90 proc. kobiet wykonuje większość porządków domowych. Mężczyźni pomagają okazjonalnie i w prostych pracach

90 proc. kobiet wykonuje większość porządków domowych. Mężczyźni pomagają okazjonalnie i w prostych pracach 1

Obowiązki domowe to domena kobiet. 90 proc. z nich deklaruje, że to właśnie one wykonują większość prac w gospodarstwie domowym – wynika z badania „Postawy kobiet wobec obowiązków domowych” przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie firmy Leifheit. Mężczyźni pomagają okazjonalnie, najczęściej przy mało wymagających obowiązkach. W dużej mierze wynika to z tradycyjnego modelu rodziny, który dominuje w Polsce. Eksperci przekonują, że konieczna jest zmiana sposobu myślenia i przejście na model partnerski. Mężczyźni będą pomagać, jeśli się im na to pozwoli.

– Kobiety biorą na siebie odpowiedzialność za wszystko, co wiąże się z troską o dom. Szczęśliwie istnieje jakiś podział obowiązków, nie jest to jednak jasne i w każdym gospodarstwie domowym ten podział wygląda zupełnie inaczej. Panowie wspierają panie, wynosząc śmieci, zaś dzieci wycierają kurze, odkurzają, często też wspomagają w wynoszeniu śmieci – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dorota Zaborska, project manager w ARC Rynek i Opinia.

Z badania „Postawy kobiet wobec obowiązków domowych” przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie firmy Leifheit wynika, że to kobiety wykonują niemal wszystkie obowiązki w domu: odkurzają, piorą, gotują, zmywają naczynia, robią zakupy. 86 proc. Polek przyznaje, że w obowiązki domowe angażują się ich partnerzy, choć najczęściej w roli pomocnika: wynoszą śmieci (65 proc.), odkurzają (38 proc.) i zmywają (25 proc.).

– Wyniki badania pokazują, że nadal bardzo silnie w naszym społeczeństwie zakorzeniona jest rola kobiety jako osoby, która trzyma pieczę nad gospodarstwem domowym – ocenia Zaborska.

W większości krajów europejskich to na barki kobiety spada odpowiedzialność za dom. Ponad połowa (55 proc.) deklaruje, że do wykonywania prac domowych motywuje je przede wszystkim poczucie obowiązku.

 Cały czas funkcjonuje w Polsce archetyp matki Polki, który w połączeniu z tradycją i religią chrześcijańską powoduje, że kobiety są piętnowane i same narzucają sobie model kobiety, która pracuje zawodowo, która po powrocie z pracy jest odpowiedzialna za dom. Nie jest tak, że mężczyźni nie chcą tego robić albo unikają prac, tylko należy zmienić myślenie i światopogląd – przekonuje Adrian Majchrzak, socjolog.

Co czwarta kobieta nie widzi potrzeby bycia odciążaną w wykonywaniu domowych obowiązków. Zdaniem Majchrzaka mężczyźni chcą się włączać w obowiązki domowe, jednak ciągła krytyka i wytykanie niedociągnięć sprawiają, że panowie wycofują się z tej sfery życia. Model partnerski jest jednak możliwy do wypracowania.

– Jak pokazują badania robione w Polsce i w krajach zachodnich, coraz lepiej wypracowany jest model partnerstwa, w którym wspieramy się, możemy sobie pomagać i wspólnie dbać o dom rodzinny, nie tylko o kwestie zawodowe – mówi Adrian Majchrzak.

Ponad 60 proc. kobiet czuje się docenianych za wypełnianie obowiązków domowych. Coraz częściej chcą jednak, by mężczyźni aktywnie włączyli się w opiekę nad domem. W tradycyjnym modelu rodziny role są jasno określone, ale przy woli obu stron można to zmienić. Warunkiem koniecznym jest jednak szczera rozmowa z partnerem

– Można dążyć do kompromisu, ale dla każdego z nas będzie on oznaczał co innego. Dopiero rozmowa pozwala wyklarować nasze indywidualne potrzeby i ustalić granice. Czasami o kompromis najtrudniej jest wtedy, gdy to, czego my chcemy, nie jest do końca tym, czego chce nasz partner, więc rozmawiajmy nie tylko o potrzebach, lecz także o wyznaczaniu własnych granic. Jeżeli po obydwu stronach jest otwartość do tego, żeby dokonywać zmian i wzajemnie wspierać się w spełnianiu oczekiwań, jak najbardziej kompromis jest możliwy – przekonuje Joanna Religa, coach i trenerka motywacji wewnętrznej.

Fakt, że kobiety są zaangażowane w opiekę nad domem, nie oznacza jednak, że lubią wszystkie obowiązki – przyznaje to tylko 18 proc. pań. Do najbardziej lubianych prac należą gotowanie (56 proc.) i robienie prania (42 proc.), a wśród najbardziej nielubianych są te wymagające czasu i siły: prasowanie, mycie okien, podłóg i łazienki.

W dużej mierze nie lubimy wykonywać pewnych czynności, bo posługujemy się sprzętem, który zamiast ułatwiać, de facto utrudnia nam sprzątanie. To wynik nie oszczędzania, a raczej braku świadomości.

– Decydując się na zbadanie postaw Polek wobec obowiązków domowych, przypuszczaliśmy, że to właśnie one w większości są odpowiedzialne za czystość i porządek w domu. Jednak nie spodziewaliśmy się tak radykalnych wyników. Z badania jednoznacznie wynika, że kobiety w polskich domach pełnią rolę dominująca  podkreśla Łukasz Mańko, dyrektor zarządzający Leifheit Polska.  Mamy nadzieję, że dzięki wiedzy, jaką dostarczyły nam wyniki badania, uda nam się jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby Polaków. Misją firmy Leifheit jest bowiem dostarczenie rozwiązań, które sprawią, że sprzątanie będzie czynnością przyjemną i zajmującą jak najmniej czasu.

Odkurzacze będą mieć maksymalnie 900 W mocy. To ostatni moment, aby kupić urządzenia o wyższej wydajności energetycznej

Odkurzacze będą mieć maksymalnie 900 W mocy. To ostatni moment, aby kupić urządzenia o wyższej wydajności energetycznej 2

Z początkiem września weszły w życie nowe unijne przepisy, które zakazują wprowadzania na rynek odkurzaczy o większej mocy wejściowej niż 900 watów. Co ważne, nowe wytyczne regulują również m.in. głośność pracy, maksymalnie do 80 dB, oraz żywotność silników, przynajmniej 500 godzin. Dla konsumentów to ostatni moment, aby nabyć stare odkurzacze, bowiem te obecnie sprzedawane będą tylko do wyczerpania zapasów.

– Podstawową zmianą jest to, że obniżona zostanie moc silników elektrycznych do poziomu nieprzekraczającego 900 W, dodatkowo na producentów odkurzaczy został nałożony obowiązek spełnienia wyższych norm i wymagań dotyczących parametrów pracy odkurzacza takich jak reemisja kurzu, która w tej chwili może być nie niższa niż 1 proc., niższy poziom hałasu czy większa skuteczność zbierania kurzu z podłóg twardych oraz wykładzin dywanowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Damian Kozłowski z firmy Nilfisk Polska.

Według raportu firmy analitycznej Technavio pt. „Global Household Vacuum Cleaner Market 2017-2021”, globalny rynek odkurzaczy domowych będzie rósł średnio 5 proc. rocznie do 2021 roku. Zmiany, jakie obserwujemy na rynku odkurzaczy, są efektem unijnej strategii podnoszenia efektywności energetycznej urządzeń elektronicznych. Pierwszy etap projektu wdrożono w 2014 roku, kiedy nastąpiło pierwsze obniżenie mocy odkurzaczy – moc wejściowa według tych przepisów nie mogła przekraczać 1600 W.

– Dzisiejsze technologie wykorzystywane przy produkcji odkurzaczy pozwalają na zastosowanie silników elektrycznych o mniejszej mocy znamionowej, ale osiągane parametry pracy odkurzacza są na podobnym, jeśli nie wyższym poziomie niż te, które są wykorzystywane obecnie – twierdzi Damian Kozłowski.

Zmniejszeniu ulegnie nie tylko moc wejściowa odkurzaczy. Według nowych przepisów odkurzacze, które trafią na rynek, począwszy od września, muszą zużywać rocznie mniej niż 43,0 kWh energii, cechować się reemisją kurzu nie większą niż 1 proc., poziomem mocy akustycznej nieprzekraczającym 80 dB(A), wężem na tyle trwałym, by nadawał się do użytku po 40 tys. oscylacji z obciążeniem, a także żywotnością silnika wynoszącą co najmniej 500 godzin. Nowe przepisy wymusiły zmiany konstrukcyjne w nowych odkurzaczach.

– Aby zrekompensować niższą moc silników elektrycznych, konstrukcje odkurzaczy uległy zmianom. Zwraca się szczególną uwagę na takie elementy jak umiejscowienie worka na kurz czy położenie silnika. Duże znaczenie ma także jakość filtrów wykorzystywanych w odkurzaczach i chociażby ssawy podłogowe, które w tym celu zostały specjalnie przeprojektowane – twierdzi Damian Kozłowski.

Dla konsumentów to ostatni dzwonek, aby nabyć stare odkurzacze, bowiem te obecnie sprzedawane będą dostępne tylko do wyczerpania zapasów. Specjalista z firmy Nilfisk Polska uważa, że zmiany jednak wyjdą wszystkim na dobre.

– Te odkurzacze, które są obecnie dostępne w sprzedaży, pozostaną na półkach sklepowych aż do wyprzedaży stanów magazynowych. Od września każda kolejna dostawa realizowana przez producenta jest oparta na odkurzaczach w nowej specyfikacji technicznej. Oznacza to, że już wkrótce z rynku znikną odkurzacze, które emitują więcej kurzu, są bardziej hałaśliwe i zużywają więcej prądu. Zostaną one zastąpione modelami w nowej specyfikacji technicznej – podsumowuje Damian Kozłowski.

Tradycyjne bankomaty powoli będą znikać. Nowoczesne maszyny będą połączone z urządzeniami mobilnymi

Tradycyjne bankomaty powoli będą znikać. Nowoczesne maszyny będą połączone z urządzeniami mobilnymi 3

Tradycyjne bankomaty są stopniowo wypierane z rynku przez bardziej zaawansowane urządzenia, które dają możliwość zarówno wpłaty, jak i wypłaty gotówki. Nowoczesne maszyny są kompatybilne z urządzeniami mobilnymi, które wkrótce staną się częścią procesu autoryzacji transakcji. Z czasem smartfony zastąpią nie tylko PIN-y, lecz także same karty, a sposób obsługi bankomatów będzie przypominać obsługę urządzenia mobilnego.

– Rosnąca popularność transakcji kartowych nie przekłada się w żaden sposób na mniejszy popyt na bankomaty. Na każdej szerokości geograficznej rośnie zarówno liczba płatności kartowych, jak i ilość gotówki w obiegu. W UE, co jest zadziwiające, z roku na rok nawet ilość monet euro w obiegu rośnie o 10 proc., w związku z tym bankomaty są nadal potrzebne, choć transakcje kartowe odgrywają coraz większą rolę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartłomiej Śliwa, prezes zarządu NCR Polska.

Z „Informacji o kartach płatniczych” NBP wynika, że w I kwartale 2017 roku w Polsce znajdowało się 37,7 mln kart płatniczych. Transakcje bezgotówkowe stanowiły ponad 83 proc. (854,6 mln) łącznej liczby transakcji kartami, których wartość sięgnęła 57,3 mld zł. 16,8 proc. stanowiły transakcje gotówkowe, czyli m.in. wypłaty z bankomatów, kas banku czy wypłaty sklepowe. W I kwartale tego roku w bankomatach w Polsce odnotowano 161,5 mln wypłat gotówki (spadek o 10,5 mln w porównaniu do poprzedniego kwartału) o wartości 73,7 mld zł. Choć spada liczba transakcji gotówkowych, bankomatów jest coraz więcej. Na koniec marca było ich w Polsce 23,7 tys. przy 22,4 w tym samym okresie 2016 roku.

– Rynek bankomatów jest rynkiem nadal rosnącym, jednak zmienia się struktura tego, co dostarczamy. W coraz większym stopniu w Polsce, ale też na rynku europejskim popularne są bankomaty, które służą do depozytu gotówki. Udział takich maszyn w naszej sprzedaży wzrósł do ok. 50 proc. – mówi prezes NCR Polska. – Obserwujemy też coraz większą sprzedaż bankomatów, które dają możliwość wpłaty gotówki albo pracują w tzw. trybie recyklingu, gdzie banknoty wpłacone mogą zostać wypłacone. W Polsce rocznie sprzedaje się około 1,5–2 tys. bankomatów.

Raport Cashless wskazuje, że na koniec I półrocza 2017 roku było w Polsce 6,7 tys. bankomatów z funkcją wpłat. Bankomaty recyklingowe wypłacają klientom pieniądze zdeponowane przez inne osoby, a jednocześnie sprawdzają jakość banknotów. Jeżeli są zniszczone i nie spełniają norm jakościowych, urządzenie je zatrzymuje.

Część bankomatów pozwala też na sprawdzenie salda, zaciągnięcie pożyczki, wypłaty przekazów pieniężnych czy nawet doładowanie konta. Funkcjonalności będzie jednak coraz szybciej przybywać.

– Interfejs bankomatów będzie coraz bardziej zbliżony do urządzeń mobilnych, takich jak tablety. Będziemy je obsługiwać poprzez dotyk, na ekranie będziemy mieć ikony symbolizujące specyficzne funkcje. Staną się one w dużo większym stopniu maszynami multimedialnymi zbliżonymi do tabletów czy smartfonów – przekonuje ekspert.

Nowoczesne bankomaty pozwalają samemu wybrać nominał wypłacanej gotówki, umożliwiają klientowi ustawienie ulubionej kwoty, która będzie proponowana przy każdej następnej transakcji.

Urządzenia te w przyszłości mają być zintegrowane z innymi kanałami obsługi klientów banku, np. przy zleceniu wypłaty pieniędzy przez aplikację mobilną, gotówkę można byłoby odebrać w bankomacie znacznie szybciej. Część bankomatów umożliwia wypłatę środków za pomocą rozpoznania biometrycznego skanu palca. W przyszłości możliwe będzie obsługiwanie urządzenia głosem czy identyfikacja kształtu twarzy. Do wypłaty gotówki nie będzie też potrzebna karta bankowa.

– W coraz większym stopniu w rolę karty będzie wchodzić telefon komórkowy, który z jednej strony będzie nośnikiem całej zawartości karty, medium płatniczym, ale z drugiej strony może się też stać częścią autoryzacji klienta poprzez urządzenie biometryczne na telefonie. Zamiast autoryzować swoją wypłatę PIN-em na klawiaturze bankomatu, będziemy ją autoryzować poprzez dotknięcie czytnika biometrycznego na telefonie komórkowym – tłumaczy Bartłomiej Śliwa.

W najbliższych latach na orbitę okołoziemską może trafić 2400 niedużych satelitów. Szansę na udział w tym rynku mają Polacy

W najbliższych latach na orbitę okołoziemską może trafić 2400 niedużych satelitów. Szansę na udział w tym rynku mają Polacy 4

W latach 2017–2023 w przestrzeń kosmiczną może trafić niemal 2400 niewielkich satelitów, tzw. CubeSatów. Już w 2019 roku rynkowe zapotrzebowanie na satelity o wadze do 50 kg sięgnie ok. 290 sztuk. Szansę na tym rynku dostrzegają Polacy. Choć nasz kraj do tej pory wystrzelił w kosmos dopiero trzy satelity, to w planach są kolejne, a polskie firmy coraz chętniej inwestują w kosmiczny biznes.

– Polska od zawsze interesowała się kosmosem. Od momentu zaistnienia koncepcji były próby wystrzeliwania rakiet w Polsce. Mamy dwa polskie satelity naukowe, które latają na orbicie okołoziemskiej. Są i pojawiają się nowe firmy, które tworzą części do satelitów. My tworzymy wszystkie części u siebie tak, aby stworzyć całego satelitę u nas – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Grzegorz Zwoliński, prezes SatRevolution.

W przestrzeni kosmicznej są aktualnie dwa polskie satelity – Lem, wystrzelony 21 listopada 2013 r., oraz Heweliusz, który rozpoczął misję 19 sierpnia 2014 r. Oba satelity są częścią międzynarodowej konstelacji BRITE. Swoją misję zakończył natomiast satelita wystrzelony przez Politechnikę Warszawską – PW-Sat. Jego następca ma wylecieć w kosmos jeszcze w tym roku. Polskie uczelnie i instytuty naukowe regularnie współpracują z międzynarodowymi agencjami przy dostarczaniu części do satelitów.

Jak wynika z raportu „State of the Industry Report” firmy Bryce Space and Technology, w ostatnim dniu ubiegłego roku nad naszymi głowami krążyło 1459 działających satelitów i ich liczba ciągle rośnie. Jeszcze w roku 2012 było ich 994, zatem w ciągu ostatnich 5 lat ich liczba zwiększyła się o 47 proc. Satelity w kosmos wysyła nie tylko amerykańska agencja NASA, lecz także europejskie instytucje i przedsiębiorstwa. Polska w tym zakresie dopiero rozpoczyna swoje starania.

– Europa już od 60 lat wysyła satelity, ma rakiety, natomiast my dopiero raczkujemy. Każdy większy kraj w Europie ma swoje rakiety, ma całą strukturę firm kosmicznych, które tworzą i integrują całe, wielotonowe satelity i wysyłają je na orbitę, to dzieje się od dawna. Polska wypuściła w sumie trzy satelity, dwa działają do tej pory, na razie nie mamy pełnych satelitów, którymi można się pochwalić – mówi Grzegorz Zwoliński.

Analiza firmy SpaceWorks pt. „2017 Nano/Microsatellite Market Forecast” wskazuje, że już w 2019 roku rynkowe zapotrzebowanie na małe satelity (o wadze do 50 kg) sięgnie ok. 290 sztuk, w roku 2020 zwiększy się do 332 egzemplarzy, a w roku 2023 może sięgnąć 460 sztuk. Z już ogłoszonych planów i projektów wynika, że w latach 2017–2023 w przestrzeń kosmiczną może trafić niemal 2400 niewielkich satelitów. Jednym z nich będzie komercyjny satelita z Polski o wielkości butelki, który ma wykonywać zdjęcia satelitarne w wysokiej rozdzielczości.

– Światowid trafi na niską orbitę okołoziemską, to około 300–400 kilometrów ponad ziemią. Jego rozmiary to 10x10x20 cm, to mniej więcej wielkość butelki. Będzie robił zdjęcia, w których jeden piksel pokrywa powierzchnię od 7 do 14 metrów, czyli może objąć mniej więcej połowę wyspy Wolin na jednym zdjęciu. Te zdjęcia będziemy mogli sprzedawać różnym podmiotom – tłumaczy prezes SatRevolution.

Urządzenia typu CubeSat wykonują zdjęcia satelitarne, które już teraz są wykorzystywane m.in. do: śledzenia statków na oceanach, pomagania w działaniach ratunkowych podczas katastrof naturalnych czy śledzenia ruchu samochodowego w miastach. W ubiegłym roku wystrzelono 46 satelitów typu CubeSat, co stanowi 37 proc. wszystkich nowych satelitów w 2016 r. Tymczasem według analityków ze SpaceWorks w 2017 roku liczba wystrzelonych małych satelitów zwiększy się o 10 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. W przyszłym roku jednym z wystrzelonych CubeSatów będzie polski Światowid.

– Jego misją jest robienie zdjęć i obrazowanie ziemi. Światowid ma cały szereg czujników: od kamery po czujniki pola magnetycznego. Obecnie jest na etapie testów, do końca tego roku powinniśmy zamykać pierwszą fazę testów, na początku przyszłego roku powinniśmy być gotowi do wysyłki Światowida na orbitę – zapewnia Grzegorz Zwoliński.

Wpływy światowego przemysłu satelitarnego w 2016 r. sięgnęły 260,5 mld dolarów, wynika z raportu Bryce Space and Technology. W ostatnich latach w przemyśle tym nastąpiło wyraźne spowolnienie rozwoju – z 10 proc. rocznie w 2013 roku spadł do 2 proc. w roku ubiegłym. Pomimo tego nie brakuje nowych firm, które planują wysłać swojego satelitę w najbliższych latach.

Osoby pracujące w kilku państwach nabywają prawo do emerytury w każdym z nich. Od 1. do 6. ZUS wypłacał za granicę ponad 52 tys. świadczeń emerytalno-rentowych

Osoby pracujące w kilku państwach nabywają prawo do emerytury w każdym z nich. Od 1. do 6. ZUS wypłacał za granicę ponad 52 tys. świadczeń emerytalno-rentowych 5

Przepisy unijne i dwustronne umowy między Polską a innymi państwami pozwalają osobom, które pracowały w kilku krajach, nabyć prawa do emerytury w każdym z nich. W ubiegłym roku do ZUS wpłynęło 111,6 tys. wniosków o świadczenia emerytalno-rentowe podlegające koordynacji na podstawie tych przepisów. W I połowie tego roku Zakład wypłacał za granicę ponad 52 tys. takich świadczeń.

Koordynacja systemów zabezpieczenia społecznego daje Polakom gwarancję, że bez względu na to, gdzie będą mieszkali po zakończeniu aktywności zawodowej, będą mogli korzystać ze świadczeń i podlegać takiej samej ochronie społecznej jak obywatele państwa, w którym pracują czy w którym będą przebywali na emeryturze – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. Piotr Wawrzyk z Instytutu Europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim.

Jeśli obywatel jednego z państw członkowskich Unii Europejskiej pracował w różnych państwach, to jego emerytura składa się z części, które wypracował w poszczególnych krajach. Jest to możliwe dzięki przepisom o koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego. Takie przepisy były konieczne, bo każdy z krajów Unii Europejskiej ma inny system ubezpieczeń społecznych.

Osoba ubiegająca się o świadczenia emerytalno-rentowe podlegające koordynacji unijnej zobowiązana jest przedłożyć wniosek na formularzu krajowym. Jeżeli ubiega się o emeryturę, powinien być to formularz EMP, wraz załącznikiem EMZ, przy rencie rodzinnej – formularz ZUS RP2, a przy rencie z tytułu niezdolności do pracy – formularz ZUS RP1-R. Powinien być do nich dołączony formularz E207PL, z którego wynikają okresy ubezpieczenia osoby składającej wniosek – wskazuje Aneta Pochylska z Departamentu Rent Zagranicznych w Centrali ZUS.

Bez przepisów o koordynacji systemów niejednokrotnie osoba zatrudniona w czasie kariery zawodowej w kilku państwach mogłaby nie uzyskać prawa do emerytury lub renty. Miałaby zbyt krótki okres podlegania ubezpieczeniom w poszczególnych państwach. Dzięki przepisom obowiązującym w Unii liczy się suma przepracowanych lat, a świadczenia z każdego kraju oblicza się według zasady proporcjonalności. To element swobody przepływu osób, czyli niedyskryminowania osób pracujących poza krajem, m.in. pod względem ubezpieczeń społecznych.

Polska dodatkowo podpisała dwustronne umowy o koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego z krajami spoza UE.

 Umowę z byłą Jugosławią obecnie stosuje Serbia, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina. Łączy nas także taka umowa z Australią, Kanadą, USA, Koreą Południowa, Mołdawią, Ukraina, Macedonią – wymienia Pochylska.

Ze „Sprawozdania z działalności Zakładu Ubezpieczeń Społecznych za 2016 rok” wynika, że w 2016 roku wpłynęło 111,6 tys. wniosków o świadczenia emerytalno-rentowe podlegające koordynacji na podstawie rozporządzeń wspólnotowych oraz bilateralnych umów międzynarodowych o zabezpieczeniu społecznym. 63 tys. wniosków złożyły osoby mieszkające w Polsce, a blisko 31 tys. osoby mieszkające w krajach UE/EOG, przede wszystkim Niemczech (13 tys.). 3,6 tys. wniosków pochodziło od osób mieszkających w Stanach Zjednoczonych.

– Umowa z USA to jedna z naszych największych umów. Osoba, która pracowała w Polsce i USA, podlegała przepisom jednego i drugiego państwa. Jeżeli mieszka w Polsce, to składa wniosek w najbliższej placówce ZUS, ta zaś musi przekazać wszelkie informacje dotyczące realizacji umowy polsko-amerykańskiej w dziedzinie składania wniosków oraz przyjąć ten wniosek – mówi Aneta Pochylska.

Aby uzyskać świadczenie, konieczne jest przedstawienie dokumentów. Przede wszystkim muszą one potwierdzać fakt podlegania ubezpieczeniom społecznym ze wszystkich krajów oraz tytuł, z którego dana osoba im podlegała. Warto przedstawić także nadany przez właściwą instytucję numer ubezpieczenia lub ewidencyjny. Informacja o pracodawcy pozwoli natomiast łatwiej zidentyfikować wnioskodawcę i zweryfikować przedstawione informacje.

– Przede wszystkim należy gromadzić dokumenty potwierdzające nasz staż pracy za granicą. Takim dokumentem jest świadectwo pracy od pracodawcy, ale możemy też złożyć: umowę o pracę, oświadczenie o objęciu ubezpieczeniem społecznym w danym kraju, wykonywaniem pracy, jak również potwierdzeniem przelewów wypłaty – wymienia Katarzyna Kochanowska, Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie.

Na świecie dochodzi do 971 ataków hakerskich na godzinę. Polskie firmy są narażone na ataki tak samo jak zagraniczne

Na świecie dochodzi do 971 ataków hakerskich na godzinę. Polskie firmy są narażone na ataki tak samo jak zagraniczne 6

Liczba ataków hakerskich typu malware rośnie coraz szybciej. Co godzinę dochodzi na świecie do 971 ataków.  Z drugiej strony wyraźnie spada liczba ataków phishingowych, choć ich skala obejmuje cały świat. Rok 2017 to dalszy rozkwit ataków hakerskich, które zainfekowały miliony komputerów na całym świecie. Polskie firmy, podobnie jak zagraniczne, nie mogą czuć się bezpiecznie.

Według „Internet Security Threat Report”, przygotowanego przez firmę Symantec, w zeszłym roku na każde 131 e-maili, które odebraliśmy, przypadał jeden stanowiący próbę ataku typu malware, czyli zawierający złośliwe oprogramowanie. To dużo więcej niż w 2015 roku, gdy taki atak występował raz na 220 e-maili. Ataki są jednak dokonywane na coraz szerszą skalę, a w 2017 roku szczególnie dwa przykuły uwagę specjalistów od cyberbezpieczeństwa.

– WannaCry był atakiem bardzo prostym, wykorzystującym pewne niedoskonałości systemów operacyjnych, Fireball jest dużo bardziej skomplikowanym, na szeroką skalę, trudno go nawet nazwać atakiem, ponieważ sam mechanizm rozprzestrzeniania tego kodu był w pewien sposób balansujący na granicy ataku i dowolnego przyzwolenia na instalację pewnego oprogramowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Wojciech Głażewski z Check Point.

Najwięcej ataków typu malware zanotowały – według raportu firmy Symantec – średnie firmy, zatrudniające od 251 do 500 pracowników. W ich przypadku nawet 1 na 95 otrzymanych e-maili zawierał złośliwe oprogramowanie. Najmniej narażone są za to firmy zatrudniające powyżej 1000, lecz mniej niż 1500 pracowników – tylko 1 na 224 e-maile zawierał malware. Również polskie firmy narażone są na tego typu ataki.

– Polskie firmy nie są bezpieczne, nigdy nie były. WannaCry zbytnio nie dotknął Polski, tu akurat mieliśmy szczęście i było to związane z dość małym skomplikowaniem tego ataku i jego prostotą oraz z tym, że w Polsce wbrew pozorom mamy dosyć nowoczesną infrastrukturę. Część dróg rozprzestrzeniania się tego akurat ataku była blokowana przez operatorów, dlatego nas mocno nie dotknął. Następne ataki już owszem, możemy tu wspomnieć Petya czy Fireball. Jesteśmy tak samo podatni jak inni – zaznacza ekspert.

Według danych zbieranych z systemów bezpieczeństwa firmy Check Point w skali globalnej dochodzi do 971 ataków na godzinę. Jak zaznaczają analitycy, nie wszystkie te ataki są skuteczne, jednak ich liczba cały czas rośnie w bardzo dużym tempie.

– W I połowie 2017 roku możemy powiedzieć, że na świecie praktycznie co druga z tych firm była poddana atakowi z zewnątrz, według danych z USA, gdzie dość skrupulatnie prowadzi się statystyki, było to 54 proc., natomiast bardziej zatrważające jest to, że w porównaniu do tego samego okresu w zeszłym roku ta liczba się podwoiła, w takim tempie rośnie to zagrożenie – alarmuje Wojciech Głażewski.

Jak wynika z raportu firmy Symantec, 53 proc. korespondencji elektronicznej zawiera treści typu spam – tyle samo, co w roku 2015, ale o 7 pkt proc. mniej niż w 2014 r. Znacznie zmniejszyła się także liczba ataków phishingowych (1 na 2596 e-mali w 2016 roku, w porównaniu z 1 na 1846 e-maili w 2015 roku). Eksperci zwracają uwagę na to, że najczęściej za ataki, oprócz samych hakerów, obwiniany jest czynnik ludzki.

– Z jednej strony mamy niedoskonałości systemu, czy jest to dziura w systemie operacyjnym, czy – bardzo często nie zdając sobie z tego kompletnie sprawy – dziura w całym systemie zabezpieczeń firmy. Z drugiej strony jest to bardzo często stosowany mechanizm, to nasza typowa słabość ludzka czy zaufanie do pewnych rzeczy, przy okazji których nie zdajemy sobie sprawy z tego, że może to być zezwolenie lub uruchomienie pewnego oprogramowania czy pewnych czynności, które zagrażają naszym danym czy naszym systemom – twierdzi ekspert.

Według raportu firmy doradczej Deloitte pt. „Security Awareness: People and Technology” 70 proc. przebadanych firm uważa brak świadomości swoich pracowników w zakresie cyberbezpieczeństwa za zwykłe lub wysokie zagrożenie dla firmy. Jak twierdzą analitycy, ludzie z natury nie zachowują ostrożności, potrzeba czasu, by zaszczepić w nich bezpieczne zachowania.

– Bądźmy świadomi. Nie ma zbyt wielu darmowych zasobów, darmowych aplikacji. Wiem, że to może się kojarzyć ze zbytnią podejrzliwością, ale lepiej być zbyt podejrzliwym i mieć swoje dane, niż być łatwowiernym i mieć te dane zaszyfrowane i musieć zapłacić np. 500 dolarów, aby je odzyskać. Naprawdę trzeba być świadomym tego, że nie wszystko, co jest w sieci, jest dobre, kolorowe i za darmo – wyjaśnia Wojciech Głażewski z Check Point.

Coraz więcej Polaków ze Wschodu wraca do kraju. Ułatwiają to nowe programy repatriacji i wsparcia dla uczniów

Coraz więcej Polaków ze Wschodu wraca do kraju. Ułatwiają to nowe programy repatriacji i wsparcia dla uczniów 7

Poza granicami Polski mieszka blisko 20 mln Polaków. Wielu z nich na Wschodzie  w Kazachstanie, Rosji, na Ukrainie czy Litwie. Dzięki Kartom Polaka i rozszerzonemu programowi repatriacji rośnie liczba tych, którzy decydują się wrócić do ojczyzny. Rolą państwa jest wsparcie instytucji polonijnych, inwestycje w kulturę, media oraz edukację – szkoły polonijne poza granicami kraju i w Polsce – podkreśla Jan Dziedziczak, wiceminister spraw zagranicznych. MSZ zaangażowało się m.in. w pomoc zalanej szkole polonijnej w Warszawie.

W weekend tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego w Liceum Polonijnym przy ul. Bobrowieckiej w Warszawie doszło do awarii sieci hydraulicznej. Woda z pękniętej rury zalała dwa piętra budynku, konstrukcja pomieszczeń w 70 proc. uległa zniszczeniu. Zalane zostały wyposażenia klas, komputery, zbiory biblioteczne i inne pomoce naukowe.

 Szkole udało się pozyskać jedną z firm rynkowych, która zaoferowała bardzo konkretną pomoc, związaną również z usuwaniem skutków zalania. Dzięki pozyskiwaniu nowych partnerów uda się temu problemowi zaradzić – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Dziedziczak, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

 Zwracam się z apelem. Jeśli znalazłyby się inne firmy, które podobnie jak Orange Polska chciałyby wesprzeć finansowo naszą działalność oraz ideę kształcenia Polaków ze Wschodu, która nam przyświeca, jestem pewna, że przyczyniłoby się to radykalnie do rozwoju szkoły i umożliwiło pomoc większej liczbie rodaków – dodaje Ewa Petrykiewicz, dyrektorka Liceum Polonijnego przy ul. Bobrowieckiej. – Jesteśmy jednocześnie niezmiernie wdzięczni, że tak duża firma już zainteresowała się naszą małą, ale niezwykłą i wyjątkową szkołą.

Jak przekonuje Jan Dziedziczak, w Polsce działa kilka szkół polonijnych i wszystkie są pod opieką MSZ. To ważny element wspierania edukacji Polaków mieszkających poza granicami kraju.

– Szkół polonijnych nie jest dużo, ale tym bardziej powinniśmy o nie dbać. Przyjazd Polaków z Kazachstanu, z Syberii, według nowych przepisów Karty Polaka także z Ukrainy i Białorusi, będzie znacznie intensywniejszy. Chcemy pozyskać do kraju młodych Polaków, to jest nasz pomysł na migrację. Tymi młodymi ludźmi trzeba się zaopiekować, bo mają polskość w sercu, ale trzeba ich wprowadzić w codzienną polskość – swobodną możliwość nauki w języku polskim, program edukacyjny. Polonijne szkoły dobrze się do tego nadają – wyjaśnia Jan Dziedziczak.

Znacznie więcej szkół dla Polaków jest w krajach byłego Związku Radzieckiego. Pełnią nie tylko rolę edukacyjną, lecz także społeczną – podtrzymują więzi młodych ludzi z Polską, promują polską kulturę i polskojęzyczne media. Rola takich szkół jest nie do przecenienia, zwłaszcza że poza granicami Polski mieszka niemal 20 mln osób. Choć część to młodzi emigranci, którzy wyjechali na Zachód, przeważającą część stanowią ci, których przodkowie byli zmuszeni opuścić Polskę. Dla nich nauka w szkołach polonijnych to namiastka ojczyzny.

 Znaczna część naszego narodu jest poza granicami kraju, staramy się z nimi budować łączność. Jest szereg polskich szkół, cały program systemu polskich szkół poza granicami kraju – wskazuje Dziedziczak.

W Polsce szkoły polonijne dla uczniów ze Wschodu mają pomóc w patriotycznej edukacji, uczą języka polskiego i historii, integrują młodych. To o tyle ważne, że duża część z przyjeżdżających do Polski na stałe nie zna języka polskiego.

– Ważne, aby młodzi ludzie, którzy stawiają pierwsze kroki w ojczyźnie, otrzymali właściwą edukację. Z jednej strony dostosowaną do osób, które całe swoje życie spędziły na poza granicami kraju, żeby język polski był stopniowo rozszerzany, aby nie było to zderzenie z całym programem edukacyjnym w języku polskim. Z drugiej strony chodzi o formację patriotyczną – zależy nam, aby te osoby zostały wśród nas, były Polakami, którzy budują z nami społeczeństwo –tłumaczy przedstawiciel resortu spraw zagranicznych.

Jak wskazuje Dziedziczak, na powrót na stałe do Polski decyduje się coraz więcej osób. Po części jest to efekt zmienianych przepisów: nowej ustawy o repatriacji, dzięki której do kraju mogą przyjechać dzieci, wnuki, prawnuki i praprawnuki zsyłanych na Syberię Polaków, a także ich małżonkowie. Gmina, która chce przyjąć repatrianta, musi zapewnić mu mieszkanie na min. 2 lata. Dotacja od państwa wyniesie wówczas 25 tys. zł na jedną osobę.

Szacuje się, że w ciągu niemal 30 lat do Polski wróciło kilka tysięcy Polaków. Łącznie może wrócić 35 tys. osób. W tym roku na akcje repatriacyjną ma trafić 30 mln zł, w 2018 roku – nawet dwukrotnie więcej.

Wprowadzono też ułatwienia dla osób mających Kartę Polaka, które decydują się osiedlić w kraju: bezpłatne zezwolenie na pobyt, a po roku od otrzymania karty pobytu możliwość ubiegania się o uznanie za obywatela polskiego. Dodatkowo dla uczniów szkół polonijnych wprowadzono legitymacje szkolne, które uprawniają do ulg w Polsce.

– Jest też dużo instytucji, które zajmują się Polakami za granicą. To Senat, MSZ, edukacją zajmuje się cały duży dział w MEN, wreszcie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które finansuje stypendia dla uczniów polskich na poziomie uniwersyteckim – wymienia Jan Dziedziczak.

Wartość światowego rynku amunicji w 2021 r. wzrośnie do 22 mld dol. Polacy produkują jedną z najbardziej nowoczesnych amunicji na świecie, przebijającą kamizelki kuloodporne

Wartość światowego rynku amunicji w 2021 r. wzrośnie do 22 mld dol. Polacy produkują jedną z najbardziej nowoczesnych amunicji na świecie, przebijającą kamizelki kuloodporne 8

Obecność w NATO zobowiązuje Polskę do wyposażenia armii w sprzęt najwyższej światowej klasy. Brak modernizacji linii technologicznych oraz inwestycji w innowacyjność spowodował zmniejszenie produkcji amunicji małokalibrowej. Według analizy MarketsAndMarkets wartość światowego rynku amunicji wzrośnie z 18,06 mld dol. w 2016 roku do 21,98 miliarda dol. w 2021 roku. Swój udział w tym rynku mają także Polacy. Produkowana przez polską firmę amunicja wolframowa jest jedną z najbardziej nowoczesnych na świecie.

Globalny rynek amunicji ma rosnąć średnio 4 proc. rocznie, by do 2021 roku osiągnąć wartość blisko 22 mld dol. Coraz popularniejszym materiałem, używanym do produkcji pocisków, jest wolfram. To niezwykle gęsty, bardzo twardy materiał, a jego temperatura topnienia wynosi 3422 stopnie Celsjusza. To jedna z najbardziej wytrzymałych substancji występujących w naturze. Jego właściwości zwróciły uwagę wojskowych. Mesko postanowiła wykorzystać ten materiał przy produkcji swojej nowoczesnej amunicji 5.56 AP2 i 7.62×51 AP6.

– To amunicja małokalibrowa, cechuje się wyjątkową, niewspółmierną do innej amunicji tego rodzaju skutecznością. Testy pokazały, że kamizelka kuloodporna również nie potrafi się oprzeć tej amunicji. Jesteśmy jednym z 2–3 producentów takiej amunicji na świecie, a jej produkcji towarzyszy nowy zakład, który został wybudowany, jako jeden z niewielu na świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prezes zarządu Mesko S.A. Mariusz Kolankowski.

W październiku ubiegłego roku firma Mesko powołała do życia Centrum Innowacji i Wdrożeń. Obecne władze firmy chcą uczynić z niego placówkę badawczo-rozwojową, wzorowaną na podobnych jednostkach, jakie mają czołowi światowi producenci rakiet i amunicji. CIiW ma współpracować z polskimi uczelniami technicznymi zarówno cywilnymi, jak i wojskowymi. Ma służyć nie tylko Mesko, lecz także wszystkim podmiotom wchodzącym w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

– Naszym głównym celem jest spełnić wymagania modernizacji polskiej armii w parametrach na najwyższym światowym poziomie. To już się dzieje, nastąpiło bardzo duże przyspieszenie prac badawczo-rozwojowych, modernizacyjnych, na tym się teraz skupiamy, to jest bardzo dobry kierunek, jedyny kierunek na przyszłość i rozwój – twierdzi Mariusz Kolankowski.

Firma produkuje nie tylko na potrzeby polskiej armii. Jej wyroby trafiają do Stanów Zjednoczonych, Arabii Saudyjskiej, Japonii, Indonezji, na Ukrainę, Litwę i Łotwę. Przedsiębiorstwo eksportuje też linie technologiczne do produkcji amunicji kupowane głównie przez Indie.

– Podpisaliśmy ze szwedzką firmą bardzo istotną umowę, która dotyczy dużej gamy produktów tworzonych z myślą o  marynarce wojennej, czyli amunicji morskiej. Kontrakt na początku będzie przede wszystkim budował nasze relacje w pracach badawczo-rozwojowych, w wymianie kompetencji i w przygotowaniu tego rodzaju amunicji do produkcji – stwierdził prezes Mesko SA.

Diesle ślepą uliczką motoryzacji w Europie

Samochody z silnikami wysokoprężnymi nie są sposobem na skuteczną redukcję emisji spalin i gazów cieplarnianych. Z nowego raportu konsultingowej organizacji non-profit Transport & Environment (T&E) z siedzibą w Brukseli wynika, że diesle produkują więcej CO2 niż benzynowe odpowiedniki, jeśli wziąć pod uwagę cały cykl życia samochodu.

Kiedy porównywany jest wpływ na środowisko samochodów, najczęściej bierze się pod uwagę emisję CO2 podczas jazdy. Na tej podstawie zostało skonstruowane prawo w krajach Europy, które zaowocowało nieznaną w innych częściach świata popularnością diesli na kontynencie. Jak wynika z raportu organizacji Transport & Environment, gdyby regulacje Unii Europejskiej brały pod uwagę cały cykl życia samochodu, od produkcji przez użytkowanie po utylizację, a nie tylko emisję w czasie jazdy, producenci nie inwestowaliby tak intensywnie w rozwój tej technologii, która według autorów raportu w ogólnym rozrachunku jest mniej ekologiczna od samochodów benzynowych.

Większy wpływ na środowisko diesli wynika w pierwszej kolejności z tego, że produkcja oleju napędowego pochłania więcej energii niż benzyny. Biodiesel mieszany z olejem napędowym pochodzącym z ropy powoduje znacznie większą emisję niż bioestry dodawane do benzyny. Po drugie, samochód z silnikiem Diesla jest bardziej skomplikowany i wymaga użycia większej ilości surowców. Nie bez znaczenia jest także to, że niższy koszt paliwa zachęca do częstszego korzystania z pojazdu. Autorzy podkreślają przy tym, że alternatywne rozwiązania, takie jak hybrydy, powodują około 20-25 procent mniejszą emisję CO2, a ich ceny są porównywalne z cenami diesli.

Według wyliczeń T&E samochody z silnikiem Diesla wyemitują w ciągu całego cyklu życia średnio 34,8 ton CO2, zaś benzynowy 33,2 ton. Regulacje prawne i podatkowe, sztucznie preferujące diesle, skutkują tendencją do zakupu większych i wyższych samochodów oraz częstszego korzystania z pojazdu. Jak obliczyli analitycy T&E, skłonność kierowców diesli do częstszego siadania za kierownicą tylko w 4 procentach jest wynikiem niższych kosztów produkcji samego paliwa. Dlatego w analizie wzięto pod uwagę średni przebieg diesli na poziomie 182 000 km, zaś aut benzynowych 175 000 km. Korzystanie z oleju napędowego z domieszką biopaliwa jest źródłem emisji 2,6 tony CO2, w porównaniu do 0,8 tony w przypadku benzyny. Produkcja ON powoduje emisję 5,25 ton dwutlenku węgla, zaś benzyny 5 ton.

W ostatnich latach silniki benzynowe stały się znacznie wydajniejsze, niemal dorównując silnikom wysokoprężnym. Najnowocześniejsze jednostki benzynowe osiągają wydajność rzędu 40 procent. Średnia emisja silników benzynowych nowej generacji wyniosła w 2015 roku 123 g/km, diesli – 119 g/km, zaś hybryd zaledwie 89 g/km, czyli o 25 procent mniej w stosunku do konwencjonalnych samochodów spalinowych. Porównanie jednostek benzynowych i wysokoprężnych o podobnej mocy daje różnicę zaledwie 2-3 g/km.

Jednocześnie do samochodu z silnikiem Diesla trzeba dopłacić kilka tys. euro. Obecnie taka sama lub mniejsza dopłata wystarczy, aby zamiast auta z jednostką wysokoprężną kupić samochód hybrydowy. W mieście samochody z pełnym napędem hybrydowym korzystają z samego silnika elektrycznego przez 50-70 procent czasu jazdy – wynik ten jest uzyskiwany bez ładowania z zewnętrznej sieci energetycznej. Z czasem hybrydy będą nadal taniały, natomiast ceny diesli będą rosły ze względu na lawinowy wzrost kosztów opracowywania kolejnych sposobów na zwiększanie wydajności silników wysokoprężnych i obniżanie ich wpływu na środowisko. Hybrydy plug-in oraz samochody bezemisyjne także będą coraz tańsze, przyspieszając redukcję CO2 emitowanego przez park samochodów w Europie.

„W ostatnich latach stało się jasne, że silniki wysokoprężne są głównym źródłem zanieczyszczenia europejskich miast tlenkami azotu, przyczyniając się do przedwczesnej śmierci 68 000 Europejczyków rocznie. Przekonaliśmy się także dzięki naszym badaniom, że wbrew deklaracjom producentów diesle są bardziej szkodliwe dla klimatu niż auta benzynowe i nie przyczyniają się do spełnienia celów redukcji emisji CO2. Europa musi patrzeć w przyszłość i przyspieszyć elektryfikację samochodów” – podsumowała Julia Poliscanova, manager ds. ekologicznych samochodów w Transport & Environment.

W Europie trwa dyskusja na temat faktycznego wpływu silników wysokoprężnych na środowisko. Jednocześnie niektóre koncerny motoryzacyjne lobbują na rzecz utrzymania regulacji, które szczodrze wspierają diesle kosztem innych napędów. Producenci samochodów widzą w dieslach łatwy sposób na – przynajmniej na papierze – spełnianie norm Euro 6. Zdaniem analityków fundacji, istnieją skuteczniejsze sposoby na dalszą redukcję emisji dwutlenku węgla i zanieczyszczeń przez park samochodów w Europie, obejmujące napędy hybrydowe i samochody bezemisyjne.

Lista Nominowanych w Konkursie “Osobowość Polskiej i Regionalnej Gospodarki Cyfrowej”

Izba Gospodarki Elektronicznej, organizator Konkursu “Osobowość Polskiej  i Regionalnej Gospodarki Cyfrowej”, ogłosiła listę Nominowanych w II edycji Konkursu.

„Osobowość Polskiej i Regionalnej Gospodarki Cyfrowej” towarzyszy konkursowi „e-Commerce Polska awards”. Tegoroczna edycja Konkursu składa się z dwóch kategorii:

  •         „Osobowość Polskiej Gospodarki Cyfrowej”,
  •         „Osobowość Polskiej  Regionalnej Gospodarki Cyfrowej”.

Prezentujemy listę Nominowanych w Konkursie:

Osobowość Polskiej Gospodarki Cyfrowej:

  • Budkowski Przemysław, Prezes Zarządu, Allegro
  • Christow Sebastian, Wieloletni pracownik Ministerstwa Rozwoju na stanowisku Dyrektora Departamentu Rozwoju Elektronicznego MR
  • Kulczyk Sebastian, jeden z najbogatszych Polaków, filantrop i biznesmen, prezes i współwłaściciel najnowocześniejszej serwerowni w Polsce Beyond.pl

Osobowość Polskiej Regionalnej Gospodarki Cyfrowej:

  • Ciepiela Roman, Prezydent Miasta Tarnów
  • Kuczera Piotr, Prezydent Miasta Rybnik
  • Struzik Adam, Marszałek Województwa Mazowieckiego

Jurorami konkursu byli przedstawiciele Rady Izby Gospodarki Elektronicznej.

Nie był to łatwy wybór. Zgłoszeń w tegorocznej edycji było kilkanaście,  każde bardzo wartościowe i interesujące z punktu widzenia wkładu w rozwój gospodarki cyfrowej zarówno centralnie jak i regionalnie – mówi Justyna Skorupska z Rady e-Izby.

Zwycięzców Konkursu poznamy 9 listopada podczas Gali e-Commerce Polska awards, która odbędzie się o godz. 20.00 w Kinie Praha w Warszawie.

Znamy Nominowanych w V edycji Konkursu “e-Commerce Polska awards”

Izba Gospodarki Elektronicznej, która jest organizatorem Konkursu “e-Commerce Polska awards 2017” ogłosiła listę Nominowanych. Zwycięzców poznamy 9 listopada podczas uroczystej Gali w Kinie Praha w Warszawie.

Konkurs “e-Commerce Polska awards” od lat kierowany jest do e-sklepów i platform e-commerce. Rozszerzenie Konkursu o nowe kategorie – e-medycyna, e-usługi i e-administracja, które spotkały się z bardzo dużym zainteresowaniem, pokazało, że e-Commerce Polska awards ma potencjał do wyznaczania standardów i nagradzania najlepszych na rynku całej gospodarki cyfrowej – podkreśla Patrycja Sass-Staniszewska, Prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.

Prezentujemy nominowanych w Konkursie “e-Commerce Polska awards 2017” w kolejności alfabetycznej.

Kategorie dla e-commerce

Kategorie z zakresu brandingu:

Kategoria: Design roku

Nominowani w grupie małe sklepy: Cremedelacreme.expert, Iluve.com, Egmont.pl, KwiatowyOgrod.pl, Soniqa.pl

Nominowani w grupie średnie/duże sklepy: Lancerto.com, Kontigo.com.pl, Renee.pl

Kategoria: Innowacja roku

Nominowani w grupie małe sklepy: Gospy.pl, Kredytmarket.com, Traficar.pl

Nominowani w grupie średnie/duże sklepy: EmpikFoto.pl, eSky.pl, Sephora.pl

Kategoria: Mobilny design roku

Nominowani w grupie małe sklepy: Brilu.pl. Dalia.pl, Traficar.pl

Nominowani w grupie średnie/duże sklepy: EmpikFoto.pl, Aplikacja Hurt (ehurt.eurocash.pl), Conrad.pl

Kategoria: Pomysł promocyjny roku

Nominowani w grupie małe sklepy: Bamadoo.pl, Kredytmarket.com, Sortmund.pl

Nominowani w grupie średnie/duże sklepy: Biuro Podróży Rainbow (r.pl), Renee.pl, Tchibo.com

Kategoria: Spójność marki w różnych kanałach sprzedaży

Nominowani w grupie małe sklepy: Balladine.com, Bamadoo.pl-Sklep dla Mamy i dziecka, Gospy.pl, Wideorejestratory24.pl

Nominowani w grupie średnie/duże sklepy: Empik.com, eobuwie.pl, Lancerto.com, Quiosque.pl

Kategorie z zakresu sprzedaży:

Kategoria: m-Commerce

Nominowani w grupie średnie/duże sklepy: ANSWEAR.com, Biuro podróży Rainbow (r.pl), Empik.com

Kategoria: Najlepsze dostosowanie do sprzedaży wielokanałowej

Nominowani w grupie średnie/duże sklepy: decathlon.pl, eobuwie.pl, R-GOL.PL

Kategoria: Przełamanie nieufności

Nominowani w grupie małe sklepy: Bamadoo.pl, Iluve.com, KwiatowyOgrod.pl

Nominowani w grupie średnie/duże sklepy: Chocolissimo.pl, eobuwie.pl, Gomez.pl, Ravelo.pl

Kategoria: Strona roku

Nominowani w grupie małe sklepy: Dalia.pl, Egmont.pl, MeskieGacie.pl

Nominowani w grupie średnie/duże sklepy: Conrad.pl, decathlon.pl, sklep-ppoz.pl, Quiosque.pl

Kategoria: Najlepsza obsługa klienta

Nominowani w grupie małe sklepy: Brilu.pl, Meskiegacie.pl, Soniqa.pl

Nominowani w grupie średnie/duże sklepy: Castorama.pl, eobuwie.pl, eSky.pl

Kategorie dla banków i ubezpieczycieli

Kategoria: Najbardziej Cyfrowy Bank

Nominowani: Inbank, ING Bank Śląski, PKO Bank Polski

Kategoria: Najbardziej Cyfrowy Ubezpieczyciel

Nominowani: AXA.pl, PZU.pl

Kategorie dla e-medycyny:

Kategoria: Najbardziej Cyfrowe Apteki

Nominowani: apteka-melissa.pl, DOZ.pl, eapteka.pl

Kategoria: Najbardziej Cyfrowe Centra Medyczne

Nominowani: ENEL-MED (Enel.pl), Telemedi.co

Kategorie dla e- administracji

Kategoria: Innowacyjne rozwiązania cyfrowe dla administracji

Nominowani: Gmina Miasta Tarnowa – urząd Miasta Tarnowa, Miasto Rybnik, Ministerstwo Rozwoju, SmartVat, CSIOZ

Kategoria dla e-usług

Kategoria: Innowacje cyfrowe dla e-usług

Nominowani: Furgonetka.pl, Krajowy Integrator Płatności, Mobile Institute, Siemens SimplyLease

Lista Laureatów zostanie  ogłoszona podczas Gali wręczenia nagród, która odbędzie się 9 listopada 2017 o godzinie 20.00 w Kinie Praha w Warszawie.

Więcej informacji:  http://ecpawards.pl

Partner Główny Konkursu: ORBA

Partnerzy Kategorii:

  • GetResponse – Partner Kategorii “Innowacje cyfrowe dla e-usług”
  • Przelewy24 – Partner Kategorii “Strona roku”
  • Visa  – Partner Kategorii “Innowacja Roku”
  • Bluerank – Partner Kategorii “Najlepsze dostosowanie sklepu do sprzedaży wielokanałowej”
  • Mobile Institute – Partner Kategorii “Mobilny design roku”

Patroni medialni: Marketer+, Cashless.pl,  CEO Magazyn Polska, Gazeta Bankowa, Gazeta Ubezpieczniowa, Interaktywnie.com , Puls Medycyny, Pożyczkaportal.pl

Patroni merytoryczni: Polskie Stowarzyszenie HL7, PharmaNET oraz Polska Izba Informatyki Medycznej

Tymon Michal Nowosielski nowym prezesem Eiffage Immobilier Polska

Tymon Michał Nowosielski
Tymon Michał Nowosielski

Tymon Michal Nowosielski do Eiffage dołączył we wrześniu 2017 roku. Od 2009 r. do sierpnia 2017 r. związany był z firmą BOUYGUES IMMOBILIER Polska. Pełnił tam funkcje Dyrektora Technicznego, Dyrektora ds. Budownictwa Mieszkaniowego oraz Dyrektora warszawskiego i poznańskiego oddziału BI. Do jego obowiązków należało rozwijanie działalności na nowych rynkach, kierowanie projektami, zakup gruntów, kontroling finansowy, negocjowanie terminów i umów dotyczących zleceń kupna gruntów oraz dużych kontraktów budowlanych. Znaczącymi osiągnięciami tego okresu były wzrost sprzedaży z 300 mieszkań do 1100 na rok, realizacja Miasteczka Orange 45.000 GLA  oraz uzyskanie na rzecz BI pierwszego certyfikatu zrównoważonego rozwoju w Europie Środkowej dla inwestycji mieszkaniowej (HQE International – certyfikat budownictwa wysokiej jakości przyjaznego środowisku).

Zawodową karierę rozpoczął w firmie COPLAN Polska (1999-2009), gdzie stopniowo awansował od pozycji kierownika zarządzającego projektem poprzez stanowiska dyrektorskie aż po szczebel Wicedyrektora i Dyrektora Generalnego firmy.  Do jego obowiązków należało zarządzanie projektami: realizacja hoteli, biur, centrów handlowych i hal produkcyjnych, na rzecz renomowanych międzynarodowych klientów; pozyskiwanie niezbędnych pozwoleń na budowę, organizacja i zarządzanie pracami projektowymi i koordynacja procesów zaopatrzenia i budowy w założonym czasie i ramach budżetowych. Projekty te prowadzone były w dużych ośrodkach w Polsce (m.in. w Poznaniu, Katowicach) oraz w Moskwie.

Jest absolwentem Politechniki Gdańskiej (Architektura, Inżynieria, Urbanistyka), studiów podyplomowych w zakresie Innowacji, Strategii i Zarządzania na uczelni EML w Lyonie oraz Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu (Sciences PO) w zakresie Finansów, Strategii i Przywództwa.

Wyniki J.W. Construction Holding S.A. po I półroczu 2017

W I półroczu 2017 roku Grupa J.W. Construction Holding S.A. odnotowała 16 proc. wzrost sprzedaży mieszkań. Deweloper sprzedał 850 lokali w porównaniu do 733 w tym samym okresie roku ubiegłego. Przychody netto Grupy w I półroczu były równe 135 mln zł, przy marży brutto ze sprzedaży na poziomie 22 proc. Pozwoliło to na osiągnięcie zysku brutto ze sprzedaży na poziomie 30 mln zł. Na poziomie wyniku netto Grupa odnotowała stratę 3,5 mln zł. Była ona spowodowana brakiem możliwości przekazań lokali z kończonych budów.

Utrzymująca się dobra koniunktura na rynku nieruchomości oraz dostosowanie oferty do potrzeb klientów i inwestorów znalazła swoje odzwierciedlenie w satysfakcjonujących wynikach sprzedaży. 16 proc. wzrost liczby sprzedanych mieszkań jest zgodny z założeniami Grupy.

Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.
Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.

Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A. nadzorujący Pion Ekonomiczny i Biuro Relacji Inwestorskich ocenia wyniki Grupy:

Kolejny kwartał raportujemy satysfakcjonującą sprzedaż, jednak obecne wyniki księgowe nie są odzwierciedleniem bieżącej sprzedaży, a liczby przekazań gotowych lokali klientom, która decyduje o wysokości przychodów i zysków. Obecnie niemal wszystkie inwestycje są w trakcie realizacji lub w trakcie uzyskiwania pozwoleń na użytkowanie, a pula lokali gotowych praktycznie się wyczerpała. W związku z tym w I półroczu przekazaliśmy jedynie 290 lokali. Podobnie jak rok temu dla wyników kluczowy będzie moment rozpoczęcia przekazań lokali z kolejnych etapów osiedla Bliska Wola. O ile o wynikach 2016 roku decydowały przekazania etapów B1 i B2 (ponad 960 lokali), o tyle o drugim półroczu bieżącego roku i początku przyszłego będą decydować oddania kluczy na etapach CM (część mieszkaniowa) i CK (część aparthotelowa) na łącznie blisko 940 lokali. Dodatkowo w najbliższych okresach przychody będą generowane z kończonej białołęckiej inwestycji Zielona Dolina II etap I (ponad 320 lokali) i trójmiejskiej Bernadowo II (blisko 240 lokali).

Pula lokali z realizowanych w I półroczu budów – 16 inwestycji na prawie 4,5 tys. lokali – stanowi potencjał do przekazań i możliwości rozpoznania w wynikach Spółki na najbliższe 3 lata. Ponadto, równolegle pracujemy nad uzyskaniem pozwoleń dla inwestycji z naszego banku gruntów, które obejmują zbudowanie około 3 200 lokali.

Trzy inwestycje na blisko 900 lokali zostały rozpoczęte w tym roku. Jedną z nich jest 31-kondygnacyjny apartamentowiec Hanza Tower w centrum Szczecina, którego budowa ruszyła w marcu br. Znajdzie się w nim prawie 500 luksusowych apartamentów i penthouse’ów, z których część została już sprzedana. Ponadto w minionym półroczu rozpoczęliśmy trzeci, ostatni etap nagradzanego osiedla Nowe Tysiąclecie w Katowicach na prawie 350 lokali oraz kolejny etap, coraz bardziej popularnych domów szeregowych Villa Campina koło Ożarowa Mazowieckiego.

Ważnym wydarzeniem w I półroczu 2017 roku była dla Spółki emisja obligacji. Pozyskane w ten sposób środki przeznaczone zostaną na rozwój działalności Spółki, w tym finansowanie wydatków związanych z przygotowaniem projektów deweloperskich oraz zakupu gruntów.

Na posiadanym atrakcyjnym banku gruntów intensywnie przygotowujemy kolejne projekty. Na bieżąco również monitorujemy rynek w poszukiwaniu nowych terenów. W kręgu naszych zainteresowań, oprócz Warszawy, jest rynek trójmiejski i krakowski. Na zakup gruntów i nieruchomości w tych miastach w ostatnim czasie podpisywaliśmy umowy przedwstępne.

W I półroczu Spółka zakończyła budowę pierwszego w swoim portfolio aparthotelu Varsovia Apartamenty Jerozolimskie. Oficjalne otwarcie odbyło się w maju br. W obiekcie znajduje się ponad 100 klimatyzowanych apartamentów o powierzchni od 21 mkw. do 60 mkw., objętych serwisem 4-gwiazdkowego hotelu.

Plany Spółki J.W. Construction

W najbliższym czasie szczególnie istotnym wydarzeniem dla Spółki będzie rozpoczęcie realizacji ostatniego etapu Bliska Wola na blisko 1 500 lokali, który ze względu na wyjątkową architekturę będzie zwieńczeniem tego flagowego projektu. Etap ten zakończy realizację całego kompleksu osiedlowego przy ulicy Kasprzaka, który docelowo obejmować będzie ponad 4 500 lokali mieszkalnych i aparthotelowo-komercyjnych.

Deweloper oczekuje także na decyzje dla swoich pozostałych warszawskich inwestycji mieszkaniowych obejmujących łącznie prawie 1 300 lokali oraz aparthoteli w Warszawie przy ul. Pileckiego na prawie 240 lokali i w Gdyni przy ul. Spokojnej na ponad 180 lokali.

Jakie są powody tak istotnego wzrostu wartości funta?

Niespodzianką jest duży wzrost wartości funta brytyjskiego, wbrew czarnym scenariuszom związanym z Brexitem. To dobra wiadomość dla Polaków, którzy pracuja w Anglii, a dochody przekazują do rodzin w Polsce. Emigracja zarobkowa z Polski, to przecież 700-900 tys. osób.

Jakie są powody tak istotnego wzrostu wartości funta? O tym w rozmowie z MarketNews24 mówi dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

To jest pożegnanie z energetyką związaną z węglem kamiennym?

Inwestycja energetyczna w Ostrołęce ma być ostatnią związaną z węglem kamiennym. Jednak nadzieje, że tak dużą inwestycję uda się sfinansować z udziałem kapitału zagranicznego są mocno wątpliwe. Pożegnanie z węglem kamiennym może być znacznie szybsze.

Koncerny energetyczne, w których udziałowcem jest Skarb Państwa inwestują w boki gazowe. Duże inwestycje ostatnio zrealizowano w Płocku i Włocławku. Kolejna powstaje pod Szczecinem.

Kapitał zagraniczny nie zainwestuje w Polsce w energetykę opartą na węglu kamiennym, bo to byłoby wbrew polityce krajów UE.

Polski rząd skłania się więc ku inwestycjom w energetykę opartą na gazie, a budowa elektrowni jądrowej ma też coraz większe szanse, w rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Limit inwestycyjnego odpisu amortyzacyjnego wzrośnie do 10 tys. złotych

Już wkrótce podwyższony zostanie limit inwestycyjnego odpisu amortyzacyjnego do 10 tys. złotych. Mali i średni przedsiębiorcy często narzekali na dotychczasową granicę w wysokości 3,5 tys. złotych, co blokowało podejmowanie przez nich większych inwestycji. 

Ważne, aby przedsiębiorcy funkcjonowali w takim otoczeniu gospodarczym i prawnym, które pozwala im planować. Z pewnością zachęty podatkowe polegające na większych odpisach amortyzacyjnych, ulgach inwestycyjnych i na innowacje, to bardzo dobre rozwiązania, ale nie tylko one decydują o inwestowaniu przez przedsiębiorców. Firmy decydują się inwestować kiedy wiedzą, że wydawane pieniądze do nich wrócą.

 To ważne, aby przedsiębiorstwa inwestowały – a to rozwiązanie zwiększy skłonność do kupowania nowych maszyn i odtwarzania zasobu środków trwałych, który już posiadają. Wydaje się, że nadzieja, jaką żywi Ministerstwo Rozwoju na kilkukrotny wzrost tych inwestycji po wprowadzeniu zmian, jest jednak zbyt duża – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej –Możliwość zwiększenia zakresu działalności, ilości wytwarzanych produktów i dostarczanych usług czy stworzenia nowych, lepszych towarów jest najważniejsza w momencie decyzji o podjęciu inwestycji. Wpływają więc na nią nie tylko zachęty, ale i pewność sukcesu.

Deregulacje i usprawnianie przepisów, o których mówią wicepremier Morawiecki i minister Haładyj, powinny mieć miejsce nie tylko w resorcie Rozwoju, ale i resorcie Finansów, resorcie Sprawiedliwości, które warunkują otoczenie prawne działalności gospodarczej.

Niespójne komunikaty wydawane niejednokrotnie przez powyższe ministerstwa nie gwarantują poczucia pewności inwestycji wśród przedsiębiorców, którzy zastanawiają się, czy ich firmy będą mogły funkcjonować stabilnie w tak ryzykownym otoczeniu. Tylko cały zestaw działań ze strony Rządu – polegający na wspieraniu działania przedsiębiorczości, również w zakresie pozytywnego spojrzenia na przedsiębiorcę i niepodejrzewania go o oszukiwanie państwa – da możliwość faktycznego zwiększenia inwestycji w Polsce – podsumowała Durlik.

W oczekiwaniu na kropki Fed

Na przestrzeni najbliższych trzydziestu minut zmienność na rynku walutowym wyraźnie podbije decyzja Systemu Rezerwy Federalnej, który w trakcie dwudniowego posiedzenia powinien zdecydować o początkach ilościowego zacieśniania. Uwaga inwestorów zostanie przede wszystkim zwrócona ku najnowszemu dot-chartowi obrazującymi podejście członków FOMC do ram amerykańskiej polityki pieniężnej. W dzisiejszym komunikacie spodziewamy się podtrzymania języka z lipca, w którym Fed eksponował słabość inflacji, ale również solidny wzrost gospodarczy czy postępującą poprawę na rynku pracy.

W kategoriach prawdziwego zaskoczenia należy postrzegać sierpniowe wskazania brytyjskiej sprzedaży detalicznej. Z miesiąca na miesiąc odnotowano dynamikę na poziomie 1,0 proc. (konsensus: 0,2 proc.), co przy rewizji lipcowego wskazania o 0,3 pp. (0,6 proc.) wyraźnie będzie podbijało szacunki nowcastowych modeli wzrostu gospodarczego oraz tym samym zwiększać szansę na szybszą podwyżkę stóp procentowych przez Bank Anglii. Na koniec dnia funt szterling umacnia się 0,6 proc. względem dolara, wypychając tym samym kurs GBP/USD w okolice poziomu 1,3580.

Chwilowe przetasowanie sentymentu na rynku walutowym zapewniła wypowiedź Martina Flodéna, wicegubernatora Riskbanku, który zauważa wyraźną poprawę trendów inflacyjnych. Czynnikami dodatkowo ważącymi na aprecjacji korony okazały się wzmianki dotyczące bardziej dynamicznej ścieżki wzrostu gospodarczego czy wysokiej efektywności wykorzystania zasobów przed podmioty gospodarcze. Skalę reakcji lekko stłumiło stwierdzenie o konieczność utrzymania nieco ekspansywnych ram polityki pieniężnej przez Centralny Bank Szwecji. W przypadku korony skala aprecjacji jest zdecydowanie skromniejsza, bowiem względem wczorajszego zamknięcia USD/SEK znajduje się zaledwie 0,1 proc. wyżej.

Drugi dzień z rzędu liderem umocnień w koszyku walut G10 pozostaje dolar nowozelandzki (0,9 proc.), któremu udaje się wypchnąć kurs NZD/USD w okolice oporu przy 0,7390. Obecnie należy mówić o zwyżkowych nastrojach na Antypodach, bowiem aprecjacja Aussie jest zaledwie 0,1 pp. słabsza. W lekkim odwrocie znajduje się norweska korona, która traci względem dolara 0,1 proc.

Pozostawanie przez dolara w defensywie jest widoczne również przez pryzmat walut Emerging Markets. W czele stawki plasuje się nie tylko południowoafrykański rand (0,7 proc.), ale również zyskujące po 0,5 proc. rosyjski rubel oraz turecka lira. Swoją wczorajszą sesję odreagowuje zamykający zestawienie węgierski forint z deprecjacją na poziomie 0,2 proc. W przypadku złotego należy mówić o relatywnie dobrych nastrojach, bowiem na przestrzeni dnia obserwuje się umocnienie rzędu 0,2 proc. Na koniec dnia EUR/PLN wraca do 4,2730, USD/PLN balansuje przy 3,5600, GBP/PLN stabilnie przy 4,8340, a CHF/PLN czeka na przebicie okrągłego poziomu 3,7000.

W gronie publikacji napływających zza oceanu uwagę zwracały szacunki amerykańskiego Departamentu Energii, według którego zapasy ropy naftowej wzrosły w porównaniu z poprzednim tygodniem o 4,6 mln baryłek. Siłę ruchu w trakcie publikacji częściowo gasiły wskazania dotyczące zmniejszenia się rezerw benzyny o 2,1 mln baryłek. Powyższe wskazania nie pokrzyżowały zwyżkowych planów ropy. Obecnie baryłka West Texas Intermediate jest wyceniana po 50,50 USD, tj. 2,1 proc. wyżej niż wynikałoby to z wczorajszego zamknięcia.

Koniec sesji na europejskich parkietach nie stał pod znakiem ponadprzeciętnych zmian względem wczorajszego zamknięcia. Względnie optymistyczne nastroje panowały we Frankfurcie, gdzie DAX (0,1 proc.) był ciągnięty przez spółki z sektora energetycznego. Na czele komponentów znalazło się RWE (3,3 proc.) planujące przejęcie spółki Uniper poprzez zakup udziału od E.ON-u (2,8 proc.). W Londynie uwagę zwracały Babcock (5,8 proc.) oraz Kingfisher (5,6 proc.) za sprawą publikacji fenomenalnych wyników. Pobudka pozytywnych tendencji w branży telewizyjnej wypchnęła walory obawiającego się w minionym kwartale o swoje perspektywy ITV aż 2,8 proc. ku górze. Najsilniej tracącą spółką indeksu FTSE 100 (-0,1 proc.) okazało się być Diageo (-2,8 proc.), które okryło cieniem 1,7 proc. zniżkę IAG po doniesieniach związanych z przejęciem majątku Air Berlin.

Gwiazdą notowań przy Książęcej została Jastrzębska Spółka Węglowa (3,0 proc.), która próbowała usilniej utrzymać indeks WIG 20 (-0,1 proc.) nad okrągłym poziomem 2 500 pkt. Do dzisiejszej zwyżki wydobywczego giganta przyczyniła się zmiana ceny docelowej przez PKO Bank Polski (-0,7 proc.) do poziomu 114 PLN (obecnie: 102,00 PLN). Na dalszych lokatach uplasował się Cyfrowy Polsat (1,5 proc.), który odskoczył Tauronowi (1,0 proc.) planującemu tymczasowe wstrzymanie pracy jednostki w Łagiszy o mocy 460 MW. Po drugiej stronie zestawienia niepodzielnie rządziły Bank Pekao (-1,5 proc.) oraz Eurocash (-1,4 proc.), którego zniżkę potęgowała nota analityczna JPMorgan w sprawie podwyższenia ceny docelowej do poziomu 33,80 PLN (obecnie: 37,62 PLN).

W trakcie dzisiejszej sesji metale szlachetne próbowały utrzymać status quo. Obecnie uncja złota (0,1 proc.) balansuje przy poziomie 1 312,30 USD, a srebro lekko osuwa się do poziomu 17,30 USD (-0,1 proc.). Powyższa sztuka nie udała się platynie, która notuje 0,9 proc. ruch w stronę południa. Na rynku płodów rolnych uwagę inwestorów zwraca udana sesja grudniowych kontraktów na kakao (2,4 proc.), które pozostawiają daleko w tyle wzrosty pszenicy (1,3 proc.), kawy (1,1 proc.) czy kukurydzy (0,5 proc.).

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Dobre dane z Polski. Kurs złotego kontynuuje umocnienie

Wczorajsze dobre dane o produkcji i sprzedaży detalicznej, dzisiejsze optymistycznie wieści odnośnie wykonania budżetu, a przede wszystkim brak obaw przed wynikami posiedzenia Fed-u, wspierają w środę złotego.

W środę złoty kontynuuje wczorajsze umocnienie. Po godzinie 13-tej za euro trzeba było zapłacić 4,2735 zł, podczas gdy jeszcze w poniedziałek i wtorek kurs atakował barierę 4,30 zł. Dolar kosztował 3,5590 zł, taniejąc o prawie 1 gr, po tym jak wczoraj notowania USD/PLN spadły o 2,2 gr.

Złotego w dalszym ciągu wspierają opublikowane wczoraj przez GUS lepsze od prognoz dane z polskiej gospodarki. W sierpniu produkcja przemysłowa przyspieszyła do 8,8 proc. w relacji rocznej z poziomu 6,2 proc. miesiąc wcześniej, a sprzedaż detaliczna do 7,6 proc. z 7,1 proc., co w obu przypadkach było wynikiem znacząco wyższym od prognoz. Dane te pozwalają oczekiwać, że w III kwartale br. wzrost gospodarczy przyspieszy do 4,5 proc. R/R z 3,9 proc. kwartał wcześniej, przekraczając dotychczasowe rynkowe prognozy na poziomie 4,1-4,2 proc. Jest też prawdopodobne, że w całym 2017 roku PKB wzrośnie o 4 proc. lub więcej.

Dziś ten optymistyczny obraz rodzimej gospodarki dodatkowo uzupełniają dane nt. wykonania budżetu. Po sierpniu wystąpiła nadwyżka w wysokości 4,89 mld zł, podczas gdy zgodnie z rządowym harmonogramem budżet miał mieć 27,69 mld zł deficytu. W opinii wicepremiera Morawieckiego w całym 2017 roku deficyt budżetowy może być o 20 mld zł niższy od zapisanego w ustawie budżetowej deficytu w wysokości 59,35 mld zł.

Te pozytywne doniesienia prawdopodobnie zostaną jeszcze dziś wzmocnione przez dane o rekordowo wysokiej koniunkturze konsumenckiej w Polsce we wrześniu. GUS opublikuje je o godzinie 14:00.

Wszystkie te raporty, nie tylko potwierdzają siłę rodzimej gospodarki, ale też istotnie zwiększają prawdopodobieństwo podniesienia przez agencję S&P perspektywy ratingu Polski na poziomie BBB+ do „pozytywnej” z „neutralnej”, podczas zaplanowanego dokładnie za miesiąc (20 października) przeglądu ratingu.

Krajowe impulsy to nie jedyny powód umocnienia złotego. Dużo istotniejszy jest obserwowany na wszystkich rynkach, brak strachu przed kończącym się dwudniowym posiedzeniem amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed), czyli głównym wydarzeniem dnia i całego tygodnia.

Wyniki posiedzenia zostaną opublikowane o godzinie 20:00 polskiego czasu. Wówczas inwestorzy nie tylko poznają decyzję ws. polityki monetarnej, ale też najnowsze prognozy makroekonomiczne i stóp procentowych. Pół godziny później rozpocznie się konferencja prasowa z udziałem szefowej Fed Janet Yellen.

Zmiana stóp procentowych nie jest oczekiwana. Oznacza to utrzymanie stopy funduszy federalnych w przedziale 1,00-1,25 proc., po tym jak w marcu i czerwcu stopy zostały podniesione po 25 punktów bazowych. Rynek oczekuje natomiast odpowiedzi na pytanie, czy do podwyżki dojdzie na grudniowym posiedzeniu? Jak również oczekuje decyzji o rozpoczęciu redukcji sięgającej 4,5 bln USD sumy bilansowej banku centralnego. Zważywszy jednak, że rynki nie przywiązują do tego procesu zbyt dużej wagi, więc kluczowe będą sugestii odnośnie kolejnych decyzji ws. stóp procentowych.

To jak będzie kształtowała się polityka monetarna w przyszłości inwestorzy spróbują odgadnąć analizując najnowsze projekcje stóp procentowych, danych makro i na podstawie tego co na konferencji prasowej powie Janet Yellen.

Obecnie zarówno ekonomiści, jak i rynek terminowy, zakładają kolejną podwyżkę w grudniu. A zgodnie z dotychczasowymi sugestiami Fed, docelowo stopy w USA miały wzrosnąć w ramach trwającego cyklu do 3 proc., osiągając ten poziom w 2019 roku.

Tracący w ostatnich dniach dolar, rekordy na Wall Street, czy też opisane wyżej umocnienie złotego sugeruje, że w większości inwestorzy oczekują „gołębich” sygnałów ze strony Fedu. To oznacza, że zapowiedź rozpoczęcia redukcji sumy bilansowej i luźna sugestia wzrostu stóp w grudniu, są już w cenach. Jako, że jednocześnie pole do „jastrzębich” zaskoczeń nie jest duże, więc można podejrzewać, że ostatecznie posiedzenie Fed będzie sygnałem do kontynuacji umocnienia złotego. Zwłaszcza w relacji do dolara, którego kurs może wrócić wkrótce do wrześniowego dołka na 3,5132 zł.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Polskie firmy spragnione nowych technologii, ale zmieniają się zbyt wolno

Według najnowszych badań TomTom Telematics, połowa polskich managerów (50%) przyznaje, że implementacja innowacyjnych rozwiązań technologicznych w firmach jest dla nich bardzo ważna, a polskie firmy chętnie i szybko je adaptują (83%). Jednocześnie przedsiębiorstwa znad Wisły wydają na innowacje mniej niż połowę tego, co firmy z Europy Zachodniej (średnio: 12 tys. euro rocznie, co stanowi 36%wydatków firm francuskich i 41% inwestycji firm z Niemiec) a managerowie jako główną przeszkodę w implementacji wskazują cenę dostępnych rozwiązań (37%).

W zakresie przechowywania danych wciąż stawiamy na klasyczne rozwiązania. Wśród nośników informacji królują klasyczne papierowe segregatory (40%), którym wciąż ustępują arkusze obliczeniowe (29%). Polskie firmy wciąż za to podchodzą sceptycznie do rozwiązań chmurowych, będących podstawą cyfrowej transformacji, która dzieje się na naszych oczach. Większość danych przechowujemy na biurowych serwerach (55%), a na wykorzystanie infrastruktury typu cloud zdecydowało się zaledwie 32% managerów.

W zakresie przechowywania danych wciąż stawiamy na klasyczne rozwiązania. Wśród nośników informacji królują klasyczne papierowe segregatory (40%), którym wciąż ustępują arkusze obliczeniowe (29%). Polskie firmy wciąż za to podchodzą sceptycznie do rozwiązań chmurowych, będących podstawą cyfrowej transformacji, która dzieje się na naszych oczach. Większość danych przechowujemy na biurowych serwerach (55%), a na wykorzystanie infrastruktury typu cloud zdecydowało się zaledwie 32% managerów.

Polskie firmy oczekują tanich rozwiązań technologicznych, które będą proste w implementacji, zarówno w zakresie infrastruktury jak i interfejsu użytkownika, ponieważ tylko takie umożliwiają szybkie i łatwe wdrożenie oraz przekonują pracowników, którzy zwykle niechętnie zapatrują się na nowości. Dlatego też w TomTom Telematics, staramy się dostarczać wielomodułowe rozwiązania, które mogą być dostosowane do potrzeb klienta i efektywnego zwrotu z inwestycji.  Z naszej perspektywy bardzo istotne jest indywidualne podejście do każdego przypadku oraz pomoc w okresie wprowadzania nowego rozwiązania do firmy, co skutkuje krótszym okresem wdrożeniowym. Marek Kujawiński, Dyrektor Sprzedaży Tomtom Telematics Polska

Wśród barier ograniczających implementację nowych rozwiązań w przedsiębiorstwie najczęściej wymieniany jest koszt (37%), a także trudności wdrożeniowe (18%) i sprzeciw pracowników przyzwyczajonych do klasycznych metod (13%). Co więcej, duża część polskich managerów (46%) przyznaje, że w ciągu ostatnich pięciu lat zainwestowało w technologię, która następnie nie została w pełni wykorzystana np. ze względu na brak zasobów ludzkich, czy nie odpowiednie przeszkolenie w trakcie wdrożenia.

Wciąż mamy do czynienia ze zbyt zachowawczym podejściem nie tylko do innowacji, ale również do sprawdzonych inwestycji przynoszących długookresowe korzyści, a  zwlekanie z adaptacją nowych rozwiązań technologicznych grozi w przyszłości znacznym ograniczeniem konkurencyjności firmy. Na szczęście coraz więcej polskich managerów dostrzega potrzebę inwestycji w nowe technologie. Mimo to, wciąż trochę nam brakuje do zachodnich przedsiębiorstw. Marek Kujawiński, Dyrektor Sprzedaży Tomtom Telematics Polska

Źródło:
Badanie zostało przeprowadzone w dniach 16-28 czerwca 2017 roku wśród 300 managerów wyższego szczebla oraz przedstawicieli kadry zarządzającej w polskich firmach zatrudniających co najmniej 5 pracowników.

Andrzej Oślizło odchodzi z Avivy

Andrzej Oślizło, od 2015 roku wiceprezes Avivy ds. rozwoju biznesu, zdecydował o odejściu z grupy Aviva z dniem 13 października br. Jego obowiązki przejmą pozostali członkowie zarządu.  

Andrzej Oślizło odpowiadał za rozwój biznesu z partnerami zewnętrznymi – przede wszystkim za bancassurance – a także za nadzór nad BZ WBK-Aviva oraz Expanderem. W tym okresie umocniła się pozycja rynkowa towarzystw BZ WBK-Aviva, zaś Aviva nawiązała współpracę z kluczowymi partnerami bankowymi – Eurobankiem oraz ING Bankiem Śląskim.

Wcześniej, od roku 2012, Andrzej Oślizło był prezesem zarządu Expander Advisors do chwili przejęcia spółki przez grupę Aviva. Po transakcji objął funkcję członka rady nadzorczej Expandera i równolegle został powołany do zarządu grupy Aviva, gdzie również odpowiadał za proces integracji Expandera ze strukturami grupy i jej dalszy dynamiczny rozwój.

„Dziękuję Andrzejowi za wkład w rozwój naszego biznesu bancassurance oraz za umocnienie pozycji rynkowej Expandera. Życzę mu pomyślności w dalszej karierze” – powiedział Adam Uszpolewicz, prezes Avivy.

Rynki nie wierzą, że Fed zapowie podwyżkę stóp w 2017

Donald Trump znów grozi Korei, ale co nowego również Wenezueli. Czekamy na Fed, ale inwestorzy nie wierzą w zapowiedź podwyżki stóp jeszcze w tym roku. Depesza z Reutersa powinna, ale nie osłabiła wspólnej waluty. Polska gospodarka w świetnej kondycji. PKB w rodzimej gospodarce w tym roku powinien spokojnie przekroczyć 4%.

Zaskakująca zmienność

Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem podwyższonej zmienności na EUR/USD. Wydawało się początkowo, że dzień będzie przebiegał dość spokojnie, a inwestorzy nastawią się na oczekiwanie na środowe wydarzenia, czyli posiedzenie Fed. Wystarczyła jednak depesza z agencji Reuters, która mówiła, że EBC może odłożyć decyzję o wygaszaniu programu QE aż do grudnia. Do tej pory rynki zakładały taki ruch w październiku.

Kolejna depesza z “potwierdzonych” źródeł

Teoretycznie to nie jest nowa informacja, gdyż przed ostatnim posiedzeniem również taka depesza napłynęła na rynek. Efekt jest taki, że tylko na chwilę wywołało to presję na euro. Po szybkim spadku EUR/USD w okolice 1,1950 równie szybko odrobiono straty. I to jeszcze z nawiązką gdyż główna para poszybowała znacznie powyżej 1,20.

Wciąż bojowy ton Trumpa

Widać więc, że inwestorzy nie bardzo wierzą w jastrzębi wydźwięk posiedzenia Fed. Mimo tak niekorzystnych informacji dla euro, amerykańska waluta pozostaje słabsza. Trzeba jednak dodać, że wzrosło też napięcie dotyczące Korei. A w końcu USA jest najbardziej zamieszane w ten konflikt. Wczorajsze przemówienie Trumpa na szczycie ONZ z pewnością nie mogło dodać siły amerykańskiej walucie. Prezydent zagroził, że jeżeli reżim Kima zaatakuje jego kraj to zrówna Koreę Północną z ziemią. A co gorsza dorzucił informację o tym, że jest gotów na działania przeciwko Wenezueli. Póki co nie chodziło o działania militarne ale trudno wyrokować jaki był główny sens tej wypowiedzi.

Złotówka znów zyskuje

Wczorajsze popołudnie zdecydowanie należało do krajowej waluty. Głównie z dwóch powodów. Po pierwsze pozytywnie wpłynęła depesza z Reutersa o możliwym późniejszym wycofaniu się EBC z programu luzowania ilościowego. Po drugie na rynek trafiły wyśmienite dane krajowej gospodarki. Produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna znacznie przekroczyły prognozy. Nałożenie się tych dwóch czynników spowodowało spadek EUR/PLN o ponad 1,5 grosza i tym samym oddalenie nieco ryzyka wybicia ponad 4,30.

RPP nie może przejść obojętnie

Patrząc w szerszym wymiarze tak mocne twarde dane makro muszą wywrzeć presję na RPP. A może inaczej, zahamować ostatnie dość gołębie komentarze członków RPP. Wyższa sprzedaż detaliczna to efekt większego popytu zgłaszanego przez gospodarstwa domowe. Do tego widzimy rosnąca presję płacową, taki układ może doprowadzić do wzrostu presji inflacyjnej w najbliższych kwartałach, a wtedy podwyżkę stóp w Polsce zobaczymy szybciej niż na koniec roku 2018. Patrząc od strony przedsiębiorstw rosnące płace i tym samym popyt będzie powodował konieczność inwestycji. Te jako składowa wzrostu gospodarczego mogą spowodować wzrost PKB w tym roku w Polsce o ponad 4%.

Poza Fed jeszcze dane z Wielkiej Brytanii

W kalendarzu nie mamy dzisiaj za wiele ważnych publikacji. Inwestorzy będą oczekiwać na 20.00 i publikację projekcji makro z Fed i decyzję o stopach procentowych. O 20.30 rozpocznie się konferencja Yanet Yellen. Wcześniej o 10.30 warto zwrócić uwagę na sprzedaż detaliczną m/m z Wielkiej Brytanii.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Polska druga w regionie pod względem liczby fuzji i przejęć w I półroczu 2017

W pierwszym półroczu bieżącego roku w całym regionie Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej zawarto 473 transakcji fuzji i przejęć na łączną kwotę 19,9 mld USD. To o 27,8% mniej niż w tym samym okresie w 2016 r. W pierwszej trójce krajów pod względem liczby transakcji znalazły się: Czechy, Polska i Węgry.

Jak wynika z badania „Barometr transakcji fuzji i przejęć EY” w pierwszym półroczu najbardziej aktywne na rynku fuzji i przejęć były Czechy, w których zawarto 113 transakcji, Polska (107) i Węgry (66). Łączna liczba transakcji w regionie Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej spadła z 655 do 473. Oznacza to spadek o ponad ¼. Tylko cztery kraje w regionie – Chorwacja, Grecja, Węgry i Słowenia zanotowały wzrost liczbowy. Natomiast wzrost liczby transakcji można zaobserwować w sektorze nieruchomości.

 Trudno jednoznacznie wskazać przyczynę, która rzutuje na spadek wolumenu transakcji. W kontekście Polski wpływ na to mogła mieć zmniejszona aktywność spółek skarbu państwa, które w latach poprzednich porządkowały swoje grupy kapitałowe sprzedając pomniejsze spółki niestanowiące kluczowej roli w biznesie. Dodatkowo, wśród firm rodzinnych pojawia się coraz większa świadomość w kontekście zarządzania majątkiem i przygotowania do sukcesji lub przekazania rodzinnej firmy zewnętrznym managerom. A to właśnie takie firmy kontrybuowały w wolumenie transakcji w latach ubiegłych – mówi Damian Łoziński, menedżer w Dziale Doradztwa Transakcyjnego EY.

obrazek1

Mniej transakcji, ale większych jednostkowo

Łączna wartość transakcji zawartych w pierwszych 6 miesiącach tego roku wyniosła 19,9 mld USD. To aż o 42,4% więcej niż w pierwszej połowie 2016 roku. Ten wzrost to przede wszystkim zwiększenie liczby większych transakcji oscylujących w granicach 100 mln USD. W pierwszej połowie roku doszło do dwóch bardzo dużych transakcji w Turcji i w Polsce.

– W pierwszym półroczu największe transakcje w regionie to sprzedaż biznesów będących liderami w swojej branży na danym rynku. OMV sprzedało turecką część swojego biznesu, największego dystrybutora paliw w Turcji (23% udział w rynku) do Vitol, holenderskiego holdingu handlującego surowcami. Podobną sytuację obserwowaliśmy w Polsce, gdzie fundusz Mid Europa Partners zrealizował największe wyjście z inwestycji w historii funduszy PE działających na polskim rynku sprzedając Żabkę (lider rynku handlu w formacie convienience w Polsce) do funduszu CVC – mówi Bartłomiej Smolarek, Partner w Dziale Doradztwa Transakcyjnego EY.

Na pierwszym miejscu pod względem wartości transakcji znalazły się Czechy (4,5 mld USD), za nimi Turcja (3,6 mld USD) i Polska (3,2 mld USD). Z kolei Słowenia odnotowała najwyższy wzrost w regionie z 0,1 mld USD w pierwszym półroczu 2016 roku do 1,7 mld USD rok później.

Polska druga w regionie pod względem liczby fuzji i przejęć w I półroczu 2017

Za zdecydowaną większością transakcji stali inwestorzy strategiczni – poza Słowenią, gdzie przewagę mieli inwestorzy finansowi. Inwestorzy strategiczni odpowiadali za blisko 2/3 transakcji w regionie. W Polsce ten odsetek wyniósł 77%. Z kolei w Słowenii za ponad połowę (54%) transakcji odpowiadali inwestorzy finansowi.

Wewnętrzne fuzje i przejęcia stanowiły niecałą połowę (48%) zawartych umów. To transakcje, w których kupujący i sprzedający pochodzą z tego samego kraju. W Polsce stanowiły one aż 65% wszystkich umów. Z kolei inwestorzy zagraniczni średnio w regionie stanowili średnio 52%, z czego 12% były to fuzje i przejęcia dokonane przez lokalne spółki za granicą. W największą liczbę transakcji, zarówno w całym regionie, jak i w Europie, byli zaangażowani inwestorzy pochodzący ze Stanów Zjednoczonych (25 transakcji), Wielkiej Brytanii (17) i Niemiec (16).

Nieruchomości numerem jeden

Do najbardziej aktywnych sektorów w obszarze fuzji i przejęć – także w Polsce – należała branża nieruchomości. Odpowiadała ona za 17% wszystkich transakcji pod względem liczbowym. Największą transakcją w tym obszarze był zakup portfolio nieruchomości przez CPI Property Group na Węgrzech, w Polsce, Rumunii i Czechach.

– Rynek nieruchomości w regionie Europy Środkowej i Wschodnie cieszy się nadal ogromnym zainteresowaniem inwestorów ze względu na atrakcyjne stopy zwrotu. W pierwszej połowie 2017 roku wolumen transakcji przekroczył wartość 5,6 mld EURO. W latach 2015 – 2016 Polska była zdecydowanym liderem w regionie, jednak po pierwszej połowie bieżącego roku miejsce pierwsze zajęły Czechy. Coraz większa liczba transakcji na tym rynku to transakcje typu M&A, jak np. zakup firmy deweloperskiej Euro Styl przed spółkę Dom Development czy ubiegłoroczne spektakularne nabycie większości udziałów w portfelu nieruchomościowym spółki Echo Investment przez południowoafrykański fundusz inwestycyjny Redefine Properties – mówi Anna Kicińska , Lider Grupy Doradztwa Nieruchomości EY w regionie CSE.

Przemysł i IT gonią nieruchomości

Drugim najbardziej dynamicznym obszarem fuzji i przejęć był przemysł. W tym sektorze zawarto 12% transakcji. Na trzecim miejscu znalazło się IT. Wśród największych transakcji w tym obszarze w regionie warto wymienić przejęcie spółki Macrologic przez Asseco Business Solutions. Z kolei w sektorze usługowym w Polsce w pierwszym półroczu jedną z największych transakcji było przejęcie 62,9% akcji spółki Integer.pl przez amerykański fundusz Advent International. Z kolei pod względem wartości transakcji, największe fuzje i przejęcia w regionie miały miejsce w sektorze energetycznym i w handlu.

Aż 50 proc. pracowników, nie wierzy, że ich zawód przetrwa kolejną dekadę

Rynek pracy podlega nieustannym przemianom. Dynamiczny rozwój technologii, cyfryzacja procesów, a nawet robotyzacja sprawiają, że zmienia się zapotrzebowanie, a wiele z zawodów odchodzi w zapomnienie. Według raportu opracowanego przez McKinsey&Company, niemal 50 proc. amerykańskich i europejskich miejsc pracy może zostać całkowicie zautomatyzowanych . Podczas gdy część zawodów znika z oferty rynkowej, powstają nowe miejsca pracy – jeszcze 10 lat temu nie wiedzieliśmy, kim jest coolhunter, trendsetter, czy tzw. UX Designer. Co to oznacza dla rynku pracy? Ile można zarobić w nowych zawodach? Jakie umiejętności są w cenie?

Urzędnik, agent ubezpieczeniowy, księgowy, bibliotekarz czy recepcjonista – to zawody, które w ciągu najbliższych lat mogą zostać zastąpione przez zautomatyzowane systemy, które już dziś testujemy i wprowadzamy w życie. Duże zmiany czekają też rynek biurowy, finansowy oraz niektóre zajęcia związane z logistyką, transportem i handlem. – Efekty postępu technologicznego możemy obserwować nie tylko w światowej gospodarce, ale przede wszystkim na rynku pracy. Produkcja, która znacząco wyparła rolnictwo, tym razem ustąpi miejsca usługom i to usługom korzystającym z nowych technologii, ze wskazaniem na zawody kreatywne, np. rozrywkę, czyli to, czego proces automatyzacji nie będzie w stanie przejąć. Ponadto, dynamiczny rozwój sektora IT sprawia, że wzrasta zapotrzebowanie na specjalistów i ekspertów z tej branży, a stały postęp technologiczny wymusza powstawanie nowych zawodów. Z jednej strony w cenie są programiści, testerzy gier i animatorzy. Z drugiej strony wraca się do korzeni, a zawody niezwiązane z technologiami, ale ułatwiające życie (jak guwernantka, prywatny concierge, petsitter) przeżywają drugą młodość – mówi Michał Młynarczyk, Prezes Devire, agencji rekrutacyjnej działającej w Polsce i Niemczech.

Siła technologii

Wirtualni asystenci, których używamy na co dzień, np.: Alexa, Cortana, Siri, Google Now, czy chatboty to zautomatyzowane systemy, które już teraz wpływają na nasz styl życia. Na razie bazują na prostych rozwiązaniach, ale szacuje się, że w ciągu najbliższych kilku lat będą podejmować decyzje w naszym imieniu w bardziej złożonych scenariuszach, co umożliwi masowe przyjęcie się przełomowych technologii (takich jak samochody osobowe bez kierowcy itd.). W przemyśle transportowym Uber, Google i Tesla pracują nad takim rozwiązaniem. W niektórych sklepach już dziś, obok tradycyjnych kas obsługiwanych przez ludzi, stoją kasy samoobsługowe. W tej chwili służą do usprawnienia obsługi, ale możliwe, że w przyszłości zastąpią całkiem kasjerów lub znacznie zmniejszą liczbę ich stanowisk. Z raportu przygotowanego przez PwC wynika, że 4 na 10 miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych jest narażonych na ryzyko zastąpienia go robotami – w tym, aż 61 proc. miejsc pracy w sektorze usług finansowych. – Jednym z zawodów, który zostanie zastąpiony na globalnym rynku pracy jest makler. Z obserwacji Devire wynika, że duża część instytucji finansowych w Polsce już dziś zatrudnia tzw. quant developerów, których zadaniem jest budowa samouczących się skryptów do analizowania oraz podejmowania decyzji inwestycyjnych. Takie rozwiązanie ma wyeliminować błędy związane z emocjonalnością ludzkich działań. Znikną również zawody tłumaczy, czy pracownicy działów obsługi klienta – mówi Michał Młynarczyk, Prezes Devire. Z kolei w Wielkiej Brytanii na wysokie ryzyko utraty profesji najbardziej narażeni są pracownicy handlu detalicznego, produkcji, transportu, oraz usług administracyjnych i wsparcia. W raporcie stwierdzono również, że do roku 2030 najprawdopodobniej zautomatyzuje się do 10,4 miliona wszystkich miejsc pracy (Wielka Brytania). Okazuje się jednak, że w porównaniu z innymi krajami, najwięcej zawodów, które staną się niepotrzebne jest w USA. W Niemczech zniknie 35 proc. profesji, w Wielkiej Brytanii 30 proc., natomiast w Japonii 21 proc. wszystkich zawodów .

Jakie zmiany nastąpią w IT?

Prawdziwe oblężenie na rynku pracy od wielu lat obserwujemy w branży IT. Jak wynika z badań IDC, już w 2014 r. przynajmniej 19 mln osób na świecie zajmowało się kodowaniem, w tym 11 mln robiło to zawodowo. Według analityków Evans Data (ED), do 2019 r. ich liczba wzrośnie o 45 proc. i przekroczy 26 mln . Jednocześnie, w samej Europie do 2020 roku ma powstać nawet milion nowych miejsc pracy w branży IT . – Mimo tego, że średnia wynagrodzeń w IT w Polsce kształtuje się na poziomie 8.000 zł, to nadal brakuje specjalistów w tej branży. Najwięcej zapytań obserwujemy dla programistów JAVA, .NET, PHP gdzie co miesiąc otwierane jest blisko kilka tysięcy nowych wakatów – podkreśla Mikołaj Makowski, Dyrektor Outsourcingu IT w Devire. Okazuje się jednak, że nawet zawód programisty pomimo obecnego ogromnego zapotrzebowania, czy tzw. tworzenie kodu może zostać w dużej mierze zautomatyzowane. W dalszej perspektywie zmniejszy się popyt na typowych programistów, a wzrośnie na rzecz projektantów rozwiązań, analityków i koordynatorów projektów. Znikną też zawody związane z testowaniem oprogramowania i zostaną zastąpione przez testy automatyczne. Z obserwacji konsultantów Devire wynika, że coraz bardziej cenione będą tzw. umiejętności miękkie – komunikacja, praca zespołowa, umiejętność prezentacji. – Obecnie wszystko rozstrzyga się na poziome wygody i funkcjonalności. Informatyka i technologia coraz bardziej wkradają się w naszą codzienność – nic dziwnego, ponieważ mają ułatwiać nasze życie. Prawdą jest, że tradycyjny rynek IT kurczy się. Wciąż jednak powstają kolejne rozwiązania, które wymagają ciągłych ulepszeń, optymalizacji, czy rozwoju. Tym samym powstają nowe specjalizacje i miejsca pracy w IT. Przykładowo, jeżeli dostawca usług medycznych wprowadzi opaski monitorujące na bieżąco stan zdrowia, będzie potrzebował programistów lub analityków posiadających wiedzę medyczną – tak, by stworzyć odpowiedni algorytm, który na podstawie otrzymanych danych zaalarmuje np. o arytmii serca pacjenta. Biorąc pod uwagę rozwój technologii, osoby zatrudnione w branży IT z pewnością nie mają powodów, by martwić się o zjawisko wypalenia zawodowego lub brak zatrudnienia. Nadal jest to najlepiej prosperujący sektor i tendencja ta będzie się utrzymywać – mówi Mikołaj Makowski, Dyrektor Outsourcingu IT w Devire.

Witamy w erze freelancerów

Przyszłością, która dzieje się już dziś okazuje się być tzw. job sharing, czyli elastyczny tryb pracy. Polega na tym, że stanowisko w formie pełnowymiarowej jest podzielone między dwóch lub więcej pracowników, zatrudnionych w niepełnym wymiarze pracy. Dla pracodawcy oznacza to redukcję kosztów, ponieważ zamiast utrzymywać dwa pełne etaty, może zaproponować jeden dwóm osobom. Z kolei pracownikowi, job sharing daje możliwość rozwoju pozazawodowego. Skutkiem tego, standardem stanie się 4-dniowy system pracy. Powstanie również więcej czasu wolnego, który chcielibyśmy poświęcić na rozrywkę lub rozwój. W tym obszarze jest coraz większe zapotrzebowanie na pracowników, którzy będą zajmowali się organizowaniem czasu wolnego. Mniejsza ilość etatów jest również związana z rozwijającym się trendem wolnych zawodów, czyli freelancerów – tzw. wolnych strzelców – którzy sami decydują o tym, kiedy i jak długo pracują. – Oprócz podejścia do czasu i wymiaru pracy zmieniają się także miejsca, w których pracujemy. Aż 70 proc. osób w wieku 36-45 lat przyznaje, że wygląd i aranżacja biura ma dla nich znaczenie, a 40 proc. twierdzi, że ma również wpływ na efektywność działania . Obecnie, największą popularnością cieszą się biura co-workingowe i co-creatingowe, które mają inspirować oraz zachęcać do współpracy i networkingu – podkreśla Michał Młynarczyk, Prezes agencji rekrutacyjnej Devire.

Kariera na You Tube i nie tylko

W dobie technologii, całkowicie zmienia się postrzeganie pracy. Obecnie rozkwit przeżywają zawody związane z budowaniem marki, czyli blogerzy, trendsetterzy, influencerzy, youtuberzy, ambasadorzy marek itp. Tutaj obserwujemy, coraz bardziej zacierającą się granicę między czasem prywatnym a zawodowym, ponieważ praca staje się stylem życia. Przykładowo, trendsetter, który promuje i kreuje trendy zarabia pomiędzy 6000 a 20.000 zł miesięcznie. Warto jednak zaznaczyć, że na takie zawody nie można patrzeć przez pryzmat pensji miesięcznej. Doświadczeni YouTuberzy, prowadzący duże kampanie, jak np. znany gamer Rezigiusz, Marcin Stankiewicz lub słynny ze swoich pranków Wardęga mogą zarabiać od 100 tys. zł do 500 tys. zł. Zwykle dochód jest zależny od popularności, czyli ilości „like`ów”, „subów”, czy wejść na stronę internetową, a te niełatwo zdobyć. W związku z tym powstaje coraz więcej firm zrzeszających przedstawicieli wspomnianych zawodów, które wprowadzają automatyczne sposoby przeliczania ”like`ów” na rzeczywiste zarobki. Pamiętajmy jednak, że prężnie rozwijająca się branża internetowa to tylko wierzchołek góry lodowej, bowiem współczesny rynek pracy otwiera przed nami nieskończoną ilość możliwości.

Nowe zawody powstają właśnie teraz

Zmieniające się potrzeby konsumentów oraz innowacyjne rozwiązania, wymagają pracowników wyspecjalizowanych w nowych dziedzinach. Uczestnicy rynku pracy muszą nieustannie się szkolić, aktualizować wiedzę, a nawet łączyć kwalifikacje. – Jednym z takich zawodów w branży IT jest UX Designer, czyli osoba, która dba o to, by tworzone produkty cyfrowe (strony internetowe, gry, aplikacje) były przyjazne dla użytkownika oraz co najważniejsze intuicyjne. UX designer musi łączyć w sobie wiedzę i umiejętności z kilku dziedzin – jest to zarówno wiedza psychologiczna, podstawy programowania i grafiki oraz umiejętności logicznego myślenia. Jakie studia? UX Designerami zostają często osoby po psychologii czy informatyce. To też ciekawa droga zawodowa po stosunkowo nowym w Polsce kierunku – kognitywistyce. Początkujący projektant może zarobić 4000 zł netto, jednak wraz z doświadczeniem zarobki wzrastają nawet do 12000 zł netto – mówi Aleksandra Juszczyk, Konsultant z Devire.

Nie ulega wątpliwości, że najwięcej nowych profesji powstaje właśnie na pograniczu IT i innych dziedzin. Małgorzata Smolińska, Konsultantka Devire, podkreśla jednak, że w branży HR również obserwujemy nowe trendy, a coraz więcej obszarów działania organizacji obejmują analizy HR`owe – bardziej biznesowe niż płacowe. – Kandydatów na stanowisko Analityka HR najczęściej szukają korporacje professional services, czyli finanse, bankowość, ubezpieczenia, konsulting, usługi itd. Zarobki na poziomie Specjalisty, podobne jak w obszarze Compensation&Benefits, kształtują się w przedziale 7-10 tys. brutto. W związku z tym, że HR analysis to nowa tendencja, to w działach typowo miękkiego HR są alokowane osoby znające się na matematyce, statystyce, absolwenci MIESI, które wykorzystując narzędzia informatyczne do wyliczania kosztów i zysków z zasobów ludzkich versus osiąganie ogólnych celów biznesowych organizacji – dodaje Małgorzata Smolińska, Konsultant z Devire.

Jakie zawody będą potrzebne w przyszłości?

Zdaniem ekspertów Devire, nowe zawody będą skupiać się na umiejętnościach, których nie zastąpią maszyny, czyli umiejętnościach kreatywnych. Należą do nich m.in.:

  • Grafik
  • Architekt
  • Specjalista ds. customer experience
  • Projektant obiektów do drukarek 3D
  • Projektant rzeczywistości wirtualnej – VR
  • Animator wolnego czasu
  • Aktor
  • Pracownik branży filmowej

[1] Raport A future that works: Automation, employment, and productivity”, http://www.mckinsey.com/global-themes/digital-disruption/harnessing-automation-for-a-future-that-works

[2] Raport PwC, http://www.pwc.co.uk/economic-services/ukeo/pwcukeo-section-4-automation-march-2017-v2.pdf

[3] https://www.pb.pl/coraz-wiecej-programistow-816146

[4] http://gazetapraca.pl/gazetapraca/7,120733,21265163,5-zawodow-z-branzy-it-na-ktore-bedzie-zapotrzebowanie-w-2017.html

[5] https://www.kadry.abc.com.pl/artykuly/odpowiednia-aranzacja- biura-pozytywnie- wplywa-na- zadowolenie-z- pracy,74460.html

Na polskich uczelniach studiuje 35 tys. Ukraińców. Gdzie najłatwiej znajdą pracę?

W ostatnim roku akademickim na polskich uczelniach studiowało ponad 65 tys. zagranicznych studentów, wśród których aż 54% stanowiły osoby z Ukrainy – wynika z danych GUS. Eksperci Personnel Service zwracają uwagę, że młodzi Ukraińcy często decydują się na łączenie pracy z nauką, co jest dobrą informacją dla polskich pracodawców, którzy chętnie sięgają po młodą kadrę. Ofert pracy dla studentów nie brakuje, szczególnie w takich branżach jak usługi, handel, gastronomia czy logistyka. Średnie stawki godzinowe sięgają od 9,60 do 12,00 zł netto na godzinę.  

Z danych OECD wynika, że w I kwartale 2017 roku w krajach Unii Europejskiej odsetek młodych osób w wieku do 24 lat, które pracowały, wynosił średnio 34,2%[1]. W Polsce ten wskaźnik jest trochę niższy, bo wynosi 29,5%, ale zapewne będzie wzrastał, co dodatkowo wzmocnią pracujący u nas studenci z Ukrainy. Z prognozy Personnel Service wynika, że Polska wskaźnik europejski osiągnie w przeciągu 3-5 lat. Co istotne, gdybyśmy osiągnęli ten wynik, liczba pracujących młodych osób mogłaby się zwiększyć o ponad 200 tys.

Młodych i pracujących osób polski rynek pracy nigdy tak bardzo nie potrzebował jak teraz. Wynika to z jednej strony z najniższego w ostatnich latach bezrobocia, a z drugiej z niżu demograficznego, który pracodawcy bardzo mocno odczuwają. Dlatego każda dodatkowa siła robocza jest na wagę złota. Młodzi Ukraińcy czy Białorusini, którzy nie tylko przyjeżdżają tu studiować, ale też coraz częściej w tym samym czasie pracują, stanowią ratunek dla kawiarni, restauracji czy sklepów. Co istotne, w warunkach mniejszej dostępności młodej kadry, pracodawcy bardziej o nią zabiegają i oferują większą elastyczność czy lepsze warunki płacowe – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Gdzie pracę znajdzie student z Ukrainy?

Z raportu Narodowego Banku Polskiego „Obywatele Ukrainy pracujący w Polsce” wynika, że już połowa ukraińskich studentów w Polsce pracuje. Najwięcej ofert pracy czeka na nich obecnie w handlu, gastronomii, call center, pracach biurowych czy logistyce. Najlepiej można zarobić w logistyce, gdzie średnie zarobki dla studentów z Ukrainy wahają się od 11,00 do 12,00 zł netto na godzinę. W usługach, a konkretnie w telefonicznej obsłudze klienta zarobki są na poziomie 10,70-11,20 zł netto za godzinę. Osoby na podstawowych stanowiskach biurowych mogą liczyć na 10,00-10,65 zł netto za godzinę. W sklepie i restauracji można zarobić 9,70-10 zł netto na godzinę, choć warto pamiętać, że w przypadku kelnerów czy barmanów napiwki mogą wpłynąć na znaczne podwyższenie pensji.

– Łączenie pracy z edukacją to dla wielu młodych Ukraińców jedyny sposób na utrzymanie się w Polsce. To właśnie dzięki pracy opłacają podstawowe wydatki związane m.in. z utrzymaniem mieszkania lub zdobywają środki na wyjście do kina czy teatru. Dodatkowo, najmłodsi pracownicy zdają sobie sprawę, że zatrudnienie w czasie studiów to pierwsze możliwości zdobycia praktycznych umiejętności i wpisu do CV, które mogą mieć znaczenie w przyszłości – podkreśla Krzysztof Inglot.

Mniej formalności ze studentami

Z punktu widzenia pracodawców, zatrudnienie studenta z Ukrainy jest łatwiejsze niż ściągnięcie dorosłego pracownika. Wynika to z tego, że każdy student lub absolwent studiów stacjonarnych na podstawie zaświadczenia z uczelni oraz dokumentu zezwalającego na legalny pobyt na terenie Polski (wiza lub karta pobytu) może podjąć dowolną pracę. Co istotne, nie ma narzuconych odgórnie limitów dotyczących tego jak długo dana osoba może pracować. Te natomiast obowiązują w przypadku zatrudnienia w ramach uproszczonej procedury. Wtedy pracownik może pracować tylko przez 6 miesięcy w ciągu roku.

[1] https://data.oecd.org/emp/employment-rate-by-age-group.htm

Zarządzanie małym zespołem to też wyzwanie

Koordynacja pracy kilkuset czy kilkudziesięciu osób to niełatwe zadanie. Co jednak, gdy liczba zaangażowanych w projekt nie jest tak duża – czy automatycznie oznacza to, że obowiązków jest mniej, a podołanie im jest łatwiejsze? A może wręcz przeciwnie – zarządzanie takim kilkuosobowym składem jest dla menedżera jeszcze bardziej wymagające?

Mniej ludzi, więcej komunikacji

Jedną z podstawowych prawd o biznesie jest to, że tworzą go ludzie. Kompetentny, dobrze ze sobą współpracujący i ufający sobie zespół pracowników to kapitał, który może dać ogromną przewagę konkurencyjną. Jak go zbudować i nim zarządzać, by maksymalnie wykorzystać jego potencjał? Wydaje się, że to zadanie jest łatwiejsze, gdy współpracujemy nie z grupą kilkuset czy kilkudziesięciu, a kilku osób. Tymczasem eksperci podkreślają, że zarządzanie zespołem to sztuka – i to bez względu na to, z ilu ludzi się on składa. – Rolą każdego menedżera jest bowiem organizowanie  pracy podwładnych, delegowanie zadań i kontrolowanie postępów w ich realizacji, wspieranie i motywowanie, często także rozwiązywanie konfliktów. W zależności od liczby pracowników aktywności te mają oczywiście inną charakterystykę, ale wbrew pozorom wiążą się z podobnym poziomem trudności – mówi Sylwia Szymańska, certyfikowany coach ICC i trener biznesu z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland.

Małe zespoły mają pewne cechy, które menedżer może wykorzystać na korzyść – swoją, całej firmy, jak i danej grupy pracowników. – Jedną z zalet niewielkich składów jest to, że często charakteryzują się one płaską strukturą, a komunikacja oparta jest na kontaktach bezpośrednich, co sprawia, że łatwiej zadbać o skuteczny i bieżący przepływ informacji zarówno na linii menedżer – pracownik, jak i pomiędzy samymi pracownikami. Dzięki temu, że wszyscy wiedzą, jakie zadania realizują ich koleżanki i koledzy, można działać sprawniej i uniknąć na przykład niepotrzebnego dublowania aktywności – problemu, z którym zmaga się bardzo wiele dużych zespołów – mówi Sylwia Szymańska. Jeśli zarządza się mniej liczną grupą, łatwiej jest też wygospodarować czas dla poszczególnych podwładnych – zarówno na regularne spotkania, jak i na wsparcie ich w sprawach bieżących. – Dla wielu pracowników to bardzo ważne, bo bezpośrednia i bliska współpraca z szefem, menedżerem czy liderem sprawia, że mogą się od nich wiele nauczyć – podkreśla Sylwia Szymańska z Integra Consulting Poland.

Szef czy kolega?

Wielu z nas spędza w pracy znaczną część swojego dnia, nic więc dziwnego, że w biurach nawiązują się koleżeńskie czy nawet przyjacielskie relacje. To w szczególności domena niewielkich grup, które szybciej się ze sobą integrują. Ma to swoje plusy, jak i minusy. Z jednej strony przy pozytywnej atmosferze w biurze pracuje się po prostu przyjemniej, dodatkowo menedżer, który dobrze zna swoich pracowników, lepiej rozumie ich potrzeby, może skutecznie dbać o ich rozwój czy motywację, jest bardziej empatyczny. – Z drugiej jednak strony towarzyskie zależności mogą wpływać na wydawane przez szefa osądy czy podejmowane decyzje i sprawiać, że przełożonemu jest znacznie trudniej egzekwować od zespołu wykonywanie powierzonych zadań, być asertywnym i obiektywnie oceniać swoich podwładnych – zwraca uwagę Sylwia Szymańska.  – Niekiedy zdarza się nawet, że to pracownicy próbują wykorzystywać przyjacielskie relacje na swoją korzyść, na przykład przy wyjaśnianiu niedotrzymywania terminów czy braku realizacji przydzielonych zadań, stawiając menedżera w bardzo niekomfortowej sytuacji – dodaje. Czy to oznacza, że lider kilkuosobowej grupy powinien zapomnieć o budowaniu przyjacielskich zażyłości z podwładnymi i dbać o to, by zawsze występować w formalnej roli szefa? – Na to pytanie nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Wszystko zależy od osobowości samego menedżera, jak i od specyfiki zespołu, którym zarządza. Najważniejsze jest to, by być autentycznym i konsekwentnym – podsumowuje Sylwia Szymańska.

Czy kryptowaluty zastąpią walutę papierową?

Życie lubi zaskakiwać, jeszcze kilkadziesiąt lat temu głównym środkiem płatniczym były metale szlachetne. Z kolei od kilkunastu lat najbardziej popularną formą płatności była waluta papierowa. Natomiast od 10 lat mamy do czynienia z rosnąca popularnością pieniądza bezgotówkowego oraz elektronicznego.

Jak widać świat nie lubi stać w miejscu, dlatego niektórzy sądzą, że następnym legalnym środkiem płatniczym będą kryptowaluty. Czy jest to możliwe? Na to pytanie odpowiemy na najbliższym webinarze „Kryptowaluty od A do Z”, które odbędzie się 25 września o godzinie 17.00. Natomiast teraz tylko przybliżymy ich temat.

Czym są kryptowaluty?

Jest to rozproszony system księgowy bazujący na kryptografii, przechowujący informację o stanie posiadania umownych jednostek. Definicja nie jest zbyt przyjemna i jednoznaczna. Niemniej jednak warto zapamiętać, że każda z dostępnych kryptowalut nie jest dostępna w formie fizycznej. Ich forma wyrażona jest jedynie w postaci cyfrowego kodu, który przechowywany jest na twardym dysku komputera (lub też innych formach, o których opowiemy na najbliższym spotkaniu).

Popularność kryptowalut

Historia kryptowalut jest dosyć krótka. Pierwsza waluta tego typu o nazwie Bitcoin powstała w listopadzie 2008 roku. Do końca nie wiadomo kto stoi za jej wdrożeniem. Bitcoin do tej pory posiada największy udział w rynku, który rozrósł się do ogromnych rozmiarów.

W 2013 roku, czyli niespełna 5 lat po stworzeniu Bitcoina na rynku było 8 innych kryptowalut o łącznej kapitalizacji 1,5 miliarda USD. Razem z rosnącą popularnością na rynku pojawiały się inne rodzaje walut cyfrowych. W 2017 roku na rynku było 392 różnych kryptowalut (o kapitalizacji przewyższającej 1 milion USD) o łącznej kapitalizacji 177 miliardów USD.

Popularność kryptowalut

Źródło: Visualcapitalist.com

Kryptowaluty – ale po co?

Najważniejszą zaletą kryptowalut jest ich wygoda oraz niskie koszty transakcyjne. Na wstępie warto zauważyć, że transakcję za pomocą wirtualnych monet odbywają się bez pośrednika. Przy tradycyjnej wymianie międzynarodowej największym kosztem jest przewalutowanie. Ponadto sam przelew nie jest dokonywany natychmiastowo. W przypadku Bitcoina sprawa ma się inaczej, przewalutowania nie ma a sama płatność przechodzi błyskawicznie. Odległość przestaje mieć znaczenie.

W przeciwieństwie do walut emitowanych przez bank centralny niektóre kryptowaluty mają automatyczną ochronę przed inflacją. Dla przykładu, maksymalna ilość Bitcoinów w obiegu wynosi 21 milionów (dojście do tej bariery zajmie jeszcze kilka lat).

Ostatnią zaletą jest zachowanie anonimowości podczas transakcji. Wszyscy z nas pamiętamy aferę masowej inwigilacji społeczeństwa przez Stany Zjednoczone. W precedensie uczestniczyły największe spółki takie jak Microsoft, Google, Yahoo!, Facebook czy też Apple Inc. – wszyscy najwięksi gracze na rynku amerykańskim. Od tamtego czasu wiele się nie zmieniło. Nasza działalność online jest dobrze widoczna. Z tego powodu „anonimowość” stała się jedną z największych zalet kryptowalut. Niemniej jednak nie brakuje sceptyków, którzy zastanawiają się czy jest jeszcze możliwa.

Zagrożenia

Wraz z rosnącą popularnością wirtualnych monet powstała dużo stron edukacyjnych, które namawiają na spekulację. Za każdym razem starają się zachwalać Bitcoina oraz pozostałe waluty bez pokazywania wad.

Pierwszą wadą jest brak stabilności. Brak kontroli ze strony państwa nie gwarantuje wartości waluty. Wszystko to sprawia, że sam kurs kryptowalut jest narażony na spekulacje. Kolejnym problemem jest anonimowość (także zaletą), waluty mogą być wykorzystywany w nielegalnych transakcjach.

Ostatnim zagrożeniem jest bańka spekulacyjna. Rozwój rynku kryptowalut przypomina bańkę internetową z 1995-2000 roku, w trakcie której spółki internetowe powstały jak grzyby po deszczu. W ramach przypomnienia, pierwsza waluta powstała w 2008 roku, w 2013 o kapitalizacji przekraczającej 1 milion USD posiadało 8 kryptowalut, teraz jest ich ponad 392. Wzrost niesamowity. Jak to wszystko się skończy? Na to pytanie oraz pozostałe odpowiemy na najbliższym spotkaniu „Kryptowaluty od A do Z” już 25 września o godzinie 17.00.

Podczas szkolenia nasz ekspert:

  • omówi aspekty technologii blockchain, na której bazują kryptowaluty,
  • przedstawi historię kryptowalut oraz ich podstawowe cechy i specyfikacje,
  • odniesie się do wyceny Bitcoina,
  • omówi zagrożenia, jakie niosą kryptowaluty i co o tym sądzą rządy,
  • odpowie na pytanie, czy kryptowaluty to bańka spekulacyjna czy też potencjał na inwestycje.

Oczy zwrócone na Fed

Oczy inwestorów zwrócone są na Rezerwę Federalną, która dzisiaj podejmie istotne decyzje. Analitycy oczekują, że stopy procentowe pozostaną niezmienione (będę szukać sygnałów w sprawie ewentualnej grudniowej podwyżki), a ponadto że zostaną ujawnione szczegóły dotyczące redukcji sumy bilansowej. We wtorek dolar tracił do innych walut poza frankiem szwajcarskim oraz meksykańskim peso, wobec którego jest najsilniejszy od 2 tygodni z powodu tamtejszego trzęsienia ziemi. Wobec waluty Szwajcarii zyskuje także euro, które w tej parze jest najsilniejsze od stycznia 2015 r. Tymczasem słabość dolara amerykańskiego i lepsze od oczekiwań dane GUS-u na temat polskiej gospodarki ciągną w górę złotówkę.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do brytyjskiego funta (+0,13%), a traci do euro (-0,16%), dolara kanadyjskiego (-0,18%), dolara australijskiego (-0,63%) oraz japońskiego jena (-0,36%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,2, GBP/USD – 1,352, USD/CAD – 1,228, AUD/USD – 0,803 i USD/JPY – 111,4. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,21%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,888. Złotówka odrabia wcześniejsze straty do głównych walut światowych. W środę rano dolar kosztuje 3,56 zł, euro – 4,28 zł, funt – 4,82 zł, a frank – 3,71 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. We wtorek londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,3%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,16%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,11%, meksykański indeks Bolsa podniósł się o 0,01%, a brazylijski Bovespa obniżył się o 0,02%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 0,05%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,27%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,2%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej idą w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 55,14 USD (-0,62%), a ropy WTI –
49,48 USD (-0,87%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca obniżyła się o 1 USD do 56 USD. Z kolei cena złota po wcześniejszych spadkach idzie w górę. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1313 USD. To 5 USD więcej (+0,38%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:50 – Japonia – Saldo bilansu handlowego, sierpień – 113,6 mld JPY (prognoza 94 mld JPY)
  • 8:00 – Niemcy – Inflacja PPI (r/r), sierpień – 2,6% (prognoza 2,5%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Sprzedaż detaliczna (r/r), sierpień (prognoza 1,1%)
  • 16:00 – USA – Sprzedaż domów na rynku wtórnym, sierpień (prognoza 5,46 mln)
  • 20:00 – USA – Projekcje makroekonomiczne FOMC oraz decyzja ws. stóp procentowych
  • 20:30 – USA – Konferencja prasowa po posiedzeniu FOMC

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Rozmiar ma znaczenie. Jakie mieszkania wybierają Polacy?

Czy duże i droższe mieszkania mają dziś większe wzięcie niż kilka lat temu? Czy na przestrzeni ostatnich lat zmieniła się struktura sprzedaży na rynku deweloperskim? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Na rynku mamy dwie podstawowe grupy klientów. Inwestycyjnych, kupujących mieszkania za gotówkę lub z niewielkim wsparciem kredytu z przeznaczeniem na wynajem. I tu kryteria są niezmienne, kupują jak najmniejsze, kompaktowe mieszkania w centrum miasta, blisko ważnych ośrodków akademickich, biurowych. Ta grupa jest bardzo aktywna w ostatnich latach z uwagi na brak opłacalnej alternatywy dla inwestycji na rynku.

Drugą grupą klientów są osoby kupujące mieszkania dla zaspokojenia własnych potrzeb. Tego typu zakup zazwyczaj odbywa się przy udziale kredytu, a tacy nabywcy, z uwagi na komfort, dążą do nabycia możliwie dużego lokalu. Ze względu na sytuację na rynku, rosnące zarobki, niską stopę bezrobocia i niskie stopy procentowe, klienci mają rekordowo wysoką zdolność nabywczą. Świadczy o tym indeks dostępności cen mieszkań, który jest niemal dwukrotnie wyższy niż w 2007 roku. W przypadku tej grupy klientów widzimy wzrost zainteresowania zakupem większego mieszkania lub lokalu o podobnych parametrach, ale w lepszej lokalizacji.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Strukturę oferty naszych mieszkań dopasowujemy na bieżąco do potrzeb rynkowych. Największą popularnością cieszą się mieszkania dwu i trzypokojowe i takich lokali jest w naszej ofercie najwięcej. Rzeczywiście, aktualnie nie ma problemu ze znalezieniem nabywców na duże mieszkania, cztero i pięciopokojowe, ale wciąż nie są to lokale najbardziej popularne. Wyjątek stanowią apartamenty z tarasami lub ogrodami w najlepszych lokalizacjach, których zwykle jest mniej niż chętnych na nie.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Daje się zauważyć większy popyt na mieszkania trzypokojowe. Taka tendencja pojawiła się już 4 lata temu. Ostatnie 2-3 lata to powrót zainteresowania większymi, funkcjonalnymi lokalami o powierzchni około 70 mkw.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Obserwujemy tendencję do zwiększania się metrażu sprzedawanych lokali. Na przestrzeni ostatnich lat jest to powierzchnia większa średnio o 2 – 3 mkw. W związku z tym, że zarobki Polaków rosną, klienci często decydują się na kupno większego i bardziej komfortowego lokum. W ostatnich latach zauważyliśmy przeciętny wzrost cen i powierzchni mieszkań, które wybierają nabywcy o około 7-10 proc.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper

Dostrzegamy stałe zainteresowanie dużymi, czteropokojowymi mieszkaniami o charakterze apartamentowym. Ich przestronny metraż od 80 mkw. do niemal 100 mkw. sprawia, że są atrakcyjną alternatywą dla domu. Często na tego rodzaju zakup decydują się rodziny z dziećmi, poszukujące podwyższonego standardu, doskonałej lokalizacji w centrum lub jego pobliżu, która zapewnia dostęp do infrastruktury i atrakcji miasta.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Od dłuższego czasu obserwujemy tendencję wzrostową, jeśli chodzi o wielkość kupowanych mieszkań. Dotyczy to zarówno mieszkań w dolnej części cennika, gdzie kawalerki powoli zastępowane są przez lokale dwupokojowe, jak również większych lokali, które coraz częściej znacznie przekraczają 100 mkw. Jeśli chodzi o ceny mieszkań, patrząc na olbrzymie zainteresowanie pierwszym etapem Apartamentów Marymont, mogę powiedzieć, że grupa wymagających klientów, poszukujących projektów w segmencie premium ma się zdecydowanie dobrze. Ci klienci są gotowi płacić więcej za najlepsze projekty w naprawdę dobrych lokalizacjach.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Średnia powierzchnia kupowanych mieszkań na przestrzeni lat nie spada, obserwujemy nawet jej niewielki wzrost. Największą popularnością wciąż cieszą się lokale dwu i trzypokojowe. Wyzwaniem dla architektów i deweloperów jest projektowanie kompaktowych układów mieszkań, czyli takich, w których każdy metr będzie wykorzystywany w 100 proc. Coraz częściej klienci poszukują też mieszkań o większej ilości pomieszczeń, ale niekoniecznie o dużym metrażu, za to w pełni funkcjonalnych. Wśród kupowanych mieszkań największą popularnością cieszą się lokale trzypokojowe, których metraże zaczynają się u nas od 51 mkw.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Obserwujemy wzrost zainteresowania klientów większymi, a co za tym idzie droższymi mieszkaniami. Staramy się reagować na tego rodzaju zmiany na rynku i uwzględniamy je w nowych projektach mieszkaniowych. Poza małymi i średnimi mieszkaniami w ofercie mamy także większe mieszkania i takie, które można połączyć. Często lokale o większych metrażach projektujemy na ostatnich kondygnacjach budynków. Tego typu propozycje klienci znajdą w naszych, najnowszych inwestycjach w Warszawie – Apartamenty Przy Agorze 6 na Bielanach i Apartamenty Okopowa 58 na Woli. Coraz więcej osób poszukuje mieszkań o większym metrażu, kiedy powiększa się rodzina lub po prostu chcą podnieść sobie standard życia. Sprzyja temu sytuacja gospodarcza kraju, która wpływa na poprawę sytuacji materialnej ludzi.

Yael Rothschild, prokurent Mill-Yon Gdańsk

W warszawskim Miasteczku Wilanów zauważamy bardzo duże zainteresowanie mieszkaniami trzy i czteropokojowymi. Kupują je m.in. osoby, które kilka lat temu nabyły mieszkania mniejsze, założyły rodziny i planują pozostać w Miasteczku Wilanów. W innych, naszych inwestycjach, największą popularnością cieszą się lokale o małych metrażach i funkcjonalnym układzie, oferujące jak największą liczbę pokoi, w jak najniższej cenie.

Małgorzata Ostrowska, Członek Zarządu oraz Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Nie zauważamy wzrostu popytu na większe mieszkania. Daje się zauważyć wręcz wyraźny wzrost zainteresowania klientów mieszkaniami mniejszymi, tj. kawalerkami i lokalami dwupokojowymi o powierzchni około 30-40 mkw. Część klientów poszukuje też małych mieszkań w celach inwestycyjnych, by zapewnić sobie dodatkowe przychody z wynajmu lokalu.

Dostosowaliśmy ofertę także do potrzeb bardziej wymagających klientów. Mamy w portfolio apartamenty o podwyższonym standardzie, które można przeznaczyć pod wynajem, dostępne na przykład w naszej flagowej inwestycji Bliska Wola u zbiegu ulic Kasprzaka i Prymasa Tysiąclecia w Warszawie.

Ewelina Krosta, reprezentująca WAN S.A.

Klienci najchętniej wybierają najtańsze mieszkania. Najdroższe, najatrakcyjniejsze lokale cieszą się niezmiennie mniejszym zainteresowaniem. Na mieszkania z pięknym widokiem na zabytkowy park decydują się najczęściej obcokrajowcy lub klienci zamożni, dla których cena nie gra roli i są gotowi zapłacić więcej za imponujący widok z okien.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Klienci preferują mieszkania z większą liczbą pomieszczeń, ponieważ daje im to możliwość różnorodnej aranżacji. Jeśli nabywca staje przed wyborem, czy kupić dużą kawalerkę, czy mieszkanie o tej samej powierzchni, ale z dwoma pokojami, z reguły częściej wybiera te drugą opcję. Dwa pomieszczenia można przykładowo wydzielić na salon i sypialnię lub salon i pokój dla dziecka, a kawalerka takiej możliwości nie daje. Niektórym rodzinom są natomiast niezbędne cztery pokoje. Oferta w każdej, naszej inwestycji mieszkaniowej jest na tyle urozmaicona, że każdy klient znajdzie coś dla siebie.

Mirosław Łoziński, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

W inwestycjach na warszawskiej Woli, w rejonie Jana Kazimierza, regularnie wzrasta zainteresowanie nabywców większymi mieszkaniami. Projektując i wprowadzając do sprzedaży kolejne etapy Miasta Wola i Stacji Kazimierz, przygotowaliśmy ofertę odpowiadającą na zapotrzebowanie rynku. Niewątpliwym atutem większych mieszkań, oprócz rozbudowanych możliwości aranżacyjnych i oferowanej przestrzeni jest również cena za mkw., która niejednokrotnie jest niższa nawet o kilka procent w porównaniu z lokalami jedno i dwupokojowymi.

Jerzy Kłeczek, specjalista ds. marketingu w Activ Investment

Nie notujemy zwiększonego popytu na droższe i większe mieszkania, dlatego w naszej ofercie w większości znajdują się małe, jedno lub dwupokojowe lokale. Choć trzeba przyznać, że nie brakuje chętnych także na większe metraże.

Opracowanie:

Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

Caspio otwiera centrum rozwoju oprogramowania w Krakowie

Caspio to pochodzący z Doliny Krzemowej amerykański prekursor rozwiązań cloud, oferujący jedną z najpopularniejszych na świecie platform do tworzenia aplikacji bazodanowych bez konieczności ich kodowania (tzw. platforma „low code”), poinformował o otwarciu w Krakowie swojego drugiego europejskiego centrum rozwoju oprogramowania.

Centrum Caspio zostało zlokalizowane w Krakowie na względu na strategiczną pozycję tego miasta, jako wiodącego europejskiego ośrodka technologicznego. Siedziba firmy mieści się w biurowcu przy Alei Pokoju 1, gdzie znajdzie zatrudnienie zespół zajmujący się takimi zadaniami, jak programowanie .NET, integracja w oparciu o API, tworzenie rozwiązań analitycznych oraz mobilnych.

“Caspio ma obecnie biura w czterech krajach na trzech kontynentach. Dzięki temu jesteśmy w stanie lepiej zaspokoić szybko rosnący popyt na korzystanie z naszej platformy” – mówi Frank Zamani, prezes Caspio. – „W ten sposób realizujemy naszą misję, aby umożliwić użytkownikom biznesowym tworzenie wydajnych, skalowalnych, bezpiecznych i spersonalizowanych aplikacji, bez konieczności ich programowania i za ułamek kosztów, które musieliby ponieść, aby nabyć podobnej klasy system w inny sposób. Na bazie platformy Caspio działa obecnie ponad milion aplikacji, które zostały stworzone przez różne firmy z ponad 100 krajów. Zespół w Krakowie jest rozszerzeniem naszego globalnego zespołu inżynieryjnego. Planujemy tu skupić kompetencje programistyczne na szczeblu średnim i zarządzającym”.

Z platformy Caspio najczęściej korzystają firmy, które chcą zwiększyć swoją elastyczność i szybciej reagować na zmieniające się potrzeby klientów. Za sprawą Caspio mogą one bardzo łatwo tworzyć aplikacje automatyzujące procesy biznesowe, które są zasilane danymi z różnych źródeł i mogą się wymieniać informacjami z innymi systemami. Platforma łączy w sobie potężną bazę danych, wizualny konstruktor aplikacji oraz skalowalną infrastrukturę dostępną z poziomu chmury.

Caspio działa na rynku od 2000 roku. W oparciu o jej platformę swoje internetowe aplikacje stworzyło tysiące różnych organizacji, które dzięki nim usprawniły i zautomatyzowały wiele wewnętrznych procesów. Przy pomocy tych aplikacji można generować interaktywne raporty, wizualizować dane, tworzyć pulpity nawigacyjne oraz niestandardowe schematy działania. Dużą wartością jest także możliwość wglądu w dane analityczne dot. różnego rodzajów procesów, co umożliwia podejmowanie lepszych decyzji i usprawnia komunikację.

Platforma Caspio jest uznawana za jedno z najlepszych rozwiązań typu „low-code” na świecie przez firmę badawczą Forrester Research, która umieściła to rozwiązanie w kategorii „Strong Performer”. Caspio jest także złotym partnerem firmy Microsoft w kategorii “Application Development”, a także partnerem technologicznym Amazon Web Services na poziomie zaawansowanym. Firma jest również finalistą konkursu CODiE Award w kategorii „Best Platform-as-a-Service”, a także laureatem licznych nagród dla najszybciej rozwijających się prywatnych firm w USA.

„Praca w Caspio to nie jest zwykły etat” – mówi Ioannis Kritikopoulos, wiceprezes ds. inżynierii i operacji w Caspio. – „Pasjonujemy się tym, w jaki sposób można wykorzystać naszą technologię, aby pomóc naszym klientom w realizacji stojących przed nimi wyzwań. Środowisko pracy w Caspio przypomina kulturę start-upową. Jest ono zarówno wymagające, jak i stymulujące. Spotyka się tu innowacyjność z doskonałością, a nasi pracownicy mają realną możliwość wywierania wpływu na kierunki działania naszej organizacji”.

Michał Stajniak (XTB): Ropa naftowa coraz droższa

Dwa huragany nad USA, decyzje Iraku i konsekwentna ostatnio polityka OPEC, to mieszanina czynników, które spowodowały wzrost ceny ropy naftowej na świecie. I te ceny powinny nadal rosnąć.

Jednak w kolejnych tygodniach nie będzie to duży wzrost. – Cena ropy WTI nie powinna przekroczyć poziomu 60 USD za baryłkę – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

Ile zarobili członkowie zarządów spółek giełdowych w 2016 roku?

Czy zastanawiali się kiedyś Państwo ile zarabia członek zarządu spółki giełdowej? A ile zarabia członek zarządu dużej spółki Skarbu Państwa? Kto zarobił najwięcej? Sedlak & Sedlak już po raz 13 zebrał informacje o wynagrodzeniach menedżerów spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W tegorocznej edycji przeanalizowaliśmy wynagrodzenia 1 433 menedżerów z 366 spółek, w tym 923 menedżerów, którzy przepracowali cały rok.

Mediana, to wartość znajdująca się dokładnie w środku zbioru danych. W naszym przypadku mediana wynagrodzeń oznacza wartość powyżej lub poniżej której zarabia połowa menedżerów. W 2016 roku wyniosła ona 596 tys. PLN brutto. Miesięcznie odpowiada to 49,7 tys. PLN brutto. Jednak 25% najlepiej zarabiających menedżerów otrzymało więcej niż 1,2 mln PLN.

Schemat 1. Roczne wynagrodzenia menedżerów spółek notowanych na GPW (osoby pracujące cały 2016 rok)

 wykres1

Źródło: Raport Sedlak & Sedlak „Wynagrodzenia członków zarządów w 2016 roku”

Wynagrodzenia w spółkach Skarbu Państwa

Giełdowe spółki Skarbu Państwa są zazwyczaj większe niż prywatne. O ile spółki giełdowe będące w prywatnych rękach miały w 2016 roku średnio 842 mln PLN przychodów, o tyle średnie przychody w spółkach Skarbu Państwa to 17 mld PLN. Drugą ważną różnicą pomiędzy spółkami prywatnymi, a państwowymi jest rotacja osób zarządzających. O ile w spółkach prywatnych wyniosła ona w 2016 roku 17%, to w spółkach państwowych było to już 73%. Spółki Skarbu Państwa różnią się od pozostałych także pensjami menedżerów. Mediana wynagrodzeń ich członków zarządów wyniosła w 2016 roku 1,3 mln PLN. W spółkach prywatnych było to 563 tys. PLN. Z drugiej strony spółki Skarbu Państwa mają średnio 20x większe przychody niż spółki prywatne notowane na GPW.

Wykres 1. Mediana wynagrodzeń w spółkach prywatnych i Skarbu Państwa

 wykres2

Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów w 2016 roku”

Kto zarobił najwięcej w 2016 roku?

Jak co roku, w naszym raporcie nie zabrakło rankingu najlepiej zarabiających menedżerów. Powyżej psychologicznej granicy 1 mln PLN zarobiło aż 356 członków zarządów. Najwięcej zarobił Janusz Filipiak, prezes i założyciel Comarch SA – 11,6 mln PLN. Comarch SA jest obecnie drugą pod względem wielkości firmą informatyczną w Polsce z ponad 1 mld PLN przychodów. Drugi w zestawieniu Luigi Lovaglio, niedawno odwołany prezes banku PEKAO SA, zarobił 9,6 mln PLN. Włoch był prezesem banku od 01.05.2011 roku. Trzecie najwyższe wynagrodzenie otrzymał Mariusz Książek, prezes i założyciel dewelopera Marvipol SA.

Wykres 2. Menedżerowie spółek giełdowych, którzy w 2016 roku zarobili najwięcej

wykres3

Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów w 2016 roku”

Podsumowanie

Prawie połowa menedżerów spółek giełdowych zarobiła w 2016 roku więcej niż 50 tys. miesięcznie. Gdy pod uwagę weźmiemy menedżerów spółek Skarbu Państwa, to połowa menedżerów nimi zarządzających zarabia więcej niż 110 tys. PLN miesięcznie. Trzech najlepiej zarabiających menedżerów zarobiło niemal 30 mln PLN. Dwóch z nich było założycielami zarządzanych spółek.

Konrad Akowacz, Sedlak & Sedlak

Co zrobi FED?

Wrzesień to miesiąc podejmowania decyzji przez najważniejsz banki centralne. W środę ogłosi swoje decyzje amerykański FED. Odpowie na bardzo ważne pytanie, jak zabezpieczyć się przed kolejnymi, potencjalnymi kryzysami.

Angielski bank postanowił wzmocnić kurs funta brytyjskiego. Decyzje EBC raczej rozczarowały. Co zrobi FED, na którego decyzje czekają inwestorzy na całym świecie?

– FED nie podniesie stóp procentowych, zrobił to dwa razy w tym roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Jednak w ocenie eksperta FED będzie chciał zabezpieczyć gospodarkę przed zagrożeniem kolejnymi kryzysami. W jaki sposób, o tym więcej w materiale wideo.

IKEA Industry w gronie największych producentów pelletu w Polsce

IKEA Industry dołącza do grona największych producentów pelletu w Polsce. Na początku września br. szwedzki producent mebli uruchomił linie do wytwarzania tego biopaliwa w tartaku w Stalowej Woli. Nowo zainstalowane maszyny mają moc produkcyjną na poziomie 60 tys. ton pelletu rocznie.

Działający od 2014 roku zakład w Stalowej Woli to największy tartak IKEA Industry na świecie. Zaopatruje fabryki w Polsce i na Słowacji, wytwarzając 120 tys. m3 tarcicy sosnowej, przygotowanej jako surowiec do produkcji mebli z drewna litego. W zakładzie powstają duże ilości biomasy w postaci zrębki oraz trociny, które mogą być przekształcone w wysokiej jakości pellet. Po 3 latach od uruchomienia tartaku i ustabilizowaniu produkcji tarcicy na odpowiednio wysokim poziomie, IKEA Industry Stalowa Wola zainwestowała we własne maszyny do wytwarzania pelletu.

Rozbudowa zakładu o linię do produkcji pelletu była naturalnym krokiem w naszym rozwoju. Oszczędność i uważne gospodarowanie surowcem są wpisane w działania IKEA. U nas nic się nie marnuje, dlatego biomasa z produkcji tarcicy trafia wprost do fabryki pelletu, którą postawiliśmy w sąsiedztwie linii przetarcia” – mówi Piotr Książek, dyrektor produkcji w IKEA Industry Stalowa Wola.

Po przeprowadzonych z sukcesem testach, IKEA Industry Stalowa Wola na początku września br. rozpoczęła wytwarzanie pelletu. Wydajność produkcji na dwóch prasach wynosi 10 ton na godzinę, co pozwala uzyskać ok. 60 tys. ton rocznie. Pellet z zakładu IKEA Industry Stalowa Wola jest produktem klasy premium, który cechuje niska zawartość popiołu i wysoka kaloryczność. Obecnie przechodzi procedury certyfikacji EN+A1 oraz DIN PLUS. Będzie sprzedawany głównie za granicę, do krajów będących największymi konsumentami pelletu: do Włoch, Niemiec i do Danii.

Po uruchomieniu nowych linii do przetwarzania biomasy w tartaku w Stalowej Woli, zakłady IKEA Industry w Polsce wyprodukują ok. 130 tys. ton pelletu rocznie. Poza zakładem w Stalowej Woli, pellet powstaje w wytwórniach IKEA Industry w Resku i w Wielbarku.

Dlaczego Polacy pracują coraz dłużej? Dla pieniędzy

Polacy pracują średnio 45 godzin tygodniowo – tak wynika z danych Kantar Millward Brown dla Work Service. Czas pracy przekłada się na wysokość zarobków – najwięcej w miejscu zatrudnienia spędzają ci, którzy otrzymują najwyższe wynagrodzenie czyli ponad 3999 zł miesięcznie i osoby prowadzące własną działalność gospodarczą. Co więcej, z powodu deficytu kandydatów pracodawcy coraz częściej sięgają po nadgodziny i to w sytuacji, kiedy Polacy już i tak znajdują się wśród najbardziej zapracowanych obywateli na świecie. Firmy nie mają jednak wyboru – już teraz wykorzystują moce produkcyjne w ponad 83%.

Dobra koniunktura w gospodarce i na rynku pracy jest widoczna od miesięcy. Jednak obecna sytuacja ma również inne oblicze. Jak pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego, polskie firmy wykorzystują swoje moce produkcyjne w ponad 83%. Przez 4 ostatnie lata widać było, że wykorzystanie mocy stopniowo wzrasta. Przedsiębiorstwa powoli dochodzą zatem do ściany jeśli chodzi o możliwości produkcyjne. To między innymi efekt rosnących deficytów kandydatów i braku wyraźnego odbicia inwestycji, które wzrosły w II kwartale o 0,8% r/r. Dlatego firmy, chcąc dalej się rozwijać, mogą albo zwiększać pracownikom czas pracy albo postawić na automatyzację.

pracownik

Polacy już teraz są w czołówce najbardziej zapracowanych narodów. Nasze dane pokazują, że średnio pracujemy 45 godzin tygodniowo. To potwierdza tezę Narodowego Banku Polskiego, który zwraca uwagę, że rośnie liczba nadgodzin, co przekłada się na większą presję płacową. Niskie inwestycje w połączeniu z deficytami pracowników sprawiają, że firmy, żeby utrzymać produkcję, muszą jednak wydłużać czas pracy osobom już zatrudnionym. Długofalowo nie jest to jednak rozwiązanie, bo osoba przepracowana jest mało efektywna. A za nadgodziny trzeba pracownikom zapłacić. To spowoduje wzrost kosztów personalnych, co docelowo odczujemy wszyscy w cenach produktów – komentuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz w Work Service S.A.

Pracując dłużej więcej zarobisz

Mówi się, że czas to pieniądz. W tym przypadku czas spędzony w pracy wprost przekłada się na zasobność portfeli. Jeśli popatrzymy na średni czas pracy to on też wzrasta wraz z zarobkami – od 42,2 godzin do nieco ponad 50 dla osób, które otrzymują największe pensje. Większą różnicę widać, kiedy porównany, ile osób pracuje powyżej 40 godzin. W grupie pracowników najmniej zarabiających to 26,4%, wśród ludzi z najwyższymi wynagrodzeniami to ponad połowa, bo aż 54,7%. Co ciekawe, mężczyźni pracują o ponad 5,5 godziny dłużej niż kobiety, co również przekłada się na różnice w płacach u obu płci.dochody

Wyższe wynagrodzenia są wyraźnie powiązane z czasem pracy. Jest to związane m.in. ze sposobem rozliczania godzinowego, który występuje w wielu branżach w Polsce. Tam gdzie pojawia się możliwość wydłużania czasu pracy, wielu pracowników sięga po nadgodziny, aby zwiększyć swoje dochody. Z naszych badań wynika, że różnica między osobami o największych, a najmniejszych dochodach wynosi 8 godzin tygodniowo czyli jeden dzień roboczy – dodaje Andrzej Kubisiak

Przy działalności dłużej niż na etacie

Najwięcej czasu obowiązkom zawodowym poświęcają osoby prowadzące własną działalność gospodarczą – aż 72% pracuje ponad 40 godzin tygodniowo, a średnia dla tej grupy to 55 godzin. Co ciekawe aż 1/3 zatrudnionych na pełen etat spędza w miejscu zatrudnienia ponad 40 godzin. To dowód na to, że nadgodziny dotyczą w dużym stopniu ludzi na umowach o pracę.stosunek pracy

***

Metodologia badania:

Dane prezentowane w ramach „Barometru Rynku Pracy VIII” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown S.A. Badanie zostało zrealizowano na próbie osób pracujących (N=515) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATIBUS w okresie 19-24.07.2017 r.

Szczęśliwy pracownik = lepszy pracownik

Czy osobiste szczęście pracownika wpływa na jego zaangażowanie w realizację celów firmy? Czy odczuwanie przez niego pozytywnych emocji wpływa na poziom efektywności pracy? Odpowiedzi na te pytania znaleźć można w raporcie „Praca, moc, energia w polskich firmach” przygotowanym przez firmę doradczą Human Power.

Polacy coraz szczęśliwsi

W styczniu 2015 r. firma IPSOS zapytała Polaków o szczęście w pracy. Większość pracowników (60%) deklaruje, że odczuwa szczęście od czasu do czasu, 22% często, a 13% mówi, że nigdy.

W badaniu Human Power ponad połowa pytanych (55,1%) podała, że dzień pracy rozpoczyna z optymizmem i zapałem, prawie co piąty badany był jednak przeciwnego zdania. Co drugi ankietowany wykonuje zadania, które sprawiają im ogromną satysfakcję i radość, a 14,9% poinformowało, że nie odczuwa satysfakcji wykonując swoje obowiązki. Dlaczego wyniki tych badań są ważne? Bo także poczucie zadowolenia i szczęścia pracownika wpływa na realizację zadań i wyniki organizacji.

Szczęśliwy pracownik jest bardziej efektywny

Naukowcy z Uniwersytetu Maryland badali wpływ emocji na kreatywne rozwiązywanie problemów. Za pomocą filmów i ćwiczeń wywoływali u studentów określone emocje. W zależności od potrzebnych uczuć puszczano im komedie lub fragmenty o obozach koncentracyjnych. Trzecia grupa miała mieć stan emocjonalny neutralny, więc oglądała fragment filmu matematycznego lub wchodziła/schodziła z betonowego stopnia, lub nie robiła nic. Następnie wszyscy dostawali zadanie do rozwiązania. Co się okazało, zdecydowanie częściej rozwiązanie znajdywali ci, którzy wprowadzeni zostali w pozytywny stan emocjonalny. Badania prowadzone na Uniwersytecie w Warwick pokazują także, że ludzie szczęśliwi są o 12% bardziej produktywni. Badania te mają oczywiście odzwierciedlenie także w przypadku pracowników. Dlaczego? Bo szczęśliwy pracownik ma więcej energii, działa lepiej z innymi, jest bardziej twórczy, rzadziej choruje, mniej martwi się popełnianiem błędów i rzadziej je robi, uczy się szybciej i podejmuje lepsze decyzje.

– Negatywne emocje, takie jak strach, złość czy smutek są – z biologicznego punktu widzenia – niezwykle potrzebne, gdyż informują nas o zagrożeniach, służąc naszemu przetrwaniu. Jeśli jednak przez dłuższy czas towarzyszą nam w pracy, to oprócz wysokich kosztów, jakie przez nie ponosimy, są zupełnie bezproduktywne, ponieważ mocno obniżają naszą skuteczność działania. Dla osób pełniących funkcje kierownicze negatywne emocje wiążą się z podwójnym ryzykiem, bo narażają również podwładnych na spadek efektywności działania. Jeśli menadżer nie radzi sobie w sytuacji kryzysowej i wywołuje w swoim zespole strach, gniew czy reakcje obronne, to warto pamiętać, że stopniowo upośledza jego zdolność do efektywnej pracy – mówi Małgorzata Czernecka, psycholog i ekspert ds. efektywności Human Power.

Przyjaciel potrzebny od zaraz

Innym kluczowym czynnikiem, wpływającym na efektywność pracownika jest pielęgnowanie dobrych relacji oraz posiadanie w pracy przynajmniej jednego przyjaciela. To właśnie relacje oparte na współpracy, zaufaniu, wzajemnej inspiracji są źródłem dobrej energii i decydują o poczuciu zadowolenia, co z kolei łączy się z efektywnością. Należy podkreślić, że szczęśliwi pracownicy są o wiele bardziej kreatywni i pracują zdecydowanie wydajniej. Dlatego tak ważne jest, by otoczenie – współpracownicy i liderzy – wzajemnie się wspierali i pozytywnie wzmacniali.

– Wielka odpowiedzialność za sposób myślenia pracowników i ich podejście do pracy spoczywa na kadrze zarządzającej. Dając dobry przykład, wykształca ona w pracownikach nowe, lepsze przyzwyczajenia i postawy. Modelowanie pozytywnych zachowań sprawdza się o wiele lepiej niż szkolenia i wykłady. Otwarty, plastyczny umysł może stać się sprzymierzeńcem w drodze do osiągania upragnionych celów i kreowana nowoczesnych, opartych na zaufaniu i pozytywnych emocjach środowisk pracy – przekonuje Patryk Zamorski, Europe Director of Talent, Dentons.

Columbus Energy S.A. rozpoczyna ofertę publiczną obligacji serii D

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect i Catalyst, rozpoczęła we wtorek ofertę publiczną obligacji serii D. Zapisy na obligacje potrwają do 3 października 2017 r., a Spółka zamierza pozyskać z emisji środki w wysokości 5 mln zł, które przeznaczy na sfinansowanie montaży instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego.

W ramach oferty publicznej Columbus Energy S.A oferuje 2-letnie obligacje serii D z oprocentowaniem stałym wynoszącym 8,4 % w skali roku. Zapisy są przyjmowane od 1 tys. zł. Obligacje będą zabezpieczone, a Spółka planuje wprowadzić je do obrotu na rynku Catalyst. Inwestorzy mogą składać zapisy do 3 października 2017 r., a przyjmuje je Polski Dom Maklerski S.A. Celem emisyjnym jest finansowanie obrotowe montażu instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego.

„Columbus Energy sprzedaje usługę montażu instalacji fotowoltaicznych w formule płatności abonamentowych. Aktualnie finansujemy instalacje ze środków własnych oraz kredytów bankowych, które są udzielane klientom. Duży wzrost sprzedaży powoduje, że środki finansowe pozyskane z emisji obligacji pomagają nam szybciej i skuteczniej zarządzać montażami instalacji. Jesteśmy w trakcie przygotowywania refinansowania części abonamentów, co również przyczyni się do poprawy płynności, a to przełoży się na szybkość montaży. Na pewno emisja obligacji bardzo dobrze wpłynie na wynik roczny Spółki.” – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

W tym roku Columbus Energy S.A. przeprowadziła już 3 emisje obligacji, pozyskując z nich łącznie 6,54 mln zł. Środki te zostały przeznaczone na realizację montaży instalacji fotowoltaicznych. Obligacje Emitenta serii A oraz serii B zadebiutowały na rynku Catalyst na początku września br.

Emitent zakończył pierwsze półrocze 2017 r. zyskiem netto na poziomie skonsolidowanym w wysokości 2,8 mln zł przy skonsolidowanych przychodach netto ze sprzedaży sięgających 15,4 mln zł. Columbus Energy S.A. konsekwentnie zwiększa sprzedaż instalacji fotowoltaicznych zarówno w ramach programu abonamentowego, jak i finansowanych za gotówkę oraz uatrakcyjnia swoją ofertę, dzięki czemu umacnia pozycję lidera rynku. W 2 kw. 2017 r. Spółka podpisała 600 umów na montaż mikroinstalacji fotowoltaicznych oraz zrealizowała ponad 400 montaży tego typu instalacji, a w całym pierwszym półroczu prawie 700. Emitent wprowadził też rewolucyjną, jedyną na rynku polskim tzw. „Gwarancję Totalną”. Jest to 15-letnia gwarancja, która obejmuje wszystkie elementy instalacji fotowoltaicznej wraz z wykonaniem montażu przez Columbus Energy S.A.

„Szacujemy, że w pierwszym półroczu 2017 roku osiągnęliśmy prawie 15 % udział w całym rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych, a licząc rynek tylko komercyjny (bez dotacji) nasz udział mógł przekroczyć 30 %. Inwestujemy mocno w markę Columbus Energy i w 100 % skupiamy się na satysfakcji z jakości usług naszych klientów. Najbliższych kilka miesięcy powinny nam przynieść przeniesienie notowań akcji na rynek podstawowy GPW, przeprowadzenie IPO i jeszcze szybszy rozwój naszego produktu abonamentowego.” – dodaje Prezes Zieliński.

Dziś oczy wszystkich inwestorów zwrócone są na Fed

Wreszcie tu jesteśmy. Dziś oczy wszystkich inwestorów zwrócone są na Fed. Podtrzymanie oczekiwań na podwyżkę w grudniu będzie silnym sygnałem, w która stronę Fed chce zmierzać. Jakkolwiek pole do jastrzębich zaskoczeń jest większe niż do gołębich, to tradycyjnie rynek z większą swobodą przystąpi do wyprzedaży USD w przypadku rozczarowania. Ale czy Fed faktycznie da ku temu powód?

Powszechnie oczekiwana zapowiedź startu procesu redukcji sumy bilansowej powinna zostać przyjęta obojętnie, a główna uwaga będzie na perspektywach polityki stóp procentowych. Obecnie panuje spory dysonans między oczekiwaniami rynkowymi a ostatnimi prognozami FOMC. W czerwcu mediana oczekiwań członków komitetu wskazywała na jeszcze jedną podwyżkę do końca 2017 r. i kolejne trzy w 2018 r. Tymczasem rynek dyskontuje obecnie trochę powyżej 50 proc. szans na ruch w grudniu 2017 r., a do końca 2018 r. wycenia łącznie półtora podwyżki. Oczekujemy podtrzymania mediany prognoz dla grudniowej podwyżki i trzech kolejnych w 2018 r.

W komunikacie po posiedzeniu spodziewamy się utrzymania języka z lipca, kiedy Fed podkreślał słabość inflacji, ale też zaznaczając solidny wzrost gospodarczy i postępującą poprawę rynku pracy. Jednocześnie Fed powinien podtrzymać przewidywania, że inflacja osiągnie cel w średnim terminie. Podczas konferencji prasowej prezes Yellen zapewne będzie zapytana, jak słaba inflacja wpływa na decyzje komitetu. Sądzimy, że Yellen położy nacisk na czynnikach przejściowych, jak również podniesie obawy o inflację aktywów finansowych i luźne warunki finansowe utrzymywane pomimo zacieśniania monetarnego. W ten sposób Yellen może uzasadniać elastyczność FOMC w stosunku do wskazań odczytów inflacji. Mimo to niepewność o to, czy inflacja do końca roku faktycznie odbije, powinna powstrzymywać Fed przed użyciem zwrotów mogących sugerować nieuchronność grudniowej podwyżki.

Nasz bazowy scenariusz oferuje jastrzębi wydźwięk w stosunku do tego, gdzie ustawione są oczekiwania rynkowe. Spora część letniej wyprzedaży USD była oparta o malejące szanse na kontynuację zacieśniania monetarnego. Podtrzymanie w prognozach jeszcze jednej podwyżki przed końcem roku będzie silnym sygnałem, że Fed nie zamierza zrazić się jednym słabym wskaźnikiem (inflacja). Wątpliwe, aby inwestorzy natychmiast porzucili swój sceptycyzm i podnieśli wycenę grudniowej podwyżki do 100 proc., ale mocniejsza powinna być reakcja w wycenie agresywniejszej polityki pieniężnej w 2018 r. (gdzie rynek wycenia tylko niecałe 25 pb podwyżki). Reakcja rynku długu w USA (wzrost rentowności) będzie solidnym zapleczem dla budowy siły USD. Jednakże trwalszym rezultatem posiedzenia FOMC może być fakt, że pomimo wszystkich negatywnych czynników makro, na których rynek skupiał uwagę, od czerwcowego posiedzenia Fed nie zmienił swojego nastawienia i chce kontynuować normalizację polityki monetarnej we wcześniej ustalonym tempie.

Oczywiście sporo jest niuansów w tej decyzji (suma bilansowa, prognozy podwyżek, komunikat, konferencja Yellen) i w każdym przypadku małe odchylenie w gołębią stronę może zaburzyć odbiór przekazu. ale dlatego decyzje FOMC nigdy nie były łatwe od rozgrywania przez inwestorów. Bez wątpienia USD/JPY będzie głównym kanałem reakcji, ale jastrzębie tony będą uderzać w waluty surowcowe i rynków wschodzących.
Potencjalne spadki EUR/USD raczej będą płytkie, gdyż rynek dalej wierzy w siłę EUR w średnim terminie, jeśli ECB przejdzie do wygaszania programu QE. Wczoraj EUR tylko na krótko znalazło się pod presją po doniesieniach, że członkowie Rady Prezesów ECB są zmartwieni siłą waluty, co może opóźniać podjęcie decyzji o zmianach w programie skupu aktywów. Jednak dla rynku nie jest tajemnicą, że nie może zostawić programu w obecnej formie (kurczy się pula dostępnych obligacji do skupu), a kontrolowane przecieki do mediów mają jedynie na celu zatrzymać EUR/USD pod 1,20. Ktoś musi powiedzieć ECB, że ich blef został przejrzany.

Podobnie GBP/USD może obronić się jastrzębimi oczekiwaniami w stosunku do Banku Anglii. Dziś przed południem otrzymamy raport o sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii i przy pogarszających się nastrojach konsumentów ryzyka przy odczycie przeważają po negatywnej stronie. Ale ewentualne osłabienie funta przez dane powinno być nietrwałe, gdyż rynek szuka okazji do kupna GBP.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kompap zwiększył zysk netto o 11% r/r w I półroczu 2017

Kompap SA, do którego należą dwie wiodące drukarnie dziełowe w Polsce – BZGraf i OZGraf, wypracował w pierwszej połowie roku skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 30,13 mln zł w porównaniu do 32,37 mln zł przed rokiem. Jednocześnie grupa zwiększyła w tym czasie zysk netto o 11% r/r do 1,77 mln zł.

W spółce Kompap w pierwszej połowie roku zdecydowaliśmy się postawić przede wszystkim na produkty wysokomarżowe, co przełożyło się na poziom przychodów. Koncentrowaliśmy się równolegle na ograniczaniu kosztów i w rezultacie poprawiliśmy jednostkowy wynik netto o 222 tys. zł r/r. W zakładach w Białymstoku z kolei przez większą część półrocza druk realizowany były na mniejszej liczbie maszyn w związku z wymianą urządzeń. W wyniku ulew też dwukrotnie zalany został tamtejszy zakład, co spowodowało przestój produkcji i zwiększenie kosztów. Pomimo tych zdarzeń wypracowaliśmy po raz kolejny satysfakcjonujące wyniki. Zwiększyliśmy zysk netto grupy o 11% r/r przy przychodach na poziomie 30,13 mln zł, co oznacza rentowność na poziomie blisko 6% – mówi Waldemar Lipka, prezes zarządu Kompap SA.

Z myślą o zwiększaniu produkcji i budowaniu sprzedaży Kompap w dalszym ciągu inwestuje w nowe maszyny. Jeszcze w pierwszym kwartale br. na potrzeby OZGraf zakupiono offsetowe urządzenie Heidelberg Speedmaster SX 102-8-P, które pozwala drukować prace wielokolorowe z prędkością do 15 000 arkuszy na godzinę. Na przełomie lipca i sierpnia natomiast w BZGraf uruchomiona została 8-kolorowa maszyna drukująca KBA Rapida 106. Grupa jednak nie zwalnia tempa inwestycji. W lipcu podpisane zostało zamówienie na linię do produkcji poligraficznej, w skład której wejdą m.in. linia do oklejania grzbietu wkładu książkowego i przyklejania paska wzmacniającego grzbiet RF 700, linia do produkcji książek w oprawie złożonej Kolbus BF 530, prasy typ FM 700 i FN 720, trójnóż HD 143,9 i układarka DS 392 A. Nowe maszyny mają pojawić się w OZGraf w grudniu 2017 br.

– Łącząc nowoczesność parku maszynowego z naszym wieloletnim doświadczeniem w zakresie druku możemy cały czas oferować naszym klientom najwyższą jakość i wygrywać konkurencję nie tylko w Polsce, ale też za granicą. Cały czas prowadzimy więc procesy inwestycyjne w naszych drukarniach, dzięki którym możemy zwiększać moce produkcyjne i budować naszą obecność na rynku krajowym i europejskim – przypomina Waldemar Lipka.

Domeną Kompapu i należących do niego zakładów BZGraf i OZGraf  jest druk, w tym przede wszystkim druk dziełowy. W pierwszej połowie roku z tytułu sprzedaży gotowych książek, czasopism i katalogów i in. grupa osiągnęła przychody w wysokości 28,90 mln zł, co odpowiadało za 96% sprzedaży. Produkty Kompapu sprzedawane są w Polsce, a także na rynkach europejskich, w tym do Niemiec, Szwecji, Danii czy Wielkiej Brytanii.

Rodzic nie płaci alimentów? Możesz wytoczyć sprawę dziadkom

Zgodnie z art. 132 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, można uzyskać alimenty od dziadków w 3 przypadkach. Roszczenie jest zasadne, gdy jeden z rodziców zmarł, a drugi nie pokrywa kosztów usprawiedliwionych potrzeb dziecka. W innej okoliczności, oboje z nich żyją, ale zobowiązany nie jest w stanie uiścić świadczenia. Na przykład, uległ poważnemu wypadkowi. Trzecia możliwość jest taka, że uzyskanie na czas potrzebnych środków finansowych staje się niemożliwe lub istnieją znaczne trudności w otrzymaniu ich, np. z powodu braku kontaktu z ojcem lub z matką.

Jak zaznacza adwokat Bartłomiej Gawron, oprócz spełnienia jednej z trzech przesłanek z art. 132 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, w sprawie musi zachodzić tzw. niedostatek po stronie powoda. Wskazał to Sąd Najwyższy w wyroku z 19 października 1999 roku, sygn. I CKN 524/99. Ekspert podkreśla, że orzeczenia SN mają duże znaczenie dla Sądów. Często, nawet po kilkunastu latach, opierają na nich swoje wyroki. Wynika to z tego, że wiele problemów z zakresu alimentacji nie traci na aktualności.

– Chcąc ubiegać się o alimenty od dziadków, należy złożyć pozew w Sądzie Rejonowym i wykazać w nim problem z pokryciem kosztów utrzymania dziecka. Ponadto, dla skuteczności roszczenia trzeba wskazać, iż babcia lub dziadek mają możliwości majątkowe do tego, żeby zaspokoić usprawiedliwione potrzeby wnuka w stopniu, w jakim nie zostały spełnione przez rodziców. Można np. podać adresy nieruchomości pozwanych. A jeśli posiadają oni konta w serwisach społecznościowych i zamieszczają tam zdjęcia z zagranicznych podróży, warto załączyć wydruk tych fotografii – doradza Bartłomiej Gawron.

Pojęcie usprawiedliwionych potrzeb jest dość szerokie. Odnosi się do spraw egzystencjalnych, m.in. wyżywienia, schronienia czy dostępu do leków na wypadek choroby. Ponadto, dotyczy kwestii związanych z edukacją, wypoczynkiem i rozrywką. To są bowiem racjonalne potrzeby dziecka, których zaspokojenie umożliwia mu poprawny rozwój. Zakup podręczników do tego nie wystarczy. Ekspert podaje przykład obozu sportowego. Chęć wyjazdu dziecka jest szczególnie uzasadnionym powodem do ubiegania się o alimenty od dziadków, gdy wykazuje ono dużą sprawność fizyczną. Profesjonalne treningi dałyby mu szansę na karierę i niezależność finansową w przyszłości. To samo może dotyczyć kursu językowego dla osoby, która wykazuje zdolności w tym kierunku.

– W myśl art. 135 par. 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, w sprawie należy zbadać możliwości majątkowe i zarobkowe dziadków. Tak stwierdził Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 8 października 1976 roku, sygn. III CRN 205/76. Sądy Rejonowe wciąż powołują się na to orzeczenie. Niemniej, trzeba wyjaśnić, że nie chodzi tylko o to, jaką konkretnie sumę pieniędzy uzyskuje co miesiąc babcia lub dziadek. Liczy się też to, że ma określony potencjał do otrzymywania jakiegoś zakresu kwot. Sąd sprawdza to i zestawia z usprawiedliwionymi potrzebami dziecka – tłumaczy mec. Gawron.

Adwokat przywołuje też stanowisko wyroku Sądu Najwyższego z dnia 6 marca 1980 roku, sygn. IV CR 129/80, LEX nr 2509. „Okoliczność, iż małoletni powód pobiera świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego wobec niemożliwości wyegzekwowania alimentów zasądzonych od ojca, nie stoi w zasadzie na przeszkodzie do dochodzenia uzupełniających alimentów od dziadków na podstawie art. 132 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, jeżeli usprawiedliwione potrzeby małoletniego nie są w całości zaspokojone”. Ekspert dodaje, że obecnie uzyskanie świadczenia z funduszu jest możliwe, gdy miesięczny dochód przypadający na członka rodziny nie przekracza 725 zł. Wynika to wprost z art. 9 ust. 2 ustawy z dnia 7 września 2007 roku o pomocy osobom uprawnionym do alimentów, Dz. U. Nr 192, poz. 1378 ze zm.

– Trzeba również zaznaczyć, że obowiązek alimentacyjny dalszych krewnych określił Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 16 marca 1967 roku, sygn. II CR 88/67, LEX nr 566. Nazwał to obowiązkiem posiłkowym. To znaczy, że można zasądzić alimenty od dziadków, jeśli oboje rodzice nie są w stanie spełnić potrzeb dziecka. Dodatkowo Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 22 kwietnia 1974 roku, sygn. III CRN 66/74, LEX nr 7468, zdefiniował udział alimentacyjny dziadków jako obowiązek subsydiarny. W związku z powyższym, nie mogą oni odpowiadać finansowo w większym zakresie, niż np. wcześniej orzekł to Sąd Rejonowy czy Sąd Okręgowy względem rodzica – podkreśla Bartłomiej Gawron.

W opinii eksperta, sprawy o przyznanie alimentów od dziadków nie należą do częstych. Wynika to z tego, że przesłanki do wykazania ich odpowiedzialności są znacznie ostrzejsze, aniżeli względem rodziców. Gdy wnuk jest sierotą, zobowiązanie dziadków jest wyższe, niż w sytuacji, gdy ojciec uiszcza tylko część zasądzonych alimentów. Brak kontaktów z nim też może być podstawą do ubiegania się o dalszą alimentację od jego rodziców, gdyż niemożliwe jest uzyskanie świadczeń od pierwszej osoby zobowiązanej do tego. Powód powinien tego dowieść, poprzez zeznania własne bądź świadków. Wskazane jest także dostarczenie takich dowodów, jak np. listy odsyłane do adresata.

– Dziadkowie oczywiście mogą bronić się przed zasądzeniem przeciwko nim alimentów. W tym celu winni wykazać, iż nie pozwala na to sytuacja ich finansowa. Do tego muszą przedstawić stosowne dokumenty, np. zaświadczenie z ZUS-u o wysokości otrzymywanej emerytury lub renty bądź historię rachunku bankowego. Mogą też powołać się na zły stan zdrowia, który nie pozwoli im podjąć dodatkowej pracy. W tym przypadku wskazane są wyniki badań lekarskich. Ponadto, pozwani mają prawo złożyć własne zeznania bądź poprosić o relacje świadków – przypomina mec. Gawron.

Zgodnie z art. 144 § 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, „zobowiązany może uchylić się od wykonania obowiązku alimentacyjnego względem uprawnionego, jeżeli żądanie alimentów jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Nie dotyczy to obowiązku rodziców względem ich małoletniego dziecka”. Sąd Najwyższy wyjaśnił w wyroku z dnia 4 maja 1972 roku, sygn. III 48/72, że jeśli osoba uprawniona doprowadza swoim zachowaniem do szykany w celu uzyskania stanu niedostatku, a co ostatecznie jest niezgodne z jej interesem, to takie żądanie alimentów stanowi nadużycie prawa podmiotowego.

– Sprawy o alimenty od dziadków, oczywiście tak jak wszystkie inne, kończą się różnie. Na przykład, Sąd Okręgowy w Gliwicach w sprawie o sygnaturze akt 3CA1004/14 z dnia 08 kwietnia 2014 roku orzekł, iż oddala powództwo wnuka o zasądzenie mu alimentów w kwocie 600 zł. Wynikało to z tego, iż powód nie wykazał ustawowych przesłanek świadczących zarówno o jego niedostatku, jak i tym, że dziadkowie winni partycypować w kosztach utrzymania tego konkretnego młodego człowieka – przywołuje Bartłomiej Gawron.

Warto również zwrócić uwagę na wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24 tycznia 1973 roku, sygn. III CRN 378/72.  Pozwolił on na wypełnienie obowiązku alimentacyjnego za pomocą tzw. osobistych starań. Dziadkowie mogą zostać tym obarczeni, jeżeli nie są w stanie zapewnić wnukowi świadczeń pieniężnych. W praktyce, oznacza to np. udzielenie mu mieszkania, gotowanie, pranie, prasowanie czy sprzątanie. Jak dodaje mecenas Gawron, w tym zakresie potrzebna jest zgoda dziadków. Przeciwwskazaniem może być choćby zły stan zdrowia osoby pozwanej.

– Znane są też orzeczenia, w których dziadkowie zostają pociągnięci do odpowiedzialności za swojego syna w zakresie, w którym on nie reguluje świadczeń alimentacyjnych względem dziecka. Dla przykładu, orzeczenie zasądzające alimenty od dziadków w kwocie 200 zł, podczas gdy powód wnosił o 800 zł, to oddalenie apelacji wyroku Sądu Okręgowego w Suwałkach z dnia 28 stycznia 2014 roku, sygn. I Ca 428/14. Jeśli Sąd całkowicie oddala roszczenie względem dziadków, to w dalszej kolejności można pozwać w sprawie o alimenty dorosłe rodzeństwo dziecka – reasumuje adwokat.

W drugi weekend października ceny wybranych usług turystycznych w Polsce będą o 50 proc. niższe. W akcji biorą udział wszystkie regiony kraju

W drugi weekend października ceny wybranych usług turystycznych w Polsce będą o 50 proc. niższe. W akcji biorą udział wszystkie regiony kraju 9

Polacy coraz chętniej podróżują po kraju. Wybierają rodzime kurorty na wypoczynek w wakacje i ferie, ale zwiedzają kraj także podczas zwykłych weekendów poza sezonem. W I połowie 2017 roku krajowe podróże wzrosły o 7 proc. w porównaniu do I połowy 2016 roku. Ministerstwo Sportu i Turystyki i Polska Organizacja Turystyczna chcą ten ruch zintensyfikować – ma temu służyć akcja „Polska zobacz więcej – weekend za pół ceny”, której trzecia edycja będzie miała miejsce od 6 do 8 października. Zgłosiło się do niej 560 podmiotów oferujących usługi turystyczne.

– Turystyka to biznes. Usługi, kulinaria, noclegi, kultura, sport, rekreacja – to system naczyń powiązanych, a zadaniem polskiego rządu jest wzmacniać turystykę, budować jej potencjał, a także efektywnie ją promować zarówno w kraju, jak i za granicą – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Witold Bańka, minister sportu i turystyki.

Ocenia się, że turystyka to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki w Polsce. Jej udział w PKB to ok. 6 proc. Szacuje się, że w turystyce pracuje ponad 760 tys. osób, a na rozwoju rynku korzystają inne sektory gospodarki, m.in. budownictwo, transport czy rolnictwo.

 Znaczenie turystyki wewnątrz naszego kraju jest ogromne. Mamy wielki potencjał – Polska jest zróżnicowana pod względem krajobrazowym, kulturowym, każdy region historyczny różni się od siebie. Jeżeli chcielibyśmy zwiedzić całą Polskę, to musimy poświecić na to wiele czasu, nawet po latach zawsze odkryjemy coś nowego. To także napędza gospodarkę, nawet gdy możemy wybierać podróże zagraniczne, wielu Polaków chce odpoczywać właśnie w kraju – mówi Maria Koc, wicemarszałek Senatu RP.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w 2016 roku Polskę odwiedziło 17,5 mln turystów zagranicznych (wzrost o 4,5 proc. rdr.), przede wszystkim Niemców. Coraz częściej na zwiedzanie naszego kraju decydują się Włosi, Francuzi, Brytyjczycy, Szwedzi, Słowacy i Amerykanie.

Rośnie też rodzimy ruch turystyczny. Z „Charakterystyki krajowych i zagranicznych podróży mieszkańców Polski w 2016 roku”, przygotowanej przez resort turystyki, wynika, że Polacy wzięli udział w 43,5 mln krajowych podróżach turystycznych, w tym w 17 mln długookresowych i 26,5 mln krótkookresowych. Rosnącemu zainteresowaniu krajową turystyką sprzyjają organizowane ogólnopolskie akcje promujące wypoczynek w Polsce.

– Nowe dane – w porównaniu do lat ubiegłych – wskazują, że mamy zdecydowany wzrost podróży wewnątrzkrajowych, krótkookresowych i długookresowych realizowanych przez naszych rodaków. Jeśli chodzi o podróże długookresowe, powyżej pięciu dni, jest ich ponad pół miliona więcej, co pokazuje, że jest zainteresowanie, że akcje promujące Polskę i miejsca dotąd może nieodkryte mają sens, bo przekładają się na wzrost podróży – przekonuje minister sportu i turystyki.

W całej Polsce organizowana jest akcja „Polska zobacz więcej – weekend za pół ceny”, podczas której turyści mogą skorzystać z 50-proc. zniżek. Najbliższa jej edycja odbędzie się w dniach 6–8 października. Do akcji dołączyło 560 podmiotów, a cały projekt ma ożywić krajową turystykę w niższym sezonie i wzmocnić promocję oferty wśród turystów krajowych. Z wiosennej akcji skorzystało 70 tys. osób. Ocenia się, że w październiku ze zniżek może skorzystać 100 tys. Polaków.

– Akcja „Polska Zobacz Więcej – weekend za pół ceny” jest organizowana po raz trzeci przez Polską Organizację Turystyczną i Ministerstwo Sportu i Turystyki. Biorą w niej udział wszystkie polskie regiony. Liderem jest województwo małopolskie, gdzie do akcji zgłosiło się ponad 100 obiektów i miejsc, a w dalszej kolejności Dolny Śląsk (62) oraz województwo pomorskie (49) – wskazuje Jacek Janowski, dyrektor Departamentu Produktu Turystycznego i Współpracy Regionalnej Polskiej Organizacji Turystycznej.

Do akcji dołączają partnerzy nie tylko z miejsc doskonale już znanych turystom, lecz także z tych nieco mniej popularnych zakątków Polski. Dla nich takie inicjatywy są szansą na zaistnienie wśród zwiedzających Polskę.

 Rozwijają się one wówczas pod względem społecznym i gospodarczym. Turystyka jest więc bardzo ważną gałęzią gospodarczą nie tylko wtedy, gdy przyjeżdżają turyści z zewnątrz, lecz także wtedy, kiedy ruch turystyczny wewnątrz kraju jest spotęgowany – ocenia Maria Koc.

Eksperci podkreślają, że istnieje wiele marek turystycznych, które są dobrze znane w danym regionie, ale w skali całego kraju są słabo kojarzone. Przykładem może być Wielki Gościniec Litewski, czyli szlak turystyczny nawiązujący do dawnego szlaku handlowego i pocztowego z czasów I Rzeczypospolitej, obejmujący oprócz Polski także Litwę i Białoruś. Zobaczyć będzie można jednak znacznie więcej.

 Do akcji zgłosiły się bardzo różnorodne obiekty. W Centrum Szkła w Krośnie turysta może zobaczyć, jak tworzy się szkło, własnoręcznie wyprodukować jakiś element szklany, przy okazji zwiedzić Krosno i odwiedzić Bieszczady. Atrakcje można łączyć z noclegiem, a wszystko jest znacznie tańsze niż w sezonie letnim – podkreśla Jacek Janowski.