Dolar koryguje spadki, a inwestorzy znów kupują przyszłość

Bliskowschodnie „porozumienie” pozwala rynkom kapitałowym nie tyle na odetchnięcie z ulgą, co kieruje ich wzrok do jeszcze bardziej świetlanej przyszłości. Rynek walutowy jest w tej kwestii ostrożniejszy, ale także na nim nadszedł chyba czas na przynajmniej skromną korektę, która w środę kieruje kapitał do USD. Chiny raz jeszcze danymi makro potwierdzają swoją odporność na zawirowania w globalnym handlu.

Chiny na piątkę!

Każdy pasjonat historii potwierdzi, że partie komunistyczne mają słabość do liczby 5. Chiny kultywują tę tradycję także w XXI wieku, czego najlepszym przykładem jest fakt, że w tym roku zaczął obowiązywać już 15. Plan Pięcioletni. Kolejne potwierdzenia odnajdziemy w dzisiejszym całkiem pokaźnym pakiecie danych makro. Chińska gospodarka w pierwszym kwartale miała się rozwijać w tempie… równych 5%, co przebiło rynkowy konsensus. Marcowa produkcja przemysłowa w ujęciu rocznym również była lepsza od prognoz i wyniosła… 5,7%. Niestety wyższa od prognoz okazała się też stopa bezrobocia, która wzrosła do… 5,4% i był to najwyższy wynik od ponad roku. Niewykluczone, że gorszy obraz rynku pracy przełożył się na słabszą siłę konsumenta, ponieważ sprzedaż detaliczna w zeszłym miesiącu była wyraźnie gorsza od oczekiwań (+1,7% rdr, zamiast +2,4%). Nie rozstrzygając stopnia zaufania do chińskich danych makro, to z powyższego pakietu można wnioskować, że druga gospodarka globu (pomimo pewnych rys) pozostała odporna nawet w okolicznościach coraz bardziej chaotycznej geopolityki i niemalejących napięć handlowych. Publikacje nie miały zauważalnego przełożenia na forex, gdzie CNY wraz z większością FX pozostaje pod środowym wpływem dolarowej korekty. Na USD/CNY ta korekta tylko chwilowo zatrzymuje już ponad roczny trend umacniania chińskiej waluty. Kurs dolara do juana odbił się od 6,8 CNY, czyli ponad 3-letnich minimów. W przypadku kursu CNY/PLN przełożyło się to na powrót w okolice 0,528 PLN.

Czas korekty czy czas przyspieszenia?

Środowa sesja wygląda na doskonały moment do korekty ostatnich gwałtownych zachowań. A przynajmniej tak to wygląda na forex, gdzie mocno poturbowany w ostatnich dniach dolar zaczął się bronić. Kurs EUR/USD zawrócił po przetestowaniu obszaru 1,18 USD. Oczywiście takie zachowanie „zielonego” jest doskonałym pretekstem do (przynajmniej chwilowego) ograniczenia pozycji w mocno już w kwietniu wykupionych walutach EM. A to uderza dziś również w złotego. W ten sposób kurs euro wrócił ponad 4,24 zł, a kurs dolara to znów 3,60 zł. Zawahanie rynku walutowego (który o wiele ostrożniej reaguje na doniesienia z Bliskiego Wschodu) w dyskontowaniu „zawieszenia broni” nie znajduje przełożenia na rynek kapitałowy. A przynajmniej na główne parkiety. W czasie azjatyckiej sesji dobrze performowały chińskie indeksy, ale i tak bladły przy Tokio, które zyskało blisko 2,4%. W Europie dominuje zieleń, chociaż nie rozkłada się równomiernie. Londyn czy Frankfurt rosną przyzwoicie +0,5%, ale już Madryt znajduje się ledwo nad kreską. Do maruderów należy m.in. Warszawa, gdzie WIG20 traci 0,7%. Kontrakty na Wall Street wskazują na delikatnie pozytywne otwarcie, ale przed sesją wyniki kwartalne (z najgłośniejszych spółek) raportowało tylko Pepsico (całkiem pozytywne). Dopiero po zamknięciu notowań poznamy wyniki dzisiejszej gwiazdy, czyli Netflixa (a wszystko zaraz po nieudanej próbie przejęcia Warner Bros.). Delikatne podbicie widać na wycenie ropy, ale wygląda to bardziej na zbieranie sił przed kontynuacją spadków, a Brent handlowany jest za blisko 96 USD za baryłkę. Na rynku długu dominuje spadek rentowności, a polskie 10-latki testują od góry 5,5%. Inwestorzy pozostają odporni na coraz głośniejsze ostrzeżenia od takich instytucji jak MFW czy Bank Światowy o długotrwałych efektach bliskowschodniego konfliktu. Koniec tej wojny ma być początkiem nowego wspaniałego świata (zapewne pod przewodnictwem AI, co potwierdziły już wyniki spółki TSMC). Globalny indeks giełdowy MSCI All-Country World Index po 10 wzrostowych sesjach z rzędu znalazł się na rekordowym poziomie.

Bułgaria przed wyborami: czas wielkiej próby między Brukselą a Moskwą

Wybory na Węgrzech przyniosły powiew świeżości i obietnicę istotnej zmiany perspektyw kraju. Masowe protesty w Bułgarii pod koniec zeszłego roku pokazały, że na zmiany liczą także Bułgarzy. Przyspieszone wybory, które odbędą się w niedzielę 19.04, najpewniej zakończą się wygraną Postępowej Bułgarii, której zakres ideologiczny jest bardzo szeroki i niedookreślony. Są jednak obawy, że obierze ona kurs na łagodny eurosceptycyzm – a może również ocieplenie stosunków z Moskwą.

Prężnie rosnąca gospodarka między Wschodem a Zachodem

Bułgaria jest względnie niewielkim (6,7 mln osób, PKB – 148 mld USD) i najbiedniejszym pod względem PKB per capita krajem w Unii. Jest jednocześnie jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek we wspólnocie – wzrost PKB w ostatnich dwóch latach przewyższał 3% i zarówno w tym, jak i kolejnym roku powinien pozostać w tej okolicy.

Rozwojowi gospodarki towarzyszy dwucyfrowa dynamika płac. Idzie ona jednak w parze z podwyższoną inflacją – ta w marcu powróciła powyżej poziomu 4%, a więc stanowi dwukrotność celu inflacyjnego Europejskiego Banku Centralnego. W tym kontekście warto przypomnieć, że Bułgaria wraz z początkiem tego roku przyjęła euro. Nie stanowiło to jednak dla kraju specjalnego szoku, zważając na to, że wcześniej przez lata lew bułgarski utrzymywał stały kurs w okolicy 1,96. System izby walutowej został wprowadzony w 1997 r. aby walczyć z hiperinflacją – początkowo kurs był sztywno powiązany z marką niemiecką (DEM), którą w 1999 r. zastąpiło euro.

Pod względem geograficznym i historycznym Bułgaria stanowi niejako pomost między Europą i Azją. Wschodnie wpływy są w tym kraju nad wyraz widoczne, co jest wynikiem bizantyjskiego dziedzictwa. Bułgaria jest miejscem narodzin cyrylicy, która dodatkowo wiąże ją z prawosławnym wschodem. W kraju na każdym kroku widać również wpływy tureckie – przez blisko 500 lat, między XIV a XIX w., był on częścią Imperium Osmańskiego. Spod panowania Turków pod koniec XIX w. Bułgaria wydostała się z pomocą Rosji, co wytworzyło silną więź z tym krajem – po II wojnie światowej była ona najwierniejszym sojusznikiem ZSRR w bloku wschodnim.

Rosną nastroje antyunijne, lecz zwolennicy UE mają przewagę

W ostatnich latach Bułgaria była jednym z najmniej stabilnych politycznie krajów UE. Niedzielne głosowanie to ósme wybory parlamentarne od 2021 r. Przyspieszone wybory są wynikiem dymisji rządu Rosena Żelazkowa, do której doszło pod koniec 2025 r. na fali ogromnych protestów, w których udział wzięło ponad 100 tys. osób. Bułgarzy dali wyraz rozczarowaniu działaniem państwa oraz korupcją i sprzeciwiali się planom podwyższenia podatków.

Największe szanse na zwycięstwo ma nowo utworzona partia byłego prezydenta Rumena Radewa – Postępowa Bułgaria, która zgodnie z sondażami może liczyć na ok. 30% poparcie. Radew pozycjonuje się jako antyestablishmentowiec, co zwraca uwagę rozczarowanych korupcją Bułgarów. Dodatkowo partię charakteryzuje brak silnego ukierunkowania ideologicznego, co pozwala przyciągnąć wyborców z różnych stron politycznego spektrum. Jednocześnie oznacza to, że w przypadku zwycięstwa przyszły kierunek działań jest nieoczywisty.

Jako prezydent Radew wyrażał opinie, które można uznać za eurosceptyczne i prorosyjskie – jego słowa nie miały wówczas jednak tak dużej wagi, biorąc pod uwagę ograniczone znaczenie tej funkcji w sprawowaniu władzy. Jego zwycięstwo stanowi ryzyko w kontekście współpracy w ramach UE i NATO, ale trudno obecnie określić jego skalę, mając na uwadze brak spójności ideologicznej i to, że Postępowa Bułgaria najpewniej będzie potrzebowała koalicji, by rządzić. Utworzenie rządu z prounijnymi liberałami z PP–DB mogłoby je ograniczyć i dać szansę na stabilne rządy – co powinno spotkać się z przychylnością inwestorów.

Warto też zwrócić uwagę, że choć w Bułgarii – podobnie jak w wielu innych krajach UE – rosną nastroje antyunijne, wspólnota nadal cieszy się dużą popularnością. Zgodnie z niedawnymi sondażami mniej więcej trzech na pięciu Bułgarów popiera członkostwo w Unii. Przyjęcie euro jest mniej popularne (zgodnie z Eurobarometrem z końcówki zeszłego roku 49% Bułgarów było przeciw, z kolei 42% za), ale raczej trudno uznać tę kwestię za kluczowy dla Bułgarów temat. Biorąc pod uwagę kontekst historyczny, nie budzi zdziwienia to, że część społeczeństwa (szacuje się, że mniej więcej jedna czwarta) jest prorosyjska – choć nastawienie względem kraju wyraźnie pogorszyło się po jego pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 r.

Na bułgarskich rynkach nie widać paniki

Pierwszym krokiem przy analizie nastrojów inwestorów w kontekście wydarzeń politycznych byłoby dla nas spojrzenie na rynek walutowy. Zmiany polityczne w Bułgarii nie wpłyną jednak na notowania wspólnej waluty, ponieważ znaczenie kraju dla strefy euro jest zbyt małe (jego PKB to mniej niż 1% gospodarki wspólnego bloku).

Bardziej właściwe w przypadku Bułgarii będzie spojrzenie na rynek długu. Zestawiając bułgarskie euroobligacje z tymi innych krajów regionu, widzimy podobne trendy – definiującym czynnikiem w ostatnich miesiącach była wojna w Iranie, która nałożyła presję na ceny. Obecnie rynek jest jednak w tej kwestii bardziej optymistyczny, widać więc odbicie – ceny bułgarskich euroobligacji są jednak nieco poniżej poziomów z początku roku.

Przyglądamy się także rynkowi akcji. Na początku 2026 r. obserwowaliśmy wyraźny wzrost bułgarskiego indeksu SOFIX, zrzeszającego 15 największych spółek. W ciągu pierwszych trzech tygodni roku zyskał on mniej więcej 20% – inne regionalne giełdy również notowały wzrosty, choć w istotnie mniejszej skali. Nad wyraz dobre wyniki można przypisać przyjęciu przez kraj euro, co zmniejszyło premię za ryzyko i ułatwiło dostęp do bułgarskiego rynku, wspierając napływ kapitału. Do podwyższonej skali wahań przyczyniła się także nieporównywalnie niższa niż w innych krajach płynność.

Późniejszy spadek może tłumaczyć realizacja zysków po początkowej euforii. Wojna w Iranie również nałożyła presję na rynek akcji. Kwiecień przyniósł stabilizację, choć w przeciwieństwie do większości innych rynków (w tym polskiego) na giełdzie bułgarskiej nie widać dotychczas istotniejszego odbicia – nie można wykluczyć, że wybory rzucają lekki cień na sentyment. Porównując z początkiem roku, indeks SOFIX jest nadal ok. 3% na plusie.

Na rynkach nie widać paniki. Inwestorzy są przyzwyczajeni do politycznych wahań w kraju, wynik wydaje się przesądzony, a ryzyka związane z wyborami nie na tyle duże, aby percepcja kraju uległa radykalnej zmianie. Wybory dają też szansę na konsolidację i stabilizację sytuacji politycznej. Nie spodziewamy się znacznego pogorszenia sentymentu. Inwestorzy mogą jednak w najbliższym czasie patrzeć na Bułgarię z większą ostrożnością, czekając na informacje, kto będzie rządzić, jak mocny będzie mandat i jakie decyzje zostaną podjęte przez władze. Poczucie niepewności wzmagać może bardzo ogólnikowy i nie do końca spójny przekaz wiodącej w sondażach Postępowej Bułgarii.

Niedawne przyjęcie euro zwiększa atrakcyjność Bułgarii w oczach inwestorów, co może równoważyć ewentualne ryzyka w kontekście nadchodzących zmian politycznych. Jednocześnie warto podkreślić, że rynek w kraju jest jeszcze na wczesnym etapie rozwoju i jest stosunkowo mało płynny, co może nasilać skalę wahań.

TSUE wydał ważne wyroki w sprawach przedawnienia roszczeń banków

ZBP: Sprawiedliwości stało się zadość – koniec snu o darmowych mieszkaniach.

  • TSUE stwierdził jednoznacznie: klient musi zwrócić otrzymany kapitał.
  • TSUE potwierdził kierunek korzystny dla sektora bankowego.
  • W praktyce oznacza to brak skrajnie niesprawiedliwych wyroków, w których część klientów mogłaby uzyskać „darmowe mieszkania”.
  • Jednocześnie TSUE potwierdził, że kontrpozwy banków są w pełni uzasadnione.

W sprawie C-752/24 (Jangielak) Trybunał potwierdził, że prawo UE nie stoi na przeszkodzie takiemu podejściu, zgodnie z którym bank może skutecznie dochodzić zwrotu kapitału także wtedy, gdy wystąpił z pozwem jeszcze przed prawomocnym zakończeniem sprawy o nieważność umowy. Rozstrzygnięcie to wzmacnia pewność obrotu i potwierdza, że ochrona konsumenta nie może prowadzić do pozbawienia jednej ze stron realnej możliwości dochodzenia jej roszczeń.

W sprawie C-901/24 (Falucka) Trybunał potwierdził, że oświadczenie konsumenta o świadomości skutków nieważności umowy może mieć znaczenie dla oceny biegu przedawnienia roszczenia banku. To również wpisuje się w kierunek, zgodnie z którym rozliczenie skutków nieważności umowy powinno uwzględniać prawa obu stron i nie może prowadzić do nieproporcjonalnych rezultatów.

Z kolei w sprawie C-753/24 (Rzepacz) Trybunał uznał, że prawo UE nie wyklucza krajowych rozwiązań pozwalających sądowi – w wyjątkowych sytuacjach – pominąć przedawnienie roszczenia banku, jeżeli przemawiają za tym względy słuszności. Oznacza to, że także w tym obszarze utrzymana została możliwość uwzględnienia przez sądy krajowe szczególnych okoliczności konkretnej sprawy.

Po dzisiejszych rozstrzygnięciach TSUE szanse na skuteczne podniesienie przez konsumenta zarzutu przedawnienia roszczenia banku są znikome.

Dotyczy to zarówno sytuacji, w których bank podjął działania procesowe zmierzające do dochodzenia kapitału, jak i przypadków, w których znaczenie mają oświadczenia składane przez konsumenta lub szczególne względy słuszności oceniane przez sąd. W każdym z tych obszarów Trybunał opowiedział się za rozwiązaniami, które wzmacniają przewidywalność rozliczeń i ograniczają ryzyko bezpodstawnego uchylenia się od obowiązku zwrotu kapitału.

Rozstrzygnięcia te mają istotne znaczenie nie tylko dla sektora bankowego, ale także dla pewności obrotu i przewidywalności rozliczeń po unieważnieniu umów kredytowych. Potwierdzają, że skutki nieważności powinny być rozliczane w sposób uwzględniający prawa obu stron, bez tworzenia nieuzasadnionej przewagi procesowej po którejkolwiek z nich.

Po tych rozstrzygnięciach można mówić o zasadniczym uporządkowaniu sporów wokół przedawnienia. Powinno to przełożyć się na większą stabilność orzecznictwa krajowego, ograniczenie sporów dotyczących samego mechanizmu przedawnienia oraz wzrost przewidywalności rozstrzygnięć w sprawach dotyczących rozliczeń po unieważnieniu umów kredytowych.

Przewidujemy również, że taki kierunek orzeczniczy będzie sprzyjał dalszemu wzrostowi zainteresowania ugodami jako racjonalnym i przewidywalnym sposobem zakończenia sporu.

– Sprawiedliwości stało się zadość. TSUE przerwał sen o darmowych mieszkaniach – mówi prezes Związku Banków Polskich Tadeusz Białek po trzech wyrokach dotyczących przedawnienia roszczeń. – TSUE nie podważył fundamentalnych zasad porządku prawnego. Banki zachowują prawo do odzyskania wypłaconego kapitału jako podstawowy element równowagi stron stosunku prawnego i mają prawo dochodzić roszczeń w sądzie poprzez składanie tzw. kontrpozwów.

Sektor finansowy liderem wdrożeń AI w Polsce. Handel najlepiej monetyzuje korzyści

Najbardziej zaawansowany we wdrażaniu sztucznej inteligencji jest obecnie sektor finansowy – wynika z najnowszej edycji badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI”. Pierwsze implementacje zakończyła już ponad połowa firm (52%) z tej branży. W tym samym czasie handel, mimo najniższego odsetka firm, które mają za sobą pierwsze procesy (22%), najczęściej osiąga zakładane korzyści (66%). Największą barierą przy podejmowaniu decyzji o wdrożeniu sztucznej inteligencji pozostają obawy dotyczące bezpieczeństwa – sygnalizuje je 39% wszystkich ankietowanych firm. Najwyższy odsetek przedsiębiorstw, których ograniczały one przy implementacji AI, odnotowano w sektorze energetycznym (46%).

Badanie EY „Jak polskie firmy wdrażają AI” koncentruje się na analizie procesu implementacji sztucznej inteligencji zarówno w całej gospodarce, jak i w jej kluczowych gałęziach: przemyśle, usługach, handlu, energetyce oraz finansach.

Z danych wynika, że na koniec ubiegłego roku najlepszym wynikiem pod względem przeprowadzonych wdrożeń spośród wszystkich analizowanych branż może pochwalić się sektor finansowy. Zakończenie pierwszych implementacji wskazała tam ponad połowa firm (52%). Usługi pozostają na drugim miejscu (37%), a podium zamyka przemysł z wynikiem 32%. W handlu oraz energetyce pierwsze procesy zakończyło po 22% przedsiębiorstw. Dla porównania, ten odsetek dla wszystkich respondentów wynosi 34%.

– To naturalne, że sektor finansowy jest dziś wiodący pod względem wdrażania AI. Jego działalność opiera się na przetwarzaniu ogromnych ilości danych, a w tej kwestii sztuczna inteligencja świetnie się sprawdza. Są to jednak dane szczególnie wrażliwe. Dlatego firmy z tej branży muszą wykorzystywać AI zgodnie z bardzo restrykcyjnymi regulacjami oraz najwyższymi standardami ochrony danych. Dostosowanie się do nich wciąż stanowi wyzwanie – jak pokazało nasze badanie, 42% przedsiębiorstw z sektora finansowego nie jest w stanie ocenić gotowości swoich danych. Dla porównania, wśród wszystkich respondentów ten odsetek wyniósł 21% – zauważa Marcin Sadek, Partner w EY Polska, Lider Doradztwa dla Sektora Ubezpieczeniowego.

Handel liderem w skuteczności wdrożeń AI

Najbardziej wymierne efekty wdrożenia sztucznej inteligencji, mimo najniższego odsetka zakończonych implementacji, odczuwa handel. Prawie połowa firm z tego sektora (47%) potwierdza osiągnięcie zakładanych korzyści, a kolejne 19% deklaruje, że rezultaty przewyższyły ich oczekiwania. Wśród najczęściej wskazywanych przez sektor benefitów należy wymienić wzrost przychodów (70%) i poprawę jakości usług (65%).

– Tak wysoka skuteczność wdrożeń wynika m.in. z ich ukierunkowania na obszary, które pozwalają szybko wygenerować wartość. Sektor handlowy najczęściej wprowadzał rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję w takich obszarach, jak marketing i analiza rynku (75%), sprzedaż (68%) i obsługa klienta (60%). To przełożyło się z kolei na lepszą jakość doświadczenia zakupowego i wzrost przychodów, czyli to, co jest dla firm najważniejsze – mówi Grzegorz Przytuła, Partner EY-Parthenon.

Dla porównania, w najbardziej zaawansowanym pod względem wdrożeń AI sektorze finansowym ponad połowa (57%) respondentów uznała, że korzyści nie spełniły ich oczekiwań. Może to wynikać z dużej skali oraz złożoności wdrożeń, ograniczeń regulacyjnych oraz niewystarczającej gotowości i jakości danych, które – mimo zaawansowania projektów – utrudniają osiągnięcie oczekiwanych efektów.

Energetyka stawia na bezpieczeństwo i strategiczne podejście

Jedną z najważniejszych barier dla wdrażania sztucznej inteligencji na polskim rynku są obawy o bezpieczeństwo – wskazuje je 39% wszystkich ankietowanych. Największy poziom niepokoju w tych kwestiach wykazują firmy z sektora energetycznego (46%, dla porównania: przemysł – 40%, finanse – 39%, handel – 39%, usługi – 37%). Podejmują one jednak działania, by chronić swoje dane i przestrzeń cybernetyczną.

Wyniki badania wskazują, że każda firma energetyczna w pełnym lub ograniczonym zakresie analizowała aspekt cyberbezpieczeństwa, implementując narzędzia sztucznej inteligencji, oraz wprowadziła dodatkowe zabezpieczenia narzędziowe i/lub proceduralne przed rozpoczęciem z ich korzystania. Branża dominuje też w kwestii posiadania strategii lub roadmapy rozwoju AI – według wyników badania ma ją 71% firm (dla porównania, przemysł – 64%, usługi – 61%, finanse – 60%, handel – 50%).

– Energetyka podchodzi do AI niezwykle świadomie, bo każdy błąd w tym sektorze może mieć poważne konsekwencje dla infrastruktury krytycznej. Dlatego tak duży nacisk kładzie na cyberbezpieczeństwo, zgodność regulacyjną i strategiczne planowanie. Dla firm z tej branży kluczowe staje się więc wdrażanie sprawdzonych narzędzi AI w sposób kontrolowany, z jasno przypisaną odpowiedzialnością, procedurami bezpieczeństwa oraz polityką korzystania z nich – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider obszaru energetyki.

Zupełnie inne bariery widzi branża finansów – 43% firm twierdzi, że największą trudność stanowią ograniczenia regulacyjne. Z kolei handel najbardziej krępują zbyt wysokie koszty wdrożenia (38%).

– Widzimy wyraźnie, że organizacje, które wdrażają sztuczną inteligencję w procesach dla siebie kluczowych, są w stanie znacznie szybciej uzyskać realną wartość – i dzieje się tak mimo ograniczeń, takich jak kwestie bezpieczeństwa danych, wymogi regulacyjne czy gotowość organizacyjna. Kluczowe okazuje się tu jasne postawienie celów biznesowych i pełne zaangażowanie na poziomie osób zarządzających, co daje zespołom wdrażającym odpowiednie wsparcie w pokonywaniu barier i możliwość skupienia się na osiągnięciu celów – podsumowuje Bartosz Pacuszka, Partner w EY Polska, AI Technology Leader.

O badaniu
Badanie „Jak polskie firmy wdrażają AI” zrealizowano na zlecenie EY przez CubeResearch wśród 499 polskich firm: 45% działa w produkcji, 33% w usługach, 22% w handlu. 56% respondentów pochodziło z firm średniej wielkości, 44% z dużych. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Kosmiczny rekord Creotech Instruments. Przychody wzrosły o 370 proc., spółka wyszła na plus

Creotech Instruments, notowany na GPW największy, polski integrator misji kosmicznych, w 2025 roku wypracował rekordowe wyniki finansowe, osiągając dodatni wynik netto oraz EBITDA. Przychody ogółem w omawianym okresie wzrosły ponad 370% r/r i wyniosły 167,5 mln zł, a zysk netto wyniósł blisko 13,6 mln zł. Na osiągnięte wyniki istotny wpływ miała realizacja kluczowych projektów strategicznych, w szczególności programu Mikroglob, a także intensywny rozwój współpracy międzynarodowej. W minionym roku Spółka koncentrowała się również na pozyskaniu i rozwoju projektu CAMILA – strategicznej i przełomowej misji kosmicznej o wartości ponad 59 mln EUR, stanowiącej pierwszy w historii kontrakt tej skali realizowany dla ESA przez polski podmiot w roli generalnego wykonawcy. Jednocześnie kontynuowano działania związane z wydzieleniem dwóch segmentów działalności.

W 2025 roku przychody ogółem wyniosły 167,5 mln zł w porównaniu do 35,6 mln zł w analogicznym okresie 2024 roku. Wzrost przychodów wynikał przede wszystkim z postępów w realizacji kluczowych projektów integracji satelitów. Największy procentowy udział w przychodach miał segment projektów kosmicznych (91,17%). EBITDA w omawianym okresie wyniosła blisko 31 mln zł (w porównaniu do straty wynoszącej ok. 16,9 mln zł w 2024 roku), a zysk netto osiągnął poziom ok. 13,6 mln zł (wobec straty wynoszącej 20,4 mln zł rok wcześniej).

Natomiast na poziomie działalności kontynuowanej (tj. działalności z wyłączeniem segmentu kwantowego, który od 2026 roku stanowi przedmiot działalności spółki Creotech Quantum), Spółka wypracowała EBITDA na poziomie 38,1 mln zł (wobec straty wynoszącej 15,8 mln w 2024 roku), przy przychodach ogółem wynoszących ok. 150 mln zł (w porównaniu do ok. 20 mln zł w roku 2024). Zysk netto z tytułu działalności kontynuowanej w 2025 roku wyniósł 19,9 mln zł, podczas gdy rok wcześniej spółka odnotowała stratę w wysokości ok. 18 mln zł.

Poziom środków pieniężnych na koniec 2025 roku wyniósł blisko 127 mln zł.

– Rok 2025 był dla Creotech Instruments przełomowy, zarówno pod względem wyników finansowych, jak i skali realizowanych projektów. Po raz pierwszy w historii spółki giełdowej zakończyliśmy rok z dodatnim wynikiem netto oraz EBITDA, jednocześnie realizując największe kontrakty w polskim sektorze kosmicznym i znacząco zwiększając skalę działalności. Kluczowym motorem wzrostu był projekt Mikroglob, który stanowi fundament budowy naszych kompetencji jako integratora dużych systemów satelitarnych. Równolegle konsekwentnie umacnialiśmy współpracę z Europejską Agencją Kosmiczną, czego potwierdzeniem jest rozwój projektu CAMILA, gdzie pełnimy rolę generalnego wykonawcy. Istotnym obszarem naszego wzrostu pozostaje również segment technologii kwantowych, który rozwijamy zarówno poprzez realizację zaawansowanych projektów badawczo-rozwojowych, jak i jego docelową specjalizację w ramach wydzielonego podmiotu. Miniony rok to także czas głębokiej transformacji organizacyjnej, która pozwala nam wejść w kolejny etap rozwoju jako bardziej skalowalna i wyspecjalizowana organizacja. Konsekwentnie budujemy pozycję w europejskim łańcuchu dostaw sektora kosmicznego – rozwijamy kompetencje w obszarze specjalistycznego montażu i integracji systemów satelitarnych oraz aktywnie uczestniczymy w postępowaniach przetargowych dla dużych programów europejskich. Dostrzegamy potencjał dalszego wzrostu tego rynku, m.in. w kontekście rosnącego zaangażowania Polski w programy Europejskiej Agencji Kosmicznej. Naszym celem jest stopniowe zwiększanie udziału w projektach o wysokiej wartości dodanej oraz dalsza dywersyfikacja portfela zamówień, co w naszej ocenie będzie wspierało stabilny rozwój Spółki w kolejnych latach komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

W 2025 roku Spółka koncentrowała się przede wszystkim na realizacji dwóch największych kontraktów w historii – zarówno polskiego sektora kosmicznego, jak i samej Spółki – tj. Mikroglob i CAMILA. Równolegle kontynuowano prace nad projektem PIAST.

Pod koniec 2024 roku Creotech Instruments podpisał ze Skarbem Państwa – Agencją Uzbrojenia umowę na wytworzenie i dostawę Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi (SSOZ) „Mikroglob” obejmującą fazy B, C, D, E1. Wartość tego kontraktu wynosi 556,7 mln zł brutto (453 mln zł netto. W 2025 roku, w ramach jego realizacji zatwierdzone zostały fazy B, C oraz D1 (odbiór częściowy dokumentacji fazy D), co miało istotny wpływ na rozpoznanie przychodów Spółki. Zakończenie realizacji projektu planowane jest na 2027 roku.

Z kolei w drugim kwartale 2025 roku Spółka podpisała umowę i rozpoczęła realizację projektu CAMILA. Jego celem jest budowa konstelacji co najmniej trzech satelitów obserwacyjnych bazujących na platformie satelitarnej HyperSat, wraz z segmentem naziemnym, wyniesieniem satelitów oraz zarządzaniem misją. Projekt realizowany jest pod nadzorem Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) na zlecenie Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Początkowa wartość kontraktu wynosiła blisko 52 mln EUR, natomiast na początku października Spółka poinformowała o otrzymaniu od ESA zaakceptowanego aneksu do umowy, obejmującego aktywację dwóch dodatkowych opcji przewidzianych w pierwotnej umowie, co zwiększyło wartość kontraktu o ok. 7,1 mln EUR – do ponad 59 mln EUR. Opcje te obejmują m.in. dostawę czwartego satelity.

Jednocześnie Spółka kontynuowała prace przy projekcie PIAST, koordynowanym przez Wojskową Akademię Techniczną w Warszawie. Celem tego projektu badawczo-rozwojowego jest zaprojektowanie, skonstruowanie i rozmieszczenie na orbicie trzech satelitów obserwacyjnych do prowadzenia optoelektronicznego rozpoznania obrazowego. Projekt współfinansowany jest przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu SZAFIR. Po okresie bilansowym – 20 stycznia 2026 roku – zakończono z sukcesem fazę uruchamiania (commissioning) wszystkich platform satelitarnych konstelacji PIAST, potwierdzając ich pełną funkcjonalność. Istotnym elementem tego etapu była weryfikacja współpracy z głównym ładunkiem użytecznym – teleskopem optycznym, w ramach której wykonano i przesłano na Ziemię kilkadziesiąt zdjęć.

W obszarze nowych inicjatyw Spółka realizowała również szereg projektów badawczo-rozwojowych oraz studiów koncepcyjnych, które w przyszłości mają szansę przekształcić się w pełnowymiarowe misje kosmiczne.

Pod koniec 2025 roku Creotech Instruments podpisał z Europejską Agencją Kosmiczną umowę na realizację fazy A (czyli fazy koncepcyjnej) misji Twardowski – pierwszej od ponad 20 lat w pełni europejskiej misji księżycowej. Spółka pełni w niej rolę głównego wykonawcy (prime contractor) i lidera przedsięwzięcia. Projekt ten zakłada umieszczenie satelity, opartego na platformie HyperSat na orbicie Księżyca oraz wykonanie mapowania jego powierzchni w celu identyfikacji zasobów i wsparcia przyszłych misji lądowania. Wartość fazy A projektu wynosi 500 tys. EUR. Projekt jest kontynuacją fazy 0 zrealizowanej przez Spółkę w 2025 roku.

W ubiegłym roku Spółka podpisała także kilka nowych kontraktów obejmujących wstępne fazy realizacji misji skierowanych na orbitę okołoziemską. Jednym z nich była zawarta na początku stycznia 2025 r. umowa z Europejską Agencją Kosmiczną na realizację projektu „Space Based Observation Mission (SBOM) Feasibility Study”, obejmującego wstępną fazę (0-A) przygotowania satelity i misji kosmicznej, mającej na celu wykrywanie tzw. śmieci kosmicznych na orbicie okołoziemskiej. Wartość projektu wynosi ok. 125 tys. EUR. Spółka kontynuowała również podpisany pod koniec października 2024 roku z ESA projekt „Space Weather Nanosatellites System Enhancement Phase 0/A”, w którym pełni rolę lidera (prime contractor). Projekt obejmuje fazę 0–A (wstępną) przygotowania satelity oraz misji kosmicznej polegającej na pomiarze parametrów pogody kosmicznej, w szczególności wpływu aktywności Słońca na warunki panujące na orbicie okołoziemskiej.

Warto zaznaczyć, że realizowane projekty we wczesnych fazach stanowią fundament budowy portfela przyszłych kontraktów i – w przypadku ich kontynuacji – mogą w kolejnych latach istotnie wspierać wzrost przychodów oraz skalę działalności Spółki.

W 2025 roku Creotech Instruments rozwijał także swoje portfolio produktowe realizując projekty wewnętrzne.

26 września 2025 roku Spółka podpisała umowę z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości na realizację projektu pt. „System Radiowej Komunikacji – CERBER”, którego celem jest zwiększenie potencjału produktowego w obszarze kosmicznym w zakresie systemu bezpiecznej komunikacji dla małych satelitów. Projekt realizowany jest samodzielnie przez Spółkę z wykorzystaniem własnego zaplecza badawczo‑rozwojowego i produkcyjnego. Całkowita wartość projektu wynosi ok. 10,46 mln zł netto, z czego blisko 5,13 mln zł stanowi dofinansowanie. Realizacja projektu zaplanowana jest na lata 2026–2028.

W grudniu 2025 roku Spółka uzyskała również pozytywną ocenę merytoryczną i rekomendację do dofinansowania w ramach programu FENG – Ścieżka SMART – dla projektu dotyczącego innowacyjnego systemu satelitarnego dla ładunków o dużej masie. Rekomendowana kwota wsparcia przekracza 26,2 mln zł. Celem projektu jest opracowanie multimisyjnej platformy satelitarnej SWAN, przeznaczonej do realizacji misji o masie do ok. 200 kg. Nowa platforma ma wzmocnić ofertę produktową Creotech Instruments, stanowiąc technologiczny fundament dla przyszłych, dużych projektów infrastrukturalnych realizowanych na potrzeby bezpieczeństwa oraz zastosowań cywilnych. Realizacja projektu ma także istotnie zwiększyć potencjał produktowy Spółki w segmencie technologii kosmicznych oraz wzmocnić jej konkurencyjność na rynku europejskim i globalnym. Produktowo pozwoli spółce przejść z roli dostawcy mikrosatelitów do roli dostawcy minisatelitów.

Rok 2025 upłynął również pod znakiem przygotowań Spółki pod kątem jej podziału, tj. poprzez wydzielenie z niej segmentu systemów kwantowych oraz systemów aplikacji związanych z dronami i przetwarzaniem danych satelitarnych. W tym celu zarejestrowano spółki Creotech Quantum S.A. oraz Creotech Geo PSA.

Pod koniec września Creotech Quantum S.A złożył do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) prospekt w związku z planowanym wydzieleniem z Creotech Instruments i wprowadzeniem akcji do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW).

Po okresie bilansowym zakończył się proces podziału na dwie niezależne Spółki. 1 kwietnia 2026 roku formalnie zakończony został proces wydzielenia segmentu technologii kwantowych do spółki Creotech Quantum S.A., której debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie planowany jest na 17 kwietnia 2026 roku.

Rok 2025 umocnił pozycję Creotech Instruments jako jednego z europejskich integratorów misji kosmicznych, zdolnego zarówno do realizacji złożonych programów satelitarnych, jak i rozwijania własnych technologii o wysokiej wartości dodanej, stanowiących fundament dalszego wzrostu i budowy przewag konkurencyjnych na rynku europejskim i globalnym.

Scanway wesprze misję Titan dostarczając system obrazowania dla nowej generacji przetwarzania danych i zastosowań AI na orbicie

Scanway wesprze nadchodzącą misję Titan realizowaną przez firmę Aethero, dostarczając system obrazowania optycznego zaprojektowany do pracy na orbicie. Rozwiązanie to wpisuje się w nową generację satelitów łączących wysokorozdzielcze obrazowanie z przetwarzaniem danych w czasie rzeczywistym bezpośrednio na pokładzie z wykorzystaniem AI. Start misji Titan planowany jest na drugą połowę tego roku w ramach lotu rideshare firmy SpaceX.

Misja Titan, rozwijana we współpracy z EnduroSat i oparta na wysokowydajnej platformie satelitarnej FRAME to ważny krok w kierunku nowej architektury systemów kosmicznych – takich, w których dane nie są jedynie pozyskiwane na orbicie, ale coraz częściej przetwarzane, analizowane i wykorzystywane bezpośrednio na pokładzie satelity.

W ramach misji Scanway dostarczy system optyczny przystosowany do warunków kosmicznych, który będzie pozyskiwał dane dla architektury obliczeniowej Aethero. Instrument został zaprojektowany do pracy w ścisłej integracji z systemami przetwarzania pokładowego, wspierając scenariusze obrazowania korzystające z analizy w czasie rzeczywistym, niższych opóźnień oraz bardziej efektywnego wykorzystania przepustowości. Takie podejście odzwierciedla szerszą zmianę w branży kosmicznej – od tradycyjnych modeli opartych na przesyłaniu dużych wolumenów surowych danych na Ziemię, w kierunku rozproszonego przetwarzania bezpośrednio na orbicie. Połączenie systemów obserwacyjnych z inteligencją pokładową umożliwia szybsze podejmowanie decyzji, większą autonomię misji oraz rozwój nowych, opartych na danych zastosowań w przestrzeni kosmicznej.

Współczesne misje kosmiczne są w coraz większym stopniu zależne od tego, jak skutecznie przetwarzają i wykorzystują dane bezpośrednio na orbicie – powiedział Amit Pinnamaneni, CTO i współzałożyciel Aethero. – Współpraca z partnerami takimi jak Scanway pozwala nam integrować wysokiej jakości systemy obrazowania i sensory z naszą platformą oraz rozwijać nowe podejścia do wykorzystania danych w czasie rzeczywistym w przestrzeni kosmicznejpodsumowuje.

W projekcie Scanway S.A. wykorzystuje swoje doświadczenie w adaptacji zaawansowanych komponentów optycznych do warunków kosmicznych i ich integracji z systemami satelitarnymi.

Nasza współpraca z Aethero pokazuje, jak systemy optyczne i przetwarzanie pokładowe mogą wspólnie otwierać nowe możliwości dla misji kosmicznych. Obserwujemy wyraźny kierunek rozwoju branży w stronę architektur, w których akwizycja danych, ich przetwarzanie i analiza są ściśle zintegrowane – misja Titan jest bardzo dobrym przykładem tego trendupowiedział Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

Start misji Titan planowany jest na drugą połowę 2026 roku w ramach lotu rideshare firmy SpaceX. Misja wykorzysta modułową platformę FRAME od EnduroSat, która zapewnia wysoką moc i elastyczność dla wymagających ładunków. Jest ona ukierunkowana na zaawansowane przetwarzanie danych, w tym analizę danych obserwacji Ziemi w czasie rzeczywistym, przetwarzanie na orbicie oraz rozwój przyszłych autonomicznych systemów kosmicznych.

Projekt realizowany z Aethero i EnduroSat potwierdza nasze kompetencje w dostarczaniu systemów optycznych dla różnych architektur misji – od klasycznego obrazowania po nową generację satelitów opartych na przetwarzaniu danych z wykorzystaniem AI. Współpraca z tymi międzynarodowymi partnerami stanowi również wzmocnienie pozycji Scanway jako europejskiego dostawcy kluczowych ładunków użytecznych w globalnych inicjatywach kosmicznych. Jednocześnie rozwijamy nasze kompetencje w zakresie pozyskiwania i przetwarzania danych optycznych, angażując się w coraz większy zakres łańcucha danych – mówi Mikołaj Podgórski.

Co dziś martwi pracowników w Polsce? Niepewność gospodarcza wyprzedza obawy przed AI

Niestabilność gospodarcza, bycie zastąpionym przez AI lub technologię oraz restrukturyzacja u pracodawcy to dziś najczęstsze źródła zawodowego stresu Polaków – potwierdza nowa analiza ManpowerGroup. Jedynie co czwarty przyznaje, że nie ma żadnych zmartwień związanych ze swoją pracą. Więcej obaw o swoje bezpieczeństwo zawodowe mają kobiety niż mężczyźni, a także pracownicy zdalni.

ManpowerGroup zapytał pracowników w Polsce i na świecie o to, co martwi ich w pracy. Na czele listy zawodowych lęków Polaków znajduje się dziś niepewność gospodarcza, wskazuje ją co trzeci pracownik (33%). W dalszej kolejności pojawia się ryzyko zastąpienia przez AI lub technologię oraz obawa przed restrukturyzacją, po 20% wskazań.

Co dziś spędza sen z powiek pracownikom?

Kolejne miejsca na liście zawodowych obaw zajmują zwolnienia grupowe (19%) oraz możliwość zastąpienia przez pracowników z innych krajów (16%). Część osób martwi się także nienadążaniem za dynamicznie zmieniającymi się kompetencjami, zwłaszcza w obszarach związanych z automatyzacją i AI (13%). Rzadziej, ale wciąż zauważalnie, pojawiają się obawy dotyczące outsourcingu zadań (10%) oraz obowiązkowego powrotu do biura, który oznaczałby brak możliwości dalszej pracy (6%). Jednocześnie 28% badanych deklaruje, że nie odczuwa żadnych zawodowych niepokojów.

Jak zaznacza Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower, nastroje na rynku pracy wpływają na decyzje zawodowe kandydatów. – Kluczowym elementem staje się poczucie stabilności, a nie wyłącznie wynagrodzenie czy możliwości rozwoju. W procesach rekrutacyjnych wyraźnie wybrzmiewają pytania o kondycję firmy, jej plany restrukturyzacyjne czy też te związane z wdrażaniem AI i automatyzacją procesów. Dziś funkcjonujemy w warunkach skumulowanej niepewności i coraz szybszego tempa zmian. Nie mówimy o jednorazowym kryzysie, lecz o przedłużającym się okresie niestabilności, zapoczątkowanym pandemią i pogłębianym przez inflację, zmiany technologiczne, zwolnienia w dużych firmach oraz napięcia geopolityczne. Pracownicy funkcjonują w permanentnej zmienności, a to naturalnie obniża poczucie zawodowego bezpieczeństwa – mówi przedstawicielka Manpower.

– Ciągły rozwój technologii prowadzi do automatyzacji, jednak głównie powtarzalnych zadań, nie całych stanowisk. Obawy o utratę pracy ze względu na ryzyko zastąpienia przez AI są więc jedynie częściowo uzasadnione. Natomiast na dzisiejszym rynku pracy kluczowe staje się ciągłe podnoszenie kompetencji i rozwój umiejętności cyfrowych, tak aby efektywnie współpracować z nowymi narzędziami czy wdrażanymi technologiami. Z perspektywy rekrutacyjnej widzimy przede wszystkim transformację ról, pojawianie się stanowisk hybrydowych, które łączą kilka obszarów czy funkcji. Znikają konkretne zadania, proste i powtarzalne, ale rośnie zapotrzebowanie na nowe kompetencje, umiejętność pracy z danymi, technologią, zarządzanie zmianą czy szybkie uczenie się. Organizacje, które aktywnie prowadzą reskilling pracowników minimalizują lęk i rotację – dodaje ekspertka.

Branże z większym i mniejszym poczuciem bezpieczeństwa

Analiza danych według sektorów pokazuje wyraźne różnice w postrzeganiu stabilności. Najpewniej czują się dziś pracownicy przemysłu oraz sektora surowcowego, aż 35% z nich nie obawia się o swoje miejsce pracy. W ochronie zdrowia i sektorze life science odsetek ten wynosi 33%, a w transporcie, logistyce i motoryzacji 30%. Najtrudniejsza sytuacja panuje natomiast w usługach komunikacyjnych, gdzie nikt nie deklaruje braku obaw oraz w finansach i nieruchomościach (16%).

Większe poczucie bezpieczeństwa u mężczyzn, więcej obaw u kobiet

Z danych wynika również, że mężczyźni częściej deklarują zawodowy spokój, 32% z nich nie odczuwa żadnych obaw związanych z pracą, podczas gdy wśród kobiet odsetek ten wynosi 24%. Choć źródła niepewności są podobne, różni się ich natężenie. Niestabilność gospodarcza częściej martwi mężczyzn (36%), niż kobiety (29%). Z kolei kobiety częściej obawiają się zastąpienia przez AI (22% vs. 18%), restrukturyzacji (23% vs. 17%) oraz przymusowego powrotu do biura (8% vs. 4%).

U starszych pracowników mniej obaw o przyszłość zawodową

Wyraźne różnice widać także między pokoleniami. Największe poczucie bezpieczeństwa mają Baby Boomersi (61–79 lat), aż 52% z nich nie zgłasza żadnych obaw związanychz pracą. Najmniej takich deklaracji pada wśród Millenialsów (25%), a pośrodku stawki są X (27%) i Zetki (30%).

Dla pracowników z pokolenia X największym źródłem stresu pozostaje niestabilność gospodarcza (39%). Najrzadziej wskazują ją Zetki (20%). Ryzyko zastąpienia przez AI najmniej martwi Baby Boomersów (5%), a najbardziej osoby młode – przedstawicieli pokolenia Z i Millenialsów (po 24%). Z kolei restrukturyzacja najczęściej niepokoi pracowników z pokolenia X (27%), a najrzadziej najmłodszych, w przypadku Zetek to 7%.

– Pokolenie Z wchodzi na rynek pracy w momencie silnych turbulencji i nie miało okazji doświadczyć długotrwałej stabilizacji zawodowej. Ich oczekiwania są wysokie, ale jednocześnie mają mniej doświadczeń, co potęguje stres i niepewność. Doświadczenie daje pracownikom większe poczucie pewności siebie, umiejętność przechodzenia przez zmiany i adaptowania się do nich. Starsze pokolenia wiedzą, że ich kompetencje są transferowalne, a rynek pracy już wcześniej przechodził cykle wzrostów i spowolnień – mówi Pączkowska.

Praca stacjonarna daje większą stabilność

Analizując miejsce wykonywania pracy to najmniej optymistycznie wypadają osoby pracujące tylko zdalnie – 20% nie zgłasza zmartwień dotyczących życia zawodowego. Dla porównania wśród pracowników pracujących hybrydowo to 29%, a wśród pracujących stacjonarnie 33%.

Niepewność gospodarczą i jej konsekwencje najrzadziej jako źródło obaw wskazują pracownicy zdalni (29%), nieco częściej hybrydowi (34%), a najczęściej osoby pracujące stacjonarnie (41%). Odwrotna zależność widoczna jest w przypadku obaw przed zastąpieniem przez technologię, najwięcej takich zmartwień deklarują pracownicy zdalni (40%), a najmniej stacjonarni (9%), wśród pracujących hybrydowo odsetek ten wynosi 13%. Potencjalne skutki restrukturyzacji częściej niepokoją pracowników stacjonarnych (22%), niż zdalnych (19%) i hybrydowych (18%).

– Choć różne modele pracy szeroko zagościły na polskim rynku pracy, to w ostatnim czasie obserwujemy sukcesywny powrót do formy stacjonarnej. Kandydaci pracujący stacjonarnie lub hybrydowo częściej postrzegają swoją rolę, jako integralną część organizacji. Z kolei osoby pracujące w modelu zdalnym częściej obawiają się o stabilność, dlatego w procesach rekrutacji dopytują o strategię firmy i długoterminowe plany wobec zespołu i stanowiska. Praca zdalna może wzmacniać poczucie wymienialności, bo relacje z zespołem i organizacją są słabsze, a mierzalność pracy bardziej zadaniowa. To sprzyja obawie, że rolę łatwiej zautomatyzować lub outsourcować – podsumowuje Katarzyna Pączkowska.

Niepewność dominuje globalnie, choć 30% pracowników czuje się bezpiecznie

W skali globalnej pracownicy najczęściej mówią o niestabilności gospodarczej, restrukturyzacjach oraz zwolnieniach grupowych. Wspominają także o byciu zastąpionym przez AI lub technologię, nienadążaniu za zmianą kompetencji oraz zlecaniu ich zadań firmom zewnętrznym. W ujęciu globalnym 30% pracowników nie obawia się o pracę.

Nowy model rozwoju pracowników. Talent sharing jako odpowiedź na wyzwania rynku

Współczesne organizacje funkcjonują w rzeczywistości, która wymaga szybkiego reagowania i dużej elastyczności. Postępująca cyfryzacja, zmieniające się modele biznesowe oraz rosnące oczekiwania pracowników sprawiają, że tradycyjne podejście do budowania zespołów coraz częściej okazuje się niewystarczające. W odpowiedzi na te wyzwania firmy sięgają po koncepcję współdzielenia talentów (talent sharing), która pozwala lepiej wykorzystywać kompetencje pracowników i jednocześnie wspiera ich rozwój.

Koniec sztywnych struktur

Jeszcze kilka lat temu ścieżka kariery w wielu organizacjach była jasno określona – pracownik realizował zadania przypisane do konkretnego stanowiska i działu. Dziś ten model stopniowo się zmienia. Coraz częściej pracownicy angażują się w projekty wykraczające poza ich podstawowe obowiązki, a granice między rolami stają się bardziej płynne.

Z danych rynkowych wynika, że znacząca część pracowników wykonuje zadania spoza formalnego zakresu stanowiska, a wielu z nich deklaruje chęć rozwoju w nowych obszarach. To sygnał dla pracodawców, że potencjał zespołów jest znacznie większy, niż wynikałoby to z opisów stanowisk.

Współdzielenie kompetencji zamiast rekrutacji

Dla firm oznacza to konkretną szansę biznesową. Zamiast rozpoczynać długotrwałe i kosztowne procesy rekrutacyjne, mogą korzystać z umiejętności osób już zatrudnionych. W praktyce oznacza to angażowanie pracowników w projekty realizowane w innych działach lub tworzenie zespołów interdyscyplinarnych.

Takie podejście od lat funkcjonuje w branży technologicznej, jednak dziś coraz śmielej wkracza do innych sektorów. Wynika to m.in. z rosnącej popularności pracy projektowej oraz potrzeby łączenia różnych kompetencji w ramach jednego przedsięwzięcia.

Praca projektowa zyskuje na znaczeniu

Eksperci rynku pracy podkreślają, że zadania w organizacjach stają się coraz bardziej modułowe. Można je dzielić, łączyć i przypisywać osobom o najlepiej dopasowanych umiejętnościach. Prognozy wskazują, że w najbliższych latach model pracy oparty na projektach będzie obejmował coraz większą część rynku.

To oznacza zmianę nie tylko w sposobie zarządzania, ale także w myśleniu o pracownikach – nie jako o osobach przypisanych do jednego działu, lecz jako o zestawie kompetencji, które można wykorzystywać w różnych kontekstach.

Rozwój bez konieczności zmiany pracy

Jednym z największych atutów talent sharingu jest możliwość zdobywania nowych doświadczeń bez opuszczania organizacji. Pracownicy mogą rozwijać się w różnych obszarach, poznawać inne części biznesu i budować nowe kompetencje.

Z perspektywy firmy oznacza to większe zaangażowanie zespołów i mniejsze ryzyko rotacji. Osoby, które mają możliwość pracy przy różnorodnych projektach, rzadziej odczuwają stagnację i częściej wiążą swoją przyszłość z pracodawcą.

Praktyka w Brown-Forman

Przykładem organizacji, która skutecznie wdraża model współdzielenia talentów, jest Brown-Forman. Firma rozwija zespoły interdyscyplinarne, w których współpracują specjaliści z różnych obszarów organizacji.

Jak podkreśla Dorota Pałysiewicz, Dyrektor HR odpowiedzialna za region Europy Środkowo-Wschodniej, takie podejście przynosi wymierne korzyści: umożliwia wymianę wiedzy między działami oraz pozwala spojrzeć na wyzwania biznesowe z różnych perspektyw.

Ekspertka zwraca uwagę, że dostęp do różnorodnych kompetencji jest dziś kluczowy. Angażowanie osób o odmiennym doświadczeniu sprzyja powstawaniu nowych pomysłów i pomaga odkrywać rozwiązania, które w bardziej jednorodnych zespołach mogłyby pozostać niezauważone.

Zmiana kultury organizacyjnej

Talent sharing to nie tylko narzędzie zarządzania zasobami ludzkimi, ale także element głębszej transformacji kulturowej. Organizacje, które promują współpracę i otwartość między działami, budują środowisko bardziej sprzyjające innowacjom.

W takim modelu pracownicy przestają być definiowani przez swoje stanowiska. Zaczynają funkcjonować jako źródło wiedzy, umiejętności i pomysłów, które mogą być wykorzystywane w różnych projektach.

Kierunek na przyszłość

Wszystko wskazuje na to, że współdzielenie talentów będzie jednym z kluczowych trendów w zarządzaniu ludźmi w najbliższych latach. Rosnąca rola pracy projektowej, rozwój technologii oraz konieczność szybkiego reagowania na zmiany rynkowe sprzyjają upowszechnianiu tego modelu.

Dla organizacji oznacza to większą elastyczność i lepsze wykorzystanie potencjału pracowników. Dla samych pracowników – szansę na ciągły rozwój bez konieczności zmiany miejsca zatrudnienia. Firmy, które już dziś inwestują w takie rozwiązania, budują przewagę konkurencyjną i tworzą nowoczesne środowisko pracy.

Prawobrzeżna Warszawa staje się nowym biegunem rozwoju stolicy

Przez dekady prawobrzeżna Warszawa pozostawała w cieniu lewobrzeżnego centrum i była postrzegana głównie jako sypialnia miasta. Dziś ten obraz szybko się zmienia. Najnowszy raport międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield, „Focus on Warsaw East: ukryty potencjał miasta”, wskazuje, że prawobrzeżne dzielnice stają się pełnoprawnym elementem rozwoju stolicy, oferującym unikalną jakość życia i pracy.

Transformacja i mieszkalnictwo

Prawobrzeżna Warszawa przechodzi dalszą dynamiczną transformację urbanistyczną. Zamiast odizolowanych projektów, dominuje tu model zintegrowanego rozwoju. Flagowe inwestycje wielofunkcyjne, takie jak Port Praski, Koneser, Bohema czy Fabryka PZO, z sukcesem przekształcają tereny poprzemysłowe w tętniące życiem centra mieszkaniowe, kulturalne i biznesowe.

Potencjał ten dostrzegają mieszkańcy. Na prawym brzegu żyje już około 671 tys. osób. Co istotne, w latach 2015-2024 populacja wzrosła tu o 11% – to ponad dwukrotnie wyższa dynamika niż na lewym brzegu (5%). Za tym trendem podąża rynek mieszkaniowy: siedem największych planowanych inwestycji obecnie dostarczy dodatkowo łącznie ponad 20 tys. nowych lokali, a historycznym liderem wzrostu jest Białołęka, gdzie liczba mieszkań w ciągu ostatniej dekady wzrosła o 48%.

Prawy brzeg Wisły przestaje być postrzegany jako peryferia, a staje się świadomym wyborem dla tysięcy Warszawiaków. Połączenie unikalnego, historycznego klimatu z nowoczesną infrastrukturą i dostępem do natury tworzy nową jakość urbanistyczną, która przyciąga kapitał i nowych mieszkańców. Dodatkowo prawa strona Wisły jest zieloną częścią stolicy – tereny zadrzewione stanowią tu aż 41% powierzchni, podczas gdy na lewym brzegu jest to zaledwie 24% – komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research w Cushman & Wakefield.

Biurowa oaza stabilności i oszczędności

Z perspektywy biznesowej, biurowa Strefa Wschodnia to jeden z najbardziej stabilnych, ale też perspektywicznych obszarów na mapie Warszawy. Od 2016 roku zasoby biurowe wzrosły tu o 57%, osiągając poziom ok. 300 tys. mkw. Mimo zawirowań rynkowych i pandemii, średni wskaźnik pustostanów w latach 2015-2025 utrzymywał się średnio na poziomie niecałych 9%, a w wybranych latach był nawet niższy niż w ścisłym centrum.

Dodatkowym argumentem dla najemców stają się koszty. Podczas gdy stawki w obszarze szybko rozwijającego się Ronda Daszyńskiego sięgają 25-28 EUR za mkw., Strefa Wschodnia pozostaje wysoce konkurencyjna cenowo z górnym progiem czynszów wynoszącym zazwyczaj maksymalnie 17 EUR. W przypadku wyboru tego obszaru firmy mogą zauważalnie zoptymalizować budżet przy jednoczesnym ulokowaniu biur bliżej miejsc zamieszkania pracowników po drugiej stronie Wisły.

Infrastruktura jako magnes dla inwestorów

Jak zwracają uwagę autorzy raportu, fundamentem dalszego wzrostu są znaczące inwestycje infrastrukturalne. Budowa III linii metra (M3), modernizacja Dworca Wschodniego oraz planowany tunel pod ul. Tysiąclecia całkowicie odmienią dostępność komunikacyjną tej części miasta. Dodatkowym impulsem jest planowana modernizacja Stadionu Narodowego, związana z potencjalną kandydaturą Polski do organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2040 lub 2044 roku.

Obserwujemy wyraźny wzrost zainteresowania inwestorów instytucjonalnych prawym brzegiem Wisły. To już nie jest rynek alternatywny, ale w wielu przypadkach cel dla kapitału szukającego projektów o solidnych fundamentach i długofalowym wzroście wartości. Ogromna luka czynszowa między lewym a prawym brzegiem, w połączeniu z nadchodzącą rewolucją w infrastrukturze komunikacji miejskiej, sprawia, że Praga staje się idealnym miejscem dla strategii relokacji działów operacyjnych i wsparcia do efektywniejszych kosztowo biur oraz dla nowoczesnych projektów wielofunkcyjnych, które są obecnie najbardziej pożądanym produktem inwestycyjnym – dodaje Jakub Grabara, Associate, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Praga Core – tętniące serce usług

Chociaż raport Cushman & Wakefield mówi o zdecydowanie szerszym obszarze, to warto zwrócić uwagę na analizowane serce Pragi jako obszar o już istniejącej intensywnej zabudowie miejskiej, ale wciąż posiadającym potencjał rozwojowy. Gęstość zaludnienia wynosi tu 7500 osób na km² (przy średniej dla Warszawy 3600), co stymuluje rozwój sektora usług. Mieszkańcy i pracownicy mają do dyspozycji ponad 1200 punktów użyteczności publicznej, w tym przeszło 320 restauracji i kawiarni. Magnesem o skali międzynarodowej pozostaje PGE Narodowy, który w 2025 roku przyciągnął około 2 miliony gości dzięki koncertom muzycznym, wydarzeniom sportowym i biznesowym oraz wycieczkom.

Raport dowodzi, że Warszawa Wschodnia posiada wszelkie możliwości, by jeszcze bardziej rozwinąć się pod kątem zrównoważonej, nowoczesnej części miasta i zaoferować mieszkańcom wyjątkowy ekosystem do życia i pracy – tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2026: więcej nowej podaży, lekki wzrost pustostanów

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w I kwartale 2026 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska
i Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec marca 2026 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły niemal 6 277 700 mkw.

W I kwartale 2026 roku na rynek trafiły dwa nowe budynki: Studio A wybudowane przez firmę Skanska, oraz Vena wybudowana przez Polski Holding Nieruchomości. Dodatkowo firma Powiśle Nieruchomości ukończyła renowację budynku Przemysłowa 26a. Łącznie na rynek trafiło 42 900 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Dla porównania – w I kwartale 2025 roku na stołeczny rynek dostarczono 5600 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach jednego projektu (biurowiec CD Projekt w strefie Wschód).

Na koniec I kwartału 2026 roku w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 9,5% (wzrost o 0,4 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz spadek o 1 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2025 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 597 100 mkw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów kształtował się na poziomie 6,5%, natomiast poza centrum osiągnął wartość 12,2%.

W I kwartale 2026 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe wyniósł 133 800 mkw. Największym zainteresowaniem najemców w badanym okresie cieszyły się strefy Centrum oraz Służewiec.

W okresie od początku stycznia do końca marca 2026 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom (wliczając umowy przednajmu) – 51%, renegocjacje odpowiadały za 39%, natomiast ekspansje 9%. Pozostałe 1% przypadło na zajęcia powierzchni przez właścicieli budynków.