Kurs dolara spada i zbliża się do 3,50 zł! Cena ropy w górę

Dolar zbliża się do psychologicznej granicy 3,50 zł. Powodem są słabsze dane z USA. Wczoraj zobaczyliśmy wzrost rezerw ropy, ale mimo tego cena tego surowca wciąż rośnie.

Kurs dolara zbliża się do 3,50 zł! 

Amerykańska waluta jest w dalszym ciągu w odwrocie. Powodem obecnych minimów są kolejne osłabienia dolara na rynkach światowych. Wczoraj kurs EURUSD nie tylko przebił poziom 1,20 ale po raz pierwszy od niemal 3 lat zakończył dzień powyżej tej granicy. Warto również zwrócić uwagę na utrzymywanie się złotego w ostatnich dniach na relatywnie wysokich poziomach. Efektem tych dwóch elementów było przebicie dzisiaj rano poziomu 3,52 zł. Ostatni raz tak tanio było w grudniu 2014 roku.

Słabe dane ze Stanów

Wczoraj najważniejszym odczytem dnia okazały się wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Ich liczba okazała się aż o 20% większa od oczekiwań. To między innymi właśnie ta publikacja była odpowiedzialna za wczorajsze osłabienie się dolara. Po samej publikacji dolar osłabił się o około pół centa. Należy pamiętać, że to tygodniowe dane i warto poczekać z osądami: czy było to jednorazowe wydarzenie, czy początek gorszej dla dolara tendencji.

Ropa w górę mimo wzrostów zapasów

Ciekawa sytuacja ma miejsce na rynku ropy. Pomimo informacji o wzroście zapasów cena czarnego złota wciąż idzie w górę. Jeszcze na początku września za baryłkę ropy brent płacono około 52 dolarów, a dzisiaj zbliżamy się do 55 dolarów. Warto natomiast zwrócić uwagę, że ostatnie tygodnie pokazywały spadki zapasów, zatem ich stany w dalszym ciągu są relatywnie niskie. Zdaniem analityków obecny poziom ma duże szanse zakończyć obecny ruch. Dotarliśmy właśnie do maksimów z maja i spodziewają się oni technicznej korekty. Z drugiej strony sezon huraganów w USA i spodziewane spadki wydobycia mogą dalej windować cenę.

Dzisiaj w danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy.
  • 16:00 – USA – zapasy hurtowników.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

NIK: Większość polskich firm nie płaci podatku CIT

Najwyższa Izba Kontroli w swoich raportach wykazała, że większość ludzi w Polsce nie płaci podatku CIT. Jest to podatek szkodliwy. Można powiedzieć, że jest on od nieumiejętności jego niezapłacenia. Obecnie wpływy z CIT-u budzą zaskoczenie, co wynika z jego konstrukcji. Podatek przychodowy sprawiłby, że przestałaby być potrzebna gra operacyjna z firmami polegająca na wykazaniu, co jest kosztem uzyskania przychodu, a co nie.

– Większość firm nie płaci CIT, jeżeli jednak zdarzy się wyjątek, to jest to na bardzo znikomym poziomie  – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha – Gdyby zmienić podatek CIT w jego obecnym kształcie na podatek przychodowy, polski rząd miałby gwarancję, że zarówno międzynarodowe korporacje, jak i polskie przedsiębiorstwa płaciłyby regularnie do budżetu państwa. Byłby on przewidywalny. Wystarczyłoby, aby przedsiębiorstwa płaciły 1% od legalnie wystawionej faktury, a w budżecie państwa przybyłoby z tego tytułu nawet 2-3 razy więcej dochodów niż obecnie.Rząd może wybrać więc podtrzymanie tego szkodliwego podatku albo zalecenia Stefana Kisielewskiego, czyli likwidację socjalizmu bez jego nazwy. Najprostszym sposobem jest wprowadzenie w podatku CIT stawki 1-procentowej, wykreślając przy okazji wszystkie koszty uzyskania. To sposób prowadzenia podatku przychodowego zgodny z przepisami Unii Europejskiej – wskazał Sadowski.

Kupujesz online w zagranicznych sklepach? Zasady i prawa dla klientów e-commerce

Upatrzona w niemieckim sklepie konsola do gier, która miał być prezentem urodzinowym, nie dotarła na czas. Perfumy z Francji nie przypominają z wyglądu tych wystawionych na stronie. A w sprowadzonym z Włoch rowerze szwankują przerzutki. Jak powinien zareagować klient z Polski, gdy internetowe zakupy w jednym z państw UE skończyły się fiaskiem?

Większy wybór towarów, szybszy dostęp do nowości, modele nieosiągalne w Polsce, przekonanie o wyższej jakości produktów, czasami także niższe ceny – chociaż różnią się motywy kupujących, to układają się w zbieżny trend: coraz więcej Polaków korzysta z usług zagranicznych sklepów internetowych. Nie zniechęca nas wyższy koszt przesyłki ani dłuższy okres oczekiwania na realizację zamówienia. Z raportu pt. “E-commerce in Europe” wynika, że w ub.r. na całym Starym Kontynencie liczba amatorów e-zakupów poza granicami kraju najdynamiczniej zwiększyła się (r/r) właśnie w Polsce.

Wolne od cła

Kupując przez internet, w teorii nie trzeba zwracać uwagi na granice. Jednak w praktyce sytuacja wygląda inaczej. E-zakupy w unijnych państwach są o tyle przejrzyste, że tu w ogóle nie występuje kwestia opłat celnych. Tymczasem okazyjne oferty z azjatyckich lub amerykańskich sklepów mogą dotrzeć do Polski już w nieco mniej atrakcyjnych cenach. I nie chodzi tu o droższy transport, tylko o cło.

W ogóle nie trzeba się tym przejmować, o ile wartość towaru nie przekracza 22 euro. Wówczas przesyłki nie podlegają dodatkowym opłatom. Przy droższej zawartości paczki sprawa robi się bardziej skomplikowana. Rolę odgrywa nie tylko cena zamówionych przedmiotów, lecz także ich przeznaczenie. Np. smartfony, konsole do gier i aparaty fotograficzne obejmuje zerowa stawka cła. To nie koniec zasad. Przesyłki warte mniej niż 150 euro nie podlegają ocleniu, lecz mogą zostać objęte 23-procentowym VAT-em. Kiedy zaś wartość nie przekracza 45 euro, można także uniknąć opodatkowania.

Maksymalnie 30 dni

Sprzedawcy w każdym z unijnych krajów zobowiązują się do zachowania 30-dniowego terminu na wywiązanie się z zamówienia. W takim limicie czasowym paczka powinna dotrzeć do klienta. Wyjątek od tej reguły następuje tylko po indywidualnym ustaleniu z klientem, że doręczenie wybranego towaru potrwa dłużej.

Co jeśli handlowiec nie dotrzyma słowa? Wówczas zamawiającemu przysługuje prawo do odstąpienia od umowy. Tzn. może nie przyjmować zamówionego produktu, żądając zwrotu przelanych pieniędzy. Podobny przywilej przysługuje każdemu, kto zostałby zaskoczony finalną kwotą transakcji. Prawo zobowiązuje bowiem sprzedających, by klarownie informowali o cenach artykułów i kosztach dostawy. Kupujący, o ile wyrażą taką wolę, akceptują wszelkie ew. dodatkowe opłaty (np. za ekspresową wysyłkę lub dodatkowe opakowanie), zanim odbiorą towar. Jeśli tego nie zrobią, powinni domagać się zwrotu pieniędzy za tzw. ukryte składowe części kosztów zamówienia.

Kto zapłaci za zwrot?

Klient musi się liczyć z drobnymi konsekwencjami, jeśli nie odbierze zamówionego towaru, który dotarł w określonym terminie. Firma handlowa najprawdopodobniej obciąży kupującego stawką za przesyłkę zwrotną.

Jednak każdą zakupioną przez internet rzecz na terenie UE można odesłać do sprzedawcy bez zagłębiania się w przyczyny, tyle że wtedy kupujący także na ogół bierze na siebie koszt wysyłki zwrotnej. “Na ogół” – ponieważ czasami oferty handlowe zawierają opcje darmowego odesłania towaru. Taki zapis staje się oczywiście wiążący, a przy tym bardzo korzystny dla klienta.

Wymagana zgodność koloru, modelu, wyglądu

Nie tylko cena, lecz także opis, jakość wykonania, rodzaj użytych materiałów, kolor, wygląd, rozmiar, ew. typ, model, parametry techniczne itp. – po prostu wszelkie podane na stronie internetowej informacje zobowiązują sprzedawców, aby wysłali klientom produkty tożsame z charakterystyką zawartą w ofercie. Kiedy zaś dojdzie do pomyłki sprzedawcy, klientowi przysługuje tytuł, by żądać wymiany lub naprawy zamówionego towaru. Sprzedający nie tylko musi dostarczyć to, co zaoferował, lecz także odpowiada za ew. wadliwość produktów aż do chwili, w której doręczy zamówienie. Jeżeli wymiana lub naprawa – z różnych przyczyn – nie wchodzi w grę, wówczas nabywcy przysługuje zwrot pieniędzy.

Gdyby do uszkodzenia towaru doszło w transporcie, konsekwencje znów spadają na handlowca, jednak nie w każdym wypadku. Wyjątek może stanowić sytuacja, w której klient zdecydował się na usługi innego przewoźnika niż zalecanego w ofercie. Roszczenia za zniszczenia w trakcie dostawy kupujący musi wtedy kierować do wybranej przez siebie firmy.

Liderzy rynku

Europejczykom trudno równać się z azjatyckimi i amerykańskimi gigantami pokroju: alibaba.com, aliexpress.com czy amazon.com. Tym niemniej każdy rynek ma swoich liderów i potentatów. Na Starym Kontynencie mnóstwo klientów korzysta z usług amazon.co.uk, amazon.de, eBay.co.uk, eBay.de – czyli brytyjskich i niemieckich kuzynów wywodzących się z USA kolosów. Należy przy tym odróżnić sklepy od serwisów aukcyjnych, a na tych drugich można napotkać zarówno oferty sklepów, jak i aukcje np. używanych rzeczy od ich prywatnych właścicieli. Ludzi, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej i sprzedają swoje używane np. ubrania, telefony czy rowery też obowiązuje odpowiedzialność za jakość towaru i dostarczanie produktów zgodnych z opisem, bez ukrytych wad. Sytuacja kupującego zmienia się jednak o tyle, że traci prawo do bezpodstawnego zwrotu zakupionej rzeczy.

Daleko za Brytyjczykami, ale grubo przed Rumunią i Bułgarią

Czy Polacy robią zakupy w sieci? – Można zażartować, że w naszym kraju taka forma nabywania towarów jest w niemal w połowie powszechna – odpowiada Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl. – Wg Eurostatu w ub.r. 42 proc. naszych rodaków zdecydowało się na jakikolwiek e-zakup – dodaje analityk Cinkciarz.pl. – To ponad dwa razy więcej niż w 2008 r., kiedy ten odsetek wynosił 18 proc.

W Unii Europejskiej nie należymy jednak do liderów internetowego kupowania, dla równowagi nie ma nas także wśród autsajderów. – Według tych samych statystyk, jesteśmy poniżej unijnej średniej, która wynosi 55 proc. Największy odsetek kupujących przez internet jest w Wielkiej Brytanii, w 2016 r. wynosił on 83 proc., czyli prawie dwa razy więcej niż w Polsce. Nieco mniejszy odsetek zanotowano w Danii – 82 proc., Luksemburgu czy Norwegii – po 78 proc. – wymienia analityk rynkowy Cinkciarz.pl. – Na drugim biegunie z kolei znajdowała się Rumunia z 12 proc. ludności, która dokonała zakupu przez internet w 2016 r. To dokładnie taki sam odsetek, jaki odnotowano w Polsce, ale w 2006 r. W ub.r. tylko nieco lepiej pod tym względem wyglądała w UE Bułgaria, która charakteryzowała się 15-procentowym odsetkiem kupujących przez internet – dodaje Bartosz Grejner z Cinkciarz.pl.

EUR/USD na nowych szczytach

Dolar ma za sobą bardzo nieudaną noc przy braku jednoznacznego impulsu, choć można wskazać szereg mniejszych problemów, które zdają się przytłaczać inwestorów. Pod powierzchnią sytuacja fundamentalna wcale jednak nie jest taka zła, ale to nie czas, by spierać się z całym rynkiem. EUR/USD na nowych szczytach, a po wczoraj wiemy, że ECB nie widzi w tym dużego problemu.

Sytuacja dolara na całej szerokości jest po prostu zła. Pękają ważne wsparcia techniczne (także na indeksie dolarowym DXY oraz rentownościach obligacji USA) i o ile do końca dnia/tygodnia sytuacja się nie odmieni, wydźwięk po weekendzie będzie toksyczny. Ostatnie kilkanaście godzin nie przyniosło jednoznacznego powodu, by porzucać USD, ale nie brakuje pomniejszych czynników, które podsycają pesymizm inwestorów. Ataki huraganów, gołębie komentarze z Fed, żółwie tempo reform prezydenta Trumpa, ryzyko konfliktu z Koreą Północną. Finalnie żaden z tych tematów nie musi przynieść negatywnych skutków USA, a nawet może zaskoczyć pozytywnie. Odbudowa po huraganach oznacza impuls dla PKB, Fed dalej może być na ścieżce podwyżek, Kongres w końcu zacznie współpracować, a temat Korei zgaśnie po jutrzejszym święcie narodowym. Przyszłość może pokazać, że jest lepiej niż się teraz rynkom wydaje. Jednak gdy wszyscy są na nie, nie ma sensu próbować dowodzić swojej racji, bo to oznacza straty.

Prezes ECB Mario Draghi chciał wczoraj wybrzmieć jak najbardziej gołębio, ale nie udało mu się wyjść ponad rynkowe oczekiwania. Draghi zaznaczył, że Rada Prezesów obserwuje podwyższoną zmienność kursu. Prognozy inflacji zostały nieznacznie zrewidowane w dół, ale sile waluty przeciwstawia się wiara w postępujące ożywienie gospodarcze. Jeśli członkowie Rady Prezesów w większym stopniu obawiali się o siłę EUR, naciskaliby na wyraźniejsze obniżenie prognoz inflacji. Brak takiego rezultatu sugeruje, że ich uwaga przenosi się na wzrost gospodarczy. Interesujące jest też to, że w projekcjach za punkt wyjścia przyjęto kurs EUR/USD 1,18 średnio w 2018 i 2019 r. Albo bank nie docenia potencjału do dalszej aprecjacji EUR, albo spodziewa się wpływu czynników hamujących wzrosty. Dostaliśmy też potwierdzenie, że październik jest najbardziej realnym terminem prezentacji ram programu QE w 2018 r. Jeszcze niedawno panował konsensus co do października, choć ostatnie przecieki podniosły ryzyko oddalenia decyzji do grudnia. Mimo to szczegóły QE od przyszłego roku (tempo wygaszania, długość programu, rozszerzenie bazy aktywów) stanowią gołębie ryzyko i mogą być hamulcem dla dalszego rajdu EUR. Wiele wydaje się już ujęte w wycenie EUR i przynajmniej do czasu wykrystalizowania wizji QE w 2018 r. tempo umocnienia EUR może zwolnić.

Piątkowy kalendarz jest raczej mało inspirujący zmienność. Od danych z przemysłu Wielkiej Brytanii oczekuje się kontynuacji poprawy, choć pogłębienie deficytu handlowego może neutralizować pozytywna reakcję funta. Po południu raport z rynku pracy Kanady ma wskazać dalszy, silny wzrost zatrudnienia, podpierając tym samym optymistyczny pogląd Banku Kanady na gospodarkę. Lepsze dane wzmocnią dyskonto szybszego tempa podwyżek stóp procentowych i dadzą świeży impuls do umocnienia CAD.
Pod wieczór agencja Moody’s ma przedstawić decyzję w sprawie ratingu Polski. Na początku tygodnia agencja przedstawiła zaktualizowane prognozy wzrostu PKB (do 4,3 proc. z 3,2 proc. w 2017 r.) i deficytu budżetowego (2,5 proc. PKB z 2,9 proc. PKB). Na tej podstawie agencja nie ma podstaw do wydania negatywnej opinii, jednak wskazywane wcześniej zastrzeżenia agencji do reformy sądownictwa oraz spór Polski z Komisja Europejską przemawiają za utrzymaniem dotychczasowej oceny (A2, perspektywa stabilna). Dla złotego jest to neutralne wydarzenie, jednak ograniczanie pozycji przez inwestorów przed weekendem (Korea Płn.) może osłabiać polską walutę.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dell Technologies podsumowuje pierwszy rok działalności po połączeniu firm Dell i EMC

Dell Technologies, największa na świecie firma technologiczna z większościowym kapitałem prywatnym, świętuje pierwszą rocznicę swojego powstania, będącego następstwem połączenia firm Dell i EMC. W pierwszym roku działalności utworzono jednolitą strukturę sprzedaży rozwiązań Dell oraz Dell EMC oraz stworzono nowy, globalny program partnerski, który pomógł Dell EMC w zdobyciu 10 tys. nowych klientów biznesowych. Dell EMC uzyskało w pierwszym półroczu 2017 roku bardzo szybki wzrost przychodów, do czego przyczyniła się sprzedaż łączona w obszarach serwerów, pamięci masowej, urządzeń PC i infrastruktury konwergentnej.

Firma Dell Technologies szybko spłaciła ok. 9,5 mld USD(1) zadłużenia, zakończyła trzy wielkie transakcje sprzedaży pionów biznesowych oraz w dalszym ciągu intensywnie inwestuje w najbardziej innowacyjne technologie. 91% klientów Dell EMC uważa,  że firma spełniła obietnice poczynione przed połączeniem – wynika z badania przeprowadzonego przez IDC(2).

„Rok temu postawiliśmy sobie poprzeczkę bardzo wysoko, ale osiągnięcia przewyższyły nasze oczekiwania” — powiedział Michael Dell, przewodniczący rady nadzorczej i CEO Dell Technologies. „W ubiegłym roku poczyniliśmy ogromne postępy w zaspokajaniu potrzeb naszych klientów, od użytkowników indywidualnych po największe światowe przedsiębiorstwa, które obecnie uznają Dell Technologies za strategicznego partnera w obszarze IT. A to dopiero początek”.

W skład rodziny Dell Technologies wchodzą Dell, Dell EMC, Pivotal, RSA, SecureWorks, Virtustream i VMware. Z obrotami 74 mld USD(3), Dell Technologies jest liderem na rynku, oferującym najszerszą gamę produktów w  branży — od urządzeń końcowych, po centra przetwarzania danych i rozwiązania chmurowe.

Inne kluczowe osiągnięcia w pierwszym roku działalności Dell Technologies:

INWESTYCJE — Dell Technologies w dalszym ciągu inwestuje 4,5 mld USD rocznie w prace badawczo-rozwojowe. Ponadto firma zainwestowała (poprzez Dell Technologies Capital) dalsze 100 mln USD w innowacyjne nowe przedsięwzięcia w przyszłościowych obszarach technologii, takich jak sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe, Internet rzeczy, genomika i inne. Od momentu połączenia firm Dell oraz EMC wartość inwestycji w pracowników, strategie rynkowe i technologie w obszarach największego wzrostu wzrosła o niemal 1 mld USD.

POZYCJA LIDERA RYNKU — serwery Dell EMC PowerEdge prześcignęły swojego najbliższego konkurenta i uzyskały pozycję najlepiej sprzedających się serwerów x86 na świecie(4) (pod względem liczby dostarczonych jednostek). Dell EMC zajmuje także pierwszą pozycję pod względem dostaw systemów konwergentnych(5). Ponadto Dell zwiększa w dalszym ciągu swój udział w rynku PC: rośnie on nieprzerwanie w 18 ostatnich kwartałach (licząc rok do roku)(6). Dell zajmuje także pierwszą pozycję na świecie pod względem dostaw stacji roboczych(6)monitorów(7). Natomiast Dell EMC utrzymała przez 12. kwartał z rzędu pierwszą pozycję w segmencie storage’u w technologii all-flash(8).

SPOŁECZNA ODPOWIEDZIALNOŚĆ BIZNESU — klienci oraz pracownicy wysoko cenią zaangażowanie Dell Technologies na rzecz ludzi i środowiska — teraz większe niż kiedykolwiek. Dell znajduje się na liście „Top 50 Companies for Diversity & Inclusion”, opublikowanej przez Diversity Inc. Dzięki grantom i programom partnerskim firma ułatwiła 2,3 mln młodych ludzi dostęp do technologii. W obszarze zrównoważonego rozwoju firma osiągnęła wskaźnik 99% odpadów produkcyjnych niewywożonych na wysypiska, umożliwiła klientom uzyskanie 380 mln USD oszczędności na kosztach energii elektrycznej dzięki poprawie sprawności energetycznej produktów, stworzyła także pierwszy globalny, działający na skalę komercyjną łańcuch dostaw przeciwdziałający zanieczyszczaniu oceanów plastikiem oraz zobowiązała się do przetworzenia 8 ton plastiku wyłowionego z oceanów w opakowania produktów. Firmy Dell i Dell EMC łącznie wydały 4,9 mld USD na materiały lub usługi od małych firm i dostawców, których właścicielami są kobiety bądź przedstawiciele mniejszości.

SZYBSZE INNOWACJE — firma w dalszym ciągu opracowywała i wprowadzała na rynek nowe lub udoskonalone produkty dla klientów biznesowych, w tym:

  • Nowe produkty z obszaru PC, takie jak Dell Canvas (innowacyjny, inteligentny obszar roboczy), Precision 7720 (mobilna stacja robocza gotowa na obsługę VR), XPS 13 (komputer 2-w-1), Latitude 7285 (komputer 2-w-1 z bezprzewodowym ładowaniem) czy UltraSharp 8K (pierwszy na świecie monitor 32-calowy 8K).
  • Serwery Dell EMC PowerEdge 14. generacji — niezastąpione w zastosowaniach takich jak chmura, analityka i SDDC.
  • Całościowo odświeżona oferta storage’u.
  • Nowe produkty bazujące na serwerach Dell EMC PowerEdge: ScaleIO Ready NodeElastic Cloud Storage.
  • Rozszerzenie oferowanych przez Dell EMC możliwości ochrony danych również na chmurę, wraz z bezpośrednią obsługą VMware Cloud on VMware vSphere oraz VMware Cloud on AWS.
  • Całkowite odświeżenie najlepszej na rynku oferty systemów pamięci masowej z deduplikacją Data Domain oraz wprowadzenie produktu Integrated Data Protection Appliance, natychmiast gotowego do użytku.
  • Kontynuacja rozwoju i udoskonalenie rodziny Dell EMC VxRail — jedynej na świecie rodziny urządzeń HCI działających na platformie VMware vSAN, opracowanych wspólnie z VMware. Ponadto przejście na serwery PowerEdge, obecnie obsługiwane przez Dell EMC Enterprise Hybrid Cloud, a także duża modernizacja, w tym aktualizacje platform VMware vSAN i vSphere.
  • Nowe rozwiązania Open Networking, system operacyjny Dell EMC OS10 oraz nowy program Service Provider Solutions.
  • Rozwiązanie Dell EMC ProDeploy Suite ułatwiające klientom szybsze i mniej pracochłonne wdrażanie komputerów PC przy wyższym stopniu kontroli.

ŁAŃCUCH DOSTAW — Dzięki połączonemu łańcuchowi dostaw, a także niezrównanym możliwościom dotarcia do klientów na całym świecie, ich obsługi i zapewnienia pomocy technicznej, Dell oraz Dell EMC mogły dostarczać produkty na rynek w tempie 2,55 jednostek na sekundę (w tym 40 mln komputerów PC, 2,5 mln serwerów i innych produktów dla przedsiębiorstw oraz 45 mln jednostek oprogramowania i akcesoriów). Pierwszy zintegrowany produkt po połączeniu Dell i EMC został dostarczony w zaledwie 27 dni od sfinalizowania połączenia.

PARTNERSTWA — Firmy Virtustream i Pivotal nawiązały współpracę na rzecz szybkiego wdrażania aplikacji typu cloud-native. Virtustream i VMware nawiązały współpracę na rzecz rozszerzenia obsługi aplikacji i obciążeń o znaczeniu krytycznym na platformę Virtustream Enterprise Cloud. Ponadto firma RSA przeprowadziła znaczną liczbę operacji integracji z innymi podmiotami grupy Dell Technologies, w tym: połączenie RSA NetWitness Endpoint z Dell Data Security, połączenie RSA SecurID z VMware Workspace ONE i VMware AirWatch oraz integracja mająca na celu zapewnienie zgodności operacyjnej z VMware AppDefense.

Kryptowaluty wychodzą poza środowisko inwestorów. Coraz więcej sklepów i punktów usługowych akceptuje płatności bitcoinem

Kryptowaluty wychodzą poza środowisko inwestorów. Coraz więcej sklepów i punktów usługowych akceptuje płatności bitcoinem 1

Przybywa sklepów i punktów usługowych, w których można płacić kryptowalutą bitcoin. W kwietniu Japonia uznała ją za oficjalny środek płatniczy, a możliwość wykorzystania kryptowalut analizują też inne państwa. Z uwagą przyglądają się im również banki i instytucje finansowe zainteresowane wykorzystaniem innowacyjnej technologii blockchain, na której opierają się kryptowaluty. Kryptowaluty to jednak nie tylko bitcoin.

– Kryptowaluty przechodzą do szerszej świadomości, powoli opuszczają rewiry zarezerwowane dla geeków technologicznych. Trzeba pamiętać o tym, że kryptowaluty spełniają nie tylko funkcję środka płatniczego. Niektóre, jak Ethereum, zawierają w sobie informacje o projektach technologicznych. Inne, na przykład IOTA, mają za zadanie wymieniać informacje pomiędzy maszynami w technologii internet of things – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Borek, CEO spółki Net Value, wydawcy porównywarki walutowej Kurencja.com.

Kryptowaluty, które pojawiły się dopiero kilka lat temu, biją ostatnimi czasy rekordy popularności nie tylko wśród technologicznych geeków, lecz także wśród inwestorów. Według aktualnych danych CoinMarketCap istnieje ich już blisko 1,1 tys., a łączna kapitalizacja rynku kryptowalut sięga 170 mld dolarów. Co ciekawe, są to wyłącznie cyfrowe waluty, niemające żadnego pokrycia w stanie fizycznym.

– Kryptowaluty są algorytmem informatycznym. Większość z nich powstaje oddolnie, na otwartym kodzie źródłowym, czyli open source. Społeczność powołuje projekt danej kryptowaluty, który następnie zyskuje wsparcie i popularność bądź nie. Fakt, że są to oddolne, społecznościowe projekty, jest największą zaletą tego fenomenu. Społeczność, która je wspiera, ma poczucie, że tworzy coś sama dla siebie, według własnego wyobrażenia i trochę w równoległym obiegu – mówi Marcin Borek.

Kontroli nad kryptowalutami nie sprawuje żaden bank centralny ani żadna z instytucji finansowych. Za ich emisję odpowiadają sami użytkownicy, którzy generują je przy wykorzystaniu matematycznych algorytmów, czyli tzw. kopania kryptowaluty. Obecnie jest to bardzo złożony proces.

– Kopanie kryptowalut oznacza rozwiązywanie skomplikowanych problemów kryptograficznych. Kiedyś można było to robić na własnym komputerze PC albo domowym laptopie. Obecnie waluty kopie się na wyspecjalizowanych farmach, składających się z tysięcy komputerów ze specjalnymi kartami graficznymi, systemami chłodzenia i dostarczania energii. Społeczność, która uczestniczyła w kopaniu, rozwiązywaniu problemów kryptograficznych – tzw. górnicy – pobierają opłaty za uznawanie transakcji, które pojawiają się w sieci w związku z daną kryptowalutą – wyjaśnia Marcin Borek.

Bitcoin jest pierwszą i najbardziej znaną kryptowalutą, jest obecnie najwyżej wycenianą przez rynek. Kapitalizacja wszystkich bitcoinów stanowi około połowy kapitalizacji wszystkich kryptowalut. Na rynku pojawiają się jednak nowe.

– Jest bardzo dużo nowych kryptowalut, które powstawały często nie później niż rok czy dwa lata temu. Mają bardziej unikalne cechy i więcej technologicznych przewag nad bitcoinem. Są także kryptowaluty tworzone przez instytucje finansowe – istnieje kryptowaluta Ripple, powołana przez banki, które zauważyły, że tego fenomenu nie da się ominąć czy ukrócić. Same zaczęły więc w te technologie inwestować, aby podłączyć się do ogólnego trendu – mówi Marcin Borek.

Instytucje finansowe z zainteresowaniem przyglądają się kryptowalutom, a zwłaszcza technologii blockchain, na której są oparte. Blockchain to system rozproszonej bazy danych, oparty na algorytmach matematycznych i kryptografii. Zdaniem ekspertów od nowych technologii zarówno blockchain, jak i wirtualne waluty mogą w przyszłości zrewolucjonizować światowy system finansowy. Dlatego w 2015 roku łącznie 45 globalnych instytucji finansowych (w tym JP Morgan, Goldman Sachs, Morgan Stanley, Deutsche Bank, Bank of America) powołało wspólnie konsorcjum R3, którego celem jest zbadanie możliwości i rozwijanie blockchain.

– Kryptowaluty są algorytmami informatycznymi, w swoim kodzie źródłowym zawierają różne dane i informacje. Przedrostek krypto- do słowa waluta może być mylący, ponieważ może sugerować, że jest to quasi-waluta, coś co udaje walutę. W rzeczywistości kryptowaluty są środkiem płatniczym akceptowanym w wielu miejscach, w wielu punktach płatniczych w wielu krajach. W kwietniu zostały uznane za pełnoprawny środek płatniczy w Japonii – mówi Marcin Borek, CEO spółki Net Value, wydawcy porównywarki walutowej Kurencja.com.

W Norwegii część banków otworzyła się na możliwość transakcji w bitcoinach. Możliwość ich wykorzystania analizuje też Chiński Bank Centralny. Wydłuża się również lista sklepów i punktów usługowych, w których można płacić wirtualną walutą. Ostatnio dołączył do niej serwis do zamawiania jedzenia na wynos Pyszne.pl. Eksperci zauważają, że wzrost wykorzystania kryptowalut jest nieunikniony.

Na rynku jest ponad 6,5 mln aplikacji mobilnych. Duża konkurencja wymusza na twórcach gier niestandardowe działania

Na rynku jest ponad 6,5 mln aplikacji mobilnych. Duża konkurencja wymusza na twórcach gier niestandardowe działania 2

Na najpopularniejszych platformach łącznie oferowanych jest już przeszło 6,5 mln aplikacji mobilnych. Jak pokazują statystyki 70 proc. z nich zostanie ściągnięta mniej niż 5000 razy, zaś 60 proc. nigdy nie doczeka się jakiejkolwiek aktualizacji. Duża konkurencja na tym rynku wymaga nie tylko dopracowania aplikacji, lecz także niestandardowych działań, by dotrzeć do nowych użytkowników.

Jak podaje serwis Statista, w czerwcu 2017 roku liczba aplikacji dostępnych w sklepie Google Play Store przekroczyła 3 mln, w przypadku Apple App Store (dane z marca 2017) oferowanych jest ok. 2,2 mln mobilnych programów i gier, zaś w  Windows Store – 670 tys. i Amazon Appstore – 600 tys. Konkurencja na rynku mobilnych aplikacji jest wysoka, dlatego trudno jest osiągnąć komercyjny sukces. Statista podaje (dane na grudzień 2016 roku), że 92 proc. programów i gier oferowanych jest za darmo, a jedynie 8 proc. to produkty płatne już w chwili instalacji.

– Nie ma jednej recepty na sukces, jest to złożony proces. Gra musi być dobra sama w sobie, zanim zostanie ona wyprodukowana, musi stać za nią zespół ludzi wykwalifikowanych z odpowiednimi umiejętnościami, które powodują, że gra jest lepsza i ma potencjał rozwoju – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Łukasz Stępniak, Communication Manager w Cherrypick Games.

Decydując się na wprowadzenie aplikacji mobilnej na rynek za darmo, z możliwością późniejszych zakupów wewnątrz aplikacji, należy pamiętać, że większość użytkowników rzadko korzysta z zainstalowanych aplikacji. Według raportu Google „Mobile App Marketing Insights: How Consumers Really Find and Use Your Apps”, przeciętny użytkownik systemu Android dziennie korzysta tylko z 25 proc. aplikacji zainstalowanych na urządzeniu. Najczęściej uruchamianymi aplikacjami są aplikacje społecznościowe, komunikacyjne oraz gry mobilne.

– Gry cieszą się dość sporą popularnością. Staramy się nie ryzykować, sprawdzamy na konkretnych grupach, czy gra spodoba się użytkownikom, czy chcą takiego produktu. Dopiero wtedy zaczynamy produkować. Sukces „Touchdown Hero” to akurat USA, futbol amerykański, czyli coś co jest blisko każdego gracza zaznajomionego z tym sportem, gracze automatycznie wiedzą, że taka gra mobilna jest im bliska, mogą czerpać z niej przyjemność – tłumaczy Łukasz Stępniak z Cherrypick Games.

Według raportu Google najczęstszym sposobem, dzięki któremu użytkownik dowiaduje się o nowej grze, jest rodzina, przyjaciele i koledzy. 52 proc. użytkowników w ten sposób uzyskuje informacje o nowościach na rynku gier. Sposobów na dotarcie do nowych użytkowników jest wiele, nie zawsze są to drogie kanały promocyjne, takie jak reklama telewizyjna. Jednym ze środków jest promocja nowej aplikacji wewnątrz już istniejącej aplikacji.

– Nie stawiamy na marketing w stylu eventów czy reklamy jako takiej. My pozyskujemy graczy poprzez reklamę user acquisition, na różnych platformach gier poprzez wyświetlanie reklamy naszej gry w innych grach bądź poprzez platformy mediów społecznościowych jak Facebook, gdzie dzięki dokładnym narzędziom analitycznym jesteśmy w stanie pozyskać nowych graczy po niższych niż rynkowe kosztach – zdradza nam Communication Manager w Cherrypick Games.

Według danych Statista.com, w 2016 r. aplikacje na urządzenia mobilne z systemem Android zostały pobrane 82 mld razy, a każdy użytkownik smartfona z tym systemem zainstalował ich średnio 95.

1/4 Polaków rozważa inwestycję w odnawialne źródła energii. Większość z nich wybierze panele słoneczne

1/4 Polaków rozważa inwestycję w odnawialne źródła energii. Większość z nich wybierze panele słoneczne 3

22 proc. mieszkańców Polski rozważa inwestycję w odnawialne źródła energii – wynika z badania CBOS. Zdecydowana większość z nich skorzysta z ogniw fotowoltaicznych, tzw. paneli słonecznych. Jak wskazuje raport „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2017”, instalacje PV stanowią obecnie jedynie 2,3 proc. wszystkich odnawialnych źródeł energii w Polsce.

Jak wynika z badań „Rynek Fotowoltaiki w Polsce 2017”, sporządzonych przez Instytut Energetyki Odnawialnej, łączna moc zainstalowanych instalacji fotowoltaicznych wyniosła w Polsce w 2016 roku ok. 199 MW. Łączna moc zainstalowana w OZE w Polsce w 2016 roku wyniosła ponad 8,5 GW. Udział fotowoltaiki, pomimo nieustannego wzrostu od 2014 r. jest niewielki i wynosi zaledwie 2,3 proc. w OZE oraz 0,5 proc. mocy zainstalowanej w krajowym systemie energetycznym. Dominującą technologią na rynku OZE jest wciąż energia wiatrowa. Mimo to z roku na rok instalacji PV przybywa, w tym także mikroinstalacji w gospodarstwach domowych.

– Dawniej problemem potrafiła być zgoda na przyłączenie do sieci, w obecnych warunkach legislacyjnych ten problem już nie istnieje. Natomiast obecnie nie lada wyzwaniem, które dotyczy większości domów, będzie odpowiednie nachylenie oraz powierzchnia dachu zwrócona w odpowiednią stronę, najlepiej na południe. Można zastosować dodatkowy stelaż pod panele, ewentualnie postawić instalację na wolnej przestrzeni obok budynku. – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr inż. Mateusz Lisowski, z firmy Enetech.

Jak podkreśla ekspert, gdy instalacja jest wykonana na całej powierzchni dachu i nawet jej niewielki fragment jest zacieniony, na przykład przez stojące obok drzewo, sprawność produkcji energii spada w całej instalacji. Istnieje jednak rozwiązanie tego problemu, są nim mikroinwertery. Zastosowanie ich w instalacji zwiększa efektywność poboru energii w trudnych warunkach.

– Inwestycja w mikroinwertery powoduje wzrost początkowej ceny całej instalacji o ok. 15–20 proc., jednak zwiększa również efektywność produkcji energii, średnio o ok. 8 proc. rocznie. Rozważenie możliwości inwestycji w mikroinwertery jest więc zasadne w miejscach, które ulegają lokalnym zacienieniom, na przykład od kominów, które często są na dachach lub rosnących w pobliżu budynku wysokich drzew – wyjaśnia ekspert.

Badanie „Polacy o oszczędzaniu energii i energetyce” sporządzone przez CBOS wskazuje, że 22 proc. Polaków myśli o zainstalowaniu urządzeń umożliwiających korzystanie z odnawialnych źródeł energii. Badani, którzy mają zamiar wytwarzać energię elektryczną, nastawiają się głównie na panele fotowoltaiczne (73 proc.). Osoby rozważające samodzielne produkowanie energii cieplnej zdecydowanie preferują w tym zakresie kolektory słoneczne (76 proc.). Wkrótce na rynku mogą się pojawić nowe rozwiązania w zakresie fotowoltaiki.

– Prowadzi się liczne badania i wdrożenia pilotażowe paneli fotowoltaicznych zintegrowanych z elementami budynku, na przykład będących częścią elewacji – twierdzi dr inż. Mateusz Lisowski.

Istotną pomocą dla chętnych do skorzystania z możliwości produkowania energii na własne potrzeby są realizowane obecnie przez wiele gmin w Polsce programy parasolowe współfinansowane z budżetu UE. Oferują one dofinansowanie w wysokości do 85 proc. dla inwestorów indywidualnych chętnych do zamontowania instalacji fotowoltaicznej na własnym dachu oraz produkcji energii na swoje potrzeby.

Stopy procentowe, GBPUSD, Inflacja – ważne dane makroekonomiczne

Po emocjonującym tygodniu i decyzji w sprawie stóp procentowych przez trzy banki centralne należy odpocząć, ale wolne mamy tylko do czwartku. W poniedziałek czeka na nas publikacja inflacji z Państwa Środka. We wtorek napłyną dane z Australii oraz Wielkiej Brytanii. W kolejny dzień sesji, środę zapoznamy się z australijskim optymizmem konsumentów oraz poznamy kondycję brytyjskiego rynku pracy. Czwartek będzie najbardziej emocjonującym dniem ze wszystkim, ponieważ jest to tzw. „super czwartek„, O godzinie 13:00 poznamy koszt pieniądza ustalany przez bank centralny Anglii, a także amerykańską inflację. W ostatni dzień sesji napłynął do nas jedynie dane zza oceanu.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

GBP – Wielka Brytania – Inflacja oraz stopy procentowe

W czwartek o godzinie 13:00 poznamy koszt pieniądza w Wielkiej Brytanii. Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych według overnight index swap wynosi niespełna 2 procent, natomiast do końca roku szacowane jest na 23.4 procenta.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii

Źródło: Bloomberg

Reasumując, zaskoczenia nie będzie. Niemniej jednak dzień przed super czwartkiem, w środę poznamy brytyjską inflację, która może poruszyć rynkiem walutowym. Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy inflacja w Wielkiej Brytanii jest na pierwszym miejscu, jej dalszy wzrost byłby jednoznaczny z podwyżką stóp procentowych, a to z umocnieniem funta brytyjskiego.

Na poniższej grafice zobrazowana jest reakcja kursu walutowego GBPUSD na publikację brytyjskiej inflacji (CPI YOY).

Market Impact Monitor

Market Impact Monitor

Źródło: Bloomberg

Po lewej stronie pokazana jest data poprzedniego odczytu, godzina, wartość aktualna oraz indeks zaskoczenia.

Czym większe zaskoczenie tym większy ruch na walucie. Dla przykładu zaskoczenie pozytywne 21 marca 2017 roku wynoszące 1.98 punktu doprowadziło do aprecjacji GBPUSD o 0.248 procenta. Po prawej stronie zobrazowano to przez błękitną linię, w pierwszych pięciu minutach od publikacji kurs wyskoczył po czym kontynuował swoje wzrosty.

Z kolei negatywne zaskoczenie wynoszące -2.81 punktu doprowadziło do wyprzedaży GBPUSD o 0.068 proc.

Prawdziwy test dla brytyjskiej inflacji

23 czerwca 2016 roku Wielka Brytania przesądziła o swoim losie w Unii Europejskiej. Od tamtego czasu funt brytyjski do dolara amerykańskiego został wyprzedany o 19 procent. Tak duża deprecjacja brytyjskiej waluty doprowadziła do mocnego wzrostu cen importowanych towarów, a to diametralnie przełożyło się na wzrost inflacji. Niemniej jednak od dołka na notowaniach pary walutowej GBP niebawem minie 12 miesięcy, zatem czynnik ten przestanie oddziaływać na odczyty inflacji.

Inflacja CPI, Notowania GBPUSD

Inflacja CPI, Notowania GBPUSD

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie przedstawiono kurs walutowy GBP/USD (linia żółta) na tle inflacji CPI R/R. Ostatni wzrost inflacji w głównej mierze był spowodowany deprecjacją brytyjskiej waluty. Gdyby jednak po 12 miesiącach inflacja dalej wzrastała , to bank centralny zdecyduje się na szybsze zacieśnianie monetarne.

WIG20 – Instrument do obserwacji

Od kilku dni na rynku zadawane jest pytanie, czy index WIG 20 przebije poziom 2555 a potem 2600. Po pokonaniu wspomnianych oporów kupujący otworzą sobie drogę do 3000 tysięcy punktów. Z drugiej strony barykady niedźwiedzie mogą powalczyć o zepchnięcie kursu w okolicę 2400 punktów.

Notowania WIG 20, interwał miesięczny

Stopy procentowe, GBPUSD, Inflacja - ważne dane makroekonomiczne 4

Źródło: Admiral Markets

Niestety sezonowość jest na niekorzyść inwestorów, ponieważ wrzesień statystycznie jest jednym z najgorszych miesięcy dla całej giełdy. Aczkolwiek w długim terminie bariera 2600 punktów powinna zostać pokonana, ponieważ polski indeks na tle innych pod względem wyceny wygląda cały czas atrakcyjnie.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

„Polskie Davos” dobiega końca. Trzy dni ważnych dla gospodarki debat

„Polskie Davos” dobiega końca. Trzy dni ważnych dla gospodarki debat 5

To ostatni dzień XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy. Obecność polityków i szefów największych firm z Polski i państw regionu to okazja do wielu ciekawych debat i dyskusji na ważne tematy z perspektywy krajowej gospodarki. Obecność na forum daje też możliwość promocji i nawiązania relacji gospodarczych.

Forum Ekonomiczne w Krynicy co roku przyciąga wielu ważnych gości z Polski i zza granicy. W ten sposób umożliwia szereg ciekawych, ważnych i potrzebnych dyskusji na temat tego, jak dziś wygląda gospodarka – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju. – To również okazja do wielu ciekawych debat i dyskusji na ważne tematy z perspektywy polskiej gospodarki.

To jest forum wymiany nie tylko opinii w Polsce, lecz także opinii z sąsiednich krajów, bo paneliści są ze wszystkich możliwych zakątków. Forum ma znakomitą możliwość zaprezentowania różnych sektorów przemysłowych, różnych aktywności gospodarczych czy kulturalnych. To daje naprawdę szansę na wymianę myśli i doświadczeń – podkreśla Marek Moczulski, prezes zarządu spółki Bakalland.

Forum Ekonomiczne w Krynicy-Zdroju odbywa się pod hasłem „Projekt Europa – jaki przepis na następne dekady?”. Fakt, że biorą w nim udział najważniejsze osoby w państwie i przedstawiciele największych firm, sprawia, że dla uczestników to szansa na promocję i nawiązanie kontaktów.

Często te spotkania przyczyniają się do tego, że powstają później szersze relacje biznesowe i mamy okazję realizować wspólne projekty – mówi Paweł Borys.

To okazja, by zgłosić konstruktywne postulaty. Obecność na forum jest szansą na promocję i kontakty z politykami – dodaje Piotr Woźniak, prezes zarządu PGNiG.

Na forum w Krynicy pojawili się także przedstawiciele resortów, m.in. Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jak podkreśla minister Elżbieta Rafalska, jej obecność na forum nie jest przypadkowa: rozpędzająca się gospodarka jest bowiem gwarantem kontynuacji flagowych projektów: m.in. programu Rodzina 500 Plus czy zapowiadanych dopłat do najniższych emerytur.

Gospodarka i rozwiązywanie problemów społecznych są ze sobą nierozerwalnie powiązane. Gdyby nie dobra sytuacja finansów publicznych, toby wiele z tych projektów społecznych nie znalazło swojego źródła finansowania. Poza tym ten solidaryzm musi się przejawiać we wszystkich obszarach, również w gospodarce – przekonuje Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Polacy coraz częściej rezerwują wyjazdy do ciepłych krajów jesienią. Wycieczki w wybranych tygodniach poza sezonem mogą być tańsze nawet o 50 proc.

Polacy coraz częściej rezerwują wyjazdy do ciepłych krajów jesienią. Wycieczki w wybranych tygodniach poza sezonem mogą być tańsze nawet o 50 proc. 6

W ramach ucieczki od chłodu i deszczu Polacy coraz częściej wybierają jesienią kraje o znacznie cieplejszym klimacie. Dynamicznie rośnie zainteresowanie Tajlandią, wyjazdami na Bali czy do wietnamskiego Hanoi. Wśród europejskich kierunków dominują Cagliari na włoskiej Sardynii i Luqa na Malcie. Egzotyczne wyjazdy nie muszą obciążać kieszeni. Porównanie różnych tygodni w tym samym, jesiennym miesiącu może przynieść duże oszczędności na cenie lotu, nawet o 57 proc. – przekonuje Joanna Szpatowicz z KAYAK.pl.

 Może się to wydawać zaskakujące, ale dużo chętniej podróżujemy poza sezonem niż w samym sezonie. Według naszej najnowszej analizy „Mobile Travel Report”, Polacy dużo chętniej wybierają końcówkę roku niż szczytowe miesiące sezonu letniego. Prawdopodobnie chcą doładować baterie po długich miesiącach jesiennych oraz nabrać sił przed zimowymi. Wśród użytkowników iPhone’ów najpopularniejszym miesiącem był grudzień, wśród użytkowników Androida oraz komputerów – listopad – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Szpatowicz z biura prasowego KAYAK.pl.

Z analizy wyszukiwarki lotów i hoteli KAYAK.pl wynika, że choć najwięcej lotów rezerwujemy w sierpniu, to listopad jest najpopularniejszym miesiącem na wycieczki (12 proc. planowanych lotów), przed wrześniem (10 proc.). Na październik, podobnie jak na kwiecień i sierpień, planowanych jest 9 proc. lotów.

– Jesienią szukamy słońca i wyższych temperatur niż te w Polsce. Na pierwszym miejscu w rankingu popularności znalazła się Malta, inne kierunki to np. Rzym, Korfu czy Majorka. Jedynym wyjątkiem od tego trendu jest Londyn, który jest popularny przez cały rok – wymienia Szpatowicz.

W tym roku prym wiedzie Cagliari na Sardynii (wzrost o 180 proc.), o ponad 100 proc. więcej lotów planowanych jest do Phuket City (Tajlandia). Dynamiczny wzrost, powyżej 60 proc., notują Luqa (Malta), Denpasar (Bali) i wietnamskie Hanoi. Także zimą 2016 roku największą popularnością cieszyła się Tajlandia i Bali. Duży wzrost notował też Johannesburg.

Jak przekonuje ekspertka, nawet egzotyczne podróże nie muszą się wiązać z dużymi kosztami.

– Sposobów, aby zaoszczędzić na lotach, jest bardzo dużo. Oprócz tego, że możemy używać wyszukiwarek, porównywać różne oferty, korzystać z promocji czy ustawiać alerty na ulubione czy wymarzone kierunki, warto też przyglądać się raportom branżowym, które pokazują, jak umiejętnie poruszać się we wszystkim ofertach na rynku – mówi przedstawicielka KAYAK.pl.

„Mobile Travel Report” przygotowany przez KAYAK.pl wskazuje, że głównym źródłem inspiracji podróżniczych są porady rodziny i znajomych. Polegamy też na przewodnikach i informacjach znalezionych w sieci, na stronach biur podróży czy mediach społecznościowych. Ponad połowa Polaków (59 proc.) swoje podróże rezerwuje głównie przez internet. Ponad 40 proc. zagląda do internetowych biur podróży, a co trzeci sprawdza strony linii lotniczych i hoteli. Rośnie też popularność wyszukiwarek turystycznych – ok. 17 proc. turystów porównuje w nich ceny przed podjęciem decyzji.

– Porównanie różnych tygodni w tym samym miesiącu może przynieść nam naprawdę duże oszczędności na cenie lotu. Przykładowo, podróżując do Cagliari na Sardynii, możemy zaoszczędzić aż 57 proc. ceny biletu w stosunku do innych jesiennych tygodni, jeżeli pojedziemy w odpowiednim tygodniu. Dla tej miejscowości to będzie ostatni tydzień października. Czyli prawie połowa ceny biletu zostaje w naszej kieszeni – podkreśla Joanna Szpatowicz.

Blisko 50 proc. można zaoszczędzić w przypadku Luqa na Malcie, zaś 1/3 przy podróży do Phuket City, przesuwając termin wyjazdu z ostatniego tygodnia października na drugą połowę września można zaoszczędzić 27 proc. Z kolei lecąc na Bali, podróżni z Polski powinni rozważyć termin na początku października – tydzień między 2 a 10 października jest bowiem najtańszym terminem na podróż w tym kierunku tej jesieni.

100 artystów i 150 utworów podczas sześciu koncertów w trzy dni. TVP przedstawiła szczegóły 54. Festiwalu w Opolu

100 artystów i 150 utworów podczas sześciu koncertów w trzy dni. TVP przedstawiła szczegóły 54. Festiwalu w Opolu 7

Trzy dni festiwalowe, sześć koncertów, 100 artystów i 150 utworów – 15 września rusza Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu. Piątek upłynie pod znakiem jubileuszu Królowej Polskiej Piosenki. Razem z Marylą Rodowicz na scenie wystąpi m.in. Doda czy Cleo. Pierwszego dnia zaprezentują się również debiutanci. W sobotę, po koncercie Premier, wystąpi legenda polskiego kabaretu, czyli Jan Pietrzak. Na zakończenie festiwalu zaprezentowane zostaną najważniejsze muzyczne wydarzenia. Liczymy, że wrześniowy termin przyciągnie widzów – mówi Agata Konarska, rzecznik prasowy TVP.

Trzy dni festiwalowe, sześć koncertów i bardzo długa lista znakomitych twórców i artystów, którzy wezmą udział w tegorocznej, wyjątkowo wrześniowej, edycji festiwalu. Cieszymy się, że udało się zaprosić do udziału w 54. edycji opolskiego festiwalu tak znakomitych artystów. Rozpoczynamy od piątkowego wieczoru, po którym bardzo wiele sobie obiecujemy – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Konarska, rzecznik prasowy TVP.

Festiwal Opole 2017 rusza 15 września. Jak zapowiada Konarska, już na początek widzów TVP czeka mocne uderzenie. W amfiteatrze swój jubileusz pracy artystycznej będzie świętować Maryla Rodowicz koncertem „Wariatka tańczy – 50 lat na scenie”. Z Królową Polskiej Piosenki wystąpią znani artyści, m.in. Marcin Wyrostek, Kasia Popowska, Mateusz Ziółko czy Piotr Cugowski. Część przedstawi swoje wersje piosenek Rodowicz, nie zabraknie też zaskakujących duetów, a nawet trio, bowiem na scenie razem z Marylą Rodowicz pojawią się także Doda i Cleo.

Podczas koncertu Rodowicz zaprezentuje swoje taneczne umiejętności, które szlifowała przez ostatnie miesiące pod okiem Jana Klimenta, tancerza znanego z „Tańca z Gwiazdami”. Zostaną też wyświetlone archiwalne materiały filmowe, które przypomną najważniejsze wydarzenia z artystycznego życia gwiazdy.

Pierwszego dnia festiwalu odbędzie się też koncert Debiutów, artystów prezentujących różne gatunki muzyczne. Wszyscy zaprezentują swoje autorskie piosenki.

Koncert pozwala się dowiedzieć, co w duszy gra dzisiaj młodym, zdolnym artystom, jakie gatunki muzyczne są im najbliższe – wskazuje rzecznik TVP.

Drugi dzień festiwalu upłynie pod znakiem Premier, czyli jednego z najstarszych konkursów Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. W tym roku premierowe utwory wykonają Katarzyna Cerekwicka, Zakopower, Lanberry, Pectus, Monika Lewczuk, Krzysztof Kiljański, Formacja Nieżywych Schabuff, Patrycja Zarychta, Navi, Szymon Wydra i Carpe Diem, Omen, Marek Kościkiewicz De Mono oraz Izabela Trojanowska.

Zarówno w konkursie premier, jak i konkursie debiutów, głos decydujący będą mieli widzowie. Będzie można pobrać specjalną aplikację na smartfony i za jej pomocą zagłosować na swojego ulubionego debiutanta lub utwór w konkursie Premier, ale też w trakcie koncertu wysłać SMS o konkretnej treści, oddając głos na swojego ulubionego wykonawcę. W piątkowy wieczór w konkursie Debiutów będzie także jury, które wybierze swojego debiutanta – zwycięzcę – tłumaczy Konarska.

Na zakończenie drugiego dnia festiwalu wystąpi legenda polskiego kabaretu. W koncercie „Jan Pietrzak. Z PRL-u do Polski” obok Pietrzaka wystąpią m.in. Ryszard Makowski, Paulina Grochowska, Natalia Sikora czy Grupa Świt.

Niedziela to największe przeboje i to, co kochamy najbardziej, czyli piosenki, które potrafimy wspólnie zaśpiewać, a zaśpiewają dla nas w ten niedzielny wieczór m.in. Edyta Górniak, Ania Wyszkoni, Rafał Brzozowski, grupa Pectus, Monika Lewczuk, Antek Smykiewicz, Natalia Szroeder. To będzie święto polskiej muzyki – zapowiada rzecznik TVP.

Ostatni opolski koncert, czyli After Party, poprowadzą Edyta Herbuś, Norbi i Rafał Patyra. Przypomniane zostaną największe przeboje polskiej muzyki tanecznej, od lat 70. po najnowsze przeboje.

W tym roku wyjątkowo festiwal odbędzie się we wrześniu. Jak jednak ocenia rzecznik TVP, ten termin powinien przyciągnąć widzów podobnie jak ten letni.

To termin, kiedy wracamy po wakacjach, mamy za sobą pierwsze tygodnie roku szkolnego, znamy plan tygodnia, więc myślę, że rodzinnie wszyscy zasiądziemy przed telewizorami. Pogoda podobno jest gwarantowana, limit opadów deszczu został już wyczerpany i mam nadzieję, że przy znakomitej pogodzie spotkamy się w amfiteatrze opolskim – mówi Agata Konarska.

Technologia polskiej spółki może zrewolucjonizować system finansowy. Przekształci tradycyjne waluty w cyfrowe

Technologia polskiej spółki może zrewolucjonizować system finansowy. Przekształci tradycyjne waluty w cyfrowe 8

Technologia blockchain służy do rejestrowania transakcji w kryptowalutach. Polska spółka stworzyła rozwiązanie, które pozwala zapisywać w niej transakcje przeprowadzane tradycyjnymi walutami, takimi jak złoty, frank czy brytyjski funt. Cyfryzacja tradycyjnego pieniądza może oznaczać olbrzymie oszczędności dla banków i możliwość dokonywania natychmiastowych i bezkosztowych transakcji. Rozwiązanie, którym interesują się globalni giganci, ma szansę zrewolucjonizować światowy system finansowy i pomóc w walce z wykluczeniem finansowym.

– Pieniądze potrzebują nowych technologii. Ciekawe jest, że jedna z najważniejszych sfer życia, jaką są pieniądze, opiera się na bardzo starej technologii, z lat 70. Mimo że mieliśmy wiele innowacji, dotyczyły one tylko wierzchołka góry lodowej. Wprowadzaliśmy na przykład nowe metody korzystania z pieniędzy, typu płatności komórkowe lub online. Dopiero kilka lat temu zaczęliśmy myśleć o tym, jak możemy zmienić fundamenty technologiczne pieniądza – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tadeusz Kuropatwiński, dyrektor zarządzający obszarem digital payments w Billon.

W kontrze do tradycyjnych walut coraz większą popularność zdobywają wirtualne pieniądze. Według aktualnych danych CoinMarketCap w tej chwili istnieje już ponad 1070 kryptowalut, a łączna kapitalizacja tego rynku przekracza 145 mld dolarów. Za blisko połowę tej wartości odpowiada bitcoin (BTC) – najpopularniejsza wirtualna waluta, która zaistniała na rynku osiem lat temu. W ciągu ostatnich kilku miesięcy jej kurs bił kolejne rekordy. Na początku tego roku cena wirtualnej waluty była wyższa niż uncji złota, a w sierpniu przekroczyła historyczną barierę 4 tys. dolarów.

 Bitcoin jest w tym momencie narzędziem dobrym do spekulacji, a nie do wykorzystywania na co dzień, bo bitcoin nie jest stabilną walutą. W codziennym korzystaniu z pieniędzy potrzebujemy stabilności i przewidywalności, a to zapewnia istniejący system finansowy, który gwarantuje transparentność. Z drugiej strony potrzebujemy nowej technologii, która stanie za polskim złotym czy funtem brytyjskim, technologii opartej na rozproszonej bazie danych i rozproszonym rejestrze – mówi Tadeusz Kuropatwiński.

Ekspert Billon ocenia, że wirtualny pieniądz raczej nie zastąpi tradycyjnych walut, ale stojąca za nim technologia blockchain (rozproszony rejestr) może w przyszłości zrewolucjonizować światowy system finansowy. Równie dobrze można w niej zapisywać transakcje dokonywane w złotych, frankach czy funtach.

Założona kilka lat temu polska spółka stworzyła rozwiązanie, które umożliwia zapis transakcji finansowych z użyciem tradycyjnych walut w technologii blockchain. Cyfrowe pieniądze są przechowywane jako zaszyfrowane pliki na urządzeniach elektronicznych lub w chmurze. Każdy plik z wartością pieniężną zawiera numer seryjny, nominał, identyfikator banku-wydawcy oraz warstwę cyfrowych znaków wodnych i podpisów. Taki plik jest cyfrowym odpowiednikiem papierowego banknotu.

– Kryptowaluty powstały z potrzeby cyfryzacji pieniądza. Po drugiej stronie mamy waluty narodowe takie jak złoty czy funt. Na przestrzeni kilkunastu lat waluty i pieniądze będą w pełni cyfrowe, ale nie będzie to bitcoin ani kryptowaluty. Będą to tylko dobrze nam znane złote czy funty, zapisane w inny sposób i oparte na nowej technologii rozproszonego rejestru, który upraszcza i przyspiesza obieg pieniądza oraz zmienia sposób, w jaki pieniądz jest przechowywany – prognozuje Tadeusz Kuropatwiński.

Blockchain jest uważany za najbezpieczniejszą obecnie technologię zapisu i przechowywania danych. To rozproszona, zdecentralizowana baza danych oparta na algorytmach matematycznych i kryptografii. Podstawowym elementem blockchain jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych transakcjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch (stąd nazwa: łańcuch bloków). Cały system jest odporny na cyberataki – szacuje się, że aby złamać zabezpieczania blockchain, potrzebna byłaby moc obliczeniowa równa połowie całego internetu. Informacji zapisanych w tej technologii nie da się zmodyfikować ani sfałszować.

Przekształcenie tradycyjnych walut w elektroniczne w oparciu o technologię blockchain mogłoby przynieść gigantyczne oszczędności bankom. Teraz zatrudniają one armię informatyków, którzy dbają o bezpieczeństwo systemu finansowego. W przypadku rozproszonego rejestru ich praca byłaby zbędna, włamanie się do bazy blockchain jest mało prawdopodobne, a system nie wymaga centralnych serwerów. Ponadto elektroniczne pieniądze byłyby dużo prostsze i wygodniejsze w obrocie i przechowywaniu.

– Dzięki uproszczeniu systemu finansowego jesteśmy w stanie obniżyć koszty obiegu i przechowywania pieniędzy nawet o 90 proc. – mówi Tadeusz Kuropatwiński.

W praktyce zapisanie pieniędzy w technologii blockchain umożliwia natychmiastowe, bezpośrednie płatności – bezkosztowo i z użyciem dowolnego urządzenia. Spółka prognozuje, że jej rozwiązanie może się stać nowym technologicznym standardem płatności. Billon współpracuje z firmami z listy amerykańskiego magazynu Fortune 500, a zainteresowanie już na początku wyraziły izraelskie banki, które są uważane za jedne z najbardziej innowacyjnych na świecie.

Dyrektor w Billon prognozuje, że elektroniczny pieniądz w przyszłości może też posłużyć do eliminacji problemu wykluczenia finansowego.

– W tym momencie mamy ok. 165 milionów ludzi w samej Europie i ponad dwa miliardy na całym świecie, którzy są poza systemem bankowym. Dzięki obniżeniu kosztów, jesteśmy w stanie włączyć te osoby do systemu finansowego, aby były pełnoprawnymi członkami cyfrowej gospodarki. Oczywiście jest to fundamentalna zmiana technologii, która trochę potrwa, jednak jest ona potrzebna – mówi Tadeusz Kuropatwiński.

Nowy Jedwabny Szlak z coraz większym potencjałem. Chce na tym skorzystać PKP Cargo

Nowy Jedwabny Szlak z coraz większym potencjałem. Chce na tym skorzystać PKP Cargo 9

PKP Cargo korzysta na dynamicznym rozwoju Nowego Jedwabnego Szlaku, czyli nowych połączeń handlowych między Europą a Azją. W I półroczu kolejowa spółka odnotowała 88-proc. wzrost według masy kontenerów w porównaniu do I połowy 2016 roku i liczy na dalsze wzrosty, także na innych kierunkach zagranicznych. Również na polskim rynku PKP Cargo notuje wzrost udziałów w rynku – według pracy przewozowej wynosi on 53 proc.

Nieprzerwanie od półtora roku notujemy wzrost naszego udziału w rynku. Według pracy przewozowej mamy w tej chwili 53 proc., co stanowi wzrost o 2,8 pkt proc. rok do roku. Przychody operacyjne przekroczyły 2,26 mld zł, co skutkuje wynikiem dla całej grupy na poziomie 19 mln złotych i wzrostem o 135 mln zł rok do roku. Od 1,5 roku zdobywamy rynek miesiąc po miesiącu, zarówno jeżeli chodzi o pracę przewozową, jak i masę – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Libiszewski, prezes zarządu PKP Cargo.

W minionym półroczu przewozy według pracy przewozowej sięgnęły 15 mld tkm i były o 11 proc. większe niż przed rokiem. Prezes PKP Cargo ocenia, że tak dobre wyniki spółka zawdzięcza konsekwentnej realizacji strategii przyjętej w ubiegłym roku przez nowy zarząd.

– Nasza strategia, która polega na tym, że działamy zgodnie i zatrudniamy najlepszych, przynosi efekt. W ciągu 1,5 roku na wszystkich posiedzeniach zarządu byli obecni wszyscy członkowie zarządu. To 100-proc. obecność, podczas której mieliśmy wynik 100 proc. głosowań „za”. Wszystko jest uzgadniane i to właśnie przynosi nam ten dobry efekt – podkreśla Maciej Libiszewski.

W I półroczu tego roku nakłady inwestycyjne PKP Cargo przekroczyły 200 mln zł. Ponad 150 mln zł zostało przeznaczone na naprawy okresowe taboru, a 27 mln zł na modernizację istniejącego taboru oraz zakupy nowych wagonów i lokomotyw.

Grupa zakłada, że w kolejnych miesiącach uda się jej utrzymać tendencję wzrostową. Jednym z czynników, który ma się do tego przyczynić, jest wzrost aktywności na rynkach zagranicznych i rozwój współpracy międzynarodowej.

– Nasze lokomotywy dojeżdżają do Holandii, Niemiec i Austrii. Jesteśmy obecni instytucjonalnie w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech. Dojeżdżamy na granicę włoską i chorwacką. Chcemy to kontynuować. Podpisaliśmy czterostronne porozumienie z kolejami rumuńskimi, CFR Marfa oraz portem w Konstancy i portem w Gdańsku. Chcemy również rozwijać współpracę z Chorwacją, przede wszystkim z portem w Rijece i z HŽ Cargo – mówi Maciej Libiszewski.

Jak informuje prezes PKP Cargo, spółka rozwija też swoją działalność w kierunku wschodnim. Szansą jest dla niej Nowy Jedwabny Szlak – potężny projekt gospodarczy, ekonomiczny i geopolityczny, który zakłada utworzenie szlaków handlowych i wspólnych korytarzy transportowych łączących Europę i Azję. Działa już połączenie kolejowe między Łodzią a chińskim miastem Chengdu, które wiedzie przez Kazachstan, Rosję i Białoruś. Na białoruskiej granicy przewoźnik ma jednak chwilowe problemy związane z zatorami.

– Mamy bardzo dobre relacje z sąsiednimi kolejami. Pomagają nam obsługiwać Nowy Jedwabny Szlak, który zwiększa swój potencjał praktycznie z każdym miesiącem. Jeśli chodzi o współpracę z Chinami na Nowym Jedwabnym Szlaku – pojawiają się głosy, które zalecają nam przyhamowanie tego rozwoju. Wiąże się to z faktem, że Rosjanie przesunęli bardzo dużą część swoich transportów z granicy ukraińskiej na białoruską. W tej chwili mamy tam do czynienia z zatorami, ale liczymy, że uda nam się je rozwiązać po zakończeniu koniecznych remontów polskich linii kolejowych – mówi Maciej Libiszewski.

Wodór zmienia oblicze motoryzacji. W ten sposób napędzanych będzie nie tylko coraz więcej aut, lecz także autobusów i ciężarówek

Wodór zmienia oblicze motoryzacji. W ten sposób napędzanych będzie nie tylko coraz więcej aut, lecz także autobusów i ciężarówek 10

Łatwy do uzyskania wodór może być paliwem przyszłości. Taki napęd elektryczny zasilany wodorem – w przeciwieństwie do akumulatorów – sprawdza się nawet na długich dystansach, ponieważ ładowanie trwa kilka minut, a zasięg to ok. 700 km. Pojazdy wodorowe to nie tylko samochody osobowe, lecz także ciężarówki, autobusy czy wózki widłowe. Jak podkreślają eksperci, napęd wodorowy jest całkowicie bezpieczny. Można go pozyskać z wody, odpadów komunalnych czy węgla.

– Wszyscy uważamy, że przyszłość samochodów w miastach to samochody elektryczne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Witold Nowicki, wiceprezes Toyota Central Europe. – Samochody elektryczne ładowane z baterii to przyszłość na krótkich dystansach. Tam, gdzie potrzebujemy trochę większego auta lub gdy chcemy wyjechać poza miasto, rozwiązaniem jest samochód elektryczny. Jednak w tym przypadku prąd bierzemy już nie z baterii, która jest ciężka, ma ograniczony zasięg i długi czas ładowania, lecz z ogniwa paliwowego zasilanego wodorem – wyjaśnia.

Na koniec 2016 roku na świecie było ok. 2 mln samochodów elektrycznych (dane Międzynarodowej Agencji Energii), a według różnych prognoz w latach 2030–2040 może być ich już 100 mln. Jak podaje European Automobile Manufacturers Association, w 2016 roku w UE zarejestrowano ponad 155 tys. samochodów z napędem elektrycznym i 278 tys. hybryd. Po polskich drogach jeździ łącznie ok. 2 tys. samochodów elektrycznych. W ich eksploatacji przeszkodą może być czas ładowania i ograniczony zasięg.

– W przypadku konwencjonalnych pojazdów tankowanie benzyną czy olejem napędowym trwa kilka minut, przy zasilaniu paliwami gazowymi nieco dłużej, natomiast napełnianie akumulatorów energią elektryczną trwa od 3 do nawet 12 godzin. Dlatego te pojazdy na obecnym etapie nadają się raczej do poruszania w dużych aglomeracjach miejskich – ocenia prof. Marek Brzeżański, dyrektor Instytutu Pojazdów Samochodowych i Silników Spalinowych na Politechnice Krakowskiej.

Na dłuższych trasach ekologicznym rozwiązaniem mogą być pojazdy napędzane wodorem. Ich przewagą jest krótki czas ładowania, zbliżony do samochodów o tradycyjnym napędzie.

– To samochód w pełni elektryczny, zasilany ogniwem paliwowym, bez wad samochodu elektrycznego na baterie. Ładowanie trwa 3 minuty, a zasięg to 700 km. Takim samochodem możemy śmiało jechać po Polsce, wierząc w to, że po drodze będą stacje, na których „zatankujemy” wodór. To technologia, która już co prawda istnieje, ale wymaga olbrzymiego nakładu w infrastrukturę: gniazdka elektryczne do ładowania i stacje wodorowe. To technologia, którą będziemy się cieszyć za 10 lat – ocenia Witold Nowicki.

Na rynku dostępne są trzy modele samochodów wodorowych, m.in. Toyota Mirai, której sprzedaż do 2020 roku ma sięgnąć 30 tys. sztuk. Nad samochodami wodorowymi pracują inne duże koncerny: Honda, Lexus, BMW, Ford, Mercedes, Audi czy Hyundai. Technologia ta szybko się rozwija. Korea Południowa zapowiada, że do 2020 roku po jej drogach będzie jeździć 10 tys. takich samochodów (przy ok. 120 w 2016 roku). Problemem obecnie jest brak koniecznej infrastruktury, ta jednak jest systematycznie rozbudowywana. Jeszcze w 2015 roku w Europie było 40 stacji tankowania wodoru, w 2020 roku ma ich być 200, a w 2025 roku ich liczba przekroczy tysiąc. Najbardziej rozbudowaną infrastrukturę ma Japonia, gdzie znajduje się ok. 100 stacji.

Eksperci podkreślają, że wodór – znany jako gaz łatwopalny – jest paliwem znacznie bezpieczniejszym niż benzyna czy LPG. Przez to, że jest on 14 razy lżejszy od powietrza, szybko unosi się do góry, nie stwarzając zagrożenia dla pasażerów i auta. Dodatkowo może być uzyskiwany w sposób nieszkodliwy dla środowiska i nie emituje spalin. Jedynym produktem ubocznym jest para wodna.

– Wodór jest nośnikiem energii przyszłości – podkreśla prof. Marek Brzeżański. – Ogniwo paliwowe jest napędzane wodorem, który w sposób ciągły może zasilać to ogniwo. Mamy też mały bufor energii elektrycznej w postaci akumulatora, który możemy albo doładować z sieci, albo z ogniwa paliwowego. To rozwiązanie, które ma przed sobą przyszłość.

Napęd wodorowy jest wykorzystywany nie tylko w samochodach osobowych, lecz także na kolei, w transporcie miejskim, ciężarówkach oraz wózkach widłowych. Trwają także badania nad samolotami napędzanymi ciekłym wodorem. To paliwo jest szansą na uniezależnienie od ropy i gazu oraz od zewnętrznych dostawców źródeł energii. Tym bardziej że ogniwa paliwowe mogą też zasilać mieszkania i biura. W sytuacji kryzysowej samochody napędzane wodorem mogą też stanowić źródło zasilania. Dla przykładu ogniwa paliwowe Toyoty Mirai mają maksymalną moc 114 kW i są zdolne zaopatrywać gospodarstwo domowe w prąd nawet przez tydzień.

– Wodór jest uzyskiwany m.in. z węgla. To jedna z najtańszych metod. Może być zieloną metodą wykorzystania węgla. To ma już miejsce w Australii – mówi Andrzej Szałek, ekspert ds. nowych technologii, Toyota Motor Poland.

Pozyskiwanie wodoru z węgla mogłoby się sprawdzić zwłaszcza w Polsce, gdzie energetyka jest w 80 proc. oparta właśnie na tym surowcu.

– Metoda uzyskiwania wodoru z węgla ma zastosowanie globalne. Jest on wytwarzany, np. w metodzie gazyfikacji w Australii i czysty, skroplony wodór tankowcem płynie do Japonii. To bardzo opłacalna metoda, wiele krajów podejmuje badania i działania w tym kierunku, ponieważ pozwala uniknąć bezrobocia w sektorze kopalni węglowych – tłumaczy Andrzej Szałek.

Draghi niedostatecznie gołębi

W trakcie czwartkowych notowań inwestorzy z pewnością nie narzekali na brak zmienności na rynku walutowym, który finalnie stał się zakładnikiem słów Mario Draghiego. Tym razem przekaz prezesa ECB pozostał relatywnie gołębi, aczkolwiek nie na tyle, aby przyczynić się do osłabienia euro. Na doniesienia dotyczące przyszłości europejskiego luzowania należy poczekać do październikowego posiedzenia, w trakcie którego nastąpi publikacja przyszłej strategii.

Koniec sesji stoi pod znakiem pozostawania przez amerykańską walutę w defensywie. Na przestrzeni dnia rentowność dziesięcioletnich obligacji zdołała powrócić w okolice poziomu 2,06 proc., wymazując tym samym ruch po wczorajszych doniesieniach o porozumieniu w sprawie limitu zadłużenia. Na szczycie walut G10 znajduje się dolar kanadyjski (0,7 proc.), któremu po piętach depcze euro (0,7 proc.). Na koniec dnia EUR/USD balansuje przy poziomie 1,2000 oczekując na obecność dodatkowego sygnału popytowego. Najmniej spektakularny ruch dotyczy funta szterlinga, którego 0,2 proc. umocnienie wypycha GBP/USD do poziomu 1,3070.

W gronie walut Emerging Markets wyższość dolara uznał jedynie południowoafrykański rand (-0,5 proc.) znajdujący się pod presją doniesień z banku centralnego. Na czele zestawienia pojawił się węgierski forint, którego 0,9 proc. aprecjacja stała pod znakiem zapytania po wypowiedzi jednego z członków MNB w sprawie zmian poziomów stopy BUBOR. W przypadku złotego (0,5 proc.) należy mówić o nieco skromniejszym ruchu. Na koniec dnia EUR/PLN znajduje się przy 4,2550, USD/PLN przy 3,5470, GBP/PLN przy 4,6370, a CHF/PLN wraca do poziomu 3,7240.

Przed czwartkową decyzją ECB w sprawie parametrów polityki pieniężnej uwagę próbowały zwrócić dane dotyczące niemieckiej produkcji przemysłowej, które znalazły się pod presją środowego rozczarowania nowymi zamówieniami za lipiec (-0,7 proc. m/m, konsensus: 0,2 proc.). Tym razem należy mówić o podtrzymaniu passy. Wolumen produkcji utrzymał się na czerwcowych poziomach (0,0 proc. m/m, konsensus: 0,5 proc.), niwecząc tym samym szansę na wyraźne odbicie po 1,1 proc. spadku. W trakcie dzisiejszej sesji nastąpiła również publikacja rachunków narodowych dla strefy euro za II kwartał. Potwierdzeniu uległo uprzednio podane kwartalne tempo wzrostu na poziomie 0,6 proc. przy jednoczesnym podniesieniu rocznej dynamiki do poziomu 2,3 proc. (poprzednio: 2,2 proc.).
W drugiej części dnia uwagę zwróciły dane dotyczące złożonych wniosków o zasiłek o bezrobotnych, które z tygodnia na tydzień odnotowały najsilniejszy skok od pięciu lat. Powyższa tendencja nie powinna być traktowana jako wysoce zaskakująca, bowiem powyższy ruch należy utożsamiać ze spustoszeniem spowodowanym przez huragan Harvey. W tym samym czasie nastąpiła publikacja finalnych szacunków jednostkowego kosztu pracy, który w II kwartale odnotował zannualizowany skok na poziomie zaledwie 0,2 proc. skok wobec uprzednio podanych 0,6 proc.

Prawdziwe przetasowanie sentymentu na rynku ropy naftowej zapewniły wartości podane przez amerykański Departament Energii, który wskazał na wzrost zapasów surowca na poziomie 4,6 mln baryłek. Rynek był przygotowany na publikację niezbyt optymistycznego raportu, bowiem wczorajszy raport API sygnalizował wzrost rezerw o 2,8 mln baryłek. Niemniej jednak baryłka West Texas Intermediate (0,1 proc.) odnotowała ruch w stronę wyższych poziomów, co utożsamia się z dość pokaźnym wzrostem spadku zapasów benzyny (-3,2 mln baryłek). Na koniec dnia ropa WTI ponownie próbuje przebić poziom 49,20 USD.

Na europejskich parkietach optymistycznymi nastrojami nie popisała się giełda przy Książęcej, gdzie WIG 20 (-0,8 proc.) osunął się poniżej okrągłego poziomu 2 500 pkt. Do wzrostów najsilniej zachęcały walory Jastrzębskiej Spółki Węglowej (1,9 proc.), za którymi uplasował się Tauron (1,6 proc.) planujący utrzymanie tegorocznego zysku EBITDA na poziomie z 2016 roku. W dolnej części stawki pojawiło się PGE (-3,0 proc.) czekające na niezbyt przychylny komentarz UOKiK w sprawie przejęcia EDF. Pokaźną przecenę giganta przebiło CCC (-5,8 proc.), które zdecydowało się na emisję 2 milionów nowych akcji zamiast zwiększenia udziału zadłużenia do kapitałów. CCC ustaliło cenę walorów na poziomie 265 PLN (obecnie: 272,25 PLN). Posunięcie obuwniczego potentata należy ocenić jako wysoce zaskakujące oraz stawiające pod znakiem wysokość wolnych przepływów pieniężnych w najbliższych kwartałach.

Zdecydowanie bardziej optymistyczne nastroje panowały we Frankfurcie, gdzie na czele indeksu DAX (0,7 proc.) uplasowało się RWE (3,8 proc.) planujące ponowny start rezerwowego bloku G elektrowni Gersteinwerk. Mniej pokaźną zwyżkę odnotował Adidas (2,2 proc.), który próbował okryć cieniem wymazywanie wczorajszej przeceny przez ThyssenKrupp (2,0 proc.). Na niemieckiej giełdzie najsilniej traciły spółki z sektora bankowego. Niechlubnemu rankingowi przewodził Commerzbank z ruchem w stronę południa na poziomie 1,6 proc.

Nieco słabszą skalę wzrostów odnotował londyński FTSE 100 (0,6 proc.). Na czele komponentów znalazły się walory Micro Focus (5,1 proc.) drożejące za sprawą ponadprzeciętnie wysokiego wolumenu (trzykrotność średniej trzydziestodniowej). Silny ruch ku wyższym poziomom ma za sobą AstraZeneca (4,3 proc.), która poinformowała o planowanym wprowadzeniu leku Duakril w I półroczu 2018 roku. Z optymizmem inwestorzy przyjęli również zamiary Fresnillo (4,0 proc.), które zdecydowało się na przeznaczenie 155 mln USD na poczet rozbudowy meksykańskiej kopalni Saucito. Wśród spółek z sektora wydobywczego najsilniejszą przecenę ma za sobą BHP Billiton (-1,8 proc.), którego australijskie aktywa mogą znaleźć się w rękach EOG Resources. Silniejszą przecenę wśród wyspiarskich gigantów odnotowały jedynie walory Admiral Group (-2,0 proc.), co należy wiązać z odcięciem dywidendy przez spółkę.

W gronie surowców swoje pięć minut ponownie przeżywa sok pomarańczowy, którego listopadowe kontrakty drożeją 3,6 proc. Wśród metali prym wiedzie pallad (1,3 proc.), okrywający cieniem zwyżkę platyny (1,1 proc.), srebra (0,9 proc.) oraz złota (0,8 proc.). W przypadku dwóch ostatnich kruszców należy mówić o chwilowej stabilizacji notowań przy poziomach 18,04 USD oraz 1 345 USD. Tuż pod kreską znajduje się miedź, której 0,2 proc. przecenę przebija gaz ziemny (-0,4 proc.).

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

GPW tonie pod ciężarem informacji ze spółek, ECB miesza na złotym

W czwartek warszawski parkiet ugiął się pod ciężarem złych informacji ze spółek. To jeszcze nie przekreśla szansy na wzrosty we wrześniu, ale znak zapytania został postawiony. Ciekawie też było na rynku walutowym, gdzie pierwsze skrzypce grał ECB.

Spadki zakończyła się czwartkowa sesja na giełdzie w Warszawie. Indeks WIG20 spadł o 0,8 proc. do 2491,8 pkt. (pierwsze zamknięcie poniżej 2500 pkt. od 6. sesji), WIG o 0,6 proc. do 64381,9 pkt., mWIG40 wzrósł o śladowe o 0,05 proc. do 4865,6 pkt., a sWIG80 spadł o 0,75 proc. do 15308,5 pkt. W tym ostatnim przypadku indeks przetestował najniższe poziomy od lutego br. To przekreśla szanse na zakończenie trwającego już 5-miesięcy trendu spadkowego i szybki ruch do góry.

Indeks WIG20 był dziś jednym z najgorzej spisujących się indeksów w Europie, gdzie w większości dominowały wzrosty, pomimo drożejącego euro, obaw związanych z huraganem Irma, czekania na wyniki posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego (ECB) i pomimo ostrożnego otwarcia na Wall Street. I tak niemiecki DAX wzrósł o 0,7 proc., a francuski CAC40 o 0,3 proc. Żadnym pocieszeniem jest to, że równie słabo co polska giełda zachowywały się parkiety na Węgrzech i w Pradze.

Rynek akcji ugiął się pod naporem złych informacji ze spółek. Fala wyprzedaży przetoczyła się przede wszystkim przez CCC, po tym jak firma poinformowała o podwyższeniu kapitału w drodze emisji 2 mln akcji o wartości 265 zł każda. W efekcie kurs CCC spadł o 5,75 proc. do 272,25 zł.

Przed publikacją wyników za I półrocze br. akcje Enei potaniały o 2,6 proc. do 14,43 zł i zakończyły dzień najniżej od 2. miesięcy.

Akcje Polwaxu, spółki z indeksu sWIG80, zostały przecenione o 13,9 proc. do 12,06 zł, po tym jak spółka poinformowała o spadku w II kwartale zysku o 27 proc. R/R, a przychodów o 17 proc., co i tak było wynikiem gorszym od oczekiwań. Spółka, która jest jednym z największych producentów i dystrybutorów parafiny przemysłowej w Europie, poinformowała ponadto, że ten i przyszły rok będą dla niej trudne.

Drugi kolejny dzień mocno wyprzedawane były akcje Kruka (-5,5 proc.), a w ślad za nim również walory GetBack (-3,5 proc.). Impulsem do wyprzedaży stała się informacja, że od 2018 roku znacznie wzrośnie efektywna stopa procentowa, przez co dynamika zysków będzie dużo mniejsza niż obecnie.

Jedną z nielicznych giełdowych perełek był dziś CD Projekt. Walory tego producenta gier poszybowały w górę o 9,75 proc. do 90,01 zł i znalazły się na najwyższych poziomach w historii. Spółka, która w I półroczu zanotowała spadek zysków i przychodów, pochwaliła się bowiem wzrostem rentowności sprzedaży brutto do 85,1 proc. z 76,5 proc. rok wcześniej. Ponadto przekonała ona do siebie inwestorów swoimi planami na przyszłość.

Powrót relatywnej słabości polskiego rynku akcji przypomina sytuację z poprzednich miesięcy, ale jeszcze nie przekreśla szans na kontynuację wzrostów z drugiej połowy sierpnia. Szczególnie, że nastroje na globalnych rynkach akcji nie są złe, hossa na rynku surowcowym po niezbędnej korekcie może być kontynuowana (co będzie pomagać spółkom surowcowym), a kondycja polskiej gospodarki będzie wspierać giełdę.

W czwartek równie ciekawie co przy ulicy Książęcej w Warszawie, było na rynku walutowy. Zarówno na tym krajowym, jak i globalnym, nastroje zostały zdominowane przez posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB).

Zgodnie z prognozami bank nie zmieni stóp procentowych, pozostawiając główną z nich na poziomie 0 proc., a stopę depozytową na poziomie -0,40 proc. Utrzymał też wartość programu skupu aktywów na poziomie 60 mld EUR miesięcznie, sygnalizując jednocześnie korektę tego programu w październiku lub najpóźniej w grudniu. Istotnie podniósł prognozę wzrostu PKB na ten rok (do 2,2 proc., byłby to najszybszy wzrost od 2007 roku), jednocześnie tnąc prognozy inflacji na lata 2018-2019. Mario Draghi wyraził też zaniepokojenie mocnym euro.

Ten mix wiadomości rynki zinterpretowały jako kolejny mały krok w kierunku normalizacji polityki monetarnej w strefie euro, przy jednoczesnym niedostatecznie silnym zaniepokojeniem banku centralnego umocnieniem wspólnej waluty. W efekcie kurs EUR/USD wybił się powyżej 1,20 dolara (może to mu otwierać drogę do 1,22 dolara), a co automatycznie przełożyło się na wzrost notowań EUR/PLN o 0,5 gr do 4,25 zł, przy spadku CHF/PLN do 3,7190 zł, a USD/PLN do 3,5330 zł. Ta ostatnia para w pewnym momencie spadła do 3,5263 zł, co jest najniższym kursem dolara od końca 2014 roku. Układ sił na USD/PLN, ale też i możliwy ruch EUR/USD w kierunku 1,22 dolara, każe spodziewać się rychłego testu poziomu 3,50 zł, przy wahaniach EUR/PLN w przedziale 4,22-4,30 zł.

W piątek złoty zostanie pod głównym wpływem rynków globalnych, co oznacza koncentrację uwagi na nocnych danych makroekonomicznych z Chin i Japonii, późniejszych danych o produkcji przemysłowej z Wielkiej Brytanii, a także doniesienia z USA, gdzie szaleje huragan Irma. Impulsem lokalnym będzie oczekiwanie na wyniki jutrzejszego przeglądu ratingu Polski przez agencję Moody’s (zmiana ratingu nie jest spodziewana).

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Zysk netto URSUS S.A. w I połowie 2017 r. wzrósł ponad 7-krotnie r/r

URSUS S.A. wypracował 5,7 mln zł zysku netto w I półroczu 2017 r. To ponad 7-krotnie więcej niż przed rokiem. Przychody spółki wzrosły w ciągu roku o 11% do poziomu 154,4 mln zł. Skonsolidowane przychody grupy wyniosły 141,1 mln zł (wzrost 2% r/r) i w większości pochodziły z zagranicznych kontraktów. Spółka wprowadziła też dyscyplinę kosztową, dzięki czemu istotnie obniżyła koszty sprzedaży i finansowe.

Grupa URSUS konsekwentnie realizuję strategię wzrostu. W pierwszym półroczu 2017 r. wypracowała 141,1 mln zł przychodów ze sprzedaży, nieznacznie więcej niż przed rokiem. W ujęciu jednostkowym wpływy ze sprzedaży wyniosły 154,4 mln zł, czyli o 11% więcej niż przed rokiem. URSUS sukcesy odnosi tak na rynku krajowym, jak i zagranicznym. W I półroczu 2017 r. grupa zrealizowała w Polsce 62 mln zł przychodów ze sprzedaży (44 proc. wszystkich przychodów), w tym wpływy ze sprzedaży ciągników rolniczych wyniosły 52 mln zł, co stanowi wzrost o 37% r/r.

– Ze względu na opóźnienia w dopłatach bezpośrednich dla polskich rolników rynek krajowym w tym roku jest mniej sprzyjający niż przed rokiem. Mimo to URSUS w rozwojowej grupie ciągników o przedziale mocy 74-110 KM utrzymał dobry poziom sprzedaży i udział rynkowy wynoszący 13%. To m.in. efekt reaktywacji legendarnej serii C i wyniku sprzedaży modelu C-380, który nosi miano najpopularniejszego ciągnika w kraju – skomentował Karol Zarajczyk, prezes zarządu URSUS S.A.

URSUS wyróżnia się na rynku, bo zgodnie z danymi Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców ogółem zanotowano 8-proc. spadek liczby rejestracji w przedziale mocy 74-110 KM w stosunku do I półrocza 2016 r.

Budowanie bazy pod przyszłe wzrosty

Grupa rozwija się również poprzez rynki eksportowe. Przychody ze sprzedaży eksportowej w I półroczu 2017 r. wyniosły 79,1 mln zł, czyli więcej o 14% r/r. W wynikach za pierwszą połowę roku uwzględniono przychody z realizacji kontraktu z tanzańską spółką NDC o łącznej wartości 45 mln zł. Całkowita wartość tego kontraktu wynosi 55 mln USD, z czego zrealizowano dotąd 9,5 mln USD. Pozostała część umowy o wartości ponad 131 mln zł będzie realizowana w kolejnych okresach, co powinno przełożyć się na wyniki spółki w kolejnych kwartałach. Kolejnym kontraktem, którego realizacja budować będzie wynik Grupy w kolejnych kwartałach, jest podpisana w marcu br. umowa z zambijską spółką Industrial Development Corporation Limited. Realizacja kontraktu o rekordowej wartości 100 mln USD powinna rozpocząć się na przełomie 2017 i 2018 r.

URSUS buduje swoją międzynarodową pozycję również poprzez sprzedaż produktów w Europie Zachodniej i Środkowej oraz na rynkach wschodnich. W I półroczu 2017 r. URSUS zrealizował zamówienia dla swoich kontrahentów m.in. w Czechach, Szwecji, Niemczech, Norwegii, Holandii, na Węgrzech, Chorwacji, Irlandii, Litwie i Grecji.

W planach są kolejne perspektywiczne rynki eksportowe. W tym roku podpisała już ramowe umowy współpracy z partnerami z Iranu, Algierii i Namibii. Dzięki dwóm ostatnim wartość portfela afrykańskich kontraktów URSUSA wzrosła do 197,3 mln USD.

Dyscyplina kosztowa i odbudowa rentowności

Równolegle z pracą nad zabezpieczeniem źródeł przychodów, zarząd realizował inicjatywy ograniczające koszty. W efekcie koszty sprzedaży spadły o 20,3 proc. r/r, a koszty finansowe o 39,8 proc. r/r.

Wszystkie działania podjęte przez zarząd przełożyły się na wynik netto URSUS SA, który na koniec I półrocza wyniósł 5,7 mln zł, czyli ponad 7-krotnie więcej niż przed rokiem. Ujemny wynik netto na poziomie Grupy wynoszący 0,4 mln zł (strata netto akcjonariuszy jednostki dominującej) spowodowany jest stratami wykazywanymi przez spółkę zależną URSUS Bus S.A., znajdującą się w początkowej fazie rozwoju.

Tradycja i innowacje

Podstawową działalnością URSUS jest produkcja i dystrybucja ciągników i maszyn rolniczych. Ale Grupa staje się też coraz poważniejszym graczem na rynku trolejbusów i autobusów, w tym autobusów elektrycznych. Jest również coraz bardziej zaangażowana w projekt budowy własnego auta elektrycznego, a swoje zasoby chce skoncentrować na rozwoju i produkcji autorskiej  konstrukcji e-dostawczaka.

– Udało nam się znaleźć równowagę między rozwojem tradycyjnego biznesu opartego na produkcji traktorów i maszyn rolniczych a innowacjami w segmencie pojazdów elektrycznych – dodaje Karol Zarajczyk, prezes zarządu URSUS S.A.

W ocenie zarządu produkcja seryjna elektrycznego samochodu dostawczego URSUS może ruszyć w drugim kwartale przyszłego roku.

Wzrosty na GPW

W I połowie 2017 r. walory spółki zyskały na wartości ponad 106 proc. Akcje spółki należą do grona 50 najbardziej płynnych na GPW.

Zmiany w zarządzie Ronson Europe. Tomasz Łapiński złożył rezygnację

Tomasz Łapiński, prezes Ronson Europe, złożył rezygnację z pełnionej funkcji ze skutkiem od 1 grudnia br. Do tego czasu będzie pełnić swoje obowiązki, co zapewni ich płynne przekazanie jego następcy. Rada nadzorcza przedstawi kandydata na stanowisko prezesa zarządu Spółki w najbliższych dniach.

7 września br. Tomasz Łapiński złożył rezygnację z funkcji prezesa i członka zarządu Ronson Europe, jednak będzie pełnić dotychczasowe obowiązki do końca listopada. Zapewni to płynne przekazanie obowiązków jego następcy. Kandydaturę nowego prezesa rada nadzorcza Spółki planuje przedstawić w najbliższych dniach.

– Chciałbym serdecznie podziękować pozostałym członkom zarządu, radzie nadzorczej oraz wszystkim pracownikom Ronsona za blisko 10 lat owocnej współpracy. Bardzo dziękuję również naszym kontrahentom i akcjonariuszom za zaufanie, jakimi obdarzyli naszą Spółkę. Powodem mojej rezygnacji jest decyzja o podjęciu nowych wyzwań zawodowych. Odchodzę ze Spółki znajdującej się w bardzo dobrej sytuacji finansowej, w roku, który zapowiada się bardzo dobrze pod względem sprzedaży mieszkań, i w którym Spółka planuje ponownie pobić rekord w liczbie mieszkań przekazywanych klientom. Życzę mojemu następcy i moim dotychczasowym współpracownikom sukcesów w dalszym rozwoju Ronsona – powiedział Tomasz Łapiński.

Rada nadzorcza i Tomasz Łapiński nie wykluczają możliwości skrócenia współpracy, i tym samym objęcia funkcji prezesa przez następcę Tomasza Łapińskiego jeszcze przed 1 grudnia br.

W ścisłym kierownictwie Spółki pozostają jej wieloletni menedżerowie. Obecnie w skład zarządu Ronson Europe wchodzą również: Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu, związany ze Spółką od 2003 r., oraz Rami Geris, dyrektor finansowy (CFO), w Spółce od 2007 r. Pełnią oni, podobnie jak Tomasz Łapiński, funkcje dyrektorów zarządzających A i odpowiadają za bieżącą działalność Ronson Europe. Rolę dyrektorów zarządzających B pełnią natomiast Erez Tik i Alon Haver, przedstawiciele głównego akcjonariusza Spółki, tj. Luzon Group.

GPW rozpoczyna publikację indeksów mWIG40 i sWIG80 w formule dochodowej

  • 18 września GPW rozpocznie publikację dwóch nowych indeksów obliczanych z uwzględnieniem dywidend: mWIG40TR i sWIG80TR
  • Nowe indeksy uzupełnią dotychczasową rodzinę indeksów wielkości: równocześnie z indeksami cenowymi WIG20, mWIG40 i sWIG80 będą obliczane indeksy dochodowe
  • Nowe indeksy pozwolą na śledzenie koniunktury wśród małych i średnich spółek dywidendowych 

Podczas sesji 18 września br., GPW rozpocznie publikację dwóch nowych indeksów dochodowych mWIG40TR i sWIG80TR. W odróżnieniu od indeksów cenowych, których wartości obliczane są na podstawie bieżących kursów, indeksy dochodowe są obliczane z uwzględnieniem dochodów kapitałowych, w szczególności dywidendy oraz emisji akcji z prawem poboru. Tym samym wartości czterech indeksów będą podawane w formule cenowej i dochodowej. Obecnie, GPW oblicza w taki sposób indeksy WIG20 i WIG30.

Zasady obliczania i publikacji nowych indeksów będą analogiczne do zasad dotyczących indeksu WIG20TR. Zmiany portfeli indeksów mWIG40 i sWIG80 będą przeprowadzane wraz ze zmianami indeksów cenowych, a ich wartości będą podawane trzy razy w ciągu dnia: po pierwszym i drugim fixingu, a także po zakończeniu sesji. Dniem bazowym dla obydwu nowych indeksów będzie 31 grudnia 2009 r. – będą one zgodne z wartościami indeksów cenowych w tym dniu.

– Rozpoczęcie publikacji indeksów mWIG40TR i sWIG80TR to zwrócenie uwagi na małe i średnie spółki dywidendowe. Wyraźnie widzimy w ostatnim czasie, że spółki tego typu coraz częściej dzielą się swoim zyskiem z akcjonariuszami, co potwierdza rosnąca stopa dywidendy w tym segmencie emitentów. Mam nadzieję, że nowe indeksy spotkają się ze szczególnym zainteresowaniem ze strony instytucji finansowych, w szczególności emitentów produktów strukturyzowanych i ETF, dla których nowe indeksy mogą być instrumentami bazowymi  – powiedział Michał Cieciórski, Wiceprezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych S.A. w Warszawie.

W 2017 roku 28 spółek z indeksu mWIG40 i 32 spółki z sWIG80 wypłaciły dywidendę. Stopa dywidendy dla tych indeksów wynosi odpowiednio: 2,8% i 2,3%. W obu przypadkach, po 15 spółek – uczestników indeksów – wypłacało dywidendę regularnie w ostatnich 5 latach.

Pierwsze portfele nowych indeksów są zgodne z portfelami mWIG40 i sWIG80, które będą obowiązywać po sesji 15 września br. Wartości historyczne indeksów zostaną przeliczone wstecz od dnia bazowego. Informacje o bieżących wartościach nowych indeksów będą dostępne na stronach internetowych GPW oraz serwisach autoryzowanych agencji informacyjnych.

Strategia dla przyszłości polskiej branży farmaceutycznej

Zapewnienie ciągłości działania usług IT poważnym wyzwaniem dla ponad połowy firm i instytucji w Polsce

  • 59 proc. przedsiębiorstw zmaga się z tzw. „deficytem dostępności”, czyli różnicą między potrzebami użytkowników a możliwościami ich zaspokojenia przez dział IT
  • 71 proc. przedsiębiorstw przyznaje, że nieplanowane przestoje opóźniają inicjatywy cyfrowej transformacji

Badanie firmy Veeam® Software, pokazuje, że ponad połowa organizacji w Polsce zmaga się z przystosowaniem firmowej infrastruktury do wymogów nowoczesnego biznesu działającego bez przerw. Niemal 60 proc. kierujących działami IT przyznaje, że pracę ich przedsiębiorstwa zakłóca tzw. „deficyt dostępności”, oznaczający niezdolność do zaspokojenia potrzeb użytkowników związaną z ograniczonymi możliwościami skutecznego odtworzenia danych i aplikacji po awarii.

Badanie zrealizowane na zlecenie firmy Veeam, na potrzeby którego przebadano 50 decydentów ds. informatyki ze średnich i dużych przedsiębiorstw, pokazuje, że dyrektorzy IT w Polsce są świadomi niewystarczających mechanizmów i strategii ochrony przed nieplanowanymi przestojami informatycznymi. Jedynie 56 proc. ankietowanych jest pewnych, że ich aktualne rozwiązanie informatyczne potrafi przywrócić do działania zwirtualizowaną infrastrukturę IT w czasie określonym przez umowę o gwarantowanym poziomie świadczenia usług (SLA).

Tak wysoki poziom niepewności wśród zarządzających działami IT ma swoje uzasadnienie. Wynika on z faktu, że ponad połowa prób odzyskania danych trwa zbyt długo (43 proc.) lub skutkuje odzyskaniem niekompletnych informacji (41 proc.). Przeciętny czas przestojów IT w firmach i instytucjach w Polsce wynosi 29 minut. Długość przestoju aplikacji krytycznych, którą są w stanie tolerować rodzimi dyrektorzy IT, wynosi średnio jedynie 12 minut. Co ciekawe, w przypadku pozostałych aplikacji menedżerowie ds. IT są gotowi zaakceptować przestoje trwające średnio 283 minuty, czyli ponad 4,5 godziny.

Transformacja cyfrowa w polskich organizacjach pod znakiem zapytania

Jak przyznaje większość respondentów (71 proc.), wszelkiego rodzaju przestoje – będące skutkiem cyberataków, awarii infrastruktury, niesprawności sieci lub katastrof naturalnych – wywierają negatywny wpływ na procesy transformacji cyfrowej i opóźniają inicjatywy z tego zakresu. Co ważne, transformacja cyfrowa jest bardzo istotnym lub wręcz strategicznym projektem – zarówno dla zarządów firm, jak i poszczególnych działów biznesowych – w połowie badanych przedsiębiorstw i instytucji.

„Z naszego badania wyłania się dość niepokojący obraz. IT w działających w Polsce organizacjach w dalszym ciągu funkcjonuje w oderwaniu od potrzeb biznesowych. Przedsiębiorstwa w ponad połowie przypadków nie potrafią odtworzyć danych lub usług w czasie określonym umowami SLA lub zgodnie z docelowym punktem przywracania danych. W dodatku istnieje zaskakująco duża tolerancja w zakresie długotrwałości przestojów aplikacji, która wynosi blisko 5 godzin. Wdrażając strategiczne inicjatywy z obszaru transformacji cyfrowej, wydawałoby się, że tego typu zdarzenia nie mogą mieć miejsca, a działy IT powinny funkcjonować jako wewnętrzny usługodawca dla użytkowników biznesowych. Biorąc pod uwagę rosnące oczekiwania klientów i presję globalnej konkurencji, organizacje działające na naszym rynku powinny potraktować dbałość o stałą dostępność IT jako jeden z głównych priorytetów” – powiedział Andrzej Niziołek, starszy menedżer regionalny Veeam Software w północnej i południowej części Europy Wschodniej.

Polscy CIO sceptyczni wobec chmury

Patrząc na aktualne plany inwestycyjne – zmierzające do zapewnienia większej dostępności usług IT i przeprowadzenia transformacji cyfrowej – więcej przedsiębiorstw zamierza konsolidować obecną infrastrukturę w różnych lokalizacjach czy centrach danych (34 proc.) niż modernizować ją w oparciu o chmurę prywatną (27 proc.). Zarządzający działami IT większą wagę niż do wdrażania chmury przywiązują obecnie do inwestowania w bardziej tradycyjne obszary, takie jak zwiększenie poziomu wirtualizacji serwerów (43 proc), aktualizacja systemów operacyjnych (39 proc), czy rozbudowa pamięci masowych (36 proc.).

Takie plany inwestycyjne mogą wynikać ze sposobu, w jaki ankietowani CIO postrzegają chmurę obliczeniową. Co piąty respondent uważa, że cloud computing zapewnia znacząco lub nieco wyższy poziom usług w stosunku do jakości usług oferowanych przez wewnętrzny dział IT. Jednocześnie aż 57 proc. respondentów uznaje, że chmura nie jest im niezbędna, ponieważ jakość świadczenia usług w obu modelach jest porównywalna.

Co ciekawe, średnio jedynie 11 proc. wszystkich aplikacji w badanych przedsiębiorstwach stanowią obecnie aplikacje chmurowe (działające na bazie infrastruktury w chmurze, np. w modelu Software as a Service). W ocenie ankietowanych menedżerów odsetek ten w ciągu dwóch najbliższych lat może zwiększyć się średnio do 23 proc.

„Zapewnienie nieprzerwanego dostępu do danych i usług IT to w dalszym ciągu duże wyzwanie dla większości polskich przedsiębiorstw. To skłania do wniosku, że organizacje powinny przemyśleć plany transformacji i ponownie rozpocząć dyskusję o stanie istniejącej infrastruktury. Z naszej analizy wynika, że decydenci zarządzający informatyzacją w dalszym ciągu wykazują zachowawcze postawy i w dużej mierze rozbudowują działy IT w oparciu o tradycyjne technologie. Biorąc pod uwagę globalne trendy, wśród badanych zaskakująco duży jest odsetek firm sceptycznych wobec cloud computingu oraz rozwiązań chroniących dane dzięki przetwarzaniu w chmurze” – powiedział Tomasz Krajewski, szef zespołu inżynierów na Europę Wschodnią w Veeam Software. – „Sam fakt inwestowania w wewnętrzne zasoby infrastrukturalne nie jest niczym złym. Pojawia się jednak pytanie, czy te inwestycje zmierzają do spełnienia potrzeb użytkowników biznesowych, wymagających wysokiej sprawności i elastyczności IT, czy też do podtrzymania status quo?” – dodaje ekspert Veeam Software.

###

Informacje o raporcie

Badanie poświęcone dostępności krytycznych systemów infrastruktury IT zostało przeprowadzone w celu zobrazowania, jak w działających na polskim rynku przedsiębiorstwach kształtują się praktyki związane w backupem, funkcjami odtwarzania i przywracania systemów IT. Badanie metodą CAWI na zlecenie Veeam zrealizował CIONET Polska we współpracy z Infotarget. Grupę badawczą stanowiło 50 menedżerów ds. IT ze średnich i dużych przedsiębiorstw oraz instytucji. Uczestnicy badania reprezentowali wszystkie kluczowe sektory gospodarki. Projekt realizowany był w marcu 2017 roku.

Sztuczna inteligencja, czyli rewolucja dla fabryk i elektrowni

Wysoka moc obliczeniowa, umiejętność logicznego wykorzystania informacji i co najważniejsze – zdolność uczenia się. Twórcy technologii od lat inspirują się ludzkim organizmem, którego zdolności wspierane są przez właściwości maszyn. Przewidywana wartość rynku globalnego dla technologii sztucznej inteligencji na 2017 rok to prawie 2,5 mld USD[1]. Jak wykorzystać potencjał tej technologii w zakresie funkcjonowania przedsiębiorstw? 

Aż 63 proc. respondentów twierdzi, że sztuczna inteligencja pomoże zwalczyć problemy współczesnych społeczeństw – takie dane płyną z badania PwC „Boot.Me: A revolutionary partnership” z 2017 roku. Z drugiej strony, aż 46 proc. pytanych obawia się, że algorytmy SI odbiorą ludziom ich posady. Tymczasem, prace nad sztuczną inteligencją dążą do rozszerzenia ludzkich kompetencji i odciążenia człowieka od czasochłonnych, manualnych czynności.

Inteligentna fabryka przewiduje awarie

Jednym z głównych problemów wynikających z powszechnej cyfryzacji jest ilość produkowanych danych oraz ich wykorzystanie. Tymczasem Big Data stanowi duży potencjał w sektorze przemysłu. Dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji –  dynamiczny wzrost liczby danych może posłużyć do optymalizacji procesów zachodzących w fabrykach. W takim przypadku możliwe będzie m.in. skrócenie cykli rozwojowych produktów, zapobieganie ich technicznym wadom, a także zwiększenie bezpieczeństwa poprzez automatyzację ryzykownych działań.

Drogą do osiągnięcia inteligencji technologicznej jest tzw. uczenie maszynowe (machine learning). Chodzi tu o metody, które pozwalają zdobywać wiedzę na  podstawie doświadczenia zawartego w danych. Nową wiedzę maszyny mogą następnie wykorzystać do wykrywania anomalii i stanów awaryjnych pracujących urządzeń.

Zapisane dane historyczne, służą do stworzenia samouczącego się modelu matematycznego, który przewiduje zachowanie danego urządzenia. Analizując różnice między rzeczywistym zachowaniem urządzenia a naszymi przewidywaniami co do zachowania urządzenia, jesteśmy w stanie z wyprzedzeniem przewidzieć wystąpienie awarii. Wdrożyliśmy taki algorytm w Elektrowni Rybnik dla młyna węglowego – jednego z najbardziej awaryjnych elementów systemu energetycznego. Operator pracujący w elektrowni nie ma możliwości wnikliwej obserwacji pracy wszystkich urządzeń (młyny, palniki, klapy, wtryski itp.) ze względu na ich liczebność. W momencie wykrycia przez system prowadzącego do awarii stanu pracy urządzenia, operator jest o tym informowany i może podjąć działania zaradcze. Ogranicza to niepotrzebne przestoje – mówi Konrad Wojdan, dyrektor działu R&D z firmy Transition Technologies.

Biologia inspiracją dla inżynierów

Z badania „Artificial Intelligence – the next digital frontier?”, opracowanego przez Instytut McKinsey, wynika że 67 proc. respondentów wskazuje na konieczność zastosowania sztucznej inteligencji do rozwiązywania problemów związanych z produkcją czystej energii[2]. Technologia sztucznej inteligencji będzie obecna na etapach początkowych produkcji, jak i przy działaniach związanych z konsumentami końcowymi. Uczenie maszynowe, robotyka i automatyzacja mogą pomóc firmom energetycznym lepiej przewidywać podaż i popyt, zredukować przestoje oraz zmaksymalizować wydajność[3].

Biologiczne obserwacje mogą mieć szerokie zastosowanie przy rozwiązywaniu skomplikowanych problemów technicznych. Jednym z nurtów wykorzystujących to podejście są Sztuczne Systemy Immunologiczne (SSI). Obserwując układ odpornościowy organizmów żywych, opracowaliśmy rozwiązanie SILO. Jest to system informatyczny wykorzystujący metody sztucznej inteligencji, dedykowany dla sektora energetycznego. Zastosowanie algorytmów SI pozwala na ograniczenie kosztów pracy elektrowni dzięki optymalizacji procesów zachodzących w  kotle energetycznym, takich jak: utrzymywanie temperatury pary na określonym poziomie, utrzymanie emisji tlenku azotu (NOX) na zadanym poziomie, czy minimalizacja emisji CO. Z naszego rozwiązania SILO korzysta jedna ze śląskich elektrowni. Rozwiązanie pozwoliło na redukcję emisji CO2 o 4380 ton rocznie oraz na ograniczenie wydzielania szkodliwego amoniaku – o 665 ton w skali roku. Poprawiła się także sprawność kotła energetycznego, a zużycie węgla spadło o 1565 ton rocznie. W rezultacie, w skali roku elektrownia zaoszczędziła 1 120 000 złotych, a to zaledwie namiastka możliwości, jakie daje wykorzystanie sztucznej inteligencji w energetyce – dodaje Konrad Wojdan.

Choć nowa technologia wciąż budzi obawy, w sztucznej inteligencji należy upatrywać potencjału, a nie zagrożenia – ludzki umysł ma być jedynie wspomagany przez niezawodne maszyny. Ten duet może znacząco odmienić oblicze funkcjonowania całej gospodarki i wpłynąć na stopień innowacyjności kraju.

[1] Statista, Revenues from the artificial intelligence (AI) market worldwide, from 2016 to 2025.

[2] PwC, Boot.Me: A revolutionary partnership, 2017

[3] McKinsey Global Institute, Artificial Intelligence – the next digital frontier?, 2017

Trendy w elektronice konsumenckiej. Jakich produktów oczekują użytkownicy?

Pozytywna wiadomość dla rynku sprzętu audio: konsumenci coraz bardziej cenią pozytywne doświadczenia muzyczne. W każdym miejscu i o każdej porze. W konsekwencji zapotrzebowanie na odpowiednie produkty rośnie, co daje branży kolejny impuls. A producenci podążają za tymi oczekiwaniami dostarczając nowe rozwiązania: funkcje multiroom, streamingu dla domu oraz bezprzewodowe rozwiązania na zewnątrz. Są to wnioski GfK dotyczące globalnego rynku audio przygotowane z okazji berlińskich targów IFA 2017.

Analitycy GfK prognozują, iż w 2017 r. segment słuchawek i mobilnych zestawów słuchawkowych zanotuje sprzedaż na poziomie 368 mln sztuk, co w porównaniu z rokiem ubiegłym oznaczać będzie wzrost o 4 proc. Wyższa będzie również sprzedaż w ujęciu wartościowym. Jednak w tym wypadku prognozowany wzrost wyniesie aż 10 proc., co wynika głównie z tendencji panującej na całym tym rynku, czyli do migracji producentów w stronę segmentu produktów o wyższych cenach. Spodziewany globalny przychód w tym segmencie wyniesie w 2017 r. około 8,8 mln euro.

W Europie Zachodniej technologia bluetooth nadal mocno wpływa na wzrost: około 15 proc. słuchawek i przenośnych zestawów słuchawkowych sprzedanych w pierwszej połowie 2017 roku oferowało łączność za pomocą bluetooth. Udział tej technologii był więc niemal dwukrotnie wyższy w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Szczególnie duże zyski wygenerowały modele słuchawek bluetooth, tak samo jak opaski na głowę wyposażone w tę technologię. Zwiększa się również zapotrzebowanie na urządzenia zupełnie bezprzewodowe (całkowicie bezprzewodowe słuchawki douszne), urządzenia z aktywną funkcją neutralizacji hałasu oraz urządzenia specjalnie zaprojektowane do uprawiania sportu.

Przenośne głośniki bluetooth nadal cieszą się zainteresowaniem konsumentów. Te małe głośniki dostępne są teraz nie tylko w różnych kolorach i kształtach, ale oferują nowe funkcje, takie jak odporność na wstrząsy czy działanie wody. GfK szacuje, że za cały 2017 r. wielkość sprzedaży w Europie Zachodniej wyniesie 15 mln sztuk, osiągając 14-proc. wzrost. Oczekuje się, iż wygenerowany przychód wyniesie 1,3 mld euro (wzrost o 11 proc.).

Na rynku elektroniki samochodowej (radia samochodowe, systemy multimedialne i systemy nawigacyjne) stale rosnącą popularnością cieszą się urządzenia z interfejsem bluetooth oraz urządzenia posiadające Apple CarPlay lub Android Auto.

Konsumenci coraz częściej wymagają funkcjonalności bezprzewodowej łączności domowego sprzętu hi-fi oraz systemu multiroom. W pierwszej połowie 2017 roku sprzedaż urządzeń audio obsługujących funkcje streamingu wzrosła w Europie o 4 proc., do dwóch milionów sztuk. Przychody za ten sam okres wyniosły 480 mln euro, nieco mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. W pierwszej połowie roku niewielki spadek dotyczył również soundbar-ów. Po latach wzrostu rynek osiągnął w Europie przychód w wysokości 369 mln euro.

Rynek inteligentnych systemów z funkcją multiroom ponownie zanotował w Europie wzrost o 14 proc., osiągając sprzedaż na poziomie 1,5 mln sztuk. Ze względu na większe zapotrzebowanie na produkty z wyższej półki cenowej, przychody były jeszcze większe. Wzrosły o 14,4 proc. i wyniosły 582 mln euro. Największy udział w tym wzroście miały soundbar-y z opcją multiroom oraz receiver-y. Inteligentne soundbar-y zwiększyły przychody o 35 proc., osiągając wartość 174 mln euro. Inteligentne receiver-y uzyskały wzrost o 67 proc.

Poza multiroom, również segmenty z funkcjami Dolby Atmos oraz High Resolution Audio coraz lepiej rozwijają się dla różnych produktów hi-fi, w tym dla reciver-ów i soundbar-ów.

Radia cyfrowe popularne wśród europejskich konsumentów

Radia cyfrowe cieszą się coraz większą popularnością. Między styczniem a czerwcem 2017 roku w krajach europejskich istotnych dla rynku radia cyfrowego (Belgia, Dania, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Wielka Brytania, Włochy, Holandia, Norwegia, Polska, Szwecja, Szwajcaria, Hiszpania i Australia) sprzedano łącznie 1,9 mln radioodbiorników z funkcją DAB/DAB+. W porównaniu z pierwszą połową 2016 r. jest to wzrost o 9 proc. Kategorie produktów monitorowane w tym segmencie to: domowe systemy audio, tunery, odbiorniki, radioodbiorniki, radia przenośne, odtwarzacze magnetofonowe z radiem, radia do samochodów (rynek wtórny).

O badaniu
Powyższe analizy powstały w oparciu o dane pochodzące z prowadzonego przez GfK badania panelowego sklepów detalicznych. Instytut GfK regularnie gromadzi dane w 80 krajach na całym świecie na temat sprzedaży sprzętu i urządzeń powszechnego użytku. W Polsce próbę stanowi około 6500 sklepów różnej wielkości, usytuowanych w całym kraju, zarówno tradycyjnych jak i internetowych, specjalizujących się w różnych branżach (AGD, RTV, IT, optyce, książkach, motoryzacji i innych) a także hipermarkety i hipermarkety budowlane. Na podstawie raportowanych danych, instytut GfK opracowuje analizy strukturalne – zagregowane dla całych kanałów dystrybucji i rynków.

Japońskich producentów hybryd czeka rekordowy rok

W 2016 roku Toyota sprzedała na świecie 1,4 mln hybryd, zaś w tym roku jest na dobrej drodze do wyniku 1,5 mln egzemplarzy. Łącznie japońscy producenci, przede wszystkim Toyota i Honda, dostarczą w tym roku klientom prawdopodobnie 1,8 mln hybryd – byłby to wzrost z 1,6 mln w 2016 roku.

Popularność hybryd japońskich producentów

Globalna sprzedaż hybryd Toyoty w pierwszej połowie 2017 roku wzrosła rok do roku o 8,4 procent, do poziomu 768 tys. aut. W ten sposób sprzedaż hybryd tego producenta, a zarazem wszystkich japońskich aut spalinowo-elektrycznych, zmierza ku kolejnemu rekordowi. Na drugim miejscu po Toyocie znalazła się Honda, dostarczając klientom w ciągu pierwszych 6 miesięcy 125 132 hybrydy, o 18 procent więcej rok do roku.

Bestsellery na rynku ekologicznych napędów

W pierwszym półroczu 2017 roku najpopularniejszym samochodem hybrydowym na świecie była ponownie Toyota Prius z wynikiem 116 695 egzemplarzy. Tuż za nią znalazł się nowy crossover Toyota C-HR Hybrid. Najpopularniejszą hybrydą Lexusa był NX 300h.

W pierwszym półroczu kupiono na świecie 40299 hybryd plug-in (ładowanych z gniazdka) japońskich marek, głównie produkcji Toyoty i Mitsubishi. Na szczycie znalazł się Prius Plug-in Hybrid (Prius Prime) z wynikiem 27 106 aut, który wyprzedził Mitsubishi Outlandera PHEV (13 193 egz.).

Nissan nie podał łącznego wyniku sprzedaży hybryd na świecie, a jedynie dane z wybranych rynków. W tym roku Nissan potwierdza sprzedaż w Japonii około 9 tys. hybryd, w tym 8 tys. egzemplarzy hybrydowego Tribute i 1000 egzemplarzy modeli Cima i Fuga, znanych poza Japonią jako Infiniti Q70L i Infiniti Q50. Jak podaje WardsAuto, od stycznia do czerwca w USA Nissan sprzedał 818 hybrydowych Rogue. Model ten nie pojawił się jeszcze w Kanadzie i Wielkiej Brytanii.

Jeśli chodzi o samochody elektryczne, wśród japońskich producentów najlepszy wynik zanotował Nissan z wynikiem 35 tys. aut, w tym 7170 w Japonii. W większości były to egzemplarze Nissana Leaf. Mitsubishi sprzedał 568 egzemplarzy miejskiego i-MiEV. Sprzedaż aut elektrycznych producentów z Japonii zamknęła się liczbą 35500 egzemplarzy.

Z kolei wodorowa Toyota Mirai, sedan z napędem elektrycznym zasilanym ogniwami paliwowymi, uzyskał globalną sprzedaż 1157 egzemplarzy. Samochód ten zadebiutował w Japonii w grudniu 2014 roku, a od 2015 roku stopniowo jest wprowadzany na kolejne rynki w Europie oraz w USA.

Japońskie hybrydy w Polsce

Na polskim rynku w pierwszym półroczu kupiono 8594 samochody hybrydowe, o 90 procent więcej niż rok wcześniej w tym samym okresie. Głównie były to samochody z akumulatorem nieładowanym z gniazdka. Auta elektryczne zainteresowały 155 kierowców. Największy udział rynku hybryd (92,8 proc.) mają Toyota i Lexus – łącznie obie japońskie marki sprzedały w pierwszym półroczu 7979 aut z tym napędem.

Najpopularniejszym modelem hybrydowym była Toyota Auris Hybrid (2255 egz.), tuż za nią znalazł się nowy model Toyota C-HR Hybrid (2232 egz.). Najczęściej kupowanym japońskim autem elektrycznym jest Nissan Neaf (49 egz.), który zajął drugie miejsce po BMW i3 (62 egz.).

Samochody hybrydowe pojawiły się w Polsce w 2004 roku za sprawą Toyoty Prius. Od tamtej pory Toyota sprzedała w naszym kraju ponad 25 tys. aut z tym napędem, zaś ostatnie 5000 egzemplarzy zaledwie w 5 miesięcy. W polskich salonach marki jest dostępnych 7 modeli hybrydowych z 6 segmentów, w tym ładowany z gniazdka Prius Plug-in Hybrid – najtańsza hybryda typu plug-in na naszym rynku.

ECB nie zmienił stóp procentowych, inwestorzy czekają na Draghiego

Stopy procentowe w strefie euro pozostaną rekordowo niskie, zdecydował w czwartek Europejski Bank Centralny, jednocześnie nie zmieniając wartości programu skupu aktywów. Rynek walutowy czeka na konferencję prasową po posiedzeniu, która może rozstrzygnąć o losach euro.

Zgodnie z oczekiwaniami Europejski Bank Centralny (ECB) nie zmienił wysokości stóp procentowych w strefie euro, pozostawiając główną z nich na poziomie 0,0 proc., a stopę depozytową na poziomie -0,40 proc. Pierwsza podwyżka spodziewana jest najwcześniej w 2019 roku.

Bank nie skorygował również prowadzonego przez siebie programu skupu aktywów, pozostawiając jego wartość na poziomie 60 mld EUR miesięcznie.

Wyniki posiedzenia, jakkolwiek wpłynęły na skok zmienności na rynku walutowym, to nie wywołały silnych i trwałych zmian. O godzinie 13:50 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2480 zł, a EUR/USD 1,1976 dolara. W obu przypadkach euro dziś zyskuje na wartości. To na jakich poziomach obie pary zamkną dzień rozstrzygnie się po godzinie 14:30. Będzie to kluczowy moment na rynkach finansowych w dniu dzisiejszym. Zwłaszcza dla rynku walutowego.

O godzinie 14:30 rozpocznie się konferencja prasowa prezesa ECB Mario Draghiego po dzisiejszym posiedzeniu. O ile w kwestii stóp procentowych rynek się zgadza, że pozostaną one rekordowo niskie minimum do końca 2018 roku, to już rozstrzygnięcia kwestii dotyczących programu skupu aktywów oczekuje się na dzisiejszej konferencji. Dominuje przekonanie, że w październiku zostanie ogłoszona redukcja tego programu. W tej sytuacji, dziś taki krok powinien zostać zasugerowany.

Dodatkowo istotne z punktu widzenia notowań euro będzie to, jak zmienią się prognozy inflacji i PKB dla strefy euro na lata 2017-2019 (prawdopodobna jest podwyżka prognoz wzrostu gospodarczego, przy braku lub nieznacznych korektach prognoz inflacji), a także czy Draghi odniesie się do obserwowanego w ostatnich miesiącach umocnienia wspólnej waluty.

Wyższe prognozy wzrostu gospodarczego w połączeniu z sugestiami zbliżającej się normalizacji polityki monetarnej w strefie euro będą stanowić wsparcie dla wspólnej waluty, wypychając kurs EUR/USD zdecydowanie powyżej 1,20 dolara, co może być wstępem do ruchu w okolice 1,22 dolara jeszcze przed posiedzeniem Fed (20 września). Dla EUR/PLN mogłoby to oznaczać powrót powyżej 4,26 zł, a następnie ruch w kierunku 4,30 zł.

Ewentualna słowa interwencja w celu osłabienia euro i równoczesny brak „jastrzębich” sygnałów ze strony ECB, wywoła natomiast realizację zysków na euro. Póki co jednak ten scenariusz jest mniej prawdopodobny.

Wcześniej Eurostat opublikował finalny odczyt danych nt. Produktu Krajowego Brutto (PKB) dla Strefy Euro. W II kwartale br. gospodarka przyspieszyła do 2,3 proc. rok do roku (R/R) z 2 proc. w pierwszych trzech miesiącach roku. To najlepszy wynik od 6 lat. Dla porównania, dynamika PKB była wyższa niż w USA (2,2 proc. R/R) i znacząco wyższa niż w Wielkiej Brytanii (1,7 proc. R/R).

Jeszcze lepiej radziła sobie cała Unia Europejska. Wzrost PKB wyniósł 2,4 proc. R/R wobec 2,1 proc. w I kwartale br. Na tym tle świetnie wypada Polska, która z dynamiką PKB na poziomie 4,4 proc. R/R (dane skorygowane o wpływ czynników sezonowych), plasuje się na 7. miejscu, za Rumunią (PKB 5,7 proc. R/R), Estonią (5,2 proc.), Słowenią (5,2 proc.), Łotwą (4,8 proc.), Czechami (4,7 proc.)  i prawdopodobnie Maltą (dane nie zostały jeszcze opublikowane).

Rynek walutowy skupiony na posiedzeniu ECB pozostał obojętny na dane o PKB. Tak samo zostaną zignorowane, publikowane o godz. 14:30, cotygodniowe dane nt. liczby wniosków o zasiłki dla bezrobotnych w USA.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

7 sposobów, które zwiększą szansę na znalezienie pracy

Czy ja i moje CV zrobiliśmy wystarczająco dobre wrażenie na rekruterze? – to główne pytanie, które kołacze się w głowie kandydata po wyjściu z rozmowy o pracę. By odpowiedź na to pytanie była twierdząca, przedstawiamy listę 7 sposobów na zwiększenie szans na zatrudnienie według serwisu rekrutacyjnego MosnterPolska.pl. Oto one:

  1. Dobre CV

Czyli? Odpowiadające dzisiejszym standardom, a nie w szablonie sprzed dekady. Najważniejszym wyróżnikiem nowoczesnego CV jest podsumowanie swojego doświadczenia w kilku zdaniach, które należy wyeksponować na górze dokumentu. Po przeczytaniu tych zdań rekruter powinien nabrać pewności, że jesteśmy właściwą osobę na oferowane stanowisko – mówi Joanna Żukowska z MonsterPolska.pl.

  1. Referencje

Wciąż niedoceniane. Tymczasem dołączenie do CV referencji od byłego szefa lub współpracowników jest skutecznym sposobem na zwiększenie szans na zatrudnienie. Pamiętajmy, że rekruter przegląda dziennie niezliczone ilości aplikacji. Referencje mogą być tym elementem, który przykuje jego uwagę na dłużej.

  1. Pierwsze wrażenie

Wchodząc na spotkanie, powinniśmy zrobić to pewnie i z uśmiechem, aby zarazić rekrutera pozytywną energią. Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Z badań wynika, że mamy na to 11 sekund. Po tym czasie rozmówca oceni czy da się nas polubić i czy jesteśmy wiarygodni.

  1. Wizerunek w Internecie

W dobie internetu bardzo często do pierwszego „spotkania” dochodzi poprzez serwisy społecznościowe. Rektruterzy szukając kandydatów w internecie, nie tylko czytają ich zamieszczone w sieci CV, ale sprawdzają na ile to, co czytają, jest spójne z tym, co widzą na zdjęciach. Wizerunek w sieci powinien być spójny. W momencie, w którym zdarza nam się wrzucać do sieci zdjęcia z wakacji lub z imprez powinniśmy bezwzględnie zadbać o restrykcyjne ustawienia prywatności. Bądźmy sprytni. Sprzedawajmy siebie w Internecie jak najkorzystniej.

  1. Nienaganne maniery

Lista zachowań, która skreśli nas u rekrutera to z pewnością brak wyciszonego telefonu, wchodzenie mu w słowo, ale także roszczeniowy sposób prowadzenia rozmowy i zwracania się do pracowników firmy, np. na recepcji.

  1. Wspólne tematy

Do rozmowy należy przygotować się także merytorycznie, czyli sprawdzić czym zajmuje się firma, do której aplikujemy. I nie chodzi o pobieżną wiedzę, ale szczegółowe prześledzenie strony internetowej i mediów społecznościowych. Im lepiej będziemy przygotowani do rozmowy, tym większa szansa, że zamieni się ona w propozycję pracy – podkreśla Żukowska.

  1. Small talk

Są osoby, które nie czują się dobrze, prowadząc tzw. small talk. Jeśli jednak rekruter chce wprowadzić luźniejszą atmosferę podczas rozmowy, warto mu na to pozwolić. Nowoczesne rozmowy bardzo często rozpoczynają i kończą się rozmowami „o wszystkim i o niczym”. Warto zaangażować się w small talk. Rekruterzy sprawdzają w ten sposób umiejętności komunikacyjne kandydata.

Jak często opłaca się zmieniać pracę?

Niektórzy mówią, że w swojej firmie nie mogą liczyć na podwyżki. Skarżą się, że żeby więcej zarabiać muszą zmienić pracę. Sprawdziliśmy czy częsta zmiana pracy to dobra strategia, aby osiągnąć wysokie zarobki. Okazuje się, że nie, ale o tym za chwilę.

W 2014 r. Forbes opublikował artykuł, którego autor uważa, że opłaca się zmieniać pracę co dwa lata. Udowadnia to porównując przeciętną podwyżkę osiąganą przy zmianie pracy z przeciętnymi, rocznym podwyżkami uzyskiwanymi przez osoby, które pracy nie zmieniają.

Wykres 1. Teoretyczny model wzrostu płac wg Forbes

Wykres 1. Teoretyczny model wzrostu płac wg Forbes
Źródło: http://www.forbes.com/sites/cameronkeng/2014/06/22/employees-that-stay-in-companies-longer-than-2-years-get-paid-50-less/#163c5c45210e

Autor publikacji przyjął założenia, że pracownik niezmieniający pracy może liczyć przeciętnie na podwyżkę w wysokości 3% swojej płacy. Przy zmianie pracy szacuje, że podwyżka wyniesie od 10-20%. Dla tak stworzonego modelu okazuje się, że warto zmieniać pracę często. Przy zmianie pracy co 2 lata, po 10 latach pracy, będziemy zarabiać blisko o 100% więcej w porównaniu do sytuacji gdybyśmy pozostali lojalni pierwszemu pracodawcy. To jednak tylko model teoretyczny.

W rzeczywistości pracodawcy mogą się obawiać zatrudnienia osób, które często zmieniają pracę. Skąd pewność, że nie zrobią tego ponownie? Po drugie, jeżeli wynegocjujemy wysokie wynagrodzenie podczas rozmowy o pracę, trudno może być o kolejne podwyżki. Raczej też nie otrzymamy podwyżki w ciągu pierwszych 12 miesięcy od podpisania umowy.

Sprawdziliśmy, jak wygląda sytuacja w oparciu o rzeczywisty poziom wynagrodzenia Polaków, którzy wzięli udział w Ogólnopolskim Badaniu Wynagrodzeń 2016.

Wykres 2. Mediany miesięcznego wynagrodzenia z uwzględnieniem stażu pracy oraz zmian pracodawcy (brutto w PLN)

Wykres 2. Mediany miesięcznego wynagrodzenia z uwzględnieniem stażu pracy oraz zmian pracodawcy (brutto w PLN)
Źródło: opracowanie własne na podstawie Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń 2016; N= 112930

 

Okazało się, że częste zmiany pracy nie służą karierze i zarobkom. Osoby zmieniające pracę co 2 lata lub częściej zarabiały mniej niż pozostali badani. Poniekąd smutną obserwacją jest to, że pracownicy lojalni jednemu pracodawcy należą do drugiej najmniej zarabiającej grupy. Po 20 latach pracy najwyższy przeciętny poziom zarobków osiągnęli ci, którzy w swojej karierze zmieniali pracę średnio co 4 do 6 lat.

W IT nie jest inaczej

Co ciekawe, wyżej wykazana prawidłowość sprawdza się również dla branży IT. Firmy informatyczne oferują pracownikom przeciętnie wyższe wynagrodzenie niż inne branże. Często też zmagają się z niedoborem pracowników i muszą o nich walczyć. Stąd wydawać by się mogło, że pracownicy często „dający się podkupić” powinni należeć do najlepiej zarabiającej grupy osób. Nie zmieniło to jednak prawidłowości, że nie opłaca się zmieniać pracy częściej niż co 2 lata, ani też rzadziej niż co 6 lat.

Wykres 3. Mediany miesięcznego wynagrodzenie w działach IT z uwzględnieniem stażu pracy oraz zmian pracodawcy (brutto w PLN)

Wykres 3. Mediany miesięcznego wynagrodzenie w działach IT z uwzględnieniem stażu pracy oraz zmian pracodawcy (brutto w PLN)

Przeciętnie rzecz biorąc po 20 latach pracy największe wynagrodzenie w działach IT miały osoby, które zmieniały zatrudnienie co 4-6 lat.

Sektor publiczny

W sektorze publicznym zależność ta dalej występuje, choć rozbieżności w zarobkach są znacznie niższe. Przykładowo wśród osób z ogólnym stażem pracy 15-16 lat, najwięcej zarabiali pracownicy, którzy zmieniali pracodawcę średnio co 2-4 lata (3 900 PLN brutto), a najmniej zatrudnieni cały czas u jednego pracodawcy (3 374 PLN brutto). Oznacza to, że maksymalna rozpiętość zarobków w budżetówce w tej grupie wynosiła 526 PLN brutto.

Wykres 4. Mediany miesięcznego wynagrodzenie w sektorze publicznym z uwzględnieniem stażu pracy oraz zmian pracodawcy (brutto w PLN)

Wykres 4. Mediany miesięcznego wynagrodzenie w sektorze publicznym z uwzględnieniem stażu pracy oraz zmian pracodawcy (brutto w PLN)

Zmieniać czy nie zmieniać pracę?

W artykule nie analizowaliśmy przyczyn zmiany pracy, a to one w dużej części wyjaśniają ww. prawidłowości. Naturalnym jest to, że pracownik, który sam składa wypowiedzenie, aby przejść do nowej firmy otrzyma w niej wyższe wynagrodzenie. Z drugiej strony, osoba która z pracy została zwolniona i poszukuje nowego miejsca pracy np. przebywając na bezrobociu będzie skłonna przyjąć ofertę pracy z mniejszą pensją. Uniwersalną radą na wysokie zarobki może być wysokie zaangażowanie w wykonywane obowiązki i ciągłe podnoszenie swoich kwalifikacji. To możemy poradzić wszystkim czytelnikom.

W którym mieście jest najtańsze OC?

Ceny OC nadal spędzają sen z powiek wielu kierowcom, ale są takie miasta, gdzie za obowiązkowe ubezpieczenie zapłaci się o wiele mniej. Gdzie są najniższe składki OC? 

Ubezpieczyciele wyliczają składkę OC, oceniając, jak duże jest prawdopodobieństwo, że dana osoba spowoduje wypadek. Z tego względu młodzi kierowcy czy osoby, które w ostatnich latach miały liczne szkody, zapłacą więcej za ubezpieczenie. Oczywiste jest też jednak, że uczestnictwo w wypadku jest o wiele bardziej prawdopodobne, jeśli poruszamy się codziennie po centrum Warszawy niż kiedy jeździmy np. po Lublinie. W jakim mieście można zatem liczyć na najniższe składki?

Najtaniej w Rzeszowie, a najdrożej we Wrocławiu

Korzystając z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl, wyliczono przeciętną składkę dla doświadczonego, bezszkodowego kierowcy zależnie od miejsca zamieszkania. Ceny sprawdzono dla wszystkich miast wojewódzkich. Wyniki przedstawia poniższa tabela.

Miasto Średnia składka

we wrześniu 2017 r.

Rzeszów 707 zł
Kielce 734 zł
Toruń 763 zł
Białystok 776 zł
Gorzów Wielkopolski 777 zł
Opole 781 zł
Katowice 782 zł
Kraków 802 zł
Zielona Góra 809 zł
Lublin 815 zł
Olsztyn 849 zł
Bydgoszcz 861 zł
Łódź 865 zł
Szczecin 875 zł
Poznań 917 zł
Warszawa 955 zł
Gdańsk 995 zł
Wrocław 1059 zł

 

Źródło: tabela opracowana na podstawie danych porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl. Średnią składkę wyliczono na podstawie kalkulacji przeprowadzonych 1 września 2017 r..

Dokładne założenia kalkulacji: ubezpieczany samochód to czarny Opel Astra Hatchback 1.6 Cosmo z 2014 r. Całkowity przebieg to 60 000 km, a zakładany roczny 14 000 km. Auto wykorzystywane regularnie, prywatnie i tylko w kraju. Samochód zarejestrowano pierwszy raz 3 kwietnia 2014 r. w Polsce, a obecny właściciel kupił je w 2016 r. Polisa ma obowiązywać od 15 września 2017 r. i jest kupowana przez Internet. Kierowca urodził się w 1976 r. Ma żonę i niepełnoletnie dziecko. Jest pracownikiem biurowym. Prawo jazdy posiada od 1997 r. Przez ostatnie 7 lat nie miał żadnej szkody. W poprzednim roku miał zniżkę 50%.

Warszawiacy narzekają zwykle na duże koszty życia, ale akurat pod względem OC stolica Polski nie jest wcale najdroższym miastem – zauważa Katarzyna Butkiewicz z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl. – To mieszkańcy Gdańska i Wrocławia zapłacą przeciętnie najwięcej za polisę dla swojego auta.

Jeśli chce się płacić mniej za ubezpieczenie, trzeba więc przeprowadzić się do mniejszej miejscowości. Rzeszów, Kielce oraz Toruń to trzy miasta, w których można liczyć na tańsze ubezpieczenie. Średnie ceny polis w tych miejscowościach dla doświadczonego kierowcy wynoszą ok. 700-750 zł.

Co mogą zrobić osoby z dużych miast, by zapłacić mniej za ubezpieczenie? Po pierwsze warto sprawdzać różne oferty, by znaleźć towarzystwo, które stosuje najkorzystniejsze stawki dla naszej miejscowości. Po drugie dobrze jest jeździć bezpiecznie. Nie tylko buduje to naszą historię bezszkodowej jazdy, lecz także poprawia statystyki miasta, po którym jeździmy.

Branża handlowa największym pracodawcą w CEE. Największe obroty generują branże motoryzacyjna i transportowa

Branża handlowa jest największym pracodawcą w Europie Środkowo-Wschodniej, jak wynika z najnowszej edycji rankingu TOP 500 CEE, przygotowanym przez Coface. W 2016 r. zyski branży wzrosły o ponad 20 proc.

W 2016 roku 500 największych firm ujętych w całym rankingu wygenerowało 580 miliardów euro obrotów (co oznacza niewielki spadek o 0,6 proc.) i doświadczyło spadku zysku netto (o 3,1%) do 26,3 miliarda euro. W przeciwieństwie do spadku obrotów i zysku netto, nastąpił dynamiczny wzrost zatrudnienia.

Przedsiębiorstwa ujęte w zestawieniu zatrudniały 4,5 proc. całkowitej siły roboczej w Europie Środkowo-Wschodniej, co oznacza wzrost o 3,9 proc. do 2,24 miliona osób. Największym pracodawcą jest właśnie branża handlowa.

Pozycję lidera w tegorocznej edycji rankingu Coface TOP 500 CEE przejął sektor motoryzacyjny, którego obroty wyniosły 128 miliardów euro. W ciągu ostatnich kilku lat zaobserwowano spowolnienie w sektorze paliw i chemii, który wcześniej dominował w rankingu.

W UE liczba rejestracji nowych samochodów osobowych wzrosła o prawie 7 proc. Ten wyższy popyt miał pozytywny wpływ na sytuację producentów samochodów, którzy zlokalizowani są głównie w Europie Środkowo-Wschodniej.

Producenci samochodów oraz producenci podzespołów i części zamiennych w regionie zwiększyli swoje moce produkcyjne na rzecz Europy Zachodniej, głównego kierunku eksportu krajów regionu CEE. W 2016 roku ponad 20 proc., czyli 102 firmy z 500 zakwalifikowanych do rankingu to przedsiębiorstwa z sektora motoryzacyjnego w Europie środkowo-Wschodniej. W 2015 roku stanowiły one zaledwie 17 proc. Ich przychody wzrosły o 8,6 proc., a zysk netto o 6,8 proc. Jest to rezultat bardzo korzystnego otoczenia gospodarczego i rosnącego popytu.

– Motoryzacja stała się siłą napędową gospodarek państw Europy Środkowo-Wschodniej – mówi w rozmowie z MarketNews24 główny ekonomista Coface na Europę Centralną, Grzegorz Sielewicz.

Dziecko dostaje pierwszy smartfon w wieku 7-8 lat i korzysta z niego 2,5 godziny dziennie

8 na 10 uczniów pierwszych trzech klas szkoły podstawowej posiada własny telefon, który łączy się z internetem. W pozostałych dwóch przypadkach dzieci korzystają z zasobów sieciowych na smartfonie innej osoby. Z badania przeprowadzonego na rodzicach przez firmę F-Secure oraz Polkomtel, dostawcę usług telekomunikacyjnych operatora sieci Plus wynika, że najmłodsi spędzają z telefonem około 2,5 godziny dziennie.

Dziecko otrzymuje pierwszy smartfon najczęściej w wieku 7-8 lat i według rodziców wykorzystuje go przede wszystkim do kontaktu z innymi (połączenia telefoniczne – 71%, wysyłanie wiadomości – 59%) oraz do grania (62%). Spośród najpopularniejszych aktywności wymienione zostały również: robienie zdjęć lub kręcenie filmów (59%), słuchanie muzyki (54%), oglądanie wideo (34%) oraz przeglądanie stron internetowych (30%).

Na pytanie, czy rodzice rozmawiali ze swoim dzieckiem o tym, jak bezpiecznie korzystać z internetu, większość badanych odpowiedziała pozytywnie. Jednak w co piątym przypadku opiekunowie nie podejmowali tego tematu, tłumacząc, że dziecko nie ma dostępu do internetu (14%), korzysta z niego pod kontrolą dorosłego (13%) lub jest jeszcze zbyt małe (10%).

Rodzice kupują dziecku pierwszy smartfon, aby mieć z nim łatwy kontakt, zwłaszcza kiedy idzie ono do szkoły czy też bierze udział w pierwszych klasowych wycieczkach. Chociaż telefon to dla dziecka główne narzędzie korzystania z internetu, to aż 20% najmłodszych nie rozmawiało z rodzicami o bezpieczeństwie w sieci. Z naszego badania wynika, że rodzice troszczą się o dzieci przede wszystkim w świecie realnym i coraz częściej myślą o zapewnieniu bezpieczeństwa w świecie wirtualnym, chociaż jeszcze nie wszyscy wiedzą jak to zrobić mówi Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure.

Bezpieczny smartfon dla dziecka

Rodzice, którzy nie kupili jeszcze dziecku pierwszego telefonu, zapytani o kryteria wyboru wysoko stawiali kwestie związane z bezpieczeństwem – stanowią one 18% wskazań i była to druga najczęściej wymieniana przyczyna zaraz po cenie (46%). Z kolei przy odpowiedzi sugerowanej, która dotyczyła dostępnej ochrony rodzicielskiej, ten odsetek wzrósł aż do 58%.

Ochrona rodzicielska jest jednym z najważniejszych kryteriów, jakimi kierują się opiekunowie przy wyborze oferty telekomunikacyjnej dla podopiecznych. Ponad połowa rodziców chciałaby w ten sposób zabezpieczyć telefon, który podarują dziecku. Jedna czwarta z nich odpowiadała, że ich kilkuletnie dzieci korzystają na telefonie z aplikacji przeznaczonych dla przynajmniej trzynastolatków. Stosunkowo mało rodzin zdaje sobie sprawę z coraz większej dostępności rozwiązań, które w prosty sposób pozwalają zadbać o bezpieczeństwo w sieci. Wsparciem we wprowadzaniu najmłodszych do cyfrowego świata jest dedykowane oprogramowanie, takie jak Ochrona Internetu, które między innymi odpowiednio dobiera aplikacje na urządzeniu dziecka. Ta usługa jest dostępna w każdej naszej ofercie – mówi Marek Nowowiejski, kierownik ds. rozwoju usług w sieci Plus.

Jak smartfon wpływa na dzieci?

Aż 82% rodziców zapytanych o wpływ korzystania z telefonu komórkowego na dziecko odpowiedziało, że ma to zarówno pozytywne, jak i negatywne strony. 17% badanych uważa, że więcej jest dobrych aspektów i wskazuje m. in. możliwość kontaktu (65%), czy kontroli (15%), zapewnienie bezpieczeństwa (13%) czy wsparcie w rozwoju dziecka (11%). Tylko 1% rodziców stwierdziło, że korzystanie z telefonu niesie ze sobą więcej skutków negatywnych, takich jak kontakt z nieodpowiednimi treściami, pogorszenie wzroku czy problemy z nauką.

Źródło:
Na podstawie badania F-Secure oraz sieci Plus Bezpieczny smartfon dla dziecka, przeprowadzonego na przełomie lipca i sierpnia 2017 roku na próbie 406 rodziców dzieci z klas 1-3 szkoły podstawowej. Wywiady przeprowadzano online na panelu internetowym (CAWI).

Polskie firmy zdominowały ranking największych firm w regionie CEE

Coface opublikował ranking 500 największych firm Europy Środkowo-Wschodniej. Podobnie jak w poprzednich latach firmy z Polski zdominowały listę TOP 500 CEE. W pierwszej dziesiątce mamy 4 rodzime przedsiębiorstwa, a całą listę otwiera PKN ORLEN, do którego niezmiennie, od lat należy pierwsze miejsce. Właściciel Biedronki znalazł się na czwartym miejscu w rankingu.

– Wśród 500 największych firm aż 168 pochodzi z Polski – mówi w rozmowie z MarketNews24 główny ekonomista Coface na Europę Centralną, Grzegorz Sielewicz.

Coface już po raz dwunasty przygotował badanie 500 największych firm w Europie Środkowo-Wschodniej. Zestawienie to prezentuje przedsiębiorstwa, które osiągnęły największe obroty w 2016 roku w ujęciu bezwzględnym. Analizie poddano także zyski, liczbę pracowników, strukturę sektorową i kondycję rynków.

5 powodów, dla których warto korzystać z systemów Business Intelligence

Sprawne zarządzanie wymaga od menedżera umiejętności podejmowania racjonalnych decyzji. To prawdopodobnie najtrudniejszy element pracy kadry zarządzającej – przeprowadzenie wnikliwej analizy wielu danych, a następnie wyciągnięcie odpowiednich wniosków, które stanowią bazę do wytyczenia kolejnych celów biznesowych. Niezależnie od doświadczenia czy działu, którym kieruje – menedżer musi radzić sobie z jednym z największych wyzwań współczesnego zarządzania – dostępnością niemal nieograniczonej ilości danych. Jak je wyselekcjonować, przeanalizować i wykorzystać? Inteligentnie!

BIG DATA to termin, który dobrze określa współczesność. Gromadzimy i przekazujemy niezliczone ilości danych, które dotyczą bardzo wielu aspektów naszego życia. Dla biznesu, na przykład na szczeblu zarządczym, jest to prawdziwa kopalnia wiedzy i nieodkrytych jeszcze możliwości, oczywiście pod warunkiem odpowiednio sprawnego i precyzyjnego przetworzenia danych. Liczba tych zmiennych powoduje, że współczesny menedżer musi korzystać z rozwiązań inteligentnych, które zostały stworzone właśnie po to, aby ułatwić mu pracę.

Inteligentne systemy, jak SAP BI, to narzędzia, które pozwalają menedżerom na dostęp do potrzebnych danych z dowolnego miejsca i przy wykorzystaniu różnych urządzeń, jak np. tablet czy coraz częściej smartfon. To rozwiązania stworzone dla strategów, wizjonerów, którzy czasem wpadają na nowe pomysły poza biurem i muszą w krótkim czasie sprawdzić, czy te koncepcje są realne w odniesieniu do dostępnych danych firmowych. To jednak nie jedyna korzyść, jaką system BI przynosi kadrze zarządzającej” – mówi Małgorzata Marchwant, Dyrektor Działu BI (SAP Business Intelligence) z firmy Quercus, zajmującej się wdrożeniami SAP.

# 1 Wielopłaszczyznowa analiza

Dane w systemach BI pokazywane są z różnych perspektyw. Badane są wzorce oraz powiązania między różnymi zbiorami danych. Na postawie tak zbudowanego systemu możliwa jest dogłębna analiza, a w efekcie podjęcie trafnych decyzji. Nieustannej analizie podlegają również kluczowe wskaźniki przedsiębiorstwa. Dzięki możliwości analizy danych na różnych płaszczyznach otrzymujemy pełniejszy obraz badanego problemu. A może on dotyczyć bardzo różnych kwestii: identyfikacji trudnych momentów dotyczących zatrudnienia, np. czasu, gdy duża część personelu przejdzie na emeryturę lub działów, w których jest niewspółmiernie wysoka rotacja pracowników, co może wskazywać na jakiś konflikt w zespole (system pozwala dostrzec pewne zachowania oraz zdiagnozować ich przyczyny).

# 2 Oszczędność czasu

W standardowych bazach danych codziennie gromadzone są ilości danych trudne do interpretacji ze względu na swoją niejednorodność oraz mnogość. Są przechowywane w różnych systemach, formatach plików, co znacznie komplikuje ich analizę metodą tradycyjną. System BI czerpie dane z wszystkich tych systemów, lecz udostępnia je w jednym, przyjaznym dla użytkownika środowisku, pozwalając skupić się na analizie, a nie na kompilowaniu danych. „To ogromna oszczędność czasu. Nie trzeba przeszukiwać plików i danych z różnych baz, wystarczy po prostu zdefiniować odpowiednie zapytanie, a system wykona analizę za nas, prezentując czytelny i łatwy do zinterpretowania raport” – wyjaśnia Małgorzata Marchwant. „Warto zauważyć, że system BI idealnie nadaje się również do badania pewnych odchyleń czy wyznaczania biznesowych trendów” – dodaje.

# 3 Obniżenie kosztów

Oszczędność czasu dzięki wykorzystaniu analiz BI przekłada się także na ogólne obniżenie kosztów funkcjonowania przedsiębiorstwa. „Narzędzia analityczne mogą być udostępnione wszystkim pracownikom, oczywiście z zachowaniem pewnych poziomów uprawnień. Oznacza to duże odciążenie działów IT, które nie muszą już przygotowywać analiz dla poszczególnych obszarów. W efekcie może to oznaczać możliwość zmniejszenia liczby etatów. Pracownicy mogą samodzielnie i szybko tworzyć raporty i analizy, nawet te niestandardowe, gdyż systemy BI dostarczają narzędzi do tworzenia analiz ad hoc ze wszystkich obszarów przedsiębiorstwa, wzrasta więc produktywność pracowników” – podkreśla Dyrektor Działu BI w Quercus Sp. z o.o.

# 4 Wiarygodność danych

„Na jakiej podstawie opierają się te wnioski?” – to pytanie, które bardzo często słyszą menedżerowie chcący wprowadzić jakieś zmiany w organizacji. Często muszą też udowadniać wiarygodność danych, na których się oparli oraz swój tok analizy. Wykorzystanie systemu Business Intelligence jest gwarancją (dla pracownika, menedżera i dla przełożonych), że analiza została przeprowadzona na podstawie wiarygodnych informacji, a nie na subiektywnych doświadczeniach. „Wszyscy pracownicy firmy operują tymi samymi, rzetelnymi danymi i – dzięki odpowiednim uprawnieniom – mogą tworzyć własne analizy, zgodne z konkretnymi, bieżącymi potrzebami. Nie ma zatem potrzeby zastanawiania się, czy wybrali odpowiedni zakres informacji, czy są one aktualne itp.” – mówi Małgorzata Marchwant.

# 5 Precyzyjne planowanie

Zaletą BI jest również możliwość planowania oraz prognozowania. Dzięki danym historycznym można przewidzieć pewne trendy zachowań, np. klientów, a więc również zaplanować odpowiednią reakcję. Narzędzia BI pozwalają również śledzić zachowania „co-jeżeli” (ang. what-if), czyli przeprowadzać symulację pewnych zachowań i ich wpływu na firmę. „Dzięki zaawansowanym funkcjonalnościom systemu BI jesteśmy w stanie w kontrolowanym środowisku dokonać analizy możliwych zachowań, np. związanych ze zmianą cen produktów czy usług oraz ich wpływu na kondycję firmy, a tym samym zapobiec niepożądanym sytuacjom oraz zauważyć i wykorzystać szanse biznesowe” – podsumowuje Dyrektor Działu BI Quercus Sp. z o.o.

Źródło: Quercus Sp. z o.o.

Co planują deweloperzy mieszkaniowi? Jakie strategie obrały firmy?

Czy deweloperzy mieszkaniowi planują zmianę działalności? Jakie strategie obrały firmy? Czy zamierzają inwestować w nowych segmentach rynku nieruchomości, wchodzić do kolejnych miast, czy rozwijać aktywność w innych obszarach? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Jako jeden z nielicznych deweloperów w Polsce prężnie działamy, nie tylko na rynku mieszkaniowym, ale również komercyjnym. Poza wieloma zrealizowanymi osiedlami mieszkaniowymi w swoim portfelu posiadamy również galerie handlowe (Arkady Wrocławskie, Sky Tower) i obiekty biurowe (Wola Center, Silesia Star). W realizacji mamy kolejne inwestycje w Warszawie i Wrocławiu.

W sektorze mieszkaniowym na bieżąco monitorujemy rynek w zakresie nowych możliwości działania. Potrzeby klientów są bowiem różne i różne są ich oczekiwania. Niemniej skupiamy się na działalności w segmencie mieszkań popularnych, a także o podwyższonym standardzie w największych aglomeracjach w Polsce. Tutaj, jak widać po wynikach sprzedaży za ostatnie lata, zapotrzebowanie jest duże i utrzyma się takie jeszcze przez dłuższy okres czasu.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Nasza strategia zakłada przede wszystkim jak najszybszą zabudowę całego posiadanego banku ziemi. To duże wyzwanie, bo z dostępnych danych wynika, że nasz bank ziemi jest aktualnie największy na rynku. Naszą podstawową działalnością jest realizacja domów wielorodzinnych, ale jesteśmy gotowi także do budowy domów jednorodzinnych oraz obiektów komercyjnych, czego przykładem jest choćby Wilanów Office Park, gdzie aktualnie kończy się proces pozyskiwania najemców przestrzeni biurowych.

W ostatnim czasie nabyliśmy też atrakcyjnie położoną działkę w Gdańsku – Stogach, gdzie w bezpośrednim sąsiedztwie plaży wybudujemy 276 apartamentów wakacyjnych. Warto wspomnieć także o spółce KB Dom, wchodzącej w skład Grupy Kapitałowej Polnord, w której Polnord S.A. jest największym udziałowcem. KB Dom został niedawno generalnym wykonawcą pierwszego na Mazowszu osiedla, powstającego w ramach programu Mieszkanie Plus.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Od lat Archicom funkcjonuje zarówno na rynku mieszkaniowym, jak i biurowym we Wrocławiu. Wchodząc na giełdę zapowiadaliśmy poszerzenie oferty o inwestycje w kolejnych polskich miastach. Niedawny zakup 51 proc. akcji mLocum znacznie przyspieszy nasze wejście na rynek ogólnopolski. Oznacza to przyspieszenie rozwoju spółki i szansę na skokowe zwiększenie skali działalności.

Chcemy zapewnić klientom zdywersyfikowaną ofertę na wszystkich rynkach, dlatego planujemy dalsze zakupy gruntów we Wrocławiu i Krakowie oraz uzupełnienie banku ziemi mLocum w Łodzi, Poznaniu i Trójmieście. Jeszcze w tym roku planujemy uruchomienie oferty w stolicy Małopolski.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Działalność Atlas Estates w najbliższych latach nadal będzie opierała się na budownictwie mieszkaniowym, jednakże w swoim portfolio mamy również budynki biurowe – Millennium Plaza w Warszawie i Sadowa Business Park w Gdańsku, a także Hotel Hilton w Warszawie, którym zarządzamy.

Powoli dobiega końca sprzedaż mieszkań w inwestycji Apartamenty Krasińskiego II, która otrzymała już decyzję zezwalającą na użytkowanie. W planach mamy kolejne inwestycje mieszkaniowe na terenie Warszawy. Pierwszą z nich będzie projekt przy ulicy Nakielskiej, w którym powstanie 251 mieszkań i lokale usługowe.

Staramy się również o uzyskanie pozwolenia na budowę projektu Atlas Estates Tower przy ulicy Grzybowskiej w Warszawie. Wieżowiec będzie mieścił się w sąsiedztwie Hilton Warsaw Hotel & Convention Centre i apartamentów Platinum Towers. Planowany budynek ma mieć około 165 metrów wysokości, 47 kondygnacji naziemnych i 3 podziemne.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Staramy się oferować mieszkania w zróżnicowanych przedziałach cenowych i lokalizacjach, mamy w portfolio produkty skierowane do różnych grup klientów. Ostateczny kształt każdej z rozpoczynanych inwestycji zależy od szczegółowej analizy potrzeb lokalnego nabywcy. Poza najważniejszymi w naszej ofercie, inwestycjami przeznaczonymi do klasycznej sprzedaży deweloperskiej, rozwijamy działania w segmencie PRS. Są to inwestycje dedykowane, przygotowane dla potrzeb funduszy inwestycyjnych, chcących zakupić cały budynek z wykończonymi mieszkaniami, przeznaczonymi na wynajem.

Ważnym krokiem w rozwoju firmy będzie na pewno rozszerzenie działań poza rynek warszawski. Jesienią tego roku planujemy rozpocząć prace nad pierwszym projektem w Krakowie. Zamierzamy rozwijać tam również kolejne inwestycje, nie wykluczając przy tym ekspansji w innych polskich miastach.

Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A. nadzorujący Pion Ekonomiczny i Biuro Relacji Inwestorskich

Już kilka lat temu podjęliśmy decyzję o rozszerzeniu działalności i dywersyfikacji przychodów. W naszym portfolio znajdują się nie tylko inwestycje mieszkaniowe z segmentu popularnego, ale również luksusowe apartamenty w Blue Marlin w Sopocie i Hanza Tower w Szczecinie, czterogwiazdkowe obiekty hotelowe, w tym Czarny Potok Resort&Spa w Krynicy Zdroju i Hotel Dana w Szczecinie oraz inwestycje aparthotelowo-komercyjne, jak Varsovia Apartamenty Jerozolimskie, do których wkrótce dołączy także Varsovia Apartamenty Kasprzaka.

Stale monitorujemy rynek a szczególnie miasta, w których działamy, jak Warszawa, Łódź, Trójmiasto, czy Katowice. Jesteśmy także otwarci na nowe kierunki, jak na przykład Kraków, gdzie w lipcu br. wygraliśmy przetarg na zakup nieruchomości.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

W ofercie Wawel Service jeszcze w tym roku pojawią się dwie nowe inwestycje premium. Obecnie rozwijamy naszą markę w Katowicach i planujemy zaistnieć na rynku wrocławskim.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper

Obecnie skupiamy się na utrzymaniu pozycji lidera w segmencie mieszkań o podwyższonym standardzie we Wrocławiu oraz na powieleniu tego modelu w Krakowie. Pod koniec 2016 roku wprowadziliśmy do oferty pierwsze lokale na rynku małopolskim, a w pierwszym kwartale 2017 roku rozpoczęliśmy realizację dwóch inwestycji – osiedla Lokum Siesta i Lokum Vista, łącznie z 1500 lokalami. I to właśnie na tych obszarach będziemy koncentrować swoje działania.

Przemysław Bednarczyk, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Kierunek rozwoju Grupy Holdingowej Waryński S.A. wyznacza na dzień dzisiejszy przede wszystkim aktywność podejmowana na rynku deweloperskim oraz budowanie pozycji marki również w obszarze zarządzania nieruchomościami i spółkami zależnymi.

Najnowszą inwestycją Grupy jest Osiedle PasteLove w Grodzisku Mazowieckim. Projekt Grodzisk Mazowiecki w swojej współpracy obejmują FS Nieruchomości SA i Waryński S.A. Grupa Holdingowa. Celem współdziałania będzie zagospodarowanie terenu 48 tys. mkw. należącego do FS Nieruchomości domami jednorodzinnymi w zabudowie szeregowej. Zakładamy budowę 84 lokali mieszkalnych o różnych typach zabudowy. Pierwszy etap inwestycji zaplanowany jest na trzeci kwartał 2017 roku, a zakończenie całości realizacji na pierwszy kwartał 2020 roku.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W ofercie zawsze mieliśmy zróżnicowane lokale. Od segmentu popularnego do apartamentów i nie planujemy w najbliższym czasie zmieniać tej polityki. Typ oferowanych w danym momencie nieruchomości jest raczej podyktowany możliwościami realizacji danego przedsięwzięcia. W ostatnim czasie zauważamy znaczne wydłużenie i skomplikowanie procesu przygotowawczego do rozpoczęcia budowy inwestycji, zwłaszcza jeżeli chodzi o uzyskiwanie potrzebnych decyzji administracyjnych.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Od początku działalności deweloperskiej stawiamy na rozwój wielorodzinnego budownictwa mieszkaniowego. Na razie nie planujemy wkraczać w inny obszar działalności, jak również wychodzić z inwestycjami poza granice Warszawy. Chociaż w przyszłości nie możemy tego wykluczyć. Cały czas firma prężnie się rozwija. Obecnie skupiamy się przede wszystkim na pozyskiwaniu nowych gruntów w atrakcyjnych miejscach Warszawy pod kolejne projekty wielorodzinne. Obserwujemy jednak zainteresowanie odbiorcy bardziej kameralnymi budynkami, więc być może w nasze portfolio wpiszemy wkrótce również inwestycje z segmentu domów jednorodzinnych w zabudowie szeregowej.

Jerzy Kłeczek, specjalista ds. marketingu w Activ Investment

Rozpatrujemy/analizujemy budowę aparthotelu w miejscach, w których nie jest przewidziane budownictwo mieszkaniowe. W Krakowie, do którego co roku przybywa ponad 10 milionów turystów, krótkoterminowy najem apartamentów może być interesującą działalnością. Poza tym, od 2-3 lat stawiamy na inwestycje w atrakcyjniejszych lokalizacjach, usytuowane jak najbliżej centrum miasta i zapewniające doskonałą komunikację.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki, analityk serwisu Dompress.pl

Od 1 kwietnia 2018 r. zacznie obowiązywać zasada split payment. Jeden przelew, ale VAT na osobny rachunek

Już od 1 kwietnia 2018 r. przedsiębiorców uprawnionych do rozliczania podatku VAT zacznie obowiązywać zasada split payment, obligująca ich do wpłacania VATu na osobne konto. Wszystko po to, by państwo mogło zapobiegać przestępstwom podatkowym związanym z wyłudzeniami nienależnego zwrotu VAT. Niestety to, co dobre dla państwa, może okazać się sporym kłopotem dla przedsiębiorców. By uniknąć błędów związanych z tego typu rozliczeniami warto na bieżąco śledzić zmiany w prawie lub korzystać z doradztwa doświadczonych konsultantów.

Mechanizm split payment dotyczy transakcji realizowanych przez podmioty rozliczające VAT, czyli transakcji dokonywanych pomiędzy przedsiębiorcami. Istota jego działania polega na tym, że zapłata za nabyty towar lub usługę dzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich — kwota odpowiadająca wartości sprzedaży netto — wpłacona ma być przez nabywcę na wskazany przez niego rachunek bankowy. Druga część — odpowiadająca kwocie podatku VAT — uiszczana ma być na odrębny rachunek dostawcy (tzw. rachunek VAT). Zgodnie z nową wersją projektu mechanizm podzielonej płatności będzie można stosować także w ramach faktoringu.

O wyborze płatności za nabyty towar czy usługę decydować będzie nabywca. Ustawodawca dopuszcza zapłatę metodą tradycyjną, stosowaną dotychczas, lub opcję zapłaty z wykorzystaniem split paymentu. Wybór konkretnego sposobu płatności odnosić się będzie do pojedynczej faktury, co w praktyce oznacza, że nawet w stosunku do jednego dostawcy nabywca stosować może zamiennie dwie metody regulowania należności.

Jeden przelew, ale VAT na osobny rachunek

Do obsługi podzielonych płatności opracowany zostanie nowy wzór polecenia przelewu. Wybór split paymentu jako metody płatności nie powoduje po stronie nabywcy konieczności zrealizowania dwóch osobnych przelewów. Nabywca towaru lub usługi wykona jeden przelew, a bank rozdzieli płatności na dwa osobne konta.

Dodatkowe konta do obsługi VAT będą zakładane bezpłatnie przez banki lub spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, automatycznie dla wszystkich podatników VAT. Funkcjonować będą w ramach już prowadzonych lub nowo uruchamianych firmowych rachunków bankowych na zasadach regulowanych przez umowy zawarte między instytucją prowadzącą rachunek VAT a klientem. Organy podatkowe nie będą miały dostępu do tych rachunków, zgromadzone na kontach środki będą cały czas środkami należącymi do podatnika.

Split payment to nie tylko utrudnienie — to także korzyści dla obydwu stron

Dzięki podzieleniu płatności na dwie części nabywca zyskuje prawo do uchylenia się od sankcji VAT-owskich ujętych w art. 112b i art. 112c ustawy o VAT oraz w art. 56b Ordynacji podatkowej, a także do zwolnienia z odsetek za zwłokę, w przypadku gdy wykazany naliczony podatek VAT będzie co najmniej w 95% pochodzić z faktur opłaconych metodą podzielonej płatności. Ponadto te firmy, które dotąd objęte były zasadą solidarnej odpowiedzialności, zostaną z niej wyłączone. Fakt korzystania ze split paymentu będzie jednym z argumentów mającym wpływ na nadanie przedsiębiorcy „statusu działającego należycie i starannie”, co zdecydowanie ułatwi życie firmom, które dotąd musiały swoja niewinność udowadniać sądownie.

Dostawca z kolei może liczyć na złagodzenie sankcji za wykazane przez fiskusa zaniżenia wysokości zobowiązania podatkowego, a także na zwrot nadwyżki naliczonego podatku w terminie 25 dni od daty złożenia rozliczenia (w przypadku zwrotu na rachunek VAT). Korzystna dla niego będzie także możliwość obniżenia wartości podatku w wyniku wcześniejszej zapłaty zobowiązania z tytułu podatku od towarów i usług za pomocą rachunku VAT. Wartość takiego zmniejszenia określana będzie na podstawie wzoru zawartego w ustawie).

Zmiany dla przedsiębiorców, także w zakresie dostosowania systemów IT

Projekt ustawy wprowadzającej mechanizm podzielonej płatności w rozliczaniu VAT zakłada dobrowolność jej stosowania. Trzeba jednak podkreślić, że skorzystanie z tego modelu wiąże się z konkretnymi konsekwencjami, zarówno dla nabywcy, jak i dla dostawcy towarów lub usług.  Ograniczony dostęp do środków zgromadzonych na rachunku VAT i jego wpływ na zarządzanie płynnością finansową firmy wymagają zmian zarówno organizacyjnych, jak i technicznych, a konieczność właściwego rejestrowania operacji gospodarczych i fakt posiadania dodatkowego rachunku VAT wiążą się z ingerencją w użytkowane systemy informatyczne — wyjaśnia Renata Łukasik, członek zarządu i dyrektor ds. oprogramowania w firmie Macrologic, dostawcy rozwiązań klasy ERP. I dodaje: — Mamy na uwadze, że split payment może wymagać zmian w naszych systemach użytkowanych przez klientów i w trosce o to na bieżąco monitorujemy temat.  

W trosce o swoich obecnych i potencjalnych klientów Macrologic uruchomił edukacyjną stronę www dedykowaną split payment: http://www.splitpayment.macrologic.pl/.

Go Logis rozszerza ofertę przewozów drogowych na Ukrainę

Polska firma spedycyjna Go Logis wzmacnia usługę przewozów drobnicowych i rozszerza ofertę o transporty specjalne, ładunków ADR i wymagających temperatury kontrolowanej. Go Logis organizuje regularne transporty całopojazdowe (FTL) i drobnicowe z/na Ukrainę od ponad sześciu lat. Go Logis przewozi także towary z krajów Europy Zachodniej, m.in. Niemiec.

– W eksporcie są to głównie specjalistyczne taśmy transporterowe i przenośnikowe oraz akcesoria do ich montażu, wykorzystywane w branży górniczej, elementy stalowe, kotły, piece, także chemia gospodarcza. Natomiast z Ukrainy do Polski najczęściej przewozimy drewniane bale. Oprócz transportów standardowych, organizujemy konwoje do przewozu towarów o dużej wartości, takich jak elektronika. Wyzwaniem dla nas jest przygotowanie do transportu taśm transporterowych i przenośnikowych, które są zwinięte w koła o wadze od 3 do 6 ton, różnej średnicy i wysokości, dochodzącej do 3 metrów. Ich załadunek często odbywa się za pomocą dźwigów lub suwnicy – mówi Maria Kuźmiuk, specjalista obsługi klienta Go Logis, odpowiedzialna za organizację transportów na rynki wschodnie, w tym Ukrainę.

Go Logis organizuje transporty na terenie całego kraju, szczególnie do Kijowa, Odessy oraz Krzywego Rogu w obwodzie dniepropietrowskim na wschodniej Ukrainie. Firma realizowała także zamówienia na przewozy do obwodu donieckiego.

–  Ukraina jest dla nas ważnym kierunkiem i od lat śledzimy ten rynek. Przez pewien czas, ze względu na działania wojenne, transporty były wstrzymane. Teraz widzimy, że klienci coraz częściej interesują się tym kierunkiem, co przekłada się na wzrost zamówień. W ostatnim czasie dostajemy też więcej zapytań ofertowych, zwłaszcza od firm z branży rolniczej, meblarskiej i spożywczej. Dotyczą one również transportów specjalnych, ładunków ADR i w temperaturze kontrolowanej. Co ciekawe, otrzymujemy też zapytania z firm ukraińskich, które jednocześnie szukają kontrahentów w Polsce i sprawdzają możliwości transportu. Wprawdzie sytuacja polityczna na Ukrainie jest wciąż niepewna, ale mimo tego, ten niszowy rynek może stać się jednym z głównych kierunków. Dlatego rozszerzamy naszą ofertę o nowe usługi i rozwiązania – zapowiada Grzegorz Szenejko, właściciel Go Logis.

Transporty na Ukrainę – przede wszystkim bezpieczeństwo i doświadczenie

Ukraina nadal jest krajem objętym działaniami wojennymi, z niestabilną sytuacją polityczną. Przy organizacji transportu do tego kraju wciąż kluczowe znaczenie ma bezpieczeństwo. Szczególnie dotyczy to przewozów na tereny wschodniej Ukrainy.

– W tym przypadku standardowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej przewoźnika OCP powinno być rozszerzone o kraje trzecie spoza UE, do których zaliczamy Ukrainę. Dodatkowo, zwłaszcza jeśli przewóz dotyczy towarów o wysokiej wartości, zalecamy naszym klientom rozszerzenie zakresu ubezpieczenia o ryzyko kradzieży i uszkodzeń, co zagwarantuje ochronę towaru do pełnej wartości sumy ubezpieczenia – mówi Joanna Jędruchniewicz, kierownik obsługi klienta Go Logis.

Organizacja transportów na Ukrainę wymaga od spedytora dużego doświadczenia i znajomości specyfiki rynku oraz obowiązujących przepisów prawnych. Kluczowe znaczenie ma bieżący monitoring przebiegu każdego transportu i stały kontakt z kierowcą. Przy organizacji transportów Go Logis korzysta głównie z usług sprawdzonych, polskich przewoźników, którzy przede wszystkim mają doświadczenie w obsłudze tego kierunku. Spedytor współpracuje także ze sprawdzonymi przewoźnikami ukraińskimi.

– Organizowanie transportów poza Unię Europejską zawsze wiąże się z dużymi formalnościami. Tak też jest w przypadku Ukrainy. Faktura dla odbiorcy towaru, specyfikacja, świadectwo przewozowe, itp. Podstawą są dobrze wypełnione dokumenty, w tym uzyskanie koniecznych pozwoleń. Zawsze sprawdzamy ważność dokumentów przewoźników i kierowców, dbamy też o to, aby otrzymali wszystkie niezbędne dokumenty. Średni czas dostawy na Ukrainę wynosi od 24 do 48 godzin. Ale w przypadku eksportu może się wydłużyć, w zależności od sytuacji na granicy, gdyż często pojawiają się utrudnienia wynikające z dłuższego czasu odprawy celnej – wyjaśnia Maria Kuźmiuk.

Wsparciem dla pracy spedytora są różne ułatwienia w wymianie towarowej z Ukrainą. W ostatnim czasie poprawiła się automatyzacja procedur i obsługi celnej w ukraińskich urzędach celnych. Organizację transportów drobnicowych i całopojazdowych znacznie uprościło wprowadzenie „pepeszki” czyli dokumentu PP. To deklaracja celna, na podstawie której importer już wcześniej może zgłosić przywóz określonego towaru do tego kraju. Takie rozwiązanie, stosowane tylko na Ukrainie, pozwala także firmom przewozowym i spedytorom zmniejszyć koszty transportów dedykowanych.

Wymiana handlowa Polski z Ukrainą

Według danych GUS, w pierwszym półroczu 2017 roku Ukraina była 14. co do wielkości partnerem handlowym Polski w eksporcie i 21. w imporcie. W porównaniu z analogicznym okresem 2016 roku, udział Ukrainy w eksporcie wzrósł o 0,5 p. proc. do poziomu 2,1%, natomiast w imporcie był wyższy o 0,2 p. proc. i wyniósł 1,1%. Polska jest ważnym partnerem handlowym dla Ukrainy. Zgodnie z danymi Ukraińskiej Państwowej Służby Statystycznej w 2016 roku Polska była trzecim co do wielkości partnerem eksportowym Ukrainy (po Rosji i Egipcie) i piątym importowym (za Rosją, Chinami, Niemcami i Białorusią). Jednocześnie w tym okresie odnotowano wzrost eksportu polskich towarów na Ukrainę o 15,9%, a importu ukraińskich towarów do Polski o 11,3%.

Qumak z kontraktem na utrzymanie infrastruktury technicznej Centrów Przetwarzania Danych UKE

Firma Qumak S.A. została wykonawcą usług serwisowych dla infrastruktury technicznej, na których zlokalizowana jest Platforma Lokalizacyjno-Informacyjna z Centralną Bazą Danych. Umożliwia ona wymianę informacji pomiędzy istniejącymi jednostkami systemowymi sieci telefonicznej w Polsce a Centralną Bazą Danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Wartość kontraktu wynosi ponad milion złotych netto.

Głównym zadaniem wykonawcy jest realizacja usług serwisowych infrastruktury technicznej, na których zlokalizowana jest platforma. Usługi obejmują konserwacje oraz przeglądy okresowe i gwarancyjne następujących systemów technicznych, m.in. śluzy osobowe wraz z czytnikiem tęczówki oka, agregaty prądotwórcze, systemy zasilania gwarantowanego UPS, instalacje elektryczne, trasy kablowe, systemy gaszenia pożaru, systemy wczesnej detekcji dymu, systemy telewizji przemysłowej CCTV, systemy kontroli dostępu oraz sygnalizacji włamania i napadu, sejfy ogniotrwałe, systemy zarządzania budynkami i monitoringiem środowiska BMS, szafy RACK, jak również listwy zasilające i podłogi podniesione. Do zadań Qumak należeć będzie również serwis takich elementów serwerowni jak klimatyzacja precyzyjna, systemy wentylacji mechanicznej i przewietrzania oraz klimatyzacji komfortu. Firma dokona także migracji serwera systemu BMS.

– Powierzenie naszej spółce utrzymania infrastruktury technicznej odpowiedzialnej za prawidłowe działanie tak ważnego systemu to dowód naszych wysokich kompetencji zarówno w obszarze usług serwisowych IT jak i infrastruktury Centrów Przetwarzania Danych. Cieszymy się, że nasza praca zapewni prawidłowe działanie systemu, który pomaga służbom ratunkowym w szybkim reagowaniu na sytuacje kryzysowe oraz niesienie pomocy potrzebującym – mówi Tomasz Zygmuntowicz, członek zarządu ds. sprzedaży i marketingu w Qumak S.A.

Zgodnie z podpisaną umową realizacja zadań rozpocznie się 1 września 2017 roku i potrwa do 31 sierpnia 2021 roku.

System Lokalizacyjno-Informacyjny z Centralną Bazą Danych (PLI CBD) to platforma, która odpowiada za lokalizowanie miejsca połączeń telefonicznych, wykonywanych na numer alarmowy 112 lub bezpośrednio ze Strażą Pożarną, Pogotowiem Ratunkowym czy Policją. Drugim zadaniem systemu jest zapewnienie możliwości swobodnego przenoszenia numerów telefonicznych z jednego operatora do drugiego. Średnio w ciągu miesiąca na serwerach systemu odnotowuje się 4 miliony operacji, czyli ok. 4 połączenia na sekundę. Kluczowe jest więc zapewnienie odpowiedniego działania samej platformy jak i urządzeń oraz systemów technicznych wspierających jej pracę.

Kanada zaskakuje. Polska nie opuści UE

Bank Kanady niespodziewanie szybciej niż sądzono podniósł stopy procentowe. Premier dementuje pogłoski o możliwym wyjściu ze struktur unijnych. Dodatek dla emerytów jeżeli będzie nas na niego stać.

Niespodziewany wzrost stóp w Kanadzie

Na wczorajszym posiedzeniu Banku Kanady wbrew oczekiwaniom podniesiono stopy procentowe. Wzrost wyniósł 0,25% i podstawowa stopa wynosi teraz 1%. O tym, że inwestorzy spodziewali się innej decyzji świadczy reakcja rynków. Tuż po ogłoszeniu komunikatu dolar kanadyjski umacniał się. Ruch ten wyniósł go w górę o imponujące 2%. To tak jakby nagle frank zdrożał o 7,5 grosza.

Bez Polexitu

Premier Beata Szydło uspokajała wczoraj, że pomimo trudnej ale potrzebnej dyskusji na temat przyszłości Unii europejskiej nie jest planowane jej opuszczenie. Sugerowała również, że za tymi plotkami stoją nieprzychylne rządowi środowiska. Biorąc pod uwagę bilans zysków i strat oraz doświadczenie Wielkiej Brytanii z zakresu opuszczenia struktur unijnych taka decyzja mogłaby być zdecydowanie nieopłacalna. Aż strach pomyśleć co mogłoby się stać z rodzimą walutą, po wycofaniu się części zagranicznych inwestorów.

500+ dla emerytów

Analitycy uważnie śledzą zapowiedzi polskiego rządu w sprawie dalszych działań socjalnych. Zbliżające się powoli wybory to zawsze pokusa by mocniej odkręcić kurek z pieniędzmi. W tym kontekście bardzo ważna jest wypowiedź wicepremiera i ministra finansów Mateusza Morawieckiego. Potwierdził on, że prace nad takim projektem co prawda trwają, ale są one uzależnione od kondycji budżetu na 2018 rok. Pojawiła się co prawda prognoza, że na wcześniejszą emeryturę przejdzie zaledwie 60-70% uprawnionych. Wtedy spadłby zarówno koszt obniżenia wieku emerytalnego jak i wypłat dla emerytów. Przypomnijmy jednak że ustawa budżetowa zakłada znacząco wyższy procent. Potwierdzono również zmiany w OFE od połowy 2018 roku oraz ich neutralność dla budżetu.

Dzisiaj warto zwrócić na powrót amerykanów na rynki po dniu wolnym. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 17:00 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Ranking 500 największych firm Europy Środkowo-Wschodniej 2017

Coface opublikował ranking 500 największych firm Europy Środkowo-Wschodniej: Wiodącym sektorem w regionie jest motoryzacja, natomiast sytuacja sektora paliwowo-chemicznego nadal pogarsza się — po raz pierwszy traci on pozycję lidera

  • 2016 to zróżnicowany rok dla Europy Środkowo-Wschodniej: rynek pracy odnotował wzrost, podczas gdy obroty i zysk netto największych firm spadły o 0,6 proc. i 3,1 proc.
  • 500 największych firm Europy Środkowo-Wschodniej zwiększyło zatrudnienie, co przełożyło się na spadek bezrobocia w regionie w 2016 r.
  • Największym graczem pozostaje Polska ze wzrostem obrotów o 3,3 proc., na drugim miejscu plasują się Węgry, a na trzecim Czechy
  • Sektory: wzrost w sektorze motoryzacyjnym (obroty +8,6%), spadek w sektorze paliwowo-chemicznym (obroty -5,6%)

W 2016 roku 500 największych firm Europy Środkowo-Wschodniej, ujętych w rankingu TOP 500 CEE, wygenerowało obroty na poziomie 580 miliardów euro. Przedsiębiorstwa te odnotowały spadek obrotów i zysku netto, ale znacznie zwiększyły zatrudnienie. Po raz pierwszy sektor motoryzacyjny wyprzedził sektor paliwowo-chemiczny i stał się najsilniejszą branżą w zestawieniu. Tak brzmią główne wnioski z kolejnego, corocznego badania TOP 500 CEE, przeprowadzonego przez Grupę Coface – międzynarodowego ubezpieczyciela należności i wywiadownię gospodarczą. W Polsce lista 500 największych firm Europy Środkowo-Wschodniej, odzwierciedlająca rozwój sytuacji w całym regionie, prezentowana jest już po raz dwunasty.

Po dużym wzroście PKB w 2015 roku, sięgającym 3,5 proc., który był najwyższym poziomem po kryzysie, w 2016 roku średni wzrost gospodarczy w Europie Środkowo-Wschodniej spadł do 2,9 proc. Gospodarki regionu korzystały dzięki poprawie sytuacji na rynku pracy, charakteryzującej się niższą stopą bezrobocia i wzrostem płac. — Sprzyjające otoczenie makroekonomiczne pozytywnie wpłynęło na działalność gospodarczą; w 2016 r. odnotowano spadek wskaźnika upadłości przedsiębiorstw o 6 proc., a w 2015 r. — o 14 proc.— wyjaśnia Katarzyna Kompowska, CEO Coface w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. — Ponadto, sytuacja na rynkach pracy nadal się poprawiała, co spowodowało, że stopa bezrobocia osiągnęła najniższy w historii poziom, szczególnie w Czechach: 4,0 proc. Dzięki wzrostowi płac, niskiemu poziomowi inflacji i poprawie nastrojów konsumenckich konsumpcja gospodarstw domowych stała się głównym motorem ekspansji gospodarczej, co miało wpływ na niektóre branże w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

500 największych graczy: słabszy wzrost, większe zatrudnienie

W 2016 roku 500 największych firm w regionie wygenerowało 580 miliardów euro obrotów (co oznacza niewielki spadek o 0,6 proc.) i doświadczyło spadku zysku netto (o 3,1%) do 26,3 miliarda euro. W przeciwieństwie do spadku obrotów i zysku netto, nastąpił dynamiczny wzrost zatrudnienia. Przedsiębiorstwa ujęte w zestawieniu zatrudniały 4,5 proc. całkowitej siły roboczej w Europie Środkowo-Wschodniej, co oznacza wzrost o 3,9 proc. do 2,24 miliona osób. Odzwierciedleniem tego rozwoju był spadek bezrobocia w regionie. W dziesięciu krajach stopa bezrobocia spadła nawet o ponad 10 proc.; w szczególności na Węgrzech (spadek o 25,0 proc. do poziomu 5,1 proc.) i w Czechach (spadek o 21,6 proc. do poziomu 4,0 proc.). W większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej stopy bezrobocia są obecnie niższe niż w krajach Europy Zachodniej. Jedynym krajem, który odnotował wzrost bezrobocia w porównaniu z rokiem poprzednim, jest Estonia: wzrost o 9,7 proc. do poziomu 6,8 proc.

Zróżnicowany krajobraz: wzrost w sektorze motoryzacyjnym, spadek w sektorze paliwowo-chemicznym

Z analizy sektorowej wynika, że rynek się zmienia. Chociaż obroty ogółem zmniejszyły się o 0,6 proc., dziewięć z trzynastu sektorów zwiększyło swoje obroty w porównaniu do roku poprzedniego. Spadek obrotów 500 największych firm w regionie można przypisać czterem sektorom takim jak: paliwowo-chemiczny (-5,6 proc.), energetyczny
(-7,3 proc.), maszynowy (-59,1 proc.) oraz metalowy (-6,4 proc). Ich straty w dochodach były zbyt duże, aby mogły zostać zrekompensowane pozytywnymi wynikami innych sektorów.

W ciągu ostatnich kilku lat zaobserwowano spowolnienie w sektorze paliwowo-chemicznym, który wcześniej dominował w rankingu. Do zestawienia TOP 500 CEE zakwalifikowano 92 przedsiębiorstwa z tego sektora, czyli 18,4 proc. (w 2015 roku było ich 111, co stanowiło 22,2 proc.), które odnotowały spadek obrotów spowodowany trudnościami na globalnym rynku surowcowym. W rezultacie ponad 50 proc. z 92 firm z tej branży zanotowało spadek w rankingu.

Pozycję lidera przejął sektor motoryzacyjny, którego obroty wyniosły 128 miliardów euro. W UE liczba rejestracji nowych samochodów osobowych wzrosła o prawie 7 proc. Ten wyższy popyt miał pozytywny wpływ na sytuację producentów samochodów, którzy zlokalizowani są głównie w Europie Środkowo-Wschodniej. Producenci samochodów oraz producenci podzespołów i części zamiennych w regionie zwiększyli swoje moce produkcyjne na rzecz Europy Zachodniej, głównego kierunku eksportu krajów regionu CEE. W 2016 roku ponad 20 proc., czyli 102 firmy z 500 zakwalifikowanych do rankingu to przedsiębiorstwa z sektora motoryzacyjnego. W 2015 roku stanowiły one zaledwie 17 proc. Ich przychody wzrosły o 8,6 proc., a zysk netto o 6,8 proc. Jest to rezultat bardzo korzystnego otoczenia gospodarczego i rosnącego popytu.

Polska znów na czele 

Podobnie jak w poprzednich latach firmy z Polski zdominowały listę TOP 500 CEE – aż 1/3 podmiotów pochodzi z Polski. W pierwszej dziesiątce mamy 4 rodzime przedsiębiorstwa, a całą listę otwiera PKN ORLEN, do którego niezmiennie, od lat należy pierwsze miejsce. W 2016 roku polscy giganci byli w stanie wygenerować obroty wyższe o 3,3 proc. niż w roku ubiegłym, co stanowiło szybsze tempo niż w przypadku wzrostu polskiej gospodarki w tym czasie (2,7 proc. w 2016 r.).

Dobre perspektywy dla Europy Środkowo-Wschodniej na lata 2017–2018

Oczekuje się, że po spowolnieniu gospodarczym w 2016 roku w krajach Europy Środkowo-Wschodniej nastąpi ożywienie gospodarcze. — Coface przewiduje, że średni wzrost PKB w Europie Środkowo-Wschodniej zwiększy się do 3,4 proc. w 2017 r. i 3,3 proc. w 2018 r. Siłą napędową w tych latach będzie stabilny wzrost konsumpcji prywatnej, wspierany przez ciągłą poprawę sytuacji na rynku pracy. Pod koniec 2016 roku gospodarstwa domowe doświadczyły wzrostu cen. Pokazuje to odwrócenie okresu deflacyjnego, jaki odnotowało wiele gospodarek w poprzednich latach — dodaje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej.

Ranking TOP 500 CEE

Coface  już po raz dwunasty przygotował ranking TOP 500 CEE, czyli zestawienie 500 największych firm w Europie Środkowo-Wschodniej. Ranking prezentuje przedsiębiorstwa, które osiągnęły największe obroty w 2016 roku w ujęciu bezwzględnym. Analizie poddano także zyski, liczbę pracowników, strukturę sektorową i kondycję rynków. W Polsce najnowsza edycja została objęta patronatem dziennika Rzeczpospolita, a uroczyste ogłoszenie wyników rankingu odbyło się 6 września 2017 r., podczas XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy Zdroju, w tzw. Salonie Rzeczpospolitej.

Rośnie dynamika wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła +7,4% w sierpniu 2017 r. Oznacza to, że w sierpniu 2017 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 7,4% w porównaniu z sierpniem 2016 r. Średnia wartość indeksu od początku 2017 r. wyniosła 14,8%.

– Popyt na kredyty mieszkaniowe w sierpniu, w przeliczeniu na dzień roboczy, był o 7,4% wyższy niż rok wcześniej. Oznacza to 2-krotnie niższą dynamikę wzrostu zainteresowania kredytami mieszkaniowymi niż w czerwcu i lipcu br., jednak wynik sierpniowy należy ocenić pozytywnie, ponieważ jest wyraźnie dodatni. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w sierpniu była nieznacznie wyższa niż rok wcześniej (o 0,6%). Oceniając przyczyny wzrostu zainteresowania kredytami mieszkaniowymi, korzystne otoczenie makro-ekonomiczne i dobra sytuacja na rynku pracy, spodziewamy się dobrych informacji o wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych w bieżącym kwartale oraz w całym 2 półroczu br. – mówi Sławomir Grzybek, Dyrektor Departamentu Business Intelligence Biura Informacji Kredytowej.