawansowana analiza numeryczna (31%), rozpoznawanie mowy i głosu (30%), analiza tekstowa (27%) oraz samouczące maszyny (25%).
  • Znaczne zwiększenie przychodów firm spowoduje w skali globalnej przyrost miejsc pracy o ponad 800 000 do 2021 r., przewyższając liczbę miejsc pracy utraconych z powodu automatyzacji.
  • W ciągu 5 lat liczba miejsc pracy bezpośrednio i pośrednio związanych z rozwojem AI na świecie zwiększy się o 2 mln.
  • Ponad 46% respondentów adaptujących rozwiązania AI twierdzi, że już ponad połowa ich aktywności w obszarze CRM jest prowadzonych za pomocą chmury. Specjaliści oczekują, że dostawcy usług w chmurze będą dostarczać klientom technologie AI poprzez umieszczenie ich w swoich aplikacjach.
  • Liderami w zakresie wygenerowania nowych przychodów dzięki implementacji technologii AI będą Stany Zjednoczone (596 mld USD), Japonia (91 mld USD), Niemcy (62 mld USD), Wielka Brytania (55 mld USD) i Francja (50 mld USD)

Sztuczna inteligencja coraz częściej z chmury

Światowe wydatki na rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję nieprzerwanie rosną, zarówno w obszarze sprzętu, oprogramowania, jak i usług. W 2015 roku wynosiły one 5 mld USD, w 2017 wyniosą 20 mld USD, a w 2020 już 46 mld USD. W obszarze zarządzania relacjami z klientami (o ten obszar byli pytani respondenci) większość przedsiębiorstw będzie wykorzystywać AI głównie w marketingu korporacyjnym, marketingu produktowym, wsparciu klienta, e-commerce, analizie zachowań klientów oraz w tworzeniu polityki cenowej.

Lata 2017 – 2018 są przełomowe dla rozpowszechniania się technologii AI. W 60% ankietowanych organizacjach jeszcze w tym roku zostaną uruchomione projekty i pilotażowe programy z zakresu sztucznej inteligencji. To całkiem realny scenariusz, zważywszy, że w ciągu ostatnich 6 miesięcy znacznie wzrosły inwestycje dostawców rozwiązań w sztuczną inteligencję wykorzystywaną w systemach CRM. Dostawcy rozwiązań w chmurze mogą sprawić, że wdrożenia AI będą szybkie, niemal automatyczne. Badanie Salesforce wskazuje, że do 2018 r. pojawią się nowe modele płatności za korzystanie ze specyficznych, analitycznych środowisk pracy w chmurze, co spowoduje pięciokrotnie wyższy wzrost wydatków na rozwiązania z chmury w stosunku do tradycyjnych systemów on-premise.

Nowe możliwości systemów CRM wzbogaconych o AI

Prognozowany w badaniu wzrost przychodów wynika z istotnych korzyści, jakie sztuczna inteligencja wnosi w obszar handlu, marketingu i obsługi klienta. Firmy, które nieustannie próbują zdobyć przewagę konkurencyjną, widzą w AI następujące możliwości:

  • osiągnięcie szybszych cykli sprzedaży,
  • zwiększenie skuteczności w zdobywaniu leadów przy zwiększeniu ich jakości,
  • szybsze rozwiązywanie problemów w zakresie obsług klienta,
  • znaczne wsparcie w tworzeniu kampanii produktowych i wizerunkowych,
  • redukcja kosztów wsparcia telefonicznego,
  • obniżenie kosztów rekrutacji pracowników,
  • optymalizacja działań marketingowych,
  • dostosowanie cen do różnych warunków rynkowych,
  • optymalizacja dystrybucji i logistyki,
  • redukcja strat poprzez wykrywanie oszustw i nadużyć.

2 miliony nowych miejsc pracy dzięki technologiom AI

Badanie dowodzi, że obawy przed utratą miejsc pracy w związku z zastępowaniem człowieka przez maszyny i oprogramowanie są niesłuszne. Według analityków, rozwój sztucznej inteligencji będzie mieć pozytywny wpływ na rynek pracy. Niektóre zawody mogą zostać wyeliminowane, lecz w zamian będą powstawać i rozwijać się całkiem nowe profesje. Doskonale widać to na liczbach obrazujących prognozowany wzrost liczby miejsc pracy w obszarze CRM / AI. W 2021 roku będzie to łącznie ponad 2 mln nowych miejsc pracy (1,25 mln niebezpośrednio związanych z CRM i 823 tys. związanych bezpośrednio). Ponad 390 tys. z tej ogólnoświatowej puli powstanie u przedsiębiorstw wykorzystujących rozwiązania Salesforce.

Wdrażanie systemów AI wymaga od organizacji zdobywania nowych kompetencji. W związku z tym pracodawcy powinni tworzyć programy rozwoju pracowników, by przygotować ich na kolejną fazę cyfrowej rewolucji. Naprzeciw tym potrzebom edukacyjnym wychodzi też Salesforce udostępniając bezpłatną, interaktywną platformę Trailhead, gdzie administratorzy i deweloperzy na każdym poziomie doświadczenia będą mogli rozwijać swoje umiejętności i zdobywać wiedzę, która umocni ich pozycję na rynku pracy w przyszłości.

Więcej informacji o raporcie

Badanie przeprowadziła firma IDC na zlecenie Salesforce na grupie 1028 przedsiębiorstw o średnim zatrudnieniu 1966 pracowników. W badaniu wzięły udział firmy z Australii, Kanady, Francji, Niemiec, Japonii, Wielkiej Brytanii i USA. Respondenci pochodzili z różnych branż, z których żadna nie stanowiła ponad 20% ogółu badanej grupy. Użytkownicy Salesforce stanowili 42% całej grupy. 87% ankietowanych to managerowie wyższego szczebla, 77% z nich decydowało w swojej organizacji o wdrożeniach AI lub było członkami zespołów decyzyjnych.

Pełna wersja raportu do pobrania pod adresem:

https://www.salesforce.com/content/dam/web/en_us/www/documents/white-papers/the-economic-impact-of-ai.pdf 

PLN słabszy początkiem tygodnia

Polski złoty w ostatnich dniach znajduje się w trendzie horyzontalnym, a fala jego znacznego umocnienia się wyhamowała. Początek tygodnia upłynie pod znakiem presji na waluty obarczone większym ryzykiem, w tym także złotówkę.

USDPLN

Złotówka po zaksięgowaniu lokalnego minimum przy 3,5150 odbiła i kolejne próby zejścia nie powiodły się. Barierą okazało się wsparcie w okolicach 3,56. Widoczne jest niezdecydowanie rynku, czy to już czas na odwrót, czy tylko techniczny przystanek do kolejnych spadków. W przypadku spadków wsparciem pozostaje poziom 3,56, w przypadku wzrostów silnym oporem powinno być mierzenie 78,6% fibo ostatniego impulsu spadkowego,  gdzie wypada także górne ograniczenie formacji 1 do 1.usdpln_25-09_ergokantor usdpln_mc_25-09_ergokantor

Interesująco wygląda także układ świec na wykresie miesięcznym. Po 6 miesiącach spadkowych jest szansa na świecę wzrostową, a jej zakres może wyznaczyć tendencje na przyszłość, w przypadku zamknięcia miesiąca powyżej 3,60 możemy spoglądać na dolara pro wzrostowo, przynajmniej w krótkim terminie. Niewykluczony w najbliższych miesiącach jest jednakże test wsparcia 3,55.

EURPLN

eurpln_25-09_ergokantorW przypadku EUR złotówka znajduje się w konsolidacji pomiędzy 4,2950 a 4,23. Wybicie z konsolidacji wskaże dopiero kierunek, w którym będzie podążał rynek. Wybicie górą dałoby sygnał do zaatakowania poziomu 4,35 i potwierdzenie realizacji formacji ORGR. Wybicie dołem zniosłoby parę nawet w rejony ostatnich lokalnych dołków przy 4,15.

Michał Bartos
Główny Analityk Walutowy
ergokantor.pl

Polityka czy gospodarka? Co zdecyduje o kursach walut

Pierwsze godziny poniedziałkowego handlu na rynkach upływają na ocenie wyników wyborów w Niemczech oraz decyzji Moody’s o obniżce ratingu Wielkiej Brytanii. Jednak w kolejnych dniach prawdopodobnie w większym stopniu waluty będą uzależnione od przekazu ze strony banków centralnych oraz danych makroekonomicznych, niż od wydarzeń politycznych – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Tuż po otwarciu się rynku walutowego w niedzielę wieczorem mieliśmy do czynienia z osłabieniem się euro i wzrostem wartości franka. Była to reakcja na wynik wyborów do niemieckiego parlamentu. Nieco gorsze od szacunków wyniki obecnej koalicji CDU/SPD oraz dobry rezultat eurosceptycznej AFD spowodował spadki EUR/USD czy EUR/CHF.

Warto jednak zauważyć, że rezultat wyborów do Bundestagu aż tak znacząco nie odbiega od ostatnich sondaży. Wydaje się również, że zmiana obecnej „Wielkiej Koalicji” na „jamajską” (CDU/FDP/Zieloni) prawdopodobnie dramatycznie nie zmieni podejścia Niemiec do gospodarki oraz integracji europejskiej. Inwestorzy prawdopodobnie także dość szybko ocenią, że przed zaplanowanymi na 15 października wyborami w Dolnej Saksonii raczej nie będzie finału rozmów o utworzeniu koalicji. W rezultacie więc temat wyborów w Niemczech powinien ustąpić danym gospodarczym z wiodących gospodarek oraz wypowiedziom wiodących przedstawicieli banków centralnych.

Obniżenie ratingu Wielkiej Brytanii

Piątkowe wystąpienie Theresy May we Florencji nie zmieniło wyraźnie sytuacji na funcie. Brytyjska premier uniknęła wymieniania konkretnej kwoty składek, które Zjednoczone Królestwo będzie wpłacać do unijnego budżetu podczas okresu przejściowego pomiędzy teoretycznym opuszczeniem Unii Europejskiej, a faktycznym wyjściem ze wspólnego rynku.

Pewnym zaskoczeniem w kontekście GBP była natomiast decyzja Moody’s o obniżeniu ratingu Wielkiej Brytanii z poziomu Aa1 do Aa2. Agencja zwracała uwagę przede wszystkim, że sytuacja finansów publicznych „wyraźnie się osłabiła. Dług do PKB ma osiągnąć 93 proc. PKB w 2019 r. Dodatkowo Moody’s spodziewa się, że brytyjska gospodarka w nadchodzącym roku urośnie jedynie o 1 proc.

Szterling po tej informacji wyraźnie stracił na wartości. Para GBP/USD spadła z 1.3530 do 1.3450. Ruch również w relacji do złotego był względnie silny i spowodował obniżenie się wartości funta do okolic 4.80.

Po rozpoczęciu się poniedziałkowego handlu nastąpił powrót do poziomów sprzed decyzji Moody’s, ale obniżenie ratingu może spowodować, że ostatnia tendencja wzrostowa funta wyhamuje nawet w przypadku podtrzymywania perspektywy podniesienia stóp procentowych czy względnie dobrych danych makroekonomicznych.

Banki centralne, inflacja oraz złoty

Bieżący tydzień będzie bogaty w wystąpienia przedstawicieli wiodących banków centralnych. Zaplanowane jest kilkanaście wystąpień przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Co istotne, we wtorek głos na temat polityki pieniężnej USA zabierze szefowa Fedu Janet Yellen.

Po wrześniowym posiedzeniu amerykańskich władz monetarnych widać, że bank centralny nie zamierza wycofywać się z podwyżki stóp procentowych o 1 pkt proc. do końca 2018 r. Prawdopodobnie ten pogląd zostanie podtrzymany w najbliższych dniach. Powinien to być element wspierający dolara.

Nie mniej wystąpień zaplanowanych jest również ze strony przedstawicieli EBC. W tym przypadku przekaz ze strony bankierów centralnych może nie być jednoznaczny. Z jednej strony prawdopodobnie usłyszymy o względnie dobrej kondycji gospodarki strefy euro, ale z drugiej również o dalszej konieczności wsparcia ze strony łagodnych warunków monetarnych. W rezultacie więc ogólny efekt wypowiedzi powinien być neutralny dla euro.

Z danych makroekonomicznych najważniejsze powinny być te dotyczące wstępnych danych o inflacji za wrzesień. W czwartek napłyną odczyty z Niemiec, a w piątek z całej strefy euro. Największe zainteresowanie przykują odczyty inflacji bazowej z obszaru wspólnej waluty. Przekroczenie prognoz na poziomie 1.2 proc. r/r, czyli wyjście na nowe 4-letnie szczyty powinno wspomagać euro.

W przypadku krajowego rynku, podobnie jak w przypadku strefy euro, dane o inflacji za wrzesień będą najważniejsze. Wstępny odczyt zmian cen konsumentów za wrzesień GUS opublikuje w piątek o godz. 14.00. Przekroczenie konsensusu na poziomie 2.0 proc. r/r powinno wspomagać złotego i sugerować, że najszybszy od ponad pięciu lat wzrost wynagrodzeń (6.6% r/r za sierpień) przekłada się na coraz wyższe ceny. Jeżeli dane o inflacji będą zgodne z oczekiwaniami większości ekonomistów, ogólna sytuacja złotego nie powinna się diametralnie zmienić w porównaniu do tego co obserwujemy obecnie.

Toyota i NTT połączą siły w opracowywaniu robotów domowych nowych generacji

Toyota Motor Corporation (TMC) oraz Nippon Telegraph and Telephone Corporation (NTT) rozpoczęły wspólne badania nad udoskonalaniem robotów domowych, które będą mogły harmonijnie współpracować z ludźmi.

Toyota i NTT połączą siły w opracowywaniu robotów domowych nowych generacjiPrzez lata badania nad robotami skupiały się na robotach przemysłowych, pracujących głównie w fabrykach. Jednak ostatnio wzrosło zainteresowanie robotami dla indywidualnych użytkowników –przykładem są zrobotyzowane odkurzacze. W przyszłości roboty domowe mogą pomóc w takich zadaniach jak sprzątanie czy opieka nad dziećmi, a także służyć jako partner do rozmowy.

Toyota wniesie do wspólnego projektu roboty HSR (Human Support Robots) oraz wiedzę zgormadzoną przy ich opracowywaniu. Obecnie roboty HSR służą głównie do opieki nad osobami chorymi, starszymi i niepełnosprawnymi za pomocą trzech funkcji: podnoszą przedmioty z ziemi, sięgają po przedmioty, które znajdują się poza zasięgiem użytkownika, oraz komunikują się z rodziną i opiekunami użytkownika.

Japońska firma telekomunikacyjna NTT wykorzysta w pracach prowadzonych wspólnie z Toyotą oparty na sztucznej inteligencji system corevo®, w tym technologie rozpoznawania mowy, prowadzenia dialogu, głosu syntetycznego, które umożliwiają robotom prowadzenia rozmowy z ludźmi. Ze środowiskiem corevo® współpracuje aplikacja R-env®, dzięki której roboty rozumieją gesty i mowę ciała, co pozwala im prowadzić złożone rozmowy.

We wspólnych badaniach NTT i Toyota połączą swoje technologie i wiedzę, aby stworzyć nową generację robotów komunikacyjnych, korzystając z technologii corevo® i Human Support Robots. Ponadto obie firmy zamierzają stworzyć prototypy robotów do obsługi hal wystawowych i punktów handlowo-usługowych, z którymi klienci będą mogli wchodzić w interakcje. Toyota zamierza przeprowadzić testy z udziałem końcowych użytkowników w rzeczywistych warunkach, żeby zweryfikować nowe technologie i efektywność robotów oraz zebrać opinie potencjalnych nabywców i zwiększyć zakres funkcji robotów. Toyota i NTT chcą zweryfikować wrażenia z interakcji z robotami wśród użytkowników oraz efektywność prototypów, a także zidentyfikować wszelkie możliwe problemy technologiczne przed wprowadzeniem seryjnych urządzeń na rynek.

Zarówno Toyota, jak i NTT mają bogate doświadczenie w wielopłaszczyznowej współpracy z partnerami w dziedzinie robotyki. W 2015 roku Toyota powołała platformę HSR Developers’ Community, w ramach której koncern współpracuje z wieloma uniwersytetami i instytutami badawczymi. Celem społeczności HSR Developers’ Community jest przyspieszenie rozwoju technologii, która rozszerzy funkcjonalne możliwości robotów domowych. Podobną współpracę prowadzi także Nippon Telegraph and Telephone Corporation.

W najbliższym czasie NTT zamierza udostępnić środowisko corevo® zewnętrznym partnerom. Zapraszając do wspólnych badań producentów, uniwersytety i centra badawcze, NTT i Toyota mają nadzieję przyspieszyć i wypromować rozwój funkcji koniecznych, aby ludzie i roboty mogły ze sobą współegzystować w codziennym życiu. Celem obu firm jest, aby roboty domowe były nie tylko inteligentne, ale także kulturalne, by zacieśniać więzi między robotami i ludźmi oraz tworzyć coraz lepsze warunki dla ludzi do ich aktywności i rozwoju.

Prototypy Human Support Robots zostaną zaprezentowane na stoisku NTT na targach CEATEC JAPAN 2017 od 3 do 6 października. Potem roboty będą demonstrowane na imprezach robotycznych i w salonach wystawowych.

W przyszłym roku spodziewajmy się wzrostu konsumpcji, popytu i inwestycji

Czy taka gospodarka jak polska, średniej wielkości, może bezpiecznie i trwale budować wzrost w oparciu tylko o popyt wewnętrzny? Jeżeli tak, jaki powinien on być? Odpowiedź nie jest prosta. Warto przypomnieć, że to właśnie popyt wewnętrzny w czasie kryzysu w 2009 roku pozwolił uczynić zieloną wyspę. To z jego pomocą kreowany był wzrost gospodarczy. Wtedy jednak jego częścią były inwestycje, w dużej mierze finansowane za pomocą środków finansowych z Unii Europejskiej, których obecnie brakuje. Od kilku kwartałów buduje się nadzieja, że inwestycje te powrócą. Choć w drugim kwartale zanotowano ich wzrost, jest on nadal stosunkowo niski, bo na poziomie niespełna 1%. Powinien zwiększyć się kilkakrotnie w przyszłym półroczu.

– Wydaje się, że podstawy bezpieczeństwa wymagają, aby wzrost gospodarczy miał dwa fundamenty – powiedział agencji eNewsroom Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego – Pierwszym jest popyt wewnętrzny, a drugim – atrakcyjna oferta skierowana do zagranicy, która zapewnia równowagę, gdy go zabraknie i na odwrót. Samorządy, które są bardzo istotne jeśli chodzi o wydawanie środków unijnych i inwestycje publiczne, zaczynają się rozpędzać. Niedługo dołączą do nich prywatne podmioty gospodarcze, które na razie nie inwestowały. Wyniki za miesiące wakacyjne pokazują kilkunastoprocentowy wzrost produkcji budowlano-montażowej. Daje to nadzieję na zwiększenie liczby inwestycji w dalszej części roku. Co ważniejsze, powinno to zacząć budować fundament pod bardziej zrównoważony wzrost. Oznacz to nie tylko rozwój prywatnej konsumpcji, która w pierwszym kwartale rosła bardzo solidnie, ale i inwestycji. Patrząc na naszych najważniejszych partnerów handlowych – strefę euro, ale i Wielką Brytanię, popyt zagraniczny także zapowiada się dobrze. Przyszły rok ma szansę być pierwszym od kilku lat, w którym wszystkie trzy filary – konsumpcja, popyt zagraniczny i inwestycje będą równie mocno wspierać wzrost gospodarczy, który stanie się o wiele bardziej zrównoważony niż obecnie – podsumował Kaczor.

Po niemieckich wyborach

Koalicja kanclerz Angeli Merkel wygrała niedzielne wybory parlamentarne w Niemczech, ale uzyskała mniejsze poparcie niż miała dotychczas. Współrządzący socjaldemokraci ogłosili opuszczenie koalicji. W tej sytuacji kanclerz Merkel będzie musiała próbować stworzyć koalicję z liberałami lub zielonymi. Nie bierze się pod uwagę antyunijnej i antyimigracyjnej Alternatywy dla Niemiec, która po raz pierwszy weszła do Bundestagu i od razu stała się trzecią siłą polityczną. Boją się jej i politycy, i inwestorzy. W reakcji na tę sytuację euro traci, ale niewiele.

Sporo za to spadła wartość waluty Nowej Zelandii po tym, jak rządząca Partia Narodowa choć wygrała sobotnie wybory, to utraciła większość w parlamencie i będzie miała problem ze stworzeniem koalicji. Nowozelandzki dolar spadł o 1% wobec dolara amerykańskiego i jego kurs jest najniższy od 4,5 miesiąca.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do brytyjskiego funta (-0,49%) i dolara kanadyjskiego (-0,04%), a zyskuje do euro (+0,23%), dolara australijskiego (+0,02%) oraz japońskiego jena (+0,14%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,192, GBP/USD – 1,356, USD/CAD – 1,233, AUD/USD – 0,796 i USD/JPY – 112,1. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,05%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,879. W porównaniu z piątkiem złotówka lekko traci do dolara, funta i franka szwajcarskiego, a pozostaje na niezmienionym poziomie do euro. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,58 zł, euro – 4,27 zł, funt –  4,86 zł, a frank – 3,69 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego.
W piątek londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,64%, frankfurcki indeks DAX spadł o 0,06%, a paryski indeks CAC 40 podniósł się o 0,27%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,06%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,46%, a brazylijski Bovespa spadł o 0,28%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,5%, chiński indeks Shanghai Composite obniżył się o 0,33%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 1,2%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej idą w górę. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 56,86 USD (+0,76%), a ropy WTI – 50,66 USD (+0,22%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 58 USD. Z kolei cena złota kontynuuje spadki. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1292 USD. To 4 USD mniej (-0,31%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 2:30 – Japonia – PMI dla przemysłu, wrzesień – 52,6 pkt. (prognoza 53,4 pkt.)
  • 7:35 – Japonia – Wystąpienie szefa Banku Japonii
  • 10:00 – Niemcy – Indeks Ifo, wrzesień (prognoza 116 pkt.)
  • 14:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
  • 15:00 – Strefa euro – Wystąpienie szefa EBC
  • 18:40 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Waluty surowcowe czeka znaczna korekta. W Niemczech rośnie niepewność polityczna

Euro znajduje się pod umiarkowaną presją wyniku weekendowych wyborów federalnych w Niemczech. Kanclerz Merkel zachowa swój urząd na czwartą kadencję, lecz potrzebne będzie do tego wsparcie innych frakcji. Główne partie osiągnęły historycznie najgorsze wyniki od lat 40., do Bundestagu z trzecim wynikiem weszła skrajna prawica. W izbie niższej pierwszy raz od lat 50. będzie aż sześć ugrupowań. Jednym słowy: w Niemczech rośnie niepewność polityczna.

Po serii pierwszych komentarzy należy oczekiwać tzw. Jamaika-Koalition, czyli porozumienia CDU/CSU, FDP i Zielonych. Warto pamiętać, że po ostatnim mariażu z CDU /CSU liberałom groziło zniknięcie ze sceny politycznej Niemiec, co powinno sprawić, że FDP nie będzie łatwym koalicjantem. Taki skład koalicji i jej około 52 – proc. liczba głosów zmniejsza szanse na ambitny program reform, zwłaszcza w zakresie funkcjonowania Unii Europejskiej (sprzeczne stanowiska Zielonych i FDP).

Nie uważamy jednak, by trwale rzutowało to na siłę euro oraz rentowność niemieckich obligacji skarbowych. Jednak biorąc pod uwagę, że za tydzień w Katalonii mieć będzie miejsce referendum, to można oczekiwać podtrzymania niepewności i rozszerzania się spreadów rentowności długu Niemiec i państw peryferyjnych Eurolandu. Przynamniej w krótkim terminie europejska polityka będzie niekorzystnie wpływać na siłę euro i wycenę europejskich aktywów. Kończy się iluzja powstała po francuskich wyborach prezydenckich (i holenderskich parlamentarnych) sugerująca, że poparcie dla skrajnych ugrupowań i ruchów zaczęło wyraźnie tracić na sile.

Jednocześnie zaczyna być widoczna pozytywna dynamika po stronie administracji Trumpa w zakresie dążenia do reformy sytemu podatkowego. Nie wolno zapominać o zdecydowanie jastrzębim wydźwięku posiedzenia Fed, które stwarza pole do tego, by krzywa rentowności podnosiła się a jej przebieg stawał bardziej stromy. Podsumowując: wydarzenia natury politycznej skłaniają nas do przekonania, że różnica rentowności obligacji będzie kształtować się na niekorzyść euro, co zwiększa prawdopodobieństwo, że średnioterminowy szczyt w notowaniach EUR/USD został już uformowany.

Nowe impulsy do handlu ze strony polityki napływają też z Nowej Zelandii i Japonii. NZD/USD runął pod 0,73 po słabym wyniku rządzących konserwatystów. Uważamy, że waluty surowcowe czeka znaczna korekta i AUD/USD oraz NZD/USD będą schodzić na wyraźnie niższe pułapy. USD/JPY rośnie ponad 112,20 na fali wypowiedzi premiera Abe, który dąży do przedterminowych wyborów i zapowiada fiskalną stymulację gospodarki. Tak długo jak kurs pozostaje ponad 111,60 należy przyjmować za bazowy scenariusz zakładający wzrosty w kierunku 114,00, czyli lipcowych i kwietniowych szczytów.
Przychylniejsze spojrzenie inwestorów na dolara, szum polityczny w Europie, gołębie nastawienie RPP pomimo rewelacyjnych danych z gospodarki oraz wisząca w powietrzu eskalacja napięć wokół reformy sądownictwa to kombinacja czynników negatywna dla złotego. Zakładamy kontynuację zwyżek i ponowne podejście w kierunku 4,30.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Prof. Kruszyński: W sądach orzekają coraz starsi sędziowie, ale to nie daje społeczeństwu gwarancji na dobre wyroki

Z danych opublikowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości wynika, że średnio o dwa lata są starsi sędziowie przyjmowani do zawodu, niż przed trzema laty. Ten wiek obecnie wynosi 36,2 roku. Według eksperta, może być on właściwy, o ile wcześniej prawnik zdobędzie bogate doświadczenie, wykonując inną profesję prawniczą. Na tym polega model anglosaski, którego wprowadzenie od wielu lat rekomenduje prof. Piotr Kruszyński. Bezrefleksyjna wymiana sędziów starszych na młodszych nie przyniesie Polakom żadnych korzyści. Może wręcz zagrażać niezawisłości sądów, dając furtkę do usuwania niewygodnych dla władzy funkcjonariuszy. Dlatego, sędzia sam powinien decydować o swoim odejściu ze stanowiska, oczywiście przed osiągnięciem wieku emerytalnego.

Kierownik Zakładu Międzynarodowego i Europejskiego Prawa Karnego Procesowego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego zauważa, że w Polsce z reguły stanowisko sędziego stanowi początek kariery prawniczej. Najczęściej jest tak, że po zdanym egzaminie absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury od razu obejmują funkcję sędziowską. Zdaniem eksperta, tak absolutnie być nie powinno. Choć młodzi ludzie mają duży zapał i świeżo usystematyzowaną wiedzę, to jednak brakuje im niezbędnej do orzekania praktyki. I niestety tego nie da się szybko zdobyć.

– Osobiście jestem zwolennikiem modelu anglosaskiego, w którym stanowisko sędziego jest ukoronowaniem kariery prawniczej. W Polsce próbowano wprowadzić ten system w 2000 roku. Byłem wówczas w gronie ekspertów, którzy bardzo pozytywnie opiniowali proponowaną reformę. Miała ona polegać na tym, żeby sędzią mógł zostać prawnik, który ukończył 35. rok życia i przez kilka lat pracował jako adwokat, radca prawny, notariusz czy też prokurator. Niestety, zrezygnowano z tego rozwiązania i nic nie wskazuje na to, że zostanie ono wprowadzone – mówi prof. Piotr Kruszyński.

Jak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości, wiek sędziów w sądach apelacyjnych podniósł się średnio z 54,8 roku do 55,2. W sądach okręgowych wzrósł z 50,5 roku do 51,29, a w sądach rejonowych – z 42,47 roku do 44,4. Natomiast średni wiek sędziów wszystkich sądów powszechnych wynosi obecnie 46,8. W opinii profesora Kruszyńskiego, trudno przewidywać, czy w przyszłości ten trend będzie się dalej rozwijał i czy będą orzekali coraz starsi sędziowie. Z pewnością ich wiek sam w sobie nie ma większego znaczenia. Zarówno starsi, jak i młodsi sędziowie mogą być lepsi lub gorsi. Tak samo jest w każdej innej profesji.

– Zawód sędziego wymaga odpowiedniego doświadczenia życiowego, niezależnie od uzyskanych kwalifikacji. Można znać na pamięć całe orzecznictwo Sądu Najwyższego, ale bez umiejętności podejmowania własnych decyzji, człowiek nigdy nie będzie dobrym sędzią. Ministerstwo Sprawiedliwości nie powinno zdecydowanie i bezrefleksyjnie iść w kierunku sukcesywnej wymiany starszych sędziów na młodszych. Taka zamiana nie gwarantowałaby bardziej dynamicznego i sprawiedliwego orzekania. Podobnie, podwyższanie wieku sędziów nie zapewni mądrzejszych wyroków – wyjaśnia były Dyrektor Ośrodka Badawczego Adwokatury Polskiej.

Jak zaznacza ekspert, decyzję o zakończeniu kariery należy pozostawiać samym sędziom. Ci, którzy nie mają już siły do tego, żeby przygotowywać się nawet do jednej sprawy dziennie, oczywiście powinni z rozsądku ustępować miejsca innym. Władza może ingerować jedynie w indywidualnych przypadkach, np. gdy sędzia sam łamie prawo. W takiej sytuacji zdecydowanie powinien opuścić swój urząd i ponieść konsekwencje dyscyplinarne. Dlatego, oczywiście nie każdy raz powołany sędzia do zawodu może orzekać aż do emerytury. Ale to powinno dotyczyć wyjątków.

– Generalnie niewymienialność sędziów stanowi jeden z warunków niezawisłości sądów, a to jest najważniejszą sprawą. Każdy może być krytykowany za swoje orzeczenie. I to jest oczywiste. Nie wszystkie wyroki są mądre, nie tylko w Polsce. Ale chodzi o to, żeby sędzia miał pewną gwarancję tego, że żadne ujemne konsekwencje pozaprawne czy też prawne go nie spotkają za wydane orzeczenie. Wymienianie sędziów starszych na młodszych mogłoby stanowić furtkę do takich sytuacji – podsumowuje prof. Kruszyński.

Złoty nieco słabszy o poranku, wybory w Niemczech ciążą euro

Ostatni tydzień września rozpoczął się od niewielkiego osłabienia złotego. Lekko spadają też notowania EUR/USD, którym ciążą wyniki niedzielnych wyborów w Niemczech.

Poniedziałkowy poranek przynosi niewielkie osłabienie złotego do głównych walut, będące odreagowaniem jego umocnienia z końcówki ubiegłego tygodnia. O godzinie 08:47 za euro trzeba było zapłacić 4,2720 zł, po tym jak przez niemal cały poprzedni tydzień tracił ono na wartości zawracając z poziomu 4,30 zł. Dolar kosztował 3,5850 zł, a szwajcarski frank 3,6920 zł.

Słabszy złoty to z jednej strony wpływ nieznacznego spadku notowań EUR/USD po niedzielnych wyborach w Niemczech. Z drugiej nieco gorszych nastrojów na rynkach globalnych. Być może jakiś wpływ mają też obawy, że zaprezentowane dziś w południe przez prezydenta Andrzeja Dudę projekty ustaw dotyczących Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa na nowo ożywią spór, jaki polskie władze toczą z Komisją Europejską.

Wyniki niedzielnych wyborów parlamentarnych w Niemczech mimo wszystko nie są większym zaskoczeniem. Aczkolwiek wprowadzają nieco niepewności odnośnie kształtu nowej koalicji rządowej. I to właśnie ta niepewność, wespół z piątkowym nieudanym atakiem EUR/USD na psychologiczną barierę 1,20, spycha w dół notowania. Impuls jest jednakże krótkotrwały i nie należy oczekiwać większych spadków wspólnej waluty wywołanej tylko przez wyniki wyborów.

Wyborcze rozstrzygnięcie w Niemczech, jeżeli przyjąć, iż socjaldemokraci z SPD i skrajna prawica z AfD znajdą się w opozycji, najprawdopodobniej oznaczają, że nowy rząd Angeli Merkel zdecydowanie bardziej skupi się na sprawach krajowych, dbając o interesy Niemiec, a będzie mniej koncyliacyjny jeżeli chodzi o sprawy europejskie. Dlatego w mojej ocenie będzie to rząd dobry dla niemieckiej gospodarki, a nieco bardziej problematyczny niż obecny, jeżeli chodzi o wszystkie rozstrzygnięcia związane z Unią Europejską, brexitem, czy też jeżeli chodzi o spór jaki Polska prowadzi z Komisją Europejską.

O ile rano wyniki niemieckich wyborów jeszcze budzą emocje, spychając w dół notowania EUR/USD, co pośrednio odbija się na złotym, to już w kolejnych godzinach uwaga inwestorów powinna skoncentrować się na czynnikach typowo rynkowych. Zważywszy, że jedyną wartą uwagi publikacją jest dziś indeks instytutu Ifo dla Niemiec (godz. 10:00; prognoza: 116 pkt.), to w centrum uwagi znajdą się przede wszystkim liczne wystąpienia przedstawicieli banków centralnych. W tym zaplanowane na godzinę 15:00 wystąpienie Mario Draghiego, szefa Europejskiego Banku Centralnego, który pojawi się w Parlamencie Europejskim.

Ubiegły tydzień nie zmienił układu sił na wykresach EUR/PLN i USD/PLN. Ta pierwsza para, po zwrocie z poziomu oporu na 4,30 zł, w kolejnych tygodniach może powoli osuwać się w kierunku strefy wsparcia 4,22-4,23 zł. Dolar natomiast wciąż tkwi w wąskiej konsolidacji, której osią jest poziom 3,59 zł. O kierunku wybiciu z niej najprawdopodobniej zdecyduje rozstrzygnięcie sytuacji na EUR/USD. Jeżeli ostatecznie para ta przełamie poziom 1,20, to dolar potanieje do 3,50 zł. Jeżeli jednak EUR/USD mocniej odbije się od 1,20 i ruszy w dół to notowania dolara podążą w kierunku 3,64-3,65 zł.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Jastrzębi Fed

Zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem minionego tygodnia było posiedzenie FOMC, które zakończyło się w środę. Bank centralny Stanów Zjednoczonych mimo gorszych ostatnimi czasy odczytów gospodarczych oraz panujących huraganów nie zdecydował się wycofać z zapowiadanych działań. Fed ogłosił początek procesu redukcji bilansu – z początkiem października kwota przeznaczana na reinwestycje ma być zredukowana o 10 mld dolarów miesięcznie. Co więcej, Rezerwa Federalna planuje trzymać się planu i dokonać jeszcze jednej podwyżki stóp procentowych w tym roku oraz trzech w roku kolejnym. Był to scenariusz bazowy, jednak z powodu gorszych danych inwestorzy sceptycznie spoglądali na dalsze plany zacieśnienia monetarnego, co spowodowało zaskoczenie i silną reakcję rynku – umocnienie dolara oraz wzrost rentowności amerykańskich obligacji.

W Polsce w centrum uwagi znalazły się dane makroekonomiczne, które potwierdziły bardzo dobrą kondycję polskiej gospodarki. Odczyty sierpniowej sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej oraz dynamiki wynagrodzeń zdecydowanie przewyższyły prognozy. Był to także pierwszy tydzień od dawna, w którym to mniejsze i średnie spółki osiągnęły lepszy wynik (mWIG40 +0,5%, sWIG80 +0,3%) od największych spółek parkietu (WIG20 -1,5%). Dla rynku długu ważne również okazało się ogłoszenie bardzo dobrego wykonania budżetu. Jak podało Ministerstwo Finansów nadwyżka po sierpniu wyniosła 4,9 mld zł. Spowodowało to napływ dodatkowego kapitału na polski rynek obligacji. Bardzo dobrze w danej sytuacji radzą sobie fundusze gotówkowe i pieniężne. Oba osiągnęły wynik lepszy od średniej dla swojej grupy porównawczej. Superfund Płynnościowy wzrósł 0,12%, Superfund Pieniężny 0,09% przy średniej wynoszącej 0,04%.

W tym tygodniu na globalnych rynkach na uwagę zasługują przede wszystkim indeksy zaufania dla strefy euro (czwartek), niemiecki wstępny odczyt inflacji CPI (czwartek), dynamika amerykańskich zamówień na dobra trwałego użytku (środa), finalny odczyt annualizowanego wzrostu PKB w drugim kwartale dla USA (czwartek) oraz dochody i wydatki Amerykanów w piątek. W Polsce natomiast czeka nas spokojny tydzień. Na istotne dane inwestorzy musza czekać do końca tygodnia. W piątek zostanie opublikowany wstępny odczyt inflacji CPI za wrzesień.

Departament Zarządzania i Analiz SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Nazwa może przesądzić o sukcesie firmy. Coraz częściej małe i średnie przedsiębiorstwa sięgają po pomoc profesjonalnych agencji

Nazwa może przesądzić o sukcesie firmy. Coraz częściej małe i średnie przedsiębiorstwa sięgają po pomoc profesjonalnych agencji 4

Zła nazwa firmy jest jak zły fundament dla domu – przez to wszystko może się zawalić – przekonuje Tomasz Banasik z Nazywamy.com. Jak podkreśla, można zmienić wszystko, logo, identyfikację wizualną, ale nie nazwę. Na tym polu sytuacja w polskich firmach jest znacznie lepsza niż jeszcze kilkanaście lat temu. Coraz częściej też sięgają one po pomoc profesjonalistów, również te małe i średnie przedsiębiorstwa.

Nazwa firmy jest najistotniejsza. To tak, jakby budować dom i zepsuć fundament, czegokolwiek potem byśmy nie zrobili, wszystko się zawali. Tak samo jest z marką. Nazwa jest czymś, co jest w każdym nośniku wizerunku i marki. Jeżeli już na poziomie nazwy popełnimy błąd, będzie się on ciągnął za marką zawsze. Można zmienić wszystko – logo, identyfikację wizualną, można zmienić claim przy nazwie, ale zmienić nazwy praktycznie się nie da – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Banasik z agencji namingowej Nazywamy.com.

Nazwa firmy informuje o działalności. Przeważnie jednak jedynie częściowo ma za zadanie przenosić merytoryczny komunikat o marce. Częściej ma wywoływać określone emocje lub skojarzenia. Dobrze dobrana zwiększy rozpoznawalność i przyciągnie klientów, co istotne zwłaszcza dla małych firm, które nie dysponują dużym budżetem. Przy tworzeniu nazwy dobrze dopasować ją do charakteru marki i jej temperamentu i wówczas stawiać na określone słownictwo.

Dobrze znać cele, które się zakłada, dobrze znać klienta docelowego, sposób, w jaki chcemy się z nim komunikować. Dobrze też wiedzieć, jak marka ma wejść w rynek, to jest absolutnie fundament. Jeśli marka ma być kreatywna i szalona, wtedy na poziomie nazwy można pozwolić sobie na szaleństwa w języku i kreatywność, jeśli mamy markę masową, lowcostową, nie możemy tak zrobić. Nazwa musi być wtedy zrozumiała i komunikowana do każdego. Jeśli natomiast robi się niszową restaurację na Starówce w Warszawie, można zrobić coś dla ludzi lepiej wykształconych, na innym poziomie obycia językowego – tłumaczy Banasik.

Jak zaznacza ekspert, nie ma jednej określonej zasady przy tworzeniu nazw. Dużo zależy od branży i pomysłowości twórców. To, co wyróżnia obecnie tworzone nazwy od tych, które powstawały jeszcze kilkanaście lat temu, to wyższa jakość i większa dbałość o słownictwo.

Nazewnictwem coraz częściej zajmują się copywriterzy, językoznawcy, którzy mają większą świadomość językową na temat tego, czy dana nazwa ma potencjał, czy nie. Ogólnym trendem w sferze namingu jest więc poprawa jakości – mówi przedstawiciel Nazywamy.com.

Trendy zależą od sfery działania danej marki. Firma technologiczna częściej korzysta z języka angielskiego, co ułatwia zaistnienie na zagranicznych rynkach. Branża gastronomiczna chętniej sięga po gry słowne, kreatywne nazwy, które często są dwu- lub trzywyrazowe.

W nazwie istotna jest oryginalność i atrakcyjność, jednak jak ocenia ekspert, nie za każdą cenę. Często polskie firmy dodają do nazwy literę „x” (zazwyczaj na końcu), dzięki czemu ma brzmieć bardziej nowocześnie i zachodnio. Jak przekonują eksperci Nazywamy.com, taki zabieg może raczej oznaczać, że dana firma tkwi jeszcze w poprzedniej epoce. Nazwa nie może być myląca merytorycznie (chwalebnym wyjątkiem jest Apple), trudna do zapamiętania czy z niejednoznaczną wymową. Należy też unikać sztampy.

– Chodzi o unikanie słów, które są wykorzystywane już miliony razy, np. 274 firmy zarejestrowane w Polsce mają w nazwie słowo „solutions”. Kolejna firma na pewno się nie wyróżni. To wszystko błędy, które przekreślają nazwy na poziomie technicznym – tłumaczy ekspert.

Wraz z projektem namingowym warto kreować claimy, czyli główne slogany firmy, nieodłącznie związane z logotypem czy nazwą. Claim precyzuje nazwę firmy (jeśli nie jest jednoznaczna), tłumaczy nazwę lub zmiękcza jej przekaz. Zazwyczaj są opracowywane na etapie brandingu, bo graficznie jest elementem logotypu. Ten zaś powinien, zdaniem Banasika, powstać dopiero wtedy, gdy wybrana została już nazwa.

– Często to nazwa narzuca identyfikację wizualną lub nawet samo logo. Jeśli w nazwie przemycimy brand hero, czyli postać, która będzie bohaterem marki, wtedy siłą rzeczy sama nazwa tworzy pomysł na logo. Nie popieram tworzenia równocześnie logo i propozycji nazw. Może się okazać, że tworzymy pięć propozycji nazw, w jednej z nich jest bohater – grafik wyciągnie tego bohatera do logo, a potem wybrana zostanie inna nazwa. Wówczas cała praca grafika jest zmarnowana. Dlatego trzeba to zrobić po kolei: najpierw mieć nazwę, a dopiero potem robić identyfikację wizualną – przekonuje Tomasz Banasik.

W Warszawie powstanie Dom Ronalda McDonalda. Dzięki niemu hospitalizowane dzieci będą mogły przez cały okres leczenia być z rodzicami

W Warszawie powstanie Dom Ronalda McDonalda. Dzięki niemu hospitalizowane dzieci będą mogły przez cały okres leczenia być z rodzicami 5

Bliski kontakt hospitalizowanych dzieci z rodzicami ma wpływ na znacznie szybszy powrót do zdrowia i skrócenie pobytu w szpitalu – przekonują lekarze. Taki cel będzie miał Dom Ronalda McDonalda, który powstanie przy Szpitalu Pediatrycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. 20 września został podpisany list intencyjny dotyczący budowy bezpłatnego hotelu dla rodziców i opiekunów małych pacjentów szpitala WUM. To drugi tego typu dom w Polsce. Z pierwszego, w Krakowie, w ciągu dwóch lat skorzystało 600 rodzin.

– Rodzina powinna być razem. Ma to bardzo istotne znaczenie dla efektów leczenia. Wiemy o tym jako pediatrzy, ale obserwacje zostały zobiektywizowane poprzez badania, które wykazują, że jeżeli dziecko ma obok siebie matkę i poczucie bezpieczeństwa w warunkach szpitalnych, to jego leczenie przebiega lepiej i szybciej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Adam Jelonek, prezes Fundacji Ronalda McDonalda.

Wspólny pobyt rodziców z dziećmi pozwala najmłodszym lepiej przeżyć trudny okres leczenia i pobytu poza domem. To istotne zwłaszcza przy ciężkich chorobach, wymagających długiego czasu leczenia, np. w przypadku nowotworów. Taką szansę daje Dom Ronalda McDonalda, dzięki któremu rodzice nie tylko są cały czas przy dzieciach, lecz także mają też możliwość wypoczynku i regeneracji blisko szpitala.

– Idea polega na tym, aby stworzyć przy szpitalach pediatrycznych hotele, w których będą warunki domowe – nie w luksusowych pokojach i sypialniach, lecz w miejscach wspólnego działania rodzice dzielą się doświadczeniami, wspierają się, równocześnie mając idealne warunki do odpoczynku. Pozwala im to na spędzenie czasu z dziećmi w innych warunkach, z lepszą, pozytywną energią – tłumaczy prof. Adam Jelonek.

– Nazywamy to domem, ponieważ nie jest to zwykły hotel. Jest to dom bezpłatny dla osób, które korzystają z pobytu. Jest w nim bardzo duża część wspólna, gdzie rodzice mogą coś ugotować, uprać, odpocząć, wziąć udział w różnego typu zajęciach – dodaje Krzysztof Kłapa, członek zarządu Fundacji Ronalda McDonalda.

W ciągu kilku najbliższych lat taki dom ma powstać na warszawskiej Ochocie, w bezpośrednim sąsiedztwie Szpitala Pediatrycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. 20 września został w tej sprawie podpisany list intencyjny. W domu znajdzie się 30 rodzinnych apartamentów.

– Rodzice przebywają w takim domu w zależności od potrzeb, o przydziale pokoju i długości czasu przebywania decyduje szpital. Fundacja buduje i utrzymuje obiekt, ma własny personel, odpowiada za jakość i standard – wskazuje Krzysztof Kłapa.

Pierwszy Dom Fundacji Ronalda McDonalda powstał w Krakowie. Od października 2015 roku udzielono ok. 20 tys. noclegów opiekunom chorych dzieci. Z pokoi skorzystało 600 rodzin, które średnio przebywały w nim 19 dni. Część rodzin, ze względu na długotrwałe leczenie, spędziła w domu niemal rok.

– Dom krakowski to absolutny fenomen: pełne pokoje, rodzice i  dzieci, których rodziny mieszkają u nas w domu, budująca się społeczność wolontariacka osób z Krakowa i spoza Krakowa – to miara powodzenia tego typu obiektu. Zbudowaliśmy coś, co nazywamy domem i co każdego dnia potwierdza, że ta nazwa jest w 100 proc. uprawniona – podkreśla Katarzyna Nowakowska, dyrektor wykonawcza Fundacji Ronalda McDonalda.

Przyszpitalne domy to nie jest jedyna aktywność Fundacji Ronalda McDonalda. Prowadzi ona też Ogólnopolski Program Profilaktycznych Badań Ultrasonograficznych Dzieci, w ramach którego najmłodsi poddawani są kompleksowym badaniom. W ramach kampanii społecznej „Twoja krew – Moje życie namawia” także do oddawania krwi. Od 2009 roku w dwóch polskich szpitalach działają też pokoje dla rodzin długo leczonych dzieci.

– Pierwszy pokój ruszył w Centrum Zdrowia Dziecka, a następnie w największej skali – 25 kuchni, 20 salonów, pokoje rodzinne na wszystkich oddziałach Szpitala Pediatrycznego WUM. To  pierwszy szpital w Polsce, w którym nikt nie śpi na podłodze. Zadbaliśmy o to, by przestrzeń przygotowana była zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica, opiekuna. Kupiliśmy 500 łóżek dla dorosłych, które stoją przy 500 małych łóżkach dziecięcych. Nie ma mowy o karimacie, własnej pościeli czy fotelu przy łóżku dziecka – mamy kuchnię, salony, węzły sanitarne, łóżka i pełen program sprawiający, że pobyt w szpitalu nie jest dla dziecka barierą społeczną czy intelektualną – podkreśla Katarzyna Nowakowska.

Przy warszawskim Domu Ronalda McDonalda znajdzie się także Przedszkole Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Ma przyjąć dzieci pracowników, doktorantów i studentów WUM, ułatwić opiekę, pracę i naukę.

– Dom i przedszkole będą funkcjonowały oddzielnie, ale w jednej bryle budynku. Przedszkole jest nam bardzo potrzebne, zarówno pracownicy WUM, jak i studenci mają małe dzieci. Często bardzo dużym problemem jest zorganizowanie opieki nad nimi i uzyskanie miejsca w przedszkolu. Nie zabezpieczymy miejsc zarówno dla wszystkich pacjentów szpitala pediatrycznego, ich bliskich, jak i wszystkich dzieci naszych pracowników i studentów, ale 50 dzieci to na tyle pokaźna liczba, że jest to coś godnego uwagi – przekonuje prof. Mirosław Wielgoś, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ogrzewanie domów jednorodzinnych głównym powodem smogu. Konieczne są modernizacje budynków

Ogrzewanie domów jednorodzinnych głównym powodem smogu. Konieczne są modernizacje budynków 6

Z powodu smogu co roku umiera w Polsce ponad 48 tys. osób. Za ponad 90 proc. przypadków przekroczenia dopuszczalnych norm zanieczyszczenia powietrza odpowiedzialne jest indywidualne ogrzewanie gospodarstw domowych. Powodem jest przede wszystkim niska efektywność energetyczna budynków, wynikająca ze słabej jakości izolacji lub całkowitego jej braku. Dzięki modernizacji budownictwa jednorodzinnego można byłoby znacząco zredukować emisję szkodliwych substancji, w przypadku benzo(a)pirenu co najmniej o 44 proc.

– Zgodnie z danymi udostępnionymi przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, gospodarstwa domowe w bardzo dużym stopniu wpływają na tzw. niską emisję. W zależności od rodzaju zanieczyszczenia jest to od osiemdziesięciu do dziewięćdziesięciu kilku procent – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Konrad Witczak, konsultant ds. norm i standardów w ROCKWOOL Polska.

Z raportu ONZ Global Compact wynika, że Polska znajduje się w niechlubnej czołówce państw Europy, w których poziom zanieczyszczenia powietrza jest najwyższy i wielokrotnie przekracza dopuszczalne normy. Potwierdzają to również dane Światowej Organizacji Zdrowia.

Raport ISECS „Strategia walki ze smogiem”, autorstwa dr Krzysztofa Księżopolskiego, wskazuje, że zgodnie z WHO dopuszczalny poziom dla średniodobowego stężenia pyłów PM2,5 wynosi 25 µg/m3, dla PM10 – 50 µg/m3 i może być przekroczony maksymalnie 35 razy w roku. W tym roku już w pierwszej połowie lutego ten limit wyczerpało 16 polskich miast. Według raportu z powodu smogu co roku umiera w Polsce ponad 48 tys. osób.

Jak wynika z „Krajowego Programu Ochrony Powietrza do roku 2020”, opublikowanego przez resort środowiska w 2015 roku, udział gospodarstw domowych w emisji pyłów PM10 i PM2,5 wynosi ok. 40 proc., a w emisji benzo(a)pirenu – 78 proc.

– Niska emisja to źródła zlokalizowane do 40 metrów nad poziomem terenu, więc głównie mówimy tu o budownictwie jednorodzinnym, o domach indywidualnych. W tym sektorze budownictwa na tę emisję składa się kilka czynników. Przede wszystkim jest to duża energochłonność tego budownictwa, ponieważ większość budynków jednorodzinnych istniejących w Polsce powstała do roku 1980. Słaba izolacja lub całkowity jej brak i źródła ciepła złej jakości, niskiej sprawności oraz niskiej jakości paliwa, które są używane w tego typu źródłach, to główne przyczyny – ocenia Konrad Witczak.

Emisja zanieczyszczeń jest związana z pozaprzemysłowymi procesami spalania, m.in. węgla, drewna i paliw niskiej jakości i odpadów komunalnych w domowych kominkach.

W Polsce na 6,1 mln istniejących budynków ok. 5 mln to budynki jednorodzinne (wielorodzinne to tylko ok. 500 tys.). Najwięcej powstało w latach 1945–1970, gdzie dominującym źródłem ogrzewania są kotły węglowe (76 proc.). Na wsiach ponad 90 proc. mieszkań jest ogrzewanych paliwami stałymi, w miastach – co czwarte. Budynki z tego okresu są kilka razy bardziej energochłonne niż te budowane obecnie. Łączny udział gospodarstw domowych w zużyciu energii w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie i wynosi 20 proc., z czego 70 proc. energii jest konsumowanej na ogrzewanie.

Jak podkreśla ekspert ROCKWOOL Polska, rozwiązaniem mogłaby być kompleksowa termomodernizacja budynków, odpowiednie ocieplenie budynków, a  dzięki temu ograniczenie mocy, czyli wielkości źródeł ciepła, w których spalane są paliwa stałe.

Raport „Strategia walki ze smogiem” wskazuje, że przeprowadzona symulacja, polegająca na dociepleniu ścian zewnętrznych, dachów i poddaszy, wymianie okien i wyposażeniu systemu ogrzewania wodnego w układ automatycznej regulacji, pozwoliłaby oszczędzić 57 proc. energii na cele grzewcze. Całkowite zużycie energii w Polsce byłoby niższe o 4,4 proc. Udałoby się też zredukować emisję zanieczyszczeń o co najmniej 44 proc. benzo(a)pirenu i ponad 20 proc. pyłów PM2,5 i PM10.

– Niską emisję możemy ograniczyć wieloma metodami, należy jednak położyć duży nacisk na tzw. kompleksową modernizację budynków jednorodzinnych: zmniejszenie energochłonności budynków, prawidłową izolację przegród zewnętrznych, następnie wymianę źródeł na bardziej sprawne i dostosowanie tych źródeł do lokalnych warunków. Kompleksowa modernizacja to inwestycja na kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat, dlatego materiały powinny być odpowiedniej jakości. Możemy też poprawić akustykę budynków, zwiększyć izolacyjność przegród zewnętrznych, poprawić bezpieczeństwo pożarowe, dlatego powinniśmy stosować materiały odpowiedniej jakości. Takim materiałem są na przykład wyroby z wełny skalnej – tłumaczy ekspert.

Jak wskazuje Witczak, termomodernizacja powinna być dopasowana do lokalnych potrzeb. W centrach miast, w wielorodzinnych budynkach będących pod ochroną konserwatora zabytków, bardziej skuteczna będzie wymiana źródeł ciepła. W budynkach jednorodzinnych należy zaś w pierwszej kolejności poprawić izolacyjność cieplną budynku, np. przez docieplenie ścian i dachów, a następnie dobrać źródła ciepła do zmniejszonego w ten sposób zapotrzebowania.

Programy wspierające termomodernizację budynków jednorodzinnych już istnieją, jednak zdaniem eksperta nie są zbyt skuteczne.

– Programy wsparcia modernizacji budownictwa jednorodzinnego istnieją, takim programem jest np. propagowany od kilkunastu lat w Polsce program „Fundusz termomodernizacji i remontów” prowadzony przez BGK, jednakże są to programy funkcjonujące teoretycznie. W praktyce bardzo niewielu inwestorów indywidualnych korzysta z tego programu, gdyż jest on zbyt skomplikowany. Warto opracować i wdrożyć program wsparcia inwestorów indywidualnych, właścicieli budynków jednorodzinnych tak, aby był on swoim zasięgiem adekwatny do potrzeb, które w Polsce istnieją – podsumowuje Witczak.

Wchodzą w życie nowe przepisy o odnawialnych źródłach energii. Mają uchronić konsumentów przed wzrostem cen prądu

Wchodzą w życie nowe przepisy o odnawialnych źródłach energii. Mają uchronić konsumentów przed wzrostem cen prądu 7

Nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE) istotnie zmienia system wsparcia energetyki odnawialnej – opłata zastępcza zamiast stałej kwoty zostanie powiązana z rynkowymi cenami praw majątkowych wynikających ze świadectw pochodzenia energii. Takie rozwiązanie ma zmniejszyć nadpodaż zielonych certyfikatów, a w dłuższej perspektywie zabezpieczyć konsumentów przed niekontrolowanym wzrostem cen energii elektrycznej. Krytycy obawiają się jednak, że doprowadzi do pogorszenia sytuacji finansowej wielu inwestorów.

– Podpisana przez prezydenta nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii składa się wyłącznie z dwóch artykułów, ale zmienia dość istotny element systemu wsparcia energetyki odnawialnej, a mianowicie sposób wyliczania tzw. opłaty zastępczej – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Grzegorz Wąsiewski, radca prawny z Kancelarii BSJP Brockhuis Jurczak Prusak.

Przepisy, które właśnie zaczęły obowiązywać, zakładają, że opłata zastępcza zamiast stałej wartości (300,03 zł) za MWh zostanie powiązana z rynkowymi cenami świadectw pochodzenia energii (zielonych oraz błękitnych certyfikatów). Po zmianach opłata zastępcza będzie równa 125 proc. ceny danych certyfikatów z poprzedniego roku, ale nie więcej niż 300,03 zł za MWh.

– W uzasadnieniu ustawy czytamy, że takie rozwiązanie ma uelastycznić rynek certyfikatów, doprowadzić do zmniejszenia ich nadpodaży na rynku, a w długiej perspektywie ma zabezpieczać końcowych odbiorców przed niekontrolowanym wzrostem cen energii elektrycznej w przypadku, gdyby cena certyfikatów na rynku wzrosła. Rzeczywiście, zjawisko nadpodaży zielonych certyfikatów na rynku występuje, ma przyczyny w historycznej konstrukcji systemu wsparcia, a niewątpliwie jego efektem również jest to, że obecna giełdowa cena zielonych certyfikatów jest relatywnie niska – mówi Grzegorz Wąsiewski.

Obecnie średnia cena zielonych certyfikatów wynosi ok. 60 zł. To znacznie mniej niż jeszcze kilka lat temu. Niższa cena certyfikatów to zaś niższe zyski dla wytwórców zielonej energii.

W systemie wsparcia OZE opartym na prawach majątkowych, czyli certyfikatach, wytwórca energii czerpie dochody ze sprzedaży zielonej energii. Dodatkowo za wyprodukowaną megawatogodzinę energii uzyskuje również certyfikat, który można sprzedać.

– Prawo statuuje minimalny obowiązek procentowy energii odnawialnej w ogólnym wolumenie energii dostarczanej do odbiorców końcowych. Podmioty, które są zobowiązane do wykonania tego obowiązku, powinny się legitymować odpowiednią do ilości energii liczbą zielonych certyfikatów. Certyfikaty te kupują i przedstawiają prezesowi URE do umorzenia, ale alternatywną metodą wywiązania się z tego obowiązku jest właśnie możliwość uiszczenia opłaty zastępczej – tłumaczy ekspert.

Powiązanie wysokości opłaty zastępczej z ceną rynkową może spowodować większe zainteresowanie certyfikatami i w związku z tym w perspektywie rozładowanie ich nadpodaży na rynku. Z drugiej jednak strony zmiana wysokości opłaty zastępczej może oznaczać dla niektórych wytwórców OZE znaczne zmniejszenie zysków i pogorszenie sytuacji finansowej. Wątpliwości wyrażane są zwłaszcza w kontekście zawartych już kontraktów na sprzedaż certyfikatów między wytwórcami OZE a spółkami obrotu.

– Jeżeli w kontraktach cena była indeksowana do wysokości opłaty zastępczej, nie można wykluczyć wpływu ustawy na nie. Natomiast to, czy w przypadku konkretnego kontraktu wejście tej nowelizacji w życie spowoduje automatyczne zmiany w relacjach pomiędzy stronami, czy też być może otworzy drogę do renegocjacji i zmiany umowy albo być może nawet obowiązek takiej zmiany, to powinno być analizowane odrębnie dla każdej z takich umów, w zależności również od tego, w jaki sposób zdefiniowano tzw. klauzulę zmiany prawa. Jeżeli strony takiej umowy nie dojdą do porozumienia co do interpretacji kontraktu w nowych warunkach, to ostatecznie kwestia będzie podlegać rozstrzygnięciom sądowym – analizuje Wąsiewski.

Ekspert zaznacza, że nowelizacja ustawy będzie dotyczyć przede wszystkim tych operatorów, którzy pozostają w systemie certyfikatów, a nie w nowym systemie aukcyjnym.

– Z perspektywy stron umowy o sprzedaż certyfikatów, to pewnie zależało będzie od tego, w jaki sposób ekonomicznie ułoży się relacja cen certyfikatów w obrocie giełdowym jako podstawa wyliczenia wysokości opłaty zastępczej – ocenia radca prawny.

Raport agencji Moody’s ocenia, że ustawa będzie korzystna dla dostawców energii, przede wszystkim dla spółek zależnych od państwowych grup energetycznych. Grupa Energa oszacowała, że ograniczenie kosztów i przychodów z pełnienia roli sprzedawcy zobowiązanego oraz urynkowienie poziomu opłaty zastępczej na zakup zielonych certyfikatów może przynieść 150 mln zł zysku w 2018 roku.

– Przyszłość i praktyka rynku pokaże, czy skutki ekonomiczne i prawne ustawy rzeczywiście się zrealizują. Czy rację mieli ci, którzy krytykowali założenia ustawy, czy autorzy projektu ustawy – mówi Grzegorz Wąsiewski. – Warto też pamiętać, że nie jest to jeszcze koniec zmian, a jedynie cząstkowa nowelizacja. Ministerstwo Energii pracuje nad bardziej kompleksową propozycją zmiany do aktualnie obowiązujących przepisów do ustawy o odnawialnych źródłach energii.

Rośnie popularność systemów informatycznych usprawniających zarządzanie firmą. Nadchodzą nowe generacje takich rozwiązań

Rośnie popularność systemów informatycznych usprawniających zarządzanie firmą. Nadchodzą nowe generacje takich rozwiązań 8

Systemy informatyczne, które wspomagają zarządzanie zasobami przedsiębiorstwa, to część cyfrowej transformacji biznesu. W oparciu o istotne dane dotyczące działalności firmy usprawniają jej funkcjonowanie, obniżają koszty i pomagają podejmować strategiczne decyzje. Ze względu na kluczowe znaczenie takich systemów przedsiębiorstwa muszą stale trzymać rękę na pulsie – wraz z rozwojem technologicznym część rozwiązań przestaje być aktualizowana i trzeba pomyśleć o przejściu na narzędzia nowej generacji.

– Transformacja cyfrowa obejmuje 360 stopni procesów biznesowych. Nie jest już tak, że tylko wybrane problemy są adresowane poprzez narzędzia i technologie. To moment, kiedy technologia i wszystkie procesy biznesowe łączą się w pewną całość. W tę stronę zmierza biznes, bo taka jest konieczność. To oznacza funkcjonowanie w czasie rzeczywistym – wszystko, co robię, każde najdrobniejsze zdarzenie gospodarcze, każda aktywność mojego klienta, przyszłego czy obecnego pracownika, dostawcy elementów w całym łańcuchu musi być analizowana i zbierana tu i teraz – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Guzek, prezes zarządu Hicron.

Jak wynika z ubiegłorocznego badania „Digital Transformation 2016” firmy doradczej Deloitte, polskie firmy obawiają się cyfrowej transformacji, ale rozumieją też, że nie ma od niej odwrotu. Bez tego nie będą w stanie konkurować na rynku. Aby utrzymać swoją pozycję, muszą inwestować w nowe technologie i narzędzia. Dotyczy to zresztą nie tylko polskich firm. Globalna firma doradcza IDC szacuje, że do końca tego roku technologie cyfrowe znajdą się już w centrum strategii biznesowej 2/3 największych firm na świecie.

Częścią cyfrowej transformacji biznesu są systemy ERP (ang. enterprise resources planning), które wspomagają zarządzanie zasobami przedsiębiorstwa. W uproszczeniu jest to pakiet zintegrowanych narzędzi, które rejestrują dane z najważniejszych obszarów działalności firmy, na przykład finansów, księgowości, kadr, produkcji, obsługi klienta czy wsparcia sprzedaży, łącząc je w spójną bazę.

W połączeniu z analityką big data czy rozwiązaniami chmurowymi systemy ERP są obecnie kluczowym narzędziem, które wspomaga zarządzanie firmą i ułatwia podejmowanie strategicznych decyzji.

 Biznes oczekuje dzisiaj narzędzi elastycznych, przyjemnych, szybkich do wdrożenia, ale również takich, które bardzo łatwo się integrują. Oczekuje narzędzi informatycznych, które są zlepkiem różnych usług, a nie gotowym produktem. Firmy chcą korzystać z różnych produktów, usług i rozwiązań, składając je w jedną całość, która spełni ich potrzeby. Narzędzia zmieniają się diametralnie, jest to zmiana jakościowa. Nie możemy już mówić o jednym uniwersalnym narzędziu, które odpowie na wszystkie potrzeby – podkreśla Michał Guzek.

Z danych GUS wynika, że w 2015 zaledwie co piąta polska firma korzystała z systemów ERP, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych ten odsetek wynosi niemal sto procent. Jednak od kilku lat na polskim rynku widać wzrost zainteresowania tym narzędziem – zarówno w dużych firmach, jak i małych i średnich przedsiębiorstwach. Jego wdrożenie to dla firmy duże wyzwanie organizacyjne, obliczone na kilka miesięcy, dlatego zdecydowana większość przeprowadza go we współpracy z partnerem technologicznym. Tym bardziej że na rynku pojawiają się coraz nowsze i bardziej rozbudowane narzędzia. Przykładem może być SAP S/4HANA, nowa platforma wdrażana przez Hicron, która jest następcą funkcjonującego od 1992 roku SAP R/3.

 Firmy, które obecnie mają wdrożony system klasy ECC, będą dążyły do tego, aby przechodzić na nowy system S/4HANA z kilku względów: w pewnym momencie skończy się wsparcie dla platformy, jest to naturalna kolej rzeczy. Stare systemy wymierają, są nieopłacalne do utrzymywania przez producenta, nacisk jest kładziony na nowe technologie. W pewnym momencie firma może stanąć przed faktem, że jej system nie jest już wspierany. Im wcześniej organizacja na to zareaguje, tym lepiej dla niej, ponieważ będzie w stanie łagodnie i na spokojnie wdrożyć nowe rozwiązania – mówi Andrzej Januszewski, Logistics Solution Architect w Hicron.

Jak zaznaczają eksperci Hicron, już za kilka lat ma zakończyć się wsparcie dla systemu SAP ECC 6.0. Wszystkie firmy, które obecnie korzystają ze standardowej wersji oprogramowania, będą musiały zmienić je na S/4HANA. Będzie to dla nich dużym i skomplikowanym, choć opłacalnym przedsięwzięciem.

– Przewidujemy, że do roku 2025 rynek zmieni się tak bardzo, że nieodzownym stanie się przejście na nową platformę. S/4HANA to wykorzystanie zupełnie innej technologii. To zmiana nie tylko samej platformy i narzędzi, lecz także całego podejścia do biznesu. Użytkownicy systemu S/4HANA skupiają się na funkcjach, które pełnią w danej organizacji, na rolach, które są im powierzone, i na zadaniach, które mają zrealizować. Liczba informacji i okienek do uzupełnienia jest ograniczona tylko do tych treści, które są niezbędne z punktu widzenia obsługi danego procesu – mówi Andrzej Januszewski, Logistics Solution Architect w Hicron.

SAP S/4HANA to inteligentny pakiet ERP nowej generacji, który pozwala prowadzić biznes w czasie rzeczywistym. Dane są przetwarzane w pamięci RAM (in-memory database), przez co narzędzie działa znacznie szybciej.

– S/4HANA to technologia, która upraszcza. Jest gotowa na bardzo szybkie przetwarzanie niesamowicie dużej liczby danych, a jednocześnie ma bardzo przyjemny, lekki i uniwersalny interfejs użytkownika – wylicza Michał Guzek.

W 2019 roku ruszy internetowy system weryfikacji leków. Ma on ograniczyć ryzyko zakupu fałszywych leków na rynku

W 2019 roku ruszy internetowy system weryfikacji leków. Ma on ograniczyć ryzyko zakupu fałszywych leków na rynku 9

Od 2019 roku farmaceuta lub osoba, która wydaje pacjentowi lek, będzie musiała sprawdzić jego autentyczność w ogólnopolskiej bazie. To odpowiedź na coraz poważniejszy problem, którym jest fałszowanie leków i wprowadzanie ich do legalnego obrotu. Uchronić rynek i pacjentów ma unijna dyrektywa fałszywkowa. Zgodnie z jej wymogami za dwa lata w Polsce i każdym innym unijnym kraju ma działać internetowy system weryfikacji leków, a na każdym opakowaniu znajdzie się unikalny kod seryjny.

Podrabiane leki to coraz większy problem. Nie tylko – jak myśleliśmy do tej pory – w krajach Azji i Afryki, lecz także w krajach europejskich i niestety w Polsce. Około 50 proc. leków kupowanych przez internet to fałszywki, ale podrabiane są również leki ratujące życie. Obecnie pacjent, który otrzymuje lek w szpitalu, nie może mieć stuprocentowej pewności, że nie otrzymuje preparatu spreparowanego ze zmielonej kredy czy zawierającego przeterminowane czy szkodliwe substancje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bogna Cichowska-Duma, prezes Krajowej Organizacji Weryfikacji Autentyczności Leków.

Statystyki potwierdzają, że fałszowanie leków jest w Polsce narastającym problemem. Według Światowej Organizacji Zdrowia podrobiony może być nawet co setny preparat dostępny na rynku, natomiast w internecie – średnio co drugi. WHO szacuje, że Polacy wydają na fałszywki około 100 mln zł rocznie. Z kolei Komisja Europejska wyceniła wartość polskiego rynku podrobionych leków na ok. 62 mln euro.

Podrabiane są głównie suplementy diety, leki przeciwbólowe, odchudzające, przeciwuczuleniowe czy viagropodobne. W wielu przypadkach takie podróbki powstają na przykład ze zmielonej kredy czy innych, znacznie przeterminowanych leków. Nie podlegają żadnym systemom jakości, mogą być toksyczne i bardzo szkodliwe dla zdrowia. Odróżnienie ich od oryginałów jest bardzo trudne, zwłaszcza że fałszerze są bardzo precyzyjni w podrabianiu blistrów, hologramów czy tłoczeń na tabletkach.

Poza suplementami diety coraz częściej przestępcy zajmują się też fałszowaniem skomplikowanych preparatów o zaawansowanym składzie oraz leków ratujących życie (np. cytostatyków i leków na astmę), ponieważ jest to bardziej opłacalne.

Proceder stał się na tyle poważny, że my – jako branża  farmaceutyczna – jesteśmy jednogłośni. Firmy polskie i zagraniczne, produkujące leki innowacyjne i generyczne, muszą powiedzieć zdecydowane „nie”. Chcemy przeciwdziałać dopuszczaniu sfałszowanych leków do legalnego obrotu w Polsce. Pacjent, kupując lek w aptece, musi mieć pewność, że ten preparat mu pomoże. Musi wiedzieć, że kupuje lek, którego skład jest dokładnie taki, jak podaje producent na opakowaniu – podkreśla Bogna Cichowska-Duma.

Dotąd w polskim prawie brakowało spójnego systemu przeciwdziałania i precyzyjnych przepisów, wymierzonych w proceder fałszowania leków. Dodatkową zachętą dla przestępców były stosunkowo niskie kary przewidziane w ustawie Prawo farmaceutyczne i kodeksie karnym. Zgodnie z dyrektywą unijną do 2019 roku Polska musi dostosować się do nowych uregulowań, które mają uszczelnić system refundacyjny oraz zabezpieczyć pacjentów i rynek farmaceutyczny przed podrobionymi preparatami leczniczymi.

Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/62/UE z dnia 8 czerwca 2011 roku wprowadza obowiązek stosowania cyfrowych mechanizmów, które utrudnią wprowadzanie sfałszowanych produktów do legalnego obrotu. Za niespełna dwa lata będzie funkcjonować paneuropejski system informatyczny, który pozwoli weryfikować autentyczność leków. Na opakowaniach umieszczane będą unikalne kody. Od 2019 roku wszystkie leki na receptę oraz niektóre farmaceutyki OTC (dostępne bez recepty) będą musiały mieć takie oznaczenia. Farmaceuta lub osoba wydająca lek będzie skanować kod i sprawdzać jego autentyczność w bazie, zanim lek trafi do pacjenta.

– Powstanie centralna baza danych, gdzie informacje o lekach będą szybko umieszczane. Także oznakowane, ale ukradzione leki będą wypadały z tego systemu i będą uznawane za fałszywe. W najbliższym czasie zostało do zrobienia kilka rzeczy, m. in. wprowadzenie okresu przejściowego i doprecyzowanie jak mają być zabezpieczone opakowania leków (safety features) – mówi wiceminister zdrowia Marcin Czech.

Utworzenie w Polsce systemu antyfałszywkowego to ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Jego uczestnikami będzie przeszło 14,5 tys. aptek w całym kraju, około 200 hurtowni leków i kilkuset producentów. Do nowo utworzonych systemów informatycznych dostęp będzie mieć kilka tysięcy szpitali i zakładów opieki zdrowotnej, które obracają lekami. Z branżowych szacunków wynika, że każdego roku skanowanych będzie blisko 750 mln opakowań leków i farmaceutyków.

W połowie roku powołana została Krajowa Organizacja Weryfikacji Autentyczności Leków, której głównym zadaniem jest wdrożenie w Polsce przepisów dyrektywy fałszywkowej.

Naszym zadaniem jest stworzenie systemu, w którym producent będzie w sposób jednoznaczny i unikalny znakował produkowane przez siebie leki. W ten sposób umożliwi jednoznaczną weryfikację, że dany lek jest autentyczny i wyprodukowany przez certyfikowanego producenta. Działamy w ten sposób, aby uniknąć sytuacji niebezpiecznych i aby zabezpieczyć zdrowie i życie pacjentów – podkreśla Bogna Cichowska-Duma.

Mamy zgodę co do tego, że dyrektywa fałszywkowa będzie w Polsce wdrożona tak jak w każdym innym państwie unijnym. Belgia, Włochy i Grecja mają już takie systemy, które pozwalają monitorować przechodzenie leków wzdłuż kanałów dystrybucji. Oni będą dostosowywali swoje systemy, my będziemy wdrażać nasze. Mamy już implementację unijnej dyrektywy w naszym prawie – podsumowuje Marcin Czech.

Toyota i Mazda łączą siły w pracy nad samochodami elektrycznymi. Po 2020 roku w wyniku współpracy mają powstać akumulatory nowej generacji

Toyota i Mazda łączą siły w pracy nad samochodami elektrycznymi. Po 2020 roku w wyniku współpracy mają powstać akumulatory nowej generacji 10

Coraz większa popularność ekologicznych pojazdów sprawia, że producenci samochodów łączą siły w pracy nad ich rozwojem. Toyota i Mazda zapowiadają stworzenie pojazdów elektrycznych o zaawansowanej koncepcji łączności. W 2020 roku w wyniku tej współpracy mają powstać akumulatory nowej generacji, o szybszym czasie ładowania i zdolne do pokonywania większych dystansów. W przyszłości będzie również wykorzystywana technologia samochodów elektrycznych zasilanych wodorem.

Japońskie koncerny samochodowe, Toyota i Mazda, będą razem pracować nad samochodami elektrycznymi nowej generacji. Firmy wymieniły się akcjami – Toyota weszła w posiadanie 5 proc. udziałów Mazdy, Mazda – 0,25 proc. udziałów w Toyocie.

 Wzajemne nabycie akcji to pewien symbol naszej woli współpracy na rzecz rozwijania technologii przyszłości. Szczególnie w obszarze samochodów elektrycznych, łączności z siecią oraz zaawansowanych metod produkcyjnych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jeff Guyton, prezes Mazda Motor Europe.

Coraz większe zainteresowanie samochodami ekologicznymi sprawia, że producenci często decydują się połączyć siły w pracach nad samochodami nowej technologii. Zwłaszcza że kwestią niedalekiej przyszłości może się okazać rywalizacja na rynku motoryzacyjnym z graczami IT. Współpraca Toyoty i Mazdy ma przyspieszyć prace nad technologią elektryczną. Zyskać na tym mają obie firmy.

– Mazda, jako mniejsza firma, zyskuje dostęp do najnowocześniejszych osiągnięć Toyoty, które pomogą nam w rozwoju produktów. Toyota z kolei zyskuje partnera, który wprawdzie jest mniejszy, ale którego produkty, takie jak oferowane dziś Mazda 6 lub CX5, mogą śmiało konkurować z największymi graczami w branży – wskazuje Guyton. – Współpraca będzie skutkować stworzeniem bardziej efektywnych pojazdów elektrycznych kolejnej generacji i zaawansowanej koncepcji łączności.

Toyota udostępnia rozwiązania dotyczące wykorzystania elektryczności do napędzania aut i systemów ładowania akumulatorów typu plug-In. Koncern ma już duże doświadczenie w zakresie pojazdów hybrydowych. Pierwszy Prius wyjechał na drogi w 1997 roku. Samochód nie był co prawda ładowany z gniazdka, a do baku wlewało się benzynę, ale pracował ciszej i spalał znacznie mniej paliwa. Potem przyszedł czas na hybrydy typu plug-in.

– Na drogach całego świata mamy już prawie 11 milionów hybryd użytkowanych przez klientów. Mamy też spore doświadczenia w tym zakresie. W Polsce sprzedaż samochodów hybrydowych z roku na rok jest wręcz galopująca. Na polskie drogi tylko w tym roku wjedzie praktycznie 18 tysięcy hybrydowych toyot i lexusów. To ponad 30 proc. całej naszej sprzedaży w Polsce. To pokazuje, jak ważnym elementem w całościowej sprzedaży nowych samochodów w Polsce są hybrydy – podkreśla Robert Mularczyk, PR manager w Toyota Motor Poland.

Z danych Toyoty wynika, że w I półroczu 2017 roku sprzedaż hybryd wyniosła nieco ponad 208 tys. (wzrost o 44 proc. rdr.). Hybrydy stanowią obecnie 40 proc. całkowitej sprzedaży Toyota Motor Europe (50 proc. w Europie Zachodniej i 9 proc. w Europie Wschodniej).

– Jeżeli poruszamy się samochodami hybrydowymi po mieście, to 50–70 proc. dystansu pokonują one z wykorzystaniem silnika elektrycznego. Mówimy, że nasze hybrydy są półelektrykami, to dla nas bardzo ważny poligon, zwłaszcza że już niedługo wkroczymy do Europy z naszymi samochodami czysto elektrycznymi, ale hybrydy będą dla nas zawsze bardzo ważnym elementem sprzedażowym – zapowiada Robert Mularczyk.

Przyszłością motoryzacji są samochody elektryczne. Międzynarodowa Agencja Energii podaje, że na koniec 2016 roku na świecie było ok. 2 mln samochodów elektrycznych, a według różnych prognoz w latach 2030–2040 może być ich już 100 mln. European Automobile Manufacturers Association (ACEA) wskazuje, że w 2016 roku w UE zarejestrowano ponad 155 tys. samochodów z napędem elektrycznym (w Polsce nieco ponad 0,5 tys.).

– Najbliższa przyszłość technologii elektrycznych to dodawanie bardziej efektywnych elementów do silników spalinowych w celu zwiększenia ich wydajności. Społeczeństwo odczuje efekty, kiedy zastąpimy tradycyjne paliwa bardziej ekologicznym odpowiednikiem. Na świecie jeździ ponad 500 milionów samochodów z silnikami spalinowymi. Ich zastąpienie pojazdami elektrycznymi zajmie wiele czasu. Być może po drodze zostanie wynalezione ekologiczne biopaliwo oparte na skroplonym gazie albo paliwo syntetyczne, które pozwoli nam radykalnie ograniczyć emisję gazów cieplarnianych – ocenia Jeff Guyton.

W 2021 roku ma ruszyć wspólna fabryka Mazdy i Toyoty, a rocznie z taśm montażowych ma co roku zjeżdżać ok. 300 tys. samochodów. Początkowo będą to dotychczas produkowane modele, ale obie firmy zapowiadają duże inwestycje w pojazdy elektryczne. Toyota deklaruje, że do 2050 roku wszystkie jej samochody mają mieć zerową emisję spalin. Łącznie na tegoroczne badania i rozwój obie firmy przeznaczą ponad 10 mld dol. (przy czym blisko 90 proc. budżetu stanowią środki Toyoty).

– W 2020 roku pokażemy zupełnie nową generację akumulatorów, które pozwolą samochodom elektrycznym Toyoty i Mazdy pokonywać większe dystanse i zdecydowanie skrócić czas ładowania akumulatorów po kablu z gniazdka – mówi Robert Mularczyk. – Pracujemy też nad samochodem elektrycznym na wodór. Mirai, pierwszy seryjnie produkowany wodorowy samochód Toyoty, to nic innego jak auto elektryczne napędzane prądem, który uzyskujemy z reakcji w ogniwach paliwowych wodoru zgromadzonego w baku z tlenem – dodaje przedstawiciel Toyoty.

W eksploatacji dotychczas dostępnych samochodów elektrycznych największą barierą jest długi czas ładowania, wynoszący nawet kilkunaście godzin. Samochody napędzane wodorem mają znacznie większy zasięg (do 700 km) i kilkuminutowy czas ładowania. Dodatkowo wodór jest znacznie bezpieczniejszy niż benzyna czy LPG. Przez to, że jest on 14 razy lżejszy od powietrza, szybko unosi się do góry, nie stwarzając zagrożenia. Może być uzyskiwany w sposób nieszkodliwy dla środowiska i nie emituje spalin.

– Obecnie w Polsce brakuje stacji do tankowania wodoru. Zakładamy, że do połowy 2018 roku pojawią się już pierwsze stacje wodorowe. Cała zachodnia Europa ma już zbudowaną taką wstępną sieć stacji. Kiedy pojawią się stacje, otworzymy dostępność dla sprzedaży, na początku limitowanej, potem z roku na rok coraz większej, naszego wodorowego auta elektrycznego Mirai także dla polskich klientów – zapowiada Robert Mularczyk.

Nowoczesna firma rozlicza się bezgotówkowo

Kiedy sprzedawca nie może wydać reszty osobie płacącej gotówką, często proponuje zapłatę kartą, żeby uwolnić siebie lub klienta od konieczności rozmieniania pieniędzy. To mała, ale jakże ważna korzyść związana z upowszechnieniem się obrotu bezgotówkowego. Dzięki temu czas oszczędza przedsiębiorca, klient oraz wszyscy stojący za nim w kolejce. A takich korzyści jest dużo więcej – zaznaczają eksperci kampanii społecznej „Warto Bezgotówkowo”.

Płacąc w sklepie gotówką nie zastanawiamy się nad rzeczywistym kosztem, jaki się z tym wiąże. A przecież przedsiębiorca musi utrzymywać w kasie odpowiednią ilość pieniędzy do wydawania reszty, na koniec dnia utarg przekazać do banku, co bywa kosztowne, a w wypadku większych sum wiąże się z ryzykiem. – Zwykle nie zastanawiamy się ile kosztuje produkcja banknotów i monet którymi płacimy, ich transport, przechowywanie, a po jakimś czasie likwidacja. Koszt obrotu gotówkowego w Polsce, czyli wszystkie wydatki związane z tym, że korzystamy z gotówki wynosi rocznie 1 proc. naszego PKB, czyli około 18,5 mld zł[1] – mówi Dariusz Marcjasz, Wiceprezes Zarządu KIR.

Zakładając, że koszt budowy kilometra autostrady w Polsce to około 40 mln. zł[2], to rezygnując z gotówki moglibyśmy co roku wybudować 450 km takich dróg. Całkowita rezygnacja z banknotów i monet jest oczywiście niemożliwa, ale warto zwiększać poziom obrotu bezgotówkowego.

Mniej gotówki to mniejsze koszty

Przedsiębiorcy mogą wiele zyskać na bezgotówkowej gospodarce, bowiem to oni ponoszą większość wspomnianych kosztów. Już teraz wielu z nich rozlicza się głównie bezgotówkowo. Zgodnie z prawem transakcje gotówkowe w obrocie gospodarczym mogą dotyczyć kwot do 15 tys. zł[3]. Jeśli przedsiębiorca zapłaci jednorazowo gotówką więcej, wtedy nie będzie mógł tego zaliczyć, jako kosztu obniżającego podatek. – Konto bankowe z dostępem przez internet posiada obecnie 2,4 mln. firm z sektora MSP[4]. Przeciętny polski przedsiębiorca aktywnie korzystający z bankowości internetowej wykonuje miesięcznie 19 przelewów o wartości prawie 72 tys. zł[5]. Firmy korzystają także z prawie 3,7 mln. kart płatniczych, co oznacza, że co 10. karta płatnicza w Polsce jest kartą firmową[6] – mówi Włodzimierz Kiciński, Przewodniczący Koalicji na Rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności.

Akceptacja kart za mniej niż 100 zł

Firmy coraz chętniej umożliwiają swoim klientom płacenie kartą za towary i usługi. W przypadku sklepów, restauracji czy zakładów usługowych jest to już dziś w zasadzie standard, a nie jak jeszcze kilka lat temu – przewaga konkurencyjna. Płatności kartami oferuje swoim klientom 210 tys. firm, które akceptują karty w prawie 400 tys. lokalizacji. W sumie wszystkich terminali w Polsce jest ok. 536 tys.[7] Możliwość płacenia kartą to wygoda dla klienta ale także dla przedsiębiorcy. Zwłaszcza, że w ciągu ostatnich kilku lat koszty akceptacji istotnie spadły. – Dziś sprzedawca może zapłacić mniej niż 0,5 proc. prowizji od  kwoty transakcji robionych przez klientów kartą. Jeśli doliczyć do tego opłatę za zakup lub wypożyczenie terminala do płatności, to koszty akceptacji kart dla większości małych firm będą niższe niż 100 zł miesięcznie i 5 zł na dzień[8]. Można zatem śmiało powiedzieć, że przyjmowanie płatności kartą kosztuje dziś przedsiębiorcę mniej, niż obsługa gotówkowa – podkreśla dr Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich, ekspert akcji WartoBezgotówkowo.pl.

Płacący kartą wydają więcej

Już w latach 70-tych naukowcy dowiedli, że sposób płacenia wpływa na to ile i jak wydajemy. Osoby korzystające z kart kredytowych i debetowych zwykle podczas jednej transakcji wydają więcej niż osoby płacące gotówką. Jest to związane także z faktem, że osoby płacące w ten sposób szybciej zapominają o wcześniej wydanych sumach, ponieważ nie przypomina im o tym ubytek gotówki w portfelu[9].

Coraz częściej zdarza się tez, że klienci, przyzwyczajeni do płacenia kartą, w ogóle rezygnują z zakupów w miejscach gdzie nie jest to możliwe. Zdaja sobie sprawę, że bez problemu znajdą inne miejsce, które zaoferuje im podobny produkt lub usługę, z możliwością bezgotówkowej płatności. Akceptacja kart jest zatem niezawodnym sposobem na zwiększenie sprzedaży i poprawę wyniku firmy.

[1] How much does it cost to make a payment? EBC, COGEPS Meeting 22-23 October 2012, Brussels, https://www.ecb.europa.eu/paym/groups/pdf/cogeps/121022/A_11_ECB_Cost_of_payments_study.pdf?f952dbf6849bf1babce0df7c95711601 , PKB w Polsce za 2016 rok 1,85 bln zł

[2] Obliczenia PwC http://tvn24bis.pl/z-kraju,74/polskie-autostrady-nie-najdrozsze-w-europie,643114.html

[3] https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/-wydatki-powyzej-15-tys-zl-oplacone-gotowka-nie-beda-kosztem

[4] Raport Net B@nk I kwartał 2017 https://zbp.pl/public/repozytorium/wydarzenia/images/lipiec_2017/konf/Netbank_Q1_2017_20170821.pdf

[5] Patrz przypis 4

[6] Liczba wyemitowanych kart płatniczych na przestrzeni kolejnych kwartałów od 1998 r. (XLSX), NBP, http://www.nbp.pl/systemplatniczy/karty/karty_liczba.xlsx

[7] Informacja o kartach płatniczych – pierwszy kwartał 2017, NBP

[8] Wyliczenia GW http://wyborcza.biz/biznes/1,147743,21344338,ile-kosztuje-przyjmowanie-platnosci-karta-i-dlaczego-tak-drogo.html

[9] DRAZEN PRELEC, DUNCAN SIMESTER, Always Leave Home Without It: A Further Investigation of the Credit-Card Effect on Willingness to Pay, Marketing Letters 12 2001, str. 5-12, http://web.mit.edu/simester/Public/Papers/Alwaysleavehome.pdf

Filtry antyspamowe wyłapują tylko co piąty e-mail phishingowy

Ataki phishingowe polegające na masowym e-mailingu zdarzają się coraz rzadziej. Teraz w 95% przypadków, złodzieje wysyłają indywidualne wiadomości, które do złudzenia przypominają codzienną korespondencję – wynika z raportu Ironscale. Taka indywidualizacja powoduje, że tylko 20% wiadomości phishingowych jest wyłapywanych przez filtry antyspamowe. Reszta trafia do skrzynek odbiorczych. Eksperci Onex Group podkreślają, że w związku z dużą skutecznością ataków, kluczowe dane należy trzymać w szyfrowanej chmurze, która daje gwarancję bezpieczeństwa nawet w przypadku udanego ataku.

Phishing to w głównej mierze próba przejęcia informacji wrażliwych, czyli haseł lub tajemnic handlowych, których posiadanie pozwala m.in. na kradzież pieniędzy. Nadal najpopularniejszą metodą stosowaną przez złodziei są wysyłki e-maili. – Dzieje się tak, ponieważ złośliwe wiadomości stosunkowo łatwo omijają filtry antyspamowe. Wirusy najczęściej ukrywane są w załącznikach lub linkach wklejonych w treść. Dlatego właśnie, jak podaje Ironscale, na każde 5 ataków, które zostaną zidentyfikowane jako phishing, przypada 20, które ominęły zabezpieczenia. To duży problem zwłaszcza w firmach, które szczególnie powinny dbać o to, aby najważniejsze dane trzymać w szyfrowanej chmurze, takiej jak Microsoft Azure. Dzięki temu nawet w momencie ataku, wrażliwe informacje będą bezpieczne – mówi Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający Onex Group.

Jak wyglądają dzisiaj ataki phishingowe?

Już teraz niemal 95% prób phishingu jest wysoce celowanych. Złodzieje atakują pojedyncze skrzynki odbiorcze, wcześniej zbierając szczegółowe informacje o właścicielu danego adresu e-mail. I tak w przypadku odbiorców usług takich jak telewizja czy internet, złodzieje wiedzą doskonalone z jakiej firmy korzysta dana osoba i w którym dniu otrzymuje fakturę. Natomiast w przypadku pracowników, przestępcy podszywają się pod zespół komunikacji wewnętrznej czy przełożonego. Co ważne, wiadomości do złudzenia przypominają codzienne e-maile. Złodzieje powielają już nie tylko styl i szablony językowe powszechnie używane w danej branży, lecz także coraz częściej korzystają z rzeczywistych szczegółów wyróżniających daną firmę – kopiują stopki mailowe, logotypy, a także dbają o wiarygodne tematy e-maili, zgodne z profilem działalności firmy. Przestępcy załączają też pliki czy linki chronione hasłem. Tym samym podkreślają ich znaczenie i poufność. Tak podrobione wiadomości rozsyłane są nie tylko wewnątrz przedsiębiorstwa lecz także do aktualnych i potencjalnych partnerów.

Wykorzystanie wizerunku znanych firm w atakach phishingowych to częsta praktyka. Bez podszycia się pod instytucje wzbudzające zaufanie, ataki tego typu nie byłyby skuteczne. Dlatego tak istotne jest, aby przedsiębiorcy zadbali o własne bezpieczeństwo i wdrożyli odpowiednie zabezpieczenia. Firmy mogą m.in. włączyć funkcję, która spowoduje, że przy każdym e-mailu pojawi się specjalny znaczek uwierzytelniający – mówi Michał Walachowski, dyrektor zarządzający z EmailLabs.

Świadomość najważniejszą bronią przeciw phishingowi

Cyberprzestępcy doskonale wiedzą, iż najsłabszym ogniwem w łańcuchu bezpieczeństwa internetowego jest człowiek. W danej firmie wystarczy kilku nieświadomych zagrożenia pracowników, którzy klikną na zainfekowany link, aby zdobyć dane wrażliwe. Co istotne, wirusy są instalowane na komputerach na długi okres. Jak podaje Ironscale, czas od naruszenia do wykrycia niebezpieczeństwa wynosi średnio 146 dni.

– Newralgicznym punktem dla cyberbezpieczeństwa jest moment podejmowania decyzji przez pracownika czy otworzyć zawartość danego e-maila. Osobę świadomą zagrożenia trudniej będzie oszukać, dlatego tak istotna jest ciągła edukacja w tym zakresie. Nie można jednak pomijać znaczenia odpowiednich rozwiązań systemowych. To właśnie one są w stanie ochronić najważniejsze dane przed wyciekiem. Trzymając kluczowe informacje w chmurze możemy spać spokojnie, bo skompresowane i zaszyfrowane kopie dokumentów, umieszczane są w różnych lokalizacjach geograficznych. Dzięki temu są bezpieczne. Warto też oczywiście regularnie aktualizować oprogramowanie – podsumowuje Jakub Hryciuk.

Połączenie Spółek Tata i ThyssenKrupp

Indyjska spółka Tata Steel i niemiecki rywal ThyssenKrupp podjęły pierwszy krok ku scaleniu ich europejskich operacji stalowych.

Połączenie spowoduje utratę miejsc pracy, które zostaną podzielone między obie firmy.

Umowa ustanawiałaby drugą co do wielkości grupę produkującą stal w Europie po ArcelorMittal.

Obie firmy prowadziły negocjacje od zeszłego roku, kiedy Tata zerwała plany sprzedaży swoich operacji w Wielkiej Brytanii.

Przedsiębiorstwa podpisały akt porozumienia proponujący wspólne przedsięwzięcie prowadzące do rocznych oszczędności w wysokości do 600 milionów euro. (533 milionów funtów; 720 milionów dolarów)

Możliwe straty miejsc pracy

Partnerzy porozumienia spodziewają się, że takie posunięcie będzie wymagało redukcji zatrudnienia o około 4000 miejsc pracy, z czego połowa będzie redukcją w administracji, a połowa w produkcji.

Redukcja zatrudnienia będzie rozłożona równomiernie na dwie firmy.

W oświadczeniu dyrektor generalny spółki ThyssenKrupp, Heinrich Hiesinger, powiedział, że oba przedsiębiorstwa muszą się umocnić i stać się bardziej wydajne ze względu na rosnącą presję na import oraz nadmierną produkcję w przemyśle.

‘’Nie będziemy podejmować żadnych działań w ramach wspólnego przedsięwzięcia, których nie musielibyśmy podjąć samodzielnie’’ – mówił przewodniczący spółki.

Roy Rickhuss, przewodniczący Krajowego Komitetu ds. Związków Zawodowych, powiedział, że zagrożone miejsca pracy pełniły funkcje wspierające takie jak HR lub IT, z których większość nie miała już siedziby w Wielkiej Brytanii.

Jednakże, pomimo zapewnień, że nie będzie redukcji w możliwościach produkcyjnych Wielkiej Brytanii, przewodniczący stwierdził, że ‘’diabeł byłby w szczegółach’’.

 Analiza: Dominic O’Connell, prezenter biznesowy BBC

Podczas gdy obie strony będą dziś ostrożne w mówieniu o przyszłości, bardzo prawdopodobne jest, że to wspólne przedsięwzięcie jest tylko pomostem dla utworzenia nowej niezależnej firmy stalowej.

Źródła przemysłu stalowego mówią, że jest to logiczny kolejny krok, a wskaźnikiem jest podział 50/50 między Tata i ThyssenKrupp. Z czasem rozważą wydzielenie ich udziałów, prawdopodobnie w jeden notowany podmiot, niezależny od obu.

Jak zawsze w biznesie stalowym, czas jest wszystkim. Tata zapłaciła 6,7 mld funtów za zakup Corusa w 2007 roku pokonując zaciętą konkurencję z brazylijskiego CSN.

Ta suma wydaje się niemal niewiarygodna, biorąc pod uwagę następujący po tym spadek cen stali oraz niezmierne straty jakich doznał Corus w efekcie. Wracając jednak do czasu kiedy cena stali była wysoka, Mittal Steel, jeden z światowych konkurentów Taty oszołomił swoich konkurentów wprowadzając na rynek innego północno-europejskiego lidera – firmę Arcelor.

Koło cen stali obróci się znowu, dając spółkom Tata i ThyssenKrupp szansę na wzbogacenie się na ich wspólnym przedsięwzięciu.

­­­­­­­­­­­­­‘’Szukamy dalszych gwarancji miejsc pracy, inwestycji i przyszłej produkcji w Wielkiej Brytanii.’’ – powiedział.

‘’W pierwszej kolejności będziemy nakłaniać Tatę, aby wykazała swoje długoterminowe zaangażowanie w produkcję stali w Wielkiej Brytanii, potwierdzając, że zainwestują w remont wielkiego pieca nr 5 w Porcie Talbot.’’

‘’Jeżeli firma będzie starała się wprowadzić obowiązkowe zwolnienia, będziemy walczyć z tym używając wszelkich dostępnych środków.’’

Sekretarz ds. biznesu Greg Clark powiedział: ‘’Rząd ciężko współpracuje ze spółkami, aby zapewnić stabilną przyszłość firmie Tata Steel w Wielkiej Brytanii, jej 4000 pracowników w Porcie Talbot oraz jej łańcuchowi dostaw.’’

‘’Dzisiejsza umowa pomiędzy Tata Steel i ThyssenKrupp to ważny krok w ustanowieniu wspólnych ambicji dla Portu Talbot jako światowej klasy producenta stali ze szczególnym uwzględnieniem jakości, technologii i innowacji.’’

Silne fundamenty

Wspólne przedsięwzięcie, pod nazwą ThyssenKrupp Tata Steel, będzie dostarczało około 21 milionów ton płaskich wyrobów stali rocznie.

Firmy szacują, że wspólne przedsięwzięcie przyniosłoby obroty rzędu 15 mld euro rocznie oraz zatrudnienie dla 48 000 ludzi w 34 lokalizacjach.

Spółka miałaby swoją siedzibę w Amsterdamie w Holandii.

‘’Strategia zaproponowanego wspólnego przedsięwzięcia w Europie oparta jest na bardzo silnych podstawach i jestem pewien, że ThyssenKrupp Tata Steel będzie miała świetną przyszłość.’’ – mówił prezes Tata Steel, Natarajan Chandrasekaran, w przemówieniu.

Akt porozumienia otwiera drogę do należytej staranności, co oznacza, że obie firmy będą uważnie analizować wzajemne dokonania.

Konsolidacja podlega obu spółkom osiągającym ostateczną umowę i uzyskującym wszystkie zbiorowe zezwolenia, w tym zezwolenia zarządu oraz udziałowców.

Oczekują podpisania umowy na początku przyszłego roku i ukończenia go przed końcem 2018 roku.

Akcje w ThyssenKruppp wzrosły w środę o ponad 5%, podczas gdy akcje Tata Steel wzrosły o 1%.

Pracodawcy intensywnie poszukują pracowników i narzekają na niedobór kompetencji

Stopa bezrobocia w sierpniu br. wyniosła 7 proc., wobec 7,1 proc. w lipcu br. – podał GUS.

Dobre dane z rynku pracy potwierdzają informacje, które płyną od pracodawców o coraz większym zapotrzebowaniu na pracowników. O braku kandydatów do pracy mówią głównie firmy z sektora handlowego . Podobne problemy zgłaszają też przedsiębiorstwa produkcyjne, dla których największym wyzwaniem staje się rekrutacja pracowników. Kandydaci albo rezygnują z zatrudnienia w trakcie procesu rekrutacji albo nie zgłaszają się do pracy, gdyż w międzyczasie znaleźli ciekawszą ofertę.

Nadal pracodawcy zgłaszają niedobór kompetencji u kandydatów, co tłumaczy małą presję na wzrost wynagrodzeń. Przeciętnie w ostatnich miesiącach utrzymywały się one na podobnym poziomie i oscylowały pomiędzy 4.400 – 4.500zł, choć rok do roku wzrosły o 280zł. Potwierdza to gotowość firm do i zwiększenia płac, za którą musi iść wzrost kwalifikacji pracowników. Bez inwestycji w kadry wiele firm nie może rozwijać się na nowych rynkach i inwestować. Rozwiązaniem może być aktywizacja młodych między 20 a 24 rokiem życia, z których prawie 17% nie uczy się ani nie pracuje.

Dlatego dla stabilnego rozwoju polskich firm niezwykle ważne jest odpowiedzialne wydatkowanie środków z Funduszu Pracy. Zgodnie z założeniami na 2018 zmniejszone zostaną, prawie o połowę środki na Krajowy Fundusz Szkoleniowy. Jest to narzędzie pozwalające sfinansować większość – 80 procent – kosztów kształcenia ustawicznego pracowników, a w przypadku małych firm 100%. Decyzja o zmniejszeniu budżetu KFS- u budzi kontrowersję tym bardziej, że środki często kończą się już w pierwszych dniach naboru. Dlatego zarówno pracodawcy, jak i związki zawodowe krytycznie ocenili ograniczenie wydatków z Funduszu Pracy na inwestycje w szkolenia pracowników.

Komentarz Jakuba Gontarka, eksperta Konfederacji Lewiatan

Wakacyjne nieruchomości – gdzie warto zainwestować pieniądze, żeby czerpać zysk przez cały rok?

Obecna sytuacja na rynku finansowym, zwłaszcza niskie oprocentowanie lokat bankowych, sprawia, że osoby posiadające określony kapitał podejmują decyzje o poszukiwaniu innych niż dotychczas sposobów na lokowanie środków finansowych. Jednym z nich jest inwestowanie w nieruchomości, z których można czerpać całoroczne zyski. W aktualnych warunkach angażowanie kapitału w nieruchomości jest zdecydowanie rozsądnym i zyskownym pomysłem. Od czego zależy rentowność inwestycji oraz na jakie czynniki podmiot finansujący powinien zwrócić uwagę?

Podjęcie decyzji o przeznaczeniu środków finansowych, które zostaną ulokowane w nieruchomości, powinno być rozpatrywane w perspektywie długoterminowej. Jest to ciekawa alternatywa dla osiągania zysków nie tylko dla samych przedsiębiorców, ale również dla prywatnych inwestorów.

O popularności tego typu zaangażowania środków pieniężnych decyduje choćby możliwość zmniejszenia kosztów bieżących dla przedsiębiorstwa np. w związku z wynajmem nieruchomości dla siedziby firmy. Dodatkowo przedmiotowa inwestycja może stanowić regularny przychód z wynajmu, także dla podmiotów prywatnych. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich inwestorów jest z pewnością potencjalny zysk, który przy odpowiedniej analizie podejmowanej decyzji może zostać wygenerowany przy późniejszej sprzedaży mienia nieruchomego. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że nieustannie zyskuje się na wartości zakupionego obiektu.

Nieruchomość to nie tylko cyfry na koncie

Każdy, kto kiedykolwiek zastanawiał się nad możliwościami, a następnie sposobem inwestowania zgromadzonego kapitału czy oszczędności finansowych, rozważał także koncepcję zakupu nieruchomości. Zasadniczymi powodami takiego rozwiązania są aspekty związane z bezpieczeństwem podejmowanej decyzji oraz minimalizowaniem ryzyka, które występuje przy innych standardowych czy niestandardowych typach inwestowania środków pieniężnych.

Ostatnimi czasy coraz częściej odchodzi się od najpopularniejszej metody oszczędzania finansów, czyli od zakładania lokat w bankach, z uwagi na sytuację na rynku bankowym i proponowane przez jego instytucje bardzo niskie oprocentowania. Nie od dziś też wiadomo, że fundusze przynoszą największe zyski, będąc w obrocie. Niemniej jednak polityka inwestowania środków pieniężnych w akcje spółek notowanych na giełdach, choć może przynieść spore zyski, jest obciążona bardzo dużym ryzykiem. Zdecydowanie większym niż rynek nieruchomości.

Tym samym alternatywa inwestowania kapitału w nieruchomości wydaje się obecnie – bardzo bezpiecznym i sensownym rozwiązaniem. Ten sposób lokowania finansów charakteryzuje się ponadto dodatkową wartością, aniżeli tylko cyfry na koncie. Zyskiwanie na popularności przedmiotowego modelu inwestycyjnego nie może już zatem nikogo dziwić. Natomiast zauważalny popyt inwestycyjny w nieruchomości dowodzi tylko, iż warto zastanowić się nad powyższym modelem zaangażowania funduszy.

Czynniki warunkujące rentowność inwestycji

Celem nadrzędnym dla każdego inwestora, czy to prywatnego, czy przedsiębiorstwa, jest wybór odpowiedniego rodzaju inwestycji. To zagadnienie kluczowe, warunkujące analizę rentowności ulokowania środków finansowych. Zależy ona od kilku czynników – zdefiniować można wiele typów projektów inwestycyjnych, które różnią się między sobą przeznaczeniem.

W pierwszej kolejności podkreślić należy, że każdy projekt inwestycyjny powinien być związany z właściwym wyborem lokalizacji. Dla każdego inwestora może ona być inna, ponieważ zależy od jego modelu biznesowego. Im lepsza lokalizacja, tym wyższa cena nieruchomości. Niemniej jednak jeżeli inwestor zamierza kupić nieruchomość i utrzymać ją w perspektywie długoterminowej, a jego celem jest uzyskiwanie przyzwoitego przychodu z najmu, to warto rozważyć zakup nieruchomości w jak najlepszej lokalizacji. Inwestor powinien również przeanalizować jakość, ceny i liczbę ofert konkurencyjnych w stosunku do tej, którą zamierza kupić.

Rozważając kwestie związane z ulokowaniem kapitału w mienie nieruchome, trzeba zwrócić uwagę na ryzyko, które występuje przy danym rodzaju inwestycji. Oczywiste jest, że biznes zawsze niesie za sobą pewne – większe niż typowe – finansowe niebezpieczeństwo. W przypadku jednak odpowiednio przemyślanej inwestycji w nieruchomości taki czynnik może zostać skutecznie ograniczony. Jest to związane z zauważalnym od lat popytem na grunty, budynki, kamienice, lokale, hotele, mieszkania oraz domy. To samo dotyczy nieruchomości komercyjnych. Najważniejsze jest, aby zaplanowana inwestycja była od początku do końca dobrze przemyślana i odpowiadała oczekiwaniom finansującego.

Warto wspomnieć o wzrastającym popycie czy też trendzie na lokowanie środków finansowych w nieruchomości zlokalizowane w miejscowościach wypoczynkowych zarówno w Polsce, jak i na świecie. Inwestycja mieszcząca się w kurorcie może być dla inwestora sposobem nie tylko na spędzenie urlopu, ale także na czerpanie zysków przez cały rok.

Wakacyjne nieruchomości, apartamenty i tzw. system condo

Planując model biznesowy zakładanej przez siebie inwestycji, warto odejść od błędnego przeświadczenia odwołującego się do kryzysu panującego na rynkach zagranicznych. Ulokowanie środków finansowych na rynku nieruchomości ocenić należy jako słuszne rozwiązanie dla osiągania zysków. Odnosi się to szczególnie do angażowania finansów w obiekty w miejscowościach turystycznych czy modnych kurortach.

Coraz popularniejszym sposobem na osiąganie zysków jest inwestycja w apartament pod wynajem w tzw. systemie condo. Dla przykładu w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej przedmiotowy system z bardzo dużym powodzeniem funkcjonuje już od ponad 20 lat, stanowiąc jedną z najpopularniejszych metod inwestowania kapitału, a także możliwość zarządzania własnym obiektem. Polega on na tym, że inwestor decydujący się na zakup nieruchomości w systemie condo może korzystać ze swojego obiektu przez określoną liczbę dni w roku. Natomiast w pozostałym okresie generowaniem zysków z nieruchomości zajmuje się profesjonalny operator. Jest to zatem bardzo atrakcyjna możliwość generowania przychodów w związku np. z prowadzoną działalnością hotelową przy jednoczesnym zabezpieczeniu realizacji usług przez profesjonalny podmiot, który będzie prowadził recepcję, dział sprzedaży i marketingu czy zajmie się całościowym zarządzaniem obiektem, bazą hotelową i jej obłożeniem.

Innym rozwiązaniem jest również ulokowanie środków w wybudowanych w atrakcyjnych lokalizacjach obiektach, kamienicach czy apartamentowcach w miejscowościach wypoczynkowych, kurortach lub dużych miastach. Podmioty indywidualne lub firmy mogą nabywać na własność apartamenty, które następnie będą wynajmować pod swoją nieobecność na warunkach określonych w umowie. W ten sposób nieruchomość staje się produktem inwestycyjnym – przybiera coraz większą wartość i można z niej czerpać przychody przez cały rok. Jednocześnie, inwestując środki finansowe w powyższy model biznesowy, zyskujemy pewność, że nieruchomość zlokalizowana w wyjątkowym miejscu – przy właściwym zarządzaniu – będzie nie tylko przynosiła zysk, ale także nieustannie zyskiwała na wartości.

Piękne okoliczności przyrody czy atrakcyjne warunki zakupu nie powinny jednak usypiać czujności osób zainteresowanych. Pomoc prawna przy analizowaniu umowy, wyborze lokalizacji, odpowiednie wskazanie ryzyka i umiejętność zarządzania nim oraz profesjonalne przeprowadzenie negocjacji powinny pozostać kluczowe dla inwestora. Aby właściwie zainwestować środki finansowe, a także wybrać najlepszą lokalizację, dostosowaną do oczekiwań potencjalnego inwestora i taką, która przynosić będzie zyski, najistotniejsze jest przeanalizowanie planowanego modelu biznesowego z doświadczonym zespołem prawno-finansowym, który podpowie, jak najlepiej przygotować proces inwestycyjny.

Autor:

4Business Services Kinga Stachowiak

Pakiet „Konstytucji Biznesu” – co przyniesie nowego dla przedsiębiorców, skutki podatkowe

Przedsiębiorców czekają kolejne zmiany przepisów prawnych. Zakończył się etap uzgodnień międzyresortowych nad „Konstytucją Biznesu”, czyli pakietem ustaw zakładających gruntowną reformę prawa gospodarczego, i została ona skierowana do Rządowego Centrum Legislacji. Najważniejszym elementem projektowanego przedsięwzięcia będzie ustawa prawo przedsiębiorców, która ma zastąpić obowiązującą od 2004 r. ustawę o swobodzie działalności gospodarczej. Co przewiduje dla przedsiębiorców „Konstytucja Biznesu”? Czy będzie ona skutecznym narzędziem służącym odformalizowaniu zasad prowadzenia działalności gospodarczej?

Firmy od wielu lat zgłaszają realne postulaty niezbędnych zmian w państwowej gospodarce. W pierwszej kolejności uwagę rządu zwraca się na konieczność odformalizowania zasad prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Barierą dla każdego przedsiębiorcy, bez względu na skalę podejmowanych przez niego działań, jest konieczność zmagania się z mnogością przepisów i interpretacji podatkowych. Przedsiębiorcy oczekują również gwarancji bezpieczeństwa i ich ochrony w relacjach z urzędnikami. Wprowadzenie takiego wsparcia zapewniłoby stabilne warunki wykonywania działalności gospodarczej.

W odpowiedzi Minister Rozwoju i Finansów Mateusz Morawiecki przygotował projekt mający na celu określenie tych praw i obowiązków przedsiębiorców, które w założeniu pozytywnie wpłyną na codzienną działalność firm w Polsce. Pakiet „Konstytucji Biznesu” ma składać się z zestawu rozwiązań w randze ustaw (w tym najobszerniejszej ustawy prawo przedsiębiorców), realnie wpłynąć na odformalizowanie zasad prowadzenia działalności gospodarczej, a także wdrożyć instrumenty wsparcia dla firm. Czy zapowiadane przez przedstawicieli rządu zmiany są właściwą odpowiedzią na potrzeby przedsiębiorców?

„Konstytucja Biznesu” – „dobra zmiana” dla przedsiębiorców?

Z pierwszych zapowiedzi wicepremiera Morawieckiego wynikało, że wprowadzenie pakietu „Konstytucji Biznesu” będzie dużym wsparciem dla polskiej przedsiębiorczości, ponieważ zapewni przede wszystkim jasność i przejrzystość prawa gospodarczego gwarantującego pewność obrotu i zaufanie obywatela do państwa. Finalnym efektem zaproponowanych przez resort rozwoju zmian w przepisach prawa ma zostać „Konstytucja Biznesu”, a więc tak naprawdę pakiet ustaw deregulacyjnych, których nadrzędnym celem jest zmniejszenie stopnia biurokratyzacji prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

W ocenie środowiska przedsiębiorców oraz organizacji pracodawców „Konstytucja Biznesu” jest propozycją dokumentu, który ma fundamentalne znaczenie dla przedsiębiorców, bo pozwoli na rozwój firm i gospodarki w Polsce. Wprowadzenie go ma skutkować m.in. poprawą jakości relacji między biznesem a administracją państwową i samorządową.

Kluczowym elementem wdrażanych przemian w prawie gospodarczym mają być przedstawione projekty odnoszące się m.in. do ustawy prawo przedsiębiorców, ustawy o Komisji Wspólnej Rządu i Przedsiębiorców oraz Rzeczniku Przedsiębiorców, ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej oraz o Punkcie Informacji dla Przedsiębiorców, ustawy o zasadach uczestnictwa przedsiębiorców zagranicznych i innych osób zagranicznych w obrocie gospodarczym oraz ustawy o uproszczeniach podatkowych dla przedsiębiorców.

Ustawa prawo przedsiębiorców – projekt strategiczny „Konstytucji Biznesu”

Projektowana ustawa prawo przedsiębiorców stanowi centralny akt prawa gospodarczego, który ma zastąpić dotychczas funkcjonującą Ustawę z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej (Dz.U. z 2016 r., poz. 1829). Celem wdrażanej ustawy jest realizowanie konstytucyjnej zasady wolności działalności gospodarczej. Zmiany przewidują katalog zasad, których wszystkie urzędy państwowe będą musiały przestrzegać podczas rozpatrywania spraw, w których stroną będą przedsiębiorcy. Wyrazem przychylnego nastawienia do przedsiębiorców będzie działanie w myśl zasady, iż co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone, zaufania do przedsiębiorcy i domniemania jego uczciwości, rozstrzygania wątpliwości faktycznych na korzyść jednostki gospodarczej, przyjaznej interpretacji przepisów czy polubownego rozstrzygania kwestii spornych.

Kluczowy dokument „Konstytucji Biznesu” zakłada również wprowadzenie tzw. działalności nierejestrowej, czyli działalności nieujawnionej w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, a wykonywanej przez osobę fizyczną, z której przychód nie przekracza w żadnym miesiącu 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia. W konsekwencji oznaczać to będzie dla powyższych podmiotów zwolnienie z obowiązku uiszczania składek na ubezpieczenia społeczne.

Zmiany określane mianem „ulga na start” odnoszą się natomiast do wdrożenia instrumentu wsparcia przedsiębiorców początkujących, którzy rozpoczynają działalność gospodarczą. Projektowane przepisy zakładają zwolnienie nowych przedsiębiorców na okres 6 miesięcy z obowiązku uiszczania składek na ubezpieczenia społeczne. Z kolei przez następne 2 lata podlegać oni będą regulacjom tzw. małego ZUS-u.

Prostsze przepisy podatkowe dla firm?

Przedsiębiorcy oczekują również konkretnych i realnych zmian w przepisach podatkowych. Wielkie nadzieje pokładane są zatem w projekcie ustawy o uproszczeniach podatkowych dla przedsiębiorców. Pomysłodawcy nowych regulacji chcą zlikwidować wiele obowiązków dokumentacyjnych i informacyjnych w zakresie podatku dochodowego. Dążą także do znalezienia rozwiązania wspomagającego uproszczenie zasad rozliczania kosztów uzyskania przychodów.

Zakłada się, że w przepisach dotyczących podatku od towarów i usług (VAT) do 120 dni skrócony ma zostać okres, po upływie którego wierzyciel może skorzystać z procedury umożliwiającej odzyskanie kwoty podatku należnego od danej czynności, potocznie zwanej procedurą „ulgi na złe długi”. Zmiany mają nastąpić również w przepisach regulujących kwestie podatkowe związane z dziedziczeniem firmy lub udziałów w niej po śmierci właścicieli – planowane jest zwolnienie spadkobierców z obowiązku uiszczania podatku od spadków i darowizn.

Modyfikacjom ulegną również przepisy ordynacji podatkowej dotyczące wydawania interpretacji. Zgodnie z planowanymi przepisami Minister Rozwoju i Finansów będzie musiał przedstawić interpretację ogólną, jeśli Naczelny Sąd Administracyjny wyda wyrok, w wyniku którego zostanie przedstawiona interpretacja indywidualna rozbieżna z dotychczasowymi interpretacjami indywidualnymi. Obecnie minister zobowiązany był jedynie do zmiany interpretacji indywidualnej. Projektowaną zmianę należy uznać za słuszną.

Zmiana musi dotyczyć mentalności urzędników, nie tylko przepisów

Oceniając projekt ustawy prawo przedsiębiorców oraz pozostałych regulacji w innych dokumentach stanowiących pakiet „Konstytucji Biznesu”, nie sposób nie zauważyć, że celem resortu rozwoju jest wprowadzanie zmian, które stworzą otoczenie prawne przyjazne do wykonywania działalności gospodarczej. W myśl nowych przepisów przedsiębiorca nie będzie bowiem zmuszony nieustannie udowadniać swojej uczciwości, ponieważ wątpliwości co do konkretnej sprawy, rozbieżności interpretacji przepisów itp. będą rozstrzygane na jego korzyść.

Dodatkowo też pomysłodawcy wdrożenia katalogu powyżej wskazanych zasad założyli, iż przedsiębiorców nie powinno się traktować jak potencjalnych przestępców czy jak podmioty nagminnie naruszające prawo. Jest to sytuacja zupełnie inna od obecnej, kiedy to urzędy działają w myśl zasady, że jeżeli przepisy prawa nie stanowią, iż coś jest dozwolone, to przedsiębiorca sam musi zakładać, że jest to zakazane, a w wypadku swojej nieostrożności musi mieć świadomość, że zostanie pociągnięty do odpowiedzialności.

Jednak mimo że założenia zmian w powszechnie obowiązujących przepisach są słuszne i potrzebne, to codzienna praktyka wykazuje, iż to mentalność urzędników kontrolujących firmy powoduje, że nawet uczciwi przedsiębiorcy są podejrzewani przez pracowników urzędów o celowe niedopełnianie obowiązków. W tym obszarze konieczne są jak najszybsze zmiany. Trudno jednak zmienić mentalność urzędników – nie sposób wpłynąć na ich nastawienie jedynie poprzez modyfikację przepisów prawa. Niezbędna wydaje się przede wszystkim edukacja pracowników urzędów, która może pozytywnie wpłynąć na budowę przyjaznego środowiska do prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Indywidualne interpretacje podatkowe na nowych zasadach

Bieżący rok przynosi wiele zmian w zasadach wydawania indywidualnych interpretacji podatkowych. Z początkiem marca zmienił się organ uprawniony do wydawania tego rodzaju opinii, zaś 1 czerwca uległy zmianie zasady wnoszenia skarg na wydane interpretacje.

Kompetencje w jednych rękach

Do 1 marca br. do wydawania indywidualnych interpretacji podatkowych było uprawnionych pięć ośrodków. Byli nimi dyrektorzy izb skarbowych zlokalizowanych w Warszawie, Poznaniu, Katowicach, Bydgoszczy i Łodzi. Jednak po wejściu w życie nowych przepisów organem uprawnionym do wydawania indywidualnych interpretacji podatkowych stał się dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej (KIS). Dyrektor KIS otrzymał powyższe kompetencje jako wyspecjalizowany organ Krajowej Administracji Skarbowej (KAS).

Obecnie bez względu na miejsce zamieszkania składającego wniosek o interpretację należy go kierować do KIS w Bielsku-Białej. Wysokość opłat za wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej nie uległa zmianie. Trzeba je jednak wpłacać na rachunek bielskiego KIS. Obowiązują również nowe formularze wniosków o interpretację podatkową.

Co istotne, wprowadzone zmiany obowiązują we wszystkich wszczętych i niezakończonych przed 1 marca postępowaniach o indywidualną interpretację podatkową.

Dodatkowe właściwości KIS

Oprócz uprawnień do wydawania indywidualnych interpretacji podatkowych dyrektor KIS otrzymał 1 marca również szereg innych uprawnień. Należy do nich wydawanie decyzji o zmianie interpretacji indywidualnej na etapie rozpatrywania wezwania do usunięcia naruszenia prawa. Poza tym dyrektor KIS może stwierdzić wygaśnięcie indywidualnej interpretacji, jeśli jest ona sprzeczna z wydaną w identycznym stanie prawnym interpretacją ogólną. Ma on również prawo do uchylenia wydanej już interpretacji indywidualnej i wydania postanowienia wskazującego, że do stanu opisanego we wniosku powinna być zastosowana interpretacja ogólna wydana wcześniej. Powyższe postanowienie może ulec zmianie w przypadku zmiany wskazanej w nim interpretacji ogólnej lub w sytuacji, kiedy wskazana w postanowieniu interpretacja ogólna nie odpowiada problemowi poruszanemu we wniosku o indywidualną interpretację.

Interpretacja w 3 miesiące

Wnioskujący o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej powinien ją otrzymać w ciągu 3 miesięcy liczonych od dnia wpłynięcia wniosku do KIS. Oczywiście do powyższego terminu nie mogą być wliczone terminy do dokonania określonych czynności wskazane w prawie podatkowym, okresy, w których postępowanie zostało zawieszone, czy opóźnienia powstałe z zaniedbania wnioskującego lub z przyczyn niezależnych od podatkowego organu.

Podatnik ubiegający się o uzyskanie indywidualnej interpretacji podatkowej ma również prawo do otrzymania informacji, kiedy zostanie wydana dana interpretacja. KIS ma obowiązek udostępnienia takiej informacji niezwłocznie. Jeżeli zapytanie o termin zostanie złożone przed właściwym złożeniem wniosku o interpretację, odpowiedź powinna być przekazana zainteresowanemu nie później niż w dniu roboczym następującym po dniu wydania dla niego interpretacji bądź rozstrzygnięcia jego sprawy w inny sposób.

Jeśli KIS nie wyda wnioskującemu indywidualnej interpretacji podatkowej we wskazanym powyżej terminie, obowiązuje tzw. milcząca interpretacja. W takim przypadku w następnym dniu po upływie obowiązującego terminu uznaje się, że została wydana interpretacja potwierdzająca słuszność stanowiska wnioskującego w pełnym zakresie.

Skrócona droga odwoławcza

Wprowadzone 1 marca zmiany to nie jedyne nowe uregulowania dotyczące indywidualnych interpretacji podatkowych. 1 czerwca została wprowadzona skrócona droga odwoławcza w sprawie wydanych indywidualnych interpretacji. Wprowadzone zmiany likwidują możliwość odwołania do organu podatkowego czy składania zażaleń na wydane interpretacje. Obecnie podatnik, który ma zastrzeżenia do wydanych postanowień, może zaskarżyć wydaną interpretację do wojewódzkiego sądu administracyjnego (WSA). Nie ma już obowiązku uprzedniego wzywania dyrektora KIS do usunięcia naruszenia prawa. Przedsiębiorca może zaskarżyć wydaną decyzję w ciągu 30 dni, które są liczone od daty dostarczenia interpretacji zainteresowanemu. Skarga musi być złożona za pośrednictwem dyrektora KIS, który będzie mógł ją uwzględnić w ciągu 30 dni, a tym samym zmienić rozstrzygnięcie sprawy z urzędu.

Powyższe rozwiązanie obowiązuje w odniesieniu do interpretacji wydanych po 31 maja br. W przypadku wcześniejszych postanowień obowiązuje poprzedni system składania skarg, który uwzględnia uprzednie wezwanie dyrektora KIS do usunięcia naruszenia prawa, a dopiero później – zaskarżenie wydanego postępowania do sądu administracyjnego. Przedsiębiorca, który nie zgadza się z wydaną dla niego interpretacją podatkową, powinien skorzystać z odpowiedniej, przewidzianej przepisami drogi odwoławczej.

Dodatkowe narzędzia w rękach podatnika

Od 1 stycznia br. zostały wprowadzone dodatkowe narzędzia ochrony przed zakwestionowaniem zasadności rozliczeń podatkowych. Utrwalona praktyka interpretacyjna oraz opinia zabezpieczająca nawiązują do indywidualnych przypadków transakcji i rozliczeń podatkowych.

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że utrwalona praktyka interpretacyjna jest oparta na orzecznictwie wynikającym z wydanych dotychczas interpretacji indywidualnych. Polega na określeniu sposobu oraz zakresu zastosowania przepisów prawa podatkowego dominujących w wydanych indywidualnych interpretacjach podatkowych. Żeby określić utrwaloną praktykę interpretacyjną, trzeba porównać te indywidualne interpretacje, które dotyczyły identycznych stanów faktycznych bądź odnosiły się do identycznych przyszłych zdarzeń w takim samym stanie prawnym. Co ważne, zastosowanie mają wyłącznie te indywidualne interpretacje, które zostały wydane w tym samym okresie rozliczeniowym, w którym dostosowało się do stanowiska dominującego, oraz te wydane w ciągu 12 miesięcy przed początkiem tego okresu rozliczeniowego. Odmienne okresy obowiązują w przypadku rocznych okresów rozliczeniowych (wówczas analizie poddane są interpretacje z okresu 2 lat) oraz miesięcznych okresów rozliczeniowych (analiza interpretacji będzie obejmowała okres 13 miesięcy). Ułatwieniem w analizie indywidualnych interpretacji podatkowych w odpowiednim okresie będzie zlecenie tego zadania doświadczonej kancelarii prawnopodatkowej. Wskaże ona nie tylko orzeczenia mające zastosowanie do stanu faktycznego przedsiębiorcy, ale też pomoże dowieść swoich praw przed organem podatkowym.

Innym narzędziem chroniącym przed zakwestionowaniem rozliczeń podatkowych jest opinia zabezpieczająca. Jak sama nazwa wskazuje, jej wydanie ma zabezpieczać przed zastosowaniem klauzuli o unikaniu opodatkowania wobec konkretnej czynności (np. transakcji czy restrukturyzacji). Od 1 marca br. opinię zabezpieczającą wydaje szef KAS.

Interpretacja ogólna i objaśnienia podatkowe

Mimo wprowadzonych w ordynacji podatkowej zmian podatnik może skorzystać również z interpretacji ogólnej. Minister finansów może ją wydać z własnej inicjatywy, o jej wydanie może też wnioskować podatnik. Interpretacja ogólna ma taki sam zakres ochrony, jak interpretacja indywidualna. Istotne znaczenie ma data jej publikacji.

1 stycznia br. pojawiło się jeszcze jedno narzędzie ochrony podatnika w postaci objaśnień podatkowych. Mają one w przystępny sposób przybliżać podatnikom obowiązujące prawo podatkowe. Wydawane przez ministra finansów objaśnienia mają taki sam zakres ochrony, jak interpretacje indywidualne. W tym przypadku również istotna jest data publikacji objaśnienia.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Będą przepisy dotyczące skutków prawnych śmierci przedsiębiorcy

Ministerstwo Rozwoju i Finansów przygotowało projekt ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej. Wprowadza on rozwiązania prawne, które umożliwią ciągłe funkcjonowanie przedsiębiorstwa po śmierci przedsiębiorcy.

Projekt ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej reguluje skutki podatkowe śmierci przedsiębiorcy – osoby fizycznej.

W myśl proponowanych rozwiązań przedsiębiorstwo w spadku uzyska podmiotowość prawnopodatkową, jako jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej, w zakresie podatków związanych z działalnością tego przedsiębiorstwa (przede wszystkim w zakresie podatku dochodowego, VAT oraz podatku akcyzowego).

Przedsiębiorstwo w spadku będzie podatnikiem wszystkich podatków ściśle związanych z określoną działalnością gospodarczą.

Przedsiębiorstwo osoby fizycznej stanowiące część masy spadkowej w okresie od otwarcia spadku do wygaśnięcia zarządu sukcesyjnego, a jeżeli zarząd sukcesyjny nie został ustanowiony, to wraz z upływem terminu do powołania zarządcy sukcesyjnego, będzie mogło posługiwać się tym samym numerem NIP, co zmarły przedsiębiorca.

Działalność przedsiębiorstwa w okresie od otwarcia spadku do dnia wygaśnięcia zarządu sukcesyjnego zostanie uznana za pozarolniczą działalność gospodarczą i będzie stanowiła odrębne źródło przychodu zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Podatek dochodowy od działalności przedsiębiorstwa w spadku obliczany będzie na takich samych zasadach, jakie obowiązują w przypadku osób fizycznych prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą.

W przypadku śmierci przedsiębiorcy, który był wspólnikiem spółki cywilnej, jeżeli ustanowiono zarząd sukcesyjny, przedsiębiorstwo w spadku dla celów ustawy o PIT będzie traktowane jak wspólnik spółki cywilnej.

Jeżeli zmarły przedsiębiorca na dzień otwarcia spadku podlegał nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu w Polsce, przedsiębiorstwo w spadku będzie podlegać obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów (przychodów) bez względu na miejsce położenia źródeł przychodów (nieograniczony obowiązek podatkowy). Jeżeli natomiast zmarły przedsiębiorca na dzień otwarcia spadku podlegał ograniczonemu obowiązkowi podatkowemu w Polsce, przedsiębiorstwo w spadku będzie opodatkowane na zasadach ograniczonego obowiązku podatkowego.

Dochody przedsiębiorstwa w spadku będą opodatkowane na ogólnych zasadach przy zastosowaniu skali podatkowej lub jednolitej 19% stawki podatku albo z zastosowaniem jednej ze zryczałtowanych form opodatkowania, czyli ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych lub karty podatkowej.

Jeżeli chodzi o rok podatkowy, w którym zmarł przedsiębiorca – przedsiębiorstwo w spadku do końca tego roku będzie kontynuowało sposób opodatkowania według formy wybranej przez zmarłego. Jeżeli przed końcem roku utraci prawo do korzystania z określonej formy, np. przekroczy stan zatrudnienia, który warunkuje opodatkowanie kartą podatkową, do końca tego roku opodatkowane będzie na ogólnych zasadach, według skali podatkowej.

W przypadku opodatkowania w formie karty podatkowej przedsiębiorstwo w spadku opłacać będzie podatek w wysokości wynikającej z decyzji ustalającej wysokość karty podatkowej wydanej na dany rok podatkowy wobec zmarłego przedsiębiorcy.

Natomiast w kolejnym roku podatkowym przedsiębiorstwo w spadku będzie mogło dokonać wyboru formy opodatkowania według tych samych zasad, jakie obowiązują osoby fizyczne – podatników PIT.

Przychodem przedsiębiorstwa w spadku będą wszystkie przychody związane z działalnością prowadzoną przez przedsiębiorstwo, w tym w formie spółki cywilnej. Do przychodów zaliczane będą również przychody z odpłatnego zbycia składników majątku wchodzących w skład przedsiębiorstwa w rozumieniu art. 551 kodeksu cywilnego, niezależnie od tego, kiedy zostały nabyte przez zmarłego przedsiębiorcę, z wyłączeniem składników, których wartość początkowa nie przekracza 1500 zł.

Przedsiębiorstwo w spadku będzie musiało sporządzić wykaz składników wchodzących w skład przedsiębiorstwa na dzień otwarcia spadku.

Do przychodów przedsiębiorstwa w spadku nie będą natomiast zaliczane przychody z tytułu nieodpłatnych świadczeń otrzymanych od małżonka zmarłego, jeżeli na dzień otwarcia spadku składniki majątku przedsiębiorstwa zmarłego objęte były współwłasnością małżeńską, oraz od osób będących pierwotnym następcą prawnym zmarłego przedsiębiorcy.

W roku podatkowym, w którym zmarł przedsiębiorca, przedsiębiorstwo w spadku prowadzić będzie księgi podatkowe właściwe dla formy opodatkowania wybranej przez zmarłego przedsiębiorcę.

Dochód przedsiębiorstwa w spadku będzie można pomniejszyć o:

  • stratę poniesioną przez przedsiębiorstwo w spadku oraz stratę poniesioną i nieodliczoną przez zmarłego przedsiębiorcę,
  • wydatki na działalność badawczo-rozwojową, w tym także nieodliczone przez zmarłego przedsiębiorcę.

Przedsiębiorstwo w spadku będzie podatnikiem VAT do momentu wygaśnięcia zarządu sukcesyjnego, a jeżeli zarząd sukcesyjny nie został ustanowiony, a podatnik nie został wykreślony z rejestru – do momentu wygaśnięcia uprawnienia do powołania zarządcy sukcesyjnego.

Omawiany projekt ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej trafi teraz pod obrady rządu.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Jakie są bariery prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce

Stopa bezrobocie w Polsce obniżyła się z 7,1 proc. w lipcu do 7,0 proc. w sierpniu – poinformował GUS. To dobre wieści dla pracowników, ale nie dla firm. Jak wynika z badania Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor już niemal co trzeci przedsiębiorca skarży się na problem z pozyskaniem pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. Sektor budowlany postuluje, by po otwarciu rynku pracy dla Ukraińców, zrobić to samo dla Białorusinów.

W sierpniu bezrobocie spadło do 7,0 proc. osiągając nawet niższy poziom niż spodziewało się Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Spada nie tylko dzięki emigracji, ale także w efekcie wzrostu zatrudniania. W sektorze przedsiębiorstw (zatrudniających pow. 9 osób) na koniec sierpnia pracowało 6025,6 tys. osób o 4,5 proc. więcej niż przed rokiem.

Bezrobotnych ubywa, a przedsiębiorcy mają z tego powodu coraz większe problemy. W przeprowadzonym, na zlecenie BIG InfoMonitor, badaniu* na temat trudności jakich doświadczyła firma w prowadzeniu działalności w ostatnich sześciu miesiącach, kłopoty zasygnalizowało niemal 9 na 10 badanych. Najbardziej przedsiębiorcom daje się we znaki nadmierna biurokracja (36 proc.), a tuż za nią problem z pozyskaniem pracowników o odpowiednich kwalifikacjach (33 proc.) oraz rosnące koszty pracownicze (25 proc.). Na dalszych pozycjach znalazł się skomplikowany system podatkowy oraz wysoka, zaniżająca marże konkurencja.

– Bez wątpienia mamy do czynienia z nową sytuacją na rynku pracy. Brakuje pracowników praktycznie wszystkich specjalności, czemu towarzyszy – co oczywiste – wzrost płac. Jeśli połączymy to ze wzrostem cen materiałów, surowców i kosztów transportu, to efektem będzie dalszy wzrost cen usług budowalnych – zwraca uwagę Dariusz Blocher, wiceprzewodniczący rady Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, prezes Budimeksu. – Biorąc pod uwagę, że prawdziwy szczyt robót budowlanych jest jeszcze przed nami, dobrze by było, aby do tego czasu, rząd znalazł rozwiązanie jak moglibyśmy posiłkować się pracownikami nie tylko z Ukrainy, ale również Białorusi. Dziś jest to bardzo mocno utrudnione – dodaje Dariusz Blocher z PZPB.Brak pracowników barierą rozwoju dla co trzeciej firmy

W opinii Sławomira Grzelczaka, prezesa BIG InfoMonitor, sytuacja jest poważna, bo choć z pozoru nie widać związku, to jednak brak możliwości zatrudnienia wykwalifikowanych fachowców jest dla firm, jedną z przyczyn problemów z płynnością finansową, czyli możliwością terminowego obsługiwania krótkoterminowych zobowiązań. – Jako powód zachwiania płynności finansowej na pierwszym miejscu wymieniane jest nieotrzymywanie płatności na czas od kontrahentów, silna konkurencja wymuszająca obniżkę marż, brak zamówień, ale na kolejnych miejscach, sezonowość działania oraz właśnie brak fachowców – mówi Sławomir Grzelczak.

Wraz ze spadającym bezrobociem rośnie znaczenie problemu braku rąk do pracy. W podobnym badaniu, przeprowadzonym przed wyborami do parlamentu, jesienią 2015 r., spytaliśmy przedsiębiorców ogólnie o bariery prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Na tak zadane pytanie, brak ludzi do pracy wymieniany był na końcu długiego zestawienia barier, wtedy stopa bezrobocia wynosiła 10 proc.bariery prowadzenia działaności gospodarczej w polsce

Listę, w 2015 r., otwierały podatki, regulacje prawne, biurokracja oraz ZUS. Na piątym miejscu były koszty pracy. Obecnie koszty pracy są w czołówce przeszkód prowadzenia biznesu. Zmiana nie zaskakuje, jak wynika z danych GUS, od sierpnia 2015 r. do sierpnia 2017 r., wynagrodzenia w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 9 osób, wzrosły o blisko 12 proc. Przeciętne wynagrodzenie brutto z 4022 zł doszło do 4492 zł.

W porównaniu z badaniem sprzed dwóch lat widać też, że obecnie przedsiębiorcy uznają za bardziej dokuczliwe opóźnienia w regulowaniu płatności przez kontrahentów – wymieniają je na czwartym miejscu, choć na ogólnej liście barier w 2015 r. znajdowały się na siódmym miejscu, o pozycję wyżej przesunęła się także wysoka konkurencja wywierająca presję na marże. Mimo zmian w systemie fiskalnym, m.in. wprowadzenia odwróconego VAT-u, skomplikowany system podatkowy zbiera obecnie mniej krytycznych uwag przedsiębiorców niż kategoria „podatki” oraz „regulacje prawne” przed dwoma laty, choć można założyć, że przedsiębiorcy wymieniając podatki jako barierę działania w Polsce w głównej mierze mieli na myśli ich wysokość.

*Badanie „Zatory płatnicze w mikro, małych i średnich firmach” Instytut Keralla Research na zlecenie BIG InfoMonitor „Skaner MSP”, wywiady telefoniczne na próbie 500 firm, sierpień 2017 r.

**Badanie „Zatory płatnicze w mikro, małych i średnich firmach” przeprowadzone przez Kantar Millward Brown na zlecenie BIG InfoMonitor, wywiady telefoniczne (CATI) na próbie 600 firm, wrzesień 2015 r.

Kraków z pierwszym milionem – stolica Małopolski liderem na rynku biurowym poza Warszawą

Firma doradcza JLL podsumowała I półrocze 2017 na rynku biurowym w Krakowie.

Rafał Oprocha, Dyrektor Biura JLL w Krakowie
Rafał Oprocha, Dyrektor Biura JLL w Krakowie

„Kraków to największy ośrodek dla lokowania inwestycji z sektora nowoczesnych usług dla biznesu w naszym kraju. Doskonały wizerunek miasta w oczach zagranicznych inwestorów, szeroki dostęp do dobrze wykształconych specjalistów i zasoby powierzchni biurowej klasy A zadecydowały, że w ostatnich kilkunastu miesiącach do miasta weszły takie marki jak Symphony, Syntel, Uber, czy Zurich Insurance Group. Jak pokazują dane ABSL, łącznie w 157 krakowskich centrach usług pracuje już 55 800 osób. Firmy z tej branży są też głównymi najemcami biurowców w stolicy Małopolski – przypada na nie 62% wynajętych zasobów biurowych miasta i 67% popytu na nowoczesne powierzchnie”, informuje Rafał Oprocha, Dyrektor Biura JLL w Krakowie.

Popyt

„W I półroczu 2017 w Krakowie podpisano umowy najmu na 98 300 mkw. Tym samym, stolica Małopolski odpowiada za 30% zapotrzebowania na nowoczesne powierzchnie biurowe poza Warszawą. Prognozy na najbliższe 18 miesięcy są nadal bardzo optymistyczne. Według szacunków JLL, roczne wolumeny popytu mogą osiągnąć zbliżone poziomy do rekordowego 2015 roku, kiedy zapotrzebowanie na powierzchnię biurową przekroczyło 226 000 mkw”, dodaje Agnieszka Sosnowska, Starszy Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Największe umowy najmu w Krakowie, w I półroczu 2017

Firma Budynek Powierzchnia (mkw.)
Brown Brothers Harriman Orange Office Park 14 700
HCL O3 Business Campus II 10 400
Pega Systems Bonarka 4 Business, bud. C 5 300
UBS Green Office 5 000

Źródło: JLL, PORF, 2017

Podaż

Kraków jest największym rynkiem biurowym w Polsce poza Warszawą. W sierpniu tego roku, wraz z oddaniem do użytku budynku B w ramach Equal Business Park, Kraków – jako drugie miasto po Warszawie – przekroczył granicę miliona metrów kwadratowych całkowitej podaży. Spodziewamy się, że w II połowie tego roku wolumen nowej powierzchni biurowej wyniesie 105 000 mkw., co będzie najlepszym wynikiem w Polsce, wyłączając Warszawę”, komentuje Rafał Oprocha.

Największe biurowce w budowie w I półroczu 2017

Budynek Deweloper Powierzchnia (mkw.)
O3 Business Campus II & III Echo Investment 35 000
Enterprise Park E&F Avestus Real Estate 24 900
V.Offices AFI Europe Poland 24 900
Equal Business Park C Cavatina 21 800
High 5ive 1&2 Skanska Property Poland 20 600
Unity Tower GD&K Group i Verity Development 20 300

Źródło: JLL, 2017

Pustostany i czynsze

Współczynnik pustostanów w Krakowie na koniec pierwszego półrocza wyniósł 9,2%. Jest to relatywnie niski wakat, w istniejących obiektach trudno znaleźć duże, dostępne opcje najmu przez co firmy poszukujące znacznej powierzchni skupiają się przede wszystkim na projektach w budowie oraz planowanych.

Czynsze transakcyjne za metr kwadratowy miesięcznie w Krakowie kształtowały się na poziomie 13,5-14,5 euro.

Grupa MOL szuka startupów oferujących innowacyjne rozwiązania

  • Wybrane startupy będą miały okazję otrzymać dostęp do infrastruktury detalicznej Grupy MOL oraz szerokiej bazy klientów, co pozwoli im na przetestowanie swoich innowacyjnych rozwiązań
  • Zgodnie ze strategią do roku 2030, wykorzystanie zewnętrznego potencjału pomoże Grupie MOL stać się głównym źródłem rozwiązań w zakresie mobilności w Europie Środkowo-Wschodniej.

Grupa MOL zaprasza do składania aplikacji startupy oferujące innowacyjne rozwiązania w dziedzinie mobilności, marketingu lojalnościowego, big data, handlu detalicznego, a także dostaw i dystrybucji przesyłek. Trzymiesięczny program, prowadzony w Budapeszcie wspólnie z węgierskim inkubatorem przedsiębiorczości Design Terminal, jest zaadresowany do startupów, których rozwiązania spełniają jeden z celów strategii Grupy MOL do roku 2030: stać się firmą pierwszego wyboru dla klientów w drodze.

Grupa MOL zaprasza te start-upy, których rozwiązania są obecnie w fazie inkubacyjnej. Inicjatywa będzie prowadzona we współpracy z Design Terminal, inkubatorem przedsiębiorczości z siedzibą w Budapeszcie, który posiada na swoim koncie praktyczne doświadczenie oraz udokumentowane sukcesy w zakresie wspierania start-upów, co pomoże we wdrożeniu programu.

Program rozpocznie się w styczniu w Budapeszcie i będzie trwał trzy miesiące. Wnioski można składać od 22 września. W programie mogą uczestniczyć start-upy, które są gotowe przetestować swoje innowacyjne rozwiązania (prototypy lub produkty MVP, czyli produkty o minimalnej koniecznej funkcjonalności) w dziedzinie mobilności, marketingu lojalnościowego, big data, handlu detalicznego, a także dostaw i dystrybucji przesyłek. Proces selekcji zostanie podzielony na dwa etapy. Pierwszym krokiem będzie składanie wniosków online. Następnym etapem będzie wydarzenie, podczas którego, wybrani kandydaci będą mogli omówić i zaprezentować swoje rozwiązania, zespoły
i wizję przed przedstawicielami Grupy MOL oraz Design Terminal. W ramach selekcji odbędzie się specjalny konkurs, który wyłoni ok. 5 zwycięskich start-upów. Otrzymają one unikalną możliwość bezpośredniej współpracy z czołową spółką w Europie Środkowo-Wschodniej, posiadającą 10-milionową, międzynarodową bazę klientów i rozległą sieć detaliczną. Uczestnicy programu uzyskają indywidualną pomoc oraz wsparcie mentorskie liderów biznesowych Grupy MOL oraz Design Terminal. Będą mogli również uczestniczyć w dopasowanych do ich potrzeb warsztatach, a do swojej dyspozycji dostaną przestrzeń biurową. Na koniec programu, najlepsze start-upy mogą otrzymać ofertę długoterminowego partnerstwa z Grupą MOL jako dostawcy innowacyjnych produktów i usług.

Grupa MOL wierzy, że postęp techniczny i nowe nawyki konsumentów gruntownie zmieniły całą branżę, a szczególnie to, co dotychczas nazywaliśmy detalicznym handlem paliwami. Strategia Grupy MOL do roku 2030 opiera się na założeniu, że aby utrzymać pozycję lidera w czasach, gdy minie już rekordowe zapotrzebowanie na paliwa silnikowe, należy kwestionować dotychczasowe podejście i metody. Firma traktuje innowacyjność jako jeden ze sposobów reakcji na dynamicznie zmieniające się potrzeby klientów. W związku z tym decyduje się zwrócić ku społeczności startupowej w poszukiwaniu pomysłów, które przeniosą relacje z klientem na wyższy poziom.

Kolejne dobre wiadomości z polskiej gospodarki

W tym tygodniu mieliśmy do czynienia z napływem pozytywnych wiadomości na temat polskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa w sierpniu wzrosła w ujęciu rocznym o 8,1%, a bez korekty sezonowej nawet o 8,8%. Pozytywny jest również fakt, że wzrost wykazało 30 z 34 gałęzi przemysłu. Dobre wyniki produkcji przemysłowej i całej gospodarki wsparły również rynek pracy. Płace w sierpniu wzrosły o 6,6%, znacząco przekraczając konsensus rynkowy.

Większa jest również stopa zatrudnienia, która wzrosła w porównaniu z zeszłym rokiem o 4,6%. Również polska waluta zareagowała na te dane. Złoty się umocnił, a w piątek rano jego kurs wobec euro wynosił 4,27 EUR/PLN. Warto również zauważyć, że tak pozytywne dane świadczące o rozwoju polskiej gospodarki mogą przekonać NBP do zaostrzenia polityki pieniężnej. Na chwilę obecną wydaje się jednak, że zacieśnienie polityki pieniężnej powinno nastąpić nie wcześniej niż dopiero w połowie 2018 roku.

Natomiast państwem, które zaostrza swoją politykę pieniężną są Stany Zjednoczone. Członkowie odpowiednika polskiej rady polityki pieniężnej, czyli Fedu, zdecydowali się na sukcesywne obniżanie bilansów, a ponadto oczekują, że w tym roku nastąpi jednorazowy wzrost stóp procentowych. Takie kroki banku centralnego mogłyby nieco ostudzić gospodarkę USA, co wydaje się dobrym krokiem, gdyż zbyt silny wzrost gospodarczy może doprowadzić do tego, że
świtowa gospodarka zaczynie się przegrzewać. Pomimo posiedzenia odbytego przez Fed, które chwilowo pomogło notowaniom dolara, na koniec tygodnia amerykańska waluta w stosunku do euro trochę straciła i jej kurs znalazł się na poziomie 1,20 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.