AI zmienia zakupy online. Konwersacyjny e-commerce zwiększa konwersję nawet 4 razy

Konwersacyjny e-commerce: 4 razy wyższa konwersja i 47 proc. szybsze zakupy. Moda czy nowy standard sprzedaży online?

66 proc. kupujących w USA i Wielkiej Brytanii deklaruje gotowość do korzystania z asystenta AI przy zakupach, a 45 proc. konsumentów już używa go do odkrywania produktów – wśród osób w wieku 25–34 lata to aż 59 proc. kupujących. Wartość rynku conversational commerce ma urosnąć z 8,8 mld USD w 2025 roku do 32,7 mld USD do 2035. Czy polski e-commerce zdąży wskoczyć do tego pociągu?

Konwersacyjny e-commerce to podejście do sprzedaży online, w którym klient wchodzi w interakcję z platformą za pomocą naturalnego języka – tak jak rozmawiałby z prawdziwym doradcą w sklepie stacjonarnym. Zamiast filtrować i klikać, opisuje, czego szuka. System rozumie intencję, kontekst i ograniczenia – a jeśli zapytanie jest zbyt ogólne, prosi o doprecyzowanie. To istotna różnica w stosunku do rozwiązań, które znamy od lat.

Klasyczny chatbot działa na zasadzie drzewa decyzyjnego i odpowiada wyłącznie na z góry zaprogramowane pytania. Gdy użytkownik zapyta inaczej, niż przewidział programista, system się gubi – nie rozumie kontekstu, nie pamięta poprzednich wiadomości, nie potrafi rekomendować produktów na podstawie złożonych preferencji” – zauważa Dominika Wojnar, Lead Account Manager w Luigi’s Box. „Z kolei live chat z konsultantem daje wyższy poziom zrozumienia, ale ma swoje ograniczenia: człowiek obsługuje tylko kilka rozmów pod rząd, nie jest dostępny całą dobę, a jakość pomocy zależy od jego wiedzy i dyspozycji w danej chwili”.

Konwersacyjny e-commerce łączy to, co najlepsze w obu podejściach – skalę i dostępność AI z jakością doświadczenia rozmowy. Nie zastępuje doradcy – symuluje go na poziomie, który jeszcze niedawno był nieosiągalny dla maszyny.

Realna potrzeba czy technologiczna moda? Liczby mówią same za siebie

Entuzjaści nowych technologii mają skłonność do ogłaszania każdej kolejnej innowacji „rewolucją”. Warto więc sprawdzić, czy za konwersacyjnym e-commerce stoją rzeczywiste zachowania klientów, czy tylko marketingowy szum.

Dane są przekonujące. Aż 66 proc. kupujących w USA i Wielkiej Brytanii deklaruje gotowość do korzystania z asystenta AI przy zakupach online[1]. Co więcej, na początku bieżącego roku 45% konsumentów już używało asystenta AI do odkrywania produktów[2] – a wśród grupy wiekowej 25–34 lata odsetek ten sięga 59 proc.[3]. Nie jest to zatem zachowanie »niszowe«” – potwierdza ekspertka. „Biznesowa strona rachunku jest jeszcze bardziej wymowna. Sklepy z asystentem AI osiągają nawet czterokrotnie wyższy współczynnik konwersji w porównaniu do platform bez takiego rozwiązania – odpowiednio 12,3 proc. wobec 3,1 proc[4]. Zakupy finalizowane są 47 proc. szybciej, a sklepy korzystające z chatbotów nowej generacji notują średnio 23 proc. wzrost konwersji[5]. Jeśli do tego dodać dane rynkowe – wartość segmentu conversational commerce szacowana jest na 8,8 mld USD w 2025 roku i ma osiągnąć 32,7 mld USD do 2035 roku[6] – trudno mówić o chwilowej modzie”.

Adopcja rozwiązania jest co prawda jeszcze „nierówna” i zależy mocno od jakości konkretnego wdrożenia oraz branży. Ale kierunek jest jednoznaczny: klienci chcą szukać produktów i kupować tak, jakby rozmawiali ze sprzedawcą.

W jakich branżach konwersacyjny model ma największy sens?

Nie każda kategoria produktów wymaga rozmowy. Konwersacyjny e-commerce sprawdza się przede wszystkim tam, gdzie decyzja zakupowa jest złożona, spersonalizowana lub emocjonalna – gdzie klient potrzebuje kogoś, kto pomoże mu wybrać, a nie tylko wyszukać.

Moda i odzież to segment wprost stworzony dla tego rozwiązania. Klient nie szuka po prostu „kurtki” – szuka „kurtki na deszczową jesień do codziennych spacerów z psem, w stylu casual, w rozmiarze M, najlepiej w stonowanych kolorach, posiadającej kaptur”. Standardowy filtr nie zrozumie takiego zapytania, za to model konwersacyjny – tak. Segment elektroniki i RTV/AGD to kolejny oczywisty kandydat do wdrożenia konwersacyjnego e-commerce, ponieważ parametry techniczne bywają przytłaczające dla przeciętnego kupującego.

Segment beauty i kosmetyków to także obszar działający w oparciu o bardzo spersonalizowane potrzeby kupujących: typ skóry, problemy dermatologiczne, skład INCI, kompatybilność produktów. Nabywcy oczekują tu poziomu rozmowy, który wcześniej był zarezerwowany dla dobrego dermokosmetologa w drogerii. Warto wspomnieć też o farmacji i zdrowiu – wrażliwym kontekście, w którym klient często wstydzi się pytać wprost i docenia dyskretną, asystencką formę interakcji.

Gdzie konwersacyjny model ma mniejszy sens? Tam, gdzie zakup jest prosty i transakcyjny – czyli w takich obszarach jak artykuły biurowe, standardowe materiały eksploatacyjne, powtarzalne zamówienia spożywcze. Choć i tam pojawia się wartość przy odkrywaniu nowości czy planowaniu zakupów. Ogólna zasada jest prosta: im więcej zmiennych w decyzji zakupowej, tym więcej sensu ma rozmowa zamiast filtrów.

Czy konwersacyjny e-commerce stanie się standardem w Polsce?

Wszystko wskazuje na to, że konwersacyjny e-commerce w ciągu najbliższych kilku lat przejdzie w Polsce drogę od niszy do standardu. Pytanie nie brzmi już „czy?”, ale „jak szybko?” to nastąpi.

Polski rynek e-commerce rośnie w imponującym tempie, a Polacy należą do najbardziej mobilnych konsumentów w Europie. Wysokie nasycenie smartfonami i rosnące oczekiwania wobec personalizacji tworzą idealne warunki do adopcji konwersacyjnego interfejsu” – stwierdza Dominika Wojnar. „Sygnał z rynku już nadszedł. W marcu 2026 roku jeden z największych graczy logistycznych w Polsce uruchomił asystenta zakupowego AI dla swoich 16 milionów użytkowników, prowadzącego ich przez cały proces zakupowy w ramach jednej aplikacji. To nie jest eksperyment – to deklaracja, że konwersacyjny interfejs staje się pełnoprawnym kanałem sprzedaży”.

W perspektywie roku konwersacyjne wyszukiwanie i asystenci zakupowi staną się standardowym elementem oferty większych sklepów – podobnie jak kilka lat temu stało się to z wyszukiwarką produktową czy silnikami rekomendacji” – dodaje ekspertka. „W perspektywie 3–5 lat możemy spodziewać się, że interfejs konwersacyjny wyprze tradycyjną nawigację kategoriami w segmencie mobile, szczególnie w branżach fashion, beauty i elektronice. Sklepy, które nie zaoferują tej ścieżki, będą postrzegane jak te bez sensownej wyszukiwarki – czyli jako archaiczne”.

[1] https://www.experro.com/blog/conversational-commerce-statistics-and-market-size/

[2] https://www.digitalapplied.com/blog/ai-shopping-assistants-45-percent-shoppers-use-ai-discovery

[3] https://www.prweb.com/releases/two-thirds-of-shoppers-now-open-to-using-ai-assistants-to-help-them-buy-online-302680182.html

[4] https://neuwark.com/blog/conversational-commerce-2026-ai-replacing-shopping-cart

[5] https://www.experro.com/blog/conversational-commerce-statistics-and-market-size/

[6] https://neuwark.com/blog/conversational-commerce-2026-ai-replacing-shopping-cart

Aleksandra Karczewska nową Associate Director w Savills Polska

0

Wraz z początkiem kwietnia 2026 roku do zespołu doradztwa inwestycyjnego w Savills Polska, dołączyła Aleksandra Karczewska. Ekspertka z ponad 13-letnim doświadczeniem w branży nieruchomości komercyjnych objęła stanowisko Associate Director. To istotne wzmocnienie kompetencji Savills w obszarze doradztwa transakcyjnego, szczególnie w sektorach biurowym, logistycznym oraz  retailu.

Aleksandra Karczewska w trakcie swojej kariery zawodowej doradzała wiodącym międzynarodowym inwestorom oraz deweloperom w transakcjach na rynku biurowym i logistycznym, ale także w retailu. W gronie jej dotychczasowych klientów znajdowały się takie podmioty jak m.in. LaSalle IM, Stena Real Estate, Echo Investment, KGAL, Uniqa, Wood & Co., Martley Capital, IROKO oraz CORUM.

Podczas pracy w poprzedniej firmie Aleksandra brała udział w transakcjach o łącznej wartości przekraczającej 850 mln EUR. Odpowiadała za pełen cykl procesu inwestycyjnego – od identyfikacji okazji rynkowych (sourcing) i analiz rentowności (underwriting), przez modelowanie finansowe i audyty umów najmu, po koordynację procesów due diligence oraz negocjacje umów kupna-sprzedaży. Posiada bogate doświadczenie w procesach typu buy-side i sell-side oraz doradztwie strategicznym.

Do jej najważniejszych sukcesów transakcyjnych należy m.in. udział w transakcji off-market biurowca Wronia 31 w Warszawie pomiędzy LaSalle IM a Uniqa, a także doradztwo na rzecz Stena Real Estate przy zakupie od Skanska dwóch budynków biurowych w Krakowie i Wrocławiu za łączną kwotę 126 mln EUR.

W Savills Aleksandra będzie odpowiedzialna za doradztwo w zakresie transakcji inwestycyjnych. Będzie odgrywać kluczową rolę w pozyskiwaniu i realizacji nowych projektów biznesowych, a także w prowadzeniu i koordynowaniu procesów transakcyjnych oraz due diligence. Będzie nadzorować także analizy finansowe i underwriting, uczestniczyć w opracowywaniu dopasowanych rozwiązań doradczych oraz wspierać rozwój zespołu, dbając jednocześnie o najwyższe standardy świadczonych usług.

Dołączenie Aleksandry do Savills to istotne wzmocnienie naszych kompetencji transakcyjnych w kluczowym momencie dla rynku. Jej ekspercka wiedza w zakresie strukturyzowania złożonych transakcji oraz doskonałe relacje z międzynarodowym kapitałem pozwolą nam jeszcze lepiej wspierać klientów w poszukiwaniu wartości w ich portfelach nieruchomości. Doświadczenie Aleksandry w sektorach biurowym, logistycznym oraz retailu, idealnie wpisuje się w strategię rozwoju naszego działu – mówi Mark Richardson, Head of Investment w Savills Polska.

Przed dołączeniem do Savills Polska, Aleksandra Karczewska była związana z Colliers, a jeszcze wcześniej przez ponad sześć lat pracowała w Burlington Real Estate (BSC / Sharman Church), gdzie doradzała inwestorom w regionie CEE. Karierę zawodową rozpoczynała w Departamencie Nieruchomości Komercyjnych Banku Pekao S.A.

Aleksandra jest absolwentką studiów Master of Science in Real Estate na University College of Estate Management w Reading (Wielka Brytania). Ukończyła także Finanse i Rachunkowość w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz studia podyplomowe z zakresu wyceny nieruchomości na Politechnice Warszawskiej. Jest członkiem Królewskiego Instytutu Dyplomowanych Rzeczoznawców (MRICS) oraz aktywną przedstawicielką komitetu Young Leaders w ramach Urban Land Institute (ULI) Poland.

TACO na giełdach. Deeskalacja rozpędza zieloną falę na rynkach

Końca cywilizacji nie ma, a każda ze stron ogłasza zwycięstwo – tak mniej więcej można podsumować zawieszenie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Trzeba jednak podkreślić, że jest to dobra informacja dla całego świata. W rynkowym menu smak TACO to powrót skłonności do ryzyka.

Zawieszenie wystarcza rynkom

USA i Iran zgodziły się na dwutygodniowe zawieszenie broni. Oznacza to zatrzymanie amerykańsko-izraelskiej operacji wojskowej, która zgodnie z zapowiedziami Trumpa miała wywołać masowe zniszczenia w kraju wroga, a nawet zniszczyć cywilizację. W zamian Teheran ma ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz. Mediatorem był Pakistan, który według doniesień medialnych „błagał” o odroczenie terminu ultimatum prezydenta USA. Deeskalacja to dobra wiadomość, jednak pamiętajmy, że nie jest to ani koniec wojny, ani gwarancja braku ataków w przyszłości. Zwłaszcza że już kilka krajów arabskich z Zatoki Perskiej poinformowało o kolejnych nalotach ze strony Iranu. Dodatkowo Premier Izraela, mimo aprobaty decyzji Trumpa, wciąż twierdzi, że zawieszenie broni nie dotyczy Libanu. Mamy zatem do czynienia z deeskalacją, ale powstaje pytanie, jak trwała ona będzie. Testem wydaje się być piątkowa runda negocjacji pomiędzy przedstawicielami USA i Iranu w Islamabadzie, która przykuwać będzie uwagę całego świata.

Ropa dołuje, giełdy na zielono, dolar traci

Deeskalacyjne doniesienia przyniosły ulgę niemal na każdym rynku. Zacznijmy od ropy, gdzie wyceny dosłownie runęły. Odmiana amerykańska w momencie pisania tekstu odnotowuje ponad 15% spadek względem wtorkowego zamknięcia. Jeszcze wczoraj kontrakty terminowe na WTI swoje maksima wyznaczały powyżej 117 USD za baryłkę. Dziś do południa wykres potrafił wskazywać wartości poniżej 95 USD. Dla BRENT różnica jest nieco mniejsza, jednak nie mniej imponująca. Notowania poniżej 94 USD to prawie 18 dolarów taniej względem wczorajszych szczytów. Pełne emocji ruchy widać także na innych surowcach, rynkach kapitałowych czy na forex. Złoto, srebro i kryptowaluty rosną, podobnie jak europejskie giełdy. WIG20 po godzinie 13:30 znajduje się przy 3540 pkt, co oznacza ok. 3,4% wzrost. Niemiecki DAX jest jeszcze bardziej zielony (ok. 4,8% na plusie).

W końcu przechodzimy na rynek walutowy, gdzie kapitał polubił ryzyko. Traci na tym amerykański dolar, do którego inwestorzy uciekali w ciągu ostatnich 5 tygodni. Kurs głównej pary walutowej świata przebija właśnie 1,17 USD (jeszcze o północy byliśmy o cent niżej). Odpływ kapitału od dolara widać na USD/PLN, który zniżkuje poniżej 3,635 PLN. Krajowa waluta dobrze radzi sobie względem euro. Wykres EUR/PLN schodzi poniżej 4,255 PLN. Kurs CHF/PLN o godzinie 13:30 to 4,613 PLN, natomiast GBP/PLN to 4,895 PLN.

Niewojenne tło

Oprócz informacji z Bliskiego Wschodu, w środę rynki otrzymały kilka ciekawych danych makroekonomicznych. Za naszą zachodnią granicą odnotowano 3,5% r/r wzrost zamówień w przemyśle (poprzednio 0,3% r/r). W całej strefie euro delikatnie powyżej oczekiwań znalazła się sprzedaż detaliczna (1,7% r/r, konsensus 1,6% r/r). Dodatkowo o 3% r/r spada inflacja producencka. Dziś te odczyty nie mają tak istotnego wpływu na kurs eurodolara jak doniesienia z Bliskiego Wschodu, jednak są korzystne dla unijnej waluty. Odchodząc od strefy euro, nie można zapomnieć o ponownie zaskakująco dobrych danych z Węgier. Przypomnę, że ostatniego dnia marca dowiedzieliśmy się o aż 26,3% r/r wzroście wynagrodzeń za styczeń. Dziś dane inflacyjne (1,8% r/r) są niższe od spodziewanego skoku z 1,4% r/r do 2,2% r/r, a sprzedaż detaliczna rośnie z 3,5% r/r do 3,8% r/r. Nie wchodząc w polityczne dywagacje, dodam jedynie, że w niedzielę w omawianym kraju odbędą się wybory parlamentarne. Przypadku nie można się za to doszukiwać w dzisiejszym umocnieniu nowozelandzkiego „kiwi”. Waluta umacnia się względem słabego USD o 1,7%. Do tak silnego ruchu swoją cegiełkę dołożył Bank Rezerwy Nowej Zelandii, który, po pozostawieniu kosztu pieniądza na dotychczasowym poziomie 2,25%, jasno zasygnalizował swoje obawy inflacyjne. Jastrzębi komunikat podwyższył prognozy docelowego poziomu stóp procentowych w Nowej Zelandii. Rynek widzi opcję nawet dwóch podwyżek o 25 punktów bazowych do końca roku, co przekłada się na siłę NZD. To nie ostatnie istotne dane od bankierów centralnych w tym tygodniu. Wieczorem czeka nas publikacja protokołu FOMC z marcowego posiedzenia, a już jutro poznamy kwietniową decyzję Rady Polityki Pieniężnej.

Rosną w tempie rakiety, spadają jak piórko. Przewoźnicy drogowi o cenach paliw

Ceny paliw rosną jak wystrzał rakiety, a spadają z lekkością piórka. Jako Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych nie mamy żadnych wątpliwości, że nawet ustabilizowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie i dobre zmiany w kontekście tego konfliktu nie spowodują, że tak jak dramatycznie zmieniły się na niekorzyść ceny paliw i ropy, tak nagle wszystko się uspokoi i wróci do stanu z przełomu stycznia i lutego 2026.

Sytuacja geopolityczna charakteryzuje się obecnie daleko idącą nieprzewidywalnością. Środowe uspokojenie nastrojów z jednej strony cieszy, bo jeszcze dzień wcześniej prezydent Trump mówił o „rozwiązaniach ostatecznych”, ale z drugiej strony czy jesteśmy w stanie przewidzieć ja wyglądać będzie sytuacja w czwartek i w kolejnych dniach? Ceny na rynku ropy szaleją i tak naprawdę przewidywanie cen na kolejne tygodnie do przodu. Oczywiście zauważalne jest, że już teraz ceny na światowych rynkach nieco spadają, mowa o około 15% do około 95 USD za baryłkę Brent. To jednak nie oznacza, że jutro na stacjach paliw w Polsce będzie już widoczne, że ceny spadają.

Jak przewoźnicy odczuwają ostatnie tygodnie? Problemy w przypadku łańcuchów dostaw i radykalny spadek opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej w wielu przypadkach stanie się wyznacznikiem tego, jak wyglądać będzie prowadzenie biznesu w kolejnych tygodniach. Dla wielu firm – szczególnie mniejszych przewoźników – radykalny wzrost cen paliwa spowodował gigantyczne straty. Znam opinie, że firmy dają sobie jeszcze kilka tygodni czasu, by ocenić perspektywy opłacalności dalszego prowadzenia firmy.

Trudny start roku dla budownictwa. CEO Grupy Selena Sławomir Majchrowski ocenia pierwszy kwartał 2026 r.

CEO Grupy Selena Sławomir Majchrowski: Pierwszy kwartał 2026 r. to zimny prysznic dla polskiego budownictwa. Sektor pozostaje wrażliwy na sezonowość i globalny kontekst.

Początek roku tradycyjnie bywa słabszym okresem dla większości gałęzi budownictwa, ale dane za tegoroczny styczeń okazały się dla całej branży ogromnym zaskoczeniem. Według GUS produkcja budowlano-montażowa w pierwszym miesiącu tego roku spadła o 12,8 proc. rok do roku i aż o 65,2 proc. miesiąc do miesiąca względem grudnia 2025 r. To jeden z najsłabszych styczniów od co najmniej dekady i wynik zdecydowanie gorszy od oczekiwań rynku, który zakładał spadek rzędu ok. 5 proc.

Tym samym, początek 2026 roku przypomniał branży, jak silnie pozostaje ona uzależniona od sezonowości. Mroźna zima, niskie temperatury i utrzymująca się pokrywa śnieżna ograniczyły możliwość prowadzenia robót w terenie. Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych skala spadku nadal była bardzo duża i wyniosła 10,8 proc. r/r oraz 8,9 proc. m/m. Najmocniej ucierpiał segment budowy budynków, gdzie produkcja obniżyła się o 18,4 proc., podczas gdy inżynieria lądowa i wodna spadła o 7,5 proc.

Luty przyniósł już nieco lepszy obraz rynku, choć trudno mówić jeszcze o wyraźnym odbiciu. W porównaniu ze styczniem produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 6,4 proc., co pokazuje, że część styczniowego załamania faktycznie miała charakter przejściowy. Jednocześnie w ujęciu rocznym sektor nadal pozostaje na znaczącym minusie – według wstępnych danych GUS produkcja budowlano-montażowa w lutym była o 13,7 proc. niższa niż przed rokiem, a po odsezonowaniu spadek wyniósł 12,4 proc. r/r i 3,8 proc. względem stycznia. Nadal słabe pozostają wszystkie główne segmenty rynku: budowa budynków spadła o 16,7 proc., roboty specjalistyczne o 12,2 proc., a inżynieria lądowa i wodna o 11,7 proc.

Pierwszy kwartał przypomniał również o drugiej istotnej cesze budownictwa – jego dużej wrażliwości na globalny kontekst. To sektor wyjątkowo energochłonny, dlatego każda niepewność geopolityczna oraz każdy skok cen paliw, energii i surowców bardzo szybko przekładają się na nastroje i kalkulacje inwestorów.

W takich warunkach kluczowe znaczenie mają odporność i elastyczność organizacji. Kierunkiem Grupy Selena pozostaje dywersyfikacja, skala działania, rozproszona geograficznie struktura operacyjna oraz doświadczenie w zarządzaniu globalnymi łańcuchami dostaw. Dzięki temu Grupa Selena jest dziś dobrze przygotowana do funkcjonowania także w bardziej wymagającym otoczeniu rynkowym.

Po rozejmie pomiędzy USA a Iranem wraca apetyt na ryzyko, lecz presja inflacyjna nie znika

Z perspektywy makroekonomicznej zawieszenie broni pomiędzy USA a Iranem może ograniczyć bezpośrednie ryzyko głębszego szoku energetycznego, co powinno wspierać nastroje dotyczące wzrostu gospodarczego oraz apetyt na ryzyko. Problem polega jednak na tym, że skutki makroekonomiczne nie znikają z dnia na dzień, a zakłócenia w dostawach ropy, transporcie, ubezpieczeniach i łańcuchach dostaw mogą podtrzymywać pewną presję inflacyjną, nawet jeśli cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta. W tym sensie panika może ustąpić szybciej niż jej skutki.

Czy oznacza to powrót perspektywy obniżek stóp procentowych przez Fed?

Zawieszenie broni, a przede wszystkim ponowne otwarcie cieśniny Ormuz, ograniczają najbardziej skrajne ryzyko wzrostu cen ropy, co pozwala rynkom ponownie uwzględniać scenariusz obniżek stóp procentowych. Jest jednak mało prawdopodobne, aby ostatni szok został w pełni odwrócony, chyba że przepływy energii szybko wrócą do normy, a proces dyplomatyczny okaże się trwały.

Ropa Brent nadal pozostaje wyraźnie powyżej poziomów sprzed wybuchu konfliktu w lutym, a zaburzenia produkcji, opóźnienia w transporcie i podwyższone koszty ubezpieczenia mogą normalizować się wolniej, niż sugerują same notowania surowca.

W efekcie mało prawdopodobne jest, aby rynki wróciły do wcześniejszych oczekiwań co do skali obniżek stóp procentowych. Większym powodem do niepokoju jest to, że część negatywnych skutków utrzyma się nawet po złagodzeniu napięć.

Mimo to narracja wokół stóp procentowych może przesunąć się z podejścia „wyższe stopy na dłużej w reakcji na eskalację konfliktu” w stronę „obniżki nadal są możliwe, ale nie tak szybko i nie w tak przejrzysty sposób jak wcześniej”.

Złoto i srebro odbijają. Czy ten ruch jest trwały?

Potencjalnie tak. Metale szlachetne znajdują się obecnie pod wpływem dwóch przeciwstawnych sił: z jednej strony malejących obaw inflacyjnych wraz ze spadkiem presji ze strony rynku ropy, a z drugiej – utrzymującego się popytu na zabezpieczenie portfeli, ponieważ zawieszenie broni może okazać się nietrwałe. To oznacza, że złoto i srebro mogą pozostawać wspierane, choć prawdopodobnie bez tak silnej, jednokierunkowej dynamiki, jaka była widoczna w szczytowej fazie kryzysu.

Które sektory mogą zyskać najwięcej, jeśli zawieszenie broni się utrzyma?

Naszym zdaniem największymi beneficjentami będą linie lotnicze, sektor dóbr konsumpcyjnych, wybrane segmenty branży technologicznej oraz szeroko pojęte cykliczne aktywa ryzykowne. Wsparciem dla nich będą niższe ceny ropy, poprawa nastrojów oraz słabszy dolar. W takim otoczeniu korzystnie może zachowywać się również rynek kryptowalut. Oznacza to rotację rynku – od aktywów napędzanych strachem w kierunku tych powiązanych ze wzrostem gospodarczym.

I kwartał 2026 na rynku mieszkaniowym: więcej sprzedaży, mniej nowych inwestycji

W I kwartale 2026 roku deweloperzy zdjęli nogę z gazu. Na rynku pojawiło się mało nowych ofert. W dodatku te droższe – piszą eksperci portalu RynekPierwotny.pl

Konflikt na Bliskim Wschodzie i związane z nim turbulencje gospodarcze na razie nie wyhamowały popytu na nowe mieszkania. Kupujący – wzmocnieni poprawą dostępności kredytów – wrócili na rynek z wyraźnie większą niż wcześniej determinacją. Jednocześnie deweloperzy zaczęli działać ostrożniej. Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują, że pierwszy kwartał 2026 r. przyniósł w większości metropolii spadek liczby mieszkań w ofercie oraz jej wyraźne przesunięcie w stronę droższych lokali.

Początek 2026 r. przyniósł wyraźne ożywienie sprzedaży nowych mieszkań. W siedmiu największych metropoliach – Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Poznaniu oraz w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – deweloperzy znaleźli nabywców na ok.  14,8 tys. mieszkań. To wynik o 17 proc. lepszy niż w czwartym kwartale 2025 r. i aż o 19 proc. wyższy niż rok wcześniej.

Kupujący ruszyli po mieszkania

Sprzedaż ożywiła się praktycznie wszędzie, z jednym wyjątkiem. Poznań pozostaje jedyną metropolią, w której można mówić o stagnacji – choć marcowe dane sugerują, że i tam popyt zaczyna się odbudowywać. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w pozostałych miastach, a szczególnie w Warszawie, gdzie deweloperzy nie notowali tak dobrej passy od dwóch lat. W samym tylko pierwszym kwartale sprzedali tam około 4,9 tys. mieszkań, czyli o 32 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Dwucyfrowy wzrost sprzedaży rok do roku odnotowano również we Wrocławiu (+25 proc.), Łodzi (+24 proc.), Krakowie (+21 proc.) oraz w Trójmieście (+10 proc.). W miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii liczba zawartych umów była o 6 proc. wyższa niż przed rokiem.

Hamulec po stronie podaży

Problem polega na tym, że sprzedaż nowych mieszkań wyraźnie przyspieszyła, podczas gdy ich podaż zaczęła się kurczyć. To sygnał, że deweloperzy coraz ostrożniej podchodzą do uruchamiania nowych inwestycji.

W pierwszym kwartale 2026 r. deweloperzy wprowadzili na rynek łącznie około 11,8 tys. mieszkań – o 8 proc. mniej niż w poprzednim kwartale i aż o 25 proc. mniej niż rok wcześniej. Najmocniej ograniczyli nową podaż tam, gdzie w ostatnich dwóch latach doszło do wyraźnego „przegrzania” rynku. W Łodzi liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży była o 55 proc. niższa niż rok wcześniej, w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – o 48 proc., a w Poznaniu – o 39 proc.

– Deweloperzy przyzwyczaili kupujących do systematycznie rosnącej oferty mieszkań. W 2024 r. podaż znacząco przewyższała popyt, a podobna sytuacja utrzymywała się przez większą część 2025 r. Efektem była rekordowa liczba dostępnych lokali, co dawało kupującym komfort negocjacyjny i poczucie bezpieczeństwa – łatwiej było odłożyć decyzję, porównać oferty i szukać okazji. W kolejnych miesiącach ten komfort w większości metropolii zaczął jednak stopniowo znikać – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

W pierwszym kwartale tylko Kraków był miastem, w którym liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży przewyższyła liczbę sprzedanych lokali. W pozostałych metropoliach nowa podaż nie nadążała za rosnącym popytem. To właśnie dlatego oferta mieszkań zaczęła się kurczyć – choć oczywiście zasilają ją lokale, z których nabywcy zrezygnowali.

Oferta topnieje… ale nie wszędzie

Pod koniec marca w Warszawie na rynku pierwotnym dostępnych było około 16,8 tys. mieszkań, czyli o 4 proc. mniej niż na koniec grudnia ubiegłego roku. O 5 proc. skurczyła się oferta w Łodzi (do 11,3 tys. lokali), o 2 proc. – we Wrocławiu (około 10 tys.), a o 1 proc. – w Poznaniu (8,1 tys.) i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (11 tys.).

Na tym tle wyróżnia się Kraków, gdzie oferta wzrosła o 7 proc. i sięgnęła 12,3 tys. mieszkań. Niewielki wzrost – o 1 proc. – odnotowano także w Trójmieście (8,7 tys.), przy czym warto podkreślić, że sam marzec przyniósł tam już spadek liczby dostępnych lokali.Ceny mieszkań-2026-oferta

Droższe mieszkania podbijają średnie ceny

Kurczenie się oferty ma jednak jeszcze jeden, bardzo istotny wymiar. Z rynku znikają przede wszystkim najtańsze mieszkania, a w ich miejsce pojawiają się głównie inwestycje z wyższej półki cenowej. To właśnie ten mechanizm odpowiada za wyraźne przyspieszenie wzrostu średnich cen na początku 2026 r.

W pierwszym kwartale średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Warszawie wzrosła aż o 7 proc. – tyle samo, ile wcześniej rosła przez niemal dwa lata. Kluczowe jest to, że nie był to efekt powszechnych podwyżek, lecz wprowadzenia do sprzedaży kilku dużych i bardzo drogich projektów, które „podbiły” średnią do 19,6 tys. zł za metr kwadratowy.

– Jeśli warszawscy deweloperzy nadal będą wprowadzać do sprzedaży bardzo drogie mieszkania, jednocześnie ograniczając podaż tych relatywnie tańszych, jeszcze w tym półroczu średnia cena metra kwadratowego może przekroczyć poziom 20 tys. zł – prognozuje Marek Wielgo.Ceny mieszkań-I2026-cena mkw-kwartał

Podobny schemat widoczny jest także w Krakowie i w Poznaniu, gdzie na rynek trafiły projekty z segmentu premium. W efekcie średnia cena metra kwadratowego wzrosła tam o 2 proc., do odpowiednio 17,1 tys. zł i 14,2 tys. zł. Wzrost o 1 proc. odnotowano we Wrocławiu (15,3 tys. zł/mkw.) oraz w Trójmieście (17,7 tys. zł/mkw.). Stabilizacja cenowa utrzymała się natomiast w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (około 11,3 tys. zł/mkw.) i w Łodzi (około 11,5 tys. zł/mkw.), która w ujęciu rocznym jest dziś jedyną metropolią bez wzrostu średniej ceny metra.

Najtańszych mieszkań ubywa najszybciej

Najlepiej realną dostępność mieszkań pokazuje segment najtańszych lokali, obejmujący jedną czwartą ofert o najniższej cenie metra kwadratowego. W większości dużych miast właśnie on kurczy się najszybciej.

W Warszawie poniżej górnej granicy cenowej tego segmentu, wynoszącej w grudniu 2025 r. 14,4 tys. zł za metr kwadratowy, dostępnych było ok. 4,2 tys. mieszkań. W marcu było ich już tylko 3,6 tys., czyli aż o 16 proc. mniej. W Trójmieście oferta najtańszych lokali zmniejszyła się o 14 proc., a w Poznaniu – o 12 proc.

W praktyce oznacza to, że mieszkania dostępne dla osób z ograniczoną zdolnością kredytową znikają szybciej, niż rynek jest w stanie je uzupełniać. Wyjątkami pozostają Kraków i Łódź. W stolicy Małopolski liczba mieszkań w najtańszym segmencie wzrosła z 2,7 tys. do 2,9 tys. (+7 proc.), a w Łodzi – z 2,8 tys. do 2,9 tys. (+6 proc.).Ceny mieszkań-2026-oferta najtańszych mieszkań

Rynek sprzedającego? Warszawa już tak, reszta jeszcze nie

Czy dane z marca i całego pierwszego kwartału oznaczają, że wchodzimy w rynek sprzedającego?

– W Warszawie zdecydowanie możemy już o tym mówić. W pozostałych metropoliach oferta mieszkań pozostaje na tyle duża, że to kupujący wciąż mają silniejszą pozycję negocjacyjną w rozmowach z deweloperami. Świadczy o tym obfitość ofert promocyjnych i rabatów – zauważa Jan Dziekoński, główny ekonomista portalu RynekPierwotny.pl.

Jednocześnie zwraca jednak uwagę na czynniki ryzyka. W marcu, w związku z konfliktem w Zatoce Perskiej, wzrosło oprocentowanie kredytów o okresowo stałej stopie procentowej. Jeśli doszłoby do wzrostu stóp procentowych, oznaczałoby to również wyższe koszty kredytów o zmiennym oprocentowaniu, co mogłoby wyraźnie ostudzić zapał kupujących.

Deloitte: sektor zdrowia inwestuje w AI, ale wdrożenia wciąż na wczesnym etapie

Europejska opieka zdrowotna weszła w 2026 rok z jasno określonymi priorytetami strategicznymi: poprawa produktywności, wzmocnienie zasobów kadrowych oraz przyspieszenie transformacji cyfrowej. Z raportu firmy doradczej Deloitte „2026 Global Health Care Outlook” wynika, że ponad 90 proc. menadżerów wskazuje wzrost produktywności jako najważniejszy cel na najbliższy rok, a niemal połowa obawia się rosnących zagrożeń cybernetycznych. W obliczu starzenia się społeczeństw i niedoborów personelu organizacje coraz częściej sięgają po sztuczną inteligencję oraz rozwiązania zdalne, które mogą odciążyć kadry i obniżyć koszty operacyjne.

Pomimo trwających wyzwań liderzy systemów zdrowotnych w Australii, Kanadzie, Niemczech, Holandii i Wielkiej Brytanii pozostają wyraźnie optymistyczni. Z badania Deloitte wynika, że ponad 80 proc. menedżerów w tych krajach ocenia perspektywy swoich organizacji jako „pozytywne” lub „ostrożnie pozytywne”, a jedynie 1 proc. deklaruje nastawienie negatywne. W odniesieniu do całego sektora 72 proc. respondentów patrzy na 2026 rok z optymizmem (1 proc. negatywnie).

W USA nastroje są bardziej zachowawcze – 20 proc. uczestników badania prognozuje negatywną sytuację branży, a 33 proc. nie potrafi jednoznacznie ocenić jej przyszłości (wobec 3 proc. rok wcześniej), co wiązane jest m.in. z niepewnością regulacyjną, cłami i cenami leków.

Od presji kosztowej do operacyjnego wykorzystania AI

Różnice w nastrojach przekładają się bezpośrednio na decyzje inwestycyjne. W Europie większy optymizm sprzyja podejmowaniu działań modernizacyjnych, skoncentrowanych przede wszystkim na zwiększaniu efektywności i poprawie stabilności finansowej systemów zdrowia. 64 proc. liderów wiąże potencjalne oszczędności z automatyzacją i standaryzacją procesów, a 55 proc. wskazuje analitykę predykcyjną jako narzędzie optymalizacji zatrudnienia. W 2026 r. generatywna i agentowa AI mają stanowić średnio 19 proc. budżetów technologicznych systemów ochrony zdrowia. Skala inwestycji wyraźnie rośnie, jednak wdrożenia pozostają na wczesnym etapie – jedynie 2 proc. organizacji wykorzystuje AI w całej strukturze, a około 30 proc. stosuje generatywną sztuczną inteligencję szerzej, lecz nadal tylko w wybranych obszarach, takich jak administracja, analiza danych czy wsparcie procesów klinicznych.

 Sektor wchodzi w fazę racjonalizacji inwestycji technologicznych. Liderzy koncentrują się na efektywności, skalując rozwiązania tam, gdzie przynoszą mierzalne rezultaty zwłaszcza w administracji, planowaniu pracy i zarządzaniu danymi klinicznymi. Widzimy to również w Polsce, gdzie projekty zgłaszane w ramach inicjatyw takich jak Hospital AI Challenge pokazują, że sztuczna inteligencja coraz częściej znajduje zastosowanie w procesach organizacyjnych i zapleczu administracyjnym szpitali. Obecnie więcej rozwiązań rozwijanych jest z myślą o praktycznym wdrożeniu, a ich celem jest automatyzacja najbardziej czasochłonnych zadań i lepsze wykorzystanie zasobów zespołów – mówi Władysław Mizia, lider konsultingu dla sektora ochrony zdrowia w Deloitte.

Produktywność jako odpowiedź na wyzwania demograficzne

Presja na efektywność jest ściśle powiązana z wyzwaniami demograficznymi. Prognozy WHO wskazują, że do 2030 r. na świecie może brakować 4,5 mln pielęgniarek. W tej sytuacji ponad 90 proc. liderów uznaje wzrost produktywności za kluczowy priorytet na 2026 r.

Organizacje inwestują równolegle w retencję pracowników, rozwój kompetencji cyfrowych oraz elastyczne modele pracy, przy czym automatyzacja ma ograniczyć powtarzalne zadania administracyjne i przesunąć zasoby do bezpośredniej opieki nad pacjentem.

Wyzwania kadrowe mają charakter strukturalny i długoterminowy. Nawet przy poprawie nastrojów i stabilizacji finansowej niedobór personelu nie zniknie z listy wyzwań w perspektywie kilku lat. Dlatego poprawa produktywności nie oznacza intensyfikacji pracy, lecz jej przeprojektowanie. Chodzi o to, aby wykwalifikowany personel wykonywał zadania o najwyższej wartości klinicznej, a czynności powtarzalne były maksymalnie uproszczone lub zautomatyzowane. W przeciwnym razie system będzie coraz bardziej obciążony, a ryzyko wypalenia zawodowego będzie rosło – podkreśla Krzysztof Wilk, lider praktyki Life Sciences & Health Care Poland, Deloitte.

Wyniki badania pokazują także, że wyzwania związane z kadrą i produktywnością należą do trzech najważniejszych czynników kształtujących strategie systemów zdrowia w 2026 r. Organizacje coraz częściej łączą działania w obszarze zatrudnienia z inwestycjami w technologie oraz zmianą modelu opieki, traktując je jako element jednej, spójnej transformacji operacyjnej.

Odpowiedzialność cyfrowa i regulacyjna

Zmiany operacyjne i inwestycje w sztuczną inteligencję wpisują się w szerszą transformację modelu opieki. 38 proc. liderów spoza USA planuje w 2026 r. położyć większy nacisk na profilaktykę i wczesne wykrywanie chorób, a 45 proc. wskazuje zmianę modelu opieki – w tym podejście holistyczne – jako wiodący trend roku. Oznacza to dalsze przesuwanie części świadczeń poza szpitale, rozwój monitoringu zdalnego oraz intensyfikację przetwarzania danych medycznych.

Im większa skala cyfryzacji, tym większe znaczenie mają kwestie bezpieczeństwa informacji i zgodności regulacyjnej. Prawie połowa menedżerów spoza USA (48 proc.) wskazała cyberbezpieczeństwo i ochronę danych jako najważniejsze obawy na 2026 rok. Eksperci Deloitte zwracają uwagę, że rozwój AI – nawet jeśli nie jest dziś najwyższym priorytetem strategicznym – będzie w praktyce jednym z kluczowych czynników kształtujących odpowiedzialność regulacyjną systemów zdrowia. Transformacyjny potencjał generatywnej i agentowej AI jest szeroko uznawany, jednak wdrożenia w wielu regionach spowalnia niepewność regulacyjna oraz rosnące wymogi nadzorcze.

Rozwój opieki zdalnej i narzędzi opartych na danych powoduje znacznie większą odpowiedzialność podmiotów działających w sektorze zdrowia za bezpieczeństwo systemów i ochronę informacji medycznych. Obecnie na poziomie unijnym dużo mówi się o deregulacji i zmniejszeniu obciążeń administracyjnych na przecięciu obszarów zdrowia, technologii i wykorzystania danych. Abstrahując od rezultatów tej dyskusji, należy pamiętać, że narzędzia diagnostyczne czy systemy wspierające decyzje wykorzystujące komponent AI zazwyczaj są wyrobami medycznymi, a więc muszą spełniać wymogi MDR/IVDR. Jednocześnie spełnienie wymogów prawnych nie gwarantuje skutecznego wykorzystania AI, niezbędne są obfite i pożywne dane, o które w ochronie zdrowia na razie wcale nie jest łatwo – mówi Jakub Misiak, adwokat zarządzający praktyką Life Sciences & Healthcare w kancelarii Deloitte

O raporcie
„2026 Global Health Care Outlook” to opracowanie Deloitte przygotowane na podstawie badania 180 członków kadry zarządzającej dużych systemów ochrony zdrowia w Australii, Kanadzie, Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii i USA. Raport analizuje najważniejsze trendy finansowe, technologiczne i organizacyjne, które będą kształtować sektor w 2026 roku.

Dun & Bradstreet: polskie firmy coraz mocniej odczuwają skutki kryzysu w Cieśninie Ormuz

Najnowszy raport Dun & Bradstreet pokazuje, że polski handel hurtowy, produkcja żywności, transport morski i turystyka należą do branż, w których najdotkliwiej odczuwalny jest kryzys w Cieśninie Ormuz. Analiza pokazuje, że największe zakłócenia występują na wczesnych etapach łańcuchów produkcji i transportu, co w bezpośredni sposób wiąże się z załamaniem dostaw półproduktów, minerałów czy metali ziem rzadkich.

KLUCZOWE WNIOSKI

  • TRANSPORT (32.31 proc.) – kryzys w Cieśninie Ormuz w największym stopniu obciąża sektor transportu, który w bezpośredni sposób ponosi konsekwencje zakłóceń w kluczowych szlakach handlowych, w tym wydłużonych tras, opóźnień dostaw oraz presji na zdolności przewozowe i magazynowe. Kryzys najbardziej uderza w branże transportu morskiego (12.47 proc.) i polską branżę turystyczną w tym przede wszystkim w biura podróży i tour operatorów (10.94 proc.).
  • PRODUKCJA PRZEMYSŁOWA (30.1 proc.) – kryzys bezpośrednio i pośrednio destabilizuje kluczowe warunki prowadzenia działalności przemysłowej, zwłaszcza w obszarze rosnących cen energii, dostaw surowców i zachowania płynności łańcuchów dostaw. Potęguje niepewność regulacyjna i rynkową. Zakłócenia najbardziej obciążają producentów gumy i tworzyw sztucznych (3.82 proc.), produkcję art. chemicznych (3.05 proc.). Głównie za sprawą silnego uzależnienia sektora od produktów ropopochodnych, które stanowią podstawowe surowce wykorzystywane zarówno w procesach produkcyjnych, jak i energetycznych. Poza tym kryzys negatywnie wpływa na producentów papieru i opakowań (2.29 proc.) oraz sprzętu elektronicznego (1.78 proc.).
  • HANDEL HURTOWY (16.8 proc.) – Handel hurtowy jest szczególnie narażony na kryzys w Cieśninie Ormuz, ponieważ zakłócenia transportowe bezpośrednio wpływają na dostępność, terminowość i koszty dostaw, podważając jego rolę jako kluczowego ogniwa w łańcuchach dystrybucji dóbr trwałych i nietrwałych. W tym przede wszystkim w hurtowy handel żywnością i art. codziennego użytku (15.78 proc.).
  • BIZNES I USŁUGI (3.3 proc.) – kryzys i blokada cieśniny Ormuz nie pozostaje bez wpływu na szeroko rozumiany sektor usług, w tym także ten związany z finansami i ubezpieczeniami. Dzisiaj klienci mogą odczuwać zmiany przede wszystkim poprzez stopniowy wzrost kosztów wykonywanych usług. Jednocześnie warto podkreślić, że dzisiejszy sektor usługowy jest znacznie lepiej przygotowany na zmienność warunków rynkowych niż jeszcze kilka lat temu i potrafi szybciej adaptować się do nowej sytuacji. Najbardziej dotkniętym kryzysem jest branża księgowości (1.78 proc.) i szeroko rozumiany sektor usług finansowych, w tym także ubezpieczeń (1.27 proc.). Zdrowie i edukacje.
  • HANDEL DETALICZNY (3.29 proc.) – Blokada cieśniny Ormuz i skok cen surowców energetycznych w bezpośredni sposób wpływają na handel detaliczny i rosnące ceny w sklepach. Najsilniej na wzrost cen paliw i energii reagują produkty takie jak: pieczywo, nabiał, mięso czy oleje, ponieważ w cenach detalicznych jest największy udział tych kosztów. Sklepy spożywcze są najbardziej narażone na światowy kryzys i blokadę cieśniny Ormuz (1.02 proc.). Silne wahania cen surowców zawsze budzą niepokój w branży. W handlu detalicznym firmy działają na niskich marżach, o decyzji zakupowej najczęściej decyduje najniższa cena. Dlatego nawet krótkotrwałe podnoszenie cen detalicznych są mocno odczuwalne.
  • INNE (11.93 proc.) – światowy kryzys i blokada Cieśniny Ozmur nie pozostaje obojętny na wszelkie inne sektory działalności gospodarczej. Obrót nieruchomościami, działalność holdingów i podmiotów inwestycyjnych, organizacje członkowskie, organizacje pozarządowe czy szeroko rozumiany sektor produkcji rolnej. Zarówno tej związanej z hodowlą zwierząt jak i roślin.

Co nam mówią dane?

Opracowanie pokazuje wpływ światowego kryzysu na poszczególne sektory polskiej gospodarki. Identyfikuje koncentrację zaburzeń na wczesnym etapie produkcyjnego i logistycznego łańcucha dostaw – co szczególnie mocno widoczne jest we wszystkich gałęziach transportu, większości branż produkcyjnych i istotnym wpływem na handel hurtowy i detaliczny. Oznacza to także, że blokada Cieśniny Ozmur w pierwszej kolejności wpływa na dostawy surowców, minerałów i półproduktów, co przekłada się na produkcję i realizację dostaw, zwłaszcza w sektorach opartych na imporcie, eksporcie i transporcie zależnym od terminowych dostaw.

METODOLOGIA

Analiza opiera się na danych Dun & Bradstreet, odnoszących się do polskich przedsiębiorstw. Pokazuje wpływ światowego kryzysu na poszczególne sektory polskiej gospodarki. Publikowane dane nie pokazują wielkości branż ani skali wpływu, a jedynie to, w których sektorach zakłócenia są najbardziej widoczne. Podział na poszczególne sektory został dokonany w oparciu o amerykańską klasyfikację działalności gospodarczej.

Polacy kupują impulsywnie. Większość decyzji zakupowych zapada dopiero w sklepie

Polscy konsumenci dokonują wyboru zakupowego w ostatniej chwili – w sklepie. Eksperci są zgodni – impulsywność stała się jednym z charakterystycznych elementów współczesnych zachowań zakupowych naszych rodaków. Z analiz firmy In-Pulse wynika, że w wielu kategoriach wybór produktu dokonywany jest dopiero w ostatnich sekundach ścieżki zakupowej – pod wpływem kontekstu, ekspozycji i sytuacji, w której znajduje się konsument.

Potwierdzają to deklaracje samych klientów. Niemal 90 proc. Polaków przyznaje, że zdarza im się kupić produkt, którego wcześniej nie planowali. Impulsywność nie jest zatem wyjątkiem, lecz stałym elementem procesu decyzyjnego – i sygnałem, że moment wpływu na decyzję przesuwa się coraz bliżej samego zakupu – podkreśla Artur Puszkiewicz, Head of Research & Analytics w firmie In-Pulse. Najbardziej widoczne jest to w kategoriach o wysokiej dynamice i niskim poziomie zaangażowania, takich jak słone i słodkie przekąski – jednej z największych kategorii FMCG w Polsce.

Decyzja nie jest planem, tylko momentem

Analiza danych transakcyjnych pokazuje, że znacząca część zakupów w tej kategorii realizowana jest bez wcześniejszej intencji. Decyzja zapada najczęściej pod koniec wizyty w sklepie – w drodze do kasy lub bezpośrednio przy ekspozycjach impulsowych.

Eksperci In-Pulse podkreślają jednak, że te same produkty mogą osiągać zupełnie różne wyniki sprzedażowe w zależności od kontekstu – ich lokalizacji w sklepie, sąsiedztwa innych produktów czy charakteru wizyty zakupowej. W praktyce oznacza to, że w tej kategorii nie wygrywa wyłącznie marka, która została zapamiętana wcześniej. Coraz częściej przewagę zyskuje ta, która pojawia się w odpowiednim momencie i miejscu widocznym dla klienta.

Kiedy problemem nie jest produkt, tylko jego „moment”

W jednej z analiz prowadzonych dla marki z kategorii przekąsek spadek sprzedaży został początkowo przypisany produktowi i jego komunikacji. Dopiero badanie danych transakcyjnych wskazało, że rzeczywisty problem leżał gdzie indziej – produkt był obecny w sklepie, ale nie pojawiał się w kluczowym momencie podejmowania decyzji zakupowej.

Badania zachowań konsumenckich wskazują na rosnący udział krótkich wizyt typu „on-the-go” w sklepach, podczas których decyzje zakupowe Polaków zapadają w kilka sekund i są uzależnione od tego, co konsument widzi w danym momencie. Zmiana ekspozycji i dopasowanie obecności produktu do tego kontekstu przyniosły zauważalny wzrost sprzedaży – bez zmiany ceny czy samego produktu.

Deklaracje i decyzje to nie to samo

Ekspertyzy In-Pulse pokazują, że tradycyjne badania rynku pozwalają zrozumieć intencje i deklaratywne postawy konsumentów, ale nie pokazują momentu, w którym wybór rzeczywiście zapada. Tymczasem to właśnie ten moment coraz częściej decyduje o wyniku sprzedaży. – Dopiero połączenie danych sprzedażowych z szybkim badaniem opinii klientów pozwala zrozumieć, dlaczego dany produkt trafia – lub nie trafia – do koszyka w konkretnym momencie zakupowym – wskazuje Artur Puszkiewicz, Head of Research & Analytics w In-Pulse.

Analizy In-Pulse, obejmujące ponad 360 mln transakcji z sieci ponad 12 tys. sklepów, pokazują nowy trend wśród polskich konsumentów, gdzie kontekst zakupowy – a nie wcześniejsze decyzje – przesądza o ostatecznym wyborze produktu. – Decyzja zakupowa coraz rzadziej jest efektem wcześniejszego wyboru. Coraz częściej jest efektem sytuacji, w której znajduje się konsument. Sklep przestaje być wyłącznie miejscem sprzedaży, a staje się jednym z najważniejszych punktów wpływu na wybór konsumenta – podkreśla ekspert In-Pulse.