Odnaleziono enzym odpowiedzialny za sprawność fizyczną. Jego zablokowanie może zwiększyć fizyczne możliwości i usprawnić rehabilitację [DEPESZA]

Doprowadzenie do niedoboru enzymu PHD3, blokującego zdolność komórek do spalania tłuszczu, może spektakularnie poprawić wyniki sportowców – nawet o 50 proc. Mechanizm ten może być wykorzystany również w celu usprawnienia procesu rehabilitacji. – Lepsze zrozumienie mechanizmów leżących u podstaw działania enzymu PHD3 może pewnego dnia pomóc w odblokowaniu nowych zastosowań u ludzi, takich jak nowe strategie leczenia zaburzeń mięśni – przewiduje Marcia Haigis z Harvard Medical School. Jak zaznaczają naukowcy, potrzebne są jednak dalsze badania, które ocenią bezpieczeństwo takich praktyk medycznych.

Naukowcy z Harvard Medical School odkryli, że blokowanie produkcji enzymu PHD3 prowadziło do znacznej poprawy sprawności fizycznej.

– Chcieliśmy sprawdzić, czy wyeliminowanie PHD3 zwiększyłoby zdolność spalania tłuszczu i produkcję energii oraz miałoby korzystny wpływ na mięśnie szkieletowe, które są zależne od energii potrzebnej do funkcjonowania mięśni i zdolności wysiłkowej. Okazało się, że  wpływ na wydolność fizyczną jest ogromny – wskazuje Marcia Haigis, profesor biologii komórkowej w Blavatnik Institute w Harvard Medical School.

PHD3, czyli enzym hydroksylazy prolilowej, odgrywa kluczową rolę w wykrywaniu dostępności składników odżywczych i regulowaniu zdolności komórek mięśniowych do rozkładania tłuszczów. Naukowcy z Harvard Medical School odkryli, że kiedy dostarczane do organizmu są wystarczające ilości węglowodanów, enzym ten pełni funkcję swoistego hamulca blokującego metabolizm tłuszczów. Kiedy zapotrzebowanie na energię rośnie, a organizm dostaje zbyt małą dawkę paliwa w postaci węglowodanów, metabolizm ten jest zwalniany.

– Nasze wyniki sugerują, że hamowanie PHD3 w całym ciele lub mięśniach szkieletowych jest korzystne dla sprawności pod względem wydolności wysiłkowej, czasu biegu i dystansu biegu – twierdzi badaczka.

Potwierdzają to badania przeprowadzone na myszach. Okazuje się, że blokowanie produkcji enzymu PHD3 prowadziło u nich do znacznej poprawy sprawności fizycznej. Myszy pozbawione tego enzymu biegały o 40 proc. dłużej i pokonywały o 50 proc. większe dystanse niż inne z miotu – niepozbawione PHD3. Co więcej, osiągały wyższy wskaźnik wytrzymałości tlenowej.

– Lepsze zrozumienie tych procesów i mechanizmów leżących u podstaw działania PHD3 może pewnego dnia pomóc w odblokowaniu nowych zastosowań u ludzi, takich jak nowe strategie leczenia zaburzeń mięśni – wskazuje Marcia Haigis.

Jak podkreślają autorzy, potrzebne są dalsze badania, które pozwoliłyby określić możliwość zastosowania mechanizmu hamowania wydzielania PHD3 u ludzi w celu poprawy wyników sportowych, rehabilitacji czy leczeniu niektórych chorób. Jednak ten sam zespół badawczy w swoich poprzednich badaniach stwierdził, że w przypadku nowotworów, takich jak m.in. niektóre typy białaczki, zmutowane komórki mają znacznie niższe poziomy PHD3. W rezultacie niedoboru PHD3 komórki rakowe zużywają tłuszcze, aby napędzać nieprawidłowy wzrost i proliferację.

– Zrozumienie tej ścieżki i sposobu, w jaki nasze komórki metabolizują energię i paliwa, ma potencjalnie szerokie zastosowanie w biologii, od zwalczania raka po fizjologię ćwiczeń – wymienia profesor biologii komórkowej w Blavatnik Institute w Harvard Medical School.

(Newseria Innowacje)

Więcej pieniędzy w emeryckiej sakiewce

Z ankiety przeprowadzonej przez Fundusz Hipoteczny DOM wynika, że seniorzy nie potrzebują wiele, by mieć poczucie finansowego bezpieczeństwa. Ich emerytury nie są wysokie, ale blisko 60 proc. osób starszych stwierdziło, że wystarczyłoby im mniej niż 1000 zł miesięcznie dodatku do emerytury, by mogli czuć się komfortowo i nie martwić się codziennymi wydatkami.[1] Skąd pozyskać takie środki do emerytury? Dorobić? Pożyczyć? Podpowiadamy. 

Nie tak dawno ZUS opublikował dane dotyczące najniższych, a raczej „głodowych” emerytur. Tylko od grudnia 2017 r. (wtedy rząd PiS wprowadził obniżenie wieku emerytalnego) liczba osób pobierających najniższe świadczenia wzrosła o ponad 100 tys.[2] O podsumowanie ostatnich lat pokusiła się na Twitterze również ekonomistka Alicja Defratyka. Z wykresu, który opublikowała wynika, że między grudniem 2011 a grudniem 2019 roku liczba osób z głodowymi emeryturami wzrosła w Polsce 23,9 tys. do 261 tys. osób.

– Warto przypomnieć, że najniższe emerytury pobierają osoby, które nie mają pełnego stażu ubezpieczeniowego, czyli 20 lat w przypadku kobiet i 25 lat w przypadku mężczyzn. Te osoby nie mogą nawet liczyć na minimalne świadczenie emerytalne, które obecnie wynosi 1200 zł. Na co dzień rozmawiamy z wieloma seniorami, którzy przyznają, że borykają się z problemami finansowymi. Zresztą finanse są jednym z głównych powodów, dla których decydują się na rentę dożywotnią – przypomina Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Według niego portfel każdego emeryta powinien w pewnym sensie przypominać układankę puzzle i składać się z wielu elementów. – Wyobraźmy sobie, że każdy puzzel to inne źródło finansowania, dzięki któremu do emeryckiej sakiewki wpływają dodatkowe pieniądze. Tylko taki model zarządzania senioralnymi finansami ma moim zdaniem przyszłość. Już dziś emerytury nie są wysokie, rośnie liczba osób pobierających najniższe świadczenia, a na dodatek stopa zastąpienia będzie kształtowała się coraz mniej korzystnie dla przyszłych emerytów – mówi Robert Majkowski.

Z jakich puzzli senior może zbudować swój domowy budżet? Jak znaleźć dodatkowe źródło finansowania? Oto kilka podpowiedzi.

Własna firma

Okazuje się, że sieć restauracji KFC zaczęła powstawać, gdy założyciel Harald Sanders, miał 62 lata. Niewiele mniej, bo 55 lat, liczył John Pemberton kiedy stworzył przepis legendarnej Coca-Coli. W Polsce założenie jednoosobowej działalności zajmuje coraz mniej czasu, a można to zrobić nawet nie wychodząc z domu. Seniorom coraz częściej nie brakuje energii i pomysłów, ale odpowiedniej wiedzy i wiary w siebie. Tymczasem do prowadzenia firmy wystarczy dziś biurko i własny komputer. Dodatkowym atutem prowadzenia własnej firmy przez seniora jest zwolnienie ze składek ZUS – jednym obciążeniem jest składka na ubezpieczenie zdrowotne.

Pożyczka bankowa

Dodatkowe pieniądze z banku, to rozwiązanie dla tych, którzy nagle potrzebują gotówki na sfinansowanie niespodziewanych wydatków. Niektóre z banków mają specjalne oferty kredytowe dla seniorów. Zaciągając pożyczkę warto przeczytać dokładnie umowę, sprawdzić jakie jest oprocentowanie (i to nie nominalne a tzw. RRSO, czyli całkowite), dowiedzieć się czy pożyczka musi być ubezpieczona, a przede wszystkim przemyśleć, czy raty w danej wysokości nie będą obciążeniem dla senioralnego budżetu. 

Renta dożywotnia

To rozwiązanie dla tych seniorów, którzy posiadają na własność nieruchomość np. dom czy mieszkanie. Mogą podpisać wtedy z funduszem hipotecznym umowę renty dożywotniej i w zamian za prawo własności do nieruchomości otrzymywać dodatkowe świadczenia pieniężne. Jednocześnie, na mocy odpowiednich zapisów (służebność osobista mieszkania) mogą dożywotnio mieszkać w swoim lokum. Wysokość renty dożywotniej zależy m.in. od wieku i płci emeryta oraz od wartości nieruchomości. 

Wynajem pokoju

Zamieszkanie ze studentem, daje kilkaset złotych wpływu do domowego budżetu, a czasem i więcej. Chociaż ten sposób na drobienie do emerytury wydaje się dość prosty, bo nie wymaga ani dodatkowej pracy ani nakładów finansowych, to nie jest on polecany osobom, które cenią ciszę i spokój. Wynajmując pokój, warto pamiętać o pobraniu kaucji w wysokość czynszu za 2-3 miesiące, która pokryłaby ewentualne zniszczenia tak jak brudna ściana czy rozbite lustro. 

Kooperacja sąsiedzka

Sporo na zakupach zaoszczędzić można kupując większe ilości, dlatego grupa sąsiedzka, która zdecyduje się na taki krok może zaoszczędzić ok. 20 proc., na codziennych produktach, jeśli zamiast do osiedlowego marketu wybierze się po nie do hurtowni czy sklepu typu makro. Dodatkowo np. jarzyny kupione bezpośrednio u rolnika są kilkakrotnie tańsze np. marchewka będzie o połowę tańsza, a cena jabłek u producenta z Garwolina to 1/3 tego, ile płaci się za nie w sklepie w Warszawie lub innym dużym mieście. Kooperacja sąsiedzka to również wspólne obiady (każdy sąsiad gotuje dla pozostałych w wybranym dniu tygodnia), uprawianie wspólnego ogródka, wymiana świadczeń typu „usługa za usługę”, czy organizacja osiedlowego kiermaszu, na którym można sprzedać lub wymienić niepotrzebne rzeczy na nowe.   

Opieka nad dzieckiem

Dobra i doświadczona opiekunka, to skarb. Aby podjąć się takiego zajęcia, najlepiej mieć doświadczenie z własnymi wnukami, dodatkowym atutem jest mobilność np. posiadanie prawa  jazdy. Stawki w Warszawie są bardzo różne, ale opiekując się dzieckiem można zarobić ok. 2500 zł lub więcej.

Rękodzieło i drobne naprawy

Umiejętności nabyte, kiedy półki sklepowe świeciły pustkami, mogą być dzisiaj w cenie. Mowa o robieniu na drutach, szydełkowaniu czy cerowaniu.  Przykładowo: za wykonanie swetra na zamówienie klient jest w stanie zapłacić 100-120 zł, a czapki 30-35 zł, chociaż te ceny różnią się w zależności od materiałów i wzorów.  Z kolei panowie, którzy wiedzą, jak majsterkować, mogą zaoferować swoje usługi nie tylko sąsiadom i rodzinie, ale również tym osobom, którym obce są drobne naprawy. Za wykonanie pojedynczej usługi można zarobić od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych.

Prace sezonowe

Zwykle zbiór wiśni czy truskawek kojarzy się z ciężką i słabo płatną pracą, jednak nie brakuje, zwłaszcza  w mniejszych miastach amatorów takiej pracy. Stawki godzinowe są różne, ale chętnych nie brakuje. Do takiej pracy trzeba mieć jednak zdrowie, pamiętać o odpowiednim nawodnieniu i ochronie przed słońcem.

[1] Ankieta internetowa przeprowadzona przez FH DOM w dniach 10-16.07.2020. Próba = 226

[2] https://www.msn.com/en-us/news/finance-top-stories/zbigniew-grycan-narzeka-na-nisk%c4%85-emerytur%c4%99-zdradzi%c5%82-ile-pieni%c4%99dzy-dostaje-co-miesi%c4%85c-z-zus/ar-BB16a7wx?fbclid=IwAR3rVJSj5oOrN1angnWV_Tv2TjH3N_JTJQcssU6kH028ZLHdi9b28Jft1bE

Co na Wschodzie? – raport walutowy

Im dłużej trwają protesty na Białorusi, tym dłużej kraj ten znajduje się w centrum zainteresowania. Patrząc jednak na jego sytuację gospodarczą zmiana władz jest tylko jednym z problemów.

Dolar odzyskuje oddech

Wczorajsze spokojny dzień niemal pozbawiony odczytów makroekonomicznych spowodował, że inwestorzy przychylniej spojrzeli na dolara. Po tak silnych przecenach wielu z nich szukało pretekstu, by skorzystać z niższej ceny i wczoraj znalazło. Dzięki temu za jednego dolara znów płacimy mniej niż 1 dolara i 19 centów. Poziom ten jednak szybko może ponownie zostać pokonany. Chociażby dzisiejsze dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, jeżeli wypadną słabiej mogą znów zadziałać na niekorzyść amerykańskiej waluty.

Co dzieje się na Wschodzie?

Protesty po wyborach na Białorusi nie ustają. Głównym sukcesem protestujących jest jednak to, że ze względu na skalę zgromadzeń nie są one pacyfikowane siłowo. Prezydent jednak nie zamierza negocjować oddania władzy pomimo wątpliwego mandatu pochodzącego z tych wyborów. Wielu analityków zastanawia się, jaki będzie miało to wpływ na gospodarkę. Z jednej strony może to silnie uderzyć w branżę technologiczną. Wyłączenie internetu być może pomogło w celu utrudnienia organizacji demonstracji. Te jednak i tak się odbywają. Firmy IT jednak nie są w stanie pracować w takich warunkach. Są to często specjaliści, którzy mogą relatywnie łatwo znaleźć pracę za granicą. Kolejny drenaż wysoko wykwalifikowanej kadry połączony z sankcjami gospodarczymi nakładanymi przez Unię Europejską może tylko pogłębić problemy gospodarcze tego kraju. Jak nietrudno się domyślić białoruski rubel wyraźnie traci. 

Komunikat z FED

Wczoraj poznaliśmy zapiski z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Co ciekawe, zniknął zapis o gotowości do podnoszenia stóp procentowych. Patrząc na obecną sytuację było to dosyć dziwne sformułowanie. Nie zabrakło oczywiście odwołań do trwającej obecnie pandemii koronawirusa i możliwego wpływu tych wydarzeń na sytuację dolara. Amerykańska waluta jednakże utrzymała zapoczątkowany wcześniej tego dnia trend umacniający dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

 

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Produkcja rośnie. Firmy ostrożniej patrzą w przyszłość niż konsumenci

Jak podaje w dzisiejszym komunikacie GUS, w lipcu produkcja sprzedana przemysłu (w cenach stałych) wzrosła o 1,1% r/r i 3,4% m/m. Wyłączenie czynników sezonowych i kalendarzowych przynosi korektę do poziomów odpowiednio 0,2% r/r (efekt liczby dni roboczych) i 6,2% m/m.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Biorąc pod uwagę kontekst, w którym się znajdujemy, to umiarkowanie dobry sygnał – z jednym ważnym zastrzeżeniem: branże nie odbijają równomiernie, co zwiększa ryzyko realizacji szoków sektorowych.

Ponownie widzimy dowody, że wyraźnie większa pewność przyszłości cechuje konsumentów niż firmy. Sprzedaż dóbr konsumpcyjnych nietrwałych utrzymuje się na zbliżonym poziomie co przed rokiem (+1,6%), dóbr konsumpcyjnych trwałych wzrosła aż o 22,9%. Na tym tle tym gorzej wygląda spadek sprzedaży dóbr inwestycyjnych (-3,3%). O próbie „przeczekania” niepewności mówią firmy członkowskie Konfederacji Lewiatan.

Na poziomie pojedynczych podmiotów byłoby nieracjonalne decydować teraz o większości długofalowych inwestycji – stąd ujemny wynik na poziomie makroekonomicznym. Dominują inwestycje adaptujące do pandemicznych warunków lub w obszarach, których kierunki rozwoju są pewne, jak transformacja energetyczna czy cyfrowa. Produkcja energii jest przykładem splotu czynników strukturalnych (transformacja miksu) i koniunkturalnych (niższy popyt z powodów sezonowych i pandemicznych). Jeśli brak inwestycji jest czynnikiem, który ogranicza dynamikę wychodzenia z recesji, tym bardziej zastanawia ujemna dynamika miesięczna kategorii naprawy i konserwacja maszyn i urządzeń (-15,5%).

Jak dotąd, dodatni wynik przypisywaliśmy konieczności przywrócenia starszych sprzętów do pracy (w związku z pandemią) i konserwacji w imię oczekiwanego powrotu do wysokich mocy produkcyjnych. Ten efekt najwyraźniej zaczyna wygasać – zapewne jednak nie zwiastuje masowych zakupów (spadki produkcji maszyn -8,8% m/m).
Ponad 40% działów (tworzących 1/3 wartości dodanej) wciąż jest pod kreską w stosunku do lipca 2019 roku. Obok górnictwa i wydobycia spadki stały się udziałem produkcji maszyn i urządzeń (-13,3%), metali (-9,7%), wyrobów z metali (-2%).

Przetwórstwo przemysłowe jednak co do zasady kontynuuje odbicie od dna (3,8% m/m). Roczną dynamikę 1,1% tej kategorii ciągnie w górę produkcja komputerów i wyrobów elektronicznych (15,3%), wyrobów elektrycznych (7,1%), a także dobra eksportowe niższych technologii: mebli (24,2%, kontynuacja trendu), wyrobów z drewna (14,8%), wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych (4,5%). Wciąż na wyraźnych plusach produkcja farmaceutyków i wyrobów chemicznych (odpowiednio 8,3% i 4,1% r/r). W tych ostatnich obszarach rysuje się szansa na długofalowy wzrost, jeśli tylko Polsce uda się wygrać konkurencję o relokację produkcji do Europy.

Konfederacja Lewiatan

ANALIZA: Wojna na ceny warzyw. Sieci handlowe mocno uderzają w place targowe i lokalne ryneczki

O niespełna 2% wzrosła średnia cena najczęściej promowanych warzyw w sklepach. Analitycy porównali dane z ostatnich trzech miesięcy z analogicznym okresem ubiegłego roku. O przeszło 35% więcej trzeba było zapłacić za fasolę szparagową. Natomiast wzrosty wynoszące niemal 13% odnotowano w przypadku cukinii i ogórków. Z kolei o ponad 18% mniej kosztowały buraki. Za cebulę chciano prawie 16% niżej niż wcześniej, a cena kapusty spadła o przeszło 6%. Tak wyglądają wnioski z raportu agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland i Grupy BLIX.

Od początku maja do końca lipca br. średnia cena promocyjna warzyw na wagę była o 1,8% wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jak stwierdza Michał Majszczyk z Hiper-Com Poland, ta niewielka zmiana jest dosyć zaskakująca. W tym roku mieliśmy do czynienia z suszą na przełomie wiosny i lata. Możliwe jest, że sieci handlowe nie chcą ryzykować dużego wzrostu cen w obawie o zaleganie towaru, który ma krótki okres trwałości. Magazynowanie w chłodniach generowałoby dodatkowe koszty.

– Epidemia koronawirusa oraz zakaz handlu w niedziele spowodowały mniejszy ruch w sklepach. One świadomie postawiły na oferowanie jak najniższych cen warzyw. W ten sposób chciały zachęcić konsumentów do powrotu na zakupy, a także odebrać część klientów placom targowym i lokalnym ryneczkom, gdzie trudniej zachować reżim sanitarny – komentuje Magdalena Szlezyngier, menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Z kolei Adam Wilkosz, wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Producentów Warzyw (OZPW) zwraca uwagę na to, że urodzaj ma wpływ na ceny. One standardowo rosną, jeśli czegoś jest mniej na rynku. A przykładowo, ostatnio było bardzo dużo nasadzeń ziemniaków. Ale kluczowe decyzje są podejmowane przez sieci handlowe. Natomiast Magdalena Szlezyngier podkreśla, że wiosną panowały lepsze warunki pogodowe w stosunku do analogicznego okresu ub.r. Wówczas z powodu suszy ucierpiały głównie warzywa gruntowe o płytkim systemie korzeniowym, m.in. marchew, pietruszka, buraki i ziemniaki.

– W standardowych okolicznościach owoce i warzywa są często objęte akcjami promocyjnymi, ponieważ zachęcają klienta do odwiedzenia konkretnej sieci sklepów. W początkowej fazie wzrostu zachorowań w Polsce, ale i w całej Europie, zaburzeniu uległo funkcjonowanie łańcucha dostaw. Wiele łatwo psujących się warzyw, tj. cukinii, ogórków, pomidorów czy pieczarek, nie mogło trafić na półki sklepowe z powodu zamknięcia granic lub obostrzeń w kraju – informuje Karolina Załuska, ekspert ds. Analiz Sektorowych i Rynków Rolnych w Banku BNP Paribas.

Jak zaznacza Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX, bardzo ciekawe jest porównanie ww. wyników z owocami. Średnia cena promocyjna warzyw w tym samym czasie podskoczyła o niespełna 2%, a owoców – o ponad 21%. Znacząca część tych ostatnich produktów jest importowana, co podkreśla ekspert z DNB Bank Polska. Słabsze notowania polskiej waluty w stosunku do euro i dolara musiały się przełożyć na ostateczną cenę dla konsumenta. Dodatkowo lokalni producenci żądali więcej za te towary.

– Susze oraz inne zjawiska pogodowe dość mocno uderzyły w rynek owoców. Wiele krajów eksportujących je do Polski miało problemy ze zbiorami w związku z koronawirusem. Natomiast sporo warzyw jest bardziej odpornych na warunki pogodowe – mówi Hubert Majkowski z Hiper-Com Poland.

Z analizy wynika również, że ceny najbardziej wzrosły w przypadku fasoli szparagowej (35%). Dalej w zestawieniu znalazły się takie warzywa jak cukinia (12,8%), ogórek (12,8%) i pomidory (5,3%). Jak zaznacza Magdalena Szlezyngier, trzy pierwsze warzywa są roślinami ciepłolubnymi. Zimny maj i chłodny czerwiec istotnie wpłynęły na ich wegetację. Sieci sięgały więc po towar z importu. Z kolei wiceprezes Wilkosz dodaje, że fasola szparagowa jest bardzo wymagającym warzywem do zbiorów. To mogło się przyczynić do wzrostu cen, zwłaszcza że rolnicy odczuli poważny problem z dostępnością pracowników.

– Wiele badań pokazuje, że Polacy zmienili podejście do zakupów spożywczych. Robią je rzadziej, ale kupują więcej, a także chętniej korzystają ze sklepów internetowych. Taka postawa miała również wpływ na łatwo psujące się towary, jakimi są warzywa szklarniowe czy nowalijki. Robiąc zakupy raz w tygodniu, konsumenci ograniczyli ilość nabywanych np. ogórków i cukinii. W odróżnieniu od większości warzyw okopowych, nie można ich długo przechowywać, więc nie kupowano ich na zapas – podkreśla Karolina Załuska.

Jak dodaje ekspert z Grupy BLIX, spadki średnich cen odnotowano w przypadku sześciu spośród dziesięciu najczęściej promowanych warzyw w sklepach. Najbardziej na minusie były buraki (18%). Za nimi znalazły się takie towary jak cebula (15,7%), kapusta (6,2%) i marchew (5,9%). Natomiast nieznacznie tańsze niż wcześniej były ziemniaki (1,3%) oraz papryka (1,3%).

– Przyczyną spadków takich produktów jak buraki, cebula, marchew itd. jest efekt wysokiej bazy w 2019 roku, czyli szybkiego wzrostu cen. Wówczas susza była bardzo niekorzystna dla uprawy warzyw gruntowych. Z tego wynikają obniżki, które odnotowujemy obecnie – dodaje ekspert z DNB Bank Polska.

Analizę wykonali eksperci z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz Grupy BLIX. Porównano dane TOP 10 najczęściej promowanych warzyw w 2020 roku z okresu od początku maja do końca lipca br. i z analogicznego czasu w ub.r. Weryfikacji poddano blisko 2,5 tys. akcji promocyjnych.

Przemysł 4.0 to więcej niż roboty – kiedy Polska wkroczy w erę cyfrową?

Z przemysłem 4.0 kojarzą się głównie automatyzacja i roboty. Tych ostatnich
w polskich zakładach ma być w tym roku już ponad 3 miliony. Cyfryzacja przemysłu to jednak przede wszystkim połączone z siecią urządzenia i czujniki. Dostarczają one zdalnie
i w czasie rzeczywistym m.in. informacje o stanie technicznym maszyn. Ale polskie firmy nadal nie mają zaufania do tego typu narzędzi. Rozwiązania do monitorowania i zarządzania maszynami z wykorzystaniem czujników IoT wdrożyło dotąd tylko 31% rodzimych przedsiębiorstw. 

Przemysł w świecie wirtualnym

Przemysł 4.0 to połączenie sztucznej inteligencji, internetu rzeczy, automatyki i robotyki. Wiele procesów oraz mechanizmów zapewniających ich nadzorowanie przenoszonych jest do sieci. Dzięki temu stają się szybsze, bardziej wydajne i bezpieczniejsze dla pracowników. Zainteresowanie takimi cyfrowymi technologiami widać szczególnie w większych firmach i zakładach – aż 86% uważa, że mają kluczowe znaczenie w budowaniu przewagi rynkowej. Dla mniejszych graczy barierę wciąż stanowi jednak m.in. obawa przed wysokimi kosztami oraz niski poziom wiedzy o możliwościach technicznych. 

– Trendy związane z przemysłem 4.0 napływają do nas z Europy Zachodniej, gdzie szybciej przyjmują się wszelkie techniczne nowinki. W Polsce ten proces przebiega dość powoli, ponieważ temat cyfrowych rozwiązań czy inteligentnych czujników jest wciąż mało znany. Firmy i zakłady przemysłowe będą jednak stopniowo nabierały zaufania do tego typu technologii. Szukając oszczędności związanych nie tylko z samym produktem zaczną dostrzegać możliwości obniżenia kosztów eksploatacji, konserwacji, napraw czy zużycia energii jakie zapewniają rozwiązania przemysłu 4.0 wskazuje Tomasz Grzegulski, Product Manager w firmie Eaton. 

Czujnik w zakładzie jak inteligentna lodówka

Podobnie jak inteligentna pralka czy rolety, czujniki wykorzystywane w przemyśle mogą być połączone z siecią i sterowane całkowicie zdalnie z komputera lub tabletu. Sprawdzają ciśnienie, przepływ cieczy czy poziom energii. Monitorują parametry techniczne, temperaturę i stan poszczególnych części instalacji. Alarmują o wszelkich anomaliach oraz konieczności wymiany lub naprawy sprzętu. Wszystkie informacje przekazywane są w czasie rzeczywistym, bez potrzeby fizycznego sprawdzania instalacji, wyłączania maszyn, korzystania z kamer termowizyjnych czy narażania pracowników na pracę pod napięciem.

Informacja na wagę oszczędności

Przemysł 4.0 to jednak nie tylko czujniki i sensory, ale też umiejętne wykorzystywanie danych, które one dostarczają. Aplikacje bazujące na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym analizują przekazywane z maszyn parametry i na tej podstawie przewidują ryzyko wystąpienia usterek i problemów oraz prognozują termin zakupu części zamiennych. Mogą też lokalizować słabe punkty procesów produkcyjnych i dopasowywać je do pory dnia tak, aby zredukować koszty i zużycie energii, unikać przestojów czy drogich napraw.

Polska wciąż sceptyczna

Pomimo obserwowanej z roku na rok poprawy, Polska nadal zajmuje odległe miejsca w indeksach, które oceniają potencjał rozwoju przemysłu 4.0 i cyfryzacji gospodarki. Technologie IoT wciąż nie są popularne – poziom zużycia i stan narzędzi za pomocą czujników monitoruje jedynie 23% firm. Z prognozowania zakupu części zamiennych korzysta 16% przedsiębiorstw, co trzecie nie jest zainteresowane takimi rozwiązaniami.

– Potrzebne jest „oswajanie” inteligentnych rozwiązań i możliwości jakie niosą dla przemysłu. Polska gospodarka jest pozytywnie oceniana m.in. pod względem kompetencji cyfrowych i warto ten potencjał wykorzystać – mówi Tomasz Grzegulski. 

Źródła: Raport Agencji Rozwoju Przemysłu o szansach i wyzwaniach Polskiego przemysłu 4.0, 2019, https://przemysl-40.pl/wp-content/uploads/2019-Raport-ARP.pdf

Badanie Deloitte, https://img06.en25.com/Web/DELOITTECENTRALEUROPELIMITED/%7B9ec29b13-65b0-4328-bff9-2b55a6d0923a%7D_pl_Raport_Przemysl-4-0-small_size.pdf

Badanie Ericsson: Droga do logistyki wyprzedzającej

67% przedstawicieli branży logistycznej twierdzi, że w ciągu najbliższych 5 lat będzie wykorzystywać sztuczną inteligencję i analizę danych w celu dopasowania potrzeb logistycznych do możliwości operacyjnych, a 19% już to w pewnym stopniu robi. Co więcej, 64% respondentów twierdzi, że w ciągu najbliższych 3-5 lat wprowadzi transport towarów z wyprzedzeniem. Jak wynika z raportu firmy Ericsson, tzw. logistyki wyprzedzającej nie można jeszcze uznać za powszechnie stosowaną, ale istnieją wczesne próby rozwoju branży logistycznej w tym kierunku. 

Perspektywy dla logistyki wyprzedzającej

Logistyka wyprzedzająca opiera się na szerokiej analizie danych sprzedażowych, rynkowych oraz działań konkurencji czy też informacji z lokalnego i globalnego środowiska ekonomicznego. W takim systemie możliwe jest prognozowanie popytu na produkty i usługi zanim jeszcze klienci podejmą decyzje zakupowe. Możliwe jest to dzięki rozwojowi analizy Big Data, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Dzięki logistyce wyprzedzającej dostawy towarów mogą być uruchamiane proaktywnie. Z kolei ulepszony czas planowania pozwala na bardziej efektywny i zrównoważony wybór metod transportu, np. wykorzystanie okresów niskiego natężenia ruchu, czy też optymalny załadunek towarów.

logistyka1

„Dystrybucja towarów z wyprzedzeniem będzie możliwa dzięki połączeniu technologii internetu rzeczy, sztucznej inteligencji oraz komunikacji w czasie rzeczywistym w standardzie 5G. Logistykę wyprzedzającą należy postrzegać jako coś więcej niż tylko odchudzoną, zoptymalizowaną kosztowo dostawę towarów „just-in-time”. Prawdziwie wyprzedzający przepływ logistyczny powinien obsłużyć ogromne globalne zmiany zarówno w nawykach konsumpcyjnych, jak i w kwestii dostaw. Wprowadzenie takiego system logistycznego będzie wymagało od rynku zmiany podejścia i większej otwartości na współpracę między konkurentami” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.

5G podstawą dalszych zmian w branży

Łączność i komunikacja w całym łańcuchu logistycznym są kluczowymi wymogami przy tworzeniu rozwiązań z zakresu logistyki wyprzedzającej. Bezprzewodowa łączność komórkowa 5G w czasie rzeczywistym może zapewnić odpowiednie warunki technologiczne niezbędne do stworzenia kompleksowego rozwiązania. W zależności od potrzeb, centra logistyczne i magazynowe można wzbogacić o lokalne rozwiązania w zakresie łączności, takie jak prywatne sieci 5G. Technologie internetu rzeczy lub technologie bliskiego zasięgu, takie jak Bluetooth, mogą zapewnić ekonomiczną i energooszczędną komunikację między wieloma czujnikami i urządzeniami stosowanymi zarówno w przestrzeniach magazynowych, jak i wewnątrz pojazdów. Na tych technologiach opierać się mogą skanery towarów podczas rejestrowania przepływu palet czy kontenerów na każdym etapie łańcucha dostaw.

logistka2

Priorytety inwestycyjne według badania Ericsson

Osoby decyzyjne w sektorze logistycznym biorące udział w badaniu są zgodne co do tego, że cyfryzacja, łączność i ulepszone narzędzia logistyczne są ważnymi czynnikami umożliwiającymi rozwój całej branży. To podejście widoczne jest również na przykładzie ustalania priorytetów inwestycyjnych w dziedzinie logistyki. Priorytetem numer jeden jest uzyskanie ulepszonych narzędzi logistyki cyfrowej, a następnie wdrożenie łączności bezprzewodowej jako bazy umożliwiającej korzystanie z tych narzędzi.

61% decydentów z branży umieściło ulepszone narzędzia logistyczne w pierwszej trójce swoich priorytetów inwestycyjnych, a 54% łączność bezprzewodową. Z kolei 73% badanych zgadza się, że zarówno łączność bezprzewodowa, jak i śledzenie zasobów będą bardzo ważne w ciągu najbliższych 3-5 lat. Te dwie technologie będą miały kluczowe znaczenie dla wyeliminowania dzisiejszych problemów z widocznością w łańcuchu dostaw, a także wzmocnią szersze możliwości, takie jak zaawansowana analiza operacyjna, optymalizacja tras i zarządzanie ryzykiem. Dwie trzecie ankietowanych dostrzega również wielki potencjał w technologii Blockchain, która mogłaby potencjalnie poprawić procesy logistyczne, gdyby była wykorzystywana w efektywny sposób, jeśli chodzi o zużycie energii elektrycznej.

Według firmy Berg Insight na świecie używanych jest ponad 25 milionów kontenerów w transporcie intermodalnym i ponad 14 milionów przyczep. Szacuje się, że do 2023 r. jedna trzecia przyczep i 15% kontenerów będzie podłączona do sieci. „Patrząc na wyniki badania firmy Ericsson, te wartości wydają się być zachowawcze. W miarę jak świat staje się coraz bardziej połączony, istnieje coraz więcej możliwości poprawy logistyki poprzez wykorzystywanie danych zebranych i udostępnionych w łańcuchu logistycznym przez wszystkich uczestników” – mówi Marcin Sugak.

Polska u progu technologii 5G

Ericsson posiada obecnie 100 komercyjnych umów i kontraktów 5G z operatorami, z czego 58 to publicznie ogłoszone umowy. 56 sieci na pięciu kontynentach już funkcjonuje. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G.

Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP(standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

W Polsce technologia 5G jest już dostępna, ale konieczne jest przydzielenie odpowiednich pasm i częstotliwości. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe  dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G.

Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G. W lutym 2020 r. Ericsson ogłosił uruchomienie komercyjnej sieci 5G z operatorem Polkomtel oraz badawczej sieci na Politechnice Łódzkiej. Ericsson prowadzi testy 5G z innymi operatorami i podmiotami w Polsce.

Nowe podatki proponowane przez Unię Europejską zagrażają rozwojowi Polski

W dyskusji wokół konkluzji z ostatniego szczytu Rady Europejskiej dominuje temat wynegocjowanych przez Polskę funduszy. Niewiele uwagi poświęca się tymczasem kwestii wprowadzenia europejskich podatków. W nowym raporcie Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawia szereg zagrożeń wynikających z proponowanych europejskich danin. Podatki plastikowy, cyfrowy i węglowy oraz rozszerzenie systemu ETS są niezgodne z wymogami Parlamentu Europejskiego. Prowadzą również do głębszej harmonizacji fiskalnej, a tym samym ujednolicania warunków prowadzenia biznesu w UE. Z perspektywy Polski nowe podatki stanowią zagrożenie nieproporcjonalnie dużego ciężaru dla gospodarki oraz większego uzależnienia od finansowania z unijnego budżetu.

Nie ulega wątpliwości, że pandemia COVID-19 i wynikające z niej wyzwania dla UE wymagają podjęcia nadzwyczajnych środków. Propozycję stworzenia funduszu Next Generation EU obok tradycyjnego unijnego budżetu należy zatem traktować jako szansę dla odbudowy gospodarek państw członkowskich. Niemniej, utworzone na poczet spłacenia funduszu podatki pociągną za sobą skutki wykraczające daleko poza koronakryzys.

– Konkluzje ze szczytu w zakresie podatków są bardzo niebezpieczne dla Polski i mogą spowodować, że będziemy trwale biedni w relacji do zachodniej Europy. Polska ma niewiele narzędzi, żeby konkurować z Zachodem. Ład prawno-instytucjonalny jest jednym z nich. Harmonizacja prawa pozbawia nas tego atutu – mówi Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP.

W nowym opracowaniu ZPP analizuje proponowane europejskie podatki w oparciu o kryteria ustanowione przez Parlament Europejski. W rezultacie identyfikuje szereg zagrożeń oraz trend pogłębiającej się integracji fiskalnej, który jest wyjątkowo groźny z perspektywy Polski.

– Na chwilę obecną, zawetowanie porozumienia przez Parlament pozostaje możliwe. Wydaje się, że w interesie Polski i polskiego biznesu leży porozumienie pomiędzy Radą a Parlamentem, oraz jak najlepsze dopracowanie mechanizmów, które ograniczałyby negatywny wpływ nowych podatków na możliwości rozwoju polskiej gospodarki przy jednoczesnych działaniach mających na celu odbudowę europejskiej gospodarki po pandemii – zaznacza Kamila Sotomska, Analityk Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

ZPP w raporcie wskazuje, że podatek plastikowy, cyfrowy, węglowy oraz rozszerzenie systemu ETS mogą nie spełnić przesłanek określonych przez Parlament Europejski, w tym:

1) Ekonomicznych: Proponowane przez Radę podatki nie są zgodne z zawartą w tym kryterium zasadą powszechności opodatkowania.

– ZPP konsekwentnie sprzeciwia się wprowadzaniu jakichkolwiek danin o charakterze sektorowym. Jedną z kluczowych cech systemu podatkowego powinna być powszechność, podczas gdy nakładanie dodatkowych obciążeń na arbitralnie wybrane branże gospodarki jest niemożliwe do zaakceptowania – mówi Cezary Kaźmierczak.

– ZPP popiera działania mające na celu transformację w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym, natomiast, wydaje się, że instrumenty podatkowe nie są właściwe dla rozwiązywania tego typu problemów – dodaje Kamila Sotomska.

2) Sprawiedliwości: Zgodnie z tą przesłanką należy unikać sytuacji, gdzie większy ciężar spoczywa na państwach członkowskich znajdujących się w gorszej sytuacji. Mimo iż podatek plastikowy przewiduje rabat dla państw członkowskich, których systemy recyklingu są na wczesnym etapie rozwoju, ZPP uważa, że danina nieproporcjonalnie obciąży biedniejsze państwa UE. Polska zostanie piątym największym płatnikiem podatku odprowadzając do unijnego budżetu 429 mln EUR. Skutki nowej regulacji mogą być szczególnie dotkliwe dla samorządów czy operatorów spalarni odpadów i składowisk. Dla porównania, do kosztu zagospodarowania tony odpadów w instalacjach termicznego przekształcenia wynoszącego obecnie od 300 do 700 PLN, trzeba będzie doliczyć 3.500 PLN podatku.

Jak zaznacza ZPP w raporcie „wprowadzenie podatku cyfrowego negatywnie odbije się na kondycji polskiej gospodarki, a co za tym idzie grozi niespełnieniem przesłanki sprawiedliwości między państwami członkowskimi. Dynamiczny rozwój branży cyfrowej pokazuje jej rosnący udział w tworzeniu polskiego PKB – w 2014 wyniósł 3 proc., w 2016 ok. 6,2 proc., a w 2025 może wynieść już 12 proc. Dodatkowo, znacząco wzrósł udział zakładanych firm cyfrowym – z 3 proc. w 2015 do 20 proc. w 2019, a Polska utrzymuje się na czwartym miejscu pośród państw członkowskich UE pod względem liczby absolwentów studiów informatycznych. Nie ulega więc wątpliwości, że w naszym interesie pozostaje stworzenie i utrzymane dogodnych warunków dla rozwoju branży cyfrowej.”

3) Technicznych i administracyjnych: To kryterium oznacza, że koszty wprowadzenia podatku muszą być niewielkie w porównaniu z wynikającymi z niego zyskami. Daniny proponowane przez Radę nie spełnią jednak tego warunku ponieważ pociągają za sobą negatywne praktyczne, prawne i polityczne skutki.

Kwota podatku węglowego ma być ustalana w oparciu o ilość dwutlenku węgla wyemitowanego przy produkcji danego dobra. Ustalenie zawartości węgla nastręcza szereg praktycznych i prawnych problemów – m.in. zmusiłoby przedsiębiorstwa do ujawnienia szczegółów dotyczących ich łańcuchów dostaw, czyli tajemnic handlowych.

W kwestii podatku cyfrowego również napotkamy poważne problemy. Zdaniem OECD, stworzenie podziału na gospodarkę cyfrową oraz tradycyjną byłoby prawie niemożliwe i wymagałoby postawienia arbitralnych granic. Biorąc pod uwagę pułap dochodowy ustawiony na poziomie 750 mln EUR, podatek cyfrowy będzie de facto podatkiem od firm amerykańskich. Jako że Ameryka sprzeciwia się propozycjom jakiegokolwiek państwa by regulacyjnie sektor cyfrowy, takie unilateralne działanie doprowadzi do napięć politycznych i osłabienia się pozycji UE względem partnerów z innych części świata.

– Jako Związek Przedsiębiorców i Pracodawców rekomendujemy działania, które będą mitygować negatywne skutki proponowanych podatków. Dla Polski kluczowa powinna być zdolność do konkurowania z innymi państwami otoczeniem instytucjonalnym dla przedsiębiorczości. W tej chwili nie wykorzystujemy jej wystarczająco, ale zwrot w kierunku „federalizmu fiskalnego” praktycznie nas jej pozbawi – konkluduje Cezary Kaźmierczak.

Polskie sieci handlowe wnioskują o równe traktowanie branży. Małe, rodzime sklepy chcą prowadzić biznes na równych warunkach

0

Przedstawiciele wybranych sklepów spożywczych skupionych wokół polskich sieci handlowych wnioskują o wprowadzenie kodeksu etyki w branży handlu spożywczego. Kodeks powinien obowiązywać wszystkie podmioty prowadzące działalność gospodarczą, niezależnie od skali biznesu. Taki wniosek płynie z wypowiedzi przedstawicieli zarówno niezależnych  przedsiębiorców jak i tych skupionych wokół polskich sieci handlu detalicznego. To reakcja na doniesienia o decyzji UOKiK i karach wymierzonych w dominującą na rynku (ponad 25% udział) sieć Biedronka.

– Kodeks etycznej sprzedaży to możliwość bardziej przejrzystych zasad, które staną się wykładnią dla wszystkich uczestników rynku – podkreśla Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów, skupiającej m.in. sklepy Top Market, Minuta 8.

– Popieramy postulat wprowadzenia kodeksu dla branży spożywczych sklepów jako gwarancji bezpieczeństwa zakupów dla Klienta – dodaje Wojciech Krawczyk, z Galerii Otwockiej.

Wypowiedzi te są reakcją na decyzje UOKiK, który w zeszłym tygodniu nałożył karę na Jeronimo Martins Polska, właściciela sklepów Biedronka w wysokości 115 mln zł. Sieć sklepów przez kilka lat miała dopuszczać się praktyki wprowadzania klientów w błąd. – Klienci skarżyli się na wyższe ceny w kasie niż na sklepowych półkach oraz na brak cen przy towarach. Praktyki te potwierdziły także kontrole Inspektoratów Inspekcji Handlowej. Tym samym w pełni potwierdziliśmy niepokojące sygnały pochodzące od konsumentów – powiedział prezes UOKiK, Tomasz Chróstny.

UOKiK badał sprawę Jeronimo Martins Polska przez kilka lat. Pierwsze sygnały od konsumentów docierały już w 2016 r. Informacje o tych nieprawidłowościach docierały także od Wojewódzkich Inspektoratów Inspekcji Handlowej. „Prezes UOKiK zlecił kontrole Inspekcji Handlowej, które potwierdziły skalę nieprawidłowego informowania o cenach w sklepach należących do Jeronimo Martins Polska. Z ustaleń Urzędu wynika, że praktyka trwa co najmniej od 2016 r. Dopiero wszczęcie postępowania pod koniec ubiegłego roku przyczyniło się do podjęcia przez właścicieli Biedronki działań, których celem ma być rozwiązanie stwierdzonych nieprawidłowości. Prezes UOKiK będzie monitorował skutki wdrażanych zmian, mających usunąć naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.” – czytamy w oficjalnym oświadczeniu Urzędu.

Przedstawiciele branży zwracają uwagę na konieczność wyeliminowania tego typu praktyk za pomocą m.in. Kodeksu Etyki Handlu. Dokument taki, sygnowany przez większość uczestników rynku mógłby pozwolić na ukrócenie nieprawidłowości takich jak nieuczciwe konkurowanie promocjami na wybrane produkty (piersi z kurczaka w 2019), które wprowadzały w błąd klientów i skutecznie eliminowały z rynku małych przedsiębiorców prowadzących lokalne sklepy, oferując podobny, wysoki jakościowo towar – twierdzą przedstawiciele małych sklepów.

Innym zagadnieniem, wymagającym regulacji powinien być nadzór nad dominująca pozycją wybranych podmiotów na rynku handlu. – Rząd powinien wrócić do swoich deklaracji o wsparciu polskich podmiotów branży spożywczej i zapobieganiu sytuacji zbyt dużej koncentracji w rękach jednego, dużego podmiotu – dodają przedstawiciel branży.

INELO News – Pakiet Mobilności obowiązuje od dziś. O czym należy pamiętać?

Już dziś, czyli 20 sierpnia 2020 roku w życie wchodzą pierwsze regulacje zawarte w Pakiecie Mobilności. 31 lipca dyrektywa została wpisana w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej. Tym samym jest to oficjalny koniec procesu legislacyjnego, zmieniającego oblicze transportu, który formował się już od 3 lat. Nowe przepisy ukazały się ok. 10 dni wcześniej, niż przewidywała to początkowo Komisja Europejska. Jakie są szczegóły zmian, które zaczęły obowiązywać z dniem dzisiejszym? Na co trzeba uważać? Odpowiedzi znajdziemy w materiale przygotowanym przez Mateusza Włocha z Grupy INELO.

Obowiązkowy powrót kierowcy do centrum operacyjnego (tzw. „bazy”) lub miejsca zamieszkania maksymalnie co 4 tygodnie

Kierowca w każdych 4 tygodniach kalendarzowych (pn.-nd.) będzie zobligowany rozpocząć odpoczynek 45-godzinny w miejscu zamieszkania lub centrum operacyjnym firmy. Jednak w przypadku wykorzystania w trasie dwóch odpoczynków tygodniowych skróconych pod rząd, kierowca będzie musiał wrócić przed kolejnym wymaganym odpoczynkiem tygodniowym, w tym przypadku już regularnym. Tym samym najczęściej przy korzystaniu z odstępstwa dotyczącego wykorzystania dwóch odpoczynków tygodniowych w trasie, kierowca będzie zobligowany do powrotu już po 3 tygodniach. Duże znaczenie w tym przypadku będzie miało właściwe zaznaczenie na tachografie wpisu kraju zakończenia i rozpoczęcia pracy, szczególnie w sytuacji powrotu kierowcy np. jako pasażera w busie. Powinien on wówczas zaznaczyć w tachografie wpisem manualnym, odpowiadający długości podróży okres dyspozycyjności, a następnie wprowadzić kraj zakończenia – „PL”.

Dwa skrócone odpoczynki tygodniowe pod rząd

To nowe odstępstwo od przepisów dotyczących odpoczynków tygodniowych. Kierowca międzynarodowy może odbyć dwa skrócone tygodniowe okresy odpoczynku pod rząd (2x24h), o ile spełni następujące warunki:

  • oba odpoczynki tygodniowe skrócone zostają wykorzystane za granicą (w przypadku polskiej firmy, mogą to być wszystkie kraje, w których obowiązuje rozporządzenie 561 poza Polską). Oznacza to, że nowe odstępstwo nie dotyczy przewozów wykonywanych wyłączenie na terenie Polski oraz w krajach AETR;
  • w każdych czterech tygodniach kalendarzowych mają zostać zrealizowane przynajmniej dwa odpoczynki tygodniowe regularne i dwa odpoczynki tygodniowe skrócone. Oznacza to, że jeśli firma będzie chciała w sposób ciągły wykorzystywać odstępstwo, to kierowca przed kolejnym wyjazdem na 3 tygodnie, aby spełnić tą regułę, powinien wykonać dodatkowy odpoczynek 45-godzinny;
  • po dwóch odpoczynkach tygodniowych skróconych, kolejnym odpoczynkiem powinien być tygodniowy regularny, dodatkowo poprzedzony rekompensatą za dwa poprzednie skrócenia. Sama rekompensata powinna jednak zostać poprzedzona odpoczynkiem dobowym. Tak długi odpoczynek powinien zostać wykorzystany w centrum operacyjnym firmy lub miejscu zamieszkania kierowcy.

Zakaz odbierania odpoczynków tygodniowych regularnych w kabinie pojazdu

Nowy zapis nie pozostawia wątpliwości – wszystkie odpoczynki trwające min. 45 godzin nie mogą być odebrane w kabinie pojazdu. Dodatkowo, pojawił się nowy wymóg – wspomniane odpoczynki mają odbywać się w miejscu przyjaznym dla wszystkich płci z odpowiednim zapleczem sanitarnym oraz sypialnym. Warto tutaj podkreślić, że zmiana zapisu pomoże w egzekwowaniu ww. przepisu w krajach UE, co zapewne będzie miało swoje odzwierciedlenie w częstszych kontrolach. Jedną z ważniejszych przesłanek, na którą inspektorzy zwracają uwagę, próbując określić, czy doszło do naruszenia przepisów jest kwestia pozostawiania karty kierowcy w tachografie – oprogramowanie automatycznie podpowiada, czy taka sytuacja miała miejsce.

Możliwość przedłużenia czasu jazdy o maksymalnie 1 lub 2 godziny przy powrocie do bazy

Przedłużenie czasu jazdy przy powrocie do bazy jest obwarowane dodatkowymi warunkami, co może skutkować, że w praktyce w niewielu sytuacjach kierowca prawidłowo z niego skorzysta. Warto poznać wytyczne przed zezwoleniem kierowcy na takie przekroczenie, gdyż można się narazić na przykre konsekwencje w formie naruszeń. Pierwszym aspektem jest konieczność udokumentowania takiego przedłużenia na wydruku z tachografu lub wykresówce. Kierowca na wydruku powinien wskazać powody takiego odstępstwa. Możliwość przekroczenia dotyczy czasu jazdy dziennej oraz tygodniowej, jak również powstałym przy tym ewentualnym naruszeniu doby kierowcy – oznacza to, że odpoczynek dzienny może w tej sytuacji również zostać odebrany za późno. Należy podkreślić, że nowa regulacja nie zezwala na przekroczenia związane z odpoczynkami tygodniowymi, dlatego mimo przedłużenia jazdy kierowca i tak musi wrócić do bazy w przeciągu 6 okresów 24-godzinnych od poprzedniego odpoczynku tygodniowego. Dodatkowym wspólnym warunkiem obu przedłużeń jest także konieczność rekompensaty przedłużonego czasu, która jest do odebrania na dotychczasowych warunkach – więc razem z przynajmniej 9-godzinnym odpoczynkiem, w ciągu maksymalnie kolejnych trzech tygodni. W praktyce przeglądając tysiące tygodni pracy kierowców okazuje się, że prawie u każdego w normalnej pracy zdarzają się dni, gdy odpoczywa dłużej, niż wymagane przepisami minimum – co przy jednoczesnym utrudnionym korzystaniu z ww. odstępstwa oznacza, że tą rekompensatą nie należy się przejmować, ponieważ zostanie zapewne wykonana przy okazji normalnej pracy kierowcy. Pozostałe warunki różnią się w zależności od wielkości przekroczenia czasu jazdy. Przed skorzystaniem z tej możliwości należy oszacować, o ile zostanie przekroczony ewentualny czas jazdy. Jeśli będzie to do jednej godziny, wówczas kierowca powinien wrócić do bazy lub do domu na co najmniej odpoczynek tygodniowy skrócony (min. 24h). Jeśli zostanie przekroczony o czas do dwóch godzin to:

  • kierowca powinien wrócić do bazy lub do domu na przynajmniej odpoczynek tygodniowy regularny (min. 45h);
  • przed tymi dodatkowymi 2 godzinami jazdy kierowca powinien odebrać dodatkową 30-minutową przerwę.

Możliwość przerwania odpoczynków tygodniowych skróconych oraz regularnych na promie lub w pociągu

Do tej pory istniała możliwość dwukrotnego przerwania jedynie odpoczynków dziennych regularnych na promie lub w pociągu (11h lub 3h+9h) – nawet w załodze! Według zasad Pakietu Mobilności można przerwać także odpoczynki tygodniowe skrócone na tych samych warunkach (maks. dwa przerwania trwające łącznie nie dłużej niż 1h). W przypadku przerwania na promie odpoczynku tygodniowego regularnego poza dotychczasowymi warunkami pojawiają się nowe:

  • kierowca musi mieć dostęp do kabiny sypialnej, a nie jak w przypadku krótszych odpoczynków do koi lub kuszetki;
  • podróż promem, bądź pociągiem ma być zaplanowana przynajmniej na 8 godzin.

Nowe wyłączenia – kto nie musi mieć tachografu?

Dobra wiadomość dla branży budowlanej – w życie wchodzą dwa nowe wyłączenia, z których wynika, że w przypadku pojazdów lub zespołu pojazdów wykorzystywanych przez przedsiębiorstwo budowlane do przewozu maszyn budowlanych (w promieniu do 100 km od bazy przedsiębiorstwa, jak również pod warunkiem, że prowadzenie takich pojazdów nie stanowi głównego zajęcia kierowcy) oraz pojazdów wykorzystywanych do dostarczania masy betonowej prefabrykowanej (bez dodatkowych warunków) nie trzeba się stosować do ograniczeń czasów jazdy i odpoczynku z rozporządzenia 561/2006. Co więcej, nie będzie obowiązku użytkowania oraz instalowania w takich pojazdach tachografu. Jednak przed podjęciem działań należy, w pierwszej kolejności zwrócić uwagę, że wspomniane odstępstwa zostały dodane w art. 13 rozporządzenia 561, co oznacza, że nie każde państwo członkowskie musi je wprowadzić. W Polsce zgodnie z ustawą o czasie pracy kierowców wszystkie przewozy z art. 13 rozporządzenia 561 są zaakceptowane, więc jeśli nie zmieni się polska ustawa, to te wyłączenia będą u nas obowiązywać.

Posiadasz tachograf analogowy? Pamiętaj o nowym obowiązku!

Od wielu lat wymagane jest, żeby na wykresówkach używanych w tachografach analogowych uzupełniać m.in. miejscowości rozpoczęcia oraz zakończenia pracy – teraz dochodzi do tego obowiązek wpisania na wykresówce symbolu kraju rozpoczęcia i zakończenia pracy, najlepiej na jej przodzie, zaraz przy miejscowości. Dodatkowo, jeśli kierowca w pojeździe z tachografem analogowym będzie przekraczał granice wewnątrz UE oraz innych krajów, które podlegają pod rozporządzenie 561, powinien się zatrzymać na granicy lub w pierwszym bezpiecznym miejscu postoju bezpośrednio po przejechaniu granicy i odnotować na wykresówce symbol kraju, do którego wjeżdża.

 

Materiał przygotował Mateusz Włoch, Grupa INELO.

Koronawirus weryfikuje rynek outsorcingu

To, że przedsiębiorca kupował puste faktury, nie oznacza, że sam też je wystawiał

Stwierdzenie nabycia przez przedsiębiorcę pustych faktur celem uzyskania korzyści podatkowych upoważnia organy do odmówienia mu prawa do odliczenia wynikającego z nich podatku. Nie oznacza jednak, że na tej podstawie mogą żądać od niego zapłaty VAT z faktur, które on wystawił. Jak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi w wyroku z 19 marca 2020 r., to, iż przedsiębiorca kupował puste faktury, nie oznacza, że sam takie wystawiał. Organy muszą to dopiero udowodnić.

Przepis art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. a) ustawy o VAT stanowi, że nie mogą być brane za podstawę do obniżenia lub zwrotu należnego podatku od towarów i usług faktury stwierdzające czynności, które nie zostały dokonane. Z drugiej strony na mocy art. 108 ust. 1 tej ustawy sam fakt wystawienia faktury zobowiązuje wystawcę do zapłaty wykazanej w niej kwoty VAT. Nawet jeśli jest to tzw. pusta faktura, czyli niedokumentująca rzeczywistych zdarzeń gospodarczych.

Dostawca fałszował dokumenty nabycia towaru

Naczelnik urzędu skarbowego ustalił, że jeden z dostawców sprzętu fotograficznego w określonych miesiącach 2011, 2012 i 2013 r. nie dokonywał nabyć towarów, a zaewidencjonowane przez niego faktury zakupu nie stwierdzały rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. Przemawiały za tym m.in. zeznania zbywcy tych towarów, który stanowczo zadeklarował, że przedmiotowe faktury zawierają podrobione pieczęcie jego firmy, a on sam ujętych na tych fakturach ilości towarów wskazanemu dostawcy nie sprzedał. Również jego zeznania sugerowały, że prowadzona hurtowa sprzedaż aparatów fotograficznych nie miała prawdziwego charakteru, bo odsprzedawał je wyłącznie podmiotom narzuconym przez jednego ze swoich kontrahentów. Zasadność tych zarzutów potwierdził WSA w Białymstoku.

Skoro przedsiębiorca nie nabył, to i nie mógł sprzedać

Gdy inny przedsiębiorca trudniący się sprzedażą sprzętu fotograficznego w okresie od listopada 2011 r. do marca 2013 r. zaewidencjonował 44 faktury nabycia towaru od ww. dostawcy, organ uznał, że i one dokumentują czynności, które nie zostały dokonane. Przedsiębiorca nie mógł nabyć towaru, skoro w sprawie wskazanego wyżej dostawcy bezsprzecznie ustalono, że on sam towaru tego nie kupił. Poza tym mimo wynikającej z faktur wieloletniej współpracy, firmy nigdy nie zawarły transakcji na piśmie, a całość zamówień składana była przez przedsiębiorcę telefonicznie. Stąd też na podstawie tych i innych przesłanek naczelnik urzędu skarbowego określił przedsiębiorcy na nowo zobowiązanie w podatku od towarów i usług, odbierając mu prawo do odliczenia VAT wykazanego na zakwestionowanych fakturach nabycia.

Jednocześnie, powołując się na art. 108 ust. 1 ustawy o VAT, zobowiązał przedsiębiorcę do zapłaty podatku od towarów i usług z wystawionych przez niego fikcyjnych faktur jako niedokumentujących dokonanej przez niego rzeczywistej odsprzedaży sprzętu fotograficznego do dalszych odbiorców. Organ uznał, że przedsiębiorca jest uczestnikiem pozornego obrotu tym sprzętem.

Przedsiębiorca wniósł skargę na decyzję dyrektora izby administracji skarbowej, utrzymującą w mocy decyzję naczelnika urzędu skarbowego, a rozpoznający ją Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi przychylił się do niej. Sąd przychylił się do ustaleń organów co do fikcyjności nabyć dokonanych przez przedsiębiorcę od podmiotów jedynie stwarzających pozory prowadzenia działalności gospodarczej, o której to pozorności potwierdził WSA w Białymstoku. Uznał, że przedsiębiorca świadomie uczestniczył w oszustwie, którego celem było uzyskanie korzyści podatkowych za pośrednictwem tzw. pustych faktur.

To, że sam kupował puste faktury, nie oznacza, że sam je wystawiał

Sąd orzekł, że fakt, iż przedsiębiorca nabywał puste faktury, nie oznacza automatycznie, że sam takie dokumenty wystawiał. Jak wynika z ustaleń organów, skarżący nie mógł nabyć towaru od ww. nierzetelnego dostawcy, to i nie mógł go odsprzedać. Ale organy jedynie na tym poprzestały, zapominając, że mógł on sprzedać towar pochodzący z innego źródła. Jeśli tak nie było, organy muszą to udowodnić. A w niniejszej sprawie wszystkie podmioty wskazane na zakwestionowanych fakturach sprzedaży wystawionych przez skarżącego przedsiębiorcę potwierdzają, że transakcje doszły do skutku. Jeśli tak było, wówczas zastosowania nie znajduje w tym przypadku przepis art. 108 ust. 1 ustawy o VAT. Chcąc obarczyć przedsiębiorcę konsekwencjami wynikającymi z regulacji tego przepisu, organy muszą więc wykazać, że transakcje te nie miały w rzeczywistości miejsca.

„Brak przeprowadzenia takich (…) dowodów świadczy o prowadzeniu postępowania w sposób dalece niewystarczający. Nie można nakładać na żadnego podatnika poważnych obowiązków daninowych bez przeprowadzenia prawidłowego postępowania dowodowego, bez ustalenia stanu faktów i należytej oceny dowodów” (wyrok z 19 marca 2020 r., sygn. akt z I SA/Łd 864/19).

Wina musi zostać udowodniona, a przedsiębiorcy mają prawo się bronić

To bardzo ważny wyrok dla przedsiębiorców, przypominający im, że organy skarbowe nie mogą nakładać na nich dodatkowych ciężarów podatkowych ani odmawiać ulg i odliczeń bez silnych, uzasadnionych i udowodnionych podstaw. Przedsiębiorcy mają prawo się przed takim nieuprawnionym działaniem bronić, chroniąc siebie i majątek swojej firmy sami, lub korzystając ze wsparcia kancelarii prawnych, wyspecjalizowanych w reprezentacji firm w postępowaniach przed organami podatkowymi.

 

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Mandaty, a nawet więzienie za brak maseczki. Jakie kary obowiązują w poszczególnych krajach?

0

W większości krajów na świecie obowiązują nakazy noszenia maseczek [1]. Mogą obowiązywać na terenie całego kraju (jak w większości krajów Europy) albo w niektórych
częściach, w zależności od sytuacji epidemiologicznej lub decyzji władz lokalnych (np. Stany Zjednoczone, Rosja, Kanada, Australia). Wszędzie za nieprzestrzeganie przepisów o zasłanianiu ust i nosa grożą kary finansowe, a w niektórych jurysdykcjach nawet kary pozbawienia wolności.

Jeszcze w marcu i kwietniu WHO, CDC i część rządów krajowych nie zalecały lub
wręcz zniechęcały do powszechnego noszenia maseczek przez osoby bez objawów
twierdząc, że w żaden sposób nie chronią one osób zdrowych przed zarażeniem. Skąd
zatem zmiana zdania? Wydaje się, że wynika ona przede wszystkim z początkowego braku odpowiedniej wiedzy – zalecenia zaczęto zmieniać mniej więcej w momencie, w którym
pojawiły wyniki badań wskazujące na to, że osoby z COVID-19 mogą zarażać innych jeszcze przed wystąpieniem objawów lub w ogóle przechodzić chorobę bezobjawowo. Jako inny powód można podać ograniczoną podaż maseczek na początku pandemii i strach przed
tym, że powszechne ich stosowanie spowoduje niedobory w placówkach medycznych.
Na chwilę obecną dysponujemy już znaczną liczbą prac naukowych, które wskazują na
skuteczność maseczek w walce z koronawirusem. Na przykład, za pomocą eksperymentów laboratoryjnych pokazano, że nawet niemedyczne maseczki zatrzymują kropelki
o rozmiarze wymaganym do ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa [2]. Do dyspozycji
jest także pokaźny zasób badań epidemiologicznych, które sugerują skuteczność powszechnego obowiązku noszenia maseczek i jego negatywny wpływ, między innymi na
prędkość rozprzestrzeniania się COVID-19 [3] oraz na śmiertelność [4].

Przepisy i zalecenia dotyczące maseczek zmieniały się także już po ich wprowadzeniu. Przykładowo w Polsce jeszcze w lutym minister zdrowia twierdził, że nie wie, po co
ludzie noszą maseczki, 16 kwietnia wprowadzono stosunkowo restrykcyjny nakaz
zasłaniania ust i nosa obejmujący praktycznie całą przestrzeń publiczną, by 30 maja ograniczyć powyższy nakaz wyłącznie do zamkniętych pomieszczeń i miejsc, w których nie da się zachować odległości co najmniej 2 metrów między osobami. Wreszcie, 8 sierpnia dokonano podziału Polski na strefy zielone, żółte oraz czerwone (w zależności od sytuacji epidemiologicznej). W tych ostatnich przywrócono obowiązek zakrywania nosa i ust w całej przestrzeni publicznej. Podobne, częste zmiany zaobserwować można w wielu innych krajach.

Obecnie obowiązek zakrywania ust i nosa dotyczy zazwyczaj wymienionych z nazwy
miejsc (najczęściej są to: transport publiczny, urzędy, placówki handlowe i usługowe)
oraz wszystkich innych części przestrzeni publicznej, w których nie ma możliwości zachowania odpowiedniego dystansu między osobami. Takie przepisy obowiązują między
innymi w Polsce i w zdecydowanej większości krajów Europy. Przed szereg na starym kontynencie wysuwają się Francuzi i Hiszpanie. We Francji w całym kraju przepisy nakazujące zasłanianie ust i nosa zbliżone są do polskich, jednak władze samorządowe wielu miast i regionów, w szczególności dużych aglomeracji (m.in. Marsylia, Tuluza, część Paryża) i miejscowości turystycznych, nałożyły dodatkowy nakaz noszenia maseczek również na świeżym powietrzu. W Hiszpanii już wszystkie regiony wprowadziły lokalny nakaz noszenia maseczek zarówno w zamkniętych pomieszczeniach, jak i w otwartych przestrzeniach – 13 sierpnia taki przepis wprowadzono na Wyspach Kanaryjskich. Decydenci poszli nawet krok dalej i za przykładem Galicji zaproponowali również zakaz palenia w miejscach publicznych, w których nie da się zachować odpowiedniego odstępu (np. w ogródkach restauracji i barów). Jako osobną grupę krajów wymienić można niektóre kraje azjatyckie (Chiny, Japonia), w których formalnego obowiązku noszenia maseczek może nie być, ale ze względu na normy kulturowe zakrywanie ust i nosa jest powszechne. Jedynie kilka krajów na świecie do tej pory nie wprowadziło (przynajmniej lokalnie) żadnych przepisów nakazujących noszenie maseczek i w których
20 sierpnia 2020 r. takie zachowanie nie jest powszechne. W Europie są to Norwegia, Szwecja, Finlandia i Białoruś.

Za niezastosowanie się do obowiązku zasłaniania ust i nosa grożą kary grzywny. W Polsce jest to mandat w wysokości 500 PLN, choć sprawa może również zostać przekazana do sanepidu, który może nałożyć nawet 30 tys. PLN kary administracyjnej. We Francji grozi mandat w wysokości 135 EUR, w Hiszpanii jest to około 100 EUR, a w Portugalii między 120 EUR a 350 EUR. Do najwyższych należą kary przewidziane przez prawodawcę irlandzkiego. Nie dość, że maksymalna wysokość mandatu za nienoszenie maseczki wynosi tam 2,5 tys. EUR, to w przypadku rażących naruszeń przepisów grozi nam również kara do
6 miesięcy pozbawienia wolności.

We Włoszech kary mają charakter regionalny. I tak w rejonie Mediolanu za nienoszenie maseczki grozi do 400 EUR kary, a np. w Kampanii już do 1000 EUR. Ze zróżnicowaniem kar w zależności od regionu (miasta) spotkamy się także między innymi w Niemczech. W Berlinie wysokość mandatu za niedostosowanie się do przepisów to 50 EUR i nawet 500 EUR dla „recydywistów”, w Nadrenii Północnej-Westfalii jest to 150 EUR. W Stanach
Zjednoczonych już w 34 stanach funkcjonuje jakaś forma obowiązkowego noszenia maseczek. Wysokość kary za naruszenie tego obowiązku zależy od stanu i hrabstwa, jednak zazwyczaj waha się od 100 USD do 300 USD.

Podobnie jak przepisy, również wysokość kar podlega zmianom. Dla przykładu, w Wielkiej Brytanii do niedawna mandat za brak maseczki wynosił 100 GBP (50 GBP jeśli wpłaty dokonano w ciągu 14 dni). Najwidoczniej kara ta nie była wystarczająco odstraszająca,
gdyż 14 sierpnia Boris Johnson ogłosił nowe przepisy, które zakładają dwukrotny wzrost
kary za każde kolejne wykroczenie aż do maksymalnej wysokości 3200 GBP.

Jak widać, od początku pandemii mamy do czynienia z prawdziwą karuzelą zmian
przepisów dotyczących obowiązku noszenia maseczek, jak i kar za ich nieprzestrzeganie. Zmiany wynikały ze stanu (nie)wiedzy na temat skuteczności maseczek, z ich dostępności, ze strachu przed niekontrolowanym rozrostem pandemii oraz z późniejszego oswojenia się z problemem. Motywowane były nie tylko względami epidemiologicznymi, lecz
także kulturowymi, politycznymi i gospodarczymi. Należy pamiętać, że pandemia koronawirusa jest pierwszym prawdziwie globalnym kryzysem epidemiologicznym i dla większości krajów walka z nim jest zupełną nowością, podobnie jak konieczność zasłaniania ust i nosa oraz uchwalanie przepisów nakładających taki obowiązek. W dużej mierze częstotliwość zmian wynika z pogłębiania i poszerzania wiedzyna temat skuteczności różnych działań. I choć w najbliższej przyszłości najpewniej należy spodziewać się, że „maseczkowa karuzela” dalej będzie się kręcić, to warto mieć nadzieję, że przynajmniej zaczerpniemy z niej odpowiednie doświadczenia i wyciągniemy właściwe wnioski. I że następnym razem (choć miejmy nadzieję, że ten dzień nigdy nie nadejdzie) będziemy zdecydowanie lepiej przygotowani.

[1] Informacje zawarte w niniejszym wpisie są aktualne wg
stanu na 13 sierpnia 2020 r.
[2] http://files.fast.ai/papers/masks_lit_review.pdf
[dostęp: 13.08.2020].
[3] https://www.healthaffairs.org/doi/10.1377/
hlthaff.2020.00818 [dostęp: 13.08.2020].
[4] https://www.medrxiv.org/content/10.1101/
2020.05.22.20109231v5 [dostęp: 13.08.2020].

źródło : Tygodnik PIE

Czy emeryci ucierpią na kryzysie?

Zastój gospodarczy i wysoki wskaźnik zwolnień wpłynął na ilość spływających do ZUSu składek emerytalnych. Będzie to miało wpływ na wysokość emerytur tych osób, które z powodu epidemii koronawirusa tracą teraz pracę lub zmniejsza się ich pensja. Niższe składki, odprowadzane na konto emerytalne lub przerwa w ich opłacaniu – wpłyną na wysokość ich emerytur w przyszłości. Jednak obecna sytuacja gospodarcza będzie miała także niemały wpływ na wysokość świadczeń tych osób, które na emeryturę przechodzą za chwilę. To, ile emerytury dostaną, zależy bowiem od waloryzacji kapitału emerytalnego, którym dysponuje ZUS. A waloryzacja ta zależna jest od aktualnej sytuacji gospodarczej kraju.

– Osoby, które będą przechodziły na emeryturę za rok, w gruncie rzeczy wypracowały już swój kapitał emerytalny. Składki, które teraz odprowadzą, nie powinny mieć na to dużego wpływu. Jednak wysokość waloryzacji kapitału emerytalnego zależy od tempa przyrostu wszystkich składek. Dlatego osoby, które będą przechodzić na emeryturę za chwilę, też będą poszkodowane przez tę sytuację – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Nie ma wątpliwości, że skala strat będzie duża. Zwolnienie przedsiębiorców ze składek na ZUS będzie miało wpływ na poziom waloryzacji nie tyle samych emerytur – co kapitału emerytalnego tych osób, które są tuż przed przejściem na emeryturę. W taki sposób został skonstruowany nasz system – mechanizm bilansujący dostosowuje wysokość emerytur do sytuacji gospodarczej. Niestety pociąga on za sobą też taki skutek, że przyszłe emerytury będą naliczane w oparciu o mniej korzystne parametry – tłumaczy Kozłowski.

Nie takiego protokołu się spodziewano – sytuacja na rynku walutowym

Fed pozostaje gołębi, ale w opublikowanych wczoraj minutkach z lipcowego posiedzenia FOMC nie przypomniał o tym, ani też nie zasugerował, że zamierza agresywnie pogłębić ekspansywne nastawienie. Dokument nie spełnił wygórowanych oczekiwań rynkowych, oferując powód do wzrostu rentowności obligacji skarbowych i odbicia USD.

Protokół po lipcowym posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku został odczytany, jakby Fed był zadowolony z aktualnego kształtu polityki monetarnej, nawet jeśli utrzymują się obawy o wpływ kryzysu zdrowotnego na gospodarkę. W szczególności zaskoczeniem był duży opór w szeregach komitetu przed wprowadzeniem ograniczeń dla wzrostu rentowności obligacji skarbowych (tzw. kontrola krzywej dochodowości = yield curve control, YCC), gdyż większość członków uważa, że takie rozwiązanie przyniesie niewielkie korzyści. W minutkach nie pojawiły się też żadne wskazówki o poważnych zmianach w forward guidance dotyczących celu inflacyjnego. Innymi słowy Fed nie dostarczył niczego, co mogłoby gwarantować utrzymanie niskich stóp procentowych na wiele lat do przodu. Z drugiej strony w żadnym miejscu nie wykluczył takiego scenariusza. Wręcz przeciwnie, decydenci wyrazili obawy o ścieżkę ożywienia w obliczu nasilenia się skali zachorowań na wirusa. Komunikat zasugerował, że członkowie gorąco debatują nad dalszą ekspansją monetarną, gdyby warunki gospodarcze uległy ponownemu pogorszeniu.

Rynek jednak chciał więcej. Na pozbawionym innych impulsów wakacyjnym rynku trwająca pięć dni przecena dolara potrzebowała świeżego paliwa. I to najlepiej w postaci jasnych wskazówek Fed, że nasilenie gołębiości jest tuż za rogiem (tj. pojawi się na wrześniowym posiedzeniu). Tego w minutkach brakowało, a inwestorzy pozostali na wyśrubowanych poziomach EUR/USD i innych crossów z dolarem (także złoto). Nocna przecena oczyszcza rynek z zatęchłego pozycjonowania, jednak przekaz z minutek nie powinien być pretekstem do silniejszego odwrotu w stronę USD. Od wczoraj nic nie zmieniło się w podstawach gospodarczych, monetarnych i fiskalnych. Wirus zagraża ożywieniu w USA, wsparcie fiskalne stanęło pod znakiem zapytania, w rezultacie otwartą pozostaje droga do dalszego luzowania polityki Fed. Obecnie nie ma konieczności ucinać spekulacje o rychłej normalizacji polityki monetarnej, bo takich spekulacji nie ma. Jedyne, co się od wczoraj zmieniło, to tylko oczekiwania rynkowe uległy schłodzeniu. Jednak kierunek w średnim terminie nie powinien ulec zmianie. Dolar pozostanie słaby.

Schłodzenie nastrojów rynkowych przykróciło optymizm w stosunku do walut rynków wschodzących, przynosząc odbicie EUR/PLN ponad 4,40. Jeszcze przed publikacją minutek FOMC widać było, jak odchylenie kursu pod 4,38 szybko spotkało się z reakcją strony kupującej i dalej uważamy, że w tym rejonie złoty zahacza o przewartościowanie. Poza śledzeniem sentymentu na rynkach zewnętrznych nic innego nie buduje przekonania, aby złoty miał dalej zyskiwać. Ale też takie zawężenie listy determinantów zmienności sugeruje, że podbicia powinny aktualnie wyhamowywać przy 4,41, gdyż nie sądzimy, aby dalsze odbicie dolara na rynkach bazowych miało być kontynuowane.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Doświadczona menedżerka wzmacnia BNP Paribas Real Estate Poland

0

Justyna Nieciecka w strukturach BNP Paribas Real Estate Poland obejmie nowo utworzone stanowisko Business Development Managera. Transfer do agencji doradztwa na rynku nieruchomości jest transferem wewnątrz Grupy BNP Paribas ze struktur BNP Paribas Bank Polska S.A. Nowa menedżer będzie odpowiedzialna za rozwój działalności firmy, budowanie oraz utrzymywanie relacji z klientami banku i strategiczne doradztwo przy projektach nieruchomościowych.

Justyna Nieciecka posiada bogate doświadczenie w rozwoju biznesu, które zdobywała pracując w sektorze bankowym przez blisko 20 lat. W swojej karierze realizowała cele sprzedażowe, dbając o długofalowy rozwój relacji z klientami bankowości korporacyjnej, a w ostatnich latach głównie o zasięgu międzynarodowym. Wieloletnie doświadczenie zawodowe zdobywała w renomowanych instytucjach finansowych (BNP Paribas Bank Polska S.A., BZ WBK, mBank, ING Bank oraz Bank Handlowy). Zanim dołączyła do BNP Paribas Real Estate Poland zarządzała relacjami biznesowymi w ramach BENELUX & Nordic Desks w BNP Paribas Bank Polska S.A., a także odpowiadała za realizację wielu projektów z udziałem międzynarodowych izb handlowych. W swoim dorobku zawodowym ma założenie i współprowadzenie przez 5 lat kancelarii inwestycyjnej zorientowanej między innymi na rynek nieruchomości.

-Transfer Justyny Niecieckiej to efekt bliskiej współpracy pomiędzy spółkami Grupy BNP Paribas, która stanowi fundament naszej kultury organizacyjnej. Dzięki bliskim relacjom między naszymi firmami mamy aktualną wiedzę nt. produktów przez nie oferowanych, dlatego możemy zaoferować Klientom Grupy BNP kompleksowe i niestandardowe rozwiązania nie tylko w zakresie finansowania czy obrotu nieruchomościami. Justyna posiada wysokie kompetencje menedżerskie, a dzięki swojej wieloletniej pracy dla Banku BNP Paribas Polska bardzo dobrze zna strukturę Grupy oraz ekspertów z poszczególnych spółek. Dzięki jej wysokim kompetencjom będzie łącznikiem pomiędzy nami i pomoże realizować przedsięwzięcia rozszerzające działalność naszej firmy. – Erik Drukker, CEO CEE, BNP Paribas Real Estate

Bardzo cieszymy się, że nie tylko możemy zatrzymać w grupie osoby bardzo doświadczone i kompetentne, ale też, że możemy stworzyć dla nich w organizacji nowe możliwości rozwoju. Jestem przekonana, że dalsza współpraca z bankiem zaprocentuje na wielu płaszczyznach. – Agnieszka Konarzewska-Włodarczyk, Dyrektor Zarządzający Pionu Przedsiębiorstw Międzynarodowych, Sektora Publicznego i Instytucji, BNP Paribas Bank Polska S.A

Justyna Nieciecka od 2008 roku jest licencjonowanym pośrednikiem w obrocie nieruchomościami, ukończyła studia MBA oraz podyplomowe studia w zakresie administrowania i obrotu nieruchomościami.

Nowe przepisy zdestabilizują rynek gospodarowania odpadami

• Odpady pochodzące z mechanicznego przetworzenia odpadów komunalnych, będą mogły być przetwarzane termicznie jedynie w spalarniach – przewiduje projekt rozporządzenia ministra klimatu.
• Zdaniem Konfederacji Lewiatan ograniczenie sposobów przetwarzania odpadów wyeliminuje z rynku pewną grupę firm, mimo iż prowadzą one analogiczne procesy termicznego przekształcania co spalarnie.

– Niezrozumiałe, z punktu widzenia zasady efektywnego gospodarowania odpadami jest ograniczenie możliwości stosowania odpadów pozyskanych w procesie mechanicznego przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych wyłącznie do spalarni odpadów, pomijając inne rodzaje instalacji – mówi Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Już obecnie tylko sektor cementowy poddaje termicznemu przetwarzaniu ok. 1,5 mln ton odpadów rocznie. Firmy prowadzące takie instalacje poniosły ogromne koszty inwestycyjne w celu dostosowania technologii do współspalania paliwa, co z kolei przekłada się pozytywnie na ochronę środowiska.

– Zastosowanie odpadów w zastępstwie węgla nie tylko pozwala zaoszczędzić cenne zasoby paliwa kopalnego, ale również z uwagi na zawartość biomasy w odpadach, umożliwia ograniczenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery – dodaje Dominik Gajewski.

Projekt rozporządzenia ministra klimatu może przyczynić się do obniżenia konkurencyjności instalacji i tym samym nie spadną ceny przetwarzania odpadów komunalnych. Zmniejszenie liczby firm przetwarzających odpady ograniczy bowiem konkurencję, co zgodnie z prawem popytu i podaży, spowoduje wzrost cen.

Nowe przepisy wprowadzają również obowiązek rozładunku i przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych w zamkniętych obiektach. Mają być one wyposażone w szczelne podłoże zapobiegające przedostawaniu się odcieków do środowiska, a także w urządzenia wentylacyjne oraz ograniczające przenikanie pyłów do powietrza, co ma na celu ograniczenie emisji do środowiska, w tym zredukowanie uciążliwości zapachowych. Firmy prowadzące instalacje będą musiały ponieść duże koszty, aby dostosować obiekty do nowych regulacji.

Ponadto, projekt rozporządzenia nie zawiera przepisów przejściowych, które wskazywałyby w jaki sposób nowe regulacje należy stosować do decyzji oraz pozwoleń wydanych wcześniej.

– To kolejna, w ostatnich latach, regulacja destabilizująca warunki prowadzenia działalności na rynku gospodarowania odpadami w Polsce. Brak ciągłości prawnej oraz częsta konieczność dostosowywania instalacji do zmieniających się wymogów, skutkuje olbrzymimi nieuzasadnionymi kosztami oraz uniemożliwia skuteczne planowanie i realizację przedsięwzięć z zakresu gospodarowania odpadami – podkreśla Dominik Gajewski.

Konfederacja Lewiatan

Coraz więcej ludzi ma problemy ze snem. To niepokojące, zwłaszcza w dobie pandemii

Tylko 49 proc. ludzi jest zadowolonych z jakości swojego snu. Większość z nas przesypia mniej niż zalecane minimum siedem godzin, a w ciągu nocy budzimy się przeciętnie dwa razy wynika z globalnego badania przeprowadzonego przez firmę Philips. Czynników zaburzających jakość snu jest wiele, ale najczęściej wymienianym z nich jest stres – co trzecia osoba deklaruje, że to właśnie stresujący tryb życia jest główną przyczyną ich problemów z wysypianiem się. Coraz częstsze nadużywanie telefonów komórkowych w sypialni także nie pozostaje bez znaczenia dla jakości naszego odpoczynku w nocy. W walce z zaburzeniami snu niezwykle użyteczne okazują się być nowe technologie urządzenia do diagnostyki oraz leczenia oparte na zaawansowanych algorytmach.

Jak wynika z ogólnoświatowego badania „Wake Up Call: Global Sleep Satisfaction Trends” przeprowadzonego przez firmę Philips, jedynie 49 proc. badanych jest zadowolonych z jakości swojego snu. Aż 3/4 przyznaje, że są mniej produktywni, a 61 proc. – że ich pamięć pogarsza się, jeżeli nie są wyspani. Z drugiej strony 84 proc. deklaruje, że ich nastrój w ciągu dnia jest znacznie lepszy, jeżeli dobrze przespali noc, a aż  90 proc. uważa, że sen jest jednym z kluczowych czynników wpływających zarówno na kondycję fizyczną, psychiczną, jak i na regenerację organizmu.

– Szacuje się, że w sumie ok. 50–60 proc. populacji ma kłopoty związane ze snem. To mogą być problemy złożone, takie jak insomnia, parasomnia czy bezdech senny, a także nieco bardziej powszechne, związane z odczuwanym przez nas stresem czy korzystaniem z telefonu komórkowego tuż przed zaśnięciem – mówi agencji Newseria Biznes Michał Grzybowski, dyrektor dywizji Connected Care w krajach Europy Środkowo-Wschodniej w firmie Philips. – Optymizmem napawa fakt, że rośnie nasza świadomość dotycząca pozytywnego działania snu i jego jakości na nasze samopoczucie.

Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, zdrowy sen odgrywa istotną rolę. Jak pokazują badania przeprowadzone przez firmę Sleep Standards, aż 77 proc. Amerykanów cierpi na problemy ze snem, przy czym dla 44 proc. główną przyczyną jest złość wywołana pandemią. Pozostałe przyczyny, jakie wymieniali ankietowani, to m.in. obawa o najbliższych czy doskwierająca samotność. Wysypianie się i odpowiedni wypoczynek, zwłaszcza w dobie pandemii koronawirusa, mają kluczowe znaczenie dla budowania odporności i wzmacniania organizmu. Sen w takim samym stopniu co układ odpornościowy chroni nas przed chorobami.

– Całe nasze życie jest zależne od rytmu okołodobowego, którego istotną częścią jest prawidłowy sen. Uczucie wyspania jest niezbędne, żeby nasz komfort życia był na odpowiednim poziomie. W czasie snu w całym organizmie zachodzi szereg procesów metabolicznych związanych z czynnością mózgu, niezbędnych, abyśmy mogli dobrze funkcjonować w ciągu dnia. Cała gospodarka hormonalna, pulsacyjne wydzielanie hormonów płciowych, a także procesy związane z łaknieniem także są powiązane ze snem. Zatem gdy go brakuje – organizm funkcjonuje gorzej – mówi dr Paweł Nastałek z Kliniki Pulmonologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Stres i zmartwienia są głównym czynnikiem pogarszającym jakość snu – w badaniu firmy Philips wskazuje na nie 33 proc. osób. W coraz większym stopniu winne są też przenośne urządzenia, takie jak choćby telefon czy tablet, oraz brak odpowiedniej higieny snu. Blisko 4 na 10 badanych tuż przed zaśnięciem „scrolluje” wiadomości, gra w gry albo przegląda social media. Z kolei co 10. przyznaje, że w ciągu nocy odpowiada na SMS-y i wiadomości, które wybudzają go ze snu. W sumie prawie 80 proc. badanych przyznaje się do korzystania w łóżku z telefonu komórkowego.

– Aż 40 proc. ludzi tuż przed snem używa telefonów komórkowych, więc są eksponowani na światło z ekranu. Podobnie dla blisko 40 proc. ludzi pierwszą czynnością tuż po przebudzeniu jest sięgnięcie po telefon komórkowy. To nie wpływa korzystnie na jakość naszego snu oraz pracę naszego mózgu – mówi Michał Grzybowski z firmy Philips.

Jakość snu oddziałuje także na relacje międzyludzkie. 30 proc. badanych deklaruje, że trudności ze snem mają wpływ na ich związek z partnerem życiowym (wśród osób z bezdechem sennym ten odsetek wzrasta do 51 proc.), a 36 proc. czasami sypia osobno ze swoim partnerem, żeby poprawić jakość swojego odpoczynku.

Konsekwencje wynikające z niewłaściwej higieny snu mogą być zauważalne od razu – takie symptomy jak zmęczenie w ciągu dnia, rozdrażnienie czy spadek odporności powinny zwrócić naszą uwagę. Problemy te mogą prowadzić także do długofalowych skutków, takich jak bezsenność, a nawet bezdech senny.

– Zaburzenia snu o typie bezsenności pojawiają się coraz częściej i są związane z trybem życia – z presją środowiska, brakiem czasu – wymienia dr Paweł Nastałek. – By im przeciwdziałać, powinniśmy stosować się do szeregu wzorców nazwanych tzw. higieną snu. Należy chodzić spać o podobnej porze, unikać picia kawy, herbaty, palenia papierosów przed pójściem do łóżka. Nie należy też czytać w łóżku książek i oglądać telewizji przed snem, a kłaść się wtedy, kiedy czujemy, że faktycznie chce nam się spać.

W walce z zaburzeniami snu niezwykle pomocne mogą być innowacyjne technologie. Nowoczesne algorytmy i wykorzystujące je urządzenia diagnostyczne coraz częściej wspierają lekarzy i pacjentów w walce o poprawę jakości snu. Przykładem mogą być aparaty CPAP, służące zarówno do diagnostyki, jak i terapii bezdechu sennego. Dzięki algorytmowi rejestrują one dane związane z jakością snu, na podstawie których lekarz jest w stanie ustalić stopień zaburzeń oraz dobrać odpowiednią terapię.

Bezdech jest poważną chorobą, której nie należy bagatelizować. Powoduje między innymi zmęczenie, rozdrażnienie i problemy z koncentracją, ale może też prowadzić do zaburzeń rytmu serca czy wysokiego ciśnienia. Brak leczenia może skutkować między innymi udarem mózgu czy zawałem serca.

– Problem zaburzeń snu jest bardzo powszechny. Duży procent populacji cierpi na bezsenność, natomiast jeśli czujemy się permanentnie senni, mamy przerwy w oddychaniu podczas snu, może to świadczyć o występowaniu bezdechu sennego, zwłaszcza w korelacji z otyłością. Szacuje się, że z tą chorobą mierzy się nawet kilkanaście procent społeczeństwa, niestety często o tym nie wiedząc. A bezdech senny może być bardzo groźny jest w stanie skutecznie obniżyć nasz komfort życia, a także przyczynić się do innych powikłań zdrowotnych, choćby kardiologicznych – mówi dr Nastałek.

Jak podkreśla, w bezdechu sennym jednym z głównych czynników ryzyka są nadwaga i otyłość oraz nadciśnienie tętnicze lub przerost migdałków u dzieci. Do lekarza pierwszego kontaktu powinny zgłosić się zwłaszcza osoby z grupy ryzyka, które czują się permanentnie senne albo mają problem z chrapaniem w nocy. Sygnałem ostrzegawczym mogą być też częste i długie drzemki w ciągu dnia. Leczenie bezdechu sennego jest możliwe, a lekceważenie tego schorzenia może powodować szereg negatywnych konsekwencji, wpływać na pamięć czy zdolność koncentracji.

Pandemia ograniczyła konsumpcjonizm Polaków. Aż 30 proc. zrezygnowało w tym roku z wakacji, co przekłada się na kondycję środowiska

Pandemia przyczyniła się do zmiany nawyków konsumenckich i ograniczenia nadmiernego konsumpcjonizmu. 37 proc. Polaków zaczęło dokładniej planować zakupy spożywcze, dzięki czemu marnuje mniej jedzenia. Niemal 1/3 zrezygnowała ze zbędnych wydatków, w tym zakupu nowych ubrań czy sprzętu RTV/AGD, a co piąty stara się więcej oszczędzać. To wpływa na zasobność naszych portfeli, lecz także zmiany klimatyczne. Prawie połowa Polaków uważa, że koronawirus miał pozytywne przełożenie na stan środowiska – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Grupy KRUK.

Według wyliczeń organizacji Global Footprint Network w tym roku Dzień Długu Ekologicznego przypadnie w sobotę, 22 sierpnia. To ruchoma data, wyznaczająca moment, w którym zapotrzebowanie ludzkości na zasoby planety w danym roku przekroczyło możliwości ich regeneracji. To oznacza, że o miesiąc wolniej niż w zeszłym roku zużywaliśmy naturalne zasoby planety, które naturalnie mogą się regenerować.

– Od tego momentu, kiedy wykorzystaliśmy zasoby przeznaczone na cały rok, na dobrą sprawę żyjemy na kredyt naszej planety. Mechanizm tworzenia się długu ekologicznego jest bardzo podobny do długu finansowego. Im dłużej bagatelizujemy sprawę, tym trudniej jest wyjść na prostą. Dlatego ważna jest świadomość takiego zadłużenia i jego konsekwencji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Salach z Grupy KRUK.

Z ekonomicznej perspektywy dług ekologiczny oznacza nadmierne wykorzystanie zasobów planety, kosztem przyszłych pokoleń. Od 1987 roku ten dzień wypadał coraz wcześniej – najpierw w październiku, a od 2005 roku regularnie przypadał coraz wcześniej. W ubiegłym roku Dzień Długu Ekologicznego obchodzono rekordowo wcześnie, bo już 29 lipca. Przesunięcie tego terminu w tym roku oznacza zatem, że planeta ma o miesiąc dłużej na zregenerowanie swoich naturalnych zasobów.

Paradoksalnie globalna pandemia SARS-CoV-2 okazała się mieć pozytywny wpływ na środowisko. Przyczyniła się do chwilowego spadku emisji CO2 w różnych sektorach gospodarki, m.in. w transporcie, przemyśle i lotnictwie. Ten pozytywny skutek pandemii dostrzegli też Polacy. Z nowego badania przeprowadzonego na zlecenie Grupy KRUK wynika, że zdaniem 48 proc. respondentów miała ona korzystny wpływ na środowisko (odmiennego zdania jest raptem 20 proc. badanych). 73 proc. uważa, że poprawie kondycji środowiska naturalnego najbardziej przysłużyło się ograniczenie podróży i związana z tym niższa emisja zanieczyszczeń.

Pandemia przyczyniła się także do zmiany przyzwyczajeń i decyzji zakupowych konsumentów. Ograniczyła nadmierny konsumpcjonizm, który – poza zasobnością portfeli – wpływa również na stan klimatu. Przykładowo 37 proc. z grupy badanych, która dostrzega pozytywny wpływ pandemii na środowisko, wskazało, że dokładniej planuje zakupy spożywcze, dzięki czemu marnuje mniej jedzenia.

 Ponieważ jesteśmy zmuszeni do planowania zakupów na dłuższy czas, marnujemy mniej jedzenia, do którego produkcji są potrzebne zasoby takie jak woda i energia. To ma pozytywny wydźwięk i spowodowało, że w tym roku Dzień Długu Ekologicznego przypada trochę później – tłumaczy Agnieszka Salach.

Z badania Grupy KRUK wynika, że dla 38 proc. Polaków sytuacja epidemiczna nie miała wpływu na decyzje zakupowe. Część zaczęła jednak bardziej świadomie zarządzać swoim domowym budżetem i podejmować bardziej przemyślane decyzje zakupowe. Prawie połowa spędza mniej czasu w galeriach handlowych. Niemal 1/3 Polaków zrezygnowała ze zbędnych wydatków. Tylko 7 proc. badanych zadeklarowało, że kupuje więcej.

 16 proc. Polaków odpowiedziało nam, że od marca, czyli od ogłoszenia pandemii, stara się więcej oszczędzać. Te oszczędności wiążą się głównie z rezygnacją z niektórych dóbr, które kupowaliśmy do tej pory, chociażby z wyjazdów wakacyjnych. Tak zadeklarowało ok. 30 proc. ankietowanych – wskazuje ekspertka z Grupy KRUK.

Blisko połowa Polaków (47 proc.) nie zrezygnowała ze swoich bieżących lub wcześniej zaplanowanych wydatków. Są jednak tacy, których sytuacja finansowa się pogorszyła bądź jest niestabilna. Niewielki odsetek, bo po 2 proc. ankietowanych, deklaruje, że rezygnuje z terminowego opłacania bieżących zobowiązań, takich jak rachunki telefoniczne, czynsz, prąd czy gaz. Po 3 proc. badanych przyznało, że nie płaci terminowo rat kredytów lub pożyczek. Niemniej jednak aż 18 proc. Polaków zrezygnowało z zakupu nowych ubrań, 16 proc. wstrzymało się z zakupem nowego sprzętu RTV lub AGD, a 10 proc. – z zaplanowanym kupnem samochodu.

29 proc. osób ogółem odpowiedziało nam, że rezygnuje ze zbędnych wydatków i bardziej analizuje swoje plany zakupowe – mówi Agnieszka Salach.

Badanie Grupy KRUK pokazuje jednak, że Polacy są sceptyczni i ich zdaniem te pozytywne zmiany mają krótkotrwały charakter.

 Niestety tylko 19 proc. uważa, że najprawdopodobniej ten trend rezygnacji z dodatkowych zakupów i dbania o środowisko się utrzyma – mówi specjalistka.

Warszawska giełda chce uruchomić platformę obrotu surowcami wtórnymi. Czeka na stabilne i transparentne przepisy

W lipcu przed siedzibą GPW na Książęcej stanął recyklomat do segregacji odpadów. W najbliższych miesiącach giełda chce sprawdzić potencjał komercjalizacji tego rozwiązania i możliwość połączenia go z projektowaną właśnie platformą obrotu surowcami wtórnymi. Stworzenie takiej platformy do handlu odpadami i systemu certyfikatów recyklingowych to jedna z inicjatyw strategicznych GPW. Ma zostać uruchomiona w ciągu roku od momentu stworzenia w Polsce stabilnych i transparentnych ram prawnych dla rynku odpadów.

Planujemy uruchomienie platformy obrotu surowcami wtórnymi wspólnie z EcoTech, innowacyjną spółką z branży recyklingu. W ramach programu inkubacji, którego sponsorem jest Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, a organizatorem HugeTECH, chcemy zbadać, czy da się włączyć w naszą platformę detaliczne, dostępne dla wszystkich recyklomaty. Takie urządzenie stanęło przed siedzibą giełdy i będziemy sprawdzać, jak ludzie z niego korzystają, jakie dane wypływają i czy możemy je włączyć do naszej koncepcji platformy obrotu surowcami wtórnymi – mówi agencji Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Recyklomat do segregacji odpadów stanął przed siedzibą GPW na Książęcej na początku lipca. To część Motywacyjnego Systemu Gospodarki Odpadami (MSGO) autorstwa spółki EcoTech System. Program ma zachęcać mieszkańców do segregacji odpadów i nagradzać ich za  to przy użyciu aplikacji mobilnej ECO-Portfel. Najpierw recyklomat zbiera i automatycznie segreguje butelki, plastik czy aluminium, a system rejestruje transakcje i nagradza użytkownika za segregację ECO-punktami, które mają realną wartość i można je wymieniać na kupony rabatowe.

Warszawska giełda chce w kolejnych miesiącach przetestować potencjał komercjalizacji tego rozwiązania. GPW chce sprawdzić, czy stworzony przez spółkę system wpisuje się w koncepcję elektronicznej platformy obrotu surowcami wtórnymi. Ta nie jest nowy pomysł – zapowiedzi takiej inicjatywy pojawiły się już w 2018 roku. Warszawska giełda do nich wróciła i wymienia jako jedną z kluczowych inicjatyw w aktualizacji strategii HASHGPW2022.

Równolegle zamierza stworzyć system certyfikatów recyklingowych. Polegać to będzie na potraktowaniu odpadów jak surowca, którym można obracać, np. na wzór handlu certyfikatami CO2.

Platforma będzie miała dwa wymiary: pierwszy finansowy, czyli przy recyklingu będzie wydawany certyfikat recyklingowy, którym można będzie obracać na platformie i umorzyć go na giełdzie. To model znany np. z zielonych certyfikatów, które były umarzane przez Towarową Giełdę Energii. Drugi  wymiar to rzeczywista sprzedaż, czyli wystandaryzowane, przetworzone towary z recyklingu będzie można nabywać za pośrednictwem tej platformy – tłumaczy Marek Dietl.

Spółka zaznacza, że projekt wpisuje się w unijny plan budowania gospodarki w obiegu zamkniętym. Jednak komercyjne wdrożenie platformy zależy od tego, kiedy i w jakim kształcie zacznie w Polsce obowiązywać Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta i Pakiet Dyrektyw Odpadowych, które definiują zakres odpowiedzialności producentów za odpady opakowaniowe. Ministerstwo Klimatu kończy prace nad ich ostatecznym kształtem i harmonogramem wdrażania.

GPW czeka z uruchomieniem projektu na wdrożenie w Polsce stabilnych i transparentnych ram prawnych dla rynku odpadów. Od nich będzie uzależniony kształt i funkcjonalności nowej platformy.

– Jak tylko pakiet regulacji zostanie wdrożony, w ciągu roku będziemy gotowi, aby uruchomić platformę, a być może także połączyć ją z siecią recyklomatów – zapowiada prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Pracownika można odwołać z urlopu, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach. Za odmowę grozi mu nawet zwolnienie dyscyplinarne

Pandemia koronawirusa wpłynęła na terminy urlopów. Co do zasady to pracownik sam wybiera, kiedy chce wypoczywać, oczywiście w uzgodnieniu z pracodawcą. Ten może jednak nie zgodzić się na proponowany termin, jeśli nieobecność pracownika w tym okresie zakłóciłaby pracę firmy. Może również przerwać zatrudnionemu urlop, o ile nastąpiły szczególne okoliczności nieprzewidziane wcześniej. W takiej sytuacji pracodawca ma jednak obowiązek zwrócić pracownikowi poniesione koszty. Jeśli ten odmówi powrotu z urlopu, w skrajnych przypadkach może zostać zwolniony dyscyplinarnie.

 Zazwyczaj plany urlopów są uzgadniane na początku roku kalendarzowego, czyli harmonogramy urlopów poszczególnych pracowników obowiązują od stycznia. Pracodawca może jednak odmówić pracownikom urlopu, który został już zaplanowany na początku roku, z uwagi na. szczególne potrzeby firmy, wtedy, kiedy nieobecność zatrudnionego w zakładzie pracy spowoduje poważne zakłócenia toku pracy – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewelina Kozłowska-Kowalczuk, radca prawny z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

W obliczu pandemii, a co za tym idzie – wstrzymania działalności części firm na kilka tygodni albo miesięcy, niektórzy pracodawcy zdecydowali się wysłać pracowników na urlop. Dotyczyło to przede wszystkim zaległych dni urlopowych niewykorzystanych w 2019 roku. W części firm koronawirus pokrzyżował plany urlopów, na które pracodawca wyraził zgodę jeszcze przed wybuchem pandemii.

 Jeśli pracodawca stwierdzi, że ma w danym momencie możliwość pozyskania lukratywnego kontraktu i potrzebuje więcej rąk do pracy, nawet jeśli udzielił już zgody na wolne i jest to w harmonogramie, może pracownikowi tego odmówić. Pracownik powinien się do tego dostosować, bo jest to polecenie pracodawcy – wskazuje Ewelina Kozłowska-Kowalczuk.

Choć teoretycznie to pracownik sam decyduje o terminie urlopu po jego uzgodnieniu z pracodawcą, to pracodawca może odmówić udzielenia wolnych dni w danym czasie. Powinien jednocześnie ustalić wspólnie z pracownikiem inny termin dogodny dla obu stron.

– Przykładowo, jeżeli główna księgowa zaplanowałaby w styczniu urlop na lipiec i sierpień, a pracodawca przed jej urlopem dowie się, że będzie wówczas kontrola w firmie, to wówczas ma prawo wstrzymać swoją zgodę, ponieważ ta osoba odpowiada za sprawy dotyczące finansów i kadrowo-księgowe w spółce – tłumaczy radca prawny z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

Pracodawca może też odwołać pracownika z urlopu, który już trwa, jednak tylko w wyjątkowych sytuacjach, nieprzewidzianych w chwili rozpoczynania urlopu.

– Należy podkreślić, że musi być to konieczna obecność w pracy tego indywidualnego pracownika. Nie może być takiej sytuacji, że jesteśmy w stanie zastąpić go kimś innym – zaznacza Ewelina Kozłowska-Kowalczuk.

Pracownik nie może odmówić powrotu, bo co do zasady jest to polecenie służbowe. Gdy firma odwoła zatrudnionego z urlopu lub odmawia urlopu w ostatniej chwili, powinna mu zwrócić poniesione w związku z tym wydatki, np. na zakwaterowanie, przejazdy, bilety lotnicze lub zakupione wycieczki w biurze podróży.

– Co ważne, jeżeli pracownik jednak zdecydowałby, że nie powróci z urlopu, to nie wykonuje on wówczas polecenia służbowego i pracodawca ma do dyspozycji pewnego rodzaju narzędzia, na które zezwala mu prawo. W sytuacjach skrajnych, które odbijają się na działalności gospodarczej pracodawcy, zwolnienie dyscyplinarne jest jak najbardziej usprawiedliwione – przypomina prawniczka.

Istotne jest jednak, by informacja o odwołaniu z urlopu dotarła do pracownika – powinien odebrać maila lub telefon. Pracownicy wyższego szczebla, jeśli przed wyjazdem zobowiązali się do odbierania telefonów lub przykładowo realizują ważny projekt, a nie można się z nimi skontaktować, muszą liczyć się z konsekwencjami.

– Jako pracownicy nie jesteśmy zobligowani do tego, żeby posiadać komórki służbowe w trakcie wyjazdów czy korzystać ze służbowej skrzynki pocztowej. Jeśli nie uzgodnimy takich sytuacji z pracodawcą przed wyjazdem, to brak odpowiedzi na maila czy telefon nie powinien powodować jakichkolwiek konsekwencji, tym bardziej w postaci kar porządkowych czy zwolnienia dyscyplinarnego – przekonuje radca prawny Ewelina Kozłowska-Kowalczuk.

W dobie pandemii wzrosło znaczenie szyfrowanej komunikacji. Opracowana przez Polaków aplikacja ochroni smartfona nawet przed systemem Pegasus

W trakcie pandemii na znaczeniu zyskuje zaszyfrowana komunikacja. Czas ten pokazał, że uznawane za bezpieczne komunikatory mogą nie spełniać norm bezpieczeństwa. Dlatego też część rządów zleciła opracowanie narzędzi komunikacyjnych na własne potrzeby. Rozwiązaniem może być polska aplikacja, która przede wszystkim nie pozwala użytkownikowi wykonać połączenia lub go odebrać, jeżeli telefon jest zhakowany. Uniemożliwia też ściągnięcie historii z komunikacji.

– Pandemia spowodowała, że szereg trendów dotyczących cyfryzacji znacznie przyspieszył. Zmiany, na które czekalibyśmy 5 czy nawet 15 lat, zaszły w ciągu dosłownie kilku tygodni. Telekomunikacja na odległość to jest chyba największy i najlepszy przykład. Tym bardziej musi być ona bezpieczna w tych czasach, kiedy nie ma możliwości spotkania się face to face i kiedy dokumenty muszą podróżować cyfrowo – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jakub Kokoszka, dyrektor zarządzający UseCrypt USA.

COVID-19 zmienił prawie każdy aspekt naszego codziennego życia, w tym także pracy. Usługi chmurowe Microsoftu odnotowały 775-proc. wzrost popytu na swoich platformach po wprowadzeniu surowych środków izolacji społecznej. Sytuacja ta stwarza również możliwości dla cyberprzestępców, stąd na znaczeniu zyskują narzędzia do szyfrowania komunikacji. Co więcej, pandemia pokazała, że część aplikacji – dotychczas uznawanych za bezpieczne – może tej funkcji nie spełniać.

Już w lutym Komisja Europejska poinstruowała pracowników, aby przestawili się na aplikację Signal ze względu na rosnące obawy dotyczące bezpieczeństwa i prywatności danych w WhatsAppie. Także ​​europejski korpus dyplomatyczny rozpoczął prace nad własnym, dostosowanym do potrzeb komunikatorem. Zwykłe komunikatory mogą być źródłem ataku dla zwykłych użytkowników. Przekonał się o tym jeden z najbogatszych ludzi świata – telefon Jeffa Bezosa został zhakowany po rozmowie przez WhatsAppa z księciem Arabii Saudyjskiej.

Dla użytkowników prywatnych rozwiązaniem może być opracowana przez Polaków technologia UseCrypt.

– Technologia UseCrypt została wykorzystana w trzech narzędziach. UseCrypt Safe służy do zaszyfrowania wszelkich plików na komputerze, daje możliwość bezpiecznego przesłania do innych zaufanych użytkowników tych materiałów. W okresie pandemii dodaliśmy drugie narzędzie. Bring jest pierwszym szyfrowanym polskim narzędziem do wideokonferencji. Nasz komunikator, UseCrypt Messenger, dostępny na App Store i na Google Play, pozwala na rozmowy w jakości HD, wymianę SMS-ów i multimediów, z tym że opiera się wszelkim atakom hakerskim – podkreśla Jakub Kokoszka.

Serwery UseCrypt nie zbierają żadnych danych o historii połączeń czy konwersacji. Wiadomości zaś są szyfrowane na urządzeniach nadawcy i odszyfrowywane na urządzeniu odbiorcy. UseCrypt Messenger także nie przechowuje żadnej komunikacji, co więcej uniemożliwia nieautoryzowany dostęp do aplikacji, szyfruje wszystkie połączenia i wiadomości, sam sprawdza, czy telefon nie został zhakowany, i informuje o zagrożeniach.

– UseCrypt nie pozwala użytkownikowi wykonać połączenia lub go odebrać, jeżeli telefon jest zhakowany. W sytuacji, kiedy użytkownik straci ten aparat, komunikator UseCrypt nie daje możliwości wyciągnięcia historii z tej aplikacji. To są główne wektory ataków stosowane do tej pory – albo przełamujące system operacyjny i zaczynające nagrywać rozmowy, albo pozwalające na wyjęcie historii połączeń i wiadomości z telefonu – tłumaczy dyrektor zarządzający UseCrypt USA.

Dlatego też z komunikatora korzystają administracje państwowe, m.in. Monako, a aplikacja szyfrująca została dopuszczona do dystrybucji przez Ministerstwo Obrony Izraela.

– System Pegasus łamie systemy operacyjne takie jak iOS czy Android i umożliwia wgląd do wszystkiego, co jest dostępne po przełamaniu zabezpieczeń systemowych. UseCrypt ma własne niezależne szyfrowanie, które nie ma nic wspólnego z systemem operacyjnym, tak że tego typu atakujący po przełamaniu zabezpieczeń systemowych musiałby jeszcze przełamać zabezpieczenia UseCrypt, a do tej pory coś takiego się nie wydarzyło – przekonuje Jakub Kokoszka.

Nawet najlepsze komunikatory i aplikacje mogą jednak okazać się niewystarczające, kiedy do użytku wejdą komputery kwantowe. Według raportu RAND Corporation komputery kwantowe, które są wykładniczo szybsze niż którykolwiek z naszych obecnych klasycznych komputerów i są zdolne do łamania kodów, stwarzają poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa obecnych systemów komunikacyjnych.

– Wiemy, że istniejące protokoły będą wówczas niewystarczające. Stąd duży nacisk, który my też kładziemy w pracach badawczo-rozwojowych, na szyfrowanie w erze już postkwantowej – zapowiada dyrektor zarządzający UseCrypt USA.

Modyfikacja DNA pomaga w walce z koronawirusem. Przyspiesza opracowanie skutecznych leków i szczepionki

Szczepionka i skuteczny lek na koronawirusa najprawdopodobniej zostaną opracowane przy użyciu modyfikacji genetycznych technologią CRISPR – twierdzą naukowcy. Metoda pomoże też w przeprowadzaniu testów na obecność SARS-CoV-2. Technologia ta z jednej strony pozwala osiągnąć postęp w walce z chorobami, z drugiej jednak budzi szereg zastrzeżeń natury etycznej. Naukowcy obawiają się wykorzystania jej do tworzenia zmodyfikowanych genetycznie ludzi.

– Technologia CRISPR jest świetnym przykładem bezpośredniej walki z koronawirusem. Z jej pomocą poszukiwana jest szczepionka. To jedna z najważniejszych technologii, jakie cywilizacja wytworzyła do tej pory – technologia inżynierii genetycznej. Sama inżynieria genetyczna nie jest nowa, natomiast to, że mamy od paru lat metodę, która pozwala dokonywać modyfikacji DNA kilkaset razy szybciej, kilkaset razy taniej i kilkaset razy dokładniej – to rewolucja – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Piotr Płoszajski, emerytowany profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Technologia CRISPR jest obecnie w biotechnologii wykorzystywana do celowego modyfikowania genomu. Dzięki niej możliwe jest wycięcie danego segmentu DNA i wstawienie w jego miejsce pochodzącej z zewnątrz sekwencji genetycznej. Jest już m.in. wykorzystywana przez naukowców z Uniwersytetu Stanforda do opracowywania leku przeciwwirusowego skutecznego w walce z COVID-19. Początkowo narzędzie PAC-MAN, oparte na działaniu zabójczego dla wirusów enzymu Cas-13, opracowywane było z myślą o walce z wirusem grypy. Dzięki niemu można jednak zneutralizować wirus SARS-CoV-2 i zatrzymać jego replikację.

Problemem badaczy jest jednak znalezienie sposobu na to, by dostarczyć lek do zaatakowanych komórek płuc pacjenta.

– W zasadzie technologia CRISPR jest jedyną, która pozwala w tej chwili walczyć z wirusem. Nawet niespotykane tempo tworzenia szczepionki pokazuje, jaka ona jest ważna – dodaje prof. Piotr Płoszajski.

CRISPR jest też badana pod kątem przeprowadzania testów na obecność koronawirusa. Firma Sherlock Biosciences nawiązała w sierpniu współpracę badawczą z systemem opieki zdrowotnej Dartmouth-Hitchcock Health (D-HH). Celem ma być rozpoczęcie badań klinicznych nad zestawem Sherlock CRISPR SARS-CoV-2 do wykrywania nowego koronawirusa. Zestaw działa poprzez zaprogramowanie nukleazy CRISPR w celu wykrycia obecności określonej sygnatury genetycznej w wymazie z nosa, nosogardzieli, jamy ustnej i gardła lub płynie oskrzelowo-pęcherzykowym. Wynik otrzymywany jest w ciągu około godziny od przeprowadzenia badania.

To pierwszy i jak dotąd jedyny test diagnostyczny oparty na CRISPR, który otrzymał rekomendację amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA). Technologia CRISPR, choć pomaga znacznie przyspieszyć prace nad wieloma lekami, budzi również duże kontrowersje.

– To jest technologia, która równocześnie może być niezwykle groźna w skutkach, jeżeli ktoś jej użyje w nieprawidłowych, niemoralnych celach. Świat to jest pole sił. Ludzie mają różne motywacje, różne pragnienia, firmy i rządy mają pragnienia, podobnie jak społeczeństwa czy politycy. To wszystko się potem przekłada na jakiś wektor, który w żaden sposób nie jest uzależniony od żadnego z tych aktorów – ocenia naukowiec.

Obawy wiążą się z łatwością i niedużym kosztem związanym z wprowadzaniem modyfikacji genetycznych za pomocą tego narzędzia. Największe kontrowersje dotyczą możliwości jego potencjalnego wykorzystania do tworzenia ludzi o zmodyfikowanym genomie. Podczas drugiego światowego szczytu poświęconego edycji ludzkiego genomu, który miał miejsce w 2018 roku w Hongkongu, prof. He Jiankui, biofizyk z Southern University of Science and Technology, ogłosił wyniki badań nad nadawaniem genetycznej odporności na wirus HIV. W wyniku eksperymentu doszło do urodzenia dzieci ze zmienionym DNA. Wykorzystanie ludzkiego embrionu do modyfikacji genetycznych spotkało się z oburzeniem ludzi świata nauki.

Wątpliwości naukowców wiążą się również z innymi rozwijanymi obecnie dziedzinami nauki.

– Sztuczna inteligencja jest świetnym przykładem tego, że nie wiemy, dokąd zmierzamy. Niewątpliwie pomoże nam ona rozwiązać wiele problemów, pod warunkiem że nie będziemy jej nadmiernie ufać. Ciągle mówimy o sztucznej inteligencji, ale tak naprawdę jeszcze jej nie ma i długo jej nie będzie. A problem polega na tym, że jak my używamy pojęcia „sztuczna inteligencja”, to zakładamy, że to jest inteligencja, i oddajemy jej bardzo wiele różnorodnych procesów we władanie. To jest niebezpieczeństwo – ostrzega dr hab. Piotr Płoszajski.

Według analityków PR Newswire globalny rynek technologii CRISPR ma się rozwijać w tempie blisko 21 proc. średniorocznie, by do 2023 roku osiągnąć wartość 1,55 mld dol. Zdaniem twórców raportu wykładniczy wzrost wynika głównie z wybuchu pandemii SARS-CoV-2, który doprowadził do badań nad lekami na COVID-19.

Kto zarobi najwięcej na przetwarzaniu danych na brzegu sieci?

Przetwarzanie na brzegu sieci jest jednym z najważniejszych trendów XXI wieku dla branży telekomunikacyjnej i IT. Będzie odgrywać kluczową rolę we wdrożeniach 5G i rozwoju urządzeń internetu rzeczy. Według raportu „Telcos & Edge Computing: Opportunity, Distraction or Threat”, przygotowanego przez Vertiv i firmę analityczną Omdia, najwięcej mogą zarobić na nim telekomy, producenci aplikacji i dostawcy usług w chmurze. Czy branża telekomunikacyjna jest gotowa na czekające ją wyzwania i okazje?

Korzyści płynące z przetwarzania danych na brzegu sieci, a więc bliżej końcowego użytkownika, związane są ze zmniejszaniem opóźnień transmisji danych, zwiększeniem szybkości ich przetwarzania, analizą w czasie zbliżonym do rzeczywistego oraz niższymi kosztami zakupu pasma o dużej szerokości. Stwarza to nowe możliwości świadczenia usług przez operatorów telekomunikacyjnych, co w efekcie może przełożyć się na zwiększenie ich dochodów. Mimo tego istnieją jednak wątpliwości, czy dla telekomów koncepcja przetwarzania na brzegu sieci nie okaże się problematyczna. Te kwestie zostały przeanalizowane w raporcie „Telcos & Edge Computing: Opportunity, Distraction or Threat” („Operatorzy telekomunikacyjni i przetwarzanie na brzegu sieci: szansa, problem czy zagrożenie?”), zleconym przez Vertiv i opracowanym przez firmę Omdia. W badaniu wzięło udział 147 operatorów telekomunikacyjnych z całego świata.

Nowe wyzwania sieciowe i energetyczne

Gwałtowny wzrost ilości pracy wykonywanej zdalnie doprowadził do znacznej zmiany charakteru ruchu w sieciach telekomunikacyjnych i zapotrzebowaniu na dane. Ponieważ na całym świecie są wdrażane sieci 5G, będą wymagały dużej mocy obliczeniowej. Przetwarzanie brzegowe ułatwi im poradzenie sobie z obciążeniem dodatkową ilością danych. Ale, póki co, większość operatorów telekomunikacyjnych nie ma takich możliwości. Rozumieją jednak, że aby skutecznie konkurować i zarabiać na 5G, muszą uwzględnić dodatkową moc obliczeniową w urządzeniach brzegowych. Przetwarzanie na brzegu sieci 5G pomoże też zapewnić usługi o bardzo niskim czasie opóźnienia, co jest szczególnie istotne dla komunikacji na linii człowiek-maszyna i maszyna-maszyna.

Sporym wyzwaniem będzie też zachowanie efektywności energetycznej. Jak wynika z badań opublikowanych w zeszłym roku przez Vertiv, sieci 5G mogą zwiększyć zużycie energii od 150% do 170% do 2026 roku. Zwiększyłoby to koszt obsługi sieci 5G i przetwarzania na jej brzegu, zarazem obniżając ich rentowność i trwałość. Efektywność energetyczna będzie musiała zostać osiągnięta w trudnym momencie gospodarczym, kiedy światowe wydatki na IT spadną o 5,1% do poziomu 2,25 bln USD w 2020 r., jak podaje firma badawcza IDC.

Monetyzacja rozwiązań brzegowych

Według badań Vertiv i Omdia, największą część przychodów płynących z wykorzystania rozwiązań brzegowych uzyskają firmy telekomunikacyjne (36%), wyprzedzając producentów aplikacji (30%) i dostawców usług w chmurze (25%).

Operatorzy telekomunikacyjni mogą zmaksymalizować przychody z infrastruktury brzegowej, współpracując z dostawcami usług w chmurze w celu stworzenia aplikacji wykorzystujących 5G. – Oczekiwanie, że operator będzie ekspertem w tworzeniu aplikacji, gier, systemów telemedycznych albo autonomicznych pojazdów i rozwiązań w chmurze jest na wyrost – zwraca uwagę Bartłomiej Raab, country manager w Vertiv Poland. – Dostawcy telekomunikacyjni wiedzą, że musi powstać ekosystem, w którym poszczególne elementy będą tworzone i utrzymywane wspólnie.

Partnerstwo tego typu powinno polegać na rozwijaniu zastosowań komunikacji 5G i rozwiązań brzegowych oraz ustaleniu sposobu ich monetyzacji. Jeszcze do czasu pojawienia się 4G operatorzy telekomunikacyjni zazwyczaj nie współpracowali z innymi firmami. Dopiero niedawno zaczęli zdawać sobie sprawę, że nie chcą świadczyć usług jak WhatsApp czy Facebook, ale raczej zapewniać dla nich platformę, jak ma to miejsce w przypadku systemów iOS czy Android. Aby wspierać tę koncepcję, zapewniać odpowiednią łączność i pomagać w świadczeniu wszystkich usług, potrzebują bogatego ekosystemu.

Współpraca telekomów z instytucjami technologicznymi, detalicznymi lub z sektorem publicznym może pomóc w pokryciu kosztów wdrażania technologii 5G, rozwiązań brzegowych i infrastruktury pomocniczej. – Staną się opłacalne dla operatorów tylko wtedy, gdy będą oni w stanie kontrolować wydatki kapitałowe i operacyjne – mówi Bartłomiej Raab.

Ekspansja iTaxi – więcej taksówek na Okęciu, dworcach i przy galeriach handlowych

iTaxi, polska platforma technologiczna, pozyskała kolejne miejsca postojowe na warszawskim lotnisku Okęcie. Obecnie wynajmuje 2/3 wszystkich dostępnych stanowisk. Jest to kolejny krok w realizacji strategii firmy, zakładającej uzyskanie pozycji lidera w sektorze usług taksówkowych. Kolejnym planowanym działaniem jest zwiększenie liczby pick-up pointów przy galeriach handlowych, restauracjach i dworcach autobusowych z 20 do 100 do końca 2020 roku.

Zgodnie z przyjętą strategią iTaxi od ponad 7 lat konsekwentnie buduje pozycję lidera na polskim rynku usług taksówkowych. Tylko w ostatnim kwartale 2019 roku platforma technologiczna udoskonaliła aplikację mobilną do wersji 4.0, w której znalazła się innowacyjna usługa „Bilet iTaxi” oraz nawiązała współpracę z krakowską korporacją taksówkarską Barbakan, zwiększając liczbę aut w stolicy małopolski do 500 pojazdów.

Z kolei w czerwcu br. aplikacja iTaxi jako jedna z pierwszych pojawiła się w AppGallery, a już dwa miesiące później, dzięki współpracy z fintechem Symmetrical, kierowcy iTaxi otrzymali możliwość codziennego samodzielnego wypłacania zaliczek na poczet wynagrodzenia. Co więcej od początku 2020 roku firma nawiązała współpracę z blisko 500 klientami biznesowymi.

Kolejnym krokiem w ramach realizacji założeń strategii jest zwiększenie liczby miejsc postojowych na warszawskim lotnisku Okęcie i obsługiwanych pick-up pointów w całej Polsce. Połączone jest to z funkcjonalnymi rozwiązaniami technologicznymi aplikacji kierowcy i pasażera iTaxi, które ułatwiają zamawianie kursów poprzez aplikację i nawigowanie pasażerów do wybranych punktów odbioru w danej strefie węzła komunikacyjnego.

Naszym celem jest bycie numerem jeden wśród dostawców usług taksówkowych. Dlatego też nieustannie wprowadzamy innowacje i nawiązujemy partnerstwa, dzięki którym kreujemy trendy technologiczne. Na tym jednak nie poprzestajemy – niezależnie od sytuacji wychodzimy naprzeciw naszym klientom, partnerom i interesariuszom. W czasie pandemii zadbaliśmy o bezpieczeństwo przejazdów, nawiązaliśmy współpracę m.in. z Auchan w zakresie dostaw zakupów, czy z Warsaw Genomics przy dostawie testów na obecność koronawirusa. Działania podjęte przez nas w ostatnich miesiącach bardzo zbliżyły nas do wyznaczonego celu. Kolejnym krokiem na naszej drodze jest zwiększenie liczby miejsc postojowych i pick-up pointów w lokalizacjach strategicznych z punktu widzenia konsumentów. Tylko w lipcu rozpoczęliśmy obsługę 14 nowych stref komunikacyjnych takich jak hotele centra handlowe i budynki biurowe mówi Jarosław Grabowski, CEO iTaxi.

Jednym z priorytetów, przyjętych przez iTaxi w strategii biznesowej jest dostarczanie usług najwyższej jakości. W związku z tym firma w czasie trwania pandemii położyła duży nacisk na bezpieczeństwo przejazdów – zainstalowała przesłony, oddzielające kierowcę od pasażera oraz przeszkoliła kierowców w zakresie dezynfekcji. Dzięki temu zapewniła m.in. bezpieczny transport osobom z chorobami onkologicznymi Fundacji Alivia czy sprawny przewóz testów na koronawirusa we współpracy z Warsaw Genomics.

– W najbliższym czasie poinformujemy o kolejnej ważnej społecznie współpracy, która pomoże wielu potrzebującym osobom – dodaje Jarosław Grabowski, CEO iTaxi.

Firmowa strona na Drupalu, czyli CMS dla dużego biznesu

Wybór systemu do zarządzania treścią dla strony internetowej jest kluczową decyzją, która zaważy na jej działaniu i funkcjonalności w przyszłości. W dzisiejszym artykule bierzemy pod lupę jeden z najpopularniejszych CMS-ów dostępnych na rynku, czyli Drupal. Jak sprawdzi się korporacyjna strona internetowa na Drupalu i co takiego ma w sobie ten system, że jego wybór jest odpowiedni? Sprawdźmy to.

Bezpieczeństwo

Od wielu lat mówi się, że Drupal to jeden z najbezpieczniejszych systemów zarządzania treścią na rynku i nie jest to absolutnie przesada, gdyż ciągły proces pracy nad zabezpieczeniami tego systemu zapewnia najwyższy poziom bezpieczeństwa. Drupal zawiera wiele funkcji zabezpieczeń i prywatności, takich jak wymuszanie silnych haseł, ograniczenie częstości logowania oraz uwierzytelnianie danych, które wpływają na zmniejszenie zagrożeń ataków hakerskich.

Zespół bezpieczeństwa w Drupalu regularnie bada luki w zabezpieczeniach i wydaje odpowiednie dokumentacje z zaleceniami, które dotyczą danego problemu. Jeszcze jednym ważnym elementem jest system kontroli dostępu CMS-a, który jest znacznie bardziej szczegółowy niż w przypadku innych systemów zarządzania treścią. Użytkownikom można przypisywać role z różnymi stopniami dostępu i różnymi zakresami uprawnień. W zależności od potrzebnego poziomu dostępu, userzy otrzymują konkretne role, dzięki czemu z witryny może korzystać wiele osób o różnym poziomie zaufania, a to szczególnie ważne w przypadku firmowej strony internetowej.

Elastyczność i skalowalność

Drupal zapewnia możliwość niestandardowych funkcjonalności, które integrują się z witryną za pomocą modułów, dzięki czemu strona internetowa jest w stanie gonić za technologią wraz z wprowadzaniem coraz to nowszych możliwości. Na oficjalnej stronie systemu dostępnych jest kilkadziesiąt tysięcy płatnych i bezpłatnych modułów tworzonych przez milionową społeczność Drupala, dzięki którym można poszerzyć funkcjonalności witryny, zależnie od aktualnych potrzeb.

Warto też wspomnieć, że potężne możliwości Drupala umożliwiają stworzenie każdego rodzaju strony dla biznesu: od informacyjnej po rozbudowany portal z blogiem czy sklep internetowy i rozwijać witrynę wraz z dynamiką rozwoju działalności. Nawet najbardziej zaawansowane witryny, odpowiednio skonfigurowane, posiadające kilkunastu autorów, będą dobrze zarządzać dużą liczbą odwiedzających stronę. Otwarty kod źródłowy, do którego użytkownicy mają dostęp ze względu na fakt, że Drupal działa, jako open source, pozwala dokonywać programistom modyfikacji, dzięki czemu otrzymujemy całkowitą możliwość dostosowania witryny do potrzeb biznesu.

Zarządzanie i edycja zawartości

Strona firmowa jest miejscem, które może charakteryzować się dużą ilością contentu w różnej formie, dlatego zarządzanie dużą zawartością treści na witrynach ogromnych rozmiarów, może okazać się problematyczne. Funkcje zarządzania treścią w Drupal CMS zostały zaprojektowane tak, by obsługiwać różne poziomy złożoności i zaawansowania strony. System zapewnia niestandardowe taksonomie do kategoryzowania i organizowania treści, ale też zapewnia elastyczne znakowanie i atrybuty treści, które można ze sobą łączyć i tworzyć niestandardowe typy widoków oraz contentu. Obsługa strony na Drupalu i tworzenie na niej treści jest możliwe, dzięki edytorowi WYSIWYG, umożliwiającym poprawki bezpośrednio podczas przeglądania strony.

Wielojęzyczność

Duży biznes równa się ogromne zasięgi. Dotarcie do szerokiego grona odbiorców wiąże się z koniecznością wielu wersji językowych strony. Drupal jest systemem, który zapewnia tłumaczenie wszystkich treści na stronie, bez dodatkowych modułów. Strona na Drupalu w podstawowej wersji może być przetłumaczona na ponad 90 języków, dzięki czemu organizacje biznesowe mogą docierać do klientów w ich własnym języku, co zdecydowanie pozytywnie wpływa na nawiązywanie jakichkolwiek relacji.

Drupal CMS dla dużego biznesu – podsumowanie

Czy Drupal jest najlepszym rozwiązaniem dla firmowej strony, która ma wspierać duży biznes? Jeśli zależy Ci na CMS-ie, który dopasuje się do Twoich potrzeb i będzie mógł być rozwijany zależnie od charakteru działalności i tempa jej rozwoju, to jak najbardziej tak. Wybierając Drupala otrzymujesz rozwiązanie, które nie starzeje się szybko i zagwarantuje wysoki poziom bezpieczeństwa nie tylko Tobie, ale także użytkownikom, którzy będą korzystać z witryny. Szukając CMS-a, który będzie elastyczny, skalowalny, bezpieczny i innowacyjny to zdecydowanie Drupal stanowi właściwy wybór.

Artykuł powstał we współpracy z agencją Drupal Solution.

Na wniosek Rzecznika MŚP Minister Klimatu wydał objaśnienia prawne w sprawie obowiązku zbierania odbieranych odpadów komunalnych

Minister Klimatu potwierdza obowiązywanie zasady swobody podejmowania działalności gospodarczej odnośnie prowadzenia działalności w zakresie odbierania odpadów komunalnych niezależnie od działalności w zakresie zbierania tych odpadów.

Na wniosek Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Minister Klimatu wydał objaśnienia prawne potwierdzające brak obowiązku zbierania odbieranych odpadów komunalnych i posiadania zezwolenia na zbieranie tych odpadów w bazie magazynowo-transportowej przez podmiot wyłącznie odbierający odpady komunalne od właścicieli nieruchomości. Zgodnie z zajętym stanowiskiem, przedsiębiorca wyłącznie odbierający odpady komunalne nie musi posiadać zezwolenia na zbieranie odpadów w bazie magazynowo-transportowej.

Do Biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców wpłynął wniosek przedsiębiorcy, który wskazywał na wątpliwości związane ze stosowaniem rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 11 stycznia 2013 r. w sprawie szczegółowych wymagań w zakresie odbierania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości (Dz. U. z 2013 r. poz. 122; dalej: „Rozporządzenie”). Rozporządzenie zostało wydane na podstawie art. 9d ustawy z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (Dz. U. z 2019 r. poz. 2010, ze zm.), który określa wymagania, jakie musi spełnić przedsiębiorca chcący uzyskać wpis do rejestru działalności regulowanej w zakresie odbierania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości. Wśród tych wymagań znajduje się wymóg „zapewnienia odpowiedniego usytuowania i wyposażenia bazy magazynowo-transportowej”, doprecyzowany w Rozporządzeniu. Zgodnie z §  2 Rozporządzenia, w zakresie wyposażenia bazy magazynowo-transportowej należy, między innymi, zapewnić, aby miejsca magazynowania selektywnie zebranych odpadów komunalnych były zabezpieczone przed emisją zanieczyszczeń do gruntu oraz zabezpieczone przed działaniem czynników atmosferycznych.

Wnioskodawca podniósł wątpliwości, czy obowiązek ten dotyczy również podmiotu, który odbierając odpady komunalne, w ogóle ich nie magazynuje, tylko od razu po ich odbierze od właściciela nieruchomości, przekazuje je do miejsca ich przetworzenia. Uznanie bowiem, że przedsiębiorca taki ma obowiązek z góry zapewnić miejsce, w którym mógłby potencjalnie magazynować odpady, bez względu na faktyczny zamiar ich składowania, wiązałoby się z koniecznością spełnienia szeregu wymogów prawnych, w tym przede wszystkim uzyskania zezwolenia na składowanie odpadów, co byłoby znacznym utrudnieniem i barierą przy prowadzeniu działalności gospodarczej.

W związku z powyższym Rzecznik MŚP zwrócił się w przedmiotowej sprawie do Ministra Klimatu, który 23 lipca 2020 r. wydał Objaśnienia prawne na podstawie art. 33 ust. 1 ustawy – Prawo przedsiębiorców, dotyczące „istnienia obowiązku zbierania odbieranych odpadów komunalnych i posiadania zezwolenia na zbieranie tych odpadów w bazie magazynowo-transportowej przez podmiot odbierający odpady komunalne od właścicieli nieruchomości”.

W treści przedmiotowych objaśnień podniesiono, że z przepisów ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nie wynika ani obowiązek samodzielnego zbierania odbieranych odpadów komunalnych przez podmiot odbierający te odpady, ani w ogóle obowiązek prowadzenia zbierania odebranych odpadów komunalnych przed ich przekazaniem do przetwarzania, a w stosunku do niektórych odpadów obowiązuje wręcz zakaz ich zbierania poza miejscem wytwarzania i stacją przeładunkową. Wskazano również, że w przypadku, gdy podmiot nie zamierza faktycznie zbierać odpadów, udzielenie mu zezwolenia na zbieranie odpadów jest bezprzedmiotowe, co potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu w wyroku z 10 marca 2016 r. (sygn. akt II SA/Po 22/16).

Minister Klimatu jednoznacznie stwierdził, że prowadzenie działalności w zakresie odbierania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości nie wiąże się z obowiązkiem zbierania tych odpadów, w tym obligatoryjnego zbierania tych odpadów na terenie bazy magazynowo-transportowej, a tym samym nie wiąże się z koniecznością posiadania zezwolenia na zbieranie odpadów. Posiadanie takiej decyzji nie jest zatem warunkiem uzyskania wpisu do rejestru działalności regulowanej ani nie decyduje o możliwości prowadzenia działalności w zakresie odbierania odpadów komunalnych.

W konkluzji objaśnień powołano się również na zasadę swobody podejmowania działalności gospodarczej, która została wyrażona wprost w art. 2 Prawa przedsiębiorców. Jak czytamy w objaśnieniach, zgodnie z tym przepisem podejmowanie, wykonywanie i zakończenie działalności gospodarczej jest wolne dla każdego na równych prawach. W myśl tej zasady to do przedsiębiorcy powinna należeć decyzja co do zakresu podejmowanej działalności gospodarczej, co odnosić również należy do wyboru zakresu działalności dotyczącej gospodarki odpadami. Zatem to do przedsiębiorcy należy decyzja, czy chce prowadzić działalność tylko w zakresie odbierania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości, czy również działalność w zakresie zbierania tych odpadów.

GDDKiA: rozpoczynamy przetarg na S6 Obwodnicę Metropolii Trójmiejskiej

Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami do publikacji w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej wysłaliśmy ogłoszenie o przetargu na projekt i budowę drogi ekspresowej S6 – Obwodnicy Metropolii Trójmiejskiej. Ogłoszenie to ukaże się niebawem na platformie zakupowej GDDKiA. W treści opublikowanego ogłoszenia znajdą się szczegółowe informacje na temat warunków udziału w przetargu i zakresu zamówienia. Decyzja rządu o przekazaniu dodatkowych środków na realizację m.in. tego odcinka drogi ekspresowej S6 i realizacji w oparciu o środki budżetu państwa (a nie jak wcześniej planowano w formule partnerstwa publiczno-prywatnego) pozwoli usprawnić i przyspieszy proces budowy tej potrzebnej dla regionu i całej Polski drogi.program budowy dróg krajowych i obwodnic program budowy dróg krajowych i obwodnic trójmiasto

Obwodnica Metropolii Trójmiejskiej będzie dwujezdniową drogą ekspresową po dwa pasy w każdym kierunku z rezerwą pod trzeci pas. Trasa ma mieć wraz z obwodnicą Żukowa około 39 km. Została ona podzielona na dwa odcinki realizacyjne:
• Chwaszczyno (bez węzła) – Żukowo (bez węzła), długość ok. 16,3 km;
• Żukowo (z węzłem) – Gdańsk Południe (rozbudowa węzła), długość ok. 16 km, oraz obwodnica Żukowa o długości ok. 7 km.

Obwodnica Metropolii Trójmiejskiej umożliwi sprawny, bezpieczny i komfortowy przejazd od strony autostrady A1 oraz drogi ekspresowej S7 w kierunku zachodnim i północnym województwa pomorskiego, wyprowadzając ruch tranzytowy na dalsze odcinki trasy S6 w kierunku Lęborka, Słupska i Koszalina. Zapewni dostępność komunikacyjną terenów leżących wzdłuż obecnych dróg krajowych nr 7 i 20, odblokuje centrum Żukowa i Chwaszczyna oraz częściowo odciąży istniejącą drogę ekspresową S6 Obwodnicę Trójmiasta.

OMT rozpocznie się na węźle Chwaszczyno (jest budowany w ramach innego odcinka S6 Bożepole Wielkie – Gdynia), prowadząc na wschód od drogi krajowej nr 20 (w pobliżu Żukowa) i dalej na południe od drogi krajowej nr 7 w kierunku węzła Gdańsk Południe (na S7 Południowej Obwodnicy Gdańska i S6 Obwodnicy Trójmiasta). Integralną częścią tej inwestycji będzie obwodnica Żukowa (o parametrach drogi GP – główna przyspieszona) o długości ok. 7 km.

Kolejnymi odcinkami dróg ekspresowych, stanowiących kontynuację S6, na które mają być ogłoszone przetargi to: Bożepole Wielkie – Lębork, Lębork – Słupsk oraz rozbudowa obwodnicy Słupska do pełnych dwóch jezdni, co planowane jest w II połowie br. Natomiast w III kw. 2021 r. ruszają kolejne przetargi na odcinki od obwodnicy Słupska do Koszalina.

Zwiększamy zakres przetargów na 2020 rok

Przetargi na odcinki drogi ekspresowej S6 powiększą pulę postępowań zaplanowanych na ten rok. Przypomnijmy, że na początku 2020 roku informowaliśmy o planach ogłoszenia przetargów na ok. 353 km dróg. Dotychczas, uwzględniając dzisiejsze dwa odcinki, ogłosiliśmy już przetargi na blisko 202 km dróg z Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014-2023 oraz na ponad 27 km stanowiących cztery obwodnice z Programu budowy 100 obwodnic.

„Za sprawą zwiększenia przez rząd limitu finansowego Programu Budowy Dróg Krajowych o ponad 21 mld zł planujemy ogłosić jeszcze przetargi na blisko 258 km w ramach Programu Budowy Dróg Krajowych oraz na dziesięć obwodnic o łącznej długości ponad 84 km w ramach Programu budowy 100 obwodnic – podkreśla Tomasz Żuchowski, generalny dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad. – W sumie ten rok planujemy zamknąć przetargami na łączną długość ponad 575 km, czyli o 222 km więcej niż planowaliśmy na początku roku”.

Czytaj więcej: centrumprasowe.pap.pl

Wynagrodzenia w Polsce nadal rosną

Pomimo problemów na rynku pracy pensje wciąż rosną. Kryzys wpłynął na liczbę miejsc pracy negatywnie, ale średnia pensja wzrosła.

Zarobki w Polsce

Pomimo kryzysu pensje w Polsce wciąż rosną. Nie jest to tak szybki wzrost jak w zeszłym roku, gdzie było to 6-7%. Mimo wszystko 3,8% jest przyzwoitym rezultatem. Oznacza to, że średnie wynagrodzenie w przedsiębiorstwach zatrudniających 10 i więcej pracowników to 5381 zł i 65 groszy. Zatrudnienie jednak zgodnie z oczekiwaniami spada. 2,3% w skali roku to mniej niż oczekiwali analitycy spodziewający się spadku o 3,1%. Nie wiadomo, czy to właśnie spadek zatrudnienia wśród najgorzej zarabiających nie był dodatkowym powodem wzrostu średnich wynagrodzeń.

Dane z Wysp

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w Wielkiej Brytanii. Analitycy spodziewali się symbolicznej 0,1% deflacji w ujęciu miesięcznym. Z kolei dane pokazały wzrost o 0,4% w ujęciu miesięcznym, a 1% w skali roku. Nie jest to poziom wzrostu cen z normalnie rozwijających się gospodarek, aczkolwiek zbyt niska inflacja jest często sygnałem problemów gospodarczych. Funt przyjął te dane w miarę neutralnie utrzymując poziomy osiągnięte po wczorajszych wzrostach funta względem euro.

Dobre dane z branży budowlanej w USA

Wczoraj wieczorem poznaliśmy dobre dane z amerykańskiego rynku budowlanego. Zarówno liczba pozwoleń na budowę domów jak i rozpoczętych budów była o około 15% wyższa od oczekiwań analityków. Dane te pozwoliły powstrzymać wczorajsze osłabienie się dolara amerykańskiego względem euro. Do tego czasu jednak doszło do przełamania ważnego poziomu 1,19 na tej parze walutowej. Konsekwencją jest najtańszy dolar amerykański od niemal dwóch lat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Gdyński start-up technologiczny, który w rok stał się liderem branży, szykuje się do emisji akcji

OMNIOXY S.A. powstało zaledwie roku temu, a dziś zatrudnia niemal 20 osób, ma na koncie 80 sprzedanych komór, zysk inwestuje w rozwój innowacji i ma plany na podbój kolejnych rynków.

Trzon start-upu stanowi dwójka braci, którzy wcześniej przez 11 lat prowadzili z sukcesem firmę inżynieryjną. OMNIOXY zakładali więc już jako doświadczeni managerowie. Spółka od początku sama się finansowała i stawiała sobie ambitne cele. Prężny rozwój przyniósł spory zysk i przychody w ciągu pierwszego roku działalności na poziomie 3,4 mln złotych.

Ambitne plany

Wyniki finansowe spółki świadczą o jej stabilności i odporności nawet na zjawiska tak nieprzewidywalne jak pandemia (są z resztą badania potwierdzające pozytywne efekty w użyciu komór do leczenia pacjentów z COVID-19 – komory hiperbaryczne lepiej niż respirator dostarczają do organizmu tlen nie mogącym złapać tchu pacjentom z koronawirusem).

Przychody spółki stale rosną, jednocześnie zarząd OMNIOXY przygotowuje się właśnie do emisji akcji. Zebrane fundusze przeznaczone zostaną na dalszy rozwój firmy, w tym ekspansję zagraniczną. OMNIOXY planuje także uruchomienie w Polsce produkcji nowych serii komór hiperbarycznych co wiąże się z inwestycjami w badania i rozwój, certyfikację, wyposażenie hali produkcyjnej i powiększenie zespołu.

W rok osiągnęliśmy gigantyczny progres, staliśmy się liderami w branży łagodnych komór hiperbarycznych w Polsce. Emisja akcji to dla nas kolejny naturalny krok w rozwoju. Chcemy być numerem jeden nie tylko w Polsce, ale i w całym regionie dlatego w 2021 roku planujemy wejść z naszymi produktami na nowe rynki, rozważamy tu kraje sąsiedzkie i nadbałtyckie – dodaje Cegielski.

Pomysł na biznes

Tlenoterapia hiperbaryczna to metoda regeneracyjna polegająca na oddychaniu tlenem o zwiększonym stężeniu w warunkach ciśnienia wyższego niż atmosferyczne. Lepsze dotlenienie organizmu oraz dystrybucja tlenu do wszystkich (nawet tych uszkodzonych) tkanek, przyśpiesza regenerację i pobudza odnowę całego ciała.

Choć sam koncept komór hiperbarycznych znany jest od wieków, w Europie rynek dopiero poznaje korzyści płynące z tego rodzaju tlenoterapii. W USA jest to uznana i popularna metoda o czym świadczy 12 000 komór na terenie kraju. Ta wiedza i świadomość płyną już do Polski, a nisza wciąż jest do zagospodarowania.

Za powstaniem firmy, kryje się także osobista historia założycieli. Gdyby parę lat temu ktoś powiedział nam o tej terapii, może nasza mama wciąż by z nami była. Straciliśmy ją po trzecim udarze. Niestety wtedy niewiele jeszcze słyszano o wykorzystywaniu terapii hiperbarycznej w rehabilitacji pacjentów poudarowych. – wyznaje prezes spółki Adam Cegielski. Dlatego teraz osobiście przeżywam każdą historię związaną z szybszym powrotem do zdrowia dzięki zabiegom w naszych komorach – dodaje.

Czy ceny OC w lipcu 2020 r. spadały? – barometr Ubea.pl

Już od marca bieżącego roku eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl donoszą o systematycznych spadkach cen obowiązkowych polis dla kierowców. A jak kształtowały się składki w lipcu? Czy OC ponownie staniało?

Poziom barometru cenowego z lipca 2020 r. = 96↘ (wynik dla poprzedniego miesiąca: 99↘)

Jak powstaje barometr OC Ubea.pl?

W barometrze OC przygotowywanym przez ekspertów Ubea.pl za punkt odniesienia służy średnia składka ze stycznia. Przyjmuje ona wartość równą 100.

Jeżeli w jakimś miesiącu przeciętna składka OC oferowana online przez ubezpieczycieli na Ubea.pl osiągnie poziom równy np. 96% styczniowego wyniku, to na wykresie będzie widoczna liczba 96. Z właśnie taką sytuacją mieliśmy do czynienia w lipcu 2020 r.

Czy ceny OC w lipcu 2020 r. spadały? - barometr Ubea.pl 1

Jak szybko spadały ceny OC w lipcu?

Lipiec kontynuował trend spadkowy widoczny na rynku OC już od marca.

W porównaniu do poprzedniego miesiąca wzrosło także tempo spadku cen do niemal 3% – zauważa Andrzej Prajsnar, ekspert Ubea.pl.

Zaobserwowana zmiana może mieć związek z faktem, że niektórzy ubezpieczyciele proponują obecnie bardziej preferencyjne warunki zakupu OC w ratach. Dodatkowo pogorszenie się sytuacji finansowej niektórych polskich kierowców skłoniło ich zapewne do bardziej starannego porównywania ofert. To z kolei motywuje towarzystwa ubezpieczeniowe do wprowadzania różnych promocji dla osób szukających polisy w Internecie.

Branża cyfrowa: Polska prezydencja w V4 może pomóc w cyfryzacji Europy Środkowo-Wschodniej  

Zdaniem Związku Cyfrowa Polska, organizacji zrzeszającej największe w Polsce firmy z branży cyfrowej i nowoczesnych technologii polskie przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej jest szansą na wzmocnienie głosu naszego regionu w takich kwestiach jak m.in. cyberbezpieczeństwo, sieć 5G, sztuczna inteligencja, robotyka czy przemysł 4.0. – Silny i wspólny głos w tych tematach pomoże w szybszej cyfryzacji Europy Środkowo-Wschodniej – ocenia prezes Związku Michał Kanownik. 

W ocenie branży cyfrowej polskie przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej, które rozpoczęło się 1 lipca i potrwa przez rok jest szansą na wzmocnienie i rozbudowę współpracy w budowaniu innowacyjności oraz rozpowszechniania nowoczesnych technologii. A moment naszego przewodnictwa jest tym bardziej szczególny, że Unię Europejską opuściła Wielka Brytania. – Obecność Polski na czele V4 to niewątpliwie okazja, by przejąć po Brytyjczykach rolę lidera w dziedzinie starań na rzecz cyfryzacji w całej Unii – uważa prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.

5G i cyberbezpieczeństwo

Jego zdaniem polska prezydencja może stać się sukcesem naszego rządu, jeżeli wśród jej priorytetów znajdzie się rozwój współpracy cyfrowej, technologicznej, a tym samym stawianie na innowacyjność gospodarek.
Fundamentalne znaczenie będzie mieć również rozwój bezpiecznej sieci 5G oraz cyberbezpieczeństwa – uważa Michał Kanownik. I podkreśla: – 5G, która ma fundamentalne znaczenie dla przyszłości nie tylko Polski, regionu, ale też całej UE. Dlatego jako Grupa V4 powinniśmy wykorzystać potężne możliwości 5G w pełni, aby przyspieszyć naszą drogę ku cyfrowym sterom unijnym i umacniać swoją pozycję. Trzeba też pamiętać, że technologia ta stanowić będzie też o być albo nie być Unii na arenie globalnej. 

Nowe technologie w dobie koronawirusa

Wśród priorytetów dla naszej prezydencji, zdaniem Związku, powinno być także: budowanie kompetencji cyfrowych, upowszechnienie dostępu do internetu i nowoczesnych usług, odpowiedzialne zarządzanie danymi, inwestycje w technologie, w tym sztuczną inteligencję i rozwój innowacyjnych przedsiębiorstw, robotyzacja, automatyzacja oraz rozwój przemysłu 4.0. – Dużą wagę powinniśmy przywiązać do budowy i zwiększania świadomości społecznej na temat możliwości cyfrowych. Ostatnie wydarzenia związane z pandemią koronawirusa pokazały, jak ważne są nowoczesne technologie. Dlatego tym ważniejsza staje się dziś walka z wykluczeniem cyfrowym – mówi Michał Kanownik.

Związek podkreśla też, że zarówno Polska, jak i cała Grupa Wyszehradzka powinna zrobić wszystko, aby wspierać nasze rodzime i regionalne marki cyfrowe na arenie globalnej oraz inwestować we wschodzące firmy i start-upy. – To przecież właśnie cyfrowe usługi i produkty pozwoliły nam zachować przynajmniej cząstkę normalności i utrzymać płynność działania biznesu, edukacji, kultury i życia społecznego w obliczu pandemii – zauważa prezes Cyfrowej Polski. I dodaje, że w naszym regionie jest cała rzesza ambitnych, świetnie wykształconych inżynierów i specjalistów, których należy zatrzymać m.in. poprzez lokowanie w Europie Środkowo-Wschodniej centrów badawczo-rozwojowych.

Michał Kanownik przypomina, że praca na rzecz osiągnięcia tych wszystkich celów odbywa się między innymi w obrębie Digital V4 – inicjatywy organizacji branży cyfrowej i nowoczesnych technologii z krajów Grupy Wyszehradzkiej powołanej w Polsce w 2019 r., której wspólnym celem jest tworzenie polityki wspierającej innowacyjność i cyfryzację w Europie Środkowo-Wschodniej. – Nasza grupa Digital V4 z całą pewnością może być ciałem doradczym dla naszej prezydencji w Grupie Wyszehradzkiej – deklaruje prezes Związku.

Ostatnia szansa na zgłoszenia projektów B+R w Szybkiej Ścieżce dla dużych przedsiębiorstw. 22 sierpnia rusza runda dla MŚP

0

Do najbliższego piątku duże przedsiębiorstwa mają możliwość zgłaszania innowacyjnych projektów w ostatnim już w tej perspektywie unijnej, horyzontalnym konkursie Szybka Ścieżka, realizowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, w ramach dysponowanych środków z Funduszy Europejskich – Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. 22 sierpnia rusza druga runda konkursu skierowana do MŚP i ich konsorcjów, również z jednostkami naukowymi. 

Szybka Ścieżka jest największym programem wsparcia innowacyjności polskich przedsiębiorstw. Zachęcam więc do zgłaszania projektów w ostatnim już w bieżącej perspektywie unijnej konkursie Szybkiej Ścieżki bez ograniczeń tematycznych. Powstałe w ramach projektu technologie mogą znacząco przyczynić się do wzrostu konkurencyjności rodzimych firm – powiedział Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Nabór wniosków w konkursie został podzielony na dwie rundy. W pierwszej, która potrwa do najbliższego piątku, 21 sierpnia o dofinansowanie w łącznej kwocie 100 milionów złotych mogą ubiegać się duże przedsiębiorstwa oraz ich konsorcja (również z MŚP i jednostkami naukowymi). Z kolei druga runda (22 sierpnia – 14 września) skierowana jest do mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz ich konsorcjów, również z udziałem jednostek naukowych. Te, będą mogły łącznie uzyskać dofinansowanie w wysokości 200 milionów złotych. Po każdej z rund nastąpi ocena wniosków, która potrwa do 120 dni.

Dofinansowanie w konkursie Szybka Ścieżka przyznawane jest na badania przemysłowe i/lub eksperymentalne prace rozwojowe (obowiązkowy element), ewentualnie uzupełnione o prace przedwdrożeniowe, których efektem jest opracowanie innowacyjnego rozwiązania możliwego do wdrożenia w działalności gospodarczej. Konkurs cechuje brak ograniczeń tematycznych – projekty muszą się jedynie wpisywać w Krajowe Inteligentne Specjalizacje. Konkurs przeznaczony jest dla regionów słabiej rozwiniętych, co oznacza, że miejsce prowadzenia prac badawczo-rozwojowych musi znajdować się poza województwem mazowieckim.

Skorzystaj z udogodnień

Wszystkie osoby, zainteresowane pozyskaniem dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, mogą skorzystać z bezpłatnych, udostępnionych na stronie instytucji aplikacji „Asystent Innowacji”, który pozwala na wstępną weryfikację pomysłu z wymaganiami NCBR oraz „Asystent Budżetowy”, wspierający w zaplanowaniu i rozliczaniu kosztów w projekcie.

Niezmiennie swoje pytania można kierować do Punktu Informacyjnego NCBR – telefonicznie, poprzez wiadomości e-mail lub umówić się na spotkanie online. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju organizuje również szkolenia online dla wnioskodawców – nagrania można znaleźć na kanale Centrum na YouTube – NCBRnews. Eksperci NCBR wyjaśniają w nich m.in. jak wygląda proces oceny projektów, jak wybierani są eksperci oceniający wnioski, gdzie szukać informacji o konkursach, odpowiadają również na najczęściej zadawane pytania.

Konkurs „Szybka Ścieżka” finansowany jest z Funduszy Europejskich w ramach Działania 1.1 Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój „Projekty B+R przedsiębiorstw”, Poddziałania 1.1.1 „Badania przemysłowe i prace rozwojowe realizowane przez przedsiębiorstwa”.

Więcej informacji oraz dokumentacja konkursowa znajdują się na stronie NCBR.

W tym roku rodzice wydadzą więcej na wyprawkę szkolną

Tegoroczny powrót do szkoły stawia przed rodzicami uczniów wiele dodatkowych wyzwań. Pomimo licznych niewiadomych, przygotowania do nowego roku szkolnego ruszyły pełną parą. Jak wynika z badania SW Research dla Empiku*, rodzice nie zamierzają oszczędzać na wyprawce szkolnej – aż 59% badanych deklaruje, że wyda na ten cel więcej niż przed rokiem, wybierając zarówno sklepy stacjonarne, jak i zakupy w Internecie.

Większe budżety

Tegoroczny trend jest czytelny – większość rodziców deklaruje, że wyda na zakupy szkolne więcej niż w 2019 roku. Jednocześnie tylko 13% respondentów wskazuje, że przeznaczy na ten cel mniejszy budżet. Najwięcej Polaków (34%) przeznaczy na szkolną wyprawkę dla jednego dzieckaod 301 do 500 zł. Niemal ¼ wyda na ten cel od 501 do 700 zł. Jedynie 2% badanych zamknie zakupy szkolne w kwocie do 100 zł, a 3% rodziców jest gotowe na wydatek rzędu ponad 1500 zł.

Zakupy zgodne z potrzebami

Wyraźnie widać dwa podejścia dorosłych do zakupów wyprawki. W badaniu SW Research dla Empiku 55% osób deklaruje, że kupi tylko te produkty, które wymagają wymiany. Niewiele mniejsza grupa respondentów (47%) zamierza kupić swoim dzieciom całą nową wyprawkę do szkoły.

Dzieci współdecydują

Tylko 4% rodziców samodzielnie decyduje o wyborze artykułów szkolnych. Dla większości liczy się zdanie dzieci i ich preferencje. Wyprawka jest kompletowana wspólnie, choć widać różnice w podstawowych kryteriach wyboru między pokoleniami.

Z obserwacji dorosłych wynika, że uczniowie zwracają uwagę przede wszystkim na ogólny wygląd produktów do szkoły, koncentrując się na estetyce i kolorach (71% wskazań). Niezwykle istotna jest dla nich również zgodność z modą i aktualnymi trendami (63%), a na trzecim miejscu wymieniają obecność popularnych osób lub bohaterów z bajek na motywach i wzorach artykułów szkolnych (55%).

Dla rodziców ważna jest przede wszystkim funkcjonalność (56%) i trwałość wykonania (49%)– oraz cena (46%). Widocznym silnym trendem wśród badanych jest ekologia – aż ¾ osób stwierdziło, że ma dla nich znaczenie, czy produkt jest wykonany z materiałów wtórnych oraz to czy producent realizuje politykę proekologiczną.

-Zauważamy że choć kwestie estetyczne i modowe nadal stanowią priorytet przy wyborze wyprawki szkolnej, trend proekologiczny z każdym sezonem nabiera jeszcze większego znaczenia. Staramy się wychodzić naprzeciw tym oczekiwaniom, stale rozwijając ofertę certyfikowanych ekologicznych artykułów papierniczych od producentów dbających o zrównoważony rozwój. Sporym zainteresowaniem klientów cieszy się chociażby plecak wykonany z recyklingowanych plastikowych butelek. Innymi popularnymi w tym sezonie trendami są zeszyty satynowe w dotyku, tak zwane soft touch, zeszyty tematyczne – przedmiotowe oraz takie z anegdotami na okładkach. – Dorota Rębkowska, Manager Działu Art.Pap. w Empiku

Zakupy offline i online

Przy kompletowaniu wyprawki rodzice będą najczęściej łączyć zakupy w sklepach stacjonarnych, jak i internetowych (54% badanych). Co trzecia osoba skorzysta wyłącznie z oferty sklepów stacjonarnych, podczas gdy mniej więcej co dziesiąty rodzic (12%) ograniczy się do produktów zamawianych wyłącznie przez Internet.

-Z danych zebranych w poprzednich latach w ramach programu Mój Empik widzimy, jak dynamicznie zmieniają się przyzwyczajenia rodziców przy poszukiwaniach wyprawek szkolnych. W samym 2019 roku na zakup artykułów szkolnych i podręczników przez Internet zdecydowało się o ponad 37% więcej klientów niż przed rokiem. W okresie wakacji rodzice coraz chętniej zamawiają przez internet również meble do urządzenia kącika do nauki. Na Empik.com dużą popularnością cieszą się m.in. takie, które rosną z dzieckiem a także ergonomiczne krzesła biurowe. Spodziewamy się, że trend zamówień online będzie coraz silniejszy, podczas gdy forma odbioru, na przykład w sklepie stacjonarnym lub dostawa kurierem, będzie zależeć już od prywatnych preferencji klienta. – Kasper Yearwood, Dyrektor ds. Zaawansowanej Analityki i CRM w Empiku

Rodzice przygotowują się na to, że w nowym roku szkolnym nauka może przebiegać nie tylko w tradycyjnej formie. W sklepie internetowym Empik.com widać wyraźny wzrost zainteresowania produktami, które mogą być przydatne przy zdalnym nauczaniu. Poziom sprzedaży laptopów, tabletów i kamerek internetowych od początku sierpnia jest o 67% wyższy niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym. W przypadku drukarek jest widoczny 2-krotny wzrost sprzedaży. Eksperci Empik.com przewidują, że ten trend będzie się utrzymywać.

Ile kliknięć potrzeba, aby założyć konto w banku?

Od 28 do 40 kliknięć potrzeba, aby założyć konto osobiste w banku. Po drodze trzeba przejść nawet przez 15 podstron. Nie są to główne czynniki decydujące o otwarciu rachunku, ale ułatwiają lub utrudniają jego uruchomienie.

Zgodnie z raportem Związku Banków Polskich (NetB@nk) w IV kwartale 2019 r. liczba rachunków klientów indywidualnych z dostępem do bankowości internetowej wyniosła ponad 37,41 mln i wzrosła o 0,38% w stosunku do poprzedniego kwartału. W tym samym okresie zwiększyła się o 1,18% także liczba klientów logujących się przynajmniej raz w miesiącu na swój rachunek. Mając na uwadze ten trend eksperci rankomat.pl przeanalizowali, jaka jest najkrótsza droga do założenia konta osobistego, mierzona liczbą kliknięć i podstron.

Kto zakłada konto?

Dla potrzeb analizy założono, że osoba zakładająca konto osobiste przez internet ukończyła 18 lat, jest rezydentem, posiada obywatelstwo polskie i pełną zdolność do czynności prawnych. Mieszka w budynku wielorodzinnym w średnim mieście. Modelowy klient ubiega się o rachunek prowadzony w złotych wraz z podstawową kartą płatniczą i wybiera dowód osobisty, jako źródło danych o sobie (na ich podstawie zawarta zostanie odpowiednia umowa). Wraz z kontem nie będzie korzystać z żadnych produktów dodatkowych, jak rachunek oszczędnościowy czy debet. Przyjęta metoda weryfikacji tożsamości klienta to odwiedziny kuriera, a w szczególnych przypadkach wizyta w oddziale banku.

Otwórz Konto dla Młodych na selfie w PKO BP! Sprawdź https://www.pkobp.pl/klient-indywidualny/konta/konto-dla-mlodych

Ile kliknięć?

InfografikiMinimalna liczba kliknięć do założenia konta1
Źródło: opracowanie własne. Nie wszystkie banki wyraziły zgodę na udział w badaniu

Na pierwszym miejscu rankingu znalazły się ex aequo konta oferowane przez Bank Millennium, Nest Bank oraz Credit Agricole – do założenia rachunku potrzebnych jest tam 28 kliknięć. O czołówkę zestawienia otarł się Bank Pekao (weryfikacja tożsamości w oddziale) i Getin Bank wymagające o jedno kliknięcie więcej. Stawkę zamyka mBank na równi z BNP Paribas – minimum 40 kliknięć. W rankingu nie uwzględniono Citibanku, ponieważ nie było możliwości dokończenia procesu z poziomu komputera.

Ile podstron?

Analiza minimalnej ilości podstron niezbędnych do „przejścia” przez proces założenia konta osobistego, prowadzi do pewnych przetasowań w rankingu.

InfografikiMinimalna liczba podstron do założenia konta2
Źródło: opracowanie własne. Nie wszystkie banki wyraziły zgodę na udział w badaniu

Jedynym bankiem, który utrzymał pierwszą pozycję w dwóch kategoriach jest Credit Agricole z Kontem dla Ciebie – wymaga „przejścia” przez 5 podstron. Na drugim miejscu ex aequo uplasował się Getin Bank z Kontem Proste Zasady, a tuż za nim Nest Bank z Nest Kontem. W końcówce stawki mBank i BNP Paribas zamieniły się pozycjami.

Kto prowadzi najwięcej ROR-ów?

Zgodnie z raportem PRNews.pl w pierwszym kwartale 2020 roku najwięcej ROR-ów (konta osobiste prowadzone w złotych, bez rachunków oszczędnościowych) prowadził PKO Bank Polski wraz z Ineligo – ponad 8 mln. Tuż za nim, co nie powinno być niespodzianką, uplasował się drugi państwowy gigant Bank Pekao, który mógł się pochwalić 4,2 mln rachunków. Kolejne miejsca należą do mBanku (3,9 mln), Santander Bank Polska (3,8 mln) i Banku Millennium (3,3 mln).

Warto przy tym pamiętać, że bierzemy pod uwagę konta aktywne, co nie oznacza, że są regularnie używane przez swoich właścicieli. Mogą być to rachunki dodatkowe założone m.in. z uwagi na ciekawą ofertę lokat czy atrakcyjne programy emerytalne.

InfografikiLiczba ROR-ów dla klientów indywidualnych na koniec I kwartału 2020 r3

Z przedstawionych danych wynika, że lider prowadzi dwukrotnie więcej kont osobistych dla klientów indywidualnych niż plasujący się na drugiej pozycji Bank Pekao. Z kolei zamykający stawkę BOŚ Bank prowadzi aż 34 razy mniej ROR-ów niż PKO Bank Polski i Inteligo. Jak widać państwowy kolos, nie musi przez najbliższe lata obawiać się o swoją pozycję w tym segmencie rynku. Ciekawostką jest, że zarówno lider, jak i podmiot zamykający stawkę to banki kontrolowane przez polski kapitał.

Ważniejsze czynniki przy zakładaniu konta

Badany przez Rankomat aspekt należy traktować bardziej jako ciekawostkę i bazę porównawczą do analizy dalszych posunięć banków, mających na celu ułatwienie dostępu do usług i produktów finansowych. Wyróżniamy szereg innych czynników decydujących o wyborze konta.

Najczęściej wpływ na wybór konta osobistego mają opłaty za prowadzenie rachunku i wydaną do niego kartę oraz koszt wypłaty gotówki z bankomatów. Niektóre banki rezygnują z części tych opłat, aby przekonać do siebie klientów lub oferują finansowe bonusy za korzystanie z konta. Dlatego każdego miesiąca zestawiamy najlepsze oferty w naszej porównywarce kont osobistych i pomagamy wybrać te najkorzystniejsze – mówi Małgorzata Malservigi, ekspert ds. produktów finansowych rankomat.pl.

Różnica pomiędzy liderem, a bankiem zamykającym stawkę to 12 kliknięć. Trudno jest sobie wyobrazić, że element ten miałby wpłynąć na ostateczną decyzję potencjalnego klienta. Większą różnicę zaobserwowano w trakcie analizy liczby podstron. Zakładając konto w mBanku, musimy „przejść” ich o 10 więcej niż w przypadku Credit Agricole. Różnica ta może wynikać z faktu, że niektóre banki chcą bardziej szczegółowo opisywać proces, czyniąc go zarazem bardziej zrozumiałym dla odbiorcy. Warto w tym miejscu wrócić do liczby ROR-ów prowadzonych przez banki na koniec IQ 2020 r. – mBank posiadał ich 3,9 mln, a Credit Agricole – 1,1 mln. Potwierdza to założenie, że klienci widzą ważniejsze czynniki wpływające na ostateczny wybór konta osobistego.

Praca zdalna. Standardowe podejście do bezpieczeństwa to za mało

0

Od kilku miesięcy słyszymy o wzmożonej działalności hakerów wykorzystujących to, że wiele osób przeniosło swoją aktywność zawodową do własnych domów. Słabo zabezpieczony sprzęt, niepotrzebne dostępy do danych firmowych, współdzielenie komputerów z bliskimi czy w końcu zwykła nieostrożność mogą wyrządzić przedsiębiorstwom ogromne szkody. Czy da się im zapobiec? Pomogą technologie, zewnętrzni doradcy oraz szkolenia pracowników.

Dzisiejszy biznes opiera się na informacji. I to ona jest najcenniejsza dla cyberprzestępców. Nic zatem dziwnego, że szukają wszelkich dróg, aby zdobyć jak najwięcej danych – handlowych czy finansowych. W czasach pracy zdalnej łatwy dostęp do informacji to także podstawa efektywnego działania przedsiębiorstw.

– Brak dostępu do danych w dobie COVID-19 w znacznym stopniu utrudnia funkcjonowanie organizacji. Z drugiej stronu utrata danych może wpłynąć na jej renomę, wizerunek czy całkowicie pozbawić możliwości działania – świadczenia usług lub realizacji sprzedaży. Weźmy niedawny dosyć głośny przypadek jednej z firm kosmetycznych, którą utraciła całkowicie płynność produkcyjną, logistyczną oraz sprzedażową, ponieważ do zagadnienia bezpieczeństwa nie podeszła globalnie, całościowo i kompleksowo. Mały błąd może kosztować wiele. Także w kontekście realnych kar finansowych za naruszenia RODO – mówi Łukasz Włodarczyk, Senior Solution Architect z Innergo Systems.

Firmy muszą tak zorganizować swoją działalność, aby z jednej strony pracownicy mogli bez problemów łączyć się z firmowymi bazami, a z drugiej – hakerzy nie mieli szans wykraść cennych informacji. Jak to zrobić?

Po pierwsze: sprawdź, co masz

Nową organizację pracy firmy należy rozpocząć od inwentaryzacji danych i zasobów. Najważniejsze jest to, aby jednoznacznie określić i sklasyfikować dane, jakimi firma dysponuje, przypisać je do odpowiednich grup i nadać im stopień poufności. Następnie należy ustalić, kto do tak skatalogowanych informacji powinien mieć dostęp, oraz sprawdzić, czy w firmie nie ma pracowników, którym niepotrzebnie nadano dostępy do niektórych baz. Jeśli tak jest, trzeba odebrać możliwość wglądu do danych osobom, które w rzeczywistości nie potrzebują tego do pracy. Im mniej źródeł dostępu do wrażliwych informacji, tym mniej potencjalnych miejsc ataków na infrastrukturę firmową.

Po drugie: postaw na technologie

Nie da się jednoznacznie wskazać najlepszego rozwiązania, które pozwoli na sprawną i bezpieczną pracę zdalną. Technik działania, technologii i sposobów jest wiele. Ważne jest to, aby podejść do takiego zadania racjonalnie, mając na uwadze posiadaną infrastrukturę, systemy oraz zasoby. Najczęściej wykorzystywaną technologią jest tunel VPN.

VPN – w powszechnym rozumieniu – to aplikacja na stacji roboczej służąca do bezpiecznego łączenia się do sieci. Rynek pokazuje jednak, że coraz większa rzesza firm wyposaża swoich pracowników w zdalne urządzenia, np. bezprzewodowe punkty dostępowe, pozwalające na dostęp do krytycznych obszarów firmy. Jak zabezpieczyć takie sprzęty?

– Na pewno warto skonsultować się z integratorem, firmą doradczą lub konsultantem, by zamiast inwestować w nowe kosztowne bramy, firewalle lub koncentratory VPN, móc wykorzystać posiadaną infrastrukturę, kontroler sieci bezprzewodowej lub maszynę wirtualną, kupując np. tylko licencje – tłumaczy ekspert z Innergo Systems.

Jeśli firma zdecyduje się na VPN-y, musi pamiętać o odpowiednich algorytmach szyfrowania i długości klucza, bo to one mają gigantyczny wpływ na to, jak szybko dane zabezpieczenie może zostać złamane.

– Prawdą jest, że każde zabezpieczenie w odpowiednich warunkach, da się przejść, złamać lub obejść. Dlatego tak ważną rzeczą – poza odpowiednim przygotowaniem zasobów, sposobów dostępu, mechanizmów zabezpieczeń – jest monitorowanie i reagowanie na zdarzenia. Każdy alarm, znikające pliki, dziwne maile lub nawet telefony z pytaniem, jakiego antywirusa używacie, powinny być impulsem do chociaż podstawowej analizy ewentualnego wpływu na przyszłe działanie i nieustanne edukowanie wszystkich pracowników – wyjaśnia Łukasz Włodarczyk.

Bliskim ideału rozwiązaniem do pracy zdalnej jest sesja zdalnego pulpitu z firmowego komputera wyposażonego w Endpoint Protection, logowanie domenowe lub podwójne uwierzytelnienie, zastosowanie antywirusa, ochrony DNS i połączenie poprzez VPN zestawiany na dedykowanym urządzeniu.

Po trzecie: pamiętaj o słabościach

Wszystkie te zabezpieczenia będą jednak niewystarczające, jeśli pracownik udostępni swój komputer osobie niepowołanej. Dlatego polityki bezpieczeństwa stosowane w firmach powinny zakazywać pracy na prywatnych urządzeniach.

– Takie sprzęty mają zazwyczaj wielu użytkowników, a tym samym są wykorzystywane do różnych działań. W swoim dorobku widziałem przypadki wycieku danych spowodowane niefrasobliwością pracowników udostępniających komputer dziecku, by mogło obejrzeć film lub zagrać w grę online. Jeśli dodatkowo taki komputer nie ma podstawowych mechanizmów antywirusowych, korzystanie z portali o miernej reputacji w obszarze malware i innych zagrożeń staje się prostą drogą do utraty firmowych danych – mówi Łukasz Włodarczyk.

Innym potencjalnym zagrożeniem może być prywatna lub otwarta sieć WLAN. W tym przypadku sprawdzi się poprawne zastosowanie VPN-a na komputerze służbowym. Nawet jeśli użytkownik ustawi słabe hasło, podsłuchanie takiej sesji będzie praktycznie niemożliwe. Dodatkowo aplikacje na firmowym sprzęcie – takie jak popularne na rynku pakiety typu Internet Security z antywirusem i regułami zgodnymi z polityką firmy – wystarczą do wyeliminowania wielu zagrożeń.

Co jeśli firma nie jest w stanie zapewnić służbowych komputerów wszystkim pracownikom zdalnym?

– W miarę bezpiecznie z dowolnego, prywatnego komputera da się korzystać tylko wtedy, gdy zastosujemy dobrze sprofilowany VPN i zdalny pulpit. W takiej sytuacji dane są przechowywane oraz przetwarzane jedynie w firmie, a użytkownik widzi obraz sesji na serwerze. Oczywiście wciąż zagrożeniem pozostaje wyciek hasła lub nieautoryzowany dostęp do niego. Przechowywanie go w pękach kluczy przeglądarki czy repozytorium w MacOS nie jest dużym problemem, jeśli mamy szyfrowany dysk. Zgoła odmiennie wygląda to w przypadku MS Windows. Jeśli użytkownik sam świadomie nie uruchomi chociaż BitLockera, który dostępny jest w wersjach OS powyżej Home, to przy fizycznym dostępie do laptopa można to hasło odczytać – przestrzega ekspert z Innergo Systems.

Po czwarte: zadbaj o wiedzę

Powyższe przykłady pokazują, że w całym systemie zabezpieczeń budowanym przez firmę newralgicznym ogniwem jest człowiek, czyli użytkownik, który nieprzemyślanymi zachowaniami może zniweczyć wysiłki działu IT, dostosowującego infrastrukturę do realiów pracy zdalnej.

Dlatego tak istotne jest z jednej strony wprowadzenie odpowiednich polityk bezpieczeństwa, z drugiej zaś – regularne szkolenia dla pracowników, nie tylko wyjaśniające reguły wdrożone w przedsiębiorstwie, ale też przybliżające najnowsze zagrożenia, sposoby działania cyberprzestępców oraz możliwości przeciwdziałania im.

– Jeśli miałbym sformułować jedną z najważniejszych zasad bezpieczeństwa firmy, powiedziałbym, że jest nią edukacja użytkowników, weryfikacja ich działania i bezwzględna egzekucja realizacji procedur – podsumowuje Łukasz Włodarczyk z Innergo Systems.

Po piąte: zapytaj ekspertów zewnętrznych

W teorii przygotowanie do pracy zdalnej może wydawać się proste, jak jednak wdrożyć te założenia w praktyce? Warto skorzystać z pomocy ekspertów zewnętrznych, którzy pomogą przeprowadzić niezbędne audyty oraz zaproponują najlepsze rozwiązania.

– Przede wszystkim należy zacząć od analizy tego, co mamy, zaktualizować w miarę możliwości oprogramowanie wszystkich urządzeń, przeprowadzić audyt konfiguracji nie tylko w zakresie funkcjonalnym, ale także możliwych zabezpieczeń, czyli przeprowadzić tzw. hardening – tłumaczy Łukasz Włodarczyk. – Z pomocą doradców zewnętrznych takie działania są po prostu łatwiejsze i efektywniejsze.

Eksperci wybiorą też dla firmy odpowiednie technologie, oparte na różnych platformach bezpieczeństwa i różnej logice zabezpieczeń oraz przynajmniej dwóch repozytoriach. Zrewidują konfigurację VPN, wykorzystywane metody szyfrowania oraz długości kluczy. Dodatkowo zadbają o wydajność technologii czy ograniczenie kosztów.

– Jeśli na przykład firewall zapewniać będzie analizę ruchu, wykrywanie intruzów i dodatkowo przekierowania, to jego wydajność może się okazać niewystarczająca do podłączenia niezbędnej liczby użytkowników, co w najgorszym przypadku skutkuje decyzją o wyłączeniu zabezpieczeń. A to nigdy nie powinno mieć miejsca. W takiej sytuacji lepiej zakupić dodatkowe, słabsze, tańsze urządzenie, które będzie wyręczało Firewalla w zakresie VPN, niż rezygnować z odpowiednich zabezpieczeń w innym obszarze. Wielu klientów nie jest też świadomych tego, że terminowania tuneli VPN można dokonać na niektórych przełącznikach, kontrolerach WLAN, zacznie upraszczając implementację rozwiązania oraz redukując koszty – mówi Łukasz Włodarczyk.

Obecna sytuacja globalna zmusiła firmy do zmiany myślenia o organizacji pracy. Kluczowe stało się zapewnienie, utrzymanie i rozwój infrastruktury IT odpowiedzialnej za bezpieczeństwo firmy. Uzupełnieniem oprogramowania i sprzętu musi być też stałe uświadamianie pracowników. Tylko kompleksowe podejście do bezpieczeństwa pozwoli maksymalnie ograniczyć zagrożenia, jakie czyhają na przedsiębiorstwa w dobie pracy zdalnej.

Polskie MŚP generują prawie połowę krajowego PKB, ale nadal mają duże pole do rozwoju w zakresie innowacji

  • Małe i średnie przedsiębiorstwa generują prawie co drugą złotówkę krajowego PKB (49,1 proc.). Wśród firm w umacnianiu polskiej gospodarki największą rolę odgrywają najmniejsi – 30,2 proc. polskiego PKB jest bowiem wytwarzane przez mikrofirmy[1].
  • Według barometru Komisji Europejskiej, polskie MŚP nie wykorzystują jednak w pełni potencjału innowacji. Lokalne biznesy dobrze radzą sobie z wykorzystywaniem szans do rozwoju i zatrudnianiem w innowacyjnych sektorach[2].
  • Jednocześnie nisko oceniono zdolność MŚP do wdrażania niesztampowych pomysłów organizacyjnych czy marketingowych, a także tworzenia własnych innowacji[3].
  • Krajowe biznesy znajdują już jednak rozwiązania, które pomogą im w cyfrowej transformacji i przeciwdziałaniu skutkom globalnej pandemii. Niemal 4 na 10 firm zwiększa lub rozpoczyna sprzedaż online[4], 35,2 proc. przyspiesza automatyzację procesów produkcji[5], a prawie jedna trzecia inwestuje w robotyzację[6].

Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią ważny filar gospodarki nie tylko polskiej, ale również europejskiej. Firmy tego rozmiaru stanowią 99,8 proc. wszystkich przedsiębiorstw w Polsce[7] i wytwarzają prawie co drugą złotówkę w polskim PKB (49,1 proc.) – przy czym aż jedna trzecia tego wskaźnika to zasługa mikrofirm[8]. W skali unijnej MŚP generują nawet ponad połowę PKB (58 proc.)[9].

Jednym z fundamentów działań MŚP jest innowacyjność i otwartość na nowe rozwiązania. W tym zakresie – jak wynika ze statystyk – polskie firmy mają jednak jeszcze duże pole do rozwoju w zakresie innowacji. Pod tym kątem Polska uplasowała się w Europie na czwartym miejscu, ale… od końca – zauważa Tomasz Buraś, dyrektor zarządzający DHL Express Polska. – Mimo tego, coraz większa liczba właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw ma świadomość, że rozwiązania z zakresu cyfrowej transformacji to narzędzia, które umożliwiają zachowanie elastyczności – nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Czas globalnej pandemii to poważny sprawdzian dla wielu firm, ale i czynnik przyczyniający się do wdrażania innowacyjnych rozwiązań, takich jak chociażby aplikacja myDHL+, upraszczająca i przyspieszająca procesy logistyczne.

Wyzwania MŚP w trakcie pandemii koronawirusa

Podczas pandemii wielu konsumentów zacisnęło pasa, oczekując nadchodzących trudności finansowych, co naturalnie przełożyło się na zmniejszone obroty wielu przedsiębiorstw. Doświadczyły one w tym czasie również innych problemów, spowodowanych m.in. przez restrykcje związane z działaniami przeciwko rozprzestrzenianiu się nowego wirusa. W kwietniu – podczas szczytu pandemicznych ograniczeń w Polsce – blisko 42 proc. MŚP sprzedających za granicę miało problem z wyprodukowaniem i dostarczeniem towarów do zagranicznych odbiorców bądź realizacją usług na ich rzecz, a 45 proc. importujących firm tego samego rozmiaru miało trudności z otrzymywaniem zamówionych towarów czy usług z zagranicy[10]. Źródłem wyzwań w funkcjonowaniu firm były m.in. zakłócenia w łańcuchu dostaw, obejmujące również problemy z zaopatrzeniem (31,7 proc.), które najbardziej dotknęły sektor handlowy – prawie 6 na 10 firm (58,7 proc.) funkcjonujących w tym obszarze rynku zadeklarowało, że było to dla nich największym wyzwaniem.[11]

Ponad połowa ankietowanych przedsiębiorców z branży handlowej nie była przygotowana na utrudnienia logistyczne. To ogromna skala problemu, szczególnie biorąc pod uwagę, że w tym sektorze działa co czwarta mała i średnia firma (23,6 proc.)[12]. Inną przyczyną problemów było zamknięcie granic wielu państw (było to wyzwaniem dla 27,8 proc. ankietowanych). Tutaj z kolei najbardziej ucierpiał sektor przemysłowy, w którym spowodowało to trudności dla 52,1 proc. firm[13] – wskazuje Tomasz Buraś. – W tak niełatwej sytuacji okazało się, jak ogromną rolę odgrywa zaufany partner logistyczny, który gwarantuje dotarcie przesyłki pod konkretny adres w określonym czasie. Nasi klienci biznesowi mierzyli się z podobnymi wyzwaniami, jednak od początku pandemii mogli liczyć na nasze wsparcie. Dodatkowo, kryzys zmusił wielu przedsiębiorców do redefinicji dotychczasowych rozwiązań. Powoli uświadamia też MŚP, że rozpoczęcie współpracy z lokalnymi podmiotami oraz z zaufanymi partnerami logistycznymi, stwarza im większe możliwości rozwoju, niż wcześniej powielane schematy.

Innowacyjne plany polskich MŚP

Przedsiębiorcy nie siedzą jednak bezradnie i nie zamykają się na potrzebę wprowadzania innowacji. Wręcz przeciwnie – aktywnie podejmują działania, aby odpowiedzieć na wyzwania nowej rzeczywistości. Niemal co trzecia mała i średnia firma w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech w ciągu najbliższych trzech lat planuje inwestycje w robotyzację[14]. Ponad 32 proc. przedsiębiorstw tego rozmiaru z polskiego sektora przemysłowego odnowiło swoje parki maszyn i urządzeń, a 35,2 proc. zwiększyło automatyzację procesów produkcji[15].

Transformacja cyfrowa i otwartość na nowości jest kluczem do rozwoju każdego przedsiębiorstwa i menedżerowie to widzą. Przykładowo, bezpośrednio w reakcji na pandemię, 36,6 proc. ankietowanych MŚP w badaniu PwC rozpoczęło w Polsce sprzedaż online lub zwiększyło jej zakres[16] a do tego potrzebny jest zaufany partner logistyczny oraz szybka i sprawna dostawa – zauważa Tomasz Buraś. – Taka sytuacja stwarza ogromny potencjał do rozwoju i jest krokiem na przód ku wejściu na nowe rynki i tym samym dotarciu do szerszego grona klientów. To naturalna kolej rzeczy. W niektórych firmach to już standard, dla innych to wciąż innowacja. Tymczasem możliwości Internetu są praktycznie nieograniczone. Za pomocą cyfrowych rozwiązań, firmy mogą dotrzeć nawet do najbardziej odległych zakątków świata.

W 2019 roku blisko 25 proc. przedsiębiorców postawiło na eksport, ale… mogą sięgnąć po jeszcze więcej

W ciągu 12 miesięcy przed ogólnonarodowym lockdownem, 23,9 proc. przedsiębiorców postawiło na eksport, a co czwarty szef firmy rozszerzał działalność na nowe rynki.[17] Jednocześnie Polska została stosunkowo nisko oceniona w zestawieniu European Innovation Scoreboard 2020 w zakresie eksportu produktów medium i high-tech czy usług wymagających wiedzy specjalistycznej, co wskazuje na potencjalną niszę do zapełnienia. W sąsiednich Czechach również zauważono problemy z eksportem usług specjalistycznych, ale wysoko oceniono zdolność czeskich MŚP do wzajemnej współpracy oraz sprzedaży innowacji. Słowacy z kolei mają nieco inne wyzwania. Mimo dobrych wyników we wprowadzaniu innowacyjnych produktów na rynek czy do firm oraz sprzedaży usług specjalistycznych, słowackie MŚP mają sporo do nadgonienia w zakresie innowacyjności wewnętrznej, produktowej, procesowej, marketingowej czy organizacyjnej.

Do handlu transgranicznego zachęca również Komisja Europejska, która zauważa, że 8 na 10 eksportujących MŚP prowadzi sprzedaż do innych państw członkowskich. Ta liczba może jednak znacznie wzrosnąć. Obecnie jedynie 17 proc. wszystkich unijnych MŚP w sektorze wytwórczym prowadzi handel transgraniczny na jednolitym rynku[18].

[1] Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, PARP, lipiec 2020

[2] European Innovation Scoreboard, Komisja Europejska, lipiec 2020

[3] European Innovation Scoreboard, Komisja Europejska, lipiec 2020

[4] Polski mikro, mały i średni biznes w obliczu pandemii COVID-19, PwC, kwiecień 2020

[5] Barometr robotyzacji MŚP, Universal Robots, listopad 2019-kwiecień 2020

[6] Instytut Keralla Research dla Siemens Financial Services, marzec 2020

[7] 2019 SBA Fact Sheet Poland, Komisja Europejska

[8] Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, PARP, lipiec 2020

[9] Dane Komisji Europejskiej, lipiec 2020

[10] KoronaBilans MŚP, Krajowy Rejestr Długów

[11] Polski mikro, mały i średni biznes w obliczu pandemii COVID-19, PwC, kwiecień 2020

[12] Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, PARP, lipiec 2020

[13] Polski mikro, mały i średni biznes w obliczu pandemii COVID-19, PwC, kwiecień 2020

[14] Barometr robotyzacji MŚP, Universal Robots, listopad 2019-kwiecień 2020

[15] Instytut Keralla Research dla Siemens Financial Services, marzec 2020

[16] Polski mikro, mały i średni biznes w obliczu pandemii COVID-19, PwC, kwiecień 2020

[17] Instytut Keralla Research dla Siemens Financial Services, marzec 2020

[18] Strategia MŚP na rzecz zrównoważonej i cyfrowej Europy, Komisja Europejska, marzec 2020

Polska Grupa Motoryzacyjna: „Izera może przyczynić się do wzrostu znaczenia i rozwoju polskich firm z sektora motoryzacyjnego”

– W Polsce wytwarzamy wszystkie komponenty dla dużych fabryk motoryzacyjnych. Teraz mamy produkt z Polski, co jest szansą dla rodzimych producentów – mówi Adam Sikorski, prezes Polskiej Grupy Motoryzacyjnej. Jego zdaniem powstanie Izery to także nowe możliwości rozwoju dla całego sektora automotive w Polsce. 

Polska motoryzacja to silna branża, ważna gałąź polskiej gospodarki, ze znacznym potencjałem rozwojowym. Jednak na razie polskie firmy pracują głównie na rzecz dużych zagranicznych koncernów, dostarczając im produkowane przez siebie części i komponenty. Przedstawiciele ElectroMobility Poland podkreślają, że rozpoczęcie produkcji samochodów elektrycznych polskiej marki przyczyni się do zmiany tej sytuacji. Ich zdaniem, polskie firmy z branży motoryzacyjnej mogą stanowić fundament budowy łańcucha dostaw dla Izery. Dla rodzimych przedsiębiorców z sektora automotive współpraca z polską marką samochodów elektrycznych to z kolei szansa na rozwój własnych technologii i umocnienie pozycji na rynku.

Izera to szansa dla przemysłu automotive

Tego samego zdania jest także Adam Sikorski, prezes Polskiej Grupy Motoryzacyjnej.

Obecnie polska motoryzacja to ponad 200 tys. miejsc pracy i ponad 8 proc. produktu krajowego brutto. To jest ta dobra część branży. Ta trochę gorsza to fakt, że jesteśmy cały czas poddostawcą poddostawców dużych fabryk motoryzacyjnych. Wykonujemy mnóstwo części, ale nie dostarczamy ich na pierwszy montaż.

Dlaczego? Bo jesteśmy największym krajem w Europie, który nie ma własnej marki samochodów.

– Izera jest naprawdę unikalną szansą dla polskich producentów, m.in. na transfer technologii i tworzenie łańcucha dostaw do pojazdu, który ma się pojawić w produkcji za 3,5 roku. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy mogli dostarczać do niego komponenty. Uważam, że to historyczna szansa dla przemysłu motoryzacyjnego w Polsce – mówi prezes PGM.

Czas na produkt z polskim logo

Adam Sikorski dodaje, że już teraz polskie firmy są do tego gotowe od strony praktycznej. Brakuje im natomiast rodzimego know-how, które może być wypracowane wspólnie z polskimi instytutami badawczymi, takimi jak Sieć Badawcza Łukasiewicz, która prowadzi działania związane m.in. z elektromobilnością i rozwojem inteligentnego transportu.

W Polsce produkujemy wszystko. Mamy fabryki włoskiego producenta na południu Polski, mamy fabrykę w Gliwicach, w Poznaniu. Wytwarzamy komponenty, do których ktoś przykleja logo i sprzedaje dalej jako swoje. Teraz mamy produkt z Polski i nie mam wątpliwości, że jesteśmy w stanie dostarczyć do niego wszystko – podsumowuje Adam Sikorski.

Czy dochody uzyskane w innym państwie zwolnione z opodatkowania w Polsce należy wykazać w PIT-ZG?

Polski przedsiębiorca jest obowiązany rozliczyć się z fiskusem od całości swoich dochodów, włącznie z tymi osiągniętymi poza granicami RP. Czy zawsze jednak dochody spoza granic RP będą łączone z dochodami z działalności gospodarczej uzyskanymi w Polsce? Czy za każdym razem trzeba je wykazywać w deklaracji?

Opodatkowanie przedsiębiorcy

Polscy przedsiębiorcy coraz częściej szukają możliwości osiągnięcia dochodów nie tylko w Polsce, ale również poza jej granicami.

Sposoby opodatkowania dochodów przedsiębiorcy

Zasadą jest, że dochody z pozarolniczej działalności gospodarczej opodatkowane są według zasad ogólnych tj. według skali podatkowej. Przedsiębiorcy jednak mają również prawo do dokonania wyboru rozliczania się ryczałtowo tj. stawką 19%. W tym celu należy złożyć oświadczenie do właściwego urzędu skarbowego. Oświadczenie to składa się „do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym został osiągnięty pierwszy przychód z tego tytułu w roku podatkowym, albo do końca roku podatkowego, jeżeli pierwszy taki przychód został osiągnięty w grudniu tego roku podatkowego”.

Sposób opodatkowania a obowiązek wykazywania dochodów z zagranicy

Należy pamiętać, że sposób opodatkowania ma znaczenie nie tylko dla zastosowania odpowiedniej stawki podatku, ale również dla rozliczania się z dochodów osiągniętych poza granicami Polski. Jeśli przedsiębiorca rozlicza się z podatku dochodowego od dochodów z pozarolniczej działalności gospodarczej na zasadach ogólnych (według skali podatkowej), dochody osiągnięte poza granicami RP zwolnione tam z opodatkowania będą podlegały łączeniu z dochodami osiągniętymi w Polsce. Będzie tu miała zastosowanie metoda wyłączenia z progresją. Zgodnie bowiem z art. 27 ust. 8 ustawy o PIT, jeżeli podatnik osiągał również dochody z tytułu działalności wykonywanej poza terytorium RP lub ze źródeł przychodów znajdujących się poza terytorium RP, zwolnione od podatku na podstawie umów międzynarodowych, wówczas podatek określa się w taki sposób, że:

„1) do dochodów podlegających opodatkowaniu podatkiem dochodowym dodaje się dochody zwolnione od tego podatku i od sumy tych dochodów oblicza się podatek według skali określonej w ust. 1;

2) ustala się stopę procentową tego podatku do tak obliczonej sumy dochodów;

3) ustaloną zgodnie z pkt 2 stopę procentową stosuje się do dochodu podlegającego opodatkowaniu podatkiem dochodowym”.

Powyższe oznacza, że choć dochód zagraniczny jest w Polsce zwolniony z opodatkowania, to stosuje się tu metodę unikania podwójnego opodatkowania tj. metodę wyłączenia z progresją. Według tej metody dochód ten powinien zostać wzięty pod uwagę do ustalenia stawki podatku według skali podatkowej wobec dochodów uzyskanych w Polsce. Tym samym, dochody te muszą zostać wykazane w PIT-ZG.

W przypadku natomiast, gdy przedsiębiorca rozlicza się podatkiem zryczałtowanym, tj. w odpowiednim terminie złożył oświadczenie o wyborze tej metody, wówczas z dochodami takimi nie łączy się żadnych innych dochodów. Tym samym, jeśli podatnik osiągnął w Polsce wyłącznie dochody opodatkowane stawką 19%, nie musi deklarować dochodu osiągniętego poza granicami RP i zwolnionego w Polsce z opodatkowania. Tak np. stwierdził Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej nr 2461-IBPB-1-1.4511.70.2017.3.BK: „dochody z pracy najemnej wykonywanej za granicą (do których ma zastosowanie metoda wyłączenia z progresją), tj. dochody zwolnione w Polsce z opodatkowania nie będą podlegały łączeniu z dochodami uzyskiwanymi w ramach działalności gospodarczej prowadzonej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej opodatkowanej metodą liniową, zgodnie z art. 30c ustawy PIT”.

Każdy przypadek jest jednak inny i każdy należy rozważać indywidualnie. We własnej sprawie warto nie tylko poradzić się profesjonalisty, ale również uzyskać własną interpretację indywidualną.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Polska może osiągnąć neutralność klimatyczną w 2056 r. – wynika z wyliczeń

Polska może osiągnąć neutralność klimatyczną w 2056 r. w bazowym wariancie obliczeń PIE. Liderami transformacji energetycznej w UE są Szwecja, Finlandia i Dania

Wśród 115 krajów klasyfikowanych w ramach rankingu Światowego Forum Ekonomicznego (ang. WEF) Energy Transition Index, ETI 2019 (Wskaźnik Transformacji Energetyki), wśród krajów UE najbardziej zaawansowana w transformacji energetycznej w kierunku zeroemisyjnym jest będąca liderem całego rankingu Szwecja, zaś z najsłabszym wynikiem i na 77. miejscu jest sklasyfikowana Bułgaria. Polska wypada tylko nieco lepiej, zajmując dopiero 75. miejsce. Mimo dużego zróżnicowania warunków jedynie trzy kraje Unii deklarują osiągniecie przyjętego na Radzie UE w grudniu 2019 r. celu osiągniecia osiągnięcia neutralności klimatycznej przed 2050 r.: Finlandia w 2035 r., Austria w 2040 r. i Szwecja w 2045 r. Polska jako jedyny kraj nie podała planowanej daty osiągnięcia dekarbonizacji. Opierając się na wartościach Wskaźnika Transformacji Energetyki i zakładanym roku dekarbonizacji w pozostałych krajach UE, w optymistycznym wariancie obliczeń, Polska mogłaby dojść do neutralności w 2056 r., ale w scenariuszu negatywnym może to być nawet 2067 r. – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Czas na dekarbonizację”. 

Biorąc pod uwagę wskaźniki rozwoju społecznego i ekonomicznego, kraje takie jak Bułgaria, Czechy czy Polska staną przed trudnym zadaniem, chcąc zrealizować cel neutralności klimatycznej. W rankingu Energy Transition Index (ETI) plasują się one odpowiednio na 77., 75. i 49. miejscu, co oznacza, że sektor energetyczny w tych państwach jest znacznie mniej zmodernizowany niż w przypadku np. państw skandynawskich. Dzieje się tak głównie ze względu na duży udział paliw kopalnych w miksach energetycznych tych państw oraz ze względu na niską elastyczność ich systemów elektroenergetycznych i niestabilność warunków rozwoju biznesu w tym obszarze. 6 państw UE najlepiej wypadających w ramach wskaźnika ETI to Szwecja, Finlandia, Dania, Austria, Francja oraz Niderlandy.

Na podstawie danych z ETI oraz deklarowanego roku osiągnięcia dekarbonizacji w krajach UE analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego obliczyli, że w przypadku Polski osiągnięcie neutralności sektora energii powinno nastąpić w 2056 r. Jednocześnie, opierając kalkulkacje jedynie na wynikach wskaźnika ETI krajów, które opublikowały kompleksowe strategie dojścia do neutralności klimatycznej, szacuje się, że Polska mogłaby osiągnąć ją dopiero w 2067 r.

W rankingu ETI Polska jest wysoko oceniona za poziom inwestycji w efektywność energetyczną (wśród 26 krajów o poziomie 0,29 proc), wskaźnik wolności inwestycyjnej (23. pozycja) i dobrą logistykę (26. pozycja). Najsłabiej nasz kraj został oceniony w takich kategoriach jak udział energii elektrycznej z węgla (112. miejsce), elastyczność systemu elektroenergetycznego (110.), stabilność polityki dla biznesu (102.) oraz emisyjność energii pierwotnej (108.).

Ranking Światowej Rady Energetycznej wskazuje tych samych liderów co ETI

Co ciekawe, oceny gotowości liderów rankingu ETI do transformacji energetycznej potwierdzają się przy zastosowaniu wskaźnika Energy Trilemma Index sporządzonego przez Światową Radę Energetyczną (ang. WEC) i składającego się z trzech elementów: bezpieczeństwa energetycznego, zrównoważenia środowiskowego oraz dostępności społecznej energii. Biorąc pod uwagę te czynniki, 8 z 10 liderów zestawienia mieści się też w najlepszej dziesiątce ETI.

Ranking Światowej Rady Energetycznej różni się od wskaźnika ETI tym, że pozwala na uchwycenie dynamiki zmian, jakie są udziałem poszczególnych krajów począwszy od 2000 r. Dzięki temu można zauważyć, że Polska największy awans zaliczyła w kategorii zrównoważenia środowiskowego systemu energetycznego.

W przypadku Polski o niskiej pozycji zdecydowało m.in. to, że węgiel nadal stanowi ogromną część dostaw energii elektrycznej w Polsce. W 2018 r. elektrownie węglowe wytwarzały 79 proc. energii elektrycznej. Inne główne źródła energii elektrycznej w Polsce to energia wiatrowa (8 proc.), gaz (7 proc.) i biopaliwa (4 proc). Ze względu na dominujący udział energii elektrycznej z węgla, nasz sektor energetyczny charakteryzuje się drugą co do wielkości emisyjnością w Unii Europejskiej (773 g CO2/kWh i 11 ton CO2/os. w 2017 r., wobec średniej UE niespełna 300 g CO2 /kWh i 9,4 ton CO2/os. w 2017 r.). Wyższą emisyjność odnotowuje jedynie Estonia.

Skandynawowie w awangardzie transformacji energetycznej

W Szwecji energia jądrowa i wodna dostarczają 80 proc. całkowitej produkcji energii elektrycznej. Taka struktura produkcji energii plasuje Szwedów wśród państw członkowskich UE charakteryzujących się najniższą emisyjnością (ok. 13 g CO2/kWh i 5,5 g CO2/os.).

Również Finlandia w znacznym stopniu opiera się na energii jądrowej (33 proc. w 2018 r.) i wodnej (19 proc.). Mniejszy udział mają biopaliwa i węgiel (odpowiednio 17 proc. i 14 proc.). W Danii najważniejszą rolę w produkcji energii elektrycznej odgrywają farmy wiatrowe (46 proc.), nadal istotnie uzupełniane przez elektrownie węglowe (21 proc.) oraz – podobnie jak w Szwecji i Finlandii – biopaliwa (17 proc.). Jednak źródła energii pierwotnej nadal opierają się w dużej mierze na ropie naftowej (38 proc.) oraz gazie (16 proc.). Dania poczyniła szczególne postępy w zakresie redukcji emisyjności swojego sektora energetycznego – podczas gdy w 2007 r. emisyjność przekraczała 400 g CO2/kWh, w 2016 spadła do 166 g CO2/kWh. Pozwoliło to zmniejszyć intensywność emisji prawie do połowy średniej UE-28.

Tuż za podium wśród krajów UE i na 6. miejscu na świecie w zestawieniu ETI jest Austria. Wysoką pozycję w rankingu kraj ten zawdzięcza znacznemu udziałowi hydroenergetyki (60 proc.). Wśród pozostałych źródeł dominują gaz (14 proc.) i wiatr (9 proc.). Austrię wyróżnia niższa emisyjność w porównaniu z Danią czy Finlandią (85,1 g CO2/kWh w 2016 r.).

Zarówno w Unii Europejskiej, jak i poza nią kraje czołówki rankingu transformacji energetycznej, które odeszły od węgla, mimo istotnego udziału źródeł, takich jak fotowoltaika czy energia wiatrowa, posiadają stabilną bazę w postaci niezależnego od warunków pogodowych źródła energii. Zwykle są to elektrownie wodne oraz jądrowe. W niektórych krajach to także dwukrotnie mniej emisyjny od węgla gaz. Ze względu na warunki naturalne występujące w Polsce optymalnym wyborem w średnim horyzoncie czasowym byłoby oparcie się na dwóch ostatnich z wymienionych alternatyw. W dłuższej perspektywie pożądanym scenariuszem byłoby stopniowe zastępowanie paliw kopalnych farmami wiatrowymi zlokalizowanymi na morzu oraz niskoemisyjnym wodorem – zauważa Aleksander Szpor, kierownik zespołu energii i klimatu Polskiego Instytutu Ekonomicznego.