Rejestr dłużników powinien chronić prawo do prywatności

0
Pomysł Ministerstwa Finansów, aby informacje o zaległościach podatkowych i innych daninach publicznych dostępne były dla uczestników rynku, z punktu widzenia bezpieczeństwa obrotu jest słuszny. Udostępnianie tego rodzaju informacji powinno się jednak odbywać w ściśle określonych ramach prawnych, zapewniających obywatelom niezbędne gwarancje, tak aby chronić ich prawo do prywatności – uważa Konfederacja Lewiatan.
Komentarz Bartosza Wyżykowskiego, eksperta, radcy prawnego Konfederacji Lewiatan Ministerstwo Finansów opublikowało projekt założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o postepowaniu egzekucyjnym w administracji oraz niektórych innych ustaw. Głównym założeniem projektu jest utworzenie rejestru dłużników należności publicznoprawnych (rejestr), w którym ujawniani mają być dłużnicy mający zaległości publicznoprawne, czyli podatkowe, celne czy wynikające z kodeksu karnego skarbowego. Ujawnienie dłużnika następować będzie jeżeli należność pieniężna nie niższa niż 500 zł nie zostanie uiszczona w ciągi 30 dni od doręczenia dłużnikowi upomnienia, które obejmować będzie zawiadomienie o zagrożeniu wpisem do rejestru. 

Już obecnie przedsiębiorcy bardzo często żądają od kontrahentów zaświadczenia o braku zaległości podatkowych oraz składek na ubezpieczenie społeczne. Wiedza o braku zaległości zwiększa prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z rzetelnym i niezadłużonym kontrahentem. Obecnie jest to również z tego powodu bardzo istotne, że zgodnie z przepisami prawa upadłościowego i naprawczego, wierzyciele którzy nie zabezpieczyli swoich wierzytelności zaspokajani są dopiero po zaspokojeniu należności Skarbu Państwa i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Zatem w przypadku ogłoszenia upadłości kontrahenta, który miał duże zaległości podatkowe, szansa na odzyskanie pieniędzy bardzo maleje. Co prawda, nowe prawo restrukturyzacyjne przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości w dużym stopniu ma ograniczyć przywileje Skarbu Państwa, lecz nie zmienia to faktu, że informacja o ewentualnych zaległościach podatkowych potencjalnego kontrahenta również w przyszłości będzie miała istotne znaczenie przy ocenie ryzyka kontraktu (ocenie wiarygodności płatniczej kontrahenta).

Tym niemniej dostęp do tego rodzaju informacji powinien być zrównoważony poprzez zapewnienie realnej ochrony interesów osób, których informacje dotyczą. W tym kontekście zastrzeżenia budzi pomysł, aby rejestr prowadzony był w formie elektronicznej (on-line) i każdy miał do niego nieograniczony dostęp – a wydaje się taki jest właśnie cel projektu. Taki model udostępniania informacji rodziłby jednak ryzyka nie tylko dla obywateli, ale również dla przedsiębiorców.

Dla porównania: wymagania prawne i ograniczenia w udostępnianiu informacji gospodarczych przez biura informacji gospodarczej funkcjonujące dziś na rynku są znacznie dalej idące. Po pierwsze, w przypadku konsumenta udostępnienie informacji możliwe jest tylko i wyłącznie jeżeli osoba pytająca posiada upoważnienie tegoż konsumenta by taką informację uzyskać. Upoważnienie to jest ważne nie dłużej niż 30 dni od jego udzielenia, a osoba pytająca musi mieć zawartą umowę z biurem. Co więcej biura prowadzą tzw. rejestry zapytań, które umożliwiają każdemu (zarówno obywatelom jak i przedsiębiorcom) uzyskanie informacji, kiedy, komu i jakie informacje biuro przekazało na jego temat w okresie ostatnich 12 miesięcy. Z kolei podmiot, który otrzymał informacje od biura, obowiązany jest je usunąć w terminie 90 dni od dnia ich otrzymania. Dodatkowo, wierzyciele przekazujący informacje o zaległościach do BIG-ów jak również same BIG-i ponoszą odpowiedzialność cywilnoprawną i karną (grzywna do 30 000 zł) za ujawnienie nieprawdziwych lub nieaktualnych danych.

Dlatego też, rejestr dłużników należności publicznoprawnych, jeżeli miałby powstać w proponowanym kształcie, powinien zapewniać co najmniej taki poziom gwarancji jak obecnie biura informacji gospodarczej, tak aby informacje o dłużnikach nie były wykorzystywane dla niezgodnych z prawem celów.

Konfederacja Lewiatan

Mirbud wybuduje centralę Kauflanda za 86 mln zł

0

Mirbud podpisał umowę z Kaufland Polska Markety na budowę biurowca, który stanie się centralą firmy. Dostanie za to ponad 86 mln zł brutto.

Zarząd Mirbudu poinformował o podpisaniu w poniedziałek umowy z Kaufland Polska Markety na budowę obiektu biurowego o powierzchni ponad 14 tys. mkw., który będzie centralą firmy. Budynek ma liczyć siedem kondygnacji. Obok zlokalizowany będzie parking naziemny na 400 miejsc.

Wartość umowy to 86,1 mln zł brutto. Budynek ma powstać przed końcem września 2015 r.

Resort finansów chce zreformować przepisy podatkowe

Ministerstwo Finansów chce uprościć przepisy podatkowe. Przygotowaniem reformy zajmie się Komisja Kodyfikacyjna Ogólnego Prawa Podatkowego.

Resort  skierował do uzgodnień zewnętrznych projekt rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie utworzenia, organizacji i trybu działania komisji.

Przebudowę i uproszczenie prawa podatkowego należy zacząć się od fundamentów czyli ordynacji – poinformowano w komunikacie. – Tworzenie aktu stanowiącego podwaliny całego systemu podatkowego powinno przebiegać w sposób balansujący stanowiska i potrzeby wszystkich zainteresowanych środowisk, w szczególności reprezentantów świata nauki, sądownictwa, przedsiębiorców i resortu finansów. To jest warunek stworzenia aktu stabilnego i trwałego.

Zapowiedziano, że za rok powinny być gotowe założenia przyszłej kodyfikacji rozstrzygające kluczowe kwestie m.in. prawa i obowiązki podatnika, zasady wykładni prawa podatkowego, relacje ordynacji i kodeksu postępowania administracyjnego, oraz relacje ordynacji i materialnego prawa podatkowego oraz innych ustaw. Następnie zadaniem komisji będzie przygotowanie projektu ustawy i współuczestniczenie w całym procesie legislacyjnym.

Zakłada się, że cały proces kodyfikacyjny może trwać ok. 4-5 lat, zważywszy że ordynacja podatkowa jest dziś szóstym co do wielkości aktem prawnym i najobszerniejszą ustawą nie będącą kodeksem – podkreśla resort finansów.

Komisja będzie składać się z 15 osób. Mają zasiadać wybitni przedstawiciele nauki oraz przedstawiciele praktyki z zakresu ogólnego prawa podatkowego – powołani przez premiera. Komisja Kodyfikacyjna będzie technicznie obsługiwana przez Ministerstwo Finansów.

Ministerstwo Finansów: od stycznia do sierpnia dochody budżetu przekroczyły 184,4 mld zł

Z szacunków Ministerstwa Finansów wynika, że do końca sierpnia tegoroczne dochody budżetu przekroczyły 184,4 mld zł z zaplanowanych na cały rok ponad 277,7 mld zł. To oznacza, że wpływy budżetowe zostały zrealizowane w 66,4 proc.

Wydatki państwa zrealizowano w tym czasie w 64,3 proc. wydając ponad 209,1 mld zł z zaplanowanych na cały rok przeszło 325,2 mld zł.

W ten sposób deficyt wynosił w sierpniu 24,6 mld zł z zaplanowanych 47,5 mld zł. Wykorzystano go wiec w 51,9 proc.

Ministerstwo Finansów poinformowało też, że w ramach obsługi zadłużenia zagranicznego Skarbu Państwa w sierpniu dokonano spłat kapitału zadłużenia o równowartość 14,1 mln euro (59,2 mln zł) oraz odsetek o równowartość 13,1 mln euro (54,9 mln zł). Stan środków walutowych w dyspozycji ministra finansów na koniec sierpnia wyniósł łącznie 6,3 mld euro (26,7 mld zł).

Bank Pocztowy po I półroczu 2014 r.

Bank Pocztowy zanotował bardzo udane 6 miesięcy. Osiągnięto rekordowy zysk netto oraz rekordowy poziom dochodów.

– Sześć miesięcy 2014 roku było dla nas okresem świetnych rezultatów. Zysk netto Banku wyniósł ponad 22 mln zł i był o 143% wyższy niż w pierwszym półroczu 2013 roku. Było to możliwe m.in. dzięki wzmożonej dyscyplinie kosztowej. Nasze rezultaty osiągamy przykładając szczególną wagę do utrzymania bezpiecznego poziomu miar kapitałowych zalecanych przez KNF – powiedział Tomasz Bogus, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.

Skonsolidowany wynik na działalności bankowej za I półrocze 2014 r.  wyniósł 169 mln zł, wobec 138 mln zł za I półrocze 2013 r. (wzrost o 22% r/r).

Bank Pocztowy kontynuował dynamiczną sprzedaż kredytów konsumpcyjnych. Wyniosła ona ponad 400 mln zł, czyli była o 26% wyższa, niż w analogicznym okresie 2013 r. Dzięki temu saldo tych kredytów wzrosło z 1,2 mld zł do 1,6 mld zł (przyrost o 28% r/r).

Saldo kredytów brutto na 30 czerwca br. wyniosło 5,3 mld zł, w porównaniu do 4,8 mld 12 miesięcy wcześniej. Saldo kredytów Banku przyrosło o 9%, przekraczając znacznie poziom rynkowy wynoszący plus 4,6%. Również marża odsetkowa Banku Pocztowego była lepsza od poziomów rynkowych – wyniosła ona 3,8% wobec 2,6% średnio dla sektora.

Depozyty Klientów (bez środków transferowych Poczty Polskiej) wyniosły 5,5 mld zł wobec 5,2 mld zł 30 czerwca 2013 roku. W segmencie Klientów indywidulnych zobowiązania wzrosły o 4% do poziomu 4,3 mld zł.

W obszarze rachunków Bank kontynuował akwizycję Pocztowych Kont Standard i Nestor. Wyniosła ona niemal 150 tys. w ciągu 6 miesięcy 2014 roku. Przyrastało również, do poziomu 868 mln zł saldo środków zgromadzonych na tych kontach (690 mln zł rok wcześniej). Na koniec pierwszego półrocza br. baza Pocztowych Kont Standard i Nestor wyniosła 800 tys. sztuk.

Bank Pocztowy kontynuował politykę ograniczania kosztów. Współczynnik C/I spadł aż o 11,6 p.p., osiągając poziom 66,4%, wobec 78% na koniec czerwca 2013 r. Wskaźnik zwrotu kapitału – ROE netto wyniósł 11%, wobec 5% na 30 czerwca 2013 r. Wskaźnik ROE netto Banku Pocztowego tym samym osiągnął poziom sektora bankowego w Polsce.

Jednostkowy współczynnik wypłacalności na dzień 30 czerwca 2014 r. wyniósł 13,2%, wobec 13,7% w I półroczu 2013 r. Wskaźnik Tier 1 na dzień 30 czerwca 2014 r. wynosił 9,8% wobec 10% rok wcześniej. Bank utrzymywał współczynnik jakości portfela kredytowego NPL na poziomie 5,4%, lepszym niż rynek (7,5%)

Jak zwiększyć swoją produktywność?

Najlepszy sposób na zwiększenie swojej produktywności jest pozornie prosty – należy skonstruować dla siebie idealny harmonogram dnia (nie tylko tygodnia czy miesiąca). Przy dobrze zagospodarowanym czasie pracy, nietrudno jest znaleźć chwilę na regenerację. Oto kilka rad, które pomagają zwiększyć produktywność.

Wyrażaj jasno swoje zdanie

Każdego ranka warto się zastanowić, co danego dnia jest najważniejsze. Poinformowanie innych o swoich planach i oczekiwaniach zajmie tylko kilka minut, a znacznie zwiększy skuteczność pracy w zespole. Należy być również na bieżąco z potrzebami i opiniami współpracowników, szefa, trenera.

Najważniejsze zawsze pierwsze

Zwykle mamy tendencję do odkładania najtrudniejszych zadań na później.  To błąd. Zajęcie się nimi na samym początku daje gwarancję wykonania ich na najwyższym możliwym poziomie (przy najwyższej efektywności) oraz, co bardzo ważne, zdążenia na czas.

Strategia spotkań

Spotkania bez planu to strata czasu. Należy z góry ustalić, co trzeba wynieść z danej wizyty i nie wciągać się w niepotrzebne dyskusje. Rozmowy, które nie wymagają dużego skupienia oraz podejmowania ważnych decyzji, należy przesunąć na popołudnie.

Maile

Łatwo jest stracić kontrolę nad czasem przeglądając skrzynkę mailową. Przede wszystkim należy ustalić pory ich czytania i odpowiadania na nie. Na co dzień przychodzi do nas wiele wiadomości, jednak nie na wszystkie trzeba od reagować od razu. Nie można doprowadzić do sytuacji, w której każda nadesłana wiadomość odrywa od regularnej pracy – komentuje Katarzyna Kłopotek, Junior PR Specialist GRUPA 365 NET. Śledząc nagłówki maili i informacje o nadawcy łatwo zorientować się, do kogo napisać w pierwszej kolejności. Najlepiej od razu zająć się tymi mejlami, na które odpowiedź nie zajmie więcej niż 3 minuty. Na resztę można odpowiadać później, w miarę możliwości.

Samotność jest potrzebna

Przerwa w pracy pozwala na zregenerowanie sił potrzebnych w drugiej połowie dnia. Ważne jest zatem, by spędzić ją w jak najbardziej komfortowy sposób. Mimo, że wielu specjalistów poleca ten czas spędzić na lunchu w towarzystwie współpracowników, nie musi to być jedyna opcja. Oderwanie się na chwilę od spraw i rozmów służbowych, może okazać się najlepszym sposobem regeneracji i odzyskania sił na wyzwania drugiej części dnia.

Węgrzy zapłacą niższe raty kredytów

Na skutek wypłat rekompensat za zbyt wysokie kwoty spreadów walutowych raty kredytów mieszkaniowych na Węgrzech spadną o jedną trzecią. Węgierski rząd podjął działania, które mają pomóc obywatelom w spłacie wysokich zobowiązań. Straci na tym głównie sektor bankowy. Czy Polacy mają czego zazdrościć Węgrom?

– W Polsce blisko połowa kredytów mieszkaniowych, to kredyty walutowe, głównie we frankach szwajcarskich. Sytuacja polskich kredytobiorców nie jest porównywalna z węgierskimi.  Pomimo dużo większej zmienności kursu złotego wobec franka, niż forinta w okresie kryzysu finansowego 2008-2009 roku. W szczytowym okresie kryzysu kurs złotego wahał się nawet o 50 proc., forinta o 33 proc, a i tak lepiej radzimy sobie ze spłatą – przekonuje dr  Bogusław Półtorak, redaktor naczelny Bankier.pl.

Wynika to z dużo bardziej rygorystycznego podejścia polskiego nadzoru finansowego do kwestii zdolności kredytowej i wprowadzenia Rekomendacji S w 2006 roku. Ustaliła ona wymóg posiadania wyższej o 20 proc. zdolności kredytowej w kredytach denominowanych, w porównaniu ze złotowymi.

Węgierskie banki wypłacą kredytobiorcom rekompensaty

Latem węgierski parlament uchwalił ustawę, która zobowiązuje banki do zwrócenia kredytobiorcom niesłusznie pobranych kwot, wynikających ze stosowania spreadu walutowego. Węgierski premier, Wiktor Orban, zapowiedział, że wypłaty rekompensat zakończą się w pierwszej połowie 2015 roku. Dzięki temu realne miesięczne obciążenia powinny zmaleć średnio o jedną trzecią.

W Polsce problem na mniejszą skalę

Problem nadmiernej wartości kredytu, spowodowany zawyżonym kursem złotego w trakcie brania kredytu, dotyczy w tej chwili około 200 tys. umów, czyli co ósmego polskiego kredytobiorcy hipotecznego. Na Węgrzech walutowe kredyty hipoteczne były udzielane dużo bardziej liberalnie i stanowią dziś około 80 proc. portfela kredytowego.

W Polsce, co drugi kredyt udzielany był formie kredytu indeksowanego lub denominowanego we franku szwajcarskim. Najwięcej, bo aż 120 tys. takich kredytów udzielono w 2008 roku. Z obliczeń Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że przewalutowanie kredytów denominowanych w helweckiej walucie po kursie z 2008 roku kosztowałoby sektor bankowy ok. 45 mld zł. To suma zysków całego sektora bankowego z ostatnich trzech lat.

– Instytucje bankowe jako podmioty profesjonalne oraz instytucje zaufania publicznego mają obowiązek dbać nie tylko o swój zysk, ale także interes klienta. Dlatego, to banki powinny zaproponować rozwiązanie, które ułatwi kredytobiorcom spłatę zobowiązań większych, niż wartość nieruchomości, którą nabyli klienci. Brakuje takich oddolnych inicjatyw i lepiej, żeby pojawiły się zanim zostaną nałożone na banki odgórnie – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Cała nadzieja w szwajcarskim banku centralnym

– Utrzymanie niskich kosztów kredytów denominowanych zależy od determinacji szwajcarskiego banku centralnego w obronie franka przed dalszym umocnieniem. Raczej nie możemy liczyć, że scenariusz węgierski w Polsce zostanie powtórzony i politycy zdecydują się gremialnie pomagać kredytobiorcom. Powód jest prosty – tych kredytobiorców z kłopotami jest relatywnie mało, a koszty publiczne pomocy zbyt wysokie – dodaje Bogusław Półtorak, redaktor naczelny Bankier.pl.

Posiadacze prawa jazdy na samochód mogą jeździć motocyklem

Osoby mające przez co najmniej 3 lata prawo jazdy kategorii B mogą kierować motocyklami o pojemności do 125 cm sześciennych. Nowe prawo weszło w życie 8 sierpnia br.

Ustawodawca nie określił, jakie wymagania mają spełniać ci, którzy będą korzystali z nowych uprawnień wynikających z posiadania prawa jazdy kategorii B. Zdaniem mł. insp. Marka Konkolewskiego z Komendy Głównej Policji warunkiem powinno być zdanie na placu manewrowym w WORD egzaminu praktycznego, który sprawdzałby umiejętności kierowcy, np. ruszanie z miejsca na wzniesieniu, hamowanie przy prędkości 50 km/h, slalom szybki i powolny.

Kierowanie motocyklem i samochodem wymaga zupełnie innej techniki i taktyki jazdy. „Osoba, która porusza się jednośladem, musi umieć zmieniać biegi, hamować awaryjnie, balansować ciałem, wykonywać przeciwskręty, składać się na zakrętach” – mówi serwisowi infoWire.pl Marek Konkolewski. Umiejętność prowadzenia auta nie gwarantuje opanowania sztuki jazdy motocyklem. „Droga publiczna nie może być traktowana jako tor, gdzie bawimy się w tzw. metodę prób i błędów” – zaznacza policjant.

GUS: deflacja w sierpniu. Ceny spadły o 0,4 proc.

Główny Urząd Statystyczny informuje, że wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w sierpniu 2014 w stosunku do lipca 2014 r. wyniósł 99,6. To oznacza, że ceny obniżyły się o 0,4 proc.

W skali roku ceny spadły w sierpniu w o 0,3 proc.

OECD obniża prognozy wzrostu PKB dla największych krajów świata

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju obniżyła prognozy wzrostu gospodarczego większości najbogatszych krajów świata. W tym roku PKB strefy euro wzrośnie – zgodnie z prognozą OECD – o 0,8 proc, a nie jak szacowano wcześniej o 1,2 proc. W roku 2015 gospodarka Eurolandu ma się rozwinąć o 1,1 proc, a nie o 1,7 jak szacowano wcześniej.

Niemcy, największy partner handlowy Polski także rozwijać ma się nieco wolniej. W tym roku – w ocenie OECD – PKB wzrośnie tam o 1,5 proc, zamiast 1,9, a za rok o 1,5 proc. zamiast 2,1.

PKB Stanów Zjednoczonych rosnąć ma w tym roku o 2,1 zamiast 2,6 proc, a w przyszłym o 3,1 zamiast 3,5 proc.

Jedynie dla Wielkiej Brytanii eksperci OECD mają lepsze wiadomości. Tamtejszy PKB wzrośnie wprawdzie w tym roku nieco mniej niż prognozowano, o 3,1 zamiast 3,2 proc, jednak w przyszłym, wzrost brytyjskiej gospodarki będzie już szybszy. PKB Zjednoczonego Królestwa ma w 2015 roku wzrosnąć o 2,8 proc, a nie jak prognozowano wcześniej o 2,7 proc.  

Eurostat: rośnie nadwyżka w handlu zagranicznym strefy euro

Strefa euro miała w lipcu 2014 21,2 mld euro nadwyżki w handlu zagranicznym, przy 18 mld w lipcu 2013 – podał Eurostat. W czerwcu 2014 ta nadwyżka wyniosła 16,7 mld w porównaniu z 15,7 mld nadwyżki w czerwcu 2013 roku.

Eksport państw strefy euro do Polski wyniósł od stycznia do lipca 80,6 mld euro i wzrósł w ciągu roku o 8 proc. Import z Polski sięgał w tym czasie 80.9 mld euro i wzrósł w porównaniu z importem w 2013 roku o 7 proc.

Pracodawcy tracą na pracownikach palących w czasie pracy

33 miliony złotych dziennie – tyle tracą polscy pracodawcy na tym, że ich pracownicy palą w czasie pracy. Dlatego coraz popularniejsze jest wprowadzanie zakazu palenia.

Wyłączając półgodzinną przerwę, zatrudniony nie ma prawa opuścić swojego miejsca pracy – mówi serwisowi infoWire.pl Tomasz Hanczarek, prezes Work Service. I choć w regulacjach nie istnieje zapis zakazujący wychodzenia na papierosa, to „[…] pracodawca może zakazać palenia w sytuacji, kiedy jego efektywność i wynik finansowy zależą od częstotliwości opuszczania stanowiska pracy przez pracowników”.

Nie należy wrzucać wszystkich palących do jednego worka. „Przykładowo, jeżeli handlowiec regularnie wychodzi na papierosa, ale sprzedaje dwa razy więcej niż ten, który pozostaje przy biurku, dla pracodawcy nie ma to znaczenia” – podkreśla Tomasz Hanczarek.

Pracodawca, aby nie tracić pieniędzy, powinien kontrolować efektywność i czas pracy osób palących. Skuteczną metodą w walce z ich uzależnieniem może być też wdrożenie w firmie specjalnego programu antynikotynowego.

Były Wiceprezydent Gdańska Prezesem Izby Architektów RP

Wyboru Ryszarda Grudy dokonali w ramach dwudniowych obrad delegaci III Sprawozdawczo-Wyborczego Zjazdu Izby Architektów RP. Kadencja nowo mianowanego Prezesa IARP potrwa do 2018 roku. W tym czasie skupi się m.in. na integracji środowiska architektów oraz jeszcze większej ochronie przestrzeni publicznej.

„Wśród wielu palących nasze środowisko problemów dostrzegam pilną konieczność wypracowania nowego kodeksu etyki architektów oraz standardów wykonywania naszego zawodu. Pamiętajmy, że nadrzędnym celem izby jest ochrona przestrzeni i architektury jako dobra publicznego, dlatego musimy również, poprzez czynne uczestnictwo delegowanych przez izbę architektów,  monitorować wszelkie poczynania legislacyjne rządu i sprzyjać zmianom, które w dłuższej perspektywie czasu mogą przyczynić się do poprawy otaczającej nas przestrzeni.”  – uważa Ryszard Gruda, Prezes Izby Architektów RP. Ponadto, licząc na dobrą współpracę z Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju, sugerowałby w nim zmiany organizacyjne poprzez powołanie Departamentu Urbanistyki i Architektury.

Równie ważną kwestią będzie ochrona praw oraz poprawa warunków wykonywania zawodu przez architektów, którzy – podobnie jak inni uczestnicy procesu inwestycyjnego – odczuwają trwający już kilka lat zastój na rynku europejskim, czyli osłabienie koniunktury.

„Należy wyznaczyć jasne zasady wyceniania i wynagradzania architektów, co powinno zminimalizować coraz bardziej widoczne w naszej branży zjawisko dumpingu cenowego, gdzie często jedynym kryterium wyboru danego projektu jest niska cena, wykluczająca rzetelne i odpowiedzialne opracowanie dzieła, jakim jest projekt i nadzór nad jego realizacją .” – dodaje Ryszard Gruda.

Ryszard Gruda w poprzedniej kadencji Izby Architektów RP przewodniczył  Krajowemu Sądowi Dyscyplinarnemu IARP. Wcześniej, w latach 1990-2002 roku, był Wiceprezydentem miasta Gdańska, odpowiedzialnym za rozwój przestrzenny miasta. Karierę zawodową rozpoczął w 1976 roku jako architekt miejski Ciechocinka, natomiast od 12 lat prowadzi własną praktykę projektową. Jest również członkiem Stowarzyszenia Architektów RP. Na stanowisku Prezesa Izby Architektów RP zastąpił architekta Wojciecha Gęsiaka.

Astaldi złożyła najtańszą ofertę na budowę odcinka drogi ekspresowej S8

Spółka Astaldi złożyła najtańszą ofertę na budowę drogi ekspresowej S8 na odcinku od Mężenina do Jeżewa (14,3 km). Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad dostałaś osiem ofert na budowę tej drogi.

Włoska firm Astaldi ta sama, która wcześniej wygrała przetarg i właśnie rozpoczyna budowę sąsiedniego odcinka S8 – Od Zambrowa do Mężenina, wykonani kolejnego odcinka inwestycji wyceniła na 440,6 mln zł. Najdroższą ofertę, na kwotę 646,9 mln zł złożyło konsorcjum Strabag i Helit+Woerner.

Zamawiający przyjął trzy kryteria oceny ofert: cenę (90 proc), termin zakończenia zadania (5 proc.) oraz okres gwarancji (5 proc.). Wszystkie oferty zawierały najkrótszy możliwy czas realizacji (22 miesiące) i najdłuższą gwarancję (10 lat).

Odcinek Mężenin – Jeżewo zaprojektowano jako dwujezdniową drogę ekspresową z rezerwą terenu pod trzeci pas ruchu (od środka drogi). Obiekty inżynierskie (m.in. 1 most oraz 9 wiaduktów) mają być wykonane od razu dla przekroju trzypasmowego. Przyjęty wariant w większości przebiega po śladzie istniejącej drogi krajowej nr 8, z obejściem miejscowości Krzewo. Przewiduje się budowę 2 węzłów Sikory i Kobylin.

Podpisanie umowy z wykonawcą na realizację odcinka od Mężenina do Jeżewa planowane jest na styczeń przyszłego roku.

Betacom podpisał umowę ze Skarbem Państwa na ponad 30 mln zł

0

Betacom będzie świadczył usługi IT resortowi finansów. Spółka podpisała umowę ze Skarbem Państwa na brutto 30,1 mln zł.

Spółka Betacom informuje, że podpisała 12 września ze Skarbem Państwa – Centrum Przetwarzania Danych Ministerstwa Finansów umowę na świadczenie usług wsparcia oraz usług certyfikowanych warsztatów, na kwotę brutto 30,1 mln zł.

Umowa będzie realizowana od 01 stycznia 2015 do 31 grudnia 2018.

Rynek telekomunikacyjny w Polsce – różnice regionalne

Rynek telekomunikacyjny w Polsce w 2013 r. zanotował kilkuprocentowy spadek. Jednak, jak wynika z raportu „Rynek telekomunikacyjny w Polsce 2014 – analiza regionalna. Prognozy rozwoju na lata 2014-2018”, sytuacja na rynku była zróżnicowana nie tylko w zależności od poszczególnych typów usług, ale również w podziale na poszczególne województwa.

U podłoża różnic w rynku telekomunikacyjnym w podziale wojewódzkim znajdują się często cechy makroekonomiczne czy demograficzne. Za przykład takiego czynnika różnicującego może posłużyć populacja. Zarówno na rynku telefonii stacjonarnej, jak i dostępu do internetu liczba abonentów zależy od populacji danego województwa. Przekłada się to również w pewnym stopniu na penetrację, która w większych województwach jest z reguły wyższa. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest większa liczba mieszkańców w miastach, w których infrastruktura dostępowa jest lepiej rozwinięta. Na wyższą penetrację wpływa również większa liczebność firm w większych województwach.

Oprócz czynników makroekonomicznych oraz demograficznych na różnice w podziale geograficznym wpływają również uwarunkowania związane z rynkiem telekomunikacyjnym – np. poziom rozwoju infrastruktury telekomunikacyjnej lub obecność jednego silnego gracza w danym województwie. Różnice te ujawniają się jednak najczęściej w głębszym podziale rynku – np. w podziale na technologie dostępowe do wybranych usług (np. na rynku stacjonarnych usług szerokopasmowych) czy typy dostawców (np. na rynku płatnej telewizji). Dobrym przykładem oddziaływania tych różnic może być np. widoczna przewaga operatorów kablowych w liczbie abonentów usług dostępu do internetu w większości tych województw, w których znaczna część populacji skupia się w miastach liczących powyżej 100 tys. mieszkańców.

Taka korelacja nie oznacza jednak, że nie można mówić o wyjątkach. W województwie śląskim, pomimo że znaczna część populacji zamieszkuje na terenach zurbanizowanych, dominującymi dostawcami nie są operatorzy kablowi czy operatorzy stacjonarny. Większość abonentów skupiona jest w bazach lokalnych mniejszych dostawców, którzy zresztą są charakterystycznym zjawiskiem na polskim rynku. Lokalni dostawcy zdołali przyciągnąć większą liczbę abonentów w Polsce południowej i wschodniej. Wyższe udziały zanotowali oni w również w województwach podkarpackim, świętokrzyskim oraz podlaskim.

Na potrzeby raportu przeprowadzono również badanie w dziesięciu wybranych województwach w Polsce, ukierunkowane na korzystanie z usług telekomunikacyjnych – dostępu do internetu (mobilnego oraz stacjonarnego), telefonii stacjonarnej, płatnej telewizji oraz telefonii komórkowej.

Jak wskazują wyniki badania, również usługi internetu mobilnego stają się coraz bardziej popularne. Dotyczy to zarówno modelu, w którym użytkownik korzysta z nich za pomocą dedykowanego urządzenia (oraz komputera), jak i za pośrednictwem telefonu komórkowego. W przeprowadzonym badaniu prawie 30% respondentów zadeklarowało korzystanie z usług internetu mobilnego za pomocą telefonu komórkowego. Odsetek ten znajdował się na wyższym poziomie w województwie mazowieckim, dolnośląskim, pomorskim oraz kujawsko-pomorskim. Z drugiej strony, znacznie niższy wynik w zakresie korzystania z tego typu usług zanotowano w województwach lubelskim oraz podkarpackim.

Badanie zrealizowano techniką komputerowo wspomaganych wywiadów telefonicznych (CATI) lipcu i sierpniu 2014 r. Zrealizowano po 200 wywiadów z respondentami mieszkającymi w każdym z wymienionych województw (łącznie zrealizowano 2 000 wywiadów w populacji 18+).

Bank Pocztowy: Wzrost zysku w I półroczu o prawie 143 proc.

W I półroczu 2014 Bank Pocztowy wypracował skonsolidowany zysk netto na poziomie 22,1 mln zł wobec 9,1 mln zł rok wcześniej,  co oznacza wzrost o 142,9 proc. Skonsolidowany wynik na działalności bankowej wzrósł o 22,5 proc. sięgając 169 mln zł wobec 138 mln zł za I półrocze 2013.

Saldo kredytów i pożyczek brutto w Banku Pocztowym  wynosiło 30 czerwca 5,3 mld zł w porównaniu do 4,8 mld zł na koniec I półrocza zeszłego roku. (wzrost o 8,9 proc.).

Wzrost ten – podkreślono w komunikacie- wynika przede wszystkim z dobrych wyników sprzedaży kredytów konsumpcyjnych. W I półroczu Bank udzielił ponad 400 mln zł kredytów gotówkowych, czyli o 25 proc. więcej, niż w porównywalnym okresie zeszłego roku

Spadła wartość skonsolidowanych zobowiązań wobec klientów. W I półroczu wynosiła ona 5, 7 mld zł wobec 6 mld zł na 31 czerwca 2013, co oznacza spadek o 4,4 proc. Spowodowany jest on zapowiadanym  ograniczeniem działalności w obszarze bankowości instytucjonalnej, na rzecz bankowości detalicznej. W segmencie klientów indywidualnych zobowiązania wynosiły 4,4 mld zł wobec 4,2 mld zł rok wcześniej. Oznacza to wzrost o 3,7 proc.

Realizacja strategii obranej przez Bank Pocztowy spowodowała znaczną poprawę wskaźnika koszty/dochody (C/I), który za I półrocze 2014 wyniósł 66,4 proc.

Kolejne znaczne obniżenie wskaźnika koszty/dochody to efekt kilkuletniej systematycznej pracy – mówi Tomasz Bogus, prezes Banku Pocztowego. – W nowej strategii dalsza poprawa w tym obszarze jest nadal jednym z najważniejszych celów. Szczególną wagę przykładamy również do tego, by bardzo dobrym zyskom towarzyszyło utrzymanie bezpiecznego poziomu miar kapitałowych, zalecanych przez Komisję Nadzoru Finansowego. Jak widać w I półroczu 2014 r. Bank, dzięki rozwojowi opartemu jedynie na zysku zatrzymanym, w pełni stosuje się do zaleceń

Na koniec I półrocza 2014 r. Bank prowadził 800 tys. rachunków osobistych i obsługiwał przeszło 1,42 mln klientów.

Celem Banku Pocztowego jest uruchomienie 1,5 mln rachunków do końca 2017 roku, zachęcenie klientów do zdalnego korzystania z usług banku, za pomocą call center oraz bankowości elektronicznej. Bank będzie zmierzał również do poszerzenia swojej oferty o produkty inwestycyjne, za pomocą których chce uzyskać dodatkowe 500 mln zł.

Największe tajemnice kariery Ewy Kopacz

Bezwzględna, wybuchowa i w pełni zależna od Donalda Tuska. Będąc dyrektorem ZOZ-u w Szydłowcu zadłużyła placówkę na ponad 3,5 mln złotych, a kierując resortem zdrowia doprowadziła – jak zarzuca jej opozycja – do niekontrolowanej prywatyzacji i powstania gigantycznych kolejek do specjalistów. Z drugiej strony, chwalona jako dobra i pełna poświęcenia lekarka oraz sprawny marszałek Sejmu. Portal Money.pl ocenia dotychczasową karierę Ewy Kopacz.

Prezydent Bronisław Komorowski spotka się w południe z kandydatką PO-PSL na premiera Ewą Kopacz i powierzy jej misję tworzenia nowego rządu. Nowa prezes Rady Ministrów ma 14 dni na wygłoszenie expose i uzyskanie wotum zaufania w Sejmie. Zatem skład rządu i jego plany poznamy najpóźniej 29 września. Bardziej prawdopodobne, że stanie się to na posiedzeniu Sejmu zaplanowanym na 24-26 września.

Ewa Kopacz zostanie drugą – po Hannie Suchockiej (lata 1992-1993) – w historii Polski, kobietą na stanowisku prezesa Rady Ministrów. Jest też drugim na tym stanowisku lekarzem. Pierwszym w latach 1936-39 był Felicjan Sławoj-Składkowski.

Jej kariera polityczna jest bardzo błyskotliwa. W ciągu sześciu lat z dyrektora SPZOZ w 12-tysięcznym Szydłowcu przeniosła się na fotel ministra zdrowia. Następnie – w 2011 roku – objęła drugą po prezydencie funkcję w państwie – marszałka Sejmu. Teraz obejmie tekę premiera.

Ewa Kopacz (z domu Lis) pochodzi ze Skaryszewa, małej miejscowości pod Radomiem. Wychowywała się w Radomiu, a maturę zdała w tamtejszym II Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Konopnickiej nazywanym Konopeją. W 1981 roku po studiach medycznych w Lublinie rozpoczęła się jej lekarska kariera. Będąc jeszcze na studiach – w pociągu – poznała swojego późniejszego męża – Marka Kopacza. Podobno była to miłość od pierwszego wejrzenia. Ich związek był pełen nie do końca wyjaśnionych zakrętów, łącznie z dość tajemniczą jego śmiercią przed niespełna rokiem.

Marek Kopacz przez wiele lat pracował w prokuraturze, był m.in. szefem prokuratury w Skarżysku-Kamiennej. Latem 1998 roku roku ktoś podłożył bombę pod auto stojące przed domem Kopaczów. Jak donosiła wówczas prasa, Kopacz uniknął śmierci, bo z powodu konkursu rzutów karnych przedłużyła się transmisja jednego z meczów piłkarskich MŚ we Francji. Ładunek eksplodował w czasie, kiedy były mąż pani marszałek zazwyczaj odprowadzał samochód na parking. Zamachowców lub zamachowca do tej pory nie ustalono. Uniknął śmierci, ale jego kariera na stanowisku prokuratora potrwała zaledwie do jesieni 2000 roku, kiedy to został odwołany przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego za jazdę po pijanemu. Później pełnił rolę radcy prawnego przy PZPN i pracował jako zastępca dyrektora szydłowieckiego ZOZ-u, którym wcześniej kierowała Ewa Kopacz.

Z mężem, z którym ma córkę Katarzynę (także lekarka, ginekolog), rozwiodła się po cichu w 2008 roku. Cztery lata później jego ciało znaleziono w ich domu w Szydłowcu. Sekcja wykazała, że do jego śmierci nie przyczyniły się osoby trzecie. Nie udało się jednak wskazać bezpośredniej przyczyny zgonu.

Szydłowiecka placówka po kilkuletnich rządach Ewy Kopacz zasłynęła z gigantycznego długu, który gdy odchodziła ze stanowiska jesienią 2001 roku przekraczał 3,5 mln złotych.

– Rzeczywiście placówka była pogrążona w długach. Większość przychodni i szpitali popadła wtedy w długi. To był efekt między innymi ustawy z 2003 roku, znacząco podnoszącej pensje personelu i zmieniającej zasady opodatkowania placówek –  broni byłej szefowej w rozmowie z Money.pl Andrzej Piotrowski, obecny dyrektor SPZ ZOZ Szydłowiec. W pamięci szczególnie utkwiła mu jedna cecha: –Jest bardzo mocna psychicznie, potrafiła wytrzymać więcej nawet od wielu kolegów po fachu. Podobno dawała też ludziom pieniądze, by kupowali leki dla dzieci.

– To ja wprowadziłem Ewę Kopacz na polityczne salony. Była szeregowym działaczem Unii Wolności, radną Sejmiku i ja jako szef regionu UW, wyciągnąłem ja z Szydłowca – wspomina w Money.pl Paweł Piskorski, współtwórca Platformy Obywatelskiej, a po wyrzuceniu z partii zaciekły przeciwnik Donald Tuska. Ewa Kopacz została jego zastępczynią i z nim przeszła do powstającej PO. To był zdecydowanie dobry ruch, bowiem Unia przepadła w wyborach w 2001 roku, a Platforma wprowadziła do parlamentu swoich posłów i senatorów. Również Ewa Kopacz zdobyła poselski mandat.

Po prasowych doniesieniach, że Piskorski kupił nieruchomości za kwotę znacznie wyższą od wartości środków zadeklarowanych w oświadczeniu majątkowym. Zarząd krajowy natychmiast postanowił o wykluczeniu go z partii. Tymczasem wierna nowemu szefowi – Donaldowi Tuskowi – Ewa Kopacz szybko robi karierę.

– Po wyborach w 2005 roku spodziewałem się, że szefową komisji zdrowia w Sejmie zostanie Elżbieta Radziszewska. No, ale ona była tylko kompetentna, a poza tym bliżej związana wtedy Janem Rokitą, niedoszłym premierem z Krakowa, a Ewa Kopacz do kompetencji dodała bezwzględne posłuszeństwo premierowi Tuskowi – mówi w Money.pl Bolesław Piecha, były minister zdrowia, a teraz europoseł PiS.

To z tego czasu pochodzą doniesienia o bliskich kontaktach Ewy Kopacz z Donaldem Tuskiem. Zajmowała się ciężko chorą siostrą premiera – Sonią. Doradzała i jeździła z nią po specjalistach. Zajmowała się też chorującą matką późniejszego premiera. Weszła do gabinetu cieni Jana Rokity. Jako alternatywa dla prof. Zbigniewa Religi, ministra zdrowia w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. Po zwycięskich dla Platformy wyborach w 2007 roku, już nikt nie dziwi się gdy Ewa Kopacz ląduje na fotelu ministra zdrowia.

Wydatki na leczenie Polaków od początku urzędowania Ewy Kopacz wzrosły o ponad 30 procent. Budżet NFZ za jej czasów wzrósł z ponad 41 do blisko 60 mld zł. Jednak, mimo szumnych zapowiedzi reformy służby zdrowia, nie udało się uporać z największą zmorą pacjentów leczących się publicznie, czyli z kolejkami do specjalistów. W najgorszych przypadkach pacjenci czekali ponad dwa lata. Pensje w publicznej służbie zdrowia wzrosły za jej rządów o jedną trzecią, jednak nadal były znacznie niższe od średniej krajowej.

Zasłynęła tym, że nie zgodziła się na zakup szczepionek przeciwko świńskiej grypie, za co ją chwalono, ale też tym, że wrobiła swojego następcę Bartosza Arłukowicza w fatalnie przygotowaną ustawę refundacyjną. Politycy opozycji przypisali też Ewie Kopacz kilkuletnie opóźnienia prac nad koszykiem świadczeń gwarantowanych, słaby nadzór nad NFZ w połączeniu z szumnymi zapowiedziami jego likwidacji oraz nieudolna – ich zdaniem – komercjalizacja szpitali. – Do tego dochodzą gigantyczne kolejki do specjalistów mimo znaczącego wzrostu budżetu NFZ – zaznacza Bolesław Piecha.

Komercjalizację za czasów Ewy Kopacz bardzo krytycznie oceniła też w 2011 roku Najwyższa Izba Kontroli. Pula zobowiązań ciążących na placówkach, gdy odchodziła ze stanowiska była, nawet większa niż gdy je obejmowała i do tej pory pozostaje na zbliżonym poziomie.

CEO Magazyn Polska
Źródło: Ministerstwo Zdrowia.

 

Ostrożniejszy, choć też krytyczny, jest Marek Balicki z SLD, minister zdrowia w rządach Leszka Millera i Marka Belki. – Byli różni ministrowie, ale nie powiem, że pani minister Kopacz była najgorsza. Przez te cztery lata zasadnicza naprawa systemu służby zdrowia nie nastąpiła – ocenia w Money.pl.

Jej rządy w resorcie zdrowia wychwala za to jej były kolega i obecny szef szydłowieckiego ZOZ-u. – To za jej czasów zaczęły się dla nas tłuste lata i to także dzięki jej programowi wyszliśmy z długów – podkreśla Andrzej Piotrowski.

W czasie urzędowania na stanowisku ministra Ewa Kopacz – na polityczne zamówienie premiera – wypowiedziała wojnę dopalaczom. Jak szumnie zapowiadała, przeforsowana wtedy w ekspresowym tempie antydopalaczowa ustawa miała się stać wzorem dla całej Europy. Naloty na sklepy i ich likwidacja doprowadziły nawet do tego, że po pogróżkach, przydzielono jej dodatkową ochronę BOR-u. Kampania – rozpętana niedługo przed wyborami – nie stała się jednak początkiem dla ogólnoeuropejskiej kampanii przeciwko dopalaczom.

Po katastrofie w Smoleńsku, gdy wielu polityków nie zdecydowało się jechać na miejsce katastrofy ona to zrobiła. Ewa Kopacz identyfikowała ofiary, między innymi Marię Kaczyńską. Zajmowała się też rodzinami ofiar, które pojechały do Rosji. Potem PiS atakował ją ostro i oskarżał o pomyłki związane z identyfikacją ciał ofiar i fałszowaniem dokumentacji medycznej. Łatwo jest mówić tym, którzy tam nie byli i osądzać tych, którzy tam byli. Tym, którzy stracili w Smoleńsku najbliższych, wolno więcej. Tak sobie to tłumaczę – odpowiedziała po latach w jednym z wywiadów.

Po kolejnym zwycięstwie w wyborach parlamentarnych w 2011 roku, jej lojalność i postawa po katastrofie smoleńskiej, zostają szczególnie wynagrodzona. Ewa Kopacz dostaje laskę marszałka Sejmu. To pierwsza kobieta w historii Polski na stanowisku, które jest drugie pod względem konstytucyjnej ważności w państwie.

Marszałek obiecała, że skończy z sejmową zamrażarką, w której za czasów Komorowskiego i Schetyny na tym stanowisku zamrożono blisko 100 projektów ustaw złożonych przez opozycję.

– Z sentymentem wspominam naszą współpracę. W Prezydium Sejmu dawała wypowiedzieć się każdemu i brała wszystkie racje pod uwagę, szybko podejmując decyzje – mówi portalowi Money.pl wicemarszałek Jerzy Wenderlich z SLD.

Politycy PiS skarżą się jednak, że jak mówi Bolesław Piecha: W sprawach niewygodnych dla premiera pani marszałek chowa do szuflady wnioski opozycji, by opinia publiczna nie mogła poznać szczegółów.

Zdaniem Pawła Piskorskiego, Donald Tusk nie rezygnuje z udziału w polskiej polityce i postawieniem marszałek Sejmu na stanowisku premiera zabezpiecza sobie powrót. – Przetrzyma drugą kadencję Bronisława Komorowskiego w Pałacu Prezydenckim i sam wystartuje w wyborach prezydenckich – prognozuje. Jego zdaniem Kopacz i Tusk są na na siebie skazani. On jej gwarantuje spokój wokół Kancelarii Rady Ministrów, a ona przypilnuje mu partii w czasie urzędowania w Brukseli.

 

Autor: Andrzej Zwoliński, Money.pl

KUKE: Spada liczba upadłości w Polsce

dy gospodarcze w sierpniu 2014 ogłosiły upadłość 63 przedsiębiorstwa – informuje w swym raporcie Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Było to o 21,3 proc. mniej niż w lipcu, gdy zanotowano 80 upadłości oraz o 6,0 proc. mniej niż w sierpniu 2013, w którym upadło 67 podmiotów.

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy na skutek niewypłacalności, działalność gospodarczą zakończyło 818 przedsiębiorstw. Przed rokiem, w sierpniu 2013, roczna suma upadłości wynosiła 933. Wynik z tego miesiąca jest więc lepszy od zeszłorocznego o 12,3 proc.

Przy tempie wzrostu gospodarczego w 2014 roku na poziomie 3,3 proc. oraz wskaźniku rentowności obrotu netto firm na poziomie 4,1 proc. prognozujemy, iż w bieżącym roku upadnie około 185 firm prowadzonych w postaci indywidualnej działalności gospodarczej, czyli 8,4 proc. mniej w stosunku do 2013 roku (202 upadki) – informuje w raporcie KUKE. – W drodze prawa upadłościowego i naprawczego zakończą działalność 602 spółki prawa handlowego (w 2013 roku 684  upadki), co stanowi spadek o 12,0 proc. W całym 2014 roku liczba upadłości wyniesie około 787, czyli 11,2 proc. mniej niż w 2013 roku (886 upadków).

 

Używanie telefonu w czasie prowadzenia samochodu

  • Większość Polaków twierdzi, że używa zestawu głośnomówiącego lub w ogóle nie rozmawia przez telefon w czasie jazdy samochodem – wynika z badań ARC Rynek i Opinia zrealizowanych na zlecenie UNIQA
  • Niewielki odsetek Polaków przyznaje się, że czyta lub pisze SMSy lub maile w czasie prowadzenia auta
  • Wsiadając do samochodu należy zadbać o bezpieczeństwo oraz o to, by mieć ważne ubezpieczenie OC
  • Wybierając ubezpieczyciela, warto sprawdzić, czy do OC oferuje bezpłatną likwidację szkód

Wyniki badania ARC Rynek i Opinia przeprowadzonego na zlecenie UNIQA wskazują, że ponad 70 proc. ankietowanych korzysta z zestawu głośnomówiącego lub słuchawkowego kierując samochodem, albo wręcz w ogóle nie rozmawia przez telefon. Podobny odsetek badanych kierowców twierdzi, że nie pisze, ani nie czyta SMS lub maili w czasie jazdy.

– Wyniki są zaskakująco dobre, biorąc pod uwagę fakt, jak często widać na ulicy kierowców piszących w czasie jazdy smsy czy rozmawiających przez telefon – mówi inspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji.

Używanie telefonu w znaczący sposób odciąga uwagę od prowadzenia pojazdu. Statystyki są jednak zadowalające, 72 proc. kobiet i 68 proc. mężczyzn twierdzi, że nie pisze, ani nie czyta SMSów i mali prowadząc pojazd.

Do czytania przychodzących wiadomości lub maili przyznaje się co czwarty dorosły Polak, który prowadzi samochód. Zaledwie 14 proc. mówi, że je pisze w czasie prowadzenia auta.

Taki wynik na pewno napawa optymizmem, bo wykonywanie tych czynności podczas jazdy samochodem jest szalenie niebezpieczne. Powoduje, że kierujący, zajęty czytaniem czy pisaniem smsa, jadąc z dużą prędkością, może pokonać dystans nawet kilkudziesięciu lub kilkuset metrów nie zwracając przy tym uwagi, co dzieje się dookoła niego. Nie jest bowiem w danej chwili skoncentrowany na jeździe i sytuacji na drodze, a na telefonie – komentuje insp. Mariusz Sokołowski.

Ponad 38 proc. ankietowanych zadeklarowało, że podczas jazdy samochodem korzysta z zestawu głośnomówiącego. Nie robi tego ¼ badanych.

Wszyscy – zarówno ci, którzy prowadzą w czasie jazdy rozmowy telefoniczne (zwłaszcza jeśli nie używajązestawu głośnomówiącego), jak i ci, którzy piszą i czytają smsy, muszą pamiętać, że stwarzają zagrożenie nie tylko dla siebie, ale również dla innych uczestników ruchu drogowego – dodaje Mariusz Sokołowski.

Rozmowa przez telefon znacząco upośledza zdolności konieczne do prowadzenia pojazdu i zwiększa ryzyko stłuczki. Takie zachowanie zagraża bezpieczeństwu, może prowadzić do wypadków i kolizji, które bywają tragiczne w skutkach i kosztowne dla wielu osób – przekonuje Paweł Boryczka, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Komunikacyjnych w UNIQA.

Dlatego używanie telefonów przez kierowców w  czasie jazdy powinno być ograniczone do minimum i zawsze przy użyciu zestawu głośnomówiącego. Warto pamiętać o kilku fundamentalnych zasadach. Po pierwsze zrezygnować z rozmów w sytuacjach wymagających wzmożonej koncentracji, czyli np. na skrzyżowaniach, przejazdach kolejowych, w pobliżu przejść dla pieszych. Po drugie, powinniśmy odłożyć rozmowy towarzyskie na później i korzystać z telefonu tylko jeśli jest to nieuniknione. Po trzecie, najlepiej z rozpoczęciem rozmowy poczekać do momentu zatrzymania się w bezpiecznym miejscu.

Trzeba też pamiętać koniecznie o wykupieniu obowiązkowego ubezpieczenia OC. W razie kolizji pieniądze z polisy pokryją w dużej części straty finansowe. Wybierając ubezpieczyciela warto dowiedzieć się, czy oferuje on bezpłatne usługi dodatkowe, takie jak bezpośrednia likwidacja szkód. Polega to na tym, że poszkodowany może zgłosić szkodę rzeczową z OC u swojego ubezpieczyciela, mimo że sprawcą kolizji jest osoba ubezpieczona w innej firmie.

Badanie omnibusowe zostało przeprowadzone metodą wywiadów internetowych (CAWI). Respondentami w badaniu byli kierowcy, jeżdżący samochodem co najmniej raz w tygodniu. Wielkość próby wyniosła N=1041. Badanie zostało przeprowadzone w styczniu 2014 roku.

Cushman & Wakefield: Ożywienie na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce

Na polski rynek nieruchomości komercyjnych powoli wraca optymizm z okresu sprzed ostatniego kryzysu finansowego – wynika z najnowszego raportu  Marketbeat Polska – Jesień 2014 firmy Cushman & Wakefield. W pierwszej połowie roku zawarto transakcje inwestycyjne o łącznej wartości ok. 1,4 mld euro, czyli o ponad 27 proc. więcej, niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

– Ożywienie na rynku nieruchomości komercyjnych jest faktem – mówi Charles Taylor, partner zarządzający polskiego oddziału Cushman & Wakefield. – Coraz lepsza sytuacja w tym sektorze w Polsce jest pochodną obserwowanej od zeszłego roku poprawy ogólnej koniunktury gospodarczej.

Szczególnie wysoką aktywność inwestycyjną odnotowano w tym roku sektorze biurowym, na który przypadło 51,5 proc. wolumenu transakcji (719 mln euro). Udział sektora handlowego, który dominował w roku 2013 spadł do 26,5 proc. (370 mln euro). Aktywność inwestycyjna najbardziej wzrosła w sektorze magazynowym, który jednak nadal pozostaje na trzecim miejscu pod względem ogólnego wolumenu transakcji wynoszącym w pierwszej połowie roku 22 proc. (307,6 mln euro).

Niezmiennie obserwujemy bardzo wysoki popyt na nieruchomości najlepsze w swojej klasie – mówi Piotr Kaszyński, Cushman & Wakefield. – O ile, do niedawna, dostępność tego rodzaju obiektów była stosunkowo ograniczona, to obecnie sytuacja ta ulega poprawie.

Szczególnie wysokiej klasy obiekty biurowe, w dużych miastach które są wynajęte firmom o stabilnych dochodach w ramach długoletnich umów, stają się bardzo pożądanym produktem inwestycyjnym.

– Na rynku handlowym przewidujemy, że inwestorzy zwrócą się ku miastom liczącym od 100 do 400 tys mieszkańców, gdzie znajduje się wiele nowoczesnych i dobrze funkcjonujących obiektów – ocenia Piotr Kaszyński. – Pozytywna sytuacja na rynku inwestycyjnym może oznaczać, że rok zamknie się wynikiem ponad 3 mld euro całkowitego wolumenu transakcji.

Z analiz Cushman & Wakefield wynika, że ożywienie widać we wszystkich sektorach rynku. Łączne zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce przekroczyły 10 mln mkw.

Pokolenie Y wyzwaniem dla branży motoryzacyjnej

Pokolenie Y dziś to blisko 2 mld ludzi na świecie i grupa konsumentów o największym potencjale. Ich decyzje zakupowe są odmienne od dotychczasowych klientów. Auto traktują na równi z pozostałymi środkami transportu, jak rower czy metro. Liczy się czas i dostępność transportu. Ponad trzy czwarte przedstawicieli pokolenia Y na świecie zamierza nabyć lub wziąć w leasing samochód w ciągu najbliższych pięciu lat. Jednocześnie jednak, jeżeli utrzymanie auta wiązałoby się z długotrwałymi zobowiązaniami finansowymi, młodzi ludzie są skłonni zrezygnować z jego posiadania. Nowoczesne technologie wykorzystane dla większego bezpieczeństwa oraz oszczędności paliwa to atuty auta dla Y-ka. To najważniejsze wnioski płynące z badania „2014 Global Automotive Consumer Study” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.

W badaniu Deloitte ankietę wypełniło ponad 23 tys. konsumentów pochodzących z 19 krajów (Czechy, Niemcy, Holandia, Wielka Brytania, Belgia, Francja, Włochy, Turcja, Meksyk, Brazylia, Argentyna, Kanada, USA, RPA, Indie, Australia, Chiny, Korea i Japonia).

Publikacja „The changing nature of mobility” (zamieszczona w cyklu Deloitte Review, nr 15,lipiec 2014 r.) oraz raport „2014 Global Automotive Consumer Study. The changing nature of mobility. Exploring consumer preferences in key markets around the world” zawiera zbiorcze wnioski ogólne oraz dodatkowo analizę sześciu rynków: trzech rozwiniętych (USA, Niemcy, Japonia) oraz trzech rozwijających się (Chiny, Indie, Brazylia). Udział tych sześciu krajów w globalnej sprzedaży samochodów wynosił w 2013 roku 63 proc.

Celem ankiety było zbadanie preferencji zakupowych klientów oraz ich stosunku do bieżącej oferty rynku motoryzacyjnego. Autorzy zwrócili szczególną uwagę na wybory pokolenia Y, czyli osób urodzonych w latach 1977 – 1994, ale raport uwzględnia również Baby Boomers (1946 – 1964) oraz Generację X (1965 – 1976).

„Ponad trzy czwarte przedstawicieli pokolenia Y zadeklarowało, że w ciągu najbliższych pięciu lat chce stać się właścicielami samochodu. W USA taką chęć wyraziło 80 proc. ankietowanych, w Niemczech było to o 4 pp. mniej. Co ciekawe, w krajach rozwijających się wskaźnik ten był wyższy niż średnia dla wszystkich sześciu państw, a z kolei w Japonii wyniósł on jedynie 43 proc.”– mówi Marek Turczyński, Partner w dziale Audytu, Lider Grupy Motoryzacyjnej, Deloitte.

Tylko w USA mieszka 80 mln przedstawicieli pokolenia Y, a to oznacza, że w tym kraju aż 64 mln osób planuje kupić auto w ciągu najbliższych pięciu lat, z czego 48,8 mln w ciągu trzech lat, a 18,4 mln w ciągu najbliższego roku.

Potencjał amerykańskiego rynku motoryzacyjnego wśród pokolenia Y. Kiedy planujesz kupić własny samochód?

CEO Magazyn Polska

Wśród powodów pokolenia Y, dla których decyzja o zakupie auta jest odkładana, przeważają te związane z kosztami. Taką odpowiedź najczęściej wybierali mieszkańcy USA, Japonii, Chin i Brazylii. Z kolei w Niemczech i Indiach młodzi ludzie odpowiadali najczęściej, że poruszanie się pieszo lub korzystanie z publicznego transportu odpowiada ich stylowi życia. Wśród przedstawicieli Baby Boomers oraz Generacji X w czterech krajach wygrał styl życia (Niemcy, Indie, Chiny, Japonia), a koszty były najważniejsze dla ankietowanych w USA i Brazylii.

Styl życia młodych ludzi ma ogromny wpływ na ich wybory. Ponad połowa badanych na omawianych sześciu rynkach chce mieszkać w dzielnicach, z których wszędzie mają blisko. Taką odpowiedź wybrało 53 proc. młodych Niemców i 67 proc. Amerykanów. Z kolei niemal 50 proc. chce się przeprowadzić bliżej miejsca pracy, w Niemczech było to 46 proc., a w USA 47 proc. 42 proc. amerykańskich konsumentów z pokolenia Y (w porównaniu do 28 proc. dla innych pokoleń) byłoby chętnych do dzielenia się swoim samochodem z innymi.

Młodzi konsumenci, bardziej niż starsze pokolenia, są skłonni zrezygnować ze swojego samochodu. W USA takiej odpowiedzi udzieliło prawie trzy razy więcej respondentów z generacji Y niż w pozostałych grupach. Wyjątkami pod tym względem są jedynie Chiny i Japonia, gdzie to inne pokolenia są bardziej skłonne do rezygnacji ze swojego samochodu (17 proc. dla pokolenia Y chińskich konsumentów w porównaniu do 19 proc. w pozostałych chińskich pokoleniach; w Japonii odpowiednio 16 proc. do 20 proc.).

Tylko 64 proc. młodych konsumentów z USA zadeklarowało, że ich preferowanym środkiem transportu jest samochód, podczas gdy wśród przedstawicieli innych generacji ten odsetek wzrósł do 81 proc. Tak duża różnica międzypokoleniowa widoczna jest także w innych krajach rozwiniętych. Bardzo podobnie było w Niemczech, gdzie takiej odpowiedzi udzieliło 62 proc. reprezentantów pokolenia Y i 71 proc. starszych respondentów.

Młodzi ludzie są otwarci na nowe rozwiązanie technologiczne, które proponuje im motoryzacja. Generacja Y bardziej niż inne pokolenia chce używać różnych aplikacji na smartfony, które są stworzone do ułatwienia jazdy samochodem. Y-ki od nowych technologii stosowanych przez koncerny motoryzacyjne, oczekują przede wszystkim, że pozwolą im rozpoznać obecność innych pojazdów na drodze, a także uchronią przed niebezpiecznymi sytuacjami.

Ponad połowa konsumentów popiera działania i inicjatywy rządów, które mają na celu zastąpienie tradycyjnych systemów napędowych przez alternatywne. W USA takiej odpowiedzi udzieliło 58 proc. ankietowanych, a w Niemczech 54 proc., choć w tym ostatnim kraju różnica pomiędzy pokoleniem Y a pozostałymi generacjami wynosiła jedynie 2 pp. Aż 73 proc. przedstawicieli pokolenia Y jest w stanie zapłacić więcej za alternatywne systemy napędowe, podczas gdy w przypadku pozostałych taką odpowiedź wybrało 62 proc. respondentów. Nie dziwi więc fakt, że większość młodych ludzi wolałaby korzystać z alternatywnego układu napędowego w ciągu najbliższych pięciu lat. Innego zdania byli tylko młodzi Niemcy, spośród których jedynie 44 proc. udzieliło takiej odpowiedzi. Dla porównania taką chęć zadeklarowało 53 proc. amerykańskich przedstawicieli pokolenia Y. „Jednak także w tym obszarze wpływ na ich odpowiedź miały względy finansowe. Bardziej chodziło im o oszczędność paliwa, niż dobro środowiska naturalnego. Na pytanie czy byliby w stanie zapłacić ponad 2 tys. dolarów za alternatywne systemy napędowe tylko 38 proc. amerykańskich młodych konsumentów i 41 proc. niemieckich odpowiedziało pozytywnie. W Japonii i Chinach było to niespełna 30 proc.” – wyjaśnia Tomasz Pałka, Starszy Menedżer w dziale Doradztwa Podatkowego, ekspert ds. motoryzacji, Deloitte.

To, co łączy wszystkie pokolenia to dogłębne zbadanie tematu przed podjęciem decyzji o zakupie samochodu. Niemal tyle samo młodych ankietowanych, co pozostałych badanych (53,5 i 54 proc.) poświęciło ponad dziesięć godzin na analizę ofert, zanim zdecydowało się na konkretny model. Najbardziej dociekliwi pod tym względem okazali się młodzi Chińczycy, spośród których aż 72 proc. poświęciło na ten cel ponad dziesięć godzin. Blisko 75 proc. młodych konsumentów rozważało trzy lub nawet więcej marek aut, zanim dokonało ostatecznego wyboru. Kogo najczęściej radzą się młodzi ludzie w tej kwestii? „Okazuje się, że w pięciu z badanych krajów była to przede wszystkim rodzina i przyjaciele. Taką odpowiedź wybrało ponad 50 proc. respondentów. Tylko w USA wygrał Internet, a dokładnie strony www poświęcone motoryzacji” – mówi Tomasz Pałka.

Koszty i jakość obsługi w salonie motoryzacyjnym mają wpływ na decyzje zakupowe podejmowane przez przedstawicieli pokolenia Y. Za rutynowe usługi serwisowe jest gotowe zapłacić 71 proc. młodych ludzi z USA i Niemiec, a 44 proc. (USA) i 33 proc. (Niemcy) za usługę odebrania samochodu celem dokonania serwisu i udostepnienia auta zastępczego. Połowa respondentów z obu krajów uważa, że przez osoby zajmujące się sprzedażą samochodów są traktowani z szacunkiem. Jednak w Niemczech uwidoczniła się kilkunastoprocentowa luka w tym obszarze pomiędzy przedstawicielami pokolenia Y a resztą ankietowanych, spośród których aż 64 proc. udzieliło takiej odpowiedzi. Dla młodych ludzi liczy się dla nich czas – 9 na 10 amerykańskich badanych oczekuje szybkiego załatwiania formalności związanych z zakupem auta.

Amerykańskie Y-ki są najbardziej niecierpliwi. Różnica w akceptowalnym czasie oczekiwania na załatwienie papierkowych czynności, rejestracji oraz formalności związanych z finansowaniem pomiędzy nimi a młodymi mieszkańcami Indii wyniosła aż 81 minut.  „Nasze badanie pokazało jak wielki potencjał dla producentów samochodów stanowi pokolenie Y. Jednocześnie są to niezwykle trudni i wymagający klienci, którzy co prawda kochają motoryzację, ale aspekty finansowe są dla nich niezwykle ważne. Młodzi ludzie nie chcą długoterminowych zobowiązań finansowych, które wiążą się z posiadaniem auta. Tańsze i bardziej oszczędne pojazdy oraz przystępne formy płatności należą do kluczowych czynników wpływających na decyzje o jego zakupie” – podsumowuje Marek Turczyński.

GTC: Walne zgromadzenie ma zdecydować o emisji akcji z prawem poboru

Globe Trade Centre planuje emisję 140 mln akcji z prawem poboru. Ma o tym zdecydować walne zgromadzenie spółki zwołane na 13 października.

Zarząd spółki Globe Trade Centre zwołuje 13 października nadzwyczajne walne zgromadzenie spółki. W programie przewidziano podjęcie uchwały w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego w drodze emisji akcji z prawem poboru. Spółka chce ich zaoferować 140 mln o wartości nominalnej 10 gr każda.

Dzień prawa poboru nowych  akcji walne zgromadzenie ma ustalić na 16 grudnia.

Ronson rozpoczął budowę osiedla w Warszawie

CEO Magazyn Polska

Ronson Development rozpoczął realizację projektu Moko na warszawskim Mokotowie. Generalnym wykonawcą jest Hochtief Polska, która za ten oraz kolejny etap inwestycji otrzyma ponad 84 mln zł netto.

W ramach I etapu powstaną 164 mieszkania o powierzchniach od 32 do 119 mkw. Zakończenie budowy planowane jest na II kwartał 2016.

– Przedsprzedaż mieszkań w Moko rozpoczęliśmy w lecie po otrzymaniu decyzji o pozwoleniu na budowę, a teraz, gdy decyzja ta stała się ostateczna podpisaliśmy kontrakt z generalnym wykonawcą i ruszamy z budową– mówi Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development. – Lokalizacja w pobliżu Galerii Mokotów pozwala nam wierzyć, że inwestycja okaże się sukcesem. Pierwsze wyniki sprzedaży już to potwierdzają. Przed wbiciem pierwszej łopaty nabywców znalazła 1/3 dostępnych lokali

Mieszkania będą posiadały drewniane okna oraz duże balkony lub tarasy o powierzchni nawet 126 mkw. Pomiędzy budynkami powstanie dziedziniec z roślinnością. Developer oferuje mieszkania różnej wielkości, od kawalerek po lokale 4-pokojowe i mieszkania z antresolami. Ceny zaczynają się od 7,8 tys zł brutto za mkw.

Inwestycja jest zlokalizowana w pobliżu kompleksów biurowych i Galerii Mokotów. W pobliżu jest metro, autobusy, tramwaje oraz infrastruktura edukacyjna, sportowa i kulturalna.

Docelowo osiedle Moko będzie liczyć 324 mieszkania (164 w ramach I etapu i 160 w II etapie) oraz 24 lokale usługowe. Za projekt architektoniczny odpowiada Pracownia Jems Architekci.

Przyjęto ustawę o odwróconym kredycie hipotecznym

Ustawa o odwróconym kredycie hipotecznym, przyjęta przez Sejm 12 września br., wprowadza nową usługę na polskim rynku finansowym. Pozwala ona osobom posiadającym nieruchomości uzyskiwać dodatkowe środki pieniężne z przeznaczeniem na dowolny cel. Regulacja ma jak najpełniej zabezpieczyć interesy osób starszych, będących głównymi adresatami nowych rozwiązań.

Obecnie funkcjonujący w Polsce model sprzedażowy oparty na przepisach Kodeksu cywilnego oferuje rentę lub umowę dożywocia, w których beneficjent usługi przekazuje własność nieruchomości wraz z zawarciem umowy. To odróżnia go od rozwiązań przyjętych przez Sejm, zgodnie z którymi osoba zaciągający odwrócony kredyt hipoteczny pozostaje właścicielem i może mieszkać w swojej nieruchomości do śmierci.

Odwrócony kredyt hipoteczny jest specyficznym rodzajem kredytu, zabezpieczonym hipoteką na nieruchomości, do którego oferowania uprawnione będą wyłącznie banki, a zatem instytucje podlegające publicznemu nadzorowi sprawowanemu przez Komisję Nadzoru Finansowego. Specyfika tego kredytu polega na tym, że bank zobowiązuje się do wypłacania kredytobiorcy określonej kwoty środków pieniężnych w ratach lub jednorazowo, natomiast kredytobiorca nie dokonuje spłaty kredytu. Oznacza to, że osoba zaciągająca odwrócony kredyt hipoteczny nie musi martwić się, że wkrótce będzie musiała ten kredyt spłacić. Spłata kredytu następuje po śmierci kredytobiorcy. Ważne jest też, że spadkobiercy nie tracą prawa do nieruchomości, gdyż mają możliwość dokonania spłaty zadłużenia. Natomiast jeśli nie wyrażą takiej woli, będą zobowiązani do przeniesienia własności nieruchomości na bank. W takiej sytuacji bank będzie musiał zwrócić im różnicę, o jaką wartość nieruchomości przewyższa jego należność z tytułu zawartej umowy, o ile taka nadwyżka powstanie.

Każda osoba zainteresowana zawarciem umowy odwróconego kredytu hipotecznego otrzyma od banku formularz informacyjny, w którym znajdą się wszystkie istotne informacje na temat przewidywanej kwoty kredytu, terminu i sposobu jej wypłaty, kosztów, które w związku z tym kredytem będzie zobowiązany ponieść, sposobu ich zapłaty, jak również jego praw i obowiązków wynikających z umowy. Bank będzie zobowiązany przekazać formularz na co najmniej 7 dni przed zawarciem umowy. Pozwoli to na spokojne zapoznanie się z ofertą i  jej skonsultowanie. Ustawa precyzyjnie wskazuje wszystkie najważniejsze elementy, które bank będzie musiał wskazać w umowie. Kredytobiorca, który będzie chciał z niej zrezygnować, uzyska prawo odstąpienia od umowy bez ponoszenia jakichkolwiek dodatkowych kosztów, w terminie 30 dni od dnia jej zawarcia. Dłuższy termin na odstąpienie od umowy jest działaniem zamierzonym i ma służyć zabezpieczeniu interesów seniorów.

Niezależnie od możliwości odstąpienia od umowy w każdym czasie będzie można spłacić kredyt bez ponoszenia dodatkowych opłat.

Seniorzy nie powinni również obawiać się sytuacji, w której kwota wypłaconego kredytu przewyższy wartość nieruchomości, ponieważ projekt ustawy przewiduje ograniczenie odpowiedzialności kredytobiorcy i jego spadkobierców wyłącznie do nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie odwróconego kredytu hipotecznego. Nawet jeżeli bank wypłacił więcej niż będzie mógł odzyskać ze sprzedaży nieruchomości, nie będzie mógł sięgnąć po inne składniki majątku seniora ani jego spadkobierców.

Ustawa przewiduje również mechanizmy dyscyplinujące banki do rzetelnego informowania o oferowanych odwróconych kredytach hipotecznych oraz do sporządzania umów zgodnie z wymogami określonymi w ustawie. Brak dopełnienia obowiązków informacyjnych przez bank lub sporządzenie umowy niezgodnie z wymogami daje seniorowi prawo do rekompensaty finansowej w wysokości 10% odsetek i innych kosztów należnych od wypłaconej kwoty odwróconego kredytu hipotecznego.

Odwrócony kredyt hipoteczny zapewnia elastyczność w zakresie wyboru sposobu jego wypłaty (jednorazowo, w ratach, linia kredytowa). Gwarantuje ponadto swobodę dysponowania środkami oraz poczucie bezpieczeństwa wynikające z prawa własności nieruchomości, którego nie jest się pozbawianym.

Lepsza ochrona konsumentów – ustawa o prawach konsumanta

0

Nieudana transakcja w Internecie lub od akwizytora? Każdy z nas będzie mógł w ciągu 14 dni zwrócić produkt kupiony w ten sposób. Ponadto, koszty zakupu usług i towarów w sieci nie będą już dla klientów zaskoczeniem. Nowe prawo wejdzie w życie 25 grudnia 2014 roku. O zmianach w przepisach rozmawiają dziś przedstawiciele organów administracji publicznej, instytucji konsumenckich, przedsiębiorców, a także prawnicy i akademicy na konferencji zorganizowanej przez UOKiK, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego oraz Centrum Studiów Antymonopolowych i Regulacyjnych

15 września 2014 roku na Uniwersytecie Łódzkim odbywa się konferencja poświęcona zmianom, które wprowadza ustawa o prawach konsumenta. Spotkanie jest transmitowane online – za pośrednictwem strony UOKiK. W trakcie konferencji głos zabiorą przedstawiciele organów administracji publicznej, instytucji konsumenckich, przedsiębiorców, a także prawnicy i akademicy. Organizatorami konferencji są Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego oraz Centrum Studiów Antymonopolowych i Regulacyjnych (CARS).

Ustawa wdrażająca do polskiego prawa dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady została przygotowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Prawa kupujących i obowiązki sprzedających będą identyczne w całej UE. Nowe prawo zacznie obowiązywać w ciągu sześciu miesięcy od daty opublikowania w Dzienniku Ustaw RP, czyli od 25 grudnia 2014 roku.

Jakie zmiany nas czekają?

Konsumenci zyskają jeszcze większą ochronę swoich praw. Najważniejsze zmiany, które będą chronić wszystkich słabszych uczestników rynku to wydłużenie prawa do odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem lub na odległość z 10 do 14 dni oraz wymóg uzyskania wyraźnej zgody konsumenta na wszelkie dodatkowe płatności wykraczające poza uzgodnione wynagrodzenie za główne obowiązki przedsiębiorcy wynikające z umowy. Dzięki temu dokonywanie zakupów w sieci będzie bezpieczniejsze.

Konsument, który kupi wadliwy produkt, składając reklamację, będzie mógł wybrać między jego naprawą, wymianą, obniżeniem ceny a odstąpieniem od umowy.

Wejście w życie

Dostosowanie się przedsiębiorców, ich klientów oraz organizacji broniących praw konsumentów do nowych przepisów będzie wymagało czasu. Dlatego wydłużenie vacatio legis, czyli czasu niezbędnego na wejście w życie regulacji, do sześciu miesięcy, pozwoli na lepsze stosowanie przepisów w praktyce. Aby zwiększyć świadomość uczestników rynku na temat nowych przepisów, UOKiK planuje przeprowadzić jesienią kampanię informacyjną.

 

A. Łukojć (Skarbiec TFI): W drugiej połowie roku małe i średnie spółki mogą zdrożeć nawet o 20 proc.

CEO Magazyn Polska

Po kiepskim pierwszym półroczu koniunktura w segmencie małych i średnich spółek na GPW zmienia się na korzyść kupujących. OFE przestały wyprzedawać akcje z WIG250, z kolei do TFI zaczyna napływać więcej środków, niż jest wycofywane. Wyceny małych i średnich spółek są niższe niż średnia dla całego rynku, dlatego mogą one wzrosnąć nawet o 20 proc.

–  Pamiętamy zeszły rok, kiedy w ciągu kilku miesięcy cały segment małych i średnich spółek urósł o około 30 proc. Jesteśmy po półroczu bardzo kiepskim, wyceny są niezłe, a nawet dosyć atrakcyjne, ogólnie na świecie trwa hossa. Jeśli do tego segmentu zaczną napływać pieniądze, to przy niskiej płynności nie powinniśmy mieć problemu z takim ruchem 10-20-proc. – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Łukojć, zarządzający funduszem Skarbiec Małych i Średnich Spółek, Skarbiec TFI.

W pierwszym półroczu małe i średnie spółki na GPW były pod presją sprzedających, zwłaszcza OFE i TFI. Fundusze emerytalne redukowały swoje zaangażowanie w tym segmencie i kupowały aktywa zagraniczne, co było spowodowane koniecznością ograniczenia ryzyka w portfelach po nowelizacji ustawy o OFE. Fundusze inwestycyjne z kolei zmagały się z negatywnym saldem napływów i odpływów, co zmuszało je do spieniężania akcji. W rezultacie od początku roku indeks WIG250 stracił kilkanaście procent, co wyraźnie kontrastuje z indeksem 30 największych spółek, który zyskał kilka procent.

Teraz ta sytuacja się odwraca. Oznacza to, że OFE  akcji zagranicznych mają już bardzo dużo, natomiast, jeśli chodzi o TFI, te umorzenia już się kończą. Widzimy nawet pierwsze delikatne sygnały napływów, więc wydaje się, że perspektywy w najbliższych miesiącach są dobre dla tego sektora – prognozuje Łukojć.

Spółki o małej i średniej kapitalizacji nie mogą raczej liczyć na większe zainteresowanie inwestorów zagranicznych, którzy wymagają wyższej płynności. Koniunktura w tej części rynku będzie zależeć przede wszystkim od popytu krajowych inwestorów, zwłaszcza instytucjonalnych. Kupujących może przyciągać to, że są one wyceniane niżej niż szeroki rynek, dla którego wskaźnik cena/zysk wynosi ok. 14.

OFE mogą chętnie kupować spółki, które są wyceniane bardzo nisko. Widzimy też rosnące zainteresowanie małymi spółkami ze strony inwestorów strategicznych czy strony funduszy private equity, które bardzo chętnie kupują spółki, jeśli one są na rynku publicznym bardzo nisko wyceniane – uważa zarządzający Skarbiec TFI.

Notowaniom akcji powinny także pomóc spodziewane obniżki stóp procentowych przez RPP. Spadek referencyjnej stopy NBP zmniejszy atrakcyjność lokat oraz rynku pieniężnego na rzecz ryzykownych aktywów, takich jak akcje – wyjaśnia Łukojć. Zarządzający w Skarbiec TFI spodziewa się, że w najbliższych miesiącach drożeć będą m.in. spółki zajmujące się handlem detalicznym, ponieważ konsekwentnie poprawiają swoje wyniki.

– Drożeć będą też spółki finansowe, które również potrafią poprawiać wyniki konsekwentnie i niezależnie od koniunktury. Polepszająca się sytuacja w przemyśle może też pomóc spółkom, które coś produkują, czyli spółkom przemysłowym. Trudno jest jednak wskazać jedną branżę w segmencie przemysłu – prawdopodobnie nie będzie to chemia, ale inne spółki przemysłowe, zwłaszcza specjalistyczne  która może zabłysnąć w najbliższych miesiącach – przewiduje Adam Łukojć.

BIEC: Nie ma poważnego zagrożenia odbiciem inflacyjnym

Wskaźnik Przyszłej Inflacji sporządzany przez Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych wzrósł we wrześniu o 0,4 punktu w porównaniu z sierpniem.  Oznacza to, że nie ma poważnego zagrożenia powrotem wyższej inflacji.

– Był to niewielki wzrost wobec dominującej od maja tendencji do spadu wskaźnika – podkreśla Biuro w komunikacie. – Spośród dziewięciu jego składowych w tym miesiącu cztery działały w kierunku wzrostu cen, zaś pięć w kierunku ich spadku lub stabilizacji. W dalszym ciągu zagrożenie odbicia inflacyjnego jest niewielkie, tym bardziej, że do października niskim wartościom wskaźnika CPI sprzyjać będą czynniki sezonowe.

Ericsson otwiera pierwsze globalne centrum ICT w Szwecji

0
  • Ericsson umacnia swoją obecność w Europie poprzez otwarcie pierwszego centrum globalnego ICT z siedzibą w Linköping (Szwecja)
  • Jest to pierwsze z trzech zrównoważonych ekologicznie i opartych na nowoczesnych technologiach centrów globalnych ICT, które będą zawierać pełną ofertę spółki
  • Wykorzystując najnowszą technologię chmury, centrum umożliwia ponad 25 000 zatrudnionym w Ericsson inżynierom ds. badań i rozwoju łatwiejszą i efektywniejszą współpracę na skalę międzynarodową, dzięki której innowacje szybciej będą trafiać na rynek

Ericsson oficjalnie otwiera swoje pierwsze centrum globalne ICT w Linköping (Szwecja). Jest to początek realizacji zapowiedzi firmy Ericsson z września ubiegłego roku, dotyczącej budowy trzech nowych centrów globalnych ICT. Dwa z nich będą znajdowały się w Szwecji, a jeden w Quebec (Kanada).

Centra będą wspomagać codzienną pracę ponad 25 000 inżynierów ds. badań i rozwoju zatrudnionych w Ericsson, a także obsługiwać organizacje na całym świecie. Dziś Ericsson posiada laboratoria badawcze i centra danych na całym świecie. Strategia firmy polega na skonsolidowaniu większości z nich z nowymi centrami, włącznie z wyposażeniem i instalacjami.

Graham Osborne, wiceprezes ds. programu centrów globalnych ICT w Ericsson: „Otwarcie pierwszego centrum globalnego ICT pokazuje, jak Ericsson w roli czołowego dostawcy technologii informacyjnych robi kolejny krok w kierunku stworzenia społeczeństwa sieciowego, dostarczając technologię opartą na chmurze, która wyznacza nowe standardy w branży. Globalne centra ICT są naszym własnym branżowym wkładem w środowisko chmury. Przy pomocy opartej na chmurze technologii centra umożliwiają naszym zespołom interdyscyplinarnym współpracę ponad granicami. Dzięki temu możemy dostarczać klientom produkty i usługi wysokiej jakości z większą niż dotąd prędkością. Jest to dla nas prawdziwy przełom.”

Nowe centra będą zawierały pełną ofertę Ericsson i będą dostępne dla inżynierów ds. badań i rozwoju na całym świecie. Centra globalne ICT będą posiadać największą sprawność energetyczną w branży; są one zlokalizowane w obszarach z łatwym dostępem do źródeł energii odnawialnej oraz niezawodnej sieci energetycznej. Wszystkie trzy centra ICT będą zajmować łącznie powierzchnię do 120 000 m2, czyli obszar mogący pomieścić 14 boisk piłkarskich.

Centra będą posiadać innowacyjną konstrukcję wykonaną w modułowy i skalowalny sposób, zapewniającą efektywne wykorzystanie zasobów oraz przestrzeni stosownie do potrzeb biznesowych. Według oceny Ericsson połączenie architektury, konstrukcji i lokalizacji może zredukować zużycie energii nawet o 40 procent. Tak znaczące ograniczenie poziomu emisji substancji węglopochodnych przyczynia się do budowy bardziej zrównoważonej przyszłości zgodnie z wizją Ericsson.

Oświadczenie Rainbow Tours w sprawie wpisania przez KNF na Listę Ostrzeżeń Publicznych

0

Rainbow Tours jest biurem podroży działającym na polskim rynku od prawie 25 lat. Firmą solidną finansowo i cieszącą się niesłabnącym zaufaniem klientów. Bardzo uważnie słuchamy opinii i potrzeb naszych klientów, ponieważ zależy nam, aby nasza oferta odzwierciedlała oczekiwania osób, które z nami podróżują. Tak właśnie powstał pakiet gwarancji, na które oprócz gwarancji zwrotu kosztów podroży składały się również gwarancja niezmienności ceny, gwarancja najniższej ceny oraz gwarancja zmiany terminu.

Ponieważ jakiś czas temu KNF zakwestionował gwarancję zwrotu kosztów podróży, twierdząc, że może ona nosić znamiona produktu ubezpieczeniowego, to już 18 lipca tego roku wycofaliśmy ten produkt z naszej oferty. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości prawne, Zarząd Rainbow Tours złożył w dniu 09.09 do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa polegającego na prowadzeniu działalności ubezpieczeniowej bez zezwolenia.

Z tym większym zaskoczeniem i zdumieniem przyjęliśmy fakt, iż mimo zaprzestania oferowania produktu, KNF zdecydował się na wpisanie spółki na listę ostrzeżeń publicznych. Tryb jaki przewiduje art. 6b ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym jest w naszej opinii zupełnie nieadekwatny do stawianych nam podejrzeń. Prowadzona przez nas działalność nie nosi i nigdy nie nosiła znamion działalności ubezpieczeniowej, a nikt z naszych klientów nigdy z jej powodu nie ucierpiał. Wręcz przeciwnie – oferowana przez nas gwarancja zwrotu kosztów podróży miała na celu ochronę interesów naszych klientów. Należy także podkreślić, iż produkt był oferowany głównie bezpłatnie.

Uważamy, że decyzja urzędu jest dla nas mocno krzywdząca i merytorycznie nieuzasadniona, co potwierdzają opinie prawne uznanych autorytetów. Zakładam, że celem Listy Ostrzeżeń Publicznych winno być ostrzeganie konsumentów, ale przed czym w tej konkretnej sytuacji miałaby ona ostrzegać skoro nie było pokrzywdzonych, a sam produkt został wycofany z oferty już 2 miesiąca temu? Należy podkreślić, że decyzja Urzędu dotyczy marginalnej działalności spółki, natomiast podstawowa działalność turystyczna firmy nie budzi zastrzeżeń KNFupowiedział Prezes Rainbow Tours – Grzegorz Baszczyński.

 

14. Targi części zamiennych, narzędzi i wyposażenia warsztatów Inter Cars

Blisko 200 wystawców ze świata motoryzacji, 40 tysięcy gości odwiedzających zarówno Targi, jak i Inter Cars Motor Show, niezliczone godziny szkoleń, prezentacji i rozmów biznesowych, a także niezapomniane wrażenia z pokazów świata motorsportu. To bilans zakończonych właśnie 14. Targów części zamiennych, narzędzi i wyposażenia warsztatów.

Konferencja Inter Cars SA

Pierwszy dzień upłynął pod znakiem konferencji Zarządu Inter Cars SA. Od tego roku zdecydowanie postawiono na komunikowanie obrazem. Zamiast długich wypowiedzi, które często nie przykuwały odpowiednio uwagi odbiorców, zaprezentowano filmy oraz video-prezentacje. W ten sposób przekaz był nie tylko bardzo ciekawy, ale również treściwy. W pierwszej kolejności przedstawiono profil Inter Cars SA, jako Giełdowej Spółki Roku, a następnie przystąpiono do analizy obecnej sytuacji, jak i przedstawienia planów na przyszłość.
W ciągu pierwszych 8 miesięcy 2014 roku odnotowaliśmy 10% wzrost zarówno w kraju, jak i zagranicą – mówił Wiceprezes Zarządu, Krzysztof Soszyński w odniesieniu do tegorocznych osiągnięć Spółki. Dużo miejsca poświęcono również planom na najbliższe lata. Przedstawiono projekt nowych sorterów w budowanym w Zakroczymiu nowym centrum logistycznym. – Tego typu sortery są stosowane jedynie przez największych graczy rynku amerykańskiego – informował założyciel Inter Cars SA Krzysztof Oleksowicz. – To nie tylko przyspieszenie dystrybucji, ale także duże oszczędności w skali roku. Widać, że nowy projekt jest szyty na miarę 25-lecia Inter Cars, Dzięki inwestycji zatrudnienie znajdzie blisko 1500 osób, a firma zyska ogromne możliwości logistyczne.

Tego typu ruchy doskonale wpisują się w strategię firmy, o której mówił Prezes Spółki, Robert Kierzek. – Jesteśmy w pełni skoncentrowani na rynkach od Bałtyku po Bałkany. Mamy tutaj jeszcze wiele do zrobienia. Należy wypełnić przestrzenie, które wciąż nie są w niektórych krajach odpowiednio zagospodarowane, a także stale rozwijać się od strony logistycznej. Przy takiej okazji nie mogło również zabraknąć ciepłych słów pod adresem pracowników firmy. – Bez Was, bez osób zaangażowanych w codzienne funkcjonowanie firmy, te wszystkie sukcesy nie byłyby możliwe – mówił Prezes. – Jesteśmy świadomi faktu, że to właśnie ludzie stoją za tą Spółką i inwestujemy w ich rozwój. Mowa tutaj nie tylko o naszych pracownikach, ale również całym środowisku biznesowym, o który dbamy m.in. dzięki programowi Młode Kadry.

Przyszłość warsztatów i targowe atrakcje

Pierwszy dzień Targów dedykowany był zarówno przedstawicielom mediów, jak i tym klientom, którzy pragnęli aktywnie uczestniczyć w panelach dyskusyjnych oraz chcieli zdobyć jak najwięcej biznesowych informacji. Z tego powodu na stoiskach wystawców odbyło się wiele paneli dyskusyjnych. Jednym z nich była dyskusja, która odbyła się na stanowisku firmy Castrol. Przedstawiciele firm Inter Cars SA (Krzysztof Oleksowicz), Castrol oraz Bosch, a także właściciele dwóch dużych warsztatów niezrzeszonych, dyskutowali o przyszłości niezależnych warsztatów samochodowych. Przedstawiono wyniki badań i dywagowano, w jaki sposób będzie rozwijać się przyszłość warsztatów. Istotne były pytania jak poprawić obsługę klienta, by jak najdłużej korzystał z naszych usług, a także jakie ruchy mogą pomóc w zdobyciu nowych klientów.

W sobotę i niedzielę na Targach pojawili się klienci Inter Cars SA z całej Polski. Byli to w większości przedstawiciele warsztatów, a także osoby związane z branżą. To właśnie dla nich wystawcy przygotowali szereg szkoleń oraz atrakcji, aby zainteresować ich swoją ofertą. Nie zabrakło również miejsc, w których można było prowadzić rozmowy biznesowe. Była to wspaniała okazja do świętowania dwóch jubileuszy – 10-lecia firmy Feber oraz 15-lecia Q-Service.
Strefa Ciężka

Podczas tegorocznych targów, po raz pierwszy przygotowano osobną halę wystawową poświęconą rynkowi ciężarowemu. Spotkali się w niej dostawcy części do pojazdów ciężarowych, naczep i przyczep oraz wszystkie działy Inter Cars dedykowane temu obszarowi. Nie zabrakło także firmy Feber – producenta pojazdów i sieci Q-Service Truck. Spotkania w Strefie Ciężkiej miały charakter partnerskich rozmów, ale też czysto biznesowych. Odwiedzających przyciągały nowości rynkowe oraz zapowiedzi wprowadzanych rozwiązań. W pobliżu hali ustawiono dwie widowiskowe ciężarówki Show Car, w których odbywały się bezpłatne szkolenia. Strefa Ciężka przypadła do gustu odwiedzającym ją gościom. Klienci z rynku ciężarowego poczuli się docenieni. Zyskali również zapewnienie, że Inter Cars będzie sukcesywnie poszerzał swoją ofertę w tym segmencie.

Motorsport i adrenalina

6 i 7 września to również Inter Cars Motor Show oraz Nocne Motor Show, które dostarczyły widzom niezapomnianych wrażeń. Prezentacja atrakcji ze świata motorsportu zrobiła na gościach ogromne wrażenie, czego dowodem były pozytywne komentarze zarówno w trakcie trwania imprezy, jak i w internetowych i faceboookowych komentarzach. Na płycie Lotniska Bemowo zebrało się łącznie blisko 100 tysięcy koni mechanicznych pod postacią rajdowych i wyścigowych samochodów, sportowych ciężarówek, różnej maści motocykli, a nawet pojazdu o napędzie odrzutowym.

Świat motorsportu w jednym miejscu!

6 i 7 września to również niezapomniane Inter Cars Motor Show oraz Nocne Motor Show, które dostarczyły widzom niezapomnianych wrażeń. Prezentacja ogromu atrakcji ze świata motorsportu zrobiła na gościach wielkie wrażenie, czego dowodem były pozytywne komentarze zarówno w trakcie trwania imprezy, jak i w internetowych i faceboookowych komentarzach. Na płycie Lotniska Bemowo zebrało się łącznie blisko 100 tysięcy koni mechanicznych pod postacią rajdowych i wyścigowych samochodów, sportowych ciężarówek, różnej maści motocykli, a nawet pojazdu o napędzie odrzutowym. Gościliśmy również wiele gwiazd motorsportu, Krzysztofa Hołowczyca, Leszka Kuzaja, Michała Kościuszko, Grzegorza Barana, Jochena Hahna, Gerda Habermannam, Jerzego Dudka i wielu, wielu innych! Video-relacja oraz zdjęcia z imprezy również znajdą się na dniach na naszej stronie Internetowej.

 

I. Morawski (BIZ Bank): Nie ma pewności, że polityka monetarna EBC w ogóle zadziała. Potrzebna ekspansja fiskalna

0

CEO Magazyn Polska

Europejski Bank Centralny coraz wyraźniej sygnalizuje, że jego działania mogą nie wystarczyć, by odsunąć widmo stagnacji i deflacji w strefie euro. We wrześniu EBC zaskoczył rynki, obniżając stopy procentowe i rozpoczynając skup obligacji ABS. Inwestorzy spodziewali się luzowania polityki przez EBC w późniejszym terminie, gdyż dopiero w czerwcu ogłosił on pakiet kolejnych, daleko idących interwencji. To wszystko może jednak nie wystarczyć, by pobudzić gospodarkę.

Nie ma wzrostu gospodarczego bez inwestycji, produktywnych inwestycji. Jeżeli banki nie będą udzielały kredytów na inwestycje, strefa euro będzie tkwiła w wiecznej stagnacji. Dlatego w jakiś sposób trzeba ten kurek z kredytami uruchomić. Pytanie jednak, czy to wszystko będzie skuteczne? Moim zdaniem pojawiły się duże wątpliwości dotyczące tego, czy działania Europejskiego Banku Centralnego są skuteczne  – ocenia w rozmowie z agencją  informacyjną Newseria Inwestor Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku.

Na początku września EBC zaskoczył inwestorów oraz analityków, obniżając wszystkie stopy procentowe o 0,1 pkt proc. Bazowa stopa banku centralnego w strefie euro wynosi teraz 0,05 proc., a depozytowa  -0,2 proc. Instytucja kierowana przez Mario Draghiego zdecydowała także o rozpoczęciu programu skupu obligacji zabezpieczonych aktywami (ABS, asset-backed securities). ABS to obligacje oparte o pakiet kredytów dla sektora prywatnego i celem tej interwencji jest właśnie pobudzenie akcji kredytowej dla firm i gospodarstw domowych.

Kolejnym niestandardowym instrumentem zastosowanym przez EBC są długoterminowe linie kredytowe dla instytucji finansowych, czyli TLTRO, które ruszą 18 września. Podobne działania podejmowano już w poprzednich latach, kiedy apogeum kryzysu zadłużeniowego zagrażało stabilności systemu finansowego w Europie. Choć w porównaniu z 2012 r. na rynkach finansowych spadła niechęć do ryzyka oraz obawy o rozpad strefy euro, to ogromna akumulacja zadłużenia wciąż jest problemem, który hamuje wzrost gospodarczy oraz wzrost cen.

Jeżeli firmy się oddłużają, rządy się oddłużają i gospodarstwa domowe się oddłużają, wówczas tego popytu na kredyt może nie być nawet przy bardzo luźnej polityce pieniężnej. Wydaje mi się, że Europejski Bank Centralny to dostrzegł, dlatego Mario Draghi pod koniec sierpnia na konferencji w Jackson Hole, w Stanach Zjednoczonych, powiedział, że w Europie przydałoby się bardziej elastyczne podejście do polityki fiskalnej – wskazuje Morawski.

Według głównego ekonomisty BIZ Banku poluzowanie polityki fiskalnej niekoniecznie musi oznaczać wielką stymulację (poprzez wzrost wydatków rządowych lub obniżkę podatków zwiększającą deficyt budżetowy), lecz raczej ograniczenie skali polityki oszczędnościowej, która miała miejsce w ostatnich latach.

Moim zdaniem najbardziej optymalnym rozwiązaniem byłoby, gdyby EBC kupował długookresowe obligacje rządowe, z których dochody przeznaczono by na inwestycje publiczne. To pobudziłoby popyt i mogło rozruszać europejską gospodarkę. Coraz więcej uznanych ekonomistów, nawet takich, którzy mają konserwatywne poglądy na politykę fiskalną, przyznaje, że jest to  dobre rozwiązanie – twierdzi Ignacy Morawski.

Szanse na rozpoczęcie takich działań są jednak znikome, gdyż de facto angażowałyby niezależną instytucję, jaką jest EBC, w politykę fiskalną, a ściślej – finansowanie wydatków 18 rządów państw strefy euro.

Taka polityka prawdopodobnie wymagałaby jakiejś modyfikacji traktatów europejskich. Europejski Bank Centralny jest ograniczony w swoim działaniu zarówno przez sprzeciw Niemiec, jak i przepisy traktatowe – ocenia główny ekonomista BIZ Banku.

M. Ostrowska (J.W. Construction): Jesienią kolejne projekty w ramach programu Mieszkanie dla Młodych

CEO Magazyn Polska

J.W. Construction Holding może być jednym z największych beneficjentów rządowego programu Mieszkanie dla Młodych. Nawet 90 proc. mieszkań w lokalizacjach spełniających kryteria zostało sprzedanych właśnie klientom korzystającym z MdM. W efekcie skonsolidowany zysk netto w I połowie 2014 r. był o 80 mln zł wyższy niż rok wcześniej, a deweloper planuje kolejne inwestycje w tańszym segmencie.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyniku osiągniętego w pierwszym półroczu 2014 roku. Jest on o 26 proc. wyższy od tego, który wypracowaliśmy w I połowie 2013 roku. W ubiegłym roku sprzedaliśmy 394 mieszkania, z kolei w pierwszej połowie 2014 roku 496 mieszkań. Obserwujemy dwutorowe zainteresowanie. Na pewno bardzo pomaga nam rządowy program Mieszkanie dla Młodych. Wszystkie mieszkania, które spełniają wymagania tego programu i limity cenowe, w większości sprzedają się właśnie dzięki klientom zainteresowanym programem MdM – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Małgorzata Ostrowska, członek zarządu, dyrektor pionu sprzedaży i marketingu J.W. Construction Holding.

Rządowy program Mieszkanie dla Młodych odpowiada za sprzedaż nawet 90 proc. mieszkań w lokalizacjach spełniających kryteria oraz tych oferowanych na osiedlu Zielona Dolina na warszawskiej Białołęce – szacuje Ostrowska. J.W. Construction widzi także duży wzrost w segmencie premium, np. w inwestycji Bliska Wola, gdzie klienci poszukują wyższego standardu lub kupują nieruchomości w celach inwestycyjnych.

Obecnie mamy niskie stopy procentowe, dlatego bardzo duża grupa inwestorów woli lokować swój kapitał w nieruchomości, kupując mieszkania na przykład pod wynajem. Są też tacy klienci, którzy po prostu chcą mieszkać w mieście, czuć jego rytm, dlatego wybierają taką lokalizację – tłumaczy członek zarządu J.W. Construction.

Pod koniec lipca deweloperska spółka ogłosiła, że chce zbudować 6 tys. nowych mieszkań. Miesiąc później J.W. Construction zakończył ofertę publiczną akcji serii C, z której pozyskał blisko 110 mln zł. Większa część tej kwoty ma stanowić wkład własny do inwestycji, które będą finansowane także kredytem bankowym.

Zawsze naszą misją było budowanie mieszkań przystępnych cenowo. Zawsze pamiętamy o  takich klientach, dlatego jesienią będziemy wprowadzać kolejne projekty, które wpisują się w program MdM. Obecnie rozpoczynamy jednak kolejny etap budowy Bliskiej Woli z racji bardzo dużego zainteresowania i sukcesu sprzedażowego – mówi Ostrowska.

W 2017 r. deweloper chce realizować fazę D i E Bliskiej Woli, które zakładają budowę komercyjnej części tego kompleksu – mówił przewodniczący rady nadzorczej Józef Wojciechowski. Notowana na GPW spółka prowadzi obecnie sprzedaż ostatniego etapu osiedla Centrum III w Łodzi, którego budowa zakończy się się pod koniec przyszłego roku.

Na jesień przygotowaliśmy promocje, na przykład w Gdyni, w rezydencji Redłowo garaż i komórka lokatorka gratis przy zakupie apartamentu. Możemy pochwalić się też innymi promocjami. W Łodzi dajemy 6 proc. rabatu pierwszym klientom w nowo wprowadzanej inwestycji z 96 mieszkaniami – wskazuje Małgorzata Ostrowska.

Spółka Topol za 80 mln zł przebuduje ulice w centrum Oslo

0

Spółka Topol przebuduje ulice i torowisko tramwajowe w centrum Oslo. Jej oferta, wartości blisko 80 mln zł została wybrana w przetargu w norweskiej stolicy.

Władze miejskie Oslo powierzą spółce  przebudowę ulic Prinsens Gate i Tollbrugata wraz z modernizacją linii tramwajowej. Przyznanie tego projektu niemal podwaja wartość dotychczasowych zamówień Torpol w Norwegii.

– Jesteśmy dumni, że możemy dotrzymać zobowiązań złożonych inwestorom i udowodnić, że nasze plany dotyczące rozwoju w Norwegii zostały oparte na solidnych podstawach – mówi Tomasz Sweklej, prezes zarządu Torpol – Naszymi pracami zrealizowanymi do tej pory w Bergen i Oslo przekonaliśmy norweskich zamawiających, że jesteśmy firmą godną najwyższego zaufania, a doświadczenie naszych inżynierów i profesjonalne podejście do projektów stoją na najwyższym poziomie.

Inwestycja, polegająca na wymianie nawierzchni torowej i sieci trakcyjnej zostanie zrealizowana w ścisłym centrum Oslo, w sąsiedztwie głównego dworca kolejowego, siedziby norweskiego parlamentu, opery oraz tuż obok reprezentacyjnego deptaka Karl Johans Gate. W czasie modernizacji ruch tramwajowy zostanie w całości przeniesiony na Prinsens Gate. Podniesiony zostanie standard estetyczny ulicy, która będzie wykończona kamieniami. Trudność inwestycji zwiększa fakt, że przez cały czas pracom będzie towarzyszył normalny ruch tramwajowy.

Wartość oferty wybranej w przetargu wynosi prawie 158 mln  norweskich koron netto, czyli blisko 80 mln zł. O wyborze Torpol zadecydowała cena (70 proc.) i opis realizacji zadania (30 proc.). Przewidywany termin realizacji kontraktu to czerwiec 2017.

Polimex-Mostostal: Porozumienie z wierzycielami

0

Polimex-Mostostal porozumiał się z głównymi wierzycielami. Kupią oni nowe obligacje spółki o wartości 140 mln zł i dadzą jej więcej czasu na restrukturyzację.

Polimex-Mostostal zawarł 12 września z wierzycielami finansowymi będącymi stronami umowy w sprawie zasad obsługi zadłużenia finansowego spółki z dnia 21 grudnia 2012, tj. z Bankiem Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski, Bankiem Polska Kasa Opieki, Bankiem Ochrony Środowiska, Bankiem Zachodnim WBK oraz Bankiem Millennium  oraz obligatariuszami posiadającymi wierzytelności z tytułu obligacji wyemitowanych przez spółkę o łącznej wartości nominalnej około 120 mln zł  aneks  modyfikujący warunki zamknięcia III etapu restrukturyzacji finansowej spółki.

Tym samym  termin na dokonanie zamknięcia III etapu restrukturyzacji  został wydłużony do 17 września 2014.

W ramach aneksu zmodyfikowano warunki, których spełnienie jest wymagane do zamknięcia III etapu restrukturyzacji spółki – tj. dokonania emisji obligacji, udostępnienia dwóm głównym spółkom zależnym Polimexu-Mostostal, które będą prowadzić działalność w następujących zakresach: energetyka oraz petrochemia, nowej linii gwarancyjnej, a także dokonania konwersji na kapitał zakładowy spółki wierzytelności przysługujących wierzycielom finansowym będącym stroną umowy w łącznej kwocie nie mniejszej niż 470 mln zł.

Polimex- Mostostal  złożył  na rzecz inwestorów w tym Agencji Rozwoju Przemysłu propozycje nabycia nowych obligacji – tj. obligacji zamiennych o łącznej wartości nominalnej 81,5 mln złotych oraz obligacji zwykłych o łącznej wartości nominalnej 58,5 mln złotych, tj. w łącznej wysokości 140 mln złotych, a propozycje te zostały przyjęte przez inwestorów. Opłacenie i emisja obligacji nastąpi w terminie 5 dni roboczych od dnia konwersji.

Polska kupuje gaz od Czechów i Niemców. J. Steinhoff uważa, że to bardzo racjonalna decyzja

CEO Magazyn Polska

Po zmniejszeniu przez Gazprom dostaw gazu do Polski, Gaz-System zdecydował się na jego zakup od Czechów i Niemców. Było to możliwe dzięki fizycznemu rewersowi na Jamale. Były wicepremier i minister gospodarki Janusz Steinhoff decyzję tę ocenia jako bardzo słuszną.

Rosyjski koncern Gazprom przyznał, że jest w stanie eksportować do Polski gaz jedynie na minimalnym poziomie przewidzianym w kontraktach, a nie w ilości maksymalnej, o jaką prosi Warszawa. Polski koncern zapewnia jednak, że nie wnioskuje o maksymalne wolumeny i że zgodnie z kontraktem ma prawo do zamówienia ilości większej niż minimalna. Jednocześnie strona rosyjska nie podaje przyczyn realizacji wolumenów na takim poziomie. Zdaniem analityków Rosja może celowo ograniczać przesył błękitnego paliwa na Zachód, by zniechęcić Unię Europejską do wdrożenia kolejnych sankcji wobec Rosji za jej role w kryzysie ukraińskim.

O odbieraniu mniejszej ilości gazu niż zamawiane informował w ostatnich dniach gazowy koncern PGNiG. By skompensować zredukowane wolumeny, spółka zdecydowała się na realizację uzupełniających dostawy gazu z Niemiec i Czech.

Za takim rozwiązaniem przemawiały względy techniczne i związane z bezpieczeństwem – powiedział agencji informacyjnej Newseria Janusz Steinhoff.

Takie rozwiązanie było możliwe dzięki temu, że od kwietnia Polska ma możliwość fizycznego rewersu gazu na gazociągu Jamalskim. Dotychczas działał tylko tzw. wirtualny rewers. Oznaczało to, że co prawda polska firma mogła kupić gaz od niemieckiej, ale odebrać musiała go na granicy z Białorusią.

Według Janusza Steinhoffa Polska staje się coraz bardziej niezależna od dostaw ze Wschodu.

Mamy rozbudowane połączenia transgraniczne na zachodzie i południu, gazociąg Moravia, Lasów, wirtualny i fizyczny rewers na gazociągu jamalskim i budujemy gazoport, który będzie miał przepustowość 5 mld metrów sześciennych rocznie. To jest 1/3 naszego zużycia gazu – podkreśla Janusz Steinhoff.

Nie oznacza to jednak możliwości całkowitej rezygnacji z kupowania gazu od Gazpromu, ale dzięki gazoportowi zmieni się pozycja negocjacyjna Rosjan.

Jeżeli oddamy do użytku gazoport, to jego infrastruktura umożliwi import gazu z kierunków innych niż rosyjski. Do tej pory nasi negocjatorzy, którzy dyskutowali o cenie gazu z firmą Gazprom Export, byli w bardzo słabej pozycji negocjacyjnej, bo dostawca gazu wiedział, że nie mamy alternatywy. Ten wybór jednak się pojawi – zapowiada były minister gospodarki.

Alternatywa będzie dotyczyć nie tylko samych umów ze Wschodem, lecz także zwiększenia możliwości fizycznych dostaw w razie problemów z realizacją umów, jak to miało miejsce w ostatnim czasie. Według Janusza Steinhoffa Polska powinna dochodzić teraz swoich roszczeń i domagać się wyjaśnień od Gazpromu.

Obecna sytuacja może być związana ze zbliżającymi się trójstronnymi rozmowami między Ukrainą, Unią Europejską i Rosją w sprawie dostaw gazu. Ukraina nie kupuje paliwa od Rosji od czerwca, a rocznie kupowała do tej pory 35 mld metrów sześciennych. To poważny ubytek w przychodach Gazpromu, więc ta spółka też – jeśli działałaby racjonalnie ekonomicznie – powinna być zainteresowana wznowieniem dostaw.

Ukraina kupuje obecnie gaz w Niemczech i innych krajach, natomiast Polska, Węgry i Słowacja dostarczają ten gaz. Ten rewers z Polski jest stosunkowo niewielki – na poziomie 4 mln metrów sześciennych dziennie, dużo większy jest ze Słowacji i Węgier – to jest 15-18 mln metrów sześciennych dziennie.

Rosja twierdzi, że to jest niezgodne z umowami, ale jest to zgodne z prawem europejskim. Obie strony procesują się przed sądem arbitrażowym w Sztokholmie.

Mam nadzieję, że kraje członkowskie Unii Europejskiej będą się zachowywały solidarnie, że z wielką konsekwencją będziemy budować europejski, konkurencyjny rynek gazu i energii elektrycznej, że będziemy myśleć o bezpieczeństwie energetycznym całego kontynentu, a nie tylko poszczególnych krajów, bo Europa jest potężnym odbiorcą nośników i energii. Rosjanie muszą wreszcie zrozumieć, że nie ma zgody na pozycję dominującą, bo konkurencja, która jest dźwignią rozwoju gospodarki, musi mieć miejsce również w tym obszarze – podkreśla ekspert.

Ożywienie na rynku nieruchomości komercyjnych. Rosną inwestycje, przybywa powierzchni

CEO Magazyn Polska

Pozytywne sygnały gospodarcze wpływają na ożywienie na rynku nieruchomości komercyjnych. Wartość transakcji inwestycyjnych w pierwszym półroczu była o ponad jedną czwartą wyższa niż przed rokiem (1,4 mld euro). Najlepsze wyniki notuje segment powierzchni biurowych, zarówno pod względem inwestycji, jak i nowych powierzchni, których przybędzie w tym roku w Warszawie najwięcej od 2000 r.

W I półroczu zawarto transakcje inwestycyjne o łącznej wartości 1,4 mld euro. To o 27 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Do końca roku wartość transakcji może sięgnąć 3 mld euro – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Charles Taylor, partner zarządzający Cushman & Wakefield w Polsce. – Widzimy przesunięcie kapitału w kierunku segmentu biurowego – trafia tu ponad połowa kapitału. Segment handlowy rynku inwestycyjnego osiągnął niższy poziom w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Ponad połowa (51,5 proc.) zainwestowanych środków została przeznaczona na powierzchnie biurowe. To odwrócenie trendu sprzed roku, bo wtedy najwięcej inwestowano w powierzchnie handlowe.

Taylor podkreśla, że ożywienie wśród inwestorów to przede wszystkim skutek dobrych sygnałów płynących z gospodarki: prognoz wzrostu gospodarczego powyżej 3 proc., niskiej inflacji i stóp procentowych. Z uwagi na malejące bezrobocie rośnie konsumpcja prywatna, co napędza handel – podkreśla Taylor.

Polska jest nadal atrakcyjna dla inwestorów zagranicznych z Niemiec, Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii i jest liderem wśród rynków regionu.

Staje się również atrakcyjną alternatywą dla bardziej rozwiniętych rynków Europy Zachodniej – przekonuje Taylor. – Inwestorzy szukają okazji, mają sporo kapitału, który gotowi są zainwestować w Europie Centralnej, zwłaszcza w Polsce. Głównym wyzwaniem dla nich jest znalezienie odpowiedniego produktu.

Rośnie nie tylko dynamika inwestycji, lecz także podaż nowych powierzchni komercyjnych. Najszybciej przybywa powierzchni biurowych – w I połowie roku  oddano do użytku 292 tys. metrów kw., z czego 190 tys. w Warszawie. W całym roku podaż w Warszawie wzrośnie o 330 tys. metrów kw., co będzie najlepszym wynikiem od 2000 roku. Ze względu na dużą podaż wskaźnik pustostanów w stolicy rośnie i  wynosi ok. 13,5 proc. Tendencja jednak jest odwrotna na rynkach regionalnych.

– Na rynku powierzchni handlowej w I półroczu również widać było zwiększoną aktywność. Oddano do użytku 11 nowych obiektów handlowych, czyli 240 tys. metrów kw. powierzchni handlowej – dodaje Taylor.

W Warszawie, która jest jednym z najsłabiej nasyconych rynków, duże inwestycje w powierzchnie handlowe powinny wkrótce się rozpocząć. Jak wynika z raportu Cushman & Wakefield, ożywienie widać też na rynkach regionalnych. Inwestorzy interesują się powierzchniami biurowymi i handlowymi w  miastach od 100 do 400 tys. mieszkańców, tam również szybciej przybywa galerii handlowych. W pierwszym półroczu nowe galerie otwarto m.in. w Lublinie (Atrium Felicity o powierzchni 75 tys. metrów kw., największy obiekt handlowy 2014 r.), Kaliszu, Kutnie, Ostrołęce i Siedlcach.

W segmencie magazynowym w I półroczu przybyło 340 tys. metrów kw. nowej powierzchni, czyli niemal tyle samo, co w całym 2013 roku – mówi partner zarządzający Cushman & Wakefield w Polsce.

Wartość transakcji na rynku inwestycyjnym wzrosła o 77 proc., a największymi graczami były firmy Logicor i Segro. Duże znaczenie dla tego sektora ma inwestycja Amazona w pobliżu Poznania. Amerykańska firma zagospodaruje ok. 350 tys. metrów kw. powierzchni magazynowej.

Kolejne miesiące będą dla rynku podobne do pierwszych sześciu. Sytuacja makroekonomiczna jest stabilna, gospodarka rośnie – przewiduje Taylor. – Najemcy będą pod presją, by zmieniać siedziby na nowe. Będą im oferowane atrakcyjne warunki najmu, a to z kolei wymusi obniżki stawek czynszu w segmencie biurowym. Będziemy obserwować stały popyt na powierzchnie ze strony sektorów BPO (Business Process Outsourcing) i ICT (Information and Communication Technologies), głównie na rynkach poza Warszawą.

Wśród największych transakcji znalazła się sprzedaż biurowca Rondo 1 w Warszawie za ok. 300 mln euro oraz galerii handlowej Poznań City Center za szacowane ponad 200 mln euro.

PZU: Rosną odszkodowania na skutek śmierci lub utraty zdrowia. Ceny ubezpieczeń komunikacyjnych będą wyższe

CEO Magazyn Polska

Wynik finansowy towarzystw ubezpieczeniowych z tytułu polis osobowych i majątkowych w pierwszym kwartale br. zmniejszył się prawie o jedną trzecią. Jak twierdzi Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU, firmy z jednej strony zbierają niższe składki, z drugiej – wypłacają wyższe odszkodowania z tytułu polis osobowych i majątkowych. Ze względu na bardzo dobre przebiegi szkodowe (mniejsza liczba szkód i nieco niższe wypłaty ogółem), rentowność tego biznesu jest jednak jego zdaniem przyzwoita.

Jak podał Główny Urząd Statystyczny w ostatniej informacji dotyczącej rezultatów finansowych towarzystw ubezpieczeniowych, w pierwszym kwartale br. ich wyniki były mniej korzystne niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Składka przypisana brutto (suma pieniędzy zebrana od ubezpieczonych) wyniosła ogółem 13 mln 967 tys. zł i była o 7 proc. niższa niż w tym samym okresie 2013 roku. W ramach tej kwoty 6 mln 930 tys. zł (o 14 proc. mniej) stanowiły wpływy z tytułu ubezpieczeń na życie, a 7 mln 037 tys. (o 1,2 proc. więcej) wpływy z polis osobowych i majątkowych.

Jak tłumaczy Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU SA, składka brutto zebrana przez towarzystwa była mniejsza głównie ze względu na wojnę cenową wywołaną przez mniejszych graczy.

Niektórzy, niestety, szybko zapominają o potencjalnych niebezpieczeństwach, takich jak kiepska zima albo inne, katastrofalne wydarzenia, po których szkody, nawet komunikacyjne, bardzo mocno wzrastają – mówi Klesyk agencji informacyjnej Newseria. – Dla nas oznacza to, że mamy bardzo podobną liczbę ubezpieczonych, natomiast przypis składki – maleje.

Z drugiej strony, jak podkreśla prezes PZU SA, kwoty odszkodowań pozostają wysokie. Według GUS wyniosły one ogółem 9 171,1 mln zł brutto i były niższe o 7,1 proc. niż przed rokiem. W ramach ubezpieczeń na życie (dział I) towarzystwa wypłaciły 5 mln 797 tys. zł (o 11 proc. mniej niż w pierwszym kwartale ubiegłego roku), a z tytułu polis osobowych i majątkowych (dział II) – 3 mln 374 tys. zł (wzrost o 0,5 proc.). Koszty działalności lokacyjnej zwiększyły się o jedną trzecią i wyniosły 937 mln zł.

Jak zauważa Andrzej Klesyk, dramatycznie wzrosła wysokość odszkodowań za tzw. szkody osobowe z ubezpieczeń komunikacyjnych (wypłaty z tytułu śmierci i uszczerbku na zdrowiu). To powoduje, że w najbliższym czasie kierowcy powinni spodziewać się podwyżek cen polis.

Musimy tworzyć rezerwy na wypłaty odszkodowań, czego skutkiem będzie wzrost przeciętnej ceny polisy – mówi rozmówca serwisu Newseria. – Nie wiem, kiedy to nastąpi. Ale na pewno ceny ubezpieczeń komunikacyjnych, szczególnie w dłuższej perspektywie, będą rosnąć.

Jak podaje GUS, łączny wynik finansowy netto towarzystw ubezpieczeniowych w pierwszym półroczu wyniósł 1 mln 173 tys. zł i był niższy o 14,2 proc. niż w tym samym okresie w 2013 r. W ramach ubezpieczeń na życie towarzystwa wypracowały zysk w wysokości 626,3 mln zł (wzrost o 1,8 proc.). Z tytułu polis osobowych i majątkowych wynik był niższy o 27,4 proc. i wyniósł 546,6 mln zł.

Samo PZU, największy polski ubezpieczyciel, miało w I półroczu 8,44 mld zł składki przypisanej brutto i wypłacił tytułem odszkodowań 5,42 mld zł. Zysk netto wyniósł 1,72 mld zł i był wyższy o 2,7 proc. od wyniku sprzed roku.

PZPM: W sierpniu zarejestrowano ponad 4 tys. nowych przyczep

W sierpniu zarejestrowano w Polsce 4 190 nowych przyczep i naczep wszystkich rodzajów – podaje Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego. Było to o 4,3 proc. więcej niż w sierpniu 2013.

Tradycyjnie wakacyjny sierpień był jednak poważnie słabszy od lipca, gdy przyczep zarejestrowano o 30,4 proc. więcej.

Największych przyczep, o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 3,5 tony,  zarejestrowano w sierpniu 1 029, tj. o dwie sztuki więcej niż przed rokiem i o 475 szt. mniej  niż w lipcu ( spadek o 31,6 proc.). Przyczep lekkich w sierpniu zarejestrowano 2 369 szt. ( o 7,3 proc. więcej niż przed rokiem). Dla ciężarowych przyczep rolniczych ostatni miesiąc był o 4,7 proc. lepszy sierpnia 2013, ale zdecydowanie słabszy niż od lipca (spadek o 57,4 proc.). W rezultacie w sierpniu zarejestrowano ich 456 szt.

Od początku roku zarejestrowano 40 013 przyczep i naczep wszystkich rodzajów, tj. mniej o 22 proc. niż w tym samym czasie w roku 2013. W tym czasie grupa przyczep i naczep największych utrzymała wzrost o 21 proc. do poziomu 11 272 szt. Natomiast liczba nowych  przyczep lekkich spadła o 31,9 proc. do poziomu  21 115 szt. Ciężarowych przyczep rolniczych zarejestrowano 4336 szt,  o 32,74 proc mniej niż przed rokiem.

W Warszawie pojawiła się konkurencja dla taksówek. Ma być taniej i łatwiej

CEO Magazyn Polska

Transport powinien być tak prosty, jak naciśnięcie guzika w aplikacji – uważają przedstawiciele firmy Uber, która w sierpniu zadebiutowała w Polsce. Oferowana przez firmę aplikacja na smartfony ma zrewolucjonizować sposób podróżowania po mieście i stać się konkurencją dla taksówek.

Uber to amerykańska firma oferująca usługi transportowe, założona w 2009 roku przez Garreta Campa, przedsiębiorcę z san Francisco. Obecnie działa już w 176 miastach w 44 krajach. Udostępnia ona aplikację na smartfony, która pozwala szybko zamówić przejazd po konkurencyjnych cenach. Firma jest już obecna w Warszawie.

UberPOP to rozwiązanie pozwalające podróżującemu skontaktować się poprzez platformę z kierowcą znajdującym się najbliżej niego, żeby odbyć kurs po przyjaznej cenie. Aby pobrać aplikację należy się zarejestrować w Uber na stronie App Store za pomocą swojego telefonu komórkowego i karty kredytowej. Później zamówienie kursu jest tak proste, jak naciśnięcie przycisku w aplikacji – mówi Swathy Prithivi, przedstawicielka firmy Uber w Polsce, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Przedstawiciele firmy Uber zapewniają, że użytkowanie ich aplikacji jest bardzo proste. Po wgraniu jej na smartfona trzeba się zarejestrować, podając m.in. swoje dane, telefon i numer karty kredytowej, z której będą ściągane opłaty za przejazdy. Następnie wystarczy wpisać planowaną trasę i czekać, aż zgłoszenie zostanie przyjęte. Aplikacja skojarzy podróżującego ze znajdującym się najbliżej niego kierowcą. Pasażer może nawet śledzić trasę, którą kierowca do niego jedzie.

Zaletą aplikacji jest to, że nie trzeba mieć przy sobie ani gotówki, ani karty kredytowej, co jest szczególnie ważne, gdy pasażer wybiera się na imprezę. Cała idea polega na tym, że po prostu wysiada się z samochodu, a płatność realizowana jest poprzez aplikację. To ma być forma transportu łatwa i przyjemna w użytkowaniu – zapewnia Swathy Prithivi.

Firma Uber chce walczyć z konkurencją niższymi cenami. Opłata początkowo to 5 złotych, a kilometr jazdy kosztuje 1,40 zł plus 25 groszy za każdą minutę jazdy.