Giełdy w USA. Rynek pracy w Polsce

Korekta na amerykańskiej giełdzie. Czy to już zapowiedź zmiany trendu? Dobre dane z USA z gorzkim akcentem produkcji przemysłowej. Zatrudnienie w górę, wynagrodzenia nie.

Bańka na giełdzie w USA

Coraz częściej w mediach pojawiają się analizy mówiące o przewartościowaniu spółek na amerykańskiej giełdzie. Jako dowód na tę teorię najczęściej podawany jest parametr cena/zysk. Mówi on o tym, ile lat musiałaby firma utrzymać obecny poziom zysków, by sama na siebie zarobić. Obecnie parametr ten osiągnął 24-krotność i przekroczył poziomy z 2008 roku. Więcej było co prawda w trakcie bańki internetowej, ale pamiętamy, jako to się wtedy skończyło. Powodem do zmartwień była dość silna przecena wczorajszego dnia, kiedy większość indeksów obsunęła się o około 1,5%.

Dane z USA

Wczorajsze dane ze stanów były mocno niejednoznaczne. Z jednej strony cieszy lepszy indeks FED z Filadelfii i szczególnie spadająca liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Odczyt na poziomie 232 tysięcy to bardzo dobry wynik. W przypadku tygodniowych danych nie można po jednych statystykach wyciągać daleko idących wniosków. Gdyby jednak  tendencja się utrzymała, powinno to pozwolić ponownie przyspieszyć amerykańskiej gospodarce, która ostatnio złapała zadyszkę. Świadczą o tym zresztą kolejne dane o produkcji przemysłowej publikowane tego samego dnia. Wzrosła ona o 0,2%, czyli 0,1% wolniej od i tak niewygórowanych oczekiwań.

Polski rynek pracy

Dane z polskiego rynku pracy są dość niejednoznaczne. Z jednej strony mamy rekordowy wzrost zatrudnienia. Z drugiej, pensje wcale nie rosną tak szybko jak sądzono, a w ujęciu miesięcznym wręcz spadły. Powodem tej sytuacji może być wzrost zatrudnienia na gorzej płatnych stanowiskach. Gdyby w lipcu nie zmieniły się dotychczasowe płace, to nowo zatrudniane osoby musiałyby otrzymywać około 60% średniej pensji. Czy są to dobre dane? Wzrost zatrudnienia zawsze cieszy, bo to więcej osób płacących podatki niż pobierających świadczenia. Miejmy nadzieję, że w przyszłości przełoży się to na wzrost wynagrodzeń.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Paweł Kmiecik: Co wiedzą o nas aplikacje mobilne?

Zaledwie 27% użytkowników korzystających z nowoczesnych form komunikacji jest gotowa oddać część swojej prywatności w celu zwiększenia wygody i łatwości korzystania z sieci. Tymczasem każdy, kto korzysta z bezpłatnych aplikacji w telefonie czy z portali społecznościowych udostępnia o sobie szereg informacji. Czy rzeczywiście mamy się czego obawiać?

– Biorąc pod uwagę fakt, że w naszych telefonach znajdują się dane dość wrażliwe, np. te dotyczące preferencji seksualnych lub zamiarów powiększenia rodziny, rozumiem, że użytkownikom może zapalić się czerwona lampka. Należy jednak uświadomić sobie jedną kluczową rzecz – dane te, nawet jeśli trafią do statystyk jakiejś aplikacji to nie są one powiązane z konkretnym użytkownikiem. Oznacza to tyle, że agencja czy firma udostępniająca darmową aplikację nie jest w stanie powiązać konkretnej osoby czy numeru telefonu z informacją na temat preferencji zakupowych czy innych osobistych informacji. I szczerze powiedziawszy, wcale im na tym nie zależy. Mówimy tu raczej o zbiorze danych statystycznych, które specjaliści od marketingu wykorzystują do kreowania spersonalizowanych ofert – mówi Paweł Kmiecik.

Spersonalizowane oferty, tworzone są na podstawie danych, które sami świadomie bądź mniej świadomie udostępniamy, instalując darmową aplikację czy korzystając z przeglądarki internetowej w telefonie. Ich personalizacja polega na zaszeregowaniu użytkownika do określonej grupy np. mieszkańców dużych miast w wieku 30-40 lat aktywnie spędzających swój czas z rodziną. Te dane są oczywiście istotne dla marketingowców.

Większość z nas akceptuje taki stan rzeczy, mając na względzie powiązane z nim benefity – aż 91% respondentów przebadanych w ramach EMC Privacy Index (badanie zrealizowane przy udziale 15 000 ankietowanych z całego świata) docenia korzyści płynące z łatwego dostępu do informacji i wiedzy, które zapewnia technologia cyfrowa.

Tak więc dostęp do danych udzielany darmowym aplikacjom czy portalom społecznościowym ma wiele „twarzy”, ale są one zdecydowanie przyjazne użytkownikowi.

– To wszystko kwestia świadomości. Gdy korzystamy z Facebooka, Instagrama, Airbnb czy TripAdvisor. Można przewrotnie powiedzieć, że to właśnie dzielenie się informacjami o danych psycho-demograficznych ułatwia życie nam samym. Dostajemy to, co jest spójne z naszymi potrzebami, zamiast przypadkowych treści – wyjaśnia Paweł Kmiecik.

Smartfon jest dziś nieodłącznym elementem naszego stylu życia, od dawna już wykraczającym poza zwykłe wykonywanie połączeń i wysyłanie SMS-ów. Potrafi pokierować nas do wyznaczonego celu, wskazać miejsce zgubionych kluczy, podpowiedzieć, gdzie warto dziś zjeść i skorzystać z ciekawych promocji czy też pojechać na wakacje. Aby jednak mógł trafnie wzbogacać naszą codzienność – musi w jakimś zakresie poznać nasze przyzwyczajenia i potrzeby.

Nowe regulacje w polskim prawie wyzwaniem dla pośredników ubezpieczeniowych

W polskim prawie szykują się zmiany, które swoim zasięgiem obejmą wielu przedsiębiorców. Pod koniec lipca br. rząd przyjął projekt ustawy o dystrybucji ubezpieczeń, wprowadzający szereg nowych obowiązków dla pośredników produktów ubezpieczeniowych. Jeszcze większa zmiana czeka nie tylko branżę ubezpieczeniową, ale i większość przedsiębiorców w maju 2018 roku – wtedy zacznie obowiązywać europejskie rozporządzenie o ochronie danych osobowych. Nowe regulacje stawiają niemałe wyzwanie organizacyjne przed tysiącami polskich firm.

Rewolucja w dystrybucji ubezpieczeń

Projekt ustawy o dystrybucji ubezpieczeń, który został przyjęty przez rząd pod koniec lipca br., stanowi implementację do polskiego prawa dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/97 z dnia 20 stycznia 2016 r. Głównym celem nowych przepisów jest wzmocnienie ochrony klientów dokonujących zakupu ubezpieczeń i zrównanie poziomu tejże ochrony w każdym kanale dystrybucji. – „Planowana nowelizacja nakłada szerokie obowiązki na pośredników ubezpieczeniowych. Dystrybutor będzie musiał między innymi szczegółowo zbadać potrzeby klienta, a następnie przedstawić i porównać całą dostępną ofertę produktową. W tym zakresie niezwykle pomocne okazują się systemy sprzedażowe – wdrożenie takiego systemu jest jednak bardzo kosztowne i czasochłonne. Bez odpowiednich narzędzi IT spełnienie nowych przepisów może okazać się bardzo trudne i stanowić dla małych pośredników bardzo trudną do pokonania barierę. Łatwiej na pewno będzie firmom posiadającym solidne zaplecze technologiczne, kapitał i doświadczenie w dostosowywaniu się do poważnych zmian prawnych, których ustawodawcy nie szczędzą nam już od dłuższego czasu” – mówi Jacek Byliński, prezes zarządu multiagencji CUK Ubezpieczenia.

Dodatkowo zgodnie z projektem, agenci, brokerzy i zakłady ubezpieczeń będą zobowiązani do udzielania szczegółowych informacji na temat samego produktu, a także dystrybutora ubezpieczenia. Konsument będzie mógł m.in. dowiedzieć się, jak wygląda wynagrodzenie dystrybutora – czy otrzymuje honorarium czy prowizję zawartą w składce płaconej przez klienta. Ponadto agent będzie zobowiązany poinformować, czy pracuje na rzecz jednego ubezpieczyciela czy wielu – i jakich. Projekt przewiduje także obowiązek dodatkowych szkoleń dla każdego agenta w wymiarze przynajmniej 15 godzin rocznie. – „Złożoność planowanej nowelizacji i nakładanych przez nią obowiązków stawia niemałe wyzwanie przed dystrybutorami ubezpieczeń. Z jednej strony wzmocnienie ochrony klientów to bez wątpienia krok w dobrą stronę, jednak wielu pośrednikom, szczególnie tym nieposiadającym odpowiedniego zaplecza organizacyjnego, trudno będzie sprostać temu wyzwaniu. W tym upatrujemy szanse dla dużych multiagencji, takich jak CUK. Nasze oddziały oraz placówki należące do sieci franczyzowej CUK mają dostęp do wsparcia we wszystkich obszarach: rekrutacji, szkoleń, produktów, systemów sprzedażowych, marketingu, infrastruktury, procesów rozliczeniowych i posprzedażowych. Bardzo prawdopodobne jest, że jeżeli planowany projekt wejdzie w życie, nastąpi przyspieszenie konsolidacji rynku i rozwój sprzedaży ubezpieczeń w placówkach franczyzowych” – komentuje Jacek Byliński.

Ochrona danych osobowych pod lupą

Zwiększenie ochrony osób fizycznych to kierunek, w którym zmierzają także regulacje europejskiego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO), które zaczną obowiązywać w Polsce 25 maja 2018 r. Rozporządzenie, mające na celu ujednolicenie przepisów we wszystkich 28 krajach UE, zostało przyjęte przez Parlament Europejski i Radę UE w kwietniu 2016 roku. Podmioty administrujące danymi osobowymi otrzymały wówczas dwa lata na dostosowanie swoich struktur do wymagań RODO. U podstaw nowych regulacji legła zasada rozliczalności. Oznacza ona, że administrator danych – czyli podmiot decydujący o celach i środkach ich przetwarzania – będzie odpowiedzialny za stosowanie przepisów RODO i zobowiązany do wykazywania ich przestrzegania. – „Przepisy RODO obarczają administratora danych ogromną odpowiedzialnością. Każdy podmiot będzie musiał wbudować ochronę danych osobowych w swoją politykę już na etapie projektowania systemu ochrony danych osobowych. Ochrona ma mieć charakter „domyślny”, a nie „włączać się” dopiero na skutek interwencji, czy żądania podmiotu danych. Obawiam się, że szczególnie małym przedsiębiorcom będzie sprawiać trudność przeprowadzenie audytu stanu obecnego i wprowadzenie niezbędnych zmian, dokonywanie obowiązkowego szacowania ryzyka związanego z przetwarzaniem danych, czy oceny skutków przetwarzania. Pamiętajmy, że wszystko trzeba będzie jeszcze udokumentować, a do tego potrzebne są odpowiednie zasoby kadrowe i organizacyjne. Pozytywną zmianą jest natomiast to, że  nowy organ nadzorczy ma pomagać administratorom danych na zasadzie konsultacji” – mówi Jacek Byliński.

Obowiązki, które nakłada RODO, wymuszają na przedsiębiorcach i instytucjach z branży ubezpieczeniowej także dokonanie zmian w strukturach ich organizacji. Jedną z istotnych nowości, mających na celu zwiększenie ochrony osób fizycznych, będzie obowiązek powołania Inspektora Danych Osobowych przez podmioty przetwarzające znaczną ilość danych i dane wrażliwe. Jest to osoba, której zadaniem będzie wspieranie administratora w organizacji systemu ochrony danych, nadzorowanie przestrzegania przepisów i wewnętrznej polityki przedsiębiorstwa, oraz szkolenie członków organizacji w zakresie ochrony danych. Inspektor będzie również odpowiedzialny za kontakty i współpracę z organem nadzorczym. Będzie to wreszcie osoba, do której wszelkie pytania dotyczące przetwarzania ich danych będą mogli skierować ubezpieczeni i ubezpieczający.

Regulacje RODO w znaczący sposób poszerzają katalog praw osób, których dane są przetwarzane. Po stronie przedsiębiorców pojawi się konieczność adaptacji systemów informatycznych w taki sposób, by służyły one skutecznej ich realizacji. Chodzi między innymi o prawo do szerokiej, wyczerpującej i udzielonej zrozumiałym językiem informacji, do wstrzymania przetwarzania, usunięcia lub przeniesienia danych, czy prawo do bycia zapomnianym. – „Poszerzenie praw podmiotów danych to bez wątpienia krok w dobrym kierunku. Wzrośnie poziom ochrony prywatności wszystkich osób fizycznych – a więc każdego z nas. Z perspektywy przedsiębiorców to jednak ogromne wyzwanie. Przykładowo, w procesie sprzedaży zwiększy się liczba informacji, które trzeba będzie przekazać klientowi oraz zgód, które każdy administrator danych będzie musiał pozyskać i udokumentować ich pozyskanie. Przewidujemy, że nowe obowiązki przełożą się zarówno na sprzedaż stacjonarną, jak i na kanał direct. Oczywiście trzeba będzie też zreformować wewnętrzne procedury postępowania  z danymi osobowymi klientów, tak aby móc realizować przyznane im przez RODO prawa i spełniać ich ewentualne żądania” – komentuje ekspert.

Nowym obowiązkiem po stronie dużych administratorów danych będzie również prowadzenie rejestru czynności przetwarzania danych osobowych. Dotychczas jego prowadzenie należało do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Po zmianach obowiązek ten zostanie przeniesiony na organizację oraz na procesorów – czyli osoby lub organizacje przetwarzające dane w imieniu administratora. – „Obowiązek prowadzenia rejestru wewnątrz przedsiębiorstwa zastąpi dotychczasową konieczność rejestracji zbiorów danych w GIODO. To korzystne dla przedsiębiorców rozwiązanie” – opiniuje Jacek Byliński.

Dobra wiadomość czeka podmioty, które przetwarzają dane osobowe, działając w ramach jednej grupy kapitałowej. Obecnie obowiązujące regulacje traktują każdą organizację przetwarzającą dane – poza  wyjątkami dotyczącymi organów państwowych, czy organów samorządu terytorialnego – jako oddzielnego administratora danych osobowych. Oznacza to, że przesyłanie danych pomiędzy współpracującymi podmiotami jest w praktyce bardzo problematyczne. RODO  wychodzi naprzeciw takim organizacjom, wprowadzając możliwość współadministrowania danymi. Oznacza ona, że co najmniej dwa podmioty mające wspólne cele i sposoby administrowania danymi będą mogły w pewnym zakresie podzielić się obowiązkami – przykładowo powołać wspólnego Inspektora Danych Osobowych, czy wyznaczyć punkt kontaktu dla osób, których dane przetwarzają.

RODO wprowadzi nowe procedury i metody ochrony danych osobowych

W przyszłym roku zacznie obowiązywać ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO). Wprowadza ono szereg zmian względem obecnie obowiązujących przepisów, co do jednostki i organu nadzorczego, które sprawują nadzór nad ochroną danych, jak również podmiotów, które przetwarzają dane osobowe.

– Administratorzy danych będą musieli spełnić wytyczne, które określa dokument – powiedziała serwisowi eNewsroom Julita Skowrońska, ekspert ds. prawnych UseCrypt – W przeciwieństwie do obowiązujących przepisów jest to rozporządzenie, a nie dyrektywa, dlatego należy ją bezpośrednio implementować do krajowego porządku prawnego. RODO nakłada liczne obowiązki co do procedur w samej organizacji, jak i przetwarzania danych oraz ich zabezpieczenia technicznego. Jako dwa adekwatne sposoby podaje szyfrowanie – jako najlepszą metodę ochrony informacji, efektywną i odporną na ataki – oraz pseudoanonimizację danych. Rozporządzenie wprowadza sankcję względem administratorów i podmiotów przetwarzających dane za nieprzestrzeganie przepisów. Są dwie wytyczne dotyczące kary, które wskazują na kwoty – do 20 mln euro i do 4% w przypadku przedsiębiorstw i ich krajowego obrotu za poprzedni rok obrotowy lub do 10 mln euro i 2% światowego obrotu przedsiębiorstwa za poprzedni rok obrotowy. Określone są też zasady, co do kar wobec administratorów. Ważnym punktem rozporządzenia jest to, że jednostka przetwarzająca dane osobowe i posiadająca ich techniczne zabezpieczenie w postaci szyfrowania albo pseduanonimizacji, będzie zwolniona z obowiązku wydania komunikatu, jeżeli dojdzie do wycieku informacji – dodała Skowrońska.

Przygotuj się na przyszły tydzień 18.08.2017

Przygotuj się na przyszły tydzień 18.08.2017 1

W przyszłym tygodniu obędzie się bez posiedzeń banków centralnych. W poniedziałek nie czekają na nas żadne ważniejsze dane makroekonomiczne. We wtorek poznamy tylko indeks nastroju ekonomicznego według ZEW dla niemieckiej gospodarki. Środa przyniesie optymizm wśród konsumentów oraz sprzedaż nowych domów w USA, która ostatnio daje wiele do życzenia. Z kolei w czwartek o godzinie 10:30 poznamy brytyjski wzrost gospodarczy. W ostatni dzień sesji najważniejszą informacją będzie japońska inflacja oraz zamówienia na dobra trwałe.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Rynek nieruchomości – USA

W środę o godzinie 16:00 poznamy sprzedaż nowych domów, z kolei dzień później z rynku wtórnego. W ostatnim czasie amerykański rynek nieruchomości daje wiele do życzenia. Podwyżki stóp procentowych spowolniły dany rynek, tak samo jak rynek motoryzacyjny.

Od 2009 roku świat przeszedł na ultra-luźną politykę monetarną, która została zapoczątkowana przez Rezerwę Federalną. Niskie stopy procentowe zachęciły społeczeństwo do nabywania nieruchomości, co doprowadziło do wzrostu ich ceny. Aktualne ceny domów w największych amerykańskich miastach znalazły się powyżej 2007 roku, gdzie na tym rynku mieliśmy do czynienia z bańką spekulacyjną.

Przygotuj się na przyszły tydzień 18.08.2017 2

Źródło: Mhanson

Publikacja coraz słabszych danych z tego rynku może nadwyrężyć ceny nieruchomości, co ostatecznie doprowadzi do ich nagłego spadku. Ewentualne załamanie cen nieruchomości będzie o wiele bardziej drastyczne i bolesne niż w 2007 roku, ponieważ dług zaciągnięty przez gospodarstwa domowe znalazł się na wyższym poziomie.

Instrumenty do obserwacji

W ostatnim czasie coraz mniejsza uwaga kierowana jest na rynek ropy naftowej, a dzieje się wiele. Główną informacją, która rozeszła się po kościach jest OPEC, który już drugi miesiąc z rzędu nie zdołał ograniczyć produkcji do wcześniej założonego poziomu. W czerwcu kartel naftowy zrealizował tylko 84 proc. celu, produkcja została zredukowana o 978 tysięcy baryłek dziennie względem 1 164 tyś. zakładanych. W lipcu sytuacja była podobna, cel został zrealizowany tylko w 86 procentach. Z kolei państwa nie należące do OPEC zredukowały swoją produkcję tylko o 410 tysięcy baryłek czyli o 148 tysięcy za mało.

Przygotuj się na przyszły tydzień 18.08.2017 3

Źródło: Bloomberg

Reasumując, deal o ograniczeniu podaży ropy naftowej państw OPEC jest już na wyczerpaniu. Ostatecznie sama Arabia Saudyjska nie zdołała ograniczyć produkcji zgodnie z „rozkładem jazdy”.

Zatem w krótkim terminie możemy spodziewać się dalszej przeceny ropy naftowej, w długim podaż powinna zostać obniżona poprzez naturalne ograniczenie nierentownego wydobycia, co powinno przywrócić długoterminową równowagę na tym rynku.

Przygotuj się na przyszły tydzień 18.08.2017 4

Źródło: Admiral Markets

Na interwale tygodniowym notowania ropy naftowej odbiły się od linii trendu spadkowego i wygląda na to, że zmierzają w stronę strefy popytu 42.15-44.40.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Pobierz MT4 Supreme i bądź na bieżąco z wydarzeniami na świecie

Kolejne załamanie sentymentu

Rozkręcająca się awersja do ryzyka znów staje się motywem przewodnim notowań. Brak istotnych publikacji makroekonomicznych na rynkach bazowych (poza inflacją z Kanady) będzie sprzyjać utrzymaniu takiego stanu rzeczy. Tym bardziej, że S&P500 przełamał ważny poziom wsparcia pod postacią bariery 2440 pkt.

Pozytywny sezon wyników sprzyjał kontynuacji windowania indeksów na historyczne maksima, ale obecnie nie ma nowych impulsów do kupowania akcji. Przy tak wyśrubowanych wycenach i silnym wykupieniu brak informacji nie jest już dobrą informacją. Inwestorzy stoją natomiast przed perspektywą redukcji sumy bilansowej przez Fed, która z czasem przełoży się na absorpcję gigantycznej nadwyżki płynności w sektorze bankowym oraz niepewności geopolitycznej. W końcu w przyszłym tygodniu odbywają się manewry wojsk USA i Korei Południowej, którym w przeszłości towarzyszyły próby balistyczne w Korei Północnej. Bezpośrednim przyczynkiem do wyprzedaży stały się plotki jakoby Gary Cohn, szef rady gospodarczej w gabinecie Donalda Trumpa, miał podać się do dymisji. Taka decyzja jeszcze bardziej ograniczyłaby prawdopodobieństwo reformy podatkowej i wdrożenia pakietu stymulacyjnego. Pogłoska została szybko zanegowana, ale nie było to wstanie zahamować przeceny – to też negatywnie świadczy o sile strony popytowej na Wall Street.

Niechęć do ryzyka widać już teraz w notowaniach USD/JPY, który zbliża się do dolnego ograniczenia szerokiego przedziału wahań 108,80 – 114,30. Jeśli niepewność będzie się utrzymywać to najbardziej zagrożoną walutą G-10 powinien być dolar australijski. Metale przemysłowe z miedzią na czele znajdują się w fazie silnych wzrostów o charakterze spekulacyjnym. Pozycjonowanie jest skrajne, co sprawia, że potencjalna korekta powinna mieć gwałtowny charakter i przełożyć się na silną presję na dolara australijskiego – w dłuższym horyzoncie utrzymanie przed AUD/USD pułapów zbliżonych do 0,80 jest naszym zdaniem bardzo mało realne. Zagrożony pogłębieniem korekty jest też dolar kanadyjski, który stoi przed testem pod postacią wysoko postawionej poprzeczki przed odczytem inflacji . Awersja do ryzyka i taniejąca ropa na razie nie wpływają bardzo mocno na siłę CAD, ale jeśli nadejdą sygnały, że Bank Kanady nie będzie musiał śpieszyć się z kontynuacją zacieśniania (a przecież pod wpływem siły waluty warunki monetarne stały się bardziej restrykcyjne), to można liczyć na wybicie oporu 1,2750 i kontynuację zwyżki w kierunku 1,30.

Eurodolar jest w dobrze znanym przedziale wahań 1,1680 – 1,1840. Opublikowane protokoły z ostatnich posiedzeń władz monetarnych pokazują także, że kurs jest również między młotem obawiających się słabości inflacji decydentów z Fed a kowadłem zaniepokojonych siłą wspólnej waluty członków Rady Prezesów. Ta druga tendencja skutkować powinna daleko idącą wstrzemięźliwością w wypowiedziach decydentów mającą na celu uniknięcie podsycania aprecjacyjnej tendencji w notowaniach euro. Jednocześnie wpisuje się w przecieki agencji Reuters, że na przyszłotygodniowym sympozjum bankierów centralnych w górskim kurorcie Jackson Hole Mario Draghi nie zapowie końca ery ilościowego luzowania. W krótkim terminie należy spodziewać się stabilizacji kursu, ale w szerszym horyzoncie bilans ryzyk przemawia za dolarem.

Rozkręcająca się awersja do ryzyka każe też negatywnie postrzegać perspektywy złotego. EUR/PLN powinien zmierzać w kierunku 4,30. Tradycyjnie już porcja danych z gospodarki nie będzie wpływać na wartość rodzimej waluty. Warto zauważyć, że nasze oczekiwania w przypadku dzisiejszych publikacji są bardziej pesymistyczne niż rynkowe konsensusy. W przypadku sprzedaży detalicznej oczekujemy wzrostu 6,5 proc. rok do roku (mediana prognoz 7,9 proc.). Dynamikę produkcji przemysłowej prognozujemy na pułapie 7,0 proc. r/r (mediana 8,4 proc. r/r). Spodziewamy się także niższej od rynku dynamiki cen producenta (1,7 proc. r/r vs. mediana 2,0 proc. r/r).

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

10 zł za kostkę masła – czy to już nieuchronne?

Ceny masła rosną w tempie zawrotnym, a na europejskim rynku hurtowym nie widać oznak stabilizacji. Tona produktu na giełdzie Eurex w tydzień zdrożała o 7 proc. i kosztuje rekordowe 6600 euro (28 tys. zł). W ujęciu rocznym ceny skoczyły aż o 95 proc. Polak wciąż jednak smaruje o wiele taniej niż np. Niemiec, co niestety wkrótce może się zmienić – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Skala wzrostów cen masła na giełdzie Eurex proporcjonalnie przekłada się na podwyżki cen hurtowych na wiodących rynkach w Unii Europejskiej, czyli w Niemczech, w Holandii czy we Francji. Polska na razie się przed tym broni. Tzn. nie ma u nas tak wielkich podwyżek jak na zachodzie kontynentu, mimo że od u wejścia do UE ceny producentów masła tu i tam były zbliżone.

Ceny hurtowe, a ceny sklepowe

Według Zintegrowanego Systemu Rolniczej Informacji Rynkowej (ZSRIR) w notowaniach z okresu 31 lipca – 6 sierpnia br. cena 100 kg masła w Polsce wynosiła 2320 zł i w porównaniu do wartości z poprzedniego tygodnia wzrosła o 4 proc. Oznacza to, że za 200-gramową kostkę – bez marży hurtowej oraz detalicznej, kosztów transportu, przechowywania czy podatku – trzeba liczyć ok. 4,6 zł, czyli ponad dwa razy więcej niż w lipcu 2016 r.

Jak ceny producentów powinny przekładać się na to, ile płacimy za masło w sklepie? Według badania Departamentu Polityki Strukturalnej i Polityki Spójności Parlamentu Europejskiego z 2007 r. w latach 2003-2005 ceny producentów stanowiły 65 proc. finalnego kosztu zakupu masła dla polskiego konsumenta.

Ta relacja nie zmieniła się istotnie również w ostatnich latach. Porównując przeciętny koszt zakupu masła w Polsce przez konsumentów w latach 2012-2015 (dane Eurostatu) z uśrednionymi miesięcznymi cenami masła według raportów ZSRIR, otrzymujemy wynik, który pokazuje, że wartości na rynku hurtowym stanowią 61 proc. ceny detalicznej.

To ile zapłacimy za kostkę?

Jeżeli na początku sierpnia w polskim skupie masło kosztowało 23,2 tys. zł za tonę i 23,2 zł za kilogram, to zgodnie z historycznymi zależnościami cena w detalu nie powinna przekraczać ok. 38 zł za 1 kg, czyli mniej więcej 7,6 zł za 200-gramową kostkę. Tyle że tona masła wciąż kosztuje u nas ok. 5 tys. zł mniej niż w Niemczech czy Holandii. Istnieje duże ryzyko, że krajowe ceny niedługo staną się zbieżne z obowiązującymi w innych unijnych krajach. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia przez 13 lat – od momentu wejścia do UE.  Kiedy zaś hurtowe ceny w Polsce osiągną wartości zza naszej zachodniej granicy – 28 tys. zł za tonę, to średnia cena detaliczna 200-gramowej kostki prawdopodobnie wzrośnie do ok. 9,2 zł.

Warto przy tym pamiętać, że wyliczenia odnoszą się do bieżącej sytuacji w UE na rynku hurtowym. Tymczasem niemal z dnia na dzień następują tam podwyżki. I jeśli kilogram masła zdrożeje tam jeszcze o 10 proc., przekraczając granicę 30 zł, to za kilka miesięcy na sklepowych półkach ceny już prawdopodobnie nieuchronnie zetkną się z symboliczną barierą 10 zł za kostkę.

Coraz więcej Polek finansuje zabiegi medycyny estetycznej w systemie ratalnym. Dominują kobiety w wieku 36–50 lat

Coraz więcej Polek finansuje zabiegi medycyny estetycznej w systemie ratalnym. Dominują kobiety w wieku 36–50 lat 5

Rośnie zainteresowanie zabiegami medycyny estetycznej i chirurgi plastycznej. Dynamika polskiego rynku jest wysoka, ponieważ wciąż jest on słabo rozwinięty w porównaniu do państw Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych. Polki najczęściej decydują się na zabieg powiększania piersi, lifting twarzy, wypełniacze i peelingi chemiczne. Wśród osób, które zaciągają pożyczki na zabiegi medyczne, blisko 30 proc. przeznacza te pieniądze na zabieg chirurgii plastycznej i medycyny estetycznej – wynika z danych Medical Finance Group.

– Ponad połowa naszych klientów pożycza pieniądze na zabiegi stomatologiczne: ortodoncję, implantologię, coraz bardziej popularne są implanty zębowe. 15 proc. klientów pożycza na zabiegi chirurgii plastycznej, wszelkie korekcje ciała zarówno poprawiające estetykę, jak i kwestie zdrowotne. Dużą część naszych klientów stanowią ci, którzy pożyczają pieniądze na zabiegi okulistyczne, ortopedyczne – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Sokalski, prezes ‎Medical Finance Group, będącej właścicielem marki MediRaty, która finansuje leczenie oraz zabiegi medyczne.

Dane Międzynarodowego Towarzystwa Estetycznej Chirurgii Plastycznej wskazują, że Polki najczęściej decydują się na plastykę piersi, zmianę kształtu nosa, plastykę powiek czy liposukcję. Wśród zabiegów medycyny estetycznej prym wiodą lifting twarzy, wypełniacze, peelingi chemiczne czy makijaż permanentny. Zabiegi poprawiające urodę są jednak kosztowne. Powiększanie piersi z użyciem implantów czy korekcja brzucha to koszt 16–20 tys. Nieco tańsza jest chirurgiczna korekcja pośladków. Mniej trzeba zapłacić za zabiegi medycyny estetycznej, np. korekcja powiek to ok. 5 tys. zł, a usunięcie małej blizny ok. 2 tys. zł.

– Pożyczają przede wszystkim panie, które dbają o siebie bardziej niż mężczyźni. Ponad 60 proc. naszych klientów to kobiety powyżej 30 lat, kiedy sytuacja finansowa jest w miarę ustabilizowana, kiedy dana osoba zaczyna myśleć o tym, aby poprawić swój komfort życia – mówi Sokalski.

Analizy Medical Finance Group wskazują, że 75 proc. klientów stanowią kobiety. W I kw. 2017 roku średnia kwota finansowania zabiegów w systemie MediRaty wyniosła 5,2 tys. zł, a najwyższe zaciągnięte zobowiązanie sięgnęło 50 tys. zł.

Jak wynika z danych przytaczanych przez Medical Finance Group, w Azji, która odpowiada za 44 proc. globalnego rynku medycyny estetycznej, największym powodzeniem cieszą się zabiegi załamania powiek, wybielania skóry, podnoszenia nosa czy wydłużania nóg. W Meksyku, w dużej mierze ze względu na stosunkowo niską cenę, dominują zabiegi powiększania piersi. W Europie liderem rynku jest Hiszpania, gdzie co roku 50 tys. kobiet decyduje się na powiększenie piersi, plastykę ust, wyszczuplenie twarzy czy korekcję oczu. Polki częściej decydują się na mało inwazyjne zabiegi lub na klasyczne operacje chirurgii plastycznej. Przede wszystkim to zabiegi, które pozwalają poprawić komfort życia.

– Dane pokazują, że klienci, którzy pożyczają pieniądze na zabiegi medyczne, to osoby o ustabilizowanych dochodach, bardzo często zarabiające na umowie o pracę. Mieszkają w dużych aglomeracjach miejskich, ustabilizowanym gospodarstwie domowym, gdzie są osoby na utrzymaniu, ale są też z drugiej strony finanse, które pozwalają systematycznie regulować zobowiązania – ocenia prezes Medical Finance Group.

Najczęściej na pożyczki decydują się kobiety w wieku 36–50 lat, skupione na własnych potrzebach, ale i o stabilnych dochodach. Najwięcej wniosków o finansowanie zabiegów pochodzi od osób o dochodach 3,5–5 tys. zł (70 proc.). Przeważnie mają niewielkie zobowiązania, mogą więc pozwolić sobie na zabieg sfinansowany w ratach, który nie obciąży w znaczący sposób ich budżetu. Biuro Informacji Kredytowej wskazuje, że ta grupa kobiet przeważnie spłaca kredyt terminowo. Najwięcej osób, które pożyczają na prywatne zabiegi medyczne, mieszka w województwach mazowieckim (22 proc.), śląskim (20 proc.), dolnośląskim (14 proc.), wielkopolskim (11 proc.) i małopolskim (10 proc.).

– Dominują kobiety, ale w stomatologii, również w zabiegach estetycznych pojawiają się pytania od mężczyzn o takie finansowanie – dodaje Krzysztof Sokalski.

Firmy tworzą własne media społecznościowe. Dzięki wewnętrznym platformom poprawiają komunikację i integrują pracowników

Firmy tworzą własne media społecznościowe. Dzięki wewnętrznym platformom poprawiają komunikację i integrują pracowników 6

Coraz więcej polskich firm bierze przykład z zachodnich korporacji i tworzy własne social media. Wewnętrzna firmowa platforma komunikacyjna spełnia wiele funkcji. Buduje poczucie przynależności, integruje pracowników i ułatwia komunikację z kadrą zarządzającą. Takie rozwiązanie musi być jednak poparte dobrą kampanią komunikacyjną skierowaną do pracowników. Inaczej nie spotka się z większym zainteresowaniem.

Firmy tworzą własne media społecznościowe, żeby lepiej odpowiadać na potrzeby komunikacyjne pracowników i dostarczać im dodatkowej wartości. Dzięki wewnętrznym platformom społecznościowym komunikacja w firmie staje się bardziej płaska. Pracownicy działają jako społeczność, mogą łatwo wymieniać się swoimi opiniami, zainteresowaniami i pasjami. To pozwala też łączyć ich wokół pewnych inicjatyw i celów, na przykład identyfikować osoby o określonych zainteresowaniach i angażować je w działania CSR-owe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Rąkowska-Kutyło, zastępca dyrektora zarządzającego w agencji Linkleaders.

W ciągu ostatniej dekady media społecznościowe zrewolucjonizowały komunikację. Ich zalety docenili pracodawcy, którzy tworzą własne wewnętrzne platformy komunikacyjne, opierając się na mechanizmach znanych z Facebooka, Instagrama czy Twittera.

Pierwsze takie rozwiązania to m.in. popularne Chatter, Jive czy Beehive, jednak trend szybko się rozprzestrzenił. Badania opublikowane w „International Journal of Information Management” pokazują, że coraz więcej nowoczesnych firm otwiera własne platformy społecznościowe. McKinsey Global szacuje, że do końca 2017 roku własną sieć ESN (enterprise social network) będzie mieć już 70 proc. przedsiębiorstw.

Oczywiście firmy korzystają też z dostępnych social mediów. Wykorzystują Facebooka, Instagrama czy Twittera, ale bardziej w zakresie komunikacji ze światem zewnętrznym. Zwykle firma ma też wiele informacji, którymi nie może się dzielić szeroko i rezerwuje je na kanały wewnętrzne. Dlatego istnieje potrzeba wprowadzania takich kanałów – mówi Katarzyna Rąkowska-Kutyło.

W odróżnieniu od firmowego intranetu, sieć ESN umożliwia komunikację pomiędzy wszystkimi pracownikami, którzy mogą na platformie zakładać profile, dodawać zdjęcia, szukać informacji o współpracownikach i nawiązywać kontakty. Firmowe medium społecznościowe ułatwia też komunikację między kadrą zarządzającą a pracownikami, buduje poczucie przynależności oraz pozwala pracodawcy na bieżąco monitorować poziom satysfakcji z pracy.

W wielu firmach badania satysfakcji prowadzone są raz na rok. Firma zbyt rzadko dostaje informacje od pracowników, żeby móc reagować na pojawiające się problemy. Dzięki wewnętrznym mediom społecznościowym pracodawca może szybciej uzyskiwać informację zwrotną. Firmy wprowadzają takie rozwiązania szczególnie po to, aby móc przyciągać i zatrzymywać talenty w organizacji – mówi Katarzyna Rąkowska-Kutyło.

Eksperci oceniają, że wewnętrzne media społecznościowe (ESN) to już nie tylko trend w komunikacji, lecz także coraz powszechniejszy standard – zwłaszcza w przypadku dużych, międzynarodowych organizacji oraz firm, które chcą dotrzeć do młodszych pokoleń na rynku pracy, tzn. wychowanych online millenialsów i generacji Z.

Potencjał rozwoju własnych platform społecznościowych w firmach jest duży. Ludzie oczekują, żeby komunikować się z nimi w taki właśnie sposób. Pracodawcy muszą wychodzić naprzeciw temu i proponować komunikację wewnętrzną, która jest nie tylko skuteczna, lecz także przyjazna. Coraz młodsi użytkownicy będą oczekiwać coraz prostszych i bardziej intuicyjnych platform – ocenia przedstawicielka agencji Linkleaders.

Podążając za przykładem zachodnich korporacji, własne sieci społecznościowe zaczynają tworzyć też polskie firmy. Przykładem jest grupa Capgemini, która z okazji 50. urodzin uruchomiła w Polsce platformę BirthdayCapsule. Sieć umożliwia wymienianie się treściami i komentarzami oraz nawiązanie kontaktów towarzyskich z osobami poznanymi w Capgemini. Może do niej dołączyć każdy, kto współpracował z firmą na przestrzeni całego okresu jej obecności w Polsce.

Ta platforma umożliwia pracownikom dzielenie się wspomnieniami, filmami i zdjęciami, np. z firmowych wyjazdów czy spotkań integracyjnych. Dodatkowy moduł pozwala pracownikom łączyć się w pary, odnajdywać swoich dawnych kolegów z pracy. System sprawdza, które osoby pracowały ze sobą w określonych latach i dywizjach biznesowych, sugeruje, że być może spotkały się one wcześniej w pracy i ułatwia im nawiązanie pierwszego kontaktu przez mail czy ich własne systemy społecznościowe. Ponad 700 osób zostało złączonych w pary dzięki temu rozwiązaniu. Wiele z nich spotkało się offline, poszli na kawę, porozmawiali, udało im się odnowić kontakt – mówi Katarzyna Rąkowska-Kutyło.

Organizacje, które wdrażają wewnętrzne media społecznościowe, mogą korzystać z już istniejących na rynku rozwiązań, takich jak popularny Yammer (podobny w użytkowaniu do Facebooka), który wiele firm dostosowuje do własnych potrzeb. Mogą też tworzyć własne platformy komunikacyjne, dostosowując je do kultury, wartości i charakteru organizacji oraz potrzeb jej pracowników.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez APCO, dla 37 proc. pracowników najważniejszym aspektem takiego rozwiązania jest otwartość na dialog. Dla 21 proc. ważne jest to, czy firmowa platforma komunikacyjna jest czytelna i działa intuicyjnie. Dla większości (42 proc.) najważniejsze są jednak publikowane za jej pośrednictwem treści.

Przedstawicielka agencji Linkleaders podkreśla też, że wdrożenie firmowej platformy ESN musi być poparte dobrą kampanią komunikacyjną skierowaną do pracowników. Inaczej nie spotka się ona z większym zainteresowaniem.

Jeśli jej nie będzie, pracownicy nie będą wiedzieli, czego się spodziewać, po co właściwie mają się logować na platformie, nie będą znali zasad jej działania i prawdopodobnie z niej nie skorzystają – uprzedza Katarzyna Rąkowska-Kutyło.

Przykładem takiego nietrafionego rozwiązania jest platforma Spacebook, stworzona przez NASA. Jej zadaniem było integrowanie pracowników rządowej agencji i ułatwienie im nawiązywania relacji, jednak bez właściwej kampanii komunikacyjnej nowe medium się nie przyjęło.

Zawiodła komunikacja i wdrożenie, więc portal został wyłączony. Nie pomogło nawet to, że w międzyczasie poprawiono jego interfejs tak, aby był bardziej intuicyjny dla użytkowników. Rozwiązanie, które nie przyjęło się na początku, najprawdopodobniej nie przyjmie się już w ogóle. Dlatego zamiast wdrażać je szybko, warto je przemyśleć, zastanowić się, jak je komunikować pracownikom. Nawet jeśli system sam w sobie jest dobry, pracownicy z niego nie skorzystają, jeśli nie zobaczą w tym wartości – radzi Katarzyna Rąkowska-Kutyło.

Co trzeci Polak doświadczył naruszenia danych osobowych. W wielu przypadkach z powodu własnych błędów

Co trzeci Polak doświadczył naruszenia danych osobowych. W wielu przypadkach z powodu własnych błędów 7

Co trzeciego Polaka dotknęły negatywne konsekwencje związane z naruszeniem danych osobowych – wynika z badania Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo „Co wiemy o ochronie danych”. Często są to niechciane telefony lub e-maile z ofertami, ale zdarzają się także próby wyłudzeń kredytów. 90 proc. respondentów podkreśla, że są świadomi zagrożeń, ale mimo to w wielu przypadkach za utratę danych odpowiadają niedopatrzenia i brak świadomości samych użytkowników.

– Z naszego raportu wynika, że 90 proc. respondentów wskazało, że jest świadomych zagrożeń dla bezpieczeństwa ich danych osobowych. Jako największe zagrożenie wskazują, oprócz przestępczości internetowej, organizacje, które by zwiększyć zysk, przetwarzają dane niezgodnie z prawem, lub te, które nie przywiązują dostatecznej wagi do bezpieczeństwa danych osobowych – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Zadrożny, rzecznik prasowy Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo.

Z badania „Co wiemy o ochronie danych” przygotowanego przez Fundację Wiedza To Bezpieczeństwo wynika, że połowa Polaków uważa ryzyko nieodwracalnej utraty swoich danych, zagrożenie kradzieżą danych oraz innymi możliwościami ich utraty jako średnie, co trzeci – jako niskie.

– Respondenci obawiają się kradzieży swoich danych osobowych. Niestety bardzo wiele sytuacji, których konsekwencją jest kradzież danych, jest wynikiem braku świadomości danej osoby. Wielu negatywnych sytuacji można by uniknąć, gdyby osoby, których dane dotyczą, miały większą świadomość na temat bezpieczeństwa ich danych osobowych. Obecnie w świecie elektronicznym nie ma nic za darmo. Jeśli dostajemy dostęp do oprogramowania lub aplikacji, zazwyczaj płacimy za to danymi osobowymi – zaznacza Zadrożny.

Z badania wynika, że co trzeci Polak doświadczył naruszenia danych osobowych. Większość wskazuje na niechciane telefony z ofertami marketingowymi (83 proc.) i spam (79 proc.). W internecie zostały opublikowane dane 9 proc. respondentów, 6 proc. wskazuje zaś, że ktoś podszył się pod nich i zaciągnął pożyczkę.

W tym ostatnim przypadku jest to często efekt braku świadomości – zdarza się, że udostępniamy swój dowód osobisty osobom trzecim, np. jako zastaw w wypożyczalni sprzętu sportowego, choć te podmioty nie mają prawa tego od nas oczekiwać.

– Pozostawienie w zastaw dowodu osobistego może mieć negatywne skutki. Nie wiemy, komu zostawiamy ten dowód osobisty, a wykonanie fotokopii trwa ułamki sekund. Jeśli dowód osobisty bądź jego fotokopia dostanie się w niepowołane ręce, na nasze nazwisko może zostać zaciągnięta pożyczka w parabanku, może zostać wypożyczony samochód – wymienia ekspert.

Rzadko też zgłaszamy naruszenie prawa do prywatności. Robi to zaledwie 35 proc. poszkodowanych. Większość z nich twierdzi, że jest to zbyt problematyczne, lub uważa, że nie stało się nic poważnego. Zdecydowana większość jest przeświadczona, że są to czyny o niskiej szkodliwości.

– Należy pamiętać o tym, że każdy może złożyć skargę do GIODO, jeśli tylko ma zastrzeżenia co do prawidłowości przetwarzania ich danych osobowych. W szczególnych sytuacjach może nawet złożyć zawiadomienie do organów ścigania, policji czy prokuratury – podkreśla rzecznik prasowy Fundacji Wiedza To Bezpieczeństwo.

Największe niebezpieczeństwo upatrujemy w przestępczości internetowej, ale także w organizacjach, które albo wykorzystują dane osobowe bez zgody osób, których dotyczą, albo które nie przykładają dużej wagi do ochrony danych (po ok. 30 proc.).

– Jak pokazuje praktyka, przedsiębiorcy rzeczywiście nie przestrzegają ustawy o ochronie danych osobowych z uwagi na nikłe obecnie konsekwencje. Zmieni się to na gruncie ogólnego rozporządzenia o ochronie danych, czyli RODO. Przepisy będą stosowane od 25 maja 2018 roku, wówczas przedsiębiorcy będą mogli być karani wysokimi karami administracyjnymi, nawet do 20 mln euro lub 4 proc. światowego obrotu – przypomina Marcin Zadrożny.

Każda instytucja będzie musiała wdrożyć odpowiednie procedury bezpieczeństwa i zbudować system raportowania. Zgodnie z przepisami każdy potencjalny wyciek danych osobowych firma będzie musiała zgłaszać w ciągu 72 godzin.

– Podmioty, które mają wdrożone ISO, czy to jakość, czy zarządzanie bezpieczeństwem informacji, analizują ryzyka, w związku z czym ten proces będzie dla nich zdecydowanie łatwiejszy. Większość organizacji aktualnie nie analizuje żadnego ryzyka, dlatego dobór i przeprowadzenie odpowiedniej analizy ryzyka będą bardzo problematyczne – ocenia Marcin Zadrożny.

Co roku w wypadkach rolniczych poszkodowanych zostaje kilkanaście tysięcy osób. Niebezpiecznym okresem są żniwa

Co roku w wypadkach rolniczych poszkodowanych zostaje kilkanaście tysięcy osób. Niebezpiecznym okresem są żniwa 8

Każdego roku dochodzi do kilkunastu tysięcy wypadków rolniczych. Większość z nich to niegroźne zdarzenia, w których orzeczony uszczerbek na zdrowiu nie przekracza 5 proc. W ubiegłym roku ok. 12 proc. z ponad 17,6 tys. wypadków zostało spowodowanych przez pochwycenie lub uderzenie przez części ruchome maszyn. Szczególne natężenie takich zdarzeń ma miejsce podczas żniw.

– Żniwa to szczególny okres. Prace nieraz wymagają pośpiechu i zupełnie innej organizacji. Trzeba ciągle zmieniać zakres wykonywanych czynności i użytkowanych maszyn, dlatego podczas prac często dochodzi do upadków bądź do pochwycenia przez ruchome elementy maszyn napędzanych od ciągnika – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Bielecki, dyrektor Departamentu Prewencji i Promocji Głównego Inspektoratu Pracy.

Z danych KRUS wynika, że w 2016 roku doszło do 17,6 tys. wypadków przy pracy rolniczej (przy blisko 19 tys. w 2015 roku i ponad 20 tys. w 2014 roku), a 13,6 tys. spowodowało uszczerbek na zdrowiu lub śmierć (przy 14,3 tys. w 2015 roku i 15,6 tys. w 2014 roku). Najwięcej osób zostało poszkodowanych na skutek upadku. Kolejne częste przyczyny to uderzenie, przygniecenie bądź ugryzienie przez zwierzęta (12,8 proc. wypadków) oraz pochwycenie lub uderzenie przez ruchome części maszyn i urządzeń (12,2 proc.).

Większość wypadków (63,5 proc. zakończonych wypłatą jednorazowych odszkodowań) to te, gdzie uszczerbek na zdrowiu nie przekracza 5 proc.

– Każdy jednak wypadek, który kończy się drobnym urazem, równie dobrze w mniej sprzyjających okolicznościach mógłby zakończyć się śmiercią – zaznacza ekspert.

Za wypadki śmiertelne (łącznie 83) odpowiadały przede wszystkim przejechanie lub uderzenie przez środek transportu i uderzenie przez ruchome części maszyn. Do większości wypadków dochodzi w letnich miesiącach, podczas żniw.

– Wszystkie maszyny mogą być niebezpieczne w momencie, gdy ulegają one poprawkom konstruktorskim, podczas których usuwane są osłony. Maszyny mogą być niesprawne, awaria w polu powoduje konieczność naprawy, a wiadomo, że nie są to warunki warsztatowe. Te naprawy są często prowizoryczne, a to stwarza szczególnie dużo zagrożeń – tłumaczy Krzysztof Bielecki.

Maszyny rolnicze wykorzystywane przy pracach polowych, jak traktory, kombajny czy prasy, mogą być szczególnie niebezpieczne dla dzieci. Wciąż jednak w wielu gospodarstwach wykorzystuje się pomoc najmłodszych, także przy obsłudze niebezpiecznych narzędzi. Eksperci przypominają, że dzieci nie mogą wykonywać prac obciążających układ kostno-stawowy, pracować w szkodliwych warunkach czy zamkniętych zbiornikach. Bezwzględnie zabronione jest powierzanie dzieciom kierowania maszynami rolniczymi.

– Zadaniem rodziców jest dobór tych czynności w taki sposób, by nie stwarzały one zagrożenia dla dzieci. Na pewno nie może to być prowadzenie ciągników, kombajnów czy innych maszyn rolniczych, które są zbyt duże i stwarzają zagrożenia. W sytuacjach nieprzewidywalnych dzieci reagują często w sposób bardzo nietypowy i niejednokrotnie doprowadzają do wypadków. Także transport słomy czy siana i przewożenie na przyczepach dzieci czy dorosłych jest bardzo niebezpieczny. Odnotowuje się szereg wypadków polegających na upadku z tak dużej wysokości, a urazy bywają przykre w skutkach – wskazuje ekspert GIP.

Niedozwolone jest też przebywanie dzieci w strefie pracy maszyn i pojazdów rolniczych. Nawet wyłączone maszyny mogą stanowić zagrożenie, zwłaszcza że pomysłowość najmłodszych nie zna granic. Dzieci nie zdają sobie też sprawy z zagrożeń, to dorośli powinni rozmawiać z nimi o niebezpieczeństwach związanych m.in. z przebywaniem w pobliżu pola, na którym pracują maszyny.

– Dzieciom należy przede wszystkim zapewnić opiekę osób dorosłych, najlepiej w każdym gospodarstwie wydzielić miejsce, gdzie dzieci mogłyby się bezpiecznie bawić, nie uczestnicząc w pracach, zwłaszcza w obrębie podwórza. Maszyny są na tyle duże, że dziecko, które znajdzie się w pobliżu koła ciągnika czy kombajnu, może być przez rodzica niezauważone i dochodzi wówczas do tragedii – przekonuje Bielecki.

Część wypadków to wynik braku świadomości dorosłych, czasem chwila nieuwagi. Dlatego konieczna jest edukacja.

– Zarówno PIP, jak i szereg innych instytucji pracujących na rzecz rolnictwa prowadzą od lat szkolenia, pogadanki dla osób dorosłych, dzieci i młodzieży. Prowadzone są również specjalne lekcje, konkursy plastyczne i fotograficzne. Wszystko to ma służyć zwiększeniu poziomu wiedzy na temat zagrożeń w gospodarstwach rolnych i jak pokazują statystyki, te efekty udaje się uzyskiwać – podkreśla Krzysztof Bielecki.

Ustawa o innowacyjności pozwoli odliczyć nawet 100 proc. wydatków poniesionych na rzecz badań i rozwoju

Ustawa o innowacyjności pozwoli odliczyć nawet 100 proc. wydatków poniesionych na rzecz badań i rozwoju 9

Polskie uczelnie od tego roku mogą swobodniej działać na rzecz komercjalizacji wyników swoich badań naukowych. Wsparcie uzyskały także firmy, które wraz z ośrodkami akademickimi zdecydują się na prace badawczo-rozwojowe. Wprowadzone ulgi podatkowe dla przedsiębiorstw inwestujących w innowacyjność mogą przynieść nawet do 150 proc. zwrotu z inwestycji. Jednym z priorytetów resortu nauki jest również kształcenie dualne – nauka na uczelni wraz ze zdobywaniem doświadczenia u przyszłego pracodawcy.

Wsparcie państwa dla obszaru na styku nauki i biznesu jest jednym z priorytetów. Zmiany dotyczą między innymi procesu kształcenia studentów – stawianie nauki na równi z nabraniem doświadczenia praktycznego u przyszłego pracodawcy.

– Wprowadzamy zmiany, które ulepszają i usprawniają współpracę pomiędzy środowiskami gospodarczymi a środowiskami akademickimi. Wprowadziliśmy studia dualne, na części uczelni, nie tylko tych technicznych, część zajęć może być przeniesiona do przedsiębiorcy, dzięki temu absolwent będzie wiedział, jak w praktyce wykorzystuje się to, czego się nauczył. Po uzyskaniu dyplomu może być absolwentem studiów, ale z doświadczeniem praktycznym, co jest ważne w wielu dziedzinach – mówi agencji Informacyjnej Newseria Innowacje, Łukasz Szumowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Od tego roku uczelnie i ośrodki akademickie są zobligowane do finansowania działań z zakresu komercjalizacji wyników badań naukowych i prac rozwojowych. Wielkość kwoty przeznaczonej na takie postępowania powinna wynosić minimalnie 2 proc. dotacji na utrzymanie potencjału badawczego. Promowane będą nie tylko wynalazki na skalę światową, lecz także innowacje lokalne.

– Innowacje są rozumiane szerzej, nie muszą to być tylko nowatorskie w skali światowej aparaty czy produkty, lecz także procesy będące ulepszeniem dotychczasowych procesów technologicznych, produkcyjnych czy wytwórczych. Może być to innowacja na skalę lokalną, nie musi być to Nagroda Nobla z fizyki jądrowej – wyjaśnia Łukasz Szumowski.

Od maja tego roku resort nauki i szkolnictwa wyższego prowadzi konsultacje publiczne dotyczące kształtu tzw. drugiej ustawy o innowacyjności. Projekt zakłada możliwość odliczenia nawet 100 procent wydatków poniesionych przez przedsiębiorstwa na rzecz badań i rozwoju. To oznacza, że im więcej firma będzie inwestować w prace naukowe, których efektem będzie powstawanie nowych technologii, tym więcej kosztów będzie mogła odliczyć, a co za tym idzie – będzie płacić niższe podatki.

Dokument umożliwi także korzystanie z ulgi B+R części przedsiębiorstw działających poza Specjalnymi Strefami Ekonomicznymi. W ustawie, która ma wejść w życie już na początku przyszłego roku, przewidziano także obniżenie kosztów uzyskania ochrony patentów przez ośrodki akademickie.

– W ramach ustawy o innowacyjności proponujemy znaczne ulgi podatkowe dla przedsiębiorców inwestujących w sektor R&D, to może być nawet 150 proc. zwrotu inwestycji, co jest prostym i istotnym mechanizmem. Do tej pory inwestycje w R&D nie były promowane przez państwo, teraz się to zmienia, chcemy, aby polscy przedsiębiorcy, inwestowali w badania i rozwój – zapewnia Łukasz Szumowski.

Jednym z najbardziej innowacyjnych rynków w ostatnim czasie jest szeroko pojęte cyberbezpieczeństwo. Pod koniec zeszłego roku w Krakowie ruszył Cybersec Hub, czyli sieć zintegrowanych działań wspierających i promujących małopolskie firmy sektora ICT oraz budujących cyberbezpieczeństw regionu. To jedna z pierwszych inicjatyw w Polsce, która stara się połączyć sektor prywatny z publicznym w ramach konkretnej tematyki. Projekt realizowany jest dzięki finansowaniu pozyskanemu z Unii Europejskiej i wsparciu polskiego rządu. W chwili obecnej z Cybersec Hub z współpracują blisko 23 uczelnie i 200 start-upów, 7 z nich uzyskało wsparcie, które pozwoliło im się poważnie rozwinąć.

– Od wielu lat toczy się dyskusja na temat tego, w jaki sposób publiczne pieniądze i publiczne uczelnie powinny współpracować z sektorem biznesu i w jaki sposób badania, często teoretyczne i podstawowe, mogą wpływać na rozwój sektora gospodarczego. Wniosek, który płynie z doświadczeń innych krajów jest taki, że nigdzie na świecie styk nauki i biznesu nie jest opłacalny. W takim znaczeniu, że nie może być to pozostawione tylko sektorowi prywatnemu, zawsze publiczne dofinansowanie tych inkubatorów przedsiębiorczości jest konieczne, dzięki temu działają najlepiej – podkreśla Łukasz Szumowski.

Agencją, która aktywnie wspiera wszelkie przejawy innowacyjności w biznesie, jest Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Jej działalność jest finansowana z budżetu państwa i programów Komisji Europejskiej. Dzięki PARP firmy mogą uzyskać dofinansowanie na badania sięgające 450 tys. zł, na poziomie 45 proc. kosztów dla małych przedsiębiorstw i 35 proc. kosztów całego działania dla średniego biznesu.

I półrocze Grupy TAURON: ponad 2 mld zł EBITDA i 1 mld zł zysku netto

  • EBITDA osiągnęła 2,09 mld zł (wzrost o 26 proc. rdr), a marża EBITDA wyniosła 23,9 proc.
  • Zysk netto ukształtował się na poziomie ponad 1 mld zł
  • Największy wpływ na uzyskane wyniki miały segmenty: Dystrybucja (EBITDA 1 203 mln zł), Sprzedaż (EBITDA 545 mln zł) oraz Wytwarzanie (EBITDA 306 mln zł)
  • Znacząca poprawa wyników segmentu Wydobycie – wzrost produkcji i sprzedaży węgla handlowego, odpowiednio o 34 proc. i 44,7 proc. rdr
  • Wzrost produkcji energii elektrycznej o 12 proc. rdr oraz ciepła o 10 proc. rdr
  • Solidny, 4-proc. wzrost wolumenu dystrybuowanej energii elektrycznej oraz 10-proc. wzrost wolumenu sprzedaży detalicznej energii klientom Grupy
  • Nakłady inwestycyjne na poziomie 1 495 mln zł – największy capex zrealizowano w segmentach Wytwarzanie (814 mln zł), Dystrybucja (605 mln zł) i Wydobycie (56 mln zł)
  • Wskaźnik długu netto/EBITDA na koniec I półrocza 2017 r.: 2,17x (spadek o 0,15x w stosunku do końca 2016 r.)  

(wszystkie dane za I półrocze 2017 r., dane skonsolidowane)

– W I półroczu 2017 r. Grupa TAURON osiągnęła solidne wyniki finansowe i operacyjne. Nie byłoby to możliwe bez naszych konsekwentnych działań w różnych obszarach  optymalizujemy procesy zarządcze zachodzące w ramach Grupy, pilnujemy strony kosztowej, dbając jednocześnie o wspieranie innowacji oraz uatrakcyjnianie oferty produktowej dla naszych obecnych i przyszłych klientów. Wszystkie te elementy stanowią silną podstawę do dalszego rozwoju Grupy. Zgodnie z naszą strategią budujemy kulturę organizacyjną Grupy w taki sposób, aby w centrum naszych działań znajdował się klient i jego potrzeby – mówi Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia. – Szczególnie cieszy mnie poprawa danych operacyjnych we wszystkich naszych segmentach biznesowych – produkujemy i sprzedajemy coraz więcej węgla kamiennego, energii elektrycznej i ciepła. Te osiągnięcia, w połączeniu z korzystną koniunkturą gospodarczą i rosnącym popytem na energię, przekładają się na coraz lepsze wyniki Grupy TAURON – dodaje prezes Filip Grzegorczyk.

– W tym roku kontynuowaliśmy działania założone w naszej strategii finansowania – dzięki emisji 10-letnich euroobligacji o wartości 500 mln euro zdywersyfikowaliśmy strukturę zadłużenia, poszerzyliśmy bazę inwestorów i wydłużyliśmy okres zapadalności długu. Dodatkowo, dzięki emisji obligacji hybrydowych przeprowadzonej w grudniu ubiegłego roku, wskaźnik długu netto do EBITDA znajduje się na bezpiecznym poziomie 2,17x, czyli niższym niż w ubiegłym roku, mimo że wydatki na budowę bloku w Elektrowni Jaworzno wkraczają w decydującą fazę  mówi Marek Wadowski, wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia ds. finansów. – Na wyniki I półrocza pozytywnie wpłynęło rozwiązanie rezerwy na projekt gazowo-parowy w Stalowej Woli w wysokości 203 mln zł, natomiast negatywnie – zawarcie 3-letniego porozumienia płacowego z pracownikami, które obciążyło koszty półrocza w wysokości 55 mln zł oraz ujęcie odpisów aktualizujących wartość majątku w obszarze wytwarzania energii i ciepła w łącznej wysokości netto 32 mln zł  wyjaśnia wiceprezes Marek Wadowski.

Dane operacyjne

Kluczowe parametry operacyjne J.m. I półrocze2017 r. I półrocze. 2016 r. Zmiana (proc.) II kw. 2017 r. II kw. 2016 r. Zmiana (proc.)
Produkcja węgla handlowego mln Mg 3,32 2,48 34 proc. 1,81 1,27 43 proc.
Sprzedaż węgla handlowego mln Mg 3,56 2,46 45 proc. 1,77 1,24 43 proc.
Wytwarzanie energii elektrycznej (produkcja brutto Grupy), w tym: TWh 9,46 8,45 12 proc. 4,57 4,14 10 proc.
wytwarzanie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych (biomasa, wiatr, woda) TWh 0,66 0,77 (14) proc. 0,33 0,36 (9) proc.
Wytwarzanie ciepła PJ 7,09 6,43 10 proc. 1,80 1,59 13 proc.
Dystrybucja energii elektrycznej TWh 25,70 24,77 4 proc. 12,40 12,04 3 proc.
Sprzedaż detaliczna energii elektrycznej TWh 17,21 15,58 10 proc. 8,08 7,22 12 proc.
Liczba klientów – Dystrybucja tys. 5 501 5 446 1 proc. 5 501 5 446 1 proc.

 

W I półroczu 2017 r. produkcja węgla handlowego była wyższa o 34 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego i wyniosła 3,32 mln ton. Sprzedaż węgla handlowego wzrosła jeszcze bardziej, tj. o 45 proc. Wzrost wolumenu produkcji węgla był związany przede wszystkim ze zwiększeniem zdolności wydobywczych Zakładzie Górniczym Brzeszcze oraz korzystnemu rozkładowi ścian wydobywczych w Zakładzie Górniczym Janina. W I półroczu br. 67 proc. zapotrzebowania Grupy na węgiel niezbędny do produkcji energii elektrycznej i ciepła zostało zaspokojone surowcem pochodzącym z własnych zakładów górniczych.

W I półroczu 2017 r. obszar Wytwarzanie wyprodukował 9,46 TWh energii elektrycznej, tj. o 12 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Wyższa produkcja jest konsekwencją przyjętej strategii handlowej i wyższej sprzedaży kontraktowej rdr w obszarze Wytwarzanie. Produkcja energii ze źródeł odnawialnych była niższa o 14 proc. w stosunku do ubiegłego roku, co wynikało z ograniczenia spalania biomasy (efekt bardzo niskich rynkowych cen zielonych certyfikatów).

Produkcja ciepła w I półroczu br. osiągnęła poziom 7,1 PJ, tj. o 10 proc. więcej w stosunku do I półrocza ub. roku, co wynikało z niższych temperatur zewnętrznych i wyższego zapotrzebowania odbiorców.

W segmencie Dystrybucja Grupa TAURON odnotowała 4-proc. wzrost wolumenu, dostarczając klientom 25,7 TWh energii elektrycznej. Wzrost wolumenu dostaw do odbiorców końcowych jest przede wszystkim efektem dobrej koniunktury gospodarczej oraz zwiększonego poboru energii elektrycznej przez odbiorców przemysłowych.

W I półroczu 2017 r. sprzedaż detaliczna energii elektrycznej osiągnęła poziom 17,2 TWh, co w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku stanowi wzrost o 10 proc. Poprawa wyniku segmentu jest efektem atrakcyjnej oferty produktowej oraz wyższej sprzedaży energii do klientów biznesowych.

 

Wyniki finansowe

Kluczowe parametry finansowe

(w tys. zł)

I półrocze

2017 r.

I półrocze

2016 r.

Zmiana (proc.) II kw. 2017 r. II kw. 2016 r. Zmiana (proc.)
Przychody ze sprzedaży 8 755 8 841 (1) proc. 4 166 4 277 (3) proc.
EBIT 1 237 143 464 (314)
EBITDA 2 094 1 663 26 proc. 909 789 15 proc.
Marża EBITDA (proc.) 23,9 proc. 18,8 proc. 27,1 proc. 21,8 proc. 18,5 proc. 18,2 proc.
Zysk netto 1 005 5 365 (319)
Marża zysku netto (proc.) 11,5 proc. 0,1 proc. 8,8 proc. (7,5) proc.
Wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej 1 004 3 364 (320)

 

Przychody ze sprzedaży

W I półroczu 2017 r. Grupa TAURON osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 8,75 mld zł, tj. na poziomie bardzo zbliżonym do uzyskanego w analogicznym okresie 2016 r. Wyższe przychody odnotowano w segmencie Wydobycie (o 53 proc.) oraz Dystrybucja (o 7 proc.). Niewielkie spadki przychodów odnotowano w segmentach: Wytwarzanie (o 2,6 proc.) oraz Sprzedaż (o 3 proc.).

EBITDA i zysk netto

EBITDA Grupy uzyskana w I półroczu 2017 r. wyniosła 2,09 mld zł, co jest rezultatem wyższym o 26 proc. w porównaniu do wyniku wypracowanego w pierwszych sześciu miesiącach 2016 r. Największy udział w strukturze EBITDA mają segmenty Dystrybucja (57 proc.) oraz Sprzedaż (26 proc.).

W I półroczu 2017 r. oba powyższe segmenty odnotowały poprawę wyników – Dystrybucja o 5 proc., natomiast Sprzedaż o 88 proc. Na znaczący wzrost EBITDA segmentu Sprzedaż istotny wpływ miało rozwiązanie w I kwartale 2017 r. rezerwy na projekt bloku gazowo-parowego w Stalowej Woli.

W I półroczu 2017 r. zysk netto Grupy TAURON wyniósł 1 005 mln zł i ukształtował się na poziomie znacząco wyższym niż osiągnięty w analogicznym okresie roku ubiegłego. Wzrost wyniku netto jest pochodną, w największym stopniu, ujęcia w I półroczu 2016 r. wysokich odpisów aktualizujących wartość majątku w segmencie Wytwarzanie.

Program Poprawy Efektywności i Inicjatywy Strategiczne

W I półroczu 2017 r. Program Poprawy Efektywności przyniósł efekty o łącznej wartości 274 mln zł. Oszczędności uzyskane od początku 2016 r. stanowią już 58 proc. łącznych oszczędności zaplanowanych na lata 2016-2018. Największy udział w osiągniętych oszczędnościach miały segmenty: Dystrybucja i Wytwarzanie.

Oprócz Programu Poprawy Efektywności w Grupie TAURON realizowane są działania optymalizacyjne i proefektywnościowe określone mianem inicjatyw strategicznych. W I półroczu 2017 r. uzyskano 480 mln zł pozytywnego efektu finansowego, co stanowi 14 proc. planowanej łącznej wartości na lata 2017-2020.

Inwestycje

W I półroczu 2017 r. nakłady inwestycyjne Grupy TAURON wyniosły 1 495 mln zł i były porównywalne do poziomu osiągniętego w I półroczu 2016 r. Zdecydowanie największa część nakładów inwestycyjnych (702 mln zł) została przeznaczona na budowę bloku o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III. Planowane całkowite wydatki na budowę tej jednostki wyniosą ok. 6,2 mld zł, a blok zostanie przekazany do eksploatacji w listopadzie 2019 r.

Niższe nakłady alokowano w segmentach Dystrybucja i Wydobycie. W segmencie Dystrybucja capex przeznaczony był przede wszystkim na modernizację sieci dystrybucyjnej (296 mln zł) oraz przyłączanie nowych odbiorców do sieci dystrybucyjnej (244 mln zł).

 

Zadłużenie i finansowanie

Pierwsze półrocze 2017 r. to okres dużej aktywności w obszarze pozyskiwania źródeł finansowania dla projektów prowadzonych przez Grupę TAURON. Jednym z takich działań była emisja 10-letnich euroobligacji o wartości 500 mln euro, która cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów.

Dzięki emisji zdywersyfikowano źródła finansowania, poszerzono bazę inwestorów oraz wydłużono średnioważony termin zapadalności długu Grupy. Środki pozyskane z emisji zostaną przeznaczone przede wszystkim na zrefinansowanie kosztów budowy i nabycia farm wiatrowych oraz finansowanie inwestycji w segmencie Dystrybucji.

Od lipca br. euroobligacje są notowane na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Londynie.

Na koniec czerwca 2017 r. zobowiązania finansowe netto Grupy TAURON wyniosły 8,2 mld zł, natomiast wskaźnik długu netto do EBITDA osiągnął poziom 2,17x.

Polacy lubią być online nawet w trakcie urlopu. Tylko 13 proc. całkowicie wyłącza urządzenia mobilne na wakacjach

Polacy lubią być online nawet w trakcie urlopu. Tylko 13 proc. całkowicie wyłącza urządzenia mobilne na wakacjach 10

Blisko połowa Polaków nie odbiera służbowych telefonów i e-maili w trakcie urlopu – wynika z badania momondo. To jednak nie oznacza, że w ogóle wypoczywamy offline. 37 proc. urlopowiczów zamieszcza zdjęcia z urlopu na swoich profilach w social media, a 18 proc. publikuje treści tekstowe, anegdoty, posty i komentarze. Tylko 22 proc. Polaków całkiem rezygnuje z mediów społecznościowych w trakcie wakacji. Na wyłączenie komórki czy tabletu decyduje się jeszcze mniejszy odsetek wypoczywających.

– Polacy nie lubią być offline w trakcie wakacji. Na tle Europy jesteśmy jednymi z bardziej aktywnych użytkowników social mediów, nawet w trakcie urlopu –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Kuprian z biura prasowego momondo, globalnej wyszukiwarki lotów i hoteli.

momondo przeprowadziło międzynarodowe badanie, w którym zapytało respondentów o korzystanie z urządzeń mobilnych i social mediów w trakcie wakacji. Wynika z niego, że 37 proc. Polaków na bieżąco zamieszcza zdjęcia z urlopu w kanałach społecznościowych. 18 proc. publikuje posty, anegdotki i komentarze.

– Tylko 7 proc. publikuje treści wideo, co jest ciekawe, biorąc pod uwagę fakt, że coraz popularniejsze stają się narzędzia i platformy skupione wyłącznie wokół wideo, jak na przykład Instagram Stories. Z kolei 40 proc. respondentów wskazało, że nie lubi się dzielić swoimi relacjami z wakacji. To pokazuje, że w dalszym ciągu mamy dystans do platform społecznościowych – komentuje Anna Kuprian.

Mimo to nie jesteśmy w stanie z nich zrezygnować podczas urlopu. Na taki krok decyduje się co piąty (22 proc.) wypoczywający. Zaledwie 13 proc. Polaków decyduje się na całkowite wyłączenie urządzenia mobilnego na czas wakacji.

– Daleko nam do Austriaków, z których jedna trzecia w ogóle nie używa mediów społecznościowych w trakcie urlopu. Na drugim miejscu znajdują się Niemcy, gdzie 23 proc. respondentów wskazało, że zupełnie odstawia na bok telefony, urządzenia mobilne i nie korzysta z mediów społecznościowych. Podium zamyka Wielka Brytania. Średnio co piąty mieszkaniec Wysp w ogóle nie korzysta z mediów społecznościowych podczas urlopu – mówi Anna Kuprian.

Wyniki sondażu przeprowadzonego na zlecenie momondo pokazały, że najbardziej aktywni w tym zakresie są Kanadyjczycy, spośród których 65 proc. udostępnia wakacyjne zdjęcia i treści na profilach społecznościowych. Na kolejnych miejscach plasują się mieszkańcy Turcji (64 proc.) oraz Brazylii (60 proc.).

Media społecznościowe odgrywają też coraz większą rolę w planowaniu wakacji i wyjazdów. Prawie co czwarty Polak (24 proc.) inspiruje się zdjęciami i postami, które jego bliscy oraz znajomi zamieszczają na swoich profilach w mediach społecznościowych.

– W internecie i mediach społecznościowych sprawdzamy recenzje hoteli, restauracji, środków transportu czy ciekawych miejsc do odwiedzenia. Patrząc na rosnący trend indywidualnej organizacji podróży, w tym momencie cały proces planowania wyjazdu przenosi się do internetu. Będąc już na miejscu, w wybranym kraju czy mieście, często korzystamy z aplikacji mobilnych, które na przykład agregują recenzje innych turystów na temat wartych odwiedzenia miejsc – mówi przedstawicielka biura prasowego momondo.

Wyniki badań pokazują, że Polacy starają się unikać w czasie urlopów służbowej komunikacji i zawodowych obowiązków. Blisko połowa nie odbiera służbowych telefonów i e-maili.

– Niechętnie sięgamy po telefoyn i urządzenia mobilne w kwestiach służbowych. 46 proc. Polaków nie odbiera telefonów służbowych w trakcie wyjazdów, a 45 proc. w ogóle nie sprawdza służbowej skrzynki mailowej i ignoruje zawodową korespondencję. Bardzo dbamy o swój relaks i dobrą zabawę, więc nawet zdarza nam się nie śledzić bieżących informacji z Polski czy świata – tak wskazało 24 proc. respondentów. Z kolei 20 proc. ignoruje w czasie urlopu nawet prywatną pocztę mailową – mówi Anna Kuprian.

Wypożyczenie auta na krótki czas alternatywą dla zakupu samochodu. Carsharing opłaca się, gdy mało jeździmy

Wypożyczenie auta na krótki czas alternatywą dla zakupu samochodu. Carsharing opłaca się, gdy mało jeździmy 11

Carsharing, czyli krótkoterminowe wypożyczanie samochodu, pozwala skorzystać z możliwości, jakie daje auto, bez konieczności inwestowania dużych pieniędzy. Jest dobrą alternatywą dla kierowców, którzy pokonują rocznie poniżej 10 tys. kilometrów. Mieszkańcy dużych miast mają nie tylko ułatwiony dostęp do komunikacji publicznej, lecz także większe możliwości poruszania się samochodem bez konieczności kupowania go. 

W pierwszych usługach carsharingu, jakie pojawiły się na rynku, podstawowym wyposażeniem były karty magnetyczne, które umożliwiały odblokowanie samochodu dzięki czytnikom zainstalowanym np. w okolicy przedniej szyby. Rodziło to jednak problemy w sytuacji zgubienia karty, natomiast umożliwiało wypożyczenie auta bez posiadania naładowanego urządzenia mobilnego. Obecnie dostęp do usługi możliwy jest za pomocą smartfonu, co usprawnia korzystanie z aut na minuty.

– Carsharing tym odróżnia się od typowego wypożyczenia samochodu, że po pierwsze użytkownik przy użyciu telefonu komórkowego rezerwuje samochód, znajduje i otwiera go, czyli korzysta z usługi i nie musi się z nikim kontaktować, w sposób automatyczny rozlicza się za przejazdy i sam dostęp do usługi otrzymuje również w sposób zdalny – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje, Paweł Błaszczak, prezes zarządu 4Mobility.

Formuła rozliczania się za korzystanie z carsharingu jest bardzo prosta: opłata za wynajem samochodu uzależniona jest od czasu jazdy i pokonanego dystansu. Dzięki temu użytkownik może szybko oszacować koszty planowanego przejazdu lub dalszej podróży i zadecydować, czy skorzystać z aut na minuty, czy z własnego auta. Warto również porównać koszty związane z posiadaniem samochodu (m.in. koszty napraw, eksploatacji, paliwa czy ubezpieczenia) z kosztami wynajmu w formule carsharingu, zwłaszcza że w tym przypadku płaci się tylko za realne użytkowanie.

– Z naszej kalkulacji wynika, że jeśli użytkownik jeździ mniej niż 10 tys. km rocznie, wówczas carsharing opłaca się bardziej niż posiadanie, leasingowanie czy wynajem długoterminowy samochodu. Minuta użytkowania to około 50–60 groszy za czas, plus opłata za dystans na poziomie 80 groszy. Klient zawsze wie, ile zapłaci za minutę czy godzinę i za kilometr korzystania z usługi – dodaje prezes zarządu 4Mobility.

W zależności od operatora usług carsharingowych na rynku funkcjonują różne modele korzystania z aut na minuty. Część firm działa w forlmule ‘station-based’ opartej na sieci baz – punktów dostępu, z których można pobrać i zostawić samochód lub też bezpłatnie parkować w trakcie rezerwacji. Ponadto auto można zwrócić również w wyznaczonej strefie miasta. Taka formuła pozwala na zarezerwowanie auta nawet z kilkudniowym wyprzedzeniem i daje użytkownikowi pewność, że znajdzie je w wybranym miejscu. Inne podejście, czyli tzw. ‘free-floating’ to możliwość zostawienia auta w dowolnym punkcie miasta, z którego następny wypożyczający może je zabrać. W tym przypadku nie ma stałych punktów odbioru samochodów, a rezerwacja możliwa jest jedynie z kilkunastominutowym wyprzedzeniem. Niektórzy idą nawet krok dalej, oferując dowóz auta do klienta.

W krajach takich jak Szwajcaria carsharing pozwala na korzystanie z wypożyczanych aut niemal w każdym miejscu. Wszystko za sprawą bardzo rozbudowanej infrastruktury zapewniającej blisko 3 tys. samochodów w każdym zakątku kraju i umiejscowieniu 1,5 tys. punktów wypożyczania pojazdów w pobliżu dworców kolejowych. Powszechne jest też korzystanie z odpowiednich aplikacji do współdzielenia samochodów.

– Aplikacje mogą pomagać użytkownikowi, aby w momencie rezerwacji z góry wiedział, ile zapłaci po przejechaniu określonego czasu i dystansu lub po przejechaniu od do. Przy bilecie na pociąg też jesteśmy w stanie określić dokładny koszt, przy tego typu usłudze również, biorąc pod uwagę także opłaty za parkowanie – zaznacza Paweł Błaszczak.

Kolejnym krokiem w rozwoju carsharingu – według Navigant Research – będzie wprowadzenie samochodów autonomicznych, które nie tylko same przyjadą we wskazane miejsce, lecz także pozwolą na dojechanie do celu bez potrzeby kierowania. Data wprowadzenia tego typu usług do powszechnego użytku nie została na razie określona. Eksperci zauważają, że jest to bezpośrednio powiązane z rozwojem całego rynku motoryzacyjnego. Natomiast szybki wzrost rynku usług carsharingowych może się znacząco przyczynić do zwiększenia dostępności miejsc parkingowych w centrach dużych miast.

– Jeśli w mieście takim jak Warszawa jest opłata za parkowanie w strefie płatnego parkowania, to w nowoczesnej usłudze carsharingu użytkownik nie ponosi tego kosztu. Mając własny samochód, muszę płacić nie tylko za jego utrzymanie, ubezpieczenie, serwisowanie i paliwo, lecz także za jego parkowanie – wyjaśnia prezes zarządu 4Mobility.

W przypadku korzystania z usługi carsharingu nie unikniemy kosztów związanych np. ze stłuczką. Wiele zależy jednak od rodzaju ubezpieczenia, jakie obejmuje wypożyczany samochód.

Pierwszy etap – zgłoszenia do Konkursu e-Commerce Polska awards 2017 – zamknięty

Izba Gospodarki Elektronicznej zakończyła etap zgłoszeń do Konkursu e-Commerce Polska awards 2017. W V edycji Konkursu wpłynęło więcej zgłoszeń niż w ubiegłym roku. Dużym zainteresowaniem w tym roku cieszyły się nowe kategorie dla e-medycyny, e-usług oraz e-administracji.

Do 18 sierpnia trwa preselekcja zgłoszeń, która poprzedza głosowanie  Jury. Nominowanych w poszczególnych kategoriach poznamy 19 września, a zwycięzców 9 listopada podczas uroczystej gali w Hotelu Novotel Warszawa Centrum. W dniach 17 sierpnia – 31 sierpnia odbędzie się głosowanie internautów w kategorii “Najlepsza obsługa klienta” wśród zgłoszonych do Konkursu e-sklepów.

W tym roku liczba zgłoszeń do naszego Konkursu przekroczyła nasze oczekiwania. Rozszerzenie odbiorców Konkursu o nowe kategorie – e-medycyna, e-usługi i e-administracja, które spotkały się z bardzo dużym zainteresowaniem, pokazało nam, że Konkurs e-Commerce Polska awards ma potencjał do wyznaczania standardów i nagradzania najlepszych na rynku całej gospodarki cyfrowej – podkreśla Patrycja Sass-Staniszewska, Prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.

13 sierpnia upłynął termin nadsyłania zgłoszeń do tegorocznej edycji, która obejmuje 17 kategorii. Trwa ich preselekcja, po której do obrad przystąpi grono Jury składające się z reprezentantów  wiodących przedsiębiorstw gospodarki elektronicznej. Są to osoby, które na co dzień zajmują się rozwojem branży elektronicznej, doradzają oraz prowadzą biznes.

Jurorzy tegorocznej edycji e-Commerce Polska awards 2017:

w kategorii z zakresu brandingu:

  • Rafał Stępniewski – Dyrektor Zarządzający, Rzetelna Grupa
  • Bartosz Kiełbiński – Dyrektor Zarządzający, estoreMedia
  • Konrad Błazenek – Dyrektor Zarządzający, Semahead
  • Kamil Wiszowaty – Dyrektor Zarządzający, Valuemedia
  • Jakub Bielerzewski – General Manager, Performics
  • Paweł Netczuk – Wydawca mediarun.com | Konkurs Dyrektor Marketingu Roku

w kategorii z zakresu sprzedaży:

  • Justyna Skorupska – Head of Business Consulting, e-point S.A
  • Łukasz Szymula – Regional Director EE, Tradedoubler
  • Joanna Pieńkowska-Olczak  – Country Manager, PayU S.A.
  • Zbigniew Nowicki – Dyrektor Zarządzający, Bluerank
  • Adam Tomczak – Prezes, X-Press Couriers
  • Małgorzata Ciszecka  – Senior Manager Regional Product & Market Development, Visa

w kategorii e-medycyna:

  • Olgierd Porębski – Partner zarządzający, Radca Prawny, Kancelaria Porębski i Wspólnicy
  • Wojciech Górnik – Zastępca Dyrektora ds. Informacji i Współpracy z Regionami, CSIOZ
  • Małgorzata Gałązka-Sobotka – Dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelnia Łazarskiego

w kategorii e-administracja

  • Grzegorz Wójcik – CEO, Autenti
  • prof. Dariusz Szostek – Radca Prawny, Partner Zarządzający, Szostek_Bar i Partnerzy
  • Patrycja Staniszewska – Prezes, Izba Gospodarki Elektronicznej

w kategorii e-usługi

  • Borys Skraba – CEO, Bold Brand Agency
  • Roman Baluta – CEO, ORBA
  • Maciej Ossowski – Director of GetResponse Enterprise, GetResponse

w kategorii z sektora bankowego i ubezpieczeniowego

  • Sławomir Cieśliński – CEO, MedienServices
  • Andrzej Poniński – Prezes Zarządu, PONIP

Jurorzy będą oceniać sklepy za pomocą aplikacji online w skali od 0 do 5. Nominacje zostaną przyznane uczestnikom każdej kategorii, którzy uzyskają  najwyższą sumaryczną liczbę punktów od Jurorów. W każdej kategorii nominację otrzyma maksymalnie 5 podmiotów. Laureatem zostanie ten spośród nominowanych uczestników (w danej kategorii), który uzyskał największą łączną liczbę punktów. W przypadku uzyskania jednakowej liczby punktów głos decydujący będzie miał Przewodniczący Jury. Nominowanych w Konkursie poznamy 19 września.

Tegorocznych zwycięzców e-Commerce Polska awards poznamy 9 listopada podczas Gali wręczenia Nagród, która odbędzie się w Hotelu Novotel Warszawa Centrum.

Harmonogram Konkursu:

  • a) Etap I ( 26.05 – 13.08 ) – zgłoszenia Uczestników,
  • b) Etap II ( 16.08 – 18.08 ) – preselekcja zgłoszeń,
  • c) Etap III ( 21.08 – 30.08 ) – głosowanie Członków Jury: ocena Uczestników przez Członków Jury w poszczególnych Kategoriach Konkursu poszczególnych w Grupach,
  • d) Etap IV ( 04.09 – 14.09 ) – audyt wyników Konkursu,
  • e) Etap V (19.09) – ogłoszenie na Stronie Konkursu listy Nominowanych Uczestników w poszczególnych Kategoriach Konkursu w każdej Grupie,
  • f) Etap VI (09.11.2017 r.) – Gala.

Głosowanie Internautów w Kategorii „Najlepsza obsługa klienta” przeprowadzone będzie w okresie od 17.08 – 31.08

Partner Główny Konkursu: ORBA

Partnerzy Kategorii:

  • Getresponse – Partner Kategorii “Innowacje cyfrowe dla e-usług”
  • Przelewy24 – Partner Kategorii “Strona roku”
  • Visa  – Partner Kategorii “Innowacja Roku”
  • Bluerank – Partner Kategorii “Najlepsze dostosowanie sklepu do sprzedaży wielokanałowej”
  • Mobile Institute – Partner Kategorii “Mobilny design roku”

Patroni medialni: Marketer+, Cashless.pl,  CEO Magazyn Polska, Gazeta Bankowa, Gazeta Ubezpieczniowa, Interaktywnie.com , Puls Medycyny, Pożyczkaportal.pl

Patroni merytoryczni: Polskie Stowarzyszenie HL7, PharmaNET oraz Polska Izba Informatyki Medycznej

Link do strony Konkursu: http://ecpawards.pl

Polska w pierwszej europejskiej trójce pod wzlędem popytu na magazyny

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec I półrocza 2017 r.

„Za nami najlepsze półrocze w historii polskiego rynku magazynowego. Firmy podpisały umowy najmu na rekordowe 1,72 mln mkw., z czego na nowe kontrakty wraz z ekspansjami przypadło 1,3 mln mkw. W ten sposób Polska stanęła na europejskim podium pod względem popytu netto, za Niemcami i Holandią. Tak wysoka aktywność najemców daje bardzo duże szanse na kolejny rekord – łącznie 3 mln mkw. popytu na koniec 2017 r.”, wylicza Tomasz Olszewski, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych w Europie Środkowo-Wschodniej, JLL.

Najwięcej magazynów wynajęto w Polsce Centralnej.

Największe umowy najmu w Polsce w I półroczu 2017 r.

Najemca Park Rodzaj umowy Powierzchnia (mkw.)
Amazon Panattoni BTS Sosnowiec Nowa umowa 135 000
Castorama Panattoni Park Stryków Nowa umowa 102 000
BSH Panattoni BTS Łódź Nowa umowa 79 000
H&M Panattoni BTS Bolesławiec Nowa umowa 60 000
Kuehne & Nagel P3 Piotrków Nowa umowa 55 800
OBI Panattoni BTS Łódź Nowa umowa 50 700

Źródło: JLL, www.magazyny.pl, 2017 r.

„Najbardziej aktywni najemcy w I półroczu to operatorzy logistyczni, sieci handlowe oraz firmy z branży lekkiej produkcji” Co ciekawe, jesli weźmiemy pod uwagę tylko popyt netto to właśnie na handel detaliczny przypadnie większy metraż kontraktów najmu”, dodaje Tomasz Olszewski.

Podaż

„Polska – z zasobami nagazynowymi wielkości 11,9 mln mkw. – jest ósmym co do wielkości rynkiem magazynowym w Europie. I o ile nie możemy porównać się z takimi magazynowymi potęgami jak Niemcy- 60 mln mkw powierzchni, najwięcej na kontynencie – to Polskę cechuje imponująca dynamika wzrostu. W I pólroczu sektor magazynowy urósł o ponad 700 000 mkw. – dając Polsce drugie miejsce w Europie pod względem aktywności deweloperów”, komentuje Jan Jakub Zombirt, Dyrektor, Dział Doradztwa Strategicznego, JLL.

W I półroczu najwięcej (128 000 mkw.) nowej powierzchni oddano do użytku w Polsce Centralnej.

„Rynek nie zwalnia tempa – aktualnie w Polsce powstaje 1,66 mln mkw. powierzchni magazynowej.

Najwięcej podaży w budowie przypada na Okolice Warszawy, Górny Śląsk, Szczecin i Polskę Centralną. Warto zauważyć stopniowy wzrost na wschodzących rynkach: w regionie Kujaw, Lubuskiem, Lublinie i Opolu budowane jest kolejne 115 000 mkw. powierzchni magazynowej”, dodaje Jan Jakub Zombirt.

24% powierzchni będącej aktualnie w budowie powstaje na zasadach spekulacyjnych. Deweloperzy decydują się na rozpoczęcie inwestycji niezabezpieczonych umowami najmu głównie na największych i najbardziej popularnych rynkach, takich jak Warszawa i Górny Śląsk.

Pustostany i czynsze

Z danych na portalu www.magazyny.pl wynika, że wskaźnik pustostanów w II kwartale 2017 r. spadł o 0,6 p.p., osiągając w Polsce średnio 5,8%.

Czynsze bazowe w I półroczu utrzymywały się na niezmienionym poziomie. Najwięcej płaci się za powierzchnie magazynowe w Warszawie (miasto) i w Krakowie – odpowiednio 4,1-5,1 euro oraz 3,8-4,5 euro za mkw. miesięcznie. Z kolei najniższe stawki oferowane są w Polsce Centralnej – 2,6-3,2 euro za mkw. miesięcznie, a także na rynkach Poznania (2,8-3,5 euro za mkw. miesięcznie) i Górnego Śląska (2,8-3,6 euro za mkw. miesięcznie). Kwoty te nie uwzględniają oferowanych przez właścicieli kontrybucji i stanowią podstawę do negocjacji.

Rynek inwestycyjny

„Aktualnie wartość transakcji inwestycyjnych w segmencie magazynowym wynosi jedynie ok. 32 mln euro. Biorąc jednak pod uwagę wolumen umów w procesie negocjacji i na różnych etapach zaawansowania spodziewamy się intensywnej końcówki 2017 roku i wyniku ponad 1,1 mld euro. Wolumeny generowane są przede wszystkim przez transakcje portfelowe o zasięgu europejskim”, podsumowuje Tomasz Puch, Dyrektor Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL.

Pracownicy z Zachodu szukają pracy w Polsce

Czasy, kiedy Polacy wyjeżdżali do pracy na Zachód, powoli odchodzą w zapomnienie. Dzisiaj obserwujemy coraz większe zainteresowanie polskim rynkiem pracy wśród młodych ludzi z Europy Zachodniej. 21,2 tysięcy osób z kilkunastu państw Zachodu zarejestrowanych w bazach ZUS, choć może stanowić niewielki odsetek, pokazuje utrzymującą się tendencję. Polska jest coraz lepszym miejscem pracy.

Dane są obiecujące. Choć Polska nigdy nie będzie krajem pierwszego wyboru, coraz częściej pojawia się na liście kierunków rozważanych przy podjęciu decyzji o ewentualnym wyjeździe. Istotnym czynnikiem jest też wzrost płac.

Międzynarodowość projektów

Jedną z branż w Polsce, w których migracje obcokrajowców obserwuje się od najdłuższego czasu, są nowoczesne usługi biznesowe. Międzynarodowość realizowanych projektów jest jedną z głównych cech tego sektora. Według danych ABSL cudzoziemcy stanowią 9% pracowników centrów biznesowych w Polsce – to około 22 000 osób. Trzy najpopularniejsze narodowości w tej grupie to Ukraińcy, Hiszpanie i Włosi. Do pracowników z wieloletnim stażem w sektorze usług biznesowych należy Jose Ruiz Martin, Menedżer ds. Serwisów Internetowych w Accenture Operations. Ponad 20% pracowników firmy to obcokrajowcy. Łącznie dla Accenture Operations w Polsce pracują osoby 54 narodowości, używające 28 języków obcych. Jose należy do zespołu firmy od 2007 roku, czyli od czasu przeprowadzki z rodzinnego Meksyku.

Do Polski przeniosłem się ze względów osobistych. Moja żona jest Polką, poznaliśmy się w Meksyku gdy przyjechała na wymianę studencką. Po kilku latach znajomości przeniosłem się do Polski na stałe. Karierę w Accenture zaczynałem na stanowiskach średniego szczebla, przez lata awansując aż do roli liderów portfolio projektów. Obecnie zarządzam grupą ponad 400 specjalistów zlokalizowanych w Warszawie i Krakowie. Mieszkam w stolicy, ale spędzam przynajmniej dwa dni w tygodniu w Małopolsce. Nieodłączną częścią mojej pracy są też wyjazdy za granicę. Praca w dużych międzynarodowych firmach, które rosną w polskich miastach, daje obcokrajowcom duże możliwości rozwoju. Polska to dobre miejsce do życia także poza pracą, bo Polacy coraz bardziej otwierają się na świat – mówi Jose Ruiz Martin.

Jak pokazują dane ZUS, od połowy 2014 roku, gdy w Polsce rozpoczęło się ożywienie na rynku pracy, aż o 55 proc. wzrosła liczba pracujących tu obywateli państw południa Europy. Ze względu na coraz większy zakres i poziom skomplikowania zadań wymagających wysokiej klasy pracowników również krakowskie centrum Shell Business Operations prowadzi rekrutację obejmującą nie tylko Kraków, ale też całą Polskę i region Europy Zachodniej. Tylko w ubiegłym roku przyjęto 730 nowych pracowników, zwiększając liczbę zatrudnienia do ponad 2900 pracowników. Około 10 proc. spośród nich stanowią obcokrajowcy reprezentujący 36 narodowości. W centrum operacje prowadzone są w 20 językach obcych, w tym mało popularnych w Polsce (niderlandzki, turecki czy węgierski).

Coraz bardziej atrakcyjni

Kandydaci spoza granic kraju chętnie tu przyjeżdżają, ponieważ liczą na rozwój oraz chcą zdobyć międzynarodowe doświadczenie. Jedną z multikulturowych firm jest Infosys Poland, który obecnie zatrudnia ponad 500 osób pochodzenia innego niż polskie. To aż 76 narodowości w jednym biurze. Dla Polaków to bardzo cenne doświadczenie nie tylko zawodowe, ale również kulturowe.

Obsługujemy aż 23 klientów z całego świata. Najczęściej współpracujemy z osobami pochodzącymi z Hiszpanii, Tunezji, Włoch, Grecji, Francji i Ukrainy. Zdarza się tak, że niektórzy z nich brali udział w wymianie studenckiej i mieli możliwość poznać firmę już wtedy. Uznali, że bardzo im się spodobało i z chęcią wracają do Polski znając już kraj oraz przyszłe miejsce pracy. Zagranicznych specjalistów osadzamy w większości w projektach finansowych. Znajomość łącznie 31 języków przez naszą kadrę pozwala jednak na angażowanie obcokrajowców w zadania ze wszystkich dziedzin usług BPO i ITO świadczonych przez Infosys Poland – mówi Olga Nowakowska-Karolczak, Konsultantka ds. Rekrutacji w Infosys Poland

Zagraniczni pracownicy decydują się pozostać w Polsce nie tylko ze względu na uroki naszego kraju, choć często o tym mówią. Ważne jest dla nich to, że mogą realizować ambitne zawodowo cele i nadal posługiwać się swoim ojczystym językiem. Jednym z przykładów takich firm jest np. Capgemini Business Services w Krakowie, w którym rośnie zapotrzebowanie na osoby posługujące się językami obcymi. Zaczynając od tych bardziej popularnych jak niemiecki, po rzadziej spotykane (niderlandzki czy flamandzki). Klientami firmy są globalne korporacje, dlatego jej pracownicy posługują się aż 30 językami. Niejednokrotnie przy sąsiadujących biurkach słychać francuski czy niemiecki, a tuż obok holenderski. Obecnie w krakowskim biurze Capgemini pracuje 204 obcokrajowców pochodzących z różnych państw UE, takich jak Francja, Włochy, Holandia, Rumunia, Hiszpania, Finlandia, Węgry, Niemcy, Czechy, Wielka Brytania, Belgia, Dania, Austria, Estonia, Słowacja, Szwecja, Słowenia, Norwegia, Łotwa, Litwa, Irlandia oraz Bułgaria. W całej Polsce firma zatrudnia ich około 400.

Jednak historia zatrudnienia obcokrajowców w Capgemini jest bardzo różna. Czasami przybywają do Polski w celach turystycznych lub biorą udział w wymianie studenckiej. Początkowo nie wiążą z Polską swojej przyszłości, ale pozytywnie zaskoczeni możliwościami, jakie oferuje, zmieniają zdanie i postanawiają zostać na dłużej. Praca w Capgemini w Polsce dla wielu osób jest też naturalnym etapem rozwoju kariery. W taki sposób wspomina to Laura Cutivet z Francji, HR Global Process Owner:

Przed 2015 rokiem pracowałam w Capgemni we Francji. Mimo to, spędzałam połowę swojego czasu w Polsce. Pomyślałam – skoro tak, to czemu nie być tutaj na pełen etat? Zakochałam się w Krakowie, w polskiej kulturze i w ludziach, których tutaj poznałam. Pracuję w firmie o międzynarodowej renomie, przy projektach, które dają mi wiele radości i satysfakcji.

Co słychać na rynku…

W środę popołudniu amerykański dolar słabł z dwóch powodów. Po pierwsze, została rozwiązana rada biznesowa i forum strategiczne prezydenta Donalda Trumpa, co stawia znak zapytania, czy będzie on w stanie przeprowadzić obiecane reformy obniżek podatków, deregulacji gospodarki i inwestycji infrastrukturalnych. Po drugie, w protokole z posiedzenia FOMC widać zaniepokojenie zbyt niską inflacją poniżej 2%, co może odsunąć w czasie zapowiadane podniesienie stóp procentowych przez Fed. Na słabym dolarze zyskuje złotówka, którą ciągną w górę także bardzo dobre dane gospodarcze. Wg szybkiego szacunku GUS-u w II kw. polski PKB wzrósł o 3,9% r/r (prognoza wynosiła 3,8%). Z kolei wg szacunków Eurostatu w II kw. polski PKB wzrósł o 4,4%, co jest jednym z lepszych wyników w całej UE.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,33%), brytyjskiego funta (-0,29%), dolara kanadyjskiego (-1,11%), dolara australijskiego (-1,23%) oraz japońskiego jena (-0,7%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,177, GBP/USD – 1,29, USD/CAD – 1,26, AUD/USD – 0,793 i USD/JPY – 109,9. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,41%) i kurs EUR/JPY wynosi 129,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,913. Złotówka sporo umocniła się wobec głównych walut, poza frankiem szwajcarskim wobec którego jest na podobnym poziomie. W czwartek rano dolar kosztuje 3,62 zł, euro – poniżej 4,27 zł, funt – 4,67 zł, a frank – 3,75 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka przewaga koloru zielonego. W środę londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,67%, a frankfurcki indeks DAX i paryski indeks CAC 40 – po 0,71%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,14%, meksykański indeks Bolsa spadł o 0,36%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 0,35%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei stracił 0,14%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,68%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,2%.

Ropa i złoto: Ceny ropy idą w dół. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 50,27 USD (-1,05%), a ropy WTI – 46,78 USD (-1,65%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca spadła o 1 USD do 53 USD. Z kolei złoto odrobiło wcześniejszy spadek. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1286 USD. To aż 15 USD więcej (+1,18%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 3:30 – Australia – Stopa bezrobocia, lipiec 5,6% (prognoza 5,6%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Sprzedaż detaliczna (r/r), lipiec (prognoza 1,4%)
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), lipiec (prognoza 1,3%)
  • 13:30 – Strefa euro – Protokół z posiedzenia EBC
  • 14:00 – Polska – Przeciętne zatrudnienie (r/r), lipiec (prognoza 4,3%)
  • 14:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), lipiec (prognoza 5,3%)
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 240 tys.)
  • 15:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), lipiec (prognoza 0,3%)
  • 19:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
  • 19:45 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Minneapolis

 Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Gospodarki krajów UE28 przyspieszają

PKB w krajach UE28 wzrósł r/r w 2. kwartale 2017 r. o 2,3 proc. (wyrównany sezonowo) – podał Eurostat. W Polsce PKB wzrósł w tym czasie o 4,4 proc. r/r (wyrównany sezonowo), a niewyrównany sezonowo o 3,9 proc. – podał GUS we wstępnym szacunku.

Jeszcze nie wszystkie kraje UE podały dane dotyczące wzrostu PKB w 2. kwartale 2017 r., ale jest się już z czego cieszyć, bo gospodarki unijne rosły w okresie kwiecień-czerwiec w tempie 2,3 proc. r/r. Na 21 gospodarek, których wyniki już znamy, w 14 dynamika PKB w 2. kwartale była wyższa lub równa wynikom z 1. kwartału br. Największe zmiany zaszły we wzroście PKB Czech (3,0 proc. w 1. kwartale, a 4,5 proc. w 2. kwartale), a także w Szwecji (2,4 proc. w 1. kwartale i 3,9 proc. w 2. kwartale) i Łotwie (4,1 proc. i 4,9 proc.). Wśród słabnących gospodarek znalazła się m.in. Finlandia (w 1. kwartale 2,6 proc., w 2. kw. – 1,7 proc.) oraz Wielka Brytania (spadek z 2,0 na 1,7 proc.). Tej gospodarce trzeba szczególnie się przyglądać, bo jeśli już dzisiaj ona słabnie, a jest tam ulokowanych wielu polskich eksporterów, to kolejne kroki do Brexitu mogą w sposób zdecydowany także ich pogarszać sytuację. Może warto zdecydowanie rozglądać się za nowymi partnerami biznesowymi i nowymi rynkami.

Polska gospodarka dała także podwody do zadowolenia – na 21 krajów UE jesteśmy na 4. miejscu jeśli chodzi o wzrost PKB (wyrównany sezonowo) w 2. kwartale 2017 r., po Rumunii (5,7 proc.), Łotwie oraz Czechach. Gdy dojdą wyniki Irlandii i Słowenii spadniemy zapewne na 6. Miejsce, jednak wzrostem na poziomie 4,4 proc. r/r możemy się chwalić.

Wzrost PKB niewyrównany sezonowo wyniósł w 2. kwartale 2017 r. 3,9 proc., czyli nieznacznie mniej niż w poprzednim kwartale (4,0 proc.). M.in. słabsza dynamika sprzedaży detalicznej wskazuje, że spożycie indywidualne rosło wolniej niż kwartał wcześniej i nie było wyższe niż 4,2-4,3 proc. r/r.  Prawdopodobnie wreszcie ruszyły inwestycje, przede wszystkim publiczne, finansowane z funduszy unijnych. Wreszcie, bowiem właśnie przekroczyliśmy półmetek w wykorzystywaniu pieniędzy europejskich i czas najwyższy, aby zacząć je inwestować. Aczkolwiek tak późne rozpoczęcie korzystania z pomocy unijnej będzie powodowało kumulację projektów inwestycyjnych i pociągnie za sobą, niestety, wzrost cen, przede wszystkim wzrost cen materiałów budowlanych. Zwiększy także zapotrzebowanie na pracę, a tym samym także jej cenę. W efekcie projekty, które będziemy realizować będą droższe, a tym samym będzie ich mniej. Szkoda.

Pytanie, czy wzrosły także inwestycje przedsiębiorstw pozostaje na razie bez odpowiedzi. Ponieważ w 2. kwartale sytuacja polityczna i regulacyjna była spokojniejsza niż w 2016 r. Prawdopodobnie przedsiębiorcy powoli zaczęli więcej inwestować, ale nie należy zakładać, że wzrost inwestycji firm był wyższy niż 2-3 proc. I czy nie wyhamował w lipcu (ale to już 3. kwartał), gdy politycy pokazali, że stabilność nie jest ich celem (projekty ustaw dotyczące systemu sądownictwa i reakcja na nie). Na pewno ruszyły też inwestycje gospodarstw domowych – dane dotyczące popytu na kredyty mieszkaniowe wyraźnie to potwierdzają.

Wsparciem dla wzrostu PKB były prawdopodobnie także rosnące zapasy. W 1. kwartale 2017 r. prawie 20 proc. wzrostu PKB dał właśnie wzrost rzeczowych środków obrotowych, ale nie na wzroście zapasów powinien opierać się rozwój gospodarki. W 2. kwartale 2017 r. eksport rósł co prawda wolniej niż w ciągu pierwszych trzech miesięcy br., ale import przyhamował w jeszcze większym stopniu, co może dać nieznaczny pozytywny wkład eksportu netto do PKB.

Jeśli rzeczywiście inwestycje trwale ruszyły, to w kolejnych kwartałach 2017 r. – nawet przy słabszej dynamice spożycia indywidualnego – powinniśmy mieć też tempo wzrostu PKB na poziomie ok. 4 proc. Tym bardziej, że baza z 2016 r. dla okresu lipiec-grudzień jest relatywnie niska.

Dla wzrostu gospodarczego w Polsce w kolejnych miesiącach, ale przede wszystkim w kolejnych latach kluczem do sukcesu są inwestycje – przede wszystkim w zmiany technologii, w cyfryzację, robotyzację, a także inwestycje ekologiczne. I najważniejsze – inwestycje w ludzi.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan.

Obligacje lepsze niż lokaty

W lipcu klienci detaliczni na zakup obligacji skarbowych wydali 492,4 mln zł, o prawie 18 mln zł więcej niż miesiąc wcześniej i o 85 mln zł więcej niż w lipcu ubiegłego roku. Zainteresowanie tą formą oszczędzania rośnie, w przeciwieństwie do lokat. Od początku roku stan depozytów terminowych w bankach zmniejszył się o ponad 16 mld zł.

Nie słabnie popularność obligacji skarbowych jako formy lokowania oszczędności.
Ich oprocentowanie co prawda od wielu miesięcy pozostaje na niemienionym poziomie od 2,1 do 2,7 proc., w zależności od terminu wykupu, jednak i tak jest konkurencyjne w porównaniu do wciąż obniżanych odsetek w przypadku lokat bankowych. Trudno się więc dziwić, że część pieniędzy przepływa z banków do obligacji. W czerwcu wartość depozytów terminowych osób fizycznych nieznacznie przekraczała 275 mld zł i była o 3,6 mld zł niższa niż miesiąc wcześniej. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy klienci indywidualni wycofali z banków ponad 17 mld zł, jednak z tego aż 16 mld zł ubyło tylko od początku obecnego roku. Świadczy to o tym, że tendencja ta przybiera na sile, a jej źródłem jest z jednej strony ciągle obniżające się średnie oprocentowanie lokat, a z drugiej odradzająca się inflacja, której skutków nie kompensują symboliczne odsetki. W czerwcu przeciętna lokata bankowa dawała 1,4 proc. odsetek w skali rocznej, podczas gdy inflacja sięgała w tym miesiącu 1,5 proc. Możliwe do uzyskania 2,1 proc. przy zakupie dwuletnich obligacji skarbowych o stałym oprocentowaniu, jest więc opcją o wiele bardziej atrakcyjną. Te papiery cieszą się wśród nabywców największym powodzeniem. Spośród lipcowych zakupów obligacji, sięgających 492,4 mln zł, stanowiły one aż 56,5 proc. Oszczędzających przyciągają do nich dwie cechy: najkrótszy spośród wszystkich obligacji okres zamrożenia kapitału oraz prosty sposób naliczania odsetek i w pełni przewidywalna ich wysokość. Kupujący ma pewność, że w każdym roku otrzyma 2,1 proc. Inna rzecz, na którą nie wszyscy zwracają uwagę, to ocena opłacalności takiego zakupu w porównaniu do inflacji. O ile bieżące porównanie wypada na korzyść obligacji, to liczy się wynik końcowy, czyli odniesienie oprocentowania do inflacji po 24 miesiącach od kupna papieru. Choć trudno przewidzieć, jak wysoka będzie inflacja w tak długim czasie, to jednak istnieje spore ryzyko, że okaże się wyższa nie tylko niż obecne 1,5 proc., ale także przewyższy poziom oprocentowania obligacji. Przed skutkami takiego scenariusza skutecznie chroni kupno obligacji czteroletniej o oprocentowaniu zmiennym, indeksowanym wskaźnikiem wzrostu cen. Zainteresowanie nimi zaczęło się wyraźnie zwiększać wraz z nasileniem się inflacji w poprzednich miesiącach. W marcu i kwietniu, gdy inflacja sięgała 2 proc., oszczędzający kupili tych obligacji więcej niż papierów dwuletnich. Tymczasem w maju i czerwcu, gdy tylko tempo wzrostu cen się zmniejszyło, na sprzedażowe podium wróciły obligacje dwuletnie.

Obligacje lepsze niż lokaty

* od stycznia do lipca

źródło: Gerda Broker na podstawie danych Ministerstwa Finansów

Od początku roku posiadacze oszczędności kupili obligacje skarbowe o łącznej wartości prawie 3,5 mld zł (3 mld 472 mln zł), o ponad 900 mln zł, czyli o 36 proc. więcej niż w tym samym czasie w 2016 r. Wszystko więc wskazuje, że ubiegłoroczny poziom, wynoszący 4,6 mld zł, zostanie w kolejnych miesiącach przekroczony. Oznaczałoby to zakupy obligacji największe od rekordowych 6,2 mld zł, osiągniętych w kryzysowym na rynkach finansowych 2008 r.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Brexit nie zahamuje polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii

Rząd Theresy May przedstawił propozycję, zgodnie z którą Wielka Brytania w marcu 2019 r. formalnie opuszcza Unię Europejską, ale przez trzy kolejne lata (maksymalnie) prowadzi handel z krajami UE na dotychczasowych zasadach. – Negocjacje brexitowe są postrzegane jako znak zapytania dla europejskich gospodarek, w tym dla Polski, ale w kontekście handlu zagranicznego ostatecznie wcale nie muszą przynieść negatywnych rozstrzygnięć. Według nas eksporterzy powinni mądrze, ale ze spokojem planować swój biznes na Wyspach – zwracają uwagę przedstawiciele Banku Zachodniego WBK.

Dotychczasowego wpływu Brexitu na wyniki polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii nie widać w danych GUS. Co prawda w III kw. 2016 r. (czyli w kolejnym kwartale po ogłoszeniu wyników referendum brexitowego pod koniec czerwca 2016 r.) sprzedaż polskich firm na Wyspach zmalała nieco w stosunku do II kw., ale potem powróciła na ścieżkę wzrostową. Według ekonomistów Banku Zachodniego WBK propozycja okresu przejściowego i przedstawione wraz z nią warianty uregulowań handlu pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską, które miałyby obowiązywać po okresie przejściowym, potwierdzają, że ten trend może być kontynuowany. – Wielka Brytania nie musi przesunąć się na liście odbiorców polskiego eksportu z obecnego miejsca 2. na dalsze pozycje. Jeśli chodzi o relacje handlowe, to Brexit nie jest na rękę nikomu. Każda zmiana obecnych zasad byłaby dla obu stron zmianą na gorsze. Dlatego wydaje się, że zachowanie status quo jest wysoce prawdopodobne – mówi Marcin Luziński, ekonomista Banku Zachodniego WBK.

Jak te dane i obecne doniesienia z negocjacji brexitowych powinni interpretować przedsiębiorcy? Nie warto z gruntu odrzucać rynku brytyjskiego, bo pozostaje on godny uwagi.Brexit nie zahamuje polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii

Wielka Brytania cały czas atrakcyjna

Ekonomiści Banku Zachodniego WBK wskazują, że również ewentualności inne niż wprowadzenie okresu przejściowego gwarantującego dotychczasowe zasady handlu między Wielką Brytanią a UE, nie muszą oznaczać dla polskich eksporterów utraty opłacalności prowadzenia biznesu na Wyspach.

W najgorszym wypadku, jeśli wiążące porozumienia pomiędzy Wielką Brytanią a UE utrzymujące dotychczasowe zasady handlu nie zostaną zawarte, należy liczyć się z wejściem w życie w marcu 2019 r. ceł WTO. – Nie jest zasadne, aby z racji samego Brexitu rezygnować choćby ze wstępnego rozpoznania możliwości. Wielka Brytania to duży rynek i dla wielu branż pozostanie bardzo atrakcyjny niezależnie od wyniku negocjacji z Unią Europejską. Już teraz niektóre firmy  uwzględniają w analizach dotyczących opłacalności wejścia czy rozwijania biznesu na Wyspach scenariusz przejścia na zasady WTO biorąc pod uwagę ewentualne cła czy bariery pozataryfowe. Dzięki temu unikną niespodzianek w przypadku braku porozumienia co do np. czasowego utrzymania unii celnej – mówi Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania handlu w Banku Zachodnim WBK. Piotr Dylak podkreśla przy tym, że spory wpływ na zyski ze sprzedaży na rynku brytyjskim mogą mieć towarzyszące dalszym negocjacjom wahania kursów walut. Przed tymi ostatnimi można się jednak zabezpieczyć, np. za pomocą kontraktów terminowych forward.

Negocjacje bez determinacji

Negocjacje warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej rozkręcają się naprawdę bardzo powoli. Trudno nie odnieść wrażenia, że ani jedna ani druga strona wcale nie mają wielkiej determinacji, aby jak najszybciej proces rozpocząć i zakończyć – zauważa Marcin Luziński.

Zjednoczone Królestwo jest krajem, który importuje na ogromną skalę i w którym konsumenci bardzo cenią możliwość wyboru produktów z całego świata. 52 proc. żywności konsumowanej w Wielkiej Brytanii jest importowana, z tego ok. 1/3 to import z Unii Europejskiej. Wprowadzenie ceł musiałoby podwyższyć ich ceny. Taka wizja, dotycząca większości towarów pierwszej potrzeby, może być mocnym czynnikiem zmian nastrojów społecznych. Dodatkowo, trzeba pamiętać, że w związku z Brexitem i ewentualnymi cłami także brytyjskie produkty przestaną być tak atrakcyjne cenowo i spadnie popyt na nie, a to pogorszy sytuację gospodarczą w samej Wielkiej Brytanii.

Wcześniej wiele mówiono o tym, jakie konsekwencje dla całej Wielkiej Brytanii będzie miał Brexit, ale wydaje się, że do Brytyjczyków dopiero teraz dociera, że te koszty będzie musiał ponieść każdy z nich osobiście i w wielu aspektach. Prawdopodobieństwo tego, że za jakiś czas pojawi się pomysł nowego referendum, tym razem w sprawie „niewychodzenia” Wielkiej Brytanii z UE, nie jest zerowe. Wydaje się, że to mogłoby być na rękę Theresie May, bo nawet w jej własnym gabinecie nie ma zgody co do tego, jak Brexit powinien wyglądać – dodaje Marcin Luziński.Brexit nie zahamuje polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii 2

Podwyżki stóp w USA. Kurs funta w trendzie spadkowym

Rezerwa Federalna zaniepokojona niską inflacją. Chińczycy oficjalnie o funduszach rządowych stabilizujących giełdę. Minima historyczne na funcie coraz bliżej.

Wolniejsze podwyżki stóp procentowych w USA

W Rezerwie Federalnej nie brakuje wątpliwości co do tempa dalszego wzrostu cen. Powodem jest relatywnie niska inflacja w USA. Warto zwrócić uwagę, że niska inflacja może się dość szybko skończyć gdyż słaby dolar powinien podnieść koszty importu co powinno działać proinflacyjnie. Jaki ma to wpływ na waluty? Umocnienie dolara z końca 2016 roku było spowodowane przewidywanymi 3-4 wzrostami stóp w tym roku. Obecnie zanosi się na góra 3 i to i tak nie niepewne. Stąd między innymi ostatnia słabość amerykańskiej waluty.

Chińczycy manipulują giełdą

Regulator z państwa środka wprost przyznał w komunikacie, że brak poważnych tąpnięć na giełdzie jest wynikiem działania powiązanych z państwem funduszy inwestycyjnych. Powstały one po kryzysie giełdowym z 2015 roku, kiedy to napompowana spekulacjami giełda urealnia się poprzez gwałtowną korektę. Powodem jest umożliwienie partii komunistycznej wprowadzania reform. Deklaracja ta potwierdza coś o czym wiele osób pisało już od jakiegoś czasu. Chińczycy mają specyficzne metody zwiększania swojej wiarygodności. Giełda pozbawiona istotnych wahnięć miała najwyraźniej sugerować dojrzały i stabilny rynek.

Dołki na funcie

Ostatnie tygodnie na funcie to wyraźny trend spadkowy. Obecnie przekroczył granicę 4,70 zł i jest na jednym z najniższych poziomów od 6 lat. Relacja funta do euro jest również blisko historycznych poziomów. Powodem jak nietrudno się domyślić jest niepewność. Rynki wolą często pewne zło niż brak wiedzy co dalej. Brexit na razie dostarcza inwestorom znacznie więcej pytań niż odpowiedzi. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że tak słaby funt gwałtownie zwiększa perspektywy brytyjskich eksporterów w Europie, która jest przecież głównym partnerem handlowym Wielkiej Brytanii. W rezultacie słaby funt dość szybko powinien przełożyć się na poprawę wyników gospodarczych. To z kolei powinno przynajmniej stonować tempo spadków.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – przeciętne wynagrodzenie i zatrudnienie,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 16:00 – USA – indeks Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wyniki ING Lease po 1 półroczu 2017 r.

ING Lease kontynuuje dynamiczny wzrost w zakresie leasingu ruchomości, w szczególności maszyn i urządzeń oraz pojazdów utrzymując jednocześnie jedną z czołowych pozycji na rynku leasingu nieruchomości. Spółka odnotowuje także wzrost liczby klientów – obecnie obsługuje blisko 15,5 tys. firm.

Całkowita wartość należności od klientów spółki osiągnęła na koniec 2. kwartału 2017 roku poziom 6,9 mld zł. Spółka odnotowała dynamiczny wzrost (o 23% r/r) wartości zawartych umów leasingu i wydanych aktywów w 1. połowie 2017 roku. Z danych Związku Polskiego Leasingu na 30 czerwca 2017 roku wynika, że ING Lease plasuje się na 6. miejscu wśród firm leasingowych w Polsce pod względem wartości zawartych umów leasingu i wydanych aktywów w 2 kwartale 2017 roku, co daje 5,89% udziału w rynku.

– Nieustannie udoskonalamy i dostosowujemy naszą ofertę do potrzeb klientów. Obecne trendy pokazują, że przedsiębiorcy poszukują prostych i szybkich rozwiązań, a coraz częściej również dostępnych online. W ING Lease wychodzimy im naprzeciw – udostępniliśmy klientom możliwość szybkiego i sprawnego wnioskowania o leasing poprzez bankowość internetową i mobilną, a także znacznie skróciliśmy czas decyzji dla transakcji leasingu pojazdów – powiedziała Ewa Łuniewska, prezes Zarządu ING Lease.

ING Lease w ostatnim kwartale wprowadził udogodnienia dla klientów w zakresie leasingu pojazdów – m.in. wydłużono okresy leasingu w Programach ING Auto oraz ING Truck, a także uproszczono i ustandaryzowano proces wznowień ubezpieczeń. Spółka kontynuuje również wprowadzanie zmian w procesach operacyjnych, integracje z systemami ING Banku oraz kładzie nacisk na automatyzacje. W maju 2017 roku założono 14 nowych oddziałów ING Lease do rejestracji pojazdów, co pozwala klientom szybciej realizować transakcje leasingu.

W pierwszej połowie 2017 r. uproszczone programy umożliwiające finansowanie pojazdów bez konieczności przedstawiania dokumentów finansowych zostały nagrodzone jako produkty wpierające rozwój małych i średnich przedsiębiorstw. ING TRUCK (program finansowania transportu ciężkiego) został wyróżniony w plebiscycie  „Ordery Finansowe” organizowanym przez Home&Market. Również ING AUTO, program finansowana samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 T, oferowany już od 2013 roku, ale intensywnie rozwijany by spełniać oczekiwania klientów, został uhonorowany tytułem „Najlepszego Produktu dla MSP 2017” w plebiscycie Gazety Finansowej.

Low performance management – jak zapobiegać spadkowi efektywności pracowników?

Często mówi się o tym, co robić, gdy skuteczność zespołu już spadła. Czy nie lepiej jednak zapobiegać takim sytuacjom i minimalizować ryzyko obniżenia efektywności pracowników? Właśnie w tym pomaga low performance management. Jak wdrożyć w życie ten sposób zarządzania? 

(Trudne) początki

Zaangażowany zespół to marzenie wielu menedżerów. By je zrealizować, kluczowe jest zadbanie o załogę nie tylko na etapie rekrutacji. Kiedy już nowy członek ekipy będzie wybrany, należy starannie zaplanować proces jego adaptacji, który pomoże mu w zintegrowaniu z zespołem, a także sprawi, że szybciej zacznie wykonywać swoje zadania w pełni efektywnie. – Wdrożenie może znacząco różnić się w zależności od firmy, ważne jednak, żeby było opracowane i zrealizowane w sposób holistyczny. Kwestie formalno-organizacyjne są dość oczywiste – to na przykład zapoznanie z procedurami, prośba o wypełnienie niezbędnej dokumentacji, stworzenie adresu mailowego, nadanie uprawnień, loginów i haseł do korzystania z narzędzi, które ułatwią codzienną pracę. Nie można jednak zapomnieć o przejrzystym przedstawieniu modelu biznesowego, zadań i celów. Niezmiernie ważne jest też zapoznanie z charakterem i kulturą organizacji – najlepiej poprzez lekkie i oparte na przykładach zaprezentowanie kluczowych postaw i wartości cenionych w przedsiębiorstwie – komentuje Anna Olszewska-Konopa, trener biznesu z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Aby proces onboardingu pracownika przebiegał jak najsprawniej, na jego czas organizacja powinna wyznaczyć mu opiekuna lub mentora oraz zapewniać różne formy wymiany i wyrównywania wiedzy. Potrzeba dodatkowych szkoleń w tym okresie występuje często między innymi w firmach z branży IT. –Na przykład na stanowiskach deweloperskich na etapie rekrutacji dużą wagę przykłada się do specjalistycznych kompetencji technicznych, zapominając czasem o miękkich i biznesowych. Na początku należy zdefiniować luki i zadbać o ich uzupełnienie w procesie onboardingu, a następnie szkolić powyższe umiejętności w dalszym przebiegu współpracy. Dzięki temu zapewniamy lepsze dopasowanie członków zespołu do organizacji i zwiększamy przez to efektywność firmy – mówi Miłosz Wójcik, CEO z Appchance, producenta oprogramowania.

Kontrakt to podstawa

Na początku współpracy dobrze również zawrzeć kontrakt dotyczący relacji w zespole i wzajemnych oczekiwań. Do jego ustaleń każda ze stron ma możliwość odwołania się w przypadku problematycznych sytuacji. To jedno z istotnych narzędzi low performance management. Menedżerowi daje podstawę do egzekwowania konkretnych działań, a pracownikowi jasne wytyczne do ich realizacji – znając je nie może on powoływać się na niewiedzę i próbować w ten sposób usprawiedliwiać swoich błędów. Jak powinien wglądać taki kontrakt? – Najważniejsze, aby był zrozumiały dla wszystkich, których będzie obowiązywał. Zadania i cele powinny być w nim jasno określone (na przykład za pomocą modelu SMART), podobnie jak metody ich weryfikacji, ramy wymaganej samodzielności i możliwego wsparcia – mówi Anna Olszewska-Konopa z Integra Consulting Poland. Menedżer powinien upewnić się, czy każdy pracownik (nie tylko ten nowy), wie dokładnie, jakie są wobec niego oczekiwania, również te dotyczące postaw i zachowań. Ważne, aby zastanowił się także nad tym, w jakim zakresie zamierza wspierać zespół, a z drugiej strony – czego on potrzebuje od jego członków na co dzień oraz w razie kryzysu. – Kwestią kluczową jest otwarta komunikacja, z której jasno wynikają oczekiwania obu stron. Pamiętajmy, że kontrakt ma służyć wszystkim w firmie, to taka partnerska instrukcja wzajemnych relacji – podsumowuje Anna Olszewska-Konopa.

Motywacja, analiza i… koniec?

Sam kontrakt to jednak nie wszystko, potrzebne są też chęci do jego realizacji – idealnie, gdy motywacja wypływa z samego pracownika. Niestety nie zawsze tak jest, zaangażowanie wzrasta jednak, gdy członkowie zespołu mają poczucie, że są częścią większej całości, jedną z tkanek organizacji, a ich wysiłek jest doceniany. Dla pracowników liczy się też możliwość autonomicznego działania zgodnie ze swoimi kompetencjami i pasjami, a także kultura feedbacku, która uczy otwartego mówienia o potrzebach i problemach. Udzielanie na bieżąco informacji zwrotnych daje dodatkowo możliwość korygowania błędów na wczesnych etapach realizacji, natomiast jej brak bywa odczytywany jako przyzwolenie na drobne niedociągnięcia, które wkrótce mogą przerodzić się w coraz większe błędy. – Problematyczną sytuację warto przeanalizować wspólnie po uprzednim przygotowaniu się do rozmowy przez każdą ze stron. Ważne, by pracownik wiedział, że przełożony zdaje sobie sprawę z zaistniałych okoliczności i chce znaleźć rozwiązanie. Menedżer powinien nawiązać do obecnego poziomu realizacji konkretnych działań i wyjaśnić, jakie parametry mają ulec zmianie, jasno precyzując zadania i obszary do poprawy – mówi Miłosz Wójcik z Appchance. – W podobny sposób należy egzekwować postawy i kompetencje miękkie, opisując je na poziomie zachowań i przedstawiając  szczegółowy obraz oczekiwań. Trzeba też realistycznie oszacować czas potrzebny na poprawę i wyznaczyć w jego przedziale punkty kontrolne, w których przełożony udzieli szczegółowego feedbacku – dodaje Anna Olszewska-Konopa z Integra Consulting Poland.

W low performance management ważna jest również znajomość przyczyn zmniejszonej efektywności, w odniesieniu do konkretnego stanowiska pozwala bowiem na podjęcie odpowiednich kroków. Poza analizą zachowania i wyników pracownika, menedżer powinien zastanowić się, czy członek zespołu ma zapewnione odpowiednie zasoby do wykonywania zadań, a może potrzebuje na przykład dodatkowej wiedzy – szkoleń lub wsparcia kolegów z większym doświadczeniem. Bywa też i tak, że dogłębna analiza prowadzi do wniosku, że dana osoba lepiej sprawdziłaby się na innym stanowisku lub w odmiennym typie projektów. Jeżeli organizacja nie ma możliwości zaproponowania pozycji odpowiadającej tym potrzebom, lepiej niestety pomyśleć o rozstaniu. Związki na siłę nikomu nie służą, ich koniec za to może być korzystny dla obu stron – pracownik znajdzie organizację, do której jego kompetencje i postawa będą lepiej pasować, firma zaś poszuka osoby, która wpisze się w jej kulturę i efektywniej zrealizuje przydzielone działania.

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 17.08.2017

AUD/NZD

Na parze walutowej AUD/NZD bykom bez najmniejszego problemu udało się obronić tygodniową strefę popytu 1.033-1.044. Po obronie wsparcia strona kupująca kontynuuje zakupy do dnia dzisiejszego. Kurs dotarł w okolicę poziomu 1.08 czyli 200 pipsów od silnego poziomu oporu 1.10. Kurs już nieraz odbijał się od tego poziomu i zawracał na swoje długoterminowe minima, czy tym razem będzie tak samo?

Notowania AUD/NZD, interwał tygodniowy

Notowania AUD/NZD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Negatywnym sygnałem dla byków może okazać się oscylator stochastyczny, który niebawem przekroczy poziom 80. Będzie to jednoznaczne z mocnym wykupieniem rynku, ostatecznie może zawitać większa korekta. Z drugiej strony patrząc na spread obligacji 10 letnich Australii oraz Nowej Zelandii trend wzrostowy powinien być kontynuowany.

AUD/NZD, spread 10-letnich obligacji AUD oraz NZD

AUD/NZD, spread 10-letnich obligacji AUD oraz NZD

Źródło: Bloomberg

USD/CAD

Kolejnym ciekawym instrumentem do obserwacji jest para walutowa USD/CAD. Po kilkutygodniowym trendzie spadkowym doszło do mocniejszej korekty, która nie powinna się jeszcze zakończyć. Dolar kanadyjski zyskał na fali zacieśniania monetarnego przez bank Kanady oraz odbiciu cen ropy naftowej. Niemniej jednak drugi czynnik, czyli wzrost ceny ropy naftowej jest już nieaktualny, notowania czarnego złota po raz kolejny są wyprzedawane.

Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja korekty w okolicę strefy podaży 1.297-1.310, dopiero potem powinniśmy zobaczyć powrót do trendu spadkowego.

Notowania USD/CAD, interwał tygodniowy

Notowania USD/CAD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na spreadzie 10-letnich obligacji amerykańskich oraz kanadyjskich również trwa korekta, co wspiera powyższy scenariusz o kontynuacji lekkich wzrostów na USD/CAD.

USD/CAD, spread 10-letnich obligacji USD oraz CAD

USD/CAD, spread 10-letnich obligacji USD oraz CAD

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie zobrazowano spread 10-letnich obligacji amerykańskich oraz kanadyjskich na tle kursu walutowego USD/CAD. Wzrost rentowności amerykańskich obligacji powinien przełożyć się pro-wzrostowo na parę walutową USD/CAD.

Gdzie leżą granice moralności finansowej Polaków?

Nawet nadużycia dotyczące małych kwot mają negatywny wpływ na funkcjonowanie firm i instytucji, a w konsekwencji – całej gospodarki. Społeczny stopień moralnego przyzwolenia na przekraczanie norm płatniczych wskazuje przyczyny problemów gospodarczych oraz drogę ich eliminacji. Raport „Moralność finansowa Polaków”[1] bada, jak zarysowują się te normy w naszym społeczeństwie.

Jednym z wyznaczników etycznej kondycji społeczeństwa w kwestii gospodarczej jest stopień przyzwolenia i zakres nadużyć konsumenckich. Tendencje te od dwóch lat weryfikuje Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce badaniem „Moralność Finansowa Polaków”. Jednym z partnerów publikacji raportu w 2017 r. jest firma Lindorff SA. Wyniki ankiet ukazują, że zachowania, za które grozi odpowiedzialność prawna, są jednocześnie najmniej akceptowane społecznie. Najbardziej potępianą społecznie okazała się kradzież tożsamości w celu wyłudzenia kredytu i powiększanie szkód powstałych w wyniku wypadku, by otrzymać większe odszkodowanie. Na liście najmniej tolerowanych zachowań pojawiło się również zatajenie informacji o braku zdolności kredytowej oraz oszukiwanie komornika poprzez częste zmiany rachunków bankowych. Mimo zdecydowanej dezaprobaty przy wszystkich zasugerowanych ankietowanym zachowaniach, warto zadać pytanie –  jakie nadużycia są w naszym społeczeństwie bardziej niż inne akceptowane, czy też traktowane z cichym przyzwoleniem? Taka wiedza pozwoli zbliżyć się do analizy sytuacji rynkowej i zidentyfikowania przyczyn jej problemów.

Zakupy incognito

W grupie nadużyć akceptowanych z nieznacznie większym przyzwoleniem niż powyższe przykłady znalazło się unikanie podatku VAT – dzięki płaceniu gotówką bez rachunku. Choć nadal spora część badanych – 3/4 – w ogóle nie toleruje takiego zachowania (to o ponad 8 punktów procentowych więcej niż w zeszłorocznej edycji badania). Wystąpienie wyjątkowych sytuacji, w których niekiedy usprawiedliwianie takich działań jest dopuszczalne, zakłada 1/5 ankietowanych – to jednak nadal mniej niż w zeszłym roku. Wówczas tej odpowiedzi udzieliło o 4 punkty procentowe więcej badanych. Zazwyczaj, choć nie zawsze, płatność bez rachunku toleruje i usprawiedliwia niecałe 3% respondentów. Ankietowani, którzy akceptują unikanie podatku w każdej sytuacji, stanowią niewiele ponad 3%. Również dwie ostatnie odpowiedzi cieszyły się częstszymi wskazaniami w zeszłorocznym badaniu. Jak widać w porównaniu do zeszłego roku – Polacy nieznacznie zradykalizowali swój stosunek do tego nadużycia.

Nadużycie to straciło względnie dużo na akceptacji w porównaniu z rokiem 2016 ­– komentuje prof. Anna Lewicka-Strzałecka z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, autorka badania „Moralność finansowa Polaków”. – Warto przypomnieć, że zachowanie, gdy „ktoś zgadza się zapłacić gotówką bez rachunku, aby uniknąć płacenia VAT lub innych podatków” było nadużyciem konsumenckim najczęściej tolerowanym przez respondentów z 17 krajów europejskich (w tym polskich), badanych w Europejskim Sondażu Społecznym[2]. Być może zmniejszająca się sfera przyzwolenia na tego typu nadużycia jest efektem zawężających się możliwości ich popełniania oraz prowadzonych na szeroką skalę inicjatyw edukacyjnych – przypomina prof. Anna Lewicka-Strzałecka.wykres1

Twoja strata – mój zysk

Jak wielu z nas może poszczycić się uczciwością zwracając uwagę kasjerowi, gdy pomylił się na swoją niekorzyść? Trzeba przyznać, że przyzwolenie na takie zachowanie jest podobne jak w przypadku poprzedniego pytania. W każdej sytuacji takiego postępowania nie toleruje podobna liczba ankietowanych, bo blisko 75% respondentów. Do sporadycznego „przymykania oka” przyznało się ponad 15% badanych. Nieco większa liczba respondentów usprawiedliwia powyższe zachowanie często lub zawsze (odpowiednio 4 i 6 proc. ankietowanych).wykres2

Wszystko zostaje w rodzinie

W raporcie „Sytuacja materialna Polaków”[3], zrealizowanym na zlecenie Lindorff SA, badani zapytani z kim rozmawiają o swoim zadłużeniu w 62% wskazali na partnera lub współmałżonka. Na drugim miejscu (z 37% wskazań) znalazła się najbliższa rodzina (np. rodzice czy rodzeństwo). Podium zamyka z 30% odpowiedzi wierzyciel lub przedstawiciel firmy zarządzającej wierzytelnościami. Podkreśla to fakt, że w przypadku problemów finansowych, staramy się znaleźć wsparcie korzystając z rad i pomocy własnej rodziny. Raport[4] wykazał również, że w równym stopniu, w trudnej sytuacji finansowej Polacy oczekują rady, jak i rozmowy – obie odpowiedzi uzyskały po 24% wskazań przy pytaniu „o jakie formy pomocy Polacy zwracają się w przypadku zadłużenia?”

Osoby zadłużone szukają w rodzinie nie tylko porady ale czasem również rozwiązania problemu, które jest niestety tylko pozorne. By uniknąć długu np. przepisują majątek na krewnego. Zdecydowaną dezaprobatę wobec takiej postawy wyraziło prawie 74% respondentów. Z drugiej strony, „czasem” to odpowiedź, której udzieliło prawie 22% badanych. Częste racjonalizowanie podobnych zachowań to domena jedynie 3% ankietowanych. Niecałe 2% zawsze usprawiedliwia przepisywanie majątku. W porównaniu z rokiem poprzednim widać jednak tendencję spadkową, przynajmniej w sferze deklaratywnej dla akceptacji tego typu czynności.

 – W tym przypadku rozkład usprawiedliwiania nie uległ istotnym zmianom w porównaniu z rokiem 2016. Analiza forów internetowych, na których poruszane są kwestie relacji między dłużnikami i windykatorami wskazuje na co najmniej dwa możliwe źródła takiego usprawiedliwiania. Po pierwsze, unikanie spłaty zadłużenia nie jest rozważane w kategoriach etycznych, ale raczej jako problem praktyczny, który trzeba umiejętnie rozwiązać. Po drugie, uważa się, że zadłużenie powstało na skutek okoliczności losowych, działania złych ludzi, nie z winy dłużnika, przekracza jego możliwości oddania należności, jest niesprawiedliwe. Usprawiedliwienia są wzmacniane przez nagłaśniane przez media przykłady osób, stojących wysoko w społecznej hierarchii – urzędników państwowych, polityków, przedsiębiorców, które posuwają się do różnych, czasem nielegalnych sztuczek, by uniknąć oddawania zaciągniętych zobowiązań – dodaje prof. Anna Lewicka-Strzałecka.wykres3

Praca bez umowy

Czy jesteśmy w stanie zaakceptować, że ktoś pracuje „na czarno” i tym samym chce unikać ściągnięcia długów z pensji? Według prawie 71% badanych – nie. Jednakże 24% respondentów przyjmuje, że czasem takie zachowanie jest usprawiedliwione. Jedynie niewiele ponad 3% respondentów popiera pracę „na czarno” często, a 1 na 50 badanych zawsze. Podobnie jak zaprezentowane wyżej przykłady łamania zasad współżycia społecznego działanie to zostało ocenione nieco bardziej restrykcyjnie w porównaniu do ubiegłego roku.

– Grupa osób deklarujących przyzwolenie na pracę na czarno, by uniknąć ściągania długów posiada bardzo wyraźny profil. Są to mianowicie mężczyźni, osoby w wieku 18-29 lat, zajmujący się biznesem, pochodzący z miast poniżej 10 tys. mieszkańców i mający problemy ze spłatą zobowiązań – zauważa prof. Anna Lewicka-Strzałecka.

Jednak o ile sama praca bez formalnego zatrudnienia rzadko bywa dla Polaków czymś nagannym, o tyle już podjęcie takiego zatrudnienia tylko w celu uniknięcia sciągania długów jest widziane bardzo źle.

Podejmowanie pracy na czarno okazało się najczęściej usprawiedliwianym zachowaniem spośród analizowanych w badaniu spójności społecznej przeprowadzony przez GUS, w którym 22% respondentów nie wyraziło na nie przyzwolenia[5]. Można przypuszczać, że znaczna przewaga braku tolerancji dla pracy na czarno podejmowanej w celu uniknięcia ściągania długów z pensji nad brakiem tolerancji dla pracy na czarno jest swoistą miarą moralności finansowej, ograniczającej przyzwolenie dla nieformalnego zatrudnienia wtedy, gdy ma ono służyć naruszeniu normy nakazującej wywiązywanie się ze zobowiązań finansowych” – uzupełnia prof. Anna Lewicka-Strzałecka.wykres4

Czy wiesz co podpisujesz?

Ostatnim badanym zagadnieniem była kwestia usprawiedliwienia sytuacji, w której ktoś podpisuje umowę bankową bez uprzedniego, wnikliwego zapoznania się z jej zapisami. Niestety okazało się, że jest to zachowanie w największym stopniu akceptowane przez nasze społeczeństwo. Chociaż nadal zdecydowana większość (niemal 70%) ankietowanych uważa, że nie powinno być nigdy usprawiedliwiane, to jednak odpowiedzi „czasem” udzieliło prawie 26% ankietowanych. Około 3% – tyle wyniosły wskazania dla każdej z odpowiedzi: „często”, jak i „zawsze”. Poziom tolerancji dla niezapoznawania się z warunkami spłaty nieco zmalał w porównaniu do ubiegłego roku, choć nadal na tle innych odpowiedzi jest uważane za najmniej „niemoralne” –  może dlatego, że takie zachowanie uderza przede wszystkim bezpośrednio w kredytobiorcę.

Oczywiście podczas analizy oferty pracownik banku powinien dokładnie przedstawić warunki i rozwiać wszelkie wątpliwości, które zasygnalizuje potencjalny kredytobiorca. Jednak to w interesie kredytobiorcy jest zapoznanie się ze wszystkimi szczegółami umowy, którą podpisuje. Nierozważne podpisywanie umów bez zapoznania się z ich treścią jest często usprawiedliwiane przekonaniem, że są one pisane w sposób nieprzystępny, językiem niezrozumiałym dla klienta. Ponadto z góry zakładamy, że osoba będąca reprezentantem banku poinformowała nas rzetelnie o wszystkich warunkach.wykres5

Prawo wyznacza moralność Polaków

Jak wykazało badanie „Moralność finansowa Polaków”, społeczeństwo najbardziej rygorystycznie traktuje posługiwanie się cudzym dokumentem tożsamości, aby uzyskać kredyt. Tak wysoki procent wskazania podkreśla wagę czynu, który według prawa jest przestępstwem. „Łaskawym okiem” najczęściej oceniamy natomiast osoby, które zaciągają kredyt nie zapoznając się dokładnie z warunkami spłaty.

– Dolną część hierarchii etycznych standardów konsumentów wyznaczyło w znacznej części względnie duże przyzwolenie na zachowania naruszające w różnej formie zasadę nakazującą wywiązywanie się ze zobowiązań finansowych. Ponad jedna piąta respondentów dostrzega okoliczności usprawiedliwiające kogoś, kto zmienia często rachunki bankowe, by uniknąć zajęcia środków przez komornika i blisko jedna czwarta deklaruje wyrozumiałość dla osób płacących gotówką bez rachunku, by uniknąć płacenia VAT. Ponad jedna czwarta badanych osób akceptuje wykorzystanie nadarzającej się okazji w postaci błędu kasjera, który pomylił się na swoją niekorzyść. Blisko jedna trzecia Polaków jest skłonna usprawiedliwić kogoś, kto przepisuje majątek na rodzinę, by uciec przed wierzycielem oraz kogoś, kto pracuje na czarno, by uniknąć ściągania długów z pensji. Potwierdza to prawidłowość polegającą na tym, że ludzie na poziomie ogólnych i abstrakcyjnych deklaracji moralnych są bardziej restrykcyjni, niż na poziomie norm szczegółowych i konkretnych zachowań. Na największy poziom społecznego przyzwolenia może liczyć zachowanie, polegające na zaciąganie kredytu bez dokładnego zapoznania się z warunkami jego spłaty – puentuje prof. Anna Lewicka-Strzałecka.

[1] Raport zrealizowany na zlecenie Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce – badanie przeprowadzone metodą CATI wykonała firma Pactor na ogólnopolskiej, reprezentatywnej 1000-osobowej próbie Polaków w wieku powyżej 18 lat w kwietniu 2017 roku. Partnerzy badania: Lindorff SA, Big InfoMonitor SA, Ferratum Bank p.l.c..

[2] Lewicka-Strzałecka A., 2006. Moralność ekonomiczna w krajach europejskich. W: H. Domański, A.

Ostrowska i P. Sztabiński (red.) W środku Europy. Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN.

[3] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

[4] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

[5] Wartości i zaufanie społeczne w Polsce w 2015 r. Badanie spójności społecznej. Warszawa: GUS.

Kary za naruszenia przewozu towarów

Od 1 maja br. na terytorium całej Polski w pełni obowiązuje ustawa o systemie monitorowania drogowego przewozu towarów wrażliwych. Przepisy wprowadziły spore zmiany w zakresie transportu artykułów takich jak susz tytoniowy czy alkohol etylowy. Od września pojazdy przewożące wrażliwe towary dodatkowo będą musiały udostępniać także swoją lokalizację. Ekspert OCRK wyjaśnia wybrane zagadnienia związane z ustawą.

Ustawa o monitorowaniu przewozów weszła w życie w połowie kwietnia 2017 roku, jednak dopiero od 1 maja br., zaczęły obowiązywać sankcje dotyczące nakładania kar finansowych za nieprzestrzeganie nowych przepisów. Wspomniany akt prawny określa zasady systemu śledzenia przewozu tzw. towarów wrażliwych, a także wskazuje odpowiedzialność za naruszenie obowiązków związanych z kontrolą przewozu na każdym etapie łańcucha dostaw, czyli: podmiotu wysyłającego, nadawcy, przewoźnika i odbiorcy. „Coraz częściej otrzymujemy od przewoźników informacje na temat kontroli przeprowadzanych przez służby celno-skarbowe. Funkcjonariusze skrupulatnie sprawdzają, czy przewoźnicy w czasie transportu spełniają wymagania zapisane w ustawie oraz czy rodzaj i ilość przewożonego ładunku zgadzają się ze złożoną wcześniej deklaracją” – wyjaśnia Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Kosztowne sankcje finansowe

Pomimo, że odpowiedzialność za naruszenia wynikające z ustawy ciąży przede wszystkim na odbiorcy oraz nadawcy ładunku, to dotyczy ona również przewoźnika, który wykonuje dany transport. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości, funkcjonariusz służby celno-skarbowej ma prawo nałożyć karę pieniężną, która dla kierowcy może wynosić aż 7,5 tys. zł, natomiast dla przewoźnika kwota ta sięga 20 tys. zł. Funkcjonariusze w przypadkach szczególnych naruszeń mogą zatrzymać transport, aż do momentu usunięcia nieprawidłowości, co w efekcie wiąże się z kosztami dla przedsiębiorcy. Kary nakładane są również na nadawcę oraz odbiorcę towarów, jednak ich wysokość uzależniona jest od wartości przewożonego towaru.

Według ustawy, do przeprowadzenia kontroli uprawnieni są funkcjonariusze służby celno-skarbowej, Policji, Straży Granicznej oraz Inspekcji Transportu Drogowego.

Obowiązkowe systemy lokalizacyjne

Zgodnie z nowelizacją Ministra Finansów każdy pojazd przewożący tzw. towar wrażliwy, będzie musiał dodatkowo zostać wyposażony w system lokalizacji, który w czasie rzeczywistym przekazuje położenie pojazdu do Krajowej Administracji Skarbowej. W przypadku nieposiadania systemu lub jego niewłączenia, przepisy przewidują wysokie grzywny. Przewoźnik może zapłacić 10 tys. złotych, a kierowca od 5 do 7,5 tys. zł. „Właściciele firm przewozowych największe obawy wiążą z bardzo szybkim tempem wprowadzanych zmian. Od podpisania przez Prezydenta nowelizacji, przedsiębiorcy będą mieli zaledwie 14 dni na zakup i montaż dodatkowego wyposażenia samochodów. Jeżeli kontrola drogowa wykaże brak urządzenia w pojeździe, jego wyłączenie lub błędy w działaniu, transport zostanie zatrzymany do momentu wyjaśnienia sytuacji. Pomimo, że kary finansowe będą nakładane po trzech miesiącach od nowelizacji, to kontrole ze strony Krajowej Administracji Skarbowej cały czas będą mogły nakazać konwojowanie pojazdu, które nie jest tanim przedsięwzięciem” – tłumaczy ekspert OCRK.

Co zrobić, żeby uniknąć kary?

Kar można uniknąć stosując się ściśle do przepisów, które wynikają bezpośrednio z ustawy. Przede wszystkim należy pamiętać o dokonaniu zgłoszenia w systemie elektronicznym SENT, który został stworzony przez Ministerstwo Finansów na potrzeby ustawy. Następnie system generuje numer referencyjny, który powinien zostać przekazany przewoźnikowi oraz odbiorcy dostawy. W czasie kontroli kierowca powinien posiadać numer zgłoszenia ze sobą w kabinie pojazdu. Dodatkowo, przewoźnik oraz odbiorca towaru zobligowani są do wypełnienia w systemie informacji o transporcie już po wykonaniu zlecenia. Jednak przede wszystkim rodzaj, a także ilość przewożonego ładunku muszą zgadzać się ze zgłoszoną wcześniej deklaracją.

„Przewóz tzw. towarów wrażliwych jest dosyć skomplikowanym procesem. Wypełniając deklarację
w zasadzie nie można popełnić błędu, ponieważ ten może sporo kosztować. Ważną kwestią jest także aktualizacja danych. W przypadku, gdy którykolwiek z podmiotów zostaje zmieniony, należy również dokonać modyfikacji w systemie” –
dodaje Kamil Wolański.

Powrót do punktu wyjścia

Wartość euro, jena, dolarów kanadyjskiego i australijskiego, franka szwajcarskiego oraz walut skandynawskich względem dolara jest niemal dokładnie na pułapie z końca lipca. Eurodolar plasuje się do tego idealnie w połowie przedziału wahań 1,1680 – 1,1840. Sierpniowe niezdecydowanie to nie tylko typowy letni marazm – podsycają je również sprzeczne sygnały.

Inflacja z USA nie dała przesłanek by rynek definitywnie przestał zakładać wzrosty USD/JPY i wyprzedaż obligacji USA. Silne odbicie sprzedaży detalicznej było pozytywnym impulsem i znakiem, że gospodarka w III (zazwyczaj zdecydowanie lepszy niż początek roku) kwartał wchodzi z dużym impetem. Wczorajszy protokół z lipcowego posiedzenia FOMC przypomniał, że wielu decydentów obawia się, że inflacja szybko nie zacznie przyspieszać.

Rynek jest pewny, że redukcja bilansu rozpocznie się w październiku, ale proces ten realny wpływ na rynki będzie mieć dopiero w 2018 roku. W tej chwili ważniejsze dla dolara są losy grudniowej podwyżki. Jest ona zdyskontowana w 40 proc. Dodatkowo źródła agencji Reuters donoszą, że oczekiwania, że Mario Draghi w Jackson Hole ogłosi ważną zmianę w polityce monetarnej są całkowicie bezpodstawne. Taka kombinacja nie sprzyja wyklarowaniu się jednoznacznych tendencji. W najbliższych kilkudziesięciu godzinach nie możemy liczyć na silne impulsy, które mogłyby przełożyć się na zmianę nastawienia inwestorów. W rezultacie należy spodziewać się utrzymania status quo, z lekkim wskazaniem na dolara, któremu sprzyja techniczny obraz notowań, także – a może przede wszystkim – na rynku stopy procentowej. Dodatkowo warto odnotować odbicie wskaźników mierzących poziom zaskoczenia danymi makro i sezonową siłę gospodarki.
Sprzeczności i niezdecydowanie nie są domeną jedynie dolara. Dla przykładu: AUD jest wsparty dobrym raportem z rynku pracy i hossą na rynku metali przemysłowych, ale entuzjazm chłodzi ostatni gołębi zwrot w komunikacji ze strony RBA. Sentyment względem ryzykownych walut wspiera też oczywiście zejście na dalszy plan starć słownych na linii USA – Korea Północna. Wygaśnięcie obaw o sytuację geopolityczną oddaje dobrze wymazanie zwyżki opcyjnego indeksu strachu VIX i identyczny przebieg notowań analogicznego wskaźnika obliczanego nie dla S&P500, ale dla parkietu w Seulu.
Jedyne dwie waluty, które w sierpniu wyraźnie straciły do dolara to GBP i NZD. W pierwszym przypadku ścierają się ze sobą słabsza inflacja i rekordowo silny rynek pracy. W drugim: gołębi bank centralny straszący interwencjami w celu osłabienia waluty i globalna poprawa nastrojów inwestycyjnych. W szerszym horyzoncie obie waluty powinny kontynuować rozpoczętą deprecjację. Sceptycznie podchodzimy też do możliwości utrzymania się AUD/USD na tak wysokich pułapach jak 0,7960 notowane obecnie, ale spadki może wywołać dopiero kres hossy w notowaniach rudy żelaza czy miedzi. USD/JPY będzie naszym zdaniem kontynuować zwyżkę w ramach bardzo szerokiego przedziału wahań 108,70 – 114,30. Znaczny potencjał do aprecjacji względem euro widzimy w walutach skandynawskich, których banki centralne dopiero zaostrzą retorykę i obiorą jednoznaczny kurs na normalizację polityki.

Złoty po osłabieniu przy niskiej płynności z pierwszej części tygodnia, wczoraj niwelował straty. Pozostajemy jednak negatywnie nastawieni do perspektyw rodzimej waluty. EUR/PLN buduje wiarygodną strukturę coraz wyższych szczytów i dołków. Warto jednak zauważyć, że złoty również znajduje się w punkcie z końca sierpnia i mniej więcej w połowie przedziału wahań z ostatnich kilkunastu dni. Sierpniowy handel raczej nie będzie sprzyjał przełamaniu takiego stanu rzeczy. Tym bardziej, że na rynkach bazowych nie zostaną opublikowane pierwszorzędne dane. Informacje z krajowej gospodarki będą neutralne dla złotego, ale w szerszym horyzoncie warto obserwować rynek pracy (zwłaszcza wynagrodzenia) w kontekście perspektyw inflacji bazowej. Nasza prognoza 4,3 proc. rok do roku w przypadku zatrudnienia idealnie trafia w konsensusu rynkowych oczekiwań. Nieco poniżej ich mediany, ale na wciąż bardzo wysokim pułapie widzimy dynamikę wynagrodzeń (5,1 proc. r/r vs. 5,4 proc. rynek).

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Bardzo dobre wyniki ID Logistics za pierwsze półrocze 2017 – wzrost przychodów o blisko 43 proc., wzrost organiczny na poziomie 13 proc.

ID Logistics, jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, podsumował wyniki za pierwsze półrocze 2017 roku.  Firma odnotowała rekordowy wzrost przychodów o 42,8 proc. do poziomu ponad 658 mln EUR. Wzrost organiczny wyniósł 12,6 proc. W tym czasie Grupa ID Logistics z sukcesem zakończyła integrację z hiszpańską spółką Logiters, rozpoczęła realizację licznych kontraktów podpisanych w 2016 roku oraz uruchomiła kolejne magazyny.

Na osiągnięcie tak dobrych wyników i rekordowo wysokiego poziomu przychodu za pierwsze półrocze miały wpływ wyniki osiągnięte przez Grupę ID Logistics w drugim kwartale bieżącego roku finansowego. W tym okresie firma odnotowała szybki wzrost w ujęciu like-for-like o 12,4 proc. (w pierwszym kwartale wyniósł on 12,9 proc.).

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, komentuje: „Dzięki utrzymującym się od początku roku pozytywnym trendom biznesowym osiągnęliśmy historycznie wysoki poziom przychodu i wzrost organiczny na poziomie 12,6 proc. Z pewnością największe znaczenie miała realizacja nowych kontraktów, podpisanych w 2016 roku. W ciągu ostatnich kilku miesięcy wykorzystaliśmy wpływ pozytywnego efektu cenowego i wzrostu wolumenów, wynikającego z korzystnych warunków biznesowych. Grupa skorzystała także z przejęcia we wrześniu ubiegłego roku firmy Logiters i zakończenia procesu integracji operacyjnej.”

W pierwszym półroczu we Francji ID Logistics osiągnęło przychody na poziomie 309,6 mln EUR, przy 11,5 proc. wzroście organicznym. Natomiast łączne przychody Grupy wypracowane na rynkach międzynarodowych (15 krajów poza Francją) wyniosły 348,7 mln EUR i wzrosły aż o 90,2 proc. Wyniki te były w głównej mierze efektem realizacji kontraktów zawartych w 2016 roku oraz pozytywnego efektu cenowego przekładającego się na wzrost wolumenów obsługiwanych towarów. W przypadku działalności międzynarodowej kluczowe znaczenie dla realizacji celów miało także zakończenie integracji z Logiters oraz pozytywny wpływ kursów wymiany walut, w tym brazylijskiego reala i południowoafrykańskiego randa.

NOWE KONTRAKTY

W pierwszym półroczu ID Logistics uczestniczyło w wielu przetargach, szczególnie organizowanych przez sieci handlowe na usługi fulfilment w zakresie obsługi e-commerce i detail picking. Grupa podpisała nowe umowy, rozszerzyła zakres współpracy z dotychczasowymi klientami i uruchomiła kolejne magazyny. We Francji, w ramach obsługi sieci Cdiscount, otworzyła trzecią platformę o powierzchni 60 tys. m² w Réau i tym samym zdobyła pozycję największego partnera logistycznego dla branży e-commerce w tym kraju. W Holandii, Grupa ID Logistics podpisała nowy kontrakt z siecią Makro, należącą do Grupy Metro. Od września będzie zarządzać magazynem sieci o powierzchni ok. 20 tys. m², wspieranym w zakresie dystrybucji towarów przez wieżę kontrolną, z którego zaopatrywanych będzie 17 sklepów Makro. W Rosji, Grupa ID Logistics rozpoczęła realizację pięcioletniej umowy partnerskiej z Azbuka Vkusa, siecią ekskluzywnych delikatesów. Operator będzie zarządzał magazynem produktów świeżych o powierzchni 10 tys. m², skąd obsługiwane będą dostawy do ponad 100 sklepów w Moskwie i Petersburgu. ID Logistics uruchomiło także dwa nowe magazyny w Polsce. W ramach umowy z Mieszko SA, jednym z największych producentów wyrobów cukierniczych w Polsce, operator otworzył Magazyn Wyrobów Gotowych w Gliwicach o powierzchni ponad 6 tys. m², gdzie w temperaturze kontrolowanej składowanych jest ponad 800 typów (SKU) produktów czekoladowych. Natomiast rozszerzając długoletnią współpracę z Carrefour, ID Logistics uruchomiło dla tej sieci trzecie już centrum dystrybucji w Bydgoszczy o powierzchni blisko 37 tys. m², gdzie zatrudnionych jest ponad 300 osób. Z tego magazynu obsługiwane są sklepy w północno-zachodniej Polsce.

Pierwsze półrocze było dla nas kolejnym okresem bardzo dynamicznego rozwoju. Uruchomiliśmy dwa nowe centra dystrybucji, a nasz zespół projektowy przygotował dedykowane rozwiązania logistyczne, które wspierają efektywne zarządzanie procesami magazynowymi. Rozszerzyliśmy też współpracę z klientami, zwłaszcza w obszarze usług o wartości dodanej“ mówi Marzena Wal, dyrektor handlowy ID Logistics Polska. „Przed nami bardzo dobrze się zapowiadająca druga połowa roku. We wszystkich magazynach przygotowujemy się do obsługi szczytu przedświątecznego. Opracujemy też kolejne propozycje dla naszych klientów. W tym roku planujemy wzrost obrotów o 16 proc. i jesteśmy na najlepszej drodze do osiągnięcia tego celu“.

PROGNOZY

W pierwszej połowie roku działania Grupy ID Logistics ukierunkowane były na zakończenie integracji z firmą Logiters i osiągnięcie pełnej produktywności rekordowo dużej liczby magazynów uruchomionych w 2016 roku, co pozwoli zwiększyć ich rentowność w drugiej połowie tego roku. ID Logistics nadal będzie się intensywnie rozwijać tak, aby sprostać nowym wyzwaniom rynkowym, przed którymi stoją klienci firmy. Grupa planuje utrzymanie wysokiego tempa wzrostu. To pozwoli jej na osiągnięcie jeszcze lepszych wyników finansowych oraz rozważenie możliwości nowych przejęć i zwiększenie zasięgu geograficznego świadczonych usług, zwłaszcza w Europie Północnej.

Kolejny dobry kwartał Cloud Technologies. Spółka zanotowała 39 proc. wzrost przychodów rdr

Cloud Technologies, polski lider analityki Big Data i największa hurtownia danych w Europie, przetwarzająca ponad 3 mld anonimowych profili internautów podała wyniki za drugi kwartał br. Przychody spółki w tym okresie zwiększyły się o 39 proc. rok do roku i wyniosły 16,7 mln zł. Zysk netto wyniósł 5,9 mln zł. Dobre wyniki Cloud Technologies, specjalizującej się w monetyzowaniu danych jakie pozostawiają po sobie internauci, wpisują się w globalny trend rosnącego rynku Big Data. Zgodnie z szacunkami IDC rynek ten rośnie dziś w tempie sześciokrotnie szybszym niż cała branża IT.

Założona przez Piotra Prajsnara pod koniec 2011 r. spółka pół roku później weszła na NewConnect. Od tego czasu kurs jej akcji wzrósł o ponad 4500 proc. Dwa podstawowe obszary działalności Cloud Technologies to performance marketing oraz data consulting. Większość przychodów działającej w obszarze nowych technologii spółki pochodzi ze sprzedaży usług z zakresu reklamy internetowej świadczonej w modelu efektywnościowym. Wysoka rentowość realizowanych przez nią działań wynika m.in. z zastosowania innowacyjnych technologii do eksploracji dużych, nieustrukturyzowanych zbiorów danych. Jest to możliwe dzięki autorskiej platformie DMP (Data Management Platform), która wykorzystując uczenie maszynowe analizuje ponad 3 mld anonimowych profili internautów w 187 państwach. Dane o preferencjach i aktywności użytkowników sieci używane są m.in. do precyzyjnego targetowania reklamy internetowej w modelu automatycznego zakupu mediów (ang. Programmatic Buying, Real-Time Bidding).

Po dwóch kwartałach 2017 roku grupa kapitałowa Cloud Technologies osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 33,78 mln zł oraz wykazała zysk netto na poziomie 8,60 mln zł. Warto zauważyć, że EBITDA osiągnęła poziom 13,68 mln zł, a zysk netto obniżyło saldo ujemnych różnic kursowych w wysokości 2,46 mln zł. Tylko w minionym kwartale przychody spółki wyniosły 16,7 mln zł., co oznacza wzrost na poziomie 39 proc rdr. Zysk spółki w tym okresie zwiększył się o 21 proc. i wyniósł 5,9 mln zł.

Nasza gospodarka przechodzi cyfrową transformację, a analityka Big Data jest jej podstawowym elementem. To dlatego rynek Big Data as a Service jest jednym z najszybciej rozwijających się segmentów w IT. Dobre wyniki Cloud Technologies za II kwartał br. w dużej mierze wynikają z rosnącego zapotrzebowania na wysokiej jakości, szczegółowe dane o internautach i ich umiejętne wykorzystanie w działaniach marketingowych. Po raz kolejny udało nam się osiągnąć bardzo dobrą dynamikę wzrostu, co jeszcze bardziej motywuje do dalszego rozwoju. Myślę, że ostatnie wydarzenia, takie jak rozpoczęcie strategicznej współpracy z domami mediowymi Grupy Media Direction czy decyzja o przejęciu sieci reklamowej OAN przełożą się na jeszcze lepsze wyniki w przyszłości – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Spółka w drugim kwartale tego roku jako jedna z pierwszych na świecie wprowadziła na rynek dane z urządzeń mobilnych takich jak smartfony czy tablety. Cloud Technologies analizuje dane mobilne pochodzące z 30 rynków świata. Mają one ogromny potencjał dla branży reklamy internetowej, ponieważ dostarczają wyjątkowo precyzyjne informacje o zainteresowaniach internautów. Dzięki nim możliwe jest dotarcie ze spersonalizowaną reklamą do rosnącego grona użytkowników urządzeń mobilnych.

Czy to ostatni tak dobry wzrost PKB w Polsce?

16 sierpnia GUS ogłosił wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Dostaliśmy bardzo dobre informacje – wzrost gospodarczy w Polsce wyniósł 3,9%, czyli najwięcej od ponad pięciu lat. Spoglądając ogólnie na kondycję krajowej gospodarki warto zwrócić uwagę na raport MFW dotyczący potencjalnego wzrostu PKB w Polsce, wynosi on ok. 2,7%. Skąd pochodzi taka różnica?

Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) opublikował coroczny raport dotyczący polskiej gospodarki. Poza zwróceniem uwagi na szybki wzrost PKB, napędzany przez konsumpcję i akumulację zapasów w pierwszym kwartale br., MFW wymienia dość dużo zagrożeń dla naszego kraju.

Mamy coraz więcej problemów demograficznych, kurczy się populacja osób w wieku produkcyjnym

Od dawna wiadomo, że Polska będzie zmagać się w najbliższych latach z problemami demograficznymi. Populacja osób w wieku produkcyjnym maleje w tempie ok. 1 proc. rocznie i choć skala tych zmian będzie różna w kolejnych dekadach, to prawdopodobnie grupa ludzi zdolnych do podjęcia pracy zmniejszy się mniej więcej o jedną czwartą do 2050 r.

– Mamy cofnięcie zmian dotyczących wieku emerytalnego, to przez najbliższe siedem lat spowoduje, że z grupy osób aktywnych zawodowo ubędzie 1,5 mln ludzi – mówi newsrm.tv Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl

Do 2022 r. stosunek średniego świadczenia emerytalnego do przeciętnego wynagrodzenia w kraju dla kobiety prawdopodobnie zmniejszy się z 43 proc. do 35 proc., czyli o ok. jedną piątą.

Nie oszczędzamy, a wydajemy                                         

– Dodatkowo mimo dobrej koniunktury cały czas stosunkowo mało oszczędzamy, polskie gospodarstwa domowe nie oszczędzają, a konsumują. Również polskie państwo nie oszczędza, a wydaje m.in. na programy socjalne, a w tym momencie powinno oszczędzać na czasy, kiedy koniunktura będzie gorsza – mówi ekspert.

MFW stara się również oszacować wpływ programu „Rodzina 500 plus” na rynek pracy. Z jednej strony ma on zwiększyć liczbę urodzeń o 290 tys. przez najbliższą dekadę, ale może również spowodować odpływ kobiet z rynku pracy na poziomie 240 tys. oraz wygenerować roczne koszty powyżej 1 pkt proc. PKB. Sumaryczny negatywny wpływ na wynik fiskalny ostatnich zmian jest szacowany na 10 pkt proc. PKB w najbliższej dekadzie, co według Funduszu „redukuje krajowe oszczędności oraz ogranicza zasoby na inwestycje”.

Niższy wzrost gospodarczy oraz wyższe wydatki zwiększają również ryzyko poważniejszych problemów fiskalnych. Według modelu MFW istnieje 25-procentowe prawdopodobieństwo, że do 2020 r. stosunek długu do PKB przekroczy poziom 60 proc.

MFW może się mylić, ale…

W przypadku każdej analizy, a zwłaszcza tak kompleksowej, jak przyszłe wyniki gospodarki całego kraju, istnieje duże ryzyko błędu. Niestety nawet jeżeli założymy, że szacunki MFW są dość pesymistyczne, to jednak trudno dyskutować z faktem, że obniżenie wieku emerytalnego generuje olbrzymie koszty, a nowe programy socjalne zmniejszają przestrzeń fiskalną.

Przy wzroście gospodarczym powyżej potencjału oraz dobrej koniunkturze zewnętrznej te elementy nie przekładają się bezpośrednio na koszty obsługi długu czy możliwości inwestycyjne kraju. Gdy jednak europejska gospodarka powróci do powolnego tempa rozwoju, a sentyment na rynkach kapitałowych ulegnie pogorszeniu, ryzyka fiskalne znacznie się zwiększą. Wtedy prawdopodobieństwo przekroczenia konstytucyjnego poziomu długu (60 proc. PKB) wyraźnie wzrośnie, co nieuchronnie doprowadzi do ograniczenia zarówno inwestycji prywatnych, jak i publicznych. W takim scenariuszu dojdzie więc dość szybko do spadku potencjalnego PKB, zwłaszcza przy ograniczonej przestrzeni fiskalnej do stymulacji gospodarki.

Columbus Energy S.A. osiąga wysoki zysk w 1 półroczu 2017 r.

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zakończyła pierwsze półrocze 2017 r. zyskiem netto na poziomie skonsolidowanym w wysokości ponad 2,67 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 15,38 mln zł. Spółka dynamicznie zwiększa sprzedaż instalacji fotowoltaicznych oraz uatrakcyjnia swoją ofertę umacniając w ten sposób pozycję lidera rynku.

W samym 2 kw. 2017 r. Grupa Kapitałowa Columbus Energy S.A. zanotowała 1,77 mln zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 9 mln zł. W analogicznym okresie 2016 r. skonsolidowany zysk netto Spółki 0,12 mln zł, a przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 2,12 mln zł. Emitent dynamicznie zwiększa sprzedaż instalacji fotowoltaicznych zarówno w ramach programu abonamentowego, jak i finansowanych za gotówkę. W minionym kwartale Columbus Energy S.A. podpisała 600 umów na montaż mikroinstalacji fotowoltaicznych oraz zrealizowała ponad 400 montaży tego typu instalacji. Spółka wprowadziła również rewolucyjną, jedyną na rynku polskim tzw. „Gwarancję Totalną”. Jest to 15-letnia gwarancja, która obejmuje wszystkie elementy instalacji fotowoltaicznej wraz z wykonaniem montażu przez Columbus Energy S.A. Zarząd Spółki jest przekonany, że przyjęty kierunek rozwoju pozwoli jej umacniać pozycję lidera w branży oraz osiągać jeszcze lepsze wyniki finansowe.

Nasza Spółka rozwija się z wielką dynamiką. Nareszcie jesteśmy na drodze, która prowadzi nas do solidnych wyników rocznych. Dużo ciężkiej pracy, wysokie kompetencje zespołu i determinacja to te elementy, które składają się na takie wyniki. Myślę, że jeszcze pozytywniej zaskoczymy rynek na koniec roku, bowiem cały czas przybywa nam klientów, rozpoczęliśmy współpracę z Bankiem Ochrony Środowiska i montujemy coraz więcej instalacji fotowoltaicznych.” – podkreśla Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

Columbus Energy S.A. bardzo mocno pracuje nad zwiększeniem dostępności źródeł finansowania, co przekłada się wzrost możliwości realizacji montaży instalacji fotowoltaicznych. W maju br. spółka zależna Columbus Energy Finanse Sp. z o.o. zawarła umowę współpracy z Bankiem Ochrony Środowiska S.A. w zakresie pośrednictwa oraz wykonywania w imieniu i na rzecz Banku czynności faktycznych związanych z działalnością bankową na finansowanie instalacji fotowoltaicznych sprzedawanych przez Columbus Energy S.A. Podpisana umowa rozszerza ofertę Spółki oraz rozwija jej produkt abonamentowy, stwarzając tym samym Klientowi możliwość finansowania instalacji fotowoltaicznych przez Bank Ochrony Środowiska S.A.

Z kolei w 1 kw. 2017 r. Emitent przeprowadził dwie emisje obligacji, z których pozyskał łącznie środki w wysokości 5,45 mln zł, które zostały przeznaczone na montaż instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego. Columbus Energy S.A. podpisała także w tym roku umowę współpracy z Nest Bank S.A., dzięki czemu zapewnione zostało finansowanie dla jej Klientów. Nest Bank S.A. zobowiązał się do przekazywania na rachunek Spółki środków finansowych wynikających z umów zawartych z jej klientami. Zawarta umowa umożliwi Emitentowi realizowanie jeszcze większej liczby instalacji.

W lipcu br. Columbus Energy S.A. przeprowadziła emisję obligacji serii C, z której pozyskała 1,09 mln zł. Spółka podpisała również umowę o kredyt odnawialny w rachunku bieżącym na kwotę 1 mln zł.

„Aktualny rozwój Columbus Energy powoduje, że również struktura finansowa Spółki musi się rozwijać i dywersyfikować. Prowadzimy ambitne przedsięwzięcie z bardzo obiecującymi perspektywami, dlatego żeby utrzymać ten poziom rozwoju musimy sięgać po różne instrumenty finansowe. To zapewnia Spółce stabilność i możliwość odpowiedzi na popyt, jaki widzimy obecnie na rynku instalacji fotowoltaicznych. Przed nami wiele lat rozwoju i dziesiątki tysięcy instalacji do zamontowania, ale skupiamy się na pracy kwartał po kwartale, tak aby wypracowywać jak najlepsze wyniki dla naszych Akcjonariuszy.” – zakończył Prezes Zieliński.

Polska gospodarka wciąż na wysokich obrotach

Wbrew obawom, tempo wzrostu polskiej gospodarki w drugim kwartale utrzymało się na wysokim poziomie. Choć z opublikowanego przez GUS szybkiego szacunku wynika, że wyniosło ono 3,9 proc., a więc było nieznacznie niższe niż w pierwszych trzech miesiącach roku, gdy sięgnęło 4 proc., nadal są powody do optymizmu. Dane te są lepsze niż spodziewali się ekonomiści, którzy liczyli na wzrost o 3,8 proc.

Na niższą dynamikę wzrostu w drugim kwartale składają się trzy czynniki. Pierwszy, to efekt kalendarzowy, czyli mniejsza liczba dni roboczych w porównaniu do tego samego okresu z poprzedniego roku. Jego znaczenie jest niewielkie i nie ma on poważniejszych konsekwencji. Uwzględniając czynniki sezonowe, PKB wzrósł o 4,4 proc. Drugi, znacznie bardziej istotny, to negatywny dla PKB ujemnego bilansu wymiany handlowej. W drugim kwartale 2016 r. mieliśmy nadwyżkę eksportu nad importem, sięgającą 6,6 mld zł. Także w pierwszych trzech miesiącach obecnego roku eksport był wyższy od importu o 814 mln zł. Tymczasem drugi kwartał przyniósł wynoszący 1,2 mld zł deficyt w handlu zagranicznym. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że kolejnych kwartałach może być podobnie, a w każdym razie nie mamy co liczyć na nadwyżkę eksportu, która przekładała by się na wzrost PKB. Przewaga importu nad eksportem byłaby mimo to zjawiskiem korzystnym, gdyby wiązała się ze zwiększonym zakupami za granicą dóbr inwestycyjnych, czy surowców, co świadczyłoby o inwestycyjnym przyspieszeniu, kompensującym z nawiązką wpływ deficytu handlowego na PKB. Na razie można przypuszczać, że znaczna część wzrostu importu to zakupy towarów konsumpcyjnych, wynikające zarówno z poprawy sytuacji materialnej konsumentów, jak i działającego na ich korzyść znacznego umocnienia się złotego. Od końca marca do końca czerwca kurs dolara obniżył się z 3,94 do 3,70 zł, a więc o 6 proc., sprawiając że sprowadzane z zagranicy towary są dla polskiego nabywcy tańsze. Część konsumpcji, która do tej pory była głównym czynnikiem napędzającym wzrost gospodarczy, trafia do zagranicznych firm. Ten ubytek nie jest raczej tak duży, by mógł w istotny sposób ograniczyć dynamikę PKB, ale z pewnością, wraz ze wspomnianym pogorszeniem bilansu handlowego, jest odczuwalny. Tezę tę potwierdza nieco mniejsza niż w pierwszych miesiącach roku, dynamika sprzedaży detalicznej i obrotów w handlu detalicznym. Trzeci czynnik, mogący mieć wpływ na wynik drugiego kwartału, to prawdopodobnie słabszy niż można było oczekiwać, wzrost inwestycji. Wskazuje na to dość umiarkowany wzrost produkcji budowlano-montażowej, szczególnie biorąc pod uwagę ubiegłoroczne głębokie jej załamanie. Od kwietnia do czerwca ubiegłego roku spadała ona o 13-15 proc. w porównaniu do 2015 r., podczas gdy w analogicznych miesiącach obecnego roku rosła jedynie od 4,3 proc. w kwietniu do 11 proc. w czerwcu. W drugim kwartale niższy niż w pierwszych miesiącach roku był także wzrost produkcji dóbr inwestycyjnych, a także produkcji przemysłowej ogółem.

Generalnie więc znajdujemy się prawdopodobnie w okresie przejściowym, w którym inwestycje jeszcze nie przejęły roli głównego silnika wzrostu gospodarczego, a konsumpcja, choć wciąż zdecydowanie rośnie, to jednak jej dynamika nie wpływa już tak silnie na przyspieszenie tempa wzrostu PKB, utrzymując je na przyzwoitym poziomie. Od kształtowania się tych tendencji w kolejnych miesiącach, zależeć będzie ostateczny wynik polskiej gospodarki w całym roku, który można szacować na 3,8-4,1 proc.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Rynek telemedyczny rozwija się bardzo dynamicznie

Nawet 27 mld dol. może wynosić wartość światowego rynku telemedycznego. Rozwija się on bardzo dynamicznie. Szacuje się, że w najbliższych latach roczne wzrosty będą co najmniej 15-procentowe. Najdojrzalszy jest w tej chwili rynek w Stanach Zjednoczonych. Drugie miejsce pod względem rozwoju zajmuje rynek europejski. Co ważne, spora w tym zasługa polskich producentów sprzętu telemedycznego.

„Segmenty, w których działają polskie firmy telemedyczne, są zróżnicowane. Najbardziej rozwinięte, zarówno w Polsce, jak i globalnie, są rozwiązania telemedyczne w obszarze kardiologicznym […]. W tym momencie obserwujemy nasycenie rynku kardiologicznego i rozwój innych segmentów. W szczególności chodzi o leczenie chorób cywilizacyjnych, m.in. onkologicznych czy metabolicznych, np. cukrzycy. Po drugie rozwijane są rozwiązania diagnostyczne” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Andrzej Białkowski-Miler, prezes firmy Biotech Management Consulting.

Jak wynika z raportu „Nadchodzący boom. Globalne perspektywy rozwoju rynku telemedycznego”, rozkwit telemedycyny opiera się na dwóch głównych czynnikach. Pierwszym jest poprawa zdrowia pacjentów, drugim – zmniejszenie kosztów opieki zdrowotnej. Jeśli chodzi o poprawę zdrowia pacjentów, wynika ona z tego, że telemedycyna ułatwia dostęp do specjalistów, zwiększa skuteczność diagnostyki, terapii i rehabilitacji, a także umożliwia lepszą prewencję chorób. Z kolei co do zmniejszenia kosztów opieki zdrowotnej, jest ono możliwe dzięki temu, że podmioty świadczące usługi medyczne nie ponoszą tak dużych opłat lokalowych, spadają koszty transportu, skraca się czas wizyt lekarskich i eliminowane są zbędne świadczenia.

Obecnie najbardziej zaawansowane rozwiązania telemedyczne wykorzystuje się w telemonitoringu. Dzięki stosowanym urządzeniom można kontrolować, czy zaburzenia występujące u pacjenta nie zagrażają bezpośrednio jego zdrowiu i życiu. Drugim bardzo dobrze rozwiniętym obszarem, zwłaszcza na rynku amerykańskim, są telekonsultacje medyczne. Poza tym w szybkim tempie rozwija się telediagnostyka. Melodią przyszłości są natomiast operacje prowadzone zdalnie.

Od września satelity będą monitorowały przewóz towarów

Ustawa o systemie monitorowania drogowego przewozu towarów wrażliwych weszła już w pełni w życie, zaczęły obowiązywać sankcje. Przepisy wprowadziły spore zmiany w zakresie transportu artykułów takich jak susz tytoniowy czy alkohol etylowy. Od września pojazdy przewożące wrażliwe towary dodatkowo będą musiały udostępniać także swoją lokalizację.

Ustawa o monitorowaniu przewozów określa zasady systemu śledzenia przewozu tzw. towarów wrażliwych, a także wskazuje odpowiedzialność za naruszenie obowiązków związanych z kontrolą przewozu na każdym etapie łańcucha dostaw, czyli: podmiotu wysyłającego, nadawcy, przewoźnika i odbiorcy.

– Coraz częściej otrzymujemy od przewoźników informacje na temat kontroli przeprowadzanych przez służby celno-skarbowe. Funkcjonariusze skrupulatnie sprawdzają, czy przewoźnicy w czasie transportu spełniają wymagania zapisane w ustawie oraz czy rodzaj i ilość przewożonego ładunku zgadzają się ze złożoną wcześniej deklaracją – wyjaśnia Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Wysokie kary pieniężne

– Odpowiedzialność za naruszenia wynikające z ustawy ciążą przede wszystkim na odbiorcy ładunku. Jednak dotyczą również przewoźnika drogowego i kierowcy, który wykonuje transport danych towarów. Jeżeli chodzi o kary, to w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości, funkcjonariusz może zatrzymać dany transport do czasu usunięcia nieprawidłowości. Jak również nałożyć sankcję finansową, karę pieniężną, w wysokości do 7,5 tys. zł na kierowcę i do 20 tys. zł na przewoźnika. Odbiorca jak i nadawca ładunku mogą odpowiadać w dużo większej mierze, ponieważ ich kara uzależniona jest faktycznie od wartości danego ładunku. Jak najbardziej kary możemy uniknąć, stosując się do przepisów, które wynikają bezpośrednio z ustawy. – mówi newsrm.tv Kamil Wolański.

Według ustawy, do przeprowadzenia kontroli uprawnieni są funkcjonariusze służby celno-skarbowej, Policji, Straży Granicznej oraz Inspekcji Transportu Drogowego.

Obowiązkowe systemy lokalizacyjne

Zgodnie z nowelizacją Ministra Finansów każdy pojazd przewożący tzw. towar wrażliwy, będzie musiał dodatkowo zostać wyposażony w system lokalizacji, który w czasie rzeczywistym przekazuje położenie pojazdu do Krajowej Administracji Skarbowej. Jeżeli kontrola drogowa wykaże brak urządzenia w pojeździe, jego wyłączenie lub błędy w działaniu, transport zostanie zatrzymany do momentu wyjaśnienia sytuacji. Pomimo, że kary finansowe będą nakładane po trzech miesiącach od nowelizacji, to kontrole ze strony Krajowej Administracji Skarbowej cały czas będą mogły nakazać konwojowanie pojazdu, które nie jest tanim przedsięwzięciem.

Jak uniknąć kary?

Kar można uniknąć stosując się ściśle do przepisów, które wynikają bezpośrednio z ustawy. Przede wszystkim należy pamiętać o dokonaniu zgłoszenia w systemie elektronicznym SENT, który został stworzony przez Ministerstwo Finansów na potrzeby ustawy. Następnie system generuje numer referencyjny, który powinien zostać przekazany przewoźnikowi oraz odbiorcy dostawy. W czasie kontroli kierowca powinien posiadać numer zgłoszenia ze sobą w kabinie pojazdu. Dodatkowo, przewoźnik oraz odbiorca towaru zobligowani są do wypełnienia w systemie informacji o transporcie już po wykonaniu zlecenia. Jednak przede wszystkim rodzaj, a także ilość przewożonego ładunku muszą zgadzać się ze zgłoszoną wcześniej deklaracją.

Kredyty walutowe psują się coraz bardziej

Kredyty mieszkaniowe należą do najsolidniej regulowanych zobowiązań wobec banków. Od kilku lat widoczna jest jednak tendencja zwiększania się udziału niespłacanych w terminie kredytów w walutach, przy jednoczesnej poprawie spłacalności kredytów w złotych.

Wakacje w całej pełni, więc niedawno złożony w Sejmie prezydencki projekt pomocy zadłużonym i rozwiązania problemu kredytów walutowych czeka na powrót posłów. Nie próżnuje za to środowisko „frankowiczów”. Stowarzyszenie „Stop Bankowemu Bezprawiu” uznaje dotychczasowe działania legislacyjne za niewystarczające i zapowiada rozpoczęcie obywatelskiej inicjatywy zmierzającej do uchwalenia ustawy, która miałaby między innymi wydłużyć do sześciu miesięcy termin wypowiadania przez banki umowy kredytowej, w przypadku opóźnień w spłacie zobowiązania.

Sam frank w tym czasie kontynuuje rynkowe wahania. Od końca czerwca do pierwszych dni sierpnia jego kurs obniżył się z nieco ponad 3,9 zł do niespełna 3,7 zł, z jednej strony przynosząc wyraźną ulgę zadłużonym w tej walucie, z drugiej zaś nasilając falę opinii, głoszących że problem się sam rozwiąże lub przynajmniej jego skutki będą łagodniejsze niż się obawiano. Ostatnie dni pokazują jednak, że wbrew optymistycznym prognozom, może nie być tak łatwo. Co prawda kurs wzrósł w związku z napięciem między Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną „jedynie” o niecałe 10 gorszy, podchodząc w okolice 3,8 zł, ale przypomniał o zagrożeniach, których w bliższej i dalszej przyszłości z pewnością nie będzie brakować. A każde większe polityczne czy finansowe zamieszanie może skutkować gwałtowną zmianą notowań walut.

kredytyŹródło: Gerda Broker na podstawie danych NBP

Działania zmierzające do rozsądnego dla wszystkich stron rozwiązania problemu kredytów we frankach są więc nadal potrzebne. Tym bardziej, że choć w powszechnej opinii charakteryzują się one bardzo dobrą spłacalnością, to jednak powoli lecz systematycznie sytuacja się pogarsza. Gdy na początku roku Komitet Stabilności Finansowej podejmował uchwałę dotyczącą rekomendacji w sprawie restrukturyzacji portfela kredytów mieszkaniowych, oceniał że „portfel walutowych kredytów mieszkaniowych nie generuje ryzyka systemowego, a kredyty są też dobrze spłacane”.

Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika jednak, że jeszcze w 2010 r. wskaźnik kredytów zagrożonych sięgał w przypadku zobowiązań walutowych jedynie 1 proc., to już w styczniu obecnego roku wynosił 3,4 proc. To wciąż poziom bardzo dobry, ale niekorzystna tendencja nieustannie się pogłębia, w dużej mierze niezależnie od wahań kursu franka. Jego pamiętny skok z początku 2015 r. oczywiście był odczuwalny, ale i wcześniej udział kredytów zagrożonych się zwiększał, zbliżając się do 3 proc. Jest to głównie związane ze znaną bankowcom prawidłowością, zgodnie z którą jakość portfela kredytowego pogarsza się w sposób naturalny z upływem czasu, czyli z jego „starzeniem się”. Średni „wiek” portfela kredytów walutowych przekracza dziewięć lat, podczas gdy w przypadku złotowych wynosi nieco ponad cztery lata. Tym tłumaczy się fakt, że dla mieszkaniowych kredytów w złotych wskaźnik zobowiązań zagrożonych jest niższy i wynosił na początku roku 2,6 proc. Co jednak ciekawe, mimo że i ten portfel się „starzeje”, to wskaźnik charakteryzujący jego jakość od połowy 2013 r. ulega poprawie. Jeszcze w czerwcu 2013 r. sięgał 4,17 proc., by do stycznia 2017 r. spaść do wspomnianego poziomu 2,6 proc. (wcześniej, mimo „młodego wieku” szybko zwiększał się z 2,3 do 4,2 proc.). To oczywiście efekt spadających stóp procentowych. Rada Polityki Pieniężnej zaczęła obniżać je pod koniec 2012 r., a w ślad za tym WIBOR, czyli stawka wyznaczająca istotny składnik kosztu kredytu złotowego, zmniejszyła się z nieco ponad 5 proc. do 1,8 proc., a więc o niemal dwie trzecie. Zrównanie się wskaźników kredytów zagrożonych dla zobowiązań w złotych i we frankach miało miejsce w grudniu 2015 r. Od tego czasu różnica pogłębia się na niekorzyść kredytów walutowych. Sytuacja może się jednak w przyszłości ponownie zmienić, wraz z rozpoczęciem cyklu podwyżek stóp procentowych. Wówczas będziemy mieć do czynienia z narastaniem zjawiska złych kredytów, zarówno w złotych, jak i w walutach, spowodowanym jednocześnie ich starzeniem się oraz wzrostem kosztów odsetkowych. Tym bardziej więc konieczne jest uruchomienie skutecznego mechanizmu pomocy kredytobiorcom wszystkich kategorii, mających kłopoty z regulowaniem zobowiązań. Działający dotąd Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, dysponujący kwotą 600 mln zł zdecydowanie takiej roli nie spełnił, skoro wykorzystano z niego zaledwie 2 proc. zgromadzonych środków. Prezydencki projekt ma ten stan rzeczy zmienić, a jest to tym bardziej ważne, jeśli spojrzeć na problem nie tylko z punktu widzenia wskaźników, ale także realnych kwot, jakie się za nimi kryją oraz ludzi, których to bezpośrednio dotyka. W ostatnim kwartale ubiegłego roku wartość odpisów dokonanych przez banki z tytułu zagrożonych kredytów mieszkaniowych wyniosła 290 mln zł, co przekłada się na kilka tysięcy osób zagrożonych utratą mieszkania.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Lekcja kryzysu sprzed dekady

Mija właśnie 10 lat od momentu rozpoczęcia największego kryzysu finansowego od czasu Wielkiej Depresji z 1929 r. Powszechnie za początek krachu uważa się upadek banku Lehmann Brothers we wrześniu 2008 r., ale rynek załamał się już latem 2007 r. Dziś długi Amerykanów biją rekordy wysokości. Czy taki rozwój sytuacji powinien nas niepokoić?

W listopadzie ubiegłego roku zadłużenie gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii wzrosło do 1,5 bln funtów osiągając nienotowany wcześniej poziom 85 proc. PKB. W uchodzącej za rozsądną i zamożną Szwecję długi obywateli w stosunku do produktu krajowego wynoszą 87 proc. W Kanadzie, której udało się wyjść obronną ręką z kryzysu 2007-08 r. zobowiązania mieszkańców są już większe niż wartość PKB. W Polsce kredyty sektora prywatnego, a więc osób fizycznych i firm wynosi obecnie 79 proc. PKB, podczas gdy w 2006 r. było to 47 proc.

W USA na koniec I kwartału 2017 roku bankowe długi amerykańskich gospodarstw domowych osiągnęły najwyższy poziom w historii – 12,73 bln dolarów. Poprzedni rekord padł jesienią 2008 r., kiedy zadłużenie Amerykanów wyniosło 12,68 bln USD.

Czy wzrost zadłużenia gospodarstw domowych i rządów jest zapowiedzią nadciągającego kryzysu? Prof. Jack Guttentag z Uniwersytetu w Pensylwanii mówi, że z przewidywaniem kryzysu jest jak z meteorytami mijającymi ziemię: wiadomo, że uderza, nie wiadomo kiedy i gdzie. Warto jednak przygotować się na to zdarzenie.

Na poprzedni kryzys, który zaczął się latem 2007 r. niewielu było przygotowanych, a najmniej rządy. W konsekwencji z rynków wyparowały biliony dolarów, a gospodarki wielu krajów wpadły w recesję, z której niektóre dopiero zaczynają wychodzić. Za symboliczny początek kryzysu uważa się bankructwo Lehmann Brothers 15 września 2008 r., ale w rzeczywistości upadłość jednego z najbardziej znanych banków inwestycyjnych na Wall Street była ostatnim aktem tragedii, która zaczęła się rozgrywać już rok wcześniej.

W marcu 2007 r. bankructwo ogłosił New Century Financial Corp, drugi co do wielkości sprzedawca kredytów hipotecznych subprime w USA. Fakt ten przeszedł bez większego echa, choć zaczęły się pojawiać głosy, że na rynku nieruchomości być może powstała bańka spekulacyjna.

Szybko okazało się, że problem nie dotyczy tylko nieruchomości, ale ma szerszy zasięg. Na bazie kredytów hipotecznych banki inwestycyjne zaczęły emitować rozmaite papiery wartościowe, których stopa zwrotu gwarantowana była przez strumień rat. Spłacali je posiadacze domów obciążonych hipoteką.

Mechanizm działał do momentu, kiedy podstawą instrumentów były zdrowe, dobrze spłacane kredyty. Z czasem zaczęto jednak tworzyć kombinacje kredytów regularnych i tzw. subprime, czyli oferowanych klientom o obniżonej zdolności kredytowej i obarczonych większym ryzykiem straty. Jak się okazało, podstawą papierów inwestycyjnych kupowanych na całym świecie były często tzw. kredyty NINJA (skrót od non incom, non job, non assets). Zaciągały je osoby bez stałych dochodów, a następnie masowo przestawali je spłacać.

Bańka zaczyna pękać

W czerwcu 2007 r. Standard&Poor’s i Moody’s obniżyły ocenę wiarygodności dużego pakietu papierów wartościowych opartych o subprimowe hipoteki poniżej poziomu inwestycyjnego. Wcześniej cieszyły się one najwyższą notą AAA. Jak pisał wówczas „Wall Street Journal”, ruch ten zaniepokoił inwestorów, gdyż wskazywał, że zamieszanie na rynku nieruchomości potrwa jeszcze kilka miesięcy. W rzeczywistości agencje ratingowe dotknęły ledwie czubka góry lodowej. Obniżenie ratingu objęło instrumenty o wartości 17 mld dolarów, podczas gdy cały rynek hipotek z pieczątką „poniżej standardu”,  szacowany był na ponad 3 bln USD.

W tym samym miesiącu Bear Stearns, jeden z największych banków inwestycyjnych na Wall Street poinformował inwestorów, że zamyka dwa fundusze inwestujące w instrumenty pochodne powiązane z rynkiem nieruchomości ze względu na brak możliwości oszacowania wartości aktywów.

Mimo to, jego konkurent, Merrill Lynch, odkupił część z tych papierów o nominale 800 mln dolarów.

Wciąż wydawało się, że rynek nieruchomości przeżywa przejściowe problemy i korygowane są mocno wyśrubowane w ostatnich latach wyceny. 19 lipca 2007 roku Dow Jones Industrial Average pobił historyczny rekord, przebijając poziom 1400 punktów.

Niecały miesiąc później okazało się, że „credit crunch”, czyli załamanie rynku instrumentów finansowych, budowanych na bazie kredytów mieszkaniowych, nie jest wymysłem pesymistycznych ekonomistów. Stał się problemem o światowym zasięgu, obejmującym USA, Europę, Chiny, Japonię. W światowej gospodarce wszystkie globalne banki inwestowały w bezpieczne, jak wydawało się dotąd, papiery, których wartości, wobec spadających cen, nikt nie był w stanie określić.

Akcja banków centralnych

10 sierpnia Fed, Bank Rezerw Federalnych, EBC, Bank Japonii, Bank Australii i Bank Kanady w skoordynowanej akcji zwiększenia płynności rynku, zaoferowały przeszło 260 mld USD awaryjnego finansowania dla instytucji finansowych. Była to pierwsza tego typu inicjatywa od ataków terrorystycznych z 11 września 2001 r.

Pomimo coraz wyraźniejszych oznak nadciągającej burzy, rynek wciąż funkcjonował normalnie. Kiedy 28 września, amerykański celebryta telewizyjny Jim Cramer ostrzegł widzów: „nie ważcie się kupować nieruchomości, bo stracicie pieniądze”, ściągnął na siebie falę krytyki. Dwa dni później upadł internetowy sprzedawca hipotek Netbank.

W połowie października Hank Paulson, sekretarz skarbu powiedział: „załamanie na rynku nieruchomości pogłębia się i moim zdaniem stanowi to największe zagrożenie dla naszej gospodarki”. Amerykański rząd i FED zaczęły podejmować działania mające na celu powstrzymanie spadków na rynku nieruchomości, a później krachu całego sektora finansowego. Jesienią 2007 r. upadł brytyjski bank Northern Rock, kiedy wystraszeni deponenci zaczęli oblegać oddziały, żeby wypłacić swoje pieniądze. „Run na bank” w konsekwencji doprowadził do niewypłacalności banku. W 2008 r. w USA, JP Morgan Chase kupił za 2 dolary Bear Stearns. Merill Lynch został kupiony przez Bank of America. A Citigroup przejął jeden z największych banków detalicznych Wachovia. W końcu bankructwo ogłosiła największa grupa ubezpieczeniowa na świecie – AIG. Kryzys rozlał się na cały świat.

Nie lubię poniedziałków

Latem 2008 r. rządy Francji i Belgii w ciągu weekendu przeprowadziły kontrolowaną upadłość jednej z największych grup bankowych w Europie – Fortis Bank. Inwestorzy na całym świecie coraz bardziej obawiali się poniedziałków, kiedy ogłaszane były decyzje podejmowane w zaciszu politycznych gabinetów, podczas burzliwych obrad w soboty i niedziele, kiedy zamknięte są giełdy.

Najgorszy był poniedziałek 15 września, kiedy okazało się, że amerykański rząd nie będzie ratować banku Lehmann Brothers. Ten w konsekwencji musiał ogłosić bankructwo. Na koniec dnia Dow Jones tracił 4,4 proc. i był to największy dzienny spadek od 11 września 2001 r.

Upadek Lehmann Brothers stanowił iskrę, po której nastąpił wybuch światowego kryzysu. Bank był partnerem wielu międzynarodowych instytucji w handlu instrumentami opartymi o amerykańskie hipoteki. Cały system bankowy zachwiał się w posadach, gdyż nikt nie był w stanie oszacować strat z tytułu obrotu zainfekowanymi papierami, ani podać nominalnej wartości tego rodzaju instrumentów, które trafiły na rynek.

W październiku FED ogłosił program skupu krótkoterminowych wierzytelności bankowych na kwotę 540 mld USD. Miesiąc później dorzucił kolejne 800 mld dolarów. To jednak było za mało. W 2013 r. rządowe biuro rachunkowe podało, że koszt kryzysu z 2008 r. dla amerykańskiej gospodarki wyniósł ponad 22 bln dolarów.

Zielona wyspa

W Polsce kryzys finansowy miał bardzo łagodny charakter. Najbardziej dolegliwe dla polskiego konsumenta okazały się problemy z zaciąganiem kredytów mieszkaniowych denominowanych we franku szwajcarskim. Rynek międzybankowy zamarł, więc krajowe banki jeden po drugim wycofywały z oferty frankowe hipoteki, odmawiając wypłaty kredytu nawet klientom z wydaną już promesą kredytową. Nie licząc tych trudności, Polska wyszła bez szwanku z szalejącego na innych rynkach kryzysu i jako jedyny kraj w Europie nie wpadła w recesję.

Kryzys finansowy potwierdził starą zasadę, że jeśli taksówkarz doradza ci kupno jakiegoś aktywa, powinieneś czym prędzej je sprzedać. Tak było w USA, gdzie inwestycje w nieruchomości wydawały się inwestycją pewną i dochodową, co doprowadziło do wykreowania bańki spekulacyjnej, która po załamaniu rynku pozbawiła miliony ludzi 9,1 bln dolarów oszczędności. Lekcja z kryzysu uczy by dywersyfikować ryzyko inwestycyjne i zawsze mieć w portfelu bezpieczne instrumenty.

Co mówi Kasandra

Po wybuchu kryzysu finansowego wielu ekonomistów przekonywało, że przewidzieli nadejście krachu i choć często trudno zweryfikować jednoznacznie ich wypowiedzi sprzed załamania rynków kilku rzeczywiście dokładnie zdiagnozowało słabości systemu, które później doprowadziły do upadku Lehman Brothers. Co mówią dzisiaj?

Nouriel Roubini, nazywany Dr Doom ze względu na czarne prognozy dla rynku, przedstawiane w ostatnich latach (i powszechnie uważany „za tego, który przewidział kryzys”), główne źródło ryzyka dla rynków widzi obecnie w Białym Domu. Uważa on, że administracja Donalda Trumpa jest niekompetentna, a jej pomysły – protekcjonizm, wojna handlowa, liberalizacja regulacji bankowych – niebezpieczne dla USA i światowej gospodarki.

Janet Yellen, szefowa FED powiedziała ponad miesiąc temu, że do kryzysu nie dojdzie za naszego życia. Później, podczas przesłuchania przed senacką komisją uściśliła, że poluzowanie ograniczeń nałożonych na banki po 2008 r., może wywołać kryzys.

William White, bankier centralny, który w 2003 r. przewidział załamanie się rynków finansowych uważa, że obecnie stoimy na krawędzi kolejnego kryzysu, przyczyn upatrując w ogromnym i rosnącym zadłużeniu. O ile w 2008 r. długi prywatne, firmowe i rządów stanowiły 200 proc. światowego PKB, to aktualnie odsetek ten wynosi 250 proc.

Michael Burry, jeden z bohaterów film „The Big Short”, ekscentryczny zarządzający funduszem, który przez dwa lata obstawiał załamanie rynku hipotecznego, grając przeciwko największym bankom na świecie, na czym ostatecznie zarobił 100 mln dolarów w rozmowie z NYMag.com mówił przed rokiem: „Zrobiłem wyliczenia. Każda część mojego umysłu podpowiada mi, że system finansowy zmierza do upadku. Pytanie brzmi nie czy to nastąpi, ale kiedy”.

Wskaźniki nie potwierdzają tych kasandrycznych przepowiedni. Global Risk Aversion Indeks Citigroup, mierzący poziom ryzyka na rynkach spadł w minionym miesiącu do najniższego poziomu od trzech lat i mieści się w granicach średniej sprzed kryzysu 2008 r.

Przygotowanie do kryzysu

Niezależnie od tego czy jesteśmy w przededniu kryzysu, czy nie nastąpi on za naszego życia, przezorny inwestor powinien być przygotowany na dekoniunkturę i recesję. Wzrost kursów giełdowych i cen w ostatnich miesiącach może zawrócić w głowie i osłabić czujność, jednak właśnie
w okresie prosperity należy rozsądnie zarządzać aktywami.

Główną zasadą jest zachowanie balansu między aktywami bardziej ryzykownymi i bezpiecznymi. Szwajcarski fundusz Matterhorn Asset Management kupował w 2002 r. zdecydował się kupić złoto jako zabezpieczenie na gorsze czasy, płacąc 300 USD z uncję. Zarządzający wyszli z założenia, że koniunktura nie może trwać wiecznie i kiedyś przyjdzie załamanie. W 2011 r. złoto kosztowało blisko 2 tys. USD. Dzisiaj trzeba za niego zapłacić 1,2 tys. dolarów.

Żółty kruszec od dawna uchodzi za bezpieczny port dla inwestorów. Podobnie jak srebro. W portfelu dobrze mieć również gotówkę w obcej walucie: dolary, euro oraz franki szwajcarskie, które charakteryzują się dość dużą odpornością na zawirowania rynkowe. Część aktywów powinna być ulokowana w aktywach łatwo zbywalnych, jak obligacje i fundusze pieniężne.

***
Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

Korporacyjne fundusze inwestycyjne coraz częściej inwestują w startupy

W drugim kwartale 2017 r. fundusze venture capital zainwestowały na świecie ponad 40 mld USD, blisko 70% więcej w porównaniu z pierwszym kwartałem br. Liczba transakcji w tym czasie zmniejszyła się jednak o kilka procent, co dobrze ilustruje fakt, że fundusze tego typu podejmują coraz mniej ryzykowane decyzje, preferując inwestycje w bardziej dojrzałe i większe spółki. Systematycznie wzrasta również rola korporacji w finansowaniu startupów – w drugim kwartale 2017 r. blisko 25% wszystkich transakcji na całym świecie zostało zrealizowanych przez tzw. korporacyjne fundusze venture capital – wynika z badania KPMG.

W II kwartale 2017 r. łączna kwota zainwestowanych środków wyniosła ponad 40 mld USD, co jednak oznacza spadek o 14,2% w stosunku do analogicznego okresu 2016 r. W ostatnim kwartale ponownie pojawiło się kilka jednorożców (spółek o wartości ponad 1 mld USD) i jednocześnie wzrosła średnia wartość inwestycji w pojedynczą spółkę realizowaną przez fundusze – w przypadku finansowania we wczesnej fazie rozwoju (tzw. seed) ogólnoświatowa mediana wyniosła 1,4 mln USD (w 2010 było to tylko 0,4 mln USD). Jak wynika z raportu KPMG, liczba transakcji w II kwartale br. spadła o 24% w porównaniu z II kwartałem 2016 r.

Także w Europie fundusze typu venture capital preferują dojrzałe spółki

Wartość inwestycji funduszy venture capital w Europie w pierwszych dwóch kwartałach br. wyniosła  4,1 mld USD, co stanowi zaledwie około 10% wszystkich transakcji dokonywanych przez fundusze na całym świecie w tym czasie. Inwestycje w Europie mają na ogół mniejsze rozmiary – mediana w przypadku finansowania we wczesnej fazie (tzw. seed) wyniosła 1 mln USD. Badanie przeprowadzone przez KPMG wskazuje, że podobnie jak w innych regionach, fundusze europejskie inwestują coraz ostrożniej, wybierając przede wszystkim dojrzałe spółki, które odnotowują już zyski.

Rośnie znaczenie startupów biotechnologicznych

Fundusze venture capital coraz bardziej koncentrują się na inwestycjach w spółki produkujące oprogramowanie – 48% środków inwestowanych przez fundusze służy finansowaniu firm software’owych. Rośnie również znaczenie startupów biotechnologicznych – na inwestycje w takie firmy fundusze przeznaczyły 3,9 mld USD w dwóch pierwszych kwartałach br.

Technologie cyfrowe przyczyniają się coraz bardziej do rewolucji w obszarze ochrony zdrowia. Nie tylko w genetyce, lecz także przy tworzeniu nowych cząsteczek i molekuł przydatnych w terapiach, czy również w prewencji zdrowotnej i rehabilitacji. Biorąc pod uwagę systematycznie rosnące nakłady finansowe na ochronę zdrowia nie należy się dziwić, że fundusze są coraz bardziej otwarte na sektor biotechnologiczny. Także amerykańskie korporacje, będące liderami cyfrowego biznesu IT coraz odważniej inwestują w spółki biotechnologiczne – mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Startupy coraz śmielej wkraczają do branży samochodowej

W pierwszej połowie 2017 r. zainwestowano ponad 250 mln USD w startupy z branży „autotech”, która obejmuje nie tylko cyfrowe rozwiązania wykorzystywane wyłącznie w samych samochodach, lecz również takie, które mogę wspomóc bezpieczeństwo, sprzedaż samochodów, procesy zarządzania flotą czy ubezpieczenia pojazdów.

Przemysł samochodowy znajduje się obecnie w fazie dynamicznych zmian technologicznych. Olbrzymie znaczenie dla banży samochodowej ma rozwój rozwiązań cyfrowych, w szczególności związanych ze sztuczną inteligencją oraz internetem rzeczy – mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Korporacyjne fundusze inwestycyjne coraz ważniejszymi graczami na rynku inwestycji w startupy

Analizy KPMG pokazują również, że korporacje coraz bardziej interesują się startupami. Tzw. korporacyjne fundusze inwestycyjne brały udział w prawie 25% transakcji na całym świecie, podczas gdy 2010 r. tylko 12% inwestycji było realizowanych przez korporacje.

Przy obecnym tempie rozwoju technologicznego korporacje są świadome, że muszą pozyskiwać innowacje z zewnątrz. Dlatego zakładają własne fundusze typu venture capital, które oprócz budowy wartości portfela inwestycyjnego mają przede wszystkim na celu inwestowanie w startupy tworzące rozwiązania wspomagające rozwój korporacji. W obecnej sytuacji także największe polskie grupy kapitałowe powinny tworzyć własne korporacyjne fundusze inwestycyjne, aby efektywniej pozyskiwać innowacje – mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Wielka Brytania nadal najważniejszym rynkiem VC w Europie, Niemcy na 2. miejscu

Z raportu KPMG wynika, że większość krajów europejskich zdaje sobie sprawę z kluczowego znaczenia startupów dla krajowych gospodarek. Stąd też coraz częściej są podejmowane inicjatywy ukierunkowane na zbudowanie systemu finansowania startupów we wczesnej fazie, takie jak np. dalszy rozwój programu British Business Park w Wielkiej Brytanii, plany niemieckiego rządu odnośnie utworzenia specjalnego funduszu, który przez cztery lata przeznaczy ok. 500 mln EUR na inwestycje w startupy, czy francuskie plany utworzenia funduszu w wysokości 11 mld EUR, który ma być przeznaczony na finansowanie innowacyjnych spółek.

Wielka Brytania nadal jest najważniejszym rynkiem venture capital w Europie. W II kwartale 2017 r. blisko 35% wartości wszystkich europejskich inwestycji było lokowanych na brytyjskim rynku. Niemcy są drugim w kolejności rynkiem w Europie, na który przypada 16% europejskich inwestycji.

Berlin z ponad 500 mln EUR zainwestowanymi w startupy w II kwartale 2017 r. staje się coraz ważniejszym „hubem” dla startupów w Europie. Na pewno warto, żeby Warszawa czy inne polskie aglomeracje aspirujące do pozycji centrów startupowych, przyjrzały się dokładnie systematycznym działaniom, które przyczyniły się do sukcesu Berlina – mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Jakim klientem jest senior? Co kupuje? Ile wydaje?

Jednym z największych wyzwań gospodarczych całej Unii Europejskiej jest problem starzejącego się społeczeństwa. Jak podaje Komisja Europejska, w wyniku niskiego wskaźnika urodzeń, wchodzenia w wiek emerytalny powojennego wyżu demograficznego oraz wydłużającego się czasu trwania życia, do 2060 roku liczba seniorów w całej Europie wzrośnie niemal dwukrotnie – z 87 do 153 mln. Dodatkowo największy, trzykrotny przyrost spodziewany jest w grupie 80+[i]. Jeszcze kilkanaście lat temu seniorzy byli niedocenianą grupą klientów, a produkty i usługi rzadko były dopasowane do ich potrzeb. Dziś o emerytów walczą banki, sieci komórkowe, biura turystyczne, koncerny medyczne, a nawet samochodowe. Sami seniorzy coraz częściej surfują w Internecie, robią zakupy online i żyją aktywnie. Jakimi są konsumentami? Czy gospodarka odpowiada na ich potrzeby?

W ubiegłym roku emerytury pobierało ponad 5 mln osób[ii]. Obecnie średnia wysokość emerytury w Polsce wynosi 1727 zł netto. Pomimo rządowych reform i propozycji podwyższenia standardu życia na emeryturze, najniższe świadczenie emerytalne ma wzrosnąć o jedyne 27 złotych brutto[iii]. Mimo to, ponad 40 proc. osób w wieku 60 – 65 ocenia swoją sytuację materialną, jako dobrą lub raczej dobrą. W przypadku grupy 66 – 74 lata to samo zdanie ma 39 proc. Wśród emerytów powyżej 75 roku życia – 37 proc.[iv] Z jednej strony seniorzy walczą z niespłaconymi zobowiązaniami finansowymi oraz długami, z drugiej – rośnie grupa osób przedsiębiorczych, dorabiających na emeryturze lub korzystających z renty dożywotniej. To właśnie ci emeryci, którzy żyją aktywnie, podróżują, uczęszczają na szkolenia, kursy komputerowe czy na zajęcia Uniwersytetów III Wieku stają się konsumentami, o których walczą firmy.

– Współczesny senior jest coraz bardziej aktywny, odważny i świadomy swoich praw. Korzysta z Internetu, podróżuje, uczestniczy w życiu kulturalnym i co najważniejsze – rozwija nowe pasje, zainteresowania, uczy się. Taki emeryt staje się konsumentem, który kupuje, by poprawić jakość swojego życia, a nie „przeżyć do pierwszego”. Coraz więcej firm rozumie, że już dziś seniorzy są klientami, o których warto walczyć, a w przyszłości to właśnie oni będą wyznaczać trendy dotyczące nowych usług czy produktów – tłumaczy Robert Majkowski, Prezes Zarządu Funduszu Hipotecznego DOM, który od 9 lat oferuje rentę dożywotnią, zgłębia potrzeby oraz sposoby komunikacji z seniorami.

Co i jak kupują seniorzy?

Zmieniająca się mentalność seniorów wiąże się z coraz większym apetytem konsumpcyjnym. Emeryci chętniej robią zakupy, które podnoszą jakość ich życia, a nie tylko zapewniają przetrwanie. Okazuje się, że najlepszym argumentem przekonującym do zakupu danego sprzętu lub usługi dla 40 proc. osób w wieku 60-75 lat jest atrakcyjna oferta oraz promocje[v]. Warto tu zaznaczyć, że dzięki pogłębiającej się informatyzacji seniorów sklepy internetowe coraz częściej obsługują starszych klientów, a osoby powyżej 60 roku życia stanowią już 6 proc. klientów e–sklepów[vi]. Aby przyciągnąć ich uwagę stosowane są m.in. specjalne czcionki oraz szata graficzna. Okazuje się również, że seniorzy chętniej decydują się na zakup samochodu. Zwykle wybierają modele proste i uniwersalne – aż 70 proc. osób powyżej 65 roku życia zdecydowało się na Skodę Fabię w modelu hatchback, z manualną skrzynią biegów, o małej pojemności silnika[vii].

Kolejnym trendem są podróże. Sektor turystyczny kieruje do tej grupy wiekowej specjalną i coraz szerszą ofertę. Osoby powyżej 60 roku życia – ze względu na brak zobowiązań zawodowych – zwykle decydują się na wyjazd poza sezonowym szczytem. Według serwisu TravelPlanet.pl w sezonie turystycznym na wakacje wybiera się jedynie 24 proc. emerytów. Po sezonie jest ich znacznie więcej. Osoby starsze najchętniej wybierają się nad morze (89 proc.) oraz jeziora (75 proc.)[viii]. Duża część wypoczywa jednak we własnym ogródku, na działce lub wyjeżdża na jednodniowe wycieczki organizowane przez coraz większą liczbę biur turystycznych. – Najważniejszym aspektem udanej współpracy z seniorami jest wysoka jakość obsługi, czytelna i jasna komunikacja oraz czas na podjęcie decyzji. Emeryci lubią porównywać oferty i zadawać pytania. Są grupą społeczną, która potrzebuje znacznie więcej czasu na podjęcie decyzji zakupowej, aniżeli osoby z innych grup wiekowych. Jeśli już zdobędziemy ich zaufanie staną się lojalnym klientem. Jeśli je stracimy, nigdy do nas nie wrócą – podkreśla Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

Senior na rynku usług finansowych

Seniorzy są grupą, która aktywnie korzysta z usług finansowych: posiada rachunki bankowe, zaciąga kredyty i pożyczki konsumpcyjne, używa kart kredytowych, korzysta z renty dożywotniej. Według Biura Informacji Kredytowej seniorzy stanowią 18 proc. wszystkich kredytobiorców[ix]. Dodatkowo 12 proc. kart kredytowych należy właśnie do osób w wieku 60+[x]. Rośnie również liczba osób korzystających z renty dożywotniej, choć Polska, na tle USA, Wielkiej Brytanii, czy innych krajów europejskich, dopiero rozwija się w tym zakresie.

Sami emeryci są dla banków i instytucji finansowych lojalną i solidną grupą odbiorców. Dlaczego? Po pierwsze notują regularne i stałe wpływy, dzięki czemu mogą zaplanować swoje wydatki, uwzględniające comiesięczne płatności ratalne. Rynek finansowy coraz chętniej przygotowuje specjalne oferty dla osób starszych: konta internetowe, lokaty, pożyczki.

Oddzielną usługą jest renta dożywotnia, która funkcjonuje na polskim rynku od 9 lat. Skierowana do osób powyżej 60 roku życia, posiadających swoje mieszkanie lub dom, polega na otrzymywaniu comiesięcznego świadczenia pieniężnego, w zamian za przekazanie (najczęściej funduszowi hipotecznemu) prawa własności do nieruchomości. – Z renty dożywotniej korzystają osoby z całej Polski, posiadające dom lub mieszkanie. Na podstawie indywidualnie przygotowanej oferty senior otrzymuje comiesięczną rentę, która poprawia jego domowy budżet. Średnia wartość wypłacanych comiesięcznie świadczeń, według danych KPF, to 1000 zł, ale mamy klientów, którzy otrzymują 2500-6000 zł co miesiąc. Jest to rozwiązanie uniwersalne – pomaga wyjść na finansową prostą, wyjechać na wakacje czy po prostu poprawić jakość codziennego życia – tłumaczy Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Senior na rynku pracy

Już dziś mówi się o tym, że kiedyś seniorzy mogą stać się przyszłością rynku pracy – zmiany demograficzne zachodzące w Polsce i na świecie spowodują, że będą oni stanowić dużą grupę potencjalnych pracowników. Już teraz badanie CBOS wykazało, że 14 proc. osób w wieku 60+ jest aktywnych zawodowo, w tym: 10 proc. pracuje na pełen etat oraz po 2 proc. w niepełnym wymiarze godzin lub dorywczo[xi]. Aktywność zawodowa seniorów ma więc tendencję wzrostową. W III kwartale 2016 roku wynosiła 8,2 proc. Dwa lata wcześniej było to 7,1 proc[xii]. Okazuje się, że pracodawcy cenią osoby w wieku 50+ za zaangażowanie (33 proc.), odpowiedzialność (30 proc.), dyspozycyjność (31 proc.) oraz lojalność (27 proc.)[xiii]. Jednocześnie, statystyki pokazują, że w IV kwartale 2016 roku na rynku pracy pojawiło się o 45 tys. mniej młodych osób[xiv]. – Część seniorów pracuje, ponieważ chce się rozwijać, poznawać nowych ludzi i czuć się potrzebna. Druga część jest aktywna zawodowo z powodów finansowych. Sytuacja idealna byłaby wtedy, gdyby seniorzy decydowali się na dodatkową pracę zarobkową tylko z pierwszego powodu. Dopóki jednak emerytury będą tak niskie obawiam się, że większość osób starszych będzie szukała dodatkowego finansowania nie tylko w rencie dożywotniej, ale również w dodatkowej pracy – podsumowuje Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

[i] http://wyborcza.pl/1,155287,10586858,Europa_sie_starzeje__coraz_mniej_ludzi_do_pracy.html

[ii] Raport ZUS „Struktura wysokości emerytur i rent wypłacanych przez ZUS po waloryzacji w marcu 2016”

[iii] http://superbiz.se.pl/wiadomosci-biz/waloryzacja-rent-i-emerytur-rzad-pis-ustalil-stawki-najbiedniejsi-seniorzy-dostana-ok-27-zl-brutto_1009376.html

[iv] http://forsal.pl/artykuly/995510,praca-seniorow-wsrod-polakow-w-wieku-60-aktywnych-zawodowo-jest-tylko-14-proc.html

[v] http://www.infor.pl/prawo/prawa-konsumenta/prawa-konsumenta/96179,Seniorzy-jako-znaczaca-grupa konsumentow.html

[vi] http://natemat.pl/803,babcia-kupuje-przez-internet-czyli-jak-sie-zmienia-polski-klient

[vii] http://moto.onet.pl/aktualnosci/top-10-jakie-samochody-uzywane-kupuja-seniorzy/2m7sn2

[viii] „Preferencja i aktywność turystyczna Polaków w wieku 50+” Joanna Górna, Prace Naukowe Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie.

[ix] http://kurier.pap.pl/depesza/171733/Seniorzy-zadluzaja-sie-na-potege–Co-piaty-kredytobiorca-to-osoba-po-65–roku-zycia

[x] http://www.citibank.pl/poland/homepage/polish/press1/informacje-prasowe-2017-04-19.htm?cat=10195

[xi] Analiza 13 raportów CBOS wykonanych do sierpnia 2016 roku. Źródło analizy: http://forsal.pl/artykuly/995510,praca-seniorow-wsrod-polakow-w-wieku-60-aktywnych-zawodowo-jest-tylko-14-proc.html

[xii] http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/1023352,seniorzy-na-rynku-pracy-zatrudnienie-seniorow.html

[xiii] Badanie Work Service „Postawy pracodawców wobec seniorów na rynku pracy”, grudzień 2015

[xiv] http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/1023352,seniorzy-na-rynku-pracy-zatrudnienie-seniorow.html