Ocena budżetu na 2015 rok

Dostrzegamy, że obecnie priorytetem rządu staje się złagodzenie polityki fiskalnej, tak aby nie powodowała ona nadmiernych dolegliwości społecznych – napisała Konfederacja Lewiatan w ocenie projektu budżetu na 2015 rok.

Aż 46,1 mld zł deficytu budżetowego to 2,7 proc. wielkości nominalnej PKB w 2015 roku, wobec zaledwie 34 mld zł przewidywanego wykonania na 2014 rok, co stanowić ma jedynie 2 proc. tegorocznego PKB. Według Lewiatana rząd uznał, że chwilowe poluzowanie fiskalne, w ramach nowej reguły wydatkowej, nie zagrozi realizacji przez Polskę programu konwergencji, ani też całkowitemu zniesieniu procedury nadmiernego deficytu (prawdopodobnie na wiosnę 2016 r., o ile zaplanowany na 2015 r. poziom relacji deficytu do PKB rzeczywiście sięgnie tylko 2,8 proc.).

Zdaniem Konfederacji Lewiatan projekt ustawy budżetowej jest realistyczny, podobnie jak budżet na 2014 rok. Nie ma w nim zagrożeń, które mogłyby spowodować jego nowelizację w toku wykonania. Warto przypomnieć, że odmienną opinię Konfederacja Lewiatan wyrażała wobec projektu budżetu na 2013 rok. Wówczas pracodawcy wskazywali, że założenia makroekonomiczne przyjęto nadmiernie optymistyczne. Dotyczyło to najbardziej stopy inflacji (tradycyjnej budżetowej „poduszki bezpieczeństwa” zakładanej dla niedoszacowania przyszłych wpływów podatkowych), ale też prognozowanej stopy wzrostu PKB i w jeszcze większym stopniu sytuacji na rynku pracy.

Głęboki ubytek zaplanowanych dochodów budżetowych wywołał konieczność nowelizacji budżetu 2013. Rząd dokonał tego uprzednio usuwając jeden z ówczesnych bezpieczników zawartych w ustawie o finansach publicznych – próg 50 proc. długu publicznego do PKB.
Budżet na 2015 rok korzysta ze sztucznego komfortu będącego efektem zeszłorocznej częściowej nacjonalizacji aktywów OFE. Oddaliliśmy się automatycznie od progów zadłużenia z Konstytucji oraz kryteriów Maastricht. Zmniejszone zostały także transfery z ZUS do OFE (pośrednia oszczędność budżetowa 6 mld zł w 2015).

Konfederacja Lewiatan

 

Delegacja japońskiego biznesu w Polsce

0

Dzisiaj delegacja japońskiej organizacji pracodawców Keidanren, która przebywa z wizytą w Polsce, spotkała się z przedstawicielami firm zrzeszonych w Konfederacji Lewiatan. Głównym celem wizyty jest poszukiwanie poparcia dla umowy o wolnym handlu między Japonią i Unią Europejską.

– Wspieramy rozmowy między Japonią i UE w sprawie wolnego handlu. Takie porozumienie podpisała już Korea Południowa. Mimo różnych kwestii spornych, które podnosi część krajów unijnych np. dotyczących niektórych branż, są szanse na pozytywne zakończenie rokowań – powiedziała Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.
Umowa, którą wspiera również BUSINESSEUROPE, największa organizacja biznesu europejskiego, ma obejmować także dostęp do unijnego rynku zamówień publicznych oraz ułatwienia dla inwestycji zagranicznych z Kraju Kwitnącej Wiśni.

W delegacji japońskiej znaleźli się przedstawiciele takich firm, jak m.in.: Hitachi, Sumitomo Corporation, Mitsubishi Chemical Europe GmbH, Marubeni Corporation, czy Mitsui&Co. W spotkaniu z nimi uczestniczyli członkowie Konfederacji Lewiatan, m.in. PZU SA, GDF Suez, MetLife i GM.

W trakcie rozmów Krajowy Związek Grup Producenckich Owoców i Warzyw przedstawił ofertę tej branży naszego rolnictwa dla japońskiego biznesu. Lewiatan wspiera promocję polskich owoców i warzyw, szczególnie w kontekście rosyjskiego embarga.

Japońska Federacja Biznesu (Nippon Keidanren) jest organizacją gospodarczą, która powstała w maju 2002 r. z połączenia Keidanren (Japońskiej Federacji Organizacji Gospodarczych) i Nikkeiren (Japońskiej Federacji Pracodawców).

Bogdanka: wniosek o zgodę resortu ochrony środowiska na eksploatację nowego złoża węgla

Spółka Lubelski Węgiel Bogdanka zabiega o zgodę resortu ochrony środowiska na eksploatację nowego złoża węgla w zagłębiu lubelskim.

W  związku z otrzymaniem 8 września informacji o negatywnym rozpatrzeniu wniosku o koncesję wydobywczą na obszarze K-6-7, spółka złożyła wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy.

– Mamy nadzieję, że Ministerstwo Środowiska ponownie przeanalizuje nasz wniosek i weźmie pod uwagę argumenty prawne, które przemawiają na korzyść Bogdanki, oraz szeroko rozumiane dobro publiczne – powiedział Zbigniew Stopa, prezes LW Bogdanka. – W naszym przekonaniu przedłużenie żywotności Bogdanki, przedsiębiorstwa zaliczanego do firm o strategicznym znaczeniu dla polskiej gospodarki oraz dostarczającego ponad 25 proc. węgla do polskich elektrowni, jak najbardziej można sklasyfikować jako ów interes publiczny.

Spółka uzasadnia swój wniosek nieprawidłowym w jej ocenie stosowaniem przez organ koncesyjny przepisów prawa geologicznego i górniczego dotyczących koncesji oraz faktem, że prowadzenie prac rozpoznawczych na terenie rozpoznanym w stopniu wystarczającym do rozpoczęcia wydobycia jest bezprzedmiotowe i opóźnia możliwe już rozpoczęcie wydobycia na tym terenie, co jest działaniem wbrew ekonomicznym interesom Skarbu Państwa.

– Położenie złóż, o które się staramy bezpośrednio przy eksploatowanych przez nas obecnie terenach oznacza, że moglibyśmy zacząć wydobywać węgiel z nowego obszaru bardzo szybko i w efektywny sposób – podkreśla prezes LW Bogdanka. – Również i to oznacza korzyści z punktu widzenia interesu publicznego – dla państwa, jako właściciela złóż, najwięcej korzyści przynosi wydobycie prowadzone w sposób racjonalny, zapewniający optymalne wykorzystanie kopalin, z poszanowaniem środowiska.

GUS: Z koniunktury najbardziej zadowolona jest branża finansowa i ubezpieczeniowa

Z badań Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że z koniunktury gospodarczej w Polsce najbardziej zadowolone są dziś firmy z branży  finansowej i ubezpieczeniowej. Najgorzej oceniają ją hotelarze i właściciele restauracji.

Najlepiej koniunkturę w Polsce oceniają firmy prowadzące działalność finansową i ubezpieczeniową. We wrześniu poprawę sytuacji odnotowuje w tej branży 29 proc. badanych firm, a pogorszenie 5 proc. (w sierpniu odpowiednio 28 proc. i 4 proc.).  Wskaźnik koniunktury kształtuje się, więc, podobnie jak przed miesiącem, na poziomie plus 24.

Ogólny klimat koniunktury w handlu detalicznym kształtuje się we wrześniu na poziomie 1 (0 w sierpniu). Poprawę koniunktury sygnalizuje 16 proc. badanych przedsiębiorstw, pogorszenie 15 proc. (przed miesiącem odpowiednio po 15 proc.). Pozostałe przedsiębiorstwa uznają, że ich sytuacja nie ulega zmianie.

W  transporcie i gospodarce magazynowej wskaźnik koniunktury osiągnął poziom plus 1 (przed miesiącem plus 3). Poprawę koniunktury odnotowuje 15 proc. badanych firm, a jej pogorszenie 14 proc. (w sierpniu odpowiednio 16 proc. i 13 proc.).

W hotelarstwie i gastronomii wskaźnik koniunktury spadł do poziomu minus 3 (przed miesiącem plus 1). Poprawę koniunktury odnotowuje 13 proc. badanych firm, a jej pogorszenie 16 proc. (w sierpniu odpowiednio 14 proc. i 13 proc.).

JWW Invest: Zysk spółki w III kwartale znacząco wzrośnie

0

JWW Inwest będzie miała po III kwartałach ok. 6 mln zł zysku brutto. W I półroczu zysk spółki nie przekroczył 3 mln zł.

W związku ze zrealizowaniem w III kwartale zleceń o dużej wartości, które istotnie przekraczają wartości wykazane w I półroczu, JWW Invest podjął decyzję o przekazaniu do publicznej wiadomości prognozy skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży oraz skonsolidowanego zysku brutto za 3 kwartały.

Prognoza zakłada osiągnięcie w tym czasie skonsolidowanych przychodów netto ze sprzedaży na poziomie 39 mln zł i skonsolidowanego zysku brutto  na poziomie 6 mln zł.

W I półroczu JWW Invest osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 21,7 mln zł, natomiast zysk brutto wyniósł 2,8 mln zł.

Energa: W Gdańsku powstała farmę fotowoltaiczną za 9,5 mln zł

Energa wybudowała w Gdańsku farmę fotowoltaiczną o łącznej mocy 1,6 MW. Koszt inwestycji wyniósł blisko 9,5 mln zł.

Firma planuje budowę kolejnej elektrowni fotowoltaicznej w województwie kujawsko-pomorskim mocy około 4 MW.

Gdańska farma fotowoltaiczna zwiększy moc OZE zainstalowaną w elektrowniach grupy o niespełna 0,5 proc. i dołączy do innych wykorzystywanych w grupie odnawialnych źródeł: wody, wiatru i biomasy.

Na farmie w Gdańsku 6292 paneli ułożono w pięciu równoległych rzędach na powierzchni około 25 tys. mkw, a prace budowlano montażowe trwały dwa miesiące. Według wstępnych szacunków instalacja będzie produkować około 1,5 GWh energii rocznie, co pozwoli zaspokoić zapotrzebowanie około 720 przeciętnych gospodarstw domowych

– Nasza farma fotowoltaiczna w Gdańsku to wciąż bardziej inwestycja doświadczalna, która nie będzie miała większego udziału w produkcji energii, ani w skonsolidowanych wynikach Grupy – powiedział Mirosław Bieliński, prezes Energa. – Pamiętajmy jednak, że technologie fotowoltaiczne tanieją najszybciej na świecie. Dlatego nie wykluczamy, że w przyszłości inwestycje w fotowoltaikę na większą skalę będą dobrym pomysłem na biznes. Dziś zbieramy cenne doświadczenie w ich budowie

Nowa farma w Gdańsku znacząco zwiększy moc zainstalowanych w Polsce instalacji fotowoltaicznych, która według ostatnich danych Urzędu Regulacji Energetyki wynosi prawie 3 MW. Fotowoltaika ma jednak wciąż niewielki udział w całkowitej mocy OZE zainstalowanej w Polsce, która wynosi niemal 6 tys. MW.

Angielski potrzebny do pracy nie tylko w Brukseli

Według analizy Pracuj.pl wymóg znajomości języka angielskiego pojawia się w 44% ogłoszeń o pracę. Osobom, które nie mówią po angielsku, najtrudniej będzie znaleźć posadę w obszarach/branżach takich jak administracja biurowa, badania i rozwój oraz IT. Wymóg znajomości języka angielskiego wpisany jest w ponad 60% ogłoszeń o pracę dla tych stanowisk.

O karierę w IT bez angielskiego będzie trudno

Angielski w pracy najbardziej potrzeby jest specjalistom ds. IT. 74% ofert skierowanych do ekspertów z obszaru rozwoju oprogramowania i 70% ofert skierowanych do specjalistów z zakresu administracji zawiera wymóg znajomości tego języka. „Znajomość języka angielskiego zapewnia dostęp do wiedzy. Instrukcje, manuale, fora i blogi technologiczne – to narzędzia na co dzień potrzebne w pracy a najlepsze, najciekawsze i najbardziej aktualne zazwyczaj są właśnie w języku angielskim. Często też same systemy, czy to tworzone, czy utrzymywane są w języku angielskim. Od tego języka nie da się uciec w naszej branży” – tłumaczy Maciej Chwiłoc, Dyrektor Rozwoju Produktu w Grupie Pracuj.

Administracja biurowa i działy finansowe potrzebują poliglotów

Do pracy w administracji biurowej również konieczny jest angielski; 62% ofert pracy zawiera wymóg znajomości tego języka. Co ciekawe, dwukrotnie częściej niż wśród wszystkich ogłoszeń wymaga się języka niemieckiego; ofert pracy do administracji biurowej ze znajomością tego języka jest 18%. Język francuski pojawia się w niemal co dziesiątej ofercie.

Podobną sytuację można zaobserwować w przypadku ofert dla ekonomistów i finansistów, co szósta z nich zawiera wymóg znajomości języka angielskiego, niemal co siódma języka niemieckiego, a co dziesiąta francuskiego.  Może to wynikać z faktu, że finansiści często znajdują zatrudnienie w outsourcingu. „Umiejętność komunikowania się w co najmniej dwóch językach obcych jest szczególnie wymagana w sektorze centrów usług wspólnych, między innymi na stanowiskach finansowo-księgowych” – tłumaczy Magdalena Zagrodnik – Team Leader SSC/BPO w firmie doradztwa personalnego People.

Czy można obejść się bez znajomości angielskiego?

Angielski jest też bardzo potrzeby w pracy w turystyce/hotelarstwie, marketingu, HR czy  inżynierii; ponad połowa ofert pracy z tych obszarów zawiera wymóg języka angielskiego. Analiza ofert pracy wskazuje, że znajomość tego najpopularniejszego języka obcego niemal zawsze pomaga w znalezieniu pracy. Najrzadziej wymagany jest w branżach związanych z call center, szkoleniami, edukacją, sprzedażą, ale i tu wymóg jego znajomości znajduje się w niemal w co czwartej ofercie pracy.

Co oprócz angielskiego?

Drugim najbardziej pożądanym językiem obcym wśród pracodawców jest język niemiecki, niemal co dziesiąte ogłoszenie o pracę zawiera wymóg znajomości tego języka. Znajomość niemieckiego również przyda się osobom planującym pracę za granicą, to właśnie z Niemiec pochodzi 37% zagranicznych ofert. Na trzecim miejscu plasuje się język francuski, 3% ofert zawiera wymóg znajomości tego języka. Znajomość języka włoskiego i holenderskiego znajdziemy w 2% ofert pracy.

Źródło danych: Całościowa analiza ofert pracy z 2013 roku.

GUS: Gorsze wyniki zakładów ubezpieczeń w I półroczu

Wyniki finansowe zakładów ubezpieczeń w I półroczu były gorsze niż przed rokiem. Jak wyliczył Główny Urząd Statystyczny, spadły zyski zakładów ubezpieczeń majątkowych, wzrosły zajmujących się ubezpieczeniami na życie.

GUS informuje, że w I półroczu składka przypisana brutto ogółem wyniosła 27,7 mld zł. Było to o 7,4 proc. mniej niż w roku 2013. 14,2 mld zł, o 11,3 mniej niż przed rokiem stanowiły składki pochodzące z ubezpieczeń na życie, a 13,4 mld zł z ubezpieczeń majątkowych (spadek 2,9 proc.).

Przychody z działalności lokacyjnej wyniosły 6,5 mld zł, o 24,3 proc. mniej niż przed rokiem.

W strukturze kosztów znaczącą pozycję stanowiły odszkodowania. Odszkodowania i świadczenia wypłacone brutto w I półroczu przekraczały 17,2 mld zł i były niższe o 11,6 proc. niż przed rokiem. Z tytułu polis życiowych wypłacono ich 10,5 mld zł, o 18,6 proc. mniej niż rok wcześniej. Odszkodowania majątkowe wzrosły o 2,0 proc, przekraczając 6,7 mld zł. Koszty działalności lokacyjnej zmniejszyły się o połowę i ukształtowały na poziomie 1,7 mld zł.

Łączny wynik finansowy netto zakładów ubezpieczeń wyniósł 4,4 mld zł i był niższy o 33,4 proc. niż w I półroczu roku poprzedniego. Z tego zysk z ubezpieczeń na życie przekroczył 1,8 mld zł, co oznacza wzrost o 31,8 proc. Zysk z ubezpieczeń majątkowych spadł 50,8 proc. i wyniósł 2,5 mld zł.

W połowie roku zezwolenie na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej w Polsce miało 58 zakładów ubezpieczeń (przed rokiem 59). Działalność w ubezpieczeniach na życie prowadziło 27 towarzystw, a pozostałe ubezpieczenia osobowe i majątkowe obsługiwało 31 firm, w tym jeden zakład reasekuracji.

Jak zwiększyć sprzedaż?

Internet roi się od sposobów, rad i recept na zwiększenie sprzedaży. Nim jednak sięgniemy po zaawansowane i innowacyjne metody warto skupić się na podstawowych obszarach organizacji komunikacji i pracy. Sprawność działania i profesjonalizm w tym wymiarze, istotnie może bowiem wpłynąć na osiągane wyniki.

Dobra komunikacja

Wiele przedsięwzięć skupia się na contencie zapominając o istotności sposobu przekazywania treści. Rzetelna i jasna informacja to jedno. To jednak właśnie dzięki wykorzystaniu odpowiednich narzędzi i profesjonalnej komunikacji przekonać można klienta o wiarygodności firmy, zbudować przekonanie o wysokiej jakości jej działań. Ogromne znaczenie ma również przekonanie o tym samych pracowników. Wiara w słuszność i jakość tego co się robi to w końcu najlepsza motywacja, stąd także ogromna waga kultury organizacyjnej, w tym przede wszystkim doskonałej komunikacji wewnętrznej   mówi Katarzyna Kłopotek Junior PR Specialist GRUPA 365 NET

Grupa docelowa

Oczywistą rzeczą, która z pewnością wpłynie na wzrost sprzedaży, jest ustawicznie poszerzana wiedza na temat grupy docelowej. Warto upewnić się, czy na pewno dobrze rozumiemy potrzeby naszych potencjalnych i obecnych klientów. Bycie na bieżąco w tym zakresie pozwoli na wprowadzanie ulepszeń w odpowiednim czasie i formie. Komunikacja jednokierunkowa  w odniesieniu do relacji marka  –  klient, już dawno ustąpiła miejsca komunikacji dwukierunkowej – interakcji.  Sami odbiorcy mają dużą potrzebę dobrego kontaktu z producentem, chętnie wyrażają opinie na temat danego produktu, czy usługi. Sytuacja ta to zatem ogromna szansa dla marki.

Zalety produktów i usług

W komunikacji nigdy nie należy przesadnie skupiać się na opisie produktu, ale raczej na korzyściach, które może przynieść jego zakup. Wtedy produkt i jego budowa wyda się logiczną konsekwencją powodów, dla których jest oferowany. Należy zastanowić się nad kilkoma kwestiami. Jak dany produkt czy usługa rozwiązuje problem klienta? Jak sprawi, że odbiorca osiągnie swoje cele szybciej? A może z mniejszym wysiłkiem? W jaki sposób oszczędzi jego czas i pieniądze?  Jak i przed czym go ochroni?  Odpowiedzi na te pytania z pewnością pomogą zbudować odpowiedni model komunikacji, w którym informacja podana w odpowiedni sposób przypieczętuje decyzję o zakupie.

Odbiór krytyki

Krytyka to coś właściwie nieuniknionego, wato być zatem na nią przygotowanym. Najgorszą taktyką jest wypieranie swoich słabych stron. Podstawą jest ustawiczna praca nad nimi i dążenie do ich wyeliminowania. Jednak w sytuacji, gdy jeszcze nie wszystko jest perfekcyjne, warto przygotować wcześniej standardowe, jasne i zwięzłe odpowiedzi dla potencjalnych niezadowolonych. Zmniejszymy dzięki temu ryzyko błędów spontanicznego, nieprzemyślanego działania.­­

GUS: we wrześniu koniunktura gorsza niż w sierpniu, ale lepsza niż przed rokiem

CEO Magazyn Polska

We wrześniu pogorszyła się koniunktura w polskiej gospodarce – wynika z badań Głównego Urzędu Statystycznego. Mimo to jest ona znacznie lepsza niż w ubiegłych latach.

Jak informuje GUS, ogólny klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym we wrześniu oceniany jest mniej korzystnie niż w sierpniu, ale lepiej niż w analogicznym miesiącu ostatnich trzech lat. Oceny bieżącego portfela zamówień oraz produkcji są niekorzystne, wobec pozytywnych opinii zgłaszanych w sierpniu. Odpowiednie optymistyczne przewidywania są ostrożniejsze niż przed miesiącem. Sytuacja finansowa we wrześniu oceniana jest negatywnie. Prognozy w tym zakresie są korzystne, ale gorsze od przewidywań z sierpnia. Ceny wyrobów przemysłowych mogą nieznacznie spadać.

Ogólny klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym kształtuje się na poziomie plus 3 (w sierpniu plus 5). Poprawę koniunktury sygnalizuje 17 proc. badanych przedsiębiorstw, a jej pogorszenie 14 proc. (przed miesiącem odpowiednio 17 proc. i 12 proc.). Pozostałe przedsiębiorstwa uważają, że ich sytuacja nie ulega zmianie.

Klimat koniunktury w budownictwie oceniany jest bardziej negatywnie niż w sierpniu, ale mniej pesymistycznie niż w analogicznym miesiącu ostatnich dwóch lat. Oceny bieżące i prognozy portfela zamówień, produkcji budowlano-montażowej oraz sytuacji finansowej są niekorzystne, gorsze od zgłaszanych przed miesiącem. Przedsiębiorcy przewidują nieco większy od oczekiwanego w sierpniu spadek cen robót budowlano-montażowych.

We wrześniu ogólny klimat koniunktury w budownictwie kształtuje się na poziomie minus 7 (w sierpniu minus 4). Poprawę koniunktury sygnalizuje 13 proc. przedsiębiorstw, a jej pogorszenie 20 proc. (przed miesiącem odpowiednio 15 proc. i 19 proc.). Pozostałe przedsiębiorstwa uznają, że ich sytuacja nie ulega zmianie.

We wrześniu koniunkturę w handlu hurtowym oceniany jest nieco mniej optymistycznie niż w sierpniu, ale lepiej niż w analogicznym miesiącu poprzednich trzech lat. Diagnozy i prognozy sprzedaży oraz przewidywania dotyczące sytuacji finansowej są korzystne, choć ostrożniejsze od zgłaszanych przed miesiącem. Oceny bieżącej sytuacji finansowej nie ulegają zmianie. Przedsiębiorcy przewidują, iż ceny towarów będą rosnąć w tempie zbliżonym do zapowiadanego w sierpniu.

Ogólny klimat koniunktury w handlu hurtowym kształtuje się we wrześniu na poziomie plus 8 (plus 10 w sierpniu). Poprawę koniunktury sygnalizuje 19 proc. badanych przedsiębiorstw, pogorszenie 11 proc. (przed miesiącem odpowiednio 19 proc. i 9 proc.). Pozostałe podmioty uznają, że ich sytuacja nie ulega zmianie.

Umorzenie postępowań upadłościowych Polimexu Mostostal

0

Sąd Rejonowy w Warszawie postanowił umorzyć postępowania o ogłoszenie upadłości Polimexu Mostostal. Wnioski wycofali wierzyciele.

Sąd zdecydował o umorzeniu postępowań upadłościowych spółki Polimex-Mostostal, wszczętych na wniosek wierzycieli: Fracht FWO Polska, Instal Bełchatów oraz Doradztwo Gospodarcze i Biznesowe AiD Grzegorz Koczorek. Umorzenie postępowań  nastąpiło na wniosek wierzycieli.

Postanowienia nie są prawomocne i uprawomocnią się po upływie 7 dni od dnia jego doręczenia wierzycielowi oraz spółce, o ile w tym terminie nie zostanie złożone zażalenie.

Studenci aktywnie szukają mieszkań do wynajęcia

Zbliża się kolejny rok akademicki. Rzesze studentów wracają już z letniego wypoczynku i rozpoczynają poszukiwania mieszkań na wynajem w miastach uniwersyteckich. W znalezieniu dobrego lokalu liczy się nie tylko atrakcyjna cena, lecz również lokalizacja i coraz wyższy standard mieszkania. Studenci nowego pokolenia to wymagająca grupa najemców.

Sierpień i wrzesień to miesiące, w których na rynku wynajmu mieszkań co roku odnotowuje się wzmożony ruch. W Polsce jest to szczególnie widoczne w miastach będących ośrodkami akademickimi. Dla studentów rozpoczynających naukę w październiku, to właściwie ostatni moment na znalezienie mieszkania w dobrej lokalizacji i rozsądnej cenie. Potwierdzają to statystyki wyszukiwarki lokalnej Panoramafirm.pl, która w sierpniu br. odnotowała 116% wzrost zapytań o wynajem nieruchomości i aż 125% wzrost tego zapytania w ciągu ostatnich trzech miesięcy (źródło: Adobe SiteCatalyst, sierpień 2014 r.).

„Lokalna wyszukiwarka Panoramafirm.pl jest źródłem informacji dla osób poszukujących mieszkań na wynajem. Nasza aplikacja mobilna pozwala na lokalizowanie na mapie m.in. biur nieruchomości, a także na bezpośrednie dotarcie do nich”. – mówi Bożena Chmielarczyk, Dyrektor Generalny, Eniro Polska. „Funkcjonalności jakie oferuje Panorama Firm są szczególnie istotne, zwłaszcza dla młodego pokolenia żyjącego bardzo aktywnie i praktycznie nierozstającego się z urządzeniami mobilnymi”. – dodaje Bożena Chmielarczyk.

Obecni studenci to ludzie wychowani w dobie dobrobytu, sprawnie i chętnie poruszający się w wirtualnym świecie w celu znalezienia dla siebie odpowiednich opcji. Wynajęcie mieszkania przed rozpoczęciem roku akademickiego to sprawa, którą zazwyczaj zaczynają interesować się w połowie lub pod koniec studenckich wakacji, kiedy wracają z polskich i zagranicznych podróży. Coraz częściej korzystają wówczas z pomocy agencji nieruchomości.

„Rzeczywiście sierpień i wrzesień to miesiące, kiedy najczęściej poszukiwane są 1 i 2 pokojowe mieszkania na wynajem. Odnotowujemy w tym czasie dwukrotny wzrost zainteresowania takimi ofertami. Najemcy, głównie studenci, poszukują nieruchomości w pobliżu uczelni lub w okolicy dużych węzłów komunikacyjnych. Koniec września to również czas, kiedy obsługujemy dużą liczbę studentów z krajów skandynawskich, którzy rozpoczynają studia na szczecińskich uczelniach. Jak co roku, wiele osób szuka lokali do wynajęcia tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego.” – komentuje Paweł Szymański, właściciel biura nieruchomości MULTI ze Szczecina.

W Warszawie studiuje prawie 250 000 osób i jest to tym samym największy rynek wynajmu nieruchomości dla studentów. Owszem wybór mieszkań jest tu duży, ale jednocześnie są także najwyższe ceny. Koszt wynajmu kawalerki dochodzi nawet do 1500 zł, a w tej kwocie można np. w Krakowie wynająć 3 pokojowe 50 metrowe, czy nawet większe mieszkanie (źródło: Home Broker). Na drugim miejscu, pod względem liczebności studentów, plasuje się Kraków (ok. 200 tys. studentów), a zaraz za nim Wrocław i Poznań (odpowiednio 150 tys. i 130 tys. studentów). Pozostałe największe ośrodki akademickie w Polsce to: Gdańsk, Katowice, Lublin i Łódź.

Koszty wynajęcia kawalerki w największych ośrodkach akademickich wahają się od 600 zł w Łodzi, aż do 1500 zł w Warszawie. Natomiast koszt wynajmu najbardziej poszukiwanych, 2 pokojowych mieszkań, oscyluje między 900 zł a 2000 zł (źródło: Home Broker).

Idealnym rozwiązaniem dla studentów jest mieszkanie w centrum miasta lub blisko uczelni i studenckich klubów. Poza lokalizacją ważne są też koszty wynajmu i wysokość czynszu. Dodatkowym atutem jest bezprzewodowy Internet oraz wyposażenie mieszkania w takie sprzęty jak: pralka, lodówka czy mikrofalówka. Rośnie grupa studentów, którzy zwracają coraz większą uwagę na standard mieszkania. Aby znaleźć odpowiednie mieszkanie studenci powinni się spieszyć, bo w październiku będą mieli zdecydowanie mniejszy wybór.

GDDKiA: oferta konsorcjum Budimexu na budowę odcinka drogi S7 jest najkorzystniejsza

Budowę drogi ekspresowej S7 na odcinku Miłomłyn-Olsztynek za ponad 292,2 mln zł brutto przeprowadzić ma konsorcjum stworzone przez Budimex i hiszpańską spółkę Ferrovial Agroman.

Z informacji podanych przez GDDKiA wynika, że oferta złożona przez konsorcjum była najkorzystniejsza, budowa potrwać ma 20 miesięcy, a gwarancja obejmować ma nowa drogę przez 10 lat.

Zakres inwestycji obejmuje m.in. budowę odcinka drogi ekspresowej dwujezdniowej wraz z przynależną infrastrukturą techniczną oraz urządzeniami bezpieczeństwa ruchu, budowa dróg gospodarczych, serwisowych i zbiorczych, węzłów drogowych, obiektów inżynierskich oraz urządzeń ochrony środowiska i oświetlenia.

Inwestycja  na długości 9,1 km pokrywa się z istniejącym korytarzem drogi krajowej nr 7. Początkowy odcinek trasy biegnie przez teren pojezierza Iławskiego o urozmaiconej rzeźbie terenu w sąsiedztwie zabudowy mieszkalnej i usługowej miasta Miłomłyn. Dalej przebiega ona nad Kanałem Elbląskim, który jest wpisany do rejestru zabytków klasy zerowej, przecina kompleksy leśne, następnie przebiega pomiędzy Jeziorem Piławki, a Jeziorem Drwęckim, które położone jest w obszarze Natura 2000. W Ostródzie, droga S7 łączyć się ma z projektowanym północnym odcinkiem obwodnicy Ostródy.

Wypadek w drodze do pracy a prawo do zasiłku

Pracownik, który uległ wypadkowi w drodze do lub z pracy, ma prawo do zasiłku chorobowego w wysokości 100% podstawy wynagrodzenia.

Wypadek w drodze do lub z pracy to zdarzenie nagłe, wywołane czynnikiem zewnętrznym. „Zdarza się ono w sytuacji, gdy idziemy do lub z miejsca wykonywania zatrudnienia bądź innej działalności, która jest podstawą do ubezpieczenia rentowego” – mówi serwisowi infoWire.pl Marta Kosakowska, aplikant adwokacki.

Droga – najkrótsza lub najdogodniejsza dla pracownika – nie musi być ustalona, może być np. na przełaj, przez las, łąkę. Powinna być nieprzerywana, a jeżeli już, to przerwa ma być możliwie najkrótsza i uzasadniona potrzebami życiowymi, np. zakupem lekarstw, odprowadzeniem dziecka do przedszkola.

Poszkodowana osoba musi niezwłocznie zgłosić zdarzenie pracodawcy. W przypadku utraty przytomności powinna to zrobić w momencie, kiedy ma możliwość skontaktowania się z nim. Po otrzymaniu zgłoszenia pracodawca ma 14 dni na wypełnienie karty wypadkowej.

Pracownik może pobierać świadczenie rehabilitacyjne przez okres 12 miesięcy. W sytuacji, gdy jest pewne, że nie wróci on do pracy, powinien ubiegać się o rentę.

Popyt na rynku nieruchomości biurowych w Polsce napędzany dynamicznym rozwojem sektorów BPO/SSC

Według najnowszego raportu DTZ – Property Times Poland Office Market, w I połowie 2014 zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w głównych miastach Polski wzrosły o 316 000 m kw. Obecnie rynek nieruchomości biurowych w Polsce liczy około 7,28 miliona m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej.

Do końca 2014 w Warszawie oraz ośmiu największych miastach regionalnych (Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Lublin oraz Szczecin) planowane jest ukończenie dodatkowych 330 000 m kw., co przełoży sie na roczną podaż w wysokości 640 000 m kw. Na rynek warszawski zostanie dostarczone ok. 310 000 m kw. Będzie to najwyższa wartość odnotowana od 2000 roku.

W ostatnich trzech latach, roczny popyt na dziewięciu głównych rynkach biurowych w Polsce oszacowano na wysokości 900 000 – 950 000 m kw. (wł. renegocjacje). W I poł. 2014 popyt na powierzchnię biurową w Warszawie pozostał silny i wyniósł 295 000 m kw. Silna aktywność najemców została również odnotowana w ośmiu miastach regionalnych, w których wolumen transakcji osiągnął 188 000 m kw., co stanowi porównywalną wartość do analogicznego okresu roku poprzedniego (191 000 m kw.).

Pomimo znacznego wolumenu nowo dostarczonej powierzchni, stopa pustostanów w głównych miastach regionalnych Polski spadła i wyniosła 9,0% na koniec czerwca 2014, w porównaniu do 10,7% w IV kw. 2013. Warszawa charakteryzuje się rosnącym trenem wskaźnika pustostanów, który w I poł. 2014 osiągnął rekordowy poziom 13,4%.

Stawki wywoławcze czynszów za najlepsze lokalizacje pozostały na stabilnym poziomie na większości rynkach biurowych. W Warszawie najwyższe czynsze transakcyjne oscylowały na poziomie 24-25,5 euro za m kw. za miesiąc w centrum miasta i 14-16 euro w lokalizacjach poza centrum miasta. Biorąc pod uwagę regionalne miasta, stawki czynszów kształtowały się od 10-12 euro za m kw. za miesiąc w Lublinie do 14-16 euro w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście.

Znaczna część popytu kreowana jest przez firmy z sektora nowoczesnych usług biznesowych, w tym firm świadczących usługi outsourcingu procesów biznesowych (BPO) oraz outsourcingu IT (ITO), centra usług wspólnych (SSC), a także centra badawczo-rozwojowe (R&D). Biorąc pod uwagę strukturę popytu na nowoczesną powierzchnię biurową w dziewięciu głównych miastach w Polsce w I poł. 2014, popyt był napędzany przede wszystkim przez firmy z sektora informatycznego, sektora usług profesjonalnych a także przez sektor usług finansowych – mówi Katarzyna Lipka, Starszy Konsulant w zespole Doradztwa i Analiz Rynkowych, DTZ.

Biorąc pod uwagę liczbę centrów BPO/SSC zlokalizowanych w poszczególnych miastach w odniesieniu do kosztów prowadzenia dzielności operacyjnej, należy zauważyć, że najbardziej rozwinięte rynki charakteryzujące się najwyższymi kosztami prowadzenia działalności, są postrzegane jako najbardziej atrakcyjne lokalizacje dla centrów BPO/SSC. Jednakże oczekujemy, iż coraz większa liczba firm outsourcingowych będzie przenosić swoją działalność do rozwijających się rynków, takich jak Lublin czy Szczecin. Lokalizacje te oferują duże zasoby dobrze wykwalifikowanej kadry pracowniczej ze znajomością języków obcych, niższe koszty prowadzenia działalności operacyjnej w tym niższe koszty pracy, jak również nowoczesną powierzchnię biurową o konkurencyjnych stawkach czynszów – dodaje Katarzyna Lipka.

Nadchodzi 7 dobrych lat dla motobranży

Kolejne lata przyniosą stabilny wzrost popytu na samochody. Przez najbliższe 7 lat światowa produkcja aut ma rosnąć przeciętnie o nieco ponad 4 proc. w skali roku. Na dobrej koniunkturze skorzystać może także polska motobranża, szczególnie producenci części samochodowych, którzy w ostatnim czasie notowali najlepsze wyniki.

Według analityków z amerykańskiego oddziału firmy doradczej PwC, przez najbliższe 7 lat światowa produkcja samochodów będzie rosnąć średnio o ok. 4,3 proc. rocznie (wskaźnik CAGR – skumulowany roczny wskaźnik wzrostu). Największe ożywienie spodziewane jest na rynku europejskim i azjatyckim.

W ostatnim raporcie pn. „PwC Autofacts” eksperci przewidują, że może nawet pojawić się problem z zapewnieniem przez dostawców części odpowiednich zdolności produkcyjnych.

Zdaniem Aleksandra Szczyrby, CEO polskiej firmy Ferroz Export – zajmującej się eksportem układów wydechowych, na korzystnej koniunkturze światowej skorzystają również polskie przedsiębiorstwa, w tym przede wszystkim producenci części samochodowych.

Polskie perspektywy

Podczas gdy produkcja samochodów nad Wisłą jest nadal wyraźnie niższa, niż było to jeszcze kilka lat temu, firmy zajmujące się wytwarzaniem części i akcesoriów notują coraz lepsze wyniki, co widoczne jest m.in. w rosnącej skali eksportu.

W trakcie pierwszego półrocza 2014 r. produkcja sprzedana producentów motoryzacyjnych osiągnęła w Polsce wartość 58 mld zł, co oznacza realny wzrost o 6,3 proc. względem analogicznego okresu czasu w roku poprzednim. Jak się okazuje, wzrost wypracowali przede wszystkim producenci części i akcesoriów samochodowych.

Dane przedstawione w niedawno opublikowanym raporcie pn. „Branża motoryzacyjna”, przygotowanym przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego oraz firmę doradczą KPMG, pokazują wyraźny wzrost eksportu produktów motoryzacyjnych. W I kwartale br. eksport zwiększył się o 6,6 proc. rok do roku i wyniósł w sumie 6,3 mld euro.

Najwyraźniej wzrósł eksport szkła wykorzystywanego w budowie pojazdów (wzrost o 63,9 proc. r/r), poduszek powietrznych (wzrost o 25,4 proc. r/r), filtrów (wzrost o 21,5 proc. r/r) oraz układów napędowych i części do nich (wzrost o 20,8 proc. r/r). Ogółem w I kw. br. wartość eksportu podzespołów, części i akcesoriów motoryzacyjnych wyniosła aż 4,2 mld euro (wzrost o 9,4 proc. r/r).

Nastroje w branży motoryzacyjnej są obecnie umiarkowanie optymistyczne. Pozytywna koniunktura w Europie i na świecie powinna zapewnić możliwości stabilnego rozwoju. Sytuacja może ulec oczywiście zmianie, jeśli doszłoby do jakichś niespodziewanych turbulencji gospodarczych czy kolejnego kryzysu finansowego na globalną skalę. Takie ryzyko nie jest jednak na razie specjalnie wysokie” – komentuje Aleksander Szczyrba.

Jak przewiduje CEO firmy Ferroz Export, polska motobranża – jako że jest w dużym stopniu uzależniona od sytuacji na rynkach zachodnich – ma spore szanse na utrzymanie obecnego tempa wzrostu, nawet w sytuacji, gdy pozostałe sektory przemysłu krajowego będą słabnąć.

Wzrost zainteresowania włoskim rynkiem wśród polskich eksporterów

Włoska gospodarka, m.in. w wyniku sytuacji ekonomicznej i geopolitycznej u naszych wschodnich sąsiadów, awansowała pod względem wartości eksportu na piątego partnera handlowego Polski, zastępując na tym miejscu Rosję. Z analiz Euler Hermes wynika, że włoskie przedsiębiorstwa nadal przeżywają kłopoty związane z terminowym regulowaniem należności. Skala nieuregulowanych płatności jest nadal o 43% wyższa niż przed kryzysem z 2007 roku.

– Od kilku miesięcy widzimy znaczący wzrost zainteresowania włoskim rynkiem wśród polskich eksporterów. Mając na uwadze, że w całej Unii Europejskiej zaostrzyła się konkurencja wśród producentów i dystrybutorów towarów i produktów rolno-spożywczych, w pozyskiwaniu nowych rynków zbytu dla towarów, które dotychczas były importowane przez Federację Rosyjską, uruchomiliśmy dla naszych firm specjalny program wsparcia. Celem naszej inicjatywy jest m.in. zachęcanie przedsiębiorców do sprawdzania wiarygodności i wypłacalności nowych kontrahentów – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu w Towarzystwie Ubezpieczeń Euler Hermes, nadzorujący pion oceny ryzyka.

Spodziewana jest systematyczna poprawa zachowań płatniczych firm, jednak poziom opóźnień płatności jest wciąż bardzo wysoki we wszystkich sektorach
Na 2014 rok przewidywana jest niewielka poprawa wskaźnika cyklu regulowania należności (DSO), który jednak utrzyma się na poziomie o wiele wyższym od progu przewidzianego przepisami prawa i wyniesie 95 dni; dla porównania, w 2013 roku wyniósł 97 dni. Zróżnicowanie między poszczególnymi sektorami jest nadal znaczące. Przemysł stalowy wciąż jest sektorem, w którym czas płatności jest zdecydowanie najdłuższy i w 2014 wynosi 108 dni w odróżnieniu od 121 dni w 2013. Całkowity wolumen produkcji w tym sektorze w rzeczywistości uległ zmniejszeniu o 25% w porównaniu z poziomem przed kryzysem i wynosi dziś 24 mln EUR ton, czego głównymi przyczynami są spadek produkcji dla sektora budownictwa (40%) oraz zmniejszenie produkcji sektora motoryzacyjnego (całkowita produkcja zmniejszyła się z 1,5 mln do 400 tys. pojazdów). Na drugim końcu spektrum, poziom wskaźnika DSO w sektorze motoryzacyjnym jest na najniższym poziomie – głównie z powodu internacjonalizacji tego sektora – jednak jest nadal wyższy niż w europejskich krajach porównywalnych z Włochami.

Oprócz stosunkowo słabego rozwoju gospodarczego, którego przykładem jest spadek popytu krajowego (-12% od czasu szczytowej wartości w 2008) oraz niski napływ inwestycji ze strony sektora przedsiębiorstw (27% poniżej poziomu sprzed kryzysu), na poziom wskaźnika cyklu regulowania należności handlowych (DSO) we Włoszech negatywny wpływ miał także trwający kryzys kredytowy. Choć w ostatnich miesiącach trudności z uzyskaniem kredytu zmalały, kryzys kredytowy pozostaje problemem sektora prywatnego we Włoszech: w czerwcu 2014 kredyty udzielone przedsiębiorstwom zmalały o -1,8% w ujęciu rocznym (w lutym zmniejszenie wynosiło -3,8%). Co więcej, w ciągu 3 lat podwojeniu do poziomu 121 mld EUR uległa wartość niespłacanych pożyczek, co nadal powoduje ograniczenia w zakresie uzyskiwania kredytów bankowych. Przed końcem roku przewidywane jest jednak złagodzenie warunków finansowania: po pierwsze, wyniki ankiety ECB Bank Lending Survey wskazują, że w trzecim kwartale roku, czyli już w drugim kwartale z rzędu, przewidywane zapotrzebowanie na kredyty dla firm będzie wykazywać tendencję rosnącą; po drugie, wyższa presja w strefie euro w kierunku deflacji wymagać będzie w nadchodzących miesiącach bardziej intensywnych działań ze strony Europejskiego Banku Centralnego, takich jak na przykład zakupy ABS pod koniec roku.

Mniej zaległości płatniczych od początku roku, lecz nadal 43% powyżej poziomu sprzed kryzysu
W pierwszej połowie 2014 roku odnotowano istotne zmniejszenie liczby (częstości) zaległości płatniczych zarejestrowanych przez włoskie firmy (-30% w stosunku do poziomu w pierwszej połowie 2013). Najważniejszym zaobserwowanym wskaźnikiem jest jednak koszt wspomnianych zaległości płatniczych (ich kwota). Całkowita wartość zaległych płatności uległa w pierwszej połowie 2014 zmniejszeniu o 20% w porównaniu z pierwszym półroczem 2013. Tę dość dobrą informację można niestety w dużym stopniu wytłumaczyć zmniejszeniem obrotów (oraz kwoty należności handlowych) wielu firm. Co więcej, wartość nieuregulowanych płatności jest nadal o 43% wyższa niż w 2007 roku, co sugeruje, że skutki szoku z 2008 roku nie zostały jeszcze całkowicie zniwelowane.

Słabość po stronie eksportu
Liczba zaległych płatności związanych z działalnością eksportową uległa w pierwszym półroczu 2014 zmniejszeniu o -19% w porównaniu z pierwszą połową 2013 roku; zmniejszeniu uległ także ich stopień (o -31% w analogicznym okresie). Jednak skala zaległych płatności związanych z działalnością eksportową jest nadal wyższa niż przed kryzysem, a ich średnia wartość jest o 43% wyższa niż w 2007 roku.

Włoski eksport uległ w drugim kwartale 2014 osłabieniu (+0,1% w ujęciu kwartalnym) z powodu spowolnienia wzrostu u niektórych głównych partnerów handlowych Włoch, zwłaszcza Francji, a także zmniejszeniu aktywności na rynkach rozwijających się. Przewiduje się, że sankcje nałożone na Rosję przez Zachód w lipcu będą miały negatywny wpływ na aktywność eksportową Włoch, ponieważ Rosja odpowiada za 2% całkowitej wartości włoskiego eksportu, a Włochy są jednym z krajów strefy euro w najwyższym stopniu narażonych na skutki sytuacji w Rosji. Ogółem przewiduje się, że sankcje nałożone na Rosję będą miały całkowity wpływ na wzrost PKB Włoch na poziomie 0,2 punktu procentowego w okresie do końca 2015 roku, głównie z powodu zmniejszenia przepływów handlowych.
Jeżeli chodzi o sytuację w poszczególnych sektorach, średnie zaległości płatnicze w pierwszej połowie 2014 utrzymują się na poziomie powyżej odnotowanego w 2007 w przypadku sektora chemicznego, komputerowego i towarowego. Zaczyna jednak ujawniać się pozytywna tendencja w sektorach transportu i motoryzacyjnym, gdzie w pierwszej połowie 2014 zaległości płatnicze zmalały zarówno pod względem częstości występowania, jak i wysokości w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Jednak wspomniane sektory najbardziej dotyka spadek zaufania oraz trudniejsze warunki w środowisku biznesowym (ostrzejsza konkurencja cenowa, słaba aktywność w strefie euro, wolniejszy wzrost rynków rozwijających się).

Letargiczna sytuacja na rynku krajowym nie pomaga w pełnym rozwiązaniu trudności płatniczych w sektorze B2BW skali krajowej, w pierwszej połowie 2014 roku było o 37% zaległych płatności mniej niż w pierwszej połowie 2013. Podobnie jak w przypadku działalności eksportowej, ich stopień na rynku krajowym również uległ zmniejszeniu (-18%), choć w mniejszym zakresie.Niemniej jednak, średnie zaległości płatnicze dotyczące gospodarki krajowej utrzymują się na poziomie o 45% wyższym niż w 2007 roku. Włoski sektor prywatny w rzeczywistości nadal cierpi z powodu utrzymującej się sytuacji kryzysowej.

Sytuacja gotówkowa firm jest mniej stabilna, a ich obroty zmalały średnio o 10% od 2011 roku. Marże przedsiębiorstw są rekordowo niskie (39,4% w pierwszym kwartale 2014, tj. o 5 punktów procentowych poniżej poziomu z 2007 roku), a nadwyżki operacyjne brutto zmniejszyły się o 13% od 2008 roku. Sytuację mogłaby zmienić spłata przed końcem roku zadłużenia państwowego wobec spółek sektora prywatnego, którego wysokość wynosi 68 mld EUR, ponieważ pozwoliłoby to firmom uwolnić dodatkowe zasoby gotówki. Do dziś firmom wypłacono około 26 mld EUR.

Średnie zaległości płatnicze utrzymują się na poziomie powyżej odnotowanego w 2007 w przypadku sektora motoryzacyjnego, towarowego i budowlanego na rynku krajowym. Zaczyna jednak ujawniać się pozytywna tendencja w sektorach sprzętu AGD, maszyn i urządzeń, a także wyrobów chemicznych, gdzie w pierwszej połowie 2014 zaległości płatnicze zmalały zarówno pod względem częstości występowania, jak i wysokości w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Wystartowała nowa polska giełda cyfrowych walut

Platforma bitstar, która umożliwia łatwy i intuicyjny zakup lub sprzedaż bitcoinów i litecoinów po najlepszych dostępnych kursach, wyróżnia się przyjaznym interfejsem oraz wysokimi standardami zabezpieczenia transakcji.

Bitcoin jest pierwszą i jednocześnie najpopularniejszą kryptowalutą. Umożliwia dokonywanie łatwych, natychmiastowych, a przede wszystkim bezpośrednich transakcji na całym świecie. System funkcjonuje bez centralnej administracji, jest wyjątkowo prosty w obsłudze i zoptymalizowany tak, aby móc korzystać z niego natychmiast. Może być używany na dowolnych urządzeniach mobilnych i stacjonarnych, co czyni go wyjątkowo atrakcyjnym w technologicznym świecie.

Na całym świecie cyfrowa waluta zdobywa coraz większą popularność. To rozwiązanie dla osób szukających nowatorskich rozwiązań w świecie finansowym. Płatność bitcoinem może być tak szybka, jak zeskanowanie kodów QR. Również w Polsce rośnie zainteresowanie cyfrowymi walutami. Powstanie giełdy bitstar to kolejny etap naszych działań, których celem jest promocja i rozwój technologii bitcoin w naszym kraju. Już teraz obserwujemy ciągły i dynamiczny wzrost liczby użytkowników serwisu oraz wartości przeprowadzanych przez nich transakcji – mówi Mateusz Kowalczyk, jeden z założycieli bitstar.

Platforma bitstar obsługuje cztery waluty: bitcoin, litecoin, PLN i Euro. Osoba korzystająca z serwisu może składać zlecenia zakupu i sprzedaży kryptowaluty po najlepszych dostępnych kursach, ustalanych wraz z innymi użytkownikami na zasadach giełdowych. Dla potwierdzenia, system każdorazowo wysyła drogą mailową komunikat o aktualnym stanie konta. Wpłata i wypłata środków pieniężnych następuje poprzez tradycyjny przelew bankowy. Dodatkowo, istnieje możliwość zasilania konta poprzez przelewy natychmiastowe dotpay. Wartość prowizji pobieranej przez serwis zależy od wolumenu transakcji wykonanych przez ostatnie 30 dni i maleje wraz z ich wysokością.

Giełda bitstar powstała w oparciu o ideę przejrzystości i wysokich standardów zabezpieczenia transakcji oraz przyjaznego interfejsu, który umożliwi proste, komfortowe i intuicyjne poruszanie się po serwisie. Zapewnia wygodny podgląd aktualnych notowań i realizowanych transakcji oraz gwarantuje sprawność działania systemu bez względu na natężenie ruchu i transakcji oraz liczbę aktywnych użytkowników – wyjaśnia Kowalczyk.

Platforma zapewnia bezpieczeństwo środków dzięki wysokiej jakości zabezpieczeniom, obejmującym m.in. dwustopniową autoryzację użytkownika podczas logowania za pomocą hasła i loginu oraz jednorazowego kodu generowanego przez aplikację Google Authenticator. Rozwiązanie zwiększa bezpieczeństwo korzystania z serwisu i zapobiega przejęciu dostępu do konta po ewentualnej utracie jednego z kanałów autoryzacji. Regularne, niezależne audyty bezpieczeństwa, transparentna struktura i całodobowy system monitoringu zapewniają wysoką jakość usług i spokój klienta giełdy. Własne serwery w renomowanych polskich serwerowniach ATMAN, z wyszkoloną ochroną i profesjonalną autoryzacją dostępu do dedykowanych szaf, pozwalają zachować również bezpieczeństwo fizyczne. Dodatkowo, środki klientów, tzw. cold wallety, przechowywane są w odseparowanych lokalizacjach.

DM BDM podnosi cenę docelową dla Mostostalu Zabrze do 2,53 zł/akcję; rekomendacja „akumuluj” podtrzymana

Analitycy Domu Maklerskiego BDM podnieśli cenę docelową dla akcji Mostostalu Zabrze do 2,53 zł z 2,23 zł. Podtrzymali też rekomendację „akumuluj”.

Ostatnie kwartały przynoszą systematyczną poprawę wyników Mostostalu Zabrze – piszą autorzy rekomendacji. – Oczyszczona z salda pozostałej działalności operacyjnej, EBITDA w I półroczu 2014 wzrosła do 19,1 mln zł (z 2,8 mln zł rok wcześniej). Wyniki były lepsze od naszych oczekiwań, co skłania nas do podniesienia założeń finansowych na 2014 rok.

Podniesienie wyceny wiąże się też z ugodą ws. roszczeń dotyczących budynku Altus w Katowicach, na mocy której Mostostal ma otrzymać od banku BZ WBK 17 mln zł, co nie zostało uwzględnione w poprzedniej wycenie. Zdaniem analityków DM BDM środki te mogą być podzielone między akcjonariuszy.

Spółka ma też perspektywę rychłej sprzedaży nieruchomości deweloperowi logistycznemu, co przyniosłoby jej 60 mln zł.

Jak piszą autorzy raportu, obecny portfel zleceń Mostostalu sięga poziomu 694 mln zł (wzrost o 2 proc. rdr). Lepiej też wygląda obecnie wartość kontraktów możliwych do pozyskania, które spółka szacuje na 884 mln zł (22 proc. rdr).

– Uważamy, że Mostostal oferuje dobrą ekspozycją na poprawę koniunktury w sektorze budowlanym, szczególnie w zakresie inwestycji przemysłowych i energetycznych a przewagą konkurencyjną jest wieloletnia współpraca z dużymi podmiotami międzynarodowymi (Hitachi, Fisia Babcock, Aker, Liebher, BASF). Biorąc pod uwagę uwzględnienie w modelu środków z ugody, podniesienie szacunków na 2014 roku oraz spadek stopy dyskontowej podnosimy naszą wycenę 1 akcji z 2,23 zł do 2,53 zł i podtrzymujemy zalecenie Akumuluj – podsumowują analitycy DM BDM.

SMT stworzy pilotażowy system, rezerwacji hotelowych dla francuskiego koncernu GDF Suez (aktualizacja)

0

Spółka zależna SMT stworzy system pilotażowy rezerwacji hotelowych dla podróżujących służbowo pracowników GDF Suez.

W przypadku pomyślnego zakończenia pilotażu i kontynuacji współpracy z iAlbatros spółka zawrze z GDF Suez czteroletnią umowę na świadczenie usług rezerwacji hotelowych, która w opinii zarządu SMT SA może mieć charakter umowy znaczącej. Szacowana łączna wartość ostatecznej umowy może wynieść 108 mln euro, ponieważ roczna wartość planowanego budżetu na podróże służbowe w GDF Suez wynosi 27 mln euro.

SMT 22 września otrzymał informację o wyborze oferty systemu rezerwacji hotelowych swej spółki zależnej  iAlbatros SAS do realizacji programu pilotażowego przez spółkę GDF Suez, która jest globalnym operatorem w sektorach energii elektrycznej, gazu ziemnego i usług energetycznych.

Oferta iAlbatros została wybrana do przeprowadzanego w spółce GDF Suez pilotażu. Celem wdrożenia jest optymalizacja procesu zamówień rezerwacji hotelowych dla podróżujących pracowników GDF Suez. Z tytułu przeprowadzanych testów spółce iAlbatros będzie przysługiwało wynagrodzenie zależne od ilości rezerwacji dokonanych na rzecz GDF Suez.

Współpraca z GDF SUEZ pokazuje, że konsekwentnie realizujemy strategię wprowadzenia iAlbatrosa do czołówki dostawców usług Business Travel w Europie. Cieszy nas, że spółka rośnie szybciej niż nasze przewidywania,  takiej tendencji spodziewamy się także w kolejnych kwartałach – podkreśla Konrad Pankiewicz, prezes SMT.

 

Work Service: obligacje za 25 mln zł trafią na Catalyst

Work Service chce sprzedać na Catalyst obligacje wartości 25 mln zł.

Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych 19 września postanowił wprowadzić do alternatywnego systemu obrotu na Catalyst 25 tys. obligacji na okaziciela serii R spółki Work Service o wartości nominalnej 1 tys. zł każda.

W Polsce powstaje sieć pralniomatów spółki Aqmet

0

Sieć 100 automatycznych pralni zamierzają stworzyć w Polsce Aqmet, InPost oraz sieć pralni 5àSec.

– We wrześniu na polskim rynku funkcjonować będzie 50 pralniomatów Hi’Shine zlokalizowanych przede wszystkim w pobliżu: centrów biurowych i handlowych, supermarketów, a także na osiedlach mieszkaniowych i stacjach benzynowych. Według założeń, w krótkim okresie sieć urządzeń ma rozszerzyć się o kolejne 100 maszyn – informuje w komunikacie inwestor.

Początkowo usługa będzie dostępna terenie Warszawy i Krakowa, aby docelowo pojawić się w większości miast w Polsce. Planowana jest także zagraniczna ekspansja.

Wartości inwestycji nie podano.

Novita: zysk netto od stycznia do sierpnia wzrósł o 97 proc.

0

Zysk Novity w sierpniu był podobny do zysku z przed roku. Zysk za osiem miesięcy był prawie dwukrotnie wyższy niż w 2013 r.

Novita  sierpniu zyskała 6,26 mln zł przychodów ze sprzedaży ogółem, 693 tys. zł zysku z działalności operacyjnej i 558 tys zł zysku netto. W porównaniu z sierpniem ubiegłego roku przychody spadły o 13 proc., zysk operacyjny o 4 proc., a zysk netto o 1 proc. Wzrósł za to o 3 proc. zysk brutto.

Uzyskane po ośmiu miesiącach roku przychody ze sprzedaży sięgnęły 57,1 mln zł, jest o 11 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2013 roku. Zysk netto przekroczył 7,43 mln zł i był o 97 proc. wyższy niż przed rokiem.

Frank będzie taniał, a wraz z nim raty kredytów. Sytuacja na rynkach jest coraz bardziej spokojna i przewidywalna

CEO Magazyn Polska

Po ubiegłotygodniowych decyzjach Banku Szwajcarii i związanym z nimi wzrostem kursu franka sytuacja na rynku walutowym uspokoiła się i przewidywane jest wzmocnienie złotego. W ciągu 2-3 tygodni frank może spaść do poziomu 3,43 – przewiduje Marek Rogalski z DM BOŚ.

– Pamiętajmy o tym, że jesteśmy silnie wpływa na nas to, co robi Europejski Bank Centralny, dlatego jeżeli EBC dalej będzie wdrażał politykę luźną, przejdzie do ABS-u [skupu instrumentów finansowych zabezpieczonych na aktywach – red.], przejdzie do programu QE na obligacjach skarbowych [program pomocowy polegający na skupie przez bank centralny obligacji w celu dostarczenia bankom pieniędzy – red.], to sądzę, że Szwajcarzy będą musieli się ugiąć – uważa Marek Rogalski, główny analityk DM BOŚ.

O tym, że EBC będzie skupował instrumenty ABS, co ma wesprzeć europejską gospodarkę, Rada Prezesów banku zdecydowała na początku września. 2 października, po kolejnym posiedzeniu, będą znane szczegóły tej operacji. Przeprowadzona w ubiegłym tygodniu aukcja TLTRO (czyli tanich długoterminowych pożyczek dla banków z przeznaczeniem na kredyty) nie była zbyt udana, zainteresowanie opiewało tylko na 82,6 mld euro. Większe nadzieje wiązane są z planowanym programem wykupu obligacji rządowych, co ma pobudzić gospodarkę w Eurolandzie. Z kolei sami Szwajcarzy nie zdecydowali się na obniżenie stóp procentowych, co spowodowało umocnienie się franka, ale też dopuściło możliwość przetestowania przez rynek kursu franka wobec euro na poziomie 1,20. Wtedy stopy w Szwajcarii musiałyby zostać obniżone.

– Szwajcaria być może w długim okresie powtórzy scenariusz Danii, gdzie ujemne stopy są już od dłuższego czasu. Inaczej trzeba będzie wydawać pieniądze na obronę kursu, a to jest chyba droższe – wyjaśnia Rogalski.

Thomas Jordan, prezes Szwajcarskiego Banku Narodowego, powiedział zresztą w ubiegły czwartek, że bank nie wyklucza wprowadzenia ujemnych stóp procentowych.

Na polskim rynku jest nieco spokojniejsza niż kilka tygodni temu. Na Ukrainie coraz częściej mówi się o wypracowaniu rozwiązania pokojowego (dla rynku mniej istotne jest to jakiego, lecz by w ogóle się na ten temat mówiło). Z kolei amerykański Fed jeszcze raz dał do zrozumienia, że nie będzie zaskakiwał żadnymi niezapowiedzianymi działaniami.

 Sądzę więc, że takim w układzie złoty może być trochę mocniejszy w przeciągu najbliższych dwóch trzech tygodni, a to może poprawić też sytuację na kursie frank/ złoty. Tu spodziewam się spadku w okolice poziomu 3,43 – przewiduje rozmówca Newserii Inwestor.

Nadzorca Dolnośląskich Surowców Skalnych chce upadłości z likwidacją majątku

0

Nadzorca sądowy spółki Dolnośląskie Surowce Skalne chce, by sąd zmienił postanowienie o ogłoszeniu jej upadłości z możliwością układu na postępowanie obejmujące likwidację majątku.

Dolnośląskie Surowce Skalne w upadłości układowej 19 września 2014 r. otrzymały informację o złożonym przez nadzorcę sądowego piśmie z wnioskiem o zmianę postanowienia o ogłoszeniu upadłości z możliwością zawarcia układu na postępowanie obejmujące likwidację majątku upadłego.

W piśmie nadzorca zwraca uwagę na możliwość niezawarcia układu z uwagi na zachowanie głównego wierzyciela spółki, Banku Zachodniego WBK, który odmawia objęcia swoich wierzytelności pozaukładowych układem w oparciu o wypracowane dotychczas propozycje układowe.

Podkreślił też, że w związku z trwającymi postępowaniami egzekucyjnymi znacząco utrudnione jest funkcjonowanie przedsiębiorstwa.

W ocenie nadzorcy sądowego na obecnym etapie zatwierdzenie i wykonanie układu przez Dolnośląskie Surowce Skalne  nie będzie możliwe.

Boryszew w wezwaniu płaci 4,90 zł za akcje Hutmen SA

Boryszew ogłosił wezwanie na udziały w spółce Hutmen i zamierza wycofać ją z giełdy. Za jedną akcję oferuje 4,9 zł.

Boryszew oraz jej spółki zależne zamierzają ogłosić wezwanie do zapisywania się na sprzedaż niemal 8,9 mln akcji spółki Hutmen, co razem z akcjami już posiadanymi przez podmioty zależne od Boryszewa spowoduje osiągnięcie poziomu 100 proc. udziałów w Hutmenie.

Planowana cena nabycia akcji w wezwaniu wyniesie 4,9 zł za jedną akcję.

Po podjęciu przez Walne Zgromadzenie spółki Hutmen uchwały w sprawie zniesienia dematerializacji akcji i udzielenia zezwolenia przez Komisję Nadzoru Finansowego na przywrócenie akcjom formy dokumentu, akcje te zostaną wycofane z obrotu na rynku regulowanym.

ARR: przetarg na żywność za 42 mln zł

Agencja Rynku Rolnego kupi żywność dla pomocy społecznej. Chce na to wydać ok. 42 mln zł.

Agencja Rynku Rolnego ogłosiła  pierwszy w tym roku przetarg na dostawy artykułów spożywczych do magazynów organizacji partnerskich w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Żywnościowa 2014-2020, współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Pomocy Najbardziej Potrzebującym.

Program Operacyjny w ramach ww. funduszu będzie obejmował zakup i dystrybucję żywności wśród osób najbardziej potrzebujących oraz obligatoryjne działania towarzyszące.

Maksymalna kwota przeznaczona na zakup artykułów spożywczych w  ramach Podprogramu 2014 wynosi 42,1 mln zł netto.

Dostawy będą realizowane do regionalnych magazynów organizacji partnerskich, wskazanych przez organizacje partnerskie ogólnopolskie, które zostaną wybrane przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.

BNP Paribas chce w wyniku kupna BGŻ zbudować jeden z największych banków w Polsce. Rozwijać będzie bankowość korporacyjną, detaliczną, agro i nowe technologie

CEO Magazyn Polska

W wyniku kupna akcji BGŻ od holenderskiego Rabobanku BNP Paribas Polska chce zbudować jeden z największych banków w Polsce. Nowa instytucja finansowa ma rozwijać zarówno dział korporacyjny, detaliczny, agro, jak i nowe technologie. Przedstawiciele obu banków zapowiadają, że ich celem jest przekroczenie przez nowy podmiot 5 proc. udziałów w sektorze bankowym.

We wtorek 23 września ma zostać sfinalizowana sprzedaż należących do holenderskiego banku Rabobank akcji banku BGŻ. Nabywca, grupa BNP Paribnas Polska, za 41,7 mln udziałów zapłaci ok. 1 mld euro. Tym samym w jego portfelu znajdzie się ok. 90 proc. akcji BGŻ. Reszta pozostanie własnością Holendrów.

Jak zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jean-Paul Sabet, zastępca dyrektora generalnego International Retail Banking BNP Paribas, dla całej grupy BNP Paribas powstanie nowego banku w Polsce jest impulsem do dalszego rozwoju.

Grupa jest przeważnie europejska, a jak wiadomo w Europie Zachodniej wzrost gospodarczy nie jest zbyt wysoki, tymczasem polska gospodarka trwale i stabilnie się powiększa – wskazuje Jean-Paul Sabet. – Wierzymy, że możemy bardzo rozwinąć się w Polsce dzięki nowemu bankowi. Polska gospodarka może osiągnąć i utrzymać stały wzrost wyższy niż inne gospodarki w Europie. Wierzymy także, że jest coraz bliżej strefy euro, co czyni ją coraz mniej zmienną.

Na bazie tej transakcji BNP Paribas chce zbudować jeden z największych banków w Polsce, oferujący uniwersalny model bankowości.

Oznacza to możliwość obsługi każdego klienta z pełną ofertą – zapowiada Sabet. – Łączymy siłę BGŻ w sektorze rolniczym i przemysłowym, z ugruntowaną pozycją w małych i średnich miastach, z siłą BNP Paribas Polska w dużych firmach i kredytach konsumenckich.

Jak podkreśla Frédéric Amoudru, prezes zarządu BNP Paribas Bank Polska, osiągnięcie krytycznej wielkości w bankowości jest bardzo ważne. Dzięki tej transakcji Francuzi chcą stworzyć bank, który będzie miał znaczący, pod względem wielkości, udział w krajowym rynku bliski 5 proc.

Oczywiście mamy nadzieję przekroczyć tą wielkość w nieodległej przyszłości – zapowiada Amoudru. – Co bardzo ważne, łączymy dwie uzupełniające się instytucje. Jedna jest bardzo mocna w sektorze agro, ma też dużą bazę klientów detalicznych, druga ma sporą bazę klientów korporacyjnych, także małych i średnich przedsiębiorstw, a także mocna jest w bankowości detalicznej, szczególnie w finansowaniu konsumenckim.

Sieć, którą powstanie po połączeniu, zdaniem Amoudru będzie jedną z największych w Polsce.

Tworzymy nowego lidera rynku, który potrzebuje konsolidacji – mówi prezes zarządu BNP Paribas Bank Polska. – Oczywiście jest dla nas bardzo ważne, by dostarczyć lepsze produkty, mieć lepsze pokrycie kraju, oferować ciekawsze usługi. Chodzi nie tylko o rozmiar, lecz także o to, co będziemy dostarczać polskiej gospodarce i klientom.

Integracja, jak twierdzi Frédéric Amoudru, spowoduje wiele efektów synergii. Likwidacja dublujących się aktywności spowoduje jego zdaniem wzrost rentowności.

Jak widać, nasz poziom zyskowności jest przeciętny – zauważa rozmówca agencji Newseria Inwestor. – Poprzez synergię kosztów i przychodów osiągniemy znacznie lepszą zyskowność, co jest dla nas bardzo ważne, bo banki również konkurują rentownością. Mamy nadzieję, że po połączeniu będziemy mieli mocniejsze podstawy do tego, by zdobyć nowy udział w rynku i w kolejnych latach być jednym z wiodących banków w Polsce.

Zdaniem Józefa Wancera, prezesa zarządu BGŻ, fuzja sprawi, że nowy bank będzie dużo silniejszy, bardziej stabilny, z większym potencjałem do wzrostu i rozwoju, dzięki czemu stanie się jednym z kluczowych podmiotów w sektorze bankowym.

Dla klientów oznacza to, że będą mogli skorzystać z dużo bogatszej oferty produktowej w przyszłości, szczególnie jak zakończymy projekt integracyjny – zapowiada Józef Wancer. – Przede wszystkim będziemy wzmacniać trzy, cztery głównie dziedziny: sektor korporacyjny, detaliczny, agro oraz nowe technologie, takie jak na przykład BGŻOptima. Nowy bank będzie korzystać z wiedzy i doświadczenia, które grupa posiada nie tylko we Francji, lecz także na całym świecie. Dobrze mieć takiego silnego, stabilnego i globalnego inwestora.

Na razie trudno przewidzieć zdaniem prezesa zarządu BGŻ, jaką nowa instytucja będzie mieć na skutek połączenia dynamikę kredytów i depozytów klientów.

Jesteśmy na razie w pierwszej fazie tej operacji, analizujemy obszary, na których będziemy się rozwijać i jak bardzo dynamicznie – mówi Wancer. – Te odpowiedzi będę mógł przekazać dopiero po zakończeniu wszystkich prac. Niewątpliwie chcemy mieć dużo większy niż obecnie udział w rynku, żeby dotrzeć do 4, 5 czy 6 proc.

Instytut Sobieskiego: specustawa węglowodorowa uprości procedury związane z wydobyciem gazu łupkowego

CEO Magazyn Polska

Do konsultacji społecznych trafił projekt specustawy węglowodorowej, która ma uprościć procedury związane z poszukiwaniem, wydobywaniem i przesyłaniem gazu łupkowego. Przewiduje on skrócenie czasu na decyzje w sprawie poszukiwań oraz terminów odwoławczych. Mniej ma być urzędników, a różnego typu pozwolenia mają być zastąpione opiniami wraz z wprowadzeniem domniemania decyzji pozytywnej. Projekt nie rozwiązuje kwestii podatkowych.

Zadaniem specustawy węglowodorowej jest usprawnienie procedur administracyjnych, tak aby przedsiębiorstwa mogły łatwiej inwestować w poszukiwania, wydobycie i eksploatację złóż łupkowych.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy mamy do czynienia z prawdziwą falą wyjazdową inwestorów z Polski – mówi Tomasz Chmal z Instytutu Sobieskiego. – Dochodzi do oddawania koncesji, likwidowania przedsiębiorstw, a tym samym rząd stoi przed dość poważnym dylematem: co zrobić, aby przedsiębiorstwa chciały pozostać w Polsce i dalej prowadzić poszukiwania.

Zdaniem eksperta ds. energetyki Instytutu Sobieskiego trzeba pamiętać o tym, że jeden odwiert kosztuje kilkanaście milionów dolarów. Takich pieniędzy nie mają polskie firmy naftowe PGNiG czy PKN Orlen. Środków należy więc szukać na rynkach zagranicznych.

Tam z kolei konieczna jest dobra legislacja, która spowoduje, że banki bardziej elastycznie będą podchodzić do finansowania poszukiwań prowadzonych przez firmy wydobywcze – mówi Chmal. – Jest to więc próba stworzenia lepszych warunków.

Przygotowane w resorcie skarbu prawo przewiduje skrócenie czasu, jaki na udzielenie zgody na poszukiwania złóż ma mieć administracja, oraz terminów odwoławczych. Mniej ma być również urzędników, od których zależeć będzie postęp prac, a głównymi decydentami w tego rodzaju sprawach mają zostać wojewodowie. Dokument przewiduje także zastąpienie pozwoleń i uzgodnień niewiążącymi opiniami (wraz z wprowadzeniem zasady domniemania pozytywnej decyzji).

Nowe prawo dotyczące węglowodorów będzie skracało procedury i łączyło pewne pozwolenia, aby inwestorzy nie musieli występować do dwóch różnych organów w tej samej sprawie – przypuszcza Chmal. – Może to być więc kolejny krok w kierunku poprawy klimatu inwestycyjnego w kwestii surowców w Polsce.

Branża energetyczna liczyła jednak, że uproszczenie procedur administracyjnych znajdzie się już w Prawie geologicznym i górniczym. W przyjętym niedawno przez parlament dokumencie kwestie te nie zostały jednak ujęte.

Kwestia opodatkowania jest przedmiotem dyskusji na temat nowelizacji ustawy Prawo geologiczne i górnicze – podkreśla Tomasz Chmal. – Nowelizacja weszła już w życie, ale kwestia podatków została odroczona do 2020 roku.

Firmy poszukiwawcze rozczarowane są także rozwiązaniami fiskalnymi. O ile sam podatek przedsiębiorstwa mają płacić od 2020 roku, o tyle procedury biurokratyczne (np. składanie sprawozdań, deklaracji itp.) mają już ruszyć za półtora roku.

W mojej ocenie dzisiaj nie ma specjalnie powodów do tego, by obecnie dyskutować o podatkach – mówi Chmal. – Nie wiemy, jak zasobnymi złożami dysponujemy, w jakiej lokalizacji i jak dużo trzeba poświęcić czasu i kapitału na ich odkrycie. Na temat podatków w mojej ocenie warto rozmawiać z inwestorami, jak będzie można się już podzielić tymi informacjami, gdy będzie wiadomo, jakiego rodzaju przepływami dysponujemy.

Zdaniem eksperta ds. energetyki Instytutu Sobieskiego państwo powinno raczej prowadzić w tym względzie politykę umiarkowaną.

Tak naprawdę wysokie opodatkowanie wydobycia dzisiaj uderzać będzie tylko w tych, którzy gaz już produkują, czyli PGNiG – zauważa Chmal. – Nie wiedząc, jak dużymi zasobami gazu dysponujemy i co z tym gazem będziemy robić, czy konsumować na rynku krajowym, czy eksportować, dyskusja o podatkach jest raczej przedwczesna.

Według zapowiedzi ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego spółki Skarbu Państwa do 2016 roku zainwestują w poszukiwania gazu łupkowego ok. 5 mld zł.

E. Bieńkowska rekomenduje elektroniczny pobór opłat od aut osobowych na autostradach. To zwiększy przepustowość i bezpieczeństwo

Odchodząca minister infrastruktury i rozwoju Elżbieta Bieńkowska rekomenduje e-myto jako nowy sposób poboru opłat od samochodów osobowych na autostradach. Rozwiązanie będzie można wykorzystywać nie tylko do regulacji płatności, lecz także w ramach tworzonego polskiego i europejskiego systemu zarządzania ruchem. To szansa na rozładowanie korków i zwiększenie bezpieczeństwa na drogach.

Niestety, jeśli chcemy jeździć przyzwoitymi drogami, musimy za to płacić. Systemy winietowe powodują, że właściciel autostrady otrzymuje mniej pieniędzy, ponadto można je łatwiej obejść. Ponadto nie ma tego szeregu zalet wynikających z elektronizacji i identyfikacji samochodu, które umożliwiają inne usługi – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Król, doradca prezydenta RP.

Decyzja o likwidacji manualnego poboru opłat na autostradach i uciążliwych dla kierowców bramek została podjęta przez minister infrastruktury i rozwoju Elżbietę Bieńkowską już wiosną tego roku. Odchodząca na stanowisko komisarza UE Bieńkowska zarekomendowała zastąpienie go elektronicznym poborem opłat. Ostateczną decyzję podejmie nowa szefowa MIR-u Maria Wasiak. Według Bieńkowskiej nowy system może wejść w życie już w 2016 r.

Poza e-mytem rozważane były też winiety lub system video tollingu, czyli kamery odczytujące tablice rejestracyjne pojazdów. Elektroniczny pobór opłat obowiązuje już na autostradach, drogach ekspresowych oraz niektórych drogach krajowych dla samochodów o dopuszczalnej masie powyżej 3,5 ton, a na zarządzanych przez GDDKiA autostradach elektronicznie płacić mogą również kierowcy aut osobowych. W Europie obecnie dominują systemy mieszane, czyli manualno-elektroniczne (np. Francja, Włochy), winiety (Austria, Szwajcaria, Czechy) oraz autostrady bezpłatne (Niemcy, Holandia, Belgia).

Jak przekonuje Krzysztof Król, zastąpienie bramek winietami, nawet jeśli doszłoby do tego we wszystkich krajach w UE, nie stworzy kierowcom komfortowej sytuacji.

Winiety obowiązują w danym kraju, więc jeśli ktoś często jeździ po Europie, to będzie w każdym kraju nalepiał sobie nową winietę. Nalepkę austriacką, niemiecką, francuską, włoską – to absurd. Powinien być jednolity europejski system identyfikacji elektronicznej – apeluje Król.

Elektroniczny system poboru opłat stwarza zresztą znacznie większe niż winiety możliwości, które mogą być wykorzystywane jedynie do płacenia za przejazd. Poprzez identyfikację pojazdów można między innymi lepiej zarządzać danymi dotyczącymi ruchu, wypadków i tworzących się korków. Taką funkcjonalność ma mieć Krajowy System Zarządzania Ruchem, nad którym pracuje GDDKiA.

Będzie wiadomo, że w danym momencie tą drogą nie powinniśmy jechać albo wręcz przeciwnie. Będzie można wprowadzić restrykcje w rodzaju: „Uwaga, na tym odcinku jedziemy nie 140 km/h, tylko ze względu na gorsze warunki 100 km/h”. To zwiększy bezpieczeństwo, a ponadto przepustowość oraz możliwości wynikające z nadzoru – wylicza zalety e-myta Król.

System będzie mógł być docelowo zintegrowany na poziomie europejskim, co umożliwi płatności za pomocą jednego urządzenia w całej UE. Taka integracja zwiększy też bezpieczeństwo, bo Komisja Europejska pracuje już nad inicjatywą eCall. Projekt ten zakłada automatyczne informowanie scentralizowanego systemu zarządzania i nadzoru o wydarzeniach drogowych, np. o wypadkach. Jak podkreśla Król, nie ma przeszkód, by system eCall i europejski elektroniczny pobór opłat działały z wykorzystaniem tej samej technologii.

Drony coraz częściej wykorzystywane przez prywatny biznes. Kosztują od 5 do 10 razy mniej niż śmigłowce

CEO Magazyn Polska

Drony mogą być używane wszędzie tam, gdzie obecnie stosowane są śmigłowce, czyli w energetyce, ratownictwie i topografii. Ich cena jest kilkukrotnie niższa niż cena, za którą można kupić lub wynająć helikopter. Na razie jednak rynek jest niewielki. Aby go poszerzyć, spółka wprowadza do swojej oferty całościowe rozwiązania, obejmujące szkolenia z pilotażu i przygotowania do eksploatacji.  

Drony, czyli bezzałogowe, małe samoloty, sterowane z ziemi głównie drogą radiową, wykorzystywane głównie przez siły zbrojne. Służą przede wszystkim do działalności wywiadowczej oraz zarządzania polem walki. Ponieważ są pilotowane zdalnie z ziemi, pilot nie naraża życia i zdrowia w razie ataku nieprzyjaciela. Ponieważ drony są tańsze w eksploatacji niż śmigłowce, a w powietrzu mogą przebywać nawet kilkanaście godzin, szkolenie ich operatorów trwa krócej niż konwencjonalnych pilotów, dlatego znajdują one coraz więcej zastosowań cywilnych.

Drony to przyszłość – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Władysław Binda, prezes zarządu spółki Wtórplast. – Możliwości zastosowania tego sprzętu są olbrzymie, dlatego wykorzystanie dronów nie tylko do celów wojskowych, lecz także cywilnych rośnie na świecie bardzo dynamicznie.

Drony można wykorzystywać przy akcjach ratowniczych w trudno dostępnych miejscach (np. w górach), do inspekcji sieci elektroenergetycznych czy w kartografii. Jak informuje Władysław Binda, polscy eksperci w najbliższych dniach wezmą udział w poszukiwaniach zaginionego w chorwackich górach Polaka. Jest to bardzo trudny teren, gdzie kilkutygodniowe poszukiwania naziemne nie przyniosły rezultatów. Dron dotrze w najbardziej niebezpieczne rejony, w które dotarcie pieszo jest praktycznie niemożliwe.

Krajowy rynek tego rodzaju produktów jest wciąż we wczesnej fazie rozwoju. Jak zauważa prezes spółki Wtórplast, jest wielu producentów oraz ośrodków badawczych i rozwojowych, w Polsce jednak wciąż trudno znaleźć nabywców.

Dużo sprzętu trafiają na eksport – informuje prezes Wtórplastu. – W Polsce musimy od podstaw zbudować ten rynek. Obecnie proponujemy cały zakres usług związanych z wykorzystaniem militarnym, wojskowym i cywilnym, łącznie ze szkoleniem personelu. Na razie niewiele firm i ludzi potrafi tym sprzętem zawiadywać, dlatego proponujemy także naukę. Trzeba pamiętać, że abyśmy mogli sprzedawać drony, musimy najpierw wyszkolić ludzi, zrobić z nich pilotów i umożliwić zdobycie licencji.

Firma ma kilku potencjalnych klientów, którzy zainteresowani są taką kompleksową usługą. Na razie, jak informuje prezes spółki Wtórplast, prowadzone są z nimi rozmowy.

Nie chciałbym zdradzać szczegółów – mówi Władysław Binda. – Natomiast mamy kilku kontrahentów, którzy są zainteresowani całościowym pakietem, obejmującym szkolenia, pilotaż i wszelkiego rodzaju zezwolenia.

Korzystanie z tego rodzaju rozwiązań, jak zapewnia prezes Binda, jest także znacznie tańsze niż w przypadku śmigłowców. Wynajem drona kosztuje od 100 do 200 euro za godzinę lotu (cena wypożyczenia helikoptera wraz z pilotem jest znacznie wyższa). Przedsiębiorstwo, które chciałoby kupić taką profesjonalną maszynę, musi zapłacić od 70 do 120 tys. euro (cena nowego śmigłowca to ok. 500 tys. euro).

Konwencjonalne rozwiązania są więc znacznie droższe – podsumowuje szef spółki Wtórplast.

Założony w 1982 roku Wtórplast jest jedyną z czołowych polskich firm zajmujących się recyklingiem. Od 2007 roku, jako jedna z niewielu, świadczy usługi na rzecz wojska i przemysłu obronnego tzw. dekompletacji i utylizacji amunicji. Wraz ze spółką FlyTech Solutions oferuje drony, które można wykorzystywać zarówno do celów wojskowych, jak i cywilnych.

M. Woszczyk (PGE): jeszcze bardzo długo w polskiej gospodarce węgiel będzie dominujący paliwem

CEO Magazyn Polska

Strategia PGE zakłada zróżnicowanie dotychczasowych źródeł energii. Tempo jej wprowadzania ma jednak zależeć przede wszystkim od opłacalności poszczególnych inwestycji. Wymagają one wysokich nakładów, więc jeśli koszty emisji dwutlenku węgla będą wysokie, to dywersyfikacja będzie przebiegać wolniej.

Myślę, że jeszcze bardzo długo w polskiej gospodarce węgiel będzie dominujący paliwem – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Woszczyk, prezes Polskiej Grupy Energetycznej. – 95 proc. energii elektrycznej, którą PGE oferuje odbiorcom, wytwarzane jest właśnie z węgla kamiennego czy brunatnego. Nie znaczy to jednak, że ten miks energetyczny nie będzie ewoluował.

Zdaniem Marka Woszczyka przyszłość węgla jako pierwotnego nośnika energii zależy przede wszystkim od kosztów produkcji. Ze źródłem tym wiąże się stosunkowo wysoki poziom emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Unia Europejska reguluje go, udzielając zezwoleń na określoną wielkość emisji. Jeśli ich koszt będzie wysoki, opłacalność produkcji energii elektrycznej spadnie.

Przyszłość węgla nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie będzie w dużej mierze zależała od decyzji, które niebawem zostaną podjęte na poziomie UE – uważa prezes Woszczyk. – Mam tutaj na myśli przede wszystkim przyszły kształt polityki energetyczno-klimatycznej i coraz bardziej ambitnych celów wykraczających poza horyzont 2020 roku, a sięgających już nawet 2030 roku. Innymi słowy wszystko zależy od tego, czy w przyszłości emisja dwutlenku węgla będzie droga, czy umiarkowanie droga, jak ma to miejsce obecnie.

W kwestii ograniczenia zanieczyszczeń PGE zdaniem Marka Woszczyka zrobiło już sporo.

Energetyka konwencjonalna może być czysta – zapewnia prezes Woszczyk. – W elektrowni w Opolu zredukowaliśmy emisję dwutlenku węgla o 20 proc. Do kwestii ochrony środowiska podchodzimy odpowiedzialnie i nadal chcemy tak postępować. Pytanie tylko, jaką cenę będziemy musieli za to zapłacić. Decyzje o tym właśnie będą zapadały na szczeblu unijnym.

Grupa PGE pod względem przychodów i generowanego zysku jest największym w Polsce przedsiębiorstwem sektora elektroenergetycznego. Obsługuje ponad 5 mln klientów (zarówno gospodarstwa domowe, jak i firmy). W ubiegłym roku w należących do PGE elektrowniach Turów i Bełchatów oraz ze źródeł odnawialnych wyprodukowano łącznie 57,04 TWh energii elektrycznej. Ponad 90 proc. pochodziło z węgla.

Rośnie rynek usług kurierskich. Spodziewany jest wzrost liczby fuzji i przejęć

CEO Magazyn Polska

Dzięki szybkiemu wzrostowi handlu internetowego dynamicznie rozwija się również rynek usług kurierskich. Konkurencja na nim jest coraz większa, dlatego firmy muszą sięgać po nowoczesne rozwiązania. Uczestnicy rynku spodziewają się, że wraz z jego rozwojem będzie na nim więcej fuzji i przejęć, podobnych do zakupu polskiej Siódemki przez DPD. Firmy czekają na zgodę UOKiK.

Duży podmiot chcąc zwiększyć swój udział w rynku i ugruntować swoją pozycję, przejmuje mniejszy – to normalne zjawisko dla dojrzałych rynków. Wystarczy spojrzeć na rynek telekomów czy sieci spożywczych. To taka naturalna droga w biznesie i kreacji rozwoju danego rynku. Jestem przekonany o tym, że dalsza konsolidacja rynku będzie następować – prognozuje Jarosław Śliwa, prezes zarządu Siódemki.

W połowie kwietnia firma DPD ogłosiła informację o planach zakupu 100 proc. akcji Siódemki. Firmy złożyły w tej sprawie wniosek do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ale zgody jeszcze nie otrzymały. W wyniku połączenia mogłaby powstać druga pod względem udziału w polskim rynku firma kurierska (24 proc.). Na rynku działa obecnie ok. 200 podmiotów.

Kilka lat temu predysponowaliśmy do bycia w pierwszej lidze, dzisiaj walczymy o jej czołówkę – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Śliwa. – Każdego miesiąca wystawiamy kilkanaście tysięcy faktur. Mamy 40 lokalizacji w całym kraju, wciąż budowana jest też sieć punktów obsługi klienta, obecnie jest ich 1,2 tys. na terenie Polski.

W ciągu 15 lat istnienia Siódemka stała się jednym z ważniejszych graczy na rynku. Jak podkreśla prezes spółki, w walce o coraz bardziej wymagających klientów liczy się nie tylko rozbudowana sieć placówek, lecz także wdrażanie nowoczesnych rozwiązań. Wprowadzona przez Siódemkę aplikacja Internet Shipping pozwala za pośrednictwem sieci wybrać sposób nadania przesyłki, zamówić kuriera po jej odbiór czy śledzić status realizacji. Śliwa zaznacza, że nowoczesne usługi i udogodnienia dla klientów pozwoliły firmie na podwojenia przychodów w ciągu pięciu lat (od 156 mln zł w 2009 roku do 336 mln zł na koniec 2013 roku).

Zdaniem prezesa Siódemki decydujący wpływ na rozwój firmy miało mocne wejście na rynek e-commerce w momencie, kiedy nie był on jeszcze mocno rozwinięty.

Siódemka jako pierwsza firma zintegrowała na polskim rynku Allegro z modułem wysyłkowym. Zaoferowaliśmy klientom korzystającym z serwisu aukcyjnego możliwość wyszukiwania swojej paczki po nicku, było to duże udogodnienie – ocenia Śliwa.

Dziś rosnący w dwucyfrowym tempie rynek e-commerce wciąż stanowi ogromną szansę dla polskiego rynku usług kurierskich. W ubiegłym roku blisko 25 proc. przesyłek wysłały sklepy internetowe. Polska wciąż jest jednak w tyle Europy pod względem istniejących e-sklepów. Firma Comarch ocenia, że w kraju działa ich ok. 14 tys. (przy 100 tys. w Niemczech i 117 tys. we Francji). Dlatego e-commerce czeka dalszy rozwój, a to oznacza większe możliwości dla firm kurierskich.

Oferowanie sprzedawcom przyjaznych rozwiązań zakupowych, które doceniają kupujący, decyduje o tym, czy sklep odniesie sukces w pozyskiwaniu klientów e-commerce’owych. Trend na rynku jest taki, że to satysfakcja z obsługi kurierskiej determinuje kolejne zakupy – tłumaczy Śliwa.

Krajowa Izba Gospodarcza: przedsiębiorcy coraz lepiej oceniają działania PARP w zakresie pozyskiwania funduszy

0

CEO Magazyn Polska

Według Krajowej Izby Gospodarczej firmy dofinansowane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości mają duży udział w produkcie krajowym brutto. Podczas poprzedniej perspektywy finansowej działalność agencji była oceniana przez przedsiębiorców surowo. Właściciele firm narzekali, że PARP zbyt drobiazgowo podchodzi do projektów i bardziej liczą się dla niej procedury biurokratyczne niż wartość merytoryczna. Obecnie wsparcie agencji w pozyskiwaniu funduszy UE postrzegane jest znacznie lepiej.

Muszę powiedzieć, że z dużą satysfakcją obserwuję ewolucję agencji od tych pierwszych lat, kiedy szło to bardzo opornie, było dużo biurokracji – mówi Andrzej Arendarski. – PARP rozkręcał się, nabierał doświadczeń, a w tej chwili jest instytucją, którą przedsiębiorcy wskazują jako życzliwą, czyli pomagającą w realny sposób uzyskać środki, a nie jako strażnika, który liczy przecinki, kropki i odsyła aplikacje.

PARP jest także bardzo silnym graczem na rynku działań promocyjnych i proeksportowych: organizuje wiele misji, z których korzystają tysiące polskich przedsiębiorców oraz ich wystąpienia na dużych, międzynarodowych imprezach. Zdaniem szefa Krajowej Izby Gospodarczej jest to szczególnie ważne dla małych i średnich przedsiębiorstw.

PARP ma także rozległą siatkę połączeń z podobnymi organizacjami w innych krajach, instytucjami państwowymi powołanymi, podobnie jak agencja, do wspierania małych i średnich przedsiębiorstw – mówi Arendarski. – Istotna jest wreszcie działalność na arenie brukselskiej. Prezes PARP Bożena Lublińska-Kasprzak w tym roku przewodniczy jednej z grup doradczych Komisji Europejskiej, która koncentruje się na przygotowywaniu materiałów dotyczących innowacyjności małych i średnich przedsiębiorstw. To działania wykraczające poza zwykłe wysyłanie misji i uczestnictwo w targach.

Prezes KIG uważa, że działalność PARP przyczynia się także do wyższego wzrostu gospodarczego.

Według statystyk firmy dofinansowywane w różny sposób przez PARP mają niemały udział w krajowym PKB., więc aktywność agencji przyczynia się do jego wzrostu – zauważa Andrzej Arendarski.

Powołana na mocy specjalnej ustawy z 9 listopada 2000 roku Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) jest instytucją rządową, podlegającą Ministerstwu Gospodarki. Jej zadanie polega na zarządzaniu funduszami z budżetu państwa i Unii Europejskiej przeznaczonymi na wspieranie przedsiębiorczości i innowacyjności oraz rozwój zasobów ludzkich.

Na wyniki w nauce 6-latków duży wpływ ma akustyka sali lekcyjnej

CEO Magazyn Polska

Lepsza akustyka sali lekcyjnej to lepsze wyniki w nauce – wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Ecophon wśród duńskich uczniów. I nie chodzi tutaj tylko o hałas dobiegający zza okna czy z korytarza tylko o propagację i odbicia dźwięku w samej klasie. Te wnioski są szczególnie istotne w kontekście polskich 6-latków i obaw części rodziców oraz ekspertów o przygotowanie szkół do ich przyjęcia.

Nie ma wątpliwości, że mniejsze dzieci potrzebują lepszego środowiska akustycznego. Dzieci poniżej 11. roku życia nie mają w pełni wykształconego układu słuchowego, co oznacza, że proces przetwarzania sygnałów dźwiękowych przez ośrodek słuchu w mózgu jest jeszcze niedoskonały. Dlatego maluchy są szczególnie wrażliwe na wszelkie niepożądane dźwięki. Co ważne, hałas może je łatwo rozpraszać, na przykład w momentach wymagających skupienia na wypowiedzi nauczyciela – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Mai-Britt Beldam z Ecophon Dania.

Od 1 września 2014 r. część 6-latków rozpoczęła naukę w szkołach podstawowych. Wielu rodziców i ekspertów obawiało się, że wiele sal lekcyjnych nie jest przystosowanych do potrzeba małych dzieci. Według ankiety MEN z marca 2014 r. 60 proc. dyrektorów szkół oraz 55 proc. rad rodziców uważa, że ich szkoła ma przygotowane pomieszczenia i pomoce dydaktyczne w stopniu dobrym, z kolei według 38 proc. rad rodziców i 33 proc. dyrektorów – w stopniu bardzo dobrym.

Problemem może być jednak słaba akustyka klas, co jest szczególnie ważne w przypadku sal do nauczania początkowego, które są przeznaczone dla najmłodszych uczniów.  Musimy pamiętać o tym, że dzieci mają ograniczoną zdolność koncentracji, dlatego dobra zrozumiałość mowy jest dla nich szczególnie ważna.

Małe dzieci muszą usłyszeć każde słowo z wypowiedzi. Jeżeli nie dosłyszą jednej sylaby, często nie rozumieją całego zdania, czyli nie słyszą właściwie niczego. Dlatego powinniśmy przywiązywać wagę do akustyki sal, w których uczą się tak małych dzieci.  – mówi Mai-Britt Beldam.

Wszelkie zniekształcenia dźwięku wynikające z niewłaściwej akustyki sali lekcyjnej sprawiają, że zrozumienie wypowiedzi nauczyciela, jeśli w ogóle jest możliwe, wymaga znacznie większego wysiłku, co z kolei odbija się na szybkości i jakości pracy uczniów.

Na takie ryzyko wskazują wyniki dwóch testów, jakie Ecophon przeprowadził wśród 7-latów z Danii. W pierwszym z nich uczniowie musieli zapamiętać kolejność przypadkowo odczytywanych wyrazów (za każdym razem odczytywano 4 wyrazy z 9 wyrazowego zbioru). Drugi test polegał na wykonywaniu prostych zadań według ustnych instrukcji nauczyciela (np. „weźcie niebieski pisaki i narysujcie kółko na dole kartki”). Dzieci podzielone na dwie grupy poddawane były testom w dwóch pomieszczeniach różniących się jedynie rodzajem wykończenia sufitu.

W pierwszym pokoju mieliśmy klasyczny sufit dźwiękochłonny z wełny szklanej, a w drugim standardowy twardy sufit odbijający dźwięk. Pogłos w obu pomieszczeniach był zbliżony, ale zauważyliśmy istotne różnice w czystości dźwięku. Wyniki były dość niezwykłe. Pokazały, że preferowanym środowiskiem był pokój numer jeden z sufitem dźwiękochłonnym z wełny szklanej. W pokoju tym dzieci uzyskały dużo lepsze wyniki w obu testach – twierdzi Beldam.

Do szkoły chodzi się po to, aby zdobyć wiedzę, a wiedza jest tym, co zapamiętamy. Wielu uczniów w klasach lekcyjnych rozumie wypowiedź nauczyciela, ale jej nie zapamiętuje, ponieważ zbyt wiele wysiłku kosztuje ich interpretacja zniekształconego sygnału akustycznego – wtóruje Jonas Christensson z Ecophon Szwecja.

Twarde wykończenie sal lekcyjnych połączone ze skromnym umeblowaniem sprawia, że wszelkie dźwięki są w nich znacznie wzmacniane. Z kolei wysoki poziom dźwięku (hałasu) prowokuje uczniów do jeszcze głośniejszego zachowywania się. W efekcie lekcje są jeszcze głośniejsze, co staje się jeszcze bardziej uciążliwe, a dla nauczyciela niesie ryzyko związane ze zwiększonym wysiłkiem głosowym. Dodatkowo odbicia dźwięku zniekształcają głos i sprawiają, że jest mniej wyraźny.

Lasy nie są tak ciche, jak nam się wydaje, ponieważ możemy tam usłyszeć dźwięki naturalne, takie jak np. śpiew ptaków lub odgłos wiatru w koronach drzew, ale jest tam niewiele charakterystycznych dla pomieszczeń zamkniętych odbić dźwięku. Słuch człowieka wykształcił się przez miliony lat ewolucji, która przystosowała nas do funkcjonowania właśnie w przestrzeni otwartej – wyjaśnia ekspert Ecophon Szwecja.

Wniosek wydaje się prosty: dla dobrej zrozumiałości mowy oraz ograniczenia poziomu hałasu należy w salach lekcyjnych stworzyć warunki akustyczne zbliżone do tych panujących w lesie.

W lesie nie ma płaskich powierzchni, od których dźwięk może się odbijać, tak jak w szkolnych salach lekcyjnych. Dlatego rekomendujemy instalację dźwiękochłonnych sufitów, które pochłaniają niemal każdy dźwięk. Na zewnątrz to drzewa rozpraszają dźwięki. A zatem w pomieszczeniach, szczególnie szkolnych, należy zastosować materiały zarówno pochłaniające dźwięk, jak i go rozpraszające. Jeżeli do tego ograniczymy przenikanie niepożądanych dźwięków z zewnątrz, to stworzymy naturalne środowisko, w którym uczniowie będą lepiej słyszeć i zapamiętywać to, co mówi nauczyciel – twierdzi Jonas Christensson.

 – Myślę, że w Polsce stoimy przed dużo większym wyzwaniem, ponieważ musimy zbudować nie tylko wśród nauczycieli czy rodziców, lecz przede wszystkim wśród urzędników szeroko pojęta społeczną świadomość znaczenia akustyki w obiektach oświatowych. Pierwsza polska norma dotycząca akustyki wnętrz budynków użyteczności publicznej być może zostanie opublikowana jeszcze w tym roku. W  Szwecji czy Danii, gdzie tego typu dokumenty funkcjonują od lat, wiedza na temat akustyki jest powszechniejsza, a jakość akustyczna sal lekcyjnych dużo lepsza. Dyskutuje się tam na przykład o tym, jakie korzyści dla nauczycieli i uczniów może przynieść obniżenie czasu pogłosu w klasach z 0,6 s do 0,5 s, podczas gdy w Polsce przeciętne pomieszczenie tego typu charakteryzuje się czasem pogłosu rzędu 1,2 s – twierdzi Mikołaj Jarosz z Ecophon Polska.

Zachodnie firmy IT przestały uważać Białoruś i Ukrainę za rynki stabilne. Polskie firmy na tym korzystają

CEO Magazyn Polska

Rynki ukraiński i białoruski to duża szansa dla polskich firm IT, mimo że zapotrzebowanie na usługi i oprogramowanie nie jest tam tak duże jak w Polsce. Dotąd dużym problemem była konkurencja ze strony rosyjskich dostawców, ale konflikt polityczny ogranicza teraz ich możliwości. Również zachodnie firmy przestały uważać te rynki za stabilne, a Ukraina i Białoruś to również zagłębie wykwalifikowanej kadry dla polskich firm.

Zarówno na Ukrainie, jak i na Białorusi rynki wewnętrzne są stosunkowo małe. Dodatkowo poziom cen oczekiwanych przez tamtejszych odbiorców jest dużo niższy niż w Polsce, nie mówiąc już o krajach starej Europie.

System informatyczny w Warszawie kosztuje dwa czy trzy razy więcej niż system o takich samych lub podobnych parametrach w Mińsku czy we Lwowie – mówi Mariusz Topór, menadżer ds. rozwoju firmy Ericpol, dostawcy m.in. oprogramowania dla sektora przedsiębiorstw. – Trochę utrudnia to prowadzenie sprzedaży. Wiele firm próbowało sprzedawać tam różnego rodzaju usługi i oprogramowanie, ale trudno konkurować z tamtejszymi producentami z powodu relatywnie wysokich cen w stosunku do lokalnych oczekiwań.

Zdaniem eksperta polscy producenci mają jednak na tamtejszych rynkach dość unikalną pozycję. Oferowane przez krajowe firmy ceny nie są jeszcze do końca zachodnie, a jakość jest bardzo dobra.

 Występują jednak inne zjawiska, które przeszkadzają w prowadzeniu interesów. Tamtejsze rynki są bardzo silnie penetrowane przez Rosjan. Zarówno na Białorusi, jak i Ukrainie istnieją mocne związki z firmami rosyjskimi, np. osobiste czy kapitałowe. Zachowanie Rosjan jest przy tym dużo bardziej agresywne niż to, na jakie stać polskie przedsiębiorstwa – mówi Mariusz Topór.

Napięcie między Ukrainą a Rosją może tę konkurencję ograniczyć, również fakt, że firmy zachodnioeuropejskie przestały postrzegać ten region jako stabilny.

– Paradoksalnie sytuacja polityczna i militarna może być dla nas korzystna. Konflikt spowodował, że firmy zachodnie przestały postrzegać kraje na wschodzie Europy jako stabilne. My nie mamy takiego problemu – mówi Topór. – Jeśli chodzi o decyzje co do rozwoju naszego biznesu na Ukrainie, to nie ma wątpliwości co do tego, że kierunek będzie utrzymywany. Ericpol nie ma zamiaru ograniczać działalności w tym kraju. Jeśli chodzi o rozwój biznesu rozumiany jako dostarczanie usług czy produktów bardziej skupiamy się na Białorusi.

Polska firma otworzyła w 2004 r. we Lwowie (Ukraina), a w 2007 r. w Brześciu (Białoruś) placówki, które świadczą usługi na rynek krajowy, a pośrednio także dla zagranicznych klientów.

Wszystkie najlepsze praktyki, jakie mamy wdrożone, obejmują również nasze placówki zagraniczne. W związku z tym jesteśmy w stanie zapewnić bardzo wysoką jakość za rozsądną cenię i stanowi to dodatkową gwarancję dla naszej firmy w razie, gdybyśmy mieli w Polsce trudności z pozyskaniem odpowiedniej liczby wykwalifikowanych pracowników informatycznych – tłumaczy Mariusz Topór.

W jednym i drugim kraju, jak przekonuje Topór, jest wielu dobrych specjalistów IT, dobrze wykwalifikowanych, nieodbiegających wykształceniem i pracowitością od pracowników z Europy Zachodniej. Oba kraje stały się w ostatnich latach zagłębiami usług outsourcingowych, offshoringowych (obsługujących poszczególne procesy w przedsiębiorstwach).

Edukacja inżynierów w obu tych krajach zawsze była na bardzo wysokim poziomie. Jest tam bardzo dużo zdolnych matematyków, ludzi, którzy potrafią tworzyć algorytmy, a my potrafimy z tego korzystać – przypomina Mariusz Topór. – Kontrahenci europejscy właśnie tam realizują swoje potrzeby dotyczące różnego rodzaju usług informatycznych: na Białorusi i Ukrainie wytwarzane i utrzymywane jest oprogramowanie. Oba kraje mają bardzo wysoki potencjał w tym zakresie.

Dziś Europejski Dzień bez Samochodu. W Warszawie komunikacja miejska i część parkingów za darmo

CEO Magazyn Polska

Dziś Europejskiego Dnia bez Samochodu, dlatego mieszkańcy Warszawy mogą za darmo korzystać z autobusów, tramwajów, metra, SKM i pociągów Kolei Mazowieckich oraz WKD. Pozostawienie auta na publicznych parkingach „Parkuj i Jedź” także nie jest związane z opłatą. Zarząd Transportu Miejskiego szacuje, że liczba podróżnych wzrośnie dziś co najmniej o kilka procent.

Jeżeli ktoś na co dzień nie korzysta z komunikacji miejskiej, tylko na przykład codziennie jeździ do pracy czy do szkoły samochodem, dziś może bezpłatnie skorzystać z komunikacji miejskiej w Warszawie – tłumaczy Igor Krajnow, rzecznik prasowy Zarząd Transportu Miejskiego (ZTM). – Dzięki temu będzie miał szansę przekonać się, że ta komunikacja jest już na bardzo wysokim poziomie i być może zdecyduje się później korzystać z niej codziennie.

Dziś wszyscy pasażerowie, bez wyjątków, mogą legalnie podróżować za darmo zarówno autobusami, tramwajami, metrem,  jak i pociągami Warszawskiej Kolei Dojazdowej (WKD), Szybkiej Kolei Miejskiej (SKM) oraz Kolei Mazowieckich, na trasach, na których obowiązuje wspólny bilet.

Dodatkowo można bezpłatnie skorzystać z parkingów działających w publicznym systemie „Parkuj i Jedź” – informuje Krajnow.

ZTM nie potrafi dokładnie oszacować, ilu pasażerów 22 września obsłużą środki komunikacji miejskiej.

Były lata, kiedy ta liczba pasażerów wzrosła o klika procent, a były takie, kiedy była ona wyższa o kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt procent – tłumaczy Krajnow.

MCI Management najbardziej dynamiczną instytucją finansową w Polsce

0

Gazeta Finansowa opublikowała dziś najnowsze rankingi poświęcone największym oraz najdynamiczniejszym instytucjom finansowym.

MCI Management zdobyło pierwsze miejsce w konkursie 35-ciu najbardziej dynamicznych instytucji finansowych (liczonej wg dynamiki przychodów w pierwszym półroczu 2014 względem analogicznego okresu 2013 roku). Razem z MCI, na podium stanęły Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń Ergo Hestia SA oraz Leasing-Experts SA.

MCI uplasowało się również na drugiej liście, dotyczącej 100 największych instytucji finansowych (wg przychodów za pierwsze półrocze 2014 r.), gdzie zajęło 84. miejsce, obok Ipopema Securities i Banku GBS. Tutaj zwycięzcą złotej setki niezmiennie od kilku lat pozostał PKO Bank Polski SA.

Henryka Bochniarz o rządzie Ewy Kopacz

Ewa Kopacz przedstawiła dzisiaj skład swojego gabinetu, który ma uzyskać wotum zaufania Sejmu 1 października.

Komentarz Henryki Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan

Rząd Ewy Kopacz powinien skupić się w najbliższym roku na 3-4 priorytetach. Kluczowe będzie przygotowanie optymalnego budżetu na 2015 r., który pozwoli na prowadzenie inwestycji przy jednoczesnej dyscyplinie finansów publicznych. Ważne będzie rozpoczęcie efektywnego wykorzystywania środków unijnych z nowego budżetu, tak by długofalowe korzyści dla Polski i naszej gospodarki były jak największe.

W kontekście naszego bezpieczeństwa energetycznego niezwykle istotne będzie podjęcie, odwlekanych od miesięcy, decyzji o przyszłości energetyki i rozstrzygnięcie, czy stawiamy na łupki, energię jądrową czy może węgiel. Pierwszą trudną decyzją i testem rządu, w tym nowego ministra spraw zagranicznych, będzie akceptacja pakietu klimatyczno – energetycznego Unii Europejskiej, ale pod warunkiem uzyskania dla Polski środków na wsparcie inwestycji poprawiających efektywność naszego systemu.

Mam nadzieję, że pani premier zadba o dalsze ograniczanie i nie tworzenie nowych barier dla rozwoju przedsiębiorczości, wprowadzi procedury uniemożliwiające wykorzystanie narzędzi kontrolnych i administracyjnych państwa do wymuszania na przedsiębiorcach decyzji sprzecznych z interesem firm, zapewni transparentność i efektywność konsultacji społecznych i wreszcie pochyli się na stanowieniem naprawdę dobrego prawa. Lepsze prawo jest także priorytetem nowej Komisji Europejskiej. Warto Jeana Claude\’a Junckera w tym planie naśladować.

Jeżeli pani premier ma ambicję być szefem rządu dłużej niż rok, powinna także zadbać o poprawę komunikacji ze społeczeństwem, w tym z przedsiębiorcami. Dlatego konieczna jest otwartość na dialog i współpracę, wsłuchiwanie się w głos obywateli, szybkie porozumienie i uruchomienie narodowego programu odbudowy kapitału społecznego. Bez nowego spojrzenia na to kluczowe wyzwanie i zintegrowania działań administracji (centralnej i samorządowej), systemu sądownictwa, bez organizacji społecznych, szkoły, bez zmiany sposobu funkcjonowania partii politycznych, bez przywrócenia dialogu społecznego, bez edukacyjnej roli mediów, trudno będzie sprostać temu wyzwaniu. Lewiatan zaproponuje nowemu rządowi, w ciągu kilku tygodni, 12 najważniejszych projektów na 12 miesięcy – do końca tej kadencji.

Rząd, który dzisiaj przedstawiła Ewa Kopacz nie odniesie sukcesu jeśli nie będzie prawdziwym zespołem, jedną „drużyną” grającą do tej samej bramki, a nie zbiorem, co prawda, indywidualności, ale dbających w głównej mierze o własne resortowe podwórko. Wierzę, że większa obecność kobiet w rządzie, w tym sama pani premier, wpłynie na jakość współpracy i debaty publicznej.

Konfederacja Lewiatan

Rynek nawigacji w Europie: mogło być gorzej

Trendy w rynku europejskiej nawigacji? Jeszcze do niedawna wskazywano jedynie podobne tendencje jak w kategorii samochodowego sprzętu audio i nawigacji – spadek sprzedaży (szczególnie w Europie południowej). I to dwucyfrowy, z roku na rok. W tegorocznym raporcie GfK także wskazano kolejne spadki popytu, lecz mniejsze niż wcześniej: w pierwszej połowie 2014 r. wyniosły one 11,3 proc., a w tym samym okresie 2013 r. – 15 proc. Jeśli chodzi o dochody, było to odpowiednio 8 i 15 proc.

„Spadek popytu na urządzenia PND nie dziwi. Obserwujemy go od kilku lat i postępuje wraz ze wzrostem liczby smartfonów. Coraz więcej osób docenia przewagi, jakie dają nawigacje online: funkcje omijania korków, ostrzeżenia o fotoradarach i kontrolach drogowych czy najaktualniejsze informacje o remontach i nowych inwestycjach drogowych przy braku konieczności dokonywania samodzielnych aktualizacji map. Nawigacje w smartfonach wygrywają także tym, że telefony mamy zawsze przy sobie i nie ma potrzeby inwestowania pieniędzy w dodatkowe urządzenia” – mówi Adam Bąkowski, prezes zarządu NaviExpert. Dodaje, że mimo to pewna część konsumentów nie jest w ogóle zainteresowana urządzeniami wielofunkcyjnymi. „Mają telefon do dzwonienia i smsowania, aparat do robienia zdjęć czy nawigację do prowadzenia i to oni napędzają popyt na rynku urządzeń PND” – stwierdza Bąkowski.

GfK utrzymuje, że rynek nawigacji dalej ma potencjał. Szans na stabilność upatruje w zamiłowaniu klientów do produktów i usług umownie klasyfikowanych jako „premium”. Pod tym pojęciem kryją się urządzenia z ekranem 5 cali i większe, a także bezpłatne aktualizacje map. A w ramach usług : informacje o ruchu drogowym udostępniane w trybie on-line oraz poprzez sieć cyfrowej radiofonii DAB (w Polsce wciąż niewykorzystane: jedynie w fazie testów na ograniczonym obszarze kraju).

Czy nawigacja z ekranem 5” jest traktowana w Polsce jako produkt premium? Niekoniecznie. Wyznacznikiem tej klasy wciąż są wyższa cena, funkcjonalność oraz pakiet usług. Urządzenie z zestawem głośnomówiącym, dożywotnią aktualizacją map, a także dostępem do stale aktualizowanych informacji o ruchu drogowym zasługuje na miano produktu wyższej klasy. Czy jednak istnieje u nas wystarczająco duże zapotrzebowanie na droższe produkty? Chyba nie. Wydaje nam się jednak, że coraz więcej użytkowników zacznie doceniać nawigację, dzięki której będzie można efektywniej podróżować z ominięciem korków. Ale czy to będzie tradycyjna nawigacja w formie PND przy coraz poważniejszej konkurencji ze strony smartfonów? To już nie jest takie oczywiste w przypadku tradycyjnej nawigacji samochodowej.

„Rynek nawigacji zdecydowanie nadal ma potencjał, a clue leży w wartości dodanej do urządzeń, jakości produktu i świadczonych usług. Przewidywanie tego czego użytkownik już niebawem będzie potrzebował i czego potrzebuje w tym momencie. O ile kiedyś faktycznie wystarczyła mapa i algorytm wyliczający trasę, to dziś wielu użytkownikom to już nie wystarcza” – podkreśla Sylwia Kulesza, dyrektor marketingu TomTom na region Europy Środkowej i Wschodniej. Zwraca przy tym uwagę, że od marek oferujących produkty pozycjonowane w segmencie premium oczekuje się wytyczania trendów oraz stawiania na jakość i… przewidywalność. „Istotna jest także wielkość ekranu oraz oprogramowanie i usługi. To jest to, co odróżnia nawigację przenośną od aplikacji mapowej w smartfonie. Elementy, które zapewniają komfort i bezpieczeństwo podróży” – dodaje Kulesza.