Wzrost produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii w lipcu o 0,5 proc. – mocniej niż oczekiwano

W lipcu produkcja przemysłowa w Wielkiej Brytanii wzrosła o 0,5 proc, w porównaniu z czerwcem. W ciągu roku brytyjska produkcja przemysłowa była wyższa o 1,7 proc.

Średnia prognoza 28 ekonomistów ankietowanych przez Bloomberga  wskazywała na wzrost lipcowej produkcji przemysłowej na poziomie  0,2 proc.

Jak podawał brytyjski narodowy urząd statystyczny, w czerwcu produkcja przemysłowa na Wyspach wzrosła o 0,3 proc. w ujęciu miesięcznym i 1,2 proc. w rocznym.

Jeśli nie związek zawodowy, to co?

Firmy, w których nie działają związki zawodowe nie są zwolnione z obowiązku konsultowania swoich decyzji z pracownikami. W wielu przypadkach przepisy wymagają konsultowania ważniejszych zmian w firmie z tzw. reprezentacją pracowników. Jak działa ta instytucja?

Przedstawiciel pracowników, czyli kto?

Zgodnie z Kodeksem Pracy i innymi przepisami prawa pracy, coraz więcej jest zmian i decyzji pracodawcy, które wymagają uzgodnienia z reprezentacją załogi. W przypadku braku istnienia w firmie związków zawodowych czy rady pracowników muszą być one konsultowane z przedstawicielami pracowników powoływanymi w trybie przyjętym u danego pracodawcy. – Oznacza to, że w ramach ogólnie obowiązujących przepisów prawa pracy, pracodawca ma pewną swobodę określenia zasad funkcjonowania przedstawicieli pracowników w swojej firmie np. sposobu ich wyboru, liczebności, szczegółowych kompetencji itp. Brak szczegółowych regulacji budzi jednak wiele wątpliwości pracodawców, które czasem trudno rozstrzygnąć bez dodatkowej interpretacji prawnej – tłumaczy Agnieszka Janowska, radca prawny, Dyrektor Departamentu Prawa Pracy w TGC Corporate Lawyers.

Z przepisów prawa wynika, że przedstawiciel załogi to pracownik wybrany przez ogół zatrudnionych do reprezentowania jej interesów. Co ważne, jedyną właściwą formą powoływania przedstawicieli pracowników są demokratyczne wybory. Brak jest jakichkolwiek podstaw do przypuszczeń, że przedstawiciel może zostać wskazany przez pracodawcę samodzielnie, nawet przy akceptacji tej decyzji przez załogę. Sposób wyboru reprezentacji załogi powinien dokładnie określać Regulamin Pracy lub inny wewnętrzny dokument pracodawcy, wskazujący np. ilość przedstawicieli pracowników w danej firmie czy termin i tryb zgłaszania kandydatów na przedstawicieli. – Najrozsądniejszym rozwiązaniem dla przedsiębiorstw, które zatrudniają powyżej 20 pracowników i w których nie działa związek zawodowy ani rada pracowników, jest ustalenie w Regulaminie Pracy lub innym wewnętrznym dokumencie, sposobu wyboru i zasad działania przedstawicieli pracowników. W firmach zatrudniających poniżej 20 pracowników z pewnością łatwiej będzie konsultować określone decyzje z ogółem zatrudnionych – dodaje Agnieszka Janowska.

Kompetencje przedstawicieli załogi

Przepisy prawa pracy zawierają katalog decyzji pracodawcy wymagających konsultacji z przedstawicielami pracowników. Trzeba jednak pamiętać, że kompetencje przedstawicieli pracowników obejmują tylko wyrażanie opinii na temat odpowiednich zagadnień, ostateczną decyzję podejmuje zawsze i wyłącznie pracodawca. –  Niezależnie od działalności reprezentacji pracowników, szczególnie w większych firmach często spotykana jest, praktyka, że sprawy mniej istotne lub takie, w których prawo w ogóle nie wymaga obowiązku konsultacji z załogą, są uzgadniane z ogółem zatrudnionych. Dotyczy to w szczególności świadczeń pracowniczych, spraw organizacyjnych czy wyposażenia biura. Przykładem takiego działania jest rozsyłanie przez dział kadr do wszystkich pracowników e-maili z informacją, że Zarząd firmy rozważa np. zmianę dostawcy usług dodatkowej opieki medycznej z przychodni A na przychodnię B.  Pracownicy, którzy popierają taką zmianę proszeni są o wysłanie do działu kadr maila ze słowem „TAK” w tytule w określonym terminie. Po jego upływie, dział kadr informuje ogół zatrudnionych tą samą drogą, że proponowana przez Zarząd zmiana zostanie wdrożona lub nie, w zależności od rozkładu głosów pracowników. – mówi Dorota Strzelec, psycholog pracy, dyrektor firmy doradczej StaffPoland Sp. z o.o. – Taka forma angażowania pracowników powinna być stosowana jak najczęściej, ponieważ stanowi skuteczne narzędzie zwiększania satysfakcji i lojalności załogi, a także minimalizowania ryzyka wewnętrznych konfliktów – dodaje ekspertka.

Niechętni pracownicy?

Pracodawcy często wskazują, że mimo możliwości jakie są przez nich stwarzane, pracownicy niechętnie współdecydują o losach firmy. Tym samym coraz częściej zdarzają się sytuacje, w których mimo działań Zarządu zgodnie z przepisami prawa, reprezentacja załogi nie zostaje wybrana.  Oczywiście może dojść do sytuacji, w której pracownicy nie będą zainteresowani powołaniem swoich przedstawicieli lub nie będzie chętnych do kandydowania. Może się też zdarzyć, że będą oni celowo unikać wyłonienia reprezentacji, by zablokować wprowadzenie niekorzystnych z ich punktu widzenia zmian np. elastycznego czasu pracy. – Pracodawca z jednej strony nie może ingerować w proces wyborczy, zaś z drugiej strony nie może ponosić konsekwencji bierności załogi. Tym samym może przygotować się na taki rozwój wypadków, zapewniając minimum środków technicznych i organizacyjnych niezbędnych pracownikom do wyboru reprezentacji (np. w postaci pisemnej procedury wyborczej i organizacji zebrania załogi)– tłumaczy Agnieszka Janowska. Warto dodać, że w przypadku dojścia do sporu prawnego, sąd będzie analizował, czy reprezentacja pracowników została wybrana w sposób właściwy, a w przypadku jej niewyłonienia, czy pracodawca zapewnił warunki do demokratycznego przeprowadzenia tego procesu.

Pracownik w radzie jest bezpieczny

– Pracodawca ma obowiązek zapewnić właściwie wyłonionej reprezentacji pracowników odpowiednie warunki do przeprowadzania konsultacji – mówi Dorota Strzelec. Co ważne, przedstawicielom pracowników przysługuje prawo do normalnego wynagrodzenia za czas przeznaczony na konsultacje w godzinach pracy. Nie mogą ponosić jakichkolwiek negatywnych dla nich konsekwencji z tytułu pełnienia swojej funkcji np. nie mogą być dyskryminowani w przypadku typowania do szkoleń czy awansów lub zwolnieni z pracy z uwagi na wyrażanie w konsultowanych sprawach opinii sprzecznych z planami pracodawcy. Warto więc, podkreślić, że prawidłowe działanie reprezentacji pracowników jest nie tylko wymogiem prawnym, ale też sposobem na efektywne działanie firmy zarówno z punktu widzenia pracodawcy jak i pracownika.

Milionerzy nie radzą sobie z wygraną

Szczęśliwcy wygrywają na loteriach 5, 10, a nawet 15 milionów. Po kilku latach zostają z niczym. Powinni zainwestować te pieniądze, nie wydawać – tak radzą eksperci. Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy nie mieli szczęścia w loteriach – nie potrzeba dużych kwot aby lokować je z zyskiem.

Milionerzy nie radzą sobie z wygraną

Psycholodzy zgodnie twierdzą, że dla osoby, która nigdy nie dysponowała dużą gotówką milionowy wpływ na konto, to więcej zmartwień niż radości z wygranej. Aleksander, który wygrał prawie 3 miliony złotych miał mnóstwo pomysłów, nie tylko jak wydać ale także jak zainwestować wygrane pieniądze. Ostatecznie kupił nowy samochód, pojechał na ekskluzywne wczasy, wyremontował dom, i co najważniejsze, rzucił pracę. Sporą sumę pożyczył znajomym i rodzinie. W ciągu pierwszego tygodnia wygrana skurczyła się o kilkaset tysięcy. Obecnie dysponuje kilkudziesięcioma tysiącami, które wpłacił na lokatę. Musiał podjąć pracę i stara się odkładać każdy zaoszczędzony grosz.

William zastawił w lombardzie pierścionek narzeczonej by kupić los na loterię. Ostatecznie stał się posiadaczem 16,2 mln dolarów. Całą sumę wydał w ciągu 3 miesięcy na „zachcianki chwili”. Nie był w stanie opłacić kosztów procesu sądowego, ani zadośćuczynienia właścicielce mieszkania, która kupiła dla niego zwycięski los i później wytoczyła proces, domagając się części wygranej.

Michael był śmieciarzem gdy wygrał 9,7 mln funtów. Również nie przemyślał tego, co zrobić z tak ogromną sumą. Pod wpływem chwili zdecydował by żyć jak bohater filmów sensacyjnych, w otoczeniu drogich samochodów, imprez, narkotyków oraz pięknych kobiet. Odeszła od niego żona, a Michael po 8 latach został z zerowym saldem konta. Nie podjął pracy, żyje z zasiłku dla bezrobotnych, który wynosi 42 funty tygodniowo.

Takich przykładów jest wiele, większość loteryjnych milionerów zgodnie twierdzi, że w dysponowaniu takimi pieniędzmi powinien pomóc im specjalista. Tacy „chwilowi milionerzy” najczęściej wydają pieniądze na rzeczy, które dotychczas nie były w zasięgu ich ręki – nowy samochód, dom, wycieczki zagraniczne. Rodzice kupują dzieciom luksusowe gadżety. Pożyczają pieniądze bliższym i dalszym znajomym, których w takich chwilach przybywa. Często nie otrzymują z powrotem pożyczonych sum. Po kilku latach uświadamiają sobie, że pieniądze, które pozostały nie wystarczają na obecny poziom życia.

Masz pieniądze? Inwestuj

Powszechnie uważa się, że inwestowanie nadwyżek finansowych to domena przedsiębiorców i biznesmanów. Jednak gdyby Pan Aleksander, William i Michael zainwestowali choć część ze swojej wygranej, dziś mogliby nie pracować i żyć spokojnie wiedząc, że pieniądze same wpływają na ich konto. Inwestowanie wymaga znajomości podstaw rynku, na którym chcemy działać. Jednym z bezpieczniejszych sposobów na pomnażanie pieniędzy jest zakup ziemi. Potencjalny inwestor powinien interesować się aktualnymi cenami w tym sektorze i wykorzystać moment, gdy może zakupić dużą powierzchnię za stosunkowo niewielkie pieniądze. Operacja zwróci się wielokrotnie przy sprzedaży ziemi w dobrym gospodarczo momencie.

Inwestowanie może przybierać różne formy, część osób woli systematycznie inwestować niewielkie kwoty, inni zaś gromadzą środki przez dłuższy czas by ulokować pieniądze w większe przedsięwzięcie.

– Pomnażanie pieniędzy to styl życia. Niektórzy wynoszą to z domu, niektórzy biorą przykład z bogatych ludzi, jeszcze inni czytają poradniki i sami kalkulują swoją przyszłość. Ciągle jednak zdecydowana większość ludzi nie ma nawyków inwestycyjnych i przejada całe swoje dochody, żyje na kredyt, zapożycza się coraz bardziej, często mimo rosnących dochodów ze swojej pracy – zauważa Elvis Galickis  dyrektor wykonawczy portalu pożyczek społecznościowych Give & Take. Każda inwestycja wiąże się z ryzykiem, dlatego w takich przypadkach warto zwrócić się o poradę do specjalisty.

By zainwestować z zyskiem wystarczy 100 zł

Współczesny rynek daje możliwość inwestowania każdemu z nas. Możemy pomnażać nie tylko duże kwoty, ale także te mniejsze – pożyczając innym na procent. Umożliwiają to pożyczki społecznościowe, pożyczamy pieniądze osobom, które ich potrzebują i otrzymujemy wpłaconą kwotę powiększoną o odsetki. – Otwiera to możliwości jakie mają banki dla zwykłych ludzi. Dodatkowo nie trzeba mieć całej kwoty, a jedynie część udziału w pożyczce. To otwiera możliwości inwestycyjne dla każdego kto ma na koncie wolne środki, nawet 100 złotych – mówi Elvis Galickis. Jeśli myślimy w przyszłości o zainwestowaniu dużych środków, pożyczki społecznościowe są dobrą okazją by sprawdzić się w takich działaniach i,  w krótkim czasie pomnożyć pieniądze.

Wolne środki najczęściej wydajemy na rzeczy, których brakuje nam na co dzień lub kupno, których odkładaliśmy w związku z niewystarczającymi funduszami. Czasem po prostu kupujemy coś co jest nam zbędne, tylko dlatego, że w danym momencie stać nas na taki wydatek. Czy nie lepiej pomnażać pieniądze, niż z dnia na dzień bezpowrotnie pomniejszać saldo swojego konta. Warto brać przykład z ludzi bogatych, którzy zaraz na początku miesiąca przeznaczają pieniądze na inwestycje, jeszcze zanim rozpoczną wydatki konsumpcyjne.

Zawieszenie jednostek uczestnictwa Inventum Obligacji Subfundusz

Inventum TFI zawiesza zbywanie i odkupywanie jednostek uczestnictwa Inventum Obligacji Subfundusz.    

Inventum Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych otrzymało decyzję Komisji Nadzoru Finansowego z 8 września nakazującą Inventum Obligacji Subfundusz, wydzielony w ramach Inventum Parasol FIO, reprezentowany przez Inventum TFI, zawieszenie od  9 września do  10 października 2014  zbywania oraz odkupywania jednostek uczestnictwa tego funduszu.

Na tej podstawie zarząd InventumTFI podjął uchwałę w sprawie zawieszenia zbywania oraz odkupywania jednostek uczestnictwa subfunduszu Inventum Obligacji Subfundusz.

Ambra zwiększa zysk netto, mimo spadku przychodów ze sprzedaży win

0

Przychody spółki Ambra ze sprzedaży netto (pomniejszone o akcyzę i opłaty handlowe) spadły w zakończonym roku obrotowym 2013/14 do 418,2 mln zł. Był o 1,5 proc niższy niż w poprzednim roku obrotowym, gdy wyniósł 424,6 mln zł. Mimo to zysk netto akcjonariuszy jednostki dominującej wzrósł w tym czasie o 57,6 proc., z 16,5 mln zł do 26,1 mln zł.

Spadek przychodów odnotowany w zakończonym 30 czerwca roku obrotowym Ambra tłumaczy niższą sprzedażą eksportową trunków (głównie do Rosji) oraz spadkiem  sprzedaży w segmencie droższych win dla gastronomii. Wzrosła natomiast sprzedaż grupy w najważniejszych kanałach dystrybucji w Polsce (sieci i hurt). Dynamicznie rosła wreszcie sprzedaż Cydru lubelskiego, która przekroczyła 10 mln zł.

– W roku 2013/2014 mieliśmy do czynienia ze spowolnieniem wzrostu rynku wina do 2,7 proc., czyli znacznie poniżej wieloletniej dynamiki wzrostu konsumpcji wina w Polsce – podkreśla prezes grupy Ambra, Robert Ogór. – Nie przewidujemy znaczącej poprawy dynamiki trendu w najbliższym okresie. Dlatego duże znaczenie przywiązujemy do wzrostu Cydru Lubelskiego, naszej najmłodszej i najszybciej rosnącej marki. Tak dynamiczny wzrost związany był oczywiście ze znaczącymi wydatkami na rozwój marki, zarówno na zwiększenie jego dostępności w sklepach, jak i na wsparcie marketingowe.

Wyższe niż w latach ubiegłych koszty zakupu wina oraz koszty rozwoju marki Cydr Lubelski spowodowały spadek zysku operacyjnego o 5,6 proc do 30,2 mln zł.

– Wydatki te wprawdzie istotnie obciążyły nasze zyski w minionym roku obrotowym, ale dzięki nim osiągnęliśmy pozycję zdecydowanego lidera na nowym rynku cydru – stwierdza prezes grupy. – W bieżącym roku obrotowym planujemy 2-3 krotnie zwiększyć sprzedaż Cydru Lubelskiego. W perspektywie kolejnych lat Cydr Lubelski powinien znacząco wpłynąć na zwiększenie naszych zysków.

Spółka podkreśla jednak w komunikacie, że dzięki dalszej obniżce kosztów operacyjnych i finansowych, a także niższym kosztom podatków Ambra znacząco poprawiła zysk netto.  Spółka   podkreśla też w komunikacie, że wypracowała przepływy pieniężne z działalności operacyjnej na poziomie 30,3 mln zł.

Nasza strategia zakłada zrównoważony rozwój w oparciu o portfel marek generujący gotówkę, regularny wzrost dywidend dla akcjonariuszy i reinwestowanie pozostałej części zysków w obiecujące projekty rozwojowe takie jak Cydr Lubelski. W tym roku, podobnie jak w latach poprzednich, zwiększamy dywidendę na akcję – wyniesie ona 45 groszy, a jej rentowność osiągnie poziom blisko 5 proc. – informuje Robert Ogór.

B. Wajszczuk (BNP Paribas): Rekordowa wycena polskich obligacji to jednocześnie duże ryzyko. Przecenę może wywołać dalsze umacnianie dolara

CEO Magazyn Polska

Po raz pierwszy w historii rentowności 10-letnich polskich obligacji skarbowych spadły poniżej 3 proc. Rekordowym cenom długu sprzyja praktycznie wszystko – słabość gospodarek strefy euro, luźna polityka największych banków centralnych świata, a nawet rosyjskie sankcje. Hossę na rynku długu może jednak zakończyć dalsze umacnianie się dolara, czemu sprzyja coraz lepsza koniunktura w USA. Czynnikiem ryzyka jest także możliwość wzrostu inflacji w strefie euro.

Jest zbiór czynników, który z punktu widzenia obligacji jest fantastycznie sprzyjający. Mamy RPP, która zaraz zacznie cykl obniżek stóp procentowych, mamy po raz pierwszy od wielu lat deflację w lipcu, prawdopodobnie w sierpniu ona się powtórzy. Mamy też zbiór czynników jednorazowych, takich jak sankcje w kontaktach handlowych z Rosja, to też nam jednorazowo wpływa na obniżenie ścieżki inflacji. Mamy pogarszającą się perspektywę PKB, częściowo z powodu czynników jednorazowych, takich jak konflikt z Rosją i embargo – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Błażej Wajszczuk, analityk BNP Paribas.

Hossa na rynku polskich obligacji skarbowych trwa od 2011 r., kiedy rentowności 10-letnich papierów wahały się w przedziale 5,5-6,2 proc. Jednoroczna korekta miała miejsce w 2013 r., kiedy Rezerwa Federalna  zaskoczyła inwestorów zapowiedzią wycofywania programu skupu aktywów, wskutek czego doszło do silnego odpływu kapitału z rynków wschodzących. Mimo konsekwentnego wygaszania QE amerykański Fed wciąż prowadzi bardzo łagodną politykę monetarną.

Fed wciąż trzyma stopy procentowe bardzo nisko. Mamy EBC, który obniżył stopy procentowe i zapowiedział dodruk pieniądza. To są te wszystkie czynniki, które wpływają na to, że obligacje mają za sobą fantastyczny rok – tłumaczy Wajszczuk.

W ocenie analityka BNP Paribas spadek rentowności 10-letnich obligacji polskiego rządu do 3 proc. oznacza, że rynek spodziewa się łącznej obniżki stóp procentowych w Polsce o 75 punktów bazowych. RPP skłania się raczej do złagodzenia polityki monetarnej o 50 punktów bazowych, podobnie jak większość ekonomistów, w tym BNP Paribas – dodaje Wajszczuk. Ponadto EBC zrobił już praktycznie wszystko, co mógł, by pobudzić inflację oraz wzrost PKB. Z kolei seria bardzo dobrych danych z amerykańskiej gospodarki sprawia, że skraca się perspektywa utrzymania stóp procentowych na poziomie 0-0,25 proc.

Wszystkie informacje ze strony monetarnej są nam znane. Właściwie zastanawiamy się po co tutaj grać. Czynnikiem ryzyka jest fakt, że bardzo umacnia się dolar, a był on tą walutą przez którą w czasie, kiedy FED dodrukowywał pieniądze, szły inwestycje. Więc w tej chwili umocniony dolar powoduje, że ta wycena inwestycji w aktywa inne niż dolarowe po prostu się pogarsza. Wydaje się, że ten trend umacniającego się dolara wciąż jest przed nami – prognozuje analityk BNP Paribas.

Obecna wycena obligacji Polski oraz innych krajów UE jest już na tak wysokim poziomie, że ryzyko inwestycyjne jest duże. Według Błażeja Wajszczuka, rynki wyceniały już bardzo mocno wszystkie złe informacje z gospodarki, a groźba deflacji w strefie euro może szybko minąć, co doprowadzi do przeceny długu.

Te dezinflacyjne czynniki, o których wszyscy mówią w strefie euro, czyli spadek inflacji do 0,3 proc., to jest trochę zafałszowany obraz, bo jeżeli sobie z tego wyjmiemy ceny energii i żywności, ten wzrost wynosi 0,9 proc. I teraz mamy euro, które straciło 7 proc. w tym roku w stosunku do dolara. Można się spodziewać, że te trend spadających cen żywności za kilka miesięcy zostanie dramatycznie odwrócony, choćby z uwagi na to, że warunki handlowe dla euro będą zupełnie inne. Wtedy nie będziemy mówili o procesach dezinflacyjnych, lecz być może o procesach inflacyjnych – podsumowuje analityk BNP Paribas.

Aedes z kontraktem na generalne wykonawstwo fabryki za 47,1 mln zł

0

Aedes SA, zawarła umowę na dokończenie budowy powstającej w Bytomiu fabryki wełny mineralnej Petralana. Wartość kontraktu wynosi ponad 47,1 mln złotych. Zleceniodawcą jest śląska firma ABG, działająca w sektorze paliw stałych.

Zadaniem spółki będzie realizacja wszystkich elementów inwestycji: budynku biurowego, hali produkcyjnej, rurociągu gazu koksowniczego oraz zewnętrznej instalacji teletechnicznej, wraz z uzyskaniem pozwoleń na użytkowanie tych obiektów.

– Warto także podkreślić, iż zawarcie tej Umowy wskazuje na konsekwencję w realizacji zaktualizowanej niedawno strategii rozwoju. Zgodnie z nią, będziemy dalej poszukiwać nowych zleceń z zakresu budownictwa przemysłowego – mówi Maciej Targosz, prezes zarządu spółki Aedes.

Nim rozpoczną się prace budowlane, Aedes  dokona inwentaryzacji i przejęcia dotychczas wykonanych robót. Proces ten potrwa do końca września. Oddanie gotowej fabryki wełny zaplanowane zostało na 28 lutego 2015.

Podpisany kontrakt stanowi kontynuację nawiązanej w sierpniu 2013 r. współpracy pomiędzy firmami. Wtedy to Aedes pozyskał zlecenie o wartości 1,49 mln zł na wykonanie stanu zerowego hali oraz stanu surowego pomieszczeń biurowych, portierni i sprężarkowni.

Aedes to notowana na rynku NewConnect krakowska spółka budowlana.

InterviewMe – Aplikacja stworzy dla Ciebie CV i list

InterviewMe to serwis oferujący rozbudowaną aplikację do tworzenia CV i listów motywacyjnych. Innowacyjność usługi polega na możliwości sprawdzenia dokumentów przez zawodowego rekrutera.

InterviewMe istnieje od grudnia 2013. W tym czasie serwis pozyskał ponad 20 tysięcy użytkowników. Należący do serwisu fanpage „101 genialnych CV, które musisz zobaczyć” jest drugim co do wielkości profilem na polskim Facebook w kategorii HR i rekrutacja (badanie SoTrender, lipiec 2014).

Aplikacja tworzy CV od podstaw lub na podstawie profilu LinkedIn. Wszystkie elementy można dowolnie ustawiać, zmieniać ich nazwę i dodawać nowe. Kreator tłumaczy stałe fragmenty CV na wybrany język i dopasowuje układ listu do konwencji obowiązującej w danym kraju. W sumie dostępnych jest ponad 300 szablonów CV. Do każdego z nich można dobrać pasujący szablon listu. Użytkownik ma też możliwość wysłania aplikacji w spersonalizowanym linku (np. cv.intrv.me/p-sosnowski albo CV w postaci interaktywnej strony www. Dodatkowo można wykupić sprawdzenie CV i listu przez rekrutera, opracowanie i tłumaczenie dokumentów oraz przygotowanie do rozmów kwalifikacyjnych.

„Kreator pomaga oszczędzić czas i stworzyć atrakcyjne i czytelne CV. Jednak najważniejsza jest treść. To ona decyduje, czy otrzymamy zaproszenie na rozmowę, a w rezultacie pracę. Z pisaniem CV nadal większość kandydatów ma problemy. Dlatego w InterviewMe oferujemy kompleksowe wsparcie kandydatów przy rekrutacji, od tworzenia i tłumaczenia dokumentów do przygotowania do rozmowy kwalifikacyjnej i assessment center”, mówi Piotr Sosnowski, odpowiedzialny za usługi HR.

Trwają intensywne prace nad budową drugiego etapu gdańskiej Alchemii

Obecnie powstaje już trzeci poziom części wspólnej obiektu, z której wyłonią się wieże biurowe. Równolegle twa budowa nowego skrzyżowania na Al. Grunwaldzkiej, które usprawni komunikację w bezpośrednim sąsiedztwie inwestycji.

Kolejne kondygnacje

Postępuje rozpoczęta w grudniu ubiegłego roku budowa II etapu kompleksu wielofunkcyjnego Alchemia w Gdańsku. – Obecnie powstaje trzecia kondygnacja czteropiętrowej części wspólnej budynku. Na niej, podobnie jak w przypadku pierwszego etapu inwestycji, usadowione będą wieże biurowe, o nazwach Ferrum i Titanium. Jednocześnie w części garażowej trwają już prace wykończeniowe, a także instalacyjne. Z początkiem listopada rozpoczną się natomiast prace nad elewacją, które potrwają do maja przyszłego roku – mówi Marcin Frozyna z firmy Torus, kierownik budowy Alchemii. Osiągnięcie stanu surowego budynku planowane jest na koniec stycznia przyszłego roku, natomiast zakończenie budowy II etapu Alchemii na IV kwartał 2015 roku.

Nowe skrzyżowanie usprawni komunikację

Pod koniec lipca rozpoczęły się również prace nad budową nowego skrzyżowania na Al. Grunwaldzkiej, na wysokości Uniwersytetu Gdańskiego oraz drugiego etapu Alchemii. Inwestycja ta podzielona jest na dwa etapy. Pierwszy z nich dotyczy prac realizowanych w obrębie pasa Al. Grunwaldzkiej i potrwa do końca września. W ramach tego etapu powstanie prawoskręt (do skrętu na teren inwestycji Alchemia dla jadących w kierunku Sopotu), lewoskręt (dla jadących w kierunku centrum Gdańska), zatoczki autobusowe po obu stronach wraz z przystankami (wiatami), a także przejście dla pieszych z sygnalizacją świetlną (w I etapie powstanie tylko infrastruktura, natomiast uruchomienie w II etapie). Nowe przejście będzie wyposażone w przejazd rowerowy. Prace wiązać się będą z koniecznością czasowego zwężenia ruchu o jeden pas z każdej strony.

Realizacja drugiego etapu rozpocznie się w II kwartale przyszłego roku i potrwa ok. 2 miesięcy Dotyczyć będzie wszystkich elementów chodnikowych, ścieżek rowerowych, a także bezpośrednich wjazdów na teren Alchemii oraz dróg serwisowych. W tym etapie nastąpi również pełne uruchomienie skrzyżowania. Inwestycja w całości finansowana jest przez firmę Torus.

W lipcu uruchomione zostało przejście podziemne z peronu SKM Przymorze-Uniwersytet w kierunku Uniwersytetu Gdańskiego, które ułatwia przemieszczenie się po okolicy, m.in. na teren kampusu UG. Inwestycja ta była także w całości sfinansowana przez firmę Torus, a obecna przebudowa skrzyżowania jest kontynuacją usprawnienia komunikacji w tej okolicy.

Donald Tusk nie rozliczy się w Polsce z tytułu pełnienia funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej

Całość podatków premiera, stanowiących nawet do 45% dochodu zasilać będzie budżet unijny. Może to być nawet 350 tys. zł rocznie.

Wynagrodzenie przewodniczącego Rady Europejskiej oscyluje w granicach 1,25 mln zł rocznie. Kwota ta stanowi podstawę do naliczenia podatków, które zasilają budżet unijny. Donald Tusk nie wspomoże zatem rodzimej kasy Skarbu Państwa, a jego wynagrodzenia będą rozliczane poza granicami naszego kraju.

Objęcie funkcji unijnej nie oznacza zmiany rezydencji podatkowej Donalda Tuska. Nadal zatem pozostanie on polskim podatnikiem, który z całości swoich dochodów opodatkowany będzie w Rzeczypospolitej Polskiej. Do wynagrodzenia pobieranego z budżetu unijnego znajdzie jednak zastosowanie zwolnienie z podatku.

Tusk ofiarą progresji podatkowej

Podatek od wynagrodzenia Donalda Tuska będzie rozliczany według progresywnej skali podatkowej. Zostanie on obliczony od podstawy opodatkowania z pominięciem kwot nieprzekraczających 803 franków belgijskich (obecnie kwota wyrażona w euro), przy zastosowaniu obowiązującej w Belgii stopy podatkowej wynoszącej od 8% do 45%. W przypadku wynagrodzenia o wartości 1,25 mln zł, znacząca część zarobków zostanie opodatkowana według stawki 45%. Jak ustalił Bankier.pl może to być nawet 350 tys. zł.

– O ile przewodniczący Tusk nie będzie zarabiał w Polsce, to z końcem roku nie będzie zmuszony wykazywać swoich zarobków unijnych i rozliczać się przed polskim fiskusem. Zwolnienie podatkowe, które działa w jego przypadku, pozwala mu w całości zapomnieć o polskim systemie podatkowym – stwierdza Piotr Szulczewski, analityk Bankier.pl.

– Innymi słowy, Tusk podatki w Polsce zapłaci tylko za czas urzędowania jako premier. Za bycie prezydentem UE zapłaci do unijnego budżetu. Przewodniczący Rady Europejskiej w zasadzie jest przede wszystkim obywatelem UE, zatem płaci na rzecz Wspólnoty. W Unii i na świecie coraz większy nacisk kładzie się na respektowanie zasady, że podatki płacimy tam gdzie faktycznie osiągamy dochody. W przypadku wysokich stanowisk UE sprawa trochę się komplikuje stąd odrębne przepisy – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

14. Targi części zamiennych, narzędzi i wyposażenia warsztatów Inter Cars

Blisko 200 wystawców ze świata motoryzacji, 40 tysięcy gości odwiedzających zarówno Targi, jak i Inter Cars Motor Show, niezliczone godziny szkoleń, prezentacji i rozmów biznesowych, a także niezapomniane wrażenia z pokazów świata motorsportu. To bilans zakończonych właśnie 14. Targów części zamiennych, narzędzi i wyposażenia warsztatów.

Konferencja Inter Cars SA

Pierwszy dzień upłynął pod znakiem konferencji Zarządu Inter Cars SA. W tym roku została ona podzielona na dwie części i odbyła się w formie multimedialnej. Zamiast długich wypowiedzi, zaprezentowano filmy, który były bardzo treściwe, a jednocześnie ciekawe. W pierwszej kolejności przedstawiono profil Inter Cars SA, jako Giełdowej Spółki Roku. Przybliżono również sylwetki wszystkich Członków Zarządu.

– W ciągu pierwszych 8 miesięcy 2014 roku odnotowaliśmy 10% wzrost zarówno w kraju, jak i zagranicą – mówił Wiceprezes Zarządu, Krzysztof Soszyński w odniesieniu do tegorocznych osiągnięć Spółki. Następnie zaprezentowano plany na przyszłość przedstawiając projekt nowych sorterów w budowanym w Zakroczymiu nowym centrum logistycznym. – Tego typu sortery są stosowane jedynie przez największych graczy rynku amerykańskiego – informował założyciel Inter Cars SA Krzysztof Oleksowicz. – To nie tylko przyspieszenie dystrybucji, ale także duże oszczędności w skali roku.

Poza planami i przypomnieniem historii poruszone zostały również kwestie idei przyświecającej funkcjonowaniu Spółki.

Przyszłość warsztatów i targowe atrakcje

W piątek odbył się również panel dyskusyjny na stanowisku firmy Castrol. Przedstawiciele firm Inter Cars SA (Krzysztof Oleksowicz), Castrol oraz Bosch, a także właściciele dwóch dużych warsztatów niezrzeszonych, dyskutowali o przyszłości tzw. niezależnych warsztatów samochodowych. Przedstawiono wyniki badań i dywagowano, w jaki sposób rozwinie się przyszłość tego typu instytucji oraz jak poprawić obsługę klienta sprawiając, by został stałym klientem.

W sobotę i niedzielę na Targach pojawili się klienci Inter Cars SA. Byli to w większości przedstawiciele warsztatów, a także osoby związane z branżą. To właśnie dla nich wystawcy przygotowali szereg szkoleń oraz atrakcji, aby zainteresować ich swoją ofertą. Nie zabrakło również miejsc, w których można było prowadzić rozmowy biznesowe.

Strefa Ciężka

Podczas tegorocznych targów, po raz pierwszy przygotowano osobną halę wystawową poświęconą rynkowi ciężarowemu. Spotkali się w niej dostawcy części do pojazdów ciężarowych, naczep i przyczep oraz wszystkie działy Inter Cars dedykowane temu obszarowi. Nie zabrakło także firmy Feber – producenta pojazdów i sieci Q-Service Truck. Spotkania w Strefie Ciężkiej miały charakter partnerskich rozmów, ale też czysto biznesowych. Odwiedzających przyciągały nowości rynkowe oraz zapowiedzi wprowadzanych rozwiązań. W pobliżu hali ustawiono dwie widowiskowe ciężarówki Show Car, w których odbywały się bezpłatne szkolenia. Strefa Ciężka przypadła do gustu odwiedzającym ją gościom. Klienci z rynku ciężarowego poczuli się docenieni. Zyskali również zapewnienie, że Inter Cars będzie sukcesywnie poszerzał swoją ofertę w tym segmencie.

Motorsport i adrenalina

6 i 7 września to również Inter Cars Motor Show oraz Nocne Motor Show, które dostarczyły widzom niezapomnianych wrażeń. Prezentacja atrakcji ze świata motorsportu zrobiła na gościach ogromne wrażenie, czego dowodem były pozytywne komentarze zarówno w trakcie trwania imprezy, jak i w internetowych i faceboookowych komentarzach. Na płycie Lotniska Bemowo zebrało się łącznie blisko 100 tysięcy koni mechanicznych pod postacią rajdowych i wyścigowych samochodów, sportowych ciężarówek, różnej maści motocykli, a nawet pojazdu o napędzie odrzutowym.

 

PKP CARGO chce zostać współwłaścicielem Pol-Miedź Trans

Pol-Miedź Trans należąca do grupy KGHM prowadzi rozmowy z PKP CARGO o sprzedaży pakietu mniejszościowego. Spółka  zamierza pozyskać strategicznego partnera dla części kolejowej firmy.

Większościowym udziałowcem pozostanie KGHM, który będzie też kontrolować pozostałe działalności Pol-Miedź Trans.

Celem projektu pozyskania strategicznego partnera dla Pol-Miedź Trans jest rozwój części kolejowej spółki oraz koncentracja KGHM na podstawowej działalności.

Przeanalizowaliśmy wiele wariantów rozwoju części kolejowej spółki. Pracujemy nad optymalnym rozwiązaniem, jakim jest pozyskanie dla tego obszaru branżowego inwestora strategicznego – mówi Mirosław Krutin, prezes zarządu Pol- Miedź Trans. – Musimy przeprowadzić kolejne, znaczące inwestycje w tabor i chcemy wzmocnić naszą pozycję na rynku krajowych przewozów towarowych. PKP CARGO daje taką szansę, dlatego zdecydowaliśmy się na rozważenie partnerstwa z tą spółką.

Partner strategiczny planuje objąć do 50 procent udziałów w spółce Pol-Miedź Trans.

– Ta transakcja to jeden z kilku projektów, nad którymi pracujemy. Nasze zaplecze taborowe, możliwości finansowe oraz know-how logistyczne sprawiają, że w przypadku dość powszechnego w Polsce modelu przewoźników należących do dużych grup przemysłowych, możemy być cennym partnerem i źródłem wielu efektów synergii dla koncernów takich jak KGHM Polska Miedź – mówi Adam Purwin, prezes zarządu PKP CARGO.

Zgodnie z założeniami projektu, Pol-Miedź Trans skoncentruje się na działalności kolejowej.

– Będziemy kontrolować część kolejową, natomiast działalność obrotu paliwami oraz transport samochodowy włączymy do innych spółek w grupie – informuje  Marcin Chmielewski, wiceprezes zarządu KGHM ds. korporacyjnych. – Takie rozwiązanie gwarantuje bezpieczeństwo zatrudnienia, ponieważ wszyscy pracownicy pozostaną w naszej grupie i utrzymają swoje miejsca pracy.

Prace związane z wejście kapitałowym PKP CARGO do spółki PMT ruszyły we wrześniu. Toczą się  równolegle z procesem wydzielania ze spółki Pol-Miedź-Trans działalności związanych z zarządzaniem paliwami i przewozami autobusowymi. Planuje się, że proces podziału PMT zakończy się w pierwszym półroczu 2015 roku. Planuje się, że PKP CARGO obejmie do 50 proc. udziałów w spółce PMT, a KGHM zostanie jej większościowym udziałowcem. Pol Miedź Trans dzięki takiemu rozwiązaniu uzyska dostęp do największego w Polsce zmodernizowanego taboru i szerokiej palety usług logistycznych Grupy PKP CARGO. Pozwoli to również spółce KGHM na skoncentrowanie się na procesach inwestycyjnych w zakresie działalności podstawowej, a jedocześnie na pozyskanie wiarygodnego partnera w obszarze towarowych przewozów kolejowych.

Bakalland stawia na innowacyjność. Chce też zwiększyć sieć odbiorców

0

CEO Magazyn Polska

Bakalland po fuzji z Delectą zapowiada wprowadzenie na rynek kilku nowości. Firma zwiększa też udział eksportu i chce rozbudować sieć odbiorców. Trudna sytuacja polityczna na Wschodzie nie ma bezpośredniego wpływu na sytuację Bakallandu, eskalacja konfliktu może jednak odbić się na całej gospodarce, a w związku z tym także na firmie.

Rynek bakaliowy rośnie i to w sposób bardzo zadowalający. Konsumenci traktują już bakalie nie tylko jako dodatek do pieczenia, choć to ciągle około połowy rynku, lecz także jako zdrową przekąskę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Moczulski, prezes zarządu Bakallandu.

Polacy coraz częściej szukają alternatywy dla słodyczy, rynek bakalii więc wciąż się rozwija. W ocenie firmy Atlanta Poland konsumpcja bakalii rośnie o 10-12 proc. rocznie.

Bakalland jest liderem rynku bakalii w Polsce. Fuzja z firmą Delecta, producentem galaretek, ciast i dodatków do deserów, ma pozwolić spółce na szybki rozwój. W roku obrotowym 2013/2014, zakończony w czerwcu tego roku, Bakalland zanotował blisko 215 mln zł przychodu ze sprzedaży i 3,5 mln zł straty (rok wcześniej odpowiednio 266 mln zł przychodu i 2,5 mln zł straty).

Jak podkreśla Moczulski, firma jako wiodąca na rynku powinna dbać o innowacyjność sektora. W lipcu tego roku na rynku pojawił się nowy produkt Delecty „Łatwe ciacho”, czyli ciasto, które można w ciągu minuty upiec w mikrofali. To jednak nie koniec nowości.

W Bakallandzie mamy już kilka ciekawych pomysłów, które już niebawem, jeszcze w tym sezonie, ujrzą światło dzienne. Podobnie wygląda sytuacja w Delekcie – mówi Moczulski.

Spółka zakłada rozwój działalności zarówno w zakresie wytwarzania, jak i dystrybucji. Chce zaskoczyć konsumentów wprowadzanymi nowościami, zapowiada też rozbudowę sieci odbiorców.

Bardzo dobrze idą nam nowe kontakty. Nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, gdzie jesteśmy coraz bardziej znaczącym dostawcą, lecz także na odległych rynkach – zaznacza prezes Bakallandu.

Polskie bakalie są już dostępne w Chinach, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie oraz krajach Afryki – przede wszystkim w RPA i Nigerii. Jak mówi Moczulski, wchodzenie na nowe rynki często jest trudne, dużo jednak zależy od znajomości specyfiki danego rynku, dystrybutora i pośredników, którzy gwarantują osiągnięcie porozumienia.

Negatywny wpływ na sektor bakalii może mieć eskalacja konfliktu na wschodzie Europy.

Nie działamy w izolacji. Im więcej problemów ma kraj lub może mieć kraj czy region, tym bardziej odbije się to na wszystkich konsumentach, firmie i całej gospodarce – podkreśla Marek Moczulski.

Prezes UKE zarezerwowała częstotliwości dla Polkomtela

Zarząd spółki Cyfrowy Polsat poinformował, iż Polkomtel, podmiot zależny od spółki, 8 września otrzymał od Urzędu Komunikacji Elektronicznej decyzję w sprawie rezerwacji częstotliwości.

Prezes UKE zarezerwowała dla  Polkomtela  częstotliwości z zakresów 1757,5-1759,9 MHz i 1852,5-1854,9 MHz oraz 1777,7-1784,9 MHz i 1872,7-1879,9 MHz (pasmo 1800 MHz). Rezerwacja została wydana na okres kolejnych 15 lat, jest ważna na obszarze całego kraju i neutralna technologicznie.

Polkomtel zobowiązany jest do dokonania jednorazowej opłaty za dokonanie rezerwacji częstotliwości w wysokości 365,4 mln zł, płatnej w terminie 14 dni od dnia otrzymania decyzji.

Polkomtel musi pokryć usługami telekomunikacyjnymi, świadczonymi z wykorzystaniem zarezerwowanych częstotliwości, co najmniej 90 proc. obszaru Polski liczonego łącznie z pokryciem usługami telekomunikacyjnymi świadczonymi z wykorzystaniem zarezerwowanych na rzecz Polkomtel częstotliwości w paśmie 900 MHz. Na dzień publikacji niniejszego raportu Polkomtel spełnia ten wymóg.

Polkomtel wykorzystuje pasmo 1800 MHz do świadczenia usług w technologii 2G.

ZPC Otmuchów zapowiadają dalszą restrukturyzację i podwojenie eksportu do 2015 roku. Władze nie wykluczają także przejęć

CEO Magazyn Polska

Zakłady Przemysłu Cukierniczego Otmuchów w tym roku zamierzają skoncentrować się na dalszej restrukturyzacji. Efekty mają być widoczne w 2015 roku. W przyszłym roku władze spółki zamierzają też podjąć decyzje dotyczące ewentualnej konsolidacji pozostałych zakładów produkcyjnych. Chcą również podwoić wolumen eksportu. Zapowiadają, że jeśli pojawi się okazja do ciekawego przejęcia, to z niej skorzystają.

Zysk netto Zakładów Przemysłu Cukierniczego Otmuchów w pierwszym półroczu wzrósł ponad sześciokrotnie w stosunku do tego samego okresu ub.r. , a EBITDA – o 46 proc. W ramach restrukturyzacji pod koniec ubiegłego roku został zamknięty zakład w Pawłowie, jeden z oddziałów spółki zależnej Odra, w którym produkowano sezamki. Na przełomie pierwszego i drugiego kwartału br. zlikwidowano zakład produkcyjny w Gorzyczkach (przeniesiono produkcję mleczka i żelek do zakładu w Otmuchowie). Dzisiaj do przedsiębiorstwa należą cztery zakłady produkcyjne.

Będziemy pracowali nad dalszą konsolidacją – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Mariusz Popek, prezes zarządu ZPC Otmuchów. – Poprzedzimy ją analizą kluczowych segmentów produkcji, w których prowadzimy działalność. Wybierzemy te obszary, w których chcemy się specjalizować. Temu zamierzamy poświęcić drugie półrocze.

Jak twierdzi prezes ZPC Otmuchów, obecna sytuacja, czyli produkcja podobnego asortymentu w czterech różnych miejscach, nie jest efektywna. Spółka w przyszłym roku podejmie decyzje, czy potrzebna jest dalsza konsolidacja zakładów. Ten krok jednak musi być poprzedzony analizą.

Jeżeli trafi się coś ciekawego do przejęcia, będziemy się przyglądali. Teraz jednak mamy dużo pracy nad poukładaniem wszystkiego w ramach grupy kapitałowej, dlatego raczej na tym obszarze będziemy się skupiać w procesach restrukturyzacyjnych – zapewnia Popek.

Efekty dalszej restrukturyzacji mają być widoczne w 2015 roku. Do końca przyszłego roku przedsiębiorstwo z Otmuchowa koło Nysy chce podwoić wolumen eksportu. W I półroczu wzrósł on do 18,9 mln zł z 14,9 mln zł. Obecnie największymi zagranicznymi odbiorcami produktów spółki są Niemcy, Wielka Brytania, Francja, czyli przede wszystkim kraje Europy Zachodniej. Ale w pierwszym półroczu sporą liczbę artykułów firma sprzedała na południe: do Włoch, Hiszpanii i Portugalii.

Pojawiły się nowe kraje i wolumeny w niektórych krajach wzrosły nieporównywalnie do pozostałych. Niemcy, Wielka Brytania i Francja to jest nasz cel, ale szukamy też rynków zbytu w Europie Południowej: Włochy, Hiszpania i Portugalia. Rozmowy trwają – mówi prezes spółki. – Na rynku niemieckim, brytyjskim i francuskim nasi odbiorcy już się przekonali, że potrafimy wytwarzać produkty bardzo dobrej jakości za przystępną cenę. Ale cały czas poszukujemy nowych rynków zbytu, bierzemy udział w targach przemysłu spożywczego itp.

Przedsiębiorstwo z Otmuchowa nie sprzedaje do Rosji ani na Ukrainę. Dlatego prezes Popek nie obawia się zawirowań handlowych, związanych z embargiem na produkty spożywcze nałożonym na Unię Europejską przez Federację Rosyjską.

Bezpośrednio na pewno nas to w żaden sposób nie dotknie – zapewnia Mariusz Popek. – Może to jednak mieć jakiś negatywny wpływ, bo ci, którzy eksportowali do Rosji, będą się teraz starali swoje produkty uplasować na rynku krajowym. Rezultatem pośrednim może być więc większa konkurencja.

ZPC Otmuchów chce także rozwijać działalność w segmencie private labels (marki własne) oraz kanale B2B (Business to Business). Spółka produkuje słodycze, przekąski, produkty śniadaniowe oraz produkty dla zdrowia.

Nowelizacja prawa budowlanego może zahamować rozwój energetyki wiatrowej. Projekt wraca do komisji sejmowych

CEO Magazyn Polska

W najbliższy czwartek dwie sejmowe komisje ponownie zajmą się projektem nowelizacji prawa budowlanego w zakresie dotyczącym elektrowni wiatrowych. Z projektu zniknął krytykowany zapis o minimalnej odległości wiatraków od zabudowań i lasów, ale branża wciąż nie widzi potrzeby wprowadzania niektórych zmian. Tym bardziej że mogą one zwiększyć wysokość podatków, a to z kolei może zahamować rozwój energetyki wiatrowej.

Obecnie obowiązujące przepisy regulujące tę tematykę są moim zdaniem wystarczające – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Przybylski, dyrektor branży Wind Power w Siemensie. – Wdrożenie nowych regulacji, które wprowadzą dodatkowe bariery administracyjne, może utrudnić i tak już skomplikowany proces inwestycyjny w energetyce wiatrowej.

Z powodu tego, że niektóre farmy zostały zbudowane niezgodnie z obowiązującymi przepisami, powody są po stronie administracji i pewnie po stronie inwestorów, a to rodzi pokusę, żeby dodawać kolejne przepisy, które by regulowały tę sprawę. Te istniejące są jednak zupełnie wystarczające, powinniśmy ich ani zmieniać, ani dodawać, należy je tylko właściwie stosować – zapewnia Daria Kulczycka, ekspert ds. energetyki Konfederacji Lewiatan. ‒ Sądzę, że komisja powinna zgodnie z sugestią rządu po prostu odstąpić od tego projektu.

Projekt nowelizacja prawa budowlanego i ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wpłynął do Sejmu już w lipcu 2012 r. W kwietniu ubiegłego roku negatywne stanowisko wyraziła Rada Ministrów, a we wrześniu komisje infrastruktury oraz samorządu terytorialnego i polityki regionalnej zawnioskowały o odrzucenie projektu.

W styczniu br. posłowie odrzucili jednak ten wniosek i w drugim czytaniu skierowali projekt ponownie do komisji. Specjalna podkomisja w czerwcu wykreśliła z projektu kontrowersyjny zapis o minimalnej odległości 3 kilometrów pomiędzy wiatrakami a zabudowaniami i lasami, który mógłby praktycznie zastopować rozwój energetyki wiatrowej w Polsce, a nawet wymusić rozebranie niektórych istniejących wiatraków. W projekcie nadal jednak jest wiele przepisów budzących sprzeciw branży i ekspertów.

W tym projekcie zaproponowano, by wszystkie drogi dojazdowe do farm wiatrowych miały status drogi gminnej. Zupełnie nie widzimy uzasadnienia tego projektu, dlatego że część z nich to wewnętrzne drogi, które zgodnie z tym proponowanym zapisem musiałyby być przez gminę wykupione i utrzymywane – tłumaczy Daria Kulczycka.

Jeszcze bardziej krytykowana jest propozycja kwalifikacji każdej elektrowni wiatrowej powyżej 500 kW jako budowli. Obecnie zalicza się do tego jedynie fundamenty oraz maszt, ale nie gondolę z całym mechanizmem i łopatami wirnika. Jak podkreśla Przybylski, kwalifikowanie całego wiatraka jako budowli znacząco podniosłoby wysokość podatku od nieruchomości.

Dramatyczny wzrost wartości podatku od nieruchomości może z kolei może spowodować, że część projektów budowy farm wiatrowych w ogóle nie dojdzie do skutku, ponieważ analiza ekonomiczna wymusi negatywną decyzję inwestora – mówi Paweł Przybylski. ‒ W efekcie gmina oraz właściciele gruntów, którzy już mają dzierżawić swoje tereny pod turbiny wiatrowe, nie uzyskają oczekiwanych przychodów, a planowane farmy wiatrowe mogą nie powstaną.

Jego zdaniem planowane zmiany w prawodawstwie, które obejmują zaliczenie całej turbiny jako budowli, są niepotrzebne.

Obecnie przepisy, które to regulują, poparte wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2009 r. ściśle wskazują, że budowlę stanowią fundamenty oraz wieża. Natomiast gondola oraz rotor są urządzeniem technicznym – mówi Paweł Przybylski.

Dodaje, że nie ma też potrzeby, by wprowadzać dodatkowy dozór techniczny nad turbinami wiatrowymi, ponieważ już teraz muszą one spełniać rygorystyczne kryteria bezpieczeństwa.

Już na etapie projektowania turbiny wszyscy producenci muszą przestrzegać ścisłych zasad związanych z bezpieczeństwem i wysoką jakością. Dotyczą one również procesu produkcyjnego, niezależnie od miejsca produkcji. Jeżeli właściciel farmy wiatrowej użytkuje turbinę zgodnie z jej przeznaczeniem i instrukcją producenta, to jest ona w pełni bezpieczna. Dodatkowo wszystkie turbiny podlegają regularnym przeglądom ‒ zapewnia ekspert Siemensa.

Zakwalifikowanie całego wiatraka jako budowli oznaczałoby też, że właściciel nie mógłby bez pozwolenia na budowę zamontować nawet przyłącza czy niewielkiej wiaty technicznej. Byłoby to też rozwiązanie wbrew istniejącemu prawu, które uznaje gondolę elektrowni za część techniczną.

Kulczycka podkreśla, że choć energetyka wiatrowa w Polsce się rozwija, to wciąż wymaga wsparcia, a nie utrudnień prawnych. Poza nowelizacją prawa budowlanego ryzyko niesie też prezydencki projekt ustawy krajobrazowej.

Ciągle brakuje nam ustawy, nad którą Sejm zaczął już pracę, o odnawialnych źródłach energii, która stwarzałaby stabilne warunki rozwoju ‒ podkreśla Kulczycka. ‒ Farmy wiatrowe w Polsce są jedną z części nowego krajobrazu energetycznego w Polsce, miejscami dominującym z uwagi na swoją wysokość, ale potrzebnym elementem, który powinien się rozwijać pod nadzorem lokalnych i ponadregionalnych urzędów, tak by funkcjonować zgodnie z interesem publicznym – przekonuje ekspertka.

Ruch kupuje udziały w spółce e-Kiosk. Chce także świadczyć usługi finansowe, gotówkowe i pocztowe

0

CEO Magazyn Polska

Krajowy potentat dystrybucji będzie sprzedawać prasę zarówno w formie papierowej, jak i cyfrowej. Zamierza także poszerzyć zakres swojej działalności o usługi, lepiej wykorzystując potencjał największej w kraju sieci kiosków. Dariusz Stolarczyk, wiceprezes Ruchu, zapowiada, że firma chce być przedsiębiorstwem nowoczesnym, ukierunkowanym na realizację najpilniejszych potrzeb klientów.

Jak przekonuje Dariusz Stolarczyk, sprzedaż prasy papierowej nadal ma być ważną częścią prowadzonej przez Ruch działalności. Jak zaznacza, w ciągu najbliższych lat dobrze będzie sprzedawała się prasa kolorowa, na rynku pozostanie kilka dzienników i tygodników, będzie też funkcjonować prenumerata. Natomiast tytuły, których nie stać na to, żeby być w kiosku, zostaną zamknięte albo przejęte przez większe podmioty.

Ale dla Ruchu to nie jest ważne – twierdzi Stolarczyk. – Naszym biznesem jest prasa, chcemy ją sprzedawać niezależnie od tego, czy klient wybierze papier czy elektronikę. Będziemy czekali. W różnych krajach proces odchodzenia od papierowego wydania przebiega różnie. W jedynych ta dynamika jest szybsza, w innych – wolniejsza. Dzisiaj mamy komfortową sytuację. Inwestując w e-Kiosk, powiedzieliśmy klientom i wydawcom, że na portalu prenumerata.ruch.com.pl, a także w innych kanałach sprzedaży, można już kupować wszelkiego rodzaju prasę: zarówno papierową, jak i elektroniczną. Razem z e-Kioskiem będziemy tworzyli inne, ciekawe produkty.

Ruch chce być firmą specjalizującą się w różnego rodzaju usługach. Jak twierdzi Dariusz Stolarczyk, dużą wartością dla spółki jest kiosk, znany od lat, usytuowany koło domu klienta, pracy, przy drodze (obecnie pod marką Ruch działa blisko 10 tys. punktów sprzedaży, z czego ok. 30 proc. bezpośrednio zarządzanych przez spółkę). Zdaniem wiceprezesa Ruch SA to naturalne miejsce, gdzie można zapłacić rachunek, odebrać paczkę czy list polecony. Stąd wzięła się m.in. pomysł, aby w kioskach oferować ubezpieczenia.

Zależało nam na tym, żeby sprzedawać produkt ubezpieczeniowy szybko – mówi Stolarczyk – Skoro klient kupuje gazetę w parę sekund, to nie może kupować polisy dłużej, bo będzie to dla niego niewygodnie.

W wyniku analizy rynku, jak informuje rozmówca Newserii, wybrano rozwiązanie firmy Benefia. To spółka z grupy Vienna Insurance Group, która ma silną pozycję w segmencie ubezpieczeń komunikacyjnych. Jest także pionierem rozwiązań technologicznych. Dzięki nim, jak zapewnia Stolarczyk, personel kiosku szybko będzie mógł dokonać oceny ryzyka i złożyć ofertę ubezpieczenia OC. Wystarczy, że klient okaże w kiosku dowód rejestracyjny, na którym znajduje się kod QR.

Na podstawie zawartych w nim informacji można rozpoznać właściciela oraz samochód – precyzuje Stolarczyk. – Sprzedawca połączy się z bazą danych Benefii i centralną bazą historii ubezpieczonych. Ocena ryzyka i oferta będą gotowe w kilka sekund. Oczywiście razem z partnerem zadbamy o to, żeby cena była konkurencyjna. Benefia jest postrzegana jako podmiot świadczący dobrej jakości usługi. 80 proc. klientów, którzy w pierwszym roku kupili jej ubezpieczenie, pozostaje w firmie.

Ale Ruch myśli także o innych produktach. Do kiosków Ruch wprowadzana jest właśnie usługa pod nazwą Podpis w Ruchu. Jak przypomina Dariusz Stolarczyk, bardzo wiele firm zdalnie zawiera umowę ze swoimi klientami. Potem jednak pojawia się potrzeba podpisania dokumentu, który jest formalną umową. Zgodnie z polskim prawem podpis tzw. mokry (długopisem) jest nadal konieczny. Po uruchomieniu usługi przez Ruch klient będzie mógł to wykonać w kiosku.

Wprowadzamy taką możliwość we współpracy z kilkoma partnerami – informuje Stolarczyk. – Wdrażamy podpis powoli, bo chcemy, aby był dobrze przygotowany. Na razie sprzedajemy usługę naszym partnerom.

W związku z wprowadzaniem kolejnych produktów konieczne jest jednak, jak podkreśla rozmówca Newserii, podniesienie kompetencji personelu. Nowe czynności wymagają zarówno lepszej organizacji pracy, jak i systemów IT. W pierwszej kolejności zarząd spółki chce, aby przeszkolenie przeszli pracownicy. Tym bardziej że firma zamierza świadczyć także finansowe usługi gotówkowe.

To obowiązki, które wymagają przygotowania – twierdzi Stolarczyk. – Musimy być gotowi na wszystko. Jeśli klient przychodzi rano po 2 tys. zł, to musimy tę gotówkę mieć. Inaczej konsument już drugi raz nie skorzysta z naszych usług. Dla nas sektor finansowy jest bardzo istotny, dlatego kompetencje będziemy budować powoli. Najpierw dobrze zastanowimy się nad tym, jak nie stracić jakość i zaufanie, z którymi jest utożsamiany Ruch.

Kompania Piwowarska prognozuje w tym roku wzrost spożycia piwa o 3 proc.

0

CEO Magazyn Polska

Kompania Piwowarska spodziewa się, że w tym roku branża odrobi straty z 2013 roku. Obok klasycznych lagerów (Tyskie, Lech) spółka będzie wprowadzać na rynek nowe, stworzone przede wszystkim dla pasjonatów, odmiany marki Książęce. Zamierza również promować produkty w punktach gastronomicznych poprzez karty piw, podobne do tych, które opisują ofertę win.

Ubiegły rok nie był łatwy dla branży piwowarskiej. Spożycie złocistego trunku w Polsce po raz pierwszy od lat spadło w stosunku do roku poprzedniego. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2013 roku Polacy wypili 37,2 mln hektolitrów piwa, o 2,2 proc. mniej niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy. Jak jednak twierdzi Wojciech Mrugalski z Kompanii Piwowarskiej, sytuacja wydaje się opanowana.

Myślę, że uda nam się odrobić część, a nawet większość ubiegłorocznych strat – mówi przedstawiciel Kompanii Piwowarskiej agencji informacyjnej Newseria Biznes. – Spodziewamy się wzrostu spożycia na poziomie 3 proc. Jaskółką, która oczywiście wiosny nie czyni, były wyniki w drugim kwartale. Mamy nadzieję, że przełoży się on na cały rok i będziemy mogli mówić o wzroście w branży piwnej w Polsce.

Jak wynika z danych GUS, w maju 2014 roku krajowe browary sprzedały 4,13 mln hektolitrów złocistego trunku, czyli o 0,8 proc. więcej niż w tym samym miesiącu ub. r. Od stycznia do końca maja 2014 roku produkcja wzrosła łącznie o 2,9 proc. w porównaniu do tego samego okresu w 2013 roku i wyniosła 16,7 mln hektolitrów.

Kompania Piwowarska jest zadowolona ze wzrostu sprzedaży swojej sztandarowej marki, czyli piwa Tyskie. Ale będzie rozwijać również kierowaną do konsumentów o nieco bardziej wysublimowanych gustach linię Książęce.

To wachlarz propozycji dla tych, którzy szukają piw niestandardowych, ciekawych, niszowych, oczekują pewnych niespodzianek – informuje Mrugalski. – Będziemy proponować nowe jej warianty, niektóre będą powracać sezonowo.

Jego zdaniem Polacy coraz chętniej wybierają trunki niszowe. Świadczy o tym choćby zaskakująca popularność beermiksów, czyli napojów łączących piwo z lemoniadą lub sokiem.

Ich spożycie w ciągu ostatniego roku wzrosło dwukrotnie – mówi Wojciech Mrugalski. – Od czasu pierwszego piwa typu shandy na polskim rynku, czyli Lecha Shandy, pojawiło się sporo takich marek i myślę, że nie jest to jeszcze ostatnie słowo konsumentów. Widać wyraźnie, że szukają oni piw nieco lżejszych, typu light, w tym beermiksów, shandy czy radlerów. Myślę, że to jest odzwierciedlenie pewnego ogólnego trendu.

Większym zainteresowanie produkty te cieszą się wiosną i latem. Zimą natomiast lepiej sprzedają się piwa cięższe, bardziej ekstraktywne. Ale lager, odmiana, której na polskim rynku sprzedaje się najwięcej, cieszy się podobnym popytem bez względu na porę roku. Zwrot w kierunku lżejszych produktów nie obejmuje jednak piwa bezalkoholowego.

Nadal jest to produkt niszowy – zauważa Wojciech Mrugalski. – Nie obserwujemy w tej chwili dużej kariery tego typu piw na polskim rynku. 

Polacy coraz chętniej sięgają po piwo podczas posiłku. Dlatego Kompania Piwowarska chce szerzej niż do tej pory wprowadzać piwo do placówek gastronomicznych i upowszechniać wiedzę o złocistym trunku.

Jednym z naszych projektów jest wprowadzanie do gastronomii karty piw, w wersji podobnej do karty win – informuje Mrugalski. – Nie chodzi przy tym jedynie o wypisanie poszczególnych trunków dostępnych w danej restauracji, ale przede wszystkim o opowiedzenie konsumentom, w jaki sposób można dobrać je do jedzenia.

Projekt ma szansę powodzenia, bo Polacy coraz bardziej zainteresowani są piwem, jego historią, poszczególnymi odmianami i sposobami produkcji.

Widać rosnącą modę na piwo – mówi Wojciech Mrugalski. – Nie oznacza ona jedynie zwiększenia konsumpcji, bo pod tym względem od lat jesteśmy w czołówce europejskiej i światowej. Mam na myśli modę rozumianą jako głód wiedzy na temat złocistego trunku. Placówka gastronomiczna jest najlepszą okazją dla konsumenta, żeby poznać piwo: nowe smaki, marki, porozmawiać o różnych gatunkach. Do tego konieczny jest jednak kelner lub barman, który zna się na tym, wie, co podaje i może być źródłem wiedzy.

Action zadebiutuje jutro na rynku Catalyst

0

We wtorek na rynku papierów dłużnych Catalyst zadebiutuje lider rynku gier spółka Action. Będzie to 38. debiut na tym rynku w roku 2014. Action będzie 189. emitentem na rynku Catalyst.

Action oferuje obligacje na okaziciela o wartości 100 mln zł. Oprocentowanie to WIBOR6M plus 1,4 proc. w skali roku. Data wykupu to 4 lipca 2017 roku. Animatorem emisji jest Dom Maklerski BZ WBK SA.

W pierwszym półroczu 2014 roku GK Action osiągnęła 2,52 mld zł przychodów ze sprzedaży i 33,1 mln zł zysku netto, czyli odpowiednio o 18,9 i 16,9 proc. więcej niż w tym samym czasie w zeszłym roku. Spółka podkreśla w komunikacie, że wypracowane wyniki to efekt intensywnego rozwoju na rynkach zagranicznych, poprzez działania eksportowe i zwiększenie zaangażowania na rynku niemieckim, a także umocnienia pozycji w Polsce. Całość działań  przyniosła efekt w postaci ponad 46 proc. realizacji prognozy finansowej na rok 2014 w I półroczu.

W pierwszym półroczu grupa wzmocniła swą pozycję w Niemczech poprzez nabycie 100 proc. udziałów w Action Europe oraz zakup 51 proc. udziałów w spółce Lapado.

Piotr Bieliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu ACTION S.A.
Piotr Bieliński, współzałożyciel i Prezes Zarządu ACTION S.A.

– Intensyfikacja rozwoju na niemieckim rynku, 10-krotnie większym od polskiego, jest dla nas bardzo istotna. Poradziliśmy sobie z początkowymi trudnościami m.in. z ubezpieczycielami i w tej chwili koncentrujemy się wyłącznie na zdobywaniu kolejnych kontraktów dystrybucyjnych oraz rozbudowie bazy klientów – mówi Piotr Bieliński, prezes zarządu spółki Action. – Ważnym obszarem wzrostu w pierwszym półroczu 2014 r. był eksport. Na koniec czerwca 2014 r. dystrybuowaliśmy ponad 60 grup produktowych do 44 krajów świata.

Action podkreśla, że równolegle do intensywnej ekspansji zagranicznej rozwija biznes w Polsce.

– W ciągu roku zwiększyliśmy liczbę sklepów o 60, a co najważniejsze zanotowaliśmy 43 proc. wzrostu sprzedaży w ujęciu LfL(like for like), na bazie 150 sklepów istniejących w 2013 roku – komentuje Sławomir Harazin, wiceprezes spółki Action.

W drugim kwartale 2014 r. spółka Action Games Lab wchodząca w skład Grupy Kapitałowej Action  rozpoczęła działalność w segmencie produkcji gier na urządzenia mobilne.

– Elementem strategii biznesowej Action jest wchodzenie w nowe branże. Tym razem zdecydowaliśmy się wejść w bardzo dobrze rokującą branżę gier. Mamy na tym polu doświadczenie zdobyte przy Gram.pl. Aktualnie jesteśmy na bardzo zaawansowanym etapie do wypuszczenia na rynek dwóch nowych gier – powiedział prezes Bieliński.

Action jest spółką notowaną na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Zajmuje się m.in. handlemi produkcją urządzeń IT, RTV/AGD oraz sprzętu biurowego.

UOKiK zgodził się na połączenie Elektrociepłowni Białystok z MPEC Białystok

0

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał zgodę na objęcie przez Enea Wytwarzanie 85 proc. udziałów w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej w Białymstoku.

Decyzja oznacza, że zawarta 26 maja umowa z Miastem Białystok zostanie sfinalizowana w połowie września. W ten sposób spółka, która jest właścicielem głównego producenta ciepła dla miasta, Elektrociepłowni Białystok, będzie także jego dostawcą dla mieszkańców miasta – podała w komunikacie spółka Enea Wytwarzanie .

Połączenie EC Białystok z miejską siecią MPEC powinno pozwolić na optymalizację produkcji ciepła w mieście. Elektrociepłownia posiada dwa nowoczesne bloki opalane biomasą, o zerowej emisji CO2. Ich bardziej efektywne wykorzystanie ma poprawić stan środowiska naturalnego w mieście.

Bezpieczne dostawy ciepła i środki w budżecie na miejskie inwestycje to najważniejsze korzyści z umowy z doświadczonym podmiotem, którego głównym właścicielem jest Skarb Państwa – zwraca uwagę Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku.

Enea podkreśla w komunikacie, że połączenie wytwarzania ciepła z miejską siecią to rozwiązanie stosowane zarówno w dużych miastach, takich jak Poznań czy Łódź, jak i w mniejszych miejscowościach, np. w Augustowie i Czarnej Białostockiej.

Przyniesie to wymierne korzyści przede wszystkim mieszkańcom Białegostoku. Dwie firmy działające wspólnie, osiągną znacznie więcej, niż każda oddzielnie. Poprawimy jakość świadczonych usług, białostoczanie będą oddychać czystszym powietrzem. Dodatkowo będziemy modernizować sieć ciepłowniczą, co poprawi komfort i bezpieczeństwo dostaw ciepła – mówi Krzysztof Sadowski, prezes Enea Wytwarzanie.

MSP obejmie akcje Grupy Lotos nowej emisji

Ministerstwo Skarbu Państwa zamierza kupić należne mu akcje Grupy Lotos nowej emisji. Nadzwyczajne walne zgromadzenie Grupy Lotos wyraziło zgodę na podwyższenie kapitału zakładowego poprzez emisję nowych akcji dla dotychczasowych akcjonariuszy.

– Jesteśmy przygotowani na objęcie akcji w podwyższonym kapitale zakładowym. Naszym priorytetem i obowiązkiem jako właściciela jest konsekwentne budowanie wartości spółek Skarbu Państwa – powiedział Rafał Baniak, wiceminister skarbu państwa.

Pieniądze pozyskane dzięki emisji akcji od Skarbu Państwa zostaną przeznaczone na budowę instalacji opóźnionego koksowania oraz instalacji towarzyszących. Dzięki tej inwestycji wzrośnie efektywność działalności rafineryjnej prowadzonej w ramach Grupy Lotos poprzez pogłębienie stopnia przerobu ropy naftowej  podkreśla resort w komunikacie.

– Projekt przygotowany przez Grupę Lotos zakłada osiągnięcie wymiernych korzyści ekonomicznych, jednocześnie wpisuje się w realizacje strategii bezpieczeństwa energetycznego. W ten sposób tworzymy potencjał gospodarki i tego też oczekują od nas akcjonariusze tych spółek, w których państwo ma większościowy portfel akcji – mówi Rafał Baniak.

W efekcie realizacji inwestycji produkty niskomarżowe wytwarzane w Rafinerii zostaną zastąpione w znacznej mierze produktami wysokomarżowymi, pożądanymi przez rynek europejski ze względu na utrzymujący się w regionie deficyt.
Decyzja ma charakter biznesowy.

Test prywatnego inwestora wykazał, że inwestycja Lotosu jest rentowna i ma uzasadnienie biznesowe, a Minister Skarbu Państwa obejmując akcje zachowa się jak prywatny inwestor. Każdy projekt, który przekłada się na rozszerzenie naszego dostępu do surowców energetycznych czy efektywniejsze ich wykorzystanie jest poddawany dokładnej analizie, aby móc podjąć właściwe działania – powiedział wiceminister Baniak.

Minister Skarbu Państwa ma możliwość podwyższenia kapitału zakładowego ze środków zgromadzonych w Funduszu Restrukturyzacji Przedsiębiorców, który jest zasilany wpływami z prywatyzacji. Każdorazowo przedsiębiorca występujący o wsparcie składa w MSP wniosek wraz z biznesplanem i testem prywatnego inwestora.

Grupa Lotos zamierza z nowej emisji akcji pozyskać na inwestycje ok 1 mld zł.

Bezrobocie najniższe od lat

Stopa bezrobocia spadła w sierpniu do 11,7 proc. – szacuje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji LewiatanSytuacja na rynku pracy, powoli, ale systematycznie się poprawia. Świadczą o tym ostatnie dane dotyczące bezrobocia, jak i zmian w zatrudnieniu w firmach 10+. Z jednej strony to efekt lepszej koniunktury gospodarczej, z drugiej zaś uruchomienia pieniędzy z Funduszu Pracy na aktywizacje zawodową. Poprawa będzie jeszcze bardziej widoczna, gdy obecne programy pilotażowe prowadzone w 4 regionach, dotyczące wsparcia w poszukiwaniu pracy osób długotrwale bezrobotnych, zostaną rozszerzone na całą Polskę.

Z badań „Monitoring kondycji sektora MMŚP w 2014 r.” przygotowanych przez Konfederację Lewiatan, a zrealizowanych w okresie od maja do lipca 2014 (ankietowanie CBOS) wynika, że w tym roku możemy liczyć na wzrost zatrudnienia we wszystkich działach gospodarki, w największym stopniu w przedsiębiorstwach przemysłowych, budownictwie oraz w opiece zdrowotnej i pomocy społecznej.

Mikroprzedsiębiorstwa w roku 2014 i w przyszłym będą jeszcze ostrożnie zatrudniały nowych pracowników. Ale już ponad 30 proc. firm średnich planuje odważniej zwiększyć zatrudnienie tak w tym roku, jak i w 2015. Z naszych badań wynika, że przyszły rok powinien być jeszcze lepszy niż obecny, ponieważ przeciętnie w każdym dziale gospodarki ok. 20 proc. firm deklaruje wzrost zatrudnienia. Najwięcej ofert pracy będzie w produkcji, a przede wszystkim w sekcji informacja i komunikacja.

Wszystko wskazuje na to, że w 2014 roku uda się utrzymać bezrobocie poniżej 12 proc. Ważne będą dane z września i października, kiedy na rynek pracy wejdą młodzi ludzie, którzy zakończyli edukację i po wakacjach zaczną poszukiwać pracy.

Konfederacja Lewiatan

Karol Półtorak będzie wiceprezesem GPW. KNF wyraziła zgodę

Komisja Nadzoru Finansowego zgodziła się na powołanie Karola Półtoraka na wiceprezesa zarządu GPW.

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie informuje, że Komisja Nadzoru Finansowego posiedzeniu 8 września udzieliła zgody na zmianę w składzie Zarządu Giełdy, polegającą na powołaniu Karola Półtoraka na wiceprezesa zarządu GPW.

Jednocześnie GPW informuje, że zmiana w składzie zarządu giełdy będzie obowiązywała od dnia doręczenia spółce decyzji KNF.

KNF ukarała MCI Capital TFI oraz ING UF

Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła kary pieniężne na MCI Capital Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych oraz ING Usługi Finansowe.

MCI Capital Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych ma zapłacić łącznie 225 tys  zł za przekazanie po terminie raportów bieżących Towarzystwa, zaś ING Usługi Finansowe 100 tys zł za nieprzekazanie do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych imiennych wykazów członków zmieniających ING Otwarty Fundusz Emerytalny.

Jak tłumaczono w komunikacie KNF, w wyniku popełnionego w 2012 roku błędu pracownika agenta transferowego INF OFE, nie zostały przekazane w odpowiednim terminie do ZUS pliki zawierające imienne wykazy członków, którzy zawarli umowę z innym otwartym funduszem emerytalnym oraz imiennych wykazów członków, z rachunków których miały być przekazane środki na rzecz osób uprawnionych w związku ze śmiercią członka funduszu lub zmianą małżeńskich stosunków majątkowych.

W konsekwencji osoby, które w ostatnim kwartale 2012 roku podpisały umowę z innym otwartym funduszem emerytalnym oraz osoby, które złożyły wniosek o przekazanie należnych im środków do innego funduszu w związku ze zmianą stosunków majątkowych z małżonkiem lub w związku ze śmiercią członka funduszu nie zostały zgłoszone do listopadowej sesji transferowej.

KNF podkreśla, że ustalając wysokość kary nałożonej na ING UF, wzięła pod uwagę m.in. brak szkody finansowej członków OFE, podjęcie przez agenta transferowego działań służących wyjaśnieniu przyczyn nieprawidłowości i dobrą współpracę z KNF.

Zysk netto Grupy Kęty wzrósł po 7 miesiącach do 105,6 mln zł

0

Grupy Kęty poinformowała, że od stycznia do lipca jej zysk netto wyniósł 105,6 mln zł. W czerwcu półroczny zysk netto Grupy sięgał 83,4 mln zł.

Spółka podała w komunikacie, że przychody ze sprzedaży wyniosły 1,01 mld zł. EBIT to 137,2 mln zł, zaś  EBITDA 183,9 mln zł.

Spółka podkreśliła, że wyniki nie odbiegają od opublikowanych w sierpniu prognoz na 2014 rok. Grupa Kęty  zapowiedziała tam, że jej roczny zysk sięgnie 170 mln zł, EBITDA 305 mln zł, a zysk operacyjny 225 mln zł.

W połowie roku Grupa osiągnęła przychody na poziomie 851,6 mln zł, 109,5 mln zł zysku operacyjnego oraz zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej w wysokości 83,4 mln zł.

KNF zarzuca Inventum TFI naruszanie interesu klientów. Wszczęto postępowanie administracyjne

0

Komisja Nadzoru Finansowego poinformowała o wszczęciu postępowania administracyjnego wobec Inventum Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych. KNF zarzuca Inventum TFI, że nie wykupuje w terminie jednostek uczestnictwa swych klientów.

Efektem postępowania może być nałożenie na towarzystwo sankcji, tj. cofnięcie zezwolenia na prowadzenie działalności i nałożenia kary pieniężnej do 0, 5 mln zł.

KNF podjął taka decyzję w  związku z podejrzeniem naruszenia przez Inventum Premium Specjalistyczny Fundusz Inwestycyjny Otwarty, Inventum 20 Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych oraz Inventum Parasol Fundusz Inwestycyjny Otwarty przepisów regulujących działalność funduszy inwestycyjnych, nieprzestrzegania zapisów statutów oraz brakiem szczególnego uwzględniania interesu uczestników funduszy w prowadzonej działalności.

Jak podkreślono w komunikacie, postępowanie administracyjne jest związane z problemami płynnościowymi funduszy zarządzanych przez Inventum TFI, skutkującymi brakiem terminowego regulowania zobowiązań wobec uczestników funduszy z tytułu zrealizowanych zleceń odkupienia jednostek uczestnictwa.

– Gdy fundusz nie dokonuje wypłaty środków pieniężnych należnych uczestnikom z tytułu zrealizowanych zleceń odkupienia jednostek uczestnictwa w terminach, do których zobowiązują go przepisy prawa oraz postanowienia statutu funduszu, wartość zobowiązań wobec uczestników jest znaczna, a stan taki nie ma charakteru przejściowego, stwierdzić należy, że istnieje uzasadnione podejrzenie, że fundusz nie realizuje swoich podstawowych obowiązków i w istotny sposób narusza interes uczestników – podkreślono w komunikacie KNF.

Grupa Lotos chce pozyskać 1 mld zł z nowej emisji akcji

1 mld złotych zamierza pozyskać Grupa Lotos dzięki emisji nowych akcji. Nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy Grupy Lotos wyraziło zgodę na podwyższenie kapitału zakładowego – poinformowały władze spółki.

Decyzja oznacza, że spółka może wyemitować maksymalnie 55 mln nowych akcji zwykłych i zaproponować ich kupno dotychczasowym akcjonariuszom spółki. Dzień prawa poboru ustalono na 18 listopada. Za każdą akcję posiadaną na koniec tego dnia akcjonariuszowi będzie przysługiwało jedno prawo poboru.

Liczba akcji nowej emisji, zostanie ustalona i podana do publicznej wiadomości przez zarząd spółki. Termin, w którym będzie możliwe wykonanie prawa poboru, zostanie określony w prospekcie akcji nowej emisji, który zostanie opublikowany po zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Wielkość wpływów z emisji będzie uzależniona m.in. od sytuacji makroekonomicznej, sytuacji na rynkach kapitałowych, popytu na akcje oraz ostatecznie ustalonych warunków emisji.

Wpływy z emisji zostaną przeznaczone na wsparcie inwestycji w gdańskiej rafinerii oraz zwiększenie wydobycia gazu.

Sawicki i Kosiniak-Kamysz powinni pozostać na stanowiskach

Powołanie Ewy Kopacz na stanowisko premiera wydaje się przesądzone. Janusz Piechociński, wicepremier i szef PSL zapewnia w rozmowie z Money.pl, że jego domniemana niechęć do pomysłu kierowania rządem przez obecną marszałek Sejmu i trwający w koalicji spór o jej ewentualnego następcę to plotki.

– To media tak napuszczają na siebie polityków. Co do pani Kopacz i jej powołania na stanowisko premiera, to musimy pamiętać o zachowaniu pełnej procedury. Pani Kopacz jest znanym politykiem i najbliższą współpracowniczką premiera. Znaczna część Platformy Obywatelskiej jest jednak zaskoczona scenariuszem politycznym i Platforma musi się przegrupować i uzgodnić pewne personalne kwestie. Nie wszyscy są zgodni, co do tego wyboru – wyjaśnia Piechociński w Money.pl. – Bez względu na to, kto zostanie premierem, będziemy rekomendowali, by Marek Sawicki i Władysław Kosiniak-Kamysz, pozostali na swoich stanowiskach.

Szef Ludowców dodaje, że nie będzie też zabiegał o stanowisko marszałka Sejmu dla polityka PSL. – Jeżeli nastąpi zmiana na funkcji marszałka, a to nie jest jeszcze do końca przesądzone, to PSL nie będzie rozdzierał szat i nie będziemy wołać – teraz my. W tej sytuacji jaką mamy, niepotrzebne nam wojny w koalicji – mówi.

Piechociński odniósł się również w rozmowie z Money.pl do możliwości koalicji z Prawem i Sprawiedliwością, jeśli to partia Jarosława Kaczyńskiego wygra przyszłoroczne wybory parlamentarne: – Ciężko szykować się do koalicji z kimś, kto nie ukrywa, że chciałby cię zagryźć. Nawet jeżeli jest to na zasadzie gryziemy, gryziemy, ale po wyborach i tak do was przyjdziemy z ministerialnymi tekami, a może nawet z teką premiera – uważa szef PSL. – Trudno mi teraz zadeklarować racjonalną umowy z tymi, którzy się nie zmieniają. Partia Jarosława Kaczyńskiego to środowisko wojny i to bardzo radykalne.

Wicepremier, minister gospodarki uważa też, że założenia przyszłorocznego budżetu – wzrost PKB o 3,4 proc., wzrost zatrudnienia o 0,8 proc. i wpływy z podatków większe aż o 4,6 proc. – to plany „mocno wyśrubowane”, zwłaszcza w kontekście sytuacji na Ukrainie i ekonomicznego konfliktu na linii Unia – Rosja. Skutki będziemy – jego zdaniem – odczuwać jeszcze długo.

– Gdyby nie to, co dzieje się na Ukrainie i sankcje wobec Rosji oraz jej odpowiedź w postaci embarga, to w tym roku nasza gospodarka mogłaby urosnąć o ponad 4 proc. a w przyszłym roku mógł to być skok, aż o 5 proc. – uważa Piechociński w rozmowie z Money.pl. – Myślę, że 3,4 na przyszły rok, to założenie bardzo wyśrubowane. Jeśli będzie wspólne działanie w całej Unii, jeśli zachowamy przewidywalność i poziom inwestycji, jest to do osiągnięcia. Niestety złe efekty embarga przyjdą z czasem. Małe i średnie firmy wstrzymują się z decyzjami o kolejnych inwestycjach, wyczekując w tej niepewnej sytuacji, co dalej.

Uderzenie w polską gospodarkę złagodzić może jedynie otwarcie nowych rynków zbytu dla naszych firm.

Przede mną spotkanie z amerykańskim sekretarzem stanu, szefem departamentu handlu i moim odpowiednikiem w tamtejszej administracji. Chcemy wypracować przyspieszoną ścieżkę wprowadzania naszych produktów na tamtejszy rynek – zapowiada. – Nie miejmy złudzeń, że unijne rekompensaty oddadzą to, co przedsiębiorcy uzyskali w efekcie działalności w normalnych warunkach. To nie sztuka rzucić kilka dodatkowych ton jabłek na rynek holenderski, bo to wywoła tylko wojnę cenową wewnątrz Unii. Poza tym w Europie nie znajdziemy miejsca na półkach sklepowych aż dla miliona ton jabłek, które nie trafią do Rosji.

Autor: Andrzej Zwoliński, Money.pl

Rekordowy spadek bezrobocia w sierpniu

Stopa bezrobocia w sierpniu spadła i wyniosła 11,7%, czyli o 0,2 p. proc. mniej niż w lipcu – wynika z szacunków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. To już siódmy z rzędu miesiąc spadku bezrobocia. Liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy zmalała w tym czasie o 405 tys.

W urzędach pracy na koniec sierpnia zarejestrowanych było 1 855 tys. Osób, to o 24 tys. mniej niż w lipcu. – To był największy sierpniowy spadek stopy bezrobocia od 2008 roku. Oficjalna miara bezrobocia spadła do najniższego poziomu od trzech lat, wyraźnie wyłamując się z wzrostowego trendu obserwowanego od jesieni 2008 roku – tłumaczy Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

W sierpniu poprawę sytuacji na rynku pracy odnotowano we wszystkich województwach. Największy spadek liczby osób bezrobotnych nastąpił na Śląsku – o 3,1 tys. W województwie łódzkim spadek wyniósł 2,6 tys, a w małopolskim – 2,4 tys.

– Źródeł niższego bezrobocia nie należy dopatrywać się w efektach sezonowych – prace sezonowe ruszają na początku wiosny i lata, w sierpniu ten efekt jest już minimalny. Zatem w znacznej mierze mamy do czynienia ze wzrostem popytu na pracę, co jest dobrą wiadomością nie tylko dla pracowników, ale też dla całej gospodarki – dodaje Kolany.

Spadek bezrobocia nie oznacza wzrostu zatrudnienia

Stopa bezrobocia systematycznie spada. Równocześnie odnotowujemy wzrost zatrudnienia w sektorze  przedsiębiorstw, w którym pracuje ponad 5,5 mln osób. W lipcu firmy stworzyły 5 tys. nowych etatów.

– To nie jest oszołamiający wynik, ale najważniejszy jest trend wzrostowy. Firmy zatrudniają pomimo rosyjskich sankcji i wyraźnego ochłodzenia w gospodarce europejskiej. Nie zmienia to faktu, że spadek bezrobocia rejestrowego nie jest tożsamy ze wzrostem zatrudnienia. Nadal, ponad połowa bezrobotnych wykreślonych z rejestru, tak naprawdę, nie znajduje pracy. Na skutek działań formalnych bezrobotni tracą darmową opiekę zdrowotną. Część wyrejestrowuje się także z powodu emigracji. Słowem, statystyka niekoniecznie musi odzwierciedlać rzeczywistość – przekonuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

OPZZ zaproponowało skrócenie tygodnia pracy z 40 do 38 godzin

Polacy pracują prawie najdłużej w całej Unii Europejskiej. Czas to zmienić – mówią przedstawiciele Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.

Dziennie spędzamy w pracy 2-3 godziny więcej, niż pracownicy na Zachodzie. W skali roku daje to prawie 500 godzin różnicy. Przepracowanie ma tymczasem szkodliwy wpływ zarówno na nasze zdrowie, jak i wydajność. „Polacy są zestresowani, zmęczeni, częściej chorują. […] Pracownik przemęczony, przepracowany gorzej pracuje” – mówi serwisowi infoWire.pl doradca OPZZ Piotr Szumlewicz.

Powinniśmy pracować mniej. OPZZ zaproponowało skrócenie tygodnia pracy z 40 do 38 godzin, a także obniżenie wieku emerytalnego dla obu płci do 64 lat. Z innym pomysłem wychodzi Unia Europejska, która chce wydłużyć do 35 dni urlop wypoczynkowy w krajach, gdzie wiek emerytalny wynosi 67 lat lub więcej. Uznano, że należy dać pracownikom więcej czasu na zregenerowanie sił. Prace nad nową unijną dyrektywą już trwają.

Propozycje OPZZ są dla pracowników korzystne – dla pracodawców przeciwnie. Piotr Szumlewicz uważa jednak, że skrócenie tygodnia pracy miałoby pozytywny wpływ również na funkcjonowanie firm i całą gospodarkę. Czy zmiany nastąpią? Zbliżają się wybory, więc to, co wydaje się niemożliwe, może stać się realne.

Warszawiacy wciąż wybierają mieszkania kompaktowe, ale nie kawalerki

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że warszawski rynek, jeśli nie liczyć kurortów, oferuje najdroższe mieszkania w kraju. Każdy metr kwadratowy w nabywanym lokalu jest dla kupujących ważny. Jak wyliczają różni analitycy rynku, średnia cena metra stołecznego mieszkania deweloperskiego kosztuje średnio 7,6 – 7,8 tys. zł.  

Najgorętszym towarem na rynku są mieszkania dwupokojowe, a szczególnie małe dwójki. Im mają mniejszy metraż, tym szybciej znajdują nabywców. Klienci deweloperów szukają często na stołecznym rynku dwóch pokoi na powierzchni do 40 mkw. Przy tak małym metrażu muszą najczęściej zaakceptować aneks kuchenny, zamiast odrębnej kuchni, choć z drugiej strony otwarta kuchnia stwarza poczucie większej przestrzeni w mieszkaniu. Większość osób szuka jak najmniejszych powierzchni, aby cena była relatywnie niska.

Wystarczy nawet 35 metrów

Kompaktowe dwójki wybierają nie tylko pary, ale i single. Nie decydują się na kawalerki, ale podobne metrażowo dwa pokoje, bo zamknięta sypialnia zapewnia im większą prywatność. Wzrost liczby singli to tendencja wyraźnie widoczna, tak w naszym kraju, jak i na całym świecie. Teraz w Polsce singli jest ok. 7 mln (dane GUS), a prognozy mówią, że w 2035 roku będzie ich już 10 mln, czyli co czwarty Polak.

Na warszawskim rynku deweloperskim mieszkań dwupokojowych nie brakuje. Jak obliczają analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl, dwójka to co drugie mieszkanie wystawione na sprzedaż w nowych inwestycjach. Problem zaczyna się wtedy, kiedy szukamy na prawdę małego lokalu z dwoma pokojami. Wtedy musimy decydować się na mieszkanie z odległym terminem oddania, bo takie oferty znikają w pierwszej kolejności.

W projektach, które wchodzą na rynek na 32-35 metrach najczęściej projektowane są już mieszkania dwupokojowe, nie kawalerki. Zdarza się nawet, że dwójki mają metraż poniżej 30 mkw. Deweloperzy nierzadko całkowicie rezygnują z aranżacji kawalerek na nowych osiedlach. Wojciech Stisz z Barc Warszawa SA. przyznaje, że w  drugim etapie osiedla Tarasy Dionizosa, które firma buduje przy ul. Winorośli w Warszawie, zamiast kawalerek, zaprojektowane zostały mieszkania dwupokojowe, których metraż jest niewiele większy od powierzchni lokali jednopokojowych.

Powód jest prosty. Klienci zdecydowanie chętniej wybierają trzydziestokilkumetrowe lokale z wydzieloną sypialnią i salonem z aneksem kuchennym. – Niewiele osób interesuje się dziś kawalerkami, szczególnie jeśli ich powierzchnia i cena są podobne do znacznie funkcjonalniejszych mieszkań dwupokojowych. Dwójkę w Tarasach Dionizosa można kupić już za ponad 210 tys. zł – wyjaśnia Wojciech Stisz.

Małych dwójek nie zabraknie

Warszawska oferta mieszkań z dwoma pokojami ulokowanymi na małej powierzchni w najbliższym czasie zwiększy się. Według obliczeń analityków, na warszawskim rynku pierwotnym w drugim półroczu bieżącego roku pojawić się ma ok. 8 tys. nowych mieszkań.

Czołówka najszybciej rozbudowujących się warszawskich dzielnic nie zmieni się. Według analizy portalu nieruchomości Dompress.pl oferta deweloperów najbardziej zwiększy się na Woli (rejon ul. Jana Kazimierza), Mokotowie (Służewiec Przemysłowy) i Białołęce. Poza tym, o liczne nowe inwestycje wzbogaci się Wilanów, Bemowo (Chrzanów), Żoliborz (Żoliborz Przemysłowy) i Praga Południe.

Sprawdźmy jeszcze, z jakim kosztem kredytu musimy się liczyć. Jak podaje Comperia.pl, rzeczywista roczna stopa oprocentowania kredytów w złotych RRSO w sierpniu br. wyniosła 5,28 proc. W ciągu ostatniego miesiąca oprocentowanie wzrosło zaledwie o 0,01 pkt proc. Tak małe wahania są efektem braku znaczących zmian w ofertach banków udzielających kredytów hipotecznych oraz stabilnego zachowania rynkowych stóp procentowych WIBOR. Na ujednolicenie rynku hipotek wpływają też przepisy wprowadzane sukcesywnie przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Pozasądowe rozwiązywanie sporów – założenia

0

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów rozpoczyna konsultacje społeczne projektu założeń do ustawy o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich.

Wypowiedź Pawła Zagaja Naczelnika w Departamencie Ochrony Interesów Konsumentów w UOKiK

Jeżeli przedsiębiorca nie uznał reklamacji konsumenta, a ten się nie zgadza z taką decyzją może skorzystać z pomocy podmiotów oferujących pozasądowe formy rozwiązywania sporów konsumenckich. Sprawy prowadzone są bez udziału sądu. Jego kompetencje przejmuje niezależna osoba trzecia – np. mediator lub arbiter. W przeciwieństwie do spraw rozpatrywanych przed sądami powszechnymi, metody te są tanie, szybkie i nie wymagają zatrudnienia wyspecjalizowanego prawnika.

W ubiegłym roku Parlamentu Europejski i Rady Unii Europejskiej przyjęły: dyrektywę w sprawie alternatywnych metod rozwiązywania sporów (dyrektywa ADR) oraz rozporządzenie w sprawie rozwiązywania sporów przez internet (rozporządzenie ODR). Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest odpowiedzialny za przygotowanie założeń do projektu ustawy wprowadzającej do polskiego prawa unijne przepisy. Polubowne rozwiązywanie sporów stanie się łatwiejsze, szybsze i jednakowe dla wszystkich konsumentów w Unii Europejskiej, będzie obejmować wszystkie branże z wyjątkiem usług medycznych oraz niektórych usług edukacyjnych. Dzisiaj rozpoczynamy konsultacje społeczne projektu założeń do ustawy o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckichmówi Paweł Zagaj – naczelnik w Departamencie Ochrony Interesów Konsumentów UOKiK.

Analizy UOKiK wskazują, że optymalnym rozwiązaniem dla naszego kraju będzie utrzymanie i rozbudowa mieszanego systemu pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich, w którym istnieją pozasądowe instytucje podejmujące interwencje (tzw. podmioty ADR) zarówno niepubliczne (utworzone przez np. organizacje przedsiębiorców z danej branży), jak i publiczne, działające przy organach właściwych dla poszczególnych sektorów rynku. Z jednej strony, zapewni to fachowość i profesjonalizm podmiotów ADR, z drugiej – będą mogły one współpracować i wzajemnie się uzupełniać. Dodatkowo dla wypełnienia ewentualnych luk systemowych Urząd proponuje utworzenie podmiotu ADR o charakterze horyzontalnym działającym przy Inspekcji Handlowej. Ten podmiot będzie kompetentny w sprawach, dla których nie zostałby utworzony wyspecjalizowany podmiot ADR.

Zgodnie z założeniami, system ADR w Polsce będzie otwarty, czyli będą mogły do niego przystąpić nowe podmioty utworzone np. przez organizacje przedsiębiorców, a także pozwoli na zmianę zakresu ich działania.

Więcej propozycji znajduje się w projekcie założeń do ustawy. Zachęcamy do lektury.

 

E-zakupy w krajach egzotycznych – porady UOKiK

7 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zgłosił Urząd do Prokuratury w 2014 roku. Dotyczyły one przedsiębiorców sprzedających towary poza lokalem oraz przez Internet. Przypominamy o zasadach zakupów w sieci

Łukasz Wroński, Zastępca Dyrektora Departamentu Polityki Konsumenckiej UOKiK
Wypowiedź Łukasza Wrońskiego, Dyrektora Departamentu Ochrony Interesów Konsumentów w UOKiK

Bez względu na to, czy internetowy przedsiębiorca ma siedzibę w Dubaju, Wietnamie, na Malediwach, musi przestrzegać polskiego prawa, jeżeli kieruje ofertę do polskiego konsumenta. Oznacza to, że gdy np. wysyła towar do Polski, ceny podaje w złotówkach, a strona jest napisana w naszym języku, to musi wywiązać się z wielu obowiązków informacyjnych i zapewnić 10 dniowy okres na odstąpienie od umowy. Konsument korzystający z e-zakupów towarów lub usług musi przede wszystkim pamiętać, że nawet samo klikniecie na okienko „akceptuję regulamin” czy „zapoznałem się z regulaminem” może oznaczać zawarcie umowy.

Zanim klikniesz, sprawdź:

1.     Dane sprzedawcy, takie jak nazwa przedsiębiorcy, adres, email. Jeśli ich nie ma, zrezygnuj z zawarcia umowy. Uczciwy sprzedawca nie będzie miał powodu, by je ukrywać. Jeśli informacje na stronie są częściowe, przykładowo wyłącznie finezyjna nazwa firmy, ale brak adresu stacjonarnego przedsiębiorcy – pamiętaj, że ważne dla kupującego informacje można zweryfikować w inny sposób , np. w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Zwróć uwagę na to, gdzie znajduje się siedziba przedsiębiorcy. Jeśli jest poza UE, w przyszłości może być bardzo trudno dochodzić praw, chociażby w przypadku złożenia reklamacji sprzedawcy, który ma siedzibę w dalekim kraju.

2.     Przeczytaj regulamin. Sprawdź w szczególności następujące informacje:

  • wysokość opłat, zwróć uwagę na koszt towaru lub usługi, koszt dostawy, ewentualne kary umowne, a także  na należności za samą rejestrację na portalu lub dostęp do jego zasobów.
  • czas na jaki umowa jest zawierana, np. czy sprzedawca  zastrzega automatyczne przedłużenie umowy na czas oznaczony lub nieoznaczony. Zwróć uwagę na warunki rozwiązania umowy.
  • adresy pod które należy wysłać oświadczenie o odstąpieniu od umowy lub reklamację i czy czynności te nie są obwarowane dodatkowymi wymaganiami.
  • bądź ostrożny – jeżeli w informacjach na stronie internetowej brak którejkolwiek z tych informacji lub są one niejasne, zrezygnuj  z zawarcia umowy.

3. Klikając zawierasz umowę. Zakupy na odległość to specyficzny rodzaj umowy – nawet samo klikniecie na okienko „akceptuję regulamin” czy „zapoznałem się z regulaminem” może oznaczać zawarcie umowy. Pamiętaj, że jednocześnie może mieć miejsce zawarcie dwóch lub więcej e-umów (o korzystanie z portalu internetowego, umowa sprzedaży towaru lub o świadczenie usługi), a stroną poszczególnych rodzajów umów mogą być różne podmioty. Jaką umowę zawarłeś i z kim – to wiedza istotna w przypadku np. reklamacji wadliwego towaru.

4. Zwróć uwagę na zakres żądanych danych i cel. Sprzedawca nie zawsze musi poznać numer telefonu komórkowego kupującego  (w niektórych przypadkach jego podanie  może oznaczać skorzystanie z usługi premium, polegającej na odbieraniu lub wysyłaniu kosztownych smsów).

4. Wybieraj rozsądnie formy płatności. Karta kredytowa, przelew, za pobraniem, a może zaliczka? Jeżeli nie jesteś pewien przedsiębiorcy u którego zamawiasz kosztowne zakupy, skorzystaj z przesyłki za pobraniem.

5. Rozważnie podchodź do super okazji, ogromnych przecen. Nieprawdopodobnie niska cena i obowiązek zapłaty z góry mogą świadczyć o tym, że otrzymasz towar nieoryginalny, niskiej jakości lub który być może w ogóle do ciebie nie dotrze.

6. Odstąpienie od umowy. W przypadku zawarcia umowy na odległość konsument ma prawo odstąpić od umowy w terminie 10 dni. Pamiętajmy o wyjątkach: jeżeli jednak zgodziliśmy się (np. akceptując regulamin) na rozpoczęcie świadczenia usługi (np. pobierania plików), przed rozpoczęciem tego terminu, tracimy prawo bezkosztowego odstąpienia od umowy. Nie obowiązuje ono także wtedy, gdy zawieramy przez internet umowę o wykonanie jakiejś pracy (np. rejestrując się na portalu dla aktorów, modeli, zobowiązując się do promowania oferty na portalu społecznościowym) lub prowadzimy działalność gospodarczą. Osoba, która zawiera umowy w celu gospodarczym nie jest konsumentem, w związku z tym nie jest objęta ochroną, która wynika z przepisów konsumenckich.

UOKiK nie ma kompetencji do tego, by interweniować wtedy, gdy konsument został oszukany przez wirtualnego sprzedawcę np. konsument otrzymał towar nieoryginalny, lub towar w ogóle nie został wysłany. Urząd regularnie zawiadamia Prokuraturę o tego typu praktykach. Od początku roku skierowano już 7 zawiadomień dotyczących przedsiębiorców działających w różnych branżach.

Zmiany prawne

25 grudnia wchodzi w życie ustawa o prawach konsumenta. Najważniejsze zmiany, które będą chronić wszystkich słabszych uczestników rynku – to wydłużenie prawa do odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem lub na odległość z 10 do 14 dni oraz wymóg uzyskania wyraźnej zgody konsumenta na wszelkie dodatkowe płatności wykraczające poza uzgodnione wynagrodzenie za główne obowiązki umowne przedsiębiorcy. Dzięki temu dokonywanie zakupów w sieci będzie bezpieczniejsze.

Pomoc dla konsumentów:
W przypadku oszustwa – zgłoś sprawę organom ścigania: Prokuraturze lub Policji.

Problemy z przedsiębiorcą z UE: pomocą służy Europejskie Centrum Konsumenckie.

Problem z polskim sprzedawcą: 800 007 707, miejscy powiatowi rzecznicy konsumentów, Inspekcja Handlowa, [email protected] .

 

Vigget – fikcyjna promocja

Spółka Vigget sprzedająca urządzenia paramedyczne na pokazach wprowadzała konsumentów w błąd stosując fikcyjną promocję – uznał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Spółka została ukarana kwotą 90 tys. zł

Wypowiedź Agnieszki Ciucias Wicedyrektor Delegatury UOKiK w Poznaniu

Spółka Vigget sprzedaje urządzenia paramedyczne o nazwie RezonMed i suplementy diety. Swoje produkty oferuje konsumentom na pokazach oraz przez Internet. Postępowanie przeciwko spółce UOKiK wszczął we wrześniu 2013 roku.

UOKiK przeanalizował wzory umów sprzedaży zawieranych przez Vigget z uczestnikami pokazów. Niedozwoloną praktyka przedsiębiorcy było w ocenie Prezesa Urzędu sugerowanie konsumentom, że kupując urządzenie  podczas pokazu zyskują upust do 50%.  Spółka informowała, że regularna cena aparatu wynosi  około 7 tys. zł i proponowała uczestnikom prezentacji promocyjny zakup nawet za połowę tej sumy. Postępowanie UOKiK wykazało jednak, że sprzęt nigdy nie był sprzedawany w cenie wyjściowej, zatem przedsiębiorca wprowadzał konsumentów w błąd co do wartości urządzenia. Co więcej, mogli oni nabrać przekonania o szczególnej korzyści wynikającej z podjęcia szybkiej decyzji o zakupie.

Urząd zakwestionował także postanowienia wzorca umowy zwieranej z konsumentami.  Zastrzeżenia Prezesa UOKiK wzbudziło między innymi postanowienie, dotyczące uznania faktu samego nadania przesyłki do konsumenta za wykonanie przez przedsiębiorcę umowy. W ocenie Urzędu mogło to sugerować konsumentom, że termin na odstąpienie od umowy zawartej na odległość rozpoczyna bieg od chwili nadania przez spółkę towaru na poczcie. Zgodnie z prawem, konsument, który zawarł umowę sprzedaży na odległość, może od niej odstąpić bez podania przyczyny w terminie dziesięciu dni od wydania  towaru – przy czym, w przypadku sprzedaży wysyłkowej chodzi tu o faktyczny moment odbioru towaru przez konsumenta.

Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów na Vigget została nałożona kara blisko 90 tys. zł. Decyzja nie jest ostateczna – spółka może odwołać się do sądu.

Pomoc dla konsumentów

Zawarłeś umowę na pokazie? Nie wiesz jak odstąpić? Masz 10 dni na rezygnacją z zakupów. Bezpłatna pomoc: 800 007 707, rzecznicy konsumentów, Inspekcja Handlowa, Federacja Konsumentów, [email protected]. Więcej informacji o zasadach zakupów na pokazie znajduje się w poradniku UOKiK.

 

Gdzie i za ile polecieli Polacy na tegoroczne wakacje?

Szczyt wakacyjnego sezonu już za nami. Według porównywarki ofert turystycznych KAYAK.pl, jej polscy użytkownicy, wyszukujący lotów na lipiec i sierpień, najczęściej decydowali się na podróż do europejskich stolic, Nowego Jorku lub Bangkoku*. Średnie ceny za bilet w dwie strony wahały się od ok. 590 zł (Rzym) do nawet 2792 zł (Nowy Jork).

Statystyki porównywarki KAYAK.pl pokazały, że niezmienną popularnością wśród Polaków cieszy się Londyn. Brytyjska stolica zajęła pierwsze miejsce zarówno w lipcowym, jak i sierpniowym rankingu najczęściej wybieranych portów docelowych. Średni koszt biletów dla jednej osoby w dwie strony w wakacyjnych miesiącach wyniósł ok. 660 zł. Również w ogólnym zestawieniu, opisującym kierunki najpopularniejsze dotychczas w 2014 r., Londyn plasuje się wysoko. Wyprzedza go jedynie Nowy Jork.

Na czas sezonu wakacyjnego Wielkie Jabłko spadło jednak na drugą pozycję. Zaraz za nim znalazły się europejskie stolice – Barcelona, Paryż, Rzym i Lizbona. Spośród tych czterech kierunków najtańsze bilety można było znaleźć na trasie do Włoch (średnia cena 590 zł). Najwięcej musieli zapłacić turyści lecący do Portugalii – nawet ponad 1100 zł.

Jedyne azjatyckie miasto, które znalazło się w zestawieniu dziesięciu najczęściej wyszukiwanych przez polskich użytkowników KAYAK.pl w okresie letnim, to Bangkok. Można jednak zauważyć, że turyści częściej decydują się na tajski wypoczynek poza tradycyjnym sezonem urlopowym. Stolica Tajlandii, której oficjalna nazwa figuruje w Księdze Rekordów Guinnesa, jako najdłuższa nazwa geograficzna na świecie, zajęła w zestawieniu ogólnym czwarte miejsce. Ci, którzy zdecydowali się jednak odwiedzić Bangkok w lipcu lub sierpniu, musieli liczyć się średnio z wydatkiem ok. 2500 zł.

Analizując wyszukiwania lotów realizowanych w miesiącach letnich, zauważyliśmy wzrost ich liczby w sierpniu. Wygląda na to, że Polacy preferują zagraniczny wypoczynek w drugiej połowie wakacji – komentuje Andrew Verbitsky, Dyrektor Regionalny KAYAK.pl.

Co ciekawe, w przypadku wyszukiwań hoteli ranking dziesięciu najpopularniejszych miast został zdominowany przez polskie miejscowości – Warszawę, Gdańsk, Kraków, Sopot i Wrocław. Na pierwszym miejscu uplasował się natomiast Amsterdam.

*Opracowanie przygotowane zostało na podstawie statystyk wyszukiwań połączeń lotniczych na okres lipiec – sierpień 2014 r. dokonanych przez polskich użytkowników porównywarki ofert turystycznych KAYAK.pl.

Rozpocznij karierę z odpowiednim nastawieniem

O swoją karierę zadbać należy samemu. Jest to plusem – daje dużą swobodę i uczy samodzielności. Wiadomo, że szkoła wyższa nie przygotuje do życia zawodowego w 100%. Sukces leży w tym, by traktować siebie jak produkt wymagający ciągłych ulepszeń.

Skonstruuj dla siebie ogólny kilkuletni plan edukacji i kariery. Zastanów się kim chcesz być po jego realizacji, co chcesz w tym czasie osiągnąć. Zbierz informacje potrzebne do realizacji tego co zamierzasz i na ich podstawie dopracuj szczegóły: między innymi terminy i kroki pośrednie. Planowanie to świetny sposób na podjęcie ważnych decyzji i ustalenia priorytetów na samym początku. Można dzięki niemu skupić się na rzeczywistych filarach rozwoju.

Plany mają to do siebie, że się zmieniają. Nie należy ich bezmyślnie realizować, jeżeli znaleźliśmy dla siebie lepszą opcję. Niekorzystne jest również popadanie w perfekcjonizm. Realizacja najważniejszych celów jest najbardziej pożądana, nawet jeżeli jest to osiemdziesiąt ze stu procent pierwotnych założeń.

Niezależnie czy w firmie czy na uniwersytecie, warto wyróżniać się pełnym zaangażowaniem i jakością działań. Nie tylko na początku, ale przez cały czas. Przeciętność nie otwiera drogi awansu czy drzwi ku nowym, bardziej odpowiedzialnym zadaniom, pozwalającym na zdobycie cennych doświadczeń.

Należy docenić doświadczenia z początków swojej kariery, nawet jeżeli nie byliśmy z nich zadowoleni w 100 procentach. W wielu przypadkach okazują się one bardzo pomocne później – mówi Katarzyna Kłopotek, Junior PR Specialist GRUPA 365 NET.

Na koniec warto wspomnieć o soft skills. Ich posiadacze są w stanie o wiele skuteczniej komunikować się z innymi, a jest to podstawą – firmę czy instytucję tworzą przecież ludzie. Okazywanie szacunku innym i prezentowanie wysokiej kultury osobistej znacznie pomaga w kontaktach z ludźmi, a dodatkowo w budowaniu swojej marki. W pracy nieuniknione są również sytuacje stresowe. Niezbędne jest wtedy panowanie nad emocjami i asertywność, a także umiejętność pracy pod presją czasu.

Odpoczynek w pracy

3/4 Polaków pracuje dużo i długo. Powodem są oczekiwania pracodawcy lub pasja do wykonywanego zawodu. Specjaliści przestrzegają – trzeba znaleźć też czas na odpoczynek.

Praca daje satysfakcję, ale brak racjonalnego podejścia do niej niesie ze sobą poważne konsekwencje. „Jeżeli poświęcimy dla pracy odpoczynek, zdrowie, życie rodzinne i towarzyskie, może doprowadzić to do pracoholizmu, który jest chorobą” – mówi serwisowi infoWire.pl Iwona Kowalewski, specjalistka SITA.

Odpoczynek jest niezbędny nie tylko w czasie urlopu, ale i na co dzień. Warto nauczyć się relaksować. „Nie zrywajmy się z budzikiem i nie gońmy od razu do pracy lub innych obowiązków”– podkreśla ekspertka. Nie forsujmy się wieczorem, nie zarywajmy nocy, nie podchodźmy emocjonalnie do spraw, bo trudno będzie nam zasnąć.

Będąc w pracy, warto zrobić sobie chwilę przerwy i poświecić ją tylko dla siebie. Wszytko po to, aby później efektywniej pracować, a w sytuacjach stresowych nie tracić głowy – zaznacza Iwona Kowalewski.

Polimex-Mostostal: Prawomocne uchylenie postanowienia o ustanowieniu sądowego nadzorcy majątku spółki

0

Postanowienie sądu w sprawie uchylenia zabezpieczenia majątku spółki Polimex-Mostostal w postaci tymczasowego nadzorcy sądowego jest prawomocne.

Zarząd spółki Polimex-Mostostal informuje, że 8 września powziął informację o stwierdzeniu przez Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie Sąd Gospodarczy X Wydział Gospodarczy do spraw upadłościowych i naprawczych prawomocności postanowienia o uchyleniu zabezpieczenia ustanowionego postanowieniem Sądu z 29 lipca 2014 roku w postaci ustanowienia na majątku spółki tymczasowego nadzorcy sądowego z wniosku wierzyciela spółki – osoby fizycznej – Zbigniewa Jóźwiaka.

Bezrobocie w Polsce od siedmiu miesięcy spada. W sierpniu wynosiło 11,7 proc.

Stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec sierpnia wyniosła 11,7 proc. i w porównaniu do lipca zmniejszyła się o 0,2 pkt. proc. – informuje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. To już siódmy z rzędu miesiąc spadku bezrobocia.

Sierpień nie jest naturalnym miesiącem spadku bezrobocia. Zdarzały się lata, tak było w 2009 i 2012 roku, kiedy bezrobocie w końcówce wakacji rosło. To pokazuje, że tegoroczny spadek nie jest wyłącznie sezonowy. Ożywienie na rynku pracy jest faktem – powiedział Minister Pracy i Polityki Społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz.

W sierpniu liczba osób bezrobotnych zmniejszyła się o 24 tys. wynika z szacunków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy zmalała w tym czasie o 405 tys. W urzędach pracy na koniec sierpnia zarejestrowanych było 1 855 tys. osób.

– Tak duży spadek bezrobocia w sierpniu po raz ostatni miał miejsce 7 lat temu, w 2007 roku, jeszcze przed wybuchem kryzysu – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz.

W sierpniu poprawę sytuacji na rynku pracy odnotowano we wszystkich województwach. Największy spadek liczby osób bezrobotnych nastąpił na Śląsku o 3,1 tys. W województwie łódzkim spadek wyniósł 2,6 tys, a w małopolskim 2,4 tys.

Z danych resortu wynika, że firmy chcą zatrudniać nowych pracowników. Pracodawcy zgłosili w sierpniu do urzędów 93 tys. miejsc pracy i aktywizacji zawodowej, o blisko jedną piątą więcej niż w sierpniu 2013 r.

Ile nas kosztuje awans Tuska? Jak dużą będzie miał władzę?

Przekonanie, żywione przez wielu publicystów nad Wisłą, że nominacja dla Tuska to „ostateczny koniec podziału na Europę Wschodnią i Zachodnią” oraz dowód na to, że nasz kraj odgrywa ogromną rolę w Europie, jest wyjątkowo naiwne – pisze w „Do Rzeczy” Marek Magierowski. W najnowszym wydaniu tygodnika publicyści o tym, ile Polskę kosztował sukces premiera i jakie ma realne znaczenie dla naszej polityki.

Tuż po mianowaniu Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej włoska „La Stampa”, jeden z najważniejszych dzienników w Italii, zamieściła sylwetkę polskiego premiera. Czytelnicy mogli się z niej dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. Na przykład tego, że Tusk współtworzył partię o nazwie Polska – Unia Wolności i że o swoich kaszubskich korzeniach dowiedział się dopiero, gdy był dorosły. Swój artykuł o Tusku zamieściła też na swojej stronie BBC. Akapit o osiągnięciach gospodarczych Tuska został niemal słowo w słowo przepisany z angielskojęzycznej Wikipedii. A Wikipedia z kolei opierała się na tekście amerykańskiego magazynu „Time” z roku… 2008. Tusk pozostaje dla europejskich mediów enigmą. Tym bardziej dla zwykłych Włochów, Hiszpanów i Duńczyków, którzy w większości usłyszeli to nazwisko po raz pierwszy (…)  Przekonanie, żywione przez wielu publicystów nad Wisłą, że nominacja dla Tuska to „ostateczny koniec podziału na Europę Wschodnią i Zachodnią” oraz dowód na to, że nasz kraj odgrywa ogromną rolę w Europie, jest wyjątkowo naiwne – pisze w „Do Rzeczy” Marek Magierowski. Publicysta podkreśla, że szanse na to, iż Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej wzmocni pozycję Polski w Unii, są dość iluzoryczne. Gdybyśmy mogli to stanowisko przehandlować, proponowałbym następujący deal: „Rezygnujemy z szefa Rady Europejskiej, ale chcemy za to 20 stanowisk w następujących dyrekcjach generalnych: energii, rynku wewnętrznego, konkurencji, klimatu i rolnictwa”. Proszę mi wierzyć, taki „barter” byłby dla Polski dużo bardziej opłacalny – pisze w „Do Rzeczy” Marek Magierowski.

Z kolei Rafał A. Ziemkiewicz zauważa, że w odgórnym wybuchu radości po nominacji Donalda Tuska starannie unikano pytania, ile za ten zaszczyt zapłaciliśmy. Jakie koncesje musiała poczynić Polska, aby kibicujące PO media mogły ogłosić „największy sukces Polaka od czasów wyboru Jana Pawła II”? – pyta Ziemkiewicz. I zwraca uwagę, że jedna z brytyjskich gazet twierdzi, iż David Cameron – którego poparcie okazało się w staraniach przełomowe – pozyskany został obietnicą wsparcia przez Polskę bardzo istotnej dla brytyjskich konserwatystów zmiany we wspólnotowym prawie, która pozwoliłaby państwom „starej Unii” wypłacać mniejsze świadczenia imigrantom z nowych krajów członkowskich niż swoim „etnicznym” obywatelom. W praktyce oznacza to odebranie brytyjskich zasiłków przebywającym na Wyspach Polakom.(…) Co może nawet nie byłoby sprzeczne z polską racją stanu, bo to, że Polki wyjeżdżają za granicę rodzić dzieci, to dla nas sprawa fatalna. Problem jednak w tym, że oficjalnie Tusk występował bardzo demonstracyjnie przeciwko temu pomysłowi, a w jego otoczeniu opowiadano nawet bajki, jak ostro niby miał „ochrzanić” za to Camerona – pisze Ziemkiewicz. I dodaje, że byłoby jednak bardzo źle, gdyby właśnie zasiłki dla polskich imigrantów w Wielkiej Brytanii stały się w potocznej świadomości symbolem ceny zapłaconej za brukselski tron dla premiera. Cena była znacznie większa i jej dokładne określenie możliwe będzie zapewne dopiero po zmianie władzy oraz szczegółowym „audycie” ośmioletnich rządów PO – podkreśla Rafał. A. Ziemkiewicz w najnowszym „Do Rzeczy”.

Nasza polityka przypomina dziś najlepsze kryminały Agathy Christie. Wielki Donald odchodzi na stanowisko szefa Rady Europejskiej i natychmiast iluś polityków PO oraz PiS zaczyna snuć polityczne plany i wewnątrzpartyjne intrygi. Swoisty moment zero, o którym wielu myślało od lat, ale nie wierzyło, że w końcu nadejdzie – tak z kolei komentuje zmiany na polskiej scenie politycznej Piotr Semka. Jaka będzie Polska bez Tuska? Na razie inicjatywę mają wyznawcy Donalda. Sugerują, że Polska bez Tuska niewiele będzie się różnić od tej dotychczasowej. O tym jednak, że sama informacja o usunięciu się premiera z krajowego podwórka zmieniła nastroje, świadczyły dziwne weekendowe wydarzenia, kiedy to ogłoszono nominację dla lidera Platformy. Wcześniej, 29 sierpnia, w Belwederze rozmawiano nie tylko o sytuacji na Ukrainie, ale także o „ważnych decyzjach dla Polski”. Na spotkaniu Bronisław Komorowski gościł Ewę Kopacz i Tomasza Siemoniaka. O ile tego dnia przed południem Ewa Kopacz ogłaszała, że jest gotowa zostać premierem, jeśliby „sytuacja tego wymagała”, o tyle po spotkaniu w Belwederze nabrała wody w usta. 1 września Tusk w pierwszych swoich wystąpieniach zaczął na gwałt podkreślać, że wybór nowego premiera zostanie ogłoszony przez prezydenta. Dziś trudno mieć wątpliwości, że Komorowski zawetował błyskawiczną intronizację Kopacz – zauważa Semka. „Burzliwa Polska bez Tuska” – w nowym „Do Rzeczy”.

Ewie Kopacz trudno odmówić politycznego sprytu. Wspinając się po szczeblach politycznej kariery, wielokrotnie pokazała, że potrafi być tak samo bezwzględna, jak Donald Tusk – pisze z kolei Kamila Baranowska. I przypomina, że kiedy Ewa Kopacz starła się w telewizji z Markiem Suskim, swoim przeciwnikiem z tego samego okręgu wyborczego, wychodząc ze studia, wycedziła do niego przez zęby: „Już nie jesteśmy, Suski, kolegami”. Suski wspomina, iż była tak zdenerwowana, że papieros, którego właśnie próbowała zapalić, wypadł jej z ręki. Od tamtej pory są znów na „pan/pani”, choć znają się prawie od 20 lat.Ta historia dobrze oddaje to, co jej koledzy z partii – zarówno byli, jak i obecni – nazywają „niestabilnością emocjonalną”. Zadziwiająco łatwo wyprowadzić ją z równowagi. Pod tym względem jest całkowitym przeciwieństwem opanowanego nawet w najbardziej kryzysowej sytuacji Donalda Tuska – pisze Baranowska. Nic dziwnego, że opozycja na wieść o tym, że to właśnie Ewa Kopacz ma dziś największe szanse, by objąć stanowisko premiera, zaciera ręce. Czy słusznie? O tym w najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy.

Paradoksalnie awans Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej może przyspieszyć prace nad powołaniem sejmowej komisji „w celu zbadania okoliczności, jakie towarzyszyły powstaniu projektu ustawy o likwidacji WSI i weryfikacji ich kadr, powstaniu i publikacji raportu o działaniach żołnierzy i pracowników WSI” – zauważa z kolei Sławomir Cenckiewicz. Patronem rozprawy z likwidatorami WSI zostanie Bronisław Komorowski, który będzie jednak starał się w sprawę zanadto nie angażować publicznie, gdyż w tej kwestii występuje w rażącym konflikcie interesów. Ze względu na udział Komorowskiego w prowokacji, zapoczątkowanej nierzetelną publikacją „Dziennika” pt. „Aneks do raportu o WSI na sprzedaż” z 19 listopada 2007 r., która stanowiła jakby preludium do podjęcia działań przez ABW w sprawie rzekomego handlu tajnym aneksem do raportu z weryfikacji WSI, sąd nad Macierewiczem będzie miał charakter wyłącznie doraźnej dintojry – pisze Cenckiewicz. Więcej – w najnowszym wydaniu „Do Rzeczy”.

W „Do Rzeczy” także komentarz Krzysztofa Rybińskiego, który pisze, że trudno zrozumieć, dlaczego unijni przywódcy wybrali na przewodniczącego Rady Europejskiej polityka, który skazał Polskę na stagnację, a przyszłe pokolenia emerytów na biedę. Elity unijne oraz światowa finansjera mają zupełnie inną ocenę nadwiślańskich polityków niż Polacy. Na przykład były minister Sami Wiecie Który był kilkakrotnie wybierany na najlepszego ministra finansów Europy przez międzynarodową prasę finansową, a w Polsce wielokrotnie otrzymał od polskich przedsiębiorców nagrodę Malinę dla największego szkodnika gospodarczego – pisze Rybiński. Czyja ocena jest słuszna? Czy rację mają Polacy oceniający rząd Tuska bardzo źle? Jakimi kryteriami kierują się liderzy krajów Unii, którzy wybrali go na swojego przewodniczącego? Próba odpowiedzi – na łamach najnowszego wydania „Do Rzeczy”.