Detaliści walczą o rentowność: Presja kosztów, nadwyżki zapasów i zmiany w zachowaniach konsumentów

  • Sprzedaż detaliczna jest nadal wysoka w Stanach Zjednoczonych i odradza się w Europie, ale niepewność może wykoleić trwającą poprawę. W Europie sprzedaż detaliczna odradza się nierównomiernie, z niewielkimi wzrostami w krajach takich jak Francja i Hiszpania (średnio +1,6% r/r we Francji w okresie styczeń-wrzesień 2024 r. i +1,4%, odpowiednio), podczas gdy Niemcy i Włochy odrabiają straty w mniejszym stopniu. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych sprzedaż detaliczna w tym samym okresie utrzymuje się na solidnym poziomie ok.+2%.
  • Impreza cenowa dobiegła końca: Rentowność sprzedawców detalicznych jest pod presją z powodu rosnących zapasów. Sprzedawcy detaliczni na całym świecie walczą o utrzymanie rentowności, ponieważ malejące wolumeny sprzedaży i wciąż wysokie koszty operacyjne powodują erozję marż.
  • Zakupy online pozostaną, ale odpowiedzialne zakupy schodzą na dalszy plan. Handel elektroniczny odnotował gwałtowny wzrost, a globalne przychody mają przekroczyć 6,5 bln USD do 2029 r., chociaż wzrost spowalnia (CAGR na poziomie +9,5% w porównaniu do +13,5% w poprzednich pięciu latach).
  • Patrząc w przyszłość, sztuczna inteligencja i automatyzacja mogą przynieść detalistom dywidendę technologiczną. Sprzedawcy detaliczni coraz częściej inwestują w technologię w celu optymalizacji zarządzania łańcuchem dostaw i zwiększenia wydajności operacyjnej.

Konsumencki blues

Z analiz Allianz Trade wynika, że sprzedaż detaliczna wykazuje mieszane wyniki na głównych rynkach. Najnowsze dane dotyczące sprzedaży detalicznej od stycznia do września 2023 i 2024 r. pokazują bardzo różne wzorce w różnych gospodarkach. We Francji wzrost sprzedaży detalicznej odbił się od -2,2% r/r średnio w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2023 r. do średnio +1,6% r/r w tym samym okresie w 2024 r., co sugeruje ożywienie wydatków konsumpcyjnych w miarę zmniejszania się presji inflacyjnej. Niemcy wykazują jednak marginalną poprawę, przechodząc od wartości ujemnej w 2023 r. do powolnego +0,1% w 2024 r., co odzwierciedla utrzymujące się wyzwania gospodarcze. Hiszpania cechuje się stosunkową odpornością swoich wyników sprzedaży, przy czym wzrost sprzedaży detalicznej nieznacznie spadł w 2024 roku. Choć nadal dodatni, wolniejszy wzrost wskazuje na ochłodzenie popytu konsumpcyjnego, prawdopodobnie związane z mniejszym zaufaniem. Tymczasem sprzedaż detaliczna we Włoszech, choć odrabia straty, pozostaje w 2024 roku na ujemnym poziomie 1,0%. Wielka Brytania wykazuje podobny wzorzec, ze sprzedażą detaliczną której wzrost spowolnił z +5,6% w 2023 r. do wciąż silnego +2,0% w 2024 r. Sugeruje to, że brytyjscy konsumenci nadal wydają, pomimo utrzymującej się inflacji i wciąż wysokich stóp procentowych. Stany Zjednoczone, choć również spowalniają, pozostają silne, a wzrost sprzedaży detalicznej spada z +3,5% w 2023 r. do +2,2% w 2024 r., zgodnie ze spowalniającą, ale wciąż silną gospodarką USA.

Zamożniejsi i młodsi konsumenci napędzają wydatki detaliczne, zwłaszcza w USA. W ostatnich latach zamożni konsumenci stali się jednym z głównych czynników napędzających wzrost wydatków konsumpcyjnych, w szczególności w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Trend ten był szczególnie wyraźny, ponieważ zamożne gospodarstwa domowe skorzystały ze znacznego wzrostu dochodów, kapitału własnego i inwestycji giełdowych, co pozwoliło im zwiększyć konsumpcję pomimo inflacji i wyższych stóp procentowych. Różni się to znacznie od zachowań związanych z wydatkami sprzed pandemii, kiedy to szersza grupa demograficzna miała bardziej równomierny udział w sprzedaży detalicznej. Tymczasem obecnie gospodarstwa domowe o wyższych dochodach nie tylko utrzymały, ale nawet zwiększyły swoje wydatki w różnych kategoriach detalicznych, równoważąc w ten sposób bardziej powściągliwe wydatki obserwowane wśród grup o niższych dochodach. Tendencja ta przejawia się w dobrych wynikach sprzedaży towarów luksusowych i usług z wyższej półki, czyli sektorów, które odnotowały znaczny wzrost dzięki sile nabywczej zamożniejszych Amerykanów. Z drugiej strony, podstawowe towary i usługi, które stanowią większą część budżetów gospodarstw domowych o niższych dochodach, odnotowały stosunkowo niewielki wzrost. Ta rozbieżność we wzorcach wydatków przyczyniła się do powstania krajobrazu handlu detalicznego, na który coraz większy wpływ ma konsumpcyjne preferencje osób zamożnych. W Wielkiej Brytanii klasa średnia wyższa odnotowała największy wzrost, a górne 20% odnotowało mniejszy wzrost niż dolne 20%. Podkreśla to, że dominacja osób zamożnych jest w większości przypadków silną cechą w USA. Co więcej, młodsi kupujący, stosunkowo mniej liczna grupa demograficzna w większości rozwiniętych gospodarek, wydają więcej niż starsi. Te dwa trendy mogą mieć daleko idące konsekwencje dla branży detalicznej, która może być zmuszona do odpowiedniego dostosowania asortymentu produktów i obsługi klienta.

Nastroje europejskich konsumentów

Zaufanie konsumentów jest jednym z głównych czynników napędzających te trendy w zakresie oszczędności i wydatków, kształtowane i pobudzane przez rozbieżne trendy gospodarcze – zwłaszcza różne trendy inflacyjne – oraz politykę i dynamikę rynku pracy. Zaufanie konsumentów we Francji w październiku wyniosło 95; choć stłumione i poniżej progu 100, odbija się od najniższych poziomów z lata 2022 r., kiedy konsumenci zostali mocno dotknięci inflacją w wyniku wojny na Ukrainie. Większość innych głównych gospodarek europejskich wykazuje ten sam wzorzec. We Włoszech odnotowano w październiku wskaźnik zaufania na poziomie 97,4. Pomimo tego że w Niemczech, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii wskaźnik ufności konsumenckiej ma nadal ujemne saldo, to podobnie jak w innych krajach, jest on na dobrej drodze do poprawy. Niemniej jednak, pomimo niedawnego złagodzenia zarówno inflacji, jak i stóp procentowych, konsumenci wciąż są nieco przygnębieni, na co wpływ ma duża niepewność gospodarcza i polityczna w wielu krajach, w tym kłopoty niemieckiego przemysłu, kontynuacja wojny w Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie, niestabilność polityczna we Francji i Niemczech oraz wzrost cen żywności. W tym kontekście wyróżniają się Stany Zjednoczone, których indeks zaufania konsumentów na poziomie 108,2 podkreśla odporność tamtejszej gospodarki. Ponieważ inflacja spada, a stopy procentowe maleją, silny rynek pracy i wyższe dochody do dyspozycji pomogły w poprawie nastrojów amerykańskich konsumentów. Patrząc w przyszłość, nadchodząca administracja Trumpa może wdrożyć środki sprzyjające aktywności gospodarczej, ale jego polityka może również ożywić inflację, co może mieć odwrotny – negatywny wpływ na zaufanie konsumentów.

Wskaźniki zaufania konsumentów

Wskaźniki zaufania konsumentów

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Europa jest bardziej wrażliwa na szoki związane z niepewnością polityczną. Europejscy konsumenci są znacznie bardziej wrażliwi na negatywne wiadomości niż ich amerykańscy odpowiednicy, co jest trendem zakorzenionym w strukturach gospodarczych, polityce społecznej i postawach kulturowych. Rynki pracy w wielu krajach europejskich są mniej elastyczne niż w Stanach Zjednoczonych, a ostatni kryzys energetyczny był bardziej dotkliwy dla europejskich konsumentów. Ponadto, podczas gdy amerykańskie gospodarstwa domowe często korzystają z kredytów w celu utrzymania wydatków, Europejczycy w większym stopniu polegają na rzeczywistych dochodach i oszczędnościach, co prowadzi do szybszego spadku konsumpcji w przypadku spadku zaufania. Amerykańscy konsumenci są bardziej odporni na wahania zaufania ze względu na różnice strukturalne, począwszy od bardziej elastycznego rynku pracy, a skończywszy na efektach wysokiego bogactwa, które pomagają w buforowaniu wahań nastrojów i wydatków. Zwiększona wrażliwość europejskich konsumentów znajduje odzwierciedlenie w ostrzejszych wahaniach nastrojów konsumenckich i silniejszym wpływie zmian zaufania na zachowania związane z wydatkami w porównaniu z USA. Okazuje się, że szoki zaufania wyjaśniają większą część wahań sprzedaży detalicznej w Europie (od 9% w Niemczech do prawie 18% w Wielkiej Brytanii). W Stanach Zjednoczonych szoki zaufania odpowiadają jedynie za 7% wahań sprzedaży detalicznej. W tym kontekście kluczowe znaczenie ma ustabilizowanie zaufania konsumentów w celu wsparcia wzrostu w Europie. Należy jednak uważać na wyższe cła, które mogą zaważyć na wydatkach amerykańskich konsumentów, zwłaszcza najbiedniejszych gospodarstw domowych. Powrót Donalda Trumpa może zapoczątkować nową wojnę handlową poprzez ukierunkowany i znaczny wzrost ceł na towary importowane, zwłaszcza z Chin (do 60%).

Chociaż nie będzie to pierwszy raz, kiedy amerykańscy detaliści będą musieli poradzić sobie z tak nieprzyjaznym środowiskiem handlowym – a niektórzy już wykorzystali wcześniejsze doświadczenia, aby zdywersyfikować swoje łańcuchy dostaw, to Stany Zjednoczone nadal masowo importują towary z Chin. We wrześniu odnotowały największy miesięczny deficyt (31 mld USD) od dwóch lat, zwiększając całkowity deficyt do 217 mld USD w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2024 roku (wzrost o +4% w porównaniu z 2023 r.). Mimo że dwustronna nierównowaga dramatycznie zmalała od szczytu z 2018 r. (418 mld USD) i od wojny handlowej, która miała miejsce podczas pierwszej administracji Trumpa, nie oznacza to, że rozpoczęcie kolejnej wojny handlowej nie będzie możliwe.

Spór handlowy nie obędzie się bez kosztów. Chiny pozostają głównym dostawcą maszyn elektrycznych i elektronicznych (14% całkowitego importu USA w 2022 r.,  w tym 31% z Chin), maszyn i urządzeń mechanicznych (15% / 25%), tekstyliów (5% / 34%), zabawek i sprzętu rekreacyjnego (2% / 78%), mebli (2% / 42%) i wyrobów z tworzyw sztucznych (3% / 30%). Wyższe cła na chiński import spowodowałyby wzrost cen w USA, uderzając najbardziej w gospodarstwa domowe o niskich dochodach. Badania przeprowadzone przez Peterson Institute for International Economics sugerują, że cła mogłyby doprowadzić do spadku dochodów o -6% (2600 USD) dla dolnego kwintyla amerykańskich gospodarstw domowych, czyli dwa razy więcej niż w przypadku gospodarstw domowych o wysokich dochodach – najwyższego kwintyla (-3% /1200 USD). Krajowa Federacja Handlu Detalicznego oszacowała zakres kosztów na poziomie 360-625 USD rocznie dla przeciętnych amerykańskich konsumentów dla listy sześciu produktów, których koszty produkcji są silnie uzależnione od Chin (odzież, zabawki, meble, sprzęt gospodarstwa domowego, obuwie i artykuły używane w podróży).

Sprzedawcy detaliczni dostosowują się do inflacji i wyzwań związanych z łańcuchem dostaw

Zanika siła cenowa producentów/dostawców. Zarówno firmy produkcyjne, jak i detaliści w Stanach Zjednoczonych i Europie mają mniejszą siłę cenową, ponieważ konsumenci i firmy coraz bardziej opierają się wyższym cenom w obliczu spowolnienia popytu i utrzymujących się skutków niedawnej presji inflacyjnej. Zmiana ta stanowi punkt zwrotny dla wielu firm, które polegały na podwyżkach cen w okresie po pandemii, aby zrównoważyć rosnące koszty nakładów i utrzymać marże. Oba regiony są świadkami zbieżności czynników – schładzania wzrostu gospodarczego, wciąż wysokich stóp procentowych, większej wrażliwości konsumentów na ceny i mniejszej ich ufności – które zmniejszają możliwość przedsiębiorstw do przenoszenia kosztów na klientów. W Stanach Zjednoczonych, gdzie inflacja spadła w porównaniu do jej szczytowego poziomu w 2022 r., dochody pozostającego do dyspozycji są pod presją ze strony wysokich kosztów zakwaterowania, żywności i opieki zdrowotnej. W tym kontekście konsumenci coraz częściej decydują się na tańsze alternatywy. Coraz większa część handlu detalicznego zgłasza rosnący popyt na towary marek własnych, co wskazuje na mniejszą gotowość do absorbowania podwyżek cen produktów markowych. Niedawna stabilizacja łańcuchów dostaw ograniczyła również dźwignię cenową, z której korzystali producenci w okresie szoków podażowych w 2021 i 2022.

Z analiz Allianz Trade wynika, że przed największymi wyzwaniami związanymi z utrzymaniem swoich cen stoją firmy europejskie. Konsumenci w Europie nadal zmagają się z wysokimi kosztami energii i inflacją cen żywności, stali się więc szczególnie wrażliwi na ceny, na co wskazuje słaby wzrost sprzedaży detalicznej w największych gospodarkach, takich jak Niemcy i Francja. Nasza analiza ostatnich trendów cen detalicznych i cen producentów ujawnia, że w większości kategorii produktów ceny producentów rosły szybciej niż ich ceny detaliczne. Potwierdza to słabnącą siłę cenową producentów i detalistów. Podsumowując – spadek siły cenowej producentów odzwierciedla szerszą normalizację warunków gospodarczych po pandemii. Wraz ze spadkiem inflacji i słabnącym popytem konsumenckim, firmy w Stanach Zjednoczonych i Europie wkraczają w fazę, w której wzrost cen nie jest już łatwą dźwignią do utrzymania wzrostu, co oznacza przejście do okresu trudniejszych warunków operacyjnych

Rentowność wystawiona na próbę. W kontekście niższego popytu i wciąż utrzymującej się inflacji, detaliści w Stanach Zjednoczonych i Europie stanęli w obliczu znacznego spowolnienia wzrostu rentowności w trzecim kwartale 2024 roku. Podczas gdy wiele firm odnotowało silny wzrost sprzedaży podczas ożywienia po pandemii i wykorzystało stłumiony popyt, krajobraz znacznie się zmienił w 2024 r., a rentowność znalazła się pod presją na kluczowych rynkach. W 3. kwartale 2024 r. globalni zdywersyfikowani detaliści i gracze e-commerce zdołali zwiększyć rentowność o odpowiednio +8,5% r/r i +9,1%.

W obliczu niższego wolumenu sprzedaży żywności, rentowność detalistów spożywczych i farmaceutycznych spadła o -6,5% r/r. Nastąpiło to po roku silnego wzrostu, w którym rosnące ceny rekompensowały spadające wolumeny, co obecnie nie ma już miejsca zarówno w USA, jak iw Europie. Specjalistyczni detaliści odnotowali płaską rentowność w ujęciu rocznym. Patrząc na dynamikę krótkoterminową, średnio wszystkie segmenty odnotowały ujemny wzrost rentowności w ujęciu kwartalnym.

Z perspektywy firm, około 60% detalistów w naszej próbie odnotowało spadek rentowności kw/kw, podczas gdy jedna druga detalistów zdołała utrzymać dodatni wzrost r/r. Koszty pracy mocno odbiły się na rentowności, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Ponadto koszty operacyjne, takie jak czynsz, energia i logistyka, pozostają wysokie, co jeszcze bardziej obniża rentowność, nadwyrężając marże. Sprzedawcy detaliczni najprawdopodobniej nadal będą mieli trudności ze zrównoważeniem tej presji kosztowej, ponieważ zmagają się ze spowolnieniem sprzedaży i zmniejszoną siłą cenową.

Dostosowanie zapasów do zakłóceń w łańcuchu dostaw i rosnących kosztów. Sprzedawcy detaliczni w Stanach Zjednoczonych i Europie strategicznie zwiększają zapasy, aby sprostać podwójnemu wyzwaniu: wynikającemu zarówno z inflacji, jak i zakłóceń w łańcuchu dostaw. Podczas gdy sektor detaliczny w skali globalnej utrzymywała w okresie czterech lat poprzedzających pandemię zapasy na średnio około 46 dni obrotu, to w ciągu czterech lat od wybuchu Covid-19 stan zapasów wzrósł średnio do 54 dni obrotu. Dokonując zakupów z wyprzedzeniem, firmy chcą zabezpieczyć się przed dalszym wzrostem cen i ograniczyć ryzyko związane z opóźnieniami w dostawach lub ich niedoborami.

Ten wzrost zapasów odzwierciedla proaktywną reakcję na niestabilne warunki, które charakteryzują globalne rynki od czasu pandemii, ponieważ detaliści starają się ustabilizować działalność we wciąż niepewnym otoczeniu. W Stanach Zjednoczonych trend ten był szczególnie widoczny w sektorach takich jak odzież, elektronika i artykuły gospodarstwa domowego, gdzie marże są szczególnie wrażliwe na wahania cen zaopatrzenia. Zmniejszenie opóźnień w ekspedycji towarów i niższe stawki frachtowe w 2023 r. pozwoliły wielu detalistom na uzupełnienie zapasów, które zostały wyczerpane podczas pandemii, a dodatkową korzyścią było zabezpieczenia przed dalszą inflacją cen.

Jednak strategia ta nie jest pozbawiona ryzyka. Podwyższone zapasy wiążą się z wyższymi kosztami magazynowania i niebezpieczeństwem zamrożenia środków w nadmiernych zapasach w przypadku spowolnienia popytu konsumenckiego. W rzeczywistości kilku dużych amerykańskich detalistów zasygnalizowało pod koniec 2023 r. trudności związane z nadmiernymi zapasami, co zmusiło ich do przyjęcia agresywnych strategii rabatowych w celu oczyszczenia półek. Równowaga pomiędzy wystarczającymi poziomami zaopatrzenia a unikaniem nadmiernych zapasów staje się coraz bardziej delikatna i trudna do utrzymania. W Europie akumulacja zapasów przebiegała według podobnego schematu, ale z dodatkowymi komplikacjami. Sprzedawcy detaliczni w strefie euro musieli stawić czoła nie tylko presji inflacyjnej, ale także utrzymującym się zagrożeniom geopolitycznym, takim jak kryzys energetyczny zaostrzony przez wojnę rosyjsko-ukraińską. Czynniki te zwiększyły obawy o niezawodność łańcucha dostaw, prowadząc wiele firm do priorytetowego zabezpieczenia kluczowych towarów z dużym wyprzedzeniem.

Wolumen kontra premia: polaryzacja rynku, która nasiliła się od czasu pandemii Covid-19 i okresu wysokiej inflacji. Powiększająca się przepaść majątkowa, która dramatycznie wzrosła w gospodarkach rozwiniętych wraz z pandemią Covid-19 i okresem dwucyfrowej inflacji w latach 2022-2023, odbiła się na strategii operacyjnej sprzedawców detalicznych. W efekcie można więc wyróżnić dwie strategie biznesowe, które dotyczą dwóch bardzo różnych kategorii konsumentów i danych demograficznych: gospodarstw domowych o niskich i wysokich dochodach oraz młodszych i starszych. Klienci o niskich dochodach są szczególnie wrażliwi nie tylko na cenę, ale także na szybkość i jakość dostawy, ponieważ wyższe ceny energii zmuszają ich do bardziej efektywnego zarządzania zakupami (tj. unikania niepotrzebnych podróży).

Aby przyciągnąć tego typu klientów, niektórzy duzi detaliści stosowali na szeroką skalę politykę dużych rabatów, obniżając ceny w celu zwiększenia ruchu w sklepach (polityka oparta na wolumenie), ale także równolegle rozwijając usługi cyfrowe w celu usprawnienia dotarcia do klientów programów nagród, chcąc poprawić ich przywiązanie do marki. W ramach tej strategii sprzedawcy detaliczni zwiększyli również różnorodność swojego asortymentu produktów poprzez dalszy rozwój marek własnych, których postrzegana wartość znacznie wzrosła w ostatnich latach, przez co stały się one prawdziwą alternatywą (dla lokalnych produktów markowych). Pozwoliło to (stosującym tę strategię) tym sprzedawcom utrzymać wysokie marże, pomimo obniżonych cen.

Po drugiej stronie spektrum widzimy detalistów, którzy zdecydowali się na pozycjonowanie się w oparciu o produkty wysokiej jakości i zorientowanych na zdrowie, ponieważ zamożniejsi klienci są mniej skłonni do ograniczania wydatków. Ta kategoria społeczna jest o wiele bardziej wrażliwa na wartość niż na cenę i nie waha się zapłacić więcej za coś, co albo ich zadowoli (efekt przyjemności), przekona ich, że jest to dobre dla ich zdrowia i/lub sprawi, że poczują, że zostało to zaprojektowane specjalnie dla nich (personalizacja). Aby sprostać ich coraz wyższym oczekiwaniom i wymaganiom dotyczącym spersonalizowanych towarów/usług, niektórzy sprzedawcy detaliczni badają narzędzia technologiczne, w szczególności platformy oparte na sztucznej inteligencji, uczące się boty i/lub oprogramowanie bazujące na Big Data, aby spróbować wykryć i lepiej zrozumieć potrzeby klientów.sektor detaliczny zmiany konsumentów

Konsument jest bardziej cyfrowy, ale nie bardziej odpowiedzialny

Żywność ekologiczna i odpowiedzialne produkty: osiągnęliśmy już pułap czy szykuje się hit po kryzysie siły nabywczej? Rynek żywności ekologicznej i inne trendy konsumenckie oparte na zrównoważonym rozwoju stoją w Stanach Zjednoczonych i Europie w obliczu poważnych przeciwności, ponieważ trwający kryzys siły nabywczej zmienia priorytety wydatków, prowadząc wielu konsumentów do porzucenia produktów ekologicznych i przyjaznych dla środowiska, ale o wysokiej cenie na rzecz bardziej przystępnych cenowo konwencjonalnych alternatyw. Zmiana ta zagraża dynamice konsumpcji ukierunkowanej na zrównoważony rozwój, która rosła w latach poprzedzających spowolnienie gospodarcze. W Stanach Zjednoczonych rynek żywności ekologicznej, który rósł w dwucyfrowym tempie przez większą część ostatniej dekady, obecnie zwalnia. Wysoka inflacja zaostrzyła ten trend, a podstawowe produkty, takie jak mięso, jaja, mleko i inne produkty spożywcze notowały gwałtowne wzrosty cen. W Europie, gdzie sektor ekologiczny od dawna korzysta z dotacji rządowych i silnego popytu konsumentów na zrównoważone towary, sytuacja jest podobna. Sprzedaż żywności ekologicznej w Niemczech, Francji i Włoszech odnotowała znaczne spowolnienie. Poza żywnością, inne trendy odpowiedzialności ze strony kupujących, takie jak zrównoważona moda i przyjazne dla środowiska produkty do domu również zmagają się z trudnościami. W obydwu regionach nacisk na bardziej ekologiczną konsumpcję napotyka na opór, ponieważ konsumenci koncentrują się na zaspokajaniu bieżących potrzeb finansowych, a nie na wspieraniu długoterminowych celów i preferencji w zakresie zrównoważonego rozwoju. Na przykład marki slow fashion, promujące etyczne praktyki pracy i materiały przyjazne dla środowiska, odnotowały spadek sprzedaży ponieważ konsumenci zwracają ku sprzedawcom „szybkiej mody” w poszukiwaniu tańszych opcji. Wyzwaniem dla sprzedawców detalicznych i producentów będzie w przyszłości ożywienie tych segmentów i produktów, gdy kryzys siły nabywczej będziemy w końcu oglądać jedynie w lusterku wstecznym.

Handel elektroniczny nadal rośnie, napędzany przez produkty nie uznaniowe (nie pierwszej potrzeby). Rynek handlu elektronicznego niemal podwoił swoją wielkość od początku pandemii Covid-19 i przewidywać można, że w 2024 r. przekroczył 4 bln USD. Szacujemy, że do 2029 r. osiągnie około 6,5 bln USD, rosnąc o skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) wynoszący +9,5% w ciągu najbliższych pięciu lat, choć jest to wolniejszy wzrost niż +13,5% CAGR w ciągu poprzednich pięciu lat. Ten znaczący wzrost jest nadal napędzany przez dwóch dominujących graczy: Chiny, które odpowiadają za 36% światowych przychodów z handlu elektronicznego, oraz Stany Zjednoczone, których udział wynosi 30%. Dominację tę przypisuje się przede wszystkim wysokim wskaźnikom penetracji Internetu, ponieważ badania konsekwentnie podkreślają silną korelację pomiędzy dostępem do Internetu a zakupami online. Jednak bardziej decydującym czynnikiem jest przewaga dużych platform e-commerce typu pure play w tych krajach, takich jak Alibaba i Amazon, które obsługują zróżnicowaną gamę klientów pod względem społecznym, wiekowym i demograficznym. W Europie widzimy podobny wzorzec, choć na mniejszą skalę. Wielka Brytania przoduje w regionie z 19% przychodów europejskiego rynku e-commerce (co odpowiada 3% udziału w globalnym handlu elektronicznym), a następnie Niemcy z 15% (2% globalnie). Jednak Europa jako całość pozostaje znacznie w tyle, generując zaledwie 15% globalnych przychodów z handlu elektronicznego, a udział ten nie wzrośnie i utrzymywać się będzie na stałym poziomie do 2029 roku. Te słabe wyniki są w dużej mierze spowodowane brakiem głównych platform handlowych porównywalne do tych w Chinach czy Stanach Zjednoczonych i wolniejsze wdrażanie technologii cyfrowych, na co wpływ mają regionalne nawyki konsumenckie. Rozdrobnione rynki europejskie i różne poziomy dojrzałości cyfrowej jej konsumentów w poszczególnych krajach dodatkowo utrudniły skorzystanie w Europie na boomie w handlu elektronicznym. Na poziomie sektorowym oczekiwać można, że produkty niedyskrecjonalne – takie jak żywność, napoje, wyroby tytoniowe i podstawowe artykuły gospodarstwa domowego – wykazywać będą największy potencjał wzrostu, z prognozowanym wzrostem przychodów online przekraczającym +10% CAGR w ciągu najbliższych pięciu lat. Wzrost ten wynika ze stosunkowo niskiej penetracji cyfrowej tych kategorii, co stwarza duże pole do wzrostu w miarę dojrzewania rozwiązań e-commerce dla tych produktów. Z drugiej strony szacujemy, że kategorie takie jak higiena osobista, majsterkowanie i narzędzia oraz farmaceutyki odnotują znaczne spowolnienie wzrostu przychodów w porównaniu z ostatnimi pięcioma latami, gdyż duży wpływ na popyt online był w nich wywołany pandemią. Tymczasem przewiduje się, że sektory takie jak elektronika i media kontynuować będą silny wzrost, przy CAGR odpowiednio +9% i +8%. Ten trwały wzrost jest prawdopodobnie spowodowany naturalnym cyklem wymiany produktów zakupionych podczas pandemii, takich jak komputery, sprzęt audio i inny sprzęt medialny, które są bliskie starzenia się.

globalny ecommerce

Technologia cyfrowa tworzy nową konkurencją. Platformy mediów społecznościowych w coraz większym stopniu napędzają sprzedaż. Przychody z mediów społecznościowych (tj. część przychodów online generowanych za pośrednictwem platform społecznościowych) gwałtownie wzrosły w ostatnich latach, w szczególności na rynkach takich jak Chiny i Indie. W tych krajach stosunek przychodów z usług społecznościowych do całkowitych przychodów z handlu elektronicznego potroił się w latach 2018-2023, co dobrze odzwierciedla szybki wpływ sprzedaży w mediach społecznościowych na nawyki zakupowe konsumentów. Mimo iż w porównaniu do tych rynków segment ten pozostaje stosunkowo niewielki w Stanach Zjednoczonych i Europie, to jednak stale zyskuje na popularności, napędzany przez młodszych konsumentów, w szczególności pokolenie Z. Ta rdzennie cyfrowa kohorta spędza dużo czasu na platformach społecznościowych i w dużym stopniu to na nich polega w odkrywaniu produktów i interakcjach z markami. W przeciwieństwie do starszych pokoleń, pokolenie Z jest mniej przyzwyczajone do zakupów w sklepach i wykazuje niską lojalność wobec marki, co sprawia, że platformy społecznościowe są kluczowym sposobem dla sprzedawców detalicznych, aby przyciągnąć ich uwagę. Platformy te służą zarówno jako narzędzie marketingowe, jak i kanał sprzedaży, umożliwiając firmom prezentowanie produktów, interakcję z potencjalnymi klientami i przekształcanie zaangażowania w sprzedaż. Dla sprzedawców detalicznych rozwój handlu społecznościowego stanowi uzupełniającą, ale wyraźną okazję do zwiększenia ich obecności w Internecie i zwiększenia przychodów.

Platformy społecznościowe oferują unikalne korzyści, takie jak celowane reklamy, partnerstwa z influencerami i zaangażowanie konsumentów w czasie rzeczywistym, co może zwiększyć widoczność marki i konwersję wśród odbiorców obeznanych z technologią. Jednak takie podejście wiąże się również z wyzwaniami, w tym z wyższymi wydatkami marketingowymi, ponieważ firmy inwestują w sponsorowane posty, tworzenie treści i kampanie specyficzne dla platformy, aby pozostać konkurencyjnym. Te dodatkowe koszty mogą być ryzykowne dla marż zysku, zwłaszcza jeśli oczekiwana sprzedaż się nie zmaterializuje. Podczas gdy potencjał przechwytywania nowych strumieni przychodów jest znaczny, presja na marże i niepewność związana z handlem społecznościowym wymagają zarówno starannej strategii, jak i potem jej realizacji. Co więcej, sprzedaż za pośrednictwem mediów społecznościowych pozwala również na dalszy rozwój sprzedaży bezpośredniej i oferuje istniejącym i wschodzącym markom możliwość bezpośredniej obsługi klientów, bez konieczności kontaktowania się z detalistami.

Istnieje również dywidenda technologiczna dla handlu detalicznego

Dlaczego konsumenci w ogóle korzystają z Internetu? Rozwój oferty cyfrowej wydaje się być nieoficjalną obowiązkową opcją dla sprzedawców detalicznych w celu zwiększenia przychodów, utrzymania wysokich marż, a nawet zdobycia udziału w rynku. Jednak cyfryzacja już wprowadzana lub dopiero planowana przez część sprzedawców detalicznych nie jest prosta. Wiąże się nie tylko z zaprojektowaniem przyjaznej dla użytkownika platformy w celu zwiększenia ruchu, ale także z głębokim przekształceniem łańcuchów dostaw i zarządzania zapasami w celu zapewnienia skutecznej optymalizacji kosztów. Istnieją trzy czynniki, które skłaniają klientów do robienia zakupów online, zamiast chodzenia do sklepów: 1) szybkość i niezawodność dostawy, 2) bezpieczeństwo i różnorodność rozwiązań płatniczych oraz 3) konkurencyjność cenowa. Możliwość posiadania wszystkiego, czego chcemy w krótkim czasie, po niższych kosztach oraz w niezawodny i bezpieczny sposób wydaje się być ogromnym ulepszeniem dla klientów. Zaznaczenie wszystkich tych pól może zapewnić firmie kluczową przewagę konkurencyjną. Ale lojalność wiąże się jednak z niezawodnością, więc największym wyzwaniem dla firmy jest upewnienie się, iż ma dynamiczny łańcuch dostaw i skuteczną politykę magazynową, aby uniknąć niedoborów i zapewnić terminową i szybką dostawę do klientów. Rozwijanie większej elastyczności jest kluczem do sukcesu dla sprzedawców detalicznych, a wykorzystanie technologii jest często środkiem do osiągnięcia tego celu. Wyjaśnia to rosnące inwestycje w automatyzację, big data i narzędzia AI.

AI Dorado: Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe mogą przynieść duże korzyści. Sektor handlu detalicznego wciąż znajduje się we wczesnej fazie rozwoju rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Niemniej jednak już teraz obserwujemy, że detaliści coraz częściej sięgają po technologie sztucznej inteligencji w celu zwiększenia wydajności operacyjnej, poprawy zaangażowania klientów i zwiększenia rentowności. Na przykład amerykańscy detaliści planujący wdrożenie sztucznej inteligencji mają nadzieję, że będzie ona miała wpływ na różne aplikacje. Automatyzacja marketingu jest w tym liderem, a 49% sprzedawców detalicznych zamierza wykorzystać sztuczną inteligencję do tego celu, co odzwierciedla jej krytyczne znaczenie w spersonalizowanym docieraniu do klientów i w optymalizacji kampanii. Analizując dane klientów w czasie rzeczywistym, narzędzia marketingowe oparte na sztucznej inteligencji pomagają sprzedawcom detalicznym dostarczać dostosowane do ich potrzeb reklamy, promocje i rekomendacje, poprawiając w ten sposób współczynniki konwersji i utrzymania klientów.

Wirtualni agenci i chatboty, wskazane przez 31% sprzedawców detalicznych, są drugim najpopularniejszym zastosowaniem sztucznej inteligencji, podkreślając zapotrzebowanie na lepszą obsługę klienta. Narzędzia te pozwalają sprzedawcom detalicznym zapewniać wsparcie 24 godziny na dobę, obsługiwać rutynowe zapytania i redukować lub zwalniać personel ludzki. Analityka danych wykorzystująca sztuczną inteligencję, wymieniana przez 29% sprzedawców detalicznych, ma kluczowe znaczenie dla podejmowania decyzji i wydajności operacyjnej. Zaawansowana analityka umożliwia firmom przewidywanie popytu, optymalizację poziomów zapasów i identyfikację pojawiających się trendów konsumenckich. Przykładowo, sprzedawcy detaliczni mogą wykorzystywać sztuczną inteligencję do analizowania historycznych danych

sprzedażowych wraz z czynnikami zewnętrznymi, takimi jak pogoda lub wskaźniki ekonomiczne, poprawiając dokładność prognozowania i ograniczając scenariusze nadmiernych zapasów lub braków magazynowych. Bardziej zaawansowane technologie, w tym rozpoznawanie mowy/głosu (12%), automatyzacja procesów robotyki (5%) i biometria (3%), są rzadziej wymieniane, ale są obiecujące w zastosowaniach niszowych. Wśród głównych zmian, jakie osoby wdrażające AI planują w swoich firmach, szkolenia są pierwszą odpowiedzią (34%), ponieważ pracownicy muszą zapoznać się z nowymi narzędziami i technologiami. Istnieje również spory odsetek respondentów, którzy nie planują niczego konkretnego, ponieważ postrzegają te narzędzia jako „plug-and-play” lub ponieważ wdrożenie sztucznej inteligencji nie zostało przez nich przemyślane w sposób strategiczny. Ogólnie rzecz biorąc, dzięki potencjałowi w generowaniu większe przychody i obniżaniu kosztów można oczekiwać, że sprzedawcy detaliczni korzystający ze sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego będą zwiększać sprzedaż dwa razy szybciej niż ci, którzy nie korzystają z tych technologii. Ta sama dynamika dotyczy wzrostu rentowności.

I kwartał 2025: 4 na 10 pracodawców w Polsce nie planuje zmian kadrowych, a 2 na 10 liczy się ze zwolnieniami

W I kwartale 2025 roku 35% organizacji w Polsce chce rozbudowywać swoje zespoły, a 44% z nich nie planuje żadnych zmian w liczbie pracowników. Z koniecznością zwolnień liczy się natomiast 19% pracodawców, a 2% z nich nie sprecyzowało jeszcze planów kadrowych na nadchodzące miesiące. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski na czas od stycznia do końca marca 2025 roku, będąca odzwierciedleniem nastrojów rekrutacyjnych, wyniosła +15%. Takie dane płyną z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup, prezentującego plany rekrutacyjne firm. Które z branż wskazują na największe potrzeby rekrutacyjne? W jakim regionie Polski kandydaci mogą liczyć na najwięcej ofert pracy? Więcej w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na I kwartał nadchodzącego 2025 roku. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wyniosła tym razem +15%, co jest spadkiem o 1 punkt procentowy w porównaniu kwartalnym, a także o 2 punkty procentowe rok do roku.

– Nadszedł czas, w którym wkraczamy w rok 2025. Dane jasno pokazują, że pracodawcy znad Wisły utrzymują ten sam poziom stabilizacji, jaki deklarowali na ostatnie miesiące kończącego się właśnie roku. Oznacza to, że wiele organizacji planuje nowe rekrutacje, realizację założonych wcześniej celów czy projektów, a także patrzy na początek nowego roku z optymizmem. Oczywiście, nie możemy zapominać o planie B, ostatnie lata dość dotkliwie nauczyły nas bowiem, że w każdej chwili może wydarzyć się coś nieoczekiwanego, a wszelkie geopolityczne czy gospodarcze konflikty niezwykle mocno odbijają się na rynku pracy – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce.

Zatrudnienie nowych pracowników planuje 35% badanych przedsiębiorstw, o konieczności zwolnień mówi 19% organizacji w Polsce, a 2% firm nie zna planów zatrudnienia na nadchodzące miesiące. Pozostawienia liczby pracowników na identycznym poziomie jak dotychczas chce 44% pracodawców znad Wisły.

– Pierwszy kwartał zawsze jest momentem ekscytującym, lekko niepewnym, w którym pracodawcy czekają na to, co przyniosą nadchodzące tygodnie. Czas pokaże, czy będą to miesiące, które ustabilizują rynek pracy, tchną wiatr w żagle polskich organizacji, czy jednak przygotują je na nie zawsze pozytywne zmiany. Pewnym jest jednak, że jak zawsze wśród talentów cenne pozostaną elastyczność, otwartość na nowe umiejętności czy technologie – dodaje ekspert.

IT wraca na podium branż z największymi potrzebami rekrutacyjnymi

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia pokazuje, że w I kwartale 2025 roku firmy w siedmiu z ośmiu analizowanych obszarów planują pozyskiwanie nowych talentów. Najwięcej ofert pracy mogą spodziewać się kandydaci IT – w tej branży prognoza netto wyniosła bowiem +25%. Wiele nowych rekrutacji planują także firmy z obszaru transportu, logistyki i motoryzacji (+22%). Plany rekrutacyjne na zbliżonym poziomie deklarują natomiast pracodawcy działający w branży finansów i nieruchomości (+17%), przemysłu i surowców (+16%), a także dóbr i usług konsumpcyjnych (+15%). O nieco mniejszym apetycie rekrutacyjnym można natomiast mówić w sektorze usług komunikacyjnych (+12%) oraz nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej (+7%). Pracodawcy działający w branży energetyki i surowców liczą się natomiast ze stagnacją rynku pracy, bowiem ich prognoza rekrutacyjna wyniosła 0. – Pracodawcy branży IT deklarują największe potrzeby rekrutacyjne na czas od stycznia do końca marca, co jest wynikiem świeżości związanej między innymi z otwarciem nowego cyklu projektowo-budżetowego, jak również wzmacniania wielu inwestycji w obszarze technologicznym. Zauważyć można też trend swego rodzaju wzrostu dynamiki tej branży po wcześniejszych perturbacjach. O dużym zapotrzebowaniu na nowe talenty mówią również organizacje transportu, logistyki, a także motoryzacji. Jest to następstwem nie tylko czasu wzmożonego działania związanego z wyprzedażami, sezonowością sprzedaży, ale też pojawiających się dodatkowych inwestycji. Choć branża transportu, logistyki i motoryzacji przechodzi obecnie sporo różnego rodzaju zmian, to wciąż wiele firm przenosi część swojej aktywności lub lokuje się całkowicie w Polsce. Należy pamiętać, że choć koszty związane z prowadzeniem działalności w Polsce znacznie wzrosły, to nasz kraj nadal pozostaje atrakcyjny pod kątem lokalizacji oraz dostępu do świetnych specjalistów – podkreśla dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce.

Południe oraz północny-zachód Polski z najmocniejszą konkurencją o kandydatów

Analiza ManpowerGroup prezentuje również dane w podziale na regiony Polski. Firmy zlokalizowane na południu (+23%), północnym-zachodzie (+18%) oraz północy (+15%) deklarują największy optymizm rekrutacyjny, a kandydaci mogą spodziewać się wielu ofert pracy. W nieco mniejszym stopniu powiększanie zespołów planują pracodawcy z Polski centralnej (+13%) a także południowo-zachodniej (+10%). Firmy zlokalizowane na wschodzie zadeklarowały najniższą, choć wciąż dodatnią prognozę zatrudnienia na poziomie +8%.

– Badanie pokazuje, że początek roku zapowiada się optymistycznie dla firm we wszystkich regionach naszego kraju. Najwięcej ofert pracy mogą spodziewać się kandydaci poszukujący zatrudnienia w południowej części Polski, między innymi ze względu na czas ferii zimowych, piku turystycznego w rejonach górskich. Południowy zachód jest także obszarem naszego kraju, gdzie konkurencja o nowe ręce do pracy będzie dość zacięta. To natomiast wynika z faktu, że w regionie tym zlokalizowanych jest wiele organizacji obsługujących firmy ulokowane w Europie Zachodniej, które również zapowiadają mocny start nowego roku – mówi Tomasz Walenczak.

Duże firmy planują wzmacnianie zespołów

Najbardziej otwarte na powiększanie zespołów są organizacje zatrudniające pomiędzy 1000 a 4999 osób (+26%), a także od 50 do 249 pracowników (+20%). Na nieco niższy optymizm wskazują mikrofirmy (do 10 pracowników) z prognozą +16%, a także największe przedsiębiorstwa z zespołem powyżej 5000 talentów i planami rekrutacyjnymi na poziomie +14%. Najmniejsze zapotrzebowanie na kandydatów w pierwszych miesiącach nowego roku deklarują organizacje, których kadra mieści się w przedziale 10-49 (+10%) oraz 250-999 osób (+6%).

Deklaracje polskich pracowników na tle regionu EMEA

Analizując dane na pierwszy kwartał 2025 roku dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) można zauważyć, że średni wynik dla wszystkich zlokalizowanych w nim krajów to +19%, co jest prognozą niższą o 2 punkty procentowe w porównaniu rocznym, a także spadkiem o 1 punkt procentowy kwartał do kwartału. Organizacje zlokalizowane w Południowej Afryce (+31%), Holandii (+29%), a także Szwajcarii (+29%) deklarują największą potrzebę rozbudowywania zespołów. Warto natomiast podkreślić, że przedsiębiorstwa we wszystkich 23 krajach wskazują na potrzebę rekrutacji nowych pracowników w czasie od stycznia do końca marca 2025, a prognoza zatrudnienia dla Polski uplasowała się na 16 miejscu.

Podział w RPP: Glapiński za utrzymaniem stóp procentowych, inni za obniżkami

W minionym tygodniu w RPP nie dokonała zmian stóp procentowych po raz kolejny z rzędu. Na konferencji prasowej w czwartek Adam Glapiński zakomunikował o zmienionych wytycznych dotyczących dalszej ścieżki kosztu pieniądza. Powołał się on na ryzyko spirali cenowej i możliwości wzrostu cen energii w IV kwartale 2025 roku. Od tego momentu pojawiło się kilka oficjalnych całkowicie sprzecznych wypowiedzi niektórych przedstawicieli banku centralnego. Każda z nich zawierała opinię, że zmiana stanowiska jest przedwczesna i niewspółmierna do rzeczywistego ryzyka związanego z cenami energii. Stawki FRA na stopę procentową zareagowały wzrostami a złoty wykazuje ewidentną tendencję wzrostową. Dziś rano RBA osłabił dolara australijskiego.

W RPP widoczny jest rozłam poglądów. Glapiński wypowiedział się w tonie mocno „jastrzębim” reprezentując oficjalnie stanowisko Rady. Jednak nie wszyscy są podobnego zdania co do tego jak powinna kształtować się przyszła ścieżka stóp procentowych w Polsce. Cezary Kochalski w rozmowie z Bloombergiem podkreślił, że cięcia powinny być poważnie rozważane, a pierwsza redukcja powinna odbyć się wiosną przyszłego roku. Ludwik Kotecki poszedł jeszcze dalej twierdząc, że słowa Prezesa nie odzwierciedlają poglądów całej RPP i będzie on chciał wpłynąć na to aby rozpocząć dyskusję o luzowaniu warunków monetarnych w marcu. Zdecydowanie „gołębio” wypowiadali się również Henryk Wnorowski oraz Przemysław Litwiniuk.

Przechodząc do konkretów. Inflacja w Polsce w ujęciu miesiąc do miesiąca przyspieszyła do 0,4 proc. co powoduje, że oczywiście należy zachować ostrożnościowe podejście. W relacji rok do roku otrzymaliśmy dynamikę mniejszą niż miesiąc wcześniej na poziomie 4,6 proc. Pamiętajmy jednak, że odmrożenie cen energii nastąpi dopiero w IV kwartale 2025 roku, kiedy będziemy znajdować się w środowisku niższej inflacji. Do tego trend w regionie jest zdecydowanie skierowany na luźniejsze warunki finansowania. Rosnący dysparytet stóp powinien być dodatkowym powodem tego, że w przyszłym roku koszt pieniądza zostanie obniżony.

Notowania EUR/PLN znajdują się w strefie newralgicznej. Jest nią horyzontalne wsparcie techniczne wyznaczone przez tegoroczne minima (kwiecień, maj, lipiec, wrzesień) 4,25-4,26. W relacji do dolara amerykańskiego PLN jest mocniejszy w porównaniu do ekstremów widzianych w listopadzie ale do dołków z sierpnia oraz września (3,80-3,81) kursowi USD/PLN (4,05) brakuje dość sporo.

Dziś rano inny bank centralny decydował o parametrach polityki pieniężnej. W Australii stopy procentowe pozostały na poziomie 4,35 proc. Ton komunikatu towarzyszącego tej decyzji był zauważalnie bardziej łagodny, co spowodowało znaczące osłabienie AUD w pierwszej reakcji rynku. To co mogło zdecydować o deprecjacji AUD-a to fakt, że RBA przyznał, że rozwój gospodarczy jest słabszy od prognoz co przemawia za luźniejszymi warunkami w przyszłości. Bank centralny zmienił sformułowanie dotyczące inflacji. Instytucja aktualnie wyraża większą pewność, że będzie ona w sposób trwały kierować się w stronę środka przedziału dopuszczalnych wahań (2-3 proc.). Miesiąc wcześniej bank podkreślał ,że to musi się zmienić, żeby można było mówić o cięciach stóp. Rynek będzie teraz uważnie obserwował dane (rynek pracy, CPI) w nadchodzących tygodniach, aby oszacować, czego można się spodziewać w lutym.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Polska zdecydowanym liderem rynku PRS w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Rynek najmu instytucjonalnego dynamicznie rośnie, stając się jednym z najbardziej obiecujących segmentów nieruchomości zarówno nad Wisłą, jak i w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jak wynika z raportu Colliers: „CEE Living Sector. Emerging Trends and Opportunities in the CEE Living Market[1], zdecydowanym liderem jest tutaj Warszawa, z ok. 8 000 istniejących jednostek w obiektach typu PRS i planami podwojenia zasobów w ciągu kilku najbliższych lat. Dynamiczny rozwój nie ogranicza się jednak do stolicy Polski – liczba lokali w segmencie build-to-rent zwiększa się także w miastach regionalnych m.in. we Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Trójmieście i Łodzi.

Dzięki rosnącemu zainteresowaniu zarówno lokalnych, jak i zagranicznych inwestorów, Polska staje się kluczowym rynkiem najmu instytucjonalnego w regionie, oferując nowe możliwości zarówno dla deweloperów, jak i najemców. Ogólnokrajowy wzrost rynku PRS w naszym kraju jest imponujący – od ostatniego badania Colliers do użytku oddanych zostało aż 11 000 nowych jednostek, co oznacza wzrost o 112% w porównaniu do początku Q1 2023. Obecnie na rynku dostępnych jest już 20 900 mieszkań w tym segmencie, a w budowie znajduje się kolejne 8 400.

– Polska wyróżnia się w regionie nie tylko samą liczbą projektów PRS – na uwagę zasługuje również liczba inwestycji w tym segmencie certyfikowanych pod kątem zrównoważonego rozwoju w systemie BREEAM. Inwestorzy coraz chętniej wdrażają również rozwiązania ekologiczne, które wprost przekładają się na obniżenie kosztów operacyjnych, a jednocześnie wpisują się w korporacyjne założenia związane z dekarbonizacją posiadanych nieruchomości – tłumaczy Dorota Wysokińska-Kuzdra, senior partner, dyrektorka działu Corporate Finance & Living Services, Colliers.

Mieszkań wciąż brakuje

Zapotrzebowanie na przestrzeń mieszkaniową w Polsce już teraz jest ogromne, a do 2050 roku miasta, takie jak Warszawa, Kraków, Poznań i Gdańsk, spodziewają się dalszego wzrostu populacji.

– Fundusze PRS poprzez swoją działalność zmniejszają istniejącą luką podażową. Co więcej, oferta najmu instytucjonalnego kierowana jest absolutnie do każdej grupy najemców, np. obcokrajowców czy osób posiadających zwierzęta domowe, niezależnie od tego, na jaki okres miałaby być zawarta umowa najmu – mówi Michał Witkowski, dyrektor linii Living Services, Colliers.

Mimo ostatnich wzrostów cen nieruchomości mieszkaniowych i utrudnionego dostępu do kredytowania, Polska wyróżnia się wyjątkowo wysokimi wskaźnikami zamiarów zakupu na rynku mieszkaniowym, osiągając niemal rekordowe wartości.

– Polski rynek mieszkaniowy ma bardzo zdrową strukturę. Jest na nim miejsce dla osób, które chcą posiadać mieszkania na własność, klientów indywidualnych, którzy chcą inwestować swoje nadwyżki finansowe w lokale na wynajem, oraz dla podmiotów w sposób profesjonalny zajmujących się najem. Tylko szeroka oferta w każdym z tych segmentów może sprawić, że mieszkania będą nadal dostępne, niezależnie od tego, czy będzie chciał je wynająć 30-latek czy rodzina kupić na własność, czy na odwrót – dodaje Michał Witkowski.

Szukamy alternatyw

Rosnące ceny mieszkań powodują, że najem instytucjonalny staje się coraz bardziej atrakcyjną alternatywą dla osób poszukujących stabilnych i nowoczesnych rozwiązań mieszkaniowych. Do grupy tej należą np. młodzi profesjonaliści i rodziny z dziećmi.

PRS to odpowiedź na zmieniające się potrzeby i preferencje Polaków. Coraz częściej wybieramy bowiem elastyczność i wygodę najmu zamiast długoterminowego zobowiązania w postaci kredytu hipotecznego. Coraz częściej, nawet posiadając mieszkanie na własność, decydujemy się na najem w miejscu, które nam bardziej życiowo odpowiada – tłumaczy Michał Witkowski.

Studenckich mieszkań też wciąż zbyt mało

Na dalsze możliwości rozwoju sektora najmu instytucjonalnego w Polsce wskazuje też stale wysoki popyt na mieszkania do wynajęcia w ośrodkach akademickich, takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Poznań. Polska już teraz jest liderem w segmencie PBSA (Purpose-Built Student Accommodation) w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, z prawie 70% wzrostem rok do roku. Obecnie w polskich miastach w budowie znajduje się 5 400 jednostek, a kolejne 14 900 jest w fazie planowania. Pozycję lidera rynku PBSA, zarówno pod względem wielkości, jak i tempa rozwoju zajmuje Kraków, gdzie znajduje się ponad 3 500 łóżek w prywatnych akademikach, a kolejne prawie 2 000 jest w budowie. Zaraz za nim plasuje się Warszawa, gdzie obecnie znajduje się „tylko” ok. 1 200 łóżek, ale w budowie i w planach jest ponad 3 700 jednostek.

Podobne trendy w całym regionie

Wzrost popytu przyczynia się do rozwoju rynku PRS także w Rumunii, Bułgarii oraz na Węgrzech. Podobnie jak w Polsce, rosnące ceny mieszkań i trudności w finansowaniu zakupu nieruchomości sprzyjają tam rozwojowi rynku najmu instytucjonalnego.

W Rumunii, gdzie rynek PRS w ostatnim roku wzrósł o 42%, liderem pozostaje Bukareszt, którego zasoby PRS wkrótce przekroczą 3000 jednostek, a w trakcie realizacji znajdują się kolejne inwestycje. Na Węgrzech, zwłaszcza w Budapeszcie, rynek PRS wzrósł o 29% w ostatnim roku. Nowe projekty realizowane są tam przez lokalnych deweloperów, takich jak Metrodom-Flatco Real Estate. Bułgaria dopiero rozwija sektor PRS, a największe projekty powstają obecnie w Sofii. Jednak po zakończeniu pandemii wzrost wynagrodzeń w Sofii znacząco poprawił zdolność zakupu mieszkań, co wpłynęło na wzrost popytu na tradycyjnym rynku mieszkaniowym.

Liderzy zmieniają rynek

Rynek mieszkaniowy oraz sektor PRS w regionie CEE-6 kształtuje mała, ale wpływowa grupa graczy. Firmy takie, jak Heimstaden Bostad, AFI Europe, NREP, Kajima, G-city, Zeitgeist Asset Management, CTR Group i Kooperativa Vienna Insurance Group rozszerzają swoją działalność, wnosząc innowacyjne rozwiązania do branży. Przykładem jest Kajima, lider i prekursor rynku prywatnych akademików, a obecnie właściciel największego portfela prywatnych akademików w Polsce.

[1] W raporcie uwzględniono dane na koniec III kw. 2024 r. W notatce dane dotyczące Polski zaktualizowano zgodnie ze stanem na grudzień 2024 r.

Polacy boją się o swoje dane, ale chętnie je udostępniają w zamian za korzyści

Najnowsza edycja badania EY – Future Consumer Index – wskazuje, że w zakresie ochrony swoich cyfrowych danych polski konsument jest pełen sprzeczności. Większość badanych (64%) obawia się kradzieży swoich cyfrowych danych, co oznacza wzrost aż o 15 pkt. proc. w porównaniu do 2023 roku. Równocześnie Polacy są niezwykle skłoni do udostępnienia informacji, również tych umożliwiających identyfikację. Taką gotowość w zamian za otrzymywania spersonalizowanych ofert i promocji od marek, z którymi mieli wcześniej kontakt zadeklarowało 62% ankietowanych. Ten wynik jest aż o 34 pkt. proc. wyższy od globalnej średniej wynoszącej 28%. Dla porównania w przypadku niepokoju o kradzież tożsamości wyniki dla Polski (64%) i świata (61%) są bardzo zbliżone.

Wyniki kolejnej edycji badania EY – Future Consumer Index – udowadniają, że podejście Polaków do ochrony ich danych w sieci obfituje w paradoksy. Badani nad Wisłą wyrażają znacznie wyższy wzrost niepokoju o możliwość kradzieży ich danych w wyniku korzystania z cyfrowych produktów i usług. W przeciągu roku w naszym kraju wzrósł on aż o 15 pkt. proc. – z 49% do 64%.

Poziom obaw w Polsce należy równocześnie do najwyższych w Europie – wyprzedzają nas jedynie Włochy (70%). Dla porównania w Holandii jedynie 37% konsumentów wyraża niepokój o kradzież swojej cyfrowej tożsamości, w Niemczech – 46%, a w Wielkiej Brytanii – 56%. Dla porównania wynik dla Japonii to 70%, a RPA – 87%. Uśredniony wynik dla świata wynosi 61% – w 2023 r. było to 55%.

Rosnącą świadomości rodzimych konsumentów z zakresu wirtualnych zagrożeń wynikający z korzystania z cyfrowych produktów i usług potwierdza znaczący wzrost zaniepokojenia z możliwości ściągnięcia wirusa. W przeciągu roku odsetek pozytywnych odpowiedzi w Polsce podniósł się aż o 15 pkt. proc. – z 43% do 58%. Dwucyfrowy wynik zanotowany został również w obszarze niechciane połączenia telefoniczne lub wiadomości tekstowe – z 36% do 47%.

Mimo to aż 62% Polaków jest gotowa udostępnić dane osobowe – również te umożliwiające identyfikację – w zamian za spersonalizowane oferty i promocje od marek, z którymi wcześniej mieli kontakt. W przeciągu roku odsetek pozytywnych odpowiedzi wzrósł aż o 8 pkt. procentowych – z poziomu 54%. Co więcej ten wynik jest aż o 34 pkt. proc. wyższy od globalnej średniej wynoszącej 28%.

– Bardzo cieszy, że działania zwiększające społeczną świadomość na temat cyfrowych zagrożeń realizowane przez organy administracji publicznej i podmioty komercyjne przynoszą korzyść. Póki co jednak przekłada się to przede wszystkim na zwiększoną czujność przed mailami o uzyskanym spadku czy telefonie od wnuczka. Kolejnym krokiem jest zrozumienie, że ostrożność należy zachowywać zawsze. Rozwój sztucznej inteligencji sprawia bowiem, że informacje którymi konsumenci dzielą się w sieci mogą być wykorzystane do tworzenia deep-faków i realizacji ataków hakerskich nie tylko na najbliższe im osoby, ale również na ich firmę – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider obszaru cyberbezpieczeństwa w regionie EMEIA.

Wykres 1. Konsumenci boją się o swoje dane, ale chętnie je udostępniają

Polacy obawiają się cyfrowej kradzieży danychWyzwania dla firm będą rosnąć

Polacy – znacznie mocniej niż konsumenci z innych europejskich krajów – wyrażają również obawy, że firma której udostępnili dane zostanie zaatakowana przez hakerów. W przypadku naszego państwa niepokój wyraża 53% badanych. Dla porównania w Finlandii jest to 33%, Niemczech – 41%, Francji – 47%, a Wielkiej Brytanii – 49%. Podobnie jak nad Wisłą sytuacja wygląda we Włoszech i Hiszpanii (52%). W takiej sytuacji nie może więc dziwić deklaracja 67% konsumentów w Polsce o planowanym zwracaniu większej uwagi na to, którym markom udostępniają swoje dane.

Polska przewyższa również większość europejskich krajów w zakresie obaw o możliwą nieuprawnioną eksplorację danych. Nad Wisłą pozytywnie na pytanie odpowiedziało 47% ankietowanych. To więcej niż w Niemczech (40%) lub Francji (45%), ale mniej niż w Wielkiej Brytanii (50%). Dla porównania w Japonii ten odsetek wyniósł 64%, w Korei – 61%, a USA – 58%.

Wykres 2. Odsetek konsumentów obawiających się, że…
Odsetek konsumentów obawiających się– Europejscy konsumenci na tle innych regionów świata wyrażają umiarkowany spokój dotyczący zabezpieczeń stosowanych przez firmy, którym udostępniają informacje. Wynika to z rygorystycznych regulacji dotyczących zarówno ochrony danych osobowych jak również cyberbezpieczeństwa, które obowiązują na terenie Unii Europejskiej. W najbliższym czasie, w wyniku wprowadzenia Dyrektywy NIS2 te obowiązki zostaną jeszcze bardziej zaostrzone. Prace nad ich implementacją trwają również w Polsce. Obserwowany w naszym kraju większy poziom niepokoju to sygnał, że wciąż istnieje duża potrzeba do budowania działań edukacyjnych zwiększających wiedzę w obszarze cyfrowej prewencji – podsumowuje Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

O badaniu
Badanie – EY Future Consumer Index – śledzi zmieniające się nastroje i zachowania konsumentów w różnych horyzontach czasowych i na różnych rynkach globalnych, identyfikując pojawiające się nowe segmenty konsumenckie. W 14. edycji badania, która została przeprowadzona na przełomie 1 i 2 kwartału 2024 roku., wzięło udział ponad 23 tys. konsumentów z obu Ameryk, Europy, Azji, Afryki, Australii i Oceanii. W przypadku Polski było to 1 tys. respondentów w wieku 18-65 lat.

Surowce w grudniowym spowolnieniu: Gaz ziemny traci, miedź i kakao zyskują na optymizmie

  • Rynek surowców odnotował niewielkie spadki na początku grudnia, na czele z malejącymi cenami gazu ziemnego
  • Najważniejszym wydarzeniem zeszłego tygodnia było spotkanie OPEC+, podczas którego podjęto decyzję o kolejnym opóźnieniu zwiększenia produkcji
  • Miedź zanotowała najlepszy tydzień od września, korzystając z optymizmu związanego z nowymi bodźcami gospodarczymi w Chinach
  • Srebro korzystało z silniejszych cen metali przemysłowych, co pozwoliło mu przewyższyć procentowe wyniki złota
  • Kakao powróciło do poziomu 10 000 USD, a kawa zmierza w kierunku kolejnego testu historycznego maksimum z 1977 roku

Dynamika na rynku surowców nieco osłabła w pierwszym tygodniu grudnia. Jest to miesiąc, który tradycyjnie charakteryzuje się spowolnieniem aktywności w związku z okresem świątecznym i końcem roku. W tym czasie traderzy i inwestorzy zazwyczaj koncentrują się na zabezpieczeniu osiągniętych zysków i minimalizowaniu strat, co może powodować brak wyraźnego kierunku na rynku w oczekiwaniu na 2025 – rok, który ma przynieść zarówno znaczące ryzyka, jak i możliwości.

Indeks Bloomberg Commodity Total Return, który śledzi koszyk 24 głównych rynków futures obejmujących energię, metale i surowce rolne, spadł o 0,7% w ciągu tygodnia, co zmniejszyło jego roczną stopę zwrotu do 3,6%. Zyski w sektorze metali przemysłowych, zbóż i surowców miękkich zostały zrównoważone przez niemal 4% spadek w energii, który był spowodowany blisko 10-procentowym osłabieniem cen gazu ziemnego oraz spadkiem cen destylatów (oleju napędowego). Na poziomie poszczególnych surowców najlepiej radziły sobie kakao, pszenica, miedź i srebro, podczas gdy największe straty odnotowano w przypadku gazu ziemnego, oleju napędowego, platyny i złota.

OPEC i ropa naftowa

Głównym wydarzeniem tygodnia na rynku surowców było spotkanie OPEC+. Po dwóch wcześniejszych przesunięciach terminów, grupa zdecydowała się na dalsze opóźnienie zwiększenia wydobycia. Celem jest zminimalizowanie ryzyka spadków cen związanych z wprowadzeniem na rynek obecnie niepożądanych baryłek. Decyzja była podyktowana obawami o wysoką produkcję ze strony producentów spoza OPEC+ w przyszłym roku, co mogłoby prowadzić do znacznej nadwyżki podaży ropy na rynku i, z perspektywy OPEC, niepożądanych spadków cen. W krótkim terminie kombinacja czynników, takich jak groźba amerykańskich taryf celnych, podwyższona zdolność produkcyjna OPEC oraz rosnąca produkcja w innych krajach – w tym w USA, gdzie wydobycie osiągnęło rekordowe 13,5 miliona baryłek dziennie – zmniejsza prawdopodobieństwo wzrostu cen.

Mimo to, wciąż istnieją pewne czynniki ryzyka związane z możliwymi wzrostami. Należą do nich potencjalne nowe sankcje administracji Trumpa wobec Iranu i Wenezueli, a także ryzyka geopolityczne wynikające z wojny Rosji z Ukrainą oraz konfliktu na Bliskim Wschodzie. Propozycja nominowanego niedawno sekretarza skarbu Scotta Bessenta zwiększenia produkcji w USA o 3 miliony baryłek ekwiwalentu ropy do 2028 roku, prawdopodobnie skupi się na rozwoju produkcji gazu ziemnego i jego pochodnych. Jednak, przy cenach WTI poniżej 70 USD, motywacje do dalszego wydobycia pozostają ograniczone.

Kontrakty futures na ropę Brent i WTI poruszały się w wąskim zakresie przez ostatnie dwa lata, ponieważ OPEC skutecznie zarządzał zmiennością cen i wspierał je w okresie osłabionego popytu w Chinach. Wsparcie dla ropy Brent, jak wskazuje wykres, znajduje się w okolicach 70 USD za baryłkę, kolejne poziomy wsparcia to 65 USD za baryłkę, podczas gdy trend spadkowy z 2022 roku obecnie znajduje się w pobliżu 80 USD za baryłkę.

Sektor metali przemysłowych oraz miedź odradzają się po listopadowym spadku

Sektor metali przemysłowych zmierzał ku trzeciemu z rzędu tygodniowemu wzrostowi. Kontynuował odrabianie strat spowodowanych zapowiadanymi przez USA taryfami na import, szczególnie z Chin. Był to ruch, który mógłby zakłócić globalny handel i zmniejszyć popyt na metale przemysłowe. Miedź, która spadła o ponad 5% w ubiegłym miesiącu z powodu dodatkowych obaw związanych z potencjalnym spowolnieniem w transformacji energetycznej, odnotowała najlepszy tydzień od września. Jej cena solidnie wzrosła, oddalając się od kluczowych poziomów wsparcia, które były zagrożone. Wzrosty były wspierane przez dalszy spadek zapasów monitorowanych na giełdach, osiągających najniższy poziom od maja, szczególnie w Chinach. Były także wywołane optymizmem inwestorów związanym z zapowiedzią działań wspierających osłabioną gospodarkę Chin, które mogą zostać zatwierdzone podczas kluczowego spotkania w Pekinie w tym tygodniu.

Pomimo wspomnianych wyzwań, które mogą się pojawić w przyszłym roku, globalny trend w kierunku elektryfikacji trwa. Szczególnie widoczne jest to w Chinach, gdzie boom na pojazdy elektryczne i hybrydowe coraz wyraźniej sygnalizuje, że spowolnienie popytu na tradycyjne paliwa nastąpi wcześniej niż oczekiwano. W USA wzrost zapotrzebowania na energię ze strony centrów danych i sztucznej inteligencji przekształca krajobraz energetyczny. Po dwóch dekadach stabilnego zapotrzebowania na energię elektryczną, Amerykańska Administracja Energetyczna (EIA) prognozuje stałe roczne wzrosty do 2050 roku. Mają one być napędzane głównie przez te energochłonne branże. Oczekuje się, że ten wzrost zwiększy nie tylko popyt na gaz ziemny, ale także na metale przemysłowe takie jak miedź, która jest kluczowym materiałem do przewodzenia zwiększonych obciążeń elektrycznych.

Miedź wysokiej jakości, która znajduje się w trendzie wzrostowym od dołka z 2020 roku, zbliżyła się w zeszłym miesiącu do poziomu wsparcia w okolicach 4 USD za funt zanim odbiła się dzięki nowemu popytowi z Chin oraz transformacji energetycznej. Na ten moment, dopóki Chiny nie zapewnią dalszego wsparcia, cena prawdopodobnie pozostanie ograniczona do poziomu poniżej 4,35 USD za funt.

Srebro przewyższa złoto dzięki powiązaniu z metalami przemysłowymi

Srebro, z 55-procentowym udziałem zastosowań w przemyśle, skorzystało na wzroście cen metali przemysłowych. Pozwoliło mu to przewyższyć złoto, jego szlachetny odpowiednik, które porusza się w wąskim zakresie i mimo że odnotowało niewielką stratę tygodniową, pozostaje dobrze wspierane w perspektywie 2025 roku. Oczekiwania dotyczące utrzymujących się globalnych niepewności napędzają popyt na złoto jako aktywo bezpiecznej przystani, wspierane przez niższe stopy procentowe i ciągły popyt ze strony banków centralnych. Choć prognozujemy, że złoto wznowi wzrost w przyszłym roku, zmierzając w stronę nowego rekordu na poziomie około 3 000 USD za uncję, srebro wydaje się mieć jeszcze lepsze perspektywy, dzięki znacznemu deficytowi rynkowemu w 2025 roku, napędzanemu przez rosnący popyt w elektronice, szczególnie w sektorze fotowoltaiki.

Po głębszej korekcie od października do listopada, nabywcy srebra powrócili po ustabilizowaniu wsparcia na poziomie 29,65 USD, co stanowi 0,618 korekcję ruchu wzrostowego od września do listopada. Obecnie jest to poziom, który był odrzucany dwukrotnie. Na razie opór na poziomie 31,65 USD pozostaje nieprzełamany, co jest warunkiem dalszego wzrostu i pełnego powrotu cen srebra.

Kakao osiągnęło poziom 10 000 USD; kawa celuje w rekord z 1977 roku

Wśród surowców o najlepszych wynikach znalazło się kakao, które wróciło do poziomu 10 000 USD za tonę, po tym jak na początku roku oscylowało wokół 4 000 USD. Wzrost ten wynika z prognoz wieloletniego strukturalnego deficytu podaży i popytu spowodowanego znacznym spadkiem produkcji w Wybrzeżu Kości Słoniowej i w Ghanie — dwóch krajach odpowiadających za ponad połowę światowej produkcji kakao. Analitycy przewidują, że sezon 2024/25 przyniesie kolejny deficyt w czasie, gdy globalne zapasy są już na wyczerpaniu. Tymczasem kontrakty futures na kawę Arabica po gwałtownej korekcie wznowiły wzrost, a ceny zbliżyły się, lecz nie przełamały historycznego poziomu 3,3750 USD z 1977 roku. Ceny kawy pozostają wspierane przez zaostrzające się prognozy podaży w Brazylii, największym na świecie producencie Arabiki oraz w Wietnamie, głównym producencie Robusty.

Pszenica wspierana przez skupienie uwagi na Rosji i Australii

Ostatni spadek cen kontraktów futures na pszenicę w Chicago i Paryżu, spowodowany perspektywą obfitych zapasów, został zatrzymany. Nastąpiło to, gdy dolar osłabł, a złe warunki upraw pszenicy ozimej w Rosji, połączone z nadmiernymi opadami deszczu w Australii – czynniki dotyczące dwóch głównych dostawców tego zboża – zwiększyły nadzieje na popyt eksportowy ze strony USA i Europy. Sektor rolny miał bardzo mieszany rok, z silnymi wzrostami cen kakao, kawy i soku pomarańczowego, które wynikały z koncentracji produkcji w regionach dotkniętych niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Wzrosty były częściowo równoważone przez straty w kluczowych uprawach przy dużej podaży po kolejnym rekordowym roku produkcji na świecie.

Autor: Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców Saxo

Rynek motoryzacyjny stabilizuje się: Wynajem długoterminowy i Rent a Car rosną mimo wyzwań

Podobnie jak w całym pierwszym półroczu, także i w trzecim kwartale bieżącego roku, sprzedaż nowych aut w Polsce pozostawała na wysokim, znanym sprzed pandemii poziomie. Dynamika wzrostów sprzedaży nie była już jednak tak wysoka, jak w pierwszych miesiącach roku, co oznacza, że rynek zaczyna się stabilizować. Zgodnie z danymi po trzecim kwartale opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), na blisko 84 tys. nowych aut osobowych nabytych w tym czasie w Polsce przez firmy, ponad ¼ znalazła się w wynajmie długoterminowym. Rynek wynajmu długoterminowego aut na podstawie wielkości portfela firm zrzeszonych w PZWLP urósł w trzecim kwartale o 7,6% r/r. Wzrost odnotowała również branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), która zgodnie z danymi organizacji wzrosła o 4,4% r/r.

Dane po trzecim kwartale potwierdzają utrzymujący się od początku roku pozytywny trend. Rynek motoryzacyjny w naszym kraju jest w dobrej kondycji, sprzedaż aut powróciła do poziomów sprzed kryzysu wywołanego pandemią. Jednakże, sama dynamika wzrostów tej sprzedaży zaczyna się zmniejszać. Skupiając się wyłącznie na sektorze firm i klientów instytucjonalnych, stanowiących niezmiennie od lat główny motor napędowy polskiego rynku motoryzacyjnego, w trzecim kwartale 2024 roku firmy nabyły łącznie o 3,5% więcej nowych samochodów osobowych niż w analogicznym czasie rok wcześniej. Dla porównania, w całym pierwszym półroczu wzrost ten osiągnął wartość ponad 10% r/r. Świadczy to o powolnym stabilizowaniu się rynku na już osiągniętym poziomie. Wolumen sprzedaży pozostaje wysoki, ale tempo jego wzrostu jest już coraz wolniejsze.

Dynamika sprzedaży aut do firm w trzecim kwartale różniła się w zależności od formy finansowania wybieranej przez przedsiębiorców. Największa wartość, a więc wzrost o 4,2% w porównaniu z analogicznym okresem rok temu został odnotowany w przypadku kredytu, klasycznego leasingu oraz zakupu ze środków własnych liczonych łącznie. Jeżeli zaś chodzi o nowe auta nabywane w wynajmie długoterminowym, to zgodnie z danymi PZWLP, wzrost w trzecim kwartale 2024 r. osiągnął poziom 1,4% rok do roku.

To co wyróżnia wynajem długoterminowy na tle rynku i innych form finansowania aut w Polsce, to przede wszystkim duża stabilność i relatywnie duża odporność na czynniki zewnętrzne, także te makroekonomiczne – mówi Piotr Wróbel, Członek Zarządu PZWLP. – Poziom sprzedaży aut w wynajmie długoterminowym w naszym kraju od wielu lat konsekwentnie rośnie, jednakże nie podlega znaczącym i gwałtownym wahaniom, zarówno na plus jak i minus, które są powodowane np. zmianami przepisów, wzrostem cen aut czy też ograniczeniami w dostępności nowych pojazdów. Jest to charakterystyczne dla usług nowych, kiedy rynek znajduje się w fazie nasycania takimi rozwiązaniami. Wynajem długoterminowy samochodów to wciąż usługa stosunkowo młoda w Polsce, nadal widoczna jest ekspansja i zdobywanie nowych obszarów rynku, przede wszystkim segmentu małych i średnich przedsiębiorców, a także sektora publicznego.

Ponad ¼ aut osobowych nabytych przez firmy w trzecim kwartale w wynajmie długoterminowym

W trzecim kwartale firmy i przedsiębiorcy w Polsce nabyli niemalże 84 tys. (83,8) nowych samochodów osobowych. Jak wynika z opublikowanych danych PZWLP, więcej niż co czwarte (26,1%) auto zakupione w tym czasie znalazło się w wynajmie długoterminowym. Branża zakupiła w trzecim kwartale na potrzeby oferowanych usług 21,9 tys. nowych osobówek.

Rynek wynajmu długoterminowego w Polsce, a więc łączna liczba aut znajdująca się w tej usłudze w naszym kraju, nieprzerwanie rośnie. Na koniec trzeciego kwartału tempo rozwoju (wzrostu łącznej floty pojazdów) wyniosło 7,6% r/r.

Dynamika wzrostu rynku wynajmu długoterminowego w Polsce pozostaje na dobrym, wysokim poziomie – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – Co prawda, w tym roku tempo rozwoju jest nieco wolniejsze niż ok. półtora roku temu, kiedy notowane były wartości dwucyfrowe. Jednakże, wzrost na przestrzeni roku o 7,6% przy wielkości rynku wynajmu długoterminowego aut w Polsce szacowanej obecnie na już ponad 300 tysięcy pojazdów, to według naszej oceny wynik satysfakcjonujący. Tym bardziej, że wciąż funkcjonujemy w trudnej ogólnej sytuacji gospodarczej.     

Auta w wynajmie długoterminowym coraz bardziej zelektryfikowane

Dane PZWLP po trzecim kwartale potwierdzają, że transformacja napędów stosowanych w samochodach znajdujących się w wynajmie długoterminowym jest niepodważalnym faktem. Co więcej, postępuje relatywnie szybko. Na koniec września 2024 r. najliczniej reprezentowane były auta wyposażone w silniki benzynowe, które stanowiły 54,4% ogółu, a ich odsetek zwiększył się w ciągu roku 0,6 p.p. Spadek udziału Diesla pozostawał wciąż dynamiczny, w ciągu roku wyniósł aż 3,6 p.p., pojazdy wyposażone w wysokoprężne jednostki napędowe reprezentowały na koniec trzeciego kwartału już niewiele ponad 30% (31,8%). Zdecydowanie najszybciej zwiększa się udział aut wyposażonych w napędy ekologiczne, zelektryfikowane, a więc wszelkiego rodzaju hybryd i samochodów w pełni elektrycznych. Pojazdy tego typu stanowiły w wynajmie długoterminowym w Polsce 13,8% łącznej floty, co oznacza wzrost na przestrzeni roku o 3 p.p. Ponadto, dobrze zauważalny jest już udział aut w pełni elektrycznych (BEV), które na koniec września stanowiły 3,2% ogółu, a ich odsetek urósł w ciągu roku o 1,1 p.p.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w trzecim kwartale 2024 roku była niższa o 13,6 g/km i 10,4% niż rok wcześniej i wyniosła 116,8 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 127,3 g/km i była wyższa o 23,6% i 24,3 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2023.

W liczącej ponad 268 tys. flocie aut w wynajmie długoterminowym firm należących do PZWLP, wśród najpopularniejszych modeli samochodów na koniec września 2024 r. znalazły się: Skoda Octavia, Toyota Corolla, Kia Ceed i Hyundai i30.

Eksperci ostrzegają: Wykluczenie przedsiębiorców z planowanego programu „Mój Elektryk 2.0” poważnym zagrożeniem dla dalszego rozwoju elektromobilności w Polsce

Eksperci PZWLP, a także wielu innych organizacji rynku motoryzacyjnego w Polsce, zwracają jednak uwagę na fakt, że tempo rozwoju elektromobilności w naszym kraju może się wkrótce znacząco zmniejszyć, wobec planów wykluczenia firm i przedsiębiorców – niezależnie od rodzaju finansowania – z grona podmiotów mogących skorzystać z dofinansowania do aut elektrycznych w ramach rządowego programu „Mój Elektryk 2.0”.

Przedsiębiorstwa stanowią fundament rynku pojazdów elektrycznych w Polsce. Z danych PZPM na podstawie CEPiK wynika, że w okresie I-III kwartał 2024 roku aż 87% nowych elektrycznych samochodów osobowych zostało zarejestrowanych przez firmy, z czego 74% przez podmioty leasingowe i wynajmu długoterminowego. Pominięcie tej grupy w programie dopłat to nie tylko osłabienie dynamiki rynku, ale też ryzyko niewykorzystania potencjału programu i zmarnowania przyznanych środków. PZWLP wspólnie z ZPL (Związkiem Polskiego Leasingu), Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Ogólnopolską Federacją Małych i Średnich Firm wystosował w tej sprawie apel do polskiego rządu, a także Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Rynek Rent a Car urósł o 4,4% po trzecim kwartale

Wraz z danymi po trzecim kwartale, PZWLP opublikował również informacje dotyczące rynku Rent a Car (wypożyczalni samochodów) w Polsce. Zgodnie z nimi, branża Rent a Car odnotowała wzrost wynoszący 4,4% rok do roku.

Odnotowana po trzecim kwartale roku dynamika rozwoju nie jest wysoka, ale co nas cieszy, jest większa niż na koniec półrocza, kiedy wyniosła zaledwie nieco ponad 1% – mówi Tomasz Kapelko, Członek Zarządu PZWLP. – Musimy pamiętać, że branża Rent a Car, inaczej niż wynajmu długoterminowego, jest bardzo podatna na zjawiska makroekonomiczne i otoczenie gospodarcze. Odmienna jest także struktura klientów, w przypadku wypożyczalni mamy do czynienia zarówno z segmentem dużych i średnich firm, jak i małymi przedsiębiorcami oraz klientami indywidualnymi. Trudna sytuacja gospodarcza wpływa niekorzystnie na decyzje zakupowe firm i osób prywatnych, co ma przełożenie również na korzystanie z usług firm Rent a Car, a więc przede wszystkim krótkoterminowego wynajmu samochodów. W związku z tym wypożyczalnie muszą dostosowywać wielkość swojej floty do panujących warunków biznesowych. W tej sytuacji ponad 4-procentowy wzrost jest jednak dobrą informacją.   

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 7 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec trzeciego kwartału 2024 roku ponad 20 tys. aut.

 * – bez floty Sixt Rent a Car Polska / Eurorent Sp. z o.o.

Jastrzębi zwrot RPP wzmacnia złotego: EUR/PLN blisko 4,25, rynki czekają na decyzje EBC, Fed i BoE

Polska waluta po raz kolejny zakończyła tydzień umocnieniem, tym razem dzięki jastrzębim komunikatom z konferencji RPP. Uwaga rynków skupia się obecnie na posiedzeniach najważniejszych banków centralnych. Decyzję EBC poznamy już w tym tygodniu, Fedu i BoE – w przyszłym.

Kluczowe punkty:

  • RPP dokonuje jastrzębiego zwrotu, EUR/PLN blisko psychologicznej bariery 4,25.
  • Raport NFP był mieszany; rynki wyceniają grudniowe cięcie Fedu w 90%.
  • Upada francuski rząd, uwaga skupia się na dyskusjach o budżecie.
  • EBC powinien obniżyć stopy o 25 pb.; kluczowe będą projekcje.

Prezes Glapiński swoją czwartkową retoryką zaskoczył zarówno rynki, jak i ekonomistów – w tym nas – odsuwając oczekiwania dotyczące marcowej obniżki. Globalnie inwestorzy skoncentrowali się na umiarkowanie silnym raporcie z amerykańskiego rynku pracy, nie wystarczył on jednak, by wytrącić rynki z samozadowolenia. Apatia rozszerzyła się na najważniejsze waluty rynków wschodzących z wyjątkiem wona południowokoreańskiego, który przez polityczne zawirowania w kraju zakończył tydzień na dole zestawienia.

Rok dobiega końca, a uwaga rynkowa – przynajmniej tymczasowo – skupi się nie na polityce, a na bankach centralnych. W najbliższych tygodniach odbędą się posiedzenia najważniejszych z nich, poczynając od Europejskiego Banku Centralnego w czwartek (12.12). Zgadzamy się z rynkiem, który wycenia cięcie o 25 pb. z niewielką szansą na większy ruch. Ważnym odczytem będzie ostatni raport inflacyjny (środa 11.12) przed grudniowym posiedzeniem Rezerwy Federalnej. Musiałby znacznie przekroczyć oczekiwania, by przekreślić wyceniane przez rynki w niemal 90% grudniowe cięcie.

PLN

Tydzień politycznych zawirowań zakończył się umocnieniem złotego, który ponownie okazał się jedną z najlepiej radzących sobie globalnie walut. Kurs EUR/PLN przebił dziś w godzinach porannych poziom 4,26, coraz śmielej zbliżając się do psychologicznej bariery 4,25, ostatni raz nieznacznie przekroczonej w lipcu. Gros ruchu na złotym z ostatnich dni można przypisać jastrzębiemu zwrotowi RPP. Zarówno oświadczenie, jak i wieńcząca obrady konferencja przyniosły zaskakujące komunikaty, odwodząc ekonomistów i inwestorów od szeroko oczekiwanego wznowienia cięć w marcu.

Uwaga skoncentrowała się na zaktualizowanej projekcji inflacyjnej NBP, zakładającej spadek dynamiki cen w pierwszej części 2025 r. oraz ich ponowny powrót ku wyższym poziomom w drugiej połowie roku. Rewizja jest spowodowana przede wszystkim obawami dotyczącymi istotnego wzrostu cen energii – naszym zdaniem znacznie wyolbrzymionym. Niektórzy z obradujących – m.in. Henryk Wnorowski, Cezary Kochalski czy Ludwik Kotecki – podobnie jak i my, wciąż uznają marcową dyskusję na temat obniżki stop procentowych za racjonalną.

W najbliższych dniach inwestorzy będą analizować, na ile w ów jastrzębi zwrot wierzą, co może wpływać na notowania polskiej waluty. Uwadze nie umkną także czynniki zewnętrzne, na czele z czwartkowym (12.12) posiedzeniem EBC oraz środowym (11.12) odczytem inflacyjnym.

EUR

Upadek francuskiego rządu był w dużej mierze wyceniany przez rynki, a wspólna waluta zakończyła tydzień niewielkim umocnieniem względem dolara. Nadchodzi jednak trudny czas, ponieważ nie zdołał on uchwalić budżetu na 2025 r., co oznacza, że ciężar zapewnienia wsparcia gospodarce spoczywa w całości na Europejskim Banku Centralnym.

Kluczowe jest oczywiście czwartkowe posiedzenie banku, przy czym decydenci na tyle skutecznie odsuwali możliwość cięcia o 50 pb., że rynki niemal całkowicie ją wykluczyły. Najważniejsze będą naszym zdaniem nowe prognozy wzrostu gospodarczego i inflacji. Euro jest obecnie na bardzo niskich poziomach, projekcje, szczególnie dynamiki cen, musiałyby więc zostać zrewidowane znacznie w dół, by uzasadnić jego dalszą deprecjację.

USD

Raport NFP (non-farm payrolls) za listopad zasygnalizował powrót do normalności po zaburzeniach z poprzedniego miesiąca spowodowanych huraganami i strajkiem w Boeingu. Amerykańska gospodarka pozostaje w stanie pełnego zatrudnienia, a płace rosną w zdrowym tempie. Po publikacji raportu dolar początkowo doświadczył wyprzedaży, być może przez potwierdzenie wyższej stopy bezrobocia. Sytuacja szybko się jednak zmieniła, gdy rynki odnotowały także silniejszy od oczekiwań przyrost miejsc pracy i lepsze dane dotyczące płac.

W przyszłym tygodniu Fed prawdopodobnie obniży stopy procentowe, nie wiadomo jednak jeszcze, jak bardzo mogą one spaść w najbliższych miesiącach, biorąc pod uwagę kontekst makroekonomiczny i perspektywy proinflacyjnej polityki administracji Trumpa. Środowy (11.12) odczyt prawdopodobnie wykaże, że miesięczna inflacja bazowa w listopadzie ponownie była bliska 4% w ujęciu zannualizowanym, co naszym zdaniem jest trudne do pogodzenia z ostatecznym poziomem stopy Fedu znacznie poniżej 4%.

GBP

Ubiegły tydzień był dla funta wyjątkowo spokojny – nie opublikowano żadnych istotnych odczytów makroekonomicznych. Prezes Banku Anglii Andrew Bailey przekazał rynkowi mieszane komunikaty. Zasugerował, że cięcia co kwartał w przyszłym roku są prawdopodobne – to nieco bardziej agresywne niż wyceniane obecnie na rynkach swap trzy obniżki. Ostrzegł jednak przy tym, że obecny budżet, który jest postrzegany jako prowadzący do wyższej inflacji, może skutkować bardziej stopniowym tempem rozluźniania polityki monetarnej.

Ostatnie dane ankietowe były słabe, twarde radzą sobie jednak lepiej. Rynki nie spodziewają się obniżki na posiedzeniu BoE w przyszłym tygodniu, prawdopodobieństwo takiego ruchu na kolejnym, w lutym, wyceniają zaś na ponad 80%, a ostateczna stopa na poziomie ok. 4% jest jedną z najwyższych w krajach G10. Przyzwoite odczyty gospodarcze i stosunkowo wysokie stopy procentowe powinny w wspierać funta również w 2025 r.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak, Eduardo Moutinho – analitycy Ebury

Polska wdraża AI Act: Projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji i wyzwania dla rynku cyfrowego

15 października 2024 r. Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało projekt ustawy o systemach sztucznej inteligencji, umożliwiający stosowanie w Polsce przepisów europejskiego AI Act. Do udziału w konsultacjach publicznych projektu zaproszono IAB Polska. Na obecnym etapie najwięcej wątpliwości budzi kwestia rzeczywistego zakresu kompetencji polskiego organu nadzorczego. Jak wskazują przedstawiciele IAB Polska, branża powinna przyglądać się procesowi legislacyjnemu dotyczącemu interpretacji Komisji, składania skarg za naruszenie przepisów oraz działań wspierających i monitorujących rynek AI.

Jak ustawa wpłynie na branżę?

Obowiązujący od sierpnia tego roku AI Act, nie zdążył jeszcze w znaczący sposób wpłynąć na rynek, jego wdrożenie w Polsce jest bowiem na wczesnym etapie – właśnie zakończyły się konsultacje publiczne nad pierwszym projektem ustawy wdrażającej. Nie ulega jednak wątpliwości, że nowe przepisy będą miały ogromne znaczenie dla wszystkich podmiotów branży cyfrowej, stymulując innowacje i konkurencyjność, a także zobowiązując firmy do zapewnienia transparentności algorytmów i bezpieczeństwa systemów AI dla użytkowników.

Dla członków IAB Polska sztuczna inteligencja jest istotna zarówno w kontekście stanowienia i stosowania prawa, jak i wykorzystywania jej systemów w codziennej działalności. Ustawa jest dla nas wszystkich zatem ważnym elementem nowej cyfrowej rzeczywistości.  Udział w konsultacjach publicznych to wyraz bardzo pożądanej synergii między ustawodawcą a podmiotami, których legislacja ma dotyczyć. Ponieważ od lat dbamy o to, by głos środowiska był słyszalny i brany pod uwagę, zaopiniowanie projektu tak ważnej dla nas ustawy uważamy za swój obowiązek i przywilej. Publikując stanowisko, zgłosiliśmy jednocześnie gotowość do wspierania prac Ministerstwa Cyfryzacji w zakresie dalszego wdrażania Aktu ws. sztucznej inteligencji (AI Act)mówi Dominik Gabor, członek Grupy Zadaniowej AI a Prawo przy IAB Polska.

IAB Polska ocenił proponowany projekt ustawy w zakresie szczegółowych zapisów, w pierwszej kolejności rekomendując przedstawienie planów Ministerstwa na zwiększenie istotności Komisji w rozwój AI w Polsce, również w zakresie wykorzystania narzędzi przewidzianych w Projekcie.

Kompetencje Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji

Głównym celem ustawy jest stworzenie podstaw do funkcjonowania kluczowego organu dla rynku sztucznej inteligencji w Polsce – Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji. Oczy branży skierowane są przede wszystkim na kwestię zakresu kompetencji Komisji jako organu nadzorującego rynek. Wątpliwości koncentrują się zwłaszcza wokół kontroli zagranicznych przedsiębiorców, którzy mogą być jednocześnie kontrolowani przez organy nadzoru z różnych państw członkowskich.

Możliwość podejmowania przez polski organ działań wobec przedsiębiorstw z siedzibą w innych krajach członkowskich lub państwach trzecich jest kwestią problematyczną. Sytuacja jest szczególnie kłopotliwa, gdy na terytorium Polski działają lokalne spółki zależne, czy też oddziały przedsiębiorstw zagranicznych. W przypadku przedsiębiorców prowadzących działalność związaną z AI na poziomie globalnym wyzwaniem będzie określenie podmiotu grupy kapitałowej, na którym ciążyć będzie odpowiedzialność. Z punktu widzenia przedstawicieli IAB Polska te kwestie wymagają doprecyzowaniakomentuje Dominik Gabor.

Warto dodać, że działalność Komisji to nie jedyne narzędzie nadzorujące rynek. Prawodawca proponuje także dodanie szczególnego rodzaju postępowania cywilnego w postaci postępowania w sprawach naruszenia przepisów AI Act.

Istotne będzie także obserwowanie możliwości działania w ramach Społecznej Rady do spraw Sztucznej Inteligencji, która ma pełnić rolę organu opiniodawczo–doradczego Komisji.

To, co cieszy na obecnym etapie, to fakt, że projekt ustawy wzbudza zainteresowanie branży. To dobrze, bo dzięki opiniom podmiotów zainteresowanych prawodawca będzie w stanie zapewnić stworzenie aktu prawnego odpowiadającego nie tylko wymogom wynikającym z rozporządzenia, ale i oczekiwaniom branży. Ten drugi obszar także jest ważny. Polska powinna dążyć do tego, by zapewnić takie otoczenie regulacyjne, które będzie budowało pozycję naszego państwa jako istotnego z punktu widzenia finansowania rozwoju i wdrażania nowych technologii, w tym rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencjidodaje Dominik Gabor.

Piątkowy raport NFP bez niespodzianek: solidny rynek pracy, ale rosnąca stopa bezrobocia wspiera grudniową obniżkę stóp przez Fed

Piątkowy raport NFP nie przyniósł wielkiego zaskoczenia. W listopadzie zatrudnienie w Stanach Zjednoczonych urosło o 227 tys. i było niewiele wyższe od tego, czego oczekiwał rynek. Należy jednak pamiętać, że dane listopadowe były w dużej mierze zawyżone ze względu na ustanie czynników jednorazowych, które wpłynęły na słaby rezultat w październiku. Mowa tu o huraganach a także strajkach w zakładach Boeinga. Rynek pracy pozostaje dość solidny pomimo, że stopa bezrobocia lekko wzrosła.

Dodatkowo dane za wrzesień oraz październik zostały zrewidowane w górę łącznie o blisko 60 tys. Scenariusz obniżki stóp procentowych w przyszłym tygodniu przez Fed został wsparty wzrostem do 4,2 proc. stopy bezrobocia. Z kolei hamulcowym takiej decyzji może być stosunkowo silny wzrost wynagrodzeń (0,4 proc. m/m oraz 4 proc. r/r).

Należy pamiętać, że wysoka liczba nowych miejsc pracy to efekt po części słabego października. Widzimy zatem efekt pewnego rodzaju odreagowania. Podstawowy trend wzrostu zatrudnienia plasuje się w przedziale od 100 do 150 tys. nowych etatów miesięcznie.

Rynek otrzymał potwierdzenie, że negatywna niespodzianka sprzed miesiąca wynikała z jednorazowych czynników. Rezerwa Federalna z pewnością zwróci uwagę na uplasowanie się stopy bezrobocia na najwyższym poziomie od lipca. Wzrost do 4,2 proc. nie wnika z większej liczby osób wchodzących na rynek pracy a z mniejszej liczby zatrudnionych wg badania gospodarstw domowych. Żeby jednak utwierdzić się, że trend wzrostowy jest ewidentny, będziemy musieli poczekać na kolejne raporty.

W sowich ostatnich komunikatach Fed podkreślał, że nie oczekuje dalszego ochłodzenia na rynku pracy. Powinien być zadowolony z odbicia w kreacji nowych miejsc pracy ale pewien niepokój mógł wnieść wyższy wskaźnik bezrobotnych. Rynek po danych w niewielkim stopniu zwiększył wycenę obniżki stóp procentowych na grudniowym posiedzeniu. Aktualnie prawdopodobieństwo, że Rezerwa Federalna po raz kolejny poluzuje swoją politykę monetarną (o 25 punktów bazowych) wynosi ponad 80 proc. Scenariuszem bazowym jest zatem obniżka w grudniu oraz ostrożnościowe podejście w kolejnych miesiącach, czytaj: pauza w styczniu.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Monako kolejnym krajem wspierającym europejski trend ochrony jednostki i jej danych osobowych

W erze cyfrowej, gdzie dane stały się walutą globalnej gospodarki, Europa konsekwentnie wyznacza nowe standardy w ochronie prywatności i praw jednostki. Ostatnie inicjatywy, takie jak przełomowa ustawa krajowa przyjęta w Monako czy inicjatywy społeczne pokazują, że kontynent traktuje te wyzwania nie tylko jako kwestie prawne, ale także etyczne i cywilizacyjne.

Monako przyjęło ambitną ustawę (Projekt Ustawy nr 1.054), która wzmacnia ochronę danych osobowych na wielu poziomach. Utworzenie niezależnego organu ds. ochrony danych, zwiększenie praw jednostki, szczególna ochrona danych dzieci i usprawnienia w transferze danych to kroki, które sprawiają, że Księstwo wpisuje się w europejski trend działań na rzecz odpowiedzialnego zarządzania informacją.

Minister Spraw Zagranicznych Monako, Isabelle Berro-Amadeï, trafnie podkreśliła, że nowe regulacje wpisują się w wizję Księcia Alberta II, który definiuje Monako jako „model oparty na humanizmie, etyce, odpowiedzialności i bezpieczeństwie„. To podejście, które harmonijnie łączy rozwój technologiczny z ochroną praw człowieka, zasługuje na uznanie i naśladowanie w całej Europie.

Apele o odpowiedzialność mediów

Na poziomie unijnym ważnym głosem w tej debacie stała się inicjatywa Roberta Szustkowskiego. W swoim otwartym liście do Komisji Europejskiej ten polski filantrop zaapelował o stworzenie mechanizmów, które zapewnią większą odpowiedzialność mediów za publikowane treści. Szustkowski proponuje m.in. wprowadzenie instytucji Ombudsmana Praw Czytelnika w wydawnictwach oraz stworzenie zintegrowanego systemu raportowania naruszeń na poziomie unijnym. Takie rozwiązania nie mają na celu ograniczenia wolności prasy, ale jej usprawnienie poprzez wzmocnienie integralności i wiarygodności dziennikarstwa. W czasach, gdy dezinformacja może zniszczyć reputację w zaledwie kilka godzin, takie narzędzia są kluczowe.

Jak pokazują dane Eurobarometru z wiosny 2024 roku, 71% Europejczyków regularnie styka się z dezinformacją, a 86% uważa ją za poważne zagrożenie dla demokracji. W Polsce problem ten jest równie dotkliwy – według raportu „Dezinformacja oczami Polaków” aż 84% respondentów zetknęło się z fake newsami.

Komisja Europejska aktywnie działa na rzecz ograniczenia wpływu fałszywych informacji. Kluczową rolę odgrywa tu Europejskie Obserwatorium Mediów Cyfrowych (EDMO), które monitoruje i weryfikuje treści w mediach tradycyjnych i cyfrowych. W czerwcu 2024 roku Komisja zapowiedziała utworzenie nowych ośrodków analitycznych EDMO, które mają jeszcze skuteczniej wykrywać i prostować szkodliwe informacje. Harmonizacja działań na poziomie unijnym to odpowiedź na dynamicznie zmieniające się otoczenie medialne i technologiczne. Nowe centra EDMO będą działać zgodnie z zasadami Kodeksu postępowania w sprawie dezinformacji, zapewniając elastyczność i szybkość reakcji na nowe wyzwania.

Działania takie jak te podejmowane przez Monako czy postulaty Roberta Szustkowskiego wyznaczają kierunek, w którym powinien podążać świat cyfrowy. Europa, rozwijając prawo do bycia zapomnianym, tworząc instytucje do walki z dezinformacją i wzmacniając ochronę danych, staje się wzorem odpowiedzialnego zarządzania społeczeństwem cyfrowym.

Przełomowym krokiem w ochronie reputacji w cyfrowym świecie może być wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2023 roku przeciwko Google. Trybunał stwierdził, że wizerunek firmy czy przedsiębiorcy to kluczowy element sukcesu rynkowego, podkreślając tym samym znaczenie prawa do obrony przed nieprawdziwymi informacjami.

Popyt na wynajem powierzchni magazynowych pozostaje silny

Popyt na wynajem powierzchni magazynowych w pierwszych trzech kwartałach 2024 roku utrzymał się na zbliżonym do ubiegłorocznego poziomie. Intensywna w ostatnich latach ekspansja deweloperów wyhamowała, ponieważ dostępna na rynku powierzchnia magazynowa jeszcze się nie wchłonęła. Od stycznia do września deweloperzy dostarczyli na rynek 2,1 mln m kw. nowoczesnej powierzchni, co jest wynikiem niższym o 30% w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.

Na koniec września 2024 roku zasoby magazynowe w Polsce wyniosły około  34 mln m kw., powiększając swoją wielkość o 9,3%.

Szymon Sobiecki, konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank
Szymon Sobiecki, konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank

„Po rekordowym 2022 roku, kiedy deweloperzy zrealizowali projekty o łącznej powierzchni 4,4 mln m kw., kolejne lata prezentują już mniejszą aktywność z ich strony. W 2023 roku nowa podaż wyniosła 3,7 mln m kw., a w trzech pierwszych kwartałach tego roku oddano do użytku 2,1 mln m kw. Mimo mniejszej aktywności deweloperów, osiągnięty dotychczas wynik jest trzecim najwyższym w tym okresie w Polsce,” – komentuje Szymon Sobiecki, konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Spada również liczba powierzchni magazynowej w budowie. Osiągnięty na koniec września 2024 wynik na poziomie 1,95 mln m kw. oznaczał spadek 2% względem poprzedniego kwartału oraz 20% spadek w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim. Co więcej, większość budowanej powierzchni jest już zabezpieczona umowami przednajmu, a liczba powierzchni budowanej spekulacyjnie spadła.

W III kwartale roku deweloperzy rozpoczęli projekty magazynowe o powierzchni blisko 410 000 m kw., to około 50 000 m kw. mniej niż w II kwartale 2024 roku. Około 60% powierzchni na etapie realizacji, rozpoczętych w okresie czerwiec-wrzesień 2024 roku było zabezpieczone umowami najmu.

„W przeciwieństwie do spadków po stronie podażowej, aktywność najemców jest na stabilnym poziomie. Od stycznia do września wolumen podpisanych umów osiągnął niemal 3,9 mln m kw. powierzchni magazynowej, co oznaczało wzrost o 4% względem analogicznego okresu w roku poprzednim,” – dodaje Przemysław Jankowski, dyrektor działu najmu powierzchni przemysłowych i magazynowych w Knight Frank.

W III kwartale najemcy najchętniej decydowali się na obiekty zlokalizowane  na trzech największych rynkach, tj. Warszawa, Polska Centralna oraz Górny Śląsk. Na tych rynkach wynajęto 60% powierzchni z całego wolumenu umów podpisanych na 1,1 mln m kw.

W wyniku stabilnego popytu i ograniczonej nowej podaży, współczynnik pustostanów w III kw. spadł o 0,2 pp. i wyniósł 8%.

Wywoławcze stawki czynszu pozostają stabilne. Typowe stawki za powierzchnie typu big box wahają się od 3,5 do 5 EUR/m kw. /miesiąc, natomiast czynsze za magazyny miejskie mieszczą się w granicach 5 – 7,5 EUR/m kw. /miesiąc.

Osteopatia – czy można ją uznać za pełnoprawną dziedzinę medyczną?

Choć osteopatia jest stosunkowo młodą dziedziną w porównaniu do tradycyjnych gałęzi medycyny, zdobywa coraz większe uznanie na całym świecie. W tym artykule wyjaśniamy jej status i znaczenie. Pomimo rosnącej popularności osteopatii w Polsce, wciąż istnieje wiele nieporozumień dotyczących jej miejsca w systemie medycznym. Przyjrzyjmy się, jak wygląda to w innych krajach oraz w Polsce.

Osteopatia w USA – lekarze osteopaci na równi z lekarzami medycyny

Stany Zjednoczone są jednym z krajów, w których osteopatia zyskała najwyższy status medyczny. Osteopaci w USA (DO – Doctor of Osteopathic Medicine) są pełnoprawnymi lekarzami, posiadającymi takie same uprawnienia jak lekarze medycyny (MD – Doctor of Medicine). W USA, lekarze osteopaci przechodzą gruntowne, wieloletnie studia medyczne, a ich edukacja obejmuje nie tylko tradycyjną medycynę, ale także specjalistyczne techniki manualne. Mogą pracować we wszystkich specjalizacjach medycznych – od chirurgii po psychiatrię – i mają prawo do przepisywania leków czy przeprowadzania operacji. Ich podejście do pacjenta opiera się na idei, że ciało jest jednością, a zdrowie to efekt równowagi między różnymi układami organizmu.

Status osteopatii w Australii

W Australii osteopatia jest uznawana jako pełnoprawna i regulowana profesja medyczna. Osteopaci są integralną częścią systemu opieki zdrowotnej, mają prawo do diagnozowania oraz leczenia pacjentów. Australijski system zdrowia zapewnia wysoki poziom regulacji i edukacji osteopatycznej, co gwarantuje jakość i bezpieczeństwo usług.

Osteopatia w Australii jest regulowana przez Australian Health Practitioner Regulation Agency (AHPRA) oraz Osteopathy Board of Australia. Aby praktykować, osteopaci muszą posiadać odpowiednią licencję i spełniać określone wymagania rejestracyjne.

Wykształcenie osteopatyczne w Australii obejmuje 5-letnie studia wyższe, które łączą teorię, praktykę kliniczną oraz badania naukowe. Absolwenci uzyskują tytuły Bachelor of Science (Osteopathy) oraz Master of Health Science (Osteopathy).

Australijscy osteopaci są uprawnieni do diagnozowania pacjentów, leczenia zaburzeń mięśniowo-szkieletowych za pomocą technik manualnych, wystawiania skierowań na badania diagnostyczne (RTG, MRI) oraz współpracy z innymi specjalistami medycznymi.

Osteopatia w Anglii

W Anglii osteopatia jest w pełni uznana i uregulowana jako zawód medyczny od 1993 roku. Osteopaci są zarejestrowani w General Osteopathic Council (GOsC), który nadzoruje ich praktykę, edukację i standardy zawodowe. Aby móc praktykować, osteopaci muszą ukończyć 4-5-letnie studia na akredytowanych uczelniach osteopatycznych i uzyskać rejestrację w GOsC.

Osteopaci w Anglii mają prawo samodzielnie diagnozować i leczyć pacjentów, a ich praca jest uznawana przez brytyjski system zdrowia (NHS). W wielu przypadkach usługi osteopatyczne mogą być częściowo refundowane przez publiczny system zdrowia lub pokrywane przez prywatne ubezpieczenia. Dzięki pełnej regulacji i wysokim standardom edukacji osteopatia stanowi ważną część opieki zdrowotnej w Anglii.

Osteopatia w Szwajcarii – pełnoprawna część systemu zdrowia

W Szwajcarii osteopatia jest uznawana za pełnoprawną profesję medyczną. Osteopaci są zarejestrowani jako pracownicy ochrony zdrowia, a ich usługi są refundowane przez system ubezpieczeń zdrowotnych. Osteopatia w tym kraju podlega ścisłym regulacjom prawnym, co gwarantuje wysoką jakość usług i bezpieczeństwo pacjentów. Studia osteopatyczne w Szwajcarii są wymagające i trwają kilka lat, kończąc się uzyskaniem tytułu, który uprawnia do samodzielnej praktyki.

Osteopatia we Francji

We Francji osteopatia jest w pełni uznawana jako zawód medyczny od 2002 roku. Osteopaci muszą ukończyć akredytowane szkoły osteopatyczne oraz spełnić rygorystyczne kryteria edukacyjne. Edukacja osteopatyczna trwa od 5 do 6 lat i obejmuje ponad 4000 godzin nauki. W kraju istnieje kilka uczelni oferujących pełne programy studiów osteopatycznych, które zapewniają wysoki poziom kształcenia i praktycznych umiejętności.

Osteopaci są uznawani za pełnoprawnych pracowników ochrony zdrowia, choć nie posiadają uprawnień lekarskich. Prawo reguluje zarówno kwalifikacje, jak i praktykę osteopatów, co gwarantuje wysoki standard świadczonych usług oraz bezpieczeństwo pacjentów. Koszty leczenia osteopatycznego nie są refundowane przez publiczny system ubezpieczeń zdrowotnych, jednak wiele prywatnych ubezpieczeń częściowo pokrywa te wydatki. Francuscy osteopaci często współpracują z lekarzami oraz innymi specjalistami medycznymi, tworząc kompleksowy system opieki zdrowotnej oparty na interdyscyplinarnym podejściu do pacjenta.

Osteopatia w Belgii

W Belgii osteopatia cieszy się dużym uznaniem, choć jej status prawny jest skomplikowany. Zawód osteopaty został prawnie uznany w 1999 roku, jednak pełna integracja z publicznym systemem opieki zdrowotnej nadal pozostaje wyzwaniem. Prace nad szczegółowymi przepisami regulującymi praktykę osteopatyczną wciąż trwają.

Studia osteopatyczne w Belgii trwają od 5 do 6 lat i obejmują intensywną naukę anatomii, fizjologii oraz technik manualnych. Osteopaci zdobywają solidne wykształcenie, które pozwala im skutecznie diagnozować i leczyć pacjentów.

Usługi osteopatyczne nie są refundowane przez publiczny system zdrowia, jednak wiele prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych oferuje częściowy zwrot kosztów terapii.

Osteopatia we Włoszech

We Włoszech osteopatia została oficjalnie uznana za zawód medyczny w 2018 roku, kiedy uchwalono przepisy regulujące tę dziedzinę. Osteopaci mogą działać samodzielnie, ale muszą posiadać odpowiednie kwalifikacje zdobyte w akredytowanych instytucjach. Program studiów osteopatycznych trwa od 5 do 6 lat i obejmuje intensywną naukę anatomii, fizjologii oraz technik manualnych. Po ukończeniu edukacji osteopaci przechodzą proces certyfikacji i muszą zostać wpisani do rejestru zawodowego.

Osteopatia we Włoszech funkcjonuje jako pełnoprawny zawód medyczny, obok fizjoterapii i medycyny. Choć usługi osteopatyczne nie są jeszcze refundowane przez publiczny system zdrowia, ich popularność dynamicznie rośnie. Coraz więcej prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych oferuje częściowy zwrot kosztów terapii osteopatycznej. Włoscy osteopaci często współpracują z lekarzami oraz specjalistami z innych dziedzin, pracując w klinikach wielospecjalistycznych, co pozwala na kompleksową opiekę nad pacjentem i skuteczne leczenie różnorodnych dolegliwości.

Osteopatia w Norwegii

W Norwegii osteopatia jest uznawana za odrębną profesję medyczną. W 2021 roku zawód osteopaty został oficjalnie uregulowany prawnie, co oznacza, że osteopaci muszą spełniać określone wymogi edukacyjne i uzyskać odpowiednią licencję. Są oni wpisani do rejestru pracowników ochrony zdrowia i podlegają nadzorowi publicznych instytucji zdrowotnych. Osteopaci muszą ukończyć 4-5-letnie studia osteopatyczne na akredytowanych uczelniach. Choć usługi osteopatyczne nie są refundowane przez publiczny system zdrowia, niektóre prywatne ubezpieczenia pokrywają część kosztów terapii. Osteopaci w Norwegii często współpracują z fizjoterapeutami, lekarzami i innymi specjalistami, oferując pacjentom holistyczne podejście do zdrowia.

Osteopatia w Niemczech

W Niemczech status osteopatii jest skomplikowany, ponieważ nie jest jeszcze uznawana za w pełni niezależny zawód medyczny. Aby praktykować osteopatię, specjaliści muszą posiadać dodatkowe kwalifikacje medyczne. Osteopatami mogą zostać lekarze, fizjoterapeuci lub osoby posiadające licencję Heilpraktiker (uprawniającą do praktykowania medycyny niekonwencjonalnej).

Edukacja osteopatyczna trwa od 4 do 5 lat i kończy się uzyskaniem certyfikatu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe. Pomimo że osteopatia nie jest w pełni zintegrowana z systemem publicznej opieki zdrowotnej, niektóre prywatne ubezpieczenia zdrowotne oferują częściowy zwrot kosztów terapii osteopatycznej.

W Niemczech działa Niemieckie Stowarzyszenie Osteopatów (Verband der Osteopathen Deutschland – VOD), które aktywnie działa na rzecz pełnego uznania osteopatii jako zawodu medycznego.

Osteopatia w Hiszpanii

W Hiszpanii osteopatia nie jest jeszcze uznawana za w pełni odrębny zawód medyczny, jednak cieszy się dużą popularnością i dynamicznie się rozwija. Osteopaci to zazwyczaj fizjoterapeuci, którzy ukończyli dodatkowe, specjalistyczne studia osteopatyczne. W kraju działa kilka renomowanych szkół osteopatii oferujących 5-letnie programy edukacyjne zgodne z europejskimi standardami. Studia osteopatyczne trwają 4-5 lat i kończą się uzyskaniem międzynarodowo uznawanych certyfikatów.

Osteopatia jest praktykowana głównie w prywatnych klinikach, a usługi osteopatyczne nie są refundowane przez publiczny system zdrowia. Jednak niektóre prywatne ubezpieczenia oferują częściowy zwrot kosztów terapii.

Osteopatia w Holandii

W Holandii osteopatia jest uznawana jako niezależny zawód medyczny, choć nie jest jeszcze w pełni zintegrowana z publicznym systemem opieki zdrowotnej. Osteopaci mogą pracować samodzielnie, a ich działalność regulują przepisy dotyczące zawodów medycznych. Aby zostać osteopatą, konieczne jest ukończenie 5-letnich studiów na akredytowanej uczelni osteopatycznej.

Osteopaci w Holandii są zrzeszeni w organizacji Nederlandse Vereniging voor Osteopathie (NVO) i muszą spełniać rygorystyczne standardy zawodowe, które zapewniają wysoki poziom kwalifikacji i bezpieczeństwa pacjentów. Choć usługi osteopatyczne nie są refundowane przez publiczny system zdrowia, wiele prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych oferuje częściowy zwrot kosztów terapii.

Osteopatia w Polsce – rosnące uznanie i perspektywy

W Polsce osteopatia wciąż walczy o pełne uznanie jako dziedzina medycyny. W naszym kraju zawód osteopaty nie jest jeszcze regulowany ustawowo. Osteopatami najczęściej zostają fizjoterapeuci lub lekarze, którzy ukończyli kilkuletnie, podyplomowe studia osteopatyczne.

Edukacja osteopatyczna trwa od 4 do 5 lat i obejmuje szczegółowe zagadnienia z zakresu anatomii, fizjologii, patologii oraz technik manualnych. Studia kończą się uzyskaniem dyplomu osteopaty (D.O.). W Polsce działa kilka uznanych szkół osteopatii, takich jak Still Academy of Osteopathy w Krakowie czy Akademia Osteopatii w Poznaniu.

Osteopaci działają głównie w prywatnym sektorze ochrony zdrowia, ponieważ usługi osteopatyczne nie są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ). Mimo to, coraz więcej prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych oferuje częściowy zwrot kosztów terapii osteopatycznej. Pacjenci korzystają z usług osteopatów w przypadkach przewlekłego bólu, problemów mięśniowo-szkieletowych, urazów sportowych, dolegliwości psychosomatycznych czy problemów trawiennych.

W Polsce działają organizacje zawodowe, takie jak Polskie Towarzystwo Osteopatii (PTO), które zajmują się popularyzacją osteopatii, integracją środowiska osteopatów oraz dążeniem do uregulowania zawodu na poziomie legislacyjnym.

Polscy osteopaci aktywnie działają na rzecz uznania osteopatii jako pełnoprawnego zawodu medycznego. Osteopatia to nie alternatywa dla medycyny, lecz jej uzupełnienie. Wzorce z krajów takich jak Wielka Brytania czy Francja pokazują, że pełna integracja osteopatii z systemem ochrony zdrowia przynosi korzyści zarówno pacjentom, jak i całemu systemowi opieki medycznej.

Popyt na kredyty mieszkaniowe spada: W listopadzie mniej wniosków i niższa aktywność na rynku

O 24,0% r/r spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w listopadzie 2024 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w listopadzie 2024 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 24,0% w porównaniu do listopada 2023 r.

Spadek wartości zapytań o kredyty mieszkaniowe w listopadzie

W listopadzie 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 26,95 tys. osób w porównaniu do 39,8 tys. rok wcześniej, co przekłada się na spadek r/r o 32,3%. Listopadowy spadek pogłębił się także w relacji do października 2024 r. – wnioskujących o kredyt mieszkaniowy było o 21,9% mniej.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w listopadzie 2024 r. 436,2 tys. zł i była wyższa o 1,5% niż w listopadzie 2023 r. W porównaniu do października 2024 r. jednak spadła o 0,9%.

– Zgodnie z przewidywaniami już kolejny miesiąc z rzędu utrzymuje się ujemny odczyt wartości indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe. Wygasł efekt niskiej bazy z pierwszego półrocza zeszłego roku. Bieżące dane zestawiamy już z wysoką bazą drugiego półrocza 2023 r., stymulowanego Programem „Bezpieczny Kredyt 2 proc.”. W kolejnych miesiącach nadal możemy się więc spodziewać kontynuacji ujemnego odczytu Indeksu.
Po październikowym powiewie optymizmu związanego z rosnącą m/m liczbą wnioskodawców, w listopadzie nie ma już jednak śladu. W listopadzie liczba osób wnioskujących spada zarówno r/r, jak i m/m. Z uwagi na niższą aktywność na rynku deweloperskim, rosnącą liczbą ofert i spadkiem sprzedaży mieszkań, część z potencjalnych kredytobiorców może obecnie wstrzymywać się z zakupem nieruchomości, a tym samym z zaciąganiem kredytu mieszkaniowego, w oczekiwaniu na spadek cen.
Drugim ważnym aspektem, który częściowo kompensuje spadek wartości Indeksu wywołany spadkiem liczby wnioskodawców, jest wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu. W listopadzie br. wyniosła ona 436,2 tys. zł – to kwota o 1,5% wyższa niż przed rokiem, lecz niższa o 0,9% od tej z października. Może być to zwiastun stabilizacji cen na rynku nieruchomości, wyhamowała bowiem dynamika wzrostu średniej kwoty wnioskowanego kredytu mieszkaniowego – 
wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Polityka i gospodarka w grze: Co dalej z kursem złotego wobec dolara i euro?

W sobotę minął miesiąc od wyborów prezydenckich w USA, które znacząco umocniły dolara i osłabiły kurs złotego. Obecnie jednak, złoty powoli odrabia straty. Za jednego dolara zapłacimy na ten moment 4,05 zł, a kurs stopniowo zbliża się do granicy 4 zł. Teraz większą rolę dla inwestorów odegrają wybory w Niemczech oraz napięcia polityczne we Francji. Mniejsze znaczenie dla kursu złotego będą natomiast miały wybory prezydenckie w Polsce – mimo, że prezydent desygnuje trzech członków RPP.

Ostatni miesiąc przyniósł dużą zmienność na rynku walutowym. Przed wyborami w USA, większość analityków prognozowała, że wraz z rozpoczęciem cyklu obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, dolar będzie się osłabiał. Wynik wyborów odwrócił jednak ten trend w krótkim terminie. Już w przeddzień wyborów, a także po ogłoszeniu wygranej Donalda Trumpa, dolar umacniał się motywowany obawami o inflację. Wynikały one z zapowiedzi proinflacyjnej polityki nowego prezydenta. Niepokój wzbudzały i wciąż wzbudzają plany wprowadzenia ceł na towary z różnych regionów świata oraz ryzyko wojny handlowej. W ciągu ostatniego miesiąca, US Dollar Index, mierzący wartość dolara względem koszyka sześciu walut (EUR, JPY, GBP, CHF, CAD i SEK), wzrósł o 2,14 proc. Od połowy listopada kurs EUR/USD utrzymuje się na poziomie około 1,05, co sugeruje, że rynek uwzględnił już większość tych ryzyk.

Po wyborach w Stanach Zjednoczonych odnotowano również odpływ kapitału z rynków wschodzących, co osłabiło złotego. Ten efekt jednak stopniowo zanika: obecnie obserwujemy trend odwrotny. Za 1 euro płacimy obecnie 4,27 zł, co oznacza, że w ciągu miesiąca, nasza waluta zyskała wobec euro około 2 proc. Dolar kosztuje natomiast 4,05 zł, a złoty osłabił się wobec niego o 1,2 proc. w tym samym okresie.

Na ostatnim posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zdecydowała o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie, co sprzyjało dalszemu umocnieniu złotego. Polska waluta skorzystała tutaj na dwóch kluczowych czynnikach: po pierwsze, słabe wyniki gospodarcze w Europie wywierają presję na euro, co działa na korzyść złotego. Po drugie, “jastrzębia” polityka monetarna NBP – w tym wysoki poziom stóp procentowych – dodatkowo wspiera wartość złotego, ograniczając wzrost kursu EUR/PLN. Wydaje się, że kolejne obniżki stóp procentowych w strefie euro, planowane na 12 grudnia oraz w USA (18 grudnia) mogą przyczynić się do dalszego umocnienia złotego. Wówczas, może on spaść poniżej poziomu 4,25 zł za 1 euro, czyli obecnego poziomu technicznego wsparcia.

Polityka i wybory nadal będą wpływać na kursy walut, także w najbliższym czasie. Wybory w USA, które w ostatnich tygodniach kształtowały kursy walut, ustępują miejsca polityce europejskiej. Kluczowe dla euro będą wybory w Niemczech, a także sytuacja we Francji, gdzie po wotum nieufności wobec rządu Michela Barniera i jego upadku, inwestorzy obawiają się przedłużonego okresu niepewności politycznej. Może to nawet doprowadzić do kolejnych przyspieszonych wyborów.

W przyszłym roku czekają nas również wybory prezydenckie w Polsce, jednak ich wpływ na kurs złotego wydaje się na razie ograniczony. Warto jednak wspomnieć, że prezydent mianuje trzech członków Rady Polityki Pieniężnej, co z kolei oddziałuje na kształtowanie się polityki monetarnej. Nowy prezydent nominuje pierwszego członka RPP w grudniu 2025 roku, a kolejnych dwóch – w 2028 roku.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Fulfillment dla eCommerce — jak wybrać odpowiedniego partnera logistycznego?

Fulfillment e-commerce to klucz do sprawnej obsługi zamówień i poprawy efektywności sklepu internetowego. Wybór odpowiedniego operatora logistycznego może znacząco wpłynąć na rozwój Twojego biznesu, od zarządzania zapasami po obsługę zwrotów. Dowiedz się, na co zwrócić uwagę, aby znaleźć partnera, który najlepiej odpowiada na potrzeby Twojego e-sklepu.

Czym jest fulfillment e-commerce?

Fulfillment e-commerce to kompleksowy model logistyczny, który umożliwia sprawne zarządzanie procesami obsługi zamówień w sklepach internetowych. W jego ramach zewnętrzna firma (operator fulfillmentowy) przejmuje odpowiedzialność za kluczowe zadania logistyczne, takie jak magazynowanie, kompletacja zamówień, pakowanie, wysyłka oraz obsługa zwrotów. Dzięki temu właściciele e-sklepów mogą skupić się na rozwijaniu działalności, marketingu i budowaniu relacji z klientami, nie martwiąc się o logistykę.

Jak działa fulfillment w e-commerce?

Produkty sprzedawcy są przechowywane w magazynach operatora, który dba o optymalne rozmieszczenie towarów, kontrolę stanów magazynowych i monitorowanie zapasów w czasie rzeczywistym. Po złożeniu zamówienia przez klienta operator realizuje je, zbierając odpowiednie produkty z magazynu. Automatyzacja tego procesu zapewnia szybkość i precyzję kompletacji.

Produkty są pakowane w sposób bezpieczny i estetyczny, a następnie oznaczane odpowiednimi etykietami. Operator wybiera najkorzystniejsze opcje transportu, aby zapewnić szybką dostawę. W przypadku zwrotów operator zajmuje się ich przyjmowaniem, oceną stanu towarów i ponownym wprowadzeniem ich do obiegu lub utylizacją. Przekonaj się, jak wygląda obsługa e-commerce w 3LP – u jednego najlepszych operatorów logistycznych w naszym kraju: https://3lp.eu/obsluga-e-commerce/.

Na co zwrócić uwagę, wybierając operatora logistycznego?

Wybór operatora fulfillmentowego to kluczowy krok dla sklepów internetowych, które chcą zoptymalizować swoje procesy logistyczne. Odpowiedni partner logistyczny może pomóc w zwiększeniu efektywności, poprawie doświadczeń klientów oraz skalowaniu biznesu. Jednak nie każda firma fulfillmentowa spełni potrzeby Twojego sklepu. Oto najważniejsze kryteria, na które warto zwrócić uwagę przy wyborze odpowiedniego partnera.

Zanim wybierzesz operatora, upewnij się, że oferuje on pełen zakres usług, jakich potrzebujesz. Najważniejsze z nich to:

  • magazynowanie i zarządzanie zapasami,
  • kompletacja zamówień,
  • pakowanie i etykietowanie,
  • wysyłka zintegrowana z różnymi przewoźnikami,
  • obsługa zwrotów i reklamacji.

Dodatkowe usługi, takie jak przepakowywanie, personalizacja zamówień czy analiza danych w czasie rzeczywistym, mogą być wartościowym atutem. Przekonaj się też, czym jest centrum logistyczne i jakie funkcje spełnia: https://3lp.eu/centrum-logistyczne-co-to-jest-rodzaje-i-jakie-funkcje-spelnia/.

Podsumowanie

Wybór odpowiedniego partnera, jeśli chodzi o fulfillment e-commerce to kluczowy element strategii dla każdego sklepu internetowego, który chce efektywnie zarządzać logistyką i skupić się na rozwoju swojej działalności. Przy wyborze operatora warto dokładnie przeanalizować jego ofertę, lokalizację magazynów, poziom zaawansowania technologicznego oraz elastyczność w dostosowaniu usług do potrzeb Twojej firmy.

Dobry partner logistyczny nie tylko usprawni procesy, takie jak magazynowanie, kompletacja zamówień czy obsługa zwrotów, ale także pomoże poprawić doświadczenia klientów i zwiększyć przewagę konkurencyjną Twojego biznesu.

Inwestycja w profesjonalny fulfillment to krok w kierunku skalowalności, redukcji kosztów oraz długofalowego sukcesu w e-commerce. Zobacz, jak wygląda fulfillment e-commerce w przypadku sprawdzonego operatora logistycznego – 3LP: https://3lp.eu/co-to-jest-fulfillment-i-jakie-korzysci-ma-dla-e-commerce/.

Polscy inżynierowie zadbają o precyzyjne ustawienie satelitów misji Proba-3

Misja Proba-3 wystartowała z sukcesem z indyjskiego Centrum Kosmicznego Satish Dhawan w czwartek, 5 grudnia. Na potrzeby projektu GMV stworzyło główną część systemu nawigacji, sterowania i kontroli, umożliwiającego wykonanie skomplikowanego scenariusza misji. Formation Flight System, czyli system umożliwiający lot w formacji, to bardzo innowacyjny element misji, a zarazem jeden z najbardziej złożonych i krytycznych. Jest to też jeden z głównych celów technologicznych misji Proba-3 – osiągnięcie wyjątkowo precyzyjnego ustawienia dwóch obiektów poruszających się po eliptycznej orbicie z ogromną prędkością.

GMV w Polsce, jest zaangażowane w misję Proba-3 od ogłoszenia przez Europejską Agencję Kosmiczną fazy B przedsięwzięcia, czyli od 2012 roku. Zadaniem inżynierów było stworzenie oprogramowania do nawigacji względnej (relative GPS/rGPS), umożliwiającego dokładne wyznaczenie pozycji satelitów względem siebie i ustawienie ich w odpowiedniej formacji. Należy również dodać, że rozwój technologii „relative GPS” dla misji Proba-3 był jednym z pierwszych projektów polskiego zespołu GMV w sektorze kosmicznym. Technologia względnego GPS jest wykorzystywana w okolicach perygeum orbity, gdy sygnały GPS są dostępne, umożliwiając precyzyjne pomiary i kontrolę pozycji i prędkości satelitów.

Mówimy o precyzji rzędu kilku centymetrów, bo taka jest konieczna, aby koronograf zadziałał właściwie i to jest jednym z głównych technologicznych wyzwań całej misji PROBA-3. I chociaż specjalizujemy się w dostarczaniu oprogramowania dla misji kosmicznych to stworzenie systemu nawigacji względnej o takiej precyzji jest ogromnym wyzwaniem. Technologia ta pozwoli w przyszłości budować na orbicie wokół Ziemi instrumenty badawcze o bardzo dużych rozmiarach. Zwiększą się nasze możliwość w zakresie badania kosmosu. Relative GPS będzie miał również zastosowanie w misjach komercyjnych np. serwisowania satelitów na orbicie – mówi Paweł Wojtkiewicz, dyrektor ds. sektora kosmicznego GMV w Polsce.

Każdy z satelitów wyposażony jest w antenę i odbiornik śledzący sygnały satelitów nawigacyjnych, dodatkowo jeden z nich, główny, przetwarza dane z obu odbiorników i wykonuje nawigację względną. W celu uzyskania pożądanej dokładności niezbędne jest wykorzystanie wysoce dokładnych pomiarów. Pomiary te są obarczone nieoznaczonością, którą trzeba wyznaczyć, co jest najbardziej skomplikowaną częścią algorytmu stworzonego przez GMV w Polsce.

– Surowe pomiary z odbiorników GNSS obarczone są różnymi błędami, co powoduje konieczność różnicowania pomiarów w celu wykrycia wszystkich typowych błędów (tj. efektów jonosferycznych, błędów zegarów pokładowych i efemeryd satelitów GPS). Właśnie do tego służy algorytm stworzony przez inżynierów GMV w Polsce, tworzący swego rodzaju interferometr GPS na orbicie. Określenie niepewności pomiarów fazowych i wyeliminowanie błędów pomiarowych umożliwi autonomiczne ustawienie satelitów z dużą dokładnością. Opracowana przez nasz zespół nawigacja względna zostanie przetestowana wkrótce po wystrzeleniu, kiedy oba satelity PROBA-3 będą nadal ze sobą połączone. wyjaśnia Ambroise Bidaux-Sokołowski, szef działu nawigacji i sterowania polskiego zespołu GMV.

Aby umożliwić długą ekspozycję pozwalającą na badania Słońca koronografem, po której będą przemieszczały się satelity Proba-3 została mocno spłaszczona i wydłużona, ma perygeum rzędu 600 km i apogeum ponad 60500 km. W perygeum satelity będą przemieszczać się lotem swobodnym, jednak po wejściu w odpowiednie miejsce do obserwacji muszą ustawić się w konkretnym szyku i oddaleniu dokładnie 150 metrów.

Rynek inwestycyjny nieruchomości w regionie EMEA gotowy na odbicie w 2025 r.

W najnowszym raporcie pt. „2025 Global Investor Outlook” Colliers zwraca uwagę na nowe możliwości, jakie pojawiają się w głównych i alternatywnych segmentach rynku nieruchomości w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Warszawa, 5 grudnia 2024 r. — Według prognoz ekspertów Colliers, z uwagi na powrót globalnego zainteresowania inwestycjami po okresie niepewności gospodarczej i rosnących stóp procentowych, w 2025 roku w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki może nastąpić ożywienie aktywności inwestorów. Ma to związek z przewidywanymi obniżkami stóp procentowych, poprawą płynności i wieloma nowymi możliwościami pojawiającymi się zarówno w głównych, jak i alternatywnych segmentach rynku nieruchomości.

Rynek inwestycyjny w regionie EMEA jest gotowy na ożywienie w 2025 r. ze względu na silniejsze fundamenty i powrót zainteresowania aktywami wysokiej jakości – mówi Luke Dawson, szef działu rynków kapitałowych na świecie i w regionie EMEA, Colliers. – Wraz z poprawą płynności i dostosowywaniem strategii przez inwestorów do aktualnych realiów spodziewamy się stopniowego odbicia w poszczególnych segmentach rynku. O ile Europa odnotuje wzrost zainteresowania ze strony inwestorów z Azji i Bliskiego Wschodu, o tyle główne europejskie miasta, takie jak Paryż, Berlin, Mediolan, Madryt, Kopenhaga czy Londyn nadal będą przyciągać globalny kapitał – dodaje Luke Dawson.

Również w Polsce rynek od kilku kwartałów wykazuje symptomy ożywienia. Łączna wartość transakcji na rynku po trzech kwartałach 2024 roku wyniosła ponad 3 mld EUR, a według szacunków Colliers na koniec roku powinna przekroczyć 4 mld EUR. Oznaczałoby to ponad 100-proc. wzrost w porównaniu do 2023 r.

– Obniżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny sprawiają, że pieniądz jest coraz tańszy, co przekłada się na bardziej atrakcyjne zwroty dla inwestorów – komentuje Piotr Mirowski, Senior Partner, Dział Doradztwa Inwestycyjnego, Colliers w Polsce. – Już teraz widzimy wzmożone zainteresowanie centrami logistycznymi na kluczowych rynkach regionalnych i biurowcami w Warszawie, zarówno w Centralnym Obszarze Biznesu, jak i w niecentralnych lokalizacjach. Do końca roku powinno zostać sfinalizowanych jeszcze co najmniej kilka istotnych transakcji, każda o wartości powyżej 50 mln EUR. Zaawansowane są również procesy, których zamknięcie przewidywane jest na I kw. 2025 – dodaje Piotr Mirowski.

Kluczowe płynące z raportu Colliers „2025 Global Investor Outlook”

  • Powrót globalnego zainteresowania inwestycjami

Jak wynika z raportu Colliers, EMEA pozostaje najchętniej wybieranym przez międzynarodowych inwestorów regionem, a znaczny napływ kapitału spodziewany jest ze strony inwestorów z Azji i Bliskiego Wschodu, którzy celują w najlepsze segmenty rynku, takie jak biura i obiekty przemysłowo-logistyczne. Inwestorzy z Ameryki Północnej również wykazują zwiększone zainteresowanie z uwagi na odporność Europy, zachęty do powrotów do biur oraz ożywienie na rynku, które przewyższa to obserwowane w USA.

  • Cięcia stóp procentowych zwiększą płynność rynku

Przewidywane obniżki stóp procentowych na rynkach w regionie EMEA przyniosą  potrzebny wzrost wolumenu transakcji. Autorzy raportu „2025 Global Investor Outlook” wskazują, że cięcia te pozwolą zniwelować rozbieżności oczekiwań cenowych między sprzedającymi i kupującymi oraz ograniczyć erozję kapitału obserwowaną w ostatnich latach. To z kolei powinno przełożyć się na większy wzrost inwestycji, m.in. w segmencie biurowym.

  • Jakość i spełnianie kryteriów ESG

Inwestorzy skupiają swoją uwagę na spełniających kryteria ESG wysokiej jakości aktywach podstawowych, szczególnie w segmentach biurowym, przemysłowo-logistycznym i mieszkaniowym. Z raportu wynika, że około 20% ostatnio nabytych nieruchomości biurowych w Europie było przeznaczonych do renowacji lub przebudowy, co podkreśla odporność i zdolność adaptacyjną tego segmentu rynku.

  • Wzrost popularności obiektów mieszkaniowych

Ze względu na trendy demograficzne, np. starzenie się populacji, oraz przez brak równowagi między popytem a podażą na rynku mieszkaniowym nadal rośnie wolumen inwestycji w lokale dla studentów i seniorów. Nieruchomości skierowane do studentów zyskują na popularności szczególnie w kluczowych ośrodkach uniwersyteckich, takich jak Hiszpania, Włochy, Francja, Holandia i Wielka Brytania, oferując stabilny, długoterminowy potencjał przychodu.

  • Aktywa alternatywne coraz popularniejsze

W regionie EMEA wciąż rośnie popyt na aktywa alternatywne, takie jak np. centra przetwarzania danych. Na duże zainteresowanie inwestorów istotny wpływ ma m.in. dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji, zwiększający zapotrzebowanie na rozwiązania do przechowywania danych. Wzrost w tym segmencie ograniczyć mogą jednak wyzwania związane z dostawami energii i wymogi regulacyjne na niektórych rynkach, takich jak Irlandia, Niemcy i Holandia.

Perspektywy na 2025 r.

Wraz z ożywieniem na rynku inwestycyjnym w regionie EMEA oczekuje się, że zarówno tradycyjne, jak i alternatywne segmenty rynku nieruchomości odnotują wzrost wolumenu transakcji. Odporność regionu w branżach centrów handlowych, hoteli i obiektów logistycznych zapewnia dobre perspektywy dla zdywersyfikowanych inwestycji w 2025 roku. Aktywa podstawowe w Londynie, Paryżu i Berlinie pozostaną bastionami dla globalnych inwestorów, podczas gdy popyt na zrównoważoną modernizację i przebudowę obiektów wskazuje na możliwości inwestycyjne w segmencie powierzchni biurowych i przemysłowych.

Przyszłość usług biznesowych – integracja zwiększa efektywność zdaniem 64% liderów

Zintegrowane usługi biznesowe są motorem nowoczesnych przemian organizacyjnych. Jak wskazują wyniki globalnego raportu KPMG pt. „Future of Corporate Services” aż 64% respondentów jest zdania, że zintegrowane działania usług biznesowych przyczyniają się do wzrostu efektywności organizacyjnej, choć tylko 25% organizacji ocenia swoje działy wsparcia jako wysoce efektywne.

Raport, bazujący na badaniu 250 liderów z różnych sektorów, podkreśla znaczenie transformacji funkcji takich jak HR, IT, finanse czy obsługa prawna w kierunku strategicznego wsparcia biznesu.

Wydajność i reorganizacja wśród priorytetów

Jak pokazują wyniki, jedynie co czwarta firma ocenia swoje działy wsparcia jako wysoce efektywne. Podobny odsetek wskazuje na problem izolacji tych funkcji w ramach organizacji, a połowa respondentów podkreśla, że priorytety usług biznesowych są słabo zintegrowane z celami strategicznymi firmy.

57% ankietowanych dostrzega konieczność zmiany modeli operacyjnych na takie, które pozwoliłyby na większą integrację i usprawnienie współpracy między różnymi działami organizacji. Z kolei 64% respondentów uważa, że połączone i współpracujące działy wsparcia przyczyniają się do znaczącego wzrostu efektywności operacyjnej, ułatwiając szybsze i bardziej precyzyjne reakcje na zmiany rynkowe.

Usługi biznesowe to dziś coś więcej niż centra wsparcia – to strategiczne funkcje, które mogą decydować o sukcesie organizacji i istotnie wpływać na wyniki biznesowe. Jednak wiele firm nadal traktuje je jako element kosztowy, a nie jako źródło wartości. Kluczem do zmiany tego podejścia jest przejście od izolacji funkcji do pełnej integracji działań. Coraz więcej firm dostrzega, że zarządzanie przepływami wartości pozwala nie tylko ograniczyć straty, ale także w pełni wykorzystać potencjał danych i technologii. Firmy, które stawiają na strategiczne podejście do swoich funkcji biznesowych, budują fundamenty trwałej przewagi konkurencyjnej – mówi Radosław Jankie, Partner w Dziale Advisory, Szef Zespołu ds. Centrów Usług Wspólnych i Outsourcingu w KPMG w Polsce.

Technologia jako katalizator zmian

Jednym z kluczowych wniosków raportu jest rosnące znaczenie technologii generatywnej AI (GenAI) w przekształcaniu działów wsparcia. Aż 66% liderów uznaje jej potencjał w poprawie wydajności zespołów i optymalizacji procesów. Z kolei 72% pracowników widzi potrzebę ciągłego doskonalenia swoich umiejętności w odpowiedzi na postęp technologiczny.

Eksperci KPMG w Polsce zwracają uwagę na konieczność połączenia technologii z kompetencjami ludzkimi:

AI to katalizator transformacji, ale także wyzwanie w kontekście etyki, zarządzania ryzykiem i przygotowania organizacji do zmian. Firmy, które skutecznie wdrażają tę technologię, łączą jej potencjał z wiedzą i intuicją ludzi, co pozwala na tworzenie nowatorskich modeli operacyjnych. Obserwujemy, że liderzy inwestujący w AI coraz częściej opierają swoje decyzje na solidnych analizach danych, co minimalizuje ryzyko błędów i przyspiesza uzyskanie korzyści biznesowych. Transformacja z wykorzystaniem AI wymaga jednak długofalowego planowania oraz rozwoju umiejętności w organizacji – bez tego technologia pozostanie jedynie nie w pełni wykorzystanym narzędziem – podkreśla Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Dane są paliwem nowoczesnych organizacji, ale wiele firm wciąż boryka się z wyzwaniami w ich wykorzystaniu – tylko 10% firm uważa się za cyfrowo dojrzałe, zdolne do pełnego wykorzystania AI i GenAI.

Reorganizacja jako droga do przełamania silosów

Większość organizacji działa w wyizolowanych strukturach, które utrudniają współpracę. Badanie pokazuje, że tylko 36% respondentów opowiada się za reorganizacją, która mogłaby poprawić współpracę, zaś 64% widzi korzyści z większej integracji funkcji korporacyjnych, takie jak szybsze reakcje na zmiany i lepsza efektywność.

Firmy, które mogą się pochwalić sukcesami w transformacji swoich usług biznesowych, są świadome, że technologia sama w sobie nie rozwiązuje pojawiających się wyzwań. Kluczowe jest połączenie technologii z kulturą organizacyjną, która wspiera otwartość, współpracę i ciągły rozwój, a także z odpowiednim doborem zestawu umiejętności pracowników. Organizacje powinny inwestować w ludzi – rozwijać ich, angażować w projekty związane z transformacją i dawać im narzędzia, które pozwolą pracować bardziej innowacyjnie. W ten sposób można nie tylko zwiększyć efektywność, ale też wzmocnić zdolność firmy do adaptacji w dynamicznym otoczeniu biznesowym, a pracownikom zapewnić bezpieczne stanowiska, w których technologia jest ich narzędziem, a nie zastępcą – komentuje Piotr Jarosz, Dyrektor w Dziale Advisory, w Zespole Doradztwa ds. Centrów Usług Wspólnych i Outsourcingu w KPMG w Polsce.

We Francji upada rząd – co dalej?

Upadek rządu Michela Barniera, który sprawował funkcję premiera od września 2023 roku, wywołał poważny kryzys polityczny i gospodarczy. Barnier ustąpił po przegłosowaniu wotum nieufności, które było efektem sporu budżetowego. Jego zaledwie kilkumiesięczna kadencja stała się najkrótszą w historii V Republiki Francuskiej.

Kluczowy punkt konfliktu stanowił projekt budżetu na 2025 rok. Propozycja zakładała cięcia wydatków oraz podwyżki podatków na kwotę 60 miliardów euro, co miało zmniejszyć deficyt budżetowy z 6.1% PKB w 2023 roku do 5% w 2025 roku. Spotkało się to jednak z ostrą krytyką zarówno skrajnej prawicy, jak i lewicy. Marine Le Pen, liderka skrajnej prawicy, określiła ten plan jako „toksyczny dla Francuzów”, co doprowadziło do współpracy ugrupowań o przeciwnych ideologiach przeciwko rządowi.

Polityczne zamieszanie odbija się na rynkach finansowych. Spread między obligacjami francuskimi a niemieckimi osiągnął ponad 80 punktów bazowych, najwyższy poziom od 2012 roku, co wskazuje na rosnące ryzyko polityczne. Rentowność 10-letnich francuskich obligacji wynosi obecnie 2.90%, podczas gdy niemieckich – 2.08%. Kurs EURUSD w oczekiwaniu na jutrzejsze NFP znajduje się na poziomie 1.0528, a indeks CAC40 wynosi 7332.6 punktów, odzwierciedlając niepewność inwestorów.

Prezydent Emmanuel Macron stoi przed trudnym zadaniem znalezienia nowego premiera, który zdoła zbudować poparcie w podzielonym parlamencie. Dotychczasowe próby budowy koalicji napotkały poważne trudności, a nowe wybory parlamentarne mogą odbyć się najwcześniej w lipcu 2024 roku. Macron zapowiedział, że nie zrezygnuje z urzędu przed końcem swojej kadencji w 2027 roku, mimo nasilającej się presji ze strony opozycji. Marine Le Pen nie tylko wywiera naciski na prezydenta, ale również deklaruje chęć współpracy nad nowym budżetem, pod warunkiem uwzględnienia jej postulatów.

Rząd tymczasowy korzysta obecnie z nadzwyczajnych przepisów, aby zapewnić podstawowe finansowanie państwa i pobór podatków. Minister finansów ostrzega jednak, że takie rozwiązania zwiększą obciążenia podatkowe dla gospodarstw domowych i wpłyną negatywnie na kluczowe obszary, takie jak bezpieczeństwo i rolnictwo.

Macron i jego sojusznicy starają się odbudować „Republikański Front” – koalicję partii głównego nurtu – aby przekonać umiarkowanych socjalistów do zerwania współpracy z radykalną lewicą. Sytuacja polityczna i gospodarcza Francji pozostaje napięta, a dalszy rozwój wydarzeń zależy od decyzji prezydenta i nowego rządu. Kluczowe będzie znalezienie sposobu na zażegnanie kryzysu politycznego i odbudowę zaufania inwestorów, by uniknąć pogłębienia problemów gospodarczych.

Autor: Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers

Pełnomocnictwa w Spółce z o.o. – lepiej zrób to dobrze 

Pełnomocnictwo do reprezentowania spółki to narzędzie, które zapewnia elastyczność w zarządzaniu firmą, szczególnie w przypadku delegowania odpowiedzialności na innych członków zespołu lub zewnętrznych partnerów. Pełnomocnictwo to dokument, który pozwala osobom trzecim (np. pracownikom, doradcom lub partnerom biznesowym) na reprezentowanie firmy w określonych sprawach. W kontekście spółki z o.o. pełnomocnictwa są szczególnie ważnym narzędziem, umożliwiającym sprawne zarządzanie firmą i delegowanie uprawnień do podejmowania decyzji w imieniu spółki. Choć pełnomocnictwa mogą wydawać się formalnością, ich właściwe stosowanie ma kluczowe znaczenie dla efektywności operacyjnej firmy. Jakie pełnomocnictwa warto stosować w spółce z o.o., a także kiedy i dlaczego warto o nich pomyśleć?

Czym jest pełnomocnictwo?

Pełnomocnictwo to pisemne upoważnienie, które jedna osoba (pełnomocnik) otrzymuje od drugiej (mocodawcy) do reprezentowania jej w określonych sprawach. W kontekście spółki z o.o. pełnomocnik może działać na rzecz spółki, podejmując decyzje, podpisując dokumenty lub reprezentując ją w kontaktach z innymi podmiotami – zarówno w sprawach codziennych, jak i bardziej złożonych.

W Polsce pełnomocnictwa reguluje Kodeks cywilny, który w artykule 98 stanowi, że pełnomocnictwo może dotyczyć określonej czynności prawnej (pełnomocnictwo szczególne) lub szeregu czynności (pełnomocnictwo ogólne).

Pełnomocnictwo ogólne a szczególne – jak wybrać?

  • Pełnomocnictwo ogólne – daje pełnomocnikowi szerokie uprawnienia do reprezentowania spółki w wielu sprawach. Może obejmować np. podpisywanie umów, podejmowanie decyzji finansowych, reprezentowanie spółki przed organami administracyjnymi. Jest to pełnomocnictwo o dużym zakresie, ale wymaga jasnych reguł określających granice uprawnień pełnomocnika.
  • Pełnomocnictwo szczególne – dotyczy jedynie jednej, konkretnej czynności, np. podpisania umowy najmu lub złożenia oferty przetargowej. Jest stosowane w przypadku, gdy przedsiębiorca chce powierzyć pełnomocnikowi wykonanie pojedynczej czynności prawnej.

Kiedy warto stosować pełnomocnictwa?

Pełnomocnictwa w spółce z o.o. pozwalają na elastyczne zarządzanie przedsiębiorstwem i delegowanie uprawnień w sposób efektywny. Warto je stosować, gdy:

  1. Zarządzanie firmą staje się bardziej skomplikowane – w miarę rozwoju firmy, rośnie liczba decyzji, które trzeba podjąć na różnych poziomach organizacji. Pełnomocnictwa pozwalają zarządowi na delegowanie uprawnień do działania, aby skoncentrować się na strategicznych kwestiach.
  2. Firma współpracuje z partnerami zewnętrznymi – pełnomocnictwo jest często stosowane, gdy firma zawiera umowy z dostawcami, klientami, a także instytucjami finansowymi. Przedsiębiorca może upoważnić pracownika lub prawnika do podpisania umowy lub reprezentowania firmy na spotkaniu.
  3. Brak czasu lub obecności właściciela – pełnomocnictwa są niezbędne, gdy właściciel spółki z o.o. nie może osobiście uczestniczyć w każdej sprawie, ale chce mieć pewność, że decyzje będą podejmowane w jego imieniu.

Przykłady z życia – kiedy pełnomocnictwa ratują sytuację?

Historia 1: Potrzebujesz podpisu, ale nie masz czasu na wszystko

Anna prowadzi dynamicznie rozwijającą się firmę technologiczną. Często podróżuje służbowo po Europie, spotykając się z partnerami biznesowymi i uczestnicząc w konferencjach. Jednym z jej klientów jest duża firma międzynarodowa, która regularnie wymaga podpisania dokumentów kontraktowych w Polsce. Anna, chcąc uniknąć opóźnień, udzieliła pełnomocnictwa swojemu zaufanemu menedżerowi, który miał uprawnienia do podpisywania umów w jej imieniu. Dzięki temu proces podpisywania umów odbywał się bez zakłóceń, co pozwoliło firmie na utrzymanie płynności działań biznesowych. W przypadku braku takiego pełnomocnictwa, każda umowa wymagałaby jej osobistej obecności, co skutkowałoby opóźnieniami.

Historia 2: Nowy kontrakt i zmiana warunków umowy

Maciej prowadzi spółkę z o.o., która specjalizuje się w usługach IT. Podpisał umowę na dostarczenie systemu informatycznego dla dużej sieci handlowej, ale po kilku miesiącach, z powodu zmian w specyfikacji, konieczne było podpisanie aneksu. Z racji wyjazdu służbowego, Maciej nie mógł osobiście zatwierdzić aneksu. Przed wyjazdem upoważnił swojego zastępcę do podpisania dokumentu w jego imieniu. Pełnomocnictwo okazało się kluczowe, bo pozwoliło nie tylko na utrzymanie tempa realizacji kontraktu, ale także na zapewnienie, że zmiany w umowie nie wpłyną na termin zakończenia projektu.

Jak przygotować pełnomocnictwo?

Aby pełnomocnictwo miało moc prawną, musi spełniać określone wymogi:

  1. Dokument na piśmie – pełnomocnictwo powinno być sporządzone na piśmie, aby miało pełną moc prawną.
  2. Określenie zakresu pełnomocnictwa – dokument musi precyzyjnie określać, w jakim zakresie pełnomocnik jest upoważniony do działania.
  3. Podpis mocodawcy – pełnomocnictwo musi być podpisane przez osobę upoważniającą, np. właściciela firmy lub członka zarządu.

Choć pełnomocnictwa mogą wydawać się formalnością, ich prawidłowe przygotowanie i stosowanie pozwala uniknąć wielu problemów prawnych i operacyjnych. Dzięki nim firma może działać sprawnie, nawet w sytuacjach, gdy właściciel nie jest w stanie osobiście zająć się każdą kwestią. Jeśli szukasz aktualnego wzoru pełnomocnitwa do reprezentowania spółki z o.o. znajdziesz go na https://rejestracjaspolkizoo.pl/produkt/pelnomocnictwo-ogolne-spolki-z-o-o-wzor/.

AI, praca i kapitał: Nowy model współwłasności w konkurencyjnej ekonomii

Praca współtworząca sztuczną inteligencję powinna się stawać współwłaścicielką kapitału. Kapitał w konkurencji powinien być zainteresowany tym, by nie tracić przewagi konkurencyjnej, którą ma dzięki pracy ze sztuczną inteligencją.

Sztuczna inteligencja (AI) wywołuje lęki przedstawicieli wielu zawodów o możliwość ograniczenia ich pracy i wynagrodzeń – tzw. współczesny luddyzm. Analitykom jawi się natomiast jako szansa na znaczący wzrost wydajności pracy i przyspieszenie wzrostu gospodarczego, coraz bardziej grzęznących w sekularnej stagnacji w wielu krajach świata, zwłaszcza w Europie. Rozumowanie jest proste: jeśli nawet tę samą wielkość produkcji będzie wytwarzać mniej ludzi, skoro zastąpi ich sztuczna inteligencja, to – statystycznie rzecz biorąc – wydajność tej mniejszej liczby pracowników istotnie wzrośnie. Nie brakuje też szacunków, o ile procent może rosnąć średniorocznie PKB dzięki większej wydajności pracy przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji.

Kto kreuje wydajność?

Pierwsze „ale” dotyczy podmiotowości sztucznej inteligencji. Prawnicy intensywnie badają możliwości nadania jej osobowości prawnej lub jakiejś innej formy podmiotowości i „odpowiedzialności”. Ekonomiści intensywnie pracują nad filozoficzno-teoretycznymi podstawami jej opodatkowania: dlaczego fiskus miałby tracić na PIT i sztuczna inteligencja miałaby naruszać konstytucyjną zasadę równości szans? W ten sposób sztuczna inteligencja byłaby „sztucznie” preferowana, nawet gdyby była gorsza niż naturalna, co ewidentnie naruszałoby podstawowe reguły ekonomii – efektywnej alokacji.

Drugie „ale” dotyczy tego, na ile pracownicy osiągają korzyść ze statystycznego wzrostu wydajności pracy (w tym przypadku dzięki AI). To problem, który silnie rozpalał emocje teoretyków od Marksa do Piketty’ego, a jeszcze bardziej lewicujących polityków. W walce klas właściciele kapitału powiedzą, że to „my podjęliśmy ryzyko oraz zapłaciliśmy za rozwiązania sztucznej inteligencji i nam się należą jej efekty”. Pracownicy natomiast odpowiedzą, że to „nam rośnie wydajność pracy, co dobitnie pokaże statystyka, i bardziej to w nas rośnie wiedza (z którą możemy przejść do konkurencji!), a przecież wzrost płac powinien silnie być powiązany ze wzrostem wydajności pracy”.

Problem daleki jest od rozwiązania, chociaż marksiści uznają, że już 120 lat temu go rozstrzygnęli pracą Michajła Tuhan-Baranowskiego, który twierdził, że nawet gdyby fabryka była ogromna i w pełni zautomatyzowana, to i tak musiałby w niej pracować jeden pracownik, i to jego kapitalista by wyzyskiwał, zabierając mu wartość dodatkową, którą tylko on tworzy. W świetle współczesnych teorii wartości brzmi to dość karykaturalnie.

Trzecie „ale” ma najbardziej fundamentalne znaczenie: czy wzrost wydajności jest naprawdę taki ważny, czy nie jest wymuszany zabójczym dla człowieka wyścigiem szczurów, czy nie przyczynia się do przyspieszonego niszczenia naturalnego środowiska i niekorzystnej zmiany klimatu, czy nie pogłębia nierówności społecznych oraz czy produkcja sztucznej inteligencji stworzy popyt na nową pracę zwolnionych pracowników (tzw. nowe prawo Saya).

Czwarte „ale” dotyczy wiarygodności szacunków liczbowych i statystyczno-ekonometrycznych prognoz. Wszakże przecież prowadzone przy pomocy wyrafinowanych i drogich metod statystyczno-ekonometrycznych prognozy wyborcze w USA do ostatniego dnia dawały zwycięstwo Kamali Harris, a już np. przed rokiem na łamach „Newsweeka” i „Rzeczpospolitej” Guy Sorman, autor kultowego „Solution liberale”, twierdził na podstawie bardzo „miękkiej” i bardzo taniej naukowo metodologii, że na pewno wygra Donald Trump.

Komitet nagród imienia Nobla w ekonomii w ostatnich latach nagradza prace, które jeszcze kilka lat temu uznałby za nienaukowe. W jakim więc stopniu sztuczna inteligencja może zwiększyć wydajność pracowników czy raczej wydajność siebie? Zacznijmy od początku.

Wiedza i kapitał

Wyobraźcie sobie kawiarnię w Budapeszcie na początku XX wieku. Przy jednym ze stolików siedzi zaledwie sześcioletni chłopiec i z zapałem dyskutuje z ojcem o greckiej filozofii. W przerwie między Sokratesem a Platonem, poniekąd z nudów, rozwiązuje skomplikowane matematyczne zagadki. Nie, to nie scena z filmu o małym geniuszu, lecz dzieciństwo Jánosa Lajosa Neumanna, człowieka, który wymyślił jeden z pierwszych komputerów (nazwany MANIAC – Mathematical Analyzer Numerical Integrator and Automatic Computer Model), tworząc podwaliny technologii, z których korzystamy do dziś. Tak, to ten sam człowiek (choć już noszący nazwisko von Neumann), którego talent, zapał i praca utorowały także drogę sztucznej inteligencji.

A skoro mowa o dzisiejszej rzeczywistości, to 100 lat później przyszłość powstaje już nie w budapeszteńskiej kawiarni, lecz w sterylnych laboratoriach holenderskiej firmy ASML – jednej z trzech najdroższych firm Europy, obok duńskiej Novo Nordisk i francuskiej LVMH, których Europa potrzebuje następne setki, aby sprostać konkurencji z Ameryką i Azją. Inżynierowie ASML „wychowują” innego geniusza – maszynę Twinscan NXE:5000. To technologiczny moloch wielkości autobusu, ważący 180 ton, który za pomocą ekstremalnego ultrafioletu (EUV) „rysuje” niesamowicie małe i precyzyjne struktury na płytkach krzemowych, dzięki którym powstają coraz potężniejsze procesory, napędzające nasze smartfony, samochody, a nawet systemy uzbrojenia. Cena? Bagatela 150 mln dol. za sztukę.

Postęp technologiczny to motor napędowy gospodarki. Z jednej strony takie firmy, jak ASML czy Nvidia, tworzą tysiące miejsc pracy i napędzają innowacje. Z drugiej jednak koszty rozwoju i produkcji tak zaawansowanych technologii są ogromne, co prowadzi do koncentracji kapitału w rękach niewielu firm. Także w rękach właścicieli, chociaż rola inżynierów – pracowników jest, jak widać, ogromna w kreowaniu postępu technicznego.

Daron Acemoglu, tegoroczny ekonomiczny noblista, uważa, że nie ma powodów do paniki. AI może zautomatyzować pewne zadania, ale jej potencjał w zakresie rewolucjonizowania procesów produkcyjnych i tworzenia nowych produktów jest ograniczony. Przykładem są samojezdne auta – pomimo wielkich nadziei postęp w tej dziedzinie jest wolniejszy, niż oczekiwano. Acemoglu niczym sprawny archeolog „odkopuje” przykłady z przeszłości, które rzucają nowe światło na współczesne dylematy. Przypomina, że wynalezienie wiatraków w średniowieczu zwiększyło produktywność, ale korzyści zagarnęła szlachta, a nie chłopi, którzy tkwili w jej uścisku.

Podobnie było z odziarniarką do bawełny w USA. Technologia ta doprowadziła do boomu w produkcji bawełny i napełniła kieszenie plantatorów, ale cenę zapłacili za to niewolnicy. Nawet rewolucja przemysłowa w Wielkiej Brytanii, często przedstawiana jako historia sukcesu i symbol postępu, miała swoje ciemne strony. W początkowej fazie robotnicy w fabrykach nie odnosili korzyści z postępu technologicznego. Automatyzacja prowadziła do utraty miejsc pracy, a słabe związki zawodowe nie były w stanie wynegocjować lepszych warunków pracy. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku, wraz ze wzmocnieniem związków i zmianą kierunku innowacji w stronę technologii wspierających pracę ludzi, a nie ją zastępujących, sytuacja robotników uległa poprawie. Ale co jest do podziału?

Szacunki wydajności

Goldman Sachs przewiduje dodatkowy wzrost globalnego PKB w najbliższych dziesięciu latach dzięki sztucznej inteligencji o 0,7 proc. średniorocznie, natomiast McKinsey Global Institute zapowiada wzrost o 3–4 pkt proc. średniorocznie do 2040 r., ponieważ oczywiście w czwartej dekadzie XXI wieku powinien on być zdecydowanie większy.

Daron Acemoglu w stosunku do szacunków Goldman Sachs jest bardziej optymistyczny, wszakże AI to przypływ, który unosi wszystkie łodzie, i szacuje, że w najbliższych dziesięciu latach ten dodatkowy wzrost PKB może wynosić nawet 1–1,5 proc. rocznie. Wskazuje jednakże też na wiele swoich „ale”. Wpływ AI na gospodarkę w najbliższej dekadzie może być mniejszy, niż sugeruje wielu ekspertów. Acemoglu powołuje się na badania, według których obecnie dostępne narzędzia AI przynoszą średnio 27 proc. oszczędności kosztów pracy i 14,4 proc. oszczędności kosztów ogółem. ChatGPT przyspiesza pisanie tekstów, asystenci AI odciążają pracowników obsługi klienta itp.

Niestety, wbrew nowemu luddyzmowi, tylko niewielki odsetek zadań może zostać w pełni zautomatyzowany przez AI w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Wiele z nich wymaga uwzględnienia złożonych zmiennych i kontekstu, co ogranicza możliwości AI. Ocenianie wniosków kredytowych, diagnozowanie chorób, doradztwo finansowe – to zadania, z którymi AI nadal sobie nie radzi.

Noblista luddystą?

Acemoglu ostrzega przed nadmierną automatyzacją, która może prowadzić do eliminacji miejsc pracy i wzrostu nierówności. Jako przykład podaje przemysł samochodowy w USA. W początkach XX wieku Henry Ford, wprowadzając taśmę produkcyjną, rzeczywiście zwiększył produktywność, ale jednocześnie stworzył nowe miejsca pracy i podniósł płace (aby pracownicy mogli kupować fordy…). Współczesny model produkcji opiera się natomiast na robotach, a nie na ludziach, co prowadzi do likwidacji etatów i stagnacji płac.

Acemoglu argumentuje, że powinniśmy dążyć do „komplementarności człowiek–maszyna”, gdzie technologia wspiera ludzi w ich pracy, a nie ich zastępuje. Podaje przykład rynku pracy w USA, gdzie w ostatnich dekadach zaobserwowano dramatyczny wzrost nierówności płacowych. O ile pracownicy z wyższym wykształceniem radzą sobie dobrze, o tyle osoby z niższym wykształceniem, których praca jest łatwiejsza do zautomatyzowania, tracą grunt pod nogami.

Ekonomista obawia się, że AI – jeśli nie okiełznamy ram jej rozwoju – może stać się narzędziem w rękach potężnych korporacji, pogłębiającym nierówności i prowadzącym do społecznej katastrofy. Dominacja gigantów technologicznych, takich jak GAFAM [Google, Amazon, Facebook, Apple i Microsoft – red.] czy BATX [Baidu, Alibaba, Tencent, and Xiaomi – red.], i brak społecznej kontroli nad kierunkiem innowacji są poważnym zagrożeniem. Zamiast rozszerzać ludzkie możliwości, AI może stać się narzędziem kontroli, inwigilacji i manipulacji, zagrażając naszej prywatności i wolności. System kredytu społecznego w Chinach, gdzie rząd monitoruje obywateli i ocenia ich zachowanie, jest przerażającym przykładem tego, do czego może doprowadzić niekontrolowany rozwój technologii.

Na pomoc prawa własności i konkurencji

W ekonomii sztucznej inteligencji zapomina się o największej sile, jaką oferuje ludzkości ekonomia w postaci praw własności i konkurencji. Komplementarność człowiek–maszyna to komplementarność instytucjonalna pracy i kapitału, to konkurencja o lepszą pracę i o wyższą rentowność kapitału. To szansa na to, by sztuczna inteligencja wreszcie „pogodziła” pozostający przez wieki w silnym konflikcie kapitał z pracą. Praca współtworząca sztuczną inteligencję powinna się stawać współwłaścicielką kapitału, kapitał w konkurencji powinien być tym zainteresowany, aby nie tracić przewagi konkurencyjnej, którą ma dzięki pracy ze sztuczną inteligencją. Największą konkurencją dla IBM stali się… jego pracownicy zakładający firmy Dell, Sun, Compaq itd. W AI ten proces może być znacznie silniejszy.

Jaka przyszłość czeka tych, którzy jednak nie będą mogli lub nie będą potrafili skorzystać z AI? To jest wyzwanie dla nauk społecznych na czele z filozofią. W latach 70. XX wieku filozof kanadyjski Marshall McLuhan głosił piękną wizję świata jako globalnej wioski, w której wszyscy wszystko o sobie wiedzą, np. dzięki internetowi i sieciom społecznościowym. Dzisiaj wiemy, że dla wielu taką wiedzą są deep fakes, w zatrudnieniu przyszłości może to być bullshit jobs, jak pisał nieodżałowany David Graeber.

Waldemar Karpa i Adam Noga są profesorami ekonomii w Akademii Leona Koźmińskiego oraz członkami TEP.

Rekordowa liczba ofert, sprzedaż mieszkań mniejsza o 26% i korekty cen. Listopad na rynku deweloperskim

Przez jedenaście miesięcy tego roku na siedmiu głównych rynkach w Polsce sprzedano o 26% mniej mieszkań niż w tym samym czasie rok wcześniej. Listopad jest kolejnym z rzędu miesiącem, w którym bieżąca podaż była większa od popytu. W efekcie na początku grudnia liczba mieszkań oferowanych przez deweloperów osiągnęła rekordowy poziom 56 tys. lokali. Aktualną sytuację na rynku deweloperskim komentuje Katarzyna Kuniewicz z Otodom Analytics.

Skokowy przyrost oferty w listopadzie jest w głównej mierze efektem większej o niemal 2 tys. bieżącej podaży nad obecną sprzedażą. Co więcej, do oferty wróciły mieszkania, które w poprzednich miesiącach w statystykach Otodom Analytics miały status mieszkań sprzedanych. Należy jednak zauważyć, że ich skala w listopadzie nie odbiega od średniej z poprzednich miesięcy. Skumulowanym efektem tych zmian na największych rynkach mieszkaniowych w Polsce, czyli w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie i we Wrocławiu, jest największy od czterech lat poziom liczby mieszkań oferowanych przez deweloperów.

Listopad na rynku deweloperskim
Źródło danych Otodom Analytics

Pomimo wzrostu liczby oferowanych mieszkań, tempo wyprzedaży oferty ponownie się poprawiło i na koniec listopada osiągnęło poziom 5,5 kwartału. Dla porównania przyjmuje się, że wynik 4-5 kwartałów charakteryzuje tzw. rynek w równowadze.

Źródłem poprawy tego wskaźnika była nie tylko relatywnie dobra listopadowa sprzedaż, ale przede wszystkim zagregowany trzymiesięczny wolumen transakcji, który przekroczył 10 tys. sprzedanych mieszkań. Porównywalny skumulowany wynik sprzedaży odnotowaliśmy w Otodom Analytics w kwietniu 2024 roku – ostatnim miesiącu, w którym na rynek mieszkaniowy oddziaływał Bezpieczny Kredyt 2%, tj. banki udzielały ostatnich kredytów, wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań w Otodom Analytics.

Źródło danych Otodom Analytics
Źródło danych Otodom Analytics

Sprzedaż w Łodzi podobna jak w Trójmieście

Po dwóch miesiącach ze sprzedażą na poziomie 1,1-1,2 tys. mieszkań nieco gorsze cztery ostatnie tygodnie zaliczyli deweloperzy budujący w Warszawie. W listopadzie w stolicy sprzedano poniżej tysiąca mieszkań, o 15% mniej niż przed miesiącem i o 20% mniej niż przed rokiem. Mimo to Warszawa pozostaje największym rynkiem mieszkaniowym w Polsce. W listopadzie na drugim miejscu był Wrocław – 561 lokali według wstępnego odczytu Otodom Analytics, czyli o 27% więcej niż w październiku i o 7% mniej niż przed rokiem. Natomiast 476 mieszkań deweloperskich sprzedano w Krakowie, a 424 w Poznaniu. Ciekawostką jest taki sam wynik sprzedażowy w Łodzi i Trójmieście – po 398 lokali. Ostatni raz Łódź sprzedała tyle samo lub więcej niż Trójmiasto w grudniu 2021 r. Najskromniej w zestawieniu wygląda znów sprzedaż w Katowicach, tj. 159 mieszkań – o 31% mniej niż przed rokiem.

Kraków goni ofertę w Łodzi

W minionym miesiącu najwięcej, bo ponad 2,1 tys., nowych mieszkań trafiło do oferty w Warszawie. W pozostałych miastach liczba nowych ofert nie przekroczyła 1000. Najbliżej był Poznań z 854 nowymi mieszkaniami, a za nim Kraków (632). Pomiędzy 450 a 500 wprowadzeń było w Łodzi, Wrocławiu i Katowicach, a najmniej tym razem w Trójmieście – zaledwie 305.

Analizując wielkość oferty, warto zanotować, że wkrótce liczba mieszkań dostępnych w Krakowie może przekroczyć ofertę w Łodzi. Na koniec listopada było to odpowiednio 8,2 i 8,5 tys. mieszkań. Pół roku temu różnica między tymi miastami wynosiła ponad 2,5 tys. mieszkań. Przoduje oczywiście Warszawa (13,8 tys. mieszkań), a za podium pozostaje Poznań i Wrocław (około 7,5 tys.). W ostatnim roku najmniej wzrosła oferta w Trójmieście (o 13%, do 5,9 tys.), jednak patrząc całościowo, najskromniej wyglądają Katowice (4,4 tys. mieszkań na koniec listopada). W ostatnich 12 miesiącach najmocniej oferta urosła w Poznaniu i Wrocławiu (po 80-90%) oraz w Krakowie (o 99%).

Korekta cen

Analiza sprzedaży mieszkań na największych rynkach z kilku ostatnich miesięcy wskazuje zarówno na utrzymywanie się na rynku powakacyjnego optymizmu, jak i na rosnącą niepewność, która studzi gotowość klientów firm deweloperskich do finalizowania transakcji. Wskazują na to z jednej strony sięgające kilkuset mieszkań korekty liczby lokali sprzedanych we wrześniu i październiku, wstępny wynik wskazywał na 3,7 tys. sprzedanych, ostatecznie jest 3,4 tys., z drugiej zaś – niższy od spodziewanego wynik sprzedaży w listopadzie. Okazuje się, że nasilenie akcji promocyjnych i rabatowych, które obserwowaliśmy już w ostatnich dniach października, na razie nie przyniosło wyraźnego wzrostu liczby sprzedanych mieszkań, tłumaczy Kuniewicz.

Na większości analizowanych rynków średnie ceny mieszkań oferowanych w listopadzie nie tylko nie rosły, ale były nawet delikatnie korygowane. Oczywiście mówimy o zmianach miesięcznych. Na wszystkich dużych rynkach listopadowe ceny mieszkań deweloperskich porównane do cen sprzed roku były wyższe, jednak wzrosty – poza Łodzią i Wrocławiem – są już mniejsze, kilkuprocentowe. Najmniej w ciągu roku, czyli w okresie od listopada 2023 do listopada br.) średnie ceny oferowanych mieszkań wzrosły w Poznaniu i Trójmieście (odpowiednio 3,5% i 3,5%), najwięcej w Łodzi i Wrocławiu (odpowiednio 16,3% i 11,6%). Takich znaczących różnic nie odnotowano, analizując zmiany miesięczne (od listopada do października br.) – poza Trójmiastem, gdzie ceny wzrosły o 0,8%, a na pozostałych rynkach nastąpiła redukcja cen, ale jej skala nie przekroczyła -0,6%.

Listopad na rynku deweloperskim 3Przez kilka ostatnich miesięcy w siedmiu największych miastach obserwowaliśmy wyraźną stabilizację cen mieszkań oferowanych przez deweloperów. W danych listopadowych widzimy zmianę dotychczasowego trendu. Bez wątpienia na większości rynków mamy do czynienia z korektą cen. Jednak z odpowiedzią na pytanie, czy to jedynie charakterystyczne dla końcówki roku akcje promocyjne, czy może nowa tendencja, będziemy musieli poczekać do lutego 2025 roku, podsumowuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań Otodom Analytics.

Spokój na rynkach: SP500 bije rekord, DAX przekracza 2000 pkt, uwaga na dane NFP i sytuację we Francji

Na rynkach panuje relatywny spokój. SP500 wyznaczył nowy, 55 już historyczny rekord w tym roku zyskując zaledwie 0,05 proc. W Europie DAX zdołał pokonać psychologiczny poziom 2000 pkt. i dziś „otworzył się” z lekką luką wzrostową. Francuski benchmark też odrabia straty ale jego położenie jest zdecydowanie gorsze. W Europie tematem numer jeden wciąż polityka kraju nad Sekwaną. Dziś odbędzie się głosowanie nad wotum nieufności dla aktualnie sprawującego władzę rządu. Wydarzenia w Korei Południowej wprowadziły nieco awersji do ryzyka na azjatyckiej środowej sesji ale w żaden sposób nie wpływają na nastroje na Starym Kontynencie.

Rynki bacznie obserwują dane makro. Uwaga inwestorów pomału zaczyna być kierowana w stronę piątkowego raportu NFP. Dla Fed dane z rynku pracy są równie ważne w tym momencie jak dane o inflacji i prawdopodobnie będą kluczowe przed najbliższą decyzją w sprawie stóp, która zaplanowana jest na 18 grudnia. Miesiąc temu otrzymaliśmy fatalne odczyty, za które odpowiadały jednorazowe czynniki. Gorsze dane sprzed miesiąca (12 tys. nowych miejsc pracy) to efekt w dużej mierze huraganów Helene oraz Milton a także strajków w fabrykach producenta samolotów Boeing. Stopa bezrobocia nie zmieniła się i pozostała na poziomie 4,1 proc.. Dodatkowo wskaźnik recesyjny wg reguły Sahm obniżył się.

Obecnie szacunki wskazują, że nowych etatów powinna powstać w listopadzie około 200 tys. Jeśli dane się poprawią w porównaniu do wyników październikowych, będzie to oznaczać, że ochłodzenie w tym obszarze postępuje stopniowo, zgodnie z oczekiwaniami Fed-u.

Wczoraj liczba wakatów zgodnie z ankietą JOLTS wypadła lepiej niż wskazywały prognozy i wyniosła 7 744 mln. Lekko podniosłą się stopa dobrowolnych odejść z pracy ale ona znajduje się wciąż na stosunkowo niskim poziomie. Pamiętajmy, że dane te dotyczą października, kiedy duży wpływ miały czynniki jednorazowe. Dolar zareagował aprecjacją ale trwała ona krótko. Kurs eurodolara konsolidował się w przedziale 1,0490 a 1,0530. Dziś natomiast na pierwszy plan wysuwa się raport ADP, który dostarczy informacji na temat zmiany zatrudnienia w sektorze prywatnym. Może ono wzrosnąć wg prognoz o 158 tys. co da gorszy wynik od październikowego (233 tys.). Pamiętajmy jednak, że korelacja tego raportu z NFP jest dość niska. Dlatego też zmienność powinna być ograniczona w czasie publikacji.

Euro może znaleźć się pod presja spadkową w przypadku rozwoju negatywnego scenariusza we Francji. Gdyby doszło do upadku rządu premiera Barniera spadki indeksu CAC40 a także eurodolara byłyby wysoce prawdopodobne. Dlatego też inwestorzy powinni być przygotowani na ewentualny wzrost awersji do ryzyka w Europie. Sentyment może „odbić się” na pozostałych parkietach Starego Kontynentu.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Polskie firmy przyspieszają z wdrażaniem AI: 31% planuje większe inwestycje w ciągu 18 miesięcy

Wyniki kolejnej edycji badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazują, że w ostatnim roku proces implementacji sztucznej inteligencji na rodzimym rynku sprawnie posuwa się do przodu. W przeciągu 12 miesięcy odsetek organizacji, które sfinalizowały z sukcesem wdrożenia rozwiązań AI urósł o 5 pkt. proc. (z 20 do 25%). W najbliższej przyszłości należy się spodziewać dynamizacji działań. Już jedna trzecia (31%) firm planuje w przeciągu najbliższych 18 miesięcy znacząco zwiększyć wydatki na wprowadzanie narzędzi opartych o sztuczną inteligencję – co stanowi wzrost prawie o połowę w porównaniu do 2023 roku. Takie podejście nie powinno dziwić, gdyż w przeciągu roku urósł priorytet dla implementacji narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji (z 53% do 59% w zakresie wysoki lub bardzo wysoki), spada percepcja barier (z 38% do 18% w aspekcie zbyt wysokich kosztów), a 78% firm potwierdza osiągnięcie korzyści zamierzonych dzięki tej technologii.

– Sztuczna inteligencja zaczyna się coraz bardziej zadamawiać w polskim biznesie. Ostatni rok miał charakter przejściowy i minął na weryfikacji obszarów w organizacji, gdzie AI może przynieść najwięcej korzyści. W efekcie obserwujemy zupełne inne podejście przedsiębiorstw niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Firmy przechodzą do rzeczywistego wykorzystania narzędzi AI. Wnioski są pozytywne, zwłaszcza w zakresie poprawy efektywności, dlatego w najbliższej przyszłości należy się spodziewać znaczącego wzrostu inwestycji w polskich przedsiębiorstwach. Będą one jednak coraz bardziej selektywne i dostosowywane do obszarów biznesu, gdzie potencjalne korzyści są największe – mówi Radosław Frańczak, Partner EY i Lider zespołu Technology Consulting.

Wyniki drugiej edycji badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazują, że proces pierwszych implementacji narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji posuwa się sprawnie do przodu. W przeciągu roku odsetek firm, które zakończyły ten proces wzrósł o 5 pkt. proc. (z 20% do 25%), a o 2 pkt. proc. (z 42% do 40%) obniżył się udział przedsiębiorstw, w których projekty wdrożeniowe pozostają w trakcie realizacji. Równocześnie jednak zmniejsza się liczba firm niezdecydowanych. O prawie połowę (z 9% do 5%) spadł odsetek organizacji nie planujących podjęcia działań implementacji AI w perspektywie dwóch najbliższych lat, a o 4% (z 22% do 18%) zmalał zakres firm dopiero analizujących różne rozwiązania.

Wykres 1. Czy firma wdrożyła już rozwiązania oparte o AI?

Czy firma wdrożyła już rozwiązania oparte o AINiemniej w najbliższej przyszłości należy spodziewać się dynamizacji procesu wdrożeniowego Potwierdzeniem chęci polskiego biznesu do rozszerzania obecności AI w firmach jest dostrzegalny wzrost deklaracji inwestycyjnych. W 2024 roku 31% ankietowanych przedsiębiorstw zadeklamowało chęć znaczącego zwiększenia wydatków na wprowadzenie narzędzi opartych o sztuczną inteligencję w perspektywie najbliższych miesięcy. W ciągu roku ten odsetek zwiększył się więc aż o 9 pkt. proc. (z 22%). Równocześnie o 3 pkt. proc. (z 23% do 20%) spadła liczba organizacji planujących pozostawić wydatki na niezmienionym poziomie, a jedynie 3% ankietowanych przedsiębiorstw chce zmniejszyć swój poziom inwestycji.

AI ma przede wszystkim zwiększać efektywność organizacyjną

Deklaracje firm wskazują, że w 2024 roku przedsiębiorstwa patrzą na sztuczną inteligencję przede wszystkim przez pryzmat zwiększania efektywności, a znacznie mniej jako możliwość tworzenia nowych produktów lub usług. Podejmowane działania najczęściej (39%) wynikają z założeń przyjętych dla poszczególnych funkcji biznesowych, a w dalszej kolejności z ogólnofirmowej strategii (28%) lub w odpowiedzi na bieżącej problemy (24%).

Na szczycie listy motywacji – podobnie jak rok wcześniej – znalazła się zaś automatyzacja procesów wewnętrznych (41% – wzrost o 1 pkt. proc) i możliwość lepszego dotarcia do klientów (35% – wzrost o 1 pkt. proc.). Dopiero na dalszych miejscach uplasowała się chęć wprowadzenia nowej usługi (15% – spadek o 2 pkt. proc) lub działania konkurencji (6% – spadek o 1 pkt. proc.). Nie może więc dziwić, że na liście głównych korzyści wynikających z implementacji AI ankietowane firmy wskazywały przede wszystkim na poprawę jakości usług (42%), zwiększenie skali działania (36%) oraz zmniejszenie kosztów (31%). Rozszerzenie oferty wskazało jedynie 10% badanych organizacji. Różnice pojawiają się jednak w zależności od wielkości organizacji. Średnie firmy częściej dostrzegają korzyści wynikające z poprawy jakości usług (46% vs. 37%) oraz wzrostu przychodów (33% vs. 24%). Natomiast duże organizacje są zdecydowanym beneficjentem zmniejszenia kosztów działalności (40% vs. 23%).

– Firmy, które mają za sobą pierwsze doświadczenia ze sztuczną inteligencją zaczynają proces weryfikacji początkowo przyjętych założeń. Na razie koncentrują się na aspektach wewnętrznych, związanych z efektywność organizacyjną. W efekcie wiedzą już, gdzie AI przynosi największe korzyści, a gdzie dalsze inwestycje nie są potrzebne. Daje im to przewagę nad przedsiębiorstwami będącymi dopiero na początku drogi. W szczególności, że z czasem należy spodziewać się rosnącej roli AI w kreowaniu nowych produktów oraz usług o innowacyjnym charakterze – dodaje Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider zespołu AI Technology.

Narzędzia AI najczęściej wprowadzane są w obszarze obsługi klienta (41%) oraz marketingu i analiz rynku (41% – wzrost aż o 10 pkt. proc.), a nieco rzadziej w sprzedaży (38%), IT (33%) oraz aspektach związanych z cyberbezpieczeństwem (28%). Różnice związane z wielkością badanej organizacji są szczególnie widoczne w dwóch ostatnich kwestiach. W przypadku IT różnica wynosi 10 pkt. proc. na korzyść dużych firm (38% vs. 28%), a cyfrowej odporności – 5 pkt. proc. (31% vs. 26%). Może to świadczyć o większej dojrzałości lub świadomości tych przedsiębiorstw w zakresie dotychczas wprowadzonych zabezpieczeń przed cyfrowymi zagrożeniami. Rośnie również odsetek firm analizujących bezpieczeństwo wdrażanych systemów – z 60% do 65%

Dostrzegalne są jednak również pierwsze rozczarowania, zwłaszcza w obszarach które historycznie miały relatywnie mało doświadczeń z technologią, a wiązały bardzo duże nadzieje z rozwojem GenAI. Przykładem mogą być funkcje HR (18% – wzrost o 1 pkt. proc.) i podatkowo-proceduralne (5% – spadek o 1 pkt. proc.). Podobnie jak rok temu zamykają one listę działów w firmach, gdzie wprowadzana jest sztuczna inteligencja, a notowane zmiany procentowe są niemalże niezauważalne. Pokazuje to, że wdrożenia generujące wartość dodaną niekoniecznie są zawsze proste, mimo dostępności technologii.

Sposób wdrażania ma znaczenie

Wyniki badania wskazują, że 78% firm które zakończyły już proces implementacji pierwszych narzędzi bazujących na AI osiągnęły zamierzone korzyści. Jednym z nich bez wątpienia jest wzrost efektywności prowadzonych działań. Aż w jednej trzeciej przypadków (29%) poprawa miała znaczący (powyżej 40%) charakter. W większości – 62% ankietowanych organizacji – wdrożenie rozwiązań sztucznej inteligencji przyniosło przynajmniej umiarkowanie pozytywny wpływ (minimum 10%). Zdecydowanie największy odsetek wskazań w tym zakresie potwierdza, że relatywnie łatwo jest osiągnąć w organizacji przynajmniej średni poziom. Co jednak ciekawe w bardzo zbliżonym – relatywnie rzadkim – stopniu przedsiębiorstwa osiągają śladowe (poniżej 10%) oraz znakomite (powyżej 60%) przełożenie AI na wzrost efektywności. W tym pierwszym przypadku taką odpowiedź wskazało 6% ankietowanych organizacji, a w drugim – 9%.

Wykres 2. Zaobserwowany wzrost efektywności prowadzonych działań po wprowadzaniu AI?Zaobserwowany wzrost efektywności prowadzonych działań po wprowadzaniu AI

Firmy rozkładają dostępny budżet na szereg obszarów, co tylko potwierdza jak skomplikowanym procesem jest implementacja narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji. Środki były przeznaczane przede wszystkim na integrację systemów AI (45%), zakup gotowych rozwiązań AI (44%), cyberbezpieczeństwo (34%) oraz budowę własnych rozwiązań (34%), a także przygotowanie i zarządzanie danymi (31%).

Sam proces wdrożeniowy realizowany jest najczęściej przez zespół wewnętrzny przy współpracy z zewnętrznymi dostawcami (35% – wzrost r/r o 6 pkt. proc). Sugeruje to, że firmy widzą korzyści w łączeniu wiedzy swoich pracowników z ekspertyzą konsultantów. Nieco rzadziej wybierana była realizacja w całości przez zespół wewnętrzny (24%, spadek o 2 pkt. proc.) lub wyłącznie przez zewnętrznych partnerów (33%, wzrost o 1 pkt. proc.). Wykorzystywanie narzędzi AI wiąże się również z reorganizacją wewnętrznych zasobów. W 32% ankietowanych firm powołano całkowicie nowy funkcję, w 29% nastąpiło jej wyodrębnienie z dotychczasowych struktur, a w 28% rozszerzenie kompetencji istniejącego zespołu.

– W polskich firmach rośnie wiedza na temat działań jakie są niezbędne do efektywnej implementacji narzędzi opartych na AI. Przestaje to już być podróż w nieznane, ale zaplanowany element cyfrowej transformacji, uwzględniający takie aspekty jak cyberbezpieczeństwo czy zgodność z regulacjami. Wzrost świadomości przekłada się również na podejmowane decyzje. Kompleksowość realizacji całego procesu wdrożeniowego sprawia, że firmy coraz częściej zdają się sięgać po wsparcie zewnętrznych partnerów – podsumowuje Ewa Nowakowska, Partnerka EY Polska, Liderka zespołu AI Data Science.

O badaniu
Druga edycja badania – Jak polskie firmy wdrażają AI – została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w okresie październiku 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

DAX na historycznym szczycie, euro i dolar walczą o dominację, a rynki surowcowe rosną

We wtorek 3 grudnia niemiecki indeks DAX wyszedł na kolejne w tym roku ATH, pokonując tym samym okrągły poziom 20 tys. punktów. Euro gra z dolarem w pingponga z siatką zawieszoną na 1,05$. Amerykanom rośnie apetyt na cięcie stóp procentowych. Garstka danych z peryferyjnych rynków. 

To the moon!

Trwa rewelacyjny rajd na niemieckiej giełdzie. Wbrew wszystkim logicznym argumentom, dzisiaj notujemy czwartą z rzędu rosnącą sesję. W tym czasie indeks pokonał drogę 700 pkt. Już wczoraj udało się wyjść na ATH (all time high), dzisiaj ten wynik został znowu poprawiony, przy okazji spektakularnie łamiąc próg okrągłych 20 tys. punktów. Dla przypomnienia jeszcze w sierpniu rynek testował wsparcie przy 17 tysiącach. A wszystko to dzieje się w otoczeniu recesyjnym, przy fatalnych nastrojach w realnej gospodarce, z wiszącą groźbą „trumpowych” ceł. Wygląda na to, że jest to najlepszy moment na przypomnienie pojęcia short squeeze, czyli sytuacji, w której następuje gwałtowny wzrost kursu wynikający nie z fundamentów, lecz z nadmiernego zamykania skumulowanych wcześniej krótkich pozycji na dane aktywo. Faktycznie w ostatnim czasie na niemieckim indeksie widzieliśmy wzrost takiej krótkiej sprzedaży, a dynamika obecnego ruchu może sugerować paniczne ich zamykanie.

Kontra euro

Po ostatniej dobrej passie dolara, dziś obserwujemy odreagowanie na głównej parze walutowej. Zgodnie z wcześniejszymi predykcjami poziom 1,05$ okazuje się istotnym polem walki dla obu walut i jego trwałe pokonanie, w jedną bądź drugą stronę, nada kierunek na nadchodzące tygodnie. Dzisiejsza słabość dolara wynika z dostosowywania się inwestorów pod scenariusz z bardziej gołębią polityką FEDu. Już teraz prawdopodobieństwo cięcia stóp na grudniowym posiedzeniu przekracza 70%. Dodatkowo rynek zwiększa swoje oczekiwania co do przyszłorocznej ścieżki redukcji kosztu pieniądza. Obecnie mowa o cięciu o 79 punktów bazowych (czyli trzech posunięciach FOMC). Patrząc jednak na ostatnie trendy, niewykluczone, że zaraz pojawi się i czwarta obniżka. To i tak mniej niż po naszej stronie Atlantyku, jednak potencjalny spread w ostatnim czasie zaczyna się kurczyć.

Egzotyczny kalendarz

Wtorkowa sesja na rynku forex jest zdominowana przez waluty surowcowe. Do najmocniejszych (oprócz euro) zalicza się dolara australijskiego oraz koronę norweską. I faktycznie, jeśli zerkniemy na główne surowce rynkowe, to widać, że one dziś wyraźnie drożeją. W górę solidarnie idą ropa, srebro oraz miedź. Względnie mocny pozostaje także frank, co można łączyć z podbiciem inflacji. Dynamika cen u Helwetów odbiła z 0,6% do 0,7% rdr. W drugą stronę zaskoczyła inflacja w Turcji, która co prawda spadła, jednak mniej niż oczekiwał rynek. Inną subtelną różnicą jest pułap, na którym zawieszone są wyniki. Nad Bosforem roczna dynamika cen wynosi 47,1%. Powodów do zadowolenia nie mają też Węgrzy, gdzie gospodarka skurczyła się o 0,8% w stosunku do zeszłego roku. Dziś brakuje odczytów z naszej gospodarki, jednak już jutro poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych. Rynek nie spodziewa się oczywiście żadnych ruchów. Za wcześnie jest także, by zmieniać diametralnie ostatnią narrację RPP. Dlatego jutrzejsza decyzja nie powinna zbytnio wpłynąć na kurs złotego.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Złoto czy akcje? Analizy wskazują na przewagę metalu szlachetnego w nadchodzących miesiącach

W najbliższych miesiącach złoto może przewyższyć akcje pod względem stóp zwrotu, co sugerują analizy kontrariańskie. Kluczowym czynnikiem jest różnica w nastrojach inwestorów – na rynku złota dominuje umiarkowany optymizm, podczas gdy na rynku akcji nastroje są bliskie rekordowego entuzjazmu. Wskaźniki nastrojów, takie jak HGNSI dla złota i HSNSI dla akcji, potwierdzają te różnice, co według kontrarian zwiększa potencjał wzrostu złota.

W 2024 roku zarówno złoto, jak i akcje przyniosły podobne stopy zwrotu – ETF SPDR Gold Shares wzrósł o 28.1%, nieco wyprzedzając ETF SPDR S&P 500 (SPY) z wynikiem 28%. Wysoki optymizm na rynku akcji ogranicza potencjał dalszych wzrostów w krótkim terminie, podczas gdy złoto wciąż ma „ścianę obaw” do pokonania, co może sprzyjać wzrostowi jego cen.

Pomimo niedawnych spadków cen złota – z rekordowych 2 800 USD za uncję w październiku do około 2 650 USD obecnie – prognozy na 2025 rok pozostają optymistyczne. Capital Economics przewiduje wzrost ceny złota do 2 750 USD za uncję, wspierany przez odbudowę popytu w Chinach, dalsze zakupy ze strony banków centralnych oraz globalne obawy o stabilność fiskalną.

Czynniki takie jak umocnienie dolara czy wyższe stopy procentowe mogą chwilowo ograniczać wzrosty, jednak nie są w stanie całkowicie zahamować popytu na złoto. Historyczne dane pokazują, że złoto i dolar mogą rosnąć jednocześnie, w zależności od równoważących się wpływów rynkowych.

Czynniki wspierające wzrost cen złota

1. Popyt inwestycyjny w Chinach: Problemy gospodarcze, takie jak słabość rynku nieruchomości czy spowolnienie wzrostu, zwiększają zainteresowanie złotem jako zabezpieczeniem.

2. Banki centralne: Kraje dążące do dywersyfikacji rezerw, szczególnie te obawiające się sankcji, nadal intensywnie kupują złoto, choć w nieco wolniejszym tempie niż w rekordowych latach.

3. Obawy o stabilność fiskalną: Wzrost globalnego zadłużenia oraz malejące zaufanie do walut fiducjarnych wspierają atrakcyjność złota jako „bezpiecznej przystani”.

Mimo obecnych wyzwań, takich jak silniejszy dolar czy rosnące rentowności obligacji, fundamenty wspierające złoto pozostają solidne. Zwiększone zakupy przez banki centralne (694 tony od początku 2024 roku) oraz utrzymujący się popyt inwestycyjny wskazują na stabilność tego rynku. Podsumowując, złoto ma realne szanse na kontynuację wzrostów w 2025 roku, szczególnie jeśli nastroje na rynku akcji ulegną pogorszeniu, a globalne obawy o stabilność gospodarki będą się nasilać. Inwestorzy poszukujący alternatywnych aktywów mogą zatem znaleźć w złocie atrakcyjną opcję na najbliższe lata.

Autor: Krzysztof Kamiński Oanda TMS Brokers

Dolar przerywa rajd, złoty ustępuje jedynie jenowi

Dolar po kilku tygodniach zysków uległ osłabieniu. Doprowadziły do tego odwrócenie „Trump trade”, kluczowego trendu panującego w minionych tygodniach na rynku walutowym, realizacja zysków oraz rebalansowanie pozycji inwestorów na koniec miesiąca. Skorzystał na tym złoty, który był w minionym tygodniu drugą najlepiej radzącą sobie walutą na świecie, a EUR/PLN ponownie znalazło się poniżej psychologicznego progu 4,30.

Kluczowe punkty:

  • Złoty nad wyraz odporny, korzysta z osłabienia dolara.
  • USD oddaje zyski przez odwrót „Trump trade”.
  • Inflacja w strefie euro rośnie, lecz EBC pozostaje gołębi.
  • Wyczekujemy piątkowych danych NFP.

Rentowności amerykańskich obligacji spadły, prawdopodobnie dzięki uldze, którą wywołał w dużej mierze zgodny z oczekiwaniami odczyt inflacji PCE. Dolar oddał część swoich zysków, w wyniku czego zakończył tydzień spadkiem względem pozostałych walut G10 z wyjątkiem dolara kanadyjskiego (ten ucierpiał na skutek nowych wieści o planowanych taryfach celnych). Euro wspomogły dodatkowo jastrzębie sygnały od oficjeli Europejskiego Banku Centralnego, którzy zdawali się odsuwać możliwość cięcia o 50 pb. w tym miesiącu. Wygranym tygodnia był jednak jen japoński, który zyskał na znacznie wyższej od oczekiwań inflacji i ogólnej zmianie wyceny podwyżek stóp procentowych Banku Japonii w 2025 r. Tematem przewodnim są także kwestie budżetowe – zarówno we Francji, jak i w Brazylii. Pierwsze stwarzają szansę na wotum nieufności oraz rozwiązanie rządu, drugie sprowadziły reala brazylijskiego na samo dno zestawienia za miniony tydzień.

W miarę jak zbliżamy się do końca roku, uwaga rynków powinna odejść od wybieranych przez Trumpa członków gabinetu (dokonał już zresztą najważniejszych wyborów) i skupić się ponownie na nadchodzących posiedzeniach banków centralnych. W tym tygodniu skupimy się oczywiście na RPP. Największe banki (EBC, Fed) do obrad zasiądą nieco później – niepewność wobec decyzji dotyczących stóp procentowych oznacza jednak, że odczyty danych stają się ponownie niezwykle istotne. W tym tygodniu najważniejszy będzie listopadowy raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy (piątek 06.12). Październikowa sprzedaż detaliczna w strefie euro (czwartek 05.12) będzie zaś jednym z niewielu twardych odczytów przed decyzją EBC w przyszłym tygodniu (czwartek 12.12).

PLN

Inwestorzy powoli przekierowują swoją uwagę z „Trump trade”, czyli wyceny wygranej kandydata Republikanów w wyborach prezydenckich, na grudniowe posiedzenia największych banków centralnych. Odwrócenie trendów z ostatnich tygodni i ogólne osłabienie dolara (a także umocnienie euro) sprzyjały walutom regionu, spośród których złoty po raz kolejny radzi sobie najlepiej. Jego odporność w obliczu licznych zawirowań geopolitycznych jest z pewnością godna odnotowania, tym bardziej, że gros okołowyborczego ruchu na parze EUR/PLN zostało już odrobione i ponownie znaleźliśmy się poniżej psychologicznego progu 4,30. W minionym tygodniu złoty był drugą najlepiej radzącą sobie walutą na świecie, ustępując jedynie jenowi japońskiemu.

Inflacja zaskoczyła nieznacznie w dół (choć obecnie koncentrujemy się raczej na jej mniej zmiennej mierze bazowej), a kluczowy czynnik proinflacyjny, jakim jest wzrost płac, uległ dalszemu spadkowi (przy czym pozostaje wciąż dwucyfrowy), co powinno sprzyjać gołębiości RPP. W tym kontekście wartościowe będą czwartkowa (05.06) konferencja prasowa prezesa Glapińskiego oraz wszelkie wzmianki dotyczące szeroko pojętego forward guidance w obliczu zmiany status quo na globalnej scenie geopolitycznej i dość powolnego ożywienia polskiej gospodarki. Ostatnie twarde dane makroekonomiczne zaskakiwały jednak raczej na plus, podobnie zresztą jak rewizja w górę danych dot. PKB za trzeci kwartał (do -0,1% k/k).

Aby posiedzenie RPP miało wywołać istotną zmienność, musielibyśmy otrzymać od prezesa dość klarowne i stanowcze komunikaty, czego raczej się nie spodziewamy. Tym bardziej trudno oczekiwać zmiany poziomu stóp procentowych, która będzie poddawana dyskusji najpewniej już niedługo, bo w I kwartale nadchodzącego roku. Pozostajemy więc uważni na wieści z zewnątrz – w szczególności piątkowe dane NFP – które mogą warunkować globalny sentyment, a tym samym wpływać na notowania złotego.

EUR

Wstępne dane o listopadowej inflacji w strefie euro potwierdziły, że pozostaje ona stabilna. Przekracza nieznacznie cel EBC, nie wykazuje jednak martwiących oznak przyspieszenia – właściwie w skali miesiąca ceny spadają mimo sporego wzrostu płac. Zaufanie konsumentów jest jednak podobnie słabe jak przedsiębiorstw i potwierdza niezwykle ponure nastroje dotyczące europejskiej gospodarki.

Kolejny front mógł otworzyć się przed EBC w związku z negocjacjami dotyczącymi francuskiego budżetu, jako że premia od ryzyka nad Sekwaną znacznie wzrasta przez obawy dotyczące upadku rządu. Poprzez jastrzębie komentarze decydentów bank zmusił jednak rynki do niemal całkowitej rezygnacji z wyceny jumbo cut (cięcia o 50 pb.) na posiedzeniu w tym miesiącu, co zapewniło wspólnej walucie wsparcie.

USD

Święto Dziękczynienia w USA tradycyjnie oznacza krótszy tydzień mniej intensywnego handlu. Nie inaczej było tym razem. Dane dotyczące inflacji, przychodów, środków trwałych i deklaracji bezrobocia były zgodne ze zdrowym wzrostem i prężnym rynkiem pracy.

Publikowany w piątek raport NFP jest niezwykle istotny, jest bowiem ostatnim przed grudniowym posiedzeniem Rezerwy Federalnej (należy pamiętać, że poprzedni był zamglony przez strajk w Boeingu oraz huragany, które uderzyły we Florydę i południe kraju). Uważamy, że decyzja Fedu, czy obniżyć stopy procentowe, czy też zostawić je na niezmienionym poziomie, będzie zależała przede wszystkim od tego raportu i przyszłotygodniowego odczytu inflacji. Obecnie rynki wyceniają prawdopodobieństwo cięcia o 25 pb. na ok. 60%, szala może więc wciąż przechylić się w dowolną stronę.

GBP

Podczas tygodnia bez istotnych publikacji danych z kraju funt umocnił się, podobnie jak inne waluty europejskie. Był on drugą po jenie japońskim najlepiej radzącą sobie walutą G10, co można prawdopodobnie chociaż częściowo łączyć z oczekiwaniami, że Bank Anglii będzie w 2025 r. jednym z najbardziej ostrożnych banków centralnych. Dzięki temu funt powrócił na szczyt zestawienia za 2024 r., zajmując miejsce dolara, jego przewaga jest jednak znikoma.

Rynki niemal całkowicie zrezygnowały z wyceny obniżki Banku Anglii na grudniowym posiedzeniu. Wysokie stopy procentowe i stosunkowo niska ekspozycja na ryzyko związane z taryfami celnymi Trumpa oznaczają, że ścieżka najmniejszego oporu dla funta prawdopodobnie wiedzie od teraz w górę, nawet jeśli niedawno ogłoszony budżet sprawia, że trudno wyobrazić sobie znaczące przyspieszenie wzrostu na Wyspach.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Rajd Świętego Mikołaja kontra Powell, Lagarde i globalne napięcia

Po gorącym i burzliwym listopadzie nie zwalniamy tempa. Grudzień to nie tylko rajd Świętego Mikołaja. Gwiazdor o uwagę będzie walczył z Powellem, Trumpem, Lagarde czy Barnierem. Mimo zimowego miesiąca gorąco może być w Gruzji, Rumunii, Francji czy tradycyjnie już na Bliskim Wschodzie. 

Listopadowe burze

Przedostatni miesiąc w roku historycznie jest ciężkim okresem na rynkach. Tym razem jednak, choć emocji nie brakowało, to przynajmniej rynki kapitałowe mogą być zadowolone. Wyjątkiem jest oczywiście nasza rodzima giełda, ale nawet WIG-20 wykręcił wynik bliski zeru. Niemiecki Dax wzrósł o przeszło 500 pkt i dał asumpt do wyjścia na nowe ATH, co obserwujemy już dzisiaj. Amerykański szeroki rynek wzrósł o blisko 6%, również dochodząc do rekordu wszechczasów. Na rynku walutowym największą gwiazdą był oczywiście amerykański dolar, który względem euro miesiąc zaczynał z okolic 1,09$, by zejść 5 centów niżej. Mocny dolar to niestety nie jest dobra wiadomość dla złotego i faktycznie kurs USDPLN chwilami przekraczał nawet 4,20 zł. Jednak ubiegły tydzień trochę podreperował stan naszej waluty, dzięki czemu udało się zejść w okolice 4,10 zł. Zdecydowanie lepiej PLN prezentuje się wobec euro, które wyraźnie potaniało w listopadzie.

Grudniowe rajdy

Co ciekawe instensywny listopad wydaje się ledwie supportem dla grudniowej gwiazdy. Na horyzoncie mamy dwa posiedzenia głównych banków centralnych, gdzie wciąż nie ma jednomyślności wśród inwestorów co do potencjalnych kroków. Przy czym Amerykanie wciąż nie są pewni, czy będzie jakakolwiek obniżka, podczas gdy Europejczycy na poważnie rozważają „jumbo cut”, czyli podwójne cięcie. Taki rozjazd oczekiwań może sprzyjać zwiększonej wolatywności. Do tego mamy prezydenta elekta, który miota cłami na prawo i lewo oraz impas budżetowy we Francji, który możliwe, że zatopi chwiejny rząd Barniera. Żeby jeszcze bardziej podkręcić grudniowy klimat: fala niezadowolenia społecznego wzrasta w Gruzji, zaraz może dołączyć do niej Rumunia (gdzie odbywają się dość trudne wybory) oraz… znowu Francja, gdzie mieszkańcy z niepokojem patrzą w stronę budżetowych cięć. Pośrodku tego wszystkiego stoi samotny Święty Mikołaj, który chciałby zwrócić uwagę na swój doroczny rajd, więc niewykluczone, że w nadchodzącym czasie znowu będziemy oglądali kolejne ATH na najważniejszych parkietach akcyjnych – nie, nie na GPW.

Poniedziałek już w klimacie

Pierwsza sesja grudnia przebiega dokładnie tak, jak powinien wyglądać cały miesiąc. Mamy mocnego dolara, słabe euro i naszego złotego gdzieś pomiędzy. Kurs USDPLN rośnie do 4,085 zł, gdy EURPLN spada do 4,29 zł. Zgodnie z grudniowym klimatem zachowują się także parkiety akcyjne, które świecą na zielono niczym bożonarodzeniowe choinki. W kalendarzu makroekonomicznym teoretycznie mamy tłok jak w stajence, większość odczytów to jednak finalne rezultaty wcześniej ogłoszonych PMI. Na osobne zdanie zasługują Włosi, którzy najwyraźniej uznali, że wystarczająco już rozwinęli swoją gospodarkę i teraz pora na odpoczynek. W trzecim kwartale dynamika PKB wyniosła okrągłe zero. Więcej powodów do zadowolenia mają w Australii, gdzie rośnie zarówno sprzedaż detaliczna, jak i rynek nieruchomości, a spada za to inflacja. Dolar australijski dzięki temu pozostaje dzisiaj mocny na szerokim rynku, choć może nie aż tak, jak amerykański odpowiednik.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Wyniki Black Friday – przeceny kosmetyków do 39%, ale najchętniej kupowaliśmy… torebki i AGD

Salesforce podał najnowsze dane dotyczące zakupów podczas Black Friday, na podstawie analizy koszyków zakupowych ponad 1,5 miliarda konsumentów. Sprzedaż online wzrosła o 5% rok do roku na całym świecie, osiągając wartość 74,4 mld USD. Sprzedaż online w Unii Europejskiej również wzrosła, jednak nieco mniej – o 1,4%. Szacuje się, że tegoroczny Cyber Week przyniesie 51 miliardów dolarów globalnej sprzedaży, w porównaniu z 48,4 miliarda dolarów w 2023 roku.

Sztuczna inteligencja i agenci wygenerowali 14,1 mld USD globalnej sprzedaży online w Czarny Piątek.

  • Wykorzystanie funkcji GenAI wzrosło o 6% w Czarny Piątek, w porównaniu z poprzednim tygodniem.
  • W pierwszej połowie Cyber Week sprzedawcy detaliczni korzystający z GenAI w swoich usługach odnotowali o 9% wyższy współczynnik konwersji w porównaniu do sprzedawców detalicznych, którzy tego nie robią.
  • Globalne rabaty w Czarny Piątek spadły o 3% rok do roku, osiągając średni poziom przeceny na poziomie 27% .
  • W Czarny Piątek aż 80% globalnego ruchu pochodziło z urządzeń mobilnych.
  • Zakupy ze smartfonów stanowiły 69% wszystkich zamówień, w porównaniu z 68% w 2023 roku.
  • Wzrost liczby konsumentów dokonujących transakcji z telefonów jest prawdopodobnie spowodowany rozpowszechnieniem portfeli mobilnych, które wzrosły o 41% rok do roku.
  • Działy marketingu wykorzystały fakt, że klienci kupują przede wszystkim na smartfonach i w Czarny Piątek zwiększyły liczbę wiadomości mobilnych w stosunku do tradycyjnych wiadomości e-mail.
  • Liczba wysłanych wiadomości e-mail nie zmieniła się rok do roku, podczas gdy liczba wysłanych wiadomości push i sms wzrosła o 15%.
  • Kupujący zwrócili się w stronę urządzeń mobilnych do przeglądania i kupowania, masowo korzystali również z nowych cyfrowych kanałów obsługi klienta wspieranych przez sztuczną inteligencję.
  • Wykorzystanie usług czatu online z obsługą sztucznej inteligencji wzrosło o 31% rok do roku w Czarny Piątek.
  • Kanały mediów społecznościowych wygenerowały 10% całego globalnego ruchu, bez zmian rok do roku.

Najbardziej rosnące branże podczas tegorocznego Black Friday na świecie:

  1. Luksusowe torebki (+23%)
  2. Sprzęt AGD (+18%)
  3. Wystrój wnętrz, sztuka i dekoracje (+17%)
  4. Torby i bagaż (+16%)

Branże, w których zaobserwowano największe obniżki cen:

  1. Makijaż (39%)
  2. Pielęgnacja skóry (35%)
  3. Odzież (ogólnie) (34%)

Najbardziej rosnące branże Black Friday w UE:

  1. Zdrowie i uroda (w tym makijaż, pielęgnacja skóry i włosów) (13%)
  2. Obuwie i torebki (6%)
  3. Żywność i napoje (3%)

Branże w UE z najwyższą średnią stopą dyskontową:

  1. Odzież (ogólnie) (26%)
  2. Zdrowie i uroda (w tym makijaż, pielęgnacja skóry i włosów) (24%)
  3. Elektronika i zabawki (21%)

Tak jak przewidywaliśmy, łowcy okazji wstrzymali się do Czarnego Piątku. Nasze dane pokazują, że luksusowe torebki i sprzęt AGD – kategorie z wyższymi cenami – były gwiazdami zakupów w tym roku, nawet przy dość skromnych rabatach – skomentowała Caila Schwartz, dyrektor Consumer Insights w Salesforce.

Wykorzystując wartość sztucznej inteligencji i rozmów z agentami, sprzedawcy detaliczni są lepiej przygotowani do zaspokajania potrzeb swoich klientów i zachęcania ich do zakupu. Cyfrowi sprzedawcy detaliczni, którzy wykorzystują generatywną sztuczną inteligencję i agentów w obsłudze klienta, odnotowali o 9% wyższy współczynnik konwersji w porównaniu z tymi, którzy tego nie robią. Z perspektywy branży, która często martwi się marżami, zwłaszcza przed rosnącymi kosztami w 2025 r., ten procentowy wzrost jest przełomowy – dodała Caila Schwartz.

Czy ma sens ochrona zawodów kreatywnych przed wpływem AI?

Zbyt restrykcyjne regulacje sztucznej inteligencji mogą spowolnić innowacje i podnieść koszty działalności gospodarczej. Wspieranie twórców poprzez edukację i dostęp do narzędzi AI wydaje się bardziej efektywnym rozwiązaniem.

Sztuczna inteligencja (AI) coraz silniej wpływa na gospodarkę. Z tegorocznych prognoz Parlamentu Europejskiego wynika, że wkład AI w gospodarkę globalną do roku 2030 może wynieść 13-15,7 bilionów dolarów.

Jak wynika z raportu EY i Liberty Global, zastosowanie AI w polskiej gospodarce może przynieść korzyści odpowiadające pracy 4,9 miliona osób, generując dodatkową wartość produkcyjną na poziomie 90 miliardów dolarów w skali roku.

Jednak szybki rozwój systemów generatywnych, takich jak ChatGPT, budzi obawy o przyszłość zawodów kreatywnych – m.in. pisarzy, grafików czy muzyków – które stają się podatne na automatyzację. Takie obawy wyraziła niedawno ministra pracy Agnieszka Demianowicz-Bąk, stwierdzając, że do dyskusji jest teza czy pewnych zawodów, na przykład kreatywnych, nie należałoby objąć ochroną przed wpływem AI. Ministra stwierdziła, że odpowiedzią na ryzyko bezrobocia ze strony AI nie może być wyłącznie więcej edukacji, przekwalifikowania, szkoleń, tylko instrumenty, które zagwarantują miejsca pracy lub je stworzą. Potrzebne są regulacje, dotyczące bezpieczeństwa pracowników, też standardy globalne. Abstrahując od technicznych możliwości zapewnienia takiej ochrony, czy też braku powszechnie akceptowalnych standardów globalnych, temat jest wart dyskusji wśród ekonomistów.

Wiemy już, że AI podnosi produktywność przedsiębiorstw i gospodarki i tworzy nowe rynki. Automatyzacja procesów, optymalizacja łańcuchów dostaw i redukcja kosztów operacyjnych to kluczowe efekty jej zastosowania. Szczególne korzyści mogą odnieść małe i średnie przedsiębiorstwa, które dzięki AI zyskują szansę konkurowania z dużymi firmami. W Polsce, gdzie stanowią one znaczną większość, narzędzia AI, np. do automatyzacji marketingu, mogą znacząco zwiększyć konkurencyjność sektora.

Prawdą jest, że Duże Modele Językowe (LLM) mogą zautomatyzować 25-30 proc. zadań w zawodach twórczych, choć w istocie są one narzędziami, które mogłyby wesprzeć pracę twórców. Adwokaci ochrony rynku pracy przed AI wskazują, że zawody kreatywne są nie tylko ważnym składnikiem gospodarki, ale również fundamentem kulturowej tożsamości. Proponowane przez nich środki to oznaczanie treści generowanych przez AI, wprowadzenie opłat licencyjnych dla twórców i ograniczenie użycia AI w niektórych obszarach.

Pozostawiając na boku populistyczny charakter niektórych propozycji i powszechne niezrozumienie, jak działa AI, zbyt restrykcyjne regulacje mogą spowolnić innowacje i podnieść koszty działalności gospodarczej. Wspieranie twórców poprzez edukację i dostęp do narzędzi AI wydaje się bardziej efektywnym rozwiązaniem. Wprowadzenie systemów współdzielenia korzyści, takich jak opłaty licencyjne, mogłoby zabezpieczyć interesy twórców bez hamowania rozwoju technologii.

Rozwój AI to szansa, ale i wyzwanie. Szansa innowacyjna Polski w dużej mierze polega na możliwości tworzenia i wykorzystywania nowych technologii, w tym AI. Wielu przedsiębiorców sektora nowych technologii wyraża swoje obawy przed potencjalnym przeregulowaniem i zapowiada przeniesienie swoich firm do krajów bardziej sprzyjających rozwojowi AI. Z drugiej strony, istotne jest zachowanie równowagi między ochroną różnorodności kulturowej a wspieraniem wzrostu gospodarczego. Istniejące już rozwiązania, wprowadzane przez unijny AI Act mogą, i powinny być uzupełniane o samoregulacje i standardy etyczne.

Autor: Jacek J. Wojciechowicz jest członek TEP, wykładowcą ekonomii i etyki,  współzałożycielem startupu „AI4Smart”

Jakie funkcjonalności powinien posiadać nowoczesny system Contact Center?

Wdrażanie nowoczesnych narzędzi IT w działach Contact Center jest dziś kluczem do budowania dobrych i długofalowych relacji z klientami. Coraz częściej oczekują oni możliwości skontaktowania się z firmą wieloma różnymi kanałami komunikacji, profesjonalnej obsługi oraz szybkiego uzyskania potrzebnych informacji lub rozwiązania zgłaszanego problemu.

Bez dobrego oprogramowania dopasowanie się do tych potrzeb jest trudne, a nierzadko nawet niemożliwe. Zastanawiasz się, czym powinien cechować się nowoczesny system Contact Center, w artykule znajdziesz odpowiedź. Wymieniamy w nim 4 kluczowe funkcjonalności tego oprogramowania – sprawdź, na co zwrócić uwagę przy jego wyborze!

Zgodność z ideą omnichannel to podstawowa cecha nowoczesnego systemu Contact Center!

Z racji sposobu funkcjonowania współczesnych działów Contact Center, przeznaczone do nich oprogramowanie musi być zgodne z ideą omnichannel. Powinno ono zawierać narzędzia umożliwiające prowadzenie wielokanałowego modelu sprzedaży. Dzięki nim możliwe jest usprawnienie obsługi wielu kanałów kontaktu przy jednoczesnym zachowaniu spójności w komunikacji. Klient będzie mieć zapewnione identycznie doświadczenia niezależnie od tego, jaką drogą skontaktuje się z firmą.

Nowoczesny system Contact Center usprawnia wiele procesów biznesowych

Wsparcie dla marketingu „omnichannelowego” to podstawowa cecha będąca jednocześnie wyróżnikiem nowoczesnego systemu Contact Center. Jednak oprogramowanie to powinno oferować znacznie więcej innowacyjnych funkcjonalności.

4 najważniejsze z nich, które mają korzystny wpływ na funkcjonowanie całej firmy, to:

  • możliwość automatyzacji wielu procesów obsługi klienta,

  • funkcje ułatwiające zarządzanie pracą konsultantów,

  • łatwa integracja oprogramowania z systemami IT wykorzystywanymi w przedsiębiorstwie,

  • analityka i raportowanie wyników.

Automatyzacja procesów obsługi klienta

Nowoczesny system Contact Center jest wyposażony w skrypty AI, które potrafią samodzielnie realizować wiele prostych czynności. Mogą np. rejestrować zgłoszenia, nadawać im priorytety oraz przekazywać do odpowiednich osób w firmie. Odciąża to pracowników i oszczędza ich czas, który poświęcą na wykonywanie ważniejszych czynności.

Automatyzacja może także częściowo obejmować sam kontakt z klientem. To zasługa chatbotów oraz voicebotów. Są one w stanie m.in. udzielać klientom odpowiedzi na podstawowe pytania, przekierowywać poważniejsze zgłoszenia do odpowiednich pracowników oraz wysyłać różne wygenerowane komunikaty.

Efektywniejsze zarządzanie pracą działu Contact Center

Nowoczesne oprogramowanie będzie monitorować pracę zespołów Contact Center, dokonując analizy jej efektywności. W ten sposób powstają przejrzyste raporty ukazujące np.:

  • wydajność konsultantów,

  • problemy, z którymi często się mierzą,

  • efektywny czas, jaki poświęcają na wykonywanie swoich obowiązków.

Dla przedsiębiorcy mogą być one zarówno narzędziem do motywacji pracowników, jak i cennym źródłem wiedzy umożliwiającym wdrażanie zmian usprawniających funkcjonowanie obsługi klienta.

Szerokie możliwości integracji systemu Contact Center

Aby móc w pełni wykorzystać funkcjonalność tego oprogramowania, kluczowa jest możliwość jego zintegrowania z obecnymi systemami IT firmy. Proces integracji powinien być możliwie najprostszy, aby do minimum ograniczyć konieczność ręcznego przenoszenia danych. Kluczowy jest dostęp do interfejsu API, który umożliwia swobodną wymianę danych pomiędzy różnymi programami.

Analityka i raportowanie wyników

Nowoczesne systemy Contact Center oferują rozbudowane funkcje analityczne, które pozwalają śledzić zachowania klientów, analizować ich potrzeby i identyfikować obszary wymagające optymalizacji. Dzięki regularnym raportom można skutecznie mierzyć zadowolenie klientów oraz wydajność procesów obsługi, co jest pomocne w podejmowaniu strategicznych decyzji biznesowych.

Postaw na nowoczesny system Contact Center i zacznij rozwijać swój biznes!

Szukając odpowiedniego systemu Contact Center, zwróć uwagę na funkcjonalność i doświadczenie jego dostawcy. Wybieraj sprawdzonych producentów oprogramowania, którzy cieszą się zaufaniem użytkowników i oferują rozwiązania wspierające rozwój Twojej firmy. Contactis Contact Center (https://pirios.com/contactis-contact-center/) to przykład nowoczesnego systemu, który zapewnia pełną obsługę wielokanałową, elastyczność oraz wysoki poziom ochrony danych. Dzięki zaawansowanym technologiom Pirios zyskujesz narzędzie dopasowane do potrzeb Twojej firmy, umożliwiające skuteczne zarządzanie relacjami z klientami.

Inwestując w takie rozwiązania, zyskujesz większą kontrolę nad procesami obsługi klienta i wspierasz rozwój swojego biznesu!

Historyczne wzrosty na amerykańskich giełdach w listopadzie 2024 r.

Listopad 2024 roku zapisał się jako jeden z najlepszych miesięcy dla amerykańskich rynków finansowych, z historycznymi wzrostami indeksów giełdowych, wspartymi stabilnymi fundamentami gospodarczymi oraz optymizmem politycznym. Indeks S&P 500 wzrósł o 5.73% w skali miesiąca, co oznacza 26.5% wzrost od początku roku. Dow Jones Industrial Average przekroczył poziom 45 000 punktów, notując najlepszy miesiąc w roku z wynikiem 7.1%, a Nasdaq Composite zyskał 6.1% w listopadzie.

Dynamiczny wzrost był napędzany przez zapowiedzi deregulacji, cięć podatków oraz ogólnie proinwestycyjnej polityki nowo wybranej administracji Donalda Trumpa. Polityka „America First” zmniejszyła niepewność na rynkach, co przełożyło się na większy napływ kapitału. Dodatkowo rentowności obligacji skarbowych spadły, co obniżyło koszty kredytowania, zwiększając atrakcyjność akcji i wspierając dalsze wzrosty wycen.

Jednakże optymizm ten nie jest pozbawiony zagrożeń. Wzrost gospodarczy w USA, choć solidny, jest równoważony przez wzrost inflacji. W październiku 2024 roku indeks cen konsumpcyjnych (PCE), preferowany przez Fed wskaźnik inflacji, wzrósł o 0.2% w skali miesiąca, utrzymując tempo z września. Roczna stopa inflacji osiągnęła 2.3%, oddalając się od celu inflacyjnego Fed na poziomie 2%. Co więcej, inflacja bazowa, która wyklucza zmienną żywność i energię, wzrosła o 0.3% w październiku, podnosząc roczny wskaźnik do 2.8%. Był to pierwszy wzrost inflacji bazowej od czerwca, co budzi obawy, że Fed może wstrzymać bardziej agresywne łagodzenie polityki monetarnej.

Decyzje Fed w sprawie stóp procentowych pozostają kluczowym czynnikiem kształtującym przyszłość rynków. Od września bank centralny obniżył stopy o 75 punktów bazowych, a kolejna obniżka o 25 punktów bazowych jest oczekiwana w grudniu. Mimo to, wyższy poziom inflacji, zwłaszcza bazowej, komplikuje sytuację. Fed musi zachować równowagę między wspieraniem gospodarki a zapobieganiem dalszemu wzrostowi cen. Brak jasności co do neutralnej stopy procentowej, czyli poziomu, który ani nie stymuluje, ani nie hamuje gospodarki, dodatkowo utrudnia podejmowanie decyzji.

Na horyzoncie pojawiają się również inne ryzyka. Nowa administracja Trumpa zapowiada możliwość wprowadzenia taryf celnych, co może uderzyć w przychody firm mających znaczną ekspozycję międzynarodową, takich jak Nvidia, Apple czy Amazon. Ponadto plany ograniczenia imigracji mogą negatywnie wpłynąć na podaż siły roboczej, spowalniając tempo wzrostu gospodarczego. Nieprzewidywalne decyzje polityczne, takie jak groźby nałożenia 25% ceł na towary z Kanady i Meksyku, mogą zwiększyć zmienność na rynkach, co zniechęci inwestorów do podejmowania większego ryzyka.

Dodatkowym wyzwaniem dla inwestorów są nadchodzące dane z rynku pracy, które mają kluczowe znaczenie dla dalszych decyzji Fed. Raport o liczbie nowych miejsc pracy za listopad 2024 roku, oczekiwany na początku grudnia, może znacząco wpłynąć na politykę monetarną. Inwestorzy spodziewają się umiarkowanie pozytywnych wyników – dane zbyt dobre mogłyby spowolnić cykl obniżek stóp procentowych, co negatywnie wpłynęłoby na wyceny akcji poprzez wzrost kosztów kapitału.

Autor: Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers

Hays Poland: Wolontariat pracowniczy dostępny tylko dla 19 proc. specjalistów

5 grudnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. Jest to okazja do uhonorowania osób i organizacji, które bezinteresownie pomagają innym, ale również do pochylenia się nad własnymi działaniami. A pomagać można na wiele sposobów i w różnych grupach, także w kontekście zawodowym. Dla polskich firm najczęściej nie jest to jednak priorytetowa kwestia. Jak wynika z badania Hays Poland, tylko 19 proc. specjalistów przyznaje, że w ich organizacji funkcjonuje wolontariat pracowniczy.

Społeczna odpowiedzialność biznesu to temat, o którym w ostatnich latach na rynku pracy mówi się coraz częściej. Organizacje mają dążyć do wywierania pozytywnego wpływu na środowisko i społeczeństwo nie tylko z uwagi na realne potrzeby w tym zakresie, ale również oczekiwania interesariuszy – pracowników, klientów i inwestorów.

Jednym z elementów CSR jest wspieranie fundacji oraz instytucji pożytku publicznego poprzez akcje charytatywne, pomoc finansową lub materialną, a także wolontariat pracowniczy. Zatrudnieni mogą wtedy indywidualnie lub zespołowo zaangażować się w pomoc potrzebującym. Bardzo często jest to określona liczba dni lub godzin pracy w skali roku, które pracownicy mogą poświęcić na wolontariat. W rzeczywistości jednak do realizacji tego celu często brakuje czasu i motywacji.

WIELE ZALEŻY OD SYTUACJI RYNKOWEJ

Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland przeprowadzonego w listopadzie wśród ponad 500 specjalistów i menedżerów, niespełna 1/5 profesjonalistów ma dostęp do wolontariatu pracowniczego w firmie. Taki stan rzeczy może być związany przede wszystkim z aktualną sytuacją rynkową.

Czy Twój pracodawca oferuje wolontariat pracowniczy?

Tak 19%
Nie 43%
Nie wiem 38%

Źródło: badanie Hays Poland, listopad 2024

W momencie, w którym koniunktura gospodarcza jest sprzyjająca, a przedsiębiorstwa odnotowują zyski, to organizacje chętniej pochylają się nad pozabiznesowymi aspektami swojej działalności. Z kolei gdy sytuacja rynkowa jest niepewna, wiele firm w większym stopniu niż w projekty CSR, angażuje się w opracowanie rozsądnych strategii na przyszłość. W wielu organizacjach działania na rzecz innych nie są obecnie priorytetem – tłumaczy Agnieszka Kazimierczak, Marketing Director w Hays oraz koordynatorka działań CSR w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Zmiana celów strategicznych wpływa z kolei na komunikację wewnętrzną oraz elementy, które pracodawca podkreśla w rozmowach z pracownikami. Może to być powodem, dla którego aż 38 proc. profesjonalistów nie ma świadomości, czy w firmie funkcjonuje wolontariat pracowniczy.

PROCES, KTÓRY NALEŻY ZAPLANOWAĆ

Nawet jeśli w firmie funkcjonują programy CSR, to nie zawsze jest to równoznaczne z silnym zaangażowaniem zatrudnionych. Potwierdzają to wyniki badania – aż 43 proc. profesjonalistów, którzy mają dostęp do wolontariatu pracowniczego, nie skorzystało w tym roku z takiej możliwości. Najczęstszymi przyczynami są brak czasu, zaangażowanie w pomoc innym poza pracą oraz brak interesujących inicjatyw.

Dlaczego w tym roku nie skorzystałeś/aś z programu wolontariatu pracowniczego?

Nie mam czasu 43%
Wolę pomagać we własnym zakresie 23%
Nie znalazłem/am interesującej mnie inicjatywy 14%
Nie interesuje mnie to 10%
Brak chęci ze strony zespołu 7%
Mam z tym negatywne doświadczenia 3%

Tylko respondenci, którzy w swoich firmach mają wolontariat pracowniczy i w tym roku z niego nie skorzystali
Źródło: badanie Hays Poland, listopad 2024

Odpowiedzi tej grupy respondentów dodatkowo potwierdzają wniosek, że na decyzję dotyczącą zaangażowania się w działania CSR wpływa przede wszystkim dostępny czas oraz nastroje w firmie. Nie oznacza to jednak, że zmotywowanie pracowników jest niemożliwe. Skuteczna zachęta może sprawić, że nawet najbardziej zapracowane osoby tak zorganizują swoją pracę, aby wziąć udział w projekcie charytatywnym.

Pracodawcy powinni pamiętać, że – nie tylko w przypadku wolontariatu pracowniczego, ale również innych pozytywnych zachowań – przykład idzie z góry. Oznacza to, że szef, który traktuje obszar CSR strategiczne, regularnie przedstawia pracownikom dostępne projekty wolontariackie i sam chętnie się w nie angażuje, bardzo często będzie wystarczającym powodem, aby dołączyć do którejś z inicjatyw.

Proces zwiększania poziomu zaangażowania pracowników w działania z zakresu CSR jest zazwyczaj stopniowy, ale bardzo potrzebny. Organizacje mają bowiem dużą moc i zasoby, które mogą realnie zmienić czyjeś życie, a także zintegrować oraz wzmocnić poczucie sprawczości u pracowników. Chcąc rozwinąć działalność charytatywną w firmie, niezbędne będzie przede wszystkim włączenie do tego procesu liderów, którzy ustanowią CSR jednym z kluczowych elementów DNA firmy. Warto także rozważyć nawiązanie stałej współpracy z partnerami, np. fundacjami lub instytucjami realizującymi programy wolontariackie – dodaje Agnieszka Kazimierczak.

MOŻE BYĆ LEPIEJ

Pomimo niskiego odsetka organizacji zaangażowanych w wolontariat pracowniczy, nie jest to trend, który będzie się pogłębiał. Rosnąca świadomość na temat wyzwań aktualnego świata oraz potrzeba zrównoważonego rozwoju sprawiają, że organizacji zaangażowanych w działania CSR będzie coraz więcej, a beneficjentami będą bardzo różnorodne grupy.

Rozpiętość tę widać już teraz. Badanie Hays wykazało bowiem, że profesjonaliści, którzy zaangażowali się w tym roku w wolontariat pracowniczy (56 proc.), swoje działania najczęściej ukierunkowywali na rzecz osób w trudnej sytuacji życiowej lub finansowej, zwierząt, seniorów, ale też społeczności, instytucji lub wydarzeń lokalnych. Działania na rzecz środowiska naturalnego podjął zaledwie co dziesiąty respondent.

Jakiej grupie pomogłeś/aś w ramach wolontariatu pracowniczego w tym roku?

Osoby w trudnej sytuacji życiowej/ finansowej 17%
Zwierzęta 16%
Seniorzy 14%
Społeczności, instytucje lub wydarzenia lokalne 12%
Dzieci i/lub młodzież 10%
Zadbałam/em o środowisko naturalne 10%
Osoby z niepełnosprawnościami 9%
Społeczność LGBTQ+ 7%
Osoby wykluczone społecznie 5%

Tylko respondenci, którzy w swoich firmach mają wolontariat pracowniczy i w tym roku z niego skorzystali
Źródło: badanie Hays Poland, listopad 2024

Im więcej pracowników będzie zaangażowanych w działania CSR, tym więcej potrzebujących może liczyć na pomoc. Pracownicy Hays Poland w ostatnich dwóch latach poświęcili prawie 2000 godzin na pomoc innym. Każdy z zatrudnionych ma swój „dzień wolny na wolontariat” i najczęściej pomaga wspólnie ze swoim zespołem. Głównym partnerem CSR Hays jest w Polsce Fundacja Szczęśliwej Drogi, której poprzez warsztaty, zbiórki i dofinansowanie kursów, firma pomaga wspierać młodzież z domów dziecka na drodze do dorosłości. Wśród beneficjentów wolontariatu pracowniczego znalazły się również m.in. Caritas, Fundacja Rak’n’Roll oraz inne lokalne stowarzyszenia i schroniska dla zwierząt.

Jak podkreśla Kai Becker, przewodniczący projektu „Helping for your tomorrow” w Hays, chcemy, aby pomoc docierała do każdej z mniej uprzywilejowanych grup na całym świecie:

Działania z zakresu CSR cieszą się ogromnym zainteresowaniem pracowników Hays z całego świata. W poprzednim roku finansowym poświęciliśmy na pomoc innym łącznie 28 tysięcy godzin, co stanowi aż 44-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim. Jest to wielki powód do dumy, ale też potwierdzenie tego, że chcąc wywierać naprawdę duży i pozytywny wpływ, powinniśmy to robić razem.

Okazja do pomocy jest na każdym kroku. Angażując się w nią wspólnie, można zdziałać jeszcze więcej. Zyskają na tym nie tylko odbiorcy tej pomocy, ale również wizerunek firm i pracownicy, którzy staną się częścią pozytywnych zmian.

Baker McKenzie: Rynek nieruchomości biurowych w Polsce wraca do trendu wzrostowego

Rosnący wolumen transakcji na warszawskich rynku nieruchomości biurowych, powrót inwestorów spoza regionu Europy Środkowo-Wschodniej oraz wzrost wynajętych powierzchni sygnalizują wyraźne ożywienie na polskim rynku, twierdzą eksperci Baker McKenzie. Szybszy powrót do trendów wzrostowych hamują nadal wysokie koszty finansowania. 

Zdaniem ekspertów kancelarii Baker McKenzie polski rynek nieruchomości biurowych wychodzi ze spowolnienia obronną ręką. O jego dobrej kondycji świadczy stały napływ nowych najemców, rosnąca wartość czynszów, utrzymujący się na poziomie około 10 proc. odsetek pustostanów w Warszawie oraz brak aktywów zagrożonych (tzw. distressed assets).

– Inwestorzy, deweloperzy oraz instytucje finansujące zachowują ostrożność, ale napływające z rynku wyraźne sygnały ożywienia sugerują odwrócenie trendów i wejście w etap wzrostowy – mówi Weronika Guerquin-Koryzma, partner kierująca praktyką nieruchomości w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Statystykom rynkowym daleko jeszcze do rekordowych wyników z ostatnich dwóch lat przed wybuchem pandemii. Są jednak powody do optymizmu.

Według analiz JLL, w pierwszej połowie 2024 roku na warszawskim rynku biurowym zawarto 22 transakcje sprzedaży o wartości 800 mln euro. W analogicznym okresie 2023 roku wartość tego typu transakcji wyniosła 200 mln euro. Transakcje na rynku biurowym odpowiadały za niemal połowę inwestycji na całym rynku nieruchomości komercyjnych, których wartość ogółem wyniosła niemal 1,7 mld euro, co oznacza wzrost o 91 proc w porównaniu do 2023 roku. Zarówno na rynku biurowym, jak i powierzchni handlowych liczba transakcji w pierwszej połowie 2024 roku była większa niż w całym roku 2023. Druga połowa roku również przyniosła znaczące wydarzenia, takie jak największa w tym roku transakcja na rynku biurowym w Europie, czyli sprzedaż budynku Warsaw Unit na rzecz szwedzkiej spółki nieruchomościowej za kwotę 280 mln euro.

– Najem powierzchni biurowych rośnie, mimo iż powrót do pracy stacjonarnej odbywa się powoli. Wszystko wskazuje na to, że praca hybrydowa pozostanie z nami na stałe – dodaje Weronika Guerquin-Koryzma. – Ostatnie dwa lata pokazały, jak elastycznie potrafimy reagować na zmieniające się uwarunkowania zewnętrzne. Co ważniejsze nowe rozwiązania utrwalają się i przyczyniają do zwiększenia atrakcyjności rynku.

Eksperci Baker McKenzie zwracają uwagę szczególnie na rozwój konceptu flex w odpowiedzi na ograniczanie powierzchni biur przez firmy, zamianę funkcji budynków z komercyjnej na mieszkaniową, dynamiczny rozwój akademików, odnawianie i poprawianie parametrów ESG starszych obiektów biurowych. Inwestycje w starsze budynki wymagające modernizacji cieszą się szczególnym zainteresowaniem funduszy ze Skandynawii, Czech i krajów bałtyckich.

– Inwestorzy z Europy Północnej i Środkowo-Wschodniej zostaną z nami na dłużej. Jednocześnie dostrzegamy powrót inwestorów z Europy Zachodniej i Azji – mówi Weronika Guerquin-Koryzma. – Wiele podmiotów upatruje okazji w rosnącej popularności wśród najemców biur spełniających rygorystyczne kryteria środowiskowe.

Utrzymujący się wysoki koszt finansowania jest obecnie głównym czynnikiem negatywnie wpływającym na poziom inwestycji w sektorze nieruchomości komercyjnych. W dłuższym terminie negatywnie na rynek mogą wpływać również rosnące koszty eksploatacji biur, a także ograniczony zasób atrakcyjnych inwestycyjnie działek.

Zdaniem ekspertów Baker McKenzie sytuacja powinna ulec poprawie w przyszłym roku wraz z oczekiwanym luzowaniem polityki monetarnej w Polsce i Europie. Duże nadzieje uczestnicy rynku wiążą także z zapowiadanymi pracami nad legislacją wprowadzającą REIT-y, czyli fundusze inwestujące w najem nieruchomości. W dłuższym terminie pozwoli to zwiększyć udział polskich inwestorów, także indywidualnych, w segmencie nieruchomości komercyjnych. Obecnie rynek ten jest w znacznej mierze zdominowany przez inwestorów zagranicznych.

Nieco wolniej niż w stolicy powrót do trendów wzrostowych przebiega na rynkach regionalnych. Powierzchnie biurowe we wszystkich największych miastach w regionach łącznie są tylko nieznacznie większe niż w stolicy, znalezienie najemcy okazuje się jednak trudniejsze, a odsetek pustostanów większy. Jednak również na tych rynkach w 2024 roku zwiększyła się aktywność inwestorów po okresie zastoju. Znaczące transakcje na powierzchnie biurowe w pierwszej połowie 2024 roku zawarto między innymi w Trójmieście. Natomiast w listopadzie estoński fundusz inwestycyjny Summus Capital podpisał umowę nabycia biurowca React w Łodzi od Echo Investment.

Pierwsza edycja konferencji Women Leaders: Ponad 200 uczestników i debata o równości w zarządach polskich firm

Pierwsza edycja cyklicznej konferencji Women Leaders odbyła się w Warszawie 22 listopada 2024 roku. Ponad 200 osób dołączyło przy okazji do bezpłatnego klubu biznesowego Women on Boards, zainaugurowanego podczas wydarzenia.

Tematem jednego z Paneli dyskusyjnych konferencji Women Leaders był potencjał wdrożenia dyrektywy unijnej Women on Boards w polskich spółkach i przedsiębiorstwach oraz administracji publicznej.

Równość w zarządach: potencjał dyrektywy Women on Boards w dużych spółkach – jak kobiety i firmy mogą się przygotować do nowych przepisów. Celem dyskusji była identyfikacja praktycznych kroków, jakie muszą podjąć firmy i kobiety, aby skutecznie dostosować się do nowych przepisów. Panelistkami były Prezeska Magdalena Bezulska z Veolia Term, Agnieszka Okońska z Stoen Operator, Agnieszka Korzeniewska z Zakładu Poligraficznego Pol-Mak, Iva Georgijew z Deloitte i Krzysztof Janiak z Deloitte. Dyskusję moderowała Aleksandra Smyczyńska z E.On. Wydarzenie otworzyła Dominika Hofman, Przewodnicząca ds. Rozwoju klubu Women on Boards.

Zakład Poligraficzny POL-MAK, jeden z liderów w branży produktów dekoracyjnych w Europie, przedstawił perspektywę firmy rodzinnej i zarazem dużego przedsiębiorstwa, którego nie obejmie w pierwszej kolejności dyrektywa Women on Board, jednak spełnia jej wymogi od blisko 40 lat. Dostarcza swoje produkty do ponad 70 krajów na całym świecie.

– Nasz zarząd zawsze składał się z równej liczby kobiet i mężczyzn. Początkowo jego skład tworzyli rodzice, a z czasem dołączyliśmy do niego z bratem. Współpracując na co dzień, zyskujemy możliwość spojrzenia na różne perspektywy płci i pokoleń, co przekłada się na podejmowanie lepszych decyzji. Wzajemny szacunek, korzystanie z wiedzy rodziców oraz innowacyjne podejście drugiego pokolenia to klucze do sukcesu. Choć ten proces nie jest łatwy, nasza motywacja do rozwoju rodzinnego biznesu sprawia, że dążymy do podejmowania jak najlepszych decyzji. Różnorodność w zarządzie gwarantuje nam tę możliwość. Chcę podkreślić, że nasze produkty najczęściej wybierają kobiety, co sprawia, że lepiej rozumiemy ich potrzeby i oczekiwania. Kobiety mają także znaczący wpływ na innowacyjność firmy. W mojej gestii znajduje się np. rozwój pierwszej w Polsce e-commerce, dedykowanej naszym klientom. Nasz sklep internetowy B2B.pol-mak zapewnia dostęp do szerokiego asortymentu naszej firmy i ułatwia składanie zamówień – mówi Agnieszka Korzeniewska, członkini zarządu Zakładu Poligraficznego POL-MAK Sp. z o.o.

Celem panelu była identyfikacja praktycznych kroków, jakie muszą podjąć firmy i kobiety, aby skutecznie dostosować się do nowych przepisów. Podczas dyskusji omówiono nowe przepisy i ich wpływ na funkcjonowanie zarządów w dużych spółkach, potencjał dyrektywy dla wzmacniania równości płci w zarządach, jak firmy mogą przygotować się do wdrożenia nowych przepisów? Jak kobiety w korporacjach i instytucjach mogą przygotować się na objęcie stanowisk zarządczych? Rola kultury organizacyjnej w promowaniu różnorodności na poziomie zarządczym. Monitorowanie i ocena postępów we wdrażaniu dyrektywy. Potencjalne wyzwania i opór wobec wdrożenia dyrektywy. Polityki publiczne i wsparcie rządowe dla firm i kobiet.

Konferencja będzie odbywać się cyklicznie i jest ona nieodpłatna dla uczestników. Jest to wydarzenie dla kobiet profesjonalistek, które pragną promować przedsiębiorczość i leadership kobiet, dzielić się swoim doświadczeniem biznesowym oraz rozwijać umiejętności, inspirować innych i dzielić się wiedzą. Wydarzenie kierowane jest również do mężczyzn podejmujących decyzje osobowe w zarządach.

To wyjątkowa okazja, aby spotkać się z liderami i liderkami z różnych sektorów, którzy odgrywają kluczowe role w świecie biznesu, nauki, technologii, mediów oraz wielu innych dziedzin.

Wierzymy, że wymiana doświadczeń, dzielenie się inspiracjami oraz współpraca pomiędzy uczestnikami tej konferencji pozwoli na skuteczne osiąganie celów biznesowych oraz będzie inspiracją dla rozwoju firm i osobistych kompetencji liderek lub wyznaczania nowych ścieżek rozwoju.

Sponsorem wydarzenia był  zakład Poligraficzny Pol-Mak i Agencja City z siedzibą w Warszawie. Inicjatorką i organizatorką wydarzenia jest Kamila Król, prezeska Europejskiej Fundacji Inwestycji Zrównoważonych i Agencji City, organizującej m.in Polski Kongres Klimatyczny i Forum Liderów PPP. Inicjatorka i organizatorka konferencji i kongresów dotyczących największych na polskim rynku inwestycji sektora publicznego i prywatnego, z udziałem dużych podmiotów, Komisji Europejskiej i instytucji zagranicznych.

Monika Dobosz obejmie stanowisko wiceprezesa zarządu Dom Development ds. finansów

Monika Dobosz, menedżerka z ponad 20-letnim doświadczeniem zawodowym, w tym ponad 17-letnim w branży nieruchomości, z początkiem marca 2025 roku dołączy do zarządu Dom Development, obejmując funkcję wiceprezesa zarządu odpowiedzialnego za finanse Spółki. Zastąpi na tym stanowisku Leszka Stankiewicza, który złożył rezygnację z pełnionej funkcji ze skutkiem na koniec lutego przyszłego roku.

– Kończymy formułowanie nowego składu zarządu Dom Development. Monika Dobosz, która dołączy do nas z początkiem marca 2025 roku, to osoba z ogromnym doświadczeniem w zarządzaniu finansami, niemal przez całe swoje życie zawodowe związana z branżą nieruchomości. Przejmie płynnie obowiązki od Leszka Stankiewicza, który dba o silną sytuację finansową i płynnościową Grupy Dom Development od ponad trzech lat i pozostanie w zarządzie naszej spółki do końca lutego przyszłego roku – komentuje Mikołaj Konopka, członek zarządu Dom Development, który 1 stycznia 2025 roku obejmie funkcję prezesa zarządu, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami.

Monika Dobosz, nowo powołana wiceprezes zarządu, posiada ponad 20-letnie doświadczenie zawodowe, z czego ponad 17 lat w branży nieruchomości. W swojej karierze zawodowej zdobyła bogate doświadczenie w obszarze finansów korporacyjnych, emisji obligacji korporacyjnych, finansowania bankowego, sprawozdawczości finansowej międzynarodowej grupy kapitałowej, budżetowania, kontrolingu oraz planowania i optymalizacji płynności. W latach 2014-2024 pełniła funkcję Dyrektora Finansowego (CFO) w MLP Group, w tym od 2022 roku jako członek zarządu. Do MLP Group dołączyła w 2009 roku jako kierownik działu raportowania finansowego. Wcześniej pracowała na stanowiskach kierowniczych w Fadesa Polnord Polska oraz Parker Hannifin jako zastępca głównego księgowego. Jest absolwentką Akademii Ekonomicznej w Poznaniu na kierunku Bankowość oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie na kierunku Sprawozdawczość Finansowa.

Pod koniec października tego roku do zarządu Dom Development dołączył Grzegorz Smoliński, związany ze Spółką od 27 lat, w ostatnich latach pełniący funkcję Dyrektora Działu Sprzedaży. Z kolei 1 stycznia 2025 roku członkinią zarządu Dom Development zostanie Justyna Wilk, związana ze Spółką od 2011 roku, ostatnio jako Dyrektor Działu Nieruchomości.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, stery w Spółce z początkiem 2025 roku przejmie Mikołaj Konopka, obecny członek zarządu Dom Development i jednocześnie współzałożyciel oraz prezes spółki Euro Styl, realizującej projekty Grupy Dom Development w Trójmieście. Zastąpi on na stanowisku prezesa Jarosława Szanajcę, jednego z założycieli i wieloletniego szefa Dom Development, który postanowił z końcem roku zrezygnować z pełnienia funkcji prezesa zarządu i dołączyć do rady nadzorczej giełdowego dewelopera.

Grupa PTWP zwiększa przychody do 76,3 mln zł po III kw. 2024 r.

Grupa PTWP w III kwartale br. wypracowała 16,3 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 28 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Podobnie jak w pierwszym kwartale, Grupa PTWP odnotowała wzrost kosztów działalności operacyjnej, przeznaczonych na inwestycje, które przełożą się na wyniki w ostatnim kwartale 2024 r. Wymienione działania miały wpływ na stratę netto w trzecim kwartale. Natomiast narastająco po trzech kwartałach Grupa PTWP ma już ponad 76,3 mln zł przychodów, co daje 23,1 proc. wzrostu r/r oraz 2,9 mln zł zysku netto i EBITDA na poziomie 4,7 mln zł. Na koniec raportowanego okresu Grupa miała 21,9 mln zł pozycji gotówkowej, co świadczy o jej bardzo dobrej kondycji finansowej. PTWP sukcesywnie zwiększa skalę działalności, zaangażowanie w organizację eventów własnych i umacnia swoją pozycję w segmencie online.

Bardzo konsekwentnie wdrażamy plan związany z rozwojem naszej działalności, z kolei dywersyfikacja naszych segmentów biznesowych ma zapewnić mniejsze kwartalne wahania poziomu przychodów, które w pewnym stopniu determinuje sezonowość. Pomimo, że okres wakacyjny jest zazwyczaj nieco spokojniejszy pod względem wydarzeń, to staramy się wykorzystać ten czas na inwestycje i dobre przygotowanie przed niezwykle intensywnymi miesiącami jesienno-zimowymi – mówi Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP. – Odnotowaliśmy ponadinflacyjny wzrost kosztów związanych z organizacją eventów i zarządzaniem obiektami, ale uważam, że bardzo dobrze reagujemy na ten wzrost i zarządzamy ryzykiem. Kluczowe inwestycje miały wpływ na ujemny wynik operacyjny i końcowy w tym kwartale. Wynik też obarczony jest zdarzeniem jednorazowym, jakim jest odpis, z kolei oczyszczony wynik jest lepszy niż zeszłoroczny. Jesteśmy zadowoleni z wyniku narastająco po 9 miesiącach 2024 r. i wierzę, że nasze przygotowania, jak i wysoki stopień kontraktacji w obiektach, przełożą się na dobry wynik ostatniego kwartału i jeszcze bardziej podbiją wyniki roczne Grupy PTWP – dodaje.

Grupa PTWP kontynuuje dynamiczny rozwój działalności w segmencie wydawniczym online, organizacji wydarzeń własnych oraz zarządzaniu obiektami – Spodkiem i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.

Warto podkreślić, że od września do listopada br. w wydarzeniach biznesowych PTWP wzięło udział łącznie prawie 17 tys. uczestników stacjonarnie i online, a od początku roku było to już niemal 70 tys. osób.

Organizacja autorskich wydarzeń stanowi dla nas jeden z kluczowych segmentów przychodowych, który ma istotny wpływ na wyniki finansowe. Stale rozwijamy nasze portfolio i mogę już zdradzić, że w 2025 r. uruchomimy nowe formaty eventów własnych, co przełoży się na dalszy, dynamiczny rozwój naszej działalności. Już wkrótce będziemy mogli podzielić się szczegółami. Myślę, że końcówka bieżącego roku, jak i kolejne kwartały przyszłego, przyniosą nam wiele pozytywnych informacji – zaznacza Wojciech Kuśpik.

Grupa PTWP mocno stawia tez na rozwój segmentu online oraz monetyzację ruchu w serwisach. Aktualnie portfolio wydawnicze Grupy tworzy 18 portali, które przyciągają miesięcznie średnio około 20 milionów unikalnych użytkowników. Na koniec września br. portale z Grupy PTWP były wiceliderem zestawienia polskich top mediów biznesowych, opracowanego przez Mediapanel Gemius. Spółka ma w planach sukcesywne uruchamianie kolejnych specjalistycznych portali internetowych

Zasoby Grupy PTWP w ostatnim czasie w dużej mierze były zaangażowane także w proces zarządzania Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodkiem (poprzez spółkę zależną PTWP Event Center). W okresie od lipca do września br. w ww. obiektach odbyły się wydarzenia takie jak m.in.: XXVIII Międzynarodowy Kongres Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, 25. Zjazd Polskiego Towarzystwa Ortodontycznego, XLIV Zjazd Naukowy Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego i Traumatologicznego, Centralny Klub Pacjenta, Międzynarodowe Targi Expo Katowice, koncerty takich artystów jak Korn, Kali, Forever Young, 3Króli, Young Multi, Koncert specjalny „Rysiek Riedel. Wehikuł Czasu”, Festiwal Gier Planszowych, Please, Stand-up!, Wikimania 2024, Tattoo Konwent, Międzynarodowy Festiwal Tańca Bachaturo oraz Superpuchar Polski Mężczyzn w siatkówce 2024.

Dzięki wysokiej pozycji gotówkowej Grupa pozostaje otwarta na działania akwizycyjne, zarówno w segmencie eventowym, jak również wydawniczym.

Big Cheese Studio z ponad 140% wzrostem zysku netto po trzech kwartałach 2024 r.

Prawie 5,5 mln zł zysku netto po trzech kwartałach br. wypracowało Big Cheese Studio S.A. – notowany na GPW w Warszawie producent i wydawca gier wideo z Łodzi. To ponad 140 proc. wzrost w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, kiedy zysk netto firmy wyniósł 2,24 mln zł.  Od stycznia do września br. spółka osiągnęła blisko 9 mln zł przychodów netto, w porównaniu do ok. 8 mln zł rok wcześniej.  W raportowanym okresie EBITDA wyniosła ponad 6 mln zł.  30 września br. Big Cheese Studio posiadało niespełna 7 mln zł w środkach pieniężnych, co zapewnia stabilną sytuację finansową spółki. Największy wpływ na wyniki finansowe BCS w raportowanym okresie miała sprzedaż gier Cooking Simulator oraz Cooking Simulator VR.

– Wyniki, jakie osiągnęliśmy po trzech kwartałach br., są zgodne z oczekiwaniami. Cieszy nas wzrost zysku netto r/r, który narastająco wyniósł prawie 5,5 mln zł, co oznacza przeszło 140 proc. wzrost w porównaniu do wyniku uzyskanego po trzech kwartałach 2023. To efekt konsekwentnej pracy całego zespołu oraz utrzymującego się sukcesu naszych gier: Cooking Simulator oraz Cooking Simulator VR. Nasza strategia przynosi efekty, ale w jej zakresie nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa, wkrótce ogłosimy nowe kierunku rozwoju spółki, które – mam nadzieję – znacząco umocnią jej pozycję na rynku gier wideo – mówi Łukasz Dębski, prezes zarządu Big Cheese Studio S.A.

Największy wpływ na wyniki BSC miała sprzedaż jej dwóch kluczowych tytułów: Cooking Simulator oraz Cooking Simulator VR. W pierwszych trzech kwartałach 2024 roku sprzedaż Cooking Simulator przyniosła spółce 4,2 mln zł przychodów netto, co oznacza wzrost o ponad 28 proc. r/r. Z kolei wersja VR tej gry wygenerowała przeszło 3,1 mln zł. Produkcje Big Cheese Studio sprzedawane są za pośrednictwem platform takich jak Steam, PlayStation Network, Microsoft Store oraz Nintendo E-shop, co zapewnia globalny zasięg produkcji.

W sierpniu 2024 roku Silk Road Games S.A. nabyło 41,44 proc. akcji spółki, a wspólnie z Kap In sp. z o.o. kontroluje łącznie 46,57 proc. udziałów. Silk Road Games specjalizuje się w dystrybucji gier na licencjonowanym rynku chińskim, co może otworzyć Big Cheese Studio na jeszcze większy potencjał w Azji.

Po ponownym objęciu funkcji prezesa przez Łukasza Dębskiego w październiku br. spółka zapowiada aktualizację strategii, której kluczowymi elementami będą dalsza ekspansja na rynki międzynarodowe i wzmocnienie pozycji w Azji.

Wspólnie z Łukaszem Dębskim chcemy kontynuować rozwój spółki w oparciu o nasze doświadczenia. Planujemy rozwijać dotychczasowe i wprowadzać nowe, innowacyjne produkcje na rynek, które mamy nadzieję – jeszcze bardziej umocnią naszą pozycję w branży. Jestem przekonany, że przed nami jeszcze wiele ekscytujących wyzwań i możliwości – dodaje Łukasz Robert Włodarczyk, członek zarządu Big Cheese Studio S.A.

Obecnie BCS pracuje nad nową strategią, którą ogłosi już niebawem. Jednymi z jej najważniejszych filarów są dalsza ekspansja na międzynarodowym rynku gamingowym, a także wzmacnianie obecności na rynkach azjatyckich.

Sfinks zwiększa przychody restauracji i udział franczyzy w III kw. 2024 r.

Restauracje sieci należących do Sfinks Polska, przede wszystkim pod szyldem SPHINX, wypracowały 154,31 mln zł obrotów w okresie trzech kwartałów 2024 r., tj. o 9,2% więcej niż przed rokiem. Przychody ze sprzedaży grupy Sfinks wyniosły 59,81 mln zł na koniec września br. wobec 75,71 mln zł na koniec września 2023 r., co jest efektem zgodnego ze strategią przekształcania lokali własnych na franczyzę. Skonsolidowany zysk operacyjny wzrósł po trzecim kwartale tego roku do 6,15 mln zł wobec 5,47 mln zł przed rokiem. Grupa zanotowała także poprawę wyniku na poziomie netto o 1,54 mln zł, osiągając -0,97 mln zł na koniec września 2024 r. wobec -2,5 mln zł rok wcześniej.

– Na koniec września restauracje naszych marek wypracowały wyższą sprzedaż gastronomiczną niż przed rokiem, a poziom wzrostów w całym tym okresie, wliczając sam trzeci kwartał, utrzymuje się znacznie powyżej inflacji. Był to także dalszy okres zmian w strukturze sieci, bo kolejne restauracje zostały przekształcone na model franczyzowy. W efekcie na koniec września 91% restauracji działało we franczyzie, a 9% to lokale własne. Grupa Sfinks, zgodnie z planem zarysowanym w strategii, będzie koncentrowała się na działaniu jako operator sieci, właściciel konceptów gastronomicznych i franczyzodawca oraz rozwijaniu biznesu w takiej roli – mówi Sylwester, Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Na koniec września 2024 r. Sfinks prowadził już tylko 9 własnych restauracji. To wpłynęło na zmianę sprzedaży skonsolidowanej Sfinks Polska, bo do przychodów grupy zamiast obrotów lokali wliczane są opłaty franczyzowe. Grupa odnotowała przy tym poprawiające się wskaźniki rentowności sprzedaży w okresie dziewięciu miesięcy 2024 r. do 32,3% wobec 28,4% rok wcześniej, a także wyższy EBIT wynoszący 6,15 mln zł (wobec 5,47 mln zł w analogicznym okresie roku poprzedniego). Znacząco zredukowana także została strata na poziomie netto, która wyniosła -0,97 mln zł po trzech kwartałach br. wobec -2,5 mln zł rok wcześniej. Takie same tendencje są widoczne w przypadku oczyszczenia tych kategorii z wpływu MSSF 16. Z kolei EBITDA po trzech kwartałach br. wyniosła 13,6 mln zł wobec 14,5 mln zł za trzy kwartały 2023 r., jednak po oczyszczeniu tej kategorii z księgowego wpływu MSSF 16 widać poprawę o 0,53 mln zł do 3,73 mln zł po trzech kwartałach br.

W III kwartale Sfinks uruchomił trzy nowe restauracje: SPHINX w Poznaniu, a także The Burgers by SPHINX w Gorzowie Wielkopolskim i w podpoznańskich Komornikach. Przygotowywał jednocześnie kolejne otwarcia w ramach sieci SPHINX, m.in. w Opolu oraz podwarszawskiej Łubnej – oba te lokale ruszyły już po zakończeniu III kwartału. Oprócz otwarć narzędziem przyczyniającym się do wzrostu sprzedaży w sieci jest też program lojalnościowy i aplikacja mobilna Aperitif, w której systematycznie przybywa zarejestrowanych użytkowników – na koniec III kwartału ich liczba wyniosła 735 tysięcy.

W III kwartale Sfinks zawarł także umowę masterfranczyzy, w ramach której sieć SPHINX ma być rozwijana na terenie Egiptu i Arabii Saudyjskiej. Przewidziana na 10 lat umowa jest dwuetapowa. Najpierw egipski partner Sfinks Polska ma otworzyć własne restauracje SPHINX, a kolejny etap odnosi się do możliwości udzielania subfranczyzy podmiotom trzecim. W pierwszym etapie założono też powstanie kilku restauracji SPHINX. Uruchomienie każdej z nich ma być poprzedzone zgodą Sfinksa i umową franczyzy.

– Nasz egipski partner jest zdeterminowany, by rozwijać sieć w oparciu o naszą franczyzę i długoterminowo ta współpraca może wyglądać bardzo obiecująco. Spodziewamy się, że przyszły rok będzie okresem testów pierwszych lokali, który pozwoli lepiej ocenić potencjał tej współpracy – wyjaśnia Sylwester Cacek.

W raporcie okresowym Sfinks Polska przedstawia także dane skorygowane o wpływ MSSF 16. W tym ujęciu skonsolidowane przychody ze sprzedaży za trzy kwartały 2024 r. wyniosły 67,17 mln zł (79,52 mln zł po trzech kw. 2023), zysk operacyjny uplasował się na poziomie 1,58 mln zł (1,15 mln zł po trzech kw. 2023), wynik netto osiągnął wartość -2,98 mln zł (-3,70 mln zł po trzech kw. 2023), zaś wskaźnik rentowności brutto na sprzedaży 27,4 % (wobec 23,8 % po trzech kw. 2023).