Do 2030 r. nawet 50% obciążeń centrów danych będzie generować AI

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji zaczyna zmieniać nie tylko sposób działania firm, ale również architekturę infrastruktury IT. Systemy oparte na AI generują miliony zapytań obliczeniowych dziennie, co przekłada się na gwałtowny wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową, przepustowość sieci i zasoby centrów danych. Według analiz IDC globalne wydatki na infrastrukturę wspierającą sztuczną inteligencję mogą przekroczyć 200 mld USD do 2028 r., a prognozy Bain & Company wskazują, że do 2030 r. nawet połowa obciążeń w centrach danych może być związana z AI.

Miliony zapytań obliczeniowych

Każde użycie modelu sztucznej inteligencji oznacza tzw. inferencję, czyli analizę danych przez już wytrenowany model. W praktyce oznacza to ogromną liczbę operacji obliczeniowych wykonywanych w czasie rzeczywistym. W wielu zastosowaniach biznesowych – takich jak analiza obrazu, przetwarzanie języka czy analiza danych z sensorów – liczba zapytań obliczeniowych może sięgać milionów dziennie. Rosnąca liczba takich operacji powoduje, że systemy AI stają się jednym z największych konsumentów zasobów obliczeniowych w infrastrukturze IT.

W wielu projektach opartych na sztucznej inteligencji kluczowym wyzwaniem przestaje być samo oprogramowanie, a staje się nim infrastruktura zdolna obsłużyć ogromną liczbę operacji obliczeniowych i wolumenów danych. Systemy AI wymagają środowisk o bardzo wysokiej gęstości mocy obliczeniowej, które nie są dostępne w tradycyjnej infrastrukturze IT — mówi Jakub Gwóźdź, Dyrektor Działu Rozwoju Produktów w Polcom.

Boom inwestycyjny w centra danych

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji staje się jednym z głównych motorów napędzających inwestycje w infrastrukturę centrów danych. Według analiz rynkowych, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na moc obliczeniową i przetwarzanie danych, globalna pojemność centrów danych w tej dekadzie może nawet się potroić.

Obserwujemy coraz większe zapotrzebowanie na usługi chmury obliczeniowej i systemy IT o wysokiej gęstości mocy, szczególnie w projektach związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. To jeden z kluczowych powodów, dla których inwestujemy w rozwój naszych centrów danych oraz rozbudowę oferty platform obliczeniowych dedykowanych tego typu zastosowaniom — podkreśla Jakub Gwóźdź z Polcom.

Rozbudowa infrastruktury IT i centrów danych to nie tylko odpowiedź na bieżące trendy technologiczne, ale także strategiczna inwestycja w przyszłość gospodarki cyfrowej. Skalowalne, energooszczędne i bezpieczne środowiska przetwarzania danych staną się fundamentem dla kolejnej fali innowacji w obszarze AI, analityki danych i usług chmurowych.

Synergia chmury i AI

Rosnące znaczenie infrastruktury IT potwierdzają również wyniki badania „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026”, przygotowanego przez Polcom. Z raportu wynika, że 62 proc. firm planuje zwiększyć inwestycje w chmurę obliczeniową do 2026 r., traktując ją jako podstawę rozwoju nowoczesnych usług cyfrowych.

Przedsiębiorstwa wskazują, że głównymi powodami wdrażania chmury są skalowalność infrastruktury (73 proc.), możliwość szybkiego zwiększania mocy obliczeniowej oraz optymalizacja kosztów utrzymania IT (52 proc.). Dla wielu organizacji chmura staje się także fundamentem wdrażania sztucznej inteligencji i automatyzacji procesów biznesowych.

Implementacja sztucznej inteligencji w praktyce bardzo często zaczyna się od modernizacji infrastruktury IT. Firmy potrzebują środowisk, które pozwalają szybko skalować zasoby obliczeniowe i przetwarzać duże wolumeny danych. Dlatego rozwój AI idzie dziś w parze z rosnącym znaczeniem chmury obliczeniowej — podkreśla  Jakub Gwóźdź.

Ekspert Polcom wskazuje również, że w najbliższych latach rozwój sztucznej inteligencji będzie wymagał nowego podejścia do projektowania infrastruktury IT. Coraz częściej będzie ona łączyć kilka środowisk obliczeniowych – od systemów edge computing, przez lokalne centra danych. Taki model pozwala lepiej zarządzać rosnącą skalą danych oraz ograniczyć opóźnienia w przetwarzaniu informacji w czasie rzeczywistym.

Koniec epoki Orbána, Magyar bierze wszystko. Węgrzy dali TISZY mandat do przebudowy państwa

Kończące 16-letnie rządy Viktora Orbana zwycięstwo Tiszy nie stanowi większej niespodzianki. Rynkami wstrząsnęła natomiast jego skala. Historyczna mobilizacja Węgrów pozwoliła opozycyjnej partii na zdobycie 137 mandatów, co oznacza większość konstytucyjną. Pokaźne zyski notują forint oraz węgierski rynek akcji.

Spełnił się najbardziej optymistyczny z rynkowej perspektywy scenariusz – opozycyjna TISZA zyskała ponad 132 mandaty, gwarantujące większość konstytucyjną. Umożliwia to m.in. zmianę zapisów konstytucji bez zgody opozycji czy uchwalanie i zmianę „ustaw kardynalnych”, czyli dotyczących m.in. prawa wyborczego, statusu mediów publicznych, kompetencji sądów czy niektórych kwestii podatkowych i budżetowych.Wykres 1: Podział mandatów w węgierskim parlamencie (stan na 13.04)

Choć zwycięstwo Tiszy było w naszej opinii po części wycenione przez inwestorów (uznajemy to za jeden z czynników stojących za tak pokaźną aprecjacją waluty w 2025 r.), to rynki nie przypisywały scenariuszowi, w którym opozycja uzyskuje większość konstytucyjną, zbyt dużego prawdopodobieństwa. Tłumaczy to tak pokaźną skalę aprecjacji węgierskiej waluty, która w ostatnich dniach umocniła się o ponad 4% względem referencyjnego euro. Optymizm widać także na budapeszteńskiej giełdzie. Węgierski indeks BUX na przestrzeni ostatniego tygodnia odnotował blisko 10-procentowe zyski.

Dla inwestorów kluczową informacją jest to, że możemy oczekiwać istotnego ocieplenia relacji na linii Budapeszt–Bruksela – zakończenia polityki wet, konstruktywnej współpracy z Brukselą i przygotowania kraju do potencjalnego przyjęcia euro. Powinno to w kilkumiesięcznej perspektywie doprowadzić do odblokowania 8,4 mld EUR z Funduszu Spójności i 9,5 mld EUR z RRF, a także zatwierdzenia planu niskooprocentowanej pożyczki w ramach programu SAFE (17,4 mld EUR). Spodziewamy się, że będzie stanowić to dla węgierskiej gospodarki istotny bodziec wzrostowy.

Uwagę zwracamy również na:

  • praworządność i walkę z korupcją: Magyar zapowiada rozliczenie Narodowego Systemu Współdziałania (NER), przystąpienie do Prokuratury Europejskiej (EPPO) oraz pełną transparentność wydawania funduszy publicznych;
  • model demokracji i podejście do mediów państwowych: przywrócenie pluralizmu, choćby poprzez ograniczenie kadencji premiera do 8 lat czy umożliwienie obywatelom bezpośredniego wyboru prezydenta, to jedne z priorytetów Tiszy. Dużą uwagę zwraca się także na depolityzację mediów publicznych;
  • stosunek do Rosji i wojny w Ukrainie: w przeciwieństwie do Fideszu TISZA popiera utrzymanie sankcji wobec Rosji oraz pomoc humanitarną dla Ukrainy. Magyar zapowiada w swoich przemówieniach stopniowe zmniejszanie zależności energetycznej od Rosji. Nie wyklucza akcesji Ukrainy do UE w długim terminie (jednak bez przyspieszonego trybu);
  • wartości: choć także konserwatywna, TISZA jest postrzegana jako partia zdecydowanie bardziej centrowa i liberalna niż Fidesz. Magyar jest znacznie ostrożniejszy w kwestiach związanych z prawami osób LGBT, stosuje bardziej inkluzywną definicję patriotyzmu oraz mniej instrumentalnie wykorzystuje chrześcijaństwo.

TISZA, wbrew pozorom, ma jednak z Fideszem wiele wspólnego. Magyar konsekwentnie określa siebie jako „konserwatywnego liberała”. Podobnie jak Viktor Orbán walczył o prawicowy elektorat, nawiązując w swojej retoryce do wartości narodowych, patriotyzmu i chrześcijańskich korzeni kraju.

Cechy wspólne to m.in.:

  • polityka migracyjna: TISZA deklaruje zachowanie muru granicznego wybudowanego przez Orbána na granicy z Serbią i opowiada się za twardą polityką antyimigracyjną. W wielu głosowaniach dotyczących tej kwestii zachowuje w Parlamencie Europejskim wspólny front z Fideszem;
  • polityka prorodzinna: Magyar podkreśla, że była to jedna z „nielicznych dobrych rzeczy” w działaniach Fideszu i wymaga jedynie dopracowania. W programie wyborczym jego partii znajdziemy m.in.:
  • podwojenie zasiłku rodzinnego (który od lat nie był waloryzowany),
  • wprowadzenie jednorazowego świadczenia porodowego,
  • zachowanie ulg podatkowych dla rodzin z dziećmi,
  • podtrzymanie preferencji przy kredytach mieszkaniowych,
  • wprowadzenie ulg podatkowych dla matek z rodzin wielodzietnych;
  • wartości chrześcijańskie: nowy premier podkreśla swoje przywiązanie do wartości katolickich, a w programie Tiszy pojawiła się wzmianka o ochronie „chrześcijańskiej kultury”. Warto przypomnieć, że jedna z największych węgierskich demonstracji w ostatnich latach rozpoczęła się przed bazyliką św. Stefana;
  • elementy interwencjonizmu państwowego: mimo bardziej liberalnego od Fideszu podejścia, TISZA nie jest partią wolnorynkową per se. Uwagę zwracają chęć:
  • wsparcia strategicznych z perspektywy państwa sektorów i firm;
  • ingerencji w sektor budownictwa mieszkaniowego;
  • dalszej kontroli cen energii dla gospodarstw domowych;
  • poczynienia znacznych inwestycji publicznych (przy wykorzystaniu funduszy z UE).

Kim jest nowy premier Węgier?

Historia 45-latka jest o tyle interesująca, że przez połowę swojego życia związany był z partią Fidesz – udzielał się w lokalnych strukturach już w czasach studenckich, kiedy partia stanowiła opozycję wobec rządów MSZP (Węgierskiej Partii Socjalistycznej). Po odzyskaniu przez Fidesz władzy w 2010 r. rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Później był częścią Stałego Przedstawicielstwa Węgier w UE, Kancelarii Premiera czy też departamentów prawnych dużych państwowych przedsiębiorstw.

Nigdy nie zrobił jednak w partyjnych strukturach takiej kariery jak jego była żona – Judit Varga – która w 2019 r. została ministrem sprawiedliwości. Wysoko postawieni politycy nie uważali Magyara, który wielokrotnie krytykował działania rządu w wewnętrznych dysputach, za „gracza zespołowego”, a rozpad jego relacji z Vargą jedynie oddalił go od wewnętrznego kręgu Fideszu.

Przełom stanowił skandal związany z prezydencką amnestią Endre Konyi, skazanego za tuszowanie przestępstw pedofilskich. Ujawnienie przez media szczegółów sprawy w lutym 2024 r. stanowi po dziś dzień jeden z najbardziej kryzysowych okresów dla Fideszu – doszło wówczas do dymisji prezydent Kaitlin Novak oraz minister sprawiedliwości Judit Vargi, będącej już byłą żoną Magyara.

Magyar dostrzegł w tej sytuacji swoją życiową szansę i niewiele później ujawnił nagranie głosowe Vargi, które dotyczyło najgłośniejszej sprawy korupcyjnej ostatnich lat (Schadl–Völner). Udzielił wówczas także wywiadu dla związanego z opozycją kanału Partizan w serwisie YouTube, który w ciągu kilku dni został wyświetlony ponad milion razy (obecnie 2,5 mln).

Momentum wokół Magyara rosło w zatrważająco szybkim tempie, pozwalając Tiszy, do której niewiele wcześniej dołączył, uzyskać blisko 30% głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Od tego czasu notowania partii w zasadzie nieustannie rosły, co uczyniło ją nieoczekiwanym faworytem w wygranych ostatecznie przez nią wyborach parlamentarnych. Magyar stanowisko premiera obejmie najpóźniej 12 maja – posiedzenie inauguracyjne musi zostać zwołane przez prezydenta Tamasa Sulyoka w ciągu miesiąca od dnia wyborów.

Sezon wyników pod presją ropy. Spółki zdają test kosztów, a rynek śledzi fundamenty surowca

Sezon publikacji wyników amerykańskich spółek to pierwszy prawdziwy test po szoku na rynku ropy. Zawirowania geopolityczne często wywołują tylko krótkoterminową zmienność, ale to dopiero kwartalne raporty pokazują, jak firmy faktycznie poradziły sobie z wyższymi kosztami energii i zakłóceniami w łańcuchach dostaw. W tym tygodniu poznamy zatem część odpowiedzi na pytanie, jak konflikt na Bliskim Wschodzie przełożył się na finanse amerykańskich firm i co ich zarządy przewidują na najbliższe miesiące. To ważne także w kontekście prognozowania inflacji w kolejnych okresach.

Tradycyjnie sezon zaczynają największe amerykańskie banki. Wczoraj wyniki przedstawił Goldman Sachs i choć przebił prognozy, jego akcje spadły jednak o ponad 2 proc. Taka sytuacja może się w tym tygodniu jeszcze powtórzyć. Dziś swoje wyniki opublikują między innymi JPMorgan Chase, Citigroup i Wells Fargo, a kolejnego dnia Bank of America. W czwartek natomiast branża technologiczna będzie skupiona na wynikach TSMC. Tego samego dnia wyniki przedstawi także lider streamingu, Netflix.

W centrum uwagi rynku oczywiście pozostaje ropa. Cena baryłki Brent od początku kwietnia spadła o ponad 9 proc., ale w całym pierwszym kwartale wzrosła aż o 56 proc. I właśnie tu zaczyna się prawdziwe znaczenie sezonu wyników. Raporty pokażą, czy firmy były w stanie przerzucić wyższe koszty na klientów. Od tego zależy, czy presja inflacyjna utrzyma się na dłużej i w którą stronę pójdzie polityka pieniężna. W pewnym sensie sezon wyników staje się więc systemem wczesnego ostrzegania dla banków centralnych.

Inwestorzy powinni dziś szczególnie uważnie śledzić prognozy i komentarze zarządów. Kluczowe będzie to, czy menedżerowie uznają skutki obecnego konfliktu za przejściowe, czy raczej za trwały element gospodarczego otoczenia. To właśnie sprawia, że ten sezon jest tak ważny dla inwestorów.

Wszystko to dzieje się w okresie, gdy wysokie wyceny amerykańskich spółek stawiają wysoko poprzeczkę związaną z wynikami. Akcje są co prawda wyceniane niżej niż pod koniec 2025 roku, ale wciąż trudno nazwać je tanimi. Wskaźnik forward P/E dla S&P 500 wynosi 20,4 wobec 22,0 w grudniu. A pojawiające się ryzyka związane z drożejącą ropą i inflacją stanowią poważne obciążenie dla bilansów firm. Na ostrożność wskazuje też Citi US Earnings Revision Index, pokazujący, że rewizje prognoz finansowych w dół są najsilniejsze od roku. W tym niepewnym otoczeniu wielu inwestorów wraca na rynek, ale robi to selektywnie dobierając spółki do portfela.

To wszystko może oznaczać, że czeka nas bardzo burzliwy okres związany z zarządzaniem oczekiwaniami inwestorów. Po prostu „niezłe” wyniki mogą już nie wystarczyć. Nawet poprawiające się bieżące wyniki mogą zostać źle przyjęte, jeśli prognozy na przyszłość okażą się ostrożniejsze albo marże znajdą się pod presją. Wysokie oczekiwania, rosnące koszty i niepewne otoczenie makroekonomiczne sprawiają, że reakcje rynku mogą być wyjątkowo nerwowe. Dla inwestorów oznacza to jedno: selektywność staje się ważniejsza niż zwykle. Technologie, energia i częściowo finanse wchodzą w ten sezon z umiarkowanym wiatrem w żagle. Z kolei te branże, w których trudniej przerzucić rosnące koszty na konsumentów, oraz te o słabszej rentowności, bardziej wrażliwe na ceny energii, stopy procentowe i konsumpcję, są obarczone większym ryzykiem rozczarowania inwestorów.

W obecnej sytuacji każda branża będzie oceniana przez rynek trochę inaczej. W bankach liczyć się będą kredyty, rezerwy i marże. W spółkach technologicznych przychody z AI, koszty i rentowność. W przemyśle, logistyce i handlu rynek będzie patrzył głównie na energię, transport i popyt. Wszyscy będą też cały sytuację na rynku.

Dane aktualne na 14.04.2026, godz. 3.30 CET

Tło rynku: fundamenty ropy nadal wskazują na ryzyko wzrostów

Komentarz Lale Akoner

Spadek cen ropy poniżej 100 dolarów może sugerować łagodzenie napięć, jednak naszym zdaniem fundamentalna sytuacja po stronie podaży wciąż wskazuje, że ceny ropy mogą dalej rosnąć.

Znacząca część dostaw z Zatoki Perskiej już zniknęła z rynku, a spadki zapasów i słabszy popyt dotychczas amortyzowały ten szok. W nadchodzących dniach z systemu znikną ostatnie ładunki sprzed blokady, co pozbawi rynek jego bufora bezpieczeństwa. Następujące po tym dostosowanie może stać się bardziej widoczne, jeśli aktywność rafinerii wyraźnie spowolni lub zapasy spadną do krytycznych poziomów. Zacieśnianie podaży jest już widoczne na rynku fizycznym, gdzie ropa utrzymuje premię względem kontraktów terminowych, sygnalizując krótkoterminowy niedobór.

Na razie ceny pozostają zakotwiczone w oczekiwaniach postępu dyplomatycznego. Naszym zdaniem fundamenty ponownie odegrają kluczową rolę. Jeśli ograniczenia podaży się utrzymają, bardziej prawdopodobny jest dalszy wzrost cen ropy niż ich spadek.

Wypalenie zawodowe i stres coraz mocniej uderzają w firmy i pracowników

0

Rosnąca liczba zwolnień lekarskich oraz pogarszający się dobrostan psychiczny pracowników stają się jednym z najpoważniejszych wyzwań polskiego rynku pracy. Najnowsze dane z raportów Antal oraz ZUS pokazują, że problemy związane ze stresem, wypaleniem i zaburzeniami lękowymi coraz silniej wpływają zarówno na kondycję pracowników, jak i rosnący poziom absencji chorobowej.

Najnowsze dane z raportu Antal Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy, Antal, oraz aktualne statystyki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pochodzące z Raportu o absencji chorobowej wskazują na alarmujące pogarszanie się stanu zdrowia psychicznego badanych w kontekście rynku pracy. Problemy w tym obszarze nie są już wyłącznie kwestią indywidualną – mają bezpośredni wpływ na efektywność organizacji, rotację pracowników oraz atmosferę w zespołach.

Z raportu Antal wynika, że aż 43% specjalistów i menedżerów odczuło pogorszenie swojego samopoczucia psychicznego w ciągu ostatniego roku, podczas gdy jedynie 18% zadeklarowało poprawę w tym zakresie. Jednocześnie tylko 16% badanych nie zauważyło u siebie objawów wypalenia zawodowego lub długotrwałego stresu. Najczęściej wskazywanym symptomem jest chroniczne zmęczenie i brak energii (59%), a także emocjonalny dystans wobec pracy (49%) i negatywne emocje (46%).

Dane te znajdują potwierdzenie w statystykach ZUS. W ostatnich siedmiu latach liczba wystawionych L4 znacząco wzrosła. W 2025 roku wystawiono 1,8 mln zaświadczeń lekarskich związanych z zaburzeniami zdrowia psychicznego, co stanowi wzrost o 51,3% względem 2019 roku. Jeszcze szybciej rośnie liczba dni nieobecności – o 68,7% w tym samym okresie, osiągając poziom 34,1 mln.

Zwolnienia lekarskie związane z pogorszeniem się zdrowia psychicznego pracownika obecnie stanowią 7,9% wszystkich wystawianych oraz aż 14,1% wszystkich dni absencji chorobowej. Ich najczęstszymi przyczynami są reakcje na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne (36,7%), inne zaburzenia lękowe (18,6%) oraz epizody depresyjne (17,2%). Szczególnie dynamicznie rośnie liczba absencji związanych z wypaleniem i trudnościami życiowymi – w ciągu roku wzrost liczby zaświadczeń w tej kategorii wyniósł 32%, a liczby dni absencji aż 38,8%. Wzrosty dotyczą także zaburzeń snu.

Raport Antal wykazuje również silny związek między dobrostanem psychicznym a sytuacją zawodową. Badani, których samopoczucie się poprawiło, znacznie częściej deklarowali też poprawę swojej sytuacji na rynku pracy (54%). Z kolei pracownicy, u których stan psychiczny się pogorszył, częściej oceniają swoją sytuację zawodową negatywnie i patrzą w przyszłość z niepewnością (62%).

Jak podkreśla Karolina Korzeniewska, Strategic Client Advisor w Antal: „To czynniki emocjonalne coraz częściej decydują o zmianie pracy. 42% respondentów wskazuje na złe zarządzanie jako główny powód odejścia, 39% na negatywną atmosferę, a 30% na stres i problemy komunikacyjne. W efekcie rośnie zjawisko tzw. quiet quitting, czyli emocjonalnego wycofania się z pracy przy formalnym pozostaniu w organizacji”.

„Jednocześnie obserwowany wzrost liczby zwolnień lekarskich z powodów zdrowia psychicznego może w pewnym stopniu wynikać również z rosnącej świadomości pracowników w tym obszarze – kryzysy psychiczne przestają być tabu, a coraz więcej osób świadomie korzysta ze wsparcia i inwestuje w swój dobrostan, co przekłada się na większą gotowość do zgłaszania problemów i sięgania po pomoc” – dodaje Korzeniewska.

Co istotne, zmiana pracy może działać jako czynnik poprawiający dobrostan – 42% osób, które zmieniły pracodawcę, zadeklarowało poprawę zdrowia psychicznego, wobec 23% wskazujących na jego pogorszenie.

Wnioski dla pracodawców i rynku pracy

Zestawienie danych Antal oraz ZUS wyraźnie pokazują, że problemy zdrowia psychicznego pracowników mają charakter systemowy i coraz silniej wpływający na funkcjonowanie rynku pracy.

W tym kontekście kluczowe obszary wymagające uwagi pracodawców obejmują: wzmacnianie dobrostanu psychologicznego poprzez przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu, budowanie większej przewidywalności zatrudnienia oraz transparentnych ścieżek rozwoju, wdrażanie mechanizmów wsparcia pracowników w zakresie radzenia sobie ze stresem i przeciążeniem oraz podnoszenie jakości zarządzania oraz usprawnienie komunikacji w organizacjach.

Firmy, które zignorują te sygnały, muszą liczyć się nie tylko z rosnącą absencją, ale także spadkiem zaangażowania oraz produktywności pracowników. Z kolei organizacje, które potraktują dobrostan psychiczny jako element strategii biznesowej, mogą budować bardziej odporne i zaangażowane zespoły – mówi Marta Lebuda, Sector Manager w Antal Sales & Marketing.

Rekordowy rok Cloud Technologies: 48,9 mln zł sprzedaży danych, 45% marży EBITDA i rekomendacja wypłaty dywidendy

  • 48,9 mln PLN przychodów ze sprzedaży danych, +15% r/r; marża EBITDA na wysokim poziomie 45%; w samym 4Q dynamika na poziomie +34% r/r
  • 50,7 mln PLN skonsolidowanych przychodów, 22,5 mln PLN EBITDA* i 6,2 mln PLN zysku netto* w 2025 roku; w samym 4Q 15,3 mln PLN skonsolidowanych przychodów, 7,6 mln PLN EBITDA* i 4,9 mln PLN zysku netto*
  • mocna sytuacja finansowa: silne dodatnie przepływy operacyjne (+14,8 mln PLN w 2025) i niski wskaźnik długu netto/EBITDA (0,1 na koniec grudnia 2025) umożliwiają realizację celów strategicznych, w tym w zakresie dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami
  • w 2025 wypłata 5,6 mln PLN w formie dywidendy (1,25 PLN na akcję) i 8,8 mln PLN przeznaczone na skup akcji własnych
  • zgodnie z przyjętą polityką dywidendową, planowana wypłata dywidendy za 2025 rok na poziomie ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA, tj. 1,10 PLN na akcję
  • przewagi konkurencyjne wypracowane w ramach zakończonej Strategii 2023–2025, w szczególności zmiana modelu sprzedaży na sprzedaż danych pod własnymi brandami będą podstawą szybszego rozwoju spółki w ramach realizacji Strategii 2026+ ogłoszonej po dacie bilansowej, w lutym br.

*skorygowane o koszt programu motywacyjnego i przychody z dotacji

Cloud Technologies, notowana na głównym parkiecie GPW polska spółka technologiczna, będąca jednym z największych graczy na globalnym rynku danych, opublikowała wyniki finansowe za rok 2025. Spółka dostarcza dane wykorzystywane do targetowania reklamy internetowej, którymi zasilane są kampanie reklamowe największych marek na całym świecie, a rynek USA odpowiada za około 80% jej przychodów.

Skonsolidowane przychody Cloud Technologies w 2025 r. wyniosły 50,7 mln PLN, co oznacza 8% wzrost w ujęciu rok do roku, a przychody ze sprzedaży danych wzrosły w tym okresie o 15% r/r do 48,9 mln PLN (w walucie bazowej USD dynamika sięgnęła 23% r/r). EBITDA* w omawianym okresie wyniosła 22,5 mln PLN (vs 25 mln PLN w 2024 r.) a marża EBITDA utrzymywała się na wysokim poziomie 45%. Spółka zakończyła rok skonsolidowanym zyskiem netto* na poziomie 6,2 mln PLN (vs. 12,4 mln PLN rok wcześniej). W samym 4Q 2025 r. skonsolidowane przychody Cloud Technologies wyniosły 15,3 mln PLN (vs 12,4 mln PLN), EBITDA* sięgnęła 7,6 mln PLN (vs 6,7 mln PLN rok wcześniej) a zysk netto* 4,9 mln PLN (vs 4,8 mln PLN). Przychody ze sprzedaży danych wyniosły w ostatnim kwartale ub.r. 15,1 mln PLN i były wyższe w ujęciu r/r o 34%, a w walucie bazowej USD dynamika sięgnęła 49% r/r.

Rok 2025 był najlepszym w historii Cloud Technologies pod kątem przychodów ze sprzedaży danych. Jednocześnie Spółka rozwijała potencjał międzynarodowy, główne nakłady inwestycyjne poniosła na akwizycję kanadyjskiej spółki Data Desk, zaś ze względu na budowanie podwalin pod zmianę modelu sprzedaży podjęta została inwestycja w zespół sprzedażowy w Londynie. Poniesione koszty ekspansji zagranicznej oraz ujemne różnice kursowe (-3,7 mln PLN w 2025 r. vs +0,8 mln PLN rok wcześniej) przełożyły się in minus na osiągnięte wyniki finansowe na poziomie operacyjnym i netto.

– Za nami czas zmian i dynamicznego wzrostu – bardzo dobry i satysfakcjonujący rok pod kątem realizacji celów biznesowych. Osiągnęliśmy rekordowe w historii Cloud Technologies blisko 49 mln PLN przychodów ze sprzedaży danych, co oznacza wzrost o 15% rok do roku, a w USD aż 23%. Już 90% danych sprzedajemy pod własnymi brandami, zgodnie ze strategiczną decyzją o zmianie modelu sprzedażowego. Kontynuujemy rozwój poprzez inwestycje w nowe produkty, takie jak Data Curation, poszerzanie kanałów sprzedaży oraz ekspansję zagraniczną, w tym budowę zespołu w Londynie i przejęcie kanadyjskiej spółki Data Desk. Równolegle rozwijamy technologię – wdrożyliśmy narzędzie AI Audiences oraz zintegrowaliśmy się z globalnymi platformami, m.in. The Trade Desk i Amazon Ads. W 2026 rok weszliśmy ze skalowalnym modelem działania, silnymi fundamentami i jasną strategią, co – w połączeniu z rosnącym rynkiem reklamy online – powinno przełożyć się na dalszy dynamiczny wzrost – komentuje Piotr Prajsnar, Prezes Zarządu Cloud Technologies.

– Utrzymaliśmy bardzo wysoką, 45% marżę EBITDA, co potwierdza skuteczność naszego modelu biznesowego i zdolność do generowania gotówki. Jednocześnie skokowy wzrost przychodów nie znalazł jeszcze pełnego odzwierciedlenia w wynikach operacyjnych i netto, co wynika z realizowanych inwestycji oraz efektów kursowych. W minionym roku ponieśliśmy koszty związane z rozwojem zespołu sprzedażowego i akwizycjami, których pozytywny wpływ będzie widoczny w kolejnych okresach. Nasza silna pozycja finansowa pozwala jednak równolegle realizować politykę redystrybucji środków do akcjonariuszy – na skup akcji własnych i dywidendę przeznaczyliśmy łącznie 14,4 mln PLN i zamierzamy kontynuować te działania w ramach Strategii 2026+. Zgodnie z przyjętą polityką dywidendową planujemy rekomendować wypłatę dywidendy za 2025 rok na poziomie ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA, tj. 1,10 PLN na akcję – dodaje Piotr Soleniec, CFO oraz Członek Zarządu Cloud Technologies.

Zgodnie z przyjętą w lutym br. Strategią 2026+ Cloud Technologies zakłada kontynuację rozwoju w wypracowanym modelu biznesowym ze zmienionym modelem sprzedaży (odejście od white label na rzecz sprzedaży pod własnymi brandami). Przełoży się to na skokowy wzrost skalowalności biznesu i adresowalnego rynku, a w konsekwencji – osiąganych przychodów ze sprzedaży danych.

Spółka zamierza poszerzać kanały sprzedaży i przyspieszyć zdobywanie udziałów rynkowych – zarówno w sposób organiczny, w ramach budowania sieci partnerskich, jak i poprzez przejęcia. Jednym z katalizatorów wzrostu skali działalności Spółki będzie rozbudowa portfolio o nowy produkt: Data Curation. Umożliwia on jednoczesną sprzedaż danych oraz przestrzeni reklamowej, co otworzy przed Cloud Technologies możliwość dotarcia do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych dysponujących największymi budżetami.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych** przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu notowanej w poprzednich latach wysokiej rentowności biznesu.

Strategia Cloud Technologies przewiduje kontynuację redystrybucji wypracowywanych środków do Akcjonariuszy. Zakładana jest zarówno realizacja skupu do 250.000 sztuk akcji własnych, jak i polityki dywidendowej, zakładającej wypłatę akcjonariuszom kwoty 20% oczyszczonej EBITDA za dany rok.

**Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

Blokada irańskich portów znów podnosi napięcie. Rynki wracają do trybu ostrożności

Aprecjacja aktywów ryzykownych na fali optymizmu względem zawieszenia broni w weekend dobiegła końca. Rozmowy między USA i Iranem w Pakistanie zakończyły się fiaskiem, a USA ogłosiły, że cieśnina Ormuz będzie zablokowana dla statków płynących do lub z irańskich portów.

Kluczowe punkty:

  • EUR/PLN ponownie w okolicy 4,25.
  • Optymizm względem pokoju na linii USA–Iran upada po zerwaniu negocjacji.
  • USD stracił na wieściach o zawieszeniu broni, później odzyskał część strat.
  • Inflacja w USA w marcu wzrosła przez skok cen energii.
  • Przegrana premiera Węgier Orbana powinna być lekko korzystna dla EUR.

Rynki próbują przejść przez gąszcz napływających nagłówków, tymczasem wydaje się, że USA rozważają wznowienie ataków na Iran w ograniczonym zakresie. Jak dotąd rynki przyjmują te wiadomości stosunkowo dobrze – choć ceny ropy wzrosły, kontrakty futures na akcje spadły, a dolar odbił, to nie odnotowano jeszcze powrotu do poziomów sprzed zawieszenia broni. Sugeruje to, że inwestorzy być może postrzegają załamanie rozmów jako przejściowe trudności i element taktyki negocjacyjnej, a niekoniecznie jako zaprzepaszczenie szans na pokój.

Przerwanie rozmów bez wątpienia pokrzyżowało plany rynkom. Nagłówki dotyczące działań Białego Domu i militarnych pozostają głównym motorem zmian na rynkach. W kalendarzu makroekonomicznym niewiele jest zresztą rzeczy, które mogłyby odciągnąć uwagę od wojny. Ceny producenckie w USA w marcu (wtorek 14.04), produkcja przemysłowa w strefie euro w lutym (środa 15.04) i miesięczny PKB w Wielkiej Brytanii w tym samym miesiącu (czwartek 16.04) powiedzą nam więcej o wpływie wojny na aktywność gospodarczą i presję cenową. Perspektywa wznowienia amerykańskich ataków i niepewność w kontekście blokady irańskich portów sprawiają, że oczekiwania dotyczące powrotu dolara do trendu spadkowego tracą obecnie na znaczeniu.

PLN

W wyniku poprawy nastrojów po wieściach o rozejmie złoty w parze z euro umocnił się w zeszłym tygodniu o ponad 0,5%. Choć od tamtej pory nagłówki się pogorszyły, kurs EUR/PLN pozostaje w okolicy 4,25. Lokalnie uwaga skupiała się na posiedzeniu RPP. Stopy procentowe oczywiście pozostały na niezmienionym poziomie, natomiast komunikacja ze strony prezesa Adama Glapińskiego była zaskakująco gołębia. W połączeniu z optymizmem dotyczącym perspektyw zakończenia wojny w Iranie wzmacnia to w nas poczucie, że stopy procentowe w Polsce nie wzrosną w przewidywalnej przyszłości.

Kurs złotego powinien wciąż reagować w głównej mierze na zmiany sentymentu związane z wojną na Bliskim Wschodzie. Lokalnie uwaga skupi się na marcowych danych inflacyjnych (środa 15.04), niemniej jest to drugi odczyt, nie będą więc raczej dla inwestorów szczególnie istotne.

EUR

Przegrana eurosceptycznego premiera Węgier Viktora Orbana w weekendowych wyborach powinna chociaż delikatnie wesprzeć euro, ponieważ oznacza usunięcie długotrwałej przeszkody w podejmowaniu decyzji w Unii Europejskiej. Załamanie negocjacji dotyczących zawieszenia broni zwraca jednak uwagę z powrotem ku wojnie. Mimo fiaska rozmów kurs EUR/USD utrzymuje się tuż poniżej poziomu 1,17, co sugeruje, że inwestorzy zachowali ostrożny optymizm, że wygra rozsądek i długoterminowy pokój pozostaje wciąż bardziej prawdopodobny.

Spodziewamy się, że na wspólną walutę będą teraz oddziaływać w przeciwnych kierunkach dwa czynniki. Wspierać ją będzie rosnąca jastrzębiość oficjeli Europejskiego Banku Centralnego, co zmniejsza różnicę w wysokości stóp procentowych w USA i strefie euro. Zagrożenie dla niej stanowią ekspozycja strefy euro jako eksportera netto energii na jej wyższe koszty oraz typowa ucieczka do stosunkowo bezpiecznego dolara, póki konflikt trwa.

USD

W USA zgodnie z oczekiwaniami odnotowano skok marcowej inflacji ze względu na znacznie wyższe ceny paliwa – jej główna miara wzrosła o blisko 1% w ciągu zaledwie miesiąca. Bazowa zachowała się lepiej, niemniej inflacja PCE w lutym zaprzeczyła tej dobrej wiadomości, pokazując trzymiesięczną zanualizowaną stopę na poziomie blisko 5%. Indeks cen producenckich w marcu (wtorek 14.04) zwykle nie przyciągnąłby zbytniej uwagi. Wyjątkowo jest jednak teraz istotny jako kluczowa miara tego, jak skok cen energii przekłada się na proces produkcyjny.

Inne odczyty wskazują jak dotąd na dość ograniczony wpływ wojny na amerykańską gospodarkę – poza skokami cen paliwa, które w ujęciu historycznym nie są aż tak duże. Uczestnicy rynku w dalszym ciągu uważają, że Fed nie przejmie się tymi tymczasowymi wzrostami głównej miary inflacji, niemniej po załamaniu negocjacji pokojowych kontrakty futures ponownie wykluczyły możliwość obniżek stóp procentowych w tym roku. Może to jednak szybko ulec zmianie, jeśli przed zakończeniem dwutygodniowego okresu zawieszenia broni w przyszłą środę (22.04) pojawią się jakieś oznaki przełomu.

GBP

Na ruchy funta silniej wpływa wojna niż wydarzenia w kraju. W typowych warunkach zaczynalibyśmy przejmować się majowymi wyborami, ryzykiem bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej i mniej przyjaznego otoczenia prawnego dla firm. Wieści z Iranu przyćmiewają jednak wszelkie inne, a presja na premiera Keira Starmera – przynajmniej na razie – w dużej mierze się rozmyła.

Szereg danych za luty, który zostanie opublikowany w czwartek (16.04), dotyczy zbyt odległej przeszłości, by zwiększyć naszą wiedzę o wpływie wojny na gospodarkę. Komunikaty prezesa Banku Anglii Andrew Baileya (wtorek 14.04) będą znacznie istotniejsze. Spodziewamy się, że ponownie odsunie perspektywę rychłej podwyżki stóp procentowych. Biorąc pod uwagę, że przed wybuchem wojny w Iranie Rada była zdecydowana i gotowa, by je obniżyć, trudno nam zrozumieć pomysł agresywnego zacieśniania polityki monetarnej w tym roku, szczególnie jeśli w kolejnych tygodniach nastąpi dalsza deeskalacja. Jeśli nie dojdzie do żadnego zaskoczenia w tym kontekście, funt prawdopodobnie będzie podążał niemal krok w krok za euro, reagując przede wszystkim na nagłówki dotyczące wojny.

Węgry zmieniają władzę, ale to ropa rozdaje dziś karty

Kolejny tydzień na rynkach zaczynamy od eskalacji na Bliskim Wschodzie. Już nie tylko Iran ma chrapkę na blokowanie Cieśniny Ormuz – wycenom ropy to się raczej średnio podoba. Historyczne wybory na Węgrzech powodują, że Orban oddaje władzę po 16 latach rządów. Wall Street szykuje się na sezon wynikowy, co może być ciekawą odskocznią od wojennego monotematyzmu. 

Albo wszyscy albo nikt

Rynek wchodzi w nowy tydzień z wyraźnym ciężarem ryzyka na plecach, jako że Bliski Wschód znowu pisze scenariusze dla globalnych aktywów. Donald Trump nie tylko wraca do retoryki ultimatum wobec Iranu, ale wyraźnie podnosi stawkę i sugeruje realne działania wokół Cieśniny Ormuz. Narracja przesuwa się z poziomu gróźb w stronę egzekucji, a to jest moment, w którym rynek przestaje traktować temat jako element negocjacyjnego teatru. Widać to najlepiej na ropie – Brent wychodzi z okolic 95$ i dynamicznie przebija 102$, co trudno już uznać za przypadkowy ruch. W ślad za tym dolar odzyskuje inicjatywę, a EUR/USD cofa się z 1,173$ do okolic 1,168$. Rynek wciąż liczy na kolejne TACO, ale jednocześnie zaczyna się zabezpieczać na mniej komfortowy scenariusz. Z perspektywy polityki monetarnej wygląda to jak dalsze odklejanie się od wygodnej narracji o jakichkolwiek obniżkach stóp w USA i powrót do świata, w którym droższa energia komplikuje walkę z inflacją.

Nowy początek dla Węgrów

Na tym tle Węgry serwują rynkowi zupełnie inną historię. Po 16 latach rządów Viktora Orbana dochodzi do politycznego przełomu, który w normalnych warunkach powinien zwiększać niepewność. Tym razem jest odwrotnie. Partia Tisza Petera Magyara według ostatnich doniesień zdobyła 138 mandatów w 199-osobowym węgierskim parlamencie. To nie tylko zwycięstwo, a wręcz deklasacja i uzyskanie większości pozwalającej zmieniać konstytucję czy odwoływać ludzi Orbana z satelitarnych stanowisk. Forint wyraźnie się umacnia, jakby rynek z góry zakładał, że zmiana władzy oznacza nie chaos, a reset. Przez lata napięte relacje z Brukselą skutkowały zamrożeniem środków unijnych i stałą premią za ryzyko. Teraz pojawia się scenariusz ich odblokowania, a wraz z nim nadzieja na napływ kapitału. Inwestorzy zdają się patrzeć na nowy rząd nie przez pryzmat politycznych znaków zapytania, ale potencjalnych korzyści strukturalnych. Złoty na tym tle zachowuje się bardziej zachowawczo – EUR/PLN utrzymuje się przy 4,25 zł, co sugeruje, że dwa przeciwstawne czynniki – risk off związany z Bliskim Wschodem oraz ocieplenie na Węgrzech – skutecznie się neutralizują.

Poniedziałkowy handel

Na rynku walutowym początek tygodnia ma w sobie więcej pauzy niż rozstrzygnięcia, ale ta cisza może być myląca. EUR/USD stabilizuje się w okolicach 1,168$ i oddala się od ostatnich maksimów, a złoty utrzymuje względną równowagę – EUR/PLN przy 4,25 zł i USD/PLN w rejonie 3,637 zł. To nie jest jednak komfortowa stabilizacja, tylko raczej moment zawieszenia między rosnącą siłą dolara a lokalną odpornością. Kalendarz makro na poniedziałek nie dostarcza impulsów do gry, ale rynek szybko znajdzie sobie nowe punkty zaczepienia. Rusza sezon wynikowy w USA, tradycyjnie otwierany przez największe banki, takie jak JPMorgan czy Goldman Sachs. To właśnie komentarze wokół nich mogą nadać ton kolejnym dniom – pytanie nie brzmi, czy wyniki będą dobre, ale czy zarządy zaczną sygnalizować, że droższa ropa i napięcia geopolityczne zaczynają realnie zmieniać warunki gry. W tle wróci też temat AI i jego wpływu na wyniki spółek, który w ostatnich kwartałach był jednym z głównych motorów narracji na Wall Street.

Bankowość w stanie permanentnej cyberwojny

Najpoważniejsze cyberzagrożenia dla sektora finansowego coraz częściej mają źródła poza jego własną infrastrukturą. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat odsetek banków dotkniętych incydentami u dostawców technologicznych tzw. trzeciego poziomu wzrósł o 25 proc. Równolegle sektor mierzy się z rosnącą skalą ataków wykorzystujących sztuczną inteligencję oraz zagrożeniem ze strony technologii kwantowej. Z raportu Fortinet „The European Banking Cybersecurity Report 2026” wynika, że trzy firmy na pięć w regionie EMEA nie są gotowe na erę zaawansowanych systemów obliczeniowych, a tylko 12 proc. rozpoczęło wdrażanie zabezpieczeń odpornych na ataki kwantowe. W efekcie bankowość funkcjonuje dziś w warunkach skumulowanych, wzajemnie powiązanych ryzyk technologicznych i operacyjnych.

Każdy dodatkowy dostawca technologii, integracja API czy usługa zewnętrzna zwiększa zależność banku od zewnętrznego ekosystemu, w którym pojedynczy incydent może uruchomić efekt domina i przełożyć się na szersze zakłócenia operacyjne. Na tę rosnącą złożoność nakłada się presja regulacyjna. Obowiązujące od 2025 r. rozporządzenie DORA formalizuje odporność operacyjną sektora finansowego, czyniąc cyberbezpieczeństwo wymogiem prawnym, a nie wyłącznie technologicznym standardem.

Gdy algorytmy i szyfrowanie przestają być gwarancją bezpieczeństwa

Sztuczna inteligencja stała się jednym z kluczowych czynników zwiększających skalę i tempo cyberataków wymierzonych w sektor finansowy. Narzędzia generatywnej AI są wykorzystywane do tworzenia wiarygodnych kampanii phishingowych, podszywania się pod pracowników banków czy fałszowania komunikacji głosowej i wideo. Według danych z raportu „2025 Voice Intelligence and Security Report” firmy Pindrop, liczba prób oszustw z wykorzystaniem technologii deepfake wzrosła w 2024 r. aż o 1300 proc.

Równolegle rośnie skala ataków wymierzonych bezpośrednio w systemy bazujące na sztucznej inteligencji. Cyberprzestępcy coraz częściej próbują ingerować w zbiory danych wykorzystywane do trenowania i kalibracji modeli stosowanych przez banki, w tym tych wspierających wykrywanie nadużyć. W praktyce polega to na celowym wprowadzaniu spreparowanych dokumentów, nagrań głosowych lub rekordów transakcyjnych do zasobów treningowych AI, co stopniowo obniża jakość decyzji podejmowanych przez algorytmy. Jak pokazują badania Anthropic, już około 250 zmanipulowanych dokumentów może wystarczyć, aby osłabić wiarygodność działania dużych modeli językowych.

Cyberatak nie musi dziś polegać na przełamaniu zabezpieczeń infrastruktury. Wystarczy naruszyć integralność danych, aby model przestał prawidłowo identyfikować oszustwa czy oceniać ryzyko transakcji. Co istotne, tego typu manipulacje mogą pozostawać niewidoczne przez długi czas, stopniowo obniżając skuteczność mechanizmów bezpieczeństwa. Dlatego ochrona w sektorze finansowym musi obejmować cały cykl życia modelu AI: od kontroli jakości danych treningowych, przez ciągły monitoring anomalii, po regularną weryfikację wyników – mówi Joanna Chmielak, Enterprise Sales Manager w firmie Fortinet.

Jednocześnie rośnie ryzyko związane z rozwojem komputerów kwantowych. Jak wskazuje raport Fortinet, technologia kwantowa może do 2028 roku podważyć bezpieczeństwo kryptografii klucza publicznego, czyli systemów zabezpieczeń chroniących transakcje finansowe w sieci. W tym kontekście coraz częściej przywoływany jest scenariusz „zbierz teraz, odszyfruj później”, który zakłada, że dane przechwycone przez cyberprzestępców dziś mogą zostać odszyfrowane w przyszłości, gdy pojawią się wystarczająco zaawansowane systemy obliczeniowe. Z tej perspektywy banki, które nie wdrożą niezbędnych mechanizmów bezpieczeństwa, staną w obliczu poważnych zagrożeń. Tymczasem 61% organizacji w regionie EMEA przyznaje, że nie są przygotowane na erę postkwantową. Tylko 12% rozpoczęło wdrażanie zabezpieczeń odpornych na ataki kwantowe.

Cyfrowy łańcuch dostaw pod ostrzałem

Rosnąca automatyzacja ataków zbiega się w czasie z innym strukturalnym wyzwaniem sektora: systematycznym rozszerzaniem cyfrowego ekosystemu banków. Powierzanie utrzymania systemów IT i przetwarzania danych firmom zewnętrznym (outsourcing IT), korzystanie z usług chmurowych, rozwój modeli Banking-as-a-Service oraz udostępnianie systemów poprzez interfejsy API sprawiają, że instytucje finansowe coraz rzadziej działają w zamkniętym środowisku technologicznym. Każda integracja i każdy partner oznaczają nowe punkty styku z infrastrukturą bankową, a tym samym kolejne miejsca, w których może dojść do incydentu. Raport Fortinet, powołujący się na dane Security Scorecard, wskazuje, że 97 proc. europejskich banków odnotowało incydenty bezpieczeństwa u dostawców czwartego poziomu – firm świadczących usługi podmiotom współpracującym bezpośrednio z instytucjami finansowymi i pozostających poza ich bieżącym nadzorem operacyjnym. Dane te pokazują, że ryzyko nie kończy się na bezpośrednich relacjach biznesowych, lecz obejmuje cały rozproszony łańcuch współpracy.

Cyberprzestępcy rzadko atakują dziś frontalnie. Zamiast tego infiltrują słabsze ogniwa ekosystemu i wykorzystują przejęte dostępy do dalszej penetracji środowisk bankowych. Instytucje finansowe przestają być celem bezpośrednim. Stają się punktem końcowym ataku prowadzonego przez cały cyfrowy łańcuch dostaw – komentuje Joanna Chmielak z Fortinet.

Regulacje wymuszają nowy model bezpieczeństwa

W odpowiedzi na rosnącą złożoność zagrożeń sektor finansowy powinien przejść z modelu reaktywnego do podejścia bazującego na odporności operacyjnej. Obowiązujące od stycznia 2025 r. postanowienia rozporządzenia DORA wprowadzają jednolite wymogi w zakresie zarządzania ryzykiem ICT, obowiązkowe raportowanie incydentów w czasie rzeczywistym oraz testy odporności prowadzone na podstawie realnych scenariuszy ataków. Regulacje obejmują nie tylko same banki, lecz także ich kluczowych dostawców technologicznych, przenosząc odpowiedzialność za cyberbezpieczeństwo na poziom zarządów i całych łańcuchów współpracy. W praktyce oznacza to konieczność ciągłego monitorowania partnerów, automatyzacji reakcji na zagrożenia oraz integracji bezpieczeństwa z procesami biznesowymi – od wdrażania nowych usług po zarządzanie relacjami z podmiotami trzecimi.

Największą zmianą nie jest dziś sama skala cyberataków, lecz ich charakter. Zagrożenia przestały być incydentami technologicznymi, a stały się ryzykiem systemowym dla stabilności sektora finansowego. Europejska bankowość wchodzi w epokę permanentnej cyberobrony, w której kluczowa nie jest już zdolność zapobiegania każdemu atakowi, lecz umiejętność utrzymania ciągłości działania mimo ich występowania.

Warszawa i Kraków tanieją, Gdańsk drożeje. Rynek mieszkań z wyraźnymi kontrastami

Najnowsze wstępne dane transakcyjne z raportu Barometr Metrohouse i Credipass wskazują na kontynuację trendu stabilizacji cenowej z wyraźnymi różnicami lokalnymi. Po burzliwym okresie wysokich stóp procentowych, początek 2026 roku przynosi rynkowi wtórnemu dawkę optymizmu, napędzaną poprawą zdolności kredytowej Polaków.

Klienci wrócili na zakupy

I kwartał 2026 roku to okres, w którym rynek definitywnie pożegnał marazm wywołany inflacją. Widzimy realny wpływ obniżek stóp procentowych – klienci, którzy w 2025 roku wstrzymywali się z decyzjami, teraz wracają na rynek z konkretnymi decyzjami zakupowymi. Różnica między ostatnią ceną ofertową a transakcyjną oscyluje w granicach 3-5%, co świadczy o lepszym dopasowaniu oczekiwań sprzedających do realiów rynkowych.

W obszarze finansowania nieruchomości kluczowym sygnałem pozostaje postawa Rady Polityki Pieniężnej, która w kwietniu, zgodnie z rynkowymi prognozami utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie. – Jednak rynkowy koszt pieniądza potrafi rosnąć szybciej niż oficjalne stopy. Rynek często „wyprzedza” decyzje RPP, co sprawia, że mimo braku zmian w stopach banku centralnego, rzeczywisty koszt kredytu może wykazywać tendencje wzrostowe, zauważa Tomasz Przyrowski, Prezes Zarządu Credipass.

Wzrost dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, raportowany przez BIK (wzrost o ponad 50% r/r w końcówce 2025 r., a także optymistyczne dane z I kw. br.), przełożył się na zwiększony popyt na początku br. Dość stabilna sytuacja na rynku pracy oraz realny wzrost wynagrodzeń sprawiają, że nawet przy braku nowych programów dopłat, popyt organiczny jest wystarczający do podtrzymania cen na obecnych poziomach. Branża jednak liczy na jeszcze większe zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym. Hamulcem staje się osłabienie zainteresowania zakupami inwestycyjnymi wśród indywidualnych inwestorów.

Regionalne kontrasty: stolica tanieje, Pomorze w górę

Na rynku wtórnym do głosu dochodzą coraz większe różnice w regionach. W przypadku dwóch największych miast w Polsce widoczne są spadki średnich cen w transakcjach. Zarówno jeśli chodzi o obniżki kwartalne, jak rok do roku. W stolicy m kw. sprzedawany był średnio za 15 397 zł (-4,5 proc. kw./kw.) a w stolicy małopolski za 13 383 zł (-3,9 kw./kw.). Tymczasem w Gdańsku widać wzrosty średnich cen w transakcjach o 5,1 proc. do poziomu  13 420 zł za m kw. Jak twierdzą eksperci Metrohouse, na pomorskim rynku mamy do czynienia ze specyfiką związaną z zakupami inwestycyjnymi mieszkań, tym bardziej, że lokalizacja wyjątkowo sprzyja także wynajmowi krótkoterminowemu. To prowadzi do podtrzymania wysokiego popytu na mieszkania, co niekoniecznie ma miejsce w innych miastach, które nie mogą czerpać z dobrodziejstw tak atrakcyjnej lokalizacji.

Miasto Średnia cena transakcyjna w I kw. 2026 Różnica kw.kw. Różnica r/r Średnia cena nabywanego mieszkania Średni metraż nabywanego mieszkania
Wrocław 12 311 zł 2,9% 6,7% 605 000 zł 49
Kraków 13 383 zł -3,9% -2,4% 603 000 zł 45
Warszawa 15 397 zł -4,5% -3,7% 742 000 zł 48
Gdańsk 13 420 zł 5,1% 13,7% 659 000 zł 49
Łódź 7 747 zł 3,3% 4,8% 393 000 zł 50

Nowy trend: klienci szukają nieruchomości na przedmieściach

Coraz droższe centra miast wyzwalają potrzebę poszukiwań mieszkań już nie tylko w dzielnicach położonych dalej od centralnych rejonów, ale także na przedmieściach. – Taki trend może wpływać na nominalne obniżanie średnich cen mieszkań w poszczególnych miastach, dlatego tak ważne przy analizie jest zwracanie uwagi na rozkład terytorialny transakcji, mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse.

Wielu klientów podchodzi do zakupu mieszkania z coraz większymi pokładami rozsądku, który prowadzi do zakupu większych i bardziej użytecznych metraży kosztem nieco dłuższego dojazdu do pracy. Jednak w żadnym z analizowanych miast średni nabywany metraż nie przekracza 50 m kw.

Rynek centrów danych w EMEA przyspiesza. Warszawa umacnia pozycję cyfrowego hubu regionu

Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield „EMEA Data Centre MarketBeat H2 2025”, rynek centrów danych w regionie EMEA wszedł w fazę przyspieszonego, choć coraz bardziej selektywnego wzrostu. Na koniec 2025 roku łączna moc operacyjna funkcjonujących obiektów przekroczyła 11,4 GW, co oznacza wzrost o 19% rok do roku. Jednocześnie moc obiektów będących w budowie wyniosła 2,7 GW, a kolejnych inwestycji na etapie planowania 12,1 GW, co podnosi całkowitą przewidywaną pojemność regionu do 26,2 GW.

Za dalszy rozwój rynku odpowiadają przede wszystkim: rosnąca adopcja chmury obliczeniowej, strategie cyfrowej suwerenności oraz globalny wyścig o infrastrukturę dla sztucznej inteligencji i obliczeń o wysokiej wydajności. Jak wskazuje Cushman & Wakefield, o kierunkach rozwoju sektora w coraz większym stopniu decydują dziś dostępność mocy, możliwość przyłączenia do sieci, intensywność emisyjna miksu energetycznego oraz przewidywalność procesów regulacyjnych.

Nie zmienia to faktu, że największe znaczenie w regionie nadal mają tzw. rynki Powerhouse – Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż, Dublin oraz Mediolan, który dołączył do tego grona po przekroczeniu poziomu 1 GW łącznej mocy operacyjnej i pipeline’u. Sześć największych hubów odpowiada dziś za ok. 45% mocy operacyjnej w regionie EMEA oraz ponad 40% przyszłej podaży. Jednocześnie mierzą się one z coraz silniejszymi ograniczeniami strukturalnymi, takimi jak niedobór gruntów, ograniczona dostępność mocy, przeciążenia sieci i złożone regulacje. W efekcie coraz więcej dużych projektów, w tym kampusów hyperscale, kierowanych jest na rynki regionalne i wschodzące.

Na tym tle szczególnie mocno wyróżnia się Warszawa, która została sklasyfikowana jako nowy rynek o ugruntowanej pozycji. Stołeczny rynek umacnia tym samym swoją rolę jako najważniejszy hub infrastruktury cyfrowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Na koniec 2025 roku moc operacyjna centrów danych w regionie Warszawy osiągnęła 157 MW, co oznacza wzrost o około 10% rok do roku, natomiast w skali całej Polski przekroczyła 210 MW. Jednocześnie warszawski pipeline wzrósł o 45%, osiągając blisko 160 MW, z czego 11 MW pozostaje w budowie, a 148 MW znajduje się na etapie planowania”, mówi Kamil Żach, Head of Industrial Sector, Cushman & Wakefield.

Silne fundamenty gospodarcze, duży rynek wewnętrzny, szybka cyfryzacja przedsiębiorstw i dostęp do wysoko wykwalifikowanych specjalistów sprawiają, że Warszawa przyciąga zarówno operatorów colocation, jak i globalnych dostawców chmury. Miasto pełni dziś funkcję głównej „bramy chmurowej” dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej – działają tu już regiony chmurowe takich firm jak Google Cloud, Microsoft Azure i OVHcloud. Dodatkowym atutem pozostaje stabilność instytucjonalna wynikająca z członkostwa Polski w UE i NATO.

Mimo bardzo dobrych perspektyw rynek nie jest wolny od wyzwań

Skala inwestycji będących aktualnie w fazie budowy w Polsce spadła, co jest bezpośrednio związane z wydłużającym się czasem oczekiwania na przyłącza do sieci, ograniczoną dostępnością stacji elektroenergetycznych oraz rosnącymi kosztami realizacji inwestycji. Dodatkowo krajowy miks energetyczny, nadal częściowo oparty na węglu, oznacza dla operatorów wyższe koszty emisji i większą ekspozycję na ryzyka regulacyjne. Pomimo tych barier Warszawa pozostaje najbardziej wiarygodnym rynkiem wielkoskalowych centrów danych w Europie Wschodniej”, dodaje Kamil Żach.

W ocenie Cushman & Wakefield to właśnie połączenie skali krajowego rynku, dojrzałego ekosystemu chmurowego, stabilności instytucjonalnej i rosnącego znaczenia regionu CEE sprawia, że stolica Polski ma dziś wyjątkowo mocną pozycję na mapie europejskiej infrastruktury cyfrowej.