Rośnie konsumpcja w Chinach. To szansa dla europejskich eksporterów, także z Polski

W II kwartale wzrost gospodarczy Chin wyniósł 7,5 proc. Tak szybko rosnąca gospodarka to ogromna szansa dla krajowych eksporterów na nowy, gigantyczny rynek zbytu. Na sukces w Chinach nie mają jednak co liczyć firmy, których właściciele zlekceważą zagrożenia wynikające z odmienności kulturowej i stylu prowadzenia biznesu.

Atrakcyjność Chin dla biznesu jest oczywista: to przeszło 1,3 mld potencjalnych konsumentów, ponad dwa razy więcej niż wszystkich mieszkańców Unii Europejskiej. Na skutek bardzo szybkiego w stosunku do UE czy Stanów Zjednoczonych rozwoju gospodarczego obywatele tego kraju szybko się bogacą. Produkt krajowy brutto (PKB) Chin, według tamtejszych władz (inne dane nie są dostępne), urósł w ub. roku o 7,7 proc. i był to najniższy wzrost od 14 lat.

Zdaniem Radosława Domagalskiego, prezesa zarządu Magellan Trading Shanghai, spółki zajmującej się produkcją i dystrybucją produktów z branży budowlanej, szefowie polskich firm co najmniej średniej wielkości, a już na pewno dużych, powinni w swoich strategiach rozwoju i inwestycyjnych uwzględniać zaangażowanie na rynku chińskim. Obecnie zdaniem tego przedsiębiorcy szanse na skuteczne konkurowanie mają tam przede wszystkim firmy największe.

– Obecność na rynku chińskim wiąże się z koniecznością posiadania pewnych zasobów własnych, ludzkich, finansowych czy materialnych, i przede wszystkim cierpliwością – twierdzi Radosław Domagalski w rozmowie z agencją Newseria. – Nic nie przychodzi tam już szybko i łatwo. To nie są te czasy, gdy można było osiągać w Chinach spektakularne i szybkie sukcesy. Dzisiaj trzeba dokonać rzetelnej analizy rynkowej pod kątem własnego potencjału i możliwości tamtejszego rynku, który jest bardzo zróżnicowany wewnętrznie.

Konkurencja ze strony lokalnych firm jest jednak coraz większa. Gospodarka chińska dokonuje zwrotu w kierunku konsumpcji wewnętrznej. Wyczerpują się bowiem proste możliwości rozwoju wynikające z taniej siły roboczej i niskiej ceny oferowanych zagranicznym kontrahentom artykułów i usług. Szybko natomiast rosną koszty pracy i koniecznych do utrzymania produkcji surowców.

– W związku z tym tamtejszy rząd jest zmuszony do pobudzania wewnętrznej konsumpcji – wskazuje prezes zarządu Magellan Trading Shanghai. – To szansa m.in. dla polskich firm, żeby na tym rynku zaistnieć. Konsumpcyjna świadomość i zdolności zakupowe Chińczyków są coraz większe. Trend ten wyraźnie się już wykształcił i myślę, że pozostanie na tym rynku na stałe.

Największe szanse na sukces zdaniem Radosława Domagalskiego mają obecnie producenci dóbr powszechnego użytku i firmy handlujące tymi produktami. Na rynek wchodzi bowiem i zdobywa zdolność do robienia zakupów pierwsze pokolenie chińczyków, które chce jak najszybciej upodobnić się do mieszkańców Zachodu.

– Coraz więcej obywateli Państwa Środka jeździ na szeroko rozumiany Zachód, widzi, w jakich warunkach żyją Europejczycy. Chce podobnie mieszkać i żyć, a także konsumować szybko i pod innymi względami upodabniać się do standardów europejskich – mówi Domagalski. – Chcą zatem kupować coraz częściej dobra luksusowe lub te, które pozwalają zwiększać codzienny komfort. A ponieważ również polskie firmy produkują wiele dóbr tego rodzaju, jest to ogromna szansa dla nich. Jestem przekonany, że wiele polskich przedsiębiorstw mogłoby odnieść sukces na tamtym rynku. Myślę, że mamy sporo do zaoferowania chińskiemu konsumentowi.

Krajowi przedsiębiorcy jednak, jak podkreśla szef Magellan Trading Shanghai, nie powinni zapominać o różnicach, jakie dzielą Polskę i Państwo Środka. Relacje biznesowe w Chinach, jak uważa przedsiębiorca, muszą być oparte na osobistych kontaktach. Trzeba rozwijać je długo na bazie częstych kontaktów, jeździć, spotykać partnerów, poznawać potencjalnych klientów, kontrahentów i dystrybutorów.

– W Europie jesteśmy przyzwyczajeni do bardziej instrumentalnego traktowania biznesu – zauważa Radosław Domagalski. – Europejska przedsiębiorczość jest bardziej oparta na liczbach. W Chinach natomiast relacje osobiste wciąż odgrywają znacznie większą rolę. Konieczne jest więc stworzenie więzi pomiędzy partnerami. Trzeba zrozumieć, poznać kontrahenta, jego oczekiwania, które nie sprowadzają się tylko do ceny czy parametrów oferty. On działa w szerszym kontekście, obejmującym relacje z innymi przedsiębiorcami, urzędnikami i innymi klientami.

Rynek chiński to nie tylko ogromny potencjał, lecz także zagrożenia. Największym zdaniem prezesa Magellan Trading Shanghai jest przesadny optymizm. Skala rynku i tempo rozwoju Państwa Środka są tak duże, że robią wrażenie prawie na każdym przedsiębiorcy. To często powoduje też, że podczas planowania nie są dostrzegane zagrożenia, które płyną m.in. z różnić kulturowych czy stylu prowadzenia biznesu.

– Często pojawia się stosunkowo naiwne przekonanie o możliwościach rynku chińskiego – mówi Radosław Domagalski. – Przedsiębiorcy wyobrażają sobie, że jeśli tylko co setny tamtejszy konsument kupi jego produkt, to skala biznesu będzie ogromna. A w praktyce tak to nie działa. Chiny są ogromne terytorialnie. W związku z tym możliwości wejścia na cały rynek są bardzo ograniczone. Trzeba zacząć od konkretnej lokalizacji, która jest najbardziej właściwa z punktu widzenia prowadzonego biznesu. I tam, w niewielkiej jak na Chiny skali, zaczynać. Dopiero potem można rozszerzać zasięg prowadzonej działalności.

Polscy specjaliści przenoszą doświadczenie z dużych zagranicznych inwestycji infrastrukturalnych na krajowy rynek

CEO Magazyn Polska

Polscy inżynierowie i projektanci cenieni za granicą. Coraz częściej są angażowani przez globalne firmy w realizację flagowych międzynarodowych inwestycji infrastrukturalnych i transportowych. Dla firm inżynierskich to szansa na podniesienie wydajności i konkurencyjności. Skorzysta też na tym Polska, bo gdy w naszym kraju ruszą duże projekty związane z koleją dużych prędkości czy poprawą bezpieczeństwa przeciwpowodziowego, będziemy dysponować wykwalifikowaną kadrą z międzynarodowym doświadczeniem.

‒ Realizacja części usług przez polskich specjalistów na rzecz naszych biur w Wielkiej Brytanii czy USA to świetne rozwiązanie dla takich globalnych firm, jak CH2M HILL – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes  Joanna Bensz, dyrektor zarządzająca CH2M HILL Polska, firmy specjalizującej się w projektowaniu, doradztwie technicznym i zarządzaniu inwestycjami infrastrukturalnymi. ‒ Jest to połączenie wzrostu konkurencyjności z rozwojem doświadczenia zawodowego. Daje to naszym pracownikom możliwość pracy nad najciekawszymi tematami, które realizuje firma, i nad projektami, które na terenie Polski często nie są jeszcze aż tak złożone lub zaawansowane technologicznie.

To na przykład duże projekty drogowe, jak utrzymanie infrastruktury drogowej A-one+, czy kolejowe – np. kolej dużych prędkości High Speed 2 i przecinająca Londyn, w dużym stopniu pod ziemią, linia Crossrail. W Polsce nie ma jeszcze zbyt wielu projektów na taką skalę. Kolej dużych prędkości może jednak powstać w ciągu następnych kilkunastu lat, więc doświadczeni inżynierowie będą bardzo cenni.

– Ponieważ są to inwestycje, które będą realizowane przez najbliższe lata, zakładamy poważny rozwój naszego biura w Warszawie, tak by coraz większa część projektu mogła być realizowana przez polskich inżynierów – dodaje Bensz.

Znacznie szybciej może zostać wykorzystane doświadczenie zatrudnianych przez CH2M HILL specjalistów projektujących zabezpieczenia przeciwpowodziowe.

Inżynierowie nie muszą opuszczać Polski, aby zdobywać ciekawe doświadczenie zawodowe. Większość zadań mogą wykonywać z biur spółki w Krakowie, Warszawie i Katowicach, a za granicę wyjeżdżają jedynie wtedy, gdy konieczna jest wizja lokalna lub spotkanie z klientem. Taki model współpracy to duża oszczędność dla zamawiających, a dla polskich pracowników możliwość pracy przy interesujących kontraktach.

‒ Nasi projektanci i inżynierowie są bardzo cenieni przez naszych kolegów z Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych. W związku z tym coraz aktywniej bierzemy udział w międzynarodowych przedsięwzięciach. Ostatnio firma wygrała duże projekty autostradowe w Irlandii i Wielkiej Brytanii i tam nasi inżynierowie będą brali aktywny udział w pracach projektowych – podkreśla Krzysztof Celiński, dyrektor działu transportu w CH2M HILL Polska.

Spółka coraz częściej wykorzystuje tę przewagę w postępowaniach przetargowych. Zwiększa też zatrudnienie i szuka nowych inżynierów i projektantów.

Joanna Bensz dodaje, że choć współpraca z brytyjskimi biurami CH2M HILL w zakresie projektów transportowych jest wciąż na etapie pilotażu, krakowski dział przemysłowy prowadzi takie działania już od kliku lat.

‒ Nasz dział przemysłowy od wielu lat współpracuje z naszymi biurami w Stanach Zjednoczonych, na Bliskim Wschodzie i w Azji. Na razie 80 proc. naszych usług w tym sektorze jest realizowanych za granicą, ale powoli zaczynamy te kompetencje przenosić również na rynek polski – wylicza Bensz.

Od niedzieli odblaski obowiązkowe nie tylko dla dzieci

CEO Magazyn Polska

Od 31 sierpnia każdy pieszy, który porusza się po drodze poza obszarem zabudowanym, będzie miał obowiązek noszenia gadżetów odblaskowych. Nowe przepisy mają zwiększyć bezpieczeństwo. Dzięki błyszczącym kamizelkom, opaskom czy brelokom piesi i rowerzyści są widoczni z kilkuset metrów, a to może uratować im życie.

Wieczorami, pomimo dziesięciokrotnie mniejszego ruchu drogowego, zdarza się większość wypadków drogowych. W minionym roku po zmroku miało miejsce ponad 3 tys. wypadków drogowych z udziałem dzieci w wieku do 14 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Przemysław Pawlak, kierownik marki Kotlin, prowadzącej akcję propagującą bezpieczeństwo na drogach.

Najczęstsze przyczyny wypadków to brak elementów odblaskowych, jazda nieoświetlonym rowerem i nieostrożne wtargniecie na jezdnię. W okresie jesienno-zimowym zmrok zapada wcześniej i wiele zależy od tego, czy piesi sami potrafią zadbać o bezpieczeństwo swoje i najbliższych.

Od niedzieli zmieniają się przepisy dotyczące bezpieczeństwa w ruchu drogowym, na mocy których każdy pieszy poruszający się poza terenem zabudowanym będzie miał obowiązek posiadania ze sobą materiałów odblaskowych.

Wielu wypadków prawdopodobnie można by było uniknąć, gdyby dzieci były odpowiednio przygotowane do poruszania się po drogach. Takim sposobem zabezpieczenia dziecka jest na przykład wyposażenie go w materiały odblaskowe, które spowodują, że z daleka będzie ono widoczne dla większości uczestników ruchu drogowego – tłumaczy Przemysław Pawlak .

Jeśli drogą idzie osoba ubrana w szarą czy granatową kurtkę, jest widoczna z odległości około 30 m. Jeśli kierowca jedzie maksymalnie 50 km/godz., ma szansę ją zauważyć i uniknąć potrącenia. Ale jeśli jedzie szybciej albo warunki jazdy są gorsze, nie ma możliwości wykonania żadnego manewru.

Aby przekonać dzieci do noszenia materiałów odblaskowych, nadaliśmy im bardzo ciekawe wzory i formy. Rodzice i dzieci będą mieli do wyboru ponad 4 warianty materiałów odblaskowych, zarówno w formie opasek na rękę, jak i breloczków, które można przyczepić do tornistra – dodaje Przemysław Pawlak, kierownik marki Kotlin.

Za nieprzestrzeganie przepisów może grozić mandat nawet do 500 złotych.

Zakaz uboju rytualnego zmniejsza konkurencyjność polskiego drobiu i ogranicza dostęp do ważnych rynków

CEO Magazyn Polska

Nadwyżka mięsa drobiowego pochodząca z krajów, które do tej pory dostarczały mięso do Rosji, znacząco zwiększy konkurencję na rynku. Przedstawiciele branży podkreślają, że polscy producenci są w stanie jej sprostać. Mimo to powinni również intensywnie poszukiwać nowych odbiorców drobiu. Obowiązujący w Polsce zakaz uboju rytualnego, zgodnego z wymaganiami halal, ogranicza jednak możliwości eksportu do krajów muzułmańskich.

Jesteśmy niejako skazani na poszukiwanie nowych rynków zbytu dla polskiego drobiu. Ponad jedną trzecią tego mięsa sprzedajemy poza granicę kraju, stąd każda informacja odnośnie utrudnień eksportowych czy zamknięcia danego rynku zbytu jest dla nas bardzo ważna – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Dominiak, dyrektor Krajowej Rady Drobiarstwa.

W 2013 roku, zgodnie z analizą IERiGŻ, w Polsce wyprodukowano 1,6 mln ton białego mięsa, z czego 614 tys. trafiło na rynki zagraniczne. Najwięcej eksportujemy do krajów europejskich, przede wszystkim do Niemiec, Czech, Francji i Wielkiej Brytanii. Na rynki Europy Wschodniej trafia niewielka część mięsa, np. do Rosji 1–2 proc.

Embargo oznacza jednak, że nie tylko Polska, lecz także cała Unia Europejska, a także wiodący eksporterzy drobiu, tacy jak Stany Zjednoczone, również mają zablokowany eksport na teren Federacji Rosyjskiej. To może skutkować istotnymi perturbacjami na rynku wewnętrznym Unii oraz na rynkach światowych – ocenia Dominiak.

Polskie mięso jest atrakcyjne cenowo, cechuje je też wysoka jakość. Nadwyżka drobiu na rynku europejskim spowodowana embargiem może jednak wpłynąć na spadek cen mięsa, co może zwiększyć konkurencyjność francuskiego drobiu. Trudno będzie też rywalizować z największymi eksporterami białego mięsa, czyli Stanami Zjednoczonymi (z informacji Amerykańskiego Departamentu Rolnictwa wynika, że w 2013 roku eksport drobiu wyniósł 4,1 mln ton o łącznej wartości 5,5 mld dolarów).

To producenci charakteryzujący się doskonałą penetracją rynków zewnętrznych, potrafiący doskonale poradzić sobie z sytuacjami kryzysowymi. Na pewno rywalizowanie ze Stanami Zjednoczonymi będzie dla nas trudne, ale nie niemożliwe. Jesteśmy gotowi do takiej konkurencji, będziemy musieli podjąć działania w tym kierunku – mówi Dominiak.

Większa konkurencja na rynku drobiarskim ze strony innych eksporterów oznacza, że polscy producenci powinni szukać nowych rynków zbytu. Od kilku lat stopniowo wzrasta eksport drobiu poza granice europejskie. W ubiegłym roku, jak podaje FAMMU/ FAPA, najważniejszymi rynkami zbytu były Hongkong i Benin, ponad dwukrotnie wzrosła sprzedaż do Chin. Więcej eksportujemy też do krajów afrykańskich – Konga, Togo, Gabonu i Nigerii, wchodzimy też na rynek RPA.

Jest dużo więcej ciekawych kierunków. Takie kraje, jak Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, cała Afryka Północna, Indonezja czy Malezja, to są potencjalne rynki zbytu dla naszego drobiu. Pod warunkiem jednak, że będziemy mogli prowadzić ubój rytualny zgodnie z wymaganiami halal – zaznacza Łukasz Dominik.

Jego zdaniem obowiązujący zakaz uboju rytualnego zmniejsza konkurencyjność polskiego drobiu, zwłaszcza że w innych krajach europejskich taka możliwość istnieje. Wyklucza to polskich producentów z lukratywnych rynków, np. Arabia Saudyjska jest jednym z największych importerów europejskiego mięsa drobiowego (10,9-proc. udział w eksporcie unijnym w 2013 roku).

W tym sezonie Polakom nie przeszkadzały wysokie ceny nad Bałtykiem. Ważniejsza były pogoda i niewielka odległość

CEO Magazyn Polska

Tegoroczne lato pod względem pogody było wyjątkowo łaskawe dla turystów wypoczywających w Polsce. Zamiar spędzenia urlopu w kraju deklarowała ponad połowa Polaków. To oznacza również korzystny bilans dla przedsiębiorców w nadmorskich kurortach. Turystom nie przeszkadzały nawet wysokie ceny, a nadbałtyckie plaże były w lipcu i sierpniu pełne ludzi.

Opinia, że nad polskim morzem jest dużo drożej niż na przykład w Grecji, nie jest pozbawiona podstaw – potwierdza Tomasz Rosset, sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki. – Skoro jednak popyt jest duży, obniżanie cen byłoby nierozsądne. Turystyka jest taką samą branżą gospodarki jak inne. Także dotyczą jej podstawowe zasady popytu i podaży.

Jego zdaniem turyści godzą się na stosunkowo wysokie ceny, bo kluczowe znaczenie wciąż ma odległość i pogoda.

Jeżeli aura jest sprzyjająca, Polacy namiętnie nad Bałtyk jeździli, jeżdżą i będą jeździć. Jeżeli z pogodą będzie gorzej, zwrócą się ku słońcu, wybierając kierunki południowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Rosset. – Oczywiście, jeżeli ludzie uznają, że te ceny są zbyt wygórowane, to odwrócą się od polskiego morza. Nie sądzę jednak, że stanie się to szybko.

Tłumy w nadmorskich, mazurskich i górskich kurortach nie osłabiły jednak ruchu w biurach podróży. Jak wynika z danych Polskiego Związku Organizatorów Turystyki w ostatnich tygodniach sprzedaż oferty letniej rośnie w tempie 25-30 proc. w porównaniu z poprzednim sezonem.

Podobnie jak w roku poprzednim wśród najpopularniejszych kierunków wyjazdów królowała Grecja, a tam zdecydowanie wyspy: na pierwszym miejscu Kreta, później Rodos, dalej Zakynthos. Na kolejnych miejscach znalazły się Turcja, Egipt i Hiszpania, nieco dalej Chorwacja i Tunezja – wymienia Tomasz Rosset.

W segmencie turystyki masowej największa liczba osób udaje się w miejsca, które obsługiwane są przez lotnicze połączenia czarterowe. Ale Polacy coraz chętniej korzystają również z nowych kierunków. Dotyczy to zarówno krajów, jak i konkretnych lokalizacji w poszczególnych państwach. Coraz większą popularnością cieszą się kraje egzotyczne w Azji, Afryce, Ameryce Środkowej i Południowej.

Są to głównie połączenia realizowane przez zyskujące coraz większą popularność, kupione niedawno przez Polskie Linie Lotnicze LOT, samoloty Boeing 787 Dreamliner – wskazuje Rosset. – Dzięki nim turyści mogą w miarę szybko i w komfortowych warunkach dostać się do Azji, Afryki, Ameryki Środkowej i Południowej. I na tych kierunkach mamy największe wzrosty.

Jak wynika z danych biur podróży w br. zainteresowanie wyjazdami zimowymi wzrosło o 40 proc., a letnimi – aż o 70 proc. Według Polskiego Związku Organizatorów Turystyki w sezonie 2013/2014 (od 1 listopada ub. roku do 31 października 2014 r.) łączny przyrost liczby klientów wyniesie 44 proc.

Mocna przecena na czwartkowej sesji, WIG30 stracił 1,88 proc. przy dość wysokich obrotach

Wszystkie indeksy na minusach i same spadki WIG-u30 – tak zakończyła się czwartkowa sesja na GPW. Spadki zmniejszyły się w ostatniej fazie sesji, bo w ciągu dnia przekraczały 2 proc.

WIG30 stracił 1,88 proc., a WIG20 – 1,86 proc. na sesji w czwartek. Wszystkie bez wyjątku największe spółki traciły, choć niektóre, jak Grupa Azoty, zaledwie symbolicznie (-0,01 proc.) Najmocniej w indeksie dużych spółek ponownie przeceniono sektor energetyczny: Enea straciła 4,44 proc., a Energa – 4,14 proc.

Z pozostałych indeksów największej przecenie inwestorzy poddali WIG50, który jako jedyny poszedł w dół o ponad 2 proc.

Obroty były wysokie w porównaniu z poprzednimi wakacyjnymi sesjami. NA WIG-u30 wyniosły 837 mln zł, a na całym rynku – 957,76 mln zł.

PA Nova: Wzrost zysku netto w I półroczu br. o 34 proc. rdr do 11 mln zł

Rosną przychody i zysk P.A. Novy w I półroczu br. Spółka zarabia głównie na usługach budowlanych i deweloperskich dla Tesco i Kauflandu.

Przychody netto ze sprzedaży Grupy Kapitałowej P.A. Nova wyniosły w I półroczu br. 78,99 mln zł czyli o 17,8 proc. więcej w ujęciu rocznym. Zysk netto to 11,1 mln zł, o 34 proc. więcej niż rok wcześniej.

Największy udział w przychodach miały przychody ze sprzedaży usług budowlanych i deweloperskich, ok. 68 proc. Znaczne przychody spółka osiągnęła także z najmu nieruchomości – 27 proc. ogólnych przychodów grupy.

W I półroczu 2014 roku głównymi odbiorcami usług budowlanych i deweloperskich spółki dominującej były: Kaufland Polska Markety Sp. z o.o. Sp. k., Krokus Sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu i Tesco Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Krakowie.

Analizując wyniki finansowe należy zwrócić uwagę na fakt, że Spółka realizuje kontrakty średnio i długoterminowe (powyżej pół roku), czyli na przestrzeni kilku okresów sprawozdawczych (kilku kwartałów). Realizowane kontrakty charakteryzują się dużymi wahaniami przychodów w poszczególnych etapach ich realizacji, a wyniki finansowe zgodnie z polityką rachunkowości przyjętą przez Spółkę prezentowane są dopiero po zakończeniu kontraktu (w trakcie realizacji kontraktu stosowana jest metoda zerowego zysku). Oceniając wyniki finansowe P.A. Nova należy więc brać pod uwagę łącznie okresy kilku kwartałów, gdyż tylko wtedy uśrednione wartości przychodów i osiągane marże oddadzą prawdziwy obraz rezultatów działalności spółki – podkreślają autorzy raportu.

Unibep: Zysk netto w I poł. 2014 r. wzrósł rdr. o 29 proc.

0

Unibep poprawia wyniki, także dzięki rozwojowi usług za granicą, w tym w Rosji i na Ukrainie, skąd nie zamierza się wycofywać. Dobre wyniki miały segmenty drogowy i lekkich konstrukcji.

W pierwszym półroczu 2014 wartość sprzedaży w porównaniu do tego samego okresu roku poprzedniego wzrosła o ok. 6 proc. do poziomu 461,9 mln zł. Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wzrósł o 10 proc. do 7,26 mln zł.

Zasadniczy wpływ na poziom sprzedaży, w porównaniu do tego samego okresu roku ubiegłego, miał posiadany przez Unibep portfel zamówień w generalnym wykonawstwie na rynku krajowym i rynkach wschodnich – tłumaczy Unibep w raporcie finansowym. – Pozytywnie w stosunku do poprzednich okresów wyróżniają się na tle spółki segmenty drogowy i lekkich konstrukcji. Podjęte w tych obszarach działania poprawy kontroli procesów produkcji (zwiększenia jakości usług), budżetowania i rozliczania przynoszą efekty. Oddziały te stają się rentowne i w perspektywie kolejnych kwartałów ich efektywność powinna wzrastać.

Spółka rozwija się także na rynkach zagranicznych, w tym na wschodzie pomimo konfliktu ukraińsko-rosyjskiego.

Pomimo zawirowań politycznych na Ukrainie w drugim kwartale 2014 r. spółka podpisała kolejny duży kontrakt w Rosji o wysokości ponad 88 mln zł netto, polegający na realizacji prac wykończeniowych budynku biurowego „Zeppelin” należącego do kompleksu biurowo-hotelowego Airport City Sankt Petersburg. Aktualnie sprawnie realizujemy trzy kontrakty na rynkach wschodnich. (…) Współpraca z naszymi wschodnimi partnerami jest stabilna, a w mojej ocenie ryzyka z nimi związane są zdefiniowane i akceptowane prze obie strony. Prowadzimy dalsze rozmowy o szeregu nowych projektów. – komentuje Leszek Marek Gołąbiecki, prezes zarządu Unibep. – Równie perspektywiczny zaczyna być nowy rynek eksportowy – Niemcy, na którym zauważam stopniowy i bezpieczny rozwój. Rośnie skala działalności, podpisujemy kolejne kontrakty, obecnie realizujemy już trzy budowy dla Lindhorst Gruppe.

Netia: Zysk netto niższy rdr. w I półroczu o 11,5 proc.; zmiana dyrektora finansowego

0

Niższe przychody i zysk Netii. Rośnie liczba usług telewizyjnych, spada udział w krajowym rynku internetu szerokopasmowego. Zmiana na stanowisku dyrektora finansowego spółki.

Przychody za I półrocze 2014 r. spółki Netia SA wyniosły 856,5 mln zł wykazując spadek o 11 proc. w stosunku do I półrocza 2013 r.

Spadek przychodów był związany z niższą liczbą usług (RGU), które zmniejszyły się o 6 proc. rok-do-roku. Netia szacuje także, że 30 proc. spadku przychodów rok-do-roku było spowodowane mającą miejsce w 2013 r. obniżką stawek MTR. Spółka oczekuje, że wpływ przeprowadzonej w 2013 r. obniżki stawek MTR na zmianę poziomu przychodów w porównywanych okresach będzie coraz mniejszy, gdyż ostania redukcja stawek miała miejsce w lipcu 2013 r. Spadek liczby aktywnych usług był w dalszym ciągu skoncentrowany w podsegmencie klientów indywidualnych – B2C (Home) i w obszarze stacjonarnych usług głosowych. Obniżka stawek MTR wpłynęła głównie na poziom przychodów w segmencie usług dla klientów biznesowych – B2B (Carrier) – tłumaczy Netia w raporcie.

Zysk netto odnotowany w I półroczu 2014 r. wyniósł 19,2 mln zł w stosunku do zysku netto w wysokości 21,7 mln w I półroczu 2013 r.

Zysk netto za I półrocze 2014 r. uwzględnia 11,0 mln zł odsetek z tytułu obsługi kredytu zaciągniętego w 2011 r. na sfinansowanie akwizycji Grupy Dialog wobec 16,8 mln zł odsetek z tego tytułu odnotowanych za I półrocze 2013 r. – podkreślają autorzy raportu.

Liczba usług telewizyjnych świadczonych przez Netię na dzień 30 czerwca 2014 r. wyniosła 128,7 tys., co stanowiło wzrost o 28 proc. w porównaniu do 100,1 tys. rok wcześniej.

Liczba usług szerokopasmowych wyniosła 826,3 na koniec półrocza, co stanowiło spadek o 4 proc. z poziomu 859,7 na koniec I półrocza ub.r.

Netia szacuje, że jej łączny udział w rynku stacjonarnych usług szerokopasmowych wyniósł około 12,2 proc. wobec 13 proc. rok wcześniej – podała Netia w raporcie.

Netia poinformowała także o zmianie w zarządzie. Ze swojej pełnionej ponad 8 lat funkcji zrezygnował Jon Eastick, główny dyrektor ds. finansowych i członek Zarządu. Eastick kończy pracę na koniec dnia 31 sierpnia 2014 r.

Na stanowisko członka zarządu i dyrektora finansowego Rada Nadzorcza powołała Pawła Szymańskiego. Powołanie będzie skuteczne z dniem 1 września 2014 roku. Paweł Szymański przechodzi do Netii ze stanowiska CFO firmy deweloperskiej Marvipol S.A.

Netia obniża prognozy przychodów na koniec 2014 r.

Zarząd Netii SA aktualizował prognozy na 2014 r. z powodu niższych od zakładanych wyników sprzedaży w minionym półroczu.

Netia obniża prognozy wyników finansowych na 2014 r. Nowa prognoza dotyczy głównie niższych niż zakładano przychodów – o 60 mln zł. Podstawą prezentowanej prognozy są dotychczasowe wyniki finansowe spółki oraz analizy polskiego i międzynarodowego rynku telekomunikacyjnego przeprowadzane przez zarząd Netii.

Aktualizacja jest związana z osiągnięciem w I półroczu 2014 r. wolniejszego tempa sprzedaży niż zakładano – tłumaczy Netia w raporcie. – Pomimo że prognoza przychodów zostaje obniżona z kwoty 1,73 mld zł do 1,67 mld zł, zarząd oczekuje poprawy trendu przychodów w II półroczu 2014 r. dzięki już wprowadzonym na rynek nowym inicjatywom sprzedażowym. Ponadto, został wdrożony krótko i średnioterminowy program redukcji kosztów ‘Netia Lajt’, co pozwala utrzymać prognozę skorygowanego zysku EBITDA na 2014 r. na poziomie 505 mln zł. W związku z dodatkowymi nakładami kapitałowymi, które mają wspierać wzrost sprzedaży w II półroczu 2014 r., prognoza nakładów inwestycyjnych zostaje podwyższona z 200 mln zł do 215 mln zł.

Pozytywne dane z USA: Wzrost PKB o 4,2 proc. w II kw. 2014 r.

Drugi odczyt amerykańskiego PKB za II kw. br. przyniósł wyższy wzrost produktu krajowego z 4 proc. na 4,2 proc.

Po rewizji danych o wzroście PKB w USA w II kw. okazało się, że produkt krajowy wzrósł w omawianym okresie o 4,2 proc. W poprzednim odczycie miesiąc temu było to 4 proc., wynika z komunikatu Biura Analiz Ekonomicznych USA.

Dla porównania w I kw. amerykański PKB spadł o 2,1 proc.

Są to dane zannualizowane, co oznacza, że gdyby gospodarka przez cały rok rozwijała się w takim tempie, jak w II kwartale, to urosłaby o 4,2 proc.

Jak wynika z raportu, ogólny obraz gospodarki, mimo lepszego odczytu PKB, się nie zmienił.

Wyższy niż poprzednio okazał się odczyt z sektora inwestycji nie związanych z budynkami mieszkalnymi, wydatków władz samorządowych oraz inwestycji w nieruchomości.

Wzrost PKB w II kw. odzwierciedla także wzrosty w wydatkach konsumpcyjnych społeczeństwa, a także dobre wyniki eksportu.

Na wyprawkę szkolną wydamy średnio 800 zł na jedno dziecko

Koniec sierpnia to smutny czas dla dzieci, których wakacje dobiegają końca. Smutek ogarnia też rodziców na samą myśl o konieczności wydania kilkuset złotych na wyprawkę szkolną. Zeszyty, piórniki, tornistry, podręczniki i inne pomoce naukowe – przeciętne wydatki na 1 dziecko to ok. 820 zł. Ile wydamy w tym roku?

– Największą pozycję w budżecie rodziców stanowią podręczniki szkolne, których średni koszt to blisko 400 zł. Oznacza to, że są szkoły, w których na książki wydać trzeba 200 zł i takie, gdzie wydatki sięgają tysiąca złotych. To są uroki statystyki. Nie zmienia to faktu, że podręczniki są drogie, a cały rynek wyceniany jest na ponad 1 mld zł – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Rząd podjął próbę obniżenia kosztów wydatków szkolnych wdrażając tzw. rządowy podręcznik dla uczniów klas pierwszych. Już w tym roku z elementarza skorzysta ponad 95% szkół podstawowych. Książki mają być dostarczone do szkół do września. Pakiet dla „pierwszaka” będzie kosztować budżet państwa ok. 120 mln zł. Dla rodziców pierwszoklasistów to realne oszczędności. Otwarte pozostaje pytanie, czy jest to oszczędność dla podatnika.

– Na rządowy podręcznik wydamy ponad 100 mln zł. To dużo, ale rząd musi przetrzeć szlak. Na razie projekt dotyczy podręczników tylko do klas pierwszych szkół podstawowych, ale miejmy nadzieję, że w przyszłości podobne książki będą opracowane dla wszystkich poziomów nauczania – dodaje Piechowiak.

Najbiedniejsi mogą liczyć na pomoc państwa

Najbiedniejsi rodzice mogą skorzystać z dofinansowania do zakupu podręczników szkolnych w ramach programu „Wyprawka szkolna”. W budżecie na ten cel zapisano 156 mln zł.

– O środki finansowe na podręczniki mogą ubiegać się rodziny, w których średni miesięczny dochód na jedną osobę wynosi nie więcej niż 539 zł. Wysokość dopłaty jest różna, w zależności od tego, do jakiej szkoły i klasy dziecko uczęszcza. Kwoty dofinansowania wahają się od 225 zł do 445 zł – tłumaczy Mateusz Gawin, analityk Bankier.pl.

Art Norblin ma pozwolenie na budowę

0

Wojewoda wydał zgodę firmie Capital Park na budowę Art Norblin i zatwierdził projekt inwestycji na terenie dawnej fabryki Norblina.

Capital Park SA uzyskał od wojewody mazowieckiego ostateczną decyzję o pozwoleniu na budowę inwestycji Art Norblin w Warszawie, poinformowała spółka w komunikacie.

Inwestycję ma wykonać spółka zależna Capital Park – Park Art Norblin sp. z o.o.,

Uzyskana 28 sierpnia 2014 r. decyzja wojewody zawiera zatwierdzenie projektu budowlanego i udzielenie pozwolenia na budowę zespołu budynków wielofunkcyjnych handlowo-usługowych, kultury oraz biurowych wraz z wielopoziomowym garażem podziemnym, zagospodarowaniem terenu, wewnętrznym układem drogowym, wjazdami i dojazdami na teren nieruchomości wraz z niezbędną infrastrukturą techniczną. Art Norblin znajdować się będzie przy ul. Żelaznej 51/53 w Warszawie, na terenie dawnej fabryki Norblina.

90% Polaków nie boi się utraty pracy

Nastroje wśród pracujących dawno już nie były tak optymistyczne. Nie dość, że nie boimy się zwolnienia, to jeszcze zaczynamy żądać satysfakcjonującego wynagrodzenia za naszą pracę.

Polski pracownik ma duże ambicje i zaczyna doceniać swoją wartość. Kiedy widzi, że jego praca przynosi firmie zyski, zaczyna domagać się podwyżki. „Jeśli pracodawca nie zadba o regularne podnoszenie płacy, może go stracić” – mówi serwisowi infoWire.pl Tomasz Hanczarek, prezes firmy Work Service. Nie boimy się też utraty pracy. „60% osób zatrudnionych mówi, że nową posadę znajdzie maksymalnie w 3 miesiące, a 10% – że w 2 tygodnie” – dodaje.

W najbliższym czasie zdecydowana większość firm (78%) planuje utrzymać obecny poziom miejsc pracy lub go zwiększyć. Zatrudnienie mogą znaleźć pracownicy niższego (53%) i średniego szczebla (52%). Jedynie co dwudziesta firma będzie poszukiwać kandydatów do kadry zarządzającej.

Polacy są  coraz bardziej operatywni i jeśli zmieniają pracę – to na lepszą. W Wielkopolsce czy na Dolnym Śląsku bezrobocie praktycznie nie istnieje. Warszawa i Łódź to również miasta, w których znalezienie pracy nie stanowi większego problemu. Niestety – wciąż źle prezentuje się rynek pracy na tak zwanej ścianie wschodniej. „Tam ludzie są najmniej mobilni, mało elastyczni i najbardziej boją się o zatrudnienie” – dodaje Hanczarek.

Minister Szczurek o najbliższych planach Ministerstwa Finansów

Pomoc dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą i przywileje dla rzetelnych firm zapowiedział w Sejmie 27 sierpnia br. minister finansów Mateusz Szczurek, przedstawiając działania resortu finansów w najbliższych miesiącach. Minister zapewnił również, że w przyszłym roku deficyt finansów publicznych liczony według europejskich standardów nie przekroczy 3 proc. PKB.

Minister Szczurek poinformował m.in., że zwroty w ramach ulgi prorodzinnej za 2014 r. będą nie tylko wyższe, co zapowiedział posłom premier Donald Tusk, ale również – dzięki Karcie Dużej Rodziny – będą szybciej wypłacane dla wszystkich rodzin z trójką i więcej dzieci. – Zobowiązujemy się do zwrotu w ciągu 30 dni od złożenia zeznania podatkowego, pod warunkiem że to będzie złożone elektronicznie – powiedział minister.

Mateusz Szczurek zapowiedział wprowadzenie instytucji asystenta w urzędzie skarbowym dla osób, które rozpoczynają działalność gospodarczą. Asystent będzie mógł być również skierowany do podatników już prowadzących działalność, aby wesprzeć ich w wykonaniu swych obowiązków wobec państwa, jeżeli sobie z tym nie radzą.

Nowym rozwiązaniem będzie ponadto instytucja autoryzowanego podatnika, czyli firm rzetelnie wykonujących obowiązki. Minister poinformował, że będą one korzystać z licznych przywilejów, jak ma to już miejsce w obrocie celnym. Chodzi m.in. o szybsze zwroty VAT, być może niższe odsetki przy korektach błędów. Jak zapowiedział minister, lista korzyści będzie otwarta i poszerzana z czasem.

Wśród innych ułatwień dla podatników Mateusz Szczurek wskazał na możliwość regulowania podatków w urzędach skarbowych za pomocą karty płatniczej, zapłaty podatku przez członka rodziny a nawet zaniechania tego obowiązku, jeżeli kwota do zapłaty będzie niższa niż koszt przesyłki. Minister zapowiedział również zmiany na granicy, dzięki którym kierowcy będą mogli zarezerwować odprawę celną na konkretną godzinę. Na razie system e-booking TRUCK zostanie wprowadzony od 2015 r. pilotażowo na dwóch przejściach granicznych.

Minister Szczurek odniósł się też do przyjętego we wtorek 26 sierpnia br. przez rząd projektu założeń do nowelizacji ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych. Nowe prawo ma zachęcać do szerszego korzystania z tego instrumentu i znieść bariery do emisji listów zastawnych. Dzięki obniżeniu kosztów kredytów, np. na finansowanie nieruchomości i wzmocnieniu systemu bankowego w Polsce korzyści odniesie cała gospodarka.

Minister wskazał też, że komisja kodyfikacyjna ds. prawa podatkowego złoży w 2015 r. założenia do nowej Ordynacji podatkowej, a ich uchwalenie byłoby możliwe w drugiej połowie kadencji przyszłego Sejmu. jak ocenił Mateusz Szczurek, nowe regulacje mają gwarantować odpowiednie prawa podatnikom i zwiększać ich poczucie bezpieczeństwa.

Minister zapowiedział także dalsze wzmocnienie współpracy z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych oraz prokuraturą w zwalczaniu przestępczości gospodarczej. Jak zaznaczył, jest ona skierowana nie przeciwko  uczciwym podatnikom, ale koncentruje się na tych sektorach gospodarki i firmach, gdzie przestępczość gospodarcza jest największa.

Minister Szczurek przyznał, że zadania rządu przedstawione w Sejmie wymagają finansowania, a budżet musi być zamknięty i stworzony w sposób odpowiedzialny. O pomoc w spełnieniu tego wyzwania minister zaapelował do posłów. Jednocześnie zapewnił, że w przyszłym roku deficyt finansów publicznych liczony według europejskich standardów nie przekroczy 3 proc. PKB.

Prezentacja ATM Grupy na targach w Pradze

Znaczący wzrost przychodów we wszystkich segmentach. Kontynuacja produkcji dla wiodących stacji telewizyjnych i uruchomienie nowych projektów. Rewelacyjne wyniki oglądalności seriali i dokumentów, także premierowych. Świetna prezentacja ATM Grupy na targach w Pradze.

Przychody skonsolidowane ze sprzedaży ogółem w pierwszym półroczu 2014r. wzrosły o 11.851 tys. zł, z 50.920 tys. zł do 62.771 tys. zł, a zysk skonsolidowany netto o 6.168 tys. zł, z kwoty 68 tys. zł do 6.236 tys. zł. Grupa Kapitałowa ATM działa w czterech segmentach operacyjnych – produkcja telewizyjna, zarządzanie aktywami trwałymi, nadawanie oraz działalność pozostała. Każdy z segmentów odnotował wzrost przychodów w pierwszym półroczu 2014 roku.

Produkcja telewizyjna to główne źródło przychodów Grupy Kapitałowej ATM. Mimo oszczędnościowej polityki nadawców, ze sprzedaży pochodzącej od zewnętrznych kontrahentów uzyskano 57,7% przychodów, co daje wzrost o 21,8% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego. Wzrost ten jest związany przede wszystkim z uruchomieniem nowych produkcji, takich jak serial „Pielęgniarki” czy film dokumentalny „Seks – kup teraz”, jak i realizacją większej liczby odcinków produkcji kontynuowanych, np. „Świat według Kiepskich”.

Kontynuowano realizację najpopularniejszych i najlepiej oglądanych produkcji dla wiodących stacji telewizyjnych: „Pierwsza miłość” (10 lata na antenie i widownia sięgająca 3 mln), kultowy serial komediowy produkowany dla Telewizji Polsat „Świat według Kiepskich” (światowy rekord – 15 lat emisji i 456 odcinków), hity TVP1 „Ojciec Mateusz” oraz serial kryminalny „Na krawędzi 2” (Telewizja Polsat). Wszystkie te produkcje ponownie znalazły się w jesiennych ramówkach „wielkiej czwórki”. Również jesienią HBO Polska wyemituje serial ATM Grupy „Wataha”- pierwszej, opartej na pomyśle własnym produkcji serialowej HBO Europe.

Bardzo wysoką oglądalnością, przekraczającą nawet milion widzów i uzyskaniem pozycji lidera pasma mógł pochwalić się nowy codzienny serial „Pielęgniarki”, nadawany od początku marca w Telewizji Polsat. On także wraca na antenę we wrześniu, a świetne wyniki zaowocowały zamówieniem kolejnych odcinków.

Rewelacyjne ratingi osiągnął dwuodcinkowy serial dokumentalny „Seks – kup teraz” produkowany w drugim kwartale dla TLC Polska (grupa kanałów Discovery). Premierowa emisja osiągnęła rekordową oglądalność stacji w okresie wakacji i zbliżyła się do 200 tys. (wynik dzienny stacji to 37 tys.). Znakomite wyniki dała też sobotnia emisja powtórkowa – 128 tys. widzów, przy udziale w grupie komercyjnej 2,26% (średni wynik dzienny w sobotę dla TLC to 28 tys.).

Od kilku tygodni realizowane są zdjęcia do nowego serialu „Policjantki i policjanci”, który emitowany będzie od końca września na antenie TV4, opowiadający perypetie policjantów patroli terenowych.

Produkcje Grupy Kapitałowej ATM realizowane są także poza granicami kraju. TV Estońska realizuje trzecią serię „Rancza”, a na podstawie polskiej wersji „Ojca Mateusza” a producent z Rosji przygotowuje dla publicznego Pierwszego Programu rosyjską wersję tego serialu.
Warto też zaznaczyć, że kanał TVP seriale odnotowuje znakomite wyniki głównie dzięki produkcjom Grupy Kapitałowej ATM – „Ojciec Mateusz” i „Ranczo”.

Istotnym wydarzeniem minionego półrocza był udział ATM Grupy w międzynarodowych targach telewizyjnych NATPE Europe 2014 Market & Screenings w Pradze. W czasie czterodniowej imprezy, która odbyła się w dniach 23-26 czerwca br., swoje oferty zaprezentowali najwięksi producenci telewizyjni i filmowi z Europy Środkowo-Wschodniej. Polska była specjalnym gościem targów, eskpozycja i prezentacja dorobku polskiego rynku producenckiego uzyskała specjalną oprawę. Partnerami polskiego dnia zostali TVN, ATM Grupa oraz Monolith Films. Podczas targów ATM Grupa zaprezentowała zarówno produkcje własne jak i spółek należących do Grupy Kapitałowej ATM, oraz innych producentów, których reprezentowała jako agent sprzedaży. Gościem honorowym, na specjalne zaproszenie ATM Grupy była Agnieszka Holland.

Segment zarządzania aktywami trwałymi osiągnął wzrost przychodów o 23,8% i odnotował wzrosty wyników na poziomie sprzedaży, operacyjnym i netto. Działalność związaną z zarządzaniem aktywami telewizyjnymi prowadzą w Grupie Kapitałowej ATM spółki: ATM System (obsługa sprzętowa oraz świadczenie usług związanych z postprodukcją), ATM Studio (wynajem powierzchni studyjnych) oraz ATM FX (realizacja efektów specjalnych).

ATM System, poza obsługą sprzętową produkcji realizowanych w ramach Grupy Kapitałowej ATM, kontynuowała w I półroczu 2014r. produkcje sportowe dla T-Mobile Ekstraklasa oraz Polskiej Ligi Koszykówki, a także realizowała mniejsze zlecenia z wykorzystaniem wozów realizacyjnych, takie jak np. gala MMA. ATM System i firma Live Park w marcu tego roku, w czasie meczu Legia Warszawa – Lech Poznań, po raz pierwszy w historii zaprezentowali pionierskie w telewizji polskiej użycie technologii 4K. Ta nowatorska emisja to skok do telewizji najwyższej jakości. ATM System świadczył w analizowanym okresie także liczne usługi związane z wynajmem sprzętu i obsługi technicznej dla podmiotów zewnętrznych, m.in. do takich programów, jak „The Voice of Poland. Najlepszy głos”, „Top Chef”, Hell’s Kitchen”, „Dancing with the stars. Taniec z Gwiazdami”. Wymienione programy realizowane są w warszawskich studiach należących do ATM Studio. Uruchomienie nowoczesnego kompleksu studyjnego w Warszawie daje wraz z usługami świadczonymi przez ATM System możliwość oferowania kompleksowych usług realizacji telewizyjnych dla rynku producenckiego, co istotnie umacnia pozycję Grupy Kapitałowej ATM na rynku.

Studia ATM Studio w Warszawie, od początku działalności cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem ze strony spółek z branży telewizyjnej i reklamowej. Budynek ATM Studio to miejsce, w którym równolegle z produkcjami telewizyjnymi, odbywają się różnego rodzaju prestiżowe imprezy. Obiekt został wielokrotnie doceniony przez pisma branżowe i zdobył wiele pozytywnych ocen, wyróżnień i nominacji w zakresie funkcjonalności i jakości.

W I półroczu 2014r. dobre wyniki odnotowała również stacja telewizyjna ATM Rozrywka.

O 34,7% wzrosły także wpływy z tytułu sprzedaży czasu antenowego. Sukcesywnie zwiększają się nakłady na kontent programowy, zarówno poprzez produkcję własnych programów, jak i zakup licencji do zagranicznych produkcji.

W II kwartale 2014 r. uruchomiono we Wrocławiu w jednym ze studiów ATM Grupy, Scenę na Bielanach, mogącą pomieścić 400 osobową publiczność. Scena zainaugurowała działalność 10 maja br., premierą sztuki czeskiego dramaturga Antonina Prochazky. Mimo krótkiego okresu działalności przedsięwzięcie spotkało się z dużym zainteresowaniem ze strony widzów, jak i teatrów pragnących wystawiać tam swoje sztuki.

Wyniki Grupy Kapitałowej MCI po pierwszym półroczu 2014 roku

0

W pierwszym półroczu 2014 roku Grupa MCI osiągnęła 214,1 mln zł skonsolidowanego zysku netto. Wartość aktywów netto wyniosła 979,7 mln zł, co w przeliczeniu na jedną akcję daje 15,70 zł. Po pierwszym półroczu Spółka zrealizowała już 95% rocznej prognozy zakładającej przyrost NAV na akcję do poziomu 16,50 zł. W pierwszym półroczu zamknięto z sukcesem dwa etapy procesu pre-IPO spółki Private Equity Managers – spółka podtrzymuje plany wejścia na giełdę w IV kwartale b.r.

  •  214,1 mln zł skonsolidowanego zysku netto w I półroczu względem 189 mln zł w całym 2013 r.
  • 15,70 zł NAV na akcję na koniec I półrocza – ogłoszona w grudniu 2013 r. prognoza zakłada wzrost tego wskaźnika z 12,20 zł do poziomu 16,50 zł na koniec 2014 roku
  • Zamknięcie nowych inwestycji w I półroczu – Netia, Grupa Wirtualna Polska, Feedo, Hojo.pl, mGenerator oraz Focus Telecom
  • Zamknięcie dwóch etapów pre-IPO Private Equity Managers S.A. (PEManagers) i zaawansowane prace nad upublicznieniem spółki w IV kwartale br.

– W ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. wypracowaliśmy o 123 mln zł zysku netto więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wysoka dynamika wzrostu dotyczy też wskaźnika NAV na akcję, który w czasie pierwszego półrocza wzrósł z 12,20 zł do 15,70 zł. Biorąc pod uwagę realizację rocznego planu w tym obszarze już w ponad 95%, widzimy potencjał do przekroczenia rocznych założeń – powiedział Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management SA.

Ważne wydarzenia drugiego kwartału i pierwszego półrocza 2014 r.

  • Przeprowadzenie dwóch transz pre-IPO Private Equity Managers S.A., spółki holdingowej grupy kapitałowej wyspecjalizowanej w zarządzaniu aktywami typu Private Equity. W ramach dwóch etapów procesu sprzedano blisko 65% akcji spółki, które zostały nabyte m.in. przez osoby powiązane z grupą kapitałową MCI, przez instytucje finansowe będące akcjonariuszami MCI oraz osoby fizyczne (kadra zarządzająca oraz partnerzy i osoby współpracujące z MCI).
  • W związku z planami upublicznienia, PEManagers złożyła w dniu 27 czerwca prospekt emisyjny w KNF. Akcjonariusze spółki podtrzymują plany przeprowadzenia oferty publicznej w IV kwartale br.
  • W lipcu do Rady Nadzorczej PEManagers dołączyli Jarosław Dubiński, Franciszek Hutten-Czapski i Przemysław Schmidt.
  • Subfundusz MCI.EuroVentures dokonał dwóch inwestycji buyout’owych – w Grupę Wirtualna Polska (nabycie pakietu 20 proc. udziałów) i Netia SA (nabycie akcji stanowiących 7,15% kapitału zakładowego)
  • Subfundusz MCI.TechVentures zwiększył zaangażowanie we Frisco S.A. oraz uczestniczył w kolejnych rundach finansowania w spółkach Travelata (wartość rundy 7 mln dol.), Geewa (wartość rundy 4,2 mln dol.), Windeln.de (wartość rundy 15 mln eur)
  • Fundusz Internet Ventures dokonał czterech inwestycji: w Feedo (platforma internetowa służąca do sprzedaży artykułów dla niemowląt), mGenerator (kreator stron internetowych i aplikacji), Hojo.pl (marketplace profesjonalnych usług sprzątania w kanale internetowym) i Focus Telecom Polska (innowacyjna spółka technologiczna oferująca usługi do komunikacji biznesowej dostępne w modelu cloud computing).

Wyniki finansowe MCI i PEManagers

Aktywa pod zarządzaniem wyniosły na koniec I półrocza br. 1,5 mld zł, co dało wzrost o 57,6% wobec analogicznego okresu 2013 r. Aktywa netto wyniosły 979,7 mln zł, względem 844 mln zł na koniec pierwszego półrocza 2013 r. (wzrost o 16,1%). Aktywa netto na jedną akcję wzrosły do poziomu 15,70 zł względem 14,00 zł na koniec I kwartału 2014 r. oraz 12,20 zł na koniec 2013 r. Skonsolidowany wynik netto wyniósł 214,1 mln zł względem 91,2 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku (wzrost o 134,8%). Na wypracowane wyniki finansowe funduszu wpływ miał wzrost wyceny spółek Invia, Frisco, Windeln, ABC Data, Netia i Private Equity Managers. Zysk z zarządzania aktywami zrealizowany przez Grupę Private Equity Managers do 30 czerwca 2014 r. wyniósł 22,4 mln zł.

Inwestycje/exity/fundraising

W pierwszym półroczu Grupa MCI wykonała ok. 50% rocznego planu inwestycyjnego, zakładającego minimum 305 mln zł na nowe projekty inwestycyjne do zamknięcia roku biznesowego. Samodzielny potencjał inwestycyjny MCI, po przeprowadzeniu fundraisingu i realizacji w drugim półroczu planowanych wyjść z inwestycji, może wynieść do 400 mln zł.

W I półroczu 2014 r. Grupa MCI pozyskała 39 mln zł w obszarze przychodów z inwestycji. Na kwotę złożyły się wpływy dywidendowe ze spółek ABC Data, Netia i Indeks. Zarząd MCI zakłada, że w całym 2014 r. środki pozyskane z tzw. exit’ów wyniosą między 100 a 200 mln zł w zależności od powodzenia 5 projektów exit’owych, które są w trakcie realizacji.

– Nasze ambitne plany zakładają zwiększenie skali inwestycji i zaangażowanie się w projekty, których wartość przekroczy zakładane wcześniej 305 mln zł. Cieszę się, że nasza strategia spotyka się z coraz większą przychylnością inwestorów, zwłaszcza instytucjonalnych, czego dowodem jest przekroczenie przez BZ WBK Asset Management progu 5% posiadanych akcji MCI– powiedział Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management SA.

Grupa Ergis po pierwszym półroczu 2014 roku

0

Grupa Ergis zanotowała w I półroczu 2014 roku bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody ze sprzedaży Grupy w tym okresie sięgnęły 335,7 mln zł, czyli kształtowały się na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego (spadek o 0,8%), przy średnim kursie euro niższym o ok. 0,8%.

W I półroczu 2014 roku wzrosła sprzedaż większości asortymentów. Wzrost sprzedaży twardych folii opakowaniowych (o 4,55%) to rezultat wzrostu konkurencyjności produktów, związanego z przeprowadzoną we wcześniejszych okresach optymalizacją lokalizacji linii produkcyjnych.

Spadek w grupie opakowań przemysłowych (o 9,35%) wynikał z harmonogramu uruchomienia nowej linii do produkcji folii stretch nanoERGIS, której instalacja (zakończona w I kwartale 2014) wymagała wcześniejszego wyłączenia dwu wcześniej eksploatowanych linii, co przejściowo zmniejszyło zdolności produkcyjne tego asortymentu oraz ze zmniejszenia średniej grubości sprzedawanych folii.

Osiągnięty w I półroczu 2014 roku znaczący wzrost rentowności jest przede wszystkim rezultatem wprowadzenia do sprzedaży innowacyjnej folii nanoERGIS oraz reorganizacji segmentu folii twardych. W I półroczu 2014 wyraźnie lepsze było również saldo na pozostałej działalności operacyjnej, co wynikało z obniżenia  wysokości rezerw zawiązywanych na należności oraz zapasy.

Wartość EBITDA Grupy wzrosła w I półroczu 2014 roku do 30,2 mln zł wobec blisko 23 mln zł osiągniętych w I półroczu 2013 roku. Poprawa rentowności miała miejsce przede wszystkim w ERGIS S.A. – wzrost do 17,7 mln zł, wobec 12,5 mln zł osiągniętych w I półroczu 2013 roku, oraz w spółkach wytwarzających twarde folie opakowaniowe, zgrupowanych organizacyjnie w Dywizji Folii Twardych – wzrost do blisko 6 mln zł wobec 4,6 mln zł wypracowanych w I półroczu 2013 roku.

Wielkości zysku brutto i zysku netto w I półroczu 2014 roku były wyraźnie lepsze niż w I półroczu 2013, co wynika zarówno z poprawy wyniku operacyjnego, jak i salda przychodów oraz kosztów finansowych. W związku z niższym kursem euro na dzień bilansowy, nadwyżka dodatnich różnic kursowych w I półroczu 2014 roku wyniosła 0,18 mln zł, podczas gdy w I półroczu 2013 roku była to wartość ujemna: -3,2 mln zł.

 OTOCZENIE RYNKOWE

W I półroczu 2014 ceny większości głównych surowców strategicznych (PVC, LLDPE, PET) były stosunkowo stabilne i nie miały istotnego wpływu na zrealizowane przez spółkę wyniki.

Mamy za sobą udane pierwsze półrocze, w którym wypracowaliśmy bardzo dobre wyniki finansowe – osiągnięty w tym okresie wynik netto był wyższy od zanotowanego w całym 2013 roku. Znaczący wzrost rentowności jest przede wszystkim rezultatem wprowadzenia do sprzedaży innowacyjnej folii stretch nanoERGIS oraz reorganizacji segmentu folii twardych. Cieszy nas bardzo fakt, że przeprowadzone w ostatnich latach działania reorganizacyjne oraz wdrożone inwestycje przynoszą zakładane rezultaty –powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS SA.

Obecnie planujemy uruchomienie inwestycji w drugą linię do produkcji Greenstrap (taśmy PET) oraz zakup kolejnej linii do produkcji elastycznych opakowań drukowanych w spółce Flexergis – dodał Tadeusz Nowicki.

J.W. Construction: Zysk w I półroczu br. wzrósł rdr. do 5,95 mln zł

Spadają przychody i koszty J.W. Construction, rośnie zysk. W 2014 r. holding planuje uruchomić prace nad 10 projektami deweloperskimi.

Przychody ze sprzedaży J.W. Construction Holding S.A. spadły w I półroczu br. o 35,5 proc. w ujęciu rocznym do poziomu 116,94 mln zł.

Prawie 2-krotnie spadły koszty sprzedaży holdingu – do poziomu 88,6 mln zł, stąd wyższy niż rok wcześniej o 15,6 proc. zysk netto na poziomie 5,95 mln zł.

W 2014 roku grupa kapitałowa zamierza uruchomić 10 projektów deweloperskich, z których największe to: Bliska Wola  etap B1, Bliska Wola  etap B2, Zielona Dolina II etap I, Berensona, Gdynia ul. Spokojna / Leśna etap I. Grupa spodziewa się, że na przełomie 2014 i 2015 planowane inwestycje deweloperskie pozwolą jej zwiększyć ofertę o ponad 2 300 lokali, którą to wielkość zamierza utrzymać w latach 20152016. Powinno to umożliwić zwiększenie liczby zawieranych umów przedwstępnych do poziomu około 1500-2000 rocznie – wylicza J.W. Construction w raporcie. – W perspektywie lat 20142016 grupa zamierza w oparciu o posiadany bank ziemi przystąpić do realizacji 27 nowych projektów deweloperskich i wprowadzić do sprzedaży 5.863 mieszkania o łącznej powierzchni użytkowej 283,4 tys. mkw.

W roku 2014 planowane jest uruchomienie budowy ponad 2300 lokali o powierzchni 114 tys. mkw. Dzięki temu razem z już realizowanymi inwestycjami, w tym roku w ofercie powinno znaleźć się ponad 2 800 lokali. W roku 2015 i 2016 grupa kapitałowa ma potencjał na uruchomienie następnych budów na około 3500 lokali (173 tys. mkw. mieszkań i 71 tys. mkw. powierzchni komercyjnej).

Spowolnienie gospodarcze i sytuacja na Ukrainie stawiają pod znakiem zapytania dalszy rozwój największych firm z Europy Środkowej

Przychody największych firm w Europie Środkowej i na Ukrainie w 2013 r. są na podobnym poziomie co w roku poprzednim, co jest oznaką stagnacji i wyhamowania dynamiki wzrostu przychodów. Rok wcześniej przychody wzrosły średnio o 3,3 proc. W tym roku spadek przychodów odnotowała niemal połowa z 500 analizowanych przez firmę doradczą Deloitte spółek (45 proc. względem 40 proc. w 2012 r.). Jedynym wyróżniającym się sektorem pod względem relatywnie wysokiego wzrostu przychodów jest branża wyrobów przemysłowych, która odnotowała średni wzrost na poziomie 2,9 proc. (najwyższy spośród analizowanych branż). Zdaniem ekspertów Deloitte niestabilna sytuacja na Ukrainie i wprowadzone rosyjskie sankcje gospodarcze mogą się przyczynić do dalszego pogorszenia uwarunkowań gospodarczych w regionie, co przełoży się na dalsze wyhamowanie rozwoju największych środkowoeuropejskich spółek.

Firma doradcza Deloitte po raz ósmy przeprowadziła analizę największych przedsiębiorstw w 18 krajach Europy Środkowej*  i na Ukrainie (500 firm, 50 banków oraz 50 ubezpieczycieli).„Mimo pierwszych oznak ożywienia gospodarczego widocznego w poprzedniej edycji badania, rok 2013 nie był łatwy dla krajów środkowoeuropejskich. Tylko dwie z pięciu największych gospodarek regionu Węgry i Rumunia rozwijały się w szybszym tempie niż w 2012 roku. Sytuacja pozostałych trzech krajów Polski, Czech i Ukrainy nie zmieniła się znacząco w porównaniu do 2012 roku. Gospodarka Czech kontynuowała spadek PKB: zmiana PKB w 2013 roku -0,9 proc. względem zmiany PKB w 2012 roku wynoszącej -1,0 proc. Na Ukrainie panowała stagnacja” – wyjaśnia Tomasz Ochrymowicz, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Finansowego Deloitte. Warto przypomnieć, że jeszcze trzy lata temu wzrost PKB na Ukrainie wynosił 5,2 proc., a w Polsce 4,5 proc.

Jak w ubiegłym roku poradziły sobie największe spółki w Europie Środkowej?

Łącznie przychody 500 badanych przez Deloitte przedsiębiorstw wyniosły 712 mld euro, co oznacza spadek o 0,4 proc. (3 mld euro) w stosunku do wyniku z 2012 r. Jednak mediana wzrostu przychodów wyniosła 0 proc. w porównaniu do wzrostu 3,3 proc. rok temu i 10 proc. dwa lata wcześniej, co jest wyraźną oznaką dalszego i średnioterminowego trendu spowolnienia.

Największy wzrost przychodów w 2013 r. odnotował sektor wyrobów przemysłowych, który wzrósł o blisko 3 proc. Wpływ na ten wynik miała przede wszystkim dobra kondycja branży motoryzacyjnej. W ciągu ostatniego roku kilka globalnych firm z tego sektora zakończyło kolejne inwestycje w regionie Europy Środkowej (m.in. w Rumunii i na Węgrzech). Z kolei sektor dóbr konsumpcyjnych i transportu zanotował wzrost jedynie o 1,1 proc. W ubiegłym roku było to aż 4,8 proc. Branżę TMT (technologie, media i komunikacja) od kilku już lat dotyka spadek średnich przychodów (w 2013 roku – 4,9 proc.). Sektorem, który już drugi rok z rzędu odnotował największy spadek (-15,7 proc.) jest branża budowlana.

CEO Magazyn Polska

„Dodatkowo pierwszy kwartał tego roku pokazuje, że sytuacja w większości sektorów nadal się pogarsza, a średnia zmiana przychodów spółek jest ujemna i wyniosła -3,1 proc. w porównaniu do -0,5 proc. w pierwszym kwartale 2013 roku. Można mówić więc o wyraźnym i negatywnym trendzie w całym regionie” – mówi Patryk Darowski, Menedżer w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Trzy największe sektory, czyli energetyka i zasoby naturalne, wyroby przemysłowe oraz dobra konsumpcyjne i transport odpowiadają za 90 proc. sumy przychodów analizowanych spółek. W porównaniu z rokiem 2012, w roku 2013 nie doszło do większych zmian w reprezentacji sektorowej. Sektory dóbr konsumpcyjnych i transportu oraz farmaceutyków i ochrony zdrowia otrzymały po jednym miejscu na liście więcej niż w roku poprzednim, kosztem sektora TMT.

CEO Magazyn Polska

Wyniki badania wykazują niższy średni wzrost przychodów firm niż przed rokiem w większości krajów regionu. Największe gospodarki rozwijały się wolniej niż w 2012, wpływ na to miała m.in. niska konsumpcja prywatna. Czynnikiem podtrzymującym wzrost gospodarczy w 2013 r. był z kolei eksport wynikający z ożywienia w strefie euro. Najlepiej pod tym względem wypadła Litwa, której 13 spółek zanotowało średni wzrost przychodów na poziomie 6 proc. oraz Rumunia (4,7 proc.). Wzrost spółek rumuńskich częściowo wynikał jednak z aprecjacji leja – średni wzrost w walucie lokalnej wyniósł 3,9 proc. Spółki ukraińskie odznaczyły się znacznym wyhamowaniem średniego tempa wzrostu z 16,2 proc. za 2012 r. do 0 proc. wyrażonych w EUR.

Tak jak przed rokiem, wśród 500 największych firm regionu najwięcej pochodzi z Polski (161). Jednak biorąc pod uwagę okres ostatnich sześciu lat, udział rodzimych firm systematycznie spada – w 2008 r. było to 188 spółek. „Ma to związek w dużej mierze z procesami konsolidacyjnymi, które dokonały się w tym czasie w ramach polskich przedsiębiorstw, szczególnie w sektorze energetycznym, a także dynamicznym rozwojem firm z innych krajów regionu, jak chociażby Rumunii czy Ukrainy” – tłumaczy Jakub Wojtukiewicz, analityk w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Deloitte dodatkowo analizuje także branże bankową i ubezpieczeniową. W 2013 r. suma aktywów 50 największych banków wzrosła o 2,8 proc., wobec wzrostu o 5,4 proc. w 2012 roku. W aktualnym badaniu spośród 50 analizowanych instytucji finansowych 29 odnotowało wzrost aktywów (rok wcześniej 37). Mediana wzrostu dla wszystkich 50 banków z listy wyniosła 1,3 proc. i była niższa od ubiegłorocznego wzrostu o 4,9 proc. Tak jak w ubiegłym roku najliczniejszą reprezentację wśród banków posiada Polska, której udział w liście wynosi 30 proc. Kolejnymi krajami są Czechy i Węgry z udziałem po 14 proc.

W 2013 r. średni spadek składki przypisanej brutto dla ubezpieczycieli wyniósł 0,8 proc. Jest to spadek drugi rok z rzędu. W 2011 roku odnotowano wzrost w wysokości 1,5 proc. Suma składki przypisanej brutto, ubezpieczycieli uwzględnionych w rankingu, spadła o 3 proc., co świadczy o stagnacji w tym sektorze.

W jakiej sytuacji polska gospodarka jest po 25 latach?
Skumulowany wzrost gospodarczy Polski wyniósł w tym czasie 230 proc. i jest to najlepszy wynik w całym regionie. Z drugiej strony w dalszym ciągu polskie PKB per capita jest dużo niższe od średniej unijnej, a gospodarki środkowoeuropejskie są wyraźnie mniejsze od największych gospodarek Unii Europejskiej. Sytuacji nie poprawia konflikt na Ukrainie i sankcje nałożone na kraje UE przez Rosję. W przypadku Polski embargo wpłynie przede wszystkim na handel mięsem wieprzowym, jabłkami oraz produktami mlecznymi. „W ubiegłym roku polski ekspert do Rosji był wart 10,8 mld USD, z czego łączna wartość towarów objętych embargiem wyniosła 1,1 mld USD.   W pierwszej połowie tego roku eksport do Rosji spadł o 10,7 proc, do poziomu 4,4 proc. eksportu ogółem.  Znacznie mniej eksportujemy także na Ukrainę” – mówi Patryk Darowski.

Zdaniem ekspertów Deloitte obecna sytuacja geopolityczna sprawia, że największe firmy regionu stoją przed ogromnym wyzwaniem. Dotyczy to szczególnie spółek energetycznych i surowcowych oraz producentów dóbr konsumpcyjnych. Dodatkowo, trwałość głównego czynnika prowzrostowego w krajach Europy Środkowej, czyli eksportu do krajów strefy euro, stoi pod znakiem zapytania, biorąc pod uwagę pogorszenie się nastrojów w Niemczech, o czym świadczą ostatnie odczyty wskaźnika ZEW (wskaźnik sentymentu, który obrazuje nastroje i opinie dotyczące rozwoju sytuacji gospodarczej w Niemczech). Także w Polsce wskaźnik PMI spadał od początku roku i w lipcu osiągnął wartość recesyjną. „Powstają pytanią, nie tylko czy największe spółki naszego regionu są w stanie przetrwać obecny kryzys, ale czy mają możliwości i potencjał, aby dalej się rozwijać i rosnąć. Atut taniej produkcji przy porównywalnej jakości, jak się wydaje, przestaje wystarczać. Obecne wyniki pokazują, że osiągane wzrosty przychodów to za mało, by myśleć o podbiciu świata, a tym bardziej Europy” – podsumowujeTomasz Ochrymowicz.

Doktoraty z Heat-Tech Center

Dalkia Warszawa zaprasza do współpracy absolwentów studiów magisterskich, którzy chcą kontynuować karierę naukową i zdobywać praktyczną wiedzę w ramach Heat-Tech Center. Będą oni mieli możliwość przygotowania swojej pracy doktorskiej, biorąc jednocześnie udział w realizacji projektów R&D związanych z obszarem ich zainteresowań.

Heat-Tech Center jest ośrodkiem badawczo-rozwojowym, wspierającym Grupę Dalkia w wyborze technologii i sprzętu, oraz testowaniu nowych rozwiązań. Jednostka uruchomi w październiku tego roku program dla absolwentów studiów magisterskich „Doktoraty z Heat-Tech Center”. W ramach inicjatywy wybrani doktoranci pod kierunkiem opiekuna naukowego ze strony uczelni oraz opiekuna technicznego ze strony Heat-Tech Center będą mieli możliwość przygotowywania swojej pracy doktorskiej we współpracy z firmą energetyczną, zdobywając tym samym praktyczną wiedzę związaną z dziedziną ich zainteresowań. Oprócz wsparcia merytorycznego ze strony Heat-Tech Center, uczestnicy uzyskają dostęp do rzeczywistych danych z badań doświadczalnych, dostęp do różnych platform obliczeniowych oraz wynagrodzenie w ramach pracy w projektach badawczych.

Absolwenci będą mieli do wyboru cztery zagadnienia tematyczne, które będą bazą dla ich prac doktorskich. Zdefiniowane obszary to efektywność energetyczna budynków, eksploracja danych i statystyki w ciepłownictwie, inteligentne systemy ciepłownicze oraz materiały izolacyjne. Jednocześnie Dalkia Warszawa rozpocznie z uczelniami pełną współpracę zarówno w obszarze naukowym, jak i w realizacji wspólnego programu.

Rozpoczęcie programu jest przewidziane na październik 2014 roku. Aby wziąć w nim udział niezbędne jest spełnienie wszystkich wymagań stawianych przez uczelnię do rozpoczęcia studiów doktoranckich oraz uzyskanie zgody na temat pracy doktorskiej zaproponowany przez Heat-Tech Center. Kandydaci powinni również płynnie porozumiewać się w języku angielskim i posiadać umiejętność pracy w zespole.

 – Dla Dalkii Warszawa współpraca ze środowiskiem naukowym to jedna z najważniejszych kwestii. Program „Doktoraty z Heat-Tech Center” jest szansą zarówno dla absolwentów na zdobycie praktycznej wiedzy dzięki pracy w firmie o zasięgu międzynarodowym, jak i dla nas – na współpracę z najzdolniejszymi specjalistami. Jesteśmy przekonani, że będzie się odbywać z korzyścią dla wszystkich stron – mówi Jacky Lacombe, prezes zarządu Dalkii Warszawa.

Wzrasta konsumpcja różnego rodzaju przekąsek

Już co drugi konsument (51%) twierdzi, że je przekąski co najmniej dwa razy dziennie, co jest wzrostem w odniesieniu do 48%, którzy podobne deklaracje składali przed dwoma laty. Trend jest wyraźnie rosnący…

Warto zaznaczyć, że w 2010 roku w podobny sposób deklarowało się jedynie 25% wszystkich konsumentów, co zauważalnie wskazuje na wzrastającą konsumpcję różnego rodzaju przekąsek. Wszystko wskazuje na to, że trend ten w najbliższych latach będzie tylko postępował.

Większa sprzedaż

Na potwierdzenie tych słów wystarczy spojrzeć na prognozy dotyczące wartości sprzedaży detalicznej herbatników, ciastek i innych kruchych przekąsek w Polsce w najbliższych latach. Jest to właściwe zobrazowanie konsumenckich trendów na polu wyników sprzedaży. W obecnym roku wartość ta ma wynieść 1 830 mln zł, za dwa lata 1 874 mln zł, podczas gdy jeszcze sześć lat temu wynosiła 1 689 mln zł (wszystkie dane KPMG na podstawie danych Euromonitor).

„Polacy lubią sobie podgryzać, co samo w sobie nie jest niczym złym, powiedziałbym nawet że dobrym, jeśli mówimy o zdrowych przekąskach, takich jak słomka ptysiowa. Stąd też nie może dziwić systematyczny wzrost ich konsumpcji, których na rynku mamy już bardzo duży wybór” – mówi Arkadiusz Drążek z firmy Brześć, produkującej bez konserwantowe wyroby cukiernicze.

Według Technomic, platformy badającej przemysł spożywczy, prawie jedna trzecia konsumentów (31%) uważa, że je więcej przekąsek niż przed dwoma laty. Konsumenci nie tylko częściej sięgają po przekąski, ale też samo pojęcie „przekąska” jest definiowane w szerszym zakresie. Obecnie jest to już właściwie każdy produkty, który nie jest większym posiłkiem, a więc może to być nie tylko słodycz, ale również owoc.

Co i kiedy jemy?

Technomic na próbie reprezentatywnej 1500 osób w wieku 18+ sprawdził, w jakich porach dnia najczęściej sięgamy po przekąskę (wybór dla każdej osoby ankietowanej był wielokrotny). Największą ochotę mamy po południu, gdy przekąska często jest naszym poobiednim deserem. Drugą najczęściej zaznaczaną odpowiedzią jest „późnym wieczorem”, gdy lekka przekąska zastępuje nam tradycyjną kolację.

Podobne pytanie Technomic zadał o rodzaj przekąsek, które kupujemy przynajmniej okazjonalnie. Tutaj wybór był również wielokrotny, a ankietowani najczęściej wskazywali na słodycze, orzechy oraz kruche przekąski.

Aby jeszcze lepiej zrozumieć zachowania konsumentów, ich preferencje oraz stosunek do konkretnych produktów, Technomic uaktualnił swój raport pod nazwą Snacking Occasion Consumer Trend. Na jego podstawie można wyciągnąć kilka bardzo ciekawych wniosków, m.in.:

    konsumenci sięgają po przekąski zarówno między posiłkami (49% deklarowanych), jak również traktują je jako zastępstwo posiłków (45% zastępuje przekąską jeden lub dwa posiłki dziennie)
    połowa konsumentów sugeruje się korzyściami zdrowotnymi przy wyborze przekąsek
    60% konsumentów (55% w 2012 roku) przy wyborze przekąski bierze pod uwagę jej poręczność, czy da się ją zabrać w każde miejsce i z łatwością schować do każdej torebki

Netia odnotowała spadek przychodów

0

Netia zaprezentowała wyniki finansowe za II kw. 2014 r. Spółka odnotowała spadek przychodów, ale utrzymuje – głównie za sprawą coraz lepszych wyników na sieciach własnych – bardzo solidną rentowność. Spółka obniżyła całoroczną prognozę przychodów, podnosząc jednocześnie wydatki inwestycyjne. Dodatkowe środki na inwestycje pochodzą m.in. z oszczędności, wynikających z uproszczenia struktury organizacyjnej, w ramach programu Netia Lajt.

Adam Sawicki, Prezes Zarządu Netia S.A.
Adam Sawicki, Prezes Zarządu Netia S.A.

W II kw. 2014 r. przychody Netii wyniosły 422,2 mln zł, co oznacza spadek o 3 proc. w stosunku do I kw. br. Zmniejszenie przychodów było przede wszystkim spowodowane dalszym spadkiem liczby świadczonych usług (RGU) WLR i BSA oraz obniżek MTR-ów. Łączna liczba RGU wyniosła na koniec czerwca br. 2,424 mln (spadek o 2 proc. kwartał-do-kwartału), przy czym liczba usług na sieci własnej po raz kolejny wzrosła, w II kw. o blisko 1 proc.

Za sprawą wzrostu liczby usług świadczonych na własnych sieciach – zarówno w segmencie B2C, jak i B2B – spółce udało się utrzymać solidny poziom marży EBITDA w wysokości 29,6 proc. Skorygowany zysk EBITDA w II kw. br. wyniósł 125 mln zł ((spadek o 7 proc. w porównaniu do I kw. 2014 r.).

Optymalizacja a potem nowe wyzwania

– W lipcu rozpoczęliśmy program poprawy efektywności operacyjnej pod nazwą „Netia Lajt”. Ma on pozwolić firmie na bardziej sprawne i efektywne realizowanie zadań, które zostaną zdefiniowane w nowej strategii. –powiedział Adam Sawicki, Prezes Zarządu Netia S.A.

Projekt Netia Lajt ma usprawnić tempo podejmowania decyzji i poprawić efektywność działania m.in. poprzez spłaszczenie struktury organizacyjnej. Spółka spodziewa się uzyskania około 50 mln zł oszczędności w skali roku, które mają posłużyć do finansowania projektów rozwojowych spółki.

W ramach programu Netia, zredukowana została liczebność i rola zarządu na rzecz liczącego około 10 osób Zespołu Zarządzającego, w którego skład wchodzą kluczowi dyrektorzy.

W dniu 27 sierpnia br. ze skutkiem na koniec miesiąca, z zasiadania w zarządzie Netii zrezygnował  Jonathan Eastick, który przez ponad 8 lat pełnił funkcję Dyrektora Finansowego. W tym samym dniu, skutkiem od 1 września br. Rada Nadzorcza powołała do zarządu Netii Pawła Szymańskiego, doświadczonego menadżera i finansistę, który wcześniej pełnił m.in. funkcje: prezesa DM Banku Handlowego, wiceprezesa PKN Orlen, prezesa Ruchu, a ostatnio wiceprezesa firmy Marvipol.

– Jon Eastick to niekwestionowany autorytet z zakresie finansów i znakomity menadżer. To m.in. dzięki Jonowi i zespołowi, który zbudował, Netia to firma zrównoważona, o zdrowych finansach i odpowiedniej skali działania, za co chciałbym mu bardzo podziękować. – powiedział Adam Sawicki.

– Cieszę się, że zdecydował się do nas dołączyć Paweł Szymański, osoba z bardzo bogatym doświadczeniem w realizacji wymagających projektów restrukturyzacyjnych i rozwojowych w wielu branżach. Bardzo liczę na jego świeże spojrzenie i jestem pewien, że znakomicie znajdzie się w nowej roli – dodał Adam Sawicki.

B2B – więcej sprzedanych usług

W segmencie klientów biznesowych (B2B) Netia wypracowała w II kw. br. przychody w wysokości 172 mln zł , co oznacza 1 proc. spadek w stosunku do I kw. br. Skorygowany zysk EBITDA wyniósł 78 mln zł (marża 48,3 proc.) i był nieco niższy niż w I kw. 2014 r., przede wszystkim za sprawą przeceny usług głosowych. Wzrosła natomiast o 2 proc., do 492 tys. liczba usług świadczonych klientom biznesowym. Już 81 proc. usług jest świadczonych klientom biznesowym na bazie własnych sieci Netii.

B2C  – rekordowa marża zysku EBITDA

Z kolei w segmencie klientów indywidualnych (B2C) spółka osiągnęła przychód w wysokości 243 mln zł (4 proc. mniej niż w I kw. 2014 r.). Rekordowo wysoka (30,8 proc.) była natomiast marża Skorygowanego zysku EBITDA w kwocie 75 mln zł.

Liczba RGU w segmencie B2C spadła o 9 proc., w większości za sprawą spadku liczby niskomarżowych usług WLR i BSA, co jest następstwem strategicznej decyzji o odejściu od aktywnego pozyskiwania klientów na bazie tych usług regulowanych. W następstwie tego odsetek RGU na sieciach własnych wyniósł na koniec czerwca 2014 r.  40 proc. (wzrost o 4 punkty procentowe). W przypadku usług szerokopasmowego dostępu do internetu odsetek ten wyniósł na koniec II kw. 47 proc.

Liczba RGU telewizyjnych wyniosła na koniec czerwca br. 127 tys., o 27 proc. więcej niż w na koniec II kw. 2013 roku proc.

Już 35 proc. klientów usług na sieciach własnych Grupy Netia, korzysta w usług pakietowych z telewizją.

Lekka rewizja prognozy

Spółka kontynuowała inwestycje w rozwój sieci NGA, szczególnie koncentrując się na modernizacji sieci HFC po Aster w Warszawie i Krakowie, nabytej w ubiegłym roku od UPC Polska, na bazie której 18 sierpnia br. zaoferowała bardzo atrakcyjne oferty m.in. dostępu do internetu i TV. Kilka tygodni wcześniej spółka wprowadziła na rynek markę Dropss, z bardzo atrakcyjną ofertą dostępu do internetu bez dodatkowych kosztów utrzymania łącza, skierowaną przede wszystkim do dotychczasowych abonentów Neostrady Orange.

Spółka spodziewa się pozytywnego wpływu powyższych działań na wyniki w przyszłości. Wyniki pierwszego półrocza skłoniły jednak Zarząd Spółki do skorygowania prognozy na cały 2014 rok w zakresie poziomu przychodów  z 1,735 mld zł do 1,675 mld. Podniesiona została jednocześnie o 15 mln zł prognoza nakładów inwestycyjnych (CAPEX). Bez zmian pozostały natomiast wysokości planowanych: Skorygowanego zysku EBITDA na poziomie 505 mln zł oraz Skorygowanego zysku operacyjnego w kwocie 75 mln zł.

Getin Holding: Spadek zysku netto rdr o 29 proc. w I półroczu 2014 r. Konflik rosyjsko-ukraiński może się odbić na wynikach holdingu

0

Rosną przychody Getin Holding, spada zysk, głównie za sprawą straty spółki na Ukrainie. Getin przewiduje możliwość sprzedaży spółki rosyjskiej.

Skonsolidowane przychody z tytułu odsetek zanotowane przez Grupę Kapitałową Getin Holding wyniosły w I półroczu br. 731,3 mln zł. To o 9,4 proc. więcej w ujęciu rocznym. Przychody z tytułu prowizji i opłat grupy wyniosły 274,2 mln zł, o 8 proc. więcej rdr.

Zysk netto holdingu spadł jednak rdr o prawie 21 proc. do poziomu 90,1 mln zł. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 73,6 mln zł. i jest o 29 proc. niższy niż przed rokiem.

Największy udział w zysku netto miała Grupa Idea Bank (Polska) i było to 65 mln zł zysku netto w omawianym okresie. To o wiele więcej niż rok wcześniej, kiedy grupa zanotowała 29,4 mln zł. Sporą poprawę zysku miał także w ujęciu rocznym Getin Holding – 20,3 mln zł wobec 7,5 mln zł rok wcześniej. Działająca w Rosji Grupa Carcade zanotowała 13,6 mln zł zysku wobec 27,3 mln zł w I półroczu 2013 r. Grupa Idea Bank (Ukraina) miała natomiast stratę w wysokości 19,6 mln zł. Jest to wyraźne pogorszenie wobec zysku netto 11,1 mln zł rok wcześniej.

Na przyszłe wyniki Idea Bank (Ukraina), może mieć wpływ sytuacja makroekonomiczna i polityczna, a w szczególności dalsze losy konfliktu zbrojnego we wschodniej części Ukrainy – prognozuje Getin Holding w raporcie. – Istnieje ryzyko spadku sprzedaży produktów Carcade i Idea Bank (Rosja) w wyniku pogarszania się sytuacji gospodarczej Federacji Rosyjskiej w związku z sankcjami nakładanymi przez USA, UE oraz poszczególne kraje.

Debiut Alibaby może być największy na świecie. Spółka jest bardziej atrakcyjna niż Facebook

0

CEO Magazyn Polska

16 września na Wall Street ma zadebiutować Alibaba, czyli chiński odpowiednik eBaya. Analitycy szacują, że może to być największe IPO w historii, gdyż spółka ma szansę zebrać nawet 26 mld dolarów. Alibaba chce przyciągnąć kapitał 80-proc. udziałem w szybko rosnącym rynku e-handlu, który korzysta na bogacącej się klasie średniej w Chinach. Równocześnie to znacznie mniej ryzykowna inwestycja niż ostatnie głośne i tej miary IPO za oceanem, czyli Facebook.

Przede wszystkim jest to firma, która praktycznie od samego początku zarabia i to kolosalne pieniądze, podczas gdy Facebook bardzo długo szukał jakiegoś modelu biznesowego, żeby zarabiać te pieniądze. Dlatego inwestujący w Alibabę mogą czuć się dużo bardziej komfortowo w związku z tym, że ich biznes jest dużo bardziej sprawdzony i wiarygodny od Facebooka. Oczywiście pytanie, czy wartość tej firmy to jest 100 mld dolarów czy 200 mld dolarów, to jest zawsze bardzo trudne do oszacowania – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Majewski, wiceprezes zarządu Augeo Ventures, firmy doradczej specjalizującej się m.in. w doradztwie transakcyjnym przy emisji akcji na giełdzie.

Alibaba jest liderem na chińskim rynku e-commerce. Według danych „The Wall Street Journal” na jej internetowej platformie skupia się blisko 80 proc. handlu w chińskim internecie. W 2013 r. wartość wszystkich transakcji miała wynieść 243 mld USD – przekonuje spółka. Jej atrakcyjność inwestycyjna i niemal monopolistyczna pozycja to w dużym stopniu efekt państwowej kontroli i regulacji internetu w Chinach.

Debiut Alibaby na giełdzie w USA planowany jest na 16 września. Analitycy szacują, że spółka zbierze kapitał o wartości 20-26 mld dolarów, dzięki czemu może to być największy debiut w historii. Na amerykańskim rynku dotychczasowy rekord należy do Visa Inc., która w 2008 r. zebrała 19,65 mld dolarów (22,39 mld dolarów po uwzględnieniu inflacji) – wynika z wyliczeń Bloomberga. Z kolei rekordowym IPO w Chinach był Agricultural Bank of China, który na giełdzie w Szanghaju i Hongkongu pozyskał w 2010 r. 22,1 mld USD.

IPO Alibaby budzi największe emocje na rynku od debiutu w 2012 r. Facebooka, który plasuje się na 5. miejscu największych IPO w USA, z ofertą o wartości 16,49 mld USD (po uwzględnieniu inflacji). Perspektywy rozwoju chińskiego potentata e-commerce są jednak zupełnie inne – uważa Majewski.

Dużo łatwiej jest powiedzieć, że ta firma będzie za 10 lat dalej istniała niż w przypadku Facebooka. Jak wiadomo sieci społecznościowe działają w cyklach, w Polsce mieliśmy Grono, Gadu-Gadu, Naszą Klasę i te wszystkie firmy przemijają. W Stanach też mieliśmy wiele sieci społecznościowych, o których już zapomniano albo niedługo zapomnimy. Taki sam los może też spotkać Facebooka – uważa Majewski.

Rynek czeka z niecierpliwością na ofertę publiczną Alibaby, ponieważ pozwoli ona zarabiać na szybko rosnącej liczebnie i bogacącej się klasie średniej w Chinach. Ryzyko dotyczące modelu biznesowego wydaje się być niewielkie, ale nie można tego powiedzieć o otoczeniu makroekonomicznym i prawnym, w którym działa Alibaba.

Wiemy, że w Chinach jest teraz bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, co może zachwiać konsumentami i w związku z tym może się pogorszyć też sytuacja Alibaby. Spółka jest też związana silnie poprzez swój system płatności z systemem finansowym Chin. Gdyby regulatorzy w Chinach się dobrali do spółki, która obsługuje płatności Alibaby, mogłoby to spowodować problemy – twierdzi wiceprezes Augeo Ventures.

Prawo w ChRL zabrania bezpośredniego kupna akcji chińskiej spółki przez zagranicznych inwestorów, dlatego w ramach IPO zaoferowane zostaną akcje spółki Alibaba Group Holding Ltd z siedzibą na Kajmanach, która będzie pośrednikiem mającym prawo do zysków z działalności w Chinach.

Oczywiście sprzedażą akcji Alibaby zajmują się też duże instytucje finansowe, które przygotowały całą strukturę tak, żeby była w miarę bezpieczna dla inwestorów. System prawny amerykański czy system na Kajmanach, gdzie jest zarejestrowana spółka, to są systemy anglosaskie, które raczej budzą zaufanie inwestorów – uważa Majewski.

Grupa Asseco: Zysk netto w I półroczu wzrósł o prawie 2 proc. do 183,2 mln zł

0

Asseco Poland zarabia na usługach i oprogramowaniu dla finansów i bankowości. Rosną w ujęciu rocznym przychody i zysk grupy.

O 7,4 proc. wzrosły przychody Grupy Asseco w I półroczu 2014 r. i wyniosły 2,9 mld zł.

Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wzrósł do poziomu 183,2 mln zł, czyli o niecałe 2 proc.

Asseco Poland, główna spółka grupy, najwięcej zysku wypracowała dzięki sprzedaży do sektora Finanse i Bankowość i było to 53,1 mln zł. Sprzedaż na rzecz Administracji Publicznej dała natomiast 44,6 mln zł zysku netto. Zysk jednostkowy spółki wyniósł w tym okresie 199,8 mln zł netto po 218,2 mln zł przed rokiem.

Przychody spółki lekko spadły do 647,9 mln zł z 653,1 mln zł przed rokiem.

LPP: wysokość dywidendy na akcję wyniesie 93,60 zł

0
LPP podało w komunikacie, że liczba akcji uprawnionych do udziału w podziale zysku za 2013 rok wynosi 1 812 145. W związku z tym dywidenda przypadająca na 1 akcję wyniesie 93,60 zł.

Trendy w IT: Bezpieczeństwo i bazy danych

W II kwartale tego roku na Pracuj.pl było ponad 13 tys. ofert pracy na stanowiska związane z IT. Ponad połowa ofert pracy dedykowana jest programistom. W porównaniu do liczby ofert pracy w II kwartale 2013 roku dynamicznie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów od bezpieczeństwa, wzrost o 47%, oraz administrowania bazami danych, wzrost o 23%.

Poszukiwany: Programista   

Niemal połowa ofert pracy z obszaru IT skierowana jest do programistów. Jak wynika z analizy serwisu Zarobki.pracuj.pl najbardziej w cenie jest znajomość programów .NET, JAVA, C++. Starsi programiści tych języków zarabiają przeciętnie (mediana) prawie 7 000 zł netto miesięcznie. Dwie kolejne najbardziej poszukiwane kategorie to specjaliści od administrowania systemami i testowania. „Zainteresowanie programistami, testerami i administratorami wynika z faktu, iż stanowiska te stanowią trzon każdego zespołu rozwijającego i utrzymującego aplikacje. Do tego dochodzi fakt, że Polska stała się zagłębiem programistycznym dla korporacji międzynarodowych. Nie bez znaczenia jest też silny rozwój krajowych podmiotów, które muszą się szybko dostosować do trendów w aplikacjach i serwowaniu usług klientom poprzez Internet” – komentuje Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska.

Rośnie zapotrzebowanie na specjalistów od bezpieczeństwa i analizy danych

Największy wzrost liczby ofert na Pracuj.pl odnotowano zaś dla pracowników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo/audyt (wzrost o 47%). „To kolejny kierunek rozwoju technologii IT, zmierzający do maksymalnego zabezpieczenia danych. Szczególnie w dobie urządzeń mobilnych, czy zdalnego dostępu do danych i usług” – komentuje Agnieszka Bahrynowska, Recruitment Team Leader w IBM Polska. „W zależności o jakim obszarze zabezpieczeń mówimy, poszukiwane są osoby z doświadczeniem w:  przeprowadzaniu testów penetracyjnych, ewaluacji VA (vulnerability assesments), mile widziane są certyfikaty CPT, CISSP, czy CISM czy doświadczenie w poszczególnych obszarach security: od nadawania uprawnień (Identity and access management) po zarządzenie ryzykiem i działaniami profilaktycznymi” – wyjaśnia Bahrynowska.

Kolejne szybko rozwijające się specjalizacje to administrowanie bazami danych (wzrost liczby ofert o 23%)„Analiza, przechowywanie i zarządzanie danymi to jeden z kluczowych kierunków rozwoju branży IT, również strategii IBM (CAMSS- Cloud Analytics Mobile Social And Security) według naszych danych każdego dnia generowanych jest ok ok. 2,5 miliarda gigabajtów danych. Zarządzanie takimi danymi wymaga zasobów podobnie jak praca nad narzędziami zapewniającymi szybki i bezpieczny dostęp do takich danych. Big Data, Data mining, data analitics to kierunki, które będą prężnie rozwijać się w najbliższych miesiącach i kwartałach” – prognozuje Agnieszka Bahrynowska, Recruitment Team Leader w IBM Polska.

Wzrasta też zapotrzebowanie na testerów, w II kwartale 2014 roku było o 21% więcej ofert pracy niż w analogicznym okresie w 2013 roku. „Firmy coraz lepiej rozumieją jak dużo zależy od niezawodności i wydajności systemów. Zmieniło się też postrzeganie testera. Już od dawna nie jest to ręczne klikanie po aplikacji ale korzystanie z wielu zaawansowanych narzędzi przykładowo do zarządzania procesem testów i jego automatyzacji wymagających szerokiej wiedzy z zakresu architektury systemów, programowania, bezpieczeństwa.” – komentuje Maciej Chwiłoc, Dyrektor Rozwoju Produktu w Grupie Pracuj.

O 10% spadła zaś liczba ofert dla osób odpowiedzialnych za wsparcie techniczne/ helpdesk. Eksperci twierdzą zgodnie, że wynika to przede wszystkim z rozwoju aplikacji, które usprawniają obsługę zgłoszeń. „Aplikacje od strony użytkowników końcowych są proste w użyciu i intuicyjne, doszło też do automatyzacji wsparcia realizowanego przez aplikacje, a nie ludzi” – potwierdza Dariusz Świąder – prezes zarządu Linux Polska.

Najbardziej w cenie: mix umiejętności IT i zarządzania

Jak wynika z danych serwisu Zarobki.pracuj.pl specjaliści ds. IT są jednymi z najlepiej zarabiających. Do najlepiej opłacanych (a jednocześnie wymagających największych kompetencji) zawodów związanych z branżą technologii informacyjnych należy Architekt IT, może on liczyć na wynagrodzenie rzędu 8 500 zł netto (mediana). Bardzo dobrze wynagradzani są również specjaliści łączący wiedzę z IT z umiejętnością zarządzania zespołem, osoby zarządzające złożonymi projektami IT przeciętnie zarabiają około 7500 zł netto.

Specjaliści od IT mogą przebierać w ofertach pracy zarówno z małych jak i dużych firm, 49% ofert pochodziło z mikro i małych firm zatrudniających do 50 osób. Najwięcej ofert pracy pochodzi z firm zajmujących się telekomunikacją i zaawansowanymi technologiami, IT oraz z sektora bankowość, finanse, ubezpieczenia.

Wyższe świadczenia emerytalne i rentowe oraz zwiększenie ulg na dzieci

Te zmiany zapowiedział wczoraj w Sejmie Donald Tusk.

Zmniejszenie obciążeń podatkowych dla rodzin to krok w dobrym kierunku. Natomiast podwyżka świadczeń emerytalno-rentowych powinna być sfinansowana poprzez ograniczenie przywilejów emerytalnych, a nie dalsze zadłużanie się – uważa Konfederacja Lewiatan.
Zwiększenie ulg podatkowych na dzieci uznajemy za uzasadnione ze względów społecznych i ekonomicznych. Dzieci należy traktować jak inwestycję i dlatego trzeba wspierać rodziny, które ponoszą koszty ich wychowania.

Jeżeli jest polityczna wola do zwiększenia waloryzacji rent i emerytur to podwyżka ta powinna być sfinansowana poprzez ograniczenie przywilejów emerytalnych, aby nie zwiększyć już dziś ogromnego deficytu w funduszach emerytalnym i rentowym.

Widzimy sprzeczność między wypowiedzią premiera, który mówi o wykorzystaniu nadwyżki budżetowej w celu zwiększenia waloryzacji, a obecnym deficytem finansów publicznych rzędu 3 proc. PKB. O ile można tolerować deficyt w okresie recesji, to w czasie wzrostu gospodarczego jaki mamy obecnie, finanse publiczne powinny być w pełni zrównoważone. W przeciwnym razie grozi nam stałe narastanie zadłużenia państwa.

Zrównanie warunków wypowiedzenia umowy o pracę na czas określony i nieokreślony jest uzasadnione, pod warunkiem, że okresy wypowiedzenia będą powiązane ze stażem pracy i będą krótsze niż obecnie obowiązujące dla stałych umów. Dopuszczalny, łączny czas trwania umów na czas określony powinien wynosić 48 miesięcy.

Żałujemy, że w wystąpieniu premiera i ministrów zabrakło zapowiedzi konkretnych działań na rzecz zwiększenia konkurencyjności i innowacyjności polskiej gospodarki, np. wsparcia inwestowania w badania i rozwój, usprawnienia sądownictwa czy ułatwienia realizacji inwestycji budowalnych.

Konfederacja Lewiatan

 

Zbyt szybkie oskładkowanie umów zleceń niekonstytucyjne?

W przypadku ustawy dotyczącej ozusowania umów zleceń tylko 3 miesięczny okres vacatio legis stanowi naruszenie konstytucyjnych zasad ochrony zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz dopuszczalności ograniczeń wolności działalności gospodarczej – uważa Konfederacja Lewiatan.

Dzisiaj, 28  sierpnia 2014 r. odbędzie się posiedzenie Podkomisji Stałej do spraw Rynku Pracy, sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, której przedmiotem będzie rozpatrzenie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw (druk nr 2242). Ma on wprowadzić oskładkowanie umów zleceń do wysokości płacy minimalnej, czyli kiedy mamy do czynienia z kilkoma umowami zlecenia, zleceniobiorca opłaci składki od wszystkich umów aż nie zostanie opłacona składka od wysokości płacy minimalnej. Dotychczas składkę płacono od pierwszej lub wybranej umowy.- Popieramy tę zmianę, ale wskazujemy na konieczność jej wprowadzania z zachowaniem co najmniej 12 miesięcznego okresu vacatio legis. Taki okres jest konieczny dla przystosowania się firm do zmiany zwłaszcza w sytuacji, kiedy realizowane są długie kontrakty, których warunków nie da się szybko zmienić. Niestety w projekcie ustawy proponowany okres vacatio legis to zaledwie 3 miesiące – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.

Istnieją poważne zagrożenia, że rządowy projekt ustawy okaże się niezgodny z Konstytucją w zakresie proponowanego okresu vacatio legis. Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie wskazywał w orzecznictwie, że zasada demokratycznego państwa prawnego wymaga zapewnienia adresatowi normy prawnej określonego czasu na przystosowanie się do zmienionych regulacji i na bezpieczne podjęcie odpowiednich decyzji co do dalszego postępowania.

Zgodnie z opinią przygotowaną przez dr Ryszarda Piotrowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego 3 miesięczny okres vacatio legis w przypadku tej ustawy stanowi naruszenie konstytucyjnych zasad ochrony zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa oraz dopuszczalności ograniczeń wolności działalności gospodarczej. Narusza także zasadę racjonalności ustawodawcy, ponieważ ustalenie takiego okresu vacatio legis, który spowoduje wzrost kosztu pracy w warunkach braku możliwości zmiany cen za realizowane kontrakty, będzie prowadzić do zmniejszenia zatrudnienia lub obniżenia wynagrodzeń dla zleceniobiorców.

Proponowanie i przeprowadzanie przez parlament ustaw, co do których konstytucyjności można mieć poważne zastrzeżenia jest praktyką, która powoduje znaczące konsekwencje dla finansów publicznych oraz konieczność późniejszego pospiesznego naprawiania złych regulacji wynikającą z wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Taki przypadek miał miejsce w związku z wprowadzoną ustawą z 16 grudnia 2010 r. nowelizacją ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Przepisy, które zmusiły do rozwiązania umowy o pracę tych pracowników, którzy już wcześniej nabyli prawo do emerytury uznano za niekonstytucyjne w 2012 r. Tym razem odwrócenie negatywnych skutków przyjęcia niekonstytucyjnego przepisu będzie niemożliwe. Wiele osób straci pracę, wiele firm zbankrutuje lub zrezygnuje z realizacji kontraktów, a ich kontrahenci, będą musieli zmierzyć się z bałaganem wynikającym z konieczności zawierania nowych umów.
Konfederacja Lewiatan

GK Cyfrowy Polsat: Wzrost zysku netto w I połowie br. o 31 proc. rdr.

0

Cyfrowy Polsat poprawia wyniki głównie z dzięki płatnej telewizji i dostępowi do szerokopasmowego internetu.

Przychody ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów Grupy Kapitałowej Cyfrowy Polsat S.A wzrosły w I półroczu 2014 r.  o 5,8 proc. w ujęciu rocznym do poziomu 1,5 mld zł, wynika z raportu finansowego grupy. Są to dane nieuwzględniające wpływu z konsolidacji z Metelem, właściciela 100 proc. udziałów w Plusie. Włączając konsolidację, przychody w omawianym okresie wyniosły 2,5 mld zł, dzięki wzrostowi przychodów hurtowych. Natomiast przychody detaliczne od klientów wyniosły 1,7 mld zł, o 85 proc. więcej niż rok wcześniej.

Wzrost wynika przede wszystkim ze wzrostu przychodów z opłat za usługi płatnej telewizji i telewizji internetowej oraz wzrostu przychodów z usług telekomunikacyjnych i zrealizowanego ruchu w ramach usługi dostępu do szerokopasmowego internetu – wyjaśniaja autorzy raportu finansowego.

Zysk netto wyniósł 230,3 mln zł, czyli o 31 proc. więcej rdr.

Na podstawie danych Starlink, szacujemy, że w drugim kwartale 2014 roku zdobyliśmy 24,8 proc. udziału w polskim rynku reklamy telewizyjnej wartym około 1 076,3 mln zł (wartość kwartalna). Opierając się na tych estymacjach szacujemy, że w pierwszym półroczu 2014 roku nasz udział w rynku reklamy telewizyjnej wyniósł 24,9 proc., a jego wartość wyniosła około 1 908,0 mln zł (wartość półroczna) – podał Cyfrowy Polsat w raporcie.

Dzięki restrukturyzacji Enea do końca roku zaoszczędzi 189 mln zł

CEO Magazyn Polska

Skonsolidowany zysk netto Enei w drugim kwartale 2014 r. był niemal o połowę wyższy, niż prognozowali analitycy. Energetyczna Grupa tworzy teraz centrum usług wspólnych i koncentruje się na działalności podstawowej, co łącznie ma przynieść 189 mln zł oszczędności do końca roku. Kontrola kosztów jest potrzebna, ponieważ realizacja strategii inwestycyjnej do 2020 r. spowoduje wzrost zadłużenia do 3-krotności zysku EBITDA.

Mamy przygotowany program na 1 mld zł z Bankiem Gospodarstwa Krajowego i ostatnio podpisaliśmy również umowę z bankami PKO BP, Pekao SA i ING na przygotowanie programu emisji obligacji na 5 mld zł. Wszystkie te programy będą uruchamiane w zależności od potrzeb. W tej chwili bardzo mocno pracujemy zarówno nad akwizycjami w zakresie programów kogeneracyjnych i akwizycji spółek kogeneracyjnych, jak i badamy oraz wchodzimy w fazę due diligence poszczególnych farm wiatrowych i projektów OZE. W zależności od podjętych decyzji będziemy również uruchamiali poszczególne programy emisji obligacji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dalida Gepfert, członek zarządu ds. finansowych w Enea SA.

Enea podpisała już wcześniej umowę na program emisji obligacji o wartości 4 mld zł, a także uzyskała kredyt z Europejskiego Banku Inwestycyjnego w wysokości 1,425 mld zł. Według szacunków spółki program inwestycyjny na lata 2014–2020 spowoduje wzrost wskaźnika zadłużenie/EBITDA do trzykrotności. Nakłady będą koncentrować się w segmencie wytwarzania i dystrybucji, a ich celem będzie stworzenie bardziej zdywersyfikowanej struktury aktywów. Priorytetową inwestycją Enei jest teraz budowa bloku węglowego w elektrowni w Kozienicach.

Realizację strategii ułatwią znacznie lepsze od prognoz wyniki za II kwartał br. Enea odnotowała 416,1 mln zł zysku netto przypadającego na akcjonariuszy jednostki dominującej, a rok wcześniej 158,4 mln zł. Analitycy ankietowani przez PAP spodziewali się wyniku netto na poziomie 282,4 mln zł. Skonsolidowane przychody wyniosły 2,466 mld zł i były lepsze od konsensusu o 6,6 proc.

W sprawozdaniu finansowym Enei za pierwsze półrocze 2014 r. można przeczytać także, że mimo prognozowanego wzrostu wskaźnika zadłużenia, pozycja finansowa grupy pozostanie bezpieczna. Na koniec II kwartału br. spółka miała 1,3 mld zł środków pieniężnych, które wesprą realizację strategii inwestycyjnej. Ponadto Enea będzie kontynuować redukcję kosztów, m.in. poprzez zmiany w strukturze organizacyjnej.

To kwestia wycofania się z przedsięwzięć, które nie są naszą działalnością podstawową. Mam tutaj na myśli spółki transportowe oraz spółki, które zajmowały się działalnością IT, ale świadczyły usługi na zewnątrz. Te wszystkie podmioty w tej chwili są reorganizowane, a kompetencje, które mamy i które są potrzebne, przechodzą do spółek dedykowanych. Natomiast same podmioty jako takie przestają istnieć – twierdzi Gepfert.

W czerwcu 2014 r. Enea zakończyła integrację spółek w segmencie wytwarzania. Poznańska grupa koncentruje obecnie pracowników z obszaru IT, księgowości oraz obsługi klienta w spółce Enea Centrum, która ma być centrum usług wspólnych na rzecz podmiotów Grupy Enei. W niedalekiej przyszłości do Enei Centrum mają trafić również usługi HR oraz zakupy.

Te wszystkie elementy razem dają właściwe efekty synergii. Już teraz, po pierwszym półroczu ten efekt jest na poziomie 75 mln zł, natomiast konsekwentnie poprzez wdrażanie takich projektów, jak wspólne zakupy, chcemy doprowadzić do tego, że poziom oszczędności w grupie będzie na poziomie 189 mln zł w skali całego roku – szacuje członek zarządu Enei.

Espirito Santo podnosi rekomendację dla PGNiG do „neurtalnie” ze „sprzedaj”. Cena docelowa obniżona do 4,9 zł za akcję

0

Espirito Santo Investment Bank podniósł w raporcie z 27 sierpnia rekomendację dla PGNiG-u do „neutralnie” ze „sprzedaj”. Cena docelowa została jednak obniżona o 30 groszy.

Nowa cena docelowa według analityków BESI dla akcji PGNiG-u to 4,9 zł wobec 5,2 zł z poprzedniej rekomendacji. Na zakończenie sesji 27 sierpnia kurs gazowej spółki wyniósł 5,04 zł.

Zdaniem autorów raportu, produkcja PGNiG-u w kluczowym dla spółki segmencie wydobywczym będzie stopniowo spadać po osiągnięciu maksymalnego poziomu w tym roku. Wszystko z powodu niskiego zastępowania wydobytych baryłek nowymi rezerwami oraz braku aktywności spółki w obszarze fuzji i przejęć – napisano w raporcie.

Analitycy oczekują też w przyszłym roku 4-krotnego spadku wyników w segmencie obrotu i magazynowania, a spółka będzie musiała dokonać wyboru między utratą części klientów a sprzedażą gazu po ujemnej marży na TGE.

BESI postrzega PGNiG jako jedyną w swoim spektrum inwestycyjnym spółkę z branży naftowej i gazowniczej, która wygeneruje ujemną dynamikę wyniku EBITDA oraz zysku netto w latach 2014–2016. Jednocześnie Spółka notowana jest z premią  wobec spółek o podobnym profilu na poziomie 14 proc. i 18 proc.  na wskaźniku EV/EBITDA kolejno w 2015P i 2016. Przy braku jednoznacznej kwantyfikacji wpływu liberalizacji rynku gazu w Polsce na działalność PGNiG  oraz konieczności dokonania przejęć w celu rozwinięcia segmentu wydobywczego, BESI uważa, że jakakolwiek istotna jednorazowa dywidenda jest mało prawdopodobna – napisał Wojciech Kozłowski, analityk, Espirito Santo Investment Bank (BESI).

 

 

 

M. Staniszewski (Noble Funds TFI): Rynki finansowe bardziej obawiają się o wzrost PKB w strefie euro niż wojny między Rosją i Ukrainą

CEO Magazyn Polska

Wydarzenia na Ukrainie jak dotąd nie wywołały zauważalnej reakcji na rynkach finansowych. Większym zmartwieniem dla inwestorów jest groźba stagnacji i deflacji w strefie euro, która dodatkowo odczuje skutki rosyjskich sankcji odwetowych.

To, co się dzieje na Ukrainie i w Rosji, w globalnych finansach już dawno zostało zdyskontowane. Na chwilę obecną my w Polsce podchodzimy z dużą zmiennością do tego, co nam podają media, mam na myśli zmienność sentymentu. Natomiast prawda jest taka, że jak się popatrzy na media zachodnie, to one gdzieś zaczynają powoli dyskontować jakieś lepsze dane płynące na linii Ukraina-Rosja. To znaczy zaczynają dostrzegać to, że tam może coś się poprawi i wszystko zakończymy taką wojnę podjazdową. Inwestorom nie polecałbym w chwili obecnej paniki, czyli ucieczki do takich klasyków gatunku, jak frank szwajcarski czy złoto – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mariusz Staniszewski, prezes zarządu Noble Funds TFI SA.

W jego ocenie jest już za późno na kupno tych instrumentów i realizację zysków. Drugim powodem takiej rady jest to, że z punktu widzenia rynków finansowych rozwój wydarzeń na wschodniej Ukrainie nie ma na razie większego znaczenia. Uspokojenie nastrojów widać także na rosyjskim rynku akcji – dolarowy indeks RTS po załamaniu w drugiej połowie lipca (spadek z ok. 1400 pkt do poniżej 1200 pkt) powoli odrabia straty i przekroczył poziom 1260 pkt.

Niewielki spadek premii za ryzyko widoczny jest także na rynku 10-letnich obligacji rosyjskiego rządu. W lipcu rentowności gwałtownie podskoczyły z poziomu poniżej 8,5 proc. do 9,8 proc., a obecnie wynoszą około 9,3 proc. Rubel w relacji do dolara pozostaje jednak słaby, kurs jest obecnie blisko wieloletniego minimum.

Większe zagrożenie widziałbym w  kontynuacji wzrostu PKB w światowej gospodarce, szczególnie w strefie euro. Bo ona jest tutaj na styku, a sankcje ze strony Rosji będą miały wpływ na PKB w strefie euro. Na pewno jest większym zagrożeniem to, w którym kierunku to pójdzie i czy Amerykanie będą w stanie powtarzać dynamikę wzrostu PKB – uważa Staniszewski.

Prognozy makroekonomiczne dla strefy euro oraz USA na razie wskazują, że PKB w najbliższych kwartałach będzie rósł. Większe ryzyko dotyczy strefy euro, gdzie groźba długotrwałej deflacji może zaszkodzić ożywieniu gospodarczemu, na co wskazywał niedawno prezes EBC Mario Draghi. Na taki scenariusz wskazują także rekordowe wyceny obligacji – rentowność niemieckich 10-letnich papierów skarbowych spadła poniżej 1 proc.

Jeszcze większa niepewność dotyczy rzeczywistej i prognozowanej koniunktury gospodarczej w Chinach. W tym roku indeks Shanghai Composite przełamał trwający od początku 2013 r. trend spadkowy i jest najwyżej od grudnia 2013 r. To może być skutek polityki rządu, który silnie ingeruje w gospodarkę i stara się nie dopuścić z jednej strony do jej przegrzania, a z drugiej do nadmiernego wyhamowania.

Były oceny, że ta gospodarka rozwija się w tempie około 7-7,5 proc. Później okazało się, że dynamika spada, wówczas część inwestorów zaczęła panikować. Ale okazuje się znowu, że w końcówce roku gdzieś tam te prognozy idą znowu w kierunku 7,5 proc. Można to skonstatować w taki sposób, że tam jest ciągle bardzo dużo ręcznego sterowania i planowania. Jeżeli ktoś powie, że ma być 7,5, to później jest to 7,5 wzrostu PKB. Ja o Chiny w tej całej tej układance oczywiście bym się obawiał, ale najmniej – podsumowuje prezes Noble Funds TFI.

Budowa gazoportu w Świnoujściu w 90 proc. ukończona. Zostały najważniejsze próby rozruchowe

Na budowie gazoportu w Świnoujściu prace są zaawansowane w ponad 90 procentach, ale to, co pozostało, to kluczowe elementy, na które składają się m.in. próby rozruchowe. Pod koniec roku zostanie podjęta decyzja o ewentualnej rozbudowie, która pozwoliłaby zwiększyć możliwości terminalu o ok. 50 proc. do 7,5 mld metrów sześciennych gazu rocznie.

Kończymy fazę budowlaną i przechodzimy do fazy rozruchowej. Zakładamy, że koniec fazy budowlanej nastąpi na przełomie 2014 i 2015 roku, tak żeby w kolejnych miesiącach przejść przez rozruchy i by terminal był gotowy do odbioru komercyjnych dostaw już w 2015 roku – mówi agencji Newseria Maciej Mazur, rzecznik prasowy inwestora, spółki Polskie LNG.

Do ukończenia prac brakuje już niewiele, kilka procent, choć jak podkreśla Mazur, to kluczowe elementy, m.in. próby rozruchowe na różnych surowcach, od azotu po LNG.

To jest operacja, która jest podzielona na 650 mniejszych systemów i podsystemów. Każdy z nich musi się zakończyć, by mógł się rozpocząć kolejny. Stąd 8 proc. rzeczywiście może trwać, ale dla nas najważniejszy nie jest czas, lecz jakość i bezpieczeństwo tej inwestycji, bo ona ma służyć Polsce przez kolejnych 40-50 lat – podkreśla Mazur.

Mimo problemów z wykonawcą, który w połowie lipca br. zażądał podpisania aneksu do umowy z inwestorem, rzecznik spółki Polskie LNG nie spodziewa się, aby inwestycja miała zostać opóźniona lub by jej koszt okazały się wyższe niż planowano. Budowa terminalu wyniesie 3 mld zł, z czego 2,4 mld zł to kontrakt z konsorcjum na czele z włoską firmą Saipem.

Terminale LNG jako inwestycje skomplikowane i złożone narażone są na wiele perturbacji. We Francji podobna inwestycja została oddana 36 miesięcy po terminie, we Włoszech – 27, w Wielkiej Brytanii – kilkanaście miesięcy. To naturalne, że wykonawca składa roszczenia. Nie ma jednak zagrożenia, że zejdzie z budowy. Naszym wspólnym celem jest zbudować ten terminal tak, by był jak najwyższej jakości, i nie otrzymujemy żadnych sygnałów, by było to w jakikolwiek sposób zagrożone – mówi Maciej Mazur

Zgodnie z planem dwa zbiorniki terminalu będą mógł przyjmować rocznie do 5 mld metrów sześciennych gazu. Rozważana jest budowa trzeciego zbiornika i powiększenie tzw. mocy regazyfikacyjnej terminalu do 7,5 mld metrów sześciennych.

Obecnie trwają analizy – mówi rzecznik spółki Polskie LNG. – Rozwój rynku LNG na świecie, a w szczególności w basenie Morza Bałtyckiego, wskazuje, że taka rozbudowa byłaby zasadna. Terminal mógłby wyjść naprzeciw oczekiwaniom armatorów statkowych, którzy muszą przerzucić się z mazutu na paliwo mniej kaloryczne, takie jak LNG. Rozważamy również budowę dodatkowego stanowiska statkowego.

Ewentualną rozbudowę, jak podkreśla rzecznik, będzie można prowadzić niezależnie od stopnia ukończenia podstawowej inwestycji i eksploatacji dwóch pierwszych zbiorników. Decyzja w tej sprawie ma zostać podjęta na przełomie 2014 i 2015 roku.

Obecnie, jak informuje Maciej Mazur, na budowie gazoportu przeprowadzana jest próba wodna. Do pierwszego zbiornika, w którym będzie przechowywany skroplony gaz, wtłaczana jest woda morska. Celem jest sprawdzenie wytrzymałości i weryfikacja sposobu osiadania instalacji.

Wtłaczamy 100 tys. metrów sześciennych, czyli 100 mln litrów wody morskiej – tłumaczy Mazur. – To jest obciążenie, któremu będzie poddany docelowo zbiornik wypełniony 160 tys. metrów sześciennych LNG. To gigantyczna waga. Tyle waży tysiąc samolotów Dreamliner. Zbiornik musi osiadać w normach: nie może ani za mało, ani za dużo. Próby na pierwszym zbiorniku wypadły bardzo pozytywnie.

Jeśli chodzi o fazę budowlaną to pozostały jeszcze prace wykończeniowe oraz sprawdzenie, czy cała instalacja funkcjonuje bez zarzutu i zgodnie z założeniami. Obecnie na budowie pracuje około 1,5 tys. osób. Prace są prowadzone na wszystkich obszarach terminalu – zarówno w części morskiej, jak i lądowej.

Według Ministerstwa Gospodarki zużycie gazu ziemnego w Polsce wyniosło w ub. roku blisko 16 mld metrów sześciennych. Z tej ilości w ramach kontraktu jamalskiego z Federacji Rosyjskiej sprowadzono ok. 9 mld (ok. 56 proc. zużycia i 77 proc. dostaw z zagranicy). Bilans Polski uzupełniany jest krajowym wydobyciem. W ub. roku do systemu trafiło ok. 4,3 mld metrów sześciennych pochodzącego ze złóż na terenie Polski surowca. Terminal do odbioru gazu LNG w Świnoujściu ma być istotnym elementem bezpieczeństwa energetycznego kraju w kontekście dywersyfikacji dostaw.

Lotnisko w Gdańsku obsłuży ponad 3 mln pasażerów w tym roku

CEO Magazyn Polska

W lipcu liczba pasażerów obsługiwanych przez gdańskie lotnisko zwiększyła się o 26,9 proc. w stosunku do lipca 2013 r. Jak zapowiada prezes Portu Lotniczego w Gdańsku, lotnisko w  tym roku obsłuży ponad 3 mln pasażerów. Rozwijane będą regionalne połączenia z Niemcami i krajami skandynawskimi. W planach jest również rozwój kierunków południowych, ale na ten temat na razie toczą się rozmowy z przewoźnikami. Zarząd portu liczy również na większy ruch na trasach krajowych.

Obawialiśmy się, że nie uda nam się obsłużyć w tym roku trzech milionów pasażerów – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Kloskowski, prezes zarządu Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy. – Okazuje się, że zrobimy to z wielkim zapasem. Jeżeli w najbliższych latach uda się utrzymać wzrost między 5 a 10 proc. rocznie, będzie to bardzo dobry i godny Gdańska rezultat.

Jak informuje Kloskowski, lotnisko specjalizuje się obecnie w trzech kierunkach. Z połączeń do Niemiec, które są traktowane priorytetowo, korzystają przede wszystkim przedsiębiorcy prowadzący z naszym zachodnim sąsiadem wymianę gospodarczą. Drugi popularny kierunek to Wielka Brytania i połączenia z Londynem.

Naszą perełką jest Skandynawia – wskazuje Kloskowski. – Mamy najlepiej rozwinięta sieć w Polsce, lepszą nawet niż port w Warszawie i staramy się ją dopieszczać. Oczywiście mieszkańcy naszego regionu błagają o słońce, czyli o kierunki południowe. Z tym mamy najtrudniej ze względu na północną lokalizację. Ale w przyszłości planujemy z przewoźnikami pewne rozwiązania. Jeżeli się powiodą, mam nadzieję, że Polacy będą zadowoleni.

Również kierunki krajowe z Gdańska będą rozwijane. Na ten segment stawia m.in. przewoźnik Ryanair. Jak podkreśla prezes portu, oferta ta będzie kierowana do pasażerów, którzy obecnie korzystają z połączeń autobusowych, kolejowych lub podróżują własnymi pojazdami.

Mamy połączenia do Modlina, Krakowa i Wrocławia – informuje Kloskowski. – To jest dosyć ważny segment, który w najbliższych latach powinien się rozwijać i być może zastąpić OLT. Oczywiście nie w takiej samej skali. Połączenia Ryanaira oparte są o rachunek ekonomiczny. Myślę, że ten eksperyment może być rewolucją na krajowym rynku.

Niesławny OLT przyniósł lotnisku jednak pewne korzyści. Jak wskazuje Kloskowski, wielu pasażerów, którzy wcześniej podróżowali autem, koleją czy autobusem, postanowiło wypróbować krajowe połączenia lotnicze.

Gdy przekonali się, że podróż do Krakowa, Warszawy czy Wrocławia może trwać nie dłużej niż 1,5 godziny, mieli później opory, aby korzystać z kolei czy samochodu – mówi prezes zarządu Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy. – Jeżeli więc cena Ryanaira będzie bliska innym rodzajom transportu, to sukces jest murowany.

Gdański port lotniczy liczy na zwiększony ruch wraz z rosnącym zainteresowaniem turystów Pomorzem. Pomóc w tym ma prowadzona na zagranicznych rynkach kampania promocyjna regionu. Dziś większość pasażerów to Polacy, ale już ok. 25 proc. ruchu generują przyloty w celach turystycznych.

Z tych 25 proc. najwięcej mamy turystów ze Skandynawii, Niemiec i co ciekawe, z Hiszpanii. Zwiększone zainteresowanie województwem pomorskim wiążemy przede wszystkim z tzw. efektem Euro. Turyści odkryli wtedy, że w naszym regionie nie ma białych niedźwiedzi na ulicach i Wschód, wcześniej uważany za dziki, jest jednak cywilizowany. W Hiszpanii gospodarka powolutku się odbija, także myślę, że ten kierunek ma dobre rokowania – wskazuje Kloskowski

Na lotnisku im. Lecha Wałęsy w Gdańsku w lipcu obsłużono blisko 373 tys. pasażerów, o 26,9 proc. więcej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej. W pierwszym półroczu wzrost wyniósł 12,5 proc. Statystykom lotniska pomogła dobra pogoda oraz wiele imprez sportowych i kulturowych.

Volvo pokazało nowego SUV-a. W przyszłym roku planuje sprzedać 50 tys. egzemplarzy

CEO Magazyn Polska

Volvo zaprezentowało w Sztokholmie nową wersję największego w ofercie SUV-a, modelu XC90. Auto trafi do salonów w pierwszej połowie przyszłego roku, a w 2015 r. koncern chce sprzedać 50 tys. jego egzemplarzy. Połowa trafi do Stanów Zjednoczonych i Chin. Volvo XC90 ma być niezwykle bezpiecznym i luksusowo wykończonym modelem.

To kontynuacja poprzedniego XC90, który był wielkim sukcesem Volvo. To pierwszy samochód na platformie SPA [Scalable Product Architecture, elastyczna platforma podwoziowa – red.]. Nowe XC90 pokazuje, jak w przyszłości będą wyglądać nasze samochody – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Henrik Svensson, senior commercial project leader w Volvo.

Nowy samochód to największy SUV (samochód sportowo-użytkowy) w ofercie Volvo. Zastępuje produkowany od 2002 r. model pierwszej generacji i trafi do salonów sprzedaży w 2015 r. Przedsprzedaż w internecie ruszy już we wrześniu w wersji limitowanej, a po kilku tygodniach w wersjach przeznaczonych do standardowej sprzedaży. Model XC90 będzie dostępny wyłącznie z silnikami czterocylindrowymi w dwóch wersjach benzynowych, dwóch z silnikami diesla i jednej, najmocniejszej, hybrydowej.

Jak zapowiadają przedstawiciele Volvo, nowy XC90 rozpoczyna odnowę całej gamy modelowej koncernu.

W pierwszym roku chcemy sprzedać ok. 50 tysięcy samochodów, a w kolejnych latach ok. 80 tys. aut rocznie. Głównym rynkiem są Stany Zjednoczone, to największy rynek SUV-ów na świecie. Około 30 proc. naszych aut będzie sprzedawanych w USA. Również Chiny są dla nas niezmiernie ważne – to ok. 20 proc. naszej sprzedaży. Potem są duże rynki w Europie – Rosja, Wielka Brytania, Niemcy i oczywiście Szwecja – wylicza Svensson.

Nowy samochód ma być pierwszym krokiem do realizacji strategii Volvo, według której do 2020 r. w nowych autach tego producenta ma nie być wypadków śmiertelnych. Jak podkreśla Lotta Jakobsson, ekspertka ds. bezpieczeństwa w Volvo, ten cel będzie możliwy do osiągnięcia jedynie przy dobrej współpracy z władzami, które również muszą działać na rzecz poprawy bezpieczeństwa. W nowym modelu zastosowano technologie, które pozwalają nie tylko uniknąć obrażeń w trakcie kolizji, lecz przede wszystkim zapobiec wypadkom.

Bardzo ważna jest funkcja automatycznego hamowania, która jest teraz w standardzie, a która dotyczy sytuacji na skrzyżowaniach. Inna ważna funkcja, dotyczy sytuacji, kiedy samochód wypada z trasy. Po pierwsze, pomagamy kierowcy, by w ogóle do takiej sytuacji nie doszło. Ale jeśli już to nastąpi, w aucie jest technologia, która przytrzymuje pasażerów w fotelach i zapewnia amortyzację przy zjechaniu na nierówny teren – wylicza Jakobsson.

Dodaje, że w XC90 znajdują się też rozwiązania, które przypominają kierowcom o potrzebie zrobienia przerwy i wspomagają zachowanie przez nich koncentracji. Inne rozwiązania utrzymują samochód na właściwym pasie jazdy. Automatyczne ściąganie pasów bezpieczeństwa unieruchamia kierowcę i pasażerów, a w opcjonalnym wyposażeniu możliwe jest też zamontowanie podobnego radaru z tyłu pojazdu – dodaje Mattias Bengtsson, który w koncernie odpowiada za technologie pozwalające uniknąć kolizji.

Poza bezpieczeństwem Volvo postawiło też na luksus. Robin Page, wiceprezes odpowiedzialny za design wnętrz, podkreśla, że najważniejszym elementem jest ekran dotykowy o przekątnej 12 cali, umieszczony na centralnej konsoli.

To był punkt wyjścia w projektowaniu wnętrza. Chcieliśmy dać klientom to, do czego są przyzwyczajeni, korzystając z urządzeń mobilnych, jak iPad – wyjaśnia Page. ‒ Wokół tego zbudowaliśmy całą architekturę. Kluczem było utrzymanie skandynawskiego charakteru, prostych elementów wykończonych elementami najwyższej jakości. Do tego 4-5 perełek, na przykład dźwignia zmiany biegów z kryształem, pokrętło zmiany trybu jazdy z diamentowo wycinanym wykończeniem. To wszystko wprowadza jakość i daje efekt zachwytu, który powoduje, że klienci uśmiechają się w samochodzie.

Volvo zastosowało m.in. miękką skórę Nappa czy elementy z drewna orzechowego. Lity kryształ, który wbudowano w dźwignię zmiany biegów, wyprodukowała specjalizująca się w tego typu materiałach szwedzka firma Orrefors.

Dzięki taniej ropie naftowej inflacja hamuje. Możliwe dalsze spadki cen w Europie i Stanach Zjednoczonych

CEO Magazyn Polska

Niskie ceny ropy naftowej spowalniają wzrost cen towarów. Baryłka ropy Brent, dostępnej w Europie, kosztuje obecnie niecałe 103 dolary, a amerykańska ropa WTI niecałe 94 dolary. Pomimo niestabilnej sytuacji na wschodzie Europy i na Bliskim Wschodzie ceny mogą dalej spadać, bo słabe sygnały makroekonomiczne hamują popyt, a ograniczenie eksportu ropy z Rosji jest mało prawdopodobne.

Choć obawiano się, że Rosjanie mogą zdecydować się na sankcje, które wpłyną na surowce energetyczne, również na ropę naftową, to na razie do niczego takiego nie doszło. Zresztą nie spodziewałabym się tego, ponieważ zakaz eksportu ropy naftowej z Rosji nie opłaca się ani Europie, ani samej Rosji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Dorota Sierakowska, analityczka Domu Maklerskiego BOŚ.

Ceny ropy naftowej Brent, wydobywanej na Morzu Północnym, oscylują od około roku w granicach 100-110 dolarów za baryłkę. Obecnie jej cena wynosi niespełna 103 dolary za baryłkę. Ropa WTI (West Texas Intermediate), którą handluje się głównie w Stanach Zjednoczonych, jest jeszcze tańsza i kosztuje obecnie 94 dolary za baryłkę. To znacznie mniej niż rekordowe poziomy obydwu wskaźników, które w 2008 r. sięgały nawet 140 dolarów za baryłkę.

Sierakowska ocenia jednak, że to nie koniec spadków. Ropa Brent może według niej spaść nawet poniżej 100 dolarów. Ceny amerykańskiej ropy obniża duża podaż i niewielki popyt, hamowany przez niezbyt optymistyczne sygnały makroekonomiczne płynące z tamtejszej gospodarki. Analityczka prognozuje jednak, że WTI utrzyma się na poziomie 92-93 dolarów. Zmienić może to interwencja krajów arabskich, dla których tak niskie ceny nie są opłacalne.

Tania ropa to natomiast bardzo dobry sygnał dla gospodarki.

W wielu branżach wykorzystuje się różnego typu paliwa, więc spadające ceny ropy naftowej przekładają się na ceny paliw, co ma ogólnie korzystny wpływ na wiele branż, ponieważ obniża koszty przedsiębiorstw ‒ zaznacza Sierakowska. ‒ Spadające ceny surowców na ogół przyczyniają się później do niższej inflacji.

Na dalszy kierunek zmian wpłynie to, czy Amerykanie zdecydują się na eksport ropy naftowej. W Stanach od lat 70. obowiązuje prawny zakaz sprzedaży tego surowca za granicę. Z uwagi na nadwyżkę ropy w tym kraju możliwa jest jednak zmiana tej sytuacji.

Jeżeli chodzi o wpływ Chin na notowania ropy, to z pewnością jest to wpływ od strony popytowej. Chiny są drugim największym po USA odbiorcą ropy naftowej na świecie, dlatego sytuacja gospodarcza w Chinach będzie bezpośrednio przekładała się na oczekiwania dotyczące globalnego popytu na ropę naftową – podkreśla Sierakowska.

Przybywa firm z certyfikatami zarządzania jakością. Dzięki temu rośnie ich wiarygodność i szanse biznesowe

0

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba polskich firm z certyfikatami zarządzania jakością. Zdobycie ich jest dla firmy nie tylko szansą na poprawę wiarygodności wśród partnerów biznesowych, lecz także metodą redukcji kosztów. Mniejsze firmy decydują się na wdrożenie procesów zgodnych ze standardami ISO, ale zdarza się, że nie ubiegają się o sam dokument.

Certyfikacja porządkuje organizację, poprawia relacje biznesowe w całym łańcuchu dostaw. Samo wdrożenie systemu zarządzania jakością to przede wszystkim zmiana pracy całego zespołu dzięki wprowadzeniu wysokich standardów jakości w codziennym funkcjonowaniu firmy. Beneficjentem staje się nie tylko sama organizacja, lecz także wszyscy jej partnerzy biznesowi – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Milena Zielińska, kierownik ds. rozwoju certyfikacji wyrobów w TÜV Rheinland Polska, firmie przyznającej certyfikaty zarządzania jakością.

Według Zielińskiej najwięcej firm było zainteresowanych certyfikatami w 2005 r. Był to efekt wstąpienia Polski do Unii Europejskiej i chęci nawiązania kontaktów biznesowych z firmami z zagranicy. Od tego czasu większość firm ubiegających się o certyfikat to przedsiębiorstwa, które odnawiają certyfikację, a nie ubiegają się o nią po raz pierwszy. Aplikacji związanych z odnowieniem dokumentu jest mniej więcej trzykrotnie więcej niż nowych certyfikacji – ocenia Zielińska. Aż ok. 90 proc. firm, które już uzyskały certyfikat, chce go utrzymać.

Najpopularniejszą normą, która podlega certyfikacji, jest ISO 9001. Zielińska przekonuje, że wdrożenie systemu zgodnego z wymaganiami tej normy jest dużą korzyścią dla firmy, choć wiąże się też z wydatkami.

Bez wątpienia certyfikacja systemu zarządzania jakością poprawia konkurencyjność, relacje biznesowe i wiarygodność firmy. Bardzo często otwiera drzwi do realizacji inwestycji, bo w wymiarze krótkoterminowym oprócz zysków finansowych liczy się jakość i przewidywalność relacji biznesowych. Zaimplementowanie takiego standardu ma również wpływ na wynik ekonomiczny, ponieważ obniża koszty złej jakości – tłumaczy Zielińska.

Wyjaśnia, że taka certyfikacja może być pomocna w każdej branży – zarówno w branży IT, jak i w zakładach produkcyjnych. Coraz częściej o certyfikaty ubiegają się też jednostki publiczne, w tym szpitale i uczelnie. Zielińska dodaje, że poza certyfikacją na zgodność z ISO 9001 istnieją także inne normy, które regulują  różne aspekty działalności firm, na przykład ISO 27001 to norma dotycząca zarządzania bezpieczeństwem informacji, a ISO 22000 to norma, która dotyczy zarządzania bezpieczeństwem żywności.

Nad wszystkimi normami czuwa Międzynarodowa Organizacja Standaryzacji (ISO), a certyfikaty są przyznawane przez niezależne firmy.

By otrzymać certyfikat, spółka lub jednostka publiczna musi wdrożyć zasady określone w wytycznych ISO. Dotyczą one zarządzania przedsiębiorstwem, struktury, komunikacji i uregulowania codziennej pracy. Zielińska jednak podkreśla, że samo wdrożenie tych procedur nie oznacza automatycznej certyfikacji.

Przeważająca większość naszych klientów posiada certyfikowane standardy i systemy zarządzania. Natomiast bardzo dużo podmiotów małych, które nie mają takich budżetów czy potrzeb i nie współpracują z podmiotami z Europy Zachodniej, utrzymują systemy zarządzania bez certyfikacji dla swoich własnych – wyjaśnia Zielińska.

Przyznaje, że dla spółek to duży koszt, choć można go obniżyć poprzez współpracę z wyspecjalizowanymi firmami doradczymi. Certyfikacja jest szczególnie droga dla firm produkcyjnych, które muszą nie tylko dostosować organizację przedsiębiorstwa, lecz także często zainwestować w nowe urządzenia. Wydatki zwracają się jednak dzięki zwiększeniu wiarygodności i wynikającym z tego lepszym kontraktom. Często by w ogóle startować w przetargach publicznych lub walczyć o zamówienia od dużych firm prywatnych, spółki muszą wykazać się certyfikatami zarządzania jakością.

Obecnie trwają prace nad nową normą ISO 9001:2015, która zastąpi obecne wytyczne z 2008 r. Zieliński podkreśla, że za wcześnie, by mówić o dokładnym kształcie nowych regulacji, ale zapewne położą one większy nacisk na zaangażowanie najwyższego kierownictwa w działalność operacyjną firmy.

Polska Izba Książki: wydawcy w tym roku tylko minimalnie podnieśli ceny podręczników

CEO Magazyn Polska

Ceny podręczników w tym roku są wyższe, ale nieznacznie. Wydawnictwa podniosły ceny o 1-4 proc. Księgarnie i sklepy nie mają jednak obowiązku trzymać się cen wydawców. Dlatego żeby nie przepłacić, przed zakupem podręczników rodzice powinni sprawdzić na stronach wydawnictw proponowane przez nich ceny.

W księgarniach prowadzonych przez wydawców książki praktycznie nie zdrożały, kosztują 1-4 proc. więcej niż w zeszłym roku. Czyli jeśli ktoś w zeszłym roku za książki danego wydawcy zapłacił 100 zł, to w tym roku może to być 102 albo 104 zł, a w niektórych przypadkach 98 zł, ponieważ niektóre książki minimalnie staniały – mówi agencji Newseria Jarosław Matuszewski, przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych w Polskiej Izbie Książki.

Proponowana przez wydawców zmiana ceny nie oznacza, że w każdej księgarni będzie ona taka sama. Jak informuje Jarosław Matuszewski, podręczniki w cenach gwarantowanych przez wydawców można kupić jedynie w należących do nich księgarniach, głównie internetowych.

Każdy z podmiotów ma swój punkt sprzedaży w sieci – informuje Matuszewski. – Można tam sprawdzić aktualne ceny, porównać do tych, które oferowane są w innych księgarniach, zobaczyć jak bardzo, książki podrożały w stosunku do ubiegłego roku.

Dlatego żeby nie przepłacić za komplet podręczników dla dziecka, rodzice powinni najpierw sprawdzić, jaki jest jego koszt sugerowany przez wydawców. Pomocne mogą być również porównywarki cen, które pozwolą wybrać najlepszą ofertę w sklepach internetowych.

– Z naszych doświadczeń wynika, że tzw. box, czyli komplet podręczników, np. do drugiej klasy szkoły podstawowej, który u wydawcy kosztuje 259 zł, na rynku oferowany jest w cenie od 220 do 320 zł. Rozpiętość jest zatem spora – podkreśla Matuszewski.

Jego zdaniem można na rynku znaleźć atrakcyjne ceny i choćby z tego powodu nie warto zostawiać zakupów na ostatnią chwilę.

Książki nie zdrożały u wydawców, mogły podrożeć w poszczególnych punktach sprzedaży, stacjonarnych czy internetowych. To już decyzje właścicieli tych sklepów – mówi przedstawiciel Sekcji Wydawców Edukacyjnych PIK.

Oni również, jak zauważa Matuszewski, znajdują się pod presją, co ma związek z wprowadzaną reformą.

W tym roku po raz pierwszy na rynek wchodzi bezpłatna książka do pierwszej klasy. Księgarze w tym roku nie będą mieli obrotu z tytułu sprzedaży podręczników dla pierwszoklasistów. W przyszłym odejdą obroty z handlu podręcznikami dla drugoklasistów oraz uczniów klas czwartej szkoły podstawowej i pierwszej gimnazjum. Z pewnością większe szanse pozostania na rynku mają ci sprzedawcy, którzy nie ograniczają się jedynie do handlu książką edukacyjną – mówi Matuszewski.

I przytacza dane z analizy przeprowadzonej przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, według której funkcjonowanie 1,8 tys. księgarni, czyli ponad trzech czwartych rynku, jest poważnie zagrożone.