Podniesienie ceny akcji w wezwaniu na Paged S.A.

Spółka Mespila Investments Limited, Wzywający w ogłoszonym 7 lipca 2017r. wezwaniu na akcje Spółki Paged S.A., podjęła decyzję o podniesieniu ceny akcji z 57,63 zł do 59 zł za akcję.

Zapisy na sprzedaż akcji objętych wezwaniem przyjmowane są do dnia 15 września 2017r. w oddziałach Banku Zachodniego WBK S.A. (wskazanych w treści wezwania oraz na stronie Domu Maklerskiego Banku Zachodniego WBK http://www.dmbzwbk.pl/gielda/wezwania/wezwania-i-przymusowe-wykupy.html#tab_1 ). Podmiotem nabywającym akcje jest Spółka Mespila BIS S.A. Zaproponowana cena w wysokości 59 zł za akcję jest jednakowa dla wszystkich akcjonariuszy.  Podwyższona cena za akcje w Wezwaniu zostanie zapłacona wszystkim akcjonariuszom, którzy złożą zapisy na sprzedaż akcji w odpowiedzi na Wezwanie, również tym, których zapisy zostały złożone przed podwyższeniem ceny.

Wspierając przemysł farmaceutyczny możemy dogonić Europę

Firmy farmaceutyczne, które prowadzą swoją działalność na terenie Polski, w tym zarówno przedsiębiorstwa krajowe, jak i zagraniczne, poprzez swoje innowacje mogą przyczynić się do wzrostu konkurencyjności naszego kraju na arenie międzynarodowej i przyspieszenia rozwoju gospodarczego – to kluczowe wnioski z panelu dyskusyjnego pt. „Strategia rozwoju przemysłu farmaceutycznego”, który odbył się podczas VII Forum Ochrony Zdrowia w Krynicy – Zdrój.

W gronie zaproszonych ekspertów znaleźli się: Wiceminister Zdrowia  Marcin Czech, Jan Filip  Staniłko, Zastępca Dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Rozwoju, Tomasz Korkosz, Dyrektor Komunikacji i Relacji Zewnętrznych w Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, prof. Krzysztof Opolski Kierownik Katedry na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, Bogna Cichowska-Duma, Dyrektor Generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA oraz Zdzisław Sabiłło, Prezes Zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Podczas dyskusji wielokrotnie podkreślano, że kontrybucja przemysłu farmaceutycznego na rzecz polskiej gospodarki już dziś jest znacząca, ale przykłady europejskie, pokazują że możliwe jest jeszcze większe wykorzystanie potencjału tej branży, z korzyścią dla kraju i całego społeczeństwa. – Dziś w Polsce branża stanowi 1% PKB. W Europie jest to średnio 3%, a są kraje gdzie możemy mówić nawet o 10%. To pokazuje, w którym kierunku powinniśmy podążać – mówił moderujący panel Maciej Bogucki, Dyrektor Europejskiego Centrum Strategii i Polityki w Ochronie Zdrowia.

Innowacje niezbędne dla rozwoju polskiej gospodarki

Bogna Cichowska–Duma, Dyrektor Generalny INFARMY powiedziała, że przemysł farmaceutyczny jest branżą bardzo wyśrubowaną jakościowo. Współpracując z licznymi dostawcami na terenie całego kraju, przenosi swoje wysokie standardy i indukuje innowacyjne myślenie w innych gałęziach. Jeśli chcemy tworzyć gospodarkę 4.0 musimy rozwijać branże innowacyjne – podkreślała.

Prof. Opolski zaznaczył, że innowacje rodzą postęp, a korzyści z nich, choć są odroczone
w czasie, znacznie przewyższają poniesione koszty. Ponadto innowacje mają charakter dobra społecznego. Proces powstawania innowacji w branży farmaceutycznej, dzięki transferowi know-how rodzi również pozytywne skutki w innych obszarach gospodarki – tłumaczył.

– Innowacje farmaceutyczne muszą być powiązane z całą strategią kraju, a państwo powinno w ich tworzeniu uczestniczyć – dodał prof. Opolski. Zadaniem firm jest natomiast określenie na czym polega rentowność innowacji i jaka powinna być pomoc ze strony państwa zarówno ta finansowa, jak i instytucjonalno-prawna.

Konieczna współpraca branży farmaceutycznej z administracją państwową

Jan Filip Staniłko, reprezentujący Ministerstwo Rozwoju zwrócił uwagę, że celem rozwoju branży farmaceutycznej jest zwiększenie jej udziału w tworzeniu polskiego PKB. Należy mieć jednak na uwadze, że ta gałęź przemysłu jest bardzo zależna od regulacji prawnych, co jest konieczne m.in. z uwagi na bezpieczeństwo leków, ale też stwarza  pewne ograniczenia – mówił.

Wiceminister Zdrowia, Marcin Czech powiedział o dwóch odnogach polityki lekowej – jednej związanej z opcjami terapeutycznymi dla polskich pacjentów oraz bezpieczeństwem farmakoterapii i drugiej, w której bardziej liczy się aspekt przemysłowy i gospodarczy. Dla wypracowania optymalnych rozwiązań potrzebna jest współpraca trzech Ministerstw: Zdrowia, Finansów i Rozwoju na rzecz tworzenia odpowiednich warunków do rozwoju branży farmaceutycznej i zwiększania jej udziału w polskiej gospodarce – mówił.

Uczestnicy debaty mówili o tym, że firmy zarówno innowacyjne, jak i generyczne, krajowe, jak i zagraniczne, tworzą jeden ekosystem, a ich wspólna obecność na rynku jest niezbędna dla rozwoju polskiej gospodarki. Paneliści podkreślali, że konieczne jest stworzenie takich warunków systemowych, które pozwolą branży jako całości, na dalszy rozwój, a tym samym będą miały znaczący wpływ na pozytywne zmiany gospodarcze kraju.

– Bez innowacji w gospodarce nie ma rozwoju, bez innowacji w obszarze farmacji nie ma postępu w medycynie i komfortu życia pacjentów. Powinniśmy stworzyć taki system gospodarzy i społeczny, żeby ten beneficjent, który sięga po leki miał jak najwyższy komfort – powiedział podsumowując debatę prof. Opolski.

Rynek magazynowy w Polsce: I połowa 2017 roku

Co słychać na rynku… Utrzymany rating kredytowy

Agencja ratingowa Moody’s nie opublikowała w piątek raportu na temat wiarygodności kredytowej Polski. Oznacza to, że pozostawiła rating na poziomie A2 z perspektywą stabilną. Decyzja ta jest zgodna z oczekiwaniami inwestorów. Analitycy Moody’s dają naszemu krajowi najwyższą notę spośród trzech głównych agencji, do których zalicza się też Fitch Ratings oraz Standard & Poor’s. Złotówka traci do zyskującego na wartości na światowym rynku amerykańskiego dolara oraz do brytyjskiego funta, a zyskuje wobec spadającego euro oraz szwajcarskiego franka. 

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do dolara kanadyjskiego (-0,12%), a zyskuje do euro (+0,19%), brytyjskiego funta (+0,16%), dolara australijskiego (+0,14%) oraz japońskiego jena (+0,52%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,201, GBP/USD – 1,317, USD/CAD – 1,214, AUD/USD – 0,804 i USD/JPY – 108,4. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,32%) i kurs EUR/JPY wynosi 130,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,912. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,53 zł, euro – 4,24 zł, funt – 4,65 zł, a frank – poniżej 3,72 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W piątek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,26%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,06%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,02%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,15%, meksykański indeks Bolsa – o 0,46%, a brazylijski Bovespa – o 0,45%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,41%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,33%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 1%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej spadają. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 53,78 USD (-1,32%), a ropy WTI – 47,48 USD (-3,39%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca obniżyła się o 2 USD do 54 USD. Także cena złota po wcześniejszych sporych wzrostach poszła w dół. Uncję metalu rynek wycenia na 1336 USD. To 17 USD mniej (-1,26%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Rumunia – Bilans handlu zagranicznego, lipiec -0,987 mld EUR (poprzednio -1,371 mld EUR)
  • 9:00 – Strefa euro – Wystąpienie publiczne członka zarządu EBC
  • 9:00 – Słowacja – Produkcja przemysłowa (r/r), lipiec – 9,2% (prognoza 5,2%)
  • 9:00 – Czechy – Inflacja CPI (r/r), sierpień – 2,5% (prognoza 2,5%)
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Przyszłej Inflacji wg BIEC, sierpień – 78,9 pkt. (prognoza 78,7 pkt.)
  • 14:00 – Polska – Inflacja CPI, fin. (r/r), sierpień (prognoza  1,8%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Coface: Panorama upadłości firm w Europie Środkowo-Wschodniej

Spadek liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw w 2016 roku, przy jednoczesnym pogorszeniu sytuacji w sekatorze budowlanym

  • Liczba niewypłacalnych firm spadła o 14 proc. w 2015 r. i o 6 proc. w 2016 r.
  • Dynamika jest bardzo zróżnicowana: od spadku liczby postępowań upadłościowych o 35,6 proc. w Bułgarii, poprzez ich niewielki wzrost o 2,6 proc. w Polsce aż do gwałtownego wzrostu o 56,9 proc. na Węgrzech
  • Branża budowlana wciąż wśród sektorów z największą liczbą upadłości
  • Coface przewiduje, że liczba niewypłacalnych firm w analizowanym regionie zmniejszy się o 3,9 proc. w 2017 r. i o 2,3 proc. w 2018 r.

W 2016 roku Coface odnotował dalszy spadek liczby niewypłacalnych firm w regionie Europy ŚrodkowoWschodniej – o  6 proc., po spadku o 14 proc. w 2015 roku. W ciągu ostatniego roku sześć podmiotów na tysiąc ogłosiło upadłość. Poprawa tej sytuacji wynikała ze sprzyjających warunków makroekonomicznych, głównie dzięki pozytywnej sytuacji na rynku pracy, charakteryzującej się niższą stopą bezrobocia i wzrostem płac. Mimo to w większości krajów liczba upadłości nadal nie wróciła do poziomu sprzed kryzysu z 2008 roku. Rumunia i Słowacja to jedyne kraje, w których odnotowano niższy poziom niewypłacalności przedsiębiorstw niż ten przed kryzysem.Panorama upadłości dla Europy Środkowo-Wschodniej

W czternastu państwach Europy Środkowo-Wschodniej objętych analizą dynamika jest znacznie zróżnicowana. W ośmiu z nich odnotowano spadek liczby niewypłacalnych firm w 2016 r. Największy spadek miał miejsce w Bułgarii – zmniejszenie liczby postępowań o 35,6 proc. i prawie żadnej upadłości w sektorze farmaceutycznym, informatycznym i edukacji. Z drugiej strony na Węgrzech liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw wzrosła o 56,9 proc. w porównaniu do roku ubiegłego, na Litwie zaś odnotowano ich wzrost o 35,2 proc. W przypadku Węgier wzrost ten był głównie spowodowany zwiększeniem liczby firm objętych postępowaniem ex officio (były ledwo zauważalne w statystykach z 2015 r.). Dane statystyczne Litwy są wynikiem przeprowadzonego procesu usuwania z rejestru firm, które w rzeczywistości były już niewypłacalne od jakiegoś czasu. W Polsce odnotowano nieznaczny wzrost (2,6 proc.) liczby postępowań. Na dane statystyczne dotyczące niewypłacalności firm wpłynęły zmiany prawne wprowadzone w 2016 roku, mające na celu uniknięcie ogłoszenia upadłości dłużnika przez umożliwienie mu restrukturyzacji.

Sektor budowlany z największą liczbą upadłości

Analiza sektorowa wskazuje, że chociaż w 2016 r. sytuacja niektórych branż uległa znacznej poprawie, to występują też takie, w których odnotowano spore problemy z płynnością. Mimo zróżnicowania wskaźników w poszczególnych krajach, można było zauważyć pewne wspólne tendencje w analizowanym regionie. Warunki gospodarcze dla sektora budowlanego były wyjątkowo niekorzystne. Na gospodarkę państw Europy Środkowo-Wschodniej wpływ miało przestawienie na nowy budżet unijny oraz spadek inwestycji w 2016 r., przy jednoczesnym obniżeniu wzrostu PKB (spadek z 3,5 proc. w 2015 r. do 2,9 proc. w 2016 r.). Biorąc pod uwagę produkcję budowlaną, w większości krajów odnotowano znaczny spadek aktywności, co doprowadziło do pogorszenia warunków płynności dla firm tego sektora. W przypadku niektórych państw, takich jak Estonia, Węgry czy Rosja, niewypłacalność przedsiębiorstw budowlanych stanowiła ponad 20 proc. wszystkich postępowań.

Pozytywne trendy na najbliższe lata

Coface przewiduje, że liczba niewypłacalnych firm w Europie Środkowo-Wschodniej będzie wciąż maleć o 3,9 proc. w 2017 r. i następnie o 2,3 proc. w 2018 r. Zwiększenie tempa wzrostu PKB i odbicie w inwestycjach dobrze wróży przedsiębiorstwom – podkreśla Grzegorz Sielewicz, Główny Ekonomista w Regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Nowa fala projektów infrastrukturalnych, stabilny wzrost konsumpcji gospodarstw domowych i rozwój rynków zagranicznych będą wspierać gospodarkę.

Odbicie w inwestycjach będzie szczególnie korzystne dla następujących sektorów: budownictwo, transport i produkcja maszyn, urządzenia budowlane oraz materiały budowlane.

Niemniej jednak niedobór siły roboczej nadal będzie stanowić przeszkodę dla rozwijających się firm. Wyzwaniem dla przedsiębiorstw mogą być również zmiany w gospodarce światowej i niepewność polityczna. Te ostatnie obejmują ewentualne negatywne następstwa Brexitu oraz inne niepokoje w Europie Zachodniej, takie jak trudne do przewidzenia wyniki wyborów we Włoszech.

Dwa scenariusze rozwoju sytuacji w Korei i wpływu na gospodarkę

Mówiąc o roli Korei Północnej w rozwoju gospodarki w najbliższych latach, należy wziąć pod uwagę dwa scenariusze.

– Pierwszy jest bardziej pozytywny. Polega na wymianie ciętych uwag między przywódcami najważniejszych krajów – powiedział agencji eNewsroom.pl Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego – Uwzględnia on przejściowe zaognienia sytuacji, możliwe odpalenie rakiet bądź testy nuklearne. Realnie jednak nie powinno się dziać nic co wychodziłoby poza ten arsenał. W tej sytuacji można by oczekiwać sytuacji, gdzie rynki finansowe będą reagować okresowymi ucieczkami do bezpiecznych aktywów. To dlatego, że zazwyczaj przyzwyczajają się do aktualnych warunków, a wszelkie zaostrzenia z czasem powszednieją. Z punktu widzenia szerokiej gospodarczej aktywności taka prognoza nie ma istotnych negatywnych konsekwencji. Drugi, pesymistyczny, choć realny scenariusz zakłada już wojskową konfrontację z udziałem Korei Północnej. Reakcja rynków finansowych może być wtedy długotrwała i dotyczyć realnej gospodarki. Powinna ograniczyć się raczej do regionu – Korei Południowej i Japonii, gdzie niepewność otoczenia wpłynie negatywnie na inwestycje i konsumpcje. Pamiętajmy jednak, że są to duże gospodarki, które mogą oddziaływać na gospodarkę światową. Z drugiej strony, nawet taki scenariusz nie powinien mocno i na długo na nią wpłynąć – ocenił Kaczor.

Wyszukiwarki usług turystycznych coraz bardziej zaawansowane. Oferują wirtualnych asystentów i pozwalają przewidywać ceny

Wyszukiwarki usług turystycznych coraz bardziej zaawansowane. Oferują wirtualnych asystentów i pozwalają przewidywać ceny 1

Na rynku usług turystycznych coraz popularniejsze są innowacyjne rozwiązania, takie jak wirtualni asystenci, czyli programy doradcze wykorzystujące sztuczną inteligencję oraz zaawansowane algorytmy przewidywania cen. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2016 roku w podróżach o charakterze prywatnym wzięło udział ponad 18 milionów Polaków. To prawie milion więcej w porównaniu do roku 2015. Zwiększyła się też liczba Polaków udających się w podróże zagraniczne.

Według danych GUS, w 2015 roku w podróżach turystycznych (z co najmniej 1 noclegiem) wzięło udział 17,4 mln Polaków w wieku co najmniej 15 lat, podczas gdy w 2016 roku podróżowało już 18,3 mln Polaków, czyli niemal milion osób więcej. Tak samo wyraźną dynamikę widać także w liczbie samych podróży turystycznych – ponad 43 miliony w zeszłym roku, podczas gdy w 2015 roku mieszkańcy Polski w wieku co najmniej 15 lat odbyli ich niecałe 40 milionów. Istotnym czynnikiem przy planowaniu podróży jest analiza kosztów, jakie są z nią związane.

– Każdego roku Kayak analizuje ponad miliard danych na całym świecie, dzięki temu możemy przeanalizować te dane i wyciągnąć wnioski. Na podstawie danych historycznych jesteśmy w stanie przewidzieć, jak będą plasowały się ceny w danym okresie i zarekomendować użytkownikom najlepsze rozwiązanie: czy powinni wstrzymać się z zakupem biletu, czy powinni już go kupić, ponieważ ceny mają tendencję rosnąć w danym okresie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Joanna Szpatowicz z biura prasowego Kayak.pl.

Polacy coraz chętniej udają się też w podróże zagraniczne, zarówno w celach turystycznych, jak i służbowych. Liczba tych pierwszych wyniosła w 2016 roku 11,2 mln, podczas gdy rok wcześniej Polacy odbyli ich 10,9 mln. Natomiast służbowo w zeszłym roku podróżowaliśmy 874 tys razy (w 2015 roku – 800 tys razy). Szczególnie w podróżach zagranicznych przydają się innowacyjne narzędzia, oferowane przez wyszukiwarki turystyczne, takie jak wirtualny asystent podróży czy możliwość programowania alarmu w przypadku pojawienia się bardzo atrakcyjnych ofert podróży w wymarzonym przez nas kierunku.

– Sam asystent podróży to funkcja, która może być naprawdę użyteczna dla podróżników. W jednym miejscu mają oni wszystkie niezbędne informacje dotyczące spraw podróży, wystarczy przesłać na specjalnego maila rezerwację swojego lotu, wtedy na bieżąco w czasie rzeczywistym otrzymujemy aktualizacje dotyczące lotu, czyli np. informacje, z którego gate’u mamy odprawę, z którego pasa możemy odebrać nasz bagaż. To na pewno jest pomocne, gdy musimy się odnaleźć w nowym miejscu czy na wielkim lotnisku. Wszystko mamy po prostu w naszym telefonie, w jednym miejscu – tłumaczy przedstawicielka wyszukiwarki.

Według raportu “How can I help?” The Rise of Chatbots and Intelligent Agents” sporządzonego przez Orange Silicon Valley, przeciętny turysta odwiedza przynajmniej 20 stron podczas planowania podróży. Aby tego uniknąć, wyszukiwarki zaczęły stosować sztuczną inteligencję, w celu zaoferowania użytkownikowi wszystkiego w jednym miejscu. Jak wynika z badań Orange Silicon Valley, aż 89 proc. konsumentów woli zaangażować się w rozmowę z wirtualnym asystentem w celu jak najszybszego dotarcia do informacji, niż przeszukiwać strony internetowe, czy aplikacje mobilne.

– Niedawno Kayak wystartował z chatbotem na Facebook Messengera, to program komputerowy który jest asystentem organizowania podróży. Wpisujemy wiadomości jak do znajomego, pytamy o najtańsze loty, o ulubione kierunki – dzięki sztucznej inteligencji chatbot nam opowiada. Aktualnie jest on obecny na kilku dużych rynkach, takich jak Wielka Brytania czy USA, w przyszłości planowane są nowe rynki, takie jak Polska – podsumowuje Joanna Szpatowicz.

Kruche podstawy poprawy nastrojów

Mała euforia zapanowała na rynku po tym jak liderzy północnokoreańskiego reżimu nie zdecydowali się kolejne próby balistyczne podczas obchodów rocznicy utworzenia Koreańskiej Republiki Ludowo -Demokratycznej. Inwestorzy przygotowali się na pokaz siły a zamiast tego Kim Dzong Un zaserwował wystawny raut swoim naukowcom.

Brak eskalacji napięć geopolitycznych nie powinien uśpić jednak czujności. Po pierwsze: dziś Rada Bezpieczeństwa ONZ będzie głosować nad zaostrzeniem sankcji wobec Korei Północnej, co może spotkać się z reakcją Pjongjangu. Po drugie, decyzja o zaniechaniu prób balistycznych nie świadczy o koncyliacyjnym nastawieniu reżimu, lecz stanowi dowód na jego nieprzewidywalność. To, że w sobotę nie prowadzono testów balistycznych, nie oznacza, że próby nie zostaną przeprowadzone np. we wtorek.

EUR/CHF jest ponad 1,14. USD/JPY odbił ponad 108,00 i kontynuuje ruch do 108,50. Odpływ kapitału notują też takie bezpieczne przystanie jak: złoto i rynek długu USA. Ta druga tendencja wspiera dolara, ale np. EUR/USD nie jest w stanie zejść poniżej 1,20 a GBP/USD nie spadł poniżej 1,3150, co negowałby scenariusz zakładający test szczytów przy 1,3270. Spodziewamy się, że funt będzie w najbliższym czasie silniejszy do euro – EUR/GBP powinien spadać poniżej 0,91.

Warto odnotować również ostre załamanie cen surowców przemysłowych ( i ropy na piątkowej sesji). W pierwszy przypadku widzimy znaczne pole do kontynuacji zniżek pod wpływem redukcji skrajnej pozycji. Postrzegamy ostatnie zwyżki cen miedzi, ołowiu aluminium, czy też rudy żelaza jako oderwane od fundamentów i wymagające głębokiej korekty. Z tego względu spodziewamy się, że dolar australijski będzie jedną ze słabszych walut G-10. Jeśli zaś chodzi o ropę, to oczekujemy stabilizacji w szerokim przedziale 46 – 50 USD. Piątkowe załamanie postrzegamy jako element chaosu w notowaniach po uderzeniu huraganu Harvey a nie silny propodażowy sygnał.

Poniedziałkowa sesja nie obfituje w ważne dane, decydenci z Fed nie mogą też wypowiadać się publicznie przed wrześniowym posiedzeniem FOMC. Z tego względu uwaga będzie nakierowana na Koreę Północną oraz Florydę – stopniowo będą napływać informacje o skali zniszczeń wyrządzonych przez kataklizm. Wydarzenia tygodnia to z kolei inflacja CPI z USA (czwartek). Jest to ostatnia szansa by potwierdzić tezę Fed o przejściowym charakterze słabości presji cenowej. Rynek oczekuje odbicia z 1,7 proc. w lipcu do 1,8 proc. i rozczarowanie przerodzi się w przekonanie, że w następnym tygodniu Fed wykluczy podwyżkę stóp procentowych w grudniu (aczkolwiek start normalizacji sumy bilansowej na najbliższym posiedzeniu FOMC nie jest zagrożony). Wyzerowanie oczekiwań rynkowych na podwyżkę (teraz 25 proc.) będzie ciągnąć za sobą USD w dół. W najbliższych dniach otrzymamy też dane o sierpniowej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej (piątek). Pierwsze mają do podtrzymania solidne tempo wzrostu z lipca z największą uwagą na tzw. „grupę kontrolną”, która wchodzi w wyliczenia PKB. Produkcja przemysłowa ostatnio ma znaczenie drugorzędne, ale dolar będzie bardziej wrażliwy na gorsze odczyty.
W strefie euro zapowiada się spokojny tydzień z jedynie lipcową produkcją przemysłową. Euro pozostaje pod wpływem posiedzenia ECB i spodziewane w październiku ogłoszenie przyszłości programu QE trzyma wspólną walutę wysoko. Jednak brak świeżych impulsów w krótkim terminie może prowadzić do przejściowych korekt sentymentu. Obok przytaczanych już krótkoterminowych oczekiwań na spadki EUR/GBP, w szerszym horyzoncie widzimy znaczne pole do zniżek EUR/SEK.

Ten tydzień jest najmocniej odciśnie piętno na perspektywach funta. W Wielkiej opublikowana zostanie inflacja CPI za sierpień (we wtorek), seria wskaźników z rynku pracy (w środę). Wisienką na torcie będzie decyzja Banku Anglii (w czwartek). Wrażliwość funta na dane zmniejszyła się ostatnio w związku ze spadkiem oczekiwań na zwrot w polityce monetarnej. W komunikacie BoE nie spodziewamy się większych zmian, a potencjalne ryzyka przeważają po jastrzębiej stronie (wciąż żywotne dążenia części decydentów do odwrócenia nadzwyczajnego luzowania z ubiegłego roku).

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Ponad 40 proc. naukowców nie komercjalizuje wyników swoich badań. Brakuje im umiejętności pozyskiwania partnerów biznesowych

Ponad 40 proc. naukowców nie komercjalizuje wyników swoich badań. Brakuje im umiejętności pozyskiwania partnerów biznesowych 2

Niemal połowa naukowców deklaruje, że nie podejmuje działań związanych z komercjalizacją prowadzonych przez siebie badań i eksperymentów. Jako główną przyczynę tego stanu rzeczy podaje brak kompetencji w pozyskiwaniu partnerów biznesowych. Eksperci zgodnie podkreślają, że współpraca pomiędzy nauką i biznesem powinna być wspierana już na etapie uczelni akademickich. Współorganizowany przez firmę Nethone oraz Politechnikę Warszawską projekt DataLab może być przykładem takiej współpracy.

Ostatnie badanie „Diagnoza stanu transferu technologii za pomocą spółek wykorzystujących doświadczenie realizacji programu Spin-Tech” przeprowadzone na zlecenie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju wskazuje, że 41 proc. naukowców nie podejmuje działań związanych z komercjalizacją swoich badań. Aby odwrócić ten trend, potrzebna jest współpraca pomiędzy sektorami nauki i biznesu. Przykładem takiej współpracy jest projekt DataLab, współtworzony przez firmę Nethone – producenta innowacyjnego systemu do analizy zachowania użytkowników w sieci, działającego na bazie sztucznej inteligencji.

– Rozmawiając z biznesem, rozważając i analizując jego potrzeby, widzimy jak ciężko jest spełniać niektóre z nich bez zaawansowanych i innowacyjnych metod przetwarzania danych. To, co przynosimy do tej układanki to kontekst biznesowy. Dużo lepiej uczy się czy pracuje nad zestawami danych, które faktycznie coś znaczą – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Hubert Rachwalski, dyrektor zarządzający Nethone.

Badanie wskazuje, że dla 53,3 proc. naukowców niepodejmujących działań komercjalizacji, jedną z najpoważniejszych barier w procesie wprowadzania nowego rozwiązania na rynek jest brak kompetencji potrzebnych do pozyskania partnera biznesowego.

– W ramach DataLab będą prowadzone warsztaty i spotkania, w trakcie których studenci będą pracować nad konkretnymi zestawami danych, nad konkretnymi problemami. Sam format działalności DataLab jest dosyć otwarty i elastyczny, na bieżąco pracujemy nad sposobam wykorzystania tej przestrzeni jak najlepiej – wyjaśnia Hubert Rachwalski.

Według rankingu serwisu TopUniversities.com, Politechnika Warszawska jest 18. najlepszą uczelnią w rejonie Europy Wschodniej i Azji Środkowej i najlepszą uczelnią techniczną w naszym kraju. Z danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego wynika, że jest także najchętniej wybieraną uczelnią wśród kandydatów na studia. W roku akademickim 2015 / 2016, na jedno miejsce przypadało 7,8 kandydata. Dla porównania na Uniwersytecie Warszawskim ten wskaźnik wynosił 4,5. Najpopularniejszym kierunkiem wśród potencjalnych studentów była informatyka.

– Politechnika Warszawska jest kuźnią talentów w naukach matematycznych czy informacyjnych, w związku z czym jest to naturalne miejsce, gdzie najtęższe umysły rozwijają się pod kątem analizy danych, tematów statystycznych czy uczenia maszynowego – w tych dziedzinach, w których my akurat pracujemy na froncie biznesowym – komentuje Hubert Rachwalski.

Aż 60% polskich firm zamierza inwestować w kadry

O rozwoju myślą przede wszystkim towarzystwa ubezpieczeniowe, branża IT oraz bankowość i firmy z sektora produkcyjnego – wynika z najnowszego badania firmy rekrutacyjnej Antal wraz firmą doradczą  CBRE. Aż 60% badanych decydentów biznesowych ma w planach inwestycje w kadry.

Jakiego rodzaju inwestycji możemy się spodziewać na polskim rynku? Główne gałęzie inwestycji to nakłady na: technologie, kapitał ludzki, ofertę produktową i usługową oraz rozwój geograficzny. Według raportu „Plany inwestycyjne firm 2017”  – opracowanego  przez Antal i CBRE, we współpracy z Adaptive, APIRE oraz BPCC – przedsiębiorcy planują przeznaczyć najwięcej środków na swoich pracowników.

Nakłady na rozwój kadr, podwyżki i premie, szkolenia, ale też atrakcyjniejszą powierzchnię biurową czy niestandardowe benefity są w planach 60% badanych przedsiębiorstw.To ważny sygnał dla rynku. Nie tylko pokazuje, że to kompetencje decydują o sukcesie i przewadze konkurencyjnej firm, ale też – że zarządzający mają tego pełną świadomość i będą podejmowali odpowiednie kroki, aby pozyskać i utrzymać w strukturach najlepszych pracowników” – zauważa Artur Skiba, prezes Antal. W ramach szeroko pojętych inwestycji w HR 78% decydentów planuje stworzenie nowych wakatów.  W tym aspekcie do liderów należą branże nowych technologii (IT – 91%, Internet, nowe media, e-commerce – 89%) oraz centra usług wspólnych – 87%.Nakłady na rozwój kadr, podwyżki i premie

Ponad połowa badanych decydentów biznesowych (58%) podejmuje kroki w kierunku wzbogacenia oferty o nowe produkty lub usługi. W technologię z kolei planują inwestować przede wszystkim przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją przemysłową. „Rola polskiego przemysłu produkcyjnego wobec nasycenia rynku niemieckiego, czeskiego i słowackiego staje się kluczowa w regionie CEE. Zaczynają powstawać u nas centra badawczo-rozwojowe, inwestuje się także w nowoczesne parki maszynowe” – wyjaśnia Roman Zabłocki, menedżer działu Engineering & Operations w Antal.

Tylko 16% firm planuje rozwój geograficzny, jednak to właśnie ten typ inwestycji wzbudza zazwyczaj najwięcej emocji, tak wśród samorządów lokalnych, jak i mieszkańców konkretnych regionów. Powody do radości mają tym razem Warszawa, Wrocław, Poznań oraz Łódź – respondenci badania wskazali jej jako najbardziej atrakcyjne lokalizacje dla rozwoju swoich struktur.

W których miastach firmy najchętniej lokowałyby inwestycje:

W których miastach firmy najchętniej lokowałyby inwestycje:Poznanie korporacyjnych planów inwestycyjnych jest ważne dla oceny kondycji ekonomicznej państwa i nastrojów przedsiębiorców” – mówi Daniel Bienias, dyrektor zarządzający CBRE, partnera badawczego Antal. „Inwestorzy tworzą miejsca pracy, edukują pracowników, przynoszą najnowsze trendy, wpływają na rozwój miast, sektorów biznesu i przemysłu, podnoszą konkurencyjność i atrakcyjność ekonomiczną i społeczną kraju” – dodaje. Aby zaprezentować pełny obraz planów inwestycyjnych nie można pominąć żadnego z przedstawionych wyżej elementów. Dlatego autorzy raportu opracowali wskaźnik inwestycji, na który składają się wymienione typy inwestycyjne.

Antal Investment Index, na podstawie stosunku firm do różnych dziedzin inwestycji, pokazuje uśredniony poziom inwestycyjny, na jakim znajdują się poszczególne regiony czy branże. Dzięki uwzględnieniu kluczowych aspektów, jakimi są: nowe technologie, kapitał ludzki, rozwój geograficzny i rozwój produktów i usług, wskaźnik w sposób kompleksowy pozwala ocenić oraz porównać realny potencjał rozwojowy danych regionów czy branż. W tegorocznej, pierwszej edycji raportu AII wyniósł 45%. Najwyższym wskaźnikiem Antal Investment Index, przewyższającym średnią ogólnopolską, cechują się branże: Ubezpieczenia (56%), IT i Telekomunikacja (55%), Bankowość (53%), Produkcja przemysłowa (53%), Internet, nowe media, e-commerce, (53%), FMCG (50%), Handel detaliczny (48%). Badanie przeprowadzono także w sąsiednich krajach Europy Centralnej.

„Antal Investment Index dla Czech wynosi 49%, dla Słowacji 39%, dla Węgier 44%. Pokazuje to, że region Europy Centralnej dynamicznie się rozwija, a Polska ma w tym rozwoju istotne miejsce. Jesteśmy jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków w oczach zagranicznych inwestorów. Brexit, poszukiwanie nowych rynków, ekspansja na Wschód – wszystkie te powody wymiernie przekładają się wysoką ocenę Polski w kontekście otwierania nowych oddziałów w oczach inwestorów zagranicznych” – podkreśla Daria Stefańska, menedżer Antal SSC/BPO.

Raport „Plany inwestycyjne firm 2017” ukazujący nastroje i kierunki inwestycyjne wybierane przez decydentów w polskich firmach jest pierwszą publikacją w ramach szeroko zakrojonego projektu badawczego „Business Environment Assessment Study”. Dalsze publikacje złożą się na cykl raportów poświęconych największym polskim miastom. Pełny raport jest dostępny na stronie: www.investmentplansreport.eu. Wkrótce pod tym adresem będzie można pobrać kolejne raporty odnoszące się do poszczególnych miast.

Badanie Antal Business Environment Assessment Study zostało przeprowadzone w miesiącach maj – czerwiec 2017 na próbie 489 decydentów zajmujących stanowiska prezesów, członków zarządów oraz dyrektorów departamentów w firmach obecnych w Polsce. Badanie było prowadzone metodą CATI oraz CAWI. Partnerzy badania: CBRE, BPCC, ASPIRE, Adaptive. Badanie jest prowadzone równolegle na rynku czeskim, słowackim i węgierskim.

Moody’s bez decyzji, ocenę Polsce może za to podnieść S&P

W piątek Moody’s nie dokonał aktualizacji ratingu Polski. Ten od 15. lat pozostaje na poziomie A2. Jest jednak spora szansa, że za miesiąc wyższą ocenę Polsce wystawi agencja S&P?

Agencja Moody’s nie dokonała w piątek aktualizacji ratingu Polski, co oznacza, że nie podjęła ona decyzji w tej sprawie. Nie jest to równoznaczne z potwierdzeniem ratingu, gdyż agencja, mówiąc wprost, nie przyglądał się sprawie. Formalnie więc obowiązuje decyzja z 12 maja br., gdy Moody’s potwierdził rating na poziomie A2, jednocześnie podnosząc jego perspektywę do „stabilnej” z „negatywnej”.

Piątkowa decyzja, a właściwie jej brak, nie zaskakuje. Moody’s jest najmniej skory z trzech głównych agencji (Moody’s, Fitch i S&P) do „wachlowania” oceną wiarygodności kredytowej. Rating A2, który jest obecnie najwyższą oceną wystawioną przez „wielką trójkę” (rating Fitch jest o jeden, a S&P o dwa poziomy niższy), utrzymywany jest od listopada 2002 roku. Ostatnim ruchem było podniesienie jego perspektywy do „stabilnej” w maju, co było argumentowane zmniejszeniem się ryzyk w zakresie polityki fiskalnej.

Ubiegłotygodniową decyzją o podwyższeniu prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski w tym roku do 4,3 proc. z szacowanego jeszcze przed 4. miesiącami poziomu 3,2 proc., przy jednoczesnym obniżeniu prognozy dla deficytu sektora finansów publicznych do 2,5 proc. Produktu Krajowego Brutto (PKB) z 2,9 proc., agencja zasygnalizowała, że dostrzega dobrą kondycję gospodarki i budżetu. Można jednak domniemywać, że dostrzega też wciąż realne ryzyka związane z osłabieniem otoczenia instytucjonalnego w Polsce (m.in. wojna o sądy), ostrym kursem jaki obrał rząd Beaty Szydło w sporze z Komisją Europejską, czy przyszłe zagrożenia jakie dla finansów niesie obniżka wieku emerytalnego. O tym jednak dowiemy się dopiero na początku 2018 roku, gdy spodziewana jest kolejna decyzja Moody’s.

Temat ratingów nie został jednak zamknięty. Wręcz przeciwnie. W tym roku decyzje w tej sprawie będzie jeszcze podejmowały agencje S&P (20 października) i Fitch (8 grudnia). W obu przypadkach należy spodziewać się wyraźnej korekty w górę dotychczasowych bardzo niskich prognoz wzrostu gospodarczego, przy jednoczesnej korekcie w dół prognoz deficytu. Co więcej, w przypadku S&P nie jest wykluczona również korekta oceny wiarygodności kredytowej Polski. Aczkolwiek raczej nie samego ratingu, ale jego perspektywy.

Agencja S&P, po obniżce w styczniu 2016, utrzymuje rating na poziomie BBB+ (dwa poziomy niżej niż Moody’s i jeden poziom niżej niż Fitch), a od grudnia 2016 roku ma on perspektywę „stabilną”. Ostatnia decyzja w tej sprawie zapadła w kwietniu br. Wówczas agencja potwierdziła ocenę Polski, wskazując na bilansowanie się ryzyk dla gospodarki. W lipcu S&P podwyższył prognozę polskiego PKB na ten rok do 3,6 proc. z 3,3 proc., jednocześnie wciąż oczekując deficytu sektora finansów publicznych na poziomie 3 proc. PKB. Na chwilę obecną wiadomo, że wyniki w 2017 roku będą dużo lepsze.

Spodziewana korekta w górę prognozy PKB, przy jednoczesnym znaczącym obniżeniu szacunków deficytu, to istotne przesłanki do podniesienia przez S&P perspektywy ratingu do „pozytywnej”. Przeciwko podwyższeniu samego ratingu przemawiają bowiem te same powody, co w przypadku Moody’s, czyli ryzyka związane z funkcjonowaniem instytucji, obniżeniem wieku emerytalnego, czy spór z Komisją Europejską. Nie można też zapominać, że po świetnym 2017 roku dla polskiej gospodarki (wzrost PKB 3,8-4,0 proc.), w latach 2018-2019 spodziewane jest zauważalne wyhamowanie tempa wzrostu.

Ostatnią decyzją ws. ratingu w 2017 roku będzie zaplanowany na 8 grudnia przegląd przez Fitch. Agencja ta od stycznia 2007 roku utrzymuje rating na poziomie A-, a od lipca 2017 jego perspektywa jest „stabilna”. Jakkolwiek Fitch również podniesie prognozy dla Polski, to jednak zmiany oceny wiarygodności kredytowej nie należy się spodziewać.

Z punktu widzenia złotego, a także polskich obligacji, piątkowy komunikat Moody’s ma neutralne znaczenie. Brak jakiejkolwiek niespodzianki oznacza brak potencjalnego impulsu. Dlatego dziś może on lekko umacniać się w ślad za poprawą nastrojów na rynkach globalnych. Podobnie neutralny wpływ na notowania będzie mieć zaplanowana na godzinę 14:00 publikacja przez GUS danych o inflacji w Polsce. Oczekuje się, że zgodnie ze wstępnymi szacunkami, inflacja konsumencka przyspieszy w sierpniu do 1,8 proc. z poziomu 1,7 proc. rok do roku miesiąc wcześniej. Zważywszy, że na koniec roku wskaźnik ten spadnie do 1,5 proc., więc nawet wyższa inflacja nie zmieni oczekiwań co do terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP). Na taki ruch wciąż trzeba będzie zaczekać przynajmniej do IV kwartału 2018 roku. A być może nawet do 2019 roku.

O godzinie 08:18 za euro trzeba było zapłacić 4,2420 zł, a dolar kosztował 3,5310 zł.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Samorozwój kluczowym elementem w biznesie. Inwestycje w szkolenia przekładają się na wyniki i pozycję rynkową firmy

Samorozwój kluczowym elementem w biznesie. Inwestycje w szkolenia przekładają się na wyniki i pozycję rynkową firmy 3

Doskonalenie kompetencji zawodowych i samorozwój na gruncie osobistym stały się nieodłączną częścią pracy menadżera. Inwestycje kadry zarządzającej w wiedzę i umiejętności przekładają się na wyniki firmy, pozwalają nadążać za rynkiem i dają dobry przykład innym pracownikom. Coraz więcej polskich menadżerów jest tego świadomych, dlatego zapotrzebowanie na tego typu usługi rośnie.

– Samorozwój w biznesie jest kluczowym elementem pracy nad sobą. Im więcej pracy, tym większe przełożenie na biznes. Przedsiębiorcy w Polsce bardzo chętnie chodzą na szkolenia i rozwijają się, ponieważ w tym zakresie istnieje wysoka świadomość. Praca nad sobą przekłada się na zarządzanie czasem, na samodyscyplinę i samorozwój – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Sadecki, finansista i analityk biznesowy.

Z ubiegłorocznego badania „Motywacje menadżerów 2016”, które firma ARC Rynek i Opinia przeprowadziła na zlecenie Bigram, IDEA!Human Capital oraz Legg Mason, wynika, że największe przełożenie na satysfakcję z pracy niezmiennie mają czynniki finansowe. Jednak oprócz wynagrodzenia dla 67 proc. menadżerów ważnym motywatorem jest też możliwość rozwoju zawodowego.

– Rozwój w biznesie jest fundamentalny. Jeśli nie znamy najnowszych metod, technik, strategii i nie wiemy, jak efektywnie dotrzeć do klienta, zostajemy w tyle. Konkurencja stosuje nowe rozwiązania i technologie dotyczące obsługi klienta i sprzedaży. Rozwój w biznesie dąży do tego, żebyśmy mieli lepsze usługi, lepsze efekty i żebyśmy skuteczniej docierali do klienta docelowego – mówi Łukasz Milewski, prezes firmy szkoleniowej Milewski i Partnerzy.

Nowe trendy w marketingu, sprzedaży oraz rozwój technologiczny w każdej z branż powodują, że menadżerowie muszą stale podnosić swoje umiejętności zawodowe, żeby nadążać za rynkiem. Z drugiej strony kompetencje menadżerów przekładają się na wyniki i konkurencyjność firmy oraz kulturę całej organizacji. Pracownicy zachęceni tym, że kadra menadżerska inwestuje w samorozwój, będą bardziej skłonni sami się dokształcać i poszerzać kwalifikacje, ponieważ przykład idzie z góry.

Jak wskazuje Hays Poland, na podstawie badań przeprowadzonych pod koniec ubiegłego roku, sukces firmy jest w dużej mierze uzależniony od wypracowania u pracowników i menadżerów nawyku ciągłego doszkalania się. Dlatego każdy menadżer i szef zespołu powinien mieć opracowaną indywidualną ścieżkę samorozwoju. Powinni też nieustannie zachęcać pracowników do samorozwoju i podnoszenia kompetencji.

– Z perspektywy prezesa i założyciela firmy mentalność i nastawienie są kluczowe dla prowadzenia biznesu. Podejmujemy kluczowe decyzje w zależności od tego, na ile mamy otwartą głowę. Człowiek, który się rozwija, dąży do tego, aby osiągać coraz lepsze efekty. Nie spoczywa na laurach, a co za tym idzie – stara się osiągać jak najlepsze rezultaty – dodaje Łukasz Milewski.

Ze względu na szeroką ofertę szkoleń i konferencji branżowych, rosnącą popularność coachingu czy dużą dostępność fachowej literatury i magazynów tematycznych dokształcanie się i inwestycje w samorozwój nie są obecnie ani kosztowne, ani czasochłonne. Krzysztof Sadecki zwraca też uwagę na to, że dokształcanie umiejętności zawodowych jest równie ważne jak kształcenie kompetencji miękkich i samorozwój na gruncie osobistym.

– Nie bez przyczyny mówi się, że czas to pieniądz. Jeżeli odpowiednio poukładamy swój czas, emocje, psychikę i poznamy swoje kompetencje, będziemy wiedzieli, w jakich obszarach się rozwijać – mówi Krzysztof Sadecki.

Rozwój na gruncie osobistym to motyw przewodni kolejnej książki autorstwa Krzysztofa Sadeckiego „Poznaj siebie i znajdź swoją drogę do sukcesu”, która będzie miała swoją premierę w trakcie Targów Rozwoju odbywających się w dniach 15–17 września w Warszawie.

– Ta książka mówi o tym, dlaczego nie warto młodnieć, jakie rzeczy wpływają na nasze samopoczucie, jak projekcja i to, czego nas nauczono w społeczeństwie, wpływają na to, kim jesteśmy i czego chcemy. Opisuje jak ego wpływa na życie, jak dążyć do rozwoju siebie i spełniania swoich marzeń. Jest to poradnik, który pomaga poznać siebie i odnaleźć swoją drogę do sukcesu – mówi autor publikacji Krzysztof Sadecki.

Rosną oczekiwania pacjentów wobec marek medycznych. Liczy się już nie tylko zaufanie do lekarza

Rosną oczekiwania pacjentów wobec marek medycznych. Liczy się już nie tylko zaufanie do lekarza 4

Pacjenci, wybierając prywatną placówkę medyczną, poza profesjonalizmem lekarza i jakością usługi szukają coraz częściej czegoś więcej. Liczy się dla nich zaufanie do lekarza, komfort gabinetu, poczucie bezpieczeństwa oraz siła marki. Dlatego w świecie medycyny budowanie spójnej marki jest równie ważne, jak w innych branżach. Rosnąca dynamicznie konkurencja wymusza na firmach medycznych inwestycje w budowanie silnego brandu na każdym poziomie, począwszy od spójnego wystroju, skończywszy na wysokiej jakości wyposażeniu centrów medycznych.

Elementem budowania lojalności klientów pacjentów jest stworzenie budzącej zaufanie, silnej i spójnej marki, która spełnia obietnice Chodzi o to, by dostarczana usługa była zawsze takiej samej jakości – niezależnie od terminu wizyty czy placówki, którą odwiedza pacjent. Zaufanie i przywiązanie klientów budują nawet drobne rzeczy, takie jak właściwe oznakowania w gabinecie, gorąca kawa, bliskość parkingu czy profesjonalna wizytówka.

 Na silną markę medyczną składa się wiele czynników, nie zawsze oczywistych. Są to wszystkie doświadczenia po stronie pacjenta. Komunikacja marki i jej tożsamość muszą być spójne we wszystkich punktach: call center, strona internetowa, wizytówki, fartuch lekarza, gabinet i cała infrastruktura, która do tego gabinetu prowadzi – poprzez garaż, parking i rejestrację – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Haller, dyrektor ds. marketingu i komunikacji Medicover Polska.

 Pacjenci szukają lekarzy, którym ufają i z którymi czują się bezpiecznie. Jednak na dziś to już nie wystarcza. Pacjenci chcą również czuć się komfortowo w miejscu, gdzie dostarczane są usługi. Zwracają uwagę na to, w jaki sposób lekarz się z nimi komunikuje, i na otoczenie, w którym się znajdują – podkreśla Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia.

Poza profesjonalizmem lekarza i jakością usługi placówka musi zaoferować pacjentowi coś więcej, żeby zdobyć jego lojalność. Coraz istotniejsze czynniki to zaufanie do lekarza, komfort i poczucie bezpieczeństwa, ponieważ dla wielu osób przykładowa wizyta u dentysty kojarzy się z bólem i stresem.

– Branża medyczna nie kojarzy się bezpośrednio z przyjemnością, tak jak np. kawiarnia czy kino. Na tym m.in. polega wyzwanie dla marketera, aby stworzyć środowisko, w którym pacjent będzie się czuł komfortowo i nie będzie odczuwał dyskomfortu, który czasami może się kojarzyć np. z wizytą w gabinecie stomatologicznym – mówi Dorota Haller.

Stomatologia jest bardzo dobrym przykładem na to, jak ważne dla sukcesu w biznesie medycznym jest budowanie silnej marki. Jest to bowiem jedyna dziedzina medycyny, w której Polacy bazują na prywatnych usługach. Ubiegłoroczne badania CBOS („Korzystanie ze świadczeń i ubezpieczeń zdrowotnych”) wskazują, że odsetek pacjentów korzystających z prywatnych usług dentysty znacząco przewyższa odsetek tych, którzy leczą się w ramach kontraktów z NFZ (69 proc. vs 47 proc.).

– Rynek usług stomatologicznych jest bardzo konkurencyjny. Pacjenci mają do wyboru ponad 6 tys. gabinetów stomatologicznych o bardzo różnym standardzie leczenia i obsługi. Część oferuje usługi z zakresu NFZ, natomiast większość pacjentów korzysta z usług odpłatnie. Biorąc pod uwagę statystyki, połowa wszystkich wydatków na leczenie prywatne dociera właśnie na rynek usług stomatologicznych – mówi Wioletta Januszczyk.

Polacy z usług stomatologicznych korzystają coraz częściej, chociaż pod względem częstotliwości wizyt wciąż plasują się w europejskim ogonie. Statystycznie z usług stomatologów korzystają raz na 15 miesięcy, podczas gdy średnia dla UE wynosi 3–4 miesiące. Stopniowo rośnie jednak świadomość zdrowotna. Wpływa na to rosnąca liczba przypadków paradontozy (dotyka ok. 90 proc. Polaków) wywołanej złą dietą i niewłaściwą higieną jamy ustnej, oraz bruksizmu, czyli ścierania zębów powodowanego stresem.

– Pacjentów stomatologicznych możemy podzielić na dwie podstawowe grupy. Pierwsza to pacjenci świadomi, którzy regularnie korzystają z usług stomatologicznych i chcą uczestniczyć w planie leczenia. Druga grupa to pacjenci nieświadomi, którzy nie odwiedzają dentysty regularnie albo unikają dentysty ze względu na ból towarzyszący wizycie, który rodzi się de facto w ich głowie. Odwiedzają dentystę najczęściej wtedy, gdy boli – mówi Wioletta Juszczyk.

Na podstawie szeregu badań i ankiet przeprowadzonych wśród pacjentów Medicover przeprowadził niedawno zmianę wystroju wnętrz swoich placówek. Zmiany zostały zaprojektowane tak, żeby dostosować się do oczekiwań klientów i do strategii marki.

– Zapytaliśmy pacjentów o to, jakie są ich oczekiwania. Następnie bardzo dokładnie przeanalizowaliśmy odpowiedzi. Chodziło o to, żeby konsumenci, klienci i pacjenci widzieli siłę Medicover i nasze holistyczne podejście do opieki zdrowotnej. Interior design jest szczególnie ważny dla marek, które – tak jak my – mają fizyczne placówki – podkreśla Dorota Haller.

Nowe podejście marki zakłada m.in. wprowadzenie zakresu oferty na witrynach, jasne oznaczenie wejść do poszczególnych linii biznesowych (Apteka Medicover, Medicover Stomatologia, Medicover Optyk, Centrum Medicover), a także wprowadzenie nowej ikony marki – motywu drzewa. Zgodnie z tymi trendami będą modernizowane istniejące placówki, a także budowane nowe, m.in. dwa centra na warszawskiej Pradze, których otwarcia zaplanowano na październik tego roku i I kwartał 2018 roku.

Coraz więcej chętnych na wynajem biur i powierzchni handlowych w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce przede wszystkim rośnie popyt w sektorze handlu

Coraz więcej chętnych na wynajem biur i powierzchni handlowych w Europie Środkowo-Wschodniej. W Polsce przede wszystkim rośnie popyt w sektorze handlu 5

Według prezesa spółki deweloperskiej GTC w Polsce najlepsze perspektywy ma obecnie rynek nieruchomości handlowych, podczas gdy rynek powierzchni biurowych nieco zwolnił. Spośród stolic państw Europy Środkowo-Wschodniej na biura najwyższy popyt jest natomiast w Budapeszcie. W połowie września deweloper uruchomi w Warszawie centrum handlowe Galeria Północna. Do końca przyszłego roku firma odda niemal 174 tys. mkw. powierzchni handlowej i biurowej.

– Jesteśmy w bardzo dobrym momencie, bo we wszystkich sześciu krajach, począwszy od Serbii, przez Rumunię, Chorwację, Węgry,  Bułgarię po Polskę notujemy silny wzrost PKB, który skutkuje zwiększonym popytem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Thomas Kurzmann, prezes zarządu GTC Group. – W stolicach tych państw mamy dużo gruntów kupionych przed kryzysem, ale również w ostatnich latach. Będziemy dzięki temu mogli budować nowe powierzchnie biurowe i centra handlowe.

Polska gospodarka rozwijała się w I kwartale 2017 roku w tempie 4 proc., a w II kwartale – z prędkością 3,9 proc. rok do roku, co jest poziomem niewidzianym od końca 2015 roku. Szybciej rozwija się Rumunia (5,7 proc.), a niewiele wolniej – po 3,6 proc. – Węgry i Bułgaria.

W Polsce najbardziej dynamicznie rozwija się sektor handlowy – ocenia Thomas Kurzmann. – Natomiast rynek powierzchni biurowych nieco zwalnia, ale cały czas jest bardzo stabilny. W tej chwili najlepsze miejsca do inwestowania w tym sektorze to duże miasta poza stolicą, takie jak Kraków, Katowice, Poznań i Trójmiasto.

W Polsce znajduje się 11,2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej i 9,3 mln mkw. biur – wynika z raportu Colliers International. Na koniec II kwartału w budowie znajdowało się 750 tys. mkw. powierzchni w obiektach handlowych i 1,7 mln mkw. w biurowcach, przy czym 40 proc. tej ostatniej przypada na stolicę. Jednak w ocenie Thomasa Kurzmanna to nie Warszawa ma najlepsze perspektywy rozwoju w tym segmencie w Europie Środkowo-Wschodniej.

Rynek powierzchni biurowych najszybciej rozwija się w Budapeszcie. Za nim są Belgrad i Bukareszt. Widzimy jednak również stabilny wzrost w Sofii i w Zagrzebiu. Polska jest bardzo stabilna, nie spodziewamy się tutaj wielkiego wzrostu – ocenia prezes Grupy GTC.

W Warszawie stawki za powierzchnię biurową wynosiły od 12 do 22 euro z mkw. na miesiąc, natomiast w miastach regionalnych od 10 do 16,5 euro – pisze Colliers, komentując sytuację na rynku w I półroczu 2017 roku. Natomiast według JLL w przypadku czynszów za lokale handlowe w najlepszych lokalizacjach w Warszawie stawki wynoszą ok. 130 euro za mkw. miesięcznie. Natomiast w mniejszych miejscowościach jest to przedział 45–60 euro i w kolejnych okresach poziomy te mają się dalej utrzymywać.

– W tej chwili inwestujemy tylko w najważniejszych ośrodkach. W stolicach państw regionu oferujemy tylko produkty z najwyższej półki, czy to centra handlowe, czy biurowce: wszystkie w najwyższym standardzie, ze wszystkimi certyfikatami ekologicznymi – deklaruje Kurzmann. – Dobra architektura, atrakcyjne lokalizacje, blisko sieci transportu publicznego. To jest klucz.

Jak piszą analitycy Domu Maklerskiego BDM, GTC ma ambitne plany rozbudowy portfolio. Do końca 2018 roku zamierza oddać 174 tys. mkw. powierzchni handlowej i biurowej, z czego ponad połowę już lada moment, w połowie września 2017 roku. Wtedy nastąpi inauguracja Galerii Północnej na warszawskiej Białołęce. To centrum handlowe ma powierzchnię 65 tys. mkw. Następnie w planach jest uruchomienie kompleksu handlowego Ada Mall w Serbii (34 tys. mkw.). Natomiast w fazie planowania jest 239 tys. mkw. powierzchni handlowej i biurowej, która będzie realizowana w latach 2018–2020.

Od lipca 2018 roku papierowe zwolnienia lekarskie zastąpią elektroniczne. To korzystne rozwiązanie dla lekarzy, przedsiębiorców i pracowników

Od lipca 2018 roku papierowe zwolnienia lekarskie zastąpią elektroniczne. To korzystne rozwiązanie dla lekarzy, przedsiębiorców i pracowników 6

Za niecały rok elektroniczne zwolnienia lekarskie wyprą papierowe druki. Elektroniczne zwolnienia to wygodne rozwiązanie, które usprawnia pracę lekarzy i przedsiębiorców oraz ułatwia życie pracownikom – podkreślają eksperci ZUS. Każdy pracodawca, który ma profil na Platformie Usług Elektronicznych, otrzymuje natychmiast wiadomość o wystawieniu jego pracownikowi e-ZLA i dane dotyczące samego zwolnienia. Przez PUE pracodawca może też wysłać wniosek o kontrolę zwolnienia.

Od stycznia 2016 roku lekarze mają możliwość wystawienia albo tradycyjnego zwolnienia, albo elektronicznego. Od lipca 2018 roku to się zmieni i papierowe zwolnienia przestaną funkcjonować.

– Zmiany te obejmą wszystkich płatników, w związku z tym zwolnień elektronicznych będzie więcej. Przepisy, które wejdą w lipcu 2018 roku, dla przedsiębiorców oznaczają, że będzie dużo większa liczba elektronicznych zwolnień lekarskich, w związku z powyższym pojawi się kwestia, aby te elektroniczne zwolnienia odebrać z PUE oraz kwestia archiwizacji takich dokumentów – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Korulczyk-Malarowska z Departamentu Obsługi Klientów w Centrali ZUS.

Lekarze mogą wystawiać elektroniczne zwolnienia lekarskie za pomocą funkcji dostępnych na Platformie Usług Elektronicznych ZUS lub w niektórych aplikacjach gabinetowych. Na swoim profilu na PUE ZUS lekarz uzyskuje dostęp do danych swojego pacjenta, jego pracodawców (płatników składek) czy członków rodziny. Gdy wpisze numer PESEL pacjenta, to pozostałe dane identyfikacyjne są zapisywane w e-ZLA automatycznie. Z kolei adres pacjenta i dane pracodawcy lekarz wybiera z wyświetlonej listy. Również z listy może wybrać kod choroby. W e-ZLA lekarz wpisuje tylko okres niezdolności do pracy i określa swoje wskazania. Po podpisaniu zwolnienie jest automatycznie przekazywane do systemu ZUS i w nim zapisane. Dlatego lekarz nie musi dostarczać zwolnień do ZUS oraz przechowywać drugiej kopii. Nie musi też pobierać w placówkach ZUS tzw. bloczków zwolnień.

Jeżeli lekarz wystawi e-ZLA, każdy przedsiębiorca, który założył swój profil na Platformie Usług Elektronicznych ZUS, ma niemal natychmiastową wiedzę o zwolnieniu wystawionym pracownikowi. Nie musi zatem sprawdzać, czy pracownik dostarczył zwolnienie w terminie 7 dni od daty jego otrzymania ani przekazywać elektronicznego zwolnienia lekarskiego do ZUS nawet wówczas, gdy płatnikiem zasiłków jest ZUS.

 Pracownik nie musi takiego zwolnienia dostarczać swojemu pracodawcy, pod warunkiem że ten ma założony profil na PUE. Z kolei przedsiębiorca nie musi elektronicznego zwolnienia dostarczać do ZUS. Przedsiębiorca na swoim profilu PUE ma dostęp do elektronicznych zwolnień lekarskich wystawionych swojemu pracownikowi, ma też możliwość eksportu tych zwolnień do pliku – podkreśla ekspertka ZUS.

Profil na PUE pozwala na szybkie uzyskanie informacji o zwolnieniu lekarskim wystawionym dla danego pracownika. Obowiązek posiadania takiego profilu mają wszyscy płatnicy, którzy zatrudniają więcej niż 5 osób.

– Aby założyć profil, należy wejść na stronę www.zus.pl, wypełnić elektroniczny formularz niezbędnymi danymi, a następnie potwierdzić swoją tożsamość. W tym celu mamy trzy sposoby: można to zrobić osobiście w jednostce ZUS, elektronicznie za pomocą kwalifikowanego podpisu lub profilu zaufanego ePUAP albo poprzez system bankowości elektronicznej w banku, który świadczy taką usługę wspólnie z ZUS – wyjaśnia Agnieszka Korulczyk-Malarowska.

Choć mniejsi przedsiębiorcy nie muszą zakładać profilu na PUE, to – jak podkreśla ekspertka – warto to zrobić.

– Jeżeli przedsiębiorca nie ma profilu na PUE, lekarz wystawiając elektroniczne zwolnienie lekarskie, musi wręczyć pacjentowi wydruk zwolnienia elektronicznego, natomiast pracownik takie wydrukowane zwolnienie elektroniczne musi dostarczyć do swojego płatnika, tak jak dotychczasowe zwolnienia papierowe – mówi ekspertka ZUS.

Dzięki e-ZLA pracodawca może też szybciej zlecić kontrolę poprawności wykorzystania takiego zwolnienia.

– Przedsiębiorca na swoim profilu PUE ma dostęp do elektronicznych zwolnień lekarskich pracowników, ma również możliwość wysłania wniosku o kontrolę takiego zwolnienia. Do dostępu do zwolnień elektronicznych nie jest potrzebny podpis elektroniczny, natomiast jest on potrzebny w momencie, gdy płatnik chce wysłać wniosek do ZUS – tłumaczy Agnieszka Kolurczyk-Malarowska.

Zbyt duża liczba regulacji ogranicza rolnikom w UE dostęp do innowacyjnych środków ochrony roślin. Europejska żywność traci na konkurencyjności

Zbyt duża liczba regulacji ogranicza rolnikom w UE dostęp do innowacyjnych środków ochrony roślin. Europejska żywność traci na konkurencyjności 7

Przeregulowany rynek blokuje innowacyjność w rolnictwie. Wprowadzanie nowych technologii blokuje cena i brak wiedzy. W takiej sytuacji rolnicy sięgają po inne rozwiązania, w tym poprzez nielegalne kanały. W Europie niemal 10 proc. wszystkich środków ochrony roślin stosowanych w Europie jest uznawanych za nielegalne. W Polsce nawet 15–20 proc. rynku środków ochrony roślin mogą stanowić preparaty podrobione lub pochodzące z nielegalnego źródła. Wartość nielegalnych środków ochrony roślin szacuje się na 100 mln euro rocznie.

– Bariery innowacyjności w rolnictwie to przede wszystkim finanse, czyli cena tych innowacji. Z drugiej strony to bariery związane z wiedzą, że dane rozwiązania są dostępne i w jaki sposób można ich używać. Trzecią barierą jest dostęp do innowacji, które są już dostępne globalnie. Chodzi o ograniczenia geograficzne – nie wszystkie innowacje, które są dostępne dla rolnika w USA czy w Azji, są dostępne w Unii Europejskiej ze względu na przeregulowany rynek – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Cezary Urban, dyrektor działu środków ochrony roślin w BASF Polska.

Przedstawiciele BASF podkreślają, że nadmierne regulacje utrudniają wprowadzanie na rynek nowych środków ochrony roślin. Liczba preparatów, które trafiają na unijny rynek, jest coraz mniejsza. W takiej sytuacji rolnictwo unijne, również polskie, może się stać mniej konkurencyjne wobec produkcji z innych kontynentów. Restrykcje prowadzą też do wzrostu szarej strefy.

Rolnik ma określone problemy. Jeżeli nie znajduje na rynku rozwiązań tych problemów, to automatycznie sięga po inne rozwiązania: albo stosuje więcej dostępnych środków, albo szuka produktów, które są dostępne w innych krajach bądź są dostępne poprzez nielegalne kanały – powiedział Cezary Urban podczas 27. Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Problemem jest przede wszystkim wielkość szarej strefy środków chemicznych ochrony roślin. Z danych Europolu wynika, że ok. 10 proc. stosowanych w całej Europie preparatów jest uznawane za nielegalne. Kiedy Europol oraz Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych przy wsparciu 16 państw członkowskich UE, w tym Polski, przeprowadzili operację „Silver Axe II” mającą na celu eliminowanie podrobionych i nielegalnych środków ochrony roślin, w ciągu 10 dni przeprowadzili 940 kontroli, wykryto 122 tony nielegalnych i podrobionych pestycydów. W krajach granicznych UE skala problemu jest największa.

Szara strefa w Polsce to przynajmniej 10–15 proc. całego rynku. To ok. 100 mln euro, jeśli chodzi o wartość nielegalnych środków ochrony roślin. To ogromne straty. Jeśli spojrzymy tylko na kwestie związane z podatkami, z VAT-em, to mowa o ok. 40 mln zł, które uciekają nam z kieszeni każdego roku – ocenia Cezary Urban.

Dodatkowo stosowanie podrobionych środków może mieć często odwrotny do zamierzonego skutek – jedna butelka nielegalnego preparatu może spowodować szkody w całym areale upraw. Tymczasem rosnąca liczba ludności na świecie sprawi, że konieczne będzie zwiększanie produkcji żywności. Eksperci podkreślają, że nie da się tego osiągnąć bez przemysłu chemicznego i środków ochrony roślin.

Sektor środków ochrony roślin obok lekarstw jest najbardziej kontrolowaną i uregulowaną prawnie gałęzią przemysłu chemicznego. Wprowadzenie nowego preparatu na rynek oznacza dla firm 10 lat pracy. Analiza bezpieczeństwa przed wprowadzeniem nowego produktu na rynek stanowi ok. 30 proc. kosztów firmy. Firmy z branży, m.in. BASF, dążą do opracowywania coraz bardziej innowacyjnych i nowoczesnych produktów, które są jak najbardziej przyjazne dla środowiska.

Optymalizacja procesów w firmie – kto na tym korzysta?

Naturalne dla przedsiębiorstw jest szukanie nowych rozwiązań, pozwalających im na zwiększenie przychodów, zminimalizowanie kosztów lub przyspieszenie pracy. Często efekt ten można osiągnąć poprzez optymalizację istniejących już w firmie procesów biznesowych. Poniżej prezentujemy, czym jest optymalizacja procesów biznesowych oraz kto zyskuje na niej najwięcej.

Proces biznesowy to w ogólnym ujęciu każda powtarzalna czynność, która w wymierny sposób wpływa na prowadzenie biznesu. Do najistotniejszych procesów należą te związane z obiegiem dokumentów, zarządzaniem projektami, pozyskiwaniem i utrzymaniem klientów, rekrutacją czy logistyką.

Czym jest optymalizacja procesu?

Pojęcie procesu na stałe wpisane jest w prowadzenie biznesu. Jednak obecnie bardzo wielu przedsiębiorców, szczególnie z sektora MŚP, zdaje się nie mieć świadomości, że uzyskanie efektu końcowego jest tylko jednym z mierników jakości danego procesu. Oprócz niego ważne są także takie czynniki jak wydajność (czyli maksymalizacja zysków z procesu) czy efektywność, rozumiana jako zwiększenie stosunku zysków do kosztów. Niezwykle istotna jest także elastyczność, pozwalająca na dostosowania procesu do wymogów sytuacji w firmie i otoczenia zewnętrznego. Optymalizacja procesu, najogólniej mówiąc, polega na dopasowaniu jego przebiegu do obecnej sytuacji firmy i celów, jakie przedsiębiorstwo chce osiągnąć. Jeżeli więc przedsiębiorstwo będzie dążyło do oszczędności, optymalizacja będzie dążyła do minimalizacji kosztów działalności, a w przypadku szybkiego rozwoju firmy, zoptymalizowany proces zapewni maksymalną szybkość działania w wybranym  obszarze. Dostępna obecnie dla firm technologia IT ułatwia optymalizację procesów jak nigdy wcześniej.

Wsparcie procesów optymalizacyjnych ze strony rozwiązań informatycznych jest dziś bardzo kompleksowe. Do dyspozycji firm są przede wszystkim technologie z zakresu zbierania, przetwarzania i analizy danych, pozwalające na wyszczególnienie nieefektywnych obszarów oraz monitorowanie postępów procesu optymalizacji. Ponadto, część z procesów związana ze sprzedażą np. z e-commerce, może obecnie zostać zoptymalizowana pod kątem doświadczeń użytkownika końcowego. Dlatego też coraz większą popularnością w obszarze optymalizacji cieszą się usługi związane z projektowaniem UX (User Experience) – mówi Remigiusz Samborski z firmy SoftServe, specjalizującej się w rozwoju oprogramowania i usługach doradczych dla przedsiębiorstw.

Wielu beneficjentów

Bez względu na to, pod jakim kątem optymalizuje się proces, głównym beneficjentem tego działania zawsze będą klienci – zarówno indywidualni, jak i biznesowi. Dzieje się tak dlatego, ponieważ wydajniejsze i efektywniejsze procesy przekładają się na lepszą pracę całego przedsiębiorstwa, a więc i na jego produkt końcowy. Klienci mogą więc otrzymywać produkt szybciej, może on być lepszej jakości, a także – mieć niższą cenę, ponieważ optymalizacja może zwiększyć wydajność pracowników, znacznie redukując koszty pracy. Dla partnerów biznesowych i kontrahentów, optymalizacja procesów przełoży się na stabilniejszą i pewniejszą współpracę. Optymalizacja jest więc jednym z istotnych narzędzi budowania przewagi konkurencyjnej na rynku. Drugą grupą zyskującą na optymalizacji procesów, szczególnie tych wewnątrzfirmowych, są pracownicy. Dzięki efektywnemu procesowi obiegu informacji i dokumentów, a także sprawnemu systemowi zarządzania projektami ich praca jest nie tylko wydajniejsza, ale też i przyjemniejsza.

Przy projektowaniu systemów IT, wspierających obsługę wewnątrzfirmowych procesów biznesowych, bardzo istotnym czynnikiem jest komfort pracy osób, które z tych systemów będą korzystać. Bardzo często intuicyjność aplikacji i jej transparentność ma równie wysoki wpływ na wydajność co zastosowane rozwiązania informatyczne – mówi Remigiusz Samborski z firmy SoftServe.

Finalnie, na wdrożeniu optymalizacji do firmy zyskuje samo przedsiębiorstwo i jego właściciel. Posiadanie wydajnych i zoptymalizowanych procesów wewnątrz firmy wpływa bowiem na jej wartość rynkową i jest brane pod uwagę m.in. przy jej wycenie.

Siła doświadczenia

Przedsiębiorcy, którzy chcieliby przeprowadzić analizę i optymalizację procesów w swojej firmie, mają obecnie do wyboru cały szereg możliwości. Dzieje się tak, ponieważ na rynku istnieje wiele przedsiębiorstw IT specjalizujących się we wsparciu procesów biznesowych. – Aby wybrać odpowiedniego usługodawcę warto najpierw spojrzeć w jego portfolio produktowe. Firma wyspecjalizowana tylko w jednym obszarze nie przeprowadzi kompleksowej optymalizacji danego procesu, ponieważ nie będzie potrafiła odpowiednio ocenić jego powiązań z innymi elementami działającymi w firmie – komentuje Remigiusz Samborski z SoftServe. Ponadto, przedsiębiorstwa IT działające na polskim rynku znacznie różnią się od siebie wielkością. Część z nich to małe firmy i startupy, które dopiero zaczynają swoją przygodę w biznesie, a część to działające w Polsce oddziały wielkich, międzynarodowych korporacji. Zdecydowaną przewagą tych drugich jest doświadczenie płynące z wieloletniej działalności na rynku międzynarodowym, najczęściej potwierdzone wieloma zakończonymi sukcesem wdrożeniami w przedsiębiorstwach na różnych szczeblach rozwoju.

Bank BGŻ BNP Paribas szuka startupów z sektora agro

Jak zarabiać w sieci? Zarabianie na blogu

Blog i towarzyszące mu kanały w mediach społecznościowych, najczęściej na Facebooku i Instagramie, to sposób na przedstawienie siebie, zaprezentowanie swoich pasji, wiedzy, opinii czy umiejętności. Dla większości jest to dodatkowe zajęcie, realizowane obok regularnej aktywności zawodowej. Blog może być także sposobem na biznes i dodatkowy zarobek. Bardzo pomocne w tym zakresie może okazać się dołączenie do programów afiliacyjnych, które w łatwy sposób pozwoli zarabiać na blogu.

Blogerzy coraz częściej wykorzystywani są w działaniach promocyjnych marek i stają się dla reklamodawców atrakcyjnymi wydawcami. Dzieje się tak, ponieważ rośnie świadomość potencjału, jaki się za nimi kryje. To setki, tysiące, a czasem nawet dziesiątki tysięcy osób, które każdego dnia śledzą poczynania blogera w jego kanałach społecznościowych. Dlatego też promocja w internecie coraz częściej wykracza poza mailingi czy bannery reklamowe w serwisach internetowych i przenosi się na blogi, vlogi czy odpowiadające im social media.

Wielu twórców jest zdania, że nie mają szans, aby zarabiać na swoim blogu. Uważają, że nie są wystarczająco atrakcyjni dla reklamodawców, ponieważ ich blog jest za mały albo zbyt niszowy, a zarabiać mogą tylko najwięksi i najbardziej znani. Nic bardziej mylnego. Największe zarobki odnotowują wprawdzie topowi twórcy, których działalność już dawno wyszła poza sam blog, jednak potencjał dla reklamodawcy może mieć każdy twórca, który dociera do określonych odbiorców odzwierciedlających z kolei grupę docelową danego produktu lub usługi – wyjaśnia Mateusz Łukianiuk, Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Jak budować markę bloga w oczach reklamodawcy?

By blog był atrakcyjny dla reklamodawcy, przede wszystkim musi budzić zainteresowanie potencjalnych klientów. Liczy się ciekawy i unikatowy content, który przyciągnie ich na bloga, ale przede wszystkim zachęci, aby na niego powracali. Blogowanie to tworzenie unikatowej więzi między twórcą, a odbiorcą.

Trzeba pamiętać, że blog musi być autentyczny i po prostu ciekawy, aby przyciągnął czytelników. Warto zaznaczyć, że nie chodzi tu tylko o statystyki, a więc liczby fanów i followersów w social mediach oraz unikalnych użytkowników na stronie. Bardzo ważne, aby budować zaangażowaną społeczność, która jest aktywna. Tylko taki odbiorca będzie naprawdę zainteresowany prezentowanym contentem, a więc także treściami reklamowymi – podkreśla Mateusz Łukianiuk.

Zaangażowani czytelnicy będą śledzić polecenia blogera, ufać im, a co za tym idzie, chętniej sprawdzą prezentowane przez niego produkty, a w konsekwencji je kupią.

Kogo reklamować?

Podobnie jak reklamodawcy nie powinni patrzeć tylko na listy TOP blogerów, tak również oni w ramach swojej działalności nie powinni ulegać wyłącznie magii dużych marek. Warto skierować swoją uwagę w kierunku mniejszych, krajowych czy lokalnych sklepów, ponieważ coraz więcej konsumentów szuka właśnie unikatowych ofert i produktów. Według badania e-Commerce Polska 2015, aż 64% respondentów deklaruje, że łatwość znalezienia rzadkich i specjalistycznych produktów motywuje ich do kupowania online. Poszukują ich właśnie w sieci, a niemal jedna trzecia deklaruje, że regularnie przegląda blogi.

Jak dobierać promowane produkty?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że wybór promowanych produktów nie powinien być kwestią przypadku, a efektem dokładnej znajomości profilu czytelników. Tylko produkt dopasowany do ich potrzeb ma szansę wzbudzić zainteresowanie, które przełoży się na późniejszy zakup.

Rekomendacje blogera powinny być wiarygodne, dlatego też warto by decydował się na współpracę z takimi markami, którym sam by zaufał i za ambasadora których chciałby uchodzić. Po prostu to, co promuje, powinno pasować do profilu bloga, który prowadzi. Nie ma sensu na siłę pisać o kuchni, jeśli do tej pory nasza uwaga skupiała się na modzie i właśnie wokół takiej tematyki zbudowaliśmy społeczność naszych fanów.

Dlaczego warto postawić na afiliację?

Twórcy blogów czy vlogów to coraz prężniej rozwijająca się grupa wśród wydawców w sieciach afiliacyjnych.

Jeżeli nie wiesz czym jest afiliacja sprawdź dokładny opis i poradnik przygotowany przez ekspertów z make-cash.pl – Afiliacja co to jest i jak działa

Ostatnie 2-3 lata to znaczny wzrost aktywności blogerów w ramach programów afiliacyjnych i zainteresowania ich działalnością ze strony reklamodawców. Obie strony coraz chętniej nawiązują współpracę, rośnie też świadomość możliwości – komentuje Mateusz Łukianiuk. Na ten moment w sieci Awin działa ponad 200 blogerów i z naszych obserwacji wynika, że bardzo dobrze radzą sobie w zarządzaniu swoją obecnością w programach afiliacyjnych – podkreśla Dyrektor Zarządzający polskiego oddziału Awin.

Zapisanie się do programów afiliacyjnych to duża korzyść dla blogera. Przede wszystkim może on elastycznie dobierać promowane produkty, mając dostęp do setek możliwości.

Program nie obliguje do konkretnej częstotliwości umieszczania reklam. Jeśli akurat nic nie pasuje do nowego wpisu, po prostu z niego nie korzystamy. Tym samym bloger może dobierać promowane produkty do tworzonych przez siebie treści, a nie tworzyć je pod określone marki.

Afiliacja to także łatwy sposób działania, który ogranicza zaangażowanie po stronie blogera. Do programu można dołączyć w zaledwie kilka minut, wypełniając formularz online, a następnie wybierając już interesujący nas produkt i generując link afiliacyjny – podkreśla Mateusz Łukianiuk. W sytuacji, gdy bloger angażuje się w promocję kilku marek, formalności związane z płatnościami załatwia za niego sieć. Gdyby z każdą z tych marek działał indywidualnie, byłby to długi proces związany z umowami i ustalaniem warunków. Tu wystarczy tylko kilka kliknięć na dedykowanej platformie – dodaje.

Afiliacja to zerowe ryzyko dla blogera i brak kosztów po jego stronie. Wystarczy tylko, że w ramach opisywanego produktu wstawi link afiliacyjny, przekierowujący na stronę sklepu lub doda baner. Jeśli czytelnicy będą korzystać z linku i wygenerują sprzedaż, bloger zarobi prowizję. Jeśli nie, niczego nie straci, ponieważ nie był do niczego zobligowany, a rozliczenia odbywają się najczęściej na zasadzie CPS, czyli prowizji od sprzedaży.

W kontekście blogerów warto zaznaczyć, ze należą oni do tzw. wydawców contentowych. Pełnią bardzo ważną rolę w ścieżce zakupowej klienta, ponieważ dostarczają mu wiedzy o produkcie, jednak konwersja w ich przypadku pozostaje na niskim poziomie. Dlatego też sieci takie jak nasza wprowadzają tzw. asysty sprzedaży, czyli możliwości sprawdzenia nie tylko, którzy wydawcy w programie partnerskim doprowadzili do zakończenia transakcji, ale też którzy asystowali przy niej, będąc jednym z punktów na ścieżce konwersji. Narzędzie Assists pozwala na mierzenie wpływu wszystkich wydawców i wynagradzanie także tych partycypujących w sprzedaży – wyjaśnia Mateusz Łukianiuk.

Działając w afiliacji nie warto ograniczać się tylko do jednego programu, ale działać jednocześnie w kilku, aby móc w pełni wykorzystać ich potencjał i elastycznie dobierać odpowiednie do swojego bloga marki.

Turystyka stomatologiczna na topie. Finansowanie ratalne podbija Europejski rynek

Wysokie koszty leczenia stomatologicznego skutkują tym, że coraz więcej osób wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu bardziej ekonomicznych alternatyw. Najczęściej w tym celu podróżują Brytyjczycy, Irlandczycy, Belgowie, Niemcy i Duńczycy[i]. W Polsce przeważnie leczą się wyżej wspomniane narodowości, a także Austriacy, Szwedzi i Norwegowie[ii]. Już w 2013 roku nasz kraj był wymieniany, jako jeden z czterech korzystnych kierunków turystyki medycznej – obok Czech, Węgier i Bułgarii[iii]. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii, koszt pełnej procedury implantologicznej może wynieść nawet 1800 funtów (8 300 zł)[iv]. Podczas gdy w Polsce zapłacimy około 3 550 zł[v]. Czy denturyzm to jedyna szansa na zdrowy i piękny uśmiech?

Publiczne systemy opieki zdrowotnej w ograniczony sposób dbają o zdrowe zęby obywateli – Wielka Brytania ma ściśle określone reguły finansowania zabiegów dla niewielkiej grupy społecznej: uczniów, kobiet w ciąży i innych. W Norwegii to państwo finansuje usługi opieki medycznej. Zasada ta niestety nie dotyczy pomocy dentystycznej. Pacjenci muszą pokryć pełne koszty leczenia z własnej kieszeni. Istnieją jednak wyjątki. Z kolei we Francji jeden na pięciu obywateli rezygnuje z opieki stomatologicznej właśnie ze względów finansowych. – Polskie gabinety wyposażone są w najnowsze technologie, najlepsze materiały i wysokie standardy medyczne, a ceny usług – w porównaniu za innymi państwami – są niże nawet o kilkaset procent. Biorąc pod uwagę kursy walut, pomimo kosztów przelotu i noclegu, rzeczywiście opłaca się wyjechać na leczenie, zwłaszcza z zachodu na wschód. W tym celu powstały specjalne porównywarki, które wliczają zarówno koszt danej usługi, jak i podróż do wybranego kraju – podkreśla Krzysztof Sokalski, Prezes Medical Finance Group, właściciel marki MediRaty. Jak kształtują się ceny na stomatologicznej mapie Europy? W jaki sposób Europejczycy finansują leczenie stomatologiczne?

Jakość usług wzrasta proporcjonalnie do cen

Segment protetyczno-implantologiczny i stomatologia estetyczna to obszary cieszące się coraz większym zainteresowaniem. Wartość światowego rynku implantów medycznych oceniana jest na ponad 10,5 mld dolarów, czyli ponad 37 mld zł[vi]. Jednocześnie, implanty stanowią 18 proc. całego sektora stomatologicznego, co daje niemal 7 mld złotych. Z czego prawie połowa przypada na Europę. Według raportu Markets & Markets do 2020 roku rynek ten ma rozwinąć się dwukrotnie[vii]. Rozwój w tempie 25 proc. rocznie wynika nie tylko z dużych potrzeb, ale przede wszystkim rozwoju technologii. Oferta rynkowa jest coraz szersza, pojawiają się nowe materiały i modele, zapewniające lepszą jakość użytkowania, a czas samego zabiegu został znacznie skrócony.

Sytuacja wygląda podobnie w przypadku stomatologii estetycznej. Rozwój technologii i usług skutkuje nieustannym rozwojem rynku. Szacuje się, że jego wartość (w wymiarze globalnym) do 2020 roku będzie rosnąć o 6,8 proc. rocznie i osiągnie 22,3 mld dolarów, czyli ponad 81 mln zł[viii]. Jest to efektem coraz większej dbałości, nie tylko o zdrowie, ale także wygląd swojego uśmiechu. Aparat ortodontyczny, który niegdyś był powodem do wstydu, dziś jest modą.

Warto jednak zastanowić się, czy rzeczywiście stać nas na takie rozwiązania? W wielu krajach, pacjenci, którzy straciły jeden ząb lub więcej – nie zawsze mogą sobie pozwolić na nowoczesne leczenie czy uzupełnienie ubytków. Usługi stomatologiczne, cechujące się wysokim poziomem technologicznym gwarantującym piękny uśmiech – w pełni dostępne są tylko dla ludzi zamożnych, celebrytów i osób publicznych. Nic bardziej mylnego. – Coraz więcej osób, zarówno w Polsce i na świecie korzysta z płatności ratalnych i wyspecjalizowanych systemów finansowania. Z takiego rozwiązania chętnie korzystają także mieszkańcy krajów bogatszych i bardziej rozwiniętych, gdzie zabiegi z zakresu stomatologii są znacznie droższe. Dzięki systemom ratalnym zdecydowanie więcej osób uzyskuje dostęp do najnowocześniejszych rozwiązań medycznych – gdzie wyznacznikiem nie jest status finansowy czy miejsce zamieszkania – i może pozwolić sobie na piękny uśmiech oraz otrzymać należytą opiekę na dogodnych warunkach – podkreśla Krzysztof Sokalski, Prezes Medical Finance Group, właściciel marki MediRaty, jedynej instytucji finansowej w Polsce, oferującej takie rozwiązania.

O ile schudnie portfel Polaka, a o ile zagranicznego sąsiada?

Przegląd cen za usługi stomatologiczne warto zacząć od ortodoncji. W Wielkiej Brytanii klasyczne metalowe aparaty kosztują około 2 – 2,5 tys. £. Cena porcelanowego modelu jest o około 500 funtów wyższa. Najdroższe są modele lingwalne, koszt jednego to od 3 do 5 tys. £.[ix]. Jednocześnie koszt aparatu ortodontycznego w Polsce to kilka tysięcy złotych. Tutaj za klasyczny model metalowy zapłacimy od 2 – 3 tys. złotych, koszt aparatu porcelanowo – kompozytowego to 3 – 4 tys., natomiast cena za aparat lingwalny wyniesie 3,5 – 7 tys. zł[x]. Jeszcze taniej jest w Czechach. Tam koszt aparatu zaczyna się od 1300 złotych za model metalowy. W przypadku tzw. mostów ceny są jeszcze wyższe. W Anglii trój-zębowy most to koszt ponad 3,3 tys. euro[xi].  W Polsce około 1 tys. euro [xii]. Doliczając do tego koszty wizyt, które w Danii, Włoszech czy Hiszpanii sięgają nawet 50 – 100 euro możemy naprawdę mocno obciążyć się finansowo. Najdrożej jest w Norwegii – tam za wizytę zapłacimy 1450 koron[xiii], czyli ponad 150 euro.  Jeżeli sprowadzimy koszty zabiegów do wspólnego mianownika i porównamy je ze sobą, wniosek będzie jeden: Polska i kraje regionu mają nadal relatywnie tanie usługi stomatologiczne. Z jednej strony napędza to wspomnianą turystykę medyczną a z drugiej daje podstawy, by spodziewać się w przyszłości trendu wzrostowego tych cen i zbliżania się do cen zachodnich.

Ceny w zł
ceny u dentysty Źródło: Opracowanie własne na podstawie cen oferowanych przez kliniki europejskie.

Gdzie szukamy „ratunku”?

W związku z wysokimi kosztami leczenia stomatologicznego, prywatne gabinety oferują coraz bardziej kompleksową obsługę finansową. Cały proces leczenia oparty jest na wcześniej przygotowanym planie, krok po kroku opisującym kolejne zabiegi, łącznie z ich budżetowaniem. Obecnie powstają firmy, które specjalizują się w tym obszarze. Z takich usług skorzystać mogą zarówno pacjenci indywidualni, grupy, jak i kliniki stomatologiczne. Dodatkowo wiele gabinetów oferuje swoim klientom dedykowane karty kredytowe lub płatności ratalne. Międzynarodowym przykładem jest USA, gdzie wielu specjalistów współpracuje z kredytodawcami takimi jak: CareCredit, Capital One, Health One Financial lub Surgery Loans – za ich pomocą, pacjenci postawieni przed nagłą potrzebą finansowania leczenia. Co ciekawe, ośrodek medycyny estetycznej w Atlancie – The Center for Plasitc Surgery – oferuje pacjentom 12-miesięczny kredyt na zabiegi chirurgii plastycznej. Leczenie na raty znajduje się także w ofercie nowojorskiej placówki Shafer Plastic Surgery[xiv]. Kolejnym przykładem jest jedna z niemieckich klinik Dental Plus, która wychodząc naprzeciw oczekiwaniom pacjentów wprowadziła rozwiązanie ratalne, które jest proste, wygodne, pozbawione biurokracji i niedrogie (ok. 1 proc. miesięcznie). Dostarcza je wyspecjalizowana w finansowaniu usług stomatologicznych Deutschen Zahnärztlichen Rechenzentren (DZR) Jednocześnie, powstaje coraz więcej placówek i instytucji oferujących takie rozwiązania. Dynamika rynku usług medycznych pociąga za sobą rozwój oferty finansowej dla pacjentów. To naturalny kierunek, który jest wyraźny również w Polsce – mówi Krzysztof Sokalski. – Obecność takiej usługi w Niemczech mnie nie dziwi. W dzisiejszych czasach najważniejszy jest komfort psychiczny i finansowy pacjenta. Sami oferujemy pacjentom niemal siostrzane rozwiązanie – mówi Krzysztof Sokalski z Medical Finance Group.

Europejskie produkty umożliwiające finansowanie usług medycznych, działają często analogicznie do zwykłych kart kredytowych: najpierw sprawdzana jest zdolność kredytowa, pacjent musi podpisać umowę, a kwota zadłużenia rozłożona zostaje na raty. Zazwyczaj okres spłaty może wynosić od 6 do 36 miesięcy. Jednak zdarzają się przypadki nawet z 60 miesięcznym terminem[xv]. W Norwegii najpopularniejszym sposobem finansowania leczenia i zabiegów medycznych wciąż pozostaje kredyt konsumencki, którego oprocentowanie wynosi ok. 15 proc. W przypadku kart kredytowych oprocentowanie wynosi ok. 25 proc[xvi].

Niestety, w dalszym ciągu wielu pacjentów cierpi na poważne trudności finansowe wskutek niedoboru środków na pokrycie kosztów opieki medycznej – również w Polsce. Jak wynika z badania „Uśmiech a status społeczny”, przeprowadzonego przez portal dentysta.eu – co czwarty pacjent w Polsce płaci za leczenie zębów kartą kredytową, a co dziesiąty zaciąga kredyt gotówkowy w banku[xvii].

Finansowanie ratalne podbija Europejski rynek stomatologiczny

Biorąc pod uwagę koszty usług dentystycznych, jak i problemy z ich finansowaniem, naturalnym jest, że poszukujemy tańszych alternatyw. Jak wynika z danych Medical Finance Group, właściciela marki MediRaty, która od ponad 5 lat finansuje zabiegi medyczne w Polsce – najwięcej zapytań o ratalne finansowanie leczenia i zabiegów medycznych dotyczy stomatologii (66 proc.). – Ponad połowa pożyczek udzielonych przez nas w 2016 roku (52,5 proc.) dotyczyła właśnie implantologii, ortodoncji, endodoncji. Dzięki systemom ratalnym zdecydowanie więcej osób uzyskuje dostęp do najnowocześniejszych rozwiązań medycznych – gdzie wyznacznikiem nie jest status finansowy czy miejsce zamieszkania – i może pozwolić sobie na piękny uśmiech oraz otrzymać należytą opiekę na dogodnych warunkach. Z tego rozwiązania korzystają nie tylko Europejczycy, ale również Polacy – podkreśla Krzysztof Sokalski, Prezes Medical Finance Group, właściciela marki MediRaty, która od ponad 5 lat finansuje zabiegi medyczne w Polsce. – Nasza oferta jest skierowana do indywidualnych klientów, którzy potrzebują wsparcia finansowego w swoim leczeniu. Udzielamy pożyczek nawet do 50 tys. zł. Oczywiście otrzymanie finansowania wiąże się ze sprawdzeniem zdolności kredytowej, jednak cały proces zamyka się zazwyczaj w ciągu kilku minut. Ponadto, nasi klienci mają zapewniona profesjonalną opiekę, polegającą na indywidualnym podejściu do każdego pacjenta a także skrojony na miarę plan leczenia. Oprócz tego, oferty konstruujemy tak, by były dopasowane zarówno do potrzeb, jak i możliwości finansowych wnioskującego – dodaje Sokalski.

[i] https://www.tourmedica.pl/blog/turystyka-medyczna-porownanie-cen-uslug-stomatologicznych-w-polsce-i-na-swiecie/

[ii] https://www.dentaldepartures.com/article/top-10-dental-tourism-destinations/

[iii] http://www.netdoctor.co.uk/health-services/treatment-abroad/a4581/which-countries-are-popular-for-dental-treatment-abroad/

[iv] http://www.thedentalguide.net/dental-implants/

[v] https://www.mediraty.pl/stomatologia/przecietne-koszty-procedur/implanty-zebow/

[vi] http://www.rp.pl/Rzecz-o-zdrowiu/160939998-Rosnie-rynek-implantow-zebowych.html#ap-1

[vii] http://www.rp.pl/Rzecz-o-zdrowiu/160939998-Rosnie-rynek-implantow-zebowych.html#ap-1

[viii] Raport, „Cosmetic Dentistry Market by Product Global Forecast to 2020”, http://www.infodent24.pl/bizdentpost/stomatologia-estetyczna-stabilny-wzrost-rynku-do-2020-r,103856.html

[ix] http://www.thedentalguide.net/braces-cost-uk/

[x] https://portal.abczdrowie.pl/aparat-na-zeby-zalecenia-rodzaje-ceny

[xi] http://www.dentale.co.uk/pricelist/

[xii] http://dens.com.pl/cennik/

[xiii] https://www.mojanorwegia.pl/czytelnia/najtansze-i-najdrozsze-uslugi-stomatologiczne-w-norwegii-9263.html

[xiv] https://www.tourmedica.pl/artykuly-medyczne/leczenie-na-raty-kredyt-na-zabiegi-medyczne/

[xv] https://www.thebalance.com/basic-facts-about-medical-credit-cards-4144806

[xvi] https://www.mojanorwegia.pl/kredyt_konsumencki

[xvii] http://dentysta.eu/wyniki-ankiety-usmiech-a-status-spoleczny/

NIK o cyberprzemocy wśród dzieci i młodzieży

Ministerstwo Edukacji Narodowej, Ministerstwo Cyfryzacji, szkoły oraz Policja nie rozpoznały właściwie i nie określiły skali zagrożenia jaką niesie cyberprzemoc wśród dzieci i młodzieży. MEN nie koordynowało działań w zakresie zapobiegania i przeciwdziałania cyberprzemocy wśród uczniów, nie opracowało też wytycznych dotyczących cyberprzemocy m.in. dla szkół. W efekcie każda spośród kontrolowanych szkół opracowywała odpowiednie zasady postępowania osobno, we własnym zakresie. Policja z kolei przeprowadzała działania profilaktyczne w szkołach, o ile dyrektorzy zgłosili takie zapotrzebowanie. Nie dziwi więc fakt, że większość zdarzeń dotyczących cyberprzemocy nie jest ujawniana, choć uczniowie i nauczyciele przyznają w ankietach, że cyberprzemoc dotyczy ponad 1/3 uczniów. NIK pozytywnie ocenia natomiast działania szkół w reakcji na zgłaszane akty cyberprzemocy.

 

Cyberprzemoc to powtarzające się umyślne działanie sprawców, takie jak prześladowanie, zastraszanie, nękanie i wyśmiewanie z wykorzystaniem Internetu i narzędzi elektronicznych. Cyberprzemoc przybiera różnorakie formy – m.in. rozsyłanie kompromitujących materiałów (np. zdjęć i filmów), włamywanie się na konta pocztowe i konta komunikatorów w celu rozsyłania prywatnych lub fałszywych informacji, tworzenie ośmieszających lub dyskredytujących stron www, memów, fałszywych blogów i profili na portalach społecznościowych. Cyberprzemoc charakteryzuje się wysoką anonimowością sprawcy oraz „znaczną siłą rażenia”. Jest szczególnie groźna, gdy jest kierowana w stosunku do małoletnich. Ponadto nie dotyczy tylko bezpośrednio ofiary, ale wpływa na całą grupę, w której funkcjonuje osoba poddana cyberprzemocy.

Znęcanie się rówieśników nad kolegami nie jest niczym nowym, ale dzięki nowym technologiom atakujący mają znacznie ułatwione zadanie, w dodatku przysparza  ofiarom dużo więcej problemów. Dlatego w przeciwdziałaniu cyberprzemocy niezwykle ważna jest rola rodziców, których w istotnym stopniu powinny wspierać szkoła oraz Policja. To te instytucje odpowiadają za efekty profilaktyki dotyczącej cyberprzemocy. Ministerstwo Edukacji Narodowej powinno natomiast zadbać, aby powyższe działania miały systemowy i kompleksowy charakter.

systemy-przeciwdzialania-cyberprzemocy-w-szkolach-s

Z badań ankietowych przeprowadzonych przez NIK w trakcie kontroli (wśród 271 nauczycieli, 814 rodziców i 737 uczniów) wynika, że zjawisko cyberprzemocy jest wśród uczniów poważnym problemem. Z cyberprzemocą zetknęło się prawie 40 proc.  uczniów, blisko 30 proc. rodziców oraz 45 proc. ankietowanych nauczycieli.Wykrywalność sprawców cyberprzemocy jest najwyższa w opinii badanych nauczycieli (blisko 97 proc.). Pogląd na temat wykrywalności sprawcy podzieliło natomiast ok. 59 proc. rodziców oraz ponad 49 proc. uczniów. Jednocześnie blisko połowa ankietowanych uczniów stwierdziła, że w przypadku doświadczenia cyberprzemocy nie zwróciłaby się do nikogo o pomoc, nieco ponad 13  proc. uczniów zwróciłoby się o pomoc do nauczyciela, a 19 proc. do rodziców.

skala-cyberprzemocy-wyniki-ankiety

Wyniki badań NIK są zbieżne z wynikami badań Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (z grudnia 2016 r.), w których 39 proc. badanych uczniów deklarowało, że nie powiadomiło nikogo o skierowanej wobec nich przemocy w Internecie, a jedynie niecałe 3 proc. poinformowało nauczyciela.

Cyberprzemoc to nie tylko problem naszego kraju. Agresją elektroniczną szczególnie  zagrożeni są uczniowie w takich krajach jak: Francja, Belgia, Austria, Szwecja, Rumunia czy Bułgaria, ale także dzieci i młodzież naszych południowych sąsiadów – Czechów.

ryzyko-cyberprzemocy-w-europie

Najważniejsze ustalenia kontroli

Minister Edukacji Narodowej i Minister Cyfryzacji nie dysponowali wiarygodnymi danymi dotyczącymi skali zjawiska cyberprzemocy. Przed opracowaniem programów rządowych  Bezpieczna i Przyjazna Szkoła I i II oraz „Bezpieczna+” – w MEN identyfikowano zagrożenia związane z cyberprzemocą, opierając się wyłącznie na ogólnodostępnych badaniach, które nie przedstawiały realnej skali cyberprzemocy.Dopiero w lipcu 2015 r., tj. już po przyjęciu tych programów rządowych, Instytut Badania Edukacji (na zlecenie MEN) opracował raport, z którego wynika m.in., że 25 proc. uczniów szkoły podstawowej i 29 proc. z gimnazjum w ciągu czterech tygodni poprzedzających badanie doświadczyło agresji elektronicznej. Kolejna informacja dotycząca problemu cyberprzemocy wśród najmłodszych sporządzona została w grudniu 2016 r. na zlecenie Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (jednostki podległej Ministerstwu Cyfryzacji).

Z ustaleń kontroli wynika, że Minister Edukacji Narodowej nie koordynował działań w zakresie zapobiegania i przeciwdziałania cyberprzemocy wśród uczniów, pomimo że zobowiązany jest do realizacji polityki oświatowej państwa i sprawowania nadzoru nad wykonywaniem nadzoru pedagogicznego na terenie kraju. W MEN nie opracowano wytycznych m.in. dla szkół, dotyczących cyberprzemocy. Nie zostały zatem ustalone jednoznaczne zasady postępowania podmiotów, których zadaniem jest kształtowanie postaw oraz zachowań dzieci i młodzieży w obliczu zagrożenia przemocą rówieśniczą z użyciem mediów elektronicznych. Ponadto Minister Edukacji Narodowej nie upowszechnił we właściwy sposób dobrych praktyk wypracowanych na zlecenie Ministra Cyfryzacji nt. sposobu postępowania przez szkoły w przypadku ujawnienia zdarzeń o charakterze cyberprzemocy. W konsekwencji każda spośród kontrolowanych szkół we własnym zakresie opracowywała odpowiednie zasady postępowania.  

Minister Edukacji Narodowej nie zlecał kuratorom oświaty realizacji zadań w zakresie zapobiegania i przeciwdziałania cyberprzemocy wśród uczniów. Z tego względu zagadnienie to nie było przedmiotem oceny w ramach nadzoru sprawowanego przez Ministra nad kuratorami oświaty. Z informacji uzyskanych przez NIK od wszystkich kuratorów oświaty wynika, że kuratoria oświaty dostrzegały problem cyberprzemocy w szkołach, jednak nie prowadziły działań monitorujących w tym zakresie.

Pomoc uczniom doświadczającym cyberprzemocy, oprócz rodziców i opiekunów prawnych, pozostawała w gestii szkół i jednostek Policji. Brak odpowiednich wytycznych i zaleceń powodował, że podmioty te prowadziły działania według własnych przyjętych zasad. Właściwe podejście do problemu cyberprzemocy było o tyle utrudnione, że zarówno szkoły jak i jednostki Policji nie dostrzegały skali problemu cyberprzemocy wśród dzieci i młodzieży. Przygotowane przez większość skontrolowanych szkół programy profilaktyczne i wychowawcze bazowały na nierzetelnie zidentyfikowanym poziomie zagrożenia cyberprzemocą. Nie uwzględniały bowiem pełnej diagnozy środowiska szkolnego, obejmującej faktyczne problemy uczniów związane z cyberprzemocą, pomimo występowania tego typu zdarzeń w każdej kontrolowanej szkole.

Pomimo braku odpowiedniej diagnozy, w połowie objętych kontrolą szkół w programach profilaktycznych przyjęto do realizacji zadania związane z problematyką cyberprzemocy, przy czym ich adresatami byli tylko uczniowie. Planowane działania profilaktyczne nie obejmowały rodziców uczniów oraz zatrudnionych nauczycieli. Nie zakładano również realizacji działań przy udziale funkcjonariuszy Policji.

Policja przeprowadzała działania profilaktyczne w szkołach, o ile dyrektorzy szkół zgłosili takie zapotrzebowanie.  Co przy braku rozpoznania (także przez same szkoły) skali zjawiska cyberprzemocy oraz ograniczonych możliwościach kadrowych komend, mogło powodować, że działania te były skierowane do uczniów, wśród których cyberprzemoc nie jest największym problemem. Zachodziło jednocześnie ryzyko, że działalność profilaktyczna nie obejmowała tych środowisk, w których problem ten występował w znacznym nasileniu. W latach 2013-2016 skontrolowane jednostki Policji również nie prowadziły analiz i diagnoz dotyczących tego zjawiska. Brak analiz określających skalę zjawiska cyberprzemocy na terenie działania objętych kontrolą jednostek Policji wynikał również z faktu, że dostępne w komendach systemy informatyczne nie pozwalały na wygenerowanie jednoznacznej statystyki zdarzeń dotyczących cyberprzemocy, w szczególności wśród młodych osób.

Skontrolowane jednostki Policji wraz z podległymi komisariatami, w latach 2013-2016 przyjęły łącznie 89 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstw związanych z cyberprzemocą. Zawiadomienia w powyższych sprawach składali przede wszystkim rodzice lub opiekunowie prawni małoletnich (ponad 67 proc.). Jedynie trzy sprawy podjęto w wyniku własnych działań Policji. Postępowania przygotowawcze wszczęto w 82 sprawach, przy czym aż jedna trzecia z nich została umorzona głównie ze względu na niewykrycie sprawców.

Kontrola wykazała także dużą dysproporcję pomiędzy ujawnionymi zdarzeniami dotyczącymi cyberprzemocy w szkołach, a opinią samych uczniów na temat skali tego zjawiska. W latach szkolnych 2013/2014-2016/2017 w skontrolowanych szkołach wystąpiło 60 zdarzeń związanych z cyberprzemocą wśród uczniów (średnio 2 przypadki cyberprzemocy na szkołę w roku szkolnym).

Ujawnione przypadki cyberprzemocy stanowiły niewielki procent (średnio 2 proc.) w porównaniu do liczby uczniów uczęszczających do tych szkół. Natomiast wyniki badania ankietowego przeprowadzonego przez NIK w skontrolowanych szkołach wskazują, że z problemem cyberprzemocy zetknęło się ok. 40 proc. ankietowanych uczniów. Ponadto badania ankietowe w szkołach wykazały, że zdaniem ok. 43 proc. nauczycieli zjawisko cyberprzemocy występuje w szkołach, których uczą. Zaprezentowane wyżej dane mogą świadczyć o tym, że rzeczywista liczba zdarzeń dotyczących cyberprzemocy nie jest znana.

Kontrola wykazała, że ofiarom zgłoszonej cyberprzemocy udzielono odpowiedniego wsparcia, a w stosunku do sprawców cyberprzemocy zastosowano właściwe, zgodne z procedurami konsekwencje. Dla przykładu, w jednej ze skontrolowanych szkół po stwierdzeniu aktów cyberprzemocy podjęto m.in. następujące działania: przeprowadzono interwencyjne indywidualne rozmowy z uczniami (ofiarą, sprawcami, świadkami zdarzenia), rozmowy z innymi uczniami i zaproszonymi rodzicami, nawiązano współpracę z jednostką Policji, a także poinformowano rodziców o przysługujących środkach ochrony prawnej. Ponadto zastosowano odpowiednie formy pomocy psychologicznej dla ofiary i oceniono efekty podjętych działań. W stosunku do sprawców cyberprzemocy wyciągnięto stosowne konsekwencje.

Jak radzić sobie z cyberprzemocą

W jednym z gimnazjów uczennica poinformowała wychowawczynię, że jest  wyśmiewana, dręczona, a nawet dostaje groźby na portalu społecznościowym od uczennicy innego gimnazjum. Wychowawczyni prześladowanej uczennicy zawiadomiła o tym fakcie dyrekcję szkoły, pedagoga i rodziców. Dyrektor szkoły przekazała informację o zdarzeniu dyrekcji szkoły, do której uczęszczała sprawczyni cyberprzemocy, a ponadto zgłosiła sprawę do właściwej jednostki Policji. Uczennicy udzielono wsparcia pedagogicznego oraz monitorowano, czy sytuacja się nie powtarza.

Wszystkie skontrolowane podmioty, przystępując do realizacji działań w zakresie cyberprzemocy, nie określały mierzalnych celów ich realizacji oraz wskaźników pozwalających na pomiar dokonań. Uniemożliwiało to dokonanie oceny adekwatności, skuteczności i efektywności realizowanych zadań oraz nie pozwalało zmodyfikować działań, które w praktyce okazały się nietrafione.

Wnioski

Po zakończonej kontroli NIK wskazała na potrzebę kontynuowania przez Ministra Edukacji Narodowej podjętych, również w związku z kontrolą NIK, działań koordynujących w zakresie upowszechniania w szkołach dobrych praktyk dotyczących zapobiegania i przeciwdziałania cyberprzemocy oraz wypracowania skutecznych procedur w tym obszarze.  Uznała także za konieczne  wypracowanie przez Ministra Edukacji Narodowej oraz Komendanta Głównego Policji wspólnej koncepcji działań pozwalających na odpowiednie identyfikowanie problemu cyberprzemocy wśród dzieci i młodzieży oraz właściwy przepływ informacji pomiędzy szkołami i jednostkami Policji w tym zakresie. NIK wskazała także na potrzebę identyfikowania przez dyrektorów szkół i komendantów właściwych jednostek Policji zjawiska cyberprzemocy wśród dzieci i młodzieży oraz prowadzenia wspólnych i skoordynowanych działań profilaktycznych wśród uczniów dotkniętych lub zagrożonych tym zjawiskiem oraz podejmowania przez dyrektorów szkół działań zachęcających uczniów do ujawniania przypadków cyberprzemocy oraz stworzenia im dogodnych do tego warunków.

Bitcoin – trudny aspekt rozrachunkowy

Bitcoin jest coraz częściej wykorzystywany w transakcjach handlowych, a w konsekwencji również ujmowany przez jego użytkowników w ewidencji księgowej i podatkowej. Atutami kryptowaluty, oprócz jej czysto rozliczeniowego charakteru, są jej ograniczona podaż, rosnąca świadomość o wariantach jej wykorzystania oraz częściowa legalizacja na rynkach światowych. Dzięki tym zaletom bitcoin staje się alternatywnym źródłem inwestowania oraz rozliczania transakcji.

Jednak ocena skutków posiadania bitcoinów w obecnym stanie prawnym powoduje liczne wątpliwości. Dotyczą one kwestii podatkowych, rachunkowych, a także formalnych.

Stanowisko Ministerstwa Finansów

W piśmie z dnia 28 czerwca 2013 r. Ministerstwa Finansów do Marszałka Sejmu (BPS/043-30-1238/13) resort stwierdził, że bitcoin nie spełnia definicji pieniądza elektronicznego (stanowisko takie konsultowane było zarówno z Narodowym Bankiem Polskim, jak i Komisją Nadzoru Finansowego), ponieważ nie spełnia przesłanek wynikających z ustawy z dnia 12 września 2002 r. o elektronicznych instrumentach płatniczych. Zgodnie z tą ustawą, aby wirtualna waluta została uznana za pieniądz elektroniczny, konieczne jest wydanie dyspozycji wynikającej z umowy do zamiany wartości nominalnej środków pieniężnych na wartość wirtualną nie mniejszą niż ta wartość nominalna. Jak stanowi wskazane pismo, tylko wpłata do banku kwoty w pieniądzu gotówkowo lub bezgotówkowo spełnia ten warunek, gdyż relacja kwoty wpłaconej równa jest wartości kwoty wirtualnej. Natomiast wartość bitcoina wynosi zero, a ponadto nie posiada on statusu waluty. Jednocześnie w tym samym piśmie stwierdza się, że pomimo tego, iż wirtualna waluta bitcoin nie spełnia definicji pieniądza elektronicznego, jego „wydobywanie” oraz obrót nim nie stanowią naruszenia prawa.

Ministerstwo stwierdza, że wirtualna waluta nie mieści się w kategorii instrumentu finansowego (w tym jednostki pieniężnej, instrumentu rynku pieniężnego, papieru wartościowego, elektronicznego instrumentu płatniczego) pomimo tego, że katalog instrumentów finansowych – a szczegółowiej rzec ujmując, instrumentów finansowych o charakterze pochodnym – nie ma charakteru zamkniętego, w sensie wynikającym z ustawy o obrocie instrumentami finansowymi oraz ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych.

Niewątpliwie powyższe podejście fiskusa powoduje określone konsekwencje w rozliczeniach podatkowych.

Skutki podobne do barteru

Ponieważ wirtualna waluta nie może być traktowana jako pieniądz elektroniczny, to obrót nią i opodatkowanie transakcji z jej udziałem podatkiem dochodowym przebiega – zgodnie z wyjaśnieniami Ministerstwa Finansów – jak obrót prawami majątkowymi, a nie środkami płatniczymi. Wymianę BTC na inne dobro można porównać do wymiany barterowej: prawa majątkowe są wymieniane na inne usługi lub towary.

Bitcoiny mogą być m.in. wydobywane i otrzymywane w ramach transakcji wymiany. Generowanie bitcoinów polega na produkcji waluty poprzez tzw. koparki. Wydobycie waluty jest związane
z poniesieniem kosztów, wynikających przede wszystkim ze zużycia energii elektrycznej i sprzętu komputerowego. Niewątpliwie produkcja „normalnych” wyrobów gotowych jest analogiczna do „wydobycia” wirtualnej waluty. „Wydobywający” nie jest w stanie z góry określić wielkości wydobycia, tym samym wszelkie koszty pośrednie stałe powinny być traktowane jako ponoszone w związku z normalną wielkością produkcji i odnoszone do kosztu wytworzenia.

Ponieważ koszt wytworzenia w poszczególnych okresach będzie się od siebie różnił, stosowanie metod rozchodu (FIFO, LIFO, średnioważona) zastrzeżonych dla instrumentów finansowych wydaje się zasadne. Tym samym wartość początkowa „wydobytych” monet powinna być równa wartości w koszcie wytworzenia.

W przypadku nabycia waluty w ramach transakcji wymiany wartość początkowa powinna być, zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami, równa wartości godziwej wydanego towaru lub usługi. Wartość godziwa powinna zostać zatem ustalona na poziomie ceny sprzedaży netto dla analogicznej transakcji rozliczanej w środkach pieniężnych.

Jeżeli wirtualną walutę potraktujemy jak ekwiwalent środka pieniężnego, z rachunkowego punktu widzenia do wyceny rozchodu waluty można zastosować przepisy art. 34d ust. 8 ustawy o rachunkowości (metody FIFO, LIFO, średnioważona).

Wycena – BTC jako instrument finansowy

Jeżeli traktuje się wirtualną walutę jak instrument finansowy, niewątpliwie na potrzeby bilansowe należy zaklasyfikować ją do krótko- albo długoterminowych aktywów finansowych. Trzeba też określić zasady jej wyceny bilansowej.

Mimo że Ministerstwo Finansów nie uznaje BTC za wirtualną walutę, to dla celów bilansowych BTC może być ekwiwalentem środka pieniężnego i wycena posiadanych na dzień bilansowy bitmonet powinna przebiegać analogicznie do wyceny bilansowej środków pieniężnych.

W myśl ustawy o rachunkowości środki pieniężne i ich ekwiwalenty zalicza się do krótkoterminowych aktywów finansowych i wycenia w wartości godziwej. Wycena bitmonet w wartości godziwej, co do zasady, powinna oznaczać ich ujęcie w księgach rachunkowych w kwocie zgodnej z bieżącym kursem giełdowym z uwzględnieniem zasady ostrożnej wyceny.

Jednakże ani ustawa o rachunkowości, ani rozporządzenie ministra finansów z dnia 12 grudnia 2001 r. w sprawie szczegółowych zasad uznawania, metod wyceny, zakresu ujawniania i sposobu prezentacji instrumentów finansowych nie stanowią wprost, że BTC można uznać za instrument finansowy.

Wniosek taki można natomiast wysnuć na podstawie jednej z naczelnych zasad rachunkowości, tj. zasady przewagi treści ekonomicznej nad formą prawną.

Aspekt rozrachunkowy

Stale rosnąca popularność wirtualnej waluty daje nadzieję, że Ministerstwo Finansów zajmie w przyszłości w sprawie bitmonet stanowisko poszerzone o aspekt rozrachunkowy, wskaże standard ujęcia bilansowego oraz da organom podatkowym wytyczne co do tego, w jaki sposób powinny one postępować w sprawach, w których środkiem płatności jest kryptowaluta.

Do momentu wypracowania jasnych reguł opodatkowania wirtualnej waluty interes podatkowy każdego z jej użytkowników może być zabezpieczony poprzez uzyskanie indywidualnej interpretacji przepisów prawa podatkowego. Przydatny okazać się może również zwykły audyt podatkowy i rachunkowy.

Autorzy: doradca podatkowy Paulina Mirkowicz, mec. Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Wynajem nieruchomości krótkoterminowy vs długoterminowy

Na światowych rynkach nieruchomości coraz większą popularność zdobywa wynajem krótkoterminowy. Jest to alternatywa dla jego długoterminowego odpowiednika, który obecnie jest preferowany przez polskich inwestorów. Skąd zatem te różnice? Czy wynajem krótkoterminowy ma szansę zdominować rodzimy rynek nieruchomości?

Najnowsze statystyki Eurostatu pokazują, że obecnie zaledwie 16,5 proc. Polaków mieszka w wynajmowanych lokalach, przy średnio 40 proc. w innych europejskich krajach, m.in. w Niemczech, Austrii. Dodatkowo, gdy skonfrontujemy to z pozostałymi danymi, które mówią, że aż 43,5 proc.[1] ludzi w wieku 25-34 lat mieszka z rodzicami, a na jednego Polaka przypada średnio 1,1 pokoju (średnia dla Unii Europejskiej to aż 1,6) to można wywnioskować, że rodzimy rynek nieruchomości wciąż znacząco różni się od tego z Europy Zachodniej.

–  Nie ma wątpliwości, że polski rynek nieruchomości nie jest jeszcze tak rozwinięty jak na Zachodzie, co jest dobrą informacją dla deweloperów oraz inwestorów. Szczególnie ci drudzy powinni zwrócić uwagę na sygnały, które wysyła rynek. Kupno mieszkania w celu ulokowania oszczędności to nadal jeden z najlepszych pomysłów na lokatę kapitału. Możliwość zysku oraz przede wszystkim posiadania aktywa trwałego, które nie straci szybko na wartości, to obecnie największe plusy tego typu inwestycji – mówi Agata Stradomska z RE/MAX Polska, części globalnej sieci biur nieruchomości RE/MAX.  – Dochodzi jeszcze jednak pytanie o to, który rodzaj wynajmu będzie dla nas korzystniejszy – dodaje Agata Stradomska z RE/MAX Polska.

Dla kogo wynajem krótkoterminowy?

Najem krótkoterminowy jest określany w dniach oraz tygodniach. W Polsce zyskuje na popularności szczególnie w dużych miastach oraz miejscowościach turystycznych. Jest to alternatywa dla osób, które spędzają poza domem kilka-kilkanaście dni w związku z pracą czy wypoczynkiem. Zamiast wynajmować pokój w hotelu lub pensjonacie, można wybrać nowocześnie urządzony lokal w bloku mieszkalnym, apartamentowcu lub kamienicy. Jednak najważniejszą cechą tej inwestycji jest to, że może zapewnić dużo większy przychód niż standardowe rozwiązanie. Należy jednak pamiętać, że zwielokrotnienie zysków wiąże się w dużej mierze z włożoną pracą. O ile w podczas najmu długoterminowego praca inwestora jest minimalna, zmienia się w rozwiązaniu krótkoterminowym. Wynajmujący musi dbać o prowadzenie kalendarza rezerwacji, sprzątanie, wydawanie i odbiór kluczy oraz wszelkie działania marketingowe. Inwestor może zdecydować się na zlecenie tych działań wyspecjalizowanym firmom, lecz wtedy jego dochód zmaleje o ok. 20-40 proc. Należy pamiętać, że w tym przypadku przygotowanie mieszkania pochłonie dużo więcej czasu i kosztów, ponieważ jego standard powinien być znacznie wyższy. Inwestor musi przygotować się również na to, że obłożenie mieszkania będzie wynosiło ok. 40-60 proc. roku. Jednakże ceny mieszkań pokazują, że włożona praca przynosi wymierne efekty w postaci przychodów. Według danych booking.com, w Warszawie, ceny za dobę w małym 2-osobowym apartamencie zaczynają się od ok. 150 zł (średnio ok. 300 zł), a większe lokale 3-/4-osobowe kosztują od 250 zł do nawet 800 zł.

Długie i stabilne przychody

Najem długoterminowy jest określany w miesiącach, a nawet latach. Wynajmującemu zapewnia długie i stałe przychody, a najemcy daje stabilność i bezpieczeństwo mieszkania. Obecna sytuacja rynkowa powoduje, że inwestor zazwyczaj nie będzie miał pustego mieszkania dłużej niż kilka tygodni w roku. Natomiast od strony najemcy najważniejszy w tym przypadku jest czynsz, dlatego jeżeli miesięczna opłata oscyluje w okolicach średniej rynkowej to niemal w każdym mieście znajdzie się osoba chętna do wynajmu. Według danych portalu otodom.pl (za lipiec 2017), średnie miesięczne ceny wynajmu mieszkania 38-60 mkw. w Krakowie to przeciętnie ok. 2000 zł,  w Gdańsku około 2500 zł, a w Warszawie – 2815 zł. Oczywiście na wysokość czynszu ma wpływ zarówno standard mieszkania, jak i jego lokalizacja.

Siły na zamiary

Obecnie na polskim rynku dominują mieszkania pod wynajem długoterminowy, jednakże trendy rynkowe pokazują, że inwestorzy w nieruchomości mogą zastanawiać się nad alternatywną formą zarobku. – Najem krótkoterminowy wydaje się być atrakcyjny głównie w największych miastach, m.in. Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, w których jest duży popyt na usługi noclegowe. Natomiast w miejscowościach turystycznych, m.in. miejscowościach nadmorskich, trzeba pod uwagę wziąć ich sezonowość. Jest to szansa na szybki i duży zarobek, ale niesie on za sobą zarówno duże nakłady pracy, jak i inwestycje finansowe. Dlatego też, podejmując decyzję inwestycyjną, należy bardzo dokładnie przeanalizować rynek, porównać zarówno konieczne koszty, jak i możliwe do uzyskania przychody, a także oszacować nakłady czasowe i organizacyjne, na które możemy sobie pozwolić – podsumowuje Agata Stradomska z RE/MAX Polska, części globalnej sieci biur nieruchomości RE/MAX.

[1] Według danych dostępnych na: https://krd.pl/Centrum-prasowe/Informacje-prasowe/2016/Rodzice-200-

Światowy wzrost przyspiesza, ale nie wszystkie siły napędowe rozwoju gospodarczego są zsynchronizowane

Chociaż wzrost światowego PKB przyspieszył w pierwszej połowie 2017r. do najwyższego poziomu od dwóch lat, to niektóre elementy napędzające rozwój gospodarczy na świecie nie są zsynchronizowane – ocenia Euler Hermes, wiodący na świecie ubezpieczyciel należności handlowych.

W swoim ostatnim raporcie z badań, zatytułowanym “Powiew wzrostu”, departament badań ekonomicznych spółki podsumował ogólnie dobre tempo wzrostu. Na tym tle rozczarowujący jest obraz USA, uspokajająca perspektywa europejska i zyskujące na stabilności rynki wschodzące. Prognozy wzrostu światowego PKB to nadal +2.9% dla 2017 r. i dla 2018 r., jako siódmy z kolei rok poniżej 3% tempa wzrostu. Korekt w górę dokonano dla strefy euro (+0.2 p.p. do +1.9%), Chin (+0.4 p.p. do 6.7%) i Japonii (+0.1 p.p. do 1.3%). Są one zrównoważone przez korekty w dół dla USA (-0.1 p.p. do 2.2%), Ameryki Łacińskiej (-0.2 p.p. do +1.2%), Środkowego Wschodu (-0.2 p.p. do +2.1%) i Afryki Południowej (-0.4 p.p. do +0.6%).

Wzrost światowego PKB przyspiesza raczej w dobrym niż w szybkim tempie, ostatecznie osiągając najwyższy poziom od dwóch lat. Jednak za tym pozytywnym obrazem kryją się znaczne różnice w gospodarkach poszczególnych krajów” – powiedział Ludovic Subran, główny ekonomista Euler Hermes.

Chociaż wzrost PKB przygasł w USA, był on – na odwrót – silny w Chinach dzięki wcześniejszym bodźcom, a w strefie euro – solidny, głównie ze względu na wzrost eksportu. Pewność przedsiębiorstw także znacząco wzrosła gdy tylko odczuły one w końcu impuls silniejszego popytu i większą możliwość kształtowania cen, co nastąpiło po kilku latach niemrawego wzrostu. Wysokie wskaźniki zaufania przedsiębiorstw zwiastują także dalszy wzrost inwestycji i stopniowo poprawiający się rynek pracy. To połączenie powinno stymulować wzrost wydatków prywatnych w przyszłości” – dodał Subran.

Euler Hermes zidentyfikował pięć kluczowych czynników stymulujących przyspieszenie światowego wzrostu, a także pięć zagrożeń dla jego jakości wzrostu.

Pięć czynników pobudzających światowy wzrost

  • Inflacja – Tworząc nominalny bodziec dla zaufania i inwestycji, inflacja częściowo powraca ze wzrostem cen w 2017 zasadniczo stymulowanym cenami surowców. Euler Hermes przewiduje umiarkowane tempo trendu reflacji.
  • Zwiększona konsumpcja i inwestycje – Sprzedaż detaliczna przyspieszyła w skali globalnej, zwłaszcza w USA i Chinach, utrzymując dobre tempo w strefie euro gdzie poziomy zaufania są bezprecedensowe. Cykl inwestycji także zaczyna rosnąć.
  • Akcelerator eksportu – Ożywienie światowego eksportu w pierwszej połowie 2017 r. utrzymywało się zarówno w kategoriach wielkości jak i wartość – po 2 latach spadku wartości wymiany handlowej. W kwietniu br. wzrost światowego eksportu towarów wzrósł o +2.3% rok do roku
  • Działania wspomagające – Po tym, gdy globalna płynność finansowa osiągnęła rekordowo wysokie poziomy (ponad 19 bilionów USD), polityka pieniężna powinna nadal pozostać szeroko dostępna i hojna, pomimo korekt bilansu.
  • Ryzyko polityczne – Postrzegane ryzyko polityczne generalnie zmniejszyło się, z wyjątkiem USA. Polityczne „kuksańce” zostały zapewne niedocenione w stymulacji wzrostu. 

Pięć globalnych ryzyk dla jakości wzrostu

  • Reflacja może wywołać efekt “szczękowy” – Chociaż reflacja (zwiększona skala inflacji jako reakcja na okres, w którym ceny kształtowały się poniżej kosztów produkcji) jest obecnie pozytywna dla obrotu przedsiębiorstw i konsumpcji gospodarstw domowych, to istnieje ryzyko, iż w efekcie zbyt wysokich kosztów marże i siła nabywcza mogą ulec osłabieniu.
  • Cykl inwestycyjny jest w większości finansowany długiem – Powrót do normalnych cyklów biznesowych niesie ze sobą ryzyko osiągnięcia szczytu wzrostu raczej szybciej, niż później. Na przykład w USA połączenie rekordowej liczby nowych zamówień i miejsc pracy wraz z wyższym poziomem zadłużenia prywatnego, bez budżetowych środków stymulujących na szeroką skalę mogą skutkować spowolnieniem już przed końcem 2017r.. Wyższe poziomy zadłużenia stanowią także podstawę do obaw w Europie (dług publiczny) i na głównych rynkach wschodzących (dług prywatny). Podniesienie stóp procentowych może być zagrożeniem dla cyklu inwestycyjnego, zwłaszcza tam, gdzie poziomy zadłużenia już są wysokie. Dotyczy to w szczególności krajów Ameryki Łacińskiej i Azji.
  • Protekcjonizm – Protekcjonizm nie znika, chociaż liczba nowych środków protekcjonistycznych stabilizuje się, w tym w takich krajach jak Argentyna, Indie, Rosja i USA. Tendencja do skracania łańcuchów dostaw jest dodatkowo wzmacniana przez finansową bałkanizację (upadek bankowości transgranicznej, wycofywanie się pożyczkodawców z bardziej ryzykownych operacji zagranicznych – zamykanie się we własnych granicach). Globalna skala całkowitego transgranicznego finansowania lokalnych potrzeb kredytowych nadal spada, pomimo zwiększania się udziału importu w zamówieniach produkcyjnych.
  • „Na kapciu” nowego kryzysu – Decydenci polityczni są skupieni na ryzykach wynikających z niedostatecznie jeszcze odbudowanego pola działania przed następnym kryzysem. Fiasko polityki może spowodować znaczące napięcia finansowe w Europie, zwłaszcza we Włoszech, a także w USA.
  • Ryzyka polityczne i rynkowe mogą się wkrótce na siebie nałożyć – Po rekordowym poziomie ryzyka politycznego w Europie, teraz w centrum uwagi znajdują się Stany Zjednoczone. W Europie obecnie nie rysuje się poważny kryzysy polityczny lub finansowy, chociaż niepewność polityczna w Wielkiej Brytanii wciąż nie będzie sprzyjać stabilności finansowej wraz z postępem negocjacji z wiązanych z Brexitem. Euler Hermes przewiduje, że wzrost PKB Wielkiej Brytanii będzie nadal malał (+1.4% w 2017 r.; +1.0% w 2018 r.) wraz z odczuwaniem przez konsumentów coraz większego zmniejszenia ich realnej siły nabywczej.

Energia elektryczna i ropa z łupków bitumicznych – technologia dla wybranych?

Na samym początku warto zadać sobie pytanie, czym w ogóle są łupki bitumiczne. To skały osadowe posiadające znaczną ilość kerogenu (tzw. niedojrzałej ropy), którego podgrzanie do odpowiedniej temperatury doprowadza do uwolnienia ropy i gazu. Ich wydobycie przypomina górnictwo odkrywkowe i głębinowe węgla w Polsce.

W efekcie spalania łupków bitumicznych z 1 tony surowca można wytworzyć 850 kWh energii elektrycznej. Współcześnie stosowana technologia pozwoliła na znaczące obniżenie poziomu emisji pyłów, azotu i siarki podczas tego procesu. Dzięki temu elektrownie, w których paliwem są łupki, spełniają standardy i normy europejskie. Warto jednak zaznaczyć, że poziom emisji znacząco spada, jeżeli łupki bitumiczne są wykorzystywane nie tylko do spalania, a przy zastosowaniu opracowanej w Estonii technologii Enefit 280 wytwarza się z nich również ropę łupkową i gaz syntetyczny (z 1 tony łupków bitumicznych można wtedy wyprodukować 125 kg ropy łupkowej i 35 Nm3 gazu syntetycznego).

Globalne zasoby łupków bitumicznych są gigantyczne. Chociaż występują na każdym kontynencie zamieszkanym przez człowieka, a wielkość ich złóż niemal trzykrotnie przekracza rozmiary złóż ropy (około 900 mld ton względem około 300 mld ton), są rzadko stosowanym surowcem w energetyce. Są jednak kraje, które z powodzeniem wykorzystują przemysłowo łupki bitumiczne.

Najzasobniejsze złoża tego surowca znajdują się na terenie Stanów Zjednoczonych, Chin i Rosji. Jednak największym przetwórcą łupków bitumicznych na świecie jest małe państwo bałtyckie, Estonia, w której eksploatuje się aż 70% światowego wydobycia łupków. Według szacunków, estońskie zasoby wystarczą nawet na kolejne 100 lat. Oprócz Estonii, łupki bitumiczne wydobywane są przemysłowo m.in. w Brazylii, Chinach oraz Niemczech, gdzie produkuje się z nich cement.

Estonia potęgą w łupkach bitumicznych

Łupki bitumiczne stały się powszechnym źródłem energii w Estonii już na początku XX wieku. Popularyzacja ich wydobycia i technologii pozwalającej na wytwarzanie energii elektrycznej i ropy łupkowej pozwoliło Estonii stać się w ostatnich latach najbardziej niezależnym energetycznie państwem Unii Europejskiej.

Ogromny udział w światowej eksploatacji łupków bitumicznych związany jest z działalnością Grupy Eesti Energia – estońskiego państwowego koncernu energetycznego, będącego największym na świecie przetwórcą tego surowca, który wydobywa ponad 13 mln ton łupków bitumicznych rocznie.

Eesti Energia posiada największe na świecie elektrownie opalane łupkami bitumicznymi. Kompleks położony w okolicy miasta Narwa zaopatruje ponad 90% Estonii w energię elektryczną, a Grupa sprzedaje rocznie 9 TWh energii elektrycznej. Zakłady Eesti Energia wytwarzają ponad 300 tys. ton ropy łupkowej, czyli syntetycznej ropy naftowej, wykorzystywanej zarówno do produkcji energii elektrycznej, jak i przez producentów ciepła, przedsiębiorstwa energetyczne, producentów paliw dla statków, firmy budownictwa drogowego, firmy rolnicze i inne.

Elektrownie Eesti Energia korzystające z paliwa w postaci łupków bitumicznych z powodzeniem zapewniają stabilny dopływ energii elektrycznej i sprawiają, że Estonia jest jedynym z państw regionu Bałtyku posiadającym nadwyżkę energetyczną ponad krajową konsumpcję. Dobre wyniki produkcyjne przekładają się też na wzrost gospodarczy kraju. W I kw. br. estońska gospodarka wzrosła o 4,4% i znaczny udział w tym wyniku miał przemysł łupków bitumicznych.

Eksport technologii

Swoim bogatym doświadczeniem w wykorzystaniu łupków bitumicznych Estończycy starają się też dzielić z innymi krajami. Eesti Energia zaimplementowała już technologię produkcji energii elektrycznej  oraz produktów ropopochodnych z łupków bitumicznych w Jordanii, gdzie rozpoczęto budowę elektrowni o mocy 554 MW. Inwestycja o wartości 2,1 mld dolarów ma zostać zakończona w 2020 r. Jest to pierwszy tego typu eksport technologii poza Estonię.

Autorem komentarza jest Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit Polska, która w czerwcu otrzymała od URE koncesje na obrót energią elektryczną i paliwami gazowymi w Polsce. Enefit jest częścią estońskiej grupy Eesti Energia – największego wytwórcy energii elektrycznej w krajach bałtyckich.

Kariera jak na rollercoasterze czy krok po kroku?

Są pracownicy, których ścieżkę kariery można porównać do przejażdżki kolejką górską – zdarzają im się spektakularne sukcesy, ale i bolesne porażki. Są też tacy, których droga zawodowa przebiega znacznie spokojniej – konsekwentnie zmierzają w górę, krok za krokiem. Czy któryś z modeli kariery można uznać za najcenniejszy dla firmy? A może wręcz przeciwnie – lepiej zadbać o ich różnorodność w zespole?

Zawodowy rollercoaster

Z karierą jak z życiem – zdarzają się wzloty i upadki – szczególnie widoczne jest to u pracowników, których ścieżkę zawodową można porównać do rollercoastera. Taka osoba zwykle posiada wyjątkowe kompetencje, ciekawe realizacje w portfolio i spore sukcesy osiągnięte często w dużych i znanych firmach. – Zaczyna działać z ogromnym entuzjazmem, czego efekty nie raz są spektakularne – inicjuje procesy optymalizujące pracę organizacji, jest motorem napędowym zmian i właśnie dlatego warto ją mieć w zespole. Podobnie jak kolejka górska, tak i ten typ pracownika wznosi się na wyżyny, aby po chwili opaść z impetem. Trzeba uważać,  aby nie pociągnął z sobą ważnego dla firmy kontraktu. Zaangażowanie takiej osoby szybko spada, przełożony powinien pracować z nią coachingową nad  rozwijaniem poczucia odpowiedzialności za swoje zadania, organizacja zaś, gdy dostrzega pierwsze zwiastuny potencjalnego „upadku” może zapobiegać mu poprzez zaproponowanie kolejnego zadania, które na nowo rozbudzi entuzjazm i motywację pracownika – komentuje Anna Olszewska-Konopa, trener biznesu z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland.

Specjalista zawsze przygotowany

Przeciwwagę dla czasem nieprzewidywalnego rollercoastera stanowi specjalista, który zawsze jest gotowy do profesjonalnej realizacji przypisanych mu zadań. Wie, co robić, kiedy nagle pojawia się złożony projekt z krótkim terminem realizacji, jest samodzielny i proaktywny, dba o jakość i odpowiednie tempo wykonywanej pracy. – Specjalista posiada spory zasób praktycznej wiedzy, jednak zagrożeniem dla osób o tym typie kariery jest poprzestanie na tym, co już znane i sprawdzone, czyli zawodowa stagnacja. W takiej sytuacji rolą przełożonego jest zachęcanie i inspirowanie pracownika do rozwoju oraz śledzenia nowinek z branży – mówi Anna Olszewska-Konopa z Integra Consulting Poland.

Tu zwycięża talent

Niebezpieczeństwo spoczęcia na laurach jest za to mniejsze w przypadku pracowników określanych mianem talentów. Ci zwykle sami z siebie chcą się doskonalić w dziedzinie, którą się zajmują i która niejednokrotnie jest ich pasją. Firmy różnie definiują, co oznacza dla nich talent, często wspólnym mianownikiem jest właśnie potencjał rozwojowy, wybitne przyczynianie się do realizacji planów organizacji czy unikatowy zestaw kompetencji. O ile w przypadku pracownika-rollercoastera czy specjalisty dość oczywiste jest, że zespoły nie powinny składać się wyłącznie z takich typów zawodowych osobowości, to mogłoby się wydawać, że te złożone z samych talentów będą funkcjonować fantastycznie. Eksperci ostrzegają jednak, że to krótkowzroczna perspektywa. W takiej ekipie szybko może bowiem pojawić się atmosfera rywalizacji i zabraknąć chętnych do wykonywania zadań prostych i powtarzalnych, a niezbędnych do sprawnego funkcjonowania organizacji.

Krok po kroku

Z realizacją tych ostatnich zwykle problemu nie mają natomiast osoby, których typ kariery można określić jako „krok po kroku”, a zobrazować za pomocą schodków, które oznaczają sukcesywne budowanie swoich kompetencji. Pracownik, który w taki sposób buduje swoją pozycję zawodową, jest zwykle związany z organizacją od początków swojej kariery, zasilił zespół jeszcze na stanowisku juniorskim, osiągając następnie kolejne szczeble specjalizacji. Niewątpliwą jego zaletą jest to, że przyczynia się do stabilności przedsiębiorstwa oraz dystrybucji wiedzy wśród jej pracowników. Kiedy taka osoba zaczyna współpracę i jej samoświadomość jeszcze nie jest tak zaawansowana, firma może jej pomóc w rozpoznaniu i rozwijaniu mocnych stron oraz budowaniu tożsamości zawodowej. Może to skutkować silniejszym związaniem z misją i wizją organizacji, a także jej rozwojem. Trzeba jednak uważać, aby taki członek zespołu nie stał się zbyt mało samodzielny i proaktywny, bo za bardzo przyzwyczaił się do polegania na poradach innych.

Może wydawać się, że jednorodny zespół to świetny pomysł, ponieważ osobom o podobnym podejściu do pracy łatwiej będzie nawiązać pozytywne relacje i wzajemnie motywować się do rozwoju, a jednocześnie efektywnie pracować na sukces firmy. Okazuje się jednak, że w rzeczywistości znacznie bardziej przyczyni się do niego różnorodność ekipy. – Na przykładzie naszego teamu widzimy, że aby zespół funkcjonował efektywnie i stabilnie, powinien opierać się na wzajemnym uzupełnianiu i dopasowaniu jego członków, dlatego tak ważne jest, żeby tworzyli go przedstawiciele różnych typów kariery. Ułatwia to osiągnięcie efektu synergii i pozytywnie wpływa na atmosferę w miejscu pracy i  jakość realizacji – podsumowuje Miłosz Wójcik, CEO z Appchance, producenta oprogramowania.

Super import „superżywności”

Polacy chętnie podchwytują trendy żywieniowe z zagranicy. Jedną z modnych kategorii produktów spożywczych, które zrobiły furorę na polskim rynku, są tzw. superfoods. Ich popularność widać także w danych handlowych. Jak wskazuje międzynarodowa instytucja płatnicza AKCENTA, wzrosty ich importu potrafią być imponujące.

Mianem superfoods określa się produkty spożywcze, bogate w związki bioaktywne i składniki odżywcze, którym przypisuje się wyjątkowo pozytywny wpływ na zdrowie. Ta kategoria, stworzona na potrzeby marketingu, nie ma zamkniętej listy. Do superfoods można zaliczyć produkty, które występują w Polsce i są nam dobrze znane, jak czosnek, miód czy natka pietruszki. Jednak duża część „superżywności” ma egzotyczne pochodzenie. To one najczęściej kojarzone są z tą kategorią i cieszą się wyjątkową popularnością, o czym świadczą chociażby dane o ich imporcie, wskazuje instytucja płatnicza AKCENTA. – To właśnie dzięki importerom Polacy mogą korzystać z tak dużego wyboru produktów, które nie występują naturalnie w naszym kraju. Po danych handlowych widać, jak błyskawicznie firmy reagują na nowe trendy i jak szybko potrafią sprowadzić do Polski nawet najbardziej orientalne i mało komu znane towary – mówi Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału AKCENTY.

Olej kokosowy dobry na wszystko

Jednym z największych hitów wśród superfoods w Polsce jest olej kokosowy. Jeszcze kilka lat temu mało kto o nim słyszał, dziś znajdziemy go bez problemu w supermarketach, dyskontach czy drogeriach. Polacy polubili go ze względu na praktyczność i odżywcze właściwości. Olej kokosowy jest niezwykle uniwersalny, może być wykorzystywany zarówno w kuchni, jak i w pielęgnacji. Zawiera unikalną kombinację kwasów tłuszczowych, w tym kwas laurynowy, który ma antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybiczne właściwości. Olej kokosowy ponadto pomaga także w redukcji tkanki tłuszczowej, a stosowany zewnętrznie potrafi świetnie nawilżać. Nic dziwnego, że GUS odnotował w zeszłym roku aż 80 proc. wzrost wartości importu tego superfood w porównaniu z rokiem 2015. Łącznie do kraju trafiło w zeszłym roku ponad 1,1 mln kg oleju kokosowego o wartości blisko 10,8 mln zł. Duża część wwozu trafia do Polski przez kraje takie jak Niemcy, Holandia czy Wielka Brytania, lecz jest on także sprowadzany bezpośrednio z państw, które są jego znaczącymi producentami, jak Sri Lanka, Filipiny, Indonezja czy Indie.

Jak pokazuje przypadek oleju kokosowego, polscy importerzy potrafią wyczuwać nisze i współpracować bezpośrednio z kontrahentami z nawet bardzo odległych i egzotycznych miejsc. Dzięki temu, mogą konkurować z firmami dostarczającymi te same produkty z Zachodu. To oczywiście wymaga większego wysiłku, jednak może zwrócić się importerom w postaci wyższej marży – komentuje Radosław Jarema z AKCENTY.

Zielony hit

Wymieniając superfoods, które zrobiły w Polsce zawrotną karierę, warto wspomnieć o awokado. Wg danych GUS, przywołanych przez AKCENTĘ, wartość importu tego owocu do Polski przekroczyła w zeszłym roku 106 mln zł, notując 18 proc. wzrost r/r. Jak wskazuje ekspert AKCENTY, wwóz awokado już od pewnego czasu notuje wyjątkowe wyniki. Między rokiem 2010 a 2016 wartość importu tego owocu wzrosła aż 6,5-krotnie. – Na tle importu innych, popularnych egzotycznych owoców, jak banany czy mandarynki, awokado wydaje się mikrusem. Popyt hamuje przede wszystkim jego wysoka cena. Jednak jak widać, moda robi swoje i coraz więcej Polaków sięga po ten zielony przysmak – dodaje Radosław Jarema. Awokado jest bowiem nie tyko smaczne, ale bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe, które zmniejszają ryzyko miażdżycy, obniżają poziom cholesterolu we krwi, jak również poprawiają metabolizm. Dietetycy zwracają uwagę, że owoc ten poprawia pracę mózgu, chroni serce przed chorobami, wspomaga pracę układu trawiennego, a także działa dobrze na wzrok. Na krajowe półki sklepowe awokado najczęściej trafia z Hiszpanii, Izraela, Peru oraz z Republiki Południowej Afryki.

Karob, zdrowsza alternatywa dla kakao

Wiele superfoods występuje pod różnymi nazwami, karob bije je pod tym względem wszystkie na głowę. Bywa określany mianem drzewa karobowego, ceratonii, szarańczyna strąkowego. Na tym się nie kończy, bo jego strąki też mają swoją nazwę – chleb świętojański. Właśnie z tych strączków powstaje mączka chleba świętojańskiego, również określana jako karob. Ta sproszkowana wersja karobu bywa porównywana do superfood’owego kakao. W przeciwieństwie do proszku z nasion kakaowca jest on naturalnie słodki, nie ma alergenów i kofeiny, ma za to podobny smak i kolor. Jest również bogaty w wapń, potas oraz przeciwutleniacze. Ten przedstawiciel kategorii superfoods dopiero przeciera sobie w Polsce szlaki, lecz już notuje wyraźne sukcesy. W 2016 roku wartość sprowadzonego do Polski karobu podwoiła się i wyniosła 522 tys. zł. Najwięcej kilogramów mączki chleba świętojańskiego trafiło do naszego kraju z Hiszpanii, Holandii i Japonii.

Superfood Inków na polskim talerzu

Do grona superfoods zaliczane są często produkty, których niezwykłe właściwości ludzie wykorzystywali już tysiące lat temu. Takim hitem z historyczną przeszłością jest doceniana już przez państwo Inków komosa ryżowa, znana też jako quinoa. Moda na zdrową żywność i superfoods przywróciła ten produkt do łask. To „święte zboże Inków” jest bowiem niezwykle cennym źródłem pełnowartościowego białka, błonnika, zdrowych kwasów tłuszczowych oraz wielu witamin i składników mineralnych. Przypisuje się jej właściwości antynowotworowe, jest też świetnym uzupełnieniem diety dla wegetarian i alergików. Z Ameryki Południowej najczęściej sprowadzana jest do Polski z Peru, Boliwii i Ekwadoru. Część trafia na polski rynek przez kraje Europy Zachodniej, jak Holandia czy Niemcy. Przysmak Inków najwyraźniej trafia w gusta Polaków, wartość importu quinoa wzrosła bowiem w 2016 r. o 12% w porównaniu z rokiem 2015, do 3,8 mln zł.

Hit spod wody

Wodorosty i algi, w tym chlorella i spirulina, to kolejne modne produkty z grona superfoods. Włączenie tych podwodnych roślin do diety jest korzystne m.in dla. prawidłowego działania tarczycy i układu krwionośnego. Do ich stosowania zachęca także działanie przeciwzapalne i przeciwnowotworowe. Wodorosty i algi pomagają także dbać o ciało z zewnątrz, są popularnym składnikiem kosmetyków. Wartość importu dla tej kategorii wzrosła w Polsce w roku ubiegłym aż o 39% w ujęciu rok rocznym, sięgając prawie 10,5 mln zł. Najważniejszym dostawcą wodorostów do Polski jest Francja.

Produktów określanych mianem superfoods wciąż przybywa. Polscy konsumenci polubili odkrywanie nieznanych smaków i coraz chętniej włączają do swojej diety modne nowości. Importerzy żywności powinni więc trzymać rękę na pulsie, bo, jak widać, popyt na te towary może być ogromny – podsumowuje ekspert AKCENTY.

Bitcoin – zagrożenia i możliwości inwestowania w kryptowaluty

Paweł Michalak –  radca prawny, współzałożyciel oraz partner kancelarii MKZ Partnerzy.
Paweł Michalak –  radca prawny, współzałożyciel oraz partner kancelarii MKZ Partnerzy.

Obecnie w obiegu internetowym istnieje kilkaset walut kryptograficznych, a wartość jednego bitcoina – najpopularniejszej i najstarszej z nich – sięga nawet 15 000 PLN. Jednak wraz ze wzrostem zainteresowania tego rodzaju inwestycjami, mnożą się również wątpliwości oraz świadomość zagrożeń, które niesie za sobą system zaszyfrowanej i zdecentralizowanej wymiany danych.

Jest to stosunkowo nowy rodzaj płatności i wiele krajów, w tym Polska, nie stworzyło jeszcze norm prawnych, które regulowałyby korzystanie z nich w pełni legalny sposób. W polskim prawie brak jest uregulowania walut kryptograficznych w związku z niezwykle dynamicznym rozwojem tej technologii. Pomimo to, możemy znaleźć w nim kilka pojęć normatywnych, które odnoszą się do szeroko rozumianego pieniądza, m.in.: pieniądz elektroniczny, prawny środek płatniczy, środek płatniczy, waluta czy też instrument finansowy itp. Kryptowalut nie można jednak określać żadnym
z wymienionych pojęć, a polskie ustawodawstwo nie zostało jeszcze dostosowane do realiów obrotu nimi.

Nie blokuje to jednak coraz większego zainteresowania kryptowalutami, które cieszą się stosunkowo szybką, ale przede wszystkim wysoką stopą zwrotu. Można je kupić i sprzedać
w odpowiednikach kantorów i giełd walutowych. Powstają również specjalne platformy płatnicze, na których oprócz wymiany realnych pieniędzy na wirtualne można zakupić towary i usługi od firm dołączających do nich. Sceptycy podkreślają jednak potencjał spekulacyjny dość nieobliczalnego rynku. Nowe zagrożenia niesie również brak możliwości kontroli przepływu danych przez podmioty trzecie np. banki oraz trudność identyfikacji tożsamości osób biorących udział w wymianie, którą zapewnia zdecentralizowany system przesyłania danych. Opiera się on na zapisach transakcji pomiędzy różnymi adresami, które są przechowywane w tzw. blockchainie (czyli księdze głównej). Nie jest on jednak odporny na kradzieże, które polegają na nieuprawnionym skopiowaniu prywatnego klucza do portfela użytkownika i pozyskaniu adresu, a następnie użyciu go do transferu bitcoinów na inny adres.

Płatności za pomocą walut cyfrowych dokonywane są bez udziału banków, pośredników oraz w wielu przypadkach anonimowo. Pomimo wzmożonej ochrony danych osobowych oraz założenia, że kryptowaluta ma przede wszystkim pozwolić zachować anonimowość użytkownikowi,  jednym z głównym zagrożeń są kwestie związane z zapewnieniem odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa portfela użytkownika czyli konta, na którym przechowywane są prywatne klucze dostępu, służące również do dokonywania transakcji.

Należy również pamiętać, że transakcje za pomocą bitcoinów mają charakter nieodwołalny oraz nieodwracalny. Pomimo teoretycznego namierzenia adresu, na który został dokonany transfer, z uwagi na anonimowość, problemem pozostaje ustalenie tożsamości złodzieja. Możliwość odbierania i wysyłania wirtualnych pieniędzy przez Internet anonimowo, bez udziału osób trzecich, powoduje, że egzekwowanie prawa staje się niemożliwe.

Tym samym jedynym z największych zagrożeń atrakcyjnej anonimowości systemu jest wprowadzanie do obrotu pieniędzy pochodzących z nielegalnych źródeł. Zorganizowane grupy przestępcze wykorzystują walutę do przekazywania między sobą środków np. ze sprzedaży niedozwolonych farmaceutyków czy narkotyków. Kryptowaluty mogą również stanowić doskonałe narzędzie do finansowania działalności terrorystycznej. Mimo wielu mnożących się wątpliwości stanowią one przyszłość, a ich rozwój będzie szedł w parze z pracami nad wprowadzeniem narzędzi, które zwiększą ich kontrolę, a także bezpieczeństwo transakcji i środków.

Paweł Michalak –  radca prawny, współzałożyciel oraz partner kancelarii MKZ Partnerzy.

Wyspy Marshalla – korzyści podatkowe z założenia spółki offshorowej

Przedsiębiorca szukający rozwiązań, które zminimalizują obciążenia podatkowe w jego firmie, powinien zwrócić uwagę na korzyści wynikające z założenia spółki w jurysdykcjach podatkowych, w których przepisy fiskalne pozwalają redukować koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Jednym z bardziej konkurencyjnych państw stwarzających dogodne i bezpieczne warunki do prowadzenia działalności jest Republika Wysp Marshalla.

To niewielkie wyspiarskie państwo położone na Oceanie Spokojnym składa się z 1225 wysp znajdujących się w zachodniej części Pacyfiku w archipelagu wysp Mikronezji. Z uwagi na położenie polityczno-ekonomiczne Wyspy Marshalla nie tylko stanowią atrakcyjny kierunek wyjazdów turystycznych, lecz także przyciągają uwagę inwestorów i podmiotów gospodarczych z całego świata.

Koniunktura gospodarcza Wysp Marshalla

Formalnie Wyspy Marshalla uzyskały pełną autonomię dopiero w 1986 r., kiedy to weszło w życie porozumienie o wolnym stowarzyszeniu zawarte pomiędzy Republiką Wysp Marshalla a rządem Stanów Zjednoczonych. Zawarcie umowy stowarzyszeniowej z USA zapewniło wysoki poziom stabilności politycznej i ekonomicznej Republiki. Do najważniejszych gałęzi gospodarki tego kraju należą produkcja rolnicza, rybołówstwo oraz turystyka, stanowiąca coraz bardziej znaczące źródło dochodów budżetu państwa. Jednak w głównej mierze gospodarka Republiki opiera się na dotacjach rządu Stanów Zjednoczonych, który w zamian za prowadzenie prób nuklearnych na wyspach Pacyfiku po zakończeniu II wojny światowej zobowiązał się do pomocy finansowej dla Wysp Marshalla i w dalszym ciągu wywiązuje się ze swoich deklaracji. Wsparcie pieniężne USA de facto przełożyło się na kształt obowiązujących przepisów prawnych, w tym również przepisów podatkowych.

Stabilność systemu prawnego

Prawo spółek obowiązujące w Republice Wysp Marshalla jest wzorowane na rozwiązaniach przyjętych w amerykańskim stanie Delaware, uchodzących za wzorzec optymalizacji podatkowej. Wyspy Marshalla niemalże w całości implementowały do swojego porządku prawnego prawodawstwo stanowe, włączając w to prawo zwyczajowe (common law). Rejestr handlowy Wysp Marshalla, odpowiadający polskiemu Krajowemu Rejestrowi Sądowemu, został całkowicie sprywatyzowany, co pozwoliło podnieść poziom obsługi podmiotów gospodarczych.

Na tle innych jurysdykcji podatkowych prawo handlowe Wysp Marshalla wyróżnia elastyczność formuł prowadzenia działalności przez spółki kapitałowe. Dzięki niej to państwo stwarza bardzo dogodne warunki do zakładania tzw. offshorowych spółek kapitałowych. Do podstawowych udogodnień wynikających z prowadzenia spółki kapitałowej w tym kraju należą m.in.:

  • brak jakichkolwiek uregulowań dotyczących minimalnej wysokości kapitału zakładowego spółki,
  • możliwość powołania jednoosobowego zarządu spółki,
  • zniesienie wymogów sporządzania sprawozdania finansowego oraz badania go przez biegłego rewidenta,
  • możliwość odbywania posiedzeń zarządu i walnego zgromadzenia poza terytorium Wysp Marshalla.

Korzyści podatkowe

Lokalne prawodawstwo pozwala także tworzyć spółki, które w zasadzie nie są w ogóle opodatkowane podatkiem dochodowym. Spółki z zagranicznym kapitałem zakładane na Wyspach Marshalla są zwolnione m.in. z podatku dochodowego, korporacyjnego, podatku od aktywów, podatku od obrotów, opłat skarbowych, kontroli dewizowych i wszelkich innych podatków i opłat państwowych. Nie mają również obowiązku składania sprawozdań finansowych z działalności spółki. Jednym z niewielu obowiązków administracyjnych jest obowiązek uiszczania jednorazowej należności publicznoprawnej w postaci rocznej, zryczałtowanej opłaty na rzecz podmiotu prowadzącego rejestr spółek. Co najistotniejsze, wszystkie wypłaty z dochodu spółki offshore z siedzibą na Wyspach Marshalla na rzecz podmiotu niebędącego rezydentem Republiki (zarówno spółki, jak i osoby fizycznej) zwolnione są w tym kraju z podatku od dywidendy.

Poufność na Wyspach Marshalla

Innym atutem tego wyspiarskiego państewka jest bardzo wysoki poziom poufności informacji dotyczących struktury właścicielskiej zakładanych spółek. Wszelkie dane członków zarządu są poufne, gdyż przechowuje je i przetwarza wyłącznie agent rejestrowy spółki. Dokumenty rejestrowe spółki pozostają poza obszarem zainteresowania lokalnej administracji państwowej. Oznacza to, iż nie istnieją żadne urzędowe rejestry, na podstawie których można byłoby ustalić udziałowców spółki.

Wymiana informacji podatkowych

Niewątpliwym walorem Republiki Wysp Marshalla jest również to, że prawie nie współpracuje ona z innymi jurysdykcjami podatkowymi przy wymianie informacji podatkowych. Owa współpraca fiskalna ograniczyła się wyłącznie do zawarcia stosownych umów, przy współpracy z OECD, o wymianie informacji podatkowych, tzw. Tax Information Exchange Agreements (TIEAs), m.in. ze Stanami Zjednoczonymi, Norwegią, Szwecją czy Australią. Z punktu widzenia polskiego przedsiębiorcy istotne jest, że co prawda Polska utrzymuje stosunki dyplomatyczne z Republiką Wysp Marshalla, jednakże na gruncie fiskalnym te państwa faktycznie ze sobą nie współpracują. Oznacza to, że przedsiębiorca decydujący się na założenie spółki na Wyspach Marshalla nie będzie narażony na jakiekolwiek kontrole ze strony administracji podatkowej, tym bardziej że władze Wysp Marshalla i lokalne ustawodawstwo zapewniają wysoki poziom poufności prowadzonych transakcji i kładą duży nacisk na ochronę kapitału i inwestycji zagranicznych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

NIK skontrolowała ograniczanie szarej strefy w gospodarce

NIK sprawdziła działania aparatu skarbowego i ministra finansów mające na celu zwalczanie szarej strefy. Zdaniem NIK nie udało się uzyskać wyraźnej poprawy relacji wpływów budżetowych i zatrzymanych nienależnych zwrotów VAT, choć minister finansów zainicjował stosowne regulacje prawne.

NIK podkreśliła, że w latach 2012–2015 pogorszyła się skuteczność poboru podatków. Kluczowym problemem pozostawała niewystarczająca skuteczność organów kontroli skarbowej oraz organów Służby Celnej w ograniczaniu niekorzystnych zjawisk w gromadzeniu dochodów podatkowych.

Dlatego też celem ostatniej kontroli NIK była ocena rzetelności i skuteczności tych działań organów kontroli skarbowej oraz Służby Celnej, które mają ograniczyć szarą strefę w gospodarce. Przeprowadzona została w Ministerstwie Finansów, czterech urzędach kontroli skarbowej, czterech izbach celnych oraz czterech urzędach celnych. Kontrola obejmowała okres od 1 stycznia 2015 r. do 30 czerwca 2016 r.

Ustalenia kontroli

W ocenie NIK minister finansów rzetelnie monitorował skuteczność obowiązujących rozwiązań prawnych i organizacyjnych, zlecał wykonywanie kontroli w priorytetowych obszarach ryzyka oraz analizował wyniki działań organów kontroli skarbowej i organów Służby Celnej.

Jak stwierdziła NIK, najwięcej zjawisk szarej strefy występuje obecnie w obszarach wyrobów energetycznych (w tym paliw), wyrobów tytoniowych i alkoholu etylowego (w tym alkoholu całkowicie skażonego), gier hazardowych (także urządzanych za pośrednictwem Internetu), obrotu elektroniką i metalami szlachetnymi, a także robót budowlanych. NIK pozytywnie oceniła działania Służby Celnej polegające na ograniczaniu szarej strefy w obszarze wyrobów tytoniowych oraz nielegalnego urządzania gier na automatach.

Ustaliła też, że przy mniejszej liczbie przeprowadzonych kontroli organy kontroli skarbowej ujawniły nieprawidłowości na wyższe kwoty. Urzędy kontroli skarbowej przeprowadziły w 2014 r. 6426 kontroli rozliczeń podatkowych (prawie 80 proc. zakończonych zostało decyzją lub korektą deklaracji przez podatnika), w 2015 r. prawie 6000 kontroli (82 proc. zakończonych wydaniem decyzji lub złożeniem korekty deklaracji), a w I półroczu 2016 r. wykonano 2651 kontroli (83 proc. zakończonych zostało decyzją lub korektą deklaracji).

Znacznemu obniżeniu uległy natomiast kwoty nieprawidłowości ustalone w kontrolach podatkowych prowadzonych przez celników.

Ponadto rosną z roku na rok kwoty ustaleń w podatkach wymierzone w decyzjach pokontrolnych i wynikające z korekt deklaracji złożonych przez podatników. W 2015 r. wyniosły 18,5 mld zł, co daje wzrost o 75 proc. w stosunku do 2014 r. Z kolei w 2016 r. kwoty te wyniosły 22,2 mld zł i były wyższe o 20 proc. niż w 2015 r.

Nastąpił wzrost wpływów z tytułu nienależnych zwrotów VAT. Kwoty te wyniosły 974 mln zł w 2014 r., 1,31 mld zł w 2015 r. oraz 2,35 mld zł w całym 2016 r. Z roku na rok rosły też wpływy z tych kwot do budżetu: w 2014 r. – 747 mln zł, w 2015 – 1,14 mld zł, a w 2016 r. – 1,32 mld zł.

Nadal nie udało się jednak uzyskać wyraźnej poprawy relacji wpływów budżetowych i zatrzymanych nienależnych zwrotów VAT w wyniku przeprowadzonych postępowań kontrolnych do kwoty ustaleń ogółem.

NIK stwierdziła też, że niezbyt skuteczne były zabezpieczenia zobowiązań podatkowych dokonane na majątku podatników. Inną bolączką jest długotrwałość, a w niektórych przypadkach przewlekłość postępowań organów kontroli skarbowej. Badanie 62 postępowań kontrolnych wykazało, że trwały one od 98 dni do prawie 4 lat, a średni czas postępowania wyniósł aż 464 dni.

Niezadowalający jest też czas reakcji na ryzyko wystąpienia nieprawidłowości. W analizowanych sprawach organy kontroli skarbowej wszczynały kontrole planowe średnio po 8 miesiącach, a kontrole doraźne po 3 miesiącach.

Wnioski pokontrolne

NIK skierowała do Ministra Finansów wnioski o:

  • przygotowanie pracowników do korzystania z nowych rozwiązań prawnych oraz z danych, do których raportowania w ostatnim czasie zobowiązani zostali przedsiębiorcy (przede wszystkim w zakresie VAT oraz CIT),
  • wyspecjalizowanie grup zajmujących się wyłącznie zwalczaniem najgroźniejszych dla gromadzenia dochodów państwa nadużyć,
  • efektywniejsze typowanie podmiotów do kontroli oraz prowadzenie kontroli z większym wykorzystaniem technik informatycznych,
  • monitorowanie skuteczności nowych rozwiązań prawnych mających uszczelnić system podatkowy,
  • istotne skrócenie czasu reakcji na zidentyfikowane duże ryzyka wystąpienia nieprawidłowości,
  • zapewnienie niezwłocznego podejmowania postępowań karnych skarbowych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Podniesienie kapitału zakładowego w spółce – aspekty podatkowe

Jednym z najpowszechniejszych sposobów dokapitalizowania spółki jest podwyższenie kapitału zakładowego. Można go dokonać, podwyższając wartość nominalną udziałów istniejących albo ustanawiając całkowicie nowe. Każda z powyższych czynności będzie skutkowała obowiązkiem zapłacenia podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC). W jaki sposób można zmniejszyć koszty związane z podwyższeniem kapitału zakładowego, od którego wartości oblicza się opłatę notarialną oraz podatek od czynności cywilnoprawnych?

W sytuacji gdy zgromadzony przez spółkę kapitał jest niewystarczający do prowadzenia działalności gospodarczej, niezbędnym krokiem jest zasilenie przedsiębiorstwa dodatkowymi środkami finansowymi. Istnieje kilka możliwości dokapitalizowania spółki – poprzez podwyższenie kapitału podstawowego z agio, dopłatę czy długoterminową pożyczkę od właścicieli. Niemniej jednak spółki bardzo często decydują się na inne wyjście, jakim jest podwyższenie kapitału zakładowego. Warto zatem przeanalizować konsekwencje podatkowe optymalnego dokapitalizowania spółki poprzez podwyższenie jej kapitału zakładowego.

Jeżeli spółka podwyższy kapitał zakładowy, zapłaci PCC

Kapitał zakładowy określany jest niekiedy jako kapitał założycielski. Ma to związek przede wszystkim z faktem, że stanowi on pierwotny wkład właścicieli wniesiony przy założeniu spółki. Jego wysokość można zmieniać w trakcie rozwoju przedsiębiorstwa – ta możliwość wykorzystywana jest stosunkowo często. Pamiętać jednak należy, że wartość kapitału musi być spójna z danymi rejestru handlowego, umową spółki oraz statusem jednostki gospodarczej.

Dokapitalizowanie spółki poprzez podwyższenie kapitału pociąga za sobą konsekwencje podatkowe w zakresie podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC). Wskazują na to jednoznacznie przepisy Ustawy z dnia 9 września 2000 r. o podatku od czynności cywilnoprawnych (Dz.U. z 2017 r., poz. 1150, dalej: „u.p.c.c.”). Zgodnie z art. 1 ust. 1 pkt 2 u.p.c.c. zmiana umowy spółki podlega opodatkowaniu podatkiem od czynności cywilnoprawnych. Dodatkowo art. 1 ust. 3 pkt 2 u.p.c.c. wskazuje, że za zmianę umowy spółki uważa się w spółce kapitałowej podwyższenie kapitału zakładowego z wkładów lub ze środków spółki oraz dopłaty. W tym miejscu warto przeanalizować kwestie związane z podstawą opodatkowania i jej wysokością.

Podstawa opodatkowania i koszty podwyższenia kapitału

Podstawą opodatkowania w przypadku podwyższania kapitału zakładowego jest wartość dokonywanych wkładów, na co wskazuje art. 6 ust. 1 pkt 8 lit. b u.p.c.c. Ustawy z dnia 15 września 2000 r. Kodeks spółek handlowych (Dz.U. z 2016 r., poz. 1578, dalej: „k.s.h.”). Takie rozwiązanie gwarantuje realność wyceny aportu w odniesieniu do spółki akcyjnej (art. 311–3121 k.s.h.) oraz spółki komandytowo-akcyjnej (art. 126 § 1 pkt 2 k.s.h. w zw. z art. 311–3121 k.s.h.), a także spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (art. 175 § 1 k.s.h.). Ze względu na to, że w przepisach ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych nie ma odniesienia do wartości rynkowej, wycena dokonana przez spółkę nie może być podważana przez organ podatkowy.

Zgodnie z art. 7 ust. 1 pkt 9 u.p.c.c. stawka podatku wynosi 0,5%. Istotne dla przedsiębiorstwa jest przede wszystkim określenie przez ustawodawcę terminu obowiązku podatkowego. Powstaje on z chwilą podjęcia uchwały o podwyższeniu kapitału spółki (art. 3 ust. 1 pkt 2 u.p.c.c.), a zapłata podatku musi nastąpić w terminie 14 dni od dnia powstania obowiązku podatkowego (art. 10 ust. 1 u.p.c.c.). Na podstawie art. 6 ust. 9 u.p.c.c. wartość należnego podatku dla organu skarbowego pomniejsza się o koszty związane z procedurą jego podwyższenia, tj. o kwotę taksy notarialnej (wraz z podatkiem od towarów i usług) pobraną przez notariusza oraz opłaty związane z rejestracją zmian w Krajowym Rejestrze Sądowym. Podstawę opodatkowania PCC stanowić będzie zatem wartość wkładów przekazanych na podwyższenie kapitału zakładowego. Natomiast nadwyżka przelana na kapitał zapasowy nie będzie podlegała obowiązkowi podatkowemu (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z dnia 29 stycznia 2013 r., nr IBPBII/1/436-377/12/Asz).

Warto zauważyć, że art. 11 ust. 1 pkt 4 u.p.c.c. umożliwia uzyskanie zwrotu zapłaconego podatku m.in. w sytuacji, gdy podwyższenie kapitału zostanie zarejestrowane w wysokości niższej niż określona w uchwale. Zapewnia to efektywne zwiększanie kapitału spółki, która zagwarantuje obciążenie podatkiem od czynności cywilnoprawnych jedynie rzeczywistego podwyższenia kapitału, potwierdzonego stosownym wpisem w rejestrze przedsiębiorców. Jeżeli podwyższenie kapitału spółki nie zostanie zarejestrowane lub zostanie zarejestrowane w wysokości niższej, podatek będzie zwracany w całości lub w części.

Czy przychód spółki podwyższającej kapitał zakładowy też podlega opodatkowaniu?

Przychodów otrzymanych przez spółkę na pokrycie kapitału zakładowego nie zalicza się do przychodów podatkowych, co skutkuje tym, że nie są one opodatkowane podatkiem dochodowym od osób prawnych (CIT). Powyższe wywieść należy z art. 12 ust. 4 pkt 4 Ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz.U. z 2016 r., poz. 1888, dalej: „ustawa o CIT”). Stanowi on, że do przychodów nie zalicza się przychodów otrzymanych na powiększenie kapitału zakładowego osoby prawnej.

Do przychodów spółki nie należy zaliczać również kwot i wartości stanowiących agio, a więc nadwyżkę ponad wartość nominalną objętych udziałów lub akcji, otrzymanych przy ich wydaniu i przekazanych na kapitał zapasowy spółki (art. 12 ust. 4 pkt 11 ustawy o CIT).

Warto rozważyć wszystkie możliwości dokapitalizowania

Podjęcie decyzji o dokapitalizowaniu spółki powinno być bardzo starannie przemyślane i zaplanowane. Osoby zarządzające przedsiębiorstwem powinny rozważyć różne sposoby dofinansowania spółki. Podwyższenie kapitału zakładowego jest wszak jedynie jedną z kilku możliwości, którą przewidują przepisy prawa. Warto przyjrzeć się innym sposobom dokapitalizowania spółki np. w sytuacji, kiedy zgromadzone środki finansowe nie są wystarczające do prowadzenia działalności. Analiza finansowa i prawna opisywanego procesu nie może być oderwana od sytuacji prawnej konkretnego przedsiębiorstwa.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Wrzesień pokaże skuteczność znowelizowanego prawa, dotyczącego ścigania dłużników alimentacyjnych

Liczba dzieci, które nie dostają alimentów szacowana jest na 1 mln. Z 18 miast wojewódzkich pochodzi obecnie już 52 850 dłużników alimentacyjnych, co stanowi 17 proc. wszystkich zgłoszonych do BIG InfoMonitor niesolidnych rodziców (310 038) wobec 16,1 proc. przed trzema miesiącami. Statystycznie więc, problem niealimentacji występuje w największych miastach dwa razy częściej, niż na pozostałych terenach Polski.

Zmiany w prawie wprowadzają drastyczne zmiany. – Wrzesień pokaże skuteczność znowelizowanego prawa, dotyczącego ścigania takich dłużników – mówi w rozmowie z MarketNews24 Halina Kochalska z BIG InfoMonitor.

Wartość alimentów mieszkańców aglomeracji wynosi na koniec lipca 1,92 mld zł, czyli 17,5 proc. całości zadłużenia.

Reforma podatków i ZUS zamiast wydłużenia okresu preferencyjnych składek

Propozycja Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, aby wydłużyć okres obniżonych składek ZUS, ma, zdaniem autorów, rozwiązać problem zamykania działalności przez część samozatrudnionych po upływie dwóch lat. Jednak część tych działalności gospodarczych powstaje tylko i wyłącznie po to, by skorzystać z obniżonych składek ZUS.

– Po takiej zmianie firmy będą zamykane nie po dwóch, ale po trzech latach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Trzeciakowski, ekspert FOR. – Ta propozycja ministerstwa nie rozwiązuje problemu.

Faktycznym problemem w ocenie FOR jest wysokie opodatkowanie osób o niskich dochodach – dotyczy to nie tylko osób prowadzących działalność gospodarczą, ale także pracujących na podstawie innych umów.

Docelowym rozwiązaniem powinna być reforma podatków i składek na ubezpieczenie społeczne, zmniejszająca opodatkowanie wszystkich pracujących osób o najniższych dochodach, a nie tylko samozatrudnionych. Takie rozwiązanie pozwoliłoby wciągnąć więcej osób na legalny rynek pracy i przyczyniłoby się do szybszego wzrostu gospodarczego w kraju.

Punktem wyjścia reformy mogłoby być proponowane od lat przez FOR podniesienie kosztów uzyskania przychodów i w efekcie zmniejszenie opodatkowania osób pracujących.

W 2005 roku wicepremier Jerzy Hausner w rządzie Marka Belki, przy zgodzie wszystkich klubów parlamentarnych, obniżył ZUS dla samozatrudnionych na pierwsze dwa lata prowadzenia działalności w na celu ułatwienie startu początkującym przedsiębiorcom. Obniżenie zryczałtowanej składki na ZUS jest istotne w początkowym okresie funkcjonowania firmy, kiedy dopiero buduje ona swoją pozycję na rynku.

Jednak preferencyjne traktowanie osób prowadzących firmę, w stosunku do pozostałych pracujących, sprawia, że część osób rejestruje działalność gospodarczą tylko i wyłącznie w celu skorzystania z niższych składek ZUS. Stawiany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) problem zamykania części firm po upływie dwóch lat dotyczy tak naprawdę trzech różnych przypadków:

  1. Firm, które nie osiągnęły jeszcze odpowiedniej skali. Dla niektórych przedsiębiorców okres dwóch lat może być zbyt krótki, by osiągnąć stałe dochody pozwalające na comiesięczne opłacenie ponad 1 100 zł zryczałtowanej składki ZUS i NFZ, niezależnie od dochodów.
  2. Firm, które nigdy nie osiągną wystarczającej skali by opłacać pełen ZUS. Część działalności gospodarczych ma charakter sezonowy czy pracy dorywczej i dla nich 1100 zł jest wielkością zaporową.
  3. Firm, które powstały tylko i wyłącznie w celu skorzystania z ulgi podatkowej. Pracownik kosztujący pracodawcę 6 000 zł otrzymuje tylko ok. 3 500 zł netto. Przechodząc na działalność gospodarczą i zamiast umowy o pracę wystawiając byłemu pracodawcy fakturę na 6 000 zł otrzyma ponad 4 500 zł netto.

Informacja w wywiadzie gospodarczym

Mówiąc o działalności wywiadowczej w ogóle, a o działalności wywiadu gospodarczego w szczególności, zazwyczaj mamy na myśli zdobywanie (uzyskiwanie) informacji wywiadowczych. Wiele miejsca poświęca się metodom zdobywania informacji. Podkreślana jest rola wywiadu ze źródeł otwartych („białego wywiadu”) przy pozyskiwaniu ogromnej większości niezbędnych informacji, a także znaczenie wywiadu osobowego przy zdobywaniu informacji szczególnie cennych. Niewiele jest publikacji, które zwracają uwagę na bardzo istotny etap działalności wywiadowczej, jakim jest tzw. praca informacyjna. Leży ona u podstaw działalności każdego wywiadu, w tym oczywiście również u podstaw prowadzonego we właściwy sposób wywiadu gospodarczego.

By wyjaśnić znaczenie pracy informacyjnej, prowadzonej w ramach działalności wywiadowczej, najpierw należy rozróżnić podstawowe pojęcia wchodzące w jej skład. Pojęciami tymi są: dane, informacja, wiedza. Kiedy szef przedsiębiorstwa oświadcza, że aby podjąć określoną decyzję, trzeba ogarnąć ogromną ilość informacji, to nieświadomie popełnia podstawowy błąd pojęciowy, myląc terminy „dane” i „informacja”. W istocie człowiek ten posiada wiele danych, natomiast brakuje mu informacji.

Zrozumienie tej różnicy pozwala uczynić proces podejmowania decyzji bardziej efektywnym. W uproszczeniu różnica między powyższymi pojęciami jest następująca. Dane oparte są na faktach. Zaliczyć można do nich statystyki, fragmenty informacji o personaliach (danych osobowych), podmiotach gospodarczych, tj. o wszystkim, co stanowi przedmiot zainteresowania operacyjnego. Jeżeli danymi nazywamy wszystko to, co jest przetwarzalne, to informacja jest danymi, ale nie każde dane są informacją, np. „gołe” liczby są zawsze danymi, ale jeśli nadamy im znaczenie w określonej dziedzinie, to są też informacją, np. (5) i (5 stopni Celsjusza za naszym oknem). Dyletantom wydaje się, że dane mogą nam o czymś konkretnym powiedzieć, ale prawda jest inna. Nikt nie może podjąć właściwej decyzji, jeżeli bazuje tylko na danych, niezależnie od tego, jaka jest ich objętość, dokładność lub szczegółowość.

Natomiast informacja stanowi pewien zbiór danych, które zostały wybrane (z całości uzyskanych danych), opracowane i przeanalizowane, co powoduje, że można je wykorzystać do dalszych działań. Poddane syntezie rozwiązania i zalecenia tworzą końcowy produkt informacyjny czyli wiedzę. Osobie, która podejmuje decyzje, w tym decyzje gospodarcze, niezbędne są informacja i wiedza, a nie proste dane.

Charakterystyki i wymagania wobec informacji wywiadowczej

W teorii informacji termin „informacja” charakteryzowany jest na wiele różnych sposobów. Warto przyjrzeć się tym charakterystykom, aby przystępując do przekształcania danych w informację lub poddając samą informację analizie lub/i syntezie w celu przygotowania właściwych wniosków/rekomendacji, móc ocenić jej wagę, znaczenie, aktualność itp. Informacja wywiadowcza występuje na rynku jako towar i jak każdy towar posiada swoje charakterystyki: jakościowe, ilościowe i wartościowe.

Charakterystyki jakościowe:

Wiarygodność informacji – miara przybliżenia danej informacji do informacji źródłowej lub, inaczej mówiąc, dokładność przekazania informacji. Często się zdarza, że dane przekazywane ustnie przez osoby trzecie mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Obiektywność informacji – miara odzwierciedlenia rzeczywistości przez daną informację. Oznacza informację oczyszczoną z ewentualnych zniekształceń, takich jak defekty systemowe uzyskania i przekazania informacji, oddziaływanie złej woli, zniekształcenia subiektywne o charakterze psychicznym. Po zastosowaniu tzw. procedur oczyszczenia wielu specjalistów uważa, że mamy już do czynienia z informacją w stu procentach gotową do wykorzystania. Jednak obiektywność w świecie wywiadu nie jest taka oczywista. W każdej sprawie może okazać się, że prawd jest wiele. Odkrycie jednej z nich często okazuje się nie najistotniejsze.

Jednoznaczność informacji – oprócz obiektywności informację powinna cechować jednoznaczność. Jako przykład wyciągnięcia przeciwstawnych wniosków przy wykorzystaniu niejednoznacznej informacji można przytoczyć następującą anegdotę: Sherlock Holmes i dr Watson wyruszyli na wycieczkę. Rozbili obóz na brzegu rzeki i przyjemnie spędzili dzień. W środku nocy Holmes budzi Watsona i pyta: „Watson, co pan może powiedzieć o świecących nad nami gwiazdach?”. Poziewując i posapując, Watson odpowiedział: „Jeśli gwiazdy tak dokładnie widać, to znaczy, że nie zakrywają je chmury, jeśli nie ma chmur, to znaczy, że jutro będzie wspaniała pogoda, a w związku z tym jutro również przyjemnie spędzimy dzień”.

„Jesteś kretynem, Watson – odpowiedział Holmes – nam po prostu ukradli namiot”.

Przykład ten świadczy o tym, że wiarygodna informacja, nawet jeśli jest obiektywna, nie zawsze okazuje się odpowiednia do tego, by wyciągnąć ostateczne wnioski i wymyślić optymalne rozwiązania. Albo też sama obiektywność może okazać się „wieloznaczna”. Oceniać obiektywność można jedynie w kategoriach prawdopodobieństwa: bardzo prawdopodobnie – prawdopodobnie – mało prawdopodobnie itd. W praktyce do oceny jakości otrzymanych danych stosuje się prostsze i wygodniejsze charakterystyki. Dotyczą one przede wszystkim oceny źródeł i kanałów, dzięki którym otrzymano informację.

Wiarygodność źródła – stopień przybliżenia źródła do miejsca powstania informacji. Absolutnie wiarygodnej informacji od źródeł „informacyjnych” nie ma.

Po pierwsze, źródło może dysponować tylko taką informacją, do której ma dostęp. Opinia źródła powinna być oddzielona od faktów będących w jego posiadaniu. Kiedy mamy do czynienia bezpośrednio z osobą będącą źródłem informacji, wiarygodność źródła często błędnie zamieniana jest subiektywnie na zaistniały między nami poziom wzajemnego zaufania. Niekiedy bywa tak, że autorytet źródła zastępuje jego realne możliwości informacyjne.

Po drugie, jeżeli źródło nie dysponuje odpowiednią wiedzą specjalistyczną, to może stać się ofiarą dezinformacji lub złośliwego oszustwa trzeciej strony. W tej sytuacji źródło w dobrej wierze może przekazywać nam fałszywe informacje.

Rząd informacji (procedura przekazania informacji) – w zależności od liczby elementów pośredniczących pomiędzy pierwotnym źródłem a ostatecznym odbiorcą informację można zakwalifikować jako pierwszego, drugiego, trzeciego lub jeszcze niższego rzędu. Wraz ze zwiększeniem liczby elementów pośredniczących maleje wiarygodność przekazywanej informacji. W biznesie na przykład biznesplan opatrzony wszelkimi wymaganymi podpisami i pieczęciami może stanowić informację pierwszego rzędu, natomiast wiadomość w środkach masowej informacji o tym planie – informację drugiego, trzeciego lub jeszcze niższego rzędu, w zależności od tego, ile osób pośredniczyło w przygotowaniu wiadomości o wspomnianym biznesplanie. Można uznać, że przekazywana w pośredni sposób informacja traci na swojej wiarygodności podobnie, jak to ma miejsce w znanej zabawie w głuchy telefon.

Charakterystyki ilościowe:

Pełność (nasycenie) informacji wyraża stopień tego, na ile uzyskana informacja wyczerpuje potrzeby informacyjne rozpoznania prowadzonego w ramach wywiadu gospodarczego. Sprawdzić ten parametr informacji można stosunkowo prosto, uświadamiając sobie znaczenie wyrażenia „dziura informacyjna”.

Jako przykład może posłużyć następujący przypadek: pomyślnie przeprowadziliśmy rozpoznanie kontrahenta naszego partnera biznesowego. Poznaliśmy rzeczywiste ceny, jakie stosuje, i bardzo chcielibyśmy skrócić łańcuch pośredników, czyli wyeliminować pośrednictwo partnera. Jednak uzyskana informacja nie jest pełna. „Dziurę informacyjną” stanowi w tym wypadku brak szczegółów wysyłki produktów i adresów klientów naszego partnera.

Relewantność[1] (dorzeczność) informacji (relewantność informacji, z ang. relevant – trafny, stosowny, istotny) – cecha ilościowa informacji wyrażająca stopień przybliżenia informacji do sedna postawionego zadania informacyjnego. Dorzeczność informacji można rozumieć jako procentowy udział potrzebnej nam informacji w całej objętości informacji uzyskanej. Relewantność jest ważną charakterystyką informacji nie tylko w sferze biznesowej. Np. stwierdzenie teściowej, że trafił jej się niedobry zięć, ma zwykle dla tego zięcia krańcowo niską trafność. I przeciwnie, dokumentacja techniczna japońskiego telewizora w języku polskim, który właśnie zakupiliśmy i który za chwilę mamy uruchomić, posiada trafność stosunkowo wysoką.

Jeśli podczas rozmów biznesowych nasz rozmówca cały czas opowiadał o swoim urlopie na Hawajach, a jedynie 15 minut poświęcił na wyjaśnienie, jak ma wyglądać wspólny biznes, to najprawdopodobniej mamy do czynienia z typem człowieka mało skorelowanego, co może okazać się niebezpieczne z dwóch powodów. Albo nasz potencjalny partner nie ma świadomości wszystkich problemów organizacyjnych związanych ze wspólnym przedsięwzięciem, co może skutkować różnymi nieoczekiwanymi zwrotami w realizacji projektu, albo celowo odciąga naszą uwagę od pewnych konkretnych kwestii, które mogą być niebezpieczne dla pomyślnej realizacji projektu.

Charakterystyki wartościowe:

Koszt (cena) informacji odpowiada wielkości środków wyłożonych na uzyskanie informacji.

Aktualność informacji – znaczenie informacji dla zabezpieczenia realizacji określonego projektu. Konkretny przykład: przyjaciel wyjeżdża na pobyt stały za granicę i zamierza szybko sprzedać właśnie odremontowane mieszkanie w renomowanej dzielnicy. Jeśli cena za to mieszkanie będzie znacznie niższa od rynkowej, to aktualność informacji o jego sprzedaży zamieszczona w Internecie będzie mierzona pojedynczymi dniami, jeżeli nie godzinami.

Działalność wywiadowcza prowadzona jest w sposób ciągły, ponieważ aktualność informacji, jakkolwiek byłaby ona wiarygodna w chwili jej uzyskania, z czasem traci swoją wartość i dlatego należy ją okresowo weryfikować i aktualizować.

Przyjęto, że:

  • informacja operacyjna traci ok. 10% swojej początkowej wartości (wartości w chwili uzyskania informacji) w ciągu jednego dnia (np. w przypadkach ostrzeżenia o zamiarze wymagania łapówki, kredytowania krótkoterminowego, propozycji nabycia partii towaru w określonym czasie);
  • informacja taktyczna (wiedza o głównych klientach i partnerach handlowych, organizacjach przestępczych mających wpływ na prowadzenie biznesu itp.) traci na swojej wartości ok. 10% w ciągu jednego miesiąca;
  • informacja strategiczna o obiektach zmieniających się niewiele lub niezmiennych w czasie traci na wartości ok. 15% w ciągu roku.

Wartość informacji zmniejsza się wraz z upływem czasu przede wszystkim z powodu zmiany sytuacji albo wraz z zachodzeniem kolejnych zmian, które powodują, że informacja nie może być z pełnym przekonaniem wykorzystana.

Dlatego w informacjach końcowych i dokumentach analitycznych obowiązkowo należy uwzględniać i wskazywać przedział czasowy, w którym obowiązują te lub inne oceny.

Cykl wywiadowczy

Bardzo ważne jest, aby w procesie zdobywania i wykorzystania informacji występował zamknięty cykl przygotowania materiałów informacyjnych, począwszy od określenia procedury gromadzenia informacji, ich weryfikacji, klasyfikacji, automatycznej obróbki, a zakończywszy na jej analizie, syntezie, opracowaniu prognoz i wypracowaniu praktycznych rekomendacji.

W literaturze procesy opisujące gromadzenie, obróbkę, analizę i rozpowszechnienie informacji wywiadowczej wśród zainteresowanych podmiotów przyjęto nazywać cyklem wywiadowczym.

W klasycznym ujęciu cykl wywiadowczy przyjęto dzielić na pięć części składowych:

  1. planowanie i stawianie zadań;
  2. gromadzenie – zdobywanie danych;
  3. opracowanie (obróbka) danych wywiadowczych – przekształcenie ich w informację wywiadowczą;
  4. analiza i synteza informacji wywiadowczej – przekształcenie jej w wiedzę (raporty, wnioski i rekomendacje);
  5. dystrybucja (dostarczanie ich do zainteresowanych odbiorców).

Cykl wywiadowczy rozpatrywać można na trzech poziomach: strategicznym, taktycznym i operacyjnym, przy czym poszczególne elementy cyklu pozostają takie same (standardowe) na wszystkich poziomach. Różnica dotyczy poziomu, na którym są gromadzone dane, opracowywane informacje i wiedza przekazywana jest zainteresowanym obiektom.

W tym opracowaniu zajmiemy się jego częściami składowymi, często traktowanymi pobieżnie przy omawianiu cyklu wywiadowczego, związanymi z opracowaniem, analizą, syntezą i dystrybucją informacji.

grafika11

Obróbka danych wywiadowczych – przekształcenie ich w informację wywiadowczą

Przy obróbce (opracowaniu) zebranych różnorodnych danych wywiadowczych stosuje się metody analityczne, pod wieloma względami podobne do tych, które stosuje się przy rozwiązywaniu problemów naukowych. W procesie obróbki informacji wykorzystywany jest cały szereg operacji, które można zaklasyfikować jako rejestrację danych, wybór potrzebnych danych z całości uzyskanych, ich weryfikację i ocenę.

Rejestracja (systematyzacja) jest w zasadzie operacją mechaniczną. Zebrane dane grupowane są wg cech wspólnych badanych problemów, rejestruje się źródła informacji i czas jej otrzymania. Po takiej systematyzacji odbieranie kolejnych informacji niezbędnych do rozwiązania określonych problemów staje się wygodniejsze.

Następnie zdobyte materiały są sprawdzane lub weryfikowane, tj. ocenia się je w odniesieniu do pewności źródła ich uzyskania, czasu, który upłynął od chwili ich zdobycia, ich wiarygodności i dokładności w porównaniu z posiadaną już informacją na dany temat.

Ponieważ dane wywiadowcze mogą być uzyskiwane w znacznej ilości, aby zapewniony był do nich swobodny dostęp, niezbędne jest stworzenie komputerowych baz danych.

Należy zwrócić uwagę na fakt, że jeżeli zamawiającemu przekazywana jest nie wiedza, a informacja, to mamy do czynienia z tzw. niepełnym cyklem wywiadowczym, który może z powodzeniem funkcjonować w działalności wywiadu w określonych sytuacjach niewymagających głębokiego przetworzenia uzyskanych danych.

Analiza i synteza informacji wywiadowczej – przekształcenie informacji w wiedzę – wnioski i rekomendacje

Etap końcowy – prowadzący do uzyskania wniosków i rekomendacji – to proces składający się z dwóch zasadniczo różnych etapów:

  • analizy danych dla uzyskania wniosków,
  • syntezy mającej na celu uzyskanie rekomendacji.

W efekcie następuje przekształcenie informacji wywiadowczej w wiedzę odpowiadającą potrzebom zamawiającego.

Dla przykładu analiza posiadanych informacji o konkurencie, jego aktywności w prowadzeniu polityki kadrowej i ekonomicznej, powinna wyjawić przyczyny wszystkich zmian zachodzących w konkurencyjnym przedsiębiorstwie. W dalszej kolejności szczegółowo przeanalizowane informacje zostają poddane procesowi uogólnienia w celu wyjawienia związków przyczynowo-skutkowych, które są podstawą do oceny zmian zachodzących w analizowanym przedsiębiorstwie. Po zakończeniu tych operacji następuje czas na wyciągnięcie wniosków. Mamy tu do czynienia z procesem podobnym do rozwiązywania krzyżówki, kiedy hasło końcowe możemy odczytać dopiero po wypełnieniu większości rubryk.

Zdarza się, że ze względu na charakter posiadanych informacji nie zawsze można wszechstronnie uzasadnić wyciągnięte wnioski. Szczególnie wtedy, kiedy dotyczą one prawdopodobnych, a nie pewnych działań konkurentów. W takich przypadkach zastosowanie znajdują hipotezy. Dobra hipoteza powinna zawierać wskazówki co do tzw. obserwacji kontrolnych, które powinny ją obiektywnie potwierdzić. I tylko w przypadku kiedy zebrane zostaną fakty potwierdzające daną hipotezę, można mówić o uogólnionych wnioskach dot. np. zmian zachodzących w analizowanym przedsiębiorstwie.

Po sformułowaniu wniosków przychodzi kolej na wypracowanie rekomendacji. Stworzenie stosownych rekomendacji musi odbywać się z niezwykłą ostrożnością, ponieważ całą złożoną pracę analityczno-informacyjną można przekreślić jedną nieprzemyślaną rekomendacją.

Rekomendacja – logiczne podsumowanie pracy informacyjno-analitycznej, przygotowane przez zespół analityczny. W praktyce nierzadko spotkać można się z sytuacją, w której zleceniodawca (przełożony) uważa, że rekomendacje należą do jego prerogatyw. W takiej sytuacji trafność rekomendacji zależy nie tylko od jakości pracy zespołu wywiadu gospodarczego, ale także od osobistej wiedzy i doświadczenia przełożonego oraz jego znajomości analizowanych problemów.

Dystrybucja informacji – dostarczenie wiedzy ostatecznym odbiorcom

Ostateczne wnioski i rekomendacje w jasnej i zwartej formie doprowadza się do świadomości zainteresowanych osób i instytucji. Zwykle są nimi kierownictwo wywiadu, pierwsza osoba w danej organizacji gospodarczej lub zarząd przedsiębiorstwa. Niekiedy odbiorcami informacji wywiadowczej są również partnerzy i kontrahenci zleceniodawcy.

Problem dystrybucji jawnej informacji wywiadowczej wśród upoważnionych odbiorców z powodzeniem rozwiązuje lokalna sieć komputerowa. Z kolei informacje mające charakter strategiczny i operacyjno-taktyczny powinny docierać do osób zajmujących się planowaniem i odpowiadających za podejmowanie decyzji, posiadających dopuszczenia do informacji niejawnej. Szczególnie ważna, ściśle tajna informacja powinna być dostarczana jedynie najważniejszej osobie w przedsiębiorstwie.

Nie mniej ważne od dystrybucji informacji jest jednoczesne zabezpieczenie kontroli nad jej celowym wykorzystaniem. Do zapoznania się z niejawnymi informacjami wywiadowczymi pracownicy przedsiębiorstwa mogą być dopuszczeni tylko po specjalnej procedurze sprawdzającej i to w przypadku kiedy informacje te są im niezbędne w ich działalności w przedsiębiorstwie (zasada „need-to-know”). Należy dodać, że – pomimo stosowania tych wszystkich środków ostrożności – w żadnym analitycznym dokumencie wywiadowczym nie powinno znaleźć się odniesienie do źródła, z którego otrzymano informację. Ujawnienie źródła informacji może doprowadzić nie tylko do różnych sytuacji konfliktowych, ale również do utraty samego źródła.

Autor: Krzysztof Surdyk – były szef Zarządu Wywiadu Wojskowego; mec. Robert Nogacki – ekspert w Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

[1] Relewancja (ang. relevance z łac. relevantis – popierający) – dorzeczność; związek logiczny z rzeczą, do której zdanie się odnosi. Argument relewantny to taki, który rzeczywiście odnosi się do argumentowanej tezy. W informatologii jako relewancję określa się ocenę wartości informacji.

Zmiana rezydencji podatkowej sposobem na inwigilację

Polscy rezydenci podatkowi podlegają w Polsce nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu. Oznacza to, że co do zasady w Polsce opodatkowany jest ich cały dochód, niezależnie od tego, w którym państwie został on osiągnięty. Nawet jeśli funkcjonujące umowy międzynarodowe o unikaniu podwójnego opodatkowania i inne zasady sprawiają, że dany dochód jest zasadniczo opodatkowany gdzie indziej, jego wysokość może mieć wpływ także na opodatkowanie w Polsce. To nie jedyny problem.

Organy podatkowe coraz więcej wiedzą o podatnikach

Organy podatkowe dysponują coraz większą liczbą informacji o podatnikach, posiadanych przez nich majątkach i dokonywanych transakcjach. Swoją wiedzę czerpią głównie od samych zainteresowanych, zobowiązanych do przekazywania wielu danych. Coraz częściej jednak potrzebne informacje przekazywane są organom także przez inne podmioty, przede wszystkim banki i inne instytucje finansowe. Rośnie również znaczenie międzynarodowej wymiany informacji. W efekcie tajemnica bankowa w odniesieniu do fiskusa staje się fikcją.

W polskim porządku prawnym pozyskiwanie informacji o posiadanych rachunkach bankowych nie jest nowością – przepisy ordynacji podatkowej nakładają na banki obowiązek sporządzania i przekazywania szefowi Krajowej Administracji Skarbowej informacji o założonych i zlikwidowanych rachunkach przedsiębiorców. Jeszcze większy jest zakres informacji, których organy podatkowe mogą żądać od instytucji finansowych.

Rośnie popularność wymiany informacji o podatnikach między państwami

Dodatkowo w ostatnim czasie coraz istotniejsza staje się wymiana informacji o podatnikach między państwami. Jednym z najistotniejszych w tym zakresie aktów prawnych, które zostały wydane w ostatnim czasie, była FATCA, czyli regulacja dotycząca przekazywania stosowanych oświadczeń i informacji do amerykańskich organów skarbowych. Z punktu widzenia polskiego przedsiębiorcy dużo istotniejsze są jednak regulacje stworzone przez Unię Europejską i OECD – zwłaszcza wielostronne porozumienie właściwych władz w sprawie automatycznej wymiany informacji finansowych oraz CRS (ang. Common Reporting Standard), czyli globalny system wymiany informacji. Ze względu na zasięg regulacji – obecnie do porozumienia przystąpiło 101 państw – mechanizm ten może mieć bardzo duże znaczenie dla przedsiębiorców na całym świecie.

Porozumienie zakłada przekazywanie sobie przez organy różnych państw informacji na temat klientów instytucji finansowych. Następuje ono na poziomie organów skarbowych, te jednak wszystkie dane otrzymują od zobowiązanych banków i innych podmiotów. Przepisy międzynarodowe przewidują jeden bardzo istotny warunek – organy danego państwa mogą uzyskać informacje tylko o swoich rezydentach podatkowych.

Zmiana rezydencji podatkowej jedynym sposobem na uniknięcie inwigilacji

Jednym ze sposobów na uniemożliwienie polskim organom otrzymania informacji dotyczących danego podatnika oraz jedynym rozwiązaniem pozwalającym mu na całkowite odwrócenie od siebie ich uwagi jest zmiana rezydencji podatkowej. W dzisiejszym świecie, w którym wyjazdy za granicę i prowadzenie działalności w innych państwach zasadniczo przestały być problemem, ta możliwość znacznie zyskuje na popularności. Nic dziwnego – mimo że związane są z nią pewne trudności, to zmiana rezydencji pozwala faktycznie uniknąć inwigilacji prowadzonej przez administrację publiczną. Rozwiązanie to, choć wydaje się bardzo radykalne, nie bez powodu jest więc coraz częściej wybierane.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Wirtualne waluty, realne podatki. Jak zminimalizować opodatkowanie zysków z bitcoinów?

Przychód uzyskany z obrotu bitcoinami powinien zostać uwzględniony w zeznaniu rocznym jako pochodzący z praw majątkowych. Kryptowaluty nie są jednak opodatkowane, dopóki nie będą wymienione na „prawdziwe” pieniądze lub towary. Podpowiadamy, jak wprowadzić kryptowaluty do legalnego obiegu. Z pomocą mogą przyjść spółki zagraniczne lub zmiana rezydencji podatkowej.

Płacenie bitcoinami legalne

W wydanym w sprawie Skatteverket przeciwko Hedqvist wyroku C-264/14, który odbił się szerokim echem w europejskich mediach, Trybunał niejako zalegalizował kryptowaluty funkcjonujące na terenie UE. Co najistotniejsze, wskazał, że jedyną funkcją wirtualnej waluty bitcoin jest funkcja środka płatniczego oraz że ta kryptowaluta jest akceptowana przez niektórych przedsiębiorców. Dla celów opodatkowania VAT bitcoin jest traktowany jak środek płatniczy i podlega zwolnieniu od podatku od towarów i usług.

W Polsce bitcoinami można zapłacić za bilety w PLL LOT, można też nimi wesprzeć WOŚP, a poza tym płatności w kryptowalutach są akceptowane przez niektóre sklepy internetowe, punkty usługowe i restauracje. Jest to jednak wciąż zjawisko marginalne. Dwa lata temu mówiło się, że dziennie dokonuje się na świecie średnio ok. 70 tys. transakcji bitcoinem. Wciąż pełni on głównie funkcję inwestycyjną. Dlatego też wraz ze wzrostem wartości kryptowalut zaczął on przyciągać nie tylko fanów technologii.

Czy bitcoin jest opodatkowany w Polsce?

Obrót bitcoinami jest w Polsce legalny, pomimo że kryptowaluty nie zostały uznane za legalny środek płatniczy. Wątpliwości pojawiają się wówczas, gdy osoba fizyczna (podatnik) chce sprzedać kryptowalutę przykładowo za złotówki. Zgodnie z interpretacją Ministerstwa Finansów, zyski z obrotu kryptowalutami podlegają opodatkowaniu tak samo, jak zyski z odpłatnego zbycia praw majątkowych w rozumieniu ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Wymiana bitcoinów na złotówki lub zakup za nie dóbr materialnych powoduje powstanie przychodu, który należy opodatkować zgodnie z PIT. W tym przypadku należy rozliczyć przychód i odpowiednio koszt jego uzyskania w PIT rocznym według skali 18% albo 32%. Kryptowaluty nie są zatem opodatkowane, dopóki nie będą wymienione na „prawdziwe” pieniądze lub towary. Warto jednak pamiętać o tym, że polskie prawo zna przepisy pozwalające na walkę z podatnikami ukrywającymi niektóre źródła przychodu – w przypadku nieujawnienia przez podatnika tzw. dochodów ukrytych albo wykazania ich w niepełnej wysokości fiskus może naliczyć podatek w wysokości 75%.

Inaczej podatek rozliczą przedsiębiorcy

Nieco inaczej od osób fizycznych rozliczają się w tym przypadku przedsiębiorcy. Jeśli wymiana kryptowaluty na złotówki odbywa się w ramach prowadzonej przez przedsiębiorcę działalności gospodarczej, to taki przychód rozlicza on według skali – odpowiednio 18% albo 32% – lub według liniowej stawki 19%. Do niedawna przedsiębiorcy rozliczali się także ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych, według stawki 3%, uznawszy swoją działalność za usługową w zakresie handlu.

Sprzedaż bitcoinów trafiła do PKD – koniec ze zryczałtowanym podatkiem dochodowym?
Pod koniec ubiegłego roku GUS opublikował informację o zmianie interpretacji. Wynika z niej, że zmienia się podstawowa klasyfikacja działalności polegającej na obrocie bitcoinami. Organ wskazuje, że kupno i sprzedaż bitcoinów nie są zaliczane do usług, które mogą być opodatkowane zryczałtowanym podatkiem dochodowym. Od 1 grudnia 2016 r., zdaniem GUS, obrót bitcoinami winien być klasyfikowany jako usługa finansowa o PKWiU 64.19.30.0 („Pozostałe pośrednictwo pieniężne, gdzie indziej niesklasyfikowane”), a w PKD jako PKD 64.19.Z („Pozostałe pośrednictwo pieniężne”). Jest to konsekwencja ustaleń państw członkowskich UE dokonanych w ramach klasyfikacji NACE/CPA Eurostatu. Chociaż opinia urzędu statystycznego nie ma mocy prawnej, to fiskus na jej podstawie oceni, czy podatnik prawidłowo zaklasyfikował i opodatkował swoją działalność. Wykaz rodzajów działalności, które nie są objęte ryczałtem, zawiera załącznik nr 2 do ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym (w części VIII lp. 26 wyłączono z opodatkowania ryczałtem wszystkie usługi zaliczane przez GUS do sekcji K PKWiU – „Usługi finansowe i ubezpieczeniowe”).

Przeniesienie działalności za granicę albo zmiana rezydencji podatkowej

Remedium na opodatkowanie w Polsce może być przeniesienie działalności za granicę. Umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania zawarte z krajem, w którym faktycznie dana osoba osiąga swoje dochody, pozwalają ustalić właściwe miejsce opodatkowania (właściwą rezydencję podatkową) oraz stawkę podatkową, o czym mówi art. 4a ustawy o podatku od osób fizycznych. W umowach zawartych z Polską mają zastosowanie dwie metody uniknięcia płacenia podwójnych podatków:

  • wyłączenie z progresją (stosowana z m.in. Cyprem, Estonią, Niemcami, Wielką Brytanią) oraz
  • odliczenie proporcjonalne (m.in. z Belgią, Holandią, Kazachstanem, Rosją, USA, Maltą).

Zwłaszcza ta pierwsza metoda jest korzystna dla polskich rezydentów podatkowych. Polski przedsiębiorca, który osiąga dochody jedynie za granicą, nie będzie bowiem podlegał opodatkowaniu w Polsce, jeżeli spełni pewne warunki.

Należy pamiętać, że podstawą powstania obowiązku podatkowego jest rezydencja podatkowa. W pewnych przypadkach uzyskanie obcej rezydencji podatkowej (np. na Malcie czy Cyprze) może okazać się niezwykle korzystne dla polskiego przedsiębiorcy.

Spółki offshore a bitcoiny

Remedium na opodatkowanie może być także utworzenie trustu za granicami Rzeczypospolitej czy holdingu w jednej z zagranicznych jurysdykcji, które umożliwiają cudzoziemcom łatwe i poufne rejestrowanie spółek, nie pobierają od nich podatku dochodowego oraz mają minimalne wymagania co do ich sprawozdawczości i rachunkowości. Polacy często wybierają takie kierunki jak Cypr, Malta, Wyspy Marshalla czy Lichtenstein.

Nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania dla każdego przedsiębiorcy. Dlatego też przed podjęciem ostatecznej decyzji o tym, jak wprowadzić kryptowalutę do legalnego obiegu, warto rozważyć różne możliwości, najlepiej korzystając ze wsparcia profesjonalisty.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej

Standardy ochrony danych osobowych, których musi przestrzegać każdy biznes

Stosowanie założeń koncepcji privacy by design to absolutny must-have każdego przedsiębiorcy, zwłaszcza w kontekście niedawnych zmian w Rozporządzeniu Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Bez tego możesz mieć problem ze znalezieniem inwestora oraz wejściem na rynek w krajach UE, USA, Kanadzie czy Izraelu. Przewidziane są też dotkliwe kary finansowe.

Przetwarzanie danych to nie tylko ich zbieranie, aktywne korzystanie czy też modyfikowanie, ale też przechowywanie oraz…  teoretyczna możliwość dostępu do danych (nawet jeżeli się tej możliwości nie wykorzystuje). Aby spełnić nowe przepisy o ochronie danych osobowych, które będą w pełni obowiązywać od maja 2018 roku, nie wystarczy kolejny dodatek czy przygotowana „na szybko” nakładka do systemu. Ustawodawca wymaga wbudowania ochrony prywatności w jego architekturę. Oznacza to, że założenia dotyczące bezpieczeństwa i ochrony danych klienta muszą być rozważane i wdrażane już na etapie tworzenia koncepcji projektu. Jednym z nowych obowiązków jest właśnie privacy by design, istotne zwłaszcza dla młodych przedsiębiorstw i nowych rozwiązań. Brak proaktywnego działania w tym zakresie może grozić karą do 10 mln EUR bądź 2% światowego rocznego obrotu organizacji. Ryzyka tej skali będą unikać inwestorzy, uważniej niż dotąd przyglądając się zastosowanym rozwiązaniom związanym z danymi osobowymi.

Intro to privacy – zasady, o których musi pamiętać każdy biznes:

  1. Jeśli do działania Twojego produktu nie musisz posiadać danych użytkownika, to ich nie zbieraj – zasada minimalizmu.
  2. Zastanów się, komu będziesz przekazywał zebrane dane – informuj użytkowników o odbiorcach.
  3. Przemyśl, czy komuś będziesz zlecał jakieś operacje na danych (outsourcing pewnych czynności) – jeśli tak, podpisz z nim umowę i określ dokładnie zakres i cel tej współpracy. W razie incydentu musisz wiedzieć, kto zawinił.
  4. Ustal, na jakich serwerach będziesz przechowywał dane i czy serwery te będą fizycznie znajdowały się w Europejskim Obszarze Gospodarczym czy poza nim? Sprawdź też umowy ze swoim dostawcą usług chmurowych.
  5. Pamiętaj o informowaniu użytkowników o tym, co robisz z ich danymi, gdzie one są przekazywane i jakie prawa mają użytkownicy. Stwórz łatwe kanały komunikacji z użytkownikiem.
  6. Pamiętaj o prawidłowym sformułowaniu treści klauzul zgody na przetwarzanie danych.
  7. Zaprojektuj realizację prawa do przenoszenia danych osobowych i prawa do bycia zapomnianym.
  8. Przed dużymi krytycznymi projektami (w tym z wrażliwych branż typu zdrowie, ubezpieczenia, obsługa bankowa) zrób tzw. Privacy Impact Assessment – ocenę skutków przetwarzania danych tego projektu. Stwórz dokumentację.
  9. Zastosuj najwyższe środki zabezpieczenia systemu przed cyberatakami, monitoruj system i go aktualizuj.
  10. Osoby w Twoim zespole muszą być przeszkolone i posiadać upoważnienia do przetwarzania danych – człowiek jest najsłabszym ogniwem w strukturze bezpieczeństwa informacji.
  11. Projektując rozwiązanie zaplanuj, jak rozwiążesz kwestie ochrony danych osobowych, wpisz je w biznes plan, uwzględnij w prezentacji dla inwestora. Bądź przygotowany na jego pytania.

Opracowanie: Wioletta Kulińska, adwokat w Kancelarii Magnusson

Najważniejsze wydarzenia ekonomiczne nadchodzącego tygodnia

W przyszłym tygodniu odczyty inflacji będą głównym wydarzaniem dla wielu krajów, a w szczególności w USA. Poza tym posiedzenia odbędą Narodowy Bank Szwajcarii i Bank Anglii. Napięcia geopolityczne wokół Korei Północnej także mogą wpływać na rynki.

Przyszły tydzień: inflacja z USA/Wlk. Bryt./PL/Szwecji/Norwegii, rynek pracy Wlk. Bryt./Australii, SNB, BoE

W USA uwaga skupi się na inflacji CPI (czw), gdyż jest to ostatnia by potwierdzić tezę Fed o przejściowym słabości presji cenowej. Rynek oczekuje odbicia z 1,7 proc. w lipcu do 1,8 proc. i rozczarowanie przerodzi się w przekonanie, że w następnym tygodniu Fed wykluczy podwyżkę stóp procentowych w grudniu (aczkolwiek start normalizacji sumy bilansowej na najbliższym posiedzeniu FOMC nie jest zagrożony). Wyzerowanie oczekiwań rynkowych na podwyżkę (teraz 25 proc.) będzie ciągnąć za sobą USD w dół. W przyszłym tygodniu otrzymamy też dane o sierpniowej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej (pt). Pierwsze mają do podtrzymania solidne tempo wzrostu z lipca z największą uwagą na tzw. „grupę kontrolną”, która wchodzi w wyliczenia PKB. Produkcja przemysłowa ostatnio ma znaczenie drugorzędne, ale dolar będzie bardziej wrażliwy na gorsze odczyty.

W strefie euro zapowiada się spokojny tydzień z jedynie lipcową produkcją przemysłową, ale dla rynków nie powinna być to istotna publikacja. EUR pozostaje pod wpływem posiedzenia ECB i spodziewane w październiku ogłoszenie przyszłości programu QE trzyma EUR wysoko. Jednak brak świeżych impulsów w krótkim terminie może prowadzić do przejściowych korekt sentymentu, choć łatwiej m.in. wobec GBP i SEK niż USD.
W Wielkiej Brytanii kalendarz zawiera CPI (wt), rynek pracy (śr) i decyzję BoE (czw). Wrażliwość funta na dane zmniejszyła się ostatnio w związku ze spadkiem oczekiwań na zwrot w polityce Banku Anglii. W komunikacie BoE nie spodziewamy się większych zmian, a potencjalne ryzyka przeważają po jastrzębiej stronie (chęć odwrócenia nadzwyczajnego luzowania z ubiegłego roku).

W mniejszych gospodarkach europejskich mamy odczyty inflacji z Norwegii (pon) i Szwecji (wt) oraz decyzję SNB (czw). W Norwegii CPI ma odbić do 1,7 proc. z 1,5 proc. w lipcu, ale wciąż pozostaje poniżej celu Norges Banku na 2,5 proc. Znaczenie danych ze Szwecji spadło po tym, jak w tym tygodniu Riksbank podniósł wyraźnie swoje prognozy. SNB pozostawi stopy bez zmian i raczej podtrzyma swoją gotowość do interwencji na rynku „przewartościowanego” franka.

W Polsce szczegóły sierpniowej inflacji (pon) powinny wskazać na negatywny wpływ cen żywności i energii, ale inflacja bazowa (wt) także mogła się obniżyć do 0,7 proc. r/r. Dane powinny wspierać retorykę RPP o braku presji inflacyjnej, która komfortowo czuję się z neutralnym nastawieniem. EUR/PLN kontynuuje dryf w trendzie bocznym i na ten moment nie widzimy powodów do zmiany sytuacji.

Dla JPY dane z Japonii raczej będą zignorowane, a na pierwszym planie pozostanie ryzyko związane z Korea Północną. Na 12 września zwołano nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Eskalacja konfliktu będzie ciążyć na apetycie na ryzyko z korzyścią dla JPY. Mimo to traktujemy siłę jena jako przejściową z perspektywą odbicia USD/JPY w średnim terminie.

W Australii główną publikacją jest raport z rynku pracy (czw), gdzie rynek spodziewa się kolejnego solidnego przyrostu zatrudnienia. Dane te cechują się dużą zmiennością, więc rynek będzie do nich podchodził z rezerwą. Większe znaczenie może mieć sytuacja na rynku metali przemysłowych, gdzie przed weekendem zawiązuje się korekta spadkowa. Kalendarz z Nowej Zelandii zawiera jedynie drugorzędne publikacje. W Kanadzie dane o rozpoczętych budowach domów (pon) powinny przejść bez echa. Ostatni rajd CAD po zaskakującej podwyżce stopy procentowej wymaga oczyszczającej korekty, choć w dłuższym horyzoncie jest przestrzeń do dyskonta agresywniejszej ścieżki zacieśniania polityki monetarnej i umocnienia CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wrocławski rynek biurowy ze świetną pierwszą połową 2017

Firma doradcza JLL podsumowała I półrocze 2017 na wrocławskim rynku biurowym.

„Wrocław to drugi po Krakowie największy rynek regionalny w Polsce i trzeci w skali całego kraju. Tylko w pierwszych sześciu miesiącach tego roku popyt na powierzchnię biurową w stolicy Dolnego Śląska osiągnął prawie 92 000 mkw. Tak pozytywne wyniki osiągnięte już kolejny rok z rzędu są efektem wysokiej aktywności najemców z sektora usług dla biznesu, którzy w I półroczu 2017 odpowiadali za 60% zapotrzebowania na powierzchnię biurową w mieście. Jak pokazują dane ABSL, Wrocław znajduje się w gronie trzech największych ośrodków dla inwestorów z branży usług dla biznesu w naszym kraju. W zlokalizowanych tutaj 140 centrach pracuje już 40 000 osób – niemal o 17% więcej niż na początku 2016 r. Miasto cieszy się również dużym zainteresowaniem nowych inwestorów, czego przykładem są debiuty takich firm jak m.in. Epiq Systems, Mahle czy TigerSpike”, informuje Katarzyna Krokosińska, Dyrektor Biura JLL we Wrocławiu.

Popyt

W pierwszej połowie 2017 wrocławski rynek biurowy zanotował popyt na poziomie prawie 92 000 mkw. Bardzo mocną pozycję Wrocławia potwierdzają duże transakcje najmu, które zostały zawarte w pierwszych sześciu miesiącach tego roku. Dwie największe umowy zostały podpisane w kompleksie Business Garden, zarówno w części już ukończonej, jak i tej realizowanej. Firmami, które wybrały Business Garden są Credit Agricole (15 500 mkw.) oraz Capgemini (13 100 mkw.). Trzecią największą transakcją był przednajem EY na 10 500 mkw. w budynku Sagittarius.

„Wysokie zainteresowanie powierzchniami biurowymi we Wrocławiu to efekt dostępu do znakomitego kapitału ludzkiego w mieście, bardzo dobrej współpracy inwestorów z władzami lokalnymi i środowiskiem akademickim oraz dużej podaży nowoczesnych biur”, dodaje Katarzyna Krokosińska.

Największe umowy najmu we Wrocławiu, w I półroczu 2017

Firma Budynek Powierzchnia (mkw.)
Credit Agricole Business Garden 15 500
Capgemini Business Garden 13 100
EY Sagittarius 10 500
Nokia West Link 7 400
UPS Bema Plaza 6 600

Źródło: JLL, PORF, 2017

Podaż

„Na koniec I półrocza całkowita podaż biurowa we Wrocławiu kształtowała się na poziomie 873 100 mkw. Mimo tego, że w 2017 r. do użytku trafi mniej biur niż w rekordowym 2016, znaczny wolumen powierzchni w budowie – 267 300 mkw. – gwarantuje szybki rozwój wrocławskiego rynku. Największymi obiektami w realizacji są Business Garden (Vastint), Sagittarius Business House (Echo Investment), City Forum (Archicom) oraz Cu Office (Buma/Reino Partners). W przyszłym roku całkowita podaż nowoczesnych biur we Wrocławiu powinna przekroczyć 1 mln mkw.”, informuje Łukasz Dziedzic, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Pustostany i czynsze

Na koniec I półrocza wskaźnik powierzchni niewynajętej we Wrocławiu kształtował się na poziomie 8,5%, czyli był o 4pp niższy niż na koniec ubiegłego roku. Najwyższe czynsze transakcyjne za metr kwadratowy miesięcznie wyniosły w stolicy Dolnego Śląska ok. 13,9-14,5 euro.

Czy to ostatnie tak dobre wyniki pośredników kredytowych?

  • Jak podaje Związek Banków Polskich, w II kwartale 2017 r. rynek kredytów hipotecznych odnotował 6 proc. wzrost sprzedaży.
  • Dobrą sytuację w branży potwierdzają także wyniki finansowe największych firm pośrednictwa kredytowego.
  • Wyniki w III kwartale mogą być już jednak gorsze – niektóre zapisy obowiązującej od lipca ustawy mogą utrudnić pracę pośrednikom.

Po bardzo dobrym I kwartale – kolejne wzrosty

W I kwartale 2017 r. branża kredytowa odnotowała 20 proc. wzrost sprzedaży kredytów hipotecznych. Było to spowodowane głównie odblokowaniem kolejnej transzy środków z programu Mieszkanie dla Młodych. Pomimo niekorzystnych prognoz na kolejny kwartał, jak wynika z Raportu AMRON-SARFiN w okresie od kwietnia do czerwca 2017 r. banki udzieliły prawie 50 tys. nowych kredytów mieszkaniowych, a wartościowo wynik ten był wyższy o ponad 6% i wyniósł 11,69 mld zł. Eksperci oceniają, że rok 2017 w branży kredytowej może być najlepszy od 6 lat.

Ostatni kwartał ze wzrostami?

W II kwartale 2017 r. tylko dwóch pośredników spośród sześciu największych na polskim rynku odnotowało niższy wolumen wypłaconych kredytów hipotecznych w stosunku do poprzedniego kwartału. Razem firmy z pierwszej szóstki osiągnęły blisko 5 proc. przyrost kwartał do kwartału. Podobnie sytuacja wygląda w wartości wypłaconych kredytów gotówkowych. Tylko jedna firma z zestawienia odnotowała spadek, natomiast aż trzy mogą się pochwalić dwucyfrowym wzrostem.

Wartość wypłaconych kredytów hipotecznych (w mln zł)*
I kw. 2017 r. II kw. 2017 r. przyrost kwartał do kwartału
Open Finance 1 667 1763 5,76%
Expander Advisors 1 513,72 1508,74 -0,33%
Notus Doradcy Finansowi 590,63 578 -2,14%
ANG Spółdzielnia 530,8 553,5 4,28%
mFinanse 400,8 521,35 30,08%
Gold Finance 185,57 198,55 6,99%

 

Wartość wypłaconych kredytów gotówkowych (w mln zł)*

I kw. 2017 r. II kw. 2017 r. przyrost kwartał do kwartału
Open Finance 213 224 5,16%
Expander Advisors 150,35 153,42 2,04%
mFinanse 89,01 104,49 17,39%
Notus Finanse 21,65 26 20,09%
ANG Spółdzielnia 20,43 23,8 16,50%
Gold Finance 18,57 18,15 -2,26%

 

–  To był kolejny bardzo dobry kwartał dla naszej Spółdzielni. Mamy nadzieję, że utrzymamy trend wzrostowy, choć na początku III kwartału musieliśmy zmierzyć się z wprowadzeniem w naszej Spółdzielni nowych przepisów. Ustawa spowodowała poważne zmiany w procesowaniu wniosków o kredyt hipoteczny, z którymi eksperci muszą się zapoznać i wdrożyć. Jednak nie dodatkowych obowiązków się obawiamy. Bardziej nas martwi zamieszanie, które jest spowodowane niespójnymi, a często nieprawdziwymi informacjami krążącymi po rynku odnośnie dalszego funkcjonowania pośredników kredytu hipotecznego, w związku z wprowadzeniem przez ustawę obowiązku uzyskania zgody KNF na tego typu działalność. Te informacje budzą niepotrzebny niepokój wśród ekspertów. My podchodzimy do tematu spokojnie, mamy sześć miesięcy na spełnienie wymogów ustawy i poukładanie biznesu. Naszym celem jest stworzenie takich warunków pracy,  aby nasi spółdzielcy i eksperci mogli spokojnie zajmować się swoimi klientami – tłumaczy Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

II kwartał 2017 r. to zarazem ostatni przed wejściem w życie ustawy o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami. Pomimo usunięcia szkodliwego dla pośredników zapisu o tym, że za usługi pośredników będzie musiał zapłacić kredytobiorca, a nie jak dotychczas bank, niektóre punkty ustawy nadal mogą wpłynąć na pogorszenie warunków pracy pośredników. Obowiązująca od 22 lipca b.r. ustawa wprowadziła wiele obowiązków informacyjnych , zmian w procesowaniu wniosków kredytu hipotecznego oraz obowiązek  ujawniana prowizji, jaką pośrednik otrzymuje od banków za poszczególne produkty oferowane klientom. Obecnie jest to średnio 2% prowizji od uruchomionego kredytu. Osoby zainteresowane wzięciem kredytu mogą niesłusznie przestraszyć się dodatkowych kosztów.

Oferty kredytów hipotecznych u pośredników są tożsame z tymi przedstawianymi bezpośrednio w banku. Dzieje się tak, ponieważ bank wynagradza pośrednikowi pracę, jaką musiałby wykonać pracownik banku w oddziale. Wiele banków przez lata funkcjonowania pośredników straciła lub zlikwidowała sieci kosztownych specjalistów kredytu hipotecznego. Utrzymywanie pracownika było zdecydowanie droższe niż współpraca z pośrednikiem, któremu bank płaci dopiero za zrealizowaną transakcję. W razie niedoprowadzenia do podpisania umowy kredytowej, pośrednik nie otrzymuje bowiem żadnej zapłaty za wykonaną pracę. Wszelkie czynności przygotowawcze oraz konsultacje są bezpłatne. Tak więc dla naszych klientów nic się nie zmienia w tym zakresie – dodaje Katarzyna Dmowska.