Redan zwiększył sprzedaż w sierpniu o 10,8 proc. do 46,6 mln zł

0

Odzieżowa Grupa Redan poinformowała o dwucyfrowym wzroście sprzedaży w sierpniu. Od początku roku sprzedaż wzrosła o 7,6 proc rdr do 307,8 mln zł.

Do wysokiej dynamiki sprzedaży w sierpniu przyczyniła się głównie dyskontowa część biznesu, czyli siec sklepów Textilmarket. W ostatnim miesiącu wypracowała ona 25,3 mln zł, co oznacza wzrost o 19 proc. Po ośmiu miesiącach sprzedaż wyniosła 166,8 mln zł i była wyższa od ubiegłorocznej o 15 proc.

Wartość sprzedaży towarów na rynku modowym Grupy Redan w sierpniu 2014 r. wyniosła 21,3 mln zł i była wyższa o 2,2 proc. od osiągniętej w sierpniu 2013r. Sprzedaż po 8 miesiącach br. wyniosła 141,0 mln zł, co oznacza taki sam poziom, jak w analogicznym okresie roku poprzedzającego.

Powierzchnia całej sieci GK Redan na koniec sierpnia wyniosła 104,2 tys. mkw., co oznacza wzrost o 4 proc. w odniesieniu do sierpnia 2013.

Sieć Textilmarket na koniec sierpnia składała się z 299 sklepów własnych o łącznej powierzchni 64,3 tys. mkw., o ponad 5 proc. wyższej niż na koniec sierpnia 2013, a punkty handlowe działające w sieci sprzedaży marek Top Secret, Troll i DryWash na koniec sierpnia 2014 r. miały łączną powierzchnię 39,9 tys. mkw., tj. były na poziomie o niecałe 2 proc. wyższym niż w sierpniu 2013.

Sprzedaż towarów Grupy Redan poprzez sklepy internetowe w sierpniu 2014 r. osiągnęła poziom 2,6 mln zł i wzrosła o 19,3 proc. w porównaniu do sierpnia 2013. W ujęciu narastającym za 8 miesięcy 2014 r. sprzedaż w kanale e-commerce wyniosła 19,4 mln zł i wzrosła o ponad 11 proc. rdr.

Silny wzrost niemieckiej produkcji przemysłowej w lipcu 2014

Produkcja przemysłowa w Niemczech, po skorygowaniu o wpływ czynników sezonowych  wzrosła w lipcu 2014 roku o 1,9 proc. w porównaniu z czerwcem – podał Federalny Urząd Statystyczny.

W czerwcu 2014 produkcja przemysłowa także wzrosła w porównaniu do poprzedniego miesiąca, ale zaledwie o 0,4 proc. (po korekcie, pierwotnie podawano +0,3 proc.).

Najwyższy wzrost odnotowali producenci dóbr inwestycyjnych, których produkcja była wyższa o  5,0 proc. Produkcja w budownictwie wzrosła o 1,7 proc. Produkcja dóbr pośrednich o 0,8 proc, a dóbr konsumpcyjnych – o 0,1 proc. Produkcja energii spadła w lipcu 2014 o 3,7 proc.

Lipcowy wzrost produkcji w Niemczech był najwyższy od ponad dwóch lat i znacznie przekroczył oczekiwania rynku. Analitycy oczekiwali średnio, że wzrost będzie na poziomie 0,3 proc.

W ujęciu rocznym produkcja wzrosła o 2,5 proc.

Vistal Gdynia z najtańszą ofertą na budowę mostu w Malborku

0

Spółka podała w komunikacie, że jej oferta o wartości 67,3 mln zł brutto na budowę mostu w Malborku okazała się najtańsza.

Zarząd Vistal Gdynia poinformował w komunikacie, że 4 września 2014 r. miało miejsce otwarcie kopert w ramach przetargu ogłoszonego przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Gdańsku na budowę mostu przez rzekę Nogat w Malborku wraz z dojazdami w ciągu drogi krajowej nr 22 i 55. Cena zaoferowana przez Vistal, czyli 67,3 mln zł brutto, okazała się być najniższa spośród zaoferowanych w ramach przedmiotowego przetargu, natomiast kryterium oceny ofert jest najniższa cena – podaje spółka.

Zadanie obejmuje budowę mostu na Nogacie o długości 178,8 m oraz rozbudowę istniejącego układu drogowego do dwóch jezdni na odcinku od skrzyżowania z ul. Tczewską do Pl. Słowiańskiego. Zamawiający – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przeznaczyła na sfinansowanie inwestycji nie więcej niż 72 472 129,27 zł. Na budowę mostu w Malborku w ciągu dróg krajowych 22 i 55 jedenaście ofert.

NIK o podatku PIT za sprzedaż nieruchomości w woj. kujawsko–pomorskim

Urzędy Skarbowe sprawdziły niemal wszystkie deklaracje podatkowe złożone w związku ze sprzedażą nieruchomości. Niestety niejednokrotnie dochodziło do nierównego traktowania podatników znajdujących się w takiej samej sytuacji faktyczno-prawnej, urzędy pobierały podatki od zobowiązań przedawnionych oraz niezasadnie kwestionowały prawo podatników do zwolnienia z podatku. Część urzędów skarbowych podejmowała weryfikację deklaracji podatkowych i aktów notarialnych w ostatniej chwili, czyli w roku przedawnienia zobowiązania. W konsekwencji podatnicy musieli nieraz płacić dwukrotnie wyższe odsetki, niż gdyby skarbówka podjęła działania we wcześniejszym terminie.

Zapoczątkowany w 2006 r. wzrost cen nieruchomości spowodował, że zakup mieszkań zaczęto traktować jako inwestycję o krótkim okresie zwrotu. Na rynku pojawiły się próby zarobkowania na różnicy pomiędzy niedowartościowaniem i przewartościowaniem nieruchomości. Kontrola pokazała, że urzędy skarbowe szczególnie często weryfikowały przychody ze sprzedaży nieruchomości oraz związane z nimi zwolnienia podatkowe.
W latach 2009-2013 (I półrocze) jedna czwarta takich weryfikacji zakończyła się stwierdzeniem zaniżenia zobowiązań podatkowych. W ten sposób dodatkowo wymierzono 16 mln zł podatku, co stanowiło 67 proc. ustaleń wszystkich urzędów w województwie z tytułu podatku PIT przy sprzedaży nieruchomości.

Zastrzeżenia NIK budzi jednak sposób, w jaki organy podatkowe osiągają taką skuteczność. Kontrola wykazała, że urzędy skarbowe:

  • podejmowały czynności sprawdzające i postępowania podatkowe w roku przedawnienia zobowiązania podatkowego (5 rok), co skutkowało istotnym wzrostem przypisanych podatnikowi odsetek za zwłokę. Zdarzało się, że naliczano nawet dwukrotnie wyższe odsetki, niż gdyby czynności te podjęto we wcześniejszym terminie. Działo się tak głównie w dużych urzędach skarbowych, w których złożono większość deklaracji związanych ze sprzedażą nieruchomości. NIK ustaliła, że ponad połowa skontrolowanych urzędów skarbowych podejmowała czynności sprawdzające dopiero w roku przedawnienia zobowiązania podatkowego i stanowiły one od 33 do 56 proc. ogółu czynności. W efekcie z powodu opóźnień budżet państwa stracił 462 tys. zł. Zdaniem NIK konieczne jest zorganizowanie pracy w urzędach skarbowych w sposób umożliwiający bieżącą weryfikację rozliczeń podatników i przekazywanie informacji między urzędami, a także ograniczenie do minimum spraw rozpatrywanych w roku przedawnienia zobowiązania podatkowego;
  • nierówno traktowały podatników znajdujących się w tej samej sytuacji faktyczno-prawnej. Zmiany wykładni przepisów prawa powodowały, że ocena stanu faktycznego i prawnego dokonywana przez urząd skarbowy była zależna od czasu podjęcia weryfikacji. Tym samym część podatników została opodatkowana, a kolejni znajdujący się w takiej samej sytuacji już nie. Ponadto urzędy skarbowe nie informowały o zmianie stosowanej wykładni, pozostawiając kwestie ewentualnych korekt rozliczenia samemu podatnikowi;
  • pobierały podatki od zobowiązań przedawnionych oraz niezasadnie kwestionowały prawo podatników do zwolnienia z podatku. Cztery ze skontrolowanych urzędów skarbowych prowadziły czynności sprawdzające i postępowania podatkowe dotyczące zobowiązań, dla których upłynął 5-letni termin przedawnienia. Wynikało to z faktu, że opierały się na niewłaściwej wykładni przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. W efekcie stwierdzono zaniżenie podatku o łącznej kwocie 466 tys. zł. Podatnicy częściowo uiścili stwierdzone uszczuplenia;
  • skupiały się wyłącznie na przypadkach, gdy analizy wstępne wskazywały na uszczuplenie należności budżetowych. Z reguły nie prowadzono czynności sprawdzających z udziałem podatników, którzy prawdopodobnie zawyżyli zadeklarowany podatek;
  • nie dokonywały samodzielnej korekty drobnych błędów i pomyłek rachunkowych w zeznaniach podatkowych. Zamiast tego wzywano podatnika do skorygowania zeznania, choć od 2005 r. funkcjonują rozwiązania, które ograniczają konieczność osobistych kontaktów podatnika z urzędem skarbowym.

Izba zwraca również uwagę, że cześć nieprawidłowości ma charakter organizacyjny:

  • brakuje spójnego i skutecznego systemu informatycznego służącego m.in. gromadzeniu i wymianie informacji o sprzedaży nieruchomości. Ograniczenia elektronicznej, lokalnej bazy powodowały, że część danych była pomijana przy dokonywanych analizach;
  • źle funkcjonuje wymiana informacji pomiędzy urzędami, w efekcie dochodzi do opóźnień, które sięgają nawet 4 lat.

Ponieważ stwierdzone nieprawidłowości mają istotny wpływ na jakość obsługi i prawa podatników, Prezes NIK wystąpił do Ministra Finansów o sprawdzenie powyższych kwestii w całym kraju. Ponadto NIK wystąpiła do Dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy o podjęcie działań mających na celu ujednolicenie procedury przesyłania i analizowania informacji o transakcjach zbycia nieruchomości oraz usprawnienie komunikacji pomiędzy podległymi urzędami skarbowymi.

P. Szeliga (Grupa Boryszew): Druga połowa 2014 r. będzie dużo lepsza od pierwszej. Pracujemy nad trzykrotnym wzrostem rentowności w segmencie automotive

CEO Magazyn Polska

Mimo kolejnych negatywnych sygnałów z polskiej i europejskiej gospodarki Grupa Boryszew spodziewa się, że w drugiej połowie 2014 r. osiągnie lepsze wyniki niż w pierwszej. Spółka redukuje koszty i pozyskuje nowych klientów, co ma zwiększyć rentowność w segmencie motoryzacyjnym z 2-3 do 10 proc.  

Tradycyjnie III i IV kwartał bywają nieco gorsze z tego względu, że w III kwartale duża część Europy Zachodniej, w tym motoryzacja, nie pracuje, z kolei w IV kwartale mamy typowo słaby grudzień. Natomiast myślę, że ten rok będzie należał do wyjątkowych i widzę ogromną szansę na to, że drugie półrocze będzie nawet nie trochę, lecz istotnie lepsze od pierwszego – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Szeliga, prezes zarządu Grupy Boryszew.

W pierwszej połowie 2014 r. Grupa Boryszew odnotowała 36,4 mln zł skonsolidowanego zysku netto wobec 3,64 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły w tym okresie z 2115,81 mln zł do 2122,61 mln zł. Poprawa wyników w pierwszym półroczu 2014 r. to przede wszystkim efekt wzrostu przychodów w segmencie automotive, które zwiększyły się o 115 mln zł do 913 mln zł w ujęciu rocznym.

Zdecydowanie nasze wyniki są bardziej pochodną programów restrukturyzacyjnych, czyli elementów wewnętrznych niż zewnętrznych. Oczywiście łatwiej się realizuje dobre wyniki, jeżeli otoczenie pomaga. Natomiast nie widzimy tutaj żadnych zagrożeń w segmentach budowlanym, elektrotechnicznym, motoryzacja też ma się lepiej niż w ubiegłych latach czy miesiącach. Sądzę, że otoczenie będzie nam sprzyjać – uważa Szeliga.

Sierpniowe odczyty indeksów PMI dla Polski oraz części państw strefy euro wskazują jednak na spadek aktywności gospodarczej w przemyśle. PMI dla polskiego sektora przemysłowego obniżył się z 49,4 pkt w lipcu do 49 w sierpniu. W strefie euro analogiczny wskaźnik wyniósł 50,7 pkt, najmniej od 14 miesięcy. Analitycy zwracają uwagę zwłaszcza na spadek wskaźnika PMI poniżej granicy 50 pkt we Włoszech (49,9 pkt) oraz bardzo słaby odczyt we Francji (46,9 pkt).

Choć Grupa Boryszew prowadzi działalność w 8 krajach i na 3 kontynentach, to jedynie 2,86 proc. przychodów ze sprzedaży przypadło w okresie styczeń-czerwiec 2014 r. na rynki pozaeuropejskie – wynika ze sprawozdania finansowego spółki. Przemysłowy koncern widzi jednak dużą przestrzeń do poprawy wyników finansowych poprzez zwiększenie rentowności, zwłaszcza w segmencie motoryzacyjnym.

Dzisiejsza rentowność jest na poziomie 2-3 proc. Za trzy lata chcemy, żeby przekroczyła 10 proc., to jest nasz podstawowy cel. Zmniejszamy koszty, jeszcze mocniej walczymy o przychody, wdrażamy nowe projekty, pozyskujemy nowe zamówienia i poszerzamy gamę klientów. Już dzisiaj grupa Volkswagen nie jest dla nas tak istotna, jak była jeszcze dwa lata temu – wskazuje prezes Boryszewa.

Piotr Szeliga dodaje, że od kilku miesięcy klientem Grupy jest także BMW, który będzie źródłem zamówień zarówno w Europie, jak i Chinach. Boryszew liczy na to, że zakład produkcyjny w Chinach będzie się rozwijał także dzięki zamówieniom ze strony Jaguara i Land Rovera. Zarząd spółki nie obawia się jednocześnie ewentualnego spadku cen metali na światowych rynkach, ponieważ – zdaniem Szeligi – nie jest to czynnik istotny dla Boryszewa.

Jesteśmy tylko przetwórcą, kupujemy aluminium, miedź, a potem przetwarzamy, sprzedajemy ten produkt i staramy się zawsze, żeby cena finalna odzwierciedlała koszt zakupu. Jedynym wyjątkiem tutaj jest Baterpol, czyli producent ołowiu, którego notowania na giełdzie mają znaczenie. Od kilku tygodni ołów przekracza cenę 2 tys. dolarów, osiągając nawet  poziom 2,2 tys. Nie sądzę, żeby miało dziać się coś złego – uważa Piotr Szeliga.

Polska w G20? Jesteśmy ważni systemowo, ale musimy zacząć myśleć bardziej globalnie

Szansą na zwiększenie globalnego znaczenia Polski jest rosnąca otwartość naszej gospodarki, której towarzyszy zdobywanie udziałów rynkowych zarówno w krajach sąsiedzkich, jak i poza najbliższym otoczeniem. O tym czy Polska ma szansę dołączyć do G20, dyskutowali uczestnicy panelu „Polska w G20? Kryteria wyboru krajów ważnych systemowo”, który odbył się 3 września podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy – Zdroju.

W dyskusji uczestniczyła Mamta Murthi, Dyrektor Regionalna Banku Światowego w Europie Środkowej i krajach bałtyckich, Europie i Azji Centralnej, James Roaf, stały przedstawiciel Międzynarodowego Funduszu Walutowego na Europę Centralną i Wschodnią, Ludwik Kotecki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów. Panel poprowadził Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska.

Coraz więcej powiązań

– Gospodarki poszczególnych krajów coraz bardziej się integrują. Rośnie wymiana handlowa. Na przykład w Polsce, od początku transformacji, procentowa wielkość wymiany handlowej w relacji do PKB podwoiła się. A ponieważ gospodarki są coraz bardziej współzależne istnieje konieczność koordynacji polityk prowadzonych przez poszczególne kraje – wyjaśnił Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska. – Grupa G20 powstała w 1999 roku w sytuacji kryzysu azjatyckiego. Jej celem jest koordynacja polityki gospodarczej, ale też dbanie o bezpieczeństwo i stabilność gospodarczą z perspektywy globalnej. Kraje, które są członkami G20 są uznawane za ważne systemowo, ale nie ma klarownych kryteriów weryfikujących skład tego grona. Brak formalnych kryteriów obniża legitymizację działań G20 i tworzy ryzyko niedopasowania składu Grupy do zmieniających się uwarunkowań w gospodarce globalnej – dodał Jacek Kędzior.

Aby sprawdzić znaczenie Polski na arenie międzynarodowej, firma doradcza EY przeprowadziła analizę interakcji między krajami w trzech wymiarach: handlu zagranicznego, inwestycji, a także współpracy instytucjonalnej. – Polska odgrywa bardzo istotną rolę w Europie. Potwierdza to siła powiązań z naszymi partnerami w regionie. Tylko gospodarka włoska okazuje się silniej powiązana pod kątem gospodarczym i instytucjonalnym z Europą niż Polska. W przypadku Niemiec, czy Francji – siła powiązań wynika z ich kontaktów z gospodarkami spoza Europy. Polska należy do grupy „20” krajów najczęściej identyfikowanych jako najważniejsze systemowo gospodarki na świecie i w związku z tym mogłaby pełnić rolę reprezentanta Europy Środkowo-Wschodniej w grupie G20. – tłumaczył w prezentacji wprowadzającej Marek Rozkrut, Partner, Główny Ekonomista EY.

Polska gotowa na G20?

Zdaniem Jamesa Roafa, stałego przedstawiciela MFW na Europę Centralną i Wschodnią, G20 jako forum międzynarodowe ma potencjał. Zawsze znajdą się kraje, które będą chciały dołączyć do tej grupy i na pewno czeka nas ciekawa dyskusja o tym, kto może w przyszłości do niej dołączyć. Jego zdaniem Polska byłaby ciekawym członkiem z uwagi na inną perspektywę geopolityczną i doświadczenia transformacji. Póki co jesteśmy jednak skoncentrowani na Europie, a powinniśmy myśleć bardziej globalnie. Pozostaje pytanie, czy uczestnictwo w G20 jest nam w tym momencie niezbędne? Ludwik Kotecki, główny ekonomista Ministerstwa Finansów, zauważył że Polska w 2011 roku, w trakcie trwania prezydencji naszego kraju w Radzie UE, przez około sześć miesięcy aktywnie uczestniczyła w pracach G20.. Obecnie, po kryzysie, siła oddziaływania grupy nieco się zmniejszyła. Nadal jest to jednak ważne forum wymiany poglądów i kreowania inicjatyw. Dyskusja o naszym członkostwie jest istotna, jednak brak wyraźnych kryteriów może być tutaj przeszkodą.

Jacek Kędzior zauważył, że od grudnia Donald Tusk będzie uczestniczył w pracach G20 jako Przewodniczący Rady Europejskiej. Zdaniem Ludwika Koteckiego, siła Polski systematycznie rośnie i będzie nas przybliżać do uczestnictwa w pracach Grupy. Jego zdaniem przykład wyboru szefa Rady Europejskiej pokazuje, że jesteśmy na fali wznoszącej. Europa jest dziś silnie reprezentowana w G20, ale już region Europy Środkowo-Wschodniej – nie. Z kolei są kraje – takie jak Singapur, czy Malezja – które też mogą się starać o przyjęcie do Grupy.

Udział eksportu.jpg

Globalne myślenie

Mamta Murthi, Dyrektor Regionalna z Banku Światowego zwróciła uwagę na kwestię zamożności Polski. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego, pod względem PKB jesteśmy obecnie na 22. miejscu na świecie, natomiast pod względem populacji na 34. pozycji. Jej zdaniem postęp, jaki dokonał się w naszym kraju przez ostatnie ćwierć wieku, jest bezsprzeczny. To, co powinna teraz zrobić Polska, to zacząć zabierać głos w tematach ważnych globalnie – takich, jak zmiany klimatu, polityka energetyczna, czy kwestie dotyczące Afryki. Nasz udział w światowej pomocy jest ciągle bardzo niewielki. Dzielenie się dobrymi praktykami w zakresie poprawy systemu edukacji, stabilności sektora finansów publicznych, czy reformy emerytalnej mogłoby dodatkowo wzmocnić pozycję Polski na forum międzynarodowym. Ludwik Kotecki dodał, że Polaków jest relatywnie mało w międzynarodowych organizacjach. Warto zadbać o to, by wysyłać ekspertów z kraju, tak, by mogli dzielić się doświadczeniami w zakresie transformacji, czy walki z kryzysem.

Dyskusję podsumował Jacek Kędzior nawiązując do tematu zeszłorocznego panelu w Krynicy. Jego zdaniem siła gospodarki ma kluczowe znaczenie. Dotychczasowy wzrost gospodarczy Polska zawdzięczała w dużej mierze niskim kosztom pracy, czy bezpośrednim inwestycjom zagranicznym. To, na czym teraz powinniśmy się skupić, to poszukiwanie źródeł wzrostu w przyszłości. Tutaj będą się liczyć trzy rzeczy: innowacyjność, wychodzenie na rynki globalne przez polskie firmy, a także kwestia otwartości na nowe kierunki inwestycyjne.

BM Reflex: paliwa w hurcie drożeją, na stacjach koniec ze spadkami cen

Ceny najpopularniejszej benzyny Pb95 i oleju napędowego w ubiegłym tygodniu lekko spadły, ale zdaniem analityków BM Reflex to już koniec obniżek. Kierowcy mogą spodziewać się stabilizacji cen, a w drugiej połowie września mogą zacząć się podwyżki.

Średnia cena benzyny PB95 w czwartek wynosiła 5,34 zł/l i była o 2 gr niższa niż tydzień wcześniej. Nie zmieniła się cena mniej popularnej benzyny Pb98 (5,61 zł/l). Olej napędowy i gaz LPG potaniały o 1 gr do odpowiednio 5,23 zł/ i 2,65 zł/l. Najwyższe ceny były w województwie lubuskim, a najniższe – w dolnośląskim. Podwyżki cen (z wyjątkiem gazu LPG) odnotowano w województwach śląskim oraz podkarpackim.

Ten spadek średniej ceny jest wynikiem tego, że w większości województw ceny jeszcze spadały – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Urszula Cieślak, dyrektor marketingu BM Reflex. – Jednak to już koniec obniżek cen na stacjach. Ceny benzyny i oleju napędowego w hurcie rosną od dwóch tygodni, w tym czasie poszły w górę o 5 groszy na litrze.

Zdaniem Urszuli Cieślak na droższe paliwa w hurcie ma wpływ przede wszystkim osłabiający się do dolara złoty, bo ceny ropy pozostają stabilne. W ciągu trzech miesięcy dolar podrożał o ponad 20 groszy i w piątek rano płacono za niego 3,2355 zł. Czwartkowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego o obniżce stóp jeszcze wzmocniła dolara, osłabiając do niego i euro, i złotego.

Ten wzrost cen hurtowych spowoduje zahamowanie spadków cen benzyny i oleju napędowego na stacjach benzynowych – uważa Urszula Cieślak. – W drugiej połowie września możemy się spodziewać nawet podwyżek. Natomiast ceny gazu powinny się ustabilizować po podwyżkach, z którymi mieliśmy do czynienia w poprzednich tygodniach.

M. Zawisza (PGNiG): Polsce nie zabraknie gazu, jeśli Rosja wstrzyma tranzyt przez Ukrainę

CEO Magazyn Polska

W poniedziałek podczas szczytu krajów Partnerstwa Wschodniego unijny komisarz ds. energetyki będzie rozmawiać z ukraińskim ministrem w sprawie ustalenia kolejnej daty i miejsca trójstronnych konsultacji między Rosją, UE i Ukrainą na temat cen i dostaw surowca. Rząd w Kijowie ostrzegł pod koniec sierpnia, że Rosja planuje także wstrzymać tranzyt gazu do państw UE przez terytorium Ukrainy. Zdaniem prezesa PGNiG Polska nie musi się obawiać takiego scenariusza, bo ma możliwość importu gazu z kilku kierunków, a dodatkowo zgromadziła wysokie zapasy tego paliwa.

Gdybyśmy mieli jakiekolwiek problemy z dostawą przez odcinek ukraiński, to zawsze mamy możliwość przekierowania tranzytu przez Białoruś, czyli przez Wysokoje. Mamy jeszcze możliwość rewersów zachodnich, czyli na granicy z Niemcami i na granicy z Czechami. Do tego dochodzi wydobycie krajowe, niebagatelna ilość gazu, bo ponad 4 mld metrów sześciennych rocznie, i oczywiście magazyny, które są praktycznie w pełne. Możemy zatem spać spokojnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mariusz Zawisza, prezes zarządu spółki Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.

Obawy dotyczące dostaw rosyjskiego gazu do UE wzrosły po niedawnej wypowiedzi premiera Ukrainy Arsenija Jaceniuka, którego zdaniem Kreml planuje całkowicie wstrzymać tranzyt surowca przez Ukrainę. Rosyjskie władze zaprzeczyły, że planują wstrzymać dostawy także do państw UE. W połowie czerwca Moskwa wstrzymała dostawy gazu na Ukrainę, ponieważ obie strony nie doszły do porozumienia w sprawie ceny surowca oraz wysokości zadłużenia z tytułu wcześniejszych dostaw.

Chęć renegocjacji ceny gazu z Gazpromem ogłosił także 2 września br. prezes PGNiG. Mimo wynegocjowanej pod koniec 2012 r. obniżki ceny gazu w wysokości 10-15 proc. (dokładna cena jest tajemnicą handlową) Polska wciąż należy do państw, którym Gazprom nalicza największe stawki. Zawisza mówił dziennikarzom w czasie Forum Ekonomicznego w Krynicy, że liczy na uzyskanie większej obniżki niż poprzednio.

Pozycja negocjacyjna Polski znacząco wzmocni się jednak dopiero po oddaniu do użytku gazoportu w Świnoujściu. Z powodu opóźnień w budowie ma być on gotowy dopiero w przyszłym roku. PGNiG już teraz analizuje możliwość importu gazu LNG m.in. z USA, choć niewiadomą w tej kwestii są także dalekie od zakończenia rozmowy o strefie wolnego handlu USA-UE.

Jesteśmy na etapie analizowania tych rynków i badania szans importu gazu z łupków do Polski, również poprzez gazoport – mówi Mariusz Zawisza.

W ocenie prezesa PGNiG wnioski z tych analiz zostaną przedstawione na przełomie 2014 i 2015 r. Spółka koncentruje się obecnie także na zmianach w strukturze korporacyjnej oraz programie oszczędnościowym, który ma przynieść 800 mln zł oszczędności, począwszy od 2016 r.

 Zmiany te związane są z budową ładu korporacyjnego, i tu jesteśmy już na zaawansowanym etapie, oraz z programem poprawy efektywności, na który składa się kilka inicjatyw. Jesteśmy w trakcie formowania w detalach kart tych inicjatyw, a za chwilę przejdziemy do fazy ich wdrażania – zapowiada prezes PGNiG.

W. Kosiniak-Kamysz: System emerytalny wymaga zmian. Priorytetem jest oskładkowanie umów-zleceń i promocja umów o pracę

CEO Magazyn Polska

Sejm pracuje nad ustawą, która ma zapobiec niepłaceniu przez pracodawców składek z umów-zleceń. W planach rządu jest także zwiększenie udziału umów o pracę, m.in. przez zmiany w prawie zamówień publicznych. Po ograniczeniu roli OFE rząd szuka dodatkowych wpływów do państwowego systemu emerytalnego, który w 2015 r. zanotuje deficyt w wysokości od 61 mld zł do blisko 75 mld zł.

System emerytalny to organizm, który wymaga ciągłych zmian, ciągle ewoluuje. Na pewno gwarancja państwa jest rzeczą podstawową w funkcjonowaniu systemu emerytalnego. Gwarancja minimalnej emerytury, dożywotności jej wypłacania, waloryzacje emerytury i rent – to są fundamenty, które pozostaną niezmienne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej.

Zmiany w OFE to nie jedyne ważne zmiany w systemie emerytalnym, jakie miały miejsce w ostatnim czasie i będą miały pod rządami koalicji PO-PSL. Pod koniec sierpnia premier Donald Tusk zapowiedział m.in. zwiększenie waloryzacji najniższych rent i emerytur w 2015 r. Minimalna podwyżka miałaby wynieść 36 zł i – według Tuska – byłoby to rozwiązanie zgodne z Konstytucją.

Według ministra pracy i polityki społecznej konieczność ciągłego reformowania systemu ubezpieczeń emerytalnych jest efektem postępujących zmian demograficznych oraz przemian na rynku pracy. Obecnie rząd pracuje nad oskładkowaniem tzw. zbiegu umów-zleceń (w przypadku kilku umów-zleceń dla jednego pracownika składka jest odprowadzana tylko od jednej, zwykle z najniższym wynagrodzeniem) oraz wynagrodzenia członków rad nadzorczych. W planach Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej jest również promowanie umów o pracę m.in. poprzez regulacje dotyczące zamówień publicznych.

Te rozwiązania mają zmniejszyć deficyt w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, który w 2015 r. może sięgnąć od 61,58 mld zł do 74,92 mld zł – wynika z prognozy ZUS z 2013 r. Niedobór w FUS wymagałby zatem wsparcia ze strony budżetu państwa w wysokości 3,3–4,2 proc. PKB.

Od 1999 roku sytuacja jest stabilna, czyli cały czas zbierane składki pokrywają ponad 60 proc. Pozostałe ponad 30 proc. jest uzupełniane z dotacji. To wynika z wielkości składek i wielkości płaconych świadczeń. Prognozuje się, że tak sytuacja będzie istniała przez najbliższe 50 lat. Stała dopłata z budżetu wynika z tego, że wiele osób żyje dłużej – ocenia Zbigniew Derdziuk, prezes ZUS.

Wydłużenie średniego okresu życia Polek i Polaków to jeden z sukcesów 25 lat okresu transformacji, choć wymaga to wyższych wydatków na zabezpieczenie emerytalne – podkreśla Derdziuk. Jego zdaniem potrzebne jest dalsze wzmacnianie społecznego zaufania do państwowego systemu emerytalnego, gdyż może to ograniczyć zjawisko unikania płacenia składek ZUS.

Gdybyśmy podnieśli składki, to jeszcze więcej osób przeszłoby na umowy-zlecenia albo wykorzystywałoby różne inne konstrukcje prawne, które nie zawsze skutecznie pozwalają ograniczyć możliwość płacenia składek – podkreśla prezes ZUS. – System emerytalny ma wymiar zbiorowy, czyli  pracujący płacą składki i utrzymują tych, którzy korzystają ze świadczeń. Musimy jeszcze zbudować zaufanie, że system emerytur i zabezpieczania społecznego są częścią sytemu finansowego państwa, które gwarantuje właśnie przez wypłatę świadczeń i dotacje niezakłócone od 80 lat bezpieczeństwo socjalne naszych obywateli – podsumowuje.

Śląscy naukowcy przyczynią się do rozwoju przemysłu obronnego

CEO Magazyn Polska

Uniwersytet Śląski i Polski Holding Obronny podpisały list intencyjny w sprawie współpracy. Obie strony chcą wspólnie działać na rzecz rozwoju nowoczesnych technologii dla wojska. PHO liczy na to, że dzięki cywilnej uczelnia zostaną one wykorzystane także w życiu codziennym.

Chcemy wykorzystać potencjał uczelni do konstruowania jak najbardziej innowacyjnych rozwiązań, które w przyszłości mają służyć opracowaniu dla polskich sił zbrojnych wysoce zaawansowanego sprzętu ‒ podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Idzik, prezes zarządu Polskiego Holdingu Obronnego.

Dla Uniwersytetu Śląskiego taka współpraca będzie polegać nie tylko na wykonywaniu zleceń przemysłu zbrojeniowego, lecz także na realizacji takich potrzeb, których w tym momencie jeszcze ani Polski Holding Obronny, ani uczelnia nie dostrzega.

Współpraca nauki z każdym przemysłem, w tym przypadku obronnym, polega na tym, żeby nie tylko powielać to, co już wiemy, lecz także wymyślać rzeczy, o których jeszcze nie wiemy. Na tym polega innowacyjność badań naukowych ‒ mówi prof. zw. dr hab. Wiesław Banyś, rektor Uniwersytetu Śląskiego.

W praktyce, jak podkreśla, możliwości współpracy są nieograniczone. Na rzecz wojska mogą pracować zarówno twórcy nowych materiałów, z których powstawać będzie wyposażenie dla armii, jak i specjaliści od analiz.

Tylko od nas będzie zależało, jak możemy to wykorzystać ‒ zaznacza prof. Banyś. ‒ Od nawigacji kosmicznej po nanotechnologię, od elementów radarowych systemów wizyjnych po np. wnioskowanie na polu walki w przypadku nie do końca konkretnej informacji, a więc rozumowanie na zbiorach rozmytych.

Wkład uczelni to potencjał intelektualny naukowców, wkład przemysłu ‒ to po pierwsze zapotrzebowanie, a po drugie pieniądze. Prowadząc badania naukowe, trzeba mieć na uwadze przyszłe ich wdrożenie. Obie strony porozumienia podkreślają, że będą koncentrować się nie tylko na zastosowaniu militarnym, ale na tzw. dual use, czyli podwójnym zastosowaniu technologii.

Procesy badawcze, które nasze uczelnie realizują, mają szanse stworzenia nie tylko produktu innowacyjnego, lecz także produktu podwójnego zastosowania. Mam tu na myśli cywilne zastosowanie ‒ zaznacza Marcin Idzik. ‒ Kto lepiej niż uczelnia cywilna jest w stanie to zrealizować? ‒ dodaje.

Umowa Polskiego Holdingu Obronnego z Uniwersytetem Śląskim nie jest jedyną, jaką z uczelniami zawarł przemysł zbrojeniowy. Na rzecz obronności działa już m.in. Politechnika Warszawska i Śląska oraz Wojskowa Akademia Techniczna.

Mamy tak ogromne możliwości  z jednej strony PHO, z drugiej strony nasz uniwersytet i inne uczelnie  że zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby zmodernizować polską armię i żeby bardzo nowatorsko podejść do wszystkich rozwiązań, jakie są tylko możliwe ‒ deklaruje rektor Uniwersytetu Śląskiego.

W skład Polskiego Holdingu Obronnego wchodzi 19 spółek polskiego przemysłu obronnego o specjalnościach amunicyjno-rakietowych, radarowych, optoelektronicznych oraz pojazdów pancernych. Docelowo Holding ma wejść do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, która stanie się główny polskim dostawcą nowoczesnego uzbrojenia dla Sił Zbrojnych RP. Do roku 2022 Ministerstwo Obrony Narodowej zamierza na modernizację armii wydać blisko 130 mld zł.

D. Sierakowska (DM BOŚ): Złoto, srebro i miedź bez szans na wzrosty w najbliższym czasie

CEO Magazyn Polska

Koniunktura na rynku złota jest tak słaba, że notowania metalu praktycznie nie zareagowały na silny wzrost napięcia geopolitycznego w Europie i na Bliskim Wschodzie. Wysoka produkcja i obawy o stan gospodarki światowej uniemożliwiają odbicie cen także w przypadku srebra i miedzi. Dodatkowym negatywnym czynnikiem dla surowców jest umacniający się dolar.

Notowania złota, podobnie jak notowania ropy naftowej, znajdują się pod presją podaży. Wynika to ze słabego popytu na złoto fizyczne w Azji. Chiny czy Indie notują w ostatnich miesiącach minimalne wielkości dotyczące popytu. Być może wynika to w pewnym stopniu z faktu, że już w ubiegłym roku po tak dynamicznych spadkach Chińczycy w dużej mierze zaopatrzyli się w złoto, co i tak nie przyczyniło się do znacznych wzrostów cen tego metalu. Z kolei w Indiach kupującym cały czas szkodzi wysokie cło importowe na złoto, które w oczywisty sposób hamuje popyt – mówi agencji informacyjnej Newseria Dorota Sierakowska, analityk Domu Maklerskiego BOŚ SA.

W ciągu ostatniego roku kontrakty terminowe na złoto potaniały o niemal 9 proc. i obecnie są na poziomie ok. 1270 dolarów za uncję. W stosunku do lokalnego szczytu z września 2012 r., kiedy cena kontraktów sięgała 1771 dolarów za uncję, spadek sięga ponad 28 proc. Choć od początku 2014 r. notowania kruszcu stabilizują się w bezpiecznej odległości od kluczowego poziomu 1200 dolarów, to analitycy nie spodziewają się w najbliższym czasie odwrócenia trendu.

Obok realnego popytu wzrostom cen złota nie sprzyja obecnie polityka Rezerwy Federalnej, która umacnia notowania dolara. Ten efekt może być jeszcze silniejszy, jeśli Fed zdecyduje się wcześniej rozpocząć podwyżki stóp procentowych lub ich skala będzie wyższa od oczekiwań inwestorów. Amerykańską walutę umacniają dodatkowo deprecjonujące euro działania Europejskiego Banku Centralnego. Czwartkowa obniżka stóp procentowych zepchnęła notowania euro do dolara poniżej granicy 1,30.

Silny dolar sprawia, że złoto przestaje być atrakcyjną inwestycją zabezpieczającą przed inflacją. A więc inwestorzy odwracają się w takich sytuacjach od złota, poszukując lepszych sposobów na ulokowanie swojego kapitału – tłumaczy Sierakowska.

Inflacja w USA jest teraz na dość niskim poziomie 2 proc., z kolei strefa euro jest blisko deflacji (0,3 proc. inflacji w sierpniu). Notowaniom złota nie pomaga także rosnące ryzyko geopolityczne, którego źródłem jest polityka Rosji oraz destabilizacja na Bliskim Wschodzie. Niski popyt na złoto przekłada się także na kiepską koniunkturę na rynku srebra.

Kiedy notowania złota spadają, to bardzo często w przeważającej części wypadków notowania srebra podążają tuż za nimi. O ile nie zobaczymy odbicia w górę notowań złota, to nie spodziewałabym się też tego, że notowania srebra wzrosną. Raczej będą one spadać razem z żółtym metalem – uważa analityk DM BOŚ.

Niekorzystnie na ceny srebra mogą wpływać także obawy inwestorów dotyczące koniunktury na świecie. Stan gospodarek strefy euro oraz rynków wschodzących (w tym zwłaszcza Chin) jeszcze mocniej wpływa na notowania miedzi. Według Doroty Sierakowskiej czynniki fundamentalne nie sprzyjają obecnie wzrostowi cen tego metalu.

Podaż miedzi na globalnym rynku jest spora. Mamy nowe inwestycje w Ameryce Południowej, między innymi w Chile, np. inwestycja Sierra Gorda KGHM-u. Mamy również powrót do wydobycia, a przede wszystkim do eksportu miedzi w Indonezji, który to praktycznie nie istniał przez kilka miesięcy. Z kolei popyt stoi pod dużym znakiem zapytania – twierdzi Sierakowska.

J. Jankowiak: bezrobocie i unia bankowa to problemy, którymi w pierwszej kolejności będzie musiał się zająć nowy przewodniczący Rady Europejskiej

CEO Magazyn Polska

Rosnące bezrobocie w UE, reformy strukturalne w strefie euro i unia bankowa – to będą kwestie, którymi w pierwszej kolejności będzie musiał zająć się nowy przewodniczący Rady Europejskiej. Natomiast następca Donalda Tuska na stanowisku premiera nie będzie gwałtownie zmieniał kursu, a zajmie się raczej administrowaniem krajem do czasu następnych wyborów parlamentarnych w przyszłym roku – ocenia Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Obejmuje to m.in. uchwalenie i realizację budżetu na 2015 rok.

To wszystko są zagadnienia, z którymi trudno bezpośrednio łączyć rolę polskiego Prezesa Rady Ministrów – mówi Janusz Jankowiak agencji informacyjnej Newseria. – Stanowisko to musi zajmować polityk, który wykazuje się znacznie szerszymi horyzontami i myśli o całej Unii Europejskiej, a nie tylko o Polsce. W związku z tym nadzieje pokładane w tym, że „będzie coś można załatwić dla Polski”, uważam za zupełnie nieuzasadnione.

Zdaniem głównego ekonomisty PRB Donald Tusk będzie musiał w pierwszym kolejności wziąć udział w dyskusji dotyczącej tzw. paktu fiskalnego, dokumentu określającego zasady m.in. tworzenia budżetów krajowych, tempa wzrostu wydatków i wymaganej redukcji długu publicznego. Zdaniem niektórych przywódców europejskich (głównie Czech i Wielkiej Brytanii) pakt, który wszedł w życie z początkiem 2013 roku, jest zbyt rygorystyczny, jego zasady powinny zostać rozluźnione tak, by w większym stopniu uwzględniać potrzebę wzrostu gospodarczego i redukcji bezrobocia.

Myślę, że premier Tusk będzie poddany bardzo silnej presji, która już jest w tej chwili w strefie euro – przypuszcza Jankowiak. – Sprawy te dobrze już zostały omówione w gronie przywódców europejskich. Teraz nowy przewodniczący Rady Europejskiej będzie musiał się nad nimi pochylić.

Ekonomista nie spodziewa się wielkiego przełomu w polskiej polityce. Uważa, że następca Donalda Tuska zajmie się raczej administrowaniem krajem do czasu nowych wyborów parlamentarnych w przyszłym roku.

To obejmie też próbę uchwalenia i realizowania w sposób w miarę łagodny budżetu na 2015 rok, nic więcej – uważa Janusz Jankowiak. – Okres, który został do wyborów parlamentarnych, nie pozostawia zresztą zbyt dużego pola do raptownych zmian.

Projekt budżetu 4 września został przyjęty przez rząd. 15 września zajmie się nim Komisja Trójstronna. Rząd zakłada, że wzrost PKB w przyszłym roku wyniesie 3,4 proc. (wobec 3,8 proc. prognozowanych jeszcze w czerwcu). Zgodnie z założeniami dochody państwa wyniosą ponad 297,25 mld zł, a wydatki – 343,33 mld zł.

– Deficyt budżetowy w 2015 roku w wymiarze nominalnym będzie o ok. 10-12 mld zł wyższy w stosunku do tego, który będzie realizowany w tym roku. Świadczy to o tym, że nadzieje, które rząd pokłada w bardziej rygorystycznej polityce fiskalnej, zejściu z deficytem poniżej 3 proc. w relacji do PKB, łączą się głównie z tzw. samoistnym wyrastaniem z długu – zauważa Janusz Jankowiak. – Nominalny wzrost PKB pozwoli nam zmniejszyć te niekorzystne relacje, jakimi są dług i deficyt. Nie ma natomiast mowy o jakichś gwałtownych cięciach czy ostrych reformach.

Zdaniem Janusza Jankowiaka pełny rok rosyjskich sankcji i embarga może zmniejszyć o 0,6 pkt proc. dynamikę wzrostu gospodarczego.

Tyle samo doda stymulacja fiskalna w postaci powiększonego w stosunku do wykonanego w tym roku deficytu budżetowego – twierdzi Janusz Jankowiak. – Czyli w sumie sankcje zostaną zrównoważone przez luźniejszą politykę fiskalną.

Dobre perspektywy rozwoju przed rynkiem usług kurierskich. W walce o klienta firmy wprowadzają innowacyjne rozwiązania

0

CEO Magazyn Polska

Rynek e-commerce prężnie się rozwija. Eksperci spodziewają się dynamiki wzrostu na poziomie kilkudziesięciu procent. Coraz większa sprzedaż online przekłada się na coraz lepszą sytuację w branży usług kurierskich. W związku z dużą konkurencją i większymi wymaganiami klientów na rynku zaczną pojawiać się coraz tańsze i wygodniejsze rozwiązania.

Polacy coraz częściej decydują się na zakupy przez internet. Wartość rynku e-commerce wyniosła na koniec 2013 roku ponad 26 mld zł.

Dynamika wzrostu będzie dwucyfrowa. Ostrożne prognozy mówią o tym, że tempo będzie 20-30-proc., możemy się jednak spodziewać w krótkim czasie podwojenia wartości tego rynku – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jarosław Śliwa, prezes zarządu spółki Siódemka, jednej z liderów branży kurierskiej w Polsce.

Pod względem tempa wzrostu Polska jest w czołówce europejskiej, do krajów Europy Zachodniej jednak sporo jej brakuje. Na koniec 2013 roku działało 14 tys. sklepów internetowych (według badań Comarch), dla porównania w Niemczech było 100 tys., a we Francji 117 tys. e-sklepów. Jak zaznacza Śliwa, rozwój e-commerce daje duże możliwości rozwoju przede wszystkim małym i średnim firmom.

E-commerce to po pierwsze świadomość klientów, że można kupować w sieci, po drugie łatwość w dystrybucji i obsłudze logistycznej. Daje to możliwość rozwijania małego i średniego biznesu bez dużych nakładów – przekonuje Śliwa.

Rosnąć będzie zarówno liczba sklepów, jak i transakcji, a to dobra wiadomość dla rynku usług kurierskich. W ubiegłym roku przesyłki nadane przez sklepy internetowe stanowiły ponad 25 proc. rynku. Jak mówi Śliwa, sektor usług kurierskich wart jest obecnie ok. 4,5-5 mld zł.

Dzisiaj  wiele osób jest doskonale świadomych tego, czego może oczekiwać po usłudze kurierskiej. Powszechność zakupów w sieci i dostępność firm, które świadczą usługi przesyłek, ugruntowują pozycję firm kurierskich. Rośnie też świadomość konsumenta o tym, czego oczekiwać, ile zapłacić, czy jakiej usługi dodatkowej oczekiwać od firmy kurierskiej – ocenia Jarosław Śliwa.

Ze względu na dużą konkurencję firmy kurierskie wprowadzały przez ostatnie lata udogodnienia informatyczne. Dzięki temu klient może sprawdzić status przesyłki, czyli to, gdzie w danym momencie się ona znajduje i jaki jest jej przewidywany czas dostawy. Wymagania klientów rosną, chcą mieć np. możliwość zmiany miejsca dostawy już w trakcie realizacji zamówienia.

Jako firma jesteśmy przygotowani na tego typu oczekiwania. Budujemy sieć punktów obsługi klienta, mamy już 1,2 tys. takich punktów. Wkrótce zaoferujemy na rynku usługę, dzięki której klient będzie mógł wskazać sposób odbioru, przez kuriera lub w punkcie blisko swojego miejsca zamieszkania – mówi prezes Siódemki.

Jak podkreśla Śliwa, usługi kurierskie stoją na wysokim poziomie, a Polska w pewnym sensie przoduje we wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań. Klienci w Polsce, w przeciwieństwie do mieszkańców Europy Zachodniej, wciąż preferują jednak tradycyjne metody płatności.

Lubimy płacić gotówką w momencie odbioru towaru. Wynika to bardziej z przyzwyczajeń i mentalności niż z ograniczeń technicznych i braku możliwości zapłaty kartą kredytową – zaznacza Jarosław Śliwa.

Polacy nie umieją się prawidłowo relaksować

CEO Magazyn Polska

Odpoczynek Polacy rozumieją wyłącznie jako ciekawy sposób na spędzenie wolnego czasu. Zapominają tym samym o relaksie fizjologicznym. Tymczasem tylko w ten sposób można prawidłowo zadbać o kondycję psychiczną i fizyczną organizmu.

Z badań grupy Edenred wynika, że połowa Polaków cierpi z powodu stresu związanego z pracą zawodową. Przewlekły stres niekorzystnie odbija się natomiast na zdrowiu – osoby, które się z nim borykają, częściej zapadają na infekcje, co jest związane z osłabieniem układu odpornościowego. Zdaniem szwedzkich naukowców stres zwiększa także możliwość zachorowania na raka piersi. Jednym ze sposobów na walkę ze stresem jest relaks. Dla większości Polaków oznacza on wyjście do kina, uprawianie sportu lub wieczór w towarzystwie przyjaciół. Tymczasem psychologowie podkreślają wagę relaksu fizjologicznego.

 Jest to relaks, w którym mamy rozluźnione mięśnie i umysł wolny od emocji. Relaks fizjologiczny, ten związany z odprężeniem, rozluźnieniem mięśni i uwolnieniem się od emocji, to jest relaks, który osiągamy, na przykład koncentrując się na oddechu. Można, siadając wygodnie i zamykając oczy, obserwować swój oddech – mówi Iwona Kowalewski, ekspert Sita, specjalista w dziedzinie relaksu, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

Naukowcy definiują relaks fizjologiczny jako stan, w którym umysł jest wolny od emocji, wśród fal mózgowych rejestrowanych przez elektroencefalograf przeważają fale alfa o częstotliwości około 7 Hz, serce pracuje rytmicznie, ale powoli, mięśnie nie są napięte, a ciśnienie krwi jest stałe. Taki stan organizm ludzki w sposób naturalny osiąga dwa razy dziennie: tuż przed snem i zaraz po przebudzeniu.

 To są te momenty, kiedy organizm przechodzi przez pewnego rodzaju reset, jest na stand by, jak mówią niektórzy. To są momenty niezbędne dla zdrowia psychicznego i fizycznego. To jest ten relaks. I jeżeli świadomie przeznaczymy czas na tego rodzaju relaks, wtedy nasze funkcjonowanie fizyczne i intelektualne będzie na dużo wyższym poziomie – mówi Iwona Kowalewski.

Aby wprowadzić organizm w stan relaksu fizjologicznego, można stosować ćwiczenia oddechowe. Naukowcy proponują także używanie specjalnych urządzeń, które w ciągu pół minuty pomagają uzyskać stan odprężenia. Urządzenia te przetwarzają oddech człowieka na bodźce świetlne i dźwiękowe. Człowiek odbiera te bodźce i podświadomie reguluje częstotliwość i głębokość oddechu. Następuje sprzężenie zwrotne między oddechem a wrażeniami wzrokowymi i słuchowymi, co pomaga wejściu w stan głębokiego relaksu.

– Jeżeli korzystamy z takiego relaksu, jesteśmy w stanie osiągnąć dużo więcej zarówno w życiu intelektualnym, jak i w życiu emocjonalnym, ponieważ takie regularne nabieranie dystansu do siebie i do swoich czynności pozwala nam trafniej oceniać, co jest ważne. Każdy może przyznać, że osoby, które są mniej zestresowane, łatwiej podejmują decyzje, podejmują słuszne decyzje, są bardziej zadowolone z życia i ogólnie żyje im się lepiej – mówi Iwona Kowalewski.

Badania udowodniły, że w stanie głębokiego relaksu wzrasta zdolność mózgu do percepcji i zapamiętywania informacji. Relaks taki wzmacnia system odpornościowy, pomaga leczyć zaburzenia snu, ułatwia walkę z nałogami, a także zwiększa odporność na stres.

Rynek aut zabytkowych błyskawicznie rośnie

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce 900 zabytkowych aut. Eksperci podkreślają, że rosnący rynek oldtimerów przyczynia się do wzrostu całej branży motoryzacyjnej, bo powstaje coraz więcej punktów serwisowych specjalizujących się w renowacji tego typu aut. Dalszy rozwój mógłby być jeszcze szybszy, jeśli zmieniono by niektóre przepisy.

Zabytkowe auta zyskują w Polsce z roku na rok coraz większą popularność.

– Kolekcjonowanie starych aut stało się modnym hobby – zauważa Rafał Pliszka, organizator Classic Moto Show, rozpoczynającej się dziś w Krakowie wystawy zabytkowych aut i motocykli. – W ciągu ostatniej dekady odnotowaliśmy przynajmniej kilkusetprocentowy wzrost liczby rejestrowanych aut zabytkowych. Tylko w ubiegłym roku przybyło na naszych drogach 900 egzemplarzy.

Rosnąca popularność oldtimerów wpływa stymulująco na cały rynek samochodowy. Przybywa punktów serwisowych specjalizujących się w naprawie i renowacji tego typu aut, sklepów z częściami zamiennymi oraz  firm pomagających w kupnie i sprowadzaniu zabytkowych modeli z zagranicy. Powstają więc nowe miejsca pracy.

– Ten segment rynku będzie rósł – uważa Pliszka. – W Niemczech ma on spory udział w PKB całego kraju. U nas oczywiście trudno mówić o podobnej skali, ale tendencja będzie zdecydowanie wzrostowa.

Specjaliści podkreślają jednak, że rynek mógłby rozwijać się szybciej, gdyby usunięto niektóre przeszkody proceduralne. Ułatwieniem byłaby na przykład możliwość rejestrowania całej kolekcji aut zabytkowych pod jednym numerem rejestracyjnym.

– Dziś na każde auto trzeba mieć osobny dowód rejestracyjny, ubezpieczenie i dokumenty – wyjaśnia Pliszka. – W wielu krajach przepisy zezwalają, by kolekcje rejestrować pod jednym numerem. To zmniejsza koszty, które ponoszą właściciele, i ułatwia rozwijanie hobby. Tym bardziej że zazwyczaj tylko jedno auto z kolekcji jest w danym momencie na ulicy, reszta stoi w garażu.

Problemem są skomplikowane procedury związane z wywozem tego typu samochodów za granicę. Obecnie na sprzedaż poza Polską pojazdu zabytkowego potrzebne jest zezwolenie ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Polskie przepisy chroniące zabytki przed wywiezieniem za granicę pochodzą jeszcze z czasów PRL-u. Różnice w cenach pomiędzy Wschodem a Zachodem były wtedy tak wielkie, że nabywcy z państw kapitalistycznych błyskawicznie wykupiliby polskie kolekcje. Dziś eksperci podkreślają, że taka ochrona jest anachroniczna, bo Polacy za zabytkowe pojazdy płacą tyle, co kolekcjonerzy z innych państw europejskich.

– Większość z tych problemów można by dość łatwo rozwiązać – uważa Pliszka. – Wzorem mogą być przepisy obowiązujące w krajach mających mocno rozwinięty rynek aut zabytkowych. To z pewnością wpłynęłoby pozytywnie na sytuację polskich kolekcjonerów.

Chroniąc pojazdy zabytkowe przed wywozem z Polski, polskie przepisy dość niekonsekwentnie ograniczają też ich przywóz spoza państw Unii. Sprowadzając zabytkowe samochody lub zabytkowe części choćby z USA, kolekcjonerzy są zmuszani do płacenia za nie cła i VAT-u.

W rozwoju polskiego rynku aut zabytkowych duży udział mają osoby traktujące kupno samochodu jako lokatę kapitału. Wartość większości modeli w ciągu kilku lat wzrasta. Niektóre pojazdy mogą w ciągu dekady ją potroić. Za przedwojenny motocykl Podolsk, kosztujący w połowie lat 90. 20 tys. zł, dziś trzeba zapłacić grubo ponad 100 tys. zł.

– To proces niezależny od kryzysów, dewaluacji pieniądza czy zawirowań gospodarczych – mówi Pliszka. – Samochodów zabytkowych nie przybywa, ich ograniczona dostępność wpływa więc na wzrost wartości.

Większość kupowanych przez kolekcjonerów aut pochodzi z terenu Unii Europejskiej. W ubiegłym roku z krajów Wspólnoty sprowadzono do Polski ponad 1500 oldtimerów. Szczególną popularnością cieszą się dziś powojenne Mercedesy, Volkswageny i BMW. Średnia cena kupowanych aut nie przekracza w przeliczeniu 7 tys. zł, co oznacza, że do naszego kraju trafiają przede wszystkim samochody do remontu.

Konsola Xbox One od dziś dostępna na polskim rynku

CEO Magazyn Polska

Konsola Xbox One wyposażona jest w ulepszony sensor ruchowy Kinect, który pozwala sterować nią za pomocą ruchu ciała. Następczyni konsoli Xbox 360 ma ponadto dodatkowe funkcje i aplikacje, takie jak Skype, YouTube oraz aplikacje wideo. Nowy produkt zawiera szereg gier, zarówno tych przeznaczonych dla zaawansowanych, jak i tych przeznaczonych dla początkujących graczy.

Miłośnicy gier znajdą na konsoli Xbox One m.in. Call of Duty: Advanced Warfare, FIFA 15, Assassin&HASH39;s Creed Unity czy Rise of the Tomb Rider. Jest ona jednak według producentów domowym centrum rozrywki, które przeznaczone jest nie tylko do grania w gry wideo. Produkt ma wiele dodatkowych funkcji i aplikacji, takich jak komunikator Skype, aplikacje wideo, YouTube, oraz wirtualny dysk, na którym można przechowywać dokumenty, zdjęcia i filmy oraz oglądać zgromadzone w nim pliki  na dużym ekranie. Nowa konsola firmy Microsoft posiada także ulepszony sensor ruchowy Kinect.

Dzięki takim urządzeniom jak na przykład Sensor Kinect jesteśmy w stanie sterować konsolą za pomocą ruchu własnego ciała, czyli nie wykorzystując żadnych klawiatur, kontrolerów czy urządzeń wskazujących. Sterujemy tylko za pomocą ruchów naszego ciała, czyli intuicyjnie. Jeżeli widzimy na ekranie na przykład piłkę podczas grania w piłkę nożną, to wystarczy wykonać normalny ruch kopnięcia tej piłki własną nogą, a na ekranie będzie on odwzorowany – mówi Tomek Świeściak, przedstawiciel biura prasowego Xbox Polska Microsoft, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Ulepszony Kinect może śledzić do sześciu osób naraz, szybciej przetwarza dane, reaguje z mniejszym opóźnieniem i jest wyposażony w kamerę o rozdzielczości Full HD. Sensor jest w stanie reagować na bardzo subtelne gesty, a nawet odróżnić dłonie od reszty ciała.

Jest to technologia, która potrafi rozpoznać tak drobne ruchy, jak na przykład ruchy poszczególnych palców u rąk. W niektórych momentach nawet są to ruchy gałek ocznych czy powiek. Technologia zdecydowanie przyszłościowa i dla konsumentów, którzy są ciekawi gadżetów, będzie to na pewno przyszłość – mówi Tomek Świeściak.

Zdaniem ekspertów konsole przestały się już kojarzyć wyłącznie z zabawą dla dzieci. Postrzeganie ich przydatności zmieniło się, gdy zostały wyposażone w kontrolery ruchowe, które pozwalają na sterowanie grami za pomocą własnego ciała. Ponadto zmienił się charakter gier, stały się one bardziej rodzinne i socjalizujące. Zaczęli je kupować rodzice chcący spędzić czas z dziećmi na wspólnej zabawie oraz osoby poszukujące urządzenia rozrywkowego na spotkania z przyjaciółmi.

Gry sportowe Kinect Sports są idealną propozycją dla rodzin, które chcą spędzić czas wspólnie i aktywnie, tak żeby dzieci nie siedziały na kanapie i nie patrzyły się w telewizor kompletnie bez ruchu, tylko, żeby pojawił się taki element, który zmusi dzieciaki do tego, żeby się ruszały. Są także tzw. party games, czyli gry używane na imprezach. To mogą być gry taneczne, np. z serii Dance Central – mówi Tomek Świeściak.

Xbox One to trzecia konsola stacjonarna firmy Microsoft, po Xbox i Xbox 360. Microsoft oferuje ponadto usługę sieciową Xbox Live, dzięki której gracze mogą ze sobą rozmawiać, wspólnie grać, oglądać filmy lub słuchać muzyki. Konsola Xbox One miała światową premierę w listopadzie 2013 roku. Zadebiutowała wtedy na rynkach w Stanach Zjednoczonych, Australii, Nowej Zelandii oraz w kliku państwach europejskich. We wrześniu tego roku pojawi się na kolejnych dwudziestu sześciu rynkach, w tym w Polsce.

Nowa wersja systemu GanTrack

Firma Gannet Guard Systems, zajmująca się namierzaniem i odnajdywaniem skradzionych pojazdów, wprowadza nową wersję systemu GanTrack. Dzięki innowacyjnym zmianom, lokalizowanie samochodu trwa niezwykle krótko i jest prowadzone na znacznie większym obszarze. GanTrack to najskuteczniejszy w Polsce system radiowej lokalizacji pojazdów po kradzieży, pozwalający na szybkie odzyskanie skradzionego mienia. 95 proc. samochodów, które padają łupem złodziei, jest dzięki niemu odnajdywanych w ciągu 24 godzin. Tak krótki czas działania zapobiega m.in. zdarzającemu się coraz częściej rozebraniu aut na części czy wywiezieniu pojazdów za granicę. W najnowszej wersji – GGS1000 –  GanTrack wzbogacono o możliwość korzystania z częstotliwości GPS i GSM. „Dzięki temu znacznie ograniczyliśmy i tak już krótki czas reakcji na informację o kradzieży i zwiększyliśmy zasięg systemu, który obecnie obejmuje całą Europę” – mówi Dominika Włodarczyk, Key Account Manager w Gannet Guard Systems. „Ponadto, w związku z możliwością zdalnej diagnozy modułu montowanego w pojeździe, jesteśmy w stanie z wyprzedzeniem poinformować użytkownika o ewentualnej konieczności wymiany baterii i stwierdzić, czy urządzenie działa poprawnie” – dodaje Dominika Włodarczyk. GanTrack GGS1000 – podobnie jak jego poprzednik – od chwili montażu pozostaje w stanie tzw. „uśpienia” i jest aktywowany dopiero po zgłoszeniu kradzieży. Z jednej strony uniemożliwia to złodziejowi odnalezienie miejsca, w którym moduł został zainstalowany w pojeździe, a z drugiej zapewnia właścicielowi samochodu całkowitą dyskrecję, bo w żadnym momencie jego pozycja nie jest śledzona. Dodatkowym atutem jest własne, niezależne zasilanie – bateria wytrzymuje 36 miesięcy. Ponadto moduł nie ingeruje w fabryczną instalację elektryczną pojazdu, w związku z czym nie trzeba się obawiać o utratę gwarancji producenta. „Warto zaznaczyć, że nawet w przypadku zastosowania zagłuszarek fal elektromagnetycznych przez złodziei, co jest powszechną praktyką, pojazd wyposażony w GanTrack GGS1000 można zlokalizować, dzięki sygnałom radiowym. Nie traci się też zasięgu w garażach podziemnych czy stalowych kontenerach. Tym właśnie wyróżniamy się na tle konkurencji” – podkreśla Dominika Włodarczyk.

Pioneer Pekao TFI: subfundusze pieniężne wciąż najpopularniejsze

Sierpień był kolejnym miesiącem, w którym saldo wpłat i umorzeń funduszy i subfunduszy Pioneer Pekao TFI było dodatnie, przekraczając poziom 23 mln zł. Podobnie jak w poprzednich miesiącach, pieniądze trafiały głównie do subfunduszy o najniższym stopniu ryzyka: Pioneer Pieniężny, Pioneer Pieniężny Plus oraz Pioneer Gotówkowy, do których łącznie napłynęło ponad 67 mln zł nowych środków, a od początku tego roku już prawie 450 mln zł. Jednocześnie utrzymuje się duże zainteresowanie funduszami obligacyjnymi. Do kolejnego pod względem popularności – utworzonego w lipcu tego roku subfunduszu Pioneer Obligacji i Dochodu – wpłacono ponad 19 mln zł nowych środków, natomiast dotychczas liderujący Pioneer Obligacji Strategicznych tym razem pozyskał ponad 6 mln zł, a od początku roku już ponad 309 mln zł.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że po raz pierwszy w tym roku więcej klientów wpłacało niż wypłacało środki z subfunduszy inwestujących na rynkach Dalekiego Wschodu: Pioneer Dochodu i Wzrostu Rynku Chińskiego oraz Pioneer Akcji Rynków Dalekiego Wschodu. Dodatnią sprzedaż netto zanotowały także: Pioneer Obligacji – Dynamiczna Alokacja 2, Pioneer Strategii Globalnej, Pioneer Obligacji Europejskich Plus, Pioneer Elastycznego Inwestowania oraz Pioneer Akcji Europy Wschodniej.

– Sierpniowe dane potwierdzają trwający od dłuższego czasu trend lokowania środków w fundusze o najniższym stopniu ryzyka inwestycyjnego, stanowiące bezpieczne schronienie dla gotówki klientów. Inwestorzy poszukujący bardziej rentownych narzędzi finansowych, najczęściej wybierają fundusze obligacji korporacyjnych oraz wysokodochodowych, w tym dostępny od niedawna w naszej ofercie Pioneer Obligacji i Dochodu, wydzielony w ramach  Pioneer Funduszy Globalnych SFIO. – informuje Krzysztof Lewandowski, Prezes Zarządu Pioneer Pekao TFI.
W ostatnich miesiącach bardzo dobre wyniki inwestycyjne osiągają fundusze i subfundusze akcyjne inwestujące na rynkach zagranicznych, w szczególności na rynku amerykańskim. Pioneer Akcji Amerykańskich uzyskał od początku roku stopę zwrotu 12,95%, natomiast Pioneer Zrównoważonego Rynku Amerykańskiego w tym samym okresie wzrósł o 11,59%. Pioneer Akcji Amerykańskich przyniósł swoim klientom atrakcyjne zyski również w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy (wzrost o 17,04%), z kolei na przestrzeni ostatnich dwóch lat bardzo rentowny okazał się  Pioneer Dynamicznych Spółek (dał zarobić 41,04%).
W sierpniu wzrosły również aktywa funduszy Pioneer, które na koniec miesiąca wyniosły ponad 16,5 mld zł. Pioneer Pekao umocnił tym samym swoją pozycję największego TFI dla klientów indywidualnych w kraju.

Sieci handlowe zmieniają strategię i coraz ostrzej walczą o konsumentów

Sieci handlowe zmieniają strategię marketingową, oferując konsumentom częstsze promocje. W ten sposób chcą przyciągnąć większą liczbę klientów do swoich sklepów.

Jak wynika z cyklicznego raportu agencji badawczej ABR SESTA sieci dyskontowe częściej promują na łamach swoich gazetek handlowych artykuły przemysłowe oraz produkty marki własnej. Lidl poświęca aż ¾ powierzchni gazetki na reklamę produktów przemysłowych, podczas gdy Biedronka 40%. W przypadku oferty produktów FMCG w Lidl aż 3 na 4 produkty to marki własne, podczas gdy w Biedronce jedynie 20%. Swoją strategię promocyjną całkowicie zmieniła Biedronka, która obecnie prezentuje na łamach gazetek handlowych produkty co 3-4 dni, a nie jak dotychczas co tydzień. Świadczy to o tym, iż sieć  ma nadzieję na zwiększenie  koszyka zakupowego i wzrost częstotliwości odwiedzin klientów, tym bardziej, że według danych rynkowych sprzedaż like for like (porównywalny wzrost na tej samej liczbie sklepów) spada, co może oznaczać spowolnienie tempa rozwoju sieci. Prawie 40% gazetek handlowych Biedronki obejmuje akcje tematyczne i sezonowe typu grillowanie, wakacje lub alkohole.

Na rynku hipermarketów zwraca uwagę aktywność E. Leclerc, który bardzo mocno zainwestował w promocję marki własnej. W związku z przejęciem sieci Real przez Auchan, ta ostatnia nie promuje tak często już swoich marek własnych, które również znikają z jej asortymentu.

Według raportu najchętniej promowanym produktem w 2014 roku nie była łopatka, tak jak w poprzednich latach, ale pomidor. – Zmieniają się zwyczaje żywieniowe klientów. Rzadziej konsumują mięso, natomiast bardziej preferują warzywa i owoce. Sieci szybko dostrzegły ten trend i dlatego to właśnie warzywa są bardziej reklamowane, mówi Marcin Dobek z ABR SESTA.

W drogerii przeważa promocja oferty dotyczącej urody i pielęgnacji. W rozwój segmentu marek własnych dość mocno inwestuje Rossmann – co piąty produkt to marka własna. Inne sieci, takie jak Drogerie Blue (Grupa Delko), rzadziej promują kosmetyki, częściej produkty drogeryjne.

Na rynku Electro-RTV-AGD sieci głównie promują trzy kategorie produktów – sprzęt AGD, komputery i telewizory. Najchętniej reklamowanymi produktami w pierwszej połowie 2014 roku były tablety. Częściej reklamowane są również telefony komórkowe z wbudowanymi aparatami fotograficznymi. –  Zauważyliśmy ciekawą tendencję spadkową – kategoria, która jest zdecydowanie mniej promowana niż przed rokiem to fotografia, natomiast częściej promowane są telefony. Wydaje się, że konsumenci całkowicie akceptują jakość aparatów w telefonach komórkowych, mówi Marcin Dobek.

Na rynku Do It Yourself, czyli produktów budowlanych, nową tendencję prezentuje sieć Jula. Aż 60% ich oferty stanowią marki własne, podczas gdy inne sieci typu Leroy Merlin, Castorama najwięcej miejsca w przeznaczają na produkty budowalne, natomiast BricoMarche i Nomi na artykuły sezonowe.

Najczęściej promowane produkty to farby oraz gładzie szpachlowe. Pierwsze strony gazetek handlowych sieci przede wszystkim prezentują trampoliny z siatką zabezpieczającą. – Wynika to zapewne z faktu, że sieci chcą przyciągnąć nie tylko konsumenta, który buduje czy też remontuje, ale również takiego, który na co dzień odwiedza inne sklepy. W ten sposób chcą zwiększyć liczbę transakcji i wartość koszyka zakupowego, wyjaśnia Marcin Dobek.

Bank Anglii nie zmienił stóp procentowych, główna nadal wynosi 0,5 proc.

Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopy procentowe bez zmian, główna nadal wynosi 0,5 proc. Nie zmienił też programu skupu aktywów, pozostawiając go na poziomie 375 mld funtów.

Główna stopa procentowa pozostaje na Wyspach Brytyjskich niezmieniona od marca 2009 roku. Program skupu aktywów po raz ostatni zwiększono – o 50 mld funtów – w lipcu 2012 roku.

Dobry czas dla kupujących mieszkanie

Tanie kredyty hipoteczne, stosunkowo niskie ceny mieszkań i wzrost liczby inwestycji deweloperskich – to wszystko sprawia, że 2014 r. wydaje się dobrym czasem na zakup mieszkania.

„Sytuacja na rynku nieruchomości jest bardzo ciekawa” – mówi Bartosz Turek, kierownik działu analiz w Lion’s Bank. Zdaniem eksperta w 2014 r. widać wyraźne ożywienie i siłę rynku, o czym świadczy, chociażby rosnąca liczba zawieranych transakcji.

Ożywienie to ma wpływ na cenę mieszkań. Na szczęście jest to wzrost niewielki rzędu 3-4%. „Jeżeli mamy do wyboru: kupić bądź wynająć – to najprawdopodobniej zakup może się okazać tańszym rozwiązaniem” – informuje Bartosz Turek. Sprzyja temu też obecny poziom stóp procentowych, które są bardzo niskie, a więc kredyty mieszkaniowe są teraz bardzo tanie.

Deweloperzy przygotowani są do większego zainteresowania kupnem mieszkań. Wiele inwestycji trwa lub dobiega końca. Najtrudniejszą decyzją wydaje się to: jakie mieszkanie kupić i gdzie – w centrum miasta czy może na jego obrzeżach.

Bankowa inicjatywa krajów BRICS

W lipcu, przywódcy Brazylii, Rosji, Indii, Chin i RPA, czyli pięciu zaliczanych do rynków wschodzących krajów zwanych łącznie grupą BRICS (od pierwszych liter ich angielskich nazw) spotkali się w brazylijskim mieście Fortaleza, gdzie ogłosili utworzenie Nowego Banku Rozwoju.

Co ciekawe i znamienne, ta zapowiedź zbiegła się w czasie z 70. rocznicą podpisania porozumienia z Bretton Woods, które dało początek Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu (MFW) oraz Bankowi Światowemu. Nowy bank krajów BRICS będzie alternatywą dla tych dwóch organizacji; początkowo, bank będzie dysponował kapitałem rzędu 50 mld USD na finansowanie projektów związanych z infrastrukturą i zrównoważonym rozwojem oraz środkami o wartości 100 mld USD w ramach rezerwy na wsparcie krajów członkowskich, które znajdą się w trudnej sytuacji finansowej. Według oficjalnego stanowiska, pierwsze pożyczki udzielane przez nowy bank mają zostać uruchomione w 2016 r.

Utworzenie Nowego Banku Rozwoju teoretycznie może okazać się całkiem korzystne dla gospodarki światowej, jednak na razie nie wiemy jak ta instytucja sprawdzi się w praktyce. Bank Światowy i MFW są w dużej mierze zdominowane przez USA i Europę, w związku z czym przedstawiciele rozwijającego się świata niejednokrotnie wyrażali swą frustrację wynikającą z braku odpowiedniej reprezentacji (a w konsekwencji także ograniczonego wpływu na wyniki głosowań). Pomimo początkowo mniejszych rozmiarów w porównaniu z MFW czy Bankiem Światowym, Nowy Bank Rozwoju może okazać się skuteczną formą takiej reprezentacji. W rzeczywistości, duże kraje na całym świecie niepokoi dominacja dolara amerykańskiego jako głównej waluty rezerw i największych transakcji handlowych w skali globalnej, która zapewnia Stanom Zjednoczonym strategicznie mocną pozycję, szczególnie w przypadku ewentualnych sankcji, które ostatnio nabierają dużego znaczenia w kontekście kryzysu rosyjsko-ukraińskiego.

Uważam, że jedną z pierwszych konsekwencji utworzenia nowego banku dla rynków wschodzących będzie dostęp do nowego źródła finansowania projektów infrastrukturalnych, o które wcześniej byłoby trudno. W miarę, jak bank będzie ewoluował w instytucję obsługującą rozliczenia handlowe w walutach innych niż USD, coraz więcej transakcji na rynkach wschodzących może być przeprowadzanych w innych walutach, co z kolei skłoni traderów i inwestorów do wprowadzenia korekt w swych modelach ryzyka walutowego.

Jeżeli kraje BRICS są w stanie połączyć siły na rzecz realizacji wspólnego celu, ta grupa i jej nowy bank mogą stać się potężnymi graczami w zmieniającym się globalnym świecie finansowym. Pod wielkim znakiem zapytania stoi oczywiście ich realna zdolność do zjednoczenia.

Struktura kapitałowa banku podzielona będzie pomiędzy pięć krajów członkowskich, choć poszczególne gospodarki znacząco różnią się rozmiarami, a niektóre mogą być bardziej (lub mniej) wrażliwe od pozostałych. To ważne, ponieważ zamożniejsze kraje będą najprawdopodobniej odgrywały rolę dominującą, a decydujące znaczenie może mieć fakt, że Chiny dysponują największymi rezerwami walutowymi. Chiny wniosą także największy wkład w tworzoną przez bank rezerwę (41 mld USD). Usytuowanie głównej siedziby banku w Szanghaju nie jest zatem zaskoczeniem. Na tle całego globalnego systemu bankowego, rozmiary nowego banku nie są duże, ale będziemy uważnie obserwować jego dalszy rozwój.

Czy te tak różne gospodarki są w stanie wspólnie osiągnąć długofalowy sukces w tej dziedzinie? Na to pytanie nie znamy jeszcze odpowiedzi. Kraje należące do grupy BRICS mają różne gospodarki, różną historię i różne kultury. Ponieważ Chiny są najzamożniejszym spośród tych pięciu krajów, sądzę, że dominująca rola Chin może wzbudzać pewien niepokój. Chiny i Indie (skąd będzie pochodził pierwszy prezes Nowego Banku Rozwoju) będą początkowo wiodły prym w nowo utworzonej instytucji i potencjalnie mogą najwięcej skorzystać na jej sukcesie. W okresie późniejszym rosnąć może znaczenie Rosji i Brazylii; prezesem Rady Gubernatorów banku będzie Rosjanin, natomiast prezesem Rady Dyrektorów będzie przedstawiciel Brazylii. Z kolei, według deklaracji złożonej podczas 6. szczytu krajów BRICS, w RPA utworzone zostanie Regionalne Afrykańskie Centrum Nowego Banku Rozwoju. RPA ma najlepszą infrastrukturę wśród wszystkich krajów afrykańskich i może wprowadzić cały kontynent na nowy poziom wzrostu gospodarczego.

Aby to przedsięwzięcie zakończyło się powodzeniem, należy jeszcze odpowiedzieć na kilka pytań, na czele z wskazaniem waluty, która będzie odgrywała dominującą rolę oraz określeniem celów polityki kredytowej banku. Czas pokaże, czy ten pomysł przyniesie dobre czy złe rezultaty. Jeżeli te kraje osiągną wspólny sukces tworząc nowy bank, korzyści odczuć może wiele innych rynków wschodzących.

Przepływ większych ilości kapitału na rynki wschodzące, a w szczególności do krajów BRICS, może okazać się korzystny dla wszystkich gospodarek z całego świata, które prowadzą intensywną wymianę handlową z tymi krajami.

Komentarze, opinie i analizy dr. Mobiusa są przedstawione wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowią indywidualnych porad inwestycyjnych ani zachęty do zainwestowania w jakiekolwiek papiery wartościowe czy stosowania jakiejkolwiek strategii inwestycyjnej. Biorąc pod uwagę zmienność warunków rynkowych i ekonomicznych, wszelkie komentarze, opinie i analizy są w pełni aktualne wyłącznie w dniu ich publikacji i mogą ulec zmianie bez odrębnego powiadomienia. Informacje zawarte w niniejszym dokumencie nie stanowią kompletnej analizy wszystkich istotnych faktów dotyczących jakiegokolwiek kraju, regionu, rynku, branży, inwestycji czy strategii inwestycyjnej.

Prezes NIK na XXIV Forum Ekonomicznym w Krynicy

Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski przedstawił podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy wyniki kontroli związanych z nowym systemem gospodarowania odpadami, funkcjonowaniem jednostek samorządu terytorialnego oraz wypracowywaniem porozumienia ze społecznościami lokalnymi. Zapowiedział także ważne kontrole, które wkrótce się rozpoczną.

Forum w Krynicy należy do najważniejszych wydarzeń ekonomiczno-gospodarczych w tej części Europy. Nazywane bywa „polskim Davos”. W tym roku odbywa się pod hasłem „Pokryzysowy świat – czas nowych liderów”.  W programie blisko 180 spotkań, w których udział bierze ponad 2,5 tys. osób – polityków, przedstawicieli biznesu, ekonomistów i intelektualistów. Forum to miejsce ważnych debat o sprawach kluczowych dla Polski i naszych sąsiadów. Przypadające w tym roku ważne rocznice – pierwszych wolnych wyborów w Polsce i 10-lecia obecności naszego kraju w UE stanowiły punkt wyjścia do dyskusji o najważniejszych zjawiskach społecznych i tendencjach gospodarczych po transformacji. Wśród zaproszonych do Krynicy gości był prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski.

Reforma śmieciowa po roku

Prezes NIK uczestniczył m.in. w debacie poświęconej reformie gospodarki odpadami. Rok obowiązywania nowego systemu przyniósł wiele doświadczeń, nie zawsze pozytywnych. Izba jeszcze w 2013 roku sprawdziła, jak gminy są przygotowane do wprowadzenia zmian. Kontrola pokazała, że samorządy mają problemy z wdrożeniem nowych przepisów, ale inspektorzy informowali także o pozytywnych aspektach reformy – przede wszystkim o wzroście liczby mieszkańców segregujących śmieci. NIK zwróciła także uwagę na potrzebne zmiany w prawie, które usprawnią działanie nowego systemu. Chodziło np. o jednoznaczne doprecyzowanie pojęcia „właściciela nieruchomości”, czyli wskazanie, kto ma obowiązek składania deklaracji i wnoszenia opłaty śmieciowej (zarządca nieruchomości, spółdzielnia mieszkaniowa, a może właściciel mieszkania). Propozycje Izby są obecnie przedmiotem prac Komisji Sejmowej oraz Ministerstwa Środowiska.

Podczas debaty prezes Kwiatkowski zapowiedział, że jeszcze we wrześniu ruszy kolejna kompleksowa kontrola dotycząca gospodarki odpadami. Analizy przedkontrolne sugerują, że największym problemem jest brak wydolnego monitoringu tego, co dzieje się z odpadami po odebraniu ich przez przedsiębiorców. Brak rzetelnych informacji, wzmocniony niestabilnością przepisów i brakiem standardów segregacji śmieci, powoduje, że dziś trudno odpowiedzieć na podstawowe pytania: Czy w Polsce zwiększył się wskaźnik odzysku odpadów? Czy śmieci trafiają do Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych? A może giną gdzieś po drodze i wcale nie są przetwarzane? Kontrola NIK poszerzona o badanie ankietowe powinna przynieść odpowiedź na pytanie, jak działa system gospodarowania odpadami komunalnymi po roku od jego wprowadzenia.

W poszukiwaniu akceptacji społecznej

Inwestycje celu publicznego budzą sprzeciw społeczności lokalnych nie tylko w Polsce. Choć przedsięwzięcia związane z rozwojem infrastruktury są konieczne z punktu widzenia państwa, to dla konkretnych mieszkańców bywają poważnym obciążeniem. Prezes Krzysztof Kwiatkowski wspólnie z innymi uczestnikami panelu „Zgoda buduje, niezgoda…” zastanawiał się, jak podczas inwestycji prowadzić skuteczny dialog i jak zaangażować do niego administrację publiczną.  Pojawiło się też pytanie o to, czy w szczególnych przypadkach regulacje prawne mogą zastąpić akceptację społeczną.

Szef najwyższego organu kontroli państwa przedstawił charakterystyczne przykłady nieprawidłowości prowadzących do nieporozumień i konfliktów między inwestorem publicznym a lokalną społecznością. To m.in. brak referendów przy realizacji kluczowych inwestycji; brak rzetelnej informacji o inwestycjach; brak analiz dotyczących społecznych skutków decyzji administracyjnych.

Błędy te ilustrują ustalenia wielu kontroli. W 2011 roku ministerstwo środowiska ograniczyło pozyskanie drewna w Puszczy Białowieskiej do 48,5 tys. m3 bez uprzedniej analizy społecznych i przyrodniczych skutków tej decyzji. NIK szczególnie skrytykowała brak oceny wpływu zmniejszonego pozyskania drewna na lokalny rynek pracy i na stan drzew. W kontroli dotyczącej Programu Polskiej Energetyki Jądrowej Izba ustaliła, że kampania informacyjna na temat energii atomowej wystartowała z opóźnieniem oraz bez koordynacji. W konsekwencji takie przedsięwzięcia jak „Poznaj atom” oraz  „Świadomie o atomie” miały nikły zakres oddziaływania. Wreszcie w niedawnej kontroli farm wiatrowych NIK ustaliła, że władze gmin decydowały o lokalizacji wiatraków, ignorując społeczne sprzeciwy. Nie decydowały się na referenda, a sam proces lokalizowania elektrowni przebiegał w warunkach zagrożenia konfliktem interesów, brakiem przejrzystości i korupcją. W konsekwencji poziom aprobaty społecznej dla tego typu inwestycji spadł w wielu miejscach do zera.

Blaski i cienie polskich samorządów

W środę prezes Krzysztof Kwiatkowski wygłosił w Krynicy wykład poświęcony funkcjonowaniu jednostek samorządu terytorialnego i analizom prowadzonym na ten temat w NIK. Kontrole przeprowadzone w latach 2011-2013 pozwoliły na zidentyfikowanie typowych nieprawidłowości, ale także stworzenie całej listy dobrych praktyk. Jedne i drugie zostały zebrane w specjalnym raporcie i zaprezentowane w kwietniu samorządowcom podczas specjalnej konferencji w Izbie. – Chcemy, by ustalenia naszych kontroli mogły zostać wykorzystane w praktyce – podkreślał wtedy szef NIK. I dodawał, że szczególnie zależy mu na rozpowszechnianiu dobrych rozwiązań, na które inspektorzy trafiają podczas badań kontrolnych. W raporcie jest ich cały szereg – od tych, które dotyczą dożywiania dzieci, poprzez te, które dotyczą ochrony rynku pracy, aż po takie, które pozwalają gminom na zakup energii po tańszej cenie (jest to możliwe dzięki tworzeniu przez kilka gmin tzw. grupy zakupowej, co wzmacnia ich pozycję w negocjacjach cenowych i redukuje czynności związane z zamówieniem publicznym).

Prezes NIK poinformował także, że w planie pracy Najwyższej Izby Kontroli na 2014 r. jest kontrola pracy regionalnych izb obrachunkowych w zakresie przeciwdziałania zagrożeniom wynikającym z nadmiernego zadłużania się jednostek samorządu terytorialnego. Wyniki tej kontroli powinny być przydatne zarówno dla samorządów, jak i regionalnych izb obrachunkowych.

Podczas tegorocznego Forum, które otworzył Lech Wałęsa, dominowały tematy związane z energetyką, ochroną środowiska i służbą zdrowia. Dużo mówiło się o przyszłości roli energii atomowej, poszukiwaniu nowych źródeł wzrostu gospodarczego, współpracy regionalnej oraz rozwoju relacji z nowymi potęgami gospodarczymi. Dyskutowano również o napiętej atmosferze w relacjach międzynarodowych i możliwych scenariuszach dotyczących rozwoju sytuacji na Ukrainie. Zastanawiano się, czy możliwe jest porozumienie, i rozmawiano o wpływie konfliktu na sytuację ekonomiczną regionu.

Rząd przyjął projekt budżetu na rok 2015

W projekcie ustawy budżetowej na przyszły rok zakłada się wzrost PKB na poziomie 3,4 proc. i 1,2 proc. inflację. Dochody budżetu państwa zaplanowano na 297.252.925 tys. zł, a wydatki na 343.332.925 tys. zł, tym samym maksymalny deficyt nie powinien przekroczyć 46.080.000 tys. zł.

W projekcie przygotowanym przez Ministerstwo Finansów, przyjętym przez Radę Ministrów 3 września 2014 r., przewiduje się również m.in. nominalny wzrost wynagrodzeń w gospodarce narodowej o 4,3 proc. oraz zatrudnienia w gospodarce narodowej o 0,8 proc.

Dochody podatkowe w 2015 r. oszacowano na 269.820.001 tys. zł, czyli o 4,6 proc. więcej niż w roku poprzednim. Relacja tych dochodów do PKB w przyszłym roku wyniesie 15,2 proc. Natomiast udział wydatków budżetu państwa w PKB w 2015 r. wyniesie 19,4 proc., co oznacza wzrost w porównaniu do ubiegłego roku o 0,2 punktu procentowego. Poziom tych wydatków, zakładający podniesienie nakładów m.in. na obronę narodową, infrastrukturę transportu lądowego oraz kulturę, naukę i szkolnictwo wyższe, zapewnia zachowanie stabilizującej reguły wydatkowej. Została ona wprowadzona w trosce o stan finansów publicznych i reguł fiskalnych.

W projekcie budżetu przyjęto też, że przeciętne wynagrodzenie brutto w gospodarce wyniesie 3 tys. 959 zł, a w sektorze przedsiębiorstw 4 tys. 185 zł. Zakłada się również, że że w gospodarce będzie zatrudnionych 9 mln 754 tys. osób, z tego 5 mln 591 tys. osób w sektorze przedsiębiorstw. Stopa bezrobocia na koniec 2015 r. ma wynieść 11,8 proc.

Projekt trafi teraz do Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych. Zgodnie z konstytucją rząd przekazuje ostatecznie projekt Sejmowi do końca września.

Polityka klimatyczna UE może niekorzystnie wpłynąć na konkurencyjność polskiej gospodarki

Zaproponowany przez Komisję Europejską Pakiet Energetyczno-Klimatyczny zakłada dwa podstawowe cele – redukcję emisji gazów cieplarnianych o 40 proc. oraz zwiększenie udziału źródeł odnawialnych do 27 proc. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte koszty wprowadzenia tego pakietu poniosą przede wszystkim energochłonne sektory gospodarki, a także kraje, w których są one ważnym elementem systemu gospodarczego, w tym Polska. O wpływie polityki klimatycznej UE na konkurencyjność i innowacyjność gospodarek unijnych, dyskutowano wczoraj podczas XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Pierwszy pakiet klimatyczno-energetyczny UE, przyjęty w 2008 roku, przewiduje obniżenie do 2020 roku emisji dwutlenku węgla o 20 proc. Zakłada on też zwiększenie udziału OZE do 20 proc. (dla Polski 15 proc.) oraz zwiększenie efektywności energetycznej o 20 proc. Kiedy Komisja Europejska rozpoczęła prace nad tzw. drugim pakietem klimatycznym Polska była jednym z tych państw, które najgłośniej protestowały przeciwko tym planom. „Kraje naszego regionu, w tym zwłaszcza Polska, mają szereg obaw i konkretnych dowodów na szkodliwość tych rozwiązań. Są one głośno artykułowane na forach europejskich, ale nie jest pewne, czy w wystarczająco zrozumiały sposób. Wysokie koszty transformacji uderzają zwłaszcza w te przewagi konkurencyjne, które polska gospodarka posiada, takie jak przewaga kosztowa w energetyce opartej na węglu i w przemysłach energochłonnych” – mówi Wojciech Hann, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Środkowoeuropejski Zespół Energetyki i Zasobów Naturalnych w Deloitte, moderator wczorajszego spotkania.

Jednak zdaniem niektórych panelistów, w tym prof. Krzysztofa Żmijewskiego, Sekretarza Generalnego Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej przy Ministerstwie Gospodarki RP oraz prof. Zbigniewa Karaczuna, Prezesa Polskiego Klubu Ekologicznego Okręgu Mazowieckiego, Polska w negocjacjach unijnych na temat polityki klimatycznej stawia zbyt twarde „nie”, które nie pozostawia pola do negocjacji. „Polityka klimatyczna jest odpowiedzią na jedno z najważniejszych wyzwań środowiskowych, społecznych i gospodarczych, czyli zmianę klimatu. Polityka klimatyczna jest długoterminową inwestycją, o czym często zapomina się w Polsce. Dyskurs na ten temat oparty jest na stereotypach i mitach. Istnieje potrzeba budowania innowacyjnych rozwiązań, a nie utrzymywania jedynie status quo. Nie wierzymy, że potrafimy budować innowacyjną gospodarkę i szukamy usprawiedliwienia naszej bierności” – argumentował prof. Karaczun.

Z kolei przedstawiciele sektora energetycznego zaliczają się do krytyków proponowanych przez UE rozwiązań. Jednym z podnoszonych na wczorajszej krynicznej dyskusji zagadnień był negatywny wpływ polityki klimatycznej na PKB poszczególnych państw oraz koszty gospodarstw domowych ponoszone na energetykę, które po wprowadzeniu nowych zasad mogą znacznie wzrosnąć. „Polityka klimatyczna, która nie przyczyni się do budowania wzrostu gospodarczego nie jest polityką typu WIN-WIN. Cele polityki klimatycznej są racjonalne, ale nie można ich wdrażać na sztywno. UE musi odpowiednio dopasowywać wymagania do wszystkich, a nie tylko do tych najbogatszych” – uważa Bolesław Jankowski, Wiceprezes, Badania Systemowe „EnergSys”.

Oprócz celów gospodarczych nowa polityka klimatyczna UE zakłada również realizację celów politycznych. Zdaniem Wojciecha Hanna, Unia Europejska ma ambicję objęcia wiodącej globalnej roli w „nowej fali” innowacji w wielu gałęziach gospodarki. Polityka klimatyczna może stanowić jej napęd, poczynając od jej najbardziej emisyjnych sektorów, takich jak energetyka i transport. Jednak jak zauważyła Monika Morawiecka, Dyrektor Departamentu Strategii, PGE Polska Grupa Energetyczna, jedna z uczestniczek wczorajszego spotkania, problem emisji dwutlenku węgla musi być rozpatrywany w skali globalnej. Tymczasem udział gospodarek unijnych w tym zakresie wynosi obecnie 10 proc, a w ciągu dwudziestu lat spadnie do nawet 6 proc.

Podczas panelu dyskutowano także o różnicach pomiędzy krajami tzw. „starej” i „nowej” UE w podejściu do proponowanych zmian. Zdaniem prof. Krzysztofa Żmijewskiego niskoemisyjną gospodarkę da się wprowadzić, ale bogatsze państwa, podobnie jak to robią w innych obszarach, muszą w tym względzie wspomóc biedniejszych. Z kolei Jiri Feist, Dyrektor ds. Strategii w firmie EP Energy, argumentował, że kraje naszego regionu redukują emisję dwutlenku węgla o wiele intensywniej niż np. Niemcy, ale ich zdolność do ponoszenia kosztów z tego tytułu wyczerpuje się. „Częste zmiany i niepewność regulacyjna wprowadzana przez politykę klimatyczną to przyczyna dla której energetyka z punktu widzenia prywatnego inwestora stała się nieatrakcyjna – „nieinwestowalna”.  W zakresie samych zasad tworzenia polityki klimatycznej przydałoby się w Europie choć trochę podejścia amerykańskiego, gdzie już dawno zauważono, ze skuteczność strategii wymaga sformułowania jednego celu (co często i tak jest trudne do osiągnięcia). W warunkach USA jest to efektywność energetyczna. Europejskie podejście cierpi na nadmiar celów” – tłumaczy Jiri Feist.

Istnieje cały szereg sensownych aplikacji polityki klimatycznej, europejski sektor energetyczny może korzystać ze smart metering, wielki postęp na naszych oczach osiągają technologie wiatrowe i fotowoltaika. Niebezpieczeństwem jest przeregulowanie rynku” – dodaje Robert Stelmaszczyk, Prezes Zarządu, RWE Stoen Operator Sp. z o.o.

Miejmy nadzieję, że nowe perspektywy, które otworzyły się przed krajami regionu Europy Środkowej, w tym wybór Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej pozwolą nam mówić w Brukseli o polityce klimatycznej bardziej zrozumiale niż dotychczas. Wierzymy, że cele klimatyczne, o ile będą wyposażone we właściwe środki wsparcia i realistyczny stopniowy plan, mogą być korzystne także dla Polski” – podsumowuje Wojciech Hann.

DM PKO BP podtrzymuje kupuj KGHM i podnosi cenę docelową do 151 zł

DM PKO BP podtrzymał 4 września 2014  rekomendację kupuj dla KGHM z ceną docelową 151 zł.

KGHM – jak podano w komunikacie – wydaje nam się dobrą ekspozycją na rynek miedzi, a sama spółka jest niedowartościowana nawet przy bieżących cenach metali.

DM PKO BP oczekuje  stabilizacj i cen miedzi na poziomie około 7000 dolarów za tonę z perspektywą wzrostu. Zdaniem analityków banku w latach 2014–2016 nowe projekty górnicze zwiększą moce o prawie 3,3 mln ton, a o ponad 3,3 mln ton wzrośnie produkcja miedzi rafinowanej. To prawdopodobnie oznacza trzy lata zbilansowanego rynku (lekka nadwyżka lub deficyt). Z drugiej strony niski poziom zapasów, lepsza sytuacja w Chinach oraz przede wszystkim wizja strukturalnego deficytu miedzi po 2016 r. będzie wspierać notowania i powoli może zacząć wychodzić na pierwszy plan – przewidują analitycy.

Poza miedzią rośnie też znaczenie srebra, molibdenu oraz innych metali szlachetnych produkowanych przez KGHM. W wynikach KGHM dużą wagę mają ceny srebra: 10 proc. wzrostu ceny oznacza wzrost EBIT o 215 mln zł, czyli o ponad 6-7 proc. Dodatkowo od 2015 roku ważny będzie molibden (10 proc. zmiany ceny to 105 mln zł dla części KGHM w projekcie Sierra Gorda) oraz inne metale szlachetne (w sumie produkcja 140 mln troz, czyli mocno ponad 0,5 mld zł.). Łącznie udział w sprzedaży metali innych niż miedź i srebro wzrośnie z 3 proc. w 2013 roku do 8,5 proc. w roku 2016.

W ocenie analityków KGHM ma ciekawy portfel projektów, które zapewniają wzrost do roku 2020, dywersyfikuje portfel produktów i od 2017 r. systematycznie odbudowuje FCF. Ponadto jest notowana z dyskontem do spółek porównywalnych przy wyższej stopie dywidendy.

W 2014 r. FCF dla grupy osiągnie minimum (-1 proc. kapitalizacji), ale od przyszłego roku będzie rósł i w roku 2018 r. przekroczy 10 proc.

– W latach 2014–2015 przy naszych założeniach, zysk netto będzie ok. 2,4-2-6 mld zł. Jest to również efektem skutecznego hedgingu miedzi i waluty, który przy dzisiejszych cenach (opcje in the money) zwiększyłby sprzedaż o 500 mln zł i 230 mln zł odpowiednio w roku 2014 i 2015. W sumie dywidenda w najbliższych latach będzie oscylować w granicach 5 zł/akcję –oceniają analitycy DM PKO BP.

DM PKO BP zwraca też uwagę, że w lipcu produkcję rozpoczął flagowy projekt Sierra Gorda, który od 2015 roku zacznie istotnie kontrybuować do wyników KGHM. Mimo presji na CAPEX (ostatecznie 4,16 mld dolarów) i koszty projekt stanowi istotną wartość dla KGHM (37 zł/akcję), która zależy od ceny miedzi, molibdenu i złota. W dalszej perspektywie jest wiele innych projektów, które zapewniają coroczny wzrost do roku 2020. Do najważniejszych należą Victoria (miedź, nikiel, metale szlachetne), druga faza Sierra Groda i miedź tlenkowa oraz Afton-Ajax (miedź i złoto).

– Dodatkowo obraz rynku miedzi poprawił się w ostatnich miesiącach dzięki opóźnieniom w projektach, ożywieniu na rynkach rozwiniętych i stabilizacji w Chinach. Oczekujemy zbilansowania popytu z podażą do 2016 r., a następnie strukturalnego deficytu – podsumowuje swą rekomendację DM PKO BP.

DM PKO BP podtrzymuje „kupuj” KGHM i podnosi cenę docelową do 151 zł

DM PKO BP podtrzymał 4 września 2014  rekomendację kupuj dla KGHM z ceną docelową 151 zł.

KGHM – jak podano w komunikacie – wydaje nam się dobrą ekspozycją na rynek miedzi, a sama spółka jest niedowartościowana nawet przy bieżących cenach metali.

DM PKO BP oczekuje  stabilizacj i cen miedzi na poziomie około 7000 dolarów za tonę z perspektywą wzrostu. Zdaniem analityków banku w latach 2014–2016 nowe projekty górnicze zwiększą moce o prawie 3,3 mln ton, a o ponad 3,3 mln ton wzrośnie produkcja miedzi rafinowanej. To prawdopodobnie oznacza trzy lata zbilansowanego rynku (lekka nadwyżka lub deficyt). Z drugiej strony niski poziom zapasów, lepsza sytuacja w Chinach oraz przede wszystkim wizja strukturalnego deficytu miedzi po 2016 r. będzie wspierać notowania i powoli może zacząć wychodzić na pierwszy plan – przewidują analitycy.

Poza miedzią rośnie też znaczenie srebra, molibdenu oraz innych metali szlachetnych produkowanych przez KGHM. W wynikach KGHM dużą wagę mają ceny srebra: 10 proc. wzrostu ceny oznacza wzrost EBIT o 215 mln zł, czyli o ponad 6-7 proc. Dodatkowo od 2015 roku ważny będzie molibden (10 proc. zmiany ceny to 105 mln zł dla części KGHM w projekcie Sierra Gorda) oraz inne metale szlachetne (w sumie produkcja 140 mln troz, czyli mocno ponad 0,5 mld zł.). Łącznie udział w sprzedaży metali innych niż miedź i srebro wzrośnie z 3 proc. w 2013 roku do 8,5 proc. w roku 2016.

W ocenie analityków KGHM ma ciekawy portfel projektów, które zapewniają wzrost do roku 2020, dywersyfikuje portfel produktów i od 2017 r. systematycznie odbudowuje FCF. Ponadto jest notowana z dyskontem do spółek porównywalnych przy wyższej stopie dywidendy.

W 2014 r. FCF dla grupy osiągnie minimum (-1 proc. kapitalizacji), ale od przyszłego roku będzie rósł i w roku 2018 r. przekroczy 10 proc.

– W latach 2014–2015 przy naszych założeniach, zysk netto będzie ok. 2,4-2-6 mld zł. Jest to również efektem skutecznego hedgingu miedzi i waluty, który przy dzisiejszych cenach (opcje in the money) zwiększyłby sprzedaż o 500 mln zł i 230 mln zł odpowiednio w roku 2014 i 2015. W sumie dywidenda w najbliższych latach będzie oscylować w granicach 5 zł/akcję –oceniają analitycy DM PKO BP.

DM PKO BP zwraca też uwagę, że w lipcu produkcję rozpoczął flagowy projekt Sierra Gorda, który od 2015 roku zacznie istotnie kontrybuować do wyników KGHM. Mimo presji na CAPEX (ostatecznie 4,16 mld dolarów) i koszty projekt stanowi istotną wartość dla KGHM (37 zł/akcję), która zależy od ceny miedzi, molibdenu i złota. W dalszej perspektywie jest wiele innych projektów, które zapewniają coroczny wzrost do roku 2020. Do najważniejszych należą Victoria (miedź, nikiel, metale szlachetne), druga faza Sierra Groda i miedź tlenkowa oraz Afton-Ajax (miedź i złoto).

– Dodatkowo obraz rynku miedzi poprawił się w ostatnich miesiącach dzięki opóźnieniom w projektach, ożywieniu na rynkach rozwiniętych i stabilizacji w Chinach. Oczekujemy zbilansowania popytu z podażą do 2016 r., a następnie strukturalnego deficytu – podsumowuje swą rekomendację DM PKO BP.

Czy mniejsze bezrobocie wśród młodych może iść w parze z zyskami firm?

W tym roku po raz pierwszy od pięciu lat liczba bezrobotnych w wieku do 25 lat spadła poniżej 400 tys. Obserwowana poprawa sytuacji dotyczy nie tylko rynku młodych, ale także ogółu bezrobotnych. W 2014 resort pracy przeznaczył blisko 12 mld na wsparcie bezrobotnych, poza tym powiatowe urzędy pracy korzystają ze środków przeznaczonych wyłącznie na wspieranie młodych na rynku pracy. Na tym ostatnim obszarze koncentruje się  także EFL, realizując wspólnie z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym europejską inicjatywę Jobs for Youth – „Praca dla młodych”, której celem jest zmniejszenie bezrobocia wśród młodzieży, co dzięki konstrukcji programu, wiąże się z udostępnieniem przedsiębiorcom lepszych ofert na finansowanie inwestycji.

Inicjatywa „Praca dla młodych” jest finansowana przez Komisję Europejską i wspiera przedsiębiorców zatrudniających lub przyjmujących na staże młode osoby w wieku 15-24 lata. Przedsiębiorcy, którzy w przeciągu ostatnich sześciu miesięcy zatrudnili lub przyjęli na staż lub praktykę młodą osobę, mogli starać się o uzyskanie tańszego finansowania zewnętrznego w postaci Leasingu Europejskiego.

„Cieszę się, że uczestniczymy w tak ważnym przedsięwzięciu jako partner Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Zostaliśmy obdarzeni bardzo dużym zaufaniem przystępując do tej inicjatywy, jako pierwsza instytucja finansowa w Polsce i druga w Europie. Jak pokazują statystyki, problem bezrobocia młodych to nasza ogólnoeuropejska sprawa, dlatego współdziałanie na tym polu jest bardzo istotne” – powiedział Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Raporty firmy pokazują, ten nowatorski produkt został przyjęty przez rynek z bardzo dużym zainteresowaniem. Do końca sierpnia  z oferty skorzystało około 2200  przedsiębiorców. Zostało zawartych blisko 3400 umów leasingowych o wartości ofertowej 344 mln PLN. Łączna liczba młodych pracowników, stażystów lub praktykantów zatrudnionych w tych firmach w ciągu ostatnich 6 miesięcy wyniosła ponad 3600 osób. Fakt, że już po kilku miesiącach funkcjonowania „Pracy dla Młodych” została wykorzystana cała pula środków przeznaczonych na ten cel, oznacza, że program spełnił oczekiwania przedsiębiorców.

 „Jestem przekonany, że w przyszłości w przypadku realizacji nowych kolejnych programów, będziemy mogli nadal w nich aktywnie uczestniczyć. Na przestrzeni ostatnich 7 lat Europejski Bank Inwestycyjny udostępnił EFL w postaci pożyczek łącznie aż 2,6 mld PLN. Cała ta kwota została przeznaczona na finansowanie Leasingu Europejskiego i wsparła rozwój polskich przedsiębiorców”- dodał Kuczyński.

Bydgoska Pesa wyprodukuje 10 kolejnych lokomotyw dla PKP Intercity

CEO Magazyn Polska

Bydgoska Pesa i PKP Intercity podpisały wartą 131,2 mln zł brutto umowę na wyprodukowanie i utrzymanie przez co najmniej 12 lat dziesięciu nowych lokomotyw.

PKP Intercity zamówiło pojazdy do obsługi pociągów z prędkością 140 km/h. Moc lokomotywy to 2,4 MW. Termin realizacji zamówienia to październik 2015 r.

Jak podaje w komunikacie PKP Intercity, nowe lokomotywy poprowadzą pociągi na trasach: Ełk – Korsze, Ełk – Olecko – Suwałki, Rzeszów – Stalowa Wola – Zamość, Rzeszów – Jasło – Zagórz, Krzyż – Gorzów Wlkp., Piła – Krzyż.

W ramach finansowania projektu PKP Intercity pozyskało 70 proc. środków w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2007–2013 (POIiŚ). Wsparcie wyniosło 94 mln zł.

Obecnie Pesa realizuje zamówienie na 20 nowoczesnych elektrycznych zespołów trakcyjnych i modernizację 150 wagonów dla PKP Intercity. W zeszłym roku zmodernizowała 38 wagonów, z których dziś korzystają pasażerowie na trasie Przemyśl – Szczecin. Wartość zamówień do końca 2015 roku to ponad 1,5 mld zł.

DM PKO BP obniża cenę docelową Amrestu do 88,8 zł ze 109 zł, rekomendacja „kupuj” podtrzymana

0

Dom Maklerski banku PKO BP podtrzymał rekomendację „kupuj” dla akcji Amrestu. Obniżył jednak cenę docelową akcji spółki do 88,8 zł ze 109 zł poprzednio.

Ze względu na redukcję prognoz EBITDA i zysku netto oraz wolnych przepływów pieniężnych zmniejszamy nasza cenę docelowa dla Amrest do 88,8 zł z 109 zł poprzednio. Na bazie EV/Restauracje, która obecnie wynosi 3,3 mln zł spółka wyceniana jest blisko swojej wartości odtworzeniowej (około 1 mln dolarów, czyli 3,17 mln zł na restaurację). W związku, że nasza cena docelowa oferuje 15,3-proc. potencjał wzrostu utrzymujemy rekomendację Kupuj – napisano w uzasadnieniu.

Zdaniem analityków DM PKO BP, mimo zwiększenia prognozy straty na nowych rynkach, Amrest powinien poprawić wynik EBITDA w 2014 r. do ponad 330 mln zł, zwłaszcza dzięki rynkom polskiemu i hiszpańskiemu.

Spółce powinien sprzyjać spadek cen żywności na rynkach unijnych, spowodowany rosyjskim embargiem, piszą analitycy. Ma się to przełożyć na wzrost rentowności Amrestu.

Nikos Kalaitzidaki nowym prezesem Coca-Cola HBC w Polsce

0

CEO Magazyn Polska

Dyrektorem generalnym i prezesem zarządu Coca-Cola HBC Polska Sp. z o.o. został 4 września 2014 Nikos Kalaitzidakis. Zastąpił na tym stanowisku Vitaliya Novikova, który objął stanowisko dyrektora generalnego Coca-Cola HBC we Włoszech.

Nikos Kalaitzidakis rozpoczął pracę w Coca-Cola Hellenic w 2006 roku, jako regionalny dyrektor generalny na północno-zachodnią Rosję. W 2008 roku został dyrektorem generalnym w Chorwacji, w lipcu 2010 roku w Bułgarii, a w 2013 roku prezesem oddziału spółki na Węgrzech.

Przed rozpoczęciem pracy w Coca-Cola Hellenic, Nikos Kalaitzidakis przez 13 lat kierował europejskimi spółkami, w tym 9 lat pracował dla Philip Morris. Jest inżynierem Uniwersytetu w Sussex, ma tytuł magistra Uniwersytetu Walijskiego oraz tytuł MBA Szkoły Zarządzania i Biznesu INSEAD we Francji.

Coca-Cola HBC Polska to oddział Coca-Cola Hellenic Bottling Company, będącej pod względem sprzedaży drugim na świecie dystrybutowrem napojów The Coca-Cola Company, docierającym do ponad 560 milionów konsumentów. Firmy Coca-Coli  zatrudniają w Polsce ponad 2300 osób. Od 1991 r. firmy te zainwestowały w naszym kraju  ponad 0,5 mld dolarów.

Amerykanie zainwestowali w Polsce najwięcej w regionie

Polska jest największym odbiorcą inwestycji amerykańskich w Europie Środkowo-Wschodniej. Tylko w 2012 roku wartość bezpośrednich inwestycji wyniosła 33 mld zł. W ciągu ostatnich 25 lat amerykańskie firmy zainwestowały w Polsce 91 mld zł. Dla porównania w Czechach koncerny zza oceanu ulokowały jedynie 6,4 mld dolarów.

Amerykanie zatrudniają obecnie w Polsce 200 tysięcy osób, których wynagrodzenie wynosi ok. 4,5 mld dolarów brutto rocznie – wynika z raportu KPMG w Polsce i Amerykańskiej Izby Handlowej. 78 proc. amerykańskich inwestycji w Polsce zostało ulokowanych w sektorze usług. Firmy zainwestowały swoje kapitały głównie w przedsiębiorstwach z branży finansowej i ubezpieczeniowej. Na drugim miejscu znalazł się handel hurtowy i detaliczny. W przemyśle (głównie w branży motoryzacyjnej) obecnie prowadzi działalność 20 firm zza oceanu, które zatrudniają 45 tys. pracowników i osiągają łączne przychody na poziomie 30 mld zł.

Jak twierdzą autorzy raportu inwestorzy stale rozszerzają działalność, reinwestują, a tym samym zwiększają liczbę miejsc pracy. KPMG szacuje, że około 69 proc. średnich i dużych przedsiębiorstw amerykańskich po uruchomieniu pierwszego oddziału tworzyło kolejne. Najwięcej firm, jak wynika z raportu KPMG, reinwestowało w Polsce w branży motoryzacyjnej.

Raport „Wspólny sukces! 25 lat polsko-amerykańskich relacji gospodarczych” powstał z okazji 25 lat działalności Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce (AmCham), przy współpracy KPMG.

Wyniki wakacyjnej sprzedaży Opla w Polsce

W sierpniu sprzedaż Opla na polskim rynku wyniosła 1 835samochodów osobowych i dostawczych do 3,5t. Był to rekordowy sierpień pod względem sprzedaży od 2007 r. Łącznie w tym roku do klientów trafiło 18 351 samochodów marki Opel, czyli o ponad 40% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, który zakończył się wynikiem na poziomie 13 000 sztuk. Wynik ten pozwolił zwiększyć udział w rynku w 2014 roku o 1,37 punktu procentowego do 7,35%.  Liderem sprzedaży marki w okresie od stycznia do sierpnia jest model Opel Astra – 5 8662sztuk, tuż za nią uplasowała się Corsa z wynikiem 5 186 egzemplarzy, trzecie miejsce zajęła Insignia, 2 932 sztuki.

Bardzo dobrze radzą sobie również samochody dostawcze Opla. Kumulatywna sprzedaż w 2014 roku wyniosła 961 sztuk, co oznacza wzrost o ponad 51% w porównaniu do zeszłego roku. Najpopularniejszym modelem w gamie były Vivaro – ponad 50% wzrostu i 811 sprzedanych egzemplarzy. Coraz większą popularnością cieszy się również Movano – prawie 42% wzrostu i 202 sprzedane egzemplarze.

„Okres urlopowy zakończył się dla nas świetnymi wynikami. Sprzedaliśmy ponad 40% więcej aut niż podczas zeszłorocznych wakacji. Lipiec był rekordowym miesiącem w tym roku. W sierpniu uzyskaliśmy najwyższy wzrost wśród pierwszej dziesiątki liderów rynku. Chcemy kontynuować ten pozytywny trend i już od 8 września wprowadzamy nową atrakcyjną ofertę na nasze najbardziej popularne modele – Corsę i Astrę.” – powiedział Wojciech Mieczkowski, dyrektor generalny General Motors Poland.

Z początkiem roku szkolnego Opel rusza z nową ofertą. W weekend 13-14 września, w ramach obchodów Światowego Dnia Pierwszej Pomocy, w salonach Opla w całej Polsce odbędą się dni otwarte promujące bezpieczeństwo na drodze. Z tej okazji bezpieczne samochody Opla – Corsa i Astra będą dostępne w specjalnej ofercie w kredycie 4 x 25% z 4-letnią gwarancją Opel w cenach odpowiednio już od 8 990 zł i 12 990 zł.

1 Dane wg PZPM na podstawie CEP

2 Wyniki sprzedaży modeli za 2014 r. – wstępne; na podstawie danych własnych importera

Opracowano i przedstawiono do konsultacji projekt założeń projektu ustawy o zintegrowanym systemie kwalifikacji

Projekt założeń ustawy o zintegrowanym systemie kwalifikacji w niedostatecznym stopniu uwzględnia rolę partnerów społecznych, w tym zwłaszcza organizacji pracodawców, w procesie wprowadzania kwalifikacji w odniesieniu do organów administracji publicznej – uważa Konfederacja Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan z zadowoleniem przyjmuje fakt, że opracowano i przedstawiono do konsultacji projekt założeń projektu ustawy o zintegrowanym systemie kwalifikacji, co stanowi ważny etap we wdrażaniu w Polsce Europejskiej Ramy Kwalifikacji (ERK).Osiągnięcie takich celów jak: ułatwienie osobom uczącym się oraz pracodawcom wyboru odpowiadającej ich potrzebom usługi edukacyjnej, otworzenie nowych możliwości nabywania kwalifikacji niezależnie od tego gdzie, jak i kiedy nastąpiło osiągnięcie efektów uczenia się, usprawnienie procesów rekrutacji pracowników i ułatwienie zarządzania zasobami ludzkimi w przedsiębiorstwach oraz zwiększenie efektywności wydawania środków na kształcenie i szkolenie wymagać będzie wdrożenia zintegrowanego systemu kwalifikacji w odpowiedniej skali.

Oznacza to konieczność zapewnienia wprowadzenia do ZSK znaczącej części kwalifikacji nabywanych w ramach edukacji pozaformalnej i nieformalnego uczenia się. Optymalnie byłoby, gdyby wszystkie kwalifikacje nabywane poza systemami oświaty i szkolnictwa wyższego były wpisywane do ZSK. Jest to jednak efekt trudny do uzyskania tym bardziej, że zgodnie z przedstawionymi założeniami wprowadzenie kwalifikacji do ZSK nie będzie obligatoryjne, a zainteresowany podmiot będzie podejmował decyzję o skorzystaniu z uprawnienia do wprowadzenia kwalifikacji kierując się indywidualną oceną. Przyjmując takie założenie należy zatem zadbać o wprowadzenie takich rozwiązań organizacyjnych, proceduralnych i finansowych, które zachęcą potencjalnych interesariuszy, w tym branżowych do zaangażowania w proces wdrożeniowy.

– Projekt w niedostatecznym stopniu uwzględnia potrzebę szerokiego zaangażowania interesariuszy branżowych, w tym pracodawców, w proces wdrażania ZSK. W tym kontekście warto rozważyć rozszerzenie zapisanej w projekcie koncepcji tworzenia Rady Interesariuszy o możliwość tworzenia Branżowych lub Sektorowych Rad Interesariuszy, które pełniłyby podobne funkcje jak Rada Interesariuszy w ramach poszczególnych branż/sektorów – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.

W założeniach przedstawiono, że wdrożenie ZSK nastąpi m.in. poprzez określenie opisu standardu kwalifikacji, jednak dla kwalifikacji nadawanych w systemach oświaty i szkolnictwa wyższego nie przygotowuje się opisu kwalifikacji zgodnie z tym standardem. W praktyce oznacza to, że standard opisu kwalifikacji będzie odnosił się wyłącznie do kwalifikacji nabywanych w ramach edukacji pozaformalnej i nieformalnego uczenia się. W projekcie założeń nie wyjaśniono dlaczego wprowadza się różne standardy opisu kwalifikacji dla poszczególnych systemów. Wydaje się, że aby osiągnąć wskazane cele, w tym zwłaszcza ułatwienie identyfikacji posiadanych wiedzy, umiejętności i kompetencji społecznych, udokumentowanych kwalifikacjami wymagałoby zastosowania jednolitego, a przynajmniej spójnego standardu opisu kwalifikacji dla wszystkich systemów ich nabywania.

Stworzenie krajowego systemu kwalifikacji jako części europejskiej przestrzeni uczenia się przez całe życie stanowi strategiczne zadanie dla Polski. Rozwój gospodarczy powinien w coraz większym stopniu opierać się na wysokiej jakości kapitału ludzkiego, który będzie odpowiadać potrzebom budowania gospodarki opartej na wiedzy.

Konfederacja Lewiatan

Polski program jądrowy: umowa wspólników podpisana

ENEA, KGHM Polska Miedź oraz TAURON Polska Energia odkupią od PGE Polskiej Grupy Energetycznej po 10 proc. (łącznie 30 proc.) udziałów w spółce PGE EJ 1, odpowiedzialnej za przygotowanie i wybudowanie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej o mocy ok. 3000 MW.

Podpisana 3 września 2014 r. umowa wspólników zobowiązuje strony do wspólnego, proporcjonalnie do posiadanych udziałów, sfinansowania działań związanych z realizacją inwestycji przypadających na okres trzech kolejnych lat. Partnerzy przewidują, że łączne koszty z tego tytułu wyniosą ok. 1 mld zł.

W tym czasie planowany jest w szczególności wybór partnera strategicznego, dostawcy technologii, wykonawcy elektrowni jądrowej w formule „pod klucz” (tzw. EPC – engineering, procurement, construction), dostawcy paliwa jądrowego oraz pozyskanie finansowania projektu.

W tym celu przeprowadzone zostanie postępowanie zintegrowane, które połączy w jednym przetargu kluczowe elementy projektu jądrowego. Obecnie prowadzone są przygotowania w głównych obszarach, które umożliwią uruchomienie takiego postępowania na początku przyszłego roku. Uzgadniane są m.in. kwestie trybu jego prowadzenia oraz finalizowane jest podpisanie umowy z inżynierem kontraktu, który będzie wspierał spółkę w postępowaniu oraz w całym cyklu inwestycyjnym.

Program jądrowy, który dotąd realizowała PGE Polska Grupa Energetyczna, ma od dziś charakter narodowy. Współpraca czterech spółek zwiększa możliwość budowy elektrowni atomowej w Polsce – mówi Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu państwa.

Energetyka jądrowa jest jednym ze strategicznych kierunków rozwojowych PGE Polskiej Grupy Energetycznej. Do najważniejszych atutów tej technologii należą praktycznie zerowa emisyjność CO2, relatywnie niski w stosunku do innych technologii udział paliwa w kosztach wytwarzania i równie niska wrażliwość na ewentualne zmiany cen tego paliwa – mówi Marek Woszczyk, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Grupa Kapitałowa PGE pozostaje liderem programu jądrowego, a spółka PGE EJ 1 ma w przyszłości pełnić funkcję operatora elektrowni. Organizacyjne i kompetencyjne przygotowanie PGE EJ 1 do tej roli, tj. podmiotu odpowiedzialnego za jej bezpieczną i efektywną eksploatację, również jest celem umowy wspólników.

Warunkiem nabycia udziałów w PGE EJ 1 przez krajowych partnerów biznesowych jest uzyskanie zgody na koncentrację od Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Wniosek w tej sprawie został złożony 1 sierpnia 2014 r. Partnerzy oczekują, że stanowisko urzędu powinno być znane jeszcze w tym roku.

Decyzja o ich dalszym zaangażowaniu w projekt budowy pierwszej elektrowni jądrowej, spodziewana w 2017 r., będzie wynikała m.in. z analizy otoczenia makroekonomicznego, kształtu polityki energetyczno-klimatycznej oraz mechanizmów regulacyjnych, zapewniających ekonomiczną przewidywalność inwestycji.

Dla KGHM udział w projekcie to szansa wejścia w jeden z najatrakcyjniejszych sektorów, nie skorelowanych z koniunkturą na rynku metali oraz możliwość zabezpieczenia stabilności dostaw i cen energii elektrycznej na potrzeby działalności operacyjnej. Dla spółek energetycznych to sposób na pozyskanie alternatywnego, bezemisyjnego źródła energii elektrycznej i dywersyfikację portfela wytwórczego. Przede wszystkim chodzi jednak o możliwość zapewnienia w przyszłości bezpiecznych dostaw energii elektrycznej dla polskich firm i gospodarstw domowych – mówi Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu państwa.

Energetyka jądrowa, źródło stabilnej i bezpiecznej energii elektrycznej, w długim terminie umocni pozycję PGE Polskiej Grupy Energetycznej, jako lidera nie tylko w segmencie wytwarzania, ale jako dostawcy bezpieczeństwa energetycznego – mówi Marek Woszczyk, prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Projekt budowy pierwszej  polskiej elektrowni jądrowej jest ogromną szansą nie tylko dla nas, firm biorących w nim udział, ale dla całej polskiej energetyki. W tej chwili strategia Grupy ENEA przewiduje wydatki na przygotowanie do realizacji, czyli do momentu zakończenia postępowania zintegrowanego. Wszyscy mamy jednak świadomość, że kluczowym elementem powodzenia będzie racjonalne wsparcie ze strony państwa, chociażby w postaci mechanizmu rynku mocy – mówi Krzysztof Zamasz, prezes zarządu ENEA.

Nasz udział w tym projekcie jest szansą na długoterminowe zabezpieczenie dostaw energii elektrycznej dla działalności podstawowej KGHM po przewidywalnej cenie i tym samym uniezależnienie się od zakupów rynkowych. Ponadto, projekt ten stanowi zabezpieczenie przed restrykcyjnymi celami polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej. Co więcej, mamy świadomość, że uruchomienie elektrowni atomowej może być szansą na rozwój polskiej gospodarki ­– mówi Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź.

Za kilkanaście lat kilkaset megawatów w portfelu wytwórczym Grupy TAURON pochodzić ma z energii atomowej. Wynika to z naszej strategii korporacyjnej zakładającej uruchomienie nowych mocy w najbardziej efektywnych technologiach. W tej chwili dywersyfikujemy paliwa, realizując inwestycje węglowe, gazowe oraz w oparciu o OZE. Projekt atomowy pozwoli nam m.in. na zwiększenie procentowego udziału technologii bezemisyjnych w Grupie. Od początku byliśmy zwolennikami realizacji pierwszego projektu jądrowego w obecnej formule, tj. przy zaangażowaniu kluczowych polskich podmiotów – mówi Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia.

Lokaty krótkoterminowe

Czy na tego typu depozytach można zarobić i kogo w szczególności mogą one zainteresować? Kiedy inwestycja na kilka lub kilkanaście dni będzie miała sens i przyniesie zarazem Klientowi wymierne korzyści?

Na rynku depozytów bankowych mamy lokaty różniące się od siebie pod wieloma względami. Jednym z najistotniejszych kryteriów wyboru, na jaki zwracamy uwagę jest oczywiście czas trwania, na jaki zakładamy daną lokatę. Jest to bardzo ważna kwestia, biorąc pod uwagę fakt, iż zamrażamy na ten okres swoje oszczędności. Jeśli zatem nie chcemy zamrażać ich np. na kilka lat, warto pomyśleć o lokatach krótkoterminowych, które stanowią wygodną formę inwestowania, pozwalającą w szybkim czasie odzyskać wniesiony kapitał i dodatkowo zyskać zarobione odsetki. Dużym plusem lokaty krótkoterminowej, jest również bezpieczeństwo depozytowe oraz brak ryzyka utraty środków. Ponadto, istotną ich zaletą jest także ochrona kapitału przed skutkami inflacji.

Kiedy nam się to opłaci?

Jeśli już zdecydujemy się na to, aby dokonać alokacji swoich oszczędności na depozycie krótkoterminowym, warto jeszcze prześledzić ogólnodostępne rankingi lokat i porównać ich oprocentowanie, aby wybrać dla siebie najlepszą opcję. Z racji na dużą konkurencję pomiędzy instytucjami finansowymi, czasem możemy trafić na promocyjne oferty, które pozwolą nam wypracować godziwy zysk w krótkim okresie czasu. Należy jednak pamiętać, że niektórych lokat w rankingach nie znajdziemy. Wynika to z faktu, iż niektóre lokaty mają na tyle nietypową konstrukcję, że trudno byłoby je włożyć do jednego „koszyka” z innymi produktami.

W czasie gdy podnoszone zostają rynkowe stopy procentowe depozytów, lokaty krótkoterminowe są wtedy najbardziej opłacalne dla klienta. Dlaczego tak się dzieje? Otóż w przypadku lokat długoterminowych, które charakteryzują się stałym oprocentowaniem, znamy wysokość zysku jaki otrzymamy na koniec. Jeśli w trakcie ich trwania, oprocentowanie depozytów wzrośnie, to lokata ta, nie będzie już tak opłacalna. Natomiast lokaty krótkoterminowe, pozwalają na bardziej płynne i kreatywne zarządzanie swoimi oszczędnościami a dodatkowo mamy gwarancję szybkiego zwrotu z inwestycji, co stanowić może dobrą asekurację w przypadku pogorszenia się naszej sytuacji finansowej.

Dla kogo depozyty krótkoterminowe?

Lokaty krótkoterminowe to dobre rozwiązanie dla osób, które nie chcą, bądź nie mogą sobie pozwolić na długofalowe inwestycje tylko w jeden produkt finansowy. To m.in. z takiego powodu, z tego typu lokat korzystają właśnie przedsiębiorstwa, które nie mają za wiele czasu na obracanie kapitałem zakładowym. Jest to jednak jednocześnie dobre rozwiązanie dla osób prywatnych, które coraz częściej decydują się na taki rodzaj oszczędzania. To warty uwagi sposób, dzięki któremu dokonamy dywersyfikacji swojego kapitału i będziemy mogli zainwestować go np. w kilka lokat jednocześnie. W efekcie, gdy lokaty będą kończyły się w różnych następujących po sobie terminach, my zachowamy płynność finansową.

Przykład

Z reguły, lokaty krótkoterminowe dostępne na polskim rynku, w większości przypadków charakteryzują się nieco niższym poziomem oprocentowania w porównaniu do depozytów długoterminowych. Czasem można znaleźć jednak wyjątki…

Do oferty w Toyota Bank dodaliśmy nową lokatę krótkoterminową Plan Depozytowy na okres 22 dni, której stałe oprocentowanie wynosi 3,5%. Lokatę22 można otworzyć na kwotę 22 000 zł, a kapitalizacja odsetek przyznawana jest zaraz na koniec okresu jej trwania. Jedynym warunkiem uprawniającym do jej założenia, jest posiadanie bądź założenie dowolnego konta, które oferujemy. Jeden klient może otworzyć maksymalnie 5 lokat na łączną kwotę 110 000 zł. Depozyt można odnowić zarówno z kapitałem i odsetkami łącznie, jak również z samym kapitałem, a odsetki pozostawić wówczas na koncie bankowym. Lokata na 22 dni to atrakcyjny produkt oszczędnościowy w dobie, kiedy stopy procentowe nadal utrzymują się na niskim poziomie. Wpłacając środki na niecały miesiąc, klienci mają zagwarantowany wysoki zwrot z zainwestowanych środków, na który najczęściej można liczyć jedynie w przypadku depozytów długoterminowych.

Autor: Ireneusz Wojciechowski – Dyrektor Departementu e-bank w Toyota Bank Polska

Duży wzrost zamówień przemysłowych w Niemczech

Zamówienia przemysłowe w Niemczech, skorygowane o wpływ czynników sezonowych wzrosły w lipcu 2014 o 4,6 proc. w porównaniu do poprzedniego miesiąca  – podało tamtejszy urząd statystyczny. To bardzo dobry wynik, szczególnie  po czerwcowym spadku zamówień o 2,7 proc. Lipcowy wynik jest znacznie wyższy od oczekiwań analityków oczekujących średnio wzrostu zamówień na poziomie 1, 5 proc.

O tak dobrym wyniku zdecydował potencjał eksportowy niemieckiej gospodarki, bowiem zamówienia krajowe wzrosły o 1,7 proc, a zagraniczne o 6,9 proc. Wśród zamówień zagranicznych przeważały te spoza strefy euro (były wyższe o 9,8 proc.). Zamówienia z państw Eurolandu wzrosły w lipcu o 1,7 proc.

Konferencja „Zrównoważone renowacje – druga młodość inwestycji budowlanych”

Wielkim krokami zbliża się długo wyczekiwana konferencja „Zrównoważone renowacje – druga młodość inwestycji budowlanych”, organizowana przez firmę RD bud. Już 25 września 2014 r. hotel Lord w Warszawie stanie się miejscem prestiżowego spotkania, podczas którego wybitni specjaliści z kraju i zagranicy podejmą dyskusję na temat rewitalizacji obiektów budowlanych. Liczba miejsc jest ograniczona, dlatego już dziś warto wypełnić formularz zgłoszeniowy i wziąć udział w tym wydarzeniu.

Dzisiejsze standardy budowlane znacznie odbiegają od tych, które wiodły prym choćby jeszcze 15 lat temu. Obecnie coraz więcej uwagi przywiązuje się do efektywności energetycznej. Rosnące ceny energii, konieczność poszanowania wyczerpujących się zasobów kopalnych, jak również względy środowiskowe – wszystko to powoduje, że świetlaną przyszłość mają dziś przed sobą jedynie budynki niskoenergetyczne. Coraz bardziej popularne staje się zatem wykorzystanie rozwiązań zmierzających do zmniejszenia zapotrzebowania budynków na energię i jej racjonalnego wykorzystania. Nowoczesne technologie, materiały i instalacje wykorzystywane aktualnie w projektach budowlanych są ekonomiczne i przyjazne środowisku. Tymczasem w architekturze każdego miasta znaleźć można nie tylko obiekty, które są jego prawdziwą wizytówką, ale również takie, których wygląd i funkcjonalność wymaga jeszcze wielu poprawek. Problem ten nie dotyczy tylko budynków zabytkowych, ale też inwestycji, które zrealizowano przy wykorzystaniu przestarzałych technologii i materiałów o niskiej efektywności energetycznej.

Co zatem zrobić, gdy obiekt budowlany nie spełnia aktualnych standardów budowlanych i generuje straty, których w przyszłości można by uniknąć i to z poszanowaniem środowiska naturalnego? Deweloperzy, inwestorzy, właściciele i zarządcy nieruchomości, projektanci, architekci, producenci, a także przedstawiciele samorządów zainteresowani zagadnieniem podnoszenia efektywności energetycznej starszych obiektów architektonicznych, nie powinni przepuścić okazji do udziału w konferencji pt. „Zrównoważone renowacje – druga młodość inwestycji budowlanych”, realizowanej w ramach projektu „Partnerstwo dla zrównoważonego budownictwa”. Organizatorem wydarzenia jest firma RD bud, która od lat propaguje politykę nowoczesnego budownictwa pozostającego w zgodzie z naturą. Program konferencji koncentruje się na dwóch aspektach, które odgrywają kluczową rolę w procesie osiągania standardu budynku niskoenergetycznego – tj. rewitalizacja struktury zewnętrznej oraz powierzchni wewnętrznych obiektu. Podsumowaniem każdej części będzie panel dyskusyjny, w którym udział wezmą przedstawiciele renomowanych w branży firm i instytucji. Bez wątpienia ciekawym punktem programu będzie również prezentacja pt. „3 Rewolucja Przemysłowa” przygotowana przez przedstawicieli francuskiej firmy NACARAT. Prelekcja stanowić będzie wprowadzenie do warsztatów, podczas których uczestnicy konferencji będą mieli szansę sprawdzić w praktyce nabytą teorię. Staną oni przed wyzwaniem zorganizowania zrównoważonej renowacji na funkcjonujących obiektach. Nad realizacją tego niełatwego zadania czuwać będą gospodarze spotkania oraz goście specjalni – uznane autorytety w dziedzinie zrównoważonego budownictwa z Grupy Rabot Dutilleul.

LW Bogdanka jedyną górniczą spółką, która obniża koszty. Stopniowo wypiera z rynku śląskie kopalnie

CEO Magazyn Polska

Zysk netto Bogdanki w II kwartale 2014 r. wyniósł 28,8 mln zł i był o ponad 40 proc. niższy od prognoz analityków. To jednak wystarczyło, by lubelski producent węgla zwiększył swój udział w krajowym rynku z 19 do 25 proc. W przeciwieństwie do śląskich kopalń Bogdanka konsekwentnie zwiększa wydobycie i nie ma problemu ze sprzedażą zapasów.

– Wyniki, które ogłosiliśmy, są zgodne z naszymi przewidywaniami. Określiliśmy poprzednio, że cały rok 2014 będzie podzielony na kilka etapów, m.in. pierwszy i drugi kwartał będą znacznie się różniły od pozostałych. Jest to związane z wolumenem produkcji i sprzedaży, a to z kolei jest związane z uruchomieniem Zakładu Przeróbki Mechanicznej Węgla – mówi agencji informacyjnej Newseria InwestorZbigniew Stopa, prezes zarządu LW Bogdanka.

Giełdowy producent węgla prognozuje, że wydobycie sięgnie w tym roku 9,3-10 mln ton. Według prezesa poziom produkcji w III kwartale 2014 r. powinien być wyższy niż w poprzednim, ponieważ z końcem sierpnia został uruchomiony Zakład Przeróbki Mechanicznej Węgla. Pozwoli on produkować lepszy jakościowo węgiel, co pozytywnie wpłynie na wyniki finansowe, począwszy od IV kwartału 2014 r. – informowała spółka. Zakład jest obecnie w fazie rozruchu.

– W następnych dniach, tygodniach, miesiącach zakład będzie dochodził do pełnych zdolności produkcyjnych. A więc trzeci lub czwarty kwartał to już będzie produkcja i z tego zakładu, i ze starego zakładu – twierdzi Stopa.

Prezes Bogdanki ocenia, że w ciągu 2-3 lat spółka może zwiększyć udział w rynku dostaw dla elektrowni zawodowych z obecnych 20 proc. do 30 proc. W 2013 r. wydobycie węgla handlowego wyniosło 8,35 mln ton. Bogdanka jest teraz na początku wdrażania strategii na lata 2013–2020, której celem jest podwojenie możliwości produkcyjnych w stosunku do roku 2011 oraz dwukrotne zwiększenie zasobów operatywnych węgla.

– W tej chwili kopalnia otrzymała koncesję na wydobycie w sąsiadującym polu K3 oraz na rozpoznanie na polu Ostrów. Czekamy też na koncesję na wydobycie na polu przylegającym do naszego obecnego obszaru górniczego K6-7 i na rozpoznanie na polu Orzechów – wymienia prezes Bogdanki.

Kolejnym elementem strategii jest też inwestycja w szyb kamienny S15.

– Chcemy wykorzystać go do wydobycia kamienia, wstępnej segregacji urobku, a więc poddania tego urobku wstępnej segregacji na dole, by osobno wyciągać kamień. To pozwoliłoby na zwiększenie  produkcji o około pół miliona. Będzie się to działo w ostatnich latach strategii. W najbliższym czasie zostanie zakończona inwestycja w centralną klimatyzację w polu Bogdanka – mówi Stopa.

Prezes Bogdanki dodaje, że taka klimatyzacja działa już w polu Stefanów, co pozwala zarówno poprawić warunki pracy górników, jak i wydłużyć efektywny czas pracy w ścianach i przodkach chodnikowych. Obniżka realnych kosztów o 15 proc. w ciągu następnych lat jest także jednym z celów strategicznych.

– Również w 2014 roku, patrząc na cały rok, odnotujemy obniżkę kosztów. Zresztą widać po naszych wynikach i sprawozdaniu finansowym, że walczymy z kosztami, bo cała branża odnotowuje wzrost kosztów, a u nas koszty jednostkowe spadają – twierdzi Zbigniew Stopa.

KNF odmówił Getin Noble Bankowi zgody na wypłacanie zaliczki na dywidendę

0

Getin Noble Bank podał w komunikacie, że Komisja Nadzoru Finansowego nie wyraziła zgody na zmiany w statucie banku, które pozwoliłyby na wypłacenie akcjonariuszom zaliczki na poczet dywidendy.

Getin Noble Bank chciała wprowadzić do statutu zapis zezwalający na wypłatę zaliczki na poczet dywidendy, o ile bank będzie w posiadaniu środków wystarczających na wypłatę, a w roku poprzedzającym wypłatę wypracował zysk. Na taką wypłatę każdorazowo musiałaby wyrazić zgodę rada nadzorcza banku.

Komisja Nadzoru Finansowego nie zgodziła się jednak na zaproponowaną zmianę. Ponieważ wyraziła zgodę na inne zmiany w statucie, wprowadzone przez WZA banku, Getin Noble Bank zapowiedział zwołanie kolejnego walnego zgromadzenia, które je zatwierdzi.