Przyszłości car sharingu – autonomiczny smart vision EQ fortwo

Smart vision EQ fortwo przedstawia nową wizję miejskiej mobilności i zindywidualizowanego, elastycznego, efektywnego transportu publicznego – autonomiczny prototyp zabiera podróżujących wprost z wybranej lokalizacji. Nowe opcje indywidualizacji pomagają użytkownikom rozpoznać „swój” samochód: za pomocą przedniego grilla Black Panel i rozległych powierzchni projekcyjnych po bokach smart vision EQ fortwo pozwala na niespotykaną personalizację pojazdu, szczególnie przydatną w car sharingu. Zwolnieni z konieczności prowadzenia samochodu, podróżujący mogą zrelaksować się w przestronnej kabinie. Pokazowy model to pierwszy pojazd grupy Daimler podejmujący logiczny krok w postaci rezygnacji z kierownicy i pedałów.

„Smart vision EQ fortwo to nasza wizja miejskiej mobilności – i najbardziej radykalny prototyp współdzielonego samochodu ze wszystkich: w pełni autonomiczny, maksymalnie skomunikowany, przyjazny, kompleksowo spersonalizowany i, oczywiście, elektryczny” – mówi Annette Winkler, szefowa smarta. „Smart vision EQ fortwo nadaje twarz motywom, którymi Mercedes-Benz Cars opisuje wizję przyszłej mobilności w ramach strategii CASE”.

Współdzielony: smart vision EQ fortwo to nowa wizja współużytkowania samochodu (car sharingu). Zamiana „transportu miejskiego” w „miejski przepływ” przyniesie w przyszłości korzyści nie tylko użytkownikom – do grup, do których skierowane zostaną przyszłościowe koncepcje współdzielenia samochodów smarta, należą też społeczeństwo i miasta oraz władze miejskie w ogóle. Obecnie pojazdy car2go są na całym świecie wynajmowane średnio co 1,4 sekundy, a usługa ma ponad 2,6 mln użytkowników – i ciągle przybywają nowi. O tak wysokiej popularności car2go decyduje m.in. elastyczność koncepcji car sharingu: samochód może być wypożyczony i zwrócony w dowolnej lokalizacji na wyznaczonym obszarze.

Autonomiczny: prototypowy smart vision EQ fortwo demonstruje, jak dzięki autonomicznej jeździe współdzielenie samochodów może stać się jeszcze wygodniejsze, prostsze i efektywniejsze ekonomicznie. Łącząc rozproszoną inteligencję z jazdą autonomiczną, smart vision EQ fortwo zapowiada nową epokę car sharingu: użytkownicy nie muszą już rozglądać się za dostępnym samochodem, bo to on ich znajdzie i odbierze ze wskazanej lokalizacji. Co więcej, przewidywalność zapotrzebowania sprawi, że będzie prawdopodobnie czekać gdzieś w pobliżu – połączone ze sobą pojazdy będą stale w ruchu.

Poprawi się ich wykorzystanie, a jednocześnie spadnie liczba wykorzystywanych miejsc parkingowych. Połączony: smarta vision EQ fortwo można wezwać za pomocą urządzenia mobilnego. W rozpoznaniu „swojego” egzemplarza pomagają nowe opcje indywidualizacji: czarny grill Black Panel z przodu (wymiary: 105 x 40 cm) oraz duże powierzchnie projekcyjne po bokach. Wyświetlacze diodowe zamiast reflektorów mogą naśladować klasyczny design (od sportowego do neutralnego) lub przybrać kształt podobny do oka, pozwalający komunikować się na bardziej „ludzkim” poziomie. Także tylne lampy mogą wyglądać konwencjonalnie lub przekazywać szczegółowe komunikaty, np. ostrzeżenia lub informacje o ruchu. Przedni grill z jednej strony dodaje osobistego charakteru, z drugiej służy do komunikowania się z innymi użytkownikami ruchu (np. przechodniami). Drzwi prototypu pokrywa aktywny film, który – gdy samochód nie jest używany – może prezentować informacje na temat lokalnych wydarzeń, pogody, przedstawiać wiadomości lub aktualną godzinę.

Czarny grill smarta wskazuje, czy wewnątrz znajduje się jedna, czy dwie osoby. Kto chce, koncepcję współdzielenia 1+1 może wykorzystać do kontaktu z innymi zainteresowanymi użytkownikami. Towarzysze podróży sugerowani są w oparciu o ich profile oraz plany wybrane kierunki jazdy – a ich „kandydatury” mogą być zaakceptowane lub odrzucone. Przy dwóch pasażerach na pokładzie duży wyświetlacz w kabinie prezentuje atrakcyjne dla obu osób informacje, takie jak relacje z koncertów czy imprez sportowych. Dodatkowy czas zyskany podczas wspólnej podróży pojazdem autonomicznym można przeznaczyć na rozmowę i interakcje.

Elektryczny: smart vision EQ fortwo korzysta z akumulatora litowo-jonowego o pojemności 30 kWh. „Niepracujący” pojazd samoczynnie przejeżdża do stacji ładowania, aby „zatankować” prąd, lub – alternatywnie – może zaparkować przy stanowisku indukcyjnym, służyć jako źródło zasilania i element „akumulatora zbiorczego” (po ang. swarm energy).

Design: miejski liftstyle przyszłości Smart vision EQ fortwo (długość/szerokość/wysokość: 2699/1720/1535 mm) mieści dwie osoby i, tak jak wszystkie modele smarta, oferuje maksimum przestrzeni na minimalnej powierzchni. Pojazd komunikuje się z otoczeniem za pomocą czarnego grilla Black Panel oraz ekranów LED, które zastąpiły przednie i tylne lampy. Boczne okna pokrywa specjalny film, na którym można wyświetlać informacje projektowane z kabiny. Na desce rozdzielczej znalazł się ekran Black Panel służący jako interfejs dla użytkowników.

„Smart vision EQ fortwo ucieleśnia miejski luksus przyszłości. Ze swoim minimalistycznym designem reprezentuje radykalne podejście – i wygląda po prostu »cool«. Ma typowe dla smartów proporcje nadwozia, praktycznie pozbawione nawisów i z mocno zaakcentowanymi nadkolami »zepchniętymi « niemal do narożników karoserii” – mówi Gorden Wagener, szef designu Daimler AG. „Liczne cyfrowe powierzchnie na zewnątrz i wewnątrz oferują kolejny poziom komunikacji pomiędzy człowiekiem a samochodem. Klienci mogą personalizować swoje auto zgodnie z własnymi potrzebami”.

Nadwozie: typowe proporcje smarta, nowa koncepcja drzwi

Nadwozie smarta przywodzi na myśl nowoczesną biżuterię. Ma typowe dla smarta proporcje – „półtorabryłowy” kształt z wydatnymi nadkolami i krótkimi zwisami. Jego wizytówką jest nowa koncepcja drzwi, które – w celu zaoszczędzenia przestrzeni – odsuwają się i obracają wokół tylnej osi pojazdu, zapewniając łatwiejszy dostęp do kabiny. Jednocześnie taka konstrukcja zmniejsza ryzyko kolizji z rowerzystami i pieszymi.

Komentarz do dzisiejszego wystąpienia Jean-Claude’a Junckera

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker wygłosił dziś rano w Strasburgu orędzie o stanie Unii, które można określić jako projekt dla UE-27 na najbliższe lata. Sporo miejsca w swoim wystąpieniu poświęcił unijnej strategii przemysłowej, o co organizacje pracodawców zrzeszone w BusinessEurope, w tym Konfederacja Lewiatan, zabiegały od dawna.

Cieszymy się z zapowiedzi pogłębiania jednolitego rynku, który jest kluczowy dla rozwoju Unii. Dobrze, że przewodniczący KE podkreślił znaczenie nowej unijnej strategii przemysłowej, a także wagę zaangażowania Europy w promowanie wolnego handlu – finisz negocjacji z Japonią oraz zaawansowany etap negocjacji z Meksykiem i krajami Ameryki Południowej. Ważne, aby był to także sprawiedliwy handel i aby firmy europejskie pozostały konkurencyjne wobec firm spoza UE. Cieszy także pozostawienie otwartych drzwi dla państw, które chcą dołączyć do Wspólnoty, choć obecnie nie dla Turcji.

W dzisiejszym orędziu, Jean-Claude Juncker przedstawił także nowy scenariusz dla przyszłości Europy, w wielu punktach zbieżny ze stanowiskiem BusinessEurope. Jego realizacja zdaniem przewodniczącego KE jest możliwa dzięki coraz lepszej sytuacji gospodarczej UE i powracającej wiary obywateli Unii w sens integracji. Według Junckera, Europa musi dążyć do głębszej integracji, w oparciu o europejskie wartości, takie jak wolność, o którą trzeba stale zabiegać, równość wszystkich obywateli, bez względu na kraj pochodzenia i poszanowanie prawa w państwach członkowskich.

Głębsza integracja ma polegać ma m. in. na wejściu wszystkich państw członkowskich (z wyłączeniem Danii) do strefy euro i unii bankowej, powołaniu unijnego ministra gospodarki i finansów oraz powierzenia Parlamentowi Europejskiemu także roli parlamentu strefy euro, bez tworzenia równoległych struktur, o co apelował prezydent Macron. Warto przypomnieć, że Polska jest zobowiązana do przyjęcia euro traktatem akcesyjnym.

Stanowisko BusinessEurope na temat przyszłości Europy, oprócz odniesienia do scenariuszy, mówi o priorytetach dla biznesu. Po pierwsze, konieczność pogłębiania jednolitego rynku i niwelowania istniejących barier. Przedsiębiorcy potrzebują pewności, dlatego konieczna jest właściwa implementacja legislacji unijnej, a następnie stosowanie i egzekwowanie zasad. Po drugie, wspieranie przedsiębiorstw europejskich w globalnych relacjach handlowych. Musimy modernizować instrumenty ochrony handlu i dążyć do tworzenia wzajemnych, korzystnych ram w handlu i inwestycjach. Po trzecie, potraktowanie zmian, które zapoczątkowała 4. rewolucja przemysłowa, jako szansy – dla firm i dla pracowników. Temu służyć ma nowa unijna strategia przemysłowa oraz instrumenty finansowe. – Cieszymy się, że wiele z tych priorytetów znalazło się w orędziu szefa KE.

Przesłanie Junckera miało mieć wydźwięk pozytywny, stąd być może niewiele uwagi poświęconej decyzji Wielkiej Brytanii o opuszczeniu Unii i konsekwencji Brexitu. Jest to temat ważny dla europejskich przedsiębiorców, w tym polskich, którzy chcą uniknąć tzw. twardego Brexitu, bez okresów przejściowych.

Komentarz Kingi Grafy, dyrektorki biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli. 

Dwie wielkie inwestycje na „zakopiance” mają zakończyć się w 2020 r.

Moody’s podnosi prognozę PKB Polski na 2018 do 3,5% z 3,1%

Agencja Moody’s zaskoczyła podwyższeniem prognozy wzrostu polskiego PKB, najpierw na 2017 r., a następnie na 2018 r., ale nie zmieniła ratingu dla Polski.
W środę Moody’s podwyższyła prognozę dynamiki PKB Polski na 2018 rok do 3,5 proc. z 3,1 proc. Jednocześnie Moody’s obniżyła szacunek deficytu sektora finansów publicznych na przyszły rok do 2,7 proc. PKB z 2,9 proc. PKB prognozowanych w maju.
– Od ratingu zależy zainteresowanie inwestorów polskimi obligacjami, a więc i ich oprocentowanie – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Dlaczego, jako podatnikom, bardzo powinno nam zależeć na poprawie ratingu? – Im niższe oprocentowanie obligacji, tym mniej jako podatnicy płacimy za obsługę długu publicznego.

CRS, czyli Common Reporting Standard – problemy, zagrożenia, skutki

Obietnice wyborcze trzeba spełniać, a potrzeby społeczeństwa zabezpieczać. Jak to jednak zrobić? „Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy!” – powiedziała kiedyś Margaret Thatcher. Krótko mówiąc, rozwiązania takie jak CRS, czyli Common Reporting Standard, to kolejna metoda na wydłużenie ręki fiskusa…

Każdy Polak to lekarz – to już zwyczajowe przekonanie, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Dziś jednak musi być również ekonomistą, tłumaczem i prawnikiem. Bo kto dokładnie wie, co to jest i co oznacza Common Reporting Standard, Foreign Account Tax Compliance Act, a co dopiero skrót FATCA CRS?

Pomysł zza oceanu

Aby umożliwić władzom podatkowym USA ściganie pieniędzy swoich obywateli, w 2010 r. amerykański rząd przeforsował ustawę o ujawnianiu informacji o rachunkach zagranicznych na cele podatkowe (FATCA). W istocie umocowano tamtejszego fikusa do zbierania informacji o wszystkich amerykańskich rezydentach posiadających aktywa poza granicami Stanów Zjednoczonych. 1 grudnia 2015 r. weszła w życie rodzima ustawa z dnia 9 października 2015 r. o wykonywaniu umowy między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Stanów Zjednoczonych Ameryki w sprawie poprawy wypełniania międzynarodowych obowiązków podatkowych oraz wdrożenia ustawodawstwa FATCA. W ten sposób zalegalizowano inwigilację podatników dokonywaną w Polsce.

Unia też chce „Ameryki”

Pomysł amerykańskiej administracji państwowej spodobał się władzom unijnym, które swoimi dyrektywami zaczęły wymuszać na państwach członkowskich implementację podobnych rozwiązań. 20 marca 2017 r. prezydent podpisał ustawę o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami (z 9 marca 2017 r.), która pozwala na automatyczną wymianę informacji w dziedzinie opodatkowania także z krajami spoza Unii Europejskiej w oparciu o procedury Common Reporting Standard. Tzw. ustawa CRS weszła w życie z pewnymi wyjątkami 3 kwietnia, a w pełni – 1 maja tego roku. Pierwsze raporty mają być generowane przez instytucje finansowe już we wrześniu 2017 r. Połączenie FATCA z CRS daje dziś pełny obraz prawnego usankcjonowania globalnego „monitorowania” podatnika. Nic więc dziwnego, że skrót FATCA CRS traktowany jest jako jedność.

Założenia Common Reporting Standard

  • usystematyzowanie i uregulowanie zasad i trybu wymiany informacji podatkowych między państwami;
  • wykrywanie wszelkich przychodów podatnika danego państwa;
  • uszczelnienie systemów podatkowych państw członkowskich;
  • rozwiązanie problemu uchylania się od opodatkowania.

Czym to pachnie

Opracowane przez OECD, czyli Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, przepisy CRS nakładają na instytucje finansowe w Polsce obowiązek zbierania informacji o swoich klientach i przekazywania ich do władz innych państw. Konieczna do tego przesłanka zaistnieje, gdy tylko zrodzi się podejrzenie, że dany klient może być „związany” z innym niż Polska krajem. Na instytucje finansowe zostały więc nałożone obowiązki monitorowania i gromadzenia informacji zarówno o osobach prawnych, jak i fizycznych posiadających rachunki finansowe.

Na przykładzie banków wygląda to tak: bank zobligowany jest do zdefiniowania rezydencji podatkowej każdego nowego i dotychczasowego klienta. Korzysta przy tym z informacji już posiadanych, a jeśli te nie są wystarczające, powinien wystąpić do klienta o ich uzupełnienie.

Problemy i zagrożenia

Powyższe założenia może i w zamyśle są właściwe i noszą znamiona tworzonych w dobrej wierze. W rzeczywistości trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że służyć mają głównie „szewcom” budżetowym, łatającym dziury w skarpecie Skarbu Państwa, wytartej przez nierealne do spełnienia obietnice. Coś takiego jak tajemnica bankowa powoli przestaje istnieć, optymalizacja podatkowa i święte prawo do ochrony własności również są zagrożone. Jeżeli wymierne oszczędności osiągane przez przedsiębiorców w wyniku zastosowania optymalizacji podatkowej zostaną im zabrane, najpewniej odbije się to nie na nich, a na ich pracownikach. Przedsiębiorcy zmniejszą bowiem liczbę miejsc pracy – to one będą musiały zostać „zoptymalizowane”.

Nikt nie liczy też głośno kosztów, jakie poniesie Skarb Państwa przy implementacji nowych dyrektyw unijnych. A szacuje się, że tylko przy wdrażaniu FATCA polskie instytucje finansowe poniosły koszt rzędu ponad 50 mln złotych. Tu rodzi się obawa, czy kosztów kolejnej implementacji te instytucje nie przerzucą na klienta. Na podstawie OECD Common Reporting Standard w praktyce można żądać innych danych niż na podstawie FATCA, a dodatkowo ich zakres obejmuje dużo większą liczbę podmiotów.

Niewidzialne skutki

Oprócz realnej wizji przerzucenia kosztów wdrożenia nowych procedur badania rezydencji podatkowej na klienta, największym negatywnym skutkiem może być zmiana rezydencji przez podmioty na taką, która nie opodatkowuje i nie inwigiluje osiąganych dochodów lub robi to w ograniczonym zakresie. Po co prowadzić działalność gospodarczą i ponosić związane z nią ryzyko finansowe w kraju, w którym system podatkowy jest nieprzychylny, skoro można to robić w przyjaznym środowisku?

Walka podatnika z fiskusem przypomina dziś walkę z hydrą lernejską. Na miejsce zaadaptowanych uregulowań podatkowych za chwilę wyrastają kolejne, do których przedsiębiorca będący podatnikiem musi się dostosować. Trudno też ufać, że kolejne przyjęcie nowych obciążeń narzuconych przez państwo i zaadaptowanie się do nich będzie tym ostatnim, skoro obietnice dotyczące programu 500+, podwyższenia wolnej kwoty czy też obniżenia wieku emerytalnego wciąż potrzebują i potrzebować będą źródeł finansowania. Obawy wzbudzają również granice, jakie mogą zostać przekroczone przez organy nadzoru w sprawowaniu powierzonej im kontroli. Poza tym – czy dane klientów instytucji finansowych będą przekazywane do organów podatkowych państw obcych z zachowaniem zasad należytej ochrony danych osobowych?

Chroń swoją własność – to Twoje prawo

Unia Europejska miała być w założeniu unią bez granic, jednym tworem promującym przedsiębiorczość, rozwój i swobodę działalności gospodarczej. Dziś stoi w obliczu kryzysu gospodarczego, sojuszniczego (brexit), kulturowego. Nie radzi sobie z ekspansją imigrantów. Dawne idee zostają nieco zapomniane, a efekty tego zapomnienia dotykają najdotkliwiej jej własnych obywateli. Demokracja przyznaje szczególne prawo do swobody działania, a przy tym maksymalizacji swoich dochodów, przy jednoczesnym prawie do ich gromadzenia i ochrony przed utratą. Jeśli służyć temu mogą jedynie przeniesienie rezydencji podatkowej do innego kraju czy optymalizacja podatkowa, taka jak prowadzenie działalności w jednym z europejskich rajów podatkowych – trzeba z tych szans korzystać.

Co warto zapamiętać?

  • wymogi CRS obligują do udzielania informacji na temat rezydencji podatkowej zarówno instytucje finansowe, jak i osoby fizyczne;
  • pomocy w implementacji i stosowaniu się do wspomnianych wymogów udzielić mogą kompetentne kancelarie, przede wszystkim te specjalizujące się w optymalizacji podatkowej;
  • tak jak powstają coraz to nowe dotykające Cię bezpośrednio obciążenia, tak istnieją legalne sposoby na to, żeby złagodzić ich konsekwencje.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Zwalczanie korupcji jako obowiązek prawny przedsiębiorstw

Korupcja dotyczy nie tylko polityków i urzędników, ale również przedsiębiorców. Co roku nowe państwa podejmują liczne działania na rzecz przeciwdziałania temu zjawisku. 1 czerwca 2017 r. we Francji weszła w życie nowa ustawa Sapin II, która ma pomóc w zwalczaniu korupcji, a także zwiększyć przejrzystość w sferach politycznej i gospodarczej. Francuska regulacja wzorowana jest na istniejących już wcześniej rozwiązaniach brytyjskich, amerykańskich i szwajcarskich.

Obowiązek wprowadzenia mechanizmów wynikających z ustawy dotyczy spółek, które zatrudniają więcej niż 500 pracowników, spółek należących do grup zatrudniających więcej niż 500 pracowników lub spółek, których obroty roczne lub obroty skonsolidowane są na poziomie wyższym niż 100 mln euro. W przypadku grup kapitałowych ustawa przewiduje rozszerzenie obowiązków także na oddziały oraz podmioty kontrolowane w innych krajach. Oznacza to, że wskazane kryteria dotyczą przedsiębiorstw z francuskim kapitałem działających na całym świecie, a zatem także polskie spółki mogą podlegać temu obowiązkowi. Obowiązek ustanowienia programu antykorupcyjnego może także zostać nałożony na osobę prawną w ramach postępowania karnego w razie jej skazania za przestępstwo korupcji lub inne przestępstwo przeciwko uczciwości, niezależnie od rozmiarów prowadzonej przez nią działalności. Dla podmiotów zagranicznych nie ma to jednak obecnie istotnego znaczenia, gdyż na razie nie istnieją instrumenty prawne, które dawałyby podstawy do wzajemnego uznawania i wykonywania tego rodzaju kar.

Jakie obowiązki nakłada ustawa Sapin II na przedsiębiorców?

Podstawowym założeniem ustawy jest nałożenie na średnie i duże przedsiębiorstwa obowiązku walki z korupcją poprzez zapewnienie adekwatnych środków i procedur wewnętrznych, zwanych antykorupcyjnymi procedurami zgodności. Przede wszystkim przedsiębiorstwa zobligowane są do stworzenia tzw. mapy ryzyka, która ma na celu zdiagnozowanie, jakie rodzaje korupcji dotyczą danego przedsiębiorstwa (jest to zależne od profilu jego działalności). Poza tym powinny wprowadzić kodeks etyki, w którym zdefiniowane będą nie tylko zachowania niedozwolone, ale także wartości i aktywności preferowane przez firmę. Konieczne jest wprowadzenie sankcji dla pracowników, którzy dopuszczą się złamania zasad określonych w kodeksie. System kar powinien być jasno zdefiniowany i obejmować zarówno kary dyscyplinarne, jak i finansowe. Z praktycznego punktu widzenia interesującym rozwiązaniem jest ustanowienie takiego kodeksu w formie załącznika do umowy o pracę, co znacznie ułatwi wyciągnięcie konsekwencji względem pracownika.

Oprócz tego przedsiębiorstwa są zobowiązane wprowadzić wewnętrzny system informowania, tzw. system whistleblowingowy, który umożliwi pracownikom sygnalizowanie zaobserwowanych naruszeń. Powinien on być tak skonstruowany, aby zagwarantować ochronę tożsamości osoby ujawniającej nieprawidłowości i zapewnić opiekę w przypadku ewentualnych działań dyskryminacyjnych. Kolejnym obowiązkiem, który wprowadza ustawa Sapin II, jest weryfikacja klientów, dostawców i pośredników w kontekście zidentyfikowanych wcześniej zagrożeń. Ustawa nie określa jednak szczegółowo metod, jakimi mogą posłużyć się przedsiębiorcy przy ocenie doświadczenia i kompetencji kontrahentów. Przykładowo może to polegać na sprawdzeniu ogólnodostępnych rejestrów, skorzystaniu z raportów wywiadu gospodarczego lub też zobowiązaniu do złożenia oświadczenia, z którego wynika, że wobec kontrahenta nie są prowadzone postępowania lub też nie zostały wydane wyroki w związku z praktykami korupcyjnymi. Regulacje ustawowe obligują również do kontroli na poziomie księgowym, a więc kontroli kosztów i płatności. Dodatkowo pojawia się konieczność podjęcia działań o charakterze szkoleniowym, zwłaszcza w stosunku do kadry kierowniczej oraz pracowników wystawionych na ryzyko łapownictwa i płatnej protekcji. Powinny być one dostosowane do wspomnianej wcześniej mapy ryzyka. Ostatnim elementem jest wdrożenie procedur kontroli wewnętrznej, która oceni efektywność programu.

Dotkliwe kary za złamanie przepisów

Odpowiedzialność została ukształtowana w ustawie Sapin II dwustopniowo. Po pierwsze, za nieopracowanie i niewprowadzenie odpowiednich systemów wewnątrz firmy odpowiedzialność osobistą poniosą prezesi firm, managerowie i dyrektorzy przedsiębiorstw. Kary pieniężne dla osób fizycznych wyniosą maksymalnie 200 tys. euro, a w przypadku osób prawnych nawet 1 mln euro. Po drugie, nałożenie sankcji finansowej grozi także za złamanie przepisów ustawy. W tym przypadku jej wysokość jest ograniczona do 30% obrotów firmy za ostatnie trzy lata działalności. Dodatkowo należy się liczyć z wykluczeniem z systemu zamówień publicznych i możliwością upublicznienia wyroku. Do monitorowania skuteczności antykorupcyjnego programu zgodności realizowanego przez przedsiębiorstwa oraz karania naruszeń obowiązków wynikających z ustawy został powołany niezależny wyspecjalizowany organ administracyjny, tj. Agencja Antykorupcyjna (Agence Française Anticorruption).

Polscy przedsiębiorcy mogą skorzystać z francuskich rozwiązań

W Polsce nikt na razie nie myśli o wdrażaniu podobnych przepisów. Mimo że kodeks karny penalizuje zjawisko korupcji, to nie ma mechanizmów, które jakkolwiek różnicowałyby ją w obrocie gospodarczym. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by polscy przedsiębiorcy z własnej inicjatywy implementowali podobne rozwiązania w ramach kierowanych przez nich organizacji. Oczywiście nie może być w tym przypadku mowy o karaniu kogokolwiek. Pracodawca może jednak skorzystać z pełnego zakresu środków zmierzających do ograniczenia zjawiska korupcji pracowniczej lub, subtelniej mówiąc, nadużyć pracowniczych.

Tzw. polityka antyfraudowa to pakiet działań obliczonych na minimalizowanie ryzyka, jakie niesie ze sobą ewentualna nieuczciwość pracowników organizacji. Tak jak w przypadku wspomnianej francuskiej ustawy, koncentruje się ona na wielu aspektach. Są to m.in. wytypowanie obszarów szczególnie podatnych na zjawisko, określenie jego rozmiaru oraz analiza występujących przypadków. Na tej podstawie opracowane zostają procedury, których implementacja powinna być poprzedzona odpowiednimi szkoleniami personelu, zmianami strukturalnymi, a także ustanowieniem specjalnych kanałów komunikacji i, w razie potrzeby, nadzoru nad funkcjonowaniem stworzonego w ten sposób systemu.

Niewątpliwym plusem wynikającym z braku przymusu polskiego ustawodawcy jest możliwość dostosowywania przyjętych rozwiązań do potrzeb przedsiębiorców. Nie każda organizacja potrzebuje systemu rozbudowanego i obciążającego nie tylko budżet, ale również personel przedsiębiorstwa. Niejednokrotnie wystarczą same szkolenia lub studium poszczególnych przypadków. Skuteczność rozwiązań jest bowiem najwyższa wtedy, kiedy ich wdrożenie jest wynikiem świadomej i opartej na logicznych analizach potrzebie, a nie ustawowym przymusie. Nie ma gotowych i uniwersalnych procedur antyfraudowych, które można natychmiast po ich zakupie wdrożyć w każdej, dowolnej organizacji. Tworzenie polityki przeciwdziałania nadużyciom pracowniczym to proces dedykowany, oparty na mnóstwie zmiennych, koniecznych do identyfikacji przed przystąpieniem do budowy systemowych rozwiązań.

Warto wdrożyć procedury antykorupcyjne

Współcześnie korupcja jest dość częstym zjawiskiem w obrocie gospodarczym. Wysokie kary pieniężne i spora odpowiedzialność przedsiębiorstw wynikająca z niezastosowania bądź złamania przepisów ustawy powinny skłonić przedsiębiorców do jak najszybszego opracowania i zastosowania programów antykorupcyjnych. Ponadto ich wprowadzenie wydaje się korzystne także dla podmiotów niezobowiązanych przepisami prawa, które mogą w ten sposób wyróżnić się na tle konkurencji stosowaniem wysokich standardów prowadzenia działalności gospodarczej. Jednakże wdrożenie procedur antykorupcyjnych jest skomplikowanym procesem, który wymaga specjalistycznej wiedzy i doświadczenia, dlatego nieoceniona będzie pomoc wykwalifikowanego prawnika.

Autor:

Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Trendy: Mały sprzęt AGD. Jakich produktów oczekują użytkownicy?

Zapotrzebowanie na mały sprzęt gospodarstwa domowego rośnie. W pierwszej połowie 2017 roku światowy rynek (z wyłączeniem Ameryki Północnej) zanotował poprawę koniunktury. Ogólny wzrost sprzedaży wyniósł 8,4 proc.* w odniesieniu do całkowitej wartości rynkowej na poziomie 21,5 mld euro. Analitycy GfK przewidują, iż w całym 2017 roku wzrost sprzedaży na całym świecie wyniesie 6-8 proc.

Ponad połowę tego globalnego wzrostu przypisuje się sprzedaży tylko w wybranych chińskich miastach uwzględnianych w badaniach GfK (włączając sprzedaż internetową). Oczyszczacze powietrza (wzrost o 48 proc.) cieszą się szczególnym zainteresowaniem chińskich konsumentów, podobnie jak elektryczne szczoteczki do zębów (wzrost o 161 proc.) i bezprzewodowe odkurzacze ręczne (wzrost o 172 proc.). Największy rynek małego sprzętu AGD, czyli Europa, wypracował wzrost o 4,1 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wielkość sprzedaży wynosi obecnie 9,5 mld euro. Na ten wzrost złożyła się głównie rosnąca sprzedaż bezprzewodowych odkurzaczy ręcznych (wzrost o 30 proc.), wentylatorów elektrycznych (wzrost o 159 proc.) i automatycznych ekspresów do kawy (wzrost o 10 proc.).

W cenie wygoda i oszczędność czasu

Kwestia wygody ma coraz większe znaczenie. W krajach objętych badaniem dużą popularnością cieszyły się bezprzewodowe odkurzacze ręczne. Zanotowany w ostatnich latach wzrost sprzedaży nadal się utrzymuje (wzrost o 45 proc.). Wielkość sprzedaży przekracza obecnie 1,2 mld euro. Sprzedaż robotów odkurzających również wzrosła, o 22 proc., do 612 milionów euro.

Dążenie konsumentów do wygody i oszczędności czasu zauważyć można również w obszarze sprzętów kuchennych. Przykładem mogą być np. miksery stojące ze zintegrowaną funkcją gotowania. Ta napędzana głównie przez chiński rynek kategoria produktów wygenerowała znaczący wzrost (o ponad 96 proc.), osiągając sprzedaż na poziomie 116 milionów euro.

Aktualny trend: health and fitness

Zdrowe odżywianie i kondycja to wciąż obserwowane trendy, również przez producentów małego sprzętu gospodarstwa domowego. Np. w związku z rosnącym zanieczyszczeniem powietrza w wielu miastach, rynek oczyszczaczy powietrza bardzo dynamicznie rośnie (o 34 proc. r/r.). W 26 krajach** monitorowanych przez GfK ta grupa produktów stanowi rynek o wartości 1,2 mld euro. Coraz większą popularność zyskują również stojące blendery z pojemnikiem na wynos, pozwalające przygotować napoje typu smoothie. Popyt na nie rośnie szczególnie w Azji (wzrost aż o 73 proc.). Dobrze sprzedają się również frytkownice, które obiecują zdrowsze potrawy dzięki zastosowaniu mniejszej ilości tłuszczu. W porównaniu do ubiegłego roku produkty te osiągnęły globalny wzrost sprzedaży o 20 proc.

Rosnący popyt na urządzenia sterowane smartfonem

Możliwość połączenia ze smartfonem ma coraz większe znaczenie w przypadku małego sprzętu AGD. Konsumenci szczególnie docenili roboty odkurzające sterowane za pomocą aplikacji. Udział w rynku urządzeń z tą właśnie funkcjonalnością w Europie Zachodniej wynosi obecnie 26 proc., podczas gdy w zeszłym roku był on na poziomie 9 proc. Wzrasta również popyt na tego typu wagi łazienkowe. We Francji wagi połączone z aplikacjami generują już około jednej czwartej zysków osiąganych przez całą kategorię, a wzrost ich sprzedaży wyniósł 29 proc. W Niemczech wysoki wzrost, 212 proc., uzyskały automatyczne ekspresy do kawy, choć ich udział w rynku pozostaje nadal niski (3,7 proc.).

Ekspresy automatyczne i nowe kategorie motorem napędowym polskiego rynku
W ostatnich latach największym motorem napędowym polskiego rynku były ekspresy automatyczne. Polska należy do światowej czołówki krajów, jeśli chodzi o popularność tego typu urządzeń – obecnie prawie 45 proc. maszyn do kawy sprzedawanych w kraju to ekspresy automatyczne. Dużym zainteresowaniem cieszą się zwłaszcza modele wyposażone w funkcję One Touch, umożliwiające przygotowanie kawy z mlekiem po naciśnięciu jednego przycisku.

Dominujące trendy to, podobnie jak na rynkach Europy Zachodniej, rosnące przywiązanie do wygody użytkowania i automatyzacji oraz pielęgnacji zdrowia i urody. Zauważalna jest również rosnąca skłonność konsumentów do kupowania produktów w wyższej cenie, o ile tylko w ślad za nią idzie ich innowacyjność i wyposażenie w interesujące, dodatkowe funkcje. Przy czym w większym stopniu można zaobserwować to zjawisko w przypadku nowych kategorii, które do pewnego stopnia pełnią rolę gadżetu, takich jak roboty sprzątające, odkurzacze akumulatorowe czy wielofunkcyjne urządzenia kuchenne, w mniejszym – w tradycyjnych grupach małego AGD, takich jak klasyczne odkurzacze.

O badaniu
Powyższe analizy powstały w oparciu o dane pochodzące z prowadzonego przez GfK badania panelowego sklepów detalicznych. Instytut GfK regularnie gromadzi dane w 80 krajach na całym świecie na temat sprzedaży sprzętu i urządzeń powszechnego użytku. W Polsce próbę stanowi około 6500 sklepów różnej wielkości, usytuowanych w całym kraju, zarówno tradycyjnych jak i internetowych, specjalizujących się w różnych branżach (AGD, RTV, IT, optyce, książkach, motoryzacji i innych) a także hipermarkety i hipermarkety budowlane. Na podstawie raportowanych danych, instytut GfK opracowuje analizy strukturalne – zagregowane dla całych kanałów dystrybucji i rynków.

Prezentowane analizy nie uwzględniają Ameryki Północnej.

* W euro, na postawie obowiązującego kursu wymiany.
** Australia, Belgia, Brazylia, Chiny (50 miast), Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Grecja, Hong Kong, Indonezja, Włochy, Japonia, Malezja, Holandia, Portugalia, Rosja, Arabia Saudyjska, Singapur, Korea Południowa, Tajwanie, Tajlandii, Ukrainie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Multiscreening 2017 – popularność różnych rodzajów video

Użytkownicy internetu coraz częściej oglądają telewizję śniadaniową, a coraz rzadziej – programy dokumentalne i wiadomości: telewizję śniadaniową w internecie oglądało w 2016 roku 3% internautów, a w 2017 – 24%. Wiadomości oglądało na komputerze w 2016 – 44% internautów, a w 2017 – 31%. Pierwsze wyniki Multiscreeningu 2017.

W IRCenter właśnie zrealizowaliśmy 4 edycję projektu syndykatowego Multiscreening, dotyczącego korzystania z tv i video wśród użytkowników internetu. W ramach projektu śledzimy trendy związane ze sposobami oglądania, ulubionymi rodzajami contentu video i ich dostawcami. W tym roku badanie przeprowadziliśmy we wrześniu na reprezentatywnej próbie n=1003 internautów (kontrola próby pod względem płci, wieku i miejsca zamieszkania).

multiscreening2017w12

W tegorocznej edycji zwróciliśmy przede wszystkim uwagę na to, że

  • rośnie liczba osób oglądających w internecie telewizję śniadaniową (wzrost o 21pp) i spada liczba osób oglądających serwisy informacyjne w telewizji i w internecie (spadek o 13pp).
  • najbardziej typowa widownia telewizji i video wśród użytkowników internetu ogląda Iplę i CDA. To najczęściej wybierane serwisy do oglądania video.
  • wyraźnie rośnie segment młodych kobiet oglądających vod.tvp.pl oglądające tam seriale.
  • wyróżniają się również użytkownicy Showmaxa, wśród których jest najwięcej mężczyzn w wieku 25-34 lata.
  • do widowni Showmaxa podobni są również użytkownicy serwisów video portali horyzontalnych – gł. film.wp.pl.

multiscreening2017a11

Spadek zainteresowania serwisami informacyjnymi w tym roku jest spowodowany czasem pomiarów w kolejnych latach – w maju 2016 miało miejsce wiele ważnych wydarzeń społeczno-politycznych, a we wrześniu 2017 jest sezon ogórkowy. Zwracam uwagę to, że internetowe wydania treści video informacyjnych są bardziej czułe na bieżące wydarzenia niż serwisy informacyjne oglądane na telewizorach.

Wyróżnianie się młodej, damskiej widowni serialowej związanej z video.tvp.pl może wskazywać na tworzenie się coraz bardziej zróżnicowanych segmentów związanych z różnymi rodzajami oglądanej telewizji i video.

Wybrane wyniki na temat: zmiany popularności rodzaju contentu video i wyróżniających się rodzajów popularności contentu video umieściliśmy w materiale do pobrania. Zachęcamy do lektury.

Albert Hupa, IRCenter

Malta – legalny raj dla kryptowaluty

Nie ulega wątpliwości, że Republika Malty należy obecnie do najbardziej atrakcyjnych pod względem gospodarczym państw Unii Europejskiej. Sukces ekonomiczny Malty opiera się na dwóch stabilnych filarach. Pierwszym z nich jest konkurencyjna i innowacyjna gospodarka narodowa, w dużej mierze oparta na kapitale zagranicznym, drugim natomiast – elastyczny system podatkowy, słusznie uznawany za wzór optymalizacji obciążeń fiskalnych w Europie.

Malta aspiruje w UE do uzyskania miana prekursora przebudowy systemu finansowego państwa i do pozostania liderem walut cyfrowych w tej części świata. W ostatnich latach to niewielkie państwo przedsięwzięło intensywne działania w kierunku wprowadzenia mechanizmów umożliwiających korzystanie z wymiernych benefitów ekonomicznych, jakie niesie za sobą świat kryptowalut.

„Bitcoin Island”?

Kryptowaluta na Malcie jest postrzegana jako naturalna konsekwencja rozwoju nowych technologii oraz szansa na dalsze wzmacnianie gospodarki narodowej. W pierwszym półroczu 2017 r. premier Malty Joseph Muscat, kierujący pracami Rady Unii Europejskiej, przedstawił śmiałe plany rządu związane z wprowadzeniem walut cyfrowych do systemu prawnego tego kraju. Z jego zapewnień wynika, że sprawę traktuje priorytetowo i widzi Maltę jako lidera walut cyfrowych w Europie. Finalnym celem rządu jest bowiem nie tylko stworzenie odpowiednich warunków formalnoprawnych umożliwiających adaptację kryptowaluty, ale także zachęcenie podmiotów gospodarczych z zagranicznym kapitałem do inwestowania w tym kraju. Idea władz Malty wydaje się gruntownie przemyślana i uzasadniona. Jest to nowatorskie podejście, które do tej pory nie zostało wdrożone przez inne państwa członkowskie Unii Europejskiej. Tym bardziej przedsiębiorcy powinni wnikliwie zapoznać się z propozycjami gospodarczymi Malty.

Harmonogram prac nad kryptowalutami

Zadania wyznaczone na najbliższe lata obejmują dwie zasadnicze zmiany. Pierwsza z nich to rezygnacja z klasycznego systemu rozliczeń finansowych – generującego wysokie koszty związane z jego utrzymaniem, nieprzystające do współczesnych realiów gospodarczych – na rzecz nowatorskiej i przyjaznej dla przedsiębiorców formuły walut cyfrowych. Druga – stworzenie przyjaznych ram prawnych pozwalających na prowadzenie i rozwój firm o wysokim stopniu innowacyjności wyłącznie w oparciu o kryptowaluty. Wszystko wskazuje na to, iż w niedługim czasie władze Malty postawią na swoim i przyciągną zagraniczne firmy, które coraz przychylniej spoglądają na korzyści płynące z rozliczania się za pomocą kryptowaluty. Już teraz podjęto decyzję o budowie na wyspie pierwszego bankomatu waluty cyfrowej bitcoin umożliwiającego wymianę kryptowaluty na euro.

O skuteczności działań władz Malty świadczą także wyspecjalizowana i sprofilowana na usługi informatyczne administracja państwowa, nowoczesny system usług finansowych oraz konkurencyjne przepisy podatkowe. Tym sposobem Malta ciągle udowadnia swój potencjał gospodarczy i kreuje się na obiecujące centrum biznesowe skupiające kapitał zagranicznych gigantów finansowych. Obecnie na wyspie zarejestrowani są potentaci europejskiej gospodarki tacy jak BMW, Ikea, Total czy Bosch. W najbliższej przyszłości trend ten powinien się utrzymać, ponieważ władze Malty wiążą duże nadzieje z transferem kapitału firm zarejestrowanych w Wielkiej Brytanii, które najprawdopodobniej przeniosą swoje siedziby z UK w związku z postępującym brexitem.

Prognozy dla przedsiębiorców

Również polskie firmy powinny zacząć traktować rynek kryptowalut jako dalekowzroczną i relatywnie dostępną alternatywę prowadzenia biznesu. Na chwilę obecną władze UE nie dostrzegają potrzeby uregulowania rynku walut cyfrowych i krytykują odważne plany Malty, jednakże z pewnością zmienią swoje stanowisko, gdy zrozumieją, jakie korzyści niosą za sobą nowoczesne technologie finansowe. Do tego czasu Malta zdąży dostosować rynek wewnętrzny do nowych rozwiązań, co pozwoli zagranicznym, w tym także polskim, inwestorom na legalne prowadzenie biznesu w oparciu o waluty cyfrowe. Z dużą wnikliwością należy zatem przyglądać się zmianom zachodzącym na Malcie. Przedsiębiorcom natomiast doradzamy przeprowadzenie profesjonalnego audytu, którego rezultaty potwierdzą słuszność dostosowania dotychczasowego modelu biznesowego do technologii kryptowaluty.

Autor:

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Kurs franka przed posiedzeniem Narodowego Banku Szwajcarii

Od końca sierpnia kurs CHF/PLN porusza się w wąskim przedziale 3,70-3,74 zł. Nieco ożywienia do handlu może wnieść jutrzejsze posiedzenie SNB. Zmiana stóp procentowych w Szwajcarii wprawdzie nie jest oczekiwana, ale bank może odnieść się do obecnego kursu franka.

Środa przyniosła kontynuację przeceny złotego. U jego źródeł znalazła się wczorajsza decyzja Komisji Europejskiej (KE) o przejściu do drugiego etapu w procedurze praworządności przeciwko Polsce ws. zmian w sądownictwie, a także równoczesne osłabienie węgierskiego forinta. Sentymentu do polskiej waluty nie zdołało natomiast poprawić, podwyższenie przez agencję Moody’s prognoz dynamiki polskiego PKB na 2018 rok do 3,5 proc. z 3,1 proc., przy jednoczesnym obniżeniu oczekiwanego deficytu sektora finansów publicznych do 2,7 proc. PKB z 2,9 proc. PKB.

O godzinie 14:55 euro drożało o 2 gr i trzeba było za niego zapłacić 4,2770 zł, dolar podrożał o 1,4 gr do 3,5720 zł, a szwajcarski frank o 1,7 gr do 3,7220 zł.

Bez wpływu na notowania pozostały opublikowane przez NBP dane o bilansie płatniczym. W lipcu saldo rachunku bieżącego było ujemne i wyniosło 878 mln EUR, wobec 675 mln EUR deficytu prognozowanego przez analityków.

Szwajcarska waluta podrożała dziś po dwóch dniach spadków, wracając powyżej 3,72 zł. Wahania te to wciąż ruch w wąskim przedziale 3,70-3,74 zł, w jakim kurs CHF/PLN porusza się od końca sierpnia. Obecnie szanse na wybicie dołem, jak i górą, są porównywalne.

Na rynku franka głównym wydarzeniem tygodnia będzie jutrzejsze posiedzenie Narodowego Banku Szwajcarii (SNB). Decyzja banku zostanie opublikowana o godzinie 09:30. Wówczas też rozpocznie się konferencja prasowa Thomasa Jordana, prezesa SNB.

Stop procentowe w Szwajcarii nie zostaną zmienione, ani w czwartek, ani też w kolejnych miesiącach. Oczekuje się, że SNB nie zmieni prowadzonej przez siebie polityki monetarnej, pozostawiająca 3-miesięczną stopę LIBOR we franku szwajcarskim w przedziale od -1,25 proc. do -0,25 proc., a stopę depozytową na poziomie -0,75 proc., przynajmniej do końca 2018 roku.

Spodziewany brak zmian stóp procentowych nie oznacza jednak, że wrześniowe posiedzenie SNB nie wzbudzi emocji. Wręcz przeciwnie. Uwaga rynku skupi się na komunikacie towarzyszącym tej decyzji. Znajdą się tam zarówno nowe prognozy makroekonomiczne, jak i, a właściwie przede wszystkim, odniesienie do kursu szwajcarskiej waluty. Dotychczas bank podkreślał, że jest ona znacząco przewartościowana. Tyle tylko, że od ostatniego posiedzenia frank potaniał w relacji do euro o 5,5 proc., a od lutowego ekstremum o 8,1 proc., i kurs EUR/CHF znajduje się teraz jedynie 4,2 proc. poniżej bronionego przez Szwajcarów do  stycznia 2015 poziomu 1,20. To może skłonić bank centralny do zmiany sformułowania odnoszącego się do franka na nieco bardziej łagodną, a przez to lepiej opisującą obecną sytuację.

Taka zmiana definicji aktualnej siły franka, jakkolwiek w dłuższym okresie niewiele będzie zmieniała, to w czwartek mogłaby stać się impulsem do umocnienia szwajcarskiej waluty.

W dłuższym terminie, losy CHF/PLN w mniejszym stopniu będą wynikiem polityki banku centralnego, a w większym będą wypadkową sytuacji geopolitycznej na świecie (m.in. wokół Korei Północnej), a także sumy kondycji polskiej gospodarki i tego jak będzie rozwijał się spór na linii rząd Beaty Szydło – Komisja Europejska.

Gdyby oceniać perspektywy CHF/PLN przez pryzmat analizy wykresu tej pary to zapoczątkowany w grudniu 2016 roku trend spadkowy wydaje się być bliski zakończenia.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Mercedes-Benz łączy prąd i wodór w napęd EQ Power

Podczas tegorocznego salonu samochodowego we Frankfurcie Mercedes-Benz prezentuje przedprodukcyjne egzemplarze nowego Mercedesa GLC F-CELL. To całkowicie elektryczny wariant popularnego SUV-a i kolejny milowy krok na drodze do bezemisyjnej  jazdy. Najnowszy elektryczny model w rodzinie Mercedes-Benz, technologicznie oznaczony jako EQ Power, ma w przyszłości trafić do produkcji seryjnej. Już teraz jest bez wątpienia elektryzujący – jako pierwszy na świecie łączy innowacyjną technologię zasilania energią z ogniw paliwowych oraz z akumulatora w hybrydowy napęd plug-in. Tym samym poza wodorem może być napędzany prądem z gniazdka.          

Inteligentne połączenie akumulatora i ogniw paliwowych, poza krótkim czasem potrzebnym na tankowanie, uczyni GLC F-CELL samochodem wysoce praktycznym na co dzień i przystosowanym do jazdy na dalekich dystansach. Dwa zbiorniki wodoru o łącznej pojemności 4,4 kg umożliwiają jednorazowe pokonanie do 437 km (cykl NEDC). Dzięki pojemnemu akumulatorowi litowo-jonowemu kierowca będzie miał też do dyspozycji nawet 49-kilometrowy dystans w trybie elektrycznym (cykl NEDC). Moc 147 kW (200 KM) gwarantuje zarówno dynamiczne osiągi, jak i przyjemność z bezemisyjnej jazdy. Prezentując przedprodukcyjne egzemplarze Mercedesa GLC F-CELL, koncern Daimler robi kolejny znaczący krok w realizacji strategii CASE.

Ola Källenius, Członek Zarządu Daimler AG odpowiedzialny za badania i rozwój osobowych Mercedesów, podkreśla: „W przypadku nowego GLC F-CELL korzyści przynoszą nasze wieloletnie doświadczenia z technologią ogniw paliwowych: długi zasięg, krótki czas tankowania i praktyczność SUV-a czynią go po prostu doskonałym samochodem. To zasługa zwartej konstrukcji naszego układu ogniw paliwowych. Kolejną nowością na światową skalę jest połączenie ogniw z dużym, dodatkowym akumulatorem litowo-jonowym, który można wygodnie ładować z gniazdka”.

Technologia ogniw paliwowych stanowi istotny element strategii układów napędowych koncernu Daimler. Pod marką EQ firma łączy swoje doświadczenie i wiedzę w zakresie napędu elektrycznego i oferuje kompleksowy ekosystem e-mobilności, na który składają się produkty, usługi, rozwiązania techniczne oraz innowacje. EQ jest więc kluczową częścią strategii koncernu w zakresie mobilności jutra – znanej jako CASE. Każda z tych czterech liter symbolizuje strategiczny, przyszłościowy filar rozwoju firmy: łączność (Connected), jazdę autonomiczną (Autonomous), elastyczne użytkowanie (Shared & Service) oraz elektryczne układy napędowe (Electric). Do 2022 roku koncern chce wprowadzić na rynek 10 aut elektrycznych, a GLC F-CELL reprezentuje ważny element tej ofensywy.

Unikalny: dwa źródła energii

Prezentowany na frankfurckich targach model to pierwszy na świecie samochód elektryczny zasilany energią z ogniw paliwowych, który korzysta z akumulatora litowo-jonowego jako dodatkowego źródła energii i oferuje przy tym możliwość zewnętrznego ładowania (technologia plug-in). Inteligentnie połączone ze sobą źródła energii zasilają silnik elektryczny, zapewniając bezemisyjną przyjemność z jazdy. Długi zasięg, krótkie czasy tankowania, moc 147 kW (200 KM) oraz najnowsza generacja systemów wspomagających z dopasowanymi do rodzaju napędu funkcjami – to wszystko sprawia, że GLC F-CELL będzie rodzinnym elektrycznym SUV-em o wysokim stopniu praktyczności.

Aby opracować zupełnie nowy układ ogniw paliwowych, po raz pierwszy inżynierowie Mercedes-Benz ściśle współpracowali z partnerami z sieci kompetencyjnej Daimlera. W porównaniu z Klasą B F-CELL, obecną na rynku od 2010 r. (zużycie paliwa: 0,97 kg H₂/100 km/emisje CO₂, średnie: 0 g/km), łączna moc wzrosła o około 40 %. Układ ogniw ma przy tym o około 30 % bardziej kompaktową budowę. Po raz pierwszy został w całości umieszczony w komorze silnika i zamontowany z wykorzystaniem standardowych punktów mocujących, tak jak konwencjonalna jednostka napędowa. Równocześnie o 90 % ograniczono wykorzystanie platyny. Zapewnia to oszczędność zasobów przy niższych kosztach – bez kompromisów w zakresie wydajności.

Litowo-jonowy akumulator w przedprodukcyjnych egzemplarzach ma pojemność znamionową 13,8 kWh i służy jako dodatkowe źródło energii do zasilania silnika elektrycznego. Po raz pierwszy można ładować go także z zewnętrznego źródła (plug-in). Inteligentna strategia działania napędu łączącego układ ogniw paliwowych z akumulatorem oferuje maksymalną efektywność i wysoki komfort. Tak jak jednostka napędowa, akumulator został zamontowany w sposób oszczędzający przestrzeń, w tylnej części samochodu. Za pomocą pokładowej ładowarki o mocy 7,2 kW można ładować go z domowego gniazdka, wallboxa lub publicznej stacji ładowania. „Tankowanie” prądu do pełna trwa około 1,5 godziny.

Dwa zbrojone włóknami węglowymi zbiorniki zintegrowane z podłogą pojazdu mieszczą około 4,4 kg wodoru. Dzięki globalnie znormalizowanej technologii zbiorników pod ciśnieniem 700 barów można je zatankować w ciągu zaledwie 3 min – czyli podobnie jak samochód z konwencjonalnym silnikiem spalinowym.

Prezentowane na targach egzemplarze F-CELL napędzane są asynchronicznym silnikiem elektrycznym o mocy 147 kW (200 KM) oraz momencie obrotowym 350 Nm. Ponieważ napęd elektryczny nie potrzebuje wału napędowego, jego miejsce wykorzystano do zamontowania jednego z dwóch zbiorników wodoru. Drugi zbiornik został zainstalowany pod tylną kanapą.

Skoordynowany: strategia działania z szeregiem trybów do wyboru

Podobnie jak GLC Plug-in Hybrid, wodorowy wariant modelu oferuje różne tryby działania napędu (HYBRID, F-CELL, BATTERY, CHARGE) oraz programy jazdy (ECO, COMFORT i SPORT). Program ECO skonfigurowano pod kątem oszczędzania paliwa. COMFORT jest nastawiony nie tylko na komfort, ale i na zapewnienie idealnego komfortu klimatycznego. Z kolei SPORT optymalizuje hybrydowy układ napędowy z myślą o sportowych osiągach.

Podczas gdy programy jazdy zmieniają zachowanie samochodu, a co za tym idzie – doświadczenia zza kierownicy, tryby działania napędu wpływają na współpracę układu ogniw paliwowych i akumulatora wysokiego napięcia. Takie połączenie programów jazdy z trybami działania napędu jest po raz pierwszy prezentowane w samochodzie zasilanym wodorem.

Wolność wyboru: cztery tryby działania napędu (HYBRID, F-CELL, BATTERY, CHARGE)

Innowacyjny układ napędowy plug-in z ogniwami paliwowymi łączy zalety obu bezemisyjnych napędów i, za sprawą inteligentnej strategii działania, stale dba o optymalne wykorzystanie obu źródeł energii z uwzględnieniem aktualnej sytuacji.

W trybie działania HYBRID pojazd korzysta z obu źródeł energii. Za nagłe dopływy mocy odpowiada akumulator, zaś ogniwo paliwowe zapewnia optymalny zakres efektywności. Inteligentna strategia operacyjna pozwala optymalnie wykorzystać charakterystyki obu źródeł energii.

W trybie F-CELL stopień naładowania akumulatora jest utrzymywany z pomocą energii z ogniwa paliwowego, a pojazd zużywa niemal wyłącznie wodór. To idealny tryb, gdy trzeba zachować zasięg w trybie elektrycznym, by móc z jakiś względów wykorzystać go później.

W trybie BATTERY samochód porusza się wyłącznie dzięki energii zgromadzonej w akumulatorze. Układ ogniw paliwowych nie działa. Tryb ten sprawdza się przy pokonywaniu krótkich dystansów. W trybie CHARGE obowiązuje priorytet ładowania akumulatora, np. w celu uzyskania maksymalnego ogólnego zasięgu przed uzupełnieniem zapasu wodoru. Tryb ten tworzy też rezerwy mocy do jazdy bardzo dynamicznej lub pod górę.

We wszystkich trybach działania aktywna jest funkcja rekuperacji energii, pozwalająca odzyskiwać energię podczas hamowania lub toczenia się i przechowywać ją później w akumulatorze.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

We wszystkich swoich pojazdach koncern Daimler stosuje wyjątkowo wysokie normy bezpieczeństwa. Dotyczy to zarówno modeli z konwencjonalnym napędem spalinowym, jak i tych z napędami alternatywnymi. Pojazdy spełniają wszystkie normy prawne i przepisy, ale nie tylko – wewnętrzne wymogi bezpieczeństwa Mercedes-Benz idą o krok dalej, w szczególności te powiązane z testami zderzeniowymi. Dostosowano je do tzw. filozofii Real Life Safety, czyli bezpieczeństwa w codziennym życiu. Akumulator i wszystkie komponenty odpowiadające za magazynowanie wodoru objęte są restrykcyjnymi, typowymi dla Mercedesa standardami bezpieczeństwa. Poza ochroną w razie wypadku wszystkie pojazdy Mercedes-Benz przechodzą dodatkowe badania komponentów na poziomie wykraczającym daleko poza zwyczajne testy. Układ napędowy i zbiorniki na wodór w przedprodukcyjnego GLC F-CELL są w bezpieczny sposób zamontowane w komorze silnikowej oraz pod podłogą.

Podobnie jak wszystkie samochody Mercedes-Benz, także pojazdy zasilane wodorem stanowią wzorzec pod względem aktywnego i pasywnego bezpieczeństwa. Dzięki Active Distance Assist DISTRONIC, pakietowi Lane

Tracking z Blind Spot Assist oraz Active Lane Keeping Assist, kamerze 360° oraz COMAND Online z funkcją rozpoznawania znaków GLC F-CELL już w standardzie oferuje niespotykany poziom komfortu i ochrony podróżujących oraz innych uczestników ruchu.

Pewny siebie: DNA prawdziwego Mercedesa

Egzemplarze GLC F-CELL prezentowane we Frankfurcie spełniają wysokie wymagania, jakie stawia się wobec Mercedesów, i wpisują się w system wartości marki Mercedes-Benz w zakresie komfortu, ochrony środowiska, bezpieczeństwa, jakości oraz designu. Jeśli chodzi o ładowność i wygodę pasażerów, elektryczny SUV zaoferuje wyśmienity poziom praktyczności. Od spalinowych wersji GLC będą różnić go jedynie subtelny schodek w bagażniku, podobnie jak w przypadku GLC Plug-in Hybrid, oraz nieco podniesione mocowanie tylnej kanapy – to konsekwencja zamontowania zbiornika na wodór. Także układ wentylacji GLC F-CELL nie odbiega swoim działaniem od reszty wersji. Automatyczna klimatyzacja z funkcją wstępnego schładzania lub podgrzewania kabiny oraz podgrzewane lusterka i fotele należą tu do wyposażenia seryjnego. Aby zoptymalizować swój balans energetyczny, w chłodniejsze dni samochód będzie w efektywny sposób wykorzystywał ciepło resztkowe z ogniwa paliwowego.

Samochody produkowane seryjnie, podobnie jak egzemplarze przedprodukcyjne, zostaną wyposażone w sprężyny śrubowe przedniej osi oraz jednokomorowe zawieszenie pneumatyczne tylnej osi ze zintegrowaną automatyczną funkcją utrzymania prześwitu. Oznacza to, że nawet po załadowaniu odległość tyłu pojazdu od podłoża pozostanie niezmienna – co gwarantuje zrównoważoną charakterystykę wibracji i niemal stałą częstotliwość drgań własnych nadwozia, niezależnie od obciążenia.

Niepowtarzalny: akcenty w stylu EQ Power

Prezentowane we Frankfurcie egzemplarze GLC F-CELL ucieleśniają aktualną filozofię projektowania Mercedes-Benz – filozofię zmysłowej przejrzystości. Design wersji F-CELL uzupełniono o elementy podkreślające jej szczególny status, zarówno na tle wszystkich samochodów, jak i w rodzinie modelu GLC. Ich lista obejmuje również techniczne modyfikacje nadwozia i wnętrza oraz zmiany w koncepcji wyświetlania i obsługi kokpitu.

Z jednej strony – niebieskie akcenty na osłonie chłodnicy, obręczach z lekkich stopów, osłonach progów i tylnym zderzaku, z drugiej – charakterystyczne naklejki z napisem „F-CELL” – to wszystko zdecydowanie wyróżnia odmianę GLC zasilaną wodorem, podobnie jak specjalnie wyprofilowane zderzaki z powiększonymi wlotami powietrza oraz aerodynamicznie zoptymalizowane felgi o średnicy 20 cali.

Wnętrze imponuje szlachetnym wzornictwem i płynnymi formami, które w wysmakowany sposób interpretują pojęcie współczesnego luksusu. Łagodnie opadająca konsola środkowa łączy elementy z wykończeniem przypominającym lakier fortepianowy oraz drewnianą okładzinę o wyrazistym deseniu. Eleganckie wrażenie potęgują precyzyjnie wykonane detale i naturalne materiały, takie jak drewno o otwartych porach oraz wełniane i lniane tkaniny.

Funkcję panelu wskaźników przejął duży, 12,3-calowy wyświetlacz. Informacje z systemu COMAND pojawiają się z kolei na umieszczonym centralnie ekranie o przekątnej 10,25”. Menu i wskazówki na obu wyświetlaczach są dopasowane do wymogów układu napędowego łączącego ogniwa paliwowe z akumulatorem wysokiego napięcia. Nowe wzornictwo wyraźnie odróżnia wariant F-CELL od pozostałych odmian GLC.

Nowością w GLC F-CELL jest wielofunkcyjny panel dotykowy z funkcją rozpoznawania pisma odręcznego, świętujący swój debiut właśnie w przedprodukcyjnych egzemplarzach prezentowanych na targach. Pozwala on sterować funkcjami telematyki za pośrednictwem pojedynczych lub złożonych gestów palców (tzw. sterowanie wielodotykowe) – rozpoznaje odręcznie wprowadzane litery, cyfry oraz znaki specjalne. Panel stanowi więc kolejną obok sterowania głosowego LINGUATRONIC opcję obsługi systemu COMAND Online. Kierowca może też korzystać z paneli dotykowych Touch Control umieszczonych na lewym i prawym ramieniu kierownicy.

Na drodze do produkcji seryjnej

Daimler systematycznie pracuje nad przygotowaniem Mercedesa GLC F-CELL do produkcji seryjnej. Korzystając z floty pojazdów testowych, inżynierowie Mercedes-Benz podejmują ostatnie kluczowe działania na drodze do uruchomienia produkcji modelu. Obecnie rozważane są rynkowe strategie sprzedaży, w tym oferta wynajmu. Podobnie jak konwencjonalne odmiany GLC, tak i wodorowa będzie wytwarzana w Bremen.

W trakcie rozwoju i produkcji innowacyjnego SUV-a koncern Daimler korzysta z potencjału globalnej sieci kompetencyjnej. Jeden z najważniejszych układów samochodu – ogniwa paliwowe – został opracowany w Vancouver w Kanadzie we współpracy z firmą Ford, w ramach spółki joint venture Automotive Fuel Cell Cooperation (AFCC). Jego produkcja odbywa się niedaleko, w Mercedes-Benz Fuel Cell (MBFC). Cała jednostka ogniw paliwowych i układ przechowywania wodoru zostały zaprojektowane przez spółkę zależną Daimlera NuCellSys w Kirchheim/Nabern w Badenii-Wirtembergii. Za montaż układu ogniw paliwowych, który także odbywa się w Nabern, odpowiada macierzysta fabryka Daimlera w Untertürkheim. Zbrojone włóknami węglowymi zbiorniki na wodór produkowane są w zakładach koncernu w Mannheim, a akumulatory litowo-jonowe pochodzą z należącej do Daimlera spółki ACCUMOTIVE z siedzibą w Kamenz w Saksonii.

Kluczowa rola infrastruktury

Sukces elektrycznej mobilności w dużej mierze zależy od światowej infrastruktury. Na całym świecie w szybkim tempie przybywa zarówno punktów ładowania, jak i stacji tankowania wodoru. Czy to w domu, w pracy, na drodze, czy w czasie zakupów – są różne sposoby doładowania aut elektrycznych. Postępuje także rozwój infrastruktury H2. Wspólnie z partnerami spółki joint venture H2 Mobility Daimler opracował już konkretny plan działania. Do końca przyszłego roku sieć tankowania wodoru ma liczyć 100 punktów, a do 2023 r.– już 400. Poza Europą podobne projekty infrastrukturalne promowane są w USA oraz w Japonii.

Systematyczne podejście: Daimler opowiada się za mobilnością elektryczną z wykorzystaniem ogniw paliwowych

Wszystko zaczęło się w latach 80., gdy naukowcy koncernu Daimler zwrócili uwagę na zimne spalanie. W 1994 r. Mercedes-Benz zaprezentował światowej publiczności pierwszy pojazd napędzany energią z ogniw paliwowych – NECAR 1. Po nim pojawiło się wiele kolejnych aut wykorzystujących taki rodzaj napędu, w tym flota Klas A F-CELL. W 2011 r. zorganizowano F-CELL World Drive – pierwszą podróż samochodami z ogniwami paliwowymi dookoła świata. W 2015 r. zadebiutował prototyp F 015 Luxury in Motion z układem napędowym F-CELL plug-in, umożliwiającym jednorazowe pokonanie 1100 km bez emitowania spalin. Do dziś samochody Mercedes-Benz z ogniwami paliwowymi, w tym Klasa B F-CELL oraz autobus miejski Citaro FuelCELL Hybrid, pokonały łącznie ponad 18 mln km – co świadczy o dojrzałości takiej koncepcji napędu. Kolejny etap technicznego rozwoju – GLC F-CELL – staje się faktem.

Obniżka stóp procentowych w Polsce? Dobre dane z wysp

Eryk Łon, członek Rady Polityki Pieniężnej, przedstawił wizję obniżki stóp procentowych. Jest ona dyskusyjna, ale pamiętajmy, że to osoba mająca głos na posiedzeniach. Dobre dane z brytyjskiego rynku pracy.

Stopy procentowe w dół

W wywiadzie dla PAP Biznes członek Rady Polityki Pieniężnej Eryk Łon prezentował koncepcję rychłej obniżki stóp procentowych w Polsce i to aż o 0,5%. Jest to teoria odważna, mająca za sobą kilka poważnych argumentów. Po pierwsze złoty jest obecnie relatywnie mocny. Względem euro znajdujemy się obecnie w okolicach 25% drogi od minimum do maksimum rocznego. Z drugiej strony warto wydłużyć horyzont by zobaczyć, że nie jest to najtrafniej dobrany okres. W perspektywie zarówno 3 jak i 5 letniej obecny poziom jest po prostu średni. W związku z czym argument ten mocno traci na znaczeniu. Podobnie względem dolara. Ostatnie miesiące to faktycznie znaczne osłabienie amerykańskiej waluty, ale warto spojrzeć jak dolar kosztował jeszcze kilka lat temu. Poziom 3,55 zł to naprawdę nie jest nisko. W kontekście takiej zmiany warto również zwrócić uwagę, na standardowe wartości zmian stóp procentowych. Znacznie bardziej prawdopodobny jeżeli już jest ruch o 0,25%

Dane z Wielkiej Brytanii

Dzisiaj o 10:30 poznaliśmy serię odczytów z wysp. Bezrobocie wbrew oczekiwaniom analityków spadło z 4,4% do 4,3%. Wolniej co prawda rosną również wynagrodzenia, o 2,1% zamiast 2,2%, co przy połączeniu z osłabiającym się funtem powoduje, że Brytyjczyków stać na proporcjonalnie jeszcze mniej. Równolegle ze spadkiem bezrobocia spadła również liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. To drugi dzień z rzędu dobrych danych z wysp. Wczoraj po danych o inflacji funt wyskoczył w okolicach 4,67 zł na 4,74 zł. Dzisiejsze dane zostały przyjęte w miarę neutralnie a funt znajduje się tuż poniżej 4,73 zł. Warto zwrócić uwagę, że to najwyższe poziomy funta od początku sierpnia.

Dzisiaj w danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – bilans płatniczy,
  • 14:30 – USA – inflacja producencka,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

mytaxi udostępnia pierwszą w Europie usługę ride-sharingową wykorzystującą taksówki

Jest to pierwsza tego typu usługa w Europie, która polega na współdzieleniu przejazdu i podziale kosztu za kurs między dwoma nieznającymi się pasażerami.
mytaxi match łączy pasażerów jadących w jednym kierunku, dzięki czemu cena za kurs może być nawet o 40% niższa od kwoty za standardowy przejazd taksówką.

Warszawa została wybrana jako miasto pilotażowe dla usługi mytaxi match, spośród 70-ciu miast w Europie, w których działa mytaxi. Według najnowszego raportu mytaxi i GfK[1], przeprowadzonego wśród mieszkańców stolicy, co drugi warszawiak chętnie skorzystałby z usługi ride-sharingowej z wykorzystaniem licencjonowanej taksówki. Na zainteresowanie taką usługą wpływa m.in. fakt, że umożliwia oszczędność kosztów przejazdu, zwiększa szanse na zamówienie taksówki w godzinach szczytu i może przyczynić się do zmniejszenia korków w mieście. Jak działa mytaxi match i dlaczego mieszkańcy stolicy Polski jako pierwsi odkryją jej zalety?

W duecie taniej

W ramach mytaxi match, koszt przejazdu taksówką, obejmujący opłatę startową oraz wspólnie przejechany odcinek, będzie dzielony proporcjonalnie do przejechanego dystansu między dwóch pasażerów zamawiających przejazd z różnych miejsc, wybierających miejsce docelowe na podobnej trasie. W wypadku, gdy aplikacja nie znajdzie pasażerowi partnera do przejazdu, pasażer odbędzie standardowy kurs, jednak z 25% zniżką. Dodatkowo, w ramach mytaxi match, dostępni będą kierowcy taksówek mytaxi ze stawką nie większą niż 2 zł/km.

– Wprowadzając usługę mytaxi match jesteśmy pewni, że przyniesie ona korzyści zarówno dla pasażerów, którzy będą mogli korzystać z najwyższej jakości usług licencjonowanych taksówek po niższej cenie, jak i kierowców, którzy zwłaszcza w godzinach natężonego ruchu będą mieli możliwość przewiezienia dwóch pasażerów jednocześnie tłumaczy Andrew Pinnington, dyrektor generalny mytaxi – Uruchomienie usługi w Warszawie jest dla nas dużym krokiem, który jest częścią naszej strategii rozwoju mytaxi match w Europie.

Warszawa i mytaxi – perfect match!

Nowa usługa mytaxi przez ostatnie pół roku przeszła wiele testów w różnych europejskich miastach.

Warszawa została wybrana przez nas jako miasto z potencjałem dla mytaxi match mówi Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający mytaxi w Polsce – Liczba taksówek w stolicy Polski wynosi 11.000 i jest zbliżona do liczby taksówek w Nowym Jorku. Jest to miasto, w którym mytaxi realizuje bardzo dużo kursów, a według naszych danych wiele z nich odbywa się w podobnych kierunkach, o tej samej porze. Dodatkowo, raport GfK wykazał, że samochód jest najczęściej wybieranym środkiem transportu przez prawie połowę warszawiaków. Powoduje to liczne utrudnienia w mieście, takie jak korki i zanieczyszczenie powietrza nadmierną emisją spalin. Rozwiązaniem tych problemów mogą być współdzielone przejazdy taksówkami.

Przez pierwsze 4 tygodnie od startu nowej usługi, zamówienie współdzielonego przejazdu z mytaxi match będzie możliwe przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu, na terenie prawie całej  Warszawy (z pominięciem kilku obrzeżnych dzielnic). Jej dalszy rozwój jest uzależniony od zainteresowania i danych, które zostaną zebrane w pierwszych tygodniach pilotażu usługi.

Warszawiacy otwarci na nowe rozwiązania w mobilności

Badanie mytaxi i GfK wykazało również, że czynnikami decydującymi o zainteresowaniu warszawiaków taką usługą są:

  • niższa cena – 76%;
  • ograniczenie emisji spalin – 68%;
  • zmniejszenie korków – 67%.

Największe zainteresowanie usługą ride-sharingową, wykorzystującą licencjonowane taksówki, wykazują ludzie młodzi – ponad 72% warszawiaków w wieku 22-29 lat deklaruje, że chętnie by z niej skorzystało. Aż 93% z nich docenia możliwość oszczędności, 89% nowoczesność usługi, a 43% szansę na poznanie nowych ludzi.

– mytaxi match to nowy krok w ulepszaniu mobilności w Warszawie – mówi Krzysztof Urban – Jednym z powodów niekorzystania z taksówek, zwłaszcza wśród 25% młodych ludzi, jest wysoka cena. Dodatkowo, aż 2/3 użytkowników taksówek w wieku 22-29 lat zamawia taksówkę przez aplikację. Te dane pokazały nam jak duży potencjał drzemie w usłudze ride-sharingowej opartej o aplikację mobilną, wykorzystującej licencjonowane taksówki.

Jak skorzystać z mytaxi match?

Usługa mytaxi match została zintegrowana w ramach standardowej aplikacji mytaxi i ukaże się każdemu użytkownikowi mytaxi 13 września 2017 roku po aktualizacji. Aby zamówić przejazd z mytaxi match, należy:

  1. Pobrać mytaxi (dostępna w App Store, Google Play) i zarejestrować się.
  2. Dodać „Sposób Płatności” (PayPal, Visa, Mastercard, American Express).
  3. Wybrać suwakiem na głównym ekranie funkcję „match”.
  4. Wpisać adres docelowy i zamówić taksówkę. Po chwili aplikacja znajdzie kierowcę.

[1] Badanie GfK Polonia na zlecenie mytaxi, dotyczące rynku przewozów w Warszawie, przeprowadzone w czerwcu 2017 roku metodą CATI, na grupie 1800 respondentów, w podziale na: mieszkańców Warszawy, użytkowników taksówek oraz klientów mytaxi.

W Europie wzrasta produkcja cukru, ale i rosną też ceny

Od dwóch lat wzrasta produkcja cukru w Europie. Większa podaż powinna prowadzić do spadku cen. Jednak jest odwrotnie, ceny rosną.

– Cena cukru powinna wynosić w granicach 300 USD za tonę, a wzrosła do 500 USD za tonę – mówi Michał Stajniak, ekspert z XTB. – I ceny cukru mogą zaliczyć dalsze wzrosty.

A na polskim rynku? O tym także w materiale wideo.

Zmienia się prawo do kontroli pracownika w miejscu pracy

Ile zarabia prezes Tesla Motors – Elon Musk?

Tesla Motors to dziecko amerykańskiego biznesmena Elona Muska. Pochodzący z RPA miliarder dorobił się fortuny jako współzałożyciel PayPal Inc. – obecnie giganta na rynku płatności elektronicznych. Poza Tesla Motors rozwija także swoją prywatną firmę SpaceX – zajmującą się prywatnymi przewozami kosmicznymi. Fortunę Muska szacuje się obecnie na blisko 15,5 mld USD (maj 2017 r).

Tesla to pochodna misji Muska – wprowadzenia do masowej produkcji stosunkowo taniego samochodu elektrycznego i przekierowania ludzkości na tory energii odnawialnej. Spółka jest obecnie drugim na świecie producentem samochodów elektrycznych. W firmie zatrudnionych jest ponad 30 tysięcy osób. Siedziba główna zlokalizowana jest w Dolinie Krzemowej – w Palo Alto, a najważniejsze zakłady znajdują się m.in. w Nevadzie. Tesla inwestuje także w technologię pojemnych baterii oraz rozbudowuje sieć punktów ładowania w USA, Europie i Chinach. Ceny akcji firmy poszybowały w górę, gdy ta ogłosiła, że w pierwszym kwartale wyprodukowała 25 tys. aut, czyli o blisko 70% więcej niż rok temu. Obecnie (maj 2017) jedną akcję można kupić za blisko 322 USD, przy czym analitycy podkreślają, że realna wartość jest blisko o połowę mniejsza. Reszta to emocje inwestorów, umiejętnie podgrzewane przez showmena i wizjonera, jakim niewątpliwie jest Elon Musk. Tymczasem od 14 lat istnienia spółki, Tesla jeszcze nigdy nie zanotowała zysku. Straty za 2016 rok spółka tłumaczyła wysokimi kosztami produkcji Modelu 3, który ma wkrótce wejść na rynek. A także kosztami zakupu w listopadzie 2016 roku spółki SolarCity, producenta paneli słonecznych, zarządzanego przez kuzyna Muska – Lyndon’a Rive’a.

Ile oficjalnie zarabia Elon Musk?

Brylujący w mediach Elon Musk oficjalnie zarabia 45 936 USD z tytułu szefowania Tesla Motors. Skąd taka wysokość? To po prostu pensja minimalna stanu Kalifornia, gdzie znajduje się siedziba spółki. Co więcej, odkąd szefuje on firmie, jeszcze nigdy nie podjął swojego wynagrodzenia. Pozostali dyrektorzy wykonawczy mogą liczyć na lepsze pensje – ich wynagrodzenie zasadnicze waha się od ok. 250 – 500 tys. USD.  Jeffrey B. Straubel – dyrektor wykonawczy odpowiedzialny za ważną dla spółki technologię otrzymał w 2016 roku ponad 7,5 mln USD w opcjach spółki na akcję. Blisko 6,5 mln USD otrzymał Jon McNeill – odpowiedzialny za sprzedaż – z czego ponad 2 mln w akcjach i ponad 3 mln w opcjach. Doug’owi Field’owi, odpowiedzialnemu za inżynierię, wypłacono blisko 2,5 mln USD, większość w akcjach. Natomiast były CFO spółki, Jason Wheeler, który wiosną 2017 roku zrezygnował ze stanowiska, otrzymał ponad 500 tys. USD wynagrodzenia podstawowego.

Tabela 1. Wynagrodzenia CEO i innych najwyżej opłacanych dyrektorów Tesla Motors w latach 2014-2016 (w USD)

  rok wynagr. podst. premie i nagrody wartość akcji wartość opcji wszystkie inne formy wynagr. niewymienione wcześniej łączna wartość dochodów
Elon Musk 2016 45 936 45 936
Chief Executive Officer and Chairman 2015 37 584 37 584
2014 35 360 35 360
Jeffrey B. Straubel 2016 250 560 7 677 023 7 927 583
Chief Technology Officer 2015 250 560 250 560
2014 249 600 32 655 16 848 788 17 131 043
Jon McNeill 2016 501 923 2 119 322 3 070 785 772 480 6 464 510
President, Global Sales and Services
Doug Field 2016 301 153 2 119 322 2 420 475
Vice President, Engineering 2015 306 923 2 808 785 3 115 708
Jason Wheeler 2016 501 931 501 931
Former Chief Financial Officer 2015 46 154 20 852 142 20 898 296

Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie Tesla Motors Proxy Statement

Czy rzeczywiście Elon Musk zarabia tak mało?

I tak i nie. Jako miliarder, zdecydowanie może sobie pozwolić na niepobieranie jakiegokolwiek wynagrodzenia ze swojej spółki i skupić się wyłącznie na jej rozwoju. Sprawę jego rzeczywistych zarobków wyjaśnia jednak kilka prostych faktów. Elon Musk posiada ponad 22% akcji Tesla Motors. Akcje pochodzą częściowo z początkowych inwestycji Muska w rozwijany przez siebie startup. Spora ich część to pochodna premii kapitałowej wypłaconej mu w formie opcji na akcje w 2009 roku, wartej ponad 22 mln USD. Wykonanie opcji trwało 4 lata i było powiązane z osiągnięciem następujących celów: 25% wymienione na akcje po ukończeniu pierwszego, inżynierskiego prototypu Modelu S, 25% po ukończeniu pierwszego testowego prototypu Modelu S, 25% po wyprodukowaniu pierwszego gotowego modelu S i w czwartą rocznicę przyznania – ostatnie 25% po wyprodukowaniu dziesięciotysięcznego Modelu S. Ale prawdziwym „gwoździem programu” jest tu premia kapitałowa z 2012 roku. Przyznano mu wtedy dokładnie 5 274 901 opcji na akcje, wartych ponad 1,6 mld USD.  Są one wymieniane na akcje na podstawie dwóch kryteriów: celu finansowego i celów operacyjnych.  Do celów finansowych użyto miernika jakim jest kapitalizacja rynkowa spółki – zależna w gruncie rzeczy od ceny akcji. Tak oto w prosty sposób powiązano wpływ decyzji CEO na wyniki finansowe spółki z wysokością jego premii. Kapitalizację rynkową liczy się na podstawie średniej historycznej z 6 miesięcy. Jedna dziesiąta premii jest wymieniana na akcje, gdy:

  • kapitalizacja rynkowa zwiększy się o kolejne 4 mld USD,
  • zostanie spełniona określona liczba założonych celów operacyjnych.

Cała premia ma zostać wypłacona po spełnieniu wszystkich warunków. W razie ich niespełnienia, stosowna część premii przepada. Podobnie będzie w wypadku, gdyby Elon Musk przestał pełnić funkcję CEO.

Tabela 2. Założone kryteria wymiany opcji na akcje w ramach premii kapitałowej przyznanej w 2012 r. Elonowi Muskowi

rok poziom kapitalizacji rynkowej

(w mld USD)

ilość spełnionych celów operacyjnych
2012 3,2
2013 7,2 1
2014 11,2 2
2015 15,2 3
2016 19,2 4
2017 23,2 5
2018 27,2 6
2019 31,2 7
2020 35,2 8
2021 39,2 9
2022 43,2 10

Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie Tesla Motors Proxy Statement

W lutym 2017 roku firma osiągnęła założony na 2022 rok poziom kapitalizacji rynkowej. W maju 2017 roku wynosił on już blisko 53 mld USD. Było to więcej niż w General Motors, które produkuje i sprzedaje miliony aut rocznie na całym świecie. Do spełnienia pozostały natomiast cele operacyjne, ale i na tym polu Muskowi idzie świetnie.

Tabela 3. Cele operacyjne Elona Muska w ramach premii kapitałowej przyznanej w 2012 r.

cel operacyjny wynik
ukończenie z sukcesem prototypu Alpha Modelu X ukończony
ukończenie z sukcesem prototypu Beta Modelu X ukończony
wyprodukowanie pierwszego samochodu Modelu X ukończony
ukończenie z sukcesem prototypu Alpha Modelu 3 ukończony
ukończenie z sukcesem prototypu Beta Modelu 3 ukończony
wyprodukowanie pierwszego samochodu Modelu 3
marża brutto na poziomie 30% lub więcej przez cztery kolejne kwartały
łączna produkcja samochodów na poziomie 100 000 rocznie ukończony
łączna produkcja samochodów na poziomie 200 000 rocznie ukończony
łączna produkcja samochodów na poziomie 300 000 rocznie

Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie Tesla Motors Proxy Statement

Do maja 2017 roku Musk spełnił 7 z 10 celów operacyjnych. Jak podkreślają analitycy, dwa pozostałe są jak najbardziej do osiągnięcia w najbliższym czasie, problemem pozostaje jedynie poziom marży. Oznaczałoby to, że będzie uprawniony do otrzymania pełnej premii 5 lat wcześniej niż zakładano.

Trochę o filozofii wynagradzania w Tesla Motors

Tesla Motors wywodzi swoją filozofię wynagradzania ze swojego startupowego pochodzenia. Z tego powodu cały pakiet wynagrodzeń opiera się na pensji zasadniczej, wynagrodzeniu kapitałowym i benefitach. Tesla nie posiada żadnego krótkoterminowego programu premiowania swoich dyrektorów wykonawczych w gotówce. Nie posiada także ogólnego rozbudowanego planu wynagradzania kapitałowego obejmującego wszystkich dyrektorów. Wyjątkiem pozostają wypłaty wynagrodzenia kapitałowego w akcjach i opcjach na akcje powiązane z osiągnięciem określonych wyników CEO, które opisano powyżej. Podobne plany w mniejszym wymiarze posiadają dyrektorzy odpowiadający za technologię i sprzedaż. Spółka stosuje mechanizm wycofania się z kontraktu w części dotyczącej wynagrodzenia kapitałowego, w razie korekty istotnych błędów w sprawozdaniach finansowych („clawback policy”). W 2016 roku firma nie korzystała z usług jakiejkolwiek firmy doradzającej w sprawie ustalania pakietów wynagrodzeń, podobnie jak rok wcześniej. Co ciekawe, żadnemu z dyrektorów wykonawczych w ramach ich kontraktów nie przysługują odprawy ani przyspieszone odprawy związane z ewentualnym przejęciem spółki. Podobnie, oficjalnie żadnemu z top menedżerów nie przysługują znane z innych amerykańskich spółek giełdowych „wypasione” benefity jak odrzutowiec służbowy czy ochrona osobista. Natomiast mogą korzystać z odrzutowca wypożyczanego od SpaceX, prywatnej firmy Elona Muska, w ramach podpisanego z ta spółką porozumienia. Jego koszt za 2016 rok to 1,1 mln USD.  Poza tym przysługuje im ten sam pakiet benefitów co innym pracownikom Tesli: ubezpieczenie zdrowotne, ubezpieczenie na życie, pracowniczy program akcji itp.

Zakończenie

Elonowi Muskowi nie sposób odmówić biznesowych zdolności. Pomimo tego, że Tesla Motors wciąż nie przynosi zysku, udało mu się napompować do niebotycznych rozmiarów poziom kapitalizacji rynkowej, co pozwala finansować nowe inwestycje firmy w fabryki, nowe technologie i stacje ładowania. Jego oficjalne wynagrodzenie jest niskie, chociaż patrząc na ilość posiadanych udziałów i wysokość premii z 2012 roku zarabia całkiem nieźle i na pewno „wyjdzie na swoje”. Ale przy tym wszystkim naprawdę wydaje się, że rzeczywiście chodzi mu o diametralną zmianę rynku – przejście na elektryczne samochody i energię odnawialną. Komentatorzy podkreślają, że po spełnieniu założonych w 2012 roku celów prawdopodobnie szykuje się zmiana na stanowisku CEO spółki. Musk chciałby się bowiem poświęcić swojej drugiej flagowej spółce, prywatnemu przewoźnikowi kosmicznemu SpaceX. Kolejną jego misją jest bowiem rozwój prywatnego sektora kosmicznego, dzięki znaczącemu zmniejszeniu kosztów wynoszenia ładunków w kosmos poprzez wielokrotne użycie pojazdów i seryjną produkcję. Patrząc na wyniki Tesla Motors oraz jego karierę, także i to przedsięwzięcie może mu się udać.

Polski startup Billon otrzyma 100 tysięcy dolarów z funduszu Fintech 71 z USA

Stworzony w Polsce przełomowy system natychmiastowych płatności oparty
o technologię rozproszonego rejestru otrzyma 100 tysięcy dolarów
z amerykańskiego funduszu dla startupów Fintech 71. Pieniądze przeznaczy na rozwój swoich rozwiązań w USA. Billon jest jedyną polską firmą oraz jedyną wykorzystującą tę technologię, która zakwalifikowała się do programu.

Oprócz dofinansowania nagrodą dla Billonu jest udział w nadzorowanym przez Accenture programie akceleracyjnym.  Przedstawiciele firmy spędzą najbliższych 10 tygodni w Columbus w stanie Ohio, gdzie będą pracować z mentorami z takich firm jak Visa, Mastercard, Prudential, czy Santander. Billon spotka się również z ponad  20 amerykańskimi funduszami inwestycyjnymi oraz amerykańskimi firmami FMCG i ubezpieczeniowymi zainteresowanymi wdrożeniem jego rozwiązań. Stan Ohio jako siedziba 25 firm z listy Fortune 500 jest dla firmy dobrym przyczółkiem do dalszej ekspansji w Ameryce.

David Putts
David Putts

David Putts, dyrektor zarządzający rozwojem międzynarodowym mówi: Stany Zjednoczone to rynek, na którym wciąż dominują płatności gotówką i czekami. Jedziemy do USA, żeby przedstawić bankom technologię pozwalającą na podjęcie skutecznej walki o płatności cyfrowe. Rozwiązania Billon sprawiają, że cyfrowe transakcje stają się opłacalne nawet dla najmniejszych kwot. Fintech 71 to idealny partner do zwiększenia widoczności naszych rozwiązań w USA.

Blockchain do codziennych płatności

Z technologii Billon korzysta już Philip Morris, stosując ją do wypłaty nagród motywacyjnych. Jesienią na polskim rynku ruszy platforma e-commerce do obsługi sklepów internetowych, wspierania streamerów i blogerów czy wpłacania dotacji fundacjom. Pieniądze będą przesyłane bezpośrednio między użytkownikami platformy, dlatego do korzystania z niej nie będzie potrzebne ani konto bankowe, ani karta.

Andrzej Horoszczak
Andrzej Horoszczak

Andrzej Horoszczak, założyciel i prezes firmy, mówi: Przewagą naszych rozwiązań jest szybkość ich wdrożenia. Banki, firmy, czy sklepy internetowe mogą zacząć używać technologii Billon do przesyłania wypłat i płatności online w ciągu zaledwie kilku dni. Liczę, że w USA, podobnie jak w Polsce i Wielkiej Brytanii, Billon zintegruje się z bankomatami i punktami stacjonarnymi, dzięki czemu wszędzie będzie można wygodnie wpłacić i wypłacić pieniądze.

Z Polski na świat

Billon konsekwentnie planuje rozwój na skalę światową. Uczestniczy zarówno
w misjach i inicjatywach  gospodarczych organizowanych przez Ministerstwo Rozwoju czy Prezydenta RP, jak również występuje na najważniejszych spotkaniach branży Fintech w Azji, USA i Europy. Zaledwie kilka tygodni przed amerykańskim dofinansowaniem firma otrzymała 2 miliony euro w programie Komisji Europejskiej Horizon 2020.

Polacy są oszczędni, ale wzrasta ich hedonizm finansowy

Choć większość Polaków postrzega siebie jako osoby oszczędne, to najlepiej idzie im odkładanie pieniędzy na przyjemności – wynika z trzeciej edycji barometru społecznego „Hedoniści i oszczędni”, zrealizowanego przez instytut IRCenter na zlecenie Grupy Ubezpieczeniowej Europa.

Wskaźnik hedonizmu finansowego, pokazującego podejście Polaków do finansów osobistych wyniósł w 2017 roku -12,8 punktu. To więcej niż rok wcześniej, kiedy wynosił -19,2 punktu. Jego wzrost oznacza, że Polacy zaczęli luźniej podchodzić do kwestii związanych z pieniędzmi. Choć nadal dominuje wśród nich postawa oszczędna (67 proc. ankietowanych uważa się za osoby oszczędne), to rośnie ich zainteresowanie konsumpcją. Do finansowego hedonizmu przyznaje się co piąty badany.

– Mówimy o deklaracjach. Jeśli przyjrzymy się bliżej postawie oszczędnej, to okazuje się, że Polacy najchętniej odkładają środki na przyjemności. Natomiast znacznie słabiej idzie im długoterminowe oszczędzanie na np. dodatkową emeryturę czy też zabezpieczenie się przed utratą pracy lub zdrowia – mówi Ewelina Churzępa, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Inwestycyjnych w Grupie Europa.

Z analizy wypowiedzi w mediach społecznościowych wynika, że Polacy najchętniej odkładają na koncerty (29 proc.), wakacje oraz sprzęt elektroniczny (po 14 proc.). Na szarym końcu jest oszczędzanie na emeryturę czy niespodziewane wydatki (po 2 proc.). Identyczny trend jest widoczny w internetowych dyskusjach o wydawaniu pieniędzy. Najczęściej podnoszone są tematy związane z szeroko rozumianą modą i urodą (24 proc. wypowiedzi) oraz jedzeniem (12 proc.). Inwestycje czy zdrowie stanowią temat zaledwie 4 proc. rozmów.

Z przeglądu haseł związanych z oszczędzaniem, które Polacy wpisują do wyszukiwarki Google, wynika, że spada ich zainteresowanie lokatami bankowymi. O ile jeszcze w 2015 roku średnio co miesiąc szukali informacji na ten temat ponad 27 tys. razy, to w tym roku liczba wyszukań spadła do 18 tys. Natomiast rośnie ich zainteresowanie innymi instrumentami finansowymi. Największym powodzeniem cieszą się akcje (15 tys. wyszukań miesięcznie) i obligacje (12 tys. wyszukań). Znaczący wzrost, bo o 47 proc. w porównaniu z 2016 rokiem, odnotowała kategoria ubezpieczeń. Co miesiąc 27 tys. internautów szuka w Google informacji na ten temat. W 2016 roku było ich niespełna 15 tys.

W ramach trzeciej edycji barometru „Hedoniści i oszczędni” zbadany został także wpływ programu 500+ i decyzji o obniżeniu wieku emerytalnego na postawy finansowe Polaków.

W stosunku do ubiegłego roku wzrósł odsetek osób, które deklarują, że otrzymane z programu 500+ pieniądze pomagają im zaspokoić podstawowe potrzeby lub podnieść standard życia. Spadł zaś odsetek ankietowanych, którzy chcą odkładać otrzymywane środków na przyszłość dzieci. O ile w 2016 roku taki zamiar deklarowało 30 proc. badanych, to w tym roku jest to już 17 proc. Na podobnym poziomie utrzymuje się liczba ankietowanych, którzy dzięki pieniądzom z programu 500+ mogli zacząć oszczędzać. Przyznaje się do tego 12 proc. badanych.

64 proc. osób, które wzięło udział w badaniu, pozytywnie ocenia obniżenie wieku emerytalnego. Mimo to, 33 proc. ankietowanych deklaruje, że zamierza skorzystać możliwości wcześniejszego zakończenia pracy. Pozostali nie mają jeszcze wyrobionego zdania na ten temat (41 proc.) lub też deklarują, że chcą dłużej pozostać na rynku pracy (26 proc.). Rośnie przy tym świadomość Polaków, dotyczącą niskiej wysokości przyszłych emerytur. Dlatego ponad połowa ankietowanych, który chcą skorzystać z możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę, planuje dodatkowo dorabiać, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczyć na bieżące wydatki.

Wśród osób, które postrzegają się jako oszczędne, 70 proc. deklaruje, że dodatkowo odkłada na jesień życia. Połowa z nich trzyma pieniądze na lokacie bankowej, a 26 proc. korzysta z możliwości, jakie daje trzeci filar emerytalny. W przypadku hedonistów, na finansowe zabezpieczenie starości odkłada zaledwie 30 proc. ankietowanych. Podobnie jak w przypadku oszczędnych dominującą formą jest bankowa lokata.

Osoby oszczędne deklarują, że odkładają na zabezpieczenie przed skutkami niespodziewane zdarzeń średnio po 200 zł miesięcznie, a na emeryturę – po 180 zł. W przypadku hedonistów te kwoty są znacząco niższe i wynoszą – odpowiednio – 51 zł i 15 zł.

O barometrze „Hedoniści i oszczędni”

Badanie łączy w sobie trzy rodzaje danych:

– dane deklaratywne zebrane metodą CAWI na próbie 1003 polskich internautów reprezentatywnej pod względem płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania. Badanie zostało zrealizowane w sierpniu 2017 roku.

– dane pochodzące z mediów społecznościowych opierające się na wypowiedziach internautów na tematy związane z oszczędzaniem bądź wydawaniem pieniędzy oraz programem 500+ zebranych w okresie 1 sierpnia 2016 – 31 lipca 2017.

– dane pochodzące z wyszukiwarki Google opierające się na popularności wyszukiwanych haseł związanych z oszczędzaniem bądź wydawaniem pieniędzy oraz programem 500+ zebrane w okresie 1 lipiec 2016 – 30 czerwiec 2017.

Jaki jest koszt naruszenia ochrony danych w firmie?

Średni koszt naruszenia ochrony danych, według instytutów badawczych, może wahać się od 200 tysięcy do 3,6 miliona dolarów[1]. Przedstawione w badaniach wyniki uzmysławiają skalę problemu, ale oszacowanie ewentualnych strat to już wyzwanie, z którym musi zmierzyć się każde przedsiębiorstwo indywidualnie.  Aby ograniczyć ryzyko naruszenia ochrony danych w organizacjach oraz umożliwić prognozowanie potencjalnych kosztów, firma F-Secure wprowadza usługę Cyber Breach Impact Quantification (CBIQ).

Dane zgromadzone podczas przeprowadzanych ocen ryzyka u klientów F-Secure sugerują, że większość dużych organizacji nie jest odpowiednio przygotowana na ewentualne naruszenie ochrony danych. Choć 50 proc. firm ma zespoły zarządzania kryzysowego na wypadek fizycznych katastrof lub zakłóceń działalności, tylko 20 proc. zatrudnia grupę specjalistów, która potrafi skutecznie poradzić sobie z cyberkryzysem. 65 proc. przedsiębiorstw nigdy nie przeprowadziło ćwiczeń w zakresie reagowania na cyberataki.

– Firmy mają problem z oszacowaniem, w co dokładnie inwestować, aby chronić się przed cyberzagrożeniami. Zdarza się, że budżet przeznaczony na kwestie związane z bezpieczeństwem jest niewłaściwie ulokowany i organizacja nie jest gotowa na odparcie próby naruszenia danych. Nowa usługa ma pomóc przedsiębiorstwom zdobyć wiedzę jak chronić kluczowe zasoby – mówi Michał Iwan, dyrektor regionalny F-Secure.

CBIQ pomaga skierować inwestycje we właściwe miejsca, uzasadnia wydatki i wpływa na decyzje związane z zabezpieczeniem się przed skutkami incydentów. Zwiększa też jakość raportowania ryzyka, sprowadzając wyniki do twardych liczb.

Ekspercka wiedza i narzędzie symulacyjne

Podczas oceny ryzyka za pomocą nowej usługi konsultanci F-Secure organizują warsztaty i przeprowadzają wywiady z dobrze poinformowanymi osobami w danej organizacji, aby przeanalizować działalność operacyjną. Uwzględniają wiele rodzajów strat, takich jak koszty postępowania śledczego, przywracania usług, reakcji prawnej, działań komunikacyjnych i zakłócenia w funkcjonowaniu działalności.

Konsultanci wprowadzają te koszty do dedykowanego symulatora, który oblicza najbardziej prawdopodobne wyniki i w czasie rzeczywistym ustala średnią oraz odchylenie standardowe. Symulator opracowany na podstawie wieloletnich doświadczeń w badaniu incydentów dostarcza szybkie wyniki, a ostatecznym rezultatem jest raport ryzyka oparty na strukturze kosztów danej organizacji.

Usługa CBIQ wyróżnia się na tle zwykłych metod klasyfikowania ryzyka (w kategoriach wysokie, średnie lub niskie), które uzyskuje się za pomocą narzędzi ogólnego przeznaczenia, takich jak Excel.

– Podczas gdy inne narzędzia do oceny ryzyka dostarczają niejasnych, dyskusyjnych rezultatów, my pokazujemy konkretne liczby bazujące na przejrzystych, uzasadnionych danych wejściowych mówi Michał Iwan.

Dodatkowe informacje:

CBIQ stanowi część kompletnej oferty usług zarządzania ryzykiem świadczonych przez F-Secure. Usługi obejmują Incident Response Maturity Assessment (komplementarne badanie zdolności obronnych firmy), opracowanie procesu oceny i modelowania ryzyka, ćwiczenia z zarządzania kryzysowego, a także organizację warsztatów oraz szkoleń.

Źródła:
https://www.rand.org/pubs/external_publications/EP66656.html
https://www.ibm.com/security/data-breach/

[1] Rand Corp. ocenia, że średni koszt naruszenia ochrony danych to 200 000 dol. https://www.rand.org/pubs/external_publications/EP66656.html. Ponemon Institute ocenia średni koszt na 3,6 mln dol. https://www.ibm.com/security/data-breach/

Rynki akcji w cieniu koreańskiego ryzyka

  • Wyniki spółek za II kwartał 2017 w USA i Japonii były w większości lepsze od oczekiwań. Całkiem nieźle zaprezentowały się też spółki europejskie.
  • Rynki akcji zareagowały umiarkowanie pozytywnie, jednak napięcia na linii USA-Korea Północna wypychają cześć kapitału ku „bezpiecznym przystaniom”.
  • Pomimo ryzyka politycznego pozostajemy pozytywnie nastawieni do akcji. Największy potencjał mają wciąż rynki wschodzące, w tym Europa Środkowo-Wschodnia.
Marek Straszak, zarządzający portfelami inwestycyjnymi Union Investment TFI
Marek Straszak, zarządzający portfelami inwestycyjnymi Union Investment TFI

Na rynkach rozwiniętych zakończył się sezon publikacji wyników finansowych spółek za drugi kwartał tego roku. Generalnie oceniamy go pozytywnie. W Japonii aż 80% spółek z indeksu Nikkei 225 pobiło oczekiwania analityków. Co więcej, tamtejsze spółki odnotowały średni wzrost zysków o solidne 20% rok do roku. Indeks japońskiej giełdy nie odzwierciedla tej poprawy, jednak trudno się dziwić – sąsiedztwo Korei Północnej i rakiety przelatujące nad terytorium Japonii nie sprzyjają odważnym decyzjom inwestycyjnym.

W minionym kwartale dobrze zaprezentowały się też spółki w USA. Rynkowe konsensusy przebiło niemal trzy czwarte spółek notowanych w indeksie S&P 500. Amerykański indeks od początku roku zyskał już ok. 10% i wciąż ociera się o historyczne rekordy. Nieco słabiej niż w Japonii i USA spisały się spółki w Europie. Mimo to wiele z nich wypracowało bardzo przyzwoite zyski. Dzięki ich dobrej dyspozycji europejski indeks Stoxx Europe 600 odbił się od lokalnego dołka i od końca sierpnia zyskał już kilka procent. Zapewne zyskałby jeszcze więcej, gdyby nie obawy inwestorów o skutki umocnienia się euro dla europejskich spółek eksportowych.

Na fali ostatnich wzrostów kurs euro do dolara przebił już poziom 1,20, co jest najwyższą wartością od 2015 r. Perspektyw na osłabienie euro póki co brak. Przynajmniej ze strony Europejskiego Banku Centralnego, który na ostatnim posiedzeniu podtrzymał chęć ograniczania skupu aktywów (europejskie QE).

Inwestorzy spoglądają na Koreę i USA

Ostrożna reakcja indeksów giełdowych na dobre wyniki spółek i dane makro ma swoje źródło w wydarzeniach na świecie. Tematem numer jeden jest oczywiście eskalacja napięcia politycznego związana z próbami jądrowymi prowadzonymi przez Koreę Północną i radykalnym stanowiskiem amerykańskiego rządu. Stany Zjednoczone zagroziły, że na koreańską agresję są gotowe odpowiedzieć zbrojnie i równolegle walczą o to, by Rada Bezpieczeństwa ONZ zastosowała wobec Korei Północnej dotkliwe sankcje (z częściowym sukcesem).

Groźba konfliktu zbrojnego popycha część inwestorów ku „bezpiecznym przystaniom”, do których należy m.in. złoto. W ostatnich dniach cena złota przekroczyła 1350 dolarów za uncję, ustanawiając swój kolejny tegoroczny rekord. Warto jednocześnie zwrócić uwagę, że wobec takiego ryzyka skala zwyżek cen złotego kruszcu jest stosunkowo niewielka. Co więcej, głębsza analiza pokazuje, że popyt na złoto jest typowo spekulacyjny. Napływów nie notują bowiem fundusze typu ETF, które inwestują bardziej długoterminowo, tylko kontrakty terminowe, które kupuje się na krótsze okresy czasu.

Pomimo tego, że ryzyko inwestycyjne na świecie wzrosło, w dalszym ciągu jesteśmy pozytywnie nastawieni do akcji. Przemawia za tym globalny wzrost gospodarczy i umiarkowana inflacja. W ujęciu globalnym najbardziej przychylnym okiem patrzymy na rynki wschodzące, w tym Europę Środkowo-Wschodnią. Z kolei potencjał giełd w USA i Europie oceniamy mniej więcej podobnie. Jeśli euro nie będzie się dalej umacniało, akcje europejskie mają szansę nieco odreagować niedawne spadki.

Branża motoryzacyjna: absolwenci szkół wyższych nie są przygotowani do pracy w Przemyśle 4.0

Przemysł motoryzacyjny jest najszybciej rozwijającą się gałęzią polskiej gospodarki, ale o tym czy tak pozostanie zadecyduje jego umiejętność dostosowania się do 4. rewolucji przemysłowej. Szczególnie ważny będzie obszar edukacji i kwalifikacji, a jak wynika z badania Exact Systems „Przemysł 4.0 – motoryzacja, edukacja i wyzwania” istnieje duża potrzeba zdefiniowania na nowo metod i celów kształcenia zawodowego. Aż 58% przedstawicieli automotive uważa, że absolwenci szkół wyższych nie są przygotowani do pracy w Przemyśle 4.0. Ponadto, najpoważniejsze bariery wdrażania zasad Przemysłu 4.0 to brak odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów (35%) oraz wystarczających kompetencji kadry w zakresie nowych technologii (23%).

Czwarta rewolucja przemysłowa to idea transformacji cyfrowej, opierająca się na wykorzystaniu w produkcji nowoczesnych technologii. Rewolucja ta przekierowuje przemysł w stronę inteligentnej i elastycznej produkcji, która potrafi dostosować się do dynamicznie zmieniających się potrzeb klientów. W szczególności dotyczy zakładów produkcyjnych z branży motoryzacyjnej.[1] – O tym, czy automotive pozostanie kołem zamachowym polskiej gospodarki, zadecyduje jego umiejętność dostosowania się do zmian w ramach czwartej rewolucji przemysłowej. Nie mniejsze znaczenie będzie miał też zakres współpracy pomiędzy sektorem prywatnym, publicznym i nauki. Ze względu na zróżnicowaną i bardzo rozbudowaną matrycę potrzeb edukacyjnych naturalna wydaje się współpraca wszystkich trzech sektorów na polu edukacji nauczycieli szkolnictwa zawodowego i uczelni wyższych – mówi Paweł Wideł, Prezes Związku Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych.

Rynek pracy nie nadąża za postępem technologicznym

Badanie „Przemysł 4.0 – motoryzacja, edukacja i wyzwania” zrealizowane przez Exact Systems dowodzi, że zarządzanie talentami, które ma być fundamentem zmian w branży motoryzacyjnej w związku z 4. rewolucją przemysłową, wiąże się z wieloma wyzwaniami. Po pierwsze, więcej niż połowa zapytanych przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych (58%) uważa, że absolwenci szkół wyższych nie są odpowiednio przygotowani do pracy w Przemyśle 4.0. Odmienną opinię ma co trzeci ankietowany. Po drugie, dwie najważniejsze bariery związane z wdrożeniem Przemysłu 4.0 w automotive dotyczą kompetencji pracowników. Co trzeci zapytany wskazał na brak możliwości pozyskania odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów, a co czwarty na niewystarczające kompetencje kadry w zakresie nowych technologii. Dopiero na trzecim miejscu zostały wskazane bariery finansowe takie jak niepewność dotycząca zwrotu z inwestycji (21% wskazań) oraz koszty dostosowania do standardów zapewniających interoperacyjność (21% wskazań).

Kompetencje 4.0

Wraz z postępem technologicznym zmieniają się oczekiwania pracodawców wobec kandydatów do pracy w branży motoryzacyjnej. Za kluczowe ankietowani uznali: znajomość języków obcych (35%) oraz rozwiązań technologicznych (33%). Kolejne odpowiedzi wyraźnie wskazują jednak na odejście od nacisku na naukę umiejętności praktycznych na rzecz kompetencji miękkich i zdolności do kreatywnego myślenia oraz szybkiego uczenia się. 31% przedstawicieli automotive jest zdania, że na potrzeby Przemysłu 4.0 wśród studentów powinna być rozwijana umiejętność określania priorytetów, co czwarty wskazuje na doskonalenia umiejętności pracy w zespole oraz zarządzania czasem (po 25% wskazań).

– Pamiętajmy, że motoryzacja jest nie tylko pod wpływem rewolucji przemysłowej, ale przechodzi przez głęboki okres transformacji, będącej wynikiem nowych wymogów regulacyjnych, dotyczących m.in. ochrony środowiska, rosnącego znaczenia alternatywnych napędów i elektromobilności oraz innych trendów, takich jak autonomia pojazdów czy odejście od ich własności. To wszystko może całkowicie zmienić DNA samochodu osobowego. Dlatego też, tak ważne jest, abyśmy mogli wymienić się doświadczeniami oraz wpisać się w prace rządu nad strategicznym podejściem do cyfrowej transformacji polskiej gospodarki, próbując odpowiedzieć na kluczowe dla nas wszystkich pytanie, które brzmi, jakie umiejętności i kwalifikacje powinny być rozwijane i w oparciu o jakie modele kształcenia? – podkreśliła Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan, podczas konferencji „Przemysł 4.0, a edukacja i kompetencje”.

Edukacja 4.0

Wypełnienie tzw. luki kompetencyjnej i sprostanie kadrowym wymogom Przemysłu 4.0 wiąże się ze zmianą edukacji zawodowej w Polsce. Większość ankietowanych (42%) uważa, że dostęp do pracowników o odpowiednich kompetencjach byłby możliwy dzięki wsparciu rządu dla firm w edukacji i przekwalifikowaniu pracowników. 38% przedstawicieli branży motoryzacyjnej jest zdania, że należy na nowo zdefiniować listę zawodów wraz z wymaganymi kompetencjami, a 29% twierdzi, że należy położyć większy nacisk na budowanie kompetencji wokół programowania/IT.

Jacek Opala, dyrektor rozwoju sprzedaż w Exact Systems, zwraca uwagę, że coraz większe problemy kadrowe w automotive są wynikiem nie tylko zmiany technologicznej, jaka dokonuje się obecnie w branży. – To pochodna także nowych inwestycji motoryzacyjnych w Polsce, w związku z którymi rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowaną kadrę. Dlatego tak ważna jest dywersyfikacja kanałów poszukiwania kandydatów oraz własne rozwiązania podnoszące kwalifikacje zawodowe. W Exact Systems prowadzimy innowacyjny projekt edukacyjny „Szkoła Jakości”, który ma zapewnić doskonałe przygotowanie do pracy w dziale jakości. W ciągu ponad 3 lat w szkoleniach wzięło udział ponad 1000 kontrolerów jakości oraz przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych. Ponadto, w ubiegłym roku wprowadziliśmy unikalną na polskim rynku platformę e-learningową, która umożliwia zweryfikowanie kompetencji kandydata oraz wdrożenie go w podstawowe obowiązki całkowicie on-line. Tylko wyjście poza schematy umożliwia nam sprostanie wymogom kadrowym – mówi Jacek Opala z Exact Systems.

Metodologia badania:

Badanie „Przemysł 4.0 – motoryzacja, edukacja i wyzwania” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 48 respondentów z Polski. Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od kwietnia do czerwca 2017 roku.

[1] Źródło: Sprawozdanie z konferencji „Przemysł 4.0, a edukacja i kompetencje”

Fuzja Intrum Justitia i Lindorff. Krzysztof Krauze stanie na czele połączonych firm w Polsce

W czerwcu br. połączenie szwedzkiej grupy Intrum Justitia oraz norweskiego podmiotu Lindorff stało się faktem. Giganci rynku zarządzania wierzytelnościami zapowiadają, że fuzja zapewni im pozycję lidera oraz największej światowej firmy świadczącej usługi windykacyjne. Teraz zarząd połączonych firm ogłosił dyrektora zarządzającego w Polsce. Został nim Krzysztof Krauze, dotychczasowy prezes polskiego oddziału Intrum Justitia, z firmą związany od 15 lat. Jakie zmiany niesie za sobą ta informacja?

Intrum Justitia i Lindorff to kluczowi gracze na europejskim rynku zarządzania wierzytelnościami. Obydwie grupy mają bogate, ponadstuletnie doświadczenie zdobyte na rynkach globalnych oraz lokalnych. Nowa firma będzie obecna na 23 rynkach w całej Europie z zespołem liczącym ponad 8 000 profesjonalnych i zaangażowanych pracowników. Na czele polskiego oddziału stanie Krzysztof Krauze, dotychczasowy prezes Intrum Justitia w Polsce.Krzysztof Krauze, prezes Intrum Justitia

Cieszę się, że zostałem poproszony o kontynuowanie podróży, której celem jest osiągnięcie pozycji lidera branży zarządzania wierzytelnościami w Polsce, jak i na całym świecie. Chcemy świadczyć jeszcze lepiej dopasowane i kompleksowe usługi dla naszych klientów, a także w dalszym ciągu podnosić normy etyczne w biznesie – mówi Krzysztof Krauze, dyrektor zarządzający w Polsce.

Nowy podmiot będzie zatrudniać w naszym kraju blisko 850 osób i obsługiwać ponad 600 klientów korporacyjnych z wielu sektorów biznesu.

Fuzja Intrum Justitia z Lindorff to nie tylko wspólne doświadczenie i praca, ale również wyjątkowe połączenie wartości. Lindorff to profesjonalizm, zaangażowanie, zorientowanie na klienta oraz na wynik. Natomiast Intrum Justitia od zawsze podkreślała, że rozumie ludzi, wiedzę przekłada na innowacje i podejmuje wyzwania. Wierzę, że połączenie tych dwóch obszarów w jeden to klucz do sukcesu  – dodaje Krauze.

Tureckie indeksy w górę! QUERCUS Turcja z 28 proc. wzrostem

W ciągu ostatnich 12 miesięcy tureckie indeksy giełdowe wzrosły o ponad 43 proc. Sytuację nad Bosforem próbują wykorzystać polskie fundusze inwestycyjne, które coraz śmielej lokują tam swój kapitał. Wśród nich wyróżnia się QUERCUS Turcja, który od początku roku zyskał 28 procent.

Tegoroczna stopa zwrotu funduszy inwestujących w Turcji jest wysoka, gdyż giełda w Istambule wzrosła od początku roku o 40 proc. Co prawda kraj ten cechuje skomplikowana sytuacja polityczna, która negatywnie wpłynęła na ocenę ratingową oraz przyczyniła się do osłabienia liry, przez co polskie fundusze inwestujące w Turcji na przełomie 2016 i 2017 roku nie uzyskiwały takich zwrotów jakie można było oczekiwać, jednak tego typu problemy nie wpływają znacząco na wartość tureckich indeksów. Deprecjacja tureckiej waluty w bieżącym roku obniżyła zyski funduszy, stąd stopa zwrotu z QUERCUS Turcja jest niższa niż indeksu BIST 100.

Choć ostatnie lata dla inwestujących w Turcji były trudne, inwestorzy patrzą z nadzieją na rynek – wyceny są na relatywnie niskim poziomie, natomiast potencjał gospodarczy kraju jest ogromny.

Eksperci podkreślają, że perspektywy akcji tureckich się poprawiają. Choć inflacja jest dwucyfrowa, oczekuje się jej spadku, tymczasem szacunkowy wzrost PKB w bieżącym roku wyniesie około 5 proc., a w przyszłym o 4 proc. Mając to na uwadze potencjał do osłabienia liry jest stosunkowo niewielki.

– Sytuacja na rynkach wschodzących jest w dalszym ciągu korzystna. W przypadku utrzymania pozytywnego trendu, Turcja będzie preferowanym miejscem inwestycji. Jest rynkiem bardzo płynnym, więc jeśli fundusz akcji rynków wschodzących lub akcji globalnych chciałby zainwestować, to w Turcji jest to łatwiejsze niż np. w Polsce — twierdzi Marek Buczak, zarządzający QUERCUS Turcja, funduszu który od początku roku zyskał aż 28 proc.

Jak dodaje Marek Buczak, w najbliższych miesiącach lira może się nadal osłabiać, podczas gdy akcje w dalszym ciągu posiadają potencjał wzrostowy. Zarządzający podkreśla, że Turcja jest jednym z bardziej ryzykownych rynków wschodzących, a maksymalny próg zaangażowania powinien wynosić nie więcej niż 20 proc. portfela akcyjnego.

Ruszył sezon na zakup mieszkania na wynajem: najtaniej w Katowicach i Łodzi, najdrożej w Warszawie

Początek sezonu akademickiego to okres, w którym wzrasta popyt na mieszkania inwestycyjne, czyli kawalerki i niewielkie lokale dwupokojowe. Ich ceny wahają się od 70 do 180 tys. zł. Według ekspertów to jedna z najbezpieczniejszych form inwestowania na polskim rynku.

Najtaniej mieszkanie inwestycyjne można kupić w Katowicach i w Łodzi – nawet za 70 tys. zł. Najdrożej jest w Warszawie: ceny zaczynają się od 180 tys. zł. Tymczasem, jeszcze 3 lata temu w Katowicach można było nabyć niewielki lokal za 40 tys. zł, a w Warszawie za 125 tys. zł. Tak gwałtowny wzrost cen wynika z faktu, iż odsetek Polaków wynajmujących mieszkania sukcesywnie wzrasta, a – jak oceniają eksperci – szybkie tempo rozwoju rynku najmu w Polsce będzie się utrzymywać. – Szacujemy, że w 2017 roku liczba osób korzystających z tej formy mieszkania wzrośnie o kolejne 200 tys. najemców. Zwiększa się też liczba Polaków dostrzegających ten trend jako okazję inwestycyjną i inwestujących w mieszkania z przeznaczeniem na wynajem – mówi Artur Kaźmierczak, prezes zarządu Mzuri Investments.

Najtańsze mieszkania można nabyć w Katowicach i w Łodzi (już od 70 tys. zł), w dalszej kolejności plasują się Kraków i Wrocław (od 130 tys. zł.), oraz Poznań (od 135 tys. zł), najdrożej jest w Warszawie (od 180 tys. zł). Według danych Mzuri Investments najlepszą rentowność przynoszą najmniejsze lokale, czyli te o wielkości do 20m2. Najważniejszą kwestią wpływającą na zwrot z tego typu inwestycji jest lokalizacja nieruchomości. – Oczywiście najbardziej atrakcyjne lokale to te najlepiej skomunikowane, położone w centrach miast i w pobliżu ośrodków akademickich. Już przy kwotach rzędu 100 tys. zł zakup mieszkania będzie rentowny. Inwestycja taka przyniesie zwrot od ok. 6 do nawet 8 proc. w skali roku, po uwzględnieniu wszystkich kosztów. Obecnie najlepsze zwroty, z miast które obsługujemy, przynoszą inwestycje w lokale na Śląsku i w Łodzi – dodaje Kaźmierczak.

zmiany cen mieszkan
Źródło: dane Mzuri Investments.

Na tak wysoki zwrot nie można liczyć przy zakupie mieszkania na wynajem w centrach największych miast (Warszawa, Kraków). Rentowność takich lokali waha się w granicach 4,5 – 5,5 proc. rocznie, ich plusem jest jednak stabilny wzrost wartości nieruchomości.

Coraz bardziej popularny jest również zakup mieszkań wielopokojowych i ich wynajem „na pokoje”. Inwestycja taka sprawdza się zwłaszcza w największych ośrodkach akademickich (Warszawa, Poznań, Wrocław, Kraków, Trójmiasto), gdzie wynajem pokoju jest znacznie tańszy od wynajęcia kawalerki. Zwrot z tego typu inwestycji będzie wyższy o 1-1,5 punktu procentowego w stosunku do mieszkań jedno- i dwupokojowych – komentuje Kaźmierczak.

Eksperci prognozują także dalszą stabilizację cen najmu w sezonie 2017 / 2018. Popyt na mieszkania będzie się sukcesywnie zwiększać, ale wzrastać będzie też liczba mieszkań oferowanych na wynajem. W skali kraju czynniki te będą się równoważyły, co sprawi, że czynsze najmu pozostaną na poziomach zbliżonych do tych, które obserwujemy obecnie, ewentualnie lekko wzrosną, jak to miało miejsce podczas ostatnich 12 miesięcy, kiedy dynamika czynszów najmu wyniosła średnio ok. 3 proc. (maksymalnie ok. 8 proc. we Wrocławiu, przy stabilizacji w Poznaniu).

Jak wygląda rynek pracy w sektorze SSC/BPO

Obecnie jednym z lepiej rozwijających się sektorów w Polsce jest branża SSC/BPO. Firmy z tego sektora – centra usług wspólnych, zajmujące się m.in. obsługą księgową, informatyczną czy obsługą klienta – cały czas tworzą nowe miejsca pracy (w samym ubiegłym roku 32 tys.). Konsekwencją tego jest jednak powstanie rynku kandydata. Dla firm z branży to spory problem.

Rynek kandydata oznacza, że to pracownicy mogą dyktować warunki. Dla firm jest to o tyle kłopotliwe, że tym, co motywuje zatrudniane osoby, często są wyłącznie zarobki. Pracownika jest utrzymać trudno, bo idzie on tam, gdzie płaci się więcej. Wiąże się to z powstawaniem coraz większych różnic płacowych między firmami działającymi w branży.

„Firmy z sektora SSC/BPO, aby móc pozyskiwać dobrych pracowników, powinny bardzo mocno skupić się dzisiaj na employer brandingu. Zarówno wewnętrznym (cały czas budować coraz lepszą komunikację z pracownikami), jak i zewnętrznym (pokazywać na rynku pracy, jakim się jest pracodawcą)” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Krzysztof Stanczykiewicz, business unit manager w firmie HRK.

Ponadto firmy muszą stale podnosić kompetencje kadry menedżerskiej. Bardzo ważne jest też to, aby pracownicy mieli zapewnione świadczenia pozapłacowe, takie jak np. ubezpieczenia, dodatkowe kursy czy dofinansowanie do posiłków. Poza tym zatrudnianym osobom trzeba zagwarantować możliwość rozwoju.

W znalezieniu odpowiednich pracowników firmie z sektora SSC/BPO może pomóc również współpraca z agencją rekrutacyjną. Należy przy tym pamiętać, że aby ta współpraca przynosiła efekty, obie organizacje muszą się nawzajem rozumieć. Oprócz tego istotna jest komunikacja.

To, że w sektorze SSC/BPO mamy do czynienia z rynkiem kandydata, nie oznacza oczywiście, że szansę na znalezienie pracy w tej branży ma każda osoba. Czego oczekuje się od pracowników? Po pierwsze znajomości języków obcych. Trzeba bardzo dobrze znać nie tylko angielski, lecz także jakiś język dodatkowy, przykładowo niemiecki, francuski, włoski czy hiszpański. Po drugie pożądana jest konkretna wiedza z danej dziedziny (np. księgowości), poparta uzyskanymi certyfikatami. Po trzecie liczy się doświadczenie.

9 na 10 pracowników chce mieć kontakt z zarządem firmy

89% ankietowanych uważa, że członkowie zarządu firmy powinni mieć kontakt z pracownikami. Najbardziej oczekują tego najmłodsi zatrudnieni w wieku 20-29 lat – wynika z badania „Efektywność biznesowa zaczyna się od komunikacji wewnętrznej” zrealizowanego przez emplo. Ponadto, 3 na 4 pracowników chciałoby mieć wpływ na kształt firmy, w której pracują, poprzez możliwość zgłaszania własnych usprawnień. Młodsze osoby częściej chcą skupić się na obszarze własnej pracy, a starszym badanym bardziej zależy na usprawnianiu pracy zespołu. 

– Sprawna komunikacja wewnętrzna to podstawa skutecznego biznesu. Ale sprawna komunikacja to dziś dużo więcej niż tylko statyczne, jednokierunkowe przekazywanie informacji z góry do dołu. Jak wynika ze zrealizowanego przez nas badania, pracownicy oczekują znacznie więcej niż tylko uzyskania informacji o tym, co dzieje się w firmie, w której pracują. Zdecydowana większość liczy na otwarty dialog kadry zarządzającej z zatrudnionymi oraz chce współdecydować o realizowanych działaniach. Dlatego silną firmę warto zacząć budować od środowiska pracy, które mogą współtworzyć sami pracownicy – mówi Paweł Leks, CEO, emplo.

Milenialsi chcą tworzyć firmę z zarządem

Coroczne spotkanie zarządu firmy z pracownikami czy list CEO przy okazji ważnego wydarzenia dla przedsiębiorstwa to zdecydowanie za mało, jeśli chodzi o rolę zarządzających w komunikacji wewnętrznej. Z raportu emplo wynika, że 89% zatrudnionych uważa, że zarząd powinien mieć bieżący kontakt z pracownikami, z czego 41% chce mieć możliwość partnerskiej rozmowy z zarządem, a dla 48% zapytanych wystarczą okazjonalne kontakty, np. w czasie cyklicznych spotkań. Na odpowiedzi istotny wpływ miał wiek badanych – młodsi pracownicy częściej niż ich starsi koledzy liczą na otwarty dialog z kadrą zarządzającą. Aż 50,4% ankietowanych w wieku 20-29 lat potwierdziło, że pracownicy współtworzą firmę i powinni móc partnersko rozmawiać z zarządem, podczas gdy w grupie osób w wieku 30-39 lat do tej odpowiedzi przychyliło się 40,4% i już tylko 36,1% pracowników powyżej 40. roku życia. Co 10. pracownik jest zdania, że wystarczy, jeśli zarząd będzie komunikował się z pracownikami oficjalnymi kanałami.

– Świat odchodzi od paradygmatu organizacji jako armii czy maszyny – z mniej i więcej znaczącymi elementami ulokowanymi hierarchicznie. Zmienia się poziom świadomości wszystkich uczestników rzeczywistości, którą nazywamy pracą. Szczególnie młode pokolenie pracowników wchodzących na rynek oczekuje zniesienia barier komunikacyjnych, stawiając na jednym z pierwszych miejsc bezpośredni, dowartościowujący i rozwijający wymiar relacji tworzonych w pracy. Niezależnie od mniej lub bardziej wyraźnych zależności hierarchicznych – zwraca uwagę Jarosław Guc, Dyrektor Marketingu w Grupie CX. Poprzez dążenie do transparentności, naturalnego wyłaniania się liderów oraz odchodzenia od sformalizowanej hierarchii, zarząd koncentruje się przede wszystkim na inicjowaniu i uczestniczeniu we wszelkich potrzebnych organizacji do działania formach komunikacji. Komunikacja ze współpracownikami jest fundamentalną odpowiedzialnością zarządzających i podstawowa wartością w kulturze organizacyjnej, którą chcemy pielęgnować – dodaje Jarosław Guc.kontakt z szefem raport

Młodzi skupieni na sobie, starsi na zespole

Raport emplo ponadto dowodzi, że pracownicy chcą współdecydować o działaniach podejmowanych przez firmy. 75,9% badanych chciałoby mieć możliwość zgłaszania własnych pomysłów i w ten sposób wpływać na kształt firmy, w której pracują. Chęć zabrania głosu wewnątrz organizacji była zgłaszana równie chętnie przez młodsze, jak i starsze pokolenia X i Baby Boomers. Taką deklarację złożyło 80% osób w wieku 40-49 lat i 74% osób w wieku 30-39 lat.raport firma

Istotne różnice pomiędzy poszczególnymi grupami wiekowymi widać w obszarach, w których pracownicy chcą się rozwijać. Osoby młodsze częściej chcą skupić się na własnej pracy – 61% wskazań w grupie wiekowej 20-29 lat w porównaniu do 49% wskazań w grupie wiekowej 40-49. Natomiast im starszy badany, tym bardziej zależy mu na usprawnianiu pracy zespołu – 77% odpowiedzi w grupie wiekowej 40-49 lat, podczas gdy w grupie milenialsów na ten obszar wskazało 66% ankietowanych.raport pracownik

Paweł Leks z emplo zauważa, że nie w każdej firmie jest możliwość organizacji bezpośrednich spotkań pracowników z zarządem czy zgłaszania pomysłów związanych z rozwojem firmy bezpośrednio do osób odpowiedzialnych za jej rozwój. Szczególnie, gdy dotyczy to podmiotów zatrudniających kilkaset czy kilka tysięcy osób lub z rozproszoną strukturą. W takiej sytuacji z pomocą przychodzą technologiczne rozwiązania społecznościowe. – Użytkownicy platform komunikacji wewnętrznej mają do dyspozycji wiele różnorodnych funkcjonalności, wśród których sporym zainteresowaniem cieszą się właśnie te związane dialogiem na linii góra-dół. Zatrudnione osoby mogą zgłaszać własne pomysły, spośród których najciekawsze są realizowane, wyrazić w ankiecie swoją opinię na określony temat związany z rozwojem firmy czy też uczestniczyć w czacie z prezesem. Rosnące statystyki dotyczące liczby logowań pracowników na platformę emplo czy aktywności w postaci komentarzy, artykułów i wypełnionych ankiet potwierdzają, że technologia wspiera rozwój przedsiębiorstw i ich pracowników – mówi Paweł Leks z emplo.

Metodologia badania:

Badanie „Efektywność zaczyna się od komunikacji wewnętrznej” zostało zrealizowane na zlecenie emplo przez SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. Próba badawcza miała charakter celowy. Badanie zrealizowano wśród osób w wieku 20-65 lat, będących pracownikami firm: średnich (zatrudniających od 50 do 250 pracowników), dużych (zatrudniających od 250 do 500 pracowników) oraz korporacji (zatrudniających powyżej 500 osób). Zrealizowano łącznie 528 wywiadów. Badanie przeprowadzono w dniach 19-24 maja 2017 roku.

Dolar zatrzymał wzrosty. Nad złotym zbierają się czarne chmury

Jest więcej spokoju w handlu na rynkach finansowych w środę bez jednoznacznego lidera na FX. Dolar zatrzymał wzrosty z poprzednich dni, ale rynek już nie wykorzystuje takich sytuacji od prędkiej wyprzedaży waluty. Coś się zmieniło w nastawieniu inwestorów. Ponadto funt pozostaje mocny w oczekiwaniu na BoE, a nad złotym zbierają się czarne chmury.

Fascynującym jest, jak szybko w tym tygodniu odmieniło się nastawienie inwestorów do dolara. Fakt, masowa wyprzedaż z ubiegłego tygodnia zasługiwała na korekcyjne odreagowanie, ale wtorkowy handel nie przypominał polowania na dołek, by prędko odnowić pozycje. Na koniec dnia wyraźnie silniejsze względem USD były tylko GBP, SEK i NZD, ale w tych przypadkach to czynniki leżące po stronie tych walut (inflacja w Wlk. Brytanii, i Szwecji, sondaż wyborczy w Nowej Zelandii) zdecydowały o finalnym wyniku.

Handel na FX w ostatnich dwóch tygodniach był na tyle chaotyczny, że trudno do końca stwierdzić, czy mamy do czynienia tylko z przejściową kapitulacją sprzedających dolara (naruszenie stop lossów), czy dochodzi do istotnego zwrotu sentymentu. Za tym drugim przemawiają jednak dwa elementy. Po pierwsze, silne odczyty inflacji CPI z Wielkiej Brytanii i Szwecji pobudzają apetyt przed jutrzejszym odczytem z USA. A przerwanie passy 5 miesięcy rozczarowań może zagwarantować bardziej optymistyczny wydźwięk przyszłotygodniowego posiedzenia FOMC. Po drugie, rynek długu idzie w tandemie z dolarem – rentowności 10-latek USA odbiły z 2,02 proc. do 2,17 proc. i wymazały spadek wywołany słabym NFP i obawami o Koreę Północną i limit zadłużenia. Dalszy wzrost rentowności będzie solidnym wsparciem dla podtrzymania umocnienia USD.

Mimo wszystko jednak handel na FX nie będzie grą do jednej bramki. Inwestorzy w dalszym ciągu podbierają EUR/USD, widząc mocniejsze argumenty za euro. Komentarze przedstawicieli ECB (dziś wieczorem Praet) stanowią gołębie ryzyko, ale jak na razie żaden z przemawiających w tym tygodniu decydentów nie wykorzystał szansy. USD/JPY ma łatwiejszą drogę w górę przy wyższej wrażliwości na zachowanie rynku długu USA oraz dobry klimat na rynku akcji (korelacja z Nikkei). GBP/USD mocniej rozgrywa jastrzębie oczekiwania przed jutrzejszym posiedzeniem BoE. Dziś uwaga skupi się na raporcie z rynku pracy Wielkiej Brytanii, a dokładniej na wynagrodzeniach. Silny odczyt da paliwo dla dalszego rajdu GBP/USD, choć spora droga już za nami, więc każdy kolejny pips będzie trudniejszy do zdobycia. Ponadto zakładamy neutralny wydźwięk komunikatu BoE (choć ryzyka przeważają po jastrzębiej stronie), co może być katalizatorem realizacji zysków z rajdu funta, ale korekta będzie okazją do kupna.

EUR/PLN skoczył wczoraj pod 4,27 po informacji, że Komisja Europejska przeszła do drugiego etapu procedury wobec Polski w sprawie ustawy o ustroju sądów powszechnych. Polska ma 30 dni na odniesienie do zastrzeżeń komisarzy, w przeciwnym wypadku sprawa trafi do Trybunału Sprawiedliwości. Choć cała procedura nie prowadzi jeszcze do nałożenia kar i zawieszenia prawa głosu Polski w Brukseli (a z wetem Węgier jest to mało prawdopodobne), to jednak inwestorom zostało przypomniane ryzyko polityczne unoszące się nad polskimi aktywami, które może potęgować frustrację posiadaczy długich pozycji w złotym. EUR/PLN całe wakacje nie wykazywał energii do zaatakowania tegorocznych minimów i możemy być blisko momentu, w którym czara się przeleje, a inwestorzy zaczną wychodzić ze złotego w poszukiwaniu atrakcyjniejszych rynków. Biorąc pod uwagę, że RPP gasi wszelkie jastrzębie nadzieje i niemal gwarantuje brak podwyżek do końca przyszłego roku, nie będzie niespodzianką, jeśli wkrótce nisko oprocentowany złoty stanie się walutą finansującą carry trade na rzecz walut o wysokich stopach procentowych. W takim wypadku EUR/PLN może z łatwością przetestować 4,30.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Złoty czeka na nowe impulsy, gorąco wciąż może być na GBP/PLN

W środę uwaga inwestorów przeniesie się z polityki, która wczoraj zdecydowała o losach złotego, na dane makroekonomiczne. Ponownie gorąco może być na GBP/PLN.

Środowy poranek przynosi niewielkie wahania złotego, po tym jak wczoraj osłabił się on do większości walut. W tym mocno do funta. O godzinie 08:33 za euro trzeba było zapłacić 4,2575 zł, dolar kosztował 3,5540 zł, frank 3,70 zł, a funt 4,7290 zł. Nastoje na rynkach globalnych są umiarkowanie pozytywne. Dziś w centrum uwagi inwestorów z rynku walutowego znajdą się przede wszystkim dane makroekonomiczne. To one zdecydują o tym, na jakich poziomach zakończą dzień polskie pary.

Wczoraj złoty stracił na wartości po tym, jak Komisja Europejska poinformowała, że przeszła do drugiego etapu w procedurze praworządności przeciwko Polsce ws. zmian w sądownictwie. Swoje „pięć groszy” do tego osłabienia dorzuciło ponadto słabe zachowanie innych walut regionu (w tym węgierskiego forinta), a także wyprzedaż akcji, jaka w drugiej połowie dnia, miała miejsce na giełdzie w Warszawie. Pod koniec dnia nastroje tylko trochę poprawiła agencja S&P, która wczoraj przyznała, że prawdopodobne jest podwyższenie prognoz dla polskiej gospodarki. Będzie to mieć miejsce przy okazji zaplanowanego na 20 października przeglądu polskiego ratingu. Nie jest wykluczone, że wówczas podniesione zostaną nie tylko prognozy, ale również ocena wiarygodności kredytowej polskiej gospodarki (raczej perspektywa ratingu niż sam rating).

We wtorek złoty najmocniej stracił do funta, który podrożał o ponad 5 gr, a od dołka z końca sierpnia aż o 18 gr. Dziś ponownie gorąco może być na tej walucie. Po tym jak wczoraj inwestorzy poznali dane o wyższej od prognoz sierpniowej inflacji konsumenckiej i producenckiej w Wielkiej Brytanii, co stało się impulsem do umocnienia funta, windując notowania GBP/PLN w ciągu dnia do prawie 4,75 zł, dziś zostaną opublikowane dane z tamtejszego rynku pracy.

O godzinie 10:30 inwestorzy poznają lipcowe dane nt. stopy bezrobocia (prognoza: 4,4 proc.) i średnich tygodniowych wynagrodzeń (prognoza: 2,3 proc. R/R), a także sierpniowe dane nt. liczby wniosków o zasiłki dla bezrobotnych (prognoza: +0,6 tys.). Poprawa na rynku pracy, zwłaszcza jeżeli będzie szła w parze z silniejszym od oczekiwań wzrostem płac, może stać się kolejnym impulsem wzmacniającym funta, stawiając jednocześnie Bank Anglii w trudniej sytuacji. Jednak i bez tego czwartkowe posiedzenie banku będzie jednym z ciekawszych w ostatnich miesiącach. Bank obecnie bowiem balansuje na cienkiej linie pomiędzy wspieraniem gospodarki, która ucierpi przez brexit, a przeciwdziałaniem inflacji, która jest najwyższa od 4 lat.

Raport z brytyjskiego rynku pracy nie będzie jedynym, który może dziś przysporzyć emocji na rynku walutowym. Przed południem zostaną jeszcze opublikowane dane o produkcji przemysłowej w lipcu w strefie euro (prognoza: 3,4 proc. R/R). Po południu zaś inwestorzy poznają lipcowe saldo rachunku bieżącego Polski (prognoza: -675 mln EUR) i kluczowe w dniu dzisiejszym sierpniowe dane nt. inflacji producenckiej w USA (prognoza: 2,5 proc. R/R). Te ostatnie będą wprost odnoszone do przyszłotygodniowej decyzji Fed ws. polityki monetarnej.

O ile dane z Eurolandu i Polski mogą mieć tylko niewielki wpływ na wahania złotego, to już raport z USA może istotnie wpłynąć na nastroje na rynkach finansowych, pośrednio determinując zachowanie polskiej waluty. Wyższa od prognoz inflacja sprawi, że wróci temat podwyżek stóp procentowych przez Fed (póki co rynek w pełni wycenia kolejną podwyżkę dopiero w połowie 2018 roku), co wzmocni dolara i osłabi złotego nie tylko wobec „zielonego”, ale również wobec innych walut. Dane o niższej inflacji staną się impulsem do przeceny dolara, co bezpośrednio przełoży się na spadek notowań USD/PLN.

Również w kolejnych dniach dane makroekonomiczne pozostaną kluczowym elementem tej walutowej układanki. W czwartek zostaną opublikowane m.in. raporty o inflacji CPI w USA, produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w Chinach, natomiast o polityce monetarnej będzie decydował wspomniany już Bank Anglii, a także Narodowy Bank Szwajcarii. W piątek w centrum uwagi będą amerykańskie raporty o produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej, indeksy NY Empire State i Uniwersytetu Michigan, a także liczne wystąpienia przedstawicieli ECB.

Sytuacja na wykresie dziennym EUR/PLN wskazuje na prawdopodobne wahania tej pary w najbliższych dniach w przedziale 4,23-4,27 zł, z późniejszym powrotem notowań w okolice oporów zlokalizowanych blisko poziomu 4,30 zł.

Na wykresie USD/PLN trwa wzrostowa korekta w trendzie spadkowym, co skorelowane jest z podobną spadkową korektą na EUR/USD. W tym przypadku 9-miesięczna linia trendu tworzy opór na poziomie 3,60 zł. Jego przełamanie mogłoby zmienić układ sił na USD/PLN. Dopóki to nie nastąpi trzeba się liczyć ze spadkiem do 3,50 zł.

Ostatnie wzrosty wywindowały notowania GBP/PLN na jednomiesięczne maksima. Pomimo, że ruch do góry jest bardzo dynamiczny, to wciąż należy go klasyfikować jako korektę w trendzie spadkowym. Układ sił zmieniłby się dopiero w momencie wybicia powyżej 4,87 zł, gdzie opór tworzy 9-miesięczna linia bessy.

W trendzie spadkowym znajduje się również para CHF/PLN. W odróżnieniu jednak od USD/PLN i GBP/PLN, w tym przypadku jest spore ryzyko przetestowania jeszcze w tym tygodniu sierpniowego dołka (3,6765 zł). Aczkolwiek już jego przełamanie nie będzie prostą sprawą. Na gruncie analizy wykresu dziennego bardziej prawdopodobne jest odbicie od niego i ruch w górę.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Rynek nieruchomości dynamicznie rośnie. Technologie wirtualnej rzeczywistości pomagają w sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym

Rynek nieruchomości dynamicznie rośnie. Technologie wirtualnej rzeczywistości pomagają w sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym 1

Klienci rynku pierwotnego często kupują dziurę w ziemi. Dlatego powstają nowe rozwiązania, oparte na technologii wirtualnej rzeczywistości, które pomagają w zwizualizowaniu sprzedawanych mieszkań i całych osiedli. Do 2020 r. wartość rynku wirtualnej rzeczywistości ma wynieść 28 mld dolarów. Rynek nieruchomości również bardzo dynamicznie się rozwija, a Polacy kupują coraz więcej mieszkań.

Według raportu „Raport o stanie rynku nieruchomości Wiosna 2017”, sporządzonego przez mBank Hipoteczny, liczba mieszkań oddanych do użytkowania lub których budowę rozpoczęto w 2016 r. pozostaje w trendzie wzrostowym, osiągając najlepsze wyniki od 2008 r. W ubiegłym roku oddano do użytkowania 162,7 tys. nowych mieszkań w Polsce. Na rynku pierwotnym wprowadzono do oferty 65 tys. nowych lokali mieszkalnych, zaś sprzedano blisko 62 tys. mieszkań. Nowe technologie na rynku nieruchomości są ważne głównie ze względu na specyfikę rynku pierwotnego.

– Niewątpliwie rynek nieruchomości ma spory potencjał, jeśli chodzi o wykorzystywanie nowoczesnych technologii, ponieważ sprzedajemy produkt specyficzny. Specyficzny dlatego, że często nie ma go w pierwszym okresie budowy, często mamy do czynienia z tzw. dziurą w ziemi. Wykorzystywanie nowych technologii zdecydowanie ułatwia nam, a także klientom, zwizualizowanie sobie przyszłego mieszkania czy osiedla – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Kijanka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Grupie Deweloperskiej Geo.

Wizualizacje projektu budynku w formie cyfrowej dostępne są niemal od początku rozwoju trójwymiarowej grafiki komputerowej. Dziś z pomocą komputera możemy nie tylko zaplanować ułożenie pokojów w naszym wymarzonym domu, lecz także zwiedzić go za pomocą wirtualnej rzeczywistości. Agencje nieruchomości już teraz starają się wykorzystać możliwości robienia zdjęć wnętrza domu w taki sposób, aby potencjalni klienci sami mogli „pospacerować” po interesującym ich domu.

– Na rynku jest dostępnych coraz więcej rozwiązań czy narzędzi, z których korzystamy, mających na celu różnego rodzaju odbywanie wirtualnych spacerów po terenie osiedla czy nawet po mieszkaniu. Nowością są wirtualne hełmy – świetne rozwiązanie, które pozwala z dowolnego miejsca zabrać klienta w podróż po przyszłym osiedlu czy mieszkaniu, nie ruszając się z miejsca, w którym rozmawiamy – wyjaśnia Piotr Kijanka.

Jak wynika z raportu „Virtual Reality Market and Consumers” firmy analitycznej Superdata, do 2020 r. wartość rynku wirtualnej rzeczywistości wzrośnie 15-krotnie w porównaniu z 2016 r. i osiągnie poziom 28 mld dol. Już w 2017 roku wartość tego rynku ma się podwoić w stosunku do roku ubiegłego i wyniesie 3,7 mld dol. Technologia wirtualnej rzeczywiści rośnie dynamicznie m.in. na rynku nieruchomości.

– Wirtualna rzeczywistość pozwala się nam przenieść do istniejących oraz dopiero planowanych lub budowanych nieruchomości. Nie wychodząc z domu, szybko i bez zbędnych komplikacji możemy się przenieść do dowolnej nieruchomości i poznać ją tak dokładnie, jak byśmy robili to w rzeczywistości. Przed wizytą na budowie możemy się dokładnie przyjrzeć interesującemu nas mieszkaniu i sprawdzić, czy spełnia swoje funkcje, a nawet urządzić je. Możemy wejść do domu, którego projekty chcemy kupić, a nawet postawić go na swojej działce – twierdzi Rafał Krzywda, właściciel portalu WirtualnyDom.com.

Według przewidywań analityków Superdata większość wartości rynku VR w 2020 r. stanowić będą usługi oraz oprogramowanie VR (16 mld dol.). Obecnie to sprzedaż sprzętu przeważa na rynku VR. W 2017 roku wartość sprzedanego sprzętu VR wyniesie 2,7 mld dol., podczas gdy wartość oprogramowania i usług VR nieznacznie przekroczy 1 mld dol. Wśród dynamicznie rosnącego rynku usług i oprogramowania do wirtualnej rzeczywistości już dzisiaj swoje miejsce mają wirtualne spacery na rynku nieruchomości.

– Dzisiaj traktujemy wirtualna rzeczywistość jeszcze jako ciekawostkę i nowość, ale bez wątpienia za kilka lat stanie się ona standardem i będzie powszechnie stosowana. Jaki sens ma teraz wykorzystanie tradycyjnej makiety nieruchomości z tektury, skoro zakładając klientowi hełm możemy przenieść go do super realistycznej kopii naszej nieruchomości, wprowadzić go do mieszkania oraz pozwolić mu na interakcje z nimi – tłumaczy Rafał Krzywda, właściciel portalu WirtualnyDom.com.

Bankomaty przyszłości będą wyposażone w funkcje znane z tabletów. Wirtualni asystenci i połączenia wideo to najnowsze trendy

Bankomaty przyszłości będą wyposażone w funkcje znane z tabletów. Wirtualni asystenci i połączenia wideo to najnowsze trendy 2

W Polsce cały czas rośnie liczba bankomatów i są one coraz bardziej nowoczesne. Według raportu PRNews.pl na koniec czerwca 2017 r. w Polsce działało 23,5 tys. bankomatów, o 108 więcej niż na koniec poprzedniego kwartału. Automatyzacja i nowoczesne technologie z jednej strony wpływają na wzrost transakcji bezgotówkowych i internetowych, z drugiej zaś przyczyniają się do likwidacji tysięcy miejsc pracy w sektorze bankowym. Coraz ważniejszym aspektem jest bezpieczeństwo transakcji i wypłat z bankomatów.

– Dekadę temu myśleliśmy, że problem bezpieczeństwa bankomatów będzie coraz mniej istotny, ale staje się coraz bardziej istotny. Staramy się na różne sposoby zabezpieczać bankomaty. To są kwestie bezpieczeństwa fizycznego, takie jak odpowiednie sejfy, które chronią gotówkę, systemy czujników, które zabezpieczają bankomat przed ingerencją z zewnątrz czy systemy bezpieczeństwa logicznego, czyli odpowiednie oprogramowanie, które uniemożliwia atak logiczny na bankomat – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartłomiej Śliwa, prezes zarządu NCR Polska.

Jak wynika z danych Euronetu, pod koniec 2016 roku w Polsce było co najmniej 5200 bankomatów zbliżeniowych w tej sieci, a na początku tego roku miało do nich dołączyć 200 urządzeń należących do sieci Planet Cash. Bankomaty, które można obsługiwać zbliżeniowo, a zatem bez wkładania karty płatniczej do czytnika. Są one odporne na tzw. skimming, czyli popularną metodę kradzieży danych z karty poprzez skopiowanie paska magnetycznego oraz kradzież kodu PIN. Wraz z duchem czasu zmieniają się nie tylko technologie wypłaty pieniędzy z bankomatów, lecz także sposób interakcji z nimi.

– Technologia pójdzie w tym samym kierunku, w jakim poszły urządzenia mobilne, tzn. interfejs bankomatu będzie coraz bardziej zbliżał się do interfejsu takiego jak tablet, także do sposobu jego obsługi, a to, co będzie kontentem,czyli aplikacja, też będzie zbliżona do tego, co jest na tabletach. Będziemy mieli ikony, aplikacje i w ten sposób będziemy taki bankomat obsługiwać – przewiduje prezes zarządu NCR Polska.

Nowoczesne technologie, rozwój bankowości internetowej i coraz większa automatyzacja na rynku bankowym są jednym z powodów topniejącego zatrudnienia w bankowości. Według raportu „Polska bankowość w liczbach – I kw. 2017” portalu Bankier.pl w zeszłym roku w tym sektorze pracę straciło 3,6 tys. osób, zamknięto zaś 779 placówek. Automatyzacja dotknie także segmentu bankomatów.

– Automatyzacja sektora bankowego idzie w podobnym kierunku jak automatyzacja w wielu innych branżach, tzn. podlegają jej funkcje, które są proste, rutynowe. Wszystko, co jest proste, co da się załatwić poprzez kanał elektroniczny, co już jest dostępne np. na platformach mobilnych, jest też dostępne w bankomacie. Natomiast wszystko, co wymaga dłuższej interakcji, rozmowy, świadomej sprzedaży, świadomej decyzji klienta, to zawsze będzie wymagało interwencji człowieka i dialogu między ludźmi – zapewnia Bartłomiej Śliwa.

W nowoczesnym bankomacie nie chodzi już tylko o wypłatę gotówki. Można w nim założyć konto, złożyć od razu osobisty podpis na dotykowym ekranie, a nawet wykonać zdjęcie weryfikujące za pomocą wbudowanej kamery czy wypłacić pieniądze za pomocą przyłożenia smartfona. Mnogość funkcji nowych bankomatów powoduje potrzebę bezpiecznego i sprawnego przeprowadzenia klienta przez ten proces. Najnowszymi trendami w segmencie bankomatów. są tzw. chatboty oraz wirtualni asystenci.

– W coraz większym stopniu na bankomaty zawita połączenie wideo, coś, co można porównać do Skype’a. Przez bankomat będziemy mogli rozmawiać z doradcą bankowym. Wkrótce w bankomatach zawitają też chatboty, które w coraz większym stopniu są obecne w naszym życiu. Przez bankomat będziemy mogli porozmawiać z doradcą, który de facto jest doradcą wirtualnym, a nie prawdziwym człowiekiem – twierdzi prezes zarządu NCR Polska. – W pewnych środowiskach, na przykład w oddziałach, nie wykluczam voicebotów, czyli coś co odpowiada Alexii albo Siri Apple’a. Będziemy mogli wykorzystać bankomat jako interfejs, przez który będziemy rozmawiać z wirtualnym doradcą po stronie banku – dodaje.

Rośnie rynek systemów ogrzewania postojowego pojazdów. Wzrost przyspiesza rosnąca popularność samochodów elektrycznych

Rośnie rynek systemów ogrzewania postojowego pojazdów. Wzrost przyspiesza rosnąca popularność samochodów elektrycznych 3

W latach 2017–2021 rynek systemów ogrzewania postojowego pojazdów będzie rósł o blisko 4 proc. rocznie, wynika z raportu „Global Automotive Parking Heater Market 2017-2021”. Jednak ze względu na rosnącą popularność samochodów z napędem hybrydowym i elektrycznym, a także ograniczenia administracyjne, jakie dotykają pojazdy z silnikami spalinowymi, również tę kategorię urządzeń czeka prawdziwa rewolucja.

Według raportu „Global EV outlook 2017” agencji International Energy Agency w 2016 r. padł rekord rejestracji samochodów elektrycznych. Sprzedano wówczas 750 tysięcy sztuk na całym świecie. Łącznie po ulicach jeździ już ponad 2 mln pojazdów z napędem elektrycznym. Największym rynkiem są Chiny, w których sprzedaje się ponad 40 proc. spośród wszystkich sprzedawanych samochodów elektrycznych.

– W najbliższym czasie technologia ogrzewania postojowego pójdzie w kierunku pojazdów elektrycznych. Jak mówią przeglądy rynku motoryzacyjnego, niektóre kraje już zapowiadają, że samochody napędzane silnikiem diesla czy benzynowym będą wypierane przez samochody elektryczne, a nawet będzie zakaz ich stosowania, stąd nasze agregaty grzewcze przechodzą z zasilania paliwem na zasilanie elektryczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Kamil Kleczewski, ‎Sales and Marketing Director w firmie Webasto.

Globalny rynek systemów ogrzewania postojowego ma rosnąć w latach 2017–2021 średnio 3,72 proc. rocznie, by w 2021 r. osiągnąć poziom 25 mln sprzedanych egzemplarzy, wynika z raportu „Global Automotive Parking Heater Market 2017–2021”, sporządzonego przez firmę badawczą Technavio. Technologia ogrzewania postojowego coraz mocniej odchodzi od rozwiązań opartych na silnikach spalinowych, idąc w kierunku wymagań, jakie stawiają pojazdy z napędem elektrycznym.

– Ogrzewanie postojowe jest cały czas produktem konsumenckim do zapewnienia komfortu w pojazdach, natomiast elektromobilność wpływa na to, że pojawiają się nowe rozwiązania. Nowe agregaty elektryczne zasilane z gniazdka 230V bądź agregaty wysokonapięciowe to rozwiązania typowe dla pojazdów elektrycznych, które oprócz tego, że pozwalają na zapewnienie komfortu w pojeździe, to mają dodatkowo funkcje technologiczne, chociażby podgrzewanie akumulatorów, które w pojazdach elektrycznych muszą być wykorzystywane w specjalnych warunkach – tłumaczy Kamil Kleczewski.

W niektórych krajach, np. skandynawskich, tego typu instalacje montowane są już fabrycznie, a na rynku można znaleźć też wiele niezależnych zakładów, które specjalizują się w tego typu usługach. Montaż pełnej, tradycyjnej instalacji ogrzewania postojowego to z reguły koszt ok. 3–5 tys. zł, natomiast samochody z napędem elektrycznym wymagają zastosowania zupełnie innych technologii. Ich popularność jednak błyskawicznie rośnie.

– W przypadku pojazdów w 100 proc. elektrycznych Webasto zapewnia ogrzewanie poprzez wysokonapięciowe agregaty HVH. Produkcja wzrasta logarytmicznie, dostarczamy to ogrzewanie do Volvo, do Toyoty, jesteśmy zmuszeni budować kolejne fabryki, aby sprostać zapotrzebowaniu – twierdzi przedstawiciel Webasto.

Jedną z barier korzystania z samochodów elektrycznych jest stosunkowo nieduża liczba stacji do ładowania takich pojazdów. Jednak jak wynika z analizy firmy Nissan, w Japonii liczba punktów do ładowania aut elektrycznych już przewyższyła liczbę tradycyjnych stacji benzynowych, a w Wielkiej Brytanii ma przewyższyć do 2020 r.

– Webasto współpracowało z firmami, które rozwijały technologię elektromobilności, i w tej chwili jest w stanie zaoferować również stacje ładujące pojazdy elektryczne według standardów, które można zastosować w domu czy w komercyjnym biznesie, wybudować stacje ładowania na parkingach publicznych – zapewnia Kamil Kleczewski.

W 2016 r. 55 proc. systemów ogrzewania postojowego instalowanych było w Ameryce – wynika z raportu Technavio. Spowodowane jest to przede wszystkim ekstremalnymi warunkami klimatycznymi w tym regionie. W regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka) rynek systemów ogrzewania postojowego – według przewidywań Technavio – osiągnie w 2021 r. liczbę 9,5 mln zainstalowanych egzemplarzy. Najszybciej rozwijać się będzie jednak rynek azjatycki – przewidywany wzrost dla tego rynku do 2021 r. ma wynieść 14 proc. Z danych sprzedaży firmy Webasto wynika, że już w 2016 roku Chiny były największym odbiorcą jej rozwiązań ogrzewania postojowego z aż 31-proc. udziałem w rynku. Drugim rynkiem były Niemcy z 19-proc. udziału.

Cyberterroryzm jest coraz groźniejszym zjawiskiem. W zeszłym roku w Polsce doszło do 200 milionów cyberataków

Cyberterroryzm jest coraz groźniejszym zjawiskiem. W zeszłym roku w Polsce doszło do 200 milionów cyberataków 4

Niemal jedna piąta polskich firm objętych badaniem firm Cube Research, EY oraz Chubb zanotowała w zeszłym roku co najmniej pięć znaczących incydentów naruszenia bezpieczeństwa. Dane te mogą jednak nie być pełne, ponieważ 40 proc. zbadanych firm nie dysponowało narzędziami, które umożliwiłyby wykrycie zagrożeń we własnej sieci informatycznej. Według ekspertów cyberterroryzm jest coraz groźniejszym zjawiskiem, które dotyka coraz więcej ludzi.

Polskie firmy mają coraz większą świadomość zagrożeń, jakie płyną z sieci internetowej. Jak wynika z raportu „Cyberbezpieczeństwo firm”, w 2016 roku 23 proc. badanych firm zwiększyło nakłady finansowe przeznaczone na cyberbezpieczeństwo, zaś w przypadku 46 proc. pozostały one na niezmienionym poziomie. Jedynie 6 proc. przedsiębiorstw zdecydowało się na zmniejszenie budżetów związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa informatycznego.

– W ubiegłym roku zespół CERT Polska, czyli zespół reagowania na incydenty komputerowe o statusie narodowym w Narodowym Centrum Cyberbezpieczeństwa, obsłużył około 2 tys. incydentów. Natomiast zgodnie z ich automatycznym systemem zgłoszeń, który działa na podstawie analizy całego ruchu sieciowego, było to około 200 milionów zdarzeń dotyczących urządzeń końcowych z Polski – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Liczba incydentów notowanych przez zespół CERT Polska rośnie, począwszy od 2011 roku, w którym obsłużono 605 przypadków. W 2016 roku incydentów komputerowych było już 1926. Wśród incydentów zanotowanych w 2016 roku, ponad połowa dotyczyła oszustw komputerowych, takich jak kradzież tożsamości. Zdecydowana większość z nich nie wyczerpuje jednak znamion cyberterroryzmu.

– Cyberterroryzm pojawia się wówczas, gdy poprzez wrogą aktywność w sieci, mamy konsekwencje w świecie fizycznym, czyli dochodzi do uszczerbku na zdrowiu czy do poważnego uszczerbku mienia. W zasadzie takich ataków nie ma dużo. Tych, o których wiemy, było kilka, natomiast nie jest to proceder, który dzieje się codziennie – twierdzi Kamil Gapiński.

Cyberatak typu ransomware WannaCry jest jednym z największych w historii. Wirus infekował komputery z systemem Windows, szyfrując pliki znajdujące się na nich. Następnie żądał relatywnie niskiego okupu w kryptowalucie Bitcoin (o równowartości 300–600 dolarów) za odblokowanie dostępu do komputera. Według raportu „WannaCry Ransomware Attack Summary” stworzonego przez Norton Rose Fulbright zainfekowanych zostało co najmniej 100 tys. firm i organizacji w 150 krajach.

– Tegoroczne ataki WannaCry czy Not Petya były bliskie cyberterroryzmowi z tego względu, że zostały zaatakowane duże przedsiębiorstwa, fabryki oraz np. sektor zdrowia, gdzie sparaliżowane zostały systemy i komputery, wpływa to w mojej ocenie na stabilność gospodarki i bezpieczeństwo społeczeństwa –twierdzi ekspert.

Według firmy CheckPoint, zajmującej się cyberbezpieczeństwem, największym zagrożeniem ze strony cyberprzestępców i cyberterrorystów będą w najbliższym czasie smartfony i mobilne systemy operacyjne, internet rzeczy, usługi chmurowe oraz infrastruktura krytyczna.

– Zarówno ataki, które chcą paraliżować systemy komputerowe, jak i ataki stricte na infrastrukturę krytyczną, przemysłową, to niestety to, czego musimy się obawiać i co musimy wziąć pod uwagę, projektując nasze systemy – przekonuje Kamil Gapiński.

Ile tracą państwa przez kataklizmy, anomalie pogodowe i ocieplenie klimatu?

Coraz częściej kataklizmy pogodowe mają istotne znaczenie dla warunków życia ludności, ich majątku, a także całej gospodarki na naszym globie. W ostatnim czasie wystąpiły różne anomalia pogodowe – huragan Irma w Stanach Zjednoczony i na Karaibach, trzęsienie ziemi w Meksyku czy nawałnice w Polsce. Od 1980 roku odnotowano blisko 11 tysięcy kataklizmów pogodowych, które przyczyniły się do śmierci ok. 600 tysięcy osób, a wiele innych osób zmusiły do opuszczenia swoich domów.

– Łączny koszt tych kataklizmów szacowany jest  na ok. 1 bilion dolarów – powiedział agencji eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej – Zgodnie z szacunkami anomalie pogodowe – takie jak śnieżyce z poprzednich lat w USA – przyczyniały się do spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego. W ujęciu jednego kwartału PKB Stanów Zjednoczonych był niższy prawie o połowę w związku z dużymi śnieżycami, które nawiedziły ten kraj. Trwające ocieplenie klimatu dodatkowo przyczynia się do powrotu groźnych chorób. Oczekuje się, że do 2050 roku wróci malaria w krajach takich, jak Brazylia, południe USA lub zachodnia część Chin. Te wszystkie czynniki mogą powodować, że emigracja z tych regionów będzie rosła – znajdzie to odzwierciedlenie w gospodarkach danych regionów i krajów. Występowanie kataklizmów pogodowych wiąże się z dosyć dużym czynnikiem niepewności i są one trudne to przewidzenia – zwłaszcza w szerszym zakresie czasu. Nawet gdy da się je przewidzieć, to w danym regionie można mówić o wzroście popytu na produkty żywnościowe oraz produkty pozwalające na zabezpieczenie się przed konsekwencjami żywiołów. W żaden sposób nie będą one rekompensować spadku aktywności gospodarczej i szkód dla gospodarki, które ciągną się przez kilka lat po wystąpieniu poszczególnych żywiołów – ocenił Sielewicz.

Chiny chcą zacieśniać relacje biznesowe z Polakami. Liczba chińskich inwestycji nad Wisłą wzrosła w ciągu roku dwukrotnie

Chiny chcą zacieśniać relacje biznesowe z Polakami. Liczba chińskich inwestycji nad Wisłą wzrosła w ciągu roku dwukrotnie 5

Rośnie wymiana handlowa z Chinami. Choć dominuje import, to tylko w I połowie 2017 r. eksport z Polski wzrósł o niemal 20 proc. Wyraźnie ożywiły się też chińskie inwestycje nad Wisłą. W ciągu roku ich liczba wzrosła dwukrotnie, a wartość przekroczyła 636 mln euro. Prowadzenie biznesu z Państwem Środka to jednak spore wyzwania, w dużej mierze ze względu na różnice kulturowe. Dlatego 14 września ruszają Targi China Expo – China Brand Show Poland 2017. Chcemy nauczyć Polaków, jak współpracować z Chinami, nie tylko jak importować, ale jak sprzedawać – zapowiada Bartosz Sosnowski, wiceprezes zarządu Centrum Targowo-Kongresowego.

Wymiana handlowa z Chińską Republiką Ludową jest na naszą niekorzyść. Mamy duży deficyt w naszej wymianie handlowej, ale z roku na rok liczby wydają się być coraz bardziej optymistyczne. Dynamika wzrostu eksportu polskich przedsiębiorców do Chin to prawie 20 proc. rok do roku, natomiast wciąż jest to 10 proc. tego, co importujemy z Chin – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Sosnowski, wiceprezes zarządu Centrum Targowo-Kongresowego.

Dane GUS wskazują, że w I półroczu 2017 roku import z Chin do Polski wzrósł o 10 proc. i wyniósł blisko 49,3 mld zł. Towary sprowadzane z Chin stanowią 11,7 proc. krajowego importu. W tym samym okresie eksport z Polski sięgnął 5 mld zł, jednak w ciągu 6 miesięcy wzrósł o 19 proc.

Aby poprawić bilans handlowy z Chinami, należy próbować wejść na tamte rynki i eksportować coraz więcej. To wymaga know-how, nakładów inwestycyjnych, ale wymaga też starań. Obecnie istnieje dużo możliwości w sektorach związanych z żywnością, z ekologią, z sektorem wydobycia surowców mineralnych – wymienia Sosnowski.

Chiny chcą zacieśniać relacje biznesowe z Polakami nie tylko przez import. W Państwie Środka rośnie zainteresowanie naszymi produktami. Jak tłumaczy ekspert, w dużej mierze to efekt mody na egzotyczne produkty u chińskiej klasy średniej, a za takie uważane są towary z Polski.

Dynamika wymiany handlowej będzie coraz lepsza, jednak w skali globalnej jesteśmy małym państwem, mamy mniej mieszkańców niż większość chińskich prowincji. To będzie trudne do osiągnięcia, oni są wielkim eksporterem i producentem, mają coraz lepszą jakość za bardzo niską cenę, natomiast my mamy pewne wartości i pewne sektory, w których jesteśmy bardzo mocni, np. sektor żywności, gdzie upatrywałbym szansy dla polskich producentów – ocenia ekspert.

Potencjał polsko-chińskiej wymiany handlowej jest bardzo duży. Chińskie produkty, choć wciąż tanie, są coraz lepszej jakości. Coraz więcej polskich firm stara się zaistnieć na rynku Chin, dominują produkty spożywcze i kosmetyki. Jak zaznacza Sosnowski, problemem jest dość długi czas certyfikacji danego produktu i dopuszczenie go do obrotu.

Różnice kulturowe mają bardzo duży wpływ na to, czy uda nam się zrobić biznes z Chińczykami, czy też nie, tego trzeba się nauczyć. Nie jest to oczywiście kluczowy element, ale jest bardzo istotny, to ludzie, którzy inaczej pracują, inaczej zachowują się podczas negocjacji, tego wszystkiego trzeba się nauczyć – przekonuje wiceprezes zarządu Centrum Targowo-Kongresowego.

Z danych wynika, że ożywił się też chiński biznes nad Wisłą. W ciągu roku dwukrotnie wzrosła liczba bezpośrednich inwestycji chińskich w Polsce, nad którymi pracuje PAIH, a ich wartość ponadpięciokrotnie – ze 117 mln euro w lipcu 2016 roku do ponad 636,5 mln euro obecnie.

Mamy polskie firmy globalne w Chinach, choćby KGHM ma tam spółki wydobywcze. Polskich inwestycji w Chinach jest stosunkowo niewiele, natomiast inwestycje bezpośrednie z Chin w Polsce rosną w tempie bardzo szybkim – ocenia Sosnowski.

 Na rozwój wzajemnych relacji handlowych i inwestycyjnych duży wpływ ma Nowy Jedwabny Szlak. Polska może stać się jego europejskim węzłem logistycznym.

Jest to niewątpliwie ogromna szansa dla Polski, stworzenie hubu logistycznego spowoduje wzrost zatrudnienia, wzrost inwestycji bezpośrednich i ogromną szansę dla polskich producentów, aby eksportować do Chin. Wiadomo, że kontenery będą obłożone, jadąc z Chin do Europy, natomiast powrót na pusto jest nieopłacalny, coś trzeba będzie tam wozić, miejmy nadzieję, że będą to polskie produkty – podkreśla ekspert.

Jak przekonuje Sosnowski, dla firm, które chcą szerzej zaistnieć na zagranicznych rynkach, obecność na rynku chińskim jest obowiązkowa.

Wejście na rynek chiński daje polskim przedsiębiorcom wejście na rynek wart miliardy, to miliardy potencjalnych konsumentów, to nieporównywalne do rynku lokalnego czy europejskiego. Obecność na rynku w Chinach z dobrym produktem, który cieszy się popularnością, jest w mojej ocenie dla firm, które planują jakąkolwiek ekspansję poza granice kraju, niezbędne – ocenia przedstawiciel Centrum Targowo-Kongresowego.

Różnice kulturowe, trudności z nawiązaniem kontaktu i przede wszystkim słabe możliwości zaistnienia na chińskim rynku sprawiają, że wciąż jeszcze stosunkowo mało przedsiębiorców próbuje podbić azjatycki rynek. Konieczna jest pomoc na poziomie dyplomacji gospodarczej, ale też przybliżenie chińskich firm i pomoc w nawiązaniu kontaktu. Temu mają służyć Targi China Expo – China Brand Show Poland 2017 w dniach 14–16 września 2017 roku. Na tegoroczną edycję, organizowaną pod patronatem PAIH, wybierają się nad Wisłę producenci z 7 prowincji z Państwa Środka: Fujian, Guangdong, Jiangsu, Zhejiang, Hebei, Henan oraz Shanxi.

To targi, które z jednej strony mają przybliżyć producentów chińskich czy bezpośrednio fabryki, które przyjeżdżają tutaj się wystawić z polskimi importerami, ale przede wszystkim chcemy nauczyć Polaków podczas szeregu paneli, szkoleń i wystąpień, jak z Chinami współpracować – nie tylko jak importować, lecz także jak zacząć tam sprzedawać. Organizujemy sesje B2B, gdzie przyjeżdżają delegacje z różnych prowincji chińskich, aby nawiązywać współpracę – zapowiada Bartosz Sosnowski.

Z kryptowalut do prawdziwego świata finansów. Technologia blockchain może zrewolucjonizować rynek płatności

Z kryptowalut do prawdziwego świata finansów. Technologia blockchain może zrewolucjonizować rynek płatności 6

Technologia blockchain do tej pory stosowana głównie w kryptowalutach zaczęła być postrzegana jako ważny element systemu finansowego. Kryptowaluty w przyszłości mogą awansować do rangi walut narodowych. Blockchain będzie mieć również dużo szersze zastosowanie poza sektorem finansowym. Dzięki temu, że jest to technologia bardzo bezpieczna, może służyć np. do weryfikacji tożsamości, prowadzenia elektronicznych rejestrów praw własności czy do organizowania zdalnych systemów do głosowania.

– Dużo się zmieniło w postrzeganiu technologii blockchain. Weszła ona przebojem na salony i zaczyna być postrzegana jako kluczowa dla przyszłości przez świat szeroko pojętych finansów, świata polityki, biznesu oraz przez podmioty wdrażające technologie IT w środowiskach biznesowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ernest Frankowski, partner w firmie Deloitte. – Blockchain oznacza potencjalnie niższe koszty funkcjonowania systemu finansowego i jego większe bezpieczeństwo w sensie technicznym.

Blockchain to system do zatwierdzania, przesyłania i przechowywania informacji o transakcjach zawartych w sieci (zdalnie). Transakcje układane są w bloki danych, które po ich zatwierdzeniu i zapełnieniu transakcjami do określonego limitu, zaczynają tworzyć kolejny blok. W efekcie powstaje łańcuch bloków (stąd nazwa „blockchain”), w którym zmiana danych transakcji w jednym bloku zmienia wszystkie bloki (co stanowi o bezpieczeństwie i pewności danych zawartych w blokach blockchain). Taka rozproszona księga transakcji jest przechowywana na maszynach uczestników systemu (na zasadzie peer-to-peer), stąd także inna nazwa blockchain: Distributed Ledger.

– Blockchain jest już technologią dosyć znaną i obecną w świadomości osób interesujących się tym, jak funkcjonują systemy finansowe, technologie informatyczne i jak można je wykorzystywać biznesowo. Relatywna powszechność świadomości istnienia blockchain i np. jego najpopularniejsze implementacje w postaci kryptowalut nie przekładają się jednak na dogłębne rozumienie tej technologii od strony technicznej – zauważa Ernest Frankowski.

Blockchain jest obecnie wiązany (na poziomie także skojarzeń) przede wszystkim z kryptowalutami. Jednak przyszłość blockchain może leżeć także w wykorzystaniu tej technologii poza światem kryptowalut. Jak ocenia Ernest Frankowski, z dużym prawdopodobieństwem można ocenić, że w ramach otwartego społeczeństwa internetowego część krajów zacznie wprowadzać narodowe kryptowaluty, a także system do e-votingu czy powszechne systemy e-notarialne czy e-katastry.

– Takie analizy już są prowadzone przez wiele państw. W ramach takiego działania technologia blockchain zostanie wykorzystana do stworzenia narodowej kryptowaluty przy wprowadzeniu centralizacji takiej implementacji wynikającej z udziału np. banku centralnego danego państwa w tym przedsięwzięciu. Na pewno dalej będą funkcjonowały kryptowaluty oparte na otwartych implementacjach blockchain – przekonuje przedstawiciel Deloitte.

Blockchain może się stać w przyszłości dominującą technologią w systemie finansowym, jednak zdaniem eksperta byłaby to prawdziwa rewolucja, na którą jeszcze zapewne nie jesteśmy gotowi.

– Nie sądzę, abyśmy wszyscy stali się wkrótce uczestnikami zdecentralizowanego systemu finansowego opartego na otwartym blockchain. Dużo czasu upłynie zanim państwa czy banki centralne będą chciały zrezygnować ze swojej pozycji jako emitentów walut. Czeka nas więc zapewne pewnego rodzaju kohabitacja między światem, który znamy współcześnie, a tym wprowadzanym przez technologię blockchain – tłumaczy Ernest Frankowski.

Blockchain – obecnie kojarzony z kryptowalutami – będzie się jednak rozwijać w wielu innych obszarach. Zaletą tej technologii jest przede wszystkim bezpieczeństwo. Transakcje zapisane w blokach są pewne w swojej treści, a próba zmiany jednego bloku pociągnie za sobą zmiany w całym łańcuchu.

– Za pomocą blockchain można zbudować lepsze systemy do podpisu elektronicznego, a to oznacza pewne uwierzytelnianie stron transakcji i większą pewność obrotu prawnego. Technologia ta może również rozwiązać problem budowy bezpiecznego systemu do e-głosowania. To również potencjał do budowania wszelkiego rodzaju rejestrów, np. rejestrów praw własności do dóbr takich jak nieruchomości. Tak naprawdę zastosowanie technologii blockchain jest o wiele szersze niż same kryptowaluty – podkreśla Ernest Frankowski.

Pracownik może, ale nie musi, wyrazić zgody na to, żeby jego pensja trafiała na rachunek bankowy

Pracodawca nie może wymagać od zatrudnionego, aby ten założył konto bankowe, na które będzie wpływało wynagrodzenie. Nalegając na to, łamie prawo. Wówczas poszkodowany może zgłosić sprawę Państwowej Inspekcji Pracy i ubiegać się o odszkodowanie. W wyjątkowych sytuacjach za uporczywość grozi szefowi nawet sprawa karna.

Pensja może być wpłacana na rachunek bankowy tylko wtedy, gdy pracownik uprzednio i pisemnie wyrazi na to zgodę. To wynika z art. 86 § 3 kodeksu pracy, przepisów dotyczących ochrony wynagrodzenia za pracę, jak również z regulacji międzynarodowej organizacji pracy, art. 5 Konwencji nr 95. Gdyby przekonywanie pracownika do założenia konta w banku było uporczywe, pracodawcy grozi nawet odpowiedzialność karna. Zgodnie z art. 218 § 1a kodeksu karnego, czyn ten zagrożony jest karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3. To jednak musiałaby być szczególna sytuacja, polegająca np. na złośliwym naruszaniu praw pracownika. Ponadto, jeśli zatrudniony uzna, że w wyniku wywieranych nacisków poniósł szkodę, może żądać odszkodowania. Jednak w toku postępowania sądowego musiałby wykazać winę pracodawcy, wysokość rzeczywistego uszczerbku majątkowego lub utraconych korzyści oraz związek przyczynowy między działaniem sprawcy a szkodą.

– Jeżeli pracodawca chce wysłać pensję przekazem pocztowym, to również musi najpierw uzyskać pisemną zgodę pracownika na taką formę rozliczenia. Wynagrodzenie powinno być nadane na ostatni podany przez zatrudnionego adres. Jeżeli pracobiorca by się przeprowadził i nie poinformował o tym fakcie firmy, to obowiązek zakładu pracy zostaje uznany za spełniony. Natomiast zawsze oczywiście warto zapytać o aktualne miejsce zamieszkania, przed przesłaniem pieniędzy, aby uniknąć sporów w tym zakresie i ewentualnych przyszłych trudności dowodowych – doradza adwokat Waldemar Gujski z Kancelarii Adwokacko-Radcowskiej Gujski, Zdebiak.

Gdyby jednak okazało się, że pracodawca wysłał przekaz pocztowy, bez pisemnej i wcześniej wyrażonej zgody, a pensję odebrałaby osoba nieuprawniona nawet będąca członkiem rodziny i nie przekazała pracownikowi lub się nie rozliczyła, to firma musiałaby jeszcze raz wypłacić wynagrodzenie. Zdaniem prawnika, w przeciwnym wypadku zakład pracy naraziłby się na proces odszkodowawczy. Jak podkreśla wykładowca z Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie, jeśli przedsiębiorca uzyskał tylko ustną zgodę pracownika na przesłanie wynagrodzenia przekazem pocztowym, to znaczy, że właściwie nie dostał akceptacji, wymaganej przepisami prawa. Zgodnie z art. 86 § 3 kodeksu pracy, musi być ona wyrażona na piśmie.

– Pracownik może wycofać swoją zgodę na przesyłanie pensji na konto bankowe lub adres domowy. Jeśli zmieni zdanie, to absolutnie ma prawo zgłosić to służbom kadrowym, a pracodawca musi temu zadośćuczynić. Potwierdził to Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 21 lutego 2002 roku w sprawie I PKN 917/00. To znaczy, zakład pracy powinien od razu zacząć wypłacać należne wynagrodzenie bezpośrednio do rąk zatrudnionego. Nie istnieje bowiem żadna zgoda wyrażana bezwarunkowo, raz na zawsze. Co do zasady, zatrudniony nie może ponosić ujemnych konsekwencji tego, że zmienia zdanie w zakresie formy przekazywania mu wynagrodzenia za pracę – mówi Waldemar Gujski.

Natomiast, gdyby pracownik zmieniał zdanie dosyć często, np. raz w miesiącu, i tym samym dezorganizował pracę służb księgowych, to mogłoby się to dla niego zakończyć nawet zwolnieniem. Powodem takiej decyzji byłyby konkretne straty, ponoszone przez pracodawcę, z uwagi na niestabilne stanowisko zatrudnionego i wywoływany tym chaos. Według eksperta, to może być uzasadnioną przyczyną wypowiedzenia umowy o pracę. W takiej sytuacji pracownik ma prawo odwołać się do sądu, który będzie badał wszystkie okoliczności i wyda wyrok, po kontradyktoryjnym procesie.

Udany debiut polskiej marki odzieżowej na jednej z najdroższych ulic handlowych świata. Otwarcie salonu Reserved w Londynie to krok LPP w kierunku globalnych rynków

Udany debiut polskiej marki odzieżowej na jednej z najdroższych ulic handlowych świata. Otwarcie salonu Reserved w Londynie to krok LPP w kierunku globalnych rynków 7

Marka Reserved zaliczyła udany debiut na brytyjskim rynku – informuje gdańska firmy LPP, do której należy odzieżowy brand. Londyńska Oxford Street, gdzie znajduje się nowo otwarty salon, to jedna z najbardziej prestiżowych ulic handlowych na świecie, którą co roku odwiedza nawet 120 milionów osób. Równolegle ruszyła też sprzedaż internetowa marki na rynku brytyjskim. To poważny i duży krok w kierunku ekspansji LPP na globalnym rynku. Firma zapowiada dalszy rozwój na globalnych rynkach. 

– Chcemy, żeby firma LPP była brandem globalnym. Oxford Street to najbardziej znana ulica handlowa w Londynie, jednej ze światowych stolic mody. Będziemy budować świadomość marki wśród Brytyjczyków oraz wśród turystów z całego świata – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes spółki LPP.

W ubiegłym tygodniu LPP oficjalnie otworzyła w Londynie swój pierwszy salon Reserved. Liczący około 3 tys. mkw. sklep znajduje się przy Oxford Street 252, w centrum londyńskiego West Endu. To jedna z najbardziej prestiżowych ulic handlowych na świecie, która słynie z obecności największych i najbardziej luksusowych marek.

– To ekscytujące wydarzenie. Pierwsza polska marka wchodzi na West End. Reserved ma uprzywilejowaną lokalizację, tuż obok Oxford Circus. W trakcie najbliższych 15 tygodni, w okresie okołoświątecznym, 40 mln ludzi odwiedzi to miejsce. To świetny moment na otwarcie. Oxford Street to międzynarodowe centrum handlowo-rozrywkowe. Mamy tu 600 sklepów, z czego połowa to flagowe sklepy znanych marek – mówi Jace Tyrrell, prezes New West End Company, branżowego stowarzyszenia zrzeszającego najemców lokali na West Endzie.

Reserved to flagowa marka w portfolio LPP. Otwarcie salonu na jednej z głównych ulic handlowych świata to etap budowania jej globalnej rozpoznawalności i duży krok w kierunku międzynarodowej ekspansji.

– Wchodzimy do światowej ligi handlu. To ważne, że w krótkim czasie polskiej firmie udało się zdobyć tak znaczącą pozycję na rynku europejskim. Nasza długofalowa strategia zakłada, że – aby być marką globalną – trzeba być obecnym w stolicach państw europejskich. Stąd pomysł, żeby budować flagowe sklepy na najważniejszych ulicach handlowych Europy. Niedawno otworzyliśmy sklep w Berlinie, a teraz w Londynie – mówi Przemysław Lutkiewicz.

– Będą kolejne miasta. Mamy taką strategię, aby rozwijać się o około 12–15 proc. nowej powierzchni rok do roku, w związku z tym będziemy poszukiwać nowych rynków. To wymaga analiz. Zobaczymy, jak pójdzie nam w Londynie, i wtedy zdecydujemy, w których krajach będziemy się rozwijać – zapowiada Sławomir Łoboda, wiceprezes LPP SA.

Otwarcie salonu Reserved przy prestiżowej londyńskiej Oxford Street to inwestycja, której koszt sięgnął 20 mln zł. Umowa najmu została zawarta na 10 lat z opcją przedłużenia. Przez cały ten okres koszty czynszu wyniosą 42 miliony funtów. Inwestycja jest jednak opłacalna, bo Oxford Street odwiedza co roku kilkaset milionów klientów, a łączne przychody salonów położonych przy tej ulicy są liczone w miliardach funtów.

– West End to światowe centrum zakupów, w którym rocznie klienci wydają 9 mld funtów. To wielki potencjał komercyjny. Dodatkowo, znajdujące się w samym sercu tego obszaru Oxford Street, gdzie w 2016 r. ruch pieszy sięgał 120 milionów osób, przechodzi obecnie modernizację, dzięki czemu sprzedaż w przyszłym roku ma wzrosnąć do 10 mld funtów – wylicza Jace Tyrrell. – To bardzo ważny moment w historii West Endu. Oxford Street nadal przyciąga nowe międzynarodowe marki, takie jak Reserved.

– Otwieramy ten sklep przede wszystkim ze względów marketingowych i po to, aby pokazać atrakcyjność naszej marki. Zakładamy, że jeśli uzyskamy tzw. break-even point w ciągu 5 lat, będzie to sukces. Skupiamy się jednak na tym, aby pokazać klientom, że jesteśmy marką globalną. To jest nasz podstawowy cel – dodaje Sławomir Łoboda.

Reserved zaoferuje brytyjskim klientom specjalnie zaprojektowaną kolekcję ubrań i dodatków. Oferta obejmie pełen asortyment, czyli kolekcje damską, męską i dziecięcą. Równolegle z otwarciem pierwszego salonu na londyńskim West Endzie ruszyła też sprzedaż internetowa Reserved na rynku brytyjskim. E-sklep marki zaoferuje Brytyjczykom asortyment odzieży i dodatków liczący ponad 10 tys. pozycji. Wszystkie te działania promuje kampania reklamowa, której twarzą jest Kate Moss – światowej sławy supermodelka. Jej wizerunek znajduje się m.in. na słynnych londyńskich autobusach piętrowych. Działania promocyjne marki będą skoncentrowane na komunikacji internetowej i reklamie zewnętrznej wykorzystującej witrynę salonu oraz nośniki reklamowe na przystankach autobusowych i stacjach metra.

Salon Reserved przy Oxford Street został w całości zaprojektowany i wykonany przez polskie firmy, z którymi od lat współpracuje marka. Będzie w nim pracować około 100 osób. Przestrzeń handlowa została zaaranżowana na jednym poziomie tak, aby sprawiać wrażenie lekkości i nowoczesności. Aby ułatwić klientom poruszanie się po sklepie i wyeksponować kolekcje, marka postawiła na nowoczesne technologie, na przykład system informacji zarządzający ruchem w przymierzalniach, multimedialne ekrany i LED-y umożliwiające dostosowanie oświetlenia sklepu do pory dnia.

Przetarg na budowę drogi ekspresowej S7 Mława – Strzegowo rozstrzygnięty

Rozstrzygnięty został przetarg na projekt i budowę drogi ekspresowej S7 Mława – Strzegowo. Najkorzystniejszą ofertę z ceną 446,2 mln zł  złożyło konsorcjum firm PORR Polska Infrastructure SA z Warszawy oraz PORR Bau GmbH z Wiednia.

Zamawiający przyjął w postępowaniu trzy kryteria oceny ofert. Oprócz ceny, jednym z kryteriów jest termin wykonania. Wykonawcy na etapie składania ofert mogli zaproponować wykonanie zamówienia w terminie krótszym niż maksymalny wymagany okres 37 miesięcy, jednak nie krótszym niż 34 miesiące. Wszyscy składający oferty zadeklarowali 34-miesięczny okres wykonania zadania.  Trzecim kryterium oceny ofert był okres gwarancji. Każdy ze startujących w przetargu zaoferował 10-letnią gwarancję jakości wykonanych robót.

16301Odcinek Mława – Strzegowo to kolejny z czterech odcinków drogi ekspresowej S7 na terenie województwa mazowieckiego przygotowywanych do przebudowy przez olsztyński oddział GDDKiA. W ubiegłym tygodniu rozstrzygnięty został przetarg na budowę  odcinka S7 Napierki – Mława.

Inwestycję obejmującą budowę 71 km drogi S7 podzielono na cztery odcinki realizacyjne: Napierki-Mława (ok. 14 km), Mława – Strzegowo (ok. 21,5 km), Strzegowo-Pieńki (ok. 22 km), Pieńki-Płońsk (ok. 13,7 km). Inwestycja realizowana będzie w systemie „Projektuj i buduj”.  Zadaniem wyłonionych w przetargu wykonawców będzie, przed przystąpieniem do prac budowlanych, wykonanie projektów budowlanych i złożenie wniosków o ZRID (Zezwolenie na Realizację Inwestycji Drogowej) dla całego zadania.

Inwestycja jest przewidziana do współfinansowania ze Środków Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020.

Przemysław Gdański odchodzi z mBanku

Wiceprezes mBanku ds. bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej zdecydował się odejść z firmy. Stanowisko będzie piastować do 25 października br. Przemysław Gdański był w zarządzie banku przez blisko 9 lat.

– Przemek Gdański swoją charyzmą i zaangażowaniem wyniósł obszar bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej mBanku na zupełnie nowy poziom. Podczas jego kadencji pozyskaliśmy ponad 8 tys. klientów korporacyjnych. Znacząco zwiększył się też poziom satysfakcji obsługiwanych firm i ich skłonność do polecania naszej oferty. Bardzo dziękuję Przemkowi – którego postrzegam jako niezwykle uzdolnionego, ambitnego i zaangażowanego człowieka – za te 9 lat i życzę powodzenia – mówi prezes Cezary Stypułkowski.

– Wyrażam wdzięczność prezesowi Cezaremu oraz koleżankom i kolegom z zarządu za naszą współpracę i pełne zrozumienia podejście do mojej decyzji. Jestem dumny z tego, co udało nam się wspólnie osiągnąć. Dzięki wytężonej pracy całego pionu bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej, liczba klientów wzrosła o ponad 63 proc., a zysk z tej działalności wzrósł o 777 mln zł – porównując lata 2016 i 2009. Wiele wdrożonych przez nas produktów i narzędzi stało się punktem odniesienia dla rynku – mówi Przemysław Gdański.

Jednocześnie przewodniczący rady nadzorczej mBanku, Maciej Leśny, poinformował, że na stanowisko wiceprezesa zarządu ds. bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej, zarekomenduje powołanie Adama Persa, który obecnie pełni rolę dyrektora zarządzającego ds. rynków finansowych mBanku.

Smartfon prawdę Ci powie. Dane o użytkownikach urządzeń mobilnych to gorący towar

61 proc. posiadaczy smartfonów zagląda do swojego urządzenia w 5 minut po przebudzeniu — wynika z badania Deloitte Global Mobile Consumer Survey. Nasze urządzenia mobilne stały się źródłem anonimowych informacji o naszym życiu, zainteresowaniach czy geolokalizacji, a ilość generowanych przez nie danych ma do 2021 roku przekroczyć połowę zettabajta rocznie – twierdzą analitycy z Cisco.  Z badań IAB wynika, że w Polsce aż 79 proc. internautów w wieku 15+ korzysta ze smartfonów. Nie dziwi więc fakt, że marketerzy widzą w nich szansę na dotarcie do precyzyjnie stargowanej grupy docelowej. 

Według badania Kantar Public, w Polsce dostęp do Internetu ma 63 proc. społeczeństwa. To o 15 proc. mniej niż w Czechach i o 18 proc. mniej niż w Niemczech. Z kolei raport McKinsey & Company donosi, że 8 na 10 internautów nad Wisłą jest w posiadaniu smartfona. Urządzenia mobilne zadomowiły się u nas na dobre i wszystko wskazuje na to, że ich popularność będzie nadal rosnąć. O tym, jak ważną rolę odgrywają one w naszym życiu świadczy chociażby fakt, że aż 61 proc. użytkowników smartfonów aktywne korzysta z nich w 5 minut po przebudzeniu, 88 proc. w ciągu 30 minut, a 96 proc. w ciągu godziny — wynika z badania Deloitte Global Mobile Consumer Survey. Z urządzeń mobilnych korzystamy nie tylko do komunikacji z bliskimi, lecz również do obsługi mediów społecznościowych, robienia zdjęć, oglądania filmów czy słuchania muzyki. Niezliczone aplikacje oferują nam szybki dostęp do informacji i szereg funkcjonalności, o których śnili autorzy literatury science fiction 20 wieku. Nic więc dziwnego, że nasza więź z tą technologią — szczególnie widoczna u Millenialsów i pokolenia Z — jest aż tak mocna.

Apetyt na dane

Dane o życiu i zainteresowaniach użytkowników smartfonów to smakowity kąsek, szczególnie jeśli połączy się je z informacjami zebranymi z komputerów stacjonarnych, laptopów oraz z danymi demograficznymi. Gromadzeniem tego typu informacji trudnią się hurtownie danych i firmy zajmujące się analityką Big Data, będącej jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi IT. —Wielkie, nieustrukturyzowane zbiory szczegółowych danych o internautach są nieustannie badane przez inteligentne algorytmy platform DMP (Data Management Platform). Data Scientists, czyli badacze danych, czuwają nad całym procesem, tworząc anonimowe profile Internautów i analizując cechy, które udało się wyodrębnić dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, a dokładnie uczenia maszynowego — tłumaczy Piotr Prajsnar, prezes Cloud Technologies, polskiego lidera Big Data marketingu, do którego należy największa hurtownia danych w Europie. W jej ofercie znajdują się od niedawna także dane mobilne z 30 krajów, w tym 50 mln anonimowych profili polskich internautów korzystających ze smartfonów i tabletów.

Danymi tego typu w szczególności interesują się marketerzy, którzy uzależniają skuteczność reklamy mobilnej od precyzyjnego targowania. Według badania Salesforce, aż 71 proc. z nich uznaje mobile za kluczowy kanał marketingowy. Potwierdza to raport Marketing Land, z którego wynika, że w Stanach Zjednoczonych do roku 2019 aż 71 proc. wydatków na digital dotyczyć będzie reklamy mobilnej. W Europie sytuacja wygląda podobnie. O tym, że firmy coraz chętniej reklamują się na urządzeniach mobilnych informuje Związek Pracodawców Branży Internetowej w badaniu IAB AdEx Benchmark Report (Europe). Dowiadujemy się z niego, że wydatki na reklamę mobilną wzrosły w 2016 r. o 52,9 proc. w porównaniu do 2015 roku, osiągając kwotę 5,4 mld euro. Według analityków, już w najbliższej przyszłości wydatki na kampanie na smartfonach i tabletach mają przewyższyć budżety na reklamę desktopową.

Badania na wyciągnięcie ręki

Jeszcze 15 lat temu, by przeprowadzić badania opinii publicznej firmy musiały słono zapłacić, a cały proces odbywał się według starych, często analogowych metod.  Dziś nawet przedsiębiorstwa z sektora MŚP stać na analitykę Big Data, a rynek narzędzi i usług oferowanych w modelu BDaaS (Big Data as a Service) rośnie w błyskawicznym tempie 31 proc. rdr, by — jak prognozują eksperci z MarketsandMarkets — do 2020 roku osiągnąć wartość ponad 7 mld dolarów. Ogólnodostępność takich rozwiązań to prawdziwy krok milowy w dziedzinie analityki danych. Dostarczają one wartościowych informacji w czasie rzeczywistym, bez potrzeby prowadzenia badań, wypełniania formularzy czy zadawania pytań. Istotny jest również fakt, że ogrom przetwarzanych przez platformy informacji nigdy wcześniej nie podlegał żadnym analizom. Oznacza to, że firmy zyskały wgląd w życie, poglądy, zainteresowania czy nawyki internautów na zupełnie nowym, pogłębionym poziomie. Kluczową rolę odgrywają tu dane z urządzeń mobilnych, trudniejsze do pozyskania niż te, gromadzone za pośrednictwem plików cookies.

Mobile to nowy król

Zainteresowanie danymi generowanymi przez użytkowników smartfonów rośnie w gigantycznym tempie, tak samo jak liczba osób będących w posiadaniu takich telefonów i tabletów. Do roku 2021 na świecie ma być ponad 11,6 miliardów podłączonych do sieci urządzeń mobilnych. Prognoza obejmuje również urządzenia działające w trybie M2M (machine-to-machine) oraz te, korzystające z technologii Internetu Rzeczy. Oznacza to, że już wkrótce ich liczba przekroczy światową populację. Globalny przepływ danych z urządzeń mobilnych ma zwiększyć się siedmiokrotnie, przekraczając 49 eksabajtów miesięcznie i ponad połowę zettabajta rocznie – podaje raport „Cisco Visual Networking Index: Global Mobile Data Traffic Forecast Update, 2016–2021”. Firmy świadome rosnącej roli danych mobilnych chętnie wykorzystują je do skutecznego targetowania reklam i profilowania swoich klientów. Wśród nich przodują te, działające w branży e-commerce. Mobile jest dla nich najszybciej rosnącym kanałem, a już niebawem, za jego pośrednictwem dokonywanych będzie większość transakcji. — Dane ze smartfonów i tabletów dają niespotykany dotychczas wgląd w zachowanie internautów, pomagają zmierzyć poziom ich lojalności względem marki i zbadać nawyki zakupowe. Jeśli zestawimy dane z aplikacji mobilnych i przeglądanych stron internetowych z pozostałymi informacjami dostępnymi w hurtowniach danych, to można uzyskać 360 stopniowy profil klienta i dopasować ofertę do jego indywidualnych potrzeb, zainteresowań i ważnych życiowych wydarzeń. Po raz pierwszy w historii, firmy mają szansę stać się prawdziwymi partnerami konsumentów, doradzając im w prozaicznych czynnościach i zaznaczając odpowiednio swoją obecność, gdy w ich życiu dzieje się coś szczególnego. Marketerzy, korzystający z tej technologii z odpowiednią wrażliwością i wyczuciem mają szansę utworzyć zupełnie nową, niemal intymną więź z klientem — uważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies. Analityka Big Data ma też zastosowanie wśród sprzedawców detalicznych. Korzystając z danych mobilnych można ustalić, jak kształtuje się ruch potencjalnych klientów na wyznaczonym obszarze i na tej podstawie zdecydować, czy jest to dobre miejsce na otwarcie placówki handlowej.

W dobie rozwoju zaawansowanych narzędzi analitycznych prognoza ekspertów z IDC zdaje się być bardziej realna niż kiedykolwiek wcześniej. Uważają oni, że w zmieniającej się gospodarce sukces odniosą te firmy, które nie tylko stworzą skuteczne kanały przepływu cyfrowych informacji, lecz również nauczą się te informacje monetyzować. Wyścig po dane trwa więc w najlepsze, pozostaje jednak pytanie, które przedsiębiorstwa zrobią z nich najlepszy użytek?