Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Koniec „łatwych” zwyżek

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

W tym roku nasz rynek wyróżnia się bardzo pozytywnie, głównie z perspektywy inwestorów zagranicznych, dla których najbardziej liczy się mierzona w dolarach stopa zwrotu z akcji dużych spółek. Indeks MSCI Poland od początku roku zyskał już ponad 50% i jak na razie deklasuje pozostałe kraje rozwijające się. Z takiego stanu rzeczy można się oczywiście bardzo cieszyć, ale po bliższej analizie przyczyn tak dobrego zachowania można wątpić w płynną kontynuację dobrej passy. Wysoka stopy zwrotu wynika z dwóch czynników. Pierwszy wiąże się z istotnym umocnieniem złotego względem dolara, a drugi wysoką stopą zwrotu indeksu WIG20, która od początku roku sięga 30%. Jednakże zarówno krajowa waluta, jak i indeks blue chipów głównie odbijają po bardzo słabym okresie z przełomu 2015 i 2016 roku. Nałożyła się na to słabość dolara do większości walut, która może się już powoli kończyć. W przypadku istotniejszej dla naszej gospodarki pary walutowej EUR/PLN złoty jedynie wrócił do przedziału wahań z 2013/2014 roku, co trudno uznać za spektakularne umocnienie. Z kolei indeks WIG20 w tym tygodniu otarł się o poziom 2550 pkt., który mniej więcej pokrywa się z lokalnymi maksimami z maja 2015 roku, czyli okresu pamiętnych wyborów prezydenckich, po których rozpoczęła się potężna przecena prowadząca do spadkowych dziewięciu miesięcy z rzędu. Siła naszego rynku wynika więc głównie z odreagowywania poprzedniej jego słabości. Tak jak kilka kwartałów temu inwestorzy zagraniczni wyprzedawali polskie akcje, gdyż duże spółki miały stać się „nieinwestowalne”, tak w tym roku na nasz parkiet wrócili. Jednakże wraz z pełnym odrobieniem pamiętnych powyborczych strat skończył się okres „łatwych” zwyżek i kontynuacja dobrej passy będzie wymagała czegoś więcej niż tylko powrotu do znanego z wcześniejszego okresu status quo dla krajowych dużych spółek. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że indeks WIG20 ostatni raz handlowany był na poziomach przekraczających 2600 pkt. w pierwszej połowie 2011 roku, a w żadnym miesiącu konsolidacji z lat 2013-2015 nie zamknął się powyżej tej granicy. Oczywiście po uwzględnieniu dywidend ten obraz nieco się zmienia, ale stała pozostaje bliskość oporu, tym razem w postaci historycznego maksimum z 2007 roku, którego przekroczenie niekoniecznie będzie przysłowiową bułką z masłem. Jeżeli dodamy do tego rozpoczęcie jesiennego okresu handlu, który w swej pierwszej fazie znany jest z podwyższonej zmienności i raczej gorszej koniunktury, to okazać się może, że dla byków na horyzoncie mogą się pojawić pierwsze poważniejsze przeszkody.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Grupa Masterlease podsumowuje pierwsze półrocze 2017 roku

  • Grupa sfinansowała łącznie 4 974 samochodów o wartości 343 mln zł
  • Flota finansowana na koniec roku wyniosła 31 605 pojazdów
  • Skonsolidowany wynik na działalności CFM wyniósł 48,8 mln zł
  • Skonsolidowany zysk netto Grupy wyniósł 21,8 mln zł
mln zł I pół. 2017 I pół. 2016 II kw. 2017 II kw. 2016
Zysk brutto 27,9 23,8 12,4 12,1
Zysk netto 21,8 18,6 9,6 9,3
Zysk netto na akcję* (zł) 1,83 1,56 0,81 0,78
Wynik na działalności CFM 48,8 42,3 22,7 21,2

*w danym okresie

W pierwszej połowie 2017 roku Grupa Masterlease dostarczyła na rynek 4 974 samochodów. Niższy poziom dostaw w ujęciu rok do roku wynika z modyfikacji polityki sprzedażowej, polegającej na bardziej selektywnym, pod względem rentowności, podejściu do wolumenowych kontraktów dla klientów korporacyjnych. Dodatkowo Spółka koncentruje się na wdrażaniu sprzedaży nowych produktów dedykowanych dla klienta detalicznego.

Liczba dostaw, którą zrealizowaliśmy w pierwszej połowie 2017, jest wprawdzie niższa niż pierwotne założenia, jednak Spółka osiąga wzrost rentowności realizowanych kontraktów. Wynika to w dużej mierze z celowej modyfikacji naszej polityki sprzedażowej  i koncentracji naszych wysiłków sprzedażowych w segmencie klienta detalicznego oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Ostatnie kilka kwartałów pokazuje, że jest to dobry kierunek. Coraz częściej klienci decydując się na leasing wybierają kontrakty z usługami dodatkowymi, takimi jak serwis i ubezpieczenie. Bardzo dobrze w te trendy wpisują się nasze produkty typu Abonament. W kolejnych kwartałach planujemy szereg działań, które mają usprawniać proces dotarcia z ofertą tego produktu do klientów indywidualnych – mówi Konrad Karpowicz, Wiceprezes Zarządu Grupy Masterlease.

Wyniki finansowe pierwszego półrocza są zgodne z naszymi oczekiwaniami. Na głównych liniach rachunku wyników obserwujemy stabilizację lub niewielkie wzrosty, co jest pochodną naszych działań nakierowanych na wzrost marżowości oferowanych produktów i efektywnym zarządzaniu kosztami. W szczególności jesteśmy zadowoleni z wyniku na marży finansowej, która po okresie spadków w latach 2015-2016, ustabilizowała się na średniokwartalnym poziomie 9 mln zł. Odnotowujemy również rekordowe wyniki na marży serwisowej, która jest pochodną wzrostu floty z usługami dodatkowymi. W pierwszym półroczu marża usługowa wzrosła rok do roku o 27% do poziomu 12,9 mln zł. Uwzględniając dobre otoczenie na polskim rynku motoryzacyjnym liczymy na poprawę marży osiąganej na sprzedaży samochodów pokontraktowychw kolejnych kwartałach – mówi Jakub Kizielewicz, Prezes Zarządu Grupy Masterlease

Pierwsze półrocze to również dobry okres dla sprzedaży naszych samochodów w sieci Master1.pl, w której sprzedaliśmy ponad 1,7 tys. samochodów. Do końca września planujemy otwarcie nowego salonu w Gdańsku. Jest to kolejny krok rozwoju terytorialnego sieci salonów Master1.pl, której powiększanie jest elementem nowej strategii dotarcia do klientów indywidualnych. Kolejnym ważnym elementem usprawnienia procesu dotarcia do klientów będzie możliwość wyboru konkretnego egzemplarza samochodu i zawarcia kontraktu on-line. W najbliższym czasie zostanie zaprezentowany nowy serwis www.master1.pl , który wprowadzi nową jakość na polskim rynku w tych obszarach– mówi Konrad Karpowicz, Wiceprezes Zarządu Grupy Masterlease

W drugim kwartale zainicjowaliśmy również projekt krótkoterminowego wynajmu samochodów i powołaliśmy nową Spółkę MasterRent24. Celem Spółki w perspektywie 2-3 letniej jest zbudowanie wiodącej pozycji na rynku krótkoterminowego wynajmu z flotą około 1500 samochodów z siecią ok.30 punktów sprzedaży. W pierwszej fazie jest to jednak projekt, na bazie którego chcemy optymalizować koszty. W ramach naszej działalności korzystamy z rozwiązań short term rental, które wspierają kontrakty korporacyjne i w zależności od zapotrzebowania klienta uzupełniamy flotę o dodatkowe samochody na krótki okres. Samochody z wypożyczalni wykorzystujemy również w procesach dostarczania klientom samochodów zastępczych w przypadku szkód czy napraw serwisowych. MasterRent24 ma za zadanie uniezależnienie się od zewnętrznych dostawców. Rozwój projektu praktycznie nie będzie wiązał się ze wzrostem kosztów ze względu na korzystanie z zasobów wewnętrznych Grupy. Obecnie dysponujemy flotą kilkudziesięciu samochodów, jednak w przypadku dobrej komercjalizacji nie wykluczamy powiększenia floty w kolejnych latach. Projekt MasterRent24 ma na celu wspieranie naszej podstawowej działalności i strategii Grupy Kapitałowej – mówi Jakub Kizielewicz, Prezes Zarządu Grupy Masterlease

W dniu 21 lipca 2017 Spółka wypłaciła 28 mln zł dywidendy z zysku 2016, czyli 2,36 zł na akcję. Polityka dywidendowa Spółki zakłada wypłatę dywidendy w kwocie do 100% skonsolidowanego zysku netto za poprzedni rok obrotowy.

Działy marketingu napędzają inwestycje technologiczne w biznesie

Jako klienci jesteśmy codziennie wręcz zalewani falą materiałów reklamowych. Wiadomości sms, e-maile, banery i komunikaty wyświetlające się na portalach internetowych. Listy otrzymywane pocztą tradycyjną i rozmowy telefoniczne to dzisiaj tylko ułamek komunikacji marketingowej. W takich realiach coraz większe znaczenie ma odpowiedni dobór treści, grupy docelowej, formy i momentu kontaktu. Skuteczne działania marketingowe wymagają wykorzystania narzędzi IT do dokładnej analizy danych. Ogromnej ilości danych. Według organizacji Foundation Capital z siedzibą w Dolinie Krzemowej, wydatki na nowe technologie dostosowane do potrzeb marketingowych mają sięgnąć 120 miliardów dolarów do 2025 roku.

(7 września 2017 r.)Już w 2013 roku firma Gartner przewidywała, że w ciągu 5 lat wydatki szefów marketingu na technologię przewyższą wydatki samych szefów technologii. Te prognozy nie wzbudzały zdziwienia, gdyż wraz z przeniesieniem komunikacji z klientem do Internetu, projekty z zakresu marketingu cyfrowego zaczęły odgrywać kluczową rolę w niemal każdej organizacji. Kontakt z klientem ma ogromne znaczenie. Granice między działaniami sprzedażowymi, marketingowymi i obsługą klienta coraz bardziej się zacierają, a specjaliści ds. marketingu cyfrowego zaczynają mieć decydujący głos w sprawie budowania strategii interakcji z klientem.

Marketing napędzany przez IT

Według danych firmy badawczej TDWI, to właśnie działy marketingu najczęściej jako pierwsze decydują się na wdrożenie zaawansowanych systemów analitycznych. Wynika to z faktu, że systemy informatyczne są niezbędne do podejmowania efektywnych działań w kluczowych obszarach, do których należy zaliczyć digital marketing, analizy tzw. „customer journey”, e‑commerce czy zarządzanie bazami klientów i relacjami z nimi (CRM).

Szefowie działów marketingu są niezwykle ważną grupą dla firm technologicznych, gdyż coraz częściej to właśnie oni podejmują decyzje o wdrożeniu nowych technologii w firmie. Dotyczy to w szczególności systemów analitycznych, które dziś na nowo definiują rolę marketingu i są kluczem do efektywnego kontaktu z klientem. Na podstawie gromadzonych danych możemy uzyskać niezwykle precyzyjny obraz kupującego. To z kolei pozwala na lepsze dostosowanie oferty do indywidualnego klienta i w efekcie zwiększenie szansy na sprzedażtłumaczy Krzysztof Skaskiewicz, Advisory Business Solution Manager w SAS.

Biznes uczy się, jak wykorzystywać sztuczną inteligencję w marketingu

Ponad połowa menedżerów przebadanych przez PwC w ramach 2017 Global Digital IQ® Survey zadeklarowała, że inwestuje w projekty z zakresu sztucznej inteligencji. To wciąż niewiele, biorąc pod uwagę potencjał tej technologii, wynikający chociażby z możliwości wbudowania automatycznych procesów analitycznych w każdy mechanizm odpowiadający za kontakt z klientem co przekłada się na usprawnienie działań marketingowych.

Chcąc pomóc zrozumieć, jakie korzyści niesie ze sobą zwrot ku technologiom wykorzystującym sztuczną inteligencję, SAS – lider analityki biznesowej – określił  sześć podstawowych sposobów na wykorzystanie AI w działaniach marketingowych.

  1. Wsparcie procesów decyzyjnych – Obecnie celem działów marketingowych jest przedstawienie klientowi oferty, która pomoże mu zrealizować jego własny cel (innymi słowy, odpowie najlepiej na potrzeby tego klienta). Przykładowo, osoby zapisane na zajęcia ze szkoły rodzenia mogą otrzymać kupony na zakup ubranek dla dzieci. Klienci są dzieleni na segmenty w oparciu o historię ich decyzji zakupowych. Sztuczna inteligencja (Artificial Intelligence), w tym uczenie maszynowe (Machine Learning), pozwalają przewidzieć, w jaki sposób kupujący z poszczególnych grup zareagują na określoną ofertę. Wykorzystując takie mechanizmy, można w razie potrzeby dobrać ofertę do (przewidywanych) oczekiwań klienta.
  2. Wsparcie działań z zakresu cross-selling oraz up-selling – Celem projektów z zakresu cross-sell jest zwiększenie przychodu pochodzącego od poszczególnego kupującego, budując jednocześnie jego lojalność wobec marki. Uzupełniają je działania up-sell, w ramach których konsumenci są m.in. zachęcani do nabywania nowszych, droższych wersji produktów. Sztuczna inteligencja pozwala zwiększyć efektywność tych działań, wykorzystując potencjał ogromnych ilości danych, którymi dysponuje przedsiębiorstwo. Dane są generowane podczas każdej interakcji klienta z marką – przechowywane w systemach transakcyjnych, tworzone przez każde wyświetlenie strony internetowej, zapisywane jako rezultaty poprzednich kampanii.
  3. Poznanie Głosu Klienta (Customer Voice) – Analiza oczekiwań i potrzeb klientów ma kluczowe znaczenie w procesie przygotowywania ofert produktów czy usług. Wyzwaniem jest poznanie opinii kupujących. Klienci wyrażają je za pośrednictwem różnych kanałów: wiadomości e-mail, komentarze na forach czy wpisy w mediach społecznościowych stanowią obecnie podstawowe z nich. Sztuczna inteligencja umożliwia zautomatyzowane przetwarzanie takich treści poprzez analizę języka naturalnego (Natural Language Processing) oraz obrazów (Digital Image Processing). Dzięki temu firmy mogą poznać stosunek klientów do oferowanych produktów, a nawet ocenić poziom intensywności emocji, które towarzyszą ich opiniom.
  4. Usprawnienie kontaktu z klientem – Nawet najlepszy posiłek nie będzie dobrze smakował, jeżeli obsługa jest fatalna. To twierdzenie można odnieść do każdego rodzaju biznesu, gdyż kontakt z klientem ma znaczący wpływ na odbiór danej marki. Sztuczna inteligencja wspiera m.in. pracowników call center, którzy często stoją na pierwszej linii frontu obsługi klienta. Na podstawie informacji o dzwoniącym, system może pomóc konsultantowi lepiej przygotować się do rozmowy i w efekcie szybko i skutecznie rozwiązać problem.
  5. Łączona analiza danych z wielu źródeł – „Co o nas mówią w Internecie?” – takie pytanie zadaje niemal każda osoba decyzyjna w organizacji, od prezesa po szefa marketingu. Jednak, aby uzyskać pełen obraz sytuacji, informacje pochodzące z sieci nie mogą być analizowane w oderwaniu od danych z innych kanałów. Sztuczna inteligencja umożliwia szybsze przetwarzanie dużych zbiorów zróżnicowanych i detalicznych danych.
  6. Działanie w czasie rzeczywistym – Potrzeby współczesnych klientów zmieniają się bardzo szybko. W dobie Internetu czas od decyzji o zakupie do samego zakupu może wynieść kilka minut. Dlatego niezwykle ważne jest działanie w czasie rzeczywistym. Konieczne jest podejmowanie natychmiastowych decyzji jakie oferty i informacje należy prezentować w oparciu o bieżące aktywności podejmowane przez klienta, na przykład w czasie przeglądania stron internetowych. Celem jest jak najszybsze zaproponowanie oferty, która wzbudzi zainteresowanie kupującego. Sztuczna inteligencja umożliwia identyfikowanie wzorców zachowań, co z kolei pozwala na szybsze działanie i przygotowanie oferty, która w danym momencie zwróci uwagę konsumenta. Dodatkowo, systemy analityczne wykorzystujące sztuczną inteligencję pozwalają na tworzenie różnorodnych scenariuszy biznesowych. Dzięki temu możemy przewidywać skutki danej kampanii marketingowej, minimalizując straty związane z błędnymi decyzjami.

Prezes SEG: Komunikacja polskich spółek giełdowych z inwestorami kuleje

Inwestorzy giełdowi potrzebują rzetelnych informacji o tym, w jaki sposób dana spółka prowadzi działalność. Dzięki temu mogą podejmować właściwe decyzje inwestycyjne. Dlatego też spółki notowane na giełdzie muszą dbać o jak najlepszy poziom swoich stron internetowych i komunikacji z inwestorami. Niestety wiele polskich spółek ma z tym duży problem.

Wszelkie informacje ważne dla inwestorów, pomocne przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, spółki powinny zamieszczać na swoich stronach internetowych. Zlokalizowanie tych treści nie może sprawiać nikomu problemu – najlepiej, żeby były one w jednym miejscu. Istotne jest również to, aby stronę dało się w sieci łatwo znaleźć – należy zadbać o dobre pozycjonowanie. Poza tym strona musi się szybko wczytywać, także na urządzeniach mobilnych.

Oczywiście komunikacja internetowa z inwestorami nie sprowadza się jedynie do zamieszczania treści na swojej stronie WWW. Bardzo duże znaczenie ma też wykorzystywanie mediów społecznościowych. Pojawiające się w nich komunikaty muszą być rzecz jasna dość uproszczone. Media społecznościowe nie zostały w końcu stworzone po to, aby publikować za ich pośrednictwem informacje finansowe oraz giełdowe. Można jednak podawać tam najistotniejsze rzeczy i odsyłać stamtąd już do swojej strony internetowej.

To, jak kształtuje się komunikacja spółek giełdowych z inwestorami, jest sprawdzane w konkursie Złota Strona Emitenta organizowanym przez Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych (SEG). „Przez dziesięć lat trwania konkursu widzieliśmy dwie fazy. W pierwszych pięciu latach mieliśmy do czynienia z intensywnym wzrostem komunikacji internetowej. Strony internetowe stawały się coraz ciekawsze, coraz bogatsze, zawierały coraz więcej informacji dla inwestorów. Drugie pięć lat to trend zniżkowy. Z przykrością muszę stwierdzić, że dzisiaj wiele stron internetowych nie jest takich, jakie powinno być” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl dr Mirosław Kachniewski, prezes SEG.

Jednym z najpoważniejszych błędów spółek giełdowych w komunikacji z inwestorami jest nieodpowiadanie na ich pytania. Co gorsza, często nawet wtedy, gdy są one kierowane na adresy wskazane jako „kontakt dla inwestorów”. W skrajnych przypadkach na stronach internetowych spółek brakuje informacji wymaganych prawnie. Z czego wynika takie lekceważące podejście? Wydaje się, że spółki nie inwestują w komunikację z inwestorami, ponieważ po prostu nie warto ich zdaniem wydawać na nią pieniędzy. Jest to oczywiście myślenie bardzo krótkowzroczne.

Co Draghi powie, a czego nie powie?

Apetyt na ryzyko nieco się poprawił z pomocą ciszy w temacie Korei Płn. oraz porozumienia w sprawie podniesienia limitu zadłużenia USA. USD wciąż walczy z pesymizmem, PLN nie wyniósł nic z decyzji RPP, za to CAD dostał super wsparcie od BoC. Dziś decyzja ECB i Riksbanku.

Wiele już zostało powiedziane i napisane odnośnie tego, co może przynieść dzisiejsza konferencja prasowa ECB, ale generalnie założenie jest, że M. Draghi nie wyłoży planu programu QE w 2018 r., ECB nie chce podsycać umocnienia EUR, ale nie za wiele może zrobić, by wyraźnie zbić wartość waluty. Gdzie są ustawione oczekiwania rynkowe? – trudno powiedzieć. Wczoraj „źródła” z ECB ponownie dały o sobie znać i potwierdziły plotki z ubiegłego tygodnia, że decyzja o przyszłości QE jest odroczona co najmniej do października, prognozy wzrostu będą lekko podniesione, ale prognozy inflacji dla 2018 i 2019 r. zostały obniżone. Biorąc pod uwagę, że EUR/USD zmieścił reakcję w 40 pipsach sugeruje, że taki wydźwięk posiedzenia dziś po południu jest neutralnym punktem wyjścia. Wachlarz potencjalnych opcji, jakie prezes Draghi ma do dyspozycji, by schłodzić rynek walutowy, jest szeroki (podkreślenie elastycznego podejścia do programu QE, pozostawienie drogi dla kontynuacji programu nawet w 2019 r., wyraźne wykluczenie dyskusji o podwyżkach stóp procentowych do końca 2019 r.), ale jeśli Draghi nic nie doda gołębiego np. w odniesieniu do nadmiernej siły waluty, rynek odczyta to jako zielone światło do kupowania EUR. Każde słowo może się liczyć, więc spodziewajcie się dużej huśtawki na rynku EUR.

Dolar odbił nieco wczoraj, choć nie była to łatwa przeprawa. Informacja, że wiceprezes Fed Fischer rezygnuje w połowie października (jego kadencja pierwotnie kończyła się w połowie przyszłego roku) została odebrana źle, gdyż oferuje Trumpowi dodatkowe miejsce do mianowania w Fed, a prezydent USA lubi łagodną politykę monetarną. Marnym pocieszeniem były spekulacje, że spadły szanse Gary’ego Cohna na zastąpienie Yellen (ostatnio skrytykował prezydenta), ale nadal nie wiadomo, kogo w zamian Trump wybierze. Pozytywnym zaskoczeniem było porozumienie prezydenta z Demokratami w kwestii w sprawie podwyższenia limitu zadłużenia fiskalnego do grudnia, a kartą przetargową stało się powiązanie ustawy z pakietem ratunkowym dla poszkodowanych przez huragan Harvey. W efekcie ryzyko zamrożenia prac administracji publicznej zostało oddalone, ale batalia w Kongresie wróci na koniec roku. Bez ryzyka politycznego, ale przy utrzymywanej niepewności o przyszłość konfliktu z Koreą i wątpliwościach wokół grudniowej podwyżki Fed, sytuacja USD znacząco się nie zmieniła i inwestorzy nie będą rzucać się na kupno dolara.

Dwie decyzje banków centralnych w środę diametralnie się od siebie różniły. W przekazie Rady Polityki Pieniężnej nie było nic zaskakującego. Rada nie widzi ryzyk dla przekroczenia celu inflacyjnego w średnim terminie, a bieżąca polityka zapewnia zrównoważony wzrost. Prezes Glapiński dale nie widzi powodów do podwyżki przed 2019 r., toteż i złoty nie widział powodów, by wyraźnie zmienić swoje poziomy. Inaczej było w Kanadzie, gdzie BoC nieoczekiwanie podniósł stopę overnight o 25 pb, przynosząc wystrzał CAD. BoC uznał nadmierną stymulację monetarną za niepotrzebną, a także zaznaczył, że neutralna stopa procentowa wynosi 2,5-3,5 proc. To oznacza 6-10 kolejnych podwyżek i choć wszystkie nie będą miały miejsca do końca przyszłego roku, to jednak wycena rynkowa dwóch kroków w tym czasie wydaje się niewystarczająca. Korekta wyceny jest polem do umocnienia CAD.
Dziś oprócz ECB jeszcze mamy decyzję Riksbanku. Solidne dane z gospodarki i inflacja powyżej prognoz Riksbanku przemawiają za przyspieszeniem normalizacji polityki monetarnej. Jednak obawy przed podsycaniem aprecjacji korony powinny we wrześniu powstrzymywać bank przed komunikowaniem zmian strategii. Decyzja może stanowić umiarkowane rozczarowanie dla SEK, ale przejściowa słabość waluty powinna być okazją dla średnioterminowego kupna.

Bartłomiej Morzycki: Politycy boją się zaostrzenia przepisów drogowych

Natychmiastowe zawieszenie prawa jazdy za korzystanie z telefonu i tabletu za kierownicą to nowy przepis, jaki ma się znaleźć we włoskim kodeksie drogowym. U nas za takie wykroczenie grozi 5 punktów karnych i 200 zł mandatu. Sprawca musi więc być na tym przyłapany 5 razy, by stracił uprawnienie do prowadzenia pojazdu. Kara jest niska na tle innych krajów europejskich, np. Anglii, gdzie sankcja finansowa jest kilkukrotnie wyższa, niż w Polsce. Zdaniem Bartłomieja Morzyckiego, Prezesa Zarządu Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, żadna polska partia raczej nie zdecyduje się jej podnieść, z obawy o utratę swojej popularności.

W Izbie Deputowanych w Rzymie trwają prace legislacyjne. O szybkie wprowadzenie nowej kary dla kierowców, którzy w czasie jazdy korzystają ze smartfonów czy tabletów, zaapelował wiceminister infrastruktury i transportu Riccardo Nencini. To znaczy, że Włosi zdiagnozowali już problem i wkrótce mogą ostatecznie uznać, że zabranie prawa jazdy jest adekwatną sankcją do stwarzanego zagrożenia. W Polsce nie brakuje kierowców skupionych na telefonach, ze słuchawką lub z mikrofonem w ręku. W sumie liczba mandatów karnych za popełnienie tego wykroczenia oraz wniosków złożonych do sądu wyniosła  blisko 120 tys. w 2015 roku, prawie 92 tys. w 2016 roku i ok. 50 tys. w pierwszym półroczu br.

– Telefony komórkowe miały mocno ograniczone funkcje, gdy wprowadzano pierwsze zakazy używania ich w trakcie prowadzenia samochodu. Dziś są to właściwie przenośne komputery, a ich ilość z roku na rok gwałtownie rośnie. Za nowoczesną technologią od dawna nie nadąża legislacja. Tymczasem, ludzie przyzwyczaili się już do posiadania mulifunkcjonalnych smartfonów. Część użytkowników nie umie wytrzymać bez ciągłego czytania powiadomień, typu SMS, podobnie jak palacze bez papierosów. Jedni i drudzy nie zważają na śmiertelne konsekwencje – mówi Bartłomiej Morzycki.

Ekspert podaje przykład pojazdu jadącego z prędkością 80 km/h. Jeżeli jego kierowca zatrzyma wzrok na telefonie tylko na 3 sekundy, to przejedzie kilkadziesiąt metrów bez kontroli nad samochodem. W tym czasie wszystko może się zdarzyć, m.in. wybiec dziecko na ulicę i zginąć pod kołami auta. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Dlatego, trzeba uświadamiać kierowców, że muszą być absolutnie skupieni na drodze, nie tylko nie korzystając z komórek, ale też nie regulując nawigacji, nie wyjmując płyt ze schowka, a nawet nie jedząc kanapek. Każda z tych czynności może bowiem odwrócić ich uwagę w decydującym momencie.

– Zazwyczaj podnoszenie sankcji powoduje, że część osób rezygnuje z podejmowania ryzyka. Natomiast, oczywiście jest grupa kierowców, która niezależnie od wysokości kar łamie przepisy. Za przekroczenie prędkości o więcej niż 50 km/h, na terenie zabudowanym, zatrzymuje się prawo jazdy, ale ludzie wciąż to robią. Za prowadzenie po alkoholu grozi więzienie, lecz są tacy, którzy wsiadają za kierownicę po spożyciu mocnego trunku. Dlatego, obawiam się, że niezależnie od dotkliwości kary, niektórzy użytkownicy smartfonów nadal będą korzystali ze swoich urządzeń w czasie prowadzenia samochodu. Ale, dzięki zaostrzeniu sankcji, większość z tych osób stanie się bardziej świadoma niebezpieczeństwa – stwierdza Bartłomiej Morzycki.

Jak podsumowuje ekspert, w Polsce generalnie mamy dosyć niskie mandaty. Tymczasem, w Wielkiej Brytanii od marca br. za rozmowę przez komórkę za kierownicą grozi do 200 funtów i do 6 punktów karnych. To jest niecałe 1000 zł. Zdaniem Bartłomieja Morzyckiego, politycy różnych opcji boją się zaostrzenia przepisów drogowych, bo takie decyzje zazwyczaj są źle przyjmowane przez społeczeństwo i dość niepopularne. Jednak kary za drastyczne przewinienia drogowe powinny być wysokie. A używanie telefonów i tabletów jest jednym z tych przewinień, które z całą stanowczością należy ostro i ciągle piętnować.

ZUS pomaga przyszłym emerytom i przedsiębiorcom z problemami finansowymi. Doradcy tłumaczą przepisy i doradzają najlepsze rozwiązania

ZUS pomaga przyszłym emerytom i przedsiębiorcom z problemami finansowymi. Doradcy tłumaczą przepisy i doradzają najlepsze rozwiązania 1

Tylko w ciągu kilku dni z pomocy sześciuset doradców emerytalnych w ZUS skorzystało kilkadziesiąt tysięcy osób. Doradcy pomagają przygotować złożenie wniosku o emeryturę i wyliczyć wysokość świadczenia. Na pomoc mogą też liczyć przedsiębiorcy, którzy mają problemy z płynnością finansową. Doradcy ds. ulg i umorzeń wskażą najdogodniejsze formy uregulowania zobowiązań: rozłożenie należności na raty, odroczenie terminu płatności lub umorzenie należności z tytułu składek.

Od początku lipca we wszystkich oddziałach ZUS 595 doradców emerytalnych pomagają w wyborze najlepszego momentu przejścia na emeryturę.

– Doradca emerytalny wyjaśni zasady przyznawania emerytury, wytłumaczy, od czego zależy jej wysokość, poda informacje pomocne przy wyborze najlepszego momentu przejścia na emeryturę. Wyliczy również w kalkulatorze emerytalnym wysokość prognozowanej emerytury. Jeżeli klient zdecyduje się złożyć wniosek o emeryturę, doradca poinformuje go, jakie dokumenty należy przedłożyć i pomoże wypełnić dokumenty – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Oryga, doradca ds. emerytalnych w ZUS.

Usługi doradcy emerytalnego w ZUS zostały wprowadzone w lipcu, po tym, jak z sukcesem zakończył się pilotaż projektu. W maju z pomocy 20 ekspertów w 2 oddziałach ZUS skorzystało 6 tys. osób. W lipcu tylko przez pierwszych kilka dni doradcy emerytalni obsłużyli ok. 60 tys. osób. Utworzenie stanowiska doradcy emerytalnego to wynik wejścia w życie przepisów obniżających wiek emerytalny kobiet do 60 i mężczyzn do 65 lat, co nastąpi na początku października. Z szacunków ZUS wynika, że w ostatnim kwartale 2017 roku przybędzie ok. 331 tys. osób, które będą mogły przejść na emeryturę.

Aby skorzystać z usług doradców emerytalnych, podczas wizyty w placówce ZUS należy wybrać na biletomacie kategorię spraw „Emerytury/Renty”, a następnie usługę „Doradca emerytalny”. Osoby, które mają założone konto na Platformie Usług Elektronicznych, mogą się umówić na wizytę przez internet.

 Klienci zainteresowani wyliczeniem prognozowanej wysokości emerytury mogą się zwrócić do Zakładu także listownie. Doradca emerytalny wyliczy wysokość prognozowanej emerytury na podstawie danych podanych przez klienta, a wydruk z kalkulatora emerytalnego wyśle listem. Warto pamiętać o tym, że przychodząc do Zakładu na wizytę u doradcy emerytalnego, należy wziąć ze sobą dokument potwierdzający tożsamość. Osoby, które są członkami OFE, powinny wziąć ze sobą ostatnią informację o stanie zgromadzonych tam środków – przypomina Małgorzata Oryga.

Na pomoc mogą tez liczyć przedsiębiorcy, którzy zalegają ze składkami. Od 2016 roku z porady doradców ds. ulg i umorzeń można skorzystać we wszystkich oddziałach ZUS.

– Płatnikom przysługują ulgi, kiedy nie zapłacili kilku lub kilkunastu składek ZUS lub gdy wiedzą, że nie będą w stanie zapłacić przyszłych składek. Mogą zgłosić się do najbliższego inspektoratu bądź oddziału ZUS, poprosić o kontakt z doradcą do spraw ulg i umorzeń. Doradca przeprowadzi przez całą procedurę, wyjaśni, jakie podjąć kroki, aby wyjść na prostą – tłumaczy Mateusz Gembal, doradca ds. ulg i umorzeń w ZUS.

Doradca na podstawie informacji przedstawionych przez klienta wskaże najdogodniejsze formy uregulowania zobowiązań przez rozłożenie spłaty należności na raty lub odroczenie terminu płatności bieżącej składki. Pracownik wspiera klientów na etapie kompletowania wniosku, wskazuje zakres wymaganej dokumentacji, objaśnia druki i formularze oraz pomaga przy wypełnieniu dokumentów niezbędnych do rozpatrzenia wniosku.

– Jeśli pojawiają się kłopoty finansowe, firma może się zgłosić z wnioskiem o rozłożenie na raty należności z tytułu składek bądź odroczenie terminu płatności. Rozłożenie na raty należności z tytułu składek przysługuje, gdy firmy lub przedsiębiorcy nie zapłacili kilku bądź kilkunastu składek bieżących. Wówczas doradca przekaże wszelkie dokumenty, jak oświadczenie o stanie majątkowym osoby fizycznej nieprowadzącej działalności gospodarczej bądź prowadzącej działalność gospodarczą, oświadczenie o pomocy de minimis i poprosi również o dostarczenie dokumentów, np. PIT, zeznanie podatkowe, sprawozdania finansowe lub wyciąg z książki przychodów i rozchodów – wskazuje Mateusz Gembal.

Przed powstaniem stanowiska ds. ulg i umorzeń dużo było wniosków, których ZUS nie mógł rozpatrzyć m.in. ze względu na niedopełnienie wymaganych formalności przez przedsiębiorców. Jak pokazują statystyki, pojawienie się doradców wpłynęło na zwiększenie kwoty należności objętych dobrowolnymi formami spłaty. W okresie II półrocza 2016 roku o 3 663 wzrosła liczba płatników spłacających zadłużenie w ramach udzielonego układu ratalnego. W I połowie 2017 roku liczba ta wzrosła o 16 656 płatników.

W 2020 roku rynek płatności alternatywnych ma osiągnąć wartość 1,4 biliona dolarów. Klienci chcą coraz częściej płacić za pomocą smartfona

W 2020 roku rynek płatności alternatywnych ma osiągnąć wartość 1,4 biliona dolarów. Klienci chcą coraz częściej płacić za pomocą smartfona 2

Co piąty Polak wykorzystuje smartfona do przeprowadzania operacji finansowej drogą elektroniczną, wynika z raportu „Płatności cyfrowe 2016”. To niewiele mniej niż w przypadku konta internetowego – 36 proc. badanych, i karty płatniczej – 35 proc. Rynek alternatywnych płatności w najbliższych latach ma się dynamicznie rozwijać.

– W 2020 roku rynek płatności alternatywnych, czyli płatności innych niż kartami debetowymi, kredytowymi oraz poprzez transfery bankowe, ma osiągnąć wartość 1,4 biliona dolarów, to najszybciej rozwijający się segment rynku – stwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tadeusz Kuropatwiński, członek zarządu w firmie Billon.

Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte, 87 proc. badanych osób ma lub ma dostęp do smartfona. To najwięcej spośród wszystkich urządzeń elektronicznych. Dla porównania z laptopa lub tabletu korzysta odpowiednio 76 proc. i 63 proc. osób. Potężną grupę docelową dla alternatywnych płatności stanowią ludzie młodzi, którzy mają smartfona z dostępem do internetu, a nie mają konta bankowego.

– Smartfon to najważniejsze urządzenie w naszym życiu. Nie chcemy mieć kolejnych kart, innych urządzeń czy wielu aplikacji płatnościowych. Z drugiej strony młodzi ludzie są bardzo twórczy: blogują, streamują, zakładają firmy. 85 proc. ludzi do 18 roku życia jest aktywna w internecie, a mniej niż połowa ma konto bankowe, dlatego konsumenci oczekują rozwiązania, które zapełni tę przestrzeń i da użytkownikom możliwość natychmiastowych, w pełni cyfrowych płatności przez swój smartfon – zauważa ekspert.

Technologia rozproszonego rejestru, opracowana przez polski start-up Billon, umożliwia bezpośrednie przesyłanie pieniędzy jako plików elektronicznych między ludźmi lub organizacjami. Pozwala to na zbudowanie nowego systemu obiegu i przechowywania pieniędzy, bez posiadania konta bankowego. Innowacyjność tej technologii polega między innymi na tym, że wykorzystuje ona realne, lokalne waluty, takie jak złoty czy funt.

– Nie tworzymy nowych walut, nie tworzymy kryptowaluty, ale możemy się uczyć od kryptowalut właśnie cyfrowości. To robimy jako Billon, bierzemy to, co najlepsze z walut narodowych, bierzemy polski złoty lub brytyjski funt i wprowadzamy walutę w erę cyfrową, zapewniając w pełni cyfrowy zapis – wyjaśnia Tadeusz Kuropatwiński.

Rozwiązanie zyskało uznanie Komisji Europejskiej. Po pokonaniu niemal 1500 konkurentów polski start-up otrzyma dofinansowanie w wysokości 2 mln euro w ramach programu SME Instrument.

Rewitalizacja szansą dla wielu polskich miast. Poprawia jakość życia mieszkańców i zwiększa atrakcyjność inwestycyjną

Rewitalizacja szansą dla wielu polskich miast. Poprawia jakość życia mieszkańców i zwiększa atrakcyjność inwestycyjną 3

Prawidłowo przeprowadzona rewitalizacja może pobudzić do życia dany obszar miasta, zwiększyć jego atrakcyjność inwestycyjną i poprawić jakość życia mieszkańców – podkreślają eksperci Deloitte. To jednak wymaga od władz samorządów nie tylko przemyślanej strategii i kompleksowych działań, lecz także zaangażowania kapitału zarówno publicznego, jak i prywatnego. Jednym z liderów procesów rewitalizacyjnych jest Łódź.

Potrzeby rewitalizacyjne polskich miast są bardzo szerokie: od kwestii rozwiązywania problemów społecznych, środowiskowych, infrastrukturalnych, wszystko to, co wpływa na podniesienie jakości życia mieszkańców, podniesienie atrakcyjności dla inwestorów, dla turystów. Te problemy muszą być rozwiązywane w ramach rewitalizacji – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes podczas 27. Forum Ekonomicznego w Krynicy Radosław Kubaś, partner, lider ds. sektora publicznego w firmie Deloitte.

Degradacja przestrzeni dotyczy w mniejszym lub większym stopniu większości miast w Polsce. Rewitalizacja tych obszarów to zadanie samorządów gminnych, ale problem dostrzegł także rząd. Stanowi ona część kompetencji Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa oraz Ministerstwa Rozwoju i zajmuje istotne miejsce w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Pod koniec lipca powołano Międzyresortowy Zespół ds. Polityki Rewitalizacji, który ma kształtować politykę rewitalizacyjną państwa.

– Mamy już pewne wytyczne centralne odnośnie do programów operacyjnych, krajowych czy regionalnych, mamy pewne ramy realizacji projektów rewitalizacyjnych, natomiast są one dość ogólne, a projekty rewitalizacyjne robimy w konkretnych regionach i miastach, w związku z tym to od ich determinacji, a także od jakości projektów i sposobu ich przeprowadzenia w miastach zależy sukces – podkreśla Radosław Kubaś.

Eksperci Deloitte podkreślają, że rewitalizacja może być jednym z najlepszych instrumentów rozwojowych dla miast, pod warunkiem że jest prawidłowo przeprowadzona. Wszystko zaczyna się na etapie planowania. Potrzebna jest przede wszystkim kompleksowa analiza sytuacji społeczno-gospodarczej i poszczególnych sektorów takich jak polityka mieszkaniowa czy lokalny rynek pracy, ponieważ rewitalizacja powinna obejmować wiele różnych obszarów, m.in. mieszkalnictwo, edukację czy kulturę.

Samorządy muszą wiedzieć, co chcą zrobić, i konsekwentnie do tego dążyć. Potrzebne jest myślenie kompleksowe, wielowątkowe, bo rewitalizacja to nie tylko remont budynków czy rozwiązanie danego problemu społecznego, lecz także wszystko razem. Musimy myśleć perspektywą całego miasta lub całego obszaru miasta, wpisywać się w pewne ramy finansowe wywodzące się z wytycznych rządu, ale generalnie musi to być bardzo dobrze przemyślane i przygotowane – wymienia Radosław Kubaś.

Kolejna istotna kwestia to szerokie konsultacje społeczne, które jednak nie powinny wpływać na zahamowanie całego procesu.

– Konsultacje społeczne nie mogą zatrzymywać zmian. Należy słuchać różnych opinii o tym, jak proces rewitalizacji przeprowadzić, ale musimy wiedzieć, że każdy proces ma swój początek, przebieg i koniec, trzeba to po prostu zrobić – podkreśla Kubaś.

Jednym z liderów procesów rewitalizacyjnych w Polsce jest Łódź. Miasto kilka lat temu przyjęło politykę rewitalizacyjną, którą konsekwentnie wdraża. Długofalowym celem jest zachowanie charakteru Łodzi i zatrzymanie w mieście młodych ludzi.

– Łódź stała się miastem, które zainicjowało debatę na temat potrzeb rewitalizacji Polski – podkreśla Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi. – W Łodzi procesy rewitalizacyjne obejmują praktycznie jedną trzecią Śródmieścia.

Łódź przystąpiła do projektu rewitalizacji obszarowej obejmującej całe kwartały zabudowy w samym sercu miasta. Centralna strefa miejska została podzielona na 20 obszarów, z których miasto wskazało 8 priorytetowych projektów. Obejmują one nie tylko remonty kamienic, lecz także wybudowanie w nich świetlic środowiskowych, domów dziennego pobytu czy miejsc wspierania przedsiębiorczości oraz kultury. Prace będą trwały do 2022 roku. Łącznie Rewitalizacja Obszarowa Centrum Łodzi to koszt około miliarda złotych, który w połowie zostanie sfinansowany ze środków unijnych. Prezydent Łodzi podkreśla jednak, że na tym nie kończą się potrzeby rewitalizacyjne miasta.

Potrzebujemy ok. 16 mld zł, żeby przeprowadzić konieczne działania infrastrukturalne i działania prospołeczne na rzecz mieszkańców, którzy żyli na tych obszarach i którzy na skutek upadku przemysłu w okresie transformacji zostali zepchnięci na margines życia społecznego – podkreśla Hanna Zdanowska. – To są środki, które faktycznie dają szansę, żeby rewitalizację przeprowadzić skutecznie. Nie chcemy dopuścić do kolejnych zagrożeń związanych z marginalizacją tej części miasta i tych środowisk.

Radosław Kubaś podkreśla, że skuteczna realizacja procesów rewitalizacji nie będzie możliwa z wykorzystaniem wyłącznie środków publicznych, tzn. samorządowych i unijnych. Dlatego już na etapie planowania działań samorządy powinny uwzględnić instrumenty, które zachęcą inwestorów prywatnych do włączenia się w ten proces.

Na każdą publiczną złotówkę powinno przypadać kilka złotych ze środków prywatnych, trzeba partnerów prywatnych po prostu zachęcić do współpracy –dodaje partner w Deloitte.

Na razie udało nam się pozyskać prawie cztery miliardy złotych w tej perspektywie. Mamy nadzieję, że dużą część potrzebnych środków uda nam się w przyszłości – na skutek naszych działań – pozyskać również od prywatnych inwestorów, co w jakiś sposób przyspieszy te procesy – dodaje Hanna Zdanowska.

Branża motoryzacyjna coraz mocniej skupia się na środowisku. Największe koncerny stawiają na sprzedaż samochodów elektrycznych i niskoemisyjnych

Branża motoryzacyjna coraz mocniej skupia się na środowisku. Największe koncerny stawiają na sprzedaż samochodów elektrycznych i niskoemisyjnych 4

W ubiegłym roku sprzedaż aut z napędem elektrycznym i hybrydowym typu plug-in wzrosła w Polsce o 65 proc. Szereg korzyści powoduje, że coraz więcej kierowców przesiada się do samochodów z niskoemisyjnym napędem. Przykład innych państw pokazuje, że rozwój tego rynku w Polsce wymaga rządowego wsparcia i zachęt dla potencjalnych nabywców. Niektórzy producenci wprowadzają specjalne programy rabatowe wspierające takie rozwiązania.

– W krajach, w których są dopłaty do samochodów elektrycznych, takie pojazdy są sprzedawane i rejestrowane. W Polsce na razie nie ma jeszcze żadnych dopłat, ale mam nadzieję, że się pojawią. Potrzebna jest decyzja polityczna polskiego rządu: „Tak, idziemy w kierunku motoryzacji niskoemisyjnej, w kierunku pojazdów elektrycznych!”. Takie dopłaty są potrzebne do momentu osiągnięcia pewnej masy krytycznej, kiedy samochody elektryczne staną się popularne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

W połowie ubiegłego roku system dopłat został uruchomiony w Niemczech. Nabywcy mogą otrzymać 4 tys. euro dotacji na zakup auta elektrycznego i 3 tys. euro dofinansowania do zakupu auta z napędem hybrydowym typu plug-in. W ciągu pierwszych 6 miesięcy działania programu wpłynęło przeszło 9 tys. wniosków, choć to i tak mniej niż zakładały rządowe szacunki. System bezpośrednich dopłat do zakupu samochodu elektrycznego obowiązuje też m.in. w USA, Norwegii i Francji. W efekcie na tych rynkach najszybciej rośnie sprzedaż takich pojazdów.

Na rozwój elektromobilności akcent stawia również polski rząd. Zgodnie z planem do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć nawet milion pojazdów elektrycznych. Rząd w tym celu pracuje nad pakietem zachęt, obejmującym m.in. zwolnienie z akcyzy, zerową stawkę VAT i dofinansowanie do zakupu pierwszych 100 tys. takich samochodów. Do 2020 roku powstać ma też cała infrastruktura do ładowania pojazdów elektrycznych, w tym 400 szybkich punktów ładowania samochodów elektrycznych i 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy.

Jak wynika z danych firmy doradczej KPMG oraz Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce 10,4 tys. pojazdów z napędem alternatywnym (wzrost o 76 proc. w ujęciu rocznym). Zdecydowana większość sprzedaży przypadła na hybrydy (95 proc.). Ich udział w rynku oscyluje już wokół 2,5 proc. (na ponad 23 mln samochodów zarejestrowanych w Polsce). Rosnące zainteresowanie Polaków pojazdami zero- i niskoemisyjnymi dostrzegają także producenci, oferując własne programy dopłat do zakupu samochodów przyjaznych środowisku.

– Zainteresowanie klientów samochodami niskoemisyjnymi stale rośnie. Również Polakom coraz bardziej zależy na tym, by jeździć samochodem, który nie emituje dwutlenku węgla lub emituje go bardzo mało. Jest to trend, który z pewnością będzie w najbliższych latach jednym z najsilniejszych na rynku motoryzacyjnym – ocenia Katarzyna Gospodarek z BMW Group Polska.

Prognozy te znajdują potwierdzenie w najnowszym raporcie „Branża motoryzacyjna 2017/2018”, w którym PZPM ocenia, że „w obliczu walki z globalnym ociepleniem, jak i coraz bardziej rygorystycznych standardów dotyczących emisji spalin, producenci będą zmuszeni do inwestowania w silniki elektryczne”. Firmy motoryzacyjne również mają tego świadomość i coraz mocniej stawiają na rozwijanie oferty pojazdów niskoemisyjnych. BMW Group, która ma w portfolio 9 aut z napędem elektrycznym lub hybrydowym, chce sprzedać na całym świecie w tym roku aż 100 tys. takich pojazdów

– Przed producentami, którzy chcą wyznaczać wzorce w swojej branży, stoi rzeczywiście bardzo wiele wyzwań. Przede wszystkim należy myśleć o tzw. zrównoważonej mobilności, czyli ograniczaniu emisji spalin, dwutlenku węgla oraz zmniejszaniu korków w dużych miastach – potwierdza Katarzyna Gospodarek.

Deklaracje dotyczące rozwijania segmentu aut niskoemisyjnych mają swój praktyczny wymiar. Od początku września firma wprowadziła program EcoBonus, w ramach którego premiuje klientów, którzy decydują się na zakup nowego samochodu o napędzie elektrycznym, hybrydowym lub wyposażonego w niskoemisyjny silnik spalinowy (o emisji dwutlenku węgla nieprzekraczającej 130 g/km). Kwota dofinansowania wynosi do 17 tys. zł, a w rozliczeniu klient ma możliwość oddania swojego dotychczasowego auta. Pilotażowy program EcoBonus, prowadzony przez polski oddział BMW Group oraz salony dealerskie, ma potrwać na razie do końca tego roku.

– Jedynym warunkiem otrzymania bonusu jest to, aby samochód odznaczał się niską emisją. Do wyboru są różne rozwiązania: ponad 100 modeli BMW i niemal 30 modeli MINI – wyjaśnia Katarzyna Gospodarek.

Rynkowi eksperci są zgodni, że przyszłość branży motoryzacyjnej będzie uzależniona od ekologii, dlatego na rozwój oferty niskoemisyjnych pojazdów stawiają też inne czołowe marki.

M. Morawiecki: Branża farmaceutyczna to dobry grunt do rozwoju nowoczesnych technologii. Chcemy zachęcać firmy do rozwoju produkcji i działalności badawczej

M. Morawiecki: Branża farmaceutyczna to dobry grunt do rozwoju nowoczesnych technologii. Chcemy zachęcać firmy do rozwoju produkcji i działalności badawczej 5

Branża farmaceutyczna jest naszą nadzieją na wzrost zaawansowania technologicznego – mówi wicepremier Mateusz Morawiecki i podkreśla, że rząd chce zachęcać firmy do rozwoju produkcji i działalności badawczej w kraju, a krajowych producentów leków do ekspansji zagranicznej. Polskie koncerny farmaceutyczne z kolei podkreślają, jak duże znaczenie ma dla nich rządowe wsparcie w postaci ulg podatkowych, stabilnego otoczenia prawnego i możliwości pozyskiwania dotacji. Duże nadzieje wiążą także z projektami realizowanymi w ramach Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

 Branża farmaceutyczna to dobry grunt do rozwoju nowoczesnych technologii. Kojarzy się z badaniami, rozwojem i wysoko zaawansowanymi produktami. To branża, która jest naszą ogromną nadzieją na wzrost zaawansowania technologicznego w poszczególnych sektorach – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Morawiecki, wicepremier, minister rozwoju i finansów, podczas XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Krajowe firmy farmaceutyczne generują miliardowe wpływy do budżetu państwa, generują około 100 tys. miejsc pracy, mają też znaczący udział w eksporcie. Cechuje je jeden z najwyższych wskaźników rentowności. Jednak przede wszystkim to jeden z najbardziej innowacyjnych sektorów gospodarki. Polscy producenci leków reinwestują znaczną część swoich przychodów w działalność badawczo-rozwojową, współpracują z ośrodkami akademickimi, a w procesie produkcyjnym korzystają ze specjalistycznej wiedzy i najnowszych technologii.

– Chcemy zachęcać do wdrożeń i rozwoju produkcji w Polsce w taki sposób, żeby branża farmaceutyczna była coraz bardziej spolonizowana, nawet jeżeli jest zagraniczna. Kochamy wszystkich zagranicznych inwestorów, ale też zapraszamy ich nie tylko do sprzedaży leków w Polsce. Na naszym rynku kupuje się 70 proc. leków zagranicznych, podczas gdy w Niemczech czy Francji ponad 90 proc. to leki krajowe – mówi wicepremier Mateusz Morawiecki.

Dla rozwoju krajowych firm farmaceutycznych bardzo istotne jest rządowe wsparcie. Odpowiadając na pytanie, w jaki sposób Plan Morawieckiego może wspierać krajowych czempionów gospodarczych takich jak Polpharma, wicepremier podkreślił, że rząd planuje przede wszystkim wspierać ich międzynarodową ekspansję i działalność eksportową. Dużym ułatwieniem są ulgi na badania i rozwój, stabilność otoczenia prawnego i możliwości starania się o bezpośrednie dofinansowania dla prowadzonych projektów. Tworzenie nowych leków, zwłaszcza biotechnologicznych, i wprowadzanie innowacji w przypadku leków generycznych, jest bowiem procesem kosztownym i długotrwałym.

– Dostajemy wiele wsparcia w zakresie badań i rozwoju, które chcemy zintensyfikować, aby tworzyć innowacyjne produkty i wdrażać nowe technologie. Polpharma jest największą firmą farmaceutyczną w Polsce. Wprowadzamy innowacje szczególnie w obszarze biotechnologii. Dużo inwestujemy w ten sektor, mamy duże centrum badawcze w Gdańsku. Możemy liczyć na wsparcie naszych projektów i mam nadzieję, że nadal tak będzie – ocenia Markus Sieger, prezes zarządu Grupy Polpharma.

Oczekiwania krajowych firm farmaceutycznych dotyczą wypracowania nowej polityki lekowej państwa, uwzględnienia branży w ramach polityki zagranicznej, stworzenia stabilnego otoczenia prawnego oraz ram prawnych dla współpracy pomiędzy biznesem a ośrodkami akademickimi.

Znaczenie tego sektora zostało już dostrzeżone w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, którą w lutym przyjął rząd. Dokument stawia mocny akcent na innowacyjność i wymienia biotechnologię jako jedną z branż, która może się stać w przyszłości siłą napędową polskiej gospodarki.

 Bardzo uważnie przeanalizowaliśmy ten dokument i stale monitorujemy nowe inicjatywy, które wynikają ze Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Już dziś możemy współpracować z rządem przy czterech różnych projektach w obszarze badań i rozwoju, rozmawiamy też na temat dalszego zwiększania naszego udziału – mówi Markus Sieger.

Prezes Polpharmy, która postawiła na rozwój w segmencie biotechnologii, ocenia, że Polska ma bardzo duży potencjał innowacyjny, na przykład w zakresie prac nad nowymi cząsteczkami. Do tego jednak wciąż długa droga, natomiast szybkie przełożenie na gospodarkę mogą mieć inwestycje w produkty bionastępcze.

– W skali globalnej na każde 10 sprzedawanych farmaceutyków aż 8 to produkty biotechnologiczne. Widać więc, że branża biotechnologiczna jest niezwykle ważna dla ochrony zdrowia. Wierzymy, że w Polsce te produkty muszą mieć przystępną cenę. Dlatego inwestujemy w leki bionastępcze, które są bardziej dostępnymi cenowo wersjami produktów referencyjnych – mówi Markus Sieger. – Branża biotechnologiczna może napędzać gospodarkę, szczególnie w obszarach, które można szybko wdrożyć. Zazwyczaj stworzenie nowego leku trwa 10–15 lat. W przypadku produktów bionastępczych ten czas znacznie się skraca, z pożytkiem dla polskiego PKB.

Polpharma inwestuje także w rozwój leków generycznych. Istnieją bowiem terapie, w których tradycyjne leki syntetyzowane chemicznie pozostaną kluczowe dla zdrowia i życia pacjentów. Wprowadzanie innowacji w tym obszarze pozwala na poprawę bezpieczeństwa i efektywności procesu leczenia.

Z ostatnich danych GUS wynika, że w 2015 roku działalność w obszarze biotechnologii prowadziło 160 firm. W ciągu dwunastu miesięcy ich liczba zwiększyła się o niemal jedną trzecią. Firma doradcza Deloitte szacuje, że do 2019 roku cały sektor biotechnologiczny będzie rósł w 9-proc. tempie.

Dr Jacek Furga, prezes AMRON o cenach mieszkań w największych miastach w Polsce

Cyberzagrożenia i zarządzanie zmianą największymi wyzwaniami dla ubezpieczycieli w Europie

Stopy procentowe, cyberzagrożenia oraz zarządzanie zmianą to ryzyka dla biznesu najczęściej wskazywane przez ubezpieczycieli w Europie, wynika z najnowszej edycji badania „Insurance Banana Skins 2017”, przygotowanego przez firmę doradczą PwC i Centre for the Study of Financial Innovation (CSFI). Z kolei na świecie w pierwszej trójce zamiast stóp procentowanych znalazły się nowe technologie, które w Europie plasują się również wysoko, bo tuż za podium.

W najnowszej edycji raportu „Insurance Banana Skins 2017” przygotowanego przez PwC i CSFI wzięło udział ponad 800 przedstawicieli branży ubezpieczeniowej z 52 krajów. W badaniu wskazywali te obszary, które ich zdaniem będą stanowiły dla ubezpieczycieli największe wyzwanie w ciągu najbliższych 2 lat.

Pierwsza trójka zestawienia największych dla ubezpieczycieli na świecie ryzyk całkowicie różni się od tej z ostatniego badania przeprowadzonego w 2015 r. Teraz respondenci wskazali przede wszystkim na zarządzanie zmianą, cyberzagrożenia oraz nowe technologie.

W porównaniu ze światem podium zestawienia ryzyk w Europie wygląda nieco inaczej. Pierwsze miejsce utrzymały stopy procentowe, ale już na kolejnych plasują się cyberzagrożenia i zarządzanie zmianą. Nieco dalej, na 4. pozycji, znalazły się nowe technologie, których do tej pory w tym rankingu nie było w ogóle.

Cykle życia produktów czy technologii skróciły się tak istotnie, że wprowadzanie nowych rozwiązań wymaga od korporacji coraz bardziej elastycznego podejścia do projektów, stąd zarządzanie zmianą zostało wymienione jako jedno z trzech najważniejszych wyzwań. Pozycja druga – cyberzagrożenia, towarzyszą już niemal wszystkim procesom ubezpieczeniowym – od sprzedaży po moment wypłaty odszkodowań, które stają się w pełni elektroniczne. To jasno pokazuje, że nowe technologie są już faktem; bez nowoczesnego zarządzania biznesem oraz zapewnienia bezpieczeństwa w wirtualnym świecie stanowić będą zagrożenie, a nie nowe możliwości. – Wojciech Rabiej, ekspert w zespole doradztwa biznesowego dla sektora ubezpieczeniowego w PwC

Insurance Banana Skins 2017 (w nawiasach wyniki z 2015 r.)Insurance Banana Skins 2017 (w nawiasach wyniki z 2015 r.)

Co ciekawe, zarówno w zestawieniu w Europie, jak i na świecie, zajmujące do tej pory wysokie pozycje regulacje prawne, w najnowszej edycji zajęły dopiero 7. i 6. miejsca.

Wdrożenie reżimu Solvency II wymagało od rynku istotnego nakładu pracy oraz wiązało się z obowiązkiem sprostania nowym wymogom kapitałowym. Regulacje, nad którymi pracuje rynek europejski obecnie – dyrektywa o dystrybucji ubezpieczeń (IDD) czy dyrektywa o płatnościach (PSD2) – poza wyzwaniami procesowymi i technologicznymi stwarzają także szanse na nowe otwarcie w relacji z klientami. – Przemysław Paprotny, partner w PwC

Z raportu PwC i CSFI wynika, że część przedstawicieli rynku ubezpieczeniowego dostrzegła też rosnące zagrożenie związane z dostępem do talentów i kluczowych kompetencji, stąd przesunięcie tego ryzyka z 15. na 9. miejsce. Wiąże się to z coraz większą rolą, jaką odgrywają nowe technologie w codziennej działalności firm – wystarczy tu wspomnieć chociażby o sztucznej inteligencji czy blockchainie. Sporą presję ubezpieczyciele odczuwają też w związku z konkurencją ze strony rozwijających się insurtechów. W tym kontekście tym bardziej dziwi fakt, że dostęp do talentów nie znalazł się w pierwszej dziesiątce ryzyk wśród ubezpieczycieli w Europie.

Terytorium całej Polski jedną strefą inwestycyjną w miejsce 14 Specjalnych Stref Ekonomicznych

Ogłoszony wczoraj podczas Forum Ekonomicznym w Krynicy przełomowy projekt koncepcji wsparcia inwestorów w Polsce w ramach instrumentu zwolnień podatkowych dotyczy nowych inwestycji i będzie funkcjonował równolegle do istniejących obecnie Specjalnych Stref Ekonomicznych. Docelowo zastąpi je po 2026 r., kiedy obecne Strefy przestaną istnieć. Obecna ustawa o SSE będzie tym samym funkcjonowała do końca 2026 r. tylko dla wydanych już dotychczas zezwoleń strefowych. Projekt nowych przepisów zakłada m.in. możliwość korzystania ze zwolnienia z CIT przez firmy lokujące inwestycje w dowolnym miejscu w Polsce, ocenę projektów pod kątem jakościowym i ilościowym oraz konkretny okres na wykorzystanie zwolnienia podatkowego w miejsce sztywnego terminu funkcjonowania Stref.

Zgodnie z zapowiedzią Wicepremiera Mateusza Morawieckiego, inwestorów czekają duże, systemowe zmiany w przepisach dotyczących wspierania inwestycji. Nie jest to tylko mała korekta przepisów strefowych, ale zapowiedź nowego, kompleksowego rozwiązania, które ma zwiększyć atrakcyjność inwestycyjną Polski poprzez stworzenie korzystnych warunków sprzyjających lokowaniu w naszym kraju wartościowych inwestycji tworzących nie tylko atrakcyjne miejsca pracy, ale także budujących innowacyjność polskiej gospodarki.

Terytorium całej Polski jedną strefą inwestycyjną

Propozycje Ministerstwa Rozwoju przewidują m.in., iż przedsiębiorstwa będą mogły otrzymać pomoc publiczną w postaci zwolnienia z CIT z tytułu realizacji nowej inwestycji w dowolnym miejscu na terenie kraju. Tym samym, cała Polska będzie jedną strefą inwestycyjną, w której inwestorzy będą mogli korzystać z podatkowych zachęt inwestycyjnych pod warunkiem spełnienia określonych kryteriów. Zmiana ta była szczególnie wyczekiwana przez przedsiębiorców, gdyż 30 czerwca br. przestało obowiązywać Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 10 grudnia 2008 r. „w sprawie kryteriów, których spełnienie umożliwia objęcie niektórych gruntów specjalną strefą ekonomiczną”. W efekcie obecnie nie jest już możliwe rozszerzanie statusu SSE na grunty prywatne, co skutecznie blokuje inwestorów planujących projekty na takich terenach oraz pragnących pozyskać wsparcie publiczne na ten cel.

Dostępność zwolnienia z CIT w dowolnym miejscu w Polsce jest długo oczekiwanym uelastycznieniem reguł wspierania nowych inwestycji. Dotychczas funkcjonujące ograniczenie tego instrumentu do terytorium Stref było odpowiedzią na problemy lat 90. ubiegłego wieku i już od dawna nie spełniało pierwotnych celów, a od strony praktycznej znacząco utrudniało i wydłużało proces uzyskania zezwolenia strefowego. Uwolnienie tego instrumentu od wyraźnych granic powinno zdecydowanie wpłynąć na zwiększenie liczby i skali inwestycji zwłaszcza w sektorze produkcyjnym, a jednocześnie poprawić naszą konkurencyjność wobec krajów regionu dysponującymi już dzisiaj bardziej przyjaznymi systemami wsparcia inwestycji” – mówi Rafał Pulsakowski, wicedyrektor w zespole Innowacji i B+R, Dotacji i Ulg w PwC.

„Zlikwidowanie procesu obejmowania gruntów prywatnych statusem Strefy powinno zdecydowanie przyspieszyć proces podejmowania decyzji inwestycyjnych dotyczących lokalizacji inwestycji w Polsce. Firmy planujące skorzystać z zachęt inwestycyjnych z tytułu realizacji nowego projektu inwestycyjnego nie będą już ograniczone wyborem konkretnych terenów albo objętych już statusem Strefy albo takich, które takim statusem objąć dopiero należy. Czynnik czasowy jest dla wielu firm kluczowy i z naszej praktyki wynika, iż wiele z nich nie mogło sobie pozwolić na wielomiesięczny proces rozszerzania granic Strefy na takie grunty, przez co Polska mogła tracić cenne projekty” – dodaje Jacek Zimoch, wicedyrektor w zespole Innowacji i B+R, Dotacji i Ulg w PwC.

Nowe kryteria oceny projektów

Ministerstwo Rozwoju przewiduje jednak, iż nie każdy projekt będzie się kwalifikował do otrzymania zwolnienia podatkowego. Preferencje podatkowe będą uzależnione od trzech podstawowych, a zarazem przejrzystych warunków: lokalizacji inwestycji, charakteru inwestycji i jakości tworzonych miejsc pracy.

Ze wsparcia skorzystają nowe inwestycje, które spełnią określone kryteria dostępu, zarówno ilościowe, jak i jakościowe, w tym:

  • kryteria ilościowe – określające minimalny poziom nakładów inwestycyjnych uzależniony od stopy bezrobocia w powiecie, w którym dana inwestycja będzie realizowana oraz od wielkości przedsiębiorcy realizującego inwestycję
  • kryteria jakościowe – związane z oceną inwestycji m.in. pod kątem współpracy z ośrodkami badawczymi, akademickimi oraz działalnością B+R, oferowanych dodatkowych świadczeń dla pracowników, zatrudnienie kadry ze specjalistycznym wykształceniem lub wysokopłatne miejsca pracy; zgodność inwestycji z aktualną polityką rozwojowa kraju

W przypadku kryteriów jakościowych, na preferencyjne warunki mogą liczyć inwestycje lokowane na obszarach o podstawowej intensywności pomocy publicznej wynoszącej obecnie 35% i 50 % oraz tych wskazanych w „Programie dla Śląska”. Dla tych terenów obowiązywać będą niższe pułapy minimalnej liczby punktów, jakie projekt będzie musiał spełnić w ocenie jakościowej.

„W dotychczasowym systemie funkcjonującym w SSE kluczowe znaczenie miały kryteria ilościowe związane z liczbą nowych miejsc pracy i wielkością nakładów inwestycyjnych, przez pryzmat których oceniano możliwość włączenia gruntu prywatnego inwestora w obszar SSE. Wprowadzenie kryteriów jakościowych to postawienie na wysokowartościowe inwestycje, co może być wyzwaniem dla części inwestorów. Ważne jest, aby takie kryteria były konkretnie opisane w nowych przepisach, tak aby  proces oceny projektów był jak najbardziej przejrzysty i przewidywalny dla nowych inwestorów” – zauważa Jacek Zimoch.

Ograniczenie czasowe wykorzystania zwolnienia z CIT

Zmieni się także podejście do długości okresu, w którym możliwe będzie wykorzystanie zwolnienia podatkowego. Dotychczas datą graniczną był rok 2026, kiedy to dzisiejsze Strefy przestaną funkcjonować. Według nowych założeń Ministerstwa Rozwoju zostanie wyznaczony konkretny okres korzystania z ze zwolnienia podatkowego wynoszący od 10 do 15 lat. Obowiązywać będzie przy tym zasada – im wyższa intensywność pomocy publicznej w danym województwie, tym dłuższy okres zwolnienia.

Preferencyjnie będą traktowane nowe inwestycje lokowane na terenie obecnych Specjalnych Stref Ekonomicznych – okres korzystania ze zwolnienia z tytułu realizacji takich projektów będzie mógł być wydłużony o dodatkowe 5 lat.

Eksperci PwC podkreślają, że zastąpienie sztywnego terminu życia Stref jednolitym okresem na wykorzystanie ulgi to zdecydowanie krok w dobrym kierunku. Przy spadającej z roku na rok atrakcyjności Stref (coraz krótszy okres na konsumpcję wypracowanego zwolnienia) nowy instrument spotka się z pewnością z dużym zainteresowaniem inwestorów.

Stabilna sytuacja na rynku pracy napędza polską gospodarkę

Z najnowszych badań barometru rynku pracy przeprowadzonych przez Work Service wynika, że Polacy są bardzo spokojni w podejściu do swojego zatrudnienia.

– Tylko ok. 11% Polaków obawia się utraty pracy – powiedział agencji eNewsroom.pl Andrzej Kubisiak, szef biura prasowego Work Service –To dobra informacja dla kandydatów – czują oni, że ich sytuacja na rynku pracy jest stabilna. Jest to dobra informacja również dla całej polskiej gospodarki, ponieważ stabilność zatrudnienia przekłada się na pozytywną koniunkturę w sprzedaży detalicznej. Pracownicy są jednocześnie konsumentami, a przy poczuciu stabilności finansowej wydają więcej pieniędzy. Napędza to polską gospodarkę – ocenił Kubisiak.

Bank Kanady idzie za ciosem

Gwoździem programu w trakcie środowej sesji okazała się być niespodziewana decyzja Banku Kanady, który według rynkowych oczekiwań powinien utrzymać parametry prowadzonej polityki na niezmienionym poziomie. Finalnie decydenci zatwierdzili podwyżkę stopy overnight o 25 p.b. do poziomu 1,0 proc. Zmienność na rynku walutowym dodatkowo podbijała rezygnacja Stanleya Fischera ze stanowiska wiceprzewodniczącego Fed czy plotki dotyczące przyszłych posunięć ECB, zgodnie z którymi Rada Prezesów nie zdecyduje się na szybkie porzucenie programu skupu aktywów.

W przeciekach uwagę zwracały wzmianki o dysponowaniu przez Komitet Techniczny ECB projekcjami, w których założono różne scenariusze kontynuacji QE. Prawdopodobieństwo prowadzenia skupu aktywów w 2018 roku podbiły pogłoski o prowadzonych analizach prawnych w zakresie limitu zaangażowania. Niektórzy członkowie mają dodatkowo optować za prowadzeniem szeroko zakrojonej polityki forward-guidance, która z wyraźnym wyprzedzeniem będzie sygnalizować długo wyczekiwaną podwyżkę stóp procentowych.
W trakcie dzisiejszego spotkania amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa z liderami Partii Demokratycznej uzyskano konsensus dotyczący nie tylko pomocy osobom poszkodowanym przez huragan Harvey, ale również zwiększenia limitu zadłużenia do 15 grudnia. Na powyższe doniesienia błyskawicznie zareagował rynek długu. Obecnie obserwuje się wyraźne wystromienie krzywej rentowności oraz stabilizację zyskowności dziesięcioletnich papierów na poziomie 2,10 proc.

Zmienność złotego na rynku walutowym podbijały komunikaty członków Rady Polityki Pieniężnej. Według Adama Glapińskiego, prezesa NBP, nie należy się spodziewać podwyżki stóp procentowych przez cały 2018 rok. Jego zdaniem pierwsza zmiana parametrów może nastąpić w 2019 roku, co będzie przede wszystkim podyktowane koniecznością utrzymania równowagi makroekonomicznej. W dalszej części dnia złoty znalazł się pod presją korekty noty analitycznej agencji Fitch z 7 lipca. Ocena wiarygodności kredytowej pozostała na niezmienionym poziomie „A-” z perspektywą stabilną. W komunikacie Fitch zwrócił uwagę na napięcia dotyczące procedury praworządności. Co ważne, niemożność nadania oceny „A” ograniczają niski poziom PKB per capita oraz relatywnie wysoki udział długu zewnętrznego.

W gronie walut G10 najbardziej udaną sesję notuje kanadyjski dolar, który umacniają się 1,2 proc. względem amerykańskiego odpowiednika spycha kurs USD/CAD do poziomu 1,2220. Tuż nad kreską znajdują się funt szterling (0,1 proc.), stabilizujący GBP/USD przy poziomie 1,3050, oraz euro (0,1 proc.). Na koniec dnia para EUR/USD porusza się w 10-pipsowym przedziale wahań pomiędzy 1,1920 oraz 1,1930. Swoją wczorajszą zwyżkę usilnie oddaje nowozelandzki dolar (-0,5 proc.), któremu towarzyszy japoński jen (-0,5 proc.). Obecnie USD/JPY ma wyraźne problemy z przebiciem oporu przy 109,40.
Wśród walut Emerging Markets najbardziej udane notowania ma za sobą południowoafrykański rand (0,9 proc.), który okrywa cieniem zyskujące 0,7 proc. meksykańskie peso. W gronie walut zamykających powyższe zestawienie wymienia się południowokoreańskiego wona (-0,4 proc.) oraz polskiego złotego (-0,2 proc.). Obecnie EUR/PLN balansuje przy poziomie 4,2480, USD/PLN wraca do 3,5640, a GBP/PLN i CHF/PLN odpoczywają przy 4,6480 oraz 3,7240.

Wśród dzisiejszych publikacji uwagę inwestorów próbowały zwrócić lipcowe dane dotyczące nowych zamówień przemysłowych w niemieckiej gospodarce, które wyraźnie rozczarowały oczekiwania uczestników rynku (-0,7 proc. m/m, konsensus: 0,2 proc.). Dodatkową dawkę rozgoryczenia zapewniła produkcja przemysłowa w Czechach (3,3 proc. r/r, konsensus: 6,7 proc.) oraz Szwecji (5,3 proc. r/r, konsensus: 6,5 proc.). Powyższe dane nie powinny być odbierane jako ponadprzeciętnie niepokojące z racji na napływ fenomenalnych wskazań za czerwiec oraz obecność niezbyt przychylnych efektów sezonowych. W dalszej części niewielkie podbicie zmienności zapewnił napływ danych dotyczących deficytu handlowego w Kanadzie (-3,0 mld CAD) oraz USA (-43,7 mld USD). Lipcowe szacunki wyraźnie przebiły oczekiwania ankietowanych uczestników rynku, bowiem mediany prognoz dla powyższych państw uplasowały się odpowiednio na poziomie -3,3 mld CAD oraz -44,7 mld USD. Wśród amerykańskich danych lekkie rozczarowanie zapewniła publikacja wskaźnika ISM dla sektora usługowego, który w sierpniu wyniósł 55,3 pkt (konsensus: 55,6 pkt).

Środowa sesja na europejskich parkietach odbywała się pod znakiem wyraźnego podziału nastrojów. Wśród głównych indeksów najbardziej pokaźny ruch w stronę północy odnotował frankfurcki DAX (0,8 proc.), którego motorem napędowym okazał się być sektor motoryzacyjny. Na czele spółek oczekujących na rychłe rozwiązanie afery dieslowej znalazł się Daimler (3,2 proc.), który zdecydował się na rozwój niewielkiej spółki Turo trudniącej się krótkookresowym wypożyczeniem samochodów. Według doniesień Turo ma poważnie zagrozić Uberowi oraz istotnie zwiększyć obroty Daimlera. Najsilniejszą przecenę odnotował E.ON (-1,5 proc.) znajdujący się na fali realizacji ostatnich zysków. Dzisiejszym wzrostom energetycznego giganta nie pomogły doniesienia o rozpoczęciu budowy elektrowni wiatrowej w zachodniej części Teksasu.

Mniej optymistycznymi nastrojami mogli pochwalić się inwestorzy w Londynie, gdzie FTSE 100 zakończył dzisiejsze notowania ze stratą rzędu 0,3 proc. O miano lidera biły się walory Paddy Power Betfair (1,4 proc.), które pomimo wczorajszego „trzymaj” przez Cenkos Securities wyraźnie uznały wyższość spółki Next (2,5 proc.). Pomiędzy nimi zdołały się wcisnąć akcje ITV (2,1 proc.) po nocie analitycznej Citi, w której podkreślono możliwość wystąpienia odbicia w sprzedaży reklam telewizyjnych. Miano najsilniej tracącej spółki w indeksie brytyjskich gigantów należało do Barratt Developments (-4,6 proc.). Potentatowi z branży nieruchomości nie pomogła publikacja dość niezłych wyników za miniony rok fiskalny, w których spółka zaraportowała 9,8 proc. wzrost przychodów, ROCE na poziomie 29,8 proc. (poprzednio: 27,1 proc.) oraz wzrost zysku brutto na poziomie 12 proc.
Dość blisko okrągłego poziomu 2 500 pkt dzisiejsze notowania zakończył WIG 20 (-0,2 proc.), na czele którego uplasowały się walory LPP. Ich zwyżkę na poziomie 2,1 proc. należy wiązać między innymi z otwarciem sklepu Reserved na Oxford Street, najważniejszej ulicy Londynu, oraz łagodniejszymi planami partii rządzącej w zakresie zakazu handlu w niedziele. Według Henryka Kowalczyka, ministra bez teki w gabinecie Beaty Szydło, planowane jest wprowadzenie zakazu obrotu w trzy niedziele w miesiącu.

Mniej restrykcyjne zamiary pomogły również Eurocashowi, który drożejąc 1,6 proc. usilnie gonił Jastrzębską Spółkę Węglową (1,6 proc.). Na szarym końcu warszawskiej giełdy znalazły się walory PGE (-3,9 proc.) oraz Energii (-3,1 proc.). Na fali realizacji zysków znalazł się KGHM, którego dzisiejsza zniżka wyniosła 2,3 proc.

Na rynku surowcowym środowa sesja stoi pod znakiem kontynuacji pozytywnych tendencji na rynku ropy naftowej. Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate plasuje się na poziomie 49,20 USD, notując tym samym ruch rzędu 1,1 proc. Jej zwyżkę skromnie przebijają październikowe kontrakty na gaz ziemny, które obecnie drożeją 1,2 proc. Niezbyt pozytywnymi tendencjami może pochwalić się złoto (-0,5 proc.) wyceniane po 1 333,80 USD za uncję. Bardziej pokaźny ruch w stronę południa ma za sobą pallad (-1,5 proc.), który znajduje się w cieniu przeceny listopadowych kontraktów na sok pomarańczowy (-3,1 proc.).

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Dwie wolne niedziele dla pracowników handlu

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ma nową propozycję dotyczącą ograniczenia handlu w niedziele. Początkowo zakaz obowiązywałby przez dwie niedziele w miesiącu, potem w trzy – podaje „Dziennik Gazeta Prawna”. Konfederacja Lewiatan proponuje natomiast, aby zagwarantować pracownikom handlu, obligatoryjnie dwie wolne niedziele w miesiącu – czyli dwukrotnie więcej niż obecnie – dzięki odpowiedniej nowelizacji Kodeksu pracy. 

Przedstawiciele branży handlowej podtrzymują wspólne stanowisko w sprawie zakazu handlu w niedziele wypracowane kilka tygodni temu. Wówczas zaproponowali trwałe rozwiązanie, chroniące zarówno pracowników, konsumentów, jak i polski handel, polegające na przyznaniu pracownikom handlu dwóch wolnych niedziel w miesiącu. Byłoby to możliwe dzięki odpowiedniej nowelizacji Kodeksu pracy.

Już teraz 90% pracowników w handlu sieciowym i sieciach kupieckich zatrudnionych jest na podstawie umowy o pracę – stąd najlepszym gwarantem ich czasu wolnego będzie modyfikacja Kodeksu pracy.

– To jedyne rozwiązanie zabezpieczające wszystkie strony – zarówno pracowników, konsumentów, jak i przedsiębiorców – mówi Krzysztof Kajda, dyrektor departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.

Ulgowy ZUS z 2-óch na 3 lata dla nowych działalności

Nie dwa, jak obecnie, ale przez trzy lata osoby rejestrujące firmy będą opłacać niższe składki na ubezpieczenie społeczne – proponuje resort pracy.

Każdy Polak, który po raz pierwszy w życiu podejmuje decyzję o rozpoczęciu działalności gospodarczej zasługuje na wsparcie na starcie, polegające na obniżeniu składek na ubezpieczenie społeczne. Obecnie obowiązujące rozwiązanie, składki obniżone przez dwa lata, wprowadzono w okresie wysokiego bezrobocia. Wydłużenie do trzech lat ulgowych składek, w sytuacji dużego popytu na pracę, jest nieuzasadnione. Osoby, które nie mają predyspozycji do bycia przedsiębiorcą powinny szukać pracy najemnej.

Takie rozwiązanie jest niekorzystne. Po pierwsze osoby płacące niższe składki stanowią nieuczciwą konkurencję na rynku pracy – dla pozostałych osób samozatrudnionych i pracowników. Po drugie, z ulgi można korzystać wielokrotnie i osoby, które to uczynią nie zbiorą składek nawet na minimalną emeryturę, a to oznacza, że z naszych podatków będziemy dopłacać do ich świadczeń.

Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Krynica ’17: „W sektorze kosmicznym wyraźnie widzimy, że rząd skutecznie realizuje Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju”

Przedłużenie działania Programu Wsparcia Polskiego Przemysłu, przyjęcie Polskiej Strategii Kosmicznej i rozpoczęcie projektu doktoratów wdrożeniowych – to tylko niektóre z założeń Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, które już dziś realnie zmieniają polski przemysł kosmiczny.

Dziś (w środę, 6 września 2017 r.) podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy odbył się panel dyskusyjny pt. „Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju oczami firm prywatnych. Jak efektywnie wykorzystać jej narzędzia?” W dyskusji wzięli udział liderzy sektorów wskazanych w SOR jako strategiczne:

  • Bartosz Kędziora – Prezes Zarządu Astronika Sp. z o.o. (sektor lotniczo-kosmiczny),
  • Markus Sieger – Prezes Zarządu Grupy Polpharma (sektor produkcji leków),
  • Tomasz Domagała – Przewodniczący Rady Nadzorczej TDJ S.A. (sektor systemów wydobywczych) i
  • Karol Zarajczyk – Prezes Zarządu URSUS S.A. (sektor produkcji środków transportu).

Gościem specjalnym panelu był wicepremier Mateusz Morawiecki.

Prezes Astroniki mówił o tym jak wdrażane są strategiczne projekty SOR oraz inne wybrane działania wymienione w Strategii, a także omawiał ich wpływ na sektor kosmiczny. Kędziora wspominał m.in. o Polish Industry Incentive Scheme:

„Dzięki staraniom rządu przedłużono funkcjonowanie Programu Wsparcia Polskiego Przemysłu koordynowanego przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). To jest konkretne działanie, które mieści się w Strategii i które poprawia naszą pozycję w ESA, a w efekcie w ogóle w europejskim sektorze kosmicznym”.

Bartosz Kędziora mówił też o przyjętej i wdrażanej przez rząd Polskiej Strategii Kosmicznej:

„Przyjęcie Polskiej Strategii Kosmicznej wymienionej w SOR wskazało bardziej szczegółowo w jakim kierunku ma się rozwijać „polski kosmos”, a jednocześnie zainicjowało prace nad Krajowym Programem Kosmicznym – narodowym programem godnym ambitnego europejskiego państwa”.

Prezes kosmicznej spółki poruszył również wątek tzw. doktoratów wdrożeniowych:

„Z uwagi na fakt, że prowadzimy głównie działalność na styku nauki i biznesu, program ten wydaje się dla nas idealny i na pewno będziemy chcieli z niego skorzystać przy okazji kolejnych edycji.”

Bartosz Kędziora zwrócił również uwagę na niebagatelne znaczenie jakie dla sektora ma pozytywne otoczenie instytucjonalne.

„Bardzo sprawnie w tym obszarze działają Ministerstwo Rozwoju i Agencja Rozwoju Przemysłu. Sądzę, że skuteczne działania informacyjne i wsparciowe MR oraz ARP pozwolą raczkującemu polskiemu sektorowi kosmicznemu szybko wyrosnąć na konkurenta europejskich gigantów takich jak Niemcy i Francja”

Spółka Astronika to firma, która niedawno zaprojektowała i wykonała urządzenie, które w ramach misji NASA „InSight”, dokona historycznego zagłębiania się 5 metrów pod powierzchnię Marsa i zbada właściwości jego gruntu. „Kret” będzie pierwszym kompletnym systemem dostarczonym na tak istotną misję przez polski przemysł.

WIG20 odrobił straty, WIG idzie na rekord

Mimo niezbyt sprzyjających okoliczności, sierpień okazał się miesiącem pomyślnym dla posiadaczy akcji, a tym, którzy zastanawiają się nad ich kupnem, dostarczył kolejnych argumentów przemawiających za podjęciem takiej decyzji.

Indeks największych spółek warszawskiego parkietu zyskał w sierpniu 6 proc. i zaliczył trzeci z rzędu miesiąc zakończony zwyżką. Lepszy wynik w tym roku zanotował jedynie w lutym i w kwietniu. Od dobrych statystyk ważniejsze są jednak fakty i płynące z nich sygnały. WIG20 dotarł do poziomu z kwietnia 2015 r., a więc miesiąca, który kończył trwającą niemal cztery lata męczącą konsolidację i poprzedzał czarną serię dziewięciu miesięcy nieprzerwanych spadków. Bessa ostatecznie zakończyła się w styczniu ubiegłego roku, ale walka o uformowanie nowego trendu trwała aż do października 2016 r. Od tego czasu WIG20 wzrósł o 46 proc. a od styczniowego dołka o ponad 50 proc. Sierpień obecnego roku zakończył proces odrabiania strat, co może mieć znaczenie nie tylko symboliczne, ale i praktyczne. Siła rynku i trwałość tendencji zostały potwierdzone i uznać to muszą nawet zagorzali pesymiści. Wszystko wskazuje na to, że ich grono składa się głównie z krajowych inwestorów, wśród których wciąż dominuje tendencja unikania ryzyka i preferowania aktywów najbardziej bezpiecznych. Po stronie popytowej w segmencie dużych spółek stoją przede wszystkim inwestorzy zagraniczni.

Jeszcze bardziej pozytywne sygnały płyną z obserwacji sytuacji na szerokim rynku. Obrazujący panującą na nim koniunkturę WIG dotarł w sierpniu do poziomu dzielącego ten indeks od rekordu wszechczasów o zaledwie 4 proc. Część uczestników rynku może w związku z tym obawiać się wyhamowania wzrostowej tendencji lub jej korekty. Choć takiego scenariusza nie można wykluczyć, to jednak nie powinien on stanowić zagrożenia dla kontynuacji pozytywnych tendencji na rynku akcji. Poza ryzykiem wynikającym z możliwości pogorszenia się nastrojów na światowych giełdach, głównie pod wpływem napięć geopolitycznych, pozostałe czynniki przemawiają za kontynuacją zwyżki. Sprzyjają jej przede wszystkim bardzo dobra kondycja polskiej gospodarki i dobre perspektywy utrzymania się jej przez co najmniej kilkanaście miesięcy, a co za tym idzie także spodziewana poprawa wyników finansowych firm. Ewentualna korekta nie powinna więc być ani zbyt głęboka, ani długotrwała. Nie powinna ona zaszkodzić posiadaczom akcji, zaś dla wielu zastanawiających się nad rozpoczęciem inwestycji na giełdzie i noszących się z zamiarem zwiększenia stanu portfela, może stanowić dobrą okazję do kupna papierów.

Od początku roku zyski przyniosły akcje ponad połowy notowanych na warszawskiej giełdzie spółek. Wskazuje to na wciąż spory potencjał rynku, szczególnie w segmencie małych i średnich firm, które powinny najbardziej skorzystać z dobrej koniunktury w gospodarce. Warto zwrócić uwagę, że do tej pory wysoka dynamika PKB osiągana jest głównie dzięki wysokiej konsumpcji prywatnej, a wciąż czekamy na pojawienie się najbardziej obiecującego impulsu ze strony inwestycji, który powinien być istotnym czynnikiem wspierającym wzrost gospodarczy przynajmniej do końca obecnej unijnej perspektywy finansowej, czyli do 2020 r. Wbrew pozorom, o sile rynku akcji może świadczyć zachowanie indeksu średnich firm. Od stycznia 2016 r. do marca 2017 r. wzrósł on o ponad 50 proc., do poziomu najwyższego od sierpnia 2007 r., a jednocześnie odległego od historycznego rekordu o zaledwie 16 proc. Fakt, że od początku obecnego roku utrzymuje się on na tej wysokości, ulegając jedynie niewielkim wahaniom, należy interpretować pozytywnie. Pokazuje to, że nie ma chętnych do pozbywania się akcji średnich firm, a kilkumiesięczny ruch w bok można traktować jako łagodną korektę przed kontynuacją zwyżki. W tej grupie akcje aż dwóch trzecich spółek przyniosły inwestorom zysk licząc od początku roku. Spadki kursów pozostałych, to w większości przypadków efekt nie tyle wyraźnie złych wyników finansowych, co rozczarowania brakiem ich zdecydowanej poprawy.

Pewien niepokój, a co najmniej konsternację może budzić zachowanie się akcji małych firm. Choć w tym gronie sytuacja fundamentalna jest zróżnicowana, powodów trwającej od kwietnia tendencji spadkowej sWIG80 należy upatrywać raczej w braku kapitału rodzimych inwestorów i ich rezerwie wobec bardziej ryzykownych aktywów, niż w obawach o wyniki spółek.

Maciej Świątkowski
AgioFunds TFI S.A.

„Potencjalnie nieBezpieczni” dla przedsiębiorców – rusza nowa odsłona kampanii informacyjno-edukacyjnej

Nieprzywiązywanie dostatecznej uwagi przez przedsiębiorców do ochrony przetwarzanych informacji jest jednym z największych zagrożeń dla danych osobowych – wynika z raportu „Co wiemy o ochronie danych” przygotowanego przez Fundację Wiedza To Bezpieczeństwo. Przedsiębiorcy nadal nie zdają sobie sprawy, jak cenne są posiadane i wykorzystywane przez nich na co dzień dane. Startująca kampania ma na celu zbudowanie świadomości wagi ochrony informacji i danych osobowych. Patronat honorowy nad działaniami objęło Ministerstwo Cyfryzacji. Akcję wspierają także: Microsoft, DHL Express, eRecruiter, LH.pl, Loando.pl, ODO 24, Tukan IT.

Potencjalnie nieBezpieczni „Potencjalnie nieBezpieczni” to kampania skierowana z jednej strony do „przeciętnego Kowalskiego”, a z drugiej do przedsiębiorców. Pierwsza część kampanii koncentrowała się na zainteresowaniu społeczeństwa zagrożeniami związanymi z naszym, często lekkomyślnym, zachowaniem np. zostawianiem dokumentów w zastaw za wypożyczony sprzęt, korzystaniem z niezaufanych sieci Wi-Fi czy używaniem prostego hasła do zabezpieczania urządzeń komputerowych, w szczególności tych mobilnych. Powyższe działania mogą prowadzić do utraty danych osobowych i innych ważnych informacji, zarówno prywatnych jak i służbowych, spowodowanych np. przestępczością internetową.

Ministerstwo Cyfryzacji prowadzi szeroko zakrojoną politykę informacyjno-edukacyjną z zakresu ochrony danych osobowych, ze szczególnym uwzględnieniem przedsiębiorców. Mając na celu dotarcie do jak największej liczby odbiorców, ministerstwo wykorzystuje w tym celu wszystkie dostępne środki komunikacyjne, takie jak: konferencje naukowe, seminaria, spotkania z organizacjami zrzeszającymi przedsiębiorców, stronę internetową ministerstwa oraz oficjalne profile resortu cyfryzacji w mediach społecznościowych. Ważnym kanałem przekazu informacji o ochronie danych osobowych i jej potrzebie są media, które gwarantują najliczniejszą rzeszę odbiorców dedykowanych treści. Za ich pośrednictwem przekazujemy wszystkie niezbędne informacje związane z tą tematyką. Współpraca z mediami polega zarówno na publikowaniu informacji poświęconych bieżącym wydarzeniom, wymagających skomentowania przez ministerstwo, jak i organizowaniu akcji edukacyjno-informacyjnych poświęconych omówieniu konkretnego zagadnienia w sposób szerszy i bardziej szczegółowy – mówi Maciej Kawecki, zastępca dyrektora Departamentu Zarządzania Danymi w Ministerstwie Cyfryzacji.

Rozpoczynająca się właśnie druga część kampanii skupia się na zwróceniu uwagi właścicieli firm, kadry zarządzającej oraz pracowników wszystkich branż i sektorów na znaczenie zapewniania odpowiedniej ochrony posiadanym i przetwarzanym danym w organizacjach – mówi adw. Marcin Zadrożny z Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo. Poprzez nasze działania chcemy poszerzyć zakres wiedzy polskich przedsiębiorców na temat ochrony cennych firmowych informacji oraz danych osobowych pracowników, klientów i kontrahentów. Zwiększenie świadomości w tym zakresie powinno przyczynić się do poprawy stanu bezpieczeństwa w organizacjach w tym zakresie. Ma ona także przyczynić się do lepszego przygotowania organizacji na wejście w życie w maju 2018 roku RODO – europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że RODO wpłynie na prace wszystkich działów w firmach. Organizacje skupiają się głównie na zweryfikowaniu, w pierwszej kolejności, procesów marketingowych oraz sprzedażowych bo tam z reguły są największe zbiory danych osobowych. Warto jednak pamiętać, że RODO bezpośrednio wpłynie także na procesy rekrutacyjne w firmach. Nowa klauzula informacyjna będzie wymagała podania znacznie większej ilości informacji kandydatowi do pracy, w tym informacji jak długo dane kandydata będą przechowywane przez pracodawcę. W przypadku kontroli pracodawca będzie musiał wykazać jakie zgody wyraził kandydat (np. zgoda na konkretną rekrutację czy także zgoda na przyszłe rekrutacje) oraz o czym został poinformowany wyrażając konkretną zgodę. Dlatego zespół eRecruiter – dostawca platformy do zarządzania rekrutacjami, już od jakiegoś czasu, na bieżąco monitoruje zmiany w prawie i pracuje nad tym, aby system wspierał rekruterów w ich codziennej pracy –  wskazuje Agnieszka Witaszek, radca prawny, ekspert ds. ochrony danych osobowych, eRecruiter.

Skutki niewiedzy

Przedsiębiorcy, którzy nie przywiązują dostatecznej uwagi do ochrony danych, w tym osobowych, muszą liczyć się z konsekwencjami:

  • prawnymi,
  • finansowymi,
  • wizerunkowymi.

Niewłaściwe przetwarzanie danych osobowych, czyli nierealizowanie  ochrony danych osobowych zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, może się skończyć dla organizacji zarówno postępowaniem sądowym jak i sporymi karami, które mogą doprowadzić nawet do zawieszenia działalności gospodarczej lub upadku firmy.  Równie dotkliwe są także straty wizerunkowe. Bardzo trudno jest bowiem odbudować raz stracone zaufanie współpracowników i klientów – wskazuje Maciej Kaczmarski, Prezes zarządu ODO 24.

Warto zauważyć, że na wskazane negatywne konsekwencje narażone są podmioty z różnych branż, np. medycznej, bankowej, IT, handlowej i HR.

Sektor pożyczkowy, jako część rynku finansowego, jest bardzo narażony na wszelkiego rodzaju wycieki informacji czy ataki hakerów. Niepokojący jest fakt, że wielu przedsiębiorców jest nieświadoma tych zagrożeń, przez co zaniedbują oni kwestie zabezpieczenia danych osobowych klientów pozostawianych na stronie internetowej usługodawcy – komentuje Maciej Suwik, ekspert Loando.pl. Niejednokrotnie to także nieświadomość konsumentów, którzy bez wstępnej weryfikacji podają swe dane osobowe, które później dostają się w niepowołane ręce i służą złodziejom do zaciągania zobowiązań finansowych na ogromne kwoty. Edukację w tym zakresie prowadzimy od początku naszej działalności, jednak wierzymy, że ogólnopolski zasięg kampanii Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo przyczyni się do jeszcze lepszej promocji świadomego i racjonalnego zarządzania danymi osobowymi w sieci.

W czasie kampanii Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo wraz z Partnerami będzie pokazywać dobre praktyki w zakresie danych osobowych. Eksperci będą podpowiadać, jakie zachowania warto wdrożyć w organizacjach, w różnych branżach. Mowa będzie m.in. o tym:

  • dlaczego warto robić kopie zapasowe i gdzie je przechowywać,
  • przed czym może uchronić firmę szyfrowanie danych,
  • w jaki sposób można obronić się przed phishingiem i innymi działaniami cyberprzestępców,
  • na jakie aspekty związane z ochroną danych osobowych warto zwrócić uwagę wybierając podwykonawcę.

Wiele instytucji jest atakowanych przez hakerów ze względu na poufne informacje, które te instytucje przechowują, w tym dane obywateli (takie jak adresy, numery licencji kierowcy, numery ubezpieczenia społecznego, dane finansowe i rejestry opieki zdrowotnej). Ale tak naprawdę głównym zagrożeniem, którego się najmniej spodziewamy jest Pracownik. Ponad 90% informatyków pracujących dla agencji rządowych na całym świecie stwierdziło, że postrzegają pracowników jako największe zagrożenie dla bezpieczeństwa. Uświadamianie pracowników to najtrudniejsze, ale jednocześnie najważniejsze zadanie dla osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w firmie. Kluczem do tego jest ciągła edukacja i komunikacja, a nie jednorazowe akcje. W idealnym systemie każdy pracownik powinien mieć poczucie, że uczestniczy w procesach odpowiadających za bezpieczeństwo danych firmy. Im bardziej pracownicy są świadomi, tym skuteczniejszy będzie ten „ludzki firewall”. Poprzez edukację można wyeliminować nawet do 99% wszystkich zdarzeń związanych z bezpieczeństwem informatycznym – mówi Katarzyna Budna-Grzęda, prezes TUKAN IT.

Tworzenie kopii zapasowych wszystkich ważnych plików i przechowywanie ich na osobnych serwerach powinno być dla przedsiębiorców codziennością. Wiele organizacji gromadzi na serwerach firm hostingowych dane wrażliwe dotyczące klientów i kontrahentów. Takie rozwiązanie pozwala zapewnić informacjom bezpieczeństwo, np. na wypadek awarii wewnętrznych systemów służących do przetwarzania danych – dodaje Jakub Orłowski, specjalista ds. marketingu w LH.pl.

Okiełznać RODO

Z przeprowadzonego przez Fundację Wiedza To Bezpieczeństwo badania „Co wiemy o ochronie danych” wynika, że zaledwie 55% przedsiębiorców i osób zarządzających firmami wie, jakie obowiązki na organizacje nakłada unijne rozporządzenie o ochronie danych. W cyfrowym świecie dane stanowią paliwo dla funkcjonowania i rozwoju każdej organizacji. Ich ochrona to nasz obowiązek – zauważa Michał Jaworski, Dyrektor ds. Strategii Technologicznej w Microsoft. Jako Microsoft czujemy się w pełni odpowiedzialni za dane naszych klientów i zapewniamy najwyższy stopień ich ochrony, a także w pełni transparentną politykę prywatności. Wkrótce obowiązujące w Polsce regulacje RODO pozwalają na przetwarzanie danych osobowych w chmurze publicznej. Co więcej, Microsoft, jako przetwarzający dane jest współodpowiedzialny za ochronę danych osobowych, a nie jak to miało miejsce do tej pory – jedynie za zapewnienie odpowiednich środków organizacyjnych i technicznych. To dodatkowy argument za wyborem technologii przetwarzania w chmurze i skorzystania z kompleksowej oferty chmury obliczeniowej, która zapewnia najwyższy stopień bezpieczeństwa, ochrony i zgodności z regulacjami.

Żyjemy w czasach, gdzie dane osobowe zaczynają być bardzo cennym produktem. Stąd konieczność regulacji RODO, mających na celu wymóc na firmach środki zapobiegające niekontrolowanym wyciekom danych osobowych. Ich ochrona wiąże się bezpośrednio z szerzej rozumianą ochroną systemów informatycznych, ale również podnoszeniem świadomości pewnych zagrożeń u samych użytkowników tych systemów – wskazuje Łukasz Janion, Country IT Manager Express International DHL Express (Poland).

Więcej informacji o kampanii „Potencjalnie nieBezpieczni” znajduje się na stronie internetowej www.potencjalnieniebezpieczni.pl.

Polski rynek zamawiania jedzenia online wśród najbardziej perspektywicznych w Europie

Serwis Pyszne.pl zanotował w pierwszym półroczu 2017 wzrost przychodu o 133% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Ilość zamówień wzrosła dwukrotnie. Od stycznia do czerwca użytkownicy złożyli prawie 3,5 mln zamówień o łącznej wartości bliskiej 150 mln złotych (35 mln EUR). Możliwości rozwoju, jakie rysują się na krajowym rynku, są jednak znacznie większe.

Od pierwszego kwartału 2016 roku, Pyszne.pl nie tylko utrzymuje, ale konsekwentnie umacnia pozycję zdecydowanego lidera polskiego rynku zamówień jedzenia w internecie. Według własnych szacunków, pod względem ilości zamówień serwis jest już 5 razy większy niż drugi w kolejności gracz rynkowy. Pyszne.pl współpracuje z 5,6 tys. restauracji w całej Polsce, z czego 850 w samej Warszawie. Obrót dla restauracji wygenerowany na platformie w pierwszym półroczu 2017 wzrósł o ponad 110% rok do roku, osiągając wartość bliską 150 mln złotych (35 mln EUR). Średnia wartość zamówienia wyniosła 43 zł (10,03 EUR).

Zgodnie z półrocznym raportem spółki giełdowej Takeaway.com, w skład której oprócz Pyszne.pl wchodzi 10 serwisów do zamawiania jedzenia między innymi w Niemczech, Holandii, Belgii, Austrii, Szwajcarii czy Francji, Polska jest strategicznym rynkiem grupy z uwagi na obiecujące dotychczasowe wskaźniki wzrostu we wciąż trwającej wczesnej fazie penetracji rynku. Spośród wymienionych krajów jedynie w Holandii, gdzie obrót wyniósł w pierwszej połowie roku blisko 260 mln EUR, internetowa droga zamawiania stała się już równie powszechna, jak telefoniczna. „Polski rynek zamówień online znajduje się obecnie w stosunkowo wczesnej fazie i ma ogromny potencjał do dalszego wzrostu. Naszym celem długoterminowym jest zbudowanie w Polsce biznesu na skalę porównywalną do tej, którą grupa osiągnęła na gruncie holenderskim. Dlatego planujemy utrzymanie dotychczasowej strategii intensywnego marketingu, rozbudowania oferty i aktywnego nawiązywania współpracy z restauracjami, w tym sieciami gastronomicznymi.” – mówi Arkadiusz Krupicz, współzałożyciel i Dyrektor Zarządzający Pyszne.pl.

„Z roku na rok liczba użytkowników serwisu znacząco wzrasta. W zasadzie nie zauważamy już barier psychologicznych, które jeszcze parę lat temu powstrzymywały Polaków przed zamawianiem z restauracji drogą internetową. Pyszne.pl jest zdecydowanym liderem rynku i dzięki kampaniom marketingowym w TV i Outdoorze – najbardziej rozpoznawalną marką w swojej kategorii. To powoduje, że zaufanie użytkowników stale rośnie. Jak pokazują dane – konsumenci szybko przekonują się, że szeroki wybór, możliwość dodawania i sprawdzania opinii i szybkość zamówienia przeważają nad korzyściami dzwonienia do restauracji.” – wyjaśnia Krupicz. Pyszne.pl inwestuje również w rozwój produktu. W pierwszej połowie roku serwis rozbudowany został o kilka funkcjonalności. Do akceptowanych dotychczas form płatności – gotówką, kartą kredytową, szybkim przelewem internetowym, przez Sofort Banking, PayPal, PayU – dodana została możliwość opłacenia zamówienia przez Android Pay. Jako jeden z nielicznych serwisów w Polsce Pyszne.pl umożliwiło klientom także płatność Bitcoinem. Serwis wprowadził oprócz tego funkcję Pickup – odbiór własny jedzenia z restauracji o określonej godzinie.

Powodzenie serwisu do zamawiania jedzenia jest też mocno związane z jakością partnerstwa z restauracjami. „Do systemu włączamy ponad 200 lokali miesięcznie, z czego połowa zgłasza się do nas sama. Współpracujemy między innymi z sieciami Da Grasso, Biesiadowo, Sphinx czy 77 Sushi. Przez lata działalności rozwijamy głębokie zrozumienie biznesu restauracyjnego w Polsce. Naszym partnerom w pierwszej kolejności zależy oczywiście na dodatkowym zysku, jaki osiągną dzięki serwisowi. Spełniamy te oczekiwania. Dla najlepszych restauracji dostarczamy około miliona dodatkowego obrotu rocznie. Również w mniejszych miastach jak Toruń czy Wejherowo restauracje mogą liczyć na kilkaset tysięcy obrotu rocznie. Oprócz tego oferujemy partnerom wymierną wartość dodaną, między innymi w postaci dostępnych wyłącznie dla naszych restauracji partnerskich oferty produktów i usług dla gastronomii w cenach znacznie cen rynkowych. Korzyści wynikające ze współpracy są szczególnie wyraźne w przypadku nowych restauracji, które jeszcze przez długi czas po otwarciu nie miałyby szansy zaistnieć na pierwszych stronach wyników wyszukiwania, a dzięki partnerstwu docierają do sprofilowanej grupy klientów mieszkających czy pracujących w ich okolicy, preferujących określony rodzaj kuchni.” – tłumaczy Arkadiusz Krupicz.

Przyglądając się zmianom stylu życia i rosnącej roli technologii w codziennym życiu, Pyszne.pl spodziewa się dalszego rozwoju rynku w Polsce, tak jak stało się to w części krajów europejskich. Jest to jednak rynek typu „winner takes all”. Pozycja lidera jest warunkiem koniecznym, aby się na nim utrzymać, lecz niewystarczającym do osiągnięcia sukcesu. Konieczne jest także zbudowanie ogólnokrajowej rozpoznawalności marki i działania ukierunkowane na zmianę zachowań konsumentów, którzy niejednokrotnie wciąż z przyzwyczajenia składają zamówienia drogą telefoniczną. „Mimo osiągniętej pozycji niekwestionowanego lidera, wciąż uważnie przyglądamy się sytuacji rynkowej, szukając możliwości dalszego rozwoju.” – deklaruje Dyrektor Zarządzający Pyszne.pl.

Raport ZPP: Im lepsze regulacje i instytucje, tym zamożniejsze i lepsze państwo. Stworzenie raju dla MSP polskim sposobem na awans cywilizacyjny

Polska ma realne szanse na polepszenie swojej pozycji konkurencyjnej względem innych państw. Może stać się jednym ze światowych liderów i dogonić zamożne gospodarki, jeśli postawi na szeroko zakrojone działania deregulacyjne, przebudowę systemu podatkowego, naprawę sądownictwa i prowadzenie sprawnej polityki gospodarczej. Takie wnioski płyną z raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) pt. „Wpływ otoczenia instytucjonalno-prawnego na jakość państwa. Polska rajem dla MSP”, który został zaprezentowany na XXVII Forum Ekonomicznym w Krynicy-Zdroju. 

Polska w dalszym ciągu pozostaje krajem średnio zamożnym. Mamy jednak potencjał do zwiększenia przewagi konkurencyjnej. W tym celu należy położyć szczególny nacisk na poprawę otoczenia instytucjonalnego i prawnego biznesu. Dla przedsiębiorców kluczowe jest wprowadzenie usprawnień w zakresie rozstrzygania spraw w sądach i skonstruowanie przejrzystego systemu podatkowego – powiedział Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji ZPP, autor raportu. – Proszę zauważyć, że państwa zajmujące jedne z czołowych pozycji w rankingu najzamożniejszych krajów świata pojawiają się również  na najwyższych lokatach w zestawieniach mierzących jakość życia, regulacji i systemu podatkowego – dodał ekspert.

Z analizy takich zestawień jak Human Development Index oraz „rankingu najlepszych państw na świecie” US News&World Report oraz firmy Y&R Bav Consulting i Uniwersytety Wharton wynika, że państwa o najlepszych regulacjach i instytucjach są państwami najzamożniejszymi i takimi, w których żyje się najlepiej.

Proszę zauważyć jak ważna w kontekście budowania lepszej jakości życia w kraju, jest dbałość o dobre warunki instytucjonalno-regulacyjne biznesu. Przekłada się to na wzrost zamożności państwa, a w konsekwencji na wzrost jego ogólnej jakości w innych kategoriach, również tych bardzo luźno związanych z gospodarką. Przykładem takiego kraju jest Dania, która mimo średniej wielkości i niewielkiej liczebności potrafiła zgromadzić bardzo znaczące bogactwo – skomentował Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP.

Z danych przytoczonych w publikacji wynika, że Polska jest państwem średnio zamożnym, w głównej mierze dlatego, że posiada średniej jakości regulacje dotyczące biznesu. W rankingach Paying Taxes i Doing Business Polska zajęła kolejno 47 i 24 miejsce. Odwołując się do bardziej szczegółowych kategorii, takich jak łatwość prowadzenia handlu zagranicznego, Polska wypadła bardzo dobrze, zajmując 1 miejsce. W dalszym ciągu problematyczne okazuje się natomiast rozpoczynanie działalności gospodarczej. Mimo słynnego „jednego okienka” w tym zestawieniu państwo zajmuje 107 lokatę, a w rankingu, który ukazać ma sprawność systemu sądownictwa gospodarczego, Polska uzyskała drugi najgorszy spośród swoich wyników (55 miejsce).

Wniosek z dzisiejszych rozważań jest następujący – Polska jest państwem średnio zamożnym, w głównej mierze dlatego, że posiada średniej jakości regulacje dotyczące biznesu. Jesteśmy zdania, że przeciętne otoczenie regulacyjne biznesu można i trzeba zmienić w diametralny sposób. Należy wreszcie zaprzestać tuszowania kiepskiego stanu faktycznego, poprzez wprowadzanie kolejnych prowizorycznych poprawek i nowelizacji – powiedział Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP. – Cel wydaje się być oczywisty. Konieczna jest poprawa warunków prowadzenia działalności gospodarczej w naszym państwie. Mamy nadzieję, że rządzący wreszcie to zrozumieją – dodał.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w swoim raporcie, zaprezentowanym podczas panelu o konkurencji prawno-instytucjonalnej, przedstawił kluczowe rekomendacje w zakresie poprawy otoczenia biznesowego w Polsce. Żeby móc konkurować z innymi państwami na arenie międzynarodowej, a tym samym przyspieszyć proces doganiania najbogatszych państw świata, należy:

  • zdecydowanie poprawić otoczenie instytucjonalno-prawne biznesu – do tego może przyczynić się daleko posunięta deregulacja i usprawnienie postępowań przed sądami, głównie w sprawach z udziałem przedsiębiorców,
  • skonstruować nowy, prosty i zrozumiały dla obywateli system podatkowy,
  • prowadzić sprawną politykę gospodarczą, obliczoną na regulacyjne i administracyjne wspieranie niewielu precyzyjnie wyselekcjonowanych gałęzi przemysłu,
  • praktykować szybkie podejmowanie legislacyjnych reakcji na wszelkiego rodzaju nowinki technologiczne – Polska powinna być miejscem, w którym wynalazcy będą mogli wypróbowywać swoje koncepty w rzeczywistości, co doprowadzi to do automatycznego drenażu mózgów.

Problemy przeregulowania gospodarki, ciągnących się postępowań sądowych i skomplikowanego systemu podatkowego towarzyszą nam od lat. Jeśli Polska chce dołączyć do grona zamożnych państw, musi obrać radykalny kurs na wzmacnianie swojej konkurencyjności. Postulaty jakie przedstawiliśmy na tegorocznym Forum są realne do wykonania i mogą doprowadzić do gwałtownego wybuchu przedsiębiorczości jaki można było zaobserwować po 1989 roku, wskutek wejścia w życie ustawy Wilczka – podsumował Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.

Polskie PKB per capita na tle innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej

Firmy działające w Polsce zdominowały ranking 500 największych firm Europy Środkowo-Wschodniej, TOP 500 CEE, przygotowany przez Coface. W dużej mierze z tego powodu, że firmy zestawiono według wielkości obrotu, a przecież Polska jest największym krajem z ujętych w tym zestawieniu. Jaka jest jednak siła naszej gospodarki pokazuje PKB w przeliczeniu na mieszkańca.

Jak wypada pod tym względem Polska na tle innych państw, z których firmy znalazły się w rankingu? – Region jest bardzo zróżnicowany, w Polsce PKB per capita to 11 tys. euro, a w Słowenii 19 tys., a w Czechach 17 tys., gdy na Słowacji 15 tys. euro – mówi w rozmowie z MarketNews24 główny ekonomista Coface na Europę Centralną, Grzegorz Sielewicz. – Natomiast znacznie gorzej niż Polska wypada Serbia z niecałe 5 tys. euro czy Bułgaria z ponad 6 tys. euro w 2016 r.

Stopy procentowe bez zmian, ale w przyszłości raty mogą wzrosnąć nawet o 50 procent

Rada Polityki Pieniężnej (RPP) pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Oznacza to, że w dalszym ciągu możemy cieszyć się z historycznie niskich stóp procentowych, co jest szczególnie ważne dla wszystkich kredytobiorców zadłużonych w naszej walucie. Jednak już za kilka miesięcy, gdy stopy procentowe wzrosną, rata może być wyższa nawet o kilkanaście procent.

Rada Polityki Pieniężnej (RPP) pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Oznacza to, że w dalszym ciągu możemy cieszyć się z historycznie niskich stóp procentowych, co jest szczególnie ważne dla wszystkich kredytobiorców zadłużonych w naszej walucie. Jednak już za kilka miesięcy, gdy stopy procentowe wzrosną, rata może być wyższa nawet o kilkanaście procent. Spośród stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego (NBP) najważniejsza z punktu widzenia osób spłacających kredyty jest stopa referencyjna, która od marca 2015 roku wynosi 1,50 proc.

To właśnie od jej poziomu w pośredni sposób zależy poziom stopy Wibor i oprocentowanie kredytów detalicznych. Najczęściej używana przez banki stawka 3-miesięczna utrzymuje się od wielu miesięcy na poziomie 1,70-1,73  proc., co w wymierny sposób przekłada się na portfele kredytobiorców. Przykładowo osoba, która w 2008 roku zaciągnęła kredyt na 30 lat rozpoczynała spłatę zobowiązania z ratą około 710 złotych na każde 100 tys. kredytu, natomiast dzisiaj rata jest niższa o prawie 40 proc. i wynosi około 430 złotych. Również osoby, które zaciągnęły kredyty kilka lat później także zyskują dzięki niższemu oprocentowaniu. W przypadku kredytu zaciągniętego we wrześniu 2013 roku rata uległa obniżeniu o około 10 proc. Cztery lata temu pierwsza rata wynosiła 460 złotych na 100 tys. zadłużenia, a dzisiaj co miesiąc należy płacić około 410 złotych. Wyższe stopy, wyższe ratyTak niskie stopy procentowe będą się utrzymywać jeszcze co najmniej przez kilka miesięcy. Podwyższenia stóp przez RPP można najwcześniej spodziewać się  pod koniec 2018 roku, chociaż coraz więcej czynników wskazuje na to, że może to nastąpić nie wcześniej niż w 2019 roku. Inflacja pozostaje na stabilnym poziomie poniżej celu inflacyjnego NBP, presja płacowa nie wzrasta, a ostatnie umocnienie złotego także nie przemawia za podwyżką stóp procentowych. Również wypowiedzi członków RPP wskazują na to, że stopy procentowe nie będą w najbliższym czasie podwyższane. Warto jednak już dzisiaj mieć świadomość, że prędzej czy później stopy procentowe wzrosną i raty kredytu ulegną podwyższeniu. Czy wszyscy kredytobiorcy są świadomi jak bardzo mogą wzrosnąć miesięczne koszty kredytu? Poniższa tabela przedstawia symulację wzrostu rat kredytowych dla różnych wartości stawki Wibor. Kolumna pierwsza przedstawia wysokość rat przy aktualnej stawce Wibor. W kolumnie drugiej znajdziemy wysokość raty kredytu w sytuacji gdy stawka Wibor wzrośnie o 1,50 p.p. do poziomu około 3,20 proc. Następna kolumna to Wibor w wysokości 5,10 proc., czyli na poziomie jaki był notowany zaledwie 5 lat temu, w połowie 2012 roku. Ostatnia kolumna przedstawia raty wyliczone dla stawki Wibor sprzed 9 lat, czyli na poziomie 6,50 procent.Tabela 1. Wysokość rat dla nowo udzielonego kredytu w wys. 200 tys. złotych, z marżą 2,00 p.p., spłata w ratach równychOkres spłaty Wibor 1,73% 3,20% 5,10% 6,50%15 lat 1 452 1 602 1 808 1 97025 lat 1026 1 192 1 426 1 61035 lat 852 1 036 1 290 1 494Źródło: obliczenia NOTUS Finanse

Jak widać wzrost rat może być bardzo znaczący, szczególnie jeśli wybraliśmy długi okres kredytowania. W takim przypadku poziom oprocentowania w większym stopniu wpływa na wysokość raty, niż w sytuacji gdy kredyt spłacamy w krótszym terminie. W przypadku kredytu na 35 lat, powrót stóp procentowych do poziomu sprzed zaledwie 5 lat będzie oznaczał wzrost miesięcznej raty nawet o 50 procent. Dla 200 tysięcy zadłużenia nominalnie będzie to rata wyższa o 438 złotych, jednak dla kredytu w kwocie 500 tys. złotych rata wzrośnie o prawie 1100 złotych, co może już spowodować pewne perturbacje w budżecie domowym. Oczywiście wzrost raty do tego poziomu nie będzie skokowy, nie wzrośnie ona z dnia na dzień, ale zaciągając dzisiaj kredyt trzeba mieć koniecznie świadomość tak dużego ryzyka.Czy przed wzrostem rat można się zabezpieczyć?Jednym z zabezpieczeń, z którego może skorzystać osoba zaciągająca dzisiaj kredyt jest wybranie oferty ze stałą stopą procentową. Praktyka rynkowa pokazuje jednak, że jest to zabezpieczenie tylko teoretyczne. Dzisiaj kredyt ze stałą stopą procentową mają w swojej ofercie tylko 4 banki i są to oferty, które gwarantują klientowi stałe oprocentowanie przez maksymalnie 5-7 lat. Po upływie tego okresu następuje ponowne ustalenie stałej stopy na kolejny okres lub następuje zmiana sposobu ustalania oprocentowania i od tego momentu jest ono zmienne, tak jak w przypadku innych kredytów. Nie ma zatem ofert, które zagwarantują stałe oprocentowanie na cały okres kredytowania. Co prawda stała rata np. na 5 lat daje pewną stabilizację finansową, jednak nie zabezpiecza w całości przed ryzykiem stopy procentowej. Ponadto, decydując się na taką ofertę musimy liczyć się z tym, że rata kredytu będzie wyższa, niż rata kredytu ze zmienną stopą procentową. Także po zakończeniu okresu stałej stopy procentowej marża do ustalenia zmiennej stopy może być wyższa, niż w sytuacji gdy od początku zdecydujemy się na zmienną stopę.W ostatnich latach obserwowaliśmy głównie spadek stóp procentowych i obniżające się w konsekwencji raty kredytów złotowych. Dzięki zmiennemu oprocentowaniu obniżenie stóp procentowych wpływało w pozytywny sposób na portfele kredytobiorców. W perspektywie najbliższych kilku lat trzeba jednak przygotować się na odwrócenie tego zjawiska. Wzrost stóp procentowych, niezależnie od skali podwyżek, przełoży się tym razem w negatywny sposób na finanse gospodarstw domowych. Warto mieć świadomość tego zjawiska i rzetelnie przeanalizować wszelkie ryzyka i swoje możliwości w chwili, gdy podejmujemy decyzję o zaciągnięciu kredytu. Należy bowiem pamiętać, że niska rata jaką dzisiaj płacimy nie będzie obowiązywać do końca spłaty kredytu i trzeba będzie zmierzyć się z wyższymi comiesięcznymi opłatami.

Michał Krajkowski, Główny Analityk NOTUS Finanse S.A.

Ile zarabiają menedżerowie popularnych spółek giełdowych?

Rok 2016 Warszawska Giełda Papierów Wartościowych na pewno może zaliczyć do udanych. Główny indeks WIG wzrósł o 11,2% w stosunku do roku poprzedniego. Największe wzrosty odnotowano w indeksie mWIG40 – 18,2%, natomiast największe spółki z WIG20 były w najsłabszej kondycji, WIG20 wzrósł tylko o 8%. Czy dobra koniunktura odbiła się na wynagrodzeniach członków zarządów? W poniższym artykule prezentujemy wynagrodzenia menedżerów topowych spółek które przyniosły swoim akcjonariuszom największe zyski.

Jastrzębska Spółka Węglowa SA

W pierwszej kolejności spójrzmy na akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej SA. Według danych pochodzących z rocznika giełdowego stopa zwrotu z akcji spółki za 2016 rok wyniosła 528%. Najniżej ceny akcji były na poziomie 8,66 PLN a najwyżej sięgnęły 88,70 PLN. Spółka odnotowała 4,4 mln PLN zysku netto, co było dużym wzrostem wobec ponad 3 mld straty w 2015 roku. Ze względu na duży udział Skarbu Państwa w akcjonariacie, w spółce obserwowaliśmy liczne zmiany kadrowe w przeciągu roku i tylko dwie osoby przepracowały cały rok. Łączny fundusz wynagrodzeń top menedżerów wyniósł ponad 3,3 mln PLN. Natomiast średnie roczne wynagrodzenie 688,8 tys. PLN.

Petrolinvest SA

Naszą uwagę zwrócił również importer paliwa – Petrolinvest SA. Stopa zwrotu z akcji spółki za 2016 rok wyniosła prawie 420%. Należy dodać, że w październiku 2016 roku nastąpiło scalenie akcji spółki według parytetu wymiany 16:1. W wyniku czego kapitał zakładowy spółki dzieli się obecnie na 15,1 mln akcji o wartości nominalnej 160 PLN każda.

Łączny koszt wynagrodzeń członków zarządu przestawiony w skonsolidowanym sprawozdaniu finansowym wyniósł prawie 2,5 mln PLN. Jednakże, wynagrodzenie to nie zostało im wypłacone do daty opublikowania sprawozdania. System wynagradzania funkcjonujący obecnie w spółce opiera się na wynagrodzeniu stałym. W 2016 roku osoby zarządzające nie otrzymywały nagród, innych korzyści ani świadczeń finansowych.

11 bit studios SA

Fani gier komputerowych na pewno interesowali się spółką 11 BIT, notowaną na GPW od 2011 roku. Twórca gier „Anomaly: Warzone Earth” czy „This War of Mine” przyniósł w 2016 roku stopę zwrotu w wysokości 107%. Czteroosobowy zarząd łącznie kosztował spółkę prawie 1,6 mln PLN. Wynagrodzenia menedżerów były na podobnym poziomie jak w roku poprzednim, a wszystkie osoby zarządzające przepracowały cały badany rok.

Wielton SA

Producent naczep, przyczep i nadbudów samochodowych przyniósł swoim inwestorom 87% zwrotu z zainwestowanego kapitału. W porównaniu do roku 2015 spółka podwoiła swoje przychody i zysk netto. Tak dobre wyniki pociągnęły za sobą również wzrost wynagrodzeń top menedżerów. Spółka przeznaczyła na ten cel 5,7 mln PLN, o 865 tys. PLN więcej niż w 2015 roku. Najwyższe wynagrodzenie otrzymał prezes zarządu Mariusz Gojec – ponad 2 mln PLN i dwa razy więcej niż w 2015 roku. Pozostali członkowie zarządu, którzy przepracowali cały rok zarobili średnio po 1,5 mln PLN.

Oponeo.pl SA

Inwestorzy, którzy zakupili w 2016 roku akcje Oponeo.pl – internetowego sprzedawcy opon, mogli zarobić nawet 72%. Spółka odnotowała wzrost zysku netto o 55% w stosunku do 2015 roku. Uwagę na pewno zwracają dość niskie, jak na realia giełdowe, wynagrodzenia menedżerów. Dariusz Topolewski, wieloletni prezes zarządu otrzymał roczne wynagrodzenie w wysokości tylko 26 tys. PLN, czyli tylko 2,2 tys. PLN miesięcznie. Należy zaznaczyć, że posiada on ponad 3 mln akcji spółki (w 2016 roku spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 10 gr na akcję). Trzej pozostali członkowie zarządu otrzymali roczne pensje w wysokości 319 tys. PLN.

CCC SA

Wśród spółek z indeksu WIG20 na uwagę szczególnie zasługuje spółka CCC. Jej akcje w przeciągu roku wzrosły o prawie 50%. Obuwniczy potentat przeznaczył na pensje kadry zarządzającej prawie 2,9 mln PLN. Co ciekawe wiceprezes zarządu Piotr Nowjalis zarobił o 220 tys. PLN więcej niż prezes zarządu Jego roczne wynagrodzenie to prawie 1,1 mln PLN.

W tabeli poniżej prezentujemy wysokość rocznej stopy zwrotu z akcji spółek przedawnionych w niniejszym artykule wraz z wysokością średniego wynagrodzenia wypłaconego członkom zarządów, którzy przepracowali cały rok.

stopa zwrotu od początku roku (%) średnie wynagrodzenie wypłacone członkom zarządów liczba członków zarządu, którzy przepracowali
cały 2016 rok
JSW 528% 688 834 2
PETROLINV 419% 0* 2
11BIT 108% 392 543 4
WIELTON 87% 1 696 333 3
OPONEO.PL 72% 245 750 4
CCC 49% 956 667 3

*koszt wynagrodzeń wyniósł 2,5 mln PLN, wynagrodzenia nie zostały wypłacone w 2016 roku

Źródło: Raport wynagrodzenia członków zarządów w 2016 roku, Sedlak & Sedlak; Rocznik giełdowy 2017

Iwona Wabik-Szuba, Sedlak & Sedlak

Raport: Efektywność liderów w polskich organizacjach

Blisko połowa zarządzających w polskich firmach uważa, że ich obecny styl pracy
i sposób działania jest niekorzystny dla ich zdrowia. Ponadto 1/3 liderów ocenia, że nie pracuje w pełni efektywnie, a praca zawodowa negatywnie odbija się na ich relacjach z bliskimi. Jaka jest kondycja liderów w polskich organizacjach?
Na to pytanie odpowiada najnowszy raport Human Power, który zawiera 11 najważniejszych czynników wysokiej efektywności liderów. Poniżej prezentujemy cztery z nich. Raport powstał we współpracy z Aon Hewitt, Grupą Pracuj, Kinnarps Polska oraz Polskim Stowarzyszeniem Zarządzania Kadrami. Patronem Merytorycznym badania jest Uniwersytet Łódzki.

Raport Human Power wskazuje najważniejsze obszary, które przekładają się na energię i efektywność osób zarządzających. Współcześni liderzy nie tylko kierują zespołami, ale też wyznaczają kierunki działań i co istotnie – muszą adekwatnie reagować na dynamicznie zachodzące zmiany. Współtworzą też kulturę organizacji, także tę związaną ze stylem pracy. Ważne zatem, by wiedzieli na co zwrócić uwagę, by pracować efektywnie, bo nieefektywny lider równa się nieefektywny zespół, co może mieć w swoich skutkach kolosalne znaczenie.

„Pijani” z niewyspania

To, że po nieprzespanej lub źle przespanej nocy mamy trudności z wykonywaniem swoich obowiązków – wszyscy wiemy. Jednak nawarstwianie się braku dobrego snu przez kilka dni z rzędu wpływa już bardzo znacząco na ograniczenie psychoruchowe, porównywalne z posiadaniem we krwi ok. 1 promila alkoholu. A ile śpią liderzy? Według badań Humana Power ponad połowa (55,1%) szefów polskich organizacji budzi się rano zmęczona, 1/3 cierpi na skumulowany niedobór snu, śpiąc codziennie krócej niż zalecane 6 godzin.

Praca ponad siły

Typowy dzień managera zwykle zaczyna się ok. 6.00 rano i kończy koło północy. Pracuje intensywnie, nie robi sobie przerw w pracy i bardzo często zabiera pracę do domu. Potwierdzają to wyniki badania Human Power – ponad połowa przebadanych liderów (53,8%) pracuje wiele godzin nie robiąc sobie żadnych przerw, a większość (60,1%) nie odpoczywa nawet przez zalecane 10 minut co dwie godziny pracy. Pozostali, nawet podczas przerw, myślą o pracy i kolejnych zadaniach do wykonania. ¾ liderów (75%) pracuje standardowo więcej niż 40 godzin tygodniowo, a ponad połowa zabiera pracę do domu. Warto zwrócić uwagę, że czas spędzony w pracy, niekiedy do późnych godzin wieczornych, zabieranie pracy do domu, brak prawdziwego odpoczynku, przenosi ich z czasem na przeciętny poziom efektywności, redukując kreatywność i zaangażowanie. Warto zatem  zastanowić się, jak by to było, gdyby ich praca nie zależała od czasu, jaki spędzają fizycznie siedząc za biurkiem, ale od energii, jaką w nią wkładają i wartości, jaką w efekcie są w stanie wypracować w jednostce czasu.

Telefon i mail – „najlepsi przyjaciele” lidera

Technologie umożliwiają liderom natychmiastową komunikację z każdego miejsca, przyspieszają zatem podejmowanie decyzji i realizację zadań. Ale to, co pozytywne staje się w dużym natężeniu główną przyczyną ich niskiej produktywności. Blisko 60% menadżerów zadeklarowało, że nie potrafi pracować bez konieczności ciągłego sprawdzania poczty i odbierania telefonów. Nawet w czasie wolnym, poza godzinami pracy, odbierają służbowe maile, do czego przyznało się 66,4 % badanych. Może to świadczyć o symptomie stałej niepełnej uwagi, który objawia się m.in .trudnościami z koncentracją, na którą skarży się aż 36,6% ankietowanych. Blisko 1/3 liderów nie pamięta też, jakie zadania wykonywała poprzedniego dnia w pracy. Ponadto niemal wszyscy przebadani managerowie (92,1%) mają ciągle przerywane swoje zadania przez maile, telefony i pytania od współpracowników. Taki styl pracy spycha ich na margines produktywności – gdzie bardziej liczy się ilość, a nie jakość wykonywanej pracy, popełnianych jest więcej błędów, nie ma czasu na myślenie strategiczne czy kreatywność. Bezlitosny pośpiech w działaniu szkodzi zaangażowaniu, głębokim refleksjom, a w końcu także dostarczanym wynikom.

Lider w równowadze?

Liderzy, którzy czują się szczęśliwi, są nawet o 31% bardziej produktywni. Badanie zrealizowane przez Human Power pokazuje, że większość menadżerów lubi swoją pracę (66,1%). Jednocześnie blisko 40% ankietowanych wskazało, że odczuwa w pracy irytację i zniecierpliwienie, a 25% również strach i niepokój. Jedną z przyczyn jest nieustanne funkcjonowanie liderów w niedoczasie, pośpiechu, napięciu i presji. W tym stanie tracą zdolność do spokojnego i racjonalnego zastanowienia się, jak najlepiej odpowiedzieć na zaistniałą sytuację – stają się bardziej zdawkowi, zadaniowi, skoncentrowani na celu, mniej twórczy i kreatywni oraz mają niski poziom myślenia strategicznego. Eksperci od dawna biją na alarm, że okresy intensywnej pracy powinny być przeplatane okresami pełnego odpoczynku i regeneracji. Tylko rytmiczne przechodzenie od pełnej mobilizacji do odpoczynku zapewnia nam wysoką efektywność, wpływa pozytywnie na nasze samopoczucie, regeneruje organizm i zwiększa motywację do pracy.

Deloitte: Najczęściej na sponsorowanie klubów piłkarskich decydują się firmy budowlane i transportowe

Czego dziś w piłce nożnej jest więcej: sportu czy biznesu? Emocje, które budzi ta dyscyplina, sprawiają, że na całym świecie przyciąga ona nie tylko kibiców, ale też firmy, które są gotowe inwestować w nią duże pieniądze. A jak jest w Polsce? Jak wynika z autorskiej analizy firmy doradczej Deloitte sponsoring piłki nożnej w Polsce, i to zarówno na poziomie lokalnym, jak i krajowym, jest wciąż na wstępnym etapie rozwoju, ale ma przed sobą obiecujące perspektywy. Wśród sponsorów najliczniej reprezentowaną grupą są firmy z branży budowlanej i transportowej. Za to, zupełnie inaczej niż w krajach zachodniej Europy, niemal zupełnie niewidoczne są instytucje finansowe, oraz firmy telekomunikacyjne.

Badanie Deloitte, mające na celu ocenę poziomu rozwoju sponsoringu piłki nożnej w Polsce, objęło

kluby grające w rozgrywkach Ekstraklasy (sezon 2017/2018), spółkę Ekstraklasa, reprezentację Polski w piłce nożnej oraz Polski Związek Piłki Nożnej. Łącznie przeanalizowano 314 organizacji, które zdecydowały się zaangażować w sponsorowanie piłki nożnej.

Sponsorzy głównie prywatni i lokalni

– Piłka nożna, jest dyscypliną sportową, która pochłania największą część tortu sponsoringu sportowego. Zainteresowanie potencjalnych sponsorów nie dziwi, biorąc pod uwagę wysoki wskaźnik oglądalności meczów piłki nożnej i emocje wśród kibiców, które wzbudza ten sport – mówi Marcin Diakonowicz, Partner w Dziale Deloitte, Lider Sport Business Group w Deloitte.

Jak wynika z analizy Deloitte połowa spółek (50 proc.) będących sponsorami i/lub partnerami klubów oraz związków i organizacji piłkarskich w Polsce stanowią firmy prywatne o zasięgu lokalnym. Ponad jedna trzecia (37 proc.) to przedsiębiorstwa prywatne prowadzące działalność ogólnokrajową oraz zagraniczną, a pozostała część (13 proc.) przypada na spółki Skarbu Państwa, samorządy oraz jednostki samorządu terytorialnego.

Szeroka gama branż

– Wśród firm zaangażowanych w polską piłkę nożną występuje duże rozdrobnienie branżowe. Spółki z dziesięciu sektorów, w której jest najwięcej spółek inwestujących w piłkę nożną, stanowi 52 proc. wszystkich sponsorów i partnerów biznesowych – mówi Łukasz Lachowski, Menedżer w Deloitte. Najliczniejszą grupę, mającą 11 proc. udziału w rynku sponsoringu, stanowią spółki budowlane (34) oraz firmy transportowe (27) z 9 proc. udziałem. Oprócz tego są to firmy produkujące napoje bezalkoholowe (18), firmy motoryzacyjne oraz z sektora energii i zasobów naturalnych (po 14), spożywcze oraz z branży rozrywkowej (po 12).

Obraz sponsoringu piłki nożnej znacznie odbiega od tego, który obserwujemy w zachodnich ligach europejskich. Najliczniej są tam reprezentowane instytucje finansowe (banki i ubezpieczyciele), browary, zakłady bukmacherskie i gry losowe, telekomy oraz usługi budowlane i deweloperskie. Jeżeli chodzi o zaangażowanie pod względem wartości to zachodnie ligi europejskie są wspierane przede wszystkim przez branżę lotniczą, motoryzacyjną, telekomy oraz sektor finansowy. – Tymczasem w Polsce instytucje finansowe, branża paliwowa, odzieżowa, lotnicza oraz telekomy nie inwestują w polską piłkę nożną lub inwestują w nieznaczny sposób, nieproporcjonalny do swoich możliwości finansowych – mówi Łukasz Lachowski.

Profesjonalizacja piłki przyciągnie sponsorów

Zdaniem ekspertów Deloitte, problemem polskich klubów jest brak pomysłu na zwiększenie przychodów komercyjnych, które w klubach Ekstraklasy stanowią obecnie 42 proc. w ogólnej strukturze przychodów, podczas gdy w najlepszych europejskich klubach jest to nawet 50 proc. – Polskie i zagraniczne firmy zechcą sponsorować piłkę nożną, gdy w klubach wzrośnie poziom przejrzystości biznesowej i organizacyjnej. Bez tego kroku, będzie to niezwykle trudne. Sponsorzy zdają sobie sprawę, że umiejętnie prowadzony program sponsorski powoduje przeniesienie wizerunku klubu na postrzeganie ich samych – mówi Marcin Diakonowicz.

Sponsorom zależy na czerpaniu z emocji, które wyzwala rywalizacja sportowa. Radość z sukcesów sportowych przekłada się na upowszechnienie marki spółki i budowanie wokół niej pozytywnych skojarzeń, docelowo jednak sponsorom zależy na przełożeniu działań sponsoringowych na budowaniu relacji z klientami, a w efekcie na wzrost sprzedaży. Dlatego tak ważny jest dialog pomiędzy sponsorem a sponsorowanym podmiotem nie tylko na temat finansowania działań, ale także na temat kształtu programu sponsorskiego i jego egzekucji. Ścisła współpraca jest kluczem do dobrych efektów.

O ile w tzw. wielkim sporcie nie ma raczej trudności z pozyskaniem sponsorów, to na poziomie mniej głośnych lub lokalnych przedsięwzięć problem ten jest dostrzegalny. – Dobrym obszarem do podjęcia czy też rozwoju współpracy z potencjalnym sponsorem są działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Naszym zdaniem, zarówno związki sportowe, jaki i same kluby powinny dołożyć więcej starań aby wspólnie z biznesem wypracowywać programy, które służą im oraz społeczności lokalnej – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu Sustainability Consulting w Europie Środkowej, Deloitte.

Podsumowanie wyników Giełdowego Indeksu Produkcji w sierpniu 2017 r.

Giełdowy Indeks Produkcji znów na plusie. Wzrost o 3.8 proc. do poziomu 1156.8 pkt to przede wszystkim zasługa wielkich spółek odzieżowych i firm branży meblarskiej. Na tle Europejskiego przemysłu, który cieszy się obecnie sporym ożywieniem, notowania polskich przedsiębiorstw mogą wydawać się niesatysfakcjonujące, jednak zdaniem ekspertów, brak huraoptymistycznych nastrojów na rodzimym parkiecie wynika przede wszystkim z tego, że sierpień to czas publikacji wyników za pierwszą połowę roku, a sprawozdania finansowe mają spory wpływ na posunięcia inwestorów. Z danych GUS wynika, że produkcja sprzedana przemysłu przetwórczego w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku wzrosła w sierpniu o 6.9 proc.

W sierpniu, jak podał Główny Urząd Statystyczny, produkcja sprzedana przemysłu przetwórczego w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku wzrosła o 6.9 proc., jednak w porównaniu do poprzedniego miesiąca zanotowano spadek o 9.2 proc. Nowe zamówienia w przemyśle wzrosły o 11.1 proc. r/r, ale w ujęciu miesięcznym spadły (-19.2 proc. m/m). Mieszane odczucia względem wyników branży przemysłowej udzieliły się również inwestorom. Większość spółek z GIP60 zanotowała niewielkie spadki. Mimo to indeks wzrósł o 42.3 pkt (3.8 proc m/m). Na plusie sierpień zakończyło niewielkie grono spółek, jednak w niektórych przypadkach wzrosty okazały się bardzo wysokie.

LPP czyli Lider Polskiego Przemysłu

Zdecydowanymi liderami GIP60 w zeszłym miesiącu były spółki określane przez nas mianem projektantów. Największa z tej grupy spółka LPP zanotowała spektakularny wzrost wartości rynkowej o 24.7 proc. m/m i zajęła najwyższy stopień sierpniowego podium. Należy pamiętać, że w przypadku gdańskiego giganta odzieżowego 24 proc. wzrost cen akcji oznacza o 4 mld złotych większą kapitalizację rynkową, co jak na polskie warunki jest wynikiem bardzo wysokim. Również inne spółki z tej grupy przyczyniły się do bardzo dobrego wyniku indeksu GIP60 w sierpniu. VISTULA wzrosła w tym czasie o 7.7 proc., a CCC dołożył kolejne 7.5 proc., co w konsekwencji pozwoliło osiągnąć całej grupie projektantów średni wzrost wartości na poziomie 13.32 proc.

Udziałowcy spółek z branży meblarskiej również mają powody do zadowolenia. Spółki z tego segmentu urosły w sierpniu średnio o 10.08 proc., głównie za sprawą wzrostu na akcjach spółki FORTE o 12.1 proc. m/m. Po drastycznym tąpnięciu na cenach akcji giganta meblarskiego w lipcu, szybko wziął się on za odbudowę swojej wartości rynkowej. Lipcowy spadek należy powiązać z rozczarowującymi wynikami finansowymi z pierwszej połowy bieżącego roku (spadek EBIT o 37.3 proc. r/r). Skąd jednak tak szybkie odbicie na akcjach tej spółki? —  Wcześniejsza korekta mogła okazać się zbyt głęboka. W końcu FORTE od lat rozwija się bardzo przyzwoicie, konsekwentnie realizując założoną strategię wzrostu wartości. Odbicie na akcjach FORTE można wiązać również ze wzrostem podaży drewna, jakiego doświadczyliśmy w ostatnim czasie — ocenia Maciej Zaręba z DSR SA, pomysłodawca i współtwórca indeksu GIP60 z firmy DSR SA.

Mijający miesiąc powyżej kreski zakończyły również spółki GIP60 z branży spożywczej (+3.64 proc. m/m). Głównymi motorami wzrostu w tym segmencie, podobnie jak w poprzednich miesiącach, były spółki PKM DUDA (+13.5 proc. m/m) i INDYKPOL (+5.2 proc.). Sierpień to także kolejny miesiąc, kiedy swoim inwestorom dały zarobić spółki z branży chemicznej (+1.33 proc. m/m). Tym razem zdecydowanie mniej niż w poprzednich miesiącach, ale przyzwoite wzrosty na spółkach CIECH (+8.5 proc. m/m), SYNTHOS (+7.7 proc. m/m) i ZAKŁADY CHEMICZNE POLICE (+5.2 proc.) pozwoliły zniwelować negatywny wpływ na GIP60 pozostałych spółek z tej branży, dla których sierpień wiązał się ze spadkiem cen akcji.

Ostatnią branżą, która dołożyła się w sierpniu do wzrostu wartości GIP60 jest branża metalurgiczna (+1.3 proc. m/m). Liderem tej grupy nie pierwszy raz była spółka FERRUM (+11.8 proc. m/m), ale dobre wyniki zanotowały też ALUMETAL (+8.5 proc. m/m) i STALPRODUKT (+4.0 proc. m/m). Pozostałe branże sumarycznie traciły na wartości, pomniejszając dobry wynik całego Giełdowego Indeksu Produkcji.

Europejski przemysł bije kolejne rekordy

Nastroje wśród kadry menedżerskiej firm produkcyjnych z całego świata zdradzają bardzo dobrą koniunkturę globalnej branży przemysłowej. Firma IHS Markit podała, że w sierpniu indeks PMI uśredniony dla całej światowej gospodarki przyjął wartość 53.1 ustanawiając 75-miesięczne maksimum. W tym samym czasie PMI obliczany dla całej strefy euro wzrósł o 1.2 pkt m/m do poziomu 57.4. Po raz kolejny głównymi filarami wzrostu PMI w strefie euro były gospodarki: Niemiec (59.3), Holandii (59.7) i Austrii (61.1), a w dwóch ostatnich przypadkach mamy do czynienia z 78-miesięcznymi rekordami.

Doskonała koniunktura w europejskim przemyśle wpłynęła również na poprawę nastrojów wśród menedżerów polskich spółek produkcyjnych. Indeks PMI dla polskiego przemysłu wrósł o 0.2 pkt do poziomu 52.5, a wśród przyczyn dobrego nastroju ankietowani wymieniali najczęściej wzrost wielkości produkcji i liczby nowych zamówień pochodzących zarówno z rynku krajowego jak i z rynków zagranicznych. Analitycy firmy Markit zwracają uwagę, że po raz pierwszy od dwóch i pół roku wzrósł poziom zaległości produkcyjnych, a inflacja kosztów działalności i cen wyrobów gotowych przyśpieszyła. Jak widać przemysł polski tak jak i cały przemysł europejski cieszą się obecnie bardzo dużą ilością zamówień, wykorzystując większość swojej mocy produkcyjnej. W drugim kwartale polska gospodarka zanotowała wzrostu PKB (+3.8 proc. r/r), w tym wyczekiwany od dawna wzrost jednego z najważniejszych komponentów PKB czyli inwestycji, przełożyły się na pozytywne nastroje wśród inwestorów. Spółki notowane na GPW kontynuowały drogę wzrostów czego najlepszym obrazem niech będą wyniki dwóch podstawowych indeksów: WIG (+3.8 proc. m/m) i WIG20 (+5.98 proc. m/m).

Jednym z wyznaczników światowej koniunktury przemysłowej jest gospodarka Chin, a ta po raz kolejny zanotowała wzrost PMI z poziomu 51.1 w lipcu do 51.6 w sierpniu. Niewielki wzrost, ale przy skali działania do jakiej przyzwyczaiła nas już chińska gospodarka należy przyłożyć do niego odpowiednią wagę. Tym bardziej, że jest on poparty największym od 37 miesięcy wzrostem zatrudnienia i największym wzrostem sprzedaży eksportowej od 2010 roku. Warte odnotowanie jest też ożywienie nastrojów w przemyśle indyjskim, gdzie indeks PMI wzrósł w miesiąc z poziomu 47.9 oznaczających pesymistyczne nastroje względem przyszłości (tak jak wszystkie odczyty PMI poniżej 50 pkt) do 51.2 pkt. Również gospodarki obu Ameryk utrzymują odczyty PMI powyżej 50 pkt, choć trzeba przyznać, że dla większości z nich jest to odczyt minimalnie powyżej tej granicy tak jak np. w przypadku Brazylii (50.9), a dla niektórych sierpień przyniósł odczyt poniżej poziomu z lipca – np. w USA wartość PMI spadła z 53.3 do poziomu 52.8.

Porównanie raportów firmy IHS Marki dla gospodarek z różnych części świata pozwala zaobserwować wyjątkową pozycję europejskiego przemysłu w układzie globalnym. Wzrost zamówień i utrzymujące się od dziesiątek miesięcy doskonałe nastroje kadry menedżerskiej sugerują, że przemysł europejski jest ciągle bardzo konkurencyjny na rynku globalnym. Z perspektywy polskiego przemysłu należy liczyć, że jeszcze długo sytuacja nie ulegnie zmianie i dalej będziemy jednym z głównych beneficjentów takiego stanu rzeczy — przekonuje Maciej Zaręba z DSR SA.

Kurs złotego traci do euro, inwestorzy czekają na RPP i ECB

Środowy poranek przynosi niewielkie zmiany na rynku złotego, w ślad za wahaniami EUR/USD. Inwestorzy czekają na wyniki dzisiejszego posiedzenia RPP, a przede wszystkim na jutrzejsze sygnały z ECB

O godzinie 10:27 za euro trzeba było zapłacić 4,2440 zł, czyli o jeden gorsz więcej niż we wtorek na koniec dnia. Szwajcarski frank kosztował 3,7235 zł (+0,4 gr), a dolar potaniał do 3,5510 zł (-0,2 gr). Tym samym pozytywny wpływ poniedziałkowego podwyższenia przez agencję Moody’s prognoz dla polskiej gospodarki, co w ostatnich dwóch dniach wspierało złotego, ostatecznie wygasł.

Poranne zmiany na złotym są odzwierciedleniem obserwowanej dziś zwyżki notowań EUR/USD. Jest to jednakże chwilowe, gdyż inwestorzy powinni już wyczekiwać na wyniki kończącego się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Jednakże trudno mieć złudzenia, że jakkolwiek posiedzenie to będzie absorbować uwagę rynku, to w sposób istotny wpłynie na notowania złotego. Z jego punktu widzenia dużo ważniejsze będzie jutrzejsze posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB). I to prawdopodobnie ono zdecyduje o tym, na jakich poziomach zakończą tydzień polskie pary.

Posiedzenie RPP jest głównym krajowym wydarzeniem środy. Tradycyjnie już decyzja ws. stóp procentowych zostanie ogłoszona w godzinach południowych, a o godzinie 16:00 zostanie opublikowany komunikat po posiedzeniu oraz rozpocznie się konferencja prasowa. Zmiana kosztu pieniądza nie jest oczekiwana. To oznacza pozostawienie stopy referencyjnej na poziomie 1,50 proc., po tym jak ostatni raz została ona zmieniona w marcu 2015 roku, gdy Rada obniżyła ją o 50 punktów bazowych (pb) z ówczesnego wówczas poziomu 2 proc. Znacząco nie zostanie również zmieniony komunikat towarzyszący tej decyzji. Co więcej, prezes Glapiński powinien kolejny już raz powtórzyć, że w jego opinii nie będzie powodu do zmian stóp również w 2018 roku.

Pomimo obserwowanego przyspieszenia wzrosty gospodarczego w Polsce, co może zaowocować dynamiką Produktu Krajowego Brutto (PKB) w całym 2017 roku na poziomie 3,9-4,0 proc., i pomimo pojawiających się w Radzie głosów sugerujących bliskie podwyżki (Zubelewicz) oraz zaniepokojenie ujemnymi realnymi stopami procentowymi (Gatnar, Hardt), stopy w Polsce, zgodnie z tym co przewiduje rynek, pozostaną rekordowo niskie do IV kwartału 2018 roku, gdy spodziewa jest ich podwyżka.

Mając na uwadze brak zmiany polityki monetarnej i odległy termin spodziewanej podwyżki stóp, dzisiejsze posiedzenie RPP nie powinno wywołać większych emocji na krajowym rynku walutowym. Nawet gdyby podczas konferencji prasowej po posiedzeniu pojawiły się jakieś „jastrzębie” sygnały. To oznacza, że złoty pozostaje pod wpływem czynników globalnych, jak wahania EUR/USD i popołudniowe dane z USA nt. lipcowego bilansu handlowego (godz. 14:30; prognoza: -44,6 mld USD) oraz sierpniowe odczyty usługowych indeksów PMI (godz. 15:45; prognoza: 56,9 pkt.) i ISM (godz. 16:00; prognoza: 55,3 pkt.). A bardziej prawdopodobne, że będzie on czekał na wyniki jutrzejszego, kluczowego z punktu widzenia wielu rynków, posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego.

Obecnie ECB utrzymuje główną stopę w strefie euro na poziomie 0,0 proc., a stopę depozytową na poziomie -0,40 proc., skupując jednocześnie aktywa o wartości 60 mld EUR miesięcznie. Jest pewne, że w czwartek poziom stóp procentowych nie zmieni się. Istotne będzie natomiast to, czy Mario Draghi zapowie przyszłe ograniczenie programu skupu aktywów (ta decyzja oczekiwana jest w październiku), jakiej korekty prognozy wzrostu gospodarczego i inflacji dla strefy euro dokona bank (oczekiwane jest podwyższenie prognoz dla PKB, przy braku zmian dla inflacji), a także, czy prezes ECB wypowie się nt. wysokiego kursu euro (od początku roku notowania EUR/USD podskoczyły o 13,5 proc.).

Każda sugestia rychłej normalizacji polityki monetarnej przez ECB negatywnie odbije się na notowaniach złotego (zwłaszcza w relacji do euro), który był dużym beneficjentem taniego pieniądza z Europy. Istotny wpływ na notowania miałaby też ewentualna słowa interwencja w celu osłabienia wspólnej waluty. W tym jednak przypadku, jeżeli te dwa impulsy nie będą iść w parze, skutkowałoby to spadkiem notowań EUR/USD.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Przed BoC: podwyżka teraz tylko zrodzi problem

Uważamy, że druga podwyżka stopy procentowej z rzędu przez Bank Kanady (BoC) przyniosłaby zbędne zacieśnienie warunków kredytowych i zdławiła ożywienie lub zasugerowała obawy banku o przegrzanie gospodarki. Odroczenie podwyżki do października pozwala zapoznać się z dwoma dodatkowymi raportami o inflacji, poczekać na ruch Fed i rozwój negocjacji porozumienia NAFTA. Rynek wycenia podwyżkę w środę na 55 proc., więc bierność BoC stanowi negatywne ryzyko dla CAD.

Decyzja Banku Kanady zostanie opublikowana w środę 6 września o 16:00 polskiego czasu. Oczekujemy utrzymania stopy overnight na 0,75 proc. Decyzji będzie towarzyszyć jedynie komunikat bez konferencji prasowej.

Po imponującym odczycie dynamiki PKB za II kwartał (4,5 proc. w ujęciu zannualizowanym) rynek zaczął spekulować o drugiej podwyżce z rzędu Banku Kanady po pierwszym kroku w lipcu. Rynkowa wycena prawdopodobieństwa podwyżki skoczyła do 55 proc. z 25 proc. na początku ubiegłego tygodnia. W ankiecie Bloomberga już 5 z 26 ankietowanych ekonomistów dopuszcza ruch o 25 pb w tym tygodniu.

Ostatnim razem Bank Kanady zaznaczał, że uzależnia kształt polityki monetarnej od napływających danych gospodarczych. Oprócz silnego odczytu PKB, również na rynku pracy postępuje poprawa ze stopą bezrobocia na post-kryzysowych minimach (6,3 proc.). Korekta rynku nieruchomości (ważny punkt dla BoC) odbywa się niepokojącego wpływu na ceny. Jednakże brakującym elementem pozostaje słaba presja inflacyjna. Inflacja CPI w lipcu wyniosła 1,2 proc. r/r, czyli blisko dolnej bandy dla celu inflacyjnego 1-3 proc. Miary inflacji bazowej również pozostają poniżej 2 proc. Choć BoC trzyma się opinii, że słabość inflacji z ostatnich miesięcy jest przejściowa, ale zyskałby pewność dla swojej tezy po zapoznaniu się z większą ilością danych. W październiku BoC będzie miał do dyspozycji dwa odczyty CPI więcej.

Problemem z podwyżką w tym tygodniu jest specyfika wrześniowych posiedzeń, którym nie towarzyszy konferencja prasowa prezesa Poloza (konferencje są co drugie posiedzenie). BoC traci tym samym możliwość kontroli interpretacji swojego posunięcia. A pośpiech w postaci dwóch podwyżek z rzędu może zostać odczytany jako obawy banku o przegrzanie gospodarki i konieczność wyprzedzającego działania w obliczu ryzyk dla stabilności finansowej. Potencjalny szok może odbić się na warunkach kredytowych (w tym wywołać niepotrzebny rajd CAD), a także zdławić ożywienie gospodarcze i zahamować inflację. Pod tym kątem wstrzymanie decyzji do października z większym prawdopodobieństwem będzie odczytane jako zwykłe odwracanie luzowania z 2015 r. w odpowiedzi na szok naftowy.
Bierność BoC w tym tygodniu będzie ciosem w napompowane oczekiwana rynkowe, co powinno zainicjować sprzedaż CAD przynajmniej w krótkim terminie. Jastrzębie akcenty w komunikacie sugerujące ruch w październiku będą małym pocieszeniem, gdyż rynek wycenia podwyżkę do tego czasu na 95 proc. Jedyny powód, dla którego podwyżki w środę nie można całkowicie wykluczyć, jest fakt, że BoC w przeszłości miał skłonności do zaskakiwania.

Od czasu ożywienia spekulacji o podwyżce po danych o PKB, USD/CAD zanotował zjazd o 2 proc. z okolic 1,2650. Mając jednak na uwadze, że po drodze doszło do odreagowania słabości cen ropy naftowej (skutki huraganu Harvey) oraz rozczarowanie raportem NFP, potencjalne odreagowanie powinno zatrzymać się przed 1,2550. Podwyżka o 25 pb otworzyłaby nowe pokłady popytu na CAD z możliwym spadkiem aż do 1,22.

Kurs dolara traci z powodu rosnących napięć geopolitycznych

Amerykański dolar traci do głównych rywali z powodu rosnących napięć geopolitycznych związanych z Koreą Północną oraz sceptycyzmem oficjeli Rezerwy Federalnej. Lael Brainard z Fedu opowiedziała się za ograniczeniem 4,5-bilionowej sumy bilansowej, dodając jednak, że wzrosty stóp procentowych powinny być spowolnione, ponieważ inflacja jest poniżej celów. Z kolei Neel Kashkari, szef oddziału Fedu z Minneapolis, stwierdził, że to ostatnie podwyżki stóp procentowych banku centralnego mogą odpowiadać za niższy wzrost płac, a tym samym za niższą inflację. Tymczasem rynek oczekuje, że polska Rada Polityki Pieniężnej pozostawi stopy procentowe bez zmian.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,16%), brytyjskiego funta (-0,84%), dolara australijskiego (-0,36%), dolara kanadyjskiego (-0,07%) oraz japońskiego jena (-0,58%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,192, GBP/USD – 1,303, USD/CAD – 1,239, AUD/USD – 0,799 i USD/JPY – 108,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,39%) i kurs EUR/JPY wynosi 129,6, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,914. Złotówka zyskuje do dolara, euro i franka szwajcarskiego, a traci do funta. W środę rano dolar kosztuje 3,55 zł, euro – 4,23 zł, funt – 4,63 zł, a frank – poniżej 3,72 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. We wtorek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,52%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,18%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,34%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,76%, meksykański indeks Bolsa stracił 1,03%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 0,03%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,14%, chiński indeks Shanghai Composite zyskał 0,03%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,5%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej rosną. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 53,38 USD (+1,18%), a ropy WTI – 48,66 USD (+2,82%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wynosi 55 USD. Także cena złota po wcześniejszych niewielkich spadkach znowu idzie w górę. Uncję metalu rynek wycenia na 1338 USD. To 4 USD więcej (+0,3%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
  • 3:30 – Australia – PKB (r/r), II kw. – 1,8% (prognoza 1,8%)
  • 14:30 – USA – Saldo bilansu handlowego, lipiec (prognoza -44,6 mld USD)
  • 15:45 – USA – PMI dla sektora usług, sierpień (prognoza 56,9 pkt.)
  • 16:00 – Polska – Komunikat po posiedzeniu RPP, wrzesień
  • 16:00 – USA – ISM dla sektora usług, sierpień (prognoza 55,3 pkt.)
  • 16:00 – Kanada – decyzja BoC ws. stóp procentowych, wrzesień (prognoza 0,75%)
  • 20:00 – USA – Beżowa Księga, wrzesień

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Uzbekistan uwalnia walutę. Posiedzenie RPP

Kolejny kraj rezygnuje z centralnego sterowania kursem walutowym. Bezrobocie w Polsce znów rekordowo niskie. Pierwsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej po wakacjach.

Liberalizacja rynku walutowego w Uzbekistanie

Uzbekistan kontynuuje reformy gospodarcze. Jedną z nich jest uwolnienie kursu walutowego i pozwolenie by kształtowały go prawa popytu i podaży. W ramach tego procesu jak to często bywa dokonano najpierw dewaluacji waluty. Pod tym określeniem kryje się obniżenie wartości. Dotychczas kurs przynajmniej oficjalny przewidywał 4210 sumów za dolara. Obecnie jest to 8100 sumów. Dlaczego tak mocno osłabiono walutę? Powody są dwa. Po pierwsze oficjalny kurs był fikcją o czym najlepiej świadczy fakt, że czarnorynkowo dolar był wart około 7700 sumów. Po drugie ustawienie waluty lekko poniżej tego kursu daje nadzieję, że pierwsze dni notowań wolnorynkowych nie będą od razu gwałtownym spadkiem. Nie oznacza to, że kraj ma w pełni wymienialną walutę. Obywatele nadal mają ograniczenia ilościowe w zakupie walut zachodnich. Teraz natomiast mogą już je kupować legalnie, co szczególnie istotne w tej części świata gdzie oszczędzanie w dolarze jest wciąż bardzo popularne. Dodatkowo przedsiębiorstwa nie muszą rozliczać się po oficjalnym kursie co istotnie zwiększy ich opłacalność.

Bezrobocie w Polsce

Zgodnie z oczekiwaniami wskaźnik bezrobocia dla całego kraju za sierpień wyniósł 7,1%. Wynik ten nie różni się od odczytu za lipiec. Najniższy jest w Województwie Wielkopolskim i wynosi 4,1% najwyższy w Województwie Warmińsko Mazurskim gdzie sięga 12%.

Posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej

Dzisiaj odbędzie się po przerwie wakacyjne posiedzenie RPP. Analitycy są zgodni, że zmiana stóp procentowych nie powinna się wydarzyć na tym posiedzeniu. Ważny natomiast będzie komentarz wygłoszony o godzinie 16:00. Największe emocje budzą oczywiście sformułowania, które mogą paść w ramach przewidywania kolejnych ruchów stóp procentowych. Na razie Polska pomimo dobrych wyników gospodarczych czeka za zmianami stóp procentowych na sąsiednie gospodarki. Zbyt szybkie podwyżki mogłyby zdusić wzrost gospodarczy.

Dzisiaj warto zwrócić na powrót amerykanów na rynki po dniu wolnym. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego
  • 16:00 – USA – raport ISM dla usług
  • 16:00 – Kanada -.decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wysokość emerytury ma zależeć od zgromadzonych składek

Składki opłacane przez państwo, emerytury bez podatku, młodzi przedsiębiorcy zwolnieni z ZUS – proponuje PO, aby ułatwić życie przedsiębiorcom oraz zaktywizować młodzież i emerytów.

– Propozycja PO, aby budżet państwa opłacał składkę emerytalną za osoby, które mimo osiągnięcia wieku emerytalnego kontynuują pracę i nie pobierają emerytury, ma zachęcić Polaków do dłuższej pracy, ale narusza związek między wysokością emerytury i wielkością wpłaconych składek. Przyniesie dodatkowe korzyści przede wszystkim osobom dobrze wykształconym i wykonującym pracę umysłową, które już obecnie są w korzystniejszej sytuacji, ponieważ, mogą zazwyczaj pracować dłużej niż pracownicy fizyczni, a do tego dłużej żyją i dłużej pobierają emeryturę. Poza tym, aby sfinansować składkę z budżetu za osoby pracujące po przekroczeniu wieku emerytalnego, pozostali podatnicy będą musieli zapłacić odpowiednio wyższe podatki – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Jeszcze bardziej zaskakująca jest propozycja zmniejszenia opodatkowania emerytów, których łączne dochody przekraczają drugi próg podatkowy. Taki efekt miałoby proponowane przez PO odrębne opodatkowanie świadczeń emerytalnych i pozostałych dochodów emerytów. Taką ulgę podatkową dla emerytów o najwyższych dochodach musieliby sfinansować pozostali podatnicy, mający często niższe od nich dochody.

Propozycja zwolnienia z obowiązku płacenia składek na ubezpieczenia społeczne osób prowadzących działalność gospodarczą do 25 roku życia jest częściowo powieleniem obecnej dwuletniej ulgi przysługującej osobom rozpoczynającym własną działalność gospodarczą niezależnie od wieku. O ile wprowadzenie ulgi zachęcającej do podjęcia własnej działalności w warunkach wysokiego bezrobocia było uzasadnione, o tyle obecnie, w sytuacji znacznego popytu na pracowników, wprowadzenie ulgi naruszającej równą konkurencję na rynku pracy (przedsiębiorcy do 25 roku życia byliby w lepszej sytuacji niż starsi, praca na swój rachunek byłaby niżej opodatkowana niż praca w przedsiębiorstwie) prowadziłoby do zmniejszenia efektywności naszej gospodarki. Polska przedsiębiorczość jest nadmiernie rozdrobniona, co uniemożliwia wykorzystanie efektu skali i hamuje wzrost produktywności, a preferencje dla pracujących na własny rachunek spowalniają naturalną konsolidację przedsiębiorstw.

PO ma rację, twierdząc, że obniżenie wieku emerytalnego przez PiS będzie miało negatywne konsekwencje: zmniejszy się liczba pracujących, zwiększy się liczba osób pobierających emerytury, zwiększą się dotacje do najniższych emerytur. W konsekwencji zwiększą się wydatki na emerytury i trzeba będzie podnieść opodatkowanie osób pracujących. Wzrost opodatkowania spowoduje zmniejszenie oszczędności. A mniej pracujących i mniej oszczędności oznacza mniej inwestycji i wolniejszy wzrost gospodarczy. Obniżenie wieku emerytalnego jest sprzeczne ze Strategią Odpowiedzialnego Rozwoju zakładającą wzrost zatrudnienia, oszczędności i inwestycji.

– Co może skłonić Polaków do kontynuowania pracy i opóźnienia momentu pobierania emerytury po przekroczeniu ustawowego wieku emerytalnego? Przede wszystkim, konsekwentne przestrzeganie podstawowej zasady obecnego ubezpieczenia emerytalnego, zgodnie z którą wysokość emerytury jest proporcjonalna do wpłaconych składek i zależy od przewidywanego czasu jej pobierania. Większość Polaków uznaje tę zasadę za sprawiedliwą i PiS obniżając wiek emerytalny oficjalnie jej nie podważył. Jednak w praktyce naruszył ją wielokrotnie: podwyższając najniższe emerytury i renty, utrzymując przywileje emerytalne dla licznych grup zawodowych, skracając staż pracy niezbędny do uzyskania minimalnej emerytury, proponując dodatki świąteczne dla osób otrzymujących niskie emerytury oraz premię finansowaną z budżetu, czyli kieszeni podatników, za opóźnienie przejścia na emeryturę. Takie gesty ze strony rządzących polityków osłabiają przekonanie, że wysokość emerytury zależy od nas samych, od tego jak długo pracujemy, i w konsekwencji osłabiają motywację do dłuższej pracy a wzmacniają postawy roszczeniowe – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Rynek drukarek idzie w kierunku miniaturyzacji i drukowania z urządzeń mobilnych. Biznes coraz częściej wybiera urządzenia smart

Rynek drukarek idzie w kierunku miniaturyzacji i drukowania z urządzeń mobilnych. Biznes coraz częściej wybiera urządzenia smart 6

Blisko 57 proc. drukarek na całym rynku to drukarki atramentowe. Według firmy analitycznej Gartner wykorzystanie drukarek atramentowych zwiększy się także w segmencie biznesowym  z 8 proc. w 2016 r. do 15 proc. w roku 2020. Technologiami dominującymi będą wciąż laser i LED. Rozwój technologiczny na tym rynku poszedł w zupełnie innym kierunku niż technologie samego drukowania. To miniaturyzacja oraz drukowanie z urządzeń mobilnych.

– W tej chwili mamy cztery technologie obecne na polskim rynku. Jest to przede wszystkim LED, laser, technologia atramentowa i igłowa. To cztery najbardziej popularne technologie na polskim rynku wykorzystywane w urządzeniach drukujących  mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Nakielski, Product Manager w firmie OKI Systems Polska.

Jak podaje serwis Statista, w 2012 roku udział drukarek atramentowych w całej liczbie tego typu urządzeń na rynku wynosił niemal 60 proc., w 2013 roku – 59 proc., w 2014 roku – 58 proc., zaś w 2015 – niecałe 57 proc. Nieznacznie spada także ogólna liczba sprzedanych urządzeń. W latach 2012–2015 było to odpowiednio 617 mln, 613 mln, 604 mln i 579 mln sztuk.

Według najnowszych danych IDC obecnie mamy jednak do czynienia z trendem wzrostowym, choć nadal jest to zjawisko o niskiej dynamice. Liczba urządzeń laserowych wprowadzonych do sprzedaży w czwartym kwartale 2016 roku wzrosła o 1,6 proc. rdr., zaś atramentowych o 0,6 proc. Za tę tendencję odpowiedzialne mogą być inteligentne urządzenia drukujące, które coraz częściej wybierane są przez klientów biznesowych.

– Coraz częściej widzimy tendencję wyboru urządzeń smart przez biznes, głównie dlatego, że pozwalają one na bezproblemowe zarządzanie obiegiem dokumentów w firmie, upraszczanie tego obiegu, automatyzację oraz oszczędność czasu – twierdzi Product Manager w firmie OKI Systems Polska.

Jak podaje Gartner, w 2016 roku tylko 8 proc. drukarek biznesowych wykorzystywało atrament, natomiast w 2020 roku ma to już być 15 proc. Wciąż ten rynek jest zdominowany jednak przez urządzenia laserowe i LED-owe. Rozwój technologiczny na rynku drukarek poszedł w zupełnie innym kierunku – drukowania z urządzeń mobilnych.

– Przede wszystkim chodzi o kompatybilność z urządzeniami mobilnymi, o bezproblemową komunikację tych urządzeń z drukiem mobilnym, korzystaniem z rozwiązań mobilnych, a także dostosowanie urządzeń do wcześniej wspomnianego obiegu dokumentów, który jest oparty na rozwiązaniach cloudowych, na chmurze – wyjaśnia Krzysztof Nakielski.

Jak dodają eksperci, rozwój technologii w drukarkach laserowych i LED-owych zmierza w kierunku miniaturyzacji poszczególnych części, a w rezultacie całych urządzeń. Przekłada się to także na zmniejszenie poboru energii i uzyskiwanie jeszcze wyższych prędkości druku. Ponadto w technologii LED-owej – rozwiązania zbliżonego do druku laserowego, ale zamiast lasera do naświetlania wykorzystywana jest listwa z diodami LED – można uzyskać coraz wyższe rozdzielczości druku.

– W ostatnim czasie wprowadziliśmy listwę 1200 dpi do naszych najbardziej popularnych drukarek kolorowych formatu A4, tym samym ta rozdzielczość weszła w tej chwili do produktów najtańszych, które są dostępne dla klientów nie tylko biurowych, lecz także domowych. Trwają obecnie prace nad listwą o rozdzielczości 2400 dpi – zapewnia Piotr Lipko, menedżer ds. szkoleń w OKI.

Codziennie w Polsce dochodzi do 100 tys. cyberataków. Wciąż brakuje systemu wczesnego reagowania na incydenty komputerowe

Codziennie w Polsce dochodzi do 100 tys. cyberataków. Wciąż brakuje systemu wczesnego reagowania na incydenty komputerowe 7

96 proc. dużych i średnich firm w Polsce doświadczyło ponad 50 cyberataków w ubiegłym roku – wynika z raportu przygotowanego przez firmę doradczą PwC. Krytyczne sektory polskiej gospodarki dysponują ochroną przed zagrożeniami płynącymi z sieci, ale nadal brakuje ujednoliconego, krajowego systemu ochrony cyberprzestrzeni. 

– Krajowy system ochrony cyberprzestrzeni dopiero się rodzi, natomiast jeśli spojrzymy na część techniczną, a przede wszystkim, jeśli popatrzymy na niektóre sektory gospodarki w Polsce, tzw. sektory krytyczne, mam na myśli sektor bankowy czy telekomunikacji, świadomość i starania w przestrzeni cyberbezpieczeństwa są rzeczywiście duże. Obecną sytuację określiłbym jako dobrą, natomiast z pewnymi zastrzeżeniami, jeśli chodzi o koordynację spraw ochrony cyberprzestrzeni na poziomie państwowym, nad czym pracuje obecnie Ministerstwo Cyfryzacji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Z badań przeprowadzonych przez firmę F-Secure między październikiem 2016 a marcem 2017 roku wynika, że dziennie dochodzi w Polsce do około 100 tys. cyberataków. Najczęściej pochodzą one z terytorium Rosji (ponad 65 tys. dziennie), Niemiec oraz naszego własnego kraju, zaś na czwartym i piątym miejscu plasują się Holandia i Belgia. Do wykrywania tego typu zagrożeń oddelegowana jest specjalna jednostka.

– W obrębie Narodowego Centrum Cyberbezpieczeństwa działa jednostka CERT Polska. To narodowy zespół reagowania na incydenty komputerowe, tam rzeczywiście system wczesnego reagowania na incydenty się ogniskuje, NCC ma zdolności wykrywania złośliwości w sieci, m.in. przyczynili się do dużej analizy WannaCry w maju tego roku. Kolejne prace będą tylko rozwinięciem obecnych systemów, które w moim przekonaniu i tak są dobre – zapewnia Kamil Gapiński.

Jak podaje raport „Ochrona biznesu w cyfrowej transformacji”, najczęstszym rodzajem ataków, z jakimi musiały borykać się zarówno firmy, jak i osoby prywatne, były w zeszłym roku działania wykorzystujące metodę tzw. phishingu. Polega ona na próbie nakłonienia potencjalnej ofiary do określonych działań, np. podania loginu i hasła podczas próby logowania się na specjalnie sfabrykowanej stronie, wyglądającej tak samo jak oryginalna strona banku czy instytucji. Tego typu incydenty wykrywane są metodami monitoringowymi. Na razie rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji nie są stosowane.

– Obecnie wykrywa się incydenty komputerowe na poziomie prewencyjnym – mówimy tu o monitoringu, analizie sieci, analizie logów. Są systemy wykrywania intruza w sieci, systemy, które korelują różne zdarzenia i np. informują nas o tym, że być może coś zdarzyło się w naszej sieci. Jeśli chodzi o sztuczną inteligencję, to są takie projekty badawcze, natomiast w odniesieniu do bezpieczeństwa komputerowego byłbym na razie ostrożny w ocenie –twierdzi Kamil Gapiński.

Badane przez PwC firmy najbardziej obawiają się ryzyka prawnego i strat finansowych spowodowanych atakami (35 proc.), a także utraty klientów (30 proc.) i kradzieży własności intelektualnej (30 proc.). Nieco mniejsze obawy budzi zaś ujawnienie poufnej korespondencji firmowej (25 proc.). Ważną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa cybernetycznego poszczególnych firm, instytucji, a nawet osób prywatnych pełni edukacja.

– Naszą misją jest przede wszystkim wzrost świadomości zagrożeń teleinformatycznych, nasze zadanie realizujemy m.in. poprzez szkolenia, organizujemy specjalistyczne konferencje czy ćwiczenia o skali krajowej dla specjalistów z konkretnych sektorów, robimy to wspólnie z jednostkami państwowymi – tłumaczy ekspert.

Jak wynika z raportu PwC, w 79 proc. przypadków ataków, w których nastąpiło naruszenie bezpieczeństwa informacji firmowych, do powstania zagrożenia przyczynili się bezpośrednio pracownicy danej firmy.

Pierwsza liga nie dla dolara

Emocje zaczynają odgrywać ważną rolę w handlu na rynkach finansowych z Koreą Północną, huraganem Irmą i obawami o limit zadłużenia USA podkopującymi apetyt na ryzyko. Gołębie głosy z Fed ściągają w dół USD. Dziś uwaga skupiona na decyzjach RPP i BoC oraz Kongresie USA.

Bycie obecnie dolarowym bykiem to jak pozostawać wiernym fanem lokalnej drużyny sportowej, która jednak nie może przebić się do czołowych rozgrywek pomimo posiadania solidnych zawodników. Każdy temat, na jakim skupia się uwaga inwestorów w tym tygodniu, zahacza o dolara i to w niekorzystny dla niego sposób. Groźby Korei Północnej angażują rząd USA do odpowiedzi i nawet ciężko właściwe wycenić ryzyko konfliktu zbrojnego, rynki preferują przyjąć postawę obronną. Odpływ kapitału do „bezpiecznych przystani” oznacza premiowanie złota i zbijanie rentowności obligacji skarbowych USA (nowy tegoroczny dołek 10-latek na 2,055 proc.), na co USD nigdy nie reaguje dobrze.

Ponadto do wybrzeży Florydy zbliża się huragan Irma, który już zyskał miano najpotężniejszego huraganu odnotowanego nad Atlantykiem. Namacalna jest też obawa, że z końcem września USA grozi tzw. „government shutdown” i osiągniecie limitu zadłużenia, choć dzisiejsze głosowanie nad pakietem ratunkowym dla poszkodowanych przez huragan Harvey w Teksasie i Luizjanie powinno oddalić ryzyko zamrożenia prac administracji publicznej. Wreszcie wtorek przyniósł komentarze czołowych gołębi Fed (Brainard, Kashkari), którzy umniejszyli szanse na podwyżkę stóp procentowych w grudniu, chyba że w kolejnych miesiącach inflacja wyraźnie odbije. Nie pomagają dobre dane z gospodarki (wczoraj zamówienia na dobra trwałe bez transportu). To po prostu nie jest dobry czas dla dolara. Dziś dostaniemy dane o bilansie handlowym i ISM dla usług, ale nie sądzę, aby mogły nagle przebudzić popyt.

Dziś przed nami decyzje Rady Polityki Pieniężnej i Banku Kanady. Silny wzrost gospodarczy Polski i poprawa na rynku pracy przy braku nasilenia presji inflacyjnej pozwala na bierność RPP. Prezes Glapiński prawdopodobnie powtórzy swoje zdanie, że do końca 2018 roku stopy nie ulegną zmianie. Neutralne stanowisko RPP powinno gwarantować brak reakcji PLN na decyzję, komunikat i konferencję. W przypadku Banku Kanady uważamy, że druga podwyżka stopy procentowej z rzędu przyniosłaby zbędne zacieśnienie warunków kredytowych i zdławiła ożywienie lub zasugerowała obawy banku o przegrzanie gospodarki. Odroczenie podwyżki do października pozwala zapoznać się z dwoma dodatkowymi raportami o inflacji, poczekać na ruch Fed i rozwój negocjacji porozumienia NAFTA. Rynek wycenia podwyżkę w środę na ok 50 proc., więc bierność BoC stanowi negatywne ryzyko dla CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kiedy możesz nie otrzymać kredytu na firmę?

  • Kredyt jest najpopularniejszym sposobem na zewnętrzne finansowanie przedsiębiorstw – korzysta z niego blisko połowa średnich i ponad 1/3 mikro i małych firm w Polsce*.
  • Na koniec kwietnia 2017 r. banki udzieliły przedsiębiorstwom łącznie ponad 360 mld zł kredytów.
  • Możliwość skorzystania z takiego sposobu finansowania zależy jednak od wielu czynników, m.in. od charakteru działalności czy od sposobu rozliczania się z fiskusem.

Jak wynika z badania „Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych”, firmy z sektora MŚP nadal najchętniej korzystają z własnych środków do prowadzenia działalności – aż 89 proc. badanych odpowiedziało, że preferuje właśnie taki sposób finansowania przedsiębiorstwa. Nie zawsze jednak jest to możliwe, zwłaszcza jeśli przedsiębiorca planuje większe inwestycje. Wyniki badania wskazują, że właśnie na taki cel najczęściej brane są kredyty w polskich firmach. Obecnie z kredytu inwestycyjnego korzysta 44 proc. średnich i ok. 1/3 mikro i małych przedsiębiorstw. W celu skorzystania z tego sposobu finansowania, należy jednak spełnić szereg wymogów stawianych przez banki, niektóre mogą w znaczny sposób ograniczyć możliwość wzięcia kredytu.

Strata na koniec ubiegłego roku może przekreślić szanse na kredyt

Jednym z dokumentów wymaganych przez banki do wyliczania zdolności kredytowej przedsiębiorcy, jest jego PIT za ubiegły rok. Jeżeli widnieje na nim strata w przychodzie większa niż 5 proc., to należy się liczyć z odmową udzielenia kredytu. Dla banków finansowanie takiego przedsiębiorstwa jest ryzykowne.

Należy jednak pamiętać, że taka strata nie zawsze spowodowana jest złą kondycją przedsiębiorstwa, a poczynionymi przez nie inwestycjami. Jeżeli przedsiębiorca wytłumaczy, że stratę spowodowały zakupy przeznaczone na rozwój firmy, to nadal ma szansę na pozytywne rozpatrzenie wniosku. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie, dobrze jednak wiedzieć, jaką politykę na ogół przyjmują konkretne banki lub skorzystać z wiedzy konsultanta finansowego, który podpowie, w jakim banku mamy szansę na kredyt  – mówi Paweł Mazur z ANG Biznes.

Lepiej nie zawieszać działalności

Chwilowe kłopoty firmy często skłaniają przedsiębiorców do zawieszenia działalności. Dzięki temu nie muszą odprowadzać składek do ZUS i mogą przeczekać niekorzystny okres. Robią tak przede wszystkim firmy, które zajmują się działalnością sezonową, które poza kilkoma miesiącami w roku nie odnotowują większych przychodów. Niestety, okazuje się, że zawieszenie działania firmy w okresie krótszym niż 12 miesięcy przez złożeniem wniosku, może zdyskwalifikować przedsiębiorcę w procesie kredytowym. Banki traktują ponowne rozpoczęcie działalności jako nową datę rozpoczęcia jego funkcjonowania na rynku. W związku z tym staż krótszy niż 12 miesięcy jest uważany przez nie za krótki do prawidłowego wyliczenia zdolności kredytowej przedsiębiorstwa.

Zaległości w ZUS i US niemile widziane w banku

Przedsiębiorcy muszą się liczyć z tym, że podczas weryfikacji kredytowej zostanie również sprawdzona ich rzetelność w płaceniu składek do ZUS i Urzędu Skarbowego. Jeżeli z jakiegoś powodu starający się o kredyt zalega z płatnościami, to aby otrzymać kredyt musi je jak najszybciej spłacić lub dogadać się z instytucjami, żeby zgodziły się rozłożyć należność na raty. W przeciwnym razie bank może wydać negatywną decyzję, szczególnie jeśli przedsiębiorca stara się o wyższą kwotę kredytu.

Niektóre branże mają pod górkę

Może się okazać, że starający się o kredyt przedsiębiorca dostanie odmowę już na samym początku procesu. Niektóre branże nie są przez banki w ogóle obsługiwane, np. hazardowa, zbrojeniowa czy finansowa, a niektóre są bardzo dokładnie przez nie weryfikowane.

– Należą do nich między innymi branża budowlana i transportowa – dodaje Paweł Mazur. – Wiele banków bardzo krytycznie podchodzi również do rolników, zwłaszcza tych, którzy prowadzą działy specjalne produkcji rolnej. Może się okazać, że to, co wpiszemy jako główną działalność podczas procesu rejestracji firmy, wpłynie na późniejsze starania o finansowanie w banku. Wybierając zatem kody PKD, sprawdźmy, jak do danej branży podchodzą banki, aby nie przekreślić już na starcie swoich szans na kredyt.

Przedsiębiorcy na ryczałcie mają mniejsze szanse na kredyt

Jednym z podstawowych czynników wpływających na zdolność kredytowych przedsiębiorstwa jest jego sposób rozliczania się z fiskusem. Okazuje się, że najgorzej traktowanym przez banki jest sposób ryczałtowy. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku ryczałtu podatek płacony jest od przychodu. Podstawą wyliczania zdolności kredytowej przez banki jest natomiast dochód przedsiębiorstwa. Banki szacują więc dochód firmy jako 20 – 25 proc. przychodu, co oznacza, że aby dostać kredyt, przedsiębiorca musi mieć bardzo wysoki przychód. W innym przypadku nie ma szans na finansowanie. Niektóre banki ze względu na trudności w obliczaniu dochodu, od razu skreślają taką firmę w procesie starania się o kredyt.

*Badanie „Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa o usługach finansowych”, zrealizowane przez CBM INDICATOR we współpracy z Warszawskim Instytutem Bankowości i Związkiem Banków Polskich

Dane GUS mocno zamazują obraz faktycznej sytuacji zarobkowej Polaków

Według Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) przeciętne wynagrodzenie w II kwartale 2017 r. wynosiło w Polsce 4220,69 zł. Jak się to ma do rzeczywistości? Nijak, a to dlatego, że dane GUS mocno zamazują obraz faktycznej sytuacji zarobkowej Polaków.

Do publikowanych co kwartał informacji GUS nt. wynagrodzeń musimy podchodzić z dużą rezerwą. Obecnie podaje on dane dotyczące zaledwie 4% przedsiębiorstw – firm dużych i średnich. Pomija natomiast mikroprzedsiębiorstwa, w których przeciętne zarobki są prawie dwukrotnie niższe.

Po drugie sama średnia jest wartością zwodniczą. „Przykładowo w zeszłym roku według GUS przeciętne wynagrodzenie w gospodarce wynosiło w przybliżeniu 4200 zł. Natomiast mediana, czyli wartość środkowa – już 3200 zł. Ale jeśli weźmiemy wartość najczęściej występującą, czyli dominantę, okaże się, że typowe wynagrodzenie w gospodarce wynosiło 2400 zł. Między 4200 a 2400 jest bardzo duża różnica” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Katarzyna Lorenc, ekspert ds. rynku pracy oraz zarządzania i efektywności pracy z Business Centre Club.

Skutki takiego, a nie innego podawania danych przez GUS są oczywiste. Wielu pracowników czuje się pokrzywdzonych, ponieważ wydaje się im, że zarabiają za mało wobec wynagrodzeń oferowanych na rynku. Prowadzi to często do różnych napięć. Aby ich uniknąć, warto opierać się na pełniejszych danych niż te publikowane co kwartał przez GUS.

Polacy najbardziej doceniają promocje w kategoriach Zdrowie i Uroda

Z danych, prezentowanych w raporcie „Smart Okazje – zwyczaje zakupowe Polaków 2017”, wynika, że klienci oceniają ogólnodostępne promocje na mocną 4, w skali od 0 do 5. Ponadto, badanie zrealizowane na zlecenie Sieci AdRetail, wykazało, że najwyżej notowane są okazje w segmencie Zdrowie/Uroda. Zyskały one 3,91 punktów. Produkty Spożywcze na poziomie 3,81 i Elektronika z wartością 3,79 zdobyły średnie wyniki pod względem organizowanych akcji promocyjnych. Natomiast najsłabiej wypadła kategoria Dom. Respondenci przyznali jej ocenę 3,7.

Zdaniem Sebastiana Starzyńskiego, prezesa instytutu badawczego ABR SESTA, satysfakcja konsumentów z promocji poniżej 3 punktów na 5 możliwych, oznaczałaby obojętność na promocje lub wręcz ich negatywną ocenę. Rynek musiałby więc zareagować zwiększeniem atrakcyjności rabatów bądź inną mechaniką promocji. Z kolei, wynik bliski 5 świadczyłby o tym, że obniżki są zbyt wysokie. To przeczyłoby ich głównemu założeniu, jakim jest zwiększanie sprzedaży, a nie kierowanie całych zakupów na bonifikaty. Ponadto, zbyt wysoka ocena wskazywałaby, że panuje wojna promocyjna między największymi graczami, ale takie batalie są bardzo wyniszczające i szybko się kończą. Zatem 4 dowodzi temu, że mamy równowagę na rynku.

– Ogólna ocena promocji pokazuje, że sieci i marki coraz lepiej znają oczekiwania konsumentów. Tę wiedzę stale poszerza rozwój technologii. Dzięki niemu, wskaźnik zadowolenia z rabatów powinien stale rosnąć. Jednocześnie będą pojawiały się nowe sposoby zachęcania ludzi do zakupów, nieoparte na obniżkach cen. W ciągu najbliższych 10 lat rola zniżek przestanie być tak ważna, jak obecnie. Istotniejsze stanie się oferowanie klientowi np. pełnej informacji o produkcie w postaci tekstu, wideo czy animacji. Ponadto kupujący będzie oczekiwał większej pomocy w wyborze artykułu i prezentacji alternatywnych produktów, które spełnią jego wymagania – mówi Michał Rosiak z Sieci AdRetail.

Promocje zupełnie znikną?

Tymczasem, Sebastian Starzyński twierdzi, że nadal będą dominować znane obecnie techniki promocyjne, tj. m.in. obniżki, powiększenie opakowań przy zachowaniu starej ceny, dołączanie gratisów, a także wielopaki, w których produkty kosztują mniej, niż sprzedawane pojedynczo. Sieci i marki wciąż będą organizowały konkursy i loterie oraz tworzyły programy lojalnościowe. Zmieniają się technologie realizacji okazji zakupowych, ale zasady działania pozostaną te same. Za kilka lat coraz bardziej widoczne będzie nastawienie na ekologiczność i naturalność produktów. Rynek powinien odpowiedzieć na to, że świadomość konsumentów rośnie. Pojawią się też projekty gamifikacyjne lub jednorazowe gry, które będą mocniej angażować klientów, niż zwykłe promocje. Ponadto, rozwinie się istniejący już trend omijania obecnych kanałów dystrybucji na rzecz dostaw bezpośrednich do domów klientów.

– Amerykańskie sieci handlowe testują nowe sposoby dostarczania produktów do prywatnych posesji, np. bezpośrednio do ogrodu kupującego. Wykorzystują do tego drony i stacje odbiorcze, na wzór paczkomatów. Szybkie doręczanie artykułów nie wiąże się z promocjami, ale może zwiększać sprzedaż i podnosić popularność danego sklepu. Przewiduję, że w przyszłości to udogodnienie dla klientów będzie częściej spotykane, niż obniżki cen. Rabaty oczywiście całkiem nie znikną, ale ich zastosowanie zostanie ograniczone. Będą ułatwiały planowanie zakupów. Przecenione produkty zaczną być łączone w taki sposób, aby spełniać cele konsumentów, np. tworzyć gotowe zestawy obiadowe – dodaje Michał Rosiak.

Z kolei, Sebastian Starzyński zwraca uwagę na to, że bezpośrednia dostawa produktów do domów klientów otwiera przed sprzedawcami nowe możliwości w obszarze mechaniki promocji. Jedną z nich jest wysokość abonamentu, płaconego przez zamawiających. Opłata maleje wraz z długością obowiązywania umowy. To znaczy, półroczne zobowiązanie w ujęciu miesięcznym jest droższe, niż roczne. W handlu to stosunkowo nowe zjawisko. Jego najsłynniejszym prekursorem jest Dollar Shave Club, czyli jeden z pierwszych na świecie sklepów internetowych działających na zasadzie abonamentu. Sprzedawca maszynek do golenia rozpoczął swoją działalność w 2012 roku i szybko podbił USA.

Najwyżej notowane rabaty

– Obecnie najlepiej oceniane są promocje z kategorii Zdrowie/Uroda, ponieważ w tej branży szczególnie marki kosmetyczne są dość kreatywne, jeśli chodzi o stosowane modele rabatów. Nie tylko obniżki cen, ale także liczne konkursy, wydarzenia, próbki produktów czy różnego rodzaju akcje społeczne są dobrze odbierane. Przykładem tego może być angażowanie się firmy kosmetycznej czy farmaceutycznej w informowanie Polaków o potrzebie wykonywania regularnych badań. To buduje pozytywny wizerunek wszystkich marek z tej kategorii jako otwartych na potrzeby i problemy konsumentów – przyznaje Katarzyna Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarządzająca z firmy badawczej Mobile Institute.

Jak dodaje prezes Starzyński, kategorie kosmetyczne są wysokomarżowe, a produkty – stosunkowo drogie. Dlatego promocje mogą być bardzo atrakcyjne. Zdaniem eksperta, to właśnie jest kluczem do satysfakcji konsumentów. Mogą oni kupić produkty z wyższej półki, mieszcząc się w swoim budżecie. To z kolei wpływa na podwyższenie własnej samooceny kupującego. Jest on zadowolony z tego, że nabywa artykuł lepszej jakości. Liczy się dla niego nie tylko sam fakt „upolowania okazji”, ale też radość ze stosowania luksusowego kosmetyku. W kategoriach niskomarżowych, gdzie asortyment jest tani, mamy tzw. płytkie promocje. Zadowolenie z nich na poziomie kilku procent jest zatem mniejsze. Konsument nie odczuwa też przyjemności z używania produktu. To tylko kwestia jednorazowej oszczędności.

Najgorsze okazje zakupowe

– Chociaż promocje generalnie cieszą się dobrą opinią, to jednak rabaty w kategoriach Produkty Spożywcze i Elektronika nie do końca spełniają swoje zadanie. W przypadku żywności kolejne okazje zakupowe są do siebie tak podobne, że konsumenci przestają je zauważać. Dziś klienta trzeba zaciekawić, np. charakterystycznym opakowaniem masła czy mleka. Cena może być tylko jednym z elementów przykuwających jego uwagę. Problemem jest zdecydowany nadmiar promocji w tym sektorze. Z kolei, w Elektronice, rabat musi być bardzo atrakcyjny cenowo. Dla przykładu 10% zniżki może nie przekonać nikogo do zakupu telewizora, a takie właśnie zniżki są częste – stwierdza Michał Rosiak.

Natomiast ekspert z ABR SESTA zauważa, różnica między 3,81 a 3,79 w ocenach Produktów Spożywczych i Elektroniki jest nieistotna i mieści się w granicach błędu statystycznego. Porównując wyniki dla tych kategorii z segmentami Zdrowie/Uroda oraz Dom, należy wziąć pod uwagę różną częstotliwość zakupów. Jeśli artykuł jest tani, ale często nabywany, to chętniej eksperymentujemy, np. z nowymi smakami jogurtów. Inny model polega na kupowaniu na zapas kilku produktów i otrzymywaniu 1 gratis. Ale w przypadku pralki nie będzie tego typu promocji. Możemy dostać płyn do zmiękczania tkanin lub bon na zakupy w supermarkecie itp. Co do zasady, wszyscy gracze na rynku obserwują siebie nawzajem, a także trendy panujące w innych branżach. Kopiują od innych te mechanizmy, które w danym segmencie mają sens ekonomiczny.

– Promocje w kategorii Dom najmniej odpowiadają oczekiwaniom klientów. Wynika to z faktu, iż branża charakteryzuje się raczej wysoką średnią wartością koszyka zakupowego. Dominują w niej produkty droższe, niż w innych sektorach. To bezpośrednio przekłada się na mniejsze zainteresowanie konsumentów rabatami na produkty potrzebne do wyposażenia wnętrz. Planując kolejne strategie promocyjne w tym segmencie, sieci powinny wziąć pod uwagę to, że ankietowani wskazali zniżkę na duże zakupy jako najbardziej atrakcyjny rodzaj promocji dla tych artykułów – podsumowuje Michał Rosiak.

Badanie „Smart Okazje – zwyczaje zakupowe Polaków 2017”, zostało przeprowadzone przez Mobile Institute na zlecanie Sieci AdRetail. Partnerem przedsięwzięcia był Polski Standard Płatności, operator systemu BLIK. Dane zostały zebrane metodą CAWI, czyli za pomocą elektronicznych, responsywnych ankiet emitowanych w Internecie, na przełomie lipca i sierpnia br. W badaniu wzięło udział ponad 2800 osób w wieku powyżej 15 roku życia, w tym 40% kobiet i 60% mężczyzn.