Chińczykom na rynku europejskim nie zależy na celach militarnych, tylko biznesowo-politycznych

Jak wyjaśnia ekspert z Bussines Center Club, mocno komentowana obecnie koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku wcale nie powstała w ostatnich latach. Narodziła się wraz początkiem handlowej ekspansji Chin w latach 90. XX wieku. Dziś Państwo Środka chce m.in. rozwijać własne centra technologiczne i kreować nowe rynki zbytu. Można zatem spodziewać się dalszego poszerzania wpływów Chińczyków w Europie, ale nie w wymiarze wojskowym, tylko ściśle ekonomicznym.

Krytycy Nowego Jedwabnego Szlaku obawiają się coraz większej asertywności Państwa Środka na morzach. Jednak warto wiedzieć o tym, że połączenia morskie między Chinami i Starym Kontynentem rozwijają się już od dobrych 20 lat. Natomiast, zupełnie nowym zjawiskiem są szlaki lądowe, które oferują nieporównanie większą prędkość transportu, przy kosztach zbliżonych do komunikacji wodnej i o wiele niższych od połączeń lotniczych. Z tego powodu nowa koncepcja handlowa jest istotnym impulsem do rozwoju handlu Europy z Chinami i to dosłownie w obu kierunkach.

– W mojej opinii, połączenia handlowe i militarne to są bardzo różne obszary funkcjonowania. Nawiązując do tzw. teorii sznura pereł, nie należy oczekiwać, że Nowy Jedwabny Szlak, w wersji morskiej, będzie w jakiś gwałtowny sposób rozszerzał się, a już na pewno nie w wymiarze militarnym. Będzie środkiem wpływów gospodarczych i gwarantem niezakłóconego przepływu towarów z Chin, ale nie musi zagrażać naszemu bezpieczeństwu – jak podejrzewają niektórzy. W zakresie militarnym Chińczycy nie potrzebują tradycyjnych portów, bo mają dość baz wojskowych i porozumień sojuszniczych w basenie Oceanu Indyjskiego. Te bazy, których im brakuje, budowane są na wystających skałach Morza Południowochińskiego – zapewnia dr Wojciech Warski z BCC.

Przewodniczący Konwentu BCC podkreśla, że współpraca z Państwem Środka zawsze była relatywnie trudna. Wprawdzie oferowała bardzo niskie koszty pracy oraz masowość produktów. Jednak zupełnie odmienne relacje i zwyczaje, panujące na chińskim rynku, powodowały, że biznes raczej rozwijał się jednokierunkowo. To znaczy, Chiny sprzedawały swoje towary do Europy i USA, lecz nie sprowadzały ich z tych kontynentów. Trzeba wiedzieć o tym, że w Państwie Środka istnieją inne sposoby zdobywania zaufania i okazywania sobie szacunku w kontaktach zawodowych, niż na Starym Kontynencie czy w Stanach Zjednoczonych. Ma to związek z wielowiekową tradycją chińską. Trendy inwestycyjne w relacjach z zachodnioeuropejskimi krajami pojawiły się dopiero niedawno, po światowym kryzysie w 2008 roku.

– W interesie Chińczyków jest nie tylko zdobycie nowych rynków zbytu, ale również dostęp do technologii, która dotychczas była dla nich dość ograniczona. Możliwości kopiowania i nielegalnego pozyskiwania mają naturalne ograniczenia, a tzw. know-how nie był udostępniany Chinom ani przez Rosjan, ani przez Zachód. Tymczasem, Europa ma szansę na to, że w obliczu problemów z zasilaniem inwestycyjnym wielu projektów, znajdzie partnera skłonnego zapłacić więcej za wejście na ten rynek. To są korzyści, które powinniśmy doceniać, kiedy będziemy negocjowali z Chińczykami kolejne kontrakty. Należy pamiętać, że wymierną premią dla strony chińskiej jest samo zdobywanie udziału w rynku europejskim i wchodzenie w relacje biznesowe. Za to Chińczycy są skłonni nam zapłacić lub zaoferować lepsze warunki kooperacji – zaznacza dr Warski.

Jak podsumowuje ekspert z BCC, przystępując do rozmów z chińskimi inwestorami o dużo większych możliwościach, niż posiada statystyczna polska firma, nie należy mieć kompleksów. Trzeba wiedzieć, że tak naprawdę spotykamy się z organizacją państwową, a nie pojedynczym biznesem. I to nie powinno nas przerażać, wręcz odwrotnie – dodawać nam odwagi. Musimy pamiętać również o tym, że korzyści Chińczyków z wejścia na rynki europejskie są nie tylko czysto biznesowe, ale też polityczne. Polegają m.in. na dopływie informacji technicznej.

Grupa Impel – efekty skutecznej waloryzacji

Grupa Impel – największa w kraju grupa firm świadczących usługi dla biznesu – osiągnęła w I półroczu 2017 r. przychody ze sprzedaży na poziomie 1 103 mln zł, co oznacza wzrost w stosunku do I półrocza 2016 roku o ponad 126 mln zł. Grupa wypracowała zysk operacyjny w wysokości 20,6 mln zł. Impel konsekwentnie prowadzi proces waloryzacji kontaktów oraz wdraża strategię opartą na koncentracji działalności w trzech obszarach: Obsługa Nieruchomości (Facility Management), Outsourcingu Procesów Biznesowych i Cyfryzacji IT (Digital Services & Business Process Outsourcing) oraz Usług dla Przemysłu (Industrial Services).

Liderem wzrostu Grupy Impel był segment Facility Management, który w pierwszym półroczu 2017 r. wygenerował przychody w wysokości niemal 822 mln zł, tj. 13-procentowy wzrost w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Rozwój segmentu Facility Management oparty jest o optymalizację struktury zarządzania, pakietyzację i informatyzację usług i procesów, a przede wszystkim koncentrację na poprawie stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału, m.in. poprzez rezygnację z nierentownych kontraktów.

W obszarze Facility Management najistotniejsze wzrosty odnotowano w produktach: usług porządkowo-czystościowych oraz fizycznej ochronie mienia. Wzmocniliśmy naszą obecność w sektorach: wojska, administracji publicznej, w szczególności w szpitalnictwie oraz w branżach budowlanej i edukacji. Pozyskaliśmy kontrakty na ochronę fizyczną oraz usługi porządkowo-czystościowe z Grupą Polimex – Mostostal S.A. Chronimy m.in. największy plac budowy w Europie środkowo-wschodniej czyli budowę nowych bloków energetycznych w Elektrowni Opole. W pierwszym półroczu zrealizowaliśmy również kilka prestiżowych kontraktów związanych z zabezpieczaniem imprez masowych. Do najważniejszych należały: największa tegoroczna impreza sportowa w Polsce,  The World Games 2017 oraz Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej U-21.” – informuje Grzegorz Dzik, prezes  Impel SA.

Skonsolidowany zysk operacyjny Grupy Impel po pierwszych sześciu miesiącach 2017 r. zamknął się kwotą 20,6 mln zł, o 4% wyższą niż w 2016 r. Zysk netto Grupy Impel (przypisany akcjonariuszom podmiotu dominującego) w okresie styczeń-czerwiec wyniósł 6,3 mln zł.

„Wdrażana od 2016 roku strategia, która na nowo zdefiniowała najważniejsze dla Grupy obszary czyli: FM, DS&BPO oraz Industrial Services, przynosi już bardzo obiecujące rezultaty. Ten ostatni obszar rozwija się najbardziej dynamicznie. Segment ten zwiększył przychody o 24% i osiągnął poziom 100,4 mln zł. Oferujemy usługi, których rozwój jest szczególnie ważny dla Grupy Impel, ponieważ pozyskujemy kontrakty wysokomarżowe, które docelowo stanowić będą istotną części wyniku. Koncentrujemy się na wybranych sektorach przemysłu, które wspieramy najnowocześniejszym sprzętem oraz technologią informatyczną – mówi Wojciech Rembikowski, wiceprezes Impel SA. – To bardzo specyficzny portfel usług, który wymaga od kadry managerskiej wysokich kompetencji inżynierskich oraz technicznego przygotowania. Wdrożenie naszych rozwiązań w przemyśle przynosi klientom poprawę efektywności procesów produkcyjnych oraz zmniejsza ryzyko niespodziewanych awarii. To unikalne know-how. Czyszczenie przemysłowe, wsparcie utrzymania ruchu, usługi remontowo-budowlane, serwis techniczny obiektów, produkcja i montaż elementów wizualizacji obiektu oraz paszportyzacja infrastruktury to produkty już w pełni dojrzałe, po które sięgają nasi klienci. Kolejnym krokiem będzie organizacja usług, w ramach Zintegrowanej Obsługi Nieruchomości. Nowe kontrakty w obszarze inwestycji budowlanych dla przemysłu wykonaliśmy w tym roku dla: krajowego lidera logistyki naftowej PERN S.A. i Grupy Lotos – dotyczyły czyszczenia zbiorników – oraz dla PGNiG S.A. w zakresie remontu zbiorników, które zrealizowała spółka Climbex S.A. – dodaje.

Nowe regulacje w nowelizacji prawa zamówień publicznych (np. cena, która nie jest już jedynym kryterium wyboru), możliwość waloryzacji oraz zmiana przepisów w zakresie zwiększonych kosztów pracy (wprowadzenie „ozusowania” do minimalnego wynagrodzenia oraz wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej dla zleceniobiorców) zniwelowały część problemów branży, jednakże w dalszym ciągu, dynamicznie rosnące koszty pracy oraz malejąca podaż siły roboczej stanowią kluczowe wyzwania dla branży, a w konsekwencji dla odbiorców usług. Zarząd podtrzymuje strategię wzrostu poprzez optymalizację korporacyjnej struktury zarządzania oraz rozwój organiczny.

Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.
Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.

„Wprowadzamy macierzowy system zarządzania, w którym za prowadzenie operacji gospodarczych odpowiadają poszczególne Obszary Biznesowe, natomiast nadzór nad realizacją poszczególnych funkcji oraz zapewnienie jednolitych standardów w Grupie Impel zapewniają Piony Funkcjonalne.  To nowe podejście związane jest z realizacją priorytetów strategicznych, wśród których najistotniejsze są: zmiana modelu biznesowego FM, czyli zwiększenie elastyczności kontroli kosztów pracy i rozwój systemów podwykonawstwa i franchisingu, zapewnienie kapitału na rozwój; digitalizacja procesów obsługi klientów, wzrost efektywności i skuteczności procesu sprzedaży oraz oparcie usług o technologie informatyczne. Realizacja zadań i projektów w ramach celów strategicznych zapewni Grupie stabilny wzrost jej wartości oraz umocni jej pozycję lidera rynku usług w Polsce” zaznacza Grzegorz Dzik.

Obserwując trendy rynkowe związane z automatyzacją procesów biznesowych i wytwórczych, digitalizacją gospodarki oraz wzrostem znaczenia IT w biznesie, Grupa Impel chce wykorzystać innowacje i dostępne technologie do zwiększenia swojej konkurencyjności i pozycji w usługach sektora BPO i IS. Obszar Digital Services and Business Process Outsourcing uzyskał przychody na poziomie 181 mln zł., co stanowi ich przyrost o 7,9% oraz wzrost sprzedaży o 13 mln zł. Najważniejsze kontrakty to: zlecenie dla Tauron Obsługa Klienta Sp. z o.o obejmujące centralizację obszaru HR i digitalizację teczek pracowniczych oraz dla lidera na rynku AGD w Polsce firmy Amica S.A., polegające na zapewnieniu personelu liniowego.

Wojciech RembikowskiWzrost sprzedaży wynika z rozszerzenia zakresu bieżących kontraktów oraz pozyskania nowych. Dzięki łączeniu obsługi kadrowo-płacowej, księgowości, doradztwa podatkowego i procesowego oferujemy naszym klientom zintegrowany produkt. Rozwijamy się w zakresie: zapewnienia personelu liniowego, tzw. interim+, rekrutacjach i rozwoju pracowników, tzw. consulting+, oraz zarządzaniu wydajnością pracy, czyli bonus track. Sprzedajmy rozwiązania e-commerce, development aplikacji, oraz infrastrukturę informatyczną. W naszą strategię wpisani są klienci sektorów: bankowego, energetycznego i transportowego, którzy aby się rozwijać, muszą inwestować w rozwiązania IT. To właśnie branża informatyczna najszybciej przyswaja i przetwarza potrzeby zleceniodawcy, rozumie na czym ma polegać zmiana i tworzy oprogramowanie, które realizuje cel biznesowy. Kładziemy największy nacisk na rozwój usługi premium, która opiera się nie tylko na technicznym know-how, lecz także na znajomości biznesu klienta” – informuje Wojciech Rembikowski.

Pracodawcy RP: Przedsiębiorcy czekają na Konstytucję Biznesu

Środowisko przedsiębiorców wystąpiło z apelem do Premiera Morawieckiego, a także Ministra Kowalczyka o przyspieszenie prac nad projektem ustawy Konstytucja Biznesu. To długo oczekiwany akt, ze względu na złe doświadczenia spowodowane dotychczasową formą współpracy z administracją publiczną.Przyjęcie przez Sejm Konstytucji Biznesu poprawi relacje i funkcjonowanie przedsiębiorców. Stabilne otoczenie prawne i poprawa praktycznego stosowania przepisów jest istotnym elementem dla zwiększenia inwestycji, zwłaszcza wśród mikro- i małych przedsiębiorców.

– Oczekujemy, że dokument będzie na nowo definiować współpracę biznesu i administracji– powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Pączka, Zastępca Dyrektora Generalnego Pracodawców RP, Dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji – Przejawia się ona w różnych aspektach – od długości załatwiania spraw w urzędzie, kontrolach, ale i samym podejściu administracji do firm i przedsiębiorców. Pewien katalog podstawowych zasad, który obecnie obowiązuje w różnych aktach prawnych, jak zasada wolności gospodarczej w Konstytucji, jest często nadwyrężany albo w ogóle niestosowany. Widać dzisiaj, jak niespójne prawo i załatwianie spraw w administracji publicznej powstrzymuje ich przed inwestowaniem. W przekonaniu całego środowiska przyjęcie wspomnianej ustawy, która w pewnym stopniu poprawi relacje administracji i biznesu, na nowo unormuje zasady pewności i interpretacji prawa oraz poprawi jakość obsługi w urzędach – przyczyni się do wzrostu polskiej przedsiębiorczości.Duże firmy w zakresie nadmiernej regulacji prawnej mogą sobie poradzić, ale miko- i małe przedsiębiorstwa są zdane na siebie. Projekt ustawy powinien wejść w życie 1 stycznia 2018 roku. Przedsiębiorcy oczekują szybkiego procesu legislacyjnego w Sejmie i wprowadzenia omawianych przepisów. Praktyka działania i interpretacji urzędów jest bardzo różna, nie zawsze odbywa się w prawidłowy sposób. Mamy nadzieję, że Konstytucja Biznesu stanie się pewnym gwarantem dla podstawowych zasad prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce i prawidłowych relacji z biznesem – dodał Pączka.

Stanisław Gomułka: Wyższe podatki mają podtrzymać energetykę opartą o węgiel

Proponowane przez rząd zwiększenie podatków ma na celu podtrzymanie wydobycia węgla w Polsce oraz produkcji energii elektrycznej w oparciu o ten surowiec. Na dłuższą metę jest to szkodliwe dla Polski.

– Powinniśmy wycofywać się z takiego rozwiązania na rzecz odnawialnych źródeł energii – powiedział serwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club – Tymczasem  rząd proponuje zmniejszenie dopływu środków na energię z OZE. Stawianie na przemysł energetyczny oparty głównie o węgiel jest zdecydowanie krótkoterminowym celem politycznym, szkodliwym w dłuższej perspektywie. Jeśli chodzi o podatki – ten, który został wycofany, zostanie zastąpiony innymi, w skali około 5 mld rocznie. Jego skutki inflacyjne to około 0,25%. Zamiast inflacji na poziomie 1%, będzie to 1,25%. Skutki będą więc zauważalne. Jeżeli taka inflacja generowałaby większą presję płacową, to presja inflacyjna zostanie podtrzymana w kolejnych latach. Może to doprowadzić do uruchomienia spirali płacowo-cenowej, jednak stosunkowo niewielkiej. Wzrost cen o 1,4 pp. jest relatywnie mały. Będzie odczuwalny dla gospodarstw domowych. Nie jest to jednak poważna groźba dla stabilności polskiej gospodarki. To szkodliwe zjawisko, ale o ograniczonym znaczeniu – dodał Gomułka.

W październiku 330 tys. pracowników odejdzie na emeryturę

Wchodząca w październiku ustawa obniżająca wiek emerytalny kobiet i mężczyzn – odpowiednio do 60-ciu i 65-ciu lat będzie miała duże znaczenie, przede wszystkim dla rynku pracy. Oprócz tego wielu emerytów będzie miało duże niższe emerytury, niż wówczas, gdyby pracowali do 67-ego roku życia.

– Przewiduje się, że ok. 330 tys. emerytów będzie chciało skorzystać z przywileju już w październiku – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Z rynku pracy zniknie o 100 tys. więcej pracowników, niż we wcześniejszych założeniach. Rząd będzie musiał stworzyć odpowiednie mechanizmy, żeby jak najwięcej pracowników na nim utrzymać. Pracodawcy już mają trudności z pozyskaniem pracowników, a odejście ich w tak dużej ilości jeszcze pogłębi problem. Pojawia się więc wyzwanie, aby zbudować zaufanie i zainteresowani Polaków do nie odchodzenia na wcześniejsze emerytury. Sensownym rozwiązaniem byłoby budowanie systemu zachęt polegającego na tym, aby każdy przepracowany rok zwiększał w odpowiedniej skali wysokość emerytury. Nie może to być działanie kosmetyczne, a zasadnicze – zwłaszcza w odniesieniu do najniższych świadczeń, szacowanych obecnie na poziomie 1000 złotych – dodał Kowalski.

Czy Polacy ufają instytucjom finansowym?

Drugim z wyznaczników moralności finansowej społeczeństwa, po stopniu przyzwolenia na nadużycia finansowe, jest ocena działań instytucji finansowych. Czy Polacy postrzegają ich działania jako uczciwe? Czy uważają ich oferty za rzetelnie? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziemy w najnowszym raporcie „Moralność finansowa Polaków”[1].

Od dwóch lat Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce prowadzi badanie „Moralność Finansowa Polaków”. Jednym z partnerów publikacji jego rezultatów w 2017 r. jest firma Lindorff SA. Tegoroczna edycja pozwoliła sprawdzić nie tylko stosunek Polaków do nadużyć finansowych, ale również zbadać, na ile są oni w stanie dostrzec anomie rynku finansowego oraz jak się do nich ustosunkowują. Respondenci zostali poproszeni o określenie swojego stanowiska w kilku aspektach. Brali pod uwagę poczucie rzetelności oferty przedstawianej przez instytucje finansowe, poczucie sprawiedliwej wymiany rynkowej, poziom uczciwości transakcji ubezpieczeniowych, poczucie bezpieczeństwa gwarantowanego przez instytucje państwowe, stopień zaufania do większości instytucji finansowych, poziom skuteczności społecznych sankcji. Badani najbardziej krytycznie podeszli do trzech pierwszych zagadnień.

Chcę, ale nie wiem jak

Pierwsze pytanie zadane ankietowanym badało poczucie rzetelności oferty przedstawianej przez instytucje finansowe. Respondenci oceniali, czy udzielane im informacje są pełne, zrozumiałe i przejrzyste. Jedynie niewiele ponad 16% ankietowanych stwierdziło, że tak – z czego niespełna 3% było pewnych swojej odpowiedzi. Prawie 84% ankietowanych wyraziło wątpliwości wobec przejrzystości i jasności informacji płynących z banków, firm ubezpieczeniowych i leasingowych, a wśród nich 37% było całkowicie pewnych swojego zdania.

Najsłabszym punktem instytucjonalnej regulacji rynku finansowego jest poczucie braku rzetelności oferty przedstawianej przez instytucje finansowe, przejawiające się w przekonaniu respondentów, że informacje przez nie przedstawiane nie są pełne, zrozumiałe i przejrzyste – komentuje prof. Anna Lewicka-Strzałecka z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, autorka badania „Moralność finansowa Polaków”. – Na przekonanie to składają się zarówno osobiste doświadczenia klientów w postaci ulegania namowom do zakupu nieodpowiednich lub wręcz niebezpiecznych dla nich produktów finansowych, ukrywania w umowach niekorzystnych warunków, bagatelizowania ryzyka, posługiwania się oszukańczą lub zwodniczą reklamą, jak i masowo powielane, może nie zawsze rzetelnie, informacje o takich praktykach. Zaledwie co szósta osoba uważa, że oferty produktów finansowych są rzetelne, czyli nie zawierają „haczyków” i niedomówień, a ponad 83% jest przeciwnego zdania. Ten pierwszy pogląd najczęściej wyrażają osoby w wieku 18-29 lat – dodaje.

Te wnioski ciekawie uzupełnia statystyka przedstawiająca produkty oferowane przez instytucje finansowe, które ankietowani uważają za najbardziej ryzykowne w kontekście możliwości popadnięcia w długi. Można wnioskować, iż jednym z powodów dostrzegania zagrożenia jest wysokość kwoty kredytu. W badaniu „Sytuacja materialna Polaków”[1], zrealizowanym na zlecenie Lindorff SA, trzech na pięciu ankietowanych za najbardziej niebezpieczny uznało kredyt hipoteczny. Na taką percepcję tej – zabezpieczonej przecież hipotecznie – usługi finansowej może mieć wpływ także waluta udzielanego zobowiązania i powszechna społeczna wiedza o problemach osób, które korzystają z kredytów denominowanych we franku szwajcarskim. Niespełna połowa respondentów wskazała na ryzyko problemów ze spłatą przy korzystaniu z pożyczki gotówkowej, a ex aequo na trzecim miejscu z 28% odpowiedzi znalazły się– niezapłacony rachunek (np. za telefon) oraz skorzystanie z karty kredytowej.

Uczciwa prowizja

Drugie pytanie, przed którym postawiono ankietowanych, brzmiało: „czy instytucje finansowe zwykle uczciwie zarabiają na prowizjach?”. Dozą zaufania w tej kwestii wykazało się niecałe 22%, przy czym z całą pewnością opowiedziało się za tym stwierdzeniem tyle samo ankietowanych ile w przypadku poprzedniego pytania (niecałe 3%). Ponad 78% badanych stwierdziło jednak, że nie zgadza się z tezą postawioną w pytaniu. 27% badanych kategorycznie zaprzeczyło zaproponowanemu stwierdzeniu, nie znajdując argumentów za uczciwymi prowizjami od udzielnych usług.

Pozytywną opinię na temat sprawiedliwej wymiany rynkowej mają najczęściej osoby w wieku 18-29, z wyższym wykształceniem, mieszkający na wsi lub w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców – dodaje prof. Anna Lewicka-Strzałecka. – […] Niższe poczucie sprawiedliwej wymiany na rynku wyrazili respondenci badani przez CBOS[2], spośród których 12% wyraziło pogląd, że banki zwykle uczciwie zarabiają na prowizjach, a trzy czwarte uznało, że banki stosują za wysokie marże i lichwiarskie procenty. Można przypuszczać, że poczucie sprawiedliwej wymiany rynkowej zostało na poziomie ogólnym osłabione przez wybuch kryzysu na rynkach finansowych, któremu towarzyszyły doniesienia medialne o niebotycznych dochodach członków finansjery, nieponoszących żadnych konsekwencji swoich nieodpowiedzialnych decyzji. Z drugiej strony, poczucie to stanowi pochodną świadomości nadmiernie wysokich prowizji i opłat na co dzień ponoszonych przez klientów instytucji finansowych – dodaje.

Ile mi się należy?

Czy Polacy uważają, że należne im odszkodowania są wypłacane uczciwie? Jedynie niespełna 24% respondentów odpowiada twierdząco. W kontekście tego pytania całkowicie pewnych swojej aprobaty było nieznacznie więcej ankietowanych, gdyż przekroczyli próg 3%. Niecałe 77% stwierdziło, że proces ten nie jest realizowany uczciwie. Ponad 30% jest tego zdecydowanie pewna.Polacy ufają instytucjom finansowym

Zbliżonym do poprzedniego wynikiem poziomu instytucjonalnej anomii okazała się percepcja niewysokiego poziomu uczciwości transakcji ubezpieczeniowych, mogąca skutkować obawą przed byciem oszukanym przez stronę wykorzystującą przewagę biznesową, przejawiająca się w niskiej ocenie poziomu uczciwości transakcji ubezpieczeniowych – uzupełnia prof. Anna Lewicka-Strzałecka. – Ponad 23% badanych osób zgodziło się z opinią, że ubezpieczyciele uczciwie wypłacają należne odszkodowania, natomiast ponad trzy czwarte było przeciwnego zdania. Częściej pozytywny pogląd o uczciwości ubezpieczycieli wypowiadają rolnicy, osoby, których dochód w rodzinie przekracza 2000 zł oraz osoby mieszkające w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców. Na niską ocenę poziomu uczciwości transakcji ubezpieczeniowych składają się zapewne szeroko nagłaśniane historie osób, którym firmy ubezpieczeniowe nie chciały zrekompensować poniesionych strat, pomimo prawidłowo opłacanych składek. W wielu spośród tych historii problem polegał na niejednoznacznej interpretacji odpowiednich zapisów umowy – dodaje prof. Anna Lewicka-Strzałecka.

W kontekście informacji, że więcej niż 3 na 4 ankietowanych jest przekonanych o zaniżaniu kwot wypłat przez ubezpieczycieli, nie dziwi fakt, że 18% Polaków nie widzi niczego złego w świadomym zawyżaniu strat objętych ubezpieczeniem i nie ma problemu z zadeklarowaniem tego otwarcie w badaniu. Ankietowani wychodzą z niebezpiecznego założenia, że są zwolnieni z uczciwości, skoro ubezpieczyciel i tak podwyższył im kwotę składki.

Mechanizm rynkowy

W każdym z trzech badanych obszarów, jakimi są poziom zrozumienia oferty finansowej, uczciwa wysokość prowizji i należnych wypłat z ubezpieczeń, uwagę zwraca wyjątkowo wysoki odsetek osób, które bardzo negatywnie oceniają działania instytucji finansowych w Polsce. Zdaniem blisko 4 na 5 Polaków rynek finansowy mówi niezrozumiałym językiem, zaniża należne świadczenia w wypłatach ubezpieczeniowych, za to niebezpiecznie zawyża prowizje od swojej oferty. To niepokojąco wysoki procent próby, która odbiera działania branży finansowej jako niezrozumiałe i nieprzejrzyste lub narażające konsumentów na wysokie, a niczym nieuzasadnione koszty. Czy tak jest w rzeczywistości? Niezależnie od możliwych interpretacji, jeden kierunek zmian jest na pewno możliwy: edukacyjne działania firm finansowych odnośnie do oferty rynkowej z pewnością przyczynią się do bardziej świadomego korzystania z niej przez potencjalnych konsumentów. Analiza ryzyka kredytowego wskazywanego przez banki, uważne czytanie umów, dopytywanie doradcy o szczegóły umowy, wreszcie realistyczna ocena własnej zdolności kredytowej – są na pewno drogami do minimalizowania przez konsumentów problemów związanych z późniejszą spłatą zobowiązań.

Niezależnie jednak od działań edukacyjnych prowadzonych przez firmy, świadoma konsumpcja wymaga podstawowej etyki także od klientów: chęci do spłaty, rozmów o ugodzie w szczególnie trudnych sytuacjach, wreszcie uczciwości w rzetelnej ocenie szkody w ubezpieczonych dobrach. Tylko taka postawa społeczeństwa spowoduje obniżenie kwot ubezpieczenia lub prowizji w produktach kredytowych. W końcu te opłaty nie są niczym innym niż zabezpieczeniem, które stosuje instytucja finansowa wobec rosnącego odsetka niesolidnych klientów. Koszt tego zabezpieczenia ponoszą niestety klienci spłacający zobowiązania w terminie. Minimalizacja odsetka kredytów zadłużonych lub zawyżonych wypłat z ubezpieczeń w bezpośredni sposób przełoży się na obniżenie kosztów instytucji, a co za tym idzie – na koszty ponoszone przez wszystkich klientów.

[1] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

[2] CBOS 2012. Zaufanie do banków. Komunikat z badań. BS/145/2012.

Dariusz Piotrowski nowym dyrektorem generalnym Dell EMC w Polsce

Stanowisko dyrektora generalnego Dell EMC w Polsce od 1 września 2017 objął Dariusz Piotrowski. Będzie odpowiedzialny za rozwój działalności firmy na polskim rynku, nadzór nad sprzedażą całego portfolio produktów i rozwiązań Dell oraz Dell EMC, przeznaczonych dla użytkowników indywidualnych oraz biznesowych, oraz za umacnianie pozycji we wszelkich segmentach rynkowych. Obowiązki dyrektora generalnego od kwietnia 2017 roku pełnił Radomir Bordon, dyrektor technicznego wsparcia sprzedaży w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Dariusz Piotrowski, dyrektor generalny Dell EMC w Polsce
Dariusz Piotrowski, dyrektor generalny Dell EMC w Polsce

„Pozycja Dell EMC w świecie nowych technologii jest unikalna – w skali globalnej oraz lokalnej. Dołączenie do zespołu Dell EMC traktuję jako bardzo ważne wyzwanie, szczególnie w dobie szybko zmieniających się oczekiwań klientów.  Będę starał się kierować firmą tak, by jej produkty i rozwiązania zdobywały zaufanie coraz większej liczby klientów w Polsce. Z naszymi technologiami proces cyfrowej transformacji przebiega bezproblemowo, a jej efekty odczuwalne są w całej organizacji – zarówno przez jej pracowników, jak i klientów” – mówi Dariusz Piotrowski, dyrektor generalny Dell EMC w Polsce.

Przez ostatnie lata Dariusz Piotrowski sprawował kierownicze funkcje w firmie Microsoft –  gdzie z sukcesem kierował zespołami realizującymi bardzo zróżnicowane projekty informatyczne. Pełnił funkcje dyrektora sprzedaży do klientów enterprise, p.o. dyrektora generalnego, a także dyrektora działu nowych technologii. Wcześniej, przez 13 lat odpowiadał za różne działy w Cisco Systems – między innymi za sprzedaż zaawansowanych technologii na rynki Europy Środkowej czy współpracę z partnerami w Polsce. Ścieżkę zawodową rozpoczął w Naukowo-Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK), gdzie do jego zadań należało projektowanie i wdrażanie ogólnokrajowych sieci teleinformatycznych.

Dariusz Piotrowski jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej. Ukończył również studia MBA na Uniwersytecie Warszawskim oraz Uniwersytecie Illinois.

Najbardziej poszukiwani pracownicy fizyczni z Ukrainy

Pracownik produkcji, magazynu, operator maszyn, spawacz oraz monter – to właśnie takich pracowników wśród Ukraińców najczęściej poszukują przedsiębiorstwa w Polsce. Tak wynika z listy TOP5 przygotowanej przez Personnel Service, który zajmuje się rekrutacją obywateli Ukrainy na potrzeby pracodawców w Polsce. Spawacz może liczyć już na 21 zł netto na godzinę, podczas gdy pracownik magazynu zarobi średnio od 10,5 zł do 12,25 zł netto na godzinę.

wynagrodzeniaPracodawcy mają problem z rekrutacją na stanowiska niższego szczebla, zwłaszcza, gdy poszukiwane są osoby o wykształceniu zawodowym, których po prostu brakuje. W takiej sytuacji, zatrudnienie obywateli z krajów sąsiadujących jest najlepszą alternatywą, zwłaszcza gdy są to osoby o odpowiednich kwalifikacjach. Co więcej, pracodawcy nie tylko coraz częściej korzystają z tego rozwiązania, ale są też skłonni płacić pracownikom z Ukrainy podobne stawki co rodakom. Monter w przemyśle ciężkim zarobi nawet 18 zł netto na godzinę, a spawacz nawet 21 zł – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Pracownik produkcji

Aż 44% pracodawców współpracujących z Personnel Service poszukuje osób do pracy na produkcji. Zazwyczaj oferowane stawki wahają się od 9,7 zł do 11 zł netto na godzinę. Duże zapotrzebowanie na kadrę to efekt rozpędu, jaki nabrała produkcja w Polsce. Nie ma miesiąca, w którym nie pojawia się informacja o kolejnej inwestycji, najczęściej zagranicznej, realizowanej w naszym kraju. Między innymi w sierpniu niemiecka firma Borgers, zajmująca się produkcją tekstyliów dla branży motoryzacyjnej, otworzyła nową fabrykę, w której pracę znajdzie co najmniej 100 osób. Na boom inwestycyjny wskazują też dane Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, która w pierwszej połowie 2017 roku pracowała nad realizacją aż 181 projektów inwestycyjnych wartych łącznie ponad 6 mld euro. To o 2 mld więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Efektem tego jest wzmożony popyt na pracowników, wśród których coraz częściej znajdują się Ukraińcy.

Magazynier

Oferty pracy dla pracowników magazynu stanowią 14% wszystkich ogłoszeń Personnel Service. Zazwyczaj na tego typu stanowiskach płaci się od 10,5 do 12,25 zł netto na godzinę. Podobnie jak w przypadku produkcji, rynek nieruchomości magazynowo–przemysłowych w Polsce prężnie się rozwija. Z raportu firmy Savills wynika, że tylko w pierwszej połowie 2017 roku do użytkowania oddano blisko 800 tys. m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej i przemysłowej. Oznacza to wzrost o 17 pp. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Rynek napędza też dynamiczny rozwój sektora e-commerce, który potrzebuje zaplecza magazynowego i logistycznego. W związku z tym nie tylko rośnie zapotrzebowanie na pracowników, ale można wręcz mówić o deficycie kadr.

Operator maszyn, spawacz i monter

Już co piąty pracodawca współpracujący z Personnel Service chce zatrudnić osoby z Ukrainy o kierunkowym wykształceniu zawodowym. Chodzi głównie o operatorów maszyn, których poszukuje 12% pracodawców, spawaczy (5%) oraz monterów (3%). To właśnie w tych zawodach oferuje się też najwyższe stawki – operator maszyn może zarobić od 10 do 13 zł netto na godzinę, spawacz od 18,5 do 21 zł netto na godzinę a monter w przemyśle ciężkim od 13,5 do 18 zł netto na godzinę. Tak duże zapotrzebowanie w tej kategorii zawodów to efekt luki, która pojawiła się na polskim rynku pracy. Osób posiadających odpowiednie uprawnienia jest za mało, dlatego sięga się po pracowników z Ukrainy.

Obecne rozwiązanie prawne, czyli uproszczona procedura zatrudniania pracowników z Ukrainy pozwala im pracować przez pół roku w ciągu 12 miesięcy. To sprzyja oferowaniu im pracy na stanowiskach niższego szczebla. Głównie ze względu na to, że czas wdrożenia pracownika fizycznego, który posiada odpowiednie umiejętności jest krótszy, niż w przypadku pracowników umysłowych. Stąd na razie można się spodziewać, że przeważająca większość ofert pracy dla osób z Ukrainy będzie dotyczyła właśnie stanowisk niższego szczebla – podsumowuje Krzysztof Inglot z Personnel Service.

Polskie startupy mają coraz lepsze warunki rozwoju, ale to wciąż za mało, by dogonić liderów innowacyjności

Gospodarka oparta na wiedzy nie istnieje bez nowatorskich przedsięwzięć, czyli startupów. W ostatnich latach Polska zrobiła ogromny postęp w rozwoju innowacyjności, ale wciąż dzieli ją ogromny dystans do liderów w tej dziedzinie. Na tle czterdziestu najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajów świata dojrzałość polskiego ekosystemu startupów znajduje się poniżej średniego poziomu. Spośród pięciu badanych filarów najlepiej wypadają: regulacje prawne, otoczenie instytucjonalne oraz kapitał ludzki. Jak wynika z drugiej edycji badania „Diagnoza ekosystemu startupów w Polsce” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, w ostatnich kilkunastu miesiącach nastąpiło niepokojące obniżenie poziomu kapitału społecznego.

Półtora roku temu Deloitte stworzył model dojrzałości ekosystemu startupów, obejmujący pięć kluczowych obszarów: finansowanie, regulacje prawne, kapitał ludzki, kapitał społeczny oraz otoczenie instytucjonalne. Wiosną 2016 roku w skali od jednego do czterech Polska uzyskała stopień dojrzałości wynoszący 1,93. Teraz jest to 2,1. – A to oznacza, że mimo tej poprawy Polska nadal plasuje się poniżej umiarkowanego poziomu dojrzałości ekosystemu. Co ważne poszczególne obszary wykazują zróżnicowanie – mówi Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte – Podobnie jak w poprzedniej edycji, Polska najlepiej radzi sobie w obszarze otoczenia instytucjonalnego oraz regulacji prawnych, które uzyskały odpowiednio 2,5 i 2,55 punktów, a najgorzej w obszarze finansowania i kapitału społecznego z ocenami na poziomie 1,73 i 1,35. Kapitał ludzki w tej edycji badania został oceniony na poziomie umiarkowanego rozwoju i osiągnął 2,36 punktów – dodaje.

Finansowanie

Czynnik ten jest niezwykle istotny na każdym etapie rozwoju firmy, choć zapotrzebowanie na wielkość kapitału zmienia się w trakcie jej rozwoju. W porównaniu do poprzedniej edycji badania finansowanie poprawiło swoją pozycję, notując wzrost z 1,68 do 1,73 punktów. – Na poprawę pozycji Polski w tym obszarze wpływ miała zmiana warunków na rynku venture capital. Średnia wartość inwestycji w fazie later-stage wzrosła z 900 tys. euro do 1 833 tys. euro. Ponadto zwiększyła się wartość przyrostu średniej inwestycji w fazie seed do fazy startup, choć zainwestowano w mniej przedsięwzięć na etapie fazy seed. Można po tych zmianach wnioskować, że inwestuje się większe kwoty i to w bardziej dojrzałe przedsięwzięcia, choć sama liczba inwestycji jest mniejsza – tłumaczy Julia Patorska,  Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

Pozytywnie należy ocenić fakt, że wartości niektórych wskaźników poprawiły się – np. całkowite wydatki na badania i rozwój w odniesieniu do PKB w Polsce w ostatnich latach sukcesywnie rosną, podobnie wydatki sektora edukacji wyższej. Jednak zmiana ta nie jest na tyle duża, aby wpłynąć na pozycję Polski w tej kategorii.

Regulacje prawne

Przepisy prawa stanowią podstawę formalną funkcjonowania każdego biznesu. Łatwość ich zrozumienia i przyjazność procedur są bardzo istotne na początkowych etapach rozwoju przedsiębiorstwa, kiedy ograniczona jest możliwość użycia fachowej pomocy specjalistów. Niesprzyjające regulacje mogą nie tylko utrudniać prowadzenie firmy, ale także skutecznie zniechęcić do podejmowania jakiejkolwiek aktywności. W obszarze regulacji prawnych sytuacja Polski w modelu dojrzałości nie zmieniła się. Najlepsze oceny w tym zakresie Polska osiągnęła w kategorii łatwości wymiany międzynarodowej (najwyższa nota wspólnie z innymi 15 krajami) oraz w kategorii dostępności wsparcia prac B+R. Ze względu na szerokie spektrum zachęt, dostępnych grantów i ulg Polska jest także w czołówce. Realne pogorszenie warunków nastąpiło w kategorii łatwość zakładania firmy. Zgodnie z danymi World Bank Doing Business czas potrzebny na założenie firmy w Polsce wzrósł w ostatnim czasie z 30 do 37 dni. Wśród analizowanych 40 krajów jest to najgorszy wynik. Dla porównania w takich krajach jak Nowa Zelandia, Kanada, Hong Kong, Australia, Singapur czy Dania czas ten to najwyżej trzy dni. Poprawy nie widać także w aspektach związanych z przejrzystością systemu podatkowego. Czas konieczny do przygotowania, wypełnienia wszystkich formularzy związanych z podatkami, a także ich opłacenie, wynosi w Polsce 271 godzin rocznie, co jest o ponad 100 godzin gorszym wynikiem niż średnia w analizowanych krajach.

Kapitał ludzki

Stanowi on niezbędną podstawę budowania dojrzałego ekosystemu startupów. Kapitał ludzki decyduje o częstotliwości pojawiania się innowacyjnych idei, ich jakości i możliwości rozwoju aż do stworzenia innowacyjnego produktu bądź usługi. Obszar ten w poprzednim badaniu został oceniony na poziomie 2,27, co wskazywało na jego umiarkowany rozwój. Obecnie jest to 2,36. Poprawie uległ wskaźnik odnoszący się do liczby wniosków patentowych składanych w Polsce w odniesieniu do PKB. W poprzednim modelu wynosił on 4,65, w najnowszych danych odnotowano wartość 5,21 na 1 mld dolarów PKB według parytetu siły nabywczej. Zmiana tego wskaźnika, przy stale rosnącym PKB w Polsce w ostatnich latach oznacza, że w Polsce powstaje więcej cennych pomysłów i coraz częściej chroni się własność intelektualną.

Kapitał społeczny

Wysoki poziom kapitału społecznego tworzy niezbędne dla dojrzałego ekosystemu startupów „spoiwo” w relacjach międzyludzkich. Składa się na nie zaufanie, respektowanie wzajemnych zobowiązań, przestrzeganie wspólnych norm i zaangażowanie w życie wspólnotowe. Obszar kapitału społecznego był najniżej ocenionym obszarem w Polsce w poprzednim badaniu, osiągając wynik 1,5. Obecnie wynik ten jest jeszcze niższy i wynosi 1,35. Rankingi takie jak Prosperity Index Social Capital czy Social Progress Index wskazują na obniżenie poziomu kapitału społecznego w Polsce. – Jest to problem całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W odniesieniu do startupów sytuacja ta powoduje, że ogranicza się dostęp do talentów spoza ekosystemu. Przy niekorzystnych warunkach demograficznych i starzejącym się społeczeństwie może to oznaczać brak zasobów ludzkich do osiągania zakładanego rozwoju przedsiębiorstwa – ocenia Julia Patorska.

Otoczenie instytucjonalne

Obejmuje ono organizacje i instytucje prowadzące działania na rzecz rozwoju ekosystemu startupowego. Obok ośrodków przedsiębiorczości, innowacji czy pozabankowych instytucji finansowych dotyczy ono również podmiotów administracji publicznej na poziomie centralnym i samorządowym, które mają bardzo duże znaczenie dla rozwoju krajowego systemu innowacji. Otoczenie instytucjonalne w poprzednim badaniu z wynikiem 2,5 było jednym z lepiej ocenianych obszarów. Aktualizacja modelu nie wskazała zmian w tym obszarze. Na uwagę zasługuje wzrost we wskaźniku jakości usług rządowych World Bank – World Governance Indicators – od poprzedniego notowania wskaźnik ten wzrósł z poziomu 71,56 do poziomu 74,52.  Zmiana ta jednak nie determinuje przesunięcia Polski w modelu, choć zauważany jest trend w dobrym kierunku. Co ważne, nie zmieniła się liczba uniwersytetów w TOP 500. Wciąż tylko cztery polskie wyższe uczelnie są wśród najlepszych pięciuset uczelni globalnych.

Śladem Izraela

Działalność startupów wywiera złożony wpływ na życie gospodarcze i społeczne. Unikalny charakter tego rodzaju przedsięwzięć powoduje, że niewielka część z nich staje się dojrzałymi przedsiębiorstwami, które znacząco oddziałują na gospodarkę. Jednak te, którym się uda osiągnąć dojrzałość, stają się bardzo ważnymi podmiotami gospodarki. Według szacunków Deloitte startupy mają szansę wygenerować w 2023 roku łącznie, czyli w sposób bezpośredni, pośredni i indukowany, ponad 2,2 mld złotych wartości dodanej. W tym samym roku startupy stworzą w Polsce łącznie ponad 50,3 tysiąca miejsc pracy. – Choć warunki dla innowacyjnych przedsiębiorców w Polsce poprawiają się, to jednak na tle krajów, równie dynamicznie rozwijających się, relatywna zmiana nie jest widoczna – mówi Julia Patorska.

 

 

Zamiłowanie Izraelczyków do technologicznych mashupów to coś więcej niż ciekawość, to kluczowa cecha kulturowa, dzięki której Izraelczycy są tak innowacyjni. Jest ona produktem multidyscyplinarnego przygotowania, które staje się często udziałem Izraelczyków, kiedy połączą swoje doświadczenie wojskowe i cywilne. Ale jest to też sposób myślenia, który owocuje szczególnie kreatywnymi rozwiązaniami i może otwierać drogę nowym gałęziom przemysłu „ zakłócającym porządek” postępowi w technologii. To forma wolności myśli, którą trudno sobie wyobrazić w mniej wolnych czy bardziej kulturowo usztywnionych społeczeństwach, nie wyłączając tych, które na pierwszy rzut oka wydają się wyznaczać kierunki komercyjnego rozwoju – tak pisze o cechach Izraelczyków Saul Singer, autor bestsellera „Naród start-upów. Historia cudu gospodarczego Izraela”, która znalazła się na piątym miejscu bestsellerów „New York Times” i który gości na Forum Ekonomicznym w Krynicy i będzie rozmawiał ze start-upami 6 września 2017 r. o godz. 13:15 w Salonie Rzeczpospolitej. W panelu weźmie udział również Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

Zły stan techniczny najczęstszą przyczyną wymiany samochodów firmowych w sektorze MŚP

W ponad połowie z niemal 2 milionów polskich przedsiębiorstw z sektora MŚP samochody służbowe są użytkowane od 5 do 10 lat – wynika z najnowszego badania zrealizowanego na zlecenie Carefleet S.A.  Niemal 40 proc. mikro, małych i średnich firm wymienia auta, kiedy nie nadają się już do użytku.

Jak wynika z badania, 36,5 proc. przedsiębiorców wymienia samochody służbowe z powodu złego stanu technicznego, który uniemożliwia ich dalsze użytkowanie. Nieco ponad 20 proc. ankietowanych przedstawicieli sektora MŚP deklaruje natomiast, że przyczyną wymiany firmowych pojazdów są coraz wyższe nakłady ponoszone na ich eksploatację i naprawy. W prawie 13 proc. firm samochody wymieniane są z powodu  zakończenia umów leasingu lub wynajmu długoterminowego.

– Polski sektor MŚP coraz częściej idzie w ślady korporacji i dużych przedsiębiorstw, czerpiąc dobre wzorce w odniesieniu do sposobów zarządzania samochodami służbowymi. Obecnie właściciele mikro, małych i średnich firm bardziej niż  kilka lat temu cenią sobie możliwość użytkowania pojazdów nowych i ich częstszej wymiany – twierdzi Ilona Ochęduszko, dyrektor account management w Carefleet S.A. – Jednocześnie nadal wielu przedsiębiorców użytkuje samochody służbowe do ich śmierci technicznej lub wymienia je dopiero wtedy, kiedy koszty eksploatacyjne i napraw mechanicznych stają się zbyt wysokie. Jak wynika z naszych badań, ponad 10 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP korzysta z samochodów powyżej 11 lat. Co istotne, pojazdy nabywane przez małe i średnie  firmy pochodzą często z rynku wtórnego, stąd w ich flotach spotyka się auta nawet 15 letnie i starsze – dodaje Ilona Ochęduszko.

Według danych zebranych na zlecenie Carefleet S.A. w niemal 6 proc. badanych podmiotów samochody służbowe wymieniane są w związku z wewnętrznych zmianami w firmie, takimi jak nowe zlecenia czy nowi pracownicy w przedsiębiorstwie. Jedynie 0,6 proc. ankietowanych wskazało względy bezpieczeństwa jako powód wymiany auta na nowe.

Koszty najbardziej istotne dla branży transportowej

Analiza wyników badania uwzględniająca podział firm na branże nie uwidacznia znacznego zróżnicowania w argumentacji przyczyn wymiany samochodów służbowych. Jako główny powód zmiany samochodów na nowe na pierwszym miejscu wymieniany jest ich zły stan techniczny. Odstępstwo od tej reguły można zauważyć w przypadku firm transportowych. Ponad 40 proc. ankietowanych przedstawicieli tego typu podmiotów deklaruje, że powodem do wymiany służbowych samochodów są coraz wyższe koszty związane z ich utrzymaniem. Zły stan techniczny został wymieniony na 2. miejscu (23,9 proc. wskazań).

– Dla przedsiębiorców z sektora MŚP samochód służbowy to przede wszystkim narzędzie pracy. Widać to szczególnie w przypadku firm transportowych, które nie mogą sobie pozwolić na przestoje wynikające ze złego stanu technicznego pojazdów. Jednocześnie koszty eksploatacyjne floty stanowią jedną z najważniejszych pozycji w bilansie tego typu przedsiębiorstw. Kiedy koszt utrzymania służbowych pojazdów zaczyna przekraczać akceptowalny poziom, wymieniają je zazwyczaj na nowe – dodaje Ilona Ochęduszko.

Kontynuacja wzrostu w polskim przemyśle

W sierpniu indeks PMI® polskiego sektora przemysłowego (Wskaźnik Managerów Logistyki) zarejestrował 52,5 punktu, co wskazuje na kontynuację wzrostu gospodarczego w polskim sektorze przemysłowym.

Jak podała firma badawcza IHS Markit, wskaźnik PMI dla Polski jest nieznacznie wyższy niż w lipcu br. (52,3 pkt.). Odczyt wciąż jest powyżej średniej z badań historycznych i wydłuża tempo nieprzerwanej ekspansji do ponad dwóch lat.

W minionym miesiącu wielkość produkcji ponownie zwiększyła się, ale tempo wzrostu wciąż było niewielkie i poniżej średniej z 2017 roku.

Na poprawę warunków gospodarczych w polskim sektorze przemysłowym miał wpływ wzrost liczby nowych zamówień zarówno na rynku krajowym, jak i na rynkach zagranicznych. Mimo to, że popyt na rynku krajowym rósł szybciej niż zamówienie z zagranicy.

W sierpniu ponownie odnotowano wzrost kosztów produkcji, na które największy wpływ miały rosnące ceny surowców. Producenci przerzucili część obciążeń na klientów, co przełożyło się na wzrost cen wyrobów gotowych.

Sierpniowy poziom indeksu PMI sygnalizuje kontynuację tempa wzrostu w polskim przemyśle. Wskaźnik jest wyższy od najniższego w tym roku odczytu z lipca, ale wciąż jest poniżej średniej w 2017. Optymizm polskich przedsiębiorców jest duży i wynika głównie ze wzrostu liczby zamówień oraz wielkości produkcji na rodzimym rynku.

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael Ström

Arcona Property Fund N.V. ze znacznym wzrostem przychodów czynszowych

Arcona Property Fund N.V. odnotował 47-procentowy wzrost przychodów czynszowych netto w I półroczu 2017 roku. Czynsze netto z kwoty 1,55 mln euro, jaką osiągnęły w analogicznym okresie roku ubiegłego, wzrosły do 2,29 mln euro. Wynik finansowy po opodatkowaniu zwiększył się z 119 tys. euro do 2,2 mln euro, a wynik z działalności operacyjnej – z 230 tys. euro do 852 tys. euro.

Arcona Property Fund w II kwartale 2017 osiągnął wynik operacyjny na poziomie 630 tys. euro, co stanowi – wobec 222 tys. euro z I kwartału 2017 – wzrost o 184%. Czynsze netto wzrosły o 21% – z 1,034 mln euro w I kwartale 2017 do 1,251 mln euro w II kwartale 2017.

Postępująca poprawa wyników finansowych Funduszu spowodowana jest nabyciem i absorpcją na przełomie 2016/2017 roku portfela nieruchomości handlowych w Polsce oraz aktywnym zarządzaniem portfelem skutkującym zmniejszeniem poziomu wakatów i przyciągnięciem nowych najemców.

Warte zauważenia w I połowie 2017 roku są również:

  • wzrost poziomu wynajęcia portfela do 83% (80,7% na koniec 2016 roku);
  • wzrost wskaźnika LTV do poziomu 52,4% (49,3% na koniec 2016 roku);
  • wzrost wartości rzeczywistej udziałów o 7,1%, do 12,52 euro/udział (11,69 euro na koniec 2016 roku);
  • wzrost ceny udziałów o 22,2%, do kwoty 6,60 euro/udział (5,40 euro na koniec 2016 roku);
  • redukcja stopy dyskonta do wartości rzeczywistej do poziomu 47,3% (55,5% na koniec 2016 roku).

Prognozowany wynik finansowy Arcona Property Fund za cały 2017 rok nie ulega zmianie i zakłada wynik operacyjny na poziomie 2,08 mln euro.

Polskie galerie handlowe dziś i jutro

Już w połowie września otwiera się w Warszawie kolejne nowoczesne centrum handlowe czwartej generacji – Galeria Północna. W budowie wciąż znajdują się między innymi warszawska Galeria Młociny, wrocławska Wroclavia czy krakowska Serenada. Są to obiekty znacznie różniące się od pierwszych galerii, które zaczęły powstawać w Polsce blisko 30 lat temu. Eksperci Forbis Group opowiadają, czym charakteryzują się najnowsze inwestycje.

To, co zauważyć można dziś w każdej nowej galerii handlowej to przede wszystkim paradoksalnie stopniowe zmniejszenie ich roli zakupowej, a powiększenie znaczenia strefy leisure. Galerie nowej generacji to miejsca spędzenia wolnego czasu, spotkań ze znajomymi. W galerii Posnania, która jest obecnie jednym z najnowocześniejszych obiektów na rynku, strefa rozrywkowo – wypoczynkowa zajmuje już ponad 25 procent całkowitej powierzchni – mówi Marcin Powierza, członek zarządu Forbis Group – Aby się wyróżnić deweloperzy ściągają do swoich galerii najemców spoza standardowej oferty foodcourtowej. Bardziej niż na fast foody stawia się na casual diningową ofertę, a nawet restauracje z nieco wyższej półki. Są to lokale z osobnym wejściem, ogródkami letnimi, przyjaznym klimatem, sprzyjającym spędzaniu tam większej ilości czasu niż tyle ile zajmuje nam zjedzenie hamburgera wyczekanego w długiej kolejce.

Według eksperta dobrym przykładem jest tu także właśnie Galeria Północna. Do tej pory Białołęka nie oferowała swoim mieszkańcom szerokiej oferty rozrywkowo – gastronomicznej, co zachęciło między innymi restaurację Bierhalle do otwarcia tu swojego lokalu, według odświeżonego przez Forbis Group konceptu, który nastawiony jest bardziej na rodzinne obiady i spotkania w gronie znajomych. Specjalnie dla Białołęczan stworzono także nowy gatunek piwa Północnego.

Najsilniejszym trendem, wyznaczającym kierunek rozwoju nie tylko sieci, ale całych centrów handlowych jest oczywiście omnichannel. Galerie mają swoje działy IT, które tworzą dla nich dedykowane aplikacje, ułatwiające między innymi  poruszanie się po centrum, wyszukiwanie aktualnych promocji czy zapisywanie ulubionych produktów. Aplikacje gromadzą dane o klientach, dostarczając im później oferty indywidualne. Sklep stacjonarny nadal pełni najważniejszą rolę w procesie zakupowym. Jednak ewoluują one bardziej w stronę showroomów. Coraz bardziej popularne są również  pop-up story, czyli mobilne sklepy, które działają tylko przez określony czas. Centra handlowe powinny przygotować swoją przestrzeń również dla tego rodzaju najemców – mówi Mateusz Laskowski, członek zarządu Forbis Group.

Potencjał inwestycyjny na rynku nieruchomości

Rynek nieruchomości w Polsce nie lubi próżni, a jego potencjał wydaje się niemal nieograniczony. Wystarczy przypomnieć, że od dwóch lat nie tylko w naszym kraju, ale również z perspektywy globalnej, jest odczuwalna poprawa zaufania w całym sektorze nieruchomości komercyjnych lub powołać się na raporty Colliers International i firmy doradczej Savills. Wynika z nich jednoznacznie, że 2017 r. przyniesie rekord w zakresie popytu i podaży na powierzchnię magazynowo-przemysłową. Kondycja całego rynku jest bardzo dobra, co stwarza nowe możliwości dla inwestorów. Zarządzanie portfelem inwestycyjnym stanowi nie lada wyzwanie, tym bardziej że w dobie niskich stóp procentowych oszczędności lub środki umieszczone na lokatach tracą na wartości zamiast zarabiać. Niepewna sytuacja ekonomiczna wymusza poszukiwanie nowych rozwiązań, które pozwolą optymalizować zyski. Nie dziwi zatem rosnąca popularność apartamentów do wynajęcia, będących swoistą alternatywą inwestycyjną.

Oszczędność czasu oraz zyski

Gwarantowane zyski, własność nieruchomości, oszczędność czasu i środków na przygotowanie lokalu do wynajmu oraz jego bieżącą obsługę czy reklamę. Nie brakuje argumentów za tym, że inwestycja w apartamenty do wynajęcia jest atrakcyjną i bezpieczną formą inwestowania kapitału. W pełni umeblowane oraz wyposażone lokale, które są przeznaczone na wynajem zarówno krótko, jak i długoterminowy, w ostatecznym rozrachunku zapewniają nabywcy wyższy zysk niż wynajem lokali mieszkalnych. Ryzyko inwestycyjne jest zminimalizowane, jeśli nieruchomością zarządza wiarygodny oraz transparentny operator, umowa jest zabezpieczona gwarancją bankową, a za deweloperem stoją wieloletnie doświadczenie, solidność i  odpowiednia jakość. Zwrot z inwestycji w formie wypłaty czynszu na stałym poziomie w skali roku może być zatem kuszącą opcją, tym bardziej że nabywca nie musi martwić się o najemców, ponieważ za ten obszar również jest odpowiedzialny operator. Inwestycja w apartament do wynajęcia stanowi bezpieczną formę inwestowania kapitału zwłaszcza w zestawieniu z tradycyjnym wynajmem mieszkania, w którym stopa zwrotu w skali roku wynosi ok. 4%, a w przypadku rocznej lokaty bankowej czy obligacji skarbowych oprocentowanie waha się w przedziale 2-3%. To kolejny argument za tym, że taki rodzaj inwestycji w nieruchomości jest jedną z najpewniejszych form pomnażania pieniędzy.

Wzrost świadomości najemców

Pod względem prawnym zakup apartamentu nie różni się niczym od zakupu mieszkania. Nabywca może swobodnie dysponować nieruchomością wedle własnego uznania zgodnie z ekonomią współdzielenia, która polega na tym, że użycza ją odpłatnie innym, gdy sam z niej nie korzysta. Budynek jest natomiast odpowiednio zaadaptowany pod wynajem apartamentów. Kompleksowo wyposażone, spójne wizualnie lokale z pełnym zapleczem usług i infrastrukturalnym łączą w sobie funkcje pokoju hotelowego z mieszkaniem do wynajęcia o wysokim standardzie. Analizując trendy panujące na rynku nieruchomości, różnice coraz bardziej zacierają się, a świadomość konsumenta sukcesywnie rośnie. Zwraca on uwagę nie tylko na profesjonalną obsługę, ale również otoczenie, lokalizację czy prywatność. W przypadku apartamentów do wynajęcia, kluczową rolę odgrywa operator. Zarządza on nieruchomością, dba o zachowanie odpowiednich standardów oraz może wziąć na siebie odpowiedzialność w zakresie najmu danego lokalu. Może, ale nie musi.

Bezpieczne ryzyko

Część inwestorów decyduje się na samodzielne znalezienie najemcy, korzysta z apartamentu lub traktuje go jako inwestycję na przyszłość w celu zabezpieczenia własnej emerytury. Umowa z operatorem może jednak uwzględniać kompleksowe zarządzanie lokalem z założeniem, że operator znajdzie potencjalnego najemcę. Takie rozwiązanie jest szczególnie korzystne, jeśli inwestor dysponuje ograniczoną ilością czasu lub po prostu nie orientuje się w realiach panujących na rynku. Bezpieczeństwo w zakresie sukcesywnego pomnażania kapitału, w przeciwieństwie do inwestycji na giełdzie, jest na zdecydowanie wyższym poziomie. Ponadto, umowa na okres na przykład pięciu lat ogranicza ryzyko współpracy, która nie przynosi inwestorowi spodziewanych korzyści materialnych.

Jarosław Piec, Dyrektor finansowy City Service Polska

Nowy dyrektor generalny i strategia Aldi Polska

Od sierpnia osobą odpowiedzialną za rozwój firmy ALDI w Polsce jest nowy dyrektor generalny Oktawian Torchała.

W związku z nową strategią oferujemy naszym klientom jeszcze więcej artykułów w najlepszych cenach – zwiększyliśmy asortyment do 1700 artykułów. To prawie dwukrotnie więcej niż wcześniej. Ofertę uzupełniają również międzynarodowe i krajowe marki, takie jak m.in. Nestlé, Coca Cola, Nivea, Pampers, Krakus, Danone, Żywiec Zdrój czy Hortex. Dodatkowo co tydzień klient może znaleźć w promocji ponad 100 produktów, zarówno spożywczych, jak i z oferty non-food.  Wszystkie te zmiany wprowadzane były w minionych miesiącach przez Oktawiana Torchałę we współpracy ze swoim poprzednikiem na stanowisku dyrektora generalnego, Nicolasem de Lope. Ten urodzony w Niemczech, ale mający polskie korzenie menadżer, cieszy się z wprowadzanych zmian ze względu na klientów, którzy doceniają nową strategię dyskontu.

Oktawian Torchała
Oktawian Torchała

Skupiamy się przede wszystkim na zapewnieniu klientom świeżych produktów: świeżego pieczywa, wypiekanego w naszych sklepach na miejscu kilka razy dziennie, świeżych owoców i warzyw, które podlegają stałej kontroli jakości, a także świeżego mięsa i ryb najwyższej jakości. Podobnie jak we wszystkich naszych działaniach kieruje nami główna zasada ALDI, czyli „wysoka jakość w dobrej cenie” – podkreśla nowy dyrektor.

Nowe doświadczenia zakupowe

ALDI Polska rozpoczął w tym roku modernizację swoich sklepów. Do końca roku ponad 50 z nich będzie mogło pochwalić się nowoczesnym, jasnym i przyjaznym wystrojem wnętrza. Centralnym punktem nowej koncepcji jest klient i jego potrzeby – zarówno pod kątem asortymentu, jak i doświadczenia zakupów. Wszystkie nowo otwierane, jak i przebudowane sklepy, charakteryzuje przejrzysta prezentacja towarów, szersze alejki między regałami, a także optymalne lokalizacje obiektów z dużą ilością darmowych miejsc parkingowych.
„Pomimo dużych zmian, zawsze kierowaliśmy się zasadą: najwyższa jakość
w najniższej cenie“ – podkreśla Oktawian Torchała. Modernizacja oraz proces otwierania nowych sklepów w całej Polsce będą kontynuowane. „Chcemy być po prostu najtańszą i najlepszą alternatywą dla klientów w całej Polsce“ – mówi menadżer.

ALDI blisko ludzi

ALDI Polska chce być nie tylko najlepszym dyskontem w kraju, ale również najlepszym pracodawcą w branży. „Bez udziału naszych pracowników nie bylibyśmy w stanie oferować codziennie świeżych towarów, czy też bezkonkurencyjnych ofert w najniższych cenach”, oświadcza Oktawian Torchała.

Wszystko to nie dzieje się samo z siebie. „Potrzebujemy i doceniamy dobrych pracowników. To właśnie dlatego zaplanowaliśmy i przeprowadziliśmy podwyżki płac dla całego personelu sprzedaży” – zaznacza Torchała.

Koszty Brexitu wg The Times. Próby jądrowe Korei Płn.

W weekend pokazał się w The Times artykuł na temat kosztów Brexitu. Kwoty zostały zanegowane, ale wszyscy wiedzą, że rozwód nie będzie darmowy. Korea Północna przeprowadziła kolejną próbę jądrową.

Koszty Brexitu

W weekend w brytyjskiej prasie pojawił się artykuł prognozujący koszty Brexitu w ramach wpłaty do wspólnej kasy unijnej na poziomie 50 miliardów funtów. Na protest ministra do spraw wyjścia z Unii Europejskiej nie trzeba było długo czekać. Z jednej strony określił informacje nonsensem z drugiej przyznał, że Wielka Brytania otrzymała rachunek za opuszczenie wspólnoty. Ma on być jednak skrupulatnie przejrzany i zredukowany. Każda strona jest zainteresowana trochę czym innym. Wielka Brytania chce mówić o przyszłości, relacjach i wspólnych inicjatywach. Unia Europejska chce zatkać dziurę w finansach spowodowanych odejściem istotnego płatnika. Jak reaguje funt? Po tym jak na początku zeszłego tygodnia osiągnął swoje minima do piątku trwała korekta. Dzisiejszy dzień już połowę tego odbicia zanegował. Jeśli nadejdą kolejne słabsze dane z wysp może się okazać, że znów będziemy oglądać wielomiesięczne minima.

Próby jądrowe w Korei Płn.

Potwierdziły się przypuszczenia o próbach jądrowych w Korei. Publiczna telewizja potwierdziła to czego analitycy domyślali się na podstawie analizy wstrząsów sejsmicznych. Odbyła się próba bomby wodorowej. Biorąc pod uwagę zeszłotygodniowe próby rakiet balistycznych wygląda na to, że koreański reżim jest coraz bliżej ukończenia programu nuklearnego. Jak wygląda reakcja świata. Unia Europejska jest gotowa zaostrzyć sankcje. Nie do końca wiadomo o co tak naprawdę. USA i Japonia z kolei, czyli dwa państwa najmocniej zainteresowane z największych gospodarek sytuacją w Korei Północnej domagają się zwiększenia presji. Co to oznacza w praktyce? Najprawdopodobniej ściślejszą współpracę z Chinami i Rosją. Bez importu z tych krajów gospodarka Koreańska powinna przestać sobie radzić. O ile oczywiście uznamy, że obecnie sobie radzi.

Dzisiaj dzień wolny w USA, Kanadzie i Turcji. W związku z tym w kalendarzu danych makroekonomicznych wieje pustkami.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Analiza techniczna: kurs euro, dolara, franka i funta

Prezydent USA na przykładzie Korei Północnej może pokazać jak skutecznym jest prezydentem. Inwestorzy przyzwyczaili się do prowokacji Korei Północnej. Wybuch konfliktu zbrojnego zasiał by jednak sporą niepewność na rynkach. Polskie aktywa nadal atrakcyjne dla inwestorów. Agencja Moody’s chwali polską gospodarkę i podwyższa perspektywy wzrostu gospodarczego. Euro i dolar czekają na posiedzenie EBC. Inwestorzy oczekują łagodniejszego stanowiska ze strony władz monetarnych strefy euro. Funt nadal traci w efekcie niespójnych informacji w sprawie Brexitu.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 10.07.2017-04.09.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1962 3,6814 3,5358 4,5820
Maksimum 4,2960 3,8700 3,6600 4,7705

 

Kurs euro

Kurs euroKorea Północna znów zasiała niepokój na rynkach. Reżim coraz poważniej zagraża utrzymaniu pokoju na świecie. Mimo to sentyment na rynkach pozostał całkiem dobry. Po weekendowych doniesieniach o kolejnej próbie bomby wodorowej wydawało się, że poniedziałkowy handel otworzy się ze sporymi stratami na niekorzyść walut krajów wschodzących. I przez moment tak nawet było ale bardzo szybko wrócił spokój na rynki. Inwestorzy nieco się już przyzwyczaili do prowokacji ze strony Kim Dzong Una. Wydaje się to nieco dziwne gdyż kolejne prowokacje z pewnością doprowadzą do militarnej reakcji USA. Co oczywiście wywołało by panikę na rynkach. Póki co takiej awersji na rynkach nie ma więc złoty w relacji do EUR/PLN się umacnia. Cały czas poruszając się w ramach wyrysowanego kanału spadkowego. Z pewnością krajowej walucie pomogły doniesienia agencji Moody’s, która, mocno wierzy w polską gospodarkę. Uważa, że deficyt w relacji do PKB będzie niższy od zakładanych 3%. Dzisiejszy kalendarz jest praktycznie pusty więc pozwoli to złotówce dalej kontynuować marsz w dół. Kluczowe dla kwotowań euro będzie posiedzenie EBC 7 września. Finalnie może się okazać, że polityka w strefie euro pozostanie dłużej łagodna. Co będzie oznaczało słabsze euro na szerokim rynku. Wsparciem dla ewentualnych dalszych spadków będzie dolne ograniczenie kanału spadkowego.

Kurs franka

Kurs frankaMimo kolejnych doniesień z Azji ucieczki od kapitału z rynków wschodzących nie widać. Początkowo zyskiwały waluty uznawane za bezpieczne jak choćby frank szwajcarski czy jen ale szybko nastąpił powrót do poziomów z piątku. Po wakacjach inwestorzy bardziej będą zwracać uwagę na poważne tematy związane z polityką banków centralnych. Wydaje się więc, że kredytobiorcy frankowi mogą póki co spać spokojnie bo gwałtowny wzrosty na CHF/PLN nam nie grożą. Ale trzeba słuchać doniesień na temat Korei Północnej gdyż wybuch konfliktu zbrojnego z pewnością na dłużej popsuł by sentyment na rynkach a CHF/PLN znalazł by się kilkanaście groszy wyżej. Warto też zwrócić uwagę na posiedzenie EBC. Łagodne stanowisko Mario Draghiego może skutkować osłabieniem euro w relacji do franka szwajcarskiego. Finalnie może to osłabić nieznacznie krajową walutę w relacji do szwajcarskiej. Wsparciem będzie ostatnie minimum, w przypadku wzrostów opór stanowić będzie linia trendu spadkowego.

Kurs dolara

Kurs dolaraCałkiem spore ruchy na USD/PLN mieliśmy w ubiegłym tygodniu. Było to związane z niezdecydowaniem inwestorów na parze EUR/USD gdzie mieliśmy ruchy w obydwie strony. Piątkowe dane z rynku pracy z USA wypadły dość blado co spowodowało ruch w okolice 1,1950 na EUR/USD i spadek USD/PLN w okolice 3,55. Szybko jednak nastąpił zwrot sytuacji i kurs głównej pary walutowej znalazł się poniżej 1,19. Efekt był taki, że i złoty się osłabił i podążył ponad granice 3,58. Przyczyną takiego zwrotu były doniesienia agencji Bloomberg dotyczące przyszłych działań EBC i być może łagodniejszego stanowiska. Do tego otrzymaliśmy dobre dane z USA o indeksie ISM. Początek tygodnia przynosi znów zmianę sytuacji. Dolar traci na wartości. USD/PLN tym samym również powrócił do spadków wracając poniżej 3,56. Wydaje się, w obecnej chwili,że euro pozostaje bezpieczniejszą walutą niż amerykańska w obliczu możliwych działań USA w Korei Północnej. Trump może się zdecydować na zrobienie porządku z nieobliczalnym Kim Dzong Unem i to przy użyciu siły. Pokazał by tym samym, że może być skutecznym prezydentem bo wielu porażkach na krajowym podwórku. Tak naprawdę przed użyciem wojsk hamują go tylko Chiny, które sprzeciwiają się takiemu rozwiązaniu.

Kurs funta

Kurs funtaDzisiejszy dzień po raz kolejny przynosi słabość funta brytyjskiego. Wystarczyły doniesienia Sunday Timesa o tym, że Wielka Brytania zapłaciła by nawet 50 mld funtów jeżeli okres przejściowy między Londynem a Brukselą trwałby do 2022 roku. Szybko te doniesienia zdementował sekretarz ds. Brexitu ale niesmak pozostał i funt nie odrobił już strat. Nie pomogły kolejne dane makro. Tym razem słabiej wypadł PMI dla sektora budowlanego. Znalazł się on blisko granicy 50pkt. Taki misz masz informacji z gospodarki raz dobrych raz złych powoduje, że przyszłe działania Banku Anglii są zupełnie niewiadome. Do tego mamy cały czas niespójne doniesienia związane z Brexitem. Wystarczą jak widać doniesienia z prasy i już funt traci na wartości. Wydaje się, że tak będą wyglądały kolejne tygodnie więc waluta brytyjska powinna pozostać słaba. GBP/PLN więc dalej spada. Niewykluczony jest dalszy ruch w kierunku ostatniego minimum z końca sierpnia. Oporem będzie linia trendu spadkowego w okolicach 4,66.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Andrzej Prajsnar: Małe lokale to duży problem

Od pewnego czasu, bardzo małe lokale mieszkalne znajdują się „na celowniku” rządu. Najpierw Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa zaleciło samorządom dokładne sprawdzanie, czy deweloperzy nie sprzedają kompaktowych mieszkań jako lokali użytkowych albo pokoi w aparthotelach. Ostatecznym rozwiązaniem ma być wprowadzenie limitu minimalnej wielkości mieszkania na poziomie 25 mkw. (zamiast limitu powierzchni pokoju wynoszącego min. 16 mkw.). Ten regulacyjny zapał może nieco dziwić, bo najmniejsze mieszkania mają minimalne znaczenie na rynku deweloperskim.

Najmniejsze lokale stanowią jedynie 1% oferty deweloperów…

Na temat bardzo małych mieszkań, warto spojrzeć od strony podażowej, bo taki punkt widzenia często jest pomijany w ramach dyskusji nad limitami metrażu. Dzięki danym portalu RynekPierwotny.pl możemy sprawdzić, jak wygląda rozkład powierzchni użytkowej prawie 56 000 mieszkań, które pod koniec sierpnia 2017 r. oferowali krajowi deweloperzy.

Według danych portalu RynekPierwotny.pl, najmniejsze mieszkania (do 20 mkw.), stanowią zaledwie 0,6% aktualnej oferty deweloperów. Znacznie popularniejsze są nawet apartamenty liczące sobie ponad 100 mkw. (udział rynkowy: 3,0%). Uwagę zwraca również dominacja nowych lokali należących do następujących kategorii:

  • –  30 mkw. – 40 mkw. (udział: 10,8%)
  • –  40 mkw. – 50 mkw. (udział: 25,4%)
  • –  50 mkw. – 60 mkw. (udział: 21,9%)
  • –  60 mkw. – 70 mkw. (udział: 19,0%)
  • –  70 mkw. – 80 mkw. (udział: 10,0%)

Rozkład powierzchni dobrze odzwierciedla preferencje nabywców nowych mieszkań i nie jest mocno zróżnicowany w miastach najczęściej wybieranych przez deweloperów.

Warto przypomnieć, że w ramach planowanych regulacji Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa ustaliło minimalny limit powierzchni lokalu na 25 mkw. (tzn. w połowie drugiego analizowanego przedziału). Ta sytuacja mocno nie zmienia wyników dotyczących małych mieszkań. Wedle szacunków, lokale o powierzchni do 25 mkw. stanowią 1,3% oferty deweloperów, a ich łączna podaż aktualnie nie przekracza 710 sztuk. Ten wynik sugeruje, że deweloperzy praktycznie nie odczują wprowadzenia limitu minimalnego metrażu na poziomie 25 mkw. Problem mogą mieć tylko nieliczne firmy, które wyspecjalizowały się w budowie bardzo małych lokali.

W Warszawie znajdziemy ok. 260 nowych „mikromieszkań

Warto dokładniej przyjrzeć się rynkowi najmniejszych mieszkań (do 25 mkw.) w krajowych metropoliach (np. Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu oraz Gdańsku). Wspomniane miasta skupiają 70% całej oferty krajowych deweloperów. Okazuje się, że udział wymienionych metropolii w podaży „mikrolokali” (do 25 mkw.) jest jeszcze większy i sięga aż 84%. Taka zależność wynika z popytu zgłaszanego przez nabywców bardzo małych mieszkań. Na terenie metropolii łatwiej znaleźć osobę, która kupi lokum liczące 18-25 mkw. na przykład z myślą o wynajmie dla jednego studenta, pierwszym mieszkaniu swojego dziecka albo miejscu do noclegu podczas regularnych wizyt w danym mieście.

Dane portalu RynekPierwotny.pl wskazują, że rynkowe znaczenie najmniejszych lokali jest bardzo zróżnicowane. Najwięcej „mikromieszkań” (ok. 260 lokali do 25 mkw.), aktualnie znajdziemy w warszawskich inwestycjach deweloperskich. Warto dodać, że najmniejsze lokale w stolicy, stanowią około 1,5% całej oferty tamtejszych deweloperów. W porównaniu z innymi metropoliami, dużym udziałem kompaktowych „M” wyróżnia się też Kraków (170 szt./2,2% oferty deweloperów) oraz Wrocław (150 szt./2,3% oferty). Mieszkania o bardzo małym metrażu, praktycznie nie są dostępne na terenie Łodzi, Poznania oraz Gdańska.

W ramach podsumowania warto wspomnieć, że bardzo małe lokale nie są zupełnie nowym zjawiskiem na krajowym rynku deweloperskim. Pierwsze inwestycje z takimi „mikromieszkaniami”, zaczęto realizować około pięć lat temu. Począwszy od 2012 roku, popularność najmniejszych lokali nieco wzrosła. Trudno jednak przypuszczać, że na wskutek braku rządowych regulacji, takie „M” w najbliższym czasie mogłyby stać się istotnym elementem oferty deweloperów i przyczyną jakichś społecznych problemów.

Autorem materiału jest Andrzej Prajsnar,
ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Moody’s przyćmił Koreę, kurs złotego zwyżkuje

W poniedziałek złoty umacnia się w reakcji na podwyższenie przez agencję Moody’s prognoz dla polskiej gospodarki. Tym samym na drugim planie znalazła się Korea Północna, która dziś budzi strach na rynkach finansowych.

Agencja Moody’s, jedna z trzech dużych agencji ratingowych, podwyższyła prognozę wzrostu polskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) na ten rok do 4,3 proc. z wcześniej szacowanych 3,2 proc. Jednocześnie obniżyła ona prognozę dla deficytu sektora finansów publicznych do 2,5 proc. PKB z szacowanych jeszcze w maju 2,9 proc. Czyli znacznie poniżej wymaganego przez Unię Europejską progu 3 proc. PKB.

W ocenie agencji wzrost gospodarczy w Polsce będzie napędzany przez solidną konsumpcję oraz odbijające inwestycje, a także będzie wspierany przez korzystną sytuację gospodarczą w otoczeniu zagranicznym. Prognoza PKB na poziomie 4,3 proc. w 2017 roku jest wyższa niż dominujący w tej chwili na rynku konsensus, który kształtuje się na poziomie 3,9-4,0 proc.

Wyższe prognozy budzą uzasadnione emocje przed zaplanowanym na piątek przeglądem ratingu Polski przez tę agencję. Zmiany ratingu jednak jest mało prawddopodobna. Moody’s utrzymuje rating na obecnym poziomie A2 od listopad 2002 roku. W maju jego perspektywa została podniesiona do stabilnej. Agencja wówczas określiła też warunki podniesienia ratingu. To m.in. poprawa otoczenia instytucjonalnego. Tymczasem tu, nie tylko nic się nie zmienia, ale sytuacja się pogarsza. Reforma sądownictwa jest przedmiotem działań Komisji Europejskiej.

Komunikat Moody’s wsparł w poniedziałek złotego, który zyskuje do większości głównych walut. O godzinie 14:18 za euro trzeba było zapłacić 4,24 zł, czyli o 1,4 grosza mniej niż w piątek na koniec notowań. Dolar potaniała o 2,2 gr do 3,5635 zł. Do czego też przyczynił się wzrost kursu EUR/USD. Funt tanieje o 2,8 gr do 4,6170 zł. I tylko szwajcarski frank drożej o 40 gr do 3,7210 zł, co jest pochodną kolejnej odsłony obaw związanych z aspiracjami atomowymi Korei Północnej. Temat Korei bowiem zdominował dzisiejszy dzień na rynkach finansowych.

W weekend Korea Północna przeprowadziła próbę bomby wodorowej, Była to już szósta taka próba, a za każdym razem moc bomby jest większa. To budzi uzasadniony strach świata. W odpowiedzi na to szef Pentagonu James Mattis oświadczył, że w przypadku gdy Korea zacznie zagrażać USA lub ich sojusznikom, spotka się to z potężną odpowiedzią militarną.

Napięcie geopolityczne wokół Korei Północnej, które utrzymuje się już od wielu miesięcy, w poniedziałek popsuło nastroje na rynkach finansowych. Przełożyło się to na spadki na giełdach, przy jednoczesnym wzroście popytu na bezpieczne obligacje, złoto, japońskiego jena i szwajcarskiego franka. Początkowo tracił również zloty, ale komunikat Moody’s odwrócił sytuację.

W tym tygodniu, oprócz wspomnianego przeglądu ratingu, wydarzeniem na krajowym rynku walutowym będzie też posiedzenie RPP. Przynajmniej w teorii. W praktyce bowiem stanowisko Rady ws. stóp procentowych się nie zmieni. Dlatego też dla złotego dużo ważniejsze będzie czwartkowe posiedzenie ECB. Oczekuje się, że Mario Draghi nie tylko przedstawi wówczas nowe prognozy gospodarcze dla strefy euro, ale zasugeruje również podjęcie w październiku decyzji o ograniczeniu programu skupu aktywów.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Rośnie rola e-sklepów w handlu detalicznym

W zeszłym roku Polacy wydali na zakupy online ponad 6 mld euro*. Po skokowym wzroście popularności internetowych zakupów, już prawie 53 proc. osób kupuje w sieci. W tym roku wartość wirtualnego handlu ma szansę przekroczyć próg 4 proc. sprzedaży detalicznej**. Branża e-commerce rośnie w siłę, ale dobra koniunktura nie gwarantuje powodzenia każdemu. Z danych BIG InfoMonitor i BIK wynika część e-sklepów ma opóźnienia w spłacie faktur i kredytów. Niektórym zdarza się nie dostarczyć towaru. Dlatego warto zwracać uwagę na handlowców dysponujących certyfikatem wiarygodności finansowej, który przez zewnętrzną firmę weryfikowany jest w czasie rzeczywistym, 24 godziny na dobę.

W Polsce zarejestrowanych jest 74,7 tys.*** firm e-commerce, które jako podstawową działalność zgłosiły „sprzedaż detaliczną prowadzoną przez domy sprzedaży wysyłkowej lub Internet”, z tego aktywnych jest 34,8 tys. Zaległe zobowiązania zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w BIK ma 2 438 firm, czyli 3,2 proc. ogółu będących w rejestrach. Wartość płatności przeterminowanych powyżej 60 dni na kwotę min. 500 złotych, wynosi łącznie ponad 92,3 mln zł. Są one wynikiem w głównej mierze niespłacanych w terminie kredytów (ok. 80 proc.) oraz zaległych płatności za towary i usługi.

Trzech na czterech Polaków korzystało z internetu w ciągu trzech miesięcy, a co trzeci zrobił zakupy

GUS informuje, że komputer ma w Polsce 80,1 proc. gospodarstw domowych, a dostęp do internetu 80,4 proc. Przytoczone w raporcie „Bez granic – nowy wymiar handlu internetowego” – przygotowanego przez Instytut e-Gospodarki, badania NetTrack 2016 wskazują podobną statystykę: z internetu korzysta 77,6 proc. Polaków, czyli 23,5 mln mieszkańców naszego kraju. Codzienne lub prawie codzienne korzystanie z komputera deklaruje 56,6 proc. Polaków. Z kolei przynajmniej raz w ciągu ostatnich trzech miesięcy 73,3 proc. z nas surfowało w internecie. Według GUS 56,6 proc. osób z tej grupy wyszukuje online informacje o produktach i usługach, a 52,9 proc. dokonuje e-zakupów.

Dane dotyczące zakupów w sieci przedstawiają się w następujący sposób. 30,7 proc. badanych deklaruje, że zrobiło zakupy online przynajmniej raz w ciągu ostatnich trzech miesięcy. W tej grupie najczęściej klientami sklepów internetowych są osoby młode (40,8 proc. ma od 16 do 24 lat, a 52,7 proc. jest w wieku od 25 do 34 lat).

Jeszcze lepsze wieści na temat e-zakupów w Polsce podaje Eurostat. Eurostat informuje, że w minionym roku nastąpił przełom i liczba klientów sklepów internetowych w ciągu 12 miesięcy skoczyła aż 7 pkt proc., po tym jak wcześniej rosła rocznie o 1─2 pkt proc. Tak znacząca dynamika przyrostu dała naszemu krajowi w tym względzie pozycję lidera państw unijnych, choć odsetek kupujących online jest u nas wciąż niższy niż średnia dla krajów UE. Z danych Eurostatu wynika bowiem, że już ⅔ Europejczyków kupuje przez internet (w 2013 r. było to 61 proc.). W Polsce to jak na razie niewiele ponad połowa internautów, ale to i tak pokaźna grupa – ponad 16 mln konsumentów.

Wydajemy tyle co Szwedzi

Eksperci zgodnie twierdzą, że nie ma odwrotu od zakupów online. Odsetek osób kupujących w sieci szybko rośnie na całym świecie. Według danych “Retail Research: Online Retailing Britain, Europe, US and Canada 2017” udział rynkowy sprzedaży internetowej w handlu detalicznym w Europie w 2016 r. wyniósł średnio 8 proc., a na ten rok spodziewany jest wzrost do 8,8 proc. W Polsce było to 3,7 proc., na 2017 r. prognozowane jest 4,3 proc. Wynik ten sprawia, że wypadamy lepiej niż Włosi.

s-424-x

*prognoza Centre for Retail Research

Źródło: Centre for Retail Research, www.retailresearch.org/onlineretailing.php

W minionym roku na zakupy w sklepach internetowych wydaliśmy w sumie 6,03 mld euro, czyli porównywalnie ze Szwedami (5,74 mld euro). Do Holendrów brakuje nam już „tylko” 2,16 mld euro. euro). Wciąż daleko nam jednak do liderów zakupów online Niemców, czy Brytyjczyków (wydali w sieci odpowiednio 62,45 mld euro oraz 71,05 mld euro), gdzie udział sprzedaży online w handlu detalicznym wynosi niedoścignione jeszcze dla większości innych europejskich krajów kilkanaście procent. Rocznie Polak zostawia w sklepach internetowych średnio 226 euro. Dla porównania Brytyjczyk, w którego ojczyźnie handel internetowy odpowiada za ok. 17 proc. obrotów handlu detalicznego, wydaje w sieci 1118 euro. W przypadku Niemiec, gdzie sprzedaż online stanowi ok. 14 proc. sprzedaży detalicznej, przeciętne wydatki wynoszą 676 euro.

…przede wszystkim na odzież

Jak pokazują badania Gemiusa zacytowane w raporcie „Bez granic – nowy wymiar handlu internetowego”, online kupujemy głównie odzież, akcesoria i dodatki (72 proc.), książki, płyty i filmy (68 proc.), a także telefony, smartfony, akcesoria GSM i tablety (56 proc.). Przez internet wybieramy również oferty turystyczne i rezerwujemy hotele (40 proc.). Najwięcej wydajemy jednak na sprzęt RTV/AGD ─ średnio 98 zł na pół roku. W rozliczeniu miesięcznym dominuje natomiast kategoria odzież ─ przeznaczamy na nią średnio 83 zł. Książki, płyty i filmy zakupione online kosztują nas 37 zł miesięcznie, podobnie bilety do kina czy teatru – 36 zł.

Umocnienie jena i złota, spadek walut ryzykownych

Już to gdzieś widzieliśmy. Doniesienia o teście rakietowym Korei Płn. straszą rynki; jen i złoto zyskują, a tracą waluty ryzykowne; kilka godzin później sytuacja się odwraca; a za tydzień czeka nas pewnie to samo. Poza tym ECB zepsuł rynek euro, a raport z rynku pracy USA okazał się nieprzydatny dla USD.

W poniedziałek media prawdopodobnie wiele miejsca poświęcą niedzielnemu testowi nuklearnego Korei Północnej, jednak inwestorom temat się po trochu znudził. Naturalnie nie będzie brakować chętnych na szybkie pieniądze na wstępnej reakcji (wzrost awersji do ryzyka, umocnienie JPY i złota, spadek walut ryzykownych), tak samo prędko znajdą się amatorzy kupowania na dołkach (patrz: odbicie USD/JPY). Podtrzymuję zdanie, że działania Korei Północnej były dobrym tematem na ubogi w wydarzenia okres wakacji, ale teraz, we wrześniu, wracamy do poważniejszych kwestii. Teraz tylko prawdziwy konflikt militarny (w którego materializację mocno powątpiewam) może przynieść silniejszą reakcję rynkową. Do tego czasu po 24 godzinach znajdziemy się w punkcie wyjścia i czekamy, czy za tydzień nie będziemy obserwować tego samego.

Zgodnie z oczekiwaniami raport z rynku pracy USA okazał się istotny dla zmienności rynkowej, choć nie na długo, gdyż dane nie wniosły nic do debaty o przyszłości polityki Fed.

Zmiana zatrudnienia w sierpniu rozczarowała wzrostem tylko o 156 tys. (prog. 180 tys.) przy negatywnej rewizji poprzednich dwóch miesięcy o 41 tys. Mimo to dane sierpniowe często rozczarowują wstępnym odczytem, by być mocno korygowane w górę w kolejnych rewizjach, więc inwestorzy nie dramatyzowali w wyprzedaży dolara. Ponadto nie brakuje głosów, że przyhamowanie tempa zatrudnienia oznacza, że firmy mają problemy ze znalezieniem pracowników. Opublikowany później ISM dla przemysłu (58,8, najwyżej od 2011 r.) wskazał na wysokie wskaźniki produkcji i zamówień, zatem potrzeba rąk do pracy dalej występuje. Wciąż nie widać oznak nasilenia presji płacowej (w sierpniu 0,1 proc. m/m), choć bez wątpienia są do tego podstawy. Dla Fed ważniejszy będzie odczyt inflacji CPI (14.09.) i rynek zdaje sobie z tego sprawę – rynkowa wycena prawdopodobieństwa podwyżki w grudniu utrzymała się na trochę ponad 30 proc. Mimo to ogólny obraz gospodarki USA jest dobry ze wskazaniem na poprawę do końca roku, a przynajmniej jest lepiej niż wyrażałaby to bieżąca wycena USD.

W piątek dyskontowanie raportu z rynku pracy USA zakłóciły informacje agencji Bloomberg cytującej źródła w ECB, według których Rada Prezesów ECB nie widzi potrzeby spieszyć się z podjęciem decyzji o przyszłości programu QE na posiedzeniu 7 września a złożoność tematu może uniemożliwić przygotowanie założeń na 26 października. Decydenci nie chcą zaskoczyć rynków niekompletnym przekazem, wynika z opinii dwóch osób z ECB. Łącząc to z czwartkowymi rewelacjami Reutersa w tym samym temacie można odnieść wrażenie, że ECB bardzo się stara, by zbić EUR na niższy pułap. Nie-jastrzębi wydźwięk konferencji prezesa Draghiego w ten czwartek jest coraz bardziej prawdopodobny, ale trudniej teraz pozycjonować się sprzedając euro, gdyż szkody zostały już wyrządzone. Mimo to jest wiele długich pozycji w unijnej walucie (głównie EUR/USD i EUR/GBP), które mogą być coraz bardziej niewygodne dla inwestorów, kiedy zwrot w polityce ECB zaczyna przybierać ślimacze tempo.

Dziś kalendarz makro jest prawie pusty, a do tego dochodzi święto w USA i Kanadzie. W nocy decyzje podejmuje RBA, gdzie ostatnie względnie dobre dane powinno wspierać podtrzymanie optymistycznego nastawienia banku, choć bez sugestii rychłej podwyżki stóp procentowych. Będzie to umiarkowanie pozytywny czynnik dla AUD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Euvic zwiększa zaangażowanie w Qumak SA

Po niemal trzech miesiącach od ujawnienia się Euvic w akcjonariacie Qumak SA, spółka zwiększyła swoje zaangażowanie w Qumaku obejmując część nowej emisji akcji serii L, wyemitowanych w ramach oferty prywatnej. Emisja obejmowała 30 milionów akcji w cenie 1 zł za sztukę.

Po pomyślnym zakończeniu nowej emisji, która zwiększyła kapitał zakładowy Qumaka o 30 milionów złotych, Euvic nie będzie większościowym, a nawet największym akcjonariuszem spółki, ale przekroczy 10 proc. próg udziałów. Powinno to w zupełności wystarczyć do umożliwienia dobrej współpracy, bo Euvic w przeszłości już wielokrotnie udowadniał, że ma ogromną zdolność koalicyjną i dobrze czuje się w sytuacjach wymagających osiągnięcia konsensusu. Spółka ta z powodzeniem stworzyła jedyną w tej części Europy federację spółek IT, która obejmuje 11 powiązanych kapitałowo spółek.

„Mimo wakacji, to był bardzo intensywny okres” – mówi Wojciech Wolny, prezes Euvic, a od czerwca 2017 także członek rady nadzorczej Qumak SA, który w ostatniej emisji objął kolejne akcje. – „Ostatnie tygodnie były dla nas wielką lekcją na temat giełdy, instytucji finansowych, biznesu. Poznaliśmy mnóstwo ciekawych ludzi, towarzyszyły nam duże emocje. Qumak przeżywał trudne chwile, nie powiodła się pierwsza emisja, rozmowy z bankami szły jak po grudzie, nie udało się doprowadzić do porozumienia z inwestorem branżowym w obszarze budownictwa. Dzisiaj to już przeszłość. Spółka otrzymała niezbędny kapitał, może spokojnie realizować plany” – dodaje Wojciech Wolny.

„Wojtek zaraził nas pozytywną energią, zmienił nasze spojrzenie na wiele obszarów” – mówi Wojciech Włodarczyk, szef rady nadzorczej Qumak, czasowo oddelegowany na stanowisko prezesa Qumak. – „Sam zrezygnowałem pod jego wpływem z połowy wynagrodzenia” – dodaje ze śmiechem.

Wszystkie problemy oczywiście nie znikły, a po otrzymaniu kapitału na nowym zarządzie spółki, wytypowanym zgodnie z filozofią Euvic spośród kluczowych pracowników, spoczywa dodatkowa odpowiedzialność.

„Musi ruszyć sprzedaż, trzeba też zmienić organizację, ale jest na czym budować –  referencje, 700 osób w kontraktach outsourcingowych, know-how w obszarze bezpieczeństwa, czy kancelaria tajna, to tylko niektóre fundamenty” – mówi Wojciech Wolny.

„Cieszę się, że mimo zmiany otoczenia na znacznie bardziej formalne, jakim jest GPW, udało nam się w części zachować zespołowy charakter naszych działań. Świadczy o tym fakt, że niemal drugie tyle akcji, co Euvic, objęli członkowie zarządu i kluczowi pracownicy Euvic. To dobrze wróży współpracy, która operacyjnie już ruszyła” – mówi Wojciech Kosiński, wiceprezes Euvic, który również objął akcje podczas emisji.

Przygotuj się na zmiany. Nadchodzi blockchain i nie bierze zakładników

O nowych technologiach w przemyśle mówi się wiele. Internet rzeczy, Big Data, sztuczna inteligencja — wszystkie one kształtują kierunek, w jakim zmierza branża, jednak w tym wyścigu to właśnie blockchain może być czarnym koniem, który niespodziewanie przewróci rynek do góry nogami. Według firmy konsultingowej Greenwich Associates, technologia wykorzystywana przez najpopularniejszą kryptowalutę przestaje być ciekawą koncepcją i już za chwilę będziemy oglądać jej spektakularne wdrożenia.

Zdaniem analityków z MarketsandMarkets rynek technologii blockchain w 2021 r. wart będzie 2,3 miliarda dolarów. Oznacza to skumulowany wzrost na poziomie 61.5 proc. rdr. Prognozy robią wrażenie, szczególnie, gdy zestawi się je z danymi z zeszłego roku. W 2016 r. wartość tego rynku szacowano na zaledwie 210 milionów dolarów, Aplikacje oparte o blockchain znalazły już zastosowanie w branżach finansowej, ochrony danych, IT, opieki zdrowotnej, transportu czy energetyki. Jeszcze do niedawna na ich implementację decydowali się tzw. „Early adopters”, czyli podmioty, które przecierają szlaki i jako pierwsze testują nowoczesne technologie. Eksperci są zgodni, że większość projektów wykorzystujących ten rozproszony model gromadzenia informacji do niedawna była w fazie „proof-of-concept”. Ten okres dobiegł jednak końca, a co do możliwości, jakie dają łańcuchy bloków nie trzeba nikogo przekonywać. To dlatego oglądamy rosnącą liczbę wykorzystujących je rozwiązań IT, dedykowanych przeróżnym branżom.

W ślad za takimi krajami, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Grecja czy Honduras implementację technologii blockchain planuje polski rząd. Przy Ministerstwie Cyfryzacji działa grupa robocza zajmująca się tematyką technologii rozproszonych rejestrów. Jednym z owoców prac tej grupy były konsultacje społeczne, które odbyły się w ubiegłym roku w Parlamencie. Na razie nie wiadomo, w jakim stopniu systemy oparte o blokchain miałaby zastąpić obecne rozwiązania IT wykorzystywane przez administrację państwową. Wiemy natomiast, że Ministerstwo Cyfryzacji przygląda się m.in. rozproszonej infrastrukturze IT stworzonej przez Estonię po tym, jak sterowany z Rosji atak hackerski położył wszystkie państwowe i bankowe systemy informatyczne. Władze tego niewielkiego, nadbałtyckiego kraju postanowiły zrobić wszystko, by taka sytuacja już nigdy się nie powtórzyła. W tym celu utworzono architekturę kluczowych państwowych systemów komputerowych w oparciu o infrastrukturę klucza publicznego (Public Key Infrastructure) oraz blockchain. Posunięcie spotkało się z ogromną aprobatą mieszkańcom Estonii, których życie stało się dużo prostsze. Tak zaprojektowana architektura kraju pozwala m.in. głosować online z dowolnego miejsca na świecie, podpisywać cyfrowo dokumenty i bezpiecznie je wysyłać, składać deklaracje podatkowe, a nawet korzystać z cyfrowych recept. Również przedsiębiorcy z całego świata czerpią z niej korzyści. Program e-residency pozwala bowiem zdalnie zakładać i prowadzić firmy na terytorium Estonii. Nad bezpieczeństwem przepływu informacji czuwa m.in. zaawansowana kryptografia, która jest integralnym elementem łańcucha bloków. W praktyce oznacza to, że nie ma możliwości, by ktokolwiek manipulował systemem, wprowadzając zmiany do raz zapisanych danych. Decentralizacja ma jeszcze jedną, istotną zaletę: nawet jeśli hackerom udałoby się przeprowadzić skuteczny atak, który wyłączyłby z obiegu część kluczowych komputerów, to i tak nie sparaliżuje on całego kraju tak, jak miało to miejsce w przeszłości.

Po pierwsze transparentność

Technologia, którą z powodzeniem wykorzystuje kryptowaluta Bitcoin, zapewniając najwyższy poziom bezpieczeństwa przeprowadzanych w niej transakcji, znajdzie zastosowanie nie tylko w branży finansowej czy infrastrukturze państwowej, lecz również w przemyśle. Blockchain ma potencjał, by całkowicie odmienić funkcjonowanie firma produkcyjnych. Obecnie branża cierpi na brak przejrzystości łańcucha dostaw. Gdy jest on rozbudowany, uzyskanie pełnego obrazu wszystkich dokonanych transakcji przez dostawców, podwykonawców czy klientów graniczy z cudem. W efekcie, użytkownik końcowy nie może prześledzić drogi, jaką przebyły wszystkie elementy składające się na finalny produkt. Dysponuje on natomiast szczątkowymi informacjami np. o kraju, w jakim odbywał się finalny etap produkcji lub o rodzaju materiałów w niej wykorzystanych.

—  Technologia blockchain może poprawić kwestie przejrzystości i identyfikacji w łańcuchu dostaw produkcji dzięki wykorzystaniu odpornej na oszustwa, rozproszonej bazy danych i kontrolowanego dostępu. Umożliwi ona gromadzenie kluczowych informacji o pochodzeniu każdego pojedynczego składnika wykorzystanego w procesie produkcyjnym. Oznacza to nowy poziom transparentności i bezpieczeństwa  tłumaczy Piotr Rojek z DSR, firmy specjalizującej się w dostarczaniu zaawansowanych rozwiązań IT dla produkcji.

Coraz więcej firmy planuje wdrożenie rozproszonej po sieci użytkowników bazy danych zawierających zabezpieczone bloki informacji o wszystkich transakcjach związanych z wybranym produktem. Takie rozwiązanie testuje m.in. amerykańska sieć supermarketów Wal-Mart, by skuteczniej czuwać nad jakością i świeżością sprzedawanej żywności. Funkcjonowanie systemu do zarządzania łańcuchem dostaw opartego o technologię blokchain w łatwy sposób można zilustrować na przykładzie końcowego produktu, takiego jak masło. Biorąc je pod lupę znajdziemy odpowiedzi m.in. na następujące pytania: z jakich farm pochodziły krowy, których mleko wykorzystano do jego produkcji? Jakie zabiegi medyczne przeszły i jaką paszą je karmiono? W jakiej mleczarni powstała dana partia? W jakiej hurtowni przechowywano masło, nim trafiło do punktu sprzedaży detalicznej? Jaka jest szczegółowa historia pozostałych składników, wykorzystanych w produkcji? Producenci, dostawcy, dystrybutorzy, sprzedawcy detaliczni i konsumenci końcowi — wszyscy oni odegrają istotną rolę, zostawiając w sieci blockchain istotne informacje o artykule.

Na wykorzystanie takiej technologii w łańcuchu dostaw zdecydowała się również duńska firma transportowa Maersk, jeden z największych operatorów kontenerowych na świecie. Nowe rozwiązanie ma pomóc w zarządzaniu i śledzeniu kontenerów przez całkowitą cyfryzację wszystkich etapów transportu, od nadania przesyłki w porcie do jej odbioru w miejscu docelowym. Ponadto, dzięki urządzeniom IoT system daje możliwość monitorowania stanu przesyłki. Sensory rejestrują np. temperaturę i poziom wilgotności w kontenerze, a pomiary zapisywane są w rejestrze blockchain. Oprogramowanie opracowane we współpracy z IBM ma zwiększyć przejrzystość, przyczynić się do bezpiecznego przekazywania informacji pomiędzy partnerami handlowymi oraz znacznie zwiększyć automatyzacje procesu realizowanego przez wiele różnych uczestników. Rozwiązanie ma być szeroko dostępne dla podmiotów w ekosystemie żeglugi morskiej oraz innych firm z branży transportowej, a kiedy osiągnie już efekt skali, dzięki zmniejszeniu kosztów administracyjnych i eliminacji opóźnień spowodowanych błędami w dokumentacji może oszczędzić przedsiębiorstwom miliardy dolarów. Jednak by tak się stało, konieczna będzie zakrojona na szeroką skalę współpraca pomiędzy objętymi system organizacjami, takimi jak np. firmy transportowe, porty, urzędy celne, banki oraz sprzedawcy i nabywcy towaru.

Szybciej i bezpieczniej

Papierowe umowy są kłopotliwe, a ich finalizacja może trwać tygodniami, gdy podpisują je podmioty stacjonujące na różnych kontynentach. Z kolei standardowe cyfrowe dokumenty tego typu można łatwo podrobić, więc rzadko kiedy firmy decydują się na tę formę zawierania umowy. Odpowiedzią na potrzebę automatyzacji takich procesów są tzw. „smart contracts”. To nowoczesna forma ustalania warunków współpracy opracowana w technologii rozproszonych rejestrów.

— Blockchain jest przyszłością świata. Za jego pomocą możemy negocjować i tworzyć tzw. “smart contracts” z różnymi podmiotami. Czyli po raz kolejny nowe technologie eliminują pośredników. Ubezpieczenie bez konieczności podpisania umowy z towarzystwem ubezpieczeniowym? Zakup akcji bez brokera? Konto bankowe bez banku? Stworzenie dokumentu prawnego bez prawnika? W teorii to wszystko jest możliwe — uważa Artur Kurasiński, znany bloger technologiczny i twórca MUSE, narzędzia do analityki treści wideo w mediach społecznościowych.

Inteligentne kontrakty pozwalają na automatyczną implementację ustalonych reguł biznesowych. Wcześniej było to niemożliwe do realizacji, ponieważ każda ze stron posiadała oddzielną bazę danych. Z rozproszoną po wszystkich użytkownikach wspólną bazą cyfrowych informacji, żadna ze stron nie może manipulować powziętymi ustaleniami, a kontrakty wykonywane są automatycznie, bez angażowania pośredników.

W przypadku tak zautomatyzowanych umów największymi zaletami są szybkość i bezpieczeństwo. Ponadto, są one dużo mniej podatne na ludzkie błędy, redukują potrzebę posiadania pośredników i korzystania z takich rozwiązań, jak np. rachunki powiernicze, co przekłada się na redukcję kosztów. Ponieważ inteligentne umowy są egzekwowane automatycznie, to ich naturalnym środowiskiem funkcjonowania jest Internet.  Jednak w przyszłości z pewnością zobaczymy implementację takich rozwiązań w świecie analogowym. W przypadku fabryk inteligentne kontakty mogą sprawdzić się np. w rezerwowaniu i kupowaniu materiałów produkcyjnych lub usług — prognozuje Piotr Rojek z DSR SA.

Jego zdaniem blokchain jest jedną z kluczowych technologii, które kształtować będą gospodarkę przyszłości, jednak dopiero w synergii z internetem rzeczy czy sztuczną inteligencją zobaczymy jej pełen potencjał. IIoT umożliwia digitalizację fizycznych obiektów i rejestrowanie informacji o nich w rozproszonym rejestrze, a SI nastąpi pełna automatyzacja wszystkich procesów. Podobnego zdania jest Szczepan Bentyn, youtuber, który poświęcił swój kanał zagadnieniom związanym z blockchain oraz prezes zarządu Pracowni Nowych Technologii. Jednak w swoich prognozach wykracza on daleko poza wdrożenia rozproszonego rejestru w biznesie, wieszcząc totalną rewolucję społeczno-ekonomiczno-polityczną.

Trudno wypowiadać się o potencjalnych zastosowaniach technologii blockchain, bo jest ona tak dalece rewolucyjna, że możliwości stają się nieograniczone. Na pewno możemy spodziewać się tego, że stworzy ona nowe rynki, o których istnieniu dzisiaj nie mamy nawet pojęcia. Czego przykładami mogą być rynki predykcyjne tj. Augur czy Gnosis, dające wolnemu rynkowi narzędzia wręcz do sterowania losem świata. Najciekawsze i najbardziej rewolucyjne zastosowania Blockchain dopiero przed nami – prorokuje Bentyn.

Nowy rekord: 4 na 10 firm planuje rekrutacje jeszcze w tym roku

Pracownicy są wyjątkowo spokojni o swoją pracę – tylko co 9 boi się jej utraty. Jednocześnie niemal 40% firm w najbliższym kwartale planuje rekrutować pracowników – to rekordowe poziomy i najwyższe wyniki w historii „Barometru Rynku Pracy” przygotowanego przez Work Service S.A. Co ciekawe pracodawcy najczęściej będą zatrudniać pracowników średniego szczebla. Przez ostatnie 2 lata to osoby o niskich kwalifikacjach były najbardziej pożądane na rynku. Plany rekrutacyjne firm i ich rosnące kłopoty z pozyskaniem kandydatów przekładają się na presję płacową – ponad połowa Polaków oczekuje w najbliższym czasie podwyżki. Pracodawcy chcąc pozyskać kadry i utrzymać obecne będą musieli na to odpowiedzieć.

Dane zawarte w ósmej edycji „Barometru Rynku Pracy” pokazują, jak w ostatnim czasie zmienił się rynek pracy. Duże wyzwania czekają przede wszystkim pracodawców. Jak wynika z raportu przygotowanego przez Work Service 39,3% z nich będzie w najbliższych czasie rekrutować ludzi w celu zwiększenia albo utrzymania zatrudnienia. Największe plany w tym zakresie mają firmy duże, wśród których odsetek wynosi 67%. Jeśli popatrzymy na branże to przoduje sektor handlowy z wynikiem 46,5% i usługowy (43,6%).

Plany rekrutacyjne firm pokazują, że w tym roku w jeszcze większym stopniu doświadczymy popytu na pracowników, który już do tej pory był na bardzo wysokich poziomach. Jednak z zaspokojeniem tak dużego zapotrzebowania może być problem, bo już połowa pracodawców odczuwa niedobory kadrowe. Co ciekawe, obecnie najbardziej poszukiwani na rynku są pracownicy średniego szczebla, na których zapotrzebowanie zgłasza 60% firm planujących rekrutację. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 2 lata temu. Przez ten czas to osoby o niskich kwalifikacjach były najbardziej pożądane, ale w tej grupie miejsca pracy coraz częściej pomagają wypełniać cudzoziemcy – podkreśla Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Polacy wyjątkowo spokojni o pracę

Historyczne niskie wyniki poziomu bezrobocia i rosnące deficyty kandydatów przekładają się na nastroje pracowników. Tylko 11,6% z nich boi się dziś utraty pracy. Jest to wynik o 12,3 p.p. mniejszy niż w analogicznym okresie rok temu i jednocześnie najniższy poziom od ośmiu edycji „Barometru Rynku Pracy”. Największa niepewność jest wśród osób w wieku 55-67 lat, gdzie odsetek ten wynosi 16,9%. Najlepiej czują się ludzie młodzi, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy (7,6%).

Młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy mają nieograniczone szanse rozwoju, a organizacje dojrzały do tego, by proponować pracownikom przemyślane, bo oparte na planach rozwoju, możliwości. W połączeniu z kluczowym znaczeniem argumentów finansowych, jako motorów zmiany miejsca zatrudnienia, wpływa to na strategie działów HR, które muszą wykazać się dużą kreatywnością, aby zaproponować pracownikom konkurencyjne warunki. Pracodawcy zrozumieli, że nie wystarczy przyciągnąć wartościowego pracownika – należy go utrzymać i rozwijać w organizacji – komentuje Dorota Kubiak, Szef HR dla Bankowości Detalicznej w Citi Handlowy.

Niestająca presja płacowa

Pewność siebie pracowników i świadomość tego, co dzieje się na rynku przekłada się na oczekiwania płacowe. 54,5% Polaków spodziewa się w najbliższym czasie podwyżki, a blisko 40% utrzymania go na obecnym poziomie. Największy optymizm widać w grupie najstarszych pracowników, gdzie odsetek ten wynosi 61,6%. Tyle tylko, że pracodawcy nie widzą przestrzeni do tak masowych podwyżek jak jeszcze pół roku temu, kiedy takie plany miało blisko 29% firm. Teraz myśli o tym 11,3%, ale warto zauważyć, że jest to wynik o niemal 2 p.p. wyższy niż rok temu i wskazanie dwukrotnie większe niż 2 lata temu. Największą skłonność do wyższych wynagrodzeń mają firmy duże, zatrudniające ponad 249 osób i przedsiębiorstwa z branży produkcyjnej (19,3%) i handlowej (19,1%).

Z badania „CEO Survey” przeprowadzonego przez PwC wynika, że 76% prezesów firm w Europie Środkowo-Wschodniej jako główne wyzwanie biznesowe wskazuje problem z dostępem do talentów i kluczowych kompetencji. Nie jest więc zaskoczeniem, że rosną oczekiwania płacowe na rynku. Ten trend utrzyma się też w kolejnych latach, a może nawet się nasili. Zmiany w obszarze HR, które obserwujemy, powodują, że zdecydowana większość liderów biznesowych w naszym regionie, bo aż 69%, planuje w zupełnie nowy sposób zdefiniować strategię zarządzania kapitałem ludzkim. To pozwoli im skuteczniej i efektywniej odpowiedzieć na lukę kompetencyjną – uważa Anna Szczeblewska, People&Change Leader w PwC.

***

Metodologia badania:

Dane prezentowane w ramach „Barometru Rynku Pracy VIII” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown S.A. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:

  • Pracowników – Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=515) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATIBUS w okresie 19-24.07.2017 r.
  • Pracodawców – Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI Ad Hoc w okresie 14-27.07.2017 r.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – sierpień 2017 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku GPW o 18,5% rdr do 18,3 mld zł
  • Wzrost średniej dziennej wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń do 830,2 mln zł (+18,5% rdr)
  • Wzrost wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 4,6% rdr do 521,4 tys. szt
  • Wzrost wartości emisji obligacji notowanych na rynku Catalyst o 9,1% do 86,1 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem na rynkach spot i terminowym o 129,1% rdr do 17,4 TWh
  • Wzrost wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia o 20,3% do 3,6 TWh2

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 18,5 mld zł w sierpniu 2017 r., o 18,3% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 18,5% rdr do poziomu 18,3 mld zł, a średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w sierpniu 2017 r. poziom 830,2 mln zł, o 18,5% większy niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec sierpnia 2017 r. wyniosła 64 973,76 pkt i była o 35,5% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 15,6% rdr. W ramach arkusza zleceń wartość obrotu akcjami na rynku alternatywnym GPW wyniosła 102,5 mln zł, co oznacza wzrost o 3,2% rdr.

W sierpniu 2017 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 521,4 tys. szt., o 4,6% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł 302,3 tys. szt., co oznacza wzrost o 9,1% wobec sierpnia 2016 r.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 86,1 mld zł na koniec sierpnia 2017 r., co oznacza wzrost o 9,1% rdr. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 13,5% rdr, do 187,3 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w sierpniu tego roku 38,7 mld zł i była o 12,8% wyższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł 17,4 TWh w sierpniu 2017 r., o 129,1% więcej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 8% osiągając poziom 0,8 TWh. Z kolei łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w sierpniu 2017 r. wyniósł 6,4 TWh, czyli o 32,2% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu energią elektryczną spadł o 39,8% na rynku forward do poziomu 4,5 TWh, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)3, na rynkach spot i terminowym wyniósł 3,6 TWh, co oznacza wzrost o 20,3% w stosunku do sierpnia 2016 r. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) sięgnął w sierpniu 2017 r. 18,8 ktoe4, w porównaniu do 33,5 ktoe w sierpniu 2016 r.

Kapitalizacja 432 spółek krajowych, notowanych na Głównym Rynku, na koniec sierpnia 2017 r. wyniosła 683 mld zł (160,26 mld EUR). Łączna kapitalizacja 484 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na GR GPW sięgnęła na koniec sierpnia tego roku 1 408,9 mld zł (330,59 mld EUR).

Na rynku NewConnect w sierpniu 2017 r. zadebiutowały spółki Scope Fluidics, Biztech Konsulting, Nextbike Polska oraz Aquatech, których łączna wartość ofert sięgnęła ponad 33,4 mln zł.

Na Catalyst w sierpniu 2017 r. zadebiutowały obligacje spółki Vivid Games o wartości emisji 10,5 mln zł.

W sierpniu 2017 r. na GPW odbyły się 22 sesje giełdowe.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

2 z wyłączeniem praw wynikających ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną

3 świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)

4 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Europejskie giełdy zwyżkują

W piątek europejskie giełdy szły w górę trzecią sesję z rzędu po tym, jak EBC zdecydował, że poczeka do grudnia z ogłoszeniem ewentualnego planu ograniczenia aktualnego skupu aktywów (60 mld euro miesięcznie). Z kolei gorsze niż oczekiwano dane z amerykańskiego runku pracy (156 tys. nowych miejsc pracy przy oczekiwanych 170 tys. oraz wzrost poziomu bezrobocia z 4,3% do 4,4%) zmniejszają szanse, że Fed jeszcze raz w tym roku podniesie stopy procentowe. Po nowej próbie atomowej Korei Północnej, która wywołała wzrosty japońskiego jena, szwajcarskiego franka i złota, poniedziałek przyniesie raczej uspokojenie na rynkach, bo w USA i Kanadzie z powodu święta pracy jest dzień wolny.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara australijskiego (+0,23%), a traci do euro (-0,33%), brytyjskiego funta (-0,05%), dolara kanadyjskiego (-0,03%) oraz japońskiego jena (-0,69%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,19, GBP/USD – 1,296, USD/CAD – 1,239, AUD/USD – 0,796 i USD/JPY – 109,5. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,35%) i kurs EUR/JPY wynosi 130,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,918. Złotówka traci do głównych walut. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,58 zł, euro – niemal 4,26 zł, funt – prawie 4,64 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,73 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przeważa kolor zielony. W piątek londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,11%, frankfurcki indeks DAX – 0,72%, a paryski indeks CAC 40 – 0,74%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,2%, meksykański indeks Bolsa stracił 0,25%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 1,54%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,93%, chiński indeks Shanghai Composite zyskał 0,37%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,9%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy wahają się. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 52,32 USD (-0,11%), a ropy WTI – 47,29 USD (+0,13%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 54 USD. Z kolei cena złota kontynuuje spore wzrosty. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1337 USD. To aż 18 USD więcej (+1,36%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Rumunia – Inflacja IPPI (r/r), lipiec – 3% (poprzednia wartość 2,5%)
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja PPI (r/r), lipiec (prognoza 2,2%)
  • 23:10 – Australia – Wystąpienie szefa banku centralnego

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

PKN ORLEN i PGNiG rozpoczynają wspólne wydobycie ze złoża Miłosław E

PKN ORLEN oraz Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo uruchomiły wydobycie gazu ziemnego ze złoża Miłosław E. Instalacja wydobywcza obsługiwana jest z oddalonej o 30 km kopalni. Jest to kolejne złoże w Wielkopolsce wspólnie zagospodarowane przez obie firmy. 

Złoże gazu Miłosław E, z którego spółki rozpoczęły wydobycie, leży na obszarze projektowym Płotki w gminie Miłosław (powiat wrzesiński, województwo wielkopolskie). Zostało ono udokumentowane w 2015 roku w trakcie wiercenia otworu Miłosław-4K na koncesji Kórnik-Środa (nr 32/96/p). Zasoby wydobywalne oszacowano na poziomie 680 mln m3 gazu ziemnego zaazotowanego, a prognozowana eksploatacja złoża potrwa 18 lat.

W ramach wspólnej inwestycji powstała nowoczesna oraz w pełni zautomatyzowana instalacja, której obsługa sprowadza się do okresowego nadzoru oraz okresowej konserwacji. Bieżąca kontrola oraz sterowanie procesem technologicznym odbywa się w sposób zdalny z oddalonej o ok. 30 km Kopalni Gazu Ziemnego Radlin. Podstawowym zadaniem instalacji jest wstępne oczyszczenie wydobywanego gazu, redukcja ciśnienia i niskotemperaturowa separacja płynów złożowych. Tak przygotowany surowiec jest przesyłany wybudowanym na potrzeby inwestycji 10-km rurociągiem do Ośrodka Produkcyjnego Winna Góra, skąd jest transportowany do dalszego oczyszczenia w Kopalni Gazu Ziemnego Radlin. Po dostosowaniu jego parametrów do standardów paliwa gazowego, gaz zostaje skierowany do krajowej sieci przesyłowej.

W ubiegłym roku, w ramach projektu Płotki, oba koncerny uruchomiły wydobycie gazu ze złoża Karmin. Z kolei w maju 2017 roku zakończone zostały prace wiertnicze w otworze Miłosław-5K/H. Uzyskany przepływ węglowodorów w trakcie testów złożowych potwierdził komercyjne nagromadzenie gazu ziemnego. Rozpoczęcie działań inwestycyjnych w celu zagospodarowania odwiertu i wydobycia węglowodorów  planowane jest na koniec 1 kw. 2019 roku.

Projekt Płotki to obszar obejmujący cztery koncesje w Wielkopolsce: Kórnik-Środa, Śrem-Jarocin, Jarocin-Grabina oraz Pyzdry. Na ich terenie znajduje się obecnie 8 złóż, z których prowadzone jest wspólne wydobycie, a jego poziom wynosi około 2 800 BOE/D. PGNiG posiada 51 proc. udziałów i jest operatorem tego projektu. Natomiast ORLEN Upstream, spółka celowa PKN ORLEN w zakresie poszukiwania i wydobycia węglowodorów, dysponuje pozostałymi 49 proc. udziałów. Obie spółki współpracują w Wielkopolsce jeszcze w ramach projektu Sieraków, na obszarze którego prowadzone są prace poszukiwawczo-rozpoznawcze. Projekt zlokalizowany został na terenie Niecki Szczecińskiej, w sąsiedztwie największych odkryć złóż ropy naftowej i gazu ziemnego dokonanych w ostatnich latach w Polsce (Lubiatów – Międzychód – Grotów). Ponadto PGNiG i ORLEN Upstream prowadzą wspólne operacje w Południowej Polsce. W ramach projektu Bieszczady wykonywały dotychczas zdjęcia sejsmiczne, wierciły otwory poszukiwawcze i przeprowadziły testy przepływu.

Aktywa Quercus TFI S.A. pod zarządzaniem na k. sierpnia 2017 r. wyniosły 4,99 mld zł

Warszawa, 4 września 2017 r. Wartość aktywów pod zarządzaniem Quercus TFI S.A. na koniec sierpnia 2017 r. wyniosła 4 992,9 mln zł (wobec 4 941,5 mln zł na koniec lipca 2017 r.) i była najwyższa w ponad 9-letniej historii firmy.

Na wartość aktywów pod zarządzaniem na koniec sierpnia 2017 r. składało się 4 076,5 mln zł ulokowanych w 10 subfunduszach QUERCUS Parasolowy SFIO, 144,2 mln zł w funduszu QUERCUS Absolute Return FIZ, 192,4 mln zł w funduszu QUERCUS Absolutnego Zwrotu FIZ, 58,5 mln zł w Acer Aggressive FIZ, 385,7 mln zł w QUERCUS Multistrategy FIZ, 22,8 mln zł w Private Equity Multifund FIZ oraz 112,9 mln zł aktywów w ramach usługi asset management (bez uwzględnienia środków zainwestowanych w subfundusze / fundusze QUERCUS). Aktywa poszczególnych subfunduszy / funduszy oraz uzyskane stopy zwrotu w br. przedstawiono w poniższej tabeli.

 

Subfundusz / fundusz Aktywa netto na k. 2016 r.
(mln zł)
Aktywa netto na k. VIII 2017 r.
(mln zł)
Stopa zwrotu

w I-VIII 2017 r.

Na hossę:
QUERCUS lev 150,6 217,7 62,94%
QUERCUS Turcja 52,5 55,5 27,17%
QUERCUS Agresywny 564,2 523,9 14,24%
QUERCUS Global Growth 13,4 3,73%
QUERCUS Rosja 46,0 41,0 -3,11%
Na różne warunki rynkowe:
Acer Aggressive FIZ** 46,6 58,5 12,99%
QUERCUS Gold 61,1 75,0 12,16%
QUERCUS Selektywny 471,6 555,8 7,15%
QUERCUS Absolutnego Zwrotu FIZ 189,8 192,4 3,81%
Private Equity Multifund FIZ* 12,9 22,8 3,48%
QUERCUS Multistrategy FIZ 288,4 385,7 3,28%
QUERCUS Stabilny 186,8 187,5 -1,48%
QUERCUS Absolute Return FIZ 138,6 144,2 -2,40%
Na bessę:
QUERCUS Ochrony Kapitału 1 945,3 2 382,5 1,57%
QUERCUS short 18,0 24,1 -25,90%

*) Stopa zwrotu i aktywa netto liczone do dnia ostatniej wyceny, tj. 23.08.2017 r.

**) Stopa zwrotu i aktywa netto liczone do dnia ostatniej wyceny, tj. 30.06.2017 r.

– W sierpniu kontynuowane były pozytywne tendencje na rynkach wschodzących. Nieco słabiej kształtowały się notowania na rynku amerykańskim i niemieckim. Od początku roku S&P500 zyskuje 10,4%, a DAX 5,0%.

Ceny surowców wahały się istotnie. Ropa potaniała i po ośmiu miesiącach br. jej cena spadła o 13%. Złoto podrożało do nowego tegorocznego szczytu i zyskało już 15% od początku roku. Ceny obligacji skarbowych na świecie lekko rosły.

Na GPW koniunktura w sierpniu była bardzo dobra, szczególnie w segmencie blue chips. WIG od początku roku jest na plusie aż 25,5%. Złoty wahał się i ostatecznie kurs kształtował się na poziomie  4,25 do euro i 3,58 do dolara. Ceny polskich obligacji nieznacznie wzrosły (rentowność obligacji 10-letnich spadła do 3,3%).

Jeśli chodzi o nasze wyniki inwestycyjne – największy fundusz QUERCUS Ochrony Kapitału zyskał od początku roku 1,6%. Najwyższe stopy zwrotu – jak dotychczas – osiągnęły QUERCUS lev +62,9%, QUERCUS Turcja +27,2% i flagowy QUERCUS Agresywny +14,2%. Solidne wyniki zanotowały fundusze absolute return, na czele z QUERCUS Selektywny +7,2% i QUERCUS Multistrategy FIZ +3,3%.

Co do naszych wyników sprzedażowych – nabycia netto w sierpniu wyniosły 25 mln zł. Zainteresowaniem cieszył się QUERCUS Ochrony Kapitału.

W najbliższych miesiącach zakładamy utrzymanie się pozytywnych tendencji na rynkach finansowych. Nie można jednak wykluczyć korekt po drodze ku nowym szczytom już 8,5-letniej hossy. – komentuje Paweł Cichoń, Wiceprezes Zarządu Quercus TFI S.A., Dyrektor Departamentu Sprzedaży.

Sztuczna inteligencja dopiero będzie inteligentna

Coraz bardziej powszechnym zjawiskiem staje się dziś przypisywanie maszynom działań pozornie inteligentnych, takich, które opierają się na sztucznej inteligencji (ang. Artificial Intelligence – AI). W rzeczywistości jednak wiele z tych czynności nie ma związku z tą technologią. Współczesna sztuczna inteligencja jest zwieńczeniem pewnego etapu technologicznego, jednak czeka ją dalszy rozwój. W jakim kierunku będzie się rozwijała i w jaki sposób można ją wykorzystać w biznesie?

(31 sierpnia 2017 r.) – Stephen Hawking powiedział, że każdy aspekt ludzkiego życia zostanie przemieniony przez AI, co może być największym wydarzeniem w historii naszej cywilizacji. Moment ten wydaje się być tylko kwestią czasu. Jednak jeśli ktoś ma obawy, że maszyny przejmą kontrolę nad światem, może na razie spać spokojnie.

Iluzja inteligencji

Aby dokładnie zrozumieć to, że w obecnej formie sztuczna inteligencja jest inteligentna tylko z nazwy, należy odnieść się do powszechnie funkcjonującej definicji. Według niej AI jest systemem informatycznym, który może rozumować podobnie jak człowiek. Definiowane w ten sposób rozwiązanie określa się mianem „silnego AI”. Systemy sztucznej inteligencji nie dotarły jeszcze do tego punktu rozwoju. Większość maszyn swoją pracę opiera na tzw. „słabym AI”, czyli systemach inteligentnie realizujących wąsko określone zadania. System grający w pokera nie postawi pasjansa ani nie zagra w szachy. System wykrywający oszustwa nie poprowadzi samochodu ani nie udzieli porady prawnej. A nawet system sztucznej inteligencji wykrywający nadużycia w ochronie zdrowia nie będzie w stanie wykryć oszustwa podatkowego czy nadużycia w bankowości. Maszyny posiadają zdolności nadludzkie, ponieważ wykonują swoją pracę niezawodnie, dokładnie i przez całą dobę. Inteligencja wymaga jednak kreatywności, innowacyjności, intuicji, niezależnego rozwiązywania problemów i wyrozumiałości, a tego maszynom brakuje.

Dynamiczny rozwój AI

Sztuczna inteligencja to koncepcja znana od dziesięcioleci. Jednak dopiero teraz znajduje ona szerokie, praktyczne zastosowanie wraz ze wzrostem ilości i różnorodności dostępnych danych, a także dostępnością wysoce wydajnych mocy obliczeniowych. Sztuczna inteligencja jest szerokim pojęciem, obejmującym wiele dyscyplin, takich jak uczenie maszynowe, które automatyzuje proces budowy modeli analitycznych w celu wydobywania wiedzy ukrytej w danych bez potrzeby programowania maszyny przez człowieka, sieci neuronowe wzorowane na pracy ludzkiego mózgu, które przetwarzają napływające dane i przekazują wyniki przetwarzania do kolejnych jednostek w celu odnalezienia powiązań i interpretacji danych, uczenie głębokie, które umożliwia rozpoznawanie złożonych wzorców w danych i znajduje zastosowanie w takich obszarach jak rozpoznawanie obrazów i przetwarzanie języka naturalnego. Warto też pamiętać, że sztuczna inteligencja swoją mądrość czerpie z danych. Oznacza to, że każda nieścisłość w danych odzwierciedlona będzie w wynikach. Dlatego dostępność i jakość danych będą miały kluczowe znaczenie dla jej dalszego rozwoju.

Obecnie jednym z najgorętszych i jednocześnie najciekawszych kierunków badań w obszarze AI jest zwiększenie elastyczności i wszechstronności dostępnych metod. Powstają pierwsze systemy, które potrafią zrozumieć powiązania między obiektami czy zdarzeniami (tzw. rozumowanie relacyjne, z ang. relational reasoning), a także uczyć się nowych umiejętności bez zapominania dotychczasowych. Jest to kolejny krok do uczynienia sztucznej inteligencji bardziej „ludzką”mówi Michał Kudelski, Senior Business Solution Manager w SAS Polska.

AI w każdej branży

Jednak wykorzystanie rozwiązań opartych o tzw. „słabe AI” przynosi już dziś imponujące efekty w dziedzinach takich jak motoryzacja – kierowanie autonomicznym samochodem, marketing i sprzedaż – bardziej pogłębiona analiza potrzeb i zachowań klientów w celu zapewnienia im inteligentnej i spersonalizowanej obsługi  czy medycyna, gdzie maszyna jest w stanie wykrywać na zdjęciach diagnostycznych różne formy raka ze skutecznością dorównującą doświadczonym radiologom. Sztuczna inteligencja posiada potencjał, dzięki któremu ma szansę przekształcić wiele branż, być może nawet wszystkie. Według przewidywań branżami, na które w najbliższym czasie może znacząco wpłynąć ze względu na duży zasób i wartość danych, będą finanse, transport i rolnictwo.

W biznesie już od wielu lat wdrażamy rozwiązania oparte o metody uczenia maszynowego – modele analityczne przynoszą konkretne korzyści biznesowe naszym klientom. Spodziewamy się, że w niedalekiej przyszłości wykorzystanie AI będzie lawinowo wzrastać. Spowoduje to dalszy wzrost nakładów kierowanych na rozwój tej dziedziny, co przesunie nas w kierunku „silnego AI”. Systemy AI będą działały w sposób zbliżony do sposobu działania doradcy biznesowego, a więc wygodniejszy i bardziej przystępny dla odbiorcy. Interakcja człowiek-maszyna zmieni się nie do poznania, nie tylko w biznesie mówi Michał Kudelski, Senior Business Solution Manager w SAS Polska.

Raport CFTC – pozycje dużych graczy Forex AUD i GOLD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Raport CFTC - pozycje dużych graczy Forex AUD i GOLD 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Raport CFTC - pozycje dużych graczy Forex AUD i GOLD 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Gold – mocne wybicie i raport Commitment of Traders

Po weekendowych doniesieniach o kolejnej próbie jądrowej przeprowadzonej przez Pyongyanga notowania XAUUSD otworzyły się z luką wzrostową. Ruch wzrostowy na rynku metali szlachetnych trwa od kilku tygodni, co potwierdzone jest przez pozycjonowanie się zarządzających na rynku kontraktów terminowych, którzy cały czas na złocie zwiększają swoją pozycję netto.

Według najnowszego raportu Commitment of Traders w poprzednim tygodniu zarządzający otworzyli 25 348 długich pozycji względem 1 699 zamkniętych krótkich. Tym samym powiększyli swoje zaangażowanie do 221 126 pozycji netto, co jest najwyższym wynikiem od niemalże roku.

Pozycje zarządzających, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cme Group

Trend może być kontynuowany, aczkolwiek należy mieć na uwadze ilość pozycji długich względem krótkich na kontraktach terminowych. Historycznie, zbyt jednostronne pozycjonowanie doprowadzała do mocnych odwrotów na rynku.

Z kolei patrząc na analizę techniczną nie mamy jasnego sygnału kontynuacji wzrostów. Z jednej strony kurs wybił się ponad opór ale z drugiej znaleźliśmy się przy kolejnym, a także blisko szczytu z poprzedniego roku.

Notowania Gold, interwał tygodniowy

Notowania Gold, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Notowania gold znalazły się na krótkoterminowym oporze. Nawet jeżeli bastion niedźwiedzi padnie, to prawdziwa twierdza znajduje się na poziomie 1375 USD. Z drugiej strony korekta nie powinna zawędrować niżej niż 1295 USD.

AUDUSD – zbyt duży huraoptymizm

Notowania AUD/USD znalazły się między młotem a kowadłem. Analiza pozycji dużych graczy, a w szczególności funduszy lewarowanych pokazuje zbyt duży optymizm żywiony do dolara australijskiego. Na kontraktach terminowych pozycje netto funduszy hedge wzrosły w okolicę dawno niewidzianych poziomów. Pomimo tego w ostatnim tygodniu podmioty te otworzyły prawie 6 tysięcy długich pozycji względem tysiąca krótkich.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cme Group

Zbyt duży optymizm zawsze prowadził do przewartościowania danego aktywa, a to wcześniej czy później kończyło się sporą wyprzedażą.

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Notowania AUDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym notowania AUDUSD znalazły się w kłopotliwym miejscu. Z jednej strony mamy mocny opór a z drugiej wsparcie. Niedźwiedzie zdołały obronić opór w okolicy 0.80. Wszystko wskazuje na to, że korekta może ściągnąć notowania w okolicę 0.77, a dopiero potem powinniśmy oczekiwać kontynuacji trendu wzrostowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Uczniowie wracają do szkół. Z pierwszym dzwonkiem startuje reforma edukacji

Uczniowie wracają do szkół. Z pierwszym dzwonkiem startuje reforma edukacji 3

Wraz z początkiem roku szkolnego zaczyna się kilkuletni proces reformowania systemu edukacji. Poza organizacją i strukturą szkół, zmiany zajdą również w podstawie programowej. Jedną z najważniejszych jest wprowadzenie nauki programowania już od najmłodszych klas oraz położenie nacisku na rozwój emocjonalny i społeczny. W ocenie pedagogów to krok we właściwym kierunku.

Efekty reformy edukacji zobaczymy po kilku latach. Na ten moment można zaryzykować stwierdzenie, że zmiany w podstawie programowej są obiecujące. Idziemy w kierunku modelu kształcenia młodego człowieka, który będzie kreatywny, będzie potrafił współpracować i podejmować próby rozwiązywania problemów. Jeżeli się uda, może to być wielki sukces tej reformy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Peć, pedagog i ekspert firmy technologicznej Funtronic, która tworzy interaktywne pomoce dydaktyczne i rozwiązania dla edukacji.

Z początkiem września rozpoczyna się nie tylko rok szkolny, ale również proces zmian w systemie edukacji. Rządowa reforma zakłada stopniowe wygaszanie gimnazjów, które zakończy się dopiero w 2019 roku. 6-letnia podstawówka i 3-letnie gimnazjum zostaną ostatecznie zamienione na osiem klas szkoły podstawowej. Funkcjonować będzie też 4-letnie liceum ogólnokształcące, 5-letnie technikum oraz dwustopniowe szkoły branżowe.

– Wszyscy skupiają się przede wszystkim na zmianach formalnych, strukturalnych i systemowych w tej reformie. Ja zachęcam, żeby spojrzeć na nią z punktu widzenia treści podstawy programowej, bo to dla nas istotne jest to, co zmieni się w samym procesie nauczania i jak będziemy podchodzić do procesu dydaktycznego – podkreśla Andrzej Peć.

Skutkiem reformy będzie zmiana nie tylko struktury szkolnictwa, ale i podstawy programowej (określa, co uczeń powinien wiedzieć z danego przedmiotu). Już w tym roku naukę według nowych wytycznych MEN rozpoczną uczniowie I, IV oraz VII klasy szkoły podstawowej. Pozostałe klasy realizują na razie dotychczasową podstawę.

– Już w wychowaniu przedszkolnym pojawia się obszar emocjonalny. Jest to naprawdę istotna zmiana. Ten obszar emocjonalny jest również przedłużony na szkołę podstawową – tam też zwraca się bardzo dużą uwagę na uspołecznienie i emocje dziecka. Dotychczas to gdzieś umykało i nie było przedmiotem analiz. To bardzo istotna zmiana, która nasuwa przy okazji pytanie o to, jaką rolę powinna dziś spełniać szkoła. Czy powinna uspołeczniać, przygotować dziecko do radzenie sobie ze stresem, czy też powinna tylko i wyłącznie dostarczać wiedzy i pewnych umiejętności? – mówi Andrzej Peć.

Zgodnie z nową podstawą dzieci z klas I–III szkoły podstawowej będą dalej objęte nauczaniem wczesnoszkolnym. Natomiast od klasy IV wzwyż rozpoczyna się nauczanie przedmiotowe, w którym zajdzie kilka zmian. W nowej podstawie programowej nacisk zostanie położony na naukę języków obcych, matematykę i informatykę – w tym również naukę programowania, która zostaje wprowadzona już w najmłodszych klasach.

– Programowanie po raz pierwszy znalazło się w treściach podstawy programowej. To jest zmiana fundamentalna. Jest ono dość szeroko rozumiane – mamy do czynienia z nauczaniem myślenia komputacyjnego. Jest ono nakierowane na rozwiązywanie skomplikowanych problemów otwartych. Programowania nie możemy sprowadzić do nauki kodu, żeby było to atrakcyjne dla uczniów. W tym obszarze jest jeszcze jedna istotna zmiana. W treściach edukacji informatycznej, pojawiają się kompetencje społeczne, związane z komunikowaniem się czy współpracą w grupie. Tego też dotychczas nie było – mówi Andrzej Peć.

W ocenie pedagoga, system edukacji w Polsce wypada bardzo dobrze na tle innych państw. Potwierdzają to również publikowane co roku rankingi i badania. W ostatnim, globalnym badaniu TIMSS (sprawdza umiejętności czwartoklasistów z zakresu matematyki i nauk przyrodniczych) polscy uczniowie zajęli 7 miejsce wśród krajów Unii Europejskiej. Natomiast w ostatnim badaniu PISA (najważniejsze i największe badanie edukacyjne na świecie) młodzi Polacy uplasowali się na 4 miejscu w UE w czytaniu i interpretacji oraz na 6 miejscu w zakresie umiejętności matematycznych. To wyniki wyższe niż średnia dla państw OECD.

– Nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów. W naszym systemie edukacji jest wiele obszarów, którymi możemy się pochwalić, chociażby właśnie te rozwiązania w zakresie programowania, które są już przygotowane. Możemy wskazać też na samych nauczycieli – mamy dość sporą grupę bardzo twórczych, kreatywnych nauczycieli – oraz naszą metodykę czy dydaktyki przedmiotowe. Z drugiej strony, nie możemy też popadać w samozachwyt, bo jest jeszcze wiele do zrobienia – ocenia pedagog i ekspert Funtronic.

Ceny wieprzowiny w skupie i detalu są na szczycie. Kolejne miesiące przyniosą obniżki

Ceny wieprzowiny w skupie i detalu są na szczycie. Kolejne miesiące przyniosą obniżki 4

Ceny trzody chlewnej są najwyższe od 5 lat. Wzrost w ostatnich latach spowodował większą opłacalność hodowli świń, ale i wyższe koszty dla producentów mięsa i wędlin skupujących zwierzęta na ubój. Jednak zdaniem prezesa Gobarto obecnych poziomów nie da się długo utrzymać, a ceny mięsa w nadchodzących miesiącach będą spadać. Nie pozostanie to bez wpływu zarówno na sytuację branży, jak i na konsumpcję.

– Ceny trzody chlewnej na pewno będą się zmieniać. W tym roku są one najwyższe od pięciu lat, natomiast to oznacza, że pewnie czeka nas okres obniżek cen. Taka jest cykliczność tego biznesu, tzw. świńskie dołki i górki powodują, że ceny się zmieniają – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Formela, prezes zarządu Gobarto (dawniej PKM Duda). – Teraz jest dobry okres przede wszystkim dla producentów warchlaków. Produkcja tucznika jest na nieco lepszym poziomie, marże są wyższe, ale cały czas jest to bardzo konkurencyjny biznes i bardzo trudno jest utrzymać w nim efektywność i rentowność.

Jak pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego, od początku roku ceny wieprzowiny w skupie rosły. Jedynie w lutym nastąpiło lekkie cofnięcie wobec stycznia. Z tym jednym wyjątkiem, że za kilogram żywca wieprzowego trzeba było co miesiąc płacić coraz więcej. W ujęciu rocznym były to każdorazowo – z lutym włącznie – wzrosty dwucyfrowe z rekordową dynamiką 31,4 proc. osiągniętą w kwietniu. Jeszcze w czerwcu ceny były wyższe o 14,6 proc. niż przed rokiem. W lipcu zarysował się jednak spadek – za 1 kg płacono 5,28 zł, o 33 gr mniej niż miesiąc wcześniej i o 0,4 proc. mniej niż przed rokiem. Wyraźne zmniejszenie cen żywca wieprzowego Agencja Rynku Rolnego prognozuje jednak dopiero w IV kwartale roku.

– Konsumenci mogą się spodziewać, że ceny trzody chlewnej spadną, tym samym mogą spaść ceny mięs. Trzeba pamiętać o tym, że jako kraj jesteśmy elementem większej układanki, nie tylko europejskiej, lecz także globalnej. Chiny mają bardzo duży wpływ na to, jaka jest rentowność i ceny. Eksport z Europy do Chin wpływa na poziom cen w Polsce – wskazuje Formela.

W handlu detalicznym wzrost cen wieprzowiny widoczny jest od kwietnia, gdy wzrosły one wobec marca o 3,3 proc. Potem inflacja w tej kategorii jednak wyhamowała, w maju mięso to podrożało o 2,8 proc., w czerwcu już tylko o 0,1 proc., a w lipcu – o 0,8 proc.

– Cały czas w Polsce najwięcej konsumuje się wieprzowiny. Statystyczny Polak zjada między 39 a 42 kilogramy wieprzowiny w różnej postaci rocznie, następnie jest drób i niestety już pomijana wołowina – mówi prezes zarządu Gobarto. – Im niższe ceny wieprzowiny, tym większe spożycie. Jeśli ceny są wyższe substytutem jest drób, który jest tańszy. Sukcesywnie widzimy, że rośnie spożycie drobiu. Konsumpcja drobiu rośnie z 25–26 kilogramów na głowę do prawie 29 kilogramów.

Choć eksperci zauważają wzrost konsumpcji wołowiny, to wciąż 80–90 proc. krajowej produkcji wysyłane jest poza granice Polski, a sami Polacy zjadają średnio rocznie zaledwie niespełna 2 kg tego mięsa na głowę. Na polskich stołach wciąż króluje wieprzowina, przy czym spożycie mięsa jest nierówne w zależności od regionu. Najwięcej mięsa jedzą mieszkańcy województw podlaskiego i świętokrzyskiego (powyżej 6 kg na miesiąc), a także zachodniopomorskiego i kujawsko-pomorskiego. Najmniej „mięsne” regiony to Wielkopolska, Podkarpacie i Małopolska – tam spożywa się poniżej 5 kg mięsa miesięcznie na osobę.

– 2017 rok może być rokiem przełomowym. Ceny paradoksalnie nie muszą spaść aż do historycznych dołków, ale myślę, że trudno będzie utrzymać w II połowie roku czy w przyszłym roku ceny z I połowy – przewiduje Dariusz Formela. – 2018 rok jest jednak zagadką, wszystko zależy od tego, jak ułoży się produkcja trzody chlewnej w UE, USA i Chinach. Jeśli produkcja na tych rynkach będzie rosła, może to oznaczać, że w Polsce i Europie ceny spadną. Jeśli spadną, to na pewno wszyscy to odczujemy.

Grupa Gobarto zajmuje się hodowlą trzody chlewnej, skupem, ubojem i rozbiorem mięsa wieprzowego, które w wielu asortymentach trafia do odbiorców na terenie całego kraju oraz do kilkunastu odbiorców europejskich oraz azjatyckich. Dystrybuuje także wędliny, a w tym roku dokonała zakupu dwóch spółek z branży drobiarskiej – Bekpolu i Meat-Pacu. Sama spółka Gobarto należy w 83 proc. do producenta mięsa i wędlin z drobiu, firmy Cedrob. W I półroczu 2017 roku Gobarto miało 847,8 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, o 22,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk operacyjny wzrósł niemal dwuipółkrotnie do 30,32 mln zł, natomiast na czysto grupa zarobiła 21,8 mln zł, co niemal trzykrotnie przekracza wartość uzyskaną w I połowie 2016 roku.

Restrykcyjne przepisy o ochronie danych osobowych wejdą w życie za 9 miesięcy. Nowe prawo może zwiększyć popularność rozwiązań chmurowych

Restrykcyjne przepisy o ochronie danych osobowych wejdą w życie za 9 miesięcy. Nowe prawo może zwiększyć popularność rozwiązań chmurowych 5

Unijne rozporządzenie RODO, które zacznie obowiązywać w maju 2018 roku, wymusi duże zmiany na firmach i organizacjach przetwarzających dane osobowe klientów. Znajdą się one pod szczególną ochroną prawną. Dlatego przedsiębiorstwa muszą zawczasu zadbać o narzędzia IT, które zagwarantują maksymalny poziom bezpieczeństwa. Takim rozwiązaniem może być coraz bardziej powszechna w ostatnich latach chmura obliczeniowa, która dodatkowo usprawnia zarządzanie firmą.

Rozporządzenie RODO jest wyzwaniem dla całej organizacji, ponieważ zmieni bardzo wiele procesów zachodzących w każdej firmie. Za tym pójdą również narzędzia informatyczne i rozwiązania prawne. RODO będzie mieć ogromny wpływ na to, w jaki sposób będą procesowane i przetwarzane dane osobowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Jaworski, członek zarządu Microsoft.

Ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO) wejdzie w życie za blisko 9 miesięcy, dokładnie 25 maja 2018 roku. Narzuci ono szereg nowych obowiązków na podmioty, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe. Firmy i organizacje będą zmuszone wdrożyć takie rozwiązania techniczne i organizacyjne, które zagwarantują wysoki poziom bezpieczeństwa informacji o ich klientach. Będą musiały również każdorazowo uzyskiwać zgodę swoich klientów na przetwarzanie ich danych osobowych oraz raportować każdy wyciek danych i nieautoryzowany dostęp.

W aktualnym stanie prawnym wiele przedsiębiorstw nie przywiązuje dostatecznej wagi do ochrony danych osobowych. Dlatego dostosowanie się do nowych wymogów będzie dla nich tym bardziej trudne – mówi Marcin Zadrożny, prawnik Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo.

RODO wprowadza obowiązek utworzenia organu nadzorczego, który będzie pilnował, jak nowe prawo jest przestrzegane na terenie państwa członkowskiego. W Polsce powstanie nowy Urząd Ochrony Danych Osobowych, który zastąpi GIODO. Nowy organ będzie miał możliwość nakładania wysokich kar administracyjnych i finansowych, sięgających nawet 4 proc. rocznych obrotów całego przedsiębiorstwa.

Organizacje powinny się dostosować do nowych wymogów prawnych nie tylko ze względu na ewentualne kary administracyjne czy kontrole organu nadzorczego. W szczególności chodzi o względy wizerunkowe. Dane osobowe to złoto XXI wieku, a ich ochrona jest coraz ważniejsza. Nie tylko dla osób, których te informacje dotyczą, lecz także dla przedsiębiorców. Dlatego nowe regulacje prawne były potrzebne – ocenia Marcin Zadrożny.

Ekspert Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo podkreśla, że firmy i organizacje powinny, jak najszybciej zacząć się szykować na przyjęcie nowych przepisów. Podstawą jest dokładny audyt, który pokaże, jak wewnątrz organizacji przetwarzane są dane osobowe i co należy w tym zakresie poprawić.

– Powinny zostać wyznaczone zespoły wdrożeniowe, które zaczną od audytu zerowego w celu sprawdzenia, jak w danej organizacji są zbierane i przetwarzane dane osobowe. Nie jest to proste zadanie, dlatego takie podmioty powinny albo skorzystać z wyspecjalizowanej, zewnętrznej pomocy, albo poszerzyć swój zespół kadrowy o osoby mające odpowiednią wiedzę z zakresu nowych regulacji – wskazuje Marcin Zadrożny.

Z badań przeprowadzonych w tym roku na zlecenie Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo wynika, że na kilka miesięcy przed wejściem w życie RODO zaledwie nieco ponad połowa kadry zarządzającej wie, jakie obowiązki na firmy nakłada ta regulacja. Tymczasem poza wypracowaniem całkiem nowych procedur firmy i organizacje objęte nowymi przepisami będą musiały też przygotować do tego swoich pracowników. Członek zarządu Microsoft podkreśla, że duże zmiany czekają je nie tylko od strony organizacyjnej, lecz także od strony technicznej, ponieważ rozporządzenie RODO będzie wymagać odpowiedniej infrastruktury IT.

Aplikacje stosowane w firmach powinny być przejrzane pod kątem bezpieczeństwa. Firma musi przeanalizować, czy daną aplikację utrzymuje, bo ryzyko jest niewielkie, czy też wymienia na nową, ponieważ poprawa stanu obecnego nie ma dalszego sensu. Druga część to sprawdzenie warunków prawnych – czy są odpowiednie zapisy i klauzule w tych miejscach, które są niezbędne. Ostatnia rzecz to wdrożenie. Tu ogromne znaczenie ma doświadczenie osób, które już wdrażały nowe przepisy, ponieważ RODO jest dla wszystkich nowym wyzwaniem – mówi Michał Jaworski.

Ocenia, że dla firm, które przygotowują się do wdrożenia nowych regulacji, dobrym rozwiązaniem jest chmura, która gwarantuje bardzo wysoki poziom bezpieczeństwa przechowywanych w niej informacji, a dodatkowo usprawnia zarządzanie całym przedsiębiorstwem.

Badania pokazują, że zalety chmury dostrzega coraz więcej przedsiębiorstw. Według Onex Group już co druga mała i średnia firma w Polsce korzysta przynajmniej z jednego rozwiązania chmurowego. Z kolei IDC prognozuje, że do 2020 roku wydatki firm na oprogramowanie, sprzęt, wdrożenia, serwis oraz zarządzanie usługami w chmurze w skali globalnej wzrosną trzykrotnie. Do końca tej dekady już 45 proc. oprogramowania i infrastruktury IT w przedsiębiorstwach prowadzonych na terenie Europy ma być dostarczane w chmurze. To rozwiązanie może się okazać pomocne we wdrażaniu unijnych regulacji dotyczących ochrony danych osobowych.

Rozwiązania chmurowe będą wielką pomocą dla wszystkich, którzy wdrażają RODO, bo zapewniają wiele narzędzi i są przygotowane właśnie pod to rozporządzenie, pod obowiązki nakładane na administratorów i podmioty przetwarzające dane osobowe. Jesteśmy w sytuacji, w której musimy przemyśleć jeszcze raz całą strategię firmową oraz zadecydować, w jaki sposób będzie wykorzystywana chmura, jakimi narzędziami będziemy się posługiwali i jak od strony informatycznej szybko przygotować się do RODO – mówi członek zarządu Microsoft.

Rozporządzenie RODO ma ujednolicić przepisy dotyczące danych osobowych we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Nowe przepisy nadają konsumentom szereg uprawnień, m.in. prawo do informacji o tym, jak wykorzystywane są ich dane, oraz prawo do bycia zapomnianym, które zakłada, że każdy będzie mógł wnioskować o wykasowanie informacji na swój temat z systemów informatycznych. Celem tych zapisów jest zwiększenie kontroli osób fizycznych nad ich danymi osobowymi.

Jak wynika z badań BIK, co piąty Polak doświadczył negatywnych konsekwencji związanych z ryzykiem naruszenia danych. Z kolei tegoroczne badanie Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo (raport „Co wiemy o ochronie danych 2017”) pokazuje, że Polacy są świadomi zagrożeń związanych z naruszeniem danych osobowych, ale nie do końca wiedzą, jak się przed nimi bronić i jak reagować w przypadku takich incydentów. Tymczasem co trzeci badany przynajmniej raz w życiu doświadczył naruszenia prawa do prywatności, ale ledwie co dziesiąty zgłosił to odpowiedniej instytucji.

Dlatego Fundacja wystartowała w tym roku z ogólnopolską kampanią „Potencjalnie nieBezpieczni”, skierowaną nie tylko do konsumentów, lecz także do przedsiębiorców. Jej celem jest poszerzanie wiedzy na temat bezpieczeństwa informacji i ochrony danych osobowych, wyczulenie na potencjalnie zagrożenia i zwiększenie świadomości dotyczącej nowych przepisów, które zaczną obowiązywać już za 9 miesięcy.

Dobra sytuacja w branży mieszkaniowej przyspiesza rozwój rynku sklepów budowlanych. Sprzedaż przenosi się do internetu

Dobra sytuacja w branży mieszkaniowej przyspiesza rozwój rynku sklepów budowlanych. Sprzedaż przenosi się do internetu 6

Rynek DIY, czyli Do-It-Yourself (zrób to sam), wart jest blisko 52 mld zł i w zeszłym roku wzrósł o ponad 5 proc. – wynika z danych PMR. Szybki rozwój tego rynku to efekt m.in. dobrej sytuacji w branży mieszkaniowej. Sieć Bricomarché chce wykorzystać tę dynamikę i docelowo awansować do pierwszej trójki liderów na tym rynku. Do końca przyszłego roku planuje otworzyć 26 nowych sklepów, w tym 4 jeszcze w tym roku. W 2018 roku chce także uruchomić sprzedaż przez internet.

Wiemy, że klienci lubią obejrzeć osobiście nasz towar, natomiast wielu z nich poszukuje go również w sieci, dlatego już w przyszłym roku uruchomimy sprzedaż przez internet – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Katarzyna Jańczak-Stefanide, dyrektor generalna Bricomarché w Polsce, Grupa Muszkieterów. – W pierwszej kolejności w przyszłym roku w 50 sklepach będzie można odebrać towar zamówiony wcześniej przez internet, natomiast w drugim etapie zakładamy już zakupy przez internet z możliwą dostawą do domu.

Swój udział w rynku detalicznym Bricomarché szacuje na 11 proc. Docelowo w dłuższym terminie chce się znaleźć w pierwszej trójce sieci typu „dom i ogród” (DIY – do it yourself/zrób to sam) w Polsce.

Bricomarché to sieć sklepów typu „dom i ogród” (DIY – do it yourself/ zrób to sam). W sieci znajdują się sklepy o powierzchni od 800 do ponad 5000 tys. mkw., oferujące od 15 do 25 tys. artykułów do budowy, remontu, wykończenia wnętrz i majsterkowania. Do tej pory sieć prowadziła politykę lokalizowania sklepów w mniejszych miejscowościach, jednak w kwietniu 2017 roku po raz pierwszy wkroczyła do liczącego ponad pół miliona mieszkańców Poznania i przejęła lokal w Galerii Pestka po Praktikerze.

Dalsze plany Bricomarché to konsekwentny rozwój. W tym roku chcemy otworzyć jeszcze cztery sklepy, a przyszły rok zamierzamy zakończyć liczbą 170 działających supermarketów – mówi Marian Słomiak, pełnomocnik zarządu Grupy Muszkieterów ds. Bricomarché.

W sieci Bricomarché działają obecnie 144 sklepy prowadzone przez 115 niezależnych przedsiębiorców, w których zatrudnionych jest 3,5 tys. pracowników. Z danych firmy wynika, że w 2016 roku obroty sieci wzrosły o ponad jedną czwartą, a liczba klientów – o niemal 22 proc.

– Bricomarché w ciągu ostatnich kilku lat notowało ponad 20-proc. wzrosty. W tym roku planujemy zwiększyć obroty o około 12 proc., co mamy nadzieję, spowoduje przekroczenie granicy 2 mld zł – przewiduje Marian Słomiak. – Konsekwentnie realizujemy naszą strategię opartą na trzech filarach: dobre ceny, wygoda dla klienta oraz profesjonalizm. Starannie dobieramy również nasze lokalizacje: w ciągu ostatnich 3 lat przejęliśmy 14 lokalizacji po Nomi, w tym roku udało nam się przejąć pierwszą lokalizację po Praktikerze w Poznaniu, w Pestce.

W tym roku Bricomarché koncentruje się na realizacji dwóch głównych projektów. Pierwszym z nich jest modernizacja stref budowlanych w poszczególnych sklepach.

Jest to ściśle powiązane z otwarciem przez nas innowacyjnego składu budowlanego, który obsługuje obecnie 24 sklepy. Z tego składu klient może otrzymać towary, które wcześniej zamówił w sklepie, bezpośrednio na swoją budowę – mówi Katarzyna Jańczak-Stefanide.

Jak dodaje, towary te są dostarczane samochodem z rozładunkiem HDS (hydrauliczny dźwig samochodowy), klient ma więc zapewnioną kompleksową obsługę. Natomiast sklepom nowy skład umożliwia obniżenie zapasów w magazynach i znalezienie przestrzeni na ekspozycję innych towarów.

Drugim projektem, który realizujemy w tym roku, jest szerokie działanie marketingowe razem z dwiema znanymi osobistościami – Mają Popielarską, znaną z programu „Maja w ogrodzie”, oraz z Wiesławem Skibą. Razem utworzyliśmy fanpage „Bricomarché po sąsiedzku”, gdzie klienci mogą znaleźć cenne porady przygotowywane przez obu ekspertów. Wspólnie tworzymy także treści dla telewizji – mówi Jańczak-Stefanide.

W Polsce jest już 1,1 mln użytkowników rowerów miejskich. Na rynek wchodzi nowy system wypożyczania bez stacji dokujących

W Polsce jest już 1,1 mln użytkowników rowerów miejskich. Na rynek wchodzi nowy system wypożyczania bez stacji dokujących 7

Z systemu wypożyczalni rowerów miejskich zarówno do celów rekreacyjnych, jak i codziennych obowiązków korzysta w Polsce już ponad milion osób. Dotychczasowe rozwiązania stosowane w wielu polskich miastach opierały się na sieci stacji dokujących, z których można rower wypożyczyć i oddać. Nowy system wypożyczania rowerów miejskich, który ma ruszyć we wrześniu, umożliwia zostawianie sprzętu niemal gdziekolwiek.

– System działa bez stacji dokujących. Użytkownicy mogą zaparkować rower, gdziekolwiek chcą, tam, gdzie jest to dozwolone. Różni się to od większości, jeśli nie wszystkich systemów dostępnych obecnie w Polsce. Jesteśmy pierwsi na rynku z systemem free-floating – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Magdalena Gromniak z Cross Technology.

Eksperci zauważają, że publiczny wynajem rowerów miejskich jest przejawem rozwijającego się trendu „ekonomii współdzielenia”, według którego nie trzeba posiadać danej rzeczy, aby z niej korzystać. Jak wynika z raportu firmy konsultingowej PwC, w Polsce już 40 proc. Polaków zna usługi z zakresu sharing economy (ekonomii współdzielenia), z czego 26 proc. aktywnie z nich korzysta. Według danych Nextbike Polska rowerowa społeczność Veturilo w Polsce przekroczyła już milion osób, a rowery wypożyczono do tej pory już ponad 20 milionów razy.

Według raportu firmy badawczej iiMedia Research rynek wypożyczania rowerów miejskich ma być wart 1,5 mld dolarów do końca 2017 r., zaś do 2019 r. ma wzrosnąć do 3,5 mld dolarów. Światowym liderem na rynku wypożyczania rowerów miejskich są Chiny. Jak podaje magazyn „Forbes”, chińskie firmy Ofo oraz Mobike są aktualnie największymi firmami bike-sharingowym na świecie, wycenianymi na miliard dolarów. Oferują one nie tylko możliwość wypożyczenia roweru na 30 min za równowartość 15 centów, lecz także pozostawienia go w niemal dowolnym miejscu.

– Rozwiązania, gdzie użytkownicy mogą parkować tam, gdzie chcą, istnieją już w Azji od dwóch lat. Są tam bardzo popularne. Właśnie tam natchnęło nas, aby stworzyć Cross Bike, kiedy pewnego dnia, chodząc po Szanghaju, natknęliśmy się na takie właśnie rowerki. Ściągnęliśmy aplikację i zauroczyło nas to, jak łatwe są w obsłudze, jak szybko się je wypożycza i jak uroczo wyglądają. Pomyśleliśmy, dlaczego by nie zrobić tego w Warszawie – dodaje Magdalena Gromniak.

Wypożyczenie roweru w Polsce do tej pory oznaczało dotarcie do stacji dokującej, z której dany rower można było odebrać. Dzięki wykorzystaniu technologii Bluetooth przypięty do tylnego koła roweru zamek można odblokować za pomocą telefonu komórkowego.

– Nasza aplikacja jest bardzo prosta. Po jej ściągnięciu użytkownik rejestruje się, wpłaca depozyt, ładuje swój wirtualny portfel, z którego potem pobierane są bieżące opłaty za przejazd, jest to 1 złoty za pół godziny. Działa to na zasadzie połączenia z zamkiem przez Bluetooth. Użytkownik zbliża telefon do zamka, klika „Odblokuj”, zamek odblokowuje się i można jechać, a aplikacja zaczyna liczyć czas – wskazuje przedstawicielka CROSS Bike.

Bluetooth nie jest jedyną nową technologią wykorzystywaną przez system CROSS Bike. Dzięki technologii GPS firma może namierzyć rowery, które zostaną ukradzione lub zbyt długo przechowywane przez wypożyczającego. Według polskiego prawa za kradzież rowerów miejskich grozi nawet pięć lat więzienia.

– Na pewno znajdą się osoby, które będą chciały przywłaszczyć sobie rower lub zaparkować w miejscu, w którym będzie niedostępny dla innych. Po pierwsze, mamy system GPS, możemy lokalizować każdy rower, po drugie – rower wyróżnia się wyglądem. Gdy ktoś będzie chciał wywieźć rower do innego miasta, jest on tak charakterystyczny, że od razu widać, skąd się wziął – stwierdza przedstawicielka Cross Bike.

Według raportu „Rowerowa Polska”, choć zdecydowana większość badanych rowerzystów (93 proc.) korzysta z dwóch kółek w celach rekreacyjnych, to ponad połowa wykorzystuje rower w codziennych obowiązkach – jeździ nim do pracy, na uczelnię czy po zakupy. System rowerów miejskich wykorzystywany jest zarówno w celach wypoczynkowych, jak i ułatwia wypełnianie codziennych obowiązków.

– Startujemy z flotą 500 rowerów. Jeśli pomysł spodoba się warszawiakom, to na pewno podwoimy lub potroimy tę liczbę. Mamy plan, aby poszerzyć działalność na inne polskie miasta, nie będę na razie zdradzać, które są na naszej liście – podsumowuje Magdalena Gromniak.

Polskie firmy motoryzacyjne, meblowe i spożywcze z dużymi szansami na podbój meksykańskiego rynku

Polskie firmy motoryzacyjne, meblowe i spożywcze z dużymi szansami na podbój meksykańskiego rynku 8

Ponad 120 mln mieszkańców, rozwijająca się gospodarka i dobre kontakty z sąsiadami – to główne atuty Meksyku, które przyciągają na ten odległy rynek polskie firmy. Autorzy przewodnika dla polskich przedsiębiorców „Doing business in Mexico” zauważają, że jest to obiecujący kierunek eksportowy zwłaszcza dla firm z sektora motoryzacyjnego, meblowego i rolniczego, producentów maszyn, farmaceutyków i branży elektromechanicznej. W przeciwieństwie do gospodarek azjatyckich Ameryka Łacińska pozostaje bardziej otwarta na wymianę handlową.

Ameryka Łacińska to jedno z produkcyjnych i eksportowych centrów świata, które bardzo dynamicznie rozwijało się w ostatnich latach. Ma potencjał zarówno jako rynek sam w sobie, jak i jako platforma eksportowa. W szczególności Meksyk z racji swojego dynamicznego rozwoju w ciągu ostatnich 20 lat stał się ważny dla importu i eksportu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Fernando Lardies, head of network banking w Grupie Santander.

Meksyk, w którym mieszka przeszło 127 mln ludzi, jest ogromnym rynkiem zbytu, a jego gospodarka w 70 proc. opiera się na handlu zagranicznym. Eksperci i analitycy BZ WBK i Banco Santander México, którzy przygotowali poradnik „Doing business in Mexico”, przybliżający polskim firmom specyfikę tamtejszego rynku, wskazują również, że Meksyk jest największą gospodarką w Ameryce Łacińskiej, ale też dla polskich firm może być doskonałym przyczółkiem do ekspansji w całym regionie. To istotne o tyle, że siła nabywcza najbliższych sąsiadów: Karaibów, Wenezueli czy Kolumbii, cały czas wzrasta.

Na razie sprzedaż towarów i usług z Polski do samego Meksyku stanowi mniej niż 0,5 proc. całego krajowego eksportu. W ubiegłym roku osiągnęła wartość 531 mln dol., natomiast import z Meksyku do Polski przekroczył 536 mln dol.

Meksyk jest trzecim w regionie eksporterem do Polski i drugim importerem polskich produktów. Perspektywy są bardzo obiecujące dzięki ostatnio podjętym krokom, ale myślę, że potencjał jest dużo większy – mówi Fernando Lardies.

Ze względu na gęstość zaludnienia i dużą liczbę mieszkańców Meksyk jest obiecującym rynkiem zwłaszcza dla sektorów związanych z konsumpcją.

 Część najmocniejszych gałęzi przemysłu w Meksyku pokrywa się z sektorami, które są silne również w Polsce i można to wykorzystać. Jedną z nich jest motoryzacja, produkcja samochodów, ciężarówek i części zamiennych. Przykładowo polscy dostawcy dla Volkswagena i innych producentów samochodów, których działa w Meksyku dwudziestu trzech, mogą znaleźć dla siebie miejsce na tamtejszym rynku. Dobre perspektywy ma też przemysł chemiczny, farmaceutyczny i przemysł ciężki – mówi Fernando Lardies.

Dyrektor sieci globalnej bankowości w Grupie Santander zauważa, że niewykorzystany jest także potencjał w przemyśle maszynowym, a szansą może być na przykład produkcja maszyn górniczych.

Najważniejszym aspektem meksykańskiej gospodarki, który może być atrakcyjny dla polskich firm, jest jednak jej potencjał wytwórczy. Dzięki temu Meksyk jest dobrą platformą do rozwijania określonych branż. Dobrym przykładem jest rolnictwo, w którym także są aktywne polskie firmy.

Głównym partnerem handlowym Meksyku są Stany Zjednoczone, gdzie trafia zdecydowana większość (ponad 80 proc.) całego meksykańskiego eksportu. Deklaracje prezydenta USA Donalda Trumpa i zapowiedź zmiany polityki handlowej w USA mogą się odbić na meksykańsku rynku. Paradoksalnie, jest to jednak okazja dla polskich firm, ponieważ Meksyk – chcąc wypełnić lukę w eksporcie – będzie musiał szukać okazji do zwiększenia wymiany handlowej z Europą czy państwami azjatyckimi.

Musimy zaczekać na efekty negocjacji handlowych z USA. Konsensus ekonomistów na ten rok i dwa kolejne lata zakłada umiarkowany wzrost gospodarczy na poziomie około 2 proc. Musimy zobaczyć, jak będzie się kształtował azjatycki popyt na surowce naturalne, które eksportuje Meksyk. Ostatecznie jednak popyt powinien rosnąć, zarówno ze strony gospodarki amerykańskiej, jak i azjatyckiej – prognozuje Fernando Lardies.

Eksperci podkreślają, że w porównaniu z gospodarkami azjatyckimi rynek meksykańskie jest bardziej otwarty i stosunkowo łatwo na nim zadebiutować.

Nie trzeba tu szukać lokalnego partnera, jak na przykład w Chinach i w innych azjatyckich gospodarkach, czy nawet w Brazylii, która ma bardzo skomplikowaną legislację. Meksyk jest łatwiejszy, ale i tak potrzebne jest doradztwo w kwestii prowadzenia biznesu. Tym zajmuje się nasz zespół w Meksyku, który razem z zespołem w BZ WBK w Polsce może pomóc firmom, zarówno jeżeli chodzi o eksport i import, jak i rozpoczęcie biznesu na meksykańskim rynku – deklaruje Fernando Lardies.

Fernando Lardies zaznacza, że przedsiębiorstwo, które chce rozpocząć zagraniczną ekspansję w innym kraju, szczególnie tak odległym jak Meksyk, musi uwzględniać inne realia biznesowe, jakie tam obowiązują. Chodzi m.in. o sposób rozmowy z kontrahentami, kwestie prawne i podatkowe, a także rozmowy z samorządem i lokalnymi władzami.

 Z naszego doświadczenia wynika, że firmy potrzebują najczęściej wsparcia w szukaniu kontrahentów zagranicznych. To dotyczy wszystkich rynków, nie tylko Meksyku. Często dostajemy zapytania, czy możemy zorganizować spotkania z partnerami, którzy mogliby być odbiorcami, czy możemy zorganizować misje wirtualne czy wyjazdowe, przygotowujemy agendy spotkań. Są też inne kwestie – na przykład pomoc przy zakładaniu firmy, szukanie prawników. To pojawia się trochę rzadziej, ale także jest potrzebne – mówi Olga Pietkiewicz, dyrektor International Desk w Banku Zachodnim WBK i Grupie Santander.

Przedsiębiorcy, którzy stawiają pierwsze kroki w Meksyku, mogą liczyć również na państwowe wsparcie i pomoc Zagranicznego Biura Handlowego PAIH, którego działalność została zainaugurowana podczas kwietniowej misji gospodarczej towarzyszącej oficjalnej wizycie władz państwowych i prezydenta Andrzeja Dudy w Meksyku. W ramach misji zorganizowanej przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu Bank Zachodni WBK i Banco Santander México zaaranżowały w Mexico City Polsko-Meksykańskie Forum Biznesowe, seminaria i bezpośrednie spotkania polskich przedsiębiorców z potencjalnymi kontrahentami.

W 2017 r. wydatki na reklamę internetową po raz pierwszy będą większe niż na reklamę telewizyjną. Na promocję w sieci firmy przeznaczą 205 mld dolarów

W 2017 r. wydatki na reklamę internetową po raz pierwszy będą większe niż na reklamę telewizyjną. Na promocję w sieci firmy przeznaczą 205 mld dolarów 9

Najnowszy raport agencji Zenith wskazuje, że 2017 rok będzie przełomowy dla branży reklamowej. Pierwszy raz w historii wydatki na reklamę internetową przewyższą wartość inwestowaną w reklamę telewizyjną. Prognozy wskazują, że blisko 37 proc. budżetów reklamowych będzie przeznaczonych na promocję w sieci. Duża w tym zasługa millenialsów, czyli pokolenia, które konsumuje powierzchnie reklamowe, korzystając z ok. 3–4 ekranów jednocześnie.

– W najbliższych latach reklama internetowa będzie główną reklamą, ponieważ da się ją mierzyć, jest responsywna, dopasowana, trafia do nas tu i teraz, jest odpowiedzią na zapytania użytkownika. Reklama telewizyjna, outdoorowa czy jakakolwiek inna wpływa wyłącznie na zwiększenie świadomości marki, budowanie zasięgu, ewentualne trafienie z nową usługą. Ta reklama jest potrzebna, ona będzie, ale budżet reklamowy będzie przekładał się jednak na siłę konwersji, która jest mierzalna i dopasowana do użytkownika – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Patrycja Ogrodnik, brand manager z Agencji Freebee.

Według najnowszego raportu „Advertising Expenditure Forecasts” agencji Zenith wydatki na reklamę internetową w skali globalnej wzrosną o 13 proc. i osiągną wartość 205 mld dolarów w 2017 r. Jak wynika z prognoz, wydatki na reklamę internetową po raz pierwszy w historii będą wyższe niż wydatki na reklamę telewizyjną. Stanowić mają 36,9 proc. całego globalnego rynku reklamowego. W Polsce sytuacja jednak nieco się różni.

– W Polsce sytuacja wygląda inaczej. Rynek reklamy telewizyjnej to nadal około 50 proc., ale ma miejsce wzrost reklamy internetowej vs reklamy telewizyjnej – o reklamie telewizyjnej mówi się, że budżety wzrastają o około 4 proc., natomiast wzrost budżetów na reklamę internetową jest mierzony na poziomie około 12–14 proc. – twierdzi Patrycja Ogrodnik.

Trendy na rynku reklamy zmieniają się ze względu na zmieniające się społeczeństwo. Według badań przeprowadzonych przez firmę Microsoft średni czas skupienia, tzw. „attention span”, przeciętnego internauty wynosi zaledwie 8 sekund.

– Im więcej przekazów reklamowych, tym widzowi trudniej utrzymać uwagę. Niektóre badania mówią, że mamy tylko 5 sekund, aby reklama nas przyciągnęła, stąd reklama screeningowa jest odpowiedzią, dlaczego warto korzystać z formatów z wykorzystaniem wideo, ponieważ odpowiada na nasze potrzeby tu i teraz, nie wymaga czasu na zwrócenie uwagi klienta, a jednocześnie może odpowiadać na jego potrzeby – przekonuje brand manager z Agencji Freebee.

Według badań Google zatytułowanych „How People Use Their Devices”, 57 proc. ludzi codziennie korzysta z co najmniej dwóch mobilnych urządzeń. Niemal połowa internautów surfuje po sieci na kilku urządzeniach. 20 proc. badanych korzysta także z innego urządzenia mobilnego jak smartfon czy tablet, podczas gdy jednocześnie używa komputera. Sposobem na przyciągnięcie uwagi jest wykorzystanie tzw. influencer marketingu.

– Millenialsi, czyli pokolenie najmłodszych, konsumuje powierzchnie reklamowe ok. 3–4 ekranów, czyli osoba z tej grupy korzysta z telewizji, laptopa, tabletu i smartwatcha. W tym momencie złapanie jej uwagi jest bardzo trudne. Millenialsi i jeszcze młodsze pokolenie są w internecie i szukają ludzi, których oglądają na co dzień, stąd influencer marketing jest jednym z tych trendów, o których się mówi – przekonuje Patrycja Ogrodnik.

Influencer marketing rozwija się przede wszystkim w mediach społecznościowych i na platformie YouTube. Jak wynika z danych Global Media Insight, YouTube odwiedza miesięcznie 1,3 mld unikalnych użytkowników, którzy codziennie oglądają 310 mln materiałów wideo. Z badań GMI wynika, że 60 proc. ludzi woli obejrzeć materiał wideo, niż przeczytać tekst (40 proc.).

– Teraz liczy się YouTube, twórców jest coraz więcej, widzów jest coraz więcej, ale wygrywa jakość. Formaty youtubowe powinny się przestawić się na formaty telewizyjne. Nie chodzi o to, aby zamknęły się w sztywnej puszce, do której nie ma dostępu, oni zawsze będą bardziej responsywni, ale powinni stawiać na jakość, na to, w jaki sposób nagrywają, w jaki sposób mówią i w jaki sposób prezentują. Przy współpracy z klientem czy agencją sprawdzanie jakości materiału ma kluczowe znaczenie – podsumowuje Patrycja Ogrodnik.

Duże zmiany na rynku programów lojalnościowych. Firmy muszą się bardziej starać, żeby przyciągnąć klientów

Duże zmiany na rynku programów lojalnościowych. Firmy muszą się bardziej starać, żeby przyciągnąć klientów 10

W ciągu ostatniego roku o 17 pkt proc. wzrosła liczba Polaków, którzy korzystają z programów lojalnościowych – wynika z badania ARC Rynek i Opinia. Uczestnictwo w takich inicjatywach deklaruje już ponad połowa Polaków. Na rynku programów lojalnościowych zachodzą duże zmiany, a potrzeby i oczekiwania klientów rosną. Dlatego firmy i marki muszą dostarczać im finansowych korzyści, tworzyć spersonalizowane oferty i używać niestandardowych narzędzi, żeby budować lojalność konsumentów. 

Lojalny klient jest najważniejszy dla marki, sklepu czy usługi. Mamy jednak świadomość, że klienci potrzebują czegoś więcej. W Polsce programy lojalnościowe skupiły się na tym, żeby wydawać karty i za dziesięć kaw dawać jedenastą gratis albo za każdą wydaną kwotę przyznawać premię na kolejne zakupy. Gdzie w tym wszystkim zarządzanie bazą klienta? Za pozyskaniem wiernego klienta powinno iść coś więcej. Marki powinny wychodzić poza swoje portfolio i dawać coś, czego nie oferuje nikt inny – mówi agencji Newseria Biznes Patrycja Ogrodnik, brand manager w Agencji Freebee.

Firmy i marki tworzą programy lojalnościowe, żeby pozyskać nowych i zatrzymać dotychczasowych klientów oraz zbudować ich przywiązanie. Są postrzegane jako dobry sposób na budowanie trwałych relacji z konsumentami. Jeszcze rok temu – według badania ARC Rynek i Opinia – uczestnictwo w programach lojalnościowych deklarowało 41 proc. Polaków. Według najnowszego Monitora Programów Lojalnościowych w ciągu ostatnich 12 miesięcy ten odsetek zwiększył się o 17 pkt proc.

Eksperci ARC Rynek i Opinia podkreślają, że ten wzrost to efekt wprowadzenia na rynek programu Moja Biedronka, który szybko stał się numerem jeden. Kolejne miejsca w rankingu popularności zajmują Tesco Clubcard, Orlen Vitay, Payback oraz program lojalnościowy CCC Clubcard należący do znanej sieci obuwniczej. Najbardziej aktywni są klienci, którzy korzystają z programów bonusowych stacji paliw, perfumerii i drogerii oraz hipermarketów i dyskontów.

Eksperci zauważyli, że w ciągu ostatniego roku na rynku programów lojalnościowych doszło do istotnych zmian. Część została zawieszona, pojawiło się kilka nowych, a niektóre z nich przeszły rebranding. Jednak to uruchomienie programu bonusowego Biedronki najmocniej wpłynęło na rynek, który dotychczas się kurczył. Jeszcze rok temu wyniki cyklicznego Monitora Programów Lojalnościowych pokazywały, że konsumenci z nich rezygnują, zniechęceni  brakiem widocznych korzyści i poczuciem nieopłacalności zbierania punktów lojalnościowych.

Programy lojalnościowe mają sens, ale powinny być wsparte dodatkowymi działaniami, które zaskakują użytkownika, wprowadzają go w markę i jej historię, pozwalają mu tworzyć produkt i wyłaniają grupy klientów, które mogą wpływać na dane obszary funkcjonalności. Mogą też wykorzystać użytkowników do tego, aby to oni sami rekomendowali dany produkt lub usługę. Nie ma lepszych ambasadorów niż sami klienci – podkreśla Patrycja Ogrodnik.

Programy lojalnościowe kojarzą się w Polsce głównie ze zbieraniem punktów, pieczątek i naklejek przy okazji zakupów w hipermarkecie albo tankowania na stacji benzynowej. Chociaż ich uczestnicy deklarują, że programy bonusowe nie do końca spełniają ich oczekiwania i są do nich dopasowane, to wielu Polaków ma w portfelu nie jedną, lecz kilka kart stałego klienta.

Brand manager Agencji Freebee zauważa, że część marek zaczyna odpowiadać na potrzeby klientów i budować ich lojalność poprzez działania, które niekoniecznie wpisują się w definicję programu lojalnościowego. Dobrym przykładem jest ostatnia kooperacja sieci McDonald’s z UberEATS, w ramach której klienci dostawali specjalne gadżety do każdego zestawu z dostawą.

Klienci zaangażowali się, żeby dostać piżamę z hamburgerem i wykorzystać aplikację do zamówienia swojego jedzenia. Czy można to nazwać programem lojalnościowym? Nie. Czy działania McDonald’s są działaniami lojalizującymi wobec marki? Tak. Zatem nie trzeba wprowadzać programu lojalnościowego, aby zwiększać sprzedaż i zaangażowanie klientów? Wystarczy wykorzystywać narzędzia zwiększające sprzedaż, a jednocześnie umożliwiające nawiązanie kontaktu z klientem – wskazuje Patrycja Ogrodnik.

Takie starania są opłacalne, bo – jak pokazują badania ARC Rynek i Opinia – zwiększa to przywiązanie klientów i wpływa na ich decyzje zakupowe. Aż 35 proc. klientów kupuje więcej dzięki programom lojalnościowym.

Tegoroczny raport „Przyszłość zakupów”, przygotowany przez Comarch i Kantar TNS, pokazuje, że obecny poziom lojalności klientów jest niski i kształtuje się na poziomie 32–51 proc. w zależności od kategorii. Klienci są najbardziej lojalni w stosunku do sprzedawców i marek z kategorii uroda, kosmetyki, odzież i obuwie.

O udziale w programie bonusowym decydują korzyści materialne i finansowe. Oferty i promocje są istotne dla 91 proc. polskich klientów. Niewiele niższy odsetek (86 proc.) uwzględnia jakość i liczbę nagród oferowanych za członkostwo w programie lojalnościowym. Dwie trzecie docenia natomiast korzyści takie jak przedpremiery czy przedsprzedaż. Dla ponad połowy konsumentów ważne jest uczestnictwo w rozwoju danej marki (59 proc.), a dla 68 proc. – możliwość startowania w konkursach i loteriach. 43 proc. polskich konsumentów podkreśla, że znaczącym aspektem uczestnictwa w programie lojalnościowym jest grywalizacja, interaktywne gry i rozrywki.

Z badań wynika też, że przejrzystość i zrozumiałość to najważniejsze cechy, których Polacy oczekują od programu lojalnościowego. Dla 96 proc. istotny jest zrozumiały regulamin, wiedza o tym, jak firma wykorzystuje dane osobowe (95 proc.), oraz możliwość łatwiej rezygnacji z programu (93 proc.). Dla 85 proc. istotna jest też nagroda w zamian za zgodę na wykorzystanie ich danych personalnych do celów marketingowych.

Ze wspólnego raportu Comarch i Kantar TNS wynika również, że główne czynniki budujące lojalność to m.in. pozytywne doświadczenia zakupowe oraz trafne i spersonalizowane promocje i oferty. Personalizacja jest z kolei ostatnimi czasy jednym z najsilniejszych trendów w reklamie.

Ciekawym aspektem personalizacji reklam jest to, jak mierzony jest sam użytkownik. Wychodząc od tego, czego szuka w internecie, co go interesuje i jaki jest, możemy pokazać mu to, czego potrzebuje na różnych platformach. Big data jest teraz smart data. Wykorzystywanie szeroko pojętych danych behawioralnych w połączeniu z neuromarketingiem, kognitywistyką, wiedzą o tym, jak pracuje mózg, powinno być przełożone na formaty reklamowe – uważa Patrycja Ogrodnik.

Podróże w tropiki o podwyższonym ryzyku. Takie choroby jak malaria czy denga mogą się skończyć śmiercią

Podróże w tropiki o podwyższonym ryzyku. Takie choroby jak malaria czy denga mogą się skończyć śmiercią 11

Podróże egzotyczne to większe ryzyko zachorowań. Odpowiednia profilaktyka obejmuje nie tylko szczepienia ochronne. Tym bardziej że na malarię – określaną jako największego zabójcę podróżnych – szczepionki nie ma. Ochrona przed komarami staje się kluczowa w podróżach tropikalnych ze względu na coraz częstsze występowanie chorób wirusowych jak denga czy choroba wywoływana przez wirus Zika. Turyści powinni także pamiętać o tym, że w wielu z tych krajów dostęp do opieki zdrowotnej nie jest tak dobry jak w UE.

 Podróże egzotyczne do tropików i krajów o niskich standardach sanitarnych wiążą się z zagrożeniami zdrowotnymi. To choroby tropikalne czy wynikające z gorszych warunków higieny, tzw. choroby brudnych rąk. Turysta ma do wyboru bardzo szeroki wachlarz możliwości profilaktycznych: od szczepień ochronnych po środki profilaktyki malarii, zabezpieczenie przed ukłuciami owadów, apteczkę podróżną i ubezpieczenie zdrowotne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Agnieszka Wroczyńska z Krajowego Ośrodka Medycyny Tropikalnej w Gdyni.

Wybór środków zapobiegawczych zależy od miejsca podróży. Warto z dużym wyprzedzeniem zacząć go planować – sprawdzić informację o ewentualnych zagrożeniach i odwiedzić lekarza.

– W krajach tropikalnych napotkamy na egzotyczne choroby, jak malaria, denga czy głośny ostatnio wirus Zika. Większość krajów położonych w gorącej strefie klimatycznej to miejsca o złych standardach sanitarnych, w których zagrożenie chorobami brudnych rąk jest dużo większe niż na naszej szerokości geograficznej: począwszy od biegunki podróżnej, czyli tzw. klątwy faraona, po dużo poważniejsze zagrożenia, jak np. wirusowe zapalenie wątroby typu A czy dur brzuszny – wymienia Wroczyńska.

Podstawową kwestią są szczepienia. Najlepiej wykonać je 6–8 tygodni przed wyjazdem. W niektórych krajach część szczepień ze względu na epidemie jest obowiązkowa, np. niektóre kraje Afryki i Ameryki Południowej wymagają szczepienia przeciw żółtej febrze. Jej brak może się skończyć odmową wjazdu. Przed wakacjami w tropikach eksperci zalecają profilaktyczne szczepionki między innymi na wirusowe zapalenie wątroby typu A, dur brzuszny, cholerę, błonicę, tężec czy wściekliznę.

– Od kilku lat w Polsce praktycznie w każdym dużym mieście działa poradnia medycyny podróży z punktem szczepień dla podróżujących. Funkcjonują poradnie chorób tropikalnych w miastach wojewódzkich. Część z nich ma status certyfikowanego centrum medycyny podróży. Wszystkie poradnie można znaleźć na stronie szczepieniadlapodrozujacych.pl – mówi dr Agnieszka Wroczyńska.

W krajach o niskim standardzie życia i złych warunkach sanitarno-higienicznych konieczne jest przestrzeganie podstawowych zasad higieny: niespożywanie nieumytych owoców i warzyw, picie wyłącznie wody butelkowanej i częste mycie rąk.

 Głównym zabójcą podróżnych od wielu lat była, jest i będzie malaria. To choroba tropikalna przenoszona przez komary, przeciwko której nie ma szczepionki w ruchu turystycznym, natomiast mamy inne formy zapobiegania: środki ochrony przed komarami, repelenty, moskitiery oraz profilaktykę farmakologiczną, czyli tabletki, które przyjmujemy zapobiegawczo, aby nie dopuścić do rozwoju choroby w razie ukłucia przez komara zarażonego tym pasożytem. Ochrona przed komarami staje się coraz ważniejsza w podróżach tropikalnych ze względu na takie choroby wirusowe jak denga czy choroba wywoływana przez wirus Zika u podróżujących do tropików – podkreśla ekspertka Krajowego Ośrodka Medycyny Tropikalnej.

Dane PZH wskazują, że najczęściej z dalekich podróży przywozimy właśnie malarię i dengę. W 2016 roku zanotowano odpowiednio 38 i 40 przypadków. W tym roku (stan na 15 sierpnia) zanotowano 18 przypadków gorączki denga i 13 malarii.

Jak przypomina ekspertka, w większości krajów egzotycznych dostęp do służby zdrowia może być utrudniony, a jakość usług medycznych niższa niż w Europie. Dlatego przydatne w podróży może się okazać dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. Jak wynika z badania „Morze czy góry?” przeprowadzonego przez IMAS International na zlecenie TU Europa, 60 proc. Polaków uważa, że warto wykupić dodatkowe ubezpieczenie. Jednak tylko 42 proc. deklaruje, że zakupiło polisę na najbliższy wyjazd.

Wynajem pracowników coraz popularniejszy w sektorze IT. Do tego modelu współpracy przekonują się instytucje publiczne

Wynajem pracowników coraz popularniejszy w sektorze IT. Do tego modelu współpracy przekonują się instytucje publiczne 12

Body leasing, czyli wynajem pracowników, z którymi został zawarty stosunek pracy na rzecz innych podmiotów, staje się coraz popularniejszy w IT. Dzięki tej formie współpracy znacząco spada koszt całego projektu i ryzyko z nim związane. Z body leasingu od kilku lat korzysta sektor prywatny, ale przekonują się do niego także urzędy publiczne. Dla pracowników ta formuła współpracy oznacza zwykle zarobki wyższe o 3040 proc.

– Usługa body leasing to elastyczna forma podjęcia współpracy z pracodawcą. Najbardziej popularne jest to na rynku IT, kiedy pracownik, najczęściej samozatrudniony w modelu B2B, pracuje z kilkoma klientami, najczęściej za pośrednictwem jednej wyspecjalizowanej agencji, która znajduje mu dodatkowe kontrakty – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Młynarczyk, dyrektor zarządzający devire.

Coraz większy popyt na pracowników IT sprawia, że body leasing zyskuje na popularności. Najem specjalistów jest coraz częściej stosowany nie tylko po to, by usprawnić zarządzanie projektami, lecz także by obniżyć ich koszty. Tym bardziej dziś pozyskanie wykwalifikowanego pracownika IT jest dużym wyzwaniem i zajmuje sporo czasu. W tym modelu firmy dostawcze mają zespoły zajmujące się poszukiwaniem specjalistów tylko z tego rynku i duże bazy danych ekspertów z różnych obszarów. Ponadto klienci nie ponoszą kosztów utrzymania pracownika etatowego i obsługi kadrowo-administracyjnej. Nie muszą także inwestować w sprzęt, licencję czy dodatkową powierzchnię biurową. Mogą za to wynajmować ekspertów nawet na bardzo krótkie okresy – kilka dni, a nawet godzin.

Zdaniem Michała Młynarczyka body leasing jest korzystny zarówno dla małych, jak i większych firm. Dodatkowo na taką formę współpracy decydują się też instytucje publiczne.

– Wynika to głównie z tego, że jest ona dużo tańsza dla klienta końcowego. W pieniądzach publicznych często chodzi o zredukowanie ryzyka. W projektach body leasingowych to klient końcowy bierze odpowiedzialność za jego powodzenie, a w instytucjach publicznych dobrze jest, gdy odpowiedzialność jest jasno zdefiniowana. Kupowanie projektów IT w modelu body leasingowym zmniejsza kosztowność projektu często o połowę, czasem kilkukrotnie – ocenia Młynarczyk.

Przykładem publicznej instytucji, która skorzystała z body leasingu, jest Centralny Ośrodek Informatyki, podlegający Ministerstwu Cyfryzacji. W czerwcu zawarł on umowy z pięcioma firmami, które specjalizują się w wynajmowaniu zespołów informatycznych. Jedną z nich jest devire. Przetarg COI był rekordowy ze względu na wartość (112 mln zł) oraz skalę zamówienia (500 pracowników na 23 stanowiskach, m.in. testerów, programistów, analityków biznesowych, itp.).

Jak podkreśla dyrektor devire, body leasing to rozwiązanie korzystne nie tylko dla firm, lecz także samych informatyków.

– Zaletą z perspektywy pracownika jest to, że otrzymuje większe zarobki. Statystycznie zarabia około 30–40 proc. więcej niż na umowie o pracę. Natomiast musi sobie tym zrekompensować to, że nie jest to umowa o pracę, nie ma gwarancji zatrudnienia, wypowiedzeń, wakacji ani urlopów – mówi dyrektor zarządzający devire.

Zdaniem eksperta body leasing ze względu na spadające bezrobocie i duże zapotrzebowanie na pracowników IT ma przed sobą dobre perspektywy. Wyższe zarobki w połączeniu z pewnością podpisania nowego kontraktu sprawiają, że informatykom i programistom nie będzie zależeć na nawiązaniu umowy o pracę. Dlatego, jak ocenia Młynarczyk, rynek będzie się rozwijać w tempie 30–40 proc., kosztem tradycyjnego rynku IT. Tym bardziej że jest to znacznie bardziej elastyczna formuła współpracy.

– W modelu fixed price kupujemy jeden produkt, który kontraktujemy np. w styczniu 2017, a odbieramy w styczniu 2020 roku. Cena jest zakontraktowana, wiemy, jak produkt końcowy będzie wyglądał, natomiast technologia zmienia się tak szybko, że często nie jesteśmy w stanie zmienić specyfikacji, która była uzgodniona pół roku wcześniej. W efekcie na koniec oddawany jest produkt, który nie do końca spełnia oczekiwania 2020 roku. W modelu body leasingowym płacimy za każdą godzinę, każdy przepracowany miesiąc, możemy więc zredefiniować cały produkt, zmienić technologię, zasoby i koncepcję – wyjaśnia Michał Młynarczyk.

O dobrych perspektywach body leasingu może świadczyć fakt, że dziś takie usługi świadczą zarówno firmy rekrutacyjne (jak devire), jak i firmy technologiczne.