MSP nie sprzeda Artechu

0

Minister Skarbu Państwa ogłosił, że nie zawrze umowy sprzedaży producenta opakowań plastikowych. Jedynym oferentem była firma developersko-inwestycyjna z Łodzi.

MSP odstąpiło od zawarcia umowy zbycia udziałów spółki Zakłady Artykułów Technicznych Artech Sp. z o.o. z siedzibą w Łodzi.

Prywatyzacja firmy produkującej opakowania z tworzyw sztucznych miała zostać zrealizowana w ramach aukcji ogłoszonej publicznie 15 lipca 2014 r. Skarb Państwa ogłosił zamiar prywatyzacji w lutym 2010 r.

Jedynym uczestnikiem, który złożył zgłoszenie do udziału w aukcji, to Central Fund of Immovables Sp. z o.o.  z Łodzi prowadząca działalność dewelopersko-inwestycyjną.

Raport EY: Więcej kobiet w radach nadzorczych?

Wprowadzenie przyjętej przez Parlament Europejski ustawy o parytetach w dużych firmach oznacza konieczność zmian w radach nadzorczych w ciągu najbliższych 6 lat. Eksperci EY w raporcie pt. „Czas na różnorodność – zwiększanie wydajności rad nadzorczych” przypominają, że póki co kobiety stanowią zaledwie 18% członków rad nadzorczych największych, europejskich firm. Jednak obecność kobiet w organach zarządczych i nadzorczych to jedna kwestia, ale drugą jest tzw. „diversity” – różnorodność, która wnosi do firm dodatkową wartość. 

Doradcy zwracają uwagę na to, że termin wprowadzenia parytetów zbliża się wielkimi krokami i zarówno rządy jak i firmy muszą się do tego odpowiednio przygotować aby nie stracić ważnych zasobów ludzkich. Zgodnie z decyzjami Parlamentu Europejskiego 40% członków rad nadzorczych spółek notowanych na giełdach do 2020 roku powinny stanowić kobiety. W firmach państwowych te zasady mają obowiązywać już w 2018 roku. Przepisy nie będą obowiązywać w przypadku firm zatrudniających mniej niż 250 pracowników i z przychodem niższym niż 50 mln euro rocznie. Jednak nadal dotyczyć to będzie około 5000 przedsiębiorstw w Unii Europejskiej.

Najwięcej na Islandii, najmniej na Malcie

Parytety zostały już wprowadzone przez Norwegię (w 2008 roku), a następnie przez Belgię, Francję, Islandię, Włochy, Hiszpanię, Holandię oraz Finlandię (w której parytety dotyczą jedynie spółek skarbu państwa).  Jak wynika z danych Komisji Europejskiej w Polsce zaledwie 12% członków rad nadzorczych to kobiety.

Mapa.jpg

Parytety to nie wszystko

Zdaniem ekspertów EY, różnorodność w organizacjach powinna obejmować nie tylko płeć, ale także wiek, pochodzenie, narodowość, uwarunkowania kulturowe czy doświadczenie zawodowe. – Nasz raport potwierdza, że zrównoważone zespoły pracują znaczenie efektywniej, a udział kobiet w biznesie przynosi wymierne korzyści. Warto jednak pamiętać, że jeszcze ważniejsza jest równowaga na stanowiskach zarządczych, a nie tylko nadzorczych. Bez wsparcia, merytorycznego rozwoju i przywództwa kobiet w biznesie same parytety nie są rozwiązaniem – uważa Iwona Kozera, Partner i Liderka Grupy Rynków Finansowych EY na Europę Centralną i Południową oraz założycielka Fundacji Liderek Biznesu. Zrównoważone zespoły, w tym zarządy i rady nadzorcze, oznaczają lepsze zarządzanie ryzykiem, a także relacjami z klientami, zwłaszcza w firmach globalnych, działających na wielu rynkach. Zwiększenie udziału kobiet powinno być celem przede wszystkim dla firm z sektora FMCG, gdyż kobiety odpowiadają za około 80% globalnych zakupów konsumenckich.

Według badania przeprowadzonego przez amerykańskich naukowców – Maurice’a Levi, Kai Li i Feng Zhanga – firmy, w których w zarządach zasiadają kobiety, są mniej skłonne do przejęć. Jeśli już takie przedsiębiorstwo decyduje się na transakcję, prawdopodobieństwo zapłaty zbyt dużej kwoty jest mniejsze niż gdy w zarządzie są sami mężczyźni. Z kolei według obliczeń brytyjskich naukowców – Nicka Wilsona i Alego Altanlara – posiadanie chociaż jednej kobiety w zarządzie zmniejsza ryzyko bankructwa firmy o 20%.

Na parytety trzeba się przygotować

Z raportu EY wynika także, że kobiety na stanowiskach zarządczych umieją słuchać innych i patrzą na biznes długoterminowo. – Panie zwracają uwagę na takie kwestie jak: rozwijanie talentów oraz równowaga pomiędzy życiem osobistym i zawodowym. Jestem przekonana, że kobiety zasiadające w radach nadzorczych są przykładem dla innych, dzieląc się z nimi swoją wiedzą i doświadczeniem –  podkreśla Katarzyna Twarowska, Dyrektor w Dziale Audytu EY i prezes Fundacji Liderek Biznesu.

Wprowadzając w Europie zrównoważone rady nadzorcze należy sięgać do doświadczeń norweskich. EY w swoim raporcie podkreśla, że kobiety awansowane na stanowiska nadzorcze muszą być do tego przygotowane. Na początku wprowadzenia parytetów w Norwegii awansowano do rad nadzorczych kobiety, które były liniowymi menedżerami. Nie były przygotowane do pełnienia funkcji nadzorczych. W efekcie firmy utraciły dobrych menedżerów i nie zyskały wartościowych członków rad nadzorczych. Dlatego eksperci EY proponują, by najpierw stworzyć w firmach program szkoleń podnoszących kwalifikacje nadzorcze kobiet, by mogły swobodnie awansować na najwyższe stanowiska.

„Przyszłoroczny budżet zakłada największy wzrost wydatków za kadencji premiera Donalda Tuska”

Ostatnie obietnice Donalda Tuska znajdują odzwierciedlenie w projekcie budżetu. Jak obliczył Bankier.pl, rząd planuje zwiększyć wydatki bardziej niż przez poprzednie 6 lat.

– Przyszłoroczny budżet zakłada największy wzrost wydatków za kadencji premiera Donalda Tuska. To typowy budżet wyborczy zakładający faktycznie znaczny wzrost deficytu: z 34 do 46 mld zł. W mojej ocenie założony przez ministra finansów wzrost PKB rzędu 3,4% jest prognozą zbyt optymistyczną. W obecnej sytuacji makroekonomicznej bezpieczniej byłoby założyć zerowy wzrost gospodarczy, ale wtedy nie udałoby się sfinansować obietnic premiera Tuska – tłumaczy Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

W roku wyborów parlamentarnych rząd proponuje wzrost wydatków budżetowych o 5,5%. To więcej niż przez poprzednie 6 lat rządów Donalda Tuska (budżet na 2008 rok skonstruował jeszcze gabinet Jarosława Kaczyńskiego), w trakcie których wydatki budżetowe zwiększyły się łącznie o 5,3%. W międzyczasie część wydatków budżetowych została ukryta w Krajowym Funduszu Drogowym czy pozabudżetowym dofinansowaniu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Obietnice złożone niedawno przez premiera Tuska tylko w przyszłym roku będą kosztować trzy miliardy złotych. Składa się na to podwyżka emerytur (szacowany koszt: 1,7 mld zł rocznie) oraz dopłaty do dzieci w ramach pełnego odliczenia ulgi w PIT (1,2 mld zł). Z tego powodu minister finansów nie był w stanie znacząco obniżyć deficytu budżetowego, zaplanowanego na 46,1 mld zł. To tylko o 1,4 mld zł (3%) mniej od planu na 2014 rok.

– Ponieważ tegoroczny budżet zawiera pewne ukryte zaskórniaki (np. przeszacowaną popularność OFE), to przyszłoroczny deficyt zapewne okaże się znacząco większy niż w roku 2014, który szacowany jest na 34 mld zł – przekonuje Krzysztof Kolany.

Jak znaleźć pierwszą pracę radzi ekspert HR

Analizując portale z ogłoszeniami związanymi z pozyskaniem pracowników można stwierdzić, że jest ich bardzo dużo i osoby poszukujące pracy mają duży wybór. Fakty pokazują jednak, że bezrobocie nadal dotyka przede wszystkim ludzi młodych. Na europejskich rynkach pracy wciąż trwa niekorzystna koniunktura; około 6 milionów Europejczyków poniżej 25 roku życia nie ma stałej pracy. Podobnie wygląda sytuacja w Polsce, stan bezrobocia w grupie osób 25-34 lata wg. danych GUS-u sięgnął już progu 28,8% co oznacza, że co czwarty absolwent szkoły wyższej pozostaje bez zatrudnienia. Jak w tak konkurencyjnej sytuacji odnaleźć się na rynku pracy? Od czego zacząć i gdzie szukać pomocy?

Dotychczasowe sprawdzone sposoby na znalezienie pierwszej pracy tracą na aktualności, albo są po prostu niewystarczające na dynamicznie zmieniającym się rynku. W dobie nowych technologii i innowacyjnych rozwiązań, szczególnego znaczenia nabierają zdolności elastycznego podejścia i umiejętności szybkiej adaptacji do oczekiwań potencjalnych pracodawców. Również otwartość na nowe doświadczenia i wyzwania, ciekawość świata oraz gotowość do ciągłej nauki są sprzymierzeńcami wszystkich osób szukających pierwszej pracy. Faktem, który zaburza możliwości pozyskania oczekiwanego przez Kandydatów zatrudnienia, jest brak doświadczenia i praktyki w danym obszarze wymagań, jakie stawiają pracodawcy. Jest to też efekt braku połączenia kształcenia z potrzebami rynku pracy.

Warto również zwrócić uwagę na praktyczne wskazówki specjalistów HR, którzy obserwując i analizując oczekiwania pracodawców, mogą podpowiedzieć kandydatom od czego zacząć szukanie pierwszej pracy, aby zakończyło się sukcesem.

1. Kursy, staże, praktyki

Już w czasie studiów korzystaj z możliwości, jakie daje odbycie nawet bezpłatnych staży czy praktyk. Udział w takich przedsięwzięciach pozwali na określenie, w jakich zadaniach czujesz się dobrze, jak zaadaptować się w organizacji. Jeśli twoja uczelnia oferuje możliwość odbycia dodatkowych kursów językowych, komputerowych lub treningów psychologicznych dotyczących samorozwoju, osobowości czy motywacji, również bierz w nich aktywny udział. Nigdy nie wiesz, co ci się przyda w pierwszej pracy i na jakie umiejętności zwróci uwagę twój potencjalny pracodawca.

2. Specjalizacja w wybranej branży

Znajdź branżę, która cię interesuje i postaraj się zdobyć jak najwięcej informacji na jej temat: specyfika, regulacje prawne czy unijne, główni gracze, otoczenie i partnerzy biznesowi, konferencje, eventy. Bądź na bieżąco z branżowymi newsami, szczególnie tymi dotyczącymi zmian własnościowych, fuzji, rebrandingu, wprowadzenia nowego produktu na rynek, pozyskania znaczącego klienta itp. Pogłębiona wiedza na temat danej branży, czy firmy pozwoli ci zdobyć przewagę nad konkurentami starającymi się o to samo stanowisko, a mającymi często jedynie powierzchowną wiedzę. Na bieżąco monitoruj strony www firm, które Cię interesują, wiele z nich zamieszcza ogłoszenia o pracę właśnie na nich.

3. Udział w konkursach

Wiele firm, organizacji czy rożnego rodzaju instytucji często organizuje konkursy. Są to najczęściej dobrze dofinansowywane pomysły na własny biznes (tzw start – up. Bez względu na to, które zajmiesz w nich miejsce, takie doświadczenie podnosi Twoją pozycję, bo świadczy to o inicjatywie i rozumieniu, co zrobić aby realizować biznes. Jest to znakomity trening kreatywności i możliwość bliższego poznania potencjalnego pracodawcy – inwestora.

4. Wolontariat

To niezawodna metoda aby spróbować swoich sił przy różnego rodzaju projektach realizowanych przez fundacje i stowarzyszenia. Od pomocy osobom potrzebującym po logistyczne rozwiązania i zadania realizowane w ramach dużych wydarzeń kulturalnych, sportowych, czy samorządowych. Pracodawcy zwracają uwagę, czy osoba nie mająca jeszcze doświadczenia zawodowego jest aktywna w innych dziedzinach życia, jakich podejmuje się inicjatyw. Takie działania kształtują odporność na stres, pracę pod presją czasu, samodzielność i gotowość do podejmowania decyzji.

5. Internet i social media

Wpływ nowych technologii, internetu i portali społecznościowych od paru lat kreuje nowe trendy w procesie rekrutacji. Zadbaj o swój wizerunek na profesjonalnych serwisach. Dla osób zawodowo związanych z procesem rekrutacji, internet jest bardzo ważnym źródłem informacji, o potencjalnych kandydatach do pracy. Warto też zwrócić uwagę, jakie materiały dotyczące twojej osoby są widoczne publicznie. Warto zadbać o politykę prywatności tak, aby nie kłóciła się ona z Twoim wizerunkiem zawodowym.

6. Sieć znajomych

Osoby szukające pracy bardzo często nie doceniają roli rodziny i znajomych w poszukiwaniu informacji o wakacie, a często jest to sprawdzone i wiarygodne źródło wiedzy. Ponadto, im więcej osób z naszego kręgu znajomych poinformujemy o tym, że szukamy pracy, tym bardziej zwiększymy prawdopodobieństwo tego, że ktoś przekaże nam ciekawą ofertę.

7. CV i list motywacyjny

O tym jak powinno wyglądać profesjonale cv i list motywacyjny powiedziano już chyba wszystko. Niemniej i tak pojawiają się wpadki, w postaci mało profesjonalnych zdjęć, albo nieaktualnych. Osoby, które wciąż nie są pewne czy ich dokumenty spełniają wymagania dobrze przygotowanych dokumentów aplikacyjnych, mogą sprawdzić dostępne aktualne wzory na wielu stronach o tematyce HR. Należy jednak pamiętać, że szukając pracy w branżach artystycznych czy wymagających kreatywności, warto przygotować „autorskie” cv, odbiegające od tradycyjnego szablonu.

8. Rozmowa kwalifikacyjna

Jeśli uda nam się przejść do tego etapu rekrutacji, warto przećwiczyć sobie odpowiedzi na spodziewane pytania, które mogą paść podczas rozmowy kwalifikacyjnej, nagrać je, a następnie obejrzeć i przeanalizować pod kątem naszej postawy, mowy ciała, gestów, sposobu formułowania wypowiedzi. Warto poprosić znajomą osobę o obiektywną ocenę i ewentualne sugestie, co powinniśmy zmienić w naszej autoprezentacji. Dodatkowo warto pamiętać o tym, żeby w trakcie rozmowy unikać kłamstw, skupiać się na tych silnych stronach, które potrafimy poprzeć przykładami. Umieć z przekonaniem opowiadać o swoich zainteresowaniach, pokazać przyszłemu pracodawcy, że ma się pomysł na samego siebie.

Autor: Marcin Skarżyński, Broker HR

NIK o systemie dozoru elektronicznego

Najwyższa Izba Kontroli pozytywnie ocenia wprowadzenie do polskiego porządku prawnego systemu dozoru elektronicznego. Wdrożenie tego systemu pozwoliło zmniejszyć liczbę skazanych, którzy odbywają kary w więzieniach i doprowadziło do realnych oszczędności. Wciąż jednak występują znaczące dysproporcje pomiędzy poszczególnymi okręgami sądowymi w orzekaniu o udzieleniu skazanym zezwoleń na odbycie kary w systemie dozoru elektronicznego. NIK stwierdza, że sędziowie penitencjarni nie wykorzystują wszystkich możliwości systemu, takich jak chociażby monitoring obowiązku powstrzymywania się od przebywania w określonych miejscach, zakazu zbliżania się do określonej osoby, czy obowiązku przebywania w miejscu stałego pobytu w trwania imprezy masowej.

System dozoru elektronicznego (SDE) zapewnia wyższy stopień dolegliwości i kontroli niż dotychczas stosowane środki probacyjne (takie jak np. warunkowe zawieszenie kary). Przy wykonywaniu kar w tym systemie nie dochodzi do negatywnych skutków psychologicznych i społecznych, które wynikają z długotrwałej izolacji więźniów, osłabienia więzi społecznych oraz uzależniania osadzonego od systemu penitencjarnego, który przejmuje za skazanego odpowiedzialność za zabezpieczenie podstawowych potrzeb życiowych. Poprzez stworzenie warunków do odbywania kary poza zakładami karnymi system pozwala równocześnie ograniczyć ryzyko deprawacji sprawców społecznie mniej szkodliwych przestępstw.

Kara odbywana w systemie SDE jest rzeczywistą alternatywą dla kary pozbawienia wolności wykonywanej w zakładzie karnym, daje możliwość kontynuowania, bądź poszukiwania pracy, podtrzymywania więzi rodzinnych, uczestniczenia w życiu społecznym, a więc sprzyja skuteczniejszej readaptacji skazanych. Od początku funkcjonowania systemu (1 września 2009 r.) do 31 marca 2014 r. wykonano w tym systemie 25 602 kary. W tym czasie z zakładów karnych do SDE przesuniętych zostało 14 979 skazanych. System dozoru elektronicznego pozwolił na dokonanie redukcji liczby skazanych już odbywających kary, co doprowadziło do zwiększenia dostępności miejsc dla osób ukaranych za poważniejsze przestępstwa, lecz nie przyczyniło się istotnie do zmniejszenia zaludnienia więzień. Nigdy też nie zbliżono się do wykorzystania pełnych możliwości SDE, najwyższy wskaźnik zapełnienia osiągając w maju 2013 r. – niespełna 72 % – gdy karę pozbawienia wolności poza zakładem karnym odbywało jednocześnie 5391 skazanych (na 7500 możliwych).

Wprowadzenie „elektronicznych obrączek” przyniosło wymierne oszczędności dla budżetu wynikające z niższego kosztu obsługi skazanego w tym systemie w porównaniu ze skazanym osadzonym w zakładzie karnym.  Według obliczeń NIK do końca października 2013 r. koszt budowy, wdrożenia i funkcjonowania SDE wyniósł 156,4 mln zł. NIK ustaliła, że szacunkowy miesięczny koszt odbywania kary w SDE kształtuje się na poziomie 688 zł (przy uwzględnieniu jedynie kosztów eksploatacji) oraz 1270 zł (przy uwzględnieniu kosztów budowy, wdrożenia i eksploatacji SDE). Tymczasem miesięczne wydatki na skazanego w zakładach karnych kształtowały się na poziomie 2482 zł. Tak więc wykonywanie kary w SDE jest prawie dwukrotnie tańsze niż utrzymanie skazanego w więzieniu.

Wpływ na poziom wykorzystania SDE mają przede wszystkim sędziowie penitencjarni. Z uwagi na konstytucyjną zasadą niezawisłości sędziów i niezależności sądów Najwyższa Izba Kontroli nie ocenia w tym zakresie pracy sędziów, odnotowuje jednak, że mimo porównywalnych wielkości niektórych apelacji i okręgów, liczba aktywnych instalacji SDE znacząco się różni.

Wnioski o SDE (dozór elektroniczny) uwzględnione przez sądy okręgowe w 2013 r.

Np. w 2013 roku łącznie skierowano ponad 34 tysiące wniosków o SDE. Sądy w całej Polsce uwzględniły blisko 39 proc. wniosków. Jednak różnice między poszczególnymi okręgami są znaczące. W SO Gdańsk uwzględniono 19 proc. wniosków, w SO Szczecin 40 proc., a w SO Wrocław 47 proc. W SO Warszawa (lewobrzeżba) uwzględniono 24 proc. wniosków o SDE, a w SO Warszawa-Praga (prawobrzeżna) ponad 40 proc.

Najwyższa Izba Kontroli zauważa także, że sądy penitencjarne nie wykorzystywały przewidzianych ustawą o SDE funkcjonalności systemu, takich jak monitoring obowiązku powstrzymywania się od przebywania w określonych miejscach; monitoring zakazu zbliżania się do określonej osoby; monitoring obowiązku przebywania w miejscu stałego pobytu w czasie trwania imprezy masowej czyli tzw. zakaz stadionowy.

NIK negatywnie ocenia przetwarzanie danych osobowych w systemie informatycznym SDE, w tym zwłaszcza tzw. danych wrażliwych. Według ustaleń NIK w systemie informatycznym SDE przechowywane są dane osobowe skazanych, które powinny zostać usunięte z niego po dwóch latach od dnia zakończenia wykonywania kary lub osiągnięciu celu w jakim były zbierane. NIK ustaliła również, że w systemie informatycznym SDE przetwarzane są dane osobowe skazanych, którzy w ogóle nie rozpoczęli odbywania kary w tym systemie, co – zdaniem Izby – narusza przepisy ustawy o ochronie danych osobowych.

Pomimo pozytywnej oceny wprowadzenia w Polsce SDE, Izba stwierdziła nieprawidłowości w trakcie wdrażania dozoru elektronicznego, co m.in. skutkowało koniecznością zawarcia przez Ministerstwo Sprawiedliwości dodatkowych umów na usługę eksploatacji i utrzymania infrastruktury technicznej Centrali Monitorowania SDE o łącznej wartości ponad 7,4 mln zł.

NIK zwraca uwagę na konieczność podjęcia działań w celu zmiany modelu zarządzania SDE, tak by zapewnić przejrzysty podział kompetencji i odpowiedzialności za poszczególne elementy systemu.

NIK sprawdziła też jak pracują kuratorzy sądowi, wykonujący zadania związane z organizacją wykonania kary w SDE. Okazało się, że są oni przeciążeni pracą. Jedną z przyczyn tego stanu jest nie zapewnienie kuratorom odpowiedniej liczby kart kryptograficznych umożliwiających dostęp do systemu informatycznego SDE.

W przeprowadzonych przez NIK badaniach ankietowych wśród zawodowych kuratorów ponad 56 % respondentów stwierdziło, że wykonywanie kary w SDE pozwala na skuteczną readaptację skazanych.

Dostrzegając zalety dozoru elektronicznego Izba pozytywnie ocenia wprowadzenie SDE na stałe do porządku prawnego oraz podejmowane obecnie działania legislacyjne zmierzające do szerszego wykorzystania tego systemu.

NIK o Centralnym Ośrodku Sportu

Zawodnikom ponad połowy sportów olimpijskich w Polsce nie zapewniono warunków szkolenia w Centralnym Ośrodku Sportu zgodnych z wymogami międzynarodowych federacji sportowych. Sportowcom w Ośrodkach Przygotowań Olimpijskich brakuje obiektów do ćwiczeń oraz specjalistycznego sprzętu, dlatego często muszą wyjeżdżać zagranicę, by dobrze przygotować się do igrzysk. COS nie ma wizji rozwoju swoich ośrodków – nie specjalizują się one w konkretnych dyscyplinach, tak aby stworzyć sportowcom jak najlepsze warunki przygotowań przed zawodami. Ponadto COS nieefektywnie gospodarował powierzonym mieniem, co m.in. przyczyniło do tego, że wszystkie ośrodki w ostatnich latach przynosiły straty.

Centralny Ośrodek Sportu (COS) to jedyny w Polsce podmiot wyspecjalizowany w szkoleniu sportowym kadry olimpijskiej i narodowej, zarówno seniorów, jak i juniorów. Posiada sześć Ośrodków Przygotowań Olimpijskich: w Spale, Władysławowie, Giżycku, Wałczu, Szczyrku i Zakopanem. Zadaniem COS jest zapewnienie warunków dla szkolenia sportowego prowadzonego przez polskie związki sportowe (w Polsce działa 70 związków sportowych, z czego 37 w konkurencjach olimpijskich) i inne podmioty zajmujące się kulturą fizyczną (np. kluby).

Przychody COS wyniosły w 2013 r. ponad 78 mln zł. Złożyły się na to przychody własne z prowadzonej działalności – 52,4 mln zł (67 proc. przychodów), dotacja z budżetu państwa – ok. 21 mln zł (27 proc.) oraz pozostałe przychody operacyjne – prawie 5 mln zł (6 proc.). Do tego COS otrzymał w latach 2011-2013 (I półrocze) dotacje z budżetu na inwestycje (w wysokości prawie 6 mln zł) oraz z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej (ponad 90 mln zł), które zostały przeznaczone głównie na remonty i modernizację obiektów sportowych.

Najważniejsze nieprawidłowości w działalności COS:

Ośrodki przygotowań olimpijskich nie zapewniały bazy sportowej i potrzebnego sprzętu specjalistycznego dla 21 z 37 sportów olimpijskich. Dyrektor COS nie określił specjalizacji sportowej ośrodków, przez co tworzyły one warunki do treningów dla tych samych sportów. Ośrodki zapewniały w pełni bazę sportową i sprzęt jedynie dla 16 sportów olimpijskich: lekkoatletyki, podnoszenia ciężarów, zapasów, judo, szermierki, tenisa, badmintona, wioślarstwa, boksu, taekwondo, triathlonu, koszykówki, piłki nożnej, piłki ręcznej, siatkówki i rugby. W efekcie jedynie 2/3 reprezentantów Polski przygotowujących się do ostatnich Letnich Igrzysk  Olimpijskich w Londynie (2012 r.) miało zapewnioną pełną bazę sportową i sprzęt w Centralnym Ośrodku Sportu.

Lista potrzebnych, a nieistniejących obiektów sportowych w ośrodkach przygotowań olimpijskich jest długa. Przykładowo, kajakarze nie mają toru do slalomu, pływacy, skoczkowie i piłkarze wodni – basenu o długości 50 m i głębokości 5 m, kolarze – toru kolarskiego, żeglarze – wystarczająco dużego akwenu, który w dodatku można zamknąć na czas treningów, narciarze nie mają tras do zjazdów w konkurencjach alpejskich, biegacze narciarscy – asfaltowej trasy nartorolkowej o długości 5 km, a łyżwiarze – toru długiego i do shorttracku. Sportowcy mają za to zapewnione w ośrodkach specjalistyczne zabiegi odnowy biologicznej. Najlepiej rozwiniętą infrastrukturę w tym zakresie mają ośrodki w Spale i we Władysławowie.

Związki sportowe w małym stopniu wykorzystywały bazę sportową i noclegową ośrodków, mimo że stawki noclegowe ustalano w nich poniżej kosztów. Wynika to po części z faktu, że federacje dostają dotacje na swoje zadania, równocześnie nie są zobowiązane do korzystania z bazy COS. Poza tym ośrodki przygotowań olimpijskich często nie są w stanie spełnić ich oczekiwań i zagwarantować odpowiedniego zaplecza sportowego, dlatego federacje zmuszone są korzystać z innych ośrodków, także zagranicznych. A to przekłada się na mniejsze wpływy COS. W latach 2010-2012 polskie związki sportowe w ramach programów przygotowań olimpijskich oraz przygotowań do mistrzostw świata i Europy w konkurencjach olimpijskich wydały w ośrodkach COS ok. 41,5 mln zł czyli niecałe 10 proc. sumy, którą miały do wydania na ten cel (427 mln zł).

W latach 2010-2013 (do końca maja) federacje olimpijskie najczęściej korzystały z ośrodka w Spale (41-46 proc. obłożenia), a najrzadziej z ośrodka w Giżycku (1,5-4 proc. obłożenia). Z kolei w szkoleniu sportowym w najwyższym stopniu wykorzystano ośrodek w Spale (70-82 proc.), a w najmniejszym   ośrodek w Zakopanem (34-40 proc.). Z tego też powodu najwyższe wpływy ze związków sportowych miał ośrodek w Spale – prawie 18 mln zł, a najniższe ośrodek w Giżycku – nieco ponad 1 mln zł.

Pomiędzy ośrodkami występowały znaczne różnice w wykorzystaniu ich bazy sportowej i noclegowej. Wskazane przez NIK dysproporcje pomiędzy ośrodkami oraz ich wyniki finansowe skłaniają do zastanowienia się nad dalszą potrzebą rozwijania bazy sportowej wszystkich ośrodków oraz ponoszenia kosztów dostosowywania ich oferty do zmieniających się wymogów szkolenia prowadzonego przez polskie związki sportowe.

Centralny Ośrodek Sportu w badanym okresie przynosił straty – w 2011 r. prawie 15 mln zł, w 2012 r. niecałe 12 mln, w 2013 r. 15,5 mln zł (choć jeszcze w latach 2009-2010 r. notował niewielkie zyski – odpowiednio 10 tys. i 121 tys. zł). Na wysokość strat miały wpływ w dużej mierze wysokie koszty amortyzacji mienia znajdującego się w dyspozycji COS (rocznie kilkanaście milionów złotych). Ponadto COS utracił wpływy z dzierżawy Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie (ok. 5-6 mln zł rocznie), wzrósł podatek od nieruchomości (z 1,7 mln zł w 2009 r. do 4,5 mln zł w 2012 r.) oraz spadły przychody ze sprzedaży własnej oferty. Do tego nie podniesiono stawki za pobyt w ośrodkach (140 zł brutto w 2013 r. dla zawodników kadry olimpijskiej i kadry narodowej seniorów), mimo że została ona obłożona 8 proc. podatkiem VAT.

Nadzór Ministra Sportu i Turystyki nad COS był niewystarczający. Minister nie kontrolował zadań, na które dawał dotacje, ponieważ traktował COS jako jednostkę wyspecjalizowaną w szkoleniu sportowym. Minister nie podjął decyzji o restrukturyzacji ośrodków, nie dokonał też analizy przydatności składników majątkowych COS. W strukturze COS znajdowały się bowiem obiekty nieprzydatne do prowadzenia szkolenia sportowego (np. mieszkania), a generujące koszty w związku z ich utrzymaniem. Minister wybrał też nie w pełni optymalną formę organizacyjno-prawną COS – instytucję gospodarki budżetowej – przez co zwiększyły się obciążenia z tytułu podatku od nieruchomości. Co ciekawe zlecona przez MSiT analiza wykazała, że forma ta nie odpowiada w pełni przedmiotowi i zakresowi działalności COS.

Wnioski:

Do Ministra Sportu i Turystyki:

  • należy określić kierunki wieloletniego rozwoju i dalszego funkcjonowania Centralnego Ośrodka Sportu,
  • należy wprowadzić w programie dofinansowania przygotowań kadry narodowej zapisu, który obligowałby polskie związki sportowe do korzystania z bazy sportowej COS,
  • należy przeprowadzić kontrolę zadań realizowanych przez COS, a dofinansowanych z budżetu państwa,
  • należy zastanowić się nad przydatnością mienia przekazanego COS do prowadzenia jego działalności statutowej.

Do dyrektora COS i dyrektorów Ośrodków Przygotowań Olimpijskich

  • należy zastanowić się nad dalszym rozwojem bazy sportowej wszystkich sześciu ośrodków,
  • należy zwiększyć efektywność gospodarowania mieniem. Chodzi m.in. o:  zapewnienie lepszego wykorzystania bazy sportowej ośrodków, lepsze zarządzanie nieruchomościami oraz ustalenie stawek pobytu z uwzględnieniem rzeczywistych kosztów ponoszonych przez ośrodki.

PKN Orlen przewodzi, a polskie firmy dominują wśród największych spółek w regionie Europy Środkowej

PKN Orlen kolejny rok z rzędu jest niekwestionowanym liderem pod względem przychodów wśród największych firm w Europie Środkowej. Na drugiej i trzeciej pozycji, podobnie jak w poprzednich latach, znalazły się węgierski koncern energetyczny MOL i czeska Skoda Auto. Jednak te trzy największe spółki regionu, podobnie jak ponad 220 innych przedsiębiorstw, zanotowały spadek przychodów w 2013 roku. Wśród największych firm w Europie Środkowej nadal dominują firmy energetyczne i paliwowe, które zajęły siedem na dziesięć pierwszych miejsc na liście „CE TOP 500”. Niezmiennie też Polska, wyprzedzając Czechy, utrzymuje największą liczbą spółek w zestawieniu (odpowiednio 161 i 79). To główne wnioski ósmej edycji rankingu „CE TOP 500”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.  

Firma Deloitte wraz z dziennikiem Rzeczpospolita przeprowadziła analizę największych firm w 18 krajach Europy Środkowej*  i Ukrainie („CE TOP 500” – 500 firm, oraz dodatkowo 50 banków oraz 50 ubezpieczycieli). Wyniki pokazują, że w 2013 r. przychody ogółem 500 największych firm w tym regionie wyniosły 712 mld euro, co oznacza spadek o 0,4 proc. (3 mld euro) w stosunku do wyniku z 2012 r. Mediana wzrostu przychodów wyniosła 0 proc. w porównaniu do wzrostu 3,3 proc. rok temu i 10 proc. dwa lata wcześniej, co jest wyraźną oznaką dalszego i średnioterminowego trendu spowolnienia. „Wyniki po pierwszym kwartale 2014 roku pokazują już spadek średnich przychodów na poziomie -3,1 proc. Tendencje dotyczące przychodów spółek z regionu są niepokojące i pokazują, że przedsiębiorstwa te odczuwają pogorszenie się warunków gospodarczych oraz geopolitycznych,, co nie pozostaje bez wpływu na ich sytuację” – mówi Tomasz Ochrymowicz, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Finansowego Deloitte.

W rankingu podsumowującym 2013 r. aż 45 proc. przedsiębiorstw zanotowało gorsze wyniki niż rok wcześniej. Największą spółką Europy Środkowej pozostaje PKN Orlen, który wyprzedza węgierski MOL o 9 mld euro. Obaj najwięksi konkurenci w regionie zanotowali spadek przychodów na podobnym poziomie. W przypadku PKN Orlen było to 5,8 proc., a MOL 5,5 proc. w stosunku do roku 2012. „Znaczącą zmianą w pierwszej dziesiątce jest powrót do niej po rocznej przerwie spółki Jeronimo Martins Polska, która uplasowała się na 8. miejscu ze wzrostem przychodów w euro na poziomie 13 proc. Awans o cztery miejsca był wynikiem efektywnej strategii ekspansji. Kolejne dwie polskie spółki to PGNiG i PGE, odpowiednio na 9 i 10 miejscu. PGNiG odnotowało wzrost przychodów aż o 11,1 proc.” – wyjaśnia Tomasz Ochrymowicz. Istotnym czynnikiem znacznej poprawy tych wyników był większy wolumen sprzedaży za granicą oraz rekordowy wzrost wydobycia ropy naftowej o 124 proc., który nastąpił przede wszystkim w rezultacie włączenia do eksploatacji złóż Lubiatów, Międzychód i Grotów (LMG), a także złoża na Norweskim Szelfie Kontynentalnym.

CEO Magazyn Polska

Istotny skok odnotowała czeska spółka EPH (ze 126. na 38. pozycję) – jedna z wiodących grup energetycznych w regionie, która w styczniu 2013 roku przejęła Slovak Gas Holding od E.ON i GDF SUEZ, wskutek czego stała się liderem rynku gazu na Słowacji. Inne znaczące awanse należą do węgierskiego oddziału Mercedes-Benz (z 230. na 74. pozycję.), a spośród polskich firm do Grupy Azoty (z 98. na 62. miejsce).

W 2013 r. liczba rodzimych spółek w „CE TOP 500” zmniejszyła się o trzy w porównaniu z rokiem poprzednim i wyniosła 161. Biorąc pod uwagę, że następne w kolejności Czechy mają w zestawieniu 79 spółek (o dwie mniej niż rok wcześniej), to nasz kraj jest wciąż jednak niekwestionowanym liderem w regionie. Aż 55 proc. polskich firm zanotowało w omawianym okresie wzrost przychodów, a 40 proc. ich spadki.

Polskie firmy wygenerowały 1/3 z 712 mld euro przychodów firm z całej listy CE Top 500.
Największy wzrost przychodów odnotowały spółki z Litwy (6 proc.), reprezentowanej zaledwie przez 13 przedsiębiorstw oraz Rumunii (4,7 proc.). Wzrost spółek rumuńskich częściowo wynikał jednak z aprecjacji leja – wzrosty w walucie lokalnej wyniosły 3,9 proc.

Największy wzrost przychodów w 2013 roku odnotował sektor wyrobów przemysłowych  (o 2,9 proc.), którego reprezentacja wyniosła 114 spółek, co daje tej branży 23 – procentowy udział. Jednak największy udział ilościowy wciąż należy do spółek z branży dóbr konsumenckich i transportu (36 proc.- 179 firm). Jeżeli chodzi o sumę przychodów, to wśród nich największy udział utrzymuje energetyka i to mimo, że w 2013 roku spadły one średnio o 1,8 proc. w porównaniu do 2012 roku.

Rok 2013 był czasem trudnym dla środkowoeuropejskich spółek, a jak pokazują wyniki za pierwszy kwartał podobnie będzie także w tym roku. „Należy spodziewać się, że w przyszłorocznym rankingu, podsumowującym 2014 rok, wyniki największych spółek w regionie będą gorsze niż te prezentowane obecnie. Niestabilna sytuacja geopolityczna odbija się nie tylko na eksporterach produktów spożywczych, ale także największych graczach Europy Środkowej, w tym w szczególności spółkach z branży energetycznej i zasobów naturalnych” – ocenia Tomasz Ochrymowicz.

Ranking banków

Pierwsze miejsce wśród banków obronił PKO Bank Polski. Na drugie z trzeciego miejsca awansował Bank Pekao, wyprzedzając czeski ČSOB. Bank Zachodni WBK po przejęciu Kredyt Banku znalazł się na 7. miejscu (awans z 11.). Wzrost pozycji zanotował również ukraiński bank Oschadbank (z 36. na 24.).

W 2013 roku suma aktywów 50 największych banków Europy Środkowej wzrosła o 2,8 proc. Mediana wzrostu aktywów dla wszystkich banków wyniosła 1,3 proc. w stosunku do roku 2012. Największe wzrosty odnotowały banki z Ukrainy (16,3 proc.) i Bułgarii (6,8 proc.), a największy spadek banki z Węgier (-13,5 proc.) i Słowenii (-12,9 proc.). Podobnie jak przed rokiem w zestawieniu największych banków najliczniej reprezentowana jest Polska (15 banków), Czechy i Węgry (po 7 banków) oraz Rumunia (6 banków).

Ranking ubezpieczycieli

Na pierwszej pozycji niezmiennie pozostaje PZU, którego pozycja jest niezagrożona, biorąc po uwagę, że w 2013 r. składka przypisana brutto była trzykrotnie wyższa niż drugiej w zestawieniu czeskiej Česká pojišťovna i w przeliczeniu na euro wyniosła 3,9 mld euro. Z 2. na 3. miejsce spadła Warta, której składka przypisana brutto wyrażona w euro zmniejszyła się o 16,2 proc. w stosunku do roku poprzedniego i wyniosła 1,2 mld euro.

Suma składki przypisanej brutto dla 50 największych ubezpieczycieli Europy Środkowej spadła w 2013 średnio o 0,8 proc. (wobec spadku o 0,2 proc. w zeszłym roku). Spadki zanotowano w Rumuni (-7,5 proc.), Słowenii (-1,4 proc.) i Czechach (-1,0 proc.). Polskie spółki ubezpieczeniowe odnotowały średni wzrost w wysokości 0,1 proc. W sektorze ubezpieczeń koncentracja geograficzna jest jeszcze większa niż w przypadku banków – na Polskę, Czechy, Węgry, Słowenię i Rumunię przypada 42 ubezpieczycieli, którzy znaleźli się w rankingu.

Metodologia/ Informacje o raporcie „CE TOP 500”:

Ósma edycja Raportu „CE TOP 500” została opublikowana 2 września br. podczas gali na Forum Ekonomicznym w Krynicy i zawiera listę 500 największych firm w oparciu o ich przychody w podziale na 7 sektorów gospodarki (TMT/ Technologie-Media-Telekomunikacja, Sektor publiczny, Farmaceutyki i ochrona zdrowia, Dobra konsumpcyjne i transport, Energetyka i zasoby naturalne, Wyroby przemysłowe, Sektor budowlany). Dodatkowo raport zawiera ranking 50 największych firm ubezpieczeniowych oraz 50 największych banków.

Przy analizie uwzględniono przychody spółek za 2013 r. oraz I kwartał 2014 r. wyrażone w euro po kursie średnim z danego okresu, dla banków – sumę aktywów, dla firm ubezpieczeniowych – składkę przypisaną brutto.

Raport został wzbogacony o analizy i komentarze ekspertów Deloitte. Pełną listę firm zawiera raport firmy Deloitte „CE TOP 500” oraz dodatek do dziennika Rzeczpospolita „Europa 500”.

* Łotwa, Bułgaria, Czechy, Słowenia, Węgry, Słowacja, Polska, Chorwacja, Estonia, Serbia, Rumunia, Litwa, Albania, Bośnia i Hercegowina, Kosowo, Macedonia, Czarnogóra, Mołdawia.

Noble Funds zmniejsza zaangażowanie w Hygienice

0

Noble Funds FIO i Noble Funds Opportunity FIZ sprzedały 27 sierpnia część akcji Hygienik, w związku z czym ich udział w spółce zmniejszył się z 5,12 proc. do 4,67 proc., o czym poinformowały zarząd Hygieniki 1 września. Hygienika to producent i dystrybutor środków higieny osobistej i produktów dla dzieci. Firma posiada 50 proc. udziałów w sieci drogerii Dayli.

Przed dokonaniem wyżej opisanej transakcji, Noble Funds Fundusz Inwestycyjny Otwarty i Noble Funds Opportunity Fundusz Inwestycyjny Zamknięty posiadały łącznie 2.728.244 sztuk akcji spółki Hygienika, co stanowiło 5,12-proc. udział w kapitale zakładowym Hygienika S.A. oraz 5,12-proc. udział w ogólnej liczbie głosów na walnym zgromadzeniu Spółki.

Jednocześnie Zarząd Hygienika S.A został poinformowany, że nie istnieją podmioty zależne od Noble Funds Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. posiadające akcje emitenta – poinformowała spółka w raporcie.

Polska Grupa Zbrojeniowa rozpoczyna działalność. Do końca roku ma skonsolidować polski przemysł obronny

Do końca roku Polska Grupa Zbrojeniowa, która właśnie rozpoczęła działalność, ma połączyć ponad 30 firm zajmujących się m.in. produkcją uzbrojenia. Jej roczne obroty sięgać mają 4,5 mld zł. Powstanie Grupy oznacza uporządkowanie rynku i lepsze wykorzystanie środków na poprawę obronności kraju.

Mecz trwa 90 minut, jest podzielony na dwie połowy. My jesteśmy dopiero w pierwszej połowie, czyli przy konsolidacji spółek zbrojeniowych, które były do tej pory podporządkowane ministrowi obrony wraz ze spółkami z Agencji Rozwoju Przemysłu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Marcin Idzik, prezes PHO.

Docelowo w PGZ działać będzie ponad 30 państwowych spółek z tej branży. Konsolidacja zakończy się do końca roku. Polski Holding Obronny (dawna Grupa Bumar), wchodząc w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej, stanie się posiadaczem kilkudziesięcioprocentowego pakietu jej akcji. Powstanie PGZ ma uporządkować rynek zamówień dla wojska.

Duży może więcej. Myślę, że na tej konsolidacji zwycięży polski przemysł, dlatego że odpowiednio wydamy każdą złotówkę, którą polska armia będzie mogła wykorzystywać na swoje cele – uważa Marcin Idzik. – Konsolidacja fantastycznie wypełnia cały portfel ofert polskiego przemysłu obronnego. Spółki należące do dawnego Bumaru były głównie spółkami produkcyjnym, natomiast gros spółek, poza Rosomak SA, to są firmy remontowe.

Jak wyjaśnia, dzięki temu zamawiający nie będzie musiał zawierać osobnych umów na rozwój produktu, jego produkcję, modernizację i w końcu utylizację, lecz jedną, która obejmuje wszystkie te usługi.

Idzik podkreśla, że od priorytetów PGZ będą teraz zależały dalsze prace Polskiego Holdingu Obronnego.

To zależy od podjęcia decyzji o przeniesieniu naszych aktywów do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Ta decyzja spowoduje, że będziemy musieli przeprofilować naszą dotychczasową działalność. Będzie musiała wtedy być komplementarna wobec działalności podstawowej realizowanej przez Polską Grupę Zbrojeniową – zapewnia prezes PHO.

Jednym z najważniejszych przedsięwzięć jest powołanie konsorcjum służącego budowie nowych zdolności w programie przeciwlotniczym i przeciwrakietowym „Tarcza Polski” (Konsorcjum OPL).

Zaprosiliśmy do udziału w ramach tego konsorcjum Polską Grupę Zbrojeniową. Myślę, że jest to krok, który pokazuje, że polski przemysł, nawet poza formalną konsolidacją, potrafi współpracować. Taka współpraca przełoży się na bogatszy i najbardziej ekskluzywny program zbrojenia, jaki Polska  kiedykolwiek robiła – zapewnia Idzik.

Jak podkreśla, zaangażowanie polskiego przemysłu w tym programie jest możliwe. Jako przykład podaje budowę nadbrzeżnego dywizjonu rakietowego, w którym 45 proc. półproduktów pochodzi z Polski.

Efektory, czyli rakiety, są norweskie, natomiast systemy dowodzenia, łączności, środki transportu i radary pochodzą z polskiego przemysłu – zaznacza prezes Idziak. – Ufam, że jeżeli pójdziemy w tym kierunku, to „Tarcza Polski” może być w jak największym stopniu lokowana w polskim przemyśle zbrojeniowym.

Potrzebę zwiększania pozycji krajowego przemysłu widać szczególnie w obecnej sytuacji geopolitycznej na Wschodzie.

To pokazuje, że musimy być krajem, który ma opracowaną infrastrukturę krytyczną. Musimy określić, jakie profile działalności muszą być ulokowane w polskim przemyśle po to, by żaden konflikt zbrojny nie zastał nas w takiej sytuacji, że będziemy zdani na usługi zewnętrzne – zwraca uwagę Marcin Idzik. –  Z drugiej strony, segment rynku, który się otwiera po stronie ukraińskiej, to też jest szansa dla polskiego przemysłu. Ufam, że dzięki harmonijnej współpracy z ministerstwami polski przemysł tę szansę wykorzysta.

Działalność PGZ zainaugurowali we wtorek minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak i minister skarbu państwa Włodzimierz Karpiński podczas XXII Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego MSPO w Kielcach.

PKP Cargo chce przejąć czeskiego przewoźnika. Spółka podpisała list intencyjny w tej sprawie

CEO Magazyn Polska

PKP Cargo podpisało list intencyjny w sprawie potencjalnego przejęcia czeskiej spółki Advanced World Transport B.V. (AWT), jednego z największych prywatnych przewoźników towarowych w Europie. Porozumienie umożliwi rozpoczęcie negocjacji w sprawie warunków wiążących umowy. Najpóźniej w piątek rozpocznie się badanie due diligence, które poprzedzi ewentualną transakcję.

Podpisaliśmy właśnie list intencyjny w sprawie potencjalnego nabycia 100 proc. udziałów w AWT. Ta potencjalna transakcja może znacząco umocnić pozycję PKP Cargo w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, bo grupa ta jest znaczącym przewoźnikiem – mówi agencji Newseria Biznes Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo.

Porozumienie podpisane 1 września przyznaje spółce wyłączność na prowadzenie negocjacji w sprawie ewentualnej transakcji w ciągu dziesięciu tygodni od dnia rozpoczęcia badania stanu przedsiębiorstwa due diligence. Ma ono rozpocząć się do 5 września.

– W ten sposób realizujemy naszą strategię, którą komunikowaliśmy inwestorom – podkreślił Purwin w czasie XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy. – Mówiliśmy o rozwoju organicznym, ale nigdy nie wykluczaliśmy fuzji i przejęć. Mamy nadzieję, że dzięki temu PKP Cargo będzie mocniejsze w Polsce i regionie.

AWT jest jednym z największych prywatnych przedsiębiorstw w branży towarowego transportu kolejowego w Europie, mającym około 8 proc. udziałów w rynku czeskim. Swoje usługi świadczy przede wszystkim dla dużych zakładów przemysłowych w Europie Środkowej i Wschodniej. Specjalizuje się w przewozach towarów ciężkich i masowych, w tym węgla, stali oraz części samochodowych. Poza Czechami świadczy usługi na Słowacji, Słowenii, Węgrzech,w  Polsce, Niemczech, Rumunii, Bułgarii oraz Chorwacji. W ubiegłym roku przewiozła 12 mln ton towarów i zrealizowała pracę przewozową na poziomie 2 719 mln tonokilometrów brutto, wypracowując 282 mln euro przychodów ze sprzedaży.

Grupa zatrudnia około 2 tys. pracowników i zarządza taborem obejmującym około 160 lokomotyw i 5 tys. 100 wagonów. Należy do niej stale rozwijający się otwarty terminal transportu intermodalnego (łączącego różne rodzaje transportu) Ostrava-Paskov. Grupa obsługuje także około 60 bocznic kolejowych dla największych zakładów przemysłowych w Republice Czeskiej.

PKP Cargo, lider polskiego rynku przewozów, jest drugim największym operatorem w UE. W ubiegłym roku spółka przewiozła ponad 114 mln ton towarów.

Kioski Ruchu zaoferują usługi ubezpieczeniowe i finansowe. Trwają rozmowy z instytucjami finansowymi

CEO Magazyn Polska

Ruch mocniej wchodzi w sektor usług. Chce rozwijać ofertę pocztową, bo jak podkreślają przedstawiciele spółki, przyrost klientów i liczby przesyłek jest znaczący. Zamierza również wejść w usługi ubezpieczeniowe i bankowe – prowadzi rozmowy z instytucjami finansowymi, by zaoferować klientom dodatkowe usługi, oprócz płatności za rachunki.

Chcemy być na rynku usług ubezpieczeniowych, dlatego też podpisaliśmy umowę z Benefią. Chcemy być dostarczycielem wszelkich atrakcyjnych dla naszych klientów usług – wymienia Jerzy Pazura, wiceprezes zarządu Ruch.

Ruch i Benefia zaproponują nowy system sprzedaży polis OC w kioskach. Od września w wybranych placówkach będzie można na podstawie dowodu rejestracyjnego otrzymać ofertę i kupić ubezpieczenie komunikacyjne. Jeśli klient się zdecyduje na daną ofertę, będzie mógł na miejscu zawrzeć umowę. Cały proces ma trwać kilka minut.

Przewagą konkurencyjną Ruchu na rynku usług ubezpieczeniowych i finansowych ma być rozbudowana sieć punktów. Ruch posiada 2,5 tys. kiosków w całym kraju. Jak podkreśla Pazura, często znajdują się one w miejscach, gdzie tradycyjne instytucje finansowe nie docierają, czyli w małych miasteczkach i osadach.

Poza nową ofertą Ruch chce również rozwijać usługi pocztowe.

Wchodzimy bardzo mocno na rynek przesyłek, mówimy o „Paczce w Ruchu”. W każdym miesiącu zdobywamy kilku nowych klientów. Poważne organizacje i znane marki zgłaszają zainteresowanie usługą. Również przyrost liczby przesyłek jest znaczący, więc wydaje się, że jest to już teraz bardzo duży sukces – podkreśla wiceprezes spółki.

Jerzy Pazura wyjaśnia, że spółka znajduje się obecnie w stabilnej kondycji finansowej. Zakończył się już trwający od trzech lat proces restrukturyzacji, w wyniku którego zatrudnienie zostało zmniejszone z ponad 3,5 tys. do ok. 800 osób.

Do tradycyjnej sieci naszych punktów sprzedaży dodajemy sieć sklepów klasyfikowanych jako convenience store. To są punkty pod nazwą Superac, które mają szerszą ofertę towarową. Są zlokalizowane w miejscach, w których dotychczas operował Ruch, w przyszłości będą się też pojawiały się w innych lokalizacjach – mówi Pazura.

W tej chwili sieć liczy 10 sklepów. To małe placówki, w ofercie których są nie tylko produkty z dotychczasowych kiosków Ruchu, lecz także produkty szybko rotujące.

Obroty w miejscach, w których operujemy pod nowym brandem, bardzo szybko rosną – mówi Jerzy Pazura.

Po równo na węgiel, gaz i OZE – Tauron dywersyfikuje inwestycje warte 4 mld zł rocznie

CEO Magazyn Polska

Plany inwestycyjne Tauronu zakładają wydawanie do 2020 po 4 mld zł rocznie. Do 2023 ma to być w sumie 37 mld zł. Spółka chce równo podzielić swoje inwestycje między technologie oparte na węglu, gazie i energii odnawialnej, tak by ograniczyć ryzyko. Obecnie największym przedsięwzięciem Tauronu jest budowa bloku węglowego o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III. Strategia zakłada też duże nakłady na rozbudowę i modernizację sieci dystrybucyjnej.

– Duże inwestycje to są przede wszystkim dwa bloki gazowe 450 MW Stalowa Wola, które w przyszłym roku zakończymy, i Łagisza, którą zaczynamy razem z Polskimi Inwestycjami Rozwojowymi. Są również projekty w zakresie energetyki odnawialnej, głównie wiatrowej – wymienia Stanisław Tokarski, wiceprezes ds. strategii i rozwoju Tauron Polska Energia. – Przygotowujemy się do tego, żeby lewarować kolejne inwestycje w energetykę wiatrową na bazie istniejących już aktywów poprzez przeniesienie ich do spółki specjalnego przeznaczenia. Te aktywa przejściowo będą alokowane z inwestorem zewnętrznym w tej spółce i ona budowałaby kolejne projekty wiatrowe.

Na przełomie tego i przyszłego roku Tauron zakończy budowę farmy wiatrowej Maszewo, która uzyska wtedy planowaną moc 100 MW. Tokarski wyjaśnia, że w planach zwiększania mocy produkcyjnych jest podzielenie ich w równych częściach między technologie gazową, węglową i wiatrową.

– W ten sposób dywersyfikujemy nasze ryzyko dotyczące dwutlenku węgla, i tego, jakie technologie w końcu wygrają w wyścigu o najniższy poziom kosztów – wyjaśnia wiceprezes Tauronu. – To jest pewne remedium na ogromne ryzyko regulacyjne ze strony zarówno polityki klimatycznej Unii, jak i połączenia rynków oraz polityki, które prowadzą nasze państwa sąsiednie, czyli głównie Niemcy.

W części energetyki węglowej mieści się podpisany kontrakt na budowę bloku o mocy 910 MW w Jaworznie, który ma powstać do 2019 roku. Firma zapłaciła juz zaliczkę na poczet tej budowy w wysokości 200 mln zł, ale gros wydatków będzie poczynione dopiero w kolejnych latach.

– Apogeum wydatków w ramach projektu jaworznickiego to będzie bardziej okres 2016–2017 niż rok przyszły – wyjaśnia Tokarski w rozmowie z agencją Newseria.

Według strategii grupy na rozbudowę segmentu dystrybucyjnego zostanie w najbliższych latach przeznaczone ok. 20 mld zł.

– To jest dobry okres dla segmenty dystrybucji i należy go bardzo skrzętnie wykorzystać. Tylko przez I półrocze wydaliśmy 500 mln na inwestycje sieciowe – wylicza rozmówca.

Tauron planuje też inwestycje w wydobycie  obecnie to modernizacja Zakładu Górniczego Janina.

W pierwszej połowie 2014 roku wydatki inwestycyjne Tauronu wyniosły 1,25 mld zł.

D. Winek (BGŻ): Rząd wciąż zbyt optymistycznie prognozuje wzrost PKB w 2015 r. Wpływy z VAT i CIT będą niższe

CEO Magazyn Polska

Dziś rząd ma przyjąć projekt budżetu na 2015 r., który będzie zakładał wolniejszy wzrost PKB oraz cen w stosunku do czerwcowych założeń. Według informacji „Gazety Wyborczej” nowy projekt zakłada wzrost gospodarczy na poziomie 3,4 proc. i inflację w wysokości 1,2 proc. Zdaniem głównego ekonomisty BGŻ gospodarka będzie rosła znacznie wolniej – w 2015 r. dynamika PKB wyniesie 2,6-2,8 proc., wskutek czego pojawi się luka w budżecie.

Mimo że rząd zdecydował się na nieznaczne korekty w dół prognoz wzrostu gospodarczego, wydaje się jednak, że są one nadmiernie optymistyczne. W tej chwili szacujemy, że w końcu tego roku dynamika PKB obniży się do około 2,5-2,6 proc. rok do roku, a na początku przyszłego roku dynamika w pierwszym kwartale może spaść do 2,1-2,2 proc., przy nieznacznej poprawie koniunktury w kolejnych kwartałach. W takiej sytuacji wzrost gospodarczy w 2015 roku najprawdopodobniej będzie poniżej 3 proc., może będzie to 2,6 proc., może 2,8 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dariusz Winek, główny ekonomista Banku Gospodarki Żywnościowej.

W ustawie budżetowej na 2015 r. rząd zakłada, że PKB urośnie o 3,4 proc. w ujęciu rocznym, inflacja wyniesie 1,2 proc., z kolei bezrobocie na koniec 2015 r. spadnie do 11,8 proc. – ustaliła „Gazeta Wyborcza”. Dochody budżetu państwa mają wynieść 297,3 mld zł, a wydatki 343,3 mld zł. To oznacza, że według tego projektu deficyt budżetowy obniży się tylko o niecałe 1,5 mld zł – z 47,5 mld zł według planu na 2014 r. do 46,08 mld zł w 2015 r.

Jeżeli chodzi o założenia dotyczące inflacji, to one są stosunkowo bezpieczne. W tej chwili wiadomo, że inflacja jest na bardzo niskim poziomie, w najbliższym czasie czeka nas kontynuacja deflacji. Przy oczekiwanym stopniowym wzroście na przestrzeni 2015 roku wydaje się jednak, że inflacja na koniec roku nie przekroczy 2 proc. Średniorocznie szacujemy, że może to być 1,4-1,5 proc. – mówi Winek.

Jeszcze w opublikowanym w czerwcu 2014 r. projekcie budżetu na przyszły rok rząd prognozował, że PKB w przyszłym roku urośnie o 3,8 proc. Poprzednia projekcja MF zakładała także szybszy średnioroczny wzrost cen (2,3 proc. w 2015 r.). W rezultacie na przyszłoroczne wpływy do budżetu negatywnie oddziaływać będzie także niższa inflacja. Eksport netto nie będzie w przyszłym roku motorem wzrostu PKB, w czym zastąpi go krajowa konsumpcja i inwestycje – przewiduje Winek.

Struktura prawdopodobnie będzie oparta na popycie wewnętrznym, co jest dobre dla budżetu państwa. Niemniej przy tak dużej dysproporcji, jeżeli chodzi o prognozy, może zabraknąć wpływów budżetowych z podatku VAT i ewentualnie z podatku CIT – ocenia główny ekonomista BGŻ.

Zgodnie z czerwcowym projektem budżetu na 2015 r. rząd planował obniżkę deficytu sektora finansów publicznych do 2,7 proc. PKB według metodologii ESA 2010. Zdaniem Dariusza Winka przeszkodą w spełnieniu tego celu może być dalsze pogorszenie sytuacji na Ukrainie wraz z konsekwencjami w postaci sankcji, zerwania przepływu towarów i kapitału między UE i Rosją. Ponadto na początku przyszłego roku rząd może poluzować politykę fiskalną ze względu na jesienne wybory parlamentarne.

To jest okres przedwyborczy, więc na pewno będzie na to duża presja. Zatem może się okazać, że duże wydatki na początku roku mogą nie znajdować pokrycia w przychodach i oczekiwanie na poprawę koniunktury może się nie ziścić – wskazuje Winek.

Przy zakupie polisy turystycznej Polacy kierują się już nie tylko ceną. Głównie patrzą na zakres świadczeń

O wyborze polisy turystycznej decyduje nie tylko cena (56 proc.), lecz także zakres świadczeń oferowanych przez ubezpieczyciela (78 proc.) – wynika z badania Europ Assistance. Każda polisa – nawet z bardzo wysokimi sumami ubezpieczenia – zawiera wyłączenia. Eksperci radzą, żeby zapoznać się z nimi przed wyjazdem, by uniknąć rozczarowania i ewentualnych strat finansowych.

Dla ubezpieczających się turystów najbardziej użyteczne świadczenia to organizacja i pokrycie kosztów leczenia (87 proc.) i transport medyczny (67 proc.) – tak wskazali pytani przez firmę Europ Assistance.

Są polisy, które mają bardzo wysokie sumy ubezpieczenia i gwarantują nam bardzo duże zwroty kosztów leczenia i transportu do kraju oraz rozszerzają odpowiedzialność ubezpieczyciela. Trzeba jednak pamiętać, że w polisach zawsze są jakieś wyłączenia – mówi Małgorzata Morańska z Europ Assistance.

Dołączane do każdej polisy Ogóle Warunki Ubezpieczenia (OWU) określają sytuacje, podczas których firma może odmówić udzielenia pomocy czy wypłaty odszkodowania. W ten sposób ubezpieczyciele zdejmują z siebie odpowiedzialność np. za zdarzenia wynikające z winy właściciela polisy.

Odmowa realizacji polisy ma miejsce najczęściej, gdy nieszczęśliwy wypadek za granicą spowodowany był na przykład spożywaniem alkoholu albo amatorskim uprawianiem sportów, a dokument nie obejmował takich ryzyk i zdarzeń – wskazuje Morańska.

Podstawę do wyłączenia odpowiedzialności stanowi również podróż do kraju, gdzie panuje epidemia lub też do miejsc objętych konfliktem, gdzie zdarzają się ataki czy zamieszki.

Firma może odmówić wtedy wypłaty odszkodowania bądź pomocy, ponieważ ubezpieczony udał się do tego kraju na własną odpowiedzialność – mówi Morańska.

Na zakres umowy ubezpieczenia powinny zwrócić szczególną uwagę osoby przewlekle chore.

Ubezpieczyciel ma prawo odmówić wypłaty odszkodowania i pomocy, gdy nieszczęśliwy wypadek nastąpi z powodu przyjmowanych leków, wystąpienia objawów choroby przewlekłej czy gorszego samopoczucia – twierdzi Morańska. – Warto, aby osoby przewlekle chore, udając się na urlop, rozszerzyły polisę o zdarzenia wynikające z ich przypadłości.

Jak podkreśla, turysta w każdej chwili – również już na wyjeździe – może rozszerzyć zakres posiadanej polisy. Trzeba jednak pamiętać, że ubezpieczyciele nie robią tego od razu.

Ubezpieczyciele stosują wówczas kilkudniową karencję. Oznacza to, że nowa polisa zacznie nas chronić dopiero w ciągu 2-3 dni od daty zakupu – podkreśla przedstawicielka Europ Assistance.

Eksperci radzą, by przed wyjazdem zapoznać się ze szczegółami Ogólnych Warunków Ubezpieczenia. Przypadek, kiedy ubezpieczyciel odmówi turyście pomocy i zwrotu kosztów, może oznaczać dla niego poważne konsekwencje finansowe. Przykładowo, jak wynika z danych Towarzystwa Ubezpieczeniowego Europa, nagła wizyta z bolącym zębem w prywatnym gabinecie w Chorwacji to koszt ok. 250 euro. Natomiast przetransportowanie pacjenta z Turcji do Polski lotem sanitarnym kosztuje ok. 18 tys. euro.

Wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela są możliwe również w przypadku takich sytuacji, jak zagubienie bagażu.

Polskie firmy IT są skazane na sukces. Pod warunkiem dostępu do specjalistów z branży

CEO Magazyn Polska

Intensywny rozwój branży IT na świecie to dla polskich firm ogromna szansa, tym bardziej że na rynkach zachodnich cieszą się dużym uznaniem. Poważną barierą w rozwoju może być jednak brak dostępu do wykwalifikowanej kadry informatyków. Liczba absolwentów uczelni technicznych wciąż jest niedostateczna.

Powoli zaczyna brakować dobrych inżynierów, specjalistów zakresie produkcji oprogramowania czy jego testowania. Co ciekawe, jeżeli patrzymy na globalne wskaźniki, czyli na liczbę studentów i liczbę uczelni technicznych, jest tego bardzo dużo, widać jednak, że to nie wystarcza – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Topór, menadżer ds. rozwoju spółki Ericpol, dostawcy m.in. oprogramowania dla firm oraz usług konsultingowych i outsourcingowych.

Braki w zasobach kadrowych mogą być najpoważniejszą przeszkodą w rozwoju globalnym polskich firm z branży informatycznej.

–  Powinniśmy zwrócić uwagę na edukację, być może zmianę modelu edukacji, bo ten obecny jest niewydolny i długotrwały. Oczywiście dobrze jest mieć informatyka, który studiował 5 lat, był na kilku praktykach i jeszcze gdzieś popracował, z tym że to powoli przestaje wystarczać. Ten okres jest zbyt długi – uważa Mariusz Topór. – Wydaje mi się, że wyzwania są dwa, czyli rozbudowa obecnego systemu edukacji, a z drugiej strony jego przemodelowanie, aby ten proces był bardziej efektywny.

Jak podkreśla, Ericpol nie czeka jednak na zmiany w polskim systemie, tylko stara się sam radzić sobie z tym zagrożeniem. Firma podejmuje działania, by efektywnie i w krótkim czasie przygotowywać informatyków do pracy. Chce tę aktywność rozwijać, by wyprzedzać demografię.

Oprogramowanie będzie coraz powszechniejsze i coraz bardziej skomplikowane, w związku z tym jest coraz większe zapotrzebowanie na informatyków. I dotyczy to starej Europy w sposób tak samo bolesny, jak i nas. Na dokładkę informatycy na Zachodzie są jeszcze drożsi niż u nas, więc pod warunkiem że będziemy mieć odpowiedni zasób pracowników i będziemy w stanie dostarczać usługi, jesteśmy skazani na sukces. To tylko kwestia czasu – podkreśla menedżer ds. rozwoju w Ericpolu.

Ericpol jest największym polskim eksporterem z branży teleinformatycznej. Blisko 90 proc. przychodów spółki pochodzi z zagranicznych rynków. Kluczowy jest rynek DACH, czyli Niemiec (D), Austrii (A) oraz Szwajcarii (CH). Ten kierunek rozwoju i ekspansji spółka uważa za strategiczny. Rozwojowi na Zachodzie sprzyjać będzie również pewne ograniczenie aktywności na rynkach wschodnich ze względu na napiętą sytuację polityczną.

W krajach DACH działamy w branży ubezpieczeniowej oraz M2M (z ang. machine to machine – komunikacji między urządzeniami – red.) – wskazuje Mariusz Topór. – Zajmujemy się oprogramowaniem w komunikacji pomiędzy człowiekiem a maszyną, np. samochodem. Funkcjonujemy w obszarze elektroniki związanej z tzw. infotainment [informacja + rozrywka – red.], a to jest ogromna, niewidoczna praca, która odbywa się pod obudową. Na rynkach Europy Zachodniej działamy również w branży telekomunikacyjnej. Współpracujemy może nie z bezpośrednimi operatorami, ale z firmami, które wobec nich pełnią funkcje dostawców. To jest nasz podstawowy biznes.

Dotychczas Ericpol zrealizował ponad 800 projektów w 75 krajach. Firma posiada biura w Łodzi, Krakowie i Warszawie oraz spółki zależne na Białorusi, Ukrainie i w Szwecji.

Codziennie kilkanaście tysięcy osób korzysta z rowerów miejskich

CEO Magazyn Polska

Codziennie kilkanaście tysięcy Polaków korzysta z rowerów miejskich. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2014 roku miejskie jednoślady wypożyczono dwa miliony razy. W większości dużych miast rowery stały się podstawowym środkiem komunikacji, pozwalającym przemieszczać się szybko i stosunkowo tanio.

Według informacji firmy Nextbike Polska liczba użytkowników rowerów miejskich stale rośnie. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy sezonu 2012 roku firma Nextbike odnotowała 347,5 tys. wypożyczeń. Rok później liczba ta sięgnęła 1,7 mln. W analogicznym okresie tego roku użytkownicy dokonali już ponad 2 mln wypożyczeń. Tylko w Warszawie codziennie rower wypożycza 8 tys. osób. 300 tys. osób korzysta z rowerów miejskich regularnie, niemal każdego dnia. W Warszawie jeden rower wypożyczany jest 4-5 razy w ciągu dnia.

Zanotowaliśmy w tej chwili w samej tylko Warszawie ponad 3,5 mln wypożyczeń od początku istnienia tego systemu, czyli od dwóch lat. W całej Polsce jest to już znacznie ponad 4 mln wypożyczeni. We flocie Nextbike w Polsce jeździ blisko 4,5 tys. rowerów, w tym roku przekroczymy tę magiczną liczbę 5 tys. – mówi Tomasz Wojtkiewicz, prezes Nextbike Polska, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

Zdaniem ekspertów moda na rowery, nie tylko miejskie, wpisuje się w nowoczesny styl życia. Zwolennicy ekologii coraz chętniej zamieniają zanieczyszczające środowisko samochody na jednoślady. Pojazdy te pozwalają także na szybkie przemieszczanie się i unikanie plagi wszystkich dużych miast, czyli korków. Ogromne znaczenie ma także moda na zdrowy tryb życia. Jazda na rowerze to idealny i bardzo przyjemny sposób na poprawienie wydolności organizmu, zrzucenie zbędnych kilogramów i wymodelowanie sylwetki.

Myślę, że oprócz samego zdrowotnego aspektu poruszania się rowerem pojawiło się kilka społecznych przyczyn, które również miały wpływ na to, jak jest obecnie postrzegany rower. Przede wszystkim zerwano ze starym wizerunkiem roweru jako środka transportu dla ludzi biednych. Poza tym nowoczesne jednoślady są naprawdę fantastycznie zaprojektowane, dobrze wyglądają, są sprawne i czasami kosztują niemniej niż samochód średniej klasy – mówi Tomasz Wojtkiewicz.

W Warszawie rowery miejskie pojawiły się w 2012 roku. Obecnie z jednośladów publicznych mogą korzystać mieszkańcy większości dużych miast w Polsce, między innymi Poznania, Opola, Krakowa i Torunia. Do otwarcia sieci wypożyczalni szykuje się także Szczecin i Lublin.

Każde miasto ma też inny cel przyświecający wdrażaniu takiego systemu. W Sopocie projekt miał na celu zminimalizowanie ruchu aut na ulicach, ponieważ miasto walczyło o status uzdrowiska. Z kolei w Warszawie chodziło o uzupełnienie i tak już świetnie rozbudowanej komunikacji miejskiej – mówi Tomasz Wojtkiewicz.

Z rowerów miejskich można korzystać przez dziewięć miesięcy w roku. Są one dostępne od 1 marca do końca listopada.

Konkurs na badania naukowe dla KGHM rozstrzygnięty. 40 mln zł dla zwycięzców

 

Leszek Grabarczyk
Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju

Dofinansowanie w wysokości ok. 40 mln zł otrzymają cztery konsorcja, które zwyciężyły w pierwszym konkursie w ramach wspólnego przedsięwzięcia spółki KGHM Polska Miedź i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Realizowane przez zwycięzców projekty badawcze mają wspierać polski przemysł metali nieżelaznych. Nabór projektów do drugiego konkursu potrwa jeszcze trzy tygodnie.

– Wnioski w ramach drugiego konkursu można składać do 22 września, jego budżet to 65 mln zł – wyjaśnia Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Istotą tego wspólnego przedsięwzięcia jest to, że KGHM dokłada swoje pieniądze do zrealizowania programu badawczego. W zamian za to ma prawo wpływać na określenie obszarów tematycznych, w których będą finansowane zwycięskie projekty.

Dzięki temu NCBR pozyskuje dodatkowe prywatne środki na finansowanie badań i rozwoju.

Projekty, które zwyciężyły w pierwszym konkursie, dotyczą metod udostępniania głębokich złóż rud miedzi, technologii energooszczędnego rozdrabniania rud miedzi oraz innowacyjnego rozwiązania technologicznego do procesu odmiedziowania żużla w procesie zawiesinowego otrzymywania miedzi.

Budżet całego trzyetapowego konkursu to 200 mln zł. Po połowie złożyli się na niego KGHM oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

To model, który zaczął być kilka lat temu stosowany w najlepiej rozwiniętych państwach świata – zaznacza Leszek Grabarczyk. – Duże korporacje stosują podejście nazywane tam open innovation, czyli publicznie ogłaszają, jakie mają problemy do rozwiązania i wyznaczają zazwyczaj atrakcyjną nagrodę dla tych, którzy je rozwiążą. KGHM stał się firmą na tyle odważną i otwartą na nowe inicjatywy, że postanowił pójść tą samą ścieżką. Byłoby grzechem, gdybyśmy nie przyjęli propozycji zwiększenia finansowania badań i rozwoju.

Obecny etap powinien zostać rozstrzygnięty w 2-3 miesiące po zakończeniu naboru, czyli licząc od 22 września 2014. Trzeci konkurs ma zostać ogłoszony jesienią.

Mimo że nieznana jest jeszcze konkretna pula środków, jaka trafi na badania i rozwój w nowej perspektywie unijnej, wiadomo że będzie to kilka miliardów euro, z których tym razem będą korzystać głównie przedsiębiorstwa, a nie publiczne jednostki badawcze.

Budżet na badania i rozwój finansowa z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w Programie Inteligentny Rozwój nie będzie mniejszy niż 5,2 mld euro. Dodatkowo biorąc pod uwagę cały wolumen pieniędzy, trzeba do tej kwoty doliczyć wkład prywatny, który będzie wymagany w wielu przypadkach – mówi Grabarczyk.

Indeksy największych spółek na plusie, WIG30 wzrósł o 0,59 proc.

WIG30 zyskał we wtorek 0,59 proc., a WIG20 wzrósł o 0,52 proc. Indeksy średnich i małych spółek lekko traciły.

We wtorek zarówno indeksy największych spółek, jak i indeks szerokiego rynku WIG, poszły w górę. WIG30 zyskał 0,59 proc., WIG20 – 0,52 proc., a WIG – 0,61 proc.

Wśród największych spółek najwyższy był wzrost kursu Enei, której akcje podrożały o 3,77 proc. Największą stratę odnotował Cyfrowy Polsat – 3,28 proc. Mocno traciły także ponownie walory ukraińskiego Kernela, który potaniał o 3,11 proc.

Obroty na całym rynku to 653,87 mln zł, a na WIG-u30 – 529,5 mln zł.

Morskie farmy wiatrowe zagrożone

W związku z tym, że projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii w istotny sposób zmienia (ogranicza) zasady wsparcia inwestycji w morskie farmy wiatrowe Rada OZE Konfederacji Lewiatan postuluje wydłużenie terminu, w którym inwestor zobowiązany jest do uzyskania pozwolenia na budowę morskiej farmy wiatrowej z 6 do 16 lat.

W obecnym brzmieniu ustawa o obszarach morskich zakłada, że pozwolenie na budowę morskiej farmy wiatrowej powinno zostać wydane w ciągu 6 lat od dnia wydania pozwolenia na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp. W wyjątkowych okolicznościach termin ten może zostać przedłużony maksymalnie o 2 lata. Zdaniem pracodawców z uwagi na złożoność inwestycji, jej innowacyjny charakter oraz przewidywany termin wejścia w życie nowego, aukcyjnego systemu wsparcia odnawialnych źródeł energii (OZE), dotrzymanie tego terminu jest niemożliwe.Analizy operatorów elektroenergetycznych wskazują na ograniczone możliwości przyłączania morskich farm wiatrowych do sieci przed 2025 r. Dlatego uzasadnione jest wydłużenie tego terminu o okres uwzględniający możliwość przyłączenia OZE do sieci ustalony przez operatora elektroenergetycznego w warunkach przyłączenia lub umowie o przyłączenie.

Pozwolenie na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp daje podmiotom w nich wymienionym prawo korzystania z polskiego obszaru morskiego do celów budowy morskiej farmy wiatrowej. Obecnie prawa wynikające z pozwolenia nie mogą być przenoszone na inne podmioty nawet jeżeli przejmuje on wszystkie warunki zawarte w tym pozwoleniu (np. w przypadku połączenia, podziału lub przekształcenia spółki, zgodnie z przepisami ustawy Kodeks spółek handlowych). Uniemożliwia to połączenie kilku projektów budowy farm wiatrowych na morzu w celu osiągnięcia efektu synergii i poprawy ich efektywności, co stoi w sprzeczności z podstawowymi założeniami reformy systemu wsparcia OZE.

Rada OZE Konfederacji Lewiatan proponuje rozwiązanie, które ma na celu usunięcie negatywnych skutków braku możliwości przenoszenia pozwoleń na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp konstrukcji i urządzeń w polskich obszarach morskich, układanie i utrzymywanie podmorskich kabli i rurociągów na morskich wodach wewnętrznych i morzu terytorialnym. Może to pozytywnie wpłynąć na rynek pracy – wzrośnie popyt na usługi w zakresie badań geologicznych, monitoringu warunków meteorologicznych.

Podkreślenia wymaga fakt, że kluczowym elementem dla realizacji celów w zakresie morskiej energetyki wiatrowej, w tym przypadku realizacji inwestycji budowy sztucznej wyspy, jest rozbudowa i adaptacja zaplecza magazynowego i portowego oraz infrastruktury transportowej, a także w przyszłości oprócz zaplecza dla instalacji nowych farm wiatrowych, pełnienia roli bazy dla obsługi i serwisowania, co również wymaga stworzenia nowych miejsc pracy.

Konfederacja Lewiatan

Budimex wybuduje sklep Ikea w Bydgoszczy

Budimex podpisał umowę wartą 34,6 mln zł na budowę sklepu Ikei w Bydgoszczy. Sklep zostanie wybudowany w maju przyszłego roku.

Budimex SA podpisał umowę z Ikea Property Poland Sp. z o.o. na wykonanie robót ogólnobudowlanych związanych z budową sklepu IKEA w Bydgoszczy oraz na pełnienie funkcji koordynacyjnych w stosunku do robót realizowanych przez innych wykonawców i podwykonawców. Wartość umowy to 34,6 mln zł netto.

Budimex ma rozpocząć prace po przekazaniu placu budowy, a zakończyć do 15 maja 2015 r.

GPW: Wzrosty wartości obrotów na trzech głównych rynkach giełdy

W sierpniu wzrosła minimalnie rdr wartość obrotów na rynku głównym warszawskiej giełdy. Wyraźniejsze wzrosty notował rynek NewConnect i Catalyst.

Łączna wartość obrotów akcjami na rynku głównym GPW w sierpniu 2014 r. wyniosła 20,5 mld zł, co oznacza wzrost o 0,1 proc. rok do roku, podała giełda w komunikacie. Narastająco od stycznia 2014 r. nieznacznie (o 4,7 proc.), do poziomu 138,2 mld zł, spadła wartość obrotów sesyjnych. Średnia dzienna liczba transakcji na sesję w okresie styczeń – sierpień 2014 r. wyniosła 55,2 tys. transakcji, co oznacza wzrost o 13,9 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2013 r. – podała GPW w komunikacie.

Wartość obrotów sesyjnych na rynku NewConnect w okresie styczeń-sierpień 2014 r. wzrosła o 23,1 proc. rok do roku do poziomu 677,6 mln zł. Łączna wartość obrotów akcjami na rynku NewConnect narastająco od stycznia 2014 r. wzrosła o 15,2 proc. względem analogicznego okresu roku poprzedniego i osiągnęła wartość 804,6 mln zł.

Wartość emisji obligacji nieskarbowych notowanych na rynku Catalyst wyniosła na koniec sierpnia 2014 r. 67,6 mld zł, co oznacza wzrost rdr o 15,1 proc.

Beata Pawłowska nowym Dyrektorem Zarządzającym Oriflame Poland

0

Beata Pawłowska objęła stanowisko Dyrektora Zarządzającego Oriflame Poland. Będzie odpowiedzialna za dalszy rozwój firmy na rynku polskim.

Beata Pawłowska posiada ponad dwudziestoletnie doświadczenie menedżerskie. Zajmowała kierownicze stanowiska w firmach takich jak: Procter-Gamble, International Paper, The Coca-Cola Company, Hoop S.A., Royal Unibrew Polska, Selena FM S.A.. Wiele marek, które tworzyła i rozwijała, należy obecnie do rynkowej czołówki, w tym: Hoop Cola, Arctic, Kropla Beskidu, napój Lift, piwo Łomża czy też produkty higieniczne Velvet. Udało jej się skutecznie przeprowadzić zarządzane przez nią firmy przez okres zmian oraz intensywnego wzrostu.

Jej doświadczenie w branży FMCG uzupełniają stanowiska menedżerskie poza branżą dóbr szybkozbywalnych, m.in. w  MTV Network, gdzie zajmowała stanowisko Członka Zarządu i Dyrektora Zarządzającego oraz Walter Services, gdzie pełniła obowiązki Prezesa Zarządu. Ostatnio w Selena FM S.A. pełniła funkcję Wiceprezesa Zarządu z odpowiedzialnością operacyjną sprzedaży  i marketingu, gdzie była odpowiedzialna za regiony: Amerykę Łacińską, USA, Europę Zachodnią, Europę Centralną i Wschodnią, Wspólnotę Niepodległych Państw (m.in. Rosję), Skandynawię, Kraje Bałtyckie i Azję.

Beata Pawłowska jest absolwentką Wydziału Zarządzania Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Należy również do Vital Voices, PWNet, BCC, Polskiej Rady Biznesu.

Beata Pawłowska zastąpiła Jana Wernickiego, który postanowił kontynuować swoją karierę zawodową poza strukturami Oriflame.

Administracja podatkowa i Służba Celna będą działać szybciej i skuteczniej

0

2 września br. rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o Służbie Celnej oraz ustawy o urzędach i izbach skarbowych.

Projekt przewiduje rozwiązania, które znacząco usprawnią oraz poprawią funkcjonowanie służby celnej i administracji podatkowej, a w efekcie poprawią jakość oferowanych usług oraz przyniosą wymierne korzyści przedsiębiorcom i obywatelom mającym kontakt z tymi urzędami. W praktyce ma być mniej barier w kontaktach z organami celnymi i podatkowymi, a prowadzenie działalności gospodarczej powinno być łatwiejsze.

Ustawa o Służbie Celnej zostanie zmieniona w zakresie, w jakim obecnie utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej. Zakłada się przede wszystkim scentralizowanie poboru należności celnych, podatkowych i innych przez wprowadzenie jednego okienka rozliczeniowego dla przedsiębiorców. Oznacza to, że wpłaty będą dokonywane na konto jednej izby celnej, co umożliwi szybsze rozliczanie przedsiębiorców i podatników oraz redukcję kosztów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Zmiany w funkcjonowaniu Służby Celnej zakładają także wzmocnienie działań antykorupcyjnych i zapobieganie nepotyzmowi.

W ramach działań antykorupcyjnych przewidziano objęcie badaniem psychofizjologicznym funkcjonariuszy celnych pełniących służbę w celnych oddziałach granicznych oraz przewidywanych do takiej służby. Chodzi o to, że funkcjonariusze celni pełniący służbę w takich oddziałach realizują zadania o szczególnym znaczeniu dla społeczeństwa i budżetu państwa (np. zapobiegają przemytowi wyrobów akcyzowych), dlatego oprócz odpowiednich kwalifikacji zawodowych, powinni mieć cechy osobowości, które zmniejszają ryzyko podatności na korupcję.

Aby dodatkowo wzmocnić działania antykorupcyjne wprowadzono zakaz korzystania z prywatnych środków łączności (telefonów, laptopów, tabletów) przez funkcjonariuszy celnych oddziałów granicznych będących na służbie. Ma to wyeliminować sytuacje, w których funkcjonariusze celni korzystając z prywatnego sprzętu elektronicznego, mogą poinformować – celowo lub nieświadomie – nieuprawnione osoby o działaniach służbowych, które mogą ułatwić im przemyt towarów, a tym samym narazić skarb państwa na duże straty, a funkcjonariusza na zarzut czerpania korzyści z zajmowanego stanowiska lub umożliwić mu rzeczywiste profity z takiej działalności.

Z kolei przeciwdziałanie nepotyzmowi ma polegać na obowiązku składania przez funkcjonariuszy celnych i osoby zatrudnione w Służbie Celnej informacji o pracy w administracji celnej małżonków, krewnych, osób prowadzących z nim wspólne gospodarstwo domowe. Przepisy te wyeliminują sytuację podejrzenia o brak bezstronności i obiektywizmu w działaniach służbowych, a także ograniczą wykorzystywanie stanowiska do protegowania i faworyzowania członków własnej rodziny.

Wprowadzono także nowe rozwiązania do ustawy o urzędach i izbach skarbowych.

W projekcie przewidziano wzmocnienie systemu obsługi podatników i wsparcie ich w prawidłowym wypełnianiu obowiązków podatkowych. W praktyce chodzi o edukowanie społeczeństwa w kwestiach podatkowych, informowanie podatników o ich prawach i obowiązkach oraz przekazywanie im umiejętności dotyczących m.in. wypełniania druków i formularzy podatkowych. Działania te powinny przyczynić się do zwiększenia stopnia dobrowolności w wypełnianiu obowiązków podatkowych.

Projektowane regulacje umożliwią likwidację zagrożeń wpływających na wysokość należności budżetowych państwa z tytułu zobowiązań podatkowych i przyczynią się do zwiększenia bezpieczeństwa finansowego państwa.

Przewiduje się również wprowadzenie jednolitych standardów organizacyjnych w organach podatkowych przez skonsolidowanie ich struktury obsługowej. Konsolidacja w praktyce oznacza przekształcenie izby skarbowej i podległych jej urzędów skarbowych, działających na terenie województwa, w jedną jednostkę budżetową, która będzie stanowiła jeden urząd. W takim urzędzie zadania kierownika będzie wykonywał dyrektor izby skarbowej, a pracodawcą osób w nim zatrudnionych będzie izba skarbowa.

Rozwiązania te powinny usprawnić pobór podatków i poprawić efektywność funkcjonowania administracji  podatkowej.

Wybory samorządowe 2014

To nie tylko największe głosowanie w Polsce, ale i jedne z najważniejszych. Podczas wyborów samorządowych decydujemy, kto będzie rządził w gminach i miastach przez najbliższe cztery lata.

Termin wyborów samorządowych wyznaczono na 16 listopada. Obywatele idąc do urn, wybiorą blisko 47 tys. przedstawicieli radnych gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich oraz prawie 2,5 tys. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. „W przypadku konieczności przeprowadzenia drugiej tury odbędzie się ona dwa tygodnie później, czyli 30 listopada” – wyjaśnia serwisowi infoWire.pl Krzysztof Lorentz z Krajowego Biura Wyborczego.

W tegorocznych wyborach zmieni się zasada wyboru przedstawicieli do rad gmin. Wprowadzone zostały bowiem okręgi jednomandatowe. „Oznacza to, że w każdym okręgu wyborczym zostanie wybrany jeden radny. Ten, który otrzyma największą ilość głosów” – wyjaśnia ekspert.

Zmiany te nie będą dotyczyć miast na prawach powiatu oraz wyboru kandydatów do rad powiatów i sejmiku wojewódzkiego. Tu nadal będzie obowiązywać zasada proporcjonalności, czyli podział mandatów nastąpi proporcjonalnie do liczby głosów, jakie padły na daną partię lub listę wyborczą w okręgu.

Do 7 września komitety wyborcze mają czas na rejestrację swoich kandydatów. Ich kampania potrwa do 14 listopada.

KNF: BNP Paribas może przejąć BGŻ

Komisja Nadzoru Finansowego zgodziła się na przejęcie udziałów w Banku Gospodarki Żywnościowej SA przez BNP Paribas SA.

Komisja jednogłośnie stwierdziła brak podstaw do zgłoszenia sprzeciwu wobec planowanego bezpośredniego nabycia przez francuski bank BNP Paribas SA akcji Banku Gospodarki Żywnościowej SA w liczbie zapewniającej przekroczenie 50 proc. liczby głosów na walnym zgromadzeniu.

KNF przeanalizowała sytuację banku BNP Paribas oraz kwestie techniczne przejęcia.

BGŻ ma zostać połączony z BNP Paribas Bank Polska poprzez przejęcie działalności BNP Paribas Bank Polska przez BGŻ oraz prowadzenia działalności połączonego banku pod nazwą Bank Gospodarki Żywnościowej. Do połączonego banku będzie także włączona działalność bankowa BNP Paribas SA Oddział w Polsce oraz Sygma Banque SA Oddział w Polsce.

Akcje połączonego banku będą notowane na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie a ich ilość w wolnym obrocie ma zostać zwiększona o co najmniej 25 proc.

Okresowo Rabobank pozostanie mniejszościowym akcjonariuszem BGŻ, a tym samym będzie nadal ponosił współodpowiedzialność za działanie banku.

KNF: Spada liczba skarg na praktyki firm z sektora finansowego. Dobrze wypadli zwłaszcza ubezpieczyciele

Komisja Nadzoru Finansowego zanotowała w I połowie roku więcej skarg na banki, w większości komercyjne, niż na firmy ubezpieczeniowe.

W I połowie 2014 r. do Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego wpłynęły 5022 skargi od klientów podmiotów rynku finansowego. To o 7 proc. mniej w stosunku do pierwszych sześciu miesięcy roku poprzedniego.

Klienci częściej skarżyli się na działalność banków niż na działalność zakładów ubezpieczeń. W ubiegłych latach więcej zastrzeżeń odnosiło się do działalności zakładów ubezpieczeń – podała KNF w raporcie.

W pierwszej połowie 2014 r. liczba skarg na działalność sektora bankowego wzrosła nieznacznie, bo o 4,3 proc. Jednak ich udział w ogólnej liczbie skarg był największy i wyniósł 53 proc. Podobnie jak w poprzednich okresach zdecydowana większość zastrzeżeń dotyczyła działalności banków komercyjnych, ponad 98 proc. i były to kwestie związane głównie z jakością obsługi.

Zastrzeżenia budziła niekompetentna obsługa klienta oraz brak informacji o produktach lub usługach oferowanych przez bank lub nierzetelne udzielanie informacji o produktach ubezpieczeniowych o charakterze inwestycyjnym. Klienci skarżyli się także na brak odpowiedzi w związku ze złożonymi reklamacjami lub na wydłużony termin ich rozpatrywania – wyjaśnia KNF.

Pierwsza połowa 2014 r. przyniosła spadek liczby skarg na działalność sektora ubezpieczeń. W ujęciu rocznym odnotowano ich o 18 proc. mniej. W sumie do UKNF wpłynęło w tym czasie 1989 skarg, co stanowi prawie 40 proc. wszystkich skarg. Trzy czwarte z nich dotyczyło funkcjonowania zakładów ubezpieczeń majątkowych i pozostałych osobowych, a 269 odnosiło się do działalności zakładów ubezpieczeń na życie. Złożono także 199 skarg na działalność oddziałów zakładów ubezpieczeń państw członkowskich UE oraz 36 skarg na agentów i brokerów ubezpieczeniowych.

Podobnie jak w poprzednich okresach, zastrzeżenia zawarte w skargach dotyczących ubezpieczeń osobowych i majątkowych odnosiły się do kwestii wysokości wypłacanych odszkodowań, opieszałości w ich wypłacie oraz odmowy wypłaty. Istotny jednak w pierwszych sześciu miesiącach 2014 r. jest spadek liczby skarg, który wyniósł 22 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego – podała KNF.

euroKobieta szansą dla bezrobotnych kobiet z Dolnego Śląska

W 2012 roku na Dolnym Śląsku w grupie 10 młodych osób pozostających bez pracy aż 6 stanowiły kobiety. Choć od 2013 roku bezrobocie sukcesywnie notuje tendencję zniżkową, te proporcje w regionie zostały zachowane – nadal więcej kobiet niż mężczyzn w wieku do 34 lat nie ma pracy.Rozwiązaniem tej sytuacji może być pomoc w ramach funduszy strukturalnych UE, wspierających zatrudnienie w państwach członkowskich i promujących spójność gospodarczo-społeczną.

Przyczyn tak wysokiej stopy bezrobocia wśród kobiet w regionie jest wiele – od braku odpowiednich stanowisk pracy przez wykluczenie zawodowe pod względem płci, po kwestie związane z godzeniem macierzyństwa z pracą zarobkową. Można tu także wymienić słabsze przygotowanie zawodowe np. do szeroko pojętych prac biurowych, które wiążą się z umiejętnością płynnej obsługi komputera – Polki nadal posiadają luki kompetencyjne w dziedzinie szeroko pojętych technologii informatycznych, które często okazują się barierą na drodze do kariery.

Projekty unijne pomogą zdobyć pracę

Aby zapobiec tak niekorzystnemu rozkładowi sił na rynku pracy tworzone są specjalne, dofinansowane z Budżetu Państwa i Unii Europejskiej projekty społeczne, mające na celu dokształcanie i aktywizację zawodową kobiet. Dla bezrobotnych mieszkanek Dolnego Śląska jest to na przykład projekt euroKobieta, który w ramach kolejnej już, trzeciej edycji wdraża całkowicie bezpłatne wsparcie, z którego można skorzystać online.

Wsparcie w projekcie obejmuje kilka elementów dotyczących rozwoju kompetencji i zaistnienia na współczesnym rynku pracy. Projekt euroKobieta prowadzi obecnie:

 Międzynarodowo certyfikowane, zdalne szkolenie informatyczne „Informatyczne Kompetencje Telepracy” EITCA/TC Telework Competencies;

 Warsztaty telepracy prowadzone zdalnie w dolnośląskich firmach zarejestrowanych w projekcie;

–  Serwis informacyjno-doradczy zawierający oferty zatrudnienia w regionie i materiały doradcze.

Aby przystąpić do projektu wystarczy rejestracja w serwisie www.euroKobieta.pl

Do dziś z bezpłatnego wsparcia projektu euroKobieta skorzystało już ponad 27 tysięcy kobiet z całej Polski.

 

Gdzie chcą pracować młodzi ludzie?

Zdania na temat pracowników z pokolenia obecnych dwudziestolatków są mocno podzielone. Słychać sporo głosów krytycznych, wiele jest jednak również opinii pozytywnych. W końcu wśród młodych pracowników jest przecież spora grupa takich, którzy wnoszą do firmy powiew świeżości, entuzjazm i talent. Czasami nawet brak dużego doświadczenia może być ich zaletą. Pozwala on bowiem uniknąć postawy roszczeniowej, wiąże się z ciekawością świata i chęcią zmierzenia się z wyzwaniami.

Co powinny robić firmy, by przyciągnąć i zatrzymać u siebie młodych? Istnieją strategie i narzędzia, by stale rekrutować najlepszych.

Być częścią czegoś wielkiego

Nie trzeba nikomu wyjaśniać, że firmę tworzą ludzie. O wiele łatwiej zjednoczyć ludzi wokół jednego celu niż sprawić by myśleli podobnie – mówi Katarzyna Kłopotek Junior PR Specialist GRUPA 365 NET. Cała organizacja, od CEO do najmłodszych stażem przedstawicieli, powinna wierzyć w swoją misję i konsekwentnie realizować swoje plany. Jeżeli dotychczasowy zespół jest zgrany i dynamiczny, a do tego odnosi sukcesy, nie będzie trudno przyciągnąć najlepszych.

Nawiązywać kontakty zawodowe i osobiste

Wielu młodych ludzi liczy na to, że dzięki nowej pracy poznają profesjonalistów ze swojej dziedziny, zarówno rówieśników jak i mentorów. Jednocześnie wierzą,  że na początku kariery ich życie zawodowe będzie dynamiczne, zmienne i pełne nowości, dzięki czemu zyskają niezbędne doświadczenie, by wniknąć w środowisko. Ludzie, którzy dokonują wyboru pracy sugerując się kryterium zdobywania umiejętności i kontaktów, są zazwyczaj oddanymi pracownikami. Firmy rozbudowujące sieć kontaktów i oferujące szanse rozwoju przyciągają młodych ludzi.

Inwestować w ludzi

Wiele firm często bardziej skupia się na rekrutowaniu zamiast na zwiększaniu potencjału ludzi, którzy są już zatrudnieni. Nie ma lepszego sposobu na zatrzymanie pracownika niż zadbanie o jego rozwój. To, czego się nauczy pozwoli mu zwiększyć efektywność pracy, wspomoże rozwój i przede wszystkim pozwoli uniknąć stagnacji.

Szef godny naśladowania

Liderzy szybko tracą zaufanie, jeżeli nie robią tego, czego nauczają. Jeżeli przełożony wymaga punktualności, a sam się spóźnia, osłabia to jego autorytet. Młodzi ludzie doceniają autentyczność. Dobrze jest już na samym początku wyjaśnić im na czym polega ich praca, przedstawić swoje oczekiwania, ale również szanse oraz możliwe scenariusze ich ścieżki kariery w niedalekiej przyszłości.

Kary dla kierowców prowadzących samochód bez prawa jazdy

0

Resort sprawiedliwości chce zaostrzyć kary dla kierowców prowadzących samochód bez stosownych uprawnień.

Za prowadzenie samochodu bez uprawnień grozi kara grzywny w wysokości 500 złotych. I nieważne czy kierowca nie posiada prawa jazdy w ogóle, czy też zostało mu ono zatrzymane w drodze postępowania sądowego. Zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości prawo nie powinno działać w ten sam sposób. Proponuje więc zmiany: prowadzenie samochodu po utracie uprawnień powinno być traktowane jak przestępstwo obarczone karą do 2 lat pozbawienia wolności.

Nawet gdyby pomysł wcielono w życie „[…] sądy nie będą stosowały takich kar, raczej zdecydują się ukarać wysoką grzywną”- twierdzi adwokat Andrzej Czyżowski z kancelarii adwokacko-radcowskiej CGS. Zamiast osadzać w więzieniu, lepszym rozwiązaniem byłoby odbieranie mienia.

Pomysł ministerstwa może dziwić, tym bardziej, że obecnie przepisy przewidują karę pozbawienia wolności do lat trzech. „Sąd może zasądzić ją osobie, która siada za kierownicą, a miała odebrane uprawnienia” – mówi Wojciech Ratyński z Komendy Głównej Policji. To niestosowanie się do prawomocnego wyroku.

Przypominamy, że kierowca, który posiada prawo jazdy, ale zapomni dokumentów i prowadzi samochód, może zostać ukarany mandatem w wysokości 300 złotych.

Nowy Prezes Zarządu PKO Leasing

0

Marcin Kuksinowicz został wybrany przez Radę Nadzorczą PKO Leasing na Prezesa Zarządu Spółki. Funkcję tę będzie pełnić od 1 września.

Inflacja w krajach OECD lipcu br. zwolniła do 1,9 proc.

Zwalnia łaczna inflacja w krajach OECD. CPI było niższe w większości krajów członkowskich organizacji.

Indeks cen konsumenckich w krajach OECD w lipcu był na poziomie 1,9 proc., w porównaniu do 2,1 proc. w czerwcu ub.r. Spowolnienie inflacji spowodowane było głównie niższym wzrostem cen energii, które wzrosły o 2,3 proc. w porównaniu do 3,1 proc. miesiąc wcześniej.

Wzrost cen żywności pozostał stabilny – na poziomie 2,1 proc. Wzrost cen wyłączając ceny żywności i energii był na poziomie 1,9 proc. rdr., czyli bez zmian od trzech miesięcy.

Oprócz Francji, gdzie inflacja była na tym samym poziomie co w lipcu zeszłego roku – 0,5 proc., wskaźnik wzrostu cen był niższy we wszystkich głównych gospodarkach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.

W strefie euro wskaźnik HICP spadł do poziomu 0,4 proc. w lipcu br., najniższego od października 2009 r. Na przykład w Wielkiej Brytanii z 1,9 proc. do 1,6 proc., w Niemczech z 1 proc. do 0,8 proc., we Włoszech z 0,3 do 0,1 proc.

W strefie G20 inflacja zwolniła do 2,8 z 2,9 proc.. Najbardziej wskaźnik spadł w Indonezji – z 6,7 do 4,5 proc. Inflacja pozostaje na niezmienionym poziomie w Brazylii – 6,5 proc. i Chinach – 2,3 proc. Dla odmiany – w Indiach inflacja wzrosła – z 6,5 proc. do 7,2 proc. w lipcu br.

W Polsce w lipcu po raz pierwszy odnotowano deflację w ujęciu rocznym; ceny spadły o 0,2 proc. Odpowiedzialny za to był głównie spadek cen żywności (o 1,7 proc.) oraz energii (o 0,2 proc.). Ceny pozostałych towarów i usług wzrosły o 0,5 proc.

Umiejętność podejmowania ryzyka kluczem do sukcesu gospodarczego Polski

– Otwarcie polskiej gospodarki na świat i napływ nowych technologii było jednym z najważniejszych czynników stymulujących rozwój gospodarczy Polski w ostatnim 25-leciu – uważa Sebastian Arana Araya, dyrektor zarządzający 3M w Polsce. Sebastian Arana Araya będzie obecny podczas debaty „25 lat przemian gospodarczych w Polsce. Rola inwestycji zagranicznych w okresie transformacji – doświadczenia i rekomendacje”, która odbędzie się 2 września 2014 r. podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy.

W opinii dyrektora zarządzającego 3M Poland, Polska doskonale wykorzystała 25 lat transformacji gospodarczej. Według UNCTAD do 2012 r. do naszego kraju trafiło ponad 230 mld dolarów kapitału zagranicznego. Inwestycje zagraniczne w Polsce wzrosły z poziomu 44 mld euro w 2003 r. do 178 mld euro w 2012 r., a skumulowane inwestycje wyniosły 698 mld złotych.

Według Sebastiana Arana Araya, jest jednak wciąż wiele do zrobienia, aby Polska nie zaprzepaściła szansy, przed którą stoi jej gospodarka.– W kolejnych latach należy postawić na rozwój innowacji. Powinny być one narzędziem wspierania efektywności gospodarki i niwelowania rosnących kosztów pracy – uważa. Jego zdaniem, polski rząd powinien pobudzać wdrażanie innowacji poprzez konkretne zachęty dla firm oraz programy zachęcające do podejmowania ryzyka w tym obszarze. – Nadchodzące lata będą krytyczne dla kształtowania się pozycji Polski w tym wyścigu – ocenia.

Przykładem sukcesu opartego na gotowości do podejmowania ryzyka w obszarze innowacji jest strategia koncernu 3M. Firma inwestuje 6% swoich globalnych przychodów w badania i rozwój, zatrudnia też ponad 8000 naukowców na całym świecie. Dzięki temu każdego roku firma zgłasza ponad 500 patentów. Ponad 30% przychodów firmy pochodzi ze sprzedaży produktów i rozwiązań wdrożonych przeciągu ostatnich 4 lat.

Przez ponad 20. lat funkcjonowania w Polsce 3M zainwestowała w naszym kraju ok. 400 mln dolarów. Koncern uruchomił m.in. Centrum Innowacji we Wrocławiu, w którym prowadzone są prace nad nowoczesnymi technologiami z pięciu grup biznesowych, takich jak ochrona zdrowia, produkty konsumenckie, bezpieczeństwo i grafika reklamowa, przemysł, elektronika i energetyka.

Euronet modernizuje ekrany transakcyjne w bankomatach

Wraz z początkiem września Euronet, właściciel największej niezależnej sieci bankomatów w Polsce, rozpoczął prace nad optymalizacją treści pojawiających się podczas wypłaty oraz odświeżeniem ich szaty graficznej. Zauważalną zmianą będzie skrócenie wyświetlanych komunikatów, a także wprowadzenie piktogramów przypominających o zachowaniu zasad bezpieczeństwa. Jednocześnie znane dotychczas niebieskie tło ekranu transakcyjnego zostanie zastąpione granatowym. Urządzenia będą aktualizowane etapami. Zakończenie prac planowane jest na drugą połowę października.

– Uproszczone zostaną niektóre treści pojawiające się na poszczególnych ekranach transakcyjnych tak, aby powiadomienia o ich statusie były jeszcze bardziej czytelne. Podczas kluczowych etapów transakcji wprowadzone piktogramy będą na bieżąco sygnalizować konieczność zachowania elementarnych zasad bezpieczeństwa jak np. ochronę podczas wpisywania kodu PIN lub przypominać będą o kolejnych czynnościach podczas transakcji jak np. podjęcie zadysponowanej gotówki – mówi Ewa Miziołek, dyrektor marketingu i wsparcia sprzedaży w Euronet Polska, oraz dodaje – Mamy nadzieję, że wprowadzane udogodnienia podniosą komfort korzystania z bankomatów Euronet.

Dodatkowo, w bankomatach Euronet udostępniona została nowa funkcjonalność, która umożliwia ustawienie indywidualnych preferencji transakcji. Na ekranie wyboru transakcji pod przyciskiem „Inne usługi” właściciel karty może na stałe wybrać język, w którym będą przebiegały transakcje oraz ustawić najczęściej wypłacaną kwotę, która będzie wyświetlana klientowi każdorazowo w miejsce komunikatu o możliwości wypłaty „50 PLN bez wydruku”. Dzięki takim ustawieniom klient będzie mógł na stałe korzystać ze skróconego trybu transakcji.

Opóźnienia w realizacji wielkich inwestycji globalnym problemem branży naftowo – gazowej

64% wielkich projektów inwestycyjnych w branży naftowo – gazowej na całym świecie zostało niedoszacowanych  i wykroczy poza swój pierwotny budżet. W przypadku 73% przekroczone zostały lub zostaną terminy realizacji. Firma doradcza EY przyjrzała się postępom w realizacji 365 projektów inwestycyjnych w branży naftowo – gazowej na całym świecie. Każdy z nich wart był co najmniej 1 mld USD.

Łączne koszty niedoszacowania budżetów 365 „wziętych pod lupę” projektów wyniosą ponad 500 miliardów dolarów. To oznacza, że statystyczny projekt inwestycyjny uwzględniony w raporcie EY został niedoszacowany o 59%. Łączne koszty analizowanych 365 inwestycji wzrosną zatem z 1,2 do 1,7 biliona dolarów.

 – Przyczyny opóźnień i przekroczeń budżetów mogą być zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne. Wśród tych pierwszych można wymienić: błędy w procesie planowania, złe kryteria wyboru dostawców, podpisywanie umów, które odpowiednio nie zabezpieczały przed ryzykiem, czy też zwiększony apetyt na ryzyko. Wśród czynników zewnętrznych zazwyczaj kluczowe są: zmieniające się otoczenie regulacyjne i zmiany kursów walutowych – tłumaczy Aleksander Gabryś, Starszy Menadżer w dziale Doradztwa Biznesowego EY. – Przy odpowiednich procedurach zarządzania ryzykiem wszystkim ww. problemom można jednak zapobiec – dodaje.

3 na 4 projekty w Europie mają opóźnienia

Najwięcej problemów ze „zmieszczeniem się” w zakładanym budżecie mają inwestorzy realizujący projekty na Bliskim Wschodzie (89% inwestycji będzie droższych niż zakładano). Dalej plasują się inwestycje z Dalekiego Wschodu – 68%, Afryki – 67%, Ameryki Północnej – 58%, Ameryki Łacińskiej – 57% i Europy – 53%.

Jeśli chodzi o opóźnienia w realizacji projektów, najczęściej zaobserwowano je na Bliskim Wschodzie – w 87% przypadków. W Afryce było ich 82%, na Dalekim Wschodzie w 80%, w Europie w 74%, w Ameryce Łacińskiej w 71%, natomiast w Ameryce Północnej w 55%.

Najwięcej inwestycji na Dalekim Wschodzie

Największe projekty inwestycyjne w branży naftowo – gazowej realizowane są na Dalekim Wschodzie. Z badań EY wynika, że opiewają one łącznie na 945 mld USD. Drugie największe nakłady inwestycyjne ponoszone są w Ameryce Północnej – 482 mld USD. Na trzecim miejscu znalazła się Europa z inwestycjami o wartości 379 mld USD.

Rozklad inwestycji mapa.jpg

Grupa Enel-Med zwiększyła w I półroczu przychody o 11,5 proc. do 109 mln zł

0

Grupa Enel-Med miała w I półroczu przychody wyższe o 11,5 proc. niż przed rokiem i 39,2 mln zł zysku netto wobec ubiegłorocznej straty w wysokości 567 tys. zł.

Grupa Enel-Med osiągnęła w I półroczu przychody w wysokości 108,93 mln zł. Było to o 11,5 proc. więcej niż rok wcześniej, gdy odnotowała 97,7 mln zł przychodów.

Zysk operacyjny sięgnął 37,74 mln zł wobec 760 tys. zł zysku w I połowie 2013 r.

Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 39,2 mln zł. Przed rokiem grupa miała 567 tys. zł straty.

Jak przypomina spółka w komunikacie, najważniejszym wydarzeniem w I połowie roku była sprzedaż na rzecz Lux Medu Diagnostyka spółki zależnej Centrum Medycznego Diagnostyka, w skład której wchodziło 7 placówek diagnostycznych zlokalizowanych w Wołominie, Łomży, Poznaniu, Koninie, Lublinie, Mielcu oraz w Oddziale Bielany w Warszawie za 52,52 mln zł.

Spółka wykorzystała wyjątkową okazję rynkową, zdecydowała się na sprzedaż 11 proc. przychodów firmy za 52,5 mln zł. Sprzedana cześć diagnostyki generowała 22,5 mln przychodów (dane z 2013), a została sprzedana za 2,5 krotność rocznych przychodów z tego tytułu. Dzięki tej transakcji firma pozyskała niezbędne na inwestycje środki finansowe w najkorzystniejszy z możliwych sposobów – podkreślił zarząd w komunikacie.

Na co zwrócić uwagę w umowie faktoringowej: dobranie odpowiedniego limitu faktoringowego

O tym, że faktoring jest doskonałą alternatywą dla kredytu obrotowego, nie trzeba przekonywać przedsiębiorców, którzy z niego skorzystali. Zapewnia stały dostęp do środków obrotowych i wspiera w zarządzaniu ryzkiem finansowym. Właściwie dobrany limit faktoringowy decyduje o tym, czy finansowanie przyniesie przedsiębiorcy maksymalne korzyści. W niniejszym tekście postaram się odpowiedzieć na pytania: czym jest limit faktoringowy i na jakich zasadach się go dobiera.

Czym jest limit faktoringowy?

Dobranie odpowiedniego limitu faktoringowego jest jednym z najistotniejszych elementów decyzji o przyznaniu finansowania w formie faktoringu. Podstawowa wiedza w tym temacie ułatwi zweryfikowanie zaproponowanego przez analityków finansowych rozwiązania. Warto zatem wiedzieć, że istnieją dwa rodzaje limitów faktoringowych. Pierwszy z nich to limit przyznawany danemu odbiorcy, zwany sublimitem. Oznacza on maksymalna kwotę, jaką faktor (firma faktoringowa) wypłaci faktorantowi (klientowi) tytułem finansowania jego kontrahenta.

Poza sublimitami, faktor przyznaje przedsiębiorcy ubiegającemu się o faktoring limit globalny, oznaczający maksymalną kwotę jaką faktor wypłaci faktorantowi z tytułu finansowania, w ramach limitów przyznanych na odbiorców. Limit globalny może być niższy od sumy sublimitów przyznanych odbiorcom. Przykład: faktor udzielając finansowania faktorantowi przyznaje jego 4 odbiorcom limity po 100.000 zł oraz limit globalny w wysokości 300.000 zł. Limit globalny wyznacza granicę finansowego zaangażowania faktora.

Na jakiej podstawie przyznaje się limity?

Podstawą przyznania limitu faktoringowego jest zawsze analiza dokumentów finansowych poszerzana o wywiad gospodarczy. W przypadku faktoringu z regresem, czyli rodzaju finansowania, przy którym instytucja finansowa nie przejmuje ryzyka niewypłacalności odbiorców, analizowana jest szczegółowo sytuacja finansowa i prawna zarówno faktoranta, jak i jego kontrahentów. Faktor przyznając limit globalny sprawdza, czy jego klient będzie w stanie uregulować należności, gdyby nie zrobili tego jego odbiorcy.

W przypadku faktoringu bez regresu (faktoringu pełnego) ryzyko niewypłacalności odbiorców przejmuje instytucja finansująca. W takim przypadku, szczegółowo analizuje się sytuację finansową i prawną odbiorców. Decyzję o przyznaniu limitów instytucja finansująca podejmuje na podstawie danych zawartych w dokumentach finansowych, brany jest pod uwagę poziom obrotów, stosowane terminy płatności, dotychczasowe praktyki płatnicze pozwalające wnioskować o rzetelności kooperanta, bądź jej braku. W faktoringu bez regresu wywiad gospodarczy wobec faktoranta jest przeprowadzany w ograniczonym zakresie, bo w tym przypadku odpowiada on wyłącznie za fraudy oraz wady prawne wierzytelności. Limit globalny oraz sublimity są podstawowymi danymi wpisywanymi do umowy faktoringowej.

Limity koncentracji

Dodatkowym rodzajem limitu, który może być wprowadzony do umowy faktoringowej, jest limit koncentracji. Limit koncentracji to procentowy udział wierzytelności danego odbiorcy w łącznym sfinansowanym saldzie. Przekroczenie limitu koncentracji może być powodem wstrzymania finansowania, w takim przypadku kolejne wierzytelności należne od danego odbiorcy zostaną sfinansowane dopiero po zwolnieniu limitu, czyli spłacie części należności przez tego odbiorcę lub zwiększeniu salda należności sfinansowanych na pozostałych odbiorców.

Faktor może też przyjąć, że przekroczenie limitu koncentracji będzie sygnałem podwyższonego ryzyka, które uzasadnia naliczenie wyższej stawki wynagrodzenia. Dla klienta faktoringowego korzystniejszy jest wariant drugi, w którym przekroczenie limitu koncentracji nie powoduje automatycznego wstrzymania finansowania, a jedynie naliczenie wyższego wynagrodzenia od kwoty, o którą limit koncentracji zostaje przekroczony. Zasady dotyczące limitów koncentracji są ustalane przez strony przed podpisaniem umowy, a następnie wpisane do umowy.

Konsekwencje niewłaściwie dobranego limitu

Przyznanie limitów zbyt niskich oznacza dla przedsiębiorców niedostateczne wykorzystanie obrotów z odbiorcami dla poprawy płynności finansowej. W praktyce przedsiębiorca po przekroczeniu sublimitu nie otrzymuje już środków za kolejne przekazywane faktury, a tym samym cześć środków z faktur jest zamrożona. Limity zbyt wysokie w stosunku do realizowanych z odbiorcami obrotów oznaczają konieczność ponoszenia nieuzasadnionych ekonomicznie kosztów. Kosztami tymi mogą być: opłata z tytułu przyznania limitu globalnego oraz tzw. prowizja minimalna obliczana od różnicy między zakładanym poziomem wykorzystania limitu globalnego a jego faktycznym wykorzystaniem.

Dla przykładu przyjmijmy, że przyznany limit globalny to 100.000 zł, minimalny poziom wykorzystania limitu to 60%, okres rozliczeniowy to kwartał. Po upływie kwartału od rozpoczęcia współpracy z faktorantem, sumuje się naliczone wynagrodzenia i zestawia z prognozowanymi na podstawie określonych wyżej parametrów: jeśli naliczone wynagrodzenia są niższe od prognozowanych, faktorant wpłaca uzupełniająco prowizję minimalną, jeśli limit globalny jest zbyt wysoki, istnieje duże prawdopodobieństwo, ze faktorant nie wykorzysta go i będzie musiał zapłacić prowizję minimalną.

Jeżeli klient faktoringowy planuje zwiększenie obrotów z odbiorcami, powinien pamiętać, że jest to proces rozłożony w czasie. W związku z tym, warto rozważyć, czy korzystniejsze będzie, biorąc pod uwagę opisane koszty, wnioskowanie o limity uwzględniające planowany wyższy poziom obrotów z odbiorcami już na etapie podpisywania umowy faktoringu. Korzystniejsze może się okazać wnioskowanie o podwyższenie limitów, już po rozpoczęciu współpracy z faktorem i po zwiększeniu obrotów z odbiorcami.

Zmiana limitów

Przedsiębiorcy powinni wiedzieć, że zmiana limitów jest możliwa również w trakcie trwania umowy faktoringowej. Warto jednak mieć świadomość, że niektórzy faktorzy w związku z podwyższaniem limitów naliczają dodatkowe opłaty. Podstawą do podwyższenia limitów może być uzyskanie przez faktora pozytywnego doświadczenia w zakresie dyscypliny płatniczej odbiorcy oraz zwiększenie obrotów faktoranta z danym odbiorcą. Wraz ze zmianą sublimitów możliwa jest także zmiana limitu globalnego.

Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że tylko cześć faktorów oceniając realizację umowy i poziom limitów występuje z propozycją podwyższenia limitu faktoringowego, dlatego w tym zakresie wskazana jest inicjatywa samego faktoranta. Przedsiębiorca, który w trakcie trwania umowy faktoringu zachowuje się aktywnie tzn. składa wnioski o podwyższenie sublimitów i limitu globalnego, jeśli oczywiście zaistnieje taka potrzeba, osiągnie maksymalne korzyści finansowych z faktoringu.

Autorką tekstu jest Agnieszka Kowalik, Członek Zarządu Pragma Faktoring SA

W Polsce upada coraz więcej firm usługowych

Euler Hermes, spółka z Grupy Allianz, na podstawie oficjalnych danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego zbadała sytuację polskich firm w kontekście bankructw – w sierpniu oficjalnie opublikowano informację o upadłości 62 firm wobec 66 w sierpniu 2013 roku. 

Opublikowane w sierpniu orzeczenia o upadłości dotyczyły firm mających zsumowany ostatni znany obrót na poziomie ok. 600 milionów złotych a zatrudniały one razem według ostatnich dostępnych danych ok. 1,6 tys. osób.

Od początku roku do końca sierpnia opublikowano orzeczenia o upadłości 559 polskich przedsiębiorstw, podczas gdy w tym samym okresie ubiegłego roku było to odpowiednio 647 opublikowanych upadłości.

–    Liczba upadłości firm usługowych wciąż zdecydowanie wyższa niż przed rokiem, odmiennie niż w innych sektorach gospodarki. Spodziewać się jednak należy rosnących problemów w branży spożywczej – pojawiają się pierwsze upadłości w branży mięsnej.
–    Problemy firm produkcyjnych i budowlanych w dużej części przypadków miały swoje źródło w stopniowo spadających na przestrzeni trzech ostatnich lat obrotach.
–    Sprzedaż firm transportowych oraz producentów żywności, którzy upadli w okresie trzech ostatnich lat nie spadała, ale rosła. Przyczyną ich problemów z reguły nie była także niska rentowność sprzedaży, ale po prostu jej nagłe załamanie.
–    Ponownie poprawia się klimat dla postępowań układowych – ogłoszono ich 13, a przypadków nieudanych postepowań naprawczych, zamienionych na upadłość likwidacyjną było mniej – 7.
–    Sierpień – największa zmiana in minus w woj. małopolskim i kujawsko-pomorskim.

 Jak ocenia sytuację Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka – Dotychczas po stronie zagrożeń na rynku zwracano przede wszystkim uwagę na stagnację a nawet spadek sprzedaży w niektórych kategoriach dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku. Nie inaczej było w sierpniu, o czym świadczą pojawiające się co miesiąc orzeczenia upadłości firm zajmujących się sprzedażą odzieży i obuwia, mebli, artykułów elektrycznych wyposażenia mieszkań czy związanych z motoryzacją (paliwa, części i akcesoria oraz same samochody). Co warto jednak zauważyć: pomimo utrzymującego się popytu konsumenckiego artykułów pierwszej potrzeby – przede wszystkim żywności w sierpniu upadło sześć firm związanych z produkcją i obrotem żywnością (w tym 4 z branży mięsnej). Nie ma wśród nich jeszcze firm z branży mleczarskiej czy owocowo-warzywnej – na to za wcześnie… ale niewątpliwie także one odczują reperkusje embarga w eksporcie. Problemem nie jest jedynie zamknięcie zewnętrznych kanałów zbytu, ale także towarzysząca temu nadprodukcja na rynku krajowym – większa presja na sprzedaż. Prowadzi to nie tylko do obniżek cen i erozji marż, ale kierowania jej także do często mniej pewnych odbiorców. Nawet dotychczasowi, stali odbiorcy w takiej sytuacji ulegają pokusie pogorszenia swojej moralności płatniczej. Tak więc tańszy surowiec dla zakładów przetwórczych – mięsnych jak i obecnie mleczarskich (ceny mleka są rekordowo niskie niezależnie od embarga) niewiele może pomóc producentom wędlin i nabiału, jeśli nie znajdą oni alternatywnych rynków zbytu na swoje produkty. Zakłady przetwórstw owocowo-warzywnego, a w szczególności chłodnie były zaś i tak w trudnej sytuacji finansowej jeszcze na początku obecnego sezonu. Przeciętne wyniki wielu z tych firm miały swoje źródło w: spadających obrotach (duża konkurencja m.in. z Azji), wysokim zadłużeniu, problemach z płynnością, niskiej rentowności. Jest to trudny i sezonowy rynek, kapitałochłonny (długi jak na branżę spożywczą okres „zamrożenia” środków finansowych) – zrozumieć więc można rozgoryczenie rolników i sadowników niskimi cenami, jakie były im oferowane chociażby za owoce miękkie (porzeczki, wiśnie i inne), ale patrząc na wyniki finansowe tych firm nie widać w nich tych nieproporcjonalnie dużych zysków, jakie zakłady te miałyby zdobywać ich kosztem.

Budownictwo i produkcja – problemem jest niewystarczająca liczba zamówień
Analizując wyniki finansowe firm, które znalazły się na liście upadłości zauważyć można tendencję stopniowego spadku obrotów w ciągu ostatnich trzech lat większości firm produkcyjnych i budowlanych. – Nie tylko te duże czy średnie, o obrotach 60 milionów złotych i więcej, ale także firmy o obrocie kilku milionów złotych i o jedynie lokalnym obszarze działalności w porównaniu do 2011 roku zmniejszyły swoje obroty o rząd wielkości od 15 do 25%. Nie wszyscy sobie z tym radzą, gdyż jednocześnie wydłużał się w ostatnich latach okres obiegu należności z tytułu tej zrealizowanej części sprzedaży. Restrukturyzacja, redukcja kosztów stałych jest w tej sytuacji czasami niewystarczająca, zwłaszcza gdy wiele z tych firm ponosiło koszty stałe z tytułu zrealizowanych w ostatnich latach inwestycji w sprzęt. Niewątpliwie system ulg, zwłaszcza podatkowych dla takich firm był niewystarczający – pakiet antykryzysowy ograniczał się w zasadzie jedynie do czasowego zmniejszenia kosztów pracowniczych – mówi Maciej Harczuk, prezes zarządu spółki Euler Hermes Collections.

Odmiennie – transport i produkcja żywności zwiększały w ostatnich latach sprzedaż…
Firmy transportowe i z branży spożywczej, których upadłość ogłoszono w sierpniu były w zgoła odmiennej sytuacji – raczej systematycznie zwiększały w ostatnich trzech latach swoją sprzedaż. Poprawiały one także w większości w ciągu tych trzech lat swoje wskaźniki rentowności obrotu, płynności finansowej i zadłużenia. – Problem przyszedł nagle, często nie ma czasu ani możliwości aby w tak krótkim okresie czasu zmienić kierunki sprzedaży przy ponoszonych na bieżąco wysokich kosztach stałych i braku wpływów – zauważa Michał Modrzejewski, dyrektor analiz Branżowych w Euler Hermes. – Skutki pierwsza odczuła branża transportowa, przede wszystkim firmy wyspecjalizowane w przewozie żywności na wschód. Ale nie składajmy wszystkich kłopotów na karb embarga… Już w poprzednich miesiącach popyt na usługi transportowe praktycznie nie rósł, co wynikało z pewnego spowolnienia w przemyśle zachodnioeuropejskim w ostatnich miesiącach, o czym świadczą odczyty wyników polskiego eksportu. Duża konkurencja i rozdrobnienie na rynku przewozów pociągały za sobą w ostatnim czasie niskie ceny i osiągane marże (w porównaniu chociażby do sytuacji sprzed roku). – Polskie firmy transportu drogowego mają pozycję kabotażysty nr. 1 w Europie, ale zazwyczaj w pierwszej kolejności zdobywają rynki usług najmniej dochodowych, np. sporadycznych i niewyspecjalizowanych – tymczasem bardziej zyskowne, wyspecjalizowane przewozy (np. ładunków niebezpiecznych, odpadów itp.) czy stałą obsługę transportową wciąż świadczą zazwyczaj firmy lokalne, czemu sprzyjają preferujące je różne lokalne przepisy w krajach członkowskich – komentuje Michał Modrzejewski.

Usługi – wśród wielu firm wyróżnić trzeba upadłości firm związanych z rynkiem odpadów oraz z poligrafią
Wciąż najwięcej upadłości jest w sektorze usług i jakkolwiek jest on bardzo zróżnicowany, pojawiły się w nim dwie nowe branże. Do upadających firm informatycznych, hotelarsko-gastronomicznych czy związanych z rynkiem nieruchomości dołączyły w sierpniu firmy zajmujące się odpadami oraz poligraficzne. – Zapewne wiele firm zajmujących się skupem i przetwarzaniem odpadów za przyczynę swoich kłopotów mogłoby wskazać zmienione przepisy o gospodarce odpadami, które raczej ograniczyły konkurencję na rynku, niż ją poprawiły – ocenia Grzegorz Hylewicz, dyrektor windykacji w Euler Hermes. – Oszczędności przedsiębiorstw odbijają się niestety także na poligrafii – zarówno drukarniach, jak i ich dostawcach (w tym producentach papieru). Niestety sygnały z wielu firm w kraju świadczą, iż 4 upadłości, jakich świadkami byliśmy w tym sektorze w sierpniu nie będą ostatnimi.

Sierpień – największa zmiana in minus w woj. małopolskim i kujawsko-pomorskim
Największa liczba spośród opublikowanych w sierpniu upadłości dotyczyła firm z województwa małopolskiego. Nie w ilości jednak jest największy problem – nie były to ponadto firmy małe, ale liczące się w skali regionalnej, a ich łącznie liczony ostatni znany obrót wyniósł ponad 180 mln złotych, czyli blisko 1/3 łącznego obrotu firm, które upadły w tym miesiącu w skali całego kraju. Nie były to przy tym efekt problemów jakiejś jednej branży – na tej smutnej liście znalazły się i firmy produkcyjne (wyroby metalowe, a jakże…), i hurtownie i nawet firma maklerska. Podobnie w województwie kujawsko-pomorskim: za wzrostem liczby opublikowanych upadłości firm z tego województwa nie stoi recesja w jakiejś konkretnej branży. W odróżnieniu od poprzednich miesięcy upadłości tutaj nie wiązały się z budownictwem, ale w pierwszej kolejności z sektorem produkcyjnym (żywność, odzież) oraz z handlem i usługami.

B. Kruszyński (Redan): Zysk netto w tym roku będzie co najmniej na poziomie z 2013 r. Ryzyko wiąże się z dalszym osłabieniem hrywny i rubla

0

Po dobrych wynikach sprzedaży w pierwszych 6 miesiącach tego roku Redan spodziewa się wypracowania zysku netto za cały rok na poziomie co najmniej 3,19 mln zł. Negatywnym czynnikiem może być ewentualna dalsza deprecjacja hrywny oraz rubla. W pierwszym półroczu 2014 r. Redan odnotował stratę netto w wysokości 2 mln zł, ale główną przyczyną była zmiana w podatkach oraz osłabienie ukraińskiej waluty.

Druga połowa roku w naszym biznesie jest wyraźnie lepsza. Textil Market na pewno poprawi zeszłoroczny wynik co najmniej o tyle, o ile to pierwsze półrocze jest lepsze od zeszłego roku. W części modowej w Polsce także spodziewamy się wzrostu wyników. Niewiadomą jest wycena wartości naszych aktywów ukraińskich czy rosyjskich w złotych. Pomimo że tutaj generujemy cały czas około 4 mln zł strat, liczę, że wyniki całego roku będą co najmniej takie, jak rok temu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bogusz Kruszyński, wiceprezes zarządu Redan SA.

W ubiegłym roku zysk netto Redanu wyniósł 3,19 mln zł. Mimo straty netto w wysokości 2 mln zł w pierwszym półroczu 2014 r. łódzka spółka spodziewa się, że dobre wyniki w III i IV kwartale pozwolą osiągnąć na koniec roku wynik netto nie gorszy niż w 2013 r.

Na poziomie wyniku przed opodatkowaniem mamy praktycznie break-even na poziomie całej grupy kapitałowej. Na poziomie zysku netto mamy 2 mln strat, to wynika głównie ze zmiany strategii podatkowej czy też konieczności przekształcenia Adesso ze spółki komandytowo-akcyjnej w spółkę akcyjną. Niestety, zmieniły się w tym zakresie przepisy i musieliśmy to zrobić. Jako spółka akcyjna jest ona podatnikiem podatku dochodowego i to wygenerowało prawie 1,5 mln złotych podatku, który musieliśmy zapłacić, a rok temu nie zapłaciliśmy – wskazuje Kruszyński.

Wyniki ze sprzedaży dają jednak podstawę do optymizmu: wynik dla części modowej był lepszy o blisko 1 mln zł, a w segmencie dyskontowym poprawił się o 4,4 mln zł.

W Polsce w części modowej poprawiliśmy wyniki, na samej sprzedaży w Polsce wzrósł on praktycznie o 70 proc. rok do roku w pierwszej połowie 2014 r. Natomiast negatywnym elementem są wyniki naszej działalności zagranicznej. Co prawda w tym roku nadal na tym biznesie zarobiliśmy około 1,5 mln złotych w pierwszej połowie roku, natomiast jest to o 2 mln złotych mniej niż rok temu. Największy wpływ na to ma oczywiście sytuacja na Ukrainie – tłumaczy prezes Redanu.

Łódzka spółka posiada na Ukrainie 30 sklepów, z czego 9 własnych, a pozostałe to sklepy franczyzowe w części modowej. Według Kruszyńskiego sprzedaż liczona w lokalnej walucie jest praktycznie na tym samym poziomie co w roku ubiegłym. Z powodu trwających walk Redan musiał jednak zamknąć sklepy w Doniecku i Ługańsku, ale największe straty spowodowała deprecjacja hrywny, wobec czego sprzedaż na Ukrainie liczona w polskiej walucie spadła o 30 proc.

Musieliśmy przeliczyć wartość naszych aktywów na Ukrainie na złote. To wygenerowało prawie 5 mln ujemnych różnic kursowych z tego tytułu, z czego 4 mln są pokazane jako pomniejszenie zysku netto do całkowitej straty – twierdzi Bogusz Kruszyński.

Na tym tle lepiej prezentowała się działalność na rynku rosyjskim, gdzie zdaniem wiceprezesa Redanu wynik ze sprzedaży w I półroczu 2014 r. jest porównywalny z tym osiągniętym w ubiegłym roku. Czynnikiem ryzyka w kontekście zysku i przychodów w Rosji pozostaje jednak dalsze osłabianie się rubla, który już teraz jest rekordowo słaby w stosunku do dolara. Częściowo ten niekorzystny dla Redanu efekt niweluje deprecjacja złotego w stosunku do amerykańskiej waluty.

Ten biznes jest w miarę stabilny, to znaczy na dzień dzisiejszy nie widać tam przyrostów, na które liczyliśmy jeszcze dwa czy trzy lata temu, wchodząc na większą skalę do Rosji, natomiast jest to bezpieczny biznes, który daje szanse zarobienia nam i naszym partnerom – uważa wiceprezes Redanu.

Jagiełło: PKO BP pracuje nad rozwojem KredoBanku mimo trudnej sytuacji na Ukrainie

0

PKO BP kontynuuje prace nad rozwojem swojej ukraińskiej gałęzi – KredoBanku, pomimo wojny  na wschodzie kraju. Jak mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło, trwa proces dostosowania pracy KredoBanku do standardów PKO BP.

KredoBank będzie się rozwijał pomimo sytuacji politycznej na Wschodzie. Jak zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO Banku Polskiego, sytuacja w KredoBanku jest opanowana.

Sytuacja jest pod kontrolą. To nie oznacza, że od razu bank na Ukrainie generuje zyski. To jest tak, że bank realizuje plan, który był przewidywany na ten okres, i to jest dla nas ważne – mówi Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO Banku Polskiego.

Brak zysków KredoBanku, spółki należącej do grupy PKO BP nie martwi prezesa w związku z trwającym planem rozwoju banku. Sytuacja na Ukrainie jest jednak obserwowana, ponieważ, jak mówi Jagiełło, PKO BP czuje się odpowiedzialny za to, co się dzieje z aktywem na Ukrainie.

Pomimo tego, że jest wojna, bo tak należy to określić – wojna na wschodzie Ukrainy z Rosją, pomimo tego, że Ukraina straciła Krym, wyniki KredoBanku będą pod presją polityki, a także polityki gospodarczej, a tych nie nie zmienimy. Natomiast jest tak, że wielkość KredoBanku w stosunku do PKO Banku Polskiego jest w tej chwili mikroskopijna, bo to jest nawet poniżej 0,5 proc. Z punktu widzenia inwestorów i wpływu na wynik finansowy, nie ma to znaczenia – powiedział Jagiełło.

Prezes PKO BP podkreśla, że zarząd podejmuje wszelkie możliwe działania, by KredoBank na Ukrainie mógł się rozwijać.

Współpracujemy z władzami KredoBanku, współpracujemy z nadzorem bankowym na Ukrainie, kontynuujemy program kilkumiesięcznych staży dla pracowników KredoBanku PKO, by mogli transmitować nasze standardy biznesowe i organizacyjne do siebie. Natomiast jest to proces, który nie zakończy się w krótkim terminie – tłumaczy Jagiełło.