Wstępne założenia budżetu na 2018 r.

Rząd przyjął wstępny projekt budżetu, Macron chce zmieniać Unię, Jackson Hole w centrum uwagi.

Ambitny projekt.

Wczoraj rząd zaakceptował wstępne założenie do przyszłoroczego budżetu. W zaprezentowanym przez ministra finansów dokumencie czytamy, że w przyszłym roku przychody mają osiągnąć 355,7 mld zł, przy wydatkach nieprzekraczających 397,2 mld zł. Oznacza to, że deficyt wyniesie najwyżej 41,5 mld zł, czyli 2,7% PKB, przy założeniu, że nasza gospodarka urośnie o 3,8%, a inflacja wyniesie 2,3%. Z jednej strony deficyt pozostanie więc utrzymany na wymaganym poziomie poniżej 3%, z drugiej strony będzie on wyższy niż w obecnym roku, co może budzić pewne kontrowersje. Teoretycznie podczas prosperity powinno się ograniczać przyrost długu, tak by w czasach gorszej koniunktury mieć większy margines do działania. Obecny rząd nie jest jednak pierwszym i zapewne nie ostatnim, który zapomniał bądź zlekceważył tę zasadę.

Przy okazji ministerstwo finansów postanowiło pochwalić się wzrostem ściągalności podatku VAT. Od początku roku sam wzrost wpływów z tego tytułu, w porównaniu do roku ubiegłego, wyniósł 17,5 mld złotych. Oprócz uszczelnienia systemu, wiceminister Skiba zwraca uwagę także na wzrost gospodarczy, jako jeden z głównych czynników zwiększenia wpływów. Dodatkowo rząd liczy, że uda się odzyskać blisko 10 mld zł z “ograniczania przestępczości”. Uszczelnienie systemu podatkowego jest jednym z priorytetów obecnego rządu.

Macron reformator.

    W Europie szerokim echem odbija się seria zagranicznych wizyt Emmanuela Macrona. Nowy prezydent Francji, po tym, jak w rekordowo krótkim czasie zniechęcił do siebie własnych obywateli, postanowił zmienić front działania. Wielkie hasła o potrzebie zmian w strefie Schengen, w dużym skrócie wynikają ze słabości francuskiej gospodarki, która od dłuższego czasu jest niekonkurencyjna, utwardzona rozbudowanym socjalem i coraz mniej nowoczesna. Macron zmianami w Unii Europejskiej próbuje zrekompensować Francuzom straty wynikające z trudnych, choć potrzebnych reform. Największy problem polega na tym, że w przypadku powodzenia unijnej misji młodego prezydenta, te reformy nie będą już aż tak potrzebne…

Yellen oraz Draghi w amerykańskiej “dziurze”.

    O problemach finansowych nie tylko Europy, ale całego świata rozmawiają przedstawiciele banków centralnych w Jackson Hole. Od wczoraj trwa najważniejsza konferencja dla bankierów centralnych. W tym roku wyjątkowo zaproszenie przyjął Mario Draghi. Prezes Europejskiego Banku Centralnego do tej pory raczej unikał wizyt w Wyoming. W tym roku jest inaczej i między innymi dlatego to jego przemówienie jest najbardziej wyczekiwane. Drugim powodem jest niegasnąca nadzieja, że Włoch w końcu odniesienie się do tematu zakończenia luzowania ilościowego. Wystąpienie Draghiego rozpocznie się o 21:00 czasu polskiego, a w jego czasie na rynkach prawdopodobnie będzie można zaobserwować większą zmienność. Wcześniej swój referat zaprezentuje Janet Yellen, która będzie musiała się zmierzyć z tematem wciąż niskiej inflacji w USA. Dzisiejszy wieczór może okazać się fundamentalny dla głównej pary walutowej świata i wyznaczyć kierunek na najbliższe tygodnie.

Krzysztof Adamczak – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Walmart i Google jednoczą siły przeciwko Amazonowi

Podczas gdy Wall Street zastanawia się jak bardzo lubi Donalda Trumpa i jak bardzo ta opinia ma wpływ na ceny rynkowe, rynki azjatyckie zdecydowały, że w ogóle ich to nie interesuje. Indeks China50 ma teraz zyski przekraczające 2%, osiągając w ten sposób najwyższy wynik od dwóch lat. Akcje w kraju reagują na nową politykę rządu chińskiego, która ma na celu wprowadzenie większej ilości inwestycji zagranicznych.

China50_25_08_2017Choć pierwotny ruch na rynkach mówi sam za siebie, wciąż nie jest jasne jaki będzie to miało wpływ na gospodarkę na dłuższą metę. W przyszłości będziemy potrzebowali więcej pieniędzy do inwestycji w różnych sektorach, więc efekt będzie tak naprawdę zależał od tego jak będzie wprowadzona nowa polityka w życie. – Macy Ma, Analityk Rynku Chińskiego eToro.

WMT_25_08_17Wzrost liczby akcji w tym roku był dotychczas powalający, a ostatnie wydarzenie związane z indeksem China50 sprawiło, że stał się jednym z najbardziej dochodowych indeksów na świecie z około 22% wzrostem od 1 stycznia 2017 roku.

Gdy Walmart wydawał się już odchodzić na boczny plan, nowy, ale dobrze znany przyjaciel pomógł olbrzymiemu sprzedawcy detalicznemu. W środę dwie firmy, Walmart i Google, ogłosiły, że jednoczą siły, żeby podjąć walkę z firmami, takimi jak Amazon. Chociaż prawdopodobnie nie będą mogli oni konkurować z wygodą zakupów na Amazon Prime, dwie firmy planują przyszłość, gdzie komendy głosowe i podpowiedzi zachęcające do powtórzenia zakupów będą wpływały na rutynowe przyzwyczajenia klientów.

Niech lepiej działają szybko. Amazon poświęca obecnie dużo uwagi zakupowi Wholefoods i zamierza ciąć ceny w przemyśle spożywczym. To partnerstwo może być efektem walki Google i Amazon. Podobno ciężko rywalizują także o zakup Nordstorm. Na wykresie udziałów trzech firm w ciągu ostatniego roku korelacja pomiędzy Google a Amazon może być trochę przesadzona.

Kryptowaluty mają teraz swój czas, a handel jest blisko najwyższego dotychczas poziomu. Bitcoin wrócił do poziomu 4375 dolarów za monetę w momencie pisania tego artykułu, a cała kapitalizacja rynkowa kryptowalut wynosi 155 miliardów dolarów. Bardzo silna jest teraz pozycja technologii blokowania łańcuchów. Cytowany ostatnio poprzedni szef banku Barclays mówił, że blockchain może wykluczyć banki z interesu. Link do wideo: https://www.cnbc.com/video/2017/08/24/blockchain-will-transform-banking-says-ex-barclays-ceo.html.

Antony Jenkens szybko zwrócił uwagę, że blockchain znajduje się we wczesnym stadium rozwoju. Obecna wysoka pewność siebie Bitcoina jest spowodowana wczorajszą aktywacją protokołu SegWit w sieci Bitcoina. Zawzięcie dyskutowana przez kilka lat aktualizacja, która była w trakcie przygotowania wreszcie działa na pełnych obrotach.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Rynki zwrócone na Jackson Hill

Rynki z uwagą śledzą to, co dzieje się w Jackson Hill, gdzie odbywa się forum bankierów centralnych. W piątek oczekiwane są wystąpienia Janet Yellen, szefowej Fedu oraz Mario Draghiego, przewodniczącego EBC. To oni wskazują kierunki globalnej polityki finansowej.

Tymczasem w USA nastał konflikt dotyczący limitu zadłużenia publicznego, który kolejny raz będzie musiał zostać podniesiony, mimo że jego wysokość już dawno przekroczyła wszelkie racjonalne granice. W przeciwnym razie władzom federalnym zabrakłoby pieniędzy na bieżące funkcjonowanie i doszłoby do chaosu, a agencja Fitch już ostrzegła, że w takiej sytuacji USA mogą stracić najwyższy rating kredytowy AAA.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,02%) i japońskiego jena (+0,41%), a traci do brytyjskiego funta (-0,18%), dolara kanadyjskiego (-0,3%) oraz dolara australijskiego (-0,22%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,179, GBP/USD – 1,281, USD/CAD – 1,251, AUD/USD – 0,79 i USD/JPY – 109,6. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,4%) i kurs EUR/JPY wynosi 129,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,921. Złotówka zyskuje do głównych walut światowych. W czwartek rano dolar kosztuje 3,61 zł, euro – 4,26 zł, funt – 4,62 zł, a frank – 3,74 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,33%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,05%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,04%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,21%, meksykański indeks Bolsa zwiększył się o 0,37%, a brazylijski indeks Bovespa zyskał 0,88%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 0,51%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 1,83%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 1,1%.

Ropa i złoto: Po dwudniowych wzrostach cena ropy naftowej spadła. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 52,04 USD (-1,02%), a ropy WTI – 47,43 USD (-2,07%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca obniżyła się o 1 USD do 54 USD. Także wartość złota spada. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1286 USD. To 2 USD mniej (-0,16%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – PKB (r/r) II kw. – 0,8% (prognoza 0,8%)
  • 10:00 – Niemcy – Indeks instytutu Ifo, sierpień (prognoza 115,5)
  • 14:30 – USA – Zamówienia na dobra bez środków transportu (m/m), lipiec (prognoza 0,4%)
  • 14:30 – USA – Zamówienia na dobra trwałego użytku (m/m), lipiec (prognoza -6%)
  • 16:00 – USA – Wystąpienie publiczne prezes Fed
  • 21:00 – Strefa euro – Wystąpienie publiczne szefa EBC

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Bez drogowskazów w sercu gór skalistych

Od końcówki lat 70. XX wieku w Górach Skalistych, a dokładnie w kurorcie Jackson Hole spotykają się bankierzy centralni z całego świata. Ranga tego wydarzenia rośnie z tego względu, że odbywa się ono w kulminacyjnym momencie sezonu urlopowego na północnej półkuli, czyli zarazem okresu mniejszej aktywności inwestorów. Nie zmienia to faktu, że Jackson Hole w ostatnich latach wielokrotnie bywało areną ogłaszania ważnych zmian w polityce monetarnej.

Upodobał je sobie poprzednik Yellen, Ben Bernanke, który zasygnalizował operation twist (program zarządzania przebiegiem krzywej rentowności bez ilościowego luzowania, czyli poprzez zmianę struktury portfela Fed), czy jedną z odsłon programu QE. Mario Draghi w 2014 roku również zasugerował nieuchronność agresywnej kontynuacji luzowania polityki powołując się na negatywne tendencje w kształtowaniu się oczekiwań inflacyjnych.

Przełomowe deklaracje tym razem są mało prawdopodobne, ale inwestorzy i tak będą skrupulatnie analizować najdrobniejsze sugestie w zakresie przyszłości polityki monetarnej głównych banków centralnych. Ostatnie przecieki z ECB, których źródłem jest agencja Reuters, wskazują na to, że wszystkich oczekujących obwieszczenia przez Mario Draghiego kresu ery czeka srogie rozczarowanie. Dodatkowo, protokół z posiedzenia ECB odsłonił pewne zaniepokojenie Rady Prezesów siłą euro. Bezpośrednie, otwarte werbalne interwencje nie leżą w zwyczaju europejskich decydentów, ale taki stan rzeczy powinien gwarantować większą powściągliwość w optymistycznych wypowiedziach. Z tego względu Draghi w swoim wystąpieniu o 21:00 powinien trzymać się gołębiej retoryki podkreślając spokój, cierpliwość i ostrożność Rady Prezesów. Bilans ryzyk związanych z asymetrią wyceny perspektyw polityki (rozbudowane oczekiwania względem kroków ECB i niedostateczna wycena liczby podwyżek Fed) przemawia za średnioterminowymi spadkami EUR/USD. Biorąc pod uwagę godzinę wystąpienia w samej końcówce handlu, większość uczestników rynku będzie dyskontować informacje pozyskane dzięki sympozjum w przyszłym tygodniu. Notowania na sesji nowojorskiej mogą mieć chimeryczny, chaotyczny i szarpany przebieg.

Głównym tematem wystąpienia Yellen zaplanowanego na 16:00 będzie stabilność systemu finansowego. Jakiekolwiek wzmianki o rosnących nierównowagach, zbyt wysokich wycenach aktywów lub niedostatecznie restrykcyjnych warunkach finansowych należy interpretować jako jastrzębi sygnał. Choć nie ma przesłanek by w obecnym otoczeniu makroekonomicznym wierzyć, że Fed może podnosić stopy szybciej niż raz na kwartał, to obecna wycena odstająca od mediany z projekcji Fed o 75 pb do końca 2018 i 135 pb do końca 2019 roku jest naszym zdaniem zdecydowanie zbyt niska. Fed jest przecież także na progu rozpoczęcia procesu redukcji bilansu, który za sprawą ilościowego luzowania w odpowiedzi na globalny kryzys spęczniał z 1 do 4,5 bilionów dolarów. Kurczenie się sumy aktywów nie będzie mieć oczywiście równie gwałtownego przebiegu. Na pierwszy rzut oka jego znaczenie w czwartym kwartale będzie symboliczne. Wszak docelowe tempo redukcji (50 mld dolarów miesięcznie) zostanie osiągnięte dopiero po roku i będzie ono o połowę niższe niż pierwsza odsłona skupu obligacji. Co więcej, w pierwszym miesiącu (naszym zdaniem w październiku) suma aktywów skurczy się o 10 mld USD, czyli…około 0,5 proc. nadwyżki płynności w amerykańskim sektorze finansowym. Dużo większy wpływ na jej absorpcję będzie mieć nieodzowny wzrost potrzeb pożyczkowych USA w czwartym kwartale. Mimo to znaczenia bezprecedensowego ograniczania bilansu Fed nie należy bagatelizować – to przy wyśrubowanych wycenach główne zagrożenie dla hossy i koronny argument za wzrostem zmienności na rynkach.

Warto zwrócić uwagę, że wystąpienie wiceprezesa Fed Williama Dudleya z poprzedniego poniedziałku było zdecydowanie mniej gołębie niż treść opublikowanego w poprzednią środę protokołu z lipcowego posiedzenia FOMC. Dudley i Yellen częstokroć byli bardzo zgodni w ocenie procesów w gospodarce i optymalnego kształtu polityki. Oboje reprezentują też „środek ciężkości” poglądów w Fed. Dlatego też wystąpienie Yellen, ale również szereg wywiadów medialnych innych decydentów powinny być krokiem do ugruntowania przekonania, że pomimo mieszanych danych z ostatnich tygodni, Rezerwa Federalna pozostaje na ścieżce stopniowej normalizacji. Kluczowa będzie oczywiście interpretacja procesów cenowych w USA i ocena trwałości wyhamowania inflacji. Uważamy, że po sympozjum wzrośnie wycena prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki stóp.

W oczekiwaniu na kluczowe wystąpienia w Jackson Hole poznamy również ważne dane makro. Niemiecki indeks IFO powinien zgodnie z medianą rynkowych prognoz wykazać stabilizację na bardzo wysokim pułapie i ocena oczekiwań powinna tylko minimalnie się obniżyć (ze 107,3 do 106,8 pkt). Taki scenariusz byłby również swoistą wypadkową rozczarowania wartością indeksu ZEW i pozytywnego zaskoczenia wartościami PMI. Z kolei dynamika zamówień na dobra trwałe w USA w lipcu powinna wymazać gigantyczny czerwcowy przyrost na poziomie głównego wskaźnika (-6,0 proc. m/m po wystrzale o 6,4 proc. m/m). Mniej zmienny i lepiej obrazujący tendencje w gospodarce wskaźnik z wyłączeniem środków transportu powinien wykazać jednak przyrost o solidne 0,4 proc. m/m. Reakcja na dane powinna być dziś jednak bardzo ograniczona.

Raport opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Wyspy Dziewicze na drodze do bankructwa

Baśniowe widoki dla turystów, niskie podatki dla inwestorów – i tak oto Wyspy Dziewicze przez lata uchodziły za raj na ziemi. Jednak dziś nad karaibskim terytorium ciąży widmo bankructwa, a całą gospodarkę w poważne kłopoty wpędziło zamknięcie tylko jednego przedsiębiorstwa – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Jeszcze w 2011 r. Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych (USVI) całkiem dobrze wypadały na tle innych terytoriów zależnych od USA. Z PKB na mieszkańca wyższym o ok. 60 proc. niż w Guam i ponad dwa razy wyższym niż w Marianach Północnych, z ogólną kondycją gospodarczą znacznie lepszą niż w Portoryko, Wyspy uchodziły nie tylko za względnie zamożne, ale wysoko oceniano również ich wiarygodność kredytową. Sześć lat temu Moody’s dawał rating dla USVI na poziomie Baa1, czyli zaledwie dwa stopnie mniej niż dla Polski.

Wszystko zaczęło się jednak zmieniać w 2012 r., kiedy zamknięto jeden zakład produkcyjny.

Uzależnienie od jednej firmy

Na początku obecnej dekady gospodarka Wysp Dziewiczych opierała się na trzech filarach. Pierwszym, choć jak później się okazało wcale nie najważniejszym, była turystyka. Według szacunków ekonomistów z nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej zapewniała ona zatrudnienie dla ok. 20 proc. liczącej niewiele ponad 100 tys. osób populacji.

W funkcjonowaniu USVI istotnie liczył się także eksport rumu. Dane Moody’s z 2010 r. pokazują, że sprzedaż do kontynentalnej części USA produkowanego na Wyspach alkoholu generowała rocznie 100 mln dolarów przychodów, co w tamtym czasie stanowiło ponad 11 proc. wszystkich wpływów budżetowych USVI.

To jednak nie turystyka czy rum zapewniały dobrobyt Wyspom Dziewiczym, tylko działająca do 2012 r. ogromna rafineria. Przerabiała ok. 500 tys. baryłek ropy dziennie, mniej więcej tyle wynosi zapotrzebowanie na paliwa w Polsce każdego dnia. Gdyby rafineria działa do dziś, to według szacunków S&P Global Platts należałaby do grona pięciu największych na świecie.

Jej zamknięcie stanowiło olbrzymi cios gospodarczy dla Wysp Dziewiczych. Dane Biura Analiz Ekonomicznych Amerykańskiego Departamentu Handlu (BEA) pokazują, że w latach 2011-2013 PKB tego terytorium spadło o ponad jedną czwartą, a tylko w 2012 r. eksport towarów z USVI zmniejszył się o 84 proc.

Kolejne dwa lata nie przyniosły większej poprawy. Ostatnie odczyty makroekonomiczne BEA (za 2015 r.) pokazują, że gospodarka USVI rozwija się w tempie zaledwie 0,2 proc. r/r. Wartość eksportu towarów w 2015 r. wyniosła 329 mln USD, podczas gdy w 2011 r. – 13,3 mld USD, a dekadę temu, w szczycie koniunktury – 17,2 mld USD. W sumie eksport obniżył się o 98 proc. w porównaniu do 2008 r.

Równia pochyła

Zniknięcie przemysłu petrochemicznego z Wysp Dziewiczych stało się początkiem poważnych problemów nie tylko związanych z handlem zagranicznym czy wzrostem PKB. Lokalne władze nie poradziły sobie z piętrzącymi się problemami związanymi z zadłużeniem oraz z niedofinansowanym systemem emerytalnym.

30 czerwca 2016 r. Moody’s obciął rating USVI aż o pięć szczebli z poziomu inwestycyjnego Baa2 do oceny spekulacyjnej B1. Agencja zwróciła uwagę, że pozycja kredytowa USVI nadal się pogarsza, a „rząd ma ekstremalnie słabą pozycję finansową”. Pół roku później rating został zredukowany o kolejne trzy stopnie, do poziomu Caa3, w związku z „niezwykle słabą pozycją finansową oraz płynnościową”.

Na początku 2017 r. agencja podkreślała, że system emerytalny na Wyspach może być „niewypłacalny przed rokiem 2023”. Obawy o wypłacalność USVI uwidaczniają się także na rynku długu. Rentowności obligacji zapadających w 2024 r. osiągnęły poziom 14,7 proc., podczas gdy kilka lat temu wahały się w przedziale 3-4 proc. Podobnie wycenia się dziś notowania instrumentów skarbowych Portoryko, czyli amerykańskiego terytorium, które w maju br. oficjalnie ogłosiło bankructwo.

Patrząc na gospodarkę USVI, trudno znaleźć argument, który dawałby nadzieję na szybką poprawę sytuacji. Przeciwnie, pogarszający się stan lokalnego systemu emerytalnego, gdzie już teraz jeden pracownik przypada statystycznie na niemal jednego beneficjenta, połączony z brakiem inwestycji i praktycznie zerowym eksportem sugerują, że Wyspy Dziewicze mogą szybko podzielić los Portoryko.

Komentarz eksperta Deloitte nt. wycieku danych w InPost

Z informacji, które opublikował portal zaufanatrzeciastrona.pl wynika, że doszło do wycieku danych ponad 57 tysięcy pracowników i współpracowników firmy InPost, listy użytkowników systemów informatycznych wraz z ich hasłami dostępowymi oraz listy około 140 klientów firmy. Opublikowane dane najprawdopodobniej pochodzą m.in. z aplikacji wspierającej zarządzanie ochroną danych osobowych w firmie. Szczegóły dotyczące sposobu przeprowadzenia samego ataku nie są w tej chwili znane.

Wyciek danych, z którym mamy tutaj do czynienia pokazuje, że przestępcy starają się wykorzystać najprostsze sposoby kradzieży poufnych informacji. Próba ataku na dobrze zabezpieczony system do zarządzania relacjami z klientem może być czasochłonna i wymagać sporych umiejętności. O wiele łatwiej jest włamać się do systemu, który dotychczas nie był w wystarczający sposób zabezpieczony, a jego zabezpieczenie nie było priorytetem dla kadry zrządzającej daną firmą. Luki w aplikacjach, brak realnych testów bezpieczeństwa, poleganie wyłącznie na formalnych procedurach i nagminne przechowywanie haseł w postaci nieszyfrowanej, ułatwiają przestępcom działanie. Nie pomaga również niska świadomość oraz brak inwestycji w cyberbezpieczeństwo przy jednocześnie rosnącej zależności firm od technologii. Przewidujemy, że ilość i skala wycieków danych będzie się zwiększać, a na pewno nasza wiedza na ich temat.

Europejskie rozporządzenie dotyczące ochrony danych osobowych, które zacznie obowiązywać w przyszłym roku wymagać będzie informowania regulatora o wyciekach danych w czasie nie dłuższym niż 72 godziny. Analiza wielu  incydentów pokazuje, że od ataku do wyprowadzenia danych z organizacji mijają minuty, godziny lub dni. Natomiast czas od złamania zabezpieczeń do zorientowania się, że do niego doszło liczony jest w dniach lub miesiącach. Większa część organizacji na polskim rynku do tej pory nie wdrożyła mechanizmów, które pozwalają na monitorowanie swojego bezpieczeństwa oraz szybkie reagowanie w przypadku potencjalnych incydentów. Czy zmienią to potencjalne kary nakładane przez regulatora liczone w milionach euro lub do 2 proc. światowego przychodu danej organizacji? Czas pokaże.

Autor komentarza: Marcin Lisiecki – Menedżer, Dział Cyberbezpieczeństwa, Deloitte

 

Wynagrodzenia w instytucjach publicznych w 2016 roku

W poniższym artykule postanowiliśmy przyjrzeć się dokumentowi „Analiza wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej”, a dokładnie informacjom o wynikach kontroli wykonania budżetu państwa w 2016 roku.

W naszej analizie uwzględniliśmy 37 instytucji państwowych. Z treści Sprawozdania Rady Ministrów z wykonania budżetu państwa wynika, że dochody sektora finansów publicznych w 2016 roku były równe 701,9 mld PLN, wydatki – 748,0 mld PLN, a deficyt – 46,1 mld PLN. Wydatki te w relacji do PKB wyniosły 40,4% i były najniższe od 2000 roku.

W pierwszej części artykułu dokonano analizy wynagrodzeń osób zatrudnionych w instytucjach państwowych, w drugiej zaś przeanalizowano szczegółowo wynagrodzenia w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Artykuł zawiera dwie tabele oraz sześć wykresów.

Wynagrodzenia w instytucjach publicznych

W Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w całym 2016 roku wynagrodzenia wyniosły 2 242 989 tys. PLN, w Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa 557 470 tys. PLN, a w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego 311 219 tys. PLN. Szczegóły zaprezentowano w tabeli 1.tabela1

W 2016 roku najwyższe przeciętne miesięczne wynagrodzenie otrzymywali pracownicy zatrudnieni w SN (12 074 PLN brutto). W Trybunale Konstytucyjnym było to 10 929 PLN brutto, a w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej 10 253 PLN brutto. Spośród analizowanych instytucji najniższe wynagrodzenia, nieprzekraczające 5 000 PLN brutto, otrzymywali pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, Głównego Urzędu Statystycznego, Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Głównego Urzędu Miar.wykres1

Zdecydowanie największą dynamikę wzrostu przeciętnych wynagrodzeń odnotowało Krajowe Biuro Wyborcze (19,6% w porównaniu do roku 2015). W Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego wzrost wynagrodzeń wyniósł 15,8%, a w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji 12,5%. Brak zmian w wysokości płac był w Urzędzie Zamówień Publicznych. Niski poziom dynamiki wynagrodzeń odnotowano w Urzędzie Transportu Kolejowego (0,8%) oraz w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich (1,6%).wykres2

Przeciętne koszty wynagrodzeń w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych
W poniższym rozdziale przedstawiliśmy informację na temat przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto na 1 pełny etat, przeciętnego zatrudnienia w latach 2015 i 2016 oraz sumę rocznych wynagrodzeń. Zważywszy na zdecydowanie największą liczbę zatrudnionych w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (45 985 osób), warto osobno przeanalizować wynagrodzenia w tej instytucji. Dla określenia ich wartości posłużono się danymi ze sprawozdań finansowych NIK. W roku 2015 w analizie wykonania budżetu państwa odnotowano 46 174 zatrudnionych (189 osób więcej niż w 2016 roku).wykres3

W 2016 roku przeciętne wynagrodzenie brutto na 1 pełny etat wynosiło 4 065 PLN i było wyższe niż w roku poprzednim o 265 PLN.wykres4

Przeciętne roczne wydatki na wynagrodzenia w roku 2016 były wyższe o kwotę 137 368 PLN w porównaniu z rokiem 2015, gdzie wynosiły 2 105 621 PLN.wykres5

Przeciętna pensja ogółem w 2016 roku wyniosła 4 065 PLN (co daje ostatni wynik pod względem wysokości zarobków na tle pozostałych badanych instytucji). Jednak w jej obrębie zróżnicowanie płac jest duże. Najmniej zarabiali pracownicy oddziałów – 3 909 PLN brutto. W centrali było to już o 2 518 PLN więcej. Odrębną kategorię stanowią wynagrodzenia orzecznictwa lekarskiego i zarządu ZUS. W pierwszym przypadku przeciętne wynagrodzenia wyniosły 8 284 PLN brutto, a w drugim 20 715 PLN brutto.

wykres6

Podsumowanie

Wielu z nas porusza temat kolejnych podwyżek czy zmian dotyczących finansów w instytucjach państwowych. Patrząc na organy administracyjne przez pryzmat wynagrodzeń widać, iż na przestrzeni lat płace są coraz wyższe. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w instytucjach państwowych wahało się od 4 065 do 12 074 PLN na jeden pełny etat w roku 2016. W 2015 roku był to przedział od 3 626 do 11 386 PLN. W roku 2016 odnotowano wzrost przeciętnego wynagrodzenia w porównaniu do 2015 roku, w tym najwyższy w Krajowym Biurze Wyborczym (19,6%), Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (15,8%), Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji (12,5%), Urzędzie do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych (11,5%) i Agencji Nieruchomości Rolnych (10,0%).tabela2

Przygotuj się na przyszły tydzień 23.08.2017

Przyszły tydzień zapowiada się bardzo ciekawie. Pomimo tego, że w poniedziałek nie czekają na nas żadne ważniejsze dane makroekonomiczne, to reszta tygodnia jest już wypełniona w nadmiarze. We wtorek poznamy dane z japońskiej oraz niemieckiej gospodarki. Środa powinna być ciekawsza, ponieważ poznamy niemiecką inflację oraz przedsmak piątku – ADP. W czwartek poznamy szereg publikacji danych makroekonomicznych z Europy oraz Kanady. Ostatni dzień sesji, jak w co każdy pierwszy piątek miesiąca poznamy amerykańską stopę bezrobocia oraz liczbę miejsc pracy w sektorze pozarolniczym.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Niemcy – inflacja

Najważniejsza gospodarka w Strefie Euro opublikuje dane inflacyjne za sierpień. Podczas publikacji inflacji z tego kraju nie powinniśmy zobaczyć dużej zmienności na EUR/USD. Niemniej jednak dane są ważne same w sobie, ponieważ pokazują trend. Proszę zauważyć, że w połowie 2016 roku inflacja przyspieszyła po to aby od kilku miesięcy spowolnić. Dalsze spowolnienie inflacji w długim terminie byłoby negatywne dla euro. Z kolei pozytywne odczyty (czyt. Powyżej 2 proc.) doprowadziłyby do szybkiego umocnienia wspólnej waluty. Ponadto wyższa inflacja od konsensusu rynkowego byłaby mocnym argumentem przemawiającym za redukcją europejskiego QE.

Inflacja CPI w Niemczech

Inflacja CPI w Niemczech

Źródło: Admiral Markets

Nonfarm payrolls – nowe miejsca pracy poza rolnictwem

Dane z amerykańskiego rynku pracy zostaną opublikowane o godzinie 14:30. Oprócz samych miejsc pracy poznamy stopę bezrobocia oraz czynnik, który na przełomie ostatnich kilku miesięcy jest najważniejszy – płaca godzinowa.

Stopa bezrobocia

Stopa bezrobocia

Źródło: Admiral Markets

Stopa bezrobocia spada sukcesywnie od 2009 roku. Aktualnie znalazła się na poziomie 4.3 procenta, co sugeruje bezrobocie naturalne. Jest to wielkość bezrobocia w warunkach równowagi na rynku pracy. Jest to odsetek siły roboczej obejmujący tych, którzy nie chcą podjąć pracy przy płacy realnej zapewniającej równowagę i są dobrowolnie bezrobotni.

W takich warunkach powinniśmy zobaczyć rosnącą inflacje oraz presję na wzrost płacy, jeżeli płaca pozostaje na takim samym miejscu, to mamy do czynienia z niezdrowym rynkiem pracy.

Prognoza wzrostu płacy godzinowej miesiąc do miesiąca wynosi 0.3 procenta. Wszystko poniżej tej wartości powinno doprowadzić do wyprzedaży dolara amerykańskiego. Odczyt powyżej prognozy powinien umocnić dolara amerykańskiego. Nie zapominajmy również o samym odczycie nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Konsensus rynkowy zakłada 185 tysięcy nowych miejsc pracy. Strategie, które możemy przyjąć pod publikację piątkowych danych makroekonomicznych została przedstawiona poniżej.

Możliwe zachowanie EUR/USD na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy

Możliwe zachowanie EUR/USD na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy

Źródło: Opracowanie własne

Przez ostatnie kilka miesięcy mogliśmy zaobserwować dwie reakcje związane z publikacją danych. Pierwsza była powiązana z liczbą miejsc pracy. Wyższy odczyt od prognozy doprowadzał do umocnienia dolara amerykańskiego, słabszy odwrotnie.

Niemniej jednak w warunkach neutralnej stopy bezrobocia liczy się płaca godzinowa, która powodowała druga rekcję na rynku. Wszystkie możliwe scenariusze oraz reakcję pary walutowej EUR/USD zostały przedstawione w powyższej tabeli.

Instrumenty do obserwacji

Ostatnie kilka miesięcy przyniosły mocną aprecjację dolara australijskiego. Głównym tego powodem były drożejące metale przemysłowe, co zostało zobrazowane na poniższym wykresie.

Przygotuj się na przyszły tydzień 23.08.2017 1

Wykres przedstawia Bloomberg Industrial Metals Subindex (kolor biały) na tle pary walutowej AUD/USD. Aprecjacja metali przemysłowych doprowadziła do mocnej zwyżki dolara australijskiego w stosunku do dolara amerykańskiego. Niemniej jednak sama zwyżka AUD wyhamowała, natomiast metale idą do góry. Zatem kto ma rację i czy AUD/USD będzie kontynuowało północny kierunek ruchu?

Notowania AUD/USD, interwał tygodniowy

Przygotuj się na przyszły tydzień 23.08.2017 2

Źródło: Admiral Markets

Notowania na interwale tygodniowym znalazły się w połowie drogi między wsparciem a oporem. Oscylator stochastyczny wskazuje południowy korektę, ale dalsza aprecjacja metali przemysłowych powinna być uznana za byczy sygnał. Ewentualna korekta lub wyczerpanie wzrostów na surowcach oznaczałoby spadek AUD/USD w okolicę poziomu oporu 0.77.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Rządowe zmiany na rynku kas fiskalnych nie tak radykalne. Wymiana na kasy online nastąpi stopniowo

Rządowe zmiany na rynku kas fiskalnych nie tak radykalne. Wymiana na kasy online nastąpi stopniowo 3

Według sierpniowych ustaleń polski rząd wycofa się z większości najbardziej radykalnych pomysłów reformy na rynku urządzeń fiskalnych, takich jak obowiązkowe wprowadzenie kas fiskalnych online już w 2018 roku. Kas fiskalnych na starych zasadach będzie można używać co najmniej do 2032 r., ale mimo to na rynku pojawia się coraz więcej nowoczesnych urządzeń z funkcjami online’owymi.

– Rynek urządzeń fiskalnych faktycznie był przygotowany na wielką burzę. Część użytkowników zgodnie z zapowiedziami czekała na nowe urządzenia i wstrzymywała swoje zakupy i wstrzymywała się z rozwojem. Jak się okazuje, burza przeszła bokiem i chyba nie wróci, bo kolejne doniesienia od ustawodawcy pokazują, że urządzenia nowego typu pojawią się, ale nie wiadomo kiedy, a zmiany nie będą tak radykalne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Pawłowski z firmy iPOS.

W świetle publikowanych wcześniej wersji projektu ustawy w sprawie kryteriów i warunków technicznych, którym muszą odpowiadać kasy fiskalne, nowe urządzenia miały m.in. umożliwiać wystawianie tzw. e-paragonów oraz transmitować dane online do centralnego repozytorium Ministerstwa Finansów. Miało to uszczelnić ściągalność podatku VAT i zwiększyć wpływy do budżetu państwa. Z najnowszego projektu rozporządzenia w tej sprawie oraz wypowiedzi wiceministra finansów wynika jednak, że zapowiadana reforma zostanie znacznie złagodzona. Obowiązek posiadania kas online po 1 stycznia 2018 zostanie wprowadzony wyłącznie w stosunku do określonych branż, w przypadku pozostałych wymiana urządzeń nastąpi stopniowo.

– Pojawiają się inne, alternatywne rozwiązania, jak standard JPK [Jednolity Plik Kontrolny – red.]. Niestety, wciąż nie możemy powiedzieć precyzyjnie, jak będzie to wyglądało, przepisy wciąż nie weszły w życie, nie wszystko wiadomo. Być może spełnienie standardu przesyłania danych zgodnie z JPK wystarczy, by użytkownicy zostali zwolnieni z wymiany kas w ogóle – dodaje Michał Pawłowski.

Obecnie sprzedawane urządzenia, homologowane z elektroniczną kopią paragonu, jeszcze długo pozostaną na rynku. Według najnowszego projektu przepisów do 2023 roku będzie można je homologować, co oznacza, że do około 2032 roku będzie można ich używać. Z rynku znikać będą powoli urządzenia z papierową kopią paragonów.

– Klienci bardzo często pytają o kasy online, natomiast muszą wiedzieć o tym, że kasy fiskalne homologuje się według obowiązujących przepisów. Jeśli obowiązujące dziś przepisy nie mówią nic o online, to wszystkie urządzenia na rynku nie są online&HASH39;owe z punktu widzenia przepisów – tłumaczy ekspert.

Już dziś są dostępne na rynku urządzenia fiskalne online, choć połączenie z siecią wykorzystywane jest w innych celach niż zakładały przepisy. Stosując owoczesne urządzenia, użytkownik może zdalnie kontrolować lub pozyskiwać z nich informacje na temat funkcjonowania np. danego sklepu czy restauracji. Ciekawym przykładem tego typu urządzeń są tzw. kaso-terminale.

– Jest to urządzenie zintegrowane z płatnościami bezgotówkowymi. To bardzo ważne, gdy dziś 30 proc. transakcji to płatności kartowe, a stanowi to około 40 proc. sprzedaży, ponieważ średnia płatność kartowa jest po prostu wyższa od średniej płatności gotówkowej – twierdzi Michał Pawłowski. – Najważniejszy chyba punkt to online&HASH39;owość rozumiana na różny sposób. Fakturę VAT wystawiamy online, pobieramy dane klienta bezpośrednio z REGON-u, nie musimy ich przepisywać. Dodatkowo dostajemy na telefon, tablet czy komputer informacje, co dzieje się w sklepie na bieżąco, jakie paragony są drukowane, jaka jest sprzedaż, co się kończy w magazynie – dodaje członek zarządu firmy iPOS.

Turyści wiedzą coraz więcej o swoich prawach. Przybywa reklamacji nieudanych wyjazdów z biurami podróży

Turyści wiedzą coraz więcej o swoich prawach. Przybywa reklamacji nieudanych wyjazdów z biurami podróży 4

Każdą wycieczkę niezgodną z ofertą touroperatora można zareklamować. Turyści mają coraz większą świadomość swoich praw, dlatego przybywa wniosków o zwrot całości lub części kosztów wyjazdu czy odszkodowanie. Polacy najczęściej skarżą się na niższy niż w umowie standard zakwaterowania, wyżywienie czy położenie hoteli. Przy szacowaniu roszczeń można skorzystać z tabeli frankfurckiej. Reklamacje należy złożyć w ciągu 30 dni, ale nie każdą niezgodność można skarżyć. 

 Jeżeli usługi świadczone przez biuro podróży są niezgodne z zawartą umową, touroperator ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą względem klienta. W takiej sytuacji powinniśmy przede wszystkim zawiadomić biuro podróży o tym, że usługi przez nie świadczone są niezgodne z zawartą przez nas umową. Ustawa o usługach turystycznych przewiduje tzw. tryb reklamacyjny – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Rogowski, adwokat z Kancelarii ‎Lewandowski Olszewski Rogowski.

Na złożenie skargi mamy 30 dni od dnia zakończenia reklamowanego wyjazdu. Po takim samym czasie biuro podróży powinno się do niej ustosunkować. Jeśli nie odpowie w tym terminie, reklamacje uznaje się za przyjętą. Jeśli jednak reakcji wciąż nie ma, a na konto nie wpływają pieniądze, należy złożyć kolejne pismo i załączyć do niego kopię reklamacji.

 Jak w każdym procesie sądowym najpierw trzeba ponieść pewne koszty, choćby opłaty sądowe czy koszty profesjonalnego pełnomocnika. Jeśli jednak proces wygramy, otrzymujemy zwrot tych kosztów od strony przegrywającej, którą w tym przypadku jest biuro podróży. Droga sądowa jest oczywiście ostatecznością. Możemy spróbować zakończyć spór z biurem podróży w sposób ugodowy. Temu właśnie służy przewidziana w ustawie o usługach turystycznych procedura reklamacyjna – wskazuje ekspert.

Jak wynika z ubiegłorocznego badania „Wyjazdy Polaków” Instytutu ARC Rynek i Opinia przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK, biura podróży przeważnie uznają większość reklamacji, choć nie zawsze wypłacają całość roszczeń. Ponad 60 proc. rekompensat nie przekracza 1 tys. zł, ale 11 proc. osób uzyskało ponad 2,5 tys. zł.

Rośnie też świadomość klientów, że w przypadku warunków niezgodnych z umową można się ubiegać o odszkodowanie. Co piąta osoba, która na wakacje wybrała się za pośrednictwem biura podróży, choć raz złożyła reklamację. Przy czym połowa otrzymała odszkodowanie.

Eksperci podkreślają, że każdą niezgodność można zareklamować. Aby móc to jednak zrobić, trzeba dokładnie przeczytać umowę. Choć co roku jest z tym lepiej, wciąż jeszcze co czwarty Polak podpisuje umowę bez czytania.

 Warto zwrócić uwagę na określony w umowie czas trwania wycieczki. Powinniśmy zweryfikować m.in. to, czy w czas wycieczki wliczony jest czas podróży do miejsca docelowego i powrotu. Musimy bardzo dokładnie przeczytać zapisy dotyczące ceny i upewnić się, czy zawarta w umowie kwota zawiera wszystkie opłaty, np. za usługi dodatkowe, na które się zdecydowaliśmy, opłaty transferowe, inne opłaty administracyjne i należności, np. podatkowe – wymienia Rogowski.

Przy reklamacji wycieczek najczęściej skarżymy się na wyżywienie, standard hotelu i jego położenie. Zastrzeżenia budzi też obsługa, np. sprzątanie czy wymiana ręczników. Przy rodzinnych wakacjach istotne są atrakcje dla najmłodszych oferowane przez biuro podróży. Ich brak także może być powodem do rekompensaty. Jak jednak wskazuje ekspert, nie każda niedogodność czy niezgodność z ofertą może być powodem do reklamacji.

 Biuro podróży nie odpowiada za niezgodność, jeżeli jest ona wynikiem działań czy zaniechań niezależnych od biura podróży, czyli działania czy zaniechania klienta, np. spóźnienie na samolot, działania i zaniechania osób trzecich, które nie uczestniczą w organizowaniu czy wykonywaniu wycieczki, np. w przypadku kradzieży mienia należącego do klienta, czy działania siły wyższej, np. niekorzystnych warunków atmosferycznych – mówi adwokat.

Przy szacowaniu roszczeń można skorzystać z tabeli frankfurckiej. Pozwala ona określić wysokość odszkodowań przy poszczególnych zastrzeżeniach. Według tabeli największa rekompensata należy się przy braku wyżywienia czy w przypadku robaków w pokoju (nawet ok. 50 proc.).

– To dokument, który określa procentowo, w jakim stopniu niezgodność usług z umową obniża wartość wycieczki, czyli np. jeżeli zostaliśmy zakwaterowani w pokoju dwuosobowym zamiast jednoosobowym, możemy się ubiegać o odszkodowanie rzędu 20 proc. wartości ceny wycieczki. Powinniśmy przede wszystkim zachować samą umowę i domagać się od biura podróży, aby dało nam egzemplarz umowy, który nam się należy. Na wszelki wypadek powinniśmy także zachować katalogi, broszury informacyjne czy potwierdzenie zapłaty za wycieczkę. Jeśli już w trakcie trwania imprezy turystycznej stwierdzamy tę niezgodność, powinniśmy zgromadzić odpowiednią dokumentację fotograficzną – podkreśla Paweł Rogowski.

Dobre perspektywy dla rynku kosmicznego w Polsce. Branża czeka na uporządkowanie sytuacji w Polskiej Agencji Kosmicznej

Dobre perspektywy dla rynku kosmicznego w Polsce. Branża czeka na uporządkowanie sytuacji w Polskiej Agencji Kosmicznej 5

Trwają prace nad nowelizacją ustawy o Polskiej Agencji Kosmicznej, która zmaga się z szeregiem problemów organizacyjnych i kadrowych, a w lipcu została skrytykowana przez NIK. Uregulowanie jej statusu jest kluczowe dla branży kosmicznej w Polsce, ponieważ zadaniem Agencji jest opracowanie Krajowego Programu Kosmicznego, narzędzia realizacji Polskiej Strategii Kosmicznej. Zgodnie z rządowymi planami za kilka lat polskie firmy z branży kosmicznej mają skutecznie konkurować na europejskim rynku.

 Największym wyzwaniem dla sektora kosmicznego na 2017 rok jest ustabilizowanie i wypracowanie klarownej sytuacji legislacyjnej. To dotyczy m.in. usankcjonowania Polskiej Agencji Kosmicznej oraz wypracowania odpowiednich procedur pomiędzy firmami działającymi w tym sektorze, agencją i Ministerstwem Rozwoju. W skrócie, najważniejsze jest wypracowanie i zatwierdzenie Krajowego Programu Kosmicznego oraz legislacyjne umocowanie państwowych podmiotów zajmujących się sektorem kosmicznym – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Mandas, prezes Astri Polska, działającej w obszarze technologii kosmicznych i satelitarnych.

W Polsce przemysł kosmiczny dynamicznie rośnie od momentu przystąpienia do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w 2012 roku. Krajowe firmy otrzymały od tego czasu finansowanie w wysokości około 42 mln euro, co stanowiło silny impuls do rozwoju. Jeszcze 5 lat temu na portalu internetowym ESA było zarejestrowanych mniej niż 50 polskich podmiotów zainteresowanych udziałem w przetargach, a obecnie jest ich już ponad 300.

 Rynek kosmiczny w Polsce rozwija się dość szybko, z pewnością szybciej niż krajowe PKB. Patrząc na ubiegłe lata i moment, w którym jesteśmy teraz, można prognozować, że wzrost będzie co najmniej kilkunastoprocentowy. Wiele zależy od uregulowań prawnych, które właśnie są w Polsce tworzone, aby nadążyć za przemysłem kosmicznym – mówi Jacek Mandas.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu „Gwiezdny Biznes”, który opracowała firma audytorsko-doradcza Grant Thornton, w 2014 roku Polsce wartość rynku kosmicznego wyniosła między 7 a 12,5 mld zł. W 2015 roku mogło to być już blisko 14 mld zł.

Mimo dynamicznego rozwoju sektora kosmicznego, Polska wciąż przeznacza na niego bardzo niewiele – około 0,01 proc. swojego PKB. Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych i Rosji jest to ok. 0,25 proc. PKB. To ma się jednak zmienić, ponieważ w lutym br. rząd przyjął Polską Strategię Kosmiczną. Dokument zakłada, że do 2030 roku obroty rodzimych firm z tego sektora mają wynosić co najmniej 3 proc. ogólnych obrotów całej tej branży w Europie. Rodzime firmy mają być bardziej konkurencyjne i w większym stopniu uczestniczyć w programach kosmicznych, takich jak Horyzont 2020, Copernicus, Galileo czy GovSatCom.

Znaczenie sektora kosmicznego zostało również zauważone w uchwalonej na początku roku Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która powstała w resorcie rozwoju. Ponieważ w sektorze kosmicznym powstają innowacje, które adaptują później inne branże, ma on przełożenie na całą gospodarkę.

– Już nie wspominam o takich rozwiązaniach jak GPS czy lasery. Mam na myśli m.in. sposób realizacji bardzo skomplikowanych, wyrafinowanych projektów, zarządzanie tymi projektami i planowaniu, które zawsze musi być dalekosiężne. Jeśli nasza gospodarka ma być nastawiona na innowacje, bez sektora kosmicznego nie będzie to łatwe – mówi Jacek Mandas.

Polski sektor kosmiczny nie może jeszcze konkurować z europejskim ani światowym. Aby się rozwinąć, rodzime firmy muszą szukać nisz do zagospodarowania. Polska Strategia Kosmiczna wskazuje, że w szczególności powinny skupić się na małych satelitach oraz nanosatelitach. Prezes Astri Polska zauważa, że perspektywiczną gałęzią jest również robotyka.

 Mamy w Polsce szereg podmiotów które zajmują się robotyką, budową platform satelitarnych czy nanosatelitów. Ma to uzasadnienie z punktu widzenia rozwoju rynku światowego. To szybko przyspieszająca gałąź. Nasi eksperci z zakresu elektroniki, optyki czy aplikacji znajdą szereg ciekawych projektów na świecie. Myślę, że rozwinie się robotyka, a za kilka lub kilkanaście lat będziemy mogli wyprodukować małe, polskie platformy satelitarne – prognozuje Jacek Mandas.

Problemem sektora kosmicznego mogą z czasem okazać się niedostatki kadrowe. Choć w Polsce jest wielu wykwalifikowanych ekspertów wraz z rozwojem tej gałęzi przemysłu ich liczba może okazać się niewystarczająca. Zwłaszcza że wielu specjalistów z dziedziny IT, robotyki i pokrewnych branż wybiera rozwój i pracę dla zagranicznych podmiotów. Dlatego kształcenie kadr na nowych kierunkach studiów związanych z przemysłem kosmicznym jest jednym z priorytetów Polskiej Strategii Kosmicznej.

– Mamy w Polsce świetnych ekspertów z zakresu elektroniki, mechaniki czy optyki. Jest to naprawdę doceniane w skali europejskiej i światowej. Mamy informacje od naszych międzynarodowych partnerów, że jesteśmy naprawdę dobrymi specjalistami. Jednak polski rynek dopiero się rodzi – do ESA dołączyliśmy w 2012 roku i jak na tak skomplikowaną branżę to bardzo krótki okres. Kadry szkolimy w ramach własnych potrzeb i możliwości. Są wyzwania i projekty, a zapotrzebowanie na wiedzę jest ogromne – mówi Jacek Mandas.

Trwają prace nad nowelizacja ustawy o Polskiej Agencji Kosmicznej, która przechodzi w ostatnich miesiącach szereg problemów organizacyjnych i kadrowych (od października 2016 roku agencja jest pod tymczasowym zarządem i wciąż nie ma nowego prezesa). Jej działalność w lipcu skrytykowała NIK, wskazując na nieprawidłowości związane z wydawaniem środków bez przetargów oraz fakt, że POLSA nie do końca wypełnia swoje ustawowe zadania. Zgodnie z projektowaną obecnie nowelizacją nadzór nad Polską Agencją Kosmiczną ma przejąć resort rozwoju. Status tej jednostki wymaga pilnego uregulowania, ponieważ do PAK należy wypracowanie Krajowego Programu Kosmicznego, który ma stanowić bazę dla rozwoju tego sektora w Polsce

 Chciałbym – i wydaje mi się, że tak będzie – żebyśmy za 10 lat zobaczyli na polskim rynku co najmniej kilka poważnych podmiotów, które liczą się na arenie europejskiej i światowej, oraz przynajmniej kilka silnych instytucji badawczych. Chciałbym też, aby te podmioty realizowały coraz więcej projektów z ESA czy z rynkiem amerykańskim, ale przede wszystkim żeby były w stanie kompleksowo odpowiedzieć na zapotrzebowanie Polski. Wiele zależy od tego, jak potoczą się prace legislacyjne – mówi Jacek Mandas.

Większość polskich elektrowni nie spełnia nowych unijnych norm emisji zanieczyszczeń powietrza. Na zmiany mają cztery lata

Większość polskich elektrowni nie spełnia nowych unijnych norm emisji zanieczyszczeń powietrza. Na zmiany mają cztery lata 6

Do 2021 roku polskie elektrownie węglowe i duże zakłady przemysłowe muszą przejść modernizację i wdrożyć nowoczesne technologie, które maksymalnie ograniczą emisję zanieczyszczeń do atmosfery. To wymóg unijnej dyrektywy przyjętej w kwietniu. Nowe przepisy mają znacznie ograniczyć ilość chorób i przedwczesnych zgonów wywołanych skutkami spalania węgla. By tak się stało, nie może być żadnych odstępstw, bo do tej pory 36 z 45 elektrowni węglowych w Polsce korzysta ze szczególnego traktowania i złagodzonych norm emisji zanieczyszczeń.

Państwa członkowskie UE przegłosowały w kwietniu standardy emisyjne BAT (Best Available Techniques) dla obiektów wysokiego spalania, takich jak elektrownie czy zakłady przemysłowe, które emitują do atmosfery dużą ilość zanieczyszczeń.

Te konkluzje są o tyle ważne, że nakładają na wszystkie obiekty wysokiego spalania nowe standardy emisyjne. Od 2021 roku, kiedy wejdą w życie, elektrownie będą musiały wprowadzić do swoich zakładów najlepsze możliwe technologie, które obniżą koszty zdrowotne i ilość szkodliwych związków emitowanych do atmosfery – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Muras z międzynarodowej organizacji pozarządowej HEAL Polska, która działa na rzecz klimatu i środowiska.

Konkluzje zostały opublikowane 17 sierpnia i od tego momentu obowiązują one dla nowo powstających obiektów. Z kolei te już istniejące muszą do 2021 roku wprowadzić nowoczesne i zaawansowane technologie, które maksymalnie ograniczą emisję zanieczyszczeń takich jak tlenek azotu, dwutlenek siarki i cząstki stałe PM. Po raz pierwszy w tego typu regulacjach unijnych pojawiły się też limity emisji rtęci, wyjątkowo szkodliwej dla człowieka substancji, której głównym przemysłowym źródłem są właśnie elektrownie węglowe.

– Korzystanie przez elektrownie z derogacji oznacza, że nie muszą one korzystać z najlepszych technologii, które ograniczałyby emisję spalin i szkodliwych substancji do atmosfery. Liczymy, że nowe unijne regulacje zaostrzą prawo do otrzymywania derogacji. Zwłaszcza że polskie elektrownie są jednymi z najbardziej szkodliwych w UE – mówi Agnieszka Muras.

W Polsce na 46 elektrowni węglowych 36 korzysta z derogacji. HEAL podaje, że odpowiadają one za 78 proc. zdolności energetycznej kraju i tylko w Polsce powodują blisko 4,5 tys. przedwczesnych zgonów rocznie. Wśród największych emitentów zanieczyszczeń są elektrownie w Bełchatowie i Kozienicach, które znalazły się odpowiednio na pierwszym i czwartym miejscu w zestawieniu Europejskiej Agencji Środowiska (dane za 2015 rok).

W Polsce derogacje mogą przyznawać marszałkowie województw. To organy, do których będą się zgłaszać zarządy elektrowni węglowych i wszystkich obiektów wysokiego spalania w Polsce. Kluczowe jest, aby marszałkowie województw nie przyznawali im odstępstw, bo wtedy nowe standardy nakładane na kraje członkowskie nie będą miały sensu – podkreśla Agnieszka Muras.

Według danych, na które powołuje się HEAL Polska, nowe limity emisji mogą spowodować, że liczba przedwczesnych zgonów zmniejszy się z obecnych 22,9 tys. rocznie do poziomu 8,9 tys. w 2021 roku. Z kolei mniejsza zachorowalność na astmę, przewlekłe zapalenie oskrzeli i choroby płuc spowoduje, że koszty zdrowotne spadną w tym czasie z 63,2 mld euro do poziomu 24,3 mld euro. Taki scenariusz sprawdzi się jednak tylko, jeżeli nie wprowadzi się żadnych derogacji i odstępstw.

W momencie, gdy polskie elektrownie wniosą o derogacje i będą je otrzymywały, wtedy wszystkie te wyliczenia nie będą miały przełożenia na rzeczywistość. Polska znów będzie jednym z największych polutantów ze względu na korzystanie z derogacji. Dotychczas Polska i Czechy najczęściej korzystały z odstępstw. Liczymy, że to się zmieni. Świadomość społeczna w Polsce się zmieniła, marszałkowie województw podejmują działania na rzecz redukcji emisji szkodliwych substancji, są uchwalane kolejne uchwały antysmogowe. Liczymy, że ten trend będzie rozwojowy, a decydenci będą działać w interesie zdrowia publicznego – podkreśla Agnieszka Muras.

Ze względu na szczególnie dużą koncentrację elektrowni i zakładów przemysłowych na Śląsku, które już teraz korzystają z odstępstw od unijnych norm, przedstawiciele takich organizacji jak m.in. Greenpeace, Polska Zielona Sieć, HEAL Polska, Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA oraz Towarzystwo na rzecz Ziemi wspólnie zaapelowali do marszałka województwa Wojciecha Saługi o nieudzielanie derogacji dla elektrowni węglowych. Może to posłużyć za przykład dla innych regionów Polski.

Szacuje się, że koszty [dostosowanie do nowych regulacji – red.] sięgają 10 mld zł. Mamy na to 4 lata. Trudno powiedzieć, czy elektrownie i duże obiekty spalania są przygotowane, niemniej jednak uważamy, że to bardzo dobry kierunek i trzeba podjąć to wyzwanie – mówi Agnieszka Muras. – Koszty, które przy okazji emitowania szkodliwych związków do atmosfery się pojawiają, nie są brane pod uwagę, a najwyższy pułap to 16 mld euro dla samej Polski. Nowa konkluzja BAT może spowodować redukcję kosztów do 1 mld euro rocznie. Te oszczędności można by przetransferować w stronę nowych technologii, które mogłyby zapobiegać emisji szkodliwych substancji do atmosfery. 

Centra usług wspólnych atrakcyjniejszym miejscem pracy niż banki

Centra usług wspólnych atrakcyjniejszym miejscem pracy niż banki 7

81 proc. pracowników centrów usług wspólnych wiąże swoją dalszą karierę zawodową z tą branżą. 78 proc. jest zadowolonych i poleciłoby innym osobom pracę w sektorze SSC – wynika z najnowszych danych stowarzyszenia ABSL. Pracownicy centrów usług wspólnych mogą liczyć na wiele benefitów i szybką ścieżkę rozwoju kariery. Wymagane są jednak kompetencje miękkie, znajomość języków obcych i otwartość na wiedzę.

– Centra usług wspólnych są bardziej atrakcyjne niż kurczące się banki detaliczne. Shared service centres rosną bardzo szybko. Przez ostatnich kilka lat ten wzrost wynosi ok. 20 tys. etatów rocznie. Dzięki temu pracownicy mogą liczyć na dynamiczną karierę i różnorodne ścieżki rozwoju. Centra operacji mają również wysoki poziom tzw. people care – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Richard Piskorz, szef warszawskiego centrum BNP Paribas Securities Services.

Centra usług wspólnych (SSC, shared services centers) rozwijają się bardzo dynamicznie. Z danych branżowego stowarzyszenia ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych) wynika, że w Polsce działa 1078 centrów usług wspólnych, które łącznie zatrudniają ok. 244 tys. pracowników. Tylko w ciągu ostatniego roku wzrost kadr w tym sektorze przekroczył 15 proc.

Jak wynika z najnowszego raportu „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce 2017” opracowanego przez ABSL, swoje SSC ulokowało w Polsce już 742 zagranicznych inwestorów. Jest wśród nich 80 firm z prestiżowej listy amerykańskiego magazynu Fortune Global 500.

Jak zauważa Richard Piskorz, korzyści takiego rozwiązania dostrzegają też banki, które otwierają własne, wyspecjalizowane centra usług wspólnych. Polski rynek przyciąga takie inwestycje dzięki dostępności kadr i konkurencyjnym kosztom.

– Banki decydują się na tworzenie centrów usług z powodu kosztów oraz wykształcenia i wysokich umiejętności językowych polskich pracowników. Poza tym mają oni ten profesjonalny głód wiedzy, a także wprowadzają innowacje i ulepszenia procesów. Korzyści płynące z shared services dla rynku finansowego są niesamowite. Pierwszą jest zatrudnienie. Drugą – budowanie ekspertyzy w różnych sektorach, a trzecią – budowanie kultury międzynarodowej. Podsumowując, shared services centres są przyszłością organizacji – ocenia Richard Piskorz.

Polska zajmuje pierwsze miejsce w Europie i trzecie na świecie pod względem liczby osób zatrudnionych w centrach usług wspólnych. Co roku sektor SSC/BPO oferuje łącznie około 40 tys. nowych miejsc pracy. Poszukiwani są eksperci w swoich dziedzinach, ale nie tylko. W SSC mogą też znaleźć zatrudnienie absolwenci wyższych uczelni, niekoniecznie z wykształceniem kierunkowym czy też osoby władające językami obcymi.

– Przede wszystkim trzeba znać języki obce. Angielski jest podstawowym wymogiem ze względu na komunikację korporacyjną. Do tego bardzo mile widziana jest znajomość dodatkowych języków takich jak niemiecki, francuski, włoski czy hiszpański. Szukamy osób, które dobrze czują się w pracy z liczbami, znają Excela. Nie jest jednak wymagana wiedza z zakresu finansów, jesteśmy przygotowani, by zapewnić kompleksowe szkolenia naszym pracownikom – mówi Anna Raciborska, szefowa działu HR w BNP Paribas Securities Services.

Warszawskie centrum BNP Paribas Securities Services specjalizuje się w obsłudze operacji na papierach wartościowych oraz funduszach inwestycyjnych dla inwestorów instytucjonalnych oraz instytucji finansowych. To część międzynarodowej struktury, która działa w 34 krajach na 5 kontynentach. Co roku zatrudnienie znajduje w nim ok. 200 nowych pracowników.

– Szukamy ludzi otwartych, chętnych do zdobywania albo poszerzania wiedzy z zakresu funduszy inwestycyjnych i rynków kapitałowych, takich, którzy lubią pracować w zespole – podsumowuje Anna Raciborska.

– Praca w shared service center polega na ściąganiu procesów i aktywności z różnych innych krajów właśnie tutaj, do Polski. W naszym przypadku ważna jest znajomość instrumentów i rynków kapitałowych, a po drugie – kompetencje techniczne i systemowe. Bardzo ważna jest też praca zespołowa, ponieważ klienci są wymagający, więc pracownicy muszą dobrze współdziałać, żeby wyniki były jak najlepsze – dodaje Richard Piskorz.

Centra usług wspólnych ze względu na dynamiczny rozwój tego sektora oferują bardzo dobre warunki pracy, dodatki socjalne i szybką ścieżkę rozwoju kariery. Jak wynika z tegorocznego raportu ABSL, 78 proc. pracowników sektora SSC jest zadowolonych i poleciłoby tę pracę innym osobom. Zdecydowana większość (81 proc.) wiąże swoją dalszą karierę zawodową z tą branżą.

– W BNP Paribas Securities Services stworzyliśmy 6 alternatywnych ścieżek kariery. Nasi pracownicy mogą się rozwijać jako menadżerowie, osoby prowadzące projekty lub szkolenia biznesowe, czy też przeprowadzające analizy biznesowe oraz jako eksperci w danej dziedzinie. Umożliwia im to rozwój różnych kompetencji, w zależności od preferencji i indywidualnego potencjału. Są również perspektywy globalnego rozwoju kariery. Mamy bowiem coraz więcej zaawansowanych procesów i możliwość nadzorowania projektów prowadzonych w innych krajach – mówi Anna Raciborska.

Na zadowolenie pracowników centrów usług wspólnych wpływają dobrze zaprojektowane systemy świadczeń pozapłacowych. Poza opieką medyczną, ubezpieczeniami czy programami emerytalnymi, firmy zapewniają też m.in. komfortowe środowisko pracy czy strefy relaksu.

– Stawiamy przede wszystkim na dobrą atmosferę. Oferujemy też bogaty pakiet benefitów, w tym ofertę sportową jak np. zajęcia z tenisa, a także estetyczne i przyjazne biuro oraz biurka z regulowaną wysokością, które można dostosować do indywidualnych preferencji, i ergonomiczne fotele. Z drugiej strony ogromną wagę przykładamy do czynników, które wpływają na zaangażowanie. Dlatego kadra menadżerska jest dostępna i wspierająca, mamy też jasno zdefiniowane cele – podkreśla Anna Raciborska.

Fenomenalna sesja na warszawskiej giełdzie

Uplasowanie się brytyjskiego tempa wzrostu za II kwartał (0,3 proc. kw./kw.) na poziomie mediany rynkowych oczekiwań nie przyczyniło się do wyraźnej poprawy sentymentu wobec funta szterlinga (0,0 proc.). Na koniec dnia GBP/USD ponownie walczy o utrzymanie się nad poziomem 1,2800. Prawdziwą dawkę zaskoczenia zapewniła norweska dynamika PKB (1,1 proc. kw./kw., konsensus: 0,6 proc.), która wypadła lepiej nawet po wyłączeniu produktu wygenerowanego przez sektor naftowy (0,7 proc., konsensus: 0,6 proc.). Skalę aprecjacji korony (0,4 proc.) wyraźnie ogranicza przetasowanie sentymentu na rynku ropy naftowej. Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate osuwa się do poziomu 47,30 USD, tracąc tym samym na przestrzeni dnia 2,4 proc.

Najsilniej tracącą walutą w koszyku G10 pozostaje japoński jen (-0,3 proc.), który wymazując swoją zwyżkę wypycha parę USD/JPY w kierunku poziomu 109,40. Nieco skromniejszy ruch w stronę południa dotyczy dolara nowozelandzkiego (-0,2 proc.). Obecnie NZD/USD ma problem z przebiciem wsparcia przy 0,7210.

W gronie walut Emerging Markets najsilniejszą skalę umocnienia notuje polski złoty (0,6 proc.), co można traktować jako wypadkową doniesień o mniejszym deficycie budżetowym w 2017 roku. W Europie Środkowo-Wschodniej na drugiej pozycji znajduje się czeska korona, która zyskuje zaledwie 0,1 proc. względem wczorajszego zamknięcia. Na fali wyprzedaży znajduje się węgierski forint (-0,6 proc.) okrywając cieniem niezbyt udane sesje rosyjskiego rubla (-0,2 proc.) oraz południowoafrykańskiego randa (-0,2 proc.).

W pierwszej połowie dnia dość chimerycznymi publikacjami okazały się być lipcowe szacunki stopy bezrobocia w Szwecji (6,6 proc., konsensus: 5,9 proc.) oraz w Polsce. W rodzimej gospodarce udział aktywnie poszukujących pracy pozostał na poziomie czerwcowych szacunków GUS (7,1 proc.), tym samym rozczarowując rynkowe oczekiwania (7,0 proc.). Z punktu analiz szeregów czasowych wskaźnikowi powinny sprzyjać występujące efekty sezonowe, które w połączeniu z wyższą dynamiką zatrudnienia (4,5 proc. r/r) miały istotne szanse na uplasowanie stopy bezrobocia przy poziomie 6,9 proc.

Dodatkową dawkę rozgoryczenia po środowym rozczarowaniu sprzedażą domów na amerykańskim rynku pierwotnym zapewniły szacunki z rynku wtórnego. W lipcu przedmiotem transakcji było 5,44 mln nieruchomości, tj. o 1,3 proc. mniej niż odnotowano miesiąc wcześniej. Wydźwięk niezbyt satysfakcjonujących danych skutecznie bilansuje wyższa wartość indeksu regionalnego Kansas Fed (16,0 pkt, konsesus: 11,0 pkt) oraz niższa liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (234 tys., konsensus: 238 tys.), która obecnie znajduje się poniżej średniej ruchomej z ostatnich czterech tygodni.
Na europejskich parkietach uwagę inwestorów wyraźnie zwracał WIG 20 (2,7 proc.), który na koniec sesji uplasował się tuż nad oporem przy 2 450 pkt. Najsilniej zyskującą spółką ponownie został Lotos (5,7 proc.) dzięki wczorajszej zmianie rekomendacji przez Vestor na „neutralnie”. Dobry sentyment w branży paliwowej udzielił się również Orlenowi (4,8 proc.), którego zwyżkę usilnie goniły walory Banku Zachodniego WBK (4,8 proc.). W gronie rodzimych gigantów najsilniej traciły akcje spółki Eurocash. Ich 1,7 proc. rajd w stronę południa to pokłosie spadkowego odreagowania po doniesieniach dotyczących planowanego przejęcia sieci sklepów Mila.

Drugą sesję z rzędu swoją stratę odrabia Provident Financial, który ze zwyżką rzędu 13,2 proc. otwiera listę komponentów FTSE 100 (0,3 proc.). W rynkowych kuluarach mówi się coraz głośniej o tym, że w najbliższym czasie Fitch zdecyduje się na ścięcie ratingu spółki do „śmieciowego”. Na fali zwyżkowego odreagowania znalazły się również walory WPP (3,0 proc.), którym dodatkowo pomogła zmiana rekomendacji na „kupuj” przez Beaufort. Noty analityczne nie były zbyt łaskawe dla spółki zamykającej zestawienie londyńskich spółek. Na dnie znalazły się walory EasyJetu (-4,4 proc.) po wydaniu rekomendacji „niedoważaj” przez Exane z ceną docelową na poziomie 11 GBP (obecnie: 12,14 GBP).

Odreagowanie medialnego giganta na Wyspach nie wpłynęło pozytywnie na pozostałe spółki w sektorze. W gronie komponentów indeksu DAX (0,1 proc.) ponownie najsilniej tracił ProSiebenSat 1 (-0,8 proc.), który planuje intensyfikację działalności e-commerce. Zmiana rekomendacji na „kupuj” przez Berenberg (cena docelowa: 106 EUR, obecnie: 88,58 EUR) nie pomogła spółce SAP (-0,8 proc.) notującej podobną skalę przeceny. Na szczycie frankfurckiej giełdy błyszczał Daimler (1,5 proc.). W trakcie dzisiejszej sesji władze spółki odmówiły komentarza na temat spekulacji dotyczących przeistoczenia się w holding.
Czwartek na paryskiej giełdzie zakończył się pod znakiem balansowania przy poziomach bliskich z wczorajszego zamknięcia. W gronie komponentów CAC 40 (0,0 proc.) siłę ponownie pokazało Engie (1,3 proc.) po wygraniu przetargu na budowę 55 MW farmy wiatrowej w Mongolii. Listę spółek zamknął TechnipFMC (-1,6 proc.), który usilnie próbował wymazywać swoją zwyżkę po zmianie rekomendacji na „kupuj” przez DNB Markets. Na dnie francuskiego indeksu znalazły się akcje Carrefour. Powodem 2,1 proc. zniżki była zmiana oceny na „neutralnie” przez Oddo BHF z ceną docelową na poziomie 23 EUR (obecnie: 20,16 EUR).

Wśród surowców uwagę inwestorów ponownie zwraca ruda żelaza, która obecnie zyskuje 2,2 proc. Nieco skromniejszy ruch w stronę północy ma za sobą miedź (1,8 proc.) dystansująca się od 1,0 proc. zwyżki gazu ziemnego (1,0 proc.). Względnie blisko poziomów z wczorajszego zamknięcia znajduje się złoto (-0,3 proc.), które jest wyceniane po 1 287,00 USD za uncję. Ponownie poniżej poziomu 17,00 USD schodzi srebro notując 0,7 proc. przecenę. Wśród płodów rolnych najsilniejsza zwyżka dotyczy soku pomarańczowego, którego wrześniowe kontrakty zyskały 2,3 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Polacy wierzą, że stać ich będzie na większe wydatki

„W sierpniu 2017 r., w porównaniu do poprzedniego miesiąca, odnotowano poprawę obecnych i przyszłych nastrojów konsumenckich”. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej oraz wskaźnik wyprzedzający były wyższe niż w poprzednich miesiącach br. – podał GUS.

Wskaźniki ufności konsumenckiej – bieżący i wyprzedzający, były w sierpniu 2017 r. dodatnie, najwyższe w historii badań, czyli od 2004 r. Wskaźniki te są dodatnie od maja br. W kolejnych miesiącach coraz lepsze (poza lipcem). A przecież nawet w latach 2006-2008, gdy wzrost gospodarczy był dużo wyższy niż obecnie, a spożycie indywidualne rosło w tempie ponad 5 proc., oceny koniunktury konsumenckiej były ujemne. W 2006 r., gdy wzrost PKB wyniósł 6,2 proc. r/r, a spożycia indywidualnego 5,0 proc., bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej wyniósł minus 14,9, a wskaźnik wyprzedzający – minus 18,5.

Co wpływa dzisiaj na tak pozytywne oceny? Na pewno sytuacja na rynku pracy. Dzisiaj praca szuka pracowników, a nie pracownicy pracy. Poza tym systematycznie rosną wynagrodzenia. A do nich spora część gospodarstw domowych dostaje dodatki na dzieci w ramach programu Rodzina 500+ (i nie tylko). Gospodarstwa domowe czują się bezpiecznie widząc, że bez problemu mogą znaleźć pracę, uzyskać wyższy dochód i do tego różnego rodzaju świadczenia na dzieci.
Potwierdza to bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej, który wskazuje, że gospodarstwa domowe pozytywnie oceniają swoją dotychczasową sytuację finansową, a jeszcze lepiej sytuację finansową w najbliższych 12 miesiącach. Co prawda bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej z lipca br. wskazuje, że niestabilność polityczna (a w lipcu była ona dość duża w wyniku braku akceptacji dla przedstawionych przez rząd projektów ustaw dotyczących systemu sądownictwa w Polsce, z których dwie zostały zawetowane przez Prezydenta RP) może negatywnie wpływać na oceny bieżącej sytuacji i osłabiać ufność konsumencką.

Ale wyniki sierpnia wskazują, że nie jest to osłabienie trwałe. W sierpniu bowiem konsumenci zdecydowanie poprawili oceny dotyczące możliwości dokonywania ważnych zakupów (po lipcowym spadku). Lepiej też widzą bieżącą i przyszłą sytuację gospodarki. Nie boją się bezrobocia. Jedyny problem to oszczędzanie – więcej gospodarstw domowych uważa, że nie poprawiła się ich możliwość przyszłego oszczędzania pieniędzy niż że ta możliwość się poprawiła. Jednak teraz te problemy wynikają raczej z rosnącej skłonności do konsumpcji, szczególnie dóbr trwałego użytku, w tym samochodów i mieszkań, a nie z powodu braku pracy czy dochodów.

Opinie dotyczące możliwości przyszłego oszczędzania potwierdzają zdecydowanie mniejsze przyrosty depozytów złożonych w bankach przez gospodarstwa domowe w okresie lipiec 2016-lipiec 2017 niż w porównywalnych okresach rok (przyrost o 66 mld zł) i dwa lata (przyrost o ponad 49 mld zł) wcześniej. W okresie lipiec 2016-lipiec 2017 depozyty gospodarstw domowych wzrosły bowiem „jedynie” o 32,4 mld zł. Co prawda część oszczędności gospodarstwa domowe lokują także w otwartych funduszach inwestycyjnych, ale i tak przyrost oszczędności jest teraz niższy niż rok wcześniej.

O konsumpcję nie musimy się zatem martwić, bo zasilają ją coraz wyższe dochody coraz liczniejszej grupy pracujących. Na pewno będzie ona na razie wspierać wzrost PKB. Gorzej z innym składnikiem budującym PKB – inwestycjami przedsiębiorstw. Po 6. miesiącach 2017 r. widać wyraźnie, że skłonność firm do inwestowania niestety ciągle jest niższa niż w 2016 r. i 2015 r. A bez inwestycji, przy takich apetytach konsumpcyjnych jakie mają gospodarstwa domowe, może się okazać, że ich zaspokojenie możliwe będzie dzięki importowi, a nie zwiększaniu produkcji na rynku polskim. A wtedy zatrudnienie i wynagrodzenia przestaną rosnąć, a tym samym i skłonność do konsumpcji będzie maleć. A tym samym wzrost PKB będzie mniejszy.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Giełda w Warszawie najwyżej od 10 lat, złoty też mocny

Tak dobrej sesji na giełdzie w Warszawie dawno nie oglądaliśmy. Akcje są najdroższe od dekady. Indeks WIG znalazł się na poziomach nieoglądanych od października 2007 roku. Do historycznego rekordy brakuje niespełna 7 proc. Dobrze spisał się też złoty, który umocnił się do głównych walut.

W czwartek silna fala wzrostów przetoczyła się przez warszawski parkiet. Indeks WIG20 zakończył dzień na poziomie 2456,27 pkt., rosnąc o 2,73 proc. To najwyższe zamknięcie od 2 lat. Reprezentujący szeroki rynek indeks WIG wzrósł o 1,89 proc. do 63886,5 pkt. i znalazł sie na poziomach nieoglądanych od jesieni 2007 roku. W obu przypadkach wzrostom towarzyszyły wyższe obroty, co sugeruje duże prawdopodobieństwo kontynuacji zwyżek w kolejnych dniach. Realne staje się więc scenariusz powrotu indeksu WIG do 67772,9 pkt., czyli do historycznego rekordy z lipca 2007 roku.

Popyt przede wszystkim skoncentrował się na największych spółkach. Motorem zwyżki były firmy paliwowe. Akcje Lotosu podrożały o 5,7 proc., a PKN Orlen o 4,8 proc. Świetną sesję zaliczyły też walory BZ WBK (+4,8 proc.), LPP (+3,8 proc.), Tauron Polska Energia (+3,6 proc.) i PGNIG (+3,2 proc.). W gronie 20. największych spółek jedynie Eurocash zakończył dzień na minusie, tracąc 1,7 proc. Cofnięcie to było zwykłą realizacją zysków, po tym jak na poprzednich 3. sesjach akcje te podrożały o 9,6 proc.

Inwestorzy kupowali nie tylko duże spółki, ale również szukali okazji wśród słabo spisujących się w ostatnich miesiącach akcji mniejszych firm. Grupujący je indeks sWIG80 wzrósł o 0,8 proc. do 15583,7 pkt. i znalazł się najwyżej od 3. tygodnia, podczas gdy jeszcze w ubiegłym tygodniu testował on półroczne minima.

W czwartek warszawska giełda zdecydowanie wyróżniała się na tle europejskich parkietów, które wprawdzie w większości rosły, ale w dużo mniejszej skali. Dla porównania niemiecki DAX wzrósł o 0,1 proc., francuski CAC40 praktycznie nie zmienił swej wartości, a węgierski BUX zyskał 0,5 proc. Przy czym ten ostatni indeks wyznaczył dziś nowe historyczne maksima.

Mocne wzrosty na GPW poparte rosnącymi obrotami, powrót do łask inwestorów dotychczas słabo się spisujących małych spółek, a przede wszystkim przełamanie przez indeksy WIG i WIG20 ważnych oporów na wykresach (tegoroczne maksima), może oznaczać nieco dłużą poprawę koniunktury i otwartą drogę do historycznych rekordów. Jedyne co mogłoby zagrozić realizacji takiego scenariusza to gwałtowne pogorszenie nastrojów na rynkach globalnych. Na to jednakże się nie zanosi.

W piątek należy oczekiwać kontynuacji wzrostów. Aczkolwiek już o dużo mniejszej dynamice. Przeszkodą nie powinno być ewentualnego pogorszenie nastrojów, czy też atmosfera wyczekiwania na wystąpienia szefowej Fed Janet Yellen i prezesa ECB Mario Draghiego w Jackson Hole. Dzisiejszy dzień bowiem dobitnie pokazał, że krótkoterminowo GPW może funkcjonować w oderwaniu od rynków globalnych.

Czwartek były udany również dla złotego, który umocnił się do głównych walut. Euro potaniało o 2,3 gr do 4,2625 zł, dolar o 1,8 gr do 3,6110 zł, szwajcarski frank o 1,5 gr do 3,7450 zł, a funt o 2,2 gr do 4,6240 zł. Brytyjska waluta była dziś najtańsza od pamiętnego flash crashu na funcie w październiku 2016 roku, gdy w jednej chwili notowania GBP/PLN spadły z 4,83 do 4,5675 zł, żeby następnie wrócić do 4,75 zł.

Złoty umocnił sie nie tylko do głównych walut, ale również zyskał w relacji do walut naszego regionu. W tym ponad 1 proc. do węgierskiego forinta, do którego systematycznie tracił od 3. miesięcy, jeszcze dziś rano wyznaczając najniższy poziom od stycznia br. To zachowanie wskazuje na lokalne źródła obserwowanego dziś zwiększonego popytu na polskie aktywa. Przede wszystkim wskazuje na napływ krótkoterminowego kapitału spekulacyjnego na warszawską giełdę. Drugim pretekstem mogły być informacje o zakładanym przez rząd na 2018 rok deficycie budżetowym na poziomie 41,5 mld zł wobec 59 mld zł planowanych na ten rok.

W piątek uwaga rynku walutowego przede wszystkim będzie skoncentrowana na doniesieniach z Jackson Hole, gdzie odbywać się będzie coroczne sympozjum ekonomiczne z udziałem bankierów centralnych. Inwestorzy będą wsłuchiwać się w wystąpienia Janet Yellen (godz. 16:00) i Mario Draghiego (godz. 21:00). I to właśnie sygnały płynące z banków centralnych powinny zdecydować o nastrojach na forexie w końcówce sierpnia.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Dr Andrzej S.Bratkowski: Może nie starczyć pieniędzy banków na ratowanie SKOK-ów

2 mld zł banki musiały wpłacić do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, aby ratować upadające SKOK-i, ale to może nie wystarczyć, ponieważ lista SKOK-ów z kłopotami wzrosła do kilkunastu.

– Może się okazać, że do ratowania SKOK-ów będzie musiał dopłacać budżet państwa – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Andrzej S.Bratkowski, były wiceprezes NBP i b.członek Rady Polityki Pieniężnej.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Waszyngton nie tworzy trendów

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Ostatnie dwa tygodnie były dość burzliwe na parkietach akcyjnych. Wraz ze wzrostem napięcia wokół Korei Północnej przerwany został okres wakacyjnej niskiej zmienności. Poza geopolityką i bardzo odległą, ale jednak pewną opcją konfliktu zbrojnego czy wręcz nuklearnego doszła kolejna kwestia związana dysfunkcyjną administracją Donalda Trumpa. Impulsem do ponownego zainteresowanie się działalnością Białego Domu była źle odebrana reakcja prezydenta na tragedię w Charlottesville. Konsekwencją tego było rozwiązanie biznesowych rad doradczych, z których wcześniej ustąpili prezesi amerykańskich korporacji. Anulowane zostały również plany stworzenia ciała doradczego odnośnie do inwestycji w infrastrukturę. Nie bez znaczenia były również pogłoski o możliwym odejściu Gary’ego Cohna, szefa rady gospodarczej w gabinecie Trumpa, który typowany jest na nowego szefa Rezerwy Federalnej. Komentarze wskazywały, że wszystkie te wydarzenia powodują, iż probiznesowa agenda nowego prezydenta stanęła pod znakiem zapytania. Problem jednak w tym, że stała ona pod dużym znakiem zapytania już zdecydowanie wcześniej. Praktycznie od pierwszej decyzji Donalda Trumpa polegającej na nieudolnej próbie ograniczenia migracji, wiadomo było, że wdrożenie zapowiadanych reform będzie niezwykle trudne. Pierwsza i najważniejsza dotycząca ubezpieczeń zdrowotnych do dnia dzisiejszego nie została przeprowadzona. Co prawda przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan twierdzi, że łatwiej będzie przyjąć reformę podatków, gdyż wśród republikanów panuje w tej sprawie konsensus. Można jednak w to powątpiewać, patrząc, jak tego konsensusu i wzajemnej współpracy zabrakło przy ubezpieczeniach zdrowotnych. Biznesowe rady doradcze nie mają w tym względzie większego znaczenia, gdyż ich faktyczne rola nigdy nie była duża. Zresztą wydaje się, że inwestorzy już od pewnego czasu są świadomi, że po Waszyngtonie nie można się wiele spodziewać. Dobrze to obrazuje zachowanie rynku obligacji, których niskie realne oprocentowanie wskazuje, że gra na „sekularną stagnację” wcale się nie skończyła. Również dla rynku akcji Donald Trump nie jest kluczową postacią. Zdecydowanie ważniejsza jest faza zsynchronizowanego ożywienia gospodarczego po obu stronach Atlantyku oraz w Azji. Oznacza to mniej więcej tyle, że poczynania Białego Domu mogą co najwyżej generować krótkoterminową zmienność na rynku, ale dopóki nie zapadną w nim kluczowe decyzje militarne bądź gospodarcze, nie będzie on kreatorem ważniejszych trendów.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Rynek powierzchni przemysłowych i magazynowych w Polsce po I półroczu 2017 r.

W pierwszym półroczu 2017 roku rynek magazynowy to zdecydowanie najszybciej rosnący sektor nieruchomości komercyjnych w Polsce. Najwięcej powierzchni przemysłowych i magazynowych oddano w okolicach Poznania – 133 000 m kw. –, a projekt o największej powierzchni w budowie realizowany jest w Szczecinie – 161 000 m kw. Rekordowe liczby oddanych do użytku powierzchni nie zniechęcają deweloperów do rozpoczęcia kolejnych inwestycji.

Rekordowa pierwsza połowa roku

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. ukończono projekty o rekordowej powierzchni 801 200 m kw. Najwięcej powierzchni – zaraz za Poznaniem – oddanych zostało w regionie Warszawy II (115 700 m kw.) i Polsce Centralnej (111 800 m kw.). Potwierdzają to trzy największe transakcje obiektów oddanych do użytku przeprowadzone w poszczególnych klastrach. W regionie Górnego Śląska nowym najemcą obiektu Panattoni BTS Amazon Sosnowiec o powierzchni 135 000 m kw. stała się firma Amazon na warunkach umowy build-to-suit. W Polsce Centralnej dwie transakcje najmu dotyczą przejęcia obiektu BTS Castorama o powierzchni 101 700 m kw. przez Castoramę oraz obiektu Panattoni Łódź BSH BTS o powierzchni 79 000 m kw. wynajętą przez firmę BSH.

Szczecin w budowie

Deweloperzy nie wydają się być zniechęceni liczbą oddanych powierzchni zwłaszcza, gdy spojrzymy na te, znajdujące się obecnie w trakcie budowy – 1 275 000 m kw. Wśród największych wymienić można te realizowane w Szczecinie (Pannatoni BTS Amazon – 161 000 m kw. oraz Goodman BTS Zalando – 130 000 m kw.) i w Sosnowcu (Panattoni BTS Amazon – 135 000 m kw.).

Polski rynek powierzchni magazynowych przykuwa uwagę zagranicznych graczy, ponieważ umiejętnie potrafi łączyć relatywnie niskie stawki czynszów z coraz wyższym standardem i poziomem zaawansowania wykonywanych operacji. Dodatkowo, warto zauważyć, że w najbliższych kwartałach układ sił w regionach zmieni region szczeciński, którego strategiczne położenie, dostępność wykwalifikowanej siły roboczej i rekordowa ilość obiektów w budowie – prawie 300 tys. mkw. – dadzą o sobie znać

Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland
Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Czynsze wciąż stabilnie

Wysoki poziom popytu na nowe powierzchnie, który przekłada się na podpisywanie transakcji w nowopowstałych obiektach nie wpływa na wysokość wywoławczych stawek czynszów. W większości analizowanych miast regionalnych stawki czynszu od stycznia do czerwca nie zmieniły się, co jest efektem równowagi pomiędzy wzrostem podaży i rosnącym popytem najemców. Najwyższe koszty najmu konsekwentnie dotyczą magazynów położonych w granicach Warszawy – od 3,5 do 5 euro miesięcznie za m kw. -, a najniższe odnotowywane są w rejonie Polski Centralnej – od 2 do 3,2 euro – ze względu na dominującą obecność dużych parków logistycznych.

Stały popyt w połączeniu z wysoką dostępnością gruntów pod funkcje przemysłowo-magazynowe to czynniki które powodują, że stawki czynszu pozostają od wielu kwartałów na stałym poziomie. Warto też zaznaczyć, że w porównaniu do Europy Zachodniej, koszt wynajmu powierzchni w Polsce jest nadal znacznie bardziej konkurencyjny

Anna Staniszewska
Anna Staniszewska, Dyrektor, Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo – Wschodnia

Polska Centralna z minimalną stopą pustostanów

Stopa pustostanów w porównaniu z końcem pierwszego kwartału 2017 roku zmalała o 0,4 p.p. i wynosi 5,9%. Duży wpływ na jej poziom ma fakt, że magazyny oddawane do użytku są już w większości wynajęte. Poziom przednajmu w obecnie realizowanych obiektach sięga niemal 80%. Najwyższą stopę pustostanów w drugim kwartale odnotowano w regionie Krakowa – 11,9 % a najniższą wynoszącą zaledwie 0,5% w Polsce Centralnej.

Warszawa I

  •  Najwyższe stawki czynszów za powierzchnie magazynowe w Polsce
  •  Obiekty magazynowe są mniejsze niż w innych klastrach. Często oferują też większą powierzchnię biurową tworząc tzw. Small Business Units (SBU)
  •  Stopa pustostanów utrzymuje się na poziomie 8,7% i należy do jednej z najwyższych w Polsce
  •  Ograniczona dostępność oraz wysokie ceny gruntów znacząco ograniczają rozwój klastra

Warszawa II

  •  Największy rynek magazynowy w Polsce odpowiada za 22,4% całkowitych zasobów kraju
  •  W II kw. 2017 w trakcie realizacji powstawały projekty o łącznej powierzchni 272 100 m kw., co stanowi drugi najwyższy wynik wśród wszystkich rynków magazynowych
  •  Podaż powierzchni wrosła w II kw. 2017 o 100 00 m kw. Największym ukończonym projektem był kolejny etap P3 Błonie z 47 500 m kw.
  •  Szybki przyrost nowej podaży oraz przewaga obiektów o dużej powierzchni wpływa na utrzymywanie się stawek czynszów na jednym z najniższych poziomów w kraju
  •  Realizacja infrastruktury komunikacyjnej we wschodniej (S8, A2) i południowej (S8, S19) części obszaru spowoduje w kolejnych latach rozwój rynku w tych kierunkach

Górny Śląsk

  •  Obszar Górnego Śląska pozostaje drugim po Warszawie największym rynkiem magazynowym w Polsce
  •  Powierzchnia magazynowa powiększyła się w II kw. 2017 roku o 23 000 m kw. za sprawą ukończenia min. Goodman Gliwice Logistics Centre and Segro Logistics Park Gliwice
  •  Pomimo oddania do użytku nowej podaży, stopa pustostanów zmniejszyła się w stosunku do poprzedniego kwartału o 0,2 p.p. Świadczy to o niesłabnącym zainteresowaniu najemców
  •  W budowie znajduje się 253 200 m kw., z czego ponad połowę stanowi kompleks Panattoni BTS Amazon Sosnowiec
  •  Zakres stawek czynszów na Górnym Śląsku znajduje się na podobnym, niskim poziomie co w innych głównych klastrach magazynowych

Region Poznania

  •  W rejonie Poznania odnotowano największy przyrost nowej powierzchni ze wszystkich klastrów magazynowych w I poł. 2017 roku
  •  Największe oddane projekty w II kw. 2017 roku: kolejny budynek Panattoni Park Poznań VIII (21,300 m kw.) i P3 Poznań (7,300 m kw.)
  •  Z powodu oddania do użytku nowej podaży, stopa pustostanów wzrosła o 0,4 p.p. do 8,8%
  •  Czynsze utrzymują się na stałym poziomie, jednak relatywnie wysoki odsetek wolnych powierzchni oraz pojawienie się nowych obiektów umacnia pozycję negocjacyjną najemców
  •  W rejonie między Poznaniem a niemiecką granicą, wzdłuż głównych tras komunikacyjnych powstaje coraz więcej nowych obiektów magazynowych

Polska Centralna

  •  Centralne położenie, bardzo dobrze rozwinięta infrastruktura transportowa oraz wyższy niż w innych regionach dostęp do siły roboczej sprawia, że klaster stale cieszy się wysokim zainteresowaniem najemców
  •  Obszar Polski Centralnej cechuje najniższa w kraju stopa pustostanów, która na koniec czerwca osiągnęła poziom 0,5%. Oznacza to spadek o 1,8 p.p. w stosunku do sytuacji na koniec I kw. 2017 roku
  •  W II kw. 2017 roku ukończono jedynie jeden obiekt magazynowy – kolejny etap Prologis Park Stryków (18 100 m kw.), który w momencie oddania do użytku był w całości wynajęty. Jest to typowe w regionie Polski Centralnej
  •  Obecnie największymi obiektami w trakcie realizacji są: Segro Logistics Park Stryków (30 400 m kw.) oraz Panattoni Park Stryków II ( 18 600 m kw.)

Dolny Śląsk

  •  Rynek wrocławski zawdzięcza swój rozwój rozbudowanej infrastrukturze transportowej oraz bliskości południowej i zachodniej granicy kraju
  •  W II kw. 2017 roku nie oddano do użytku żądnego obiektu magazynowego w klastrze wrocławskim
  •  Początek roku przyniósł wzrost stopy pustostanów o 0,6 p.p., która osiągnęła poziom 7,9%
  •  Stawki czynszów w rejonie Wrocławia należą do jednych z najwyższych wśród głównych klastrów magazynowych (wyłączając obszar wewnątrz granic Warszawy)
  •  Na przełomie 2017 i 2018 roku planowane jest oddanie fragmentu trasy ekspresowej S5 położonego na północ od Wrocławia. Pozwoli to na poprawę komunikacji z Poznaniem i północną częścią Polski oraz stworzy dogodne warunki do rozwoju rynku magazynowego na północ od granic miast

Trójmiasto

  •  Region Trójmiasta jest największym rynkiem przemysłowo-logistycznym północnej Polski. Bliskość międzynarodowych portów morskich, lotniska i dróg szybkiego ruchu przyczynia się do rozwoju transportu intermodalnego
  •  Oddanie do użytku kolejnego etapu Goodman Pomeranian Logistics Center zwiększyła łączną powierzchnię magazynową w klastrze o 20 900 m kw.
  •  Pomimo oddania do użytku nowych obiektów, stopa pustostanów w stosunku do końca I kw. 2017 roku zmniejszyła się o 1,5 p.p.
  •  Na koniec czerwca w trakcie budowy znajdowały się dwa obiekty magazynowe klasy A: kolejny etap Goodman Pomeranian Logistics Center (36 700 m kw.) oraz Hillwood 7R Gdansk 2 (12 000 m kw.)

Lublin/Rzeszów

  •  Jedynie jeden projekt został oddany do użytku w II kw. 2017 roku – Waimea Cargo Terminal Rzeszów-Jasionka (4 900 m kw.)
  •  W trakcie realizacji pozostają obiekty o łącznej powierzchni 16 900 m kw. Największym z nich jest MLP Lublin (12 100 m kw.)
  •  Wskutek braku znacznego wzrostu liczby nowych obiektów, stopa pustostanów zmniejszyła się w II kwartale o 3,9 punkty procentowe, osiągając na koniec czerwca 2,7%;
  •  Planowane na 2019 rok zakończenie budowy całości drogi ekspresowej S19 między Warszawą a Lublinem znacząco poprawi komunikację za stolicą i zwiększy potencjał rozwoju sektora magazynowego na tym obszarze
  •  Trasa S19 między Lublinem a Rzeszowem, będąca częścią trasy Via Carpatia znajduje się aktualnie w trakcie procedury przetargowej

Kraków

  •  W II kw. 2017 roku w krakowskim klastrze nie oddano do użytku żadnego obiektu
  •  W rejonie Krakowa odnotowano najwyższą w Polsce stopę pustostanów, na poziomie 8,9%. Oznacza to wzrost w stosunku do sytuacji z końca 2016 roku o 2,1%
  •  Wysoki odsetek niewynajętej powierzchni skutkuje niewielką powierzchnią w budowie (17 600 m kw.)
  •  Problemy ze znalezieniem najemcy wywołują presję na zakres czynszów. W I kw. odnotowano obniżkę stawek wywoławczych dla najdroższych powierzchni. Jednak nadal okolice Krakowa pozostają najdroższym po Warszawie I rynkiem magazynowym

Bydgoszcz/Toruń

  •  Tylko w I poł. 2017 roku rynek magazynowy w okolicach Bydgoszczy i Torunia powiększył się o 74%. Przyczyniło się do tego oddanie do użytku w I kw. 2017 roku trzech obiektów magazynowych o znaczącej powierzchni, z których największym był Panattoni BTS Kaufland (45 650 m kw.)
  •  W trakcie budowy pozostaje składający się z dwóch hal Waimea Logistics Park Bydgoszcz o powierzchni 16 200 m kw.
  •  Dostarczenie nowych obiektów oraz zakończenie umów na znaczącą powierzchnię spowodowały wzrost stopy pustostanów o 6,4 p.p. Obecnie odsetek wolnej powierzchni stanowi 7,5% całej podaży powierzchni magazynowych okolic Bydgoszczy i Torunia

Szczecin

  •  W czasie pierwszych szczęściu miesięcy 2017 roku na szczecińskim rynku magazynowym dostarczono dwa obiekty, oba w I kwartale: Panattoni Park Szczecin I (12 800 m kw.) oraz Prologis Park Szczecin I (9 300 m kw.)
  •  Stopa pustostanów nie uległa większym wahaniom w II kw. 2017 roku. Obecnie do wynajęcia pozostaje 9% istniejących zasobów magazynowych
  •  W trakcie budowy pozostaje 293 500 m kw., które są inwestycjami typu BTS dla dwóch dużych sieci e-commerce – Amazon i Zalando
  •  Rynek szczeciński cieszy się dużym zainteresowaniem branży e-commerce ze względu bliskości granicy niemieckiej, relatywnie dużą dostępność siły roboczej oraz infrastrukturą komunikacyjną

Kurs dolara zniżkuje. Złoty najsilniejszy do funta od roku

Amerykański dolar ma problemy w związku z brakiem porozumienia pomiędzy Kongresem a prezydentem Donaldem Trumpem w sprawie budowy muru na granicy z Meksykiem. Co więcej, prezydent USA ostrzegł o możliwym zakończeniu handlowego porozumienia NAFTA z Meksykiem i Kanadą. Te czynniki powodują, że amerykański dolar spada i do japońskiego jena, i do szwajcarskiego franka, i do kanadyjskiego dolara, i do meksykańskiego peso.

Amerykańska waluta traci także do złotówki, która z kolei wobec brytyjskiego funta jest najsilniejsza od czerwca 2016 r. Polskiej walucie powinien pomagać także wskaźnik syntetyczny koniunktury gospodarczej, który – jak podał GUS – w sierpniu kształtuje się na poziomie wyższym niż przed rokiem i przed miesiącem.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do brytyjskiego funta (+0,3%), a traci do euro (-0,34%), dolara kanadyjskiego (-0,46%), dolara australijskiego (-0,05%) oraz japońskiego jena (-0,24%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,179, GBP/USD – 1,278, USD/CAD – 1,254, AUD/USD – 0,789 i USD/JPY – 109,1. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,12%) i kurs EUR/JPY wynosi 128,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,923. Złotówka zyskuje do dolara i funta, a traci do euro i franka szwajcarskiego. W środę rano dolar kosztuje 3,63 zł, euro – 4,28 zł, funt – 4,64 zł, a frank – 3,76 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. W środę londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,01%, frankfurcki indeks DAX spadł o 0,45%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,32%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,35%, meksykański indeks Bolsa zmniejszył się o 0,1%, a brazylijski indeks Bovespa zyskał 0,67%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,42%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,49%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,5%.

Ropa i złoto: Cena ropy naftowej rosła drugi dzień. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 52,57 USD (+1,33%), a ropy WTI – 48,41 USD (+1,2%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca podniosła się o 1 USD do 55 USD. Także wartość złota rośnie. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1288 USD. To 2 USD więcej (+0,16%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 10:00 – Polska – Stopa bezrobocia wg GUS, lipiec (prognoza 7%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – PKB (r/r), II kw.  (prognoza 1,7%)
  • 12:00 – Wielka Brytania – Sprzedaż detaliczna wg CBI, sierpień (prognoza 15)
  • 14:00 – Polska – Protokół z posiedzenia RPP
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 238 tys.)
  • 16:00 – USA – Sprzedaż domów na rynku wtórnym, lipiec (prognoza 5,57 mln)
  • 17:00 – USA – Indeks Kansas City Fed dla przemysłu, sierpień 

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Rynek mieszkań na wynajem. Inwestorzy instytucjonalni coraz chętniej zaglądają do Polski

W Polsce na tysiąc mieszkańców przypada dziś około 350 mieszkań. To o 150 mniej, niż wynosi średnia w Unii Europejskiej. W zniwelowaniu różnicy pomiędzy zapotrzebowaniem na lokal, a stanem faktycznym, pomóc może rynek mieszkań na wynajem. A ten, jak podkreślają eksperci OPG Property Professionals, nie tylko coraz prężniej się rozwija, ale i dywersyfikuje.

Choć lokale przeznaczone na wynajem wciąż stanowią stosunkowo nieduży kawałek tortu na rynku mieszkaniowym (około 5% wszystkich zasobów), to w ostatnim czasie nie sposób nie dostrzec ich rosnącego znaczenia. Zgodnie z raportem Rental and Student Housing. Emerging residential asset classes in Poland 2016 firmy REAS, liczba mieszkań na wynajem na przestrzeni ostatnich 5-6 lat zwiększyła się aż dwukrotnie. Jak dodaje Fundacja Habitat for Humanity, w ciągu najbliższej dekady ponad 30% lokali tego typu powinno być dostępne na warunkach korzystniejszych niż dotychczas.

Andrzej Szczepanik, ekspert OPG Property Professionals
Andrzej Szczepanik, ekspert OPG Property Professionals

Jak podkreślają eksperci, źródła obecnego trendu upatrywać należy w trzech zasadniczych czynnikach. – Po pierwsze jest to rosnące zainteresowanie lokowaniem kapitału w nieruchomościach przez inwestorów indywidualnych, a także wysokie w porównaniu do lokat bankowych czy obligacji stopy zwrotu z najmu. Polacy wolą dziś zainwestować pieniądze w mieszkanie, niż trzymać je w banku – wyjaśnia Andrzej Szczepanik, ekspert OPG Property Professionals. – Ponadto obserwujemy dynamiczny rozwój rynku deweloperskiego, który powoli się dywersyfikuje i zachęca jego uczestników do wprowadzania nowych produktów skierowanych do wynajmujących – dodaje.

Rynek najmu a sektor instytucjonalny

O rozwoju rynku najmu najlepiej świadczyć może wzrost zainteresowania agencji nieruchomości pośrednictwem w tego typu transakcjach na zasadach komercyjnych, a także rosnący udział zakupów mieszkań na rynku w celach inwestycyjnych. Narodziny trendu w Polsce nie umknęły uwadze inwestorów instytucjonalnych. – Pierwszy sygnał zmian zaobserwowaliśmy kilka lat temu, kiedy to zarządzany przez BGK Fundusz Mieszkań na Wynajem rozpoczął budowę własnego portfela mieszkań – zauważa Andrzej Szczepanik.

Potencjał tkwiący w tym sektorze potwierdziły w zeszłym roku dwie transakcje z udziałem prywatnych inwestorów instytucjonalnych – zakup 72 luksusowych apartamentów w budynku Złota 44 przez Catella Real Estate AG oraz przejęcie przez Bouwfonds Investment Management całego deweloperskiego projektu Apartamenty Pereca na warszawskiej Woli, w ramach którego ma powstać 193 lokali pod wynajem. – To śmiałe, można rzec pionierskie ruchy inwestycyjne. Ich powodzenie będzie pewnym papierkiem lakmusowym dla kolejnych tego typu transakcji – ocenia ekspert OPG.

Nie tylko Warszawa

Ceny mieszkań oraz wysoki próg wejścia w postaci wkładu własnego to główne bariery, które ograniczają osoby poszukujące własnego M. Choć w Warszawie problem kosztów odczuwa się najdotkliwiej, to nowych projektów dla wynajmujących nie brakuje także w miastach regionalnych. Szczególnie ciekawie pod tym względem prezentuje się Łódź.

Jedną z najciekawiej zapowiadających się inwestycji na łódzkim rynku najmu jest projekt Basecamp,zlokalizowany w dawnej drukarni działowej naprzeciwko Uniwersytetu Łódzkiego. To pierwszy w mieście produkt z segmentu Student Housing. Do dyspozycji najemców oddane zostanie ponad 25 tys. mkw. powierzchni, w skład której wejdzie 500 pokoi mieszkalnych, kilkanaście wspólnych kuchni, ciche pomieszczenia do nauki, pralnia, siłownia, restauracja i klub studencki. Podobny produkt inwestor oferuje już w Kopenhadze, a analogiczne przedsięwzięcie ma niebawem uruchomić w Poczdamie.

Od pewnego czasu w mieście włókniarzy zaobserwować można także działania firmy Mzuri. Spółka tworzy w imieniu inwestorów indywidualnych wehikuły inwestycyjne lokujące zgromadzony kapitał w remont starych budynków mieszkalnych, które następnie przeznacza w całości na wynajem. Do tej pory firma zrealizowała dwie takie inwestycje – przy ulicy Pabianickiej oraz przy ulicy Targowej. Obie liczą po około 50 lokali.

Michał Styś, Dyrektor Zarządzający OPG Property Professionals
Michał Styś, Dyrektor Zarządzający OPG Property Professionals

Jak podkreślają eksperci, w kontekście przyszłości tego typu inwestycji kluczowe znaczenie mają zapowiedziane zmiany prawne dążące do stworzenia warunków do budowania REIT-ów. – Dla inwestorów instytucjonalnych nowe uwarunkowania pozwolą uniknąć podwójnego opodatkowania, dla inwestorów indywidualnych REIT-y oznaczają zaś znaczne ułatwienie w inwestowaniu w duże i kapitałochłonne przedsięwzięcia deweloperskie – wyjaśnia Michał Styś, Dyrektor Zarządzający OPG Property Professionals. – Poprawnie skonstruowane prawo powinno sprzyjać rozwojowi rynku nieruchomości, tworząc jednocześnie kolejną alternatywę na rynku kapitałowym – podsumowuje.

Zawirowanie na rynku systemów ERP. Mniej wdrożeń w chmurze i więcej nieudanych projektów

Implementacja systemów ERP w chmurze spadła o 21 proc. – podaje najnowszy raport firmy Panorama Consulting. Zmalał również poziom satysfakcji z usług świadczonych przez dostawców rozwiązań. Zadowolonych ze współpracy jest zaledwie 26 proc. respondentów. To o 28 proc. mniej niż w roku ubiegłym. O problemach z implementacją systemów ERP świadczy również fakt, że ilość firm, które uznały projekty wdrożeniowe za porażkę wzrosła o 19 proc. Negatywne emocje studzi fakt, że aż 70 proc. wdrożeń okrzyknięto sukcesem.

Dane opublikowane w najnowszym raporcie firmy Panorama Consulting „2017 Report on ERP Systems & Enterprise Software” nie pozostawiają złudzeń. Wbrew prognozom, ekspertów wieszczących coraz większą penetrację rynku rozwiązaniami świadczonymi w chmurze, implementacji systemów ERP tej klasy jest coraz mniej. W 2016 r. ich liczba spadła o 21 proc. i wyniosła zaledwie 6 proc.  Swoją niechęć do systemów ERP w chmurze obliczeniowej 72 proc. respondentów wyjaśniło obawą o utratę danych, a 12 proc. lękiem przed włamaniem crackerów. Czy to kryzys tej technologii? Można by tak pomyśleć, tym bardziej, że liczba wdrożeń on-premise wzrosła o 11 proc., jednak dane te dotyczą wyłącznie systemów ERP. Pozostałe oprogramowanie dostarczane w modelu SaaS (Software as a Service) cieszy się coraz większą popularnością. Według Panorama Consulting na takie rozwiązania zdecydowało się o 10 proc. firm więcej niż w roku poprzedzającym.

Według Piotra Rojka z DSR, firmy dostarczającej rozwiązania IT dla produkcji, zmniejszenie implementacji systemów ERP w chmurze wbrew pozorom nie świadczy o całkowitej zmianie kierunku. — W Polsce, obawy związane z tą technologią są podobne jak na Zachodzie. Firmy martwią się o kwestie związane z cyberbezpieczeństwem, nagłą utratą danych lub brakiem możliwości połączenia się z systemem, bez którego przedsiębiorstwa produkcyjne lub logistyczne nie mogą w zasadzie funkcjonować. Nawet kilkugodzinny brak dostępu do systemu ERP oznacza spore straty, których firmy starają się za wszelką cenę uniknąć. Z drugiej strony, chmura ułatwia integrację oprogramowania dostarczając ogromną moc obliczeniową oraz drogą w samodzielnym utrzymaniu infrastrukturę. Ma ona więcej zalet niż wad, więc długofalowo możemy spodziewać się, że implementacji systemów ERP w chmurze będzie coraz więcej — uważa Rojek. Jego zdaniem firmy najchętniej decydują się na rozwiązania hybrydowe, będące swojego rodzaju kompromisem. Ich największą zaletą jest możliwość korzystania z najważniejszych funkcjonalności chmury obliczeniowej przy pełnej kontroli nad stacjonarną infrastrukturą.

Klienci rozczarowani

O kryzysie wśród dostawców systemów ERP świadczyć może malejące zadowolenie ze zrealizowanych wdrożeń. Aż 27 proc. firm, które zainwestowały w nowe oprogramowanie uznało realizację projektu za porażkę. To o 19 proc. więcej niż w roku poprzedzającym. Jakie są przyczyny tak negatywnych ocen? Zdaniem Piotra Rojka taki stan rzeczy wynika z kilku niezależnych przyczyn. — Oczekiwania firm są coraz większe i nie wszyscy dostawcy są w stanie im sprostać. Stopień zaawansowania i skomplikowania procesów produkcyjnych wymaga ogromnych kompetencji, doświadczenia często w bardzo wąskim obszarze. Nie wszyscy to rozumieją. Na powodzenie projektu wpływa także liczba modyfikacji, które są kosztowne i czasochłonne. Im więcej trzeba ich wprowadzić w systemie, tym ryzyko niepowodzenia rośnie. Lepiej poszukać rozwiązania, które na wstępie spełnia oczekiwania klienta lub łatwo się integruje z dodatkowymi specjalizowanymi aplikacjami niż dokonywać znaczących modyfikacji aplikacji — uważa ekspert.

Nie tylko wdrożenia systemów ERP spotkały się z krytyką klientów. Nowy raport Panorama Consulting rzuca również cień na dostawców oprogramowania. Wynika z niego, że zaledwie 26 proc. respondentów uznało współpracę z dostawcą za satysfakcjonującą. Choć to niewiele, to pocieszający jest fakt, że aż 70 proc. implementacji systemów ERP okrzyknięto sukcesem. To o 13 proc. więcej niż w roku poprzedzającym. Wzrosła również liczba respondentów usatysfakcjonowanych z wyboru oprogramowania. Tę samą decyzję podjęłoby dzisiaj aż 89 proc. respondentów. — Nie jest tak, że rynek systemów ERP przeżywa kryzys, ale na pewno przechodzi on wiele zmian i staje się coraz bardziej dojrzały. Oczekiwania klientów są większe, zarówno pod kątem samego oprogramowania, jak i współpracy z firmami odpowiedzialnymi za realizację projektów wdrożeniowych. To wielka szansa dla podmiotów, które podejmą wyzwanie i dostosowując się do nowych okoliczności wybiją się ponad przeciętność elastycznie reagując na wymagania Klientów— przekonuje prezes zarządu DSR.

Gorący rok na rynku walut. Co nas może jeszcze spotkać do końca roku?

Pierwsza połowa roku przyniosła na rynku walutowym wiele niespodzianek. Według prognoz dolar miał być najmocniejszy od 15 lat, a stracił najwięcej od 2002 r. Spodziewany był parytet na parze EUR/USD, tymczasem wspólna waluta wystrzeliła w górę i przebiła od dawna niewidziany kurs 1,18. Złotemu wróżono kolejny słaby rok, a stał się jedną z najsilniejszych walut świata. Co nas może jeszcze spotkać do końca roku?

W pierwszym kwartale nie brakowało głosów, że pod koniec 2017 r. dolar może zbliżyć się do parytetu z euro, czyli osiągnąć punkt wymiany 1:1. „Zielony” miał za sobą doskonały 2016 r., szczególnie końcówkę, kiedy dał się ponieść fali entuzjazmu wywołanego wygraną w wyborach prezydenckich Donalda Trumpa.  Wydawało się, że 2017 r. zapowiada się wyjątkowo dobrze dla amerykańskiej waluty. Fundamenty gospodarki USA były coraz mocniejsze, co przekładało się na wzrost dynamiki PKB, rosła inflacja, co sugerowało kolejne podwyżki stóp w FED, a na dodatek rosła wiara w reformy ekonomiczne nowego prezydenta. Jesienią 2016 r. prognozowano, że w 2017 r. dolar może być najdroższy od 15 lat.

Wystarczyło kilka miesięcy, aby zweryfikować wcześniejsze szacunki. Od początku roku dolar osłabł o 7 proc. względem koszyka 10 głównych walut i był to największy spadek od 2002 r. W ankiecie przeprowadzonej przez agencję Reutera pod koniec lipca ani jeden z 71 pytanych analityków nie wspomniał o możliwości osiągnięcia parytetu na parze USD/EUR. Od stycznia euro umocniło się wobec amerykańskiego odpowiednika o niemal 12 proc., do 1,178 dolara za euro, osiągając najwyższy poziom od początku 2015 r. Teraz euro przekroczyło kurs 1,18, zyskując w relacji do dolara ponad 0,4 proc. To poziom ceny niewidzianej na rynku od połowy 2014 r.

Silny jak złoty

Inaczej niż prognozowała część analityków zachowuje się też w tym roku złoty. Miał on za sobą słaby 2016 r. i pomimo korzystnych wyników naszej gospodarki znalazł się wśród najbardziej niedowartościowanych walut świata. Jeszcze pół roku temu niewiele wskazywało na odmianę tej sytuacji. Kondycja złotego była pochodną sytuacji rynków wschodzących, od których inwestorzy odwrócili się, skuszeni wizją zysków na coraz bardziej rozgrzanym rynku USA. Prognozy dla wszystkich emerging markets na ten rok nie były pozytywne. Możliwa premia za dodatkowe ryzyko przestawała być atrakcyjna w obliczu rosnących stóp i koniunktury za oceanem. Od początku roku powoli poprawiała się też kondycja gospodarki euro strefy, co dodatkowo osłabiało sentyment wobec rynków wschodzących.

Prognoza dla złotego ponownie okazała się nietrafiona. W maju, po kilku miesiącach wzrostów, PLN stał się najmocniejszą walutą na świecie. W czerwcu wyprzedzał go tylko meksykański peso, jeszcze bardziej przeceniony w 2016 r. niż złoty.

Europejski Bank Centralny wspiera euro

Przyczyną słabości dolara są niespełnione oczekiwana co do dalszego wzrostu stóp w FED. Inflacja jak na razie znajduje się poniżej celu, co powstrzymuje radę gubernatorów Rezerwy Federalnej przed dalszymi podwyżkami. Cena dolara spada też w związku z brakiem skuteczności administracji Donalda Trumpa, która próbuje przeforsować reformę systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Walucie nie sprzyjają wciąż pojawiąjące się informacje o kontaktach osób z bliskiego otoczenia prezydenta z przedstawicielami Rosji w czasie kampanii prezydenckiej oraz kolejne śledztwa w tej sprawie.

Czynniki polityczne są natomiast siłą napędową euro. Paradoksalnie, bo wedle zapowiedzi z początku roku, to właśnie polityka miała pogrążyć wspólną walutę. Kolejne wybory: w Holandii, Francji i jesienią w Niemczech generowały potężne ryzyko wygranej partii populistycznych, a co za tym idzie widmo chaosu i braku przewidywalności. Ten scenariusz jednak się nie spełnił. W Holandii i Francji wyborcy odprawili populistów z kwitkiem. W Niemczech, choć do wyborów zostały dwa miesiące, mało kto dzisiaj wątpi w sukces partii Angeli Merkel.

Wsparciem dla kursu euro są też dobre informacje z gospodarki strefy euro, która powoli zaczyna się odbijać od dołka, a wzrost wydaje się mieć trwałe podstawy. Znaczącą rolę pełni również Europejski Bank Centralny. Co prawda nadal nie wspomina o podwyżkach stóp i nie rezygnuje z polityki luzowania ilościowego, ale zapowiedział, że nie będzie już ciął stóp.

Euro po 4,15-4,30 zł

Umocnienie złotego do koszyka głównych walut wynika przede wszystkim ze zmiany sentymentu do rynków wschodzących. Otwarte jest pytanie o granicę wzrostu kursu PLN. W lipcu obserwowaliśmy konsolidację w granicach 4,25 PLN/EUR. Złoty nieco osłabł w związku z wydarzeniami wokół głosowania nad ustawami zmieniającymi ustrój sądów. Jednak zdaniem części analityków, wyhamowanie kursu ma źródło w fundamentach, limitujących dalsze wzrosty. W związku ze stanowczym stanowiskiem NBP w sprawie polityki pieniężnej, zakładającej utrzymanie stóp na niezmienionym poziomie, paliwo do dalszego umacniania złotego wyczerpuje się. Prognozy na koniec roku zakładają cenę euro w granicach 4,15-4,30 zł i 3,65-3,91 zł za dolara.

Dolar może się odbić

Dużo zależy od zachowania pary EUR/USD. Analitycy zwracają uwagę, że najważniejsze ustawy z pakietu reform Donalda Trumpa będą głosowane jesienią. Nie dotyczą kwestii tak dzielących partię Republikańską jak Obamacare, mogą zostać zatem gładko przyjęte. To powinno umocnić dolara.

Nie wiadomo jak długo będzie trwała hossa na euro. Dane ze strefy euro za letnie miesiące, wskazują na lekkie wyhamowanie dynamiki wzrostu. Cała UE pozostaje też w cieniu potężnych wyzwań politycznych, z negocjacjami w sprawie Brexitu na czele. W przyszłym roku odbędą się też wybory we Włoszech, gdzie dekompozycja sceny politycznej jest tak duża, że wszystkie rysujące się scenariusze są negatywne. Nawet jeśli nie wygra populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd, to słabe tradycyjne partie nie będą w stanie zbudować trwałej większości.

W kontrze do main streamu

Pierwsza połowa roku potwierdziła stara prawdę, że nie ma nic mniej pewnego niż prognoza zachowań rynków, szczególnie walutowych. Przesłanki do tworzenia modeli predykcyjnych, które jeszcze w styczniu można było uznać za w miarę pewne, bardzo szybko przestały być aktualne. Jeszcze jedna zasada znalazła potwierdzenie w ostatnich miesiącach, że planując inwestycję nie należy podążać w kierunku, w którym zmierza main stream, lecz warto budować alternatywne strategie inwestycyjne, bo mogą okazać się znacznie bardziej zyskowne niż polecane przez wszystkich aktywa.

***

Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

(dane według odczytu na dzień 23.08.17)

Jak regulować innowacje?

Opiniotwórcze magazyny Forbes czy Bloomberg od lat prowadzą rankingi innowacyjności. W zestawieniu Bloomberg, w kategorii najbardziej innowacyjnych gospodarek Polska awansowała na 22 miejsce. Natomiast w rankingu Forbes najbardziej innowacyjnych firm w pierwszej setce nie ma jeszcze żadnej firmy z Polski. Dominują firmy z USA. W pierwszej dziesiątce jest ich sześć, w dwudziestce czternaście, a w setce równo połowa. Ktoś powie, że obecność polskich firm na tej liście to tylko kwestia czasu. Moim zdaniem nie tylko. Ważną rolę odegrają regulacje a konkretnie, podejście regulatorów do innowacji. W USA jest ono inne, niż w Europie i przynosi pozytywne efekty.

Start-upy, wprowadzając na rynek innowacyjne (a zatem wcześniej nie stosowane) rozwiązania, zwykle robią to nielegalnie, łamiąc wiele przepisów obowiązującego prawa. Profesor prawa i etyki biznesu Kevin Werbach z University of Pennsylvania w wywiadzie udzielonym portalowi Knowledge@Wharton  przekonuje, że amerykańscy regulatorzy, w odróżnieniu od swoich kolegów z wielu innych krajów, generalnie podchodzą ulgowo do innowacyjnych firm i stosowanych przez nie rozwiązań. Wiedzą, że start-upy w okresie dojrzewania wymagają specjalnego traktowania i trzeba przymknąć oko (na pewien czas) na ich działanie ponad regulacjami, o ile jest to w interesie konsumentów.

Kiedy Skype zaczynał od połączeń głosowych, w większości krajów był nielegalny – według obowiązujących wówczas zasad nie wolno było świadczyć usług telefonicznych poza istniejącą infrastrukturą regulacyjną. W USA, w 1990 roku, kiedy wypłynęła kwestia  transmisji głosowej przez IP (Internet Protocol), zdecydowano świadomie, aby pozostawić otwarte drzwi dla tego typu rozwiązań. Umożliwiono im dalszy rozwój, mimo, że pozostawały one poza strukturami obowiązujących przepisów.  Regulatorzy, tacy jak FCC (Federal Communication Comission) w USA podeszli do sprawy konstruktywnie, rozumiejąc, że nowe technologie rozmów przez Internet były sposobem na zmniejszenie kosztów rozmów telefonicznych, na świadczenie usług lepszej i zupełnie nowej jakości, na czym ostatecznie korzystali konsumenci tych usług.

Podobnie było z Uberem. Gdy zaczynał, łamał prawo. Jeszcze dzisiaj korporacje taksówkarskie na całym świecie zarzucają Uberowi nieuczciwą konkurencję, polegającą na obniżaniu kosztów świadczenia usług przewozu osób, poprzez obchodzenie przepisów prawa. W wielu krajach trwa spór między regulatorami a firmą Uber o to, czy jego kierowcy pracują w rozumieniu prawa i powinni odprowadzać z tego tytułu właściwe składki, czy też, jak twierdzi firma, kierowcy są „partnerami” oraz „klientami” Ubera, a nie pracownikami. Rozstrzygnięcia tego sporu różnią się zasadniczo między państwami. W części działalność Ubera jest zabroniona lub poważnie ograniczona. W innych z kolei  sukces firmy doprowadził do pojawienia się kolejnych podobnych firm (Lyft, Arro i Way2Ride w USA, Grab w Południowej Azji, Ola w Indiach), konkurujących skutecznie z Uberem z korzyścią dla klienta.

Werbach w swoim wywiadzie zwraca uwagę, że pojawienie się Ubera nie zastąpiło rynku tradycyjnych taksówek. Nie każdy taksówkarz  stracił pracę na rzecz kierowcy Ubera. Dane z rynków, gdzie działa firma pokazują coś przeciwnego. Uber nie jest wyłącznie konkurencją dla tradycyjnych korporacji przewozowych, ale  przede wszystkim zupełnie nowym rozwiązaniem, które  – uruchomiło utajony popyt, po który poprzednie modele biznesowe nie sięgały. Korzyści dla konsumentów są oczywiste.  A skoro regulatorzy powinni kierować się właśnie ich interesem to naturalnym kierunkiem jest dostosowanie regulacji rynków przewozów osób do obecności platform cyfrowych.

Na przykładzie Ubera Werbach pokazuje, jak poważne wyzwania tworzą regulatorom platformy cyfrowe. W dobie wszechogarniającej cyfryzacji można odnieść wrażenie, że istnieją dwa równoległe, odrębne światy: świat realny i świat cyfrowy. Gdy w aplikacji Uber naciskamy klawisz smartfona, wygląda to tak, jakbyśmy wypowiedzieli zaklęcie „niech się pojawi auto” i tak się dzieje. Mamy wrażenie, że wszystko dzieje się w cyberprzestrzeni, odległej od nas. . W rzeczywistości, mamy do czynienia wyłącznie z obiektami rzeczywistymi: konkretna osoba przyjeżdża do nas realnym samochodem. Myślenie, że świat on-line jest z natury czymś innym, niż świat realny jest dzisiaj nieporozumieniem. Założenie, że możemy zignorować reguły świata fizycznego ponieważ potrzebujemy zupełnie nowych reguł dla świata cyfrowego jest błędem. Jest jeden świat, potrzebujący regulacji.

W przypadku platform cyfrowych, takich jak Amazon.com, pojawia się poważne ryzyko powstawania karteli algorytmowych. Chodzi o to, że ceny na takich platformach są ustalane przez algorytmy. Amazon pokazuje swoje ceny wszystkim zainteresowanym. Na tej podstawie algorytm innej platformy może ustalić cenę o 2% niższą i to jej produkt będzie najtańszy. Wtedy algorytm Amazona obniży cenę i mamy gotową wojnę cenową wywołaną przez komunikujące się między sobą algorytmy. Aby przerwać niszczącą spiralę spadku cen, firmy mogą ustalić między sobą, że już nie będą konkurować cenami.  To w praktyce stanowi zmowę cenową i generuje negatywne skutki dla konsumenta. To ryzyko dotyczy wszystkich platform cyfrowych, świadczących usługi na żądanie, a jego mitygacja wymaga interwencji regulatora.

Jak to zrobić? Werbach uważa, że trzeba zacząć od rozmowy regulatora z firmami. Regulator informuje: to jest to, co chcemy osiągnąć. Firma odpowiada: to jest to, co robimy. I wtedy wspólnie ustalają, co jest możliwe do realizacji. Pomóc w tym może dostęp do danych, zarówno generowanych, jak i wykorzystywanych przez platformy cyfrowe. Jeśli regulatorzy dostaną do nich dostęp, to na ich podstawie ocenią zachowanie rynku i będą w stanie podejmować lepsze decyzje regulacyjne.

Przedstawiona procedura prowadzi do bardziej algorytmicznych regulacji, zależnych od danych, co w opinii Werbacha jest dobre i zdrowe. Ale to wymaga od firm gotowości do współpracy. W gruncie rzeczy chodzi o to, by najpierw pozwolić firmom działać, a interweniować dopiero wtedy, gdy ich działania są nieodpowiednie (naruszają interes konsumentów, bezpieczeństwo, etc.). Nie zaczynajmy wszystkiego od regulatora. Firmy, zwłaszcza nowe, wchodzą na rynek i działają, a regulatorzy obserwują, analizują i w razie potrzeby dostosowują zasady. Wyjątek stanowią powstające małe, innowacyjne firmy. One powinny mieć gwarancję większej swobody, bo nawet dobra regulacja może je zniszczyć.

W dobie szybkich zmian regulatorzy nie powinni być pasywni i zakładać, że regulacyjne status quo jest dobrym rozwiązaniem i to firmy powinny się dostosować. Kluczowe w tym zakresie jest i otwarcie na dialog z firmami, informowanie o swoich celach i radzenie się, jak najlepiej je osiągnąć. W końcu chodzi o zaufanie.

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen

Czy Polacy bezpiecznie korzystają z urządzeń mobilnych?

Najczęściej wykorzystywane przez Polaków urządzenia elektroniczne to kolejno smartfon (100%), laptop (77%), komputer stacjonarny (50%), tablet (48%), konsola do gier (21%) oraz czytnik książek elektronicznych (15%) – wynika z badania[1] firmy F-Secure, światowego dostawcy rozwiązań cyberbezpieczeństwa.

Wykorzystywane_urzadzenia_elektroniczne65% respondentów płaci za transakcje online przy pomocy telefonu lub tabletu i aż 23% podaje w trakcie zakupów numer karty płatniczej. Jednocześnie zaledwie 32% użytkowników urządzeń mobilnych na co dzień korzysta z oprogramowania, które chroni przed cyberzagrożeniami.

Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure
Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure

Stosunkowo duży odsetek użytkowników zapomina, że na ataki narażone są nie tylko komputery, ale wszystkie urządzenia, które łączą się z Internetem. Aż 40% posiadaczy smartfonów nie czuje potrzeby lub nie myślało o korzystaniu z programu antywirusowego w telefonie komórkowym, co oznacza, że nie są oni w pełni świadomi cyberzagrożeń – mówi Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure.

Android szczególnie narażony

Najpopularniejszy system mobilny Android, z którego korzysta zdecydowana większość użytkowników smartfonów i tabletów, jest jednocześnie najbardziej zagrożony. Raport F-Secure o stanie bezpieczeństwa cyberprzestrzeni 2017 wykazuje, że przestarzałe wersje Androida narażają jego użytkowników na atak. Przykładowo w grudniu 2016 roku z najnowszej wersji Androida 7 Nougat korzystało zaledwie 1% użytkowników.

Cyberzagrożenia na smartfonach

Według danych pochodzących z autorskiej sieci Honeypotów[2] należącej do F-Secure, na przestrzeni 6 miesięcy między październikiem 2016 a marcem 2017 zidentyfikowano niemal 8 milionów prób ataków na urządzenia w Polsce.

Sami respondenci przyznają, że w ciągu minionego roku 36% z nich miało do czynienia (osobiście lub wśród rodziny czy znajomych) z jakąś formą cyberzagrożenia na smartfonie. Najczęściej dotyczyło to zainfekowania telefonu wirusem (19%) oraz włamania na konto na portalu społecznościowym (16%) lub na konto pocztowe (6%). 5% stanowiło zainfekowanie telefonu szpiegowskim oprogramowaniem oraz włamanie na konto bankowe.Korzystanie_z_bankowosci_mobilnej

Niebezpieczne płatności mobilne

 Zakupy online są już od dawna powszechne, a płatność za pomocą smartfona to najwygodniejsza forma z uwagi na to, że telefon towarzyszy nam cały czas. Wielu użytkowników zdaje się jednak bagatelizować kwestie bezpieczeństwa – co trzeci respondent uważa, że nie obawia się korzystać z bankowości na smartfonie lub tablecie, a co czwarty twierdzi, że wystarczającą ochroną jest aplikacja banku.

Posiadacze urządzeń mobilnych często wychodzą z założenia, że dedykowana aplikacja jest wystarczająco zabezpieczona przed atakami hakerów, a program antywirusowy jest niezbędny, ale tylko na komputerze. Tymczasem wystarczy, że zalogujemy się do spreparowanej przez cyberprzestępcę publicznej sieci WiFi w centrum handlowym i nasze dane logowania do banku mogą zostać z łatwością przechwycone – tłumaczy Małagocka.

Czego obawiają się użytkownicy?

Respondenci najbardziej obawiają się kradzieży danych (27%) oraz zainfekowania przez wirusy (19%). Spośród listy najbardziej realnych zagrożeń najczęściej wskazywane są kradzież lub zgubienie telefonu oraz przechwycenie informacji o odwiedzanych stronach.

Wśród respondentów zauważalna jest chęć zadbania o kwestie bezpieczeństwa. Z badania wynika, że większość Polaków (66%) używających smartfonów i tabletów chciałoby lepiej zabezpieczyć swoje dane podczas łączenia się z Internetem, a 64% badanych twierdzi, że warto zainstalować dodatkowe oprogramowanie ochronne jeżeli korzystamy z bankowości online.

Ochrona urządzeń mobilnych

Jak chronić swoje urządzenie mobilne przed złośliwym oprogramowaniem? W pierwszej kolejności trzeba zaktualizować system do nowszej wersji. Kolejny krok to zainstalowanie odpowiedniego oprogramowania ochronnego. Warto również pamiętać, że jeżeli nie ma pewności, czy urządzenie jest w pełni bezpieczne, lepiej nie łączyć się za jego pomocą z Internetem, w szczególności z publicznymi sieciami WiFi.

Źródło:
Na podstawie badania F-Secure Ochrona Internetu, przeprowadzonego przez firmę badawczą Smartscope na próbie 465 dorosłych Polaków.

[1] Badanie Ochrona Internetu przeprowadzone zostało przez firmę badawczą Smartscope na zlecenie F-Secure.

[2] Specjalnie zaprojektowane serwery, które udają łatwy cel i stanowią przynętę dla cyberprzestępców.

Prawie u celu

Dziś rozpoczyna się sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole. Inwestorzy nadal muszą jednak czekać, gdyż dopiero jutro przemawiać będą Janet Yellen oraz Mario Draghi.

Środa była bardzo dobrym dniem dla euro. Pozytywne odczyty indeksów PMI i Draghi, który przed Jackson Hole nie studził oczekiwań na możliwość ogłoszenia końca ery ilościowego luzowania nie wystarczyły jednak by eurodolar wyrwał się z dominującego przedziału wahań 1,2680-1,2840. Warto zauważyć natomiast, że popyt na euro okazał się na tyle silny by EUR/GBP wyszedł ponad 0,82. Jednocześnie GBP/USD zepchnięty został pod 1,28 – otwarta została droga w kierunku 1,26. Spodziewamy się słabości funta pod wpływem mniej agresywnego od rynkowej wyceny zacieśniania przez Bank Anglii. Będzie on wynikał ze słabnięcia popytu konsumpcyjnego za sprawą tendencji po stronie realnych wynagrodzeń. Swoją cegiełkę powinny dołożyć też słabość gabinetu May oraz niepewność towarzysząca procesowi Brexitu. Koniec wakacji i tym samym koniec politycznej flauty na Starym Kontynencie będzie sprzyjał nasileniu oddziaływania tych tendencji. Już przed południem (10:30) poznamy natomiast odczyt PKB za drugi kwartał. Oczekiwana jest dynamika na poziomie 1,7 proc. rok do roku i 0,3 kwartał do kwartału. W obu przypadkach są to wartości niezmienione względem poprzedniego kwartału.

EUR/PLN kontynuuje swój dryf wyżej i dotarł do kluczowej strefy 4,29 – 4,30. Głównym zagrożeniem pozostają ryzyka związane z reformą sądownictwa połączone z pozycjonowaniem wybitnie sprzyjającym silnej zwyżce w przypadku pojawienia się impulsu do wyprzedaży złotego. Wspomniana strefa jest jednak w ostatnim czasie respektowana i choć oczekujemy wyjścia ponad 4,30 to dziś bardziej prawdopodobne jest cofnięcie się kursu w kierunku 4,27. W przestrzeni G-10 powinna dominować atmosfera wyczekiwania na jutrzejsze wystąpienia najważniejszych bankierów centralnych. Pogłębieniem ostatnich spadków zagrożony jest przede wszystkim nowozelandzki dolar. NZD/USD będzie naszym zdaniem zmierzał w kierunku 0,7125. Bardzo dużą przestrzeń do osłabienia ma również dolar australijski (zwłaszcza w przypadku wiszącej w powietrzu korekty na rynkach metali przemysłowych) oraz wspomniany już funt.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Polacy oglądają wideo w internecie przez 40 minut dziennie. Wydatki na ten segment reklamy wzrosną w tym roku na świecie o 23 proc.

Polacy oglądają wideo w internecie przez 40 minut dziennie. Wydatki na ten segment reklamy wzrosną w tym roku na świecie o 23 proc. 8

40 minut dziennie – tyle czasu spędza statystyczny Polak, oglądając w internecie treści wideo. To o blisko 7,5 minuty mniej niż średnia dla świata – wynika z badania Zenith. Częściej niż inne społeczeństwa wykorzystujemy do tego komputery stacjonarne. Trendy są jednak zbliżone: odtwarzanie filmów na urządzeniach mobilnych rośnie szybciej niż na laptopach i PC. Za tym trendem podążają reklamodawcy. Wydatki na reklamę wideo online wzrosną w tym roku o blisko jedną czwartą. Segment mobilny przyciąga ok. 28 proc. budżetów.

– Globalnie internauci konsumują średnio ponad 47 minut wideo dziennie. To dość sporo, a ten wskaźnik cały czas rośnie. Dynamika jest dość wysoka, bo kilkunastoprocentowa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Taranta, przedstawiciel agencji mediowej Zenith. – Globalnie najczęściej konsumujemy wideo na urządzeniach mobilnych. To trend, który obserwujemy od dłuższego czasu, a czas spędzany w ten sposób rośnie o kilkadziesiąt procent rok do roku.

Z raportu „Online Video Forecasts 2017” firmy Zenith, opartego na badaniu z 63 rynków świata, wynika, że w tym roku globalna średnia wzrośnie o niemal osiem minut, czyli prawie o jedną piątą. Głównie za sprawą urządzeń mobilnych, w przypadku których wzrost wyniesie 35 proc. Natomiast oglądalność wideo na komputerach, laptopach i smart TV zwiększy się tylko o 2 proc. Tym samym średnio użytkownik spędzi ponad 10 minut więcej na oglądaniu treści wideo na smartfonie czy tablecie niż na urządzeniu stacjonarnym.

– Segment mobilny będzie rósł nieprzerwanie jeszcze przez najbliższych kilka lat. Wynika to z tego, że wciąż mamy nowe urządzenia, przepaść technologiczna jest zasypywana, przez co użytkownicy coraz więcej treści konsumują w ten sposób – przewiduje Michał Taranta. – Jeśli chodzi o komputery, 2017 jest rokiem, w którym mamy wysycenie tego kanału. Obecnie globalnie około 19 minut dziennie spędzamy, oglądając treści wideo na urządzeniach desktopowych, natomiast uważamy, że w kolejnych latach będą to delikatne spadki, około 1 proc.

Według prognozy Zenith konsumpcja wideo online na urządzeniach stacjonarnych spadnie o 1 proc. w 2018 i o 2 proc. w 2019 roku, a w tym samym czasie oglądalność wideo na urządzeniach mobilnych, które w tym roku znajdzie się na poziomie 28,8 minut dziennie, wzrośnie o 25 proc. w 2018 i o 29 proc. w 2019 roku. To efekt rosnących możliwości technicznych samych urządzeń i szybkości transferu danych. Do 2019 roku 72 proc. konsumpcji wideo online będzie się odbywało na urządzeniach mobilnych. W 2016 roku było to 61 proc.

– W Polsce spędzamy trochę mniej czasu, oglądając wideo w sieci. To około 40 minut dziennie. Różnimy się, jeśli chodzi o dobór urządzeń. U nas dużo popularniejszy jest komputer stacjonarny bądź laptop, który średnio przyciąga użytkownika na około 23 minuty, urządzenia mobilne rosną bardzo dynamicznie, jednak wciąż jest to kilkanaście minut dziennie – mówi dyrektor w agencji mediowej Zenith.

Różnica nie jest jednak duża: 22 minuty versus 18 minut. Przy tym w 2017 roku ta pierwsza wzrośnie o 10 proc., a druga o 20 proc. W tym tempie także w Polsce częstotliwość oglądania wideo na urządzeniach mobilnych prześcignie tę „komputerową” już w 2020 roku.

W ślad za tym trendem podąża rozkład wydatków na reklamę. Co ciekawe, tu tempo wzrostu jest bardzo zbliżone zarówno w Polsce, jak i na świecie.

– Wydatki na wideo online globalnie rosną w tempie około 20 proc., w Polsce wygląda to bardzo podobnie. Nie różnimy się w głównym trendzie, a tylko w sposobie alokacji tego budżetu na urządzenia desktopowe i mobilne – zauważa Michał Taranta. – Jest to naturalna droga, jest ona liniowa do tego, jak rośnie konsumpcja. Widzimy coraz więcej budżetów reklamowych lokowanych przy treściach wideo w sieci.

Według prognozy Zenith globalne wydatki na reklamę wideo online wzrosną w 2017 roku o 23 proc., do poziomu 27,2 mld dol. W przyszłym roku dynamika obniży się do 21 proc., a w 2019 roku – do 17 proc. To nic dziwnego – wraz z rozwojem rynku wzrosty są coraz mniejsze. Rekordową dynamikę w tym segmencie – 37 proc. – zanotowano w 2014 roku.

Za dwa lata wydatki na reklamę wideo online wyniosą 38,7 mld dol. i będą stanowiły 31 proc. sumy wydatków na reklamę typu display w internecie wobec 28 proc. w 2017 r. i 21 proc. w 2012 r.

– Obecnie podział na desktop i mobile jest trochę sztuczny, ponieważ w czasach, gdy podążamy za konsumentem tak naprawdę jest to wtórne wobec tego, co chcemy osiągnąć. Patrząc z punktu widzenia samego urządzenia, w tym momencie mobile stanowi 23 proc. wszystkich wydatków digitalowych w Polsce. Globalnie jest to podobny trend, te wydatki rosną i będą rosły nadal – przekonuje Michał Taranta.

45 mln zł dla firm z Mazowsza na wsparcie innowacji, badań i rozwoju. We wrześniu ruszą nowe konkursy

45 mln zł dla firm z Mazowsza na wsparcie innowacji, badań i rozwoju. We wrześniu ruszą nowe konkursy 9

Jesienią Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych planuje uruchomić kolejne konkursy dla firm z Mazowsza dotyczące wsparcia innowacji, badań i rozwoju. Do rozdysponowania będzie łącznie około 45 mln zł. Jednostka kończy właśnie opracowywanie dokumentacji przed ogłoszeniem wrześniowych naborów. Jednocześnie jeszcze do końca sierpnia przedsiębiorcy z Mazowsza mogą się ubiegać o granty na działalność badawczo-rozwojową.

– Na innowacje przeznaczonych jest łącznie około 1,5 mld zł z Regionalnego Programu Operacyjnego dla Mazowsza. Te środki są podzielone na dwie osi priorytetowe: oś I, która zajmuje się badaniami dla potrzeb gospodarki, oraz oś III, która zajmuje się wdrażaniem wyników tych badań – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Wocial, kierownik Wydziału Wdrażania Projektów z obszaru Innowacyjności i Przedsiębiorczości w Mazowieckiej Jednostce Wdrażania Programów Unijnych.

Jeszcze do końca sierpnia MJWPU prowadzi otwarty nabór w ramach działania 1.2 Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego. Budżet konkursu „Działalność badawczo-rozwojowa przedsiębiorstw” wynosi 10 mln euro. O granty mogą się ubiegać zarówno mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa, jak i duże firmy. Dotacja obejmie fazę prac badawczo-rozwojowych aż do etapu uruchomienia pierwszej produkcji. Jej wysokość może sięgnąć do 80 proc. kosztów kwalifikowanych projektu w przypadku badań przemysłowych oraz do 60 proc. dla prac rozwojowych.

– W ramach projektów beneficjenci będą prowadzić badania nadające się później do wdrożenia ich w gospodarce. Drugi otwarty konkurs dotyczy tzw. bonów na doradztwo. Beneficjenci będą mogli uzyskać najczęściej drobną usługę doradczą z tzw. instytucji otoczenia biznesu. Ten konkurs profilowany jest pod mikro-, małych i średnich przedsiębiorców – mówi Krzysztof Wocial.

Zgłaszane projekty powinny się wpisywać w tzw. inteligentne specjalizacje regionu, czyli obszary o największym potencjale rozwojowym. Na Mazowszu są to cztery obszary: wysoka jakość życia, bezpieczna żywność, inteligentne systemy zarządzania i nowoczesne usługi dla biznesu.

MJWPU planuje uruchomić w tym roku jeszcze co najmniej dwa nabory w ramach pierwszej osi priorytetowej Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego. Pierwszy ma zostać otwarty we wrześniu. W ramach tego konkursu przedsiębiorcy będą mogli pozyskać unijne wsparcie na stworzenie własnych centrów badawczo-rozwojowych. Trwa opracowywanie szczegółowej dokumentacji konkursowej.

– Drugi nabór, który planujemy, dotyczy konkursu na tzw. eksperymentowanie i poszukiwanie nisz rozwojowych. To również są projekty o charakterze badawczo-rozwojowym, jednak w tym przypadku nie trzeba się opierać na czterech kluczowych obszarach inteligentnej specjalizacji regionu. Można rozszerzyć działalność, poszukując nisz rozwojowych. Prawdopodobnie we wrześniu pojawią się bardziej szczegółowe dokumenty, a od października rozpoczniemy nabór – mówi Krzysztof Wocial.

Na oba konkursy, która jednostka ogłosi jesienią, przeznaczonych jest 11 mln euro, czyli około 45 mln zł. To, jak wielu przedsiębiorców skorzysta z tych środków, będzie uzależnione od wielkości projektów. Na podstawie dotychczasowego doświadczenia MJWPU prognozuje, że wsparcie otrzyma kilkadziesiąt podmiotów, a średnie dofinansowanie takiego projektu waha się zazwyczaj w granicach 1–2 mln zł.

– Są to dotacje bezzwrotne. Natomiast w ramach działania 3.3 RPO dla Mazowsza przewidziane jest finansowanie w formie tzw. instrumentów zwrotnych. Jednak jest jeszcze zbyt wcześnie, żeby mówić o szczegółach. Podpisaliśmy umowę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, któremu przekażemy ok. 225 mln zł. Te środki będą w dyspozycji banku, który ogłosi konkurs na przygotowanie ofert końcowych dla beneficjentów. Myślę, że szczegóły pojawią się za około pół roku – mówi Krzysztof Wocial.

Specjalista Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych ocenia, że największą popularnością i zainteresowaniem przedsiębiorców cieszą się właśnie konkursy w ramach działania 3.3 Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego, czyli innowacje w MŚP.

– To potencjalnie najbardziej atrakcyjny konkurs dla przedsiębiorców. Polega na wdrożeniu wyników badań, np. poprzez wytworzenie linii technologicznej, produkcyjnej. Siłą rzeczy w wyniku tego konkursu przedsiębiorca ma nie tylko opracowany produkt, lecz także linię technologiczną do masowego wytwarzania tego produktu i pełnej komercjalizacji. Duże jest również zainteresowanie konkursami w ramach działania 1.2, czyli tam, gdzie dopiero opracowywane są nowe technologie czy tworzone jest zaplecze pod badania. Końcowym efektem takiego projektu może być wytworzenie linii pilotażowej –mówi Krzysztof Wocial.

Do tej pory MJWPU podpisała z przedsiębiorcami ponad 300 umów na wsparcie sięgające kwoty 200 mln zł. Zakończonych zostało kilkadziesiąt projektów, a w trakcie realizacji jest około 300 kolejnych, które czekają na podpisanie umowy o dofinansowanie.

– Mamy nadzieję, że długoterminowym efektem tych działań będzie wzrost innowacyjności regionu, wprowadzenie na rynek innowacyjnych produktów, które zostały opracowane w dużej mierze na Mazowszu i są efektem myśli naukowej tego regionu – mówi Krzysztof Wocial.

W ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego na lata 2014–2020 na rozwój przedsiębiorczości zostanie przeznaczone aż 23 proc. budżetu całego programu, czyli ok. 491,5 mln euro. Największy nacisk położony jest na urynkowienie prac badawczo-rozwojowych, większe zaangażowanie przedsiębiorstw w działania B+R i zastosowanie innowacyjnych rozwiązań w firmach.

Tylko jedna piąta upraw w Polsce jest ubezpieczona od zjawisk losowych. Tegoroczne starty szacowane są na ponad 1 mld zł

Tylko jedna piąta upraw w Polsce jest ubezpieczona od zjawisk losowych. Tegoroczne starty szacowane są na ponad 1 mld zł 10

Według ustaleń komisji z początku sierpnia w tym roku na skutek niekorzystnych zjawisk atmosferycznych 31,5 tys. gospodarstw rolnych poniosło straty, które w sumie są szacowane na ponad 1 mld zł. Do tego trzeba doliczyć skutki sierpniowych nawałnic, w których ucierpiało 6,5 tys. gospodarstw. Wsparcie państwa w takich sytuacjach jest niezbędne, ale nie pokryje wszystkiego. Dlatego trzeba pracować nad systemem ubezpieczeń rolniczych – podkreśla prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

– Komisje wyliczały rolnikom straty, a państwo ma określony budżet na pomoc dla poszkodowanych. W zależności od liczby wniosków będzie wypłacona określona pula. To ważne, ale nie pokryje rolnikom utracenia dochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. – W Polsce cały czas szwankuje system ubezpieczeń, który od takich trudnych zjawisk katastroficznych nas nie zabezpiecza, chociaż mamy ogromne dofinansowanie z budżetu państwa do ubezpieczeń. Na ten rok planowana jest kwota 1 mld zł z perspektywą wzrostu na następne lata 

Dotychczas zakończone prace 748 komisji działających w ponad 1,1 tys. gminach wskazują, że straty na skutek niekorzystnej pogody (m.in. przymrozków i ulewnych deszczy) poniosło 31,5 tys. gospodarstw rolnych, o łącznej powierzchni 185 tys. ha. Straty szacuje się na ponad 1 mld zł. Najbardziej ucierpiały uprawy sadownicze, dużo strat stwierdzono też w zbożach.

Trwa także szacowanie strat po nawałnicach, które miały miejsce w sierpniu. Według ostatnich danych Grupy zadaniowej ds. monitorowania niekorzystnych zjawisk atmosferycznych powodujących straty i szkody w rolnictwie w 4 województwach – wielkopolskim, pomorskim, dolnośląskim i kujawsko-pomorskim – poszkodowanych zostało 6,5 tys. gospodarstw rolnych, a starty obejmują powierzchnię ok. 32 tys. ha.

Jak informuje Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, poszkodowani rolnicy będą mogli się ubiegać o kredyty preferencyjne m.in. na zakup kwalifikowanego materiału siewnego, inwentarza żywego, ale też na odbudowę zniszczonych lub uszkodzonych budynków inwentarskich, magazynowo-składowych, szklarni, tuneli, remonty maszyn i urządzeń. Będą mogli się także ubiegać o odroczenie terminu płatności lub rozłożenie na raty różnych opłat, m.in. z tytułu składek KRUS, czynsze z tytułu umówi dzierżawy itp.

– Uważam, że państwa nigdy nie będzie stać na to, aby pokryć rolnikom straty z tytułu takich zjawisk. Tu konieczne są zmiany w systemie ubezpieczeń, które zachęcą rolników do ubezpieczania się – mówi Wiktor Szmulewicz. – System trzeba zmieniać nie drogą rewolucyjną, ale ewolucją. Należy zmieniać świadomość ludzi, że to nie pomoc socjalna, ale faktycznie ubezpieczenia zapewnią większe ewentualne rekompensaty dla tych, którzy zostali dotknięci klęskami.

Prawo nakłada na rolników obowiązek ubezpieczania budynków wchodzących w skład gospodarstwa rolnego, ubezpieczania przynajmniej 50 proc. upraw polowych i zwierząt gospodarskich, posiadania OC rolnika i OC pojazdu.

– Budynki ubezpiecza prawie 90 proc. rolników, bo taki jest obowiązek. Gorzej jest z plantacjami, bo to ubezpieczenie dobrowolne. Za brak ubezpieczenia mogłyby być kary, ale z tego mechanizmu w Polsce się nie korzysta. Powierzchnia upraw ubezpieczonych od zjawisk losowych, takich jak gradobicie, ogień, nawalny deszcz, to 3 mln ha, czyli ok 20 proc. upraw w skali kraju. W tym roku obszar ten pewnie wzrośnie. System ubezpieczeń działa w miarę dobrze, musimy jednak bardziej edukować ludzi, co do plusów posiadania ubezpieczenia – mówi Szmulewicz.

Z danych resortu rolnictwa wynika, że dzięki nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich, która umożliwiła szerszej grupie producentów rolnych uzyskanie dopłat do składek ubezpieczenia w pełnej wysokości, w I półroczu 2017 roku zawarto więcej o ponad 17 proc. umów ubezpieczenia oraz objęto ochroną ubezpieczeniową większą o 39,2 proc. powierzchnię upraw rolnych niż w tym samym okresie 2016 roku. Łącznie w I połowie roku ubezpieczonych zostało ponad 1,8 mln ha upraw rolnych, zawarto zaś ok. 106 tys. umów ubezpieczenia upraw rolnych.

– Ubezpieczenia trzeba rozszerzyć na takie, które najbardziej będą zabezpieczały klęski, takie jak mrozy czy wiosenne przymrozki powodujące ogromne straty. Dla sadownika rekompensata w wysokości 500 zł czy 1 tys. zł będzie dobra, aby przetrwać, ale nie umożliwi wznowienia produkcji na przyszły rok. Koszty zostały poniesione, w sadach straty są znaczne, a rekompensata państwa jest tylko pomocowa i socjalna – tłumaczy Wiktor Szmulewicz.

R. Sadoch: Na koniec roku w budżecie możliwe kilkanaście miliardów złotych nadwyżki. Nie ma także zagrożeń dla przyszłorocznego budżetu

R. Sadoch: Na koniec roku w budżecie możliwe kilkanaście miliardów złotych nadwyżki. Nie ma także zagrożeń dla przyszłorocznego budżetu 11

W I połowie roku wpływy budżetowe przekroczyły połowę zakładanych na cały rok, podczas gdy wydatki nie sięgnęły 45 proc. To stawia budżet w dobrej sytuacji nawet pomimo ponoszonych wydatków na program Rodzina 500 plus i przewidywanych kolejnych, związanych z obniżeniem wieku emerytalnego. Zdaniem Rafała Sadocha z Domu Maklerskiego mBanku w najbliższej przyszłości nie powinno być problemów z realizacją budżetu. To głównie zasługa uszczelnienia systemu podatkowego.

– Wpływy z tytułu podatku VAT rosną w tempie dwucyfrowym już od początku roku, są historycznie rekordowe. Do końca roku pewnie będziemy mieli kilkanaście miliardów nadwyżki ponad plan – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Sadoch, analityk Domu Maklerskiego mBanku. – Bieżący rok jest absolutnie pod kontrolą, zakładając kontynuację poprawy ściągalności podatku VAT i wprowadzenie reformy emerytalnej jesienią, nawet zakładając wzrost jej kosztów do około 10 mld zł w 2018 roku.

Od stycznia do czerwca 2017 roku dochody budżetu państwa wyniosły 176,7 mld zł, co stanowi ponad 54,3 proc. planu założonego na 2017 rok. W tym niemal 113 mld zł to wpływy z podatków pośrednich, czyli głównie podatku VAT (w ubiegłym roku było to niemal dwie trzecie). W całym 2016 roku dochody te wyniosły 193,4 mld zł. Z VAT wpłynęło wówczas 126,6 mld zł.

– Jeszcze rok czy dwa lata temu wszyscy mieliśmy obawy, czy poprawa ściągalności będzie tak wyglądała. Największe obawy były o 2018 rok, który będzie pierwszym rokiem, gdy będziemy mieli do czynienia z kosztami cofnięcia wieku emerytalnego – mówi Sadoch. – Obecna sytuacja fiskalna i wzrost wpływów z tytułu poprawy ściągalności podatku VAT, uszczelnienia systemu, dalszego wzrostu aktywności gospodarczej sugeruje, że w dającej się przewidzieć przyszłości raczej większych problemów z budżetem nie będzie.

Przestrzega jednak, że te ryzyka mogą się utrzymać w kolejnych latach, gdyż rosnąć będą koszty obniżenia wieku emerytalnego, więc poprawa ze strony uszczelnienia systemu czy wzrostu wpływów podatkowych musi postępować, aby obecna dobra sytuacja się utrzymywała.

– Jeśli chodzi o nadwyżkę, na pewno uszczelnienie systemu i aktywność gospodarcza są głównymi czynnikami, które przyczyniają się do tego, że stan budżetu na chwilę obecną jest tak dobry – ocenia analityk DM mBanku. – Zwroty z tytułu podatku VAT to nie jest tak istotna kwestia, aby mogła w decydujący sposób determinować to, gdzie się znajdujemy, jeśli chodzi o przychody do budżetu i tę zapewne kilkunastomiliardową nadwyżkę, jeśli chodzi o wykonanie w 2017 roku.

Zdaniem analityka także 2018 rok nie jest zagrożony pod względem wykonania budżetu. Były takie obawy z powodu wyższych od zakładanych kosztów programu Rodzina 500 plus (ok. 25 mld zł rocznie), wstrzymanego podatku od sprzedaży detalicznej oraz stosunkowo niewielkich wpływów z podatku bankowego. Według KNF od początku obowiązywania tej daniny, czyli od lutego 2016 roku, banki wpłaciły niespełna 5 mld zł.

– Do 2018 roku nie mamy większych zagrożeń dla polskiej i europejskiej gospodarki. Poprawa aktywności będzie postępować lub co najmniej utrzymywać się na tym poziomie, na którym jesteśmy teraz. Zatem jak najbardziej sytuacja zarówno po stronie konsumenta, jak i po stronie firm powinna się poprawiać i ryzyka są na tę chwilę marginalne – ocenia Rafał Sadoch.

W I kwartale roku polska gospodarka wzrosła o 4 proc., w II – o 3,9 proc. Wprawdzie dynamika ta odnosi się do słabego pod tym względem roku 2016, gdy w całym roku udało się zwiększyć PKB o jedynie 2,8 proc. wobec oczekiwanych 3,8 proc. Wciąż najmocniejszym filarem wzrostu jest konsumpcja prywatna, choć ekonomiści obserwują także powolne ożywienie w inwestycjach.

– Przyszły rok będzie trudniejszy pod tym względem. Będziemy mieli do czynienia z wyższą bazą odniesienia z 2017 roku, więc te dynamiki siłą rzeczy naturalnie mogą być niższe. Ale chodzi nam o wartość nominalną, aby wpływy podatkowe rosły i były w stanie kompensować rosnące wydatki – podkreśla analityk.

Szykują się duże zmiany w prawie lotniczym. Będą niekorzystne dla pasażerów

Szykują się duże zmiany w prawie lotniczym. Będą niekorzystne dla pasażerów 12

Resort infrastruktury pracuje nad nowelizacją przepisów dotyczących praw i obowiązków pasażerów oraz przewoźników. Zgodnie z propozycjami czas na złożenie skargi ma skrócić się do jednego roku, a pasażer będzie mógł dochodzić swoich praw jednotorowo: albo w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego, albo w sądzie cywilnym. Eksperci oceniają, że są to zmiany bardzo niekorzystne z punktu widzenia konsumentów.

– Zapowiedziane zmiany w prawie lotniczym są dość niekorzystne dla klientów i pasażerów linii lotniczych. Ich celem jest ograniczenie reklamacji i skarg na przewoźników składanych do Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Dlatego zmiany przewidują wyłączność jednej z dróg: pasażer będzie mógł albo złożyć skargę do ULC, albo założyć sprawę w sądzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Maciejewski, adwokat i dyrektor zarządzający serwisu opoznionysamolot.pl.

Liczba skarg składanych przez pasażerów do Urzędu Lotnictwa Cywilnego dynamicznie rośnie: w 2015 roku było ich ponad 5,1 tys., podczas gdy jeszcze 6 lat temu (w 2011 roku) odnotowano ich niecałe 2,2 tys. Jak wynika z raportu Europejskiego Centrum Konsumenckiego „Prawa pasażerów linii lotniczych 2015”, Polska zajmuje trzecie miejsce (za Austrią i Włochami) pod względem liczby skarg składanych na przewoźników lotniczych. Najwięcej zażaleń dotyczy opóźnionego i odwołanego lotu oraz zagubionego lub zniszczonego bagażu. Statystyki ECK pokazują, że w ciągu miesiąca w Europie odwoływanych jest średnio 5,5 tys. lotów, a ok. 107 tys. rejsów jest opóźnionych.

– Cieszy mnie tendencja wzrostowa, Polacy coraz częściej dochodzą rekompensaty za odwołany lub opóźniony lot. Wciąż jednak są to niskie liczby. Rekompensaty od linii lotniczej dochodzi zaledwie około 5 proc. uprawnionych do tego klientów. Według naszych szacunków z 35 milionów Polaków, którzy rocznie latają samolotami, odszkodowanie za opóźniony bądź odwołany samolot przysługuje nawet 2 proc. z nich.  Oznacza to, że rekompensaty finansowej mogłoby dochodzić nawet 700 tys. Polaków – mówi adwokat Marcin Maciejewski.

Ze względu na niski poziom wiedzy i świadomości konsumenckiej robi to jednak niewielu.

Prawa pasażerów w transporcie lotniczym określa wprowadzone w 2004 roku rozporządzenie unijne WE 261/2004. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, jeśli opóźnienie lotu przekracza 3 godziny i było spowodowane czynnikami, na które linia lotnicza miała wpływ (np. problemy techniczne samolotu), pasażerowi przysługuje finansowa rekompensata w wysokości od 250 do 600 euro (w zależności od długości lotu i wielkości opóźnienia). Jeżeli zaszła konieczność oczekiwania na lot w nocy, wówczas przewoźnik musi zapewnić opiekę, wyżywienie i nocleg w hotelu oraz darmowy transport na lotnisko.

– Przepisy materialne są takie same w całej UE oraz Szwajcarii, Norwegii i Islandii. Wszystko zależy natomiast od procedury sądowej – mówi Marcin Maciejewski – W aktualnym stanie prawnym pasażer może dochodzić swoich praw dwutorowo: złożyć skargę na przewoźnika w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego oraz wnieść pozew do sądu cywilnego.

W aktualnym stanie prawnym pasażer może dochodzić swoich praw dwutorowo: złożyć skargę na przewoźnika w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego oraz wnieść pozew do sądu cywilnego. Na etapie opiniowania jest również nowelizacja ustawy Prawo Lotnicze, która ogranicza konsumentom okres dochodzenia swoich roszczeń do jednego roku.

– Jedną ze zmian będzie wprowadzenie jasnego terminu przedawnienia, który ma wynosić jeden rok. To termin znacząco krótszy niż w innych państwach Europy Zachodniej. W Niemczech, gdzie przeciętny Niemiec ma wyższą świadomość prawną i częściej korzysta z usług adwokata, taki termin przedawnienia wynosi 3 lata. W Wielkiej Brytanii sięga aż 6 lat. Ograniczenie tego terminu do roku jest działaniem na rzecz linii lotniczych, co jest niezrozumiałe, ponieważ dotychczas nie wypłacały one odszkodowań, a teraz dostaną czystą kartę na przeszłość – ocenia adwokat Marcin Maciejewski.

Zdaniem dyrektora opoznionysamolot.pl ograniczenie terminu, w którym pasażer może złożyć skargę i dochodzić rekompensaty finansowej do jednego roku, będzie usankcjonowaniem wieloletnich naruszeń i uchybień przewoźników lotniczych.

– Warto zwrócić uwagę na to, że w Polsce będziemy mieli najkrótszy termin przedawnienia, wynoszący zaledwie rok – podkreśla Maciejewski.

Jedną z istotnych zmian proponowanych w nowelizacji jest określenie terminu, w którym przewoźnik lotniczy musi się ustosunkować do reklamacji pasażerskiej. Ma on wynosić 2 miesiące. Przepisy, które obowiązują w tej chwili, dają przewoźnikowi 30 dni na ustosunkowanie się do skargi pasażera.

– W mojej ocenie dwa miesiące to bardzo długi termin, który spowoduje, że pasażerowie stracą zapał do egzekwowania swoich roszczeń w sytuacji, gdy nie dostaną żadnej odpowiedzi lub odpowiedź będzie negatywna. Zastanawia, że ustawodawca nie przewidział żadnej sankcji w sytuacji, gdy przewoźnik w ogóle nie ustosunkuje się do reklamacji pasażerskiej. To działanie bardzo antykonsumenckie – ocenia Marcin Maciejewski.

Obroty kantorów internetowych mogą wynieść nawet 40 mld zł rocznie. Coraz większe znaczenie na tym rynku mają nowe technologie

Obroty kantorów internetowych mogą wynieść nawet 40 mld zł rocznie. Coraz większe znaczenie na tym rynku mają nowe technologie 13

Rynek internetowych kantorów dynamicznie się rozwija. Według szacunków przedstawionych w raporcie „Kantory online 2016”, łączne obroty e-kantorów wyniosły od 35 do 40 mld zł w 2016 roku. Eksperci szacują, że wartość wymiany walut online stanowi blisko 20 proc. tego, co Polacy wymieniają w stacjonarnych kantorach. Branża spodziewa się, że sektor będzie nadal rósł, nawet o kilkanaście procent. Coraz częściej na tym rynku wykorzystywane są nowe technologie.

– Czeka nas duże wyzwanie. Przede wszystkim chodzi o dostępność, wszystko po to, aby klient mógł jak najłatwiej dokonywać wymiany walut czy dostać się do serwisu kantoru internetowego: odcisk palca, skanowanie siatkówki oka czy różnego rodzaju technologie, które wchodzą na rynek. Jest duża grupa klientów, która ceni sobie wygodę, np. potwierdzenie transakcji na odcisk palca, czyli bez logowania się, bez pamiętania haseł, po prostu łatwa i przyjemna wymiana walut – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Mikoda, prezes zarządu Raiffeisen Solutions, właściciela marki Rkantor.com.

W styczniu 2018 roku wchodzi w życie nowa dyrektywa unijna PSD2 (Payments Services Directive 2). To zalecenia regulujące rynek płatności. Główny nacisk europejski ustawodawca położył na nowe technologie w płatnościach, z zastrzeżeniem jednak, że nie mogą one zagrażać bezpieczeństwu pieniędzy oraz danych konsumentów. Jednym z założeń tej dyrektywy jest tzw. silne uwierzytelnianie, które zakłada wykorzystanie co najmniej dwóch elementów autoryzacji, wśród których mogą się znaleźć np. hasło, czytnik linii papilarnych, czytnik siatkówki oka, potwierdzenie SMS czy potwierdzenie na inteligentnym zegarku.

– Poza odciskiem palca jest dużo innych nowinek, które wchodzą na rynek. Mam duże oczekiwania co do PSD2. Jest tutaj duży potencjał, aby dostarczać klientom rozwiązania, które zdecydowanie poprawią sposób korzystania z kantorów internetowych i ogólnie z platform finansowych, jest to pewna ewolucja, którą przejdzie rynek – przewiduje Tomasz Mikoda.

Jak wynika z raportu „Kantory Online 2016”, rynek e-kantorów dynamicznie się rozwija, co sprawia, że pojawia się na nim coraz więcej nowinek technologicznych, które pozwalają łatwo wymieniać waluty. Jedną z nich jest wykorzystanie kombinacji sztucznej inteligencji z popularnym serwisem społecznościowym, za pośrednictwem którego będzie można dokonać takiej wymiany.

– Nowinki technologiczne, które będą odgrywały coraz większą rolę, to chociażby facebookowy Messenger, w którym za sprawą chatbota, czyli robota, który będzie z nami rozmawiał, możemy dokonać wymiany walut. Ponadto możemy poprosić o wymianę danej liczby jednostek waluty, a system dokona tej wymiany za nas, jeśli będziemy odpowiednio zautoryzowani. Takie nowinki są przed nami, przyszłość jest ciekawa – zapewnia prezes zarządu Raiffeisen Solutions.

W związku z rosnącą wartością wszystkich wymian, do których dochodzi w e-kantorach, odpowiednie zabezpieczenie platformy internetowej jest kluczowe w kontekście bezpieczeństwa transakcji. Nie gwarantuje go jednak w stu procentach. Tutaj użytkownik odgrywa decydującą rolę.

Bezpieczeństwo jest zawsze tak duże, jak najsłabsze ogniwo, czyli użytkownik. Jeśli zostawimy hasło gdzieś na stole, napiszemy sobie na karteczce na monitorze, jeśli trzymamy je w sposób otwarty w telefonie czy zostawiamy telefon służący do autoryzacji SMS bez kontroli i zabezpieczenia, to dajemy potencjalnemu złodziejowi łatwy dostęp do uzyskania poufnych danych, których nie powinniśmy zdradzać – twierdzi Tomasz Mikoda. – Samo zabezpieczenie platformy w Rkantor.com to szyfrowanie TLS, co maksymalizuje bezpieczeństwo transakcji. Stosujemy autoryzację SMS, wiadomość wysyłana jest na telefon zdefiniowany u nas w systemie – zapewnia ekspert.

Jak wynika z danych przedstawionych przez NBP, wymiany w kantorach stacjonarnych warte są niemal 150 mld zł rocznie. Według specjalistów przygotowujących raport „Kantory Online 2016” kantory internetowe obracają obecnie ok. 20 proc. tej kwoty.

Śmierć wspólnika spółki jawnej – czy to koniec spółki?

Śmierć jednego ze wspólników spółki jawnej może spowodować przykre konsekwencje dla pozostałych. Zwłaszcza jeżeli pisząc umowę spółki (ściągając z Internetu jej wzór) wiele lat temu, zupełnie o takiej ewentualności nie pomyśleli.

Konsekwencje śmierci wspólnika spółki jawnej mogą być dotkliwe

Problem należy rozważyć w dwóch wypadkach: gdy mamy do czynienia ze spółką jawną dwuosobową oraz gdy wchodzi w grę spółka wieloosobowa. W obu wariantach, co do zasady, śmierć jednego ze wspólników spółki jawnej powoduje rozwiązanie spółki. Jednak ustawodawca przewidział możliwość kontynuowania działania spółki mimo śmierci jednego ze wspólników. Najprostszym sposobem, dzięki któremu można uniknąć rozwiązania spółki, jest wprowadzenie do umowy spółki odpowiednio sformułowanej klauzuli. Jeżeli nie zawarto takiej regulacji, pozostali wspólnicy mogą wyrazić wolę kontynuowania działalności spółki, niezwłocznie zawierając porozumienie na piśmie i dokonując stosownych zmian w umowie spółki. W razie zwłoki spadkobiercy zmarłego wspólnika mogą zażądać likwidacji spółki.

Odpowiednie zapisy w umowie spółki

Tworząc umowę, wspólnicy mogą postanowić, że w przypadku śmierci jednego z nich wraz z momentem śmierci na jego miejsce wstąpią spadkobiercy. Spadkobierca przystępuje do spółki z mocy prawa, nie musi on składać żadnego oświadczenia. Na skutek dziedziczenia spadkobierca nabywa, jako nowy wspólnik, wszystkie prawa i obowiązki wspólnika spółki jawnej, takie jak np. prowadzenie spraw spółki, reprezentowanie jej, prawo udziału w zyskach.

A co jeżeli wspólników spółki jawnej było dwóch?

Jeśli jeden wspólnik umiera, a w umowie nie uregulowano kwestii wstąpienia w jego prawa spadkobierców, powstaje problem. Może się okazać, że dobrze prosperująca spółka będzie musiała ulec rozwiązaniu. Co do zasady nie może istnieć jednoosobowa spółka osobowa. Zgodnie ze stanowiskiem prawników istnieje możliwość kontynuowania działalności spółki w razie śmierci jednego ze wspólników dwuosobowej spółki, jeżeli ci zabezpieczyli się na wypadek śmierci któregokolwiek z nich poprzez zawarcie w umowie spółki klauzuli, która zezwala spadkobiercom zmarłego wspólnika na wejście do spółki na jego miejsce. Kodeks spółek handlowych przewiduje sytuację, gdy jest więcej niż jeden spadkobierca, a umowa spółki stanowi, że prawa zmarłego wspólnika przysługują im wspólnie. Wówczas spadkobiercy wskazują jedną osobę odpowiedzialną za wykonywanie praw wspólnika. Dalsze istnienie spółki między wspólnikiem pozostającym przy życiu a spadkobiercami zmarłego jest możliwe po zawarciu stosownej umowy. Zatem dwuosobowa spółka, w której zmarł jeden ze wspólników, ma możliwość dalszego istnienia, jeśli taka klauzula była zawarta w umowie spółki lub jeżeli tak uzgodnił wspólnik pozostający przy życiu ze spadkobiercami zmarłego wspólnika. Praktyka pokazuje, że sądy rejestrują tego typu zmiany w składzie wspólników.

Nie ma sytuacji bez wyjścia

Jak pokazuje analiza przepisów Kodeksu spółek handlowych oraz poglądów przedstawicieli doktryny, w najbardziej komfortowej sytuacji są wspólnicy spółki jawnej, jeśli przed śmiercią jednego z nich było ich minimum trzech. W trudniejszej sytuacji jest wspólnik pozostały przy życiu, gdy zmarł jego jedyny wspólnik. Zgodnie z obowiązującym prawem jednoosobowa spółka osobowa co do zasady nie może istnieć. Nie jest to jednak sytuacja bez wyjścia. W naszej praktyce spotykamy się z takimi sytuacjami na co dzień i wiemy, jak ważna jest szybka reakcja na dokonujące się zmiany osobowe w spółce. W takiej sytuacji należy pamiętać w szczególności o zgłoszeniu zmian w KRS oraz o rozliczeniu z następcami prawnymi wspólnika.

Autor: mec. Paula Fijałkowska, mec. Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec

Rozwój technologii mobilnych miał poprawić cyfrowy obieg dokumentów. Tymczasem spowodował wzrost liczby wydruków

Rozwój technologii mobilnych miał poprawić cyfrowy obieg dokumentów. Tymczasem spowodował wzrost liczby wydruków 14

Wbrew przewidywaniom analityków rosnąca popularność urządzeń mobilnych i rozwiązań chmurowych nie spowodowała zmniejszenia wykorzystania dokumentów drukowanych. Technologie mobilne i chmurowe sprawiły, że współcześni użytkownicy drukarek używają ich częściej niż kiedykolwiek. 39 proc. milenialsów drukuje bezpośrednio z urządzeń mobilnych.

Jak wykazały badania przeprowadzone przez firmę IDC, osoby należące do pokolenia Y, tzw. milenialsów (młodzi ludzie urodzeni w latach 80. i 90.), wykorzystują drukarki częściej i chętniej niż osoby od nich starsze. Około 65 proc. z nich drukuje dokumenty aż 3–4 razy w tygodniu, przy czym dwa razy chętniej drukowane są przez nich materiały dłuższe, zawierające od 6 do 15 stron. 39 proc. z nich drukuje także z urządzeń mobilnych, podczas gdy w grupie osób po 35 roku życia postępuje tak tylko 8 proc. badanych.

– Wbrew pozorom liczba wydruków wcale nie maleje, wręcz rośnie. Jest to spowodowane dostępem również z urządzeń mobilnych, jak tablety czy telefony. Trend, jaki widzimy, to rozwój aplikacji, które wspomagają wydruk z urządzeń mobilnych oraz zabezpieczenie tego wydruku lub drukowanie poprzez chmurę – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Adam Kaliszewski, Dyrektor Techniczny w firmie Ediko.

Jak wynika z raportu „The Insecurity of Network-Connected Printers”, zrealizowanego przez Ponemon Institute dla firmy HP, aż 56 proc. badanych firm ignoruje jak na razie zagrożenia związane z atakiem poprzez drukarki podłączone do sieci internetowej i nie uwzględnia tej drogi ataku w swoich strategiach bezpieczeństwa. Wraz z rosnącą popularnością usług chmurowych rośnie jednak świadomość związanych z tymi usługami zagrożeń.

– Zauważamy trend rozwijający się w kierunku bezpieczeństwa wydruku. Wszechobecny dostęp do internetu i nowoczesnych technologii spowodował bardzo duże zagrożenia szczególnie jeśli chodzi o wydruk, ponieważ są to urządzenia najczęściej niezabezpieczone. Administratorzy IT jeszcze nie są na tyle świadomi, że urządzenia drukujące są komputerami, mają na pokładzie procesor, system operacyjny, a nie są one odpowiednio zabezpieczone – tłumaczy ekspert.

Nowoczesne metody zabezpieczenia drukarek to używanie odpowiednich aplikacji zabezpieczających wydruki i same urządzenie przed włamaniem, a także chroniące przed dokonywaniem nieautoryzowanych wydruków. Firmy coraz częściej decydują się na korzystanie z urządzeń drukujących w modelu SaaS (Software as a Servise) i stanowiącym jego rozwinięcie modelu MPS, w którym koszty zakupu oprogramowania, sprzętu drukującego i jego obsługi przeniesione są na firmę zewnętrzną.

– Firmy wynajmują oprogramowanie, dzięki czemu nie muszą inwestować sporych pieniędzy w zakup, oprogramowanie jest wykupywane łącznie z supportem, co daje bezpieczeństwo ciągłości pracy tego oprogramowania czy sprzętu. Na podstawie modelu SaaS powstał model MPS, to rozwiązanie oparte o drukarki wraz z systemem do wydruku podążającego, bezpiecznego, do monitorowania urządzeń. Jest to jeden pakiet wszystkich usług, które oferuje się klientom, a następnie klient płaci tylko za jedną wydrukowaną stronę – opowiada Adam Kaliszewski.

Stosowanie platformy MPS ma zapewnić ujednolicenie środowiska drukującego oraz przeniesienie ciężaru realizacji i zabezpieczenia systemu drukującego na zewnętrzny, wyspecjalizowany podmiot. Dodatkowe bezpieczeństwo zapewnia wspomniany przez eksperta system wydruku podążającego, w którym każdy użytkownik drukarki musi zautoryzować swój wydruk bezpośrednio przy drukarce.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców uruchamia Przedstawicielstwo w Brukseli

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) zainaugurował działalność Przedstawicielstwa ZPP w Brukseli. Funkcję Dyrektora Przedstawicielstwa objęła Agata Boutanos, która przed dołączeniem do ZPP prowadziła kampanie europejskie dotyczące regulacji dla przedsiębiorstw.

Podstawowym i najważniejszym celem nowopowstałego biura w Brukseli jest reprezentowanie interesów sektora przedsiębiorstw w Polsce – powiedział Marcin Nowacki, Wiceprezes ZPP. – Zajmujemy się sprawami ogólnymi dotyczącymi wszystkich przedsiębiorstw oraz pracujemy z branżami reprezentowanymi w Związku. Chcemy utrzymywać stałe relacje z najważniejszymi instytucjami UE oraz interesariuszami spraw gospodarczych – dodał.

Zdaniem Dyrektor Przedstawicielstwa ZPP w Brukseli, Agaty Boutanos, poszerzanie kompetencji Unii Europejskiej i tworzenie jednolitego rynku sprawiło, że coraz więcej regulacji powstawało na poziomie unijnym. Wpłynęło to na zwiększenie liczby i aktywizację działań przedstawicieli przedsiębiorstw, organizacji oraz podmiotów wspierających przekaz.

Przedstawiciele przedsiębiorców w Unii Europejskiej są postrzegani jako nieodłączne ogniwo polityczne, ekonomiczne, socjalne i prawne, które w kluczowych momentach współdecyduje o strategicznych decyzjach na szczeblu unijnym. Zaangażowanie interesariuszy jest elementem demokratyzacji systemu i zjawiskiem pożądanym, które jednocześnie samo podlega coraz bardziej szczegółowym regulacjom – twierdzi Agata Boutanos, Dyrektor Przedstawicielstwa ZPP w Brukseli.

Według danych przytoczonych przez Związek w europejskim dialogu bierze udział ponad 20 tys. interesariuszy i 45 tys. pracowników unijnej administracji.

Interesariusze są proaktywni, ale jednocześnie często nieskoordynowani, a środowisko sfragmentaryzowane, w przeciwieństwie do dobrze zorganizowanych, konsultujących się pomiędzy instytucjami unijnych urzędników, którzy mają wiedzę operacyjną – stwierdziła Boutanos. – Potrzebne jest tworzenie nowych platform współpracy zarówno regulacyjnych jak i komunikacyjnych, które ujednolicą wspólne działania polskich przedsiębiorców w porozumieniu z rządem i biznesem. Widzimy szansę na skoordynowanie tych działań i zaangażowanie w dialog większej ilości podmiotów zwłaszcza, że ponad 80% regulacji tworzonych jest na poziomie Unii Europejskiej – podsumowała Dyrektor Przedstawicielstwa.

ZPP w ramach działań w obrębie Unii Europejskiej deklaruje:

  • stałą obecność w dialogu z interesariuszami procesu decyzyjnego,
  • wsparcie dla członków ZPP w realizacji  europejskiej agendy,
  • pozycjonowanie długofalowe i komunikację,
  • organizację dedykowanych wydarzeń, debat i szkoleń.

Chcemy, aby ZPP było postrzegane w europejskich instytucjach, organizacjach, mediach, a także wśród ekspertów jako rozpoznawalny, stały, wiarygodny i responsywny partner. Przy najważniejszych projektach legislacyjnych (sprawy ogólne i branżowe) zakładamy współpracę z innymi podmiotami – podsumował Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP.

***

Agata Boutanos jest przedstawicielem ZPP w Unii Europejskiej. Przed dołączeniem do ZPP zbudowała zespół Public Affairs w Polsce i Europie dla Tauron Polska Energia, aby później objąć stanowisko reprezentanta firmy w Brukseli jako Head of International and Government Affairs.

Od 2008 roku Agata pracowała z Instytucjami Unijnymi i w prywatnym sektorze, w tym CEC Government Relations, w którym przewodziła praktyce Energii i Środowiska, Polskiej Fundacji Kongres Gospodarczy, oraz  w Dow Corning jako European Government Affairs Associate.

Była aktywnym członkiem AmCham EU, AmCham BE, European Chemical Industry Council, European Photovoltaics Industry Association, EUFORES, Lighting Europe and European Photonics Industry Consortium.

Brak powodów do wyprzedaży euro

Dzisiejsze wystąpienie Mario Draghiego, prezesa ECB, nie przyczyniło się do podbudowania nastrojów sprzyjających nagłej wyprzedaży euro. Sentyment wobec wspólnej waluty determinowały między innymi świetne wskazania miar koniunktury, na tle których wyraźnie błyszczał indeks PMI dla niemieckiego sektora przemysłowego (59,4 pkt, konsensus: 57,6 pkt). Pomyślną sesję notuje ropa naftowa. Obecnie baryłka West Texas Intermediate wraca do poziomu 48,30 USD, tym samym notując ruch rzędu 1,0 proc. na północ. Motorem wzrostów surowca okazał się być raport amerykańskiego Departamentu Energii, zgodnie z którym zeszłotygodniowy spadek zapasów (-3,3 mln baryłek) był zbliżony do wartości przedstawionej przez API (-3,6 mln baryłek).

W koszyku walut G10 wyższość amerykańskiego dolara wyraźnie uznaje jego nowozelandzki odpowiednik, którego 0,8 proc. deprecjacja spycha kurs NZD/USD w okolice poziomu 0,7220. Zdecydowanie skromniejszym osłabieniem może popisać się funt szterling (-0,2 proc.) walczący o utrzymanie GBP/USD nad poziomem 1,2800. Na czele zestawienia wyraźnie rządzi japoński jen (0,5 proc.). Obecnie USD/JPY ma wyraźne problemy z przebiciem wsparcia przy 109,00. Niewiele dalej plasuje się euro ze zwyżką rzędu 0,4 proc. Na koniec dnia EUR/USD ponownie wraca nad poziom 1,1800, a parze EUR/GBP udaje się stopniowo wrócić do poziomów z grudnia 2008 roku.

W gronie walut Emerging Markets do łask ponownie wraca Europa Środkowo-Wschodnia. Na czele zestawienia pojawił się węgierski forint (0,6 proc.) – w trakcie najbliższych dni para EUR/HUF może rozpocząć atak na minima z maja 2015 roku. Dość dobrą sesję notuje również turecka lira (0,5 proc.) oraz południowoafrykański rand (0,4 proc.). Nieco dalej znajduje się polski złoty, którego 0,2 proc. aprecjacja spycha kurs USD/PLN do poziomu 3,6280. Na koniec dnia EUR/PLN jest kwotowany po 4,2845, GBP/PLN po 4,6430, a CHF/PLN oscyluje wokół poziomu 3,7600.

Po porannym szeregu wskazań indeksu PMI dla czołowych europejskich gospodarek zmienność na rynku próbowały podbić dane z amerykańskiej gospodarki. Potężne rozczarowanie zapewniły wskazania z rynku pierwotnego, gdzie sprzedano zaledwie 571 tys. domów. Powyższa wartość plasuje miesięczną dynamikę aż 9,4 proc. pod kreską, przy czym oczekiwania ankietowanych uczestników rynku zakładały odnotowanie poziomów zbliżonych do tych z czerwca (konsensus: 0,0 proc.).

Swoje pięć minut miała również polska gospodarka. Niewielkie umocnienie złotego, bowiem zaledwie 14-pipsowe, zapewniły szacunki agregatu M3. W lipcu podaż pieniądza utrzymała roczne tempo na poziomie 5,0 proc. (konsensus: 5,0 proc.), pomimo skurczenia się depozytów gospodarstw domowych o 0,1 proc. Na podstawie obecnych tendencji wstępnie spodziewamy się, że sierpniowy odczyt będzie stał pod znakiem wartości o 0,1 pp. niższej. Powyższy fakt uzasadniamy między innymi wykorzystywaniem pomostów urlopowych przez polskich pracowników oraz wycofywaniem depozytów na poczet wypoczynku.

Koniec środowej sesji na europejskich parkietach stał pod znakiem wyraźnego przetasowania sentymentu. Odrabiającemu straty indeksowi FTSE 100 (0,0 proc.) towarzyszył WIG 20 (0,2 proc.), któremu brakuje zaledwie 9 punktów do okrągłego poziomu 2 400 pkt. Na londyńskiej giełdzie uwagę inwestorów zwracały walory WPP, których 10,9 proc. zniżka to efekt rewizji prognoz tegorocznych przychodów. Tak silna przecena medialnego giganta warunkowała sentyment wśród pozostałych spółek z sektora. Po dnie frankfurckiego parkietu niepodzielnie szorowały walory Prosiebensatu 1 (-3,7 proc.), a w Paryżu najsilniejszy ruch na południe odnotowały akcje Publicis Groupe (-3,2 proc.).

W Londynie dobrą sesję odnotowały spółki z sektora wydobywczego. Zwyżka Rio Tinto (2,1 proc.) oraz Antofagasty (2,3 proc.), której prezes spodziewa się jeszcze dalej idącej poprawy perspektyw, została wyraźnie przebita przez Provident Financial. Wzrost rzędu 12,1 proc. to pokłosie zwyżkowego odreagowania po napływie wczorajszych doniesień o planowanym odejściu przez prezesa spółki, gorszych perspektywach przychodowych w najbliższych kwartałach czy o postępowaniu prowadzonemu przez brytyjski nadzór. W rynkowych kuluarach mówi się coraz głośniej o tym, że w najbliższym czasie Provident opuści listę stu wyspiarskich gigantów.

Wśród spółek wchodzących w skład indeksu DAX (-0,5 proc.) najjaśniej błyszczał Deutsche Bank (0,4 proc.), któremu po piętach deptał Fresenius (0,3 proc.) będący na fali wczorajszych not analitycznych dotyczących przejęcia Akornu oraz zmiany rekomendacji przez DZ Bank na „kupuj”. Blisko dna niemieckiej giełdy znalazły się walory ThyssenKrupp. Przecena na poziomie 1,2 proc. to efekt doniesień o planowanym przejęciu czterech spółek zależnych przez Norwegów. Według doniesień agencji Reutera mowa jest o transakcji na kwotę 4,3 mld EUR.

W gronie komponentów indeksu CAC 40 (-0,3 proc.) najbardziej udaną sesję odnotowało Engie (0,9 proc.), które wygrało przetarg na budowę farm wiatrowych w Mongolii. Niewiele mniejszy ruch w stronę północy ma za sobą TechnipFMC (0,6 proc.) po zmianie rekomendacji przez DNB Markets na „trzymaj” z ceną docelową na poziomie 27 USD.
Na czele giełdy przy Książęcej miano lidera zyskał Lotos (4,8 proc.) dzięki zmianie rekomendacji na „neutralnie” przez Vestor – przypominamy, że od początku roku walory spółki zdążyły podrożeć aż 42,4 proc. Pozytywne nastroje nie opuszczają inwestorów Jastrzębskiej Spółki Węglowej, której 3,2 proc. zwyżka okryła cieniem odrabiający wczorajsze straty Orlen (1,0 proc.). Najmniej pomyślne nastroje dotyczą CCC (-1,1 proc.) mającego przed sobą publikację wyników za miniony kwartał. Zgodnie z medianą rynkowych prognoz zysk netto jednego z czołowych detalistów powinien uplasować się na poziomie 127,3 mln PLN. Niewiele mniejszą skalę przeceny notuje Tauron (-1,0 proc.), który planuje przejęcie spółki zależnej PKE Broker.

W gronie surowców miękkich szczególną uwagę zwraca odbicie wrześniowych kontraktów na sok pomarańczowy (2,1 proc.), które próbują wymazać serię ostatnich zniżek. Zdecydowanie mniej pokaźnymi wzrostami może pochwalić się bawełna (1,5 proc.) oraz cukier (1,5 proc.). Sztuka utrzymania się nad poziomem z wczorajszego zamknięcia nie udaje się nie tylko kukurydzy (-1,0 proc.), ale również grudniowym kontraktom na kakao (-0,3 proc.). Wśród metali niewielką zwyżkę notuje pallad (0,5 proc.), którego zwyżkę goni złoto (0,3 proc.). Obecnie na czele żółtego kruszcu znajduje się opór przy poziomie 1 290 USD za uncję.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Rekordy kryptowalut z udziałem Polaków

Bitcoin – to słowo przestaje już być czymś egzotycznym i nieznanym. Wirtualny świat oraz transakcje tam dokonywane nikogo już nie zaskakują, a wręcz stają się czymś powszechnym. Wirtualne monety przestały obowiązywać jedynie w świecie gier komputerowych i podbijają międzynarodowe rynki. Jednak czy wiemy czym one tak naprawdę są? Czy warto w nie inwestować i ile można zyskać? Skąd tak właściwie je wziąć? Jaki wpływ mają na gospodarkę i czy utorują drogę do społeczeństwa bezgotówkowego?

Bitcoin jako synonim kryptowaluty

Kryptowaluty to pierwsze odkrycie w świecie finansów, które zrodziło się bez udziału instytucji państwowych, czy nawet jakiejkolwiek współpracy z nimi. Są innowacyjnym rozwiązaniem płatniczym, prostym i nie korzystającym z obecnych systemów finansowych. To coś więcej aniżeli tylko wirtualny środek płatniczy, ponieważ wykorzystują także technologię blockchain. Tą najbardziej znaną jest Bitcoin, wprowadzony do obiegu roku 2009. Tak jak google stało się potentatem i synonimem wyszukiwarki, tak właśnie Bictoin stał się niemalże zamiennikiem słowa kryptowaluta. Jednak był on zaledwie zalążkiem.

Rynek kryptowalut rozwija się w niesamowitym tempie i grzechem byłoby nie wspomnieć o Ethereum, Ripple, Siacoin oraz Stratis. Jak twierdzą eksperci Ethernum może zdecydowanie przebić Bitcoina, jest bowiem nie tylko kryptowalutą, ale platformą, pozwalającą inwestować, zawierać zakłady, a także wspierać crowdfunding.  Podobny do konceptu Ethereum jest również Stratis, który otrzymał wsparcie od największych firm z branży pokroju Microsoftu.

Wirtualne waluty budują powoli swoją przewagę nad tradycyjnym pieniądzem za sprawą tego, iż mogą być wykorzystywane według określonych potrzeb, samoistnie usuwane, kiedy mija ich termin przydatności, mogą podlegać wymianie, automatycznie wracać do właściciela, gdy odbiorca nie wywiąże się z ustalonych warunków transakcji – nie zapłaci na czas, lub nie wyśle towaru do kupującego. Można zatem rzec, że są o wiele bezpieczniejszym i wygodniejszym środkiem płatniczym. Ale czy na pewno?

Chwilowa fanaberia czy plan inwestycyjny na lata?

Kryptowaluty stanowią nowy rodzaj aktywów. Inwestycja ta jest jednak obarczona pewnym ryzykiem i wymaga wiedzy na temat wirtualnych pieniędzy i inwestowania w nie. Jest dobrym rozwiązaniem dla osób, które poza chwilową fascynacją zgłębiły chociaż trochę wiedzy na czym to polega, realnie interesują się tematem i chcą pogłębiać swoją wiedzę w tym zakresie.

W przeciwieństwie do innych, na ten rodzaj walut nie ma wpływu polityka monetarna banków centralnych i wydarzenia makroekonomiczne. Z uwagi na skokowy wzrost popularności niektórych kryptowalut ich cena drastycznie wzrosła w ostatnich nie tylko miesiącach, ale przede wszystkim dniach.

Jeśli ktoś zainwestował w odpowiednim momencie np. w Ethereum kilka miesięcy temu to bez wątpienia doczekał się potężnego zwrotu z tej inwestycji. Za inwestowaniem w kryptowaluty przemawia ich cena zwyżkująca i wciąż rosnące zainteresowanie – to między innymi dlatego do rynku dołączają kolejni inwestorzy – komentuje Michał Kwieciński, CEO/Advisor CCG mining.

Pokusa zarobku jest wielka, a liczby mówią same za siebie.

Wielki boom

Jak wynika z danych portalu cryptocompare.com, Polska jest na 6. miejscu pod względem wymiany złotego na Bitcoina. Udział Polaków wyniósł 0,46 proc. handlu wirtualną walutą na świecie, co dało wartość ok. 21 mln zł. Sama zaś wartość kryptowalut w ostatnich dniach pobija wszelkie rekordy.

Na przestrzeni ostatnich tygodni obserwowaliśmy jak wirtualne waluty traciły na wartości. Dołek był solidnie zauważalny. Inwestorzy – szczególnie Ci, którzy co dopiero zachłysnęli się kryptowalutami – patrzyli z pewną dawką niepewności na to, co dzieje się na rynku. Jednak po chwili sytuacja nagle się odmieniła i jak pokazują raporty, wirtualne waluty, będące w publicznym obrocie, ustanowiła nowy rekord wszech czasów i przebiły granicę 120 mld dolarów, pobijając tym samym 116,2 mln z 12 czerwca. Potencjał, jaki niesie ze sobą blockchain docenia również Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, która to analizuje, czy i w jaki sposób mogłaby wykorzystać tą technologię – mówi Kwieciński.

Wielki boom jaki możemy obserwować w pierwszych tygodniach sierpnia bez wątpienia przyciągnie kolejnych inwestorów. Jednak czy będą oni wiedzieli, nie tylko jak sięgnąć po wirtualne waluty, ale też które z nich wybrać?

Wizja osiągnięcia zysków z wydobywania na poziomie ponad 100% w skali tygodnia z pewnością jawi się jako wielce atrakcyjna. Niemniej jednak należy mieć na uwadze, że inwestowanie w niszowe kryptowaluty to wybór związany z dużym ryzykiem. Wiele mało popularnych wirtualnych walut, po upływie początkowego okresu, kiedy zainteresowanie inwestorów traci na wartości, stwarza problemy ze sprzedażą. W takiej sytuacji największy dochód osiągną osoby, które wprowadziły kryptowalutę na rynek i sprzedały ją w odpowiednio szybkim czasie. Rozpoczynający swoją przygodę inwestorzy powinni zdobywać doświadczenie, handlując najbardziej popularnymi kryptowalutami jak Bitcoin, Litecoin czy Ethereum.

Przechodząc do technicznego punktu procesu pozyskiwania wirtualnych walut, pojawiają się zasadniczo dwie opcje – inwestycja we własny sprzęt lub jego dzierżawa. Zważywszy na koszty sprzętu i jego późniejszej eksploatacji, idealnym rozwiązaniem dla poczatkujących użytkowników będzie właśnie ta druga opcja. Przede wszystkim dlatego, że o nic nie muszą się martwić, ponieważ wszystkim zajmuje się firma będąca dzierżawcą powierzchni w swoich farmach wydobywczych i oferuje już skonfigurowany, w pełni gotowy do pracy sprzęt. Jeśli ktoś natomiast jest entuzjastą technologii, sam chce się skupić i zaangażować w wydobywanie, jak najbardziej może takowy sprzęt nabyć i we własnym zakresie wydobywać kryptowaluty. Trzeba tu jednak wziąć pod uwagę, że będzie to wiązało się z kosztami nie tylko zakupu maszyn, ale także chociażby z wysokimi opłatami za zużycie energii. Nie sposób również zapomnieć o potrzebnej wiedzy na temat rynku wirtualnych pieniędzy i znajomości algorytmów. Jednakowoż wszystko zależy tutaj od poziomu wiedzy, zaangażowania, czasu jaki chce się temu poświęcić i nade wszystko posiadanego kapitału inwestycyjnego, celu inwestycyjnego oraz tempa w jakim chce się osiągnąć stopę zwrotu z inwestycji.

Kryptowaluty zostały stworzone w celu ograniczenia lub wyeliminowania ingerencji rządów i banków centralnych w życie ludzi. Jak nietrudno zauważyć, Polska odgrywa niemałą rolę w kolejnej fali cyfrowej rewolucji. Czy to nasza forma buntu przeciwko narzucanym odgórnie zasadom? Czy kryptowaluty staną się realnym zwiastunem nowego systemu finansowego? By odpowiedzieć na te i wiele podobnych pytań, przyjdzie nam jeszcze poczekać. Jedno jest pewne – zarabiamy na tym, a to Polacy chyba cenią sobie najbardziej.

Złoty traci do euro i franka, lekkie spadki na GPW

Złoty traci do euro i franka, umacniając się jednocześnie do funta. Na warszawskiej giełdzie dominują umiarkowane spadki. Oba rynki, podobnie jak większość rynków światowych, czekają na sygnały z Jackson Hole.

W środę złoty traci w relacji do euro i szwajcarskiego franka, stabilizuje się wobec dolara i zyskuje do słabo spisującego się dziś funta. O godzinie 14:18 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2840 zł, rosnąc o 1 gr w stosunku do poziomów z wczorajszego zamknięcia. Notowania CHF/PLN podskoczyły do 3,76 zł z 3,7520 zł we wtorek. Kurs USD/PLN stabilizował się na poziomie 3,63 zł. GBP/PLN osunął do 4,6485 zł. Ta ostatnia para znalazła się na najniższym poziomie od pamiętnego jednodniowego załamania funta w październiku 2016 roku, gdy w krótkiej chwili brytyjska waluta potaniała o ponad 20 gr.

Neutralny wpływ na notowania złotego miały opublikowane o godzinie 14:00 krajowe dane o podaży pieniądza M3 w lipcu i sierpniowy raport o koniunkturze gospodarczej. Obie te publikacje wpisywały się w aktualne dobre oceny rodzimej gospodarki i w związku z tym nie niosły dodatkowej wartości dodanej. Z podobnym brakiem reakcji należy liczyć się w czwartek, gdy Główny Urząd Statystyczny opublikuje najnowszy biuletyn (zawierający m.in. dane o stopie bezrobocia), a także zostanie opublikowany protokół z ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (RPP), raport o koniunkturze konsumenckiej, a rząd zajmie się budżetem na 2018 roku.

Dzisiejsze wahania złotego są pochodną zmian na rynkach globalnych, w tym mocniejszego zachowania euro po serii optymistycznych indeksów PMI dla Francji, Niemiec i strefy euro, słabego zachowania funta oraz niewielkiego pogorszenia nastrojów na rynkach finansowych. Tyle tylko, że wahania ta nie mają żadnej wartości prognostycznej. Zarówno złoty, jak i zdecydowana większość pozostałych walut, obecnie jest w fazie wyczekiwania na najważniejsze wydarzenie obecnego tygodnia, czyli na startujące w czwartek sympozjum ekonomiczne w Jackson Hole z udziałem bankierów centralnych. Uwaga inwestorów wówczas przede wszystkim będzie skoncentrowana na zaplanowanych na piątek wystąpieniach szefowej Fed Janet Yellen i prezesa Europejskiego Banku Centralnego (ECB) Mario Draghiego. Kluczowa będzie odpowiedź na pytania, czy Fed w tym roku jeszcze podniesie stopy procentowe, czy rozpocznie we wrześniu redukcję swojego rozdętego bilansu, a także, czy ECB na wrześniowym posiedzeniu  ogłosi ograniczenie programu skupu aktywów? Aczkolwiek odpowiedź na to ostatnie pytanie być może nie padnie, gdyż zgodnie ze wcześniejszymi nieoficjalnymi doniesieniami, Draghi nie wykorzysta wizyty w Jackson Hole do zaprezentowania w jaki sposób będzie ewoluowała europejska polityka monetarna. Nie mniej jednak to właśnie wystąpienia Yellen i Draghiego zdecydują o nastrojach na rynku walutowym, tym samym decydując też o losach złotego w końcówce sierpnia. Dlatego wszystkie wahania które będą miały miejsce wcześniej z założenia mają jedynie krótkoterminowy i nietrwały charakter.

Na warszawskiej giełdzie środa upływa pod znakiem lekkich spadków, co koreluje z minusami przy notowaniach kontraktów terminowych na amerykańskie indeksy oraz współgra z mieszanymi nastrojami dominującymi na europejskich parkietach. Pod kreską znalazł się nawet indeks WIG20, który początkowo lekko zyskiwał, ciągnięty w górę m.in. przez drożejący Lotos, JSW i mBank.

Dziś najmocniej handlowane na GPW są akcje Pekao, PZU, Play i co nieco może zaskakiwać, walory CD Projekt. Obroty na całym rynku są jednak umiarkowane, co jest tendencją obserwowaną już od dłuższego czasu.

Podobnie jak na rynku walutowym, również tu wyczuć można oczekiwanie na doniesienia z Jackson Hole. Stąd też prawdopodobnie publikowane po południu amerykańskie dane z sprzedaży domów na rynku pierwotnym w lipcu oraz wstępne odczyty sierpniowych indeksów PMI dla tamtejszego sektora przemysłowego i usługowego nie zdołają już odwrócić losów sesji. W czwartek zaś czeka nas kolejna sesja wyczekiwania na sygnały z banków centralnych.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Oczekiwania wobec Fedu i EBC

Na dzień przed rozpoczęciem dorocznego sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole rosną indeksy giełdowe na całym świecie, a amerykański dolar zyskuje wobec światowych rywali, w tym także do japońskiego jena i szwajcarskiego franka. Teraz polityki Fedu i EBC znajdują się w nieco innym miejscu. Fed jest po kilku podwyżkach stóp procentowych i inwestorzy oczekują, że zacznie redukować swoją sumę bilansową o wartości 4,5 bln USD. Z kolei EBC nadal kupuje aktywa o wartości 60 mld euro miesięcznie, utrzymując jednocześnie stopy procentowe na nadzwyczajnie niskim poziomie. Inwestorzy oczekują od EBC informacji, czy zostanie to ograniczone w 2018 r.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,45%), brytyjskiego funta (+0,56%), dolara kanadyjskiego (+0,36%), dolara australijskiego (+0,74%) oraz japońskiego jena (+0,2%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,175, GBP/USD – 1,282, USD/CAD – 1,26, AUD/USD – 0,788 i USD/JPY – 109,4. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,31%) i kurs EUR/JPY wynosi 128,5, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,917. Złotówka traci do dolara, a pozostaje na tym samym poziomie do euro, funta i franka szwajcarskiego. W środę rano dolar kosztuje 3,64 zł, euro – 4,27 zł, funt – ponad 4,66 zł, a frank – poniżej 3,76 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. We wtorek londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,86%, frankfurcki indeks DAX – o 1,35%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,87%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,99%, meksykański indeks Bolsa – 0,18%, a brazylijski indeks Bovespa – 2,01%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 0,26%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,08%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,91%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych spadkach cena ropy naftowej lekko wzrosła. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 51,87 USD (+0,4%), a ropy WTI – 47,64 USD (+0,57%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostała na poziomie 54 USD. Z kolei wartość złota minimalnie spada. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1286 USD. To 1 USD mniej (-0,08%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 9:00 – Strefa euro – Wystąpienie publiczne szefa EBC
  • 9:30 – Niemcy – Indeks PMI dla przemysłu, wst., sierpień (prognoza 57,7)
  • 9:30 – Niemcy – Indeks PMI dla usług, wst., sierpień (prognoza 53,3)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla przemysłu, wst., sierpień (prognoza 56,3)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla usług, wst., sierpień (prognoza 55,4)
  • 14:00 – Polska – Wskaźniki koniunktury gospodarczej wg GUS, sierpień.
  • 14:00 – Polska – Podaż pieniądza M3 wg NBP (r/r), lipiec (prognoza 5%)
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu, wst., sierpień (prognoza 53,3)
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla usług, wst., sierpień (prognoza 54,9)
  • 16:00 – USA – Sprzedaż nowych domów, lipiec (prognoza 612 tys.)
  • 19:05 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Wynagrodzenia członków rad nadzorczych banków w 2016 r.

Niniejszy artykuł stanowi podsumowanie raportu „Wynagrodzenia członków rad nadzorczych banków w 2016 roku” opracowanego przez Sedlak & Sedlak. W tym roku przeanalizowaliśmy wynagrodzenia 122 członków rad nadzorczych z 13 banków notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Mediana wynagrodzeń osób zasiadających w RN banków w 2016 roku wyniosła 190 tys. PLN. W porównaniu do roku poprzedniego wzrosła o 10%. Wykres 1. prezentuje medianę wynagrodzeń osób nadzorujących w 2015 i 2016 roku.

Źródło: Raport „Wynagrodzenia członków rad nadzorczych banków w 2016 roku”, Sedlak & Sedlak
Źródło: Raport „Wynagrodzenia członków rad nadzorczych banków w 2016 roku”, Sedlak & Sedlak

Najlepiej wynagradzanym przewodniczącym rady nadzorczej w 2016 roku był Leszek Czarnecki z Getin Holding SA, który otrzymał roczną pensję w wysokości 1,8 mln PLN. W porównaniu do roku poprzedniego jego wynagrodzenie w tym banku wzrosło o 63%. Warto zwrócić uwagę, iż Leszek Czarnecki zasiada również w radach nadzorczych dwóch innych banków: Idea bank SA i Getin Noble SA, w których otrzymał łączne wynagrodzenie w wysokości 673 tys. PLN. Wśród osób pełniących funkcję wiceprzewodniczącego RN najlepiej wynagradzany był Remigiusz Baliński z Getin Holding SA (600 tys. PLN) Podobnie jak Leszek Czarnecki zasiada on również w radach Idea Banku SA i Getin Noble SA, gdzie zarobił łącznie 333 tys. PLN. Natomiast wśród członków RN najwyższe wynagrodzenie otrzymała Izabela Lubczyńska z Idea Bank SA – 376 tys. PLN.Tabela1.

W 2016 roku najwięcej na wynagrodzenia członków rad nadzorczych przeznaczył Getin Holding SA – 2,6 mln PLN, natomiast najmniej ING Bank Śląski – 0,6 mln PLN. W mBanku fundusz wynagrodzeń nie uległ zmianie w stosunku do poprzedniego roku i wyniósł prawie 1,9 mln PLN. Wykres 2. przedstawia 5 banków z największym funduszem wynagrodzeń w 2016 roku.Wykres2.

Wszystkie dane zaprezentowane w niniejszym artykule pochodzą z raportu „Wynagrodzenia członków rad nadzorczych banków w 2016 roku” W badaniu podsumowaliśmy wynagrodzenia 122 członków rad nadzorczych z 13 banków. Dodatkowo przeprowadziliśmy analizę płac 71 osób, które przepracowały cały 2016 rok. W badaniu nie uwzględniono osób, które nie pobierały wynagrodzenia.

Karolina Garstka, Sedlak & Sedlak