PolWAX ogłasza zamiar wejścia na GPW

Spółka PolWAX z Jasła, producent i dystrybutor parafin i wosków parafinowych ogłosił zamiar wejścia na rynek główny warszawskiej giełdy jeszcze w tym roku.

Na przełomie III i IV kwartału wejście na warszawski parkiet planuje spółka PolWAX, zajmująca się produkcją i dystrybucją rafinowanych i odwadnianych parafin i wosków parafinowych. Oferta obejmie do 3 819 865 istniejących akcji, które zostaną zaoferowane do sprzedaży przez obecnych właścicieli. Ta liczba akcji odpowiada za 32,02 proc. udziałów w firmie.

PolWAX nie tworzy grupy kapitałowej, ma dwa oddziały: zakład w Jaśle produkujący parafiny oraz zakład w Czechowicach-Dziedzicach, który oprócz parafin wytwarza również świece i znicze. Spółka działa od 1999 roku, a w latach 2004–2011 funkcjonowała w ramach Grupy Lotos.

Portfolio produktów Spółki obejmuje dwie główne grupy produktowe: specjalistyczne parafiny przemysłowe (produkty do impregnacji drewna, woski przeznaczone do kontaktu z żywnością, woski do zastosowań specjalnych, antyzbrylacze do nawozów, środki ochrony antykorozyjnej, kleje typu HotMelt, masy modelowe i inne), wyroby parafinowe do produkcji zniczy i świec (produkty do wyrobów świecarskich, wyroby do produkcji zniczy, woski specjalne do produkcji świec) oraz gotowe znicze i świece. Nadrzędnym celem Spółki jest stały rozwój oferty produktowej w zakresie wyrobów o wysokiej wartości dodanej, w szczególności produktów do zastosowań przemysłowych.

Znacząca większość produkcji lokowana jest na rynku krajowym, pozostałą część stanowi eksport głównie do krajów UE. W 2013 roku eksport stanowił 16 proc. przychodów ze sprzedaży spółki, z czego 51 proc. trafiło na rynek niemiecki, 16 proc. na rynek holenderski, a 12 proc. na rynek węgierski.

Jak podaje spółka, jej nadrzędnym założeniem strategii jest stopniowe przekształcenie profilu działalności i ukierunkowanie go na produkcję specjalistycznych produktów zestawione na bazie parafin i wosków dla wielu branż przemysłowych, charakteryzujące się znacznie wyższą marżowością.
Zamiarem spółki jest przekroczenie do 2020 roku progu 50 proc. udziału specjalistycznych parafinowych produktów przemysłowych w strukturze sprzedaży Spółki przy jednoczesnym znacznym zwiększeniu sprzedaży i podniesieniu rentowności prowadzonej działalności operacyjnej.

W I połowie 2014 roku PolWAX miał 95,6 mln zł przychodów, 10,8 mln zł zysku operacyjnego i 8,44 mln zysku netto. Wyniki były na wszystkich poziomach lepsze od uzyskanych w I połowie 2013 r.

S. Kiszycki (Unibep): Przychody w 2014 r. na poziomie 1,1 mld zł. Kontrakty w Rosji są bezpieczne

0

CEO Magazyn Polska

Budowlano-deweloperska firma Unibep nie obawia się restrykcji ze strony Rosji. Spółka zwiększa udział rynków zagranicznych w swoich przychodach, które mają wynieść 1,1 mld zł w całym 2014 r. W Polsce rekordowe obroty ma wygenerować w tym roku segment drogowy – zapowiada Unibep.

Uważamy, że drugie półrocze będzie obiecujące i poprawimy wynik w skali całego roku. Uda nam się przekroczyć obroty powyżej miliarda złotych, obecnie uważamy, że to będzie około 1,1 mld zł. Co do Wschodu, to mamy teraz trzy projekty na Wschodzie. Uważamy, że one są realizowane bezpiecznie. Oczywiście przypatrujemy się temu, co się dzieje w polityce – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sławomir Kiszycki, wiceprezes, dyrektor finansowy Unibepu.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży Unibepu sięgnęły w pierwszej połowie 2014 r. 461,91 mln zł wobec 435,71 mln zł rok wcześniej. W tym samym okresie skonsolidowany zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 7,26 mln zł wobec 6,6 mln zł w pierwszej połowie 2013 r. Zysk operacyjny za pierwsze półrocze 2014 r. obniżył się rok do roku z 11,91 mln zł do 11,29 mln zł.

Wartość portfela zamówień Unibepu wynosi obecnie 1,1 mld zł, z czego 34 proc. przypada na rynki zagraniczne – informowała spółka przy publikacji sprawozdania za I półrocze 2014 r. W następnym roku udział przychodów z eksportu ma zbliżać się do 40 proc. – twierdzi Kiszycki.

Dalej chcemy być spółką międzynarodową, chcemy być obecni zarówno na Wschodzie, jak i na rynku niemieckim oraz w Norwegii, przy czym nie chcemy przekroczyć obrotów powyżej 40 proc. Uważamy, że 35-40 proc. to jest na dziś realny do osiągnięcia obrót z rynków eksportowych – uważa Sławomir Kiszycki.

Unibep nie obawia się dalszego wzajemnego zaostrzenia sankcji gospodarczych między UE i Rosją. Pomyślna realizacja kontraktów za wschodnią granicą zależy przede wszystkim od współpracy z miejscowymi partnerami – wyjaśnia wiceprezes Unibepu.

Uważamy, że partnerzy i jednocześnie nasi inwestorzy zdają sobie sprawę z tego, że jesteśmy firmą polską. Wybrali nas świadomie w tym roku, jak już ten konflikt się rozwijał – tłumaczy Kiszycki.

Budowlano-deweloperska spółka liczy na to, że w grudniu br. uda się zakończyć trwającą 3 lata budowę hotelu przy lotnisku Wnukowo w Moskwie. W zimie Unibep chce zamknąć także 5 projektów w Norwegii o łącznej wartości 138 mln zł. Równolegle ma być rozwijany także segment deweloperski i drogowy w Polsce.

We wrześniu rozpoczniemy kolejny projekt w Warszawie, pracujemy nad drugim etapem projektu w Poznaniu. Natomiast w segmencie drogowym jesteśmy obecni na rynku północno-wschodnim. Chcemy na nim pozostać i rozwijać go, w tym roku będziemy też mieli rekordowe obroty z sektora drogowego – zapowiada wiceprezes Unibepu.

KGHM, Enea i Tauron wniosą wkład w polski atom. Jest umowa ws. nabycia udziałów

CEO Magazyn Polska

KGHM, Enea i Tauron kupią po 10 proc. udziałów w spółce celowej PGE odpowiedzialnej za projekt elektrowni jądrowej PGE EJ 1. Pieniądze mają pokryć koszty fazy wstępnej projektu, a decyzja o dalszym zaangażowaniu ma być podjęta w 2017 r. PGE przygotuje do końca 2014 r. warianty wsparcia publicznego dla inwestycji. Jednym z rozważanych są kontrakty różnicowe, na które zdecydowała się Wielka Brytania.

Podpisujemy umowę z naszymi krajowymi partnerami i rozszerzamy wspólników spółki celowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Woszczyk, prezes zarządu Polskiej Grupy Energetycznej.

Zgodnie z umową PGE, Enea, KGHM i Tauron mają proporcjonalnie do posiadanych udziałów sfinansować działania związane z realizacją inwestycji przypadających na okres trzech kolejnych lat. Partnerzy przewidują, że łączne koszty z tego tytułu wyniosą ok. 1 mld zł.

Zdaniem Marka Woszczyka na razie priorytetem jest uzyskanie zgody UOKiK na kooperację między spółkami, które są sygnatariuszami umowy. Wniosek został już złożony 1 sierpnia 2014 r.

Dla nas pozyskanie energii, i to energii tańszej, bezpiecznej, również pod kątem środowiskowym, jest celem nadrzędnym, który zagwarantuje spółce jej właściwe funkcjonowanie. To jest główny powód, dla którego KGHM wspiera tego typu inicjatywę – powiedział Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź w czasie XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Jak podkreśla, projekt ten stanowi również zabezpieczenie przed restrykcyjnymi celami polityki energetyczno-klimatycznej UE i stwarza szanse na rozwój polskiej gospodarki.

Prezes Tauron Polska Energia Dariusz Lubera podkreśla, że projekt atomowy pozwoli spółce zwiększyć procentowy udział technologii bezemisyjnych w grupie.

Decyzja o dalszym zaangażowaniu spółek w budowę pierwszej siłowni jądrowej ma zostać podjęta w 2017 r. Będzie ona uzależniona m.in. od warunków makroekonomicznych, kształtu polityki energetyczno-klimatycznej oraz mechanizmów regulacyjnych – tak napisano w komunikacie prasowym.

W tej chwili strategia Grupy Enea przewiduje wydatki na przygotowanie do realizacji projektu, czyli do momentu zakończenia postępowania zintegrowanego. Wszyscy mamy jednak świadomość, że kluczowym elementem, który zadecyduje o powodzeniu projektu, będzie racjonalne wsparcie ze strony państwa, chociażby w postaci mechanizmu rynku mocy – mówi Krzysztof Zamasz, prezes zarządu Enea, w cytowany w komunikacie

Koszt budowy elektrowni jądrowej o mocy 3000 MW jest szacowany na ponad 40 mld zł, dlatego nie jest niewykluczone, że PGE będzie poszukiwać także strategicznych inwestorów za granicą.

Polska Grupa Energetyczna jako wiodący inwestor w tym przedsięwzięciu realizuje to, co zostało zapisane w rządowym programie budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Prace trwają zgodnie z poszczególnymi punktami tematycznymi tego programu – zapewnia Woszczyk. – Odpowiedź na pytanie o partnerów strategicznych zmaterializuje się, kiedy będziemy gotowi na uruchomienie postępowania zintegrowanego, to jest niejedyny, ale bardzo istotny element tego postępowania.

To, czy uda się znaleźć strategicznych inwestorów, będzie zależało od przyjętego modelu finansowania i wynikającej z niego prognozowanej rentowności oraz ryzyka. PGE ma przedstawić rządowi do końca br. możliwe warianty wsparcia publicznego dla energetyki jądrowej.

Niewątpliwie ta technologia wymaga specjalnego potraktowania, specjalnych rozwiązań prawno-regulacyjnych. Angażuje ona relatywnie wysoki kapitał, który wymaga tego, aby ryzyko związane z taką inwestycją było sprowadzone do akceptowalnych rozmiarów. To wymaga jednak absolutnie stabilnego otoczenia prawno-regulacyjnego – twierdzi prezes PGE.

Jednym z możliwych rozwiązań są kontrakty różnicowe, które polegają na długoterminowej gwarancji ceny energii. W przypadku, gdy bieżąca cena rynkowa jest niższa od ustalonej w kontrakcie, różnicę dopłaca producentowi rząd, natomiast w przeciwnej sytuacji, to producent zwraca różnicę rządowi. Ten system jest już stosowany w Wielkiej Brytanii. Komisja Europejska bada obecnie, czy brytyjskie rozwiązania w zakresie wsparcia energetyki jądrowej nie stanowią niedopuszczalnej pomocy publicznej w ramach wspólnego rynku UE. Szanse na pozytywną decyzję KE zwiększa to, że dotychczas akceptowała kontrakty różnicowe dla inwestycji w odnawialne źródła energii.

Brytyjczycy osiągnęli porozumienie w większości swoich postulatów, jeżeli chodzi o rozwiązanie określone mianem kontraktów różnicowych. Jesienią faktycznie spodziewamy się finalnej decyzji dotyczącej włączenia tego rozwiązania do energetyki jądrowej w Wielkiej Brytanii. Z uwagą śledzimy to rozwiązanie – mówi Marek Woszczyk.

PKP Cargo chce przejąć CTL Logistics. Spółka czeka na zgodę UOKiK

CEO Magazyn Polska

CTL Logistics to kolejna po czeskim przewoźniku AWT spółka, którą chce kupić PKP Cargo. We wtorek polski przewoźnik podpisał z European Rail Freight II S.à r.l, większościowym właścicielem CTL, list intencyjny dotyczący potencjalnego nabycia 100 proc. udziałów w tej spółce. Teraz czeka na zgodę prezesa UOKiK.

Jesteśmy zainteresowani głównie tymi obszarami działalności CTL, w których PKP Cargo nie jest tak silnie reprezentowane. Liczymy na realizację synergii wynikających z możliwości lepszego wykorzystania taboru. Wydaje się, że to – w obecnej złej sytuacji na polskiej sieci przewozowej, gdzie średnia prędkość handlowa wynosi zaledwie 20 km/h, a dojście do prędkości handlowej trochę potrwa – najlepsze rozwiązanie na najbliższe 2-3 lata, które dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu taboru pozwoli osiągnąć dobre wyniki w zakresie optymalizacji operacyjnej tego biznesu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo.

CTL Logistics to drugi największy przewoźnik w Polsce. We wtorek PKP Cargo podpisało list intencyjny ws. potencjalnego przejęcia 100 proc. akcji tej spółki. Po przejęciu CTL PKP Cargo zyska bardzo silną pozycję na polskim rynku przewozów towarowych. Przeprowadzenie transakcji wymaga więc m.in. zgody prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jako największy przewoźnik w kraju obsługujemy około 60 proc. rynku w pracy przewozowej. Duzi gracze na innych rynkach, np. w Niemczech, obsługują 70-90 proc. rynku. Na pewno naszym celem jest nie tylko zdobywanie udziałów rynkowych, lecz także prowadzenie dobrego, rentownego biznesu w oparciu o dobrą obsługę naszych klientów – powiedział Adam Purwin w czasie XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy.

To już drugi list intencyjny podpisany w ostatnich dniach. 1 września spółka podpisała porozumienie z czeskim przewoźnikiem AWT.

Jesteśmy na początku drogi, która może nam umożliwić przejęcie dwóch znaczących przewoźników i operatorów logistycznych – mówi Adam Purwin. – W sprawie AWT uzyskaliśmy wyłączność na negocjacje i na due diligence tej spółki. W ciągu dziesięciu tygodni będziemy wiedzieć, jak ta ewentualna transakcja może się rozwinąć.

Spółka podkreśla, że realizuje w ten sposób swoją strategię rozwoju: z jednej strony pozyskuje licencje przewozowe na kluczowych rynkach, z drugiej szuka okazji do fuzji i przejęć.

To jest wszystko konsekwentne wzmacnianie pozycji PKP Cargo w Polsce i regionie. Zawsze powtarzaliśmy: naszą ambicją jest drugie silne miejsce w Unii Europejskiej – tłumaczy prezes Purwin.

CTL ma do dyspozycji blisko 200 lokomotyw, ponad 4,8 tys. wagonów  oraz dysponuje siecią 29 bocznic. Posiada też własne warsztaty naprawy taboru. Zatrudnia ponad 1,8 tys. pracowników.  W 2013 roku Grupa CTL przewiozła 12,6 mln ton towarów, wypracowując 726,6 mln zł przychodów ze sprzedaży.

Adam Purwin podkreśla, że PKP Cargo w dalszym ciągu będzie koncentrować się na transporcie paliw stałych.

Uważamy, że ten rynek, zwłaszcza w sytuacji geopolitycznej, którą obserwujemy, będzie częścią gospodarki, która ma nam zapewnić bezpieczeństwo energetyczne – zaznacza prezes spółki. – PKP Cargo jest krwiobiegiem polskiej energetyki i polskiego górnictwa. W związku z tym na pewno nie odwrócimy się od rynku węgla.

Spółka chce jednocześnie zwiększać zaangażowanie w transporcie intermodalnym (czyli łączonym). Przewoźnik kupił m.in. 330 platform kontenerowych za 100 mln zł. Przymierza się też do zakupu lokomotyw wielosystemowych, dzięki którym kontenerowe transporty z Polski będą mogły wjeżdżać na inne rynki bez konieczności zmiany lokomotywy.

Minister finansów: niewielkie ożywienie w gospodarce i bardzo niska inflacja utrudniają tworzenie budżetu

CEO Magazyn Polska

Tylko nieznaczne przyspieszenie w gospodarce oraz utrzymująca niska inflacja utrudniają tworzenie budżetu na 2015 rok – podkreśla minister finansów. W przyjętym w środę projekcie budżetu rząd obniżył prognozę wzrostu PKB z 3,8 proc. do 3,4 proc., głównie przez wyhamowanie w gospodarkach strefy euro oraz rosyjskie embargo. To obniży wpływy do budżetu. Za to wydatki będą rosnąć, m.in. w związku ze zmianami w uldze prorodzinnej, w waloryzacji rent i emerytur czy zwiększonymi wydatkami na obronność.

Deficyt budżetowy będzie nieco niższy niż w 2014 roku, ale różnica w całym sektorze finansów publicznych, czyli uwzględniając bilans Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i wszystkich innych elementów, będzie istotnie mniejszy niż w tym roku – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes minister finansów Mateusz Szczurek. – W 2015 roku osiągniemy 2,7 proc. deficytu finansów publicznych według statystyk unijnych, a to oznacza, że uda nam się wyjść z procedury nadmiernego deficytu finalnie w 2016 roku.

Trudne dla przyszłorocznego budżetu są przede wszystkim utrzymująca się niska inflacja – według założeń rządu średnioroczna inflacja ma wynieść 1,2 proc., oraz niezbyt duże przyspieszenie w gospodarce. Jeszcze w czerwcu prognozy rządu mówiły o wzroście PKB na poziomie 3,8 proc. W nowym projekcie obniżono je do poziomu 3,4 proc. Głównym powodem jest wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego w strefie euro – to znacznie poważniejsze niż konsekwencje rosyjskiego embarga na produkty z Polski.

Eksport na Wschód w skali całej gospodarki nie był aż tak kluczowy, jak nasze powiązania z Europą Zachodnią – ocenia minister finansów. – Sytuacja na Wschodzie jest bardzo bolesna dla poszczególnych firm, dla niektórych sektorów, ale w skali całej gospodarki znacznie poważniejszym problemem jest anemiczne ożywienie gospodarcze w strefie euro i te nieprzyjemne niespodzianki, które idą z tamtej strony.

Zgodnie z projektem budżetu średnioroczna inflacja ma w przyszłym roku wynieść 1,2 proc., wynagrodzenia w gospodarce narodowej wzrosną o 4,3 proc., a bezrobocie spadnie do 11,8 proc. Rząd zakłada, że dochody państwa wyniosą ponad 297,25 mld zł, a wydatki – 343,33 mld zł. To oznacza, że w przyszłym roku będzie trzeba pożyczyć 46 mld zł.

Wzrosną wydatki na obronność, po części dzięki wzrostowi gospodarczemu w tym roku [wydatki na ten cel stanowią 1,95 proc. PKB – red.], a także z powodu wyższych płatności za F16 [ponad 5 mld zł – red.] – zapowiada minister. – Wzrosną pensje nauczycieli akademickich, wprowadzamy inną metodę waloryzacji emerytur i rent – to są najważniejsze elementy.

Dodatkowe wydatki będą wiązać się również z proponowaną przez rząd nową ulgą prorodzinną. Ma ona być wyższa w przypadku trzeciego i każdego kolejnego dziecka. Dodatkowo osoby gorzej zarabiające, które do tej pory płaciły niedostatecznie wysokie podatki, żeby skorzystać z pełnego odliczenia, teraz z pomocą państwa będą mogły odliczyć całość ulgi.

– W praktyce oznacza to ogromne zwiększenie kwoty wolnej od podatku – dla rodzin wielodzietnych będzie to nie 10-15 proc., tylko kilkukrotne zwiększenie tej kwoty. Czyli rodzina zarabiająca kilka tysięcy złotych nie będzie w ogóle płaciła podatku PIT ani składek na NFZ – wyjaśnia Mateusz Szczurek.

Przyjęty projekt budżetu wymaga akceptacji Komisji Trójstronnej. Do końca września rząd musi przekazać projekt do Sejmu. Parlament ma na przyjęcie ustawy cztery miesiące.

W rozmowie minister finansów podkreślił, że rząd nie zamierza podawać daty planowanego wejścia do strefy euro.

Aby to zrobić odpowiedzialnie, musimy mieć po pierwsze przekonanie, że jest to dla Polski korzystne, po drugie, musimy mieć zgodę polityczną. Bo do przyjęcia euro potrzebna jest zmiana konstytucji, a takiej większości w Sejmie dziś nie ma –  ocenia Szczurek.

Rozpoczyna się szczyt NATO w Newport. Prezydent będzie przekonywał do ukończenia budowy sił szybkiego reagowania

CEO Magazyn Polska

To może być szczyt przełomowy – tak oceniają eksperci rozpoczynający się dziś dwudniowy szczyt NATO w walijskim Newport. Zdaniem prezydenckiego doradcy prof. Romana Kuźniara, Sojusz Północnoatlantycki angażując się na Bliskim Wschodzie, przeoczył geostrategiczne przemiany, do jakich doszło na naszym kontynencie. Musi więc zacząć reagować na nowe zagrożenia, jakie się ostatnio pojawiły.

Mam na myśli przede wszystkim skokowy wzrost potencjału wojskowego Rosji – zwraca uwagę w rozmowie z agencją Newseria prof. Roman Kuźniar, doradca prezydenta RP ds. międzynarodowych. – Rosja potroiła swoje wydatki na zbrojenia w ciągu ostatnich ośmiu lat. Ale to nie jest tylko problem wydatków, lecz także zachowania Rosji, czyli zbrojnych ataków na sąsiadów: Gruzję i Ukrainę, a także zastraszania i szantażu, które Rosja stosuje wobec swoich słabszych sąsiadów. To ma znaczenie dla poczucia bezpieczeństwa państw naszego regionu

Jego zdaniem to powinien być przełomowy szczyt. W związku z zakończeniem misji afgańskiej, o czym też przywódcy państw będą debatować, zamknie się okres aktywności ekspedycyjnej Sojuszu. W ciągu następnych kilku lat powinno nastąpić przesunięcie akcentu na podstawowe funkcje NATO, czyli obronę państw członkowskich.

Bardzo powoli będzie następować zmiana w dyslokacji sił zbrojnych Sojuszu. Następnie zostanie wzmocniona infrastruktura obronna NATO na tych terenach, z których pochodzą zagrożenia dla sojuszu. Trzeba jednak również przeorientować powoli naszą strategię, nasze myślenie o tym, czemu Sojusz służy, a to przede wszystkim w związku ze zmianą sytuacji geopolitycznej i geostrategicznej zarówno w naszym otoczeniu, jak i na poziomie globalnym – uważa prof. Kuźniar.

Prezydent Bronisław Komorowski na szczyt udał się z trzema głównymi postulatami, o których mówił już cztery lata temu podczas szczytu NATO w Lizbonie. Według profesora w obecnej sytuacji geopolitycznej stają się one szczególnie istotne.

Po pierwsze, należy wzmocnić infrastrukturę obronną, która umożliwia szybkie przyjęcie wsparcia na wypadek kryzysu u naszych granic. Po drugie, musimy uzyskać zapewnienie jeżeli nie o stałej, to o trwałej, nawet jeśli będzie to rotacyjnie, obecności wojsk sojuszniczych na terenie krajów wschodniej flanki – wymienia prezydencki doradca.

Prezydent zamierza też przekonywać przywódców innych państw do ukończenia budowy natowskich sił szybkiego reagowania oraz do wspólnych ćwiczeń, które zwiększą sprawność wojsk sojuszniczych i ich możliwości błyskawicznego reagowania na ewentualne zagrożenia.

800 amerykańskich przedsiębiorstw zainwestowało w Polsce 91 mld zł i utworzyło 200 tys. nowych miejsc pracy

CEO Magazyn Polska

W ciągu ostatnich 25 lat amerykańskie firmy zainwestowały w Polsce 91 mld zł. Tylko w 2012 roku wartość bezpośrednich inwestycji wyniosła 33 mld zł. Największe środki firmy zza oceanu ulokowały w sektorze usług i handlowym. Amerykanie zatrudniają obecnie w Polsce 200 tysięcy osób, których wynagrodzenie wynosi ok. 4,5 mld dolarów brutto rocznie – wynika z raportu KPMG w Polsce i Amerykańskiej Izby Handlowej.

Polska jest największym odbiorcą inwestycji amerykańskich w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla porównania w Czechach koncerny zza oceanu ulokowały jedynie 6,4 mld dolarów.

Skala łącznych inwestycji amerykańskich w Polsce wyniosła 91 mld zł na koniec 2012 roku. Ważną informacją jest również to, że w Polsce 800 firm z kapitałem amerykańskim zatrudnia 200 tysięcy pracowników, a co roku wypłacają im wynagrodzenie rzędu 4,5 mld dolarów brutto – mówi Stacy Ligas, partner, szef działu audytu instytucji finansowych w KPMG w Polsce.

Jak wynika z raportu KPMG i AmCham, 78 proc. amerykańskich inwestycji w Polsce zostało ulokowanych w sektorze usług. Firmy zainwestowały swoje kapitały głównie w przedsiębiorstwach z branży finansowej i ubezpieczeniowej. Na drugim miejscu znalazł się handel hurtowy i detaliczny. W przemyśle (głównie w branży motoryzacyjnej) obecnie prowadzi działalność 20 firm zza oceanu, które zatrudniają 45 tys. pracowników i osiągają łączne przychody na poziomie 30 mld zł.

Obecność amerykańskich inwestorów w Polsce to nie tylko napływ kapitału, lecz także, jak podkreśla Stacy Ligas, doświadczenia oraz know-how. Krajowy rynek jednak nadal jest postrzegany na świecie jako stosunkowo mało innowacyjny.

Dlatego amerykańskie inwestycje w centra badawczo-rozwojowe są szczególnie istotne – podkreśla Stacy Ligas w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Jak wynika z raportu KPMG, firmy zza oceanu są największym inwestorem zagranicznym w branży usług biznesowych. Co trzecie przedsiębiorstwo z kapitałem zagranicznym działające w tym obszarze należy do podmiotu ze Stanów Zjednoczonych. Według danych ABSL, organizacji skupiającej liderów tego sektora, obecnie w Polsce funkcjonuje 156 przedsiębiorstw z amerykańskim kapitałem, które łącznie zatrudniają ponad 46 tys. osób.

Najwięcej miejsc pracy (17,3 tys.) powstało w centrach usług wspólnych (ang. Shared Services Center – SSC), blisko 40 proc. ogólnego zatrudnienia w tym sektorze. Na drugim miejscu są amerykańskie BPO (ang. Business Process Outsourcing) oraz ITO (ang. Information Technology Outsourcing), zatrudniające łącznie 15,6 tys. osób, czyli 28 proc. wszystkich świadczących tego rodzaju usługi. W centrach B+R (badawczo-rozwojowych) z amerykańskim kapitałem pracuje natomiast 10,6 tys. osób, czyli blisko połowa personelu tego rodzaju zagranicznych ośrodków nad Wisłą.

Obecnie, aż co drugi pracownik w centrach B+R z kapitałem zagranicznym w Polsce pracuje dla amerykańskiego przedsiębiorstwa – informuje Stacy Ligas.

Chociaż liczba przedsiębiorstw z USA inwestujących w Polsce utrzymuje się w ostatnich latach na stałym poziomie, zatrudnienie rośnie. Jak twierdzą autorzy raportu KPMG, to pokazuje, że inwestorzy stale rozszerzają działalność, reinwestują, a tym samym zwiększają liczbę miejsc pracy. KPMG szacuje, że około 69 proc. średnich i dużych przedsiębiorstw amerykańskich po uruchomieniu pierwszego oddziału otworzyło kolejną filię, fabrykę, centrum biznesowe czy badawczo-rozwojowe. Najwięcej firm, jak wynika z raportu KPMG, reinwestowało w Polsce w branży motoryzacyjnej.

Raport „Wspólny sukces! 25 lat polsko-amerykańskich relacji gospodarczych” powstał z okazji 25 lat działalności Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce (AmCham), przy współpracy KPMG.

Bezpieczniej na polskich drogach. Kierowcom brakuje jednak jeszcze umiejętności radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach

CEO Magazyn Polska

W Polsce statystycznie w stu wypadkach drogowych ginie 10 osób, w innych krajach UE – 2-3 osoby. Statystyki dotyczące wypadków i ofiar śmiertelnych jednak systematycznie się poprawiają. Kierowcy jeżdżą ostrożniej, bojąc się coraz ostrzejszych kar, jakie grożą za naruszanie przepisów. Mają też bezpieczniejsze samochody. Problemem są jednak umiejętności, szczególnie młodych kierowców. Nikt im nie pokazuje, jak radzić sobie w sytuacjach kryzysowych.

Jak podaje Komenda Główna Policji, w lipcu i sierpniu 2014 na polskich drogach doszło do 6 217 wypadków, podczas gdy przed rokiem było to 7 294. Z 677 do 519 spadła też liczba ofiar śmiertelnych. Wciąż jednak w stu wypadkach drogowych ginie 10 osób, w innych krajach unijnych ofiar jest zdecydowanie mniej (2-3 osoby).

– Bezpieczeństwo na polskich drogach z roku na rok się poprawia  uważa Wojciech Pasieczny, ekspert w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Choć nie w takim tempie, jakiego należałoby sobie życzyć. Jest coraz mniej wypadków, coraz mniej osób rannych, coraz mniej zabitych.

Do zwiększenia bezpieczeństwa na drogach mogą się przyczynić producenci samochodów. Dziś nowe wozy wyposażane są w coraz bardziej nowoczesne systemy, które nie tylko chronią w czasie wypadku, lecz także potrafią mu zapobiec. To m.in. kamery, które ostrzegają przed zagrożeniem niewidocznym w martwym polu lusterka, aktywne tempomaty chroniące przed stłuczką, systemy ułatwiające bezpieczne cofanie i parkowanie.

– Tego typu rozwiązania na pewno są przydatne i będą coraz częściej oferowane we wszystkich samochodach – deklaruje Wojciech Mieczkowski, dyrektor generalny General Motors Poland. – Najważniejsze jest to, że systemy do tej pory jedynie dostępne w markach premium, w tej chwili są już oferowane w wielu tańszych modelach.

Zdaniem ekspertów często przyczyną wypadków na drogach jest brak umiejętności kierowców, brak doświadczenia i nadmierna brawura.

– Nie jesteśmy zbyt dobrze przygotowani do bezpiecznego uczestnictwa w ruchu drogowym mówi agencji Newseria Mariusz Stuszewski, instruktor Doskonalenia Techniki Jazdy Samochodem. – To przygotowanie zaczyna się na kursie nauki jazdy, a potem jest to kwestia naszych doświadczeń za kierownicą. Umiejętność jeżdżenia nabywamy właśnie na tych kursach, a potem z praktyki codziennego jeżdżenia.

Jak podkreśla, niektóre kraje (np. Szwecja) postanowiły jako obligatoryjne wprowadzić dodatkowe szkolenia dla kierowców.

– Uczestnik kursu w Szwecji musi przejść przez szkolenie na temat ryzyka, które pokazuje drogę hamowania w różnych warunkach, pokazuje, co się dzieje, jeżeli przekroczy się możliwości swoje i samochodu, możliwości przyczepności auta do nawierzchni. Młodzi ludzie, którzy otrzymują prawo jazdy, już wiedzą, gdzie jest granica, której nie wolno przekraczać. U nas nie ma obowiązku uczestnictwa w takich warsztatach – mówi Stuszewski.

W Polsce takie szkolenia oferują prywatne firmy i ośrodki. Przykładem jest Akademia Jazdy Opel, gdzie można doskonalić technikę jazdy samochodem. Zobaczyć w praktyce, w bezpiecznych warunkach, jak radzić sobie, gdy tracimy kontrolę nad wozem.

– Na autodromie, czyli w bezpiecznym miejscu, aranżujemy sytuacje niebezpieczne, które mogą się zdarzyć na drodze. Będąc w takiej niebezpiecznej sytuacji, ale zaaranżowanej w bezpiecznych warunkach autodromu, widzimy, jak byśmy się zachowali, czy nasze reakcje są właściwe, czy nie – wyjaśnia instruktor. – Nie zawsze chodzi o poprawę umiejętności kierowców, ile uświadomienie, co nam może grozić na drodze.

By zwiększyć świadomość kierowców, a tym samym bezpieczeństwo na polskich drogach, przedstawiciele firmy Opel oraz Polskiego Czerwonego Krzyża zdecydowali o podjęciu wspólnych działań. Będą współpracować, by przekonać Polaków do tego, jak ważne jest szybkie i fachowe udzielanie pierwszej pomocy ofiarom wypadków. W ramach obchodów Światowego Dnia Pierwszej Pomocy 13-14 września w 49 salonach sprzedaży Opla w całej Polsce odbędą się dni otwarte promujące bezpieczeństwo na drodze. W tych dniach wszyscy chętni będą mogli wziąć udział w specjalnych pokazach i dowiedzieć się tego, jak pomóc ofiarom wypadku i prawidłowo wezwać pomoc. W wybranych salonach będą dostępne m.in. symulatory wypadków: dachowania i działania poduszki powietrznej.

Asseco Poland stawia na rynki afrykańskie i kraje byłego ZSRR

0

CEO Magazyn Polska

Etiopia, Gruzja, Kazachstan i Krym to miejsca, z którymi Asseco Poland wiąże duże nadzieje na wzrost przychodów. Już teraz rynki zagraniczne odpowiadają za trzy czwarte przychodów ze sprzedaży. Spółka zapowiada, że zakończyła na razie inwestycje w nowe produkty i rozpoczyna ich sprzedaż i wdrażanie.

Portfel zamówień Asseco Poland na koniec czerwca 2014 r. wyniósł 5,2 mld zł, dlatego zarząd spodziewa się kontynuacji dobrych wyników z pierwszej połowy 2014 r.

Podpisaliśmy kilka znaczących i ciekawych umów w sektorze energetycznym, telekomunikacji oraz służbie zdrowia i to nam pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. Warto podkreślić, że kilka z naszych produktów znalazło się w rankingach kluczowych dostawców rozwiązań informatycznych Gartnera czy Forrester Research. To jest potwierdzenie tego, że nasze inwestycje, które rozpoczęliśmy jakiś czas temu, w tej chwili przynoszą owoce – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Panek, wiceprezes Asseco Poland.

Na koniec czerwca br. portfel zamówień Grupy miał wartość 5,2 mld zł i był o 1 proc. wyższy niż przed rokiem. Obok budowania swoich przewag konkurencyjnych w oprogramowaniu dla ważnych sektorów gospodarki i międzynarodowych instytucji Asseco liczy na dalszy wzrost przychodów w Afryce oraz w krajach byłego ZSRR. Przykładem jest Krym, gdzie pod koniec sierpnia rosyjska spółka R-Style Softlab należąca do Grupy Asseco Poland zarejestrowała nowy oddział w Sewastopolu. Ma on dostarczać usługi związane z rozwojem, wdrażaniem i utrzymaniem systemów informatycznych w rosyjskich bankach na terenie anektowanego półwyspu.

W tej chwili 75 proc. sprzedaży całej grupy jest związane z rynkami zagranicznymi. To jest ogromna wartość. Na te rynki kładziemy duży nacisk. Jeśli chodzi o dalszy rozwój, to nie jest tak, że mamy konkretne plany, o których możemy powiedzieć. Natomiast koncentrujemy się przede wszystkim na rynkach rozwijających się, z tego powodu patrzymy na Afrykę, z tego powodu jesteśmy już w Kazachstanie oraz Gruzji i upatrujemy tam szansy dla nas – wskazuje wiceprezes Asseco Poland.

W pierwszej połowie roku najszybszy wzrost przychodów Grupa Asseco odnotowała w Izraelu, gdzie dynamika wyniosła 10 proc. w ujęciu rocznym. W tym samym okresie sprzedaż własnych rozwiązań informatycznych przyniosła spółce 2,3 mld zł przychodów, co stanowi 81 proc. przychodów ze sprzedaży ogółem.

Od kilku lat mamy jasną strategię, skupiamy się na własnym oprogramowaniu, na własnych usługach i to będziemy kontynuować. Większość prac inwestycyjnych, jeśli chodzi o produkty, zakończyliśmy i w tej chwili zaczynamy je sprzedawać i wdrażać. To jest coś, na czym się w tej chwili skupiamy – twierdzi Marek Panek.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży grupy wyniosły w pierwszym półroczu 2014 r. 2,913 mld zł wobec 2,71 mld zł rok wcześniej. Skonsolidowany zysk netto w II kwartale wyniósł 86,5 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to 87,5 mln zł. W III kwartale Grupa Asseco Poland prognozuje wzrost przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej, na co pozytywny wpływ będzie miała prowadzona obecnie restrukturyzacja. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku informatyczna spółka wygenerowała 103 mln zł gotówki i wypłaciła dywidendę w wysokości 216 mln zł.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z pierwszego półrocza, zarówno pod względem finansowym, czyli wyników, jak i pod względem merytorycznym. Osiągnęliśmy prawie 3 mld zł przychodów, czyli o 7 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Zysk netto na poziomie 183 mln zł, nieco wyższy niż rynek zakładał, ale wynika to głównie z tego, że sprzedaliśmy jedną ze spółek, o czym do końca rynek pewnie nie wiedział – ocenia Panek.

Kantory internetowe coraz popularniejsze. W wakacje w ten sposób przewalutowano blisko 5,4 mld zł

CEO Magazyn Polska

Rośnie zaufanie Polaków do kantorów internetowych. Rekordowe były miesiące wakacyjne. Od czerwca do sierpnia za pośrednictwem serwisów Internetowykantor.pl i Walutomat zrealizowano 370 tys. transakcji o łącznej wartości 2,7 mld zł. To o 23 proc. więcej niż przed rokiem. Zdaniem ekspertów zainteresowanie e-kantorami będzie wśród klientów coraz większe ze względu na wygodę i bezpieczeństwo .

Z badań Currency One, operatora serwisów Internetowykantor.pl oraz Walutomat, wynika, że w trakcie wakacji zrealizowano w nich 370 tys. transakcji. Ich wartość osiągnęła 2,7 mld zł (29 mln zł dziennie). Operator posiada około 50 proc. udziału w rynku, szacuje się więc, że w całej branży e-kantorów w wakacje przewalutowano blisko 5,4 mld zł.

Wiarygodność i zaufanie do wymiany walut przez internet jest coraz większa. Polacy nauczyli się, że mogą wymieniać waluty i oszczędzać na tym przy okazji wakacyjnych wyjazdów – mówi agencji Newseria Łukasz Olek, członek zarządu w Currency One.

Polacy wymieniają walutę raz do roku (42 proc. deklarujących wymianę), najczęściej na zagraniczny wyjazd wakacyjny (60 proc.) – wynika z badań przeprowadzonych przez TNS Polska. Dane Polskiej Izby Turystyki wskazują, że w tym roku sprzedano 30 proc. więcej wycieczek niż rok wcześniej, przede wszystkim do krajów europejskich – Grecji, Turcji, Hiszpanii, Bułgarii. Wzrost zainteresowania wyjazdami wakacyjnymi przełożył się również na zainteresowanie e-kantorami.

Wartość średniej transakcji w e-kantorach Currency One wyniosła ponad 7 tys. zł. Najwięcej transakcji zrealizowano w euro (60 proc., lekki wzrost wobec ubiegłego roku), na kolejnych miejscach były dolar, frank szwajcarski i funt brytyjski.

30 proc. korzystających z kantorów internetowych wymienia walutę ze względu na zagraniczny wyjazd, zaś 5 proc. badanych samodzielnie spłaca kredyt hipoteczny w obcej walucie.

Mimo wzrostu zainteresowania e-kantorami wciąż ponad 90 proc. Polaków jeszcze nie korzystało z ich oferty.

Wielu z nich nie jest świadomych tego, że może oszczędzić, korzystając z internetu zamiast z tradycyjnego kantoru. Trend działa jednak na naszą korzyść, wymiana walut w internecie jest wygodna i bezpieczna. Ten, kto spróbuje, powraca do nas i wymienia w kantorach internetowych – podkreśla Łukasz Olek.

W Polsce działa obecnie ok. 50 internetowych kantorów. W 2013 roku Polacy wymienili za ich pośrednictwem 20 mld zł (dla porównania w 2012 roku niecałe 10 mld zł.). E-kantory narzucają znacznie niższą marżę niż kantory stacjonarne i banki, na internetowych transakcjach można zaoszczędzić 6-8 proc. w porównaniu z standardowymi ofertami. Aby wymienić w ten sposób pieniądze, wystarczą dwa konta walutowe, a cała transakcja oparta jest na przelewach.

Już dziś premiera czwartej części serii gier „The Sims”

CEO Magazyn Polska

Na polskim rynku debiutuje czwarta część najpopularniejszej gry symulacyjnej na świecie  „The Sims”. Twórcy zapowiadają, że edycja ta jest wyjątkowa, bo oprócz znanych już fanom rozwiązań wprowadzono kilka udoskonaleń. Gracz będzie mógł na przykład całkowicie wpływać na wygląd, a także  po raz pierwszy w historii gry  wprowadzono emocje wirtualnych postaci.

„The Sims” to gra symulacyjna, w której gracz ma organizować życie wirtualnych postaci zwanych Simami. Gra jest obecna na rynku od 2000 roku i do dziś sprzedała się w 16 milionach kopii na całym świecie. Premiera czwartej części serii gier „The Sims” została zapowiedziana w maju 2013 roku. Jej światowy debiut nastąpił 2 września tego roku, dzisiaj ma miejsce polska premiera.

Polacy wyjątkowo lubią Simy. Lubią sobie popróbować innych scenariuszy w życiu. Jest to gra dla wszystkich, nie tylko dla dzieciaków, ale też dla dorosłych osób, które na przykład przychodzą zmęczone po pracy i odgrywają scenariusze na przykład, których nie mogą zrealizować we własnym życiu – mówi Lidia Zalewska, menadżer produktu w firmie Electronic Arts Polska, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Twórcy gry zapowiadają, że jej czwarta część pod wieloma względami będzie wyjątkowa. Gracza pozytywnie zaskoczyć ma przede wszystkim nowy sposób tworzenia Sima. Ma on wyglądać dokładnie tak, jak chce tego osoba grająca. Twórcy gry oferują wiele nowych kolorów i stylów ubrań, włosów, skóry. Możliwe będzie wybranie tatuażu, makijażu, biżuterii, zmarszczek lub piegów. Nowością jest także możliwość wybory fryzury oddzielnie od nakrycia głowy.

W tej części po raz pierwszy pojawiają się emocje, na które gracz ma wpływ. Simy zawsze były emocjonalne, natomiast po raz pierwszy te emocje popychają rozgrywkę do przodu. Kolejna nowością w grze jest galeria wymiany między graczami. Jest to narzędzie, które pozwala w łatwy sposób zapisać to, co fani stworzą – mówi Lidia Zalewska.

W grę mogą grać osoby powyżej dwunastego roku życia. Jej twórcy podkreślają, że obecnie w „The Sims” grają całe pokolenia. Osoby, które grały w pierwsze części gry, dziś same mają dzieci, które zarażają swoją dawną pasją. Mimo że przeznaczeniem „The Sims” jest przede wszystkim rozrywka, gra posiada także walory edukacyjne. Dzieci i nastolatkowie uczą się głównie odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji swoich wyborów i zachowań. Np. Sim musi mieć zaplanowane codzienne czynności, takie jak sen i jedzenie. Jeśli gracz o nich zapomni Sim zachoruje, może nawet umrzeć.

Jeżeli chodzi o aspekt edukacyjny gry, to obserwujemy zachowania graczy. Możemy je podzielić na kilka typów. Są osoby, które są typowymi budowniczymi i one rozwijają w grze swoją kreatywność. Inne osoby to są opowiadacze historii. Dla nich budowanie ma mniejsze znaczenie, natomiast oni opowiadają historię. To są na przykład przyszli reżyserowie filmów. Są też ludzie, którzy typowo eksperymentują w Simach – mówi Lidia Zalewska.

Aby uruchomić grę „The Sims” potrzebny jest czterordzeniowy procesor, najlepiej Intel Core i5 lub AMD Athlon X4, system operacyjny: 64-bitowy Windows 7 lub Windows 8, pamięć operacyjna 4 G, karta graficzna Nvidia GeForce GTX 650 lub lepsza, dysk twardy 9 GB. Połączenie internetowe będzie potrzebne tylko w momencie aktywacji gry.

IRG SGH: Ogólny wskaźnik koniunktury w handlu w III kw. niżej niż średnia z ostatnich 10 lat

Koniunktura w handlu w w II kw. spadła, przedsiębiorcy ocenili swoją kondycje jako słabą.

W III kwartale 2014 roku koniunktura w handlu pogorszyła się. Ogólny wskaźnik koniunktury był ujemny, był na niższym poziomie niż średnia dla tego okresu z ostatnich 10 lat, podał Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Odnotowano również spadek większości składowych wskaźników koniunktury według rodzaju prowadzonej działalności, grupy zatrudnienia, czy dziedzin działalności handlowej. W większości przypadków pozostały one negatywne.

−  Towarzyszył temu lekki pesymizm przedsiębiorców, którzy ocenili swoją ogólną kondycję jako słabą − saldo odpowiedzi na to pytanie wyniosło -1,4 punktu. Dokładnie, 19,9 proc. badanych przedsiębiorstw uznało ogólną kondycję swojego przedsiębiorstwa za dobrą, 58,9 proc. ankietowanych za średnią, natomiast 21,3 proc. za słabą −  podał IRG SGH.

W III kwartale w najlepszej sytuacji były przedsiębiorstwa handlowe działające w następujących branżach: artykułów i sprzętu gospodarstwa domowego oraz RTV, wyrobów farmaceutycznych, medycznych, kosmetyków i artykułów toaletowych, jak również obuwia i wyrobów skórzanych.

Podobnie jak w poprzednim kwartale, możliwości poprawy sytuacji przedsiębiorstw handlowych ograniczały następujące czynniki: konkurencja, niedostateczny popyt oraz koszty zatrudnienia pracowników.

PZPM: w sierpniu o 6,5 proc. rdr więcej zarejestrowanych nowych aut

Skoda, Toyota i Opel na podium najczęściej rejestrowanych nowych aut. Sierpień tego roku miał wyższe wzrosty w rejestracjach niż sierpień poprzednich lat.  

Pierwsze rejestracje nowych samochodów osobowych i dostawczych zanotowały wzrost w sierpniu o 6,5 proc. rdr, a narastająco od stycznia do sierpnia o 14,8 proc., podał PZPM w raporcie.

Sierpień był w tym roku, podobnie, jak zazwyczaj, najsłabszym miesiącem od początku roku, ale jednocześnie był nieco lepszy niż w ciągu ostatnich lat – podkreślił Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego.

Ostatni miesiąc zakończył się z rezultatem 23 349 zarejestrowanych nowych samochodów osobowych i dostawczych. Od początku roku zarejestrowano 249 526 samochodów licząc razem osobowe i dostawcze.

Segment samochodów dostawczych, których zarejestrowano o 17 proc. więcej rdr, był bardziej dynamiczny niż segment samochodów osobowych, których zarejestrowano więcej o 4,9 rdr.

W sierpniu na szczycie listy rankingowej na pierwszym miejscu, z wyraźną przewagą nadal jest Skoda. Chociaż w ostatnim miesiącu po raz pierwszy w tym roku nie przekroczyła 3 tysięcy, to sprzedała 2417 szt. Było to o 33,7 proc. więcej niż przed rokiem i mniej o 30,8 proc. niż w lipcu br. – wylicza PZPM. – Na drugie miejsce wysunęła się Toyota (1 875; -1,4 proc. rdr; -11,6 mdm), spychając na trzecie Opla (1 696; +41,2 proc. rdr, -30,4 proc. mdm), mimo że to on właśnie osiągnął najwyższy wzrost rok do roku w pierwszej  dziesiątce.

Mała liczba lekarzy i studentów oraz kwestia finansowania to główne wyzwania stojące przed systemem ochrony zdrowia w Polsce do 2060 roku

W Polsce liczba praktykujących lekarzy jest o około 1/3 niższa niż średnio w Europie. Jesteśmy obecnie szóstym najmłodszym społeczeństwem na Starym Kontynencie. W 2060 roku będziemy czwartym najstarszym. Do tego czasu system ochrony zdrowia musi się zmierzyć z wyzwaniami w zakresie zapotrzebowania, finansowania i zasobów ludzkich dostępnych w służbie zdrowia. O tym, w jakim kierunku powinny iść zmiany dyskutowali uczestnicy debaty pt. Zasoby finansowe i kapitału ludzkiego w systemie ochrony zdrowia w Polsce w ramach V Forum Ochrony Zdrowia, które odbyło się podczas XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy Zdroju.

W debacie udział wzięli Igor Radziewicz – Winnicki, Wiceminister Zdrowia, Tadeusz Jędrzejczyk, Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, prof. dr hab. n. med. Marek Krawczyk, Rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Beata Małecka – Libera, Poseł na Sejm RP oraz Andrzej Matyja, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Krakowie. Panel poprzedziła prezentacja Łukasza Zalickiego, Partnera EY pt. Wyzwania stojące przed systemem finansowania ochrony zdrowia w Polsce. Dyskusję poprowadził Jakub Szulc odpowiedzialny za Sektor Ochrony Zdrowia w EY, były Sekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia.

Trzy siły napędowe

Według Łukasza Zalickiego, tym, co wpływa na wzrost zapotrzebowania na usługi zdrowotne są czynniki demograficzny, dochodowy i technologiczny. Społeczeństwo polskie się starzeje. W 2060 roku na jedną osobę powyżej 65. roku życia będzie przypadać zaledwie 1,5 osoby w wieku produkcyjnym. To czynnik, który zwiększy zapotrzebowanie na usługi ochrony zdrowia. Z drugiej strony im społeczeństwa są bardziej zamożne, tym więcej wydają na służbę zdrowia. Od 1990 do dzisiaj udział wydatków na zdrowie w Polsce wzrósł z 4,8% do prawie 7% PKB. Kolejnym ważnym czynnikiem wpływającym na wzrost zapotrzebowania na usługi ochrony zdrowia jest technologia, dzięki której skuteczniej można leczyć istniejące choroby lub prowadzić terapię w zupełnie nowych obszarach. Rozwojowi technologii towarzyszy zazwyczaj społeczna presja na upowszechnienie nowych metod leczenia, bez względu na koszty, które zazwyczaj są wyższe niż w przypadku metod dotychczas stosowanych.

Wyzwania do roku 2060

Obecnie liczba praktykujących lekarzy w relacji do populacji w Polsce jest najniższa w grupie przebadanych krajów w Europie. W 2011 roku, w Polsce na 100 tys. mieszkańców przypadało zaledwie ok. 219 lekarzy. Co więcej, relatywnie mała liczba absolwentów kierunków lekarskich może sprawić, że obserwowana obecnie luka może się w przyszłości jeszcze bardziej pogłębić. Mała liczba osób zatrudnionych w służbie zdrowia w połączeniu z brakiem stosownych regulacji prawnych sprawia, że lekarze pracują w kilku miejscach równocześnie. Zdarza się, że ich czas pracy przekracza 300 godzin miesięcznie. W związku z tym najważniejsze wyzwania, przed którymi będzie musiała stanąć służba zdrowia to braki kadrowe i niewystarczające finansowanie.

Lekarze.jpg

Kadry, finanse, kierunki

Zdaniem Tadeusza Jędrzejczyka, Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, przekraczanie liczby godzin pracy przez lekarzy stanowi istotny problem. Fundusz nie ma takich przepisów, które regulowałyby maksymalną liczbę pracodawców, u których lekarze mogą świadczyć swoje usługi. Jednak w niektórych przypadkach takie ograniczenia nie byłyby wskazane z uwagi na zbyt małą liczbę lekarzy wybranych specjalizacji, szczególnie w mniejszych miejscowościach.

Z kolei prof. dr hab. n. med. Marek Krawczyk, Rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wskazał, że obecnie w Polsce jest 11 uczelni medycznych. Liczba przyjęć nowych studentów jest niezależna od rektorów. Zwiększenie liczby studentów z punktu widzenia uczelni nie jest problemem.  Problemem jest finansowanie. Roczny koszt kształcenia lekarza wynosi ok. 35 tys. złotych. W sumie uniwersytet przyjmuje co roku 150 studentów, którzy płacą za naukę. Andrzej Matyja, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Krakowie dodał, że co roku rośnie liczba absolwentów,  także tych, którzy kształcą się w języku angielskim. Zwłaszcza wśród tej grupy poważnym problemem jest migracja. Aż 10 procent absolwentów opuszcza kraj. W Polsce mamy aż 77 specjalizacji – najwięcej na świecie.

Natomiast Igor Radziewicz – Winnicki, Wiceminister Zdrowia zwrócił uwagę na różnice między systemami ochrony zdrowia. W Wielkiej Brytanii czy Skandynawii większość porad udzielana jest bez konieczności kontaktu z lekarzem. Jego zdaniem rynek niepublicznych usług medycznych szybko się rozwija, natomiast w żaden sposób nie współfinansuje kształcenia lekarzy. Uczestnicy panelu zwrócili także uwagę na problem kształcenia w kierunku profilaktyki. Poważnym wyzwaniem obecnie jest brak pracy dla dietetyków, czy fizjoterapeutów. Według Beaty Małeckiej – Libery, Poseł na Sejm RP, olbrzymim wyzwaniem jest starzejąca się populacja Polski. W związku z tym należy szkolić pielęgniarki, czy opiekunki osób starszych. Jej zdaniem główny nacisk trzeba położyć na edukację lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Dyskusję podsumował Jakub Szulc z EY, którego zdaniem potrzebne jest szersze, ponadresortowe spojrzenie na problemy służby zdrowia, które pozwoli kompleksowo przyjrzeć się wyzwaniom, jakie przed nią stoją.

RPP utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie

Stopy procentowe bez zmian, zadecydowała RPP na wrześniowym posiedzeniu.

Rada Polityki Pieniężnej podczas posiedzenia w dniach 2-3 września postanowiła utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie: stopa referencyjna 2,50 proc. w skali rocznej; stopa lombardowa 4,00 proc. w skali rocznej; stopa depozytowa 1,00 proc. w skali rocznej; stopa redyskonta weksli 2,75 proc. w skali rocznej.

RP utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie

Stopy procentowe bez zmian, zadecydowała RPP na wrześniowym posiedzeniu.

Rada Polityki Pieniężnej podczas posiedzenia w dniach 2-3 września postanowiła utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie: stopa referencyjna 2,50 proc. w skali rocznej; stopa lombardowa 4,00 proc. w skali rocznej; stopa depozytowa 1,00 proc. w skali rocznej; stopa redyskonta weksli 2,75 proc. w skali rocznej.

„Wyprawka szkolna” – pomoc dla najbardziej potrzebujących uczniów

Rząd przeznaczył 156 mln zł na pomoc w zakupie podręczników dla najbiedniejszych rodzin. Głównym kryterium branym pod uwagę przy udzielaniu wsparcia są dochody.

„Pomoc finansowa dla jednej rodziny wynosi od 170 do 770 zł. Można ją otrzymać, jeśli dochód na osobę nie przekracza 539 zł netto” – mówi serwisowi infoWire.pl Joanna Dębek, rzecznik prasowy Ministerstwa Edukacji Narodowej. O pomoc mogą starać się osoby najbiedniejsze oraz uczniowie niepełnosprawni.

Aby otrzymać dofinansowanie, należy zachować paragony za zakupione książki. W przypadku dzieci z niepełnosprawnością pomoc obejmuje również inne materiały edukacyjne. Osoby, które złożą wniosek w szkole i spełnią warunki, otrzymają wsparcie finansowe najpóźniej do połowy listopada.

Dofinansowanie w ramach „Wyprawki szkolnej” może otrzymać nawet 488 tys. uczniów, w tym 121 – mających specjalne potrzeby edukacyjne.

Joanna Dębek zachęca rodziców do sprawdzania cen podręczników i podkreśla, że nie ma żadnego uzasadnienia dla tego, żeby książki co roku były inne: „Podstawa programowa zmieniana jest raz na 10 lat. Ostatnia miała miejsce w 2009 r. Jeśli widzimy, że nauczyciel wybrał najnowszą edycję podręcznika, zapytajmy go, dlaczego podjął taką decyzję”.

PKP spłaci kolejne 650 mln zł zadłużenia

Do końca roku Polskie Koleje Państwowe mają zmniejszyć dług z 3,3 mld zł na początku roku do 1 mld zł.

Na 4 września przypada kolejna duża spłata historycznego zadłużenia PKP. Wysokość transzy wyniesie 650 mln zł.

Poziom zadłużenia na początku tego roku wynosił 3,3 mld zł. Po zapłaceniu wrześniowej transzy, dług netto wyniesie ok. 1 mld zł. Poprzednia duża spłata miała miejsce w maju tego roku, kiedy to spłacono ok. 806 mln zł, poinformowała PKP.

– Sukcesywnie spłacamy historyczne zadłużenie PKP – mówi Jakub Karnowski, prezes Grupy PKP. – Dzięki konsekwentnym działaniom, w latach 2012-2013 zmalało ono o niemal 1 mld zł, w tym roku zmniejszy się o kolejne 1,5 mld zł

PKP S.A. planuje, że poziom zadłużenia netto na koniec grudnia br. wyniesie ok. 1 mld zł. Termin spłaty ostatniej transzy zadłużenia przypada na 2022 r.

Środki na spłatę zadłużenia pochodzą z prywatyzacji spółek Grupy PKP oraz sprzedaży nieruchomości. Ubiegłoroczna sprzedaż Polskich Kolei Linowych i prywatyzacja PKP Cargo przyniosły ponad 2,2 mld zł przychodów. Dzięki sprzedaży nieruchomości udało się natomiast uzyskać ponad 523 mln zł.

MEN: Spółką z GK WSiP będzie dystrybuować rządowy elementarz

Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne sp. z o.o. skorzystają na wprowadzeniu rządowego bezpłatnego elementarza. Firma logistyczna zależna zarobi na dystrybucji podręcznika.

Firma logistyczna Alfa Logis, spółka powiązana kapitałowo ze spółką Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne sp. z o.o., podpisała z Ministerstwem Edukacji Narodowej umowę na dystrybucję rządowego Naszego Elementarza. Umowa ma trwać do 2016 roku.

Oferta Alfa Logis została wybrana w drodze przetargu publicznego. MEN i Alfa Logis umowę podpisały 2 września 2014 r. – napisała WSiP w komunikacie.

Alfa Logis powstała w 2006 roku w wyniku restrukturyzacji Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. W ramach prowadzonej działalności oferuje kompleksową obsługę logistyczną.

Rola robotów w branży spożywczej. Trendy, wyzwania, skala oszczędności

Sortowanie, pakowanie i paletyzacja różnorodnych produktów oraz wzrost oczekiwań wobec wydajności maszyn produkcyjnych – to według analityków firmy ASTOR kluczowe trendy, związane z automatyzacją i robotyzacją branży spożywczej w 2014 roku. Eksperci podkreślają, że wdrożenie nowoczesnych rozwiązań może przynieść producentom żywności oszczędności rzędu 20 tysięcy złotych dziennie i nawet stuprocentowy wzrost wydajności.

Wyroby cukiernicze, mleko, zboża, makarony, pasze, koncentraty spożywcze, piwo, przetworzone ziemniaki, warzywa i owoce – to towary, których produkcja najczęściej prowadzona jest w oparciu o nowoczesne narzędzia z zakresu automatyki i robotyki – wynika ze statystyk firmy ASTOR. Jak podkreślają eksperci, polscy producenci żywności chętniej niż innowacje dotyczące samych produktów, przeprowadzają zmiany związane z opakowaniami i gramaturą. Coraz częściej też – podejmują się produkcji żywności o dużym stopniu przetworzenia. Wymaga to większej elastyczności w wykorzystywaniu posiadanych zasobów wytwórczych.

– Aktualne zmiany na rynku spożywczym powodują, że wytwórcy chętnie sięgają po rozwiązania umożliwiające robotyzację procesów pakowania, paletyzacji i sortowania. Dostrzegalny jest także wzrost oczekiwań w stosunku do automatyzacji – producentom żywności zależy już nie tylko na automatyzacji pojedynczej maszyny, lecz raczej na zintegrowaniu posiadanych wysp automatyki w jeden spójny i efektywny system wspierający zarządzanie produkcją. Pozwalają na to systemy typu MES (Manufacturing Execution System), obejmujące kilka obszarów fabryki – komentuje Stefan Życzkowski, prezes firmy ASTOR.

Po rozwiązania z zakresu automatyki i robotyki sięgają już nie tylko globalne koncerny, ale i mniejsi – nawet wąsko wyspecjalizowani, lokalni producenci. Różnica polega na wielkości obszaru, który obejmuje np. system MES. Mniejsze przedsiębiorstwa koncentrują się na kluczowym procesie np. recepturze, podczas gdy globalne firmy wnikają w szczegółową analizę pracy urządzeń, w tym mikroprzestojów każdej z maszyn biorących udział w przetworzeniu wyrobu. Najważniejsze cele producentów żywności są takie same, niezależnie od ich rozmiaru i rodzaju wyrobu końcowego. Chodzi o wyprodukowanie produktu bezpiecznego dla zdrowia, o stałej jakości, odpowiednie jego zapakowanie i ograniczenie kosztów procesu wytwórczego.

Proponowane przez specjalistów systemy muszą zatem m.in. gwarantować powtarzalność (np. dozowanie, ważenie), określoność czasu wykonywanej czynności (np. ilość pralin spakowanych przez robota do opakowania) oraz przewidywalność kosztów wytwarzania (np. utrzymywanie właściwej temperatury pieca i rachunków za prąd). Aby sprostać normom i zaleceniom producentów, dostawcy rozwiązań z zakresu automatyki i robotyki stale pracują nad innowacjami związanymi z budową urządzeń wykonawczych i metodami prowadzenia procesu. Z myślą o nich np. w przypadku robotów Kawasaki wprowadzono smarowanie przekładni olejami roślinnymi, a za pośrednictwem oprogramowania InBatch – zaimplementowano reżim komponowania receptur i ich wykonywanie.

Precyzyjne dane, jakich dostarczają zautomatyzowane stanowiska oraz linie produkcyjne, pozwalają przede wszystkim na ograniczenie kosztów procesu wytwórczego. Na ich podstawie można przeprowadzać zmiany – zwiększyć efektywności linii oraz zmniejszyć koszty procesów. To konkretne, niejednokrotnie bardzo duże kwoty oszczędności. Kompleksowe wdrożenie przeprowadzone w SM Ostrołęka, polegające m.in. na uruchomieniu systemu wizualizacji i raportowania przynosi codzienne oszczędności surowców rzędu 20 tysięcy złotych. Daje to ponad 6 milionów złotych w skali roku. System z zakresu robotyki, wdrożony w MSM Mońki zaowocował 100 procentowym wzrostem wydajności linii produkcyjnej. Natomiast inwestycja w firmie GOOD FOOD będąca przykładem śledzenia pracy i przestojów wszystkich maszyn w ciągu technologicznym przyniosła zwiększenie wydajności produkcji o 10 procent.

Bio Planet S.A. przejmuje dystrybucję ziół, herbat i przypraw eko

0

 Bio Planet S.A., firma działająca w zakresie konfekcjonowania i dystrybucji hurtowej produktów rolnictwa ekologicznego  poszerza ofertę w zakresie polskich herbat ziołowych, ziół i przypraw eko. Wszystko za sprawą przejęcia hurtowni „Spragnieni Natury”, która specjalizowała się w dystrybucji tych towarów. Dzięki temu liczba produktów oznaczona logiem Bio Planet dostępnych w polskich sklepach zwiększy się z obecnych 1600 do 2000 pozycji.  Firma planuje nowe aktywności na rynku przejęć i już niebawem wprowadzi nowe produkty do swojej oferty żywności ekologicznej.

 „Podpisanie umowy z hurtownią „Spragnieni Natury” jest efektem kontynuowania założeń i planów firmy, mających na celu poszerzenie oferty firmy Bio Planet S.A. Chcemy, aby nasi odbiorcy mieli jak największy wybór produktów ekologicznych. Cieszymy się, że w naszą już dość szeroką ofertę udało się wcielić całkiem nowe pozycje jednej z największych hurtowni wyspecjalizowanej w dystrybucji ziół, przypraw  i herbatek ziołowych. Nasi klienci zyskają znacznie większy dostęp do ekologicznych suszonych ziół takich jak bazylia, majeranek, czy oregano. Nowością będzie możliwy zakup mieszanek przypraw eko. Wierzymy, że podjęte przez nas działania umocnią naszą pozycję lidera na rynku i pozytywnie wpłyną na stale zauważalny wzrost firmy.”  – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Firma Bio Planet S.A. została zarejestrowana w czerwcu 2014 roku z przekształcenia Bio Planet Sp. z o.o., firmy założonej w październiku 2005 roku. Logo marki jest jednym
z najbardziej rozpoznawalnych w dziedzinie produktów ekologicznych w Polsce.

Hurtownia „Spragnieni Natury” jest jedną z największych hurtowni ziół, herbatek i przypraw bio w Polsce. Jej przychód szacowany jest na 1,2 mln PLN rocznie.

Czy można zwiększyć zdolność kredytową firmy

Dorota Matuszyńska, ekspert ds. kredytów hipotecznych Idea Expert

Problem z niską zdolnością kredytową dotyka bardzo często firmy, które dopiero rozpoczynają swoją działalność. Ich dochody zazwyczaj nie są wysokie i w związku z tym w oczach instytucji finansowych niższa jest również ich wiarygodność, jako potencjalnych kredytobiorców. Jednak nie zawsze problem leży tam gdzie nam się wydaje. Często kluczem do tego, aby podnieść zdolność kredytową jest wiedza na temat tego, w jaki sposób przygotować się do rozmów z bankiem i jak zabezpieczyć kredyt dla początkującej firmy.

Czym właściwie jest zdolność kredytowa

W polskim prawie bankowym definicja zdolności kredytowej jest ściśle określona i wygląda następująco: „ Przez zdolność kredytową rozumie się zdolność do spłaty zaciągniętego kredytu wraz z odsetkami w terminach określonych w umowie”. Co ciekawe, posiadanie zdolności kredytowej jest warunkiem koniecznym, acz bardzo często niewystarczającym by kredyt otrzymać. Sposoby jej wyliczenia i oceny są różne w zależności od polityki banku udzielającego kredytu.

Co wpływa na ocenę zdolności kredytowej

Zdolność kredytowa zgodnie ze swoją definicją jest dość restrykcyjnie traktowana przez banki. Albo się ją ma albo nie. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że na zdolność kredytową wpływa bardzo wiele czynników. Dodatkowo, ocena zdolności tego samego kredytobiorcy w poszczególnych bankach może się diametralnie różnić. Dlaczego tak się dzieje? Każdy bank ma swój indywidualny sposób liczenia zdolności kredytowej. W procesie oceny zdolności każdego klienta bank bierze pod uwagę wysokość uzyskiwanych dochodów i opłaty, jakie ponosi on każdego miesiąca. Jednak badanie sytuacji finansowej potencjalnego kredytobiorcy to nie wszystko. Oceniając zdolność kredytową firmy bank bacznie przygląda się także jej właścicielom, pod uwagę bierze takie elementy jak wiek, stan cywilny, wykształcenie, profil zawodowy, miejsce zamieszkania, posiadane rachunki bankowe, rodzaj branży, w jakiej działa firma oraz okres jej prowadzenia.. Warto wiedzieć, że to wszystko jest potrzebne bankowym ekspertom, aby ocenić czy klient posiada cechy odpowiadające charakterystyce rzetelnego kredytobiorcy. Ich profil określany jest na podstawie statystyk bankowych. Cennych wskazówek, co do solidności danej osoby dostarcza oczywiście jej historia kredytowa.

Pozytywna historia to najlepsza rekomendacja. Dlatego najkorzystniejsze dla naszego wizerunku finansowego jest terminowe regulowanie zobowiązań względem różnego rodzaju instytucji tj: banków, firm ubezpieczeniowych, dostawców prądu, gazu czy operatorów telekomunikacyjnych itp. Dobra opinia w poszczególnych instytucjach wiąże się z pozytywną historią kredytową w BIK, KRD i BIG. A to z kolei sprawia, że w oczach banków kredytobiorca staje się wiarygodnym i cennym klientem, który może liczyć na lepsze warunki finansowe, np. niższe oprocentowanie kredytu, skrócenie lub uproszczenie procedur, czy obniżanie opłat i prowizji. Warto jednak wiedzieć, że brak historii kredytowej może czasem działać na niekorzyść potencjalnego kredytobiorcy. Należy też podkreślić, że w przypadku przedsiębiorstw bardzo ważnym elementem historii jest także nieposzlakowana opinia w urzędzie skarbowym oraz ZUS.

Doradca finansowy na firmowe dylematy

Na rynku kredytowym rządzi zasada, że im dłuższa historia finansowa tym większa szansa na kredyt oraz im większy ma być kredyt tym wyższe zabezpieczenia. Taka sytuacja jest szczególnie dotkliwa dla firm, które dopiero zaczynają swoją działalność na rynku i nie są w stanie przedstawić swoich dokonań finansowych. Nie da się ukryć, że każda firma by móc sprawnie prowadzić swoją działalność, musi sporo uwagi poświęcić również kwestiom finansowym. Jest to szczególnie ważne w przypadku małych firm, które często nie są w stanie zatrudnić specjalisty ds. finansów, a same nie mają wiedzy jak sprawnie poruszać się i korzystać z możliwości, jakie daje rynek finansowy. Tu pomocą okazują się doradcy finansowi (np. Idea Expert), którzy mają odpowiednią wiedzę i zasoby niezbędne do tego, aby pomóc firmie znaleźć najlepsze rozwiązanie jej finansowych dylematów.

Momentem, kiedy doradca finansowy sprawdza się znakomicie jest właśnie czas, kiedy firma zaczyna szukać możliwości zewnętrznego finansowania. Jest on w stanie znaleźć optymalne rozwiązanie, co do sposobu pozyskania środków, poprawy zdolności kredytowej firmy, a także doradzić jak znaleźć wymagane zabezpieczenie dla kredytu.

Jak zwiększyć szanse firmy na kredyt

Pierwszą rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę jest zabezpieczenie kredytu. Pod tym pojęciem może kryć się praktycznie wszystko, co firma posiada, a co może stanowić jakąś wartość dla banku. Oczywiście, im wyższa jest wartość danego środka, tym szybciej rośnie szansa na otrzymanie także większego kredytu. Zabezpieczeniem kredytu może być zarówno nieruchomość, jaką posiada firma bądź ktoś z jej założycieli, majątek ruchomy w postaci samochodu, jachtu czy samolotu. To może być także linia produkcyjna bądź inne maszyny będące we władaniu firmy np. fotel stomatologiczny, wyposażenie gabinetu fryzjerskiego lub kosmetycznego, a nawet maszyna do produkcji lodów w niewielkiej lodziarni.

Należy tu jednak wyraźnie zaznaczyć, że ocena wartości danego zabezpieczenia wykonana przez bank, może znacznie się różnić od naszych wyliczeń czy wyobrażeń. Wszystko, bowiem zależy od tego, jak atrakcyjne jest takie zabezpieczenie dla kredytodawcy. Zdecydowanie lepiej wyglądają zabezpieczenia, które w razie konieczności łatwo dają się spieniężyć. Sprzęt specjalistyczny, mimo niejednokrotnie wysokiej wartości, jako trudno zbywalny może zostać wyceniony poniżej naszych oczekiwań lub rzeczywistej ceny jego zakupu.

Czy możemy przewidzieć jak potoczy się proces wyceny proponowanych zabezpieczeń kredytu? Okazuje się, że tak. Warto wiedzieć, że banki dokonując wyceny środków zabezpieczających kredyty nie polegają tylko na swojej własnej wiedzy. Korzystają w tym celu z wyspecjalizowanych i certyfikowanych rzeczoznawców, którzy dysponują wiedzą oraz narzędziami umożliwiającymi przeprowadzenie jak najbardziej wiarygodnej wyceny majątku. Kredytobiorcy, którzy chcieliby oszacować wartość ewentualnego zabezpieczenia kredytu jeszcze przed wizytą w banku mogą samodzielnie skorzystać z usług wybranego eksperta, którego można łatwo znaleźć na listach uprawnionych rzeczoznawców, dostępnych w Internecie.

Drugim kierunkiem poszukiwań możliwości poprawy zdolności kredytowej jest obszar tzw. aktywów firmy. Badając ten obszar pod uwagę śmiało możemy brać zarówno gotówkę jak i ewentualne lokaty firmy bądź jej założycieli. Zabezpieczeniem mogą być posiadane papiery wartościowe w postaci akcji lub obligacji. Co najważniejsze, akceptowane przez kredytodawców bardzo często mogą być dopiero spodziewane przychody firmy szacowane na podstawie zawartych umów handlowych (wszelkiego rodzaju kontraktów) lub prognozowanych w oparciu o założenia wynikające z biznesplanu.

Dobry kontrakt zwiększa szanse na kredyt

Ulubioną formą kontraktu, niemal natychmiast akceptowaną przez banki, są kontrakty z jednostkami samorządu terytorialnego.  To decyduje o tym, że kredytobiorcy, którzy dysponują konkretnymi zleceniami ze strony wiarygodnych kontrahentów (np. wygrany przetarg urzędu miasta na zagospodarowanie przestrzeni przed miejskim ratuszem), mogą mieć pewność, że pozyskanie środków na realizację projektu będzie w ich przypadku zdecydowanie łatwiejsze. Przedsiębiorcy, którzy podpisali umowy z dużymi, wiarygodnymi partnerami, którzy nie należą do sektora publicznego również nie muszą się martwić. Banki z pewnością przychylnie spojrzą na zawarte umowy, a rozmowy bankowego analityka z przedsiębiorcą dotyczyć będą raczej wysokości kredytu niż tego czy kredyt zostanie przyznany.

Amortyzacja środków trwałych a kredyt

Dzięki amortyzacji przedsiębiorca płaci mniejsze podatki. Niestety, amortyzacja może także czasem utrudnić firmie zaciągnięcie kredytu czy pożyczki. Dzieje się tak w przypadkach, kiedy analitycy bankowi nie wyłączają środków trwałych podlegających amortyzacji z kosztów uzyskania przychodów, a w efekcie szacują dochody przedsiębiorcy poniżej jego własnych wyliczeń. Jak temu zaradzić? Pomocnym rozwiązaniem w takiej sytuacji może okazać się załączenie do wniosku kredytowego tabel amortyzacji, z których wynikają większe koszty albo dowodu zakupu środka trwałego z wyjaśnieniem, w jaki sposób służy on zwiększeniu przychodów firmy. Oba sposoby pozwalają często dość znacznie poprawić zdolność kredytową. Odpowiednie przygotowanie dokumentów gwarantuje przedsiębiorcy nie tylko większą pewność, że jego wniosek zostanie pozytywnie rozpatrzony, ale też daje możliwość bezpośredniego wpływu na wysokość kredytu, który bank zdecyduje się mu zaoferować.

Pamiętajmy:

  • Dobrze przemyślany biznesplan oraz realny plan działania stanowi atut firmy nie tylko
    w obszarze jej bezpośredniego działania. To także znakomite narzędzie w pozyskiwaniu zewnętrznego finansowania, choćby w postaci kredytu
  • Każda firma ma szansę dobrze przygotować się do rozmów z bankiem. Wystarczy dowiedzieć się jakie czynniki wpływają na zdolność kredytową, jakich dokumentów wymaga bank, a także jaki majątek firmy może stanowić zabezpieczenie kredytu
  • Banki myślą o firmach, jako o ważnej grupie swoich klientów, dla których warto tworzyć dedykowane propozycje. W związku z tym na rynku są już dostępne ciekawe propozycje kredytów bez zabezpieczeń, które są bardzo korzystne szczególnie dla młodych firm
  • Warto korzystać z pomocy doradców finansowych (np. Idea Expert), którzy mają odpowiednią wiedzę i zasoby niezbędne do tego, aby pomóc firmie znaleźć najlepsze rozwiązanie jej finansowych dylematów. Bardzo często pozwala to zaoszczędzić czas, zminimalizować ryzyko kłopotów i niejednokrotnie zadecydować o powodzeniu całego przedsięwzięcia

GDDKiA: Przetarg na A4 bez zastrzeżeń UZP

0

Urząd Zamówień Publicznych nie ma zastrzeżeń do przetargu na odcinek A4, gdzie zwycięzcą było konsorcjum Budimeksu.

Urząd Zamówień Publicznych stwierdził brak naruszeń w postępowaniu przetargowym dotyczącym kontynuacji budowy autostrady A4 na odcinku Rzeszów, węzeł Wschodni – Jarosław, węzeł Jarosław Zachód, które wygrało konsorcjum Budimeksu i Strabagu.

Kolejnym etapem będzie wniesienie przez wykonawcę należytego zabezpieczenia wykonania umowy, a następnie podpisanie umowy, podała GDDKiA.

Najkorzystniejszą ofertę w tym przetargu złożyło konsorcjum firm: Budimex S.A. i Strabag Sp. z o.o. Firmy złożyły ofertę na wykonanie zadania za kwotę ponad 719 mln zł. Prace mają potrwać 14 miesięcy z wyłączeniem okresów zimowych, czyli 2 razy po 3 miesiące od 15 grudnia do 15 marca.

’Tusk kapłanem unijnej jedności’. Mocne słowa Janusza Lewandowskiego w Money.pl

– Donald Tusk nieprzypadkowo został wybrany na stanowisko szefa Rady Europejskiej. To człowiek na szczególnie trudne czasy. Ma za sobą dobra szkołę politycznej walki w kraju, też w trudnych czasach – mówi w rozmowie z portalem Money.pl były komisarz europejski, a obecnie europoseł Janusz Lewandowski. Jego zdaniem polski premier ma o wiele trudniejsze zadanie niż Herman van Rompuy. Musi uchronić Unię przed rozpadem.

Co będzie najważniejszym zadaniem dla Donalda Tuska w roli szefa Rady Europejskiej? Janusz Lewandowski uważa, że polski premier przede wszystkim musi zmierzyć się z „kumulacją kryzysów”:

– Jest kryzys zaufania do instytucji europejskich i samej Wspólnoty. Kraje, które przed kryzysem były dobrymi sąsiadami i ze sobą ściśle współpracowały, nagle zaczęły ze sobą ostro rywalizować na różnych rynkach. Mamy nienawiść wzajemną między krajami dłużnikami i krajami wierzycielami, które starają się dyktować warunki. Nie ma teraz dobrych sąsiadów, są rywale – podkreśla Lewandowski w rozmowie z Money.pl. – Pierwszym zadaniem Donald Tuska będzie próba scalania tej Europy. Niestety, mamy silną tendencję rozpadową Unii na część euro i część non euro. Tusk jest szefem rządu w Polsce, która jest poza eurolandem, będzie więc strażnikiem i kapłanem unijnej jedności.

Janusz Lewandowski przyznaje, że Herman Van Rompuy był mistrzem negocjacji i doprowadzania do kompromisu. – Nie miał jednak cechy, która pomogłaby mu zmierzyć się z jeszcze jednym gigantycznym wyzwaniem. Chodzi o geopolitykę. O to, co się dzieje za naszą wschodnią granicą i na Bliskim Wschodzie – dodaje były unijny komisarz. – Jeszcze niedawno wydawało nam się, że Wiosna Arabska przyniesie demokratyzacje w tej części świata, ale też będzie rozprzestrzeniać się na inne autorytarne państwa. Jest zupełnie przeciwnie. Talibowie, którzy jeszcze niedawno wydawali się pokonani rosną w siłę i są olbrzymim zagrożeniem nie tylko dla tamtego regionu. Nie wystarczy już mediacja dyplomatyczna, trzeba szukać siły militarnej. Trzeba szybko przełożyć potencjał gospodarczy Unii Europejskiej na możliwość siłowego przeciwstawiania się takim zagrożeniom.

W konflikcie na wschodzie Ukrainy Lewandowski zaangażowanie militarne jednak odradza: – W imię praw człowieka i wolności trzeba pomóc Ukrainie. Odpowiedzią nie muszą i nie są czołgi, ale represje ekonomiczne – podkreśla w Money.pl. – Kiedyś wielkie wojny napędzały gospodarki. Ten konflikt jest inny, on destabilizuje gospodarki wielu państw.

Zdaniem Lewandowskiego, Donald Tusk będzie w stanie skłonić kraje UE do bardziej stanowczej polityki wobec Rosji: – Oczywiście będzie to się wiązało z koniecznością znalezienia wspólnego mianownika. Niemniej jednak możemy liczyć na politykę Brukseli, bardziej czułą na nasz wschodnioeuropejski punkt widzenia – ocenia. – Tusk zdaje sobie sprawę, że dla Hiszpanów, Portugalczyków czy nawet Francuzów, kwestia wojny na Ukrainie nie jest tak istotna jak dla nas.

A czy nominacja Donalda Tuska przyspieszy naszą drogę do strefy euro? Były komisarz, dziś europoseł jest przekonany, że Tusk musi najpierw zadbać o to, żeby wszystkie recepty dla unijnej gospodarki rodziły się na zasadzie prawa wspólnotowego: – Nie możemy mieć do czynienia z podziałem na lepszych w strefie euro i resztę – podkreśla Lewandowski w Money.pl. – Euro dla Polski oznacza nie tylko korzyści ekonomiczne, ale także wzrost bezpieczeństwa.To, że strefa euro musi się przygotować na niepogodę, a Polska musi zadbać o swoje bezpieczeństwo, wchodząc do niej jest dla mnie oczywiste. Niestety to nie dociera do opinii publicznej i musimy pracować by to zmienić.

Autor: Andrzej Zwoliński, Money.pl

BNP Paribas Real Estate: dynamiczny rozwój rynku powierzchni przemysłowych i magazynowych nie zamierza zwolnić

Intensywny rozwój rynku powierzchni przemysłowych i magazynowych w ciągu ostatnich kwartałów, jest wynikiem polepszającej się sytuacji gospodarczej Polski, rozwoju produkcji, a także zwiększonego eksportu. Do takich wniosków doszli eksperci z firmy doradczej BNP Paribas Real Estate, którzy poddali analizie sektor powierzchni przemysłowo-magazynowych w pierwszych sześciu miesiącach roku i swoje wnioski opublikowali w raporcie At a glanceRynek powierzchni przemysłowych i magazynowych w Polsce w II kw. 2014 roku.   

Na koniec czerwca 2014 roku podaż powierzchni przemysłowych i magazynowych wyniosła 8,06 miliona m kw., z czego 300 tyś. m kw. zostało dostarczone przez deweloperów w pierwszych sześciu miesiącach roku. Oferowana powierzchnia podzielona jest na jedenaście klastrów w całej Polsce. Największe zasoby oferuje warszawski rynek, w którego skład wchodzą dwie strefy o łącznej podaży ponad 2,8 mln m kw. Najmniejszą ilość powierzchni ma do zaoferowania rynek Szczecina, którego zasoby wynoszą 68 tyś. m kw.

Wskaźnik powierzchni niewynajętych na koniec pierwszej połowy 2014 roku, wynosił 8,9% w skali Polski, co jest spadkiem o 1,9% w porównaniu do roku poprzedniego. Najwięcej wolnych powierzchni można obecnie znaleźć w rejonie Torunia i Bydgoszczy, pustostany wynoszą 24%. Inaczej sytuacja przedstawia się na poznańskim rynku z poziomem 2,2% pow. niewynajętych lub krakowskim 1,6%, czy szczecińskim, gdzie na koniec czerwca 2014 nie było żadnych dostępnych powierzchni od zaraz.

Spadek wskaźnika powierzchni niewynajętych wskazuje na podwyższoną aktywność najemców na rynku powierzchni przemysłowo-magazynowych. Wśród zakończonych transakcji w pierwszej połowie roku warto wymienić zakończenie realizacji obiektu BTS o powierzchni ponad 39 000 m kw. w Poznaniu dla firmy Polo Market przez firmę Goodman, renegocjacje powierzchni o wielkości 45 800 m kw. przez Carrefour w obiekcie Distribution Park Będzin oraz podpisanie umowy przez Goedis na ponad 30 000 m kw. w obiekcie Distribution Park Wrocław.

Analizując obecne wskaźniki oraz trendy rozwoju, w nadchodzących kwartałach spodziewamy się dalszego spadku wskaźnika pustostanów, na co silny wpływ będzie miała aktywność najemców, w szczególności z branży e-commerce. Zbliżający się sezon świąteczny, może spowodować wzmożoną aktywność najemców z tej kategorii. Mimo, iż nadal deweloperzy budują większość magazynów na zasadzie BTS, to coraz częściej decydują się też na rozpatrywanie inwestycji spekulacyjnych. Trend ten wynika z optymistycznych prognoz dla Polski – mówi Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa na Region Europy Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate.

W pierwszych sześciu miesiącach 2014 roku, nie odnotowano wahań czynszów, które w rejonie I warszawskiej strefy i Centralnej Polski utrzymują się odpowiednio na poziomie 5,0 i 1,8 euro/ m kw./msc. Odnotowano wzrost czynszów na rynkach z niskim wskaźnikiem powierzchni niewynajętych tj. Kraków i Trójmiasto. Wzrost stawek jest na poziomie 5%.

Rynek powierzchni przemysłowo-magazynowych czekają wyzwania wynikające z nieustannie zmieniającej się sytuacji na rynkach wschodnich. Unia Europejska i USA wprowadziły sankcje uderzające w rosyjską gospodarkę. Rosja z kolei ograniczyła import towarów z Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Przyglądając się wschodnim rynkom i analizując sytuację naszych klientów – firm logistycznych i transportowych, obserwujemy zachwianie współpracy i trudności, które pojawiają się w efekcie sankcji celnych. Rynek logistyczny i transportowy w Polsce jest jednak na tyle dojrzały i w dużym stopniu oparty na współpracy z Europą Zachodnią, że poszukuje rozwiązań, które będą sprzyjały rozwojowi nowych form współpracy –dodaje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w BNP Paribas Real Estate.

Rząd: Deficyt w 2015 r. nie przekroczy 46,1 mld zł

Rząd przyjął wstępne założenia budżetowe na 2015 r. Rząd zakłada wzrost rdr dochodów z podatków.

W 2015 r. dochody budżetu mają wynieść 297,3 mld zł, wydatki nie więcej niż 343,3 mld zł, a deficyt nie może przekroczyć 46,1 mld zł, podała kancelaria rządu w komunikacie.

Dochody podatkowe wyniosą 269,8 mld zł, jest to o 4,6 proc. więcej niż w roku poprzednim.

Na dochody budżetowe wpłyną czynniki makroekonomiczne oraz efekty wynikające z planowanych na przyszły rok zmian systemowych. Wskaźniki ekonomiczne, jakie wzięto pod uwagę to: realny wzrost PKB o 3,4 proc., inflacja – 1,2 proc., nominalny wzrost wynagrodzeń w gospodarce narodowej o 4,3 proc., wzrost zatrudnienia w gospodarce narodowej o 0,8 proc. oraz wzrost spożycia prywatnego o 4,2 proc.

– Na część dochodową budżetu wpłyną zmiany podatkowe oraz zwiększenie ulg podatkowych dla rodzin wielodzietnych. Chodzi o zapowiadane przez premiera zwiększenie o 20 proc. ulgi na wychowanie trzeciego i kolejnego dziecka oraz skorzystanie z pełnej kwoty ulgi przez osoby, które dotychczas, z powodu zbyt małego podatku, nie mogły w pełni jej wykorzystać – poinformowała KPRM.

Nieweryfikowalny PIN – smartfon przestał być najsłabszym ogniwem

Szacuje się, że nawet 1 na 10 osób gubi swój telefon. Wartość smartfonów utraconych w samych Stanach Zjednoczonych przekracza 30 mld dolarów rocznie. W ujęciu globalnym to już jednak nawet 7 mln dolarów dziennie. Problem jest tym poważniejszy, że obecnie telefony to nie tylko kopalnia wiedzy o użytkowniku. Coraz częściej na smartfonach, obok galerii zdjęć, goszczą także bankowe aplikacje albo okno zdalnego dostępu do firmowego systemu informatycznego (VPN).

Jeśli taki aparat trafi w ręce odpowiedniej osoby, nawet najlepsze zabezpieczenia mogą ulec. Standardowa bariera w postaci zabezpieczenia aplikacji kodem PIN to dla profesjonalisty tylko kwestia czasu. W takiej sytuacji utrata rodzinnego albumu może się okazać niewielką szkodą. w porównaniu do rzeczywistych strat.

Ofiara kradzieży jest przynajmniej świadoma zagrożenia i ma szansę na podjęcie odpowiednich działań, np. zmiany haseł i zgłoszenia utraty telefonu działowi IT. Chcąc poznać numery PIN, przestępcy wcale nie muszą jednak wchodzić w posiadanie telefonu na dłużej niż kilka minut. Wystarczy, ukraść aparat tylko na chwilę, skopiować oprogramowanie, a następnie zwrócić go ofierze, łamanie zabezpieczeń pozostawiając na później. Nieświadomy kradzieży właściciel, ciesząc się, że udało mu się odnaleźć telefon, nawet nie pomyśli, że powinien podjąć jakiekolwiek kroki, aby uchronić siebie lub firmę przed stratami, które dopiero nastąpią.

„Za dwa najsłabsze ogniwa większości systemów bezpieczeństwa uważa się użytkownika oraz zdalny terminal. Korzystając z nieweryfikowalnego PINu możemy zmniejszyć ryzyko związane z jednym i zlikwidować drugie.”– powiedział Paweł Jakub Dawidek, Dyrektor ds. Technicznych i oprogramowania Wheel Systems. „Przenosząc ciężar weryfikacji kodu PIN z mobilnej aplikacji na centralny serwer uwierzytelnienia, sprawiliśmy, że smartfon stracił charakter potencjalnie najsłabszego ogniwa systemu. Jego utrata nadal będzie się wiązała z utratą części zasobów, ale przynajmniej konto bankowe i kanał VPN pozostaną bezpieczne.”

Umożliwia to proste i jednocześnie niezawodne rozwiązanie, stworzone przez firmę Wheel Systems – autoryzacja, np. transakcji bankowych lub dostępu do firmowego kanału VPN, za pomocą nieweryfikowalnego numeru PIN. Kluczem do sukcesu tego rozwiązania jest fakt, że zainstalowana w telefonie aplikacja do generowania kodów jednorazowych – CERBToken, nie posiada danych wymaganych do zweryfikowania, czy wpisany kod PIN jest prawidłowy. Dzięki temu nawet najbardziej szczegółowe i pomysłowe skanowanie jej pod kątem znalezienia tego właściwego PINu nic nie da potencjalnym przestępcom.

Aplikacja generuje kody jednorazowe, bez różnicy, dla każdego wprowadzonego numeru. Weryfikacją ich poprawności zajmuje się dopiero, zintegrowana z firmowym lub bankowym systemem bezpieczeństwa, centrala systemu autoryzacji CERB. Po wprowadzeniu przez użytkownika podanego przez aplikację kodu jednorazowego, sprawdza ona jego poprawność. W przypadku kilkukrotnego wprowadzenie nieprawidłowych kodów, system blokuje konto.

Podpowiedzią dla właściciela telefonu – że podany aplikacji PIN jest prawidłowy, a zatem i generowane kody będą prawdziwe – jest wizerunek karty do gry, który pojawia się podczas logowania. Jeśli jest on zgodny z tym, wyświetlonym przez system podczas pierwszego ustalania kodu PIN, użytkownik ma pewność, że proces przebiegł poprawnie.

Istotną zaletą programowego tokena CERBToken i przewagą nad tradycyjnymi wariantami sprzętowymi jest nie tylko wygoda – nie trzeba nosić ze sobą żadnych dodatkowych urządzeń – ale i dożywotnia gwarancja. Oznacza to, że w okresie użytkowania systemu nie zajdzie nigdy potrzeba wymiany jakichkolwiek fizycznych nośników. Niesie to ze sobą znaczące oszczędności zwłaszcza z perspektywy dużych organizacji. Koszt okresowej wymiany całej floty, złożonej nawet z kilkuset tokenów sprzętowych może się bowiem okazać porównywalny z zakupem nowego systemu.

Nieweryfikowalny PIN, będący funkcją systemu CERBToken wchodzi w skład dwóch produktów firmy Wheel Systems – CERB oraz CERB Banking. Zaprojektowanych z myślą o zabezpieczeniu zdalnego dostępu do zasobów przedsiębiorstw lub do bezpiecznej autoryzacji transakcji bankowych. Z CERBToken z funkcją nieweryfikowalnego PINu mogą obecnie korzystać klienci, m.in. banku PBS.

PKP Cargo podpisało list intencyjny ws. zakupu CTL Logistics

PKP Cargo podpisało list intencyjny ws. nabycia 100 proc. udziałów w CTL Logistics. Przewoźnik przystąpi teraz do uzgadniania z właścicielem CTL warunków transakcji.

List intencyjny podpisano 2 września. Na jego podstawie przewoźnik może przystąpić do negocjacji w sprawie uzgodnienia warunków potencjalnej transakcji ze spółką European Rail Freight II S.à r.l, większościowym właścicielem spółki CTL. Jednocześnie do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów trafił wniosek PKP Cargo o wyrażenie zgody na przejęcie kontroli nad CTL.

– W Polsce działa kilkudziesięciu graczy na rynku towarowych przewozów kolejowych. W świetle postępującej liberalizacji w Europie oraz rosnącej konkurencyjności kolei w Polsce nieuniknione są procesy konsolidacyjne. PKP Cargo chce wziąć w nich udział. Jesteśmy przygotowani od strony finansowej, know-how, zasobów, wykorzystania potencjału do wzrostu naszej działalności, a co za tym idzie – wzrostu wartości spółki. Podpisany list intencyjny jest jednym z elementów potwierdzających realizację naszych ambitnych zamierzeń w zakresie aktywnej polityki fuzji i przejęć – mówi Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo cytowany w komunikacie.

List intencyjny nie daje największemu polskiemu przewoźnikowi towarowemu prawa do wyłączności w procesie negocjacji sprzedaży udziałów w CTL. Ostateczne warunki transakcji nie zostały jeszcze uzgodnione i na tym etapie nie ma pewności, że strony dojdą do wiążącego porozumienia w tym zakresie – zastrzega spółka.

Grupa CTL to międzynarodowe przedsiębiorstwo oferujące kompleksową obsługę logistyczną w zakresie transportu kolejowego i samochodowego towarów, spedycji, obsługi bocznic kolejowych, utrzymania taboru kolejowego, budowy i serwisu infrastruktury kolejowej, usług przeładunkowych, doradztwa celnego oraz zaopatrzenia w surowce. Grupa działa na terenie Europy Wschodniej i Zachodniej.

Ma do dyspozycji blisko 200 lokomotyw oraz ponad 4,8 tys. wagonów, posiada też własne warsztaty naprawy taboru. CTL zatrudnia ponad 1,8 tys. pracowników.

Dysponuje siecią 29 bocznic kolejowych na terenie Polski oraz posiada strategicznie położone terminale i bocznice przeładunkowe na wschodzie kraju. W 2013 roku Grupa CTL przewiozła 12,6 mln ton towarów i zrealizowała pracę przewozową na poziomie 4 268,2 mln tkm brutto, wypracowując 726,6 mln zł przychodów ze sprzedaży.

Eurostat: Polska notuje drugi najwyższy spadek rdr sprzedaży detalicznej w UE

Spada sprzedaż detaliczna w UE w ujęciu miesięcznym, rośnie w ujęciu rocznym. Polska notuje spadki sprzedaży w lipcu zarówno w stosunku do czerwca, jak i lipca zeszłego roku.

Wielkość sprzedaży detalicznej w strefie euro spadła o 0,4 proc. mdm, zarówno w strefie euro, jak i w całej Unii, jak wynika z analizy Eurostatu. Dla porównania, w czerwcu sprzedaż detaliczna wzrosła mdm o 0,3 proc. w obydwu strefach.

W ujęciu rocznym, sprzedaż detaliczna w lipcu była większa w strefie euro o 0,8 proc., a w całej Unii o 1 proc.

Spadek w strefie euro w ujęciu miesięcznym spowodowany jest spadkiem sprzedaży w segmencie żywność, napoje i wyroby tytoniowe o 0,6 proc. i o 0,2 proc. w sektorach nie związanych z artykułami spożywczymi. Sprzedaż w segmencie paliw wzrosła o 0,5 proc.

W 28 krajach Unii, sprzedaż spadła w ujęciu miesięcznym z powodu spadku o 0,5 proc. w segmencie żywność, napoje i wyroby tytoniowe, o 0,3 proc. w segmencie paliwa i o 0,2 proc. w sektorach nie związanych z artykułami spożywczymi.

Największe spadki wielkości sprzedaży detalicznej w stosunku do poprzedniego miesiąca zanotowano w lipcu w Austrii, Niemczech i Szwecji, odpowiednio: 1,5, 1,4 I 1,3 proc. Największe wzrosty były w Portugalii i na Łotwie – odpowiednio po 2,6 i 2,2 proc. W Polsce spadek mdm był na poziomie 0,3 proc.

W ujęciu rocznym największe spadki obserwowano na Malcie – 2,5 proc, w Polsce – 1,1 proc. i w Belgii i Austrii – po 1 proc. największe wzrosty rdr. w lipcu miały: Luksemburg – 14,1 proc., Estonia – 9,2 proc. i Rumunia – 6,3 proc.

Nowe możliwości odzyskiwania danych dla użytkowników urządzeń Apple

Eksperci Kroll Ontrack opracowali technologię zwiększającą do 60 procent prawdopodobieństwo odzyskania danych z najnowszych urządzeń marki Apple. Użytkownicy mogą teraz odzyskać m.in. zdjęcia czy filmy, utracone podczas awarii logicznych mających wpływ na system operacyjny modeli takich jak m.in. iPhone 5s oraz iPad Air.

Opracowana technologia odzyskiwania danych umożliwia rozwiązanie problemu „uwięzionych” danych, na który są podatne najnowsze urządzenia Apple. Problem powstaje w wyniku błędu logicznego, którego pojawienie się powoduje zawieszenie sprzętu w trybie odzyskiwania lub aktualizacji oprogramowania (Device Firmware Upgrade – DFU). Awaria uniemożliwia dostęp do zaszyfrowanych danych, zgromadzonych w pamięci. Rozwiązanie przygotowane przez ekspertów Kroll Ontrack pozwala na tymczasowe obejście logicznych uszkodzeń i uzyskanie dostępu do danych przy użyciu danych logowania użytkownika. Dzięki temu szanse na odzyskanie zaszyfrowanych danych z najnowszych iPhonów i iPadów zwiększają się aż do 60 procent.

– Błędy logiczne, takie jak usterki w aktualizacji systemu operacyjnego czy uszkodzenia oprogramowania mogły sprawić, że działający iPhone czy iPad nie dawał użytkownikowi możliwości dostępu do zgromadzonych informacji. Najnowsza generacja sprzętu marki Apple wykorzystuje skomplikowaną technologię szyfrowania danych, więc ich odzyskanie było trudne. W odpowiedzi na coraz częściej trafiające do naszych laboratoriów przypadki opracowaliśmy technologię, która umożliwia tymczasowe ominięcie logicznego uszkodzenia bez łamania zabezpieczeń urządzenia (tzw. „jailbreak”), wykorzystując uprawnienia użytkowników – wyjaśnia Paweł Odor, główny specjalista polskiego oddziału Kroll Ontrack.

Rozwiązanie opracowane przez inżynierów odzyskiwania danych umożliwia naprawę systemu operacyjnego i uzyskanie dostępu do danych w najnowszych, szyfrowanych fabrycznie modelach – iPhone 5s i iPad Air. Narzędzie uzupełnione o wcześniej istniejące możliwości odzyskiwania danych z urządzeń Apple, znacznie zwiększa szanse na odzyskanie zdjęć, filmów wideo, kontaktów, sms-ów, notatek, danych z kalendarza i innych istotnych informacji. Raport diagnostyczny, jaki klient otrzymuje przed rozpoczęciem odzyskiwania danych, zawiera informacje na temat plików możliwych do odzyskania, co daje podstawę do decyzji o wykupieniu usługi. Po zakończeniu procesu odzyskiwania danych, użytkownik uzyskuje dostęp zarówno do utraconych plików, jak i kopii zapasowej, której może użyć, aby wgrać ponownie dane poprzez iTunes.

Banki w Polsce zarobiły od stycznia do lipca niemal 10,5 mld zł, więcej niż przed rokiem

Narodowy Bank Polski: od stycznia do lipca banki w Polsce miały 10,454 mld zł zysku netto. Rok temu było to 9,54 mld zł.

W ciągu siedmiu pierwszych miesięcy roku polskie banki miały 21,947 mld zł wyniku z odsetek. Wobec takiego samego okresu ubiegłego roku oznacza to wzrost o ponad 15 proc.

Wynik z działalności bankowej wzrósł do 34,5 mld zł z 32,46 mld zł przed rokiem.

Benefity pozapłacowe w branży IT

Możliwość pracy zdalnej, „karty sportowe” i rozszerzona opieka medyczna – to trzy najbardziej pożądane benefity wśród pracowników branży IT. Według najnowszego badania, opublikowanego przez Grafton Recruitment, co czwarty informatyk zwraca uwagę przy wyborze pracy na pozapłacowe dodatki. W sytuacji, gdy na polskim rynku pracy brakuje blisko 50 tysięcy specjalistów tego sektora – firmy informatyczne robią wszystko, aby przekonać najlepszych fachowców do swojej oferty.

50 tysięcy wakatów w branży IT – tak oceniają polski rynek pracy specjaliści firmy Sedlak&Sedlak. Brakuje przede wszystkim wysoko wykwalifikowanych ekspertów. Poszukiwani są programiści, informatycy specjalizujący się w rozwiązaniach telekomunikacyjnych, eksperci IT z zakresu rozwiązań administracyjnych, specjaliści od hardware’u, kontroli jakości oraz systemów ERP, a także fachowcy z zakresu konsultingu IT.

Szacuje się, że za siedem lat liczba poszukiwanych fachowców IT na polskim rynku wzrośnie do 150 tysięcy. W Unii Europejskiej deficyt ten sięga prawie 300 000 osób a według prognoz – do 2020 roku niedobór specjalistów tej branży może przekroczyć milion.

Jeszcze w tym roku planujemy zatrudnić ponad 50 ekspertów – głównie do naszych biur we Wrocławiu, Poznaniu i Warszawie, planujemy równocześnie nowe lokalizacje w Polsce i nie wykluczamy również możliwości pracy zdalnej. Zależy nam przede wszystkim na programistach ABAP i JAVA oraz na konsultantach serwisowych i projektowych SAP SD/MM/WM/PS/FI/CO – mówi Remigiusz Efinowicz, członek zarządu Hicron.

„Eksperta  IT – pilnie zatrudnię”

Jak wynika z raportu Antal International – o tego samego informatyka zabiega średnio 12 pracodawców rocznie, oferując mu lepszą posadę. Odpływ talentów staje się faktem, tym bardziej, że według opublikowanego w lipcu „Monitora Rynku Pracy” Instytutu Badawczego Randstad, Polacy są jednym z najbardziej otwartych na zmianę pracy narodów w Europie. W minionym półroczu firmę zmienił co piąty badany. Problem staje się coraz większy i jest zauważalny przez pracodawców. W ostatnim badaniu ManpowerGroupPolska „Niedobór talentów”, aż 54 procent pracodawców przyznało, że brak wykwalifikowanych specjalistów ma średni i duży wpływ na ich zdolność zaspokajania potrzeb klientów. Wynika z tego, że firmy nadal postrzegają talent, jako klucz do realizacji celów biznesowych. Nie pozostaje im więc nic innego jak zawalczyć o najlepszych fachowców.

W pracy jak na… wakacjach?

Na amerykańskim rynku, firmy takie jak np. Google, już od dawna promują zasadę „praca Twoim drugim domem”. Odpowiednio aranżują firmowe biura i dbają, aby ich pracownicy mogli poczuć się jak u siebie w domu. Nic w tym dziwnego – przestrzeń biurowa ma często kluczowe znaczenie dla prowadzenia projektów opartych na wiedzy. Naukowcy z University of Michigan przekonują, że odpowiednie dopasowanie biur do indywidualnych potrzeb pracowników oraz możliwość ich dowolnego zmieniania odgrywa bardzo dużą rolę w budowaniu atmosfery kreatywności. Jest to również jeden z wabików stosowanych wobec potencjalnych kandydatów do pracy. Hamaki, strefy wypoczynku, miejsce do czytania książek, bilard, a nawet boisko do siatkówki – to tylko niektóre z atrakcji, jakie Google funduje swojemu zespołowi. Nie jest to tylko amerykański trend. Polskie firmy nie pozostają daleko w tyle, jeśli chodzi o aranżację przestrzeni dla pracowników – można wspomnieć choćby o świetnie zaprojektowanych biurach w poznańskim  Allegro czy w siedzibie Unilever w Warszawie.

Przestrzeń biurowa jednak to nie wszystko. Ponad 75 procent dużych firm, badanych przez Grafton Recruitment, przyznaje inne dodatki pozapłacowe swoim pracownikom. Do najbardziej popularnych benefitów należą karty sportowe, podstawowa prywatna opieka medyczna, programy ubezpieczeniowe, opieka emerytalna oraz kursy językowe. Są jednak przedsiębiorcy, którzy próbują oryginalnie zachęcić potencjalnych kandydatów oferując im lodówkę pełną darmowych smakołyków, bezpłatne obiady czy bilety na koncerty, do kina i do teatru. Sopocka firma informatyczna Blue Media płaci swoim pracownikom 1 zł za każdy przejechany kilometr rowerem do pracy. Skutek? Pracownicy Blue Media wyjeździli już prawie 12 tysięcy kilometrów. Inne firmy również stawiają na sport, popularne stają się biegi, kitesurfing czy żeglarstwo – np. w ostatnich dniach sierpnia załoga pracowników Hicron wzięła udział w regatach Play with Friends na Zatoce Puckiej. Wszystko to ma na celu zintegrować zespół i zachęcić potencjalnych kandydatów do pracy w przyjaznym środowisku.

Imprezy integracyjne to nie wszystko. Chcemy zapewnić naszym pracownikom jak najlepsze warunki do działania. Wśród benefitów proponujemy prywatną opiekę medyczną, kartę sportową czy naukę języków obcych. Bardzo ważne jest dla nas zapewnienie każdemu odpowiednich możliwości rozwoju. Prowadzimy różnego rodzaju szkolenia zawodowe – począwszy od wewnętrznego transferu wiedzy, poprzez szkolenia certyfikowane, na które chodzą konsultanci SAP oraz szkolenia indywidualne dla pracowników. – mówi Marta Zerka, HR Specialist z Hicron.

Benefit benefitowi nierówny

Co na te „próby kuszenia”  mówią sami zainteresowani? Według raportu Grafton Recruitment, co czwarty informatyk ceni sobie benefity dodatkowe. Najbardziej pożądane są dla nich karty sportowe, rozszerzona prywatna opieka medyczna oraz możliwość pracy zdalnej. Atrakcyjny program zachęt jest w stanie znacząco podnieść konkurencyjność firmy w rywalizacji o najlepszych pracowników i pozwolić na budowę lojalnego oraz kompetentnego zespołu, ale nie jest najważniejszym wyznacznikiem motywującym np. do podjęcia pracy w innym mieście. Według badania, ponad 84 procent respondentów deklaruje, że tylko wyższe wynagrodzenie przekonałoby ich do zmiany miejsca zamieszkania, a 72 procent chciałoby dostać również dofinansowanie do kosztów wynajmu mieszkania.

Na wybór miejsca zatrudnienia wpływają również wysoka kultura organizacyjna firmy, a także jej stabilność. Nie do przecenienia pozostaje atmosfera w zespole, a także realizowany w różny sposób elastyczny czas pracy. Kandydaci doceniają możliwość pracy na zasadach „Home office” lub też „core hours”,

Nie ulega wątpliwości, że sytuacja na rynku pracy jest dla ekspertów IT bardzo komfortowa. Zmusza pracodawców do ciągłego ulepszania oferty dla pracowników, dostarczania im niestandardowych benefitów oraz elastycznego podejścia do ich pracy, tak, aby uniemożliwić odpływ talentów i pozyskać najlepszych fachowców z branży. Tym bardziej, że konkurencja nie śpi…

Intersport Polska zwiększa w sierpniu przychody rdr. o 5,9 proc.

0

Dystrybutor produktów sportowych i turystycznych poprawia wyniki sprzedaży w całym 2014 r.

Przychody netto ze sprzedaży osiągnięte przez Intersport Polska SA w sierpniu 2014 roku wyniosły 17,7 mln zł i były wyższe o 5,9  proc. w stosunku do analogicznego okresu 2013 roku, poinformowała spółka w raporcie.

Narastająco od stycznia do sierpnia 2014 roku łączna wartość przychodów ze sprzedaży wyniosła 151,2 mln zł, czyli więcej o 4,8 proc. rdr.

Vistula: Wzrost przychodów w sierpniu 13,1 proc. rdr.

0

Vistula poprawia wyniki w sierpniu br. Najszybciej rośnie segment odzieżowy.

Vistula Group S.A. osiągnęła w sierpniu 2014 r.  skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 35,3 mln zł i jest to więcej niż w sierpniu 2013 roku o około 13,1 proc.

W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży zrealizowanych w okresie styczeń – sierpień 2014 roku wyniosła około 271,6 mln zł i była wyższa o około 9,7 proc. od osiągniętych w analogicznym okresie roku ubiegłego – podała spółka w raporcie.

Przychody ze sprzedaży detalicznej zrealizowane w segmencie odzieżowym –  marki Vistula, Wólczanka, Deni Cler – wyniosły około 18,9 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych w sierpniu 2013 roku o około 17,2 proc. W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży zrealizowanych w okresie styczeń – sierpień 2014 roku w tym segmencie wyniosła około 145,3 mln zł i była wyższa o około 8,9 proc. rdr.

Przychody ze sprzedaży detalicznej zrealizowane w segmencie jubilerskim –  marka W.Kruk – wyniosły około 13,4 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych w sierpniu 2013 roku o około 4,3  proc. W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży zrealizowanych w okresie styczeń – sierpień 2014 roku w tym segmencie wyniosła około 101,2 mln zł i była wyższa o około 6,7 proc. od osiągniętych w analogicznym okresie roku ubiegłego.

NBP za WE: Spada konkurencyjność Polskiej gospodarki

Polska znalazła się na 43. miejscu w rankingu Światowego Forum Gospodarczego i nie jesteśmy już najbardziej konkurencyjną gospodarką w regionie – wyprzedziły nas Czechy.

Polska ponownie spadła o jedno miejsce w rankingu konkurencyjności Światowego Forum Gospodarczego. Obecnie zajmuje 43. pozycję na 148 badanych państw.

Pomimo kolejnego spadku w rankingu, polska gospodarka pozostaje jedną z najbardziej konkurencyjnych wśród krajów postkomunistycznych. Jednak w tym roku wyprzedziły nas Czechy, które poprawiły swoją pozycję aż o 9 miejsc. Od lat najlepiej radzi sobie w tym regionalnym zestawieniu Estonia. Dodatkowo zmniejszył się dystans między większością państw regionu a Polską. Mimo to pozycja naszego kraju jest oceniana jako stabilna, choć niepokoić może wprawdzie delikatna, acz zauważalna po 2010 r. – kiedy to zajmowaliśmy najwyższe w historii 39. miejsce w rankingu – tendencja spadkowa, tłumaczy NBP.

Może zacząć niepokoić ta zarysowująca się tendencja spadkowa konkurencyjności polskiej gospodarki. Szczególnie że państwa naszego regionu szybko zwiększają swoją konkurencyjność i poprawiają swoje pozycje w tym rankingu. To dowód na to, że w globalnym świecie, aby nie zostać w tyle, trzeba wytrwale i energicznie iść do przodu – powiedział prof. Piotr Boguszewski z NBP, który koordynuje badanie WEF dla Polski.

Tak jak w ostatnich latach najbardziej konkurencyjną gospodarką pozostaje Szwajcaria, kolejny jest Singapur. Stany Zjednoczone wróciły na podium, spychając z niego Finlandię. Następne są Niemcy – największy partner gospodarczy Polski.

PMI dla strefy euro spadł w sierpniu do 52,5 pkt z 53,8 pkt w lipcu; oczekiwano 52,8 pkt

Europejska gospodarka wraca na ścieżkę wzrostu wolniej niż w poprzednich miesiącach. Indeks obrazujący nastroje w firmach usługowych i przemysłowych spadł do 52,5 pkt, mocniej niż oczekiwano.

Spowolnienie to spowodowane jest przede wszystkim słabszymi wynikami na rynkach francuskim i włoskim. Z kolei dobrze radziły sobie firmy irlandzkie i hiszpańskie.

Jak piszą autorzy raportu, na niższy odczyt wpłynęły wyniki zarówno firm usługowych, jak i przemysłowych. W przemyśle odczyt był najniższy od 14 miesięcy, a w usługach – od czerwca.

W komentarzu autorzy raportu sugerują, że sierpniowe odczyty powinny skłonić Europejski Bank Centralny do pełnego wprowadzenia programu pomocy dla gospodarki strefy euro. Posiedzenie EBC i decyzja ws. stóp procentowych oraz przemówienie prezesa banku Mario Draghiego odbędą się w czwartek 4 września.

BESI: Kupuj PZU

Espirito Santo rekomenduje „kupuj” dla akcji PZU i podwyższa cenę docelową.

Espirito Santo Investment Bank w raporcie z 2 września, potwierdził swoją rekomendację „kupuj” dla PZU i podniósł cenę docelową akcji spółki z 520 zł na 530 zł ze względu na wyższe oczekiwania co do zysku netto w latach 2014 – 2015 i niższy założony koszt kapitału własnego. Kurs otwarcia z 3 września br. o 478 zł.

BESI spodziewa się dochodów netto PZU wyższych o 8/12 proc. i dywidendy przypadającej na jedną akcję wyższej o 9/22 proc., odpowiednio w latach 2014/2015.

Ponadto, biorąc pod uwagę scenariusz spodziewanych obniżek stóp, BESI spodziewa się lepszego zachowania kursu akcji ubezpieczyciela niż polskich banków.

BESI zakłada, że w dwóch najbliższych latach PZU będzie dystrybuować do akcjonariuszy w formie dywidendy nadwyżki kapitałowe, dzięki czemu poziom dywidendy będzie atrakcyjny dla akcjonariuszy – odpowiednio 37.5 zł i 41.5 zł  dywidendy na akcje w latach 2015/2016.

BESI podkreśla pozytywny wpływ przejęć dokonanych przez PZU w ostatnich kwartałach – zarówno Link4, spółki bałtyckie, jak i spółki medyczne powinny pozytywnie kontrybuować do wyniku PZU w kolejnych latach. Analitycy spodziewają się, że po zaskakująco wysokim poziomie kosztów w drugim kwartale 2014 w kolejnych kwartałach koszty w PZU będą pod kontrolą, m.in. pozytywny wpływ na poziom kosztów PZU może mieć trwające wdrożenie nowego systemu informatycznego – tłumaczą Kamil Stolarski i Łukasz Jańczak, analitycy Espirito Santo Investment Bank.

M. Panek (Asseco Poland): Priorytetem sprzedaż własnych rozwiązań i podbój rynku w Afryce oraz krajach byłego ZSRR

0

Etiopia, Gruzja, Kazachstan i Krym to miejsca, z którymi Asseco Poland wiąże duże nadzieje na wzrost przychodów. Już teraz rynki zagraniczne odpowiadają za ¾ przychodów ze sprzedaży. Portfel zamówień na koniec czerwca 2014 r. wyniósł 5,2 mld zł, dlatego zarząd spodziewa się kontynuacji dobrych wyników z pierwszej połowy 2014 r.

Podpisaliśmy kilka znaczących i ciekawych umów w sektorze energetycznym, telekomunikacji, służbie zdrowia i to jest oczywiście fakt, który każe nam z optymizmem patrzeć w przyszłość. Jeśli chodzi o produkty, to warto podkreślić, że kilka z naszych produktów znalazło się w rankingach Gartnera i Forestera. To też jest potwierdzenie tego, że nasze inwestycje, które rozpoczęliśmy jakiś czas temu, w tej chwili przynoszą owoce – uważa Panek.

Na koniec czerwca br. portfel zamówień Grupy miał wartość 5,2 mld zł i był o 1 proc. wyższy niż przed rokiem. Obok budowania swoich przewag konkurencyjnych w oprogramowaniu dla ważnych sektorów gospodarki i międzynarodowych instytucji, Asseco liczy na dalszy wzrost przychodów w Afryce oraz w krajach b. ZSRR. Przykładem jest Krym, gdzie pod koniec sierpnia rosyjska spółka R-Style Softlab należąca do Grupy Asseco Poland zarejestrowała nowy oddział w Sewastopolu. Ma on dostarczać usługi związane z rozwojem, wdrażaniem i utrzymaniem systemów informatycznych w rosyjskich bankach na terenie anektowanego półwyspu.

W tej chwili 75 proc. sprzedaży całej grupy jest związane z rynkami zagranicznymi. To jest naprawdę ogromna wartość, dlatego na te rynki kładziemy duży nacisk. Jeśli chodzi o dalszy rozwój, to nie jest tak, że w tej chwili mamy coś konkretnego na stole, o czym możemy powiedzieć. Natomiast koncentrujemy się przede wszystkim na rynkach rozwijających się, z tego powodu patrzymy na Afrykę, z tego powodu już jesteśmy w Kazachstanie i Gruzji i tam upatrujemy szansy dla nas – wskazuje wiceprezes Asseco Poland.

W pierwszej połowie roku najszybszy wzrost przychodów Grupa Asseco odnotowała w Izraelu, gdzie dynamika wyniosła 10 proc. w ujęciu rocznym. W tym samym okresie sprzedaż własnych rozwiązań informatycznych przyniosła spółce 2,3 mld zł przychodów, co stanowi 81 proc. przychodów ze sprzedaży ogółem.

– Od kilku lat mamy jasną strategię, skupiamy się na własnym oprogramowaniu, własnych usługach i to będziemy oczywiście kontynuować. W tej chwili można powiedzieć, że większość prac inwestycyjnych dotyczących produktów pokończyliśmy i w tej chwili zaczynamy je sprzedawać i wdrażać. I to jest coś, na czym się w tej chwili skupiamy – twierdzi Marek Panek.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży grupy wyniosły w  pierwszym półroczu 2014 r. 2,913 mld zł wobec 2,71 mld zł rok wcześniej. Skonsolidowany zysk netto w II kwartale wyniósł 86,5 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to 87,5 mln zł. W III kwartale Grupa Asseco Poland prognozuje wzrost przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej, na co pozytywny wpływ będzie miała prowadzona obecnie restrukturyzacja. W pierwszych 6 miesiącach 2014 r. informatyczna spółka wygenerowała 103 mln zł gotówki i wypłaciła dywidendę w wysokości 216 mln zł.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z pierwszego półrocza, zarówno pod względem finansowym, czyli wyników, jak i pod względem merytorycznym. Osiągnęliśmy prawie 3 mld zł przychodów, to jest o 7 proc. więcej niż w ubiegłym roku w analogicznym okresie. Zysk netto 183 mln zł, troszeczkę wyższy niż rynek zakładał, ale wynika to głównie z tego, że sprzedaliśmy jedną ze spółek, o czym do końca rynek pewnie nie wiedział – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Panek, wiceprezes Asseco Poland.

Spadek nastrojów we włoskich firmach. W sierpniu indeks PMI dla usług wyniósł 49,8 pkt

Poniżej 50 pkt spadł w sierpniu indeks PMI dla włoskiego sektora usług. Oznacza to, że ten dział gospodarki przestał się rozwijać. Jeszcze w lipcu wskaźnik wynosił 52,8 pkt.

Włoski sektor prywatnych firm przechodzi trudną fazę – piszą analitycy Markit Economics. – Powrót poniżej 50 pkt w sektorze usług wraz ze spadkiem wzrostu w sektorze przemysłowym obniżają szanse włoskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu w III kwartale.

Przepaść pomiędzy oczekiwaniami klientów oraz realnym poziomem obsługi oferowanym przez firmy z sektora usług finansowych

  • Dobre wieści: 97% dużych firm z sektora usług finansowych twierdzi, że Zarządzanie Doświadczeniami Klientów (CEM) jest ważne;
  • Złe wieści: Oczekiwania klientów pozostawiają daleko w tyle obecne realia obsługi klienta zapewnianej przez firmy z sektora usług finansowych;
  • Dobre wieści: 98% firm z sektora usług finansowych twierdzi, że całościowy system  CEM zwraca się w postaci dużych zysków.

Avaya Inc. ogłosiła wyniki drugiej ankiety przeprowadzonej w ramach badań porównujących oczekiwania klientów i realia usług oferowanych przez firmy. Tym razem skoncentrowano się na przedsiębiorstwach działających w sektorze usług finansowych. Wyniki pokazują, że jeżeli chodzi o obsługę klienta przepaść pomiędzy oczekiwaniami klientów a rzeczywistością jest ogromna zaś firmy, które zapewniają usługi na odpowiednim poziomie nie tracą klientów i czerpią dzięki temu ogromne zyski.

Badania firmy Avaya wskazują, że klienci oczekują zupełnie innego traktowania, niż jest im zapewniane. Czego żądają? Obsługi wielokanałowej, spersonalizowanej i proaktywnej:

  • 70% klientów oczekuje, że firmy sektora usług finansowych będą w czasie rzeczywistym łączyły razem wszystkie sposoby komunikacji z wykorzystaniem różnych kanałów obsługi.
  • 70% oczekuje, że pracownicy działu obsługi klienta będą mieli zintegrowany wgląd w ich dane w czasie rzeczywistym – pełna, przejrzysta informacja w momencie, gdy kontaktują się z firmą.
  • W ostatnich 12 miesiącach 25% brytyjskich klientów korzystało jednocześnie z wielu multimedialnych metod kontaktu z firmami.
  • 92% oczekuje, że będzie informowana o istotnych sprawach (nowościach, istniejących problemach) wraz z propozycjami możliwych rozwiązań.
  • 69% klientów oczekuje, że będzie traktowana jak ktoś wyjątkowy – chcą, by kontaktowano się z nimi w sposób, który preferują, kiedy tego chcą, z propozycjami i usługami dostosowanymi do ich upodobań i nawyków zakupowych.

Jak odpowiadają na to firmy? Wyniki badań pokazują, że wprawdzie ogromna większość menadżerów (97%) twierdzi, że Customer Experience Management jest ważnym lub niezwykle ważnym elementem ich strategii na rok 2014/2015, lecz liczba firm posiadających całościowe programy obsługi klienta spadła niemal o 1/3 do poziomu 64%. Pomimo swojego entuzjazmu dla Customer Experience Management, niewiele przedsiębiorstw z sektora usług finansowych może zapewnić poziom usług oczekiwany przez klientów – w rzeczywistości czyni to mniej, niż połowa.

Jest wiele przeszkód uniemożliwiających sprostanie oczekiwaniom klientów, ale wśród trzech najważniejszych należy wymienić: ograniczenia technologiczne (44%), nieelastyczne procedury biznesowe (37%) oraz niewystarczająco przeszkolony personel (32%). Co ciekawe, aż 68% pracowników działów IT firm działających w sektorze usług finansowych stwierdziło, że to technologia jest czynnikiem ograniczającym, a 55% respondentów uważa, że tym co powstrzymuje rozwój firmy jest brak wczucia się w sytuację klientów.

Są też dobre wiadomości: Korzyści z inwestowania w systemy obsługi klienta są ogromne. Spośród firm działających w sektorze usług finansowych posiadających całościowy program obsługi klienta CEM, 98% poprawiło swoje wyniki bezpośrednio po jego wdrożeniu. W szczególności widać poprawę jeśli chodzi o utrzymanie klienta, jego lojalność i satysfakcję, która przekłada się na powtarzalność transakcji i tym samym większe przychody. Wnioski jakie można wyciągnąć z badań przeprowadzonych przez Avaya są klarowne: istnieje bardzo silna zależność pomiędzy wysiłkami włożonymi w implementację CEM a zwiększonymi zyskami firmy – 79% z przedsiębiorstw notujących znaczące powiększenie zysków, wdrożyło wcześniej program CEM, a niemal 80% firm z tej grupy w ciągu ostatnich 3 lat zainwestowało także w uproszczenie ścieżki, którą klient musi przejść, aby dokonać transakcji.

Jako usługodawca w zakresie centrów obsługi klienta, firma Avaya ściśle współpracuje z przedsiębiorstwami działającymi w sektorze usług finansowych na całym świecie pomagając im zniwelować różnicę pomiędzy oczekiwaniami klientów a oferowanymi usługami obsługi wielokanałowej. Obecnie, 9 z 10 najważniejszych banków na świecie używa systemów Customer Experience Management firmy Avaya, które są zainstalowane w ich siedzibach lub obsługiwane w chmurze.