Polski rynek biurowy na stabilnym kursie: Popyt utrzymuje się, deweloperzy stawiają na modernizacje

Jak prognozują eksperci międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield w raporcie „Trends Radar. Rynek nieruchomości od stabilizacji do optymizmu”, popyt na wszystkich rynkach biurowych w Polsce w najbliższym czasie utrzyma się na poziomie zbliżonym do lat 2022-2023. Dodatkowo oczekiwana jest stopniowa stabilizacja oraz spadek powierzchni niewynajętej zarówno w Warszawie, jak i regionach. Oczekuje się, że rynek deweloperski w sektorze biurowym w nadchodzących latach będzie funkcjonował na zwolnionych obrotach, natomiast otwiera to możliwości do prowadzenia prac modernizacyjnych w obszarze już istniejącego zasobu. Choć należy podkreślić, że pod względem jakości oferowanej powierzchni polski rynek znajduje się w europejskiej czołówce. Dla przykładu, globalny raport Cushman & Wakefield „REThinking European Offices 2030 – Risks and opportunities from obsolescence” wskazuje, że w Warszawie odsetek biur, które do 2030 roku będzie można uznać za przestarzałe, jest relatywnie nieduży i wynosi 40%. Średnia dla siedmiu głównych rynków biurowych Europy Zachodniej (Amsterdam, Barcelona, Londyn, Madryt, Mediolan, Paryż i Sztokholm) jest z kolei dwa razy wyższa i plasuje się na poziomie 80%.

Według szacunków Cushman & Wakefield, warszawski rynek biurowy powiększy się w 2024 roku o ok. 105 000 mkw. powierzchni biurowej. Choć ten wynik jest o 40 000 mkw. wyższy od rezultatu z roku poprzedniego, to pozostaje nadal na poziomie o około 60% niższym porównując go do lat 2010-2022. Z kolei w miastach regionalnych, gdzie sytuacja jest opóźniona o około rok względem stołecznego rynku, pierwszy znaczący spadek oddawanej powierzchni jest obserwowany dopiero w tym roku. Na koniec 2024 roku wyniesie on 120 000 mkw., co oznacza redukcję w zakresie oddawanej powierzchni o 65% względem okresu 2010-2022.

Według szacunków Cushman & Wakefield ograniczenie w liczbie uruchomionych nowych inwestycji może potrwać nawet do końca 2026 roku w przypadku rynku warszawskiego oraz kilka kwartałów dłużej w przypadku miast regionalnych”, – komentuje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Stabilny popyt oraz niższa aktywność deweloperska sprawiają z kolei, że wskaźnik dostępności powierzchni biurowej w stolicy znajduje się w trendzie spadkowym od drugiej połowy 2021 roku. Od połowy 2023 roku waha się on natomiast w granicach 10-11% i w najbliższych kwartałach prognozowana jest jego dalsza kompresja.

Jeśli zaś chodzi o miasta regionalne, to wskaźnik dostępnej powierzchni jest wyższy i kształtuje się na uśrednionym poziomie 17-18%. Mimo to, ograniczenie podaży dostępnej powierzchni, a także stabilizujący się popyt w miastach regionalnych świadczą o ukierunkowaniu w stronę stopniowej poprawy sytuacji.

W miastach regionalnych na absorpcję niewynajętej powierzchni wpływa specyfika rynku. W odróżnieniu od stolicy, najwyższy udział w zajmowanej powierzchni mają najemcy z sektora IT oraz usług dla biznesu. Są to oddziały, w przypadku których odwiedzalność biura po pandemii pozostaje na niższym poziomie w porównaniu do siedzib głównych”, – dodaje Michał Galimski, Partner, Head of Regional Markets, Cushman & Wakefield.

Więcej najemców, ale mniejsze biura

W 2024 roku na warszawskim i regionalnych rynkach biurowych obserwuje się stabilizację popytu, który utrzymuje się na poziomie zbliżonym do lat 2020-2021.

Przewidujemy, że kolejne lata przyniosą zwiększenie aktywności najemców. Warto jednak zauważyć, że jednocześnie przeciętna wynajmowana powierzchnia biurowa zmniejszyła się do około 900 mkw. W latach 2017-2019 w Warszawie najemcy wynajmowali zwykle od 1000 do 1200 mkw., a w regionach nawet od 1300 do 1400 mkw.”, – tłumaczy Michał Galimski.

Zarówno w Warszawie, jak i w regionach od czasów pandemii utrzymuje się wyższy poziom odnawiania umów najmu, który stanowi około 40% całkowitego popytu. Dla porównania, przed pandemią wskaźnik ten wynosił około 30%. Renegocjacje dominują szczególnie w przypadku największych umów, przekraczających 3000 mkw.

W przypadku Warszawy najbardziej znaczące transakcje, w tym umowy pre-let, obserwujemy w centralnych lokalizacjach. Taka sytuacja wskazuje na nieustające zainteresowanie najemców nowymi biurami, co z kolei może sprzyjać częściowemu wzrostowi liczby relokacji. Jednocześnie, zarówno w Warszawie, jak i miastach regionalnych możemy już mówić o rynkach dwóch prędkości w ramach tego samego miasta. W centrum mamy do czynienia z niskim poziomem pustostanów i rosnącymi czynszami, a także wysoką motywacją inwestorów do rozpoczynania nowych projektów. Inaczej natomiast wygląda sytuacja poza centrum, gdzie zazwyczaj na rynku biurowym obserwowany jest zastój”, – komentuje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

Jest to też zbieżne z wynikami globalnego badania Cushman & Wakefield „REThinking European Offices 2030 – Risks and opportunities from obsolescence”, które wskazuje, że na szerokim europejskim rynku widoczny jest trend, w którym najemcy koncentrują się na zabezpieczeniu najlepszych powierzchni biurowych w centrach aglomeracji, z dostępem do szerokiej gamy udogodnień oraz budynków spełniających najnowsze standardy środowiskowe i zrównoważonego rozwoju.

Jak szybko starzeją się zasoby biurowe?

Wyższy popyt w centrach największych polskich miast będzie przekładać się na dalsze zainteresowanie deweloperów tymi lokalizacjami. Co to oznacza dla obszarów poza centralnych? Większą dostępność powierzchni, znaczący spadek inwestycji oraz stagnację w wysokości stawek czynszowych. Z czasem możemy też mieć do czynienia z szybszym starzeniem się zlokalizowanych tam aktywów biurowych.

Za przestarzałe budynki biurowe uznajemy te nieruchomości, których wartość spada ze względu na rosnący poziom wakatu strukturalnego wynikający, między innymi ze zmieniających się potrzeb pracowników, zmian w podejściu do projektowania przestrzeni czy optymalizacji zajmowanej przez najemców powierzchni. Kluczowe w tym przypadku są również wyzwania ekonomiczne i wymogi wynikające z wdrażania polityk ESG. Warto jednak dodać, że na przykład Warszawa znacząco odróżnia się na tym tle od bardziej dojrzałych, zachodnich rynków biurowych, i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Jak wynika z wcześniej wspomnianego raportu „REThinking European Offices 2030 – Risks and opportunities from obsolescence”, odsetek powierzchni biurowych w Warszawie, które do 2030 roku będzie można uznać za przestarzałe, wyniesie relatywnie niewielkie 40%. W Mediolanie mówimy o 86% starzejącym się zasobie biur, w Barcelonie i Sztokholmie o 81%, a w Paryżu o 80%. Blisko 80% dotyczy natomiast Londynu, Amsterdamu i Madrytu”, – wskazuje Jan Szulborski.

Bez względu jednak na wiek biurowca, długofalowo każde z tego typu aktywów będzie podlegać coraz bardziej rozszerzonym wymaganiom wynikającym z dyrektyw unijnych dotyczących ESG, zarówno w kontekście rozwiązań zapewniających zeroemisyjność, jak i bardziej „miękkich” społecznych wymiarów przekładających się na większy komfort pracy. Jednocześnie, jak wskazuje raport Trends Radar, wraz z rosnącą dojrzałością rynku oraz ograniczeniem podaży nowych biurowców i dostępności gruntów inwestycyjnych coraz częściej będziemy mieć do czynienia z modernizacjami oraz częściowymi lub całkowitymi zmianami funkcji starszych budynków biurowych i ich konwersją na cele mieszkaniowe, hotelowe czy handlowe.

Światowy wyścig po złoto: NBP z rekordowymi zakupami i historycznym awansem na 12. miejsce w globalnym rankingu posiadaczy złota

Kolejne zakupy, nowa pozycja w globalnym rankingu i krok od strategicznego celu – NBP na złotej ścieżce?

Według najnowszych danych Światowej Rady Złota, Narodowy Bank Polski (NBP) wyróżnił się jako największy nabywca złota w trzecim kwartale bieżącego roku. Dzięki intensywnym zakupom Polska awansowała na 12. miejsce w globalnym rankingu posiadaczy złota, wyprzedzając m.in. Wielką Brytanię, Portugalię i Arabię Saudyjską. To jednak nie koniec ambitnych działań – z kalkulacji firmy Tavex wynika, że w listopadzie NBP wzbogacił swoje rezerwy o kolejne 21,05 ton złota. Obecnie złoto stanowi 17,59% aktywów rezerwowych banku. Jesteśmy już o krok od realizacji strategicznego celu – osiągnięcia 20% udziału złota w narodowych rezerwach. Co kryje się za tym dążeniem i dlaczego ma ono dla nas tak duże znaczenie?

Rezerwy złota NBP
Rezerwy złota NBP
Udział złota w rezerwach NBP
Udział złota w rezerwach NBP

Światowy wyścig po złoto trwa, a Polska konsekwentnie zaznacza w nim swoją obecność. Prezes Narodowego Banku Polskiego od lat podkreśla potrzebę zwiększenia udziału złota w krajowych rezerwach walutowych do poziomu 20%. Zarówno po październikowych, jak i listopadowych zakupach ten wskaźnik wynosi już niemal 18%, co oznacza, że realizacja ambitnego planu jest na wyciągnięcie ręki.

Według danych firmy Tavex, NBP w listopadzie dokupił kolejne 21,05 ton złota. Obecnie jego udział w aktywach rezerwowych wynosi 17,59% (na koniec października 17,73%), a łącznie rezerwy złota wynoszą 448,24 ton. Spadek udziału złota w aktywach rezerwowych względem poprzedniego miesiąca wynika z korekty cenowej, jaka miała miejsce w ostatnich tygodniach.

Dlaczego NBP wciąż intensywnie zwiększa swoje rezerwy złota, podczas gdy inne banki centralne zwalniają tempo zakupów? Jednym z możliwych powodów jest dążenie do wzmocnienia postrzegania stabilności finansowej Polski. Relatywnie wysokie zakupy złota mogą również wynikać z naszego położenia geograficznego i związanych z tym ryzyk geopolitycznych, które utrzymują się za wschodnią granicą. Warto pamiętać, że złoto to nie tylko forma zabezpieczenia, ale także istotny element budowania zaufania na arenie międzynarodowej.

Pomimo ostatnich spadków cen, złoto monetarne pozostaje kluczowym elementem dywersyfikacji rezerw walutowych na całym świecie. Globalny popyt na ten kruszec sprawia, że jest jednym z najbardziej pożądanych aktywów, o które rywalizują państwa na wszystkich kontynentach. W obecnych czasach geopolitycznych napięć, złoto staje się gwarantem bezpieczeństwa finansowego dla wielu krajów – podkreśla Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex. Polska strategia zakupów złota to nie tylko krok w stronę większej stabilności finansowej, ale również sygnał, że nasz kraj traktuje bezpieczeństwo gospodarcze priorytetowo. W obliczu zmieniającego się krajobrazu globalnej ekonomii i polityki, złoto niezmiennie pozostaje symbolem wartości i gwarancją stabilności – podsumowuje.

Na koniec warto podkreślić, że w 2024 roku Polska regularnie plasowała się na szczycie zestawień banków centralnych z największymi zakupami złota w poszczególnych kwartałach publikowanych przez Światową Radę Złota. Nie inaczej było w ostatnim rankingu. Co więcej, dzięki intensywnym zakupom nasz kraj awansował na 12. miejsce w globalnym rankingu posiadaczy złota, wyprzedzając takie państwa jak Wielka Brytania, Portugalia czy Arabia Saudyjska. To imponujący skok o trzy pozycje r/r. Czy to będzie kolejny złoty rok i uda się osiągnąć upragnione 20%? Na odpowiedź musimy poczekać jeszcze miesiąc.

Boże Narodzenie na kredyt: co 4. Polak zadłuża się, by zorganizować wystawne święta

Aż 1/4 Polaków zadłuża się na organizację świąt Bożego Narodzenia, aby były wystawne, z czego 6 proc. zrobiło to wielokrotnie. Najczęściej konsumenci sięgają po pomoc rodziny, do czego przyznaje się 11 proc. z nich. Z kolei 9 proc. korzysta z pożyczek bankowych, a 5 proc. opóźnia opłacanie bieżących rachunków – wynika z badania „Święta na bogato”, przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów. 3/4 Polaków uznaje prezenty o wartości powyżej 500 zł za ekskluzywne.

Według danych GUS średnie wynagrodzenie w III kwartale 2024 r. wyniosło 8161,62 zł brutto. Systematycznie rośnie także pensja minimalna – od stycznia 2025 r. sięgnie 4666 zł brutto miesięcznie. Dla części osób to zachęta, aby Boże Narodzenie zorganizować z rozmachem.

Z badania KRD wynika, że niemal co 10. z nas stara się zapewnić wyjątkowe święta kosztem zwiększonych wydatków. Na przeciwległym biegunie są ci, którzy pilnują, aby zmieścić się w budżecie. Postępuje tak 39 proc. konsumentów. Największą grupę stanowią jednak osoby, które podchodzą racjonalnie do gospodarowania pieniędzmi – 45 proc. chce zorganizować elegancką uroczystość, ale bez szaleństw finansowych, czyli kontrolując zakupy i ceny.

Raz się żyje, a potem spłaca długi

Luksus jest pojęciem względnym. Dla jednej rodziny będzie to możliwość przygotowania ulubionych potraw i drobne upominki, dla innej dania z restauracji, udekorowanie domu za kilka tysięcy złotych i wizyta Mikołaja z prezentami z najwyższej półki u dzieci. Jeśli budżet domowy na to pozwala, nie ma problemu. Gorzej, gdy całość odbywa się kosztem zapożyczenia się na długi czas i zaciskania pasa przez kolejne miesiące, aby spłacić zaległości. Podejście „raz się żyje” powinno mieć swoje granice, bo inaczej można wpaść w spiralę zadłużenia, a to wpłynie nie tylko na finanse, ale i spokój psychiczny. Nasze dane wskazują, że Polacy mają poważne trudności z regulowaniem zobowiązań. Obecnie w KRD figuruje 2 miliony osób, które mają do oddania 43,4 miliarda złotych. Skala jest więc ogromna. Dlatego konsumenci powinni skupić się na możliwie szybkiej spłacie, która pozwoli im odzyskać kontrolę nad własnym budżetem, a nie pogłębianiu kłopotów finansowych przy okazji świąt – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Mężczyźni i osoby w średnim wieku na bogato

Najbardziej chętni do organizowania wystawnej uroczystości są mężczyźni i osoby w wieku 35-44 lata (po 13 proc. wskazań w obu grupach). W drugim przypadku nierzadko wynika to z posiadania nastoletnich dzieci, dla których oprawa i drogie prezenty mają duże znaczenie. Skłonność do świąt „na bogato” przejawiają także mieszkańcy średniej wielkości miast, co deklaruje 14 proc. z nich.

Z kolei rozsądne wydatki to domena kobiet (48 proc. wskazań) i osób młodszych między 25. a 34. rokiem życia, wśród których za takim stylem opowiada się 53 proc. badanych. Rozsądne, czyli takie, które zapewnią przyjemności i odrobinę szaleństwa, ale nie pozwolą stracić kontroli nad budżetem.

Natomiast Polacy, którzy planują święta wyłącznie w ramach posiadanych zasobów, to przede wszystkim osoby starsze w wieku 65-74 lata. Niemal połowa z nich, bo 46 proc., mówi zbytkowi „nie”. Wpływ na taką postawę ma doświadczenie życiowe i ograniczone możliwości finansowe seniorów – wolą skupić się na duchowej i emocjonalnej niż na konsumpcyjnej stronie Bożego Narodzenia.

Granica ekskluzywności

Jak pokazuje badanie KRD, pojęcie „drogi” lub „ekskluzywny” wydatek ma różne oblicza. Dla 3/4 konsumentów jest to prezent o wartości powyżej 500 zł na osobę. Ponad połowa, bo 56 proc., uważa za taki wyjazd świąteczny, np. za granicę. W tym katalogu znajdują się też dekoracje, czyli wystrój domu za co najmniej kilkaset złotych, co wskazuje 44 proc. badanych, a także wykwintna kolacja, która jest synonimem świątecznego luksusu dla 1/3 konsumentów.

Nie każdemu, kto chce zorganizować wyjątkowe święta, pozwalają na to możliwości finansowe. Mimo to część konsumentów chce urządzić je wystawnie, dlatego wspomaga się pożyczkami. Do ich zaciągnięcia przyznaje się co 4. badany, przy czym 6 proc. sięgało po nie wielokrotnie. Najczęściej zwracają się po pieniądze do rodziny lub znajomych – robi tak 11. proc., a kolejne 9 proc. bierze pożyczkę w banku.

Niestety co 20. wstrzymuje opłacanie bieżących rachunków, aby cieszyć się eleganckimi świętami. Tymczasem ponad połowa, bo 52 proc., Polaków, ankietowanych przez KRD w badaniu „Portfele polskich gospodarstw domowych pod presją rosnących cen” w III kwartale br., deklarowała, że jeśli rosnące koszty życia spowodują, iż ich sytuacja finansowa się pogorszy i nie będą mogli opłacać wszystkich stałych zobowiązań, to będą się starali regulować właśnie bieżące rachunki i oszczędzać w innych dziedzinach życia.

Ten rozdźwięk ujawnia, jak silna jest potrzeba wyjątkowości i przeżycia świąt w takiej oprawie, aby na długo pozostały w pamięci. Z jednej strony chcemy się trzymać za kieszeń, gdy sytuacja gospodarcza w kraju jest niepewna, a z drugiej nie możemy się oprzeć pokusie zorganizowania Bożego Narodzenia w nadzwyczajnym anturażu. Nasze badanie pokazuje, że wyraźnie częściej na ten cel zadłużają się osoby skłonne do wystawności niż te wstrzemięźliwe. W pierwszej grupie aż 30 procent sięgało wielokrotnie po pożyczkę. Natomiast w gronie osób, które są sceptyczne wobec takiej postawy, 93 procent nigdy nie zdecydowało się na dodatkowe finansowanie świąt. Jednocześnie co dziesiąty respondent odczuwa presję na wydawanie znacznie większych kwot, niż może sobie pozwolić – wyjaśnia Adam Łącki.

Prezenty najbardziej drenują kieszenie

Dla 2/3 Polaków najbardziej kosztownym wydatkiem są prezenty. Połowa uznaje za taki przygotowanie posiłków, a 20 proc. wyjazd świąteczny. Co 10. uważa, że to dekoracje najbardziej drenują ich kieszenie. Właśnie one wraz z wycieczkami są szczególnie popularne wśród osób, które decydują się na uroczystość „z przytupem”. Zaś dla kieszeni konsumentów, którzy trzymają się limitu wydatków, najbardziej odczuwalnym wydatkiem jest przygotowanie dań.

Święta, święta i po świętach… Radosny czas Bożego Narodzenia trwa krótko. Dla większości Polaków wydatki związane z tą okazją mają umiarkowany wpływ na ich sytuację finansową w kolejnych miesiącach – uważa tak 44 proc. badanych. Tylko 5 proc. ocenia, że poniesione koszty odciskają piętno na ich portfelach w późniejszym okresie. To odczucie mocniej towarzyszy osobom, które decydują się na wystawne święta niż konsumentom kontrolującym budżet.

Badanie „Święta na bogato” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej w listopadzie 2024 r. metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1011 Polaków w wielu 18-74 lata.

Polacy tradycyjnie zrobią świąteczne zakupy na ostatnią chwilę. Przed Wigilią sklepy znowu przeżyją oblężenie

Po raz kolejny najwięcej osób ruszy na bożonarodzeniowe zakupy spożywcze tydzień przed świętami. Tylko tym razem będzie to dotyczyło 33,8% konsumentów, czyli jeszcze szerszego grona niż rok temu. Do tego 28,2% rodaków zamierza zrobić takie zakupy kilka dni przed Bożym Narodzeniem. To też wyższy odsetek niż wcześniej. Ponadto fizyczne placówki będą przeżywały większe oblężenie niż poprzednio, bo rdr. urosło zainteresowanie nimi o 4,2 p.p. Tym samym rdr. spadła popularność zakupów hybrydowych i online – odpowiednio o 4,5 p.p. i o 1,6 p.p. Aż 74,6% Polaków wybierze się do tradycyjnych sklepów.

Z najnowszego badania Grupy BLIX i platformy UCE RESEARCH wiemy, kiedy Polacy zamierzają zrobić największe bożonarodzeniowe zakupy spożywcze. 33,8% ankietowanych wskazuje tydzień przed świętami (w ub.r. – 32,7%), a 28,2% respondentów – kilka dni przed Bożym Narodzeniem (poprzednio – 21,2%). Dwa tygodnie przed Wigilią ruszyło już do sklepów 20,5% konsumentów (rok wcześniej – 18%), a na początku grudnia zrobiło to 11,1% rodaków (w 2023 roku – 22,4%). Z kolei 3,7% badanych wciąż jest niezdecydowanych (rok temu – 3,9%), a dla 2,7% uczestników sondażu nie ma to znaczenia (poprzednim razem – 1,8%).

– Polacy coraz częściej odkładają największe zakupy spożywcze na ostatni tydzień przed świętami. Wynika to przede wszystkim z chęci skorzystania z atrakcyjnych promocji, które sieci handlowe intensyfikują w tym okresie. Presja cenowa dodatkowo motywuje konsumentów do maksymalnego wykorzystania obniżek, szczególnie na produkty świeże, które wymagają krótszego czasu przechowywania – komentuje Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy BLIX.

Z kolei Łukasz Moszyński z Grupy BLIX, zwraca uwagę na spadek deklaracji zakupów na początku grudnia o 11,3 p.p. – Może on być efektem przesunięcia decyzji zakupowych na późniejsze terminy, co pozwala uniknąć potencjalnego ryzyka kupowania produktów po wyższych cenach, zanim sieci handlowe wprowadzą świąteczne promocje. Dodatkowo Polacy wykazują większą ostrożność w planowaniu budżetu, odkładając zakupy do momentu, gdy będą mieli lepszy ogląd na swoje grudniowe finanse – wyjaśnia Moszyński.

Wybór sklepów stacjonarnych deklaruje 74,6% ankietowanych (rok wcześniej – 70,4%). Z kolei 21,4% uczestników sondażu zrobi część zakupów online, a resztę – offline (poprzednio – 25,9%). Dla 1,9% respondentów ta kwestia nie ma znaczenia (poprzednio – 0,5%). Natomiast 1,4% badanych postawi na sklepy internetowe (poprzednio – 3%), a 0,8% – jest niezdecydowanych (0,2%).

– Wzrost popularności zakupów stacjonarnych o 4,2 p.p. rok do roku jest wynikiem kilku czynników. W obliczu presji cenowej Polacy częściej wybierają fizyczne placówki, gdzie łatwiej jest im porównać ceny, korzystać z krótkich promocji i ocenić jakość art. spożywczych. Zakupy stacjonarne mają też silny emocjonalny wymiar. Wizyta w sklepie w tym okresie często wiąże się z budowaniem bożonarodzeniowej atmosfery – mówi Marcin Lenkiewicz.

Badanie pokazuje też powrót do tradycyjnych nawyków po pandemii, w czasie której mocno rósł kanał e-commerce. Widać spadek zainteresowania zakupami hybrydowymi i online – odpowiednio o 4,5 p.p. oraz o 1,6 p.p. Zdaniem Łukasza Moszyńskiego, może to być efektem wyższych kosztów dostaw i chęci unikania planowania zakupów z większym wyprzedzeniem. Niekoniecznie oznacza to osłabienie pozycji e-handlu w kontekście zakupów spożywczych, ale raczej chwilowe dostosowanie do bieżących realiów rynkowych.

– Dodatkowo zakupy świąteczne mają specyficzny, tradycyjny wymiar. Konsumenci często preferują samodzielne wybieranie produktów, szczególnie świeżych, co zwiększa ich komfort i pewność co do jakości. Niemniej e-handel nadal pozostaje istotny, ale jego dynamika w segmencie FMCG może ulegać wahaniom, zwłaszcza w okresach zwiększonej wrażliwości cenowej konsumentów – podsumowuje Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 29.11-06.12 2024 r. przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX metodą CAWI na próbie 1019 osób respondentów odpowiedzialnych za codzienne zakupy w swoich gospodarstwach domowych. Do porównania zestawiono wyniki z poprzedniego badania, tj. zrealizowanego w analogicznym okresie na próbie 1032 konsumentów.

Grudzień na plusie dla surowców: Zboża i energia liderami wzrostów, indeks BCOMTR zyskuje

  • Do tej pory, w grudniu, surowce przyniosły zyski we wszystkich sektorach, a prym wiodły zboża i energia.
  • Pomimo kilku trudności, indeks BCOMTR osiągnął stopę zwrotu na poziomie ponad 5% od początku roku. Wyjaśniamy, dlaczego nachylenie krzywej terminowej prowadzi do istotnych różnic między całkowitą stopą zwrotu a zmianami cen kontraktów futures.
  • Dwa główne przykłady to różnica między napiętym rynkiem kakao a nadpodażą na rynku gazu ziemnego w USA.

Przed okresem świątecznym i noworocznym aktywność na rynku zaczyna zwalniać, a traderzy i inwestorzy dostosowują swoje pozycje, często redukując je, w oczekiwaniu na spokojniejszy okres. Taka strategia pomaga chronić zyski i unikać nowych strat w warunkach malejącej płynności, która może zwiększyć zmienność w odpowiedzi na potencjalne nieoczekiwane wydarzenia.

W przypadku surowców, grudzień do tej pory przyniósł zyski we wszystkich sektorach, z przewagą zbóż i energii. Ogólnie rzecz biorąc, Bloomberg Commodity Total Return Index (BCOMTR), który monitoruje koszyk 24 głównych kontraktów futures na surowce, obejmujący energię, metale i rolnictwo, wzrósł o około 1% w tym miesiącu, zmierzając w kierunku rocznego wzrostu na poziomie około 5,5%. To solidny wynik, biorąc pod uwagę liczne trudności w ciągu roku. Należy do nich wzrost wartości USD o 6% względem koszyka głównych walut, niższe ceny zbóż w wyniku kolejnego rekordowego roku produkcji oraz obawy dotyczące spowolnienia w Chinach, które wpływają na popyt na energię i metale przemysłowe.

Warto zauważyć, że kakao, aktywo z najlepszymi wynikami w tym roku, nie znajduje się w tym indeksie, a gdyby z kolei wykluczyć gaz ziemny, który spadł o jedną trzecią, zwrot z BCOMTR przekroczyłby 9%. Różnica między całkowitą stopą zwrotu a zmianą cen kontraktów futures, która może być dość znacząca, zależy od struktury krzywej terminowej – jest to temat wart szerszego omówienia.Całkowite stopy zwrotu od początku roku na kluczowych surowcach

Całkowite stopy zwrotu od początku roku na kluczowych surowcach

Niekorzystne warunki pogodowe spowodowały znaczące wzrosty cen kakao, kawy i soku pomarańczowego. Te surowce rolne są silnie uzależnione od produkcji w określonych regionach, co czyni je podatnymi na zjawiska atmosferyczne, takie jak te, które miały miejsce w Wietnamie, Afryce Zachodniej i Brazylii w tym roku.

Złoto tymczasem utrzymuje rekordowy trend wzrostowy w tym roku i patrząc z perspektywy wieloletniej, jest obecnie na drodze do osiągnięcia niespotykanego, ósmego z rzędu grudniowego wzrostu. Korzystając z impulsu spowodowanego rosnącymi cenami złota oraz wyższymi cenami metali przemysłowych, również i srebro osiąga bardzo mocne wyniki. Podobnie jak złoto, wzrosło ono o ponad 30% w skali roku, lecz choć złoto osiągnęło nowe rekordowe poziomy, srebro osiągnęło „zaledwie” najwyższą cenę od dwunastu lat na poziomie 34,9 USD za uncję, pozostając daleko poniżej rekordu z 2011 roku na poziomie 50 USD za uncję.

Analizując z bliska poszczególne oraz ogólne stopy zwrotu na rynku surowców, ponownie warto poruszyć kwestię wpływu kształtu krzywej terminowej dla kontraktów futures na zwroty inwestorów. Przykładowo, dlaczego kontrakty na gaz ziemny z najbliższym terminem wykonania odnotowują wzrost o 38% w skali roku, podczas gdy rzeczywista całkowita stopa zwrotu z inwestycji spadła o 34%?

Backwardacja i contango – wyjaśnienie

Backwardacja to sytuacja rynkowa, w której cena kontraktów futures lub forward na dany surowiec jest niższa od ceny rynkowej (spot) danego surowca. Innymi słowy, kontrakty na przyszłą dostawę są wyceniane poniżej aktualnej ceny rynkowej surowca. Taki scenariusz występuje często na rynkach, gdzie surowiec jest w ograniczonej podaży lub istnieje wysoki popyt na natychmiastową dostawę. Całkowity zwrot z inwestycji w surowce obejmuje zarówno zwrot ze zmiany ceny spot (zmiana ceny samego surowca), jak i zwrot z rolowania kontraktów futures (zysk lub strata związana z przenoszeniem pozycji z kontraktu wygasającego do nowego kontraktu o dalszym terminie dostawy). W rynku w stanie backwardacji, zwrot z rolowania jest zazwyczaj dodatni, co może zwiększyć całkowity zwrot dla inwestorów. Jest to przeciwieństwo do contango, gdzie cena futures jest wyższa od ceny spot, co często prowadzi do negatywnego zwrotu z rolowania, obniżając całkowity zwrot z inwestycji.

Contango i backwardacja oraz ich wpływ na zwroty z inwestycji

Contango i backwardacja oraz ich wpływ na zwroty z inwestycji

W tym roku, w szczególności na rynku kawy i kakao, gdzie warunki były wyjątkowo napięte, ceny kontraktów futures na natychmiastową dostawę znacznie przewyższyły ceny kontraktów na dostawę w późniejszych terminach. Rolowanie długiej pozycji w kontrakcie futures z wygasającego kontraktu na kolejny spowoduje zatem dodatni zwrot z rolowania, czyli sprzedaż kontraktu wygasającego po wyższej cenie niż kontraktu na kolejny termin, a nachylenie krzywej futures będzie miało wpływ na rzeczywisty zwrot. Z tego powodu całkowity zwrot z inwestycji w kakao w tym roku przekroczył 300%, podczas gdy faktyczna zmiana ceny kontraktów futures w tym okresie wyniosła „jedynie” 158%.

Ten pozytywny czynnik przyniósł również korzyści inwestorom na rynkach ropy naftowej i paliw. Zarówno Brent, jak i WTI notują ceny niższe, niż na początku roku. Mimo to, utrzymująca się sytuacja backwardacji, wspierana przez ograniczenia produkcji w ramach OPEC+, przyczyniła się do pozytywnych zwrotów na obu rynkach, szczególnie na rynku WTI, który przez cały rok cechował się nieco głębszą backwardacją niż Brent. To tłumaczy obecny zwrot na poziomie prawie 11% w przypadku WTI, podczas gdy ceny na rynku Brent spadły o 2% w porównaniu do poziomów z początku roku.

Z kolei gaz ziemny jest sektorem, który jest nieustająco trudny do handlu z byczym nastawieniem. Dzieje się tak głównie z powodu struktury krzywej terminowej, która zwykle występuje w stanie contango – nie tylko z powodu różnicy między niskimi cenami latem a wyższymi cenami zimą, ale także z ogólnego założenia wyższych cen w przyszłości. W rezultacie, mimo 38% wzrostu ceny kontraktów futures w minionym roku, całkowity zwrot z inwestycji odnotował stratę na poziomie około 34%.

Jednoroczne zwroty z rolowania na kluczowych surowcach, przy czym surowce, których cena w przyszłym roku będzie niższa, znajdują się w backwardacji.

Ostatecznie to, czy rynek kontraktów futures znajduje się w backwardacji, czy w contango, odgrywa kluczową rolę w wynikach inwestycji opartych na długich pozycjach. W ostatnich latach indeks BCOMTR, wspierany przez kilka rynków handlujących w backwardacji, przewyższył wyniki rynku spot, a my uważamy, że ten pozytywny trend będzie nadal wspierał inwestycje w surowce w nadchodzącym roku. Dodatkowo, kontynuacja luzowania polityki monetarnej, która obniża koszty finansowania posiadania aktywów rzeczowych, sprawia, że sektor surowców wciąż uznawany jest za atrakcyjny instrument dywersyfikacji w porównaniu do innych, bardziej tradycyjnych aktywów inwestycyjnych, takich jak obligacje i akcje.

Autor: Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców, Saxo

Raport: Zurych oferuje najwyższą jakość życia dla obcokrajowców. Wiedeń i Genewa tuż za nim

Mercer, firma należąca do Grupy Marsh McLennan (NYSE: MMC) opublikowała 2024 Quality of Living city ranking. Ranking ten ocenia miasta na podstawie praktycznych aspektów codziennego życia pracowników delegowanych oraz ich rodzin.

Zurych zajął pierwsze miejsce w tegorocznym rankingu, a tuż za nim uplasowały się Wiedeń i Genewa, odpowiednio na drugim i trzecim miejscu. Kopenhaga po raz kolejny zajęła czwarte miejsce, a pierwszą piątkę zamyka Auckland.

W miarę jak organizacje w coraz większym stopniu polegają na międzynarodowych pracownikach, którzy napędzają globalne strategie biznesowe, jakość życia w miastach goszczących staje się kluczowym czynnikiem, który bezpośrednio wpływa na dodatki i pakiety wynagrodzeń tych pracowników.

„W obliczu ekstremalnych zjawisk pogodowych, wahań gospodarczych i innych wyzwań, rankingi dostarczają cennych informacji dla liderów HR w międzynarodowych organizacjach, umożliwiając lepsze zarządzanie złożonościami mobilności globalnej oraz poprawę ogólnego doświadczenia ich międzynarodowej kadry pracowniczej” – komentuje ranking Yvonne Traber, Partner and Global Mobility Leader w Mercer.

Zurych znalazł się na szczycie listy dzięki znakomitym usługom publicznym, niskim wskaźnikom przestępczości, tętniącej życiem scenie kulturalnej oraz zaangażowaniu w zrównoważony rozwój. Czynniki te, w połączeniu z celem na rok 2024, jakim jest poprawa połączeń lotniczych oraz zwiększenie liczby lotów do i z innych kontynentów, czynią go idealnym miejscem dla obcokrajowców. Należy jednak zauważyć, że Zurych jest również klasyfikowany wśród najdroższych miast na świecie z powodu wysokich kosztów mieszkań, transportu oraz towarów i usług.

„W erze cyfrowych nomadów i elastycznej pracy dane Mercer pokazują, że najbardziej pożądane destynacje to te, które łączą wysoką jakość życia z przystępnymi kosztami utrzymania. Stanowi to wyzwanie dla organizacji oraz pracowników delegowanych, którzy muszą zrównoważyć decyzje związane z relokacją, inwestycjami i zarządzaniem talentami” – dodaje Traber.

Ranking miast

W Europie cztery miasta w Szwajcarii znalazły się w pierwszej dziesiątce rankingu, ponieważ Berno (9. miejsce) i Bazylea (10. miejsce) dołączyły w tym roku do Zurychu i Genewy na szczycie zestawienia. Osiem z dziesięciu najlepszych miast znajduje się w Europie Zachodniej, w tym Amsterdam (6. miejsce) i Frankfurt (7. miejsce), co czyni ten region najbardziej atrakcyjnym dla pracowników międzynarodowych.

Vancouver (7. miejsce) utrzymał swoją pozycję jako najwyżej oceniane miasto w Ameryce Północnej, oferujące swoim mieszkańcom unikalne połączenie bliskości natury i miejskiego stylu życia. Boston (32. miejsce) zajął pierwsze miejsce w Stanach Zjednoczonych w tym roku, wyprzedzając San Francisco dzięki dobrze rozwiniętej infrastrukturze i obfitości terenów zielonych. Montevideo (92. miejsce) ponownie jest najwyżej klasyfikowanym miastem w Ameryce Łacińskiej.

Auckland (5. miejsce) po raz kolejny został najlepiej ocenionym miastem w regionie Pacyfiku. Miasto zapewnia wysoki standard życia i opieki zdrowotnej oraz ciekawą ofertę kulturalną. W Australii Sydney, znane z najsłynniejszych zabytków i rozwijającej się gospodarki, zajęło 12. miejsce w rankingu.

Dubaj (83. miejsce) i Abu Zabi (85. miejsce) w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zajęły czołowe miejsca na Bliskim Wschodzie. Oba miasta są znane z modernizowanej infrastruktury oraz różnorodnych międzynarodowych społeczności. Tuż za nimi plasuje się Port Louis (88. miejsce), które jest najwyżej ocenianym miastem w Afryce.

Pierwsze miejsce wśród miast azjatyckich i 30. miejsce w rankingu zajmuje Singapur, który oferuje czyste i bezpieczne środowisko oraz rozwiniętą infrastrukturę.

Ranking Quality of Living 2024

Miejsce Miasto Kraj
1 Zurych Szwajcaria
2 Wiedeń Austria
3 Genewa Szwajcaria
4 Kopenhaga Dania
5 Auckland Nowa Zelandia
6 Amsterdam Holandia
7* Frankfurt Niemcy
7* Vancouver Kanada
9 Bern Szwajcaria
10 Bazylea Szwajcaria

*Miasta na tym samym miejscu otrzymały jednakową ocenę jakości życia.

Europa Wschodnia

Miasta w regionie Europy Wschodniej plasują się niżej w zestawieniu w porównaniu do liderów Europy Zachodniej i jednocześnie światowych. Najwyżej w rankingu regionalnym niezmiennie od lat plasuje się Praga, w tym roku na 63 miejscu na świecie. Na drugim biegunie plasują się miasta z obszaru Bałkanów, takie jak Belgrad, Sofia, Skopje, Sarajewo czy Tirana (wszystkie w okolicach połowy drugiej setki rankingu). Najniżej wśród przebadanych miast w tej części Europy znajdują się Mińsk – na 192 i Kijów na 208 miejscu wśród 241 przebadanych lokalizacji, co nie powinno dziwić, zważywszy na sytuację geopolityczną. „Wydawać mogłoby się, że element niepewności związany z toczącą się wojną i jej wpływem na kraje ościenne obniży ocenę jakości życia w niektórych miastach Europy Wschodniej. Jednakże, takie miasta jak Praga (wzrost o 8 miejsc w rankingu), Warszawa (wzrost o 6), Kraków (5), Wrocław (7) są pozytywnie postrzegane pod względem kosztów życia i tempa rozwoju gospodarczego, a także komfortu życia. Ryzyko związane z eskalacją konfliktu zbrojnego i jego wpływu na przewidywalność procesów biznesowych nie jest uznawana za deprecjonujące przez międzynarodowe organizacje” – uważa Małgorzata Ciarka, Lider Biznesu Mercer Career w Europie Centralno-Wschodniej.

Ranking Quality of Living 2024

Badanie Mercer Quality of Living ocenia warunki życia w ponad 450 miastach na świecie, aby pomóc firmom w obliczaniu sprawiedliwych i spójnych dodatków dla pracowników delegowanych. Warunki życia są analizowane na podstawie 39 czynników, podzielonych na 10 kategorii: środowisko polityczne i społeczne, środowisko gospodarcze, środowisko społeczno-kulturowe, czynniki medyczne i zdrowotne, szkoły i edukacja, usługi publiczne i transport, rekreacja, dobra konsumpcyjne, mieszkalnictwo i środowisko naturalne.

Dane do rankingu są co roku analizowane i aktualizowane, aby uwzględnić zmieniające się okoliczności. Wszystkie wskaźniki zostały obliczone przy użyciu Nowego Jorku jako miasta bazowego, ze względu na jego atrakcyjność i popularność wśród pracowników delegowanych oraz wysokie wyniki w 39 czynnikach.

Kontrast między EBC a Fedem sprzyja dolarowi

Posiedzenie EBC w ubiegły czwartek przebiegło zgodnie z oczekiwaniami – obniżono stopy procentowe o 25 pb. oraz istotnie zrewidowano w dół ocenę perspektyw gospodarczych strefy euro. Działania banku stanowią jednak wyraźny kontrast dla oczekiwanego w tym tygodniu „jastrzębiego cięcia” Rezerwy Federalnej. W efekcie dolar amerykański był najlepiej radzącą sobie w ubiegłym tygodniu walutą G10.

Kluczowe punkty:

  • USD radzi sobie bardzo dobrze przed „jastrzębim cięciem” Fedu.
  • EBC obniża stopy i prognozy wzrostu.
  • Bilans ryzyk dla złotego na najbliższe dni uznajemy za skierowany w górę
  • BoE powinien utrzymać stopy i zasygnalizować stopniowe ich cięcia.

Wyniki walut rynków wschodzących były bardziej niejednolite. Większość z nich doświadczyła niewielkiego odbicia po silnych wyprzedażach z 2024 r., które doprowadziły je do bezzasadnie niskich poziomów.

W tym tygodniu uwaga rynków skupi się na ostatnim tegorocznym posiedzeniu Fedu (środa 18.12). Powszechnie oczekuje się obniżki stóp procentowych o 25 pb., kluczowy w naszej opinii będzie więc dot plot, zarysowujący dalszą ich ścieżkę. W poniedziałek publikowane są wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w gospodarkach G3. Istotnie lepszy od listopadowego odczyt ze strefy euro sugeruje, że niski poziom z ubiegłego miesiąca był w dużej mierze reakcją na wygraną Trumpa w wyborach prezydenckich. W tym tygodniu czeka nas również posiedzenie Banku Anglii (czwartek 19.12), które poprzedzą dane z brytyjskiego rynku pracy (wtorek 17.12) i raport inflacyjny (środa 18.12). Nadchodzące dni będą też wyjątkowo intensywne pod kątem odczytów z krajowego rynku. Zarówno inflacja bazowa, jak i wzrost płac czy sprzedaż detaliczna to absolutnie pierwszorzędne dane z rodzimego rynku.

PLN

Dla polskiej waluty był to dość spokojny tydzień. Publikacji z rodzimego rynku było niewiele, złoty był więc zależny od bodźców zewnętrznych – osłabienia euro w obliczu obniżek prognoz wzrostu EBC oraz odczytu świadczącego o pewnej oporności amerykańskiej inflacji. Z analitycznego obowiązku uwagę zwróciliśmy na pierwszą od czerwca nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących, która w ujęciu fundamentalnym jest dla polskiej waluty sprzyjająca. Była ona w dużej mierze wynikiem korzystnego salda usług oraz transferów pieniężnych. Sam bilans handlowy (obrót towarowy) od sześciu miesięcy pozostaje na ujemnych poziomach, co klarownie ukazuje rosnącą rozbieżność w zakresie popytu konsumpcyjnego w Polsce oraz strefie euro (do której kierowane jest blisko 60% polskiego eksportu).

Przed nami dużo ciekawsze pod kątem makroekonomicznym dni. Czeka nas szereg odczytów za listopad. Jeszcze w poniedziałek (16.12) otrzymamy wieści na temat inflacji bazowej, w czwartek (19.12) informacje dotyczące wzrostu płac, zatrudnienia i produkcji przemysłowej. Tydzień domkniemy zaś być może najważniejszą z publikacji – sprzedażą detaliczną (piątek 20.12). Lokalne wieści mogą zostać przyćmione przez czwartkowe posiedzenie FOMC czy poniedziałkowe publikacje wskaźników PMI w gospodarkach G3.

Po porannym zejściu pary EUR/PLN poniżej poziomu 4,26 narodziły się nadzieje na przebicie w nadchodzących dniach psychologicznej bariery 4,25. Bilans ryzyk dla złotego na najbliższe dni uznajemy jednak za skierowany w górę, tzn. z przewagą potencjalnych czynników spadkowych.

EUR

Ostatnie w tym roku posiedzenie EBC przyniosło dokładnie to, czego spodziewała się większość uczestników rynków: obniżkę stóp procentowych o 25 pb. oraz rewizję w dół prognoz wzrostu gospodarczego na 2025 i 2026 r., któremu, jak wskazała Lagarde, zagrażają taryfy celne Trumpa. Projekcje inflacji HICP pozostały w dużej mierze bez zmian, chociaż bank obniżył je dla miary bazowej.

Pogorszenie perspektyw gospodarczych oznacza prawdopodobnie, że do kolejnych cięć będzie dochodzić na wszystkich posiedzeniach banku w pierwszej połowie 2025 r. Odbiło się to na euro w umiarkowanym stopniu – w dużej mierze dlatego, że rynki już przed spotkaniem wyceniały zarówno cięcie, jak i bardzo gołębie komunikaty. Wspólna waluta zakończyła tydzień tuż powyżej poziomu 1,05 względem dolara. Próbą dla euro była poranna publikacja grudniowych wskaźników PMI w poniedziałek 16.12. Istotnie lepszy od listopadowego odczyt (49,5 vs. 48,3) sugeruje, że niski poziom z ubiegłego miesiąca był w dużej mierze reakcją na wygraną Trumpa w wyborach prezydenckich.

USD

Raport inflacyjny za listopad był w dużej mierze zgodny z oczekiwaniami. Warte uwagi jest, że miesięczna miara po raz czwarty z rzędu znalazła się na poziomie 0,3%, co jest zgodne ze zannualizowaną miarą tuż poniżej 4%. Bez wątpienia zostanie to przez członków FOMC zauważone, budzi bowiem obawy, że próby obniżenia dynamiki cen utknęły w martwym punkcie.

Oczekujemy, że w tym tygodniu Fed obniży stopy procentowe o 25 pb., ale też przedstawi raczej jastrzębie forward guidance. Prezes Jerome Powell prawdopodobnie będzie dalej podkreślać, że wzrost gospodarczy USA pozostaje silny, a przyrost wakatów na rynku pracy jest dobry mimo fatalnych październikowych danych NFP (non-farm payrolls). Kluczowa dla reakcji dolara będzie prawdopodobnie sugerowana przez dot plot liczba cięć stóp procentowych. W kontraktach futures na 2025 r. wyceniane są obecnie trzy, sądzimy jednak, że Fedowi trudno będzie uzasadnić więcej niż dwa.

GBP

Dane PKB za październik mocno rozczarowały – po raz pierwszy od czasu pandemii COVID-19 odnotowaliśmy dwa razy z rzędu ujemną dynamikę miesięczną wskaźnika (o skromne 0,1%). W tym tygodniu poznamy wstępne grudniowe wskaźniki PMI, dane z rynku pracy w październiku i listopadzie oraz listopadowy raport inflacyjny. Niedługo później odbędzie się ostatnie w tym roku posiedzenie Banku Anglii.

Rzadko zdarza się, by posiedzenie było poprzedzone tak licznymi publikacjami ekonomicznymi, nie wydaje nam się jednak, aby mogły one istotnie zmienić podejście decydentów – pauzę w cyklu obniżek stóp procentowych uznajemy za niemal przesądzoną. Rynki wyceniają obecnie czwartkowe cięcie na zaledwie 16%. Publikowane odczyty mogą jednak wpłynąć na to, ilu członków zagłosuje za cięciem (obecnie konsensus spodziewa się podziału głosów: 7 za utrzymaniem stóp na niezmienionym poziomie i 2 za cięciem). Sądzimy, że wysokie stopy procentowe, względnie odporny wzrost i dalsze zacieśnianie więzów z UE umożliwią funtowi w 2025 r. aprecjację zarówno względem dolara, jak i euro.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak, Eduardo Moutinho – analitycy Ebury

Bliski Wschód znów podgrzewa ceny ropy, Kanada stabilna, a funt pod presją po słabych danych

Zamieszania na Bliskim Wschodzie mają pewną specyfikę. Między innymi, gdy robi się gorąco, to ceny ropy rosną. W tle dobre dane z Kanady nie miały wpływu na notowania tamtejszego dolara. Dane z Wysp z kolei spowodowały osłabienie funta.

Odbicie cen ropy

Obalenie dyktatury w Syrii wcale nie uspokoiło sytuacji na Bliskim Wschodzie. Wielu analityków cały czas wskazuje na możliwość eskalacji konfliktu, szczególnie że Syria była pewnego rodzaju buforem pomiędzy Izraelem a Iranem. To właśnie potencjalne militarne starcie tych dwóch państw jest jednym z motorów napędowych wzrostów cen ropy naftowej. Obecnie jest relatywnie spokojnie, ale to wcale nie sugeruje, że sytuacja nie będzie eskalować. Miniony tydzień przyniósł nam wzrost wartości baryłki ropy Brent notowanej w Londynie o 3,5 dolara. Zaczynaliśmy ten okres od 71 dolarów, a kończyliśmy w okolicach 74,5 dolara. Należy zwrócić uwagę, że to nadal dość tani surowiec, na tle ostatniego roku. Od stycznia do sierpnia tak niska cena nie pojawiła się bowiem ani razu. Nie zmienia to faktu, że drożejąca ropa może pod znakiem zapytania postawić spadki cen tego surowca, a tym samym stóp procentowych w wielu krajach.

Lepsze dane z Kanady

Na zakończenie poprzedniego tygodnia poznaliśmy dane z Kanady. Sprzedaż hurtowników rośnie o 1%, co jest wynikiem wyraźnie lepszym od oczekiwanego 0,6%. Na uwagę zasługuje również produkcja sprzedana, która w październiku rosła o 2,1%, wobec oczekiwanych 1,2%. To wszystko działo się przy wzroście wykorzystania mocy produkcyjnych do 79,3%. Wbrew pozorom jest to dość wysoki parametr, nie tylko względem Polski. Porównywanie go do naszego kraju nie jest jednak bardzo zasadne, bo wykorzystanie mocy produkcyjnych w Unii Europejskiej mamy większe tylko od Estonii. Rynek przyjął jednak te dane dość spokojnie i nie było widać umacniania się dolara kanadyjskiego.

Zimny prysznic z Wielkiej Brytanii

W piątek na rynek trafił pokaźny pakiet danych z Wielkiej Brytanii. Zaczęło się od PKB, które wypadło wyraźnie poniżej prognoz. Analitycy spodziewali się w październiku wzrostu o 0,2%, a otrzymali spadek o 0,1%. W efekcie roczny wskaźnik zmniejszył się z 1,6% na 1,3%. Kolejne dane opublikowane to wyniki produkcji przemysłowej. Ta z kolei, zamiast zwiększyć się o 0,3%, spadła o 0,6%. W tym samym czasie bilans handlowy pokazał deficyt w wysokości niemal 19 mld. Nie trudno się domyślić, że po takim pakiecie inwestorzy byli zainteresowani głównie ucieczką z brytyjskiej waluty. Dzień zaczynał się przy kursie funta na niemal 5,18 zł. Na koniec dnia oglądaliśmy ataki na 5,12 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na wstępne odczyty indeksów koniunktury.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Krótsze opóźnienia, większy optymizm? Analiza płynności płatniczej polskich firm w 2024 roku i prognozy na 2025

Rok 2024 okazał się być czasem wzrostu aktywności gospodarczej – zwłaszcza w porównaniu z poprzedzającym go rokiem 2023. Poprawa ta wpłynęła korzystnie na płynność płatniczą w Polsce. Jak wskazuje Grzegorz Sielewicz – główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej, który jest autorem badania płatności – opóźnienia w 2024 roku plasują się na poziomie 46,2 dni. To o 2,5 dnia mniej niż w roku 2023. Jak wyglądała sytuacja w poszczególnych branżach i jakie są prognozy ekonomistów na nadchodzące miesiące?

W ciągu ostatnich 12 miesięcy nastąpiło ożywienie konsumpcji gospodarstw domowych, której nie hamowała już wysoka inflacja. To właśnie ten czynnik, mający udział w PKB na poziomie 57%, wspierał wzrost gospodarczy w Polsce. Nadal istotne były jednak okoliczności makroekonomiczne, a zwłaszcza ograniczony popyt zagraniczny ze strony naszego głównego partnera handlowego – przemysłu niemieckiego. Duże znaczenie miała również pewna ostrożność konsumentów, którzy pozostali oszczędni i wrażliwi na poziom cen. Tendencje te znajdują odzwierciedlenie w zachowaniach płatniczych polskich firm.

Dłuższe terminy na spłatę faktur

Jak wskazuje autor badania – w polskim biznesie dominują krótkie terminy płatności. Aż 40% firm wyznacza terminy do 30 dni.

– W porównaniu z naszym poprzednim badaniem płatności udział terminów nieprzekraczających 90 dni zmniejszył się i wyniósł 85,1% (rok wcześniej było to 89,7%). Mniej niż 1% firm oferowało terminy płatności przekraczające 6 miesięcy – mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej. – Warto podkreślić, że średni termin płatności wydłużył się w 2024 roku o 3,8 dni. W 2023 wynosił on 42,4 dni, a w 2024 – 46,2 dni. Oczywiście czas ten jest zależny od branży – dodaje ekspert.

Najkrótsze terminy płatności oferuje branża energetyczna (54% udziału terminów poniżej 30 dni), farmaceutyczna (50%) oraz odzieżowa (48%). Najdłuższe zaś transportowa (30% płatności powyżej 90 dni) i motoryzacyjna (23%). Dane pokazują również, że terminy płatności w Polsce wahają się od 28 dni w energetyce do 62 dni w transporcie.

W których branżach opóźnienia płatności są największe?

W 2024 roku okazało się, że opóźnienia płatności stały się standardową praktyką w polskim biznesie. Doświadczyło ich aż 60,1% badanych firm. Warto podkreślić, że w 2023 roku współczynnik ten wyniósł 49,3%, mamy więc do czynienia z tendencją wzrostową.

Największe opóźnienia płatności odnotowano w branży transportowej (średnio 61,6 dni) oraz tekstylno-odzieżowej (58,2 dni), najmniejsze zaś w energetyce (28,3 dni). Do wydłużenia opóźnień doszło przede wszystkim w branży transportowej (wzrost o 17,9 dni). Z drugiej strony w metalurgii opóźnienia znacznie się skróciły (o 39 dni).

Przewidywania firm

Przedsiębiorstwa, które wzięły udział w badaniu oczekują, że wartość zaległości płatniczych w Polsce będzie się stabilizować. Aż 68% firm spodziewa się, iż w ciągu najbliższych 6 miesięcy nie dojdzie do zmian w poziomie nieterminowych płatności. Zdania pozostałych respondentów są podzielone – 25% z nich uważa, że opóźnienia się wydłużą, a jedynie 7%, że ulegną skróceniu. Przedsiębiorstwa przewidują, że zwłaszcza w grupie małych kontrahentów dojdzie do zwiększenia opóźnień (oczekuje tego 29% z nich).

Co więcej, polskie firmy wykazały się w 2024 roku największym pesymizmem w całej historii badań Coface. Wszystkie sektory przewidują zwiększenie wartości przeterminowań w najbliższym półroczu.

Prognozy na 2025 rok

Choć rok 2024 przyniósł poprawę sytuacji gospodarczej w naszym kraju, przedsiębiorcy nadal musieli mierzyć się z licznymi przeszkodami, m.in. dużą konkurencją czy podatkami i innymi opłatami fiskalnymi. Jak będą wyglądały kolejne miesiące?

Zgodnie z bieżącą prognozą Coface, Polska odnotuje 3-procentowy wzrost gospodarczy w 2024 roku dzięki ożywieniu konsumpcji gospodarstw domowych. Dalsza poprawa jest oczekiwana w 2025 roku, kiedy realny wzrost PKB sięgnie 3,5%, co będzie wspierane przez rosnące inwestycje w aktywa trwałe – mówi Grzegorz Sielewicz. – Korzystna koniunktura gospodarcza powinna również przyczynić się do poprawy, lub przynajmniej stabilizacji, rentowności przedsiębiorstw w 2025 roku. Koszty pracy nadal będą stanowić znaczną część kosztów operacyjnych firm, jednak czynnik ten nie będzie już tak silny jak w 2024 roku. Niższa inflacja łagodzi też presję na wzrost wynagrodzeń. Z drugiej strony marże przedsiębiorstw prawdopodobnie nieznacznie się zwiększą, ponieważ rosnąca płaca minimalna i silna konkurencja ograniczą ich wzrost – podsumowuje ekspert.

Francja stoi przed największym wyzwaniem od lat: obniżony rating, podzielony parlament, wzrost kosztów długu

Francja zmaga się z poważnym kryzysem gospodarczo-politycznym, który uwidocznił się po niedawnym obniżeniu ratingu kredytowego przez agencję Moody’s z poziomu Aa2 do Aa3. Decyzję tę uzasadniono obawami dotyczącymi wysokich potrzeb pożyczkowych kraju oraz słabej kondycji finansów publicznych. Chociaż reakcja rynków była ograniczona, zwiększyła się presja na francuskie obligacje, a rentowność 10-letnich papierów dłużnych wzrosła do 3.07%. Różnica w ich oprocentowaniu względem niemieckich obligacji wynosi obecnie 81 punktów bazowych, z prognozą dalszego wzrostu, co podkreśla rosnące ryzyko inwestycyjne.

Sytuację gospodarczą pogarsza niestabilność polityczna. W wyniku głosowania nad wotum nieufności poprzedni premier Michel Barnier został odwołany, a jego miejsce zajął François Bayrou. Głosowanie stało się możliwe dzięki zaskakującemu sojuszowi prawicowej Marine Le Pen i lewicowych partii, które wspólnie sprzeciwiły się rygorystycznym planom cięć budżetowych. Nowy premier objął stanowisko w trudnych okolicznościach – parlament jest głęboko podzielony, a żaden z trzech głównych bloków politycznych (lewicowy Nowy Front Ludowy, centrowi zwolennicy prezydenta Macrona oraz prawicowa grupa Le Pen) nie posiada wystarczającej większości.

Przed Bayrou stoi kilka kluczowych zadań, z których najważniejszym jest uchwalenie budżetu tymczasowego na 2025 rok, aby uniknąć paraliżu finansowego państwa. Kolejnym krokiem będzie opracowanie planu redukcji deficytu z obecnych 6.1% do 5% PKB. Wymaga to zarówno cięć wydatków publicznych, jak i podwyżek podatków na łączną kwotę 60 mld euro. Jednak osiągnięcie konsensusu w tak spolaryzowanym parlamencie będzie niezwykle trudne.

Opozycja stawia jasno swoje warunki: odrzucenie kontynuacji polityki prezydenta Macrona i unikanie stosowania artykułu konstytucji pozwalającego na uchwalanie ustaw bez głosowania. Bayrou będzie musiał prowadzić negocjacje zarówno z lewicą, jak i skrajną prawicą, unikając jednocześnie zbyt dużego uzależnienia od partii Le Pen.

Mimo napiętej sytuacji politycznej część inwestorów, w tym fundusze hedgingowe, wciąż wykazuje ograniczone zaufanie do francuskich obligacji. Jednak eksperci, jak Societe Generale, ostrzegają przed „powolnym wzrostem” spreadów, wskazując na słabość rządu i brak jasnych perspektyw na konsolidację fiskalną. Jeśli Francja nie podejmie skutecznych działań, rosnące koszty obsługi długu mogą znacznie utrudnić stabilizację finansów publicznych w dłuższej perspektywie.

Francja stoi na krawędzi kryzysu polityczno-ekonomicznego, a stabilizacja wymaga szybkich działań i kompromisów. Sukces rządu Bayrou zależy od jego zdolności do przełamania podziałów parlamentarnych i uchwalenia zrównoważonego budżetu. Bez tego krajowi grozi dalszy wzrost kosztów finansowania oraz pogłębiające się problemy gospodarcze, które mogą trwale podważyć zaufanie inwestorów.

Autor: Krzysztof Kamiński, OANDA TMS Brokers

Polska liderem finansowania nieruchomości w CEE: ESG kształtuje nowe strategie banków

Banki w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) nie straciły apetytu na finansowanie nieruchomości komercyjnych, zwłaszcza projektów magazynowych i logistycznych. Polska nadal pozostaje liderem CEE pod względem obrotów na rynku inwestycyjnym, a finansowanie nieruchomości ma najbardziej strategiczne znaczenie dla banków w Polsce spośród całego regionu. Zmieniają się strategie kredytowe – szczególnie dla polskich, czeskich i węgierskich banków niespełnienie kryteriów ESG może być przyczyną odmowy udzielenia kredytu – wynika z najnowszego raportu KPMG pt. „Property Lending Barometer 2024” w którym udział wzięło 43 instytucji finansowych z dziewięciu krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Wskaźnik nastrojów gospodarczych dla większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej w bieżącym roku utrzymywał się powyżej średniej dla całej UE, odzwierciedlając bardziej pozytywne perspektywy gospodarcze dla regionu. I choć to wciąż ostrożny optymizm, związany z ryzykami dotyczącymi m.in. sytuacji geopolitycznej i trwającej wojny w Ukrainie, to w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2024 r. w CEE zainwestowano ponad 5 mld euro w nieruchomości komercyjne, co daje wynik o 25% wyższy r/r .

Banki w regionie są nadal zainteresowane finansowaniem nieruchomości komercyjnych – niemal 60% ankietowanych nie zmieniło w ciągu ostatniego roku podejścia do finansowania nieruchomości, jednocześnie wg 25% respondentów zainteresowanie jest wyższe niż w ubiegłym roku. Na tym tle szczególnie pozytywnie wyróżnia się Polska. Wśród ankietowanych przedstawicieli banków, respondenci z Polski uznali finansowanie nieruchomości za obszar o najwyższym znaczeniu strategicznym.

Zmiana kluczowych czynników determinujących podejście banków do finansowania nieruchomości

Badanie przeprowadzone wśród reprezentantów banków w listopadzie 2024 wskazuje, że aktualnie kluczowy wpływ na podejście banków do finansowania nieruchomości komercyjnych mają warunki makroekonomiczne na lokalnych rynkach, a drugim istotnym czynnikiem jest sytuacja makroekonomiczna w Europie, ze względu na mało optymistyczne prognozy dla gospodarki europejskiej.

Największą zmianą w porównaniu z rokiem ubiegłym jest zmniejszenie znaczenia rosnących kosztów finansowania. Czynnik, który w 2023 roku był uznawany za najważniejszy, nie jest już tak dużym priorytetem, ponieważ wraz ze stabilizacją inflacji w 2024 roku na wielu rynkach w Europie stopy procentowe zaczęły spadać. W rezultacie, działania banków centralnych mają obecnie mniejszy wpływ na decyzje banków niż w ubiegłym roku.

Kwestie związane z ESG oraz wdrażanie nowych priorytetów w strategiach zajmują w tym roku ważne miejsce w agendach banków. Oba te czynniki zyskały na znaczeniu w porównaniu z poprzednim rokiem ze względu na zbliżające się terminy obowiązywania regulacji m.in. Bazylea IV i rosnącą liczbę wymogów, wprowadzanych przez regulacje dotyczące ESG, w tym Taksonomię UE, SFDR oraz CSRD.

Czynniki te mają oczywiście wpływ na kryteria oceny projektów przy udzielaniu finansowania bankowego. Podobnie jak w poprzednich latach, banki uczestniczące w badaniu potwierdziły, że w większości krajów najważniejszymi aspektami przy pozyskiwaniu finansowania dla projektu są wysoka jakość aktywów i silny model biznesowy. Kryteria te podkreślają koncentrację banków na minimalizacji ryzyka i perspektywie długoterminowej rentowności projektów podczas oceny możliwości finansowania.

Bardzo dużą wagę przywiązuje się również do pozycji rynkowej dewelopera – jego reputacja i standing finansowy nadal mają kluczowy wpływ na kryteria oceny. Istotne są również: poziom wynajęcia projektu, poziom kapitału własnego i spełnianie kryteriów ESG wskazanych przez banki.

Wzrost wolumenu transakcji na polskim rynku

Druga połowa 2024 roku przyniosła poprawę nastrojów na rynku inwestycyjnym i ożywienie aktywności we wszystkich sektorach, ale również wzrost zainteresowania inwestorów aktywami biurowymi w miastach regionalnych, jak i centrami handlowymi. Zmianę sentymentu inwestycyjnego odzwierciedlają też stopy kapitalizacji, które po znaczących wzrostach w ubiegłym roku, pozostają na stabilnym poziomie. Mimo tych pozytywnych informacji, na tle inwestycji w nieruchomości w całej Europie Polska wciąż pozostaje rynkiem o relatywnie małej skali – w okresie I-III kw. 2024 roku z 2-procentowym udziałem w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych.

Pomimo utrzymującej się ograniczonej aktywności inwestycyjnej w Europie, w Polsce wyraźnie widać poprawę nastrojów inwestorów i rosnący popyt na nieruchomości komercyjne. Ze względu na duże nasycenie rynku banki pozostają ostrożne w udzielaniu finansowania dla nowych inwestycji, kładąc coraz większy nacisk na ocenę projektów pod kątem kryteriów ESG. Instytucje finansowe systematycznie zmieniają swoje modele oceny ryzyka kredytowego, aby dostosować się do wymogów Bazylei IV i zmian w prawodawstwie UE. Perspektywy na 2025 r. są pozytywne, napędzane spodziewanym wzrost aktywności inwestycyjnej w następstwie obniżek stóp procentowych przez EBC i FED – mówi Katarzyna Nosal, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.

Stabilne podejście banków do finansowania inwestycji nieruchomościowych

Większość respondentów wyraziła niezmienione w porównaniu z poprzednim rokiem podejście do finansowania nowych projektów, co pokazuje, że pomimo zmian koniunktury rynkowej banki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pozostają otwarte na nowe inwestycje.  Stosunek kredytów deweloperskich do projektów przynoszących dochód wynosi średnio około 50/50 w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, aczkolwiek banki w Polsce są bardziej sceptyczne niż instytucje finansowe z regionu, bo na rodzimym rynku wskaźnik ten wyniósł 40/60.

Podobnie jak w przeszłości, marże odsetkowe dla nowych projektów deweloperskich są średnio o 10 punktów bazowych wyższe w całym regionie w porównaniu z marżami kredytów na ukończone i wynajęte projekty.

Spełnienie kryteriów ESG coraz ważniejsze przy pozyskiwaniu finansowania

Zmieniające się otoczenie prawne wymaga od banków znacznego rozszerzenia zakresu weryfikacji parametrów dotyczących nieruchomości komercyjnych. Zgodność z normami zrównoważonego rozwoju stała się istotnym elementem oceny projektów, co wpływa na wszystkie aspekty kredytowania. 75% spośród 43 ankietowanych banków z 9 krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej zadeklarowało przyjęcie strategii ESG i włączenie kryteriów zrównoważonego rozwoju do zatwierdzania kredytów. W porównaniu do wyników z minionego roku można zauważyć wyraźny wzrost liczby banków uczestniczących w emisjach zielonych obligacji czy oferujących zielone finansowanie m.in. kredyty o obniżonej marży na projekty energooszczędne. Co ciekawe, jedynie 11% banków oferuje produkty związane z finansowaniem modernizacji istniejących budynków. Z kolei analizując potencjalne potrzeby rynku w tym kontekście, bez wątpienia jedną z najbardziej oczekiwanych przez uczestników rynku nieruchomości komercyjnych zmian w ofercie banków jest wprowadzenie produktów finansujących modernizacje starszych nieruchomości.

Banki są zobowiązane do przyjęcia bardziej rygorystycznych środków zgodności ESG w swoich politykach kredytowych ze względu na zmieniające się przepisy. Choć analizując wyniki dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej w ciągu ostatniego roku nie nastąpiła znacząca zmiana w liczbie banków odmawiających finansowania z powodu niezgodności z ESG (samodzielnie lub w połączeniu z innymi czynnikami), to postawa lokalnych banków centralnych w Europie Środkowej i Wschodniej jest ważnym czynnikiem wpływającym na wdrażanie zrównoważonych praktyk finansowych. Niemniej jednak widoczne są wyraźne różnice regionalne. Wyniki ankiety wskazują, że inwestorzy w Polsce, Czechach i na Węgrzech coraz częściej spotykają się z odmową finansowania, gdy nie spełniają oczekiwań banku w zakresie ESG – mówi Monika Dębska-Pastakia, Partner Associate, Szefowa Zespołu Real Estate w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Stopniowa cyfryzacja procesów w bankach

W tym roku po raz pierwszy zbadano wpływ nowych technologii i sztucznej inteligencji na obszar finansowania nieruchomości. Badanie KPMG wykazało, że obecnie tylko 7% banków częściowo digitalizuje procesy kredytowe, a 8% jest w fazie wdrażania. Nowe technologie są wykorzystywane w najmniejszym stopniu w procesie due diligence (weryfikacja możliwości inwestycyjnych przed udzieleniem finansowania), a 56% respondentów polega głównie na tradycyjnych metodach.

Oczywiście banki stopniowo zaczynają digitalizować swoje procesy zatwierdzania dużych kredytów. Chociaż nadal wymagają one wielu ocen i dokładnej weryfikacji, cyfryzacja już uprościła i usprawniła niektóre etapy. Banki, które dokonały cyfryzacji lub planują to zrobić w najbliższym czasie, koncentrują się na automatyzacji procesów związanych z monitorowaniem udzielania kredytów i ich spłatą.

O RAPORCIE:

Raport KPMG pt. „Property Lending Barometer 2024” powstał na podstawie badania dot. finansowania nieruchomości komercyjnych przez banki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W tym roku w badaniu wzięły udział 43 banki z Bułgarii, Chorwacji, Czech, Polski, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii i Węgrzech. Badanie zostało przeprowadzone w listopadzie 2024 roku i obejmowało kwestionariusz online oraz pogłębione wywiady z przedstawicielami banków.

Wolna Wigilia? Na te kwestie kadrowe warto zwrócić uwagę w 2025 roku

Uchwalona przez Sejm RP w dniu 06.12.2024 r. ustawa o zmianie ustawy o dniach wolnych od pracy oraz niektórych innych ustaw, jeżeli zostanie podpisana przez Prezydenta RP, wejdzie w życie 1 lutego 2025 r. Patrząc na przepisy tej ustawy przez pryzmat otoczenia prawnego pracodawcy, można wskazać na nieoczywiste zagadnienia, które nie wynikają wprost z tekstu ustawy.

Komentarz: Tomasz Czerkies, radca prawny w ADP Polska

W momencie, gdy Wigilia Bożego Narodzenia (24 grudnia) stanie się dniem wolnym od pracy, dla działów kadrowo-płacowych wprowadzi to skutki, o których warto pamiętać przez cały 2025 rok.  Z uwagi na to, że nowe prawo zacznie obowiązywać 1 lutego – cały przyszły rok będzie pod tym względem dla działów HR „przejściowy”. Na co należy zwrócić uwagę?

Modyfikacja współczynnika do obliczania ekwiwalentu za urlop wypoczynkowy. Zgodnie z obowiązującymi przepisami (§ 19 rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 8 stycznia 1997 r. w sprawie szczegółowych zasad udzielania urlopu wypoczynkowego, ustalania i wypłacania wynagrodzenia za czas urlopu oraz ekwiwalentu pieniężnego za urlop (Dz. U. Nr 2, poz. 14 z późn. zm.), współczynnik ustala się, odejmując od liczby dni w danym roku kalendarzowym łączną liczbę przypadających w tym roku niedziel, świąt oraz dni wolnych od pracy wynikających z rozkładu czasu pracy w przeciętnie pięciodniowym tygodniu pracy, a otrzymany wynik dzieli się przez 12. Nowy dzień wolny od pracy automatycznie wpłynie więc na wysokość współczynnika. Obecnie współczynnik ten na 2025 r. wynosi 20,83; po uwzględnieniu Wigilii – będzie to 20,75.

W mojej ocenie, z uwagi na wejście w życie przepisu 1 lutego 2025 r., w nadchodzącym roku pracodawca będzie zobowiązany zastosować dwa różne współczynniki za ekwiwalent. W odniesieniu do pracowników, z którymi stosunek pracy uległ rozwiązaniu lub wygaśnięciu najpóźniej 31 stycznia 2025 r. – należy stosować „stary współczynnik”.  Natomiast w przypadkach, gdzie stosunek pracy uległ rozwiązaniu lub wygaśnięciu 1 lutego 2025 r. i później – pracodawca będzie mieć obowiązek zastosowania „nowego współczynnika”. Nie ma w tym wypadku znaczenia termin naliczenia i wypłaty ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy, ponieważ prawo do ekwiwalentu pojawia się w dniu rozwiązania lub wygaśnięcia stosunku pracy.

Konieczność ponownego zaplanowania harmonogramów czasu pracy. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy u danego pracodawcy obowiązuje 12–miesięczny okres rozliczeniowy czasu pracy, a dodatkowo pracodawca ten planuje pracę na cały ten 12 – miesięczny okres rozliczeniowy. Dotyczy to zwłaszcza branż, których działalność podlega wahaniom na przykład z powodu nierównomiernie pojawiających się zamówień lub z powodu sezonowości prac. W takim wypadku harmonogram czasu pracy planowany aktualnie na 2025 r. nie powinien jeszcze uwzględniać dnia wolnego przypadającego w Wigilię Bożego Narodzenia. Przepisy wprowadzające ten dzień wolny wejdą w życie od 1 lutego, zatem dopiero od tego dnia pracodawca powinien uwzględnić dzień wolny i ponownie „przeplanować” harmonogram czasu pracy. Alternatywą jest możliwość uwzględnienia nowego dnia wolnego od pracy w aktualnie planowanych harmonogramach czasu pracy. Obie metody są dopuszczalne, jednak obie wymagają podjęcia decyzji, w jaki sposób i kiedy Wigilia zostanie uwzględniona w harmonogramie czasu pracy na 2025 rok.

Baker McKenzie: polskie firmy wśród najbardziej aktywnych w przetargach publicznych w Ukrainie

Polskie firmy z sektora budowlanego i energetycznego należą do najbardziej aktywnych w staraniach o zamówienia publiczne w Ukrainie, twierdzą eksperci Baker McKenzie. Przedsiębiorcy z Polski chętniej uczestniczą w przetargach niż firmy z Europy Zachodniej i innych regionów dzięki dobrej znajomości rynku, bliskości kulturowej i realistycznemu podejściu do ryzyk związanych z działaniami wojennymi.

Po okresie gwałtownego osłabienia w związku z inwazją Rosji, sytuacja gospodarki ukraińskiej ustabilizowała się. Wzrost PKB wyniósł 5,3 proc. w 2023 roku, a na 2024 roku prognozy mówią o kolejnym wzroście rzędu 3-4 proc. Jednocześnie ruszyły przetargi na odbudowę zniszczonej infrastruktury. Bank Światowy w raporcie z lutego 2024 roku ocenił potrzeby inwestycyjne związane z odbudową i rekonstrukcją zasobów w Ukrainie na 486 mld dolarów. Największe potrzeby Bank Światowy dostrzega w obszarze odbudowy infrastruktury energetycznej, sieci transportowych i w mieszkalnictwie. To właśnie tymi obszarami interesują się polscy przedsiębiorcy ubiegający się o publiczne kontrakty w Ukrainie.

– Straty i działania wojenne w Ukrainie nie rozkładają się równomiernie na całym obszarze kraju. Pozwala to inwestorom i przedsiębiorcom działać w dopuszczalnym dla siebie obszarze ryzyka – mówi Viacheslav Yakymchuk, partner zarządzający Baker McKenzie w Kijowie. – Bliskość geograficzna i kulturowa niewątpliwie wpływa na gotowość polskich przedsiębiorców do działania w Ukrainie. Ich ocena sytuacji i ogólna znajomość kraju jest dużo bardziej realistyczna niż firm pochodzących spoza Europy Środkowo-Wschodniej.

Zdaniem ekspertów kijowskiego biura Baker McKenzie gotowość zagranicznych przedsiębiorców i inwestorów do zaangażowania się zwiększyć mogą gwarancje i ubezpieczenia na wypadek skutków działań wojennych zapewniane przez ukraiński rząd, instytucje unijne, Stany Zjednoczone czy firmy komercyjne. Znacząca część finansowania zapewnianego przez UE ma przyjąć formę gwarancji na pokrycie ryzyka związanego z pożyczkami czy ubezpieczeniami. Projekty tego rodzaju realizować będzie między innymi Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, Europejski Bank Inwestycyjny i IFC (ramię inwestycyjne Banku Światowego).

– Ukraiński rząd jest świadomy, że do uzyskania wsparcia zewnętrznego potrzebne są nie tylko zachęty, ale też zmiany strukturalne – mówi Alyona Bon, senior associate w Baker McKenzie w Kijowie. – Dlatego też wprowadza rozwiązania instytucjonalne, które mają wesprzeć walkę z korupcją i starania o większą przejrzystość. Są one niezbędne do zapewnienia transparentnego procesu zamówień publicznych.

Odbudowa kraju nie oznacza zdaniem ekspertów Baker McKenzie powrotu do stanu sprzed wojny. Infrastruktura energetyczna w większym stopniu ma bazować na odnawialnych źródłach energii, stąd otwartość Ukrainy na przedsiębiorców oraz inwestorów specjalizujących się w inwestycjach w zieloną energetykę. Ponadto kraj w większym stopniu ma otworzyć się na zagranicznych inwestorów w kapitałochłonnych gałęziach gospodarki, w których tradycyjnie dominowali duzi, lokalni inwestorzy. Jednym z nich ma być przemysł wydobywczy. Oprócz sektora energetyki, transportu i surowców krytycznych ukraińskie Ministerstwo Finansów w planie na lata 2024-27 wskazuje na potrzebę dodatkowych nakładów na inwestycje w rolnictwie, przemyśle przetwórczym i transformację cyfrową.

– Obserwujemy dynamiczny rozwój przemysłu obronnego, w tym produkcji systemów dronowych. W związku z działaniami wojennymi obecnie wyznaczono liczne ograniczenia w obszarze eksportu tego rodzaju technologii, co może stanowić przeszkodę w pozyskiwaniu dofinansowania spoza kraju. Jednak wraz z końcem działań wojennych, powinny one zostać zniesione, a inwestycje w innowacyjne, sprawdzone technologie przyniosą korzyści podmiotom, które odpowiednio wcześnie skorzystają z tej okazji – zwraca uwagę Marcin Fijałkowski, partner oraz szef praktyki własności intelektualnej i nowych technologii w Baker McKenzie w Warszawie.

– Przedsiębiorcom zagranicznym zainteresowanym inwestycjami w Ukrainie doradzamy, by odwiedzili Ukrainę i przekonali się na własne oczy, jak wygląda sytuacja gospodarcza, jak funkcjonuje kraj i nie odkładali planów na przyszłość – dodaje Alyona Bon. – Najlepszy czas na rozpoczęcie inwestycji lub działalności gospodarczej jest właśnie teraz.

Eksperci Baker McKenzie zwracają uwagę, że zagraniczne rządy udzielające pomocy finansowej Ukrainie, będą wspierały swoich przedsiębiorców w staraniach o zlecenia publiczne. Z drugiej strony największymi konkurentami dla firm z zewnątrz będą lokalne firmy doskonale znające uwarunkowania swojego kraju.

Wyzwaniem dla przedsiębiorców działających w Ukrainie są problemy z dostępnością siły roboczej, co jest związane z poborem do wojska i emigracją. Eksperci Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych podkreślają jednak, że relatywnie dobra kondycja gospodarki ukraińskiej jest wynikiem nie tylko zagranicznej pomocy finansowej i restrykcyjnej polityki monetarnej, ale też odporności ukraińskich obywateli i przedsiębiorców, którzy w większości kontynuują pracę podczas trwającej wojny.

Widzimy zainteresowanie gospodarczym aspektem odbudowy Ukrainy ze strony międzynarodowych inwestorów, między innymi ze Stanów Zjednoczonych – dodaje Weronika Achramowicz, partner zarządzająca Baker McKenzie w Warszawie. – Często myślą oni o Polsce jako miejscu pierwszego etapu zagranicznej ekspansji. W istocie Polska jest dobrym przykładem kraju, który odniósł sukces gospodarczy również dzięki temu, że może być regionalnym 'headquarter’ i bramą do wejścia zarówno na rynek Unii Europejskiej, jak i ekspansji na wschód.

Podsumowanie roku 2024 w polskiej energetyce

Rok 2024 uwidocznił konieczność przyspieszenia transformacji energetycznej. Optymalnym rozwiązaniem w polskich warunkach wydaje się połączenie budowy nowych mocy dyspozycyjnych opartych na gazie z konwersją istniejących bloków węglowych. Plany budowy magazynów energii pozostają niestety w fazie projektów.
- podsumowuje ekspert BCC ds. energetyki i transformacji energetycznej, Maciej Stańczuk.

Ekspert pozytywnie ocenia dekarbonizację sektora energetycznego w 2024 r., która istotnie przyspieszyła. We wrześniu 2024 r. udział węgla kamiennego w miksie energetycznym spadł do 35% (o 26 pkt proc. mniej niż rok wcześniej), węgiel brunatny wciąż stanowi 22%, a udział odnawialnych źródeł energii (OZE) wzrósł do 30%.

  • Proces eliminacji węgla kamiennego z polskiej energetyki przebiega szybciej, niż się spodziewano. W dni wietrzne i słoneczne, szczególnie w weekendy, kiedy zużycie energii jest niższe, Polska staje się jednym z największych eksporterów energii OZE w Europie. Niestety, brak odpowiednich magazynów energii często zmusza Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) do odłączania odbioru energii ze źródeł odnawialnych, co prowadzi do marnowania nadwyżek. – twierdzi ekspert.
  • Plany budowy magazynów energii pozostają niestety w fazie projektów. Mimo ambitnych założeń inwestycyjnych polskich koncernów energetycznych, przełom w tym obszarze wciąż jest przed nami.

Problemy z ustawą odległościową

Docelowo sektor energetyczny ma opierać się na OZE, jednak brak zmian w tzw. ustawie odległościowej znacząco hamuje rozwój energetyki wiatrowej na lądzie. Prosta zmiana z 700 na 500 metrów mogłaby przyspieszyć budowę wiatraków, ale wciąż nie została uchwalona przez Sejm. Prawdopodobieństwo jej zatwierdzenia przed końcem 2024 r. jest minimalne, co budzi rozczarowanie.

Zdaniem eksperta:

Największym wyzwaniem w kontekście odchodzenia od węgla pozostaje zapewnienie odpowiednich mocy dyspozycyjnych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE) do momentu uruchomienia stabilnych źródeł energii jądrowej. Polska realizuje dwa projekty: duże reaktory jądrowe (jak elektrownia w Choczewie) oraz małe reaktory modułowe (SMR).

Reaktory jądrowe będą jednak służyć głównie jako źródła energii dla sektora IT i elektromobilności. Dlatego uzupełnieniem powinny być technologie takie jak bloki parowo-gazowe (CCGT) czy turbiny gazowe bez odzysku ciepła (OCGT).

Zagrożenia wynikające z wycofywania bloków węglowych

Uczestnictwo aktywów węglowych na rynku mocy może być przedłużone tylko do 2028 r. W tym czasie nie będzie możliwe zastąpienie aktywów węglowych np. przez bloki parowo-gazowe (CCGT) bądź turbiny gazowe bez odzysku ciepła (OCGT). Do 2030 r. planowane jest wyłączenie ponad 8 GW elektrowni i elektrociepłowni węglowych, a w latach 2031-2040 z bilansu mocy planowane jest wycofanie kolejnych 7-8 GW mocy. Ponieważ mają one charakter mocy dyspozycyjnych, powinny zostać zastąpione przez moce o podobnym charakterze. OZE z oczywistych powodów nie mogą być uznane za moce dyspozycyjne. Wybudowanie bloków gazowych w tak krótkim czasie nie jest praktycznie możliwe (przygotowanie i realizacja nowych projektów zajmuje co najmniej 6 lat, brak jest generalnych wykonawców, a najwięksi polscy przeżywają egzystencjonalne kłopoty), dlatego też trzeba szukać rozwiązań, które złagodzą prawdopodobny deficyt mocy w KSE. Tym rozwiązaniem może być najprostsza i najtańsza technologia, w dodatku opracowana przez polskie firmy, jaką jest konwersja istniejących bloków węglowych na gazowe, gazowe z domieszką wodoru bądź biomasowe, ich emisyjność spadłaby wtedy poniżej 550g/kWh, czyli kwalifikowałyby się one do aukcji rynku mocy, a okres realizacji inwestycji nie przekraczałby 1,5 roku. Konwersje bloków węglowych, które inaczej musiałyby być wyłączane, mogłyby stać się dobrym uzupełnieniem dla budowy instalacji CCGT i OCGT.

Przedłużenie złej praktyki mrożenia cen energii do połowy 2025 r. podyktowane czynnikami politycznymi (wybory prezydenckie w 2025 r.)  z pewnością nie przyczyni się odbudowy zniszczonego w ostatnich latach rynku energii. – dodaje Maciej Stańczuk

Mrożenie cen energii mogło być uzasadnione w czasach bardzo wysokiej inflacji, przekraczającej 18% oraz wzrostu cen surowców energetycznych po napadzie Putina na Ukrainę, ale nie dzisiaj, kiedy inflacja jest wprawdzie jeszcze oddalona od celu inflacyjnego NBP (2,5%), ale nie są to poziomy bardzo wysokie (poniżej 5% na koniec 2024 r.).

Poważnym wyzwaniem dla realizacji inwestycji w transformację energetyczną może stać się bariera w ich finansowaniu. Międzynarodowe instytucje finansowe (jak EBOiR) nie są bowiem zainteresowane finansowaniem budowy bloków parowo-gazowych, które w myśl obecnej koncepcji PSE mają być podstawą mocy dyspozycyjnej w KSE i zastąpić bloki węglowe pozbawione wsparcia z rynku mocy i trwale nierentowne. Wynika to z faktu wykluczenia docelowego gazu z taksonomii europejskiej.

Rok 2024 uwidocznił konieczność przyspieszenia transformacji energetycznej. Optymalnym rozwiązaniem w polskich warunkach wydaje się połączenie budowy nowych mocy dyspozycyjnych opartych na gazie z konwersją istniejących bloków węglowych.
Propozycje przyspieszania transformacji energetycznej w Polsce powinny być racjonalne, optymalne dla budżetu państwa, możliwie szybkie do zrealizowania, a dodatkowo zapewniające dodatkowe wpływy budżetowe. Do tego potrzeba, aby to polskie firmy stały się beneficjentami transformacji i by istniały w całym łańcuchu inwestycyjnym z transformacją związanym. Mam nadzieję, że wzmożenie inwestycyjne utrzyma się w kolejnych latach, co pozwoli na realizację niezbędnych projektów – podsumowuje Maciej Stańczuk.

Transformacja cyfrowa w Polsce: Szanse, wyzwania i strategie na nadchodzące lata

Transformacja cyfrowa redefiniuje sposób, w jaki działają firmy na całym świecie. Jak polscy przedsiębiorcy mogą wykorzystać cyfryzację do zwiększenia konkurencyjności i innowacyjności?

Rok 2025 przyniesie zarówno nowe możliwości, jak również wyzwania, które wymagają przemyślanych strategii i adaptacji w każdej branży.

Szeroko rozumiane obszary cyfryzacji, kompetencji, cyberbezpieczeństwa, czy najnowszych  technologii, jak sztuczna inteligencja, czy technologie kwantowe, decydują o pozycji poszczególnych państw i budowaniu przez nie przewag konkurencyjnych w dłuższym horyzoncie. By proces ten był skuteczny, potrzebna jest odpowiednia diagnoza, strategia oraz finansowanie. – zauważa Krzysztof Szubert, ekspert BCC ds. cyfryzacji i nowych technologii.

Zdaniem eksperta BCC jednym z ważniejszych wydarzeń mijającego roku było pojawienie się pod koniec października, długo oczekiwanego projektu Strategii Cyfryzacji Polski do 2035 roku, zaprezentowanego przez wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego – jako “ pierwszy tak kompleksowy dokument w historii naszego kraju, który ma być planem transformacji cyfrowej na najbliższe 10 lat. Główny cel: poprawa jakości życia obywateli dzięki cyfryzacji.“ Dokument trafił właśnie do konsultacji społecznych.

Założenia strategiczne są bardzo ambitne, m.in.: 100% podmiotów realizujących zadania publiczne pracuje na systemie elektronicznego zarządzania dokumentami, wszystkie kluczowe e-usługi dostępne w aplikacji mObywatel, wykształcenie 1,5 mln specjalistów ICT, czy 5% PKB na cyfryzację od 2035 roku – czyli więcej, niż wynoszą obecnie wydatki Polski na obronność. Ważne natomiast, że dokument powstał z uwzględnieniem już funkcjonujących w polskiej przestrzeni cyfrowej lub opracowywanych dokumentów, takich jak Strategia Cyberbezpieczeństwa RP, Narodowy Plan Szerokopasmowy, Program Rozwoju Kompetencji Cyfrowych, Program Otwierania Danych, czy Polityka Rozwoju Sztucznej Inteligencji. – podkreśla ekspert.

Krzysztof Szubert zwraca także uwagę, że: – po raz pierwszy w historii polskiej administracji mamy ministra cyfryzacji w randze wiceprezesa Rady Ministrów, co daje niewątpliwie spore nadzieje na realizację założeń projektu strategii oraz oddziaływanie tego obszaru zarówno na gospodarkę, biznes, ekonomię jak i na społeczeństwo.

KONKURENCYJNOŚĆ I INWESTYCJE

Kluczowym elementem skutecznej cyfryzacji oraz budowania przewag rynkowych w tym obszarze są dedykowane fundusze, czyli inwestycje.

Jednym z nich jest ogłoszony, wspólnie z BGK, mechanizm pożyczek na transformację cyfrową w polskich firmach, w wysokości 2,8 miliarda złotych, czy też fundusz Sztucznej Inteligencji na poziomie 1 miliarda złotych. Bardzo ważną zapowiedzią wicepremiera Gawkowskiego, złożoną podczas ‘Open Eyes Economy Summit’, było potencjalne utworzenie europejskiego funduszu na rzecz cyberbezpieczenstwa, co zdecydowanie adresowało by ogromną lukę finansową  w tym segmencie.

ROZWÓJ NARZĘDZI

Z praktycznych kwestii szczególnie cieszy dalszy rozwój aplikacji mObywatel, która jest obecnie najważniejszym narzędziem polskiej administracji. Aplikacja, z blisko 20 milionami pobrań, zapewnia dostęp do coraz szerszego zakresu cyfrowych usług urzędowych oraz elektronicznych dokumentów, stając się kluczowym elementem cyfryzacji w Polsce.

. Bardzo ważną usługą są zapowiedziane od stycznia 2025 e-Doręczenia, czyli elektroniczny odpowiednik tradycyjnych przesyłek listowych za potwierdzeniem odbioru.

  • Podejmowanie takich działań powinno przyczyniać się do systematycznej poprawy pozycji Polski w rankingach ucyfrowienia naszego kraju, gdzie w skali Uni Europejskiej znajdujemy się dopiero na 24 miejscu (najnowszy raport DESI, czyli europejski Digital Economy & Society Index). Podobne wnioski płyną z opublikowanego przez Komisję Europejską sprawozdania na temat stanu cyfrowej dekady, zawierającego kompleksowy przeglądpostępów poczynionych w dążeniu do osiągnięcia celów cyfrowych określonych na 2030 r. w programie polityki „Droga ku cyfrowej dekadzie”.
  • Pomimo postępów, Polska musi się skupić szczególnie na wdrażaniu zaawansowanych technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa oraz zwiększaniu odsetka osób posiadających podstawowe umiejętności cyfrowe. – twierdzi ekspert BCC.

Z początkiem 2025 roku, Polska obejmie prezydencję w Radzie UE. Państwo sprawujące prezydencję przez 6 miesięcy kieruje pracami Rady nad unijnym ustawodawstwem, dba o porządek procedur legislacyjnych i współpracę państw członkowskich.

Jest to doskonała okazja, która zdarza się raz na 14 lat, aby zaprezentować polskie priorytety w obszarze cyfryzacji. Co jednak ważniejsze, to szansa na zainicjowanie nowych kierunków, projektów i działań Rady UE. Kluczowe jest, aby prezydencja była aktywna, skoncentrowana nie tylko na tworzeniu kolejnych regulacji w obszarze cyfrowym, lecz przede wszystkim na wspieraniu rozwoju europejskiego biznesu cyfrowego oraz wdrażaniu jednolitych i zintegrowanych, nowoczesnych usług, które będą służyć obywatelom UE.podsumowuje Krzysztof Szubert.

Reforma prawa czy stagnacja? Podsumowanie deregulacji w 2024 roku i perspektywy na przyszłość

Rok 2024 miał być przełomowy dla deregulacji w Polsce, jednak rzeczywistość okazała się daleka od oczekiwań. Rząd zapowiadał intensywne działania w tym obszarze, ale ich realizacja napotkała liczne trudności, co spowolniło proces legislacyjny i przyczyniło się do rozczarowania przedsiębiorców i ekspertów.

Witold Michałek, wiceprezes BCC, ekspert ds. stanowienia prawa podsumowuje miniony rok.

Ustawa deregulacyjna – opóźnienia i niewykorzystane szanse

Na początku roku powołano specjalny zespół, którego celem było opracowanie ustawy deregulacyjnej. Zaproszono do współpracy ekspertów i konsultowano obszary gospodarki wymagające uproszczeń regulacyjnych. Wydawało się, że proces ruszył z miejsca – projekt ustawy opublikowano w kwietniu, co dawało nadzieję na szybkie wdrożenie zmian.

Niestety, prace legislacyjne praktycznie zatrzymały się na tym etapie. – Do dziś, 8 miesięcy po publikacji projektu, nie przeszedł on dalszej drogi legislacyjnej. Uważamy, że jest to opóźnienie i w pewnym sensie porażka rządu w tej sprawie” – podkreślają eksperci.

Rekomendacje są jasne: rząd powinien jak najszybciej zakończyć prace nad projektem, przyjąć go w formie uchwały Rady Ministrów, a następnie sprawnie przeprowadzić przez proces legislacyjny w parlamencie i opublikować po uzyskaniu podpisu Prezydenta RP.

Nowe regulacje w Sejmie – krok w dobrym kierunku

Na tle opóźnień związanych z ustawą deregulacyjną pozytywnie wyróżnia się niedawna inicjatywa związana ze zmianami w regulaminie Sejmu. Zgodnie z rekomendacjami zawartymi w kamieniach milowych KPO, władze zdecydowały się na wdrożenie procedur mających poprawić jakość prac legislacyjnych, szczególnie w przypadku inicjatyw poselskich i innych projektów nierządowych.

Wprowadzone zmiany zakładają:

  • obowiązkowe konsultacje społeczne i eksperckie,
  • minimum 30-dniowy termin na przeprowadzenie tych konsultacji,
  • przygotowanie szczegółowych ocen skutków regulacji na poziomie zbliżonym do projektów rządowych.

Te kroki mają szansę zwiększyć racjonalność i efektywność procesu legislacyjnego, co jest kluczowe dla tworzenia spójnych i przejrzystych regulacji gospodarczych.

Deregulacja – wciąż kluczowe wyzwanie

Deregulacja pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań dla polskiej gospodarki. Uproszczenie przepisów i zmniejszenie biurokracji to czynniki, które mogą przyczynić się do wzrostu konkurencyjności polskich przedsiębiorstw i poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej.

„Rok 2024 uświadomił nam, jak trudnym procesem dla obecnego rządu jest deregulacja. Mamy jednak nadzieję, że przyspieszenie prac nad ustawą deregulacyjną oraz wdrożenie zmian w regulaminie Sejmu zaowocują bardziej przejrzystym i efektywnym procesem legislacyjnym w kolejnych latach” – podsumowuje Witold Michałek.

Deregulacja to nie tylko oczekiwanie przedsiębiorców, ale także warunek dla przyspieszenia wzrostu gospodarczego i zwiększenia inwestycji w Polsce.

W obliczu wyzwań, jakie niesie obecny stan finansów państwa i spowolnienie wzrostu gospodarczego w UE, kluczowe jest sprawne wdrażanie zapowiadanych reform – dodaje ekspert BCC.

Wzrost wydatków i deficytu: Czy polska gospodarka poradzi sobie z wyzwaniami 2025 roku?

Rząd pod koniec października ogłosił nowelizację budżetu państwa na rok 2024 oraz nowelizację propozycji budżetu na rok 2025. Główna zmiana dotycząca roku 2024 to podniesienie deficytu o 56 mld zł, z 184 mld zł do 240,3 mld zł, głównie z racji urealnienia dochodów podatkowych, m. in z VAT o 23 mld zł, podatku CIT o 11 mld zł z racji słabszej koniunktury przedsiębiorstw eksportowych – efekt słabej koniunktury w strefie euro oraz  mniejszej wpłaty zysku z NBP o 6 mld zł. Mniejsze o 9 mld zł mają być też wpływy ze sprzedaży uprawnień emisji CO2. Jedna znaczna zmiana po stronie wydatków to przekazanie samorządom 10 mld zł na załatanie wyrw związanych z Polskim Ładem.

W roku 2025 deficyt budżetu państwa ma wzrosnąć do 288,77 mld zł. Szczegółowy projekt budżetu na rok 2025 nie został jeszcze opublikowany, ale koszt obsługi długu Skarbu Państwa (nie licząc samorządów i funduszy pozabudżetowych) ma wynieść 75,5 mld zł, podczas gdy jeszcze parę lat temu był poniżej 30 mld zł. O tym koszcie decydują rynki finansowe. Dalszy wzrost tego kosztu w latach 2026-2028 pozostaje głównym zagrożeniem dla stabilności makroekonomicznej kraju, większym niż dyscyplina ze strony Komisji Europejskiej,  z możliwością otwartego kryzysu. Deficyt całego sektora finansów publicznych, tj. łącznie  z funduszami pozabudżetowymi, ma wynieść w roku 2025 5,5% PKB. Łączny wzrost wydatków publicznych w latach 2024-2027 ma wynieść około 7% PKB. Poziom transferów socjalnych ma wzrosnąć z 17,7% PKB w roku 2023 do 19-20% PKB w roku 2027. Wydatki na obronę narodową mają wzrosnąć z około 2% PKB w roku 2023 do 4,7% PKB w roku 2025  i później.

Dług sektora liczony poprawnie, tj. według reguł UE, w prognozie rządowej przekroczy konstytucyjny limit  60% PKB już w roku 2026. Rynki finansowe traktują poważnie metodologię UE, a nie tzw. metodologię krajową, więc podawanie przez ministra Domańskiego danych według tej unijnej metodologii jest ekonomicznie poprawne. Jednak rząd powinien zrezygnować całkowicie, czego dotąd nie robi, z posługiwania się także tzw. metodą krajową, bo ta metodologia wprowadza społeczeństwo w błąd udając, że długu jest mniej, a teraz nawet dużo mniej, niż jest w rzeczywistości. Druga potrzebna zmiana ustawy o finansach publicznych dotyczy eliminacji tzw. wydatków pozabudżetowych, pozostających poza kontrolą parlamentu. Wielkość tych wydatków rośnie bardzo szybko, pozwalając na kontynuowanie niebezpiecznej polityki „budżet stać na wszystko”.

Mamy dwa ważne powody ignorowania lub niedoceniania przez ministra finansów i generalnie obecny rząd, także przez opozycję, dużego ryzyka spadku tempa wzrostu PKB w najbliższych latach. Pierwszy powód to prawdopodobnie nadal niskie inwestycje, około 17% PKB, wobec 22,5% średnio w krajach UE. Przyczyny są długotrwałe: bardzo niskie oszczędności gospodarstw domowych, silnie ujemne oszczędności publiczne, skromne inwestycje zagraniczne oraz malejąca luka technologiczna między Polską a krajami technologicznie zaawansowanymi, takimi jak USA, Niemcy czy UK. Tempo wzrostu PKB na mieszkańca w tych krajach było przez ostanie 100-200 lat  mniej więcej takie samo,  około 1,5% rocznie. To tempo w krajach doganiających było bardzo zróżnicowane między zerem a około 10%, zależne mocno od udziału inwestycji w PKB, jakości instytucji rynkowych, jakości szkolnictwa. W Polsce to tempo w okresie ostatnich około 32 lat wynosiło średnio około 3,5% rocznie. W najbliższych latach, z racji wysokiego już poziomu wydajności pracy i niskich inwestycji, powolny spadek tego tempa do poziomu 1,5% rocznie jest zatem nieunikniony. Tę ocenę podziela KE. Nie podziela jej jeszcze polski rząd.

Dużą pozytywną zmianą w roku 2024 było zakończenie wojny prawnej z KE oraz instytucjami prawa międzynarodowego. Polska zaczęła otrzymywać środki z Krajowego Funduszu Odbudowy oraz bieżącego budżetu UE. Kolejną pozytywną zmianą jest program przyjęcia dużej liczby Ukraińców na prawach polskich obywateli. Ta zmiana zmniejsza koszt kryzysu demograficznego. Trzecia pozytywna zmiana to zapowiadana nowa polityka na rzecz poprawy jakości rzek, ochrony lasów i eliminacji dużych klęsk żywiołowych. Czwarta dobra zmiana dotyczy sektora energetycznego: zamykanie elektrowni węglowych i kopalń węgla, zielone światło dla elektrowni wiatrowych oraz jądrowych, redukcja śladu węglowego w produkcji przemysłowej, zapowiadana szybka przebudowa sieci połączeń elektrycznych. Potrzebny jest też duży wzrost nakładów na naukę, szkolnictwo i budownictwo mieszkaniowe.

 Autor: Stanisław Gomułka, Główny ekonomista BCC

Implementacja dyrektywy UE o równości płac: Jak dostosować Kodeks Pracy bez strat dla pracodawców i pracowników?

Nowa dyrektywa od 2026 roku. ma zapewnić jawność wynagrodzeń a także wpłynąć na zniwelowanie dyskryminacji płacowej. Na implementację europejskiej dyrektywy o równości wynagrodzeń mamy czas do 7 czerwca 2026 roku. Niestety niektóre, istotne zapisy zawarte w dyrektywie są na tyle niejednoznaczne i mało przejrzyste, że mogą sprawiać poważne kłopoty interpretacyjne i prowadzić do konfliktów w miejscach zatrudnienia – zauważa Witold Michałek, ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu.

Należy zatem jak najszybciej wznowić merytoryczny dialog na temat tego, jak w najlepszy sposób wprowadzić do polskiego kodeksu pracy zapisy zgodne z unijną Dyrektywą, a jednocześnie zminimalizować potencjalne ogniska konfliktów w miejscach pracy, wynikające z nazbyt ogólnikowych zapisów i ich dowolnej interpretacji przez wszystkie zainteresowane strony. – mówi Witold Michałek.

6 czerwca 2023 roku. weszła w życie Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/970 „W sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości za pośrednictwem mechanizmów przejrzystości wynagrodzeń oraz mechanizmów egzekwowania.  Na mocy nowych przepisów, firmy w Unii Europejskiej będą zobowiązane udzielać informacji na temat wynagrodzeniach oraz odpowiednio reagować w przypadku kiedy luka płacowa przekraczać będzie 5 proc. Obowiązek sprawozdawczy dotyczy firmach zatrudniających ponad 250 pracowników.

Na pracodawców Dyrektywa ta nakłada obowiązki dotyczące przejrzystości wynagrodzeń oraz wprowadza mechanizmy egzekwowania równości wynagrodzeń. Jednym z obowiązków będzie informowanie pracowników nt. wysokości ich wynagrodzeń na tle innych, podobnych oraz o ewentualnej luce płacowej pomiędzy mężczyznami i kobietami.

  • Pracodawcy będą musieli zagwarantować równe płace za tą samą pracę lub pracę o takiej samej wartości. Ponadto, pracodawcy będą zobowiązani do udostępnienia kandydatom informacji o początkowym wynagrodzeniu lub jego przedziale, opartych na obiektywnych kryteriach, jeszcze przed rozmową kwalifikacyjną, np. w ogłoszeniu o pracę. – zauważa

Implementacja do krajowego porządku prawnego musi nastąpić do 7 czerwca 2026 roku

  • Niektóre, istotne zapisy zawarte w dyrektywie same są na tyle niejednoznaczne i mało przejrzyste, że będą sprawiać poważne kłopoty interpretacyjne, co w wielu przypadkach będzie mogło prowadzić do konfliktów w miejscach zatrudnienia np. wymóg, aby pracodawcy stosowali takie struktury wynagrodzeń, które będą gwarantować równe płace za tą samą pracę lub pracę o takiej samej wartości, już jest obarczony ryzykiem potencjalnych, odmiennych interpretacji, ponieważ „praca o takiej samej wartości” ma być zdefiniowana przez „obiektywne i neutralne pod względem płci kryteria” takie jak „umiejętności, wysiłek, zakres odpowiedzialności i warunki pracy oraz wszelkie inne czynniki mające znaczenie na danym stanowisku”. Łatwo dostrzec, że są to kryteria może i obiektywne, ale o nieskończenie długiej skali, więc w zależności od celu można poszczególne stanowiska pracy i przypisane im wynagrodzenia interpretować i opisywać w dowolny sposób lub też podważać interpretację drugiej strony. – stwierdza ekspert BCC.

Nowe przepisy nakładają na pracodawcę obowiązek informowania o poziomie wynagrodzenia na danym stanowisku w ogłoszeniu rekrutacyjnym lub podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Wprowadzony zostanie też zakaz pytania nowych pracowników o ich wcześniejsze wynagrodzenia.

5 grudnia br. wpłynął do Marszałka Sejmu poselski projekt dot. zmiany Kodeksu Pracy, który cząstkowo próbuje wprowadzić wymagane Dyrektywą zmiany.

Zapisy tego projektu wydają się niezbyt przemyślane i oparte na słabo udowodnionej tezie, że „Polki i Polacy uważają, że w ofertach pracy powinny być zamieszczane informacje na temat potencjalnego wynagrodzenia” oraz nieprawdziwym, krzywdzącym pracodawców uogólnieniu, że „rekruterzy i pracodawcy uznają często pytanie dotyczące wynagrodzenia, jednej z podstawowych dla poszukującej zatrudnienia osoby kwestii, za przejaw braku kultury, roszczeniowości albo arogancji”. Jest to zaledwie jeden z przykładów zapisów zawartych w Uzasadnieniu do projektu ustawy budzących w środowisku pracodawców daleko idące wątpliwości. Na podstawie tych i innych fragmentów Uzasadnienia można wnioskować o niskim stopniu obiektywizmu w spojrzeniu posłów-wnioskodawców na relacje pomiędzy pracownikami i pracodawcami. Należy zatem jak najszybciej wznowić merytoryczny dialog na temat tego, jak w najlepszy sposób wprowadzić do polskiego kodeksu pracy zapisy zgodne z unijną Dyrektywą, a jednocześnie zminimalizować potencjalne ogniska konfliktów w miejscach pracy, wynikające z nazbyt ogólnikowych zapisów i ich dowolnej interpretacji przez wszystkie zainteresowane strony. – podkreśla Witold Michałek.

Podatki 2024: Bilans zmian i perspektywy na 2025 rok

Rok 2024 z pewnością zapadnie w pamięć podatnikom – zarówno przedsiębiorcom, jak i osobom fizycznym – jako czas pełen wyzwań. Liczne zmiany legislacyjne, dynamiczne interpretacje przepisów przez organy podatkowe oraz wzmożona aktywność administracji skarbowej stały się źródłem zarówno dodatkowego stresu, jak i zwiększonych kosztów.

Nadzieję na poprawę przynosi głównie rozwój Programu Współdziałania oraz rozwijane przez Ministerstwo Finansów dobre praktyki i wytyczne w zakresie Ram Wewnętrznego Nadzoru Podatkowego (Tax Control Framework).

Michał Borowski, ekspert BCC ds. podatków, przewodniczący Komisji Podatkowej BCC analizuje najważniejsze aspekty, które ukształtowały krajobraz podatkowy kończącego się 2024 roku.

Niestabilny system podatkowy – znów dużo zmian i brak obiecywanego vacatio legis

Polscy podatnicy przyzwyczaili się już do nieustających zmian w systemie podatkowym. Niestety, rok 2024 nie przyniósł tu przełomu. Przepisy zmieniały się w szybkim tempie, a wiele z nowelizacji wprowadzano z minimalnym okresem vacatio legis. Tymczasem rządzący jeszcze niedawno obiecywali, że kluczowe zmiany podatkowe będą wchodzić w życie dopiero po upływie co najmniej sześciu miesięcy od ich ogłoszenia, dając czas na przygotowanie zarówno podatnikom, jak i administracji skarbowej.

W praktyce, brak stabilności legislacyjnej szczególnie dotknął małych i średnich przedsiębiorców, którzy często nie mają zasobów, by szybko dostosować swoje procesy księgowe i podatkowe do nowych regulacji. Co więcej, tak częste zmiany pogłębiają poczucie niepewności, utrudniając planowanie finansowe i inwestycyjne.

Duże zmiany dyskutowane w trakcie roku

Rok 2024 obfitował także w prace legislacyjne nad istotnymi zmianami, które mimo intensywnych dyskusji, nie zawsze zakończyły się uchwaleniem przepisów z odpowiednim wyprzedzeniem pozwalającym przedsiębiorcom na przygotowanie.

Pillar II – nadrabianie zaległości implementacyjnych

Wprowadzenie globalnego minimalnego opodatkowania (tzw. Pillar II) to jedno z największych wyzwań dla krajów Unii Europejskiej, w tym Polski. Nasz kraj musiał zmierzyć się z opóźnieniami w implementacji Dyrektywy. Finalnie, Polska podjęła kroki, by nadrobić zaległości, ale proces legislacyjny był daleki od oczekiwanego, co wywoływało obawy przedsiębiorców o brak spójności regulacji z założeniami OECD.

Nowe przepisy dotyczące podatku od nieruchomości

W 2024 roku pojawiła się niemal nowa ustawa dotycząca podatków i opłat lokalnych, w szczególności w zakresie podatku od nieruchomości. Proponowane przepisy znacząco zmieniają zasady klasyfikacji budynków i budowli oraz sposoby ustalania podstawy opodatkowania. Choć zmiany te jeszcze nie weszły w życie, już teraz budzą kontrowersje, zwłaszcza wśród dużych przedsiębiorstw posiadających rozległą infrastrukturę.

Regulacje „okołopodatkowe” – EUDR i CBAM

Nie można zapomnieć o regulacjach takich jak EUDR (rozporządzenie dotyczące przeciwdziałania wylesianiu) czy CBAM (mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji dwutlenku węgla). Te przepisy, choć formalnie nie są częścią prawa podatkowego, mają istotny wpływ na rozliczenia przedsiębiorców i ich strategie finansowe. Oba mechanizmy mają wejść w życie w najbliższych latach, ale już teraz wymagają dostosowania się do nowych wymogów.

Rosnąca liczba kontroli podatkowych

W 2024 roku zauważalny był dalszy wzrost liczby kontroli podatkowych. Organy skarbowe koncentrowały się na:

  • Kontrolach VAT, zwłaszcza w zakresie nadużyć związanych z karuzelami podatkowymi w różnych ich odsłonach.
  • Podatku u źródła (WHT), gdzie szczególną uwagę zwracano na prawidłowość stosowania zwolnień i stawek preferencyjnych wynikających z umów o unikaniu podwójnego opodatkowania.
  • Zasadach unikania opodatkowania (GAAR), które stały się narzędziem do kwestionowania transakcji uznawanych za sztuczne lub pozbawione uzasadnienia ekonomicznego.

Dla wielu przedsiębiorców kontrole te oznaczały zwiększone obciążenia administracyjne oraz konieczność angażowania dodatkowych zasobów w celu obrony przed zarzutami. Niestety, nierzadko działania organów były postrzegane jako zbyt agresywne, co jeszcze bardziej osłabiało zaufanie między administracją a podatnikami.

Program Współdziałania – promyk nadziei

Z  pozytywnej strony bilansu warto wspomnieć o dalszym rozwoju Programu Współdziałania, który staje się jednym z fundamentów nowoczesnego systemu podatkowego w Polsce. Kolejne duże podmioty zdecydowały się na dołączenie do programu, widząc w nim szansę na zbudowanie transparentnych i partnerskich relacji z administracją skarbową.

Program ten, oparty na założeniach cooperative compliance, promuje współpracę i wzajemne zaufanie między podatnikami a organami podatkowymi. Choć wciąż jest to rozwiązanie dostępne dla dużych podmiotów, istnieje nadzieja, że jego dalszy rozwój przyczyni się do zmiany podejścia administracji także wobec mniejszych przedsiębiorców.

Czego możemy życzyć sobie i polskiemu systemowi podatkowemu na nadchodzący rok?

  • Stabilności przepisów – mniej zmian, wprowadzanych w przemyślany sposób, z odpowiednio długim okresem vacatio legis.
  • Większego dialogu z przedsiębiorcami przed wprowadzeniem nowych regulacji, tak aby przepisy lepiej odpowiadały realnym potrzebom i specyfice rynku.
  • Przejrzystości w działaniu organów podatkowych, w szczególności w zakresie interpretacji przepisów i prowadzenia kontroli.

Stabilny i przewidywalny system podatkowy to klucz do wspierania przedsiębiorczości i budowania zaufania między podatnikami a państwem.

Czy rok 2025 będzie rokiem przełomu? Oby tak się stało – dla dobra nas wszystkich. – podsumowuje Michał Borowski.

Inflacja w Polsce spada wolniej niż prognozowano

Znamy już finalne odczyty polskiej inflacji CPI za listopad i są one wyższe od prognoz zarówno w skali miesięcznej, jak i rocznej. Inflacja r/r wyniosła 4,7 proc. i jest to mniej niż w październiku (5,0 proc.), ale więcej niż wynosiły prognozy i wstępny odczyt na poziomie 4,6 proc. Wpływ na wyższy odczyt w skali roku ma z pewnością silniejszy wzrost cen w ostatnim miesiącu, bo miesięczny odczyt wzrósł z 0,3 proc. w październiku, do 0,5 proc. w listopadzie, podczas gdy prognozowano wzrost o 0,4 p.p.

Te odczyty z pewnością w pewnym stopniu mogą wspierać ostatnie stanowisko RPP, w którym prezes Glapiński zapowiedział, że inflacja na podwyższonym poziomie może się utrzymywać dłużej niż zakładano, a rozmowy o obniżkach będą się mogły zacząć dopiero w drugiej połowie przyszłego roku, z realnymi szansami na obniżkę dopiero na początku 2026 r. Jak na razie chyba mało kto traktuje poważnie te zapowiedzi, ale kolejne odczyty wyższe od prognoz mogą rzeczywiście przesunąć obniżki stóp procentowych z wcześniej prognozowanego przełomu pierwszego i drugiego kwartału 2025 roku.

Autor: Piotr Bawolski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, CFA, Michael / Ström Dom Maklerski

Obniżki stóp procentowych na horyzoncie: Czy EBC zdecyduje się na głębsze luzowanie?

Europejski Bank Centralny (EBC) stoi obecnie przed trudnym wyzwaniem dostosowania polityki monetarnej do coraz słabszej kondycji gospodarczej strefy euro oraz rosnącej niepewności geopolitycznej. Głównym celem pozostaje stabilizacja inflacji na poziomie zbliżonym do 2%. Jednak dane makroekonomiczne i sytuacja polityczna zmuszają decydentów do rozważenia bardziej zdecydowanego luzowania warunków kredytowych niż dotychczas zakładano.

Słabnąca koniunktura w Europie, potwierdzona drugim z rzędu spadkiem produktu krajowego brutto w Niemczech oraz gorszymi prognozami wzrostu gospodarczego, skłania inwestorów i analityków do przewidywania głębszych cięć stóp procentowych. Obecne prognozy rynkowe zakładają, że w 2025 roku główna stopa EBC spadnie do 1.75%. Fidelity International, wskazuje nawet poziom 1.50%, podczas gdy Pacific Investment Management Co. ostrzega, że przy dalszym pogorszeniu sytuacji możliwe są jeszcze bardziej znaczące redukcje.

Zmiana retoryki EBC jest już zauważalna. W komunikatach po ostatnich posiedzeniach usunięto sformułowania o utrzymywaniu „wystarczająco restrykcyjnej” polityki. Nowe prognozy Banku zakładają niższą inflację i niższe tempo wzrostu gospodarczego. W obliczu tych zmian pojawia się perspektywa stopniowych, lecz konsekwentnych obniżek stóp procentowych – na przykład o 0.25 punktu procentowego podczas kolejnych posiedzeń w styczniu i marcu – z możliwością przyspieszenia tempa luzowania, jeśli warunki makroekonomiczne będą tego wymagały. Choć gwałtowne cięcia stóp o 0.50 pp pozostają rozwiązaniem awaryjnym, EBC preferuje działania stopniowe i wyważone, aby uniknąć wrażenia paniki na rynkach oraz dostosować się do zmiennej sytuacji gospodarczej i politycznej.

Na tle rozważań monetarnych EBC rysuje się szerszy kontekst międzynarodowy. Podczas gdy Bank Rezerwy Federalnej USA i Bank Anglii mogą ograniczyć się do mniej agresywnych obniżek stóp – szacuje się redukcje w wysokości około 80 punktów bazowych do końca 2025 roku – EBC może zejść nawet o 125 punktów bazowych. Takie działania pogłębiłyby różnice w podejściu do polityki pieniężnej między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Dodatkowym czynnikiem niepewności pozostaje powrót Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta USA, co może zaostrzyć napięcia handlowe i skłonić banki centralne w Europie do bardziej zdecydowanych działań osłonowych.

Nie tylko EBC, ale i inne banki centralne w Europie reagują na rosnące ryzyka. Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) zaskoczył rynki obniżką stóp o 50 pb, a duński bank centralny również zdecydował się na poluzowanie kosztów kredytu. Celem tych działań jest ochrona lokalnych gospodarek przed możliwymi zakłóceniami, zarówno handlowymi, jak i politycznymi. W szczególności SNB obawia się nadmiernego umocnienia franka szwajcarskiego w obliczu globalnej niepewności.

Działania EBC i innych europejskich instytucji monetarnych to odpowiedź na wielowymiarowe zagrożenia: słabnący wzrost gospodarczy, napięcia polityczne w kluczowych państwach Unii Europejskiej oraz niejasne perspektywy globalnych łańcuchów dostaw i taryf celnych. Jednocześnie europejski rynek obligacji, korzystając z perspektywy dalszych obniżek stóp, zyskuje w tym roku ponad 3%, przewyższając wyniki rynku amerykańskiego i brytyjskiego, co przyciąga uwagę długoterminowych inwestorów.

Polityka monetarna EBC najprawdopodobniej będzie kontynuować kurs w kierunku stopniowego, lecz wyraźnego łagodzenia. Finalna skala cięć pozostaje niepewna i zależy od warunków makroekonomicznych, nastrojów politycznych oraz polityki handlowej Stanów Zjednoczonych. W odpowiedzi na słabnącą gospodarkę oraz wzrost niepewności geopolitycznej EBC musi zachować elastyczność i gotowość do zdecydowanych działań, jeśli okaże się, że utrzymanie stabilności cen i wsparcie wzrostu gospodarczego wymaga dalszej, głębszej interwencji.

Autor: Krzysztof Kamiński, OANDA TMS Brokers

Wzrost płac wyprzedza produktywność: Kraje CEE tracą na atrakcyjności outsourcingowej

  • Napięcie na rynku pracy (m.in. niewystarczająca podaż) i utrzymujące się skutki szoku inflacyjnego z lat 2022-23 doprowadziły do dwucyfrowego wzrostu płac realnych – przede wszystkim w Bułgarii (+15% w II kwartale 2024 r.), a następnie w Polsce (+12%), na Węgrzech i w Rumunii (w obu przypadkach +10%)
  • Pomimo znacznego spadku inflacji, polityka rządów w regionie (m.in. znaczne podwyżki płacy minimalnej) dodatkowo napędza ten trend. Koszty pracy wzrosły o +9,2% w drugim kwartale 2024 r. – był to największy ich skok od 2010 r.
  • Koszty pracy wzrosły, ponieważ produktywność nie nadąża za płacami: produktywność pozostała w tyle, spadając o -48% w całym regionie.
  • Mimo iż kraje Europy Środkowo-Wschodniej nadal przyciągają (liczne) bezpośrednie inwestycje zagraniczne, konkurencyjność regionu pod względem kosztów pracy konsekwentnie spada: od -14% do -19% w latach 2022-2024, co skłania kraje Europy Zachodniej do ponownego rozważenia swoich strategii outsourcingu.

Kraje Europy Środkowej i Wschodniej (CEE) były idealnymi centrami outsourcingu dla Europy, ale wyższe płace zmniejszają ich konkurencyjność. W regionie stopniowo rozwijają się usługi o wyższej wartości dodanej, w tym IT i zaawansowane usługi, takie jak programowanie komputerowe, doradztwo i usługi informacyjne, szczególnie w Bułgarii i Rumunii. Niemniej jednak, produkcja, zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym, stanowiła dotychczas o ich przewadze konkurencyjnej, pozycjonując kraje Europy Środkowo-Wschodniej jako idealne centra outsourcingu dla firm z Europy Zachodniej. Jednak rosnące płace nominalne i realne stopniowo niwelują tę przewagę konkurencyjną.

Silny wzrost płac odzwierciedla napięcia na lokalnych rynkach pracy i utrzymujące się skutki szoku inflacyjnego z lat 2022-2023. Płace realne gwałtownie wzrosły w tym roku, z Bułgarią na czele z niezwykłym wzrostem o +15% r/r w II kwartale, a następnie w Polsce o odpowiednio +12% oraz na Węgrzech i w Rumunii o +10%. Chociaż w III kwartale stopy wzrostu płac realnych nieznacznie spadły, to nadal pozostają one wysokie w porównaniu z globalnymi trendami, zwłaszcza w porównaniu ze średnią strefy euro wynoszącą zaledwie +3% (wykres 1, po lewej – EZ dla strefy Euro).

Wykres 1: Wzrost płac realnych w wybranych krajach, r/r w % (po lewej) i krzywa Phillipsa (po prawej)Wzrost płac realnych w wybranych krajach Wzrost płac realnych w wybranych krajach

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

I pomimo znacznego spadku inflacji – do 3,8% rok do roku w III kwartale 2024 r. – realny wzrost płac w regionie utrzymywał  się w poprzednim kwartale na imponującym poziomie +10,5%. Jest to w dużej mierze wynikiem napięć na rynku pracy, ze średnią stopą bezrobocia wynoszącą zaledwie +4,5% w II kwartale 2024 r., które zwykle koreluje z niższym wzrostem płac (wykres 1, po prawej). Dość stabilna relacja między bezrobociem a wzrostem płac zmieniła się od czasu pandemii, skutkując silniejszym wzrostem płac przy danym poziomie bezrobocia. Czynniki przyczyniające się do tego trendu to m.in. bezpieczne formy zatrudnienia, które zwiększają siłę przetargową pracowników oraz dążenie do wyższych płac w celu zrekompensowania wcześniejszej erozji dochodów w okresach inflacji. Polityka rządów również miała dużą rolę: podwyżki płacy minimalnej były znaczące, w Polsce o +19%, Rumunii o +12% i Bułgarii o +20% w 2024 r., a na Węgrzech o +15% w grudniu ubiegłego roku. Biorąc pod uwagę wysoki odsetek osób zarabiających na poziomie płacy minimalnej, podwyżki te wraz ze wzrostem wynagrodzeń w sektorze publicznym w znacznym stopniu przyczyniły się do ogólnego wzrostu płac w całym regionie.

Koszty pracy wzrosły, ponieważ produktywność nie nadąża za płacami. Podczas gdy silny wzrost płac jest zwykle napędzany znaczną poprawą wydajności pracy – umożliwiając firmom podnoszenie wynagrodzeń pracowników bez szkody dla marż zysku – korelacja ta nie występuje obecnie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W rzeczywistości wydajność pracy spada. Porównując okresy przed i po pandemii, stwierdzamy, że wzrost produktywności w Europie Środkowo-Wschodniej spadł o -48%. Realna wydajność pracy na przepracowaną godzinę w Rumunii gwałtownie spadła z 3,7% w latach 2010-2019 do zaledwie 1,8% w latach 2020-2024, co oznacza spadek ponad dwukrotnie większy niż w całej strefie euro. Polska doświadczyła oszałamiającego -77% spadku średniego wzrostu wydajności, podczas gdy Węgry osiągnęły skromny wzrost o +10% (wykres 2, po lewej). Ta pogłębiająca się przepaść między wzrostem płac a wzrostem produktywności była głównym czynnikiem napędzającym wzrost jednostkowych kosztów pracy, które osiągnęły średni wzrost r/r o +9,2% w II kwartale 2024 r. – najwyższy wzrost od 2010 r.

Wykres 2: Realna wydajność pracy na przepracowaną godzinę, r/r w % i zmiana % (po lewej) oraz koszty pracy na jednostkę produkcji, r/r w % (po prawej)

wydajność pracy na przepracowaną godzinę wydajność pracy na przepracowaną godzinę

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Chociaż istnieją wyzwania związane z konkurencyjnością, region nadal przyciąga inwestycje. Niedawne spłaszczenie korelacji między produktywnością a jednostkowymi kosztami pracy może wskazywać na spadek konkurencyjności. Rosnące koszty pracy mogą skłonić kraje Europy Zachodniej, które wcześniej outsourcowały siłę roboczą do regionu, do ponownej oceny swoich strategii. Niemniej jednak, napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) sugeruje, że region pozostaje atrakcyjny jako miejsce outsourcingu (Wykres 3). W szczególności Bułgaria stała się kluczowym ośrodkiem inwestycyjnym zarówno w sektorze produkcyjnym, jak i usługowym, a BIZ w sektorze produkcyjnym wzrosły niemal trzykrotnie w latach 2019-2024, przekraczając poziomy wzrostu sprzed pandemii. Z kolei Polska stała się ostatnio mniej atrakcyjna w sektorze produkcyjnym, ale odnotowała imponujący wzrost BIZ w sektorze usług o +250%, odwracając negatywny trend obserwowany przed pandemią. Największy udział w BIZ w Polsce, Bułgarii i na Węgrzech mają gospodarki strefy euro. Jednak w ostatnich latach nastąpiła zauważalna zmiana. W Bułgarii udział strefy euro w całkowitej wartości BIZ spadł z 97% przed pandemią do zaledwie 55% w 2024 roku. Polska odnotowała bardziej umiarkowany spadek, a udział strefy euro zmniejszył się z 75% do 70%. Z kolei na Węgrzech odnotowano znaczny wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych w strefie euro, z 27% do 97%. Ponadto Węgry są wyjątkowe pod tym względem, że chińskie BIZ wzrosły ponad dwukrotnie z 4% w 2019 r. do 9% w 2023 r., pozycjonując je jako zakład produkcyjny w Europie obsługujący rynek europejski. Tymczasem chińskie BIZ pozostają poniżej 1% zarówno w Bułgarii, jak i w Polsce.

Wykres 3: Napływ BIZ (bezpośrednich inwestycji zagranicznych) według branży i kraju, zmiana w %Napływ BIZ

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Konkurencyjność krajów Europy Środkowo-Wschodniej pod względem kosztów pracy znacznie spadła w ujęciu względnym, przy czym szczególnie ucierpiały na tym Bułgaria i Rumunia. Historycznie rzecz biorąc, średnia konkurencyjność kosztowa krajów Europy Środkowo-Wschodniej – biorąc pod uwagę wahania kosztów pracy i kursów walutowych w stosunku do partnerów handlowych – pozostawała względnie stabilna do czasu gwałtownego pogorszenia koniunktury, które rozpoczęło się w 2022 roku. Trend po raz pierwszy zmienił się po 2012 r.; w ciągu kolejnej dekady Węgry i Polska odnotowały poprawę konkurencyjności kosztów pracy, stając się interesującymi centrami outsourcingu dla gospodarek Europy Zachodniej, ze wzrostem odpowiednio o +19,5% i +6,1% (wykres 4). Z kolei Bułgaria i Rumunia odnotowały znaczne straty, odpowiednio -29,8% i -35,1%. Znacząca deprecjacja węgierskiego forinta i polskiego złotego w stosunku do euro znacznie się do tego przyczyniła, pomagając zrównoważyć niektóre podwyżki płac w tych krajach. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat odnotowano jednolity spadek konkurencyjności kosztów pracy we wszystkich czterech krajach. W latach 2022-2024 każdy kraj odnotował spadek konkurencyjności w zakresie od -14% do -19%, co wskazuje na konsekwentną erozję konkurencyjności kosztowej w całym regionie.

Wykres 4: Wskaźnik konkurencyjności oparty na względnych jednostkowych kosztach pracy, 2010 = 100Wskaźnik konkurencyjności oparty na względnych jednostkowych kosztach pracy

Źródła: EIU, Allianz Research. Uwaga: Indeks konkurencyjności dla Europy Środkowo-Wschodniej jest obliczany jako średnia indeksów dla Bułgarii, Rumunii, Węgier i Polski. Wyższa wartość indeksu wskazuje na mniejszą konkurencyjność pod względem kosztów pracy.

Utrata konkurencyjności może ulec złagodzeniu wraz ze spadkiem inflacji i stabilizacją wzrostu płac, prowadząc do wyższego wzrostu PKB w całym regionie. Ponieważ inflacja znacznie spadła w ciągu ostatniego półtora roku, oczekuje się, że efekty drugiej rundy inflacji będą stopniowo maleć. Płaca minimalna ma ponownie wzrosnąć w 2025 roku. Jednak realne płace gospodarstw domowych ogólnie odbiły się do poziomów, które przewyższają te, na które miał wpływ szok inflacyjny, co skutkuje zmniejszoną presją na konsumentów. Chociaż wzrost PKB w regionie był umiarkowany w ciągu ostatnich kilku lat, w Allianz Trade spodziewamy się ożywienia w latach 2025-2026. Dla Polski w Allianz Trade prognozujemy wzrost na poziomie +2,9% w 2024 r., a następnie +3,4% zarówno w 2025 r., jak i 2026 r. W Rumunii w Allianz Trade spodziewamy się wzrostu o +1,1% w 2024 r., a następnie o +2,4% zarówno w 2025 r., jak i 2026 r. Prognozujemy, że Węgry odnotują łagodny wzrost o +0,9% w 2024 r., z poprawą do +2,5% w 2025 r. i +2,6% w 2026 roku. Tymczasem Bułgaria ma rosnąć w tempie +2,2% w 2024 r., a następnie +2,6% w 2025 r. i nieznacznie spadać do +2,4% w 2026 r.

Sławomir Bąk, członek Zarządu ds. Oceny Ryzyka w  Allianz Trade Polska, uważa, że to nie jest tak, iż polscy pracownicy i przedsiębiorcy pracują generalnie mniej wydajnie. Nie, ale zazwyczaj produkty które wytwarzają, a często – półprodukty, części, komponenty są zdecydowanie niżej w łańcuchu wartości dodanej niż produkty końcowe, których są częścią. Obecny kryzys przemysłu europejskiego, uderzający także w zamówienia polskiego przemysłu, może być paradoksalnie szansą na większe usamodzielnienie i dywersyfikację sprzedaży polskich firm. Szansą na szukanie i wchodzenie na nowe rynki zbytu, na budowanie własnych marek produktów końcowych. To jedno z ostatnich zadań do wykonania przed zarządzającymi polskimi firmami: zdecydowane otwarcie w dziedzinie sprzedaży i marketingu. Inne, wewnątrz-zarządcze procesy zostały na przestrzeni ostatnich lat wykonane jak wynika z naszych badań (Raport o Globalnym Handlu Allianz Trade): zarządzanie zamówieniami, produkcją, magazynami, a nawet wykorzystanie AI – w tych dziedzinach polskie firmy nie tylko nie odstają, ale z reguły wyprzedzają pozostałe kraje zachodnioeuropejskie! Pod względem nowoczesności polskie firmy są porównywalne w naszych badaniach jedynie z firmami chińskimi – warto więc pójść ich drogą w bezkompromisowym budowaniu własnej marki, tym bardziej iż wielu z dotychczasowych zachodnioeuropejskich zleceniodawców przeżywa kryzys. Pewności siebie polskich firm na pewno służyłaby także ich większa aktywność inwestycyjna, zwłaszcza innowacyjna: 60% polskich firm zamroziło je w ostatnich latach. Jest to więc kolejne wyzwanie, krok przed nimi stojący: wykorzystanie czasu kryzysu i chwilowego zapewne spowolnienia wzrostu kosztów (maszyn, technologii, budowy) na bezpośrednie inwestycje czy przejęcia.

Kto zapłaci najwięcej za świąteczny obiad? Cena wigilijnych pierogów i barszczu rośnie najmocniej od kilku lat

Cena przygotowania tradycyjnych pierogów z kapustą i grzybami wraz z barszczem przed tegorocznymi świętami jest o 13 proc. wyższa niż rok temu. Tylko Brytyjczycy i Australijczycy notują w tym roku większy wzrost ceny swojego tradycyjnego świątecznego posiłku. Najdroższy obiad zjedzą natomiast Hiszpanie – wynika z badania przeprowadzonego w dwunastu krajach przez platformę inwestycyjną eToro.

eToro przeanalizowało ceny w lokalnych supermarketach tradycyjnych świątecznych potraw i odkryło, że typowy hiszpański obiad świąteczny składający się z faszerowanego indyka kosztuje 67,07 euro dla czteroosobowej rodziny, co oznacza wzrost o 2 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Tymczasem typowy rumuński posiłek, obejmujący sarmale z mamałygąi (to rumuński odpowiednik naszych gołąbków) kosztuje mniej niż 18,41 euro. Polska znajduje się w dolnej części stawki – nasze pierogi z kapustą i grzybami oraz barszcz czerwony (według przepisu znanej polskiej restauratorki Magdy Gessler) zajmują 9. miejsce pod względem ceny. Koszt przygotowania tego dania dla 4 osób wynosi 162 zł, czyli 37,5 euro.

Polskie rodziny czeka w tym roku największy wzrost kosztów przygotowania świątecznego posiłku od 2022 roku. Cena rośnie o 13 proc. w euro (ta waluta służy do porównania kosztów między państwami) oraz o 10 proc. w złotych. Dla porównania, w zeszłym roku wzrost wyniósł tylko 3,15 proc. w złotych. Tegoroczny wzrost jest znacznie wyższy niż nominalny wskaźnik inflacji, która w listopadzie wyniosła 4,6 proc. w ujęciu rocznym, oraz niż wzrost cen żywności, który osiągnął 4,8 proc. w ciągu roku. Polskie wzrosty cen są szczególnie zauważalne na tle spadków cen w wielu innych krajach.

Aktualne wyniki wskazują na znaczące zmiany w rankingach. Francuskie gospodarstwa domowe, które w zeszłym roku płaciły najwięcej za świąteczny obiad, w tym roku mogą spodziewać się znacznej obniżki cen – koszt świątecznego francuskiego posiłku z faszerowanym indykiem spadł do 58,60 euro, co stanowi 28 proc. mniej niż w 2023 roku. Niemieckie rodziny również cieszą się znaczną obniżką kosztów – o 17 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym staniała gęś z dodatkami.

Tymczasem brytyjskie rodziny odczują zaskakujący wzrost kosztów – cena indyka z dodatkami wzrosła o 36 proc., do 44,61 euro, z 32,80 euro w 2023 roku. To największy wzrost odnotowany w badaniu, co czyni w tym roku czyni brytyjski posiłek świąteczny najdroższym. Wzrost cen indyka jest związany ze zwiększonymi kosztami produkcji i presją inflacyjną, która wpływa na brytyjskich rolników.

Australijczycy również odczują wyższe ceny – koszt tradycyjnego świątecznego grilla wzrósł o 30 proc., do 50,35 euro. Wzrost cen dotyczy niektórych podstawowych produktów spożywczych jak np. chleb. Rosnący popyt na australijską wołowinę na rynkach międzynarodowych dodatkowo napędza domowe koszty. 

W tym roku rodziny na całym świecie zdecydowanie doświadczają efektów zmian inflacji podczas przygotowań do świąt. Niestety w Polsce wzrost cen żywności nie odpuszcza, a znajdujemy się wśród krajów, które odczują mocny wzrost kosztów świątecznego posiłku. Wzrosty w Polsce nie są tak dramatyczne jak w Wielkiej Brytanii czy Australii, ale wciąż dotkliwe w okresie, gdy mocno rosną także koszty energii elektrycznej i ogrzewania. 

Dane pokazują, że choć inflacja jest zjawiskiem globalnym, tempo wychodzenia z niej jest już znacznie bardziej lokalne. Okazuje się, że w Polsce odsunięcie urealnienia cen energii oraz podniesienia VAT-u na żywność na ten rok przeniosło najwyższy wzrost kosztów świątecznego posiłku z 2023 roku na 2024. To będzie mocno odczuwalne podczas tegorocznych świąt.

Tabela: Koszty świątecznego obiadu w 12 krajach (2024)

Miejsce Kraj Tradycyjna potrawa świąteczna Koszt (€) Zmiana rok do roku (%)
1 Hiszpania Indyk z dodatkami 67.07 +1.6%
2 Francja Nadziewany indyk 58.66 -28%
3 Niemcy Gęś z dodatkami 55.46 -17%
4 Włochy Tortellini w wywarze 51.90 +7%
5 Australia Barbecue 50.35 +30%
6 Holandia Rolada wieprzowa 45.96 +7%
7 UK Indyk z dodatkami 44.61 +36%
8 Dania Pieczeń wieprzowa 38.10 +3%
9 Polska Kapusta i pierogi z grzybami 37.50 +13%
10 Czechy Zupa z karpia, kotlet schabowy, sałatka ziemniaczana 34.32 -2%
11 USA Indyk z dodatkami 31.53 -18%
12 Rumunia Sarnale z mamałygą 18.41 +5%

 

W tym roku wzrost cen żywności nadal pozostaje wysoki na świecie, najnowszy wskaźnik inflacji cen żywności w UE to 2,4% r/r. Odpowiedni wskaźnik dla Polski to 4,8%, dla Wielkiej Brytanii 1,9%, a w Stanach Zjednoczonych to jedynie 0,1%.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Podatek u źródła bez „look through approach”? Ministerstwo Finansów daje zielone światło

Uwaga przedsiębiorcy! Organy podatkowe zmieniły podejście do zasady look through approach przy poborze podatku u źródła od należności wypłacanych pośrednikowi. Twierdzą, że obecnie nie trzeba jej stosować i można dokonywać kwalifikacji podatkowej bez oglądania się na rezydencję beneficjentów rzeczywistych. Zielone światło na taką praktykę dał minister finansów.

Pytanie o mechanizm look through approach

Sprawa, która zaowocowała wydaniem korzystnej interpretacji podatkowej, dotyczyła spółki, która chciała uniknąć weryfikacji rozliczeń finansowania uzyskanego od zagranicznego podmiotu, przed polską skarbówką. Włoska spółka, będąca jedynym udziałowcem spółki polskiej, zaciągała w zagranicznych bankach pożyczki a następnie, jako pośrednik, przekazywała pochodzące z nich środki polskiej spółce na spłatę zadłużenia.

Przedsiębiorca wystąpił do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z pytaniem, jakie będą skutki podatkowe w WHT (podatek u źródła) wynagrodzenia wypłacanego zagranicznemu kontrahentowi z tytułu udzielonego polskiej spółce finansowania na spłatę zadłużenia, jeśli podmiot powiązany nie jest ostatecznym odbiorcą tych należności (czyli odsetek), bo jedynie je przekazuje dalej do pierwotnego pożyczkodawcy będącego beneficjentem rzeczywistym tych płatności? Czy przedsiębiorcy będą mogli zastosować tzw. mechanizm look through approach (LTA) i skorzystać z preferencyjnych zasad opodatkowania WHT obowiązujących wg siedziby beneficjenta?

 Look through approach narzędziem fiskusa do “przebijania” struktur holdingowych

Mechanizm look-through approach w polskim prawie podatkowym zaczął być stosowany w praktyce od 2019 roku, kiedy Ministerstwo Finansów opublikowało projekt objaśnień podatkowych dotyczących zasad poboru podatku u źródła (WHT). Podejście to pozwala na zastosowanie preferencyjnego opodatkowania wynikającego z umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (UPO) pomiędzy Polską a krajem siedziby rzeczywistego właściciela (ang. beneficial owner), nawet gdy płatność przechodzi przez pośrednika zlokalizowanego w innym kraju.

Podejście to wymaga jednak ustalenia, czy rzeczywisty właściciel spełnia warunki umowy UPO, niezależnie od pośredników w strukturze. Przykładowo, w interpretacjach podatkowych oraz orzeczeniach z 2020 roku potwierdzano możliwość zastosowania tego mechanizmu w odniesieniu do ostatecznych odbiorców płatności licencyjnych i dywidend, gdy spełniają oni warunki umowy między Polską a ich krajem siedziby, a nie krajem pośrednika.

Mimo to podejście look-through approach wciąż budzi kontrowersje, a jego stosowanie wiąże się z koniecznością szczegółowej weryfikacji schematu transakcji i statusu rzeczywistego beneficjenta przez płatników podatku, co może prowadzić, i często prowadzi, do sporów z organami podatkowymi. LTA było bowiem dotąd narzędziem fiskusa do „przebijania” struktur holdingowych. Organy stosowały LTA selektywnie, głównie tak, by prowadziło do wyższego opodatkowania. Kwestionowały rolę spółek pośredniczących w jurysdykcjach UE i pomijały preferencje wynikające z UPO. Szczególnie dotyczyło to struktur z wykorzystaniem jurysdykcji takich jak: Cypr, Malta, Luksemburg czy Holandia.

Przypadki stosowania mechanizmu LTA przez organy podatkowe

Mechanizm look-through approach był wielokrotnie wykorzystywany przez polskie organy podatkowe do analizowania sensu istnienia struktur holdingowych, zwłaszcza w kontekście podatku u źródła (WHT). Organy badały, czy spółka pośrednicząca, będąca odbiorcą płatności, rzeczywiście pełni funkcję beneficjenta rzeczywistego (beneficial owner), czy też jest elementem sztucznym, jedynie narzędziem w strukturze holdingowej.
W interpretacji z 10 maja 2023 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał, że spółka holdingowa (pośrednicząca) nie posiadała wystarczającej substancji biznesowej (tj. brak pracowników, aktywów operacyjnych), co skutkowało odrzuceniem jej statusu rzeczywistego właściciela. Organ stwierdził, że to nie ona jest rzeczywistym odbiorcą dywidendy i odmówił możliwości zastosowania preferencji podatkowych (sygn. 0114-KDIP2-1.4010.291.2022.2.PP).

W interpretacji z 14 czerwca 2022 r. organ podatkowy zaakceptował mechanizm look through approach w przypadku dywidend, potwierdzając, że warunki zwolnienia z podatku mogą być spełnione przez rzeczywistego właściciela, mimo że nie był on bezpośrednim odbiorcą płatności. To podejście wskazywało na możliwość omijania pośrednich struktur holdingowych w ocenie spełnienia warunków zwolnienia (sygn. 0111-KDIB2-1.4010.128.2022.2.AR).

Z kolei w interpretacji z 18 marca 2020 r. (sygn. 0114-KDIP2-1.4010.534.2019.2.JC), po zastosowaniu podejścia LTA dla weryfikacji rzeczywistego właściciela przy wypłacie odsetek, organy zaakceptowały preferencje podatkowe wynikające z UPO. W jeszcze innej sprawie, organy potwierdziły możliwość zastosowania umowy między Polską a krajem beneficjenta rzeczywistego w przypadku wypłaty należności licencyjnych poprzez pośrednika z innego kraju (interpretacja z 19 czerwca 2020 r. sygn. 0111-KDIB2-1.4010.105.2020.2.MK).

Negatywne interpretacje pojawiały się, gdy organ kwestionował rolę spółki pośredniczącej, wskazując, że struktury holdingowe mogą być sztuczne i służyć jedynie przenoszeniu należności do rzeczywistego właściciela. W takich przypadkach fiskus odrzucał możliwość zastosowania preferencji podatkowych wynikających z umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Organy podatkowe szczegółowo badają, czy struktury holdingowe nie naruszają zasad należytej staranności w weryfikacji beneficjenta rzeczywistego. Interpretacje te często wskazują na potrzebę przygotowania solidnej dokumentacji, która wykaże realną działalność spółki pośredniczącej, jej substancję biznesową oraz zgodność z wymogami ustawy i umowami międzynarodowymi.

Model biznesowy

W przywołanej na wstępie sprawie, która dotyczyła polskiej spółki uzyskującej finansowanie, włoskiej spółki pośredniczącej i zagranicznych banków – jako beneficjentów płatności, wysokość odsetek była kalkulowana na podstawie określonej stopy referencyjnej, powiększonej o ustaloną marżę. Oprócz tego, włoski udziałowiec naliczał i zatrzymywał narzut od odsetek – za swoje pośrednictwo. Wartość odsetek pomniejszona o narzut stanowiła wynagrodzenie za udostępnienie kapitału.

Włoska spółka spłaca bankom pożyczkę ze środków pochodzących od polskiej spółki. W relacji pożyczkobiorca – banki, odsetki kalkulowane są w ten sam sposób jak pomiędzy ww. spółkami. Dodatkowo, polska spółka zobowiązała się do pełnienia wobec banków funkcji gwaranta spłaty pożyczki przez włoskiego udziałowca. Ten ostatni dokonał też na rzecz banków przelewu wierzytelności należnych mu z umowy pożyczki zawartej ze spółką.

Czemu mają służyć takie zabiegi? To model biznesowy, który został przyjęty w grupie spółek. Przedsiębiorca zdecydował, że tylko jeden podmiot z grupy będzie pozyskiwał finansowanie zewnętrzne na potrzeby pozostałych spółek zależnych. Takie rozwiązanie pozwala ograniczyć wyższe koszty prowizji i opłat, jakie powstawałyby, gdyby każda z zależnych spółek zaciągała pożyczki oddzielnie, samodzielnie.

Nie pożyczkodawca a pośrednik

We wniosku o wydanie interpretacji wskazano, że włoska spółka dominująca nie prowadzi na terytorium RP działalności gospodarczej poprzez położony tu zakład w rozumieniu umów ws. unikania podwójnego opodatkowania zawartych przez Polskę. Banki mają siedziby za granicą i udzielane przez nich pożyczki również nie mają związku z działalnością prowadzoną na terytorium RP poprzez zakład zagraniczny. Udzielają je bowiem podmiotowi włoskiemu. Choć docelowe finansowanie otrzymuje podmiot z siedzibą w Polsce, dostaje on je od włoskiej spółki dominującej, nie od banków. Włoska spółka występuje więc w roli pośrednika – przekazującego finansowanie do polskiej spółki zależnej, jak i bankom wynagrodzenie za to finansowanie.

Beneficjent rzeczywisty

Zdaniem wnioskodawcy, w świetle opisanych okoliczności to banki są rzeczywistymi beneficjentami wynagrodzenia przekazywanego z Polski w rozumieniu ustawy o CIT a więc i podatnikami podatku dochodowego. Polska firma wystąpiła o potwierdzenie, że ma prawo do zastosowania mechanizmu LTA, czyli dokonywania kwalifikacji podatkowej wypłacanego przez siebie wynagrodzenia na gruncie odpowiedniej dla danego banku umowy ws. unikaniu podwójnego opodatkowania, przy ustaleniu, że to właśnie bank, a nie włoski pośrednik, jest rzeczywistym właścicielem należności.

Zasada rezydencji albo źródła

Dyrektor KIS nie zgodził się ze stanowiskiem Wnioskodawcy co do sposobu ustalenia odbiorcy należności. DKIS przypomniał, że powstanie obowiązku podatkowego w CIT wyznacza położenie siedziby lub zarządu na terytorium RP, albo osiąganie tu przychodu. Państwo, na którego terytorium znajduje się źródło przychodu ma prawo do opodatkowania podmiotów niebędących jego rezydentami podatkowymi w zakresie dochodów uzyskiwanych z tego źródła. W tej sytuacji (osiągania przychodów przez nierezydentów) to na polskim rezydencie dokonującym wypłat z tego źródła spoczywa obowiązek pobrania podatku. Rodzaje takich przychodów wskazuje art. 21 ust. 1 ustawy o CIT. Wymienione są tam m.in. osiągane przez nierezydentów na terytorium RP przychody z odsetek.

Na tej podstawie organ stwierdził, że to nie banki, a włoski udziałowiec, jako bezpośredni pożyczkodawca polskiej spółki i odbiorca wynagrodzenia od tejże spółki jest podatnikiem CIT w zakresie tak uzyskiwanego przychodu. Decyduje o tym fakt uzyskania przychodu, a nie okoliczność że końcowo większość tych kwot trafia do banku/banków. W rezultacie, spółka jako płatnik, w zakresie wypłacanego wynagrodzenia nie będzie mogła zastosować umowy ws. unikania podwójnego opodatkowania właściwej dla danego banku.

Czy Dyrektor KIS miał do tego prawo?

W wydanej 6 sierpnia 2024. interpretacji (sygn. 0111-KDIB2-1.4010.217.2024.1.BJ) DKIS poinformował, że swoje stanowisko oparł na aktualnym projekcie Ministerstwa Finansów ,,Objaśnień podatkowych z 25 września 2023 r. dotyczącym poboru podatku u źródła.” Z pkt 2.3. powyższego projektu wynika, że stosowanie koncepcji „look through approach” (czyli ustalania przez organ podatkowy, kto jest rzeczywistym właścicielem należności w sytuacji, gdy podmiot uzyskujący taką należność nie jest jej rzeczywistym właścicielem) nie znajduje uzasadnienia ani w przepisach ustawy o CIT, ani w przepisach Ordynacji podatkowej. Ministerstwo Finansów powołując się na orzecznictwo TSUE oraz NSA stwierdziło, że można i należy uznać, że organy podatkowe nie są – co do zasady – zobowiązane do stosowania tej koncepcji.

Jednocześnie DKIS przyznał, że obecne stanowisko MF co do sposobu stosowania LTA jest odmienne niż to prezentowane w poprzedniej wersji projektu Objaśnień z roku 2019. Wcześniej MF wskazywało, że w niektórych sytuacjach ostateczni odbiorcy należności mają status rzeczywistego właściciela i w związku z tym to oni, z pominięciem podmiotu pośredniczącego mogą korzystać ze zwolnienia z podatku u źródła.

Co taka zmian stanowiska oznacza dla przedsiębiorców?

Po pierwsze należy pamiętać, że ,,Objaśnienia” z września 2023 r. to jedynie projekt interpretacji przepisów. Dokument MF nadal nie stanowi oficjalnej, obowiązującej wykładni. Stąd brak jest przesłanek prawnych do powoływania się przez DKIS na ten projekt ,,Objaśnień” w celu oparcia na nim niekorzystnej dla podatników wykładni niejasnych przepisów.

Problem stanowi również brak ugruntowanej linii orzeczniczej w tej sprawie. Stanowiska WSA/NSA nie są jednolite. Stąd niepewność podatników jak rozliczyć wypłaty np. odsetek przekazywanych na rzecz zagranicznych podmiotów.

W przyszłości sprawę poboru WHT może rozwiązać dyrektywa FASTER. Projekt dyrektywy musi jednak zostać jeszcze skonsultowany z Parlamentem Europejskim i oficjalnie przyjęty przez Radę UE. Dopiero wówczas państwa członkowskie dostaną zielone światło na wdrożenie dyrektywy do krajowych przepisów. Nowe europejskie regulacje mają zaczęły obowiązywać od 1 stycznia 2030 r.

Podmiotom dokonującym obecnie płatności do podmiotów zagranicznych pozostaje więc zachowanie dużej ostrożności w trakcie ustalania swoich obowiązków z tego tytułu, mając na uwadze nie tylko kolejne nowelizacje przepisów, ale i zmieniające się stanowiska organów podatkowych nawet do tych samych regulacji. Należy pamiętać, że tak jak w każdym innym przypadku nałożenia obowiązków na płatnika – to ten ostatni ponosi finansową odpowiedzialność za prawidłowość realizacji swoich podatkowych powinności. dowarto zatem śledzić aktualne orzecznictwo i decyzje fiskusa na temat WHT, a w razie wątpliwości skonsultować się z doradcą podatkowym.

Mimo wszystko nowe podejście MF może być korzystne dla podatników. Wcześniej bowiem mechanizm look-through approach (LTA) był bardzo często wykorzystywany przez organy jako instrument przeciwko strukturom holdingowym. Nowa interpretacja przepisów może dać przedsiębiorcom większą pewność przy tworzeniu tradycyjnych struktur holdingowych w UE. Zadbanie o rzeczywistą substancję biznesową spółki pośredniczącej zapewni ochronę przed „przebijaniem” przez organy struktury holdingowej. Przede wszystkim, nowa, korzystniejsza dla podatników interpretacja daje większą przejrzystość i pewność planowania biznesowego w oparciu o formalne struktury właścicielskie.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Grudniowy festiwal obniżek stóp: Szwajcaria zaskakuje, Europa luzuje, a Ameryka straszy inflacją

Sezon grudniowych decyzji najważniejszych banków centralnych rozkręca się na dobre. Decydenci przynoszą pod choinkę cięcia stóp, choć niektórzy są bardziej łaskawi od innych. Z pewnością na obniżki nie pozostaje głuchy rynek walutowy, na którym rozkręca się zmienność. Amerykanie ogłoszą swój ruch dopiero za tydzień, ale nie potrafią czekać w cieniu, dlatego już dziś zaskoczyli kluczowymi odczytami.

Upadek z alpejskiej grani

Szwajcarski Bank Narodowy zaskoczył rynki i obniżył stopy procentowe aż o 50 pb (oczekiwano cięcia o 25 pb). W ten sposób główna stopa wynosi aktualnie jedynie 0,5%. Dla perspektywy warto przypomnieć, że w Polsce koszt kredytu to w tej chwili 5,75%. Wracając w Alpy, to Szwajcarzy są coraz bliżsi dotarcia w dobrze znane sobie miejsce, czyli minusowych stóp. Utrzymywali je poniżej zera przez ponad 7 lat, aż do połowy 2022 roku. Efekt dzisiejszej zaskakującej decyzji był na rynku walutowym jednoznaczny, doszło do gwałtownego osłabienia CHF. Kurs franka w błyskawicznym tempie spadł o 3 grosze, osiągając 4,57 zł. W kolejnych godzinach okazało się, że rodzima waluta nie jest wystarczająco silna, aby utrzymać zdobyte przyczółki, a kurs CHF/PLN zawrócił. Jednak po godz. 15 znajduje się on znowu blisko porannego dołka.

Chociaż skala obniżki była zaskoczeniem, to już sam kierunek działań SNB pozostaje jasny. Inflacja pozostaje na niskim poziomie (0,7% rdr), PKB w ujęciu kwartalnym rośnie tylko o 0,4%, a waluta pozostaje silna, utrudniając funkcjonowanie eksporterom. Dlatego przestrzeń do dalszego luzowania istnieje i właśnie pobudzenie inflacji wraz z osłabieniem franka, który ten proces utrudnia, będą w centrum zainteresowania banku centralnego. Niestety dla Szwajcarów liczba ryzyk na świecie raczej rośnie niż maleje, co przy atrybutach bezpiecznej przystani w przypadku CHF nie pozwala się mu szczególnie osłabiać.

Europa wygrała z inflacją?

Sezon grudniowych posiedzeń banków centralnych w pełni, dlatego dziś poznaliśmy również decyzję Europejskiego Banku Centralnego. Ten zgodnie z oczekiwaniami rynku ściął stopy procentowe o 25 pb. Tym samym stopa depozytowa wynosi równe 3% i jest już o 100 pb poniżej szczytu cyklu zacieśniania. Trudno doszukiwać się też jakichś zasadniczych zmian w komunikacie Rady Prezesów, chociaż można zwrócić uwagę, że opisywane projekcje inflacji w średnim terminie wskazują na zwycięstwo w walce z wysoką dynamiką cen. CPI ma wynieść średnio 2,4% w 2024 roku, 2,1% w 2025 i 1,9% w 2026. Jeżeli te prognozy okażą się zgodne z rzeczywistością, to otwarta pozostaje ścieżka do dalszych, stopniowych obniżek stóp. Szczególnie w obliczu problemów najważniejszych gospodarek strefy euro, którym niezbędna wydaje się stymulacja. Możliwe, że właśnie na tych przewidywaniach rynku opiera się przyspieszenie osłabienia euro po ogłoszeniu decyzji EBC. Chociaż swoje trzy grosze znowu postanowili dołożyć Amerykanie.

Straszą ceny producentów

Chwilę po ogłoszeniu decyzji EBC poznaliśmy publikacje zza oceanu. Zaskakująco dla analityków wzrosły tygodniowe wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, które przekroczyły oczekiwania o ponad 20 tys. Jednak ta odosobniona informacja mogłaby nawet osłabić dolara, ponieważ jeszcze mocniej wzrosłoby przekonanie co do przyszłotygodniowej obniżki stóp przez Fed. Na razie inwestorzy postanowili skupić się na innym i donioślejszym zaskoczeniu, którym okazała się inflacja producencka. Listopadowe PPI wyniosło równe 3%, co zdecydowanie przekroczyło poprzedni odczyt i prognozy (oba 2,6%). Równocześnie jest to najwyższe wskazanie od lutego 2023 roku. Ceny producentów mogą w późniejszym terminie przekładać się na koszty produktów na sklepowych półkach. Dlatego ponownie rozgorzeje dyskusja o najbliższych i późniejszych działaniach decydentów monetarnych USA. Stąd też wzmagające się dziś po godz. 15 umocnienie dolara, które spycha kurs EUR/USD do 1,048 $. Przekłada się to na kurs USD/PLN, pozostający w pobliżu 4,07 zł i na kurs EUR/PLN – blisko 4,26 zł. Trzeba przyznać, że złoty reaguje całkiem przyzwoicie na wydarzenia szerokiego rynku.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Co to jest faktoring i jak może pomóc Twojej firmie?

Jak pogodzić utrzymywanie płynności finansowej firmy z długim oczekiwaniem na przelewy od kontrahentów? Faktury z odroczonym terminem płatności są standardem w wielu branżach, m.in. budowlanej, handlowej czy transportowej. Niestety, zamrożenie środków pieniężnych w fakturach sprzyja zatorom płatniczym, które wywołują efekt domina, destabilizując płynność finansową kolejnych firm. Jednym z rozwiązań zapobiegających zadłużeniom jest faktoring. Na czym polega i jak może CI pomóc w prowadzeniu biznesu?

Czym jest faktoring?

Co to jest faktoring? To usługa finansowa świadczona przez firmę faktoringową (faktora) na rzecz przedsiębiorców (faktorantów), która polega na wykupie faktur przychodowych z odroczonym terminem płatności. Przedmiotem transakcji są nieprzeterminowane wierzytelności z tytułu sprzedaży produktów lub usług, czyli takie, których termin płatności jeszcze nie minął.

Dzięki faktoringowi przedsiębiorca otrzymuje zaliczkę faktoringową od 70 proc. od 100 proc. wartości faktury – niekiedy już w dniu jej wystawienia. Uzyskane środki pieniężne można przeznaczyć na dowolny cel, np. zakupy dla firmy czy wynagrodzenia dla pracowników. Faktor, który wykupił należności, wypłaca pozostałą kwotę faktorantowi, kiedy odbiorca faktury opłaci ją w wyznaczonym terminie.

Faktoring nie wpływa negatywnie na warunki współpracy między faktorantem a jego klientami, więc firma nie musi się obawiać pogorszenia relacji biznesowych. Co więcej, może nawet zwiększyć przewagę konkurencyjną, proponując klientom dłuższe terminy płatności. Czy kontrahent wie, że faktura została wykupiona przez faktora? To zależy od rodzaju faktoringu. Warunki usługi wpływają także na ewentualną windykację nierzetelnych odbiorców, którzy nie opłacają terminowo faktur.

Jakie są rodzaje faktoringu?

Jak podaje PZF (Polski Związek Faktorów), faktoring niepełny (z regresem) w modelu jawnym jest najpopularniejszy w Polsce. W tym wariancie firma faktoringowa nie przejmuje odpowiedzialności za niewypłacalność kontrahenta. To oznacza, że jeśli odbiorca faktury nie ureguluje należności w terminie, faktorant będzie zobowiązany do zwrócenia zaliczki faktorowi oraz samodzielnego dochodzenia wierzytelności od dłużnika. Z tego względu faktoring niepełny sprawdza się przede wszystkim w przypadku kontrahentów, którzy opłacają faktury po upływie nawet 2-3 miesięcy od ich wystawienia. W modelu jawnym odbiorcy faktur wiedzą o wykupie należności, więc przelewają je bezpośrednio do faktora.

Inne rodzaje faktoringu to:

  • faktoring pełny (bez regresu) – firma faktoringowa ponosi pełną odpowiedzialność za ewentualną niewypłacalność kontrahenta. Faktorant nie musi zwracać zaliczki faktoringowej,
  • faktoring cichy (niejawny) – odbiorca faktury nie wie, że została wykupiona przez faktora. Kontrahent przelewa należności na konto bankowe przedsiębiorcy, a następnie faktorant rozlicza się z faktorem,
  • faktoring półjawny – kontrahent nie wie o wykupie wierzytelności, chyba że nie opłaci faktury w wyznaczonym terminie. W tej sytuacji firma faktoringowa rozpoczyna windykację,
  • faktoring odwrotny – polega na finansowaniu faktur kosztowych (zakupowych). Firma faktoringowa rozlicza się z dostawcami klienta, który zwraca środki pieniężne faktorowi w późniejszym terminie,
  • faktoring międzynarodowy – skierowany do przedsiębiorstw zajmujących się importem lub eksportem produktów oraz usług. Ułatwia rozwój firmy na rynkach zagranicznych.

Ile kosztuje faktoring?

Koszt faktoringu jest uzależniony od wybranego modelu i zasad finansowania faktur. Jeżeli przedsiębiorca podpisze umowę faktoringową z abonamentem, zobliguje się do ponoszenia comiesięcznej opłaty za dostępny limit faktoringowy, czyli maksymalną łączną wartość faktur do sfinansowania. Stała opłata abonamentowa jest niezależna od liczby wykupionych faktur. Firma, której zależy na sporadycznym wspieraniu się faktoringiem, może finansować pojedyncze faktury. W tym przypadku nie ponosi żadnych kosztów za okres, w którym nie korzysta z usługi.

Główna opłata faktoringowa to prowizja za sfinansowanie faktury, którą nalicza się według stawki procentowej od wartości wierzytelności za każdy dzień oczekiwania na spłatę należności przez kontrahenta. Dzienny koszt finansowania to zaledwie 0,0333% w eFaktor, który wykupuje faktury o wartości od 100 tys. zł do nawet 15 mln zł. Co ważne, usługę faktoringową można uwzględnić w kosztach uzyskania przychodu, więc jej rzeczywisty koszt jest niższy.

SNB i EBC na ścieżce łagodzenia polityki – inflacja i wzrost gospodarczy dyktują tempo obniżek stóp

W najbliższych miesiącach można oczekiwać dalszego łagodzenia polityki monetarnej zarówno ze strony Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB), jak i Europejskiego Banku Centralnego (EBC), choć motywy i skalę tych działań determinują odmienna dynamika inflacji, wzrostu gospodarczego oraz ryzyka gospodarcze i polityczne.

SNB, w reakcji na systematycznie malejącą inflację i umiarkowane tempo wzrostu gospodarczego, zdecydował się już na obniżenie stopy polityki monetarnej do poziomu 0,5%. Główna motywacja tej decyzji wynika z wyraźnego spadku presji inflacyjnej – wskaźnik cen konsumpcyjnych osiągnął poziom zaledwie 0,7% w listopadzie 2024 roku, a prognozy wskazują dalszą stabilizację inflacji na niskim poziomie w kolejnych latach (0,3% w 2025 r. i 0,8% w 2026 r.). Choć wzrost PKB ma pozostać umiarkowany (ok. 1% w 2024 r. i przyspieszyć do 1–1,5% w 2025 r.), spodziewane jest jednoczesne lekkie zwiększenie bezrobocia. SNB podkreśla również istotne ryzyka zewnętrzne, takie jak globalne napięcia geopolityczne, zmienność polityki ekonomicznej w USA czy obawy o zbyt wysoką inflację w niektórych krajach. W tym otoczeniu obniżenie stóp ma ułatwić utrzymanie stabilności cen oraz wesprzeć gospodarkę w okresie niepewności.

W perspektywie najbliższych kwartałów SNB będzie prawdopodobnie kontynuować ostrożną, ale elastyczną politykę. Ze względu na bardzo niską inflację i umiarkowane perspektywy wzrostu, nie wyklucza się ewentualnych dalszych działań łagodzących, jednak SNB pozostanie czujny na ewentualny wzrost ryzyk zewnętrznych.

W przypadku Europejskiego Banku Centralnego kluczowym czynnikiem determinującym decyzje o dalszych obniżkach stóp procentowych jest widoczny spadek dynamiki cen oraz umiarkowany wzrost gospodarczy w strefie euro. EBC planuje kolejny krok w kierunku luzowania – większość analityków zakłada obniżkę stopy depozytowej o 0,25 pkt proc. do poziomu 3,0%, choć niektórzy (np. JPMorgan Chase) nie wykluczają głębszej redukcji, nawet o 0,5 pkt proc. Takie posunięcie ma zrównoważyć słabnące tempo wzrostu gospodarczego (prognozowane PKB to 0,8% w 2024 r. i stopniowe przyspieszenie do 1,5% w 2026 r.) oraz stabilizować inflację w okolicach 2% w dłuższym horyzoncie.

W otoczeniu narastających napięć politycznych w Niemczech i Francji oraz obaw o rozwój konfliktów handlowych z USA, EBC stoi przed trudnym zadaniem: chce wspierać gospodarkę poprzez łagodzenie polityki monetarnej, a jednocześnie uniknąć działań nadmiernie stymulujących wzrost cen aktywów czy pogłębiających różnice w rentownościach obligacji państw członkowskich. Choć część decydentów, takich jak François Villeroy de Galhau, opowiada się za bardziej zdecydowanymi cięciami stóp, inni – jak Isabel Schnabel – ostrzegają przed zbyt silnym luzowaniem w obliczu problemów o charakterze strukturalnym.

Perspektywa najbliższych miesięcy to zatem dalsze, stopniowe obniżki stóp w strefie euro, uważne śledzenie danych makroekonomicznych i gotowość do korekty kursu w razie nieprzewidzianych wydarzeń. EBC będzie starał się utrzymywać równowagę między wspieraniem gospodarki a zapewnieniem stabilności cen i unikaniem destabilizujących ruchów na rynku obligacji.

Zarówno SNB, jak i EBC dążą obecnie do złagodzenia warunków monetarnych w odpowiedzi na spadającą inflację, umiarkowany wzrost gospodarczy oraz podwyższoną niepewność geopolityczną i polityczną. Oczekiwać można dalszych obniżek stóp, choć ich skala i tempo będą zależeć od bieżącej oceny ryzyk. Podczas gdy SNB koncentruje się na stabilizowaniu bardzo niskiej inflacji i wspieraniu umiarkowanego wzrostu, EBC mierzy się z nieco inną dynamiką – w strefie euro inflacja jest wyższa, ale napięcia polityczne i ryzyko niższego wzrostu gospodarczego mogą skłonić do bardziej zdecydowanych działań. W efekcie obie instytucje pozostają elastyczne i przygotowane do dostosowania swojej polityki „spotkanie po spotkaniu”, kładąc nacisk na stabilność cen i zrównoważony rozwój gospodarczy w trudnym, zmiennym otoczeniu.

Autor: Krzysztof Kamiński, Oanda TMS Brokers

Zamożni Polacy napędzają rynek dóbr luksusowych – w 2024 roku osiągnie on wartość 55,6 mld zł, co oznacza wzrost o 24,6% r/r

Rynek dóbr luksusowych w Polsce na koniec 2024 roku osiągnie rekordową wartość 55,6 mld zł, co oznacza wzrost o 24,6% r/r – wynika z jubileuszowej, 15. edycji raportu KPMG pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce”. Największy udział w tym segmencie, wynoszący 65%, mają samochody premium i luksusowe, których wartość szacowana jest na 36 mld zł (+34,8% r/r). Tegoroczna edycja raportu zawiera także analizę rynku sztuki, który w 2023 roku osiągnął wartość blisko 570 mln zł. Segment ten zyskuje na znaczeniu jako element portfela inwestycyjnego zamożnych Polaków, odpowiadając na rosnące zainteresowanie lokowaniem kapitału w alternatywne aktywa. Stale rośnie grono potencjalnych nabywców dóbr i usług luksusowych – liczba osób bardzo bogatych, uzyskujących dochód powyżej 1 mln zł brutto rocznie powiększyła się o 11% r/r i szacowana jest obecnie na 73,5 tys. podatników.

Od 2010 roku, kiedy KPMG w Polsce po raz pierwszy opublikowało raport na temat dóbr luksusowych, rynek ten przeszedł ogromne przemiany. Wzrost wartości wynikał m.in. z rosnącej liczby zamożnych konsumentów, rozwoju krajowych i międzynarodowych marek premium, a także wzrostu siły nabywczej klasy średniej i wyższej.

Rozwój rynku dóbr luksusowych w Polsce, który analizujemy uważnie od 2010 roku to historia dynamicznych przemian, na które wpływ miały zarówno zmiany gospodarcze, jak i ewolucja gustów konsumentów. Za kamienie milowe uznawać można otwarcie pierwszego ekskluzywnego domu handlowego w 2011 roku, luksusowego hotelu w zrewitalizowanym budynku Hotelu Europejskiego w Warszawie w 2018 roku, jak również wzrost znaczenia e-commerce, zwłaszcza od czasu wybuchu pandemii Covid-19. W porównaniu do rynków Europy Zachodniej, charakteryzujących się dojrzałością i wielopokoleniową tradycją, Polska pracowicie nadrabia zaległości, przyciągając zarówno międzynarodowe marki, jak i dając przestrzeń do tworzenia się rodzimych producentów dóbr premium. Kluczowe trendy, takie jak personalizacja, świadomość ekologiczna czy rosnąca popularność dóbr luksusowych z drugiego obiegu, są zgodne z tym co obserwujemy na rynku europejskim, co świadczy o rosnącej pozycji Polski na globalnym rynku dóbr luksusowych – komentuje Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce.

Rosnąca liczba zamożnych Polaków napędza rynek

Liczba potencjalnych nabywców dóbr luksusowych stale rośnie, a ich wynagrodzenia sukcesywnie się zwiększają. W 2023 roku liczba osób o rocznych dochodach powyżej 120 tys. zł wzrosła o 34% r/r, osiągając 2,5 mln osób. Łączne zarobki tej grupy wyniosły 714 mld zł (+29% r/r). Wzrost dochodów dotyczył wszystkich grup zamożności, ujętych na potrzeby raportu w cztery kategorie:

  • Dobrze zarabiający (120-240 tys. zł rocznie): 1,8 mln osób (+47% r/r); łączne zarobki 290 mld zł (wzrost o 55% r/r),
  • Zamożni (240-600 tys. zł rocznie): 545 tys. osób (+9% r/r); łączne zarobki 189,3 mld zł (wzrost o 20% r/r),
  • Bogaci (600 tys.-1 mln zł rocznie): 90,1 tys. osób (+11% r/r); łączne zarobki na poziomie 68,5 mld zł (wzrost o 16% r/r),
  • Bardzo bogaci (powyżej 1 mln zł rocznie): 73,5 tys. osób (+11% r/r); łączne zarobki tej grupy wyniosły 166 mld zł (wzrost o 11% r/r).

Dane dotyczące podatników osiągających roczne dochody przekraczające pierwszy próg podatkowy wskazują na istotny wzrost liczby Polaków o wysokich zarobkach w ciągu ostatnich 15 lat. Rozwój gospodarczy w tym okresie opierał się m.in. na stabilnym umacnianiu sektora usług, ekspansji przedsiębiorstw, także eksportowych, oraz rosnącej innowacyjności firm technologicznych. Kluczową rolę odegrały również inwestycje w infrastrukturę współfinansowane przez Unię Europejską, które zwiększyły konkurencyjność krajowej gospodarki na arenie międzynarodowej. Rosnąca siła nabywcza i coraz większa świadomość konsumencka Polaków leżą u źródeł wzmożonego zainteresowania produktami i usługami luksusowymi, które stały się symbolem prestiżu oraz aspiracji, odzwierciedlając szersze przemiany gospodarcze i społeczne w Polsce mówi Andrzej Marczak, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego w Europie Środkowo-Wschodniej, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Nie jest zaskoczeniem, że najwięcej najbogatszych Polaków mieszka na Mazowszu – 16 tys. osób. Kolejne województwa z największą liczbą mieszkańców o dochodach rocznych na poziomie 1 mln zł brutto rocznie i więcej to: wielkopolskie i małopolskie (po 7,3 tys. osób) i śląskie (7,2 tys. osób). Najbardziej dynamiczny wzrost liczby osób bardzo bogatych miał miejsce w województwach zachodniopomorskim (+31% r/r) oraz warmińsko-mazurskim i podkarpackim (po 17% r/r).Rynek dobr luksusowych w Polsce_2024_1

Wartość aktywów netto polskich gospodarstw domowych wyniosła na koniec II kwartału 2024 roku 2 348 mld zł (+14% r/r). Największy udział w aktywach mają depozyty, które stanowią 40% ich wartości. Drugą pod względem wielkości kategorią w strukturze majątku Polaków są inwestycje, które na koniec tego okresu osiągnęły wartość 678 mld zł, co dało wzrost na poziomie 6,6% r/r. Ich udział w majątku ogółem wyniósł 21,7%. Ze względu na wciąż dość konserwatywne podejście Polaków do inwestowania w ciągu ostatnich dwóch lat realna wartość majątku Polaków obniżała się z powodu wysokiej inflacji przewyższającej oprocentowanie depozytów bankowych.

Luksus umacnia swoją pozycję – samochody luksusowe i premium niezmiennie największym segmentem rynku

FerrariSegment samochodów premium i luksusowych dominuje na rynku dóbr luksusowych w Polsce. Jego wartość w 2024 roku wyniosła 36 mld zł, co oznacza wzrost o 34,8% r/r. W okresie od IV kwartału 2023 do III kwartału 2024 roku zarejestrowano 136,9 tys. samochodów marek premium oraz 379 samochodów luksusowych. Rośnie również zainteresowanie pojazdami elektrycznymi, które stanowiły 7,9% sprzedanych aut w segmencie premium.

Wartość rynku luksusowych usług hotelarskich i SPA osiągnęła w 2024 roku 7,8 mld zł, co oznacza wzrost o 16,7% r/r. Wzrost ten wspierany jest przez turystykę przyjazdową. W 2024 roku liczba hoteli pięciogwiazdkowych wzrosła o 4,3% r/r. Klienci coraz częściej poszukują unikalnych doświadczeń, takich jak tematyczne wnętrza czy lokalne inspiracje w designie i hotelowej kuchni. W latach 2012-2024 liczba hoteli pięciogwiazdkowych w Polsce wzrosła dwukrotnie – z 49 do 98. Najwięcej takich obiektów znajduje się w Krakowie.

Wartość rynku nieruchomości premium i luksusowych wzrosła w 2024 roku o 6,7% r/r, osiągając 3,5 mld zł. Rekordowe transakcje odnotowano w Gdańsku i Warszawie, gdzie ceny za metr kwadratowy sięgnęły 62,6 tys. zł. Wartość sprzedaży wybranych apartamentów przekroczyła dwukrotnie rekordowy wynik z 2023 roku. Coraz więcej transakcji odbywa się w modelu off-market, co podkreśla znaczenie dyskrecji i indywidualnego podejścia w tym segmencie.Rynek dobr luksusowych w Polsce_2024_3Rynek dobr luksusowych w Polsce_2024_2

Kosmetyki i perfumy wyprzedziły segment alkoholi pod względem wartości rynku

Rynek luksusowej odzieży i akcesoriów w Polsce osiągnął w 2024 roku wartość 3,5 mld zł (+2,8% r/r). Dynamika rozwoju tej części rynku dóbr luksusowych wyraźnie zwolniła. Segment akcesoriów i okularów charakteryzował się najwyższą dynamiką wzrostu w tym segmencie (4% r/r), co może wynikać z popularności trendów takich jak „quiet luxury” i „old money”. Rosnące znaczenie zyskują butiki monobrandowe oraz pop-up stores, oferujące limitowane kolekcje.

Segment luksusowych alkoholi wzrósł w 2024 roku o 4,2% r/r, osiągając wartość 1,5 mld zł. Największy udział w rynku miała whisky, generująca 900 mln zł przychodu. Dynamicznie rozwija się segment szampanów, który odnotował wzrost o 9,1% r/r.

Polski rynek luksusowych kosmetyków i perfum osiągnął w 2024 roku rekordową wartość 2 mld zł (+5,8% r/r). Największy udział w rynku miały perfumy, odpowiadające za 50,6% całkowitej sprzedaży.

Sztuka jako inwestycja – malarstwo wiedzie prym

Jubileuszowa edycja raportu KPMG uwzględnia rynek sztuki w Polsce jako osobną kategorię dóbr luksusowych. W 2023 roku wartość rynku sztuki w Polsce osiągnęła 567,7 mln zł, z czego 350,6 mln zł pochodziło ze sprzedaży dzieł na aukcjach. Dominującą kategorią w tym segmencie było malarstwo, które stanowiło 83% całkowitej wartości sprzedaży dzieł sztuki. Wśród obrazów sztuka współczesna osiągnęła wzrost o 10% r/r, podczas gdy dzieła malarstwa dawnego zmniejszyły sprzedaż o 33% r/r.

Raport zwraca uwagę na rosnące znaczenie sztuki jako elementu dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, a także na potencjał współpracy z instytucjami kultury, która może wspierać rozwój tego rynku. Eksperci szacują, że obrót na polskim rynku sztuki w 2024 roku wyniesie od 450 do 480 mln zł.

Po osiągnięciu pewnego statusu majątkowego, w takich obszarach jak nieruchomości, samochody czy klasyczne dobra luksusowe, coraz więcej majętnych Polaków odkrywa wartość inwestowania w sztukę. To nie tylko inwestycja materialna, ale inwestycja przynosząca swoistą dywidendę emocjonalną, która odpowiada na potrzebę piękna, rozwoju osobistego i obcowania z kulturą wyższą. Sztuka łączy w sobie możliwość długoterminowego wzrostu wartości z zaspokojeniem głębszych, duchowych aspiracji, czyniąc ją jednym z najbardziej wyjątkowych aktywów w portfelu inwestycyjnym – mówi Andrzej Marczak, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego w Europie Środkowo-Wschodniej, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Luksus w erze cyfrowej – e-commerce i nowe technologie zmieniają rynek

W ciągu ostatnich 15 lat zmieniały się kanały dystrybucji dóbr luksusowych. Rozwój e-commerce umożliwił polskim klientom łatwiejszy dostęp do światowych marek, a jednocześnie przyciągnął nabywców zagranicznych do krajowych producentów. Współczesny luksus stał się bardziej zróżnicowany i świadomy – rosnące zainteresowanie modą zrównoważoną, ekologicznymi produktami oraz inwestycjami w nieruchomości premium, zarówno w Polsce, jak i w popularnych lokalizacjach zagranicznych, odzwierciedla zmieniające się wartości konsumentów dóbr luksusowych. Wszystkie te trendy mają wpływ na notowania spółek z sektora.

Większość danych wskazuje, że w 2024 roku przełamany zostanie stereotyp – kondycja rynku dóbr luksusowych nie pozostanie w pełni odporna na globalne wstrząsy gospodarcze. Wyraźnie widać, że druga połowa tego roku przyniesie bolesne rozczarowanie wielu markom luksusowym. Notowane spółki z tego sektora zaliczyły kilkunastoprocentowe straty, podczas gdy indeks szerokiego rynku urósł o niemal 10%. Sukces marek luksusowych zależeć będzie od sposobu zarządzania w warunkach wysokiej zmienności ekonomicznej i w konfrontacji z kluczowymi trendami rynkowymi. Jednym z najważniejszych jest rosnące znaczenie ekskluzywnych, spersonalizowanych doświadczeń. Dynamiczny rozwój digitalizacji zmienia sposób funkcjonowania sektora luksusowego. Prognozy wskazują, że do 2025 roku aż 25% transakcji w tej branży będzie odbywać się online, co wymaga od firm znaczących inwestycji w e-commerce i technologie tj. blockchain czy genAI – komentuje Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce.

O RAPORCIE:

Raport pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Czy sztuka jest luksusem” jest 15. edycją publikacji KPMG o rynku luksusu w Polsce. Na potrzeby raportu przyjęto, że dobrem luksusowym jest każde dobro opatrzone marką powszechnie uznawaną za luksusową na danym rynku lub takie, które ze względu na swoją specyfikę (unikalność, wysoką cenę itp.) nabiera luksusowego charakteru. Raport powstał m.in. w oparciu o dane: Ministerstwa Finansów, GUS, NBP, baz danych: Euromonitor International, cen transakcyjnych Cenatorium oraz innych źródeł, takich jak raporty i artykuły branżowe.

Decyzja EBC: Obniżka stóp pewna, ale rynek obawia się większego ruchu

Spodziewamy się, że w czwartek Rada Prezesów ponownie obniży stopy o 25 pb., nie można jednak całkowicie wykluczyć większego ruchu. Gdyby do niego doszło, euro czekałaby wyprzedaż. W razie standardowego cięcia wycena euro zależy od komunikatów EBC i projekcji banku dla PKB i inflacji. Ich mocne rewizje w dół, zwłaszcza w zakresie inflacji bazowej, będą dla waluty negatywnym sygnałem.

Kluczowe punkty:

  • EBC najpewniej obniży stopy o 25 pb.
  • Lagarde podkreśli ryzyka dla wzrostu.
  • Rada może zasygnalizować dyskusje o cięciu o 50 pb.
  • Kluczowe będą zrewidowane projekcje makroekonomiczne.
  • Spodziewamy się rewizji w dół dla PKB i inflacji.
  • Euro może stracić na możliwości jumbo cut w niedalekiej przyszłości.

Po ostatnim posiedzeniu w październiku EBC dał jasno do zrozumienia, że pozostaje w cyklu rozluźniania polityki monetarnej. Podobnie jak i teraz, dyskusja przed minionym spotkaniem dotyczyła wysokości obniżki: standardowa o 25 pb. czy wyższa, o 50 pb. Jak oczekiwaliśmy, decydenci opowiedzieli się za pierwszą z możliwości, podczas konferencji prasowej prezeska Christine Lagarde zaakcentowała jednak obawy dotyczące perspektyw inflacji. Wyraziła również rozczarowanie aktywnością gospodarczą, powtarzając, że bilans ryzyk dla wzrostu w strefie euro jest skierowany w dół.

Niepewność polityczna jednym z ryzyk dla wzrostu gospodarczego

Od czasu październikowego posiedzenia sytuacja bez wątpienia się pogorszyła. Lokalnie ponownie zwróciła uwagę niepewność polityczna dotycząca dwóch największych gospodarek bloku. Francuski rząd Michela Barniera upadł po tym, jak nie był w stanie uchwalić budżetu na 2025 r., co spowodowało gwałtowny wzrost rentowności krajowych obligacji rządowych. W związku z rozpadem rządzącej koalicji przedterminowe wybory odbędą się również w Niemczech (w lutym).

Perspektywy gospodarcze zaciemnia dodatkowo wygrana Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich. Ze względu na jego protekcjonistyczne podejście spodziewamy się, że w ciągu kolejnego roku wzrost strefy euro będzie ograniczony.

1. Różnica między rentownościami 10-letnich obligacji we Francji i w Niemczech (2015 – 2024)

Wspomniane ryzyka – przynajmniej po części – znalazły już odzwierciedlenie w ostatnich odczytach ekonomicznych. Listopadowe wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej zdecydowanie rozczarowały – zbiorczy indeks spadł do najniższego od 10 miesięcy poziomu 48,3 pkt, poniżej granicznych 50 pkt. Momentum inflacyjne wydaje się zaś wahać. W listopadzie zarówno główna, jak i bazowa miara dynamiki cen w strefie euro były w skali miesiąca ujemne, a spadek cen bazowych o 0,6% m/m był najwyższy od stycznia.

Wykres 2: Inflacja bazowa w strefie euro (2017 – 2024)

Możliwa rewizja w dół dla PKB i inflacji

Najważniejsze w tym miesiącu będą dla rynków zrewidowane projekcje. Biorąc pod uwagę dość niskie wartości odnotowane w raporcie inflacyjnym za listopad oraz możliwy spadek zaufania konsumentów i przedsiębiorców w związku z ostatnimi zawirowaniami politycznymi, spodziewamy się chociaż niewielkiego obniżenia prognoz dynamiki cen na 2025 r. Naszym zdaniem spadnie również projekcja wzrostu gospodarczego na kolejny rok (z wrześniowych 1,3%). Skromne zmiany raczej nie wystarczą, by istotnie zmienić rynkowe oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych. Niespodziewanie duża rewizja w dół prognoz inflacji może jednak sprawić, że rynki swap utwierdzą się w przekonaniu o nadchodzącym na najbliższych posiedzeniach ruchu o 50 pb.

Rynek zakłada jumbo cut w najbliższych miesiącach

Wyżej opisane czynniki zapewniają gołębiom w Radzie dodatkowe argumenty za obniżką stóp procentowych o 50 pb. w tym miesiącu i wydaje się, że m.in. Lane i Villeroy biorą taką możliwość pod uwagę. Nie można całkowicie jej wykluczyć. Jeśli jednak do większego cięcia nie dojdzie, Lagarde podczas konferencji prasowej może zasygnalizować, że jumbo cut był przedmiotem dyskusji podczas posiedzenia. Mogłoby to zwiększyć szanse na większy ruch w najbliższych miesiącach – w styczniu lub marcu – co stanowi obecnie rynkowy scenariusz bazowy.

W ostatnim czasie rynki obniżyły swoje zakłady za cięciem o 50 pb. już w tym tygodniu (wyceniane jest 29 pb.). Jumbo cut niewątpliwie wywołałby silną wyprzedaż wspólnej waluty. W przypadku standardowego cięcia nie spodziewamy się natychmiastowej reakcji euro – będzie ona wtedy zależała niemal całkowicie od komunikatów i zrewidowanych projekcji banku.

Euro może ucierpieć po rewizji prognoz

Uważamy, że jastrzębie i gołębie z Rady osiągną w tym tygodniu kompromis. Stopy procentowe zostaną obniżone o 25 pb., a w komunikatach podkreślone zostanie, że obniżki będą trwały tak długo, aż osiągną neutralny poziom. Jeśli mielibyśmy określać bilans ryzyk dla euro przed posiedzeniem, jest on raczej skierowany w dół. Naszym zdaniem Lagarde zasygnalizuje dalszą słabość wzrostu we wspólnym bloku, dodając, że podjęto dyskusję o możliwości cięcia o 50 pb. Projekcje inflacji także zostaną najpewniej obniżone, a skala zmian może zadecydować o losach euro – znaczne rewizje w dół, szczególnie w przypadku miary bazowej, będą szczególnie negatywnym sygnałem dla wspólnej waluty.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (12.12) o godz. 14.15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Cyfryzacja Polski 2035: Sukces wymaga współpracy z biznesem, a nie tylko reformy administracji

Wzmocnienie potencjału cyfrowego państwa to naczelny cel, jaki powinien przyświecać tworzonej właśnie przez polski rząd Strategii Cyfryzacji Państwa do roku 2035. Aby go osiągnąć, trzeba położyć nacisk na współdziałanie administracji publicznej z biznesem. W Strategii powinno wyraźnie widnieć wsparcie dla innowacji technologicznych, adaptacji już istniejących rozwiązań oraz rozpowszechniania narzędzi sztucznej inteligencji. To tylko niektóre z postulatów, jakie przesłał Związek Cyfrowa Polska do Ministerstwa Cyfryzacji w ramach konsultacji społecznych.

Jak oceniają eksperci organizacji w liście do wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego, przedstawiona Strategia Cyfryzacji Państwa do roku 20235 to „ambitny dokument, wyznaczający cele i kierunki działań w obszarze cyfryzacji kraju”. Pozytywne przyjęcie opracowanych przez resort założeń wiąże się z faktem, że przyspieszony proces cyfryzacji może „przyczynić się do poprawy jakości życia obywateli oraz zwiększenia efektywności administracji publicznej i gospodarki”.

Jednak nie wszystkie zapisy projektu można oceniać równie entuzjastycznie. Jak oceniają reprezentanci branży technologicznej, Strategia skupia się głównie na obszarze administracji publicznej, marginalizując współpracę z krajowymi przedsiębiorstwami IT. – W zapisach proponowanych przez Ministerstwo Cyfryzacji brakuje mechanizmów partnerstwa publiczno-prywatnego, realizacji wspólnych inicjatyw oraz dialogu z polskimi dostawcami usług cyfrowych – ocenia Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski. – Cyfryzacja powinna oznaczać nie tylko digitalizację urzędów i usług publicznych, choć to oczywiście niezwykle ważne, ale też rozwój gospodarki cyfrowej, która jest dziś ekonomiczną siłą napędową dla całego państwa – dodaje.

Dlatego, jak proponuje Cyfrowa Polska, w zapisach projektu Strategii Cyfryzacji Państwa powinny znaleźć się wymierne propozycje wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw. Takie jak program „Cyfrowy start dla biznesu”, który mógłby promować wykorzystanie polskich rozwiązań IT, wspierać lokalnych dostawców i rozwijać kompetencje cyfrowe w sektorze MŚP.

Konieczne kompleksowe podejście do cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji

Organizacja ocenia też, że proponowany dokument niewystarczająco przygotowuje Polskę na wyzwania związane z cyberbezpieczeństwem. Brakuje programów edukacyjnych na wszystkich poziomach szkolnictwa oraz spójnych działań zwiększających świadomość w zakresie cyberbezpieczeństwa. Co więcej, strategia nie przewiduje kompleksowych działań w zakresie edukacji i prewencji.

–  Nie da się dziś mówić o cyfryzacji bez kontekstu zagrożeń cybernetycznych – mówi Michał Kanownik. – Doświadczenia takich krajów jak Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania czy Belgia wskazują, że nadrzędnym celem jest dziś cyberbezpieczeństwo i suwerenność technologiczna. Warto przeanalizować ich podejście, nawet jeśli wiąże się to z koniecznością zaangażowania większych zasobów i wydłużonym czasem realizacji celów – przekonuje prezes Cyfrowej Polski.

W opinii organizacji proponowana przez resort cyfryzacji Strategia powinna też bardziej podkreślać rolę sztucznej inteligencji jako kluczowej technologii transformacji cyfrowej. „Konieczne jest wspieranie jej wdrażania w różnych sektorach gospodarki, rozwijanie zarówno podstawowych umiejętności w zakresie AI, jak i zaawansowanych kompetencji technologicznych, a także promowanie odpowiedzialnego wykorzystania generatywnej sztucznej inteligencji. Jednocześnie należy zadbać o zrównoważone, innowacyjne podejście regulacyjne, które będzie sprzyjać dynamicznemu rozwojowi AI przy jednoczesnym minimalizowaniu ryzyk związanych z jej zastosowaniem” – czytamy w liście do wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego.

Trendy i wyzwania w cyberbezpieczeństwie w 2025 roku

Aż 78 proc. ekspertów zaliczyło cyberbezpieczeństwo do najważniejszych priorytetów organizacyjnych na 2025 rok. Mniej osób uznało za kluczowe takie aspekty jak wsparcie IT (63 proc. odpowiedzi), produktywność pracowników (63 proc.) czy analitykę danych (57 proc.)[1]. Badania pokazują, że w 2025 roku główny kierunek rozwoju sektora IT będzie wyznaczała sztuczna inteligencja. Eksperci Linux Polska wyjaśniają, dlaczego AI może być zarówno szansą, jak i zagrożeniem dla organizacji, a także opowiadają o trendach w cyberbezpieczeństwie, którym warto się przyjrzeć w najbliższym czasie.

AI pozostanie numerem 1 w sektorze cyberbezpieczeństwa

Eksperci nie mają wątpliwości, że w 2025 roku to przede wszystkim sztuczna inteligencja będzie napędzać działania w zakresie cyberbezpieczeństwa. W raporcie State of Cybersecurity 2025 odpowiedź tę wskazało 47 proc. osób. W pierwszej trójce znalazły się ponadto różnorodność ataków (44 proc.) oraz poleganie na danych (43 proc.)[2]. Oba te czynniki wiążą się w pewnym stopniu z AI – to właśnie dzięki algorytmom uczenia maszynowego i szybkiej analizie danych przez sztuczną inteligencję wzrosła skuteczność wykrywania wielu zagrożeń, m.in. ataków DDoS.

Jak jednak podkreśla Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, każdy medal ma dwie strony. AI jest wykorzystywana nie tylko przez specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, lecz także hakerów. Dlatego wdrożenie nowych rozwiązań lub komponentów open source powinno być poprzedzone kompleksową analizą ryzyka.

Sztuczna inteligencja może analizować ogromne ilości danych i szybko wyłapać błędy lub luki w kodzie. Z możliwości tej może skorzystać każdy, również cyberprzestępcy, dlatego tak ważne jest, by analizy ryzyka nie ograniczać jedynie do wychwytywania usterek we wdrażanym oprogramowaniu lub komponencie open source. Kwestia ta była dla nas punktem wyjścia podczas tworzenia SourceMation – systemu do kompleksowej analizy ryzyka otwartych rozwiązań. System informuje użytkowników o zagrożeniach związanych m.in. z zależnościami pomiędzy poszczególnymi komponentami projektu, jego historią i pochodzeniem geopolitycznym, popularnością czy liczbą kontrybutorów. Taka przekrojowa analiza odpowiada na wyzwania, przed którymi stanie w 2025 roku większość organizacjidodaje Dariusz Świąder, Linux Polska.

Coraz większa rola regulacji prawnych

Globalny raport State of Cybersecurity 2025 pokazuje, że duży wpływ na cyberbezpieczeństwo będą miały aspekty prawne. Niemal co trzeci ekspert wskazuje na zgodność z przepisami, a 23 proc. na kwestie związane z prywatnością[3]. Dane te są następstwem regulacji unijnych, które w Polsce zaczną obowiązywać w pierwszym kwartale 2025 roku. Pierwszą z nich jest Dyrektywa NIS2 określająca standardy bezpieczeństwa informatycznego w państwach członkowskich. Podmioty objęte nowymi przepisami będą zobowiązane, m.in. do wdrożenia rozwiązań w zakresie analizy ryzyka, polityki bezpieczeństwa systemów, zabezpieczenia łańcuchów dostaw czy zgłaszania incydentów.

Temat regulacji prawnych z pewnością będzie kluczowy dla podmiotów finansowych, które do 17 stycznia 2025 roku muszą spełnić obowiązki określone w rozporządzeniu DORA. Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska, wskazuje, że część organizacji z sektora finansowego nie rozpoczęła jeszcze wdrożenia nowych rozwiązań.

Wydawałoby się, że tam, gdzie w grę wchodzą dane osobowe i ryzyko finansowe, kwestie dotyczące cyberbezpieczeństwa będą dopięte na ostatni guzik. Nie do końca tak jest, a DORA stanowi próbę uporządkowania tej sytuacji na gruncie europejskim. Podmiotom finansowym pozostało zaledwie kilka tygodni na ustanowienie odpowiednich procedur zarządzania szeroko rozumianym ryzykiem – od incydentów związanych z ICT, aż po współpracę z zewnętrznymi dostawcami usług informatycznych. Do zrobienia jest sporo, a czasu na wdrożenie coraz mniej. Wszystkich, którzy w natłoku nowych obowiązków czują się nieco przytłoczeni, zapraszam do zapoznania się z naszym autorskim systemem DORIAN, który pomaga spełnić wymogi określone w rozporządzeniu DORAdodaje Tomasz Dziedzic, Linux Polska.

Najwyższy czas na poszerzenie kompetencji

Mówiąc o przyszłości cyberbezpieczeństwa, nie można pominąć kwestii przygotowania organizacji do zarządzania ryzykiem w czasie stale rosnącej liczby ataków. Okazuje się, że wśród czynników komplikujących wdrażanie inicjatyw związanych z zarządzaniem ryzykiem, najczęściej wymieniane są, m.in. brak umiejętności z zakresu cyberbezpieczeństwa (43 proc. odpowiedzi), niski poziom zrozumienia zagrożeń (29 proc.) i trendów technologicznych (25 proc.) oraz niepewność związana z outsourcingiem usług cyberbezpieczeństwa (24 proc.)[4]. Jak zauważa Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, rozwiązanie problemu luk kompetencyjnych powinno być jednym z priorytetów organizacji na 2025 rok.

Ataki cybernetyczne mają coraz bardziej wyrafinowaną formę. Zabezpieczenie systemów informatycznych firmy wymaga zatem nie tylko ogólnej wiedzy o zagrożeniach i umiejętności analizy ryzyka, lecz także orientacji w najnowszych technologiach i trendach. Ma to szczególne znaczenie w dobie coraz większego zaufania do rozwiązań open source, które dla wielu organizacji stały się prostym sposobem na ograniczenie kosztów. To oczywiście niewątpliwa zaleta, jednak perspektywa oszczędności nie powinna nam przysłaniać kwestii potencjalnych zagrożeń, wynikających z ignorowania analizy ryzyka lub przeprowadzania jej zbyt powierzchownie. Ważne jest poszerzanie kompetencji osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo informatyczne oraz zwiększanie świadomości wszystkich pracowników i osób zaangażowanych w realizację projektów wyjaśnia Dariusz Świąder.

Prezes Linux Polska wskazuje również na rolę systematycznej kontroli oprogramowania i jego komponentów.

Czasem można odnieść wrażenie, że firmom wystarcza jednorazowa analiza ryzyka wdrażanego rozwiązania, by mieć pewność, że już zawsze będzie ono bezpieczne. To oczywiście nieprawda. Testy bezpieczeństwa i stała kontrola jest dzisiaj koniecznością. Myślę, że do zmiany takiego nastawienia doprowadzi w jakimś stopniu presja prawna wynikająca z unijnych regulacji. Z pewnością będę się przyglądał, jak NIS2 i DORA wpłyną na bezpieczeństwo i w Polsce, i w Europiepodsumowuje Dariusz Świąder, Linux Polska.

[1] CompTIA, State of Cybersecurity 2025

[2] Jak wyżej

[3] Jak wyżej

[4] Jak wyżej

Nowoczesne magazyny na fali: Stabilny popyt i prognozy dalszego spadku pustostanów w 2025 r.

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, w trzecim kwartale 2024 roku w budowie pozostawało niecałe 2 mln mkw. nowych obiektów magazynowo-przemysłowych w Polsce, co przy stosunkowo stabilnym poziomie aktywności najemców przełożyło się na stopniowy spadek wskaźnika pustostanów (kwartał do kwartału), który na koniec września wyniósł 8,0%. Według prognoz współczynnik powierzchni niewynajętej będzie ulegał dalszej kompresji w 2025 roku. Największym zainteresowaniem najemców nadal cieszą się magazyny energooszczędne, zrównoważone i zaawansowane technologicznie.

Na koniec trzeciego kwartału 2024 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce zbliżyły się do poziomu 34,0 mln mkw., co oznacza wzrost o 9,3% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku.

Nowa podaż od początku roku przekroczyła 2,09 mln mkw. i była niższa o 33% od odnotowanej w pierwszych dziewięciu miesiącach 2023 r. W trzecim kwartale 2024 r. deweloperzy dostarczyli na rynek tylko 454 400 mkw., czyli o prawie 14% mniej niż w tym samym okresie w ubiegłym roku i o 42,2% mniej w porównaniu z drugim kwartałem bieżącego roku. Według prognoz Newmark Polska rynek powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce powiększy się w tym roku o 3-3,5 mln mkw.

– Na koniec września 2024 roku w budowie pozostawało niewiele ponad 1,94 mln mkw. powierzchni magazynowej i przemysłowej, tj. o 2,1% mniej niż w drugim kwartale 2024 r. i o ponad 22% mniej niż w tym samym czasie rok wcześniej. Najwięcej nowych magazynów niezmiennie powstaje na sześciu największych rynkach w kraju, na które przypada prawie 85% realizowanych inwestycji. Są to Mazowsze, Górny Śląsk, Polska Centralna, Dolny Śląsk, Wielkopolska i Trójmiasto. Warto podkreślić, że w trzecim kwartale deweloperzy znacząco zwiększyli swoją aktywność w województwie zachodniopomorskim, gdzie realizują inwestycje o łącznej powierzchni prawie 115 000 mkw., co jest największym wolumenem od drugiego kwartału 2022 roku – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Po wyraźnym odbiciu aktywności na rynku najmu powierzchni magazynowo-przemysłowych w drugim kwartale 2024 roku, w którym najemcy wynajęli ponad 1,72 mln mkw., trzeci kwartał przyniósł nieznaczne spowolnienie. Całkowity popyt w trzecim kwartale 2024 r. wyniósł prawie 1,14 mln mkw., co oznacza spadek o 34% kwartał do kwartału i o prawie 24% rok do roku. W okresie od stycznia do września bieżącego roku najemcy podpisali umowy najmu na łącznie ponad 3,81 mln mkw., tj. o 2,8% więcej niż rok wcześniej.

– W strukturze transakcji zawartych w pierwszych trzech kwartałach 2024 roku dominowały nowe umowy najmu, w tym projekty typu BTS (55%). Renegocjacje stanowiły 38% całkowitego popytu, a pozostałe 7% przypadło na ekspansje. Warto również podkreślić, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 195 300 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku) – dodaje Jakub Kurek.

Drugi kwartał charakteryzował się nie tylko najwyższym popytem odnotowanym w tym roku, lecz także największymi transakcjami sfinalizowanymi w okresie od stycznia do końca września. Wśród nich znalazły się m.in. wynajem 126 000 mkw. w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub przez poufnego najemcę z sektora e-commerce oraz umowa najmu podpisana przez LPP Logistics dotycząca obiektu BTS o powierzchni prawie 104 000 mkw. w kompleksie Bydgoszcz Białe Błota Logistics Centre.

Na koniec września bieżącego roku udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach wyniósł 8,0%, co oznacza spadek o 0,3 p.p. kwartał do kwartału i wzrost o 0,2 p.p. w ujęciu rocznym. Pomimo nieznacznego zmniejszenia ilości dostępnej powierzchni w istniejących budynkach – o prawie 65 000 mkw. w porównaniu z drugim kwartałem bieżącego roku – na koniec trzeciego kwartału najemcy mieli do dyspozycji łącznie ponad 2,73 mln mkw., co jest trzecim wynikiem w historii polskiego rynku magazynowego. Natomiast dostępna powierzchnia w obiektach będących w budowie wyniosła niecałe 910 000 mkw.

– W okresie od czerwca do końca września 2024 roku czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i przemysłowe na głównych rynkach w Polsce kolejny kwartał z rzędu pozostawały na stosunkowo stabilnym poziomie. W lokalizacjach charakteryzujących się znacznym wskaźnikiem pustostanów, najemcy mogą obecnie liczyć na większe możliwości wynegocjowania niższych stawek czynszowych czy też atrakcyjnego pakietu zachęt. Z kolei w przypadku magazynów oferujących zarówno wysoki standard techniczny, jak i rozwiązania w zakresie energooszczędności i zrównoważonego rozwoju, deweloperzy są mniej skłonni do ustępstw wobec najemców. Na koniec września 2024 roku najwyższe czynsze utrzymywały się w Warszawie (strefa I), a także w województwie pomorskim i małopolskim – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Rynek czeka na CPI: Czy dolar umocni się przed posiedzeniem Fed?

Dane, które poznamy dziś z USA (CPI) będą ostatnim istotnym punktem odniesienia przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC. Rynek znajduje się aktualnie w okresie ciszy komunikacyjnej (blackout), zatem nie otrzymamy żadnych komentarzy od przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Wczorajsza sesja na Wall Street była kolejną spadkową. Zobaczyliśmy również wzrost rentowności amerykańskich obligacji oraz nieco silniejszego dolara. Dziś rano kurs EUR/USD obniża się do 1,0500.

Aktualnie rynek wycenia wysokie prawdopodobieństwo tego, że Fed obniży stopy o ćwierć punktu procentowego (ok 86 proc. szans). Jednocześnie zakłada, że w 2025 roku dojdzie łącznie do obniżki o 63 pb a w 2026 roku o zaledwie 36 pb. Oficjalne prognozy banku z września wskazywały na cięcie na poziomie 100 pb w przyszłym roku oraz o 50 pb w kolejnym. Nietrudno zauważyć, że rynek przeszedł do założeń, że polityka monetarna w USA musi być bardziej restrykcyjna. Głównym czynnikiem, który zmienił to postrzeganie jest wynik wyborów prezydenckich i perspektywa proinflacyjne polityki gospodarczej Trumpa. Do zmiany przyczyniła się również wyjątkowo dobra sytuacja na rynku pracy. Dlatego też naturalnym procesem była aprecjacja USD w październiku oraz listopadzie. Zejście głównej pary walutowej o ponad 8 figur (licząc od maksimum wrześniowego do listopadowego minimum) było zdecydowanym obrazem w jaki sposób rynek dostosowywał swoją nową wycenę. Teraz mamy chwilę „wytchnienia”, która obrazuje konsolidację na eurodolarze. Grudniowe posiedzenie FOMC oprócz samej decyzji będzie obfitować w nowy „wykres kropkowy” oraz projekcje makro. Zatem rzeczy do interpretacji będzie naprawdę dużo.

Przechodząc do dzisiejszych danych, w ostatnich miesiącach miesięczne tempo zmian bazowej inflacji w USA było nieco zbyt wysokie, aby było zgodne z celem inflacyjnym na poziomie 2 proc. (mierzonym wskaźnikiem PCE, który jest istotny dla Fed). W listopadzie wskaźnik „core” może wzrosnąć nieco bardziej umiarkowanie w ujęciu miesięcznym. Oczekiwany przez ekonomistów wzrost plasuje się na poziomie 0,3 proc. Rok do roku CPI bez uwzględnienia cen żywności i energii ma pozostać na pułapie 3,3 proc. a zasadniczy indeks ma urosnąć z 2,6 proc. do 2,7 proc. r/r. Jeśli dane będą zgodne z przewidywaniami nie powinno to znacząco wpłynąć na oczekiwania dotyczące stóp procentowych. W przypadku zaskoczenia w górę, niewykluczone, że wzrośnie sceptycyzm rynku i wówczas dolar może zanotować kolejne umocnienie.

Autor: Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

12 mld zł strat w przemyśle drzewnym. Przedsiębiorcy apelują do premiera

Polski przemysł drzewny, reprezentowany przez firmy i organizacje branżowe skupione wokół wspólnej inicjatywy Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna, skierował list otwarty do premiera z apelem o pilne podjęcie działań w celu przeciwdziałania kryzysowi, w jakim znalazł się jeden z najważniejszych sektorów polskiej gospodarki.

Przemysł drzewny odgrywa bardzo istotną rolę w polskiej gospodarce i w budowaniu krajowego PKB. W rekordowym 2022 roku udział sektora leśno-drzewnego oszacowano na 8,5% PKB (liczone metodą wydatkową). Przemysł drzewny to około 40 000 przedsiębiorstw, tworzących blisko 350 000 bezpośrednich miejsc pracy, zlokalizowanych w terenach o niskim uprzemysłowieniu. Polski przemysł drzewny – skupiający producentów mebli, płyt, opakowań drewnianych, podłóg drewnianych, celulozy i papieru – zajmuje czołową pozycję w Unii Europejskiej pod względem produkcji i eksportu.

Obecnie najważniejszym zagrożeniem dla przemysłu drzewnego jest ograniczanie dostępności głównego surowca – drewna. Wprowadzone w styczniu 2024 roku przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska moratorium na pozyskiwanie drewna, wyłączanie kolejnych obszarów leśnych z użytkowania już ograniczyło dostępność tego kluczowego surowca dla przemysłu drzewnego.

Dwie edycje Ogólnopolskiej Narady o Lasach, które zostały zorganizowane tak, aby udowodnić tezę MKiŚ o konieczności wyłączenia 20% powierzchni Lasów Państwowych ze zrównoważonej gospodarki leśnej, nie uwzględniły opinii naukowców, przyrodników, jak również przemysłu. Nie przeprowadzono analiz skutków finansowych oraz społecznych ograniczenia pozyskania drewna.

Przedsiębiorcy podkreślają, że nie zostały opracowane koncepcje działań minimalizujących negatywne skutki społeczno-gospodarcze wynikające z ograniczenia pozyskania drewna. A powinny zostać one wdrożone najpóźniej równolegle z podejmowanymi działaniami ochronnymi, skutkującymi ograniczeniami podaży drewna.

„Jako przemysł drzewny popieramy ochronę przyrody. Jesteśmy świadomi zmian klimatycznych oraz konieczności wprowadzenia zmian w gospodarce leśnej. Jednakże zmiany powinny przebiegać w sposób ewolucyjny, a nie rewolucyjny, po uwzględnieniu opinii naukowców, leśników, samorządowców, zakładów usług leśnych, przemysłu drzewnego i ekologów. Niestety Ogólnopolska Narada o Lasach nie spełniła tego warunku” – piszą w liście do premiera przedsiębiorcy.

Wyłączenia lasów z użytkowania, które są planowane przez MKiŚ w 2025 roku, spowodują ograniczenie podaży drewna aż o 3 mln m3. Tym samym wpływy Lasów Państwowych spadną (wg szacunków LP) o prawie 1 mld zł. Natomiast straty przemysłu drzewnego wyniosą ok. 12 mld zł. Straty te będą się powiększały w następnych latach, gdyż wyłączanie kolejnych obszarów ma być kontynuowane.

Warto podkreślić, że większość firm należąca do przemysłu drzewnego zlokalizowana jest na obszarach wiejskich lub w małych miejscowościach, będąc często głównym pracodawcą zatrudniającym niejednokrotnie całe rodziny. W tym roku w samej tylko branży meblarskiej ponad 200 firm ogłosiło zakończenie działalności, co przekłada się na utratę miejsc pracy przez tysiące osób.

Ograniczenie dostępu do drewna będzie przyczyną upadku wielu przedsiębiorstw,
w szczególności małych i średnich. Spowoduje utratę miejsc pracy i w konsekwencji poważny uszczerbek w przychodach budżetu państwa pochodzących w znacznej mierze z eksportu, np. mebli. Już teraz wstępne szacunki pokazują, że w 2024 roku wolumen wyprodukowanych w Polsce mebli spadnie o 6%, a zyski firm zmaleją o blisko 20%. Rentowność firm z sektora meblarskiego w tym roku zmaleje z 6,4% do ok 5,2%. Po dwóch kwartałach w 2024 r. wynik finansowy netto branży meblarskiej był niższy o blisko 190 mln złotych r/r, a wpływy z podatku dochodowego do budżetu spadły o 10% w porównaniu do roku 2023. Jak widać, przykład samej tylko branży meblarskiej pokazuje ogromną skalę problemu.

Drewno, będące odnawialnym, ekologicznym i strategicznym zasobem, powinno odgrywać fundamentalną rolę w funkcjonowaniu polskiej gospodarki. Jako surowiec o ujemnym śladzie węglowym, drewno skutecznie zastępuje materiały kopalne w budownictwie i innych branżach, przyczyniając się do zmniejszenia emisji CO2. Wprowadzane przez MKiŚ ograniczenia stoją w sprzeczności m.in. z Unijna Dyrektywą w sprawie poprawy charakterystyki energetycznej budynków. Wszystkie nowe budynki publiczne muszą mieć zerowe emisje od 1 stycznia 2028 r., a od 1 stycznia 2030 r. wszystkie pozostałe nowe budynki. Takie wymogi spełnia obecnie jedynie budownictwo drewniane!

„Apelujemy do Pana Premiera o zrewidowanie obecnej polityki MKiŚ dotyczącej pozyskiwania drewna, która doprowadzi do likwidacji dużej części polskiego przemysłu drzewnego. Potrzebujemy zdecydowanych działań na rzecz ochrony miejsc pracy i rozwoju polskiej gospodarki” – piszą przedsiębiorcy i pytają: „Czy w obecnej sytuacji, gdy nasz kraj musi ponosić zwiększone wydatki m.in. na obronność i usuwanie skutków powodzi, stać nas na ograniczenie niebagatelnych przychodów, jakie przemysł drzewny wnosi do budżetu państwa, a także na wydatki na wypłatę zasiłków pracownikom, którzy stracą pracę?

Banki wciąż proponują słabe ugody frankowiczom. Opinia eksperta

Frankowicze jeszcze przez 3-4 lata będą intensywnie składać pozwy. W grze jest nawet 30-krotność tego, co proponują im banki.

Jeszcze przez 3-4 lata kolejni frankowicze będą pozywać banki. Liczba spraw w sądach wciąż będzie wzrastać, ale nie tak szybko, jak jeszcze rok czy dwa lata temu. Kredytobiorcy nie mają powodu, by rezygnować z dochodzenia swoich praw. Proponowane im ugody – choć już lepsze niż w ubiegłych latach – z reguły wciąż są nieatrakcyjne. Okazują się nawet 30 razy gorsze niż kwota, jaką można uzyskać w sądzie. Konsumenci dowiadują się o tym, konsultując się z prawnikami. Wiedzą też, że utrwaliła się już prokonsumencka linia orzecznicza. Za 4-6 lat sprawy kredytów walutowych przestaną obciążać sądy. Jednak część z nich wciąż jeszcze będzie się ciągnęła, a pojedyncze pozwy mogą trafiać do sądów nawet przez kilkadziesiąt lat.

Banki nie dają rady

Na rynku mówi się, że sprawy frankowe będą ciągnęły się jeszcze latami. W sądach jest ich obecnie niespełna 200 tys. Poza tym zawarto blisko 100 tys. ugód. To szacunkowo daje ok. 45-50% wszystkich kredytów udzielonych w walutach obcych. Biorąc pod uwagę, że procesy toczą się od 6-7 lat, należy szacować, że jeszcze przez 3-4 lata intensywnie będą wpływać kolejne sprawy do sądów. Później ten trend będzie stopniowo maleć. Wzrośnie natomiast liczba spraw kredytów złotowych, zwłaszcza gdy pojawią się pierwsze wyroki korzystne dla kredytobiorców. Pierwszą jaskółką jest postanowienie Sądu Apelacyjnego w Warszawie, wstrzymujące – w ramach zabezpieczenia – obowiązek regulowania rat w kredycie PLN oprocentowanym WIBOR.

Banki oczywiście starają się zniechęcić frankowiczów do drogi sądowej. Również kredytobiorcy, którzy nie myśleli dotąd o sporze i regularnie spłacają kredyt, otrzymują propozycje ugód. Zdarza się, że proponowane przez bank kwoty są nawet 30 razy niższe niż suma, którą można uzyskać w sądzie (po 3-4 latach procesu). Tak było w przypadku konsumenta, któremu bank zaproponował w ramach ugody niecałe 15 tys. zł, podczas gdy w sądzie możliwe jest odzyskanie ponad 450 tys. zł.

Wprawdzie w pierwszym półroczu 2024 roku, po uchwale Sądu Najwyższego z 25.04.2024 roku, banki zaczęły przedstawiać bardziej atrakcyjne propozycje ugód, jednak nadal dalece odbiegają one od oczekiwań kredytobiorców. Jeśli kredyt jest już spłacony lub sąd zawiesił płatność rat, klienci gotowi są poczekać nawet kilka lat, żeby odzyskać całość należnych im środków. Natomiast zdarza się, że warunki ugody faktycznie mogą być w miarę atrakcyjne, gdy sprawa jest już w sądzie. Dotyczy to szczególnie jednego banku. Propozycje innych wciąż są nieciekawe.

Problem jest w tym, że kredytodawcy wciąż liczą na to, że klienci nie zweryfikują ich ofert ugód. Z tego powodu są one kierowane bezpośrednio do kredytobiorców, nawet jeśli w sprawie jest już ustanowiony pełnomocnik. Banki nie chcą, by klienci korzystali z pomocy prawników, którzy przedstawiają im realne korzyści. Jednak świadomi konsumenci nie rezygnują z tego. Wiedzą, że w sądach utrwaliła się prokonsumencka linia orzecznicza. Wyjątkiem są pojedynczy sędziowie, ale i w tych przypadkach sądy apelacyjne zmieniają ich wyroki.

Paradoksalnie, dla niektórych klientów impulsem do wytoczenia powództwa jest propozycja ugodowa złożona przez bank. Skoro kredytodawca sam szuka porozumienia, to znaczy, że umowa faktycznie jest wadliwa i warto powalczyć.

Spraw ubędzie za 5-7 lat

Można stwierdzić, że po kilku trudnych latach i kosztownych dla kredytobiorców błędach instytucji publicznych (upadłość Idea Banku i Getin Noble Banku) w sprawach kredytów walutowych wypracowane zostały mechanizmy, które powoli pozwalają na osiągnięcie celu i unieważnienie umowy. Reakcje organów administracji na nieprawidłowości na rynku finansowym (Amber Gold, polisolokaty, GetBack, kredyty walutowe) były dotychczas spóźnione o kilka lat. Problem kredytów walutowych można jednak uznać za rozwiązany. Sprawy nadal toczą się wiele lat, ale od strony prawnej nie ma już wątpliwości co do ich nieprawidłowości.

Uwzględniając wpływ kilkudziesięciu tysięcy nowych spraw rocznie i średni czas ich trwania, wynoszący nawet 4 lata, należy przewidywać, że w ciągu 4-6 lat liczba spraw kredytów walutowych spadnie na tyle, że nie będą one stanowić istotnego obciążenia sądów. Oczywiście, pojedyncze pozwy mogą trafiać do sądów jeszcze przez wiele lat. Były przecież umowy zawierane nawet na 40 czy 50 lat. Zatem problem frankowy całkowicie nie zniknie, choć będzie mniej widoczny dla społeczeństwa niż teraz.

Z czasem być może nawet wydział frankowy w Sądzie Okręgowym w Warszawie zostanie przekształcony w zwykły wydział cywilny lub specjalistyczny, tj. do spraw finansowych (w tym sporów z bankami, funduszami inwestycyjnymi czy domami maklerskimi) lub ds. konsumenckich. Warto wykorzystać doświadczenie sędziów, którzy obecnie orzekają w tym wydziale.

Trzeba też pamiętać, że obecnie ignorowane są narastające problemy kredytów złotowych i funduszy inwestycyjnych. Zamiast zapobiegać im, organy i banki twierdzą, że wszystkie działania są i były prawidłowe. Jeśli takie podejście się nie zmieni, to za kilka lat ponownie będziemy komentowali niewydolność sądownictwa – tylko tym razem wynikającą z napływu spraw kredytów złotowych.

„Zachęty” do składania pozwów

Do zakładania spraw przeciwko bankom kredytobiorców motywuje zwłaszcza wzrost kursów walutowych. Jeśli frank zdrożeje lub z powodów ekonomicznych spłata rat będzie trudna, to więcej osób będzie chciało przeciwdziałać rosnącym zobowiązaniom, występując na drogę sądową. Tolerancja wzrostu wysokości rat ma swoje granice. Jeśli przekraczają one akceptowalny poziom, klienci decydują się na wniesienie sprawy. Jest to zasadne, bowiem w zdecydowanej większości spraw sądy udzielają zabezpieczenia i zawieszają płatność. Zmniejszenie wydatków o kilka tysięcy złotych miesięcznie jest odczuwalne, szczególnie w trudniejszej, choćby przejściowo, sytuacji finansowej.

Nie należy jednak spodziewać się dużego wzrostu nowych spraw sądowych. Będzie to raczej powoli malejąca liczba. Sytuacja mogłaby się zmienić dopiero, gdyby waluty kredytów (frank, euro, dolar) zdrożały do poziomu 6-7 złotych i więcej. To zmotywowałoby do działania kredytobiorców, którzy obecnie obsługują kredyt i nie chcą wchodzić w spór z bankiem. Drugim motywatorem może być znaczące skrócenie czasu postępowania – np. z obecnych 3-4 lat do np. półtora roku. W najbliższym czasie nie wydaje się to jednak możliwe.

Dużą i realną motywacją do wniesienia pozwu mogą być także przegrane banków w sprawach o zwrot kapitału kredytu. Wezwanie i następnie pozew banku to nieprzyjemne doświadczenie, ale przy dobrze poprowadzonej sprawie ryzyko jest ograniczone. Działania banków często są spóźnione, wszczynane są odrębne postępowania, zamiast aktywności w już toczących się sprawach.

Do wniesienia pozwu może zachęcić jeszcze bardziej masowe oddalanie pozwów banków. Jeśli okaże się, że groźby banków są bez pokrycia, klienci chętniej zdecydują się na wystąpienie ze swoimi żądaniami. Z kolei na zmniejszenie liczby nowych spraw największy wpływ będą miały warunki ugód proponowane przez banki. Jeżeli będą na tyle atrakcyjne, że rozpoczynanie sprawy sądowej okaże się nieopłacalne, klienci chętnie takie ugody podpiszą. Wzrost kursów, czyli zwiększenie płaconych rat, zawsze motywuje do kompleksowego rozwiązania problemu związanego z kredytem.

Autorem ww. komentarza jest adwokat Jakub Bartosiak,
wieloletni ekspert rynku kredytów walutowych i złotowych z Kancelarii MBM Legal

Protesty klimatyczne Ostatniego Pokolenia: Medialne sukcesy kontra społeczne porażki

Od początku roku protesty organizowane przez ruch Ostatnie Pokolenie wzbudziły szerokie zainteresowanie mediów, generując łącznie ponad 2 tys. publikacji na portalach internetowych wartych ponad 10,8 mln złotych oraz przeszło 41 tys. wzmianek na portalu X, wynika z analizy Instytutu Przywództwa. Czy metody, które powodują frustrację tysięcy mieszkańców Warszawy, skutecznie promują jednak postulaty klimatyczne?

Protesty ekologiczne niewątpliwie przyciągają uwagę mediów, ale ich skuteczność w budowaniu poparcia społecznego pozostaje kwestią otwartą. Podczas gdy znaczna część społeczeństwa wspiera postulaty ekologiczne, metody stosowane przez ruch Ostatnie Pokolenie – takie jak blokowanie kluczowych arterii Warszawy – wywołują frustrację wśród mieszkańców, mogą zniechęcać do angażowania się w sprawy klimatyczne oraz wpływać na negatywny odbiór akcji, na co wskazuje analiza wpisów na portalu X komentujących działania aktywistów.

Dla wielu osób, które mogłyby potencjalnie poprzeć postulaty ruchu, takie środki wyrazu stają się barierą do identyfikacji z jego ideami, na co wskazuje wydźwięk wpisów w mediach społecznościowych komentujących działania aktywistów – zauważa Piotr Gąsiorowski, prezes Instytutu Przywództwa.

Medialnie, ale czy skutecznie?

Akcje Ostatniego Pokolenia wzbudzają zainteresowanie, ale ich odbiór jest w przeważającej mierze negatywny. Z analizy Instytutu Przywództwa wynika, że w okresie 1.01 – 10.12.2024 r. na portalu X ukazało się ponad 41 tysięcy wzmianek o działaniach Ostatniego Pokolenia, z czego jedynie 5% miało wydźwięk pozytywny. Jest to jasny sygnał, że strategie stosowane przez ruch mogą nie spełniać swojego celu, jakim jest zwrócenie uwagi na kwestie klimatyczne oraz skłonienie rządzących do pochylenia się nad postulatami aktywistów. Piotr Gąsiorowski wskazuje na trzy kluczowe przyczyny.

  1. Brak empatii dla interesariuszy

Efektywne przywództwo wymaga uwzględnienia potrzeb i obaw kluczowych interesariuszy, w tym mieszkańców, którzy odczuwają negatywne skutki protestów, takich jak blokady ulic czy opóźnienia w ruchu. Metody wywołujące frustrację społeczną mogą działać przeciwko samym postulatom, które schodzą na dalszy plan, a także alienując potencjalnych sojuszników. W dyskusji na portalach społecznościowych przeważa kwestia negatywnego odbioru protestów, a nie tego, przeciwko czemu chcą zaprotestować aktywiści. Jedynie co 10. wpis na portalu X odnoszący się do Ostatniego Pokolenia podejmuje kwestię klimatu.

  1. Niedopasowanie formy do celu

Współczesne ruchy społeczne muszą być strategiczne. Działania powinny inspirować i edukować, a nie wywoływać reakcje obronne. Jeśli celem ruchu jest zmiana postaw, bardziej skuteczne mogą być kampanie informacyjne, dialog z decydentami czy współpraca z lokalnymi liderami opinii. Akcja, która generuje przeszło większość negatywnego wydźwięku, nie przyniesie pozytywnych korzyści wizerunkowych a za tym też i społecznych. Wydaje się, że taka strategia odzwierciedla chęć zrealizowania swoich idei i przekonań, a rzeczywisty interes społeczny schodzi na dalszy plan.

  1. Brak spójnej narracji pozytywnej

Fakt, że jedynie kilka procent wpisów w mediach społecznościowych ma wydźwięk pozytywny, wskazuje na wyraźny problem w komunikacji. Ludzie potrzebują nie tylko alarmistycznych sygnałów, ale też wizji, jak wspólnie można działać na rzecz lepszego klimatu. Narracja pełna konfliktów i konfrontacji rzadko prowadzi do konstruktywnych zmian. Odbiorcy muszą wiedzieć, że to dzieje się w ich interesie.

–  Skuteczność działań aktywistów powinna być mierzona nie tylko wielkością zainteresowania medialnego, ale przede wszystkim ich zdolnością do budowania szerokiego poparcia społecznego i wpływu na decyzje polityczne. Najważniejszą kwestią w przywództwie w ruchach społecznych jest to, że działania muszą być zrównoważone i przemyślane, aby budować mosty, a nie podziały. Będzie to możliwe tylko w przypadku prawdziwej troski o zainteresowanych, do których skierowany jest przekaz. To powinno być oczywiste w sytuacji, gdy troska o klimat i środowisko jest jedną z najważniejszych współcześnie wartości – podsumowuje prezes Instytutu Przywództwa.

Stabilny rynek nowych ciągników, duży spadek w rejestracji przyczep rolniczych w listopadzie 2024 r.

Na właściwie stałym poziomie, biorąc pod uwagę np. wynik miesiąc wcześniej, prezentuje się rejestracja nowych ciągników w listopadzie tego roku. Druga podstawowa kategoria nowych maszyn rolniczych – przyczepy – zalicza tu jednak spory spadek i pod względem liczby rejestracji przedostatni miesiąc 2024 okazuje się, jak na razie, w tym segmencie najgorszy w całym roku. Bez zmian jest zaś na rynku wtórnym, gdzie Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) notuje stały już trend wzrostowy, i to  w obu kategoriach.

Zanim Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych stanie się gotowa podsumować cały rok, musi poczekać jeszcze kilka tygodni. Na razie jednak, na podstawie danych za dotychczasowe miesiące, a szczególnie za listopad, jest już w stanie stwierdzić, jak kształtują się trendy w rejestracji – a więc de facto sprzedaży – dwóch podstawowych maszyn: nowych ciągników i przyczep.

– Najprawdopodobniej obecny rok należeć będzie do gorszych. Zaobserwowana przez nas rezerwa, z jaką do inwestycji w nowy sprzęt podchodzą rolnicy, zdominowała właściwie trendy w zaopatrywaniu się w takie maszyny. Problem polega wciąż w m.in. w gromadzeniu koniecznego wkładu własnego i w wątpliwościach potencjalnych nabywców, czy obecny czas jest właściwy do nabycia nowych przyczep czy ciągników – uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Nowe ciągniki ze stałą tendencją w rejestracjach

Stałą tendencję widać w rejestracji nowych ciągników. W listopadzie br. było ich 759 czyli właściwie tyle samo, co miesiąc wcześniej (762).

– To jednak 77 szt. mniej niż w rok temu o tej samej porze. Ogółem, od początku roku zarejestrowano 7385 nowych ciągników, a więc 1577 szt. mniej niż w analogicznym okresie 2023. Spadek w stosunku do tamtego czasu wynosi więc 17,6 proc. – dowiedzieć się można z listopadowego zestawienia PIGMiUR.

Jacy byli liderzy?

Pierwsze miejsce zajmuje tu dalej John Deere. Od stycznia do końca listopada br. zarejestrowano nowych 1057 ciągników tej marki. To o 416 szt. mniej niż przed rokiem. Udziały rynkowe wynoszą tu 14,3 proc. Na kolejnych miejscach plasują się Kubota, New Holland, Deutz i Case IH.

Które regiony inwestują w nowy sprzęt?

Województwo mazowieckie jest liderem, jeżeli chodzi o ilość rejestracji nowych ciągników. – W regionie tym, w okresie styczeń-listopad 2024 roku, zarejestrowano 1252 nowych ciągników. To o 306 szt. mniej niż przed rokiem. Na drugim miejscu znajduje się województwo wielkopolskie z ilością 822. Trzecia pozycja przypada województwu małopolskiemu, gdzie zarejestrowano 640 szt. nowych ciągników – przeczytać można w sporządzonym na podstawie danych CEPiK raporcie PIGMiUR o rejestracji nowych maszyn w listopadzie.

Które modele są topowe? Nowe przyczepy z większym spadkiem rejestracji

Od początku roku najpopularniejszym modelem ciągnika był John Deere 6155M, którego zarejestrowano 162 szt. Drugą pozycję utrzymuje New Holland  T5.90S – zarejestrowano 140 szt. tego modelu ciągnika. Trzecie miejsce – Farmtrac Tractors Europe 26 4WD z ilością 126. 119 szt. – tyle zarejestrowano modelu John Deere 6195M. Case IH Puma 150 zamyka piątkę – zarejestrowano 101 szt. tego modelu ciągnika.

– O ile w nowych ciągnikach brak jakichś spektakularnych spadków, to już w nowych przyczepach są one bardziej widoczne, bowiem w 11 miesiącu tego roku liczba ich rejestracji jest najgorsza w 2024. Jest to właściwie stały trend, jaki obserwujemy co roku na rynku przyczep rolniczych. W listopadzie z reguły rejestrowanych jest najmniej lub niemal najmniej przyczep. Przyczyny właściwie są te same, jak w przypadku ciągników i wszystkich pozostałych maszyn. Rolnicy dokonują tylko niezbędnych inwestycji, trzymając środki, by zapewnić sobie i swoim gospodarstwom bezpieczeństwo finansowe, gdyż, w ich ocenie, ogólna sytuacja nadal jest niepewna – podejrzewa Hubert Seliwiak.

W listopadzie 2024 r. zarejestrowano 335 szt. nowych przyczep rolniczych. To najmniejsza miesięczna liczba rejestracji jaką notujemy dotychczas w 2024 roku. W sumie przez jedenaście miesięcy 2024 roku zarejestrowanych zostało 4915 szt. nowych przyczep, to mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku o 903 szt. Spadek wynosi 15,5 proc.

Najpopularniejsze marki nowych przyczep. Na rynku wtórnym stały wzrost

Pronar z ilością 1238 zarejestrowanych nowych przyczep i udziałami 25,2 proc. to lider po jedenastu miesiącach tego roku. Dalej plasują się Metal-Fach, Metaltech, a następnie Wielton i Joskin.

– O ile wyniki w segmencie nowych maszyn wpisują się już raczej w tendencję spadkową, to na rynku wtórnym trend jest odwrotny. Najprawdopodobniej związane jest to ze znacznie większą ostrożnością przy dokonywaniu przez rolników inwestycji w sprzęt, a także z relatywną łatwością w gromadzeniu środków na jego zakup – stwierdza Hubert Seliwiak.

Po jedenastu miesiącach br. PIGMiUR notuje 21 818 rejestracji ciągników używanych. To o 1128 szt. więcej niż w po jedenastu miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu więc 5,4 proc.

Liderem rynku wtórnego w okresie styczeń – listopad 2024 jest John Deere. Zarejestrowano 3479 ciągników używanych tej marki, która notuje 15,9 proc udziałów w tym rynku i jest liderem w trzech kategoriach wiekowych: 3-5, 6-10 i 11-20 lat. W najstarszej kategorii, powyżej 20 lat liderem jest marka Ursus.

W tym samym czasie zarejestrowano 6306 przyczep używanych. To o 350 szt. więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że obecnie notujemy wzrost na rynku wtórnym o 5,9 proc – podsumowuje w swoim listopadowym raporcie PIGMiUR.

EIC przeznaczy 1,4 mld euro na rozwój technologii w 2025 roku: Szansa dla polskich firm i naukowców

 W  2025 roku Europejska Rada ds. Innowacji (EIC) przeznaczy ponad 1,4 mld euro na rozwój strategicznych technologii, przełomowych badań i innowacyjnych przedsiębiorstw. Program oferuje wsparcie dla projektów z kluczowych obszarów, takich jak komputery kwantowe, zielona energia czy biotechnologie, mających znaczenie dla uniezależnienia Europy od zewnętrznych dostawców. Inicjatywa skierowana jest do naukowców, którzy chcą skomercjalizować swoje wynalazki, start-upów i sektora MŚP z całej UE, w tym z Polski, otwierając nowe możliwości dla firm gotowych wprowadzać na rynek przełomowe rozwiązania i rozszerzać działalność na rynki międzynarodowe.

Program EIC oferuje wsparcie w czterech kluczowych obszarach, dostosowanych do różnych etapów rozwoju innowacji i biznesu. EIC Pathfinder (budżet 262 mln euro) wspiera zespoły badawcze w realizacji wizjonerskich projektów mogących zmienić oblicze technologii, zapewniając dotacje bezzwrotne do 4 mln euro. EIC Transition (budżet 98 mln euro) wspiera przekształcanie wyników badań naukowych w praktyczne innowacje. Program jest skierowany do projektów, które wcześniej uzyskały finansowanie w ramach m.in. EIC Pathfinder. Firmy mogą otrzymać dotacje do 2,5 mln euro. Największy budżet, EIC Accelerator (634 mln euro), przeznaczony jest na rozwój i rozszerzanie działalności innowacyjnych start-upów i MŚP, z dotacjami do 2,5 mln euro i inwestycjami od 0,5 do 10 mln euro. Nowością jest STEP Scale-Up (300 mln euro), który zapewnia  wsparcie kapitałowe w postaci inwestycji  w wysokości 10-30 mln euro dla obiecujących przedsiębiorstw ze wszystkich branż, aby pomóc im zabezpieczyć większe prywatne współinwestycje w celu dalszego rozszerzania ich działalności.

Kto może ubiegać się o wsparcie?

O finansowanie w ramach programu EIC Accelerator mogą ubiegać się przedsiębiorstwa każdego typu – start-upy, MŚP, spin-offy oraz małe spółki o średniej kapitalizacji. W szczególności program STEP Scale-Up skierowany jest do firm zajmujących się strategicznymi technologiami, które mają szansę uniezależnić Europę od zewnętrznych dostawców oraz napędzać transformację technologiczną w regionie. Przyszłoroczne rozdanie z programu EIC stanowi niezwykłą okazję dla polskich firm, by sięgnąć po unijne fundusze i zrealizować swoje ambitne projekty.

Programy Europejskiej Rady Innowacji na rok 2025 otwierają przed polskimi firmami
i zespołami badawczymi ogromne możliwości zdobycia wsparcia na rozwój przełomowych technologii oraz skalowanie działalności na rynkach międzynarodowych. To szansa nie tylko na finansowanie innowacyjnych projektów, ale także na zwiększenie konkurencyjności Polski w kluczowych obszarach, takich jak – zielona energia, komputery kwantowe, technologie kosmiczne czy biotechnologie
Kinga Stanisławska, polska ambasadorka w Europejskiej Radzie ds. Innowacji.

Polskie sukcesy w programach EIC

W ramach programu EIC Accelerator polskie firmy realizowały i nadal realizują ambitne projekty, które mogą zmienić oblicze wielu branż. Przykładowo, Firma MagRail (HYPER POLAND) otrzymała 2,5 mln euro na projekt lewitujących pociągów, które mają zwiększyć efektywność transportu kolejowego, zmniejszając emisje i wspierając zrównoważony rozwój. COMFTQUA (BEIT Sp. z o.o.) zdobyła 2,5 mln euro na opracowanie algorytmów kwantowych, które umożliwią rozwiązywanie skomplikowanych problemów przy użyciu komputerów odpornych na błędy. Kolejna firma, WIDMO Cities, uzyskała 2,1 mln euro w grancie, aby opracować technologię do precyzyjnego mapowania podziemnej infrastruktury miejskiej, co obniży koszty budowlane oraz zwiększy bezpieczeństwo publiczne.

Rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych: stabilizacja poziomu wakatów wyzwaniem dla deweloperów

W trzecim kwartale 2024 roku rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych Polski zachował stabilność, choć wysokie wskaźniki pustostanów wciąż stanowią wyzwanie i spowalniają aktywność deweloperów. Zasoby biurowe w ośmiu głównych miastach wyniosły 6,73 mln m kw., z czego Kraków pozostaje liderem z 1,82 mln m kw., wyprzedzając Wrocław (1,37 mln m kw.) i Trójmiasto (1,06 mln m kw.).

Stabilizacja poziomu pustostanów

Wskaźnik pustostanów ustabilizował się na poziomie 17,3%, co jest wynikiem o 0,4 p.p. niższym w porównaniu do poprzedniego kwartału i porównywalnym względem analogicznego okresu w 2023 roku. W miastach regionalnych największe spadki w dostępności powierzchni zaobserwowano w Łodzi, Poznaniu i Krakowie, z kolei wzrost zanotowano we Wrocławiu. Najwyższy wskaźnik niewynajętej powierzchni odnotowano w Łodzi (21,1%), a najniższy w Szczecinie (6,8%).

Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate Poland, wysoka wartość wskaźnika wolumenu powierzchni niewynajętej utrzyma się w kolejnych miesiącach, a pustostany będą wchłaniane przez rynek jeszcze przez kolejne 3-5 lat. Największy wpływ na tę wartość mają budynki starsze niż 10 lat, których powierzchnie stanowią ponad połowę istniejącego wakatu i długotrwale nie znajdują najemców.

Jak wygląda popyt?

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowany w trzecim kwartale 2024 roku wyniósł 223 tys. m kw., co jest wynikiem o 54% wyższym względem ubiegłego kwartału oraz o 13% wyższym względem analogicznego okresu rok temu. Najwięcej powierzchni biurowej zostało wynajęte w Krakowie (85 tys. m kw.), Wrocławiu (43 tys. m kw.) oraz Trójmieście (40 tys. m kw.).

Na koniec III kw. w miastach regionalnych popyt kształtował się na podobnym poziomie do analogicznego okresu w 2023 roku, rekordowego dla największych miast regionalnych, co sugeruje stabilizację rynku najmu. Od początku roku wolumen transakcji wyniósł ponad 0,5 mln m kw., co stanowi spadek jedynie o 4% względem I-III kwartału 2023. W strukturze transakcji trzeciego kwartału przeważały odnowienia dotychczasowych umów najmu, które odpowiadały za 53% popytu, nowe umowy stanowiły 43% udziału, a ekspansje – jedynie 4%. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2024 r. najaktywniejszymi najemcami pozostawały firmy z sektora IT – podkreśla Małgorzata Fibakiewicz, Starsza Dyrektorka, Dyrektorka Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

W trzecim kwartale 2024 roku w miastach regionalnych odnotowano kilka dużych transakcji. Największą z nich było odnowienie umowy najmu przez poufnego najemcę w krakowskim kompleksie Kapelanka 42 A na powierzchnię 16 tys. m kw. Kolejne umowy to renegocjacje w gdańskim kompleksie Alchemia II przez State Street Bank (10 tys. m kw.) oraz wynajęcie powierzchni przez Rossmann na potrzeby własne w łódzkim Parku Biznesu Teofilów – C (8 tys. m kw.). Do największych transakcji we Wrocławiu można zaliczyć odnowienia umów przez najemców w budynkach Bema Plaza (8,5 tys. m kw.) i Wrocławskim Parku Biznesu – Nowa Strzegomska (8,5 tys. m kw.). Te wyniki potwierdzają aktywność firm w największych miastach regionalnych.

Podaż a wpływ na czynsze

Na rynku biurowym w miastach regionalnych aktywność deweloperska pozostaje ograniczona. Obecnie w budowie znajduje się 286 tys. m kw. powierzchni, z przewidywanym terminem ukończenia w latach 2024-2026. Wśród największych projektów można wymienić Quorum Office Park B we Wrocławiu (53 tys. m kw., deweloper: Cavatina) oraz AND2 w Poznaniu (37 tys. m kw., deweloper: Von der Heyden Group). W Krakowie z kolei realizowany jest Projekt WITA (26 tys. m kw.) przez Archicom & Echo Investment.

Pomimo ograniczonej nowej podaży, stawki czynszów za powierzchnie biurowe w miastach regionalnych pozostają stabilne. W III kwartale 2024 roku wynosiły od 11,5 do 18,0 EUR/m kw. miesięcznie, w zależności od lokalizacji i standardu budynku. W nadchodzących miesiącach presja czynszowa może jednak wzrosnąć z uwagi na ograniczoną ilość nowych projektów i umiarkowany spadek wskaźnika pustostanów. Jak zauważają eksperci BNP Paribas Real Estate Poland, w nowych budynkach umowy najmu są coraz dłuższe, są zawierane  nawet na 5-10 lat, co związane jest z wysokimi kosztami fit-out.
W starszych obiektach warunki najmu są bardziej elastyczne – renegocjacje często oferują najem na okres 2-5 lat, a nowe umowy na 3-5 lat.

Wyzwania dla deweloperów i nowe projekty

Jak wskazuje raport „At a Glance – rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych w III kwartale 2024 roku” przygotowany przez analityków BNP Paribas Real Estate Poland, nowa podaż w analizowanym okresie wyniosła jedynie 15,4 tys. m kw. Największym ukończonym projektem był kompleks Waterfront II w Gdyni (14,5 m kw.), zrealizowany przez Vastint.

Warto zauważyć, że od początku roku 2024 rynek biurowy w rynkach regionalnych powiększył swoje zasoby prawie o  77 tys. m kw. Wysoki wskaźnik pustostanów w regionach przekłada się na niską aktywność deweloperów i realizację pojedynczych projektów. Co więcej, deweloperzy w dużym stopniu ograniczyli swoją aktywność w sektorze biurowym, zmieniając docelową funkcję planowanych budynków i uwzględniając formaty mieszkaniowe (np. mieszkania lub apartamenty na wynajem). Nie należy jednak spodziewać się luki podażowej, gdyż planowane projekty są realizowane w etapach lub w formule mixed-use.

Widoczny jest obecnie wyraźny trend konsolidacji powierzchni biurowych i ich optymalizacji. Firmy starają się zwiększyć efektywność wykorzystania przestrzeni, jednocześnie podnosząc jej standard. Istotnym czynnikiem w tym procesie jest rosnące zapotrzebowanie na nowoczesne, elastyczne biura, które odpowiadają na potrzeby współczesnych pracowników. Wojna o talenty, która stała się kluczowym wyzwaniem, jest coraz bardziej obecna na rynkach regionalnych – podkreśla Jan Pawlik, Workplace Management Director, ISS Polska.

Rynki w zawieszeniu: Chińska polityka, geopolityczne ryzyka i oczekiwanie na kluczowe wydarzenia tygodnia

Jeżeli szukać wyjaśnień dla wtorkowych zachowań rynków, to można by uznać, że wreszcie próbują one jakoś zdyskontować kumulujące się ryzyka geopolityczne. Jednak osobiście jestem bliższy tezie o negacji poniedziałkowych ruchów. Czyli tak naprawdę stoimy trochę w miejscu, w oczekiwaniu na najważniejsze wydarzenia tygodnia. Prawdziwy spektakl zacznie się jutro, chociaż z pewnością nie powinniśmy ignorować dotychczas napływających informacji, ze szczególnym uwzględnieniem Chin.

Chińczycy trzymają się mocno?

Nie będzie chyba zbyt odważną tezą sugestia, że wczorajsze informacje o planowanych działaniach chińskich władz nie pojawiły się przypadkowo właśnie w takim momencie. Komunistyczna Partia Chin pragnie dalszego luzowania monetarnego i fiskalnego w nadchodzących miesiącach. Ma to być z jednej strony reakcja na zapowiadane przez Donalda Trumpa cła na chińskie produkty, ale z drugiej odpowiedź na coraz słabszy rynek wewnętrzny. To właśnie rodzima konsumpcja Państwa Środka ma być remedium na coraz większe problemy tamtejszej gospodarki. Oficjalne dane makro (do których analitycy i tak podchodzą z pewną rezerwą) nie pozostawiają zresztą wątpliwości, że władze powinny być jeszcze aktywniejsze w celu utrzymania planowanego przez siebie wzrostu. Wczoraj pojawiły się odczyty inflacyjne i w ujęciu miesięcznym pogłębiła się deflacja (-0,6%), a w ujęciu rocznym ceny poszły w górę o skromne 0,2%. To, co może cieszyć portfele obywateli, jest równocześnie niebezpieczne dla gospodarki, ponieważ zwiastuje jej spowolnienie. Kolejne potwierdzenie problemów nadeszło dziś wraz z danymi o bilansie handlowym. W teorii wzrost eksportu rok do roku o 6,7% może cieszyć, ale gorzej jeśli prognozy wskazywały na +8,5%, a poprzednia publikacja wyniosła aż +12,7%. A to była i tak ta lepsza informacja. Import w ujęciu rocznym spadł aż o 3,9%, ustanawiając niechlubny rekord od września 2023 r. To wszystko przy już słabym poprzednim miesiącu (-2,3%) i prognozach mówiących o wyjściu na dobrą stronę mocy (+0,3%).

Władze muszą działać

Odczyt o imporcie może wskazywać na dwa niebezpieczne aspekty dla drugiej gospodarki globu. Po pierwsze o zmniejszaniu mocy przerobowych tamtejszych fabryk, które już zaczynają mieć problem ze zbytem produktów za granicę, a to może się tylko nasilić wraz z nałożeniem wyższych ceł przez Amerykanów. Po drugie pokazuje to też słabość chińskiego konsumenta, który na ten moment ani myśli o wydawaniu. Warto przy tym pamiętać, że w Państwie Środka obowiązuje pewna umowa społeczna. Społeczeństwo nie kwestionuje przywództwa KPCh dopóki może się cieszyć w miarę powszechnym wzrostem zamożności. Dlatego władze polityczne zaczynają robić i zapowiadać wiele, aby pobudzić rynek i gospodarkę. Jednak to nie jest i nie będzie tak proste, dlatego zaczynają też grać innymi kartami. Właśnie rozpoczęto działania antymonopolistyczne przeciw Nvidii, co ma zapewne pokazać, że władze zamierzają kontrować ruchy Amerykanów. Rośnie też napięcie wokół Tajwanu. Patriotyczne wzmożenie jest zwyczajową zagrywką autorytarnych władz w obliczu wewnętrznych problemów. Czy te działania przyniosą oczekiwane efekty? Czas pokaże, ale pewnym jest, że o wiele poważniejsza rozgrywka dopiero przed nami, gdy fotel w Gabinecie Owalnym zajmie już Donald Trump.

Wtorek w kontrze do poniedziałku

Wtorkowy handel to w pewnej mierze odwracanie wczorajszych kierunków, co ostatecznie można uznać za utknięcie w miejscu i brak zdecydowania inwestorów. Wczoraj spadała giełda w Szanghaju, a rosła w Hongkongu? To dziś już było odwrotnie. W poniedziałek znacząco rósł indeks w Paryżu (pompowany informacjami o chińskich stimulusach), to we wtorek koryguje się już o 0,8%. Wczoraj złoty miał kolejną dobrą sesję, umacniając się dzięki rynkowemu apetytowi na ryzyko i jastrzębiej RPP? To w trakcie dzisiejszej sesji oddaje częściowo pola. Oczywiście wynika to też po części z zachowania kursu EUR/USD, który zawrócił spod 1,059 i po południu zerka już na 1,052 $. Odwrót z koszyka walut naszego regionu jest dość solidarny, a najlepiej sobie z tym radzi HUF. Dla PLN oznacza to powrót kursu euro powyżej 4,26 zł i kursu dolara powyżej 4,05 zł. Jednak rozstrzygające wydarzenia tygodnia dopiero przed nami. Już jutro amerykańskie dane inflacyjne, w czwartek decyzja EBC, a po niej konferencja prezeski Lagarde.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl