Zezłomowane lokomotywy mogły wracać na polskie tory. PKP Cargo zawiadomiło prokuraturę o procederze

CEO Magazyn Polska

PKP Cargo zawiadomiło prokuraturę o możliwości ponownego wprowadzania do obiegu przez innych przewoźników zezłomowanych lokomotyw. Przewoźnik podejrzewa, że nieprawidłowości związane z powtórną sprzedażą przeznaczonego na złom taboru sięgają nawet kilkunastu milionów złotych. Poza stratami finansowymi jest to też zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu kolejowego w Polsce.

Złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury w celu ustalenia, jak duża może być skala procederu, kto jest odpowiedzialny za to i kto czerpał z tego tytułu korzyści. Wiemy, że takie lokomotywy mogły trafiać np. do naszej konkurencji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Purwin, prezes PKP Cargo.

Spółka złożyła właśnie doniesienie do prokuratury, w którym sygnalizuje problem. Oczekuje, że organa ścigania ustalą, ile lokomotyw mogło zostać ponownie wprowadzonych na tory i kto z nich korzysta. Nieprawidłowości wykazał audyt, który objął okres od 2010 r. Od tego czasu PKP Cargo sprzedało na złom kilkaset starych lokomotyw, m.in. elektrowozów ET40 i ET21 oraz spalinowozów ST43, ST44 i SM42.

Purwin podkreśla, że audyt wykazał nieprawidłowości w Zakładzie Zachodnim i Południowym spółki. Niewykluczone, że część zezłomowanych lokomotyw trafiła z powrotem na polskie tory w barwach innych przewoźników.

Stwierdziliśmy możliwość działania na naszą szkodę, czyli przewoźnika na poziomie kilku, a nawet kilkunastu milionów złotych, bo taka jedna lokomotywa sprzedana jako złom kosztuje około 250 tys., natomiast na rynku wtórnym może pojawić się ona później za cenę np. kilku milionów zł – ocenia Purwin.

Podkreśla, że chodzi nie tylko o straty finansowe. Złomowane lokomotywy są cięte na fragmenty. W przypadku ich ponownego wprowadzenia do użytku muszą one zostać zespawane, co wpływa na konstrukcję i stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa.

Można powiedzieć, że to jest niemal złom, który jeździ po polskich torach i taki tabor nie powinien być absolutnie dopuszczony do eksploatacji – twierdzi Purwin. ‒  Zarówno regulator, czyli Urząd Transportu Kolejowego, jak i my, którzy takie nieprawidłowości zidentyfikowaliśmy, powinniśmy w naszej ocenie być absolutnie kategoryczni, bo chodzi tu o utrzymanie poziomu bezpieczeństwa na polskiej sieci.

Multi Corporation ma pozwolenie na budowę Forum Radunia

CEO Magazyn Polska

Firma Multi Corporation dostała pozwolenie na budowę w centrum Gdańska kompleksu urbanistycznego Forum Radunia o powierzchni komercyjnej 62 tys mkw.

Realizacja projektu rozpocznie się jesienią tego roku, a jego otwarcie planowane jest na końcówkę 2016 roku.

– Forum Radunia powstanie w ramach rewitalizacji okolic historycznego Targu Siennego i Targu Rakowego, na 6 ha działce w obrębie ulic 3 Maja, Armii Krajowej, Wały Jagiellońskie i Hucisko. Jest to centralny punkt aglomeracji, w sąsiedztwie dworca kolejowego, Starego Miasta i budynków użyteczności publicznej. Dotychczas potencjał tego kwartału nie był wykorzystany ze względu na przebiegające przez działkę tory kolejowe. Istotnym elementem inwestycji jest więc obecnie realizowany etap przekrycia torów, który pozwoli na odzyskanie ponad 1,5 ha terenu – informuje komunikat.

W Forum Radunia znajdzie się około 200 lokali handlowych i usługowych,  Multikino, klub fitness Pure Jatomi, restauracje i kawiarnie oraz wielopoziomowy parking na 1,1 tys miejsc.

– Stworzymy tętniącą życiem przestrzeń miejską o nowoczesnym, przyjaznym i otwartym charakterze – powiedział Tomasz Matusiak, dyrektor zarządzający Multi w Polsce. – Wyjątkowa lokalizacja na przedłużeniu Traktu Królewskiego, z dostępem do wszystkich środków komunikacji publicznej Trójmiasta i dogodnym dojazdem do obwodnicy sprawi, że Forum Radunia stanie się nową wizytówką Gdańska i będzie przyciągać zarówno mieszkańców, jak i turystów.

Częścią Forum Radunia będzie Centrum Dziedzictwa Historycznego Miasta Gdańska, które będzie pełnić rolę recepcji przyjmującej gości odwiedzających miasto. Znajdzie się tam główny punkt informacji turystycznej, makieta Gdańska, sala multimedialna i ekspozycyjna, kawiarnia, a także biura. Projekt architektoniczny Centrum Dziedzictwa Historycznego stworzyło Studio Architektoniczne Kwadrat z Gdyni. Jego budowę sfinansuje inwestor, natomiast gotowym obiektem będzie zarządzać miasto.

Jeszcze w tym roku możliwy kolejny etap wyboru okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej o wartości co najmniej 7,5 mld zł

CEO Magazyn Polska

Jeszcze w tym roku może rozpocząć się kolejny etap procesu wyboru producenta trzech nowych okrętów podwodnych dla polskiej Marynarki Wojennej. Jak informuje francuska firma DCNS, koncern zaproponuje okręty klasy Scorpène. Dzięki współpracy z gdyńską Stocznią Nauta byłyby one w większości zbudowane i serwisowane w Polsce, a także wyposażone w proponowane przez rząd francuski rakiety manewrujące.

Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że pracuje nad nowymi specyfikacjami dla programu. Prace te mogą zakończyć się w ciągu najbliższych tygodni. Otrzymaliśmy zapewnienie, że kolejny etap, czyli składanie ofert i negocjacje, rozpocznie się być może przed końcem tego roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Alain Fougeron, wiceprezes DCNS. ‒ Nasz cel jest taki, by umożliwić Polsce zakup okrętów podwodnych zgodnie z wymogami i terminami przedstawionymi przez MON, a Stoczni Nauta dać pełną niezależność w serwisowaniu tych okrętów przez 40 lat ich służby.

Ministerstwo Obrony Narodowej chce zamówić trzy okręty podwodne za ponad 7,5 mld zł w ramach programu Orka. Zakończył się już dialog techniczny resortu z dostawcami, który miał miejsce do marca br. Formalnie postępowanie jeszcze nie ruszyło, ale wiadomo, że DCNS z okrętami Scorpène będzie wśród oferentów.

Francuski producent podkreśla, że na przyjęciu jego oferty skorzysta polski przemysł. W myśl podpisanej ze Stocznią Nauta w lipcu umowy pierwszy okręt powstanie we Francji przy współudziale specjalistów z polskiej stoczni, a dwa kolejne zostaną zbudowane już w Gdyni.

Od samego początku DCNS zadecydował o współpracy z polskim przemysłem i oferowaniu budowy okrętów podwodnych w Polsce. To było bardzo śmiałe podejście, ponieważ liczne grono osób w Polsce uważało, że polski przemysł nie jest w stanie temu podołać. Mam wrażenie, że udało nam się przekonać większość z nich, że jest to możliwe i że zakończy się sukcesem. Stanie się tak, gdyż DCNS ma duże doświadczenie w transferze technologii i jest w tej dziedzinie liderem na świecie. Jesteśmy także pewni co do zdolności Stoczni Nauta do przyjęcia i wdrożenia tego transferu technologii – przekonuje Fougeron.

Producent potwierdza też, że francuskie okręty podwodne zapewnią możliwość przenoszenia rakiet manewrujących. To skuteczna broń odstraszania, za pomocą której można atakować z morza odległe cele naziemne. Niemiecki konkurent Scorpène, okręt typu 212A firmy TKMS, nie ma możliwości przenoszenia takich pocisków.

To unikalna możliwość, która jest oferowana Polsce nie przez MBDA i DCNS, ale przez Francję. To rakieta manewrująca NCM [Naval Cruise Missile – red.]. Jej unikalną zdolnością operacyjną jest możliwość precyzyjnego uderzenia celu na lądzie z okrętu podwodnego. Dajemy też polskiemu rządowi pełną kontrolę, aby mógł, kiedy zechce, wykorzystać te pociski do obrony Polski, Europy czy w strukturach NATO – przekonuje Didier Philippe, wiceprezes francuskiego koncernu zbrojeniowego MBDA, dostawcy pocisków.

Pociski te to udoskonalona wersja SCALP Storm Shadow, broni wykorzystywanej przez wojska francuskie i brytyjskie m.in. w Iraku i Libii. Charakteryzują się one wysoką precyzją. Proponowane przez DCNS okręty Scorpène będą uzbrojone również w pociski rakietowe Exocet przeznaczone do zwalczania celów nawodnych. Broń tego typu była wykorzystana już podczas wojny o Falklandy w 1982 r., a także podczas wojny irańsko-irackiej. Uzbrojenie okrętów to także pociski rakietowe SL MICA, które zapewniają ochronę okrętów przed atakiem z powietrza.

Nowy hotel Hampton by Hilton w Warszawie oficjalnie otwarty. To nie koniec rozwoju sieci w Polsce

CEO Magazyn Polska

W centrum Warszawy otwarto nowy hotel marki Hampton by Hilton. 300-pokojowy obiekt w sąsiedztwie Dworca Centralnego to jednak nie koniec inwestycji światowej sieci hotelarskiej w Polsce. Spółka już jest zadowolona z liczby rezerwacji w nowym obiekcie.

Polska to jeden z naszych kluczowych rynków, który cechuje bardzo dynamicznie rozwijająca się gospodarka. Postrzegamy Polskę jako rynek dobrze dopasowany do marek Hampton by Hilton i Hilton Garden Inn, widzimy niesamowitą energię i potencjały jakie tu drzemią. Nasze hotele odpowiadają na potrzeby tego rozwijającego się rynku – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mark Nogal, regionalny szef ds. wyspecjalizowanej obsługi na Europę w Hiltonie.

Nowy hotel Hiltona w Warszawie znajduje się przy ulicy Wspólnej, w bezpośredniej bliskości Dworca Centralnego oraz Pałacu Kultury i Nauki. To największy hotel tej marki poza Stanami Zjednoczonymi. Na 17 piętrach znajduje się łącznie 300 pokoi. Nowy warszawski Hampton jest 10. obiektem Hiltona w Polsce, a czwartym należącym do marki Hampton. W Warszawie jest już jeden hotel tej marki, pozostałe działają w Świnoujściu i Gdańsku.

Hotel pierwszych gości przyjął już w czerwcu. Jak podkreśla Nogal, od otwarcia nowy warszawski Hampton notuje bardzo dobre, satysfakcjonujące spółkę wyniki. Decyzję o otwarciu największego hotelu tej marki poza Stanami Zjednoczonymi właśnie w Warszawie tłumaczy rosnącą polską gospodarką oraz coraz większą liczbą podróżnych szukających zakwaterowania w dobrym miejscu, cenie i jakości.

 Hilton łącznie ma ponad 4000 obiektów, Hampton prawie połowę tych obiektów, czyli ok. 2000. Spółka cały czas się rozwija, już jest w ponad 20 krajach, to duży sukcesu, który świadczy o dobrym rozwoju Hilton Worldwide na świecie – podkreśla Phil Cordell, dyrektor ds. wyspecjalizowanej obsługi i menadżer marki Hampton na świecie.

Polska jest dla Hilton Worldwide rynkiem strategicznym, bo szybko rośnie liczba turystów odwiedzających nasz kraj. Zgodnie z danymi GUS-u, w 2013 r. w Polsce zatrzymało się ponad 23 mln turystów (o 3,4 proc. więcej niż rok wcześniej), a niemal 15 mln z nich nocowało w hotelach (wzrost o 8,2 proc.). Z zagranicy pochodziło 5,2 mln turystów (wzrost o 5,3 proc.).

Hilton Worldwide planuje rozwijać nie tylko średniej wielkości markę Hampton by Hilton, lecz także inne. W portfolio spółki znajduje się łącznie 11 marek, a w Polsce obecne są cztery z nich: pięciogwiazdkowe hotele Hilton w Warszawie i Gdańsku, dwa hotele Hilton Garden Inn w Krakowie i Rzeszowie, dwa czterogwiazdkowe DoubleTree by Hilton w Warszawie i Łodzi oraz cztery Hampton by Hilton.

Wszystkie nasze marki wchodzą do Polski, bo jest to kraj naprawdę warty odwiedzin – podkreśla Nogal. ‒ Hotele Hampton by Hilton w Polsce odnoszą sukces, podobnie jak hotele Hilton Garden Inn. Udało nam się wejść na rynek, gdzie był popyt, i znaleźć niszę.

Tesco: Za trzy lata połowa kupowanych w sieciach handlowych produktów będzie pod ich marką własną

0

CEO Magazyn Polska

Rynek marek własnych w Polsce  już w zeszłym roku szacowany był na 90 mld zł. Ich udział każdego roku rośnie o kilka procent. Obecnie w co trzecim koszyku klienta sieci Tesco znajduje się tego rodzaju artykuł. W wielu krajach europejskich marki własne odpowiadają za 50 proc. zakupów. Jak prognozują przedstawiciele Tesco, w ciągu najbliższych trzech lat private label w Polsce także mogą mieć połowę udziałów w handlu detalicznym.

Polacy najchętniej pod marką własną kupują żywność zarówno świeżą, jak i tą z dłuższym terminem ważności.

Najlepszymi przykładami są nabiał, makarony i oleje – mówi Anna Grabowska, dyrektor działu zakupów artykułów żywnościowych, wiceprezes zarządu Tesco Polska. – To podstawowe składniki diety. Tym produktom nasi klienci zaufali i często je wybierają. Również bardzo dobrze sprzedają się artykuły, które kupowane są rzadziej, ale w dużych ilościach, jak środki czystości.

Kluczem do sukcesu produktów private label zdaniem wiceprezes zarządu Tesco Polska jest korzystny stosunek jakości do ceny.

Klienci podejmują racjonalne decyzje o swoich codziennych wydatkach, w ostatnich latach stali się bardziej pragmatyczni i coraz bardziej widoczny jest  trend smart shoppingu – twierdzi Anna Grabowska. – Dla tych właśnie klientów zrobiliśmy bardzo dużo, aby poprawić jakość i funkcjonalność produktów marki Tesco. Najważniejsza jest kombinacja niskiej ceny z bardzo dobrą jakością.

Private labels w portfolio Tesco kierowane są do wszystkich klientów. Jednak w ostatnim czasie sieć wprowadziła do sprzedaży nową, odświeżoną markę Tesco Value, która ma trafić do konsumentów szukających oszczędności podczas każdych, mniejszych czy większych, zakupów.

– Tesco Value obejmuje ponad 300 produktów we wszystkich kategoriach – informuje wiceprezes Grabowska. – Są to najbardziej popularne artykuły spożywcze, chemia gospodarcza oraz kosmetyki. Przejrzeliśmy każdy produkt, przetestowaliśmy go z klientami, upewniliśmy się, że jego jakość jest właściwa, a gdy była taka potrzeba – poprawiliśmy receptury. Zadbaliśmy także o to, by nasi najlepsi partnerzy byli producentami tej marki. Zmieniliśmy również opakowania i odświeżyliśmy ich szatę graficzną. Teraz stały się kolorowe i bardzo zachęcające. Niedługo po wprowadzeniu na rynek produktów w nowych opakowaniach zauważyliśmy znaczny wzrost sprzedaży.

Jak zapewnia wiceprezes Anna Grabowska, wszystkie produkty Tesco Value zostały przetestowane i zatwierdzone przez klientów.

Wszystkie produkty marki własnej Tesco są objęte gwarancją satysfakcji – mówi. – Jeśli klient nie będzie zadowolony z produktu, może go oddać, uzyskując zwrot gotówki.  

W Europie Środkowej sieć Tesco jest obecna nie tylko w Polsce, lecz także w Czechach, na Słowacji i Węgrzech. Dzięki temu, jak przekonuje Anna Grabowska, dział zakupów może składać zamówienia dla wszystkich swoich oddziałów jednocześnie, zapewniając wytwórcom duży wolumen zakupów. Ekonomia skali powoduje, że produkcja staje się tańsza, co ma odzwierciedlenie na półce.

Sieć zamierza wciąż rozwijać swoją podstawową markę własną (Tesco). Planuje także rozwinięcie private label skierowanej do nieco bardziej zamożnych klientów, preferujących produkty z segmentu premium.

Pracodawcy RP: dzięki funduszom unijnym w Polsce nie było kryzysu gospodarczego

CEO Magazyn Polska

Zdaniem Andrzeja Malinowskiego, prezydenta organizacji Pracodawcy RP, fundusze unijne uchroniły Polskę od kryzysu gospodarczego. Już wkrótce do Polski popłynie kolejny strumień unijnych pieniędzy. Z nowej perspektywy do kraju trafi 85,5 mld euro. Dużą rolę podczas aplikowania o środki unijne przez małe i średnie przedsiębiorstwa odgrywać będzie Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości.

To, że Polska właściwie nie zanotowała klasycznego kryzysu, w dużym stopniu jest zasługą funduszy unijnych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Malinowski.

Prezydent organizacji Pracodawcy RP pozytywnie ocenia sposób korzystania z funduszy unijnych zarówno w skali kraju, jak i przez poszczególnych przedsiębiorców.

Spójrzmy na to, co się dzieje dookoła, na te wszystkie zmiany w infrastrukturze i w poszczególnych firmach – wskazuje Andrzej Malinowski. – Dosyć dużo jeżdżę po Polsce, oglądam i  przecieram oczy ze zdumienia. Unia Europejska to szansa, z której polscy przedsiębiorcy skorzystali. Więc niewątpliwie to, że Polska właściwie nie zanotowała klasycznego kryzysu, że miała tylko miejscami osłabienia, to w dużym stopniu zasługa funduszy unijnych.

Bardzo dużo rolę w wykorzystaniu funduszy europejskich zdaniem prezydenta organizacji Pracodawcy RP odgrywa Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP).

To jedna z bardzo ważnych agencji ukierunkowanych na sól polskiej gospodarki, czyli małe i średnie przedsiębiorstwa – zauważa Malinowski. – Mam wrażenie, że nastąpiły w niej bardzo duże zmiany. Na początku, kiedy była organizacją czysto administrującą, odnosiliśmy często wrażenie, że nie rozumie potrzeb polskich przedsiębiorców. Ostatnie lata jednak były zdecydowanie pozytywne.

Jak zapewnia Andrzej Malinowski, organizacja Pracodawcy RP jest w stałym kontakcie z szefową PARP Bożeną Lubińską-Kasprzak. Na bieżąco przekazywane są jej docierające do organizacji opinie dotyczące funduszy unijnych oraz relacji agencji z przedsiębiorcami.

Muszę powiedzieć, że pani Lubińska-Kasprzak bardzo szybko na te sugestie reaguje – chwali Malinowski. – Nie zawsze się oczywiście z nimi zgadza, ale reaguje i zdecydowanie próbuje zmieniać funkcjonowanie agencji na lepsze. PARP dysponuje już odpowiednim doświadczeniem. Myślę więc, że będzie bardzo istotną agencją w nowej perspektywie finansowej.

Zgodnie z Umową Partnerstwa, dokumentem określającym strategię wykorzystania pieniędzy z nowej perspektywy unijnej, w ramach poszczególnych funduszy Polska otrzyma ogółem 85,5 mld euro (blisko 360 mld zł według obecnego kursu przeliczeniowego). Największa część (23,8 mld euro, czyli prawie 100 mld zł) trafi na zrównoważony transport i poprawę infrastruktury. Kolej otrzyma ogółem 10,2 mld euro (42,7 mld zł), prawie dwa razy więcej niż w latach 2007-2013.

Rynek farmaceutyczny w Polsce wraca do wzrostów. Rośnie zapotrzebowanie na leki bez recepty

CEO Magazyn Polska

Sektor farmaceutyczny osiągnął stabilizację po dwóch trudnych latach spowodowanych wprowadzeniem ustawy refundacyjnej. Przedstawiciele branży oceniają, że w przyszłym roku rynek może osiągnąć wzrost na poziomie 4 proc.  W Polsce szczególnie atrakcyjny dla firm jest segment leków bez recepty (OTC), ponieważ zapotrzebowanie na te produkty stale rośnie.

Po wejściu w życie nowej ustawy refundacyjnej w 2012 roku branża farmaceutyczna, biotechnologiczna i technologii medycznych zanotowały spory spadek przychodów. Z danych PharmaExpert wynika, że rynek farmaceutyczny odnotował o blisko 6 proc. mniejszą sprzedaż niż w 2011 roku. Według Ministerstwa Zdrowia tylko w pierwszym roku obowiązywania znowelizowanej ustawy wydatki Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) na refundację zmniejszyły się z 8,8 do 6,8 mld zł. Problemem dla firm było również ustawowe zmniejszenie marż.

Lionel Guérin, dyrektor finansowy koncernu Sanofi, przyznaje, że dzisiaj kondycja rynku jest znacznie lepsza niż jeszcze dwa lata temu.

W tej chwili wracamy do wzrostów i ogólnie sytuacja jest satysfakcjonująca. Eksperci szacują, że możemy oczekiwać wzrostu rynku na poziomie 4 proc. w przyszłym roku – mówi Guérin.

Polski rynek farmaceutyczny, biotechnologiczny i technologii medycznych wyceniany jest na około 22 mld zł. 40 proc. zajmują na nim leki generyczne (zamienniki oryginalnych), 35–40 proc. produkty innowacyjne. Pozostałą część przychodów generują specyfiki w wolnym obrocie, sprzedawane bez recepty.

– Branży niewątpliwie pomaga sytuacja w polskiej gospodarce, która pomimo kryzysu w Europie jest cały czas na plusie – zauważa Guérin. – Ma to znaczący wpływ na popyt. Myślę, że na rynku polskim jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Jako firma innowacyjna widzimy, że na przykład w onkologii czy diabetologii są bardzo duże potencjały wzrostu.

Dlatego, jak informuje dyrektor finansowy Sanofi, firma przygotowuje się do wdrożenia nowych leków w segmencie diabetologicznym i onkologicznym. Pracuje także nad rozszerzeniem swojego portfolio w segmencie produktów generycznych.

Dzięki dużym wzrostom, które obserwujemy zarówno na rynkach wschodzących, jak i w niektórych segmentach, takich jak diabetologia czy choroby rzadkie, w II kwartale br. Sanofi zanotowało wzrost przychodów w wysokości około 6 proc. – informuje Lionel Guérin. – W Polsce nasze wyniki są również satysfakcjonujące. Rosną prawie wszystkie nasze platformy i aktywności, m.in. diabetologia oraz choroby rzadkie i onkologia.

Projekt cyfrowych szkół w Polsce staje się faktem. W 21 szkołach ruszył projekt Małopolska Chmura Edukacji

CEO Magazyn Polska

Program Małopolskiej Chmury Edukacyjnej ma umożliwić uczniom kontakt z uczelnią, zmniejszyć wykluczenie edukacyjne poza dużymi miastami i zainteresować kierunkami studiów zgodnymi ze specjalizacją regionu. W pilotażu bierze udział 21 szkół ponadgimnazjalnych z Małopolski. Zdaniem ekspertów tego typu rozwiązania to przyszłość edukacji, a program uzupełnia się z projektem Cyfrowej Szkoły.

Małopolska Chmura Edukacyjna to projekt innowacyjny w skali kraju w wielu płaszczyznach, zarówno technologicznej, jak i finansowej, ze względu na wykorzystanie środków unijnych – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Skirski, dyrektor ds. sprzedaży w Cisco Systems Poland, jednego z udziałowców projektu.

Wszystkie szkoły biorące udział w projekcie posiadają mobilne zestawy wideokonferencyjne, dzięki czemu uczniowie uczestniczą w prowadzonych przez uczelnie krakowskie wykładach. Jak tłumaczy Skirski, może być to pewnego rodzaju antidotum na nieświadomie wybieraną przez młodzież dalszą edukację. Sześć największych małopolskich uczelni (m.in. Uniwersytet Jagielloński, Akademia Górniczo-Hutnicza, Politechnika Krakowska) nawiązało współpracę z 21 szkołami ponadgimnazjalnymi na terenie 15 powiatów województwa małopolskiego.

W jakiś sposób likwiduje to barierę między tym co przed i po maturze. Dzisiaj funkcjonuje to w ten sposób, że młodzi ludzie zdają maturę, a później podejmują te decyzje w bardzo różny sposób, ze względu na kolegę czy rodziców. Uczniowie nie wiedzą co po maturze, a nie znają uczelni, bo nie mają do niej dostępu – tłumaczy Skirski.

Program jest też szansą dla młodzieży mieszkającej na skraju województwa, ma zmniejszyć wykluczenie edukacyjne i zachęcić uczniów do studiowania. W ten sposób młodzież poznaje wykładowców, uczelnie i program, co ma spowodować bardziej świadomy wybór studiów.

Drugą wartością jest dopasowanie kształcenia w regionie do potrzeb związanych z rynkiem pracy. Marszałek województwa jest zainteresowany tym, żeby w regionie studiowało jak najwięcej tych osób, które później w tym regionie znajdą pracę – zaznacza Skirski. – Projekt daje marszałkowi narzędzie, które pozwala w kontrolowany sposób wywierać pewien wpływ na rynek edukacji pod kątem rynku pracy – tłumaczy ekspert.

Cisco, jako jeden z udziałowców projektu, dostarcza technologię „Collaboration”, dzięki której młodzi ludzie mogą interaktywnie uczestniczyć w projekcie. To pokazuje zdaniem specjalistów, że nowoczesne technologie można wykorzystywać z pożytkiem dla komunikacji między młodzieżą a uczelniami. Jak zaznacza Skirski, pilotaż należy oceniać jako fragment większej całości.

Jeśli województwo małopolskie oceni go pozytywnie i stwierdzi, że rzeczywiście ta wartość istnieje, można w ten sposób wpłynąć na proces edukacji w Małopolsce. Jest to wtedy pewnego rodzaju sygnał dla pozostałych szkół w województwie, aby w ten projekt wejść – wyjaśnia ekspert z Cisco.

Nagłośnienie w mediach sprawia, że zainteresowanie projektem w kraju jest duże, zwłaszcza że ma on wprowadzić jakościową zmianę w procesie dydaktycznym. Zdaniem Skirskiego Małopolska Chmura Edukacyjna uzupełnia się z projektem ilościowym, jakim jest Cyfrowa Szkoła.

Cyfrowa Szkoła zapewnia bazę oraz podstawowe szkolenia dla nauczycieli w skali całego kraju, w ten sposób tworząc przyczółek dla Chmury Edukacyjnej zarówno w Małopolsce, jak i innych regionach. Aby zmiana była jakościowa, szkoły potrzebują zaplecza technologicznego. Nie twórzmy dwóch równoległych silosów, które będą od siebie całkowicie odseparowane. Te projekty powinny ze sobą współgrać – podkreśla Piotr Skirski.

Na realizację projektu Małopolska Chmura Edukacyjna zostanie przeznaczone 125 mln zł, pilotaż potrwa do kwietnia 2015 roku.

MCI inwestuje w MyBaze.com – platformę online integrującą sprzedawców i kupujących w branży design

0

Internet Ventures FIZ, fundusz z Grupy MCI Management (MCI), którego uczestnikiem jest Krajowy Fundusz Kapitałowy, obejmie mniejszościowy pakiet udziałów w spółce MyBaze Sp. z o.o. (MyBaze.com), platformie online integrującej projektantów, artystów oraz młode marki w branży design. Fundusz sfinansuje ekspansję geograficzną Spółki kwotą do 4 mln zł. W obecnej rundzie finansowania uczestniczy także dotychczasowy udziałowiec Spółki – słoweński fundusz Meta Ingenium, družba tveganega kapitala, d.o.o. (Meta Ingenium) należący do obecnej również w Polsce międzynarodowej grupy Zernike Meta – Ventures zarządzającej funduszami inwestującymi w innowacyjne projekty na wczesnym etapie rozwoju.

MyBaze.com to platforma typu marketplace skupiona wokół produktów designu, sztuki i mody. Miejsce, które z jednej strony pozwala środowisku artystów i projektantów na promocję ich produktów, udziela wsparcia w zakresie sprzedaży i obsługi marketingowej, a z drugiej umożliwia użytkownikom platformy dostęp do unikalnej oferty produktów od wyselekcjonowanych sprzedawców. Platforma MyBaze.com pozyskuje polskich oraz zagranicznych projektantów, poszerza ofertę produktów dostępnych dla klientów z Polski i świata oraz buduje społeczność wokół tematu designu.

Obecnie MyBaze.com osiąga przychody głównie z prowizji ze sprzedaży produktów oferowanych na platformie. Wkrótce wachlarz źródeł monetyzacji platformy zostanie poszerzony, m.in. o prowizję od pozycjonowania „premium” wybranych sklepów i produktów, prowizję od zamówień realizowanych w modelu flash sales (ograniczonych czasowo ofert sprzedaży produktów z atrakcyjnym dyskontem cenowym) oraz profesjonalne wsparcie artystów i projektantów w zakresie pozyskiwania finansowania na realizację własnych projektów.

Istnieje wiele amerykańskich jak i europejskich platform skupionych na rękodziele oraz vintage działających od lat. My jesteśmy jedyną platformą na świecie, która skupia tylko design od starannie wyselekcjonowanych młodych marek. Dla nas liczy się tylko klient i to właśnie dla niego prowadzimy kampanie stylizacyjne oraz wyprzedażowe. Co ważne, zapewniamy szybką i skuteczną obsługę transakcji, tak aby unikalne produkty od projektantów docierały do klienta na czas powiedział Duc Vu Hoang, prezes MyBaze.com Bardzo dużym wyzwaniem będzie zbudowanie międzynarodowej platformy z projektantami i użytkownikami z różnych krajów. Dysponujemy technologią i know-how umożliwiającą dotarcie do odpowiedniej liczby młodych marek oraz klientów w krótkim czasie oraz realizację transakcji we wszelkich walutach i w dowolnym języku. Obecnie obsługujemy już 6 walut i 2 języki.

Fundusz Internet Ventures FIZ zdecydował się zainwestować w Spółkę ze względu na skalowalny model biznesowy oraz wysoką jakość zespołu zarządzającego, który pragnie rozbudować użyteczność platformy, zintensyfikować działania marketingowe na rynkach zagranicznych oraz zwiększyć skalę działania dzięki otwarciu platformy na transakcje typu cross-border (t.j. między użytkownikami z różnych krajów). W ocenie Funduszu, MyBaze.com posiada odpowiednie kompetencje aby powtórzyć sukces takich firm jak DaWanda oraz Etsy i zostać regionalnym liderem w kategorii marketplace dla designu, sztuki i mody.

W Polsce i regionie jest miejsce na prężnie działający międzynarodowy serwis online w segmencie produktów design, który przyciągnie użytkowników ofertą wysokiej jakości produktów od wyselekcjonowanych projektantów. – powiedział Tomasz Danis, zarządzający funduszu Internet Ventures FIZ.Model działania MyBaze.com umożliwia zaadresowanie coraz bardziej wyszukanego gustu konsumentów poszukujących unikalnych produktów. Platforma wspiera jednocześnie rozwój rodzimego i europejskiego rynku mody, sztuki i wzornictwa przemysłowego oraz posiada szeroki wachlarz możliwości dodatkowej monetyzacji w ramach usług dodanych.

MyBaze.com funkcjonuje na rynku e-commerce, który według analiz Internet Standard w Polsce rozwija się w średniorocznym tempie 20%-30%. Polski rynek sklepów internetowych charakteryzuje się istotnym rozdrobnieniem. Produkty z kategorii dom i ogród są oferowane w ok. 1/3 sklepów internetowych, a produkty z kategorii odzież w co piątym sklepie internetowym. Wielu młodych, oryginalnych projektantów nie posiada kompetencji w sprzedaży ani marketingu online. Z drugiej strony obserwuje się wzrost świadomości konsumentów w zakresie niezależnych marek i zmianę zachowań konsumenckich w stronę coraz częstszych zakupów poza dużymi sieciami handlowymi oraz w kategorii „niemasowych” marek. W ocenie MyBaze.com na rynku europejskim działa ponad 800 tys. projektantów i designerów (mody, sztuki i wzornictwa), generujących roczną sprzedaż
na poziomie ok. 30-35 mld EUR, przy czym produkty z Europy cieszą się ogromną popularnością zarówno w USA jak i na Dalekim Wschodzie (Chiny, Korea Południowa oraz Japonia).

Inwestycja w MyBaze.com jest realizowana wspólnie z Krajowym Funduszem Kapitałowym (KFK), który w roli współudziałowca / uczestnika kilkunastu funduszy inwestycyjnych typu venture capital, wspiera inwestowanie w młode polskie firmy napotykające na barierę finansowania swego rozwoju ze względu na wczesny etap działalności operacyjnej i niepewność odnośnie efektu ekonomicznego.

Internet Ventures FIZ zainwestował w platformę online umożliwiającą optymalizację rachunków gospodarstw domowych

0

Internet Ventures FIZ, fundusz z Grupy MCI Management (MCI), objął pakiet akcji w spółce LepszaOferta.pl S.A. (Lepszaoferta.pl), platformie online umożlwiającej użytkownikom rynku masowego oraz przedsiębiorcom osiągać oszczędności dzięki optymalizacji wydatków na usługi telekomunikacyjne, prąd, gaz, ubezpieczenia, produkty finansowe, podróże itp. Obecna transza finansowania wyniosła ponad 2 mln zł, a całkowita kwota inwestycji Internet Ventures w tej rundzie może sięgnąć 6,5 mln zł w zależności od osiąganych celów biznesowych przez spółkę.

LepszaOferta.pl to platforma typu „lead generation”, która przedstawia klientom najlepsze aktualnie dostępne na rynku oferty oraz podpowiada, jakie rozwiązanie wybrać w poszukiwaniu maksymalnych oszczędności. Dzięki temu klienci mogą płacić niższe rachunki za prąd, gaz, telefon komórkowy, TV kablową, Internet, ubezpieczenie lub niższą ratę kredytu. Jednocześnie platforma radzi m.in. jak oszczędzać wodę czy energię elektryczną, a do poszczególnych segmentów usług przypisany jest ekspert śledzący bieżące trendy i dbający o aktualność prezentowanej oferty.

Oprócz platformy online spółka będzie również rozwijać sprzedaż bezpośrednią w całej Polsce, oferując tańsze usługi rynkowi masowemu za pośrednictwem własnych sprzedawców i współpracujących sieci sprzedaży.

LepszaOferta.pl osiąga przychody z generowania leadów, czyli danych kontaktowych osób, do których może być kierowana potencjalna sprzedaż, bezpośrednio od dostawców, jak również do sieci pośredniczących (afiliacyjnych, doradców finansowych itp.) Jednocześnie ma nadzieję na utrzymanie relacji z klientami końcowymi i możliwość zaoferowania im kolejnej bardziej atrakcyjnej oferty po wygaśnięciu bieżącego kontraktu.

– Znaliśmy model moneysupermarket.com działający na świecie i brakowało nam w Polsce podmiotu, który realizowałby podobny koncept – optymalizacji rachunków płaconych przez gospodarstwa domowe. Zdecydowaliśmy się na współpracę z LepszaOferta.pl ze względu na ogromne doświadczenie założyciela w rozwijaniu startup’ów oraz na jasny model biznesowy oparty na przekonującej koncepcji osiągnięcia skali. – powiedział Tomasz Danis, zarządzający funduszu Internet Ventures FIZ. Jesteśmy przekonani, że LepszaOferta.pl stanie się docelowym miejscem w Internecie dla Polaków, którzy będą chcieli kontrolować swoje wydatki i dostosować wysokość rachunków do swoich potrzeb.

Inwestycja w LepszaOferta.pl S.A. jest realizowana wspólnie z Krajowym Funduszem Kapitałowym (KFK), który w roli współudziałowca/ uczestnika kilkunastu funduszy inwestycyjnych typu venture capital, wspiera inwestowanie w młode polskie firmy napotykające na barierę finansowania swego rozwoju ze względu na wczesny etap działalności operacyjnej i niepewność odnośnie efektu ekonomicznego.

Wszystkie indeksy w górę, WIG30 wzrósł o 0,89 proc.

WIG30 wzrósł o 0,89 proc., WIG20 – o 0,67 proc. W górę poszły wszystkie indeksy, a najmocniej zyskały średnie spółki.

Inwestorzy w środę szczególnie chętnie kupowali spółki mediowe: TVN i Cyfrowy Polsat zyskały najmocniej w WIG-u30. Ich akcje podrożały odpowiednio o 4,22 proc. i 3,25 proc. Cały indeks zyskał 0,89 proc. i tylko trzy spółki poniosły straty: Eurocash, Lotos i Orange.

WIG20 zyskał 0,67 proc.

Beneficjentami najmocniejszych wzrostów były jednak średnie spółki. Ich indeksy, WIG50 i mWIG40 urosły o 1,43 i 1,78 proc.

Obroty na całym rynku przekroczyły 703,6 mln zł, a w WIG-u30 – 554,4 mln zł.

Obligacje spółki Unidevelopment na Catalyst

Warte 20 mln zł obligacje spółki Unidevelopment zadebiutują 18 września na rynku Catalyst.

Obligacje są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej WIBOR dla depozytów złotówkowych o terminie zapadalności 6 miesięcy (WIBOR 6M) oraz marży w wysokości 5,00 proc.

Datą wykupu obligacji jest 7 marca 2017 roku.

Będzie to 191 emitent papierów dłużnych na rynku Catalyst oraz 40 debiut na tym rynku w 2014 roku.

Poczta Polska: wkrótce neoznaczek rejestrowany

Poczta Polska niebawem wprowadzi na rynek neoznaczek rejestrowany – zapowiedział Grzegorz Świdwiński, prezes spółki Poczta Polska Usługi Cyfrowe, oparatora marki Envelo podczas konferencji Rynek Usług Pocztowych w Warszawie.

Klienci będą mogli przez 24 godziny na dobę kupować on-line znaczki i automatycznie otrzymać potwierdzenie nadania. Wkrótce pojawi się także bezpieczny elektroniczny list rejestrowany. – W przyszłym roku z kolei planujemy wprowadzić usługę listu skanowanego i archiwum cyfrowego – powiedział Grzegorz Świdwiński, prezes spółki Poczta Polska Usługi Cyfrowe.

Poczta Polska skutecznie odpowiada na trendy rynkowe i coraz powszechniejszą cyfryzację. Zaprezentowana podczas konferencji platforma Envelo, to jedyna na świecie zintegrowana platforma cyfrowych usług pocztowych. Klienci mogą on -line już kupić znaczek przez Internet, wysyłać neokartki lub neolisty badź skorzystać z usługi Neorachunek do odbioru i zarządzania neofakturami.

Wystąpienia w czasie konferencji skupiły się między innymi na wyzwaniach cyfryzacji i nowoczesności na uwolnionym rynku pocztowym, trendach rozwoju usług pocztowych w Europie i na świecie (cyfryzacja, mobilność, samoobsługowość), strategiach rozwoju operatorów pocztowych i kurierskich i świadczeniu usługi powszechnej.

Konferencja „Rynek usług pocztowych w Polsce” stanowi największe tego typu wydarzenie dla sektora usług pocztowych, kurierskich, kolporterskich oraz dystrybucyjnych w Polsce i aspiruje do miana największej konferencji pocztowej w Europie Środkowej. W tym roku Poczta Polska była platynowym partnerem tego wydarzenia.

Infosys BPO podpisał umowę najmu w biurowcu Infosys Green Horizon. Pozwoli to firmie zatrudnić nowych pracowników

CEO Magazyn Polska

Skanska Property Poland i Infosys BPO Poland podpisały umowę najmu ponad 21 tys mkw. w łódzkim biurowcu Infosys Green Horizon. Infosys BPO zatrudni tam 500 nowych pracowników.

Podpisana  umowa przedłuża okres najmu do roku 2024. Obejmuje nowe warunki najmu dotychczas zajmowanej powierzchni oraz wynajem niemal 3,8 tys mkw. dodatkowej przestrzeni biurowej. To największa transakcja na rynku biurowym w Polsce w tym roku.

Infosys BPO Poland to jedno z największych w Polsce i największe w Łodzi centrum nowoczesnych usług dla biznesu.

Nasz łódzki budynek stworzyliśmy wspólnie z Infosys BPO Poland, dlatego też jest on znakomitym przykładem kompleksu biurowego dostosowanego do potrzeb firm z branży outsourcingowej – mówi Katarzyna Zawodna, prezes Skanska Property Poland. – Kolejna długoterminowa umowa potwierdza, że projekt spełnił wysokie wymagania naszego klienta, szczególnie w kwestii elastyczności powierzchni.

Infosys BPO Poland ma w planach zwiększenie zatrudnienia o pół tysiąca pracowników – poinformowano w komunikacie.

– Budynek zapewnia dużą elastyczność w  aranżacji przestrzeni – ocenia Michał Bielawski, dyrektor finansowy w Infosys BPO EMEA. – Dzięki temu mamy pewność, że nasze biuro może rosnąć razem z nami. Budynek jest też dobrze zlokalizowany, komfortowy i przyjazny dla pracowników.

Wartości umowy najmu strony nie podają.

Polityka klimatyczna 2030 – jak pogodzić jej realizację z interesem Polski

Polska powinna zaakceptować ramy polityki klimatycznej do 2030 roku, jednocześnie jasno określając warunki, na których jest w stanie taką zgodę wyrazić – uważa Konfederacja Lewiatan.

W październiku Rada Europejska przyjmie konkluzje zawierające ramy Polityki Klimatycznej UE do 2030. Dla Polski nowe ambicje klimatyczne to ogromne wyzwanie dla gospodarki, przede wszystkim dla sektora wytwarzania energii. Konfederacja Lewiatan uważa, że interes Polski wymaga konstruktywnej postawy rządu w negocjacjach ram polityki klimatycznej do 2030 roku. Biorąc pod uwagę, że orientacja unijnej polityki na znaczącą redukcję emisji GHG oraz ograniczania zużycia paliw kopalnych utrzyma się w najbliższych latach należy szukać sposobu wpisania Polski w obrany przez Unię kierunek.

Z naszej perspektywy, szczególnych narzędzi łagodzących skutki realizacji polityki klimatycznej w Polsce wymagają: sektor energetyczny, oraz przemysł. Wypracowanie racjonalnych narzędzi wsparcia tych sektorów w ramach polityki klimatycznej, po pierwsze uchroni konkurencyjność gospodarki, ale będzie też stanowić istotny impuls i szansę dla transformacji gospodarki w kierunku niskoemisyjnej. Dobrze zarządzany proces transformacji niskoemisyjnej może dostarczyć nowych źródeł wzrostu i być elementem budowania nowoczesnych przewag konkurencyjnych w przyszłości.

Widzimy jednak zagrożenia płynące z realizacji bardzo ambitnej, jednostronnej polityki klimatycznej w UE. Samotna realizacja celów klimatycznych, nie dość, że nie będzie skuteczna, to będzie stanowić poważne obciążenie dla biznesu europejskiego oraz zagrożenie dla jego konkurencyjności na rynkach światowych. Dlatego, też ambicję polityki klimatycznej po roku 2020 Europa powinna uzależnić od rezultatów globalnych negocjacji klimatycznych i ostatecznego kształtu porozumienia klimatycznego, które ma zostać zawarte w Paryżu w 2015 roku.

Do czasu zawarcia porozumienia globalnego powinny się toczyć prace nad architekturą przyszłej polityki i usprawnieniem dotychczas funkcjonujących narzędzi. W tym kontekście proponujemy następujące mechanizmy, które umożliwią Polsce realizację polityki klimatycznej przy jednoczesnym utrzymaniu wzrostu.

Wsparcie transformacji sektora energetyki

Proponowanym przez nas rozwiązaniem jest połączenie redystrybucji uprawnień w ramach ETS z utworzeniem dodatkowej puli uprawnień dla wsparcia niskoemisyjnych inwestycji w nowych państwach członkowskich uzależnionych od paliw kopalnych.

Redystrybuowane w ramach ETS środki, w tym z dodatkowej puli uprawnień, przeznaczone mogłyby być na tworzenie krajowych funduszy niskoemisyjnych inwestycji. Ich celem byłoby finansowanie programów wsparcia kapitałochłonnych inwestycji ograniczających emisje i zużycie energii. Fundusz nie finansowałby bezpośrednio projektów inwestycyjnych, tylko pokrywał część kosztów wybranych instrumentów wsparcia (np. aukcji na moce odnawialne, aukcji w hipotetycznym rynku mocy, programów NFOŚiGW itp.). W konsekwencji fundusz przyczyniłby się do powstawania nowych mocy wytwórczych i jednocześnie obniżałby składnik cen energii, pokrywając koszty niezbędnych nakładów inwestycyjnych.

Ochrona przemysłu

Redukcja emisji w przemyśle stanowi większe wyzwanie niż w innych sektorach gospodarki. Po pierwsze, potencjał opłacalnych działań redukcyjnych został już w znacznej mierze wykorzystany. Po drugie, w warunkach globalnej konkurencji obciążenie europejskiego przemysłu kosztami emisji wobec braku porównywalnych działań poza UE stwarza ryzyko przenoszenia produkcji poza Europę, a więc ucieczki emisji (carbon leakage)
Opracowanie i wdrożenie niskoemisyjnych technologii w UE będzie niemożliwe bez mechanizmów skutecznie chroniących europejski przemysł przed carbon leakage, a jednocześnie tworzących bodźce do rozwijania innowacyjnych rozwiązań redukujących emisje przemysłowe.

Obecnie funkcjonujące mechanizmy osłonowe wymagają modyfikacji, nie zapewniają bowiem stabilnych i przewidywalnych warunków funkcjonowania przemysłu.

W przypadku branż emisyjnych rekomendujemy:
1) Urealnienie benchmarków i rezygnację ze współczynnika korygującego, w szczególności jeżeli chodzi o emisje procesowe (nierozerwalnie powiązane z procesami produkcyjnymi)
2) Odejście od alokacji ex ante bezpłatnych uprawnień na rzecz alokacji ex post (w oparciu o rzeczywistą wielkość produkcji)
3) Wykorzystanie istniejącej nadwyżki uprawnień do stworzenia rezerwy, która umożliwiałaby wprowadzenie działań 1) i 2) bez naruszania celu redukcyjnego w średnim okresie (w perspektywie 2030 roku)

W przypadku branż energochłonnych rekomendujemy:
1) Stworzenie scentralizowanego mechanizmu rekompensowania kosztów pośrednich emisji
2) Zrekompensowanie relatywnie wysokiego polskiego wkładu w finansowanie tego mechanizmu poprzez zwiększenie puli uprawnień do emisji przysługujących Polsce

Konfederacja Lewiatan

Pierwszy E- Sąd Arbitrażowy

Sąd Arbitrażowy przy Konfederacji Lewiatan uruchomił pierwszy w Polsce system elektroniczny usprawniający prowadzenie postępowań arbitrażowych – Intranet Sądu Arbitrażowego Lewiatan. Dzięki niemu postępowania arbitrażowe będą się toczyły sprawniej.

System elektroniczny „Intranet Sądu Arbitrażowego Lewiatan” (ISAL) w nowoczesny, sprawny, bezpieczny i przejrzysty sposób wspomaga pracę stron, ich pełnomocników, arbitrów, a także innych podmiotów biorących udział w postępowaniu arbitrażowym. System wspiera tradycyjny obrót dokumentami w większości postępowań, natomiast w odniesieniu do drobnych postępowań toczących się w trybie przyspieszonym, będzie on głównym sposobem komunikacji między uczestnikami – mówi dr Beata Gessel-Kalinowska vel Kalisz, prezes Sądu Arbitrażowego Lewiatan.

Dostęp do informacji i dokumentów

W systemie gromadzone są wszystkie informacje związane ze sprawą, takie jak dane jej uczestników, dokumenty. Za jego pośrednictwem poszczególni uczestnicy mogą także kontaktować się z pozostałymi uczestnikami oraz z Sądem, w tym również udostępniać kopie dokumentów, których oryginały zostały złożone do akt sądowych.

Kalendarz procesowy

Kalendarz procesowy sprawy w jasny i czytelny sposób przedstawia daty posiedzeń oraz innych wydarzeń związanych z każdą poszczególną sprawą, jak również zbiorczo dla wszystkich postępowań, w których dany użytkownik uczestniczy. W kalendarzu będzie można także tworzyć własne wydarzenia związane ze sprawą, które nie będą widoczne dla innych użytkowników.

Posiedzenia on-line

Przede wszystkim system umożliwia zdalne prowadzenie i uczestniczenie w posiedzeniach online, co pozwala wszystkim stronom zaoszczędzić czas oraz koszty związane z tradycyjną formą uczestnictwa w posiedzeniach. Możliwe jest także częściowe odbycie posiedzenia w trybie on-line, co może obejmować wyłącznie poszczególnych uczestników.

System powiadomień

Znaczną pomocą dla wszystkich zaangażowanych podmiotów będzie system powiadomień, przypominający o zbliżających się wydarzeniach takich jak posiedzenia, czy terminy składania dokumentów. Użytkownicy będą także powiadamiani o pojawieniu się w systemie nowych dokumentów.

ISAL dostępny jest nieodpłatnie dla wszystkich uczestników postepowań arbitrażowych toczących się przed Sądem Arbitrażowym Lewiatan poprzez stronę internetową Sądu: www.sadarbitrazowy.org.pl.

System uruchomiono zarówno w polskiej, jak i w angielskiej wersji językowej. Jest on dostosowany do odbioru zarówno w wersji tradycyjnej, jak i w wersji light (tj. dostosowanej do odbioru z niewielkich urządzeń mobilnych, jak smartphony czy tablety). Pełna funkcjonalność merytoryczna systemu nie wymaga żadnych dodatkowo licencjonowanych komponentów.

Szczegółowe informacje, w tym regulamin systemu oraz instrukcja obsługi, a także Regulamin Sądu Arbitrażowego Lewiatan dostępne są na stronie internetowej Sądu: www.sadarbitrazowy.org.pl.

Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego i Programu Operacyjnego „Kapitał Ludzki”.

Konfederacja Lewiatan

D. Winek (BGŻ): W III kwartale wzrost PKB spowolni poniżej 3 proc.

Kolejne dane z gospodarki za sierpień potwierdziły, że polska gospodarka spowalnia. Zdaniem Dariusza Winka, głównego ekonomisty banku BGŻ, w III kwartale możemy się spodziewać wzrostu gospodarczego na poziomie 2,8 proc.

Spadek zamówień eksportowych i kolejne sankcje między Unią a Rosją powodują słabsze odczyty z branży przemysłowej, a za nimi pójdą kolejne, np. zatrudnienie – mówi Dariusz Winek w rozmowie z agencją Newseria Inwestor. – W III kwartale spodziewamy się spadku tempa wzrostu gospodarczego poniżej 3 proc., nasza prognoza to 2,8 proc.

W środę Główny Urząd Statystyczny podał dane nt. produkcji przemysłowej w sierpniu. Choć średnia oczekiwań ekonomistów była na poziomie 0,7-proc. wzrostu, produkcja okazała się niższa od ubiegłorocznej o 1,9 proc. Zdaniem Dariusza Winka, który prognozował spadek, ale dużo łagodniejszy (-0,2 proc.), zapowiedzi spowolnienia było już widać po odczytach PMI, które w sierpniu i wrześniu były poniżej 50 pkt – granicy oddzielającej rozwój sektora od jego kurczenia się.

Pomóc może obniżenie stóp, z którym pewnie będziemy mieli do czynienia, ale które już jest trochę spóźnione – uważa ekonomista. – Nowe życie mogą też tchnąć w gospodarkę środki unijne z perspektywy 2014-2020, ale na nie będzie trzeba jeszcze poczekać kilka kwartałów.

Jego zdaniem w efekcie nie należy się spodziewać przyspieszenia tempa wzrostu przed połową 2015 roku.

Europejczycy chcą darmowego Wi-Fi na lotniskach

Europejscy podróżni są zgodni – 96% z nich uważa, że na lotniskach powinien być zapewniony darmowy dostęp do bezprzewodowego Internetu. Największe polskie lotnisko – Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina w Warszawie – od niedawna spełnia te oczekiwania. Osoby wylatujące z, bądź przylatujące do Warszawy, mogą cieszyć się darmowym i nielimitowanym dostępem do bezprzewodowego Internetu na terenie lotniska. Jak jest w innych krajach i do czego najchętniej wykorzystujemy Internet na lotniskach?

W dziedzinie dostępu do bezprzewodowego Internetu przodują włoskie i rosyjskie lotniska – w obu krajach wszystkie główne porty lotnicze zapewniają dostęp do darmowego i nielimitowanego Wi-Fi, podobnie jak blisko połowa (dokładnie 46%) z 50 europejskich portów lotniczych o największym natężeniu ruchu pasażerskiego, które zostały wzięte pod uwagę w badaniu (w tym Lotnisko Chopina w Warszawie).

Mimo, że zdecydowana większość podróżnych chciałaby darmowego Internetu, to nieco ponad 1/3 jest gotowa płacić za taką usługę, ale nie więcej niż 1 euro za godzinę. Na największy szok cenowy muszą przygotować się podróżni lecący do Dusseldorfu oraz Lizbony – za dwugodzinny dostęp do bezprzewodowego Internetu trzeba tam zapłacić równowartość 42 zł. Lotnisko w stolicy Portugalii wraz z portem lotniczym w Brukseli okazały się również najdroższe, jeśli chodzi o cenę za godzinę dostępu do Wi-Fi – ta usługa kosztuje tam równowartość 21 zł.  Mimo to oferują one przynajmniej krótkie okresy darmowego dostępu do Wi-Fi w odróżnieniu do berlińskiego lotniska Tegel czy portu lotniczego Sabiha Gokcen w Stambule. Ponieważ oferta dostępu do Internetu różni się na większości lotnisk, Skyscanner opublikował internetowy przewodnik po lotniskach pod kątem dostępu do Wi-Fi i obowiązujących na nich opłat, który znaleźć można pod adresem: http://www.skyscanner.pl/wiadomosci/europejczycy-chca-darmowego-internetu-na-lotniskach.

Ankieta przeprowadzona przez Skyscanner ujawniła również, że dla 71% podróżnych dostęp do Internetu na lotnisku jest niezwykle istotny lub istotny. Wśród tej grupy dostęp do Wi-Fi najczęściej wykorzystywany jest do przeglądania mediów społecznościowych (10%), sprawdzania poczty elektronicznej (22%) oraz najzwyczajniej w świecie, do zabijania czasu (30%). Najwięcej ankietowanych (33%) wykorzystuje darmowy Internet do kontaktu z rodziną i znajomymi. Na lotniskach nie jesteśmy natomiast zbyt pracowici – jedynie 5% wykorzystuje bezprzewodowy Internet w obowiązkach służbowych.

„Wiemy, że Wi-Fi na lotniskach to jedna z kwestii, która coraz bardziej interesuje podróżnych. Kiedy chcemy sprawdzić pocztę lub pobrać film na długi lot, niezwykle frustrujące jest, gdy odkrywamy, że dostęp do Internetu jest na lotnisku kosztowny” – skomentowała Magdalena Greloff, Marketing Manager w Skyscanner. „Mamy nadzieję, że opublikowany dziś przewodnik nie tylko pozwoli podróżnym przygotować się na tego typu sytuacje, ale także zmobilizuje zarządzających lotniskami, do wprowadzenia bardziej hojnego dostępu do Wi-Fi.”

GUS: w sierpniu spadła liczba nowych mieszkań. Przybyło pozwoleń na budowę i rozpoczętych inwestycji

W okresie styczeń-sierpień 2014 r. oddano w Polsce ponad 88,6 tys mieszkań, o 2,9 proc. mniej niż w zeszłym roku. Wydano pozwolenia na budowę przeszło 105,8 tys mieszkań, to wzrost o 15,6 proc. O 16,5 proc, do 99,4 tys wzrosła też liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto – podał Główny Urząd Statystyczny.

Największy bo 55,6 proc. udział w oddanej w tym roku liczbie mieszkań  mieli inwestorzy indywidualni, którzy zakończyli budowę 49,3 tys lokali o 7,9 proc. mniej niż przed rokiem. W tej grupie inwestorów w porównaniu rokiem 2013  odnotowano też spadek liczby wydanych pozwoleń na budowę o 0,9 proc, do 51,8 tys (wobec spadku przed rokiem o 15,6 proc.). Wzrosła natomiast  liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto – do 53,7 tys, o 3,5 proc. (w ubiegłym roku spadek o 12,8 proc.).

Deweloperzy w okresie ośmiu miesięcy oddali 34,3 tys mieszkań (co stanowiło 38,8 proc. ogólnej liczby mieszkań oddanych do użytkowania). Jest to o 2,9 proc. więcej niż w 2013 roku. Inwestorzy budujący na sprzedaż lub wynajem uzyskali pozwolenia na budowę 51,6 tys mieszkań, o 45,9 proc. więcej niż przed rokiem (kiedy notowano spadek  o 29,4 proc.). Odnotowano również wzrost do 43,2 tys liczby mieszkań, których budowę rozpoczęto. Było o 38,9 proc. więcej niż rok wcześniej (wobec spadku przed rokiem o 25,5  proc.).

Spółdzielnie mieszkaniowe w 2014 roku oddały do użytkowania 2,1 tys mieszkań, o 8,3 proc. mniej niż przed rokiem. Spadła również o 15 proc. liczba mieszkań, na budowę których wydano pozwolenia. Było ich 741 (wobec spadku przed rokiem o 34,2 proc.). Mniej o 20,2 proc. było też mieszkań, których budowę rozpoczęto – 729, (wobec spadku przed rokiem o 47,2 proc.).

Pozostali inwestorzy (budownictwo komunalne, społeczne czynszowe i zakładowe) oddali do użytkowania do końca sierpnia 2014  łącznie 2,7 tys mieszkania, czyli o 40,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Z tego  w budownictwie komunalnym było to 1,3 tys mieszkań wobec 1,1tys przed rokiem, w społecznym czynszowym 1,1 tys mieszkań wobec 667 przed rokiem, a w zakładowym – 287 mieszkań wobec 186 w analogicznym okresie 2013 roku. Wzrosła liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto – do 1,8 tys, o 28,2 proc, natomiast do 1,5 tys,  o 46,3 proc. spadła liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia.

GUS: Produkcja przemysłowa w sierpniu zmniejszyła się o 1,9 proc. rdr, budowlana o 3,6 proc. (komentarz)

W sierpniu produkcja przemysłowa spadła o 1,9 proc. rok do roku, a budowlano-montażowa o 3,6 proc., podał Główny Urząd Statystyczny.

To wyniki gorsze od oczekiwanych, gdyż ekonomiści spodziewali się niewielkiego wzrostu produkcji – o 0,7 proc. W ciągu ośmiu miesięcy 2014 roku przedsiębiorstwa przemysłowe odnotowały wzrost o 3,4 proc., zaś budowlane – o 5,2 proc.

Nasze prognozy były ujemne, były poniżej konsensusu, ale przewidywaliśmy spadek produkcji tylko o 0,2 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dariusz Winek, główny ekonomista banku BGŻ – Należało się spodziewać, że sytuacja będzie się pogarszać, bo od dwóch miesięcy PMI [odczyt obrazujący nastroje menedżerów ds. zakupów w firmach przemysłowych – red.] był poniżej 50 pkt, a w sierpniowym odczycie po raz pierwszy ujemny był subindeks obrazujący wielkość produkcji.

Zdaniem ekonomisty jest to konsekwencją spadku zamówień eksportowych, z którym polski przemysł boryka się od maja. Przez kilka miesięcy firmy gromadziły zapasy, ale w końcu musiał nastąpić spadek produkcji. Sankcje między światem zachodnim a Rosją powodują też, że perspektywy na kolejne miesiące nie są korzystne.

Sytuacja będzie się pogarszała co najmniej do końca I kwartału 2015 roku – uważa Dariusz Winek. – Dopóki popyt wewnętrzny nie zastąpi popytu eksportowego, poziom produkcji nie wróci do wzrostów.

Ceny produkcji sprzedanej przedsiębiorstw przemysłowych spadły w sierpniu o 1,5 proc. rdr, a budowlanych – o 0,9 proc.

GUS: Produkcja przemysłowa w sierpniu zmniejszyła się o 1,9 proc. rdr, budowlana o 3,6 proc.

W sierpniu produkcja przemysłowa spadła o 1,9 proc. rok do roku, a budowlano-montażowa o 3,6 proc., podał Główny Urząd Statystyczny.

To wyniki gorsze od oczekiwanych, gdyż ekonomiści spodziewali się niewielkiego wzrostu produkcji – o 0,7 proc. W ciągu ośmiu miesięcy 2014 roku przedsiębiorstwa przemysłowe odnotowały wzrost o 3,4 proc., zaś budowlane – o 5,2 proc.

Ceny produkcji sprzedanej przedsiębiorstw przemysłowych spadły w sierpniu o 1,5 proc. rdr, a budowlanych – o 0,9 proc.

Stopień wykorzystania materiałów video w public relations

Ponad 60% specjalistów ds. PR dołącza do informacji prasowych multimedia, jednak jedynie niecałe 20% z nich wykorzystuje materiały video. Eksperci od public relations bardziej więc ufają standardowym, statycznym formom przekazu, aniżeli bardziej dynamicznym komunikatom. Czy słusznie?

W działaniach public relations największe znaczenie ma zainteresowanie odbiorcy – bez względu na to, czy jest nim dziennikarz, osoba prywatna, czy cała instytucja. Kiedy mówimy o sposobach zainteresowania odbiorców, rzadko kiedy na pierwszym miejscu stawiamy słowo pisane. Traktowane jest ono coś na tyle oczywistego, że już nieinteresującego. Natomiast obraz i video są uznawane za najskuteczniejsze narzędzia w docieraniu do odbiorców. Niemalże 100% specjalistów deklaruje, że w przyszłości częściej swoje materiały prasowe wzbogacać będą krótkimi filmami. Jednak na chwilę obecną stopień wykorzystania materiałów video w public relations jest zaskakująco niski.

Dlaczego video ma szanse zwiększyć skuteczność działań PR? Ponieważ opowiadanie o produkcie nabiera nowego znaczenia i jest po prostu ciekawsze. Oczywiście statystyki i anegdoty mogą zmotywować do działania i zainteresować odbiorców, ale czy to na pewno wystarczy? Wzorcowe video w działaniach PR można opisać jako: krótkie, ciekawe i w punkt. Jednym z powodów, dla których wiele ludzi uwielbia oglądać materiały video w Internecie jest fakt, że mogą przyjąć wiele nowych informacji bez większego wysiłku, dodatkowo podanych w ciekawy sposób. Dlaczego więc tego nie wykorzystać i nie urozmaicić materiałów prasowych? Nawet pozornie nudny temat zaprezentować można w ciekawy sposób. Ponadto warto przemyśleć wykorzystanie liderów opinii – najlepiej znanych i istniejących w rzeczywistości. Eksperci w materiałach video są o wiele bardziej wiarygodni od tych zaprezentowanych jedynie na zdjęciu czy na grafice. Nie bez powodu tak dużą popularnością cieszą się autorskie kanały vlogerów, testujących, porównujących i polecających różnorakie produkty – od artykułów spożywczych, przez kosmetyki, aż do nowych technologii.

Prezentacja produktu czy usługi za pomocą video zwiększa szansę viralowości materiału. Wg statystyk serwisu YouTube 17 milionów użytkowników połączyło swoje konto w tym serwisie z kontem na innym serwisie społecznościowym – mówi Bartłomiej Pałacki, Content Designer Grupa 365NET. – Wszystko po to, żeby w łatwy i szybki sposób móc dzielić się ze swoimi znajomymi ciekawymi materiałami video dodaje.

To, czy warto zainwestować w 30-sekundowy film zależy oczywiście wyłącznie od nas. Ważne jednak, żeby nie tworzyć niczego w złym guście, wtedy bowiem możemy osiągnąć efekt odwrotny od zamierzonego.

Dom za miastem, czy segment w Warszawie

Ile kosztują segmenty w Warszawie? Jakie są ceny domów pod miastem? Czy różnica jest rzeczywiście tak duża?  

W 2007 roku, w szczytowym okresie boomu mieszkania w Warszawie kosztowały średnio niemal 10 tys. zł za metr. Wiele osób zamiast je kupować, decydowało się na zamieszkanie z dala od miasta, w domu który często budowany był w ekonomiczny sposób na tanio kupionej działce. Właściciele 50-60 metrowych mieszkań znajdujących się w centralnych rejonach Warszawy również po ich sprzedaży mogli ziścić sen o komfortowym i sielskim życiu pod miastem.

Minęło kilka lat i trend się odwrócił. Fala powrotów do miasta zaczęła się już ponad 2 lata temu. Okazało się, że zamieszkanie na wsi wiąże się nie tylko z brakiem infrastruktury komunikacyjnej i handlowo-usługowej, ale także szkół, przedszkoli, placówek oświatowych, medycznych, itp. Dojazdy okazały się kosztowne i uciążliwe, a naprawy i zabezpieczanie domu mało fascynujące. Dla wielu osób własny domek 20-30 km od Warszawy, okazał się podobnie trafionym rozwiązaniem, jak kredyt we frankach.

Teraz na sprzedaż wystawionych jest wiele takich nieruchomości i choć słychać głosy, że klienci powoli wracają na rynek domów, nie łatwo znaleźć na nie nabywców. Zdaniem pośredników mogą czekać na amatora nawet kilka lat, szczególnie jeśli ich architektura odzwierciedla specyficzny gust mieszkańców. Jak wynika z danych portalu nieruchomości Dompress.pl, w miejscowościach znacznie oddalonych od Warszawy nieduży dom można kupić już za ok. 430 – 450 tys. zł.

Od dewelopera w Otwocku kupimy segment w cenie od ok. 2.800 zł/mkw. W takich miejscowościach jak Pruszków, Piaseczno, czy Lesznowola nowe segmenty oferowane są w kwocie 3.300 – 3.900 zł/mkw. W podobnej cenie znajdziemy też oferty w Łomiankach, choć z reguły segmenty z pierwszej ręki wycenione są tam znacznie wyżej niż 4.000 zł/mkw.

A ile musimy wydać, chcąc kupić dom w zabudowie bliźniaczej lub segment w Warszawie? Okazuje się, że wiele więcej. Najwięcej inwestycji oferujących nieruchomości jednorodzinne zlokalizowanych jest w stołecznym Wawrze i na Białołęce. Stawki ofertowe w tych dzielnicach zaczynają się od  3.500 zł/mkw., ale są też nieruchomości wycenione na ok. 4.500 zł/mkw. Nieco niższe ceny obowiązują w najmłodszej, warszawskiej dzielnicy – Wesołej.

Licząc średnio 4.000 zł za metr mały, zgrabny segment w tych dzielnicach można kupić już za ok. 600 tys. zł. Można kupić też większy, bo zdarzają się okazje. Za przeceniony o jedną trzecią 177 metrowy segment w nowoczesnej bryle firma Barc Warszawa chce 693 tys. zł. W inwestycji Osiedle Przytulne przy Kadetów 60 są jeszcze dostępne dwa ostatnie segmenty. Z osiedla w kilka minut można dojechać do Mostu Siekierkowskiego.

Jeśli chcemy zamieszkać w Wilanowie albo Ursynowie musimy zapłacić więcej. Deweloperzy budujący segmenty w tym rejonie miasta żądają za metr od 4.500 zł w górę. W wilanowskich i ursynowskich projektach stawki startowe niejednokrotnie przekraczają 6 lub 7 tys. zł/mkw. Koszt zakupu działek budowlanych w granicach aglomeracji warszawskiej na ogół przewyższa wartość domów znajdujących się w miejscowościach za miastem. Dlatego deweloperzy nie oferują w Warszawie domów wolnostojących.

A co z kredytem? Czy łatwo jest dziś pożyczyć pieniądze od banku? Z jednej strony słyszymy od deweloperów, że chętnych do zakupu nie brakuje, ale mają trudności z zaciągnięciem kredytu. Z drugiej, słychać głosy obserwatorów rynku kredytowego, że banki są dziś wyjątkowo hojne i w porównaniu z rokiem ubiegłym godzą się na większy udział raty w dochodach.

Według obliczeń analityków rynku, nawet rodzina z dwójką dzieci osiągająca dochody na średnim krajowym poziomie, która ma trochę pieniędzy na wkład własny mogłaby pozwolić sobie na zaciągnięcie kredytu na segment w Warszawie. Jak podaje Invigo, rodzina z dwójką dzieci zarabiająca łącznie 5624 zł (2 średnie krajowe wynagrodzenia netto wg GUS) może liczyć dziś na ponad 550 tys. zł kredytu, jeśli nie ma innych zobowiązań.

Grozi nam nowa fala plajt firm budowlanych

Jakie będą najbliższe lata dla branży budowlanej? Dariusz Blocher, prezes Budimex SA, największej polskiej  spółki budowlanej przewiduje, że powinny być dobre, choć pilnej zmiany wymaga otoczenie prawne. – Nadal w Polsce rządzi dyktat najniższej ceny – tłumaczy w rozmowie z portalem Money.pl.

– Dzięki środkom unijnym rynek na pewno urośnie, ale ważne jest to, na jakich warunkach będą zawierane kontrakty. W 2016 roku one się skumulują, bo wtedy większość inwestycji będzie wykonywana. To grozi wzrostem cen materiałów i robocizny. A w składanych ofertach, które widziałam nie ma rezerw na nieprzewidziane okoliczności – ostrzega Dariusz Blocher. – Kontrakty nie przewidują waloryzacji, dlatego możemy mieć powtórkę z rozrywki, jaką mieliśmy w poprzedniej perspektywie unijnej. Może nie tak dramatyczną, jak podczas kryzysu, bo wiele firm się sparzyło i na pewno wnioski zostały wyciągnięte. Są jednak nowi gracze, którzy nie mają tego doświadczenia. Podsumowując, będzie napływ nowych inwestycji, spowoduje to wzrost zatrudnienia, ale uwaga na rentowność, bo może się powtórzyć to, z czym zmagaliśmy się w ostatnich pięciu latach.

Blocher podkreśla, że większość podmiotów, jak GDDKiA czy miasta i powiaty wciąż jako podstawowe kryterium w przetargach biorą najniższą cenę.

– Nowelizacja ustawy Prawo Zamówień Publicznych jest kosmetyczna i przepisy po zmianach będą tak naprawdę martwe. Selekcja powinna być dokonywana pod kątem doświadczenia w realizacji podobnych zamówień, wiedzy, posiadanej kadry i potencjału firmy odpowiedniego do zakresu zasobów oraz zakresu ubezpieczeń, którymi dysponuje wykonawca – mówi w Money.pl prezes Budimeksu. – Wtedy kryterium najniższej ceny przestałoby rządzić. No i w tym miejscu apeluję do firm, by bardziej koncentrowały się nad oceną ryzyk, bo wkrótce wszystko będzie drożało, będziemy musieli zwiększyć pensje pracownikom, więcej zapłacimy za paliwo i energię. To wszystko trzeba przewidywać w cenach, byśmy za kilka lat nie mieli w Polsce plagi bankructw i rozgrzebanych budów.

Szef Budimeksu tłumaczy, że wiele firm w Polsce wpadło w kłopoty, dlatego że nie miało mechanizmów przewidywania, jakim wynikiem skończy się kontrakt. Zachwycali się tym, że w danym momencie oferta wygląda atrakcyjnie, tymczasem na koniec okazywało się, że kontrakt finiszuje ze stratą. Jest też sceptyczny, jeśli chodzi o potencjał rozwoju całej branży budowlanej do 2020 roku, dzięki napływowi gotówki z nowej perspektywy UE.

– Myślę, że po 2020 roku Polska już nie dostanie tak dużych pieniędzy na inwestycje infrastrukturalne. Wtedy wszystko będzie zależało od budżetu państwowego i samorządowego. Moim zdaniem pieniędzy na inwestycje zabraknie i czeka nas zastój – przewiduje Blocher. – Polskie firmy budowlane będą musiały uciekać za granicę i tam walczyć o kontrakty, albo poszukać innego źródła przychodu np. w usługach.

Dariusz Blocher przekonuje w Money.pl, że w Polsce jest jeszcze sporo do zrobienia i że nadal powinniśmy inwestować w drogi, bo samochodów przybywa, a dróg i ulic brakuje.

– W Polsce jest około 280 tysięcy kilometrów dróg, z czego GDDKiA ma około 20 tysięcy. Wiele jest w fatalnym stanie – tłumaczy prezes Budimeksu. – To nie są oczywiście projekty miliardowe, ale trzeba je wykonać. Inwestycji nie zabraknie, ale zabraknie pieniędzy i będzie je ciężko zdobyć.

E-pieniądze – kontrola wydatków

Badania wykazują, że ludzie nie traktują kontrolowania swoich finansów jako przykrego obowiązku – jest to dla nich przyjemność, a najchętniej tę odpowiedzialność biorą na siebie kobiety.

Podczas gdy większość z nas pomija najnowsze tabele i wykresy w dziale finansowym codziennej gazety, to jednak z ochotą kontrolujemy to, co dzieje się z naszymi własnymi pieniędzmi: 80% osób, które wzięły udział w ogólnoeuropejskim badaniu opinii publicznej przeprowadzonym przez Ipsos MORI na zlecenie MasterCard, twierdzi, że lubi być na bieżąco ze swoimi finansami i chce jeszcze większej kontroli nad swoimi wydatkami.

Badanie przeprowadzone w sześciu europejskich krajach, w tym w Polsce, wykazało, że 77% respondentów regularnie sprawdza stan swojego konta, zaś 79% wie dokładnie, ile wynosi kwota limitu na ich karcie kredytowej. W czasach, w których większość otrzymywanych przez nas e-maili jest niechcianym spamem, wiadomości dotyczące kwestii finansowych są wyjątkiem: 66% Europejczyków czyta wszystkie lub przynajmniej większość listów, jakie otrzymują od swojego banku lub od wydawców kart. Potrzeba posiadania większej kontroli nad własnymi pieniędzmi idzie w parze z ograniczonym zaufaniem do banków – tylko 54% respondentów zadeklarowało, że ufa swoim bankom, a jedynie 31% stwierdziło, że ich bank dostarcza im wystarczającą ilość informacji.

Dzięki łatwemu dostępowi do kont bankowych, którym cieszymy się dzisiaj korzystając z powszechnej bankowości online oraz aplikacji mobilnych, poziom świadomości finansowej konsumentów jest obecnie wyższy niż kiedykolwiek wcześniej: 76% z nas wykorzystuje najnowsze zdobycze technologiczne do zarządzania swoimi finansami online. Coraz częściej unikamy również rozwiązań, które czynią kontrolowanie wydatków trudniejszymi – 64% konsumentów twierdzi, że stara się nie kupować nic na kredyt.

Pomimo rozwoju bankowości internetowej, odkładanie pieniędzy do tradycyjnej „skarpety” nadal pozostaje rozwiązaniem wybieranym przez wiele osób, niezależnie od tego, czy dysponują one ograniczonymi czy też znacznymi funduszami [1]. Ten rodzaj oszczędzania jest nie tylko staroświecki, ale także uważany za niekonwencjonalny w dobie powszechnego dostępu do internetu, gdy tylko 35% z nas regularnie odwiedza siedzibę oddziału swojego banku. Ludzie często argumentują, że „jeśli pieniądze leżą w banku […] to nagle okazuje się, że wszystko zostało wydane, nawet nie wiadomo kiedy” – choć większość z nas preferuje transakcje dokonywane kartami (64%), a nie gotówką (42%).

Jeśli chodzi natomiast o starą jak świat kwestię tego kto decyduje o domowym budżecie, okazuje się, że sprawami finansowymi bardziej interesują się kobiety. 83% kobiet twierdzi, że to one częściej nadzorują domowe sprawy finansowe. Kobiety częściej sprawdzają również stan swojego konta (79% kobiet w porównaniu do 74% mężczyzn). Dane te pozostają w sprzeczności z tym, kto zdaniem mężczyzn sprawuje kontrolę – 62% z nich uważa, że to właśnie oni podejmują większość decyzji dotyczących domowego budżetu.

Wiemy, że dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, ludzie pragną mieć poczucie kontroli nad własnymi pieniędzmi. Dlatego oferujemy nowoczesne rozwiązania technologiczne, które im w tym pomagają” – powiedział Carlo Enrico, Prezes MasterCard w Europie Środkowej i Wschodniej. „Nasze karty przedpłacone zostały stworzone jako dodatkowe narzędzie kontroli finansów. Ci, którzy z nich korzystają, uważają je za bardzo pomocne. 69% respondentów twierdzi, że dzięki tego typu kartom łatwiej im kontrolować wydatki, zaś 73% jest nawet zdania, że pomogły im one uniknąć zaciągnięcia długów.”

Dokładniejsza kontrola nad własnymi finansami staje się dla konsumentów coraz ważniejsza. Karty przedpłacone mogą pomóc nam również w rozwiązaniu innych problemów, z jakimi borykamy się zarządzając naszymi pieniędzmi:

  • 70% rodziców dzieci w wieku 13 i więcej lat twierdzi, że karty przedpłacone są narzędziem doskonale nadającym się do uczenia ich pociech, w jaki sposób zarządzać finansami.
  • 67% respondentów jest zdania, że karty przedpłacone zapewniają wyższe poczucie bezpieczeństwa podczas podróży zagranicznych.

Karty pre-paid pomagają chronić pieniądze przed zakusami innych ludzi, a nawet nas samych.

Inpro za 4 mln zł zbuduje kładkę dla Hotelu Mikołajki

Spółka Inpro zawarła z Hotelem Mikołajki umowę o wykonanie obudowanej kładki łączącej Wyspę Ptasią w Mikołajkach z półwyspem. Koszt inwestycji to ok 4 mln. zł netto.

Umowa dotyczy wykonania prac w trybie zaprojektuj i wybuduj, polegającym na opracowaniu dokumentacji projektowej i wykonaniu na jej podstawie robót budowlanych związanych z wykonaniem obudowanej kładki (łącznika) łączącej budynek hotelowy na Wyspie Ptasiej z budynkiem konferencyjno-restauracyjnym na półwyspie w Zespole Hotelowo-Apartametowym Hotel Mikołajki  łącznie z robotami wykończeniowymi i niezbędną infrastrukturą towarzyszącą umożliwiającą funkcjonowanie obiektu.

Wstępne wynagrodzenie ryczałtowe, określone na podstawie koncepcji architektoniczno-konstrukcyjnej, ustalono się na kwotę: 4 mln zł netto. Ostateczne wynagrodzenie zostanie określone przez strony po obustronnym uzgodnieniu dokumentacji projektowej;

Rozpoczęcie robót budowlanych zaplanowano na 1 października, a ich zakończenie na 31 maja 2016.

KNF: polscy ubezpieczyciele dobrze wypadli w europejskich testach stesu

Europejskie testy stresu przeprowadzone we współpracy z polską Komisją Nadzoru Finansowego potwierdziły wysoką odporność zakładów ubezpieczeń z Polski na ryzyko niskich stóp procentowych.

W ramach testów stresu koordynowanych przez Europejski Urząd Nadzoru Ubezpieczeń i Pracowniczych Programów Emerytalnych oraz z Europejską Radą ds. Ryzyka Systemowego, dokonano m.in. badania wpływu na sektor ubezpieczeniowy przedłużających się niskich stóp procentowych.

Wyniki testów potwierdzają wnioski z wcześniejszych analiz, z których wynika, że dla większości zakładów ubezpieczeń w Polsce scenariuszem niekorzystnym jest wzrost, a nie spadek, stóp procentowych. Związane jest to z niewielkim udziałem w polskim rynku ubezpieczeń długoterminowych, m.in. związanych ze świadczeniami w formie rent, brakiem złożonych opcji i gwarancji w produktach ubezpieczeniowych oraz z faktem, że w zdecydowanej większości zakładów ubezpieczeń biorących udział w testach wartość obligacji i innych instrumentów o podobnym charakterze (np. dłużnych funduszy inwestycyjnych, depozytów bankowych, pożyczek) jest większa niż wartość rezerw techniczno-ubezpieczeniowych wyznaczonych zgodnie z zasadami Wypłacalność II – Informuje w komunikacie KNF.

Dla zakładów ubezpieczeń biorących udział w ćwiczeniu średni wskaźnik pokrycia wymogu kapitałowego przed testem stresu wyniósł 330 proc. (wobec ustawowego minimum na poziomie 100%). Po I teście średni wskaźnik pokrycia wymogu kapitałowego wyniósł 321 proc., a po II ukształtował się na poziomie 316 proc.

W Polsce, w testach stresu dla niskich stóp procentowych wzięło udział siedem krajowych zakładów ubezpieczeń: PZU, PZU Życie, TUiR Warta, TUnŻ Warta, ING TUnŻ, MetLife TUnŻiR i TU na Życie Europa.

W badaniu założono udział zakładów ubezpieczeń i zakładów reasekuracji pokrywający co najmniej 50 proc. krajowych rynków ubezpieczeń.

BGK udzieli kredytu na remont warszawskiej Hali Koszyki

Bank Gospodarstwa Krajowego podpisał z Griffin Group umowę na finansowanie projektu Hali Koszyki. Pozwoli ona zakończyć remont i przebudowę tej zabytkowej warszawskiej budowli w 2016 roku.

Na inwestycję o wartości około 81 mln euro Bank Gospodarstwa Krajowego da kredyt komercyjny w ramach Programu Inwestycje Polskie o wartości 60,84 mln euro. Pozostałe środki pochodzić będą z pożyczki JESSICA w wysokości 25 mln zł udzielanej ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego na lata 2007-2013, oraz z kredytu odnawialnego w wysokości 13 mln zł.

Dla nas to już kolejny raz, kiedy możemy realizować przedsięwzięcie inwestycyjne przy udziale Banku Gospodarstwa Krajowego. To sprawdzony i doświadczony partner – mówi Przemysław Krych, prezes Griffin Group.

Podpisanie umowy na finansowanie to ostatni z elementów poprzedzających start budowy. W sierpniu władze Warszawy wydały ostateczne pozwolenie na budowę obiektu. Został też wybrany generalny wykonawca projektu – firma Erbud, a za kilka tygodni odbędzie się uroczyste wmurowanie kamienia węgielnego.

Cieszymy się, że środki inicjatywy JESSICA, której jesteśmy operatorem współfinansują projekt w samym sercu Warszawy. Powstanie nowoczesny obiekt wraz z funkcjonalnie zagospodarowaną przestrzenią miejską – powiedział Piotr Lasecki, wiceprezes BGK. – Jest to też zasadniczy powód, dla którego podjęliśmy decyzję o finansowaniu inwestycji kredytem komercyjnym banku, w ramach Programu Inwestycje Polskie.

Celem tego projektu jest gruntowna rewitalizacja Hali Koszyki oraz otaczającego ją terenu. Projekt zakłada zachowanie oraz odrestaurowanie dwóch istniejących oficyn bramnych, zabytkowej bramy oraz budynku administracyjnego wraz z odbudową głównego budynku Hali. Dodatkowo, na terenie otaczającym halę powstaną trzy biurowce klasy A.

Obiekt od 2016 roku będzie oferował 21 tys mkw. powierzchni biurowej i usługowo-handlowej. Nowe Koszyki połączą nowoczesną przestrzeń biurową z dawną tradycją kupiecką hali w samym sercu Warszawy.  Na terenie kompleksu Koszyki znajdzie się również kilka ogólnodostępnych placów. Największy z nich o powierzchni ok. 600 mkw, zlokalizowany będzie przed historyczną częścią Hali Koszyki. Część odrestaurowanej powierzchni przeznaczona będzie dla organizacji non-profit

JLL: Wartość umów kupna-sprzedaży nieruchomości biurowych poza stolicą sięgnie 400 mln euro

W I półroczu inwestorzy zrealizowali na rynku biurowym poza Warszawą transakcje o wartości 220 mln euro. Zdaniem JLL do końca roku kwota ta wzrośnie do 400 mln euro.

– Biorąc pod uwagę transakcje w toku spodziewamy się, że łączna wartość umów kupna/sprzedaży, których przedmiotem są nieruchomości biurowe poza Warszawą może sięgnąć rekordowych 400 mln euro na koniec 2014 r. Dla porównania, w całym roku ubiegłym było to łącznie 156 mln euro, a w najlepszym do tej pory 2006 – 346 mln euro. Co więcej, aktywność inwestorów utrzyma się również w I kw. 2015 r. – mówi Tomasz Puch, dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych w JLL.

Najbardziej aktywne rynki to – poza Warszawą – Wrocław i Kraków.

Z danych JLL wynika, że w I półroczu na największych rynkach poza Warszawą właścicieli zmieniły nieruchomości biurowe o łącznej wartości ok. 220 mln euro (a uwzględniając Warszawę – ok. 750 mln euro łącznie). Największą transakcją biurową poza Warszawą w I półroczu była sprzedaż nieruchomości z portfela Arka BZ WBK Funduszu Rynku Nieruchomości we Wrocławiu (Quattro Forum), Poznaniu (Winogrady Business Center), Łodzi (Red Tower) czy Trójmieście (Alfa Plaza) na rzecz Octava FIZAN. Drugą co do wielkości transakcją (a największą pojedynczą) stanowiła sprzedaż przez Peakside Centrum Biurowego Lubicz do Griffin Group. Bardzo znaczącą transakcją była sprzedaż wrocławskiego biurowca Green Day przez Skanska do GLL – podaje JLL.

Z jednej strony wynika z tego, że Warszawa jest coraz droższa, a po flagowych transakcjach coraz mniej produktów jest aktualnie do kupienia, z drugiej zaś – z coraz większej dojrzałości rynków biurowych poza stolicą i zaufania, jakim cieszą one się wśród inwestorów – tłumaczy Tomasz Puch.

Wyniki badań nad sprzedażą pojazdów wyposażonych w systemy łącznośći

AT&T Drive Studio i Ericsson opublikowały wyniki nowego badania nad znaczącym wpływem funkcji i usług łączności internetowej na decyzje klientów dotyczące zakupu pojazdu w przyszłości. Dane dotyczą klientów z USA, Niemiec, Brazylii, Japonii i Chin, planujących zakup pojazdu w ciągu najbliższych pięciu lat. Badanie zostało przeprowadzone przez Ipsos w lipcu i sierpniu 2014 r.

Arun Bhikshesvaran, kierownik ds. marketingu w firmie Ericsson, mówi „W tych danych dostrzegamy wyraźny sygnał, że funkcje i usługi związane z łącznością będą miały znaczący wpływ na decyzje klientów o zakupie pojazdu. Badanie pokazuje, że ma miejsce globalna transformacja, a klienci będą oczekiwali usług łączności we wszystkich segmentach i modelach pojazdów”.

„To badanie pokazuje, że wchodzimy w nową epokę w dziedzinie motoryzacji, w której pojazdy wyposażone w systemy łączności zintegrują wszystkie aspekty naszego życia. Dlatego Ericsson wykorzystuje swoją międzynarodową rangę i współpracuje z AT&T Drive Studio nad wdrożeniem naszego uznanego rozwiązania opartego na technologii chmurowej”.

Wyniki badania:

  • Połowa badanych kierowców na świecie zmieniłaby markę samochodu na inną równorzędną, aby uzyskać dostęp do usług łączności w pojeździe.
  • Siedemdziesiąt dwa procent kierowców przesunęłoby zakup samochodu o rok, aby zakupić pojazd wyposażony w system łączności od wybranego producenta.
  • Niemal dwie trzecie badanych kierowców, którzy dowiedzieli się o usługach łączności pojazdów, uważa je za istotną cechę ich kolejnego samochodu.
  • Sześćdziesiąt siedem procent kierowców w USA wskazuje, że prawdopodobnie kupiliby usługę łączności lub Wi-Fi, gdyby była ona dostępna w ich samochodzie.

Świadomość klientów w dziedzinie usług łączności pojazdów jest wysoka, dla sześciu funkcji wynosi 50 procent lub więcej.

  • Pomoc drogowa (74%)
  • Nawigacja i ruch drogowy w czasie rzeczywistym (72%)
  • Zdalne uruchamianie (71%)
  • Odtwarzanie muzyki w technologii streamingu (70%)
  • Dobór ubezpieczenia na podstawie użycia pojazdu (52%)
  • Punkt dostępowy Wi-Fi (50%)

„Producenci samochodów rywalizują o klientów za pomocą rozwiązań łączności pojazdów – mówi Chris Penrose, starszy wiceprezes w AT&T Mobility, Dział Nowych Urządzeń. – Platforma AT&T Drive powstała we współpracy z firmą Ericsson oraz kilkoma innymi partnerami z branży i jest najsolidniejszym pakietem rozwiązań dostępnych obecnie dla producentów samochodów”.

Wkład firmy Ericsson w opracowanie platformy AT&T Drive jest kluczowy. Zapewnia on platformie chmurową podstawę, na której producenci samochodów mogą oprzeć cały ich indywidualnie dostosowany system łączności pojazdów. Kompletny raport jest udostępniany producentom motoryzacyjnym przez AT&T Drive Studio.

*Produkty i usługi AT&T dostarczane są lub oferowane przez oddziały i partnerów AT&T Inc. pod marką AT&T, a nie przez AT&T Inc.

Norweski NextGenTel kupi produkty Comarchu

0

Comarch podpisał umowę z norweskim operatorem telekomunikacyjnym NextGenTel na dostarczenie rozwiązań BSS i service fulfillment. Uruchomienie platform planowane jest na pierwszą połowę 2015 roku. 

W rezultacie wspólnego projektu NextGenTel ukończy dużą transformację swojego środowiska IT, której efektem ma być skrócenie czasu dostarczenia usług na rynek, a tym samym wzrost biznesu w segmentach klientów indywidualnych i biznesowych.

Po dokładnej analizie wymagań NextGenTel’s, zaprojektowaliśmy rozwiązanie, które pomoże im osiągnąć zakładane cele biznesowe – mówi Piotr Piatosa, wiceprezes Comarch. – Wśród nich znajdują się poprawa jakości procesów obsługi klienta, poprawa przejrzystości i dokładności bilingu, zwiększenie marży na usługach poprzez skoncentrowanie się na automatyzacji I samoobsłudze klientów oraz znaczące skrócenie czasu dostarczania usług. Jesteśmy przekonani, że nasze produkty BSS i OSS pomogą NextGenTel osiągnąć te cele.

Jest to kolejny kontrakt zdobyty przez Comarch na rynkach skandynawskich. W roku 2013 ogłoszone zostało podpisanie przez firmę umowy na system bilingowy z islandzkim operatorem Síminn.

Wśród czynników, które wpłynęły na naszą decyzję była kompletność portfolio rozwiązań Comarch, które łączą dużą ilość funkcjonalności w ramach jednej nowoczesnej platformy, a także spore doświadczenie firmy w realizacji dużych transformacji IT, także tych, które dotyczą bardzo wymagającego segmentu klientów biznesowych – mówi Jørn Hodne, COO w firmie NextGenTel.

NextGenTel oferuje usługi telefonii komórkowej, Internetu i telewizji. Operator jest częścią Grupy Telio, dostawcy usług telekomunikacyjnych z siedzibą w Oslo, działającej na terenie Norwegii, Danii, Szwajcarii i Holandii.

Urzędy skarbowe nowym klientem Monetii

Monetia poinformowała, że rozpoczęła współpracę z 5 urzędami skarbowymi w Polsce i prowadzi rozmowy z kolejnymi.

Outsourcing kasowy to, jak informuje spółka jeden ze strategicznych kierunków, który spółka rozwija m.in. wśród urzędów, firm oraz banków.

Wprowadziliśmy obsługę wpłat opartą o nowoczesne systemy informatyczne i gwarantujące pewność transakcji, które dla wielu płatników i podatników są przecież kluczowe – podkreśla Wojciech Jóźwiak, prezes Monetii. – Zastosowane przez nas rozwiązania nie tylko usprawniają pracę urzędników i obsługę interesariuszy, ale przede wszystkim mają istotny wpływ na obniżenie kosztów. W efekcie współpracy z Monetią urząd oszczędza nawet 60 proc. kosztów prowadzenia własnej obsługi kasowej.

Obecnie – jak informuje spółka- z placówek Monetii korzysta pół miliona osób i liczba ta, co kwartał wzrasta o kilkadziesiąt tysięcy.

– Agencja ma już w swoim portfelu ponad 150 firm i instytucji, które zleciły jej prowadzenie okienek kasowych. Są to jednostki samorządu terytorialnego, spółdzielnie mieszkaniowe, instytucje finansowe, MOPS, a nawet Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego. Z outsourcingu kasowego Monetii korzystają już od dawna Getin Bank i DnB Bank Polska. Niebawem dołączy do nich kolejna europejska instytucja finansowa – zapowiada Monetia w komunikacie.

Spółka informuje, że chce w ciągu 2-3 lat zwiększyć swój udział w rynku do ok. 20 proc.

BIK: Polacy biorą coraz więcej kredytów hipotecznych. Lepiej też je spłacają

Biuro Informacji Kredytowej podało, że okresie styczeń–lipiec 2014 banki udzieliły 116 tys kredytów mieszkaniowych, co oznacza 2,6 proc. wzrost w porównaniu do ubiegłego roku. Wartość zawartych umów wzrosła o 10,2 proc. Polacy też znacznie lepiej  kredyty spłacają.

O ile w pierwszej połowie 2013 roku kredytów udzielano coraz mniej. W kolejnych sześciu miesiącach liczba zawartych umów na kredyty mieszkaniowe była już jednak wyższa niż w tym samym okresie poprzedniego roku. W 2014 roku trend wzrostowy się utrwala – w pierwszych siedmiu miesiącach banki udzieliły o 2,6 proc. więcej kredytów mieszkaniowych (116 tysięcy). Wyższa jest również wartość sprzedanych kredytów – 23,9 mld zł w miesiącach styczeń–lipiec 2014 roku, co oznacza 10,2 proc. wzrost w porównaniu do analogicznego okresu 2013 roku (21,7 mld zł).

– Oprócz wzrostu wartości umów kredytowych, stałej poprawie ulega również jakość udzielonych kredytów mierzona odsetkami umów, które nie są terminowo obsługiwane – mówi Mariusz Cholewa, prezes BIK. – Wśród kredytów udzielonych w 2011 roku, po 12 miesiącach od zaciągnięcia wystąpiły ponad trzydziestodniowe opóźnienia w obsłudze na 0,79 proc. rachunków kredytowych, w 2012 roku – na 0,55 proc, a w I połowie 2013 roku tylko na 0,34 proc. rachunków. Co ciekawe, znaczna liczba rachunków opóźnionych powraca do terminowej obsługi.

Podczas dekoniunktury w latach 2011–2013, spadek liczby umów kredytowych w większości dużych miast był znaczący. Jak pokazują dane BIK, mieszkańcy największych miast Polski ponownie korzystają z kredytów mieszkaniowych.W I półroczu 2014 roku najwyższą dynamikę liczby zaciągniętych kredytów mieli mieszkańcy Olsztyna (7,5 proc.), Poznania (6,8 proc.), Białegostoku (6,2 proc.) i Warszawy (5 proc.). Najwyższe spadki w I półroczu 2014 roku w porównaniu z I półroczem 2013 roku, wystąpiły natomiast w Gorzowie Wielkopolskim (o 14,7 proc.), Łodzi ( o 6,2 proc.) i Bydgoszczy ( o 5,4 proc.).

Nieformalne posiedzenie ECOFIN w Mediolanie

Inwestycje i reformy strukturalne mogą poprawić sytuację gospodarczą w UE i zwiększyć zatrudnienie. Wskazane jest ułatwienie dostępu do finansowania dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw – uznali uczestnicy spotkania Rady ds. gospodarczych i finansowych (ECOFIN), którzy spotkali się 13 września na nieformalnym posiedzeniu w Mediolanie. W spotkaniu uczestniczył minister finansów Mateusz Szczurek.

Ministrowie zwrócili uwagę na kwestie związane ze słabym ożywieniem gospodarczym, niewielkim polem do działań po stronie polityki monetarnej na poziomie strefy euro oraz zróżnicowanymi rozwiązaniami fiskalnymi w poszczególnych państwach członkowskich. Dużym problemem jest także wysoki poziom bezrobocia, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Dlatego szczególnie istotne dla przyspieszenia wzrostu gospodarczego i zwiększenia zatrudnienia powinny być inwestycje, zarówno prywatne, jak i publiczne, oraz reformy strukturalne. Ministrowie zgodzili się, że trzeba położyć większy nacisk na promowanie inwestycji ułatwiających dostęp do finansowania dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Podkreślono, że problemem nie jest obecnie niedostatek środków finansowych, ale brak zaufania do podejmowania długofalowych i ryzykownych projektów inwestycyjnych. Dlatego też Europejski Bank Inwestycyjny i Komisja Europejska wraz z państwami członkowskimi mają przygotować listę potencjalnych projektów inwestycyjnych, których uruchomienie przyniosłoby przyspieszenie wzrostu gospodarczego w UE. Następnie zostanie przeprowadzony przegląd możliwych i istniejących mechanizmów, które umożliwiłyby sfinansowanie tych projektów. Jeśli te instrumenty okażą się niewystarczające, będą rozważane nowe, w tym ten, który przedstawiła Polska (utworzenie funduszu inwestycyjnego działającego pod egidą Europejskiego Banku Inwestycyjnego dla finansowania dużych projektów europejskich w sektorze energetyki, transportu, technologii informatycznych i obronnym).

Ministrowie dyskutowali również o problemach z finansowaniem wzrostu uznając, że niezbędne jest zróżnicowanie źródeł finansowania gospodarki realnej, zwłaszcza sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Jednym z pomysłów jest rozwinięcie instrumentów sekurytyzacji (operacji finansowej umożliwiającej pozyskanie kapitału), ale musi to być system prosty i przejrzysty, by stanowić odpowiednią zachętę dla inwestorów.

Ministrowie zapoznali się ponadto ze stanem prac w ramach kompleksowej oceny realizowanej obecnie przez Europejski Bank Centralny we współpracy z europejskim urzędem nadzoru bankowego (European Banking Authority). Ocena obejmuje m.in. przegląd jakości aktywów oraz testy warunków skrajnych i jest konieczna do przeglądu bilansów banków przed przejęciem przez Europejski Bank Centralny w listopadzie br. zadań nadzorczych w ramach jednolitego mechanizmu nadzoru.

Wizz Air wylieasinguje od Goshawk Aviation 7 Airbusów A320

CEO Magazyn Polska

Wizz Air  przystąpił do umowy sprzedaży i leasingu zwrotnego siedmiu nowych Airbusów A320 z Goshawk Aviation Limited. Dostarczenie samolotów zostało zaplanowane w okresie listopad 2014 – czerwiec 2015.

– Dbamy o to, by zabezpieczać przyszły rozwój linii, poprzez wzbogacanie naszej floty o kolejne samoloty Airbus A320 – mówi Mike Powell, dyrektor finansowy Wizz Air.– Cieszę się, iż Goshawk ma zaufanie do prowadzonej przez nas działalności oraz planów rozwoju. Planujemy dalsze świadczenie usług w trzydziestu krajach, a siedem nowych samolotów, leasingowanych przez naszego partnera, z pewnością odegra wielką rolę w realizacji tego zadania.

Goshawk to firma zajmująca się leasingiem samolotów, zarządzana przez Investec Bank plc, z kapitałem od Investec i azjatyckich partnerów instytucjonalnych. W ciągu najbliższych 12-15 miesięcy Goshawk dostarczy bądź planuje dostarczyć ponad 30 samolotów, wliczając zamówienie linii Wizz Air.

– Poszerzenie portfolio klientów o firmę formatu Wizz Air z pewnością przyczyni się do polepszenia jakości budowanej przez nas oferty – podkreśla  Ramki Sundaram, dyrektor działu finansowego ds. branży lotniczej w Investec Bank.

Dziecko na pokładzie – poradnik lotniczy

Podróż samolotem z małym dzieckiem to duże wyzwanie dla rodzica. Nie musi być to jednak podróż przez mękę. By sprostać temu wyzwaniu, wystarczy dokładne planowanie, znajomość kilku podstawowych zasad, a także odpowiednie nastawienie psychiczne. Eksperci Centrum Lotniczego Sky4Fly przygotowali krótki poradnik dla rodziców planujących pierwszą podróż w towarzystwie swoich pociech.

Samolotem mogą latać już niemowlęta. Zakaz obejmuje jedynie noworodki, które nie ukończyły jeszcze tygodnia (nie zmienia to faktu, że formalności związane z wyrobieniem koniecznego dokumentu tożsamości potrwają nieco dłużej). Najlepiej jednak z pierwszą podróżą poczekać aż dziecko skończy przynajmniej dwa miesiące, a jego układ odpornościowy w pełni się rozwinie. Nie chcemy przecież by na zatłoczonym lotnisku, czy w samolocie, złapało jakąś infekcję.

Idealnym rozwiązaniem dla malucha byłby możliwie jak najkrótszy lot bezpośredni. Starajmy się ograniczyć przesiadki do minimum. Dobrym pomysłem jest wybranie lotu nocnego. Zwiększamy wtedy szanse, że dziecko, niezależnie od wieku, zmęczone po intensywnym dniu, najzwyczajniej w świecie prześpi całą podróż.

Przygotowania do podróży należy rozpocząć na długo przed dniem wylotu. O ile niemowlęciu będzie wszystko jedno, gdzie się znajduje, dopóki będzie blisko matki, nieco starsze dzieci mogą różnie zareagować na lotniczą przygodę. Dlatego już wcześniej należy odpowiednio przygotować je psychicznie do podróży, porozmawiać z nimi o samolotach, pokazać obrazki, wytłumaczyć dokładnie, co je czeka, przekonać, że lot samolotem to wspaniała zabawa. Należy pamiętać, że niezależnie od wieku, dzieci świetnie wyczuwają emocje rodziców, jeśli my będziemy się denerwować, one także.

Nasza pociecha wyjeżdżając za granicę musi być zaopatrzona w dowód tożsamości. Jeśli lecimy do innego kraju UE wystarczy wyrobić dowód osobisty (w przypadku dziecka przed ukończeniem piątego roku życia jest ważny 5 lat), jeśli opuszczamy strefę Schengen konieczny będzie paszport (dla dziecka do 5 lat ważny przez rok).

Linie lotnicze prowadzą zróżnicowaną politykę cenową odnośnie biletów dla małych dzieci. Zwykle jest jednak tak, że maluchy do ukończenia drugiego roku życia latają za darmo (czasem linie pobierają 10% ceny biletu osoby dorosłej) i nie przysługuje im osobne miejsce w samolocie ani limit bagażowy. Podróż spędzają na kolanach opiekuna, w czasie startu i lądowania przypięte do niego specjalnym pasem. Starsze dzieci podróżują już na osobnym miejscu i przysługuje im bagaż (limit kilogramów jest mniejszy niż dla dorosłego). W zależności od linii lotniczej przysługuje im też kilkuprocentowa zniżka, czasem jednak trzeba kupić bilet w normalnej cenie.

Wózka dziecięcego nie nadaje się w czasie odprawy bagażowej. Należy oddać go obsłudze tuż przed wejściem na pokład samolotu. Zwrócony zostanie nam tuż po wylądowaniu. Jeśli podróżujemy z niemowlęciem, dobrym rozwiązaniem jest specjalne nosidło lub chusta do noszenia dziecka. Dzięki takim wygodnym urządzeniom mamy wolne ręce, a maluch będzie czuł się bezpieczny, będąc blisko rodzica.

Na pokład samolotu mamy prawo zabrać picie dla naszego dziecka, nie ma znaczenia czy będzie to mleko, czy jakikolwiek inny płyn. Obsługa lotniska może poprosić nas o skosztowanie płynu nim przepuści nas dalej. Jeśli chodzi o jedzenie to nie obowiązują żadne ograniczenia formalne.

W większości linii lotniczych przyjęta jest praktyka, że osoby podróżujące z małymi dziećmi mają prawo wyboru miejsca na pokładzie samolotu. Musimy zdecydować zatem czy wolimy siedzieć bliżej wejścia, skąd blisko do toalety (powinien tam być przewijak), co ułatwi nam sprawy związane z higieną, przewijanie itp., czy też w pierwszym rzędzie, gdzie może być nieco więcej miejsca, a przy okazji unikniemy sytuacji, w której nasza pociecha postanowi spożytkować energię zapamiętale kopiąc w fotel pasażera, siedzącego przed nami.

Podczas startu i lądowania samolotu dochodzi do skoków ciśnienia, które odczuwamy jako zatykanie uszu. Dzieci są bardzo wrażliwe na takie zmiany. Jedynym sposobem na wyrównanie ciśnienia w uszach jest przełykanie. By zmusić do tego malucha, należy w trakcie startu i lądowania podać mu picie lub np. cukierek do ssania.

Poza dokumentami i przyborami higienicznymi warto spakować w bagażu podręcznym ubranko na przebranie i kocyk, nie wszystkie linie taki zapewniają, a w samolocie może być zimno. Niektóre linie lotnicze oferują poduszki, na dłuższych trasach specjalne łóżeczka, a także drobne prezenty i zabawki dla maluchów. Na takie atrakcje nie można jednak liczyć w przypadku tanich linii. Oprócz ulubionej przytulanki naszej pociechy, warto zabrać do samolotu jakąś zupełnie nową zabawkę, której dziecko nie zna. W ten sposób dłużej skupi na niej swoją uwagę.

Pamiętaj, że podróż samolotem nie każdemu musi się podobać. Płaczu i protestów Twojego dziecka być może nie da się uniknąć. Nie przejmuj się jednak złośliwymi komentarzami innych. Uzbrój się w cierpliwość i nie daj wyprowadzić się z równowagi. Najważniejsze by bezpiecznie dotrzeć do celu.

BDM: rekomendacja „kupuj” dla Marvipolu

0

BDM wydał rekomendacje „kupuj” na akcje Marvipolu. Cenę docelowa wyznaczono na poziomie 9,42 zł za akcję.

Istotne dyskonto względem największych deweloperów giełdowych oraz bardzo dobre wyniki finansowe w najbliższych latach stwarzają naszym zdaniem okazję do zwiększenia zaangażowania w walory Marvipolu – podkreślono w rekomendacji.

Analityk BDM uważa, że lata 2014-15 będą dla spółki bardzo udane. Oczekuje, że Marvipol wypracuje w roku 2014 ok. 50 mln zł zysku netto, co implikuje P/E bliskie 6x.

W roku 2015 oczekujemy, że Marvipol osiągnie ok. 40 mln zł zysku netto, co będzie związane z harmonogramem przekazań i niższą marżą w segmencie deweloperskim. Obecna kapitalizacja spółki wynosi ok. 300 mln zł, przy zadłużeniu na koniec II kwartału 2014 na poziomie 309 mln zł (7,4 zł/akcję). Naszym zdaniem wartość spółki jest niedoszacowana – ocenia BDM.

Jak tłumaczy, segment deweloperski wyceniamy modelem DCF na ok. 500 mln zł (12,0 zł/akcję, wartość księgowa zapasów to nawet ok. 634 mln zł). Istotną zaletą jest posiadany bank ziemi w projekcie Central Park, który obejmuje ok. 2,2 tys. mieszkań, a jego zakończenie jest planowane dopiero na koniec 2021 roku.

– W naszej wycenie uwzględniamy również biurowiec Prosta Tower. Według naszych szacunków jego wartość rynkowa jest obecnie bliska 80 mln zł (1,9 zł/akcję, księgowo ok. 100 mln zł). Nasza wycena jest mocno konserwatywna i biorąc pod uwagę korzystne położenie budynku (nowa nitka linia metra) widzimy możliwość jej podwyższenia – zaznaczono w rekomendacji.

Mocny skok wyników w 2014 roku odnotowuje segment automotive, którego wartość autorzy rekomendacji dla Marvipolu oceniają na 133 mln zł (3,2 zł/akcję). Segment generuje zdecydowanie wyższe marże niż przeciętna dla podobnych podmiotów zagranicznych. W przypadku utrzymania powtarzalności wyników finansowych w najbliższych kwartałach istnieje też możliwość podniesienia wyceny segmentu (szansę na rozwój stanowi rozszerzenie gamy atrakcyjnych modeli przez Jaguara i Land Rovera).

– Szans na wzrost wartości Marvipolu dopatrujemy się także w planowanym rozdzieleniu podstawowej działalności na dwie spółki i osobnym notowaniu automotive, które jest spodziewane w II  półroczu 2015. Obecny model funkcjonowania biznesu jest z rezerwą odbierany przez część inwestorów. Pozytywnie odbieramy też kwestię stopniowego ograniczania zadłużenia przez Marvipol – informuje BDM.

BDM: rekomendacja “Kupuj” dla Marvipolu

0

BDM wydał rekomendacje “Kupuj” na akcje Marvipolu. Cenę docelowa wyznaczono na poziomie 9,42 zł za akcję.

Istotne dyskonto względem największych deweloperów giełdowych oraz bardzo dobre wyniki finansowe w najbliższych latach stwarzają naszym zdaniem okazję do zwiększenia zaangażowania w walory Marvipolu – podkreślono w rekomendacji.

Analityk BDM uważa, że lata 2014-15 będą dla spółki bardzo udane. Oczekuje, że Marvipol wypracuje w roku 2014 ok. 50 mln zł zysku netto, co implikuje P/E bliskie 6x.

W roku 2015 oczekujemy, że Marvipol osiągnie ok. 40 mln zł zysku netto, co będzie związane z harmonogramem przekazań i niższą marżą w segmencie deweloperskim. Obecna kapitalizacja spółki wynosi ok. 300 mln zł, przy zadłużeniu na koniec II kwartału 2014 na poziomie 309 mln zł (7,4 zł/akcję). Naszym zdaniem wartość spółki jest niedoszacowana – ocenia BDM.

Jak tłumaczy, segment deweloperski wyceniamy modelem DCF na ok. 500 mln zł (12,0 zł/akcję, wartość księgowa zapasów to nawet ok. 634 mln zł). Istotną zaletą jest posiadany bank ziemi w projekcie Central Park, który obejmuje ok. 2,2 tys. mieszkań, a jego zakończenie jest planowane dopiero na koniec 2021 roku.

– W naszej wycenie uwzględniamy również biurowiec Prosta Tower. Według naszych szacunków jego wartość rynkowa jest obecnie bliska 80 mln zł (1,9 zł/akcję, księgowo ok. 100 mln zł). Nasza wycena jest mocno konserwatywna i biorąc pod uwagę korzystne położenie budynku (nowa nitka linia metra) widzimy możliwość jej podwyższenia – zaznaczono w rekomendacji.

Mocny skok wyników w 2014 roku odnotowuje segment automotive, którego wartość autorzy rekomendacji dla Marvipolu oceniają na 133 mln zł (3,2 zł/akcję). Segment generuje zdecydowanie wyższe marże niż przeciętna dla podobnych podmiotów zagranicznych. W przypadku utrzymania powtarzalności wyników finansowych w najbliższych kwartałach istnieje też możliwość podniesienia wyceny segmentu (szansę na rozwój stanowi rozszerzenie gamy atrakcyjnych modeli przez Jaguara i Land Rovera).

– Szans na wzrost wartości Marvipolu dopatrujemy się także w planowanym rozdzieleniu podstawowej działalności na dwie spółki i osobnym notowaniu automotive, które jest spodziewane w II  półroczu 2015. Obecny model funkcjonowania biznesu jest z rezerwą odbierany przez część inwestorów. Pozytywnie odbieramy też kwestię stopniowego ograniczania zadłużenia przez Marvipol – informuje BDM.

Opel prezentuje usługi pomocy w sytuacjach awaryjnych w ramach systemu OnStar na konferencji eCall w Berlini

  • Opel wprowadza system automatycznego reagowania na zderzenie (Automatic Crash Response – ACR) w ramach OnStar jeszcze przed wdrożeniem obowiązkowego systemu eCall w UE
  • Po wykryciu zderzenia system umożliwia osobom podróżującym pojazdem automatyczne połączenie ze służbami ratunkowymi
  • W skali globalnej OnStar odpowiada na prawie 100 000 zgłoszeń sytuacji awaryjnych miesięcznie

Firma Opel dąży do tego, aby odgrywać istotną rolę w dziedzinie systemów pokładowej łączności w branży motoryzacyjnej, dlatego aktywnie uczestniczy w tegorocznej edycji „eCall Days Germany” (16–18 września) – największej międzynarodowej konferencji w Niemczech poświęconej europejskim systemom zgłaszania sytuacji awaryjnych w pojazdach. W konferencji biorą udział przedstawiciele Komisji Europejskiej, branży motoryzacyjnej, dostawców podzespołów oraz innych zainteresowanych podmiotów.

Opel planuje wprowadzić usługę pokładowej łączności OnStar we wszystkich swoich osobowych modelach na wybranych rynkach europejskich z początkiem 2015 r.

W trakcie konferencji „eCall Days Germany” Catherine M. Bishop, dyrektor ds. zasięgu i strategii globalnych usług pomocy w sytuacjach awaryjnych OnStar, oraz Gerrit Riemer, dyrektor ds. mobilności przyszłości w firmie Opel, przedstawią, jak OnStar wspomaga bezpieczeństwo publiczne. W szczególności opowiedzą uczestnikom konferencji o systemie automatycznego reagowania na zderzenie (ACR) będącym jedną z funkcjonalności OnStar.

Zainstalowany w pojeździe system w chwili wykrycia zderzenia automatycznie nawiązuje połączenie ze specjalnie przeszkolonym doradcą. Jeżeli kierowca lub pasażerowie proszą o pomoc lub nie mogą odpowiedzieć, na miejsce wypadku wysyłane są służby ratunkowe.

Oprócz obsługi systemu ACR, OnStar świadczy także usługi dodatkowej pomocy w sytuacjach awaryjnych. Jeżeli kierowca, pasażer lub nawet świadek wypadku potrzebują pomocy służb ratunkowych, wystarczy nacisnąć przycisk umieszczony w pojeździe, aby ją wezwać. W ten sposób uzyskają priorytetowe połączenie ze specjalnie przeszkolonym doradcą, który może skontaktować się ze strażą pożarną, policją lub pogotowiem ratunkowym i skierować te służby do miejsca, w którym znajduje się samochód.

Konferencja „eCall Days”, która odbędzie się w budynku Przedstawicielstwa Dolnej Saksonii przy Rządzie Federalnym w Berlinie, jest również okazją do zaprezentowania ogólnej sytuacji w zakresie wprowadzania systemu eCall w Europie.

OnStar jest czołowym dostawcą globalnej branży motoryzacyjnej w dziedzinie rozwiązań dotyczących bezpieczeństwa i ochrony opartych na połączeniu z Internetem, dodatkowych usług związanych z mobilnością oraz zaawansowanych technologii informatycznych. System OnStar połączył już ponad 7 milionów klientów w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Chinach i Meksyku.

Doradcy OnStar monitorują sieć całodobowo, przez 365 dni w roku. Średnio OnStar otrzymuje dwa zgłoszenia na sekundę, czyli 185 000 zgłoszeń na dobę, i odpowiada na prawie 100 000 wezwań dotyczących sytuacji awaryjnych, w tym 5 000 wypadków samochodowych w ciągu miesiąca na świecie.

Oprócz wprowadzenia usług OnStar w Europie Opel będzie także rozbudowywał sieć 4G LTE, dzięki której samochód stanie się wydajnym hotspotem Wi‑Fi obsługującym do 7 urządzeń mobilnych.

Chiny przed spowolnieniem może uchronić gospodarka oparta na innowacyjności i nowoczesnych technologiach

Chiny z 1,3 mld mieszkańcami i PKB per capita sięgającym 9,2 tys. dolarów (2013 r.) są dziś drugą gospodarką świata. Jednak Państwo Środka w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat czeka spowolnienie gospodarcze. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, aby powstrzymać ten trend, Chiny muszą zmienić profil swojej gospodarki na bardziej innowacyjny, koncentrujący się na nowoczesnych technologiach. To najważniejsze wnioski z raportu Deloitte „Competitiveness: Catching the next wave. China”.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat Chiny przeszły ogromną zmianę, zarówno na polu gospodarczym, jak i społecznym. Jeszcze w 1980 roku PKB per capita w tym kraju wynosiło 577 dolarów, w ubiegłym roku było to już 9,2 tys. dolarów. Na początku lat 80-tych 97 proc. ludności żyło za mniej niż dwa dolary dziennie. Dziś według danych Banku Światowego ubóstwo dotyka nie więcej niż 30 proc. społeczeństwa . „W ciągu ostatnich trzech dziesięcioleci byliśmy świadkami niezwykłego wzrostu gospodarczego Chin, który sięgał średnio nawet 10 proc. rocznie i głębokiej integracji tego kraju z gospodarką światową. Jednak przewagi konkurencyjne Chin, w postaci chociażby najtańszych kosztów pracy, wyczerpują się. Czynniki, które napędzały ekspansję oraz warunkowały niezwykle dynamiczny rozwój tego kraju, w ciągu najbliższych dziesięcioleci stopniowo będą traciły na znaczeniu” – mówi Darren Chong, Dyrektor w Chinese Services Group Poland w Deloitte.

Według ekspertów już w latach 2015-2018 wzrost PKB spadnie do 6,6 proc. rocznie. Dla większości krajów na świecie taki wynik byłby imponujący, ale trzeba pamiętać, że w ostatnich latach wzrost ten sięgał tam nawet 12 proc. Jeszcze w ubiegłym roku było to 7,7 proc. Już teraz jednak widoczne są oznaki spowolnienia, na które wpływają między innymi nadmierne zadłużenie, zahamowanie tempa inwestycji infrastrukturalnych, wzrost kosztów pracy czy problemy demograficzne, objawiające się starzejącym społeczeństwem i kurczącą się liczbą osób w wieku produkcyjnym. Rząd Chin stara się przeciwstawić tym zjawiskom. W ciągu ostatniej dekady Chiny podjęły wysiłek transformacji swojej gospodarki na bardziej innowacyjną, co zresztą widoczne jest w wysokości wydatków przeznaczanych przez ten kraj na badania i rozwój.W rankingu World Economic Forum Chiny znajdują się obecnie na 22. miejscu, a pod względem zdolności innowacji na 30. miejscu, ale wciąż pozostają w tyle za innymi azjatyckimi państwami, jak Koreą Południową, Tajwanem czy Japonią . Z drugiej strony według amerykańskiej National Science Board, Chiny mają obecnie drugi co do wielkości udział w globalnych wydatkach na badania i rozwój, ustępując pod tym względem jedynie USA, a przewyższając jednocześnie każde z państw członkowskich Unii Europejskiej . Państwo Środka może się pochwalić największą liczbą absolwentów z dyplomem w dziedzinie nauk ścisłych i inżynierii. W 2010 roku było to 1,1 mln osób, czyli ponad cztery razy więcej niż w Stanach Zjednoczonych. „W dłuższej perspektywie Chiny muszą jednak zacząć dbać o nowe priorytety gospodarcze i nowe strategie w celu zapewnienia długoterminowego dobrobytu i wzrostu, który musi być dobrze zarządzany. Tylko budowanie kultury innowacji pozwoli im utrzymać przewagę konkurencyjną” – wyjaśnia Darren Chong.

Według autorów raportu Chiny powinny zrezygnować z pracochłonnej i kapitałochłonnej gospodarki na rzecz wiedzy oraz innowacji. Branże, dzięki którym Chiny wejdą w kolejny etap rozwoju, powinny opierać się na bardziej wyspecjalizowanej produkcji:

  • Lotnictwo: Mimo, że obecnie sektor ten ma jedynie niewielki udział w chińskiej produkcji, jego znaczenie dla przyszłego rozwoju kraju będzie decydujące. Według niektórych danych chińskie linie lotnicze w ciągu kolejnych 20 lat będą potrzebowały 6 tys. nowych samolotów. Rozwój rentownego sektora lotniczego będzie dla chińskich przedsiębiorstw próbą, w której będą mogły wykazać swoje możliwości w penetracji rynku wyraźnie zdominowanego przez firmy amerykańskie. Dzięki wsparciu rządowemu kraj ten może stać się jednym z kluczowych graczy w tym sektorze.
  • Drogie urządzenia i komponenty: Chiny mogą stać się regionalnym centrum produkcji maszyn. Zmiana na rynku komponentów elektronicznych przyczyniła się do znacznego ożywienia handlu produktami oraz komponentami bazującymi na najnowocześniejszych technologiach. Chiny mają szansę stać się ważnym eksporterem maszyn budowlanych, rolniczych, a nawet elektroniki użytkowej.
  • Sektor medyczny i ochrony zdrowia: Chiński rynek leków oraz wyrobów medycznych rozwija się niezwykle dynamicznie. Takie czynniki jak wsparcie ze strony państwa oraz rosnący poziom inwestycji w badania i rozwój, realizowanych przez zagraniczne koncerny farmaceutyczne, mogą sprawić, że Chiny staną się ważnym, jeśli nie czołowym na świecie, graczem rynkowym do 2025 roku.
  • Technologie mobilne: Udział Chin w sprzedaży telefonów komórkowych wzrósł z 7 proc. w 2000 do niemal 90 proc. w 2013 roku, dzięki czemu kraj ten zyskał status największego odbiorcy tych urządzeń na świecie. Tylko 12 proc. Chińczyków używa swojego telefonu dłużej niż dwa lata. Innowacyjne rozwiązania w zakresie mobilnych gier, komunikacji, handlu, aplikacji zakupowych oraz usług, mogą istotnie zwiększyć konkurencyjność tego kraju oraz przyspieszyć rozwój nowych branż związanych z mobilnymi technologiami.
  • Sprzedaż internetowa i media społecznościowe: W 2012 roku sprzedaż internetowa w Chinach stanowiła ok. 6 proc. całkowitej sprzedaży detalicznej na świecie (udział ten był wyższy niż w przypadku USA). Ekspansja handlu elektronicznego w innych branżach gospodarki, takich jak sektor usług finansowych, zapewni Chinom dodatkowe możliwości rozwoju.
  • Logistyka i inne usługi: Zmiana profilu działalności na innowacyjną, wyspecjalizowaną produkcję, otwiera przed chińskimi firmami możliwość generowania przychodów na rynku wtórnym. Przetwarzanie danych w chmurze czy wykorzystanie zaawansowanej analizy danych w ramach prowadzonej działalności może okazać się decydującym czynnikiem rozwoju sektora dystrybucji, który ma szansę stać się jedną z najszybciej rozwijających się branż w ciągu najbliższych 20 lat.
  • Usługi medyczne: Ponieważ społeczeństwo chińskie starzeje się, a jego kultura ulega zmianie, władze w dalszym ciągu inwestują w opiekę medyczną. Budowa nowych szpitali miejskich oraz przychodni w regionach wiejskich, a także większy zakres świadczeń medycznych refundowanych przez państwo, mogą przyczynić się do wzrostu wydatków w tym sektorze do poziomu 1 bln dolarów do 2020 roku (niemal 7 proc. PKB).
  • Szkolnictwo: Przy rocznym poziomie inwestycji rządowych w oświatę na poziomie ok. 250 mld dolarów, poprawa jakości systemu szkolnictwa stała się jednym z kluczowych priorytetów w okresie transformacji na gospodarkę w większym stopniu opartej na usługach. Mimo że firmy otwierają prywatne uczelnie dla swoich pracowników, zwiększanie dostępu do edukacji pozostaje w dalszym ciągu jednym z najistotniejszych czynników decydujących o rozwoju gospodarczym Chin.
  • Energetyka: Dynamiczny rozwój Chin tworzy zapotrzebowanie na bardziej innowacyjną i przyjazną dla środowiska politykę energetyczną. Taka sytuacja otwiera nowe możliwości w zakresie rozwiązywania palących problemów zanieczyszczenia powietrza czy emisji gazów cieplarnianych z korzyścią dla rozwoju gospodarczego.

W związku  z tym, że w Chinach wciąż planowanie centralne odgrywa największą rolę, kraj ten musi  rozwijać własny charakterystyczny model innowacji i przedsiębiorczości, które będzie konkurował z bardziej niezależnymi zachodnimi systemami. „Chiny powinny stymulować popyt prywatny, jeśli mają nadzieję na stworzenie bardziej zrównoważonego, długoterminowego wzrostu. Jednym z elementów wspierania konsumpcji jest zwiększenie wydatków publicznych na zabezpieczenie społeczne, które bezpośrednio wpływa na poprawę życia. Jeżeli Chińczycy będą mieli poczucie, że ich majątki, a także emerytury są chronione przez państwo, będą skłonni więcej konsumować” – ocenia Darren Chong.

Kluczowym elementem w celu zapewnienia konkurencyjności Chin i dobrobytu gospodarczego jest dalsze otwarcie na inwestycje zagraniczne, które wymagają liberalizacji rynku kapitałowego. Umożliwiłoby to większy i dwukierunkowy przepływ kapitału, zarówno w odniesieniu do penetracji Chin przez zagranicznych inwestorów, ale także ekspansji chińskich firm zagranicą. „Centralne planowanie może być utrudnieniem innowacji, a wtedy może się okazać, że konieczne będzie dalsze otwarcie rynku. Nie ma wątpliwości, że szybkie przemiany gospodarcze w Chinach w ciągu ostatnich 30 lat były możliwe dzięki otwarciu na zagranicznych inwestorów i ta otwartość jest dziś nadal kluczowym czynnikiem zdolności Chin do przejścia na wyższy poziom innowacji i produkcji” – podsumowuje Darren Chong.