Podsumowanie dnia na rynkach finansowych 2017-09-18

Antybohaterem poniedziałkowej sesji okazał się być funt szterling będący pod presją wystąpienia gubernatora Banku Anglii Marka Carneya. Powtórka retoryki z ostatniego posiedzenia BOE wyraźnie ochłodziła wysoko wywindowane oczekiwania uczestników rynku, którzy mogli oczekiwać nieco bardziej jastrzębiej wypowiedzi w sprawie planowanych podwyżek stóp procentowych czy ryzyk związanych z opuszczeniem unijnych struktur. Domniemania dotyczące bardziej zachowawczego podejścia brytyjskich decydentów monetarnych mogły podbić komentarze dotyczące nasilenia się czynników prodeflacyjnych w trakcie właściwej części BREXIT-u. Zdaniem Carneya ich transmisja będzie odbywała się za pośrednictwem kanału handlowego.

Zaskoczenia nie zapewniły finalne odczyty inflacji ze strefy euro. W sierpniu roczna zmiana indeksu CPI pozostała na poziomie 1,5 proc. wobec przyrostu cen bazowych rzędu 1,2 proc. Wyraźnie powyżej rynkowego konsensusu uplasowały się wskazania z polskiego rynku pracy. W tym przypadku mowa o płacach, które w ujęciu rok do roku przyspieszyły do 6,6 proc. (konsensus: 5,7 proc., TMS Brokers: 5,9 proc.), windując tym samym przeciętne wynagrodzenie brutto do poziomu 4 492,63 PLN. W medianę oczekiwań ankietowanych uczestników trafiło zatrudnienie. W sierpniu ilość obsadzonych etatów wyniosła 6 025,6 tys., co zagwarantowało roczny przyrost rzędu 4,6 proc.

Koniec dnia zdecydowanie należy do amerykańskiej waluty, której pomagają pozytywne tendencje na rynku długu. Obecnie dziesięcioletnie obligacje rządu USA przebijają poziom 2,23 proc., notując tym samym ruch rzędu 2,8 pb. Walutą, która sprzeciwia się silniejszemu dolarowi jest norweska korona (-0,2 proc.). Poza taniejącym 0,8 proc. funtem szterlingiem uwagę zwraca japoński jen. Jego 0,7 proc. deprecjacja wypycha kurs USD/JPY w okolice poziomu 111,60. W przypadku euro (-0,1 proc.) należy mówić o nieco skromniejszym ruchu. Na koniec dnia EUR/USD w oczekiwaniu na sygnał balansuje przy 1,1940.

Chwilowe osłabienie napięć pomiędzy Pjongjangiem oraz Waszyngtonem pozytywnie wpływa na południowokoreańskiego wona (0,4 proc.), który jest liderem walut Emerging Markets. Po drugiej stronie zestawienia wyraźnie rządzą turecka lira (-1,5 proc.) oraz południowoafrykański rand (-1,0 proc.). Na fali ostatniej decyzji Banku Rosji o ścięciu stóp do poziomu 8,5 proc. znalazł się tracący 0,8 proc. rubel. W przypadku złotego (-0,4 proc.) należy mówić o skromniejszej deprecjacji. Obecnie EUR/PLN próbuje się ustabilizować przy 4,2920, USD/PLN przy 3,5950, GBP/PLN przy 4,8490, a CHF/PLN przy 3,7350.

Początek tygodnia na europejskich parkietach należy do stosunkowo udanych. W cieniu wzrostów mediolańskiego FTSE MIB (0,6 proc.) znalazły się między innymi spółki notowane na londyńskiej giełdzie. Liderem indeksu FTSE 100 (0,5 proc.) zostało BAE Systems (3,9 proc.), tj. spółka, która niespodziewanie wygrała przetarg na dostarczenie Katarczykom myśliwców Typhoon. Niezbyt udaną sesję notują spółki z sektora wydobywczego. Najsilniej jednak traciło Imperial Brands (-1,9 proc.), które lekko dystansowało się od przeceny Randgold Resources (-1,7 proc.). W centrum uwagi znalazło się Shire (-1,5 proc.), którego spółka-córka Baxalta rzekomo miała pozwać niemiecki Bayer (0,2 proc.) za uniemożliwienie wprowadzenia do obiegu opracowanego leku na hemofilię.

We Frankfurcie obserwowano nieco skromniejsze wzrosty. Na czele indeksu DAX (0,3 proc.) znalazł się BASF (1,5 proc.) oraz Infineon (1,6 proc.), który zaprezentował na OktoberTechu swoje najnowsze zdobycze. Swoją czwartkową przecenę udało się wymazać Deutsche Börse (1,2 proc.). Według doniesień zarząd pracuje nad zmianą schematu wypłaty wynagrodzeń, co stanowi odpowiedź na prowadzone śledztwo w sprawie insider-tradingu w spółce. Niezbyt spektakularną zniżkę na niemieckim parkiecie odnotowało BMW. Zniżka rzędu 0,3 proc. to pokłosie obaw o wzrost brytyjskiego cła na dobra importowane, w tym na dość popularne samochody serii 3 oraz 5.

Przy Książęcej najbardziej optymistycznymi nastrojami mogli pochwalić się inwestorzy Orange Polska (1,5 proc.) po zmianie rekomendacji przez Wood & Company na „trzymaj” z ceną docelową na poziomie 5,90 PLN (obecnie: 5,30 PLN). Nieco niżej znalazły się akcje PKO Banku Polskiego (1,4 proc.) oraz Tauronu (0,8 proc.). Na dnie indeksu polskich gigantów znalazło się PZU (-1,7 proc.), które gonił podnoszący kapitał zakładowy mBank (-1,3 proc.).

Najbardziej pokaźną zwyżkę wśród surowców notują październikowe kontrakty na gaz ziemny, które drożeją 4,2 proc. względem poprzedniego zamknięcia. W ich cieniu znajduje się nie tylko sok pomarańczowy (1,0 proc.), ale również pallad (1,0 proc.) czy miedź (0,7 proc.). Na fali solidnej wyprzedaży znalazło się złoto (-1,0 proc.; 1 307,50 USD), którego ruch przebija tracące 2,6 proc. srebro. Obecnie za uncję drugiego z kruszców należy zapłacić 17,13 USD. Nieco skromniejszy skok ku niższym wartościom notuje najsilniej tracący z płodów rolnych – obecnie grudniowe kontrakty na kakao są wyceniane 1,6 proc. niżej niż obserwowano to na koniec piątkowych notowań. W przypadku ropy naftowej należy mówić o zdecydowanie słabszych przetasowaniach sentymentu. Obecnie baryłka West Texas Intermediate schodzi do poziomu 49,70 USD, notując tym samym przecenę rzędu 0,3 proc.

Sporządził:
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Nowy Prezes Zarządu Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.

Zmiany w Zarządzie Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. Decyzją Rady Nadzorczej Leszek Szafran – pełniący dotychczas funkcję Członka Zarządu i Dyrektora ds. Sprzedaży – został powołany na stanowisko Prezesa Zarządu. Do składu Zarządu dołączył Paweł Miłoszewski, Dyrektor ds. Personalnych dla Europy Centralnej-Północ i Fabryk w Europie Centralnej.

Leszek Szafran, Prezes Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.
Leszek Szafran, Prezes Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.

Bardzo cieszy mnie zaufanie Rady Nadzorczej i powierzenie mi tego odpowiedzialnego zadania. Znając wyjątkowych ludzi – pracowników, którzy tworzą tę firmę – wierzę w jej duży potencjał do dalszego rozwijania działalności w zakresie produkcji i sprzedaży świetnych opon marek znanych i cenionych na całym świecie.” – powiedział Leszek Szafran, nowy Prezes Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.

W imieniu Rady Nadzorczej gratuluję Leszkowi Szafranowi nowej roli. Jego  ogromne doświadczenie zdobyte w międzynarodowym środowisku, wyśmienita znajomość branży oponiarskiej oraz zdolności przywódcze sprawiają, że będzie świetnym liderem całego zespołu Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. Jednocześnie dziękuję Stanisławowi Cieszkowskiemu za jego wkład w rozwój spółki w ostatnich latach i przeprowadzone inwestycje zwiększające konkurencyjność firmy na dynamicznym rynku oponiarskim.” – dodał Jacek Pryczek, Prezes Rady Nadzorczej Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.

Leszek Szafran jest absolwentem Wydziału Zarządzania i Marketingu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie oraz Programu Senior Leader Development w Szkole Zarządzania na Uniwersytecie Erazma w Rotterdamie. Związany z firmą od ponad 22 lat, gdzie swoje bogate doświadczenie zawodowe zdobywał na licznych kierowniczych stanowiskach w obszarze sprzedaży i marketingu zarówno na rynku polskim, jak i w międzynarodowych strukturach Grupy Goodyear pełniąc m.in. rolę Dyrektora Generalnego w Południowej Afryce,  Dyrektora ds. Sprzedaży i Marketingu Regionu EEMEA, Dyrektora ds. Sprzedaży Opon Osobowych i Dostawczych na Rynkach Wschodzących oraz Dyrektora ds. Bieżnikowania Opon Ciężarowych w Regionie EMEA. Od września 2015 r. zajmuje także stanowisko Dyrektora Generalnego ds. Sprzedaży na Polskę i Ukrainę w Goodyear Dunlop Tires Polska.

Paweł MiłoszewskiPaweł Miłoszewski, absolwent Wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej, MBA w Akademii im. Leona Koźmińskiego oraz studiów podyplomowych z Mediacji na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Swoją karierę zawodową rozpoczął w 1993 roku i przez następne lata rozwijał swoje kompetencje w obszarze HR pełniąc liczne kierownicze i regionalne stanowiska w Procter & Gamble, Avon Operations, AmRest, Faurecia, Whirpool czy Bakalland. Z Firmą Oponiarską Dębica związany od 2015, początkowo na stanowisku Dyrektora ds. Personalnych Fabryk Europy Centralnej, a od maja 2017 roku w obecnej roli Dyrektora ds. Personalnych dla Europy Centralnej-Północ i Fabryk w Europie Centralnej.

Kozłowski: Najszybszy wzrost płac od początku kryzysu – ale tylko na papierze

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w sierpniu br. nominalnie o 6,6 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku – wynika z najnowszych danych GUS. Uwzględniając realną siłą nabywczą złotego okazuje się jednak, że wzrost ten nie jest wcale tak duży.

– Nominalna dynamika wynagrodzeń prezentuje się coraz lepiej, ale w ujęciu realnym wciąż pozostaje słabsza niż przed rokiem – uważa Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP.

Sierpniowy wzrost płac w przedsiębiorstwach rok do roku w ujęciu nominalnym może robić wrażenie. Udało się wyraźnie przebić wysoki odczyt z czerwca, osiągając najwyższą dynamikę od stycznia 2012 r. Eliminując zniekształcający efekt podwyżki składki rentowej sprzed 5 lat, okazuje się, że to najszybszy nominalny wzrost przeciętnego wynagrodzenia rok do roku od stycznia 2009 r. Jest to także najszybszy wzrost nominalnego funduszu płac prawie od 9 lat, tj. od października 2008 r., a więc od początkowego okresu ostatniego światowego kryzysu.

Dane te jednak nie prezentują się już tak świetnie, gdy spojrzymy na realne tempo wzrostu płac. Rzeczywista siła nabywcza wynagrodzeń pracowników rosła szybciej w ubiegłym roku, kiedy to jej wzrost był dodatkowo wspierany przez spadające ceny. – Średni realny wzrost płac rok do roku z ostatnich 6 miesięcy wyniósł 3,8 proc., podczas gdy w sierpniu ubiegłego roku kształtował się on na poziomie 6,2 proc. To pokazuje, że wzrost płac nie podążył jeszcze w pełni za rosnącymi cenami – tłumaczy Kozłowski.

Korzystnym trendem jest przyspieszające w ujęciu rok do roku tempo wzrostu zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Mimo narastających obaw związanych z barierą niedostatecznej podaży pracy, wynikającej z tendencji demograficznych oraz daleko idącego spadku bezrobocia, firmy wciąż są w stanie znaleźć wielu kandydatów do pracy na nowo tworzonych stanowiskach.

– Solidny wzrost zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw może świadczyć o tym, że problemy z podażą pracy nie są jeszcze tak duże, jak oczekiwano – mówi Kozłowski. – Dane te mogą dowodzić też zmian strukturalnych na rynku pracy polegających na wzroście odsetka pracujących w większych przedsiębiorstwach, w szczególności w sektorze przemysłowym – dodaje.

To nie będzie nudny tydzień

Inwestorzy będą z niecierpliwością oczekiwać na to, co powie Yellen w środę. Dość wąskie pasmo wahań na głównej parze. Złotówka traci najwięcej do funta. Sporo informacji z rodzimej gospodarki. Dzisiaj w kalendarzu przede wszystkim inflacja ze strefy euro.

Środa 20.00

Ten tydzień bez wątpienia będzie się odbywał pod dyktando Fed. W środę o 20.00 poznamy nowe projekcje makroekonomiczne i decyzję władz monetarnych USA w sprawie stóp procentowych. Teoretycznie wątpliwe by Fed zdecydował się na jakiś ruch już na tym posiedzeniu. Od ostatniego posiedzenia członkowie Fed bardzo ostrożnie wypowiadali się w temacie dalszych ruchów, szczególnie niepewni są dalszej ścieżki inflacji.

Jaka będzie Yellen

Wydaje się, że ważniejsza będzie konferencja Janet Yellen po samej decyzji, jej początek zaplanowano na 20.30. Spekuluje się, że przedstawione zostaną plany redukcji bilansu Fed. Tyle tylko, że wcale nie musi oznaczać to umocnienia dolara. Inwestorzy dość lekceważąco podchodzą do tego tematu. Rynek zdecydowanie bardziej zwraca uwagę na zmiany oprocentowania. Od kilku tygodni na EUR/USD utrzymuje się dość wąski zakres wahań, obecnie jesteśmy w okolicach 1,1940.

Spore straty do funta

Poprzedni tydzień dla złotówki nie był udany. Największe straty krajowa waluta odnotowała do GBP. Kurs GBP/PLN w ubiegłym tygodniu wzrósł niemal 20 groszy. Był to efekt posiedzenia Banku Anglii, który zasugerował szybsze podwyżki stóp procentowych niż oczekują tego rynki. Ten tydzień będzie bardzo istotny dla walut rynków wschodzących. Od tego jakie stanowisko obierze prezes Fed będą zależały nastroje wokół waluty amerykańskiej a więc i pośrednio wpłynie to na złotówkę.

Cisza przed wyborami

Mocniejszy dolar to z pewnością wzrost awersji do ryzyka i osłabienie krajowych aktywów. Nie można też zapominać o innym czynniku ryzyka, czyli niedzielnych wyborach w Niemczech. Wynik niby jest przesądzony, ale inwestorzy pamiętają o niespodziankach z przeszłości i mogą lokować środki w bezpieczne przystanie.

Cała lista danych makro

Ten tydzień przyniesie sporo informacji z rodzimej gospodarki. Dzisiaj poznamy dane na temat przeciętnego zatrudnienia i wynagrodzenia w sierpniu. Jutro nastąpi publikacja produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. W czwartek poznamy protokół z ostatniego posiedzenia RPP.

Dzisiaj inflacja, jutro ZEW

Na szerokim rynku dzisiaj przede wszystkim dane o inflacji CPI ze strefy euro. Oczekuje się wskazania na podobnym poziomie jak w poprzednim okresie czyli 1,5% r/r. O 16.00 poznamy indeks nieruchomości NAHB z USA. Jutro poznamy o godzinie 11.00 indeks ZEW z Niemiec, po południu dane z USA o rozpoczętych budowach domów i pozwoleniach na budowę.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Marcin Kiepas: Wypowiedź Kropiwnickiego zaszkodziła złotemu

W poniedziałek złoty lekko traci na wartości. Zaszkodziła mu kolejna wypowiedź członka Rady Polityki Pieniężnej (RPP) sugerująca brak pospiechu w podnoszeniu stóp procentowych. Tym razem padła ona z ust Jerzego Kropiwnickiego.

W poniedziałek złoty lekko traci do głównych walut, pomimo relatywnie dobrych nastrojów na rynkach globalnych, a także rosnących notowań EUR/USD, co powinno go wspierać. O godzinie 15:08 za euro trzeba było zapłacić 4,2885 zł, dolar kosztował 3,5875 zł, a szwajcarski frank 3,73980 zł.

Złotemu zaszkodziła dziś wypowiedź Jerzego Kropiwnickiego z Rady Polityki Pieniężnej. Uznał on, że dysponując obecnie dostępnymi danymi, nie ma potrzeby rewizji (podnoszenia) stóp procentowych w ciągu kolejnych 24 miesięcy. To kolejna w ostatnim czasie gołębia wypowiedź członka Rady. Wcześniej Jerzy Żyżyński sugerował brak konieczności podnoszenia stóp przez minimum rok. Eryk Łon wskazał nawet na konieczność ich obniżki o 50 punktów bazowych. A prezes Glapiński już od prawie roku twardo stoi na stanowisku, że w 2018 roku nie będzie potrzeby zmiany kosztu pieniądza.

Te wszystkie wypowiedzi są o tyle istotne, że rynek zakłada podwyżkę stóp w ostatnim kwartale 2018 roku. Stąd też takie słowa mogą przesunąć te oczekiwania na 2019 rok, co musiałoby odbić się na notowaniach złotego.

Dzisiejsze słowa Kropiwnickiego są jeszcze o tyle znaczące, że jednocześnie zakłada on wysokie, bo na poziomie 4,0-4,1 proc., tempo wzrostu gospodarczego nie tylko w tym, ale też w przyszłym roku. To może oznaczać, że zdominowana przez zwolenników niskich stóp Rada, będzie maksymalnie długo odkładała decyzję o podwyżce. Jako, że jednocześnie inne banki centralne to takich decyzji się przymierzają lub już je podejmują to naturalne jest, że będzie to tworzyć podażową presję na złotego w relacji do tych innych walut.

Złotemu słowa Kropiwnickiego na tyle dziś zaciążyły (nie pomagał też słabo spisujący się węgierski forint), że nie zdołały go wesprzeć nawet lepsze od prognoz sierpniowe dane o płacach w Polsce. Roczna dynamika wynagrodzeń przyspieszyła do 6,6 proc. z 4,9 proc., podczas gdy oczekiwano odczytu na poziomie 5,7 proc. (jednocześnie zatrudnienie wzrosło zgodnie z oczekiwaniami o 4,6 proc. R/R).

W kolejnych dniach zostaną opublikowane następne raporty z rodzimej gospodarki, które pozwolą już w przybliżeniu prognozować, jak mocna była dynamika Produktu Krajowego Brutto (PKB) w III kwartale. Będą to:

  • 19 września – produkcja przemysłowa (sierpień)
  • 19 września – sprzedaż detaliczna (sierpień)
  • 19 września – inflacja producencka (sierpień)
  • 20 września – koniunktura konsumencka (wrzesień)
  • 22 września – podaż pieniądza M3 (sierpień)
  • 22 września – koniunktura gospodarcza (wrzesień)

To właśnie te raporty, zwłaszcza dotyczące produkcji i sprzedaży, razem z kończącym się w środę posiedzeniem amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed), co jest głównym wydarzeniem tygodnia na rynkach finansowych, ostatecznie przesądzą o losach złotego. Gorsze od prognoz dane z Polski i sugestia wzrostu stóp w grudniu w USA przeceni złotego. Odwrotna konfiguracja impulsów go wzmocni.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Płace rosną najmocniej od dziewięciu lat

Średnie wynagrodzenie w firmach zatrudniających powyżej dziewięciu pracowników poszły w sierpniu w górę o 6,6 proc. Tak silny wzrost miał miejsce poprzednio w 2008 r., jeśli nie liczyć jednorazowego skoku ze stycznia 2012 r.

Według danych GUS, w sierpniu przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 4492,63 zł i było wyższe niż rok wcześniej o 280 zł, czyli o 6,6 proc. Z wyraźnym przyspieszeniem tempa wzrostu płac mamy do czynienia już czwarty miesiąc z rzędu, a więc można mówić o coraz bardziej trwałej tendencji, a przy tym przybierającej na sile. Jeśli nie liczyć jednorazowych skoków o 8,1 proc. ze stycznia 2012 r. i stycznia 2009 r., związanych z okazjonalnymi wypłatami premii i nagród rocznych, tak wysoka dynamika wzrostu płac była charakterystyczna dla okresu poprzedniego boomu gospodarczego z lat 2006-2008. W jego szczycie płace rosły po 10-13 proc., a uwzględniając inflację po 7-9 proc. Obecnie do takiej dynamiki jeszcze daleko, ale związana z sytuacją na rynku pracy presja płacowa zaczyna się ujawniać coraz mocniej. To dobrze wróży konsumpcji, ale może także zacząć wpływać na szybszy wzrost inflacji, szczególnie jeśli przedsiębiorcy broniąc się przed zwiększonymi kosztami, będą podwyższać ceny swoich wyrobów i usług.

Nieco mocniej niż w poprzednich miesiącach wzrosło zatrudnienie. W sierpniu było ono wyższe niż przed rokiem o 4,6 proc. W tym czasie zwiększyło się o prawie 227 tys. osób, jednak w samym sierpniu przybyło jedynie 3,6 tys. etatów w porównaniu do lipca. W poprzednich latach w miesiącach wakacyjnych zwykle zatrudnienie rosło w niewielkim stopniu. W tym roku jest pod tym względem znacznie lepiej, ale problemem w kolejnych miesiącach mogą być niedobory kandydatów do pracy. O ile presja na wzrost płac może się nadal utrzymywać, to wyższe płace niekoniecznie mogą zachęcać do podejmowania zatrudnienia. Według wcześniejszych danych GUS, w drugim kwartale było 122 tys. wolnych miejsc pracy, czekających na chętnych.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Quercus TFI S.A. po 10 latach jednym z największych niezależnych podmiotów na rynku

Mija właśnie 10 lat od założenia Quercus TFI S.A. W tym czasie towarzystwo pozyskało blisko 5 mld zł aktywów, głównie wśród zamożnych i bardzo zamożnych inwestorów. Po 10 latach Quercus TFI S.A. należy do grona największych niezależnych TFI na polskim rynku z 3 proc. udziałem. Co więcej, polski Quercus należy także do liderów w naszym regionie Europy.

‘’Blisko 5 mld zł aktywów w zarządzaniu to znacząca pozycja wśród niezależnych firm zarządzających nie tylko w Polsce, ale również w skali regionu. Poza Polską istnieje bowiem niewiele niezależnych podmiotów. Dzięki polskiej przedsiębiorczości udało się stworzyć na rodzimym rynku kilka dużych niezależnych TFI. To świadczy o przewadze konkurencyjnej naszego rynku, nie tylko zresztą na rynku finansowym‘’ – podkreśla Sebastian Buczek, Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

1
AnalizyOnline.pl

Pozycja Quercus TFI S.A. jest pochodną roli polskiego rynku kapitałowego. Świadczyć o tym może liczba spółek notowanych na GPW w Warszawie w stosunku do innych giełd w regionie. W tym aspekcie również w ciągu 25 lat transformacji do gospodarki rynkowej udało się osiągnąć istotną przewagę nad innymi krajami naszego regionu.

Quercus TFI S.A. pokazało, że przez ostatnie 10 lat – pomimo kryzysów na rynkach finansowych – było w stanie stabilnie rozwijać działalność i budować nowe rodzaje funduszy o różnych strategiach i kierunkach inwestycji. W 2009 r. towarzystwo zaproponowało najbardziej zamożnym inwestorom także usługę zarządzania aktywami (asset management). Po 10 latach w ramach Quercus TFI S.A. działa 15 funduszy z aktywami o wartości 5 mld zł.

‘’Quercus TFI rozpoczęło działalność w bardzo trudnym momencie, jednak po przeczekaniu największych zawirowań, relatywnie szybko zaczęło powiększać aktywa pod zarządzaniem i w ciągu 3 lat od rozpoczęcia działalności osiągnęło prawie 2% udział w rynku. Struktura produktowa sprawiała, że spółka była w dużym stopniu narażona na wahania na rynku kapitałowym – silny rynek sprzyjał dynamicznemu wzrostowi aktywów, jednak spadki na rynkach akcji znajdywały odzwierciedlenie w silnych spadkach AUM. Dzisiaj struktura aktywów jest znacznie bardziej stabilna, z kluczową rolą funduszu QUERCUS Ochrony Kapitału, jednak również z silną pozycją funduszy akcyjnych oraz przy rosnących aktywach relatywnie młodych produktów. Pomimo wielu zawirowań rynkowych, z pewnością Quercus TFI wypracowało sobie solidną i uznaną markę na rynku funduszy inwestycyjnych w Polsce.’’ – podkreśla Michał Fidelus, Dyrektor Działu Analiz w Vestor Dom Maklerski S.A.

2‘’W swojej 10-letniej historii Quercus TFI już drugi raz przekroczyło próg 4 mld zł aktywów, tym razem pewnie osiągając pułap 5 mld zł. Na początku 2014 roku, kiedy aktywa osiągnęły swoje lokalne maksimum na 4,4 mld zł, spółce zabrakło pełnej oferty produktowej, aby skutecznie przekierować ówczesne odpływy z agresywnych funduszy akcyjnych. Obecnie oferta funduszy wydaje się kompletna, co zapewnia TFI stabilny, niemal comiesięczny wzrost od ostatnich 1,5 roku. Skala aktywów jest już na tyle duża i zdywersyfikowana, że czyni wyniki finansowe przewidywalnymi. Liczę, że w kolejnych latach spółka utrzyma swoją politykę dzielenia się zyskami z akcjonariuszami.’’ – podkreśla z kolei Marcin Marcinkowski, Analityk Trigon Dom Maklerski S.A.

Quercus TFI S.A. stara się utrzymać główne elementy strategii inwestycyjnej niezmienne w czasie, kładąc duży nacisk na analizę fundamentalną, koncentrację na doborze spółek (stock picking) oraz średnio- i długoterminowy horyzont podejmowanych decyzji.

Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI
Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI

Okres ostatnich 10 lat przynosił liczne zmiany w nastrojach inwestorów. ‘’Po kryzysie w 2008 r. inwestorzy stali się zdecydowanie bardziej ostrożni niż w latach 2003-2007. Przede wszystkim sprzedawały się fundusze dłużne oraz absolutnej stopy zwrotu. Pomimo ponad 8-letniej hossy Polacy nadal nie wrócili do inwestowania w fundusze akcji czy nawet zrównoważone. Powodem może być znaczny wzrost ryzyka politycznego w naszym kraju i na świecie. Praktycznie w każdym tygodniu w obszarze polityki inwestorzy słyszą sygnały, które odstraszają od lokowania środków. Popyt skoncentrował się na mieszkaniach, które postrzegane są jako bezpieczniejsze inwestycje.’’ – dodaje prezes Quercus TFI S.A.

Akcje Quercus TFI S.A. są notowane na warszawskiej giełdzie od 11 września 2008 r. Kapitalizacja rynkowa wynosi 324 mln zł.

3Polski rynek kapitałowy i akcje polskich firm mają – zdaniem Quercus TFI S.A. – nadal duży potencjał wzrostu w długoterminowym horyzoncie inwestycyjnym. Analitycy towarzystwa uważają, że gdyby jeszcze polscy politycy dostrzegli potencjał drzemiący w naszym rynku kapitałowym i dali odpowiednie wsparcie do dalszego rozwoju, na pewno rozwój polskiej gospodarki w najbliższych latach byłby bardziej dynamiczny, a zamożność społeczeństwa większa.

Wezwanie Mespila Investments Limited na akcje Paged S.A. zakończyło się sukcesem

Spółka Mespila Investments Limited (Wzywający) przekroczyła próg 90 procent w wezwaniu na akcje Spółki Paged S.A., tym samym wezwanie zakończyło się sukcesem.

W trakcie trwania zapisów na akcje Spółki Paged S.A. zostały złożone zapisy na akcje w liczbie, która łącznie z akcjami posiadanymi przez Wzywającego i jego podmioty zależne, stanowią ponad 90 procent akcji Paged S.A. Finalizując wezwanie Mespila BIS S.A. (Nabywający), podmiot zależny od Wzywającego, zakupi wszystkie akcje Paged S.A., na które zostały złożone zapisy, po cenie 59 zł za akcję.

Zgodnie z intencjami ogłoszonymi 7 lipca br. w Wezwaniu, Wzywający zamierza rozpocząć proces przymusowego wykupu akcji należących do akcjonariuszy mniejszościowych Spółki.

Polacy nie ufają instytucjom finansowym i potępiają dłużników

Postrzeganie zaburzeń funkcjonowania instytucji to jeden z elementów, który posłużył do oceny moralności finansowej Polaków. Wyniki badania przedstawione w raporcie „Moralność finansowa Polaków”[1] wykazały, że najsurowiej oceniamy wysokość prowizji w firmach finansowych, jasność przekazu proponowanych ofert oraz wysokość wypłat ubezpieczeń. Badanie ukazało także stosunek społeczeństwa do osób zadłużonych. Zatem, którym narzędziom rynku finansowego ufamy bardziej? Czy osoby unikające oddawania długów są w Polsce źle postrzegane w swoim środowisku?

Od dwóch lat Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce prowadzi badanie „Moralność Finansowa Polaków”. Jednym z partnerów publikacji w 2017 r. jest firma Lindorff SA. Badanie wykazało na ile Polacy są w stanie dostrzec anomie rynku finansowego oraz jak je postrzegają. Respondenci zostali poproszeni o określenie swojego stanowiska w kilku wymiarach, którymi są: poczucie rzetelności oferty przedstawianej przez instytucje finansowe; wysokość prowizji w firmach finansowych, poziom wypłat ubezpieczeń, ochrona prawna klienta na rynku finansowym, stopień zaufania do większości instytucji finansowych; ocena osób unikających oddawania długów (poziom skuteczności społecznych sankcji). Badani najbardziej „wyrozumiali” okazali się w przypadku trzech ostatnich płaszczyzn.

Bezpiecznie jak… w banku?

Badanie wykazało, jak ankietowani postrzegają płaszczyznę poczucia bezpieczeństwa gwarantowanego przez instytucje państwowe (w szczególności prawo). W tym celu zadano respondentom pytanie: „czy (prawna) ochrona klienta na rynku finansowym jest wystarczająca?”. Blisko ¼ respondentów wyraziła aprobatę tego twierdzenia, przy czym 3% z nich było pewnych swojego stanowiska. Prawie 76% badanych stwierdziło, że ochrona jest niewystarczająca, w tym ponad 26% respondentów było stuprocentowo o tym przekonana. Jak zauważa prof. Anna Lewicka-Strzałecka z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, autorka badania „Moralność finansowa Polaków”, wyższe poczucie bezpieczeństwa deklarują osoby w wieku 18-29 lat, żyjące z rolnictwa, mieszkające na wsi.

Nieufny konsument

Czy badani uważają, że większości instytucji finansowych można ufać? Okazało się, że ponad 1/3 ankietowanych darzy zaufaniem firmy finansowe, choć w większości to „niezdecydowane” głosy. Aż 2/3 ankietowanych nie ufa instytucjom finansowym, w 21% procentach szczególnie wyrażając swoją obawę.

Ważnym wyznacznikiem poziomu rynkowej anomii jest zaufanie do instytucji finansowych, które zostało zmierzone za pomocą pytania „czy większości instytucji finansowych można ufać?”. Odsetek pozytywnych odpowiedzi na to pytanie wyniósł 34% i odpowiednio negatywnych – 66%. Najmniej ufają instytucjom finansowym osoby mające problem ze spłatą zobowiązań finansowych, z wykształceniem zasadniczym zawodowym, gimnazjalnym lub podstawowym, prowadzące własny biznes, mieszkające w miastach do 10 tys. mieszkańców – uzupełnia prof. Anna Lewicka-Strzałecka.tabela1

Niekorzystny wizerunek dłużnika

Najwyżej ocenianym wymiarem instytucjonalnej regulacji okazało się poczucie skuteczności społecznych sankcji (wyznaczone przez odpowiedzi na pytanie: „czy w Polsce, osoby unikające oddawania długów są źle widziane w swoim środowisku?”). Blisko 60% ankietowanych stwierdziło, że osoby zadłużone nie są dobrze odbierane. Ponad 1/5 badanych była tego w zupełności pewna. Natomiast mniej niż 1 na 10 badanych zdecydowanie zaprzeczył temu stwierdzeniu.

Najmniej negatywnie ocenianym wymiarem instytucjonalnej deformacji okazało poczucie skuteczności społecznych sankcji, wyznaczone przez odpowiedzi na pytanie „czy w Polsce osoby unikające oddawania długów są źle widziane w swoim środowisku?”. Przekonanie o funkcjonowaniu społecznej instytucji, stojącej na straży przestrzegania tej normy wyraziło 58% badanych osób i odpowiednio negatywnej odpowiedzi na to pytanie, wskazującej na erozję społecznej normy nakazującej wywiązywanie się ze zobowiązań finansowych udzieliło 42%. Opinię o skuteczności społecznej presji na oddawanie długów częściej wyrażają mężczyźni, osoby w wieku 30-49 lat, z wykształceniem średnim lub policealnym, żyjący z rolnictwa, mieszkający na wsi lub w mieście poniżej 10 tys. mieszkańców. Ocena presji społecznej na oddawanie długów okazuje się bardziej pozytywna niż ocena funkcjonowania formalnych instytucji finansowych. Tym niemniej, ponad dwie piąte respondentów wyraziło przekonanie, że ludzie coraz mniej obawiają się napiętnowania ze strony dalszego czy bliższego otoczenia z powodu unikania spłacania długów i potencjalna dezaprobata, skłaniająca do wywiązywania się ze zobowiązań finansowych traci znaczenie – kończy prof. Anna Lewicka-Strzałecka.wykres1

Jak wielu z nas w swoim życiu wpadło w zadłużenie? Według badania „Sytuacja materialna Polaków”[2], zrealizowanego na zlecenie Lindorff SA, 41% respondentów przynajmniej raz w życiu było lub jest obecnie dłużnikiem. Jeśli podzielimy odpowiedzi ankietowanych ze względu na płeć, uzyskamy wyniki wskazujące na to, że powyższą statystykę tworzy 40% wszystkich badanych kobiet oraz 42% wszystkich ankietowanych mężczyzn. A czy Polak-dłużnik czuje się wyobcowany? Według badania „Sytuacja materialna Polaków”, 26% ankietowanych odpowiedziało „tak” lub „raczej tak”. W tym podział odpowiedzi na kobiece i męskie klaruje dużo wyraźniejsze dysproporcje, bowiem aż 35% badanych kobiet czuje się wyobcowanych z powodu posiadanego zadłużenia (z czego 25% wszystkich odpowiedzi stanowiło „zdecydowanie tak”) – w kontraście do 18% mężczyzn. Wskazuje to na fakt, że jednak częściej deklarujemy dezaprobatę wobec osób zadłużonych, niż faktycznie czujemy represje, gdy sami zaliczamy się do ich grona (62% wszystkich ankietowanych w badaniu zleconym przez Lindorff SA „raczej” lub „zdecydowanie” nie czuje się wyobcowana z powodu bycia dłużnikiem).

Biorąc pod uwagę powyższe odpowiedzi respondentów, można stwierdzić, że Polacy zdecydowanie surowiej oceniają zaburzenia funkcjonowania  instytucji finansowych w porównaniu z oceną nierzetelnych dłużników. 83% uważa, że informacje przedstawiane przez instytucje finansowe są niepełne i niezrozumiałe. Blisko 80% ocenia prowizje bankowe jako za wysokie, a odszkodowania za niskie. Przy czym zaledwie 6 na 10 Polaków stwierdziło, że osoby zadłużone nie są dobrze widziane.

[1] Raport zrealizowany na zlecenie Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce – badanie przeprowadzone metodą CATI wykonała firma Pactor na ogólnopolskiej, reprezentatywnej 1000-osobowej próbie Polaków w wieku powyżej 18 lat w kwietniu 2017 roku. Partnerzy badania: Lindorff SA, Big InfoMonitor SA, Ferratum Bank p.l.c..

[2] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

Zarządzanie energią jako metakompetencja osób przedsiębiorczych

Wszechobecne nowe technologie, coraz dłuższe listy zadań i krótsze deadline’y, które rodzą ogromne zmęczenie i stres – nasze tempo pracy z roku na rok jest coraz większe i nie zanosi się na to, aby zmalało. Jak więc zwiększyć swoją efektywność w pracy i osiągnąć sukces? Małgorzata Czernecka – psycholog, ekspert Human Power – wskazuje, że to, na co mamy wpływ, to nie ilość zadań, ale jakość i ilość energii, jaką mamy każdego dnia. Aby mieć ją na wysokim poziomie, musimy nauczyć się korzystać ze wszystkich dostępnych nam źródeł, zarówno na poziomie fizycznym, emocjonalnym, umysłowym, jak i duchowym. Umiejętność zarządzania energią to nowa metakompetencja osób przedsiębiorczych, która może być kluczowa w osiągnięciu sukcesu w świecie rosnących wymagań i oczekiwań.

Czy odpowiednia ilość snu, zbilansowana dieta i aktywność fizyczna pomogą osiągnąć zawodowy sukces? Jak wynika z pierwszego polskiego raportu o zarządzaniu energią pracowników „Praca, moc, energia w polskich firmach” przygotowanego przez firmę Human Power, sposób w jaki działamy każdego dnia, wpływa na naszą skuteczność i efektywność w pracy. Jak więc skutecznie przełożyć najnowsze ustalenia fizjologów pracy, dietetyków, neurobiologów i psychologów na swój sukces?

Zarządzenie energią, czyli?

Inwestujemy w siebie, rozwijamy nasze kompetencje, a pracodawcy dbają o rozwój naszych talentów, tworząc do tego nowoczesne systemy motywacyjne. Jednak, by w pełni korzystać z posiadanych przez nas możliwości i potencjału, musimy być wypoczęci i pełni energii. Chcąc rozwijać się zawodowo, często zapominamy o tym, aby właściwie zarządzać własną energią. Na czym to polega? To część holistycznego podejścia do zarządzania sobą w świecie nowych technologii, które – czy tego chcemy, czy nie – z roku na rok zwiększają tempo codziennego funkcjonowania. Wpływa na nią odpowiednia ilość snu, aktywność fizyczna, zdrowy tryb odżywiania, ale także strefa emocji, życiowych celów i kondycji mentalnej.

Aby nie tracić czasu, podpowiadamy, jak nauczyć się zarządzać swoją energią i zmienić nawyki działania oraz styl pracy. Jest to bowiem niezwykle ważny element codziennego funkcjonowania, który warunkuje wysoką efektywność i skuteczność w pracy, a w konsekwencji sukcesy na gruncie zawodowym.

Po pierwsze sen i odpoczynek

Jak się okazuje, na naszą efektywność w wykonywaniu zadań wpływa energia z jaką przychodzimy do pracy, a nie liczba przepracowanych godzin za biurkiem. Podstawowy czynnik od jakiego jest ona uzależniona to odpowiednia ilość snu oraz regularne przerwy, które chociaż na chwilę pomogą oderwać się od pracy i przejść z tzw. fazy intensywnego wydatkowania do fazy odnawiania energii.

Według naukowców dla osób w wieku 26-64 lat dla codziennego funkcjonowania niezbędne jest od 7 do 9 godzin snu. Pełni on funkcję regeneracyjną dla całego organizmu, a jego brak może poważnie wpłynąć na poziom energii w ciągu dnia. Kłopoty z koncentracją i pamięcią, spowolnione reakcje oraz większa liczba błędów, spadek nastroju czy w końcu częste infekcje to bolesne konsekwencje, jakie niosą za sobą nieprzespane noce. Dodatkowo sen działa silnie odnawiająco na nasz umysł – usuwa niepotrzebne informacje, konsoliduje pamięć, oczyszcza mózg z emocji przez co koncentracja, szybkość podejmowania decyzji i kreatywność następnego dnia mogą̨ być na najwyższym poziomie. Te cechy niewątpliwie mają istotne przełożenie na jakość wykonywanych zadań w ciągu doby oraz odporność na stres.

Jak możemy sobie pomóc? Im później chodzimy spać, tym jesteśmy bardziej zmęczeni po przebudzeniu. Dlatego starajmy się zachować regularną porę snu i jego długość od 7 do 9 godzin. Jeżeli nasz organizm lepiej funkcjonuje po południu, warto pomyśleć nad ustaleniem z pracodawcą późniejszych godzin rozpoczynania pracy. Kluczem do osiągnięcia wysokiej efektywności są także regularne przerwy w pracy — według badań maksymalny czas skupienia wynosi maksymalnie 90 minut. Odpowiednio zaplanowane pauzy, przeznaczone na zrobienie czegoś odmiennego od tego, co robiliśmy w trakcie wykonywania obowiązków zawodowych sprawią, że szybciej wrócimy do stanu skupienia. Jeżeli istnieje taka możliwość, dla osób niewyspanych wskazana jest również 15-30-minutowa drzemka, najlepiej około godziny 13:00-15:00.

Przepis na sukces

Energii do działania potrzebujemy wszyscy, bez względu na stanowisko czy podejmowane wyzwania. Wiedzą o tym doskonale m.in. sportowcy. Ciało, któremu dostarczane są̨ najlepsze składniki odżywcze, w odpowiedniej formie, ma niesamowite możliwości do efektywnej, wysokojakościowej pracy oraz szybkiej regeneracji i odnowy. Do najczęstszych błędów żywieniowych, które bezpośrednio przekładają̨ się̨ na spadek naszej efektywności to: późne śniadania, zbyt długie przerwy między posiłkami, duża ilość wysoko przetworzonych posiłków (tzw. fast foods) oraz słodkich napojów, które mogą powodować m.in. uczucie senności.

Jak więc zmienić swój styl życia, aby pomagał on nam przy realizowaniu codziennych zawodowych wyzwań? Obok odpowiednio zbilansowanej diety, pracujmy nad dotychczasowymi nawykami żywieniowymi. Napoje słodzone warto zastąpić wodą mineralną, której powinniśmy pić minimum 1,5 litra dziennie. Ograniczmy spożywanie czarnej herbaty i kawy oraz produktów o wysokim indeksie glikemicznym (ziemniaki, biały makaron, chleb, biały ryż) na korzyść warzyw i produktów pełnoziarnistych. Wyeliminujmy niezdrowe przekąski typu batony, chipsy, słone paluszki, które najczęściej stanowią niekorzystną dla naszego zdrowia kompozycję tłuszczów, węglowodanów prostych, sztucznych barwników i innych dodatków. Ta sama zasada dotyczy słodyczy – produkty tego typu powodują m.in. gwałtowne spadki energii w ciągu dnia. Pomocne w odstawieniu cukru będzie wprowadzenie do jadłospisu większej ilości warzyw i owoców. Ważna jest również kolejność posiłków, jakie spożywamy w ciągu dnia. Te najbardziej obfite, o wysokim poziomie indeksu glikemicznego powodują senność i gwałtowny spadek energii. Jedzmy częściej, za to mniejsze porcje (3-4 razy dziennie), a obfitego obiadu nie zostawiajmy na koniec dnia.

Ruch na zdrowie

Lekarze od lat zachęcają do uprawiania aktywności fizycznej i wymieniają długą listę korzyści zdrowotnych. Okazuje się jednak, że ich zachęty nie są dla nas wystarczającą motywacją – według raportu Human Power 6 na 10 pracowników nie uprawia regularnie żadnej aktywności fizycznej. A co jeżeli okaże się, że codzienna dawka sportu lub spacer może przyspieszyć długo wyczekiwany awans? Jak się okazuje, wysiłek fizyczny niesie za sobą wiele korzyści, które przekładają się na naszą efektywność w pracy. Wpływa on na motywację i mobilizację do codziennego działania, obniża stres, napięcie emocjonalne oraz poziom negatywnych emocji w sytuacjach stresowych. Regularna aktywność wpływa także pozytywnie na nasz mózg – łatwiej przyswajamy nową wiedzę i umiejętności oraz potrafimy się skoncentrować, podczas wykonywania obowiązków zawodowych.

Co więcej, jak wynika z badań przeprowadzonych przez Sztokholm University i Karolinska Institutet osoby, które są aktywne zawodowo i ćwiczą systematycznie ok. 2,5 godziny tygodniowo, w pracy realizują więcej zadań i wykazują się większym zaangażowaniem niż osoby, które stawiają na odpoczynek bierny. Jak się więc okazuje systematyczna aktywność fizyczna ma korzystny wpływ na wytrwałość zarówno w pracy, jak i podczas wykonywania innych czynności i zadań w codziennym życiu.

Zadbaj o swój umysł

Codzienny przypływ ogromnej ilości treści i informacji nazwany przeciążeniem informacyjnym oraz coraz częściej wymagana w środowisku pracy wielozadaniowość, czyli ciągłe przełączanie się między zadaniami, wpływa negatywnie na naszą koncentrację i wydajność. Dzieje się tak dlatego, że nasze mózgi nie są przygotowane do wykonywania wielu czynności jednocześnie (oprócz tych prostych, nawykowych działań). Dodatkowo osoby, które w tym samym czasie wykonują więcej niż jedno zadanie częściej doświadczają deprymującego stresu, popełniają więcej błędów (lub pomijają ważne informacje), podejmują mniej trafne decyzje oraz przeszacowują czas trwania danej czynności/zadania. Okazuje się, że jedną z rzeczy, która pochłania wiele naszej energii jest nieustanne rozproszenie. Aby skutecznie sobie z nim poradzić niezbędne jest przygotowanie planu i ustalenie priorytetów. Jeżeli nasze stanowisko lub firma nie ma zdefiniowanego procesu postępowania, swoją pracę musimy organizować sami. Najważniejsze w tym zakresie jest wyznaczenie priorytetów średnio i krótkoterminowych, najlepiej w rytmach dwu, jednotygodniowych. Kolejnym aspektem jest unikanie rozpraszania za pomocą np. aplikacji i mediów społecznościowych, a także zaplanowanie czasu przeznaczonego na spotkania, odpowiadania na e-maile oraz wyznaczenie czasu w ciągu dnia, który wypełnimy pracą kreatywną oraz koncepcyjną, oraz podsumujemy mijający tydzień i zaplanujemy następny.

Emocje kontrolowane

Emocje są źródłem ogromnej energii. W życiu, również tym zawodowym, zazwyczaj dążymy do tego, aby odczuwać przede wszystkim te pozytywne. Jak więc emocje wpływają na naszą pracę? Gdy osiągamy najlepsze wyniki, odczuwamy zadowolenie, zapał, radość i optymizm. Oznacza to, że zawsze, gdy nie jesteśmy skoncentrowani, zaangażowani, pełni optymizmu i entuzjazmu, działamy poniżej swojego optimum. Z kolei emocje negatywne takie, jak strach, złość czy smutek są pożyteczne dla naszego organizmu, bo informują nas o zagrożeniach i służą naszemu przetrwaniu. Jeżeli jednak towarzyszą nam przez dłuższy czas w pracy, to mocno obniżają naszą skuteczność działania. Jest to szczególne ryzyko dla osób pełniących funkcje kierownicze, ponieważ oprócz siebie, narażają również swoich podwładnych. Jeśli menadżer nie radzi sobie w sytuacji kryzysowej i wywołuje w swoim zespole strach, gniew czy reakcje obronne, to warto pamiętać, że stopniowo upośledza jego zdolność do efektywnej pracy.

Co robić, aby praca była źródłem pozytywnych emocji, z których możemy czerpać energię do działania? Przede wszystkim musimy być ich świadomi i mądrze sobie z nimi radzić. Jeżeli ich nie zauważamy możemy doprowadzić do ich kumulacji. Kolejnym aspektem jest także rozsądne planowanie działań – zbyt wygórowane plany, których nie możemy zrealizować mogą powodować irytacje. Ważne jest również, aby pracodawca zadbał o przyjazne środowisko pracy — budowanie relacji opartych na współpracy, zaufaniu, wzajemnej inspiracji czy źródeł dobrej energii, która może decydować o naszym poczuciu zadowolenia.

Określ swoje cele

Jak już wiemy, nasza produktywność i efektywność związana jest z odczuwaniem pozytywnych emocji, a jednym z ich najlepszych źródeł jest poczucie, że przybliżamy się do realizacji wyznaczonych celów. O wiele łatwiej będzie nam zarządzać energią, uwagą, zadaniami do wykonania, jeśli wiemy, co jest dla nas ważne zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. To właśnie poczucie sensu, jasno zdefiniowane cele oraz wartości, wyznaczają kierunek, w jakim chcemy podążać oraz dają nam powód, aby każdego dnia wstać rano i iść dalej zgodnie z wytyczonym wcześniej torem działania. Uwalniają też ogromne pokłady energii i dają siłę, by przezwyciężać wszelkie przeszkody, jakie pojawiają się na drodze do celu. Okazuje się więc, że jeżeli uzmysłowimy sobie wagę naszej pracy, będzie ona podkreślana i zauważana przez otoczenie, nasza produktywność może znacząco wzrosnąć. Jeżeli lubimy swoją pracę, która w naszym odczuciu ma sens (zadania mają cel, praca jest ważna dla innych) to nasze zaangażowanie i chęć do wysiłku rośnie. I odwrotnie: jeśli lubimy naszą pracę, ale w zadaniach nie widzimy sensu i nie mają znaczenia (ani dla nas, ani dla otoczenia) to nasze zaangażowanie drastycznie spada. Trzeba także pamiętać o tym, że ważna jest zbilansowana integracja życia zawodowego i prywatnego, świadome dokładanie starań, aby być maksymalnie efektywnym w tych dwóch światach i czerpać z tego naturalną frajdę. Dlatego też miejsca pracy uznawane za doskonałe wspierają pracowników budując zaangażowaną kulturę, oferując elastyczny czas pracy, możliwość pracy zdalnej, umożliwiając realizowanie pasji oraz zatrudniając liderów, którzy tworzą warunki do osiągania pełnego sukcesu.

Michał Pawłowski: Dlaczego firmy wchodzą na giełdę?

Nastroje giełdowe w Polsce są obecnie bardzo dobre. Pokazuje to wyraźnie wzmożona fala debiutów w 2017 r., zarówno spółek dużych, jak i tych mniejszych. Z czym tak naprawdę wiąże się wejście firmy na giełdę i w jaki sposób się do niego przygotować?

Zadebiutować na giełdzie może spółka określonej wielkości. Kapitalizacja takiego podmiotu musi wynosić minimum 15 mln euro. Nie jest to oczywiście warunek jedyny. „Pamiętajmy, że co do zasady spółka ubiegająca się o debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie musi przygotować zestaw sprawozdań finansowych obejmujących ostatnie trzy lata obrotowe. Istotne jest zatem wsparcie odpowiednich biegłych rewidentów, którzy będą dostosowywać istniejące sprawozdania do wymogów rynku publicznego. Ich przekształcenie jest procesem długotrwałym i warto, żeby spółka zaczęła o tym myśleć nie na kilka miesięcy przed złożeniem prospektu, ale znacznie wcześniej” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Michał Pawłowski, partner w kancelarii K&L Gates. Oprócz tego należy przygotować firmę od strony biznesowej: trzeba zaprezentować się przed inwestorami jako spółka wiarygodna i mająca określony plan rozwoju.

Wejście na giełdę daje spółce różne korzyści. Przede wszystkim umożliwia łatwiejszy dostęp do kapitału, m.in. dzięki emisjom akcji i obligacji. Drugą istotną zaletą debiutu giełdowego jest zwiększenie wiarygodności firmy – spółki notowane na giełdzie są przez inwestorów postrzegane zdecydowanie lepiej. Trzeba również pamiętać, że dołączenie do grona spółek giełdowych to dla przedsiębiorstwa duży prestiż. Oczywiście wejście na giełdę wiąże się także z pewnymi zobowiązaniami w stosunku do inwestorów i rynku. Chodzi głównie o konieczność prowadzenia odpowiedniej polityki informacyjnej oraz zachowywania transparentności, co bywa dosyć uciążliwe.

Grupa Cloud Technologies przejęła sieć reklamową OAN

Cloud Technologies, do której należy jedna z największych na świecie hurtowni danych o preferencjach i zachowaniach internautów, 15 września br. podpisała umowę przyrzeczoną i tym samym zakończyła proces przejęcia OAN (Online Advertising Network). To sieć reklamowa, specjalizująca się w sprzedaży powierzchni reklamowej wydawców w ramach produktów sieciowych.

OAN dołączyła do notowanej na NewConnect grupy Cloud Technologies. Sieć reklamowa posiada szereg produktów i usług, które uzupełnią ofertę polskiego lidera Big Data marketingu. Należą do nich m.in. Context.ad — sieć reklamy kontekstowej, Business.ad sieć reklamy biznesowej, Video.ad — sieć reklamy video, Premium.ad, czyli sieć displayowych pakietów tematycznych, a także dedykowany produkt do rozwiązań performance’owych. OAN współpracuje zarówno z domami mediowymi, jak i platformami DSP. Dzięki dostępowi do autorskich rozwiązań Cloud Technologies, w tym m.in. do OnAudience.com, platformy DMP (data management platform) przetwarzającej ponad 9 mld anonimowych profili internautów w 187 państwach, klienci spółki mogą liczyć na nową jakość targetowania reklam.

— Fakt, że dołączyliśmy do najszybciej rozwijającej się polskiej spółki technologicznej, będącej niekwestionowanym liderem w analityce Big Data otwiera przed nami wiele nowych możliwości. Cloud Technologies posiada szereg rzadkich kompetencji i autorskie rozwiązania technologiczne, które niewątpliwie przyczynią się do umocnienia pozycji OAN na rynku. Są one atrakcyjne nie tylko dla reklamodawców, którym zależy na minimalizacji kosztów konwersji, lecz również dla wydawców, którzy odnotowują spore straty z powodu popularyzacji adblocków — mówi Rafał Szychowski, prezes OAN. Wraz z wiceprezesem zarządu Tomaszem Sokołem, będzie on dalej kierował spółką.

Nowy właściciel Online Advertising Network od 2011 roku dostarcza rozwiązania dla reklamodawców i wydawców z wykorzystaniem technologii Big Data. W skład grup kapitałowej Cloud Technologies wchodzą m.in. Audience Network, firma świadcząca usługi z zakresu big data consultingu i optymalizacji kampanii online oraz OnAudience.com, podmiot odpowiedzialny za globalną dystrybucję produktów i usług opartych o technologie stworzone przez Cloud Technologies, takie jak np. UnBlock czy platforma DMP.  Nowy podmiot w grupie kapitałowej ma przyczynić się do poszerzenia współpracy z wydawcami internetowymi, co doskonale wpisuje się w globalną strategię prowadzonej przez Piotra Prajsnara spółki.

Zakup OAN to przemyślany krok, mający na celu poszerzenie oferty Audience Network, spółki z grupy Cloud Technologies, o szereg sprawdzonych rozwiązań do monetyzacji powierzchni reklamowej. Sieć reklamowa OAN wzmocniona o naszą platformę do analityki Big Data oraz technologię umożliwiającą wyświetlanie reklam osobom, posiadającym na swoich urządzeniach oprogramowanie przeznaczone do ich blokowania, pomoże wydawcom w zwiększeniu przychodów z reklamy internetowej — tłumaczy Piotr Prajsnar, prezes Cloud Technologies.

Tydzień pod znakiem Fedu. To będą ważne dni dla dolara

Zeszły tydzień był jednym z najlepszych dla amerykańskiego dolara od czerwca. A ten tydzień będzie pod znakiem środowej decyzji Rezerwy Federalnej w sprawie stóp procentowych w USA. Rynek oczekuje, że dojdzie do kolejnej w tym roku podwyżki stóp. Wraz z rosnącym w siłę dolarem traciła złotówka. W szczególności do brytyjskiego funta, który osiągał rekordowe wzrosty także wobec innych walut, w tym dolara. Wiąże się to z oczekiwaniem szybkiej podwyżki stóp procentowych przez Bank Anglii.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,1%), a traci do euro (-0,21%), brytyjskiego funta (-1,45%), dolara australijskiego (-0,05%) oraz japońskiego jena (-0,18%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,194, GBP/USD – 1,359, USD/CAD – 1,218, AUD/USD – 0,802 i USD/JPY – 111,2. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,34%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,879. W porównaniu do sytuacji sprzed weekendu złotówka lekko zyskuje do dolara i euro, sporo traci do funta i minimalnie do franka szwajcarskiego. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,58 zł, euro – poniżej 4,28 zł, funt – niemal 4,87 zł, a frank – prawie 3,73 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru czerwonego i zielonego. W poniedziałek londyński indeks FTSE 100 stracił 1,1%, frankfurcki indeks DAX – 0,17%, a paryski indeks CAC 40 – 0,22%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,18%, meksykański indeks Bolsa stracił 0,37%, a brazylijski Bovespa zyskał 1,47%. W poniedziałek w Azji chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,28%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 1,2%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej niemal stoją w miejscu. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 55,62 USD (+0,27%), a ropy WTI – 49,89 USD (0%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 57 USD. Z kolei cena złota po wcześniejszych wzrostach sporo poszła w dół. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1317 USD. To 13 USD mniej (-0,98%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 9:00 – Wielka Brytania – Wystąpienie publiczne szefa BoE
  • 9:00 – Czechy – Inflacja PPI (r/r), sierpień – 1,4% (prognoza 1,2%)
  • 10:45 – Strefa euro – Wystąpienie publiczne członka zarządu EBC
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), sierpień (prognoza 1,5%)
  • 14:00 – Polska – Przeciętne zatrudnienie (r/r), sierpień (prognoza 4,6%)
  • 14:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), sierpień (prognoza 5,7%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Prognoza kursu dolara w nadchodzących dniach

W nadchodzących dniach rynek skupi się głównie na posiedzeniu Rezerwy Federalnej. Decyzje amerykańskich władz monetarnych mogą w znaczny sposób wpłynąć na wycenę dolara. Ponieważ perspektywa stóp procentowych w USA jest ważna także dla inwestorów poza granicami Stanów Zjednoczonych wyraźny wpływ wydarzeń w Waszyngtonie będzie również widoczny na złotym – zapowiada Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Podczas czerwcowego posiedzenia Rezerwy Federalnej, kiedy ostatni raz światło dzienne ujrzały kwartalne prognozy makroekonomiczne, została nakreślona ścieżka przyszłych stóp procentowych przez amerykański bank centralny. Wynikało z niej, że w tym roku koszt kredytu zostanie podniesiony o 0.25 pkt proc., a przez kolejne dwa lata o 0.75 pkt proc. rocznie. Od tego czasu jednak mieliśmy wiele ważnych wydarzeń, które mogły zmienić poglądy władz monetarnych.

Przede wszystkim, wbrew oczekiwaniom Fedu, inflacja spadała. Wskaźnik cen PCE obniżył się do poziomu 1.40 proc. i był najniższy od końca 2015 r. W obecnym momencie cyklu koniunkturalnego była to zaskakująca informacja, gdyż tempo wzrostu cen raczej powinno przyspieszać niż hamować przy rekordowo niskim bezrobociu. Drugim problemem, z którym będą musiały zmierzyć się przedstawiciele Komitetu Otwartego Rynku będzie kwestia huraganów, które w sierpniu oraz we wrześniu nawiedziły południe USA.

Prognozy i żywioły

Reakcja dolara podczas posiedzenia Rezerwy Federalnej będzie głównie zależała od tego jak decyzje członków Fedu będą odbierane w odniesieniu do oczekiwań inwestorów. Agencja Bloomberg w dniach 12-14 września przeprowadziła badanie wśród wiodących ekonomistów na świecie dotyczące środowego komunikatu władz monetarnych.

Mediana oczekiwań pokazuje, że Rezerwa Federalna nadal będzie sugerować w projekcjach makroekonomicznych jedną podwyżkę stóp procentowych w tym roku (o 0.25 pkt proc.) oraz trzy w przyszłym (w sumie o 0.75 pkt proc.). Ten scenariusz można więc uznać za bazowy. Wszelkie odchylenia od niego prawdopodobnie w zauważalnym stopniu wpłyną na dolara, zwłaszcza, że poza zaskakująco niską inflacją Fed będzie musiał ocenić wpływ ostatnich żywiołów na gospodarkę USA.

Między innymi z powodu huraganów liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych przez ostatnie dwa tygodnie utrzymuje się blisko półtorarocznych szczytów. Opublikowane w miniony piątek dane o sprzedaży detalicznej były bardzo słabe. Spadła ona o 0.2 proc. m/m, ale Biuro Spisu Powszechnego, które publikuje te dane nie było w stanie stwierdzić czy jest to efekt ekstremalnej pogody na południu USA.

Zaskakująco słabe były także odczyty produkcji przemysłowej ze Stanów Zjednoczonych za sierpień. Spadła ona o 0.9 proc. m/m. W tym przypadku instytucja przygotowująca raport (Rezerwa Federalna) oceniła, że wpływ huraganu Harvey odpowiada za 0.75 pkt proc. spadku. Jednak nawet jeśli rzeczywiście żywioł wywołał tak znaczne wahanie produkcji to i tak dane nie są rewelacyjne.

Wpływ Fedu na złotego

Jeżeli członkowie Fedu ocenią, że ostatnie słabsze odczyty makroekonomiczne są przede wszystkim wynikiem czynników jednorazowych (huraganów) i najprawdopodobniej gospodarka przyspieszy, gdy ten wpływ w kolejnych miesiącach wygaśnie, wtedy projekcje przyszłych stóp procentowych prawdopodobnie pozostaną niezmienione.

To mogłoby wpłynąć pozytywnie na dolara mimo tego, że jest to scenariusz bazowy sugerowany chociażby w szacunkach agencji Bloomberg. Mogłoby to popchnąć dolara do przedziału 3.60-3.65 zł w drugiej części bieżącego tygodnia.

Z drugiej strony, gdyby przekaz Komitetu Otwartego Rynku zawierał obawy o kondycję amerykańskiej gospodarki i jej znacznie niższy od oczekiwań poziom inflacji, wtedy dolar mógłby nieco stracić na wartości. W przypadku gdyby te obawy zostały połączone z sugestią braku podwyżek stóp procentowych w tym roku lub zacieśnieniem monetarnym na poziomie jedynie 0.50 pkt procentowego w przyszłym, to można byłoby oczekiwać wyraźniejszego osłabienia się dolara. W takim przypadku amerykańska waluta mogłaby nawet zmierzać w kierunku granicy 3.50 zł. Pomogłoby to również wycenie złotego w relacji do euro, która najprawdopodobniej dążyłaby w stronę poziomu 4.25 zł.

Apetyt na ryzyko ma się dobrze

Schemat ten, co zwykle – w środę decyzja FOMC i do tego czasu rynki stoją w miejscu. Wolny dzień w Japonii nie pomagał rozruszać handlu w Azji, a pusty kalendarz w Europie i Ameryce zapewni flautę w następnych godzinach. USD/JPY rusza wyżej, EUR/USD stoi w miejscu, GBP pozostaje mocny, a PLN ponownie schodzi na dalszy plan.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA podchodzą pod 2,21 proc. i jest to czynnik podtrzymujący optymizm względem USD. Przed weekendem pozycji dolara nie zburzyły rozczarowujące dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej z USA, gdyż wpływ huraganów zaburza wyniki i inwestorzy nie zamierzają tracić czasu na szukanie podstawowego trendu. Co gospodarka straci w III kw., zostanie odbudowane w późniejszym okresie, więc ciężko z tej sytuacji wyciągać kasandryczne wizje. Odbicie sierpniowej inflacji podsyca nadzieję na jeszcze jedną podwyżkę stóp procentowych przed końcem roku i rynek oczekuje, że Fed w środę nie będzie widział przyszłości inaczej. To powinno pomóc podtrzymać siłę USD przynajmniej do publikacji komunikatu, a dalej będą się liczyć niuanse. Gołębie w FOMC mają podstawy, by wyrazić sceptycyzm względem dalszego zacieśniania monetarnego. Z drugiej strony ostatnie zaskakujące decyzje/komunikaty Banku Kanady i Banku Anglii uczą nas, że główne banki centralne za wszelką cenę chcą uciec od ultra-łagodnej polityki. Jeśli tak, to Fed także powinien być w Klubie Zacieśniających Politykę (obiecuję popracować jeszcze nad nazwą) i środowy komunikat nie powinien być rozczarowaniem dla dolara.

Apetyt na ryzyko ma się dobrze, co oznacza, że złoto, obligacje i inne „bezpieczne przystanie” są w odwrocie. USD/JPY wybija się na nowe 7-tygodniowe szczyty. Sugestie, że premier Japonii Abe planuje przyspieszone wybory póki co jeszcze niewiele znaczy, ale jeśli wygra, oznacza to więcej Abenomiki i słabszego jena. EUR/USD utknął w trendzie bocznym i prawdopodobnie nawet FOMC niewiele zmieni, kiedy nadziej na wygaszanie QE przez ECB stanowią solidną przeciwwagę. GBP jest mega-zwycięzcą zeszłego tygodnia, gdyż na rynku rosną oczekiwania na podwyżkę BoE w listopadzie zainicjowane przez komunikat po posiedzeniu banku w ostatni czwartek. W piątek nawet największy gołąb z BoE Vlieghe przyznał, że podwyżka w najbliższych miesiącach jest konieczna. Wieczorem przemawiać będzie prezes BoE Carney i byłoby ogromnym zaskoczeniem, gdyby chciał stonować rynkową euforię.

Na rynku złotego zapanował spokój. W zeszłym tygodniu EUR/PLN zatrzymał wzrosty przed 4,29 i od tego czasu handel jakby zamarł w oczekiwaniu na świeże impulsy. Seria danych z polskiej gospodarki w tym tygodniu (dziś – rynek pracy) ma nikłe szanse zostać zauważona. Większe ryzyko leży w decyzji FOMC, gdyż pozytywny impuls dla dolara będzie dręczył krótkie pozycje w USD/PLN budowane przez wiele poprzednich miesięcy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kradzieże i uszkodzenia pojazdów – raport zagrożeń dla polskich firm transportowych

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez markę VIAON, przedsiębiorcy oraz kierowcy zawodowi coraz częściej zwracają uwagę na zagrożenia takie jak: niebezpieczeństwo przewozów oraz ataki terrorystyczne. Aż 57 proc. właścicieli firm transportowych przyznaje, że ich kierowcy doświadczyli kradzieży bądź uszkodzenia przewożonego ładunku lub pojazdu.

Branża transportowa to jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się gałęzi gospodarki w Polsce. Od momentu wejścia do UE i otwarcia się rynków zagranicznych, rodzime firmy wykonują prawie 25 proc. wszystkich przewozów międzynarodowych na terenie Europy.

Dla branży transportowej przystąpienie Polski do Unii Europejskiej oznaczało dużą szansę rozwoju. Z pewnością potencjał ten został w pełni wykorzystany. Jednak nowe możliwości, to też często nowe zagrożenia. Wejście na rynki zagraniczne pociągnęło za sobą takie niebezpieczeństwa dla kierowców, jakich nie doświadczali wcześniej, realizując przewozy na terenie kraju. Odzwierciedlają to wyniki naszego badania – mówi Bartosz Najman, CEO VIAON.Czy kiedykolwiek pojazd z Pani Pana firmy został okradziony uszkodzony bądź skradziony

Istotnym czynnikiem, na który zwracają uwagę zarówno przedsiębiorcy, jak i kierowcy, jest zagrożenie bezpieczeństwa przewozów oraz ataki terrorystyczne. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez VIAON, 37 proc. respondentów uznało te okoliczności za jedne z ważniejszych w swojej pracy. Na pytanie „Czy kiedykolwiek pojazd z Pana/Pani firmy został okradziony, uszkodzony bądź skradziony?” aż 57 proc. ankietowanych udzieliło odpowiedzi twierdzącej. Najczęstszym przedmiotem kradzieży było paliwo – z tym problemem spotkało się aż 42 proc. badanych. Co czwarty ankietowany wskazał także, że jego pojazd został uszkodzony
z premedytacją. Polscy przedsiębiorcy i kierowcy wspominają również o kradzieżach towaru, rzeczy osobistych czy nawet pojazdu.

Z naszego badania wynika, że polskich przedsiębiorców rzadziej dotykają tak poważne przypadki, jak przywłaszczenie pojazdów. Jednak duży odsetek firm transportowych zmaga się z równie istotnym problemem kradzieży paliwa. Jednym ze sposobów, który może realnie wpłynąć na ograniczenie takich sytuacji oraz wzrost bezpieczeństwa przewozów, jest zastosowanie nowoczesnych rozwiązań telematycznych. Systemy te pozwalają na bieżące kontrolowanie poziomu paliwa w pojeździe, a także zachowanie ciągłości komunikacji pomiędzy kierowcą a osobą zarządzającą transportem – komentuje Bartosz Najman.Które z czynników uważa Pani Pan za największe zagrożenie dla firm z branży transportowej

Zagrożeniem, którego w dużej mierze obawiają się właściciele firm transportowych oraz osoby zarządzające transportem, jest brak wykwalifikowanej kadry pracowników (61 proc.). Wśród kierowców zawodowych, aż o połowę mniej ankietowanych uważa ten czynnik za istotny dla rozwoju branży (29 proc., łącznie 51 proc. odpowiedzi wśród wszystkich respondentów). Kierowcy znacznie bardziej obawiają się rosnącej konkurencji na terenie kraju. Różnice zdań można zauważyć również w kwestiach takich zagrożeń jak: manipulacje kierowców czy wysokie kary finansowe nakładane podczas kontroli drogowych.

Jeśli chodzi o polski rynek transportowy i czynniki wywołujące poczucie zagrożenia, to w badaniu możemy zaobserwować różnice pomiędzy zarządzającymi transportem a samymi kierowcami. Wydaje się jednak, że finalnie obie te grupy najbardziej niepokoją się o przyszłość swojej firmy. Właściciele, biorący udział w ankiecie, większą wagę przykładają do niedoboru wykwalifikowanej kadry, gdyż jej brak może doprowadzić do obniżenia jakości świadczonych usług lub nawet zamknięcia przedsiębiorstwa. Kierowcy, którzy odpowiedzieli na nasze pytania, oczekują natomiast stabilności zatrudnienia. Martwią się więc coraz większą konkurencją w branży transportowej, która może wyeliminować firmę, w której pracują z rynku. Obawiają się również kar nakładanych przez inspektorów, mogących nie tylko uszczuplić domowy budżet, ale również uniemożliwić wykonywanie zawodu – podsumowuje Najman.

Powyższe badanie zostało przeprowadzone przez markę VIAON wśród właścicieli firm transportowych, spedytorów oraz kierowców zawodowych, na grupie 394 respondentów. Celem ankiety było zbadanie opinii przedstawicieli branży na temat potencjalnych zagrożeń dla polskich przedsiębiorstw przewozowych.

SIMPLE podpisało umowę o wartości ponad 6 mln zł z Radomską Stacją Pogotowia Ratunkowego

Spółka SIMPLE podpisała umowę na dostawę i wdrożenie zintegrowanego systemu informatycznego w Radomskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Realizacja kontraktu o wartości 6,2 mln zł brutto potrwa do końca maja 2018 r.

Podpisana umowa obejmuje kompleksową informatyzację Radomskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w zakresie części administracyjno-zarządczej (ERP), medycznej (HIS), wdrożenia e-usług oraz infrastruktury sprzętowej.

– „Podpisana umowa to nasz kolejny, pozyskany w ostatnich tygodniach, kontrakt. To również kolejne zamówienie realizowane w branży medycznej, dzięki któremu umacniamy swoją pozycję na tym rynku. Jest to zasługa naszej kompleksowej oferty, doświadczenia i świadomości potrzeb placówek medycznych. Dzięki przeprowadzonym w Grupie zmianom optymalizacyjnym poprawiliśmy efektywność kosztową, a w konsekwencji rentowność realizowanych kontraktów.” – powiedział Rafał Wnorowski, Prezes Zarządu SIMPLE S.A.

Umowa z Radomską Stacją Pogotowia Ratunkowego to kolejny kontrakt pozyskany w III kwartale. Wcześniej SIMPLE podpisało umowy m.in. z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, SPZOZ w Węgrowie oraz SPZOZ w Nowym Mieście nad Pilicą.

– „Tylko w przeciągu ostatnich kilku tygodni zawarliśmy nowe umowy na ponad 15 mln złotych. Cały czas poszukujemy możliwości pozyskania kolejnych kontraktów. Prowadzimy wiele rozmów dotyczących następnych wdrożeń i uczestniczymy w zaawansowanych etapach przetargów, których efekty już niedługo będą widoczne w kolejnych podpisywanych umowach.” – dodał Rafał Wnorowski.

25 sierpnia SIMPLE poinformowało o wyborze oferty Spółki o wartości ponad 5 mln zł brutto przez Tramwaje Warszawskie. Kontrakt dotyczy dostawy i wdrożenia zintegrowanego systemu informatycznego.

Oferta SIMPLE została wybrana najkorzystniejsza na podstawie kryteriów oceny: cena – waga 50%, funkcjonalności dodatkowe systemu – 30% oraz opis koncepcji wykonania – 20%).

– „Wdrożeniem zintegrowanego systemu informatycznego zajmie się dedykowany Zespół, posiadający bogate doświadczenie i wiedzę w zakresie działalności i informatyzacji placówek ochrony zdrowia. Krótki czas realizacji zlecenia wpłynie na efektywne wykorzystanie naszych zasobów oraz pozytywnie przełoży się na wyniki finansowe najbliższych kwartałów. Nasze kompetencje w zakresie wdrożenia systemów i świadczonych usług dają Klientom poczucie stabilności i relacji partnerskiej. Jesteśmy firmą z ugruntowaną pozycją i dużym doświadczeniem, dzięki czemu na bieżąco odpowiadamy na potrzeby, jakie pojawiają się wśród naszych Klientów.” – dodaje Daniel Fryga, Wiceprezes Zarządu SIMPLE S.A.

Motoryzacja na świecie. Sprzedaż samochodów osiągnie poziom 100 mln w 2019 r.

Globalna sprzedaż samochodów osiągnie poziom 100 mln w 2019 r., ponieważ innowacje są głównym czynnikiem zmian.

  • Prognozuje się, że Chiny, a za nimi Indie, zdynamizują wzrost światowej sprzedaży w 2017 i 2018 r., rekompensując z nadwyżką spadek sprzedaży w USA i Wielkiej Brytanii.
  • Chiny, Francja, Niemcy, Wielka Brytania i USA utrzymują wiodącą rolę w sprzedaży samochodów elektrycznych z silnym wzrostem, który przekroczy liczbę 3 mln samochodów elektrycznych na świecie w 2017 r.
  • Japońscy producenci samochodów i włoscy dostawcy osiągają najwyższą rentowność. Z wyjątkiem amerykańskich i włoskich producentów samochodów poziom obciążenia zadłużeniem producentów jest obecnie niższy od poziomu sprzed kryzysu.
  • Niemcy, Japonia i USA utrzymują wiodącą rolę w dziedzinie badań i rozwoju oraz opatentowanych technologii. Dzięki agresywnemu wzrostowi sektor motoryzacyjny China staje się liderem nowych technologii M&A: wartość transakcji USA 6.2 mld USD w latach 2012-17.

Chiny i Indie są na najlepszej pozycji w wyścigu globalnej sprzedaży samochodów w szybko zmieniającym się sektorze motoryzacyjnym, który w 2019 r. przekroczy liczbę 100 mln, zdaniem Euler Hermes, światowego lidera w ubezpieczeniach kredytów handlowych.

W najnowszym raporcie Economic Outlook zatytułowanym “Samochodowe Mistrzostwa Świata”, dział badań ekonomicznych Euler Hermes dokonał analizy globalnych danych i trendów w sektorze motoryzacyjnym, koncentrując się na pojęciach ‘wyścig w sprzedaży, samochody elektryczne, rentowność i innowacje’. W raporcie przeprowadzono również ocenę branży motoryzacyjnej w ośmiu kluczowych krajach – Chinach, Francji, Niemczech, Indiach, Włoszech, Japonii, Wielkiej Brytanii i USA.

“Z racji tego, że Europa wychodzi z zapaści, a zdaniem producentów na całym świecie produkcja samochodów znów jest „cool”, spodziewamy się w tym roku wzrostu liczby rejestracji nowych pojazdów na świecie o +2.1%.” – powiedział Ludovic Subran, główny ekonomista Euler Hermes. “Niemniej jest to tylko połowa wzrostu z 2016 r., gdyż USA i Wielka Brytania odnotowują spadek rejestracji nowych pojazdów, przy jednoczesnym wzroście sprzedaży samochodów używanych, z kolei Chiny wstrzymały na początku roku ulgi podatkowe na sprzedaż samochodów.”

Udział we wzroście w globalnej sprzedaży pojazdów

Udział we wzroście w globalnej sprzedaży pojazdówŹródło: Euler Hermes

Euler Hermes prognozuje, że światowa sprzedaż pojazdów wyniesie 95,8 mln w 2017 r. (zmiana r/r +2,1%) i 98,2 mln w 2018 r. (+2.5%), by osiągnąć szczytową liczbę 100 mln pojazdów w 2019 r. Na czele stawki jako największy udziałowiec wzrostu sprzedaży uplasują się Chiny, przed Indiami. Kraje te z nadwyżką zrekompensują spadek sprzedaży w USA i Wielkiej Brytanii.

Trzy powody wyjaśniające prognozę:

  1. Ryzyka rynkowe – Chiny wstrzymały zachęty podatkowe na początku 2017 r., w USA zaostrzono warunki finansowe, a zbliżający się Brexit ma niekorzystny wpływ na siłę nabywczą Wielkiej Brytanii. Pozytywny impuls płynący z Europy i reszty świata nie zrekompensuje spowolnienia. Ponadto zaostrzające się globalne warunki finansowe w 2018 r. spowodują wzrost kosztu zadłużenia gospodarstw domowych i zapasów producentów.
  2. Ożywienie na rynkach samochodów używanych – Rozwijający się rynek wtórny w USA i Wielkiej Brytanii oraz ekspansja w Chinach przyczyniają się do spowolnienia wzrostu sprzedaży nowych pojazdów w skali globalnej.
  3. Produkcja samochodów znów jest „cool” – Popyt na nowe usługi w zakresie mobilności i rozwój jazdy autonomicznej sprawiają, że samochody znów stają się modne.

Ponadto, choć to wciąż niewielka część całkowitej floty samochodowej, liczba pojazdów elektrycznych (EV) na całym świecie może przekroczyć 3 mln w 2017 r., po przekroczeniu progu 2 mln w 2016 r. i 1 mln w 2015 r. Pomimo, iż sprzedaż samochodów zasilanych z akumulatorów stanowi znikomą część rynku światowego, Chiny, Francja, Niemcy, Wielka Brytania i USA są liderami rynku. Prognozuje się, że do końca 2017 r. udział Chin i USA w globalnej sprzedaży pojazdów elektrycznych wyniesie ponad dwie trzecie. Wielkość dotacji rządowych, rozwój sieci ładowania elektrycznego i spadające ceny akumulatorów (ze względu na postęp technologiczny) to kluczowe czynniki wzrostu na rynku samochodów elektrycznych.

Tak jak w całym przemyśle, kondycja finansowa sektora motoryzacyjnego jest różna w poszczególnych krajach i podsektorach. Niemniej rentowność pozostaje na wysokim poziomie w całym sektorze ze średnią marżą EBIT 6,0% w 2016 r., wobec 5.5% w 2015 r. Z wyjątkiem amerykańskich i włoskich producentów samochodów poziom obciążenia zadłużeniem producentów jest obecnie niższy od poziomu sprzed kryzysu. Płynność i nakłady kapitałowe pozostają stabilne.

“W raporcie zidentyfikowano trzy dźwignie dla innowacji: nakłady na badania i rozwój, technologia możliwa do opatentowania i wzrost zewnętrzny. Tradycyjni producenci w Niemczech, Japonii i USA wiodą prym w dwóch pierwszych kategoriach, zaś Chiny i Indie wykazują agresywny wzrost. Chiny są światowym liderem w technologiach informatycznych i komunikacyjnych M&A, z transakcjami wynoszącymi 6,2 mld USD w latach 2012-2017” – wyjaśnia Maxime Lemerle, szef badań sektorowych i główny autor raportu.

Technologie komputerowe M&A w przemyśle samochodowym (w mln USD, w latach 2012-2017)*

Technologie komputerowe M&A w przemyśle samochodowym (w mln USD, w latach 2012-2017)*

*W tym transakcje zakończone i czekające na realizację do sierpnia 2017 r.

Źródło: Bloomberg, Euler Hermes

8 największych, światowych konkurentów

  • Chiny: nowe technologie, stare wyzwania

Prognozuje się wzrost największego rynku motoryzacyjnego na świecie o +2,0% w 2017 r. i +3,2% w 2018 r. Przewiduje się, że do 2019 r. ponad 30 mln pojazdów będzie co roku sprzedawanych w Chinach. Mimo spowolnienia rozwoju z powodu podwyżki podatków od emisji zanieczyszczeń i zniesienia ograniczeń w handlu samochodami używanymi w styczniu 2017 r. prognozuje się wzrost nowej sprzedaży w umiarkowanym tempie z racji popytu na samochody w mniejszych miastach i obszarach wiejskich. Przewiduje się, że wschodzący rynek samochodów używanych w Chinach podwoi się do 24 mln pojazdów w 2020 r. – co może mieć niekorzystny wpływ na sprzedaż nowych samochodów w perspektywie średnioterminowej. Będąc na czele stawki z największą flotą pojazdów elektrycznych na świecie, popyt konsumentów wspierany jest przez wysokie 23% rządowe dotacje. Jeśli jednak chodzi o badania i rozwój oraz opatentowane technologie, oprócz technologii akumulatorowych, China są opóźnione w stosunku do najbardziej zaawansowanych krajów. Agresywny rozwój spowodował, że Chiny zostały światowym liderem w dziedzinie technologii komputerowych M&A, z transakcjami wynoszącymi 6,2 mld USD w latach 2012- 2017.

  • Francja: zwiększenie obrotów

Krajowe ożywienie gospodarcze zwiększyło dynamikę sprzedaży o +4,4% r./r w pierwszych siedmiu miesiącach 2017 r. Prognozuje się wzrost sprzedaży nowych pojazdów +3,0% w 2017 r. i +2,0% w 2018 r., odpowiednio do 2,5 mln i 2,6 mln. Francuscy producenci i dostawcy utrzymują mocną sytuację finansową wraz z drugim najbardziej efektywnym cyklem operacyjnym w panelu krajów.

Francuscy dostawcy zachowują podejście proaktywne zawierając strategiczne partnerstwa w zakresie technologii komunikacyjnej i jazdy autonomicznej. W lipcu 2017 rząd zapowiedział, że pojazdy napędzane olejem napędowym i benzyną zostaną zakazane do 2040 r. Prognozuje się, że sprzedaż pojazdów elektrycznych – w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2017 r. sprzedano ich 20 000 – będzie wzrastać w tempie dwucyfrowym. Obecnie wzmacniana jest wysokimi dotacjami.

  • Niemcy: schyłek diesla?

Mimo skandalu z emisjami spalin i zarzutami dotyczącymi udziału w kartelu, mając na uwadze spadek udziału w rynku samochodów z silnikami diesla z 46,9% w pierwszej połowie 2016 r. do 41,3% w pierwszej połowie 2017 r., sprzedaż nowych pojazdów wyniosła 2.4 mln w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku, i wzrosła o +2,1% r/r. Przewiduje się wzrost sprzedaży o +2,2% w 2017 r. i +1,7% w 2018 r. Elastyczność niemieckich producentów, którzy należą do najbardziej rentownych na świecie, do przejścia na rozwiązania alternatywne dla diesla określi wzrost w perspektywie średnioterminowej, zwłaszcza dla sprzedaży europejskiej. Jako globalny lider w patentach silnikowych i nakładach na badania i rozwój – w 2015 r. niemiecki przemysł motoryzacyjny zainwestował 37 mld USD w porównaniu do 29,4 mld USD zainwestowanych przez Japonię – elektromobilność i układy napędów hybrydowych pozostają głównym motorem tej zmiany. Sprzedaż samochodów elektrycznych, pobudzona przez skandal z dieslami, wzrosła o +115,5% do 22 453 pojazdów w pierwszej połowie 2017 r. i według prognoz przekroczy 50 000 w tym roku.

  • Indie: silniki włączone

Uwzględniając fakt, że Indie są jednym z najszybciej rozwijających się rynków motoryzacyjnych na świecie, prognozuje się że sprzedaż pojazdów w Indiach wzrośnie o +10,7% w 2017 i +13,5% w 2018 (odpowiednio 4,1 mln i 4,6 mln sztuk). Dynamizując sprzedaż krótkoterminową, wprowadzona w lipcu 2017 r. harmonizacja formularza podatkowego dotyczącego podatku od towarów i usług skutkowała obniżką cen w niektórych segmentach samochodów. Zaangażowanie rządu w inwestycje infrastrukturalne, połączone z rosnącym popytem ze strony dużej i młodej populacji, wspiera korzystną średnioterminową perspektywę wzrostu sprzedaży w Indiach. Niemniej Indie pozostają w tyle w zakresie innowacji oraz nakładów na badania i rozwój, zaś brak infrastruktury energetycznej i transportowej hamuje przyjęcie samochodów elektrycznych – 10% floty pojazdów elektrycznych Chin, przy 115 000 pojazdach do końca 2017 r.

  • Włochy: na szybkim pasie ruchu

Mając na uwadze, że jest to najszybciej rozwijający się rynek motoryzacyjny Europy Zachodniej, przewiduje się, że sprzedaż nowych pojazdów we Włoszech wzrośnie o +7,0% w 2017 i +5,0% w 2018 r. (odpowiednio 2,2 mln i 2,3 mln sztuk). Napędzany intensywną walką o udział w rynku i zwiększonym poziomem zaufania konsumentów i przedsiębiorstw, wysoki poziom długu publicznego i możliwy kryzys bankowy mogą ograniczyć dostępność kredytów i osłabić zaufanie konsumentów w perspektywie średnioterminowej. W przemyśle, głównie obejmującym średnie i małe przedsiębiorstwa oraz przy ograniczonych źródłach finansowych, tylko 4% światowych patentów motoryzacyjnych zostało zabezpieczonych przez włoskie firmy w 2015 r. Nakłady na badania i rozwój wyniosły 5 mld EUR w porównaniu z 37 mld EUR wydanymi przez Niemcy i 6,1 mld EUR przez Francję. Przy znikomej promocji rządu i wolno rozwijającej się infrastruktury ładowania elektrycznego samochody elektryczne są we wczesnym etapie wprowadzania w Włoszech.

  • Japonia: bezpieczne i należycie działające

Po dwóch latach malejącej sprzedaży prognozuje się, że rynek motoryzacyjny Japonii wzrośnie o +2,0% w 2017 i +0,2% w 2018 r. przy około 5 mln sztuk rocznie. Mimo utrzymujących się skutków podniesienia o 50% stawki podatku od posiadania minisamochodu w 2015 r., wzrost sprzedaży będzie napędzany przez rozszerzenie ulg podatkowych na “eko-samochody”. Globalne ożywienie gospodarcze i słaby jen mogą także zdynamizować eksport japońskich samochodów w perspektywie krótkoterminowej. Japońscy producenci samochodów są najbardziej rentownymi na świecie, będąc jednocześnie poważnymi inwestorami w branży, którzy przeznaczyli 29,4 mld EUR na badania i rozwój w 2015 r., i zarejestrowali 1 854 patentów w 2016 r. – ustępując tylko Niemcom. Przy dużych dotacjach na konkurencyjne technologie, od pojazdów hybrydowych do samochodów wyposażonych w wodorowe ogniwa paliwowe, sprzedaż aut elektrycznych jest niewielka i w 2016 stanowiła zaledwie 0,5% (24 000) nowych rejestracji.

  • Wielka Brytania: zaufanie wyhamowuje

Ogłaszając zakończenie pięciu lat silnego wzrostu sprzedaży napędzanego przez tanie transakcje finansowania, prognozuje się spadek wzrostu sprzedaży nowych pojazdów o -5,0% w 2017 r. (do 3,0 mln sztuk) i -6,0% w 2018 (do 2,8 mln). Choć spadające ceny używanych samochodów miały efekt spowalniający sprzedaż nowych pojazdów, to sprzedaż na obu rynkach uległa znacznemu spowolnieniu od zeszłego roku z powodu ciągłej niepewności dotyczącej Brexitu, słabego kursu wymiany i słabnącego zaufania konsumentów i przedsiębiorstw. Przy eksporcie do Europy połowy samochodów wyprodukowanych w Wielkiej Brytanii, już mającym potencjalnie niekorzystny wpływ na sprzedaż, mogą wystąpić dodatkowe konsekwencje związane z finansowaniem sektora przez inwestycje UE w badania i rozwój. Wydaje się, że Brexit nadal będzie wywoływał niepokój, zwłaszcza w sektorze, w którym brytyjskie nakłady na badania i rozwój wyniosły zaledwie 1,8 mld EUR w 2015 r. – najniższe spośród krajów poddanych badaniu. Niemniej sprzedaż pojazdów elektrycznych, dotowanych na średnim poziomie poniżej 15%, skorzystała z rządowego zakazu sprzedaży pojazdów napędzanych olejem napędowym i benzyną do 2040 r. Mimo niepełnej sieci ładowania elektrycznego przewiduje się, że sprzedaż pojazdów elektrycznych będzie wzrastać w solidnym tempie dwucyfrowym.

  • USA: rozpylacze wzrostu

W obliczu poważnej zmiany prognozuje się, że amerykański rynek motoryzacyjny skurczy się o -2,5% w 2017 (sprzedaż na poziomie 17,4 mln) i -1,8% w 2018 r. (17,1 mln). Wzrasta liczba niespłaconych kredytów samochodowych, wpływając negatywnie na udzielanie kredytów i samą sprzedaż. Rosnący rynek samochodów używanych wywiera presję na ceny i malejący popyt klientów na nowe samochody. Pęczniejące zapasy także przyczyniają się do malejących marż zysku dla producentów samochodów. USA pozostają globalnym liderem innowacji, w szczególności w zakresie patentów w dziedzinie technologii akumulatorowych. W 2015 r. nakłady na badania i rozwój wyniosły 16,8 mld EUR, plasując USA na trzecim miejscu za Niemcami i Japonią; biorąc pod uwagę udział w światowych patentach, USA wyprzedziła oba te kraje – z wynikiem 29% w porównaniu odpowiednio do 23% i 15%. Przy wsparciu państwa niższym od przeciętnego dla pojazdów elektrycznych i różnego przyjęcia w poszczególnych stanach Kalifornia wysuwa się na prowadzenie ze swoimi znaczącymi zachętami podatkowymi i siecią szybkiego ładowania elektrycznego.

Dr Liedel: Przeciętny Polak nie poradziłby sobie w stanie zagrożenia wojennego. Trzeba lepiej edukować społeczeństwo

W obliczu narastających konfliktów, coraz częściej wraca publiczna dyskusja na temat potrzeby reaktywowania obowiązkowej służby wojskowej. Dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas wyjaśnia, że powszechny pobór do armii nie podniesie jednak jej efektywności, a tym samym nie zapewni nam bezpieczeństwa. Nowoczesne pola walk wymagają pełnego zawodowstwa, a Polskę stać na profesjonalne siły zbrojne. Natomiast zwykli obywatele muszą nauczyć się sztuki przetrwania, potrzebnej m.in. w razie ataku militarnego. Państwo już dawno powinno uruchomić specjalny system szkoleń, obejmujący przedszkolaków, uczniów, studentów, pracowników firm i przedsiębiorców.

W dzisiejszych czasach do prowadzenia batalii służą elektroniczne systemy walk, które są stale unowocześniane. Wysokiej jakości broń i urządzenia komunikacyjne wymagają doskonałej obsługi. Dlatego, jak podkreśla dr Krzysztof Liedel, we współczesnym świecie żołnierz musi być profesjonalistą. Należy go szkolić przez kilka miesięcy w ciągu roku. Powinien trenować wraz z innymi zawodowcami, pochodzącymi z sojuszniczych państw NATO. Dzięki temu, będzie umiał z nimi współpracować i precyzyjne realizować określone zadania. Musi znać zarówno specyfikę pracy w mundurze, jak i w ruchu oporu. Dopiero wówczas może stanowić dobre zaplecze dywersyjne oraz sabotażowe, konieczne w taktyce wojskowej.

– Sytuacja geostrategiczna stale się zmienia. Zagrożeń o charakterze militarnym jest coraz więcej. Cały świat zmierza w kierunku profesjonalizacji armii. I jeżeli komuś wydaje się, że zasadnicza służba wojskowa zapewni Polsce jakiekolwiek bezpieczeństwo, to jest poważnym w błędzie. Żołnierz musi być zdeterminowany do wykonywania tego, a nie innego zawodu przez 24 godziny na dobę. Powinien też  zdobywać i poszerzać specjalistyczną wiedzę oraz umiejętności praktyczne w swojej dziedzinie, np. w logistyce – przekonuje dr Krzysztof Liedel, Dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

Zamiast inwestować w przestarzałe i mało efektywne metody, należy regularnie podnosić poziom umiejętności profesjonalnych żołnierzy. Wojsko powinno przede wszystkim dysponować wysokiej jakości sprzętem i doskonale nim zarządzać. Dzisiejsza rzeczywistość nie pozwala rządzącym oszczędzać na tworzeniu nowoczesnej, zawodowej armii. W opinii eksperta, zdecydowanie nas na nią stać. Jak przypomina dr Liedel, Polska jest jednym z niewielu krajów w Europie, które od lat utrzymuje określony procent finansowania sił zbrojnych z budżetu państwa i przeznacza na ten cel środki na stabilnym poziomie. W związku z tym, wojsko wie, czym aktualnie dysponuje i co dalej może planować.

– Dużo lepszym rozwiązaniem, niż przywrócenie obowiązkowego poboru do armii, byłoby wprowadzenie powszechnej edukacji dla bezpieczeństwa. Powinna ona przygotować społeczeństwo do tego, żeby radziło sobie w sytuacji konfliktów militarnych, zagrożeń terrorystycznych, a także katastrof naturalnych i technicznych. To spowoduje, że obywatele z czasem staną się pewnym elementem zasobu w systemie bezpieczeństwa państwa. Będą bowiem wiedzieli, jak postępować w przypadku ewentualnego ataku zbrojnego – mówi dr Liedel.

Zdaniem byłego dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Pozamilitarnego w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, tzw. zwykły Kowalski powinien przede wszystkim być wyszkolony do tego, żeby przetrwać w obliczu wojny. Poprawne reagowanie w sytuacji alarmowania i wykonywanie poleceń armii w zupełności wystarczy do tego, żeby stanowił dodatkowe wsparcie na wypadek zagrożenia militarnego. Natomiast zmuszanie człowieka, który na co dzień jest przedsiębiorcą, pracownikiem etatowym lub studentem, do tego, żeby nagle stał się żołnierzem, nikomu nie przyniesie korzyści. Według eksperta, ci, którzy pamiętają obowiązkową służbę wojskową, do dzisiaj nie zmienili swojego podejścia. To znaczy, nadal chcieliby unikać poboru do armii. Młodsze osoby również nie są zainteresowane taką perspektywą, bo mają swoje pomysły na życie.

– Rząd powinien jak najszybciej opracować i wprowadzić pełen system edukacji dla bezpieczeństwa w przedszkolach, szkołach, na uczelniach i w zakładach pracy. Musi on obejmować instrukcje dotyczące reagowania w sytuacji alarmowania. Polacy powinni wiedzieć, o czym informują konkretne sygnały dźwiękowe i apele w mediach. Jak wynika z moich obserwacji, obywatele dość często nie rozróżniają od siebie odgłosów syren i nie rozumieją, co one dokładnie oznaczają. Ponadto, koniecznie należy zwiększyć wiedzę na temat działań ewakuacyjnych. Trzeba też upowszechnić umiejętność udzielania pierwszej pomocy, którą obecnie mają głównie kierowcy. Chodzi o to, żeby wszyscy potrafili zachować się w sytuacji kryzysowej, w tym oczywiście dzieci – zaznacza dr Liedel.

Odpowiednie szkolenia muszą być dobrane do wieku uczestników, a w przypadku dorosłych – również do ich zawodu. Dla przykładu, pielęgniarki i lekarze nie będą potrzebowali kursu z udzielania pierwszej pomocy, a policjanci – lekcji z samoobrony. Ważne jest to, żeby całe społeczeństwo zyskało dostęp do szeregu zajęć praktycznych z tzw. procedur algorytmu sytuacji kryzysowej. Wówczas, w przeciągu kilku lat, Polacy zostaną przystosowani do zagrożeń, obecnych we współczesnym świecie. Oczywiście warunkiem idealnego dostosowania kursów do potrzeb dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości jest stała obserwacja zachodzących wydarzeń.

– Ostatnim ważnym elementem szkoleń powinno być posługiwanie się bronią palną, które należy wprowadzić w szkołach średnich, na studiach oraz w firmach. Oczywiście nie chodzi o te najnowocześniejsze środki bojowe, do których ma dostęp tylko profesjonalna armia. W celach praktycznych placówki, prowadzące zajęcia z tego zakresu, mogłyby współpracować z kołami łowieckimi i strzelnicami sportowymi, które dysponują różnymi rodzajami broni. W ten sposób, firmy oraz szkoły nie ponosiłyby kosztów związanych z zakupem materiałów dydaktycznych i wyeliminowałyby problem ich właściwego przechowywania – doradza ekspert z Collegium Civitas.

Rośnie rola telemedycyny. Wielu pacjentów chce się w przyszłości leczyć przez telefon czy internet

Rośnie rola telemedycyny. Wielu pacjentów chce się w przyszłości leczyć przez telefon czy internet 1

Usługi telemedyczne, mimo że są oferowane na polskim rynku dopiero od 2016 r., zyskują coraz większą popularność. Pacjenci, którzy zdecydowali się skorzystać z konsultacji przez telefon, czat czy wideo, coraz bardziej doceniają tę formę kontaktu z lekarzem. Telemedycyna to szansa na poprawę jakości opieki medycznej – podkreśla Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED, która od 2 lat oferuje takie usługi pacjentom.

– Telemedycyna jest ważna przede wszystkim dlatego, że pozwala zoptymalizować opiekę medyczną, poprawia jej jakość – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED. – Jest to rozwiązanie bardzo wygodne. Nasze doświadczenia pokazują, że usługa telemedyczna jest pacjentom potrzebna.

W grudniu 2015 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia. Między innymi dokonano w niej zmiany artykułu 42., który wcześniej stanowił, że lekarz podejmuje decyzję o leczeniu po uprzednim osobistym zbadaniu pacjenta. Nowelizacja dopuściła postawienie diagnozy na podstawie kontaktu za pośrednictwem systemów teleinformatycznych lub systemów łączności.

Grupa LUX MED wprowadziła platformę usług telemedycznych wkrótce po dopuszczeniu takiej możliwości prawnej, czyli niemal dwa lata temu. Po kilkunastu miesiącach jej działania przeprowadziła badanie satysfakcji pacjentów z tego typu konsultacji. Okazało się, że 91 proc. badanych chciałoby w przyszłości ponownie skorzystać z tej formy porad. Największe zalety według nich to oszczędność czasu i wysiłku. Do dalszego rozwoju telemedycyny potrzebna jest jednak refundacja procedur telemedycznych przez NFZ.

– O tym finansowaniu mówimy dzisiaj bardzo dużo i mówimy już od wielu lat. To jest jedna z kluczowych rzeczy, dlatego że bez refundacji tak naprawdę telemedycyna rozwijana jest wyłącznie przez sektor prywatny – ubolewa Anna Rulkiewicz. – Nasi pacjenci płacą za to z własnej kieszeni, a to ogranicza rozwój rynku.

Drugi istotny element to legislacja. Im przepisy prawne będą bardziej przyjazne rozwiązaniom telemedycznym, tym szybciej będzie można wyeliminować bariery rozwoju tego segmentu rynku.

– Na rozwój telemedycyny przede wszystkim będzie wpływało to, co się na rynku dzieje, czyli coraz trudniejszy dostęp do usług medycznych – ocenia prezes Grupy LUX MED. – Wydaje się oczywiste, że usługa telemedyczna czy monitorowanie stanu zdrowia na odległość jest uzupełnieniem pewnej luki, którą dzisiaj w Polsce mamy.

Najpopularniejszą formą usług medycznych na odległość są konsultacje telefoniczne, za pomocą połączenia wideo czy komunikatora. Mogą one dotyczyć informacji po konsultacji lub przeciwnie, pozwolić się przygotować do badania. Ale możliwości są dużo większe. Zdalnie można monitorować stan zdrowia pacjenta, prowadzić rehabilitację, opisywać badania (teleradiologia) czy nawet opiekować się starszym pacjentem.

– W Grupie LUX MED przede wszystkim cały czas rozwijamy teleradiologię. Z drugiej strony rozwijamy telekonsultacje, ale także chcemy wspierać prowadzenie pacjenta za pomocą telemedycyny, czyli chcemy być blisko pacjenta, kontaktować się z nim, szczególnie na początku jego drogi, kiedy czuje się on zagubiony w systemie i potrzebuje wsparcia – przekonuje Anna Rulkiewicz.

Telemedycyna, czynniki wpływające na jej rozwój oraz dalsze perspektywy były jednym z tematów tegorocznego Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Blisko 70 proc. Polaków kupuje kawę na stacjach benzynowych. Coraz częściej to dobrej jakości napój z dodatkami jak z kawiarni

Blisko 70 proc. Polaków kupuje kawę na stacjach benzynowych. Coraz częściej to dobrej jakości napój z dodatkami jak z kawiarni 2

Polacy piją 95 litrów kawy rocznie. W ciągu kilkunastu lat jej spożycie wzrosło o 80 proc. Cenimy jakość, preferujemy raczej kawę paloną niż rozpuszczalną. Już 66 proc. osób po kawę sięga na stacjach benzynowych. Zwłaszcza że kawa na stacjach benzynowych niczym nie ustępuje tej dostępnej w dobrych kawiarniach. Coraz częściej stacje paliw stawiają na spersonalizowaną ofertę. Oprócz wysoko gatunkowych ziaren kawy w ofercie pojawiają się także specjalności kawowe. Przy komponowaniu kawy można wybrać nie tylko intensywność ziaren, lecz także rodzaj mleka i dodatki.

– Kawa to jeden z najpopularniejszych produktów spożywczych, drugi po wodzie napój na świecie. Rocznie na świecie wypija się 400 miliardów filiżanek. Kawa jest naszą pozapaliwową ogromną wartością, to jedna z najważniejszych kategorii w sklepie, której poświęcamy bardzo dużo uwagi i w którą bardzo dużo inwestujemy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Grochal, Wild Bean Cafe category manager Poland stacji BP w Polsce.

Polacy coraz częściej sięgają po kawę. Dane resortu Skarbu Państwa wskazują, że w ciągu dekady jej spożycie wzrosło o ok. 80 proc. Według danych Euromonitora statystyczny Polak wypija rocznie 95 litrów kawy. Z ubiegłorocznego badania ARC Rynek i Opinia wynika, że kawę pijemy najczęściej w domu i u znajomych (80 proc.), ale 66 proc. wskazuje na stację benzynową.

– Klienci bardzo chętnie kupują kawę na stacjach benzynowych, zwłaszcza że jej jakość jest o wiele wyższa niż jeszcze 10–15 lat temu. W naszym przypadku staramy się dobierać najlepsze mieszanki arabiki. Żeby wydobyć z niej najlepszy smak, moc i aromat konieczną są doskonałe ekspresy. My przygotowujemy nasze kawy w najlepszych możliwych maszynach, których wartość nierzadko przekracza koszt zakupu rodzinnego samochodu. Ale jakość uzyskiwanej dzięki nim kawy jest rzeczywiście wyjątkowa i to klientom bardzo odpowiada – tłumaczy Grochal.

Sięgając po filiżankę czarnego napoju, kierujemy się przede wszystkim pobudzającymi właściwościami, wyjątkowym smakiem czy przyzwyczajeniem. Zmieniły się jednak upodobania. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu przy wyborze Polacy kierowali się ceną, obecnie częściej wybieramy droższą kawę, częściej paloną niż rozpuszczalną.

– Statystycznie mężczyźni nie wyobrażają sobie dnia bez filiżanki mocnego espresso lub aromatycznej czarnej kawy, podczas gdy panie znacznie chętniej sięgają po kawy z mlekiem, lżejsze, delikatniejsze. Tak naprawdę oferta kaw czarnych i białych to nie wszystko, co mamy na stacjach, bardzo popularne są kawy typu cappuccino, kawa latte, coraz większym zainteresowaniem cieszą się tzw. specjalności kawowe, które są serwowane i na ciepło, i na zimno, w zależności od pory roku są uzupełniane aromatycznymi dodatkami – wymienia przedstawiciel Wild Bean Cafe.

Klienci coraz częściej traktują stację benzynową jako kawiarnie. Stacje paliw stawiają nie tylko na design, lecz także na wysokiej jakości ziarna, duży wybór mleka (np. odtłuszczonego i sojowego). W 2016 roku BP wprowadziła program „Barista”. W kawiarniach Wild Bean Cafe w części stacji benzynowych można skomponować kawę, wybierając intensywność smaku ziarna, rodzaj mleka czy dodatki. Popularne są napoje kawowe, od kilku lat coraz chętniej wybierana jest kawa flat whitem, czyli połączenie mocnego espresso z mlekiem, które podczas ręcznego spieniania zyskuje jednolitą piankę. Od zwykłej latte odróżnia ją ilość kawy, temperatura i konsystencja mleka.

– Oferta Wild Bean dzisiaj nie różni się od oferta kawy w znanych kawiarniach na tzw. high street corners, czyli w centrach miast. Zmieniamy się dla klienta, umożliwiamy mu podczas jego podróży korzystanie z bardzo podobnej oferty, jaka jest w centrach miast w myśl hasła „To, co lubisz, tak jak lubisz, po drodze” – podkreśla Grochal.

Obecnie sieć BP to ok. 520 stacji (w tym 240 partnerskich), na większości z nich działają kawiarnie Wild Bean Cafe z programem „Barista”. Stacja nie zamierza jednak na tym poprzestać.

– Zamierzamy nową ofertę i nowy design rozwijać na kolejnych stacjach. W tym roku zaczęliśmy roll-out tego konceptu na kilkudziesięciu stacjach, w perspektywie najbliższych dwóch lat zamierzamy wprowadzić całą ofertę w kolejnych lokalizacjach, mamy 420 kawiarenek Wild Bean Cafe. Udaje nam się przekonywać naszych partnerów, aby inwestowali również w ofertę Wild Bean, bo przyciąga klientów i umożliwia tworzenie spójnej oferty sieci BP na całym rynku – zapowiada Paweł Grochal.

KIG: Jedna strefa ekonomiczna Morawieckiego to pomysł sprzed 20 lat

Pomysł Wicepremiera Morawieckiego, żeby Polska była jedną wielką strefą ekonomiczną, jest odnowioną koncepcją, która pojawiła się ponad 20 lat temu. Każdy przedsiębiorca, bez względu na to, czy zagraniczny czy polski, który zdecyduje się tu inwestować otrzyma warunki takie, jak w specjalnej strefie. To sposób nagradzania firm, które nie konsumują, ale przeznaczają swoje środki na rozwój. Takim przedsiębiorcom należy zapewnić długoletnie bezpieczeństwo inwestycji i stabilne warunki prawne. Wtedy Polska będzie jedną strefą ekonomiczną.

 Podczas spotkania ówczesnym Wicepremierem, Leszkiem Balcerowiczem mówiliśmy o tym, aby wprowadzać w Polsce więcej stref, które tworzyłyby lepsze warunki dla inwestorów, przede wszystkim zagranicznych. Według wicepremiera zaburzałoby to jednak równowagę konkurencyjną na polskim rynku, skoro w tym samym kraju jedni przedsiębiorcy mieliby lepsze, a inni gorsze warunki finansowe i obciążenia podatkowe. Podkreślił, że musimy dążyć do tego, aby Polska była jedną wielką strefą ekonomiczną – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – To pomysł, o którym dzisiaj mówi Wicepremier Morawiecki. Kierunek jest słuszny, ale wymaga, aby prawodawstwo polskie dotyczące gospodarki rzeczywiście nie tworzyło żadnych stref ekonomicznych. W zapowiedziach Wicepremiera niepokoi jedna rzecz – premiowanie inwestycji spełniających wymagania dotyczące nowoczesności czy wymogów rozwoju lokalnego. To wymogi mało kwantyfikowalne, czyli mogą być uznaniowe, zależne od pewnego gremium urzędniczego. Może stać się to przyczyną korupcji i nieprzejrzystości. Należy unikać takich rozwiązań, a wybierać sztywne rozstrzygnięcia, które nie podlegają negocjacjom i są jednoznaczne – wskazał Arendarski.

Tylko 7 proc. największych spółek w Polsce angażuje się w sponsoring piłki nożnej. Profesjonalizacja klubów ma pomóc przyciągnąć sponsorów

Tylko 7 proc. największych spółek w Polsce angażuje się w sponsoring piłki nożnej. Profesjonalizacja klubów ma pomóc przyciągnąć sponsorów 3

Piłka nożna to już nie tylko sport, lecz przede wszystkim biznes. Mecze przyciągają na trybuny dziesiątki tysięcy widzów i sponsorów, którzy często inwestują duże pieniądze. W Polsce sponsoring piłki nożnej dopiero się rozwija. Przychody komercyjne w klubach Ekstraklasy stanowią nieco ponad 40 proc., w najlepszych europejskich klubach to już ponad połowa. W Polsce dominują firmy o zasięgu lokalnym, tylko 7 proc. największych spółek w Polsce inwestuje w futbol. Zdaniem ekspertów, aby mogło się to zmienić, potrzebna jest inwestycja w kluby i ich profesjonalne zarządzanie.

Piłka nożna, ogólnie sport, to dzisiaj ogromny biznes. Sukces danych drużyn i reprezentacji napędza zainteresowanie kibiców, sponsorów, a jeśli do tego dochodzi profesjonalizm w zarządzaniu, to sukces marketingowy dla potencjalnego partnera biznesowego jest oczywisty. Aby pozyskiwać sponsorów do klubów i reprezentacji, przede wszystkim trzeba nimi profesjonalnie zarządzać. A jeśli dodatkowo sponsor dostrzega walor w postaci społecznej odpowiedzialności biznesu czy choćby inwestycji danego klubu sportowego w najmłodszych, tym chętniej będzie chciał inwestować – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Witold Bańka, minister sportu i turystyki.

W Polsce marketing sportowy jest znacznie mniej popularny i rozwinięty niż na Zachodzie. Przykładem jest rynek praw do nazw obiektów sportowych takich jak stadiony. W Ameryce swoje nazwy ma kilkaset obiektów, bo sponsorowanie aren sportowych się opłaca. W Polsce tylko kilka obiektów ma takich sponsorów. W największych europejskich klubach piłkarskich za status głównego sponsora, czyli m.in. miejsce na koszulce zawodnika, płaci się kilkadziesiąt milionów euro.

Z badania Deloitte „Zaangażowanie firm w sektor piłki nożnej w Polsce” wynika, że piłka nożna jest jednak tą dyscypliną, która w sponsoringu sportowym zajmuje zdecydowanie pierwsze miejsce. W dużej mierze to efekt zainteresowania kibiców. W sezonie 2016/2017 średnia oglądalność transmitowanych w telewizji spotkań przekroczyła 117 tys. widzów. Na trybuny najwięcej kibiców przyciągają mecze Legii Warszawa (średnia frekwencja ponad 20 tys.).

– Z badań wynika, że ponad trzysta polskich firm jest zaangażowanych w sponsorowanie piłki nożnej w Polsce, z tych firm połowa to firmy regionalne, które są związane z danymi klubami, duża część, 37 proc., to spółki o znaczeniu krajowym i zagranicznym, 13 proc. to spółki Skarbu Państwa – wskazuje Marcin Diakonowicz, partner w firmie Deloitte.

W piłkę nożną angażują się przede wszystkim firmy z branży budowlanej (11 proc. udziału) oraz transportowe (9 proc.). Instytucje finansowe, bukmacherskie, telekomy i branża lotnicza, które najszerzej sponsorują piłkę nożną na Zachodzie, w polskiej piłce są praktycznie niezauważalne. W sponsoring polskiej Ekstraklasy angażują się przede wszystkim mniejsze firmy o zasięgu lokalnym.

– Z listy „200 Największych Polskich Firm 2017” (ranking „Wprost”), tylko 14, a więc 7 proc., jest w jakiś sposób związanych z piłką nożną jako sponsor lub partner. Z tych kilkunastu firm trzy należą do Skarbu Państwa – mówi Diakonowicz.

Eksperci Deloitte oceniają, że problemem polskich klubów jest brak pomysłu na zwiększenie przychodów komercyjnych (obejmujące m.in. umowy sponsorskie), które obecnie stanowią ok. 42 proc. ogółu przychodów przy 50 proc. na Zachodzie.

Współpraca zawsze musi polegać na partnerstwie, nie możemy się spodziewać, że firmy przychodzą i po prostu dają pieniądze za reklamę, bo jest to myślenie w starych kategoriach. Dzisiaj jest to kwestia tego, co również kluby mogą zaoferować z punktu widzenia dotarcia do swojej bazy fanów, stworzenia pewnego emocjonalnego produktu, który dla biznesu będzie miał sens, aby w to inwestować – podkreśla Dariusz Mioduski, właściciel i prezes Legii Warszawa.

Z analizy Deloitte wynika, że spółki będą się szerzej angażować w sponsoring piłki nożnej, gdy zwiększy się przejrzystość biznesowa i organizacyjna. Wizerunek klubu wpływa na postrzeganie sponsorów. Choć Polacy cenią firmy, które angażują się w marketing sportowy, zamieszanie związane z funkcjonowaniem danego klubu może się przełożyć na spadek zaufania do konkretnej firmy.

Polska piłka jest rozwarstwiona, jest reprezentacja, która osiąga ogromne sukcesy, natomiast fundamenty związane z samą piłką nie są najlepsze, bo te muszą być oparte o kluby. Aby przejść na następny poziom, musimy wykorzystać potencjał gospodarczy, potencjał talentów, stworzyć takie uwarunkowania, żeby dzieci zaczęły w tę piłkę grać, rozwijać się, chciały zostawać dłużej w polskich klubach – przekonuje Dariusz Mioduski.

Obecnie szybko rośnie popularność reprezentacji Polski w piłce nożnej. Piłkarze grający w najlepszych europejskich klubach, ostatnie sukcesy na Euro 2016 czy bliski awans na mundial sprawiają, że nie ma problemu ze znalezieniem sponsorów.

– Widzimy potencjał, który drzemie w narodzie, to mocno pokazuje reprezentacja Polski – ponad 57 tys. widzów na każdym meczu, co daje nam drugą frekwencję w Europie, 10 milionów przed telewizorami. To wszystko napędza koniunkturę na piłkę i generuje ekwiwalent mediowy dla partnerów i sponsorów. Pieniądze są niezbędne, wszystkie inicjatywy wymagają pieniędzy – mówi Maciej Sawicki, sekretarz generalny PZPN.

Na wartość marketingową samego PZPN-u duży wpływ miały prowadzone projekty, m.in. „Akademia młodych orłów”, czyli bezpłatne treningi piłkarskie, czy turniej „Z podwórka na stadion o Puchar Tymbarku”, w którym co roku bierze udział kilkadziesiąt tysięcy dzieci.

– Sponsorzy chcą się utożsamiać z marką reprezentacji, ale również z marką PZPN. Jest to o tyle cenne, że te pieniądze są bardzo mocno wykorzystywane po to, by coraz więcej dzieci i młodzieży grało w Polsce w piłkę nożną, promujemy i rozwijamy ten sport, nie zrobimy tego bez niezbędnych środków finansowych – tłumaczy Maciej Sawicki.

Zdaniem ekspertów działania prowadzone przez PZPN powinny zostać wdrożone na poziomie lokalnym. Tylko profesjonalne, oddolne podejście może  się przełożyć na sukces.

Abyśmy mogli mieć w przyszłości następnych Lewandowskich, musimy zainwestować w kluby i w ich możliwości szkolenia młodzieży. Dziś jest większa świadomość, wiedza i umiejętności w tym zakresie. Dzięki pomocy PZPN-u, ministerstw zaczyna być klimat do tego, aby coraz bardziej angażować się w piłkę nożną, w szkolenie młodzieży, natomiast na końcu sprowadza się to do klubów i ich umiejętności przeprowadzenia tego typu procesu – podkreśla Dariusz Mioduski.

Akcjonariat pracowniczy może się przysłużyć polskiej gospodarce i poprawić rynek pracy. Powstał społeczny projekt ustawy

Akcjonariat pracowniczy może się przysłużyć polskiej gospodarce i poprawić rynek pracy. Powstał społeczny projekt ustawy 4

Akcjonariat pracowniczy – popularny w USA i Europie Zachodniej – przynosi wymierne korzyści gospodarce oraz firmom. Wzmacnia więzi między pracownikami a pracodawcami, co może być rozwiązaniem na bolączki polskiego rynku pracy zmagającego się z niedoborem pracowników i ich dużą rotacją. Konieczne są jednak działania edukacyjne, system zachęt i ulg podatkowych dla przedsiębiorców oraz współpraca pracodawców ze związkami zawodowymi, by przekonać obie strony do korzyści z akcjonariatu pracowniczego. O zaletach i wadach tego rozwiązania dyskutowali uczestnicy debaty zorganizowanej przez Komitet Dialogu Społecznego KIG.

Ministerstwo Rozwoju wspiera koncepcję akcjonariatu pracowniczego, który wzmacnia przedsiębiorstwa i więzi pomiędzy pracodawcami a pracownikami. Mocne polskie przedsiębiorstwa to mocna gospodarka. Ponadto makroekonomicznie akcjonariat sprzyja budowie kapitału Polaków i wzrostowi stopy oszczędności, co bezpośrednio przekłada się na inwestycje. Upowszechnienie akcjonariatu pracowniczego będzie dodatkowym impulsem, który pozwoli realizować cele Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Armen Artwich, zastępca dyrektora Departamentu Doskonalenia Regulacji Gospodarczych w Ministerstwie Rozwoju.

W akcjonariacie pracowniczym osoby zatrudnione w przedsiębiorstwie stają się jego współwłaścicielami, wchodząc w posiadanie akcji firmy. To częsta praktyka premiowania pracowników. Szczególnie popularny akcjonariat pracowniczy jest w Stanach Zjednoczonych i krajach zachodnioeuropejskich, jak Wielka Brytania czy Francja, gdzie rozwija się od lat 70. i przynosi realne korzyści gospodarce. W 2014 roku kapitał pracowniczy zgromadzony w formie akcjonariatu przez 32 mln pracowników sektora prywatnego w USA osiągnął wartość ok. 1,3 tryliona dolarów. Natomiast w krajach Unii Europejskiej wynosi obecnie ponad 370 mld euro.

Przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG Maciej Witucki ocenia, że akcjonariat pracowniczy może być remedium na problemy polskiego rynku pracy, który boryka się z niedoborem pracowników i brakiem ich zaangażowania. To nie tylko sposób na zwiększenie zaangażowania, lecz także na stworzenie wartości dodanej dla pracowników i wzmocnienie ich więzi z firmą, w której są zatrudnieni.

– Na polskim rynku pracy widzimy nie tylko niedobór pracowników, lecz także duży problem z ich motywacją. Z drugiej strony mamy nowe generacje pracowników, młodych ludzi, którzy szukają innych, pozapłacowych elementów motywacyjnych. Akcjonariat pracowniczy to metoda zintegrowania pracownika z przedsiębiorstwem, oddanie części władzy, a w zamian uzyskanie większego zaangażowania, większej lojalności, a na końcu większej produktywności przedsiębiorstwa. To elementy akcjonariatu pracowniczego, które są już sprawdzone w wielu krajach – mówi Maciej Witucki.

Akcjonariat pracowniczy nie jest w Polsce powszechny, ale jeśli już jest, to działa z dużym powodzeniem. Dobrym przykładem są Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych – prężnie działająca firma, która operuje w kilkudziesięciu krajach świata i rozwija zagraniczną ekspansję.

Sieć hipermarketów Auchan jest dobrym przykładem firmy, która nie czekała na ustawę i nawet bez ulg podatkowych wprowadziła akcjonariat również dla swoich pracowników w Polsce. Aby stał się to ruch powszechny, potrzeba rozwiązań prawnych, które z jednej strony zapewnią bezpieczeństwo procesu, a z drugiej strony dadzą też minimum zachęt podatkowych. Ta praktyka nie rozwinie się bez wsparcia ze strony systemu podatkowego, które spowoduje, że pracodawcy przełamią barierę oddania części władzy – ocenia Maciej Witucki.

Po 1989 roku powstały w Polsce rozwiązania umożliwiające wprowadzenie własności pracowniczej. W ramach leasingu pracowniczego sprywatyzowano ok. dwóch tysięcy spółek, jednak w tej formie własności do dziś przetrwało ich nie więcej niż 20 proc. Zarówno wtedy, jak i teraz brakowało odpowiednich regulacji prawnych, które wspierałyby akcjonariat pracowniczy.

Polscy przedsiębiorcy nie są gotowi na akcjonariat pracowniczy, co nie zmienia faktu, że trzeba go wprowadzać. Jest to problem nie tyle lokalny, ile społeczny. Akcjonariat, zwłaszcza wspierany przez państwo, oznacza, że widzimy profity w tym, że ludzie współzarządzają przedsiębiorstwem. To jest korzyść prywatna, lokalna, ale dla państwa to przede wszystkim wartość społeczna. Ludzie uczą się rozmawiać, współdecydować, innymi słowy – budujemy relację. Muszą powstać pozytywne zachęty, w wielu miejscach na świecie państwo wspiera akcjonariat poprzez ulgi podatkowe. Obawiam się, że bez tego oczekiwanie, że pracodawcy sami dojdą do tego wniosku, jest idealistyczne – mówi prof. Arkadiusz Sobczyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Fundacja Forum Rozwoju Akcjonariatu Pracowniczego i Kapitału Krajowego przygotowała społeczny projekt ustawy o akcjonariacie pracowniczym. Pomysł adaptuje najlepsze wzorce z państw korzystających z partycypacyjnego modelu ładu korporacyjnego. Projekt ustawy zawiera propozycje rozwiązań prawnych oraz rekomendacje działań edukacyjnych i nawiązania współpracy z pracodawcami i związkami zawodowymi, żeby uświadomić im korzyści płynące z takiej formy współwłasności firmy.

– Wszystkie zaawansowane gospodarczo kraje wolnorynkowe oraz wiele aspirujących do tego grona mają w swoim systemie prawnym ustawy regulujące tworzenie i funkcjonowanie akcjonariatu pracowniczego. Polska powinna się znaleźć w kręgu państw stosujących innowacyjne rozwiązania ustrojowe i również stworzyć ustawodawstwo kształtujące rozwój własności pracowniczej kapitału i partycypacyjnego modelu ładu korporacyjnego przedsiębiorstw. Jeśli chcemy budować innowacyjną gospodarkę, to musimy ją oprzeć na innowacyjnym ustroju gospodarczym – powiedział podczas debaty „Akcjonariat pracowniczy. Czy polskie przedsiębiorstwa są gotowe?” Krzysztof Ludwiniak, prezes Fundacji Forum Rozwoju Akcjonariatu Pracowniczego i Kapitału Krajowego.

Debatę zorganizowaną przez Komitet Dialogu Społecznego Krajowej Izby Gospodarczej poprzedziła prezentacja założeń społecznego projektu ustawy o programach akcjonariatu pracowniczego, które przedstawił Krzysztof Ludwiniak. Społeczny projekt ustawy o akcjonariacie pracowniczym wpisuje się w rządowe plany. Ministerstwo Rozwoju planuje podjęcie prac legislacyjnych i działań edukacyjnych, które będą mieć na celu upowszechnienie programów akcjonariatu pracowniczego. Armen Artwich z resortu rozwoju zapowiada, że projekt ustawy zostanie wzięty pod uwagę w trakcie tych prac, podobnie jak inne propozycje ze strony społecznej.

– Ewentualne programy wsparcia akcjonariatu pracowniczego mają na celu poszerzenie palety możliwości partycypacji pracowników w zarządzaniu firmą. Mówiliśmy również o innych, już istniejących modelach, jak choćby model spółdzielczy. Trudno przewidzieć, który model będzie miał w przyszłości dominującą pozycję, ale myślę, że im więcej instrumentów prawnych do wyboru ze strony przedsiębiorców, tym lepiej – ocenia Armen Artwich.

E. Rafalska (MRPiPS): Program Rodzina 500 Plus nie odcina kobiet od rynku pracy. Przeciwnie, zapewnia środki na żłobki i przedszkola

E. Rafalska (MRPiPS): Program Rodzina 500 Plus nie odcina kobiet od rynku pracy. Przeciwnie, zapewnia środki na żłobki i przedszkola 5

Najniższe od 26 lat bezrobocie to między innymi efekt wejścia na rynek pracy roczników z niżu demograficznego. Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że to także efekt większej aktywności przedsiębiorców. Natomiast dane statystyczne przeczą tezie o wycofywaniu się kobiet z rynku pracy wskutek działania programu Rodzina 500 Plus. Na koniec II kwartału 2017 roku zatrudnionych było ponad 7,4 mln kobiet, czyli o 160 tys. więcej niż rok wcześniej. 

– Zarzut, że kobiety rezygnują z pracy z powodu chęci uzyskania świadczenia Rodzina 500 Plus jest mitem, który nie znajduje potwierdzenia w żadnych danych. Ostatnie dane BAEL dotyczące bierności zawodowej pokazują, że ta bierność zawodowa kobiet zmalała – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. – Pamiętajmy, że bierność dotyczy też kobiet bezdzietnych, że dotyczy kobiet 50+, natomiast program Rodzina 500 Plus stwarza możliwości pójścia do pracy, ponieważ kobiety w badaniach deklarowały, że dzięki temu świadczeniu mają środki na opłatę za żłobek czy przedszkole.

Na koniec II kwartału 2017 roku aktywnych zawodowo było 48,9 proc. kobiet, o 0,5 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. W liczbach bezwzględnych zatrudnionych w II kwartale 2017 roku było ponad 7,4 mln pań, o niemal 160 tys. (2,2 proc.) więcej niż rok wcześniej, gdy programem Rodzina 500 Plus zostały objęte wszystkie uprawnione i chętne do pobierania świadczenia osoby – program wszedł w życie od kwietnia, ale by odebrać pieniądze od początku jego trwania można było się zgłaszać jeszcze przez trzy miesiące.

– Mamy pozytywne doświadczenia na polu aktywizacji zawodowej kobiet – mówi Jacek Siwiński, prezes Velux Polska. – W naszych fabrykach, w których pracuje teraz cztery tysiące osób, 36 proc. to kobiety i ten współczynnik rośnie. Oczywiście wymaga to od nas wdrożenia szeregu projektów związanych z ergonomią miejsc pracy, z półautomatyzacją, z polityką prorodzinną. Słyszy się, że program Rodzina 500 Plus, który został wdrożony przez rząd, działa w sposób negatywny, to znaczy stanowi pewną alternatywę dla pracy zawodowej dla kobiet. Muszę powiedzieć, że u nas tego nie zaobserwowaliśmy, udział kobiet jest dość wysoki, wyższy niż w innych sektorach przemysłu.

Z kolei liczba kobiet biernych zawodowo spadła z 8,273 mln osób w II kwartale 2016 roku do 8,169 mln rok później, czyli o 104 tys. Obowiązki rodzinne i inne związane z prowadzeniem domu były w II kwartale 2017 r. przyczyną bierności zawodowej 1,733 mln osób (kobiet i mężczyzn). Rok wcześniej taki powód rezygnacji z pracy podawało o 26 tys. osób więcej. Poprawiła się także relacja kobiet (mężczyzn także) pracujących do niepracujących. Na każdy tysiąc zatrudnionych kobiet przypadało 1147 niepracujących. To o 53 mniej niż rok wcześniej.

– Być może zdarzają się sporadyczne przypadki, gdzie kobieta sprawująca opiekę np. nad chorym dzieckiem, czasami nad trójką lub większą liczbą dzieci podejmuje taką decyzję, ale jest to już indywidualny wybór, żadnej masowej skali tego zjawiska nie obserwujemy – zapewnia Rafalska. – Chcemy oczywiście ułatwić kobietom godzenie roli zawodowej z życiem prywatnym, ze sprawowaniem opieki nad małym dzieckiem, dlatego poprawiamy dostępność miejsc żłobkowych. Jeżeli jest żłobek, do tego niskopłatny samorządowy żłobek, klub dziecięcy, wtedy chętnie dziecko, które ma dziś ponad rok albo dwa lata, korzysta z takiego miejsca.

Na koniec 2016 roku w Polsce działało 2710 żłobków, oddziałów żłobkowych i klubów dziecięcych, o 16,7 proc. więcej niż na koniec 2015 roku. Zapewniały one 92,5 tys. miejsc, z których korzystało 87,3 tys. dzieci. Większość z tych placówek to obiekty prywatne (74 proc.). Jednak zapewniały one połowę wszystkich dostępnych miejsc, a korzystało z nich 47 proc. uczęszczających do żłobków dzieci.

Rodzice często tym chętniej korzystają z możliwości podjęcia pracy, że wyższe wynagrodzenia w połączeniu z programem Rodzina 500 Plus zapewniają o wiele wyższy niż wcześniej standard życia. Tym bardziej że pracodawcy kuszą pracowników nie tylko wysokością pensji.

– Dane z rynku pracy, głównie dane o najniższym od lat bezrobociu, to bardzo dobra wiadomość dla pracowników, dlatego że świadczy o koniunkturze, o rozwoju, o tym, że gospodarka się rozwija, ja odbieram to pozytywnie – komentuje Jacek Siwiński, prezes Velux Polska. – To, że pracodawcy mają związane z tym pewne wyzwania, jest oczywiste, mamy tutaj do czynienia z wyzwaniami ilościowymi, jest konkurencja o pracownika, tam, gdzie pada słowo konkurencja, trzeba powiedzieć, że konkurencja jest zdrowa, bo wymaga to od pracodawców tworzenia dobrych miejsc pracy, dobrych warunków, zatrudniania pracowników na umowy o pracę, obejmowania pełnym pakietem socjalnym itd.

Podkreśla także, że jego firma nie ma na razie problemów z rekrutacją, a jedynie w tym roku zatrudniła i zatrudni trzysta dodatkowych osób. Jak podało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w sierpniu stopa bezrobocia utrzymała się na rekordowo niskim poziomie z czerwca i lipca – 7,1 proc. Poprzednio tak niski współczynnik odnotowano w marcu 1991 roku.

System ERP pozwala na szybszy rozwój firmy. Polskie przedsiębiorstwa coraz chętniej po niego sięgają

System ERP pozwala na szybszy rozwój firmy. Polskie przedsiębiorstwa coraz chętniej po niego sięgają 6

Polskie firmy coraz chętniej sięgają po systemy ERP, wynika z raportu „2017 Report on ERP Systems & Enterprise Software”. Ich stosowanie umożliwia szybszy rozwój i integrację różnego typu działań i baz danych. W przypadku małych firm nie można ich jeszcze jednak uznać za oprogramowanie stosowane powszechnie. Nową opcją są systemy ERP udostępniane w chmurze, bez potrzeby zakupu oprogramowania.

System ERP (Planowanie Zasobów Przedsiębiorstwa) ma za zadanie integrować zasoby (m.in. różnych baz danych), dzięki czemu ma przyśpieszyć i ułatwić działanie firmy. Jak pokazuje raport „2017 Report on ERP Systems & Enterprise Software”, to właśnie przyśpieszenie rozwoju własnego biznesu stanowi najczęstszy powód (18 proc.), dla którego firmy decydują się na korzystanie z systemu ERP.

– Systemy klasy ERP dotychczas nie występowały w wersji chmurowej, zatem klienci nie mieli możliwości wykorzystania zalet chmury w przypadku tego typu oprogramowania. My przenieśliśmy oprogramowanie Windows do chmury. Zalety? Wszystkie te, które daje chmura, czyli wygoda, elastyczność, bezpieczeństwo i dostępność – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Lemański z firmy ITMation.

Według raportu niewiele mniejszą wagę ma ułatwienie pracy (14 proc.) oraz zapewnienie zgodności pomiędzy różnymi bazami danych (również 14 proc.), zaś na czwartym miejscu wymieniana była lepsza integracja systemu w poszczególnych lokalizacjach przedsiębiorstwa (13 proc.). Taką integrację można zapewnić, m.in. stosując rozwiązania chmurowe.

–  Dzięki technologii wirtualizacji dosyłu możliwe jest korzystanie na dowolnym urządzeniu, także niemającym systemu Windows, czyli np. na Macach i Linuksach, a także na platformach mobilnych – urządzenia pracujące na systemach iOS i Android również mogą uruchamiać systemy, które działają w chmurze – twierdzi Tomasz Lemański.

Nowością na rynku systemów ERP są rozwiązania dostępne online. Według wspomnianego wyżej raportu tylko 6 proc. badanych w nim firm zdecydowało się na ERP w chmurze, 67 proc. wybrało zamiast tego model SaaS (oprogramowanie jako usługa), a 27 proc. – wdrożenie lokalne w infrastrukturze klienta. Tak mały udział usług cloudowych tłumaczony był przez ankietowane osoby obawami o bezpieczeństwo i utratę przechowywanych danych.

– Oprogramowanie hostowane jest w polskich serwerowniach, spełniających najwyższe wymagania dotyczące zarówno bezpieczeństwa fizycznego, jak i dostępności usług. Nawet gdyby zdarzyło się jakieś nieszczęście czy katastrofa, to kopie bezpieczeństwa są wykonywane nie rzadziej niż 3 razy na dobę, zatem odzyskanie danych nie powinno być bolesne, a jest nieporównywalnie wyższe niż w przypadku tradycyjnego modelu, gdzie klienci trzymają oprogramowanie u siebie – twierdzi Tomasz Lemański.

Według raportu „2016 IDG Enterprise Cloud Computing Survey” 70 proc. firm i organizacji ma przynajmniej jedną usługę lub aplikację w chmurze. 16 proc. pozostałych zamierza uruchomić swoje usługi w chmurze do końca 2017 r. Zdaniem eksperta tak wysoki odsetek firm, które zaadoptowały usługi przetwarzania w chmurze, może wynikać z ogólnego trendu wypożyczania różnego rodzaju rzeczy.

– Wypożyczanie rzeczy, które jest ogólnoświatowym trendem, dotyka też branży IT i uważam, że bardzo słusznie. Zwłaszcza rynek IT i oprogramowania zmienia się bardzo dynamicznie, więc kupienie oprogramowania, żeby je mieć w starej wersji, bo po tygodniu ono jest już stare, nie ma sensu. Wypożyczanie gwarantuje klientom, że zawsze będą mieli dostęp do najnowszej wersji, będą dostosowani do wymogów i do tego, co dzieje się na rynku – uważa Lemański.

Wypożyczanie oprogramowania wpisuje się w światowy trend, ale nie pozostaje rozwiązaniem bez wad. Jedną z nich jest konieczność ciągłego bycia online. Problem stanowić może także bariera psychiczna.

– Właściciel firmy nie jest w posiadaniu oprogramowania, ta psychologiczna bariera nieposiadania czegoś, tylko wynajmowania, dla niektórych wciąż może być nie do przejścia, jednak wydaje się, że oprogramowanie powinno być ostatnią rzeczą, którą tak naprawdę kierownik jednostki powinien chcieć mieć na własność – uważa Daniel Mazurkiewicz, prezes zarządu ITMation.

Polscy naukowcy tworzą innowacyjne technologie na światowym poziomie. Ich komercjalizacja jest obarczona jednak dużym ryzykiem

Polscy naukowcy tworzą innowacyjne technologie na światowym poziomie. Ich komercjalizacja jest obarczona jednak dużym ryzykiem 7

Według raportu „Komercjalizacja badań naukowych: Spojrzenie inwestorów i naukowców”, przygotowanego pod opieką Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, barierą do inwestowania w komercjalizację badań naukowych jest wysokie ryzyko takich inwestycji. Ważnym elementem ograniczania ryzyka jest udział funduszy publicznych. Działania na styku nauki i biznesu mogą być odpowiedzią na problemy z komercjalizacją badań.

– Staramy się wspierać przedsiębiorców, innowatorów, także naukowców, ale często trudno jest naukowcom połączyć te kompetencje – kompetencje związane z rozwojem technologii, rozwojem produktów czy usług są inne niż klasyczne kompetencje, których wymaga się w środowisku akademickim i naukowym – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje, Marcin Lewenstein z firmy InnoEnergy.

Jak wynika z raportu NCBiR „Komercjalizacja badań naukowych: Spojrzenie inwestorów i naukowców”, 79 proc. badanych inwestorów zdecydowanie albo raczej zgadza się z tezą, że inwestowanie w komercjalizację wyników badań naukowych jest bardziej ryzykowne od innych inwestycji. Tylko 17 proc. nie zgadza się z takim stwierdzeniem. Z tego samego badania wynika, że tylko 18 proc. badanych naukowców z powodzeniem zakończyło komercjalizację swoich badań. Ponad 40 proc. wykonało podobne próby i albo nie doczekało się jeszcze widocznych efektów, albo wie już, że ich działania nie przełożą się na jakikolwiek wymierny zysk finansowy.

– W wymiarze intelektualnym czy dorobku naukowego mamy się czym pochwalić, natomiast największym problemem i wyzwaniem jest przejście od słów do czynów. Dla naukowców często produktem jest publikacja, praca doktorska, cytowanie, kolejny grant, a tak naprawdę w życiu gospodarczym liczy się możliwość skomercjalizowania technologii, trafienia z nią na rynek, do klienta – twierdzi Marcin Lewenstein.

W badaniu NCBiR wskazano, że w ciągu kilku ostatnich lat nastąpiły istotne zmiany, które zwiastują świetlaną przyszłość innowacji w Polsce. Badani inwestorzy zwracali uwagę przede wszystkim na wzrost doświadczenia i specjalizacji różnego rodzaju podmiotów wspierających proces komercjalizacji, a także na zmiany nastawienia dużych firm – wzrosła ich otwartość na poszukiwanie innowacji z zewnętrznych źródeł. Zwłaszcza w niektórych branżach Polska ma się szansę stać liderem w zakresie innowacji.

–  Polska ma bardzo duży potencjał, jeśli chodzi o technologie informatyczne, szeroko pojęte ICT, tutaj jest interesująca nisza dla naszych naukowców, są to technologie związane z zarządzaniem siecią elektroenergetyczną, z cyberbezpieczeństwem, z zarządzaniem popytem, to kwestie optymalizacji źródeł wytwórczych, budowy rozwiązań, które pozwalałyby na diagnostykę predykcyjną, a więc wcześniejsze prognozowanie stanu urządzeń, z których energetyka korzysta, tak aby zminimalizować kwestie częstotliwości remontów czy nieplanowanych odstawień urządzeń – zapewnia ekspert.

Jak wynika z raportu NCBiR, pozytywne doświadczenia komercjalizacji zarówno ze strony naukowców, jak i inwestorów w zdecydowanej większości opierają się na osobistych kontaktach i sprawnych działaniach pośredników, którzy mają doświadczenie w kooperacji na styku nauki i biznesu. Szczególnie dużym wyzwaniem jest komercjalizacja badań na rynku energetycznym.

– Wspieramy projekty zarówno w wymiarze finansowym, jak i poprzez ich umiędzynarodowienie i budowanie możliwości trafienia na rynki, do klientów, o co często w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw czy start-upów, scale-upów mogłoby być trudne, bo energetyka nie jest łatwym rynkiem dla tego typu przedsiębiorców. Jest to sektor, w którym jest bardzo wielu zasiedziałych już i bardzo mocno związanych z rynkiem producentów i znalezienie sobie na nim niszy nie jest łatwe – mówi przedstawiciel InnoEnergy.

Polska marka odzieżowa ma szansę zdobyć serca Brytyjczyków. Ma jej w tym pomóc szeroko zakrojona kampania reklamowa z udziałem Kate Moss

Polska marka odzieżowa ma szansę zdobyć serca Brytyjczyków. Ma jej w tym pomóc szeroko zakrojona kampania reklamowa z udziałem Kate Moss 8

Specjalnie zaprojektowana kolekcja, szeroki asortyment, sprzedaż internetowa i Kate Moss jako ambasadorka marki – to elementy, które mają przesądzić o sukcesie Reserved na brytyjskim rynku. Flagowy brand z portfolio gdańskiej firmy LPP na początku września otworzył swój salon na londyńskiej Oxford Street – jednej z najdroższych i najbardziej prestiżowych ulic świata.

– Nasza konkurencja w Londynie jest bardzo podobna do tej na pozostałych rynkach. Głównie jest to Zara i Topshop. Myślę jednak, że bardzo ciężko pracowaliśmy nad poprawą naszej kolekcji i nad tym, aby była jak najbardziej atrakcyjna i zgodna z aktualnymi trendami, żeby móc stanąć do ostrej walki z największą konkurencją – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Radzikowska, dyrektor departamentu damskiego w Reserved.

Na brytyjskim rynku Reserved zaoferuje pełen asortyment produktowy, czyli zaprojektowane specjalnie na tę okazję kolekcje: damską, męską i dziecięcą.

– Przygotowaliśmy specjalną kolekcję londyńską właśnie na to otwarcie. Jest to prawdziwa perełka, coś, co przyciągnie Brytyjczyków do naszego salonu i będzie tylko w Reserved. Kolekcja londyńska to przede wszystkim inspiracje latami 80., 90., inspiracja PRL-em, polskie akcenty, dziergane swetry z polskimi napisami. To będzie tylko u nas na Oxford Street – mówi Paulina Kostyszyn, product manager w Reserved.

Nowy salon flagowej marki z portfolio gdańskiej spółki LPP został 6 września otwarty w Londynie. Mieści się w centrum West Endu, przy Oxford Street 252 – jednej z najbardziej prestiżowych ulic handlowych świata. Marka chce przyciągnąć nie tylko Brytyjczyków, lecz także turystów z całego świata, którzy odwiedzają miasto. Na Oxford Street w 2016 r. ruch pieszy sięgał 120 milionów osób, a łączne przychody tamtejszych butików to kilka miliardów funtów rocznie.

– Nasi klienci mają możliwość zakupienia kolekcji w sklepach stacjonarnych oraz w sklepach online – mówi Anna Radzikowska.

W asortymencie e-sklepu marki znalazło się ponad 10 tys. produktów.

Debiut Reserved na brytyjskim rynku firmuje światowej sławy modelka Kate Moss, która jest twarzą zakrojonej na szeroką skalę kampanii reklamowej. Jej wizerunek znajduje się między innymi na dwupiętrowych autobusach w Londynie. Działania promocyjne marki będą skoncentrowane na komunikacji internetowej i reklamie zewnętrznej wykorzystującej witrynę salonu oraz nośniki reklamowe na przystankach autobusowych i stacjach metra.

– Wybór Kate Moss był dla nas naturalny. Ona jest światową ikoną mody, ale też swoistą świętością dla Brytyjczyków. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że Kate będzie właściwym wyborem. Ponadto bardzo dobrze reprezentuje ducha naszej marki, czyli jest polished/unpolished – często elegancka, ale też rock&rollowa, dziewczęca, ale też kobieca. To wszystko razem złożyło się na ten wybór – uzasadnia Anna Sołtys, dyrektor biura produktowego Reserved w Warszawie.

Debiut w Londynie to kolejny duży krok grupy LPP w kierunku umocnienia swojej pozycji na rynkach globalnych. Strategia spółki opiera się na międzynarodowej ekspansji. W maju tego roku Reserved zadebiutował w Berlinie i marka zapowiada, że brytyjska stolica nie jest ostatnią, w której otwiera swój salon.

Polskie firmy liczą na współpracę z Chinami

W 2013 roku chiński prezydent Xi Jinping zapowiedział utworzenie Nowego Jedwabnego Szlaku, łączącego Chiny z europejskimi wybrzeżami Atlantyku. Wrota do Europy Zachodniej mają znajdować się w Polsce. Polska ma być jednym z kluczowych węzłów Nowego Jedwabnego Szlaku. To szansa dla  przedsiębiorstw, nie tylko tych największych. Tym bardziej, że jeszcze we wrześniu zostanie uruchomiony korytarz, umożliwiający im dokonywanie szybkich, bezpiecznych przelewów z Krajem Środka.

Chińskie produkty już nie tylko na Allegro

Gigantyczne, międzynarodowe przedsięwzięcie, o łącznym budżecie setek miliardów dolarów. Chiny stają się coraz bardziej dostępne, już nie tylko dla dużych koncernów, ale także dla drobnych przedsiębiorców. Do tej pory, ci najmniejsi skupiali się głównie na sprowadzaniu pochodzącego z Azji towaru, który następnie sprzedawali chociażby na Allegro. Coraz większa liczba polskich przedsiębiorców znajduje dostawców towarów i półproduktów.

Niewątpliwie, Chiny odciskają swoje piętno w biznesowym krajobrazie Europy. Już teraz produkty produkowane w tym kraju stanowią największe źródło importowanych dóbr dla Unii Europejskiej. Są ważne także dla Polski: zajmują drugie, po Niemczech, miejsce na liście źródeł importu (24 mld dolarów w 2016) – niestety – pierwsze pod względem deficytu w handlu zagranicznym. Nowy Jedwabny Szlak może jednak już wkrótce zrównoważyć te proporcje. Z pewnością nie stanie się to jednak z dnia na dzień.

Będzie taniej

Konkurencyjność wiąże się z jak najbardziej bezpośrednim sposobem dotarcia na nowy rynek. Aby zwiększyć konkurencyjność cenową swojej oferty należy omijać pośredników  – dotyczy to także przelewów międzynarodowych.

Zacieśnianie biznesowych relacji i wzrost liczby transakcji niesie ze sobą konieczność ich bezproblemowej obsługi. Zwiększenie się wolumenu transakcji finansowych pomiędzy polskimi i chińskimi przedsiębiorcami to wyzwanie, dlatego tak ważne jest wsparcie oraz wprowadzenie różnego rodzaju ułatwień. To się już dzieje. Kolejny krok w tym kierunku, pod koniec września, wykona TransferGo. Firma zajmuje się dostarczaniem rozwiązań technologicznych wspierającym usługi finansowe w 45 krajach na świecie. Dla przedsiębiorców wykonujących zagraniczne operacje oznacza to spore oszczędności

Chiny to kolejny kraj w którym uruchamiamy usługę szybkich i bezpiecznych przelewów transgranicznych. Dla przedsiębiorców oznacza to duże oszczędności, bowiem w przypadku firm zajmujących się eksportem i importem towarów, koszt przewalutowania transakcji może znacząco wpłynąć na rentowność przedsięwzięcia. Nasza propozycja to koszty zdecydowanie niższe niż usługi świadczone za pośrednictwem banków. Ponadto, cały koszt operacji znany jest na samym początku – nie ma ukrytych kosztów – Magdalena Gołębiewska, country manager TransferGo

Rosnąca wymiana handlowa to pole do zagospodarowania dla firm i instytucji oferujących usługi finansowe, chociażby te najbardziej podstawowe – przelewy międzynarodowe. TransferGo ostatnio pojawił się w Indiach – ogromnym rynku rozwijającym się w tempie ponad 7% rocznie. Teraz przyszedł czas na Chiny. Z możliwości dokonywania tanich połączeń, przedsiębiorcy, prowadzący interesy w Państwie Środka będą mogli skorzystać pod koniec września.

Przyszły tydzień: FOMC, Norges Bank, BoJ, PKB z NZ, CPI z Kanady

W przyszłym tygodniu wszystkie oczy będą zwrócone na Fed, gdzie stawką jest podtrzymanie oczekiwań na grudniową podwyżkę stop procentowych. Poznamy także stanowisko banków centralnych Japonii i Norwegii. Na polu danych największa uwaga będzie na PKB z Nowej Zelandii, PMI z Eurolandu i inflacji z Kanady.

Tematem wrześniowego posiedzenia FOMC (wt-śr) będzie rozpoczęcie procedury redukcji sumy bilansowej. Decyzja jest przesądzona i jasno komunikowana od wielu miesięcy. Od strony rynków finansowych ważniejsze jest, jak członkowie Fed widzą szanse na podwyżkę stóp procentowych w grudniu? Odbicie inflacji w sierpniu pozwala na podtrzymanie wydźwięku z ostatniego komunikatu, a mediana prognoz dla ścieżki stóp procentowych nie powinna być istotnie zrewidowana w dół. Prognozy inflacji na lata 2017-2018 muszą uwzględnić ostatnią serię słabych odczytów CPI (przed sierpniowym odbicie), ale rynek już to zdyskontował. Ogólnie uważamy, że stanowisko FOMC powinno podnieść rynkową wycenę prawdopodobieństwa podwyżki w grudniu, a za tym wesprzeć USD.

W strefie euro rewizja inflacji i indeks ZEW są drugorzędne i przejdą bez echa. Indeksy PMI dla przemysłu i usług (pt) będą ciekawsze przy oczekiwaniach na podtrzymanie solidnego tempa aktywności. To powinno wspierać zamiary normalizacji polityki ECB, jednak sporo z oczekiwań redukcji QE jest już zdyskontowane i brak jest świeżej amunicji dla podtrzymania wzrostów EUR. Taktyczna redukcja długich pozycji w EUR/USD i EUR/GBP będzie ciążyć w krótkim terminie.

W Wielkiej Brytanii dane o sprzedaży detalicznej (śr) są jedyny godnymi odnotowania. Przy pogarszających się nastrojach konsumentów ryzyka przy odczycie przeważają po negatywnej stronie, co może uderzyć w generalnie optymistyczny klimat wokół funta. Mimo to jedno rozczarowanie w danych to za mało, by zahamować rosnące oczekiwania na podwyżkę BoE w listopadzie zainicjowane przez komunikat po posiedzeniu banku w ostatni czwartek. W tym kontekście rynek będzie śledził komentarze prezesa Carneya (pon). Jakkolwiek wątpimy w możliwości BoE do podwyżki stopy procentowej w tym roku, na razie nie zamierzamy stawać na drodze rajdu funta.

Norges Bank podejmuje decyzję w czwartek, ale nie oczekujemy niespodzianki. Ostatnim razem w czerwcu bank prognozował termin pierwszej podwyżki pod koniec 2019 r. Słabszy odczyt sierpniowej inflacji nie jako gwarantują, że bank powstrzyma się od zaostrzenia języka. Przybliżenie terminu podwyżki będzie niespodzianką i impulsem do rajdu korony, jednak Norges Bank raczej chciałby uniknąć podsycania aprecjacji NOK.

Z Polski napłynie główna paczka danych za sierpień. Wypłaty premii w górnictwie utrzymują solidną dynamikę wynagrodzeń (pon). Korzystna różnica dni roboczych przemawia za wzrostem produkcji przemysłowej, podczas gdy handel powinien ucierpieć przez wakacyjny spadek popytu (wt). Nowy rekord stopy bezrobocia (poniżej 7,1 proc.) będzie skutkiem nasilenia prac sezonowych (pt). Dane nie powinny mieć wpływu na złotego, który znajduje się pod presją umacniającego się USD, wzrostu ryzyka politycznego (spór z KE) i technicznego spadku atrakcyjności PLN na tle innych walut rynków wschodzących. Podejście EUR/PLN pod 4,32 jest coraz bardziej realne.

W Japonii po posiedzeniu Banku Japonii (śr-czw) oczekuje się utrzymania polityki monetarnej bez zmian. Zmiany we wskaźnikach gospodarczych w ostatnim czasie były generalnie pozytywne, choć trend inflacyjny pozostał umiarkowany. To przemawia za podtrzymaniem przez BoJ dotychczasowego nastawienia. Konferencja prasowa prezesa Kurody powinna przejść bez większej reakcji, a USD/JPY będzie w większym stopniu odzwierciedlał skutki decyzji FOMC opublikowanej kilkanaście godzin przed decyzją BoJ.

Nowa Zelandia szykuje się do wyborów parlamentarnych w sobotę 23 września, co może dławić zmienność NZD w poprzedzających dniach. Rosnące poparcie Partii Pracy nad rządzą Partią Narodową jest odbierane negatywne z uwagi na hasła wyborcze dotyczące zmiany mandatu banku centralnego. Dodatkowym ryzykiem jest potencjalna koalicja z populistyczną NZ First, która na jest za zaostrzeniem prawa imigracyjnego (podczas gdy napływ imigrantów jest siłą napędową gospodarki). Napięcia przedwyborcze mogą ciążyć na NZD, jak również tłumić potencjalną reakcję na odczyt PKB za II kw. (czw). W obecnym klimacie lepsze dane mogą być większym zaskoczeniem dla krótkich pozycji.

Kalendarz z Australii jest ubogi z wyróżnieniem protokołu z ostatniego posiedzenia RBA (wt), choć powinny być one równie neutralne co komunikat z początku miesiąca. Przemówienie prezesa banku centralnego Lowe’a w czwartek może być interesujące, gdzie naszym zdaniem ryzyka przeważają po gołębiej stronie. RBA nie zamierza wpisywać się w ostatni nurt zacieśniania monetarnego, starając się robić więcej na rzecz osłabienia waluty. Jesteśmy negatywnie nastawieni do AUD w średnim terminie, ale w przyszłym tygodniu kierunek nadawać będzie sentyment względem USD.

W Kanadzie ważne dane pojawią się dopiero w piątek: sprzedaż detaliczna i inflacja CPI. Słaba presja inflacyjna nie powstrzymała Banku Kanady przed podwyżką stopy overnight na początku września, zatem dane te mogą teraz być mniej istotne od sprzedaży. Po względnie słabym wyniku za czerwiec (0,1 proc. m/m), lipiec może przynieść mocniejsze odbicie, co by wpisywało się w retorykę banku o silnej aktywności gospodarczej. Wcześniej usłyszymy komentarze wiceprezesa BoC Lane’a (pon) i największe ryzyko leży po stronie wyrażenia obaw o siłę CAD. Bez tego CAD powinien utrzymywać relatywną przewagę względem innych walut surowcowych, jak NOK, AUD i NZD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Branża transportowa o wystąpieniu Junckera

Niestety, nie wszystkie plany i zamierzenia zaprezentowane w wystąpieniu o stanie UE przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera nastrajają optymizmem przedsiębiorców świadczących usługi na europejskim rynku, a w szczególności pracodawców z branży transportu i logistyki. 

Akcentując potrzebę równości wśród obywateli Unii Europejskiej, Juncker podkreślił, iż jej gwarantem będą przyjęte już wkrótce nowe przepisy o delegowaniu pracowników. I tu można sobie zadać pytanie, w jaki sposób regulacja prawna odnosząca się do mniej niż 1 procenta europejskich pracowników ma gwarantować równość obywateli Unii Europejskiej? I czy utrata pracy przez kilkaset tysięcy pracowników z Europy Środkowej, państw bałtyckich i z Bałkanów jest akceptowalną ceną za osiągnięcie rzekomej równości w sferze socjalnej?

Martwi, że pomimo deklarowanej w orędziu o stanie UE subsydiarności działań Komisji Europejskiej wobec państw członkowskich, przewodniczący Juncker zapowiedział utworzenie unijnego organu ds. prawa pracy. Ma on zapewnić sprawiedliwe warunki na jednolitym rynku. Dla przedsiębiorców oznacza to niestety coraz większe przeregulowanie rynku, a także zwiększenie obciążeń administracyjnych i ryzyka związanego z faktem, iż istniejące i projektowane przepisy unijne wprowadzają niepewność co do obowiązującego prawa.

Obawiamy się, że za tę „równość” zapłacą pracownicy, których praw chce bronić przewodniczący Komisji Europejskiej. Zapłaci też cała europejska gospodarka, gdyż wszelkie dodatkowe bariery w transporcie drogowym oznaczają wzrost kosztów wymiany towarowej i ograniczenie konkurencyjności produkcji w poszczególnych państwach do lokalnych i regionalnych rynków. A na samym końcu zapłaci europejski konsument, który musi się liczyć z podwyższeniem cen towarów i usług.

Komentarz Macieja Wrońskiego, prezesa Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska, członka Konfederacji Lewiatan

Poselskie propozycje zmian dotyczące zwrotu nadpłaty podatku

Do Sejmu trafił poselski projekt zmian w ordynacji podatkowej. Przewiduje on skrócenie z 3 miesięcy do 30 dni czasu oczekiwania przez podatników podatku akcyzowego, specjalnego podatku węglowodorowego, jednoosobowych spółek Skarbu Państwa i przedsiębiorców państwowych oraz przez płatników PIT na zwrot nadpłaconego podatku.

W myśl obecnie obowiązującego art. 77 § 1 pkt 5 ordynacji podatkowej nadpłata podlega zwrotowi w terminie 3 miesięcy od dnia złożenia:

  • zeznania rocznego – dla podatników podatku dochodowego;
  • deklaracji rocznej – dla podatników specjalnego podatku węglowodorowego;
  • deklaracji podatku akcyzowego – dla podatników podatku akcyzowego;
  • deklaracji o wpłatach z zysku za rok obrotowy – dla jednoosobowych spółek Skarbu Państwa i przedsiębiorstw państwowych.

Zwrot nadpłaty następuje:

  • w przypadku gdy podatnik, płatnik lub inkasent jest obowiązany do posiadania rachunku bankowego lub rachunku w spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej, wyłącznie na ten rachunek wskazany przez podatnika, płatnika lub inkasenta;
  • w przypadku gdy podatnik, płatnik lub inkasent nie jest obowiązany do posiadania rachunku bankowego lub rachunku w spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej, na wskazany rachunek bankowy lub rachunek w spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej podatnika, płatnika lub inkasenta albo przekazem pocztowym, chyba że podatnik, płatnik lub inkasent zażądają zwrotu nadpłaty w kasie.

Proponowane zmiany

Zdaniem autorów poselskiego projektu zmian w ordynacji podatkowej długość okresu zwrotu nadpłaty w ww. przypadkach nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia, zwłaszcza wobec postępującej informatyzacji, która powinna wpływać na wzrost efektywności pracy w urzędach. Omawiany projekt nowelizacji ustawy skraca te okresy z 3 miesięcy do 30 dni.

Jak podkreślają autorzy poselskiego projektu zmian w ordynacji podatkowej, obecna konstrukcja systemu podatkowego i organizacja administracji skarbowej nie motywuje urzędników do sprawnego rozliczania podatków, w tym szybkiego zwracania nadpłaconego podatku. Ustawowo przyjęte terminy zwrotu nadpłaty pochodzą sprzed 20 lat, kiedy urzędy i urzędnicy nie mieli wsparcia w postaci nowoczesnych technologii i specjalnego oprogramowania, więc ich praca była zdecydowanie bardziej czasochłonna. W tej chwili deklaracje podatkowe mogą być weryfikowane dużo szybciej, więc podatnicy powinni wcześniej uzyskiwać zwrot nadpłaconego podatku.

W przypadku skorygowania deklaracji przez organ podatkowy lub przez podatnika nadpłata będzie podlegała zwrotowi w terminie 30 dni od dnia jej skorygowania.

Do spraw będących w toku stosowane będą przepisy dotychczasowe. Omawiany projekt nowelizacji ma wejść w życie po 30 dniach od dnia jej opublikowania w Dzienniku Ustaw.

Omawiany projekt trafi teraz do pierwszego czytania w Sejmie.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Rozszerzona kontrola krzyżowa – jakie uprawnienia ma urząd skarbowy?

Wprowadzone od 1 stycznia br. zmiany w ordynacji podatkowej zwiększyły zakres kontroli krzyżowych. Organ podatkowy zyskał możliwość kontroli całego łańcucha dostaw danego przedsiębiorcy. Jednak prowadzona kontrola nie może być nieograniczona.

Założenie kontroli krzyżowych

Dotychczas kontrole krzyżowe przeprowadzane były przez organ podatkowy po to, by ten mógł zweryfikować dokumenty związane z przedmiotem kontroli nie tylko u podmiotu kontrolowanego, ale również u jego bezpośredniego klienta. Jej celem było sprawdzenie prawidłowości transakcji. Dostęp do dokumentów u klienta był możliwy wyłącznie w ramach prowadzonego w danej firmie postępowania podatkowego lub kontroli, a sama kontrola krzyżowa była wyłącznie jednym z etapów prowadzonej ogólnej kontroli skarbowej. Jednak wprowadzona w styczniu nowelizacja ordynacji podatkowej istotnie zmieniła uprawnienia organów w tym zakresie.

Prawo do kontroli wielu podmiotów

Szczegóły dotyczące nowych zasad przeprowadzania kontroli krzyżowych reguluje rozdział V znowelizowanej ordynacji podatkowej. Określa on czynności sprawdzające, do których prawo ma kontrolujący organ. Istotne zmiany zostały wprowadzone w art. 274c. Nakłada on potencjalny obowiązek kontrahentów kontrolowanego przedsiębiorstwa do przedstawienia dokumentów dotyczących kontrolowanej transakcji. Przedstawienie dokumentacji jest konieczne w przypadku żądania organu podatkowego. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie art. 274c § 1c. Wskazuje on, że obowiązek przedstawienia dokumentacji ma zastosowanie również do „(…) podmiotów prowadzących działalność gospodarczą uczestniczących w dostawie tego samego towaru lub świadczenia tej samej usługi będących zarówno dostawcami, jak i nabywcami biorącymi udział pośrednio lub bezpośrednio w dostawie towaru lub świadczenia usługi”. Powyższy zapis daje organowi podatkowemu możliwość kontroli całego łańcucha dostaw konkretnego przedsiębiorcy, a nie jedynie jego bezpośrednich klientów. Zwiększa to znacznie możliwość kontroli partnera biznesowego podatnika, u którego jest przeprowadzane właściwe postępowanie podatkowe.

Ograniczony zakres żądania

W znowelizowanej ordynacji podatkowej pojawił się przepis ograniczający zakres żądania organu podatkowego wyłącznie do dokumentów powiązanych z dostawą towaru czy świadczeniem usługi kontrolowanych u podatnika. Innymi słowy, organ kontrolujący nie ma prawa żądać dokumentacji niepowiązanej z kontrolowaną transakcją u podatnika. Co więcej, żądanie musi dotyczyć jedynie okresu objętego u podatnika kontrolą. Żądanie innych informacji będzie tożsame z przekroczeniem uprawnień przez kontrolującego. W przypadku naruszenia prawa przez organ warto skonsultować się z doświadczoną kancelarią prawnopodatkową, która pomoże przedsiębiorcy wyegzekwować jego prawa.

Solidny cios w przedsiębiorców?

Jak podkreśla Ministerstwo Finansów, rozszerzenie uprawnień organów podatkowych w zakresie kontroli krzyżowych ma skutecznie wyeliminować wyłudzenia zwrotu podatku VAT. Jednak uprawnienia organów niosą wysokie ryzyko kierowania żądań do szerokiej grupy partnerów biznesowych kontrolowanego podmiotu. Każde z tego rodzaju żądań będzie dodatkowym utrudnieniem w prowadzeniu działalności kontrahenta.

Ponadto chęć badania całego łańcucha dostaw w celu wykrycia nieuczciwego ogniwa niesie również ryzyko poniesienia konsekwencji przez uczciwego przedsiębiorcę – nieświadomego, że znalazł się w łańcuchu niezgodnych z prawem działań podatkowych.

Kontrole krzyżowe nie przy weryfikacji zwrotu VAT

Chociaż celem rozszerzonych kontroli krzyżowych jest eliminacja wyłudzeń zwrotu podatku VAT, nie mogą być one zastosowane w przypadku wydłużonego terminu zwrotu wynikającego z czynności sprawdzających. Ściśle określa to uchwała NSA z 24 października 2016 r. (I FPS 3/16), wskazująca, że podczas weryfikacji zasadności zwrotu należnego podatku prowadzonej w oparciu o art. 87 ust. 2 ustawy o VAT żądanie dokumentów od kontrahentów podatnika nie jest możliwe. W tym przypadku znaczące jest określenie okoliczności czynności sprawdzających zasadność zwrotu podatku: terminowość podatnika, formalna poprawność dokumentów oraz ustalenia stanu faktycznego w zakresie niezbędnym do stwierdzenia zgodności z przedstawionymi dokumentami. Ten zakres czynności nie obejmuje jednak czynności sprawdzających określonych w art. 274c § 1c. Tym samym kontrola krzyżowa nie może być wykorzystana w weryfikacji zasadności zwrotu VAT, gdyż nie przewidują tego postanowienia ordynacji podatkowej. Przedsiębiorcy powinni być świadomi swoich praw. Jednakże zapisy ustawy o VAT i ordynacji podatkowej mogą nie być dla wszystkich zrozumiałe, dlatego w przypadku jakichkolwiek wątpliwości co do słuszności prowadzonego przez organ podatkowy postępowania warto skorzystać ze wsparcia doświadczonego doradcy prawnopodatkowego. Zweryfikuje on zasadność prowadzonych przez kontrolującego działań, a w przypadku przekroczenia uprawnień pomoże przedsiębiorcy skutecznie uchronić się przez bezprawnym działaniem organu.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Big data w walce z karuzelami VAT

Ministerstwo Finansów konsekwentnie walczy z oszustami VAT. Robi to różnymi narzędziami. Kolejnym ma być zespół doświadczonych programistów i analityków, tzw. big data. Ma on zwiększyć skuteczność wykrywania tzw. podatkowych karuzeli.

Prozaiczne błędy, które trudno wychwycić

Jak wskazuje MF, firmy działające w ramach karuzeli VAT popełniają szereg błędów, które pozwalają je zdemaskować jako podatkowych oszustów. Znaczne zaniżanie cen sprzedawanych towarów czy wyznaczanie krótkich terminów płatności wystawionych faktur już wzbudzają wątpliwości organu podatkowego. Czym jeszcze nieuczciwe przedsiębiorstwo może zwrócić na siebie uwagę?

Częstym błędem fikcyjnych firm jest nieodliczanie podstawowych kosztów prowadzenia działalności. Odliczanie kosztów za firmowy telefon, dostęp do internetu, wykupienie obowiązkowej polisy ubezpieczeniowej czy licencji na oprogramowanie komputerowe jest obecnie standardem. Dlatego fakt, że któreś z przedsiębiorstw nie odlicza typowych kosztów, również może budzić wątpliwości organu podatkowego co do tego, czy zamiary danej firmy są uczciwe.

Skoro fikcyjne przedsiębiorstwa popełniają tak wiele błędów, dlaczego wykrycie ich działalności jest tak trudne?

Przede wszystkim wskazane informacje o przedsiębiorstwach to niepowiązane ze sobą dane. Poza tym organ podatkowy często na ich podstawie wykrywa działalność przestępczą w momencie, kiedy oszukańcza firma znika z rynku. Dlatego MF postanowiło opracować rozwiązanie, które nie tylko pozwoli powiązać ze sobą wszystkie firmowe dane, lecz także umożliwi wykrycie przestępczego procederu, gdy przestępcze podmioty jeszcze istnieją na rynku.

Bazy danych źródłem wiedzy

Sposobem na wyeliminowanie działalności karuzeli podatkowych w Polsce ma być uruchomienie przez MF specjalistycznego zespołu programistów i analityków, których głównym zadaniem będzie analiza wielu danych związanych z prowadzeniem podejrzanej działalności. Pozyskanie firmowych danych nie będzie trudne, gdyż współcześnie każde działające w Polsce przedsiębiorstwo pozostawia swój ślad w różnego rodzaju rejestrach. Administracja podatkowa może sięgnąć m.in. po Jednolite Pliki Kontrolne przesyłane przez przedsiębiorców, deklaracje podatkowe czy do innych rejestrów. Dotąd każda z tych baz danych działała niezależnie, co zwiększało trudności w demaskowaniu podatkowych oszustów. Jednak utworzenie zespołu specjalistów i połączenie wszystkich dostępnych baz danych w jedno źródło informacji pozwoli administracji podatkowej wyselekcjonować dane świadczące o próbie wyłudzenia podatku. Wykorzystanie tzw. analizy big data i szeregu specjalnych algorytmów pozwoli wytypować podmioty podwyższonego ryzyka. Ich wyselekcjonowanie będzie podstawą do monitorowania ich działalności, a tym samym pozwoli na wykrycie, czy stosują one nieuczciwe praktyki. Rozwiązanie wykorzystujące koncepcję big data ma zostać uruchomione przez MF w ciągu najbliższych tygodni.

Big data w praktyce

Zastanawiające jest, jak wykorzystanie big data w walce z podatkowymi oszustami będzie wyglądało w praktyce. Zadaniem systemu będzie wykrywanie anomalii związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej. Analiza danych będzie obejmowała nie tylko historie przeprowadzonych transakcji, w których wątpliwości może wzbudzić np. znaczny wzrost sprzedaży określonego produktu niemający związku z obecną koniunkturą rynku. Zespół analityków będzie przyglądał się również kontrahentom przedsiębiorcy. Podejrzenia może budzić chociażby firma z krótkim stażem na rynku obracająca towarem na wysokie kwoty, a nieodliczająca jednocześnie chociażby kosztów wynajmu magazynu. Pod lupę zostaną również wzięci biznesmeni otwierający działalność gospodarczą. Szczególną uwagę analityków przykują podejmujący się prowadzenia biznesu w branży, w której nie posiadają jakiegokolwiek doświadczenia. Założenie wysoko specjalistycznej spółki przez szeregowego pracownika branży budowlanej od samego początku wydaje się podejrzane.

Cennym źródłem informacji dla analityków byłyby również firmowe rachunki bankowe. Analiza ich sald znacznie ułatwiłaby wyłuskanie nieuczciwych działań. Jednak pomysł, by zespół specjalistów uzyskał dostęp do bankowych rachunków, budzi wiele wątpliwości etycznych. Nie ma pewności, czy uda się go wdrożyć.

Cios w uczciwych przedsiębiorców?

Wykorzystanie big data do walki z podatkowymi karuzelami niepokoi jednak uczciwych przedsiębiorców. Obawiają się oni przede wszystkim tego, że dane o ich przedsiębiorstwach i działalności dostaną się w niepowołane ręce. Należy pamiętać, że specjalistyczny zespół analityków uzyska dostęp nie tylko do informacji związanych z posiadaniem telefonicznych abonamentów, lecz także do danych finansowych i informacji o kontrahentach. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że wyciek tego rodzaju informacji chociażby do konkurencji może być dla konkretnego biznesu zabójczy.

Ponadto, mimo że wykorzystanie big data ma stanowić dla uczciwych przedsiębiorców skuteczną ochronę przed stratami wynikającymi z transakcji przeprowadzonych z podatkowymi oszustami, to działający zgodnie z prawem przedsiębiorcy obawiają się, że zebrane dane mogą niesłusznie sugerować, że ich firmy działają nieuczciwie. Istnieje ryzyko, że pozyskane przez MF informacje o konkretnej firmie będą zawierały błędy lub że część działań, które dla organu podatkowego będą wydawały się podejrzane, nie miała na celu obejścia prawa. Gdy dojdzie do konfrontacji z organem podatkowym i konieczne stanie się udowodnienie uczciwości przedsiębiorcy, może on skorzystać ze wsparcia wyspecjalizowanej kancelarii podatkowej. Jej doświadczeni pracownicy pomogą biznesmenowi dowieść swojej niewinności. Doradzą też, jak uniknąć podobnych sytuacji na przyszłość.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Zielona energia w modelu obywatelskim – nowa szansa dla energetyki

Pracownia Finansowa jako jedna z pierwszych firm w Polsce sfinansowała park wiatrowy w modelu obywatelskim. Zaprosiła duże grono inwestorów prywatnych w ramach crowdfundingu, aby zrealizować inwestycję. Obecnie zarządza siedmioma elektrowniami wiatrowymi – każda z nich zasila około dwóch tysięcy gospodarstw domowych.

– To stanowi już pokaźną sumę energii. Kolejnych trzynaście projektów jest w trakcie pozyskiwania pozwolenia na budowę – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Musiał, prezes Pracowni Finansowej – Każdego miesiąca Pracownia stara się podnieść efektywność inwestycji. Chociaż ubiegły rok był najgorszym okresem w branży, wygenerowaliśmy zyski dla naszych inwestorów w przedziale między 2 a 5 proc. Biorąc pod uwagę okoliczności, jest to zadowalający wynik. Przez wprowadzenie nowych rozwiązań udało się obniżyć koszty serwisowania urządzeń.

Według Pracowni Finansowej najlepszą sytuacją dla całej branży byłoby zlikwidowanie jakiejkolwiek pomocy czy dotacji dla jakichkolwiek uczestników rynków energetycznego. Wówczas najlepsze firmy by przetrwały, najsłabsze odpadły, a ludzie mieliby w domu tańszą, czystszą i łatwiej dostępną energię elektryczną. Obecnie Pracownia Finansowa jest na etapie zdobywania koncesji na spółkę zajmującą się obrotem energią, aby podnieść marże ze sprzedaży. Cały czas podejmujemy kroki, by zwiększyć rentowność naszych projektów i przynosić zyski naszym inwestorom – dodał Musiał.

Jak rodzice wydają pieniądze z programu 500+

Spłata zaległych długów rodziców na szczęście nie pochłania większości pieniędzy z 500+. W zdecydowanej większości przypadków z pomocy państwa korzystają dzieci. Troje na czworo dzieci wykorzystuje swoje 500 zł. Na co przede wszystkim przeznaczane są pieniądze z rządowego programu?

Jak wynika z badania BIG InfoMonitor, prawie trzech na czterech badanych deklaruje, że otrzymywane pieniądze przeznacza przede wszystkim na potrzeby dziecka, 26 proc. mówi, że 500+ finansuje głównie potrzeby całej rodziny, a 2 proc. ankietowanych rodziców przyznaje, że to oni sami najbardziej korzystają z pieniędzy otrzymywanych na dzieci.

– Warta ponad 2,1 mld zł miesięcznie pomoc państwa wydawana jest w pierwszej kolejności na edukację i odzież – mówi w rozmowie z MarketNews24 Halina Kochalska z BIG InfoMonitor.

Pozwala też przeznaczać większy budżet na zakup żywności oraz zorganizowanie wakacji.

Na dalszym, ale wysokim miejscu znalazło się oszczędzanie i wyższe wydatki na zabawki. Wśród wydatków finansowanych pomocą 500+, które zdobyły co najmniej kilkanaście procent wskazań, znalazły się także poprawa warunków mieszkaniowych, rozrywka oraz kultura.

Kurs funta w górę po decyzji Banku Anglii. Gorąco w Azji

Niezmienione stopy procentowe i komentarz prezesa Banku anglii wywindowały funta w górę. Korea Północna znowu odpaliła testowe pociski balistyczne. Fatalny wrzesień dla kryptowalut.

Stopy procentowe bez zmian

Wczoraj zarówno Bank Anglii jak i Bank Turcji nie zmieniały stóp procentowych. Wynoszą one obecnie odpowiednio 0,25% dla unta i 8% na liry tureckiej. W obydwóch tych wypadkach była to decyzja, która wraz z komentarzem banku ucieszyła inwestorów. Reakcja na lirze była słabsza, ale funt szedł w górę niemal 1,5%. Przed decyzją kosztował 4,75 zł po decyzji ruch wzrostowy wyniósł go na 4,82 zł.

Korea Północna nie próżnuje

Dzisiaj w godzinach nocnych odbyła się kolejna próba rakietowa. Pocisk został wystrzelony w stronę Japonii. Przeleciał nad jej północną częścią i wpadł do oceanu. Odpowiedzią mają być kolejne sankcje przeciwko temu państwu. Zobaczymy czy ONZ zdecyduje się na taki krok, jednak sytuacja na półwyspie staje się coraz bardziej gorąca. Sytuacji nie pomagają Koreańczycy Południowi, którzy w ramach odpowiedzi zaplanowali manewry przy granicy z północą.

Ucieczka od kryptowalut

Plotki o możliwym odcięciu się Chin od rynku kryptowalut stają się faktem. Jak istotni byli inwestorzy z Chin widać obecnie w notowaniach najpopularniejszych kryptowalut. Bitcoin na początku września ocierał się o barierę 5000 dolarów za sztukę, w tej chwili testuje poziom 3000 dolarów. Etherium które zbliżało się do 400 dolarów obecnie walczy o nie spadnięcie poniżej 200. Litecoin z kolei spadł z 90 dolarów do niemal 40. Czy można mówić o pęknięciu bańki? Z pewnością wielu inwestorów widząc co się dzieje szybko zrealizowało zyski jeszcze pogłębiając spadki. Kolejne dni pokażą nam co tak naprawdę się wydarzy, ale entuzjazm komentatorów wyraźnie opadł.

Dzisiaj w danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jak będą się kształtować ceny w Polsce?

W tym tygodniu poznaliśmy wyniki dla inflacji bazowej w Polsce. W sierpniu w rocznym zestawieniu wzrosła jedynie o 0,7%. Łączna inflacja wyliczana wg indeksu CPI, z wynikiem 1,8%, jest wyższa niż inflacja bazowa.

Za wzrost CPI odpowiada wzrost cen żywności i paliw, które nie są wliczane do inflacji bazowej. Obecnie wydaje się, że zachowanie NBP, który pomimo niskiego wzrostu cen utrzymuje stabilność polityki pieniężnej, jest rozsądne. Polski bank centralny zdaje sobie sprawę, że zmiany cen są spowodowane czynnikami, na które nie ma większego wpływu i dlatego nie ma sensu ingerować w politykę pieniężną. Potwierdzają to rozczarowujące wyniki innych banków centralnych, którym w takiej sytuacji nawet przy luźnej polityce pieniężnej, często nie udaje się osiągnąć celu inflacyjnego. Pomimo niskiej inflacji bazowej w Polsce oczekuje się wzrostu indeksu CPI, a to przede wszystkim dzięki utrzymującemu się wzrostowi cen żywności. Żywność będzie droższa ze względu na słabe plony spowodowane wiosennymi mrozami. Ceny paliw powinny nadal rosnąć.

W tym tygodniu na polską walutę wpływ miał również spór z Komisją Europejską dotyczący ustawy o ustroju sądów powszechnych. Jeżeli nie dojdzie do kompromisu, sprawa może zakończyć się w Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu. I ze względu na tą sytuację polska waluta w tym tygodniu się osłabiła. W piątek rano kurs wynosił 4,28 EUR/PLN. Kurs eurodolara był na poziomie 1,19 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Dolar nadal niedowartościowany

Nocna próba balistyczna Korei Północnej przechodzi bez wielkiego echa. Po pierwsze: pocisk przelatujący nad Japonią i spadający do Pacyfiku nie jest zinterpretowany jako wejście konfliktu na wyższy poziom (pomimo posiadania przez reżim bomby wodorowej i największego zasięgu osiągniętego w dzisiejszej próbie). Po drugie: zamiar przeprowadzenie testów został odkryty przez japońska agencję Nikkei ze znacznym wyprzedzeniem. Po trzecie: inwestorzy mają teraz sporo do przetrawienia –poczynania banków centralnych nabierają tempa, poprawia się sentyment względem dolara. Skończyły się wakacje i uwaga w końcu koncentruje się na fundamentach.

Doniesienia o zamiarze przeprowadzenia testów przede wszystkim przytłumiły rosnący entuzjazm względem dolara po solidnych odczytach danych inflacyjnych. Inflacja bazowa podnosząca się solidne 0,2 proc. miesiąc do miesiąca (a mało zabrakło by po zaokrągleniu skok przybrał wartość 0,3 proc.!) i perspektywa podniesienia ścieżki dynamiki cen przez wpływ huraganów powinny sprzyjać podniesieniu się wyceny liczby podwyżek w perspektywie końca przyszłego roku (z obecnie zdyskontowanej jednej).Co prawda, wzrost cen warzyw i owoców w pokłosiu Irmy oraz wystrzał cen paliw wskutek wymuszenia wyłączenia rafinerii przez Harveya to czynniki jednorazowe i egzogeniczne dla poczynań banku centralnego, ale czy tak naprawdę znacznie odmienny charakter miały dołujące inflację bazową obniżki cen usług telekomunikacyjnych przez amerykańskich operatorów telefonii komórkowej?

Dolar nadal jest jednoznacznie niedowartościowany i wyprzedany a sentyment względem amerykańskiej waluty jest nadal zdecydowanie negatywny. Korekta nastawienia przed przyszłotygodniowym posiedzeniem Fed powinna być kontynuowana. Katalizatorem byłoby pozytywne zaskoczenie dzisiejszymi danymi: w pierwszym rzędzie sprzedażą detaliczną, ale również produkcją przemysłową, regionalnym barometrem koniunktury z rejonu Nowego Jorku, czy nastrojami konsumentów. Pierwszy z wymienionych wskaźników przed miesiącem wykazał silne odbicie, podtrzymanie pozytywnego trendu wpisywałoby się w sezonową poprawę danych. Z drugiej strony, w wycenie dolara jest tak znaczna doza pesymizmu, że słabe dane mają mniejszy potencjał by wywołać silny ruch.

Zniżki eurodolara przyśpieszyłyby w wypadku przebicia 1,1820,a zanegowaniem bezpośredniego spadkowego scenariusza byłoby wyjście nad 1,1950. USD/JPY dynamicznie kontynuuje wspinaczkę i osiąga już pułapy zbliżone do 111,00. Średnioterminowym celem dla kursu pozostają okolice 114,00. Sile dolara opiera się (i to się na razie nie zmieni) przede wszystkim funt wspierany przez jastrzębi zwrot retoryki Banku Anglii. Dolar australijski jest natomiast zaskakująco odporny na załamanie cen metali przemysłowych. Pokrywanie skrajnie rozbudowanej pozycji spekulacyjnej wywoła dopiero zejście pod 0,78. Spadki powinny jednak przyśpieszyć także po przełamaniu 0,7960.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Rynek usług syntezy mowy do 2022 roku osiągnie wartość ponad 3 mld dolarów. Pionierami w tej dziedzinie są Polacy

Rynek usług syntezy mowy do 2022 roku osiągnie wartość ponad 3 mld dolarów. Pionierami w tej dziedzinie są Polacy 9

Wartość rynku usług syntezy mowy wzrośnie do 3,03 mld dolarów w 2022 roku. Średnioroczny wzrost na poziomie ponad 15 proc. wskazuje na bardzo dynamiczny rozwój tego rynku. Pomaga w tym równie dynamiczny rozwój segmentu sztucznej inteligencji, na której usługi syntezy mowy opierają swoje działanie. Pionierami w tej dziedzinie są Polacy.

Według  raportu „Text-to-Speech Market by Vertical and Geography – Global Forecast to 2022” skumulowany roczny wskaźnik wzrostu na rynku syntezy mowy w latach 2017–2022 ma wynieść 15,21 proc., by do roku 2022 przekroczyć wartość 3 mld dolarów. Systemy text2speech są powszechnie używane w smartfonach do nawigacji i wspomagania pracy wirtualnych asystentów. Znajdziemy je w komputerach i telewizorach, gdzie pomagają osobom niewidomym i słabo widzącym podczas nawigacji po menu czy przeglądania stron internetowych. Pionierami w tej dziedzinie są Polacy.

– Możemy wrzucić do chmury tekst w prawie 30 językach z całego świata, powiedzieć, w jakim głosie powinno być to powiedziane, a to, co zrobi nam chmura, to wygeneruje plik audio mp3 z danym tekstem. Co ciekawe, jest to usługa, która została utworzona w Polsce, w Gdańsku. Mamy usługę zrobioną przez Polaków, z której korzysta cały świat – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej Newseria Informacje Tomasz Stachlewski z Amazon Web Services.

Zdaniem 63 proc. menadżerów ankietowanych przez PWC w raporcie „Bot.Me: A revolutionary partnership. How AI is pushing man and machine closer together”, dzięki sztucznej inteligencji możemy liczyć na poprawę interakcji z urządzeniami. Ponadto konsumenci coraz mniej zwracają uwagę na to, czy komunikują się z człowiekiem czy z systemem sztucznej inteligencji. Usługi text2speech opierają się na algorytmach sztucznej inteligencji.

– Wykorzystujemy usługi sztucznej inteligencji po to, aby w najbardziej realistyczny sposób konwertować tekst na audio, zatem nie chodzi o przeczytanie sylab, słów, ale musimy wykrywać kontekst, aby wiedzieć, kiedy zaintonować, kiedy się zatrzymać, kiedy dać znak zapytania – wyjaśnia Tomasz Stachlewski.

Analitycy z firmy Tractica szacują, że wartość całego rynku SI dla przedsiębiorstw wzrośnie z 1,6 mld dolarów w roku ubiegłym do niemal 60 mld dolarów w 2025 roku. W swoim raporcie wymieniają ponadto sektory reklamy, finansów, opieki zdrowotnej, a także przemysł lotniczy i kosmiczny jako te, które będą liderami w stosowaniu rozwiązań SI. Jak jednak podkreślają, należy się liczyć z silnym wzrostem zainteresowania rozwiązaniami SI w niemal każdym sektorze gospodarki.

– Rośnie zapotrzebowanie na usługi wykorzystujące sztuczną inteligencję, coraz więcej systemów, aplikacji, ma mieć właśnie tę cząstkę sztucznej inteligencji, text2speech jest właśnie takim przykładem, coraz więcej firm pragnie to wykorzystywać. W grach komputerowych nie potrzebujemy lektorów, którzy będą nagrywać tekst, nagle technologia zamiany dowolnego tekstu na audio jest dostępna na wyciągnięcie ręki więc gry, strony internetowe, możemy robić w ten sposób, aby komunikowały się z użytkownikami – wyjaśnia ekspert.

Systemy sztucznej inteligencji dopiero zaczynają się rozwijać, choć jak wynika z przytaczanych raportów, ich rozwój będzie niezwykle dynamiczny, a SI w takiej czy innej formie pojawi się w zasadzie w każdym aspekcie naszego życia.

– Trudno mówić o prognozach, to klienci pokazują, czego oczekują i jak będzie się kształtował rynek. Naszym zadaniem jest dostarczać te rzeczy, których potrzebują i z których będą budować nowe funkcjonalności – podsumowuje przedstawiciel Amazon Web Services.