Jak działa pakiet onkologiczny

0

Naczelna Rada Lekarska zaskarży pakiet onkologiczny do Trybunału Konstytucyjnego. Przeciwnicy nadal piętnują przede wszystkim segregację chorych. Okazuje się jednak, że plany radykalnych form protestu spełzły na niczym. Money.pl sprawdza, jak nowe przepisy działają w praktyce.

Prace nad treścią skargi zaczną się jeszcze w lutym, a dokument zostanie złożony w kwietniu. Zdaniem wynajętych przez NRL prawników, rozwiązania zawarte w pakiecie między innymi pogorszyły sytuację pacjentów nieonkologicznych oraz onkologicznych, którzy nie byli wcześniej objęci pakietem, zróżnicowały sytuację chorych korzystających z podstawowej opieki zdrowotnej oraz ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

Już w grudniu prezes Maciej Hamankiewicz pisał w liście otwartym do pacjentów i lekarzy: Zmuszanie lekarzy do dokonywania wyboru, kogo mają leczyć w pierwszej kolejności, może prowadzić do dramatycznych dla pacjentów decyzji. Sposób diagnozowania chorych – proponowany przez Ministerstwo Zdrowia – przywołuje na myśl najgorsze skojarzenia związane z historycznie napiętnowanym słowem segregacja.

Akcję sprzeciwu wobec pakietu na początku miesiąca zapowiadały organizacje medyczne. Pomorskie Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia szykowało potrzebne do wypowiedzenia umowy wzory dokumentów dla blisko 200 zakładów, które zrzesza. A w ślad za nim miały iść kolejne filie PPOZ. Lekarze obawiali się przede wszystkim narzuconych terminów, w jakich trzeba zbadać pacjenta oraz problemów z otrzymaniem pieniędzy z Funduszu.

Po dwóch tygodniach widać, że plany masowych wymówień pakietu spełzły na niczym. W całej Polsce zdecydowało się na to w sumie tylko około 2,5 proc. szpitali i oddziałów ambulatoryjnej opieki specjalistycznej i ani jedna placówka Podstawowej Opieki Zdrowotnej – donosi Narodowy Fundusz Zdrowia.

CEO Magazyn Polska

Najwięcej rezygnacji wpłynęło do NFZ na Śląsku, Małopolsce, we wspomnianym województwie pomorskim oraz łódzkim i zachodniopomorskim – wynika z informacji przekazanych Money.pl przez wojewódzkie filie NFZ. Wydaje się, że organizacje lekarskie zmieniły taktykę.

Wypowiadanie pakietu chyba nie jest do końca dobrym pomysłem. Lepiej pracować nad nim, wyławiać błędy i zgłaszać je do ministerstwa – wyjaśnia prezes PPOZ Bożena Janicka. – Liczymy na to, że znajdziemy się w zespole do spraw monitorowania pakietu, który ma powołać minister i będziemy mogli przedstawić nasze uwagi. Właśnie robimy podsumowanie.

Zespół jeszcze nie powstał. W resorcie Bartosza Arłukowicza udało się ustalić, że do grupy wejdą przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia oraz środowisk medycznych, jednak skład zostanie upubliczniony po jego ostatecznym zatwierdzeniu. Na to prawdopodobnie trzeba będzie jeszcze poczekać, ponieważ grupa ma zająć się oceną pakietu dopiero po pół roku jego funkcjonowania, a minęło dopiero 1,5 miesiąca.

Główne założenia pakietu onkologicznego są takie: w ciągu 9 tygodni od pierwszej wizyty u lekarza pacjent, u którego podejrzewa się raka, ma zostać skierowany na kurację. Procedura zaczyna się wtedy, gdy zostanie mu założona karta diagnostyki i leczenia onkologicznego (tzw. zielona karta, DiLO). Do tej pory w całym kraju wystawiono takich kart wystawiono ponad 47309. Najwięcej na Mazowszu, Śląsku, Wielkopolsce i Dolnym Śląsku.

Czytaj również:  Pracodawcy RP: W systemie publicznej opieki zdrowotnej nie ma i nie będzie pieniędzy

CEO Magazyn Polska

Diagnostyka i leczenie onkologiczne mają być nielimitowane. Żeby zabezpieczyć się przed tym, że lekarze masowo zaczną zakładać karty DiLO pacjentom, co do których mają wątpliwości czy chorują na raka, czy nie, określono minimalny wskaźnik rozpoznawania choroby na poziomie 1/15.

Oznacza to, że na 15 przypadków wydanych kart pacjentom z podejrzeniem nowotworu złośliwego, podczas diagnostyki zostanie potwierdzony co najmniej jeden przypadek choroby nowotworowej – tłumaczy Money.pl Sylwia Wądrzyk z biura komunikacji społecznej NFZ. – Wycena porady lekarza POZ związanej z wydaniem karty diagnostyki i leczenia onkologicznego uzależniona jest od osiągniętego uśrednionego wskaźnika rozpoznawania nowotworów.

 Na razie ustalono, że każda taka porada przyniesie lekarzowi 50 złotych. Jednak, jak zapowiada NFZ, wycena porad realizowanych w tym zakresie w kolejnym miesiącu, uzależniona będzie od poziomu zachowania czujności onkologicznej. I tak dla świadczeniodawcy POZ, u którego lekarze wykazali się wysokim poziomem zachowania czujności onkologicznej (1 wykryty nowotwór na 5 wydanych kart) wartość tej porady będzie wyższa.

Lekarze przekonują jednak, że boją się, że te pieniądze do nich nie trafią. – Jeśli specjalista będzie prowadził jakiegoś pacjenta pod kątem onkologii i nagle okaże się, że rozpoznanie było błędne, sprawa zostanie przesunięta od razu do innego, limitowanego finansowania – tłumaczy Bożena Janicka.

Mariusz Wójtowicz, prezes Śląskiego PPOZ najbardziej krytykuje jednak kwestie finansowe. Jego zdaniem to nieprawda, że na realizację pakietu zostały przeznaczone jakieś znaczące dodatkowe środki. – Szczególnie jest to widoczne w opiece ambulatoryjnej oraz w szpitalnictwie, gdzie w 80 procentach pieniądze na pacjentów onkologicznych zostały po prostu przesunięte z innych dziedzin specjalizacji, na przykład chirurgii czy ginekologii – przekonuje w rozmowie z Money.pl.

Zapytane o to ministerstwo zdrowia stwierdziło, że zamierza przeprowadzić kompleksową reorganizację finansowania systemu ochrony zdrowia, co będzie wymagało przesunięciem pieniędzy oraz sprawdzaniem wydatków. Ostatecznie jednak, zdaniem resortu, założeniem projektu jest doprowadzenie do sytuacji, w której pacjenci będą leczeni przede wszystkim w trybie ambulatoryjnym. Leczenie szpitalne ma być prowadzone w tych przypadkach, w których będzie ono konieczne, a nie jedynie korzystne ze względów organizacyjnych. Zmiana dotychczas istniejącego modelu przyniesie oszczędności, które zostaną wykorzystane w ramach reorganizacji systemu finansowania w zakresie opieki onkologicznej.