W poniedziałek Excellence debiutuje na NewConnect

0

15 września na rynku NewConnect debiutuje Excellence SA. Spółka produkuje i sprzedaje m.in. syropy owocowe i napoje.

Wartość oferty to 360 tys. zł, w alternatywnym systemie obrotu na rynku NewConnect znajdzie się ponad 2,3 mln akcji zwykłych o wartości nominalnej 1 zł każda. Wartość instrumentów wprowadzanych to 2,37 mln zł, a wartość całej spółki  15,77 mln zł – podano w komunikacie.

Excellence będzie 436 spółką notowaną na NewConnect oraz 18 debiutem na tym rynku w 2014 roku.

W drugim kwartale 2014 roku Excellence SA osiągnęła przychody w wysokości 10,8 mln zł, wyższe o 46 proc. w stosunku do przychodów drugiego kwartału 2013 roku. Wynik netto drugiego kwartału 2014 roku przekroczył 1 mln zł i był znacznie wyższy od wyniku osiągniętego w drugim kwartale 2013 roku, który wyniósł 366 tys. zł.

– Wzrost przychodów w drugim kwartale 2014 roku w stosunku do drugiego kwartału 2013 roku wynikał z realizacji nowych umów z dużymi sieciami handlowymi oraz znacznie korzystniejszych warunków pogodowych w II kwartale roku 2014 niż w II kwartale roku 2013 – poinformowano w komunikacie.

Solaris dostarczy Ostrołęce autobusy elektryczne

Solaris Bus & Coach dostarczy Ostrołęce pierwsze w Polsce autobusy elektryczne. Dwa tego typu wozy zostaną przekazane klientowi wiosną przyszłego roku- poinformowała spółka w komunikacie.

W wyniku wygranego przetargu firma Solaris wyprodukuje dla MZK w Ostrołęce dwa elektryczne autobusy w wersji niskowejściowej, o długości 8,9 metra. Pojazdy zostaną wyposażone w silniki elektryczne o mocy 160 kW. Ładowanie baterii o pojemności 160 kWh będzie odbywać się metodą plug-in ze standardowego, trójfazowego przyłącza przemysłowego, dzięki zastosowaniu specjalnych ładowarek pokładowych, zamontowanych na dachach pojazdów. Elektryczny osprzęt do autobusu dostarczy polska firm Medcom. Umowa pomiędzy spółką i miastem została podpisana  8 września.

– Bardzo cieszymy się z faktu, iż MZK w Ostrołęce stawia na innowacyjną technologię, jaką są autobusy bateryjne – powiedział Dariusz Michalak, wiceprezes spółki Solaris Bus & Coach. – Jednocześnie mamy nadzieję, że jest to początek silniejszej tendencji w naszym kraju, w zakresie inwestowania w niskoemisyjny transport publiczny.

Ebusy zamówione przez ostrołęckie MZK są pierwszymi, w pełni elektrycznymi autobusami zakupionymi w Polsce. Podobne pojazdy  zostały lub niebawem zostaną dostarczone do Klagenfurtu w Austrii, Berlina, Brunszwiku, Düsseldorfu, Drezna, Hamburga w Niemczech oraz w Västerås w Szwecji. Solaris Urbino 12 electric kursuje także po Krakowie, gdzie jest testowany przez miejscowe MPK.

NBP: Podaż pieniądza w sierpniu przekraczała 1 bln zl

Podaż pieniądza M3 w sierpniu zwiększyła się o ponad 18 mld zł i wyniosła 1,02 bln zł – podał Narodowy Bank Polski.

Największy wzrost depozytów odnotowały niemonetarne instytucje finansowe. Znacząco wzrosły także depozyty przedsiębiorstw, a także – w mniejszym stopniu – gospodarstw domowych. Wyraźnie wzrosła akcja kredytowa dla przedsiębiorstw. Przyrost zadłużenia gospodarstw domowych był w większej części wynikiem osłabienia złotego.

W sektorze niemonetarnych instytucji finansowych odnotowano jeden z najwyższych w ostatnich latach wzrost depozytów. Ich wartość zwiększyła się w sierpniu o 7,8 mld zł do 56,5 mld zł. Wartość depozytów przedsiębiorstw wzrosła o niemal 5,5 mld zł i wyniosła 205,4 mld zł. Oszczędności w sektorze gospodarstw domowych także wzrosły  o 2,2 mld zł do poziomu 566,1 mld zł.

Stan należności od gospodarstw domowych zwiększył się o 5,6 mld zł i osiągnął poziom 587,1 mld zł. Jednak w większości przyrost ten wynikał z osłabienia złotego. Realnie kredyty dla gospodarstw domowych powiększyły się o ok. 2,4 mld zł. Znacząco wzrósł natomiast poziom zadłużenia przedsiębiorstw, który zwiększył się o niemal 5,4 mld zł osiągając wartość 297,1 mld zł. Nieco mniejszy wzrost zadłużenia odnotowano także w sektorze niemonetarnych instytucji finansowych, od których należności wzrosły o 2,2 mld zł, osiągając wartość prawie 47,7 mld zł.

Tzw. agregat M3 obejmuje całkowitą podaż pieniądza- gotówkę w obiegu, wkłady i depozyty w instytucjach finansowych, operacje z przyrzeczeniem odkupu pomiędzy bankami, a sektorem niebankowym oraz papiery dłużne.

GDDKIA: Dragados za 310 mln zł wybuduje odcinek trasy S5

Spółka Dragados wybuduje 13-kilometrowy odcinek dolnośląskiego fragmentu drogi S5 – poinformowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.Ta część trasy ma kosztować 310,4 mln zł brutto.

Czas na zakończenie budowy to 30 miesięcy od podpisania umowy z wyłączeniem okresów zimowych (15 grudnia do 15 marca). W ciągu 14 dni nastąpi przekazanie placu budowy. Projekt od miejscowości Krościna do wysokości miejscowości Marcinowo będzie zrealizowany w systemie Projektuj i Buduj.

W ramach budowy odcinka za który odpowiedzialna jest spółka Dragados, przewiduje się budowę dwóch węzłów drogowych Krościna i Prusice oraz Obwodu Utrzymania Drogi. Ponadto w ciągu drogi powstanie pięć obiektów mostowych oraz 9 wiaduktów.

Planowany odcinek drogi zapewni poprawę warunków przejazdu dla ruchu dalekobieżnego i regionalnego pomiędzy Rawiczem, Trzebnicą i Wrocławiem oraz umożliwi aktywizację terenów położonych wzdłuż projektowanej drogi ekspresowej.

– Inwestycja to fragment planowanej drogi ekspresowej S5 Nowe Marzy-Bydgoszcz-Poznań-Wrocław – podano w komunikacie GDDKiA. – Realizacja tej trasy zapewni powiązanie województwa dolnośląskiego z krajowym układem drogowym województwa wielkopolskiego i Polski północnej a także – poprzez Autostradową Obwodnicę Wrocławia z południowym i zachodnim rejonem województwa dolnośląskiego i przejściami drogowymi na granicach z Czechami i Niemcami.

Dragodos S.A. dołączyła do firm wykonawczych Budimex-Heilit+Woerner oraz Astaldi, które realizują dwa kolejne odcinki trasy S5. Cały dolnośląski odcinek trasy S5  będzie kosztować 1,4 mld zł brutto. Planowane oddanie do ruchu tej trasy to grudzień 2017.

PGNiG: Zmniejsza się deficyt gazu związany z ograniczeniem dostaw przez Rosję

Dostawy gazu ziemnego do Polski w ramach obowiązującego kontraktu jamalskiego, także 11 września nie zostały zrealizowane zgodnie ze składanymi przez PGNiG zamówieniami. Jednak deficyt w porównaniu z poprzednim dniem zmniejszył się – poinformowało PGNiG.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo podaje, że pomimo braku realizacji pełnego zamówienia złożonego do Gazpromu, dostawy gazu ziemnego do odbiorców spółki przebiegają bez zakłóceń. Nie ma także konieczności uruchamiania odbioru gazu z podziemnych magazynów, które przed sezonem zimowym zostały całkowicie napełnione. Jest w nich ok 2,6 mld metrów sześciennych gazu.

W celu skompensowania ograniczonych dostaw PGNiG uzupełnia  dostawy gazu przez punkty: Lasów (Niemcy), Cieszyn (Czechy) oraz Mallnow (Niemcy). Pozwalają one na zbilansowanie niedoborów z tytułu niepełnego realizowania dostaw z kierunku wschodniego.

 – Zgodnie z kontraktem jamalskim, PGNiG ma prawo zamawiać taką ilość gazu, która nie będzie większa niż maksymalna ilość dobowa określona w kontrakcie – podkreślono w komunikacie. – Nominowane przez PGNiG dobowe ilości gazu były mniejsze, czyli zgodne z kontraktem.

Spółka informuje, że trwa wyjaśnianie przyczyn zmniejszenia dostaw gazu z kierunku wschodniego.

PGNiG nie otrzymało do chwili obecnej żadnej informacji ze strony Gazpromu o powodach zmniejszenia dostaw gazu do Polski – zaznaczono, przestrzegając, że  – PGNiG zachowuje prawo podjęcia wszystkich czynności, które są skutkiem zmniejszenia ilości dostarczanego gazu w stosunku do zamówionego wolumenu, jakie wynikają z kontraktu i innych przepisów.

SEO feat. PR

W latach 2011 – 2013 Google trzykrotnie zmodyfikowało algorytmy wyszukiwania. Niemniej jednak, dopiero ostatnia zmiana spowodowała prawdziwą panikę wśród specjalistów SEO, dlatego, iż skupiała się ona głównie na tzw. contencie. Nie wszyscy jednak zareagowali w ten sam sposób. Wśród zainteresowanych znaleźli się i tacy, którzy zaczęli dopatrywać się w niej swojej szansy…

Zmiany w algorytmach nie od dziś budzą postrach wśród specjalistów w branży. Tym razem – niestety – nie chodzi o podejście technologiczne, a o zawartość, czyli o treść którą możemy znaleźć na każdej stronie internetowej. Jest to zatem doskonała okazja dla specjalistów PR, których codziennym zadaniem jest rozwijanie kluczowych i strategicznych wiadomości, zapewnianie wartościowej treści i zarządzanie każdym aspektem współczesnego PR. Co należy brać pod uwagę, aby działać efektywnie? Przede wszystkim trendy SEO.

Najważniejszą z zasad poprawnego PR, który będzie efektywnie wspierał działania SEO jest nieustanne tworzenie nowych treści zorientowanych na użytkowników strony internetowej. Informacje, które zainteresują potencjalnego odbiorcę, bez wątpienia na dłużej zatrzymają go na danej witrynie www. Czas odwiedzin to jeden z sygnałów, dzięki któremu Google dostrzega znaczenie strony.

Kolejną wskazówką jest tworzenie unikalnych treści. Artykuły umieszczane na stronach renomowanych magazynów branżowych generują linki do rodzimej witryny www. Linki te są bezcenne dla rankingu Google.

Ważną kwestią jest również przejrzystość strony internetowej, jej struktura i technika wykonania. Słowa kluczowe powinny zostać zawarte we wszystkich tytułach i tekstach. W celu ułatwienia analizy zawartości dla Google zaleca się również wyeliminowanie dużych obrazów i animacji flash.

Warto pamiętać, iż powielanie treści nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Podobna sytuacja dotyczy rezerwacji miejsc na pseudo portalach prasowych lub katalogach, które zostały stworzone w celu zniekształcenia naturalnych wyników wyszukiwania. Google ignoruje takie wpisy, a czasem celowo obniża pozycje w rankingach stronom, które decydują się na podobne zabiegi.

Wybór agencji PR nie jest łatwy – komentuje Kamila Szwagiel, Project Manager GRUPA 365NETPrzede wszystkim należy upewnić się, że każda ze stron ma podobne aspiracje, tak samo rozumie zarówno treść, jak i aspekty technologiczne. Podsumowując – partner firmy, czyli agencja ma za zadanie nie tylko znać obecne trendy, ale również wiedzieć jak wykorzystać je w praktyce. SEO – PR to rokujący kierunek rozwoju.– dodaje.

PGE EJ1 ma inżyniera kontraktu elektrowni jądrowej

Zgodnie z zapowiedzią z lipca, PGE EJ 1 podpisała umowę z AMEC Nuclear UK Ltd, która będzie inżynierem kontraktu przy projekcie budowy elektrowni jądrowej o mocy ok. 3 tys MW. Łączna wartość netto umowy to ponad 1,3 mld zł.

– Projekt jądrowy nabiera przyspieszeniamówi Jacek Cichosz, prezes PGE EJ 1. – Ostatnie wydarzenia, m.in. umowa PGE SA z krajowymi partnerami biznesowymi, rozstrzygnięcie postępowania na wybór inżyniera kontraktu i wreszcie sprawne podpisanie umowy z wybranym wykonawcą, wzmacniają wiarygodność projektu i pozwalają na realizację kolejnych zaplanowanych zadań.

Inżynier kontraktu wspierać będzie inwestora w przygotowaniu i realizacji projektu budowy elektrowni jądrowej, w szczególności w realizacji zadań i wypełnianiu obowiązków w stosunku do głównego wykonawcy i dostawcy technologii reaktora.

– Podpisana umowa podzielona została na zakres podstawowy oraz zakres opcjonalny i obejmuje okres co najmniej dziesięciu lat – podaje spółka w komunikacie. – Wykonanie zakresu podstawowego planowane jest do czasu rozstrzygnięcia postępowania zintegrowanego, które połączy w jednym przetargu kluczowe elementy projektu jądrowego, m.in. wybór technologii i sposób finansowania.

Należąca do Polskiej Grupy Energetycznej spółka PGE EJ 1 ma przygotować proces  inwestycyjny przyszłej elektrowni jądrowej, przeprowadzić badania lokalizacyjne oraz uzyskać niezbędne decyzje warunkujące budowę elektrowni jądrowej. Spółka ma też przeprowadzić postępowania na wybór technologii dla elektrowni i w przyszłości zostać jej operatorem.

W przyszłym roku może dojść do kolejnej obniżki opłaty interchange

0

Decyzja ta będzie oznaczała dla banków spadek dochodów z tytułu prowizji pobieranych od akceptantów kart. Podobnie jak przy poprzedniej redukcji, banki przerzucą koszty na klientów, podnosząc im opłaty.

– Banki ostrzegają, że kolejna redukcja opłaty interchange zmusi je do podniesienia opłat za konta i karty. Na obniżce stracą kilkaset milionów złotych i straty te będą chciały sobie zrekompensować, podwyższając prowizje. Ten scenariusz przerabialiśmy już kilka miesięcy temu – mówi Wojciech Boczoń, analityk Bankier.pl.

Interchange jest prowizją pobieraną od punktów akceptujących karty płatnicze. Do niedawna utrzymywała się ona na wysokim poziomie sięgającym 1,3 proc. od każdej transakcji i była jedną z najwyższych w Unii Europejskiej. Od lipca obowiązuje nowa stawka na poziomie 0,5 proc. Wszystko wskazuje jednak na to, że od przyszłego roku może ponownie zostać obniżona.

Wczoraj posłowie przedstawili projekt zakładający dalsze zmiany ustawy o usługach płatniczych w zakresie redukcji maksymalnej wysokości opłaty interchange. Nowe stawki miałyby wynosić 0,2 proc. od transakcji wykonanej kartą debetową i 0,3 proc. dla transakcji kartami kredytowymi. Impulsem do dalszej redukcji stawek jest porozumienie organizacji Visa z Komisją Europejską, w wyniku którego przedsiębiorcy krajowi będą mogli korzystać z usług agentów rozliczeniowych mających siedzibę poza granicami kraju. W ten sposób zyskają możliwość korzystania ze stawek transgranicznych Visa, czyli właśnie 0,2 proc. i 0,3 proc.

Pomysłodawcy regulacji chcą dostosować ustawę o usługach płatniczych do nowych stawek Visa. Zwracają bowiem uwagę, że mogą one mieć pewne negatywne konsekwencje dla naszego rynku. To między innymi spadek konkurencyjność polskiego rynku agentów rozliczeniowych. Ustawa zakłada ponadto, że agenci rozliczeniowi będą musieli określać w umowie z akceptantem wysokość i strukturę naliczanych opłat.

Banki są przeciwne kolejnym obniżkom opłaty. Ostrzegają, że doprowadzi to do podwyżek opłat za podstawowe produkty i usługi. Za kolejne obniżki mogą więc zapłacić klienci banków.

Sejm przyjął ustawę o odwróconym kredycie hipotecznym

Sejm przyjął ustawę o odwróconym kredycie hipotecznym. Reguluje ona zasady udzielania pożyczek pod zastaw nieruchomości, które bank może przejąć po śmierci kredytobiorcy.

Ponieważ ten produkt ma być skierowany do osób starszych, wydłużono do 30 dni czas jaki ma klient na przemyślenie swej decyzji i ewentualne wypowiedzenie podpisanej z bankiem umowy. Tego rodzaju kredyty będą mogły udzielać jedynie banki i instytucje kontrolowane przez KNF. Ich obowiązkiem będzie precyzyjne poinformowanie klienta o konsekwencjach zawieranej umowy.

Instytucje, które będą oferowały odwrócony kredyt hipoteczny będą transparentne, będą musiały spełniać wymogi kapitałowe i nie będą anonimowymi firmami – mówił Agencji Informacyjnej Newseria w trakcie prac nad ustawą mecenas Mateusz Bartkiewicz z Kancelarii Ostrowski i Wspólnicy.

Ustawa o odwróconym kredycie hipotecznym przewiduje, że nieruchomości może zostać przejęta przez instytucję kredytującą dopiero po śmierci kredytobiorcy. Zanim to nastąpi musi ona jednak umożliwić spadkobiercom spłatę kredytu i zachowanie w ten sposób praw do nieruchomości.

Własność nieruchomości przejdzie na bank dopiero 12 miesięcy po śmierci klienta, kiedy spadkobiercy nie zdecydują się spłacić kredytu– podkreślał mecenas Mateusz Bartkiewicz.  – Klient będzie miał prawo odstąpienia od umowy w ciągu 30 dni po jej zawarciu. Bank będzie zarabiał na kredycie, którego zabezpieczeniem będzie tylko nieruchomość.

Zabezpieczeniem transakcji będzie hipoteka ustanowiona na nieruchomości. Po śmierci kredytobiorcy jego spadkobiercy mogą podjąć decyzję o spłacie kredytu i zachowaniu prawa do nieruchomości lub o przeniesieniu prawa do nieruchomości na instytucję kredytującą. Jednocześnie nawet w przypadku przeniesienia prawa do nieruchomości na instytucję kredytującą, spadkobiercy uzyskają kwotę różnicy pomiędzy wartością roszczenia instytucji kredytującej a wartością nieruchomości, o ile będzie ona dodatnia.

Odbiorcy korzystają z transmisji strumieniowej wideo niemal równie często, jak z tradycyjnej telewizji

  • Streaming cieszy się obecnie niemal taką samą popularnością, jak tradycyjna telewizja, tracąc do niej zaledwie 2 punkty procentowe pod względem korzystania w skali tygodniowej
  • Osiągnięty w ciągu zaledwie 2 lat 25-procentowy wzrost liczby klientów gotowych zapłacić za dostęp do treści na każdym urządzeniu pokazuje rosnącą chęć korzystania z płatnego dostępu w każdym miejscu
  • Zjawisko oglądania seriali telewizyjnych jednym ciągiem po kilka odcinków z rzędu („binge viewing”) staje się coraz powszechniejsze wraz z rosnącą popularnością usług wideo na żądanie

Najnowsze wydanie corocznego raportu Ericsson ConsumerLab dotyczącego telewizji i mediów, które ukazało się w dniu dzisiejszym, dowodzi, że odbiorcy korzystają z transmisji strumieniowej wideo (czyli tzw. streamingu) niemal równie często, jak z tradycyjnej telewizji – 75% z nich ogląda streamowane treści kilkanaście razy w tygodniu, podczas gdy 77% ogląda tradycyjne programy telewizyjne kilkanaście razy w tygodniu.

Prowadzone już od pięciu lat badanie wykazało również, że niemal co piąty telewidz (19%) jest gotów zapłacić za możliwość oglądania ulubionych treści na dowolnym urządzeniu, co oznacza, że liczba takich osób wzrosła o 25% w ciągu niespełna dwóch lat.

Wyniki oparte na rozmowach przeprowadzonych z ponad 23 000 odbiorców w 23 różnych krajach pokazują, że w branży telewizyjnej i medialnej wciąż następują przeobrażenia będące efektem zmiany zachowań użytkowników telewizji; oznaczają one stopniowe odchodzenie od starych formatów i modeli i zapowiadają erę rozrywki wysokiej jakości dostępnej na żądanie.

Badanie pokazuje, że użytkownicy poświęcają coraz więcej czasu na oglądanie treści na smartfonach i tabletach. Udowadnia ono również, że tradycyjne kanały telewizyjne oraz kanały płatnej telewizji (Pay TV) są postrzegane przez wiele osób jako „repozytoria treści”, z których odbiorcy wybierają sobie pojedyncze elementy treści do obejrzenia w późniejszym terminie przy pomocy cyfrowego odtwarzacza wideo (DVR). Funkcja DVR sprzyja również rozwojowi zjawiska „binge viewing”, czyli oglądania seriali telewizyjnych jednym ciągiem po kilka odcinków z rzędu, które rozpoczęło się wraz ze zjawiskiem kręcenia sequeli do filmów i wydawaniem seriali telewizyjnych na płytach w formie boxu – jest to całkowite przeciwieństwo tradycyjnego oglądania telewizji, gdy widz czeka cały tydzień na emisję kolejnego odcinka ulubionego serialu.

Jednocześnie wielu widzów zaczęło korzystać z subskrypcji usług transmisji wideo na żądanie (S-VOD), jak np. serwisy Netflix i Hulu, a 48% deklaruje, że chętnie obejrzałoby wszystkie odcinki takich seriali, jak „Breaking Bad” i „House of Cards” wydane jako jedna całość, aby odbiorca mógł je oglądać w dowolnym wybranym przez siebie czasie.

Niklas Heyman Rönnblom, starszy doradca w Ericsson ConsumerLab: “Nasze badania udowadniają, że 56% użytkowników korzystających z płatnej subskrypcji usług wideo na żądanie woli, aby wszystkie odcinki serialu telewizyjnego były dostępne od razu, aby mogli je oglądać w wybranych przez siebie terminach, w przeciwieństwie do 45% użytkowników, którzy nie wykupują usługi S-VOD. To pokazuje, jaki wpływ wywierają wspomniane usługi na zachowania i oczekiwania widzów.

“Oglądanie serialu jednym ciągiem może mieć różne formy: niektórzy widzowie odkrywają serial telewizyjny dopiero w połowie sezonu, więc oglądają wiele odcinków jeden po drugim, aby zdążyć przed zakończeniem sezonu. Inni z kolei wolą obejrzeć cały sezon w swoim własnym tempie, co oznacza, że muszą poczekać, aż wspomniany sezon będzie dostępny w całości.”

Aż 41% odbiorców chciałoby móc oglądać ulubione programy z każdego miejsca, jednak istnieją dwie poważne przeszkody z tym związane: koszt przesyłu danych oraz koszt samej treści. Badanie wykazało również, że wielu odbiorców nie zamierza obniżać swoich wymagań odnośnie jakości obrazu – 43% stwierdziło, że zależy im na standardzie Ultra High Definition (UHD).

Heyman Rönnblom dodaje: „Wyniki badania nie pozostawiają wątpliwości – spółki medialne muszą przemyśleć od nowa sposób, w jaki kreują i wydają treść, natomiast dostawcy usług telewizyjnych muszą skupić się na dostarczaniu widzom najlepszej jakości z możliwych, niezależnie od urządzenia, na którym oglądany jest obraz. Zmiany w otoczeniu następują szybko, więc branża medialna i telewizyjna musi dostosowywać swoje modele działania i dostawy do tych zmian, jeśli ma cały czas dostarczać odbiorcom oczekiwaną wartość.”

O raporcie

Raport Ericsson ConsumerLab dotyczący telewizji i mediów za rok 2014 został sporządzony na podstawie 23 000 rozmów przeprowadzonych z użytkownikami internetu szerokopasmowego w Brazylii, Chile, Chinach, Francji, Grecji, Hiszpanii, Indonezji, Irlandii, Kanadzie, Korei Południowej, Malezji, Meksyku, Niemczech, Portugalii, Rosji, Singapurze, Szwecji, Tajwanie, Turcji, USA, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Niemal wszyscy respondenci korzystają z internetu codziennie. Wyniki tego badania reprezentują opinie ponad 620 milionów osób.

Wspomniane dane zostały uzupełnione 22 szczegółowymi rozmowami z odbiorcami w San Francisco, Londynie i Sztokholmie oraz 11 rozmowami ze specjalistami z branży medialnej.

Eurostat: Produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła w lipcu o 2,3 proc. To lepszy wynik od średniej w UE

Produkcja przemysłowa w Polsce po wyrównaniu sezonowym wzrosła w lipcu o 2,3 proc. w porównaniu z lipcem zeszłego roku – informuje Eurostat.  W całej Unii liczona rok do roku produkcja przemysłowa wzrosła w lipcu o 2 proc, a w strefie euro o 2,2 proc.

W ujęciu miesięcznym produkcja w Unii zwiększyła się o 0,7 proc, a strefie euro, o 1 proc. – podaje unijny urząd statystyczny.

Lipcowy wzrost produkcji w Polsce, w porównaniu z poprzednim miesiącem sięgnął 1,1 proc. W czerwcu 2014 produkcja porównywana rok do roku wzrosła o 1,8 proc.

Wśród krajów Unii rekordowo wysoki wzrost produkcji w lipcu, o 17,6 proc. osiągnęła Estonia. O 12,3 proc. wzrosła też produkcja na Węgrzech. Najwyższy spadek produkcji, o 6,4 proc. odnotowała natomiast gospodarka Danii.

Gaz-System wznowił dostawy gazu z Polski na Ukrainę

Operator Gazociągów Przesyłowych Gaz-System SA informuje, że wznowił przesył gazu na Ukrainę. 9 września polskie dostawy do tego kraju zostały przerwane w  związku ze spadkiem dostaw gazu z Rosji do Polski.

Gaz -System podkreśla, że aktualna sytuacja w systemie przesyłowym pozwala na przesył gazu przez punkt Hermanowice w kierunku Ukrainy, zgodnie z zapotrzebowaniem złożonym przez klienta.

Spółka informuje, że system przesyłowy jest w pełni zbilansowany, a sytuacja w zakresie dostaw gazu z kierunku wschodniego jest na bieżąco monitorowana. Dostawy gazu do odbiorców w Polsce realizowane są zgodnie z zapotrzebowaniem klientów.

Usługa przesyłu gazu przez punkt Hermanowice w kierunku Ukrainy jest realizowana od listopada 2012 roku na tzw. zasadach przerywanych. Oznacza to, że w każdej chwili spółka może przestać realizować tę usługę, jeśli warunki techniczne w systemie przesyłowym nie pozwalają na bezpieczny przesył gazu w kierunku Ukrainy. Na takich warunkach podpisywane są umowy z klientami, którzy zamawiają w Gaz-System usługę transportu gazu przez ten punkt. Techniczne możliwości przesyłu gazu przez punkt Hermanowice w kierunku Ukrainy wynoszą obecnie 4 mln m sześć. na dobę.

Cyberataki stają się jednym z najpoważniejszych zagrożeń gospodarczych na świecie

Co minutę użytkownik sieci pada ofiarą zainfekowanych stron, co 9 minut korzysta z aplikacji zawierającej wirusy, co 29 minut komputery ściągają aplikację z wirusem, co 49 minut dane osobowe wyciekają z serwerów firmowych na skutek działań hakerów. W ubiegłym roku zaledwie 4 proc. firm z branży IT nie doświadczyło tego rodzaju zagrożenia – takie wnioski płyną z najnowszych badań firmy Check Point Software Technologies, przeprowadzonych w 122 krajach.

Celem hakerów są zarówno jednostki państwowe jak i komercyjne, również te najbardziej wrażliwe jak bankowość. Zaatakowane firmy są zlokalizowane głównie w Stanach Zjednoczonych, Hiszpanii i Japonii. Wiele z nich znajduje się również w Niemczech, Francji, we Włoszech, Turcji, Irlandii, Polsce oraz Chinach.

Do najbardziej zagrożonych w Polsce sektorów w 2014 roku należały jednostki administracyjne, uniwersytety, centra danych oraz banki. Analitycy wskazują, że polskim użytkownikom bankowości online grozi coraz większe niebezpieczeństwo. To właśnie na ich kontach internetowych bardzo często testowane są złośliwe oprogramowania przez międzynarodowych hakerów. Można stwierdzić, że nasz kraj staje się „królikiem doświadczalnym” dla wszystkich nowinek, które związane sią z atakowaniem banków internetowych. W momencie, gdy dokonywane są ataki na poziomie europejskim jest prawie pewne, że polscy użytkownicy są nimi również atakowani – uważają analitycy.

Możliwe, że cyberprzestępcy chcą testować w naszym kraju złośliwe oprogramowanie, dlatego, że systemy informacyjne w bankach na terenie Polski należą do najnowocześniejszych na świecie. Mogą oni wychodzić z założenie, że jeśli uda im się pokonać zabezpieczenia w naszym kraju, to w państwach, gdzie ich poziom jest niższy będzie im łatwiej przeprowadzać ataki– uważa Krzysztof Wójtowicz, dyrektor Check Point Polska.

Zdaniem przedstawicieli Check Point Software Technologies, najgroźniejszym skutkiem działań hakerów jest ujawnienie poufnych informacji, takich jak tajemnice handlowe oraz know-how. To właśnie te informacje hakerzy starają się zdobyć z zainfekowanych komputerów, kopiując m.in. pliki PDF, dokumenty tekstowe czy dokumenty z arkuszami kalkulacyjnymi.

Najsłabszym ogniwem jest człowiek. Hakerzy nie działają losowo, lecz wybierają sobie konkretne osoby i hasła, które mają dostęp do tajnych danych – mówi Krzysztof Wójtowicz. Podkreśla jednak, że ze względu na szerokie spektrum zaatakowanych firm trudno znaleźć między nimi ogniwo wspólne.

Rosnącym zagrożeniem jest dynamiczny rozwój smartfonów. Zgodnie z przewidywaniami rynku, do 2020 roku większość smartfonów na świecie będzie miało połączenie z Internetem. Wizją przyszłości jest też połączenie ze sobą niemal wszystkiego – od samochodów do lodówki, lampy, a nawet toalety. Specjaliści podkreślają, że może to spowodować też negatywne konsekwencje – od zakłócenia życia rodzinnego, po zebranie naszych cennych danych.

W sierpniu BBC informowało, że ofiarą hakerów padł m.in. Community Health Systems, amerykański koncern, który prowadzi ponad 200 szpitali. Cyberprzestępcy przejęli dane 4,5 mln osób.
Ostatnio nie ma tygodnia bez informacji o atakach hakerów na renomowane firmy, czy instytucje rządowe. Comminity Health Systems tylko to jeden z przykładów. W Polsce 14 sierpnia doszło do ataku na strony Giełdy Papierów Wartościowych i Prezydenta RP (prezydent.pl), natomiast pod koniec ubiegłego miesiąca doszło do kolejnego ataku na Play Station Network i Sony Entertainment Network.

Ataki mają często wymiar polityczny. W zeszłym roku doszło do serii ataków, dokonanych przez grupę hakerów zwaną Syryjską Armią Elektroniczną, na amerykańskie strony internetowe (między innymi New York Times, Huffington Post i Twitter). Z kolei w zeszłym miesiącu Bloomberg poinformował o włamaniach na serwery JP Morgan Chase i co najmniej czterech innych amerykańskich banków. Hakerzy skradli z nich gigabajty danych klientów i pracowników banków. Śledztwo FBI wykazało, że ataki przeprowadzone zostały przez rosyjskich hakerów za pośrednictwem serwerów południowoamerykańskich. Niewykluczenie, że ofiarami ataków mogą być także banki europejskie.

Trwa wyścig pomiędzy hakerami a wyspecjalizowanymi firmami, które starają się wykryć słabe punkty w oprogramowaniu zanim zrobią to cyberprzetępcy.

Nawet toalety nie są bezpieczne, gdy hakerzy za cel obiorą domowe urządzenia – pisze Bloomberg. Już wkrótce smartfon będzie w stanie zablokować urządzenia domowe, włączyć klimatyzację, sprawdzić, czy mleko jest jeszcze dobre, a nawet na czas rozgrzać żelazko. To dobra wiadomość, ale jak każda ma też tę gorszą stronę – urządzenia te będą też mogły posłużyć przestępcy do włamania do domu i życia prywatnego ofiar. Z powodu coraz większej popularności mobilnej kontroli domów, firmy takie jak Samsung czy LG poważnie zabrały się za bezpieczeństwo swoich produktów.

Wykryć atak

Cyberatak przestaje być potężnym zagrożeniem, gdy zostaje wykryty. Zainteresowani wiedzą wtedy, że trzeba się bronić i dostają stosowne narzędzia.

Technologie te stają się coraz bardziej złożone, otwierając szereg nowych zagrożeń – podkreśla David Klusacek, Dyr. CEE Check Point Software Technologies. I dodaje, że świat połączonych technologii niesie ze sobą także zagrożenia.

Ataki hakerów powodują bardzo duże straty dla przedsiębiorstw. 27% badanych firm przyznało, że średni czas usunięcia wirusów wynosi 10 dni, a średni koszt wynosi ok 0,5 mln zł. Analitycy Check Point podkreślają, że z roku na rok rośnie zagrożenie i liczba ataków. Obecnie w 84% badanych firm znaleziono złośliwe oprogramowanie w systemach firmowych.

PKP Cargo dostał 0,5 mld zł kredytu na modernizację taboru

PKP Cargo zawarł 11 września umowę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego na podstawie której udostępniony zostanie spółce kredyt inwestycyjny do maksymalnej wysokości 515, 2 mln zł, przeznaczony na finansowanie napraw wagonów towarowych oraz modernizacji i napraw lokomotyw.

Kredytobiorca może wykorzystać kredyt nie później niż w terminie do dnia 31 marca 2016 r. Kredytobiorca jest zobowiązany do spłaty Kredytu w ratach miesięcznych, nie później niż w okresie 5 lat od dnia zakończenia okresu dostępności, przy czym całkowita spłata powinna nastąpić do dnia 31 marca 2021 r. Kredyt nie jest zabezpieczony na aktywach spółki.

Stopa oprocentowania mająca zastosowanie do każdego wykorzystania kredytu jest równa zmiennej stopie WIBOR dla depozytów 1-miesięcznych powiększonej o marżę banku.

Umowa przewiduje możliwość wcześniejszej spłaty bez konieczności uiszczenia przez Kredytobiorcę dodatkowych opłat.

Prezentacje biznesowe – Prezi czy PowerPoint?

Czym się różni się PowerPoint od Prezi? W jakich sytuacjach zdecydować się produkt Microsoftu, a w jakich lepsza będzie jego alternatywa?

Choć obydwa programy są narzędziami, które teoretycznie służą temu samemu celowi, inne są zasady, na jakich funkcjonują. Oznacza to, że nie wystarczy nauczyć się obsługi jednego z nich, by potrafić przygotowywać prezentacje w obydwu.

Power Point wciąż popularny

Szacuje się, że na świecie PowerPoint ma ponad 500 milionów użytkowników. Także w Polsce program ten jest niekwestionowanym liderem, co wynika stąd, że jest on elementem popularnego pakietu biurowego MS Office.

Ponieważ przygotowywanie slajdów w tym programie przebiega podobnie, jak edytowanie dokumentów w Wordzie, większość użytkowników traktuje PowerPointa jako proste i wygodne rozwiązanie. W programie pracujemy nad pojedynczymi slajdami. Każdy z nich to oddzielny obrazek, do którego możemy dołączyć tekst, zdjęcia, animacje, a następnie zaprojektować efektowne przejścia między slajdami.

To powoduje, że produkt Microsoftu dobrze się sprawdza w przypadku prezentacji o charakterze liniowym. Poza tym slajdy mogą zawierać aktywne linki, co jest zaletą, gdy prezentacja jest udostępniana odbiorcom. Prezentację w PowerPoincie można również wygodnie wydrukować.

Prezentacja nie musi być liniowa

Nie zawsze jednak liniowość jest najważniejsza. Jeśli chcemy, by prezentacja wypadła oryginalnie i efektownie, a także wtedy, gdy pragniemy pokazać wzajemne zależności pomiędzy prezentowanymi elementami, znacznie lepiej sprawdzi się Prezi.

Prezi opiera się na zupełnie innej filozofii niż PowerPoint. O ile w produkcie Microsoftu każdy slajd stanowi odrębną całość, o tyle w Prezi mamy do czynienia z jedną wielką planszą, na której rozgrywa się spektakl. Nie przechodzimy pomiędzy oddzielnymi obrazkami, ale oddalamy i przybliżamy poszczególne fragmenty prezentacji. Możemy przy tym wykorzystać rozmaite efekty, które ułatwią odbiorcom zrozumienie treści.

Oto niektóre z wyróżników Prezi.

  • Przedstawienie wszystkiego na jednej dużej powierzchni. Prezentacja jest jak jedna wielka mapa myśli. Idealnie nadaje się do przedstawienia procesów, schematów, skomplikowanych zależnosci.
  • Płynne „zoomowanie”. Każdy szczegół można przybliżyć i oddalić, co pozwala na zobrazowanie płynnych przejść od ogółu do szczegółu lub odwrotnie.
  • Płynne przejścia między slajdami, a właściwie między fragmentami jednego wielkiego slajdu. Dzięki nim odbiorca cały czas ma świadomość, w którym miejscu się znajduje – może widzieć otoczenie, kontekst omawianej kwestii.
  • Efekt paralaxy – czyli rodzaj tła 3D, które daje wrażenie przestrzenności, umożliwiając urozmaicenie przekazu. W tle można umieścić np. „bąbelki” z hasłami (sprawiające wrażenie trójwymiarowych), a następnie przeskakiwać pomiędzy nimi.
  • Zmiana sposobu kadrowania. Ta opcja pozwala wywołać wrażenie, jakby prezentacja była filmowana latającą kamerą, zmieniającą odległość od obiektu oraz kąt, pod jakim go pokazuje. Efekt ten można wykorzystać, aby zmienić sposób myślenia odbiorców na dany temat. Coś, co wydaje się czymś zupełnie innym, po zmianie sposobu kadrowania, pokazane jako element większej całości, zmienia swoje znaczenie.

Prezentację wykonaną w Prezi można zapisać w formacie PDF, a ewentualny wydruk będzie przypominał infografikę.

Wyróżnij się wyglądem

Zarówno PowerPoint jak i Prezi posiadają zestawy własnych szablonów, które można wykorzystać do prezentacji. Szablon określa wygląd slajdów, a także sposoby przejść między nimi. W związku z tym szata graficzna może mieć poważny wpływ na końcowe wrażenie, jakie wywoła dany pokaz.

– Samodzielne stworzenie „jakiegoś” szablonu w Prezi jest proste, ale stworzenie naprawdę dobrego projektu to zadanie, które najlepiej zlecić kreatywnym grafikom – mówi Paweł Kuźma z Grupy AT3, która jako pierwsza firma w Polsce otrzymała certyfikat Prezi Expert. – Jeżeli projekt jest bardzo ważny, warto skorzystać z pomocy agencji, która przygotuje zarówno szablon, jak i całą prezentację. Jeżeli takie rozwiązanie byłoby w danej sytuacji zbyt kosztowne, polecam zakup gotowego, ale profesjonalnego szablonu – dodaje.

Dobry szablon można kupić za ok. 5-15$. Tak niska cena spowodowana jest tym, że szablony sprzedawane są masowo. Teoretycznie więc może się zdarzyć, że np. podczas konferencji kilka firm przeprowadzi prezentację w oparciu o ten sam wzór.

Istnieją także szablony bezpłatne, ale ich jakość jest najczęściej zbyt słaba, by mogły być używane  do profesjonalnych zastosowań biznesowych.

Ile to kosztuje?

Prezentację Power Point najczęściej zapisuje się w formatach PPTX oraz PDF. Dostępna jest również opcja zapisania prezentacji jako film. Z odpowiednim dodatkiem (iSpring) – pokaz slajdów można zapisać również jako HTML5, CD oraz jako plik odpowiedni na urządzenia mobilne. Osoba, która nie ma pakietu Office, może otworzyć prezentację za pomocą bezpłatnego programu PowerPoint Viewer. Aby mieć pełną wersję PowerPointa, trzeba kupić pakiet MS Office lub dokonać oddzielnego zakupu za ok. 500 zł (opłata jednorazowa z licencją na jedno stanowisko).

Prezi również daje nam wiele możliwości. Najpopularniejszą formą jest bezpłatna wersja online, ale polecić można ją przede wszystkim początkującym użytkownikom, którzy chcieliby wstępnie poznać możliwości programu.

Jeśli Prezi ma być programem używanym w firmie, lepiej zdecydować się na wersję abonamentową, którą można zainstalować na komputerze. Popularna jest również wersja „Portable” – w której prezentacja zawiera od razu odtwarzacz.  Dzięki niej odbiorca nie musi mieć zainstalowanego programu ani dostępu do internetu, aby obejrzeć pokaz. Korzystanie z pełni funkcjonalnej wersji Prezi w firmie wiąże się z kosztem 159 dolarów rocznie (ok. 500 zł) za jedno stanowisko.

Co więc wybrać?

– Jeśli prezentację musisz przygotować w krótkim terminie, a nie znasz jeszcze dobrze Prezi, lepiej pozostać przy PowerPoincie – podpowiada Paweł Kuźma z Grupy AT3. – Jeśli jednak jakość ma dla Ciebie większe znaczenie niż szybkość, zainteresuj się Prezi.  Nauka tego programu potrwa dłużej, ale efekty mogą być niesamowite – zapewnia.

 

BM Reflex: Lekkie spadki cen paliw na polskich stacjach

Większość cen na stacjach  paliw  w tym tygodniu lekko spadła. Dotyczyło to zarówno benzyn jak oleju napędowego i autogazu.  Zdaniem analityków BM Reflex kierowcy mogą się teraz spodziewać stabilizacji cen.

Średnia cena benzyny PB95 w czwartek wynosiła 5,33 zł/l i była o 1 gr niższa niż tydzień wcześniej.  O 1 gr. spadł też cena mniej popularnej benzyny Pb98 (5,60 zł/l). Podobnie olej napędowy i gaz LPG potaniały o 1 gr do poziomu odpowiednio 5,22 zł/l i 2,64 zł/l. Najwyższe ceny tradycyjnie odnotowano w województwie lubuskim, a najniższe – w dolnośląskim. Podwyżki cen wszystkich benzyn odnotowano w województwie małopolskim, zaś benzyny PB95 w  mazowieckim

Spadek cen cen hurtowych pozwolił zniwelować wzrosty z ubiegłego tygodnia– mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Urszula Cieślak, dyrektor marketingu BM Reflex. – Teraz nastąpiła tam stabilizacja i podobnego scenariusza spodziewamy się w detalu.

Ceny ropy naftowej w Nowym Jorku lekko spadały i są bliskie poziomu najniższego od ośmiu miesięcy. Zdaniem Urszuli Cieślak w hurcie można oczekiwać lekkiej korekty cen w górę na co wpływ ma złoty osłabiający się do dolara. W piątek rano za dolara płacono za niego 3,2464 zł.

Nic jednak nie wskazuje by czekały nas większe zmiany cen na stacjach – uważa Urszula Cieślak. – Dawno nie była tam tak tanio. Poziom cen paliw jest najniższy od października 2013.

Od jesieni zeszłego roku benzyna potaniała w Polsce średnio o 38 gr, zaś olej napędowy o 47 gr. Jedynie autogaz podrożał o 21 gr.

Za 2-3 lata euro może być warte tyle, co dolar. To efekt słabości gospodarek strefy euro i polityki EBC

0

CEO Magazyn Polska

Europejski Bank Centralny od kilku lat działa z dużym opóźnieniem i robi za mało, by pobudzić wzrost PKB w strefie euro – uważa część ekonomistów. Porównują oni jego politykę z amerykańskim Fedem, który według nich skutecznie pomógł gospodarce USA. Dzięki temu Fed może w przyszłym roku podnosić stopy procentowe, a to będzie umacniało dolara względem euro.

Europejski Bank Centralny prowadzi politykę dla kilkunastu krajów strefy euro i musi się liczyć z opiniami prezesów banków centralnych w różnych krajach strefy euro. Dlatego EBC w przeciągu ostatnich 5 lat zawsze był spóźniony ze swoimi decyzjami. Zawsze podejmował decyzje wtedy, kiedy był postawiony pod ścianą. Natomiast Fed reagował z pewnym wyprzedzeniem na zagrożenia gospodarcze i tutaj jest pierwsza różnica – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Bank.

Cele polityki Fed i EBC są podobne – obydwa banki zakładają dbanie o stabilność cen, czyli utrzymywanie inflacji możliwie blisko poziomu 2 proc. Istotna różnica polega jednak na tym, że dla amerykańskiej Rezerwy Federalnej cel w postaci wspierania wzrostu gospodarczego i niskiego bezrobocia jest równie ważny, co cel inflacyjny. Natomiast EBC nigdy nie deklarował, że bezpośrednim celem jego polityki jest sprowadzenie stopy bezrobocia w Eurolandzie poniżej pewnego poziomu. Podobieństwo polega natomiast na tym, że obydwa banki centralne nie deklarują celu w postaci pewnego pożądanego poziom kursu euro lub dolara.

Ze względu na utrzymujące się problemy w strefie euro polityka EBC w ostatnich latach ewoluowała w kierunku tej, jaką prowadził Fed. Większy nacisk na działania pobudzające wzrost PKB umożliwia obecnie niemal zerowa inflacja w Eurolandzie. Morawski zauważa jednak, że oba banki stosują nieco inne instrumenty do pobudzania koniunktury. Podejście Fed polega na skupie obligacji skarbowych oraz obligacji zabezpieczonych hipotekami (mortgage-backed securities) w celu obniżenia długoterminowych stóp procentowych, a w konsekwencji – pobudzenia popytu na kredyt.

EBC natomiast wpływa na gospodarkę bardziej poprzez wspieranie sektora bankowego. Czyli wychodzi z założenia, że problemem w gospodarce jest nie tyle koszt pieniądza, który jest bardzo niski w banku centralnym i który jest niski, kiedy popatrzymy na rentowności obligacji skarbowych, ile problemem jest niedrożność systemu bankowego. Banki nie chcą udzielać kredytów, ponieważ się restrukturyzują, ponieważ mają na swoich księgach dużo złych kredytów itd. EBC wspiera banki tanim pieniądzem, licząc na to, że te będą one udzielały kredytów – tłumaczy główny ekonomista BIZ Banku.

Trajektorie wzrostu gospodarek USA i strefy euro zaczynają się coraz bardziej rozbiegać, co już wpływa na rosnące różnice w polityce monetarnej na tych obszarach.

–  EBC wchodzi w kolejną fazę luzowania polityki pieniężnej, będzie prowadził szerokie operacje skupu aktywów, wspieranie banków itd., podczas gdy Fed w przyszłym roku będzie zacieśniał politykę pieniężną – wskazuje Morawski.

Jednym ze skutków tych procesów jest rosnąca różnica między rentownościami obligacji USA oraz Niemiec, które są uważane za równie bezpieczne, tzn. inwestycja w te papiery nie wiąże się z ryzykiem kredytowym. Rentowność 10-letnich papierów skarbowych USA sięga obecnie 2,4-2,5 proc., podczas gdy niemieckie o tej samej zapadalności oscylują wokół 0,8-1 proc. Ten rosnący dysparytet sprzyja umacnianiu się dolara względem euro.

Na rynku jest coraz więcej prognoz, że w przeciągu 2-3 lat kurs eurodolara zejdzie do jednego, czyli będzie parytet między euro a dolarem. Mamy do czynienia z wieloletnim trendem wzrostu kursu dolara. Prognozowanie kursów walut jest bardzo trudne, ale ta hipoteza ma dość solidne wsparcie w tym, jaka będzie różnica między polityką amerykańskiego banku centralnego i EBC – podsumowuje Ignacy Morawski.

W NIK o walce z korupcją i praniem brudnych pieniędzy

W siedzibie NIK zakończyło się międzynarodowe spotkanie kontrolerów zajmujących się walką z korupcją i praniem brudnych pieniędzy. Ich misją jest kampania przeciwko patologiom finansowym w życiu publicznym i budowanie zaufania społecznego do organów państwa. W Warszawie pracowali nad standardami, które mają wzmocnić uczciwe zarządzanie w administracji poszczególnych krajów i promować w nich dobre praktyki.

W warszawskiej siedzibie NIK zakończyło się spotkanie Grupy Roboczej INTOSAI ds. Walki z Korupcją i Praniem Pieniędzy (INTOSAI to organizacja skupiająca najwyższe organy kontroli z całego świata). Chodzi dokładnie od dwie podgrupy tego zespołu, które wspólnie pracowały nad sposobami zapobiegania patologiom finansowym i budowaniem zaufania społecznego do administracji publicznej – w tym najwyższych organów kontroli.

Rola najwyższych organów kontroli w walce z korupcją i praniem pieniędzy

W programie spotkania znalazły się tematy związane z promowaniem dobrych praktyk, m.in.: rola kontroli wewnętrznej w zapobieganiu korupcji, zasada rotacyjności urzędników, zasada drugiej pary oczu czy wreszcie współpraca z innymi instytucjami zaangażowanymi w walkę z korupcją. Grupa przedstawi wytyczne, które następnie zostaną zarekomendowane przez INTOSAI wszystkim organizacjom członkowskim. W efekcie ma powstać międzynarodowy przewodnik dla kontrolerów, który będzie praktycznym narzędziem w walce z patologiami finansowymi. Przyjęcie wspólnych standardów kontroli ma w dłuższej perspektywie wzmocnić dobre i uczciwe zarządzanie w administracji poszczególnych krajów.

Już w 2012 roku Komisarz ds. wewnętrznych UE Cecilia Malmström alarmowała, że poziom korupcji w Unii Europejskiej przybrał niepokojące rozmiary. Rocznie kosztuje unijną gospodarkę 120 mld euro. Problem ten dotyczy nie tylko krajów, które jako ostatnie przystąpiły do europejskiej wspólnoty, ale także państw założycielskich. Jednocześnie KE doceniła Polskę za walkę z tą patologią, a w szczególności Najwyższą Izbę Kontroli za skuteczność podejmowanych przez nią działań.

NIK została także doceniona przez Transparency International. Dostrzeżono jej niezależność i przejrzystość działania. W raporcie Mechanizmy przeciwdziałania korupcji w Polsce Izba otrzymała 88 punktów na 100 możliwych i uzyskała najlepszą ocenę spośród krajowych instytucji państwowych.

– Przywiązujemy bardzo dużą wagę do przeciwdziałania korupcji, mając przekonanie, że znacznie lepiej jest zapobiegać temu zjawisku, niż musieć z nim walczyć – podsumował spotkanie grupy INTOSAI prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski.

Zadłużenie sektora finansów publicznych wzrosło w II kwartale

Zadłużenie sektora finansów publicznych było w I półroczu 2014 o 88,7 mld zł (10,1 proc.) mniejsze niż pod koniec zeszłego roku. Jak informuje Ministerstwo Finansów zadłużenie to wyniosło w II kwartale 793,57 mld zł, i było w porównaniu z kwartałem poprzednim wyższe o 1,5 proc. 

Było to spowodowane umorzeniem w lutym 2014 r. skarbowych papierów wartościowych w efekcie reformy systemu emerytalnego, co skutkowało jednorazowym obniżeniem poziomu długu publicznego o 130,1 mld zł.

– Po wyłączeniu efektu umorzenia skarbowych papierów wartościowych, ale bez uwzględnienia jego wpływu na koszty obsługi długu, dług publiczny wzrósłby o 41,4 mld zł – podkreślono w komunikacie.

W II kwartale dług sektora instytucji rządowych i samorządowych wzrósł o 1,4 proc. ( w porównaniu z I kwartałem) i wyniósł 830,2 mld zł.  Oznacza to spadek o 11,2 proc. w porównaniu z poziomem osiągniętym pod koniec zeszłego roku.

Spadek ten – jak podkreślono – wynikał głównie ze spadku zadłużenia skarbu państwa.

Dług skarbu państwa stanowił 91,3 proc. zadłużenia publicznego, a całego podsektora rządowego 91,6 proc. 8,4 proc. przypadało na podsektor samorządowy, 8 proc. na jednostki samorządu terytorialnego.

Eksport węgla na Ukrainę to za mało, by poprawić sytuację śląskich kopalń

CEO Magazyn Polska

Katowicki Holding Węglowy jest ponoć bliski podpisania kontraktu na dostawy węgla na Ukrainę. Klientów zza wschodniej granicy może niedługo pozyskać także Węglokoks, co pomogłoby zmniejszyć przekraczające 8 mln ton zapasy węgla, na które nie ma chętnych. Nawet jeśli dojdzie do podpisania umów, szansa na to, że cena sprzedaży będzie znacząco wyższa od obecnych niskich cen światowych jest mała – ocenia analityk UniCredit CAIB Polska.

Polska jest tym krajem, z którego logistycznie najłatwiej jest wyeksportować węgiel na Ukrainę. Jest to dosyć tani surowiec, wobec czego koszty logistyki odgrywają istotną rolę. Im są niższe, tym większy sens ma eksport – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Gątarz, analityk UniCredit CAIB Polska.

Niemal cały zużywany na Ukrainie węgiel pochodzi z Donbasu, gdzie mimo ogłoszenia rozejmu sytuacja jest bardzo daleka od uspokojenia. Z powodu walk wydobycie w donieckim zagłębiu spadło o blisko 20 proc. Ze względu na sytuację polityczną oraz uszkodzoną infrastrukturę import taniego węgla z Rosji jest praktycznie niemożliwy. To może być szansa dla śląskich kopalń, które są w skrajnie trudnej sytuacji finansowej, czego wyrazem jest m.in. 8,3 mln ton zapasów węgla, na które nie ma popytu.

Pojawiają się już zapytania ofertowe ze strony ukraińskich firm. Z tego, co mi wiadomo, otrzymał je chociażby Węglokoks, który obsługuje ten eksport węgla z Polski – mówi Gątarz.

Bliski podpisania kontraktu na eksport węgla na Ukrainę jest także Katowicki Holding Węglowy – poinformował 9 września br. rzecznik spółki. W dłuższym okresie w grę mogą wchodzić dostawy o wielkości 1,2 mln ton, co stanowiłoby większość z 1,8 mln ton węgla zalegającego w składach spółki – dowiedziała się „Rzeczpospolita”. Holding zdementował jednak w czwartek informację o tym, że do podpisania umowy już doszło. Niewielkie ilości polskiego węgla jednak już trafiają na ukraiński rynek, o czym informowało niedawno PKP Cargo, które realizuje dostawy.

To nowa sytuacja, gdyż do momentu wybuchu wojny na wschodniej Ukrainie to Polska była importerem węgla z Donbasu. Jeżeli Kijów, Moskwa oraz prorosyjscy rebelianci nie wypracują trwałego pokojowego rozwiązania, to śląskie kopalnie mogą zyskać nowy rynek zbytu na dłuższy czas.

Jeśli kopalnie będą zamknięte przez dłuższy okres, wówczas bardzo możliwe jest to, że pojawią się problemy z wydobyciem w dłuższym terminie. Potrzebne są jednak pewne prace, chociażby w celu utrzymania ruchu w kopalniach – zauważa analityk UniCredit CAIB Polska.

Transport węgla na Ukrainę ułatwia szerokotorowa Linia Hutniczo-Siarkowa, która biegnie od granicy z Ukrainą w rejonie Hrubieszowa do Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. To zmniejszy koszty dostaw, ale zdaniem części ekspertów Ukraina nie będzie w stanie zapłacić za import węgla bez pomocy ze strony MFW lub UE.

Choć dostawy węgla na Ukrainę mogą zmniejszyć zapasy tego surowca, to nie wystarczy, aby rozwiązać problemy polskiego górnictwa. To dlatego, że ceny eksportowanego węgla będą najprawdopodobniej oparte o notowania w portach ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia) z korektą ze względu na koszty transportu lub też będą bliskie bieżącym cenom na polskim rynku. A te w przypadku wielu śląskich kopalń nie pozwalają na pokrycie kosztów produkcji.

Pewnie nie mówilibyśmy tutaj o bezpośrednim wpływie na ceny na rynku polskim, raczej pomogłoby to ustabilizować sytuację popytowo-podażową w Polsce, a tym samym wspierałoby ceny w przyszłych okresach. Natomiast w 2015 r. polskie kopalnie nie powinny liczyć na nic więcej niż ewentualnie małe, jednocyfrowe wzrosty cen – uważa Marcin Gątarz.

Wielton chce zwiększyć produkcję w Rosji. W ten sposób uchroni się przed ewentualnymi sankcjami

0

 

Producent naczep i wywrotek Wielton chce zwiększyć produkcję w montowni w Rosji mimo spadku sprzedaży o 20 proc. w ostatnim półroczu. Skłaniają go do tego wysokie marże oraz silna pozycji spółki na rynku rosyjskim. Ten ruch może także uchronić Wielton przed skutkami ewentualnego zaostrzenia sankcji, ponieważ nie dotkną one firm produkujących nad Wołgą – przewiduje prezes spółki.

Prognozy globalnych graczy, jak Scania, Volvo czy dostawców osi, jednoznacznie wskazują na to, że w najbliższych dwóch latach możemy oczekiwać wzrostów na poziomie około 5-proc. na rynku europejskim, a jeszcze większych w Europie Środkowej. Widać wyraźnie tendencję wzrostową – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jarosław Andrzej Szczepek, prezes zarządu Wielton.

Pozytywne wyniki za I półrocze 2014 r. wskazują, że Wielton może sprzedać w tym roku więcej sztuk pojazdów niż w 2013 r. – napisali analitycy BM BPH. Według spółki na przychody pozytywnie będzie oddziaływać także wzrost marży.

W Polsce mamy prawie 50-proc. wzrost. Wydaje się to niemożliwe, ale to m.in. efekt wprowadzenia przez nas nowej grupy wywrotek aluminiowych, które są bardzo udanym przedsięwzięciem. Klient ma możliwość partycypacji w przygotowaniu tego produktu, co spowodowało bardzo duży wzrost sprzedaży tego rodzaju produktów – tłumaczy Szczepek.

Dobre perspektywy dla rynku naczep i przyczep w Polsce to efekt m.in. wciąż mało konkurencyjnych przewozów kolejowych ze względu na liczne ograniczenia prędkości spowodowane złym stanem technicznym torów lub trwającą właśnie modernizacją. Z drugiej strony, powiększająca się sukcesywnie sieć autostrad i dróg ekspresowych sprzyja dalszemu rozwojowi transportu drogowego.

Oczywiście, jeżeli uda się w Polsce zwiększyć szybkość dostaw kolejowych, a to będzie możliwe tylko wtedy, kiedy średnia pociągu towarowego będzie wynosić nie 28 kilometrów [na godzinę], lecz więcej, to wtedy kolej może być realną alternatywą – uważa Szczepek.

Wielton ma ponad 20 proc. udziału w polskim rynku i koncentruje się na sprzedaży pojazdów specjalistycznych, takich jak wywrotki aluminiowe czy stalowe. Dobrą sprzedażą w Polsce odnotował także segment tradycyjnych naczep.

Dobre wyniki za I i II kwartał br. to przede wszystkim zasługa polskiego rynku, ponieważ sprzedaż w Rosji spadła o 20 proc. rok do roku. Z kolei sprzedaż na Ukrainie – ze względu na niewielką skalę – nie miała istotnego wpływu na wyniki – twierdzi prezes Wieltonu. Spadek sprzedaży to przede wszystkim skutek trwającej wojny, która pogłębia gospodarcze problemy Rosji i Ukrainy. Dodatkowym negatywnym czynnikiem są sankcje oraz możliwość ich rozszerzenia, co zwiększa niepewność, a w konsekwencji wstrzymuje wydatki tamtejszych firm. Odpływający kapitał przyczynia się także do deprecjacji lokalnych walut – rubla i hrywny, przez co ceny produktów spółki rosną.

Sankcje powodują, że klienci odkładają decyzje inwestycyjne. I to widać na tych rynkach. Oczywiście pogłębienie sankcji będzie powodowało także pogłębienie sytuacji kryzysowej. Jesteśmy jednak przekonani, że w układzie długookresowym rynek rosyjski jest dla nas bardzo ważny – wyjaśnia Szczepek.

Z tego względu Wielton nie ogranicza produkcji w rosyjskiej montowni, lecz chce ją nawet rozwijać. Spółka spodziewa się, że ewentualne zaostrzenie sankcji nie dotknie firm produkujących na terenie Rosji.

Trzeba też pamiętać o dywersyfikacji i stąd nasze zakupy we Francji i większa aktywność w Europie Zachodniej. Ryzyko trzeba dywersyfikować, ale nie można rezygnować w chwili kryzysu z rynków, które są dobre, marżowe, lecz trzeba patrzeć na nie perspektywicznie – podsumowuje Jarosław Andrzej Szczepek.

S. Niesiołowski (PO): Polska ma wystarczające zapasy gazu, nie ma zagrożenia

CEO Magazyn Polska

W ciągu ostatniej doby napływ rosyjskiego gazu do Polski spadł o 45 proc. w stosunku do zamówień złożonych przez PGNiG – informuje spółka. Jej zarząd oraz politycy przekonują, że Polska jest dobrze zabezpieczona przed ewentualnym dalszym ograniczeniem dostaw. Zbiorniki gazu są niemal pełne, ponadto istnieje możliwość importu surowca od zachodnich i południowych sąsiadów.

W poniedziałek dostawy gazu były mniejsze w stosunku do zamówionych o 20 proc., we wtorek – o 24 proc., w środę już o 45 proc.

Pozostaje pytanie,na jak długo Gazprom przykręcił kurek i co za tym się kryje. Mamy jednak wystarczające zapasy gazu, nic nam nie grozi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stefan Niesiołowski, poseł PO.

Fakt mniejszych dostaw gazu do Polski w stosunku do ostatnich zamówień potwierdził w czwartek rzecznik Gazpromu. W rozmowie z Polskim Radiem zaprzeczył jednocześnie, że strona rosyjska złamała postanowienia kontraktu, bo dopuszcza on pewien margines wahań w dostawach. Jego zdaniem ograniczenia w przesyle gazu do Polski nie mają związku z rewersem na Ukrainę.

Problem dostaw surowca nie dotyczy jednak tylko Polski i Ukrainy. W czwartek również niemiecki koncern gazowy E.ON poinformował o zmniejszonych dostawach błękitnego paliwa od Gazpromu. To nasila liczbę komentarzy wśród polityków i ekspertów, że Kreml stara się w ten sposób wywrzeć nacisk na całą UE, by ta nie zatwierdziła kolejnej rundy sankcji.

W czwartek ambasadorowie krajów UE uzgodnili jednak, że wejdą one w życie nazajutrz. To kolejne restrykcje wymierzone w rosyjski sektor finansowy, energetyczny oraz zbrojeniowy. Obok gróźb ze strony Moskwy, opóźnienie w ich ostatecznym zatwierdzeniu mogło wynikać z braku konsensusu, gdyż sprzeciw wyraziły Węgry, Słowacja oraz Czechy, które są mocno uzależnione od dostaw gazu z Rosji.

Zdaniem części komentatorów brak zdecydowania po stronie Zachodu zachęca Władimira Putina do jeszcze bardziej agresywnej polityki wobec sąsiednich państw. Stefan Niesiołowski nie zgadza się jednak z często formułowaną oceną, że postawa państw UE przypomina ustępstwa wobec Hitlera w 1938 r. i może doprowadzić do eskalacji żądań, w tym terytorialnych.

Nie ma żadnych kolejnych podbojów, Rosja wywiera nacisk na Ukrainę, nie bardzo jest jasne, co chce w ten sposób osiągnąć. Czy chce oderwać część terytorium, zmienić rząd w Kijowie na sobie przyjazny, a może jeszcze coś innego. Wydaje mi się jednak, że to napięcie, ta presja Rosji na Ukrainę, szybko się nie skończy – twierdzi były marszałek Sejmu.

Według polityka PO, Polska nie może sobie pozwolić w obecnej sytuacji na samodzielną politykę wobec Rosji. Rozwiązanie konfliktu na Ukrainie powinno być w jego ocenie domeną mocarstw, czyli całej UE i USA. Kilka dni temu Waszyngton ogłosił, że pracuje nad kolejnymi sankcjami, które mają dotknąć wrażliwe punkty rosyjskiej gospodarki.

Nie jest w polskiej mocy to przerwać, my nie możemy i nie powinniśmy prowadzić polityki samodzielnej wbrew polityce Unii. Polska polityka wschodnia to polityka Unii, bardzo dobra, słuszna. Polsce nic nie grozi, z Ukrainą mamy jak najlepsze stosunki, z Rosją złe, ale to nie jest nasza wina – podsumowuje Niesiołowski.

Powstanie Polska Grupa Zbrojeniowa. To szansa na zbliżenie zagranicznych firm do polskiego sektora zbrojeniowego

CEO Magazyn Polska

Na powstaniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej skorzystają nie tylko polscy producenci z sektora zbrojeniowego, lecz przede wszystkim polska armia. Poza wzmocnieniem pozycji eksportowej zbrojeniówki konsolidacja sektora pozwoli na opracowanie nowoczesnych technologii pod wymagania polskiej armii. Polska zyska nawet na tych technologiach, które będą pochodzić z zagranicy.

Duży może więcej, więc automatycznie jako polski przemysł mamy więcej do zaproponowania firmom zachodnim – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Beata Oczkowicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej. ‒ Dlaczego te firmy nie miałyby produkować podzespołów lub tworzyć całej oferty późniejszej obsługi sprzętu w Polsce. To dla nas będzie również rodziło nowe miejsca pracy i takie uwarunkowania w umowach przetargowych na pewno się znajdą.

Decyzja o powołaniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PeGaZ) zapadła już w 2013 r. Grupa rozpoczęła działalność na początku września br., a do końca roku ma skonsolidować ponad 30 firm. Zgodnie z planami roczne obroty grupy mają sięgać 4,5 mld zł.

Widzimy trend, że firmy zachodnie, które chciałyby z polskim przemysłem współpracować, wnoszą kompetencje, których my nie posiadamy. Ale wnoszą te kompetencje w taki sposób, że nie będziemy montownią, lecz będziemy mieć technologię i know-how przynajmniej w 50 proc. – zapowiada gen. Mieczysław Bieniek, były zastępca dowódcy strategicznego NATO.

Oczkowicz podkreśla, że dzięki powołaniu PeGaZa wzrosną możliwości składania zamówień przez polską armię w Polsce. Będą one realizowane w kraju, a skonsolidowane w ramach grupy spółki będą nastawione na współpracę, a nie na rywalizację. Połączenie firm z sektora zbrojeniowego umożliwi też restrukturyzację, dzięki czemu będą one bardziej konkurencyjne.

Dzięki wykorzystaniu produktów PeGaZa w polskiej armii otworzy się też dostęp do rynków zagranicznych.

Nie widzę możliwości eksportu produktu, jeśli polskie siły zbrojne go nie eksploatują. Ale mamy coraz więcej dobrych produktów, takich jak: radary, wozy Rosomak, wyrzutnie przeciwpancernych pocisków krótkiego zasięgu Grom, a wkrótce Piorun. Mamy kilka takich produktów, które mogą być hitem, a we współpracy z przemysłem zachodnioeuropejskim bądź amerykańskim kolejne nowe technologie mają szansę znaleźć miejsce w naszym przemyśle obronnym i wzmocnić nasz potencjał – podkreśla gen. Bieniek.

Choć PeGaZ dopiero rozpoczyna działalność, polska zbrojeniówka już rusza z ofensywą produktową. Zakłady Mechaniczne Tarnów, spółka Polskiego Holdingu Obronnego, wprowadziły na rynek kontener LOOK, który może być wykorzystywany nie tylko przez wojskowych. Kontenery są produkowane w całości z polskich komponentów przy współudziale PCO, firmy dostarczającej systemy optyczne, oraz producentów szyb pancernych.

Jak podkreśla Tomasz Berezowski, dyrektor handlowy ZM Tarnów, taki produkt może okazać się hitem na rynkach zagranicznych.

To może być wartownia, punkt obserwacyjny, ale też bezpieczne biuro dla przedsiębiorstwa w strefie niebezpiecznej, oczywiście bez urządzeń związanych z uzbrojeniem. To może być bezpieczny punkt socjalny, bezpieczne pomieszczenie do odpoczynku. Mamy już podpisane wstępne umowy na dostawy konfiguracji dla przedsiębiorstw budowlanych – zdradza Berezowski.

Polski Holding Obronny zaproponuje polskiej armii dwa pojazdy oparte o komponenty popularnej Toyoty Hilux – to również efekty współpracy polskiego sektora zbrojeniowego. Jeden to lekki pojazd uderzeniowy „Wirus”, a drugi – pojazd terenowy „Łomot”. Ten pierwszy może być wykorzystywany przez pododdziały rozpoznawcze, aeromobilne i specjalne. Możliwy jest transport helikopterami lub samolotami, a pomimo niewielkiej masy wynoszącej jedynie 1,7 tony, pojazd jest silnie uzbrojony.

Ta rodzina pojazdów została stworzona przez konsorcjum zawiązane przez Polski Holding Obronny. W tym konsorcjum znajdują się firmy Maskpol, Tarnów, Koncept – wylicza Wojciech Pałka, dyrektor działu klienta strategicznego w PHO. ‒ Pojazd jest bardzo użyteczny w Azji, Afryce i innych zakątkach świata dzięki temu, że ma wspólną bazę logistyczną z Hiluxem. Natomiast naszym głównym partnerem, odbiorcą i klientem, z którym wiążemy największe nadzieje, jest polska armia.

Preferowany przez Polskę model finansowania elektrowni atomowej pod lupą Komisji Europejskiej

CEO Magazyn Polska

Preferowany przez polskie władze model finansowania polskiej elektrowni atomowej budzi zastrzeżenia Komisji Europejskiej. Długoterminowe kontrakty różnicowe jako pierwsza chce zastosować Wielka Brytania, ale Bruksela ocenia, że stała cena zakupu energii zagwarantowana inwestorowi na 35 lat może oznaczać niepotrzebny wydatek nawet 17,6 mld funtów (ponad 90 mld zł).

Brytyjczycy uważają, że same firmy nie podejmą w tej chwili takiego ryzyka, potrzebne jest długoterminowe wsparcie i gwarancja ceny dla inwestora., czyli kontrakty różnicowe. Państwo obiecało firmie-inwestorowi, że przez 35 lat będzie wyrównywało cenę, tzn. będzie dopłacało, gdy cena rynkowa za sprzedaną energię z elektrowni jądrowej będzie za niska. Komisja sprawdza, czy to jest zgodne z zasadami konkurencji Unii Europejskiej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksandra Gawlikowska-Fyk, kierownik projektu Energia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Choć oficjalnie model finansowania pierwszej polskiej elektrowni jądrowej nie został jeszcze wybrany, Gawlikowska-Fyk przypomina, że zarówno Ministerstwo Gospodarki, jak i Polska Grupa Energetyczna wyrażały zainteresowanie rozwiązaniem wybranym przez Londyn, o ile zgodzi się na nie Komisja Europejska.

Elektrownię Hinkley Point C zbuduje francuski państwowy koncern EDF. Zakład, który docelowo może produkować nawet 7 proc. energii dla Wielkiej Brytanii, ma ruszyć w 2023 r. Londyn chce zagwarantować EDF 35-letni kontrakt, w ramach którego państwo dopłaci koncernowi do ustalonej ceny 92,50 funta za megawatogodzinę. Jeśli rynkowa cena energii wzrośnie powyżej tego poziomu, inwestor odda nadwyżkę do budżetu.

Komisja Europejska bada jednak, czy takie rozwiązanie jest zgodne z zasadami pomocy publicznej w UE. Postępowanie rozpoczęło się w grudniu ubiegłego roku. We wstępnym raporcie Bruksela oceniła, że wybrany przez Londyn model może doprowadzić do niepotrzebnego wydania nawet 17,6 mld funtów z państwowej kasy. Komisja zwróciła uwagę na to, że projekt w długim okresie byłby opłacalny dla inwestora nawet bez żadnego wsparcia publicznego, a ustalone warunki niemal całkowicie chronią EDF przed jakimkolwiek ryzykiem.

Trzeba pamiętać o tym, że przy elektrowni jądrowej największym problemem jest finansowanie na początku, są to bardzo duże i drogie inwestycje. Koszty pierwszej polskiej elektrowni jądrowej są szacowane na od 40 do 50 mld zł, nawet do 60, w związku z tym trzeba zapewnić pewne gwarancje inwestorowi, żeby on taką elektrownię wybudował – podkreśla Gawlikowska-Fyk.

Model finansowania musi być wybrany przed pozyskaniem zagranicznego, strategicznego inwestora. Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynął już wniosek o zgodę na koncentrację – po jego wydaniu po 10 proc. udziałów w spółce celowej PGE EJ 1 obejmą Enea, Tauron oraz KGHM. Większościowym udziałowcem pozostanie PGE, ale wybór strategicznego partnera wymaga dalszego sprecyzowania warunków.

Muszą być określone warunki, również takie, które umożliwiają zbudowanie finansowania, aby inwestor wiedział, czego może się spodziewać. Potrzebne jest do tego ogłoszenie przetargu zintegrowanego – mówi Gawlikowska-Fyk.

Dodaje, że jeśli wybrany zostanie model finansowania poprzez kontrakty długoterminowe, to zapłacą wszyscy odbiorcy energii. Dopłaty wyrównujące cenę energii nie będą pochodzić bezpośrednio z budżetu, lecz z opłat za energię. W Polsce nie ma możliwości zróżnicowania ceny energii dla odbiorców w zależności od jej źródła.

Gawlikowska-Fyk podkreśla, że argumentem przemawiającym za wsparciem publicznym dla inwestycji jest bezpieczeństwo energetyczne i konieczność szybkiego zapewnienia nowych źródeł energii. Sama produkcja energii jądrowej jest tania, paliwo można importować z wielu źródeł, co uniezależni Polskę, a do tego zapasy uranu można zgromadzić nawet na kilka lat.

Argument o niezależności w Polsce, która ma bardzo bogate zasoby węgla kamiennego i brunatnego, nie jest tak łatwo przyjmowany, jak w innych krajach. Natomiast dostawy uranu pochodzą z bardzo zdywersyfikowanych źródeł i, co się podkreśla, z państw bardziej stabilnych politycznie niż dostawy innych surowców, jak ropa czy gaz – wyjaśnia ekspertka PISM.

Konspol planuje otworzyć zakłady produkcyjne w Azji

0

CEO Magazyn Polska

Konspol rozpocznie wkrótce dostawy drobiu do Japonii i pracuje nad kolejnymi azjatyckimi rynkami. Plany nie ograniczają się tylko do eksportu – spółka chce otworzyć zakłady produkcyjne w Azji. Polski rynek nadal będzie jednak bardzo ważny dla Konspolu, ponieważ coraz większe wymagania konsumentów i silna konkurencja w branży zachęcają do ciągłego rozwoju technologii i wiedzy. A to podstawa sukcesu na świecie – ocenia Kazimierz Pazgan, prezes Konspolu.

Spółka ma już kontrakt na dostawy do Japonii, obecnie pracuje nad innymi rynkami azjatyckimi.

To jest niewyobrażalnie fantastyczny, wręcz wymarzony rynek. Azja to 4 mld ludzi, rynek o ogromnym potencjale konsumpcyjnym, gdzie ludzie są coraz bardziej zamożni, chcą coraz lepiej, smaczniej i zdrowiej jeść. I to jest właśnie dla nas rynek – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Kazimierz Pazgan, prezes zarządu Konspol Holding.

Uruchomienie produkcji w Azji pozwoli ograniczyć ryzyko kursowe, które spółka ocenia jako wciąż wysokie. Przede wszystkim z tego powodu Konspol nie zwiększa udziału eksportu w przychodach ze sprzedaży ponad próg 30 proc.

Dzisiaj moglibyśmy wszystko sprzedać za granicę, nie ma problemu. Ale uważam, że rynek polski jest rynkiem bardzo ważnym, bardzo wymagającym, na którym panuje ogromna konkurencja, a to pozwala nam się koncentrować na jakości, na nowych wyzwaniach technologicznych i rozwiązaniach produkcyjnych – podkreśla prezes Konspolu.

Według Pazgana coraz większe wymagania ze strony polskich konsumentów i rosnąca konkurencja między producentami pozwoliły dokonać w ostatnich 20 latach ogromnego skoku w branży spożywczej w zakresie technologii i organizacji produkcji.

Konspol ma bardzo wielki potencjał produkcyjny, na dzisiaj to ponad 15 tys. ton wyrobów gotowych miesięcznie, bardzo szeroka gama różnych produktów. Cały czas staramy się rozwijać, dopracowywać jakość, bo tylko dzięki jakości i kosztom możemy konkurować na rynkach zagranicznych. Przymierzamy się również do budowania tych ognisk na świecie, żeby być firmą globalną. Bo wiemy, że tylko będąc taką firmą mamy rację bytu – podkreśla prezes zarządu Konspol Holding.

Producent wyrobów z drobiu eksportuje obecnie na rynki Wielkiej Brytanii, Irlandii, Słowacji, Szwajcarii, Niemiec, Francji oraz do krajów skandynawskich. Dzięki temu Konspol uniknął załamania eksportu na rynki wschodnie, w tym embarga ze strony Rosji.

J. Wolski (Kopex): Polskie górnictwo nie ma środków na nowe maszyny i urządzenia. Pracujemy nad wzrostem eksportu na rynek argentyński i chiński

CEO Magazyn Polska

W II kwartale 2014 r. wydobycie węgla kamiennego w Polsce było najniższe od blisko pięciu lat. Popyt na węgiel jest słaby, przez co będące w trudnej sytuacji spółki górnicze wstrzymują inwestycje. Kopex poprawił jednak wyniki finansowe w II kwartale, mimo że na rynki zagraniczne przypada mniej niż połowa sprzedaży. Spółka nie spodziewa się jednak poprawy sytuacji w polskim górnictwie w najbliższym czasie, dlatego pracuje nad rozwojem swojego eksportu.

Polskie górnictwo nie będzie miało środków na inwestowanie w nowe maszyny i urządzenia, dlatego będzie starało się remontować te maszyny, które ma. W związku z tym musimy się skupić się na eksporcie, duże nadzieje wiążemy z rynkiem argentyńskim i chińskim, choć tam jest pewne zahamowanie wydatków inwestycyjnych. Liczymy również na współpracę w tym zakresie z naszymi firmami, które funkcjonują na rynku chińskim. Wierzymy również, że wreszcie drgnie rynek rosyjski – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Józef Wolski, prezes zarządu Kopex.

II kwartał 2014 r. był kolejnym trudnym dla polskiego górnictwa węgla kamiennego. Wydobycie wyniosło 16,9 mln ton i było o 6,8 proc. niższe w ujęciu rocznym, równocześnie zwiększyła się wielkość zapasów węgla do 8,9 mln ton (+15,6 proc. rok do roku). Inwestycje producentów węgla w Polsce obniżyły się w II kwartale o 9,9 proc. rok do roku do poziomu 648 mln zł – wynika z obliczeń Kopeksu.

Spółka produkująca maszyny górnicze odnotowała jednak blisko 13-krotny wzrost zysku netto w II kwartale do poziomu 32,7 mln zł. EBITDA wyniosła 78,1 mln zł, co stanowi wzrost rok do roku o 98 proc. Przychody ze sprzedaży zwiększyły się o 24 proc. i wyniosły 373,3 mln zł. Udział sprzedaży na rynki zagraniczne wyniósł 43 proc.

W II kwartale udało nam się uzyskać, jak na warunki rynkowe, bardzo dobre wyniki zarówno w wielkości przychodów ze sprzedaży, jak i rentowności. Uzyskaliśmy znaczącą poprawę rentowności wszystkich naszych podstawowych segmentów. Udało nam się również utrzymać bardzo dobry wskaźnik długu netto do EBITDY, wskaźnik, który uzyskaliśmy na koniec okresu to 1,36 – mówi Wolski.

Portfel zamówień (backlog) na koniec II kwartału 2014 r. był wart 1,458 mld zł, co stanowi spadek o 14 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 4 proc. w ujęciu rocznym.

Jesteśmy zadowoleni z poszczególnych segmentów. W backlogu jedyny segment, nad którym musimy popracować, to segment usług i produktów dla maszyn i urządzeń dla górnictwa podziemnego – wskazuje prezes Kopeksu.

Spadek w tym segmencie wyniósł 24 proc. kwartał do kwartału oraz 34 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Prezes Kopeksu zapowiada, że w najbliższym czasie poinformuje rynek o nowych umowach z KGHM.

Na pewno będziemy współpracować w zakresie półproduktów i produktów z blach trudnościeralnych. Myślę, że uda nas się nawiązać współpracę w zakresie wykonawstwa robót poziomych; to, co robi nasz PBSz [Przedsiębiorstwo Budowy Szybów – red.]. Mamy jeszcze szereg innych możliwości, np. w segmencie urządzeń elektrycznych, klimatyzacji – mówi Józef Wolski.

Telewizor staje się narzędziem rozrywki. Wielu Polaków za jego pomocą surfuje po internecie i komunikuje się z przyjaciółmi

CEO Magazyn Polska

Polacy nadal chętnie oglądają telewizję. Ponad 70 proc. osób ankietowanych przez firmę Sony przyznało, że przed telewizorem spędza od jednej do trzech godzin dziennie. Mimo ogromnej popularności laptopów i tabletów, Polacy zdecydowanie preferują oglądanie telewizji w telewizorach. Chętnie też wykorzystują ich najnowsze funkcje pozwalające surfować po internecie czy komunikować się z przyjaciółmi.

Badania pokazały, że choć tylko 15 proc. respondentów przyznało, że telewizja jest ich głównym narzędziem rozrywki, to ponad 70 proc. z nich ogląda ją każdego dnia.

Niektórzy twierdzą, że oglądanie telewizji to przeżytek, natomiast z naszego badania wynika, że wcale tak nie jest. W dalszym ciągu 7 na 10 badanych ogląda telewizję codziennie, a wśród nich 76 proc. spędza przed telewizorem od 1 do 3 godzin. Biorąc pod uwagę to, że osiem godzin w ciągu doby dorosły człowiek śpi, osiem godzin poświęca na pracę, to te trzy godziny to już jest całkiem sporo – mówi Katarzyna Gołębiewska z TNS Polska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Mimo rozwoju technologii i urządzeń mobilnych pozwalających na oglądanie telewizji w dowolnym miejscu, telewizor wciąż ma się dobrze w polskim domu. Ponad połowa badanych przez Sony przyznała, że kupując telewizor, zwraca szczególną uwagę na jego wygląd. Zdecydowana większość respondentów uważa, że znacznie ważniejsze są jednak jego parametry techniczne.

– Połowa badanych twierdzi, że wygląd telewizora ma znaczenie. Nic w tym dziwnego, ponieważ telewizory w dalszym ciągu stoją w centrum naszych salonów. Zdecydowanie ważniejszy jest jednak dźwięk i jakość obrazu tak przyznało 97 proc. badanych – mówi Katarzyna Gołębiewska.

Dla ponad połowy ankietowanych istotne są także dodatkowe funkcje telewizorów. 58 proc. badanych powiedziało, że używa aplikacji, które oferują producenci telewizorów. Polacy wykorzystują głównie te, które pozwalają surfować po internecie lub komunikować się z rodziną lub przyjaciółmi. 14 proc. badanych przyznało, że uruchamia je  codziennie, natomiast 30 proc. raz w tygodniu.

Dla producentów soków rosyjskie embargo nie tak dotkliwe. Martwi ich jednak spadek ich spożycia w Europie Zachodniej

CEO Magazyn Polska

W Polsce produkuje się od 215 tys. a 300 tys. litrów zagęszczonego soku jabłkowego rocznie – na ten cel trafia co najmniej 1,5 mln ton jabłek. W związku jednak ze słabnącym od lat popytem na soki i nektary w Europie Zachodniej, czyli u głównych odbiorców pochodzącego z Polski półproduktu, zmniejsza się również zapotrzebowanie w kraju na owoce do przetworzenia.

W tym roku zbiory jabłek mogą wynieść 3,2 mln ton, nieco więcej niż przed rokiem. Ten rok będzie dla producentów wyjątkowo trudny ze względu na rosyjskie embargo – do Rosji trafiało co roku ok. 70 proc. eksportu tych owoców. Producenci jabłek liczą przede wszystkim na nowe rynki zbytu, a także na większą sprzedaż w związku z rozpoczęciem sezonu, czyli pojawieniem się w sprzedaży większego wyboru odmian.

Jak podkreśla Julian Pawlak, prezes Stowarzyszenia Krajowej Unii Producentów Soków, embargo nie dotyka w dużym stopniu producentów soku zagęszczonego i soków pitnych, bo głównym kierunkiem eksportu jest dla nich Europa Zachodnia.

Ponad 90 proc. stanowi eksport do krajów Europy Zachodniej i tu jednak też widać recesję w ostatnich lat. Od 2010 r. rynek soków i nektarów w UE odnotował spadek około 12 proc., w Polsce w tym czasie zmniejszył się on 17-18 proc. – wyjaśnia Julian Pawlak w rozmowie z agencją Newseria Biznes.

Wraz ze spadającym popytem na soki i nektary spadło również zapotrzebowanie na półprodukt, dlatego producenci obawiają się mniejszego popytu na jabłka do przetwórstwa oraz na zagęszczony sok jabłkowy.

W Polsce około 50 proc. jabłek jest przetwarzanych na zagęszczony sok jabłkowy. To jest 1,5-2,1 mln ton rocznie. W zależności od urodzaju rocznie wytwarzamy od 215 tys. do 300 tys. ton soku. To daje nam pozycje drugiego – zaraz po Chinach – producenta na świecie. A ponieważ w Polsce zużywamy ok. 35 tys. ton soku, to gros idzie na eksport – podkreśla prezes KUPS.

Kondycja polskich przetwórni nie jest imponująca. Jak podaje Pawlak, średnia rentowność netto większości firm zajmujących się przerobem jabłek na zagęszczony sok waha się w granicach zera. Różnie radzą sobie również producenci soków pitnych. Prezes KUPS przypomina, że trzej czołowi producenci na tym rynku mają w nim blisko 60-proc. udział. Pozostałe firmy szukają dla siebie szansy tworząc niszowe produkty, np. soki jednodniowe lub soki warzywne.

Sok jabłkowy jest drugim, zaraz po pomarańczowym, najchętniej wybieranym smakiem przez Polaków. Rocznie wypijamy ok. 3 litrów soków i nektarów jabłkowych. Do produkcji tych napojów wykorzystywane jest 140 tys. ton jabłek (do produkcji napojów kolejne 120 tys. ton). Według przedstawicieli KUPS trzeba zachęcać konsumentów nie tylko do jedzenia jabłek, lecz także do spożywania innych produktów jabłkowych. Zwiększenie konsumpcji soków z jabłek mogłoby zagospodarować część z tych owoców, które pozostaną w kraju przez rosyjskie embargo (podwojenie spożycia wygenerowałoby zapotrzebowania na ok. 140 tys. ton jabłek). Jak podaje Stowarzyszenie rynek soków od kilku lat zmniejsza się. Polak wypija rocznie ok. 11,7 litrów soków (32 mln dziennie). Średnia dla UE to nieco ponad 13 litrów (dla soków i nektarów – ok. 21 litrów).

Domy w USA drożeją, ale coraz wolniej. Powodem są rosnące koszty kredytu i polityka Fed

CEO Magazyn Polska

Mieszkania i domy w 20 metropoliach USA podrożały w czerwcu o blisko 8 proc. w ujęciu rocznym. Coraz mniej analityków ostrzega jednak przed bańką spekulacyjną, ponieważ jeszcze w 2013 r. nieruchomości drożały w tempie 13 proc. rok do roku. Wyhamowanie wzrostu cen to rezultat wyższego oprocentowania kredytów hipotecznych oraz coraz mniejszego wsparcia rynku nieruchomości ze strony banku centralnego.

To jest odbicie po kryzysie, który był spowodowany kredytami hipotecznymi. Teraz z kolei ekonomiści wyrażają obawy, że zwalnia wzrost cen domów w Stanach Zjednoczonych, a z kolei inni twierdzą, że to jest nawet dobry sygnał, ponieważ zakończyliśmy taki okres, gdzie ceny szły w górę i w dół bardzo mocno, bo były wynikiem różnego rodzaju kryzysów. To spowolnienie wzrostów w tej chwili może być oznaką tego, że znowu przywracana jest normalność – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Roman Rewald, adwokat, partner Weil, Gotshal & Manges.

Według ostatniego dostępnego odczytu wskaźnika S&P Case-Shiller dla 20 amerykańskich metropolii ceny nieruchomości urosły w czerwcu 2014 r. o 8,1 proc. rok do roku. To wyraźnie wolniejsza dynamika od obserwowanej przez większość 2013 r., kiedy ceny rosły w tempie ponad 10 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem.

Z kolei z danych Departamentu Handlu o sprzedaży nowych domów wynika, że w lipcu ceny domów jednorodzinnych były wyższe od tych sprzed roku średnio o 5 proc. (339,1 tys. dolarów w lipcu 2014 r. wobec 322,7 tys. dolarów w lipcu 2013 r.).

Ekonomiści wskazują, że przyczyną schłodzenia rynku nieruchomości jest wzrost długoterminowych stóp procentowych w USA, które wprost determinują oprocentowanie kredytów hipotecznych. Do połowy ubiegłego roku rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA nie przekraczały 2 proc., z kolei obecnie wahają się w przedziale 2,4-2,5 proc. Wolniejszy wzrost cen domów i apartamentów to także skutek stopniowego wygaszania programu pomocowego QE3 przez Fed, w ramach którego amerykański bank centralny prowadzi skup obligacji rządowych oraz papierów zabezpieczonych hipotekami (mortgage-backed securities).

Popyt na domy wskazuje na dobrobyt i wartość ekonomii w danym stanie czy w całych Stanach Zjednoczonych. To jest również odzwierciedlone we wzroście indeksów zaufania konsumentów co do przyszłości gospodarki – wskazuje Roman Rewald.

Ryzyko powstania kolejnej bańki na rynku nieruchomości jest obecnie niższe także z powodu utrzymującej się wysokiej liczby właścicieli, którzy ponieśli stratę na inwestycji w dom, ponieważ jego obecna cena rynkowa jest niższa od wartości długu hipotecznego. Według amerykańskiej firmy CoreLogic, badającej rynek nieruchomości, ten problem może dotyczyć nawet 6,3 mln gospodarstw domowych w USA, co odpowiada 12,7 proc. domów z ustanowioną hipoteką.

Część analityków spodziewa się teraz wzrostu cen najmu, które będą konsekwencją wcześniejszych wzrostów wartości nieruchomości. W pierwszej kolejności ten proces ma dotyczyć nieruchomości mieszkaniowych, a jego efektem będzie wzrost kosztów utrzymania gospodarstw domowych, co w dalszej perspektywie może zwiększyć inflację w USA.

A jak to będzie wpływało na biura czy infrastrukturę, to nie jest jeszcze takie pewne, nie można tego tak bezpośrednio przełożyć. Na pewno jednak wzrost wartości nieruchomości mieszkaniowych nie będzie miał złego wpływu na wzrost wartości innych nieruchomości – ocenia Rewald.

Tylko niektóre wizy pozwalają cudzoziemcom na pracę w Polsce. Za nielegalne zatrudnienie kara grozi pracownikowi i pracodawcy

CEO Magazyn Polska

Od początku roku wyraźnie rośnie liczba wniosków o zezwolenie na pobyt czasowy cudzoziemców w Polsce – wynika z danych Urzędu ds. Cudzoziemców. Głównie z powodu łatwiejszych procedur, które wprowadziła w maju nowelizacja prawa imigracyjnego, oraz sytuacji politycznej na Ukrainie. Z Ukrainy napływa też więcej wniosków o nadanie statusu uchodźcy. Eksperci przypominają, że dopóki procedura nadania tego statusu trwa, dana osoba nie może legalnie podjąć zatrudnienia w Polsce.

Legalnie pracę w Polsce może podjąć tylko część cudzoziemców, w zależności od wydanej wizy oraz charakteru pobytu.

Może to być wiza ze względu na pracę lub ze względu na podejmowanie tutaj studiów stacjonarnych (pracę można wtedy podjąć tylko w okresie wakacyjnym). Natomiast w przypadku niektórych rodzajów wiz podejmowanie pracy jest kategorycznie niedozwolone, np. mając wizę o charakterze turystycznym. Osoby ubiegające się dopiero o nadanie statusu uchodźcy i oczekujące na decyzję końcową w ich sprawie, w zależności od okresu oczekiwania na wydanie decyzji, mogą mieć możliwość podjęcia zatrudnienia – mówi agencji Newseria Biznes Magda Karwowska, prawnik z Centrum Pomocy Cudzoziemcom.

Po uzyskaniu statusu uchodźcy lub objęciu ochroną międzynarodową dana osoba może legalnie podjąć pracę, nie jest w tym wypadku wymagane posiadanie pozwolenia. Takiej możliwości nie mają osoby, wobec których taka procedura jeszcze trwa. Jeśli decyzji ws. statusu lub ochrony nie uzyskają w ciągu sześciu miesięcy, mogą podjąć pracę na podstawie zaświadczenia szefa Urzędu ds. Cudzoziemców.

Dane Urzędu ds. Cudzoziemców wskazują, że w ubiegłym roku ponad 15 tys. osób złożyło wniosek o przyznanie statusu uchodźcy. Oznacza to wzrost o 40 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. W tym roku do 7 września ponad 4,1 tys. osób złożyło taki wniosek, z czego 1,4 tys. to obywatele Ukrainy.

–  Osoby te nie zawsze zdają sobie z tego sprawę i podejmują zatrudnienie. Tym bardziej że – z racji samej podstawy, dla której tutaj przebywają – z reguły mają niewielkie środki finansowe do życia – mówi Karwowska.

Pracę w Polsce bez osobnego zezwolenia mogą podjąć m.in. obywatele UE i EOG. Część musi posiadać specjalne zezwolenie wydawane przez wojewodę właściwego ze względu na miejsce zamieszkania cudzoziemca. W ubiegłym roku urzędy wydały ok. 39 tys. zezwoleń, ponad połowę z nich (20 tys.) dla Ukraińców.

Część obcokrajowców może korzystać z uproszczonej procedury, ale odnosi się to tylko do obywateli niektórych krajów. Wówczas taka osoba może pracować legalnie tylko przez pół roku w ciągu całego roku kalendarzowego w Polsce – podkreśla Magda Karwowska.

Na podstawie procedury oświadczeń mogą zostać zatrudnieni obywatele Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy. W 2013 roku pracodawcy zdecydowali się w ten sposób zatrudnić 235 tys. osób – wskaźnik ten od kilku lat utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Warunkiem legalnego wykonywania pracy jest wówczas zawarcie pisemnej umowy o pracę (lub umowy cywilnoprawnej).

Pracodawca zatrudniający cudzoziemca ma prawo pytać o podstawę prawną, na jakiej obcokrajowiec przebywa w Polsce. Jak zaznacza ekspertka, ma to jednak granice, np. gdy danej osobie została przyznana ochrona na terytorium naszego kraju.

To są kwestie bardzo intymne, dużo bardziej newralgiczne i budzące więcej emocji od już powszechnie krytykowanych pytań o rodzinę czy preferencje seksualne. Nie należy pytać osoby o statusie uchodźcy o to, dlaczego uciekła z kraju pochodzenia – komentuje Karwowska.

Ekspertka zaznacza, by przed podjęciem zatrudnienia każdy obcokrajowiec skonsultował swoją sytuację z prawnikiem. Kara za nielegalne podjęcie pracy to minimum 1 tys. zł, ale konsekwencje mogą być gorsze.

Bardzo ważne jest, żeby nie podejmować zatrudnienia w sposób nielegalny, bo to się wiąże z poważnymi konsekwencjami prawnymi. W skrajnym przypadku, w zależności od podstawy prawnej, na jakiej cudzoziemiec znajduje się na terytorium Polski, może zostać deportowanym do kraju pochodzenia z zakazem wjazdu określonym w miesiącach bądź w latach – podkreśla Karwowska.

Jak wynika z danych Państwowej Inspekcji Pracy, w 2013 roku na nielegalnej pracy złapano 494 osoby (rok wcześniej 644). Eksperci jednak oceniają, że nielegalnie zatrudnionych cudzoziemców jest znacznie więcej. Inspektorzy PIP sprawdzili blisko 2 tys. firm zatrudniających 13,5 tys. obcokrajowców. Najczęściej na czarno zatrudniały małe firmy (do 9 pracowników). Pracodawca, u którego imigrant pracuje nielegalnie, musi liczyć się z karą finansową (od 3-5 tys. zł), w przypadku uporczywego naruszania przepisów – 10 tys. zł lub nawet karą ograniczenia wolności.

Jest zgoda Urzędu Transportu Kolejowego na przewozy Pendolino w Polsce

Urząd Transportu Kolejowego wydał zgodę na eksploatację pociągów Pendolino w Polsce.

Producent Pendolino uzyskał decyzję Urzędu Transportu Kolejowego umożliwiającą eksploatację pojazdów na terenie Polski. Dzięki temu PKP Intercity może rozpocząć odbiory końcowe pociągów.

Obecnie w Polsce znajduje się 14 z 20 składów. Pierwotny harmonogram projektu przewidywał przekazanie przez producenta pierwszych pociągów z pełną dokumentacją (czyli homologacją UTK) 6 maja, czyli zakładał 7 miesięcy na przygotowanie składów do jazdy z pasażerami. Obecnie czas ten skrócił się do niespełna 100 dni – informuje przewoźnik

Jak zapewnia, spółki z Grupy PKP pracują nad tym, aby 14 grudnia wdrożyć pociąg do ruchu pasażerskiego. PKP Intercity przygotowało rozwiązanie zakładające wykorzystanie 18 pojazdów. Pociągi pojadą we wszystkich planowanych relacjach, czyli z Warszawy do Trójmiasta, Krakowa, Katowic i Wrocławia.

Bakalland uzgodnił szczegóły przejęcia Delecty

0

10 września uzgodniony został plan połączenia Bakallandu ze spółką Innova Phoenix. W wyniku planowanego połączenia Bakalland przejmie kontrolę nad Rieber Foods Polska, właścicielem marki Delecta. 

Spółka przejmowana jest właścicielem 100 proc. akcji właściciela Delecty i akcje te stanowią jedyne istotne aktywo spółki przejmowanej. Połączenie spółek nastąpi poprzez przeniesienie całego majątku Innova Phoenix na Bakalland w zamian za akcje zwykłe na okaziciela, które Bakalland wyda jedynemu wspólnikowi spółki przejmowanej, tj. spółce Innova Phoenix S.à r.l., z siedzibą w Luksemburgu.

W związku z planowanym połączeniem dojdzie do podwyższenia kapitału zakładowego Bakalland o kwotę 1 607 142,80 złotych w wyniku emisji 16 071 428 akcji emisji połączeniowej o wartości nominalnej 0,1 zł każda. Te akcje, warte według notowań z 22 września 2014 ok. 44,5 mln zł, w zamian za Rieber Foods Polska otrzyma dotychczasowy właściciel, czyli Innova Phoenix S.à r.l.

Za Rieber Foods Polska Innova Phoenix S.à r.l., zapłacił 8 sierpnia 2014 r. 100 mln zł. Bakalland przejmuje jednak spółkę, której majątek obciąża 55 mln zł pożyczki na zakup akcji Delecta.

Połączenie stanowi element strategii rozwoju grupy kapitałowej Bakalland, przewidującej stworzenie silnego (zarówno na rynku polskim, jak i w regionie) podmiotu konsolidującego rozpoznawalne marki detaliczne z szeroko rozumianej branży spożywczej z uwzględnieniem produktów z kategorii wprowadzanej do obrotu przez Delectę – podkreślono w komunikacie. – Długookresowym celem planowanego połączenia jest uzyskanie efektów synergii, poprawa wyników oraz rozszerzenie rynków, na jakich działa grupa kapitałowa Bakalland.

Przewidywanym efektem połączenia ma być m.in. poprawa efektywności, dostęp do kapitału na korzystniejszych warunkach, możliwości realizacji przedsięwzięć o szerszym zakresie, w tym w ramach wspólnych kontraktów zakupowych, dystrybucyjnych, sprzedażowych oraz skuteczniejsze wykorzystanie potencjału marek podmiotów podlegających łączeniu.

Na co zwrócić uwagę, wybierając wykonawcę strony WWW

Czynna 24 godziny na dobę, bez urlopu i przerw na lunch, potrafiąca rozwiać każdą wątpliwość, a przy tym atrakcyjna wizualnie – lista wymagań co do profesjonalnej strony WWW jest dość długa. Pamiętając, że jest to jedna ze najskuteczniejszych form promocji
i najlepszy kanał komunikacji z potencjalnymi klientami, warto wiedzieć, czym kierować się przy wyborze specjalistów, którzy będą ją dla nas przygotowywać.

O tym, jak powinna wyglądać współpraca na linii klient – agencja podczas tworzenia strony internetowej opowiada Błażej Piotrowski, szef agencji interaktywnej Jeden.pl

Informatyk dobrze ukryty

Według powszechnienie znanej zasady, jeśli nie ma Cię w Internecie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w ogóle nie istniejesz. Jednak w czasach, gdzie rytm niemal każdego dnia wyznaczają działania online, samo „bycie” w sieci to zdecydowanie za mało. Jak dobrze wiemy, konkurencja nigdy nie śpi, a twoja wirtualna wizytówka, czyli profesjonalnie przygotowana strona internetowa, powinna, tak jak biznes, który prowadzisz, nieustannie się rozwijać.

Zadanie to, pozornie proste, bo wymagające „jedynie” przygotowania dobrego planu
i konsekwentnej realizacji, staje się niemal niemożliwe do wykonania, gdy informatyk, odpowiedzialny za obsługę strony przepadł i słuch po nim dawno zaginął.

Brak kontaktu telefonicznego bądź e-mailowego oznacza brak możliwości zmian, co prowadzi do braku zauważalnego (przynajmniej online) rozwoju firmy i otwiera potencjalnej konkurencji możliwość przejęcia Twoich klientów.

Zlecenie przygotowania strony internetowej jest po pierwsze kluczowe dla wizerunku firmy,
a po drugie wiąże się z kosztami. Dlatego, wybierając agencję, która będzie odpowiedzialna za stronę WWW warto już od samego początku zwrócić uwagę na jakość kontaktu.

Customer relationship management

Jedna z definicji CRM, czyli zarządzania relacjami z klientem, mówi, że jest to zestaw narzędzi i wypracowanych zasad w zarządzaniu kontaktem z klientami, ze szczególnym uwzględnieniem wykształconych kulturowo wzorców zachowań. Budowanie odpowiednich relacji, już od początku owocuje zadowoleniem obu stron – agencja, poznając potrzeby klienta, jest w stanie zaoferować mu najlepsze rozwiązania i narzędzia marketingowe, a dzięki temu rozpocząć stałą współpracę.

Czy na etapie wybierania wykonawcy strony internetowej podczas pierwszego kontaktu można określić jakość obsługi klienta? Zdecydowanie tak. Pierwszy kontakt z potencjalnym wykonawcą strony może dużo powiedzieć o tym, jak będzie wyglądać przyszła współpraca. Należy już na samym początku zwrócić uwagę na czas, w jakim została udzielona odpowiedź na pierwsze zapytanie – kontakt powinien nastąpić w przeciągu kolejnego dnia roboczego.

Czego należy się spodziewać? Po pierwsze ze strony agencji powinny paść konkretne odpowiedzi na zapytania, a po drugie… kolejne pytania. Jakich pytań się spodziewać? Na pewno takich, które pozwolą potencjalnemu wykonawcy strony dobrać odpowiednie narzędzia, na przykład:

  1. Jaki jest główny cel strony – wizerunkowy, budujący pozycję eksperta, sprzedażowy, informacyjny?
  2. Czego oczekujesz od swoich klientów? – inny mechanizm powinien być zastosowany
    w przypadku, gdy chcesz, by Twoi klienci zdecydowali się na zakup konkretnego produktu, inny, gdy chcesz, by zdobyli nowe informacje o Twojej działalności.
  3. Porównanie konkurencji – czy w Twojej branży są firmy, które według Ciebie „robią to dobrze”?

Pierwszeństwo planowania

Jednym z wyznaczników każdego dobrze prosperującego biznesu jest planowanie. I to niezależnie od tego, czy mówimy o przeprowadzeniu małego projektu, czy zbudowaniu strony internetowej. Ta sama zasada powinna dotyczyć pracowników agencji, która ową stronę będzie przygotowywać. Takie działania pozwalają zaoszczędzić czas, nerwy i pieniądze.

Podwykonawca strony internetowej, jeszcze przed rozpoczęciem jej tworzenia, powinien przedstawić plan działania. Tu kluczowym elementem jest makieta, czyli projekt funkcjonalny strony tj. układ menu, boksów i innych elementów.

Makieta, które powstaje przed pracą grafika i zaawansowanym programowaniem, pozwala dobrze zrozumieć się z agencją, daje wiedzę, czego oczekujemy od użytkownika. Makieta pozwala uniknąć nieporozumień, które, jeśli zostaną od razu wyjaśnione, nie będą łączyć się
z dodatkową pracą grafika i programisty, za która trzeba będzie zapewne dodatkowo zapłacić.

Wybierz najlepsze opcje

Agencja, która jest odpowiedzialna za przygotowanie strony powinna od początku współpracy w sposób jasny odpowiadać na każde zapytanie klienta. Systematycznie również powinna proponować rozwiązania i narzędzia, które nie tylko pomogą „zaistnieć” w sieci, ale także ugruntują pozycję firmy online.

Zadaniem specjalistów nie jest proponowanie wszystkich dostępnych w ofercie agencji działań, tylko tych, które naprawdę, bazując na doświadczeniu agencji, będą przydatne
w przypadku konkretnego klienta. Biorąc pod uwagę, że wachlarz możliwości promocji nieustannie się rozwija: SEO, SEM czy szeroko rozumiane działania marketingowo-pr’owe, jest to jeden z kluczowych wyznaczników współpracy.

Kolejnym ważnym wyznacznikiem jest „przekazanie władzy nad stroną”. Wdrożone systemy
i rozwiązania powinny bez większych problemów pozwalać klientowi na samodzielne aktualizacje i modyfikacje treści w późniejszym czasie. Dlatego tak ważne jest, aby w ramach pakietu „tworzenie strony” mieściły się również mini szkolenia z obsługi CMS (bez dodatkowych kosztów).

Najpierw się poznajmy

Wybierając wykonawcę swojej strony, jeszcze przed rozpoczęciem współpracy, powinno się zwrócić uwagę na jego portfolio. Po pierwsze czy jest aktualne, a po drugie atrakcyjne. Jeśli ostatni projekt, o którym możesz przeczytać pamięta czasy, kiedy po odręcznym szkicu, projekt z namaszczeniem był przenoszony do jednego z programów graficznych, by potem zamienić się w setki linijek kodu HTML & CSS, a finalny efekt spokojnie można opatrzyć mianem „mistrzostwo Paint’a”, lepiej jeszcze dwa (albo dwadzieścia dwa) razy przemyśl swoją decyzję.

Do przedstawionych projektów powinny być również dołączone referencje od Klientów, najlepiej w formie skanów z widocznym podpisem zleceniodawcy. Ważnym wyznacznikiem jest także czas współpracy. Jeśli agencja ma w swoim portfolio klientów, z którymi współpracuje dłużej niż 2 lata, to jest to kolejny argument, skłaniający do podjęcia decyzji
o wyborze podwykonawcy. Nie bez znaczenie pozostaje również autoprezentacja agencji tj. informacje o jej misji, osiągnięciach czy zespole, który będzie dla Ciebie pracować.

Błażej Piotrowski – szef agencji interaktywnej Jeden.pl, specjalizującej się w profesjonalnym tworzeniu stron internetowych. W branży od 1996 roku. Zwolennik łączenia SEO i SEM
z szeroko rozumianymi działaniami marketingowymi i e-pr’owymi.

Amerykanie zainteresowani rozwojem polskich proppantów ceramicznych

0

Baltic Ceramics Investments S.A., spółka specjalizująca się w wytwarzaniu proppantów ceramicznych wykorzystywanych do poszukiwania oraz wydobycia gazu i ropy naftowej, odbyła szereg rozmów z przedstawicielami najważniejszych amerykańskich firm i instytucji, skupionych wokół sektora energetycznego. Tematem prowadzonych rozmów było możliwe wsparcie dla powstającego z inicjatywy Baltic Ceraimcs Investments, jedynej na terenie Unii Europejskiej fabryki oraz ośrodka rozwoju technologii produkcji proppantów ceramicznych w Lubsku (woj. Lubuskie).

W spotkaniach, które odbyły się w Waszyngtonie, uczestniczyli m.in. przedstawiciele The United States Department of Energy, The United States Energy Association, funduszu private equity i firmy doradczej związanych z amerykańskim sektorem energetycznym. Celem spotkań było przedstawienie bieżącej sytuacji w zakresie poszukiwania i wydobycia gazu łupkowego w Polsce i regionie EMEA, omówienie obowiązujących uwarunkowań prawnych i potencjału wykorzystania proppantów ceramicznych do wydobycia węglowodorów ze źródeł niekonwencjonalnych.

W efekcie przeprowadzonych rozmów nakreślone zostały potencjalne pola współpracy i wsparcia dla inwestycji realizowanej przez Baltic Ceramics Investments. Strony zainteresowane są m.in. nawiązaniem współpracy szkoleniowej w zakresie geologicznych zagadnień związanych z wykorzystaniem proppantów ceramicznych do poszukiwania i wydobycia węglowodorów oraz realizowania procesu szczelinowania w odwiertach pionowych i poziomych. Innym obszarem dla wspólnej kooperacji jest możliwość udziału w pracach rozwojowych w ośrodkach naukowych i R&D w USA oraz wsparcie w pozyskaniu finansowania dla technologii związanych z produkcją, rozwojem i badaniem proppantów ceramicznych.

Seria spotkań, w których uczestniczyliśmy, potwierdza zainteresowanie amerykańskich partnerów rozwojem technologii związanej z wydobyciem ropy oraz gazu, a w szczególności ze złóż skał łupkowych. Stany Zjednoczone są pionierem w komercyjnym wykorzystywaniu niekonwencjonalnych źródeł węglowodorów, a nasza inwestycja w Centrum Badań i Rozwoju Proppantów Ceramicznych oraz zakład produkcyjny w Lubsku doskonale wpisuje się w długoterminową strategię zwiększania efektywności wydobycia tych zasobów – mówi Dariusz Janus, prezes zarządu Baltic Ceramics Investments S.A. – Spotkania, w których uczestniczyliśmy są początkiem dalszej, długofalowej współpracy. Liczymy na to, że ich wynikiem będzie nawiązanie partnerstwa na rzecz rozwoju nie tylko zaawansowanych technologicznie proppantów ceramicznych, ale również wyspecjalizowanych w tym obszarze kadr. Doświadczenia amerykańskiej branży wydobywczej są dla nas niezwykle cenne i bez wątpienia warto z nich korzystać – dodaje.

The United States Department of Energy („US DOE”) to urząd federalnego rządu Stanów Zjednoczonych, zajmujący się szeroko pojętymi problemami energii. US DOE zajmuje się m.in. zagadnieniami związanymi z poszukiwaniem i wydobyciem węglowodorów ze źródeł niekonwencjonalnych, w tym gazu łupkowego. W przeszłości US DOE jako pierwszy wsparł rozwój technologii szczelinowania hydraulicznego skał łupkowych oraz wykorzystanie do tego celu proppantów ceramicznych.

The United States Energy Association („USEA”) to stowarzyszenie publicznych i prywatnych organizacji, korporacji i amerykańskich agencji rządowych związanych z energetyką. USEA reprezentuje interes amerykańskiego sektora energetycznego, którego priorytetem jest wzrost świadomości dla znaczenia kwestii związanych z energią zarówno na terytorium USA jak i na całym świecie.

Notowana na NewConnect spółka Baltic Ceramics Investments tworzy w Lubsku jedyny na terenie Unii Europejskiej ośrodek rozwoju technologii produkcji proppantów ceramicznych. W ramach tej inwestycji powstanie Centrum Badań i Rozwoju Proppantów Ceramicznych oraz zakład produkcyjny, który będzie produkował w momencie uruchomienia 60 tys. ton, a docelowo 135 tys. ton proppantów rocznie, co odpowiadać będzie ok. 5% światowego zapotrzebowania na ten materiał. Na te cele spółka otrzymała dofinansowanie ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z programów Blue Gas oraz DEMONSTRATOR+ oraz z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Łączna kwota przyznanego dofinansowania wyniosła ponad 46 mln zł. Uruchomienie produkcji na skalę przemysłową planowane jest na III kwartał 2015 r.

Coraz więcej klientów assistance

Świadomość usług assistance wśród klientów polskiego rynku finansowego rośnie z roku na rok. Przeprowadzane badania wykazują, że już ponad połowa zapytanych prawidłowo kojarzy istotę usług assistance, a ich posiadanie deklaruje 1/3 z nich.

Niemal wszyscy z tych (ponad 90%), którzy zdecydowali się na ten typ ochrony, ma w swoim portfelu assistance samochodowy. Dominacja tego rodzaju usług wynika przede wszystkim z faktu, iż zawierając umowę obowiązkowego ubezpieczenia OC lub autocasco, w większości przypadków klienci otrzymują assistance, od swojego ubezpieczyciela, jako część składową kupowanego pakietu. Nie ponoszą przy tym odczuwalnych, dodatkowych wydatków.

W razie wypadku

Zakres takiej podstawowej ochrony jest jednak ograniczony i sprowadza się zazwyczaj do próby naprawy pojazdu na miejscu zdarzenia lub odholowania go do najbliższego zakładu, gdy taka naprawa okaże się niemożliwa. Istotnym ograniczeniem jest przy tym, minimalna odległość miejsca zdarzenia od miejsca zamieszkania klienta. Może ona dochodzić nawet do 50 km, co często uniemożliwia nieodpłatne skorzystanie z usług pomocowych, np. w trakcie stłuczki przed domem. Do pozostałych ograniczeń można także zaliczyć zakres terytorialny (w większości przypadków zawężony do obszaru RP) oraz listę zdarzeń umożliwiających wykorzystanie assistance – sprowadzoną wyłącznie do wypadku drogowego, co w konsekwencji ogranicza możliwości skorzystania z pomocy w przypadku awarii. Można jednak dokupić assistance o rozszerzonym zakresie ochrony.

Pomoc serwisowa

Pomimo, że wciąż duża część polskich kierowców, w razie wypadku lub awarii, liczy na pomoc bliskich, rośnie odsetek klientów, którzy mają świadomość potrzeby posiadania dodatkowej ochrony assistance. Badania potwierdzają, że ponad 90% klientów, którzy przynajmniej raz mieli okazję skorzystać z assistance, jest zadowolonych z otrzymanej pomocy i bez wahania, w większości przypadków, decydują się oni na zakup wariantu rozszerzonego. Dzięki niemu uzyskują m.in. bardziej kompleksową pomoc serwisową (np. dostarczenie paliwa w przypadku jego braku na drodze lub otwarcie pojazdu po zatrząśnięciu w nim kluczyków) czy pomoc w podróży (pojazd zastępczy, zakwaterowanie, pomoc w powrocie do domu lub transport do placówki medycznej). Ponadto pomoc, w większości przypadków, jest świadczona nie tylko w Polsce ale również poza jej granicami.

Cena zależy od zakresu usług

Cena assistance jest uzależniona od zakresu oferowanych w jego ramach usług. Przeciętny roczny koszt ubezpieczenia waha się w przedziale od 50 zł do 400 zł, przy czym szeroki zakres assistance wcale nie musi być drogi. Dla przykładu, w Proama, klient za 169 zł otrzymuje pomoc serwisową, na którą oprócz holowania z limitem do 400 km i naprawy składają się usługi dodatkowe, jak dostarczenie paliwa, otwarcie pojazdu czy też dostawa części niezbędnych do naprawy; pomoc w podróży, jak np. zakwaterowanie, pojazd zastępczy do 7 dni czy też pomoc medyczna w przypadku nagłego zachorowania; pomoc informacyjną – w tym dostęp do infolinii medycznej oraz usługi tłumacza.

Nowością jest zwrot kosztów przejazdów taksówką. Jest to elastyczne rozwiązanie – stanowiące alternatywę do pojazdu zastępczego – skierowane przede wszystkim do grona klientów, którzy wykorzystują swoje cztery kółka przede wszystkim do dojazdów do pracy. Decydując się na tę usługę, w odróżnieniu od pojazdu zastępczego, nie ponoszą oni kosztów paliwa, nie muszą się również martwić np. o znalezienie miejsca parkingowego. W Proama usługi są świadczone w większości krajów europejskich bez ograniczenia w postaci minimalnej odległości od miejsca zamieszkania.

Szeroki zakres coraz bardziej pożądany

Niewielki koszt ubezpieczenia – statystyki potwierdzają, że wydana kwota zwraca się już przy pierwszym nieprzewidzianym zdarzeniu na drodze – sprawia, że assistance jest ubezpieczeniem coraz częściej świadomie wybieranym przez konsumentów. Jeszcze w 2009 r. niespełna 15% ubezpieczonych korzystało z usług assistance przy czym obecnie szacuje się, że liczba ta się podwoiła. Do 40% wzrósł również odsetek klientów, którzy są zdecydowani na odpłatny zakup rozszerzonego wariantu assistance samochodowego.

Wzmożony popyt na usługi assistance determinuje ciągły rozwój tego produktu. Ma on również odzwierciedlenie w poziomie cen oferowanych przez poszczególnych ubezpieczycieli. Rozbudowane warianty assistance stały się dostępne dla przeciętnego Kowalskiego, który bez większych problemów może wybrać zakres usług odpowiadający jego potrzebom, płacąc przy tym niewygórowaną cenę. Warianty rozszerzone assistance w Proama dedykowane są klientom, którzy zdecydowali się nabyć ubezpieczenie OC posiadaczy pojazdów mechanicznych lub jeden z pakietów casco.

Łukasz Kuryłowicz, kierownik ds. ubezpieczeń komunikacyjnych w Proama

Unibep kupił za 14 mln zł grunt pod budowę kompleksu usługowo-handlowo-mieszkalnego

0

Unibep kupił prawo użytkowania wieczystego gruntu przy ul. Kondratowicza na warszawskim Bródnie. Zbuduje na nim kompleks usługowo-handlowo-mieszkalny.

Teren o powierzchni 7 481 mkw. znajduje się przy ul. Kondratowicza w Warszawie.

Cena zakupu nieruchomości ustalona w umowie wynosi 14 000 000 złotych netto – podała spółka.

Na działce powstanie budynek usługowo-handlowo-mieszkalny z lokalami usługowymi o łącznej powierzchni sprzedażowej ok.12 000 mkw. Budynek dysponować będzie garażem podziemnym. Początek sprzedaży lokali w inwestycji przewidywany jest na III kw. 2015 r.

Komercjalizacją osiedla zajmie się spółka deweloperska z Grupy Unibep – Unidevelopment S.A.

Cushman & Wakefield: Polska liderem na rynku nieruchomości magazynowych w Europie Środkowej

Rynek nieruchomości magazynowych w Europie Środkowej rozwija się dwukrotnie szybciej niż w ubiegłym roku – wynika z raportu  firmy doradczej Cushman & Wakefield. Polska jest tu zdecydowanym liderem.

W pierwszym półroczu  wybudowano w regionie ponad 0,5 mln mkw. powierzchni magazynowej w porównaniu z 260 tys. mkw. rok wcześniej. W Polsce ukończono w tym czasie budowę 340 tys. mkw. powierzchni magazynowych, niemal tyle, ile w całym roku 2013. Większość nowych obiektów w Europie Środkowej wybudowali czterej deweloperzy: Panattoni, PointPark Properties, Prologis i MLP Group. Jednocześnie wolumen transakcji najmu wyniósł prawie 2 mln mkw., wskutek czego średni wskaźnik pustostanów nie przekracza obecnie 10 proc.

– Popyt na nową powierzchnię magazynową jest tak duży, że prawie cała podaż znajduje najemców jeszcze przed rozpoczęciem budowy i z tego względu inwestycje spekulacyjne należą obecnie do rzadkości  mówi Ferdinand Hlobil, dyrektor działu powierzchni przemysłowych i magazynowych na Europę Środkową firmy Cushman & Wakefield. – Trend ten jest szczególnie silny w Polsce i Czechach.

Największe zainteresowanie powierzchnią magazynową zgłasza sektor motoryzacyjny. Rośnie też popyt na magazyny firm specjalizujących się w sprzedaży internetowej.

– Rynek nieruchomości magazynowych w Polsce rozwija się najszybciej spośród państw Europy Środkowo-Wschodniej zarówno pod względem nowych inwestycji, jak i wolumenu transakcji – podkreśla Tom Listowski z Cushman & Wakefield. – Dane o powierzchni magazynowej pozostającej obecnie w budowie pozwalają przypuszczać, że ilość powierzchni dostarczonej na rynek w 2014 r. osiągnie najwyższy poziom od pięciu lat.

Wolumen transakcji zawartych w pierwszej połowie 2014 r. wzrósł o 20 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku i prawdopodobnie utrzyma się na wysokim poziomie w skali całego roku. Deweloperzy planujący kolejne inwestycje interesują się także miastami małymi i średniej wielkości w pobliżu dużych konurbacji.

W Polsce odnotowano też w pierwszym półroczu największy, przekraczający 1 mln mkw. popyt na powierzchnie magazynowe. Stopa pustostanów spadła u nas  z 10,9 proc. na koniec zeszłego roku do 8,8 proc. na koniec czerwca 2014. Świadczy to o dalszym rozwoju rynku nieruchomości magazynowych – ocenia w raporcie Cushman & Wakefield.

– Od dziesięciu lat najwięcej nowych obiektów magazynowych powstaje w Polsce, która utrzyma pozycję rynku o największej aktywności deweloperskiej nie tylko w Europie Środkowej, lecz także w skali całego kontynentu – podkreślił Ferdinand Hlobil. – Wynika to przede wszystkim z nieprzerwanego wzrostu polskiej gospodarki oraz aktywnej polityki rządu.

Rynek produktów mrożonych w Polsce

Rynek produktów mrożonych w Polsce jest wart rocznie 2,1 mld zł. Z danych Panelu Gospodarstw Domowych GfK wynika, iż w okresie ostatnich 12 miesięcy polskie gospodarstwa domowe przeznaczyły na zakupy kategorii produktów mrożonych łączną kwotę 2,1 mld zł. Wartość ta wzrosła o 3,1 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w latach ubiegłych.

Analizowana kategoria produktów mrożonych obejmuje: produkty mączne i ziemniaczane, dania gotowe, warzywa, owoce, ciasta, mięso oraz ryby.

W okresie od sierpnia 2013 roku do lipca 2014 roku największy udział w rynku produktów mrożonych w ujęciu wartościowym miały podkategorie ryb, warzyw, dań gotowych, produktów mącznych i ziemniaczanych oraz frytek. Wyniósł on łącznie ponad 95 proc.

W ujęciu ilościowym w ciągu ostatnich 12 miesięcy polskie gospodarstwa domowe kupowały przede wszystkim: warzywa (31,3 proc.), ryby (25,7 proc.), produkty mączne i ziemniaczane (14,9 proc.), frytki (13,8 proc.) oraz dania gotowe (10,8 proc.).

W podkategorii ryb w największym stopniu kupowano mintaja (34 proc.) i pangę (13 proc.). W przypadku warzyw były to mieszanki (44 proc.), zupy (19 proc.) oraz szpinak (11 proc.). W podkategorii dań gotowych kupowano przede wszystkim pizzę (65 proc.), zapiekanki (8 proc.) i kotlety (6 proc.), a spośród produktów mącznych i ziemniaczanych – pierogi i pyzy (83 proc.).

W ujęciu ilościowym 68 proc. zakupionych produktów było produktami pakowanymi. Pozostałe 32 proc. to produkty mrożone na wagę, w tym największa podkategoria ryb (78 proc.), a najmniejsza warzyw (11 proc.) i frytek (6 proc.).

Wśród marek własnych sieci liderami na rynku mrożonych produktów pakowanych były produkty sieci Biedronka i Lidl (dla wszystkich podkategorii).

Z kolei spośród produktów markowych największe udziały miały produkty marek Abramczyk i Frosta (ryby), Hortex (warzywa), Dr. Oetker (dania gotowe) oraz Anita (produkty mączne i ziemniaczane).

Biorąc pod uwagę miejsca zakupu i kanały sprzedaży, największy udział w zakupach mrożonek miał handel nowoczesny – 64 proc. udziału w ujęciu wartościowym i 72 proc. w ujęciu ilościowym. Agata Wesołowska-Surma, analityk kategorii w Panelu Gospodarstw Domowych GfK, komentuje: „Największe udziały w zakupach mrożonek odnotowały dyskonty (29 proc. w ujęciu wartościowym i 38 proc. w ujęciu ilościowym). Jednocześnie widoczny jest systematyczny spadek znaczenia handlu tradycyjnego w porównaniu do analogicznego okresu w latach ubiegłych – o 2,6 proc. w ujęciu wartościowym i o 2,1 proc. w ujęciu ilościowym”.

Uwagi Konfederacji Lewiatan do art. 17 projektu rozporządzenia o ochronie danych osobowy

0

Prawo do bycia zapomnianym jest potrzebne, ale należy skonstruować je na nowo, w sposób odpowiadający realiom Internetu. Prawo w kształcie zaproponowanym przez Trybunał Sprawiedliwości nie spełnia tego warunku. Jego skuteczna realizacja byłaby niemożliwa lub wymagałaby niewspółmiernych do tego celu środków i mogłaby naruszać interes publiczny – uważa Konfederacja Lewiatan.

Lewiatan przygotował uwagi do art. 17 projektu rozporządzenia o ochronie danych osobowych z uwzględnieniem tez wyroku Trybunału Sprawiedliwości w sprawie C-131/12 Costeja . szerzej znanemu jako wyrok w sprawie „Prawa do bycia zapomnianym”.

– Usuwanie danych osobowych przez podmiot, który nie decydował o ich upublicznieniu (operatora wyszukiwarki) rodzi ryzyko naruszenia interesów podmiotów, odpowiedzialnych za publikację takich informacji (wydawców). Ma to szczególne znaczenie, w przypadku prasy i serwisów informacyjnych, których działalność powinna być chroniona zgodnie z art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Taka ochrona powinna co do zasady, obejmować nie tylko stronę własną „wydawcy”, ale także strony, które ułatwiają dostęp do informacji prasowych (w tym wypadku strony operatora wyszukiwarki zawierające linki do tych stron) – mówi Magdalena Piech, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Niewłaściwe ważenie interesów

Zdaniem Konfederacji Lewiatan krytycznie należy ocenić dokonane przez Trybunał ważenie interesów. Nadmiernym uproszczeniem jest stwierdzenie, że co do zasady prawo do prywatności powinno przeważać nad innymi prawami. Takie podejście nie uwzględnia konieczności zapewnienia wolności prasy i może ograniczać dostęp do istotnych z punktu widzenia interesu publicznego informacji. Niesłuszne jest też twierdzenie Trybunału, że interes społeczny może przeważać jedynie w szczególnych sytuacjach, w odniesieniu do osób publicznych. Bardzo często uzasadnione jest rozpowszechnianie informacji o osobie, która nie jest szeroko znana, np. w celu ochrony społeczeństwa przed nieuczciwymi, niebezpiecznymi działaniami.

Uwzględnić specyfikę działalności operatora wyszukiwarki

Błędne jest uznanie operatora wyszukiwarki za administratora indeksowanych przez nią danych. Choć zaangażowanie także takich podmiotów w zapewnienie ochrony danych osobowych jest zasadne, nie należy zrównywać ich roli z rolą podmiotu odpowiedzialnego za publikację danych.

Umożliwić wydawcom treści sprzeciw wobec usuwania linków do publikowanych przez nich danych

Zdaniem Konfederacji Lewiatan racjonalne jest, by to wydawcy byli pierwszym adresatem żądania usunięcia danych. To oni celowo umieszczają informacje o podmiocie danych i znają kontekst umieszczanych treści. W sytuacji gdy podmiot danych zdecyduje się zwrócić bezpośrednio do wyszukiwarki, zasadne jest zaangażowanie podmiotów odpowiedzialnych za publikację treści w procedurę usuwania linków. Niezależnie od tego, że w takiej sytuacji do wyszukiwarki będzie należała decyzja co do usunięcia treści, podmiot, który opublikował dane powinien otrzymać informację o usunięciu. Powinien mieć także możliwość wskazania operatorowi wyszukiwarki względów, które przemawiają za nie usuwaniem linków do jego stron i zakwestionowania decyzji o usunięciu przed organem ds. ochrony danych.

Zapewnić ochronę legalnych danych w Internecie

Krytycznie należy ocenić przyznanie przez Trybunał prawa usuwania z wyników wyszukiwania linków do legalnych treści. Linki, jako takie, były już dotychczas usuwane, ale w sytuacjach, kiedy uznano je za bezprawne. Co do zasady linki, jako przedłużenie stron z legalnymi informacjami źródłowymi nie powinny być usuwane. Podstawą usunięcia „legalnych” linków powinno być rozstrzygnięcie organu lub sądu, a nie uznaniowa decyzja podmiotu prywatnego. Należy rozważyć ukształtowanie tej procedury na wzór dyskutowanej przy okazji dyrektywy o handlu elektronicznym procedury notice and take down.

Wyznaczyć jasne i precyzyjne przepisy

Rozporządzenie musi wyznaczyć ramy prawa do bycia zapomnianym, tak by zapewnić jasny i uwzględniający rolę poszczególnych podmiotów, podział ról. Konieczne jest precyzyjne wskazanie zakresu praw podmiotów danych i obowiązków administratorów. Rozporządzenie nie powinno jednak zbyt szczegółowo regulować całej procedury. Tryb realizacji tego prawa, uwzględniający specyfikę branży i rozwój technologii, mógłby zostać uregulowany np. w kodeksach dobrych praktyk zatwierdzanych zgodnie z art. 38 projektu.

Konfederacja Lewiatan

Sieć, jako źródło wiedzy o lekarstwach

Nie bez powodu Google w mowie potocznej określany bywa mianem „doktora”. W internecie można znaleźć chyba wszystko, także na temat zdrowia. Choć na szczęście w tym wypadku samodiagnoza dokonana przy wykorzystaniu informacji z sieci okazuje się zazwyczaj nieprawdziwa i przesadzona. Samej branży medycznej internet służy jednak świetnie. To wręcz doskonałe dla niej narzędzie marketingowe. Wzrosty mówią same za siebie.

Według wyników ostatnich badań przeprowadzonych przez IAB Polska, dynamika segmentu „Zdrowie” we wzroście wydatków reklamowych w sieci oscyluje rok do roku nawet w okolicach trzydziestu procent. W prawdzie sama reklama leków rządzi się w pewnym sensie innymi niż pozostałe prawami (obostrzenia nałożone przez przepisy), nie mniej jednak wypełnia znaczną część przestrzeni reklamowej w każdym medium, a sam segment „Zdrowie” to oczywiście nie tylko reklama leków.

Zgodnie z raportem IAB Polska, 12 % badanych dokonuje zakupu lekarstw i innych artykułów medycznych przez internet (tylko w ten sposób lub łącząc z innymi sposobami zakupów). Znaczna część badych wysoko ocenia też przydatność internetu niemal na każdym etapie procesu zakupowego. Sieć, jako źródło wiedzy o lekarstwach, produktach medycznych, zdrowiu i diecie wyprzedza telewizję. Wyżej ujęto tylko znajomych i rodzinę. Internauci korzystają w tym zakresie przede wszystkim z wyszukiwarek, forów, grup dyskusyjnych, portali internetowych i stron www producentów. Wiele osób sięga również do specjalistycznych serwisów internetowych i e-sklepów, czyta opinie na blogach i informacje zamieszczone na portalach społecznościowych.

Jak pokazują raporty, branża farmaceutyczna nie może w procesie planowania działań marketingowych pomijać sieci. Pomimo nawet, że ciążą na niej specyficzne obostrzenia reklamowe, a na przykład leków na receptę nie da się przecież kupić tą drogą. Internet to jednak ogromnie popularne źródło wiedzy, dzielenia się opiniami i doświadczeniami. Monitoring sieci i duża aktywność w tym kanale jest zatem obowiązkowym obszarem działań marketerów pracujących dla firm z segmentu zdrowiakomentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Key Account Manager GRUPA 365 NET.