Polska pracuje nad strategią wodorową. Aby zaistnieć na globalnym rynku, będzie musiała znaleźć swoją niszę

Ministerstwo Klimatu tworzy strategię wodorową do 2030 roku, która według zapowiedzi ma trafić do konsultacji jesienią. Rozwój tego rynku w Polsce ma zapewnić bodziec do rozwoju gospodarczego, ale też przyczynić się do transformacji energetycznej i ograniczenia krajowej emisji gazów cieplarnianych. Aby było to możliwe, Polska musi się jednak skupić na tzw. zielonym wodorze, wytwarzanym ze źródeł odnawialnych. Tymczasem na globalnym rynku wodoru już jesteśmy obecni – z roczną produkcją na poziomie ok. 1 mln ton, ale jest to przede wszystkim tzw. szary surowiec, wytwarzany z paliw kopalnych.

Jeżeli chodzi o szanse Polski na globalnym rynku wodorowym, musimy pamiętać, że szereg państw i dużych firm już teraz mocno inwestuje w wodór. Stąd ważny jest wybór niszy, w której chcemy się specjalizować, to musi być rozwiązanie systemowe. Potrzebujemy wielu regulacji, instrumentów finansowych i wsparcia państwowych firm, które są aktywne w tym sektorze – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Antas, analityk i partner zarządzający Esperis.

Wodór to perspektywiczny rynek, w którym szansę dostrzegła też Komisja Europejska. Opublikowana na początku lipca strategia wodorowa przewiduje wsparcie finansowe, instytucjonalne i ma zapewnić bodziec rozwojowy dla rynku wodoru w Europie, której szacunkowe zapotrzebowanie na ten surowiec w 2030 roku ma sięgnąć ok. 16,5 mln ton. Popyt na wodór rośnie na całym świecie – stowarzyszenie FCHEA szacuje, że do 2050 roku ten surowiec będzie już pokrywać ok. 14 proc.  całkowitego zapotrzebowania na energię w USA (raport Esperis „Gra o wodór. Kto zdominuje rynek wodoru na świecie?”).

W tej chwili Stany Zjednoczone – podobnie zresztą jak i UE – są jednym z największych na świecie producentów wodoru, wytwarzając ok. 10 mln ton rocznie (cała globalna produkcja to ok. 74 mln ton). Polska wytwarza ok. 1 mln ton (największym producentem jest Grupa Azoty) i chcąc dalej rozwijać się na tym rynku, będzie musiała sprostać rosnącej, globalnej konkurencji i znaleźć swoją niszę na rynku wodorowym.

Kwestiami, o których możemy myśleć, są oczywiście chemia, magazynowanie i przesył wodoru oraz elektrolizery, czyli produkcja wodoru. Wprawdzie tutaj jest spora konkurencja, ale swoich sił próbują na tym polu również firmy z mniejszych krajów, jak Nowa Zelandia, i też mają spore szanse – mówi Łukasz Antas. – Możliwości dla polskich technologii jest więcej. Mamy silnych graczy w sektorze kolejowym, producentów autobusów, więc tutaj też jak najbardziej powinniśmy inwestować, bo w tych sektorach mamy większe perspektywy. Trzeba przeanalizować, które z nich są najbardziej perspektywiczne, i na nich skoncentrować wysiłki.

Jak podkreśla, na rynku tzw. szarego wodoru (czyli produkowanego z paliw kopalnych) Polska jest już teraz dość istotnym graczem. Jednak przyszłość rynku to wodór niskoemisyjny, czyli zielony, produkowany z odnawialnych źródeł energii. Ten stanowi jak na razie raptem 5 proc. całkowitej produkcji tego surowca.

Szary wodór jest wykorzystywany głównie w procesach przemysłowych i praktycznie nie jest sprzedawany na rynku. Teraz więc Polska musi wykonać szereg inwestycji, wprowadzić regulacje i zapewnić środki finansowe, żebyśmy mogli zaistnieć na globalnym rynku. Nie jako producenci, bo pod tym względem trudno będzie konkurować z takimi gigantami jak Katar czy generalnie Bliski Wschód, ale przede wszystkim musimy myśleć o technologiach zastosowania wodoru w gospodarce, np. w przemyśle chemicznym, który jest w Polsce bardzo silny – mówi analityk i partner zarządzający Esperis.

Ministerstwo Klimatu pracuje w tej chwili nad strategią wodorową do 2030 roku, która – jak zapowiedział minister Michał Kurtyka – ma trafić do konsultacji jeszcze tej jesieni. Rządowy plan zakłada m.in. współpracę z państwowymi spółkami, które będą inwestować w wodór i wykorzystanie mechanizmów finansowych przewidzianych w Europejskim Zielonym Ładzie.

Podejrzewam, że decyzja rządu pójdzie w kierunku wspierania chemii [wodór stosuje się głównie jako surowiec w procesach chemicznych, np. produkcji amoniaku – red.], ale sektor kolejowy i autobusowy prawdopodobnie też będą uwzględnione dość wysoko – prognozuje Łukasz Antas.

Według rządowych planów rozwój rynku wodoru w Polsce ma zapewnić bodziec do rozwoju gospodarczego, ale też przyczynić się do transformacji energetycznej i ograniczenia przez nasze kraj emisji gazów cieplarnianych, zwłaszcza z sektora transportowego. Jednak aby faktycznie było to możliwe, Polska musi skupić się na tzw. zielonym wodorze, produkowanym ze źródeł odnawialnych.

To, czy Polska będzie produkowała zielony wodór, zależy tylko od nas. Mamy w planach duże farmy offshore na morzu, o mocy prawie 6 GW, i spokojnie można wykorzystać je do produkcji zielonej energii. Mało kto mówi też o tym, że do produkcji zielonego wodoru można wykorzystać biomasę. Z perspektywy Polski, czyli kraju, w którym sektor rolniczy jest dosyć rozwinięty, ważne jest, żeby tę definicję zielonego wodoru na poziomie unijnym rozszerzyć tak, aby dawała szansę na jego produkcję właśnie z biomasy albo ze śmieci – mówi analityk i partner zarządzający Esperis.

Niepewna przyszłość rynku kredytowego. Dalsze zaostrzanie polityki przez banki może zachwiać całą gospodarką

0

W pierwszej połowie tego roku banki udzieliły mniej kredytów we wszystkich segmentach rynku. Spadki wynikają zarówno z mniejszego zainteresowania klientów, jak i zaostrzania polityki kredytowej sektora. Dalsze jej zaostrzanie w kolejnych kwartałach może doprowadzić do zjawiska tzw. credit crunchu, czyli nadmiernego ograniczenia dostępności kredytu w gospodarce, czego efektem może być m.in. spadek polskiego PKB. Z raportu NBP wynika wprawdzie, że banki w niewielkim stopniu będą łagodzić swoje podejście, ale Związek Banków Polskich podkreśla, że ze względu na wzrost ryzyka i duże obciążenia sektora polityka musi pozostać bardziej restrykcyjna niż przed pandemią.

– W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy ogromny spadek zainteresowania ofertą kredytową banków. Wystąpił on właściwie we wszystkich grupach. Największy obserwujemy w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw oraz rolników. Istotny spadek, ale nie tak dramatyczny, zaobserwowaliśmy też w przypadku kredytów mieszkaniowych. Szacujemy, że na koniec tego roku poziom ilościowy i wartościowy kredytów mieszkaniowych zmniejszy się o ok. 8–10 pkt proc., czyli nie będzie tragedii, ale jednak wyraźne zmniejszenie – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Spadek popytu na kredyty odzwierciedlają dane BIK za pierwsze półrocze tego roku. Banki i SKOK-i udzieliły w nim mniej wszystkich rodzajów produktów kredytowych, zarówno w ujęciu wartościowym, jak i ilościowym. Liczba i wartość przyznanych kredytów gotówkowych spadły średnio o 1/3. W segmencie mikroprzedsiębiorców liczba zapytań kredytowych z banków do BIK spadła w pierwszym półroczu o 23 proc. W sumie w tym czasie banki udzieliły im kredytów obrotowych na kwotę niższą o 27,5 proc., a inwestycyjnych – o 42,6 proc. w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej. Z kolei liczba klientów starających się o kredyt mieszkaniowy tylko w lipcu spadła o 6,4 proc. r/r, a wnioskowali oni o kredyty na kwotę niższą o 3,5 proc. względem tego samego miesiąca zeszłego roku. Co istotne, spadki mają zarówno charakter podażowy, jak i popytowy.

– Mamy z jednej strony ograniczenia po stronie samych klientów, czyli po stronie popytowej. Jest to także związane z ofertą wsparcia, którą w okresie pandemii rząd skierował do przedsiębiorców. Ze zrozumiałych względów część klientów zrezygnowała w tej fazie z typowego kredytu bankowego, ponieważ uzyskała pomoc z tarczy finansowej PFR-u – wyjaśnia prezes ZBP. – Z drugiej strony banki, ze względu na pandemię, sytuację na rynku i poziom kredytów nieregularnie obsługiwanych, zaostrzyły w ostatnich miesiącach politykę kredytową.

Na znaczne zaostrzenie warunków udzielania kredytów we wszystkich segmentach rynku już w pierwszym kwartale br. wskazywał NBP. W przypadku produktów dla przedsiębiorstw skala tego zaostrzenia była największa od 2009 roku. Prezes ZBP podkreśla, że wynika to m.in. z wysokiego poziomu nieregularnie obsługiwanych kredytów i wzrostu ryzyka kredytowego.

– W strefie euro poziom kredytów nieregularnych mieści się w przedziale ok. 2,5–3,5 pkt proc. W Polsce niestety ten poziom utrzymuje się w przedziale 6,5–7 pkt proc., ale w przypadku kredytów dla przedsiębiorców i niektórych kredytów konsumpcyjnych przekroczył już nawet 12 pkt proc. Banki nie mogą sobie pozwolić na podwyższenie poziomu kredytów nieregularnych. Ponadto polskie rozwiązania podatkowe i ostrożnościowe są bardzo restrykcyjne i dotkliwe. Ten zbieg czynników, czyli wysokie obciążenie, stosunkowo wysoki poziom kredytów nieregularnych, pandemia i kłopoty wielu przedsiębiorstw, powodują, że polityka banków musi być o wiele ostrożniejsza, bardziej restrykcyjna – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz.

Zarówno bank centralny, jak i ZBP wskazują, że zaostrzenie polityki kredytowej może w kolejnych kwartałach doprowadzić do zjawiska tzw. credit crunchu, czyli nadmiernego ograniczenia dostępności kredytu w gospodarce. To zaś przełoży się na spadek polskiego PKB.

– To zjawisko credit crunchu było widoczne zwłaszcza w latach 2008–2015, zarówno na rynku amerykańskim, jak i europejskim. Taka sytuacja ma miejsce, kiedy banki, które odpowiadają przede wszystkim za bezpieczeństwo depozytów, widząc, że pewna pula kredytów się zepsuła i może zagrozić ich stabilności, mocno ograniczają swoją akcję kredytową – wyjaśnia prezes ZBP. – W Stanach Zjednoczonych credit crunch był bardzo głęboki i władze federalne musiały podejmować działania zakrojone na wielką skalę, łącznie z pewnymi specyficznymi metodami finansowania przedsiębiorstw bezpośrednio przez federalną rezerwę. Z kolei w wielu krajach Europy Zachodniej władze zawierały z systemami bankowymi dodatkowe porozumienia, udzielały dodatkowego finansowania lub gwarancji, ale było to połączone z rekapitalizacją, a w niektórych przypadkach nacjonalizacją banków.

Polski sektor bankowy zetknął się ze zjawiskiem credit crunchu w II połowie 2008 roku. Jak wskazuje ZBP, kredytowanie gospodarstw domowych spadło wówczas o 25 proc., a kredytowanie przedsiębiorstw o 33 proc, a efektem tej sytuacji był spadek polskiego PKB o 1 pkt proc.

– W dłuższym okresie w przypadku Polski to ograniczenie kredytowania było stosunkowo niewielkie, bo w latach 2008–2015 wzrost kredytowania wyniósł w sumie ponad 48 proc. i byliśmy na drugim miejscu w całej Unii Europejskiej. W wielu krajach kredytowanie spadło w tym czasie o kilkanaście do nawet kilkudziesięciu procent. Dlatego też w Polsce PKB obniżyło się tylko o 1 pkt proc. rocznie, ale w innych krajach spadki były kilkuprocentowe. Credit crunch jest groźny, bo rzutuje na płynność firm i współpracę między przedsiębiorcami. Doprowadza do zaburzeń w różnych segmentach gospodarki realnej. Dlatego trzeba robić wszystko, aby zapobiec temu zjawisku – podkreśla Krzysztof Pietraszkiewicz.

W lipcowym raporcie Narodowy Bank Polski wskazuje, że w III kwartale banki zamierzają już stopniowo łagodzić politykę kredytową – zarówno dla firm, jak i klientów indywidualnych („Sytuacja na rynku kredytowym – wyniki ankiety III kw. 2020”). Spodziewany jest też wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe oraz kredyty krótkoterminowe dla firm. W przypadku konsumpcyjnych prognozy banków są zróżnicowane.

Afryka Wschodnia walczy ze skutkami powodzi. Brakuje wody pitnej, żywności i schronienia dla blisko pół miliona osób

Seria powodzi wywołana przez ulewne deszcze, które nawiedziły strefę równika w okresie od września 2019 roku do kwietnia tego roku, oraz największa od lat inwazja szarańczy to powody wyjątkowo trudnej sytuacji w wielu afrykańskich krajach. Kryzys potęguje pandemia koronawirusa. – Sytuacja w Afryce Wschodniej jest bardzo trudna, bo powodzie dotknęły miejsc, które są najmniej przygotowane na to, aby sobie z nimi radzić, czyli m.in. Sudan Południowy i Somalię – mówi Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej.

– W wyniku powodzi zostało zniszczonych wiele domów, zginęły zwierzęta gospodarskie i blisko pół miliona osób zostało pozbawionych dachu nad głową. Powódź niesie za sobą również choroby. Stojąca woda może przyczynić się do epidemii malarii, tyfusu, czerwonki – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Helena Krajewska.

Jak podaje Polska Akcja Humanitarna, fala powodziowa niszczy nie tylko domy, ale także latryny i niesie ze sobą duże ilości śmieci. Znajduje się w niej mnóstwo patogenów powodujących choroby, takie jak cholera czy ostra biegunka wodnista, które nieleczone mogą prowadzić do śmierci, zwłaszcza dzieci. W rozlewiskach, które powstają po powodziach, lęgną się komary roznoszące inne niebezpieczne choroby – malarię i dengę.

 Sytuację pogarsza fakt, że powodzie odizolowały od reszty świata całe miejscowości, szczególnie w Sudanie Południowym i Somalii. Dotarcie tam z pomocą humanitarną stało się szczególnie trudne – podkreśla ekspertka z PAH. – Mieszkańcy zalanych terenów potrzebują natychmiastowej pomocy, a szczególnie bezpiecznego schronienia i wsparcia, które pozwoli im przespać się w komfortowych warunkach, nie na ziemi, w wilgoci. Potrzebują też czystej wody, której wciąż brakuje, racji żywnościowych i przede wszystkim pomocy w odbudowaniu domów, aby mieli do czego wrócić.

Jak podkreśla, długoterminowe perspektywy nie są dobre, bo zmiany klimatu przyczyniają się do natężenia groźnych zjawisk pogodowych. W Afryce już teraz mamy do czynienia z jednej strony z nawracającą suszą, a z drugiej – z coraz silniejszymi opadami deszczu, które prowadzą do długotrwałych powodzi.

 Niestety nie ma pomiędzy nimi wystarczająco długiego okresu dobrej, spokojnej pogody, aby mieszkańcy mogli zasiać, zebrać plony i zabezpieczyć się na przyszłość. To są główne wyzwania zarówno dla ludności, jak i organizacji, które docierają tam z pomocą humanitarną – dodaje Helena Krajewska.

W Afryce odnotowano do tej pory prawie milion przypadków zakażenia koronawirusem, a liczba ofiar to około 19 tys. Gospodarki krajów afrykańskich, które odczuwają kryzys związany z pandemią, w szczególności skutki izolacji ekonomicznej, nie poradzą sobie same z konsekwencjami powodzi, a później – jak można się spodziewać – także suszy.

Dodatkowo mieszkańcy znacznego obszaru Afryki nie mieli szansy na zmagazynowanie dostatecznej ilości pożywienia na przyszłość, z uwagi na największą od 70 lat plagę szarańczy. Trudno mówić o jakichkolwiek perspektywach rozwoju dla krajów, które są tak silnie doświadczane przez kryzysy – podkreśla ekspertka PAH.

Niesienie pomocy wymaganej w czasie pandemii jest niezwykle trudne w warunkach klęski powodziowej. Polska Akcja Humanitarna działa w Somalii od 2011 roku. Od początku priorytetem jest zapewnianie ludziom dostępu do czystej wody i dbanie o bezpieczeństwo higieniczne. Mieszkańcy Somalii od wielu lat zmagają się z problemem dostępu do wody pitnej, a ostatnie kataklizmy potęgują niedobory. Ponadto wielu z nich mieszka w obozach dla osób wewnętrznie przemieszczonych, gdzie nie ma możliwości zastosowania kwarantanny na wypadek zarażenia koronawirusem. Dlatego bardzo ważne jest unikanie ryzyka. Lokalna misja PAH organizuje dystrybucję środków czystości, plakatów z informacjami o sposobach zapobiegania rozprzestrzenianiu się koronawirusa oraz organizuje szkolenia z higieny.

Podobne działania są prowadzone w Sudanie Południowym. W obozach dla osób wewnętrznie przemieszczonych powstają punkty do mycia rąk, a mieszkańcy otrzymują mydło. PAH jest tam obecna od 2006 roku – buduje i remontuje studnie, latryny i stacje mycia rąk oraz dba o odpowiednie warunki sanitarne w szkołach. Prowadzi dystrybucję nasion, narzędzi rolniczych, sprzętu do nawadniania upraw. Pomoc niesiona jest zarówno w odpowiedzi na nagłe potrzeby, jak i w ramach zwiększania odporności lokalnej społeczności na przyszłe kryzysy.

Sztuczna inteligencja skróci czas wykonania rezonansu magnetycznego 10-krotnie. Wygenerowany przez nią obraz diagnostyczny jest identyczny jak otrzymany starym sposobem

Wykorzystanie sztucznej inteligencji do wykonywania badania rezonansem magnetycznym pozwala na otrzymanie obrazu diagnostycznego aż dziesięciokrotnie szybciej, niż ma to miejsce w tradycyjnych aparatach. Jak wynika z badań naukowych, taka forma otrzymania wyników pozwala na stwierdzenie takich samych nieprawidłowości i postawienie identycznej diagnozy, jak ma to miejsce w tradycyjnym MRI. Technologia została już przetestowana w ortopedii. Kolejnym krokiem będzie wykorzystanie jej w diagnostyce neurologicznej.

– Nasze badanie dotyczące fastMRI jest ważnym krokiem w kierunku akceptacji klinicznej i wykorzystania skanów MRI wykonywanych dzięki sztucznej inteligencji, ponieważ po raz pierwszy pokazuje, że obrazy generowane przez SI są zasadniczo nie do odróżnienia od standardowych badań klinicznych MRI i są wymienne pod względem dokładności diagnostycznej – podkreśla dr n. med. Michael P. Recht, profesor radiologii Louis Marx na Wydziale Radiologii Uniwersytetu Nowojorskiego Langone.

FastMRI jest oparta na sieci neuronowej, która analizuje największy na świecie otwarty zbiór danych o rezonansach magnetycznych kolana. Na podstawie tych danych algorytm sztucznej inteligencji był w stanie wygenerować skan MRI o dokładności odpowiadającej temu, który wykonywany jest standardowo, jednak w aż dziesięciokrotnie szybszym tempie. Standardowo badanie rezonansem trwa od 10 minut do nawet 1,5 godziny.

Następnie badania obrazowe otrzymane u 108 pacjentów przez fastMRI i tradycyjny rezonans zostały przeanalizowane przez specjalistów w dziedzinie radiologii. Z badania opublikowanego w „American Journal of Roentgenology” wynika, że na podstawie obu obrazów wykryto te same nieprawidłowości i postawiono dokładnie takie same diagnozy.

– Nasze wyniki oznaczają zmianę paradygmatu, w jaki sposób możemy poprawić doświadczenia pacjentów i tworzyć obrazy za pomocą rezonansu magnetycznego – przekonuje dr Michael P. Recht.

Szybki rezonans magnetyczny może sprawdzić się zarówno w diagnozowaniu w ortopedii, jak i innych gałęziach medycyny – między innymi w neurologii. Badacze postanowili udostępnić projekt fastMRI w formule open source.

– Zachęcamy do korzystania z danych fastMRI i otwartego kodu źródłowego w celu rozwijania naszych badań – wskazuje dr n. med. Daniel K. Sodickson, dyrektor Centrum Innowacji i Badań Zaawansowanego Obrazowania na Uniwersytecie Langone.

Sztuczna inteligencja jest coraz chętniej wykorzystywana do usprawnienia zarówno wykonywania, jak i analizy innych rodzajów badań obrazowych. Firma ContextVision oferuje już oparte na SI wzmocnienie obrazu dla radiografii. Atumira jest narzędziem pozwalającym poprawić zarówno obraz uzyskiwany w badaniu przeprowadzanym statycznie, jak i dynamicznie. Może być ono wykorzystywane zarówno do zwykłych zdjęć rentgenowskich, jak i najbardziej zaawansowanych aparatów angiograficznych, a także w diagnostyce wykonywanej na potrzeby medycyny weterynaryjnej.

W lutym amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) zezwoliła na wprowadzenie na rynek pierwszego oprogramowania do przeprowadzania USG serca opartego na sztucznej inteligencji. Caption Guidance jest przeznaczone do stosowania w badaniu ultrasonograficznym serca, znanym jako dwuwymiarowa echokardiografia przezklatkowa. Jest to badanie przydatne zwłaszcza w uzyskiwaniu standardowych widoków serca pod różnymi kątami. Uzyskanie takiego obrazu pozwala na znaczne usprawnienie diagnostyki kardiologicznej.

– Będziemy nadal przesuwać granice obrazowania medycznego, wykorzystując sztuczną inteligencję nie tylko do powielania zadań wykonywanych przez ludzi, lecz także do generowania zupełnie nowych możliwości, które poprawiają opiekę nad pacjentami – zapowiada dr Daniel K. Sodickson.

Według analityków z Mordor Intelligence rynek sztucznej inteligencji w medycynie był w 2019 roku wyceniany na kwotę ponad 3 mld dol. Do 2025 roku ma ona wzrosnąć niemal do 24 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie przekraczającym 40 proc.

Pandemia koronawirusa zwiększy możliwości zastosowania druku 3D w firmach. Mimo rosnącego zainteresowania rynek do końca roku zamknie się z niższymi przychodami

Technologia druku 3D pozwoliła w wielu przypadkach na utrzymanie łańcucha dostaw w dobie ograniczeń wynikających z pandemii koronawirusa. Dzięki drukarkom 3D udało się m.in. zaopatrzyć personel medyczny w niezbędny sprzęt. Chociaż zainteresowanie technologią w tym roku znacznie wzrosło, zanotowane przychody rynku będą o jedną piątą niższe niż oczekiwane – z uwagi na znaczną liczbę usług realizowanych za darmo. Zwiększyła się jednak innowacyjność tej technologii.

– Pandemia przyczyniła się do zwiększenia innowacyjności w zakresie druku 3D. Przede wszystkim postawiła wiele wyzwań przed branżą, ale jednocześnie pokazała, jak można wykorzystać tę technologię jako narzędzie reagowania kryzysowego w firmach. W momencie, kiedy standardowe działania łańcucha dostaw zostają przerwane, możemy ograniczyć sobie dostęp do kluczowych części zamiennych, co może grozić przestojem w produkcji. Uniknęlibyśmy tego, gdybyśmy w firmie wprowadzili rozwiązania druku 3D – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Natalia Jusiak, head of marketing w firmie Zortrax.

Podstawową zaletą wynikającą ze stosowania drukarek 3D jest możliwość szybkiego uruchomienia produkcji. Czas potrzebny od ukończenia projektu do stworzenia prototypu narzędzia lub części zamiennej do maszyny można w tym przypadku zamknąć w zaledwie kilku godzinach. Dzięki temu, w obliczu ograniczeń wynikających z rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2, udawało się w wielu przypadkach doraźnie utrzymać istniejący łańcuch dostaw. Szczególnie istotne było to w przypadku branży medycznej.

– Możliwość szybkiej i rozproszonej produkcji oraz brak konieczności uruchamiania skomplikowanych procesów w fabrykach, ponieważ druk 3D jest bardzo intuicyjnym procesem, sprawiały, że firmy i prywatni użytkownicy posiadający drukarki 3D odpowiadali na bieżące zapotrzebowania lokalnych szpitali i ośrodków medycznych. Na naszych drukarkach drukowaliśmy przyłbice, jak również adaptery umożliwiające wykorzystanie masek do nurkowania w charakterze masek do respiratorów czy same komponenty respiratorów – wymienia Natalia Jusiak.

Pandemia wpłynęła również na przemodelowanie samego procesu rynkowego wdrażania nowych produktów. O ile rozwiązania open source od lat kojarzone są z oprogramowaniem komputerowym, o tyle w branży sprzętu medycznego były one dotychczas stosowane raczej rzadko. Przykładem połączenia formuły open source z drukiem 3D był projekt respiratorów OpenBreath, do którego współrealizacji włoscy inżynierowie zaprosili lekarzy i naukowców z całego świata. Pliki projektowe urządzenia zostały udostępnione za pośrednictwem GitHub.

– Początkowo elementy całej konstrukcji respiratora miały zostać wykonane z blachy stalowej, a te o bardziej złożonej geometrii frezowane na maszynach CNC. Niestety ograniczenia związane z pandemią, nałożone ówcześnie na włoską gospodarkę, spowodowały, że zamknęły się firmy, które miały dostarczać te części do respiratorów Open Breath. Członkowie zespołu stwierdzili, że do tego projektu wykorzystają właśnie druk 3D, wybrali do tego rozwiązania naszą drukarkę Zortrax M300 Dual i dzięki niej stworzyli kluczowe komponenty wykorzystane w respiratorze – wskazuje ekspertka Zortrax.

Na drukarkach 3D powstają również ochronne przyłbice, stosowane zamiast maseczek nakładanych na usta i nos. Również ich projekt udostępniany jest do pobrania – tak, by szybko mógł takie narzędzie ochronne wydrukować każdy, kto dysponuje odpowiednim sprzętem do trójwymiarowego druku. Wsparcie projektowania sprzętu dla chorych i ochrona przed koronawirusem to jednak niejedyne możliwości, jakie ta technologia stwarza dla branży medycznej.

– Już teraz druk 3D wykorzystywany jest do drukowania modeli edukacyjnych dla studentów, stosuje się również drukowane modele do planowania skomplikowanych operacji czy np. drukowania prototypów personalizowanych implantów dla pacjentów. Sektor ten bardzo prężnie się rozwija i zmierza do wykorzystania w druku materiałów biokompatybilnych. Już teraz dentyści korzystają z technologii UV LCD i żywic biokompatybilnych, żeby drukować np. korony, mosty czy szyny ortodontyczne. Trwają również prace nad możliwościami tworzenia implantów dla pacjentów z materiałów biokompatybilnych – wskazuje Natalia Jusiak.

Z raportu MarketsandMarkets, uwzględniającego wpływ koronawirusa na gospodarkę, wynika, że światowy rynek druku 3D wzrośnie z 11,4 mld dol. przychodu, który zanotujemy w 2020 roku, do 30,2 mld dol. przewidywanych na rok 2025. Estymowana wycena na 2020 rok będzie o 19 proc. niższa w porównaniu do szacunków dokonywanych przed wybuchem pandemii, jednak jeszcze w tym roku dojdzie do stabilizacji i powrotu do dwucyfrowego tempa wzrostu. Spadek przychodów, zdaniem analityków, wynika z tego, że choć zainteresowanie drukiem 3D w dobie pandemii znacznie wzrosło, to znaczna część zamówień była realizowana bezpłatnie.

Jak ważne jest uczenie maszynowe w ocenie kredytowej podczas pandemii COVID-19?

Ocena zdolności kredytowej oparta na systemach uczenia maszynowego (Machine Learning – ML) stała się niewątpliwie jednym z momentów zwrotnych w rozwoju branży finansowej w ostatnich latach. Szczególnie teraz, w czasach pandemii, każdy powinien odetchnąć z ulgą, biorąc pod uwagę zalew wniosków kredytowych, w których samouczące się algorytmy automatycznie i niezależnie sprawdzają zdolność kredytową. Cóż, jedynie w teorii. Nasuwa się bowiem pytanie, czy modele machine learning działają poprawnie w tak ekstremalnych sytuacjach? Przecież uczyły się w zupełnie innym środowisku społeczno-ekonomicznym – bez dystansowania się, zamkniętych restauracji i pustych środków transportu.

Do niemieckiego państwowego banku rozwoju z siedzibą we Frankfurcie nad Menem (KfW) tylko w ciągu tygodnia wpłynęły 2 432 wnioski o pożyczki promocyjne mające związek z pandemią koronawirusa. Urzędnicy z trudem nadążają z rozpatrywaniem wniosków. Dobrą wiadomością jest to, że ocena kredytowa dokonywana przez w pełni zdigitalizowane i zautomatyzowane algorytmy uczenia maszynowego jest i tak dokładniejsza niż w przypadku tradycyjnych agencji kredytowych. Dzięki temu pracownicy rozwijają się i mogą wykonywać więcej zadań w krótszym czasie. Wszak tego rodzaju samouczące się algorytmy potrzebują większej ilości danych, aby przetestować swoje hipotezy. Początkowo, nasz algorytm „Copernicus” miał wskaźnik błędu oscylujący w dwucyfrowym zakresie procentowym. Od tego czasu spadł on do dwóch procent. Nasz współczynnik Giniego wynosi nieco poniżej 70, podczas gdy porównywalne agencje kredytowe osiągają wyniki gorsze o około 30 punktów.

Czy algorytmy machine learning są kluczem do radzenia sobie z obsługą niezliczonych pożyczek udzielanych mikroprzedsiębiorstwom i osobom pracującym na własny rachunek, właścicielom restauracji i salonów fryzjerskich w ciągu kilku minut? Będziemy musieli poczekać i przekonać się, ponieważ algorytmy te uczyły się w zupełnie innym środowisku rynkowym. Czy ich założenia są nadal aktualne w czasach COVID-19? Jak bardzo zmieniły się okoliczności? Które założenia z czasów przed kryzysem są nadal aktualne?

Pojawiły się pierwsze pozytywne sygnały. Wewnętrznie w Finiacie oceniliśmy, czy nasi dotychczasowi klienci spłacają swoje kredyty tak samo rzetelnie i punktualnie, jak przed rozpoczęciem kryzysu. Okazało się, że w drugim kwartale bieżącego roku nasi klienci spłacają swoje kredyty niemal w tak samo terminowy sposób (83 proc.), jak na początku roku (85 proc.) i w ostatnim kwartale 2019 roku (84 proc.). To pierwsza oznaka, że założenia naszego algorytmu dotyczące zdolności kredytowej mikroprzedsiębiorstw i osób samozatrudnionych przed wybuchem pandemii COVID-19 są nadal aktualne.

Jednak jest jeszcze za wcześnie, by dokonać empirycznej oceny wpływu COVID-19 na nowe przedsiębiorstwa w czasie kryzysu. W perspektywie kilku miesięcy będziemy wiedzieć więcej o terminowości pierwszych spłat. Na tej podstawie algorytm Copernicus będzie kontynuował swój proces stałej samooptymalizacji. Czy nowe związki przyczynowe można uporządkować według schematu i uwzględnić w nowym modelu biznesowym? Można to ująć w następujący sposób, jednak jest to bardzo hipotetyczne: Nawet jeśli w czasach COVID-19 nowym przedsiębiorstwom towarzyszy większe prawdopodobieństwo niespłacenia zobowiązania, algorytmy samouczące szybko się dostosowują, identyfikując najważniejsze parametry i działając nawet w nowym środowisku, które charakteryzuje się małym prawdopodobieństwem niespłacenia zobowiązania.

Jest jedna rzecz, o której nie powinniśmy zapominać: Cały sektor bankowy stoi przed tym samym wyzwaniem – zarówno ludzie, jak i maszyny. Pracownik nie jest lepszy od algorytmu. Z tą subtelną różnicą, że nigdy nie będzie miał możliwości analizowania ogromnych ilości danych tak szybko, jak algorytm uczenia maszynowego. Zanim urzędnicy zoptymalizują swój zbiór kryteriów, sytuacja znów się zmieni. Przynajmniej tyle można przewidzieć nawet w obecnych, niepewnych czasach. I choć raz można to zrobić całkowicie bez algorytmu.

Komentarz przygotowany przez Ingmara Stuppa, CPO i Dyrektora Zarządzającego w Finiata Group.

Ingmar Stupp jest CPO oraz dyrektorem zarządzającym Finiata, firmy specjalizującej się w krótkoterminowym zarządzaniu płynnością finansową małych przedsiębiorstw, osób prowadzących działalność gospodarczą na własny rachunek i freelancerów. Finiata w najbliższych latach, oprócz głównego rynku, jakim jest Polska, koncentruje się na rozwoju we Włoszech, Hiszpanii i Turcji. W Finiata ocena kredytowa jest całkowicie zdigitalizowana i zautomatyzowana. Algorytm „Copernicus” jest stale rozwijany poprzez uczenie maszynowe. W ciągu kilku minut sprawdza wiarygodność kredytową aplikantów internetowych – z dwuprocentowym wskaźnikiem niewypłacalności i współczynnikiem Giniego lepszym o 30 punktów, niż w przypadku porównywalnych agencji kredytowych.

Nowe technologie do rozwiązania problemów społecznych. Rusza kolejna edycja konkursu e-Pionier

Przed interdyscyplinarnymi zespołami uzdolnionych programistów nowa szansa na rozwiązanie ważnych problemów społecznych, zgłaszanych przez instytucje publiczne. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłasza „III konkurs e-Pionier GovTech”, realizowany w ramach Funduszy Europejskich – Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. Budżet tegorocznej edycji e-Pioniera to 15 mln zł.

Na czym polega e-Pionier? Poprzez konkurs, NCBR łączy naukowców i przedsiębiorców z jednostkami samorządowymi oraz instytucjami publicznymi, aby wspólnie odpowiadali na zidentyfikowane wcześniej problemy, istotne dla lokalnych społeczności czy wybranych grup społecznych. Do naboru w konkursie mogą zgłaszać się tzw. akceleratory technologiczne czyli firmy mające doświadczenie związane z inwestycjami w startupy z dziedziny ICT (technologie informacyjno-komunikacyjne), w szczególności pod kątem coachingu, mentoringu oraz komercjalizacji nowych technologii. Wytypowane w toku oceny akceleratory wybierają następnie interdyscyplinarne zespoły programistów (członkami zespołów mogą być zarówno osoby fizyczne, jak i spółki prawa handlowego) i wspierają je w realizacji pomysłów rozwiązujących istotne problemy społeczne i gospodarcze. Dzięki wykorzystaniu technologii informacyjno-komunikacyjnych mają one szansę stanowić przełom w podnoszeniu jakości życia całego społeczeństwa.

W e-Pionierze wyraźnie widzimy, że nauka potrafi rozwiązywać konkretne problemy społeczne. Wiedza i kreatywność utalentowanych badaczy i programistów służy tworzeniu technologii bezpośrednio podnoszących jakość życia ludzi ­– komentuje Wojciech Murdzek, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

W celu szerokiego zebrania ważnych zagadnień, NCBR połączył siły z KPRM realizującą program GovTech Polska, którego celem jest stworzenie mostu pomiędzy sektorem publicznym, a polskimi innowatorami. Jednostki publiczne (ministerstwa, samorządy, placówki medyczne, edukacyjne itp.) zgłaszają wyzwania, które mogą być rozwiązane z pomocą nowych technologii. Zadaniem akceleratora jest doprecyzowanie potrzeby i znalezienie najlepszego zespołu mogącego zbudować takie rozwiązanie.

Wprowadzanie innowacji w sektorze publicznym to nadrzędny cel Programu GovTech Polska. Wspólna edycja konkursu e-Pionier to szansa, dzięki której kolejne jednostki publiczne zyskają na wdrażaniu najnowszych technologii, opracowywanych przez polskie zespoły naukowców, przedsiębiorców i innowatorów. To pilotaż, który być może zostanie stałym elementem ekosystemu GovTech. – wyjaśnia Justyna Orłowska, Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech.

Dzięki wykorzystaniu zebranej wiedzy i doświadczenia, zespoły badawcze mogą tworzyć rozwiązania przyszłości. Oprócz podniesienia komfortu życia społeczeństwa, konkurs ma jeszcze inny wymiar – wspierania przedsiębiorczości wśród naukowców, poprzez pomoc w rozwijaniu spółek technologicznych.

Nic nie stoi na przeszkodzie, by zespół, który stworzył wartościowe rozwiązanie, założył firmę i z powodzeniem je komercjalizował. Co więcej, zachęcamy do tego. W NCBR kładziemy nacisk na wdrożenie nowych technologii, by wypracowane w toku prac badawczych rozwiązania znalazły swoje zastosowanie na rynku – powiedział Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.   

Nowe zasady

Nabór wniosków w konkursie rozpocznie się 25 września i potrwa do 2 października 2020 roku do godziny 16:00. Wnioskodawcy mogą starać się nawet o 8 milionów złotych dofinansowania. Grant powinien być wydatkowany na wytworzenie produktu o minimalnej gotowości technologicznej (MVP), przy czym wkład własny wnioskodawcy nie może być mniejszy niż 20% wysokości wydatków kwalifikowanych.

Grantobiorca wybierając problem, którego rozwiązania chciałby się podjąć i rozpoczynając poszukiwanie członków zespołu interdyscyplinarnego, będzie musiał zamieścić stosowane ogłoszenie w Bazie Konkurencyjności. Aby zwiększyć zasięg ogłoszenia może również dodać informację na platformie programu GovTech. Po wstępnej weryfikacji pomysłu na rozwiązanie problemu, akcelerator wraz z przedstawicielem zespołu będzie zobowiązany zgłosić się do NCBR na Komitet Inwestycyjny, złożony z przedstawicieli NCBR, ekspertów zewnętrznych oraz przedstawicieli instytucji, która zgłosiła problem. Na posiedzeniach Komitetu będą podejmowane decyzje inwestycyjne w kwestii dopuszczenia projektów do realizacji i przyznania dofinansowania. Dodatkowo, zespół będzie zobowiązany do wdrożenia, a następnie utrzymania i serwisu produktu o minimalnej gotowości technologicznej (MVP) przez okres co najmniej 12 miesięcy od dnia jego odebrania przez Instytucję publiczną zgłaszającą problem, na swój koszt i ryzyko.

Wymierne efekty programu

Do tej pory, w dwóch edycjach konkursu e-Pionier, NCBR przeznaczył na wsparcie ponad 600 programistów w interdyscyplinarnych zespołach blisko 81 mln zł, pracujących nad rozwiązaniem około 70 problemów, z których odebrano już 33 produkty (MVP).

Wśród MVP są takie rozwiązania jak stworzenie oprogramowania, które będzie odpowiadało za organizację pracy procesu komunikacji z parkingiem rowerowym oraz sterowania wewnątrz parkingu wielopoziomowego (odpowiedź na zgłoszony przez miasto Gdynia problem braku automatycznych systemów do wielopoziomowego parkowania rowerów), platforma zakupowa z potencjałem do zastosowania w każdej branży (odpowiedź na potrzebę wsparcia procesów zakupowych w instytucjach B+R oraz potrzeb wycen przygotowujących specyfikacje przetargowe do zamówień publicznych na uczelniach) czy symulator skanera bagażu umożliwiający efektywne szkolenie personelu lotniczego na terenie portu lotniczego (problem zgłoszony przez Urząd Gminy Goleniów).

Konkurs realizowany jest w ramach Działania 3.3 „e-Pionier – wsparcie uzdolnionych programistów na rzecz rozwiązywania zidentyfikowanych problemów społecznych lub gospodarczych” Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, 2014-2020.

Ekologia i ekonomia ramię w ramię. Niezwykły projekt Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Jak ważna w firmie jest ekologia i troska o wykorzystywanie odnawialnych źródeł energii? Prowadzenie biznesu zgodnie z naturą to kaprys czy może czynnik, który przedkłada się także na ekonomiczne oszczędności? Te tematy, ale i całe mnóstwo innych, ważnych wątków związanych z prowadzeniem biznesu w naszym regionie oraz zrównoważoną gospodarką poruszymy podczas spotkania, które odbędzie się w Hotelu NOVOTEL 25 i 26 sierpnia. Północna Izba Gospodarcza zaprasza na konferencję „Zrównoważona gospodarka w Euroregionie Pomerania”. Zapisy na wydarzenie jeszcze trwają.

To będzie jedno z najważniejszych wydarzeń organizowanych w tym roku przez Północną Izbę Gospodarczą w Szczecinie. Łączymy tematy biznesu i ekologii, a wszystko po to, by szerzyć wśród naszych przedsiębiorców myśl, że prowadzenie działalności gospodarczej w zgodzie z naturą to podwójny zysk. Dbamy o planetę, ale i oszczędzamy środki finansowe. Jak to możliwe? O tym będziemy mówić podczas polsko-niemieckiej konferencji „Zrównoważona gospodarka w Euroregionie Pomerania”. Nie zabraknie lokalnych rozwiązań ze Szczecina, ale i przykładów jak biznes i ekologia idą w parze u naszych sąsiadów.

– Północna Izba Gospodarcza zawsze za wyzwanie stawiała sobie uświadamianie przedsiębiorców, że społecznie odpowiedzialny biznes, to działalność, która dba o swoje otoczenie. Informacje o degradacji środowiska, globalnym ociepleniu czy innych problemach natury to nie są już „informacje ze świata”, które nas nie dotyczą. Każdy człowiek powinien dbać o swoje otoczenie. Tylko poprzez samoświadomość i promocje ekologicznych postaw możemy doprowadzić do sytuacji, że degradacja ziemi będzie mniejsza. Konferencja „Zrównoważona gospodarka w Euroregionie Pomerania” to będzie dyskusja, ale i studium pewnych przypadków jak dbać o środowisko i łączyć ekologię i ekonomię – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński.

– Założenie całego projektu to zacieśnianie współpracy polsko-niemieckiej. To wymiana doświadczeń gospodarczych i pokazanie spójności celów Polski i Niemiec, szczególnie na pograniczu. Partnerem konferencji jest IHK Ostbrandenburg. Mamy wspólne cele i nie oddzielamy się granicą, tylko zmierzamy do zacieśniania współpracy – mówi Klaudia Bonarska z Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.  – Naszym celem jest budowanie świadomości wśród przedsiębiorców i gospodarstw domowych. Będzie mowa zarówno o ekologicznym budownictwie, jak i o gospodarce odpadami czy o wykorzystywaniu alternatywnych źródeł energii. Będziemy doradzać jak uzyskać dofinansowanie i jak wdrażać zasady zrównoważonej gospodarki w swojej firmie – dodaje Paulina Wojtyczka z Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Izba już wcześniej brała udział w projektach proekologicznych. Obecna inicjatywa  jest kontynuacją międzynarodowej konferencji ekologicznej, która odbyła się dwa lata temu w Szczecinie w ramach projektu Cleantech International.

Aby wziąć w niej udział należy dokonać wcześniejszej rejestracji: https://app.evenea.pl/event/850976-12/

Harmonogram wydarzenia: 

Dzień 1 [25.08.2020, wtorek]

09:30 Rejestracja uczestników

10:00 Powitanie

10:10 PANEL I: Główne problemy oraz perspektywy rozwoju w dziedzinie odnawialnych źródeł energii w Szczecinie

11:30 Przerwa kawowa

12:00 PANEL II: Wsparcie efektywności energetycznej i świadomości ekologicznej 

13:30 Przerwa na lunch

14:30 PANEL III: Zrównoważone zarządzanie recyklingiem w warunkach gospodarki rynkowej

16:00 Zakończenie części konferencyjnej

18:00-20:00 Rejs statkiem po odrze i kolacja

Dzień 2 [26.08.2020, środa]

10:00 PANEL IV: Przykłady przedsiębiorstw ekologicznych i możliwości finansowania ekologicznych rozwiązań 

12:00 Przerwa na lunch

14:00 Wizyta studyjna w nowo wybudowanym POSEJDONIE, który pod względem ekologicznych rozwiązań jest jednym z najnowocześniejszych budynków w Europie (Al. Niepodległości 60, Szczecin)

Projekt jest dofinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz budżetu państwa (Fundusz Małych Projektów w ramach Programu Współpracy Interreg V A Meklemburgia-Pomorze Przednie/Brandenburgia / Polska w Euroregionie Pomerania).

Wakacje we wrześniu. Jak zaplanować tani wyjazd po sezonie

Z powodu pandemii koronawirusa w wielu domowych budżetach brakuje środków pieniężnych. Część Polaków notuje niższe wpływy z działalności gospodarczej, straciła pracę etc. Tymczasem kończą się wakacje, a niebawem nadejdzie wrzesień, który też jest dobrym miesiącem na posezonowy wypoczynek. Jak zaplanować wyjazd, by nie nadwerężyć domowego budżetu? Dlaczego czasem lepiej zacząć urlop po sezonie i jaki to ma wpływ na domowe finanse? Podpowiadamy.

Jeszcze w czerwcu Polacy deklarowali ostrożność w podejmowaniu decyzji dotyczących wakacyjnych wyjazdów. Blisko 40 proc. rodaków twierdziło, że jeszcze nie wie, czy w ogóle wyjedzie na wakacje, z kolei 34 proc. deklarowało, że ma już plany urlopowe. Aż 60 proc. ankietowanych, którzy mieli plany wakacyjne, deklarowało, że nie zamierza oszczędzać podczas wakacji. Pozostali twierdzili, że takie oszczędności na pewno się przydadzą, a jednym ze sposobów będzie po prostu rezygnacja z niektórych  atrakcji.

Odpoczynek na kredyt?

Z badania BIG InfoMonitor wynika, że co drugi Polak będzie chciał sfinansować urlop z oszczędności, 43 proc. przeznaczy na ten cel bieżące dochody, a 12 proc. „dorobi” specjalnie po to, by móc wyjechać na urlop.[1] Niektóre osoby biorące udział w badaniu deklarowały też, że zapożyczą się u rodziny lub w banku, by wyjechać na wakacje.

– Czy brać pożyczkę lub kredyt na sfinansowanie wypoczynku? Wszystko zależy od sytuacji ekonomicznej danej osoby lub rodziny. Czy posiadamy już jakieś długi, zakupy na raty, które spłacamy? W niepewnych czasach warto wstrzymać się z niektórymi decyzjami, także tymi dotyczącymi zaciągania nowych zobowiązań finansowych. Czy będzie nas stać na spłatę kolejnego zadłużenia? Pamiętajmy, że długi trzeba spłacać. To nasz moralny obowiązek – mówi dr Mirosław A. Bieszki, doradca ekonomiczny Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Organizacja ta od kilku lat prowadzi ogólnopolską kampanię edukacyjną „Windykacja. Jasna Sprawa”, w której uczy Polaków, jak zarządzać domowym budżetem, by nie popadać w tarapaty finansowe, w jaki sposób poradzić sobie ze spłatą zadłużenia i jak rozmawiać z firmami zarządzającymi wierzytelnościami.

– Najważniejsze jest rozsądne podejście do planowania jakiegokolwiek wyjazdu – radzi dr Bieszki – Po pierwsze trzeba przeanalizować wpływy oraz wydatki oraz zastanowić się, czy na taki wyjazd zwyczajnie nas stać. Warto przemyśleć, czy oszczędności nie uszczuplą się niebezpiecznie po takim wyjeździe oraz zadbać o to, by zostawić część pieniędzy na bieżące potrzeby, nagłe wydatki lub tzw. „czarną godzinę”. Każdy konsument powinien mieć poduszkę finansową na tzw. „wszelki wypadek”, a przecież tą poduszką są właśnie nasze oszczędności – dodaje.

Rozsądek i urlop po sezonie

Aby uchronić swój domowy budżet przed nadmiernymi wydatkami warto wybierać te oferty, które nie nadwerężą go już w momencie rezerwacji wyjazdu. Trzeba bowiem pamiętać, że do kosztów rezerwacji hotelu lub wycieczki dojdą jeszcze koszty podróży (jeżeli dojazd jest we własnym zakresie), wyżywienia, zakupu pamiątek, czy dodatkowych atrakcji. W przypadku wyjazdów rodzinnych warto rozważyć wynajęcie domku lub nocleg w agroturystyce, zamiast hotelu, by obniżyć koszty jednostkowe Zdarza się, że miejsce, którego dotychczas nie braliśmy pod uwagę, ze względu na dalszą odległość od plaży lub centrum, teraz będzie dla nas atrakcyjne właśnie z uwagi na niższy koszt. Dobrym pomysłem może być też samodzielne przygotowywanie posiłków, a więc wynajęcie lokum z własnym aneksem kuchennym. Szczególnie wyjeżdżając na urlop z dziećmi, znaczne kwoty wydaje się na wcześniej wspomniane tzw. dodatkowe atrakcje: wizy tę w planetarium, parku wodnym, muzeum lub w innym miejscu, do którego wchodzi się po opłaceniu biletów wstępu. Być może, warto zastanowić się, by w ramach oszczędności zaplanować bezkosztowe atrakcje: wycieczki rowerowe dla dzieci, konkurs na najlepszy rysunek, zawody sportowe lub wieczorne ognisko.

Dużym plusem są też niższe ceny najmu i innych atrakcji po sezonie. Właściciele hoteli, pensjonatów, czy domków oferują pakiety wypoczynkowe lub zniżki. Również ceny posiłków są w wielu obiektach turystycznych bardziej atrakcyjne. Wypoczynek po sezonie, poza oszczędnościami, gwarantuje też święty spokój. To właśnie wtedy można nacieszyć się wymarzonym miejscem na plaży lub leśnym spacerem w ciszy. Będzie to miało też dodatkową korzyść – pozwoli zachować dystans społeczny, tak ważny obecnie, w dobie pandemii.

Relaks we własnym ogródku

W czerwcu blisko 30 proc. Polaków twierdziło, że nie wybiera się na wypoczynek w ogóle. Większość, jako główny powód podawała oszczędności, ale duża liczba ankietowanych (22 proc.) obawiała się koronawirusa. Część z ankietowanych twierdziła, że skoro nie może pojechać za granicę, to w tym roku zamierza zostać w domu.

Być może okaże się, że najlepszy wypoczynek to ten spędzony na własnej działce lub przydomowym ogródku. Z samodzielnie przygotowaną lemoniadą, ciastem domowej roboty i oszczędnościami w kieszeni

[1] Tamże.

Ostra wyprzedaż dolara amerykańskiego przerwana, przed nami wirtualny Jackson Hole

Niedawna, ostra wyprzedaż dolara amerykańskiego względem euro, którą obserwowaliśmy mniej więcej od końca maja, w ubiegłym tygodniu została gwałtownie zatrzymana. W najbliższych dniach na sytuację na rynku mogą wpłynąć dane dotyczące nowych przypadków zakażeń koronawirusem w Europie oraz konferencja przedstawicieli banków centralnych.

W naszej ocenie jednym z głównych powodów stojących za słabością dolara była różnica w liczbie nowych zakażeń koronawirusem w USA i Europie i obawy, że przedłużające się lockdowny w USA mogą sprawić, że poprawa sytuacji gospodarczej w tym kraju będzie przebiegać wolniej niż w innych ważnych ośrodkach gospodarczych. Miniony tydzień nieco zakwestionował to podejście – ostatnie dane PMI wskazują, że poprawa sytuacji w gospodarce strefy euro może nie następować płynnie w związku z obawami przedsiębiorców w kontekście możliwego wystąpienia drugiej fali zakażeń wirusem w Europie.

W środę dolar otrzymał nieco wsparcia ze strony publikacji „minutek” z ostatniego spotkania Rezerwy Federalnej. Pomogło to przerwać walucie dziewięć tygodni spadków i zakończyć najdłużej trwającą wyprzedaż od 2010 roku. W międzyczasie szterling poruszał się w obie strony: najpierw walutę wsparły dane z brytyjskiej gospodarki, potem w dół ściągnęły ją wieści sugerujące, że porozumienie handlowe z UE dot. okresu po Brexicie może nie wchodzić w grę.

Zważając na brak istotniejszych bieżących publikacji z obu stron Atlantyku, na rynek walutowy może wpływać ocena inwestorów w kontekście ostatniego wzrostu liczby nowych przypadków koronawirusa w Europie. Będziemy również obserwować przemówienia szefów banków centralnych podczas dorocznego – tym razem wirtualnego – Sympozjum Ekonomicznego w Jackson Hole w czwartek i piątek.

PLN

Polski złoty zakończył tydzień lekkim osłabieniem w parze z euro, poruszając się w jego trakcie w ramach dość wąskich widełek.

Nie mają one specjalnego znaczenia dla kształtowania się kursu złotego, zwłaszcza w krótkim terminie, jednak w kontekście minionego tygodnia warto wspomnieć o danych makroekonomicznych z Polski. Istotne odczyty opisujące sytuację w lipcu okazały się lepsze od oczekiwań. Produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna pokazały wzrost, a najnowsze dane z rynku pracy sugerują, że uderzenie weń mimo wszystko nie okazało się bardzo silne. Podbiła też inflacja bazowa, co – w parze z pozostałymi odczytami – sugeruje, że ryzyko deflacji w Polsce nie wydaje się być istotne.

W najbliższych kilku dniach poznamy odczyt stopy bezrobocia w Polsce w lipcu i „minutki” ze spotkania RPP. Ten pierwszy będzie istotny, gdyż pokaże efekt rozwiązania umów o pracę dla pracowników z najdłuższym stażem u szczytu lockdownu.

EUR

Dane PMI dla strefy euro, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu rozczarowały ekonomistów. Indeks kompozytowy pokazujący zmiany sytuacji w usługach i przemyśle w sierpniu spadł do poziomu 51,6 pkt wobec oczekiwanego przez konsensus poziomu 54,9 pkt. Nadal znajduje się on powyżej poziomu 50, wyznaczającego ekspansję w ujęciu miesięcznym, jednak jego spadek sugeruje, że właściciele firm nieco bardziej obawiają się wzrostu nowych przypadków zakażeń koronawirusem niż wcześniej zakładano.

Średnie kroczące nowych infekcji w łącznie czterech największych krajach strefy euro ponownie wzrosły osiągając najwyższy poziom od mniej więcej trzeciego tygodnia kwietnia. O ile samo w sobie, niekoniecznie przyczyniło się to do osłabienia euro, wspólna europejska waluta może doświadczyć pewnej presji, jeśli rosnąca liczba zakażeń przełoży się na ponowne wprowadzenie restrykcji mających przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się wirusa. Może to być kluczowe dla rynku walutowego w nadchodzących dniach, zwłaszcza zważając na brak istotnych publikacji makro.

 USD

„Minutki” z posiedzenia FOMC opublikowane w środę dostarczyły dolarowi wsparcia w zeszłym tygodniu. Wyraźnie zaznaczono w nich obecność podwyższonych ryzyk związanych z wirusem podkreślając, że „wysoce akomodatywny tryb polityki pieniężnej prawdopodobnie będzie potrzebny przez jakiś czas”. Członkowie komitetu nie wydają się jednak specjalnie przekonani do zastosowania kontroli krzywej rentowności. Nie zapowiada się też, żeby bank miał w najbliższym czasie zaadoptować przeciętny cel inflacyjny (average inflation target – ATC), w ramach którego akceptowałby inflację powyżej celu w krótkim okresie.

Czwartkowa rewizja danych o PKB USA w drugim kwartale raczej nie wywoła zamieszania w tym tygodniu. W tym samym dniu będziemy natomiast uważnie obserwować cotygodniowe dane o zasiłkach dla bezrobotnych, zwłaszcza po tym jak w zeszłym tygodniu dane o nowych wnioskach podbiły, pokazując wzrost po raz trzeci od kiedy zwolnienia osiągnęły szczyt.

GBP

Wieści makroekonomiczne z Wielkiej Brytanii w zeszłym tygodniu były wysoce zachęcające, choć przyćmiły je piątkowe pesymistyczne komentarze ze strony brexitowego negocjatora z ramienia UE, Michela Barniera. Dynamika sprzedaży detalicznej w lipcu była wyższa niż przed pandemią. Aktywność biznesowa zdaje się rozwijać dobrze, indeks PMI dla usług znalazł się na najwyższym poziomie od 2014 roku. Słynna odporność brytyjskich obywateli w obliczu kryzysu zostanie wystawiona na próbę w najbliższych kilku miesiącach, zwłaszcza gdy w październiku skończy się rządowy program dofinansowania przymusowych urlopów (furlough scheme). Pojawiają się opinie, że lipiec był szczytem ożywienia – czas pokaże.

Dynamika sprzedaży detalicznej w Wlk. Brytanii (2015 – 2020)

Dynamika sprzedaży detalicznej w Wlk. BrytaniiŹródło: Refinitiv Datastream Data: 24/08/2020

Biorąc pod uwagę, że ten tydzień nie przyniesie kluczowych danych z Wielkiej Brytanii, funt w najbliższych dniach może w znacznej mierze nadal reagować na wieści dotyczące Brexitu.

CHF

Frank szwajcarski w parze z euro zakończył tydzień w niewielkiej odległości od poziomu na jakim go rozpoczął. Frank poradził sobie jednak gorzej od pozostałych walut safe haven, co wpisuje się w ostatni schemat relatywnej słabości europejskich walut.

W ostatnich komentarzach celowo pominęliśmy dane SNB o zmianie wartości depozytów na żądanie. Patrząc na ostatnie zmiany, wygląda, że działania banku w celu złagodzenia siły waluty są ograniczone. Nie jest to zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że rynkowy sentyment tak naprawdę się nie pogorszył.

Ostatni tydzień nie obfitował w publikacje makro ze Szwajcarii. Ten pod tym kątem będzie znacznie ciekawszy. Oprócz kluczowych sentymentowych danych za sierpień poznamy odczyt PKB za drugi kwartał. Czwartkowy odczyt pokaże skalę spadku jakiego doświadczyła szwajcarska gospodarka u szczytu koronawirusowego kryzysu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

OEX S.A. obejmie za kwotę ok. 6 mln zł 43.000 akcji nowej emisji iPOS S.A.

W dniu 24 sierpnia 2020r. została podpisana umowa inwestycyjna, na podstawie której OEX S.A. obejmie za kwotę ok. 6 mln zł 43.000 akcji nowej emisji iPOS S.A., stanowiących 51,0 proc. w podwyższonym kapitale spółki. Tym samym Grupa OEX, specjalizująca się w dostarczaniu usług i technologii w obszarze sprzedaży, powiększyła swój portfel inwestycji w segmencie Retail Services.

Działający od 2014 roku iPOS jest pomysłodawcą i twórcą pierwszego na rynku kasoterminala, łączącego funkcje urządzenia fiskalnego i terminala płatniczego. Kasoterminale iPOS są zintegrowane z autorską chmurową platformą informatyczną iPOS web, służącą do obsługi i analizy sprzedaży, zarządzania towarami oraz magazynem, udostępnianą w modelu SaaS. Urządzenia spełniają wszystkie wymogi tzw. kas online, co potwierdza certyfikacja Głównego Urzędu Miar. iPOS kieruje swoje rozwiązania do małych i średnich przedsiębiorców prowadzących sprzedaż detaliczną. Obecnie z rozwiązań iPOS korzysta blisko 3 tysiące punktów sprzedaży. W 2019 roku przychody spółki wyniosły 2,7 mln złotych.

Konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju i budowy wartości Grupy OEX w oparciu o nowoczesne technologie. Spółka iPOS poszerzy nasze kompetencje w obszarze Retail Services, czyli handlu w lokalnych sklepach stacjonarnych, które obsługujemy od lat. Dzięki inwestycji oferta OEX zostanie powiększona o rozwiązania technologiczne umożliwiające klientom obsługę sprzedaży w punktach detalicznych i jej analizy w czasie rzeczywistym, jak również obsługę płatności, których znaczenie rośnie w związku z przechodzeniem konsumentów na rozliczenia bezgotówkowe. Oceniamy, że potencjał wzrostu iPOS w krótkim okresie jest znaczący ze względu na obowiązkową wymianę urządzeń fiskalnych w określonych grupach przedsiębiorców, która na podstawie obowiązujących przepisów będzie musiała zostać przeprowadzona przed 1 lipca 2021 r. W dłuższej perspektywie upatrujemy możliwości wzrostu w rozwoju platformy iPOS web poprzez dodawanie nowych usług np. w oparciu o analizę wielkich zbiorów danych i rozwiązania z zakresu AI oraz machine learning. Nie bez znaczenia są synergie z innymi spółkami z Grupy OEX. Nasze zespoły terenowe realizują obecnie kilkadziesiąt tysięcy wizyt miesięcznie w detalicznych punktach sprzedaży, a dołączenie oferty iPOS będzie kolejną wartością dodaną w portfelu świadczonych usług. – powiedział Jerzy Motz, Prezes Zarządu OEX S.A.

Rynek urządzeń fiskalnych jest szacowany na 1,6 miliona aktywnych urządzeń, z czego 400 tysięcy to zaawansowane i specjalistyczne systemy kasowe, a ok. 1,2 miliona to kasy fiskalne. Obecnie trwa największa, od momentu wprowadzenia obowiązku stosowania kas rejestrujących, wymiana urządzeń, która obejmuje kolejne grupy podatników.

Spółka w pierwszych latach działalności skupiała się na opracowaniu technologii i stworzeniu prototypów, a także rozwoju autorskiej aplikacji web, będącej integralną częścią kompleksowego rozwiązania iPOS smart i smart+. W przyszłym roku spółka zamierza znacząco zwiększyć sprzedaż i przekroczyć próg rentowności. Dostarczamy rozwiązanie, które w cenie zwykłej kasy fiskalnej daje możliwości dotychczas dostępne jedynie w ramach drogich systemów. Szacujemy, że ze względu na obowiązkową wymianę kas, konkurencyjną  cenę oraz unikatowe funkcjonalności, takie jak możliwość zdalnego zarządzania sklepem czy punktem usługowym i dostęp do danych analitycznych z dowolnego miejsca, spółka będzie sukcesywnie powiększała swój udział w rynku. Środki pozyskane z emisji akcji obejmowanych przez OEX, chcemy wykorzystać na realizację strategii rozwoju, która obejmuje zwiększenie bazy urządzeń, wzrost liczby abonamentów oraz rozwój funkcjonalności platformy iPOS web – powiedział Adam Tomaszewski, Prezes Zarządu iPOS S.A.

Nieruchomości komercyjnych w Polsce poszukują nowi gracze

Pierwsze półrocze tego roku zapisało się absolutnie rekordowym wynikiem w historii polskiego rynku inwestycyjnego w segmencie magazynowym. Dla sektora biurowego było to natomiast drugie najlepsze co do wartości transakcji sześć miesięcy w historii. Pomimo zawirowań spowodowanych przez COVID-19, całkowita wartość wolumenu transakcyjnego w sektorze nieruchomości komercyjnych w Polsce w pierwszej połowie bieżącego roku była nawet wyższa od świetnego rezultatu uzyskanego w tym samym czasie w 2019 roku.

W pierwszych sześciu miesiącach roku finalizowane były wyjątkowo duże transakcje. Jedną z nich była sprzedaż większościowego pakietu akcji GTC z aktywami zlokalizowanymi w całej Polsce. Ich kupno od Lonestar przez spółkę Optima stanowiło aż 15 proc. całkowitego wolumenu transakcyjnego odnotowanego w pierwszej połowie br. w Europie Środkowo-Wschodniej. Nasz kraj jest liderem na rynku inwestycyjnym w regionie. Do umocnienia tej pozycji przyczynią się z pewnością także planowane inwestycje Microsoftu i Google, które zrewolucjonizują nasz rynek cyfryzacji i pozwolą ugruntować Polsce pozycję partnera strategicznego na obszarze CEE.

Do największych umów podpisanych w pierwszym półroczu 2020 roku w sektorze biurowym należała m.in. sprzedaż przez Skanska krakowskiego High Five 4&5 do Credit Suisse, warszawskiego budynku Wola Center przez LC Corp do Hines, czy krakowskiego kompleksu Equal Business Park przez Cavatinę do Apollo Rida. Na wynik odnotowany przez segment biurowy znaczący wpływ miała też wspomniana transakcja zakupu większości udziałów w GTC przez węgierski Optimum Ventures Private Equity Fund, gdzie portfel obejmował budynki biurowe i centra handlowe. Ponadto, CPI Property Group sfinalizowała 5 nowych akwizycji. Do portfolio Grupy trafiły biurowce: Green Corner A, Equator II, Equator I, Moniuszki 1A i przeszło 50 proc. udziałów w biurowcu Chałubińskiego 8.

Powrót do negocjacji

Powtórzenie rekordowego wyniku osiągniętego na rynku inwestycyjnym w Polsce w ubiegłym roku będzie zależało od wielu czynników. Niemniej, nie jest to niemożliwe. Spowolnienie covidowe wyhamowało negocjacje w drugim kwartale br., czego konsekwencje będą na pewno widoczne w drugiej połowie roku. Obecnie obserwujemy jednak wznowienie aktywności ze strony inwestorów, co przekłada się na rosnącą ilość inicjowanych procesów transakcyjnych, których finalizacja będzie możliwa jeszcze w tym roku, jeśli jesienią nie pojawią się nowe restrykcje związane z wirusem. To także warunek powrotu do negocjacji transakcji, które zostały odłożone w czasie.

Tymczasem w biznesie widoczne są pozytywne nastroje. Polska przyciąga nowych inwestorów. Połowa wolumenu transakcji sfinalizowanych w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku przypada bowiem na nowych graczy, którzy wcześniej nie inwestowali w naszym kraju. Kapitał napływa do nas zarówno z takich krajów jak Czechy, Francja, czy Węgry, jak i z odległych zakątków świata, m.in. z Libanu, Singapuru, czy Republiki Południowej Afryki.

Sektor magazynowy skupia uwagę inwestorów

W centrum uwagi inwestorów są wciąż przede wszystkim biura, ale wynik odnotowany w sektorze nieruchomości logistycznych świadczy o tym, że zainteresowanie światowych graczy przenosi się teraz również na te klasę aktywów. Nie jest to z resztą zaskoczeniem, bowiem zjawisko to obserwowaliśmy już w ostatnim czasie, a pandemia tylko go spotęgowała. Rosnące zainteresowanie magazynami wiąże się z niebywale szybkim wzrostem udziału sektora e-commerce w handlu detalicznym oraz dążeniem producentów do skrócenia łańcuchów dostaw. W kolejnych miesiącach spodziewać można się dalszego wzrostu ilości transakcji związanych z tym segmentem.

Na wyjątkowo wysoki wynik, będący udziałem sektora magazynowego w wolumenie transakcyjnym w pierwszych 6 miesiącach br., złożyły się duże transakcje portfelowe, przejęcia korporacyjne oraz objęcia udziałów w platformach inwestycyjnych, jak na przykład zbycie przez Goodman do GLP nieruchomości zlokalizowanych w regionie CEE i przeniesienie udziałów w platformie European Logistics Investments zarządzanej przez Griffin od Redefine Properties do Madison International Realty.

Sfinalizowane zostały również transakcje zakupu 40 obiektów magazynowych, z czego największymi była sprzedaż portfolio pięciu nieruchomości Panattoni do Savills Investment Management, parków dystrybucyjnych Hines do CGL oraz zbycie obiektów zarządzanych przez Apollo do GIC. A także sprzedaż Parku Mszczonów należącego do P3 do Elite Partners Capital, jak również kupno przez Polish Logistics LLP, platformę inwestycyjną powołaną przez REINO Capital, IO AM i Grupę Grosvenor centrum logistycznego Logistic City Piotrków Trybunalski.

Trudniej o finansowanie

Efektem wybicia się handlu e-commerce w ostatnich miesiącach jest też wzmożone zainteresowanie gruntami pod inwestycje logistyczne. Ziemi pod projekty biurowe poszukują też deweloperzy dysponujący nadwyżkami finansowymi. Mimo, że obecnie banki selektywnie podchodzą do finansowania realizacji inwestycji na rynku nieruchomości komercyjnych. O ile na projekty magazynowe i biurowe kredyty są przyznawane, centra handlowe i hotele praktycznie zostały wykluczone z finasowania. Banki wymagają również wyższego wkładu własnego, na poziomie 40 proc., a także przednajmu przekraczającego nawet 50 proc.

Finansowanie bankowe w najbliższych kilku kwartałach będzie kluczowe i zdefiniuje nam rynek deweloperski, w tym podaż. Mniejsza skłonność banków do finasowania przełożyć się może na wolniejszy wzrost zasobów biurowych, w rezultacie czego poziom pustostanów powinien utrzymywać się na obecnym poziomie lub zmniejszać.

W najbliższych miesiącach bardzo prawdopodobny jest wzrost liczby zawieranych transakcji typu sale and leaseback, które mogą być ratunkiem dla podmiotów znajdujących się w trudniej sytuacji. Na rynku widoczne jest też większe zainteresowanie transakcjami, w których nabywany jest określony udział w spółce celowej lub sprzedający zapewnia finansowanie typu Vendor Financing.

Autor: Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz

E-commerce Week 2020 – praktyczna wiedza i sprawdzone rozwiązania, które zrewolucjonizują e handel

Polski rynek e-commerce rośnie rok do roku, będąc jednocześnie najbardziej dynamicznie rozwijającym się rynkiem wśród krajów europejskich. Według raportu „Jak ugryźć e-commerce w magazynie” firmy Cushman & Wakefield w 2019 roku osiągnął wartość 51 mln złotych,[i] a sytuacja pandemiczna dodatkowo ten wzrost podsyca. Chcąc wesprzeć przedsiębiorców wkraczających w świat e-commerce, a także graczy już w nim operujących w dniach 24-28 sierpnia OVHcloud organizuje cykl bezpłatnych wykładów online dostępnych pod szyldem „E‑commerce Week 2020”.

Obecna sytuacja stawia nowe wyzwania przed biznesem, który zmuszony jest sprawnie reagować na zachodzące przetasowania gospodarcze oraz oczekiwania konsumentów. Przedsiębiorcy stoją przed licznymi decyzjami odpowiadając na pytania: w co warto inwestować, z jakich narzędzi korzystać, a także jak zbudować przewagę rynkową. „E-commerce Week 2020” ma odpowiedzieć na te pytania oraz zwrócić uwagę na kwestie istotne dla właściwego funkcjonowania przedsiębiorstwa w sieci. Cykl webinarów dedykowany jest wszystkim, którzy chcą korzystać ze wskazówek ekspertów o tym, jak efektywnie działać na trudnym rynku eCommerce.

– Prognozy zakładają, że przez najbliższe lata możemy się spodziewać dwucyfrowego tempa wzrostu rynku e-commerce. Jeszcze w czasach poprzedzających pandemię obserwowaliśmy wzmożoną skłonność Polaków do zakupów online. Nic w tym dziwnego, ponieważ coraz większa część naszego społeczeństwa doceniła wygodę, a także większe prawa, jakie przysługują przy dokonywaniu transakcji online. Izolacja dodatkowo skłoniła osoby, które do tej pory podchodziły sceptycznie do e-sklepów do robienia zakupów za ich pośrednictwem, pokazując jednocześnie, że taka forma zakupów może być bezpieczniejsza w czasie COVID. Zorganizowane przez nas wydarzenie odpowiada na częste pytania kierowane do naszych Partnerów, w jaki sposób budować biznes online, korzystając przy tym ze sprawdzonych rozwiązań – komentuje Robert Paszkiewicz, odpowiedzialny w OVHcloud za region Europy Środkowo – Wschodniej.

Konferencja „E‑commerce Week 2020” została przygotowana przy współpracy firmy OVHcloud oraz partnerów firmy: e-Point SA, Exaco, Fast White Cat, Hostersi, PushPushGo, Prefixbox, Senuto, Shopware i Waynet. W ramach wydarzenia firmy przygotowały pięć dni webinarów, w trakcie których swoją wiedzą ze słuchaczami podzielą się profesjonaliści i eksperci z dziedziny e-commerce. Planowane spotkania zakładają omówienie zarówno kwestii analitycznych, marketingowych, platform e-commerce, infrastruktury oraz jej przeciążeń w dni takie jak Black Friday, a także błędów, które są najczęściej popełniane w handlu elektronicznym.

Pełen program konferencji oraz rejestracja są dostępne pod linkiem: https://www.ovh.pl/lp/ecommerce-week/

[i] Raport „Jak ugryźć e-commerce w magazynie” Cushman & Wakefield – 2019 r. – autor: Damian Kołata

System kaucyjny nie działa sprawnie i nie motywuje do recyklingu butelek

Obecnie system kaucyjny w Polsce dotyczy tylko butelek szklanych. Jest też dosyć skomplikowany i trudny dla konsumenta – oddanie butelki w sklepie często wymaga przedstawienia dowodu zakupu, nie jest więc ani szybkie, ani łatwe. Według dyrektywy unijnej, która zaczęła obowiązywać od lipca tego roku, w Polsce powinien działać scentralizowany, sprawny system kaucyjny – obejmujący wszystkie opakowania po napojach. Jest to jeden z elementów wspierających system Rozszerzonej Działalności Producenta (ROP). Na razie jednak system kaucyjny nie działa sprawnie i nie motywuje do recyklingu butelek.

– System nie powinien być wyłącznie penalizujący, ale penalizująco-motywujący. Aktualnie działa u nas tylko system penalizujący: kaucja dodawana jest do ceny produktu i przepada, gdy opakowanie nie zostanie oddane. Warto wprowadzić system motywujący, który będzie działał równolegle do obecnego systemu – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Lachowicz, główny analityk Instytutu Jagiellońskiego. – System penalizujący nie działa dobrze. Opiera się bowiem na założeniu, że obywatel boi się stracić pieniądze – co budzi w nim motywację, aby oddać opakowanie do punktu zbiórki. Jednak w większości przypadków ta kaucja jest dosyć mała – wynosi kilkanaście lub kilkadziesiąt groszy. Łatwo uznać, że nie opłaca się nam oddawać opakowania – bo na przykład pada deszcz, albo do najbliższego punktu zbiórki jest za daleko. Dlatego za oddanie opakowań powinniśmy dostawać również nagrody. Mogą to być talony wymienialne na rzeczywiste produkty lub ułatwienia w przestrzeni miejskiej – ulgi na komunikację publiczną, dostęp do lepszych miejsc parkingowych. Miasta mogłyby wykorzystać te narzędzia, by zmotywować swoich mieszkańców do recyklingu. Ważny jest również sam rodzaj i funkcjonowanie systemu. Tam, gdzie jest to możliwe, należy wprowadzić zbiórkę automatyczną – rekomenduje Lachowicz.

One Equity Partners zainwestował w Infobip

Fundusz private equity One Equity Partners zainwestował w Infobip, globalną platformę komunikacyjną w chmurze pozwalającą na płynne dwukierunkowe interakcje między przedsiębiorstwami i ich klientami, a także ułatwiająca integrację niemal wszystkich funkcji komunikacyjnych w jednym miejscu. To pierwszy kapitał zewnętrzny zebrany przez wizjonerskich założycieli firmy Infobip, która uzyskała wycenę jednorożca w jednej z największych europejskich rund serii A w ostatnich latach. W OEP Infobip zyskuje strategicznego partnera o dużym doświadczeniu, który pomoże w ekspansji na rynku północnoamerykańskim i przyspieszy rozwój firmy poprzez strategiczne przejęcia.

„Jesteśmy podekscytowany współpracą z założycielami Infobip, CEO Silvio Kuticiem, Roberto Kuticiem i Izabel Jelenić. Mamy wspólną wizję dalszego przyspieszenia, przed debiutem giełdowym, ekspansji Infobip w Ameryce Północnej i na świecie, poprzez realizację serii  strategicznych przejęć”– informuje Chip Schorr, Senior Managing Director w OEP. „Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem tego zespołu i wierzymy, że stworzył on światowej klasy platformę komunikacyjną z obsługą SaaS, która zapewnia bogatsze interakcje z klientami dla wiodących globalnych przedsiębiorstw, a także optymalizuje wydajność dla operatorów”.

„OEP ma bogate doświadczenie w rozwijaniu firm w które inwestuje, i cieszymy się, że możemy współpracować z tym wyjątkowym zespołem przy rozwoju Infobip” – wyjaśnia Silvio Kutic, CEO Infobip. „Wierzymy, że konwersacyjne interfejsy użytkownika zmieniają sposób interakcji z usługami cyfrowymi, a to na zawsze zmieni sposób, w jaki wchodzimy w kontakt  z otaczającym nas światem. Zbliżamy się do nowej ery, którą nazywamy interakcją 4.0 – zastępującą potrzebę przeglądania internetu lub pobierania aplikacji interakcją konwersacyjną jako podstawą komunikacji. Planujemy być liderem tych zmian, a zaangażowanie OEP z pewnością będzie wsparciem w realizacji tych ambicji”.

Infobip, z siedzibą w Vodnjan-Dignano w Chorwacji, jest firmą programistyczną, która umożliwia firmom tworzenie bogatszych i bardziej zintegrowanych relacji z klientem, na wszystkich etapach jego kontaktu z firmą. Infobip został niedawno po raz czwarty z rzędu uznany głosami operatorów telekomunikacyjnych i przedsiębiorców za najlepszego dostawcę SMS-ów A2P w corocznym raporcie ROCCO. W 2019 r. Spółka wygenerowała przychody w wysokości 602 mln EUR, osiągając tym samym ich średnioroczny wzrost w wysokości 48% w ciągu ostatniej dekady.

Infobip ma najszerszy zasięg spośród wszystkich światowych dostawców CPaaS, prowadząc działalność w ponad 60 lokalizacjach na całym świecie i posiadając ponad 600 bezpośrednich połączeń z sieciami telekomunikacyjnymi. Autorskie rozwiązania IT opracowane przez Infobip pozwalają wynieść interakcje między firmami a klientami na nowy poziom. Infobip efektywnie współpracuje z operatorami sieci komórkowych. Firma może się pochwalić statusem „zaufanego partnera” w inicjatywie Global System for Mobile Communications Association’s Identity Revenue za zwiększanie przychodów operatorów telekomunikacyjnych dzięki technologii cyfrowej tożsamości.

One Equity Partners ma długą i udokumentowaną historię współpracy z założycielami i udziałowcami firm telekomunikacyjnych i IT. OEP wykorzystuje swoją fachową wiedzę i doświadczenie wspierając procesy strategicznych przejęć i rozwój organiczny firm poprzez zwiększanie ich możliwości technologicznych, zasięgu geograficznego i udziałów w rynku.

Luksusowe nieruchomości jako lokata kapitału z potencjałem

Dane z rynków rozwiniętych pokazują, że w dłuższej perspektywie nieruchomości raczej drożeją, niż tanieją, a wzrost ich wartości przewyższa inflację. Spodziewana w najbliższych miesiącach korekta cen lokali mieszkalnych oraz polityka banków mogą być świetną okazją do w miarę bezpiecznej i zyskownej inwestycji.

Wywołany koronawirusem lockdown uderzył praktycznie we wszystkie dziedziny gospodarki i życia społecznego. Sektor nieruchomości również odczuł skutki wprowadzonych w marcu i kwietniu restrykcji, które w pewnych obszarach jeszcze się utrzymują.

Ceny mieszkań wyhamowały

O ile prace na budowach toczyły się w miarę normalnie, tak znacząco spadła liczba zawieranych wiosną transakcji kupna-sprzedaży mieszkań. Szacuje się, że obroty na rynku mogły spaść nawet o 50-60%. Wiele osób wycofało się z zawartych z deweloperami umów rezerwacyjnych. Inni wstrzymali się ze złożeniem wniosku o kredyt hipoteczny lub otrzymali z banku decyzję odmowną.

Mniejszy ruch w interesie tylko w części wynikał z fizycznych ograniczeń dotyczących przemieszczania się czy funkcjonowania urzędów. Na zmianę postaw kupujących i sprzedających mieszkania wpłynęła też panująca wówczas atmosfera strachu i niepewności.

W efekcie wzrost cen nieruchomości mieszkalnych, które w ostatnich kwartałach drożały w tempie dwucyfrowym, wyhamował. Nastała stabilizacja. Wszyscy uczestnicy rynku czekają na dalszy rozwój wydarzeń.

Póki co deweloperzy bronią się przed obniżkami, oferując różnego rodzaju promocje (darmowe miejsca postojowe, komórki lokatorskie, gwarancje ceny) oraz ograniczając podaż (duży spadek pozwoleń na budowę i rozpoczynanych nowych inwestycji). Pierwsze oznaki korekty widać na rynku wtórnym. Jednak na razie dotyczą one tylko cen ofertowych. Brakuje jeszcze twardych danych, które potwierdziłyby tę tezę.

Przyszłość sektora nieruchomości

Nie wiadomo, w którą stronę pójdzie rynek. Karty wciąż rozdaje koronawirus. Ewentualna druga fala zachorowań na jesieni może stłumić odradzającą się aktywność gospodarczą i ponownie odwrócić trend w nastrojach konsumenckich.

Pewną wskazówką odnośnie do kształtowania się cen mieszkań może być poprzednie duże tąpnięcie w światowej gospodarce. Według danych NBP w latach 2008-2012 lokale staniały średnio o prawie 1/5. Ale później stawki systematycznie rosły, ustanawiając w ostatnich miesiącach nowe rekordy nominalne (z tym że w ujęciu realnym, tj. po uwzględnieniu inflacji i wzrostu płac, były one niższe niż w szczycie hossy z końca I dekady obecnego wieku).

Zdaniem analityków PKO BP, który jest największym kredytodawcą hipotecznym w Polsce, nieruchomości stanieją o 15%. Niższe ceny nie utrzymają się jednak długo, gdyż już w połowie przyszłego roku znów mają zacząć rosnąć.

Banki zniechęcają do trzymania w nich pieniędzy

Najbliższe miesiące mogą więc przynieść wiele okazji inwestycyjnych zwłaszcza tym, którzy dysponują sporym kapitałem i są zainteresowani ulokowaniem go w miarę bezpiecznie. Nieruchomości, przede wszystkim te luksusowe, to klasa aktywów, która w perspektywie co najmniej kilkuletniej może wypracować atrakcyjną stopę zwrotu. W najgorszym razie chroni majątek przed spadkiem siły nabywczej. Warto się nimi zainteresować nie tylko z powodu spodziewanej korekty cen.

Chodzi o to, że wskutek podwyższonej inflacji, ogromnej stymulacji fiskalnej (programy pomocowe rządów na całym świecie) i ultra niskich stóp procentowych, które mają się utrzymać przez dłuższy czas, majątek przechowywany w szeroko pojętej gotówce będzie tracił na wartości. Innymi słowy, za tę samą kwotę będziemy mogli kupić mniej niż dziś.

Przed utratą siły nabywczej nie uchronią naszych pieniędzy depozyty bankowe. Wedle ostatnich danych NBP statystyczna lokata przynosi 0,58% brutto zysku. Przy czym słowo zysk trzeba wziąć w cudzysłów. Od nominalnej stopy procentowej trzeba bowiem jeszcze odjąć podatek Belki.

W praktyce oznacza to, że od każdych 100 tys. zł bank po roku wypłaci nam 470 zł odsetek. Problem w tym, że ten sam wkład pieniężny po roku będzie wart tyle, ile dziś 96-97 tys. zł (prognozy inflacji mieszczą się w przedziale 2,5-4%).

Im większym kapitałem dysponujemy, tym większą stratę zanotujemy, trzymając środki w banku. Oczywiście przechowywanie ich w domowym sejfie jest jeszcze gorszym pomysłem, ponieważ wtedy nie otrzymamy nawet odsetek. W dodatku narazimy się na ryzyko kradzieży. Poza tym pieniądze będą bezczynnie leżeć, zamiast pracować i przynosić dochód.

Przeciw trzymaniu wszystkich środków na lokatach przemawia też polityka banków. Zaczęły one bardziej wymownie zniechęcać klientów do deponowania w nich dużych kwot. W ostatnim czasie niektóre instytucje wprowadziły opłatę za trzymanie dużych depozytów.

Początkowo ta swoista „kara” dotyczyła tylko firm. Jednak Citi Handlowy objął nią również zamożnych klientów indywidualnych. Taka danina nie jest tylko polską specyfiką. Już wcześniej ustanowiły ją organizacje na Zachodzie np. Deutsche Bank.

Nieruchomości jako dochodowa inwestycja długoterminowa

Co w takiej sytuacji zrobić? W co i jak ulokować wolne środki? Jedną z naczelnych zasad inwestowania jest dywersyfikacja, czyli rozdzielenie majątku na wiele klas aktywów. W slangu mówi się, żeby nie wkładać wszystkich jaj do jednego koszyka.

W ten sposób nie tylko minimalizujemy ryzyko straty w skali całego portfela, ale też zwiększamy potencjał zysków. Nawet jeśli stracimy na jednej inwestycji, to pozostałe wypracują zyski i w ostatecznym rozrachunku będziemy na plusie.

Jednym z wielu takich przysłowiowych koszyków mogą być nieruchomości, które w dłuższym okresie skutecznie opierają się inflacji. Dowodzą tego dane z rynków rozwiniętych.

Statystyki Case Shiller, Nationwide oraz Australian Bureau of Statistics pokazują, że w ujęciu długoterminowym mieszkania i domy w USA, Wielkiej Brytanii i Australii zyskiwały na wartości od kilku do kilkunastu procent rocznie. Najczęściej było to 1-2% powyżej wskaźnika CPI.

To potwierdza tezę o nieruchomościach jako bezpiecznej przystani dla kapitału. Oczywiście, zdarzają się przejściowe spadki cen, ale po pierwsze są one mniejsze niż wcześniejsze i późniejsze wzrosty, a po drugie okresy bessy w nieruchomościach trwają krócej niż czas hossy. Ponadto w wymienionych krajach nigdy nie zdarzyło się, aby fala przecen sprowadziła nominalne wyceny lokali mieszkalnych poniżej stanu sprzed początku prosperity.

Zmiany cen nieruchomości w USA, Wielkiej Brytanii i Australii (ujęcie nominalne)

Kraj Okres Trend Łączna dynamika Średnioroczna zmiana cen    
USA 1915-1925 wzrostowy 52% 4,3%    
1925-1933 spadkowy -30% -3,3%    
1933-2006 wzrostowy 4103% 5,3%    
2006-2012 spadkowy -27% -4,1%    
od 2012 wzrostowy 58% 6,8%    
Wielka Brytania 1954-1989 wzrostowy 3287% 10,6%    
1989-1993 spadkowy -20% -4,7%    
1993-2007 wzrostowy 267% 9,7%    
2007-2009 spadkowy -19% -6%    
2009-2010 wzrostowy 13% 6,3%    
2010-2011 spadkowy -4% -2%    
od 2011 wzrostowy 34% 3,7%    
Australia 1986-2008 wzrostowy 428% 7,9%    
2008-2009 spadkowy -5% -2,5%    
2009-2010 wzrostowy 21% 10%    
2010-2012 spadkowy -5% -1,6%    
2012-2017 wzrostowy 52% 8,7%    
2017-2019 spadkowy -9% -2,9%    

Źródło: HRE Investments za Case Shiller, Nationwide i Australian Bureau of Statistics. Pominięto korekty trwające krócej niż rok oraz nieprzekraczające 2%.

Oznacza to, że znana z giełdy papierów wartościowych strategia typu „kup i trzymaj” w przypadku nieruchomości sprawdza się bardzo dobrze. Co prawda średni potencjał wzrostu cen domów, mieszkań czy rezydencji jest mniejszy niż akcji spółek (2-3% powyżej inflacji), ale dotyczy to również spadków. Te na parkiecie są o wiele większe i bardziej gwałtowne niż na rynku lokali mieszkalnych.

Statystyki cen nieruchomości dla Polski nie sięgają zbyt daleko w przeszłość. NBP gromadzi je od 2006 r. Od tamtego momentu doświadczyliśmy jednego długookresowego trendu spadkowego, który w zależności od regionu trwał od 2007/08 r. do 2012 r. Wówczas ceny mieszkań w miastach wojewódzkich obniżyły się o 17,8%.

Z tym że wcześniej w zaledwie rok urosły o niemal 2/3. Prawdopodobnie wzrost ten był bardziej okazały, ponieważ nieruchomości nad Wisłą zaczęły wyraźnie drożeć z chwilą akcesji Polski do UE. Dane GUS z lat 2004-2008 dla całego kraju wskazują na prawie 200-procentowy wzrost. Natomiast od 2013 r. do początku tegorocznej wiosny (najnowsze dane NBP dla największych miast) było to prawie 40% w przypadku rynku pierwotnego i ok. 45% dla rynku wtórnego.

Rynek nieruchomości luksusowych w Polsce

Nieruchomość kupiona w celach inwestycyjnych nie musi stać nieużywana i czekać na wzrost wartości. Można ją wynająć. Może też służyć inwestorowi do celów mieszkalnych i w różnych przedsięwzięciach, np. jako baza wypadowa na weekendy, miejsce eventów, a nawet – jako plan zdjęciowy.

Świetny przykład to położona na przedmieściach Warszawy rezydencja Musuły, na którą składa się dwukondygnacyjny budynek mieszkalny z poddaszem użytkowym o łącznej powierzchni 1140 m2 oraz 15-ha działka porośnięta lasem.

W Polsce oprócz uniwersalnych czynników (duży metraż, wysoki standard wykonania, ciekawa architektura, dogodna lokalizacja, piękny krajobraz, drogie wyposażenie, przestronny ogród) duża wartość obiektów tego typu bierze się z ich rzadkości. Wedle danych serwisu Domiporta.pl z 2018 r. w całej Polsce istniały tylko 102 rezydencje, przy czym wszystkie zlokalizowane były na terenie pięciu województw. Średnia cena ofertowa wynosiła 4,6 mln zł.

W zależności od przyjętych definicji KPMG szacuje wartość całego rynku nieruchomości luksusowych w Polsce na 1,4-3,8 mld zł. W poprzednim roku urósł on o 7-8%. Pamiętajmy, że ten wycinek rynku nieruchomości ze swej natury bardziej opiera się wahaniom niż segment popularny.

Przewidujemy dalszy wzrost w kolejnych latach, a ewentualne spowolnienie może w większym stopniu wpłynąć na liczbę transakcji niż na spadek wartości kapitałowej najlepszych projektów – mówi prezes Tacit Investment Karolina Kaim.

Podobnego zdania jest szef BBI Development Michał Skotnicki. – Transakcji jest trochę mniej, zainteresowanie wzrosło. Bardziej zamożni chcą gdzieś ulokować swoje środki, bo stopy procentowe są bliskie zeru. Nieruchomości luksusowe mają to do siebie, że czynsze jednostkowe są w nich wyższe niż na rynku popularnym – przyznaje.

Luksus ma swoją cenę

Nieruchomość premium to również prestiż i wyraz statusu. Nie bez powodu David i Victoria Beckhamowie czy Giorgio Armani wyłożyli po 30 mln USD na apartamenty w Wieży Chalify – położonym w Dubaju najwyższym budynku świata.

Robert Lewandowski jest właścicielem luksusowego lokum przy ul. Złotej 44 w Warszawie, za które zapłacił ponoć 35 mln zł. W 135-metrową nieruchomość w sąsiednim Cosmopolitanie zainwestował inny znany piłkarz – Jakub Błaszczykowski. Jeśli wierzyć cenie z katalogu, oficjalnie wyłożył na to prawie 3,8 mln zł.

Autor: Kinga Hanna Stachowiak – Wspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec

Wicepremier Gliński zapowiada nowe FIO z większym budżetem. Ruszają konsultacje programu

Dziś rozpoczął się pierwszy etap prac legislacyjnych nad Programem Fundusz Inicjatyw Obywatelskich „NOWEFIO” na lata 2021-2030. Etap ten obejmuje uzgodnienia międzyresortowe i konsultacje publiczne. Budżet programu zostanie zwiększony w stosunku do poprzednich edycji z 60 do 80 mln zł rocznie.

Z inicjatywy prof. Piotra Glińskiego, Przewodniczącego Komitetu ds. Pożytku Publicznego, rząd, doceniając znaczący wkład organizacji obywatelskich w funkcjonowanie lokalnych społeczności, planuje wsparcie III sektora w ramach nowej odsłony Programu FIO przez kolejne 10 lat. Głównym celem Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich „NOWEFIO” będzie zwiększenie zaangażowania obywateli w życie publiczne, poprzez wzmocnienie instytucjonalne organizacji pozarządowych i wzrost znaczenia sektora obywatelskiego w życiu publicznym.

Realizacja poprzednich edycji Programu FIO w latach 2005-2020 przyniosła pozytywne doświadczenia. „NOWEFIO” stanowi kontynuację tej oferty programowej dla organizacji pozarządowych – powiedział prof. Gliński. – Pomimo aktualnej sytuacji ekonomicznej kraju, dalsze wsparcie III sektora w ramach Funduszu Inicjatyw Obywatelskich jest niezbędne dla wzmacniania zaangażowania organizacji i ogółu społeczeństwa w życie publiczne i zapewnienia współdziałania w ramach lokalnych społeczności.

W poprzedniej perspektywie finansowej Programu w latach 2014-2020 wprowadzono nowe zasady po to, żeby ułatwić dostęp do grantów organizacjom małym, młodym – z małym doświadczeniem, oraz tym, które mają siedziby w mniejszych miejscowościach. Program „NOWEFIO” będzie komplementarny w stosunku do pozostałej oferty NIW-CRSO – Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich „PROO”, Programu Wspierania i Rozwoju Wolontariatu Długoterminowego „Korpusu Solidarności”, oraz Programu Wsparcia Rozwoju Organizacji Harcerskich i Skautowych, wspierających rozwój instytucjonalny i działalność statutową organizacji oraz promujących wolontariat.

„NOWEFIO” to szansa na kontynuację znanego i wdrażanego z sukcesami od 15 lat programu rządowego. Dzięki zaproponowanym zmianom w priorytetach programu możliwe będzie lepsze wsparcie aktualnych potrzeb organizacji w obszarach wzmacniania dialogu obywatelskiego czy poprawy samoorganizacji społecznej – wyjaśnia Wojciech Kaczmarczyk, Dyrektor Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, operatora Programu. – Kluczowe jest, aby w rozpoczętych właśnie konsultacjach społecznych wypowiedziało się jak najwięcej organizacji. Pozwoli to nam zorientować się, jakie jeszcze zmiany w Programie należy wprowadzić, żeby jak najlepiej odpowiadał na potrzeby III sektora – dodaje.

Do udziału w konsultacjach zaproszone są wszystkie zainteresowane osoby, organizacje i instytucje. Aktualne informacje na temat konsultacji znajdują się na stronie Departamentu Społeczeństwa Obywatelskiego: https://www.gov.pl/web/pozytek/trwajace-konsultacje-projektow-aktow-normatywnych-lista.

Najważniejsze informacje nt. nowego Programu FIO na lata 2021-2030

  • Główny cel Programu:

zwiększenie zaangażowania obywateli w życie publiczne: wzmocnienie instytucjonalne organizacji pozarządowych i wzrost znaczenia sektora obywatelskiego w życiu publicznym,

  • Program obejmuje cztery priorytety merytoryczne:
  1. Priorytet 1 Mikro inicjatywy – dedykowany organizacjom małym o zasięgu lokalnym i młodym oraz grupom nieformalnym. Priorytet 1 powinien umożliwić tego typu podmiotom otrzymanie dotacji na realizację planowanych działań i projektów,
  2. Priorytet 2 Organizacje obywatelskie na rzecz dobra wspólnego – w ramach priorytetu wspierana będzie aktywność społeczna na rzecz dobra wspólnego obywateli działających w strukturach organizacji obywatelskich,
  3. Priorytet 3 Organizacje obywatelskie w życiu publicznym – ma się przyczynić do zwiększania obecności organizacji obywatelskich w życiu publicznym, w procesach kształtowania polityk publicznych i podejmowania decyzji, wspierania dialogu obywatelskiego, procesów konsultacji, tworzenia forum debaty publicznej, budowania potencjału organizacji poprzez kształtowanie wizerunku organizacji obywatelskich w przestrzeni publicznej,
  4. Priorytet 4 Wzmocnienie kompetencji organizacji obywatelskich – ma się przyczynić do poprawy zarządzania w organizacjach obywatelskich, budowania struktur, tworzenia i doskonalenia zasobów, tworzenia i rozwijania strategii działania organizacji, w tym strategii fundraisingowych, wypracowywania i wdrażania standardów działania organizacji, dotyczących np. zarządzania, oceny skuteczności działań organizacji, przejrzystości i otwartości, w tym upowszechniania w przystępny i przejrzysty sposób informacji o prowadzonych działaniach, kosztach i źródłach finansowania, kosztach pozyskiwania funduszy,
  • Budżet programu: 80 mln zł rocznie, łącznie co najmniej 800 mln zł.

IT ratunkiem dla polskiej gospodarki, a digitalizacji sposobem na walkę z ekonomicznymi skutkami pandemii

Polski Instytut Ekonomiczny podaje, że pandemia koronawirusa spowodowała ograniczenia aktywności ponad 3 mld ludzi na świecie. Instytut szacuje, że światowa konsumpcja spadnie o 33 proc., a każdy miesiąc ograniczeń w działalności firm to spadek globalnego PKB o 2 punkty proc. Sposobem na funkcjonowanie przedsiębiorstw w czasach ograniczonych możliwości kontaktu z kontrahentami jest digitalizacja. Pandemia znacząco przyspieszyła procesy technologicznie w firmach. Ponadto sektor IT, który już przed pandemią generował 8 proc. PKB dziś może być jeszcze silniejszym motorem napędowym polskiej gospodarki.

Ekonomiczne skutki pandemii

W I kwartale 2020 r. giełdy na całym świecie straciły łącznie ponad 20 proc. wartości, notując najgorsze wyniki od czasu globalnego kryzysu finansowego z lat 2007–2009 r.[1] W czasie lockdown’u działalność wielu firm i przedsiębiorstw była ograniczona – i nadal jest. To ogromne straty dla gospodarki – miesiąc ograniczeń daje spadek globalnego PKO o 2 pkt proc.

W naszym kraju – zdaniem ekspertów Polskiego Instytutu Ekonomicznego – prawdopodobny jest spadek PKB rzędu 8 pkt proc. w II kwartale 2020 r. W tej trudnej i niepewnej sytuacji firmy nie mogą sobie pozwolić na kolejny lockdown i zawieszenie swoich biznesów.

Wpływ digitalizacji na gospodarkę

19 mld dolarów – to wartość całego rynku ITC w Polsce, czyli wartość rynku IT łącznie z telekomunikacją. W porównaniu z 2018 rokiem rynek wzrósł o 1,1 proc.[2] Branża IT jest jedną z najszybciej rozwijających się sektorów polskiej gospodarki i odpowiada za 8 proc. PKB i 1/3 zatrudnienia w sektorze nowoczesnych technologii. I to właśnie branża IT będzie ogromnym wsparciem dla polskiej gospodarki, a firmy już dziś stawiają na digitalizację, jako ratunek dla ich biznesów.

Zauważyliśmy, że firmy coraz chętniej stawiają na digitalizację, a wszystko za sprawą pracy zdalnej. COVID pokazał, że praktycznie większość procesów w firmach może odbywać się online: od fakturowania po obieg dokumentów – mówi Piotr Siarkiewicz, South Branch Director z firmy Avenga. – 65 proc. firm planuje utrzymać bądź zwiększyć wydatki na rozwiązania chmurowe w swoich firmach. Pokazuje to, jak bardzo właściciele firm upatrują w rozwiązaniach chmurowych szanse na utrzymanie biznesu w obecnych, niepewnych czasach i podczas być może kolejnego lockdownu. To również wyzwanie dla firm IT, które muszą bardziej wsłuchiwać się w technologiczne potrzeby przedsiębiorstw, tak aby nieść dla nich realną pomoc.

Większe inwestycje w digitalizację w firmach

Ponad połowa dyrektorów finansowych polskich przedsiębiorstw zamierza w ciągu kolejnych 12 miesięcy przeprowadzić inwestycje w zakresie digitalizacji zespołów finansowo-podatkowych. Respondenci z Polski, uważają, że wdrażając technologię w funkcji finansowej/podatkowej, uzyskają lepszą efektywność pracy (47%), ograniczeniu ulegnie ryzyko podatkowe (44%), usprawnione zostaną procesy: raportowania (35%) i decyzyjne (27%), zmniejszy się zaangażowanie pracowników w powtarzalne czynności (26%), nastąpi redukcja kosztów oraz zmniejszy się liczba ludzkich błędów (po 24%)[3].

Co jeszcze przed nami?

Zdaniem ekspertów polska gospodarka powoli odmraża się i przechodzi do funkcjonowania w nowej normalności. Między innymi dzięki podjętym działaniom: wprowadzonym rozwiązaniom online, a tym samym utrzymaniu ciągłości pracy polskie firmy ponownie zaczynają odzyskiwać płynność finansową. 18 proc. firm już zadeklarowało, że wróciło do sytuacji sprzed pandemii, a 24 proc. z nich uważa, że odbudowa biznesu potrwa dłużej niż rok.

Budujące są też statystyki dotyczące zatrudnienia. Dziś 14 proc. firm wyraża chęć rekrutacji nowych pracowników, w trakcie gdy w połowie maja było to zaledwie 8 proc. przedsiębiorstw[4].

[1] https://www.pism.pl/publikacje/Skutki_pandemii_COVID19_dla_gospodarki_swiatowej

[2] Raport ITwiz Best 100_2020 r.

[3] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/rozwiazania-dla-cfo/articles/Deloitte-CFO-Survey-2020-edycja-wiosenna.html

[4] Dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Słabość złotego – komentarz walutowy

Po kilku próbach umocnienia polskiego złotego znów jesteśmy świadkami drożejącego euro. Najwyraźniej okolice 4,40 zł pozostaną z nami jeszcze długo.

Indeksy koniunktury z Europy

W piątek poznaliśmy dane na temat indeksów koniunktury w głównych gospodarkach Unii. Są to, co prawda, wstępne dane, ale pokazują, że wcale nie musi być tak dobrze, jak dotychczas sądzono. Ważniejszy z dwóch indeksów – przemysłowy –  pomimo lepszego od oczekiwań wyniku z Niemiec wyniósł 51,7 pkt, czyli 1,2 pkt poniżej oczekiwań. Jeszcze gorzej zaprezentował się indeks dla usług. Tutaj odczyt wyniósł 50,1 pkt wobec oczekiwanych 54,5 pkt. Dane te spowodowały wyraźne osłabienie się euro względem dolara amerykańskiego. Euro staniało o ponad 1 centa i oddaliliśmy się od najsłabszych poziomów dolara względem euro od wielu kwartałów.

Dane z Polski

Piątek był dniem publikacji dwóch ważnych odczytów dla naszego kraju. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 2,7% w skali roku, co (biorąc pod uwagę pandemię) jest bardzo solidnym wynikiem. Słabiej wypadła za to produkcja budowlano – montażowa, która spada w skali roku o 10,9%. Dane te nie tylko nie zostały pozytywnie przyjęte, ale zbiegły się w czasie z informacjami od naszego głównego partnera handlowego, jakim jest Unia Europejska. W rezultacie byliśmy świadkami osłabienia złotego o 3 grosze względem euro i to pomimo słabości euro. Frank podrożał 4 grosze, a dolar ponad 5 groszy.

Dane z Wysp

Wielka Brytania nie wpisała się w słabsze dane z Europy. Indeks PMI dla przemysłu wyniósł 55,3 pkt, czyli 1,5 pkt powyżej oczekiwań analityków. Z kolei PMI dla usług wynosi 60,1 pkt, to  o 3,1 pkt powyżej oczekiwań. Inwestorzy podeszli pomimo tego dość podejrzliwie do brytyjskiej waluty. Początkowo funt umacniał się względem euro, do końca dnia byliśmy jednak świadkami osłabienia funta względem euro. To dlatego wczoraj funt był tą walutą, względem której złoty najmniej stracił.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

O łatwym dostępie do rynków kapitałowych będzie decydować podejście firmy do odpowiedzialności społecznej oraz ochrony środowiska

Zagadnienia ESG, czyli dotyczące ochrony środowiska, działalności społecznej i ładu korporacyjnego, mają dla 45 proc. polskich dyrektorów finansowych umiarkowany, a w przypadku 29 proc. mały wpływ na wynik działalności ich przedsiębiorstw. Jednak już w perspektywie trzyletniej wskaźniki te wyglądają inaczej – duży udział czynników ESG przewiduje 44 proc., a umiarkowany 31 proc. CFO. Jak wynika z badania „CFO Survey 2020 – spring edition” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w Europie Środkowej, w kwestii ESG wielu firmom brakuje okazji do efektywnego zaangażowania inwestorów. Działy finansowe mają więc ważną rolę do odegrania na tym polu.

Zrównoważony rozwój jest obecnie kwestią strategiczną dla większości firm w Europie. Inwestorzy i kredytodawcy oczekują, że firmy nie tylko osiągną dobre wyniki finansowe, ale także wywrą pozytywny wpływ na społeczeństwo i środowisko. Średnio 72 proc. dyrektorów finansowych twierdzi, że czynniki ESG znajdują odzwierciedlenie w strategii ich przedsiębiorstw. Jednocześnie, tylko nieco ponad połowa respondentów (56 proc.) wychodzi poza teoretyczne włączenie ochrony środowiska, działalności społecznej i ładu korporacyjnego do strategii firmy i aktywnie wykorzystuje je do angażowania kapitału. Jeszcze mniejszy odsetek (44 proc.) pytanych w badaniu Deloitte deklaruje jawność tych zagadnień w komunikacji korporacyjnej. Powoduje to, że wiele firm traci okazję na pozyskanie finansowania – inwestorzy w coraz większym stopniu koncentrują się na kwestiach ESG, które mają, lub w przyszłości mogą mieć wpływ na finanse przedsiębiorstw.

W powyższym zakresie wyniki badania dotyczące polskich CFO różnią się nieznacznie. 81 proc. twierdzi, że w pełni lub częściowo uwzględniają ochronę środowiska, odpowiedzialność społeczną i ład korporacyjny w firmowej strategii. Większość badanych (55 proc.) uważa także, że wspomniane czynniki decydują o długoterminowych wynikach działalności firmy.

– Widoczna jest również duża świadomość roli ujawnień powyższych kryteriów w podejmowaniu decyzji przez inwestorów i kredytodawców, wynosząca 56 proc. Dwie trzecie pytanych podkreśla znaczenie ratingu w tej dziedzinie. Jednocześnie 42 proc. CFO dostrzega potrzebę znormalizowania wytycznych, dotyczących wyceny pieniężnej społecznych i środowiskowych kosztów i korzyści w działalności gospodarczej. Jak ocenia 32 proc. respondentów, ich brak uniemożliwia efektywną współpracę z inwestorami i kredytodawcami– mówi Paweł Spławski, Partner, Lider programu CFO, Deloitte. Należy jednocześnie zwrócić uwagę, że w przypadku powyższych punktów znaczna część, bo powyżej 30 proc. CFO nie ma zdania lub wiedzy na dany temat.

Jak wynika z badania, funkcje finansowe w spółce mają do odegrania kluczową rolę w dostarczaniu zewnętrznym interesariuszom adekwatnych informacji dotyczących zrównoważonego rozwoju. Dotyczy to wszystkich etapów wzajemnych relacji – od analizy ryzyka przez zarządzanie, kontrolę wewnętrzną, aż po ewentualne zapewnienie środków zapobiegawczych i łagodzących.

ESG – tak, ale za 3 lata

Jak zauważają eksperci Deloitte, swoimi odpowiedziami dyrektorzy finansowi potwierdzają, że czynniki pozafinansowe, w tym przede wszystkim czynniki ESG, będą mieć wpływ na koszty kapitału w najbliższej przyszłości. – Zastanawiające jest jednak to, że ich znaczenie dostrzegają nie tu i teraz, ale dopiero w perspektywie najbliższych trzech lat. Znaczenie ochrony środowiska, działalności społecznej i ładu korporacyjnego, stanowiących jeszcze do niedawna niszę, potwierdzają decyzje biznesowe największych funduszy na świecie, które mając na uwadze rosnące znaczenie ryzyk klimatycznych, stopniowo podejmują decyzje o odejściu od finansowania np. inwestycji w nieodnawialne źródła energiimówi Rafał Rudzki, Partner Associate, Sustainability Consulting Central Europe w Deloitte.

Co istotne, w pierwszym półroczu 2020 r. kryzys pandemiczny znacznie podniósł globalne znaczenie czynników ESG, potwierdzając że działanie w oparciu o priorytety zrównoważonego rozwoju pozwala na ograniczenie ryzyk, zapewnienie odporności biznesu na turbulencje, a w długofalowej perspektywie czasowej również lepsze wyniki.

Odpowiedzialne finansowanie

W ocenie polskich CFO w najbliższych trzech latach o łatwym dostępie do rynków kapitałowych będą decydować kwestie odpowiedzialności społecznej (31 proc.) oraz ochrony środowiska (24 proc.). Mniejszy wpływ mieć będzie ład korporacyjny (13 proc.). Co ciekawe, 18 proc. pytanych nie wskazało żadnej z kwestii ESG i – co więcej – aż 15 proc. z nich wolało na takie pytanie w ogóle nie odpowiadać. Dyrektorzy finansowi wskazują, że dostępność finansowania w przyszłości może zależeć od działań podejmowanych w sferze czynników ESG, przy czym dominującą role będą miały te podejmowane wobec społeczeństwa i środowiska. – Pandemia zdecydowanie wpłynęła na wzrost znaczenia kwestii społecznych w zarządzaniu. Konsekwentne inwestowanie w rozwój kapitału ludzkiego, a także budowanie transparentnych relacji z pracownikami, w czasach kryzysu mogą zaprocentować. Analitycy wskazują, że firmy z kulturą zarządzania rozwiniętą w oparciu o czynniki ESG mają większą skłonność do przyciągania i zatrzymywania w firmie talentów, budują i utrzymują wyższą motywację pracowników, a także zapewniają wyższą produktywność – mówi Rafał Rudzki. Jaki wpływ na wyniki finansowe firm wywiera ESG?

Prawo a gry komputerowe – kiedy i gdzie gra może być zablokowana?

0

Zakaz prezentowania symboli nazistowskich, krwi lub szkieletów to tylko niektóre z obostrzeń, które poszczególne kraje nakładają na gry komputerowe. O to, by dany tytuł otrzymał odpowiedni rating, który umożliwi jego dystrybucję w danym państwie, zadbać muszą wydawcy.

Gracz zwykle nie zastanawia się nad tym, jak długą drogę musi przejść gra, by ostatecznie trafiła do jego konsoli. Poza samym procesem produkcyjnym i marketingowym, tytuł musi spełnić też pewne wymagania formalne. Jednym z ważniejszych, obok podpisania umowy z platformą sprzedażową (np. PlayStation lub Xbox) jest uzyskanie ratingu, który określa wymagany minimalny wiek gracza. Bez otrzymania ratingu, przyznawanego przez specjalistyczne agencje, nie dojdzie do premiery na danym rynku.

– Wśród najbardziej znanych agencji są m.in. CERO w Japonii, ESRB w USA, Kanadzie i Meksyku, czy też PEGI, która obowiązuje w większości krajów europejskich, w tym w Polsce. Funkcjonują też mniejsze, krajowe agencje, jak np. ELSPA w Wielkiej Brytanii, USK w Niemczech, VET/SFB w Finlandii, czy też OFLC w Austrii. Ratingi przyznawane są tylko grom na konsole, a platforma Steam na PC takich ratingów nie wymaga. Do tego dochodzą regulacje prawne zapisane w ustawach poszczególnych krajów – tłumaczy Iwona Gaura-Chlewicka, Director of Release & Business Development krakowskiego wydawnictwa gier komputerowych, All in! Games mającego w swoim portfolio zarówno polskie, jak i zagraniczne projekty, m.in. Ghostrunnera. 

Faszyzm dozwolony od 18.roku życia

– Żeby wydać grę, trzeba najpierw uzyskać rating organizacji odpowiedniej dla danego kraju. Wśród państw, które nakładają najwięcej restrykcji są m.in. Niemcy, gdzie bardzo zwraca się uwagę na nazistowskie lub faszystowskie treści i symbole. Jeśli w grze znajduje się wizualizacja krwi, zabijania lub broni to otrzyma ona oznaczenie +16 lub +18, czyli będzie dostępna tylko dla osób w odpowiednim wieku, które przy zakupie muszą okazać dokument tożsamości. Prawo w Niemczech jasno określa, jakich rzeczy nie wolno pokazywać, choć ostatnio te obostrzenia zaczęły być luzowane – dodaje Iwona Gaura-Chlewicka.

Są przykłady gier, które w Niemczech nie zdołały otrzymać żadnego ratingu i automatycznie, niezależnie od kontekstu pojawiających się treści nazistowskich, trafiły na “czarną listę” (zgodnie z ustawą “Strafgesetzbuch, sekcją 86a”, określającą zasady stosowania “symboli organizacji niekonstytucyjnych”). Tak było do 2018 roku. Potem jednak poluzowano przepisy i od tamtego momentu nawiązania do faszyzmu, jak np. swastyka, mogą pojawić się w grze, o ile kontekst jest akceptowany społecznie. W przeszłości część wydawców decydowało się na modyfikowanie swoich tytułów poprzez usunięcie kontrowersyjnych znaków, misji lub opcji, by był on dopuszczony na dany rynek. Tak było w przypadku “Wolfenstein: The New Order”, gdzie zastąpiono nazistowskie symbole innymi.

Gra Made in China

– Ciekawie wygląda także sytuacja z rynkiem chińskim. Jest on bardzo specyficzny pod względem tego, co jest dozwolone kulturowo. Tam wizualizacja np. szkieletu jest zabroniona, gdyż jest to społecznie niedopuszczalne, by pokazywać szczątki ludzkie – wyjaśnia dyrektor działu release w All in! Games.

Zgodnie z wytycznymi chińskiego Ministerstwa Kultury niedozwolone mogą być gry, w których treści nawiązują do przemocy, hazardu, seksu, narkotyków, podważają chińską konstytucję, tradycję, kulturę, krytykują władze, wojsko, albo przedstawiają Tybet jako niezależne państwo. Do tego dochodzi fakt, że wiele platform, takich jak Steam, GOG.com, Origin, PlayStation Store, czy Xbox Store są tam po prostu zablokowane i mają swoje krajowe odpowiedniki.

Prawo na świecie

W Wenezueli wprowadzono prawo (Ley para la Prohibición de Videojuegos Bélicos y Juguetes Bélicos), zgodnie z którym zakazane są gry, w których strzela się do innych ludzi. Był to jeden ze sposobów rządu na zmniejszenie wysokiej przestępczości w kraju. W Japonii restrykcje są stosunkowo luźne, choć niektóre produkcje musiały być ocenzurowane, a w przypadku Fallout 3 trzeba było zmienić nazwę broni z Fat Man na Nuka Launcher. Wynikało to z tego, że bomba atomowa, która w 1945 spadła na Nagasaki, nazywała się właśnie Fat Man. Co ciekawe, w prefekturze Kagawa władze zakazały dzieciom poniżej 18. roku życia grać dłużej niż 60 minut w dni tygodnia i 90 minut w weekend. Był to pierwszy tego typu zakaz na świecie.

Pojedyncze gry, w których pojawiały się bardzo brutalne sceny, były blokowane w Brazylii. Z tego samego powodu, lub z powodu występowania scen hazardu, nagości, seksu, postaci homoseksualnych, czy też przedstawiania danej religii lub kraju w złym świetle, podobny los spotkał również niektóre tytuły w krajach muzułmańskich. Do takich można zaliczyć Zjednoczone Emiraty Arabskie, Iran, czy też Pakistan. Gry w Rosji (podobnie jak filmy i inne publikacje) są oceniane przez tamtejszą agencję ratingową i podlegają regulacjom zawartym w ustawie 436-FZ. Zgodnie z jej treścią, zabronione jest dystrybuowanie materiałów “szkodliwych dla zdrowia i rozwoju dzieci”. Z powodu stosunkowo restrykcyjnych obostrzeń więcej produkcji otrzymuje tam rating 18+.

Korea Południowa zdecydowała się zablokować jedną z gier, w której występowały niebezpieczne nawiązania do Korei Północnej (tu z kolei blokowane są praktycznie wszystkie produkty z zagranicy). W Nowej Zelandii prawo “veta” ma tzw. Chief Censor, mianowany przez Ministra Spraw Wewnętrznych, jeśli uzna on, że gra jest zbyt kontrowersyjna. Natomiast w Malezji na taki krok może zdecydować się Islamski Departament Religii (JAIS), gdy zauważy elementy sprzeczne z wiarą muzułmańską.

– Jako All in! Games nigdy nie mieliśmy problemu z zakazaniem sprzedaży gry przez określone treści. Jeśli zawiera ona kontent odpowiedni tylko dla starszych graczy, to otrzymuje po prostu wyższy rating, co wiąże się z bardziej ograniczoną grupą odbiorców. W przypadku Japonii, nasze tytuły są czasami wydawane z kilkutygodniowym opóźnieniem wobec głównej premiery, gdyż wymagania lokalnej agencji ratingowej CERO są cięższe do spełnienia pod względem formalnym. Z podobnego powodu nie publikujemy gier w Arabii Saudyjskiej, czy Korei Południowej. Pozyskanie ratingów dla tych kierunków jest trudniejsze, a też potencjalny zarobek jest mniejszy – podsumowuje Iwona Gaura-Chlewicka z All in! Games.

Trzy dni na zwrot środków z rachunku VAT – idą dobre zmiany w split payment?

Split Payment, czyli mechanizm podzielonej płatności za faktury, obowiązuje w niektórych branżach od 1 listopada 2019 roku. Spotykał się on z krytyką przedsiębiorców, którzy wskazywali na niego jako na jedną z najgorszych zmian w prawie wprowadzonych w ubiegłym roku[1], m.in. z powodu zamrażania środków zgromadzonych na rachunku VAT. Teraz w Sejmie pojawił się projekt ustawy, który zobliguje Urzędy Skarbowe do wydawania postanowienia o uwolnieniu środków zgromadzonych na tym rachunku w ciągu trzech dni zamiast dotychczasowych 25. Zdaniem ekspertów inFakt taka zmiana pomoże wielu przedsiębiorcom.

Split Payment podzielił konto firmowe na rachunek główny i rachunek VAT. W przypadku otrzymania przelewu wykonanego tą metodą kwota netto trafia na rachunek główny, a kwota VAT automatycznie jest księgowana na rachunku VAT. Przedsiębiorca nie może dowolnie zarządzać zgromadzonymi na nim środkami, nie ma możliwości ich wypłacić. Jedyna opcja ich wykorzystania to wykonywanie kolejnych przelewów split payment oraz opłacanie podatków i składek na ZUS.

Jeśli przedsiębiorca chciałby uwolnić środki zgromadzone na rachunku VAT, musi napisać wniosek do właściwego dla niego Urzędu Skarbowego i poprosić o ich zwrot. Czas na rozpatrzenie takiego pisma wynosi obecnie 25 dni. W Sejmie pojawił się jednak nowy projekt ustawy, według którego Urząd Skarbowy byłby zobowiązany do wydania postanowienia w ciągu 3 dni (druk 327 – art. 4 pkt 3). Dzięki temu w przypadku, kiedy przedsiębiorca nie potrzebuje tych pieniędzy do uregulowania należności podatkowych, ani nie musi opłacać nowych faktur od kontrahentów, środki na koncie VAT mogłyby szybciej trafić na wskazany przez niego rachunek. W ocenie ekspertów z firmy inFakt planowana zmiana pomoże przedsiębiorcom także w przypadku trudności finansowych wynikających z pandemii.

Miejmy nadzieję, że ustawodawca zajmie się tym tematem jak najszybciej. Sam projekt zmian pojawił się już w kwietniu. Tymczasem przedsiębiorcom powoli kończy się pomoc z tarcz antykryzysowych, a uwolnienie środków z konta VAT może stać się wsparciem w czasie pandemii – zauważa Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt. – Powyższa zmiana jest więc przez wielu bardzo oczekiwana. Jest to wyjście naprzeciw przedsiębiorcom, którzy borykają się teraz z problemami finansowymi. Zwolnienie środków z konta VAT w ciągu 3 dni przyniesie same korzyści i poprawi płynność finansową wielu przedsiębiorstw.

[1] Badanie inFakt z lutego 2020 roku na grupie 300 przedsiębiorców

Innowacje w produkcji dla polskiego przemysłu spożywczego

W przemyśle spożywczym zachodzą poważne zmiany związane z rozwojem technologii smart factory. Fabryki i zakłady produkcyjne coraz częściej muszą być wyposażone w nowoczesne i innowacyjne rozwiązania poprawiające dostępność, efektywność, konkurencyjność i jakość systemów – zwłaszcza w dobie pandemii koronawirusa. Eksperci przekonują, że z wykorzystaniem takiej technologii w sektorze spożywczym możliwe są dynamiczne reakcje, cięcie kosztów, a nawet generowanie rezerw kapitałowych na trudniejsze okresy produkcyjne. 

Polska jest jednym z głównych producentów żywności w Europie. Udział krajowych wytwórców w całym unijnym sektorze spożywczym według danych Eurostatu wynosi aż 9%. Wytwarzanie artykułów spożywczych stanowi około 16% całkowitej produkcji sprzedanej przemysłu oraz daje zatrudnienie ponad 380 tys. osób. To zatem największy sektor przetwórstwa przemysłowego w Polsce. Producenci tej gałęzi generują 3% wartości dodanej brutto ogółem w gospodarce oraz 11% wartości dodanej przemysłu. Kondycja finansowa firm branży spożywczej w prostej linii przekłada się na stan całej gospodarki. I choć imponujące tempo zwiększania wartości produkcji ze 140 mld zł w 2010 roku do około 240 mld zł w 2019 roku obecnie zastopowała pandemia, to branżowi eksperci wskazują na dostępne rozwiązania procesowe i systemowe, które przywrócą trend wzrostowy. 

Czas to pieniądz

Według badania Indeks IBŻ przeprowadzonego w kulminacyjnym momencie pandemii 60% firm przetwórczych wciąż pozytywnie określało swoją sytuację finansową. Perspektywa dostrzegania trudności zmieniała się jednak wraz z zamrażaniem gospodarki. Jeszcze na początku 2020 roku niepokój o przyszłość firmy sygnalizowało 20% przetwórców. Pod koniec kwietnia wskaźnik ten wzrósł już do 30%. Coraz więcej przedsiębiorców prognozuje też na przestrzeni najbliższych 12 miesięcy regres w swojej działalności, zważywszy również na ryzyko potencjalnych przestojów i usterek podczas produkcji. Dane charakterystyczne z samej tylko branży piwowarskiej pokazują, że błędy w produkcji mogą być kosztowne. Co roku straty wynikające z nieefektywności produkcji na całym świecie osiągają poziom 8,3 mld euro. W rezultacie mogą stanowić do 5% całkowitej wartości produkcji.

– Produkcja żywności płynnej czy napojów jest znacznie bardziej zróżnicowana niż jeszcze kilka lat temu. Oczekiwania konsumentów mają zatem duży wpływ na procesy produkcyjne producentów żywności. Wymagają one znacznie większej elastyczności, a przez to bardziej złożonych procesów produkcyjnych. Konsumenci oczekują większej różnorodności, większej funkcjonalności żywności i mają coraz wyższe wymagania co do jej niezmienności. Są oni jednak również skłonni zapłacić więcej za te usługi – podkreśla Aleksandra Banaś, prezes zarządu katowickiej spółki ifm electronic, produkującej innowacyjne rozwiązania stosowane w branży spożywczej.

Jeśli dodać do tego problemy spowodowane wystąpieniem pandemii koronawirusa, to widać, że producenci, by utrzymać się na rynku, muszą poszukać oszczędności, które w dalszej perspektywie pozwolą na odbudowę i rozwój przedsiębiorstw. Zdaniem specjalistów to realne – za sprawą nowoczesnych i innowacyjnych rozwiązań, jakie mogą być stosowane w przemyśle spożywczym. 

Kapitał rozwiązań

Producenci żywności muszą skonfigurować swoje systemy tak, aby można je było szybko zmieniać z jednego artykułu na drugi, co zapewni wymaganą różnorodność produktów. Powinni utrzymywać krótkie czasy i niskie koszty zmian produkcyjnych, aby zapewnić optymalną wydajność systemu oraz monitorować procesy na wczesnym etapie, by wykrywać źródła usterek i w ten sposób unikać przestojów i strat w produkcji, a także braków w jakości produktów. Wreszcie mają zapewnić przejrzyste i zrównoważone projektowanie procesów produkcyjnych w celu przekonania klientów do niezmienności produkcji.

Obawy przed drugą falą epidemii i jej negatywnym wpływem na rynki eksportowe powodują, że przedsiębiorcy z dużą ostrożnością podchodzą do ewentualnych inwestycji i możliwości zwiększenia sprzedaży na rynkach zagranicznych. Również szybko rosnące koszty produkcji związane między innymi z koniecznością utrzymania drogich antycovidowych procedur nie sprzyjają stabilności funkcjonowania. Warto zauważyć, że duża część zakładów wykorzystała swoje rezerwy na przetrwanie pierwszej fali pandemii. Większość utrzymała miejsca pracy mimo spadku sprzedaży sięgających nawet 25%, jak to miało miejsce na przykład w branży napojowej. Jeżeli sytuacja powtórzy się jesienią, część firm, która nie będzie miała żadnych rezerw może nie przetrwać przewiduje w branżowych mediach Andrzej Gartner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Wśród narzędzi stosowanych w branży spożywczej specjaliści wyróżniają rozwiązania służące do pomiaru: ciśnienia, poziomu, przewodności, temperatury, monitorowania drgań, a także zastosowania w dziedzinie okablowania. Te w zakresie automatyki umożliwiają sprostanie nowym wymaganiom w trakcie produkcji żywności i dotrzymanie kroku konkurentom pod względem technologii. 

Bezbłędne pomiary

Aby ograniczyć przestoje, zwiększyć dokładność, dostępność i wyeliminować ryzyko marnowania produktu, wiele koncernów i fabryk zaufało rozwiązaniom ciśnieniowym dla zbiorników i pojemników. Korzystając z czujników poziomu, można na przykład uniknąć strat produkcyjnych, monitorując poziom zbiorników z dużą precyzją i widząc je na pulpicie w czasie rzeczywistym. Ich instalacja oznacza łatwe diagnozowanie cel ceramicznych, pęknięcie membrany powoduje sygnał błędu, montaż bez ryzyka uszkadzania czy wyższą trwałość w porównaniu z membraną metalową.

Najdokładniejsze informacje o poszczególnych procesach zbierane są dzięki cyfrowym danym, które w praktyce oznaczają dokładny odczyt pustego zbiornika, dzięki stabilnemu pomiarowi, ulepszoną kompensację temperatury, umożliwiającą krótsze cykle mycia i szybsze procesy czyszczenia. Jednocześnie wyeliminowano ryzyko zanieczyszczenia olejem za sprawą technologii suchej celi ceramicznej, uzyskano zapobieganie uszkodzeniom podczas montażu, nie ma też obaw o nieszczelność.

Koszty i czas stosowane w procesach można też oszczędzić, ograniczając przestoje, poprawiając kwestię czyszczenia lub pozyskując więcej informacji o procesie dzięki sygnałowi cyfrowemu. Niezawodne działanie czujnika cyfrowego gwarantowane jest pomimo osadu na powierzchni pomiarowej. Wykrywanie obrotów, pozostałości środka czyszczącego czy osadu zapewnia też optymalizację cykli mycia. 

Energia oszczędności

Oszczędzanie energii w procesie mycia i poprawa jakości produktu możliwe są dzięki rozwiązaniom z zakresu przewodności, z zastosowaniem czujników z serii LDL. Ograniczenie marnowania wody, środków chemicznych i energii nie tylko pozytywnie wpływa na środowisko naturalne, ale zwiększa też wydajność całego procesu produkcji. Z kolei wykrywanie przesunięcia faz ciekłych zapewnia odprowadzenie płynu czyszczącego oraz ogranicza straty produktu i wody płuczącej.

Komunikacja cyfrowa w przypadku pomiarów temperatury i przewodności to także najdokładniejszy i bezstratny sygnał oraz łatwa regulacja procesu przez dodatkowe dane z nowych punktów pomiarowych. Identyfikacja problemów w procesie lub czujniku przed ich wystąpieniem możliwa jest również dzięki zdalnemu monitorowaniu. To ogranicza ryzyko wycofania produktu, zapewnia szybszy czas reakcji. System wykryje spowodowane niedokładnym pomiarem temperatury błędne procesy pomiędzy cyklami kalibracji, ponieważ zintegrowana technologia kontroli monitoruje dokładność działania czujnika w czasie rzeczywistym.

Producenci mogą poprawiać także efektywność całych procesów. Zastosowanie czujników temperatury typu TCC z wewnętrznym systemem sprawdzania dryftu zapewnia ciągłe monitorowanie odchyleń. Dodatkowo konsekwencją eliminacji błędów wynikających z ręcznych pomiarów i ręcznego zapisu jest dokładny zapis jakości opatrzony znacznikiem czasu. Szybki czas reakcji zapewnia szybką odpowiedź na krytyczne zmiany temperatury w procesie. System dryftu odniesienia eliminuje ryzyko utraty jakości produktu spowodowane niedokładnym pomiarem temperatury procesu pomiędzy cyklami kalibracji. Zintegrowana technologia kontroli kalibracji umożliwia z kolei monitoring dokładności działania czujnika w czasie rzeczywistym. 

Innowacyjne części

Do skrócenia czasu przestoju przyczynią się też części zamienne, kompleksowo wydłużające trwałość urządzeń. Samo zwiększanie rentowności instalacji możliwe jest między innymi dzięki monitorowaniu drgań, wykrywaniu wadliwych łożysk lub silników przed wystąpieniem awarii czy planowaniu konserwacji na czas przestoju. Predykcyjny system konserwacji (wymiana następuje tylko wtedy, gdy jest konieczna) zoptymalizuje budżet i ograniczy ryzyko nieosiągnięcia celów produkcyjnych z powodu nieplanowanych przestojów.

Innym kluczowym czynnikiem są nowoczesne rozwiązania okablowania dla przemysłu spożywczego. To one zapewnią niższe nakłady pracy i robociznę, rzadszą wymianę kabli i ograniczone wnikanie wody za sprawą wytrzymałych materiałów. Przykłady? Wytrzymałe połączenie eliminuje zatrzymania z powodu cykli termicznych i wibracji prowadzących do poluzowania. Możliwa jest szybka wymiana czujników i sprawniejsze połączenia kabli zamiast szafy sterowniczej. Długotrwałe użytkowanie w trudnych warunkach zapewniają materiały odporne na środki czyszczące i wstrząsy temperaturowe.

Jeszcze do niedawna, w kilkuletniej perspektywie do 2020 roku, firmy korzystające z rozwiązań smart factory, uczestniczące w badaniu pod tytułem „Przemysł 4.0, czyli wyzwania współczesnej produkcji” opracowanym przez PricewaterhouseCoopers, liczyły na średni spadek kosztów operacyjnych na poziomie 3,6% w skali roku. To według ekspertów z branży przekładać się miało bezpośrednio na około 350 mld euro oszczędności rocznie, uzyskiwanych dzięki wykorzystaniu zintegrowanych i nowoczesnych systemów planowania i realizacji produkcji – nawet w czasach pandemii koronawirusa.

Dlaczego szukamy nowej pracy? Specjaliści IT to wiedzą. Nowy raport No Fluff Jobs

Dla 78 proc. specjalistów IT podstawowym czynnikiem wpływającym na decyzję o zmianie pracy jest niezadowolenie z wynagrodzenia. Na kolejnych miejscach są kultura pracy w firmie i atmosfera w zespole – wynika z badania portalu z ogłoszeniami o pracę dla branży IT No Fluff Jobs OFFBOARDING W IT”. Aż połowa informatyków zmienia pracę przynajmniej raz na 2 lata, a nową posadę co trzeci z nich znajduje już w ciągu miesiąca.   

Co motywuje do zmiany pracy?

Wynagrodzenie jest podstawowym powodem podjęcia decyzji o rozstaniu z firmą, niezależnie od poziomu doświadczenia i zajmowanego stanowiska – lider, senior, mid czy junior. Motorem do podjęcia decyzji o zmianie pracy dla 52 proc. specjalistów IT jest brak poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa. Dużą rolę również odgrywa również bezpośredni menedżer. Z raportu No Fluff Jobs wynika, że złe zarządzanie zespołem czy brak dopasowania na linii przełożony-pracownik jest przyczyną decyzji o zmianie pracodawcy aż dla 48 proc. ankietowanych. Ciągłe modyfikacje w projekcie są powodem odejścia dla 38 proc. specjalistów, a brak określonych kompetencji w zespole wymieniło 29 proc. pytanych o powody rozstania.

– Wyniki naszej ankiety wyraźnie pokazują, że wynagrodzenie, warunki pracy i kultura organizacyjna to najważniejsze czynniki wpływające na decyzję o pozostaniu u obecnego pracodawcy lub o zmianie firmy. O ile na wynagrodzenie nie zawsze jako lider zespołu czy HR mamy bezpośredni wpływ, o tyle na pozostałe obszary już tak. Warto rozmawiać z ludźmi o ich potrzebach, pytać jak się czują w organizacji i identyfikować obszary, które możemy, w większości przypadków, łatwo poprawić. Czasem małe zmiany mają duże znaczenie.  – mówi Aleksandra Kubicka, HR Business Partner w No Fluff Jobs. 

Sytuacja związana z Covid 19 wpłynęła na rynek pracy w IT. Aż 33 proc. specjalistów dotknęły redukcje poziomu wynagrodzeń. Jedna trzecia odczuła zwolnienia w ich firmach, tyle samo z tego powodu zaczęło szukać nowej pracy.

Dlaczego specjaliści odchodzą

Ankieta pozwala poddać w wątpliwość panujące obecnie przekonanie, że specjaliści IT są pasywni i bierni w poszukiwaniu pracy. Aż 24 proc. pytanych regularnie sprawdza oferty i aplikuje na nie, gdy uzna, że oferta jest konkurencyjna do obecnej posady. Ponad połowa respondentów (54 proc.) deklaruje, że zaczyna szukać nowej pracy dopiero, gdy osiągnie pewność, że chce ją zmienić. U 15 proc. ankietowanych decyzją o zmianie rządzi impuls. Często powodem jest nagła, nieakceptowana sytuacja w firmie. Rekomendacje od znajomych to powód szukania nowej pracy u zaledwie 4 proc. ankietowanych.

– Co ciekawe, możemy również zauważyć, że wraz ze wzrostem seniority, wynagrodzenie schodzi na dalszy plan, choć nadal jest ono bardzo ważne. Może być to spowodowane zmieniającymi się potrzebami związanymi z rosnącym doświadczeniem i sytuacją życiową. Im bardziej jesteśmy doświadczeni, tym ważniejsza staje się dla nas kultura i warunki pracy, które zapewnia firma.- wyjaśnia Aleksandra Kubicka.

Jak często specjaliści IT zmieniają pracę?

Jak często specjaliści IT zmieniają pracę? Aż połowa pytanych przez portal No Fluff Jobs specjalistów zmienia pracę co dwa lata. Częściej robią to osoby na niższych stanowiskach i z mniejszym doświadczeniem. Grupą, która najrzadziej decyduje się na zmianę zatrudnienia są liderzy. Tylko 26 proc. z nich zmienia pracę w przeciągu 2 lat. Co kilka miesięcy pracę zmienia zaledwie 3 proc. ankietowanych.

Poszukiwanie nowej pracy zajmuje co trzeciemu specjaliście miesiąc, trzech na czterech zmienia ją w 3 miesiące. Tylko 10 proc. deklaruje, że trwa to ponad pół roku. Co ważne, doświadczenie nie ma wpływu na długość poszukiwania pracy w tej grupie. Aż 7 proc. ankietowanych otrzymuje nową posadę w dwa tygodnie. 

Chęć zmiany i reakcja pracodawców

Jak wynika z badania No Fluff Jobs, aż 2 na 3 pracowników rozmawia ze swoimi współpracownikami o planowanym odejściu, liderowi mówi o tym co drugi specjalista, niezależnie od doświadczenia.

Jak reagują pracodawcy? Różnie. Większość pracodawców próbuje wpłynąć na decyzję o zmianie pracy odchodzącej osoby. 73 proc. ankietowanych spotkało się z próbą zatrzymania ich w firmie. W grupie seniorów i ekspertów odsetek ten wyniósł aż 85 proc.

Co ciekawe, 23 proc. specjalistów po złożeniu wypowiedzenia dałoby się przekonać do zmiany decyzji. Aż 73 proc. przekonałaby do tego zmiana wysokości pensji, 58 proc. zatrzymałaby zmiana warunków pracy, a 33 proc. nowy  projekt. Nic nie przekonałoby 10 proc. ankietowanych.

A czy wracają na stare śmieci? Prawie 40 proc. odchodzących pracowników rozważa powrót do swoich byłych pracodawców. Chęć powrotu rośnie wraz ze stażem pracy.

Pracodawcy nie podają prawdziwych powodów rozstania?

Odchodzący z firmy pracownicy oczekują nieformalnej rozmowy z przełożonym na temat powodów rozstania –  odpowiedziało tak 58 proc. ankietowanych. Dla 55 proc. odchodzących ważny jest czas na przekazanie obowiązków.

Dodatkowo, jak wynika z raportu No Fluff Job, firmy popełniają sporo błędów podczas procesów związanych z rozstaniem z pracownikiem. 66 proc. ankietowanych uważa, że pracodawcy wskazują fałszywe powody rozstania, a 81 proc. deklaruje, że nie dostało wcześniej feedbacku na temat zachowań czy działań, które powinien poprawić. 

– Fundamentem dla dobrego rozstania z pracownikiem powinna być z jednej strony przestrzeń na rozmowę, podsumowanie dotychczasowych doświadczeń pracownika i poznanie powodów, dla których zdecydował się firmę opuścić. Kluczem do sukcesu jest uważne wsłuchanie się w argumenty przedstawione przez odchodzącego pracownika i wyciągnięcie z nich wniosków. – podsumowuje Maja Gojtowska, autorka bloga Gojtowska.com i książki“ Candidate experience. Jeszcze kandydat czy już klient?”.

Brakuje nam relacji społecznych i elastycznych biur

Mimo, że praca zdalna ma wielu zwolenników, nie jest ona w stanie w pełni zastąpić pracy w biurze. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Cushman & Wakefield oraz Antal pt. „Elastyczność specjalistów i menedżerów w dobie zmiany” pracownikom podczas pracy z domu brakuje głównie relacji społecznych, dodatkowo – odczuwają również brak równowagi między życiem prywatnym a zawodowym. Eksperci spodziewają się, że po pandemii biuro będzie pełnić nową funkcję.

  • 74% badanych wskazało, że podczas nieobecności w biurze najczęściej brakuje im relacji społecznych,
  • 81% respondentów uważa, że biura powinny być bardziej elastyczne i zapewniać pracownikom możliwość zmiany miejsca pracy w zależności od wykonywanych zadań,
  • 70% badanych jest zdania, że powierzchnie biurowe powinny być dostosowane do nowych standardów antyepidemicznych.

Relacje społeczne powodem do powrotu

Przed pandemią specjaliści i menedżerowie mieli możliwość wykorzystania średnio 5 dni pracy zdalnej w miesiącu. Wciąż jest to przeciętna wartość oczekiwana w przyszłości, choć aż 1/5 badanych chciałoby mieć taką możliwość w wymiarze większym niż 15 dni w miesiącu. Podczas zdalnego wykonywania obowiązków specjalistom i menedżerom brakuje najczęściej relacji społecznych (74% wskazań), a także rozgraniczenia życia prywatnego od służbowego (56% wskazań). Warto zwrócić uwagę, że 42% respondentów deklaruje, że na pracę poświęca więcej czasu niż zwykle. Najwięcej badanych ceni sobie w pracy zdalnej oszczędność czasu na dojazdach (90%) oraz możliwość połączenia pracy z innymi obowiązkami domowymi (50% wskazań).

czego_ci_brakuje_podczas_pracy_zdalnej

Warto przeanalizować pytanie o zalety pracy zdalnej w kontekście braków w dzisiejszych biurach. Oszczędności czasu na dojazdach firmy nie są w stanie zagwarantować, ale już mogą tworzyć pokoje pracy w skupieniu i ciszy – a taką zaletę pracy w domu wskazuje niemal co drugi respondent. Można również postawić na większy liberalizm w wymogach odnośnie dress code, gdyż możliwość nieformalnego ubioru okazała się również ważna dla znaczącej części specjalistów i menedżerów – komentuje Fabian Pietras, Business Unit Director w Antal.

Biuro dostosowane do potrzeb

Pandemia udowodniła, że zdecydowana większość specjalistów i menedżerów (93%), którzy pracowali w tym czasie zdalnie, jest w stanie wykonywać obowiązki zawodowe w tej formie bez przeszkód. Co więcej, 78% respondentów jest usatysfakcjonowanych z takiej formy pracy. Prawdopodobnie taki sposób wykonywania obowiązków zawodowych   pozostanie z nami na dłużej, dzięki czemu powierzchnie biurowe będą miały nową funkcję –staną się inspirującym miejscem, które będzie budować i wspierać kulturę organizacji, ułatwiać proces uczenia się, zachęcać do budowania więzi pomiędzy współpracownikami i klientami oraz sprzyjać kreatywności i innowacyjności. Przed pandemią w biurach zdominowanych przez open space, ale z dużą liczbą miejsc do spotkań i pomieszczeń wspierających, pracowało 23% badanych – teraz 81% respondentów uważa, że biura powinny być bardziej elastyczne i zapewniać pracownikom możliwość zmiany miejsca pracy w zależności od wykonywanych zadań, a 61% – że biura powinny w głównej mierze spełniać funkcje społeczne.

Relacje społeczne są niezwykle istotnym elementem, a ich brak został wskazany przez ¾ ankietowanych, jako największa niedogodność wynikająca z wykonywania obowiązków zdalnie. Jest to jeden z aspektów, który pokazuje, że mimo zwiększenia udziału pracy zdalnej, biura pozostaną niezwykle ważne dla każdej firmy. Zgodnie z przewidywaniami, przestrzeń biurowa będzie ewoluować od tradycyjnego biura w jednej lokalizacji do modelu hybrydowego, łączącego w różnym stopniu pracę w standardowej przestrzeni z biurem elastycznym oraz przy wykorzystaniu pracy zdalnej. Wszelkie formy modeli hybrydowych powinny być dostosowane do specyfiki i strategii danej organizacji, tak żeby wspierać efektywność i dobre samopoczucie pracowników – mówi Katarzyna Lipka-Nawrocka, Associate Director, Consulting & Research Manager, Cushman & Wakefield.

Dodatkowo 85% badanych uważa, że pracodawcy powinni oferować większe możliwości pracy zdalnej, a 82% respondentów, że menedżerowie powinni mieć regularne szkolenia z zakresu zarządzania pracownikami wykonującymi obowiązki zdalnie. Bardzo istotny jest też fakt, że aż 70% badanych uważa, że powierzchnie biurowe powinny być dostosowane do nowych standardów antyepidemicznych.

biorac_pod_uwage_zdobyte_doswiadczenie

Styl pracy po COVID-19. Wyzwania pracodawców

COVID-19 niewątpliwie wpływa trwale na postawy przyjmowane przez Polaków w stosunku do pracy, jej roli w życiu i stylu jej wykonywania. Pandemia zmieniła część naszych postaw i preferencji zawodowych stawiając przed firmami nowe wyzwania. Eksperci Pracuj.pl zidentyfikowali cztery „miękkie” obszary, na które warto zwrócić uwagę w kontekście organizacji pracy i budowy relacji pracowników z pracodawcami.

Omawiane wyzwania firm po pandemii:

stylpracy1

Zawodowe życie po pandemii

Na przełomie kwietnia i maja 2020 roku zespół Pracuj.pl zapytał użytkowników portalu o ich postawy dotyczące życia zawodowego w obliczu pandemii COVID-19. Wnioski z badania „Praca w dobie koronawirusa” oraz analiza wydarzeń, które miały miejsce także po jego premierze pozwalają zidentyfikować wyzwania pracodawców i pracowników nieuniknione w okresie „nowej normalności”, które są związane z:

  • nową rolą biur i przestrzeni pracy,
  • integracją rozproszonego zespołu,
  • zmianami w ofercie benefitów,
  • zrozumieniem stylu życia różnych grup.

Biura: ewolucja miejsca pracy

W drugiej połowie maja i czerwcu 2020, wraz z odmrażaniem kolejnych sektorów gospodarki i znoszeniem obostrzeń, część firm zaczęła ponownie otwierać dostęp do biur dla pracowników. O całkowitym powrocie do sytuacji sprzed pandemii nie sposób było jednak mówić. Pracodawcy, którzy mogli sobie pozwolić na dalszą pracę zdalną zespołów – np. bez znaczącego spadku efektywności – wprowadzali różnego rodzaju rozwiązania obniżające ryzyko zakażeń. Należały do nich m.in. dobrowolny wybór miejsca pracy przez pracowników, udostępnienie tylko części biurek w budynku czy rotacyjna obecność w biurach poszczególnych zespołów.

atylpracy2

Według ekspertów sytuacja ta będzie mieć miejsce jeszcze przez wiele miesięcy. Wielki test pracy zdalnej, jakim był wybuch pandemii, w wielu środowiskach wypadł zaskakująco pozytywnie. Jak wpłynie to na rolę biur i innych przestrzeni pracy w życiu firm? Z jednej strony zdecydowana większość pracowników (89%) chce pracować przynajmniej częściowo zdalnie po opanowaniu pandemii. Z drugiej jednak tylko 10% chciałoby wykonywać 100% etatu spoza biura.

Co więcej, według badania „Praca w dobie koronawirusa” aż 57% respondentów pracujących zdalnie uznało, że ten model wykonywania obowiązków pozwolił im bardziej docenić możliwość przychodzenia do biura i bezpośrednich spotkań ze współpracownikami. Kulturotwórcza i integracyjna rola firmowej siedziby jest nie do przecenienia. Można spodziewać się więc, że biura stopniowo będą ewoluować w stronę miejsc dedykowanych aktywnej pracy zespołowej, organizacji spotkań projektowych i budowaniu więzi między współpracownikami. Rzadziej natomiast będą służyć jako przestrzeń traktowana wyłącznie jako miejsce indywidualnej, codziennej pracy w stale wyznaczonym miejscu.

Integracja: osobno, a jednak razem

Praca zdalna ma też swoją ciemniejszą stronę. Długotrwałe przebywanie w domu, zindywidualizowanie pracy nierzadko doprowadza do rozluźnienia kontaktów między członkami zespołu, dużo trudniej w takim rozproszeniu utrzymać ducha i poczucie współpracy. Jak pokazują dane Pracuj.pl ponad połowa badanych Polaków zatęskniła w trakcie pracy zdalnej za realnymi kontaktami ze współpracownikami.

stylpracy

Przed pracodawcami pojawiło się nowe wyzwanie związane z potrzebą integracji zespołu. W badaniu Pracuj.pl „Zawodowy styl życia” Polacy wśród najbardziej skutecznych form zacieśniania relacji między współpracownikami najczęściej wskazywali spotkania (67%) i wyjazdy (59%) integracyjne czy wspólne warsztaty (48%) – czyli narzędzia praktycznie niedostępne w warunkach ograniczania kontaktów społecznych. To także działania generujące dodatkowe wydatki budżetowe. Przedmiotem otwartej dyskusji pozostaje, czy pracodawcy właśnie ze względu na kwestie kosztowe nie ograniczą tymczasowo wydarzeń integracyjnych już po opanowaniu pandemii.

stylpracy4

Respondenci pytani o skuteczne formy integracji wyraźnie rzadziej wskazywali na wewnętrzne grupy zainteresowań (43%) czy firmowe sieci społecznościowe (37%). Tymczasem to właśnie te narzędzia budowy więzi są dziś zdecydowanie częściej wykorzystywane przez firmy, bo przeważnie nie wymagają bezpośrednich spotkań. Okres COVID-19 sprzyjał organizacji wewnętrznych konkursów czy aktywności w sieciach społecznościowych takich, jak np. Emplo czy Yammer. To ważne inicjatywy pod kątem utrzymania bieżącego kontaktu w zespole w obliczu COVID-19, jednak w dłuższej perspektywie nie powinny „zdetronizować” np. bezpośrednich spotkań i wyjazdów.

Benefity: mniej i inaczej

Analizy rynkowe pokazują, że w wyniku pandemii pracodawcy w ofertach pracy zaczęli proponować kandydatom mniej benefitów, niż przed pojawieniem się koronawirusa. Jak szacuje Grant Thronton, w maju 2020 jedno ogłoszenie o pracę publikowane na rynku rekrutacji zawierało średnio 4,8 zachęty – wobec 6 w podobnym okresie rok wcześniej. Część benefitów krótkoterminowo stało się mniej atrakcyjnych w związku z zamrożeniem gospodarki – do takich zaliczyć można było np. karty sportowe, bony zakupowe czy wejściówki do instytucji kultury, a także benefity dostępne bezpośrednio w „fizycznym” biurze.

styl pracy5

Eksperci przewidują, że oferta benefitów na rynku będzie w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy ewoluować. Z jednej strony w obliczu rosnącego bezrobocia i trudnych decyzji firm stały się one mniej priorytetowe dla kandydatów – bardzo ważnych czynnikiem wyboru miejsca zatrudnienia stały się stabilność i bezpieczeństwo stanowiska, a także samej firmy. Skala ta wraz z wychodzeniem gospodarki z kryzysu może maleć – ale znaczenie benefitów powinno być w ciągu przynajmniej najbliższych kilkunastu miesięcy niższe, niż przed wybuchem pandemii.

Z drugiej strony na znaczeniu mogą zyskiwać wszelkiego rodzaju oferty benefitów wspierających pracowników w wykonywaniu pracy zdalnej, np. dostęp do szkoleń online, usługi personalnych asystentów, dofinansowanie do przedszkoli czy wysokiej jakości sprzęt służbowy.

Rodzice: w obliczu wyzwań

Pandemia koronawirusa podkreśliła wiele wyzwań, z którymi muszą mierzyć się pracownicy w zależności od ich sytuacji prywatnej – co bardzo mocno widać na przykładzie rodziców niepełnoletnich dzieci. Jednoczesny gwałtowny wzrost znaczenia pracy zdalnej i zamknięcie placówek edukacyjnych stało się źródłem dodatkowego obciążenia dla pracujących rodziców. Według badań Pracuj.pl z przełomu maja i kwietnia 2020 aż 79% z nich uważa, że wykonywanie obowiązków poza biurem jest dla nich większym wyzwaniem, niż dla osób bezdzietnych. Aż 57% miało w czasie pandemii trudności z oddzieleniem czasu prywatnego i służbowego. Wśród usprawnień, które najbardziej doceniali u pracodawców w obliczu pandemii, były m.in. bardziej elastyczny grafik pracy, większa otwartość na branie dni wolnych czy wsparcie psychologiczne.

stylpracy6

Warto zwrócić uwagę na sytuację kobiet-matek, które w Polsce wciąż w większym stopniu od mężczyzn muszą mierzyć się z konfliktem ról zawodowych z prywatnymi. Według raportu „Praca w dobie koronawirusa” aż 83% z nich uważało, że miały większe trudności w wykonywaniu obowiązków w trakcie pandemii od bezdzietnych koleżanek, ale aż 46% nie czuło się tratowanych przez przełożonych ze zrozumieniem. Jednocześnie przypomnijmy, że użytkowniczki Pracuj.pl już w lutym 2020 sygnalizowały, że kwestie równouprawnienia płci w pracy w Polsce wciąż nie są uregulowane. 71% uważało, że nie ma równych szans w życiu zawodowym, co mężczyźni a 60% – że płeć pracownika ma wpływ na możliwość awansu.

Pandemia koronawirusa podkreśliła potrzebę budowania kultury zrozumienia oraz zaufania zarówno u pracujących rodziców, jak i pracodawców. Elastyczność, którą mogą wykazać się liderzy zatrudniający rodziców jest szansą na przyciągnięcie talentów i zbudowanie przewagi rynkowej.

Zawodowy styl życia

Wskazane wyzwania pokazują tylko część zjawisk związanych z łączeniem się efektów pandemii ze stylem życia różnorodnych pracowników. Więcej szczegółów dotyczących tego typu zagadnień można znaleźć w raporcie Pracuj.pl „Zawodowy styl życia”, omawiającym wyniki badań dotyczących aż 9 aspektów pracy w Polsce związanych z pasjami, hobby i postawami Polaków z życia codziennego.

25 sierpnia przypada Dzień Polskiej Żywności – Santander Bank Polska analizuje sytuację branży  

  • W Polsce rocznie produkuje się żywność o wartości ponad 250 mld zł
  • Szacuje się, że rocznie około 40% polskiej żywności jest lokowane na rynkach zagranicznych
  • Okres wakacyjny służy branży HoReCa i producentom żywności – w tych kategoriach kartami płatniczymi wydajemy znacznie więcej niż przed rokiem 

W tym roku cała gospodarka, zarówno w Europie, jak i na świecie, została wystawiona na próbę z powodu pandemii COVID-19. Dotyczy to również sektora produkcji żywności. Obecnie trudno inaczej patrzeć na zmiany zachodzące w całej gospodarce, w tym w branży rolno-spożywczej, niż przez pryzmat wpływu pandemii na przemysł, ale również na nasze – konsumentów – zachowania – mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektorowy w Santander Bank Polska. 

Jak radzi sobie sektor żywności?

Kryzys związany z pandemią przypomniał, jak duże znaczenie ma możliwość zapewnienia ciągłości produkcji żywności dla własnego społeczeństwa. Polski przemysł spożywczy bazuje głównie na krajowym surowcu, dostarczanym przez polskich rolników. W rezultacie pandemia koronawirusa w Europie oraz na świecie nie przerwała łańcuchów dostaw surowca dla polskich firm. Nie spowodowała też, co do zasady, że o ten surowiec trzeba było konkurować na rynku światowym. Polscy rolnicy zapewniają dostawy surowca do przetwórstwa, a przemysł spożywczy jest w stanie te surowce przetworzyć i sprzedać do segmentu dystrybucyjnego. Jest to istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego kraju.

Po wejściu Polski do Unii Europejskiej, krajowy sektor rolno-spożywczy mocno się rozwijał, budując swoje przewagi konkurencyjne, zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. Dzięki temu budowane były również doświadczenia, które obecnie i w przeszłości wspierały funkcjonowanie branży w trudniejszych okresach.

W Polsce rocznie produkuje się żywność o wartości ponad 250 mld zł (dane 2018 r.). W porównaniu do roku 2010 nastąpił wzrost o 57%. Z biegiem lat rosły dostawy żywności na rynek krajowy, ale też zwiększało się znaczenie eksportu. Szacuje się, że rocznie około 40% żywności jest lokowane na rynkach zagranicznych, głównie w krajach Unii Europejskiej. W 2019 r. wartość eksportu artykułów rolno-spożywczych z Polski była wyższa o 7% w relacji rocznej oraz wyższa o 135% niż w roku 2010. Ważną przewagą jest duży potencjał produkcyjny krajowego sektora. Polska jest numerem jeden w UE m.in. w produkcji drobiu, żyta oraz jabłek. Jest też jednym z największych producentów pozostałych zbóż i owoców, buraków cukrowych, rzepaku, mięsa wieprzowego i wołowego.

W ciągu ostatniej dekady import żywności do Polski rósł wolniej niż eksport. W rezultacie mocno wzrosło też saldo w handlu zagranicznym. W 2019 r. nadwyżka eksportu nad importem wyniosła 10,5 mld euro, a import stanowił ok. 67% eksportu. Dla porównania, w 2010 r. nadwyżka wynosiła 2,6 mld euro, a import stanowił 80% eksportu, zwraca uwagę Grzegorz Rykaczewski.

Produkcja surowców rolnych oraz artykułów żywnościowych jest w Polsce wyższa od konsumpcji wewnętrznej, co daje bezpieczeństwo, ale też coraz bardziej uzależnia sytuację polskiego sektora od sytuacji na rynku europejskim i światowym. Odzwierciedleniem tego jest silna korelacja między zmianami cen na rynkach rolnych na rynku europejskim oraz w Polsce. W ostatnich miesiącach było to również widoczne w postaci wahań popytu związanych z pandemią COVID-19 i implikacji dla krajowych przedsiębiorstw.

Wpływ pandemii na branżę spożywczą

Dla wielu firm dużym wyzwaniem było silne, czasowe ograniczenie działalności sektora HoReCa – ważnego odbiorcy polskiej branży spożywczej. Odnotowano też zmiany w sprzedaży detalicznej. W marcu dynamika sprzedaży detalicznej żywności wzrosła zarówno w Polsce, jak i w UE, pod wpływem gromadzenia zapasów przez konsumentów, co było wywołane niepewnością związaną z pogorszeniem się sytuacji epidemicznej. Z kolei w kwietniu popyt istotnie osłabł wraz z uspokojeniem nastrojów. Był to również miesiąc, w którym mieszkańcy Unii przebywali w izolacji społecznej. W kolejnych miesiącach notowano stopniową odbudowę sprzedaży detalicznej.

Jak wskazuje GUS w Polsce, w kwietniu wartość sprzedaży detalicznej (w cenach bieżących) była niższa o 15% niż rok wcześniej oraz o 10% w stosunku do marca br. W maju dynamika roczna była jeszcze ujemna. Jednak już w czerwcu wartość sprzedaży detalicznej przekroczyła poziom z analogicznego miesiąca 2020 roku (o 0,2%). Była też wyższa niż miesiąc wcześniej (o 4%). W lipcu i sierpniu okres wakacyjny sprzyjał dalszej odbudowie popytu konsumentów.

Podobne trendy były obserwowane w innych krajach Unii Europejskiej. Co jednak istotne, pomimo spadku, wartość sprzedaży detalicznej żywności w kwietniu w grupie 27 państw Unii była wyższa o 4,2% (w cenach bieżących), niż w analogicznym miesiącu 2019 r. Dodatnią dynamikę roczną odnotowano również w grupie 10 największych odbiorców żywności z Polski (+5%). Również w kolejnych miesiącach dynamika pozostała dodatnia, a więc zmiany sprzedaży detalicznej były mniej gwałtowne niż w Polsce.

Analiza transakcji dokonanych kartami płatniczymi przez klientów Santander Bank Polska[1] wskazuje, że w sierpniu br. wydatki w lokalach gastronomicznych nie tylko wróciły do poziomów sprzed pandemii, ale są, w ujęciu średniotygodniowym, o ponad 43% wyższe niż przed rokiem. Wyraźne odbicie, po lock-downie, nastąpiło na przełomie kwietnia i maja br. Obecnie branży HoReCa pomaga sezon wakacyjny. Płatności kartami Santander Bank Polska za posiłki w wakacyjnych miejscowościach – nad morzem, w górach i na Mazurach – wzrosły od 20 do nawet 200% nad Bałtykiem.

W całym bieżącym roku wzrosły też wydatki na żywność, realizowane kartami Santander Bank Polska – obecnie są one aż o 51,7% wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, tj. od stycznia do połowy sierpnia.

– Co ciekawe, nawet w czasie najostrzejszych restrykcji związanych z pandemią, wolumen wydatków na żywność, realizowanych kartami Santander Bank Polska nigdy nie spadł poniżej poziomów z 2019 roku. Także analiza transakcji w tej kategorii wydatków wskazuje, że Polacy wypoczywają w kraju – wydatki na żywność i napoje w takich regionach jak Bieszczady, Białowieża, Beskidy, a także na Mazurach i nad morzem są o 20-40% wyższe niż jeszcze w czerwcu – mówi Przemysław Chojecki, data scientist w Santander Bank Polska.

Pomimo wielu wyzwań dla sektora rolno-spożywczego, ale też dla konsumentów ostatnie miesiące, można uznać za relatywnie spokojne, biorąc pod uwagę skalę problemów, które wystąpiły.

Niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji epidemicznej i jej wpływu choćby na zamożność społeczeństw pozostaje wysoka. Warto jednak pamiętać, że dla naszego kraju skala obecnych wyzwań jest zupełnie inna niż w regionach, gdzie ludzie są narażeni np. na głód. Według prognoz agendy ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), liczba osób dotkniętych głodem w wyniku recesji gospodarczej wywołanej pandemią zwiększy się o kolejne 83-132 mln ludzi do końca 2020 r. Oznaczałoby to około 770-820 mln ludzi dotkniętych głodem na całym globie. W wielu krajach, które nie są w stanie wyprodukować lub importować tyle żywności, ile potrzebują, wzrost cen żywności rzędu nawet 20-40% już obecnie odciska swoje piętno na sytuacji społeczeństw (np. niektóre kraje Azji Południowo-Zachodniej).

W obecnej sytuacji należy więc podkreślić jak ważne jest bezpieczeństwo żywnościowe kraju i docenić, jak istotne ma to znaczenie dla nas wszystkich, szczególnie w obliczu zawirowań lub kryzysów.

[1] Analiza nie obejmuje transakcji gotówkowych.

 

Korporacje masowo kupują prąd z OZE. Czy zabraknie zielonej energii dla firm?

Bloomberg New Energy Finance zaprezentował dane, według których popyt przedsiębiorstw na energię pozyskiwaną ze źródeł odnawialnych jest większy niż podaż. Rok 2020 może w ogóle stać się rekordowy pod względem zakupu przez firmy energii pochodzącej z odnawialnych źródeł. Żeby jednak do tego doszło druga połowa roku musi być jeszcze lepsza niż pierwsza, a inwestycje powinny dotyczyć całego świata, a nie tylko państw-liderów.

Według ostatnich analiz BNEF niedobór czystej energii elektrycznej osiągnie 224 TWh w 2030 r. Liczbę tę oszacowano dzięki danym RE100 – globalnej inicjatywy zrzeszającej najbardziej wpływowe firmy na świecie, zaangażowane w 100 proc. energię odnawialną. Aktualnie liczy ona 242 sygnatariuszy, co odpowiada 247 TWh zapotrzebowania na energię elektryczną.

Korporacje i OZE: rok 2020 może być lepszy niż 2019

Z danych Corporate Energy Market Outlook – The pandemic edition wynika również, że przedsiębiorstwa prywatne i instytucje publiczne kupiły 8,9 GW czystej energii w ramach umów na zakup energii w okresie od początku 2020 r. do lipca. Jest to 300 MW więcej niż rok temu, w tym samym okresie. Rok 2019, póki co, jest rekordowy – umowy na zieloną energię podpisało wtedy ponad 100 korporacji w 23 krajach. Dało to łączny wynik zakupów energii o wartości 19,5 GW – o 5,9 GW więcej niż w 2018.

– 2020 ma szansę pobić ten rekord, ale decydująca będzie druga połowa roku, która – jak pokazuje doświadczenie – zwykle jest bardziej płodna we wdrożenia OZE. Oczywiście poważnym zagrożeniem, którego nie można nie uwzględnić, jest pandemia koronawirusa, która globalnie wpłynęła na obniżenie konsumpcji energii. Niemniej, panujący nie tylko w Europie trend odbudowy gospodarczej za sprawą inwestycji w zieloną energię może mimo wszystko sprawić, że 2020 r. zdoła pobić wynik swojego poprzednika. – Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska

Inwestować powinien cały świat

Według ekspertów Bloomberga do tegorocznego rekordu zakupu zielonej energii swoją cegiełkę będą musiały dołożyć firmy z różnych krajów. Z powodu Covid-19 mocny spadek pod tym względem zanotował dotychczasowy lider, czyli USA. Na przodującą pozycję wchodzi z kolei Ameryka Łacińska, której kraje, takie jak Argentyna, Brazylia czy Chile odnotowały znaczną ilość inwestycji swoich firm. Jeśli chodzi o Europę to najlepiej pod względem umów na zieloną energię wciąż radzą sobie kraje skandynawskie, ale ten trend dynamicznie rozwija się także na inne państwa, np. Francję i Hiszpanię. Analitycy Bloomberga podkreślają również coraz silniejszą pozycję Korei Południowej, która ma szansę stać się nowym, wielkim rynkiem zakupów korporacyjnych.

– W Polsce także odnotowuje się zainteresowanie korporacyjnym zakupem zielonej energii, zwłaszcza w obliczu presji, jaką wywierają na nas organy europejskie. Rosnące koszty energii pozyskiwanej w tradycyjny sposób naturalnie popychają firmy w kierunku inwestycji w tańszy prąd z odnawialnych źródeł. Jest jednak jeszcze wiele do zrobienia na gruncie krajowym – mówi o tym np. tegoroczny raport Instytutu Jagiellońskiego, który jako bariery do rozwoju korporacyjnych inwestycji w OZE wskazuje m.in. na wciąż niestabilne ustawodawstwo związane z zieloną energią czy niekonsekwentne podejście do polityki klimatyczno-energetycznej. Polska niestety wciąż dużo inwestuje w energetykę kopalną. Może to stanowić znaczną przeszkodę w efektywnej transformacji, a co za tym idzie, może przyczynić się do obniżenia naszej rangi na arenie międzynarodowej. Firmy krajowe, podejmując własne inicjatywy związane z OZE, wywierają oddolny wpływ na władze i w mojej ocenie to właściwie postępowanie na rzecz ekologicznych zmian w całym kraju.- Sebastian Biela, wiceprezes firmy Energia Polska

 

Mit nr 3 – elektryki mają mały zasięg, nadają się tylko do jazdy po mieście

Mały zasięg to wada przede wszystkim starszych modeli aut elektrycznych. Producenci akumulatorów robią w tym względzie stałe i szybkie postępy. Nowszymi modelami powinniśmy – przy oszczędnej jeździe – dotrzeć z Warszawy do Gdańska bez potrzeby ładowania. Teslą S można dojechać spod Pałacu Kultury do KAŻDEJ stacji ładowania w Polsce. 

Starsze modele i najmniejsze auta mają mniejszy zasięg…

Rynek aut elektrycznych rozwija się niezwykle dynamicznie. W ofercie producentów wciąż pojawiają się nowe modele i co chwila wdrażane są rozwiązania, które burzą kolejne bariery. Mimo to, w dalszym ciągu funkcjonuje wiele mitów na temat pojazdów tego typu. Popularny zarzut to właśnie niewielki zasięg, który miałby sprawiać, że auta elektryczne nadają się tylko do miasta.

Czy to prawda? Mały zasięg dotyczy głównie starszych modeli, które na rynku debiutowały kilka lat temu, lub też aut typowo miejskich – z segmentu A. Prawdą jest, że wiele zależy od tego, w jaki sposób jeździmy i jak zachowujemy się za kierownicą. Dynamiczne prowadzenie czy jazda z prędkością powyżej 130 km/h mają wpływ na zużycie energii i tym samym na zasięg. Podczas jazdy autostradą nie ma odzysku energii z kół, zimą używamy ogrzewania, latem klimatyzacji – to wszystko może obniżyć łączną liczbę kilometrów, którą da się przejechać bez ładowania.

…ale i one pozwalają jeździć kilka dni bez ładowania

Warto jednak przypomnieć wyniki badania InsightOut Lab i Volkswagen z kwietnia tego roku – średni dzienny dystans pokonywany samochodem wynosi 51,3 km. Nawet elektrykami o najmniejszym zasięgu pokonamy na jednym ładowaniu dystans kilkukrotnie większy.

Nowe generacje akumulatorów, dostępne w modelach pojawiających się obecnie na rynku, oferują zasięgi dające możliwość przejechania nawet 400-600 kilometrów na jednym ładowaniu. To oznacza, że przy bardziej pojemnych akumulatorach jedno ładowanie może wystarczyć nawet na cały tydzień jazdy. Daleką podróż wystarczy zaplanować z uwzględnieniem punktów szybkiego ładowania, których w naszym kraju przybywa z tygodnia na tydzień.

Autor: Radosław Kitala, Consultant & Arval Mobility Observatory Manager w Arval Service Lease Polska

Konfiskata mega rozszerzona, czyli jak prokuratorzy przejmują pieniądze firm mimo braku uprawnień do tego

Aby skonfiskować należące do firmy środki pieniężne, prokuratorzy muszą uzyskać wyrok sądu stwierdzający użycie jej do popełnienia przestępstwa. Oczywiście wymaga to od organów ścigania również udowodnienia przedsiębiorcy czy innemu podmiotowi posługującemu się firmą zawinienie w popełnieniu przestępstwa z użyciem przedsiębiorstwa. Od wielu lat prokuratorzy stosują jednak pewien wybieg, który pozwala im obejść te wymogi i zajmować pieniądze firmy zgromadzone na rachunku bankowym bez wyroku sądu czy postawienia komukolwiek zarzutów – wskazują je jako dowód rzeczowy w toczącej się sprawie. Sąd Okręgowy w Warszawie, orzekając 22 lipca 2020 r. na korzyść przedsiębiorcy, uznał takie działania prokuratora za praktyki nieakceptowalne, godzące w prawa i wolności obywatelskie.

Konfiskata rozszerzona przedsiębiorstwa

Kodeks cywilny w art. 55¹ precyzuje, czym jest przedsiębiorstwo. To zorganizowany zespół składników niematerialnych i materialnych przeznaczony do prowadzenia działalności gospodarczej, obejmujący m.in.: własność nieruchomości lub ruchomości, majątkowe prawa autorskie i pokrewne, a także wierzytelności i środki pieniężne.

Powołany do życia 27 kwietnia 2017 r. przepis art. 44a § 1 Kodeksu karnego stanowi, że w przypadku skazania sprawcy za przestępstwo, z którego popełnienia osiągnął, chociażby pośrednio, korzyść majątkową znacznej wartości, sąd może orzec przepadek przedsiębiorstwa stanowiącego własność sprawcy albo jego równowartości, jeżeli przedsiębiorstwo służyło do popełnienia tego przestępstwa lub ukrycia osiągniętej z niego korzyści. Paragraf 2 artykułu rozciąga tę odpowiedzialność karną nawet na przypadki, gdy użyte do przestępstwa przedsiębiorstwo nie należy do sprawcy, ale jego właściciel chciał, żeby służyło ono do popełnienia tego przestępstwa lub ukrycia osiągniętej z niego korzyści albo, przewidując taką możliwość, na to się godził.

Powyższy przepis to tzw. konfiskata rozszerzona, służąca wymiarowi sprawiedliwości do pozbawiania przestępców korzyści osiąganych z tytułu popełnionych czynów zabronionych poprzez odbiór im przedsiębiorstw służących do ich popełnienia. Aby móc odbierać przedsiębiorcom ww. składniki przedsiębiorstwa, prokuratorzy muszą wykazać przed sądem, że dokonane z jego użyciem przestępstwo określone w art. 44a Kodeksu karnego zostało przez właściciela popełnione umyślnie, udowodnić mu winę.

Zajęcie konta firmy podejrzanego o związek z praniem pieniędzy lub terroryzmem

Przepisy Ustawy z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu upoważniają prokuratorów do wstrzymywania transakcji lub dokonania blokady rachunku na okres 6 miesięcy w przypadku powzięcia przez tzw. instytucje obowiązane podejrzenia, że transakcja ta lub zgromadzone wartości majątkowe mogą mieć związek z praniem pieniędzy lub finansowaniem terroryzmu. W ten oto sposób, bez konieczności wykazywania umyślności czy winy przedsiębiorcy przed sądem, prokuratorzy zajmują konta bankowe firm.

Blokada pieniędzy jako dowodów w sprawie

Tak też uczynił prokurator w grudniu 2019 r., gdy w oparciu o przepisy ww. ustawy wydał postanowienie o zablokowaniu rachunków jednej z warszawskich spółek na 6-miesięczny okres do 17 czerwca 2020 r. W ostatnim dniu tego okresu prokurator uznał zgromadzone na zablokowanych rachunkach środki pieniężne za dowody rzeczowe i polecił ich przekazanie przez bank na rachunek właściwej prokuratury okręgowej.

Zażalenie spółki na postanowienie prokuratora

Pełniący funkcję pełnomocnika spółki w tej sprawie radca prawny Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec wniósł na podstawie art. 465 § 2 Kodeksu postępowania karnego (dalej: K.p.k.) zażalenie na to postanowienie prokuratora, do którego w pełni przychylił się Sąd Okręgowy w Warszawie. Sąd zgodził się, że dowodem rzeczowym mogą być tylko i wyłącznie rzeczy oznaczone co do tożsamości. Art. 228 § 1 K.p.k. instruuje, iż przedmioty ujawnione podczas przeszukania należy poddać oględzinom, sporządzić ich spis oraz opis.

W niniejszej sprawie nie jest natomiast możliwe, by po przelaniu przez bank z zajętego rachunku przedsiębiorcy środków pieniężnych na konto prokuratury, prokurator dokonał ich oględzin, spisu i opisu. Środki te nie są bowiem związane z konkretnymi środkami płatniczymi w postaci banknotów czy monet. W wyniku przelewu nie następuje również przeniesienie posiadania konkretnych znaków pieniężnych między bankami. Pieniądze mogą co prawda stanowić dowód rzeczowy w postępowaniu karnym, jednak tylko i wyłącznie, jeśli są rozpatrywane jako źródło konkretnych do zidentyfikowania serii banknotów.

Nieakceptowalne przedłużanie śledztwa i wstrzymywanie środków bez postawienia komukolwiek zarzutów

Sąd wskazał na przepis art. 89 ust. 7 ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, który stanowi, że wstrzymanie transakcji lub blokada rachunku upada, jeżeli przed upływem 6 miesięcy od dnia wydania postanowienia w tym przedmiocie nie zostanie wydane postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym lub postanowienie w przedmiocie dowodów rzeczowych.

Zatem w niniejszej sprawie, jeśli 17 czerwca 2020 r., wraz z upływem 6-miesięcznego terminu, o którym mowa wyżej, prokurator nie zdołał oskarżyć przedsiębiorcy o popełnienie przestępstwa, jak i w terminie tym nie nastąpiło z urzędu zabezpieczenie majątkowe na należących do niego środkach, a środki te nie mogą stanowić dowodów rzeczowych, to prokurator po tym terminie nie może zajmować należących do spółki środków pieniężnych.

„Przyjęcie koncepcji przeciwnej legalizowałoby de facto rękami Sądu nieakceptowalną praktykę polegającą na tym, że prokurator mógłby prowadzić śledztwo przez okres wielokrotnie przekraczający sześciomiesięczny termin, o jakim mowa w art. 89 ust. 7 w/w ustawy bez postawienia komukolwiek zarzutów. Tego rodzaju interpretacja przepisu art. 89 ust. 7 w/w ustawy godziłaby w prawa i wolności obywatelskie” (postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie XII Wydział Karny z 28 lipca 2020 r., sygn. akt XII Kp 787/20).

Konfiskata mega rozszerzona

– W praktyce prokuratury niejednokrotnie stosowały taki „wybieg” jako narzędzie do bezterminowego przetrzymywania należących do przedsiębiorców środków w sytuacjach, gdy brak było wystarczających przesłanek do zastosowania przepisów dopuszczających tzw. „konfiskatę rozszerzoną”, która i tak budzi spore wątpliwości co do jej zgodności z Konstytucją. Była to więc w rzeczywistości taka konfiskata mega rozszerzona – podsumował rozstrzygnięcie warszawskiego sądu reprezentujący spółkę w tej sprawie mec. Robert Nogacki.

Organom ścigania w ostatnich latach bardzo zależy na zajmowaniu majątków przedsiębiorców, obywateli z pominięciem konstytucyjnych zasad: domniemania niewinności, ochrony własności czy wyrażonej w art. 46 Konstytucji RP gwarancji, że przepadek rzeczy może nastąpić wyłącznie na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu. Najjaskrawszym wyrazem tych dążeń są podejmowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości próby wprowadzenia do porządku prawnego tzw. konfiskaty prewencyjnej, która pozwalałaby prokuratorom przejmować mienie wszystkich, także uczciwych obywateli, a dopiero potem przerzucać na tych obywateli ciężar udowodnienia „nie przestępczego” pochodzenia zajętego im majątku.

Dziś w świetle takich działań organów ścigania przenoszenie biznesów za granicę, tworzenie przez przedsiębiorców transgranicznych struktur organizacyjnych, zmiana rezydencji podatkowej nie jest, jak to dotąd wskazywał zwłaszcza fiskus, działaniem nakierowanym jedynie na korzystniejsze opodatkowanie prowadzonej działalności. Jest to natomiast świadoma ucieczka przed represjami ze strony tych organów. Przedsiębiorcy nie zastanawiają się już jak chronić majątki swoje i swoich firm przed niepożądanymi wierzycielami, ale jak chronić je przed działającymi w imieniu prawa organami, które, chcąc dobrać się do tych majątków, prawo to omijają.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Biznes deklaruje, że pandemia nie zahamuje wydatków na innowacje

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej wśród 23 globalnych korporacji przez Startup Resau i Noba Ventures, biznes nie tylko nie planuje wstrzymać wydatków na innowacje, ale w niektórych wypadkach nawet znacząco je zwiększyć. Tak deklaruje 73 proc. respondentów. Badanie pokazuje, że w związku z COVID firmy planują przyspieszyć tempo cyfryzacji, a technologie wykorzystać do generowania nowych źródeł przychodu. Jednak przed Polską wciąż dużo pracy do wykonania w obszarze tworzenia środowiska sprzyjającemu innowacjom. W opublikowanym właśnie przez Komisję Europejską European Innovation Scoreboard 2020 nasz kraj został określony jako „umiarkowany innowator”.

Rzecznik MŚP otrzymał wydane przez Ministra Rozwoju objaśnienia prawne w przedmiocie ustalania wysokości spadku obrotów gospodarczych

W związku ze zgłaszanymi przez przedsiębiorców wątpliwościami Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Rozwoju o wydanie objaśnień prawnych w zakresie wykładni art. 15g ust. 9 ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r. poz. 374 z późn. zm; dalej: ustawa COVID-19) w związku z postanowieniami Programu rządowego „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” stanowiącego załącznik do uchwały Nr 50/2020 Rady Ministrów z dnia 27 kwietnia 2020 r. w sprawie programu rządowego rządowym „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”. 

W zakresie pomocy przysługującej przedsiębiorcom w przypadku spadku obrotów gospodarczych w rozumieniu art. 15g ust. 1 ustawy COVID-19 w związku z postanowieniami Programu rządowego „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” stanowiącego załącznik do uchwały Nr 50/2020 Rady Ministrów z dnia 27 kwietnia 2020 r. w sprawie programu rządowego rządowym „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” Rzecznik otrzymał objaśnienia o następującej treści:

  1. Czy przedsiębiorca u którego wystąpił spadek obrotów gospodarczych w ujęciu ilościowym w rozumieniu art. 15g ust. 9 ustawy COVID-19, może ubiegać się o wsparcie finansowe w ramach rządowego programu wsparcia „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”?

Odpowiedź:

Przedsiębiorcy wnioskujący o wsparcie w ramach Programu rządowego „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla Małych i Średnich Firm” nie mają możliwości wykazania ilościowego spadku przychodów.

  1. Na podstawie jakich danych finansowych przedsiębiorcy ubiegający się o wsparcie finansowe w ramach rządowego programu wsparcia „Tarcza Finansowa. Polskiego. Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” powinni wyliczać spadek obrotów gospodarczych w ujęciu wartościowym w rozumieniu art. 5g ust. 9 ustawy COVI D-19?
  2. Na podstawie jakich danych finansowych powinni wyliczać spadek obrotów gospodarczych w rozumieniu art. 15g ust. 9 ustawy COVI D-19 przedsiębiorcy, ubiegający się o wsparcie finansowe w ramach rządowego programu wsparcia „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”, rozliczający się metodą kasową?
  3. Na podstawie jakich danych finansowych powinni wyliczać spadek. obrotów gospodarczych w rozumieniu art. 15g ust. 9 ustawy COVID-19 przedsiębiorcy, ubiegający się o wsparcie finansowe w ramach rządowego programu wsparcia „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”, rozliczający się kwartalnie?
  4. Na podstawie jakich danych finansowych powinni wyliczać spadek obrotów gospodarczych w rozumieniu arf. 15g ust. 9 ustawy C.OVlD-1•9 przedsiębiorcy, ubiegający się• o wsparcie. finansowe w ramach rządowego programu wsparcia „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”, wystawiający faktury VAT marża?

Odpowiedź:

Poprzez przychody ze sprzedaży (obroty gospodarcze), określone w Regulaminie, należy rozumieć:

  1. a) sprzedaż towarów usług wykazaną w deklaracji VAT-7 – w stosunku do beneficjentów będących czynnymi podatnikami VAT rozliczającymi się miesięcznie;
  1. b) sprzedaż towarów i usług wykazaną w deklaracji VAT-7K (w zakresie przychodu za rok 2019) lub ewidencji JPK_VAT (w zakresie przychodu za dany miesiąc) — w stosunku do beneficjentów, będących czynnymi podatnikami VAT rozliczającymi się kwartalnie;
  1. c) przychód z innych źródeł (tzw. przychód operacyjny) w rozumieniu ustawy o CIT albo przychód, w rozumieniu ustawy o PIT, stanowiące podstawę do obliczenia zaliczki na podatek dochodowy – w stosunku do beneficjentów:
  • będących czynnymi podatnikami VAT wystawiającymi faktury VAT marża (w tym beneficjentów, którzy wykazali co najmniej – jedną fakturę objętą obowiązkiem VAT marży), – będących czynnymi podatnikami VAT rozliczającymi się kasowo,
  • świadczących tylko i wyłącznie czynności zwolnione z VAT (zwolnienie przedmiotowe), – niebędących podatnikami VAT (w tym beneficjentów zwolnionych podmiotowo z VAT),
  • rozliczających się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych,
  1. d) kwotę oszacowaną przez beneficjenta na podstawie wystawionych faktur lub rachunków – w stosunku do beneficjenta korzystającego z karty podatkowej (niebędącego czynnym podatnikiem VAT).

Minister Rozwoju wyjaśniła ponadto, iż w przypadku transakcji wymiany walut dokonywanych przez podmioty prowadzące działalność gospodarczą polegającą na kupnie i sprzedaży wartości dewizowych oraz pośrednictwie w ich kupnie i sprzedaży (działalność kantorowa), za przychód ze sprzedaży należy uznać zrealizowany wynik w okresie miesięcznym.

Wynik ten rozumiany jest jako różnica pomiędzy wartością sprzedaży danej waluty, a wartością zakupu danej waluty w tym miesiącu.

Cyfrowy detoks podczas home office. Od czego zacząć?

Wiele firm nadal działa w systemie pracy zdalnej, ale nie wszystkim pracownikom z łatwością przychodzi postawienie wyraźnej granicy między pracą zawodową, a życiem prywatnym. Jak wynika z raportu TOP CDR – Digitally Responsible Company[1] 16% respondentów potwierdziło,  że codziennie po godzinach pracy odbiera służbowe telefony, emaile oraz korzysta z firmowego komunikatora. Cyfrowy detoks może być pomocny dla zachowania higieny pracy i uwolnienia się od myśli o obowiązkach służbowych po godzinach pracy.

Praca po godzinach może doprowadzić do uzależnienia od Internetu szczególnie młodych ludzi do 25 roku życia. Jak pokazują badania Statista[2] w 2019 roku ponad pół miliona Polaków było na nie szczególnie narażonych. Dlatego coraz bardziej popularne w Polsce stają się wyjazdy typu „cyfrowy detoks”, podczas których jesteśmy zupełnie offline. Pozwalają one odciąć się od natłoku informacji i wyłączyć szklane ekrany, z którymi ciężko nam się na co dzień rozstać. Na zachodzie cyfrowy detoks to zazwyczaj kilkudniowy wyjazd na łono natury, podczas którego uczestnicy nie korzystają z żadnych urządzeń elektronicznych. Wyciszają się, regenerują, biorą udział w warsztatach usprawniających ich komunikację interpersonalną oraz kontakt z samym sobą. Na nowo uczą się siebie i obcowania z drugim człowiekiem. Elementy cyfrowego detoks można zastosować również w domu, podczas home office, dzięki któremu łatwiej będzie nam oddzielić życie prywatne od zawodowego. Dobrym pomysłem jest ustalenie kilku zasad i stopniowe ich rozszerzanie.

– Warto zacząć od małych kroków, czyli np. pół godziny przed snem przestajemy korzystać
ze szklanych ekranów (TV, smartfona, laptopa), a po przebudzeniu pierwszą czynnością jest kilkuminutowe rozciąganie czy wypicie szklanki wody zamiast sięgnięcia po telefon. Dzięki temu będziemy mogli się wyciszyć, dostrzec potrzeby naszego organizmu
  – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.

Więcej czasu na to, co ważne

Cyfrowy detoks może mieć przede wszystkim pozytywny wpływ na relacje międzyludzkie. Nawet najmilsza wiadomość sms nie zastąpi rozmowy twarzą w twarz. Ograniczenie korzystania ze szklanych ekranów po godzinach pracy daje nam możliwość poświęcenia więcej uwagi na to, co dla nas ważne. Czas spędzony z najbliższą rodziną, grupą znajomych, czy podczas realizacji naszych pasji pomoże nam również się odstresować i oderwać nasze myśli od obowiązków zawodowych. Jest to szczególnie przydatne dla osób, które nie mają odrębnego gabinetu, a ich życie osobisto-zawodowe zaczęło
od paru miesięcy toczyć się w jednym i tym samym miejscu.

Odnajdź wewnętrzny spokój

W dzisiejszych, zabieganych czasach cyfrowy detoks stwarza nam okazję do „zatrzymania się”. Pozwala na obcowanie z naturą, chociażby w formie spaceru po parku, ale też na zadbanie o odpowiednią ilość niczym niezakłócanego snu, ale co najważniejsze – skłania nas do ćwiczenia uważności, wsłuchania się w potrzeby naszego organizmu. Regularne odłączanie pomaga nam zachować zdrową równowagę między rzeczywistością, a światem cyfrowym.

Pamiętaj, by dbać o swoje zdrowie

Mrowienie w dłoniach, obrzęk, sztywność nadgarstka czy bóle kciuka to jedne z alarmujących objawów, których pojawienie się powinno dać nam do myślenia, że warto zrobić sobie przerwę
od korzystania ze smartfona czy laptopa. Wielogodzinne pochylanie się nad szklanym ekranem może doprowadzić do zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa szyjnego. Narażone na tę przypadłość
są szczególnie osoby, które na co dzień prowadzą siedzący tryb życia. Coraz częściej można też spotkać się z problemem uzależnienia od szklanych ekranów, w tym nomofobią – lękiem przed brakiem dostępu do telefonu, bądź fonoholizmem – uzależnieniem od telefonu. Obydwa terminy uznawane są za uzależnienie, jak każde inne.

– Bycie zaangażowanym, solidnym pracownikiem, którego cenią współpracownicy i szef jest bardzo ważne. Ale wykonywanie obowiązków zawodowych w systemie pracy zdalnej nie powinno trwać 24/7. Ważne by postawić sobie pewne granice, a po pracy się „wyłączyć” – chociażby na godzinę – podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.

[1] Raport Programu Cyfrowej Odpowiedzialności Biznesu, Czy sztuczna inteligencja wygra z człowiekiem?, 2019.

[2] Statista, Risk of Internet addiction in Poland from 2012 to 2019.

Przyrost zaległości przedsiębiorstw w maju i czerwcu nieco wyhamował

Tarcza Antykryzysowa, wakacje kredytowe i poprawa jakości rozliczeń B2B pomogły wyhamować przyrost zaległości przedsiębiorstw. Po sporej zmianie w kwietniu o ponad 572 mln zł, w kolejnych miesiącach było już spokojniej i ostatecznie w II kw. nieopłacone w terminie zobowiązania wobec firm i banków podwyższyły się o 899 mln zł. Oznacza to wzrost procentowy o 2,7 proc., czyli zbliżony do zaobserwowanego w I kw., kiedy lockdown dopiero się zaczynał. Sytuacja jest jednak mocno zróżnicowana i podczas gdy w niektórych branżach widać nawet zmianę na lepsze, w innych wartość nieopłaconych faktur wobec dostawców i opóźnianych o 30 dni rat kredytów wzrosła o prawie połowę. Na koniec czerwca przeterminowane zobowiązania pozakredytowe i kredytowe firm widoczne w BIG InfoMonitor oraz w BIK przekroczyły 34 mld zł.

53_zaleglosci_sektora_po_2_kwartale_2020_wykres1

W kwietniu – pierwszym pełnym miesiącu lockdownu – zaległości B2B wzrosły o 572 mln zł, czyli dwa razy bardziej niż zwykle. W kolejnych miesiącach drugiego kwartału przybywało ich już znacznie mniej: 179 mln zł w maju i 147 w czerwcu, czyli w sumie 327 mln zł. Ostatecznie w II kw. wyniosły one 34,06 mld zł. Mowa tu o nieopłaconych fakturach zgłoszonych przez wierzycieli do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz widocznych w BIK ratach kredytów, opóźnianych przez co najmniej 30 dni na kwotę min. 500 zł.

• Na koniec czerwca zestawienie sektorów opóźniających płatności wobec dostawców i banków otwierają: Handel –7,98 mld zł (23 proc. łącznej kwoty opóźnionych zobowiązań), Przemysł – 5,86 mld zł (17 proc.), Budownictwo – 5,2 mld zł (15 proc.) i Transport – 2,16 mld zł (6,3 proc.).

• Udział firm niepłacących na czas faktur i kredytów wynosi 5,9 proc., czyli tyle ile na koniec zeszłego roku. Kłopoty z płatnościami dotyczą co 17. firmy w gospodarce. Wcześniej, w I kw., odsetek ten zaliczył niewielki spadek do 5,8 proc. Liczba przedsiębiorstw z kłopotami w rozliczeniach (działających, zawieszonych i zamkniętych) doszła do 320,3 tys. Najwięcej firm (9,2 proc.) nie płaci na czas w Transporcie.

• Przyrost zaległości wyhamował w maju i czerwcu w Kulturze i rekreacji, Działalności w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej, Handlu oraz Budownictwie. Z kolei w Transporcie rósł równomiernie przez cały kwartał, a w Przemyśle w maju i czerwcu wręcz przyspieszył.

• Kwotowo w II kw. najbardziej wzrosły zaległości w: Handlu, Budownictwie, Przemyśle i Transporcie. Najwyższą procentową dynamikę zmian zanotowały: Kultura, rozrywka i rekreacja (gdzie zarejestrowane są kluby fitness), Działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca (w której mieszczą się m.in. firmy turystyczne), a także Rolnictwo, Opieka zdrowotna oraz Transport.

• Suma zaległości obniżyła się w II kw. w czterech sektorach: Górnictwie, Wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię elektryczną, gaz i gorącą wodę, w Obsłudze rynku nieruchomości oraz w Zakwaterowaniu i gastronomii. Obsługa rynku nieruchomości oraz Zakwaterowanie i gastronomia to drugi i trzeci sektor pod względem kwoty zawieszonych rat kredytów przedsiębiorstw. Na poprawę sytuacji Zakwaterowania i gastronomii złożyły się wyłącznie hotele, pensjonaty i noclegi, bo w restauracjach i wszelkiego rodzaju punktach gastronomicznych zaległości rosły cały czas.

• Wakacje kredytowe wziął do połowy roku na największą kwotę Handel (4,08 mld zł), następnie Obsługa rynku nieruchomości (3,58 mld zł), Zakwaterowanie i gastronomia (3,19 mld zł) i Przemysł (3,07 mld zł). Pierwszą 10. zamyka Kultura rozrywka i rekreacja (0,53 mld zł). W tym sektorze suma odroczonych kredytów jest najwyższa w relacji do zaległości wobec kontrahentów i banków. Znaczące dysproporcje między kwotą kredytów z przełożonymi ratami a zaległościami widać też w Opiece zdrowotnej oraz w Zakwaterowaniu i gastronomii.

– Mimo trudnej sytuacji spowodowanej przez pandemię, II kwartał nie przyniósł lawiny opóźnionych płatności wobec kontrahentów i banków, jak zapowiadało się to w kwietniu. Pomoc państwa i wakacje kredytowe pozwalające odroczyć spłatę rat niebagatelnej kwoty ponad 23 mld zł, ograniczyły tempo wzrostu zaległości i utrzymały je na poziomie podobnym do tego sprzed kryzysu. Do tego, paradoksalnie, koronawirus poprawił stan wzajemnych rozliczeń firm. Obecnie zarówno wystawcy faktur jak i ich odbiorcy przywiązują większą wagę do terminowych rozliczeń niż przed koronakryzysem – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Przynajmniej tak to wygląda całościowo, bo jeśli chodzi o sytuację poszczególnych branż, ­to widać, że na niektórych pandemia zdecydowanie mocniej odcisnęła swoje piętno – dodaje.

Wartość przyznanej pomocy w ramach tarczy antykryzysowej na koniec lipca wyniosła 123,27 mld zł. Z tego: 21,08 mld zł stanowiło zwolnienie z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek do ZUS za okres marzec – maj 2020 r., odroczenia/rozłożenia na raty składek do ZUS i świadczenia postojowe; 22,10 mld zł – dofinansowania na ochronę miejsc pracy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, dofinansowania wynagrodzeń pracowników dla MMŚP z Europejskiego Funduszu Społecznego, mikropożyczki dla przedsiębiorców; 60,31 mld zł warte były subwencje z Tarczy Finansowej PFR; 19,73 mld zł – zabezpieczenie kredytów BGK; 45,3 mln zł – wsparcie z Agencji Rozwoju Przemysłu.

wykres zaległości

W sytuacji zwiększonego ryzyka utraty płynności finansowej prowadzący biznes zaczęli przykładać też większą wagę do doboru kontrahentów i terminowego spływu należności. Częściej wykorzystują przedpłaty, szybciej upominają się o uregulowanie faktur. Sami płatnicy w trosce o swoich dostawców również starają się rozliczać terminowo, nie chcąc przyczynić się do ich kłopotów czy też bankructwa, by nie zaszkodzić wypracowanemu przez lata łańcuchowi dostaw. Badania przeprowadzone w lipcu przez Keralla Research dla BIG InfoMonitor pokazują, że po gwałtownym spadku odsetka firm skarżących się na min. 60-dniowe opóźnienia płatności od odbiorców towarów i usług w II kw. z 50 do 35 proc., w III kw. znów ich nieznacznie ubyło. O kłopotach z ponad dwumiesięcznymi opóźnieniami w spływie należności od partnerów biznesowych w ciągu ostatnich 6 miesięcy mówi aktualnie 33 proc. spośród badanych mikro, małych i średnich firm.

Kultura i rozrywka oraz Transport przytłoczone pandemią

Sam udział firm niepłacących na czas faktur i kredytów wśród ogółu przedsiębiorstw, według danych z baz BIG InfoMonitor i BIK w II kw. wzrósł nieznacznie z 5,8 do 5,9 proc. Liczba przedsiębiorstw z kłopotami w rozliczeniach (działających, zawieszonych i zamkniętych) podwyższyła się z 314,2 tys. do 320,3 tys. Największy odsetek niesolidnych płatników występuje w Transporcie, 9,2 proc. Kolejne są Dostawa wody i gospodarowania ściekami i odpadami – 8,5 proc. oraz Górnictwo – 8,1 proc. Następnie Działalność profesjonalna i naukowa, w której 6,4 proc. firm ma problemy z regulowaniem zobowiązań oraz Kultura, rozrywka i rekreacja, z udziałem kłopotliwych płatników na poziomie 5,7 proc., która wyprzedziła już Handel (5,6 proc.) oraz Budownictwo (5,6 proc.).

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że choć łączne zaległości w II kw. podwyższyły się o 2,7 proc. (899 mln zł) to w sektorze Kultura, rozrywka i rekreacja było to aż 16,5 proc., w przypadku Działalności w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej, w której mieszczą się m.in. firmy turystyczne – 8,7 proc., w Rolnictwie – 5,3 proc., Opiece zdrowotnej – 5,1 proc., Transporcie – 4,5 proc., a w Pozostałej działalności usługowej, gdzie są zarejestrowani np. fryzjerzy czy trenerzy fitness – 4,1 proc.

Umiarkowanie, jeśli chodzi o przyrost zaległości, wygląda natomiast sytuacja w Przemyśle, Budownictwie i Handlu. Te sektory charakteryzują się jednak najwyższymi kwotami nieopłaconych w terminie zobowiązań, dlatego w ich przypadku nawet niewielkie zmiany przekładają się na spore sumy. W przypadku Przemysłu wzrost o 2 proc. oznaczał skok o 114 mln zł, w Budownictwie o 2,8 proc. dał 144 mln zł, a w Handlu o 2,9 proc. dało 225 mln zł.

Fryzjerom i Transportowi zaległości rosły cały czas, obiektom sportowych i Handlowi wyhamowały, a w Przemyśle zaczęły się rozpędzać

Gdy przyjrzeć się bliżej poszczególnym sektorom, widać, że kryjące się w nich branże po kontakcie z koronawirusem znalazły się w różnej kondycji. I tak, zaległości sektora Pozostała działalność usługowa podwyższyły się o 4,1 proc. głównie za sprawą firm prowadzących działalność fryzjerską i kosmetyczną, których zobowiązania rosły cały czas i podbiły kwotę swoich nieopłaconych zobowiązań o jedną dziesiątą, do prawie 95 mln zł. Z kolei w Kulturze i rekreacji w największym stopniu pogorszyły płatności firmy zajmujące się sportem, rozrywką i rekreacją, czyli głównie kluby fitness czy sale zabaw dla dzieci, gdzie zaległości wzrosły o niemal jedną czwartą (23,8 proc.). Tu 17,5 mln zł nowych zaległości pojawiło się w kwietniu, a w maju i czerwcu wraz z rosnącym dostępem do pomocy doszło już jedynie niecałe 5 mln zł. W przypadku Działalności w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej na przyrost zaległości (8,7 proc.) miały przełożenie głównie problemy biur podróży, agentów turystycznych, pośredników oraz innych firm związanych z turystyką. Powiększyły one w kwartał zaległości o blisko 37 mln zł do 117,9 mln zł – w tym przypadku niemal cała kwota przyrosła w kwietniu, a później zmiana była już nieznacząca. W sektorze Działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca obok firm turystycznych znajdują się również wynajem i dzierżawa maszyn i pojazdów i ich zaległości podniosły się o 9 mln zł (o blisko 6 proc.) do 162,5 mln zł. Kolejne zarejestrowane tu branże, a jest to m.in. organizowane kongresów i targów, call center, ochrona budynków, detektywi czy firmy sprzątające oraz dbające o zieleń, nie powiększyły już zaległości w tak znaczącym stopniu.

Odwrotnie akurat sytuacja wygląda w Przemyśle, gdzie kwiecień – pierwszy pełny miesiąc lockdownu jeszcze nie przełożył się na wzrost opóźnień w rozliczeniach firm przetwórczych z dostawcami, ale już maj i czerwiec przyniosły ponad 101 mln zł dodatkowych zaległości. Jeśli chodzi o kwartalną zmianę, nie była to dla Przemysłu wyjątkowa sytuacja. W sektorze tym zwraca jednak uwagę 7-proc. wzrost zaległości producentów odzieży do 155,2 mln zł, który przyspieszył od maja. Po II kw. o prawie 9 proc. więcej zaległości mają też firmy wytwarzające maszyny i urządzenia (186,8 mln zł), a producenci wyrobów z drewna (z wyjątkiem mebli) zyskali ponad 6 proc. przeterminowanych zobowiązań i mają ich ponad 543 mln zł. Wyróżniają się też firmy meblarskie, gdzie po wzroście o ponad 4 proc. jest 274 mln zł zaległości. Jednocześnie zaległe zobowiązania producentów komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych zmalały znacznie, bo o ponad 15 proc., do 44,7 mln zł.

W Transporcie można było natomiast zaobserwować systematyczny przyrost zaległości, o ok. 30 mln zł miesięcznie w ciągu całego drugiego kwartału. Sektor ten w zeszłym roku należał do liderów wzrostu nieopłaconych zobowiązań. Powiększył je o łączną kwotę 373 mln zł, czyli o 24 proc. Ten rok nie jest wiele lepszy – po półroczu przeterminowane zobowiązania wzrosły już o 234 mln zł do 2,16 mld zł. Ale tym razem po I półroczu 2020 r., 12-proc. dynamikę przyrostu zaległości transportu wyprzedza kilka innych sektorów: Rolnictwo z wynikiem 15 proc., Działalność administrowania i działalność wspierającą (18 proc.) oraz kultura, Rozrywka i rekreacja (22 proc.).

W Handlu, po tym jak w kwietniu przybyło blisko 120 mln zł zaległości, w kolejnych miesiącach pojawiło się dodatkowo 108 mln zł. Problemy z wypłacalnością narastały w II kw. przede wszystkim w handlu pojazdami oraz w handlu detalicznym (ponad 4 proc. w obu przypadkach), gdy w tym czasie hurt powiększył zaległości o niecałe 2 proc. Ostatecznie jednak handel z koronawirusem i zamkniętymi galeriami w tle, w kategorii zaległości, przynajmniej na razie, nie różni się od poprzednich kwartałów, w czym zapewne niemała zasługa wakacji kredytowych na ponad 4 mld zł. W podobnym stopniu jak w II kw. br. zaległości tego sektora rosły też w I kw., a w całym zeszłym roku powiększyły się o ponad 1 mld zł.

Budownictwo, które niedawno miało czas obniżania poziomu zaległości, w tym roku znów weszło na ścieżkę wzrostu. Do 72 mln zł nowych przeterminowanych zobowiązań z I kw. doszło prawie 145 mln zł. Przede wszystkim przyczyniły się do tego firmy zajmujące się wznoszeniem budynków, ich przeterminowane płatności na rzecz dostawców i banków podwyższyły się w II kw. o ponad 118 mln zł, głównie w kwietniu.

Wyczerpuje się pomoc Państwa, a obroty nie wracają do normy

Co przyniosą kolejne miesiące? – Niestety nie można powiedzieć, że od konkretnego dnia dla wszystkich poszkodowanych pandemią branż po spadku fali zachorowań zaczęła się nowa lepsza rzeczywistość, wiele firm cały czas jest częściowo zamrożonych m.in. kina, teatry, które mogą sprzedać bilet na co drugie miejsce, organizatorzy koncertów, targów, miejsca rozrywki, restauracje czy branża weselna wciąż podlegają administracyjnym ograniczeniom wpływającym na skalę prowadzenia działalności. Do narzuconych restrykcji dochodzą też obawy części potencjalnych klientów o ewentualne zarażenie się oraz większa skłonność do ograniczania wydatków, a to zmniejsza popyt i przekłada się na rentowność biznesu. Niestety, nowa normalność dla wielu przedsiębiorstw jest bardzo trudna. Cały czas towarzyszy jej pytanie, jak długo uda się wytrwać przy obniżonych obrotach. Na dłuższą metę w takich warunkach nie ma ucieczki od wzrostu liczby niewypłacalnych firm. Ryzyko prowadzenia działalności jest wysokie i niestety nie mieści się w dotychczasowych doświadczeniach wyniesionych z wcześniejszych kryzysów, dlatego bardzo pozytywnie oceniam fakt, że przedsiębiorcy zaczęli ostrożniej dobierać partnerów biznesowych i chętniej sprawdzają ich wiarygodność finansową m.in. w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor. Tym bardziej, że wyczerpuje się pomoc z tarcz antykryzysowych, a wakacje kredytowe też nie są bezterminowe – mówi Sławomir Grzelczak.

W lipcu blisko 2 mln firm musiało już przelać pełne składki na ZUS, po tym jak skorzystało z trzymiesięcznego zwolnienia płatności 12 mld zł za 6,5 mln pracowników. Na ponowną ulgę nie mogą już liczyć, bo pomoc jest jednorazowa. Z kolei Polski Fundusz Rozwoju do 8 lipca w ramach wsparcia antykryzysowego wypłacił prawie 314 tysiącom mikro, małych i średnich firm 56,5 mld zł z zaplanowanej dla nich puli 75 mld zł. W założonych w Tarczy Antykryzysowej 100 mld zł jest też 25 mld zł dla dużych przedsiębiorstw, ich wypłata rozpoczyna się w tym miesiącu.

Wyolbrzymione znaczenie czynników – raport walutowy

Rynki otwierają tydzień z optymizmem wokół informacji o autoryzacji nowych metod leczenia chorych na COVID-19 w USA. Niewiele więcej dzieje się po weekendzie i nic ciekawego nie jest zaplanowane na najbliższe dni z uwagą przenoszoną na piątkowe sympozjum bankierów centralnych. W międzyczasie rynek FX ma do posprzątania bałagan z piątku.

Najnowsze doniesienia w temacie walki z koronawirusem należy traktować jako umiarkowane impulsy do wzmocnienia apetytu na ryzyko. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) zezwoliła na stosowanie osocza krwi pobranych od pacjentów jako opcji leczenia. Nastroje poprawiają też doniesienia Financial Times, jakoby administracja Trumpa rozważała nadzwyczajne zatwierdzenie szczepionki opracowywanej przez AstraZeneca/Oxford, by wprowadzić ją do obiegu w USA jeszcze przed wyborami prezydenckimi. Firma farmaceutyczna zaprzecza, aby prowadziła rozmowy z Białym Domem, a odniesienie do wyborów osłabia wiarę w szczepionkę, która może wymagać jeszcze wielu testów.

Lecz na wakacyjnym rynku pozostawionym bez impulsów ranga każdej informacji wzrasta. Widzieliśmy to choćby w piątek, kiedy odczyty PMI z Eurolandu (gorsze do oczekiwań) i USA (lepsze) były podstawą dla większych niż normalnie reakcji rynku walutowego. Osobiście nie sądzę, aby odchylenia wskaźników miały tak istotne znaczenie poza tym, że w Europie restauratorzy i inni przedstawiciele sektora usługowego są bardziej zaniepokojeni wzrostem liczby zachorowań na COVID-19 niż kiedykolwiek byli ich amerykańscy odpowiednicy. Spadek EUR/USD można tłumaczyć rewizją oczekiwań tempa wzrostu gospodarczego po obu stronach Atlantyku, choć równie dobrze można zaryzykować stwierdzenie, że obawy implikują odpowiedzialne podejście biznesu do pandemii, co długofalowo może przynieść większe korzyści gospodarce strefy euro. Albo nagle znajdzie się skuteczna szczepionka, która wejdzie do masowej dystrybucji i europejska ostrożność okaże się niepotrzebnym hamulcem. Konkluzja jest taka, że nie wiadomo, jak będzie wyglądać przyszłość w obliczu kryzysu zdrowotnego, ale to też oznacza, że rynek walutowy nie ma podstaw, by istotnie zmieniać dotychczasowe założenia. Będę bronił tezy, że piątek był epizodem kwestionowania krótkich pozycji w USD w relacji do różnych walut, a wakacyjna płynność (a raczej jej brak) potęgowała zmiany. Nie ma powodów dla podtrzymania aprecjacji USD, szczególnie że na horyzoncie czeka sympozjum w Jackson Hole i piątkowe przemówienie prezesa Fed Powella. Choć po rozczarowaniu wydźwiękiem minutek FOMC w ubiegłym tygodniu oczekiwania na gołębie rewelacje od Powella są niskie, ale z obecnego położenia to właśnie uchylenie rąbka tajemnicy wokół przyszłej strategii Fed (a jeśli już, to gołębiej) może mieć najsilniejsze skutki dla rynku walutowego.

Złoty obok rosyjskiego rubla i forinta węgierskiego najmocniej ucierpiał na piątkowych zawirowaniach podsycanych umocnieniem USD. Brutalnie potwierdzone zostało, jak duży wpływ na złotego mają obecnie czynniki zewnętrzne przy praktycznym ignorowaniu danych krajowych. Warto też zaznaczyć, z jaką łatwością rynek doprowadzał do skoków kursu w górę w zeszłą środę i piątek, a jak mozolnie przychodzą powroty. Pozytywny sentyment rynkowy i powroty słabości dolara sprzyjają złotemu, ale do pewnej granicy, którą inwestorzy traktują jako optymalny poziom do sprzedaży. Obecnie taka bariera zarysowuje się przy 4,38. Jakkolwiek oczekuje, że motyw przewodni rynków nie odmieni się i USD pozostanie słaby, złoty będzie korzystał na tym w bardzo ograniczonym stopniu. Innymi słowy USD/PLN może spaść tylko tyle, ile wzrośnie EUR/USD przy EUR/PLN zablokowanym ponad 4,38.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Simteract z kolejnym dofinansowaniem. Producent gier na przełomie 2020 i 2021 planuje debiut na NewConnect

Producent gier pozyskał prawie 3,2 mln złotych w ramach programu NCBR 

Simteract, producent gier specjalizujący się w tworzeniu gier z gatunki premium indie simultion, otrzymał grant Naukowego Centrum Badań i Rozwoju w wysokości prawie 3,2 mln zł. Projekt „Technologia generowania realistycznych wizualizacji tras kolejowych na potrzeby profesjonalnych symulatorów szkoleniowych” nie tylko znalazł się wśród projektów wybranych do dofinansowania w ramach trzeciej rundy konkursu Szybka Ścieżka, ale również otrzymał maksymalną liczbę punktów. 

Program operacyjny Inteligentny Rozwój to największy w Unii Europejskiej program na rzecz rozwoju badań i tworzenia innowacji. Dzięki decyzji NCBiR w ramach trzeciej rundy Szybkiej Ścieżki 48 projektów otrzyma łączne dofinansowanie na kwotę 234 442 467,52 zł. Spośród zwycięzców zdecydowanie wyróżnia się Simteract, którego projekt jako jeden z czterech otrzymał maksymalną liczbę punktów. Zadecydowało to o przyznaniu spółce dotacji w kwocie 3 185 345,00 zł.

Dzięki otrzymanemu wsparciu finansowemu będziemy rozwijać nasze technologie oraz rozwiązania symulacyjne. Nie będą one jednak wykorzystywane wyłącznie w symulatorach treningowych. Uważamy, że znajdą one zastosowanie również w produkcji gier wideo – mówi Marcin Jaśkiewicz, prezes Simteract. – Sądzimy, że zarówno przyznanie nam kolejnego dofinansowania, jak i szczególnie cieszące nas zdobycie maksymalnej liczby punktów w procesie ewaluacji projektu, świadczy o niezwykłym profesjonalizmie naszych rozwiązań. Jest to też najlepszy dowód na to, ile serca wkładamy w pracę nad nimi – dodaje Jaśkiewicz.

Przypominamy, że na przełomie trzeciego i czwartego kwartału bieżącego roku Simteract zamierza przeprowadzić emisję akcji, która będzie skierowana do nie więcej niż 149 osób (w ramach subskrypcji prywatnej). Kolejnym krokiem będzie debiut na NewConnect, który planowany jest na przełom 2020 i 2021 r.

Rekordowe zainteresowanie najemców magazynami w Polsce

Rynek magazynowy w Polsce odporny na pandemię. Dużo nowej powierzchni, rekordowe zainteresowanie najemców, mniej pustostanów – tak wynika z raportu o rynku powierzchni przemysłowych i magazynowych w Polsce opracowanego przez BNP Paribas Real Estate Poland.

Rynek magazynowy w Polsce nie zwalnia tempa nawet w czasie pandemii. To jeden z najszybciej rozwijających się sektorów nieruchomości komercyjnych w Europie. Od 2017 roku przybyło na nim 8,3 mln m2 powierzchni przemysłowo-magazynowej (to ponad 40 proc. obecnych zasobów).

Od stycznia do czerwca 2020 roku przybyło w Polsce milion m2 powierzchni przemysłowo-magazynowych, z czego 600 tys. m2 w II kwartale. Najwięcej nowych nieruchomości tego typu oddano do użytku w regionach: Warszawa II (353 tys. m2), Dolny Śląsk (193 tys. m2) oraz Górny Śląsk (180 tys. m2).

Pierwsza połowa tego roku przyniosła najwyższą w historii wielkość popytu brutto (nie uwzględniając umów krótkoterminowych, czyli do 12 miesięcy) – ok. 2,4 mln m2. Na koniec II kwartału w budowie pozostawało ok. 1,9 mln m2 powierzchni. Najwięcej przypadało na region Górnego Śląska (435 tys. m2) oraz strefę Warszawa II (324 tys. m2). Na wyróżnienie zasługuje też region Zachód. To właśnie tam powstaje największy z obecnie budowanych obiektów przemysłowo-magazynowych w Polsce. Panattoni BTS Świebodzin będzie mieć powierzchnię aż 203 500 m2. W poszerzaniu listy atrakcyjnych lokalizacji dla deweloperów i najemców pomaga poprawa infrastruktury drogowej w całym kraju.

W drugim kwartale tego roku wyodrębniono nową strefę magazynową, w skład której wchodzą obiekty zlokalizowane w granicach województwa opolskiego. W rozwoju tego regionu może pomóc położenie wzdłuż autostrady A4 oraz sąsiedztwo dwóch dużych stref głównych – Dolnego i Górnego Śląska.

Pod koniec II kwartału 2020 wskaźnik pustostanów, obniżył się do poziomu 7 proc. (spadek o 0,6 p. proc. w stosunku do I kwartału tego roku). Biorąc pod uwagę wysoki poziom nowej podaży w ostatnich latach, to nadal relatywnie mało, choć o 1.6 p. proc. wyżej niż rok temu. Zdaniem analityków branża zawdzięcza to w dużej mierze projektom typu BTS (build-to-suite) dopasowanym do potrzeb konkretnych najemców.

Przez ostatnie dwa lata zaobserwowano trend powolnego wzrostu bazowych stawek czynszu za wynajem powierzchni magazynowych. Obecnie dla najlepszych obiektów magazynowych w Polsce zawierają się one w zakresie od 3,40 do 5,25 euro za m2 miesięcznie.

Wzrost czynszów spowodowany jest rosnącymi kosztami pracy oraz materiałów budowlanych. Do tego dokłada się również wysoki popyt na powierzchnie magazynowe. Z drugiej strony silna konkurencja i wysoka podaż nowej powierzchni skłaniały właścicieli obiektów do oferowania najemcom atrakcyjnych zachęt czynszowych, w ten sposób redukując stawki czynszów efektywnych.

W opinii analityków BNP Paribas Real Estate Poland, dobrą kondycję sektora magazynowego może pogorszyć obecny kryzys zdrowotny, a także globalna recesja gospodarcza. W wielu branżach produkcja i zbyt towarów spadają, co może wpłynąć na zmniejszenie zapotrzebowania na powierzchnię. Z drugiej strony, dodatkowym bodźcem rozwoju dla rynku przemysłowo – logistycznego w Polsce może być szeroko rozważany obecnie w Europie Zachodniej proces powrotu z produkcją przemysłową do lokalizacji znajdujących się bliżej rodzimych rynków zbytu. W tym kontekście Polskę można postrzegać jako dobrą alternatywę dla rynków dalekowschodnich.

BGK pomaga przetrwać podmiotom ekonomii społecznej

Toruńska kawiarnia PERS, którą prowadzi Fundacja Studio M6, jak wiele innych lokali gastronomicznych, negatywnie odczuła skutki pandemii koronawirusa. Dzięki uruchomionym w Banku Gospodarstwa Krajowego pożyczkom płynnościowym PES, działalność udało się utrzymać i to bez utraty miejsc pracy.

Kawiarnia PERS (Przestrzeń Elementów Rzeczywistości Społecznej) wpisuje się w definicję podmiotu ekonomii społecznej. Swoją działalnością służy integracji zawodowej i społecznej osób zagrożonych wykluczeniem, tworząc dla nich dodatkowe miejsca pracy.

W czasie pandemii właściciele kawiarni musieli się błyskawicznie przeorganizować, aby sprostać wyzwaniu prowadzenia biznesu w warunkach restrykcyjnych obostrzeń. Sięgnęli również po pożyczkę płynnościową oferowaną podmiotom ekonomii społecznej przez BGK, za pośrednictwem partnerów finansowych.

Fundacja Studio M6 skorzystała z pożyczki płynnościowej PES udzielonej przez Fundusz Regionu Wałbrzyskiego. Można ją przeznaczyć na sfinansowanie wynagrodzeń pracowników, pokrycie zobowiązań publiczno-prawnych, spłatę zobowiązań handlowych, pokrycie kosztów użytkowania infrastruktury czy pokrycie kosztów administracyjnych.

Jak powiedział Robert Jagła, prezes Zarządu Funduszu Regionu Wałbrzyskiego, firmy otrzymują wsparcie w kwocie do 100 tys. złotych na okres 48 miesięcy, przy możliwości przyznania 12-miesięcznej karencji. Od udzielonej pożyczki bank nie pobiera żadnej dodatkowej opłaty i prowizji.

„Wspólnie z Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej zaproponowaliśmy pożyczkę płynnościową dla podmiotów ekonomii społecznej. Do tej pory przyznaliśmy ponad 50 pożyczek na kwotę blisko 4 mln zł” – podkreśliła Aleksandra Kwiatkowska, dyrektor Biura Rozwoju Instrumentów Finansowych w Banku Gospodarstwa Krajowego.

„Czas pandemii wpłynął na nas mocno. Musieliśmy się błyskawicznie przeorganizować, aby utrzymać wszystkie miejsca pracy. Wsparcie finansowe Banku Gospodarstwa Krajowego dało nam poczucie, że nasza działalność jest bezpieczna” – stwierdził Artur Kaniecki, wiceprezes Fundacji Studio M6, prowadzącej kawiarnię PERS.

„Napięcie w zespole uspokoiło się, jak już wiedzieliśmy, że dostaniemy wsparcie z BGK. To pozwoliło nam również wejść w nowe projekty, takie jak komis ze sztuką, warzywniak Zero Waste czy wegańskie bistro, i przy tej okazji uruchomić dodatkowe miejsca pracy dla osób zagrożonych wykluczeniem. Zatrudniamy już blisko 30 osób” – podsumował Kaniecki.

Obecnie pożyczek płynnościowych PES, których udziela BGK, poza Funduszem Regionu Wałbrzyskiego, udzielają również Towarzystwo Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych S.A. oraz Fundacja Rozwoju Przedsiębiorczości w Suwałkach.

Polacy przedłużają sobie wakacje. Sezon nie skończy się wraz z sierpniem 

Bon turystyczny, niewykorzystane wcześniej urlopy, możliwość zdalnej nauki – wszystko to spowodowało, że Polacy chętnie rezerwują wyjazdy na wrzesień. Obiekty noclegowe odpowiedziały natychmiast i przedłużają sezon nawet do października, a turyści najwyraźniej nie boją się wysokich cen, bo rok do roku liczba rezerwacji we wrześniu wzrosła w niektórych regionach kraju nawet o 25% – wynika z raportu Noclegi.pl.

Rozciągnięcie sezonu na wrzesień widać przede wszystkim w cenach i długości rezerwacji. Średnia cena wrześniowego noclegu dla jednej osoby za dobę wzrosła z 87 do 94 złotych.

„Różnie to wygląda w poszczególnych regionach. Najmniejsze wzrosty cen, średnio o 20 procent notujemy na Mazurach. Zachodniopomorskie jest droższe o 40% względem ubiegłego roku, Małopolska o 50%. W Zakopanem tegoroczny wrzesień jest dwukrotnie droższy niż w 2019 roku” – mówi Natalia Jaworska, ekspert platformy rezerwacyjnej Noclegi.pl.

Pomimo tych cen Polacy decydują się na dłuższe wyjazdy. „Rok temu w tym czasie średnia długość pobytu wynosiła w Małopolsce mniej niż trzy dni, teraz to średnio 3,7 doby. Jeszcze większe różnice widać w Zachodniopomorskiem, gdzie w tym roku rezerwujący planują spędzić średnio powyżej tygodnia, podczas gdy we wrześniu ubiegłego roku były to 4 dni” – podkreśla Jaworska i dodaje, że za ruch i przedłużony sezon odpowiada w dużej mierze możliwość skorzystania z bonu turystycznego, wprowadzonego klika tygodni temu.

Z każdym dniem przybywa też obiektów, przyjmujących płatność bonem turystycznym i gości, którzy proszą o rozliczenie w tej formie oraz szukają szczegółowych informacji na ten temat.

Charakterystyczne dla pandemicznego sezonu, również we wrześniu jest to, że goście wybierają obiekty umożliwiające wypoczynek z dala od innych. Utrzymuje się popularność apartamentów i domków. Wciąż mniej rezerwacji jest w hotelach. Znalazło to odbicie w cenach. Średnia cena za dobę w apartamencie wzrosła rok do roku, z 74 złotych do 85 złotych za osobę. W hotelach natomiast spadła do średnio 116 złotych z wcześniejszych 167 złotych.

Ostatecznie wrześniowy ruch może być jeszcze większy. Polacy na ogół zostawiają decyzje wyjazdowe na ostatnią chwilę. „W tym roku widać to jeszcze wyraźniej. Goście, obawiając się zamknięcia obiektów, czy zmieniających się w czasie obostrzeń epidemiologicznych, stają się bardzo ostrożni. Wybierają miejsca z możliwością bezpłatnego anulowania rezerwacji lub podejmują decyzję w ostatnim momencie” – podsumowuje ekspert Noclegi.pl.

Polacy szturmują sklepy. Kupują meble, sprzęt RTV i AGD

Sprzedaż detaliczna w lipcu wzrosła o 3% r/r i 6,5% m/m – podał w piątek GUS.

Jest to pierwszy od lutego miesiąc, w którym obserwujemy dodatnią dynamikę roczną (w cenach stałych). Należy dodać: wzrost wyraźnie powyżej oczekiwań. W danych wyrównanych sezonowo widać, że brakuje już naprawdę niewiele do powrotu na ścieżkę wzrostu po bardzo głębokich spadkach (reprezentujących poziomy z 2014 roku)Wydaje się, że w wychodzeniu z recesji przynajmniej kanał konsumpcji prywatnej jest póki co niezagrożony.

Znaczące wzrosty odnotowały w lipcu kategorie meble, RTV, AGD (8,1% m/m, 15,8% r/r) oraz pojazdy samochodowe (5,8% m/m, 0,7% r/r). Obie grupy łączy to, że są beneficjentami zmian w preferencjach klientów. Spędzanie czasu w domu i wyjazd na wakacje samochodem uruchomiły (lub jak w przypadku aut: przywróciły) popyt – i nie jest to wyłącznie charakterystyka polska. Zakupom samochodów towarzyszy wzrost zapotrzebowania na paliwo (13 % m/m), przy czym globalny wzrost cen będzie powoli hamował popyt.

Zastanawiające jest, do jakiego stopnia dane reprezentują rosnącą pewność przyszłości wśród konsumentów (przybliżaną zakupami dóbr trwałych), a do jakiego są niejako wymuszone wydłużającym się social distancingiem. Częściową odpowiedź na to pytanie przyniosą dane o koniunkturze konsumenckiej.
W pozostałych kategoriach obserwujemy relatywnie mało zaskoczeń – z uwagi na status dóbr pierwszej potrzeby, jak w przypadku żywności (5% m/m, -1,0% r/r), czy kosmetyków i farmaceutyków (11,7% m/m, bz. r/r), lub czynników sezonowych, jak w przypadku książek (3,2% m/m, 2,3% r/r).

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Konfederacja Lewiatan