Nadal wiele branż liże rany po zamrożeniu gospodarki

0

Dane o sierpniowej koniunkturze biznesowej, które podał GUS, potwierdzają, że znaczna większość analizowanych sektorów gospodarki nadal liże rany po lockdownie.

Oprócz informacji i komunikacji oraz wychodzących w sierpniu na plus usługach finansowych, pozostałe analizowane sektory notują wskaźniki na minusie (hotelarstwo i gastronomia -21,7, budownictwo -16,5, transport i logistyka -14,1, handel detaliczny -11,5, przetwórstwo przemysłowe -8,5, handel hurtowy -8,2). Za progres wszystkich kategorii odpowiadają poprawiające się składowe diagnostyczne. Oznacza to, że firmy faktycznie pracują na wyższych obrotach.

To, co jednak zasadniczo różni sektory, to ocena przyszłości. Nie dla wszystkich analizowanych branż powrót na ścieżkę wzrostu sprzed koronawirusa wydaje się realny, dla kilku z pewnością będzie trwał dłużej i obecnie trudno mówić o odbiciu. Bardzo wyraźnego pogorszenia oczekuje hotelarstwo i gastronomia (zmiana nawyków konsumenckich – zwłaszcza koniec konferencji biznesowych, które zapełniały kalendarze poza sezonem, ryzyko II fali epidemii, reżim sanitarny).

Widoczne pogorszenie przewidują firmy przetwórstwa przemysłowego i budownictwa. W przetwórstwie widzimy, że producenci dóbr inwestycyjnych notują systematycznie słabszą sprzedaż. Ten sam problem dzieli budownictwo, co potwierdzają dzisiejsze dane (dynamika produkcji budowlano-montażowej: -10,9% r/r). W tym kontekście warto przypomnieć, że ekstremalna niepewność gospodarcza, wzmocniona przez niepewność regulacyjną nie sprzyjają inwestycjom, co potwierdza aneks do badania. Spadek inwestycji w przetwórstwie respondenci szacują na -5,6% względem poziomu z 2019 roku. Dla budownictwa analogiczny odsetek sięga -20,8%, w zakwaterowaniu i gastronomii -33,1%.

Ryzyko pogorszenia w przetwórstwie połączone z ewentualnymi spadkami w handlu detalicznym (tu również sytuacja poszczególnych kategorii dóbr jest istotnie różna) nie sprzyja transportowi i logistyce. Ten sektor nie żyje wyłącznie koronawirusem – kształt nieco zapomnianego już Brexitu ma realny wpływ na perspektywy biznesowe.

Zagrożenia notowane przez poszczególne gałęzie pokazują, że perspektywy wychodzenia z recesji mogą się drastycznie różnić.Koronawirusowy aneks przygotowany przez GUS wyraźnie pokazuje, że tylko dla ok. połowy podmiotów negatywne skutki pandemii są co najwyżej nieznaczne. Wciąż istotny w skali jest segment firm, które uznają pandemię jako czynnik zagrażający ich stabilności. Monitoring sytuacji sektorów i ewentualna kontynuacja tarczowego wsparcia dla wybranych sektorów może stać się na jesień tematem numer jeden.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Konfederacja Lewiatan

Dane MRPiPS: O blisko 40% wzrosła liczba zaświadczeń wydawanych Ukraińcom na prace sezonowe

W pierwszej połowie br. Ukraińcy otrzymali 148 tys. zezwoleń na pracę w Polsce. Ze wstępnych danych MRPiPS wynika, że to spadek o 14 tysięcy, tj. o prawie 10%, w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. O blisko 40% wzrosła liczba zaświadczeń dot. prac sezonowych. Ostatnio było ich 191 tysięcy, a wcześniej – 138 tys. Od stycznia do czerwca br. wpisano do ewidencji 543 tysiące oświadczeń o powierzeniu pracy obywatelom Ukrainy. To z kolei o ponad 220 tysięcy mniej niż w pierwszym półroczu minionego roku. Spadek wynosi niecałe 30%. 

Zezwolenia na pracę

148 tys. zezwoleń na pracę do 3 lat uzyskali obywatele Ukrainy od stycznia do czerwca br. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 162 tys. To statystyki z Centralnego Systemu Analityczno-Raportowego Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Ale jak zastrzegają ministerialni analitycy, to wstępne dane, które mogą się nieznacznie różnić od tych oficjalnych.

– Spadek ten jest w głównej mierze efektem pandemii. Przed jej wybuchem obserwowaliśmy bardzo duże zapotrzebowanie na pracowników zagranicznych. Ono było w ubiegłym roku na rekordowym poziomie, ale wydawało się, że popyt w tym roku będzie jeszcze większy. Jednak druga połowa marca i kwiecień okazały się martwym okresem w rekrutacji. Ale od czerwca już to się dynamicznie zmieniło – komentuje Marcin Kołodziejczyk, dyrektor Rekrutacji Międzynarodowej EWL Group.

Z kolei Piotr Płusa, ekspert rynku pracy z Adecco Group, zwraca uwagę na 3 czynniki w dobie pandemii. Po pierwsze, część pracodawców zrewidowała swoje zapotrzebowanie na pracowników zagranicznych. Wstrzymali więc decyzje o zatrudnieniu, ale równocześnie monitorowali sytuację na rynku. Po drugie, nastąpiło znaczące spowolnienie w wydawaniu zezwoleń. Urzędy były przez ponad miesiąc niedostępne dla interesantów, a praca odbywała się zdalnie. Po trzecie, specustawa Covid-19 dała możliwość automatycznego przedłużenia m.in. zezwoleń w czasie pandemii.

– Dane Straży Granicznej wskazują, że od końca marca br. wyjechało z Polski nawet 250 tys. osób. W związku z zapisami tarczy antykryzysowej część pracowników z Ukrainy pozostała u nas. Prawo gwarantowało im przedłużenie wizy na cały czas trwania stanu epidemicznego i 30 dni po jego zakończeniu – mówi Monika Banyś, rzecznik prasowy Personnel Service.

Sezonowe zajęcia

W pierwszej połowie tego roku obywatelom Ukrainy wydano 191 tysięcy zaświadczeń dot. prac sezonowych. To z kolei więcej niż od stycznia do czerwca 2019 roku, kiedy przyznano ich 138 tysięcy. Jak zauważa Piotr Płusa, zapotrzebowanie na pracowników sezonowych w Polsce rośnie z roku na rok o około 7-8%, szczególnie w rolnictwie. Pracodawcy zgłaszali swoje potrzeby do większej liczby agencji pracy niż zazwyczaj. Zdaniem eksperta, prawdopodobnie około 20-30% wszystkich zaświadczeń to sztuczna nadwyżka. Ona została wywołana obawami o brak pracowników sezonowych.

– Po wprowadzeniu lockdownu w Polsce dochodziło do zwolnień. Przede wszystkim w zakładach motoryzacyjnych, dużych przedsiębiorstwach produkcyjnych czy firmach usługowych. W tym samym czasie było sporo ofert pracy sezonowej w rolnictwie. Z tych propozycji korzystały też osoby, które w poprzednich latach nie były nimi zainteresowane. Wtedy wybierały zatrudnienie m.in. w hotelarstwie czy gastronomii – zaznacza dyrektor Kołodziejczyk.

Jak podkreśla Monika Banyś, rolnicy jako jedna z pierwszych grup informowali, że bez Ukraińców prace sezonowe będą bardzo utrudnione. One zaczynają się już w kwietniu, a wtedy pracowników było dużo mniej. Mówiono o odpływie ok. 200 tys. osób. Natomiast już w czerwcu pojawiły się propozycje związane m.in. z gastronomią, turystyką i hotelarstwem. I właśnie w tym miesiącu skumulowały się oferty pracy, których nie publikowano wcześniej. Wtedy też przyjechało do Polski wielu Ukraińców, którzy wcześniej się wahali.

– Późną wiosną zaobserwowaliśmy wzmożone zainteresowanie przyjazdem pracowników do Polski. Wpływ na to miała gorsza sytuacja ukraińskiej gospodarki w porównaniu z naszą. Część osób, które straciły, tam zatrudnienie, postanowiła przekroczyć granicę. Ponadto w rolnictwie były pewnego rodzaju ułatwienia, jeśli chodzi o odbywanie kwarantanny. I to częściowo też było wykorzystywane przez pracowników – podkreśla ekspert z EWL Group.

Powierzenie pracy

Jak przekazuje MRPiPS, w pierwszych sześciu miesiącach br. do ewidencji wpisano 543 tysięcy oświadczeń o powierzeniu pracy obywatelom Ukrainy na czas do 6 miesięcy. To również wstępne dane. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 765 tysięcy. Według Moniki Banyś, spadek ten to także konsekwencja epidemii koronawirusa. Osoby, które miały przenieść się do Polski tylko na kilka miesięcy i przejść dwutygodniową kwarantannę, często odkładały decyzję o wyjeździe.

– Dodatkowo w rozmowach z pracodawcami widoczny jest trend przyciągania pracowników z wewnętrznego rynku pracy zamiast poszukiwań zza wschodnią granicą. Poza pracami sezonowymi, coraz mniej jest też firm, które będą ryzykowały ponad 50% wewnętrzne zatrudnienie osób niezwiązanych na stałe z Polską. One podczas obostrzeń mogą mieć problemy administracyjne w podjęciu pracy czy też wjechaniu na teren kraju – stwierdza ekspert Adecco Group.

Ministerstwo zaznacza, że liczby oświadczeń i wydanych zezwoleń nie należy dodawać, aby uzyskać sumę pracujących cudzoziemców w danym roku. Dana osoba może bowiem posiadać obydwa dokumenty. Ponadto liczbę pracujących w Polsce cudzoziemców należy powiększyć o osoby, które są zwolnione z konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. To np. posiadacze zezwolenia na pobyt stały, Karty Polaka, a także studenci i absolwenci studiów stacjonarnych w Polsce.

– Niestety nie istnieje jeden zbiór danych, a oprócz tego funkcjonuje ogromna szara strefa. Posługując się różnymi danymi możemy powiedzieć, że w Polsce przebywa pomiędzy 1,25 mln a 2,1 mln obywateli Ukrainy. Trudno prognozować, ile ich będzie na rynku pracy w niedalekiej przyszłości. To jest silnie uzależnione od sytuacji pandemicznej w naszym kraju, stopy bezrobocia, nowych inwestycji oraz koniunktury na rynkach zagranicznych – podkreśla Piotr Płusa.

Z kolei Marcin Kołodziejczyk przywołuje dane GUS-u. Wynika z nich, że w Polsce na koniec ub.r. było około 2,1 mln obcokrajowców, w tym 1,351 mln obywateli Ukrainy. Liczba ta spadła prawdopodobnie na przełomie pierwszego i drugiego kwartału. EWL Group szacuje, że cudzoziemców obecnie jest w Polsce między 1,2 mln a 1,5 mln. Ale do firmy zgłasza się bardzo sporo Ukraińców. Jest też duży popyt na nich. Ekspert prognozuje, że do końca roku ich liczba powróci do poziomu z grudnia ub.r. A nawet może go przekroczyć.

Postulaty kierowane przez Rzecznika MŚP odnośnie wsparcia przedsiębiorców z branży turystycznej i eventowej znalazły odzwierciedlenie w uchwalonej przez Sejm RP ustawie

Postulaty kierowane przez Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców odnośnie wsparcia przedsiębiorców z branży turystycznej i eventowej znalazły odzwierciedlenie w uchwalonej przez Sejm RP ustawie z dnia 14 sierpnia 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw.

Mając na uwadze liczne głosy przedsiębiorców, w tym organizacji działających w Zespole Roboczym ds. Turystyki, Przemysłu Spotkań i Czasu Wolnego w Radzie Przedsiębiorców, Rzecznik MŚP już 17 czerwca 2020 r. w piśmie skierowanym do Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju zaapelował o podjęcie działań mających na celi stworzenie specjalnego programu wsparcia dla branży turystycznej. Rzecznik MŚP zwracał wówczas uwagę na problem przypadającego w większości na wrzesień 2020 r. terminu zwrotu zaliczek wpłaconych przez klientów na poczet imprez turystycznych, które w wyniku wybuchu epidemii COVID-19 zostały odwołane.

Ponownie, pismem z 28 lipca 2020 r., Rzecznik MŚP zwrócił się do Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju o wsłuchanie się w głosy przedsiębiorców i przyspieszenie prac nad wsparciem sektorowym dla branży turystycznej, przemysłu spotkań i czasu wolnego, które pomimo odmrożenia gospodarki, nie mogą prowadzić działalności w takim zakresie, w jakim by chciały.

Powyższe wystąpienia spotkały się ze zrozumieniem, czego wyrazem jest uchwalenie przez Sejm RP ustawy z dnia 14 sierpnia 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw, wprowadzającej sektorowe wsparcie dla branży turystycznej i eventowej.

Ustawa przewiduje m.in.

  1. powołanie Turystycznego Funduszu Zwrotów, który umożliwi zwroty wpłat klientom biur podróży, a także Turystycznego Funduszu Pomocowego, który ma być uruchamiany w związku z sytuacjami nadzwyczajnymi jak np. klęski żywiołowe lub pandemia;
  2. dodatkowe świadczenie postojowe, z którego będą mogli skorzystać przedsiębiorcy, którzy odnotowali spadek przychodu o co najmniej 80%, prowadzący działalność określoną w Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD) i oznaczoną kodami:
    • 49.39.Z (Pozostały transport lądowy pasażerski),
    • 77.39.Z (Wynajem i dzierżawa pozostałych maszyn, urządzeń oraz dóbr materialnych),
    • 90.01.Z (Działalność związana z wystawianiem przedstawień artystycznych),
    • 90.02.Z (Działalność wspomagająca wystawianie przedstawień artystycznych),
    • 93.29.Z (Pozostała działalność rozrywkowa i rekreacyjna).

Do świadczenia postojowego będą uprawnieni także prowadzący działalność sezonową piloci wycieczek i przewodnicy turystyczni (kod 79.90.A), którzy zawiesili działalność po 31 sierpnia 2019 r. i wykonywali ją sezonowo nie dłużej niż 9 miesięcy w roku. Agenci turystyczni (PKD 79.11.A) otrzymają wsparcie, na podobnych warunkach, jak dla innych umów agencyjnych.

3. zwolnienie ze składek ZUS za okres od 1 czerwca do 31 sierpnia 2020 r. przedsiębiorców, których przychód spadł o co najmniej 80%, a przeważająca działalność oznaczona jest kodami PKD:

    • 55.10.Z (Hotele i podobne obiekty zakwaterowania),
    • 82.30.Z (działalność związana z organizacją targów, wystaw i kongresów),
    • 49.39.Z (Pozostały transport lądowy pasażerski, gdzie indziej niesklasyfikowany),
    • 77.39.Z (Wynajem i dzierżawa pozostałych maszyn, urządzeń oraz dóbr materialnych, gdzie indziej niesklasyfikowane),
    • 90.01.Z (Działalność związana z wystawianiem przedstawień artystycznych),
    • 90.02.Z (Działalność wspomagająca wystawianie przedstawień artystycznych),
    • 93.29.Z (Pozostała działalność rozrywkowa i rekreacyjna),
    • 79.11.A (Działalność agentów turystycznych),
    • 79.90 A (Działalność pilotów wycieczek i przewodników turystycznych).

Aktualnie ustawa rozpatrywana jest przez Senat RP.

W czasie pandemii o 60 proc. wzrosła liczba skarg konsumentów. Wiele z nich dotyczy odwołanych lotów, imprez turystycznych i noclegów

0

W czasie pandemii o 60 proc. wzrosła liczba skarg konsumentów. Wiele z nich dotyczy odwołanych lotów, imprez turystycznych i noclegów 1

Pandemia sprawiła, że przedsiębiorcy nie zawsze respektują prawa konsumentów. – Od lutego Europejskie Centrum Konsumenckie zanotowało 60 proc. więcej skarg niż w analogicznym okresie 2019 roku – mówi Karol Muż, koordynator Europejskiego Centrum Konsumenckiego w Polsce. Wątpliwości dotyczą przede wszystkim usług związanych z zakwaterowaniem, zorganizowanych wyjazdów wakacyjnych czy udziału w imprezach.

 Europejskie Centrum Konsumenckie już niemal pół roku temu zauważyło, że pokłosiem pandemii są nie do końca respektowane przez przedsiębiorców prawa konsumenckie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Karol Muż. – Od końca lutego 2020 roku ECK zanotowało 60 proc. więcej skarg niż w zeszłym roku w analogicznym okresie.

Koronawirus pokrzyżował plany wyjazdowe wielu osób – odwołane loty, brak możliwości skorzystania z hotelu to podstawowe problemy, z jakimi mierzą się klienci. Z danych ECK wynika, że konsumenci mieli problem przede wszystkim ze zwrotem pieniędzy za odwołany z powodu pandemii lot czy odstąpieniem od umowy z touroperatorem.

 Tymczasem jeżeli czynniki takie jak pandemia wpływają na przebieg i realizację imprezy turystycznej, konsument ma prawo do jej odwołania bez ponoszenia kosztów – przypomina ekspert.

Aby pomóc branży turystycznej, w przepisach wydłużono do 180 dni termin na zwrot wpłaconych przez klientów pieniędzy. W przypadku odwołania imprezy zamiast zwrotu środków mogą oni odebrać voucher na przyszłe imprezy turystyczne. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy touroperatorzy niechętnie oddają zaliczkę, niezależnie od deklaracji konsumentów, utrudniając odstąpienie od umowy. Podobnie postępowali organizatorzy imprez kulturalnych czy przedstawiciele branży rekreacyjnej.

 Wpływają do nas skargi dotyczące zatrzymywania przedpłat, które mają zagwarantować konsumentowi udział w imprezie. Firmy tłumaczą się najczęściej tym, że event albo dana usługa będą przełożone, dlatego one te pieniądze zatrzymują. Z perspektywy ECK dodam, że takie sprawy prowadzimy, często je wygrywamy, więc jeżeli konsumenci mają problem z tego typu sytuacją, ECK służy pomocą – zaznacza Karol Muż. – W różnych krajach obowiązują w tym zakresie różne przepisy. W Niemczech są one dość korzystne, ale już np. we Włoszech aż tak korzystne nie są. To wszystko jest badane jednostkowo przez nasz dział prawny.

Zgodnie bowiem z polskimi i unijnymi przepisami, jeśli impreza nie doszła do skutku lub była mocno zniekształcona ze względu na nieprzewidziane sytuacje, np. pandemię, klient może odstąpić od umowy i nie ponosi z tego tytułu żadnych kosztów.

 Warto pamiętać, że nie w każdym przypadku pandemia może stanowić przesłankę do odstąpienia od umowy. Musi ona dotyczyć miejsca, do którego chcemy przyjechać lub jego najbliższego sąsiedztwa. Przykładowo, jeśli w marcu pasażer miał lecieć do Mediolanu, a impreza turystyczna miała być realizowana w Lombardii, zachowane były przesłanki, żeby bezkosztowo odstąpić od umowy. Gdyby miała to być Sycylia, czyli miejsce tysiąc kilometrów na południe, wtedy można by się było zastanowić, czy te przesłanki zaszły – tłumaczy ekspert ECK.

Po otwarciu granic część krajów wprowadziła obostrzenia dla osób podróżujących z krajów, gdzie rośnie liczba zakażeń koronawirusem, np. obowiązek dwutygodniowej kwarantanny. W takiej sytuacji, jak przekonuje koordynator Europejskiego Centrum Konsumenckiego w Polsce, klientom również należy się zwrot pieniędzy.

– Gdyby w kraju, do którego podróżujemy, wprowadzono zasady kwarantanny dla przybywających, co utrudniłoby odbycie imprezy turystycznej i skorzystanie z atrakcji zawartych w umowie, wówczas albo przedsiębiorca odwołuje imprezę i zwraca nam pieniądze, albo turyści powinni od takiej imprezy turystycznej odstąpić i żądać zwrotu pieniędzy – mówi Karol Muż. – Taka impreza składa się z iluś usług turystycznych, do których po prostu nie dojdzie.

Nieco inna sytuacja dotyczy zwrotu kosztów związanych z zakwaterowaniem. Pobyt w hotelu stanowi usługę turystyczną, czyli jest tylko częścią imprezy turystycznej. Zgodnie z przepisami można bezkosztowo zrezygnować właśnie z imprezy, a nie z samej usługi.

Z naszego doświadczenia wynika, że przedsiębiorcy, czyli hotelarze oraz platformy, które kojarzą klienta z hotelem, są dość otwarte na to, aby spory rozwiązywać polubownie w swoim zakresie. Jeśli to się nie uda, zawsze można skontaktować się z Europejskim Centrum Konsumenckim, jako że większość hoteli, do których podróżujemy, znajdują się w granicach Unii Europejskiej. Platformy pośredniczące też są w kompetencji ECK Polska – podkreśla ekspert.

Coliving nowym trendem na rynku wynajmu nieruchomości. W Polsce na razie korzystają z niego głównie zagraniczni klienci

Coliving nowym trendem na rynku wynajmu nieruchomości. W Polsce na razie korzystają z niego głównie zagraniczni klienci 2

Już 23 tys. osób w całej Europie korzysta z colivingu. Ten nowy trend to odpowiedź na szybko zaludniające się miasta i rosnący problem samotności. – Oferujemy nie tylko przestrzeń do mieszkania, lecz także miejsce, gdzie ludzie mogą budować społeczność i spędzać wspólnie czas – mówi Marta Telenda z firmy Colivia, która planuje stworzyć sieć colivingów w największych polskich miastach. Pierwsze tego typu apartamenty, które mają być czymś więcej niż prywatne akademiki lub apartamentowce, powstały już w Poznaniu. W Polsce jest to dopiero raczkujący rynek, więc dziś wśród klientów dominują cudzoziemcy – studenci, przedsiębiorcy czy podróżujący nad Wisłę w sprawach służbowych.

Coliving to idea dzielenia się z innymi przestrzenią do życia. Lokatorzy mają własne sypialnie wraz z łazienkami, korzystają jednak z części wspólnych, takich jak kuchnia czy salon.

W Polsce jest to dopiero raczkująca usługa. Przede wszystkim chcemy, żeby ludzie dowiedzieli się, czym jest coliving, żeby wiedzieli, że u nas dostaną więcej niż swoje cztery ściany. Dostaną też miejsce, gdzie mogą usiąść, spotkać się z innymi mieszkańcami. W każdym naszym domu mamy przestronną kuchnię z piekarnikiem, mikrofalówką i ekspresem do kawy oraz duży salon z wygodną kanapą, do tego  telewizor lub rzutnik, czasem też konsola. To nie jest tylko przestrzeń, gdzie nocują, lecz miejsce, gdzie spędzają czas – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marta Telenda, prezes zarządu Colivii.

Jak podkreślają inicjatorzy tego trendu, ma on być odpowiedzią na zabiegany styl życia, w którym nie ma czasu na poznawanie nowych osób, samotność oraz szybko rosnącą liczbę mieszkańców w miastach. Raport Komisji Europejskiej wskazuje, że w 2050 roku w miastach będzie żyło 68 proc. ludności świata, podczas gdy dziś jest to 55 proc. Z raportu JLL, na który powołuje się Colivia, wynika, że z colivingu korzysta ok. 23 tys. osób w całej Europie.

Naszymi głównymi klientami są obcokrajowcy: studenci, którzy korzystają z wymiany międzynarodowej, oraz menadżerowie wyższego szczebla, którzy przyjeżdżają do Polski do pracy. Są to również zagraniczni przedsiębiorcy, którzy prowadzą firmy w Poznaniu. Kiedy przyjeżdżają do nowego kraju, najczęściej nie znają jego kultury oraz miejsc, gdzie mogą na przykład coś zjeść. Dzięki serwisowi dla lokatorów mogą dowiedzieć się, gdzie znajdują się dobre restauracje, jakie wydarzenia kulturalne odbywają się w mieście, a przy tym poznają innych ludzi, z którymi spotykają się w kuchni lub salonie – podkreśla  prezes zarządu Colivii.

Colivingi różnią się od typowych akademików przede wszystkim standardem wykończenia wnętrz oraz dodatkowym serwisem dla najemców.

Lokatorzy mogą zwrócić się do nas z każdym problemem, np. kiedy potrzebują porady prawnej lub poszukują weterynarza. Zawsze wykupujemy telewizję kablową i dajemy za darmo Netflix. Planujemy też wstawić stoły do ping-ponga. We wszystkich częściach wspólnych zainstalowane są kamery, dbamy o ekologię, ograniczamy zużycie plastiku, a co tydzień dostarczamy świeże owoce. Ponadto w standardzie oferujemy sprzątanie części wspólnych – wymienia Marta Telenda.

Pierwsze apartamenty w ramach colivingu powstały w Poznaniu przy ulicy Taczaka. Kompleks składa się z 13 apartamentów, salonu i dwóch kuchni. Lokal można wynająć zarówno na jeden dzień, jak i na czas nieokreślony. Są to pokoje jedno- lub dwuosobowe, o minimalnej wielkości około 15 mkw. W każdym z mieszkań można trzymać zwierzęta. Miesięczna cena wynajmu apartamentów w Poznaniu mieści się w przedziale od 700 do 1500 zł i zależy od liczby lokatorów i wyposażenia w łazienkę i kuchnię.

Colivia chce być największym serwisem colivingowym w Polsce. Planuje uruchomienie w kraju 22–25 colivingów – poza Poznaniem także w Łodzi, Warszawie, Trójmieście i Wrocławiu.

Zależy nam na tym, aby nasze apartamenty powstawały w wielu miastach, aby najemcy mogli przenieść się do innej lokalizacji z uwagi np. na zmianę pracy lub skorzystać z noclegu tylko przez kilka dni podczas podróży – mówi Waldemar Ariel Gala, założyciel Colivii. – Obecnie oglądamy nieruchomości w kilku miastach, ale często ich ceny są zbyt wysokie, aby sfinansować remont i dalsze koszty, dlatego wybór jest trudny. Poszukujemy obiektów w ścisłych centrach miast, a tam oferta jest ograniczona. Jesteśmy jednak optymistami i mam nadzieję, że we wszystkich największych polskich miastach uruchomimy colivingi w przyszłym roku.

Jak podkreśla, najbliższe lata będą dla firmy Colivia okresem nowych inwestycji i rozbudowy sieci posiadanych lokali, a pierwsze zyski spodziewane są po 2025 roku.

– Testujemy różne formy colivingów. Wkrótce będziemy mieli w ofercie lokalizacje o wiele mniejsze niż na Taczaka. Tam będzie około trzech do maksymalnie pięciu najemców, będzie jeszcze bardziej kameralnie. Myślimy, że akurat ten koncept spodoba się wielu osobom – zapewnia Waldemar Gala.

Trwają prace nad nowymi przepisami o schroniskach dla zwierząt. Planowane jest także obowiązkowe czipowanie psów i kotów

0

Trwają prace nad nowymi przepisami o schroniskach dla zwierząt. Planowane jest także obowiązkowe czipowanie psów i kotów 3

Zmiany w przepisach dotyczących schronisk dla zwierząt, obowiązkowe czipowanie psów i kotów oraz programy edukacyjne dla gmin i służb mundurowych – to plany resortu rolnictwa w kwestii ochrony zwierząt i zapobiegania ich bezdomności. Pełnomocnik ministra ds. ochrony zwierząt na 26 sierpnia zaprosił osoby prowadzące schroniska na spotkanie konsultacyjne dotyczące zmian prawnych. Jak podkreśla, chodzi m.in. o dodanie wymiarów kojców i uściślenie uprawnień właścicieli takich placówek.

Rozpoczęliśmy już prace nad nowelizacją rozporządzenia ministra dotyczącego schronisk dla zwierząt. Schroniska są obecnie objęte kontrolą, ale chcemy, żeby przepisy były dostosowane do określonych sytuacji i lepiej chroniły przebywające w nich zwierzęta – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wojciech Albert Kurkowski, pełnomocnik ministra rolnictwa i rozwoju wsi ds. ochrony zwierząt.

W raporcie podsumowującym pierwszy miesiąc działalności pełnomocnika wskazano także na potrzebę zmiany prawa gwarantującego minimalną odległość 150 m pomiędzy schroniskiem a siedzibą ludzką, a także stworzenia przepisów, które uniemożliwią wywóz bezdomnych zwierząt do schronisk poza obszarem powiatu – taki transport naraża zwierzę na stres i utrudnia właścicielom ich odbiór.

Jak podkreśla pełnomocnik, kolejną ważną kwestią jest wprowadzenie obowiązku czipowania psów i kotów w Polsce, aby zapobiegać ich bezdomności  i łatwiej je identyfikować. Obowiązkowe czipowanie tych zwierząt to pomysł, który nie jest nowy. Stosowne zmiany w ustawie o ochronie zwierząt są rozważane od kilku lat, ale dotąd nowelizacja nie doczekała się uchwalenia i wejścia w życie.

Obowiązkowe czipowanie psów i kotów spotkało się z ogromnym zainteresowaniem i wsparciem zarówno ze strony organizacji prozwierzęcych, całego sektora weterynaryjnego, jak i właścicieli oraz zarządców schronisk dla zwierząt, a także gmin, które przekazują bezdomne zwierzęta schroniskom – dodaje Wojciech Albert Kurkowski.

Już raport pokontrolny Najwyższej Izby Kontroli z 2016 roku pokazał, że w gminach brakuje odpowiednich programów, procedur znakowania czy sterylizacji zwierząt domowych. Działania gmin koncentrowały się na odławianiu zwierząt i przekazywaniu ich do schronisk bądź przytulisk. W opinii NIK-u w rezultacie schroniska pozostają przepełnione, a wiele psów i kotów pozostaje poza ludzką opieką.

Działania zapobiegające bezdomności oparte jedynie na funkcjonowaniu schronisk okazały się mało skuteczne i coraz bardziej kosztowne. W kontrolowanych gminach wydatki na wyłapywanie zwierząt i utrzymanie schronisk w ciągu czterech lat wzrosły o ponad jedną trzecią i stanowiły około 94 proc. ogółu kosztów poniesionych na realizację gminnych programów opieki nad zwierzętami bezdomnymi. Pełnomocnik podkreśla, że dziś walka samorządów z bezdomnością zwierzaków kosztuje ponad 200 mln zł.

Koszty czipowania całej populacji psów i kotów są ogromne, bo z tego, co mi wiadomo, w Polsce żyje około 7 mln psów i 6 mln kotów. Zatem nawet jeśli chip kosztuje w hurtowej cenie około 10 zł, to koszt samego procesu czipowania i wprowadzania danych do centralnej bazy danych wynosi około 50 zł dla lekarza weterynarii. Nie wiemy jeszcze, jak rozwiązać kwestie pomocy finansowej. Rozważamy, czy będą to współfinansowały gminy, które są zainteresowane czipowaniem, ponieważ zmniejszy się bezdomność zwierząt na ich terenie, czy także sami właściciele – przyznaje pełnomocnik ds. ochrony zwierząt.

W przypadku zwierząt rasowych kwestia czipowania jest już rozwiązana, bo są one identyfikowane. Podobnie jak wszystkie zwierzęta, które mają oficjalny paszport, czyli wyjeżdżające z Polski – dotyczy to psów, kotów i fretek. One również mają mikroczipy i widnieją w rejestrze. Ekspert zwraca jednak uwagę na potrzebę uregulowania prawnego certyfikacji organizacji kynologicznych i felinologicznych wystawiających rodowody dla rasowych psów i kotów.

Czipowanie ma sens wtedy, gdy funkcjonuje centralny rejestr prowadzony przez organ państwowy. Zakładamy, że powstanie on przy Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej i docelowo umożliwi identyfikację wszystkich psów i kotów w Polsce. Te dwa gatunki wymagają w tej chwili interwencji związanych z bezdomnością zwierząt – wyjaśnia Wojciech Albert Kurkowski.

Kolejnym zadaniem pełnomocnika ministra rolnictwa i rozwoju wsi ds. ochrony zwierząt będzie realizacja programu edukacyjnego dla gmin, policji, straży miejskiej i straży granicznych, który pozwoli na lepsze rozpoznanie kwestii dotyczących odławiania zwierząt bezdomnych, przekazywania ich schroniskom, czy też w przypadku straży granicznych – identyfikacji zwierząt gatunków dzikich i egzotycznych. Ale to nie koniec planowanych przedsięwzięć.

– Pracujemy także nad zmianami w ustawie o ochronie zwierząt oraz kwestiami związanymi z występami zwierząt w cyrkach, a w przyszłości chcemy stworzyć odpowiednie przepisy, które pozwolą na powołanie Rzecznika Praw Zwierząt – zapowiada.

Polska gospodarka nieźle sobie radzi z pandemią. W pierwszym półroczu zanotowaliśmy jeden z najniższych spadków PKB w UE

Polska gospodarka nieźle sobie radzi z pandemią. W pierwszym półroczu zanotowaliśmy jeden z najniższych spadków PKB w UE 4

Zgodnie z szybkim szacunkiem GUS-u polski PKB w II kwartale skurczył się o 8,2 proc. rok do roku i 8,9 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Ten wynik jest najgorszy od 25 lat, ale i tak lepszy od prognoz i wyników innych krajów Unii Europejskiej. W całym pierwszym półroczu zanotowaliśmy jeden z najmniejszych spadków PKB w UE. To zasługa m.in. wprowadzenia obostrzeń na wczesnym etapie pandemii oraz utrzymania produkcji przemysłowej i transportu międzynarodowego.

– W stosunku do takich krajów jak Hiszpania, Włochy i Wielka Brytania, które radzą sobie w Europie najgorzej, Polska poradziła sobie całkiem dobrze, zarówno pod względem pewnej konsekwencji, jak i logiki prowadzonych działań. Dzięki temu nasze koszty gospodarcze związane z pandemią są mniejsze. Wynika to też z faktu, że nasza gospodarka jest zdywersyfikowana i nie jest tak zależna od turystyki jak np. gospodarki Hiszpanii czy Włoch. Spadek PKB, który nastąpił w II kwartale, jest jednym z najniższych wśród krajów Unii Europejskiej. Według prognoz, co do których zgadzają się ekonomiści, również w całym 2020 roku spadek będzie należał do najniższych w UE – mówi agencji Newseria Biznes Stefan Kawalec, prezes Capital Strategy, były wiceminister finansów i jeden z współtwórców tzw. planu Balcerowicza.

Jak podkreśla, kryzys wywołany pandemią koronawirusa spowodował w światowej gospodarce największą recesję od czasu wielkiego kryzysu z lat 30. ubiegłego stulecia, a w Polsce – największe załamanie od początku lat 90. Zgodnie z szybkim szacunkiem GUS-u polski PKB w II kwartale skurczył się o 8,2 proc. rok do roku i 8,9 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału. W I półroczu spadek wyniósł 9,8 proc. Wyniki te okazały się lepsze od prognoz większości ekonomistów, ale i tak były najgorsze od 25 lat.

Jak wskazują analizy Banku Pekao SA na podstawie danych Eurostatu i krajowych urzędów statystycznych, najmocniej w II kwartale ucierpiała Wielka Brytania, która zanotowała 20,4 proc. spadku PKB, za nią znalazły się Hiszpania (-18,5 proc.) i Węgry (-14,5 proc.). O wiele bardziej ucierpiały też gospodarki bardziej rozwiniętych europejskich państw, jak Niemcy (-10,1 proc.) czy Francja (-13,8 proc.).

 Szczyt załamania w Polsce przypadł na kwiecień, w czerwcu nastąpiło już w znacznym stopniu odbicie, czego dowodem jest to, że produkcja przemysłowa w czerwcu zbliżyła się do poziomu sprzed kryzysu. Według szacunków ekonomistów w całym 2020 roku polski PKB skurczy się o 4 proc., a w następnym już wzrośnie i znajdzie się na poziomie zbliżonym do roku 2019 – mówi Stefan Kawalec.

Jak podkreśla, polski rząd na dość wczesnym etapie pandemii SARS-CoV-2 wprowadził reżim i ograniczenia w funkcjonowaniu gospodarki, dzięki czemu skutki koronawirusa okazały się mniej bolesne niż w innych krajach UE. Ponadto w Polsce te ograniczenia dotyczyły głównie życia codziennego, rozrywki, handlu i usług takich jak gastronomia, siłownie, kluby czy kina. Jednak trzon gospodarki, czyli działalność przemysłowa, ale również budowlana, został utrzymany.

– Istotne jest również to, że mimo zamknięcia granic i wprowadzenia obowiązku kwarantanny ochronione zostały przewozy międzynarodowe. Kierowcy zawodowi nie zostali objęci obowiązkiem kwarantanny przy przekraczaniu granicy. Po pewnych problemach, które wystąpiły w pierwszych dniach lockdownu na granicy polsko-niemieckiej, gdzie ze względu na wprowadzenie nowych obowiązków dokumentacyjnych ustawiały się wielokilometrowe i wielogodzinne kolejki samochodów, wymogi zostały zmienione i kolejki znikły. Nie było więc fizycznej bariery dla przepływu towarów. Spadek eksportu wystąpił w związku z tym, że niektóre branże odnotowały spadek popytu i sprzedaży na rynkach eksportowych. Z kolei teraz eksport się odbudowuje. Wyniki czerwcowe są nawet lepsze od ubiegłorocznych, co częściowo może być efektem przesunięcia eksportu z poprzednich miesięcy – mówi prezes Capital Strategy

Jak poinformował GUS, w okresie od stycznia do końca czerwca polski eksport był o 7 proc. niższy niż w I półroczu 2019 roku (109,7 mld euro). W samym czerwcu odnotowano jednak wzrost względem ubiegłego roku (19 mld euro). Ekonomiści Krajowej Izby Gospodarczej podkreślają, że dodatniej dynamiki eksportu oczekiwano znacznie później.

Według lipcowej projekcji NBP w całym 2020 roku polski produkt krajowy brutto spadnie o 5,4 proc., ale w kolejnych latach będzie już sukcesywnie wzrastać – wzrost o 4,9 proc. w 2021 roku i 3,7 proc. w 2022 roku. Jak podkreśla prezes Capital Strategy, tempo powrotu do normalności będzie jednak zależeć od sytuacji epidemiologicznej w Polsce w kolejnych miesiącach.

Pandemia się jeszcze nie skończyła. Dziś liczba zachorowań jest większa niż wtedy, kiedy wprowadzano ograniczenia. W tej chwili strategia polega na tym, żeby robić testy, lokalizować ogniska zakażenia i wprowadzać dodatkowe ograniczenia, ale tylko punktowo, bez dotkliwych obostrzeń w całym kraju. Taka sytuacja może potrwać jeszcze przez bliżej nieokreślony czas – do momentu, kiedy będziemy mieli szczepionkę albo skuteczne lekarstwo. Jednak gdyby szacunki ekonomistów się spełniły i za rok PKB Polski wróciłby do poziomu z 2019 roku, to nie oznaczałoby, że strata spowodowana pandemią została odrobiona. PKB w roku 2021 byłby wówczas o 6–7 proc. niższy niż poziom, jaki byśmy osiągnęli, gdyby nie było recesji w roku 2020. Strata w naszej zamożności pozostanie, ale to, czy pozostanie tak w dłuższej perspektywie, zależy od tego, jak pandemia wpłynie na zdolność naszej gospodarki do wzrostu w dłuższym okresie – mówi Stefan Kawalec.

Najszybsze ładowarki naładują samochód elektryczny do pełna w zaledwie 20 minut. Technologia wejdzie do produkcji już w przyszłym roku [DEPESZA]

Lucid Air będzie najszybciej ładującym się samochodem elektrycznym – zapowiadają producenci auta, które ma zostać zaprezentowane na początku września. Superszybka ładowarka pozwoli na ładowanie baterii z mocą ponad 300 kW, czyli o 20 kW większą, niż ma to miejsce w najlepszych obecnie dostępnych na rynku autach elektrycznych. Pozwoli to na naładowanie baterii do poziomu zapewniającego zasięg około 500 km w zaledwie 20 minut. Produkcja Lucid Air ma się rozpocząć w 2021 roku.

Lucid Air będzie samochodem, który po zaledwie 20 minutach ładowania zapewni zasięg wynoszący niemal 500 kilometrów. Ładowarka zastosowana w aucie będzie kompatybilna ze wszystkimi szybkimi stacjami ładowania. W warunkach domowych ładowanie ma się odbywać z wykorzystaniem dwukierunkowej stacji Lucid Connected Home Charging Station. Dzięki temu auto może się zarówno ładować przed wyruszeniem w trasę, jak i stanowić magazyn energii w przypadku braku jej podaży w momencie zwiększonego zapotrzebowania. Auto ma przyjąć szczytową moc ładowania sięgającą 300 kW.

– Dzięki naszej ultrawysokonapięciowej architekturze elektrycznej 900 V + + i zastrzeżonej technologii Wunderbox znacznie zwiększyliśmy prędkość, z jaką energia dostaje się do pojazdu, dostarczając najszybciej ładujące się auta elektryczne na świecie – przekonuje Eric Bach, wiceprezes Lucid Motors.

Spośród obecnie dostępnych modeli elektrycznych największą moc ładowania jest w stanie przyjąć Porsche Taycan. Wynosi ona 270 kW. Nieco mniejsze możliwości ma Tesla Model 3, który może być ładowany mocą 250 kW.

– Dzięki naszym wysiłkom wyznaczyliśmy kilka nowych punktów odniesienia, w tym samochód elektryczny o najdłuższym zasięgu 517 mil (ok. 830 km – przyp. red.) – podkreśla Eric Bach.

Samochód ma być luksusową limuzyną, która rozpędzi się od 0 do 100 km/h w 2,5 sekundy. Będzie przystosowany do działania w warunkach technologii komunikacji V2X, V2G i V2V. Oznacza to możliwość bezprzewodowej łączności z systemami zamontowanymi w infrastrukturze drogowej, z innymi pojazdami, a także z siecią energetyczną. Prezentacja wersji produkcyjnej auta zaplanowana jest na 9 września i odbędzie się w internecie. Produkcja rozpocznie się na początku 2021 roku.

– Zaprojektowaliśmy każdy aspekt Lucid Air i jego platformy we własnym zakresie tak, aby był niezwykle wydajny, od układu napędowego po aerodynamikę – wymienia wiceprezes Lucid Motors.

Baterie wykorzystane do zasilania auta będą mogły być ponownie wykorzystane. Po wyeksploatowaniu w samochodzie posłużą jako elementy składowe w budowie statycznych systemów magazynowania energii (ESS). Prototyp pierwszego takiego magazynu zainstalowany jest w siedzibie firmy Lucid w Dolinie Krzemowej.

Zgodnie z raportem Allied Market Research rynek samochodów elektrycznych był w 2019 roku wyceniany na kwotę ponad 162 mld dol. Do 2027 roku osiągnie wartość niemal 803 mld dol.

Czeka nas nowa era odkryć w kosmosie. Nowy teleskop Jamesa Webba pozwoli zrozumieć tajemnice Wszechświata i znaleźć życie poza Ziemią

Już wkrótce czeka nas era nowych kosmicznych odkryć. W 2021 roku NASA planuje wystrzelić teleskop Jamesa Webba. Jest nazywany następcą teleskopu Hubble’a, wystrzelonego w 1990 roku, ale jego możliwości są znacznie większe. Webb będzie prowadził obserwacje głównie w podczerwieni. Dzięki temu będzie w stanie odkryć planety w odległych galaktykach. Da nam narzędzia do poszukiwania wskazówek dotyczących atmosfery, która mogłaby podtrzymywać życie.

Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba ma niejako być następcą teleskopu Hubble’a, a rozszerzyć to, co już udało się dokonać dzięki niemu i sięgnąć dalej. Ma dojrzeć dla nas najstarsze gwiazdy, pierwsze galaktyki formujące się we Wszechświecie, zobaczyć, jak powstają planety pozasłoneczne, zbadać atmosfery niektórych z nich. Możliwości i nadziei związanych z tym teleskopem jest mnóstwo – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Piotr Witek z Planetarium Centrum Nauki Kopernik.

Długo oczekiwany Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba (JWST) ma wystartować w październiku 2021 roku i w ten sposób rozpocząć nową erę obserwacji kosmosu. Zastąpi teleskop Hubble’a, który bada kosmos już od 1990 roku, jednak zdaniem ekspertów JWST to nie tylko jego następca, ale zupełnie inne narzędzie, które pozwoli odkryć tajemnice Wszechświata.

Hubble skupia się głównie na świetle widzialnym i ultrafioletowym, a jego instrumenty mogą obserwować niewielką część widma w podczerwieni od 0,8 do 2,5 mikrona. Teleskop Jamesa Webba został zaprojektowany tak, aby skupić się na podczerwonej części widma od 0,6 (światło czerwone) do 28 mikronów (podczerwień). Oznacza to, że nie będzie w stanie widzieć w świetle ultrafioletowym, tak jak Hubble, ale będzie mógł skupić się na jasnych obiektach w podczerwieni, takich jak bardzo odległe galaktyki. Gwiazdy i planety, które dopiero się formują, leżą ukryte za pyłem, który pochłania światło widzialne. Jednak światło podczerwone emitowane przez te regiony może przez niego przeniknąć i ujawnić, co jest w środku.

Jako że jest to teleskop podczerwony, to potrzebuje do pracy niskich temperatur. Aby mógł tak funkcjonować, zostanie umieszczony bardzo daleko od Ziemi, w tzw. punkcie libracyjnym Lagrange’a L2 poza orbitą Księżyca, i będzie okrążał Słońce, nadążając za Ziemią w tym swoim ruchu. W efekcie będzie osłonięty przez jedną wielką tarczę od promieniowania, zarówno Słońca, jak i promieniowania cieplnego dochodzącego od Ziemi i Księżyca – tłumaczy dr Piotr Witek.

Dzięki swojej zdolności do oglądania Wszechświata w świetle podczerwonym o większej długości fali teleskop Jamesa Webba będzie w stanie zobaczyć niektóre z najbardziej odległych galaktyk, dalej, niż był w stanie zrobić to teleskop Hubble’a w świetle widzialnym. Światło z odległych obiektów jest rozciągane w wyniku rozszerzania się Wszechświata, a efekt znany jest jako przesunięcie ku czerwieni. W związku z tym, podczas gdy Hubble był w stanie oglądać galaktyki, James Webb zobaczy ich narodziny.

Nowy teleskop według wcześniejszych zapowiedzi miał być gotowy już od lat, jednak jego wielkość i skomplikowana technologia przesunęły start. Webb będzie miał zwierciadło główne o średnicy 6,5 metra, co zapewnia mu znacznie większy obszar gromadzenia niż zwierciadła dostępne w obecnej generacji teleskopów kosmicznych. Jednocześnie, ze względu na wielkość, zwierciadło jest zbudowane z 18 segmentów, które będą musiały zostać jeszcze spozycjonowane w kosmosie. Zwierciadło Hubble’a ma znacznie mniejszą średnicę (2,4 metra), a odpowiadająca mu powierzchnia zbierania wynosi 4,5 m2. Osłona przeciwsłoneczna Jamesa Webba ma około 22 metrów na 12 metrów, jest więc wielkości kortu tenisowego.

Problemem jest stworzenie odpowiedniej osłony cieplnej. Teleskop Jamesa Webba ma olbrzymią tarczę złożoną z pięciu warstw materiału o grubości włosa, które rozkładają się do kształtu podobnego do latawca. Tarcza ta ma wymiary 14 x 21 metrów i złożenie jej tak, żeby nie porwała się przy rozkładaniu, jest także dużym wyzwaniem inżynieryjnym. Jednym z powodów opóźnień było właśnie uszkodzenie tej tarczy przy testach w 2018 roku – wskazuje ekspert.

Nowy teleskop pomoże zmapować Wszechświat, może też znaleźć planety, na których mogłoby istnieć życie. Ze względu na to, że dotrze do znacznie odleglejszych galaktyk niż teleskop Hubble’a, da nam nowe spojrzenie na każdą fazę historii Wszechświata, od pierwszych chmur pyłu do powstania Układu Słonecznego.

Nadzieje są ogromne. Jednak zdjęcia z tego teleskopu nie spłyną natychmiast po jego starcie, najpierw musi dotrzeć w docelowe miejsce, na właściwą orbitę, co zajmie mu dwa tygodnie. Sześć miesięcy zajmie precyzyjne i delikatne rozkładanie wszystkich elementów teleskopu i przygotowywanie go do pracy. Dopiero wtedy otrzymamy tzw. pierwsze światło, czyli pierwsze obrazy, które uzyska gotowy już do pracy teleskop Jamesa Webba – mówi dr Piotr Witek.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 24.08 – 28.08.2020

Rynki pozostają pod dominującym wpływem niepewności wobec fundamentów dolara przy odepchnięciu na bok dyskusji nad danymi makro. To po części znak wakacyjnego handlu z małą liczbą katalizatorów. Ostatni tydzień sierpnia prawdopodobnie podtrzyma ten schemat, choć można oczekiwać okresowej wrażliwości: EUR na indeks Ifo, USD na indeks nastrojów konsumentów, NOK, SEK i CAD na PKB.

Przyszły tydzień: nastroje konsumentów, zamówienia na dobra trwałe, Chicago PMI z USA, sympozjum w Jackson Hole, Ifo z Niemiec, minutki RPP, PKB z Norwegii/Szwecji/Kanady

USA

W USA przy wciąż trwającej batalii z pandemią indeks nastrojów konsumentów (wt) będzie istotnym źródłem informacji dla oceny przyszłej siły ożywienia. Konsensus zakłada utrzymanie lipcowego poziomu, odzwierciedlając równoważący się wpływ odbudowy miejsc pracy po lockdownie z wzrostem obaw o rosnącą liczbę zachorowań. Lipcowe wydatki gospodarstw domowych (pt) będą dalej odbijać na realizacji odroczonego popytu, co sugerują silne wyniki sprzedaży detalicznej. Restart produkcji po lockdownie będzie dalej wspierał wzrost zamówień na dobra trwałe (śr). Drugi szacunek PKB za II kw. (czw) powinien przynieść dodatnią rewizję, co sugerują zaktualizowane dane z sektora usługowego. Chicago PMI (pt) powinien wskazać na utrzymanie ekspansji w ślad za innymi regionalnymi ankietami aktywności biznesowej.

Pod koniec tygodnia Rezerwa Federalna organizuje doroczne sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole. Prezes Fed ma przemawiać w piątek w temacie przeglądu ram polityki banku centralnego. Może być to okazja do zasugerowania wyczekiwanych przez rynek zmian w forward guidance w zakresie dopuszczenia do przestrzelenia celu inflacyjnego, zanim bank przejdzie do normalizacji polityki pieniężnej. Taka zmiana strategii Fed byłaby gołębia dla USD, choć po braku jakichkolwiek wzmianek w tym temacie w ostatnich minutkach FOMC, oczekiwania na wskazówki od Powella będą raczej niskie.

Strefa euro

Niemiecki indeks Ifo (wt) będzie uzupełnieniem mieszanych odczytów wskaźników PMI. Wzrost liczby zachorowań na koronawirusa stanowi zagrożenie dla oceny sytuacji bieżącej, ale perspektywa impulsu fiskalnego i trwającego wsparcia monetarnego powinna przynieść poprawę w subindeksie przyszłych oczekiwań. Mimo to wydaje się, że rajd EUR/USD wyprzedza poprawę w sytuacji makro w strefie euro i występuje asymetria w reakcji na dane, gdzie rozczarowania mogą mocniej uderzać w kurs niż pozytywne niespodzianki.

Polska

W Polsce podaż pieniądza M3 (pon) i stopa bezrobocia (wt) nie powinny mieć znaczenia dla złotego. Minutki z lipcowego posiedzenia RPP (czw) przez te kilka tygodni straciły na świeżości. W lipcu NBP przedstawił nowe, zaskakująco pesymistyczne prognozy PKB i inflacji, które nie znalazły potwierdzenia w danych za czerwiec i lipiec. Gospodarka radzi sobie zdecydowanie lepiej niż szacuje bank centralny, choć wciąż jest mało prawdopodobne, aby Rada miała odwrócić obniżki stóp procentowych. Tekst minutek może być utrzymany w ostrożnym tonie, ale nie przyniesie przełomowych informacji. Złoty pozostaje stabilny przeważnie pod 4,40 za euro przy 2-3-groszowej zmienności wywoływanej zmianami nastrojów na rynkach globalnych.

Kanada

W Kanadzie odbudowa kondycji gospodarczej jest w centrum uwagi dla rynków i BoC. W przyszłym tygodniu dane o czerwcowym PKB (pt) będą odzwierciedlać dalsze odbicie po otwarciu gospodarki po lockdownie. Dane za cały II kw. będą jednak gorzkim przypomnieniem skali załamania, ale w opinii inwestorów drugi kwartał jest już zamierzchłą przeszłością przy uwadze przerzuconej na tempo ożywienia w kolejnych miesiącach. CAD znajdzie wsparcie w lepszych danych, ale poza tym bliskość ekonomiczna USA (i USD) hamuje wpływ risk-on na walutę.

Szwecja i Norwegia

Dane o PKB za II kw. otrzymamy też z Norwegii i Szwecji. Tutaj podobnie silny spadek w całym kwartale (prognozy odpowiednio: -6,2 proc. k/k, -8,6 proc. k/k) nie oddaje prawdy o rozpoczętym w maju odbiciu wraz z otwarciem gospodarki, w większym stopniu w Norwegii niż Szwecji. Większe ryzyko widzimy w gorszym do oczekiwań odczycie ze Szwecji, co może uderzyć w SEK.

Australia i Nowa Zelandia

Na Antypodach kalendarz jest dość ubogi. W Nowej Zelandii sprzedaż detaliczna za II kwartał (pon) pokaże silny spadek i dołoży argumentów za oczekiwaniem luzowaniem polityki RBNZ, co podtrzyma presję na NZD. W Australii dane o planowanych inwestycjach przedsiębiorstw (czw) powinny pokazać, że inwestycje pozostają największym przegranym globalnej sytuacji gospodarczej. AUD pozostaje względnie silny wsparty apetytem na ryzyko.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Budownictwo mieszkaniowe powoli wraca do normalności

Najnowsze statystyki GUS, będące podsumowaniem wyników budownictwa mieszkaniowego w okresie od stycznia do lipca bieżącego roku, wskazują na powrót aktywności inwestycyjnej rynku pierwotnego do normalności sprzed okresu pandemii oraz kolejne bardzo pracowite wakacje inwestorów. Pytanie, czy na dziś dzień tego typu sytuacja ma wyłącznie optymistyczny wydźwięk.

Letnie odbicie wolumenów nowych budów i mieszkań oddanych potwierdzają, że Covid-19 w najmniejszym stopniu nie zakłócił porządku harmonogramów prac budowlanych, które nie tylko idą pełną parą, ale nawet wykazują symptomy ponadprzeciętnej dynamiki.
Po chwilowym i raczej mało spektakularnym „pandemicznym” osłabieniu statystyk inwestycyjnych w tegorocznym kwietniu, inwestorzy mieszkaniowi powrócili do intensywnej pracy, efektem której jest odwrócenie trendów danych do wartości bliskich rekordowym dla okresów miesięcznych w lipcu. Tym samym w środku wakacji rynek pierwotny notuje wyraźny progres aktywności inwestycyjnej.

Tym razem najbardziej spektakularnym dowodem trwania inwestycyjnej prosperity w pierwotnym segmencie mieszkaniówki, jest ewolucja statystyk mieszkań oddanych do użytkowania. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem wynik za 7 miesięcy br. osiągnął poziom prawie 119 tys. lokali, co oznacza poprawę rok do roku o 6,6 proc. Z kolei wypracowany wspólnie przez wszystkie formy budownictwa rezultat lipcowy na poziomie blisko 22 tys. lokali, jest nie tylko o blisko jedną trzecią wyższy rok do roku, ale ponownie jest jednym z zaledwie kilku najlepszych historycznie wyników miesięcznych.Tab. 1 Wyniki deweloperów mieszkaniowych w okresie I-VII 2020Co warte podkreślenia, takie dane i wynikający z nich progres to zasługa przede wszystkim deweloperów, którzy w okresie siedmiu miesięcy br. przekazali do eksploatacji prawie 77 tys. lokali, co oznacza wzrost rok do roku o 11 proc. oraz wolumen o bez mała dwukrotnie większy od osiągniętego w tym samym okresie przez inwestorów indywidualnych. Statystyki mieszkań ukończonych, będąc wypadkową mieszkań rozpoczętych w przeszłości, są najbardziej przewidywalną kategorią danych mieszkaniowych GUS. W związku z tym systematyczna dynamika wzrostów nie powinna tu dziwić ani obecnie, ani w przewidywalnej przyszłości.

Z kolei ogniwem najbardziej dotkniętym przez Covid-19 w danych GUS pozostaje sytuacja dotycząca mieszkań rozpoczętych. I tu jednak można zaobserwować wyraźne symptomy odbudowywania potencjału inwestycyjnego. Ogółem w okresie styczeń – lipiec br. rozpoczęto 122 tys. mieszkań, czyli o ponad 11 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z kolei sami deweloperzy ruszyli w tym czasie z budową blisko 66 tys. lokali, co jest wynikiem słabszym rok do roku o 16 proc. Za to ich rezultat miesięczny na poziomie 12,3 tys. jednostek jest już o ponad procent lepszy rok do roku i aż o 32 proc. w relacji miesiąc do miesiąca. Mamy więc powrót tej kategorii danych do optymalnych poziomów sprzed lockdownu.

Jeszcze bardziej optymistycznie prezentują się dane dotyczące nowych pozwoleń. Po silnej zwyżce w czerwcu, lipiec przyniósł wprawdzie korektę, ale do poziomu, który wciąż koresponduje z rekordowymi wolumenami tego rodzaju miesięcznych statystyk z ostatnich lat. Na pewno nie jest to wyłącznie wynikiem spadku aktywności urzędniczej w czasie lockdownu. Ta zaznaczyła się tylko w kwietniu w postaci zaledwie jednorazowej korekty wolumenów przedmiotowych decyzji administracyjnych.
W sumie inwestorzy zgromadzili od początku roku już 147 tys. nowych pozwoleń, czyli o zaledwie 4,5 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Sami deweloperzy od stycznia do lipca br. uzyskali ich ponad 88 tys., czyli 5 proc. mniej w relacji rok do roku. Uwagę jednak zwraca sam wynik lipcowy, który przekroczył 14 tys. jednostek, czyli wolumen zbliżony do rekordowych osiągnięć miesięcznych deweloperów w tej kategorii danych .

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są naturalnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Bardzo dobry lipcowy wynik, po rekordowym wybiciu w czerwcu, mówi sam za siebie o wciąż niesłabnącym optymizmie inwestycyjnym deweloperów mieszkaniowych.

W sumie mamy więc obraz wciąż silnej koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego, który zdaje się zupełnie ignorować zagrożenia związane z pandemią oraz wysokim prawdopodobieństwem jej eskalacji już w niedalekiej jesiennej perspektywie. Za optymalnymi wynikami budownictwa mieszkaniowego muszą iść analogiczne osiągnięcia sprzedażowe mieszkań deweloperskich, o które w przewidywalnej przyszłości może być coraz trudniej. Tym samym radość z rosnących słupków przedmiotowych statystyk GUS wyraźnie zakłóca niepokój o utrzymanie potencjału popytowego rynku pierwotnego na pożądanym poziomie. Ewentualna nadpodaż nowych mieszkań w czasach gospodarczego spowolnienia jest bowiem największą zmorą branży deweloperskiej i głównym katalizatorem „efektu domina” rynkowego załamania, do którego miejmy nadzieję tym razem nie dojdzie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych podsumowała sierpień 2020 na polskim rynku magazynowym

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) zebrała opinie liderów rynku nieruchomości komercyjnych – deweloperów oraz agencji doradczych – o tym jak sektor magazynowy reaguje na kolejne etapy pandemii oraz jak widzą potencjał rozwoju biznesu magazynowego w drugiej połowie roku.

Polski rynek magazynowy jest siódmym największym w Europie i wyrasta na główne centrum dystrybucyjne dla Europy Środkowo-Wschodniej. JLL podaje, że od stycznia do czerwca tego roku popyt brutto na powierzchnie magazynowe osiągnął w Polsce 2,2 mln mkw. – to najlepszy wynik dla pierwszego półrocza w historii. Nowe umowy i ekspansje odpowiadały za prawie 1,7 mln mkw., co jest o 30% lepszym rezultatem r-d-r. Oznacza to, że jesteśmy jedynym krajem w Europie, który odnotował wzrost popytu netto. Polska dysponuje blisko 20 mln metrów kwadratowych powierzchni magazynowej, a ponad 2 mln metrów kwadratowych jest obecnie w budowie.

W perspektywie 3 lat przewidujemy, że aktywność budowlana oraz popyt utrzymają się na stabilnym poziomie. W krótkiej perspektywie raczej nie powinny ulec zmianie stopy kapitalizacji, które powinny utrzymać się w okolicach 6%. Kompresja na stopach może pojawić się pod koniec 2021 roku. Spodziewamy się stopniowego spadku wskaźnika pustostanów oraz presji na wzrost czynszów. Ryzyko inwestycji spekulacyjnych jest niewielkie, ponieważ skłonność do spekulacji oraz podejmowania ryzyka jest teraz dużo mniejsza – Jan Jakub Zombirt, Dyrektor Doradztwa Strategicznego w JLL.

Wszyscy eksperci zgadzają się, że sektor magazynowy najmniej odczuł negatywne skutki pandemii. Przyniosła ona jednak nowe zjawiska i trendy, które będą musiały być uwzględnione w planach biznesowych. Są to nowe wymagania i standardy dotyczące potrzeb bezpieczeństwa i zdrowia ludzi, nowych definicji tego co będzie tzw. produktem „core’owym”, nowych specyfikacji technicznych obiektów, redukcji dostaw just in time oraz automatyzacji. Rynek magazynowy był od dawna na radarze inwestorów, a w dobie COVID-19 potwierdził, że ma się dobrze i będzie się szybko rozwijać. – jak zauważa Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu PINK.

Robert Dobrzycki, CEO Europe, Panattoni

Jakie trendy zostaną, a jakie przeminą?

Covid wyraźnie przyśpieszył obserwowany już wcześniej trend rozwoju handlu internetowego. W czasie lockdownu sprzedaż była ekstremalnie wysoka i zapewne teraz możemy spodziewać się zmniejszenia obrotów. Jednak sam trend zostanie, co stwarza ogromną szansą dla rynku magazynowego i logistycznego. Ten rok przejdzie do historii jako rok wręcz rewolucyjnych zmian, które pozycjonują nasz rynek jako najatrakcyjniejszy w całej branży nieruchomości.

Jak najemcy reagowali na sytuację, czy zdarzały się renegocjacje?

Obraz jest zróżnicowany w zależności od sektora najemców. W przypadku najbardziej poszkodowanego, jakim był sektor retail, prowadziliśmy indywidualne rozmowy na temat odroczenia czynszów. Widać już, że sektor ten chce nadrabiać straty inwestycjami w online. Z kolei firmy tradycyjnie działające w e-commerce odnotowują olbrzymie wzrosty i z nimi rozmawiamy o nowych powierzchniach i budowach. Głównym wyzwaniem jest tu dostarczanie obiektów na czas. Mimo różnych typów biznesów w naszym portfolio przechodzimy przez pandemię obronną ręką.

Wymagania związane z e-commerce

Większość firm korzysta ze standardowych budynków jednak pojawił się nowy trend budowania pod potrzeby klienta. Trzeba uwzględniać specyficzne parametry jak wysokość budynku, instalacje systemów wewnątrz budynków, indywidualne rozwiązania dla bezpieczeństwa i wygody pracowników jak np. większa liczba miejsc parkingowych na samochody i rowery. Wyzwaniem deweloperów jest reakcja na szybkie wzrosty w sektorze e-commerce i dostarczenie powierzchni na czas.

Stawki czynszu

Biorąc pod uwagę popyt na powierzchnię, stawki czynszu wyglądają zdrowo – nasza analiza stawek miesiąc do miesiąca na przestrzeni ostatnich lat nie wykazała spadków. Czynsze powinny być stabilne – w krótkim okresie oczywiście niektóre obiekty mogą być pod presją, ale nie oczekuję spadków.

Stopy zwrotu z inwestycji magazynowych

Stawki kapitalizacji utrzymają się na stabilnym poziomie, ale przewidujemy znaczącą kompresję w przyszłym roku.

Co może być szansą rozwoju?

Jest to na pewno najbardziej przyszłościowy sektor nieruchomości. Dla jego dalszego rozwoju ważne będzie szacowanie ryzyka klienta: w jakiej branży działa, jak poradził sobie w kryzysie, czy jest zagrożony kolejną falą pandemii lub innymi wydarzeniami.

Paweł Sapek, Regional Head CE and Country Manager, Prologis

Jakie trendy zostaną, a jakie przeminą?

Jak wynika z raportów nt. COVID-19 przygotowanych przez dział badań Prologis, wzrost e-commerce na pewno będzie zmieniał układ łańcucha dostaw i będzie miał korzystny wpływ na popyt na nieruchomości magazynowe. W okresie lockdownu magazyny były najważniejszym ogniwem w biznesie dla wielu naszych klientów. Zamknięcie magazynów ze względu na pandemię oznaczałaby brak możliwości działania dla wielu branż. Dlatego bezpieczeństwo i procedury muszą wpłynąć na sposób projektowania magazynów w przyszłości. Jednakże ryzyko bezpieczeństwa zostanie już z nami na zawsze. Pojawił się też nowy trend – analiza ryzyka alokacji. Coraz mniej klientów decyduje się na ryzyko alokacji, zwłaszcza gdy nie jest to związane z powiększeniem wynajmowanej powierzchni.

Jak najemcy reagowali na sytuację, czy zdarzały się renegocjacje?

Bardzo budujące jest to jak zarządy polskich firm reagowały na sytuację związaną z pandemią. To nie były dyskusje o to czy się dostosowywać tylko jak szybko, w jaki sposób i jak my – właściciele nieruchomości – możemy w tym pomóc. Oprócz wdrożonych w tej sytuacji standardowych środków bezpieczeństwa na terenie naszych parków, klienci wprowadzali własne procedury jak również prosili nas np. o pomoc w budowaniu dodatkowych szatni dla pracowników czy inne rozwiązania, które mogły zapewnić ciągłość biznesu. Co ciekawe, mimo spadku w ilości produkowanych samochodów, widoczna była aktywność w branży motoryzacyjnej – w drugim kwartale podpisaliśmy ponad 40 tys. metrów nowej powierzchni w Europie Centralnej, właśnie z firmami z tej branży. Ma to związek z tym, że poddostawcy są zobowiązani do utrzymania zapasów.

Wymagania związane z e-commerce

Dla rozwoju branży e-commerce ważna jest elastyczność wynajmowanych obiektów, możliwość ich rozbudowy oraz dostosowania do wielkości przeprowadzanych transakcji on-line. Ważne będą zabezpieczenia przeciwpożarowe nie tylko ze względu na dużą liczbę pracujących tam ludzi, ale także ze względu na automatykę, która będzie wprowadzana w przyszłości.

Budowy spekulacyjne, koszty działalności

Budowy spekulacyjne ograniczają elastyczność, o której już wspomniałem. Na pewno pozwalają skrócić czas dostawy obiektów, ale obecna ilość dostępnej spekulacyjnej powierzchni na rynku może wpłynąć negatywnie na stawki czynszu. Aktualna sytuacja związana z COVID-19 nie wpłynie na koszty operacyjne. Natomiast koszty budowy w krótkim terminie mogą nieco spaść ze względu na mniejszą ilość projektów, prowadzonych przez generalnych wykonawców.

Stawki czynszu

Efektu COVID-19 w tym zakresie jeszcze nie widać. Stawki czynszu w Polsce są nadal niższe o średnio 30-40% niż stawki w Europie Centralnej. W zeszłym roku mieliśmy dwukrotny wzrost stawek czynszu jednak ilość dostępnej powierzchni spekulacyjnej i spowolnienie w popycie może spowodować obniżenie stawek czynszowych.

Stopy zwrotu z inwestycji magazynowych

Myślę, że przede wszystkim zmianie ulegnie definicja tzw. „core products”, czyli magazynów klasy A, położonych w kluczowych lokalizacjach. Obok jakości i lokalizacji nieruchomości, znaczenie zyska również profil samego najemcy tej nieruchomości – jego stabilność finansowa i wiarygodność. Tu stawki kapitalizacji będą się kształtować indywidualnie.

Co może być szansą rozwoju?

Branża ma potencjał rozwojowy, ale w moim przekonaniu to czego najbardziej potrzebujemy to jest stabilizacja. Firmy podejmują decyzje na bieżąco, w dynamicznie zmieniającym się środowisku więc stabilizacja, odporność łańcuchów dostaw i bezpieczeństwo prowadzenia biznesu pozwolą wejść naszej branży na bardzo dynamiczną ścieżkę wzrostową.

Rafał Szcześniewski, Founder and COO, Omnipack

Jakie trendy zostaną, a jakie przeminą?

Działając głównie w e-commerce staliśmy się beneficjentem sytuacji wywołanej pandemią. Po odnotowaniu ogromnego, skokowego wzrostu liczby zamówień internetowych, teraz obserwujemy „spłaszczanie krzywej trendu”, ale nadal na poziomie wyższym niż przed COVID-19. Choć są branże, których dynamika utrzymuje się bez zmian i przypomina raczej tę z okresu świątecznego, a nie wakacji, np. w branży modowej. W skali globalnej Polska znajduje się na 13 miejscu najszybciej rozwijających się rynków. Także operatorzy logistyczni, mogą spodziewać się zwiększonego zainteresowania ich usługami w najbliższym czasie. Na przykład my ostatnio otworzyliśmy nowe centrum logistyczne w Nadarzynie, zwiększając tym samym powierzchnię magazynową dwukrotnie i już przygotowujemy się do kolejnego otwarcia w Gorzowie Wielkopolskim. Ten ruch umożliwi naszym klientom ekspansję międzynarodową i wejście na rynki zagraniczne. Oprócz wzrostów zauważamy też trend odchodzenia od just in time ze względu na konieczność zabezpieczenia biznesu przed przerwami w dostawach, związanych właśnie z takimi nieprzewidywalnymi sytuacjami jak pandemia.

Jak najemcy reagowali na sytuację, czy zdarzały się renegocjacje?

Jako podmiot świadczący usługi dla e-commerce naszym największym ryzykiem, zwłaszcza na początku pandemii, było ryzyko utraty płynności przez naszych klientów. Na szczęście nasi partnerzy są otwarci na rozmowy i nowe rozwiązania, które chronią innych uczestników łańcucha przed problemami wynikającymi z nagłych zmian biznesowych.

Wymagania związane z e-commerce

Gotowość dostarczania powierzchni magazynowej w nowych parkach oraz w obiektach już istniejących, jak również elastyczność pod kątem customizowania usług są kluczowymi wyzwaniami deweloperów. Kolejny ważny aspekt związany z e-commerce to ekologia. W związku z tym, że handel internetowy generuje odpady, świadomi klienci szukają rozwiązań minimalizujących niekorzystny wpływ na środowisko. Natomiast coraz większa wiedza klientów w tym zakresie ma ogromne przełożenie na zmiany standardów rynkowych. Usługi, które kiedyś były premium, dzisiaj stają się nieodłącznym elementem strategii zapewniającej ciągłość biznesu.

Co może być szansą rozwoju?

Szansą dla rozwoju rynku magazynowego jest właśnie rozwój e-commerce i sprawne dostosowywanie się do zmian i nowych standardów, które niesie ze sobą handel internetowy.

Michał Ptaszyński, Head of Asset Management CEE, Logicor

Jakie trendy, które pojawiły się w tym roku zostaną, a jakie przeminą?

Przede wszystkim przewidujemy dalszy dynamiczny rozwój e-commerce. Oczywiście nie jest to trend, który pojawił się w tym roku, bo od wielu lat znaczenie tego kanału sprzedaży systematycznie rośnie, ale sytuacja związana z COVID-19 zwielokrotniła tempo w jakim rozwija się obecnie ten segment. Lockdown niejako zmusił klientów, którzy do tej pory unikali robienia zakupów przez Internet do korzystania z tej formy, a firmy, które nie stawiały na Internet w swojej strategii do szybkiej digitalizacji sprzedaży. Kolejnym trendem, który na pewno zostanie z nami na dłużej będzie zwiększanie zapasów magazynowych przez firmy – zerwane łańcuchy dostaw nie pozwoliły wielu z nich na prowadzenie normalnej działalności. Stąd konieczność zabezpieczenia się na wypadek wystąpienia kolejnego nieprzewidzianego zjawiska poprzez częściową rezygnację z modelu „just on time” na rzecz posiadania zapasów towarów i półproduktów w magazynach.

Jak najemcy reagowali na sytuację pandemii, czy zdarzały się renegocjacje?

W czasie pandemii renegocjacje było powszechnym zjawiskiem. Obniżenie stawek czynszu, zawieszenie płatności na pewien okres, zmniejszenie powierzchni magazynowej to najczęstsze propozycje zmian w umowach – firmy szukały szybkich rozwiązań, które mogą odciążyć je w trudnej sytuacji w jakiej się znalazły na skutek lockdownu. Po raz kolejny potwierdziło się stwierdzenie, że biznes nie znosi niepewności. W momencie, kiedy zapadła decyzja o lockdownie na okres dwóch tygodni, nie wydarzyło się jeszcze nic szczególnego. Ale kiedy ten termin został przedłużony i nikt nie był w stanie powiedzieć, kiedy się zakończy, firmy masowo zaczęły szukać oszczędności. Oczywiście biznes to zespól naczyń połączonych i nerwowa sytuacja wśród najemców przekładała się w bezpośredni sposób na sytuację wynajmujących.

Wymagania związane z e-commerce

Wymagania techniczne dotyczące powierzchni magazynowej dla e-commerce nie różnią się specjalnie od handlu tradycyjnego – w tym pierwszym przypadku potrzebujemy
więcej docków, lepszego dostępu do światła naturalnego oraz większej liczby miejsc parkingowych. Kluczową różnicą są nowe elementy jakie wprowadził e-commerce do całego procesu tj. magazyny zwrotów oraz konfekcjonowanie w miejscu magazynowania towarów. W wielu sklepach internetowych zwroty są wpisane w strategię firmy i na łatwości w jego dokonaniu opiera się cały model sprzedaży. Odpowiednie zarządzanie zwrotami wymaga osobnego działu i dodatkowego miejsca, stąd statystycznie e-commerce potrzebuje trzykrotnie więcej powierzchni niż handel tradycyjny.

Stawki czynszu – aktualna sytuacja i prognoza

Na polskim rynku panuje względnie stabilna sytuacja, jeśli chodzi o stawki czynszowe. Trzeba zaznaczyć, że są one relatywnie niskie i nie przewidujemy większych zmian w ich wysokości zwłaszcza na 5 największych rynkach. Z jednej strony potencjalny wzrost stawek jest niejako blokowany przez dynamicznie rozwijający rynek deweloperski. Z kolei spadający popyt też specjalnie nie wpływa na obniżenie stawek ze względu na ich atrakcyjną wysokość – klienci raczej szukają wartości dodanej niż oczekują obniżenia stawki. Niższe czynsze mogą występować na lokalnych rynkach tam, gdzie istnieje duża nadpodaż nowych powierzchni, a wskaźnik pustostanów jest naprawdę wysoki. Wtedy jedynym sposobem na pozyskanie klienta jest obniżenie czynszu.

Stopy zwrotu z inwestycji magazynowych

Dzisiaj poważny kapitał coraz częściej zmienia swoje zainteresowanie z retailu na branżę magazynową. Perspektywy dla tego rynku są ciągle bardzo dobre – w dalszym ciągu jest stosunkowy łatwy dostęp do interesujących gruntów, budynki magazynowe buduje się szybko, rosnący e-commerce i ciągle atrakcyjne stawki najmu pozwalają na optymistyczne prognozy na przyszłość. To zwiększone zainteresowanie branżą magazynową i co za tym idzie zwiększająca się liczba inwestorów sprawia, że można spodziewać się kompresji stóp zwrotu w budynki magazynowe w najbliższej przyszłości.

Co może być szansą rozwoju?

Zerwane łańcuchy dostaw w czasie pandemii skutkują tym, że wiele firm zaczyna inaczej myśleć o produkcji. Niski koszt przestaje być jedynym i ostatecznym kryterium decydującym o lokalizacji fabryki, a coraz częściej uwzględnia się możliwość łatwego i pewnego transportu towarów na rynek zbytu. Do tej pory nie miało znaczenia czy produkcja ma miejsce w Chinach, Bangladeszu czy Kambodży – transport funkcjonował w sposób niezakłócony. Dzisiaj po doświadczeniach związanych z pandemią coraz więcej firm może rozważać poszukiwanie miejsc do produkcji ulokowanych bliżej rynków, na których działają. I tutaj jest duża szansa dla naszego rynku magazynowego ze względu na nasze strategiczne geograficzne położenie, stosunkowo niskie koszty pracy oraz łatwość w pozyskiwaniu nowych gruntów pod obiekty magazynowe.

Polska bardziej zrównoważona niż szczęśliwa. Nasz kraj na 23 miejscu w Raporcie Zrównoważonego Rozwoju

Jak Polska radzi sobie z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ? Zdaniem autorów SDG Index, nie najgorzej. Na 193 państwa członkowskie ONZ, nasz kraj znalazł się na 23. miejscu. Nie oznacza to, że mamy powody do zadowolenia. Bo wyprzedzają nas nie tylko zachodni i południowi sąsiedzi, ale też ci ze wschodu.

SDG Index to wskaźnik, który mierzy postępy danego kraju w realizacji 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju określonych w Agendzie 2030.  – 17 celów to drogowskazy, które mają pomóc w przemodelowaniu współczesnego świata w bardziej zrównoważony. W obecnym przyszłość mają tylko te inicjatywy, które są ekonomicznie uzasadnione.  Sustainable Development Goals możemy jednak realizować, łącząc  rozwój gospodarczy ze  społecznym, przy jednoczesnym uniknięciu negatywnego wpływu na środowisko. Określone w Agendzie 2030 punkty są kluczowe do transformacji naszego świata w bardziej zrównoważony. Ich znaczenie jest znacznie szersze niż tylko wymiar ekologiczny, do którego czasem są sprowadzane – tłumaczy Wojciech Stramski inwestor i CEO funduszu Deep Change Ventures, który inwestuje w startupy realizujące cele, na których opiera się SDG Index.

Wspomniany wynik można interpretować jako procent osiągnięcia celu zrównoważonego rozwoju. 100 oznacza, że dany kraj w stu procentach wykonał swoje zadanie. Jak dotąd żadnemu się to nie udało! Najbliżej są kraje skandynawskie: Szwecja (84,72 pkt), Dania (84,56 pkt) i Finlandia (83,77 pkt).

Pieniądze szczęścia nie dają, ale zrównoważony rozwój już tak!

Okazuje się, że zrównoważony rozwój daje szczęście. Kraje, które są liderami SDG Index, znajdziemy również na czołowych lokatach World Happiness Report 2020, czyli zestawienia najszczęśliwszych krajów świata. Gdy spojrzymy na miejsca od 1. do 10. obu raportów, okaże się, że aż połowa czołowej dziesiątki jednego i drugiego zestawienia się pokrywa!

Według danych ONZ  Finlandia i Dania to odpowiednio pierwszy i drugi najszczęśliwszy kraj na świecie. Szwecja jest na 6. miejscu, ale różnice między poszczególnymi państwami w World Happiness Report 2020 są niewielkie. Podobieństwa na czołowych lokatach wynikają stąd, że autorzy obu raportów uwzględniają szereg zmiennych. Dla analityków przygotowujących ranking najszczęśliwszych krajów równie ważne były dane typowo ekonomiczne, jak i te opisujące rozwój społeczny i postępy na polu ekologii, czyli wszystko to, co znajdziemy w Agendzie 2030, która precyzyjnie określa Cele Zrównoważonego Rozwoju.

Sąsiedzi szczęśliwsi od Polaków

Jak wypada Polska? Mimo iż mamy mniej słońca i chłodniejszy klimat niż Portugalia, to jesteśmy od nich szczęśliwsi. Jednak w swoim regionie Polska nie jest najbardziej szczęśliwym krajem. Wyprzedzamy tylko Rosjan (73 pozycja), Białorusinów (75) i Ukraińców (123). Kraje ościenne należące do UE są bardziej szczęśliwe, ale nie tylko. Według danych ONZ, Niemcy i Czesi są statystycznie bardziej szczęśliwi od Polaków. Znajdują się odpowiednio na 17 i 19 miejscu rankingu szczęścia, podczas gdy nasz kraj jest na 43 miejscu, za m.in. Litwą (41), czy Słowacją (37). Jednak o ile wynikiem w World Happiness Report 2020 nie możemy się chwalić, to w Sustanable Development Report nasza pozycja jest całkiem dobra.

Polska bardziej zrównoważonym krajem niż Islandia

Jak pokazuje opublikowany w lipcu raport, z realizacją celów zrównoważonego rozwoju w Polsce radzimy sobie na tyle dobrze, że nasz kraj zajął 23. pozycję na 193. analizowane kraje, czyli wszystkich członków ONZ. Wyprzedzamy zdecydowanie bardziej rozwinięte państwa, takie jak choćby Włochy (3. pozycja) czy USA (31. pozycja), ale też m.in. Australię (37. pozycja). Mało tego, Islandia, która postrzegana jest jako bardzo proekologiczny kraj, zajmuje pozycję o trzy oczka gorszą. Na 100 punktów do zebrania nasz kraj otrzymał 78,1. To powyżej regionalnej średniej (77.3).

Nasz wynik mógłby być lepszy, gdyby nie pechowy 13. cel ONZ. To właśnie ten numer oznacza działania w obszarze klimatu, a te w naszym przypadku kompletnie leżą. Mało tego, obok Belgii, Hiszpanii, Islandii, Słowacji, Słowenii, Portugalii i Łotwy jesteśmy w gronie krajów, które nie tylko nie robią postępów, a wręcz przeciwnie – z roku na rok wypadają coraz gorzej. Odpowiada za to głównie wysoka emisja CO2 do atmosfery spowodowana rosnącym zużyciem energii opartej w głównej mierze o węgiel. Żeby zaspokoić nasze zapotrzebowanie na prąd, spalamy coraz więcej paliw kopalnianych, a te zawierają gazy cieplarniane, które są szkodliwe dla środowiska. – Nasza energetyka nie jest wystarczająco zielona. Nie produkujemy tyle czystej energii, ile byśmy mogli, a z roku na rok zapotrzebowanie energetyczne rośnie i będzie rosnąć jeszcze szybciej– zapowiada Wojciech Stramski i dodaje – Szansa nadarza się już teraz. Nie będzie chyba lepszego momentu na zieloną zmianę. UE szykuje ogromny fundusz odbudowy naszego kontynentu. Możemy dostać ogromne środki na transformację naszego sektora energetycznego. Trzeba to wykorzystać, by nasz kraj mógł dołożyć swoją cegiełkę do ratowania środowiska. – podsumowuje szef Deep Change Ventures.

Zdaniem Stramskiego, biznes też musi aktywnie włączyć się w realizację Agendy SDG – Globalne wyzwania, przede wszystkim klimatyczne, ale także gospodarcze i społeczne, osiągnęły skalę i poziom złożoności, których nie da się rozwiązać na poziomie jednostki czy nawet pojedynczej organizacji i pojedynczego państwa. – kończy inwestor.

Czy opłaca się inwestować w zrównoważony rozwój? Jeżeli spojrzymy na wyniki World Happiness Report 2020 to bez trudu zauważymy, że w “zielonych krajach” żyją po prostu szczęśliwsi ludzie. Dlatego państwa powinny inwestować w proekologiczne rozwiązania, nie dla próby zadowolenia zewnętrznych organizacji czy pewnych grup społecznych, a dla dobra i satysfakcji nas wszystkich. Czas spojrzeć na świat przez zielone okulary!

Znamy nową wersję deficytu – komentarz walutowy

Poznaliśmy wczoraj nową wartość deficytu budżetowego. Rekordowa na dziś kwota 109 miliardów robi wrażenie, ale to nie oznacza, że do końca roku nie może się ona jeszcze powiększyć. 

Dobre dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zmian produkcji przemysłowej. Spodziewano się spadku 1,2%, co na tle innych państw byłoby i tak bardzo przyzwoitym wynikiem. Odczyt pokazał (ku dużemu zaskoczeniu) pomimo miesięcy koronawirusa wzrost o 1,1% w ujęciu rocznym. Odbyło się to, co prawda, przy rocznym spadku cen sprzedanych produkcji. Oznacza to mniejszą rentowność produkcji. Złoty reagował na te dane umocnieniem.

Nowelizacja budżetu

Poznaliśmy zmiany w budżecie na 2020 rok. Jak nietrudno się domyślić budżet bez deficytu w wyniku głównie koronawirusa deficyt jednak ma. Imponująca jest jego wysokość. 109 mld złotych to zdecydowanie więcej niż dwa najwyższe deficyty w historii Polski razem. Oczywiście jest powód, dla którego wydatki w tym roku są wyższe niż planowane, ale wydawane lekką ręką pieniądze zostały policzone, a budżet po raz kolejny ku zaskoczeniu niektórych okazał się nie być z gumy. O tym, że deficyt będzie w tym roku, mówiło się od dawna, nawet przed kryzysem. Widać to było obserwując chociażby rosnące zadłużenie państwa. Problem w tym, że dług publiczny rośnie szybciej, niż wskazuje na to deficyt, może to zatem oznaczać, że to nie ostatnia nowelizacja budżetu. Rynki na razie przyjęły to neutralnie.

Znów więcej wniosków o zasiłek w USA

W zeszłym tygodniu niespodziewanie liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła poniżej miliona. Wczorajsze dane jednak znów spowodowały, że wartość jest powyżej tej granicy. Inwestorzy wyraźnie nastawili się na to, że lepsze odczyty będą teraz pewną regułą, bo dolar tracił po publikacji danych. Jak widać, sytuacja na tamtejszym rynku pracy wcale nie jest taka dobra.

 

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

 

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Sztuczna inteligencja w służbie nauki i biznesu

Do 2025 r. Polska będzie potrzebować ok. 200 tys. specjalistów zajmujących się sztuczną inteligencją – wynika z danych ostatniej, siódmej edycji raportu Monitoring trendów w innowacyjności Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

W obliczu rosnącego zapotrzebowania na ekspertów AI i dynamicznie postępującej cyfryzacji, edukacja nowych i obecnych kadr IT w obszarze Big Data będzie miała znaczący wpływ na rozwój gospodarczy w najbliższych latach.

Sztuczna Inteligencja zyskała popularność w 2015 roku. W ciągu ostatnich kilku lat stała się jednym z najbardziej gorących tematów w świecie nowych technologii. Dziś systemy wykorzystujące AI wkraczają szerokim frontem do przedsiębiorstw wszystkich branż. To przede wszystkim pokłosie tego, że przetwarzanie danych stało się coraz szybsze i, paradoksalnie, tańsze. Przetwarzanie dużych zbiorów danych zaczęło doskwierać firmom, które musiały znaleźć sposób na radzenie sobie z tym. W odpowiedzi na to, pojawiło się więc uczenie maszynowe (machine learning), które jest dziedziną nauki, zajmującą się tworzeniem algorytmów mogących uczyć się na podstawie przetwarzanego przez siebie zbioru danych. Machine Learning ściśle wiąże się ze sztuczną inteligencją. Pojawia się tam, gdzie nie radzą sobie liniowe algorytmy, na przykład przy filtrowaniu poczty. To właśnie dzięki uczeniu maszynowemu niechciana przez nas korespondencja trafia do folderu SPAM. Sztuczna inteligencja pozwala zaoszczędzić czas na czynnościach trudnych dla człowieka, czasochłonnych i wymagających zasobów, które są ograniczone. Naukowcy z Wydziału Inżynierii Komputerowej Uniwersytetu w Sewilli wykorzystują sztuczną inteligencję i deep learning do analizy komputerowej zdjęć rentgenowskich i rozróżniania osób zdrowych, chorych na zapalenie płuc oraz na COVID-19, co w czasie epidemii i niewystarczającej liczby lekarzy oraz radiologów znacznie przyspiesza diagnostykę chorób.

Na temat sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego oraz szeroko pojętego przetwarzania danych, zdecydowanie więcej będzie można dowiedzieć się podczas AI & NLP Day 2020. W dniach 26 – 27 października 2020 roku odbędzie się III edycja wydarzenia, które łączy ze sobą środowiska naukowe i biznes. Podczas dwudniowej wirtualnej konferencji będzie można wziąć udział prelekcjach oraz warsztatach w ramach kilku ścieżek tematycznych. AI & NLP Day jest innowacyjnym połączeniem warsztatów z konferencją. W wydarzeniu  wezmą udział najlepsi eksperci w swoich dziedzinach, m.in. Radosław Szmit, Norbert Ryciak, Rafał Wojdan, czy Patryk Pilarski.

Uczestnicy wydarzenia będą mogli wybrać tematy spośród czterech ścieżek: uczenie maszynowe / sztuczna inteligencja, Big Data, przetwarzanie języka naturalnego oraz wysłuchać prelekcji uczestników konkursu PolEval. Szczegółowy program znajduje się na stronie https://nlpday.pl.

Na kod CEOMGZ czytelnicy portalu otrzymają 10% zniżki

Wydarzenie jest organizowane przez Instytut Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk oraz Sages – wiodącą grupę szkoleniową oraz doradczą świadczącą usługi w zakresie IT.

 

Sytuacja na polskim rynku pracy inna niż oczekiwano

W tym tygodniu w Polsce największą uwagę przykuwały przede wszystkim wyniki z rynku pracy, a konkretnie dane o wzroście płac i zmianie poziomu zatrudnienia. Wynagrodzenia, pomimo problemów z powodu korona wirusa, w lipcu wykazały rokroczny wzrost o 3,8%. Zatrudnienie spadło zaś o 2,3%. W obu przypadkach wyniki lekko przekroczyły oczekiwania rynku. Biorąc pod uwagę rozwój gospodarczy i spadającą produkcję w różnych gałęziach, można powiedzieć, że epidemiczne obostrzenia mają mniejszy wpływ na rynek pracy, niż się pierwotnie spodziewano.

Wg wyników opublikowanych w zeszły piątek doszło do spadku polskiego PKB w drugim kwartale o 8,9%. Roczny spadek polskiej gospodarki osiągnął 8,2%. Z drugiej strony, do końca roku raczej jest oczekiwany już wzrost gospodarczy i powrót do normalności. Np. wg danych dla przemysłu, które były opublikowane w tym tygodniu, w lipcu w rocznym porównaniu produkcja wzrosła o 3,4%. Międzyrocznie, biorąc pod uwagę korektę sezonową, doszło do wzrostu o 0,2%. Do normalności powinien wrócić również sektor usług, co potwierdzają indeksy PMI.

Złoty dzięki relatywnie dobrym danym z polskiej gospodarki nieznacznie się umocnił i osiągnął w piątek rano kurs 4,38 PLN/EUR. Eurodolar tydzień zakończył na wartościach 1,186 USD/EUR.

Żyjemy dłużej, pracujemy dłużej – jak dbać o zdrowie pracowników 50+?

  • Z najnowszego badania GUS wynika, że polski mężczyzna będzie żył przeciętnie 74,1 roku, a kobieta – 81,8 roku.
  • Wydłużający się czas życia wpływa też na okres naszej aktywności zawodowej, więc pracodawcy powinni pamiętać o dostosowaniu medycyny pracy do pracowników 50+, których jest coraz więcej.
  • Na jakość naszego zdrowia wpływa profilaktyka, którą ułatwia dostęp do ubezpieczeń zdrowotnych.

W zeszłym roku przeciętny czas życia Polaków wzrósł o 0,3 (mężczyźni) i 0,1 (kobiety) roku, wynika z ostatniego badania GUS. Wynosi obecnie 74,1 lat dla panów i 81,8 dla pań. Ponadto, według prognoz liczba osób w wieku 65+ w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat podwoi się. Z uwagi na zmniejszający się przyrost naturalny seniorzy stanowić będą ponad 30% społeczeństwa.

Starzenie się społeczeństwa niesie ze sobą określone konsekwencje – pracownicy z grupy wiekowej 50+ stanowić będą coraz większy odsetek wszystkich zatrudnionych. Pracodawcy powinni się do tego przygotować i pamiętać o dostosowaniu medycyny pracy do ich potrzeb. Większy odsetek starszych pracowników przełoży się m.in. na wzrost zapotrzebowania na usługi medyczne, a dzisiejszy stan państwowej służby zdrowia wskazuje, że może ona nie podołać nadchodzącym wyzwaniom. Dlatego coraz więcej firm będzie korzystać ze świadczeń prywatnych – zauważa Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Jak zadbać o pracowników 50+?

Po skończeniu 50. roku życia częściej wymagamy pomocy lekarza. Dotyczy to zarówno wizyt u internisty, jak i specjalistów. Do najczęstszych problemów, z jakimi boryka się ta grupa wiekowa, należą problemy kardiologiczne i onkologiczne. Pracodawcy powinni się na to przygotować zapewniając dostęp do odpowiedniej opieki medycznej. W ramach medycyny pracy czy w formie dodatkowego benefitu mogą zapewnić dostęp na przykład do zestawu konsultacji i badań profilaktycznych wykrywających choroby serca.

Z tych lekarzy najczęściej korzystają pracownicy 50+:

  • kardiolog,
  • onkolog,
  • ginekolog,
  • urolog[1].

Same konsultacje lekarskie to jednak nie wszystko. Do tego dochodzi potrzeba zapewnienia odpowiednich badań profilaktycznych, w skład których wchodzą m.in. badania USG, RTG i EKG oraz badania poziomu markerów nowotworowych. W końcu nawet najlepszy specjalista nie postawi trafnej diagnozy bez ich wyników. Ważnym uzupełnieniem pakietu wizyt i badań może być możliwość skorzystania z dodatkowych usług, wspierających pracownika w razie wykrycia choroby, np. pomoc onkopsychologa czy teleopieka kardiologiczna.

  Pracownicy 50+ cenieni są za fachowość i doświadczenie. Ich wiedza i zaangażowanie potrafią niekiedy przesądzić o skuteczności biznesowej firmy. Dlatego warto o nich dbać, a ubezpieczenie zdrowotne cały czas jest ważnym benefitem, który przez pandemię jeszcze zyskał na znaczeniu. Oprócz świadczeń najbardziej poszukiwanych z racji wieku warto też uwzględnić te, które pozwolą przeciwdziałać chorobom zawodowym. Dzięki temu wzrośnie komfort pracy ekspertów, a liczba ewentualnych dni absencji zmaleje – dodaje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Warto dbać o siebie już teraz, żeby na starość nie mieć problemów

Mimo że statystycznie żyjemy dłużej, to na długowieczność musimy sobie zapracować. Wielu ekspertów uważa, że wpływ genów jest wielokrotnie mniejszy (szacuje się go na ok. 25 proc.) niż wpływ czynników związanych ze stylem życia (75 proc.). Zdrowy tryb życia, ruch i właściwa dieta to jedno, ale nie zapominajmy o roli badań i konsultacji lekarskich. Długie życie trzeba planować długofalowo, bo nawet najzdrowszy tryb życia nie pomoże nam, jeśli w razie niespodziewanej choroby lekarze nie zdążą postawić właściwej diagnozy. A mogą nie zdążyć, bo pacjent np. w ogóle nie wykonywał regularnie podstawowych badań diagnostycznych.

 

Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

[1] Na podstawie danych gromadzonych przez SALTUS Ubezpieczenia.

Eesti Energia osiągnęła w II kwartale 2020 r. zysk netto w wysokości 7 mln euro

W II kwartale 2020 r. Eesti Energia wypracowała zysk netto w wysokości 7 mln euro, przy przychodach na poziomie 168 mln euro.

Przychody Grupy spadły o 36,5 mln euro (-18%) w porównaniu z rokiem poprzednim. EBITDA wyniosła 54,8 mln euro (- 13%), a zysk netto spadł o 2,4 mln euro do 7 mln euro (-26%).

Jak powiedział Andri Avila, dyrektor finansowy Grupy i członek zarządu, biorąc pod uwagę ogólnie niekorzystne warunki prowadzenia działalności, spadek zużycia energii na świecie i nadpodaż w produkcji, spółka może być zadowolona. Avila podkreślił, że w reakcji na pogarszającą się sytuację na rynku, konieczna była odpowiednia modyfikacja procesów produkcyjnych oraz ograniczenie kosztów i inwestycji.

Rynek energii elektrycznej znalazł się pod presją dwóch czynników – wysokiej podaży wynikającej z dobrych warunków dla produkcji energii wodnej i wiatrowej w krajach nordyckich i niskiego popytu ze względu na ograniczenia zapobiegające rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Na rynkach, na których działamy, ceny energii elektrycznej były o 30-60% niższe w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Rynek cechowała duża zmienność. Po raz pierwszy zaobserwowaliśmy także ujemną cenę energii elektrycznej w krajach bałtyckich – wyjaśnił Avila.

W II kwartale br. produkcja energii wodnej w krajach nordyckich wzrosła w porównaniu do 2019 r. o jedną piątą, czyli o 8 TWh. Wzrost jest porównywalny z rocznym zużyciem energii elektrycznej w Estonii. Rynek Nord Pool jako całość charakteryzował się najniższym zużyciem energii elektrycznej od czterech lat, a w Estonii – najniższym od sześciu.

Sprzedaż detaliczna energii elektrycznej Eesti Energia w Estonii, na Łotwie, Litwie, w Polsce, Finlandii i Szwecji spadła o jedną dziesiątą do 1532 GWh. Produkcja energii elektrycznej spadła do 629 GWh (-46%), a udział energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych wyniósł 277 GWh (+11%).

Całkowita produkcja energii odnawialnej wzrosła w ciągu roku o jedną piątą, do 390 GWh, na co złożyła się energia elektryczna wyprodukowana w estońskich i litewskich elektrowniach wiatrowych (230 GWh), energia elektryczna z biomasy (47 GWh) oraz energia cieplna (113 GWh). W ciągu kwartału udział energii odnawialnej w całkowitej produkcji energii elektrycznej i cieplnej wyniósł średnio 41%. 

Popyt na produkty naftowe spadł o jedną czwartą w szczytowym momencie kryzysu związanego z koronawirusem. Przez chwilę odnotowaliśmy również niespotykaną dotychczas ujemną cenę. Nie musieliśmy jednak ograniczać własnej produkcji ropy. Rynek wychodzi z załamania, a trend cenowy jest dla nas korzystny – wyjaśnił Avila. – Jeśli bilans wodny w krajach skandynawskich ustabilizuje się i nie wystąpi druga fala koronawirusa, możemy liczyć na poprawę perspektyw dla rynków energii w II półroczu i będziemy mogli kontynuować nasze długoterminowe plany inwestycyjnedodał Avila.

Eesti Energia jest obecna poza granicami Estonii za pośrednictwem spółki zależnej Enefit, działającej na polskim rynku od 2017 roku. Oferta Enefit w Polsce jest skierowana do klientów biznesowych i obejmuje zakup energii, a także rozwiązania oraz usługi energetyczne. Spółka operuje także na Łotwie, Litwie i w Finlandii.

Rząd przyjął w czwartek projekt nowelizacji budżetu na 2020 r. Założono w nim, że deficyt wyniesie 109,3 mld zł.

Z oficjalnego komunikatu CIR, w znowelizowanym budżecie 2020 deficyt wyniesie 109,3 mld zł, co jest wypadkową wyższych wydatków (+72,7 mld) przy niższych dochodach budżetowych (-36,7 mld). W efekcie tegoroczny deficyt będzie oscylował wokół 5% PKB.

Ten wynik byłby jeszcze gorszy gdyby doliczyć do niego wyniki funduszy celowych – w szczególności Funduszu na rzecz Przeciwdziałania COVID-19 oraz tarcz antykryzysowych. Rzeczywisty wynik funduszy celowych będzie zależny od skali udzielonego i umorzonego wsparcia (oraz metodologii ich zapisu). Oprócz funduszy celowych, deficyt finansów publicznych powiększają sektory samorządowy i ubezpieczeń społecznych.

Oznacza to, że zadłużenie, jakie polskie państwo na siebie bierze, będzie wymagało również pomysłu, jak z tego (ocierającego się o limity konstytucyjne) długu wyjść. Budżet 2021 będzie swoistym testem w dwóch kwestiach. Po pierwsze, czy rząd widzi ryzyko szoków sektorowych (dane statystyczne wyraźnie dowodzą, że niektóre branże będą miały bardziej pod górkę niż inne). Po drugie, jak rząd widzi zdolność do generowania dochodów umożliwiającą spłatę zadłużenia. Nie będzie to możliwe bez transformacji gospodarki – w istotnym stopniu indukowanej dostępnością środków europejskich. Od strategii inwestycyjnej państwa zależeć będzie to, czy uda się wrócić na ścieżkę szybkiego długookresowego wzrostu i przekonać podmioty prywatne, że inwestowanie w rozwój firm się zwróci.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Konfederacja Lewiatan

Zwolnienie dyscyplinarne pracownika a kwestie prawne

Zasady dyscyplinarnego zwolnienia pracownika (rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z przyczyn leżących po stronie pracownika).

W ramach kodeksowych (kodeks pracy) trybów rozwiązywania umów o  pracę, ustawodawca przewidział kilka specjalnych, nadzwyczajnych ścieżek kończenia stosunku pracy, nie wymagających wypowiedzenia umowy o pracę lub porozumienia stron.

Przyczyny rozwiązania stosunku pracy (umowy o pracę) mogą leżeć po stronie pracodawcy i/lub po stronie pracownika.

Art. 52 kodeksu pracy określa szczegółowe przesłanki rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika, czyli tzw. zwolnienie dyscyplinarne.

Pracodawca może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia gdy zachodzi wina pracownika w razie wystąpienia nawet jednej z poniższych przesłanek:

  • ciężkie naruszenie przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych;
  • popełnienie przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku, jeżeli przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem (dotyczy to zwłaszcza takich zawodów, gdzie wymagana jest niekaralność)
  • zawiniona przez pracownika utraty uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku.

Zwolnienie oparte o  przepis art. 52 kp, dotyczy wyłącznie rozwiązania umowy o pracę czyli osoby zatrudnionej na podstawie takiej umowy. Zwolnienie dyscyplinarne może nastąpić tak w przypadku pracownika zatrudnionego na podstawie umowy na czas nieokreślony, jak i określony oraz na okres próbny, na zastępstwo, na etacie pełnym lub częściowym.

Dyscyplinarka może objąć każdego pracownika, także tego, chronionego przez przepisy prawa (jak kobieta w ciąży czy pracownik w wieku przedemerytalnym).

Uprawnienie pracodawcy do dyscyplinarnego rozwiązania z pracownikiem umowy o pracę objęte jest  ograniczeniem czasowym albowiem powinno nastąpić przed upływem 1 miesiąca od uzyskania przez pracodawcę wiadomości o okoliczności uzasadniającej rozwiązanie umowy.

Zwolnienie dyscyplinarne podjęte kilka miesięcy od dnia, gdy pracodawca powziął wiadomość o przyczynie dyscyplinarki jest niezgodne z kodeksem pracy zaś w wypadku gdy pracodawca takowe zwolnienie pracownikowi wręczy, może spodziewać się, iż po wniesionym przez pracownika odwołaniu przegranej w sądzie pracy

W wypadku gdy pracownika reprezentuje organizacja związkowa pracodawca winien przed rozwiązaniem umowy zasięgnąć opinii tejże (zakładowej) organizacji związkowej, w ten sposób, iż zawiadomi ją o przyczynie uzasadniającej rozwiązanie umowy.

Jeśli zaistnieją zastrzeżenia co do zasadności rozwiązania umowy, zakładowa organizacja związkowa wyraża swoją opinię tyczącą rozwiązania umowy o pracę w trybie dyscyplinarnym niezwłocznie, i nie później niż w terminie 3 dni. Pracodawca jest zobligowany do procedury konsultacji związkowej tak w przypadku pracownika będącego członkiem związku jak i pracownika który ad hoc zwrócił się do organizacji związkowej o obronę jego praw.

Oświadczenie woli pracodawcy o rozwiązaniu umowy o pracę na podstawie powinno zachować odpowiednią formę (pisemną) i składać się z następujących elementów takich jak: dane pracodawcy (pieczęć firmowa), dane personalne pracownika, informacja o rozwiązaniu umowy bez wypowiedzenia z podaniem konkretnej przyczyny, stanowiącej powód decyzji pracodawcy, podpisy pracodawcy oraz podpis pracownika (adresata decyzji). Niezbędne jest także pouczenie pracownika o możliwości odwołania się od wręczonej mu decyzji do właściwego sądu pracy.

W przypadku gdy pracownik objęty zwolnieniem dyscyplinarnym nie przebywa w miejscu pracy a nawet jest na zwolnieniu lekarskim pracodawca może  pisemne oświadczenie o rozwiązaniu umowy o pracę na adres domowy listem poleconym (za potwierdzeniem odbioru).

Przykładowymi przyczynami powodującymi dyscyplinarne rozwiązanie umowy o pracę są: pełnienie obowiązków pracowniczych i pobyt w zakładzie pracy w stanie nietrzeźwym (czy pod wpływem narkotyków), częste spóźnienia, niestawiennictwo się w pracy bez usprawiedliwienia, kradzież i zniszczenia mienia pracodawcy, dowolne wykorzystywanie mienia pracodawcy w celach prywatnych, naruszenie zakazu konkurencji, umyślne niewykonanie polecenia służbowego, zakłócanie spokoju i porządku w miejscu pracy etc.

Zgodnie z art. 264 ust. 2 kodeksu pracy pracownik ma 21 dni na wniesienie odwołania się od decyzji o zwolnieniu dyscyplinarnym do sądu pracy właściwego ze względu na miejsce jego pracy i takie odwołanie jest równoznaczne z pozwem pracownika przeciwko pracodawcy zaś postępowanie toczy się w oparciu o przepisy kodeksu postępowania cywilnego. Termin ten jest liczony od dnia wręczenia lub doręczenia oświadczenia o dyscyplinarnym rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia z wliczeniem dni wolnych od pracy (sobót, niedziel i świąt)

Konsekwencje utraty pracy w trybie dyscyplinarnym są dla pracownika wyjątkowo dotkliwe albowiem poza samą utratą etatu informacja o trybie i przyczynach rozwiązania umowy o pracę figuruje już na zawsze w świadectwie pracy na zawsze i nie podlega zatarciu (przedawnieniu).

Pracownikowi objętemu procedurą z art. 52 kodeksu pracy nie przysługuje wolne na poszukiwanie pracy, nie przysługuje mu co więcej odprawa taka jak przy wypowiedzeniu umowy o pracę oraz zasiłek dla bezrobotnych.

Pracownik zwolniony dyscyplinarnie w okresie 6 miesięcy przed zarejestrowaniem się jako bezrobotny w urzędzie pracy, nabywa prawo do zasiłku dopiero po upływie 180 dni od dnia rejestracji a prawo do pobierania zasiłku dla bezrobotnych podlega skróceniu o ten właśnie wymiar czasu.

Oczywiście osobie zwolnionej na zasadach przepisu art. 52 kodeksu pracy przysługują określone prawa pracownicze np. prawo do wypłaty ekwiwalentu pieniężnego za niewykorzystany urlop wypoczynkowy i wynagrodzenie za czas przepracowany do dnia rozwiązania umowy o pracę jak też prawo do uzyskania świadectwa pracy.

O autorze:

Piotr Rorbach – Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Skończył aplikację prokuratorską w Prokuraturze Apelacyjnej w Katowicach. Pracował jako asesor w Prokuraturze Rejonowej w Mysłowicach a od 1999 do 2003 tamże jako prokurator.

Od 2004 do 2010 jako prokurator Prokuratury Rejonowej w Brzesku. Prowadził postępowania karne, w szczególności z zakresu przestępczości gospodarczej, a także kierował referatem cywilno-administracyjnym, zapewniając prokuratorską kontrolę przestrzegania prawa i udział prokuratora w postępowaniach „pozakarnych”. Od 2010 jest adwokatem wpisanym na listę Okręgowej Izby Adwokackiej w Krakowie. Obecnie zajmuje się sprawami pracowniczymi i prawem rodzinnym.

Uznanie środków pieniężnych zgromadzonych na rachunku bankowym za dowód rzeczowy

Często stosowaną praktyką prokuratury, jednakże wątpliwą pod kątem zgodności z prawem, jest uznawanie środków zgromadzonych na rachunku bankowym za dowód rzeczowy.

Uprawnienie do blokowania rachunku

W sytuacjach określonych w Prawie bankowym, a także w ustawie o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu bank oraz Generalny Inspektor Informacji Finansowej wyłącznie na ściśle określony krótki czas, a następnie Prokurator w postępowaniu przygotowawczym na okres do 6 miesięcy w przypadku przestępstw określonych w art. 165a oraz w art. 299 Kodeksu karnego (kk) albo na okres do 3 miesięcy w przypadku pozostałych przestępstw mogą wstrzymywać określone transakcje lub dokonywać blokady rachunku bankowego.

Uznawanie środków pieniężnych zgromadzonych na rachunku za dowód rzeczowy

Kluczowa z punktu widzenia problematyki niniejszej publikacji jest natomiast kwestia dopuszczalności i zgodności z prawem praktyki prokuratury polegającej na uznawaniu za dowód rzeczowy środków pieniężnych zgromadzonych na rachunku bankowym.

Podkreślić bowiem należy, że do wydania postanowienia w przedmiocie zabezpieczenia majątkowego, który to właśnie środek przeznaczony jest m.in. do zabezpieczenia przed utratą mienia mogącego pochodzić z przestępstwa niepodlegającego przepadkowi bądź zwrotowi pokrzywdzonym, konieczne jest uprzednie przekształcenie postępowania z fazy in rem w fazę ad personam, a zatem wydanie postanowienia o przedstawieniu zarzutów.

Aktualnie więc w fazie in rem postępowania przygotowawczego, a więc, gdy postępowanie prowadzone jest jeszcze „w sprawie”, właśnie poprzez wydanie przez prokuratora postanowienia o uznaniu środków pieniężnych znajdujących się na rachunku bankowym za dowody rzeczowe i następnie przechowywanie tych środków na rachunku depozytowym prokuratury dochodzi do dalszego ich zabezpieczenia w postępowaniu przygotowawczym.

Bezprawność praktyki

Powstaje więc pytanie, czy powyższa praktyka jest zgodna z prawem i czy nie stanowi obejścia przepisów o zabezpieczeniu majątkowym. W rzeczywistości bowiem celem uznania środków pieniężnych za dowód rzeczowy nie jest ich zabezpieczenie jako dowodu, ale zabezpieczenie przed ich utratą, gdyż w przypadku upadku blokady rachunku bankowego środki te musiałyby zostać zwolnione do dyspozycji posiadacza rachunku bankowego.

Opisywana praktyka działania prokuratury nie jest kwestionowana przez sądy. Już z pobieżnej analizy powszechnie dostępnych orzeczeń wynika, że sądy nie rozważają w ogóle legalności tego rodzaju działań, uznając je za prawidłowe.

Wydaje się, że praktykę taką uznać należy jednak za błędną, gdyż środki pieniężne zapisane na rachunku bankowym nie posiadają cech, które pozwalałyby uznać je za dowody rzeczowe. Środki te nie istnieją bowiem jako rzeczy, ale są wyłącznie czymś wirtualnym, zapisami w systemie informatycznym.

W Kodeksie postępowania karnego, który reguluje kwestię postępowania dowodowego, pojęcie „dowodów rzeczowych” występuje wielokrotnie, lecz nie istnieje jego legalna definicja. Wprawdzie art. 115 § 9 kk stanowi, że rzeczą ruchomą lub przedmiotem jest także polski albo obcy pieniądz lub inny środek płatniczy, środek pieniężny zapisany na rachunku oraz dokument uprawniający do otrzymania sumy pieniężnej albo zawierający obowiązek wypłaty kapitału, odsetek, udziału w zyskach, albo stwierdzenie uczestnictwa w spółce, jednakże przepisów Kodeku karnego nie stosuje się do kwestii nieuregulowanych w kpk. Regulacja art. 115 § 9 kk ma więc zastosowanie wyłącznie w przypadku ustalania treści przepisów tego kodeksu statuujących czyny zabronione.

W świetle powyższego podzielić należy pogląd prezentowany w doktrynie prawa karnego procesowego, zgodnie z którym pod pojęciem „dowodów rzeczowych” należy rozumieć rzeczy stanowiące źródło dowodowe, które dostarczają środków dowodowych w postaci swoich cech poznawanych za pomocą zmysłów, przy czym wyróżnia się trzy bardziej szczegółowe kategorie, z których jednoznacznie wynika, że w każdym przypadku chodzi o przedmioty materialne istniejące fizycznie.

W związku z powyższym uprawnione wydaje się stwierdzenie, że praktyka polegająca na uznawaniu środków pieniężnych zapisanych na rachunku bankowym, a więc tak naprawdę samego zapisu na rachunku bankowym, za dowód rzeczowy stanowi działanie niemające oparcia w powszechnie obowiązujących przepisach prawa, a dodatkowo obejście przepisów o zabezpieczeniu majątkowym w postępowaniu przygotowawczym. Jest to więc praktyka niezgodna z prawem.

Uznawanie za dowód rzeczowy jako wypełnienie luki prawnej

Przyjmując prezentowany pogląd, stwierdzić należy, że mamy do czynienia z luką w prawie w zakresie, w jakim prokurator w fazie in rem postępowania przygotowawczego po upływie okresów wynikających z Prawa bankowego oraz z ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu nie ma tak naprawdę możliwości dalszego blokowania rachunku bankowego ani też przetrzymywania zapisanych na nim środków pieniężnych. Omawiana praktyka działania prokuratury stanowi natomiast jedynie próbę – i to bezprawną – wypełnienia tej luki.

Na postanowienie przysługuje zażalenie

Warto pamiętać, że na postanowienie w przedmiocie uznania za dowód rzeczowy środków pieniężnych zapisanych na rachunku bankowym przysługuje prawo wniesienia zażalenia i kwestionowania dokonanego „zajęcia” zarówno co do istoty, jak i co do zakresu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

W Tarczy 1.0 „przemycono” dodatkowy obowiązek informowania ZUS o każdej zawartej umowie o dzieło

Od 1 stycznia 2021 r. osoba zlecająca dzieło ma obowiązek poinformowania ZUS o każdej umowie o dzieło zawartej z osobą, z którą nie pozostaje w stosunku pracy lub jeżeli w ramach takiej umowy osoba nie wykonuje pracy na rzecz swojego pracodawcy.

W Tarczy 1.0 „przemycono” dodatkowy obowiązek informowania o każdej zawartej umowie o dzieło, który został zapisany w art. 22 ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw.

Obowiązek ten, wprowadzany z pierwszym dniem przyszłego roku, będą musieli dopełnić płatnicy składek (np. pracodawca, ubezpieczony zobowiązany do opłacenia składek na własne ubezpieczenia społeczne), a także osoba zlecająca dzieło niebędąca płatnikiem składek.

Obowiązek dotyczy wszystkich umów o dzieło zawartych przez płatnika składek/osobę zlecającą dzieło z osobą, z którą nie pozostaje się w stosunku pracy lub jeżeli w ramach takiej umowy osoba nie wykonuje pracy na rzecz pracodawcy, z którym pozostaje w stosunku pracy.

– Obecnie, umowy o dzieło nie są tytułem do ubezpieczeń społecznych, a wyjątkiem są umowy o dzieło zawarte ze swoim pracodawcą albo te, w ramach których praca wykonywana jest na rzecz swojego pracodawcy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Agata Miętek, Lider Praktyki Prawa Pracy w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. -Tym samym, nowy obowiązek będzie dotyczył wszystkich umów o dzieło, z których uzyskany przychód nie stanowi dzisiaj podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne.

Obowiązek informacyjny trzeba będzie spełnić w terminie 7 dni od dnia zawarcia umowy o dzieło. Wzór informacji o zawartych umowach o dzieło będzie określało rozporządzenie Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Dane o umowach będą ewidencjonowane na koncie płatnika składek.

Zgodnie z uzasadnieniem, celem zmiany jest umożliwienie ZUS-owi weryfikacji istnienia obowiązku ubezpieczeń społecznych osób wykonujących umowy o dzieło, a jednocześnie udostępniania informacji o zawarciu takich umów ministrowi właściwemu do spraw finansów publicznych.

Wprowadzona regulacja znacznie ułatwi ZUS-owi kontrolę zawartych umów o dzieło oraz kwestionowanie czy poszczególne umowy o dzieło spełniają cechy stosunku prawnego odpowiadającego umowie o dzieło, czy może powinny być uznane za umowę zlecenia/umowę o świadczenie usług, od których odprowadzane są składki ZUS. Począwszy od 1 stycznia 2021 r. ZUS będzie miał bieżącą informację o tym jaka jest skala takich umów, co zdecydowanie ułatwi prowadzenie kontroli w tym zakresie.

– Przedsiębiorcy oceniają, że wprowadzane zmiany to pierwszy krok prowadzący do „ozusowania” wszystkich umów o dzieło – komentuje dr A.Miętek z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Od 1 stycznia ZUS uzyska informacje o wszystkich zawartych umowach o dzieło, co ułatwi kontrolowanie tych umów i tym samym ich kwestionowanie, co niewątpliwie leży w interesie ZUS.

Pandemia zachwiała domowymi budżetami. Polacy w tym roku częściej będą szukać wyprawki szkolnej w promocji

Z raportu UCE RESEARCH i Grupy BLIX wynika, że przeszło 60% badanych kupi artykuły szkolne w promocjach. To prawie o połowę więcej niż w poprzednim roku. Ponad 77% ankietowanych twierdzi, że zrobi tego typu zakupy głównie w dyskontach. I pomimo pandemii, niespełna 60% obierze kurs na sklepy stacjonarne. Tylko nieco powyżej 3% rodziców chce skompletować wyprawki wyłącznie przez Internet. Blisko 26% zrobi to pół na pół. W tym roku także zamiast kilku miejsc konsumenci odwiedzą średnio dwa sklepy. Co ciekawe, większość dokona zakupów pod koniec wakacji, a nie jak to było w minionych latach, tj. na początku i w środku sierpnia.  

Najlepiej w promocji

Aż 60,9% rodziców chce kupić wyprawki szkolne w promocji. 19% nabędzie połowę art. okazyjnie. 4,2% zrobi zakupy w regularnych cenach. – Polacy chętnie korzystają z gazetek promocyjnych i platform, które pomagają im znajdować najlepsze oferty. Aktualna niepewność gospodarcza wyjątkowo zachęca ich do oszczędzania. Obserwujemy też teraz silny wzrost aktywności aplikacji agregujących rabaty sieci handlowych – mówi Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy BLIX.

Jak potwierdzają inni eksperci, w tym roku to nie moda czy jakość art. szkolnych odegra główną rolę. Najważniejszym determinantem wyborów konsumenckich będzie promocja. Dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego uważa, że droższe, markowe wyprawki szkolne straciły na znaczeniu. Dla sklepów to mniejsza szansa na wyróżnienie swoich ofert. Oczekiwanie klientów na promocje oznacza realizację niższych marży.

– Dla sieci handlowych to nie jest żadna nowość czy zaskoczenie. Art. szkolne, tak jak inne produkty sezonowe, trzeba umieścić w dużym stopniu w promocji, aby podkreślić konkurencyjność oferty względem innych sklepów – przekonuje Maciej Boroń, ekspert marketingu i zachowań konsumenckich.

W zeszłym roku 36% Polaków deklarowało, że kupi wyprawkę w promocji, a 11,9% – w regularnej cenie. Z kolei 17,6% badanych zapowiadało połowę zakupów po rabacie, a drugą część – bez zniżek. – Mniej pieniędzy niż rok temu w portfelach wielu osób powoduje, że bardziej zależy im na promocjach. Sklepy mocniej komunikują obniżki, bo chcą odbudować obroty. Niższe ceny raczej nie zwiększą zysków, ale handel odżywa – zaznacza dr Maria Andrzej Faliński, ekspert rynku detalicznego.

Oblężenie dyskontów

Na pytanie wielokrotnego wyboru 77,4% badanych odpowiedziało, że kupi art. szkolne w dyskontach. 39,1% zadeklarowało zakupy w hipermarketach. Maciej Boroń zwraca uwagę na to, że już od 2018 roku co trzecia złotówka w handlu trafia do dyskontów. Polacy chodzą do nich na małe zakupy, a na większe – do hipermarketów. Natomiast dr Kłosiewicz-Górecka podkreśla, że rodzice mogą kupić tam również wyprawki szkolne przy okazji codziennych wizyt. Bliskość tego typu sklepów w połączeniu z promocjami stanowi dodatkową zachętę.

– Dyskonty od wielu lat kojarzą się Polakom z najtańszymi zakupami. Widoczna podczas codziennych zakupów ekspozycja art. szkolnych w promocjach budzi w klientach poczucie okazyjności. To z pewnością wygeneruje zwiększone przychody wiodących sieci dyskontowych – przewiduje Tomasz Jabłoński, prezes Grupy BLIX.

Pomimo pandemii, 58,7% Polaków zrobi zakupy stacjonarnie. 25,9% ankietowanych kupi połowę art. online, a resztę – offline. Tylko 3,2% badanych wskazało e-sklepy. 7,9% nie umiało tego określić. Maciej Boroń zauważa, że podczas izolacji społeczeństwo otworzyło się na zakupy internetowe. Jednak po zniesieniu ograniczeń większość Polaków woli korzystać ze swobody osobistych wypraw do sklepów.

– Relatywne poluzowanie obostrzeń wpłynęło na to, że Polacy nadal wolą robić zakupy stacjonarnie. Podchodzą do nich jednak bardziej zadaniowo niż pół roku temu. Skrupulatniej się przygotowują, w tym częściej korzystają z list zakupowych – zwraca uwagę Marcin Lenkiewicz.

Natomiast prezes Jabłoński przypomina, że kanał tradycyjny w dalszym ciągu odpowiada za 90% obrotów w rodzimym handlu. Dla części rodziców e-zakupy mogłyby być bezpieczniejsze, ale niekoniecznie łatwiejsze. Ponadto niektóre dzieci chcą samodzielnie wybierać swoje przybory, po obejrzeniu, przymierzeniu i dotknięciu wybranych produktów.

– Zdecydowana większość art. szkolnych zostanie kupiona stacjonarnie, zgodnie z deklaracjami. Ilość zakupów internetowych może wzrosnąć dopiero tuż przed powrotem dzieci do szkół, zwłaszcza w sytuacji gdy pójdzie w górę liczba zachorowań – dodaje dr Kłosiewicz-Górecka.

Góra dwa sklepy

Najwięcej osób, czyli 24,5%, planuje skompletować wyprawkę w dwóch sklepach, 12,9% – w jednym, a 16,3% – w trzech. Więcej placówek odwiedzi 10,2% badanych. Dla 14,3% respondentów nie ma to znaczenia, a 21,7% nie potrafi tego jeszcze określić. Co ciekawe, w ub.r. konsumenci najbardziej preferowali kilka placówek.

– Jest to ciekawa zmiana. Wynika z chęci minimalizowania ryzyka odwiedzania zbyt wielu placówek na raz. Dodatkowo sytuacja pandemiczna jest cały czas niejasna i część osób przez to nie jest w stanie podać jednoznacznej odpowiedzi – zauważa Maciej Boroń.

Zdaniem Marcina Lenkiewicza, tak duża liczba niezdecydowanych osób oznacza pewnego rodzaju zdezorientowanie shopperów. Może ono skutkować odkładaniem zakupów i obserwacją sytuacji pandemicznej. Z kolei ci, którzy planują odwiedzić kilka sklepów, mogą ostatecznie zdecydować się na e-zakupy.

– Decyzja o skompletowaniu wyprawki w dwóch placówkach jest również uwarunkowana ofertą cenową i wygodą. Rodzic, który znajdzie odpowiadającą mu promocję, zdecyduje się na zakup większej liczby artykułów w mniejszej ilości sklepów – wyjaśnia prezes Grupy BLIX.

W ub.r. 28,8% Polaków kupowało art. szkolne na początku sierpnia i tyle samo osób – w połowie. W tym roku 30% zrobi to w najbliższych dniach, a 19,9% – dokładnie pod koniec miesiąca. Dr Kłosiewicz-Górecka dodaje, że utrzymująca się piękna pogoda zachęca Polaków do wydłużania swoich urlopów i oddalania zakupów na nieco późniejszy termin.

– Przesunięcie terminu zakupów jest też skorelowane z niepewną sytuacją w sprawie powrotu dzieci do szkół. Wciąż nie jest w stu procentach pewne, że 1 września wszędzie w kraju rozpocznie się rok szkolny. Natomiast wyprawka kupowana do nauki w domu znacząco różni się od tej nabywanej na potrzeby chodzenia do szkoły. Dlatego właśnie w tym roku wielu rodziców odkłada decyzje zakupowe wręcz na ostanią chwilę – podsumowuje Tomasz Jabłoński.

Badanie zostało wykonane metodą CAWI przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX na początku sierpnia 2020 roku. W ankiecie wzięło udział 1002 rodziców planujących zakupy związane z powrotem do szkoły dzieci w wieku 6-19 lat.

3 błędy, które można popełnić, rozliczając wsparcie z tarcz antykryzysowych

  • Duże zainteresowanie tarczami rządowymi sprawiło, że kontrole ich rozliczenia mogą potrwać do 2026 r.
  • Wśród błędów grożących karami i odsetkami od zaległości podatkowych są m.in. nieprawidłowe rozliczenie darowizny, zakupu sprzętów na walkę z pandemią czy wynagrodzeń pracowniczych.
  • Przed skutkami błędnego rozliczenia tarcz antykryzysowych chroni połączenie ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej kadry zarządzającej z polisą skarbową.

Kolejne zmiany w przepisach i uszczelnianie systemu podatkowego nie ułatwiają życia podatników. Po majowej zmianie regulaminu ubiegania się o subwencję z tzw. tarczy finansowej PFR część przedsiębiorstw zdecydowała się na zwrot wcześniej otrzymanych środków. Dalsza część pozostaje w niepewności co do wyników ewentualnej przyszłej kontroli skarbowej.

Duże zainteresowanie wsparciem rządowym spowodowało, że weryfikacja tego, czy poszczególnym firmom należała się pomoc, czy nie, rozciągnie się do 2026 r. Ewentualne nieprawidłowości mogą zatem wiązać się z koniecznością zapłaty odsetek karnych, a te po latach potrafią być wysokie. Trzeba też pamiętać, że kontrole będą uwzględniały nie tylko ocenę samej zasadności przyznania wsparcia rządowego, ale i tego, jak zostało ono wykorzystane oraz rozliczone. Błędne lub za późne rozpoznanie kosztów czy nierozpoznanie przychodu podatkowego to tylko część pomyłek, jakie można popełnić. Dlatego warto już teraz zadbać o to, żeby dokumenty, które złożymy do Urzędu Skarbowego, nie budziły żadnych wątpliwości – radzi dr Ewelina Skwierczyńska, właściciel TAX-ES Kancelaria doradztwa podatkowego.

Co może zwrócić uwagę urzędników? Oto 3 przykładowe błędy, na które warto uważać.

  1. Preferencyjne rozliczenie darowizn

Jednym z działań, które miało zachęcić firmy do włączenia się w walkę z COVID-19, było preferencyjne traktowanie darowizn dla lokalnych placówek służby zdrowia. Datki przekazane w kwietniu pozwalały na odliczenie 200% darowizny od podatku, w miejsce standardowych 100%. Gdzie tkwi haczyk? Otóż w ten sposób można rozliczyć tylko środki przekazane konkretnym SP ZOZ (przeważnie szpitale jednoimienne), wskazanym w przepisach. Co to oznacza? Jeżeli firma przekazała pieniądze podmiotowi spoza listy i zastosowała odliczenie w wysokości 200%, to musi się liczyć z tym, że US potraktuje to jako zaniżenie podstawy opodatkowania! Upomni się zatem o zaległe 19% podatku z nierozliczonej kwoty, plus odsetki.

2. Zakup sprzętów służących walce z COVID-19

Tarcze antykryzysowe traktowały też ulgowo tych przedsiębiorców, którzy chcieli włączyć się w walkę z pandemią poprzez produkcję towarów, których wiosną brakowało, np. maseczek ochronnych. W związku z tym wszystkie zakupy dodatkowych sprzętów potrzebnych do ich wytworzenia można było rozliczyć jako jednorazowy koszt podatkowy, bez amortyzacji. Co może sprawić, że US odmówi uznania tej ulgi? Kupione i rozliczone w ten sposób środki trwałe mogą służyć tylko przeciwdziałaniu COVID-19. Analizując przykład maseczek, jeżeli kupiona maszyna służyła później do produkcji innych tekstyliów, to kontrola podatkowa wykaże zaniżenie przychodów o blisko 80% wartości sprzętu.

3. Podwójne wynagrodzenia i zaliczki

Zaliczki do US za wynagrodzenia za marzec i kwiecień można było odroczyć do 1 czerwca. Mogło to zachęcić niektórych przedsiębiorców do wypłacenia pensji majowych z wyprzedzeniem, jeszcze w kwietniu. Dzięki temu firma miała przez miesiąc dodatkowe środki obrotowe. Niestety tego typu rozwiązanie może zostać zakwestionowane i potraktowane jako próba obejścia prawa. Powstaną wtedy zaległości z tytułu nieterminowych wpłat do US, a to skutkuje nałożeniem kary i odsetkami w PIT. W skrajnych wypadkach może to być nawet potraktowane jako przestępstwo. 

Za błędy odpowiada kadra zarządzająca

Wiele tego typu pomyłek związanych z wykorzystaniem wsparcia rządowego jest wynikiem decyzji zarządczych. To menedżerowie ustalają komu przekazać darowiznę lub wypłacić dodatkowe wynagrodzenie czy jak wykorzystać zakupiony sprzęt. Jeżeli wynikiem ich decyzji będzie nałożenie kary na organizację, to ta może później domagać się od nich odszkodowania.

Wiele decyzji biznesowych jest obarczonych ryzykiem i może być brzemienne w skutkach, jak np. te związane z korzystaniem z tarcz antykryzysowych. Dlatego rynek ubezpieczeń już od dawna oferuje dodatkowe zabezpieczenie przed finansowymi skutkami nieumyślnych błędów kadry zarządzającej. Spółki kapitałowe, spółdzielnie, stowarzyszenia, fundacje wspólnoty a czasem nawet i ZOZ-y mogą wykupić ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej członków swoich władz (D&O), zyskując możliwość uzyskania rekompensaty za wyrządzone przez nich szkody. Warto podkreślić, że wartość takich potencjalnych szkód często przewyższa prywatny majątek osób zarządzających, a zatem bez ubezpieczenia możliwości uzyskania pełnego odszkodowania byłyby praktycznie zbliżone do zera – zauważa Łukasz Górny, radca prawny, Dyrektor Departamentu Rozwoju EIB SA.

Oprócz środków na pokrycie ewentualnych roszczeń firmy, polisa D&O może też zapewnić pieniądze na:

  • obronę prawną osoby ubezpieczonej i pokrycie kosztów sądowych,
  • koszty porady zewnętrznych ekspertów z zakresu rachunkowości lub podatków,
  • zobowiązania podatkowe dochodzone od osób ubezpieczonych na podstawie art. 116 lub 116a Ordynacji Podatkowej.

Ubezpieczenie D&O nie zrefunduje jednak grzywien karnych lub karnoskarbowych. Taką możliwość – w określonych przypadkach – zapewnia dopiero osobne ubezpieczenie skarbowe.

Firmy zainteresowane dodatkową ochroną powinny pamiętać, że polisy skarbowe przewidują okres karencji. Wynosi on zazwyczaj 6 tygodni od podpisania umowy. Dlatego nie można czekać z zakupem ochrony do momentu wszczęcia postępowania karnego lub karnoskarbowego, ponieważ nie będzie ich można objąć polisą. – dodaje Łukasz Górny z EIB.

 

Źródło: EIB SA.

Złośliwe oprogramowanie Dharma atakuje sektor MŚP – raport Sophos

0

W 2020 roku popularne jest złośliwe oprogramowanie Dharma, które atakuje głównie małe i średnie firmy – wynika z raportu firmy Sophos.[1] Aż 85%[2] infekcji nastąpiło przez narzędzia dostępowe takie jak zdalny pulpit. Przestępcy szyfrują dane korzystając z gotowych szablonów i skryptów. Żądany okup za odzyskanie informacji wynosi średnio ponad 20 razy mniej niż  przypadku innych rodzajów ransomware’u. Skala ataków sprawia jednak, że Dharma jest obecnie najbardziej dochodowym z nich.

Pulpit furtką do sieci

Przestępcy wykorzystują przede wszystkim narzędzia zdalnego dostępu do urządzenia, takie jak protokół zdalnego pulpitu (ang. Remote Desktop Protocol). Umożliwia on m.in. podłączenie się do komputera, dostęp do widoku ekranu, logowanie czy przeglądanie przechowywanych na nim plików tak, jakbyśmy pracowali bezpośrednio na urządzeniu. Po zainfekowaniu systemu Dharma szyfruje pliki i wyświetla komunikat „Have fun, bro!” z żądaniem okupu za ich odblokowanie. Zdarza się, że mimo otrzymania zapłaty przestępcy nadal przetrzymują część informacji, aby wyłudzić dodatkowe środki.

Wirtualny fast food

Żądany okup wynosi średnio 8 620 dolarów, więc nie jest wysoki w porównaniu z 191 tys. dolarów w przypadku innych rodzajów ransomware[3]. Przestępcy „rekompensują” sobie jednak niższe stawki dużą liczbą przeprowadzanych ataków. Są one opłacalne, gdyż oprogramowanie Dharma jest powszechnie dostępne – na czarnym rynku znaleźć można gotowe zestawy skryptów i szablonów. Za 2 tys. dolarów przestępcy kupują usługę Ransomware-as-a-Service (RaaS), w której otrzymują m.in. dostęp do narzędzi automatyzacji ataku i serwerów czy pomoc techniczną. Taki bazujący na franczyzie model pozwala przeprowadzać ataki szybko i na dużą skalę, bez konieczności posiadania zaawansowanej wiedzy czy umiejętności. 

Łatwo zapomnieć, że ransomware stanowi zagrożenie dla mniejszych podmiotów, ponieważ nagłaśniane są głównie przypadki ataków na światowych gigantów i żądania wielomilionowych okupów. Ryzyko dla MŚP dodatkowo rośnie w sytuacji związanej z epidemią, gdy firmy starają się dopasować do modelu pracy zdalnej, a monitoring systemów i zarządzanie dostępem do danych czy sieci są utrudnione. W skutecznej ochronie przed ransomware pomoże szyfrowane połączenie VPN oraz wieloskładnikowe uwierzytelnianie. Równie ważna jest podstawowa cyberhigiena: instalowanie najnowszych aktualizacji systemów i aplikacji, czujność na wszelkie próby wyłudzenia danych dostępu (phishing), regularne tworzenie kopii zapasowych na dyskach, które nie są podłączone do sieci. Warto pamiętać, że zaawansowaną ochronę zapewnią wielowarstwowe rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję – wskazuje Łukasz Formas, kierownik zespołu inżynierów w firmie Sophos.

[1] Raport  „Color by Numbers: Inside a Dharama Ransomware-as-a-service (Raas) Attack”

[2] https://www.coveware.com/dharma-ransomware-payment.

[3] Raport  „Color by Numbers: Inside a Dharama Ransomware-as-a-service (Raas) Attack”

Jak szybko przenieść sprzedaż do Internetu dzięki Sky-Shop?

Liczby związane ze sprzedażą internetową z roku na rok rosną. Najnowsze dane mówią o tym, że w Polsce zakupy w sieci robi już co 7 internauta, co daje 21 milionów e-kupujących. Można się spodziewać, że w związku z pandemią w przyszłym roku statystyki będą jeszcze bardziej imponujące. Już wiemy, że 27% z osób kupujących w sieci deklaruje, że robi to częściej z powodu koronawirusa. 

Polacy zmieniają więc swoje nawyki zakupowe na korzyść branży e-commerce. Czy oznacza to, że tradycyjny handel za kilka, kilkanaście lat stanie się reliktem przeszłości? Nie. Na osiągnięcie maksymalnych zysków i uniknięcie potencjalnych strat pozwoli Ci jednak prowadzenie sprzedaży zarówno w kanałach online, jak i offline.

Jak i dlaczego warto przenieść sklep do Internetu?

Skoro zainteresował Cię ten artykuł, prawdopodobnie prowadzisz już sprzedaż w sklepie stacjonarnym. Oznacza to, że masz ogromną przewagę nad wieloma przedsiębiorcami zaczynającymi działalność w e-commerce. I nie polega ona jedynie na cennym doświadczeniu, choć oczywiście jest ono na wagę złota. To jednak także bardziej namacalne kwestie, takie jak:

  • Posiadanie działalności gospodarczej i znajomość obowiązków związanych z prowadzeniem własnej firmy.
  • Ugruntowana współpraca z hurtowniami i dostawcami produktów, a co za tym idzie wyższa dostępność produktów i niższe ceny.
  • Własny magazyn (lub sklep, który można traktować jako magazyn). 

Co zyskasz, przenosząc sprzedaż do sieci?

  • Nowych klientów z całej Polski, a nawet świata, do których dotrzesz ze swoją ofertą o każdej porze dnia i nocy.
  • Pozycję eksperta dzięki tworzonym materiałom.
  • Zwiększenie rozpoznawalności marki zarówno w świecie online, jak i offline.
  • Możliwość sprzedaży nie tylko za pośrednictwem sklepu i e-sklepu, ale także Allegro i innych platform zakupowych.

Już w tym miejscu chcemy podkreślić, że aby otworzyć sklep internetowy nie musisz zatrudniać zespołu programistów ani grafików. Współczesne rozwiązania e-commerce sprawiają, że rozpoczęcie handlu w sieci to przysłowiowe kilka kliknięć.

Oprogramowanie sklepów internetowych

Błyskawiczne założenie sklepu internetowego jest możliwe dzięki nowoczesnym platformom sklepowym, jak Sky-Shop. Działają one w modelu abonamentowym. Oznacza to, że w zamian za opłacanie miesięcznego abonamentu, którego ceny rozpoczynają się od 99 zł, dostajesz dostęp do oprogramowania, umożliwiającego sprzedaż, oraz szeregu innych przydatnych w e-commerce funkcji. Oto, co zyskujesz, zakładając sklep na Sky-Shop:

  • możliwość korzystania z ponad 1200 funkcji,
  • elastyczne pakiety abonamentowe, dzięki którym płacisz tylko za te funkcje, z których naprawdę korzystasz,
  • sklep zaprojektowany w technologii RWD,
  • intuicyjny panel administracyjny,
  • gotowe integracje z ponad 330 hurtowniami,
  • gotowe integracje z Allegro, eBay, marketplace’ami, systemami płatności, kurierami oraz narzędziami marketingowymi,
  • aplikację mobilną do zarządzania sklepem,
  • bezpłatne wsparcie techniczne doradców.

Otwarcie sklepu internetowego w 5 krokach

Przeniesienie sprzedaży do sieci rozpoczyna się od wyboru oprogramowania, które Ci to umożliwi. Następnie zakładasz tam konto – na początek może być testowe, czyli całkowicie bezpłatne. W dalszej kolejności musisz zadbać o:

  1. Wykupienie domeny, czyli adresu internetowego Twojego sklepu. Jego nazwę prawdopodobnie wymyśliłeś już dawno.
  2. Dodanie produktów do sklepu. Jeśli współpracujesz z hurtownią zintegrowaną z danym oprogramowaniem, produkty pobierzesz automatycznie. Jeśli dostawcy nie ma na liście integracji, w Sky-Shop.pl nowe integracja zostanie wykonana dla Ciebie bezpłatnie. W innych przypadkach np. autorskiego asortymentu, produkty dodasz ręcznie uzupełniając przygotowane wcześniej pola.
  3. Konfiguracja wyglądu sklepu. Kreator szablonu w oprogramowaniu sprawi, że będzie to łatwe, szybkie, przyjemne – i niewymagające umiejętności graficznych. Działa on na zasadzie “przeciągnij i upuść” – to jak układanie klocków. Możesz oczywiście zdecydować się także na własny projekt graficzny stworzony zgodnie z Twoimi wytycznymi.

SPONS2

  1. Określenie metod płatności i dostawy. Szybkie płatności to dziś absolutna konieczność w sprzedaży online, dlatego przed jej rozpoczęciem musisz podpisać umowę z dostawcą bramki płatności. W przypadku bramki Sky-Pay wystarczy wypełnienie formularza. Podobnie jest z różnymi formami dostawy – pamiętaj, że klienci lubią mieć wybór.
  2. Stwórz regulamin i politykę prywatności. Oczywiście nie musisz robić tego samodzielnie. Jeśli nie masz aktualnej wiedzy prawniczej, dobrym pomysłem będzie zlecenie napisania tych dokumentów specjalistom.

Strategia omnichannel, czyli jak łączyć sprzedaż online i offline

Jak wspomnieliśmy już we wstępie, celem tego artykułu nie jest zniechęcenie Cię do tradycyjnego handlu. Chcemy Ci za to pokazać, że warto prowadzić sprzedaż w kilku kanałach. Dlaczego? Bo to jeden z najbardziej skutecznych sposobów na zwiększenie liczby klientów.

Musisz pamiętać jednak o pewnych zasadach, które sprawią, że sprzedaż wielokanałowa rzeczywiście będzie się opłacać:

  • Polityka cenowa w każdym kanale powinna być spójna.
  • Daj klientom możliwość zamówienia towaru przez Internet i stacjonarny odbiór przesyłki.
  • Zadbaj o zsynchronizowane działania marketingowe.
  • Stale aktualizuj stan dostępności towarów w każdym kanale – pomoże Ci w tym Sky-Shop.
  • Pamiętaj, że omnichannel to również różne formy komunikacji. Komunikuj się ze swoimi konsumentami na żywo, telefonicznie, mailowo, za pośrednictwem mediów społecznościowych, a także chatu.

Łączenie kanałów sprzedaży w sieci

Prowadzenie sklepu stacjonarnego i internetowego to dopiero początek drogi w kierunku sprzedaży wielokanałowej. Internet oferuje znacznie więcej możliwości, z czego zdają sobie sprawę e-kupujący. Dane mówią jasno: 52% internautów wybiera sklepy internetowe, a 38% woli kupować za pośrednictwem platform zakupowych. Jakie jeszcze kanały warto wziąć pod uwagę?

  • Allegro, eBay, Emipik Marketplace i inne portale aukcyjne oraz marketplace’y.
  • Sklep na Facebooku.
  • Porównywarki cenowe.

Sky-Shop dostarcza gotowe integracje ze wszystkimi z tych kanałów, byś mógł wygodnie obsługiwać sprzedaż z poziomu jednego panelu administracyjnego.

Podsumowanie

Sprzedaż przenosi się do Internetu. To fakt, z którym nie sposób dyskutować. To jednocześnie ogromna szansa na zwiększenie liczby klientów, a co za tym idzie – zysków.

Na zakończenie chcemy się podzielić liczbami, które utwierdzą Cię w przekonaniu, że właśnie teraz warto handel online:

SPONS3

  • Tylko w kwietniu 2020 roku sklepy internetowe korzystające z oprogramowania Sky-Shop odnotowały 70-procentowy wzrost wartości zamówień, a maju 44-procentowy. Inne wartości możesz sprawdzić na grafice powyżej.
  • Firmy, które stosują strategię omnichannel, zatrzymują 89% swoich klientów, podczas gdy te, które tego nie robią – tylko 33%

To co, gotowy do podboju Internetu? Zachęcamy do kontaktu na www.sky-shop.pl!

I po korekcie – raport walutowy

Słabość dolara powróciła w czwartek, gdyż rzekomo jastrzębi wydźwięk minutek FOMC okazał się jedynie pretekstem do oczyszczenia rynku ze źle uczepionych zleceń sprzedaży USD, ale nie wystarczył na generalną odmianę nastawienia inwestorów do amerykańskiej waluty. Wraca risk-on z pomocą wzrostów na rynku akcji, ale wakacyjna niska płynność i brak solidnych katalizatorów sprzyjają szarpanemu handlowi.

Szybkość, z jaką rynek otrząsnął się z odbicia USD, potwierdza wnioski z wczorajszego Komentarza Porannego – niezależnie jak mało wskazówek dostarczyły minutki z lipcowego posiedzenia FOMC, Fed pozostaje gołębi i utrzyma ultra-ekspansywną politykę jeszcze przez dugi czas. Przy wątpliwościach wokół wsparcia fiskalnego dla ożywienia gospodarczego oraz niepewnej ścieżce rozwoju pandemii, USD ma niewiele czynników za sobą. Jednocześnie rynek akcji widzi wszędzie szklankę do połowy pełną i bardziej przekonuje go obfitość taniego kapitału dla wspierania rajdu indeksów (nowe rekordy Nasdaq100, wycena Apple 2 bln USD, akcja Tesli warta tyle co uncja złota). Dziś w nocy dodatkowym impulsem dla poprawy nastrojów stały się doniesienia, że Pfizer dąży do przedstawienia szczepionki na COVID-19 pod aprobatę regulatora w październiku. I nawet jeśli wciąż nie ma wyników testów klinicznych trzeciej fazy, rynki każdy news związany ze szczepionka traktują jako dobrą monetę i pretekst do wzrostów.

Na FX obserwujemy wymazywanie korekty USD i kupowanie innych walut G10 po okazyjnych cenach. Najsilniejsze odbicie notuje GBP/USD. Rynek pozostaje optymistycznie nastawiony wobec funta i w ciągu ostatnich kilku tygodni GBP/USD zaczął nadganiać inne ryzykowne waluty G10 w relacji do USD. Na rynku nie widać wzrostu premii za ryzyko z tyłu niepewności o postępy w negocjacjach handlowych między Unią Europejską i Wielką Brytanią. Przecieki z kończącej się dziś ostatniej rundy negocjacji sugerują, że ponownie nie doszło do przełomu w rozmowach. Mimo to wśród inwestorów panuje przekonanie, że porozumienie nastąpi choćby w ostatniej chwili, tj. na październikowym szczycie UE. Nawet jeśli mamy wątpliwości co do jakości porozumienia (uzgodnienie umowy ramowej dla wymiany towarów, ale z pominięciem istotnych aspektów dotyczących usług i inwestycji), dopóki szczegóły umowy nie zostaną przedstawione, rynek będzie ograniczał interpretację do interpretacji „każda umowa jest lepsza od braku umowy w ogóle”. W tym kontekście przynajmniej do połowy września GBP powinien pozostać niewrażliwy na ryzyka brexitu i odczuwać silniejszy wpływ szerokiego apetytu na ryzyko.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Załamanie przedsiębiorstw w Polsce. Ogromny wzrost długów!

Kiedy przyjrzeć się dostępnym danym dotyczącym stanu polskiej gospodarki i bieżącego poziomu zadłużenia krajowych przedsiębiorstw, wyłania się obraz, który jest (delikatnie rzecz ujmując) bardzo niepokojący. Tylko z pozoru nasza gospodarka radzi sobie całkiem dobrze w dobie koronakryzysu. Trzeba pamiętać, że firmy działające w Polsce są odpowiedzialne za niemal ¾ krajowego PKB (72,3%), a wśród nich znakomitą większość stanowią podmioty z sektora MŚP, które generują aż 49,1% PKB. I nie byłoby w tym wielkiego problemu, gdyby nie fakt, że to właśnie firmy z sektora MŚP najbardziej ucierpiały w trakcie lockdownu – a najgorsze wciąż przed nimi.

Ukryty dramat polskich firm

Na pierwszy rzut oka sytuacja wcale nie wygląda źle: liczba dłużników zarejestrowanych w Krajowym Rejestrze Długów rośnie raczej w postępie liniowym (zarejestrowana liczba zadłużonych firm na koniec marca 2020 to 288,5 tys., na koniec kwietnia 2020 wzrosła do 293 tys.), kwoty zaległych płatności również nie wzrosły gwałtownie – na koniec marca 2020 łączna kwota zadłużenia firm wynosiła 10,55 mld zł, z końcem kwietnia wzrosła do 10,63 mld zł. Gdzie więc jest problem?

Odpowiedź jest prosta: w danych. Mamy obecnie połowę sierpnia, dane przytoczone powyżej są z końca kwietnia. Maj, czerwiec i lipiec to czas, kiedy sytuacja większości firm w Polsce nie ulegała znaczącej poprawie pomimo stopniowego odmrażania gospodarki i wprowadzenia w życie tarcz antykryzysowych. Dotyczy to szczególnie sektora MŚP, którego przeważającą część stanowią usługi (52,1%) i handel (23,6%), które desperacko walczą o przetrwanie lub w najlepszym razie powoli odbijają się od dna.

Wg. danych, które udostępnia firma windykacyjna Payhelp.pl (której właścicielem jest Grupa Kapitałowa BEST S.A.), średnia liczba zgłaszanych niezapłaconych faktur dramatycznie wzrosła. Przed marcem 2020 było to 1,6 faktury na użytkownika, dzisiaj sięgają one nawet 4 niezapłaconych faktur na użytkownika. To z jednej strony efekt szybciej wyczerpującej się cierpliwości przedsiębiorców, którzy chcą jak najszybciej odzyskać zaległe należności ze względu na własną kiepską sytuację, a z drugiej wyraźny wzrost zaufania do windykatorów.

Jako przykład wystarczy tylko przytoczyć dane dotyczące branży transportowej, która nie jest liderem w zestawieniu najbardziej zadłużonych przedsiębiorstw (wyżej są usługi, handel i przemysł) – początek kwietnia 2020 to zadłużenie rzędu 930 mln zł. Pod koniec czerwca kwota ta wzrosła o ponad 50 mln zł, sięgając zadłużenia na sumę 981 mln zł. Skoro tak kiepsko jest w branży TLS, to jak źle się dzieje w innych, bardziej narażonych na koronakryzys sektorach gospodarki, jak właśnie wspomniane przed chwilą usługi i handel?

Windykacja jako ratunek przed upadkiem

Problemy finansowe i wiążące się z tym dramatyczne wzrosty zadłużenia polskich firm znajdują, także odzwierciedlenie w windykacji długów. Dziś większość przedsiębiorców znacznie chętniej niż w przeszłości sięga po usługi zewnętrznych firm windykacyjnych, wyspecjalizowanych w skutecznym odzyskiwaniu długów. Dzieje się tak jednak głównie dlatego, że w skutecznej windykacji wielu przedsiębiorców widzi szansę na poprawę swojej bieżącej płynności finansowej.

Katarzyna Gulbicka, Business Development Manager z payhelp.pl, platformy windykacyjnej należącej do Grupy Kapitałowej BEST S.A. komentuje sytuację związaną z długami tak:

 „Przewidujemy w najbliższych miesiącach utrzymywanie się trendów wzrostowych w zakresie długów i windykacji, ale ich dynamika z pewnością się wypłaszczy. Problem z niezapłaconymi fakturami będzie trwał wiele miesięcy, stracą Ci, którzy nie będą szukać rozwiązań i alternatyw na poradzenie sobie z problemami finansowymi, a uważają, że ze wszystkim poradzą sobie sami. Zyskają Ci którzy potrafią wyciągać wnioski i w każdej sytuacji dostrzegają szanse. Przedsiębiorcy powinni skupiać się na rozwoju biznesu, a odzyskiwanie należności pozostawić  specjalistom, gdyż procent odzyskiwanych faktur samodzielnie jest bardzo niski.”

Polska gospodarka (jak zresztą każda inna gospodarka wolnorynkowa) to system naczyń połączonych. Niestety, liczba naczyń się dramatycznie zmniejsza i trudno przewidywać, jak ten system będzie działał i ile nowych dziur będzie mogło się w nim jeszcze pojawić, zanim przestanie funkcjonować. Już pod koniec kwietnia 2020 polski rząd oszacował, że w wyniku pandemii koronawirusa z rynku zniknie w kwietniu, maju i czerwcu około 200 tysięcy samych tylko mikrofirm. To aż 4,8% łącznej liczby przedsiębiorstw prowadzących działalność w Polsce. A przecież bankrutują i upadają także firmy większe, niż tylko jednoosobowe. I dzieje się to na naszych oczach. W kontekście powyższych faktów przyszłość naprawdę nie rysuje się w szczególnie jasnych barwach…

 

Newsletter kredytowy BIK, lipiec 2020 r. Najnowsze dane o sprzedaży kredytów w Polsce

0

W lipcu 2020 r., w porównaniu do lipca 2019 r., banki i SKOK-i udzieliły dużo mniej trzech rodzajów kredytów zarówno w ujęciu wartościowym, jak i liczbowym. W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-39,2%) mniej kart kredytowych,  o (-32,0%) mniej kredytów gotówkowych oraz o (-22,7%) mniej kredytów mieszkaniowych. Jedyny wzrost odnotowały kredyty ratalne (+1,2%). W ujęciu wartościowym spadki dotyczą limitów w kartach kredytowych (-41,0%), kredytów gotówkowych (-33,6%) oraz mieszkaniowych (-22,6%). Wzrosła jedynie o (5,1%) wartość udzielonych kredytów ratalnych.
W okresie styczeń – lipiec 2020 r. banki i SKOK-i udzieliły 1 863,6 mln kredytów ratalnych na kwotę 7,89 mld zł, 1 583,4 mln kredytów gotówkowych na kwotę 29,717 mld zł. Zaś mieszkaniowych 124,7 tys. na kwotę 36,028 mld zł.

Prezentujemy kolejny Newsletter kredytowy BIK, obejmujący pełen miesiąc odmrażania gospodarki, po lockdownie. Nadal m.in. sektor finansowy znajduje się w sytuacji nadzwyczajnej, dlatego dla analizy BIK istotne są poniższe uwagi metodyczne:

Po pierwsze, należy wziąć pod uwagę, iż kredyty konsumpcyjne oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. W przypadku tych produktów, lipcowa sprzedaż jest związana z wnioskami składanymi w czerwcu i lipcu br., czyli już w okresie odmrażania gospodarki. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy, zatem sprzedaż kredytów mieszkaniowych w lipcu jest efektem wniosków składanych w maju i końcówce kwietnia br., pochodzących z okresu lockdownu i częściowego odmrażania.

Po drugie, problemy ze spłacaniem kredytów w wyniku pandemii nie mogły się jeszcze w pełni zmaterializować w odczytach Indeksów Jakości, ponieważ Indeksy obejmują opóźnienia powyżej 90 dni. Dodatkowo część kredytobiorców, z powodu sytuacji wywołanej COVID – 19, skorzystała z bankowego wsparcia o okresowym odroczeniu spłaty rat kredytowych. Część odroczeń spłat już się zakończyła. Będziemy więc uważnie obserwować zachowanie tych rachunków.

Kredyty gotówkowe i ratalne

– W okresie styczeń – lipiec 2020 r. ujemne dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych dotyczyły wszystkich przedziałów wartości udzielanych kredytów. Najwyższy spadek dotyczył kredytów wysokokwotowych tj. powyżej 50 tys. zł (-36,3%) liczbowo oraz (-38,1%) wartościowo. Obserwowaliśmy już to zjawisko od samego początku lockdownu. Co ciekawe, niższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów gotówkowych z przedziału niskokwotowego do 1 tys. zł: liczbowo (-11,6%) oraz (-14,1%) wartościowo. W porównaniu do kredytów gotówkowych dużo lepiej wygląda sytuacja w przypadku  kredytów ratalnych. Są one dla udzielającego banku dużo bardziej bezpieczne od wysokokwotowych gotówkowych. Inny jest również ich charakter, kredyty gotówkowe służą uzupełnieniu bieżącego budżetu domowego, zaś ratalne wiążą się z nabywaniem na raty dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, sprzętu RTV/AGD, innej elektroniki czy mebli. Kredyty ratalne odnotowały dużo niższą ujemną dynamikę styczeń – lipiec 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. niż kredyty gotówkowe: w ujęciu liczbowym (-0,8%) a w wartościowym (-3,8%). Są jednak dwa przedziały kwotowe, w których dynamika jest dodatnia. Są to przedziały od 2 – 3 tys. zł (+2,0%) oraz 3-5 tys. zł (+3,5%) liczbowo i odpowiednio (+2,5%) oraz (3,5%) wartościowo. Są to zazwyczaj właśnie kredyty finansujące różnego rodzaju sprzęt elektroniczny oraz artykuły gospodarstwa domowego czy meble, które były nabywane w e-commerce, często po atrakcyjnych cenach wynikających z promocji – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego kredytu to 17 699 zł – spadek o 2,3% w stosunku do lipca 2019 r. Średnia wartość kredytu ratalnego to 4 624 zł i jest ona wyższa niż w lipcu rok temu o 3,9%. Kredyty ratalne obejmują również kredyty samochodowe, których średnia kwota udzielonego finansowania jest wyższa.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych w oparciu o Indeks Jakości pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela dla kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – lipcowy odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 2,13%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się kredyty gotówkowe. Lipcowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 6,3% i jest najwyższy od 2015 r.

– W porównaniu do lipca 2019 r. wartość Indeksu kredytów gotówkowych pogorszyła się (wzrosła) o 0,20. Trzeba przygotować się jednak na duże pogorszenie w kolejnych miesiącach, szczególnie w końcówce roku. Powodem tego będzie wzrost ryzyka dla portfela kredytów gotówkowych wysokokwotowych, których szkodowość jest zawsze wyższa od niskokwotowych. Musimy pamiętać, że część kredytobiorców uzyskała pomoc z banków, występując z powodu COVID-19 o odroczenie spłaty rat swoich kredytów. W mojej opinii to właśnie z tej grupy mogą pochodzić kredytobiorcy, którzy po skończonych „wakacjach” nie będą w stanie terminowo regulować swoich kredytów gotówkowych. Należy więc ze zdwojoną uwagą śledzić status tych rachunków kredytowych. W BIK-u już prowadzimy stosowne analizy. Dużo lepiej przedstawia się jakość kredytów ratalnych. W ich przypadku wartość Indeksu w okresie 12 miesięcy pogorszyła się (wzrosła) jedynie o 0,02. Wartość lipcowa jest dwukrotnie niższa od wartości z 2015 r.  – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W lipcu br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy wysokie ujemne dynamiki wartości (-22,6%) udzielonych kredytów, przy również wysokiej ujemnej dynamice liczby udzielonych kredytów (-22,7%) w porównaniu z lipcem 2019 r. W okresie styczeń – lipiec 2020 r. już 41,7% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego w okresie styczeń – lipiec 2020 r. nadal tak, jak i w poprzednich okresach, obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą tylko kredytów powyżej 350 tys. zł, których pomiędzy styczniem a lipcem 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 9,4%, a w wartościowym o 9,5%.

– Wyniki lipcowej sprzedaży kredytów mieszkaniowych są już w pełni odzwierciedleniem końcówki lockdownu oraz początku defrostingu. Lepszy od czerwca lipiec (+8,3% liczbowo oraz 8% wartościowo), sygnalizował już lepszy czerwcowy odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe (-6,7%). Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja na rynku kredytów mieszkaniowych jest determinowana zachowaniem zarówno potencjalnych kredytobiorców, chcących nabyć nieruchomość na kredyt, jak i banków udzielających kredytów. Banki, w nadal dużej niepewności, mają zaostrzoną politykę kredytową, skutkującą ograniczoną dostępnością kredytu, szczególnie w wyniku zmniejszenia akceptowalnego poziomu wskaźnika LtV. Te czynniki oraz wyższe wymagania odnośnie wysokości wkładu własnego mogą stanowić istotną barierę uzyskania kredytu, szczególnie w grupie wiekowej 22 – 35 lat. Stąd duże ujemne dynamiki w przedziałach kredytów 100 -150 tys. zł oraz 150 – 200 tys. zł (odpowiednio liczbowo minus 24,2% oraz minus 20,5%). To właśnie strona podażowa a nie popytowa (która praktycznie już się odbudowała – lipcowy odczyt Indeksu popytu to tylko minus 3,5%, decydować będzie o obliczu rynku kredytów mieszkaniowych w kolejnych miesiącach i całej drugiej połowie 2020 r. Banki sygnalizują już w cyklicznej ankiecie sporządzanej dla NBP poluzowanie wymagań wobec potencjalnych kredytobiorców hipotecznych – prognozuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lipcu 2020 r. wyniósł 0,84%. W ostatnich 12 miesiącach (lipiec 2019 r. – lipiec 2020 r.) jakość portfela nieznacznie się pogorszyła, o czym świadczy niewielki wzrost (pogorszenie) Indeksu o (+0,05).

– Pomimo dużych wcześniejszych obaw obecnie nie odnotowujemy spadku jakości portfela kredytów mieszkaniowych. Przy czym należy pamiętać, że mówimy o opóźnieniach 90-dniowych, czyli możliwych do wystąpienia dopiero po 3 miesięcznym opóźnieniu w spłacie raty kredytu. Ponadto część kredytobiorców skorzystała lub nadal korzysta z bankowych „wakacji kredytowych”, i w ich przypadku ewentualne przeterminowanie może najwcześniej wystąpić w IV kwartale 2020 r. Podobnie jak w przypadku pozostałych rodzajów kredytów musimy szczególnie obserwować „powakacyjne” zachowania kredytobiorców mieszkaniowych. Czy po zakończeniu okresu odroczenia będą regularnie miesięcznie spłacać raty kredytu, czy też nie. Intuicja i doświadczenie podpowiadają, że większość wróci do regularnej comiesięcznej spłaty zaciągniętego kredytu mieszkaniowego – zaznacza prof. Rogowski.

Karty kredytowe

W lipcu 2020 r. banki wydały 65,7 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 373 mln zł.

– W lipcu 2020 r., mamy kontynuację negatywnego trendu obserwowanego już od początku roku. W lipcu odnotowaliśmy bardzo wysokie, choć nie tak ekstremalnie wysokie ujemne dynamiki, jak w kwietniu br. W ujęciu liczbowym (-39,2%) i w ujęciu wartościowym (-41,0%). Negatywne zjawisko dotyczy wszystkich przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są jednym z najbardziej ryzykownych produktów kredytowych, stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki w okresie niepewności. Ostrożność banków wpływa bezpośrednio na dostępność. Ponadto ostatnie obniżki stóp procentowych, które sprowadziły je do historycznie niskiego, nawet ultraniskiego poziomu, określiły maksymalny poziom oprocentowania kredytów na poziomie 7,2%, a lipcowy odczyt Indeksu jakości dla kart kredytowych to 4,35%. Pogorszenie w ciągu roku o 0,49, jeszcze bardziej zniechęca banki do ich przyznawania (duże pogorszenie relacji dochód vs ryzyko) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Skuteczny apel Rzecznika MŚP o pomoc przedsiębiorcom w restrukturyzacji

Skuteczny apel Rzecznika MŚP o pomoc przedsiębiorcom w restrukturyzacji. W dniu 11 sierpnia 2020 r. weszła w życie ustawa z dnia 16 lipca 2020 r. o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców 

Na początku czerwca 2020 r. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zwrócił się do Wiceprezes Rady Ministrów – Minister Rozwoju i Ministra Sprawiedliwości z informacją o barierach i utrudnieniach w wykonywaniu działalności gospodarczej polegających na tym, że przedsiębiorcy w restrukturyzacji nie mogą korzystać ze wsparcia przewidzianego ustawą z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (tarcza antykryzysowa).

Przepis art. 2 ust. 3 wspomnianej tarczy antykryzysowej wskazuje bowiem, że ustawy nie stosuje się do przedsiębiorców, wobec których ogłoszono upadłość oraz przedsiębiorców, wobec których otwarte zostało postępowanie restrukturyzacyjne. W przypadku przedsiębiorców, względem których złożono wnioski w powyższych postępowaniach, do czasu ich prawomocnego rozpatrzenia procedura udzielenia wsparcia określona w ustawie ulega zawieszeniu.

Rzecznik MŚP w swoim wystąpieniu wskazał, że pozbawienie przedsiębiorców w restrukturyzacji możliwości wsparcia nie tylko osłabia podmioty już i tak słabe, ale także zniechęca do korzystania ze ścieżki restrukturyzacyjnej, co może przyczynić się w przyszłości do zwiększenia ryzyka upadłości.

Wystąpienie Rzecznika MŚP spotkało się z pozytywnym oddźwiękiem – 16 lipca 2020 r. Sejm uchwalił ustawę o udzieleniu pomocy publicznej przedsiębiorcom na ich ratowanie, tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne i restrukturyzację. Wskazana ustawa, która weszła w życie 11 sierpnia 2020 r., przewiduje, że pomoc na restrukturyzację może być udzielona m.in. w formie: pożyczki; objęcia akcji lub udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym albo udziału w podwyższeniu kapitału zakładowego przez podwyższenie wartości nominalnej dotychczasowych udziałów lub akcji; objęcia obligacji; zmiany terminów spłaty pożyczki wobec podmiotu udzielającego pomocy na restrukturyzację; konwersji pożyczki, udzielonej jako pomoc na ratowanie lub jako tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne, na udziały lub akcje przedsiębiorcy. W roku 2020 na realizację zadań wynikających z ustawy przewidziano 120 mln zł.

Ponadto należy wspomnieć, że instrumenty wsparcia w zakresie restrukturyzacji przedsiębiorstw przewiduje również ustawa z dnia 19 czerwca 2020 r. o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o uproszczonym postępowaniu o zatwierdzenie układu w związku z wystąpieniem COVID-19, na mocy której wprowadzono instytucję uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego.

W sierpniu Polacy wyjeżdżali głównie z bonem turystycznym

Za nami pierwsze tygodnie z bonem turystycznym. O tym, jak duże zainteresowanie budzi wśród Polaków, mogliśmy przekonać się od samego początku jego działania. Wiele osób już zdążyło go wykorzystać!

Program Polski Bon Turystyczny ruszył 1 sierpnia 2020 – wtedy też swoje bony aktywowali pierwsi beneficjenci. ZUS podaje, że do tej pory tych aktywacji jest już 716 tysięcy, co stanowi 17% z przygotowanych 4 milionów bonów, natomiast suma płatności za usługi turystyczne przekroczyła 100 milionów złotych!

Z badania, jakie przeprowadził portal Nocowanie.pl, wynika, że mimo początkowych obaw, tegoroczne wakacje nie przyniosły drastycznych podwyżek cen noclegów. Aż 56% właścicieli pozostało przy stałych stawkach, a 24% nawet je obniżyło. Jedynie 17% procent zwiększyło ceny noclegów lub je zróżnicowało. Poza tym niektórzy wprowadzili atrakcyjne promocje, dzięki którym sprzedają wolne terminy.

Przypuszczamy, że przedsiębiorcy, którzy przystąpili do programu Polski Bon Turystyczny, w sierpniu nie musieli się martwić brakiem zainteresowania. Z danych portalu Nocowanie.pl wynika, że obiekty noclegowe, które akceptowały płatność bonem 500+ cieszyły się nawet trzykrotnie większym zainteresowaniem niż inne! Można je łatwo znaleźć na stronie, ponieważ zostały wyróżnione specjalną odznaką na wynikach wyszukiwania.

Nasza lista stanowi uzupełnienie tej, która znajduje się na stronie POT. W portalu można znaleźć konkretne oferty obiektów noclegowych, z danymi kontaktowymi, opisem usług, zdjęciami i opiniami innych turystów. POT prezentuje wyłącznie nazwę, na jaką została zarejestrowana działalność gospodarcza i nie zawsze kojarzy się ona z branżą turystyczną. Natomiast Nocowanie.pl pomaga turystom w szybkim znalezieniu obiektu akceptującego Polski Bon Turystyczny i zaplanowani urlopu – mówi Kamila Miciuła, kierownik PR portalu Nocowanie.pl.

Najpopularniejszym terminem, o jaki pytali beneficjenci bonu, były dni pomiędzy 14 a 16 sierpnia. W tym czasie przypadał przedłużony weekend, więc Polacy chętniej organizowali rodzinne wyjazdy, które opłacali pieniędzmi z bonu 500+.

Bon turystyczny. Te miasta są wybierane najchętniej

Sprawdziliśmy, czy preferencje beneficjentów bonu turystycznego różnią się od kierunków, które były wybierane przed jego wprowadzeniem. Od razu można uciąć te spekulacje, gdyż tak samo jak wcześniej króluje Zakopane oraz miejscowości nad morzem. Poza stolicą polskich Tatr w TOP 5 znalazły się Władysławowo, Łeba, Mielno i Krynica Morska. Sporo pytań o możliwość noclegu pojawia się też w Karpaczu.

Można zauważyć prawidłowość, że Polacy częściej pytają o kurorty, które poza plażą czy górskimi szlakami oferują dodatkowe atrakcje, takie jak parki rozrywki czy oryginalne muzea.

Polacy omijają hotele?

Z informacji portalu Nocowanie.pl wynika, że Polacy, którzy korzystają z bonu turystycznego, najczęściej szukają noclegów w obiektach z kategorii kwatery i pokoje. Nadal jest to najbardziej ekonomiczna forma noclegów, wybierana zwłaszcza przez rodziny z małymi dziećmi. Głównie takie w tym momencie decydują się na wyjazd nad morze. Zwykle wystarcza im pokój z łazienką i możliwością korzystania z części wspólnej, gdzie znajduje się na przykład kuchnia.

Oprócz tego wśród chętnie wybieranych obiektów na urlop z dzieckiem znajdują się domki, pensjonaty i apartamenty. Mniejszy odsetek pyta o noclegi w hotelach, które plasują się dopiero na siódmym miejscu wśród popularnych kategorii obiektów noclegowych. Nie oznacza to jednak, że Polacy omijają hotele, gdyż nawet jeżeli dziecko przebywa tam bezpłatnie, rodzic / opiekun nadal może opłacić pobyt za pomocą bonu.

Niektórzy turyści mogą sugerować się ceną noclegu i chęcią zmieszczenia w kwocie bonu turystycznego (500 zł). Przypominamy, że nawet jeśli jego wartość zostanie przekroczona, różnicę bez problemu można uregulować.

miejscowosci_bon_turystyczny_mapa (002)

Nowy spin-off UW – wyszukiwarka na sterydach dla biznesu i inwestorów

Quant_kit to nowa spółka technologiczna powołana przy Uniwersytecie Warszawskim. Jej celem jest wprowadzenie na rynek autorskiej technologii wykorzystującej dane alternatywne, sztuczną inteligencję (AI) i uczenie maszynowe (ML). Wypracowane przez Quant_kit technologie mają dawać możliwość szybkiego wyszukiwania danych i analiz potrzebnych do podejmowania trafnych decyzji biznesowych i inwestycyjnych.

Spółka Quant_kit została powołana w marcu 2020. Część udziałów w firmie została objęta przez uniwersytecką spółkę celową (UWRC Sp. z o.o.), która wspiera naukowców i studentów w preinkubowaniu inicjatyw przedsiębiorczych oraz wprowadzaniu na rynek nowych technologii, rozwiązań i usług.

Nowa praktyka wspomagania decyzji biznesowych

Z perspektywy użytkownika rozwiązanie Quant_kit ma działać analogicznie do popularnych wyszukiwarek internetowych. Różnica polega na skomplikowaniu mechanizmów analitycznych i sposobie prezentacji wyników – technologia Quant_kit nie tylko przeszukuje zbiory informacji ustrukturyzowanych i nieustrukturyzowanych, ale też dokonuje zautomatyzowanej analizy danych. Co więcej, wyniki wyszukiwania prezentowane są w interaktywnej formie graficznej. Taka praktyka ma na celu usprawnienie procesu wnioskowania oraz podejmowania decyzji biznesowych.

Jak podkreślają autorzy rozwiązania, podejście, które polega na elastycznym wyszukiwaniu informacji poprzez automatyzację procesu przetwarzania oraz analizy danych, jest pożądane na rynkach międzynarodowych. Quant_kit na tle konkurencji ma wyróżniać się: swobodą w formułowaniu zapytań przez użytkownika oraz wykorzystaniem wielu niepowiązanych ze sobą źródeł danych alternatywnych, w tym również dla rynku CEE.

Obecnie gromadzenie i przetwarzanie dużej ilości nieustrukturyzowanych danych pomocnych w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych jest poważnym problemem dla 65% inwestorów. Z kolei aż dla 74% uczestników rynku wyzwaniem jest interpretowanie i wnioskowanie w oparciu o zebrane informacje (powyższe dane pochodzą z badania przeprowadzonego wśród kilkudziesięciu działających w Polsce towarzystw funduszy inwestycyjnych i funduszy typu venture capital na zlecenie Uniwersyteckiego Ośrodka Transferu Technologii UW w czerwcu 2020 r.). Produkt Quant_kit ma dostarczać rozwiązania na powyższe problemy.

W dużych firmach przetwarzanie danych z wielu źródeł generuje wysokie koszty. Na stworzenie miarodajnych opracowań potrzeba wielu godzin pracy analityków, którzy zmuszeni są weryfikować wewnętrzne zasoby danych i szereg informacji pojawiających się w internecie. „Zasadniczą korzyść, jaką chcemy dać przyszłym użytkownikom, jest ograniczenie czasu trwania procesu analitycznego. Jednocześnie damy możliwość poszerzenia zakresu analiz o wiele źródeł danych wykorzystując zaawansowane metody ML i wyszukiwania. Każdy użytkownik będzie miał do dyspozycji elastyczną wyszukiwarkę uporządkowanych danych i analiz rynkowych – rezultaty będą prezentowane na interaktywnym dashboardzie. Główne zewnętrzne źródła informacji będą obejmować między innymi treść internetową, sentyment wyrażony w mediach społecznościowych, trendy internetowe, sieci powiązań podmiotów i rynków, dane reklamowe, dane patentów i innowacji, ruch w internecie. Naszym celem nie jest zatem zastąpienie sprawdzonych rozwiązań analitycznych stosowanych od lat w firmach, lecz uzupełnienie tych narzędzi o alternatywne źródła informacji wspomagające wnioskowanie i decyzje biznesowe” – wyjaśnia Michał Jaworski, współzałożyciel i prezes zarządu Quant_kit.

„Być może największym walorem rozwiązania będzie udostępnianie zagregowanych informacji w postaci graficznej, w tym także wykazanie powiązań między wyszukanymi obiektami oraz wychwytywanie sentymentów i trendów. Wyszukane informacje będą przedstawiane w postaci analizy rynkowej, z zachowaniem uszeregowania poziomu istotności obiektów pod kątem zadanego pytania. Kolejną korzyścią dla użytkownika będzie możliwość formułowania dowolnej liczby zapytań , dla pełnego kontekstu analitycznego. W świecie analizy biznesowej, ekonomicznej i inwestycyjnej dane alternatywne mogą okazać się bardziej istotne niż dane finansowe” – dodaje Wojciech Zdunkiewicz, współzałożyciel i członek zarządu Quant_kit.

Pierwsze pilotażowe wdrożenia

Quant_kit obecnie uruchamia dwie niezależne wersje pilotażowe swojego rozwiązania. Jedno z nich w czołowej instytucji infrastruktury rynku kapitałowego w Polsce, drugie – w spółce z sektora energetycznego. Projekty wdrożeniowe mają być prowadzone do końca roku. W wyniku tych wdrożeń założyciele firmy przewidują zainteresowanie szerokiego rynku odbiorców i już w 2021 r. planują zbudować portfolio klientów krajowych i zagranicznych. „Jako spółka mamy bardzo dobry start. Zauważyliśmy, że nasz produkt posłuży również działom strategii, biznesu, bezpieczeństwa przedsiębiorstw, których profil nie jest skupiony na inwestycjach – to znacznie poszerza grupę docelową oraz perspektywę wzrostu. Najbliższe pół roku pozwoli nam z jednej strony szybko dopracować technologię, a z drugiej strony dopracujemy ofertę dla kolejnych klientów” – dodaje Wojciech Zdunkiewicz.

Spółka chce udostępniać narzędzie w trybie online jako subskrybowane usługi (model SaaS). W ofercie znajdą się także najprawdopodobniej usługi towarzyszące, niezbędne do realizacji dedykowanych wdrożeń. Grupami docelowymi Quant_kit są głównie fundusze inwestycyjne oraz venture capital, banki, ubezpieczyciele, podmioty działające na rynkach kapitałowych. Technologią mogą być też zainteresowane przedsiębiorstwa, które wykorzystują duże zbiory danych oraz analitykę do podejmowania decyzji biznesowych – np. firmy z sektora przemysłu ciężkiego, energetycznego, paliwowego czy budownictwa.

Obecnie Quant_kit współpracuje z partnerami biznesowymi w ramach akceleratora IDEA Global – HugeTECH. Spółka jest pierwszym podmiotem grupy technologicznej Banacha Street wywodzącej się z wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW.

W sierpniu firma Quant_kit wykupiła od Uniwersytetu Warszawskiego prawa własności intelektualnej do warstwy wizualnej produktu (interfejs / front-end), której wytworzenie zostało sfinansowane w II połowie 2019 r. z programu „Inkubator Innowacyjności 2.0” realizowanego przez Uniwersytecki Ośrodek Transferu Technologii UW. Jest to tylko fragment całego produktu, niemniej założyciele Quant_kit podkreślają, że prace badawczo-rozwojowe znacząco przybliżyły ich do wypracowania autorskiej technologii i rozpoczęcia pilotażowych wdrożeń. W rozwój produktu obecnie zaangażowanych jest osiem osób. Założyciele przewidują powiększenie zespołu w najbliższej przyszłości.

Delikatne odbicie na rynku pożyczek pozabankowych w lipcu – analiza FRRF

W porównaniu z czerwcem w lipcu nastąpiło nieznaczne odbicie na rynku pożyczek pozabankowych. Porównując jednak wyniki rok do roku, o ożywieniu rynku nie można mówić. Branża wciąż notuje spadki o niemal 50 proc. w wartości i o 31 proc. w liczbie udzielonych pożyczek – wynika z analizy Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. Średnia wartość pojedynczej pożyczki wyniosła 2529 złotych.

Nieznaczna poprawa względem danych czerwcowych

Mimo że minęły już ponad cztery miesiące od wprowadzenia nowych regulacji, znacząco obniżających limit pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego, które całkowicie zmieniły zasady funkcjonowania rynku pożyczek pozabankowych i zmusiły spółki pożyczkowe do przebudowania oferty produktowej, branża wciąż notuje wyraźne spadki sprzedaży w porównaniu do poprzedniego roku.

Według danych BIK spadek wartości udzielonych pożyczek oscylował w poszczególnych tygodniach lipca br. w zakresie 45,8-56,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w 2019 roku.  Natomiast analiza liczby zapytań o raporty BIK w tygodniu od 27.07.2020 do 02.08.2020 wskazuje na ujemną dynamikę w wysokości -50,6 proc. r/r, co i tak jest najniższą dynamiką spadku w lipcu – w najgorszym tygodniu (06-12.07.2020) spadek wynosił bowiem aż -61,4 proc. r/r. Warto zauważyć, że choć w ujęciu miesięcznym, dane za lipiec dotyczące zarówno wartości udzielonych pożyczek, jak również liczby zapytań o raporty BIK wskazują na delikatną poprawę względem czerwca 2020 r. w wartościach bezwzględnych, to nadal nie zaobserwowano wyraźnego ożywienia w sektorze. Może to oznaczać, że podmioty aktywne na rynku trwale obniżyły poziom prowadzonej działalności.

Wartość udzielonych pożyczek rośnie wolniej niż ich liczba w porównaniu z poprzednim rokiem

Dane CRIF za lipiec 2020 r., podobnie jak dane BIK, ilustrują powolną poprawę wyników sprzedażowych w stosunku do poprzednich miesięcy, w tym wyjątkowo słabego kwietnia i maja, kiedy to działalność akwizycyjna firm pożyczkowych była mocno ograniczona. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że pomimo wznowienia aktywnej sprzedaży i dostosowania oferty do nowych, zaostrzonych regulacji wyniki sektora są w dalszym ciągu wyraźnie poniżej poziomów ubiegłorocznych. Firmy pożyczkowe udzieliły w lipcu 2020 r. o niemal 50 proc. mniej pożyczek w ujęciu wartościowym i o 31 proc. mniej w ujęciu liczbowym niż przed rokiem.

Nieco szybsza poprawa w zakresie liczby przyznanych pożyczek niż w zakresie ich wartości może oznaczać, że firmy pożyczkowe mogły nieznacznie poluzować politykę kredytową w stosunku do poprzednich miesięcy, udzielając finansowania większej liczbie klientów, ale wciąż przy niskich wartościowo pożyczkach. Nie oznacza to jednak, że na rynek powróciły firmy, które przestały udzielać pożyczek w efekcie zaostrzenia regulacji.

Wykres nr 1
Liczba i wartość przyznanych pożyczek w okresie marzec-lipiec w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego[1]

Wykres_Liczba i wartość udzielonych pożyczek

Źródło: CRIF

Z danych CRIF wynika, że w lipcu 2020 r. branża zanotowała względem czerwca 27 proc. wzrost wartości udzielonych pożyczek. Należy jednak pamiętać, że dni roboczych w lipcu było 23, a w czerwcu o dwa mniej. Skorygowane o ten aspekt dane pokazują wzrost o niecałe 16 proc. względem poprzedniego miesiąca w wartości udzielonych pożyczek i o 7 proc. w ich liczbie. W ujęciu miesięcznym, inaczej niż w ujęciu rocznym, wartość udzielanych pożyczek rośnie szybciej niż ich liczba, co widoczne jest również w średniej wartości pojedynczej pożyczki.

Średnia wartość pojedynczej pożyczki w lipcu 2020 r. wyniosła 2 528,72 zł, co oznacza wzrost o około 8 proc. względem czerwca 2020 r. i spadek o 27 proc. w porównaniu z lipcem 2019 r., kiedy to średnia pożyczka wynosiła 3 451,81 złotych. Sam wzrost średniej wartości udzielonej pożyczki może świadczyć o nieco większym optymizmie pożyczkodawców w kwestii ryzyka kredytowego.

Wykres nr 2
Średnia wartość pożyczki w okresie marzec-lipiec w stosunku do analogicznego okresu w 2019 r.Średnia wartość pożyczki w okresie marzec-lipiec w stosunku do analogicznego okresu w 2019

Źródło: CRIF

Wykres 3
Liczba odpytań ws. klientów aplikujących o pożyczkę w okresie marzec-lipiec w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłegoLiczba odpytań ws. klientów aplikujących o pożyczkę w okresie marzec-lipiec w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego

Źródło: CRIF

Wykres 4
Odsetek klientów odrzuconych w okresie marzec-lipiec 2020 r.[2]

Odsetek klientów odrzuconych w okresie marzec-lipiec 2020Źródło: CRIF

W poprzednich miesiącach wydawało się, że branża notuje stopniowy wzrost liczby odpytań ws. klientów aplikujących o pożyczki z poziomu około 35 proc. w momencie największego załamania na rynku, przypadającego na początek kwietnia, do poziomu około 50 proc. w jednym z tygodni czerwca. Lipiec pokazał jednak, że był to wynik jednorazowy i wskaźnik oscylował na stabilnym poziomie ok. 45 proc., z lekką tendencją rosnącą, ale dalej poniżej 50 procent. W przypadku odsetka klientów odrzuconych, dane CRIF za czerwiec zostały skorygowane do poziomów około 43 procent. W dłuższej perspektywie czasowej poprawa w tym zakresie zaczyna być widoczna, co koresponduje także ze wzrostem wartości udzielanych pożyczek i wzrostem średniej wartości udzielonej pożyczki.

Liczba aktywnych firm pożyczkowych nie rośnie

Liczba aktywnych firm pożyczkowych w lipcu, tj. takich, które udzieliły choć jednej pożyczki, według danych CRIF pozostała na takim samym poziomie jak w czerwcu. Jest ich 35, o 27 proc. mniej niż przed rokiem. „Warto zauważyć, że liczba aktywnych firm nie zwiększyła się względem czerwca, pomimo zanotowanych w analizowanym okresie delikatnych wzrostów w wartości i liczbie udzielonych pożyczek” – komentuje Mateusz Mucha, doradca ekonomiczny FRRF, manager w DM Navigator.

„Ostatnie miesiące były czasem powrotu do normalnej aktywności gospodarczej dla wielu branż, czego nie można jednak powiedzieć o firmach pożyczkowych – dane potwierdzają tezę stawianą w poprzednich miesiącach, że najprawdopodobniej drastyczne ograniczenie strony przychodowej w wyniku zmian regulacyjnych jest głównym powodem zmniejszenia się liczby firm aktywnych na rynku” – dodaje Mateusz Mucha.

Wykres nr 5
Liczba aktywnych firm pożyczkowych[5]

Liczba aktywnych firm pożyczkowych[5] We wszystkich danych CRIF, gdzie dokonujemy porównania z analogicznym okresem zeszłego roku, stosujemy jednorodną grupę porównawczą, tj. analizujemy wyłącznie grupę instytucji pożyczkowych, która była obecna w całym okresie badania, co pozwala na uniknięcie zaburzeń wniosków na skutek rozpoczęcia lub zakończenia raportowania przez instytucję pożyczkową. W przypadku tego wykresu wskazana w pierwszym zdaniu reguła nie obowiązuje.

Podsumowanie

Analizowane dane z BIK i CRIF wskazują na anemiczne wzrosty na rynku pożyczkowym pomimo upływu czterech miesięcy od wprowadzenia nowych regulacji prawnych, odmrożenia gospodarki i wznowienia działalności akwizycyjnej przez największe podmioty. Spadki sprzedaży nie są tak głębokie, jak były jeszcze w maju, lecz w dalszym ciągu wyniki, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, są bardzo dalekie od zeszłorocznych poziomów. Wszystko wskazuje na to, że rynek trwale obniżył się do dużo niższych poziomów sprzedaży z mniejszą liczbą działających na nim podmiotów, co potwierdzają dane CRIF.

[1] W materiale analizie zostały poddane dane za okres 02.03.2020 – 27.07.2020 r.

[2] Ze względu na specyfikę raportowania spółek do CRIF dane za ostatnie tygodnie lipca w zakresie odsetka klientów odrzuconych mogą ulec zmianom. W niniejszej publikacji używamy danych CRIF wg stanu na dzień 10 sierpnia 2020 r.

Warszawa wcale nie taka droga na tle Europy

Ceny warszawskich lokali wzbudzają kontrowersje. RynekPierwotny.pl sprawdził, czy polska stolica pod tym względem odróżnia się od reszty kraju bardziej niż inne europejskie metropolie. 

Dane portalu RynekPierwotny.pl wskazują, że pod koniec czerwca 2020 r. przeciętna ofertowa cena nowych stołecznych lokali nadal przekraczała 10 000 zł/mkw. Oznaczało to bardzo dużą różnicę względem ogólnopolskiej średniej. Warto zatem sprawdzić, czy warszawski rynek pod względem cenowym jest bardziej „oderwany” od krajowych realiów niż na przykład praski lub budapesztański. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl odpowiedzieli na to pytanie posługując się danymi firmy Deloitte.

 Stolica danego kraju nie zawsze musi być „najdroższa”

Firma Deloitte w swoim najnowszym raporcie poświęconym cenom nieruchomości mieszkaniowych pokazuje koszt zakupu nowych mieszkań z różnych metropolii, a także jego różnicę względem krajowej średniej. Poniższa tabela prezentuje ten drugi wskaźnik dotyczący miast z wybranych krajów Starego Kontynentu. Eksperci RynekPierwotny.pl wzięli pod uwagę nie tylko stolice. Jeżeli w jakimś kraju stołeczne miasto nie cechowało się najwyższym poziomem cen nowych mieszkań, to uwzględniono również „najdroższy” ośrodek miejski. Taka sytuacja wystąpiła w przypadku Niemiec (Berlin/Monachium), Włoch (Rzym/Mediolan) oraz Hiszpanii (Madryt/Barcelona). Warto też zwrócić uwagę na podział Londynu, czyli osobne uwzględnienie cen nowych mieszkań z zewnętrznej i wewnętrznej części tego miasta (Outer London oraz Inner London).

Podobne wyniki są notowane w Pradze i Budapeszcie …

Poniższe zestawienie wskazuje, że wynik Warszawy z 2019 roku, czyli poziom transakcyjnych cen 1 mkw. nowych „M” wynoszący 139% krajowej średniej wcale nie jest ewenementem na tle Europy. Podobne wartości odnotowano między innymi na terenie Budapesztu, Belgradu, Brukseli, Pragi oraz Rzymu. Wbrew pozorom, takie miasta jak np. Monachium, Paryż, Barcelona i Mediolan nie wyróżniały się zdecydowanie największą różnicą kosztów zakupu nowych lokali względem krajowej średniej. Dane z 2019 r. informują natomiast, że na obszarze Lizbony przeciętne nowe „M” w przeliczeniu na 1 mkw. kosztowało aż 336% krajowej średniej.

Jeżeli zaś chodzi o najmniejszy wynik w poniższej tabeli, to dotyczy on Łodzi (89% krajowej średniej). Eksperci portalu RynekPierwotny.pl w przypadku Polski postanowili uwzględnić cztery miasta. Oprócz Warszawy i Łodzi, w tabeli znalazł się również Kraków (119%) oraz Wrocław (114%). Takie wyniki dla metropolii drugiego rzędu (znacznie mniejszych od stolicy) również nie są wyjątkowe na tle Europy. 

Na ceny stołecznych mieszkań wpływa wiele czynników

Rekordowo duża różnica cen lizbońskich mieszkań w stosunku do reszty kraju na pewno ma związek z wyludnianiem się portugalskiej prowincji oraz wysokim udziałem stolicy w PKB całego państwa. Spore znaczenie może mieć też turystyczna popularność Lizbony. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że różnicę cen nowych „M” względem krajowej średniej nie zawsze można wytłumaczyć wpływem tych samych uwarunkowań. Przykładowo metropolia warszawska pod względem PKB na osobę osiąga około 200% krajowej średniej, co stanowi jeden z najwyższych wyników w całej Europie.

Mimo wspomnianej sytuacji, stołeczne mieszkania nie są rekordowo drogie w stosunku do ogólnokrajowej średniej. Może to wynikać między innymi z konkurencji innych dużych ośrodków miejskich, rozbudowanej oferty deweloperów i dostępności terenów pod zabudowę. Warto pamiętać, że Polska wyróżnia się obecnością kilku dość prężnych ośrodków metropolitalnych i znacznie mniejszym udziałem stołecznej metropolii w PKB (17%) niż takie kraje jak np. Węgry (46%), Dania (43%), Czechy (39%), Austria (34%), Wielka Brytania (33%), Belgia (31%), Szwecja (31%) oraz Słowacja (29%).

Tab. 1 – Ceny a PKB w stolicach europejskich

 

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

 

5 działań, które tłumacze mogą podjąć, aby chronić się przed kryzysem spowodowanym COVID-19

Jakkolwiek trudne mogą być okoliczności, każdy kryzys może również przynieść nowe możliwości. Przeżycie podczas i po katastrofie COVID-19 jest trudne, zwłaszcza dla specjalistów pracujących w branży usług językowych. Jeśli jesteś tłumaczem pisemnym lub ustnym, powinieneś podjąć natychmiastowe działania, aby chronić swoją firmę, niezależnie od tego, czy pracujesz dla biura tłumaczeń, czy sprzedajesz swoje usługi jako osoba uprawiająca wolny zawód.

Jak COVID-19 wpływa na tłumaczy pisemnych i ustnych

W czasach kryzysu dostęp do usług językowych jest niezbędny dla naukowców, jak również dla władz regionalnych i rządów. W tym samym czasie, sztywne środki podjęte w celu powstrzymania wirusa wpłynęły na całą branżę.

Zamknięcie firm i instytucji publicznych ma poważny wpływ finansowy na pracę tłumaczy pisemnych i tłumaczy ustnych na całym świecie. Według Międzynarodowej Federacji Tłumaczy (FIT) „ tłumacze konferencyjni i inni specjaliści z branży konferencyjnej są poważnie dotknięci ekonomicznie z powodu obecnego globalnego zagrożenia zdrowia”.

Organizacje nie tylko odwołują wydarzenia i projekty, ale także reorganizują długoterminowe działania, aby upewnić się, że przestrzegają ograniczeń dotyczących mobilności.

Wiele krajów ogłosiło już serię środków, aby pomóc tłumaczom pisemnym i ustnym pracującym w wolnych zawodach. Mimo to kryzys może mieć długoterminowe konsekwencje, które trudno przewidzieć w tym momencie. Gospodarki są zmuszone, aby zwolnić do minimum, a od wielu firm oczekuje się, że anulują lub przełożą projekty, aby obniżyć koszty. Tłumacze ustni, tłumacze pisemni oraz inni specjaliści ds. lokalizacji ryzykują utratę klientów i części zysków.

Co więcej, koronawirus może wpłynąć na około 25 milionów miejsc pracy na całym świecie, co będzie miało gospodarcze i społeczne konsekwencje na wszystkich rynkach światowych.

W tym kontekście myślenie nieszablonowe może być czymś, co uratuje Twój biznes. Oto pięć działań, które możesz podjąć, aby chronić Twoją firmę tłumaczeniową przeciwko skutkom kryzysu COVID-19.

  1. Zachowaj relacje z klientami. Utrzymanie relacji biznesowych w środowisku regularnym jest ciężkie, a jest jeszcze trudniejsze, kiedy wszyscy przechodzą przez kryzys, taki jak ten wywołany przez koronawirusa. Jednak ten okres dotyczy zarówno zdobywania nowych klientów, jak i utrzymania dotychczasowych partnerów. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, musisz poznawać oczekiwania twoich klientów i, jeśli to możliwe, dostarczać trochę więcej, które pokażą Twoje zaangażowanie. Powinieneś spróbować być dla nich dostępny tak dużo, jak tylko możesz: odpowiadać szybko na e-maile, robić korektę swojej pracy i starać się postawić na miejscu klienta.

Musisz zawsze działać profesjonalnie, co oznacza podążanie za wskazówkami i słowniczkami klienta, a także dostarczanie na czas. Co więcej, powinieneś regularnie komunikować się z kierownikami projektów i informować ich o jakichkolwiek problemach, tak szybko jak się pojawią, jeśli coś nie pójdzie zgodnie z planem. Krótko mówiąc, upewnij się, że Twoja relacja jest korzystna dla obu stron, aby wzmocnić Twoją umowę i zapewnić projekty na przyszłość.

  1. Zbuduj swój autorytet w niszy Jeśli nadal nie wybrałeś niszy w branży tłumaczeniowej, teraz może być czas, aby rozważyć korzyści z zawężenia swojej działalności i doskonalenia umiejętności w określonej dziedzinie. Podczas gdy może wydawać się to ryzykowne, wybranie niszy jest bardziej prawdopodobne, że zapewni stały rozwój zawodowy i ostatecznie wyższe honorarium. W końcu sukces należy się profesjonalistom, którzy znają swój biznes od podszewki i potrafią zapewnić doskonałe wyniki. Oceń swoje umiejętności i spróbuj zidentyfikować obszary, w których możesz zaoferować najlepsze usługi. W ten sposób możesz pozyskać więcej klientów i skonsolidować istniejące umowy o pracę w Twojej niszy. Jeśli dasz radę zbudować autorytet i stać się znanym w określonej branży, masz większe szanse na otrzymanie rekomendacji, pięciogwiazdkowych recenzji i postawienia się jako eksperta w branży.
  2. Zdefiniuj zasady anulowania i zmiany harmonogramu polityki w umowach Osoby samozatrudnione rzadko korzystają z pomocy państwa w sytuacjach takich jak kryzys COVID-19, więc roztropniej jest przejąć inicjatywę i zbudować sobie siatkę bezpieczeństwa. Pamiętaj, że powinieneś mieć umowę na każdą pracę w tej branży, niezależnie czy jest to tłumaczenie, głos lektora, tłumaczenie ustne czy jakiekolwiek inne usługi. Jeśli jesteś freelancerem, przyjrzyj się jeszcze raz Twojemu aktualnemu szablonowi umowy, a może nawet poproś eksperta o pomoc w wyeliminowaniu wszystkich luk w umowach. Upewnij się, że dodałeś klauzulę w przypadku wszystkich nieprzewidzianych i nieuniknionych zdarzeń. Zweryfikuj również, czy wszystkie prace i odpowiednie opłaty są poprawnie wymienione w Twojej umowie, gdy podpisujesz umowę z nowym klientem. W porządku jest zapewnić trochę więcej, ale praca za darmo powinna być zabroniona.

4.Skonsoliduj swoją sieć Większość wydarzeń branżowych i konferencji tłumaczeniowych zaplanowanych na ten sezon została odwołana lub przełożona. Jednak to najgorszy moment aby zaprzestać nawiązywania kontaktów. Mając po swojej stronie silny zespół współpracowników, bardziej prawdopodobne jest, że przeżyjesz kryzys, albo nawet podniesiesz poziom swojej firmy i zwiększysz przychody. Rozważ dołączenie do lokalnego stowarzyszenia zawodowego lub nawiązanie kontaktu z innymi tłumaczami używając mediów społecznościowych. Twitter i LinkedIn są doskonałymi sieciami dla profesjonalistów językowych szukających nowych współpracowników. Mogą także stać się dobrymi miejscami, aby znaleźć nowych klientów i zdobyć więcej pracy. Im większa publiczność, tym większe szanse na otrzymanie projektów. Łączność sieciowa może także stać się wiarygodnym źródłem informacji o nowych trendach i lepszych narzędziach tłumaczeniowych. Wielu lingwistów może pomóc Ci rozwinąć karierę i zapewnić twoim klientom lepsze usługi.

  1. Naucz się sprzedawać swoje usługi Marketing powinien stać się niezbędną częścią ogólnej strategii rozwoju. Przy tak wielu zmianach zachodzących w chwili, gdy mówimy (i więcej, których nie możemy nawet przewidzieć w tej chwili), musisz nauczyć się promować swoje usługi jak profesjonalista. Zacznij od zbudowania swojej obecności online. Oznacza to utrzymanie zaktualizowanego konta LinkedIn, tworzenie strony na Facebooku, pisanie postów gościnnych dla uznanych publikacji lub tworzenie magazynów. Jeśli masz jakieś zasoby, możesz nawet zainwestować w małą stronę internetową lub portfolio online. Ponadto możesz poprosić byłych lub obecnych klientów o referencje i umieścić je na swojej stronie. Dowód społeczny może pomóc w utrwaleniu reputacji i budowaniu zaufania wśród potencjalnych klientów. Marketing cyfrowy zawiera mnóstwo narzędzi, które możesz wypróbować w dowolnym miejscu na świecie. W zależności od Twojej dostępności i umiejętności możesz eksperymentować z reklamami w mediach społecznościowych albo nawet Google AdWords, aby zwiększyć swój zasięg i zdobyć więcej klientów.

To czas, aby odkryć siebie na nowo! COVID-19 zmienił zasady gry dla większości firm. Specjaliści językowi, podobnie jak wiele innych kategorii pracowników, muszą dostosować się do nowych zasad, aby zapewnić wzrost. Kryzys koronawirusa przyniósł wiele zmian we wszystkich branżach. Mimo to może także wiązać się z nowymi możliwościami dla osób, które są gotowe przyjąć zmiany w swojej branży tłumaczeniowej. Jest to czas uczenia się i adaptacji, ale inwestycja się opłaci.

Popyt na ropę powoli się odbudowuje. Ceny na rynkach i stacjach paliw nie powinny jednak znacząco wzrastać

0

Popyt na ropę zależy od tego, jak będzie się rozwijać pandemia koronawirusa w największych gospodarkach, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. – Na razie pokazała, że transport czy zakłady produkcyjne wcale nie potrzebują tego surowca tyle, ile wykorzystywały wcześniej – mówi Jakub Bogucki z e-Petrol.pl. Mimo wszystko ropa jeszcze przez długi czas pozostanie wiodącym surowcem na rynku paliw. Na polskich stacjach benzynowych ceny w najbliższych tygodniach powinny być stabilne.

Jednym z czynników, które obecnie decydują o poziomie popytu na ropę, jest to, jak szybko uda się albo się nie uda uporać z koronawirusem. Przez pryzmat SARS-CoV-2 musimy patrzeć na to, jak dużo ropy będzie potrzebne w fabrykach czy transporcie – mówi agencji Newseria Biznes dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw w e-Petrol.pl.

W ostatnich miesiącach problem dotyczy przede wszystkim amerykańskiego rynku, który musi poradzić sobie z dużą liczbą zakażeń, a w efekcie mniejszym popytem na paliwa i produkty ropopochodne. Do tej pory, zgodnie z danymi WHO, w USA odnotowano prawie 5,4 mln przypadków SARS-CoV-2, a codziennie przybywa kilkadziesiąt tysięcy nowych. W środę 19 sierpnia odnotowano ich prawie 40 tys. Na świecie już mamy prawie 22 mln przypadków tej choroby.

Dochodzą do nas sygnały z Chin, że sytuacja się poprawia i ropa jest do tego kraju zamawiana w większej ilości. Ale zapotrzebowanie ze strony Stanów Zjednoczonych, czyli jednej z kluczowych gospodarek świata, w ciągu najbliższych miesięcy na pewno będzie mniejsze – mówi ekspert

To też wpływa na decyzję światowych producentów ropy w sprawie wielkości wydobycia. W najbliższym czasie państwa zrzeszone w organizacji OPEC+ muszą się zastanowić, czy decyzja o zwiększeniu możliwości wydobywania ropy od początku sierpnia będzie korzystna i opłacalna dla jej członków.

Z jednej strony daje to możliwość dodatkowego zasilenia budżetów przez te państwa, a z drugiej im więcej ropy na rynkach światowych, tym jej cena jest niższa, więc będzie trzeba ją sprzedawać taniej – mówi Jakub Bogucki.

Pod koniec kwietnia kraje OPEC+ porozumiały się w zakresie redukcji wydobycia ropy. Od maja miało ono zostać zmniejszone o 9,7 mln baryłek dziennie, czyli 10 proc. globalnej podaży surowca, ze względu na spadek popytu o ok. 30 proc. w efekcie pandemii oraz wojny naftowej pomiędzy Rosją i Arabią Saudyjską. Jednak od sierpnia wysokość cięć została obniżona do 7,7 mln baryłek dziennie. Część krajów nie przestrzegała jednak obowiązujących limitów w okresie od maja do czerwca, więc rzeczywista redukcja będzie wynosić ok. 8,1–8,3 mln baryłek dziennie.

Jak podkreślono podczas spotkania online 19 sierpnia, widać stopniową poprawę sytuacji na rynku związaną z wyrównywaniem popytu i podaży. Jednak tempo powracania do normalności jest wolniejsze, niż przewidywano wcześniej, m.in. ze względu na dalszy wzrost zakażeń koronawirusem. To wszystko ma wpływ na notowania czarnego surowca na światowych rynkach. Ceny ropy Brent zaczęły spadać z poziomu ok. 68 dol. na początku stycznia poniżej 20 dol. za baryłkę w połowie kwietnia. Od tego momentu stopniowo pną się w górę.

Obecnie ceny są stabilne i oscylują w okolicy 45 dol. za baryłkę. Wydaje się, że w najbliższym czasie nie będą znacząco rosnąć. Czynnikiem, który mógłby odwrócić ten trend, byłoby pokonanie koronawirusa, powrót do popytu sprzed pandemii i wznowienie normalnej aktywności wydobywczej i produkcyjnej na świecie – mówi analityk rynku paliw w e-Petrol.pl.

Na polskich stacjach też w najbliższym czasie nie zobaczymy spektakularnych zmian związanych z cenami paliw.

Zwykle w okresie wakacji ceny na stacjach paliw są stosunkowo wysokie. W tym roku są one dużo niższe, bo i notowania międzynarodowe są na niższym poziomie. W najbliższym czasie ceny powinny oscylować w granicach 4,3–4,4 zł zarówno za benzynę, jak i olej napędowy – mówi Jakub Bogucki. – To nie jest konsekwencja wyłącznie wakacji, ale przede wszystkim odbudowy popytu po fatalnej sprzedaży na stacjach w okresie wiosennym i na początku lata.

Jego zdaniem pandemia pokazała, że ludzie są w stanie z wielu rzeczy zrezygnować i w gruncie rzeczy transport czy zakłady produkcyjne nie potrzebują tak dużo ropy jak wcześniej. Nie ma jednak szansy na to, że gospodarki przestawią się całkowicie na alternatywne napędy.

– Ropa naftowa jeszcze długo będzie dominującym paliwem na światowych rynkach – mówi ekspert e-Petrol.pl..

Zwraca uwagę, że w efekcie spadku popytu na ropę koncerny naftowe zdecydowały o nieuruchamianiu nowych złóż, trudniejszych w eksploatacji.

W czasie pandemii i w obawie przed jej kolejną falą byłaby to decyzja ryzykowna ekonomicznie. To zrozumiałe, że najpierw będziemy korzystać z bardziej dostępnych i mniej kosztownych zasobów, a w razie potrzeby będzie można uruchomić te trudniej dostępne – mówi Jakub Bogucki.

Większość polskich uczelni kończy procesy rekrutacyjne. Wyniki na większości z nich będą znane do końca miesiąca

Kończą się rekrutacje na polskich uczelniach, w tym roku odbyły się one wyjątkowo późno i w całości zdalnie. Większość szkół opublikuje ich wyniki w ciągu najbliższych dni. – Wśród kandydatów na studia widać zainteresowanie kierunkami, które dają konkretne umiejętności bądź pozwalają na zdobywanie certyfikatów potwierdzających kompetencje – wskazuje prof. Bogusława Drelich-Skulska z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Na wrocławską uczelnię zgłosiło się blisko 8 tys. kandydatów, w tym blisko 200 z zagranicy. Na najbardziej obleganych kierunkach o jedno miejsce walczy nawet 11 osób.

W tym roku rekrutacje na polskich uczelniach, ze względu na przesunięcie matur, zaczęły się wyjątkowo późno. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaleciło, by z uwagi na wciąż wysokie zagrożenie epidemiczne cały proces przeprowadzony był online. Również na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu wszystkie dokumenty kandydaci składali zdalnie, ale ten sposób praktykowano już w poprzednich latach.

– W ciągu najbliższych dni spodziewamy się ogłoszenia wyników rekrutacji i będziemy zapraszali potencjalnych kandydatów do potwierdzania chęci studiowania na naszej uczelni – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. Bogusława Drelich-Skulska, prorektor ds. nauki i współpracy z zagranicą na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. – Największym zainteresowaniem na stopniu pierwszym cieszyły się finanse i rachunkowość, zarządzanie, rachunkowość i controlling czy logistyka. Na najbardziej obleganych kierunkach o jedno miejsce walczy 7–11 kandydatów, na pozostałych kierunkach zaś 3–4 osoby.

Większość uczelni w Polsce kończy już rekrutacje na studia. Podobnie jak w ubiegłym roku akademickim o miejsce na studiach pierwszego stopnia lub na jednolitych studiach magisterskich walczy ok. 300 tys. osób. Wśród kierunków najbardziej oblegane od lat są informatyka, psychologia i zarządzanie, także w tym roku – jak wynika ze wstępnych analiz – największą popularnością cieszą się kierunki, które dają konkretne umiejętności.

– Stąd zapewne zainteresowanie rachunkowością, logistyką, zarządzaniem, ale też takimi kierunkami jak ekonomia czy międzynarodowe stosunki gospodarcze, które dają relatywnie szerokie spektrum możliwości poszukiwania pracy i zapewniają młodym ludziom otwartość na kontakty z otoczeniem zewnętrznym – tłumaczy prorektor ds. nauki i współpracy z zagranicą na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.

Ogółem na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu o miejsca na 15 kierunkach walczy blisko 8 tys. kandydatów, w tym 180 osób z zagranicy, przede wszystkim z Ukrainy, Białorusi, Niemiec, Turcji oraz Indii. Mimo pandemii zainteresowanie obcokrajowców studiami w Polsce jest podobne jak w ubiegłych latach. Wciąż jednak nie wiadomo, czy nauka na polskich uczelniach ruszy tradycyjnie, czy będzie prowadzona zdalnie.

– Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu oferuje pięć kierunków w języku angielskim – cztery na pierwszym stopniu i pięć na drugim stopniu. Zainteresowanie studentów jest porównywalne do poprzedniego roku akademickiego. Na pewno należy zaczekać do momentu, gdy ogłosimy, w jaki sposób będzie prowadzona nauka. To prawdopodobnie zdeterminuje liczbę zagranicznych studentów – mówi prof. dr hab. Bogusława Drelich-Skulska

Co roku na wrocławskiej uczelni studiuje ok. 500 cudzoziemców. Ostatni semestr był pod tym względem wyjątkowy, ponieważ wielu z nich wróciło do swoich krajów na czas lockdownu.

Hotelarze odrabiają straty. Obłożenie w obiektach turystycznych sięga 90 proc., ale ruch biznesowy jest dużo mniejszy niż rok temu

– Od strony przychodowej II kwartał dla hoteli jest spisany na straty, ale niektóre obiekty już je odrabiają – mówi Andrzej Szymczyk z Walter Herz. Dotyczy to przede wszystkim hoteli w popularnych kurortach, gdzie obłożenie jest prawie pełne. Zdecydowanie mniej gości mają obiekty położone w dużych miastach nastawione na klientów biznesowych, ale i w tym przypadku są wyjątki. Branża czeka na wrzesień i uruchomienie podróży służbowych, ale stoją one pod dużym znakiem zapytania ze względu na sytuację epidemiczną w kraju i na świecie.

Wpływ koronawirusa na rynek hotelowy w Polsce był bardzo wyraźny na początku pandemii. Hotele straciły klientów z dnia na dzień, a następnie w wyniku regulacji prawnych musiały zawiesić lub zamknąć działalność (z nielicznymi wyjątkami, które nie miały wpływu na sytuację w branży).

Od połowy maja hotele zaczęły znów przyjmować gości, na początku w bardzo ograniczonym zakresie usług – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Szymczyk, zastępca dyrektora Investment & Hospitality w Walter Herz. – Dziś mogą świadczyć w zasadzie wszelkie usługi, więc powróciły do sytuacji sprzed pandemii, natomiast od strony przychodowej drugi kwartał tego roku jest spisany na straty.

Najnowsze wytyczne dla hoteli, zgodne z zaleceniami Głównego Inspektora Sanitarnego, pozwalają na obsługiwanie gości w restauracjach, funkcjonowanie hotelowych basenów i saun. Hotelarze są zobowiązani dbać o reżim sanitarny – zwiększyć odległości między pracownikami do co najmniej 1,5 m, ograniczyć liczbę pracowników korzystających jednocześnie z przestrzeni wspólnych, zapewnić im środki ochrony osobistej i przygotować pomieszczenie do czasowej izolacji osoby z objawami COVID-19 oraz przestrzegać zasad wietrzenia, czyszczenia i dezynfekcji pomieszczeń.

W obiektach położonych na terenie strefy czerwonej i żółtej, które zależą od aktualnej liczby zakażeń, zalecenia dla obiektów hotelowych pozostały bez zmian. Obecnie ich działalność jest dopuszczalna, z wyłączeniem znajdujących się na ich terenie klubów i dyskotek. Poza tym stosuje się przepisy dotyczące kongresów, basenów, siłowni oraz działalności kulturalnej, jeśli taka jest świadczona na terenie obiektu.

Obecnie sytuacja w hotelach wygląda różnie, co bardzo mocno zależy od konkretnej lokalizacji obiektu. Hotele typowo turystyczne w miejscowościach kurortowych mają znaczne obłożenie, w większości przypadków przekraczające 90 proc. To zasługa okresu wakacyjnego, ale też kilkumiesięcznego zamknięcia ludzi w domach i pracy zdalnej, co naturalnie wpłynęło na to, że chcieli wyjechać i odpocząć – mówi ekspert z Walter Herz.

Hotele w dużych miastach i lokalizacjach nastawionych na klienta biznesowego, które były odwiedzane podczas podróży służbowych, są w gorszej sytuacji rynkowej.

Dla nich tradycyjnie okres wakacji jest sezonem słabszym, natomiast w tym roku widać, że jest dużo gorzej niż w poprzednich latach. Kluczowy będzie pierwszy tydzień września, kiedy zobaczymy, czy klienci biznesowi będą dokonywać rezerwacji. Obecnie obłożenie w hotelach biznesowych waha się w granicach 25–30 proc., ale to także zależy zarówno od obiektu, jak i jego lokalizacji – zauważa Andrzej Szymczyk.

Wrzesień jest miesiącem, w którym firmy po okresie urlopowym wysyłają pracowników w delegacje, aby utrzymać kontakty z klientami. Poprzednie kryzysy pokazały, że będą one chciały szybko wrócić na ścieżkę wzrostu i odbudować relacje biznesowe, a to wiąże się z wyjazdami służbowymi.

Nie da się wszystkiego zrobić zdalnie, a wyjazdy wygenerują popyt na usługi hotelowe. Jednak ostatni kwartał tego roku to dziś jeszcze duży znak zapytania dla hoteli. Wraz z początkiem 2021 roku powinno już być dobrze, zwłaszcza że jest szansa na uzyskanie szczepionki, która pozwalałaby dość swobodnie podróżować, a to jest bardzo ważny czynnik dla hoteli – zaznacza ekspert Walter Herz. – Rynek hotelowy w drugiej połowie 2020 roku będzie powoli powracał do normalnej działalności operacyjnej. Jednak kluczowe będzie trzymanie w ryzach zagrożenia epidemiologicznego, które do tej pory uniemożliwiało zarówno podróże międzynarodowe w szerszym zakresie, jak i podróżowanie po kraju.

Użytkownicy kosmetyków są coraz bardziej świadomi. 31 proc. zwraca uwagę na ich skład

0

Użytkownicy kosmetyków są coraz bardziej świadomi. 31 proc. zwraca uwagę na ich skład 5

Niespełna co trzeci konsument zwraca uwagę na skład kosmetyków do codziennej higieny – wynika z badań marki Kneipp. Większe znaczenie ma on dla kobiet, za to mężczyźni są bardziej lojalni wobec marki. Obie grupy respondentów doceniają za to zapach oraz uczucie odświeżenia i nawilżenia skóry. Zdaniem ekspertów jednak wiele kosmetyków, przynoszących zadowalający efekt na początku, w dłuższym okresie może działać na skórę drażniąco.

Ostatnio przeprowadziliśmy badanie, które powiedziało nam, czym się kierują konsumenci przy wyborze codziennych kosmetyków, takich jak żele pod prysznic. Okazało się, że dla blisko 70 proc. ankietowanych najważniejsze jest poczucie odświeżenia i zapach. Nie zawsze jest to cena, bo okazuje się, że jeżeli kosmetyk nam odpowiada, pozostajemy przy nim na dłużej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Łusiak, marketing manager z firmy Kneipp. – Dosyć ważnym czynnikiem, szczególnie dla pań, jest również poczucie nawilżenia skóry po prysznicu. Oczywiście jest to ściśle związane ze składem i z właściwościami danego kosmetyku.

Okazało się także, że choć konsumenci są coraz bardziej świadomi, to jednak skład kosmetyku jest dla nich mniej istotny, niż sądzili autorzy badania przed otrzymaniem jego wyników. A te pokazały, że tylko 31 proc. konsumentów sprawdza skład i kieruje się nim przy wyborze danego żelu pod prysznic. Jest to ważniejsze dla kobiet niż dla mężczyzn, którzy są za to bardziej lojalni wobec marki. Jeżeli raz przekonają się do jakiegoś kosmetyku, częściej pozostają mu wierni. Z kolei dla pań dużo większe znaczenie mają jego właściwości i walory zapachowe niż sama marka.

Konsumenci są coraz bardziej świadomi, co dla producentów oczywiście oznacza podwyższoną poprzeczkę. Z jednej strony musimy zastosować  składniki, które będą powodować, że żele pod prysznic będą się pienić i oczyszczać skórę, ale z drugiej dbamy o to, aby negatywne skutki chemicznych substancji aktywnych dla skóry były jak najbardziej zredukowane – tłumaczy Ewa Łusiak. – Dlatego bardzo istotne jest użycie substancji pochodzenia naturalnego, np. olejków, ale musimy w jakiś sposób nadać im konsystencję żelu, dlatego działamy według zasady: najlepsze z nauki, najlepsze z natury. Łączymy efekt i skuteczność naturalnych składników ze składnikami aktywnymi, jak np. pantenol.

Kneipp wykorzystuje w swoich produktach olejki z kwiatów migdałowca czy z pestek słonecznika, aromaty mięty i eukaliptusa, marakui i grejpfruta, werbeny i cytryny czy lawendy. Jak podkreśla ekspertka z firmy Kneipp, z badań marki wynika, że naturalne olejki eteryczne oddziałują na nastrój i samopoczucie psychofizyczne. Przykładem może być żel z patentem dowodzącym, że zawarty w nim olejek cytrusowy powoduje, że skóra zachowuje się tak jak podczas śmiechu, na co producent prowadzi badania w Instytucie Psychologii Stosowanej.

Tymczasem w większości żeli pod prysznic stosowane są substancje chemiczne, takie jak SLS, PEG i SLES. Są to odpowiednio laurylosiarczan sodu (Sodium Lauryl Sulfate), glikol polietylenowy (Polyethylene Glycol) oraz sól sodowa siarczanu oksyetylenowanego alkoholu laurylowego (Sodium Laureth Sulfate).

SLS-y to mocne detergenty myjące, które mają na celu przede wszystkim stworzenie piany, natomiast przy wrażliwej skórze spowodują one podrażnienia i różnego rodzaju alergiczne odczyny – mówi Agnieszka Pocztarska, właścicielka serwisu CzytamyEtykiety.pl. – PEG-i to związki chemiczne, które mają za zadanie scalić ten kosmetyk i dać mu jednolitą konsystencję, natomiast są to bardzo mocne środki chemiczne, które mają negatywny wpływ na naszą skórę. SLES-y to taki łagodniejszy brat SLS-ów, jednak on również jest negatywnie oceniany przez ekspertów kosmetycznych i także może mieć niepożądane efekty.

Ekspertka podkreśla, że niepokojący jest fakt, że SLS jest akceptowany przez jedną z najbardziej restrykcyjnych jednostek certyfikujących ECOCERT i może być używany w kosmetykach, które mają jej certyfikat. Zdaniem serwisu CzytamyEtykiety.pl te substancje nie powinny znajdować się w składzie kosmetyków z dobrym, naturalnym składem. Jednocześnie jednak warto wspomnieć, że reprezentujący przeciwne stanowisko twierdzą, że w kosmetykach składniki te obecne są od kilkudziesięciu lat, a ich użycie nie budzi wątpliwości Komisji Europejskiej czy innych instytucji, jak np. Komitetu Naukowego ds. Bezpieczeństwa Konsumentów. SLS i SLES są stosowane w ilościach niezagrażających zdrowej skórze, a co najwyżej wyjątkowo wrażliwej. Tym bardziej że jako składniki produktów myjących są szybko spłukiwane, więc mają krótki kontakt ze skórą. Dodatkowo producenci stosują w kosmetykach inne składniki, które mają łagodzić efekty tych substancji chemicznych i pielęgnować skórę.  

Musimy pamiętać o tym, że efekty naturalnej pielęgnacji przychodzą z czasem, natomiast my jako konsumenci bardzo często oczekujemy zmian tu i teraz, efektu wow czy w przypadku produktów myjących  piany z reklamy. I to właśnie wykorzystują producenci kosmetyczni, dodając takie składniki jak SLS-y czy PEG-i, ponieważ te składniki dadzą nam efekt od razu – przekonuje Agnieszka Pocztarska. – Wprawdzie nasza skóra będzie jedwabiście piękna i napięta zaraz po użyciu kosmetyków, ale po jakichś trzech–czterech tygodniach, czyli naturalnym czasie cyklu zmiany naskórka na naszym ciele, skóra jasno powie nam, że coś tu jest nie tak i zaczną się pojawiać wypryski i inne niepożądane efekty.

Jej zdaniem wybierając kosmetyk dla siebie, trzeba wziąć pod uwagę typ skóry i nasze oczekiwania co do rezultatów, a następnie dopasować do tego kosmetyk z odpowiednim składem.

– W kosmetykach, podobnie jak w jedzeniu, doceniam jak najmniejszy stopień przetworzenia, dlatego wybieram produkty naturalne, z jak najmniejszą liczbą syntetycznych dodatków – dodaje właścicielka serwisu CzytamyEtykiety.pl. – Nie da się niestety w kilku zdaniach zawrzeć tego, czego unikać w kosmetyku, ale jeśli czujemy się przytłoczeni, to warto rozglądać się za produktami z certyfikatami lub sprawdzać opinie na zaufanych serwisach.

Pandemia przyczyniła się do błyskawicznej cyfryzacji płatności w Polsce. Wkrótce dalsze zmiany w zakresie elektronicznych pieniędzy

Polscy konsumenci coraz chętniej i częściej korzystają z systemów płatności bezgotówkowej oraz zakupów online. Restrykcje pandemiczne wpłynęły na zwiększenie zainteresowania płatnościami elektronicznymi i przyspieszyły cyfryzację społeczeństwa. W trakcie pandemii koronawirusa Polacy rzadziej korzystali z dostaw za pobraniem, przedkładając nad nie systemy transakcji bezgotówkowych. Na przełomie III i IV kwartału tego roku ogłoszona zostanie strategia płatności dla Europy, która zapowiada kolejne zmiany w zakresie elektronicznych płatności.

– Polacy zrozumieli zalety płatności elektronicznych, widzą, że można tak płacić wygodniej i bezpieczniej. Wątki sanitarne także są teraz bardzo ważnym elementem naszej codzienności. Widzimy duży wzrost płatności elektronicznych, punkty handlowo-usługowe zachęcają do nich, ponieważ to dla wszystkich jest wygodniejsze, bezpieczniejsze. Te wszystkie procesy płatnicze i okołopłatnicze w tych trudnych czasach różnych obostrzeń po prostu sprawniej funkcjonują – mówi agencji Newseria Innowacje Paweł Bułgaryn, zastępca dyrektora Departamentu Zarządzania Strategicznego Ministerstwa Finansów.

Z danych opublikowanych przez firmę Comp Platforma Usług, twórców cyfrowej platformy usługowej M/platform, wynika, że w szczytowym okresie pandemii zanotowano wzrost płatności bezgotówkowych wśród małych przedsiębiorców sięgający przeszło 35 proc. Ponadto pomimo powolnego powrotu do transakcji gotówkowych nadal blisko 30 proc. transakcji w sklepach małoformatowych realizowanych jest za pośrednictwem kart płatniczych. Oznacza to, że w perspektywie kilku ostatnich miesięcy przeszło 4,5 proc. klientów porzuciło gotówkę na rzecz płatności elektronicznych.

Z kolei firma Blue Media na początku pandemii koronawirusa zanotowała wzrost obrotów z tytułu płatności online sięgający 10 proc. w skali miesiąca. Jedną z istotnych przyczyn takiego stanu rzeczy było porzucenie przez wielu kontrahentów opcji płatności za pobraniem. Firmy unikały transakcji tego typu, aby zmniejszyć ryzyko transmisji wirusa pomiędzy kurierami oraz klientami.

Analiza rynku płatności zrealizowana przez Blue Media pokazała, że w czasie pandemii zanotowano wzrost szybkich płatności internetowych z 41 proc. do 48 proc., a płatności kartą z 32 proc. do 39 proc. Zauważalnie wzrosło także zainteresowanie transakcji realizowanych za pośrednictwem BLIK-a (z 24 do 33 proc.).

– Widzimy dwucyfrowe wzrosty dotyczące liczby i wartości transakcji elektronicznych. W tym roku przekroczyliśmy liczbę miliona terminali płatniczych na polskim rynku. Sklepy widzą, że obecnie trudno prowadzić działalność gospodarczą, nie mając płatności elektronicznych. Padają takie bastiony gotówki jak np. handel elektroniczny – w Polsce zawsze było tak, że w zakupach internetowych bardzo duży odsetek płatności to była płatność za pobraniem. A teraz to się kończy, wszyscy zrozumieli, że bezpieczniej jest korzystać z kanałów elektronicznych – wyjaśnia ekspert.

Od płatności gotówkowej odeszły również firmy wyspecjalizowane w dostawie żywności. Przedstawiciele Pyszne.pl oraz Uber Eats podjęli decyzję o wprowadzeniu bezkontaktowej dostawy pod drzwi, która zachęcała do opłacania zamówień z góry. Z kolei z raportu firmy Ailleron wynika, że tylko w pierwszym miesiącu obowiązywania restrykcji pandemicznych aplikacja Glovo zanotowała 122-proc. wzrost liczby zamówień oraz 140-proc. wzrost średniej wartości transakcji.

Transformacja cyfrowa w zakresie płatności bezgotówkowych jest wspierana także systemowo przez ustawodawcę. Bon turystyczny wprowadzony do obrotu za pośrednictwem platformy PUE ZUS ma charakter dokumentu elektronicznego, który realizuje się przy wykorzystaniu unikalnych kodów autoryzacyjnych. Wdrażanie cyfrowych rozwiązań tego typu ma zachęcić obywateli do realizacji płatności bezgotówkowych.

– Wdrożyliśmy paragon elektroniczny, dodatkowy element elektronizujący relacje przedsiębiorcy–konsumenci. Ma on usprawnić pewne procesy i w całości zelektronizować obrót, gdyż cyfryzacja wymaga takich zmian. Wiele rzeczy w zakresie płatności elektronicznych dzieje się w ramach strategii płatności dla Europy, która będzie przedstawiona przez Komisję Europejską na przełomie III i IV kwartału. Toczą się dyskusje o europejskim systemie płatności detalicznych, dlatego dyskutujemy o rozwiązaniach, które miałyby dać Polakom prawo do płacenia elektronicznego wszędzie tam, gdzie dochodzi do relacji konsumentów z przedsiębiorcami – wyjaśnia Paweł Bułgaryn.

Narodowy Bank Polski od stycznia do czerwca 2020 roku przekazał do obiegu ok. 561 mln monet. W analogicznym okresie ubiegłego roku do obiegu przekazano 749 mln sztuk.