Rząd przyjął założenia do ustawy o listach zastawnych. Z kolei KNF wydał zgodę na utworzenie przez PKO BP banku hipotecznego

Projekt zmian w ustawie o listach zastawnych i bankach hipotecznych ma zwiększyć bezpieczeństwo wierzycieli.

Rada Ministrów przyjęła założenia do projektu ustawy o zmianie ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych, które zostały przedłożone przez ministra finansów.

Zmiany zawarte w założeniach do ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych powinny pozytywnie wpłynąć na rozwój listów zastawnych emitowanych przez banki hipoteczne. Listy zastawne są długookresowymi instrumentami dłużnymi o wysokim poziomie bezpieczeństwa i płynności – przekonuje Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

Wprowadzenie rozwiązań mających na celu rozwój listów zastawnych ma zmniejszyć stopień finansowania wieloletnich kredytów, głównie hipotecznych przez krótkoterminowe depozyty, umacniając bezpieczeństwo sektora bankowego.

W ramach zmian przewidziano obowiązek utrzymywania przez banki hipoteczne co najmniej 10-proc. nadzabezpieczenia listów zastawnych, które będzie liczone od wartości emisji. Założono także utworzenie „bufora płynności” na zabezpieczenie obsługi odsetek od listów zastawnych w okresie 6 kolejnych miesięcy. Przewidziano zwiększenie limitu emisji listów zastawnych, na podstawie kredytów udzielanych na cele mieszkaniowe z 60 do 80 proc. bankowo-hipotecznej wartości nieruchomości.

Założono, że sąd – na wniosek banku hipotecznego, z którym zostanie zawarta umowa kredytowa na nabycie mieszkania, a wcześniej umowa nabywcy z deweloperem o sprzedaż mieszkania – będzie dokonywał „z urzędu” wpisu w księdze wieczystej (w ramach  przedsięwzięcia deweloperskiego) roszczenia banku hipotecznego o ustanowienie na jego rzecz hipoteki (chodzi o zabezpieczenie spłaty kredytu na nieruchomości lokalowej, jednocześnie z wyodrębnieniem lokalu przez dewelopera).

Jednocześnie KNF wyraził dziś jednogłośnie zgodę na utworzenie przez największy polski bank PKO BP banku hipotecznego.

Od 1 września system viaTOLL obejmie 264 km nowych tras

1 września zostanie poszerzona sieć dróg płatnych dla samochodów ciężarowych. W przyszłym tygodniu do systemu viaTOLL zostanie włączonych około 264 km tras różnych kategorii. Miesiąc później płatna sieć powiększy się o kolejne 58 km.

System w tym roku powiększy się do 2917 km. Rozszerzenie będzie następowało w dwóch etapach: 1 września i 1 października – mówi agencji informacyjnej Newseria Dorota Prochowicz, rzeczniczka systemu viaTOLL.

Od września płatne stanie się osiem nowych odcinków dróg, w tym dwa odcinki autostrady A1, od węzła Czerniewice do węzła Włocławek Zachód oraz od Świerklan do granicy w Gorzyczkach, odcinek autostrady A4 od węzła Jarosław Zachód do Korczowej. Płatne będą również dwa odcinki drogi S8, od węzła Syców Wschód do węzła Wieluń i od węzła Łask do węzła Rzgów, odcinek od węzła Pabianice Północ do węzła Róża na trasie S14, odcinek od węzła Rzeszów Zachód do węzła Świlcza na trasie S19 oraz na drodze krajowej nr 90 odcinek pomiędzy miejscowościami Jeleń i Baldram z mostem na Wiśle w Kwidzynie.

W październiku system viaTOLL obejmie jeszcze dwa odcinki dróg, od węzła Włocławek Zachód do węzła Kowal na autostradzie A1 oraz od węzła Dębica Wschód do węzła Rzeszów Północ na A4.

Dzienne wpływy z systemu osiągają 3,8 mln zł – informuje Prochowicz. – Najbardziej dochodowymi drogami w Polsce są autostrady, zwłaszcza A4, gdzie wpływy z ostatniego półrocza sięgnęły 180 mln zł, i A2, gdzie wyniosły one 80 mln zł. Kolejnymi drogami w tym rankingu są S8, S7, DK92 oraz A1.

Docelowo w roku 2018 elektroniczny system poboru opłat viaTOLL ma objąć w całej Polsce ok. 7 tys. km dróg. O poszerzeniu systemu decyduje Rada Ministrów, wydając stosowne rozporządzenie.

Nowe podejście do konsumpcjonizmu w odniesieniu do rozwoju gospodarczego

Aż czterech na pięciu polskich respondentów odbiera zjawisko nadmiernej konsumpcji jako zagrożenie dla naszego społeczeństwa. 62% polskich badanych uważa, że obecne modele ekonomiczne się nie sprawdzają, a 73% jest zdania, że nasze społeczeństwo byłoby lepsze, gdyby ludzie w większym stopniu stawiali na współdzielenie. Najnowszy raport agencji Havas Worldwide Nowy typ konsumentów i gospodarka oparta na współdzieleniu” wskazuje na nowe podejście do konsumpcjonizmu w odniesieniu do rozwoju gospodarczego i indywidualnych wyborów konsumentów oraz na role, jakie w tej rzeczywistości będą odgrywać marki.

Kupowanie a strach przed kryzysem

Choć większość Polaków twierdzi, że obecne modele ekonomiczne się nie sprawdzają, to jednak jest świadoma, że konsumpcja ma związek z miejscami pracy i stabilnością ekonomiczną. Być może dlatego aż trzy czwarte badanych w naszym kraju obawia się, że zmniejszenie konsumpcji będzie miało fatalne skutki dla rynku pracy, a blisko 70%  kupowanie produktów postrzega jako swój patriotyczny obowiązek, ponieważ w ten sposób wzmacnia krajową gospodarkę.

Inteligentna konsumpcja

Raport pokazuje, że kluczem do rozwiązania problemu jest postawienie na bardziej inteligentną konsumpcję. Oznacza to odejście od zwiększania konsumpcji na rzecz poprawy jej jakości − tak twierdzi 88% badanych z próby globalnej i 82% respondentów w Polsce. Lepsza konsumpcja to aż dla  97% Polaków nabywanie wyłącznie tych rzeczy, których naprawdę potrzebują. Aż 80% badanych uważa, że najważniejszymi wskaźnikami lepszej konsumpcji są jakość i trwałość produktów. Postrzeganie jakości produktu przez badanych ma też bezpośrednie powiązanie z zaufaniem do producenta i wartości reprezentowanych przez daną markę.

Niechęć wobec nadmiernego konsumpcjonizmu nie wynika jedynie z troski o społeczeństwo i środowisko, powody są też bardziej osobiste: 52% polskich respondentów przyznaje, że doskonale może się obejść bez większości posiadanych rzeczy. Obserwuje się odwrót od adorowania bogactwa i ostentacyjnej konsumpcji – aż 75% ogółu badanych szanuje i podziwia osoby, które dążą do jej ograniczenia.

Coraz mniej osób uznaje za coś wstydliwego kupowanie rzeczy używanych – dziś tylko jeden na pięciu respondentów twierdzi, że nie lubi kupowania towarów z drugiej ręki. Wskazywane korzyści z takich zakupów to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też względy społeczne, jak ochrona środowiska czy zwyczajnie sentyment do rzeczy z „historią”.

Inteligentna konsumpcja to również nabywanie produktów od miejscowych wytwórców w celu wspierania lokalnej społeczności – 61% ogółu badanych woli, jeśli to tylko możliwe, kupować bezpośrednio od indywidualnego producenta zamiast w sklepie czy w centrum handlowym.

Konsumenci zaczęli przedkładać ostrożność i pragmatyzm nad pogoń za przyjemnością czy skłonność do manifestacji konsumeryzmu. Używanie coraz częściej stawiają ponad posiadaniem, równowaga i zdrowy rozsądek zaczynają wygrywać z chęcią natychmiastowego zadowolenia i gratyfikacji – zauważa Marek Staniszewski, chief strategy officer w Havas Worldwide w Polsce.

Nowy trend – współdzielić, nie posiadać

Dwie trzecie respondentów z próby globalnej uważa, że społeczeństwo byłoby zamożniejsze, gdyby ludzie w większym stopniu stawiali na współużytkowanie, a w mniejszym − na posiadanie. W Polsce z tym stwierdzeniem zgadza się aż 82% badanych. Koncepcja współdzielenia zyskuje coraz większą popularność u przedstawicieli wszystkich pokoleń, chociaż najważniejszą rolę w eksperymentowaniu z formami współdzielenia i współużytkowania produktów odgrywa generacja osób w wieku od 16 do 34 lat. Do stwierdzenia, że społeczeństwo byłoby lepsze, gdyby ludzie w większym stopniu stawiali na współużytkowanie, przychyla się 75% ogółu badanych. Atrakcyjność współdzielenia według respondentów w Polsce to dla 75% przede wszystkim oszczędność pieniędzy, poczucie aktywności i własnej użyteczności (tak uważa 54% badanych), ale również możliwość poznania nowych ludzi (58%) czy doświadczenie czegoś nowego (50%).

Podkreślany w raporcie aspekt współdzielenia jest przejawem coraz wyraźniej widocznej postawy zrównoważonej. Współdzielenie pozwala na zaoszczędzenie pieniędzy, ponowne wykorzystanie dóbr, bycie bardziej przyjaznym planecie i wyrównywanie szans społecznych. Kształtuje także nowy model „ekonomii w sam raz”. Współdzielenie, współużytkowanie przeciwstawiają się ekonomii gromadzenia i nadmiernej konsumpcji, z którymi sami konsumenci czują się coraz mniej komfortowo. Biznes nie może przejść obok tego obojętnie, jeśli myśli o swoim rozwoju w perspektywie długofalowej – komentuje wyniki badań Mirella Panek-Owsińska, prezeska Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Rola marek do 2050 roku…

Gospodarka oparta na współdzieleniu została wskazana w raporcie jako trend zdecydowanie wzrastający, jednak kluczowym wyzwaniem konsumpcji opartej na współużytkowaniu jest zaufanie. Z badań wynika, że aż trzy czwarte respondentów z ogólnej próby chciałoby, aby rolę gwarantów produktów sprzedawanych online odgrywały marki. Niemal sześciu na dziesięciu badanych widzi marki jako pośredników między sobą a osobami, od których kupują lub którym sprzedają. W Polsce aż 94% respondentów chciałoby, aby marki stanowiły gwarancję jakości i autentyczności produktów sprzedawanych przez internet, zaś 87% uważa, że gwarancje marki powinny obejmować każdego, kto kupuje produkt, nie zaś tylko pierwszego nabywcę.

Znaczna większość respondentów oczekuje, że marki ułatwią przejście na konsumpcję bezpieczniejszą dla planety i zdrowia społeczności. Blisko 91% ankietowanych podziwia firmy, które szukają sposobów mających pomóc klientom w ograniczeniu marnotrawstwa. Coraz większa liczba marek ułatwia swoim klientom odsprzedaż lub oddanie towarów, których ci już nie potrzebują. W Polsce 95% badanych podziwia marki zachęcające swoich klientów do recyklingu/odsprzedaży produktów zakupionych od firmy, a 75% uważa, że firma powinna pomóc klientom w odsprzedaży swoich towarów.

Zaprezentowane w raporcie globalne tendencje, obecne − jak się okazuje − także w Polsce, pokazują, że konsumpcja staje się działaniem nie tylko coraz bardziej inteligentnym, ale też coraz bardziej świadomym i dojrzałym. Wiele wskazuje na to, że konsekwencje promowanych jeszcze do niedawna natychmiastowości, jednorazowości czy dążenia wszelkimi środkami do stanu „przesytu” i „przestymulowania” okazały się dla współczesnych konsumentów po prostu nazbyt oczywiste i ocenione jednoznacznie negatywnie. Wiele tworzących marki firm prędzej czy później będzie musiało zrewidować swoje podejście do tego, na czym właściwie polega ich misja i jakie wartości faktycznie zechcą w przyszłości promować. Umiar, gospodarność, solidność czy przezorność – czyli to, o czym jeszcze do niedawna nader często zapominano, powoli, ale konsekwentnie wracają do łask – podsumowuje raport M. Staniszewski.

Lekkie ożywienie akcji kredytowej w drugim kwartale

W drugim kwartale 2014 r. akcja kredytowa w segmencie kredytów mieszkaniowych lekko przyspieszyła. Wyniki są powrotem do poziomu osiąganego w III oraz IV kwartale 2013 roku. Banki udzieliły łącznie 45,5 tys. nowych kredytów o wartości 9,6 mld zł. To wzrost odpowiednio o 8,48% i 8,17% wobec pierwszego kwartału.

Drugi kwartał 2014 r. przyniósł lekkie ożywienie akcji kredytowej w polskich bankach. Wzrost dotyczył zarówno wartości jak i liczby nowo podpisanych umów kredytowych. Łączna liczba nowych umów wyniosła 45 499 sztuk i wzrosła o 8,48% w odniesieniu do I kwartału 2014 roku. Wartość nowych umów wyniosła 9,577 mld zł a jej wzrost wyniósł 8,17% w porównaniu do poprzedniego okresu.

– Po nietypowym pierwszym półroczu 2013 roku, drugi kwartał 2014 r. potwierdził  cykliczność zjawisk zachodzących na rynku kredytów hipotecznych w odniesieniu do wyników zrealizowanych przez sektor bankowy w poprzednich trzech kwartałach. Nie można jednak jeszcze ocenić, czy obserwowany wzrost liczby i wartości kredytów wobec poprzedniego kwartału zwiastuje odbicie czy tylko sezonową korektę – mówi Jacek Furga, Prezes Centrum Prawa Bankowego i Informacji, Przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości ZBP.

Zainteresowanie udziałem w programie „Mieszkanie dla Młodych” było w II kwartale relatywnie mniejsze. Banki zaakceptowały 3842 wnioski na łączną kwotę 88,5 mln złotych. Tym samym, udział kredytów z dofinansowaniem w liczbie nowych umów spadł z 10% w I kwartale do 8,4% w drugim.

– Trudno o ocenę efektywności programu po zaledwie sześciu miesiącach jego funkcjonowania. Musimy również pamiętać, że MdM jest działaniem doraźnym, ukierunkowanym na bardzo wąski segment rynku. W Polsce potrzebne jest natomiast rozwiązanie systemowe. ZBP wypracował dostosowane do polskich uwarunkowań makroekonomicznych założenia działania kas oszczędnościowo-budowlanych, eliminujące obawy o zbyt wysokie koszty i związane z tym zagrożenia dla budżetu państwa z tytułu wspierania skłonności do oszczędzania w tym systemie. Projekt ten został przedłożony właściwym organom władzy. Uruchomienie w Polsce systemu długoterminowego oszczędzania na cele mieszkaniowe w formule kas budowlanych będzie miało kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju rynku finansowania budownictwa mieszkaniowego – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes ZBP.

Po drugim kwartale, wartość całego portfela kredytów mieszkaniowych osiągnęła poziom 339,244 mld zł. Oznacza to wzrost o 1,25% (o 4,172 mld zł) w porównaniu do I kwartału bieżącego roku. W tym czasie, liczba czynnych umów o kredyt mieszkaniowy wzrosła nominalnie o 34 773 (1,91%), wynosząc łącznie 1 855 439 sztuk.

GDDKiA: 7 ofert na budowę obwodnicy Inowrocławia, najtańsza konsorcjum Mirbudu

Obwodnicę Inowrocławia chce budować 7 firm, poinformowała GDDKiA. Najtańsza ofertę złożyło konsorcjum Mirbudu i Erbedimu.

Budową pierwszego etapu obwodnicy Inowrocławia w ciągu drogi krajowej nr 15 i 25 zainteresowanych jest siedem firm. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia kwotę niecałe 390,4 mln zł brutto. Po otwarciu ofert okazało się, że wybudować obwodnicę poniżej tej kwoty chcą cztery firmy: Budimex, która może wykonać prace za 384,4 mln zł, Bilfinger Infrastructure S.A. – za 380,5 mln zł, konsorcjum Pol-Aquy i hiszpańskiego Dragadosa – za 365,42 mln zł oraz konsorcjum Mirbudu i Erbedimu za 359 mln zł.

Pozostałe firmy, które złożyły oferty, to: konsorcjum Mosty-Łódź, Gotowski Budownictwo Komunikacyjne I Przemysłowe I Drogi I Mosty Henryk Boczek, które oferuje wykonanie prac za 421, 1 mln zł, konsorcjum firm Strabag i Heilit+Woerner za 408,6 mln zł oraz Astaldi S.p.A. za 425,4 mln zł.

Wszystkie firmy, które złożyły oferty zaproponowały termin wykonania 27 miesięcy i 10-letni okres gwarancji.

W 2015 r. o jedną czwartą więcej miejsc w samolotach Wizz Air

Wizz Air zwiększa liczbę samolotów i połączeń w Polsce. Łącznie zwiększy się o 25 proc. liczba oferowanych pasażerom miejsc w samolotach linii.

Wizz Air zwiększy liczbę samolotów i połączeń w Polsce, dzięki czemu w 2015 r. o 25 proc. wzrośnie liczba oferowanych miejsc. Liniom przybędą 2 nowe samoloty i łącznie Wizz Air będzie miał ich w Polsce 18. Jeden z nich będzie miał bazę w Poznaniu, drugi w Katowicach. Podobnie jak poprzednie, nowe samoloty to modele Airbus A320. Samolot do Katowic zostanie dostarczony 29 marca, do Poznania – 21 maja.

Wizz Air uruchomi także na początku 2015 r. pięć nowych połączeń: z Gdańska do Molde w Norwegii i Frankfurtu Hahn w Niemczech, z Katowic do Belfastu w Irlandii Północnej, z Poznania do Malmö w Szwecji oraz z Lublina do Sztokholmu Skavsta w Szwecji. Przewoźnik zwiększy także częstotliwość lotów na najpopularniejszych trasach w całej polskiej siatce połączeń.

Płatności wykonywane przy użyciu smartfonów oraz inteligentnych zegarków

Pojawianie się nowych technologii i rosnąca liczba ich użytkowników powodują zmiany w wielu obszarach życia. Jednym z nich są płatności, które z tradycyjnych, wykonywanych przy użyciu gotówki i kart, powoli przeistaczają się w mobilne, dokonywane za pomocą urządzeń łączących się z siecią GSM lub internetem. 

Prym wiodą póki co rozwiązania przeznaczone na smartfony. Jak pokazują badania, już teraz dużo bardziej prawdopodobne jest, że wychodząc z domu zostawimy w nim portfel niż komórkę.  Z szacunków firmy Gartner wynika, że wartość transakcji dokonywanych za pomocą telefonów wyniesie w 2016 r. 600 mld dolarów, przy czym kwota ta nie uwzględnia wypłat gotówkowych  z bankomatów realizowanych przy użyciu smartfonów oraz zakupów w internecie.

Dzięki rosnącej funkcjonalności aplikacji, urządzeniami przenośnymi można obecnie nie tylko płacić  w sklepach, wypłacać gotówkę z bankomatu czy robić przelewy, ale także opłacać postój w strefach płatnego parkowania, kupować bilety do kina, na autobus i pociąg czy doładowywać telefony na kartę.

Możliwości oferowanych przez aplikacje przeznaczone do płatności mobilnych już jest dużo, a będzie ich coraz więcej m.in. za sprawą rosnącej liczby sprzedawców i usługodawców akceptujących tę formę regulowania należności. Skoro już teraz można za pomocą smartfona m.in. płacić za postój samochodu w mieście używając usługi mobiParking czy regulować domowe rachunki korzystając  z jednej z funkcji aplikacji SkyCash, to nie ma żadnych ograniczeń, by płatności mobilne objęły wszystkie dziedziny życia” – mówi Dariusz Mazurkiewicz, Prezes SkyCash S.A.

Jego zdaniem w najbliższej przyszłości rosnąć będzie popularność płatności mobilnych z użyciem aplikacji przeznaczonych na telefony i tablety, ale wraz z rozwojem tzw. inteligentnych akcesoriów, jak zegarki, opaski na rękę czy okulary (np. Google Glass), to właśnie one przejmą większość rynku. „Mobilność zyskuje na znaczeniu, a znajdujące się stale pod ręką rozwiązania z zakresu tzw. technologii ubieralnych sprawią, że znacznie łatwiej i szybciej można będzie wykonywać wiele działań, w tym dokonywać płatności. Jeśli wystarczać będzie do tego kilka kliknięć we właściwe ikony  w zegarku czy wydanie polecenia głosem, to trudno oczekiwać, aby użytkownicy odrzucili takie ułatwienie. Tym bardziej, że aplikacja zainstalowana w urządzeniu dobierze np. stawkę opłaty za postój w strefie płatnego parkowania do miejsca, gdzie będzie przebywać kierowca, lokalizując go z użyciem GPS-u” – stwierdza Dariusz Mazurkiewicz.

Z polskiego rynku zniknąć może nawet 30 proc. aptek

  • Wydłużenie terminów spłaty należności przez tradycyjne apteki – dostosowanie do ich możliwości finansowych.
  • Hurtownie farmaceutyczne buforem dla producentów leków: to one biorą na siebie dłuższe kredytowanie aptek, będących w gorszej kondycji.
  • Koncentracja rynku: sieci aptek tworzone przez głównych dystrybutorów jak i grupy zakupowe zrzeszające apteki stopniowo przejmują rynek.
  • Koncentracja w sprzedaży farmaceutyków: wspieranie niezależnych aptek dla zachowania udziałów w rynku nie wyklucza równoczesnego tworzenia przez dystrybutorów własnej sieci afiliowanych punktów.
  • W ciągu najbliższych 5 lat ilość aptek zmniejszy się o około 30%.

Sygnały dochodzące z rynku dystrybucji farmaceutycznej są niejednoznaczne: obok negatywnych zaobserwować można także i pozytywne. Z jednej strony widzimy bowiem wolniejsze rozliczanie się aptek z dystrybutorami farmaceutycznymi. Ale tez jednocześnie hurtownicy w mniejszym stopniu przenoszą ten dłuższy obieg należności na producentów, w dużej części biorą go na siebie.

– Hurtownicy pełnią rolę swoistego bufora na rynku farmaceutycznym – biorą na siebie ten wydłużony przez apteki średni okres spłaty należności, w małym stopniu lub w ogóle nie przenosząc tej tendencji na swoich dostawców – producentów – mówi Michał Modrzejewski, dyrektor analiz Branżowych w Euler Hermes. Z czego to wynika? Dla uzyskania jak najlepszych warunków transakcji ( dobrych cen – upustów za krótkie terminy płatności) hurtownicy nie przedłużają terminów płatności u producentów leków. Dzięki temu utrzymują dobre ceny kupowanych farmaceutyków, dzięki czemu ich własne afiliowane sieci aptek mogą oferować bardziej atrakcyjne ceny i w efekcie zdobywać przewagę rynkową.

Dystrybutorzy leków zaopatrują bowiem jednocześnie niezrzeszone apteki, jak i tworzone przez siebie własne sieci aptek. Własna sieć aptek pozwala osiągać wyższe marże (z handlu hurtowego, jak i detalicznego) a jednocześnie zdobyć w sposób trwały własny udział w rynku detalicznym. Tradycyjne, niezrzeszone apteki płacą obecnie wolniej – hurtownicy oferują im warunki współpracy pozwalające utrzymać poziom sprzedaży, a tym samym własny udział w rynku dystrybucji. Z drugiej strony zachęcają apteki do przystąpienia do swoich programów – oferując wsparcie marketingowe i oczywiście niższe ceny wynikające z zakupów grupowych.

Dłuższy w stosunku do roku ubiegłego okres spłaty należności przez tradycyjne apteki świadczy o ich bieżącej kondycji tej grupy. Rynek apteczny jest przesycony, a jednocześnie jasno podzielony. Główny podział ma miejsce ze względu na lokalizację: na apteki oferujące leki refundowane (centra miast i osiedli) jak i te mające większy udział leków nierefundowanych (jak i innych produktów: suplementów, kosmetyków etc.), mające siedzibę m.in. w centrach handlowych. Podział ten jest trwały – ciężko znaleźć w tym modelu rezerwy. Oddzielną kategorią, która wytworzyła się w ciągu kilku ostatnich lat są apteki w pobliżu lub w samej siedzibie centrów medycznych, siedzib placówek służby zdrowia. Z reguły nastawiają się one na obrót popularnymi medykamentami, osiągając niską marżę ale realizując wysokie obroty (stąd nierzadko zaopatrują się bezpośrednio u producentów).

Kiedy na stałe nastąpi skrócenie obiegu należności w dystrybucji do aptek? – Spodziewamy się, iż aptek nadal będzie ubywać – nawet pójście im na rękę w kwestii dłuższego kredytowania przez hurtowników nie zmieni sytuacji na rynku: dużej konkurencji, zbyt małej liczby klientów i konkurowania głównie ceną – w czym nie mogą dorównać aptekom działającym w ramach sieci – ocenia Grzegorz Hylewicz, dyrektor windykacji w Euler Hermes. – Nie wszystkie tradycyjne apteki mają równoważący to atut w postaci świetnej lokalizacji. Stąd z czasem, w ciągu powiedzmy 5 lat zniknąć z rynku może według naszych szacunków nawet 30% z obecnej liczby aptek. O ile dystrybutorzy będą na to przygotowani – nie poniosą zbyt dużych strat z tym związanych i z czasem obieg należności ulec może skróceniu. Świadczyć to będzie o zdobywaniu silniejszej pozycji na rynku detalicznym przez hurtownie farmaceutyczne.

Gospodarka krajów OECD urosła w II kwartale o 0,4 proc. wobec I kwartału 2014

PKB państw OECD wzrosło w II kwartale o 0,4 proc. kdk i o 1,9 proc. rdr. Końmi pociągowymi wzrostu okazały się Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.

Gospodarka USA urosła w II kwartale o 1 proc. wobec I kwartału, w którym zaszkodziła jej sroga zima, co odbiło się 0,5-proc. spadkiem. Wielka Brytania odnotowała wzrost o 0,8 proc., kraje strefy euro – o 0,2 proc., a całej Unii Europejskiej – o 0,1 proc.

Największy spadek PKB wystąpił w Japonii, gdzie gospodarka skurczyła się o 1,7 proc. Niewielki spadek odnotowały też Niemcy i Włochy – po 0,2 proc.

W ujęciu rocznym grupa krajów OECD zwiększyła PKB o 1,9 proc. po wzroście o 2,1 proc. w I kw., przy czym największy skok nastąpił w Wielkiej Brytanii, o 3,2 proc. oraz w USA – o 2,4 proc. Kraje Unii Europejskiej miały 1,2-proc. wzrost, zaś sam Euroland 0,7-proc. Japoński PKB nie zmienił się wobec II kwartału 2013 r., natomiast włoski spadł o 0,3 proc.

Według danych GUS polska gospodarka urosła w II kwartale o 3,2 proc rdr i 0,6 proc. kdk po wzrostach odpowiednio o 3,4 proc. i 1,1 proc. w I kwartale br.

Banki z rynków wschodzących mają szansę na globalną ekspansję

Po roku 2015 za wytworzenie ponad 50 proc. globalnego PKB będą odpowiadać rynki wschodzące. Szybko rozwijające się gospodarki w regionie Ameryki Południowej i Azji wpływają na dynamiczny rozwój tamtejszego sektora bankowego. Raport firmy doradczej Deloitte „Banking across borders. International expansion opportunities for emerging markets-based banks” wskazuje, że banki z rynków wschodzących są gotowe do globalnej ekspansji, tym bardziej, że sprzyjają im rosnąca wymiana handlowa, rozwijająca się klasa średnia oraz rozwój nowoczesnych technologii.

Jak wskazuje raport, banki z rynków wschodzących mogą pójść podobną drogą, którą pod koniec poprzedniego stulecia przebyły m.in.: angielski HSBC czy japoński Mitsubishi UFJ Financial Group, które są dziś obecne na kilku kontynentach. „Banki z rynków wschodzących mają już ogromne doświadczenie zdobyte w zmiennym otoczeniu gospodarczym. Poza tym dysponują wystarczająco wysokim kapitałem, który nie ucierpiał zbytnio w czasie kryzysu gospodarczego. Banki wiedzą, jak dotrzeć do nowych klientów, zarówno tych którzy nie korzystają z usług bankowych w ogóle, jak tych –  objętych obsługą bankową w niewystarczającym stopniu. Ekspansja w rodzimych krajach już nie daje im wystarczających możliwości rozwoju, stąd będą stopniowo decydować się na podbój zagranicznych rynków, w tym także w krajach rozwiniętych” – tłumaczy Tomasz Ochrymowicz, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Finansowego Deloitte.

Eksperci Deloitte wskazują, że ekspansja odniesie sukces, jeśli banki będą gotowe sprostać kilku wyzwaniom, jak chociażby różnicom językowym i kulturowym czy lokalnym regulacjom prawnym.

W ciągu ostatnich lat banki zlokalizowane na rynkach wschodzących realizowały różne strategie dotyczące  poszerzania swojej działalności na skalę międzynarodową. Przykładowo brazylijski Itaú Unibanco, jedna z największych grup bankowych w Ameryce Południowej, korzystał zarówno z organicznych jak i z nieorganicznych możliwości rozwoju na rynkach regionalnych i międzynarodowych. Sberbank – największy bank w Rosji i na terenie dawnej Wspólnoty Niepodległych Państw, przeprowadzał transakcje przejęć w celu wejścia na rynki krajów ościennych. Sukces w skali globalnej odniósł też obecny w 36 krajach, w tym także w Polsce, Bank of China.

Według danych Banku Światowego, liczba przejęć dokonywanych przez banki zlokalizowane na rynkach wschodzących wciąż rośnie. Prognozy wskazują, że roczna wartość transgranicznych fuzji i przejęć podwoi się do 2025 roku, wyprzedzając wzrost PKB w ich rodzimych krajach.*

„W miarę jak klienci korporacyjni tych banków wkraczają na nowe rynki, a obywatele emigrują, instytucje finansowe poszukują możliwości rozwoju międzynarodowego, który polega m.in. na aktywności na rynku fuzji i przejęć” – wyjaśnia Tomasz Ochrymowicz. „Do tej pory, polskie instytucje finansowe (tj. PKO BP, Getin, mBank), w większym stopniu kierowały się możliwościami skorzystania ze wzrostu czy poprawy efektywności zagranicznych celów akwizycji.”

Rosnąca rola rynków wschodzących:

Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że za wytworzenie światowego PKB w ubiegłym roku odpowiadały w równym stopniu rynki wschodzące i rozwinięte.**  Jednak w przyszłości stopniowo coraz większa część PKB na świecie będzie pochodzić z rynków wschodzących. Już w 2015 roku 52 proc. światowego PKB zostanie wytworzone na rynkach wschodzących, a 48 proc na rozwiniętych.

Ponadto liczba firm świadczących usługi finansowe z Ameryki Północnej i Europy notowanych na liście magazynu Fortune „Global 500” spadła na rzecz tych pochodzących z Azji, Ameryki Środkowej i Południowej.***  Także dynamicznie rosnąca wymiana handlowa wpływa na rozwój gospodarek krajów Ameryki Południowej i Azji, co przyczynia się z kolei do bogacenia społeczeństwa i kształtowania się klasy średniej.

Recepta na udaną ekspansję:

Raport Deloitte wskazuje, że banki z rynków wschodzących, które planują międzynarodową ekspansję, powinny podjąć następujące kluczowe działania:

  • Strategia: Rozpoznanie segmentów rynku, na których należy się skoncentrować. Według badania Światowego Forum Ekonomicznego, najlepsze możliwości na rynkach wschodzących można znaleźć w trzech następujących obszarach: detaliczne usługi finansowe, usługi dla sektora MŚP oraz usługi korporacyjne.****
  • Wprowadzenie w życie strategii ekspansji: Po jasnym określeniu strategii, banki zlokalizowane na rynkach wschodzących powinny skupić się na tym, w jaki sposób zamierzają zrealizować swoje plany.
  • Infrastruktura: Banki muszą dysponować odpowiednią technologią i systemami biznesowymi. Na niektórych rynkach wschodzących zasoby infrastrukturalne – począwszy od solidnych usług transportowych po źródła energii elektrycznej – są ograniczone lub mało dostępne.
  • Talenty: Zasoby ludzkie to jeden z najważniejszych i najbardziej niezbędnych elementów przy rozszerzeniu działalności. Banki muszą mieć pracowników, którzy dobrze rozumieją kulturę, język i praktyki biznesowe na rynkach wschodzących. Ponadto bank, który jest w stanie zaoferować praktyki zagraniczne swoim pracownikom, przyciągnie utalentowanych ludzi również na rynku krajowym.
  • Prawo i regulacje: Zrozumienie niuansów lokalnych przepisów, wypracowanie relacji z organami regulacyjnymi oraz wiedza na temat przepisów są niezbędne. Banki, które rozszerzały swoją działalność trzydzieści czy czterdzieści lat temu nie podlegały obowiązującej dziś surowej kontroli regulacyjnej.

Raport został opublikowany w maju br. przez Deloitte USA.

ABC Data rozważa wejście na rynki w południowej lub zachodniej Europie. Nowe centrum logistyczne najwcześniej w przyszłym roku

0

CEO Magazyn Polska

ABC Data podtrzymuje prognozy na 2014 r. W I półroczu dystrybutor sprzętu IT i oprogramowania zwiększył przychody i zysk operacyjny, ale zysk netto spadł o niemal 30 proc. Spółka jest zadowolona ze sprzedaży w Niemczech i Rumunii i rozgląda się już za kolejnymi rynkami. Najbardziej prawdopodobna lokalizacja to południe lub zachód Europy, ale będzie to najprawdopodobniej wymagało otworzenia nowego centrum logistycznego.

– Zgodnie z tym co zapowiadaliśmy, drugi kwartał przyniósł wyraźną poprawę wyników ABC Daty. Inwestycje poczynione w pierwszym kwartale, związane z rozwojem działalności na rynkach rumuńskim i niemieckim, zaczęły już wyraźnie procentować. Wyniki za pierwsze półrocze świadczą o tym, że realizacja prognozy, którą opublikowaliśmy w maju, przebiega zgodnie z planem – komentuje Norbert Biedrzycki, prezes zarządu ABC Data S.A.

W I półroczu ABC Data miała 2,56 mld zł przychodów wobec 2,19 mld zł rok temu. Wzrósł także zysk operacyjny – do 34,11 mln zł z 30,67 mln zł przed rokiem. Natomiast zysk netto okazał się niższy od ubiegłorocznego i zamknął się kwotą niespełna 18 mln zł wobec 25,3 mln zł w I półroczu 2013.

ABC Data rozwija się w sposób ewolucyjny i to jest element naszej strategii. To nie jest tak, że rozwijamy się za wolno. Chcemy rozwijać się w taki sposób, żeby skonsumować możliwości biznesowe, które się pojawiają. W zeszłym roku rozpoczęliśmy sprzedaż w Rumunii i Niemczech, w tym roku chcemy ją rozwinąć i ustabilizować. O kolejnych rynkach będziemy myśleć w najbliższych latach – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Rafał Garszczyński, menadżer ds. PR, komunikacji i relacji w ABC Data SA.

Spółka wyklucza wejście na rynki wschodnie w najbliższych latach, co wynika z niestabilnego otoczenia, choć dostrzega w nich duży potencjał rynkowy. Po rozpoczęciu działalności w Niemczech i Rumunii ABC Data rozgląda się za kolejnymi rynkami na zachód i południe od Polski. To będzie jednak najprawdopodobniej wymagało rozszerzenia sieci dystrybucji o nowe centrum logistyczne, które pozwoli zagwarantować możliwość realizacji dostaw w ciągu jednej doby. Obecnie spółka dostarcza towary z magazynów w Warszawie i Sosnowcu.

 Nie da się tak daleko dostarczać produktów z polskich magazynów w ciągu 24 godzin. W związku z tym, jeżeli chcemy zachować konkurencyjność i utrzymać możliwość dostarczania w 24 godziny, to będziemy musieli poszerzyć nasza sieć logistyczną o kolejne centrum, przypuszczalnie gdzieś na południu Europy – uważa Garszczyński.

Dystrybutor sprzętu IT oraz oprogramowania jeszcze nie podjął decyzji dotyczącej lokalizacji nowego centrum logistycznego. Spółka nie będzie budowała obiektu za własne pieniądze, lecz zdecyduje się na wynajem. Na razie priorytetem dla zarządu jest umocnienie pozycji rynkowej w Niemczech i Rumunii, które mocno różnią się od siebie pod względem struktury sprzedawanych produktów i zachowań konsumentów. Choć rynek rumuński cechuje się szybszym wzrostem, to atutem Niemiec – w porównaniu z rynkiem polskim – są wyższe marże.

Jeśli chodzi o sprzedaż, to zarówno rynek rumuński, jak i niemiecki rozwijają się zgodnie z naszymi planami. Niewątpliwie zdecydowanie łatwiej jest osiągnąć znaczącą pozycję w Rumunii niż w Niemczech. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami w Niemczech zajmie to więcej czasu, ale dzisiejsze wyniki na obu tych rynkach pozwalają nam podtrzymać opublikowaną prognozę – mówi Rafał Garszczyński.

Grupa ABC Data spodziewa się, że w całym 2014 r. zanotuje skonsolidowane przychody w wysokości 5,76 mld zł oraz skonsolidowany zysk EBITDA na poziomie 92,07 mln zł.

Przewidywalność jest dla naszych akcjonariuszy jednym z głównych atutów ABC Daty. Pozwala im ona myśleć o inwestycji w naszą firmę długofalowo. A my chcemy po prostu realizować wyniki, które wcześniej obiecujemy – twierdzi manager w ABC Data.

S. Tokarski (Tauron PE): OZE nie zastąpi węgla, ale spółka będzie zwiększać elastyczność w segmencie wydobycia i wytwarzania

CEO Magazyn Polska

Tauron planuje utrzymać swoje moce węglowe na dotychczasowym poziomie, ale pracuje nad zwiększeniem elastyczności wydobycia. Wzrost udziału OZE w produkcji energii wymaga istnienia odpowiednich rezerw mocy oraz infrastruktury przesyłowej, dlatego do 2023 r. spółka chce zainwestować w segment dystrybucji 21 mld zł. W segmencie sprzedaży Tauron chce oferować klientom m.in. gaz i węgiel.

–  Patrząc na możliwości przesyłu energii i produkcji energii z innych źródeł, zarówno węgiel kamienny, jak i brunatny pozostanie paliwem energetycznym. Budowane dzisiaj cztery jednostki na węgiel kamienny oraz blok w Turowie na węgiel brunatny to są jeszcze nie wszystkie bloki węglowe, które muszą powstać w Polsce. Pomiędzy rokiem 2025 i 2030 z systemu elektroenergetycznego wypadnie 12 tysięcy MW mocy węglowych, więc przynajmniej część z nich musi być zastąpiona projektami węglowymi, bo nie możemy zastąpić tego dwunastoma tysiącami na gazie, na wietrze czy panelami fotowoltaicznymi – ocenia w rozmowie z agencją  informacyjną Newseria Inwestor Stanisław Tokarski, wiceprezes zarządu ds. strategii i rozwoju, Tauron Polska Energia SA.

Według zaktualizowanej w pierwszej połowie 2014 r. strategii Grupa Tauron zamierza przeznaczyć na inwestycje 37 mld zł do 2023 r. Z tej kwoty blisko 21 mld zł zostanie wydanych w obszarze dystrybucji, a drugim najważniejszym obszarem inwestycji ma być wytwarzanie, gdzie Tauron planuje uruchomić moce wytwórcze o ok. 2200 MW.

Środki na inwestycje mają pochodzić m.in. z emisji długu o wartości 2 mld zł, którą spółka planuje przeprowadzić na przełomie września i października. Grupa energetyczna liczy na to, że spodziewany popyt ze strony OFE pozwoli uplasować obligacje na dobrych warunkach rynkowych. Innym źródłem kapitału jest trwający program oszczędności w latach 2013–2015, dzięki któremu spółka ma zyskać ponad 900 mln zł.

Nie zakładamy istotnego zwiększenia naszych mocy węglowych, ale część z nich odtworzymy w technologiach węglowych. W związku z tym w obszarze wydobycia chcemy mieć 80 proc. elastycznych własnych zdolności produkcyjnych, tak żeby również te jednostki mogły pracować, kiedy będą potrzebne w systemie. Gdyby założyć dużą ilość generacji energii nieciągłej odnawialnej i wprowadzić rynek mocy, który będzie utrzymywał te jednostki węglowe w systemie jako moce rezerwowe, w niektórych latach można będzie produkować więcej energii odnawialnej, w niektórych mniej – wyjaśnia Tokarski.

W tym roku nakłady inwestycyjne mają wynieść 4 mld zł, choć w pierwszych 6 miesiącach zamknęły się w kwocie 1,25 mld zł. Ponad 60 proc. tych wydatków przypadło na segment dystrybucji, w tym budowę nowych przyłączy. Tauron modernizował także bloki w Elektrowni Jaworzno III i Łaziska oraz wybudował nowy poziom w Zakładzie Górniczym Janina.

Udział bloków węglowych w produkcji energii elektrycznej obniżył się w pierwszym półroczu 2014 r., co wynikało ze spadku popytu na energię, wyższego importu energii oraz wzrostu produkcji w farmach wiatrowych – wynika z komunikatu spółki. Tauron obserwował w tym okresie spadek średniego zużycia energii przez małe przedsiębiorstwa oraz odbiorów indywidualnych i rosnącą konkurencję na rynku klientów biznesowych. Negatywny wpływ otoczenia makroekonomicznego i rosnąca konkurencja sprawiają, że Tauron planuje poszerzyć ofertę dla gospodarstw domowych.

W strategiach handlowych poza energią elektryczną chcemy naszym klientom również zaoferować inne produkty. Mając kompetencje w zakresie handlu, myślimy o sprzedaży gazu i węgla. Co prawda część naszych klientów korzysta do ogrzewania z ciepła centralnego, które sprzedajemy w aglomeracji śląskiej, część jednak korzysta z węgla, zwłaszcza na jej obrzeżach, czyli tam, gdzie nie ma systemów centralnych. Stąd nasza propozycja na ten sezon – mówi wiceprezes Tauronu.

Arguido – mobilna platforma rozszerzonej rzeczywistości

Wystartowało Arguido – platforma mobilna, które daje użytkownikom smartfonów i tabletów narzędzie do budowania własnych rzeczywistości rozszerzonych. Rozwiązanie, jedyne w tej skali na rynku polskim, pozwala na tworzenie i aktualizacje w czasie rzeczywistym własnych tras do zwiedzania i udostępniania na Facebooku. W biznesie Arguido może być wykorzystane jako przewodnik turystyczny, miejski lokalizator punktów sprzedaży czy atrakcji podczas wydarzeń masowych. 

Użytkownicy smartfonów i tabletów mogą już korzystać z Arguido, innowacyjnej platformy  mobilnej działającej w technologii rozszerzonej rzeczywistości (Augmented Reality).Rozwiązanie, poprzez kamerę wbudowaną w urządzenie przenośne, pozwala połączyć obraz rzeczywisty z wirtualnym. W ten sposób można, np. oglądać Pałac Kultury i Nauki i jednocześnie uzyskać dodatkowe informacje na jego temat. Arguido umożliwia wybranie jednej z kilkudziesięciu tras opracowanych przez przewodników turystycznych lub tworzyć dowolne trasyw oparciu o własne preferencje, opisy i zdjęcia. Opracowaną samodzielnie, unikalną ścieżkę zwiedzania miasta lub określonego terenu, można aktualizować w czasie rzeczywistym, jak również udostępniać na Facebooku.

Arguido pozwala również precyzyjnie zlokalizować znajdujące się w pobliżu użytkownika obiekty, np. wprowadzone do systemu bankomaty, kina, muzea, punkty gastronomiczne czy handlowo-usługowe oraz podawać do nich dogodną trasę. Użytkownicy komercyjni mogą wykorzystać to narzędzie do unikalnych działań promocyjnych. Można w ten sposób kierować klientów do punktów sprzedaży, tworzyć przewodniki turystyczne, wspierać wydarzenia promocyjne, czy kreować mapy gier terenowych. Klienci biznesowi mogą skorzystać z dedykowanej wersji Arguido i uruchamiać rzeczywistości rozszerzone oznaczone logo danej marki.

– Arguido to platforma do tworzenia rozszerzonych rzeczywistość przez użytkownikówurządzeń przenośnych i firmy – mówi Maciej Długosz, prezes zarządu firmy AGM Reality, która opracowała aplikację. – System powstał z myślą o turystyce, ale jego możliwe zastosowanie wykraczają daleko poza tę branżę. Kolejnym krokiem rozwoju technologii Arguido to współpraca z tzw. beaconami, które mogą wyświetlać na ekranie smartfonów informacje o towarach znajdujących się na wystawach czy półkach sklepowych – dodaje Długosz.

Arguido jest dostępne na telefony oraz tablety działające pod kontrolą systemu Android. Wkrótce pojawi się także wersja przeznaczona dla posiadaczy iPhone’ów. Aplikacja jest bezpłatna dla użytkowników prywatnych i można ją pobrać ze sklepu Google Play. Firma planuje również wdrożenie kilku wersji językowych Arguido, w tym angielskiej, niemieckiej i francuskiej.

 ARGUIDO W PIGUŁCE:

  • technologia rzeczywistości rozszerzonej (Augmented Reality) dla każdego
  • pozwala budować własne rozszerzone rzeczywistości
  • umożliwia oznaczanie w przestrzeni różnorodnych obiektów, np. kin, restauracji, ale także bankomatów
  • pozwala na tworzenie własnych tras turystycznych
  • wprowadzanie i aktualizacja treści w czasie rzeczywistym
  • dzielenie się trasami poprzez Facebook

 

Mirbud: Zysk netto wzrósł o jedną piątą rdr

0

Mirbud poprawia wyniki głównie dzięki kontraktom spółki zależnej na A1.

Przychody ze sprzedaży grupy Mirbud wyniosły w I półroczu 2014 r. 501,3 mln zł. To o wzrost o 114 proc. rdr. Zysk netto przypadający a akcjonariuszy jednostki dominującej wzrósł o 19 proc. do poziomu 12,125 mln zł.

W pierwszym półroczu 2014 roku. Grupa Mirbud osiągnęła przychody o 114 proc. wyższe niż w 2013 roku, co wynikało głównie z znacznego wzrostu skali działalności PBDiM Kobylarnia S.A. z uwagi na realizowane kontrakty dokończenia budowy autostrady A1 – tłumaczy spółka w raporcie finansowym. – Wszystkie spółki z grupy osiągnęły dodatni wynik finansowy wypracowany w oparciu o nowo realizowane kontrakty a także stabilne przychody z działalności deweloperskiej oraz wynajmu powierzchni handlowych.

Do grupy Mirbud wchodzą, poza spółką Mirbud S.A., Przedsiębiorstwo Budowy Dróg i Mostów Kobylarnia S.A , Mirbud–Kazachstan Sp. z o.o. oraz JHM Development S.A. wraz z czterema spółkami celowymi, w tym firma Marywilska 44.

Mirbud największe przychody osiąga ze świadczenia usług budowlano-montażowych (niemal 90 proc.), z czego 60 proc. przypada na roboty inżynieryjno-drogowe. Rentowność sprzedaży na całej działalności grupy spadła w I półroczu do 7,43 proc. z 13,2 proc. przed rokiem.

B. Kruszyński (Redan): Cena akcji spółki nie uwzględnia jeszcze restrukturyzacji dokonanej w części modowej

0

Redan widzi duży potencjał wzrostu w swoim segmencie modowym, gdzie zakończyła się już restrukturyzacja. Zdaniem wiceprezesa inwestorzy nie dostrzegają jeszcze pozytywnych tendencji, co wynika także z negatywnego wpływu konfliktu na Ukrainie. Segment dyskontowy również może mieć niedoszacowaną wartość, o czym świadczy cena zaoferowana przez fundusz private equity za 25 proc. akcji spółki prowadzącej sklepy Textil Market.

Staramy się rozwijać równolegle zarówno biznes dyskontowy, który idzie bardzo dobrze, jak i część modową, w której widzimy w krótkim okresie największy potencjał wzrostu wartości. Dzisiaj niewątpliwie ten biznes jest obciążony historią i oceną tej historii. Natomiast wprowadzamy wiele zmian, a te historyczne oceny powodują, że ich wartość jest minimalna, jeżeli jakkolwiek odzwierciedlona w cenach akcji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bogusz Kruszyński, wiceprezes zarządu Redan SA.

W pierwszym półroczu 2014 r. Redan zanotował 2 mln zł straty netto wobec 2,2 mln zł rok wcześniej. Wynik ze sprzedaży na poziomie grupy wyniósł 3,3 mln zł, na co złożyła się poprawa w segmencie dyskontowym oraz w części modowej w Polsce. Pogorszył się jednak wynik w części modowej na rynkach zagranicznych, co jest głównie efektem wojny na Ukrainie. Według Kruszyńskiego pozytywną informacją jest to, że w segment modowy w Polsce notuje wzrosty, co pozytywnie wpłynie na wycenę spółki.

Proste uzdrowienie tego biznesu i podstawowa rentowność powodują, że nagle wartość wzrośnie bardzo szybko. Dlatego też zależy nam na tym, żeby jeszcze lekko zainwestować w część modową, a dzięki temu ujawnić tę wartość, co na pewno będzie miało bardzo pozytywny wpływ na wartość akcji – uważa prezes Redanu.

W ciągu 2 sesji (21.08 i 22.08) spółka zyskała już blisko 33 proc., na co wpływ miała także informacja o pozyskaniu inwestora finansowego dla spółki zależnej Redanu, która zarządza sklepami Textil Market. Fundusz private equity 21 Concordia 1 chce nabyć 25,12 proc. akcji Adesso za 35 mln zł. To oznacza, że cała spółka Adesso powinna być wyceniona na blisko 140 mln zł, tymczasem giełdowa kapitalizacja całej grupy Redanu sięga ok. 58 mln zł, z kolei wartość księgowa – 45,9 mln zł.

Środki uzyskane z transakcji sprzedaży 25 proc. pakietu akcji Adesso przeznaczymy trochę na uregulowanie bieżących zobowiązań, które co prawda nie są wymagalne, ale trochę nas ograniczają, a resztę w dużej części przeznaczymy na rozwój segmentu modowego – mówi prezes Redanu.

Kruszyński podkreśla, że spółka zakończyła już wszystkie procesy restrukturyzacyjne. Redan koncentruje się obecnie na rozwoju sieci własnych sklepów Textil Market, w tym roku ma przybyć kolejne 20 lokali w Polsce. Kruszyński ocenia docelową chłonność rynku w kraju na 500 sklepów Textil Market w perspektywie 3-4 lat (obecnie Redan ma w Polsce niecałe 300 sklepów). W części modowej łódzka spółka chce otwierać głównie sklepy franczyzowe. Pierwszy własny sklep w tym segmencie zostanie otwarty pod koniec sierpnia w łódzkiej Manufakturze.

To będzie taki eksperyment, żebyśmy przekonali się, czy to faktycznie zaczęło działać. Jeżeli zacznie, to myślę że w połowie przyszłego roku będziemy rozważać jakiś plan kolejnych otwarć – zapowiada Bogusz Kruszyński.

Spółka planuje także dalszy rozwój segmentu dyskontowego na rynkach zagranicznych. W tym roku spółka ma otworzyć kolejne 4 sklepy Textil Market w Czechach i na Słowacji, które mają być dla Redanu pomostem do dalszej ekspansji zagranicznej.

Tutaj mamy dużą szansę na zbudowanie zdolności operacyjnej do prowadzenia działalności na rynkach zagranicznych. Zależy nam na tym, żeby to zrobić dobrze, nie od razu na dużą skalę, ale tak, by mieć pewność, że jak zaczniemy to robić na większą skalę, to będzie to dopięte od strony procesowej, a tym samym będzie przynosiło oczekiwane efekty – wyjaśnia Kruszyński.

Grupa Redan w ubiegłym roku zarobiła 3,2 mln zł. Jak zapowiada zarząd, w tym roku liczy na wyższy zysk.

Zysk netto Ferro rośnie o 35 proc. rdr

0

Producent komponentów sanitarnych i grzewczych notuje w I poł. br. niewielki wzrost przychodów i znaczną poprawę zysku netto.

Grupa Ferro, producent armatury oraz komponentów branży instalacji sanitarnych i grzewczych, zanotował skonsolidowane przychody w I półroczu 2014 r. 130,4 mln zł i były wyższe o 1,1 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku 2013. Zysk netto wyniósł 13,99 mln zł i jest to wzrost o 35,0 proc. w stosunku do wyniku wypracowanego w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Grupa zajmuje się produkcją oraz sprzedażą armatury sanitarnej i instalacyjnej pod własnymi markami Ferro, Metalia i Titania oraz elementów instalacji grzewczych pod własną marką Weberman, jak również pod markami odbiorców Grupy. Ferro działa przede wszystkim na rynkach: polskim, czeskim, słowackim, rumuńskim.

W I półroczu 2014 roku największy zysk wypracował segment baterii i akcesoriów (24,3 mln zł, o 1 mln zł więcej niż rok temu). Segment armatury instalacyjnej wzrósł do 11,4 mln zł z 9,3 mln zł rok temu.

Geograficznie wciąż największym rynkiem grupy jest Polska z ponad 60 mln zł przychodów. Sprzedaż na polskim rynku wzrosła nieznacznie wobec I półrocza 2013. Wzrost zanotowano także w Rumunii – do 11,5 mln zł z 8,25 mln zł rok temu. Natomiast rynki czeski i słowacki delikatnie spadły (do 38,33 mln zł i 10,52 mln zł).

Staż – doświadczenie, rozwój… i wyzysk

Z badania opinii studentów przeprowadzonego w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!” przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami (PSZK) wynika, że doświadczenie, nauka i rozwój oraz…brak wynagrodzenia, wyzysk i wykorzystywanie to najczęstsze skojarzenia studentów z pojęciem stażu czy praktyki. Tymczasem, ponad połowa badanych uznaje wysokość wynagrodzenia za ważny czynnik świadczący o wysokiej jakości stażu czy praktyki.

Spośród 1661 studentów, którzy wzięli udział w badaniu, ok. 53 proc. skojarzyło pojęcie stażu i praktyki z doświadczeniem, a 50 proc. z nauką, rozwojem i nabywaniem nowych umiejętności. Wyniki badania dowodzą, że staże i praktyki według młodych osób stanowią skuteczne narzędzie nabywania wiedzy praktycznej. – Fakt, że staże i praktyki nie kojarzą się już tylko z parzeniem kawy i kserowaniem dokumentów świadczy o zmianach, jakie następują na polskim rynku pracy. Z jednej strony pracodawcy dostrzegają potencjał jaki drzemie w organizacji staży i praktyk wysokiej jakości, z drugiej – studenci nie chcą już tracić czasu na stażach, które w żaden sposób nie wpływają na ich rozwój i zdają sobie sprawę, że rzetelne kształcenie praktyczne u dobrego pracodawcy to nierzadko preludium do rozpoczęcia kariery – komentuje Mariola Raudo, Kierownik Działu Rekrutacji i HR Business Partner z Nestlé Polska – firmy odznaczonej przez PSZK Znakiem Jakości przyznawanym rzetelnym programom staży i praktyk.

Udział w stażach i praktykach związanych z kierunkiem studiów to najczęściej wskazywana przez studentów forma dodatkowej aktywności mającej na celu zwiększenie szans na rynku pracy – 45 proc. badanych deklaruje chęć udziału w stażach i praktykach. Istotnym punktem pozostaje kwestia wynagrodzenia – staż czy praktyka kojarzą się z darmową pracą  26 proc. ankietowanych studentów, przy czym aż 62 proc. badanych wskazuje wynagrodzenie jako czynnik świadczący o wysokiej jakości stażu czy praktyki. – Warto zaznaczyć, że wynagrodzenie, prestiż firmy czy projekty, przy których pracują stażyści są obecnie jedną z kart przetargowych w konkurencji o najbardziej obiecujące młode talenty. Świadomi biznesowo pracodawcy organizują programy staży i praktyk, które są wartościowe pod względem merytorycznym, ale również, coraz częściej, płatne – mówi Maciej Hassa, Kierownik Zespołu Marki Pracodawcy z PZU – firmy również odznaczonej przez PSZK Znakiem Jakości.

Badanie opinii studentów zrealizowane zostało  w czerwcu br.  w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!”, a jego celem było poznanie stanowiska młodych ludzi na temat staży i praktyk, ich preferencji dotyczących współpracy z pracodawcami oraz aktywności podczas studiów. W badaniu wzięło udział 1661 studentów z 81 uczelni wyższych, znajdujących się w 22 miastach Polski, w tym w największych ośrodkach akademickich. Wyniki badania są dostępne na stronie www.stazeipraktyki.pl.

Kampania społeczna „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!” ma na celu zmotywowanie uczniów i studentów do świadomego kierowania swoją karierą. Organizatorem kampanii jest Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami. Mecenasami kampanii są: Nestlé, Orange, PZU oraz Siemens. Partnerem merytorycznym kampanii są Wyższe Szkoły Bankowe, z kolei Partnerem Technologicznym – eRecruiter. Więcej informacji na temat kampanii można znaleźć na stronie www.stazeipraktyki.pl, na portalu Facebook, oraz na kanale You Tube.

Ocena stanu wdrażania standardów społecznej odpowiedzialności biznesu

0

Społeczna Odpowiedzialność Biznesu staje się coraz częściej domeną nie tylko dużych międzynarodowych korporacji ale także małych i średnich firm działających lokalnie. W związku z postępującą urbanizacją oraz rozwojem ośrodków przemysłowych i stref ekonomicznych, CSR coraz częściej dotyczy także generalnych wykonawców. Inwestycja budowlana to proces, który nie ogranicza się jedynie do placu budowy, ważne jest również otoczenie, w którym prowadzony jest projekt.

Badanie przeprowadzone przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości dotyczące oceny stanu wdrażania standardów społecznej odpowiedzialności biznesu wraz z opracowaniem zestawu wskaźników społecznej odpowiedzialności w mikro, małych, średnich i dużych przedsiębiorstwach pokazało, że tylko 1/3 firm działających w Polsce zetknęła się z pojęciem CSR i jedynie 60% przedsiębiorców dostrzega korzyści, jakie może przynieść odpowiedzialność społeczna biznesu.

Odpowiedzialność w budownictwie to nie tylko odpowiedzialność inwestycyjna, ale także społeczna  i środowiskowa. Realizując dane projekty priorytetem jest tworzenie dla społeczeństwa jak najlepszych warunków do życia i pracy w przyjaznym środowisku. Istotnym aspektem środowiskowym występującym na każdej budowie są odpady. Aby zmniejszyć oddziaływanie na środowisko, na placach budowy MCKB obowiązkowo stosowana jest selektywna zbiórka odpadów.

– Tworząc dla budowy plan gospodarki odpadami, zmniejszamy ich ilość oraz ograniczamy zużycie wody i energii świadomie obniżając emisję CO2 – mówi Piotr Grabowicz, Prezes Zarządu MCKB, Generalnego Wykonawcy zaawansowanych technologicznie obiektów przemysłowych.

– Projektowanie zrównoważone umożliwia także technologia Modelowania Informacji o Budynku BIM, która pozwala zmniejszyć emisję CO2 o 20% i dostosować budynki przyszłości  do standardów takich stowarzyszeń ekologicznych jak LEED czy BREEAM.

Firma MCKB jest mocno zorientowana na ekologię, dostosowuje procesy, technologie i organizację prowadzenia robót budowlanych do wymogów ochrony środowiska naturalnego. Przykładem takiego działania jest np. akcja ochrony ryb przeprowadzona na placu budowy podczas inwestycji realizowanej dla japońskiego koncernu w Łyszkowicach, która wymagała złożonego podejścia i ekologicznej wrażliwości. Konsekwencją inwestycji było przebudowanie odkrytego kanału wodnego w podziemny. Pracownicy MCKB zorganizowali specjalną akcję i przenieśli „mieszkańców” przekształcanego zbiornika wodnego do płynącej obok rzeki.

Podczas realizowanych projektów firmy budowlane często napotykają także na wyjątkowe, niespodziewane okoliczności wymagające odpowiedzialnego, perspektywicznego podejścia pracowników na placu budowy  i zmysłu architektonicznego. Podczas prowadzenia prac  rewitalizacji zabytkowej Fabryki Ludwika Grohmana w Łodzi odnaleziono XIX wieczny dzwon przeciwpożarowy. Pracownicy MCKB odrestaurowali dzwon, który dziś wisi na swoim pierwotnym miejscu. Wcześniej wprawiała go w ruch woda, teraz – prąd elektryczny. Dzwon stał się symbolem zakończonej z sukcesem rewitalizacji. Dzisiaj dzwon jest uruchamiany w dni, kiedy wręczane są kolejne zezwolenia na prowadzenie działalności w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej.

MCKB chętnie angażuje się we wszystkie działania charytatywne. Na początku wakacji na placach budowy firmy pojawiły się specjalnie oznakowane puszki, do których pracownicy mogą wrzucać pieniądze przeznaczone na zakup wyprawki na nowy rok szkolny dla dzieci z Klubu św. Mateusza – świetlicy środowiskowej działającej przy parafii św. Mateusza Ewangelisty w Łodzi. Szczytna inicjatywa zorganizowana przez MCKB cieszy się bardzo dużym odzewem wśród pracowników, którzy nie pozostali obojętni na los potrzebujących dzieci z ubogich rodzin. Puszki systematycznie zapełniają się kolejnymi datkami. Finał akcji „Wyprawka” planowany jest na wrzesień gdy rozpocznie się nowy rok szkolny.

– Wdrażamy zasady odpowiedzialnego biznesu także wewnątrz spółki. Jako firma odpowiedzialna społecznie chcemy dawać dobry przykład dlatego działamy zawsze z poszanowaniem zasad etycznych i moralnych,  traktując wszystkich pracowników i podwykonawców  z szacunkiem i zaufaniem oraz tworząc warunki do indywidualnego rozwoju – dodaje Piotr Grabowicz.

W MCKB funkcjonuje „Kodeks postępowania”. Zawiera on reguły dotyczące odpowiedzialności społecznej, właściwego zachowania w miejscu pracy, dozwolonych i niedozwolonych praktyk biznesowych, korzystania z technologii, oprogramowania i respektowania praw autorskich.

Najnowsza opinia Inspektora Nadzoru Budowlanego wykazała, że place budowy często nie są odpowiednio zabezpieczone, nie przestrzegane są podstawowe zasady BHP, na placach budowy panuje nieporządek, tereny budowy są nieprawidłowo zagospodarowane,  często nie są ogrodzone bądź ogrodzone są tylko fragmentarycznie. Zaledwie kilkanaście placów budowy na kilkadziesiąt skontrolowanych przez Inspektorat Nadzoru Budowlanego spełnia standardy bezpieczeństwa. MCKB utrzymuje i narzuca podwykonawcom wysokie standardy jakości i bezpieczeństwa pracy. Charakterystyczne dla firmy jest wyjątkowe nastawienie na jakość, dbanie
o porządek i przestrzeganie przepisów oraz prawidłowe oznakowane placów budowy realizowanych inwestycji. Budowy MCKB są w 100% bezwypadkowe.

Zmiany w strukturze grupy spowodowały spadek zysku Es-Systemu o ponad 98 proc. rdr.

0

Es-System poprawia przychody, zwłaszcza na rynku krajowym, spadają przychody z zagranicy i zysk w ujęciu rocznym.

Skonsolidowane przychody netto Grupy Kapitałowej Es-System, która zajmuje się techniką oświetleniową dla obiektów budowlanych, wzrosły o 4,7 proc. do poziomu 74,1 mln zł.

Narastająco rynek krajowy wzrósł o 11 proc. do poziomu 61,8 mln zł. Dobre wyniki sprzedaży na rynku krajowym rekompensują 3 mln zł spadku przychodów ze sprzedaży na rynkach zagranicznych – tłumaczy Es-System w raporcie.

Zysk netto grupy spadł o prawie 99 proc. rdr do poziomu 18 tysięcy z ponad 1 mln zł rok temu.

Narastająco Grupa Kapitałowa po I półroczu zanotowała 18 tys. zł zysku netto. (…) Ostateczny wynik, w znacznej mierze, jest pochodną zdarzeń jednorazowych, związanych ze zmianami w strukturze grupy oraz w związku z uczestnictwem w targach – tłumaczy spółka w komunikacie.

GUS: Bezrobocie spada w lipcu do 11,9 proc.

Minimalnie spada stopa bezrobocia z powodu poprawy na rynku pracy.

Stopa bezrobocia w lipcu obniżyła się do 11,9 proc. z 12 proc. miesiąc wcześniej, podał Główny Urząd Statystyczny w komunikacie.

Wstępne wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności za II kwartał br. potwierdzają lepszą niż przed rokiem sytuację na rynku pracy. Podobnie jak w I kwartale br., zwiększyła się w skali roku liczba pracujących, a zmniejszyła – bezrobotnych. Poprawił się wskaźnik zatrudnienia, a stopa bezrobocia obniżyła się do poziomu ostatnio notowanego w III kwartale 2010 r. – tłumaczy GUS w komunikacie.

Od początku roku bezrobocie obniżyło się o 2,1 pkt proc. z 14 proc. w styczniu.

Vision Express – Decyzja UOKiK

0

– A teraz kupując okulary, dostajesz gratis jeszcze dwie pary – w rzeczywistości klient mógł liczyć jedynie na zniżkę na zakup kolejnej pary okularów. Urząd uznał, że reklamy promocji „3 w 1” Vision Express wprowadzały klientów w błąd

Wypowiedź Agnieszki Majchrzak z Biura Prasowego UOKiK

Postępowanie przeciwko Vision Express zostało wszczęte w październiku 2013 roku. Wątpliwości UOKiK wzbudziły reklamy telewizyjne oferty „3 w 1”. Kampania trwała od lica do listopada 2013 roku. Spółka zachęcała do kupna okularów hasłem: „(…) A teraz kupując okulary, dostajesz gratis jeszcze dwie pary”. Zdaniem Urzędu, przeciętny konsument po obejrzeniu reklamy mógł pomyśleć, że kupując jedną parę okularów korekcyjnych, dwie kolejne otrzyma gratis.

W rzeczywistości, klient otrzymywał jedynie zniżkę na kolejne okulary, a jej wysokość uzależniona była od wartości zakupionej pary okularów . W związku z tym Urząd stwierdził, że reklama Vision Express wprowadzała konsumentów w błąd. Nałożona kara to 194 888 zł. Decyzja nie jest ostateczna, przedsiębiorca odwołał się do sądu.

Każdy konsument ma prawo do rzetelnej, pełnej i jasnej informacji o reklamowanej ofercie bez konieczności weryfikacji jej warunków w siedzibie przedsiębiorcy, na stronie internetowej czy w regulaminie.

Pomoc dla konsumentów: 800 007 707, rzecznicy konsumentów, Inspekcja Handlowa, Federacja Konsumentów, [email protected]

 

 

W Sejmie rozpoczęły się prace nad rządowym projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii

Prowadzenia równoległych prac sejmowej Komisji Nadzwyczajnej ds. Energetyki i Surowców Energetycznych oraz rozmów z Komisją Europejską w zakresie zgodności zmian w systemie wsparcia OZE z przepisami o dozwolonej pomocy publicznej – domaga się Rada OZE Konfederacji Lewiatan.

W Sejmie rozpoczęły się prace nad rządowym projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii. We wtorek, 26 sierpnia zbiera się Komisja Nadzwyczajna ds. Energetyki i Surowców Energetycznych.Rada OZE podziela stanowisko Minister Infrastruktury i Rozwoju, iż przedstawiony w projekcie ustawy aukcyjny system wsparcia nie kwalifikuje się do zwolnienia z obowiązku notyfikacji zgodności z przepisami o pomocy publicznej na podstawie rozporządzenia Komisji. Mając zatem na uwadze, że część ustawy bez wątpienia podlega obowiązkowi notyfikacji, zasadne jest podjęcie działań zmierzających do rozpoczęcia procesu notyfikacyjnego w zakresie przepisów o systemie aukcyjnym w możliwie krótkim terminie.

Rada OZE postuluje wpisanie do projektu ustawy tzw. klauzuli zawieszającej przeprowadzenia pierwszej aukcji do czasu pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej. Przyjęcie takiego trybu postępowania przyniesie następujące korzyści:

1) pozwoli na kontynuację prac legislacyjnych bez naruszania prawa Unii Europejskiej regulującego obszar pomocy publicznej;
2) zminimalizuje ekspozycję inwestorów na ryzyka prawne (w tym ryzyko ewentualnego zwrotu nienotyfikowanej pomocy publicznej);
3) wyeliminuje ryzyko nałożenia na Polskę kary za wdrożenie przepisów krajowych w sprzeczności z art. 107 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej.
Rada OZE podziela stanowisko rządu w zakresie braku zaangażowania środków publicznych w polskim systemie certyfikatów, jednakże z uwagi na ryzyko, że w trakcie prac sejmowych Komisja Europejska zażąda notyfikowania zgodności z rynkiem wewnętrznym Unii Europejskiej projektu ustawy OZE, wskazane jest podjęcie dialogu z Dyrekcją Generalną ds. Konkurencji również w tym obszarze.

Rada OZE proponuje wprowadzenie do ustawy o odnawialnych źródłach energii odpowiednio długiego okresu przejściowego, w którym zapewniona zostanie możliwość „wejścia” nowowybudowanych instalacji OZE do systemu „zielonych certyfikatów”. Wspomniany okres powinien trwać do końca 2016 roku. Takie rozwiązanie spowoduje, że zostanie określona dla inwestorów – a przede wszystkich dla banków finansujących inwestycji – jasna perspektywa, w której będą mogły być zakończone rozpoczęte wcześniej procesy inwestycyjne.
Dlatego Rada OZE postuluje ustalenie daty wejścia w życie systemu aukcyjnego na 1 stycznia 2016 roku lub do zakończenia notyfikacji ustawy OZE, z tym że wyprodukowanie przez daną instalację do 31 grudnia 2016 roku energii elektrycznej, za którą przysługuje świadectwo pochodzenia, uprawniać będzie do pozostania w systemie certyfikatowym przez 15 lat. Wejście w życie systemu aukcji bezpośrednio po uzyskaniu notyfikacji wraz z jasnym określeniem dostatecznie długiego okresu przejściowego, w którym kończone inwestycje będą miały prawo do udziału w systemie zielonych certyfikatów pozwoli na:

1) utrzymanie obecnego systemu wsparcia do końca 2016 roku, co stworzy stabilne i przewidywalne warunki do inwestowania w OZE w okresie przed faktycznym rozpoczęciem funkcjonowania nowego, aukcyjnego systemu wsparcia
2) wprowadzenie okresu przejściowego, w którym przepisy niezbędne do przygotowania aukcji (rozdział IV projektu ustawy) OZE będą już obowiązywać, ale możliwe będzie jeszcze uzyskanie prawa do udziału w systemie certyfikatowym,
3) uruchomienie i wdrożenie systemu aukcyjnego jeszcze w roku 2016, a jednocześnie nie zatrzyma trwających inwestycji w OZE.

Konfederacja Lewiatan

Zysk Eurocashu spadł w I półroczu rdr o 28 proc.

0

Koniec współpracy Eurocashu ze Stokrotką odbił się na wynikach firmy.

Eurocash miał w I poł. roku przychody w wysokości ponad 8,01 mld zł. I jest to niewiele mniej w porównaniu do tego samego okresu ub.r., kiedy było to 8,06 mld zł.

– Zakończenie umowy współpracy z siecią sklepów Stokrotka na koniec II kw. 2013 r. oraz ogólne pogorszenie nastrojów konsumenckich i warunków gospodarczych widoczne na rynku detalicznym spowodowało, że dynamika wzrostu sprzedaży nie osiągnęła wyższego poziomu – tłumaczy Eurocash w raporcie.

Zysk netto grupy w omawianym okresie wyniósł 50,7 mln zł i był niższy rdr o 27,8 proc.

Grupa spodziewa się dalszego wzrostu udziału w rynku nowoczesnych kanałów dystrybucji, jednak niekorzystny wpływ tego procesu na przychody Grupy rekompensowany będzie wzrostem wartości rynku FMCG oraz konsolidacją na rynku hurtowym do tradycyjnych kanałów sprzedaży – prognozuje spółka w raporcie finansowym.

W I półroczu 2014 r. sprzedaż formatu hurtowego Cash&Carry do odbiorców zewnętrznych wyniosła 2,3 mld zł i wzrosła o 12,67 proc. rdr. w porównaniu z analogicznym okresem 2013 r. Liczba hurtowni dyskontowych Eurocash Cash&Carry na koniec 1 półrocza 2014 r. wyniosła  160 (łącznie z 3 hurtowniami Batna). Udział sklepów abc w całkowitej sprzedaży Cash&Carry wyniósł w I półroczu 2014 r. 53,23 porc.

Grupa Eurocash prowadzi między innymi hurtownie i sklepy detaliczne, w tym sklepy ABC po sąsiedzku, Lewiatan i Groszek. W grupie są także firmy, które zajmują się dystrybucją papierosów, alkoholu, zaopatrzeniem restauracji i hoteli, a także firma PayUp odpowiedzialna za płatności on-line.

NIK o hałasie w dużych miastach

Od 2012 roku w Polsce obowiązują nowe normy dopuszczalnego hałasu komunikacyjnego. Dodatkowych zabezpieczeń nie wymagają miejsca, w których dokuczliwe dźwięki nie przekraczają 70 dB. Z dnia na dzień, po wprowadzeniu nowych przepisów, spadła drastycznie liczba mieszkańców miast zagrożonych uciążliwymi odgłosami oraz ilość miejsc wymagających ochrony akustycznej. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, aby hałas w ciągu dnia nie przewyższał 55 dB.

Hałas towarzyszy mieszkańcom dużych miast nieustannie, zwłaszcza ten związany z ruchem drogowym. Szczególnie uciążliwy jest dla osób mieszkających w aglomeracjach. Wpływa na ich jakość życia i zdrowie. Unia Europejska już dawno dostrzegła ten problem. Chcąc zapobiegać negatywnym skutkom wpływ hałasu na życie Europejczyków wydała specjalną dyrektywę 2002/49/WE. Cel dyrektywy to ustanowienie wspólnych zasad prowadzących do unikania, zapobiegania lub zmniejszania szkodliwego hałasu. Każde z państw członkowskich zobowiązane zostało do podjęcia określonych kroków m.in. sporządzenia map akustycznych oraz przyjęcia programów ochrony środowiska przed hałasem.

W 2012 roku Minister Środowiska wprowadził nowe normy dobowego i długookresowego hałasu komunikacyjnego. Z dnia na dzień okazało się, że mieszkańcy dużych miast muszą zgodnie z prawem tolerować hałas sięgający nawet 70 dB w dzień i 65 dB w nocy. To znaczenie więcej niż zaleca Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Według WHO dokuczliwe dźwięki powyżej 55 dB mają niekorzystny wpływ na zdrowie człowieka – pojawia się zmęczenie, rozdrażnienie, bóle głowy, brzucha, mięśni.

W efekcie wprowadzonych zmian mapy akustyczne aglomeracji zyskały zupełnie inny wygląd. W ciągu jednego dnia drastycznie spadła liczba mieszkańców zagrożonych ponadnormatywnym hałasem. 22 października 2012 roku prawie 48 proc. Łodzian było zagrożonych uciążliwymi odgłosami, dzień później już tylko 22 proc. W Radomiu zanotowano prawie 6-krotny spadek osób przebywających na takich terenach (z 22 proc. na 4 proc.), a w Gorzowie Wlkp. aż 10-krotny (z 19,5 proc. do niespełna 2 proc.).

Nowe normy hałasu sprawiły, że wieloletnie cele Programów ochrony środowiska przed hałasemzostały osiągnięte w jeden dzień. Znacząco spadła również liczba przedsięwzięć, które miały złagodzić ponadnormatywne dźwięki. W Białymstoku zakładano, że do 2019 roku zostanie zredukowana o 50 proc. liczba ludności narażonej na hałas (z 28,3 tys. do 14,1 tys.). Wprowadzenie nowych norm spowodowało, że  tylko 6,1 tys. Białostoczan było zagrożonych. Po zmianie regulacji, w bydgoskim programie ochrony środowiska przed hałasem zrezygnowano z 18 przedsięwzięć (na 40 zaplanowanych), z uwagi na brak lub nieznaczne przekroczenia dopuszczalnych poziomów hałasu w wybranych lokalizacjach.

Minister Środowiska podniósł dopuszczalne normy hałasu nie uwzględniając opinii Głównego Inspektora Ochrony Środowiska ani jednostek naukowo-badawczych o negatywnych skutkach takiej decyzji. Tempo uzgodnień wewnątrzresortowych projektu rozporządzenia było zawrotne. Główny Inspektor Ochrony Środowiska miał tylko dwie godziny na wyrażenie swojej opinii. Był to jedyny komentarz jaki wpłynął z 16 jednostek wewnątrzresortowych.

Implementacja unijnej dyrektywy odbyła się z opóźnieniem. Ministerstwo Środowiska na czas nie przygotowało przepisów wykonawczych, a aglomeracje nie miały doświadczenia w przygotowaniu map i programów. Te wszystkie czynniki wpłynęły na zwłokę we wdrożeniu europejskich  regulacji dot. hałasu. Opóźnienia w przygotowaniu krajowych przepisów pociągnęły za sobą nieterminowe wykonaniem map akustycznych. Brak map warunkował dalsze odroczenie w przygotowaniuProgramów ochrony środowiska przed hałasem. Opóźnienia byłyby jeszcze większe gdyby nie działania Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, który w 2006 roku zlecił opracowanie wytycznych do sporządzenia map akustycznych, rozpoczął szkolenia oraz systematycznie informował i ponaglał. Złagodzenie dopuszczalnych norm hałasu komunikacyjnego w 2012 roku, praktycznie bezpośrednio po terminie sporządzania map akustycznych, wymusiło na miastach konieczność ich ponownego przeliczenia i aktualizacji dokumentów z nimi związanych. W części kontrolowanych aglomeracji wiązało się to z kosztami rzędu kilkudziesięciu tysięcy zł.

NIK sugeruje, że warto byłoby ustalić jednolitą metodologię przy sporządzaniu kolejnych map akustycznych tak by ich wyniki były porównywalne. Chodzi zwłaszcza o obliczanie powierzchni terenów oraz populacji mieszkańców narażonych na uciążliwy hałas.

Większość objętych kontrolą miast przy opracowywaniu planów miejscowych zagospodarowania przestrzennego wykorzystywało mapy akustyczne i wprowadzało prewencyjnie ograniczenia służące ochronie terenów wrażliwych na hałas.

Po przeprowadzonej kontroli NIK  skierowała pod adresem Ministra Środowiska wnioski o m.in:

  • dokonanie analizy, czy długoterminowe dopuszczalne poziomy hałasu zostały ustalone prawidłowo i w zależności od jej wyników o podjęcie stosownych działań,
  • ustalenie w jakim stopniu złagodzenie norm wpłynęło na zmianę, na mapach akustycznych, zasięgu terenów z  przekroczonym dopuszczalnym poziomem hałasu,
  • opracowanie i wprowadzenia obowiązującej przy sporządzaniu map akustycznych metodologii ustalania terenów oraz populacji mieszkańców narażonych na hałas,
  • rozważenie nowelizacji Prawa ochrony środowiska mającej na celu wprowadzenie instrumentów umożliwiających egzekwowanie od organów samorządu terytorialnego terminowej realizacji obowiązków związanych ze sporządzaniem i udostępnianiem map akustycznych i programów ochrony środowiska przed hałasem.

Do ministra właściwego do spraw zdrowia NIK wnioskowała o rozważenia określenia wskaźników odzwierciedlających skutki szkodliwego oddziaływania hałasu na zdrowie ludzi, a do ministra właściwego do spraw infrastruktury, o możliwość lokalizowania fotoradarów jako narzędzia, które pomoże  ograniczyć emisje hałasu drogowego.

NIK o nadzorze nad służbami specjalnymi

Obecnie obowiązujące przepisy ograniczają możliwość sprawowania skutecznego nadzoru nad służbami specjalnymi przez Prezesa Rady Ministrów. Premier pozbawiony jest ważnych instrumentów nadzoru m.in.: pełnej wiedzy na temat procedur wewnętrznych obowiązujących w służbach specjalnych, albo kontroli poprawności działań operacyjno-rozpoznawczych w konkretnych sprawach. W istocie więc ustawodawca zobowiązał Premiera do nadzoru nad służbami specjalnymi, dając mu ograniczone możliwości zweryfikowania przekazywanych przez służby informacji co do treści oraz sposobu ich uzyskania. Taki stan prawny powoduje, że w wielu obszarach służby specjalne, pozbawione zewnętrznego cywilnego nadzoru, kontrolują same siebie.

Funkcję organu opiniodawczo-doradczego w sprawach programowania, nadzorowania i koordynowania działalności służb specjalnych sprawuje Kolegium do Spraw Służb Specjalnych. NIK stwierdziła, że podejmowane przez Przewodniczącego Kolegium (Premiera) w trakcie posiedzeń decyzje, w formie poleceń kierowanych do szefów służb specjalnych, organów administracji i członków Kolegium, odnoszące się do obszarów działania tych podmiotów, w znacznym stopniu nie były następnie weryfikowane, bo nie pozwalały na to obowiązujące przepisy. Zdaniem Izby brak systemowego rozwiązania służącego monitorowaniu stopnia realizacji ocen i opinii Kolegium jak również decyzji Przewodniczącego Kolegium, pozbawia te organy możliwości bieżącej analizy wykorzystania zajętych przez Kolegium stanowisk oraz ich przydatności do realizacji zadań przez służby specjalne.

Najwyższa Izba Kontroli zauważa podjęte przez Prezesa Rady Ministrów działania legislacyjne mające na celu reformę służb specjalnych z uwzględnieniem konieczności utworzenia niezależnego organu nadzoru nad służbami specjalnymi i tym samym rozwiązania problemów stwierdzonych podczas kontroli. Wykorzystując ustalenia kontroli Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski zgłosił uwagi do projektu ustawy o Komisji Kontroli Służb Specjalnych. Prezes Izby wyraził nadzieję, że wnioski NIK pomogą w uregulowaniu tak ważnego obszaru funkcjonowania państwa w sposób umożliwiający kontrolowanie i skuteczne nadzorowanie służb specjalnych przez niezależny od nich, zewnętrzny organ.

Szczegółowe wyniki kontroli objęte są tajemnicą państwową.

Rekordowy wzrost zatrudnienia cudzoziemców

Sytuacja polityczna na Ukrainie oraz korzystniejsza koniunktura w najbardziej pracochłonnych sektorach polskiej gospodarki przyczyniły się do rekordowego wzrostu zatrudnienia obywateli państw trzecich. Pierwsza połowa bieżącego roku przyniosła również dynamiczny wzrost zapotrzebowania na pracę wysoko wykwalifikowanych pracowników, w branżach takich jak IT/ICT oraz działalność naukowo-techniczna. Specjalistów IT ze Ukrainy może być w tym roku nawet kilka razy więcej.

Zespół ekspertów agencji pracy EWL, która analizuje wyniki zatrudnienia obywateli państw trzecich w Polsce na przestrzeni ostatnich 5 lat, podkreślił że bieżący, historyczny trend nie może być zaskoczeniem dla osób badających polski rynek pracy. Trudna sytuacja polityczna na Ukrainie, stanowiącej największy rynek delegujący cudzoziemców do Polski, przełożyła się nie tylko na nastroje migracyjne obywateli Ukrainy, ale również na wyraźne osłabienie gospodarcze. W wyniku ochłodzenia relacji pomiędzy Ukrainą a Federacją Rosyjską, Rosja przestała być traktowana jako główny rynek pracy dla migrantów sezonowych, jej miejsce natomiast zajęła Polska – w dużym stopniu dzięki liberalnej procedurze zatrudnienia cudzoziemców w oparciu o oświadczenia o zamiarze powierzenia wykonywania pracy oraz kampaniom społecznym na rzecz cudzoziemców przebywających w Polsce.

Z omawianej procedury, umożliwiającej polskim pracodawcom zatrudnienie obywatela Ukrainy i 5 innych państw na okres do 6 miesięcy w skali roku, korzysta coraz więcej polskich firm. Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w pierwszym półroczu tego roku prawie 191 tysięcy cudzoziemców otrzymało możliwość podjęcia w Polsce pracy, z czego ponad 182 tysiące z nich stanowili obywatele Ukrainy. Dynamika wzrostu zatrudnienia cudzoziemców może być tym samym porównywana do tej z 2011 roku, kiedy to wzrost zapotrzebowania na pracę wykonywaną przez obcokrajowców wyniósł ponad 40 procent. Jednocześnie tegoroczny skok w poziomie zatrudnienia nastąpił w momencie, gdy wielu analityków rynku pracy zakładało przekroczenie przez Polskę krytycznego progu zapotrzebowania na pracę cudzoziemców.

– „Dane Ministerstwa Pracy stanowią potwierdzenie naszych dotychczasowych badań, według których Polska jako państwo przyjmujące migrantów zarobkowych nie wyczerpała w żadnym stopniu potencjału zatrudnieniowego.” – podkreśla Andrzej Korkus, dyrektor zarządzający agencji EWL – „Jeśli ponadto uwzględnimy perspektywy demograficzne w najbliższej dekadzie oraz fakt, że Polska w skali Unii Europejskiej jest na jednym z ostatnich miejsc pod względem udziału obcokrajowców w rynku pracy, dalszy przyrost zatrudnienia staje się więcej niż realny.”

Wewnętrzne dane agencji EWL wskazują na  prawie 50-procentowy wzrost zatrudnienia cudzoziemców w skali pierwszego półrocza w stosunku do tego samego okresu 2013 roku. Liczba obywateli Ukrainy, którym agencja EWL powierzyła pracę w Polsce zbliżyła się w pierwszym półroczu do poziomu 1,5 tysiąca, w czym największy udział miały stanowiska niższego lub średniego szczebla w branżach takich jak rolnictwo, przetwórstwo spożywcze, a także przemysł ciężki oraz lekki.

Przybywa specjalistów ze Wschodu

Zawody wymagające wysokich kwalifikacji cechuje jeszcze wyższy wskaźnik dynamiki wzrostu zatrudnienia niż zaobserwować można w przypadku branż charakteryzujących się sezonowością oraz zatrudniania osób przy pracach prostych.  Liczba oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy w sektorze ICT wyniosła 1119 zarejestrowanych wniosków w pierwszym półroczu, dla porównania w tym samym okresie 2013 roku oświadczeń w tej branży było ponad sześciokrotnie mniej (182). Imponująco prezentuje się również dynamika wzrostu zatrudnienia obcokrajowców w przypadku działalności profesjonalno-naukowej (70-procentowy wzrost do poziomu 1258 zarejestrowanych oświadczeń w pierwszej połowie bieżącego roku).

Wysokie zapotrzebowanie na pracę oraz rosnąca liczba rejestrowanych oświadczeń przełożyły się na wzrost liczby zezwoleń na prace wydawanych przez urzędy wojewódzkie cudzoziemcom. W pierwszym półroczu wydano ponad 21 tysięcy dokumentów zezwoleń, co stanowi 17 procent więcej w porównaniu do roku 2013. Najwięcej zezwoleń wydanych zostało tradycyjnie obywatelom Ukrainy (11 318 – wzrost o niecałe 20 procent), kolejne, odległe miejsce zajął Wietnam (1758 zezwoleń) oraz Chiny (1310). Szczególnie dużą uwagę należy zwrócić na proporcje zatrudnienia wykwalifikowanych specjalistów, odmienne niż w przypadku rejestrowanych pod kątem prac sezonowych oświadczeń. W pierwszej połowie 2014 roku pracownikom wykwalifikowanym wydano aż 6545 zezwoleń na pracę (wzrost o 33 procent w stosunku do 2013 roku), spadkowi natomiast uległa liczba zezwoleń na pracę wydawanych pracownikom przy pracach prostych (2165 zezwoleń w 2014 roku – spadek o 26 procent w porównaniu z rokiem 2013).

Według danych MPiPS, najwyższy poziom zapotrzebowania na pracę cudzoziemców obserwuje się jednak w branży rolnej. W pierwszym półroczu 2014 powiatowe urzędy pracy odnotowały rejestrację ponad 111 tysięcy oświadczeń w tym sektorze, co stanowi 30 procentowy wzrost w stosunku do 2013 roku. Drugie miejsce zajmuje sektor budowlany z prawie 23 tysiącami zarejestrowanych oświadczeń (wzrost o 37 procent). Wysoką dynamiką wzrostu zapotrzebowania charakteryzuje się natomiast sektor przetwórstwa przemysłowego (ponad 16 tysięcy oświadczeń w pierwszej połowie roku – aż dwukrotnie więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego). Bardzo wysokie zatrudnienie w tym przypadku jest w dużym stopniu wynikiem wysokiej pracochłonności oraz sezonowości tych sektorów.

Jak przygotować rynek pracy na zwiększony napływ migrantów?

Praca w zawodach niewymagających wysokich kwalifikacji wiąże się jednocześnie z większym ryzykiem wystąpienia przypadków nadużyć ze strony nieuczciwych pracodawców. Bieżący dynamiczny wzrost zatrudnienia obywateli Ukrainy w Polsce stał się jednym z kluczowych motywów rozpoczętej w lipcu kampanii społecznej „Bezpieczna praca w Polsce”, organizowanej przez agencję EWL we współpracy z takimi instytucjami jak Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oraz Ośrodek Badań Handlu Ludźmi IPSiR UW.

„Zależy nam przede wszystkim na zwróceniu uwagi opinii publicznej oraz kluczowych aktorów rynku pracy na problematykę bezpieczeństwa zatrudnienia obywateli państw trzecich w Polsce. Dynamika wzrostu powierzania wykonywania pracy obywatelom Ukrainy ma niestety również przełożenie na liczbę przypadków nadużyć, obejmujących zarówno szarą strefę, jak również potencjalnie legalne zatrudnienie obcokrajowca” – wymienia Zbigniew Wafflard, ekspert agencji EWL i pomysłodawca projektu „Bezpieczna praca w Polsce”. – „Do tego potrzebny jest jednak efektywny dialog pomiędzy wszystkimi uczestnikami rynku pracy oraz edukacja pracodawców i pracowników przez nich zatrudnianych na temat aspektów formalno-prawnych zatrudnienia.”

30 lipca w Warszawie w siedzibie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych odbyło się pierwsze spotkanie ekspertów i instytucji rynku pracy, organizowane w ramach projektu „Bezpieczna praca w Polsce” przez agencję pracy EWL we współpracy z Krajowym Punktem Kontaktowym Europejskiej Sieci Migracyjnej. Celem spotkania była ocena bieżącej sytuacji w zakresie bezpieczeństwa zatrudnienia obywateli państw trzecich przez polskich pracodawców oraz identyfikacja obszarów, w których zjawiska patologiczne są najbardziej powszechne. W konferencji wzięli udział przedstawiciele pracodawców, organizacji pozarządowych i państwowych instytucji regulujących proces legalizacji zatrudnienia obywateli państw trzecich w Polsce, w tym przedstawiciele Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, Straży Granicznej oraz Głównego Inspektoratu Pracy.

Marta Górczyńska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podkreśliła obecność przypadków nieświadomości swoich praw u części osób kontaktujących się z Fundacją. Dużym zagrożeniem mogą być przypadki, w ramach których cudzoziemcy są świadomi łamania swoich praw, jednak z różnych względów – na przykład ekonomicznych – rezygnują z dochodzenia roszczeń. Niektórzy eksperci zwrócili ponadto uwagę na niechęć części osób do zgłaszania przypadków nadużyć ze względu na możliwość osiągania doraźnych korzyści finansowych.

Według Moniki Zaręby, eksperta organizacji Pracodawców RP niezbędna jest z kolei dywersyfikacja kanałów komunikacji z podmiotami na rynku przy jednoczesnym uproszczeniu metod przekazu informacji dla cudzoziemców oraz pracodawców, czyniąc je bardziej przejrzystymi i zrozumiałymi. Pozyskiwanie do współpracy ekspertów w dziedzinie komunikacji powinno również wpłynąć pozytywnie na jakość przekazu.

Źródło: MPiPS, EWL

Umowy-zlecenia staną się mniej atrakcyjne dla pracodawców. Nad zmianami pracuje Sejm

CEO Magazyn Polska

W Sejmie trwają prace nad zmianami w oskładkowaniu umów-zleceń. Eksperci podkreślają, że zmiany te mogą spowodować wzrost kosztów pracy. W związku z tym umowy cywilnoprawne staną się dla pracodawców mniej atrakcyjne niż umowy o pracę. W efekcie jednak może wcale nie zwiększyć się liczba etatów, lecz szara strefa.

Zmiany podniosą koszty pracy. Uczynią one umowy-zlecenia mniej atrakcyjnymi w porównaniu z umowami o pracę – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Tyrowicz, ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego i Narodowego Banku Polski.

Przypomina, że już dziś umowy-zlecenia są oskładkowane. Jeśli to jedyny tytuł ubezpieczenia, należy odprowadzić od niej składki na ubezpieczenie rentowe, emerytalne, wypadkowe (w określonych przypadkach) i zdrowotne. Ubezpieczenie chorobowe jest jedynie dobrowolne.

Wątpliwości budzą tak zwane trójkąty, czyli kiedy ktoś u jednego pracodawcy ma umowę o płacę minimalną, która jest oskładkowana, a u drugiego pracodawcy wykazuje w oświadczeniu, że już jest to ubezpieczony. Wówczas można części składek nie płacić. Jak rozumiem, główną intencją rządu jest to, żeby uniemożliwić tego rodzaju trójkąty – mówi Joanna Tyrowicz.

Obecnie przy pracy na kilku umowach-zleceniach składki opłacane są przez pracodawcę wyłącznie od jednej z nich – przeważnie od tej na najniższą kwotę. Od pozostałych uiszczana jest jedyna składka zdrowotna.

Nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych wprowadza przepis, by składki emerytalne i rentowe były odprowadzane od wysokości minimalnego wynagrodzenia (1 680 zł brutto). Wówczas składki będą potrącane albo od jednej umowy, albo od kilku umów, których łączna wartość jest równa minimalnemu wynagrodzeniu lub od niego wyższa.

Zdaniem Joanny Tyrowicz to rozwiązanie może zwiększyć koszty pracy, przez co będzie negatywnie wpływać na rynek pracy.

Niskie składki emerytalne wpływające do ZUS-u to w efekcie niskie emerytury, niższe od minimalnych, do których musiałoby dopłacać państwo.

Na pewno pracodawcy nie będą zainteresowani zatrudnianiem osób o bardzo niskich kwalifikacjach, jeżeli będą musieli zapłacić dużo za pozapłacowe koszty pracy, ale ten mechanizm jest taki sam jak przy umowie o pracę – ocenia Tyrowicz.

Wedle szacunków GUS-u na umowach cywilnoprawnych pracuje 1,5 mln Polaków. Z roku na rok jest ich coraz więcej, a jak informuje Państwowa Inspekcja Pracy rośnie też liczba nieprawidłowości przy zawieraniu umów – w 2013 roku wykryto je w 18 proc. skontrolowanych firm (dla porównania w 2007 roku w 4 proc.).

Ekonomistka podkreśla, że umowy cywilnoprawne są stosowane przede wszystkim w sytuacji wysokiego bezrobocia, gdy nie ma alternatywy lub gdy warunki narzuca kilku lokalnych pracodawców. Pracownicy zgadzają się wówczas na zatrudnienie na jakąkolwiek umowę, aby tylko mieć pracę. Nowelizacja przepisów jednak nie oznacza, że pracodawcy rezygnując z umów-zleceń, zdecydują się na umowę o pracę.

Pracownicy nie bardzo mają wybór. Być może jedyną dostępną dla nich opcją stanie się wówczas szara strefa – ostrzega ekonomistka.

Z szacunków GUS wynika, że w 2013 roku na czarno pracowało nieco ponad milion Polaków. Szacuje się, że ich praca warta jest ok. 50 mld zł.

Rząd docelowo planuje objąć składkami wszystkie dochody – nie tylko z umów-zleceń, lecz także umów o dzieło. Oznacza to, że w ciągu kilku najbliższych lat (prawdopodobnie do 2017 roku) zmiany odczuje blisko 2 mln Polaków – 1,5 mln zatrudnionych na umowach-zleceniach i 0,5 mln na umowach o dzieło.

Polacy jedzą coraz więcej drobiu. Rośnie też jego eksport

CEO Magazyn Polska

Od kilku lat spożycie mięsa drobiowego w Polsce rośnie o pół kilograma rocznie. Statystyczny Polak zjada ok. 27 kg białego mięsa. Coraz większe ilości mięsa trafiają też na zagraniczne rynki. Mimo że Rosja nie jest głównym odbiorcą polskiego drobiu, to embargo może mieć jednak negatywny wpływ na krajowy rynek.

Jeżeli porównamy spożycie trzech podstawowych gatunków mięsa, czyli drobiu, wieprzowiny i wołowiny, to zaobserwujemy zdecydowany przyrost spożycia drobiu – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Dominiak, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa.

Dane Agencji Rynku Rolnego wskazują na to, że mięso drobiowe stopniowo zwiększa swój udział w strukturze spożycia mięsa. W 2013 roku średnie roczne spożycie na jednego mieszkańca wyniosło 27 kg. Dla porównania w 2005 roku było to niewiele ponad 23 kg, co oznacza wzrost o 0,5 kg w skali roku. W konsumpcji mięsa w Polsce drób stanowi blisko 38 proc. i ustępuje miejsca tylko wieprzowinie (ok. 55 proc.). Ale i to się może zmienić, bo spożycie wieprzowiny spada. W latach 2007-2011 było na stabilnym, ponad 42-proc. poziomie. W ubiegłym roku zmniejszyło się do 38,5 kg. Mięso wołowe, przede wszystkim ze względu na wysoką cenę, jest rzadko wybieranym mięsem (poniżej 2 kg na mieszkańca w ciągu roku).

Na rosnącą popularność mięsa drobiowego wpływają niskie ceny, walory smakowe i mała kaloryczność. Producenci stale zachęcają konsumentów do jedzenia białego mięsa.

Mieliśmy kilka dużych kampanii, począwszy od 2010 roku, kiedy promowaliśmy gęsinę, następnie w 2011 roku mięso z kurczaka, potem mięso z indyka, na końcu przetwory drobiowe. Teraz przymierzamy się do promocji mięsa kaczego – mówi dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa. – Wyraźnie widać, że tendencja spożycia mięsa drobiowego w naszym kraju rośnie. Natomiast nie oznacza to, że jesteśmy w stanie zagospodarować przyrost produkcji drobiarskiej w kraju, musimy poszukiwać rynków zbytu.

W ubiegłym roku, zgodnie z raportem IERiGŻ, produkcja mięsa wzrosła o 6,5 proc. do ponad 1,6 mln ton. Z tego na rynki zewnętrzne trafiło ok. 35 proc. – podała w raporcie za I kwartał firma Indykpol. W 2013 roku sprzedano za granicę 614 tys. ton drobiu (o 7 proc. więcej niż rok wcześniej). Także w tym roku można zaobserwować trend wzrostowy. GUS podaje, że w pierwszych trzech miesiącach eksport drobiu był o 4 proc. wyższy niż w analogicznym okresie 2013 roku. Najwięcej drobiu trafia do krajów europejskich – przede wszystkim do Niemiec, Czech, Francji i Wielkiej Brytanii, wzrosła sprzedaż do Chin i krajów afrykańskich. Spadła natomiast do krajów Europy Wschodniej. Embargo rosyjskie na drób może jednak negatywnie wpłynąć na rynek.

Nawet jeżeli eksport na rynek rosyjski był stosunkowo niewielki, to takie informacje nie wpływają pozytywnie. Biorąc pod uwagę możliwe perturbacje z uwagi na niedopuszczenie drobiu ze Stanów Zjednoczonych czy z innych krajów, może to spowodować poważnie zachwianie na rynku drobiarskim również w Polsce – zaznacza Dominiak.

Cytowalność „Wprost” w lipcu ponad trzy razy mniejsza niż w czerwcu. Dominującym tematem w mediach była Ukraina

CEO Magazyn Polska

Tygodnik „Wprost” oraz dzienniki „Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza” to najczęściej cytowane polskie media w lipcu 2014 roku. Czołówka rankingu wygląda podobnie jak w czerwcu, choć cytowalność jego lidera spadła 3,5-krotnie. Dominującymi tematami była katastrofa malezyjskiego samolotu oraz konflikt na Ukrainie, dlatego najczęściej powoływano się na media, które relacjonowały sytuacją zza wschodnią granicą.

Dysproporcja pomiędzy tygodnikiem „Wprost” a pozostałymi tytułami w rankingu jest nieco niższa niż w czerwcu, kiedy ranking zdominowany był przez materiał tygodnika na temat afery taśmowej– mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Jadaś z Instytutu Monitorowania Mediów. –Cytowania jednak nadal są utrzymane na dość wysokim poziomie i zapewniły „Wprostowi” pierwsze miejsce w rankingu.

W czerwcu na tygodnik „Wprost” w związku z publikacjami na temat afery podsłuchowej inne media powoływały się ponad 3,5 tys. razy, a w lipcu zaledwie 984 razy – wynika z lipcowego raportu Instytutu Monitorowania Mediów „Najbardziej opiniotwórcze media”. „Rzeczpospolitą” cytowano w lipcu 692 razy, a „Gazetę Wyborczą” 597 razy.

Pierwszą piątkę lipcowego zestawienia najczęściej cytowanych mediów w Polsce uzupełnia stacja TVN24, na którą w ciągu miesiąca powoływano się 243 razy oraz „Dziennik Gazeta Prawna” z 210 cytowaniami.

– Jeżeli chodzi o stacje telewizyjne i ich cytowalność w lipcu 2014 roku, to tematem dominującym był konflikt na Ukrainie – podkreśla Łukasz Jadaś. – Stąd też najczęściej cytowanymi mediami były te, które relacjonowały wydarzenia zza naszej wschodniej granicy. Na pierwszym miejscu najczęściej cytowanych stacji znalazła się stacja TVN24, przed TVP Info oraz stacją TVN. 

W segmencie tygodników liderem pozostaje oczywiście „Wprost”, natomiast na drugim miejscu znalazł się „Newsweek”. Najczęściej cytowanym periodykiem związanym z biznesem był w lipcu dziennik „Puls Biznesu”. Wyprzedził on miesięcznik „Forbes”, który w lipcu był z kolei najczęściej cytowanym miesięcznikiem w ogóle. Na trzecim miejscu wśród mediów ekonomicznych znalazł się portal internetowy WNP.pl.

– Pierwsza trójka najbardziej opiniotwórczych stacji radiowych w Polsce w lipcu to stacje RMF FM, TOK FM oraz Radio ZET. Najbardziej opiniotwórczym portalem internetowym lipca był Onet.pl, ale już na drugim miejscu, co miało związek z bieżącymi wydarzeniami, czyli z rozgrywanym wówczas mundialem, znalazł się portal Sportowefakty.pl – informuje Łukasz Jadaś.

Badanie IMM przeprowadzono na podstawie ponad 5,3 tys. przekazów z mediów tradycyjnych. Analiza objęła ponad 900 gazet i czasopism, stacje telewizyjne i wybrane programy w rozgłośniach radiowych.

Służbowe tablety i smartfony niedostatecznie zabezpieczone przed atakami hakerów

CEO Magazyn Polska

Specjalistyczne oprogramowanie nie wystarcza, aby uchronić firmę przed atakiem hakerów. Należy zwrócić większą uwagę na zabezpieczenia używanych powszechnie urządzeń mobilnych. Konieczne są również szkolenia pracowników i regularny audyt zarówno sprzętu, jak i oprogramowania.

Dziś istnieje ponad 12 mln wirusów na system operacyjny Android, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia – ostrzega Maciej Ziarek, analityk zagrożeń w firmie Kaspersky Lab Polska. – W 2006 roku było ich raptem kilka. Mogą one wysyłać SMS-y premium, czyli na numery o podwyższonej płatności. Mają także możliwość przekazywania twórcom informacji o telefonie, zainstalowanych na nim aplikacjach, mogą przechwytywać zdjęcia, filmy czy e-maile.

Jego zdaniem poziom zabezpieczenia tych urządzeń w firmach nie jest wystarczający, a powinno to być traktowane na równi z zabezpieczeniem sprzętu stacjonarnego. Większa częstotliwość ataków na służbowe smartfony i tablety wynika stąd, że ich liczba dynamicznie rośnie, a firmy coraz częściej dopuszczają możliwość pracy zdalnej.

Łupem cyberprzestępców, atakujących zarówno urządzenia mobilne, jak i komputery, padają przede wszystkim dane osobowe, które później są sprzedawane. Handel nielegalnie zdobytymi informacjami jest coraz bardziej istotnym źródłem przychodów hakerów. Czerpią oni zyski również z kradzieży wrażliwych, newralgicznych informacji z firm, na przykład planów rozwoju czy strategii marketingowych.

Obecnie wartość informacji chronionych jest tak duża, a straty związane z ich przejęciem tak dotkliwe, że nielegalne przejęcie danych jest w zasadzie tożsame z kradzieżą pieniędzy – zauważa Maciej Ziarek w rozmowie z agencją Newseria Biznes.

Jego zdaniem przed atakiem hakerów nie uchroni przedsiębiorstwa samo oprogramowanie. Najsłabszym ogniwem w większości firm są bowiem sami pracownicy. Dlatego pracodawcy powinni regularnie organizować szkolenia, dzięki którym użytkownicy komputerów będą wiedzieli, jakie są aktualne zagrożenia, czego powinni unikać, od jakich działań się powstrzymywać.

Zdaniem Ziarka wciąż niewielu przedsiębiorców decyduje się na takie szkolenia, o czym świadczą statystyki firm IT na temat źródeł zagrożeń dla bezpieczeństwa sieci w firmach. Wiele osób popełnia podstawowe, nawet banalne błędy, jak rozsyłanie wiadomości e-mail przeznaczonej dla jednej osoby do wszystkich w bazie adresowej. W ten sposób osoby nieupoważnione poznają dane osobowe podmiotów trzecich, do których nie powinny mieć dostępu.

Jest to nie tylko niebezpieczne dla firmy, lecz także jest to złamanie przepisów o ochronie danych osobowych. Jeżeli przedstawiciele Głównego Inspektoratu Ochrony Danych Osobowych wykryją, że doszło do złamania ustawy, mają prawo zawiadomić organy ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa, a te z kolei mogą skierować sprawę do sądu. Za naruszenie zapisów ustawy teoretycznie grozi kara do roku pozbawienia wolności. Osobie, która złamie ustawę, grożą ponadto sankcje administracyjne (mandaty) i cywilne (osoby pokrzywdzone mogą domagać się odszkodowania).

Aby zapobiec albo przynajmniej ograniczyć ryzyko wycieku danych, firma powinna przeznaczyć środki na szkolenie pracowników – uważa Maciej Ziarek. – Warto też poświęcić pieniądze na regularne audyty, a więc sprawdzanie sprzętu i oprogramowania przez firmy zewnętrzne czy osoby, które specjalizują w wyszukiwaniu cybernetycznych luk i słabości w firmie.

Ubezpieczyciel nie pomoże w razie epidemii. Mimo wykupionej polisy

CEO Magazyn Polska

Ponad dwie trzecie Polaków podróżujących za granicę kupuje ubezpieczenie turystyczne – wynika z badania firmy Europ Assistance. To szczególnie istotne, gdy celem podróży są egzotyczne kraje. Odpowiednia polisa gwarantuje bowiem pomoc również w przypadku chorób tropikalnych. Trzeba jednak pamiętać, że ubezpieczyciel ma prawo odmówić pomocy w przypadku braku obowiązkowych szczepień lub wystąpienia epidemii.

Udając się do krajów, w których jest wysokie ryzyko zarażenia chorobami tropikalnymi, trzeba się zaszczepić – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Morańska z Europ Assistance Polska. – Wykaz obowiązkowych szczepień znajduje się na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia.

W przypadku gdy osoba ubezpieczona zapadnie na chorobę tropikalną, na którą nie została zaszczepiona mimo takiego obowiązku, ubezpieczyciel ma prawo odmówić wypłaty odszkodowania i pomocy. Może się przy tym powołać na rażące niedbalstwo ubezpieczonego.

Odpowiedzialność ubezpieczyciela jest wyłączona również w przypadku, gdy turysta udaje się do kraju, w którym panuje epidemia. Jeśli zapadnie na daną chorobę, musi liczyć się z tym, że ubezpieczyciel odmówi mu pomocy.

Jeżeli w kraju, w którym panuje epidemia, ubezpieczony zachoruje na inną chorobę lub ulegnie wypadkowi, może oczywiście liczyć na pomoc ubezpieczyciela i zwrot kosztów powrotu do kraju – mówi Morańska. – Musi się jednak liczyć z ograniczonymi środkami. Obecnie transport do i z krajów dotkniętych epidemią Eboli jest ograniczony. Załogi samolotów nie chcą tam latać, obawiając się o swoje bezpieczeństwo. To bywa poważnym problemem w realizacji pomocy na terenie krajów objętych epidemią.

Jak informuje przedstawicielka Europ Assistance Polska, w razie zachorowania trzeba zadzwonić do koordynatora pomocy, który zorganizuje leczenie na miejscu bądź transport powrotny do kraju. W zależności od wysokości sumy ubezpieczenia pokryte zostaną wszystkie lub tylko częściowe koszty leczenia i transportu.

Podróżowanie do miejsc, w których zachorowanie na choroby tropikalne jest bardzo wysokie, wymaga wykupienia polisy o wysokich sumach ubezpieczenia – wskazuje Morańska. – Tylko wtedy ubezpieczony może mieć zagwarantowany pełny zwrot kosztów leczenia bądź transportu powrotnego do kraju. Towarzystwo zazwyczaj dysponuje także listą zaleceń, których powinien on przestrzegać w sytuacji zagrożenia.

Znalezienie dobrego finansisty to dla firm wyzwanie. Wciąż rosną oczekiwania pracodawców

CEO Magazyn Polska

Rekrutacja na stanowiska finansowe to duże wyzwanie. Pracodawcy mają coraz większe wymagania, bo i rola pracowników działu finansowego w firmie jest coraz większa. Poza dyplomem dobrej uczelni firmy cenią również międzynarodowe certyfikaty, umiejętność analizy i znajomość specyfiki danej branży. Oczekują od kandydata również więcej kompetencji miękkich, np. umiejętności komunikacyjnych.

Wśród stanowisk finansowych pracodawcy najczęściej poszukują kandydatów na analityków finansowych, kontrolerów finansowych i dyrektorów finansowych (menadżerów finansowych, liderów finansów), którzy mają za sobą doświadczenie w zarządzaniu zespołem.

Zakres odpowiedzialności w firmach jest bardzo różnie zdefiniowany. Czasami chodzi o mały zespół, a czasami chodzi o stanowisko dyrektora finansowego, czyli CFO [Chief Financial Officer – red.]. Wówczas taka osoba może odpowiadać za finanse w kilku krajach. Z pewnością musi być ambitnym i dynamicznym liderem, żeby podołać wszystkim zmianom w organizacji – podkreśla Sławomir Kołodziejski, senior consultant w obszarze rachunkowość i finanse w firmie doradztwa personalnego Hays Poland.

Ze względu na dużą odpowiedzialność firmy wysoko stawiają poprzeczkę kandydatom na te stanowiska. Jak podkreśla Kołodziejski, znalezienie dobrego finansisty jest dużym wyzwaniem.

Myślę, że to wynika z dynamiki zmian, jakie mają miejsce w organizacjach, czyli częste przesuwanie pracowników pomiędzy różnymi działami czy projektami – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Kołodziejski.

Jego zdaniem jest to związane między innymi z tym, że węższe stają się specjalizacje w samych finansach.

Przykładowo w obszarze firm z sektora FMCG możemy zaobserwować różne podziały: finanse marketingu, finanse sprzedaży, a nawet bardziej operacyjny podział na minidziały, jak kosztowe i planowanie, budżet. Kiedyś czegoś takiego nie było – dodaje Kołodziejski.

Pracodawcy cenią przede wszystkim zdobyte doświadczenie. Bardzo ważne w tej dziedzinie są ukończone kierunki studiów i potwierdzające kwalifikacje międzynarodowe certyfikaty. Najbardziej cenione to m.in. ACCA (Association of Chartered Certified Accountants – międzynarodowa organizacja zrzeszająca specjalistów z zakresu finansów, rachunkowości i zarządzania) i CIMA, czyli Chartered Institute of Management Accountants (instytut zajmuje się kształceniem profesjonalistów z dziedziny zarządzania finansami, oferując program międzynarodowych kwalifikacji zawodowych w dziedzinie rachunkowości zarządczej).

ACCA przygotowuje kandydatów, daje im mocny, ogólny rys finansów, rachunkowości i księgowości. Natomiast CIMA jest uznawany za odpowiednik MBA, tylko że w świecie finansów – dodaje Kołodziejski.

Pracodawcy oczekują jednak od kandydata nie tylko odpowiedniego wykształcenia i doświadczenia. W świecie finansów coraz ważniejsze stają się kompetencje miękkie. Obowiązkowa jest też znajomość języków obcych.

Dział finansowy jest działem strategicznym każdej organizacji. Ważne jest, żeby dana osoba pozyskując dane finansowe, potrafiła się komunikować z różnymi działami, potrafiła przeprowadzić prezentację nie tylko na poziomie menadżerskim, lecz także specjalistycznym. Potrzebne jest szerokie spojrzenie na to, co robi organizacja, i zrozumienie pewnych procesów biznesowych, ich powiązań w organizacji. Jeśli dział finansowy wykonuje prognozy finansowe, planuje budżet dla firmy, musi wiedzieć dużo o tym biznesie – wymienia Sławomir Kołodziejski.

Wymagania pracodawców są wysokie, podobnie jak odpowiedzialność pracowników, ale idą za tym również wysokie zarobki.

W tym zakresie są duże rozbieżności, ale gdybym miał przedstawić pewną medianę, to powiedziałbym, że analityk finansowy może liczyć na wynagrodzenie na poziomie od 5 tys. do 8 tys. zł. Kontroler finansowy to jest około 10-12 tys. zł, natomiast w przypadku większej odpowiedzialności regionalnej z doświadczeniem może liczyć na ok. 18 tys. zł.  Dyrektor działu finansowego to ok. 20-25 tys. zł, ale jeśli jest to mniejsza firma to ok. 15 tys. zł – mówi Sławomir Kołodziejski.

Sprzedaż nowych domów w Stanach spada drugi miesiąc z rzędu

Sprzedaż nowych domów jednorodzinnych w USA spadła w lipcu o 2,4 proc. do 412 tys. To najniższy poziom od marca.

Zrewidowano także dane za czerwiec: spadek okazał ostatecznie niższy o 7 proc., a nie o 8,1 proc., jak podawano w ubiegłym miesiącu.

Prognozy ekonomistów przewidywały sprzedaż na poziomie 430 tys. nowych domów.

Podaż nowych domów wzrosła o 4,1 proc. do 250 tys. i jest najwyższa od sierpnia 2010 r. Ponieważ ceny rosną powoli, ekonomiści przewidują, że w kolejnych miesiącach nastąpi ożywienie w sprzedaży nowych domów.

Markit: Najwolniejszy wzrost PMI sektora usług w USA od 3 miesięcy

PMI w sektorze usług w Stanach Zjednoczonych rośnie, ale coraz wolniej.

Wskaźnik nastrojów menedżerów logistyki Markit PMI sektora usługowego w USA wyniósł 58,5 pkt w sierpniu br. wobec 60,8 pkt w lipcu, wynika z komunikatu firmy Markit. Prognozy przewidywały wynik na poziomie 59,5 pkt.

Amerykański sektor usług kontynuuje silne wzrosty, ale ostatnia ankieta pokazała, że ożywienie straciło tempo od czasu szczytu w czerwcu br. – wyjaśnia Tim Moore, starszy ekonomista w firmie Markit. – Respondenci mówili o poprawie struktury popytu wśród gospodarstw domowych i firm, związanej ze wzrostem wynagrodzeń w sierpniu. Dodatkowo dostawcy usług mówili o powrocie optymizmu co do perspejtyw biznesowych, które, jeśli się utrzymają, powinny wspomóc utrzymać solidne podstawy zatrudnienia w następnych miesiącach.

Wartość indeksu PMI powyżej 50 punktów oznacza ożywienie w sektorze.

Założenia do projektu ustawy o monitoringu wizyjnym

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przedstawiło do konsultacji nową wersję Projektu założeń do projektu ustawy o monitoringu wizyjnym (Projekt). Z perspektywy przedsiębiorców, najistotniejszym punktem są postanowienia, które mają regulować kwestię monitoringu wizyjnego w przestrzeni przeznaczonej do użytku publicznego – zauważa Konfederacja Lewiatan.

Za taką właśnie przestrzeń uważane będą miejsca prowadzenia działalności gospodarczej, takie jak lokale usługowe, sklepy, zakłady pracy, fabryki, biura, niezależnie od tego czy dostęp do nich mają wyłącznie pracownicy, czy także osoby trzecie (klienci, kontrahenci).Pomimo tego, że Projekt dość ogólnie reguluje obowiązki administratora systemu monitoringu wizyjnego obejmującego tę przestrzeń, warto już w tej chwili wskazać kwestie, które, zdaniem Konfederacji Lewiatan, wymagają doprecyzowania na dalszym etapie prac, wraz z kierunkiem, w jakim powinny one zmierzać.

System automatycznej identyfikacji

Projekt wymaga zgody GIODO na prowadzenie systemu zapewniającego automatyczną identyfikację osób oraz rejestracji tego systemu w powołanym do tego celu rejestrze, niezależnie od rodzaju przestrzeni, w jakiej monitoring będzie prowadzony.

Dla uniknięcia wątpliwości warto wyjaśnić, że równoległe funkcjonowanie w tej samej przestrzeni systemu monitoringu wizyjnego i elektronicznego systemu kontroli dostępu, które nie są ze sobą zintegrowane, nie są systemami automatycznej identyfikacji osób. Chodzi tu o przypadki, kiedy w przestrzeni objętej monitoringiem znajdują się inne, niepowiązane z nim automatycznie, systemy identyfikujące osoby wchodzące na ten obszar (spersonalizowane karty umożliwiające wejście do budynku, elektroniczne książki gości).

Bardzo ważne jest, aby prowadzenie tych systemów nie powodowało obowiązku ich rejestracji w GIODO oraz nie było uwarunkowane uzyskaniem zgody na monitoring. Tego typu systemy kontroli wejść oraz systemy monitoringu mają bardzo duże znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa zakładów pracy i innych obiektów, dlatego możliwość ich stosowania nie powinna być uzależniana od zgody GIODO.

Przyjęcie odmiennej interpretacji powodowałoby, że pracodawcy byliby zobowiązani do uzyskania zgody na prowadzenie systemów monitoringu obejmującego pracowników, mimo, że zgodnie z art. 43 ust 1 pkt 4 ustawy o ochronie danych osobowych, zbiory danych osobowych przetwarzanych w związku z zatrudnieniem nie podlegają obowiązkowi rejestracji. Byłoby to sprzeczne z intencją prawodawcy i spowodowałoby duże obciążenia zarówno po stronie pracodawców jak i GIODO – zauważa Konfederacja Lewiatan.

Termin przechowywania nagrań z monitoringu

Projekt przewiduje, że o terminie przechowywania danych decydował będzie administrator systemu, jednak termin ten nie może przekraczać 90 dni. Konfederacja Lewiatan popiera podejście, zgodnie z którym administrator może wyznaczyć krótszy, odpowiadający jego potrzebom okres. Z drugiej strony, w niektórych przypadkach termin 90-dniowy może okazać się zbyt krótki. Dane z monitoringu są często wykorzystywane jako dowód w sprawach pracowniczych (niedopełnienie obowiązków, nadużycia). Są też przydatne dla analizy zgłoszonych przedsiębiorcy reklamacji, które w praktyce docierają do nich po około 3-4 miesiącach. Nagrania pozwalają sprawdzić, czy zgłoszone uszkodzenie towaru nastąpiło przed jego wysłaniem, czy już w transporcie, umożliwiając szybkie wyjaśnienie sprawy.

Obowiązki administratorów

Warto zaznaczyć, że Projekt nakłada na administratorów systemów obowiązki analogiczne do istniejących już wobec administratorów danych osobowych na mocy ustawy o ochronie danych osobowych. Istotne jest to, by nie dublować tych obowiązków, ale umożliwić ich realizację w ramach istniejących już systemów, np. systemu ewidencji osób upoważnionych. Projekt powinien utrzymać opcjonalność mianowania administratora bezpieczeństwa systemu monitoringu wizyjnego.

Precyzując obowiązki administratorów na dalszym etapie prac należy uwzględnić sytuację mikro i małych przedsiębiorstw, które często monitorują zachowanie pojedynczych pracowników. W odniesieniu do tych firm obowiązek prowadzenia dokumentacji określającej środki techniczne i organizacyjne, zapewniające ochronę odbioru, rejestrację, odtwarzanie, sposób przechowywania i niszczenia zarejestrowanych danych jest realnym obciążeniem finansowym i administracyjnym – podkreśla Konfederacja Lewiatan.

Biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój nowych technologii i środków porozumiewania się na odległość uważamy, że nie należy zbytnio formalizować sposobu nadawania upoważnień dostępowych i prowadzenia ewidencji osób upoważnionych. Również decyzja o formie poinformowania pracownika o prowadzonym monitoringu powinna zostać pozostawiona do decyzji pracodawcy. Z pewnością nie należy wymagać w tym wypadku formy pisemnej.

Konfederacja Lewiatan

Wydajność produkcyjna polskiej branży meblarskiej

Zgodnie z prognozami firmy analitycznej B+R Studio, wartość eksportu polskich mebli w 2014 roku wyniesie 7,3 mld euro. Systematycznie zwiększające się inwestycje koncernów meblarskich to duże wyzwanie dla polskich fabryk, od których wydajności zależy rozwój tej gałęzi przetwórstwa przemysłowego.

Polska plasuje się w światowej czołówce producentów mebli, będąc jednocześnie pierwszym eksporterem w Europie. Potencjał rynku meblarskiego kreują światowe koncerny zlecające polskim fabrykom wytwórstwo znacznej części całej, globalnej produkcji. Dynamiczny rozwój tej branży to szansa dla rodzimej gospodarki (sektor stanowi ok. 2 proc. polskiego PKB), ale także wyzwanie – zapewnienia poziomu produkcyjnego oczekiwanego przez inwestorów, szczególnie zagranicznych, którzy stanowią 80% tego rynku. Zagrożeń mikroekonomicznych i technologicznych, z którymi borykają się producenci, nie brakuje.

Czynniki ograniczające wydajność fabryk branży meblarskiej

  • Zbyt niskie możliwości produkcyjne w stosunku do zapotrzebowania rynku
  • Brak instrumentów niezbędnych do optymalnego zarządzania procesami produkcyjnymi
  • Brak narzędzi technologicznych zwiększających wydajność pracy maszyn produkcyjnych
  • Brak spójności pomiędzy parametrami wydajnościowymi maszyn a jakościowymi wytwarzanych wyrobów
  • Niska świadomość potrzeby wprowadzania nowoczesnych rozwiązań technologicznych optymalizujących procesy produkcyjne
  • Problemy techniczne i technologiczne przy implementacji nowych rozwiązań systemowych

Czynniki te wydają się być głównymi barierami, które ograniczają możliwości rozwojowe fabryk działających w branży meblarskiej. W ich pokonaniu pomaga dzisiejsza technologia, a w szczególności – inteligentna infrastruktura informatyczna, której celem jest optymalizacja produkcji w zgodzie z koncepcją Lean Manufacturing. Rozwiązaniem problemów uniemożliwiających prowadzenie wydajnych procesów wytwórczych jest skrócenie czasu produkcji przy zachowaniu odpowiednich parametrów jakościowych tworzonych towarów. Jak tego dokonać?

Odpowiedzią jest efektywne wykorzystanie informacji dotyczących planowanych i nieplanowanych zdarzeń na maszynach – mówiących o przestojach, wydłużonych cyklach pracy, poziomie strat w zadanym czasie eksploatacyjnym etc. Taką wiedzę dają dane uzyskiwane z systemu służącego do opomiarowania maszyn produkcyjnych. Wdrożenie tak innowacyjnego systemu gwarantuje poprawę wydajności maszyn oraz jakości produkowanych wyrobów zgodnie z koncepcją Lean Manufacturing.

Przeanalizujmy przykład fabryki realizującej zlecenia na rzecz szwedzkiego koncernu działającego w branży meblarskiej. Jakie potrzeby wykazuje? Z obserwacji QSG S.A. to przede wszystkim konieczność:

  • ograniczenia kosztów utraconych korzyści wynikających z planowanych przerw,
  • organizacji przerw planowanych, zaburzających ciągłość pracy maszyn produkcyjnych,
  • optymalizacji czasów przezbrojeń dopasowanych do zmiennego zapotrzebowania klienta,
  • uzyskania wiedzy technologicznej pozwalającej na dopasowanie czasu trwania cykli produkcyjnych,
  • dostarczenia rozwiązań systemowych wpływających na wydajność i optymalizację procesów wytwórczych.

Mimo że planowane przerwy nie są możliwe do wyeliminowania, wdrożenie zautomatyzowanej infrastruktury technologicznej pozwala na optymalizację pracy maszyn produkcyjnych przy jednoczesnym wykluczeniu innych barier. System opomiarowania umożliwia standaryzację planowanych procesów m.in. w zakresie przezbrojeń, czyszczenia i konserwacji. Pomniejszenie cykliprodukcyjnych o te wartości pozwala na lepsze szacowanie możliwości wydajnościowych maszyny w stosunku do koniecznego do zrealizowania zadania. Drugą kwestią jest organizacja przestojów powodujących straty na:

  • obniżonej dostępności procesu produkcyjnego (na skutek przedłużających się planowanych przestojów, przezbrojeń itp.),
  • zmniejszonej dostępności maszyny (na skutek awarii, uszkodzenia narzędzia itp.),
  • wykorzystaniu (w zakresie niewłaściwie zdefiniowanego czasu produkcji – zbyt wolnego lub szybkiego, wpływającego na ryzyko przeciążenia maszyny lub/i pogorszenia jakości wyrobu),
  • jakości (w zakresie braków materiałowych, odpadów produkcyjnych i czasu wykorzystanego na wytworzenie wadliwego produktu).

System opomiarowania maszyn produkcyjnych dostarcza wiedzę na temat wszystkich wymienionych wyżej czynników. Możliwość analizy i weryfikacji pracy środków trwałych doprowadzają do osiągania optymalnego czasu cyklu, przy zachowaniu wysokiej jakości wyrobu gotowego. Wyniki dają know how na temat możliwości produkcyjnych fabryk oraz szansę – z uwagi na pracę systemu w czasie rzeczywistym – szybkiego reagowania i dokonywania ewentualnych zmian adaptacyjnych, niezbędnych do realizacji zakładanych celów biznesowych, a zwłaszcza minimalizowania kosztów złej jakości (odpady, reklamowane przez klienta produkty). 

Podstawowe korzyści osiągane dzięki automatycznym pomiarom

  • Gromadzenie danych w czasie rzeczywistym
  • Możliwość natychmiastowych reakcji i wprowadzania szybkich zmian adaptacyjnych,
  • Możliwość opomiarowania maszyn trudnych do objęcia systemem ręcznego zbierania danych
  • Eliminacja papierowego obiegu dokumentów
  • Wiarygodnośći szczegółowość danych zbieranych przez system

Omówione studium przypadku powstało na bazie obserwacji i doświadczeń poznańskiej firmy QSG S.A., dostarczającej system opomiarowania maszyn i optymalizacji procesów produkcyjnych e-Production.

Należy podkreślić, że implementacja systemu opomiarowania maszyn i optymalizacji procesów produkcyjnych oznacza nie tylko zwiększenie efektywności parku maszynowego. To uzyskanie dostępu do narzędzia pozwalającego na gromadzenie danych i przedstawienie ich w formie raportów. W końcu – to źródło wiedzy umożliwiające dokonywanie faktycznych zmian, korzystnych dla całego procesu wytwórczego.

Polacy chętniej latają za granicę. Wyszukiwarki biletów zyskują użytkowników

Ryanair

W pierwszym kwartale 2014 roku w porównaniu do ubiegłego roku o 15 proc. zwiększyło się zainteresowanie stronami internetowymi oferującymi bilety lotnicze. Najwięcej zyskały Ryanair i Esky.pl.

W połowie wakacji Gemius sprawdził, jak wygląda rynek rezerwacji i wyszukiwarek biletów lotniczych w internecie. W analizie uwzględniono wyszukiwarki połączeń lotniczych, tj. Esky.pl, Skyscanner.pl, Fly4free.pl i Biletylotnicze.pl, oraz strony WWW dwóch największych tanich przewoźników w Polsce, tj. Wizzair i Ryanair.

Okazuje się, że liczba użytkowników stron WWW z rezerwacją biletów lotniczych oraz stron przewoźników w pierwszym kwartale 2014 roku zwiększyła się o 16 proc. W 2013 roku odwiedzało je średnio 0,99 mln internautów miesięcznie, podczas gdy w analogicznym okresie 2014 roku było to już 1,15 mln osób surfujących po sieci.

Wyszukiwarki biletów lotniczych zyskują użytkowników

Polacy nauczyli się porównywać oferty i wyszukiwać okazje. Stąd popularność portali pośredniczących w rezerwacji biletów lotniczych widoczna w danych o liczbie użytkowników na stronach WWW zawierających wyszukiwarki. W porównaniu do zeszłego roku liczba osób, które z nich korzystają wzrosła o jedną dziesiątą (z 684 tys. w kwietniu 2013 roku w do 765 tys. w kwietniu 2014 roku).

Najczęściej odwiedzaną wyszukiwarką biletów lotniczych jest Esky.pl, z której w kwietniu 2014 roku skorzystało 408 tys. internautów. Ponad połowę mniej użytkowników mają strony WWW: Fly4free.pl (202 tys.) oraz Skyscanner.pl (172 tys.). Biletylotnicze.pl, portal który od stycznia 2011 roku należy do Esky.pl, odwiedziło 119 tys. osób poszukujących ofert połączeń lotniczych. Ta ostatnia też rozwija się najdynamiczniej. W okresie od stycznia do kwietnia liczba użytkowników Biletylotnicze.pl wzrosła o ponad połowę (z 67 tys. do 119 tys. użytkowników).

Z wyszukiwarki połączeń po bilety do Ryanair

W pierwszym kwartale 2014 roku strony internetowe największych tanich przewoźników w Polsce, tj. Ryanair i Wizzair, odwiedziło średnio odpowiednio 400 i 350 tys. internautów (dane miesięczne). W porównaniu z ubiegłym rokiem można zaobserwować większą popularność strony internetowej Ryanair i nieco mniejszą tej, należącej do Wizzair. Okazuje się także, że to klienci Ryanair częściej korzystają z wyszukiwarek tanich połączeń lotniczych (większa część użytkowników strony Ryanair.com). Wskazują na to wyniki współoglądalności stron internetowych przewoźników i portali rezerwacji biletów lotniczych.

– Taka sytuacja może być efektem wieloletniej strategii Ryanair, który od lat stara się przyciągać konsumentów najniższymi cenami – komentuje Maciej Milewski, doradca biznesowy firmy Gemius. – Z kolei Wizzair, pozycjonując się raczej jako linia oferująca wysoki stosunek jakości do ceny, może mieć nieco większą bazę lojalnych klientów, którzy rezerwują bilety bezpośrednio na stronie i rzadziej szukają tańszej alternatywy – dodaje ekspert.

A to, jego zdaniem, świadczy z kolei o tym, że wzrost zainteresowania przelotami zagranicznymi jest pochodną lepszej koniunktury na rynku usług turystycznych. – Na wyjazd zagraniczny może pozwolić sobie większe grono Polaków, jednak w kontekście wyboru oferty ta grupa klientów będzie przede wszystkim poszukiwała najtańszych ofert. Skorzystają na tym przewoźnicy, którzy oferują najniższe ceny na rynku oraz portale, które pomagają klientom znaleźć najniższą cenę biletu – podsumowuje Milewski.

Dane pochodzą z ogólnopolskiego badania internetu Megapanel PBI/Gemius, realizowanego przez firmę Gemius na zlecenie spółki Polskie Badania Internetu. Na jego podstawie publikowane są dane statystyczne, które prezentują oglądalność stron WWW i aplikacji, korzystanie z materiałów audio i wideo w Polsce oraz związane z nimi profile społeczno-demograficzne internautów.

Dane z badania Megapanel PBI/Gemius służą reklamodawcom, agencjom reklamowym i domom mediowym do szacowania potencjału reklamowego stron WWW i planowania kampanii online. Korzystają z nich również wydawcy, którzy na ich podstawie szacują udział własny w rynku internetowym i wyceniają powierzchnie reklamowe, jakimi dysponują. Więcej o badaniu: www.audience.gemius.pl.

W przyszłym roku single i rodziny bezdzietne będą musiały zgromadzić środki na pokrycie minimalnego wkładu własnego do kredytu

Osoby pożyczające na mieszkanie zobligowane są obecnie do wniesienia co najmniej 5 proc. wkładu własnego do zaciąganego kredytu. Korzystający z programu Mieszkanie dla młodych są w uprzywilejowanej sytuacji. Nie muszą mieć zgromadzonych oszczędności, bo obowiązkowy wkład własny pokrywa im dopłata do kredytu. W przyszłym roku to jednak się zmieni.

Od początku 2015 roku minimalny wkład własny będzie wynosił już nie 5 a 10 proc. wartości nieruchomości. I na tym się nie skończy. Komisja Nadzoru Finansowego zdecydowała już, że w 2016 roku kredytobiorcy będą musieli obowiązkowo wnosić wkład własny w wysokości przynajmniej 15 proc., a w 2017 roku zostanie on podwyższony do 20 proc.

Stąd już w styczniu przyszłego roku nie wszystkim kupującym mieszkania w ramach MdM dopłata pokryje wymagany przez banki – 10 proc. wkład własny do kredytu. Zgromadzone środki własne będą musieli posiadać przede wszystkim single i małżeństwa bezdzietne, którym rząd dopłaca najmniej (tylko 10 proc.). Chodzi o to, że 10 proc. dopłaty do kredytu nie odpowiada 10 proc. wartości kupowanego mieszkania. Dopłaty liczone są bowiem na podstawie tzw. średniego wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych dla danej gminy i w rzeczywistości rząd dopłaca nieco mniej.

Poza tym, co jest jeszcze bardziej istotne, państwo dopłaca tylko do 50 mkw. w nabywanym lokalu. A co jeśli kupujący zdecyduje się na przykład na lokal o maksymalnej dopuszczalnej w programie wielkości – 75 mkw.? Singlom i rodzinom bezdzietnym dopłata wystarczy tylko na pokrycie niespełna 2/3 wymaganego wkładu własnego. A trzeba zwrócić uwagę, że w ramach MdM zwykle kupowane są mieszkania, których metraż przekracza 50 mkw. Statystyki Banku Gospodarstwa Krajowego, odpowiedzialnego za program, mówią, że lokale na które zaciągane są kredyty z dopłatą mają średnią wielkość ponad 53 mkw.

Co więcej, z danych BGK wynika również, że z rządowych dopłat korzystają właśnie w głównej mierze single i pary bez dzieci. I to właśnie tej największej grupie beneficjentów MdM-u w przyszłym roku dopłaty nie wystarczą na wkład własny do kredytu.

Najwięcej wniosków o dopłaty płynie z województwa pomorskiego i mazowieckiego. Na Pomorzu limit cenowy w programie ustawiony jest na tak wysokim poziomie, że większość mieszkań w ofercie deweloperów kwalifikuje się do dopłat. Z kolei na Mazowszu limity przyjęte w MdM tak mocno odbiegają od realiów rynkowych, że w Warszawie tylko co dziesiąte mieszkanie wystawione na sprzedaż przez deweloperów można kupić z dopłatą. Zdecydowana większość stołecznych lokali, które obejmuje program znajduje się w inwestycjach powstających na Białołęce.

Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa SA., która buduje mieszkania na Białołęce przyznaje, że pod względem dostępności ofert z dopłatą ta stołeczna dzielnica jest bezkonkurencyjna. – Niewielka różnica między średnią ceną ofertową mieszkań w inwestycjach położonych na Białołęce, a limitem cenowym w MdM dla Warszawy (6126 zł/mkw.) sprawia, że wiele firm wprowadza korekty stawek, tak żeby program mógł objąć jak największą część mieszkań w poszczególnych projektach – przyznaje Wojciech Stisz. – Dzięki promocyjnym cenom, jakie wprowadziliśmy w inwestycji Tarasy Dionizosa, wszystkie mieszkania na osiedlu, zarówno gotowe, jak i powstające w drugim etapie realizacji projektu można kupić z dopłatą – zapewnia przedstawiciel firmy Barc.

Niestety środki przeznaczone w tym roku na dopłaty nie zostaną w pełni wykorzystane. Dlatego Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju szykuje zmiany w programie. Mają one na celu zwiększenie rządowego wsparcia dla rodzin z dziećmi, do których głównie dedykowany jest MdM. Według zapowiedzi resortu, dopłata do wkładu własnego dla rodzin posiadających dwójkę dzieci ma wzrosnąć z 15 do 20 proc. wartości mieszkania. Rodziny z trójką lub większą liczbą dzieci będą mogły liczyć nawet na 25 proc. dopłaty (teraz 20 proc.).

Większe dopłaty będą jednak przyznawane tylko rodzinom z co najmniej dwójką dzieci. Tymczasem podwyższenie od nowego roku minimalnego wkładu własnego do kredytu zmusza innych kredytobiorców do oszczędzania. W najgorszej sytuacji są osoby, które nie mogą liczyć na rządową dopłatę.  Jeśli nie mają własnych środków, będą musiały sporo odłożyć. Żeby zaciągnąć kredyt hipoteczny na zakup nieruchomości o wartości 300 tys. złotych już w styczniu przyszłego roku muszą dysponować kwotą 30 tys. zł na pokrycie wkładu własnego

Europejscy turyści zapominają telefonu komórkowego równie często jak paszportu

Niekończące się listy rzeczy do spakowania, opłaty za nadbagaż, zapomniane drobiazgi – wielu z podróżników traktuje pakowanie jako udrękę, której nie da się uniknąć przed wyjazdem. Na ile dni przed wylotem zaczynają się pakować Europejczycy? Ile czasu średnio na to potrzebują? Czego najczęściej zapominają? Sprawdziła to porównywarka ofert turystycznych KAYAK, która przeprowadziła badanie na prawie 6000 swoich użytkowników z kilku krajów europejskich, analizując każdy z etapów przygotowań do podróży*.

Pakowanie

Wyniki ankiety pokazały, że aż 70% jej uczestników sprawdza prognozę pogody zanim rozpocznie pakowanie. Analizując odpowiedzi z poszczególnych krajów okazało się, że pod tym względem zdecydowanie przodują Austriacy. Prawie 84% z nich przyznało się do śledzenia zapowiedzi dotyczących pogody w miejscach, do których się wybierają. Co ciekawe, najmniej przezorni okazali się Francuzi (prawie 35% nie sprawdza prognoz przed pakowaniem), mimo iż to właśnie oni najwcześniej zaczynają zapełniać swoje walizki. Ponad 53% Francuzów zaczyna bowiem pakowanie nawet na 2-3 dni przed wyjazdem. Dla porównania z takim samym wyprzedzeniem po walizki sięga zaledwie 22,5% Szwajcarów. Najwięcej Europejczyków (45% z wszystkich przebadanych przez KAYAK osób) rozpoczyna pakowanie w dniu poprzedzającym podróż.

Wyniki przeprowadzonej ankiety pokazały również, że mieszkańcy Europy nie lubią poświęcać zbyt dużo czasu na przygotowania do podróży. Większości z nich, bo aż 46% z zapytanych, skompletowanie bagażu nie zajmuje więcej niż 1-2 godziny. Analizując wyniki z poszczególnych krajów można stwierdzić, że na tym tle wyróżniają się Rosjanie. Ponad 37% z nich przyznało się bowiem do tego, że pakowanie zajmuje im czasem nawet cały dzień. Wynik ten zaskakuje, biorąc pod uwagę, że to właśnie mieszkańcy Rosji najczęściej sięgają po aplikacje mobilne, których zadaniem jest ułatwienie pakowania (17,6% z nich). Dla porównania instaluje je średnio co dziesiąty Europejczyk. Najmniej osób, ponieważ zaledwie 2,5% zapytanych, korzysta z tego rodzaju wsparcia w Austrii.

Jednym z najmniej przyjemnych momentów podczas podróży, a zarazem niestety dość częstym, jest chwila, w której otwieramy walizkę na miejscu i zdajemy sobie sprawę, że w naszym bagażu jednak czegoś zabrakło. Z badania przeprowadzonego przez KAYAK, wynika, że najczęściej są to ładowarki do laptopów, tabletów, czy też telefonów komórkowych. Do niezabrania ich ze sobą przyznało się aż 71% przebadanych Europejczyków. Najmniej zapominalscy okazali się Szwajcarzy. Analizując odpowiedzi z poszczególnych krajów, okazuje się, że najczęściej zdarza się to Rosjanom (80,6%). Okazuje się, że przywiązanie współczesnych podróżników do nowych technologii jest tak duże, że prawdopodobieństwo, że zapomną telefonu lub komputera jest takie samo, jak w przypadku… paszportu. W obydwu przypadkach zdarzyło się to 20% Europejczyków.

Check-in

Niestety w przypadku podróżowania samolotem, spakowanie walizek to zaledwie połowa sukcesu. Kolejny etap to odprawa bagażu na lotnisku. Badanie KAYAK-a pokazało, że zawsze decyduje się na nią ponad 84% Austriaków (ogólna średnia dla Europejczyków wynosi 46%). Najrzadziej bagaż odprawiają Hiszpanie. Aż ¼ z nich odpowiedziała, że nie robi tego nigdy. Potwierdziły to odpowiedzi udzielone przez mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego na kolejne pytanie w ankiecie. Prawie 55% z nich stwierdziło bowiem, że rezygnuje z nadania bagażu, jeśli linia lotnicza pobiera opłatę za jego przewóz bagażu. Zestawienie ogólne pokazało, że nieznaczna większość Europejczyków (51%) akceptuje opłaty. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku nadbagażu. Zdecydowana większość z przebadanych, bo aż 72%, nigdy nie zapłaciła za nadprogramowe kilogramy w walizce.

Kontrola bezpieczeństwa i boarding

W ostatnich latach spore kontrowersje budzą również kwestie ochrony na lotniskach. 61,5% ankietowanych stwierdziło jednak, że nie odczuwają dyskomfortu, gdy kontroler chce obejrzeć dokładnie ich bagaż. Wyjątkiem w tym przypadku są Włosi i Hiszpanie. Ponad 50% z nich stwierdziło, że nie czuło się zbyt dobrze w takich sytuacjach. Jedno z pytań dotyczyło również nadania bagażu podręcznego tuż przed boardingiem. 70% z badanych odpowiedziało, że nie odczuwało stresu, nawet jeśli procedura odbywała się na ostatnią chwilę.

Pakowanie i pilnowanie bagażu to z pewnością jeden z mniej przyjemnych aspektów podróżowania. Właśnie dlatego wprowadzamy szereg udogodnień, których zadaniem jest ułatwienie naszym użytkownikom organizacji wyjazdów. Jednym z nich jest MyTrips, czyli darmowy planer podróży online. Dzięki niemu możliwe jest stworzenie planu całej wycieczki na jednej stronie. Takie rozwiązanie jest niezwykle pomocne nie tylko po dotarciu do celu, ale również już na etapie planowania i pakowania – mówi Andrew Verbitsky, Dyrektor Regionalny KAYAK.pl. Niebawem uruchomimy też kolejne narzędzi – kalkulator opłat za bagaż. Dzięki niemu użytkownicy będą mogli od razu dodać je do wyszukiwanych lotów i zobaczyć całościowy koszt podróży – dodaje Verbitsky.

Przetargi budowlane, oraz kolejne inwestycje infrastrukturalne z nowego rozdania unijnego budżetu wróżą branży budowlanej tłuste lata

Zmiana Prawa zamówień publicznych znacząco skorygowała liczbę ogłoszeń publikowanych w Biuletynie Zamówień Publicznych. Podwyższenie progów wartości zamówień, od których istnieje obowiązek stosowania pełnych rygorów PZP, poskutkowało – co jest dość oczywiste – zmniejszeniem liczby ogłaszanych zamówień. Stosunkowo najmniej ucierpiały przetargi na prace budowlano-remontowe, dla których pełna procedura przetargowa jest nadal optymalnym sposobem wyboru oferenta.

Jak wskazują dane opracowane przez serwis www.Przetargi.eGospodarka.pl, w lipcu 2014 roku w Biuletynie Zamówień Publicznych pojawiły się 14 tys. 724 ogłoszenia o wszczęciu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, o 19,28 procent mniej niż rok wcześniej, w lipcu 2013 roku. Dla porównania, w czerwcu spadek liczony rok do roku wyniósł 22,5 procent.

Spadki te nie wynikają jednak z załamania publicznych zamówień, a ze zmiany prawa. To efekt ostatniej nowelizacja Prawa zamówień publicznych, która z jednej strony wyłączyła spod pełnych rygorów tej ustawy niektóre rodzaje zamówień, z drugiej zaś podniosła progi wartości zamówień, od których obowiązkowo stosuje się przepisy PZP. Stąd też spadek liczby postępowań zgłaszanych do Biuletynu Zamówień Publicznych.

Podwyższenie progu wartości zamówienia z równowartości 14 tys. euro do 30 tys. euro „wycięło” z BZP część ogłoszeń o niższej wartości, jednak nie wszystkie. Nadal pełna procedura przetargowa jest nadal często wybierana do wyboru wykonawców prac budowlano-remontowych, co widać przy szczegółowej analizie ogłoszeń.

Zmiany w prawie wprowadziły pewne zakłócenia utrudniające prostą analizę porównawczą, jednak w połączeniu z innymi danymi płynącymi z gospodarki można domniemywać, że co najmniej jeden segment może liczyć na rosnące zamówienia publiczne. Segmentem tym jest branża budowlana.

Porównanie z czerwcem, czyli miesiącem w którym już obowiązywała nowelizacja PZP, nie wskazuje na tendencję spadkową. Przeciwnie, w relacji miesięcznej zanotowano wzrosty we wszystkich analizowanych kategoriach zamówień publicznych. Wzrosty – co warto podkreślić – dość znaczne, bo na poziomie kilku (dostawy usług) albo kilkunastu (dostawy towarów, roboty remontowo-budowlane) procent.

 Realizowane obecnie i zapowiadane na najbliższy czas duże przetargi budowlane, oraz kolejne inwestycje infrastrukturalne z nowego rozdania unijnego budżetu, wróżą branży budowlanej tłuste lata. Tym bardziej, że na skutek trwających obecnie prac nad kolejną nowelizacją Prawa Zamówień Publicznych, zostanie poważnie ograniczona rola przetargowego kryterium najniższej ceny, wprowadzone zostaną także rozwiązania pozwalające na waloryzowanie kosztów zamówień. Przyjęcie takich rozwiązań od dawna postulowały środowiska biznesowe, które sygnalizowały, że wyłączne stosowanie kryterium najniższej ceny doprowadziło z jednej strony do licznych patologii, z drugiej zaś – do wielu bankructw firm budowlanych realizujących publiczne zamówienia.

Rosyjskie embargo spowolni gospodarkę?

Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w lipcu 2014 roku produkcja sprzedana przemysłu była o 2,3 procent wyższa niż rok wcześniej i o 2,0 procent większa w porównaniu z czerwcem 2014 roku. Dla porównania, miesiąc wcześniej – w czerwcu 2014 – produkcja w relacji rocznej wzrosła o 1,7 proc.

Przemysł, pomimo nieco gorszych wyników niż w pierwszych miesiącach roku nadal trzyma się dość dobrze. Dobry wynik zanotowało przetwórstwo przemysłowe, w którym produkcja rok do roku wzrosła w lipcu o 3,3 proc.

Niestety w budownictwie sytuacja wygląda nieco gorzej. W lipcu produkcja sprzedana w tym segmencie wzrosła o 1,1 procent rdr, podczas gdy jeszcze miesiąc wcześniej dynamika produkcji budowlanej liczona rok do roku wynosiła 8 procent, a dwa miesiące wcześniej – w maju 2014 – roczna dynamika wzrostu wynosiła aż 10 procent.

 Nadal spada bezrobocie. Według danych resortu pracy, w lipcu 2014 roku stopa bezrobocia wyniosła 11,9 proc. i w porównaniu do czerwca br. spadła o 0,1 punktu procentowego, a w stosunku do lipca 2013 roku zmniejszyła się o 1,2 punktu procentowego. W siódmym miesiącu roku pracy nie miało 1 mln 879,5 tys. Polaków, o 33,1 tys. mniej niż w czerwcu. Liczba bezrobotnych maleje z miesiąca na miesiąc już od początku roku. Osób bezrobotnych na koniec lipca było o ponad 200 tys. mniej niż przed rokiem.

W lipcu 2014 roku zatrudnienie osiągnęło poziom 5 mln 531,1 tys. osób i było o 0,1 proc. większe niż miesiąc wcześniej – w czerwcu 2014 roku, oraz o 0,8 proc. większe niż w analogicznym miesiącu roku 2013. Wzrosły także płace. Przeciętne wynagrodzenie w siódmym miesiącu roku wyniosło niemal 3 tys. 965 złotych i było o 0,6 procent wyższe niż miesiąc wcześniej oraz o 3,5 procent większe niż przed rokiem.

W lipcu zamiast inflacji zanotowano deflację. W lipcu 2014 roku ceny zmniejszyły się zarówno względem poprzedniego miesiąca, jak i w relacji rocznej. Najmocniej spadły ceny żywności oraz odzieży i obuwia. Deflacja w relacji rocznej pojawiła się po raz pierwszy od 32 lat.

Według wstępnych danych GUS, w II kwartale 2014 r. PKB wyrównany sezonowo wzrósł realnie o 0,6 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem i był wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku o 3,2 procent. Pomimo utrzymującego się wysokiego poziomu dynamiki w relacji rocznej, wzrost jednak wyhamowuje, bowiem w pierwszym kwartale 2014 roku produkt krajowy brutto wzrósł w relacji rdr o 3,4 procent.

– Gospodarka, zarówno polska jak i europejska, odczuje konflikt rosyjsko-ukraiński. Jeśli Polska i nasi unijni partnerzy handlowi, a z drugiej strony Rosja, zaostrzą blokadę handlową, to oprócz już dotkniętego sankcjami sektora rolno-spożywczego ucierpi również przetwórstwo przemysłowe. Eskalacja stosunków gospodarczych na linii UE-Rosja odbije się zaś na dynamice PKB państw unijnych oraz Polski, i to dwutorowo. Z jednej strony ucierpi nasz eksport do Rosji, bowiem wysyłamy tam nie tylko objętą już embargiem żywność, ale również liczne dobra przemysłowe, z drugiej strony wiele wytwarzanych w Polsce elementów, trafia wprawdzie do partnerów unijnych, ale wyroby gotowe są stamtąd z kolei wysyłane na rynek rosyjski. Rozszerzenie embarga wiązałoby się więc z pewnością z ograniczeniem zamówień u polskich poddostawców – mówi Beata Szkodzin, wydawca serwisu eGospodarka.pl. – Według części analityków mocne zaostrzenie relacji handlowych z Rosją mogłoby obniżyć dynamikę polskiego PKB nawet o 1,5 punktu procentowego. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest deflacja. Jeśli utrzyma się dłużej, to w połączeniu ze skutkami embarga obniży podatkowe dochody budżetu, co może z kolei skutkować koniecznością nowelizacji budżetu – dodaje Beata Szkodzin.

 Budownictwo trzyma się mocno

Struktura zamówień publicznych ogłaszanych w lipcu 2014 roku, wskazuje na przyrost przetargów na prace budowlano-remontowe, i to pomimo wejścia w życie wspomnianej już nowelizacji PZP podwyższającej progi obowiązkowego stosowania pełnych procedur przetargowych.

W wielu rodzajach prac budowlanych zanotowano przyrost liczby zamówień w relacji rocznej. Co ciekawe, dodatnią dynamikę dla całej kategorii prac budowlano-remontowych zanotowano w relacji miesięcznej, w porównaniu lipca z czerwcem bieżącego roku. Dynamika owa była zaskakująco wysoka, bo niemal 15-procentowa, co może oznaczać, że typowy sezonowy trend został dodatkowo wzmocniony – zapewne dodatkowymi inwestycjami.

Zestawienie lipca 2014 roku z analogicznym miesiącem roku ubiegłego wskazuje na przyrost zamówień na różnego typu prace budowlane: wyposażenie placów zabaw, roboty w zakresie kształtowania placów zabaw, roboty budowlane w zakresie układania chodników i asfaltowania, roboty rozbiórkowe, roboty w zakresie budowy dróg, roboty w zakresie kształtowania terenów zielonych, instalowanie drzwi i okien, roboty w zakresie konstruowania, fundamentowania oraz wykonywania nawierzchni autostrad, dróg, roboty w zakresie różnych nawierzchni czy roboty budowlane w zakresie wznoszenia kompletnych obiektów budowlanych lub ich części oraz roboty w zakresie inżynierii lądowej i wodnej.

Również zestawienie miesięczne pokazuje przyrost zamówień na prace budowlane, bowiem najwyższą dodatnią dynamiką charakteryzowały się zamówienia na roboty drogowe, roboty w zakresie naprawy dróg, roboty w zakresie budowy dróg, roboty rozbiórkowe, roboty budowlane w zakresie budynków, roboty budowlane w zakresie układania chodników i asfaltowania, roboty w zakresie kształtowania terenów zielonych, roboty w zakresie konstruowania, fundamentowania oraz wykonywania nawierzchni autostrad oraz dróg, roboty instalacyjne wodne i kanalizacyjne a także roboty budowlane w zakresie budowy wodociągów i rurociągów do odprowadzania ścieków.