Lipiec przerwał dobrą passę funduszy inwestycyjnych

CEO Magazyn Polska

Mimo słabego lipca, kiedy aktywa zgromadzone w TFI spadły o 3,7 mld zł, fundusze inwestycyjne są zadowolone z wyników osiąganych w tym roku. TFI korzystają na tym, że są niskie stopy procentowe, które zmniejszają atrakcyjność lokat bankowych. Kolejnym wyzwaniem dla banków mogą być niedługo fundusze celu. Mają one osiągać określoną stopę zwrotu, np. 5 proc., przy ryzyku porównywalnym z lokatą bankową.

Do funduszy napłynęło w pierwszym półroczu 5,5 mld zł. Prawie 10 proc. tej kwoty stanowiły nasze fundusze. Jesteśmy w pierwszej czwórce, przed nami jest tylko PZU, PKO BP, Pioneer. W pierwszym półroczu napłynęło do Aviva TFI około 1 mld 100 mln złotych brutto, czyli mniej więcej pół miliarda netto – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Przybylski, prezes zarządu Aviva Investors TFI.

W lipcu wartość aktywów zgromadzonych w TFI spadła o 3,7 mld zł do 199 mld zł. Powodem były rekordowe w skali miesiąca wypłaty środków z jednego z funduszy niepublicznych, które sięgnęły 3,5 mld zł – wynika z raportu przygotowanego przez Analizy Online i Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami. Dla segmentu funduszy detalicznych lipiec był jednak udanym miesiącem, ponieważ saldo wpłat i umorzeń wyniosło +900 mln zł. Innym powodem spadku wartości aktywów dla całego rynku TFI był ujemny wynik zarządzania w wysokości -1,0 mld zł.

Inwestycjom w fundusze sprzyjają rekordowe niskie stopy procentowe NBP, ponadto coraz więcej analityków i ekonomistów spodziewa się, że RPP będzie zmuszona złagodzić swoją politykę. To jeszcze bardziej zmniejszy atrakcyjność lokat bankowych w stosunku do inwestycji na rynku kapitałowym. Biorąc pod uwagę 2-letni horyzont inwestycyjny, akcje notowane na GPW powinny dać wyższe zyski niż obligacje skarbowe, korporacyjne czy instrumenty rynku pieniężnego.

Mimo wielu ryzyk, które ciążą segmentowi akcji, naszym zdaniem jest to rynek, który powinien przynosić najlepsze wyniki w horyzoncie kolejnych 24 miesięcy. Tu można spodziewać się kilkunastoprocentowych stóp zwrotu w optymistycznym scenariuszu – przewiduje Marek Przybylski.

TFI wychodzą naprzeciw preferencji inwestorów odnośnie stopy zwrotu i ryzyka, poszerzając stale ofertę dostępnych funduszy. Klienci coraz częściej chcą inwestować w fundusze celu (target funds), zamiast samodzielnie dobierać do swojego portfela fundusze, które pozwolą im uzyskać pożądaną relację oczekiwanego zysku i ryzyka.

Klient w tej chwili nie myśli o funduszach w ten sposób, że chce zarobić więcej niż rynek akcji, a w czasie bessy stracić mniej niż rynek akcji, tylko chce zrealizować swój cel. Nasz pierwszy fundusz celu ma przynieść klientowi znacznie wyższą stopę zwrotu niż depozyt bankowy, celujemy w 5 punktów procentowych rocznie, z niewiele większą zmiennością, czyli z niewiele większym ryzykiem niż depozyt – wyjaśnia prezes Aviva Investors TFI.

Fundusz celu ma być dostępny na polskim rynku pod koniec 2014 r. lub na początku 2015 r. Aviva Investors planuje także uruchomić fundusz, który zapewni ochronę siły nabywczej pieniędzy przed inflacją.

Kolejnym pomysłem jest fundusz, który będzie generował w miarę stabilny strumień dochodów dla klienta, który chce co kwartał, co pół roku wypłacać pieniądze i mieć w ten sposób dodatkowe wsparcie z funduszy. Taki jest kierunek podejmowanych przez nas działań. Nie będziemy już inwestować w kolejne rynki czy kolejne klasy aktywów, tylko raczej będziemy realizowali cele klientów, wprowadzając nowe produkty – twierdzi Marek Przybylski.

Saturn inwestuje w sklepy dla fanów nowych technologii

0

Saturn SamsungSaturn, sieć sklepów z elektroniką użytkową, będzie intensywniej rozwijać sieć mniejszych, specjalistycznych sklepów z produktami najwyższych technologii. Przy współpracy z producentem sprzętu firmą Samsung sieć otworzyła pierwszy Saturn Samsung Store w Galerii Katowickiej.

Saturn liczy na sukces tego przedsięwzięcia, bo – jak podkreślają przedstawiciele sieci – nowy format jest odpowiedzią na potrzeby rynku i klientów.

To pierwszy sklep Samsung Saturn Store. To, czy będą kolejne, zależy od powodzenia tego eksperymentu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sławomir Uherek, dyrektor zarządzający sieci Saturn. – Głęboko wierzę, że skończy się to sukcesem, bo zarówno marka Saturn, jak i Samsung są liderami technologii w swoich branżach. Wierzę, że klienci odpowiedzą na to wieloma wizytami i dobrymi zakupami.

Pierwszy Samsung Saturn Store jest znacznie mniejszy od typowego sklepu sieci Saturn. To świadoma decyzja. Przedstawiciele Saturna opierając się na badaniach preferencji klientów, zauważyli, że ostatnio rośnie grupa kupujących, którzy poszukują wyspecjalizowanych sklepów i chcą mieć w zasięgu ręki wszystko, co ich interesuje.

W dużych sklepach mamy ofertę wielu działów, ofertę przekrojową innych asortymentów, nie tylko wysokie technologie. Natomiast małe formaty zlokalizowane w centrach o wysokim trafficu czy dużej liczbie klientów, są skonstruowane tak, by klient, w miejscu do którego często przychodzi, czyli w galerii handlowej, na małej powierzchni miał dostęp do wszystkich najnowszych technologii – zaznacza dyrektor zarządzający sieci Saturn.

Podkreśla, że dziś klienci poszykują produktów elektronicznych, z którymi mogą się przemieszczać. Najlepiej sprzedają się takie urządzenia, jak smartfony, tablety i laptopy, czyli te umożliwiające korzystanie z mobilnego internetu.

Skupiamy się teraz na najwyższych technologiach, co też bardzo wyraźnie komunikujemy razem z liderem tych technologii, czyli Samsungiem – mówi Sławomir Uherek. – Nasze przedsięwzięcie odpowiada na potrzeby klientów, na rozwijający się rynek właśnie w kategorii urządzeń mobilnych i nowoczesnych technologii.

W nowym sklepie dostępne będą jednak nie tylko urządzenia mobilne, lecz także innowacyjne produkty AGD z segmentu premium, m.in. lodówki i pralki.

Saturn Samsung Store to element nowej oferty sieci. W ubiegłym roku Saturn uruchomił format specjalistycznych sklepów poświęconych technologiom mobilnym i akcesoriom.

Ponad 200 dzieci urodziło się w pierwszym roku rządowego wsparciu in vitro. Do połowy 2016 r. do programu trafi prawie 250 mln zł

CEO Magazyn Polska

W pierwszym roku rządowego programu finansowania zapłodnienia in vitro na świat przyszło ponad 200 dzieci poczętych w ten sposób. W programie, który potrwa do połowy 2016 r., pomoc ma uzyskać 15 tys. par. Rząd zarezerwował na ten cel 250 mln zł. Wsparcie jest niezbędne, bo niepłodność jest coraz większym problemem, a zapłodnienie in vitro najskuteczniejszą metodą jej leczenia.

Zgodnie z danymi Europejskiego Towarzystwa Reprodukcji Człowieka i Embriologii ponad 1,5 miliona par w naszym kraju zmaga się z problemem niepłodności. Według Światowej Organizacji Zdrowia na świecie liczba ta sięga nawet 80 milionów.

Skala problemu niepłodności w ciągu dziesięcioleci narasta. Nad czynnikiem żeńskim, który dawniej dominował, zaczyna w tej chwili przeważać czynnik męski, który jest bardzo trudny do leczenia. Co więcej pary decydują się znacznie później na posiadanie dzieci, co dodatkowo utrudnia zajście w ciążę – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Jarosław Niemoczyński, ginekolog-położnik z Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA.

Uruchomiony od początku lipca ubiegłego roku rządowy Program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego, czyli dofinansowywanie procedury zapłodnienia in vitro, ma pomóc zmniejszyć skalę tego zjawiska. Na trzyletni program przewidziano 247,2 mln zł. Już w pierwszym roku obowiązywania programu, jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, zgłosiło się prawie 12 tys. par. Do leczenia zakwalifikowanych zostało ponad 8 tys.

Dzięki dofinansowaniu w pierwszym roku obowiązywania programu urodziło się 214 dzieci. Plan resortu zakładał pomoc 2,5 tys. par w 2013 r., 5,5 tys. w obecnym oraz 7,5 tys. w 2015 r. i pierwszej połowie 2016 r. Wsparcie mogą otrzymać tylko te pary, którym nie pomagają inne metody. Jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, przed rozpoczęciem rządowego programu dostęp in vitro był znacznie ograniczony z powodów finansowych.

Niepłodność coraz częściej wiąże się z problemami psychologicznymi. W badaniu przeprowadzonym przez specjalistów z Kliniki Położnictwa i Ginekologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego 78 proc. kobiet i 62 proc. mężczyzn z par leczących się na niepłodność zgłaszało przygnębienie, poczucie beznadziejności oraz utratę radości życia.

In vitro, czyli zapłodnienie pozaustrojowe, jest obecnie najskuteczniejszą metodą leczenia niepłodności. Twórca metody, brytyjski biolog Robert Geoffrey Edwards, otrzymał za jej opracowanie Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny.

W Polsce zabiegi in vitro wykonywane są z sukcesem już od 1987 r.

Od tego czasu bardzo dużo się zmieniło, jeśli chodzi o dostępność zabiegów in vitro w Polsce: liczba miejsc, w których można ten zabieg wykonać, oraz koszty, jakie pacjent musi ponosić. Z naukowego punktu zmienił się sposób przygotowania i technika medyczna  mamy coraz lepsze leki do stymulacji jajeczkowania, coraz lepsze techniki uzyskiwania, zmienił się też sposób przechowywania zarodków – tłumaczy Jarosław Niemoczyński.

Zgodnie z szacunkami przedstawionymi w rządowym programie finansowania in vitro każda próba zapłodnienia pozaustrojowego kosztuje łącznie ok. 7,5 tys. zł. Skuteczność cykli wynosi 30 proc., program zakłada zatem przeprowadzenie do trzech prób dla każdej pary. Łącznie w programie przewidziano niemal 32 tys. cykli. Poza samym przeprowadzaniem zabiegów w koszty programu wliczone są też koszty stworzenia i prowadzenia rejestru osób leczonych metodą in vitro (ponad 400 tys. zł) oraz posiedzeń Rady Naukowej (90 tys. zł).

Firmy otwierają się na pracowników tuż po studiach. Biedronka zatrudni tysiąc absolwentów

CEO Magazyn Polska

Duże firmy powoli otwierają się na zatrudnianie osób tuż po studiach, bez doświadczenia zawodowego. Przykładem jest sieć sklepów Biedronka, która zaoferuje absolwentom tysiąc nowych miejsc pracy. Firmy wychodzą również z inicjatywą ściślejszej współpracy z uczelniami. Takie inicjatywy mają pomóc w ograniczeniu najważniejszego problemu rynku pracy, czyli bezrobocia wśród młodych.

W grupie wiekowej do 25 lat wskaźnik bezrobocia jest na poziomie powyżej 25 proc. To jest duży problem rynku pracy – bezrobocie młodych, którzy kończą szkoły średnie, uczelnie i bardzo trudno jest im znaleźć dla siebie miejsce na rynku pracy – podkreśla Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

To nie tylko problem Polski, bo z danych Eurostatu wynika, że bez pracy pozostaje 23 proc. młodych Europejczyków. Dlatego duże firmy powoli zaczynają otwierać się na zatrudnianie młodych ludzi. Przykładem jest Europejska Inicjatywa na rzecz Zatrudniania Ludzi Młodych firmy Nestlé, do której przystąpiły takie firmy, jak: EY, Google, AXA czy Facebook, a we wrześniu przystąpią również partnerzy z Polski.

Na polskim rynku przykładem inicjatywy skierowanej do młodych jest akcja sieci sklepów Biedronka, która obok planów zatrudnienia na poziomie 5 tys. osób w tym roku, zamierza w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy zatrudnić tysiąc absolwentów wyższych uczelni na stanowiska kierownicze w sklepach. Młodzi mogą liczyć również na stanowiska pracy tworzone przez giganta w obszarze e-commerce, czyli firmę Amazon.

Tych programów, które firmy szykują, na razie jest niewiele i jak widać głównie w obszarze handlu, ale od czegoś trzeba zacząć – podkreśla Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Jej zdaniem oprócz nowych miejsc pracy ważna jest również ściślejsza współpraca między firmami a uczelniami.

To, czego uczymy młodych ludzi, czy to na poziomie średnim, czy na poziomie wyższym, ma się, nie chcę powiedzieć nijak, ale w niewielkim stopniu do tego, jakie są oczekiwania przedsiębiorców – ocenia główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan. – Dlatego, jak przedsiębiorcy mówią o tym, jakich pracowników poszukują, to na pierwszym miejscu wymieniają doświadczenie, ponieważ wiedzą, że informacje, które uzyskujemy w procesie edukacji, są absolutnie niewystarczające.

Dostrzegają to sami zainteresowani. Ponad połowa studentów uważa, że program studiów w niewystarczającym stopniu uwzględnia obowiązkowe staże i praktyki – wynika z badania Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!”. Co trzeci twierdzi, że studia nie przygotowują ich do podjęcia pierwszej pracy.

Wiedzę teoretyczną młodzi ludzie mają, i to całkiem przyzwoitą. Czasami nawet ponad to, co jest im i będzie im w życiu zawodowym potrzebne. Natomiast to, czego na pewno nie mają po procesie edukacji to doświadczenie – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Mam nadzieję, że programy, które będą uruchamiane przez duże firmy skierowane do absolwentów, będą zbudowane tak, aby mogli oni zdobywać doświadczenia nie tylko w jednym miejscu w firmie, lecz także żeby mogli przejść przez wiele działów, poznać, na czym polega praca w firmie, żeby ich kompetencje były wzbogacone o znacznie szersze doświadczenia.

Jak podkreśla ekonomistka, sytuacja na rynku pracy poprawia się, ale bardzo wolno, tym bardziej że w okresie prac sezonowych to normalne zjawisko. W lipcu 2014 bezrobocie spadło do 11,9 proc. – wynika z danych resortu pracy. Ministerstwo liczy, że na koniec roku będzie na poziomie ok. 12,5 proc.

Pytanie, co się wydarzy we wrześniu czy październiku, kiedy zmniejszy się liczba osób zatrudnionych przy pracach sezonowych, a także, kiedy zapewne będziemy mieć już pierwsze skutki embarga rosyjskiego na wiele produktów, w szczególności rolno-spożywczych – zastanawia się główna ekonomistka Lewiatana.

Na razie z gospodarki płyną sprzeczne sygnały. Produkt Krajowy Brutto w I kw. 2014 wzrósł  o 3,4 proc. To jeden z lepszych wyników w Unii Europejskiej. Mimo to zatrudnienie w firmach wzrosło w niewielkim stopniu, a lipcowy wskaźnik PMI opisujący nastroje menadżerów w przemyśle spadł, pokazując, że nie są one najlepsze. Według ekonomistki pozytywne jest to, że pracodawcy nie planują zwolnień.

Nawet jeśli gospodarka nie rośnie tak szybko, jak byśmy tego oczekiwali, to jednak przedsiębiorcy niechętnie pozbywają się pracowników – ocenia Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. – Uważają, że ci pracownicy, którzy już są w firmie i ją znają, są wartością dodaną dla tej firmy.

Z mBankiem na stałym kursie

Do końca sierpnia trwa subskrypcja nowej lokaty strukturyzowanej mBanku Stały kurs. Roczna inwestycja oparta jest o kurs EUR/PLN i daje możliwość zysku do 5 proc. w skali roku przy jednoczesnej gwarancji kapitału. Minimalna kwota inwestycji to tysiąc złotych.

Aktywem bazowym lokaty jest średni kurs EUR wyrażony w PLN, publikowany przez Narodowy Bank Polski w każdym dniu roboczym.

Wysokość oprocentowania zależny od utrzymania się poziomu kursu walutowego w określonym przedziale. Jego zakres zostanie wyznaczony pierwszego września br. według następującej formuły: dolny poziom przedziału będzie o 14 groszy niższy, a górny wyższy o 2 grosze niż kurs EUR/PLN opublikowany tego dnia. Maksymalny zysk z lokaty może wynieść 5 proc. Jeśli natomiast warunek dziennej obserwacji będzie spełniony w 75 proc. obserwacji, to zwrot z lokaty będzie na poziomie 3,75 proc.

– Konstrukcja lokaty zakłada umocnienie złotego. Zdaniem ekonomistów mBanku w realizacji tego założenia polskiej walucie sprzyjać ma wzrostowa faza cyklu koniunkturalnego oraz postrzeganie jej jako satelity strefy euro. Ten ostatni element jest dla nich szczególnie ważny w kontekście globalnie niskich stóp procentowych, ponieważ generuje dodatkowy popyt na polski dług – traktowany jako alternatywę dla obligacji strefy euro – mówi Kajetan Kędzior, z Wydziału Produktów Inwestycyjnych mBanku.

Lokatę Stały kurs nabyć można do 31 sierpnia br. Minimalna kwota inwestycji wynosi tysiąc złotych, a z jej otwarciem nie wiążą się żadne opłaty. Lokata objęta jest całkowitą gwarancją kapitału w dniu zakończenia. Inwestycja potrwa od 1 września 2014 roku do 1 września 2015 roku. Podczas trwania lokaty klient może w każdej chwili sprawdzić, jaka jest jej teraźniejsza wartość w serwisu bankowości elektronicznej.

Z nowej emisji akcji Lotos sfinansuje rozwój własnego wydobycia

Rozwój rafinerii i rozwój własnego wydobycia paliw Lotos chce sfinansować z emisji nowych akcji.

Lotos planuje pozyskać ok. 1 mld zł emisji nowych akcji, które zostaną zaoferowane dotychczasowym akcjonariuszom spółki. Wpływy z emisji zostaną przeznaczone na dalsze prace nad wzrostem własnego wydobycia węglowodorów oraz zwiększeniem kompleksowości rafinerii

Decyzja o podwyższeniu kapitału zakładowego poprzez emisję nowych akcji zapadnie 8 września br. na zaplanowanym Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Grupy Lotos SA.

W ramach planowanego podwyższenia kapitału zakładowego proponowana jest emisja do 55 mln nowych akcji zwykłych, skierowana do akcjonariuszy Lotosu, którym przysługiwać będzie prawo poboru. Proponowany dzień prawa poboru to 18 listopada 2014 r. Za każdą jedną akcję posiadaną na koniec dnia prawa poboru akcjonariuszowi będzie przysługiwało jedno prawo poboru.

– Wielkość wpływów z emisji będzie uzależniona m.in. od sytuacji makroekonomicznej, sytuacji na rynkach kapitałowych, popytu na akcje oraz ostatecznie ustalonych warunków emisji – zastrzega Lotos w komunikacie.

(Newseria Inwestor)

mBank: pierwszy bank obecny na Instagramie

0

mBank po raz kolejny wyprzedza rynek, sięgając po innowacyjne sposoby komunikacji z klientem. Jako jedyna instytucja finansowa w Polsce ma konto na Instagramie – niezwykle popularnym fotograficznym serwisie społecznościowym. Do aktywności na profilu zachęca też klientów, a autorów najciekawszych zdjęć nagradza mobilnymi gadżetami.

mBank jest ikoną bankowości mobilnej. Tytuł ten potwierdzają działania podejmowane zarówno w sferze produktowej (nowy serwis bankowości elektronicznej w internecie oraz aplikacja mobilna), jak i komunikacyjnej. mBank był pionierem w zakresie komunikacji z klientami w internecie za pośrednictwem bloga i forum. Jako jeden z pierwszych pojawił się też na Facebooku i Twitterze. Teraz przeciera szlaki na Instagramie, pokazując bank „od kuchni”.

Osoby obserwujące profil mBanku w serwisie fotograficznym mogą zobaczyć m.in. zdjęcia zrobione podczas wydarzeń, którym patronuje bank, jak również fotografie autorstwa jego pracowników (hasztag #okiempracownika). Teraz do aktywności na Instagramie zachęcani są także klienci, dla których bank przygotował specjalny konkurs – Tour de mBank.  Do wygrania są m.in. czytniki książek oraz rower miejski.

– Zabawa potrwa do 28 września br. Aby wziąć w niej udział wystarczy zrobić zdjęcie, na którym w ciekawy sposób pokazany zostanie rower oraz temat przewodni konkursu, publikowany co siedem dni na stronie www.mbank.pl/rower. Do 17 sierpnia będzie nim hasło mMural – mówi Izabela Kwiatkowska z mBanku, odpowiedzialna za organizację konkursu oraz działania banku na Intagramie. Zdjęcie należy zamieścić wraz z hashtagami: #mobilnymBank oraz wpisem odpowiednim dla danego tygodnia. Akcja przygotowana została we współpracy z agencja VML Poland, która pracując nad koncepcją konkursu inspirowała się rzeczywistymi zachowaniami internautów, którzy publikowali w sieci zdjęcia z rowerami miejskimi.

Podczas konkursu mBank promuje korzystanie z rowerów miejskich, jako letnią alternatywę komunikacyjną dla zatłoczonych miast i dobry sposób spędzania wolnego czasu. Na rowerach z logo banku można jeździć już w ośmiu miastach Polski.mBank: pierwszy bank obecny na Instagramie 1

Energa notuje spadek przychodów, ale wzrost zysku

Przychody Energii spadły w I poł. br. o 9 proc., zysk wzrósł o 11 proc.

Energa SA, grupa zajmująca się wytwarzaniem, dystrybucją i sprzedażą energii, zanotowała po I poł. 2014 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 5,28 mld zł, co wobec tego samego okresu ub.r. stanowi spadek o 9 proc.

Firma miała jednak wzrost zysku netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej. W I poł. roku na czysto firmy grupy Energa zarobiły 595,4 mln zł, co jest wynikiem wyższym od ubiegłorocznego o ponad 11 proc. Różnica wynika ze spadku kosztów sprzedaży.

W II kw. 2014 r. całkowita zainstalowana moc wytwórcza Grupy Energa wyniosła 1,3 GW. Grupa wytworzyła brutto 1,3 TWh energii elektrycznej: 62 proc. wytworzonej energii brutto pochodziło z węgla kamiennego, 19 proc. z wody, 14 proc. z biomasy i 5 proc. z wiatru. Dla porównania, w tym samym okresie ub.r. Energa wyprodukowała z węgla procentowo mniej energii – 61 proc., natomiast 26 proc. było wyprodukowane z wody, a 13 proc. z biomasy.

Produkcja ciepła brutto wyniosła 635,4 TJ. Spółka dystrybucyjna Grupy, Energa-Operator SA, dostarczyła 5,1 TWh energii elektrycznej do 2,9 mln odbiorców.

Spadają przychody i zysk Open Finance

W I poł. br. Open Finance zanotował spadek przychodów o 12 proc. i spadek zysku prawie o połowę.

Open Finance, spółka zajmująca się doradztwem finansowym, zanotowała w I półroczu br. spadek przychodów o 12 proc. r/r do poziomu 194 mln zł, podano w raporcie finansowym.

Największy wpływ na spadek przychodów miała sprzedaż produktów inwestycyjnych. W I poł. roku Open Finance sprzedał ich na kwotę 58,5 mln zł – to o ponad 41 proc. mniej niż przed rokiem. Wzrosła, choć nieznacznie, sprzedaż usług pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. W obrocie lokalami z rynku pierwotnego spółka miała przychody na poziomie 15,4 mln zł. To o 6 proc. więcej r/r, ale też jedyny segment działalności, gdzie zanotowano wzrost przychodów.

Zysk netto miał jeszcze większy spadek w ujęciu rocznym, prawie o połowę – z poziomu 2,3 mln do 14,9 mln zł w I poł. 2014 r.

Zawisła wiecha na kolejnym etapie osiedla Hochtief na Bielanach

CEO Magazyn Polska

Budynki etapu IIA osiedla Sokratesa Park & Art osiągnęły stan surowy. Hochtief ma zakończyć prace nad budynkiem w II kw. 2015 r.

Firma Hochtief Polska zakończyła realizację stanu surowego obiektów powstających w etapie IIA budowy osiedla Sokratesa Park & Art w Warszawie. Inwestycja, na której właśnie zawieszono symboliczna wiechę, budowany jest na działce przy ul. Sokratesa 13 w Warszawie, w dzielnicy Bielany. Inwestorem obiektu jest firma Sokratesa Development.

Zakończenie budowy etapu IIA osiedla zaplanowano na II kwartał 2015 roku. Na wrzesień br. planowane jest rozpoczęcie robót etapu IIB, a ich zakończenie na luty 2016 roku.

Zakończyliśmy prace stanu surowego budynków w etapie IIA osiedla, obecnie realizujemy roboty murowe wewnętrzne i instalacyjne. Rozpoczęliśmy prace na elewacjach i dachach budynku. Zgodnie z harmonogramem w najbliższym czasie rozpoczniemy przebudowę w ulicy Sokratesa umożliwiającą wjazd na teren całego osiedla realizowanego w etapie II, jak również dostęp do lokali usługowych zlokalizowanych wzdłuż ulicy – powiedział Wojciech Kasprowicz, kierownik kontraktu z warszawskiego oddziału Hochtief Polska.

W ramach projektu powstają dwa  9-kondygnacyjne budynki z dwiema kondygnacjami podziemnymi przeznaczonymi na garaże. Na parterze budynków znajdzie się siedem lokali usługowe. Autorem projektu obu etapów inwestycji jest pracownia MKC Architekci.

(Newseria Inwestor)

Trudne półrocze dla domów maklerskich. Nadzieją poprawa koniunktury i zmiany na GPW

CEO Magazyn Polska

Domy maklerskie mają za sobą trudne półrocze – na podstawowej działalności praktycznie nic nie zarobiły. Bardziej zapobiegliwi funkcjonują głównie w oparciu o własne inwestycje i pozabrokerskie usługi dla klientów. Szans na nowych inwestorów i większą liczbę debiutów upatrują w działaniach nowych władz giełdy. Zdaniem brokerów powinny one w większym stopniu zaangażować się w aktywizację inwestorów.

Podstawowym problemem domów maklerskich są obecnie niskie obroty, a właśnie prowizje stanowią dla większości z nich główne źródło dochodów.

 Działalność maklerska wśród biur maklerskich jest obecnie deficytowa – przyznaje w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Jacek Rachel, prezes zarządu DM BDM. – Cała branża w pierwszym półroczu wypracowała praktycznie zerowy wynik na działalności maklerskiej, a te niewielkie zyski, które się pojawiły w rachunkach wyników, wynikają z działalności inwestycyjnej biur maklerskich, którą podejmują na własny rachunek.

Według danych GPW wartość obrotów sesyjnych akcjami na rynku głównym w lipcu tego roku spadła o 5,4 proc. w stosunku do wartości z lipca 2013 r. Nie przybywa też nowych rachunków – ostatni duży wzrost ich liczby był związany z debiutem PKP Cargo jesienią ubiegłego roku. Niewiele jest też nowych spółek na giełdzie, a zupełnie już brakuje prywatyzacji.

 Receptą na tę sytuację jest zdywersyfikowana struktura przychodów – mówi prezes BDM. – Nasze biuro w tej chwili świadczy praktycznie pełny zakres usług maklerskich. Zajmujemy się bankowością inwestycyjną, jesteśmy brokerem klientów indywidualnych, świadczymy usług dla instytucji, wypełniamy także funkcję animatora, dbamy o płynność. Jesteśmy liderem w pełnieniu funkcji animatora na rynku NewConnect, który jest coraz większy na giełdzie.

Maklerzy liczą na poprawę koniunktury, ale też na zmianę sytuacji na samej GPW i realizację pomysłów jej nowego prezesa. To zrozumiałe, że giełda jako firma musi zarabiać, ale musi też uwzględniać interes swoich uczestników – podkreśla Rachel

(Newseria Inwestor)

DM Citi Handlowy: Spółki energetyczne są zbyt drogie

CEO Magazyn Polska

WIG-energia urósł od początku roku o blisko jedną czwartą, podczas gdy indeks obejmujący wszystkie spółki stał w miejscu. Inwestorzy chętnie kupowali akcje spółek energetycznych, ponieważ rosła awersja do ryzyka, a sam sektor skutecznie redukował koszty. Marże pozostają jednak niskie, a wyniki są silnie uzależnione od pojedynczych wydarzeń. W rezultacie przez najbliższe lata niektóre spółki będą odnotowywały mniejsze wpływy niż wydatki.

Indeks WIG-energia urósł od początku roku o blisko 25 proc., podczas gdy WIG30 jest teraz niemal na tym samym poziomie, co w styczniu, a nawet lekko spadł. Na przestrzeni ostatniego roku najmocniej zdrożały akcje PGE (ok. 35 proc.), Energi (ok. 30 proc.) oraz czeskiego CEZ (blisko 20 proc.). Słabiej na tym tle wypadły walory Tauronu i Enei, które podrożały odpowiednio o 9 i niespełna 1 proc. Według Piotra Dzięciołowskiego, analityka sektora energetycznego w DM Citi Handlowy, nie ma już obecnie podstaw do tego, by spółki energetyczne kosztowały więcej niż obecnie.

Gdyby spojrzeć na ich realne zyski, zabrać im darmowe CO2, zabrać im subsydia na zielone certyfikaty, dołożyć trochę długu, który będzie w związku z inwestycjami, to jednak płacenie za akcję kwot siedmiokrotnie przekraczających wskaźnik EV/EBITDA roku 2016–2017, to już jest dosyć agresywna wycena. Patrząc na perspektywy dywidend, możemy przypuszczać, że nie będą one przekraczać 3 proc. w przypadku Tauronu i  4-5 proc. w przypadku PGE. Tak więc nie widzę specjalnie dużych możliwości wzrostu – ocenia w rozmowie z agencją  informacyjną Newseria Inwestor Piotr Dzięciołowski, analityk sektora energetycznego w DM Citi Handlowy.

Po wyłączeniu korzystnych czynników związanych z regulacjami, analiza fundamentalna nie daje podstaw do wyceny polskiej energetyki wyżej, niż są wyceniane benchmarkowe firmy w Europie.

– Nie wiemy do końca, jak rozwiąże się kwestia rynku mocy i znormalizowania ich sposobu zarabiania pieniędzy na elektrowniach konwencjonalnych, nie mamy również pewności, czy wolne przepływy pieniężne przez najbliższą dekadę będą ponad kreską. Czyli kupujemy tak naprawdę perspektywy po roku 2020, bo wtedy będą zarabiały realny cash. Po tych wycenach według mnie nie jest to atrakcyjne – mówi Dzięciołowski.

Według prognoz DM Citi Handlowego spółki zanotują niższe wyniki dopiero w przyszłym roku, co będzie jeszcze konsekwencją trudnego 2013 r. Dzięciołowski uważa, że presja na marże pozostaje bardzo silna, zwłaszcza w segmencie sprzedaży, gdzie nie ma już dużej możliwości obniżenia kosztów.

Na tle konkurencji dobrze prezentuje się Energa, która zdaniem Dzięciołowskiego oferuje stabilne wyniki, a w konsekwencji także dywidendy. Jej atutem jest to, że wyniki nie będą obciążone przez nierentowne inwestycje w duże bloki węglowe. Analityk DM Citi Handlowego zaznacza jednocześnie, że cena akcji powyżej 20 zł to dość dużo, gdyż przyszłe dywidendy nie mają całkowitego pokrycia w prognozowanych wolnych przepływach pieniężnych w spółce Energa.

Jej perspektywy związane są w większości z segmentem dystrybucji, który jest przewidywalny i w jakimś tam stopniu wzrostowy. O ile podlega pod te fluktuacje związane ze zmianami stóp procentowych poprzez przeniesienie tego na regulowany zwrot z kapitału, o tyle jednak spółka powinna móc wygenerować wystarczająco dużo pieniędzy, by płacić dywidendę w kolejnych 2-3 latach – prognozuje Dzięciołowski.

Aleksandra Bluj (Ipopema): Rosną szanse na obniżki stóp procentowych

CEO Magazyn Polska

Sankcje ekonomiczne ze strony Rosji bezpośrednią uderzą we wzrost PKB, który po drugim kwartale zdaniem ekonomistów będzie rozczarowujący. Embargo na polski eksport wyhamuje jeszcze bardziej inflację, która już teraz jest w pobliżu zera. Obniżka stóp procentowych to jednak dobra wiadomość dla kredytobiorców, którzy mogą z powrotem rozruszać polską gospodarkę. Według analityków RPP może wykonać taki ruch najwcześniej we wrześniu.

Wydaje się, że Rada Polityki Pieniężnej powinna rozważyć obniżki stóp procentowych. Tym bardziej że wprowadzone sankcje, pomimo że nie uderzają co do skali w polski eksport, to jednak będą oddziaływały na ceny, czyli na ultraniski poziom inflacji w Polsce. Prawdopodobnie będzie to też oddziaływało na nastroje, dlatego RPP musi brać to pod uwagę. Wydaje się, że będziemy dyskutować o prawdopodobieństwie obniżki, a czy to się stanie zależy od tego, jak źle pracował nasz PKB w II kwartale – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Aleksandra Bluj, analityk rynku stopy procentowej w Ipopema Securities SA.

Analitycy banku inwestycyjnego Goldman Sachs spodziewają się, że RPP obniży stopy procentowe w IV kwartale 2014 r. lub na początku przyszłego roku. W opublikowanej 8 sierpnia prognozie jednak wskazują, że będzie to zależało od dynamiki PKB w drugim i następnym kwartałach oraz prognoz inflacji, które NBP aktualizuje co kwartał. Inwestorzy na rynku od dłuższego czasu obstawiają, że RPP będzie zmuszona poluzować politykę pieniężną, co widać po rentownościach obligacji.

Trudno ocenić to jako presję, bo Rada Polityki Pieniężnej broni się przed tymi obniżkami, ponieważ chce być pewna, że nie będzie działała procyklicznie. Zresztą rynek obligacji w taki sposób nie oddziałuje z pewnością na Radę Polityki Pieniężnej – uważa Bluj.

Obawom części ekonomistów o silne wyhamowanie gospodarki w II kwartale towarzyszą jednak ciągle pozytywne dane z rynku pracy. Według najnowszych szacunków MPiPS w lipcu stopa bezrobocia spadła do 11,9 proc. i ma się jeszcze obniżyć do 11,5 proc. w sierpniu.

– Spadek do ok. 11 proc. jest bardzo dobrym sygnałem, dlatego jeżeli rzeczywiście się wydarzy, to powinien być bardzo optymistycznie odebrany przez Radę Polityki Pieniężnej. O ile jeszcze w I kwartale oczekiwaliśmy, że wzrost w II kwartale powinien się kształtować w okolicach 3,3-3,4 proc., tak teraz prawdopodobnie będzie na ostrzu noża, czyli 3 proc,. i będzie balansował między 2,9 a 3 proc. wzrostu w skali roku – prognozuje analityk Ipopema Securities.

Dalsza poprawa sytuacja na rynku pracy będzie wspierać popyt wewnętrzny, który w ubiegłym roku – w przeciwieństwie do eksportu netto – negatywnie wpływał na wzrost PKB. Rosnącym wydatków konsumpcyjnym i inwestycyjnym w kraju będzie sprzyjać także stabilna sytuacja w sektorze bankowym, który może bez obaw zwiększać akcję kredytową.

– Konsumpcja prywatna w Polsce rośnie stabilnie i stopniowo, kredyt również. Jesteśmy jednym z niewielu krajów, w których kredyt konsumpcyjny rośnie. Abstrahuję od tego, że są różne zawirowania, jeżeli chodzi o kredyty i depozyty przedsiębiorstw. Ważne, że możemy w ogóle mówić o tej dynamice, i to nas rzeczywiście wyróżnia wśród krajów rozwijających się – twierdzi Aleksandra Bluj.

(Newseria Inwestor)

Radpol: Spowolnienie w polskiej gospodarce nie wpłynie istotnie na nasze wyniki. Celem jest wzrost eksportu i akwizycja

CEO Magazyn Polska

Mimo sygnałów o pogarszającej się koniunkturze w Polsce Radpol spodziewa się poprawy wyników w drugiej połowie roku. Według prezesa spółki utrzyma ona wysokie marże, a zamówienia klientów na drugą połowę roku nie zostaną wycofane, bo mają już finansowanie. Producent wyrobów z tworzyw sztucznych poszukuje obecnie możliwości akwizycji i pracuje nad zwiększeniem eksportu do Europy Zachodniej.

Marże w tych grupach produktowych są stabilne, nie ma tutaj żadnych wyskoków, poziomy powyżej 30-40 proc. to jest coś, co jest stałe i jest wpisane w ten biznes. Natomiast po kupieniu Finpolu ten drugi obszar naszych zainteresowań, czyli branża ciepłownicza, rośnie gwałtownie i na pewno te proporcje między energetyką a ciepłownictwem będą się zmieniały w ten sposób, że udział ciepłownictwa będzie coraz większy – mówi  agencji  informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Pióro, prezes zarządu Radpol SA.

Poza utrzymaniem wysokich marż przychodom w drugim kwartale nie zaszkodzi obserwowane spowolnienie w polskim przemyśle – twierdzi prezes. W lipcu Wskaźnik Menadżerów Logistyki Markit PMI dla polskiego przemysłu spadł do 49,4 pkt, sygnalizując tendencje recesyjne w sektorze.

W przypadku Radpolu bardziej istotne są jednak dane dotyczące produkcji budowlano-montażowej, ponieważ produkty spółki znajdują zastosowanie głównie w energetyce, gazownictwie, kolejnictwie, ciepłownictwie i  instalacjach wodno-kanalizacyjnych. Według GUS w czerwcu po wyeliminowaniu czynników sezonowych była ona wyższa o 8,7 proc. w ujęciu rocznym.

Widzimy teraz lekkie pogorszenie tych wskaźników, ale pamiętajmy, że duże inwestycje planuje się z wyprzedzeniem, więc duże pieniądze na te inwestycje były zarezerwowane już wcześniej. Jesteśmy przekonani, że to, co ma być zrobione w II półroczu, będzie zrobione i że będziemy mieli w tym swój udział. Nie przypuszczam, by to niewielkie wahnięcie miało jakiś znaczący wpływ na nasze osiągnięcia – uważa Pióro.

Radpol stara się obecnie zdywersyfikować geograficznie swoje źródła przychodów, szukając nowych rynków w Europie Zachodniej. Spółka zakłada utrzymanie w tym roku 10 proc. udziału eksportu w przychodach i wzrost w przyszłym. Producent wyrobów termokurczliwych planuje także akwizycję o wartości 120-130 mln zł. Radpol rozgląda się przede wszystkim za spółkami produkcyjnymi z segmentu energetycznego lub ciepłowniczego, a pierwsze rozmowy miałyby ruszyć w 2015 r. Finansowanie transakcji przejęcia ma pochodzić z emisji obligacji lub kredytu.

W pierwszej połowie 2014 r. przychody Radpolu wzrosły do 96,8 mln zł z 63,8 mln zł (wzrost o 52 proc. w ujęciu rocznym). Zysk netto w analogicznym okresie obniżył się do 5,6 mln zł z 6,7 mln zł, na co silny wpływ miało zdarzenie jednorazowe w postaci kupna Finpolu w I połowie 2013 r.

–  Na Finpolu w zeszłych kwartałach zrobiliśmy jednorazowy zysk w postaci 4,1 mln, to mogę potwierdzić. To był taki one off, który dzisiaj musimy korygować, dlatego że on zaburza analitycznie porównanie wyników operacyjnych z ubiegłego roku do półrocza w tym roku. Jeżeli ten nadzwyczajny zysk na nabyciu Finpolu odstawimy na bok, to widzimy, że wzrosty EBITDY i zysku netto są ogromne – przekonuje prezes Radpolu.

(Newseria Inwestor)

Komentarz indeksowy BossaFX 13 sierpnia 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 sierpnia 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Pomimo trudnej sytuacji w budowlance firmy notują zyski. To kwestia zarządzania projektami

CEO Magazyn Polska

Nawet w trudnym otoczeniu biznesowym firmy budowlane mogą osiągać dobre wyniki dzięki odpowiedniemu zarządzaniu ryzykiem. To zależy przede wszystkim od wewnętrznej organizacji firmy. Lider polskiej branży budowlanej, firma Skanska, właśnie dzięki temu w kryzysowym ubiegłym roku osiągnęła zysk operacyjny w wysokości 170 mln zł.

Inwestor czy klient ma duży wpływ na to, w jaki sposób proces budowlany jest zorganizowany, zaprojektowany, czy dokumentacja projektowa jest profesjonalna oraz w jaki sposób realizacja tego projektu jest nadzorowana. Ale moim zdaniem każdy musi skupić się na tym, co zależy od niego. Czyli my jako firma musimy skupić się na tym, żeby profesjonalnie robić to, za co ponosimy odpowiedzialność – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Andrulewicz, prezes Skanska.

Andrulewicz podkreśla, że właśnie rygorystyczna wewnętrzna organizacja pozwoliła skandynawskiej firmie osiągnąć w ubiegłym roku bardzo dobry wynik. Na polskim rynku spółka zatrudniająca ponad 7 tys. pracowników miała przychody w wysokości 4,2 mld zł, a zysk operacyjny wyniósł 170 mln zł. Zgodnie z raportem rocznym Skanska wskaźnik rentowności netto w Polsce w ubiegłym roku był na poziomie 4 proc. i należał do najwyższych wśród wszystkich rynków, na których działa spółka.

Te wyniki Skanska osiągnęła pomimo słabej kondycji całej branży. W całym ubiegłym roku, zgodnie z danymi Coface, w branży budowlanej ogłoszono 213 postanowień o upadłości w budownictwie, czyli tylko nieznacznie mniej niż rok wcześniej. Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, przewidywał jednak w rozmowie z Newserią Biznes, że w tym roku kondycja sektora nie ulegnie poprawie, a może wręcz się pogorszyć.

Andrulewicz zauważa jednak, że to często zbyt ambitne plany spółek, które rywalizowały w wielu przetargach, doprowadzały do ich problemów. Skanska ma wewnętrzny system, który zapobiega takim sytuacjom.

Chcemy bardzo profesjonalnie zarządzać ryzykiem, przede wszystkim odnosi się to do tego, w jaki sposób jesteśmy zorganizowani wewnątrz. Nasza działalność jest oparta o strategię pięciu zer, czyli zero wypadków, zero naruszeń etyki, zero usterek, zero naruszeń środowiska i wreszcie zero stratnych projektów. Jeżeli mamy stratny projekt, to znaczy, że nie byliśmy profesjonalni na etapie wyboru albo realizacji danego projektu – podkreśla Andrulewicz.

T-Mobile – postępowanie UOKiK

0

Prezes UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie operatora T-Mobile. Urząd zbada, czy sposób, w jaki operator wprowadził podwyżkę cen był zgodny z prawem

UOKiK może wszcząć postępowanie wyjaśniające, które prowadzone jest zawsze w sprawie, a nie przeciwko konkretnemu przedsiębiorcy. Ma ono na celu wstępne zbadanie sytuacji rynkowej. Najnowsze postępowanie wyjaśniające zostało wszczęte przez Prezesa Urzędu w związku ze skargami klientów T-Mobile Polska. Wykaże ono, czy zmiana zawartych z konsumentami umów o świadczenie usług telekomunikacyjnych jest dokonywana w sposób zgodny z prawem. W listach wystosowanych do niektórych klientów w lipcu br. operator zapowiedział, że jeśli nie zgodzą się oni na zmianę taryfy, to od 1. września ich abonament telefoniczny wzrośnie o 5 zł. Urząd sprawdzi m.in., czy T-Mobile nie złamał warunków umowy z konsumentami, czy należycie poinformował ich o zmianie ceny, oraz czy wyznaczył odpowiednio długi termin na decyzję. UOKiK zbada także, czy z otrzymanych pism konsumenci mogli dowiedzieć się, że w przypadku braku akceptacji zmian mogą wypowiedzieć umowę, a operatorowi w takiej sytuacji nie będzie przysługiwał zwrot ulgi udzielonej w związku z zawarciem umowy.

Postępowanie wyjaśniające powinno się zakończyć w ciągu 30, a w sprawach szczególnie skomplikowanych – 60 dni od jego wszczęcia. Podane terminy mogą jednak ulec wydłużeniu np. w przypadku oczekiwania przez Urząd na żądane od przedsiębiorcy informacje. Jeżeli w trakcie postępowania wyjaśniającego Prezes Urzędu stwierdzi nieprawidłowości, może wszcząć postępowanie w sprawie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.

Spada eksport polskich grzybów do Rosji

Koniunktura dla eksportu grzybów się pogarsza. Silną konkurencją dla Polski są kraje wschodnie, bałkańskie i Chiny. Dodatkowo spada eksport pieczarek do ich głównego odbiorcy – Rosji.

Choć zyski z grzybów nie są do zaplanowania, ponieważ ich wzrost zależy tylko i wyłącznie od warunków pogodowych, szacuje się, że każdego roku Polska wysyła do Europy ok. 20 tys. ton grzybów, wynika z raportu firmy informacyjnej dla biznesu Kompass Poland. W czołówce odbiorców są Niemcy i Włochy oraz Portugalia i Hiszpania. Przedsiębiorcy szacują, że aż ok. 90 proc. podgrzybków sprzedawanych w europejskich supermarketach pochodzi właśnie z Polski.

Najwięcej eksportuje się z Polski pieczarek. Około jedna czwarta pieczarek dostępnych na rynku unijnym wyrosła w naszym kraju. Do tej pory głównym odbiorcą tego gatunku grzyba była Rosja, jednak w I kw. bieżącego roku sprzedaż do tego kraju spadła o 12 proc.

– Mimo dobrych wyników, Polska nie jest jedyną potęgą w produkcji grzybów. O pozycję lidera walczymy m.in. z Chinami, krajami wschodnimi na przykład Litwą i krajami bałkańskimi – tłumaczy Marek Wcisło, dyrektor zarządzający w firmie Kompass Poland, zajmującej się dostarczaniem biznesowych baz danych i informacji gospodarczych do firm.

(Newseria Inwestor)

Czy farma fanów daje dobre owoce?

123media

Każdy specjalista ds. marketingu internetowego spotkał się już ze zjawiskiem farmy fanów, które jest wszem i wobec dyskredytowane. Jednak czemu właściwie takie rozwiązania są nieetyczne i nieprofesjonalne? Co właściwie jest złego w „hodowli” fanów?

Użytkownik Facebooka trafia na fan page o charakterze czysto rozrywkowym, staje się jego fanem i czesto przegląda treści. Po pewnym czasie okazuje się, że na stronie coraz częściej niezobowiązujące, interesującego go treści zostają zastepowane czystą reklamą produktu. Internauta czuje zażenowanie wynikające z manipulacji, której własnym zdaniem został poddany, w koncu to nie reklama przyciagneła go na dany fan page. Tego typu praktyki już jakiś czas temu określone zostały jako farmy fanów. Fan page, który zyskał to miano, stracił to, co winno być podstawą skutecznej komunikacji z klentami – zaufanie.

Poddawane krytyce farmy fanów opierają się na prostym koncepcie: materiałami cieszącymi się w internecie największą popularnością przyciągają jak największą liczbę subskrybentów, a następnie – posiadając publiczność przyzwyczajoną do swojej wirtualnej obecności – zamieszczają nachalne informacje o reklamowym charakterze. Ich komercyjność oraz rażąca rozbieżność w w stosunku do treści pierwotnych, jest często przyczyną natychmiastowego spadku popularności danego fan page`a.

– Podobne działania mają jedną zasadniczą cechę, a mianowicie wiążą się ze zmianą grupy docelowej. Tymczasem każdy profesjonalny i precyzyjny scenarusz komunikacji, musi być podparty uprzednim określeniem publiczności będacej adresatem przekazu. Bez tego pozostałe elementy strategii dotarcia do klientów nie maja racji bytu – mówi Bartłomiej Pałacki, Social Media Manager GRUPA 365 NET.

Odmienna formą działań w ramach opisywanego zagadnienia jest założenie strony, która od początku w jawny sposób pełni funkcję teasera. To, co odróżnia tę inicjatywę od opisanej wyżej farmy fanów, to przemyślana strategia promocyjna, oparta właśnie na skrupulatnym rozpoznaniu grupy docelowej, przed realizacją do konkretnych działań. Wówczas, nawet w przypadku transformacji treści, nie dochodzi do sprzeczności w przekazie komunikatów.

Podsumowując, solidny fundament musi byc podstawią wszelkich działań promocyjnych i to bez względu na to czy korzystamy z mediów nowych, czy z tradycyjnych mediów. Rzeczonym fundamentem jest profesjonalny i rzeteleny plan komunikacji uwzględniający charakter naszego odbiorcy. Tylko wówczas nasze narzędzia będą precyzyjne oraz skuteczne, a więc przyniosą oczekiwany oddzew.

UOKiK wszczął postępowanie ws. podwyżki cen w T-Mobile

0

UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające, czy wprowadzenie podwyżek cen przez T-Mobile było przeprowadzone zgodnie z prawem.

Postępowanie wyjaśniające dotyczące podwyżek stawek w T-Mobile zostało wszczęte w związku ze skargami klientów T-Mobile Polska. Wykaże ono, czy zmiana zawartych z konsumentami umów o świadczenie usług telekomunikacyjnych jest dokonywana w sposób zgodny z prawem.

W listach wystosowanych do niektórych klientów w lipcu br. operator zapowiedział, że jeśli nie zgodzą się oni na zmianę taryfy, to od 1. września ich abonament telefoniczny wzrośnie o 5 zł.

Urząd sprawdzi, czy T-Mobile nie złamał warunków umowy z konsumentami, czy należycie poinformował ich o zmianie ceny,oraz czy wyznaczył  odpowiednio długi termin na decyzję. Zostanie także sprawdzone, czy konsumenci mogli dowiedzieć się z otrzymanych pism o możliwości bezpłatnego wypowiedzenia umowy w razie braku akceptacji nowych warunków.

Standardowo postępowanie wyjaśniające w UOKiK trwa 30-60 dni.

Pozwól się poznać twoim klientom

people

Zakładka „o nas” na firmowej stronie internetowej już dawno przestała być tylko dodatkiem, jednym z mniej ważnych komponentów. To właśnie między innymi dzięki umieszczonym tam informacjom pozwalamy się poznać, pokazujemy jaka jest „ludzka twarz” naszej firmy czy marki. Konsumenci bowiem lubią wiedzieć z kim mają do czynienia, chcą nas poznać, bo to wiarygodność jest fundamentem zaufania, które przełożyć może się na bezcenną lojalność.

O tym, co powinno znaleźć się w zakładce „o nas”, powinniśmy zadecydować na podstawie wiedzy o naszych obecnych i potencjalnych klientach. Innych wiadomości o firmie oczekują bowiem na przykład klienci banku, a innych ci korzystający z usług agencji interaktywnej. Prezentowane informacje powinny być skonstruowane tak, by zachęcić i zainteresować, a przy tym przekazać treści efektywnie wpływające na wizerunek i wiarygodność firmy – mówi Katarzyna Kołodziejczyk, Key Account Manager GRUPA 365 NET.

Historia nie musi być nudna

Doświadczenie zbyt długich, nieciekawych prezentacji historii firmy podpowiada, że może warto pominąć to zagadnienie. Niekoniecznie! Wbrew pozorom, dzieje przedsiębiorstwa można pokazać w naprawdę interesujący sposób, wciągając, a nie zanudzając czytelnika. Rzeczywiście zbyt długi, napisany językiem szkolnego wypracowania tekst zapewne sprawi, że internauta nie dotrwa nawet do drugiego akapitu. Prezentacja zagadnień związanych z przeszłością chociażby za pomocą ciekawych grafik, zdjęć uzupełnionych tekstem czy w formie niestandardowej opowieści, może jednak przynieść naprawdę zadowalające efekty. Co więcej informacje, które można umieścić w tym miejscu, mają spory potencjał właśnie w zakresie budowania zaufania klienta. W końcu łatwiej postawić na kogoś, kto już dłuższy czas utrzymuje się na rynku, ma spore sukcesy i rzesze zadowolonych klientów.

Firma to ludzie

Ponieważ największym potencjałem firmy są ludzie i to właśnie im – konkretnym osobom klienci ufają najbardziej, warto na stronie internetowej zaprezentować pracowników, oczywiście w zależności od możliwości firmy, jej wielkości, liczby zatrudnionych czy branży w której działa. Obok zdjęć osób coraz częściej umieszcza się nie tylko ich nazwiska i stanowiska, ale również opisy zawierające nieco bardziej prywatne informacje (hobby, zainteresowania, ścieżkę kariery czy zawodowe dążenia). Zdarza się też, iż na stronie odnaleźć można linki do profili pracowników na branżowych portalach społecznościowych. Dzięki temu dochodzi do pewnego odczarowania anonimowości, niekorzystnej z punktu widzenia wiarygodności.

To, o czym w końcu warto pamiętać, to tworzenie zakładki „o nas” z punktu widzenia potencjalnego użytkownika strony, klienta, kontrahenta. Powinniśmy bowiem umieścić tam informacje, których naprawdę szukają te osoby. Skoro chcą oni nas poznać, poświęcają swój czas i sięgają po prezentujące nas treści, otwiera się pewna furtka, zyskujemy możliwości komunikacyjne, których niewykorzystanie byłoby czystym marnotrawstwem.

TFI PZU kupiło od Taurona firmę medyczną

Tauron restrukturyzuje grupę i zdecydował się sprzedać TFI PZU spółkę świadczącą usługi medycyny pracy dla osób zatrudnionych w Grupie.

We wtorek Tauron Polska Energia podpisał umowę sprzedaży Przedsiębiorstwa Świadczeń Zdrowotnych i Promocji Zdrowia Elvita Jaworzno III. Nowym właścicielem będzie Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych PZU, wynika z komunikatu Taurona.

Według umowy, spółki Tauronu będą korzystać z usług medycyny pracy oferowanych przez Elvitę przez  trzy lata.

Tauron Polska Energia rozpoczął sprzedaż sektora medycznego w grupie w 2009 r.

Decyzja o wyłączeniu usług medycznych z zakresu działalności holdingu była w głównej mierze podyktowana koniecznością dostosowania spółek Grupy do wymogów znowelizowanego Prawa energetycznego oraz uporządkowania działalności niepodstawowej w poszczególnych obszarach – napisano w komunikacie Taurona.

Knight Frank: Spada współczynnik pustostanów biurowych

Rynek powierzchni handlowej rośnie, współczynnik pustostanów maleje, ale takie pozytywne informacje płyną z największych miast Polski, poza Warszawą.

II kwartał na rynku powierzchni biurowej pokazał wzrosty w sześciu największych ośrodkach, oprócz Warszawy. W Krakowie, Gdańsku, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi zaobserwowano wzrost podaży powierzchni, a popyt pozostał stabilny – wynika z raportu Knight Frank.

W głównych miastach regionalnych w II kwartale 2014 roku deweloperzy oddali do użytku osiem projektów o łącznej powierzchni biurowej 47,9 tys. mkw. Jednocześnie wynajęto tam łącznie około 81,5 tys. mkw.

 – To wynik zbliżony do kwartalnej średniej z trzech ostatnich lat, która wynosi 80,5 tys, mkw. – mówi Elżbieta Czerpak, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

Znaczący popyt wpłynął na obniżenie współczynnika pustostanów, który spadł na wszystkich badanych rynkach regionalnych.

Jednakże, w związku z wysokim poziomem podaży w budowie, na większości rynków spodziewany jest wzrost współczynnika pustostanów w momencie oddania tych projektów do użytku – wyjaśnia Czerpak.

Alchemia skupiła 155 tys. akcji własnych

Po 5,1 zł za sztukę Alchemia nabyła kolejna transze akcji własnych, co oznacza, że posiada akcje odpowiadające ponad 2 proc. kapitału zakładowego.

Spółka Alchemia SA nabyła 12 sierpnia br. 155 tys. sztuk akcji własnych w ramach rozpoczętego 26 czerwca programu skupu akcji własnych w celu umorzenia lub odsprzedaży. Akcje mają wartość nominalną 1,30 zł, spółka zapłaciła za nie 5,1 zł. Cena 11 sierpnia na zamknięciu wynosiła 5,14 zł.

Akcje stanowią 0,078 proc. kapitału zakładowego emitenta i dają 155 tys. głosów na Walnym Zgromadzeniu.

Obecnie Alchemia posiada prawie 4,2 mln akcji własnych, które stanowią 2,096 proc. kapitału zakładowego i dają 4 191 800 głosów na WZA.

Indesit w Polsce będzie rozwijał dział zmywarek

0

Większość sprzętu wyprodukowanego przez polskie zakłady włoskiej firmy Indesit trafia na eksport, choć jak prognozują przedstawiciele firmy, sprzedaż w Polsce będzie rosła. Firma chce skupić się przede wszystkim na zmywarkach.

Linia produkcyjna zmywarek Indesitu działa w Polsce od listopada 2008 r. w Radomsku. To właśnie na tej produkcji chce skupić się teraz Indesit, wynika z rozmowy z przedstawicielem firmy w Polsce. Obecnie głównym produktem firmy są pralki.

Indesit ma łącznie 6 zakładów w Polsce – w Łodzi i Radomsku. Produkują one łącznie ok. 4 milionów urządzeń rocznie. Produkcja w 2013 r. wyniosła ok. 22 mln sztuk, z czego najwięcej (ponad 5 mln) stanowią pralki. Indesit ma ok. 18 proc. udziału w produkcji AGD w Polsce. Pozycja Indesitu wśród firm sprzedających AGD jest słabsza niż w produkcji, bo dwie marki spółki, Indesit i Hotpoint, mają łącznie udział ok. 10-proc., co daje firmie dopiero szóstą pozycję na rynku.

Produkty Indesitu głownie eksportowane są na Zachód i do Rosji.

Około 80–85 procent naszej produkcji jest przeznaczane na eksport, nie tylko do Europy, lecz także poza nią – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Lorenzo Fiorani, dyrektor zarządzający Indesit Company w Polsce. ‒ Najważniejsze dla nas rynki zbytu to kraje, w których mamy duży rynek, gdzie jesteśmy liderem. Są to Włochy, Wielka Brytania, Rosja i Portugalia. Dodaje jednak, że polskie produkty, można kupić na całym obszarze tzw. większej Europy, czyli od Portugalii po wschodni skraj Rosji.

W grudniu 2012 r. ruszyła także nowoczesna linia produkcyjna okapów kuchennych w Łodzi.

Jest to nowa inwestycja i niemal całą produkcję eksportujemy na europejskie i pozaeuropejskie rynki – wyjasnia Fiorani.

Pierwszy zakład Indesitu w Polsce został uruchomiony w 1999 r. w Łodzi. Była to linia produkcyjna kuchenek.

(Newseria Inwestor)

KNF: prospekt emisyjny dla obligacji Getin Noble zatwierdzony

Obligacje Getin Noble coraz bliżej emisji. KNF zatwierdził ich prospekt.

12 sierpnia 2014 r. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny Getin Noble Bank SA dla oferty publicznej obligacji w ramach Publicznego Programu Emisji Obligacji. Oferującym jest spółka Noble Securities SA.

 

Nowe prawo antymonopolowe od 18 stycznia 2015 r.

0

Nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów została opublikowana w Dzienniku Ustaw RP. Oznacza to, ze wejdzie w życie 18 stycznia 2015 r. Zestawienie wszystkich zmian oraz jednolity tekst ustawy są dostępne na stronie internetowej UOKiK

Celem nowelizacji  prawa antymonopolowego jest zwiększenie ochrony konsumentów oraz skuteczniejsze wykrywanie praktyk ograniczających konkurencję.

Zmiany dotyczą m.in. kontroli koncentracji. Wprowadzona zostanie dwuetapowa procedura analizowania wniosków w sprawie fuzji i przejęć – proste koncentracje rozpatrywane będą w ciągu miesiąca, natomiast bardziej złożone przez dodatkowe cztery miesiące. Obecnie wszystkie sprawy,  wszystkie postępowania powinny zakończyć się w ciągu dwóch miesięcy. Do tego czasu nie wlicza się oczekiwania na odpowiedzi przedsiębiorców, więc w rzeczywistości sprawy skomplikowane trwają dłużej.

Ponadto przedsiębiorca jeszcze w toku trwającego postępowania z zakresu  kontroli koncentracji pozna przewidywany kierunek rozstrzygnięcia, w tym zastrzeżenia Urzędu. Będzie mógł odnieść się do nich, a nawet zmodyfikować zakres fuzji lub przejęcia, tak aby uniknąć decyzji zakazującej transakcji.

Ważną zmianą będzie również wydłużenie okresu przedawnienia praktyk ograniczających konkurencję z roku do pięciu  lat. Pozwoli to na wykrycie większej ilości zmów szkodliwych dla gospodarki oraz konsumentów. Może również działać prewencyjnie – zniechęcać do niedozwolonych działań.

Zmiana przepisów antymonopolowych pozwoli również na skuteczniejsze eliminowanie niezgodnych z prawem praktyk. Służyć mają temu zmiany w programie łagodzenia kar leniency. Wprowadzone rozwiązanie, tzw. leniency plus umożliwi przedsiębiorcy, który złoży wniosek jako drugi lub kolejny, uzyskanie dodatkowego obniżenia kary o 30 proc., jeśli poinformuje Urząd o innej zmowie, której również był uczestnikiem. W tej drugiej sprawie będzie miał status pierwszego wnioskodawcy i uniknie w niej kary finansowej.

Ponadto w skuteczniejszej walce z niedozwolonymi porozumieniami pomóc może nakładanie kar finansowych na osoby fizyczne odpowiedzialne za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję. Maksymalnie będzie mogła wynieść równowartość dwóch milionów zł. Ustawa ma jednak zawierać zamknięty katalog naruszeń prawa, tak aby wiadomo było, jakie praktyki zagrożone są karą finansową. Ponadto, ostateczny wymiar kary będzie adekwatny do przewinienia i uwzględniał zarobki oraz sytuację finansową danej osoby. Wykluczy to więc jakikolwiek automatyzm w ustalaniu wysokości sankcji, a maksymalny wymiar kary byłby nakładany jedynie w wyjątkowych sytuacjach.

Admiral Boats zrealizuje kontrakt na remont statków rzecznych

Admiral Boats SA, spółka przemysłu jachtowego i stoczniowego, zrealizuje kontrakt na remont statków rzecznych. Jest to pierwsze zlecenie tego typu dla spółki, do którego zostanie wykorzystana infrastruktura dawnej stoczni w Tczewie.

W ramach umowy spółka wyciągnie na brzeg dwa lodołamacze rzeczne o masie 200 ton każdy. W tym celu wykorzystane zostaną zmodernizowane przez spółkę pochylnie oraz dźwigi. Na podstawie oceny stanu poszycia określony zostanie zakres dalszych prac remontowych.
Jest to pierwsze zlecenie, które możemy zrealizować dzięki inwestycji w majątek po dawnej Stoczni w Tczewie. Przypomnę, że było to przedsiębiorstwo wyspecjalizowane w masowej realizacji tego typu zleceń – stwierdził Andrzej Bartoszewicz, prezes zarządu Admiral Boats w komunikacie. – Posiadamy odpowiednią infrastrukturę, która pozwoli nam nie tylko remontować statki, ale również produkować nowe, większe niż dotychczas łodzie, o długości nawet do 90 metrów. Dzięki zmodernizowanym pochylniom i dźwigom będziemy mogli wodować je bezpośrednio w naszym basenie portowym.

Obecnie spółka intensywnie modernizuje Zakład w Tczewie, na co w tym roku są przewidziane już środki finansowe. Wraz z remontowanymi i budowanymi halami powstały już nowe wydziały produkcyjne, m.in. wydział laminowania, wydział konstrukcji stalowych oraz szwalnia. Spółka planuje, że w tym zakładzie na koniec 2014 r. zatrudnionych będzie około 200 pracowników, przede wszystkim spawaczy, monterów, ślusarzy, szkutników, lakierników, stolarzy i operatów suwnic.

W tym roku zakończymy etap inwestowania w modernizację zakładu w Tczewie i skoncentrujemy się na wykorzystaniu jego pełnego potencjału produkcyjnego – dodaje Bartoszewicz.

Admiral Boats jest notowana na rynku NewConnect od lipca br. a jej obligacje są dostępne na rynku Catalyst. 7 sierpnia 2014 r. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny spółki w związku z planami przeniesienia notowań akcji na rynek podstawowy Giełdy Papierów Wartościowych.

Colliers: Wzrastają obroty na rynku gruntów inwestycyjnych

Rośnie popyt na grunty inwestycyjne, zwłaszcza pod budownictwo mieszkaniowe i głównie w Warszawie. Na rynku pojawiają się nowe grunty z zasobów instytucji publicznych.

Aktywność inwestorów na rynku gruntów wzrosła. Liczba transakcji w I poł. 2014 r. zwiększyła się o 115 proc. Inwestorzy wydali łącznie 650 mln zł, większość z nich to grunty pod inwestycje mieszkaniowe, wynika z raportu Colliers International.

Zakupy gruntów pod budowę lokali mieszkalnych w I półroczu stanowiły ok. 70 proc. wszystkich zrealizowanych transakcji. Jedna czwarta to transakcje dotyczące kupna nieruchomości pod inwestycje biurowo-handlowe, a ok. 5 proc. pod magazyny.

Popyt na grunty inwestycyjne dotyczy przede wszystkim Warszawy. To niezmiennie największy rynek deweloperski w kraju i w I poł. br. odpowiadał za ok. 70 proc. transakcji. Wzrosła jednak także aktywność na innych rynkach – w Katowicach, Łodzi, czy w Trójmieście.

Dużą rolę w kreowaniu podaży na rynkach lokalnych odgrywają banki inwestycyjne, które „czyszczą” nabywane w latach 2006-2008 aktywa – mówi Emil Domeracki, starszy specjalista w grupie usług inwestycyjnych w Colliers International. – Na rynku aktywne są też spółki Skarbu Państwa, Agencja Nieruchomości Rolnych, Agencja Mienia Wojskowego czy te należące do miast, które w sposób umiejętny przygotowały swoje portfele inwestycyjne i obecnie wprowadzają je do sprzedaży. Uważamy, że jest to kolejny, bardzo duży kreator podaży, który w najbliższych miesiącach będzie odgrywał coraz większą rolę.

Bank Pekao SA walczy o klientów ze wsi i liczy na korzyści z kontynuacji współpracy z Biedronką

0

CEO Magazyn Polska

Pekao SA bardzo poważnie traktuje rozwój usług skierowanych do klientów z sektora rolniczego i liczy na znaczny wzrost tego rynku w najbliższym czasie. Jednocześnie nie rezygnuje z walki o klienta z dotychczasowych grup docelowych. Liczy też na znaczący wzrost transakcji bezgotówkowych na całym rynku związanych z udostępnieniem możliwości płacenia kartą w terminalach w sieci Biedronka, które należą właśnie do Pekao.

 Dla nas program „Agromania”, czyli większe zaangażowane w sektor rolno-spożywczy, ma charakter strategiczny – mówi agencji Newseria Inwestor Dariusz Choryło, dyrektor wykonawczy Departamentu Relacji Inwestorskich i Strategicznych Analiz Rynkowych Pekao SA – Do tej pory bank był tam raczej nieobecny, zresztą podobnie jak większość naszych dużych konkurentów. Widząc, jak dynamicznie ten sektor zmienił się w ciągu ostatnich lat po wejściu do Unii Europejskiej, uznaliśmy, że jest w tej chwili bardzo atrakcyjny.

W ciągu kilku miesięcy od przedstawienia nowej oferty bank pozyskał ponad 1,5 tys. klientów z sektora rolniczego i podpisał umowy kredytowe na ponad 1,5 mld zł. Choryło uważa to za dobry wynik startowy i zapowiada dalszy rozwój działalności w tej części rynku.

 To już jest zupełnie inna branża niż ta, którą pamiętamy sprzed 15 czy 20 lat. Jest to również znacząca część naszego eksportu. Jeżeli popatrzymy na pozycję Polski jako producenta w Europie czy w świecie, naprawdę w całym szeregu produktów zajmujemy wiodące pozycje. Dla sektora bankowego jest to ciekawy i atrakcyjny klient.

Bank nie skupia się tylko na rozwoju działalności w sektorze rolniczym. Zamierza walczyć też o klienta z innych segmentów.

 Zdecydowanie czujemy, że mamy potencjał, żeby obsługiwać większą liczbę klientów. W ciągu ostatnich lat dużo zainwestowaliśmy w poprawę jakości obsługi i tutaj widać pozytywne zmiany –mówi dyrektor.

Pekao zadowolony jest także ze współpracy z siecią Biedronka – chce rozwijać równolegle projekt płatności mobilnych PeoPay. Dużą inwestycją było zainstalowanie ponad 13 tys. terminali w 2,4 tys. sklepów tej sieci. Choryło podkreśla, że ma to ogromne znaczenie dla całego rynku płatności bezgotówkowych w Polsce.

 Biedronka była jedną z nielicznych sieci, która do tej pory nie akceptowała kart, a jednocześnie była to największa sieć detaliczna w kraju. Umożliwienie klientom Biedronki korzystania z kart płatniczych ma znaczący wpływ na rozwój całego sektora płatności bezgotówkowych w kraju. Szacujemy, że udział tych transakcji w transakcjach ogółem powinien wzrosnąć o 7 do 10 proc., co jest dość dużym skokowym wzrostem –ocenia Dariusz Choryło z Pekao SA.

BIK: Sprzedaż kredytów konsumpcyjnych będzie rosła w II poł. br.

0

CEO Magazyn Polska

Od początku roku banki i SKOK-i pożyczyły na cele konsumpcyjne więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Według prognoz BIK to nie koniec wzrostów.

W I półroczu 2014 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów gotówkowych i ratalnych na rekordową kwotę 37,7 mld zł. To więcej niż w szczytowych latach 2007 i 2008, wynika z analizy Biura Informacji Kredytowej.

Prognozy Biura Informacji Kredytowej pokazują dalszy wzrost liczby oraz wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych w drugiej połowie bieżącego roku – wyjaśnił w komunikacie dr Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej.

Mimo rosnącej akcji kredytowej ekonomista BIK nie obawia się przegrzania rynku, podobnego do tego sprzed kryzysu.

Zarówno banki, jak i kredytobiorcy postępują dziś znacznie bardziej ostrożnie, niż miało to miejsce w latach 2007-2008, co pozwala sądzić, że mimo postępującego ożywienia, tym razem unikniemy przegrzania rynku – dodaje Topiński.

(Newseria Inwestor)

BGŻ: Ceny pieczywa i mąki mogą być o 3 proc. niższe

Światowy trend spadku cen zbóż wpływa na ceny w Polsce. Dodatkowo prognozuje się w tym roku wysokie plony, jednak głównie zbóż przeznaczonych na pasze. Spadki cen mogą być, ale niewielkie.

Ceny zbóż są coraz niższe, dodatkowo tegoroczne zbiory mają być nawet kilkanaście proc. wyższe niż przed rokiem. To może przełożyć się na spadki cen mąki i pieczywa, ale zadaniem analityków będą one minimalne.

Oczekuje się, że ceny w sezonie 2014/2015 będą trochę niższe niż w ubiegłym roku, co spowoduje, że ceny mąki i pieczywa też mogą być nieco niższe. W najbliższych miesiącach, może do końca roku, te ceny będą troszeczkę spadać. Pamiętajmy jednak, że ceny detaliczne spadają w znacznie mniejszym stopniu niż ceny surowców rolnych, więc spadek ten będzie na poziomie 1-2 proc., może 3 proc. to wszystko, czego możemy oczekiwać – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Koleśnikow, analityk rynków rolnych w Banku BGŻ.

Spadek cen jest częściowo sezonowy, jak podkreśla Koleśnikow, w okresie żniw jest to normalne zjawisko.

– Niektórzy rolnicy muszą w tym momencie sprzedać zboże. Zboża na rynku jest dużo, trudno je przetransportować, więc ceny zazwyczaj spadają – mówi.

Dodatkowo jednak, spadek cen w Polsce jest konsekwencją trendów światowych.

Ceny w Polsce podążają za trendami światowymi, a szczególnie bliższym nam rynkom UE i wschodniej Europy. Tam ceny wyraźnie spadają. U nas nawet te spadki były trochę wolniejsze. Tam żniwa są bardzo zaawansowane lub  już się zakończyły, natomiast u nas ciągle trwają – tłumaczy analityk Banku BGŻ.

Plony natomiast będą według analityka wysokie, zarówno w Europie, jak i w Polsce.

One będą o kilka, nawet kilkanaście procent wyższe niż w ostatnich latach. Zbiory zbóż podstawowych, czyli bez kukurydzy, mają być o 6-10 proc. wyższe niż przed rokiem, a przed rokiem wcale nie były niskie. Więc zbóż w Polsce ma być dużo, mówi się jednak o tym, że może być trudno znaleźć zboże wysokiej jakości – podkreśla Koleśnikow.

To oznacza mniej mąki, a więcej paszy, stąd małe przełożenie na spadek cen pieczywa i mąki.

(Newseria Inwestor)

Bydgoska Boruta-Zachem zadebiutuje na giełdzie w Londynie

Debiut biotechnologicznej spółki Boruta-Zachem na londyńskim parkiecie AIM możliwy jeszcze w 2014 r. Pozyskane fundusze sfinansują rozpoczęcie masowej produkcji biologicznych związków powierzchniowo czynnych. Spółka nie widzi możliwości zebrania tych środków na parkietach w Polsce.

Boruta-Zachem, bydgoska spółka sektora chemicznego i biotechnologicznego, planuje debiut na londyńskiej giełdzie AIM jeszcze w 2014 r. Spółka chce pozyskać z oferty min. 50 mln zł. Akcje spółki zostaną zaoferowane inwestorom w drodze oferty prywatnej lub publicznej.

Po analizach rynków finansowych stwierdziliśmy, że nie będziemy w stanie uzyskać w kraju wyceny, jakiej byśmy oczekiwali. Postanowiliśmy szukać tych pieniędzy za granicą, gdzie istnieje tradycja finansowania projektów innowacyjnych. Rynek londyński jest w bardzo dobrej sytuacji, tamtejsze indeksy, podobnie jak w przypadku innych giełd na Zachodzie, biją rekordy. Uznaliśmy więc, że tam łatwiej będzie pozyskać pieniądze na nasze nowatorskie projekty – tłumaczy Marcin Pawlikowski, wiceprezes Boruty-Zachem w komunikacie.

Pieniądze mają wesprzeć budowę linii produkcyjnej dla biosurfaktantów, na która firma uzyskała już 19,5 mln zł finansowania z Unii Europejskiej.

Zależy nam na szybkim zakończeniu tej inwestycji i uruchomieniu produkcji nawet już na przełomie drugiego i trzeciego kwartału 2015 roku. By tak się stało, potrzebujemy jeszcze ok. 50 mln zł, które przeznaczymy również na dalsze prace badawczo-rozwojowe oraz przejęcia firm z branży biotechnologicznej. Wartość projektów, które przygotowujemy sięga nawet kilkuset milionów złotych. Właśnie dlatego chcemy po raz kolejny powalczyć o dofinansowanie z Unii Europejskiej, a w związku z tym będziemy potrzebowali pieniędzy na wkład własny – tłumaczy Pawlikowski.

Projekty, nad którymi pracuje spółka mogą znaleźć odzwierciedlenie w wynikach finansowych już w 2015 i 2016 roku.

Bouta-Zachem będzie pierwszą polską firmą notowaną na parkiecie AIM stworzonym przez London Stock Exchange dla nowatorskich spółek z dużym potencjałem. Spółka zadebiutowała już na polskim NewConnect 2 lipca br. z ofertą o wartości ponad 11 mln zł.

Rynek oczekuje dalszych strat JSW w 2014 roku

CEO Magazyn Polska

Jastrzębska Spółka Węglowa w środę poda wyniki za II kwartał. Analitycy nie liczą na dobre wskaźniki. Spółce nie sprzyja ani koniunktura na węglowym rynku, ani problemy z płynnością finansową. Prognozy na kolejne miesiące też nie są najlepsze, bo nic nie wskazuje na potencjalny wzrost cen węgla.  

JSW na pewno miała trudny II kwartał, spodziewam się straty netto na poziomie 265 mln zł. To jest pochodną niskich cen węgla i niestety nie mamy tutaj dobrych wieści – w II kwartale cena benchmarkowa wciąż jest na tym samym poziomie – mówi Marcin Gątarz, analityk UniCredit CAIB Polska, agencji informacyjnej Newseria Inwestor. – JSW zapewne zwiększy swoje wolumeny produkcyjne, natomiast to nie będzie wystarczające do tego, aby pokazać wyniki, które moglibyśmy uznać za dobre.

Jak podkreśla, kondycji spółki pomagają wprawdzie korzystne warunki makroekonomiczne zarówno w Polsce, jak i w Europie. Ożywienie pojawia się też w branżach, które kupują najwięcej węgla, czyli np. w produkcji stali. Natomiast ten pozytywny wpływ nie rekompensuje niskich cen węgla na globalnym rynku.

W przypadku węgla koksującego myślę, że zakładając bazowy scenariusz gospodarczy dla świata, nie powinniśmy mieć dalszych spadków z poziomu 120 dolarów na tonę, jaki jest obecnie poziom benchmarkowy. On jest bardzo niski i właśnie w takim otoczeniu JSW ma dosyć duże straty. Drobna zmiana o 2-3, a nawet 5 proc. niestety niewiele poprawi w wynikach JSW – mówi Gątarz.

Rynek węgla energetycznego jest zdecydowanie bardziej stabilny. Taki też – w ocenie analityka – będzie w 2015 roku, a w kolejnych latach możliwe są niewielkie wzrosty cen.

Większość złych informacji z rynku mamy już w cenie akcji. Żeby uzasadnić nawet obecną wycenę JSW, ceny węgla koksującego muszą wyraźnie odbić – mówi Gątarz.

Od początku roku akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej potaniały już o ponad 29 proc. W ich obecnych notowaniach inwestorzy uwzględnili prognozowane straty oraz słabe perspektywy firmy. Mimo tego giełdowa wycena JSW może się jeszcze obniżyć.

Myślę, że przy obecnym przy poziomie 36-37 zł, spółka nie jest na tyle tania, żeby móc powiedzieć, że to jest dno – mówi analityk UniCredit CAIB Polska. – Jeśli się przesuniemy o kolejne 10-15 proc. w dół, wtedy można zacząć się doszukiwać jakiejś wartości fundamentalnej, która nawet przy tym słabym otoczeniu rynkowym uzasadniałaby kupno.

W ostatnich dniach spadki cen akcji przybrały na sile. W ciągu tygodnia kurs obniżył się o ponad 9 proc. Może to być reakcja inwestorów na wzrost zadłużenia spółki. JSW wyemitowała 70 tys. obligacji o wartości 700 mln zł i 16,37 tys. obligacji wartych 163,75 mln dolarów. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na sfinansowanie zakupu kopalni Knurów-Szczygłowice. JSW kupiła kopalnię od Kompanii Węglowej. Cena transakcji wyniosła 1,49 mld zł.

Fitch: Polska gospodarka coraz szybciej rośnie

CEO Magazyn Polska

Agencja Fitch Ratings potwierdziła długoterminowy rating Polski w walucie obcej na poziomie „A-” oraz w walucie krajowej na poziomie „A”. Perspektywa ratingu jest stabilna. W przyszłości ewentualna podwyżka oceny kredytowej będzie zależeć m.in. od dalszej redukcji deficytu budżetowego. Według analityków Fitch PKB Polski urośnie w tym roku o 3,4 proc., a deficyt sektora finansów publicznych spadnie do 3,2-3,3 proc. PKB.

W tej chwili mamy stabilną perspektywę na ratingu Polski, co oznacza, że szanse na zmianę są niewielkie. Warto zwrócić uwagę na to, że Polska dalej rośnie i to coraz szybciej. Oczywiście, pojawiły się nowe elementy, których nie było jeszcze parę miesięcy temu, czyli to wszystko, co się dzieje na Wschodzie. Ale wydaje się, że jest za wcześnie, żeby móc precyzyjnie określić, jaki będzie miało to wpływ na gospodarkę polską – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Kowalski, prezes Fitch Polska.

W latach 2015-2016 Fitch spodziewa się nieco szybszej dynamiki wzrostu PKB niż w 2014 r. To ułatwi Polsce wyjście z unijnej procedury nadmiernego deficytu w 2015 r., kiedy deficyt sektora finansów publicznych ma spaść do 2,8 proc. PKB. Niskie oprocentowanie obligacji skarbowych jest kolejnym czynnikiem, który pomaga rządowi redukować lukę w finansach publicznych. Ponadto, w 2014 r. według standardów rachunkowości ESA 95 Polska zanotuje 4,7 proc. PKB nadwyżki w finansach publicznych z powodu przejęcia i umorzenia obligacji w posiadaniu OFE – szacują analitycy Fitch.

Sytuacja po stronie finansów publicznych, abstrahując już od kwestii związanych z reformą OFE, jest całkiem niezła. Niektórzy nawet uważają, że jest lepsza niż zakładano. Przychody z podatków są lepsze od tych, które zakładano w pierwszej części roku budżetowego. Też trzeba pamiętać o tym, że polski dług dalej się cieszy popularnością. Do końca lipca sfinansowano wszystkie potrzeby pożyczkowe na ten rok – wskazuje Kowalski.

Źródłem łagodnego przyspieszenia gospodarki w latach 2015-2016 ma być poprawa koniunktury u partnerów handlowych Polski oraz zmniejszenie restrykcji w polityce fiskalnej, czyli podnoszenia podatków oraz redukcji wydatków. Fitch wskazuje ponadto, że na rating Polski pozytywnie oddziałuje brak jakiejkolwiek znaczącej nierównowagi makroekonomicznej, co ułatwia finansowanie długu na rynku, a także stabilny i rosnący sektor bankowy.

Agencja ratingowa podkreśla jednocześnie, że pozytywne czynniki są równoważone głównie przez niepewność dotyczącą wpływu sankcji ekonomicznych na gospodarkę Polski. Ewentualne, pozytywne zmiany w ratingu Polski wymagałyby dalszego zbliżania się pod względem dochodów do średniej państw UE, większej pewności co do utrzymania niskich deficytów budżetowych w następnych latach oraz silniejszej redukcji wskaźników zadłużenia zagranicznego – napisali analitycy Fitch.

Oprócz tego, co się dzieje na Wschodzie, raczej nie widać żadnych innych poważniejszych ryzyk, które mogłyby mieć negatywny wpływ na rating Polski. Jeśli chodzi o pozytywną stronę, to oczekujemy, że te wszystkie działania zmierzające do konsolidacji finansów publicznych, co m.in. będzie skutkowało  wyjściem z procedury nadmiernego deficytu, który mamy nałożony przez Unię, będą kontynuowane. Jeśli tak się stanie, to za jakiś czas będzie można się zastanawiać, czy jest szansa na zmianę ratingu w stronę pozytywną – uważa Piotr Kowalski.

PwC: Sprzedaż detaliczna będzie rosła, głownie dóbr szybko zbywalnych

Rośnie optymizm w gospodarce, co powinno przełożyć się na lepsze dane ze sprzedaży detalicznej, prognozuje PwC. Na razie ożywienie nie dotyczy konsumpcji dóbr trwałych – winowajcą wciąż są stosunkowo wysokie stopy procentowe.

Niska inflacja, rosnące płace oraz optymizm na rynku pracy mogą zachęcić Polaków do zakupów, dzięki czemu sprzeda detaliczna może kontynuować wzrosty – tak prognozują na najbliższe miesiące analitycy.

Na pewno niska inflacja będzie zachęcała konsumentów do kontynuowania wydatków. Dodatkowo wzrost realnych wynagrodzeń powoduje, że realny dochód do dyspozycji polskich konsumentów rośnie. Również sytuacja na rynku pracy sprzyja rosnącemu optymizmowi polskiego konsumenta, więc perspektywy na kolejne miesiące są optymistyczne – powiedziała agencji informacyjnej Newseria Biznes Eliza Bielińska-Michalczyk z PwC Polska.

Ożywienie na razie nie będzie dotyczyć sprzedaży dóbr bardziej kosztownych, czyli samochodów, mebli czy elektroniki. Wydatki na dobra trwałe będą zależały od stóp procentowych, które w Polsce są na rekordowo niskim, ale wciąż wyższym niż w strefie euro poziomie.

Przede wszystkim rosnąć będą kategorie dóbr szybko zbywalnych ‒ żywność, odzież, prasa, książki ‒ w ostatnich miesiącach wydatki konsumentów na te dobra rosły i oczekiwane są dalsze wzrosty. Natomiast widoczna jest ostrożność przy zakupach kategorii dóbr trwałych ‒ przede wszystkim pojazdów mechanicznych, a także mebli i elektroniki – podkreśla Bielińska-Michalczyk.

Dodaje, że podobne trendy jak w Polsce obserwuje się w całym regionie. Niemcy i Czechy również notują niewielkie spadki sprzedaży detalicznej w ujęciu miesięcznym, ale rok do roku są to wzrosty. Według ekspertki PwC dane wskazują na duży potencjał polskiego rynku, choć jak podkreśla, nie jest to łatwy kraj dla nowych przedsiębiorców.

Ze względu na swoją wielkość i lokalizację polski rynek jest bardzo atrakcyjny dla wielu graczy z regionu, jednocześnie wytworzyła się bardzo silna produkcja lokalna. To powoduje, że jest to rynek wysoko konkurencyjny. Zarówno z perspektywy handlu detalicznego, jak i branż producenckich sytuacja nie jest łatwa, ale warto powalczyć o ten rynek – ocenia Bielińska-Michalczyk.

4You Airlines startuje ze sprzedażą biletów

Samoloty nowego taniego przewoźnika wystartują na początku zimy z Łodzi i Rzeszowa. Dzisiaj wieczorem rusza sprzedaż biletów na loty 4You Airlines.

7 tysięcy biletów na loty samolotami 4You Airlines będzie dostępnych od wtorku. Nowy przewoźnik proponuje loty do: Barcelony, Brukseli, Dortmundu, Londynu, Mediolanu, Paryża, Rzymu i Tel Awiwu. Do końca sierpnia bilety będą kosztować 47 zł w jedną stronę, łącznie z ubezpieczeniem oraz bagażem do 20 kg. Pierwsze loty odbędą się z Łodzi oraz Rzeszowa, a samoloty wystartują na początku zimy.

W 2015 r. firma planuje 4You Airlines zwiększyć liczbę samolotów. Ten ruch pozwoli na uruchomienie lotów z innych miast.

Firma rozpoczęła pracę nad nową siatką połączeń na sezon wiosna/lato 2015, w ramach której planowane jest zwiększenie dostępnych kierunków podróży – zapowiedział Michał Mikołajczak, wiceprezes  zarządu 4You Airlines w komunikacie.

4You Airlines oczekuje obecnie na wydanie koncesji przewoźnika, a do czasu jej uzyskania loty będzie realizować jako agent turystyczny. W ramach takiego rozwiązania, zgodnie z obowiązującymi przepisami, klienci skorzystają z pakietu turystycznego, łączącego przelot trampingowy oraz ubezpieczenie, obowiązujące od momentu rozpoczęcia podróży, do czasu jej zakończenia. Firma 4You Airlines działalność rozpoczęła od obsługi połączeń czarterowych polskich touroperatorów.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Rynki nie martwią się Włochami i Espirito Santo, bo EBC może interweniować

CEO Magazyn Polska

Problemy włoskiej gospodarki oraz portugalskiego banku Espirito Santo zaskoczyły wielu inwestorów, którzy nieco zapomnieli o problemach południa strefy euro. Negatywna niespodzianka nie wywołała jednak gwałtownej wyprzedaży na rynkach poza giełdami w Mediolanie i Lizbonie. Rynki wiedzą, że EBC nie pozwoli na ponowną eskalację kryzysu i w każdej chwili może interweniować. To pozwala im – przynajmniej na razie – nie martwić się wysokim zadłużeniem i stagnacją w strefie euro.

To jest już trzecia recesja w ostatnich latach. Od 2011 roku tylko jeden kwartał był wzrostowy dla włoskiej gospodarki. Tam od dłuższego czasu obserwujemy problemy związane z dużym zadłużeniem tego kraju, brakiem reform, słabym rynkiem wewnętrznym i słabym wzrostem na całym świecie, i przez to jest osłabiony eksport do innych krajów. Na dodatek jeszcze do niedawna euro było relatywnie silne i nie pomagało gospodarce włoskiej – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.

Trzecia największa gospodarka strefy euro skurczyła się w drugim kwartale o 0,2 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału i o 0,3 proc. w ujęciu rocznym. Szacunki PKB zaskoczyły ekonomistów, którzy spodziewali się jednak wzrostu, odpowiednio o 0,2 proc. k/k i 0,1 proc. r/r. Włoska gospodarka boryka się z wieloma problemami, wskutek czego PKB w przeliczeniu na 1 mieszkańca wyniósł na koniec 2013 r. 28,3 tys. dolarów, podczas gdy w 2008 r. było to 31,7 tys. dolarów. Wskutek notowanych spadków PKB oraz utrzymujących się deficytów budżetowych relacja długu publicznego do PKB zwiększyła się ze 106,1 proc. w 2008 r. do 132,6 proc. na koniec ubiegłego roku.

Jeżeli porównamy to z sytuacją na przykład w Hiszpanii, to rzeczywiście jest powód do zmartwień. Gospodarka Hiszpanii wykazuje zdecydowanie więcej oznak życia i tam obserwujemy wzrost dynamiki PKB. Tym niemniej, jeżeli chodzi o Portugalię czy Grecję, to tam również obraz jest słaby. Nawet we Francji obserwujemy trudności z wyjściem tego kraju z zapaści gospodarczej. Można powiedzieć, że w większości państw strefy euro obserwujemy marazm gospodarczy od dłuższego czasu, a pozytywnym wyjątkiem są tylko Niemcy – uważa analityk DM BOŚ.

W okresie 2008–2013 PKB na osobę w Niemczech urosło z poziomu 36,4 tys. dolarów do 38,3 tys. dolarów. Podobnie jak we Włoszech relacja długu publicznego i PKB zwiększyła się, ale znacznie mniej – o 11,6 pkt proc. do 78,4 proc. na koniec 2013 r. Z kolei druga największa gospodarka strefy euro – Francja – wciąż tkwi w stagnacji. W rezultacie, podobnie jak w państwach z południa Europy, poziom życia mierzony PKB na osobę jest tam niższy niż był w 2008 r.

Obecnie, przynajmniej w krótkim terminie, rynki nie biorą pod uwagę ryzyka związanego z wysokim zadłużeniem w strefie euro. Zdaniem Bugaja to skutek deklaracji Mario Draghiego z 2012 r., który zapowiedział wtedy, że EBC zrobi wszystko, co będzie potrzebne, aby obronić strefę euro. Bank interweniował wtedy w krytycznych momentach na rynkach obligacji, by odsunąć ryzyko niewypłacalności państw z grupy PIIGS.

I rzeczywiście ta deklaracja została potraktowana poważnie i od tego czasu, przynajmniej jeżeli chodzi o te rynki południa, obserwujemy spadek oprocentowania obligacji i inwestorzy cały czas są świadomi, że tutaj jest Europejski Bank Centralny, który czuwa nad tym – mówi Bugaj.

Dzięki temu rynek nie zareagował bardzo nerwowo na kłopoty portugalskiego banku Espirito Santo. Co prawda doszło do wzrostu rentowności obligacji rządowych oraz silnych spadków na giełdzie w Lizbonie, inwestorzy jednak zakładają, że te problemy uda się szybko rozwiązać  i nie uderzą one w inne państwa.

Były takie przebąkiwania, że być może przypomnimy sobie o tym skrócie PIIGS i te kraje zostaną wrzucone do jednego worka, i nawet na kilka godzin można było to zaobserwować. Ale już następnego dnia widoczne było zróżnicowanie pomiędzy tymi krajami, tutaj w szczególności na uwagę zasługuje Irlandia, która już nie jest wymieniana pośród krajów istotnie zagrożonych – wskazuje Łukasz Bugaj.

Utrata karty płatniczej na wakacjach nie musi oznaczać końca urlopu

CEO Magazyn Polska

Utrata karty płatniczej na zagranicznych wakacjach nie musi oznaczać, że turysta zostanie odcięty od środków. Może poprosić o pomoc tamtejszy konsulat lub ambasadę. Może też zwrócić się do swojego banku o nową kartę, wydaną w trybie awaryjnym przez inny bank zagraniczny. Jest to jednak usługa zwykle adresowana do posiadaczy kart prestiżowych. Najważniejsze, by zaraz po utracie karty zastrzec ją w banku.

Pierwszą czynnością po zauważeniu tego, że zgubiliśmy kartę, powinien być telefon do naszego banku. Jeśli nie mamy numeru przy sobie, poprośmy o pomoc kogoś znajomego w kraju – mówi agencji Newseria Biznes Michał Sadrak, analityk Open Finance.

To konieczne ze względu na odpowiedzialność za transakcje dokonane kartą już po jej utracie. Odpowiedzialność klientów kończy się na równowartości 150 euro. Powyżej tej kwoty szkodę pokrywa bank, ale tylko pod warunkiem, że nie doszło do zaniedbań ze strony właściciela.

– Jeśli na przykład zostawimy kartę na stoliku w restauracji lub pozwolimy komuś podejrzeć kod PIN, a bank nam to udowodni, wtedy trzeba się liczyć z tym, że zostaniemy obciążeni odpowiedzialnością w przypadku ewentualnie niepowołanych transakcji – podkreśla Michał Sadrak.

Możliwa jest również pełna odpowiedzialność banku, nawet do kwoty 150 euro, ale wymaga to dodatkowego ubezpieczenia.

Jeżeli nie chcemy mieć wkładu własnego, to musimy liczyć się z tym, że co miesiąc przyjdzie nam zapłacić kilka złotych w postaci ubezpieczenia. Jeśli wyjeżdżamy na wakacje być może warto takim ubezpieczeniem się zainteresować, ponieważ w dużej mierze pozwoli nam to się ustrzec przed ewentualnymi przykrościami – uważa Sadrak.

Posiadaczom kart złotych i platynowych banki proponują jeszcze innego rodzaju pomoc.

Mogą oni poprosić swój bank, by wypłacił im gotówkę w kasie innego zagranicznego banku. Ewentualnie można też poprosić o to, aby wydano nam za granicą nową kartę – dodaje analityk.

Usługa taka wiąże się jednak ze sporymi kosztami. Na przykład awaryjne wydanie karty w mBanku oraz PKO BP to koszt rzędu 250 dolarów. W Pekao usługę tę wyceniono na 148 dolarów (karty MasterCard), zaś w przypadku Visy opłata taka wynosi 185 dolarów.

Jeśli turysta zostaje odcięty od środków w banku, ma możliwość zgłoszenia się o pomoc do konsulatu bądź ambasady. Ktoś z rodziny lub znajomy w kraju może dokonać wpłaty na konto Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a gotówkę pechowy turysta odbierze w placówce dyplomatycznej. Będzie to prawdopodobnie najtańsza forma uzyskania środków na dokończenie wakacji.

Brzmi to trochę jak prowizoryczny przekaz pieniężny – zauważa Michał Sadrak. – Możemy też poprosić kogoś z rodziny o to, żeby nadał przekaz pieniężny, który będzie znacznie tańszy niż wydanie karty w trybie awaryjnym . Kosztuje on  5-10 proc. wartości przelewu.