Przepychanki ws. rozliczania kosztów leasingowych. Zmiany w umowach pod lupą fiskusa

Można stracić prawo do korzystniejszego rozliczania leasingu zawartego przed 1 stycznia 2019 roku. Aby tak się stało, musi nastąpić istotna zmiana umowy. Według Ministerstwa Finansów, jest nią np. skrócenie lub wydłużenie harmonogramu płatności rat. Część prawników i doradców podatkowych ma inne zdanie w tej kwestii. Mniej kontrowersji wzbudza podejście urzędników do cesji, choć ona nie zawsze musi się łączyć z korzyściami podatkowymi. Resort wskazuje przekształcenia, które nie skutkują obowiązkiem stosowania nowych regulacji. Trzeba też wskazać, że wciąż nie zostały opublikowane objaśnienia dot. rozliczania tego typu umów, w stosunku do samochodów osobowych. A na to czekają tysiące przedsiębiorców w całym kraju.

Istotna zmiana

Z początkiem stycznia br. weszły w życie zmiany dotyczące kosztów uzyskania przychodów. Sprawa dotyczy wydatków i opłat związanych z samochodami osobowymi wykorzystywanymi w działalności gospodarczej. Wprowadzone regulacje obejmują też ww. pojazdy będące przedmiotem leasingu. Do umów zawartych przed tym okresem stosuje się dotychczasowe przepisy, tj. w brzmieniu obowiązującym do 31 grudnia 2018 roku. Nowe reguły znajdują zastosowanie w przypadku leasingów zawartych przed 1 stycznia 2019 roku, jeżeli po 31 grudnia 2018 roku umowy zostały zmienione lub odnowione.

– Utrata prawa do stosowania dotychczasowych przepisów może nastąpić na skutek istotnej modyfikacji treści stosunku prawnego łączącego strony. Będzie to np. zmiana przedmiotu leasingu, wysokości opłat, a także skrócenie lub wydłużenie harmonogramu płatności poszczególnych rat – informuje Paweł Jurek, rzecznik prasowy Ministra Finansów.

Jak stwierdza Michał Borowski, prawnik i doradca podatkowy, ekspert BCC ds. podatków, to przepisy komplikujące położenie przedsiębiorców i efektywnie podwyższające opodatkowanie ich działalności. Z kolei Maciej Kordalewski, prawnik i starszy konsultant podatkowy z kancelarii Martini i Wspólnicy, podkreśla, że resort miał początkowo liberalne stanowisko ws. przechodzenia na nowe zasady rozliczania. Jednak ostatnie interpretacje indywidualne, wydawane przez KIS, pokazują odejście od tego kierunku. Problemem jest ciągły brak zapowiadanych przez ministerstwo objaśnień dot. zasad rozliczania samochodów osobowych. Jak zapewnia Paweł Jurek, ich projekt został przygotowany, natomiast data jego publikacji nie jest jeszcze znana.

– Regulacje te z pewnością miały na celu zapobieganie nadużyciom, tj. modyfikacjom umów umożliwiających osiągnięcie przez podatnika korzyści podatkowej. Niemniej przesłanka nie została w przepisie przejściowym wskazana jako element determinujący konieczność stosowania nowych zapisów do umów leasingowych zawartych przed 1 stycznia 2019 roku. Zatem biorąc pod uwagę wyłącznie wykładnię językową obowiązujących przepisów, każda zmiana umowy leasingu będzie prowadziła również do zmiany reżimu prawnego, w oparciu o który sytuacja podatnika zostanie oceniona – mówi Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI.

Spłata pod lupą

W ocenie fiskusa, zmiana harmonogramu spłat leasingu oznacza utratę prawa do dotychczasowego sposobu rozliczania. Zdaniem prof. Witolda Modzelewskiego, istotą rozstrzygającą w tej sprawie jest przepis przejściowy, który mówi o braku zmian w stosunku do umów zawartych przed 1 stycznia 2019 roku. Problem należy rozpatrywać w kategoriach prawnych, a nie słusznościowych. Ustalenie nowego terminu spłat jest istotną zmianą treści umowy. Chodzi o prawa i obowiązki stron. W opinii eksperta, stanowisko resortu finansów jest zgodne z treścią przepisu i przyjętą zasadą.

– W mojej opinii, sama zmiana harmonogramu spłat nie powinna powodować konieczności przejścia na nowe zasady rozliczeń, jeśli nie są przekształcane inne postanowienia umowy. Zgodnie z obowiązującymi definicjami dot. korzyści podatkowych, musielibyśmy mieć do czynienia z działaniem sztucznym, nakierowanym wyłącznie na ich osiągnięcie. Przyspieszenie spłaty rat może mieć natomiast różne przyczyny. Dlatego wiele zależy od konkretnych okoliczności. Niemniej tak stanowcze stanowisko wydaje się być dyskusyjne, w co najmniej części spraw – komentuje Michał Borowski.

Zmiana harmonogramu może mieć wpływ na rozliczenia podatkowe. Jak wskazuje Marek Niczyporuk, skrócenie terminu spłaty, a co za tym idzie zwiększenie poszczególnych miesięcznych rat leasingowych, może przynieść korzyści podatnikowi. Będzie to widoczne np. u przedsiębiorców, których działalność wykazuje cechy sezonowości i nie korzystają oni z tzw. zaliczek uproszczonych. Zwiększając wysokość rat leasingowych, mogą w pewnych sytuacjach osiągać korzyści . Mowa tu o obniżeniu wysokości zaliczek na podatek dochodowy w okresach, w których osiągają najwyższe obroty.

Cesja bez korzyści

– Interpretacja skarbówki, że cesja umowy zawartej w 2018 roku lub starszej powoduje przejście na zasady obowiązujące od 1 stycznia 2019 roku, będzie budziła zastrzeżenia. Należy tego oczekiwać, zwłaszcza gdy celem takiego działania nie będzie osiągnięcie korzyści podatkowej. Przykładowo, może nastąpić przeniesienie umowy rodzącej koszty podatkowe z podmiotu przynoszącego straty do innego. Poważne wątpliwości należy również mieć, kiedy cesja jest wynikiem obiektywnie złego stanu majątkowego cedenta i dokonana została pomiędzy podmiotami w żaden sposób niepowiązanymi – podkreśla ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

W przypadku cesji zmienia się strona umowy. Dotychczasowa między leasingodawcą i firmą X przestaje istnieć, na co zwraca uwagę prof. Modzelewski. Jak podkreśla były wiceminister finansów, w takiej sytuacji mamy do czynienia z nowym stosunkiem prawnym. Uzasadnione jest rozliczanie kosztów uzyskania przychodów według nowych zasad. Jak dodaje Maciej Kordalewski, w tym przypadku mamy niewątpliwie do czynienia z istotną zmianą. Ekspert jest w stanie sobie wyobrazić działania podatników mające na celu wyłącznie skorzystanie z oferty przed 1 stycznia br. i później dokonanie cesji, aby zyskać na poprzednich regulacjach.

– W przypadku cesji mamy do czynienia z efektywnym przejęciem ogółu praw i obowiązków wynikających z umowy. W związku z tym istnieją argumenty, by twierdzić, że również korzystniejsze zasady rozliczenia podatkowego takiej umowy mogą być przeniesione na nowy podmiot. W tym przypadku wątpliwości jest jednak wiele, dlatego zalecałbym szczególną ostrożność – dodaje ekspert z BCC.

Uchylona furtka

Istnieją modyfikacje, które nie powodują obowiązku stosowania nowych regulacji. Jak informuje Paweł Jurek, to np. zmiany będące elementem wykonania umowy leasingu. Stanowią realizację jej zapisów i miały swoją podstawę w niej. To również wpisy o charakterze technicznym (numeru VIN, specyfikacji pojazdu) oraz dotyczące zakresu usług niezwiązanych z finansowaniem, np. ubezpieczenia pojazdu. W tym katalogu mieszczą się też modyfikacje warunków finansowych, będących efektem skoków kursowych w umowach denominowanych w obcych walutach.

– Uważam, że wszelkie próby podatników związane z korzystniejszą interpretacją znowelizowanych przepisów będą się spotykać ze zdecydowaną reakcją organów skarbowych. Jednak nie oznacza to, że wszyscy powinni poddać się restrykcyjnej interpretacji albo nawet nadinterpretacji fiskusa. Należy pamiętać o tym, że przepisy pozostają bardzo niejasne i nieprecyzyjne, więc zgodnie z dyrektywami wykładni powinny być rozstrzygane na korzyść podatnika – podkreśla Michał Borowski.

Z kolei Marek Niczyporuk przywołuje interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 20 marca 2019 r. dotyczącą dokonywania w umowach drobnych zmian. Wskazuje ona, że w pewnych kwestiach organy skarbowe interpretują przepisy na korzyść podatnika. Natomiast zdaniem Macieja Kordalewskiego, to resort tak naprawdę będzie decydować, co jest istotną zmianą, a co nią ewidentnie nie będzie. Jeśli podatnik pragnie się zabezpieczyć, to może wystąpić o interpretację indywidualną, aczkolwiek istnieje ryzyko otrzymania negatywnego rozstrzygnięcia. W takim wypadku, podatnik może ją ewentualnie zaskarżyć. Tylko to wiąże się niestety z czasem, a zanim dojdzie do rozstrzygnięcia w sądzie, to trzeba stosować nowe zasady. Dopiero po ewentualnej wygranej przed sądem będzie można mówić o korektach.

Firma przyszłości – firma 4.0?

Prognozy specjalistów z dziedziny HR nie pozostawiają złudzeń – przedsiębiorcy muszą skupić się na wprowadzeniu realnych zmian w organizacjach w odpowiedzi na toczące się na całym świecie transformacje społeczne i gospodarcze. Takie wnioski zostały postawione w tegorocznym raporcie firmy Deloitte „Global Human Capital Trends 2019”. O odpowiedzialnej firmie 4.0 mówi Krzysztof Inglot, prezes firmy rekrutacyjnej Personnel Service. Zdaniem eksperta tego rodzaju przedsiębiorstw będzie coraz więcej.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy

Firmy zdają sobie sprawę z utrzymującego się rynku pracownika. Przetrwają ci, którzy rozumiejąc istotę problemu, wprowadzą rozwiązania zgodne z obowiązującymi trendami – komentuje Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service.

Identyfikowane przez twórców raportu kwestie wymuszające opisywane zmiany społeczne i gospodarcze to przede wszystkim rozwój nowych technologii, rozwój gospodarczo-polityczno-kulturowy oraz rewolucja przemysłowa 4.0. Wszystkie te czynniki znacząco wpływają na szeroko pojęty rynek pracy – działające na nim firmy, pracowników.

Firma 4.0

W odpowiedzi na zachodzące procesy rynek, dotychczas zwrócony ku automatyzacji i skupiony przede wszystkim za wzroście gospodarczym, kieruje swoją uwagę na kwestie dotychczas pozostające na dalszym planie. Firma 4.0. to organizacja, która oprócz na generowaniu zysków skupia się także na dbaniu o swoje otoczenie i interesariuszy – w tym pracowników. Firmy wychodzą poza deklaracje wynikające z ich określonej misji czynią starania, by wynikiem ich działań były mądre i etyczne decyzje ukierunkowane na drugiego człowieka.

Jak wynika z raportu, taka postawa jest wręcz wymogiem w dzisiejszych czasach, gdy coraz trudniej pozyskać i jeszcze trudniej utrzymać na dłużej pracownika. Świadomy przedsiębiorca nie może zaniedbywać interesu zatrudnionych, stąd nie tylko coraz szerszy wachlarz dodatkowych benefitów, ale także inwestowanie w ich rozwój i stawianie na określanie drogi rozwoju w organizacji – mówi Krzysztof Inglot.

Na jakich zasadach działa firma 4.0?

Firma 4.0 kieruje się konkretnymi zasadami. Wszystkim im przyświeca główna myśl, by człowiek

stał w centrum zainteresowania:

  1. Cel i sens – zarówno organizacja, jak i pracownicy do niej należący, muszą mieć określony cel swojej pracy oraz poczucie sensu, tego co robią. Należy pamiętać, że ma on wykraczać poza generowanie zysku i przede wszystkim być nastawiony na innych.
  2. Etyka i uczciwość – korzystając z dostępnych technologii i systemów, organizacja powinna postępować w sposób etyczny i uczciwy. Dzisiejszy przedsiębiorca dba o odpowiedni monitoring danych i to, w jaki sposób są przetwarzane. Wymuszają to na nim regulacje prawne jak chociażby RODO, ale także świadomość ryzyka, jakie niesie za sobą brak kontroli nad danymi.
  3. Rozwój i pasja – pracownicy rozwijają swoje pasje i mają możliwości rozwoju osobistego.
  4. Współpraca i więzi osobiste – istotna jest także wymiana opinii pomiędzy pracownikami, którzy w zespołach budują więzi osobiste. Pomimo rozwijającej się automatyzacji, wciąż widoczny jest aspekt ludzki.
  5. Przejrzystość i otwartość – organizacja jest transparentna, wymiana informacji zachodzi w sposób otwarty.

Pracodawcy chętniej inwestują w pracowników

Chęć zmiany nastawienia na propracownicze potwierdza także coroczny raport 2019 Employee Benefits Survey sporządzany na podstawie badań przeprowadzanych przez Society for Human Resource Management. Według niego ankietowani pracodawcy zdecydowanie chętniej zwiększali budżet na benefity pracownicze – tylko 3% ankietowanych obniżyło budżet na benefity w którejkolwiek z omawianych kategorii. Najbardziej popularnym obszarem, który był deklarowany jako ten, gdzie będą zwiększane wydatki, był obszar zdrowia i dobrego samopoczucia.

W Polsce 87% pracowników pobiera benefity pozapłacowe. Najczęściej jest to prywatna opieka zdrowotna, karta sportowa i dofinansowanie szkoleń. Wymienione dodatki stają się powoli standardem, dlatego pracodawca, żeby wyróżnić się spośród konkurencji musi opracować taką politykę benefitów, by odpowiadała na realne potrzeby pracowników. W takiej sytuacji należy zwrócić uwagę na to, czy pracownicy to osoby pracujące fizyczne, czy mają rodziny, czy ich miejsce pracy oddalone jest od ich miejsca zamieszkania.

Człowiek vs automatyzacja

Inna grupa badawcza, PwC, alarmuje, że do 2025 r. luka pracownicza znacząco się pogłębi.  Z szacunków PwC wynika, że do 2025 r. na rynku pracy może brakować nawet 1,5 mln osób.

Problem ten rozwiązać może sztuczna inteligencja. Rzeszę osób czeka przekwalifikowanie. Specjaliści z McKinsey alarmują, że skala tego zjawiska może być większa niż w przypadku transformacji w przeszłości związanej z produkcją i rolnictwem. Pocieszającym faktem jest to, że nawet jeśli pewne grupy zawodowe zostaną wyparte przez maszyny, człowiek wciąż będzie potrzebny – będzie miał tylko nowe zadania do wykonania. Pojawią się także zupełnie nowe zawody związane z ciągłym rozwojem przemysłu i miast. Wobec tak postawionych hipotez zasadnym wydaje się skierowanie większej uwagi na czynnik ludzki w pracy – mimo rosnącej wokół automatyzacji to pracownik w dalszym ciągu odgrywać będzie nieocenioną rolę.

Prognozy na przyszłość

Choć branża rekrutacyjna zdaje sobie sprawę z tego, jak istotne są to zmiany do wprowadzenia, jedynie 14% szefów firm w Polsce jasno deklaruje gotowość wprowadzenia biznesu odpowiedzialnego 4.0. – Liczba ta z całą pewnością będzie wzrastać – mówi Krzysztof Inglot – jest to nieuniknione wobec obecnych napięć na rynku pracy związanych z nierównymi wynagrodzeniami i obawami dotyczącymi automatyzacji. Mimo tego, że jesteśmy świadkami postępu technologicznego, jakiego jeszcze nie było, w dalszym ciągu to człowiek jest faktycznym motorem sprawczym wszelkich działań.

Zródła:

Global Human Capital Trends 2019 – Deloitte

Jobs lost, jobs gained: What the future of work will mean for jobs, skills, and wages – Mc Kinsey Global Institute

Rosnąca luka na rynku pracy w Polsce. Jak ją zniwelować? – Styczeń 2019 PwC

Przegląd wydarzeń tygodnia 12-16 VIII

Rynki coraz bardziej obawiają się recesji, a zaplanowane na ten tydzień dane (głównie w Europie) ujawnią, jak blisko niej jesteśmy. Piątkowe dane z Wlk. Brytanii pokazały, że nawet bez brexitu w 2q19 brytyjski PKB zaczął spadać. W środę o włos od recesji może być gospodarka Niemiec (wg konsensusu nieoczyszczone o efekty kalendarzowe dane za 2q19 pokażą spadek PKB w ujęciu r/r). Rewizja wstępnego szacunku PKB dla całej strefy euro obnaży najpewniej słabość inwestycji i eksportu wskazując na konsumpcję jako kluczowy komponent podtrzymujący wzrost gospodarczy.

USA

W USA szansę weryfikacji pesymistycznych rynkowych oczekiwań dadzą pierwsze miesięczne odczyty danych ze sfery realnej za 3q19 i regionalne indeksy koniunktury za sierpień (czw.). Wyniki sprzedaży powinny potwierdzić, że optymizm gospodarstw domowych (w pt. wstępny odczyt indeksu U.Michigan) wciąż stymuluje konsumpcję. Mniej optymistyczną wymowę mogą mieć dane o produkcji przemysłowej – wskaźniki koniunktury sugerują coraz większą presję ze strony słabszego popytu zagranicznego i ograniczeń handlowych.

Inflacja PPI w lipcu zgodnie z oczekiwaniami utrzymała się na poziomie 1,7% r/r. Bazowy wskaźnik cen producentów (bez cen energii i żywności) spadł do 2,1% r/r z 2,4% r/r i był najniższy od lipca 2017. Wyraźne hamowanie bazowej inflacji PPI odzwierciedla m.in. słabszy popyt w przetwórstwie i sygnalizuje ograniczoną przestrzeń do napędzanego czynnikami lokalnymi wzrostu inflacji CPI.

Polska

Z minorowymi nastrojami na świecie wyraźnie kontrastować będą wciąż bardzo dobre dane z Polski. Według nas szybki szacunek PKB (śr.) wskaże na jedynie nieznaczne wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego do 4,4%r/r z 4,7%r/r w 1q19. Na informacje o strukturze wzrostu poczekamy do końca miesiąca. Roboczo zakładamy, że za wolniejszą dynamiką PKB stało spowolnienie inwestycji częściowo kontrowane przez wzmocnienie popytu konsumpcyjnego. Ceną szybkiego wzrostu gosp. jest inflacja. Finalne dane o inflacji CPI w lipcu (wt.) potwierdzą wstępny odczyt (wzrost do 2,9% r/r z 2,6% r/r w czerwcu), przy nietypowym dla tego okresu wzroście cen żywności, ale także przy dalszym narastaniu inflacji bazowej (oczekujemy 2,1%-2,2% r/r). Jutrzejsze dane o rachunku obrotów bieżących za czerwiec mogą pozostawać pod wpływem obniżonej aktywności gospodarczej w tym miesiącu, co zaowocuje gwałtownym (i przejściowym) wyhamowaniem dynamiki eksportu i importu, ale nie zburzy równowagi (saldo całego rachunku pozostanie dodatnie).

Wielka Brytania

PKB w Wlk. Brytanii w 2q19 odnotował pierwszy spadek od 2012 (-0,2% k/k). W ujęciu rocznym tempo wzrostu gospodarczego wyhamowałodo 1,2% r/r z 1,8% r/r przed kwartałem i było słabsze od oczekiwań (1,4% r/r). Jedynym sektorem brytyjskiej gospodarki, który w 2q19 utrzymał (marginalny) wzrost były usługi. Spadki w sektorze produkcyjnym napędzało przede wszystkim przetwórstwo. Odczyt plasuje się poniżej ostatnich oczekiwań Banku Anglii (zakładał stagnację a nie spadek PKB) i zwiększa prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych. Warto jednak zaznaczyć, że brytyjski urząd statystyczny podkreśla silną zmienność danych z brytyjskiej gospodarki na przestrzeni ostatnich dwóch kwartałów, za którą stoi brexit. W 1q19 wyniki gospodarki były w wielu obszarach napędzane przygotowaniami do planowanego na koniec marca brexitu. W 2q19 redukcja zgromadzonych wcześniej zapasów stała się jedną z przyczyn silnego ograniczenia dynamiki PKB. Dodatkowo wg urzędu część sektora motoryzacyjnego przesunęła coroczne przerwy produkcyjne na kwiecień (także w ramach wcześniejszych przygotowań do brexitu), co zmieniło sezonowy rozkład produkcji niekoniecznie świadcząc o jej aktualnych trendach. Na analogiczne czynniki powołał się w piątek brytyjski Minister Finansów, który przekonywał, że fundamenty gospodarki Wlk.Brytanii wciąż są silne. Nie do końca przekonało to inwestorów – dane zaowocowały kolejną falą przeceny brytyjskiej waluty, która wobec USD jest najsłabsza od pierwszej połowy lat 80-tych. Premier B.Johnson wezwał w piątek urzędników służby cywilnej, aby potraktowali przygotowania do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE bez umowy za „główny priorytet”. Zdecydowano także o odwołaniu urlopów wszystkich najbliższych współpracowników.

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

Jak znaleźć nowego pracownika?

Przy szukaniu nowej pracy niemal 33 proc. respondentów kieruje się etycznymi działaniami firmy, a ponad 29 proc. twierdzi, że to atmosfera w pracy, poziom generowanego stresu, relacje ze współpracownikami i work-life balance są dla nich najważniejsze. Coraz rzadziej skupiamy się tylko na wysokości wynagrodzenia (spadek o 2,6 p.p. w porównaniu do deklaracji z II kwartału 2018 roku), bo istotniejsze stają się inne aspekty – wynika z badania Confidence Index przeprowadzonego w II kwartale 2019 r. przez Michael Page.

Rynek pracy dynamicznie się zmienia i jest coraz bardziej przychylny pracownikom. To pracodawcy walczą o kandydatów i starają się ich przyciągnąć atrakcyjnymi ofertami zatrudnienia. Wynika to z utrzymującej się niskiej stopy bezrobocia oraz dużego zapotrzebowania na specjalistów. Przez to kandydaci mają większe oczekiwania względem miejsca pracy i ciężej ich do niego przyciągnąć.

Jak zachęcić?

Na dzisiejszym rynku coraz trudniej zrekrutować pracownika. Pracodawcy prześcigają się więc w oferowanych udogodnieniach i słusznie, że to robią. Okazuje się, że właśnie te czynniki mają decydujące znaczenie w procesie wyboru miejsca pracy. Zachowanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym jest ważnym elementem satysfakcjonującej i przyjemnej pracy. Niemal 15 proc. Polaków twierdzi, że szuka nowej pracy, aby zadbać o swój work-life balance, a dla 92 proc. jest to czynnik decydujący o przyjęciu nowego stanowiska. Kandydaci poszukują firm, gdzie będą mieli poczucie spełnienia zarówno zawodowego, jak i prywatnego. Ważne są dla nich elastyczne godziny pracy (73 proc.) i możliwość pozabiurowej pracy zdalnej (63 proc.). 79 proc. respondentów badania Confidence Index przewiduje, że w ciągu najbliższego roku ich work-life balance będzie na takim samym lub lepszym poziomie niż obecnie.

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

Firmy, które chcą pozyskać i zatrzymać na dłużej najlepsze talenty, muszą wykazać się zrozumieniem potrzeb swoich pracowników i zapewnić im komfortowe warunki zatrudnienia, bo te elementy stają się coraz ważniejsze dla kandydatów – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w Michael Page i członek zarządu Polskiego Forum HR.

Chcę pracować dla dobrej firmy

Także działania z obszaru CSR są ważne dla kandydata, który szuka nowego miejsca zatrudnienia. Jest to kluczowy aspekt dla niemal 79 proc. osób decydujących o podjęciu nowej pracy, a blisko 33 proc. zmienia pracę, ponieważ poszukuje jeszcze bardziej etycznej struktury. Firmy, które są odpowiedzialne społecznie, są lepiej postrzegane przez kandydatów i oczekuje się od nich etycznych zachowań.

– Warto być społecznie odpowiedzialną firmą, bo pozwala to nie tylko pomagać innym i zmieniać świat na lepsze, ale też kształtuje wizerunek przedsiębiorstwa w oczach zarówno jego klientów i pracowników. Aktywności z obszaru odpowiedzialności społecznej wpływają na budowanie zaufania, lojalności i zwiększają zaangażowanie, a także integrują zespoły pracowników – dodaje Piotr Dziedzic.

Polska liderem w Europie Środkowo-Wschodniej – to do nas napłynęło najwięcej kapitału

W pierwszym półroczu 2019 r. w polskie nieruchomości komercyjne zainwestowano aż 2,76 mld euro – to najwięcej w Europie Środkowo-Wschodniej, wskazują najnowsze dane inwestycyjne CBRE. Na drugim miejscu znalazły się Czechy, w których zainwestowano 1,6 mld euro, a trzecie miejsce zajęły Węgry – z 0,43 mld euro inwestycji w I połowie br. roku. Na polski rynek najwięcej kapitału napłynęło z Azji, następnie z Europy Zachodniej i Afryki.

– Polski rynek inwestycyjny systematycznie powiększa się o nowych inwestorów zagranicznych. Sprzyja temu przede wszystkim bardzo dobra sytuacja ekonomiczna w Polsce oraz silne fundamenty rynku najmu zarówno w sektorze biurowym i logistycznym, wyróżniające się na skalę europejską. Obserwujemy wzmacniającą się rolę inwestorów z Azji, których udział w rynku z prawie 29% w 2018 r. wzrósł do 38% w dwóch pierwszych kwartałach 2019. W samym drugim kwartale 2019 r. najwięcej zainwestowanego kapitału pochodziło z Korei Południowej oraz z Republiki Południowej Afryki. Widoczna jest coraz większa aktywność także inwestorów z CEE – jeszcze w tym roku spodziewamy się dużych zakupów Węgrów oraz jeszcze większego udziału Czechów – mówi Przemysław Felicki, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych, CBRE.

Polska górą

Z analiz CBRE wynika, że w pierwszej połowie br. do Polski napłynęło aż 2,76 mld euro, co stanowi niemal połowę całej kwoty zainwestowanej w nieruchomości w regionie CEE. Drugie były Czechy z 1,6 mld euro, a trzecie Węgry z 0,43 mld euro inwestycji w I połowie br. roku. W Rumunii i Słowacji ulokowano odpowiednio 0,3 mld euro i 0,26 mld euro.

Przemysław Felicki, Dyrektor, Rynki Kapitałowe, CBRE
Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE

Po drugim kwartale br. Polska może być drugą najszybciej rozwijającą się gospodarką Unii Europejskiej ze stopą wzrostu 4,4% w skali roku. Polska przełamuje spowolnienie strefy Euro mocnym popytem konsumpcyjnym oraz dobrą sytuacją na rynku inwestycji, która ma się utrzymać przynajmniej do końca roku – dodaje Przemysław Felicki z CBRE.

Biura wiodą prym

Na rynku inwestycji biurowych wolumen transakcji opiewał na 1.7 mld euro w pierwszej połowie roku, w tym 1.1 mld euro w drugim kwartale – to najlepszy wynik pomiędzy sektorami – aż 60% całej kwoty, ale również najlepszy wynik od lat. Najpoważniejszymi transakcjami drugiego kwartału była sprzedaż West Station I&II przez HB Reavis inwestorowi z Singapuru oraz sprzedaż części portfolio EPP inwestorom z Wielkiej Brytanii. Na drugim miejscu znalazł się sektor handlowy, na którym zainwestowano 408,5 mln euro, szczególnie przy sprzedaży Galerii Leszno oraz części portfolio grupy Chariot. Transakcje na rynku nieruchomości przemysłowych wyniosły 329 mln euro – najpoważniejszą była sprzedaż dużego portfolio grupy Blackstone. W perspektywie całego roku spodziewamy się utrzymania silnej pozycji biur oraz wzrostu udziału transakcji magazynowych. Obecnie w tych obu sektorach toczą się zarówno portfelowe jak i pojedyncze transakcje o znaczących wolumenach.

Zmiana strategii?

Jak wskazują eksperci CBRE, powoli obserwujemy zmiany zachodzące w podejściu strategicznym funduszy obecnych na naszym rynku. Do tej pory gracze na polskim rynku inwestycyjnym byli mocno skupieni na transakcjach typu core, czyli polegających na lokowaniu kapitału w stabilne, nowe produkty w centralnych lokalizacjach na długoletnich umowach najmu albo tzw. budynkach oportunistycznych, które z uwagi na wysoki poziom pustostanu, krótkie umowy najmu, opcję przebudowy czy inne ryzyka oferowały dyskonto cenowe. Teraz natomiast pojawia się coraz więcej podmiotów zainteresowanych rozwiązaniem pośrednim, gdzie nabyte budynki niekoniecznie muszą być nowo oddane, mogą oferować krótsze umowy najmu, a sam budynek może być zlokalizowany poza ścisłym centrum.

Rekordy polskich obligacji. Kurs franka znów idzie na 4 zł

Inwestorzy szukają bezpiecznych miejsc dla swoich pieniędzy, więc wszystkie inwestycje uważane za niskiego ryzyka idą w górę. Dotyczy to zarówno obligacji, jak i tzw. “bezpiecznych walut” czy kruszców.

Historyczne rekordy polskich obligacji

Rentowność polskich obligacji spadła poniżej 2%. Tak nisko była tylko raz, pod koniec 2014 roku. Rentowność obligacji to minimalna premia, jakiej oczekują inwestorzy, by warto było zainwestować w obligacje. Niska rentowność oznacza, że polskie papiery dłużne są bardzo atrakcyjne dla zewnętrznych inwestorów. Nigdy bowiem nie oczekiwali oni tak niskiej premii za trzymanie swoich pieniędzy w naszych obligacjach. Warto zwrócić uwagę, że  rentowności obligacji spadają na całym świecie, nie tylko w Polsce. Niemieckie papiery przebiły już poziom -0,5%. Oznacza to, że inwestor jest skłonny dopłacić, by przetrzymać pieniądze w euro, ponieważ trzymanie ich w gotówce będzie jeszcze droższe.

Frank znów idzie na 4 zł

Kurs franka, po chwilowym uspokojeniu się na początku zeszłego tygodnia, znów idzie w górę. Obecnie znajduje się powyżej poziomu 3,97 zł, mniej więcej na tej samej wysokości co maksimum podczas ostatniego ruchu wzrostowego. Tak drogi CHF widzieliśmy ostatnio w pierwszej połowie 2017 roku. Dlaczego waluta Szwajcarii tak drożeje? Inwestorzy uważają ją za bezpieczne miejsce do inwestowania kapitału na trudne czasy. W rezultacie im gorzej na rynkach i im widmo recesji bliżej, tym więcej zapłacą kredytobiorcy walutowi. Uratować może ich decyzja banku Szwajcarii o osłabieniu swojej waluty, co zapewniłoby gospodarce chwilę oddechu.

Niespodziewane dane z kanadyjskiego rynku pracy

Zaskakujące okazały się piątkowe odczyty dotyczące sytuacji na rynku pracy w Kanadzie. Bezrobocie wzrosło do 5,7% z 5,5% pomimo oczekiwanej stabilizacji. Do tego fatalnie wypadła zmiana zatrudnienia – zamiast wzrostu liczby miejsc pracy o 12,5 tysiąca, nastąpił spadek o 24,2 tysiąca. Dolar kanadyjski początkowo zareagował na to dużą zmiennością, ale finalnie wrócił do niemal tego samego poziomu co przed publikacją danych.

Dzisiaj dni wolne w Japonii oraz Turcji, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Projekt nowelizacji polskiej ustawy normującej prawo własności przemysłowej

Do Sejmu trafił kolejny już w tym roku projekt nowelizacji ustawy prawo własności przemysłowej. Jednym z celów nowelizacji jest dostosowanie przepisów krajowych do Konwencji o udzielaniu patentów europejskich i ujednolicenie definicji wynalazku.

W założeniu, po zmianach Urząd Patentowy ma rozpatrywać zgłoszenia wynalazków w sposób podobny do Europejskiego Urzędu Patentowego, ujednolicając praktykę obu instytucji.

– Zwolennicy zmian od lat podkreślają, iż nie jest zasadne utrzymywanie rozbieżności co do przedmiotu potencjalnie chronionego rozwiązania występujących pomiędzy Urzędem Patentowym RP i EPO – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Stępkowski, prawnik, radca prawny w kancelarii Zięba&Partners. – W projekcie podkreślono, iż w praktyce stanowi to wyłącznie ograniczenie dla polskich podmiotów starających się o lokalną ochronę, podczas gdy np. patenty europejskie podlegające procedurze walidacji w RP nie spotykają się z takimi ograniczeniami.

W trakcie prac nad nowelizacją powrócił m.in. temat zmiany podejścia UPRP w kwestii zastrzegania wynalazków dotyczących programów komputerowych. Taką możliwość już od dłuższego czasu dopuszcza bowiem w swojej praktyce EPO, który dosyć liberalnie podchodzi do kwestii tzw. wynalazków urzeczywistnianych za pomocą programów komputerowych i przyjmuje, że wyłączeniu spod patentowania podlegają jedynie programy komputerowe niewykazujące tzw. dalszego efektu technicznego. Także NSA w nowszym opowiedział się za liberalizacją wyłączenia patentowania programów komputerowych w prawie polskim.

Jakkolwiek UPRP w swojej praktyce wyjątkowo dopuszcza możliwość zastrzeżenia takich rozwiązań, to jest dużo bardziej restrykcyjny w tym zakresie aniżeli EPO. Należy przy tym podkreślić, iż ochrona takiego wynalazku co do zasady nie dotyczy programu komputerowego jako takiego i zmodyfikowany art. 28 PWP wciąż przewidywać będzie wprost, że za wynalazki nie uważa się programów komputerowych.

Projekt przewiduje szereg zmian proinnowacyjna mająca na celu wspieranie uprawnionych, w szczególności osób fizycznych i przedsiębiorców na starcie przy rozpoczynaniu działalności gospodarczej.

Nowelizacja przewiduje wprowadzenie instytucji tzw. poszukiwania międzynarodowego, która ma umożliwić już na etapie zgłoszenia uzyskanie przez zgłaszającego bardziej szczegółowych informacji na temat stanu techniki. Dzięki czemu w stosunkowo wczesnej fazie postępowania zgłaszający będzie mógł podjąć decyzję o ewentualnym staraniu się o ochronę międzynarodową w ramach układ o współpracy patentowej.

Novum jest również wprowadzenie instytucji ograniczenia patentu poprzez zmianę zastrzeżeń patentowych już po udzieleniu patentu. Ma ona umożliwiać uprawnionym podjęcie obrony w przypadku kwestionowania ważności patentu i ograniczenie ryzyka jego pełnej utraty.

– Nowelizacja przewiduje też rozszerzenie możliwość zwolnienia małych i średnich przedsiębiorców z opłat okresowych za ochronę wzorów przemysłowych i znaków towarowych, za okres nieprzekraczający dziesięciu lat od zgłoszenia, co ma na celu dalsze wsparcie przedsiębiorców na początkowym etapie prowadzenia działalności gospodarczej – wyjaśnia prawnik z Zięba&Partners.

Projekt zakłada również dalsze poszerzenie uprawnień radców prawnych i adwokatów, przewidując, iż będą oni mogli być pełnomocnikami stron w postępowaniach przed Urzędem Patentowym dotyczących rejestracji wzorów przemysłowych i oznaczeń geograficznych.

Andrzej Gibas nowym Dyrektorem Zarządzającym SAP Polska

SAP Polska, oddział globalnego lidera rynku oprogramowania dla biznesu, wybrał nowego Dyrektora Zarządzającego. Stanowisko to objął Andrzej Gibas, menedżer z doświadczeniem w pracy w największych światowych firmach technologicznych. Zastąpi on na tym stanowisku Kingę Piecuch, która w maju br. awansowała w europejskich strukturach SAP.

Andrzej Gibas dołączył do zespołu SAP Polska 12 sierpnia 2019 roku. Posiada on ponad 25-letnie doświadczenie w zakresie sprzedaży, zarządzania popytem i dostaw w sektorze IT. Wcześniej pełnił funkcje menedżerskie w czołowych światowych firmach technologicznych, takich jak Microsoft, Oracle, IBM i Xerox.

W ostatnich latach Andrzej Gibas koncentrował się na wsparciu polskich klientów z sektorów usług finansowych, produkcji i handlu detalicznego na ich ścieżce transformacji cyfrowej, ze szczególnym uwzględnieniem projektów w modelu chmurowym. Jednymi z jego największych osiągnięć w tym zakresie są pierwsze masowe wdrożenia chmury publicznej w sektorze usług finansowych.

Nowe wyzwania polskich firm

Jak mówi Andrzej Gibas, celem SAP Polska jest wsparcie nowych impulsów rozwojowych, innowacji i transformacji polskich firm w obliczu wyzwań związanych ze zmianami gospodarczymi.

Andrzej Gibas – SAP Polska
Andrzej Gibas, Dyrektor Zarządzający SAP Polska

Bez względu na to, czy nasz polski klient to firma z sektora MŚP czy wielkie przedsiębiorstwo, staje przez podobnymi wyzwaniami. Są to m.in. wyższe koszty pracy, coraz trudniejszy dostęp do specjalistów, rosnące wymagania ze strony cyfrowego konsumenta czy partnerów biznesowych. Aby sprostać światowej konkurencji, polskie firmy muszą przekształcać się w inteligentne przedsiębiorstwa, działać lepiej i zwinniej. SAP, z pełnym wachlarzem własnych rozwiązań i technologii, skutecznie wspiera klientów w radzeniu sobie z tymi wyzwaniami – mówi Andrzej Gibas, Dyrektor Zarządzający SAP Polska.

Nowy Dyrektor Zarządzający SAP Polska podkreśla zmieniający się charakter portfolio SAP, pozwalającego jeszcze skuteczniej rozwijać przedsiębiorstwa w kierunkach istotnych w obliczu zmian gospodarczych.

Rozwijająca się baza klientów platformy SAP S/4 HANA, nowe możliwości tworzone przez pakiet C/4 HANA czy przede wszystkim wzrost szerokiego portfolio chmurowego to tylko część czynników, które tworzą ogromne możliwości dla inteligentnych przedsiębiorstw. Moim celem i zadaniem jest, by dalej rozwijać i rozszerzać nasz ekosystem Klientów oraz Partnerów. Jestem przekonany, że zaufanie, którym mnie obdarzono, wspólnie z zespołem SAP Polska przekujemy w kolejne sukcesy – dodaje Andrzej Gibas.

Andrzej Gibas ukończył studia na Wydziale Automatyki i Elektrotechniki Politechniki Świętokrzyskiej oraz studia w zakresie handlu międzynarodowego w Kolegium Gospodarki Światowej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W wolnym czasie angażuje się w działalność charytatywną jako wiceprezes Fundacji Szczęśliwej Drogi, wspierającej podopiecznych placówek opiekuńczych w starcie w dorosłe życie.

Polska kluczowa w regionie CEE

Nowy dyrektor zarządzający zastępuje na tym stanowisku Kingę Piecuch, która kierowała SAP Polska od stycznia 2014 roku. 1 maja br. awansowała ona w europejskich strukturach SAP, obejmując rolę Head of General Business and Global Channel w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym Austrii. Na nowym stanowisku odpowiada za rozwój rozwiązań SAP skierowanych do małych i średnich przedsiębiorstw w krajach Europy Środkowo-Wschodniej oraz sieci partnerów SAP w tym regionie.

Polska jest kluczową lokalizacją SAP w Europie Środkowo-Wschodniej. Firma na całym świecie posiada ponad 437 000 klientów, będąc zdecydowanym liderem rynku oprogramowania dla biznesu. Liczba subskrybentów jej usług w chmurze sięga blisko 200 mln. SAP oferuje dopasowane rozwiązania dla ponad 25 branż. Według danych IDC, w Polsce SAP posiada około 40-procentowe udziały w rynku rozwiązań ERP, działając na rzecz ponad 1500 klientów.

Justyna Kędzierska

Kredyt po ogłoszeniu upadłości konsumenckiej – czy to możliwe?

  • Z analiz Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej wynika, że w 2018 r. ogłoszono 6570 upadłości konsumenckich, to o 18,7 proc. więcej niż w roku poprzednim.
  • Jeszcze w tym roku w życie mają wejść nowe przepisy ułatwiające ogłoszenie upadłości – sąd nie będzie już brał pod uwagę przyczyn niewypłacalności dłużnika.
  • Takie rozwiązanie problemów finansowych może jednak w przyszłości w znacznym stopniu utrudnić nam realizację planów – np. wzięcie kredytu na mieszkanie.

Liczba dłużników, upadłości konsumenckich oraz wysokość zaciągniętych długów w Polsce z roku na rok rośnie. W badaniu przeprowadzonym na potrzeby projektu Nienieodpowiedzialni 35 proc. respondentów przyznało, że miało problem z uregulowaniem zadłużenia lub że zalega ze spłatą jakiegoś zobowiązania finansowego. 1/3 odpowiedziała, że zdarzyło im się zadłużyć, nie mając pewności, czy będą dysponowali środkami, by spłacić tę należność, a 24 proc. osób przyznało się do wzięcia pożyczki na rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebowali. Kiedy z przyczyn losowych nie jesteśmy już w stanie spłacać należności, istnieje możliwość wystąpienia o wszczęcie postępowania upadłościowego.

Ponad 6,5 tys. bankrutów w 2018 r.

Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej udostępnił dane, z których wynika, że w 2018 r. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 6570 upadłości konsumenckich, to aż o 18,7 proc. więcej niż w roku poprzednim. Tylko w 2019 r. do końca maja odnotowano 3368 ogłoszeń związanych z toczącymi się postępowaniami o upadłość konsumencką.

Katarzyna Dmowska
Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych

Podjęcie takiego kroku jest dla wielu ostatecznością, niewynikającą bezpośrednio z winy dłużnika. Jednak zawsze należy podchodzić z rozsądkiem do zaciągania kolejnych zobowiązań. Łatwy dostęp do chwilówek, oferowanych często przez nieuczciwych pośredników, może doprowadzić nas do spirali zadłużenia, kiedy to jeden dług będziemy chcieli spłacić poprzez zaciągnięcie kolejnego. To nie rozwiąże naszego problemu. Lepiej zgłosić się do specjalisty, który pomoże wybrać odpowiednie wyjście, np. dzięki skonsolidowaniu kredytów – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Niedbalstwo nie będzie miało znaczenia. Przynajmniej na początku

Obecnie postępowanie upadłościowe jest możliwe tylko wtedy, gdy dłużnik utracił zdolność do wykonywania wymagalnych zobowiązań pieniężnych i sytuacja ta jest trwała. Przy czym niewypłacalność nie może być skutkiem umyślnego działania lub rażącego niedbalstwa. Niedługo może się to zmienić. Projekt zmian w prawie upadłościowym zakłada bowiem wyłączenie badania przez sąd umyślności i rażącego niedbalstwa przy ogłaszaniu upadłości konsumenckiej. Okoliczności powstania stanu niewypłacalności będą miały znaczenie dopiero na etapie ustalania planu spłaty wierzycieli, co oznacza, że nie będą już podstawą do oddalenia wniosku o upadłość konsumencką. Zmiany mogą wejść w życie jeszcze w 2019 r.

Należy jednak pamiętać, że po ogłoszeniu przez sąd upadłości nie możemy swobodnie zarządzać swoim majątkiem, co oznacza również, że nie możemy m.in. wziąć sprzętu na raty lub kredytu bez zgody sądu. Konsekwencje ogłoszenia upadłości konsumenckiej nie kończą się także wraz ze spłatą wszystkich wierzycieli. Przy staraniu się o kredyt, np. na mieszkanie, banki korzystają z danych Biura Informacji Kredytowej. Po ogłoszeniu upadłości konsumenckiej, fakt ten zostaje odnotowany w BIK, a historia kredytowa będzie widniała w bazach danych przez kolejne 10 lat, co w większości przypadków będzie oznaczało odmowę udzielenia kredytu – dodaje Katarzyna Dmowska.

Zaległości sektorów po II kw. 2019 roku

Łączna wartość przeterminowanych powyżej 30 dni i 500 zł zobowiązań kredytowych i pozakredytowych polskich przedsiębiorstw, widoczna w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie Biura Informacji Kredytowej na koniec czerwca 2019 roku dobiła do 31,26 mld zł. W handlu jest już prawie 7,2 mld zł, w przemyśle ponad 5,4 mld zł, a budownictwie niespełna 5 mld zł zaległych długów względem banków i kontrahentów. Te trzy sektory od wielu kwartałów znajdują się na szczycie listy branż z największymi problemami z terminową spłatą zobowiązań. Zadłużenie szczególnie pogłębiło się w przemyśle i handlu, dając tym samym wynik wzrostowy wynoszący ponad 0,4 mld zł.

W porównaniu z danymi z I kw. br.; wartościowo długi przedsiębiorców przyrastały na podobnym poziomie, co podczas II kw. roku. Odnotowano ich wzrost o 849 mln zł. Stoi za nim przede wszystkim przemysł, którego przeterminowane płatności przyrosły przez trzy miesiące o ponad 216,1 mln zł (4,1 proc.). Co warte podkreślenia, w pierwszym kwartale roku przemysł miał znikomą dynamikę wzrostu zaległości, podczas gdy w drugim widać już spore przyspieszenie w kumulowaniu się zaległych zobowiązań. Tuż za nim jest handel ze wzrostem o prawie 202 mln zł (3 proc.) oraz transport i gospodarka magazynowa – o ponad 108 mln zł w górę (6,5 proc.). Warto też zaznaczyć, że wśród sektorów o jednym z najmniejszych przyrostów zaległości znalazło się budownictwo – o niespełna 19 mln zł (0,4 proc.). Tym razem, najlepiej wypada obsługa rynku nieruchomości, gdzie w porównaniu z danymi na koniec marca br. pojawił się spadek w kwocie zaległości o ponad 55,4 mln zł.

Zaległości firm wynoszą już ponad 31 mld złPowyżej przeciętnej dla całej gospodarki, kwota opóźnień w płatnościach, najbardziej wzrosła w branży usługowej – o 7,1 proc., edukacji – o 6,8 proc. oraz transporcie – o 6,5 proc., a liczba firm-dłużników w rolnictwie – o 4,6 proc., opiece zdrowotnej i pomocy społecznej – 4,5 proc. oraz w sektorze wspomagającym działalność gospodarczą – o 3,7 proc.

Wyhamował natomiast przyrost liczby dłużników. Od kwietnia do końca czerwca br. przybyło 8 819 firm z problemami, podczas gdy w ciągu pierwszego kwartału tego roku, wzrost dotyczył ponad 19 tys. i jest to pozytywny aspekt prezentowanych danych. Ryzykowny jest wciąż transport, gdzie odnotowano najwyższy wzrost firm z problemami – o 951, na drugiej pozycji znalazło się budownictwo – wzrost o 894 oraz handel – o 545 firm więcej. Sporo firm przybyło także w branży edukacyjnej (443), przemyśle (374) oraz w sektorze wspomagającym działalność gospodarczą (359). Najmniejszy wzrost zaobserwowano w górnictwie (o jedną firmę), na tym samym poziomie co w I kw. roku utrzymała się branża utility (474). W sumie, na koniec czerwca br. zarejestrowano 323,5 tys. firm z problemami w spłacie bieżących zobowiązań takich jak kredyty, bieżące rachunki czy kontrakty biznesowe.

Patrząc na udział firm z problemami w ogólnej liczbie przedsiębiorstw w danym sektorze, obniżył się najbardziej w budownictwie z 6,1 proc. do 5,8 proc., dalej w branży zajmującej się zakwaterowaniem i gastronomią (HOReCa) z 6,6 proc. do 6,5 proc., obsłudze rynku nieruchomości z 4,5 proc. do 4,4 proc., a także w sektorze odpowiedzialnym za informację i komunikację, następnie w branży edukacyjnej, utility, a także w kulturze, rozrywce i rekreacji – spadek po 0,1 p.p. Wzrosty odnotowano w rolnictwie oraz branży zajmującej się dostawą wody, odprowadzaniem ścieków i odpadów – o 0,1 p.p. Ta druga należy do branż z najwyższym udziałem dłużników w ogólnej liczbie przedsiębiorstw – wynosi 9,2 proc. Na drugiej pozycji uplasował się transport, mimo że utrzymał ten sam poziom, co w poprzednim kwartale roku, udział firm z zaległościami względem banków i kontrahentów wyniósł tu bardzo wysokie 8,7 proc.

Zaprezentowane zestawienie bierze pod uwagę dłużników zgłoszonych do BIG InfoMonitor (firmę można wpisać po 30 dniach od terminu płatności przy zaległości na kwotę min. 500 zł) oraz firmowe kredyty z BIK, przeterminowane o 30 dni, przy opóźnionej kwocie wynoszącej co najmniej 500 zł. Wyliczając udział niesolidnych dłużników w danym sektorze, uwzględnione zostały przedsiębiorstwa działające, zawieszone oraz zamknięte.

Firma w Anglii a Brexit

Brexit trzyma większość Europy w niepewności. Jak wiadomo, strach ma wielkie oczy, a wyobraźnia podsuwa najróżniejsze scenariusze. W naturze ludzkiej leży to, że wolimy być przygotowani na najgorsze. Nie lubimy być zaskakiwani, zwłaszcza jeśli wcześniej nie możemy tego przewidzieć.

Brexit, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z UE

Procedura wyjścia z Unii Europejskiej opisana jest w artykule 50 Traktatu Lizbońskiego, który przewiduje, że każde państwo członkowskie może, zgodnie ze swoimi wymogami konstytucyjnymi, podjąć decyzję o wystąpieniu z Unii. Artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego opisuje, że negocjacje mogą potrwać dwa lata. Po upływie tego czasu traktaty europejskie przestają obejmować kraj występujący z UE. Jednak okres negocjacji można przedłużyć, jeśli jednomyślną zgodę na to wyda Rada Europejska.

Jak widać Wielka Brytania ma spore problemy z jednomyślnością i procedurą wyjścia z Unii Europejskiej. Jej zamiary są niezrozumiałe dla krajów, które starają się o dostanie do EU.

Biała księga

Wielka Brytania po Brexicie, planuje ograniczyć napływ taniej siły roboczej. Nie planuje natomiast ograniczenia możliwości otwierania tam firm. Podobnie dotyczy to wykwalifikowanych imigrantów z Unii Europejskiej, którzy są cennymi pracownikami dla UK.

Planowana obniżka podatku dochodowego dla przedsiębiorców, z 19 % do 17 % w 2019, to tylko początek działań inicjowanych przez brytyjski rząd, by przyciągnąć europejskich przedsiębiorców. Biała księga Brexitu zakłada uzyskanie przez Wielką Brytanię pełnię kontroli nad procesem tworzenia prawa. Uwolnienie biznesu z okowów, często powodującego ograniczenia unijnego prawa, powinno skutkować jeszcze szybszym rozwojem przedsiębiorczości na Wyspach Brytyjskich.firma w anglii po brexicie

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie będzie miało negatywnego wpływu na biznes prowadzony w Wielkiej Brytanii przez polskich przedsiębiorców. Firma w Anglii, to najpopularniejszy kierunek ekspansji zagranicznej polskiego biznesu (sprawdź jak łatwo można zarejestrować firmę w UK i jak wiele korzyści to przynosi). Planowana obniżka podatku dochodowego, wysoka kwota wolna od podatku, czyli ponad 62.500 złotych oraz proste i przejrzyste prawo to główne powody dla których Wielka Brytania niezmiennie cieszy się dużą popularnością wśród przedsiębiorców. Wszystko wskazuje na to, że Brexit tego nie zmieni.

Spółki Ltd a Brexit

Wielu z nas posiada spółki Ltd ze względu na szereg korzyści, które się z tym wiążą. Korzystamy m.in. ze swobody przepływu osób i kapitału, jednego z fundamentów Unii Europejskiej. Co się stanie gdy Wielka Brytania znajdzie się poza wspólnotą europejską?

Przede wszystkim możemy na razie spać spokojnie. Kultura prawna i tradycje Wielkiej Brytanii zakładają powolne zmiany.

Dyrektorzy Spółek LTD mogą czuć się bezpieczni, ponieważ ich sytuacja w wyniku brexitu nie zmieni się. Dyrektorami w spółkach LTD mogą być obywatele krajów członkowskich UE, ale również mieszkańcy Indii, Brazylii, czy RPA, mają tutaj zastosowanie inne prawa niż te wynikające z członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej.

Uniezależnienie się od Unii Europejskiej może spowodować, że Wielka Brytania będzie jeszcze bardziej przyjaznym miejscem do zakładania nowej firmy. Wynika to z faktu, że będzie można korzystać z ulg podatkowych. Ponadto zagwarantowana jest także ochrona podatkowa oraz bezpieczeństwo w tym zakresie.

brexitJednakże Brexit nie wiąże się tylko z szansami na korzystne zmiany prawa podatkowego. Koszty mogą zwiększyć się w ramach wyjścia z unii celnej.

Również zmieniająca się sytuacja może doprowadzić do braku aktualnej wiedzy u przedsiębiorców, co może owocować ryzykiem związanych z nieprawidłowościami.

No deal, czyli brak zgody

Na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że nie będzie drugiego referendum i Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej. Jednak nie za wszelką cenę. Nie zdecydują się na wyjście bez umowy. To jednak wszystko polityka i prorokując wyjście po wszystkich pertraktacjach, możemy mieć nadzieję, że nadal interesy Unii będą interesami Wielkiej Brytanii.

I mimo tych, czy tamtych zapewnień, czy zmiany będą tak gwałtowne i inwazyjne? Nie! Proces jaki się rozpocznie będzie powolny i przemyślany. Emigranci, co prawda już zaczynają wracać do kraju, ale to Ci nie pracujący, i żyjący z zasiłków socjalnych. Fachowa siła robocza na pewno będzie mile widziana.

Najmniej zmian muszą się obawiać osoby uprawiające tzw. wolne zawody, których cło i kontrole graniczne nie dotyczą. Wirtualni, zdalnie pracujący e-przedsiębiorcy to poszukiwani na wszystkich rynkach świata, nie tylko Europy pracownicy.

Autor: TaxAngels

Przełomowy wyrok TSUE w sprawie Budimex S.A. przeciwko Ministrowi Finansów

Na początku maja 2019 r. zapadł korzystny wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-224/18 Budimex S.A. przeciwko Ministrowi Finansów, w którym to TSUE stanął po stronie firm budowlanych. Niewątpliwie oznacza to zwrot w sprawach podatkowych, a także lawinę wniosków o wznowienie postępowań podatkowych. Wygląda na to, że organy podatkowe będą musiały zmienić dotychczasowy sposób postępowania.

Kontrowersyjna wymagalność podatku VAT

Spór pomiędzy Ministrem Finansów a spółką Budimex S.A. dotyczył interpretacji indywidualnej, o którą wystąpiła spółka. Przedsiębiorstwo zawnioskowało o odniesienie się przez organ do kwestii daty wymagalności podatku od wartości dodanej (VAT) w związku z wykonaniem usług budowlanych lub budowlano-montażowych. 15 października 2014 r. Minister Finansów w wydanej przez siebie interpretacji indywidualnej stwierdził bowiem, że VAT jest wymagalny w momencie, gdy spółka wystawi fakturę VAT dokumentującą wykonanie określonych prac lub jeżeli taki dokument nie został sporządzony po upływie terminu 30 dni od daty rzeczywistego wykonania robót. Minister stwierdził przy tym, że fakt, iż istniało postanowienie umowne, zgodnie z którym zamawiający miał zaakceptować w protokole odbioru wykonanie prac, nie ma wpływu na datę wymagalności podatku. Gdyby bowiem przyznać rację podatnikowi, doprowadziłoby to do możliwości dowolnego wydłużania terminu na rozliczenie podatku VAT poprzez chociażby zgłaszanie fikcyjnych usterek albo notoryczną odmowę podpisania protokołu.

Budimex S.A. idzie na wojnę z fiskusem

Budimex S.A. nie zgodziła się z interpretacją Ministra Finansów, dlatego wniosła skargę na ten dokument do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Ten nie przyznał jednak racji skarżącej. Sprawa trafiła więc kolejno do Naczelnego Sądu Administracyjnego. NSA uznał natomiast, że w omawianej sprawie wyjaśnienia wymaga pojęcie „wykonania usług” i zwrócił się z pytaniem prejudycjalnym do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej: „Czy w sytuacji, w której strony transakcji uzgodniły, że dla wypłaty wynagrodzenia za roboty budowlane lub budowlano-montażowe, niezbędne jest wyrażenie akceptacji ich wykonania przez zamawiającego w protokole odbioru tych robót, wykonanie usługi, o którym mowa w art. 63 [dyrektywy VAT], z tytułu takiej transakcji następuje w momencie faktycznego wykonania robót budowlanych lub budowlano-montażowych, czy też momencie akceptacji wykonania tych robót przez zamawiającego, wyrażonej w protokole odbioru?”.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej po przeanalizowaniu sprawy stwierdził, że w oparciu o art. 63 unijnej dyrektywy VAT podatek stał się wymagalny w chwili wykonania określonej usługi. Przepisy art. 66 tego aktu doprecyzowują jednak, że państwa członkowskie mogą samodzielnie postanowić, iż podatek staje się wymagalny w określonym terminie, nie później niż z upływem terminu wystawienia faktury, jeżeli ta faktura nie została wystawiona lub wystawiono ją z opóźnieniem. Polski ustawodawca skorzystał z tego uprawnienia i w art. 19a ust. 7 ustawy o VAT stwierdził, że w sytuacji braku faktury lub wystawienia jej z opóźnieniem podatek VAT staje się wymagalny z chwilą upływu terminu 30 dni od wykonania świadczenia usług.

Istotna rzeczywistość gospodarcza i handlowa

TSUE w wydanym orzeczeniu uznał, że zamiarem ustawodawcy formułującego przepisy prawa unijnego było zharmonizowanie momentu powstania obowiązku podatkowego we wszystkich państwach członkowskich. Chodziło bowiem o ustalenie jednolitych zasad poboru tego świadczenia w całej Unii. Roboty budowlane mają bardzo specyficzny schemat i są niekiedy dość mocno rozłożone w czasie. W ocenie TSUE, mimo że prace należy uznać za wykonane w dacie faktycznego zakończenia robót, to aby zakwalifikować daną transakcję jako „transakcję podlegającą opodatkowaniu”, trzeba wziąć pod uwagę „rzeczywistość gospodarczą i handlową”. Oznacza to, że należy mieć na uwadze ustalone między stronami zasady. Budimex S.A. wraz ze swoim kontrahentem ustalili obowiązek formalnego odbioru wykonywanych robót. Wobec tego do czasu podpisania dokumentu potwierdzającego dokonanie tych czynności nie można mówić o wymagalności podatku VAT.

Problematyczna wymagalność podatku VAT

Z takiego rozstrzygnięcia niewątpliwie mogą cieszyć się firmy budowlane. Te, które dotychczas traciły na niekorzystnych orzeczeniach organów podatkowych, będą mogły teraz wystąpić o wznowienie postępowań podatkowych i sądowych, jeżeli wymierzono im dodatkowy podatek. Branża budowlana borykała się z problemem wymagalności podatku VAT od czasu nowelizacji ustawy o VAT z 2014 r. Chociaż zasady teoretycznie wydawały się klarowne, nikt nie potrafił stwierdzić, kiedy tak naprawdę mamy do czynienia z wykonaniem usługi budowlanej. Tymczasem przed zmianą przepisów jasno wskazywano, że momentem wymagalności podatku VAT jest popisanie przez odbiorcę protokołu zdawczo-odbiorczego i rzeczywiste odebranie inwestycji.

Zyskają zarówno sprzedawcy, jak i nabywcy usług w różnych branżach

Na orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-224/18 Budimex S.A. przeciwko Ministrowi Finansów zyskają nie tylko sprzedawcy usług budowlanych. Precyzyjne określenie momentu wymagalności podatku VAT pozytywnie wpłynie też na sytuację nabywców, którzy rozliczają VAT na zasadzie odwrotnego obciążenia. Dodatkowo wyrok TSUE stanie się furtką dla przedsiębiorców do występowania z wnioskami o wznowienie zakończonych postępowań podatkowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Fotografowie na celownikach hakerów: Aparaty Canon EOS 80D z lukami bezpieczeństwa

Nowoczesne aparaty fotograficzne są narażone na ataki złośliwego oprogramowania (ransomware) poprzez połączenia przez USB i sieci WiFi. Analizując poziom bezpieczeństwa lustrzanki Canon EOS 80D stwierdzono występowanie krytycznych luk w protokole PTP. Tysiące fotografów amatorów i profesjonalistów może być zagrożonych – alarmują analitycy firmy Check Point Research.

Canon EOS 80D (2)
Canon EOS 80D

W nowoczesnych aparatach fotograficznych nie stosuje się filmu do wykonywania zdjęć. Międzynarodowe Stowarzyszenie Branży Obrazowania opracowało standardowy protokół noszący nazwę Picture Transfer Protocol (PTP) służący do przesyłania obrazów cyfrowych z aparatów do komputerów. Protokół ten początkowo koncentrował się na przesyłaniu fotografii, jednak z czasem dodano do niego dziesiątki różnych funkcji, od wykonywania zdjęć do aktualizacji oprogramowania firmowego aparatu. To otworzyło drogę dla hakerów do wykradania zawartości aparatów i żądania okupu.

aparaty fotograficzne vs smartfonyCheck Point Research przeprowadził badanie polegające na podjęciu prób dostępu do aparatów i wykorzystaniu luk w protokole do ich zainfekowania złośliwym oprogramowaniem. W badaniu, w którym użyto aparatu Canon EOS 80D DSLR posiadającego zarówno gniazdo USB, jak i moduł WiFi. W trakcie badań stwierdzono występowanie krytycznych luk w protokole PTP. Ze względu na fakt, iż jest to standardowy protokół wykorzystywany przez innych producentów aparatów, firma Check Point jest przekonana, że stwierdzone luki występują również w aparatach innych marek.

Problem może dotyczyć kilkudziesięciu milionów użytkowników aparatów na świecie. Według danych raportu CIPA japońskiej grupy przemysłowej (z członkami takimi jak Olympus, Canon i Nikon) w 2018 roku sprzedano ponad 18 mln aparatów różnego rodzaju, choć rynek aparatów wciąż spada ze względu na rosnącą popularność aparatów zainstalowanych w telefonach komórkowych. 

– Każde “inteligentne” urządzenie, w tym aparaty DSLR, jest narażone na ataki – stwierdził Eyal Itkin, Ekspert ds. Bezpieczeństwa w firmie Check Point Software Technologies. – Aparaty nie łączą się z komputerami wyłącznie przez USB, ale poprzez sieci WiFi są w stanie łączyć się z urządzeniami znajdującymi się w ich otoczeniu. Z tego względu są bardziej narażone na ataki polegające na zainfekowaniu programem ransomware zarówno aparatów, jak i komputerów, do których są podłączone. W wyniku takiego ataku dostęp do zdjęć może być zablokowany do czasu, gdy użytkownik zapłaci okup.

Jest kilka rzeczy, które właściciele mogą zrobić, aby uniknąć zainfekowania złośliwym oprogramowaniem:

  1. Upewnić się, że aparat korzysta z najnowszej wersji programu firmware i zainstalować łatkę, jeśli jest dostępna.
  2. Wyłączenie WiFi aparatu, jeśli nie jest używane.
  3. Korzystając z WiFi najlepiej korzystać z aparatu jako punktu dostępu WiFi zamiast podłączać go do publicznej sieci WiFi

Check Point Research poinformował firmę Canon o stwierdzonych lukach i podjął z nią współpracę w celu ich usunięcia. Firma Canon udostępniła opracowaną łatkę w ramach oficjalnego zalecenia w sprawie bezpieczeństwa.

Chiny łatwo i szybko nie ulegną. Trump nie odpuszcza

Po weekendzie niewiele się zmieniło w temacie konfliktu USA-Chiny, zatem i na rynku nie widać diametralnych zmian. Silniejszy jest bezpieczny jen, a ósmy dzień z rzędu traci chiński juan, choć Ludowy Bank Chin dba, by deprecjacja była powolna. Ogólnie jednak nie można pozbyć się niepewności, że sprawy cały czas mogą przybrać jeszcze gorszy obrót. I to trzyma inwestorów w szachu.

W piątek prezydent Trump stwierdził, że nie jest do końca pewne czy wrześniowa tura negocjacji handlowych z Chinami dojdzie do skutku. Jego słowa: „Jeśli to zrobimy, w porządku. Jeśli nie, w porządku.” Dzień później zatweetował, że to Chinom bardziej zależy na porozumieniu, a Pekin ma nadzieje, że po wyborach prezydenckich w USA uda się im więcej uzyskać po zwycięstwie Demokratów. Osobiście nie widzę w tym nic więcej poza próbą przerzucenia części odpowiedzialności za brak umowy na Chiny. Ogólnie komentarze Trumpa nie zaskakują i niewiele zmieniają w obecnym układzie. USA prędko nie złagodzą swojego stanowiska, gdyż taktyka administracji zdaje się rozpisana na wielomiesięczne wywieranie presji na Chiny. Coraz więcej jest zewnętrznych opinii, że w sporze dwóch mocarstw nie chodzi tylko o sprawy handlowe, ale o walkę o globalną pozycję. Stąd i Chiny łatwo i szybko nie ulegną. Z drugiej strony władzom w Pekinie nie zależy na wywoływaniu chaosu, co można wnioskować po notowaniach juana. Od ponad tygodnia fixing USD/CNY jest ustalany wyżej, ale w małych skokach. Zbyt szybkie osłabienie wywoła furię Trumpa i skomplikuje bardziej relacje, ale też wzbudzi panikę wśród Chińczyków, którzy będą zainteresowani wyprowadzaniem kapitału poza granice kraju. Innymi słowy, jeśli mamy być świadkami kolejnego szoku rynkowego, to raczej nie z powodu nagłego dostosowania kursu juana (jak to było w 2015 r.).

Z perspektywy rynków dalej trwa stan zawieszenia. Ani nie ma oznak narastającej awersji do ryzyka, ani też podstaw do trwałego odreagowania. W aurze niepewności przewaga wciąż pozostaje po stronie walut defensywnych (JPY, CHF) i złota. USD, jako zaangażowany w konflikt, lepiej radzi sobie przede wszystkim wobec walut ryzykownych. EUR boryka się z piętnem EBC (rychłe luzowanie polityki), a GBP – z brexitem. Dla złotego te wszystkie powyższe czynniki odkładają się negatywnie, jednak nie widać, aby za sentymentem szły silne przepływy i w rezultacie zmienność na złotym jest mała.

Poniedziałkowy kalendarz jest pusty bez dodatkowych wskazówek dla inwestorów. W kolejnych dniach duża uwaga będzie na danych z USA. Ponieważ członkowie Fed przywiązują dużą wagę do trendów inflacyjnych, CPI (wt) może przechylić szalę na rzecz szybszej reakcji władz monetarnych. Jakość aktywności gospodarczej będzie mierzona odczytami sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej (czw) i pozwoleniami na budowę domów (pt). Ocenę stosunków handlowych z Chinami przez biznes i konsumentów pozwolą zmierzyć indeksy NY Empire State, Philly Fed (czw) i Uniwersytetu Michigan (pt). W danych o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej z Chin (śr) będzie poszukiwana odpowiedź na pytanie, czy widać już efekty pomocowych narzędzi fiskalnych i monetarnych. Z kolei w Eurolandzie trudno oczekiwać, aby w obliczu fatalnych danych z Niemiec i zawirowań na rynkach finansowych z powodu eskalacji wojen handlowych indeks nastrojów analityków ZEW (wt) miałby pokazać dobry odczyt. W Polsce mamy odczyty salda bieżącego (wt), inflacji (śr, pt) i PKB (śr) z największym zainteresowaniem wokół tego ostatniego. Rynek oczekuje, że wzrost PKB przyhamuje po 4,7 proc. r/r zanotowanych I kw., ale pytanie: jak bardzo? Słabszy odczyt (konsensus 4,5 proc.) może podnieść obawy, że solidne zaplecze fundamentalne kruszeje, co może być pretekstem do osłabienia złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wielka piątka- czyli decyzje, które zwiększą skuteczność działań marketingowych w twojej firmie

Według badań każdy z nas podejmuje dziennie ponad 70 decyzji. Znaczna część z nich dotyczy sfery zawodowej. W przypadku wielu, w tym tych, związanych ze strategią marketingową istnieje sporo zmiennych, które mogą mieć wpływ na długość procesu decyzyjnego. Szybko zmieniające się trendy na rynku, zbyt dużo/mało informacji, sezonowość, a czasem… nawet niezbyt przemyślana wypowiedź znanej osoby. Każde z nich może wpłynąć na ostateczne skutki realizowanej strategii marketingowej. Jakie kroki i narzędzia zatem wykorzystać, by strategia marketingowa przyniosła zamierzone efekty? Przedstawiamy wielką piątkę decyzji, które zwiększą skuteczność działań.

Wykorzystuj możliwości swojego Ferrari

Badania serwisu Statista wykazały, że w 2018 roku aż 1,79 miliarda osób dokonywało zakupów przez Internet, a prognoza na najbliższe lata zakłada nawet 20% wzrost tej liczby. Stwarza to szansę, która przy wykorzystaniu odpowiednich narzędzi wsparcia sprzedaży online może okazać się trampoliną do znaczącego wzrostu całej organizacji. Oczywiście możemy korzystać z pozytywnej sytuacji na rynku i „płynąć z prądem”, nie robiąc nic. Jest to jednak jak jazda Ferrari 60 km/h po autostradzie. Jedziemy, lecz moglibyśmy robić to szybciej. Efektywniej.

Bartosz Zieliński Dyrektor Zarządzający Commplace
Bartosz Zieliński – Dyrektor Zarządzający Commplace

Faktem jest, że rozwój nowoczesnych technologii wpłynął na dostępną liczbę narzędzi. Podczas wyboru najkorzystniejszego narzędzia wsparcia sprzedaży, należy pamiętać, że pierwszym krokiem do zawarcia transakcji jest optymalnie zaprojektowany lejek sprzedażowy – zaznacza Bartosz Zieliński Dyrektor Zarządzający w agencji PR Commplace.

– Efektywność lejka sprzedażowego będzie mieć swoje odzwierciedlenie w wyniku finansowym przedsiębiorstwa. W okresie wyprzedaży umiejętne wykorzystanie zasobów i zaplanowanie działań może podnieść sprzedaż nawet o 40% jednego dnia. To sporo. Dlatego tak istotne jest, by używać rozwiązań, które mogą pomóc w pełni wykorzystać aktualną sytuację na rynku – dodaje ekspert z Commplace.

Skład? 100% treści w treści

Podczas paru minut, które poświęcasz na przeczytanie tego artykułu, w Internecie powstało już kilka tysięcy nowych wpisów (licznik: https://www.worldometers.info/blogs/). W ciągu 24 godzin opublikowanych ich będzie łącznie kilka milionów. Do tego należy dodać, że przeciętny internauta nie czyta, a skanuje treści, i tylko 1 na 10 odbiorców zadaje sobie trud, by zagłębić się w materiały. Generowanych jest zatem mnóstwo mało istotnych treści, które nie trafiają do ostatecznego odbiorcy. Nie oznacza to, że trzeba zrezygnować z content marketingu. Wręcz przeciwnie – działać, ale mądrze. Wielu marketingowców ma już tego świadomość. Jak podaje raport Ascend2 „Marketing Technology Trends”, osoby odpowiedzialne za marketing w firmach, za najbardziej efektywną technologię uznają obecnie właśnie content marketing (51%). Eksperci wysnuwają nawet hipotezy mówiące, że „content is the new SEO”, gdyż dostarczając wartościowe treści, możemy zwiększyć świadomość marki w Internecie, jednocześnie uzyskując wysoką pozycję w wyszukiwarkach. Tu jednak też czeka na nas pułapka – cykl życia informacji w Internecie jest na tyle krótki, że już po paru godzinach wiadomość spada na kolejną stronę, będąc zastąpiona następnym newsem. Na szczęście i na to można znaleźć rozwiązanie.

Dzień dobry, a z kim właściwie rozmawiam?

Czy w ten sam sposób poprowadzimy komunikację z wieloletnim klientem, który działa w branży od 20 lat, oraz z tym, który stawia w niej pierwsze kroki? Zdecydowanie nie. Dobra znajomość potrzeb, wartości, czy nawyków potencjalnych odbiorców jest kluczowym elementem charakteryzującą skuteczną strategię komunikacji marketingowej. Uwzględniając ww. zmienne, stworzymy komunikat, który ma szansę przebić się przez szum informacyjny i celnie trafić do odbiorcy. Podczas projektowania strategii komunikacji marketingowej zwracajmy także uwagę na tak popularne w ostatnim czasie wyróżnione generacje. Strategia komunikacji marketingowej skierowana do pokolenia „X” powinna opierać się na hasłach takich jak „jakość”, „tradycja”, „Igreki” oczekują uczciwości i troski o środowisko, z kolei najmłodsi – osoby reprezentujące pokolenie „Z” stawiają na nowe technologie i „kolekcjonowanie” unikatowych doświadczeń.

Wybór, nie loteria

Skuteczny marketingowiec ma świadomość, że uniwersalne rozwiązania i wskaźniki nie istnieją. Ich dobór powinien zależeć od dwóch zmiennych – celów biznesowych oraz sektora, w którym działamy. W branży e-commerce oczekiwanym działaniem będzie dokonanie zakupu, lecz w przypadku portalu informacyjnego, efektem kampanii może być zapisanie się na newsletter.

Wskaźnik konwersji nie musi być stały – zdarza się, że w miarę rozwoju firmy lub cyklu życia produktu ewoluuje – tłumaczy Bartosz Zieliński z Commplace, dodając, że trzeba pamiętać, by narzędzia, które wykorzystywane zostaną do generowania konwersji, nie były zawieszone w próżni. Każdy z elementów marketingowej maszyny powinien być scalony z innym, by dzięki synergii tworzyć dobrze działający mechanizm.

Strategia marketingowa – Ja sam! Ja sam! Na pewno?

Ponad 50% polskich przedsiębiorstw ma sformułowaną strategię marketingową. Nie oznacza to jednak, że jest ona systematycznie realizowana. Co jest tego przyczyną? Brak czasu, precyzyjnych wytycznych, czy po prostu niewystarczające umiejętności przełożenia pomysłów na działania. Według danych CEIDG każdego dnia w Polsce powstaje około 1000 firm. Długotrwałe zwlekanie ze wdrożeniem strategii marketingowej grozi powstaniem sytuacji, w której TWÓJ potencjalny klient uda się nie do ciebie, ale właśnie do jednej z nich. Nie wymaga to outsourcingu marketingu. Często wystarczy samo doradztwo marketingowe.

-Doradztwo marketingowe może przybierać różnorodne formy, w zależności od potrzeb i celów przedsiębiorstwa. Od przeprowadzenia audytu potencjału sieciowego organizacji, przez zweryfikowanie efektów działań e-PRowych, aż po zdefiniowanie KPI i przygotowanie strategii marketingowej. Najważniejsze by jego efektem było sprawne i skuteczne osiąganie celów marketingowych przez organizacje – podsumowuje Bartosz Zieliński z Commplace.

E-commerce tylko dla firm, które najszybciej sprostają wyzwaniom w obszarze łańcucha dostaw

  • Według nowego raportu DHL większości firm nie udało się w pełni wdrożyć strategii e commerce
  • 70% firm B2C i 60% firm B2B nadal pracuje nad doprowadzeniem do pełnego wdrożenia strategii.
  • Zarówno firmy B2C, jak i firmy B2B uważają obsługę klienta za najważniejszy aspekt handlu elektronicznego.
  • Presja, by spełnić oczekiwania klientów to największe wyzwanie dla firm rozszerzających swoją ofertę sprzedaży przez Internet.

DHL Supply Chain, światowy lider w dziedzinie logistyki kontraktowej, opublikował swój najnowszy raport na temat ewolucji łańcuchów dostaw dla e‑commerce. Badanie pokazało, że mimo posiadania świadomości kluczowego znaczenia handlu elektronicznego dla zatrzymywania i zadowolenia klientów, większości firm nie udało się w pełni wdrożyć strategii e-commerce.

Te nowe wnioski płyną z globalnego badania ankietowego, w którym udział wzięło niemal 900 decydentów odpowiedzialnych za zarządzanie logistyką lub łańcuchem dostaw oraz za e‑commerce.

Okazuje się, że 70% firm B2C i 60% firm B2B nadal pracuje nad doprowadzeniem do pełnego wdrożenia strategii, mimo że 70% respondentów ocenia e-commerce jako „bardzo ważny” lub „niezmiernie ważny” aspekt swojej działalności pod względem wielkości sprzedaży i przychodów.

W raporcie zatytułowanym “Łańcuch dostaw dla e-commerce. Jak sprostać wyzwaniom” przedstawiono także główne bariery stojące na drodze do pełnego wdrożenia strategii, którymi są m.in. zmieniające się oczekiwania klientów, szybkość dostawy i ograniczenia istniejącej infrastruktury. Nabil Malouli, Global e-Commerce Product Lead w DHL Supply Chain, mówi: „Wyraźnie widać znaczenie uwzględniania wysokiej jakości obsługi klienta w strategii e‑commerce, przy czym oczekiwania klientów stale ewoluują i zmieniają się, powodując, że na firmach niezmiennie ciąży presja, by rozbudowywać ofertę e-commerce – a także nowe łańcuchy dostaw, jakie są do tego potrzebne – co powoduje problemy z pełną implementacją. Łańcuchy dostaw muszą nadążać za nowymi modelami biznesowymi, oczekiwaniami w zakresie obsługi i potrzebami technologicznymi klientów i odpowiednio na nie reagować, by zdobywać nowych i zatrzymywać dotychczasowych.”

Wciąż rosnące wymagania w zakresie handlu elektronicznego oznaczają, że w ciągu następnych 3-5 lat ponad 50% firm będzie dokonywać jakiejś zmiany w swojej strategii dystrybucyjnej. By poradzić sobie z tą presją, wiele firm decyduje się na współpracę z zewnętrznym partnerem logistycznym (3PL), aby zwolnić wewnętrzne zasoby i możliwości na rzecz szybkiego i skutecznego skalowania działalności w celu kapitalizowania szans, jakie daje e-commerce. Malouli dodaje: „Wiele firm decyduje się na współpracę z dostawcami 3PL, którzy pomagają im odpowiednio reagować na zmieniające się otoczenie, jednocześnie udostępniając swoją wiedzę i elastyczność, by spełniać zmieniające się oczekiwania klientów.”

Pełen opis wniosków z badania oraz kierunków rozwoju łańcuchów dostaw w odpowiedzi na wyzwania stawiane przez e-commerce znajduje się w raporcie dostępnym na życzenie.

Moonlit podpisał z Frozen District umowę na wydanie gry

Frozen District, twórca m.in. kultowego House Flippera wyda i wypromuje grę produkowaną przez krakowskie studio Moonlit, przewiduje podpisana dzisiaj umowa o współpracy. Tytuł będzie dostępny poprzez platformę STEAM.

Michał Gardeła, prezes Moonlit
Michał Gardeła, prezes Moonlit

To dla Moonlit świetna informacja, że Frozen District zdecydował się być naszym wydawcą. Oznacza to, z jednej strony, że przedstawione przez nas projekty zyskały uznanie partnera, a z drugiej daje nam pewność, że nasza gra znajdzie się w dobrych rękach – komentuje Michał Gardeła, prezes Moonlit. Przypomnijmy, że Frozen District to m.in. innymi twórca House Flippera, który od ponad roku bije rekordy popularności. Grę oceniło blisko 10 tysięcy graczy, a średnia pozytywnych ocen to wciąż prawie 80%.

Oprócz wyżej zapowiedzianych gier Moonlit tworzy obecnie we współpracy z firmą Ultimate Games grę Deadliest Catch: The Game. Produkcja licencjonowana przez Discovery powstaje na w oparciu o uwielbiany przez widzów serial o tym samym tytule.

W portfelu wydawniczym Moonlit znajduje się ponadto 7 produkcji na różnym etapie zaawansowania. Do najciekawszych należą:

  • Baikonur – survival-simulator, w którym gracz musi opuścić Ziemię przy pomocy poradzieckiego promu, znajdującego się w opuszczonym kosmodromie w Kazachstanie. Aby było to możliwe, gracz musi samodzielnie naprawić prom kosmiczny Buran. Akcja osadzona będzie w post apokaliptycznej rzeczywistości (premiera w 2020 r.).
  • Thief Simulator Mobile – port bardzo udanej gry PC o tym samym tytule, przygotowywany na urządzenia mobilne.
  • The Final Frontier – czerpiący z science-fiction rogue-lite osadzony w przestrzeni kosmicznej.

Fortinet ogłosił wyniki finansowe za II kwartał 2019 roku

Fortinet, globalny dostawca zaawansowanych cyberzabezpieczeń, przedstawił wyniki finansowe za II kwartał 2019 roku.

Wybrane pozycje prezentują się następująco:

  • Przychody: 521,7 mln USD, wzrost o 18% rok do roku
  • Kwota zafakturowanych zamówień: 622,4 mln USD, wzrost o 21% rok do roku
  • Przychody przyszłych okresów: 1,87 mld USD, wzrost o 27% rok do roku
  • Rozwodniony zysk netto na akcję liczony według zasad GAAP: 0,42 USD
  • Rozwodniony zysk netto na akcję liczony według zasad innych niż GAAP: 0,581 USD
  • Marża operacyjna GAAP: 14%
  • Marża operacyjna inna niż GAAP: 24%
  • Przepływy środków pieniężnych z działalności operacyjnej: 195,1 mln USD
  • Przepływy wolnych środków pieniężnych: 177,8 mln USD


– Nasza oferta, na którą składa się architektura Fortinet Security Fabric, rozwiązania dla sieci SD-WAN i zabezpieczenia dla chmury, przyczyniła się do wzrostu przychodów o 21% w stosunku rok do roku. Spodziewamy się, że 2019 rok będzie kolejnym, w którym dzięki naszej zaawansowanej technologii odnotujemy wzrost wyższy niż w przypadku średniej dla branży – komentuje Ken Xie, założyciel, prezes i dyrektor generalny Fortinet.

ONE MORE LEVEL S.A. utrzymuje stabilne wyniki finansowe w 2 kw. 2019 r.

ONE MORE LEVEL S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, miała ponad 130 tys. zł zysku netto w pierwszym półroczu 2019 r., a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 2.208 tys. zł. W sierpniu br. producent zapowie swoją najnowszą grę podczas odbywających się w Kolonii targów Gamescom.

 

Spółka zakończyła 2 kw. 2019 r. zyskiem netto w wysokości 16 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie blisko 1.203 tys. zł. W całym pierwszym półroczu tego roku Emitenta wypracował zysk netto w wysokości 130 tys. zł, a jego przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 2.208 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku zysk netto ONE MORE LEVEL S.A. wyniósł 213 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie 1.980 tys. zł. Zarząd Spółki jest zadowolony z osiągniętych wyników finansowych w drugim kwartale i w całym pierwszym półroczu.

„Dzięki podpisanej umowie wydawniczej z All In! Games Spółka może się skupić na stabilnym rozwoju. Nasze wyniki finansowe są potwierdzeniem wyboru odpowiedniego kierunku rozwoju. Będziemy dążyli do dalszego wzrostu przychodów oraz zysków, co powinno przełożyć się na zwiększenie wartości Spółki.” – wyjaśnia Iwona Cygan-Opyt, Prezes Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

W kwietniu 2019 r. do sprzedaży na PC, PS4 oraz Xbox wprowadzona została wyprodukowana przez Spółkę gra „God’s Trigger”, która spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem i odbiorem przez recenzentów uzyskując wysokie oceny m.in. w serwisie metacritic.com. Jest to kooperacyjna gra akcji z gatunku Top-down Shooter tworzona we współpracy z Wydawnictwem Techland. Premiera gry „God’s Trigger” była przełomowym momentem w historii studia ONE MORE LEVEL S.A., bowiem dzięki bardzo dobrym ocenom Spółka uwiarygodniła się jako dobry producent gier. Emitent nie otrzymał jeszcze wyników sprzedażowych gry „God’s Trigger” od jej Wydawcy.

„Premiera gry „God’s Trigger” oraz dobre oceny, jakie uzyskała ona, pozwoliły zaistnieć Spółce w świadomości graczy oraz inwestorów. Ostatnie 3 lata pracy wykorzystaliśmy na zbudowanie doświadczonego zespołu deweloperskiego. Stanowi on dzisiaj bardzo silny fundament w dalszym rozwoju Spółki. Aktywnie rozbudowujemy ten zespół, by móc sprostać wyzwaniom, jakie przed stoją przed nami w nadchodzących miesiącach.” – dodaje Cygan-Opyt.

ONE MORE LEVEL S.A. poinformowała w sierpniu br., że podczas Targów Gamesom w Kolonii zapowie w dniu 19 sierpnia 2019 r. swoją nową grę, która zostanie zaprezentowana na stoisku w trakcie Targów w dniach od 20 do 24 sierpnia 2019 r. Nowa produkcja Spółki jest grą z gatunku FPP, czyli przedstawiona z perspektywy pierwszej osoby i jest realizowana na silniku Unreal Engine 4, dzięki czemu będzie charakteryzowała się najwyższym standardem i oferowała graczom rozrywkę na najwyższym poziomie. Nowy tytuł będzie przeznaczony na komputery PC oraz konsole PS4 i Xbox One. Wydawcą nowej gry na całym świecie jest All In! Games Sp. z o.o., które zgłosiło ją do plebiscytu Gamescom Awards 2019 towarzyszącemu corocznym targom Gamescom w Kolonii w pięciu następujących kategoriach: Best Action Games, Best Original Game, Best Microsoft Xbox One Game, Best Sony Playstation 4 Game oraz Best PC Game. All In! Games zapewni ONE MORE LEVEL S.A. niezbędne finansowanie produkcji, profesjonalną kampanię reklamową, kontakt z influencerami, obecność na najważniejszych wydarzeniach branżowych na świecie, a także premierę na wszystkich największych rynkach jednocześnie.

„Nadchodząca zapowiedź gry na targach Gamescom to bardzo ważne wydarzenie dla całej Spółki. Mamy nadzieję, że zaprezentowana gra pozwoli wynieść Spółkę na jeszcze wyższy poziom. Partnerstwo z All In! Games daje nam możliwość pełnego skupienia się na rozwoju projektu. Jesteśmy przekonani, że prezentacja nowego tytułu Spółki pozytywnie zaskoczy zarówno graczy, jak i inwestorów.” – podsumowuje Prezes Cygan-Opyt.

Wyższe ceny, mniejsze oszczędności i potrzeba większych wynagrodzeń. Wzrost inflacji zaskoczył ekonomistów

Wzrost inflacyjny polskiej waluty wynosił w lipcu 2,9%, według statystyk GUSu. To więcej niż czerwcowe 2,6%. Taki wzrost zaskoczył analityków – którzy przewidywali, że inflacja utrzyma się na poziomie zbliżonym do 2,5%, czyli do celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego. Przekroczenie tego celu sprawia, że ceny produktów i usług rosną w tempie szybszym, niż optymalny dla zrównoważonego rozwoju gospodarki. Lipcowy wzrost inflacji doprowadził więc do podrożenia towarów, szczególnie dóbr podstawowych – co przekłada się bezpośrednio na problemy w utrzymaniu się wielu gospodarstw domowych. Za tym idą zaś większe oczekiwania płacowe pracowników. Przedsiębiorcy będą musieli płacić zatrudnionym osobom więcej, produkowane przez nich produkty i proponowane usługi będą więc jeszcze bardziej drożeć. Taka spirala inflacyjna sprawia, że eksperci nie przewidują, by inflacja w najbliższych miesiącach spowolniła swój wzrost.

– Niestety nie widać, żeby inflacja mogła w najbliższych kilku kwartałach zacząć spadać. Raczej będzie utrzymywać się na podwyższonym poziomie. W przypadku znacznej części gospodarstw domowych może to oznaczać poważne problemy w zakresie utrzymania się  – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG.  – Inflacji nie zbija też aktualny poziom stóp procentowych NBP. Podstawowe oprocentowanie depozytów wynosi 1,5%. To stawka wyraźnie niższa niż dynamika inflacji. W wyniku tego realne stopy procentowe – czyli takie, które otrzymujemy za nasze depozyty, są ujemne. Oznacza to, że nie opłaca się oszczędzać. Niestety, część deponentów odbierze to jako sygnał, że trzeba coś z tymi pieniędzmi zrobić – pójdą więc na zakupy. Jeżeli postąpi tak wielu z nas, ceny jeszcze bardziej przyspieszą. Na szczęście, w naszej gospodarce mocno ugruntowało się przekonanie, że ceny nie powinny zbyt szybko rosnąć. Nie grozi nam inflacja na poziomie 5 lub 10%, której obawialiśmy się dziesięć lat temu – uspokaja Soroczyński.

NIK o walce Ministra Finansów z tzw. luką VAT

Nadzór Ministra Finansów w latach 2007–2015 był systematyczny, ale za mało skuteczny i nie zdołał zapobiec gwałtownemu wzrostowi luki VAT. Dopiero rozwiązania przyjęte w latach 2016–2018 uszczelniły system podatkowy. Prace w zakresie przygotowania oraz wykorzystania nowoczesnych narządzi muszą być kontynuowane, by jeszcze usprawnić oraz przyśpieszyć reakcję na rozpoznane zagrożenia.

Podatek VAT zapewnia połowę dochodów podatkowych państwa, jest więc tematem gorącym, tym bardziej, że stanowi łakomy kąsek dla przestępców i oszustów. Patologie w tym obszarze spotyka się właściwie wszędzie na świecie, gdzie podatek ten został wprowadzony.
dochody z VAT a PKBNajwyższa Izba kontroli od lat regularnie podejmuje audyty związane z tym podatkiem, a informacje z kolejnych kontroli były dla rządzących cenną wskazówką, jak i gdzie uszczelnić system – czego efekty są odczuwalne. Wyniki obecnej kontroli oparte są również na wynikach poprzednich. NIK zbadała nadzór Ministra Finansów nad ściągalnością VAT w okresie 2007 – wrzesień 2018.

W całym badanym okresie Minister Finansów podejmował wiele działań nadzorczych, by usprawnić system poboru VAT i przeciwdziałać uszczupleniom dochodów państwa w tym obszarze. Minister rzetelnie prowadził monitoring zadań i celów wyznaczonych podległym służbom. Stopniowo rozwijane były narzędzia wspomagające proces analizy ryzyka, wykrywania i definiowania zagrożeń dla skutecznego poboru VAT oraz ograniczania skali oszustw w tym obszarze. Działania te prowadzone jednak były w różnym tempie oraz zakresie, a przede wszystkim z istotnie zróżnicowaną skutecznością. W latach 2009-2015 minister trzymał się zasady, że walkę z oszustwami należy toczyć poprzez działania kontrolne, a działania legislacyjne powinny być stosowane dopiero wówczas, gdy te pierwsze okażą się niewystarczająco skuteczne. Jednak podejmowanie decyzji o zastosowaniu metody legislacyjnej było zbyt długie, co potencjalnie umożliwiało podmiotom nierzetelnym kontynuację oszukańczych procederów. Dotyczy to w szczególności obrotu elektroniką, czy sprzedaży usług budowlanych.
Jak minister czuwał nad VAT-em 2
Rozbudowano system zarządzania ryzykiem zewnętrznym w administracji podatkowej, co było efektem prac powstałego na polecenie Ministra Finansów w 2014 r. Centrum Analiz i Planowania Administracji Podatkowej.

Izba odnotowała jednak, że dla ograniczenia niedoborów w dochodach z VAT Minister Finansów do 2015 r. korzystał głównie z mechanizmu odwrotnego obciążenia lub odpowiedzialności solidarnej, chociaż z kontroli skarbowych i podatkowych wynikały: zmienność obszarów, w których są dokonywane oszustwa, krótki czas generowania nieprawidłowości, ukrywanie korzyści osiąganych z oszustw oraz trudności w wykryciu faktycznych organizatorów.

Działania te należy uznać za niewystarczające, skoro w latach 2009-2016 utrzymywała się w znacznych rozmiarach luka w VAT.

Luka podatkowa VAT występuje we wszystkich państwach UE, jej część stanowią utracone dochody wynikające z działania podmiotów w szarej strefie czy oszustw karuzelowych oraz innych oszustw popełnianych z udziałem „znikającego podatnika”.

W latach 2007-2018 skuteczność realizacji dochodów z podatku VAT kształtowała się w sposób istotnie zróżnicowany. W latach 2010-2011 (okres poprawy sytuacji gospodarczej) nie udało się ograniczyć luki podatkowej w VAT narosłej w czasie światowego kryzysu finansowego (2008-2009). Wzrost dochodów z VAT w 2011 r. był głównie rezultatem podwyższenia stawek podatkowych. Luka dalej wzrastała w latach 2012-2013, kiedy osiągnęła najwyższe rozmiary. W latach 2010-2015 poziom luki VAT w Polsce był znacznie wyższy niż średnio w UE (wg szacunków KE opublikowanych w latach 2016-2018, wynosiła ona w Polsce przeciętnie 24%, podczas gdy średnio w UE było to 14%).

Jak minister czuwał nad VAT-em 3Jak minister czuwał nad VAT-em 4

Nowe inicjatywy podjęte przed 2016 r. (wprowadzona w Ordynacji podatkowej w 2015 r. koncepcja elektronicznej kontroli ksiąg podatkowych za pomocą jednolitego pliku kontrolnego na żądanie organów podatkowych, prace nad propozycjami zmian legislacyjnych i organizacyjnych) miały niewystarczający zakres i zbyt wolne tempo.

NIK systematycznie wskazywała na niewystarczającą skuteczności działań Ministra Finansów i podległych mu służb. Po kontroli z 2013 r. NIK skierowała do Ministra Finansów m.in. wniosek o szybsze wprowadzanie rozwiązań ułatwiających zwalczanie oszustw w VAT, które sprawdziły się w innych krajach, w tym rozważenie przyśpieszenia prac nad wprowadzeniem w Polsce modelu hurtowni danych VAT opartych na Jednolitym Pliku Audytowym.

Minister Finansów podejmował systematycznie działania nadzorcze, nie wyeliminowało to jednak opóźnień w działaniach jednostek podległych, polegających przede wszystkim na opóźnionym reagowaniu na potencjalne lub stwierdzone zagrożenia.

Oszustwa wykrywane były przeważnie z opóźnieniem, kiedy oszuści zniknęli, czasem pozostały osoby podstawione działające jako „słupy”. Występowały trudności z ustaleniem sprawców oszustw jak i odzyskaniem uszczuplonych kwot podatku VAT.

Należności pozostałe do zapłaty z podatku VAT rosły wyraźnie szybciej niż dochody z tego tytułu.Jak minister czuwał nad VAT-em 5Dopiero dzięki intensywnym działaniom uszczelniającym system podatkowy i uodparniającym go na oszustwa podatkowe, prowadzonym głównie w latach 2016-2018, udało się istotnie obniżyć poziom luki podatkowej. W sukurs przyszła też dobra koniunktura gospodarcza i usprawnienie administracji skarbowej. Na konieczność wprowadzonych wówczas rozwiązań wskazywała NIK po poprzednich kontrolach.

Jak minister czuwał nad VAT-em 6

Ważną zmianą jakościową stało się wprowadzenie w latach 2017-2018 narzędzi umożliwiających wykorzystanie danych przekazywanych przez podatników w plikach JPK_VAT oraz uzyskiwanych w ramach systemu teleinformatycznego izby rozliczeniowej (STIR). Do końca 2017 r. obowiązek przesyłania JPK_VAT obejmował dużych i średnich przedsiębiorców, a najliczniejsza grupa mikroprzedsiębiorców została nim objęta w 2018 r.

W okresie 2017-2018 wzrósł poziom wykorzystania plików JPK_VAT w czynnościach analitycznych i sprawdzających, a także kontrolach podatkowych.

Obserwowana od kilku lat poprawa ściągalności podatku od towarów i usług możliwa była między innymi dzięki kolejnym dokumentom pokontrolnym i zawartym w nich wnioskom Najwyższej Izby Kontroli.

Dzień Pracoholika

Obchodzony dziś Dzień Pracoholików to świetna okazja, żeby przyjrzeć się, jak wygląda podejście Polaków do pracy i czy umiemy znaleźć tzw. work-life balance. Według danych OECD Polska jest w czołówce państw europejskich pod względem liczby przepracowanych godzin z wynikiem średnio 1792 godzin rocznie. Wyprzedzają nas jedynie Rosja i Grecja. Psycholodzy zwracają jednak uwagę, że pracoholizm to nie liczba godzin spędzonych w biurze, a nastawienie do wykonywanych obowiązków. Zjawisko to dostrzegane jest przez samych pracodawców, którzy coraz częściej niechętnie spoglądają na nadgodziny, a wręcz odwrotnie – starają się zaoferować swoim pracownikom różne benefity, które mają na celu przywrócić  harmonię.

Polska w czołówce

Przeciętny Polak w 2018 roku spędził w pracy 1792 godziny – czyli o 58 godzin więcej niż średnio w krajach OECD. Najwięcej czasu na aktywność zawodową poświęcają Meksykanie (2148 godzin rocznie) i mieszkańcy Kostaryki (2121 godzin). Z krajów europejskich wyprzedzają nas jedynie Rosja (1972 godziny) i Grecja (1956 godzin). Na drugim końcu skali znalazły się Niemcy z wynikiem 1363 godziny. Zaraz obok pojawiają się Dania, Norwegia i Holandia.

Z drugiej strony nie możemy narzekać na liczbę dni wolnych od pracy. W ciągu roku mamy 12 dni świątecznych. Do europejskich liderów brakuje nam trzech dni, natomiast Niemcy i Francuzi mogą odpoczywać o jeden dzień krócej niż Polacy. Jednak nie wszyscy potrafią odłożyć wtedy obowiązki zawodowe. Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że aż co czwarta osób na urlopie czyta służbowe e-maile. Najczęściej dotyczy to osób między 18 a 29 rokiem życia.

Pracoholizm 8-godzinny

Uzależnieni od pracy to nie tylko ci, którzy spędzają w biurze wieczory i weekendy, a na urlop zabierają służbowy telefon i laptop. Już w latach 70. amerykański psycholog Wayne Oates zdefiniował pracoholizm jako „szkodliwy brak równowagi pomiędzy pracą a innymi częściami życia”, np. rodziną, odpoczynkiem czy hobby. Problem z właściwym podejściem do obowiązków zawodowych mogą więc mieć również osoby spędzające w biurze mniej niż 8 godzin dziennie.

W walce z pracoholizmem najbardziej skuteczne jest zwiększenie efektywności. Terapia polega przykładowo na wykonaniu w ciągu 50 godzin obowiązków, które wcześniej zajmowały 80 godzin. W niektórych państwach wprowadzono nawet dzień pracy zdalnej, który ma promować zdrowe zwyczaje zawodowe. Państwem, które przyjęło takie rozwiązanie jest Japonia. Pracoholizm stał się tam już tak dużym problemem, że wprowadzono socjomedyczne pojęcie karōshi, oznaczające nagłą śmierć z przepracowania, najczęściej wynikającą z zawału serca lub wylewu.

Rekruterzy nie chcą pracoholików

Osoba z obsesją na punkcie pracy stopniowo przestaje być wydajna i twórcza, a w miejsce początkowego entuzjazmu do wykonywanych obowiązków pojawiają się zniechęcenie, frustracja i konflikty z innymi pracownikami. Wiele badań wskazuje, że liczba godzin pracy nie idzie w parze z efektywnością. Jak mówił Bill Gates „do najtrudniejszego zadania wybrałbym kogoś leniwego. On zawsze znajdzie najprostszy sposób, żeby to zrobić”.

– Wiele osób powtarza, że życie to nie tylko praca, ale chyba każdy z nas miał w swojej karierze zawodowej momenty, kiedy nie zachował zdrowej równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. Często powodem jest nadmierna liczba zadań i nieefektywne zarządzanie ludźmi, jednak zdarza się, że sami ponosimy za to odpowiedzialność nie stawiając granic i nie mówiąc o własnych potrzebach – mówi Aneta Trojanowska, Dyrektor ds. HR Business Partneringu Nationale-Nederlanden.Coraz więcej firm, konkurując o najlepszych pracowników, zdaje sobie sprawę ze znaczenia zachowania odpowiedniego umiaru. W tym celu oferują różnego rodzaju benefity i prowadzą kampanie informacyjne. Pracownicy Nationale-Nederlanden mogą pracować w elastycznych godzinach, wykonywać część zadań z domu, a w piątki wcześniej z pracy. Od niedawna wydłużyliśmy także urlop ojcowski o dodatkowe dwa tygodnie.

O 17-tej wszyscy przy windach!

Dzień Pracoholików ma być sygnałem ostrzegawczym szczególnie dla osób, które mają problem z odpowiednim podejściem do pracy. Jak więc powinni spędzić 12 sierpnia? Na pewno nie wieczorem w biurze! Można tuż po pracy umówić się ze znajomymi, wyjść z dzieckiem na rower, odwiedzić rodziców, przeczytać dawno odłożoną książkę, pójść na badania kontrolne, których nie wykonywało się od kilku lat albo chociaż nie zaglądać przed snem do poczty służbowej. Pomysłów jest wiele – trzeba je „tylko” zrealizować.

Co czwarta osoba w wieku produkcyjnym jest bierna zawodowo. Ich aktywizacja jest najpilniejszą potrzebą rynku pracy

Co czwarta osoba w wieku produkcyjnym jest bierna zawodowo. Ich aktywizacja jest najpilniejszą potrzebą rynku pracy 1

Największym wyzwaniem rynku pracy, na którym sytuacja jest najlepsza od 28 lat, pozostaje niska aktywność zawodowa – podkreślają eksperci Instytutu Badań Strukturalnych. To zjawisko szczególnie silne wśród kobiet po 50 roku życia, osób o niskich kwalifikacjach i osób niepełnosprawnych, ale dotyka także młodych ludzi, przed 34 rokiem życia. Zdaniem ekspertów potrzeba działań, które zachęcą osoby w wieku okołoemerytalnym do pozostawania na rynku pracy, ale też wsparcia przy powrocie kobiet na rynek pracy czy w podnoszeniu kwalifikacji.

Sytuacja na rynku pracy bardzo się poprawiła w ostatnich kilku latach. Największym wyzwaniem natomiast pozostaje niska aktywność zawodowa. Wynika ona z kilku problemów. Głównie dotyczy to kobiety po 50 roku życia, które na tle innych krajów unijnych mają wyraźnie niższe współczynniki uczestniczenia w rynku pracy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. Iga Magda, profesor SGH, wiceprezeska zarządu Instytutu Badań Strukturalnych.

Mimo rekordowo niskiego bezrobocia wskaźnik osób, które nie pracują, choć mogłyby, utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie. Wyniki badania aktywności ekonomicznej ludności (BAEL) wskazują, że osoby aktywne zawodowo w I kwartale 2019 roku stanowiły 55,9 proc. ludności w wieku 15 lat i więcej. Ogółem na tysiąc osób pracujących przypadały 862 osoby bezrobotne lub bierne zawodowo. Duża część biernych zawodowo to osoby mające powyżej 55 lat, które nabyły uprawnienia emerytalne lub zbliżają się do wieku emerytalnego.

Niska aktywność zawodowa to pochodna tego, że mamy niski wiek emerytalny, w szczególności kobiet – na poziomie 60 lat, i tego, że kobietom po dłuższych przerwach na rynku pracy trudno się na niego wraca. Tym trudniej, im krótszą ma się perspektywę zawodową – tłumaczy dr hab. Iga Magda.

Biernych zawodowo jest ponad 13 mln osób, z czego 5 mln jest w wieku produkcyjnym. W ich przypadku najczęstszymi przyczynami bierności są obowiązki rodzinne (32 proc.), choroba i niepełnosprawność (25 proc.) oraz nauka i podnoszenie kwalifikacji (24,4 proc.).

– Niska aktywność zawodowa bardzo często nie wynika z jednej prostej przyczyny, typu opieka nad dziećmi czy nieopłacalność zatrudnienia w porównaniu do świadczeń, które się uzyskuje z pomocy społecznej, ale często jest pochodną wielu bardziej złożonych problemów, m.in. niedostępności lepszej jakości miejsc pracy, lepiej płatnej pracy – przekonuje ekspertka.

Nie pracuje co czwarta osoba w przedziale wiekowym 20–64 lata. Co więcej, niewiele osób, które osiągnęły już powszechny wiek emerytalny, decyduje się kontynuować zatrudnienie. W kontekście zmian demograficznych i coraz większych potrzeb rynku pracy to właśnie zachęcenie do dłuższej aktywności zawodowej może mieć kluczowe znaczenie.

Mając na uwadze dobrą sytuację na rynku pracy, aktywność raczej będzie malała, chociaż tempo tego wzrostu będzie raczej niskie. Natomiast z przyczyn demograficznych wyzwaniem będzie podtrzymanie wysokiej aktywności osób po 60 roku życia – zaznacza dr hab. Iga Magda.

Kluczową kwestią jest też zwiększenie zatrudnienia kobiet. Wśród biernych zawodowo stanowią one większość – ponad 60 proc. Przyczyniają się do tego m.in. programy socjalne, zwłaszcza Rodzina 500+. Instytut Badań Strukturalnych ocenia, że w ciągu roku od rozpoczęcia pierwszych wypłat w ramach programu ok. 100 tys. kobiet z jednym dzieckiem lub dwójką dzieci wycofało się z rynku pracy, rezygnując z zatrudnienia lub poszukiwania pracy. Tym samym luka aktywności zawodowej między kobietami z dziećmi a bez dzieci zwiększyła się o ok. 2,4 pkt proc.

Problemem jest też niski stopień zatrudnienia młodych osób – obecnie nawet 900 tys. należy do grupy NEET (not in employment, education or training), czyli osoby, które nie uczą się, nie pracują ani nie przygotowują do zawodu. W Polsce stanowią ok. 13 proc.

 Z tego grona około 2/3 to osoby bierne zawodowo. Są to głównie kobiety, które poświęcają się rodzinie i macierzyństwu, natomiast także wśród mężczyzn widzimy relatywnie wysoki odsetek tej bierności zawodowej. Problemy są bardzo złożone. To kwestia również zniechęcenia się poszukiwaniem pracy, niedostępnością miejsc pracy, ale także często pojawiające się problemy ze zdrowiem, w szczególności ze zdrowiem psychicznym – wymienia dr hab. Iga Magda.

Zdaniem ekspertki konieczne są zmiany, przede wszystkim w zakresie wsparcia w powrocie na rynek pracy czy w podnoszeniu kwalifikacji. To także kwestia zaktywizowania osób niepełnosprawnych. Badanie BAEL wskazuje, że tylko 17 proc. z nich pracuje.

– Głównym wyzwaniem dla polityki publicznej jest podniesienie aktywności zawodowej osób w wieku okołoemerytalnym i albo powrót do wyższego wieku emerytalnego, albo cały szereg innych działań, które przy ustawowo niższym wieku emerytalnym będą skłaniały do dłuższej aktywności zawodowej – podkreśla dr hab. Iga Magda.

Ostatni dzień na złożenie wniosku o zamrożenie cen energii w II półroczu. Uprawnione podmioty powinny to zrobić osobiście

Ostatni dzień na złożenie wniosku o zamrożenie cen energii w II półroczu. Uprawnione podmioty powinny to zrobić osobiście 2

13 sierpnia mija termin dla firm na złożenie u dostawcy energii oświadczenia, które uprawnia do zamrożenia cen energii w II półroczu br. Pozwoli to uniknąć rachunków wyższych nawet o 30–50 proc., a uprawnione są do tego m.in. mikro- i małe przedsiębiorstwa czy szpitale. Radca prawny uczula, że wysłanie pocztą oświadczenia w ostatnim dniu przewidzianym na składanie wniosków będzie uprawniać przedsiębiorstwa obrotu do zignorowania ich. Dlatego najlepiej zrobić to osobiście.

Zamrożenie cen prądu do końca tego roku na poziomie z 30 czerwca 2018 roku przewiduje tzw. ustawa prądowa. Uprawnione podmioty (m.in. mikro- i małe przedsiębiorstwa, szpitale, jednostki sektora finansów publicznych, jednostki samorządu terytorialnego jednostki budżetowe oraz uczelnie publiczne) nie zapłacą w drugiej połowie tego roku wyższych rachunków za energię elektryczną, pod warunkiem że do 13 sierpnia złożą stosowne oświadczenia u swojego dostawcy energii.

– Pierwotnie termin na składanie tych wniosków upływał 27 lipca, ale ustawodawca zorientował się, że być może akcja informacyjna była przeprowadzona na zbyt niewielką skalę i postanowił ten termin przedłużyć do 13 sierpnia. Natomiast warto, żeby wszyscy wnioskodawcy mieli świadomość, że ten termin ma charakter terminu prawa materialnego, a co za tym idzie – nie można go w żaden sposób przywrócić, np. ze względu na chorobę czy nieobecność w kraju. Jeżeli się tego terminu nie dochowa, to uprawnienie do gwarancji ceny w drugim półroczu po prostu przepada – mówi agencji Newseria Biznes Jan Sakławski, radca prawny, wspólnik w Kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.

Co ważne, przedsiębiorstwa obrotu, czyli sprzedawcy prądu, nie mają informacji o tym, czy dany odbiorca należy do którejś z grup uprawnionych do zamrożenia cen energii. Dlatego niezłożenie oświadczenia w terminie będzie skutkować utratą prawa do zamrożenia cen prądu w II półroczu i rachunkami wyższymi nawet o 30–50 proc.

– Dochowanie terminu następuje jedynie poprzez złożenie oświadczenia fizycznie, w siedzibie przedsiębiorstwa obrotu. Dochowania terminu nie stanowi nadanie tego oświadczenia na poczcie i – wbrew komunikatom ministerstwa – warto o tym pamiętać, żeby nie obudzić się w sytuacji, w której przedsiębiorstwo obrotu będzie po prostu uprawnione do tego, żeby takie oświadczenie zignorować – podkreśla Jan Sakławski.

Wnioski należy składać w punktach obsługi klienta u sprzedawców prądu na odpowiednim formularzu, którego wzór stanowi załącznik nr 1 do ustawy. Jest on dostępny m.in. na stronach internetowych firm energetycznych, resortu energii oraz  w biurach obsługi klientów.

Radca prawny uczula, że wysłanie pocztą oświadczenia w ostatnim dniu przewidzianym na składanie wniosków będzie uprawniać przedsiębiorstwa obrotu do zignorowania ich. Dlatego najlepiej zrobić to osobiście.

– Nadanie przesyłką pocztową takiego wniosku w ostatnim dniu terminu nie gwarantuje jego dochowania, ponieważ to nie jest termin prawa procesowego. O ile Ministerstwo Energii może za pośrednictwem swoich uprawnień właścicielskich wymóc na największych grupach kapitałowych energetycznych, żeby akceptowały tego rodzaju oświadczenia, o tyle dla ponad 100 podmiotów, które są prywatnymi przedsiębiorstwami obrotu, takie komunikaty nie mają absolutnie mocy wiążącej – podkreśla Jan Sakławski.

Tzw. ustawa prądowa przewiduje, że pozostali odbiorcy końcowi energii elektrycznej, czyli przede wszystkim duże i średnie przedsiębiorstwa, zostaną objęci systemem dofinansowania w ramach mechanizmu pomocy de minimis.

Jest to pomoc, którą trzeba bardzo dokładnie przemyśleć, dlatego że przepisy unijne dotyczące pomocy de minimis nakazują utrzymanie limitu 200 tys. euro w perspektywie trzech lat podatkowych. To oznacza, że każdy przedsiębiorca, który chciałby z tego skorzystać, będzie musiał policzyć i sprawdzić, czy trzy lata wstecz nie korzystał z jakiejś formy pomocy de minimis. Jeżeli korzystał, to automatycznie zmniejsza się wymiar dopłaty, jaką będzie mógł uzyskać – mówi Jan Sakławski.

Jak podkreśla ekspert z Kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy, w krótkiej perspektywie ustawa prądowa wesprze przedsiębiorców i inne podmioty, jednak w długiej perspektywie będzie mieć raczej negatywny wpływ na rynek energii.

– Wiele podmiotów, które funkcjonują na rynku sprzedaży energii, i przedsiębiorstw obrotu energią elektryczną ma problemy z płynnością finansową, ponieważ musiały obniżyć ceny, narzucone im w sposób urzędowy. Muszą założyć, że pewne przychody, które zakładały na 2019 rok, po prostu je ominą, a z drugiej strony nie ma pewności, kiedy i w jakim zakresie zostanie im to zrekompensowane za pośrednictwem obiecanych przez ministerstwo rekompensat. Znam kilka przykładów, gdzie przedsiębiorstwa obrotu musiały się poddać postępowaniom restrukturyzacyjnym albo próbują likwidować swój biznes, żeby uratować się przed upadłością – podkreśla Jan Sakławski.

Lody wśród ulubionych deserów Polaków. Spożywamy ich ponad 5 kg rocznie

Lody wśród ulubionych deserów Polaków. Spożywamy ich ponad 5 kg rocznie 3

Lody, poza ochłodą w upalne dni, dają okazję do chwili relaksu i przyjemności. Jak wynika z badań firmy LOTTE Wedel, sięga po nie prawie 100 proc. Polaków. Blisko połowa preferuje tradycyjne smaki: śmietankowe, waniliowe i czekoladowe. Ponad 2/3 respondentów konsumuje je najczęściej w domu, racząc się nimi z rodziną czy przyjaciółmi. Pod tym względem nie różnimy się wiele od Włochów, dla których lody są deserem numer jeden. Spontaniczna konsumpcja lodów sprawia, że są one postrzegane jako małe przyjemności, które mogą być elementem celebrowania życia i pozwolić na złapanie dystansu.

To, że wszyscy kochamy lody, już wiadomo. Polacy jedzą ich około 5 kg rocznie, ale mamy jeszcze sporo do nadrobienia, ponieważ Włosi konsumują rocznie o 3 kg lodów więcej. Najchętniej sięgamy po tradycyjne smaki, jak wanilia, śmietanka, smaki bakaliowe i czekoladowe, z kolei u Włochów czekolada jest zawsze numerem jeden. Około 9 na 10 Polaków uważa, że lody i czekolada to połączenie idealne. Bardzo lubimy też eksperymentować, chętnie sięgamy po połączenia smaków słodkich ze słonymi, takie jak słony karmel, prażone orzeszki czy też z kwaśnymi owocami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksandra Kusz vel Sobczuk, kierownik komunikacji korporacyjnej LOTTE Wedel.

W Polsce po lody chętniej sięgają kobiety, traktując je jako dodatek do ciasta, np. gorącej szarlotki czy kawy. Mężczyźni stawiają natomiast na czekoladę i domowe wypieki. Z kolei dla Włochów, którzy słyną z zamiłowania do mroźnych słodkości, niezależnie od wieku czy płci, to właśnie lody są deserem numer jeden. Co ciekawe, Włosi częściej jedzą lody w samotności i poza domem, a Polacy lubią się dzielić tą przyjemnością z przyjaciółmi i rodziną. Spożycie lodów w Polsce i Włoszech różni się pod kątem pory konsumpcji czy okazji, jednak motywacja jest najczęściej ta sama – 70 proc. Polaków i 58 proc. Włochów sięga po lody spontanicznie wtedy, kiedy najdzie ich na to ochota.

Nie potrzebujemy specjalnego powodu, żeby sięgać po lody – jemy je zawsze wtedy, kiedy mamy na to ochotę. Polacy traktują je jako słodką przekąskę w ciągu dnia, racząc się nimi np. podczas spacerów, Włosi natomiast najczęściej wybierają lody jako deser po większym posiłku – mówi Aleksandra Kusz vel Sobczuk.

Jak podkreśla psycholog i terapeutka, trenerka rozwoju osobistego i zawodowego Maria Rotkiel, mimo obowiązków i szybkiego tempa życia nie należy zapominać o rozpieszczaniu samych siebie i dostarczaniu małych przyjemności, np. w postaci lodów. Takie miłe akcenty nie tylko błyskawicznie poprawiają samopoczucie, lecz także pozwalają zachować równowagę w dłuższej perspektywie.

Małe przyjemności budują nam dzień, nasz nastrój, dobre samopoczucie. Są to niewielkie rzeczy, do których czasami nie przywiązujemy wagi, które sprawiają, że idziemy w kierunku dobrej kondycji psychofizycznej. Tak naprawdę to od drobnych przyjemności zależy nasza satysfakcja, zadowolenie i optymizm. Często popełniamy błąd, czekając na coś wielkiego, jakiś szczęśliwy przełom, a to zdarza się rzadko. Dbając o drobne przyjemności, zasilamy naszą energię, budujemy witalność, to od nich zależy, na ile będziemy wydajni w pracy i jak dużo będziemy mieć cierpliwości do innych – mówi Maria Rotkiel.

Jak podkreśla, drobną przyjemnością może być wszystko, co daje chwilę odpoczynku i relaksu, pomaga zniwelować codzienny stres. Możliwości mamy bez liku: od spaceru z psem, poprzez zabawę z dzieckiem, po wieczór z przyjaciółmi, dobrą książkę czy lody.

– Mówimy o wszystkim, co pozwala nam na chwilę odpoczynku, sprawia, że możemy pobyć sami ze sobą, zrobić sobie przerwę na małą przyjemność. Są to pozornie niewielkie rzeczy, od których zależy, jak będzie nam mijał dzień i w jakim nastroju go zakończymy – mówi Maria Rotkiel.

Poza chwilową przyjemnością lody dają też ochłodę w upalne dni, co – zważywszy na ocieplający się klimat i coraz gorętsze lata – przekłada się na rozwój tego segmentu i coraz większe zainteresowanie producentów.

W związku z ocieplaniem się klimatu na co dzień odczuwamy, że temperatury są coraz wyższe. Dlatego sięgamy właśnie po wszelkie sposoby na ochłodzenie się. Polacy coraz częściej jedzą więc lody, co widać również po dynamice rynku, który rośnie w tempie około 4 proc. rocznie. Widać to także w ruchach producentów, którzy coraz chętniej wchodzą w kategorię lodową, wzbogacając nią swoje tradycyjne portfolio – mówi Aleksandra Kusz vel Sobczuk.

Zmieniający się klimat zagraża ludziom i środowisku. Jego ochrona musi się stać priorytetem dla wszystkich

Zmieniający się klimat zagraża ludziom i środowisku. Jego ochrona musi się stać priorytetem dla wszystkich 4

Nadmierna emisja dwutlenku węgla, produkcja plastiku, eksploatacja surowców naturalnych czy wody przekładają się na zmiany klimatu, przed którymi naukowcy ostrzegają już od półwiecza. To efekt działania gospodarek opartych na węglu i innych paliwach kopalnych. Zahamować tempo tych zmian może tylko solidarne działanie wszystkich krajów, ale i zaangażowanie pojedynczych ludzi – podkreślają eksperci Centrum UNEP/GRID. Tymczasem wielu z nas nie dostrzega problemu.

 Zmierzamy w sposób dramatycznie szybki do unicestwienia naszej planety poprzez ogromne ilości emitowanego dwutlenku węgla – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maria Andrzejewska, dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa. – Mimo że wiele o tym mówimy, mamy Porozumienie Paryskie, niedawno podjęte uzgodnienia katowickie, to emisja dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych rośnie w zastraszający sposób, mając negatywny wpływ na cały ekosystem ziemski. Mówimy tu o stratach w zakresie różnorodności biologicznej, zanieczyszczeniu wód, ocieplaniu oceanów, topnieniu lodowców, zanikaniu raf koralowych i ogromnej ilości gatunków zwierząt. To samonapędzająca się spirala​.

Za sprawą globalnych zmian wywołanych przez człowieka przekroczone zostały już cztery z dziewięciu planetarnych progów granicznych, czyli zmiana klimatu, spójność i różnorodność biosfery, użytkowanie ziemi oraz obieg azotu i fosforu. Coraz silniej na zdrowie ludzi wpływają takie czynniki, jak niska jakość powietrza, zmiany klimatyczne, niezdrowy styl życia oraz zerwanie więzi pomiędzy społeczeństwem a środowiskiem naturalnym.

Polska jest trzecim największym emitentem dwutlenku węgla w Europie po Niemczech i Wielkiej Brytanii. Jest też jednym z ośmiu krajów UE, w których emisja tego gazu w ubiegłym roku wzrosła w stosunku do 2017 roku. Pozostałe to jednak małe kraje, takie jak państwa bałtyckie, Luksemburg czy Malta, których udział w emisji dwutlenku węgla w UE nie przekracza 1 proc. W grupie tej znalazły się też Słowacja i Finlandia, które odpowiadają odpowiednio za 0,9 proc. i 1,3 proc. zanieczyszczenia, Polska tymczasem – za 10,3 proc.

 Niezmiernie trudno będzie zatrzymać te procesy – wyjaśnia Maria Andrzejewska. – Nawet gdybyśmy dzisiaj wyłączyli wszystkie emisje i byli całkowicie zeroemisyjni, to ten system już jest nakręcony i podążamy w złym kierunku. Konsekwencje tego dotykają nie tylko atmosfery i powietrza, którym oddychamy, bo to jest w najbardziej namacalnym wymiarze, lecz także wpływają na wszystkie elementy systemu ziemskiego.​

Z tegorocznego raportu Global Environment Outlook, publikowanego co cztery lata przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP), wynika, że pozytywne długookresowe cele będzie można zrealizować, jeśli ludzkość przejdzie od strategii stopniowych zmian do głębokiej, systemowej transformacji, np. dekarbonizacji systemów energetycznych i transportowych oraz redukcji innych szkodliwych emisji, odbudowy ekosystemów, uniezależnienia rozwoju ekonomicznego od wzrostu zużycia surowców, zielonej polityki zamówień w sektorze publicznym i prywatnym, wzmocnienia odpowiedzialności środowiskowej biznesu czy motywowania do zmian w stylu życia.

– Tutaj kłócą się kwestie klimatu i rozwoju gospodarczego, który opiera się na eksploatacji środowiska, na produkcji energii potrzebnej nie tylko do zasilania zakładów przemysłowych, ale również do tego, żebyśmy mieli oświetlenie w domu czy ciepłą wodę – tłumaczy dyrektor Centrum UNEP/GRID-Warszawa. – Nawet się nie zastanawiamy, że gdybyśmy odrobinę zmniejszyli temperaturę wody i skrócili czas kąpieli do absolutnego minimum, to byłoby to nasze działanie na rzecz obniżenia emisji i polepszenia stanu środowiska, nie mówiąc o portfelu.

Skutki uboczne zmian, o których coraz częściej mówi się jako o kryzysie klimatycznym, to m.in. topnienie lodu, wzrost poziomu mórz, rosnąca częstotliwość powodzi i susz, degradacja ekosystemów, spadek bioróżnorodności, ubożenie gleb, spadek produkcji żywności, zmiana zasięgu chorób oraz wzmocnienie negatywnego wpływu zanieczyszczeń powietrza na zdrowie ludzi. Powstrzymanie czy choćby zahamowanie tego procesu zależy nie tylko od porozumień międzynarodowych, lecz także od codziennych działań nas wszystkich.

 Gdyby każdy przeanalizował, w jakim zakresie konsumuje dobra, w jaki sposób może zmienić swoje przyzwyczajenia, to miałoby to wpływ na stan środowiska – przekonuje Maria Andrzejewska. – Pamiętajmy, że naukowcy już od kilkudziesięciu lat mówią o tym, że zmierzamy ku ogrzaniu atmosfery, która będzie zagrażać naszemu istnieniu. To dążenie do nieograniczonego rozwoju gospodarczego, wytwarzania nowych dóbr, poprawiania sobie jakości życia bez oglądania się na ludzi i planetę doprowadza do tej nadmiernej eksploatacji.

Przykładem sektora, przed którym stoi wyzwanie daleko posuniętej transformacji, jest przemysł produkcji tworzyw sztucznych. Uchwalona przez Unię Europejską dyrektywa ws. zakazu używania jednorazowych plastikowych talerzy, sztućców, mieszadełek do napojów czy słomek wejdzie w życie w 2021 roku. W tym samym kierunku podążają inne kraje, np. Kanada czy indonezyjska wyspa-prowincja Bali. Położona na wschód od Australii wyspa Vanuatu jako pierwszy kraj na świecie zakazała nawet używania jednorazowych pieluszek.

Polska ważnym punktem na światowej mapie rozgrywek e-sportu. Wśród widzów i graczy jest coraz więcej kobiet

Polska ważnym punktem na światowej mapie rozgrywek e-sportu. Wśród widzów i graczy jest coraz więcej kobiet 5

Ponad tysiąc zawodników i blisko 3 miliony fanów – Polska to jeden z większych rynków e-sportu. Największe wydarzenia, jak Intel Extreme Masters w Katowicach, w sieci śledzą dziesiątki milionów widzów na całym świecie. – Jako jedyni mamy stworzony cały ekosystem rozgrywek e-sportowych. Dzięki temu jesteśmy w stanie wyłapywać najlepszych zawodników i robić z nich nowe gwiazdy – mówi Adrian Kostrzębski z ESL Polska.

– Rynek e-sportu w Polsce wygląda bardzo obiecująco. Z naszych obserwacji wynika, że to jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się rynków e-sportowych na świecie. Na pewno pomaga nam nasza największa impreza w grupie, czyli Intel Extreme Masters, która co roku odbywa się w katowickim Spodku. To koń napędowy całej branży e-sportowej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adrian Kostrzębski, dyrektor ds. rozwoju regionalnego w ESL Polska.

Z raportu „Global Esports Market” firmy analitycznej Newzoo wynika, że Polska to jeden z większych e-sportowych rynków. Profesjonalnych zawodników jest u nas 1 086 (dane z 2018 roku), a liczbę fanów szacuje się na 2,8 mln. Unikalnych widzów w Polsce było w ubiegłym roku ponad pół miliona, ale już wkrótce ich liczba może przekroczyć 800 tys. Coraz większą grupę wśród fanów stanowią kobiety. Według danych Entertainment Software Association panie stanowią już także ponad 40 proc. wszystkich graczy na świecie.

– Wiele osób uważa, że e-sportem interesują się tylko młode osoby, a według badań największa grupa wiekowa to jest 21–25 lat. Te osoby deklarują, że są zatrudnione na umowę o pracę w stałym wymiarze czasu, co powoduje, że jest to grupa bardzo interesująca dla reklamodawców, gdyż sami decydują o własnych wydatkach – zaznacza Adrian Kostrzębski.

Wzrost popularności e-sportu widać po organizowanych w Polsce imprezach. Tych zaś jest coraz więcej, a największa – Intel Extreme Masters – ma wysoką renomę nie tylko w Europie, lecz także na świecie.

– Kiedy pierwszy raz organizowaliśmy Intel Extreme Masters w 2013 roku, impreza trwała 2 dni i odwiedziło nas ponad 50 tysięcy osób. W tym roku odwiedziło nas 174 tysiące osób w 5 dni. Na przestrzeni tych lat widać, jak dynamicznie rozwija się e-sport, jak dużo osób przychodzi na samą imprezę, a przede wszystkim jak dużo osób ogląda transmisje w poszczególnych krajach – przekonuje Adrian Kostrzębski.

Transmisje z Intel Extreme Masters, rozgrywanej w Katowicach, największej imprezy w Polsce, obejrzało 232 mln widzów (łączna dzienna liczba widzów oglądających rozgrywki w czasie trwania całego wydarzenia). To kilkukrotnie więcej niż w poprzednich latach i jednocześnie rekord oglądalności turniejów ESL. Cała impreza była transmitowana przez telewizje oraz cyfrowe platformy w 21 językach.

– W Polsce również odbywają się ESL Mistrzostwa Polski – najbardziej prestiżowe i najstarsze rozgrywki e-sportowe w naszym kraju. Co roku najlepsi polscy zawodnicy walczą o miano tego najlepszego, z pulą nagród ponad pół miliona złotych. Ale nie o pieniądze tutaj chodzi. Chcemy dawać szansę rozwoju zawodnikom. ESL stworzyła pewien ekosystem e-sportowy od amatora do międzynarodowej gwiazdy – tłumaczy Adrian Kostrzębski. – Jako jedyni mamy stworzony cały ekosystem rozgrywek e-sportowych, dzięki czemu jesteśmy w stanie wyłapywać najlepszych zawodników i promować ich na gwiazdy. 

Newzoo podaje, że rynek wirtualnego sportu w 2019 roku może osiągnąć wartość 1,1 mld dol. W 2022 roku ma to być już ok. 2 mld dol., choć optymistyczne prognozy mówią nawet o 3 mld dol., a jeszcze w 2018 roku było to niewiele ponad 900 mln dol. Polski rynek szacuje się obecnie na ok. 50 mln zł. Jak wskazuje ekspert, e-sport to nie tylko zawodnicy i rozgrywki, lecz także duży rynek pracy.

– Bardzo nam zależy na pokazywaniu młodym ludziom, że e-sport to nie tylko bycie graczem komputerowym. Naszym głównym celem jest przede wszystkim stworzenie hubu produkcyjnego w naszym kraju. Doświadczenie, umiejętności polskich pracowników zostały dostrzeżone, więc realizują oni wydarzenia na całym świecie. Chcemy te kompetencje rozwijać i powiększać nasze struktury. Dodatkowo bardzo duży nacisk położymy na rozwój samego e-sportu w Polsce. Chcemy być pionierem na tym rynku – zapowiada Adrian Kostrzębski.

Technologia uczenia maszynowego przyspieszy proces przetwarzania informacji. Wykorzystuje się ją już w walce z fake newsami czy do rozpoznawania chorób we wczesnej fazie rozwoju

Technologia uczenia maszynowego przyspieszy proces przetwarzania informacji. Wykorzystuje się ją już w walce z fake newsami czy do rozpoznawania chorób we wczesnej fazie rozwoju 6

Upowszechnienie się sztucznej inteligencji pozwoliło przerzucić żmudny proces analizy dużych zasobów informacji na algorytmy komputerowe. Zastosowanie technologii uczenia maszynowego pozwala wyszkolić sztuczną inteligencję do specjalistycznych zadań analitycznych i wychwytywania wzorów w ramach big data. Tworzy się też algorytmy predykcyjne, które umożliwią m.in. rozpoznawanie fake newsów, zautomatyzowanie procesu wykrywania nowych wirusów czy rozpoznawania chorób w ich wczesnej fazie rozwoju.

– Problem analizy danych to problem bardzo ogólny. Z jednej strony mamy bardzo popularne przykłady jak rozpoznawanie zdjęć. To bardzo dobrze robi np. platforma Google. Ale mamy też wyzwania bardziej skomplikowane, np. odróżnianie newsów prawdziwych od fałszywych. I do tego też można podejść jako do zadania analitycznego: zgromadzić fałszywe i prawdziwe newsy i próbować wytrenować algorytmy sztucznej inteligencji, żeby nauczyły się odróżniać rzeczy prawdziwe od fałszywych. A potem ostrzegać nas przed tymi fałszywymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. Dominik Ślęzak pracownik Instytutu Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego, prezes firmy QED Software.

Systemy zautomatyzowanej analizy danych zyskują na popularności. Ze sztucznej inteligencji wyszkolonej metodą uczenia maszynowego korzystamy na co dzień np. podczas wyszukiwania zdjęć. Algorytmy Google analizują obrazy zindeksowane w sieci, rozpoznając na nich kluczowe elementy i dopasowując je do naszego zapytania. Z tą technologią eksperymentuje także firma NVIDIA, która rozwija projekt generatywnej sieci neuronowej (GAN) wyspecjalizowanej w analizie i przetwarzaniu obrazu. Inżynierowie szkolą sztuczną inteligencję do interpretowania wzorców wizualnych, które służą do generowania fotorealistycznych obrazów.

Technologię GAN wykorzystano m.in. do tworzenia twarzy nieistniejących osób, modelowania trójwymiarowych obiektów na bazie nagrań czy tworzenia zdjęć krajobrazów na podstawie prostych szkiców.

– Medycyna, bankowość, przemysł – te aspekty, żeby rozpoznawać i odróżniać pewne rzeczy na podstawie danych są popularne w niemal każdej dziedzinie – przekonuje Dominik Ślęzak.

Stworzona przez QED Software platforma Knowledge Pit ma unaocznić potencjał tej technologii. Ma ona formę platformy konkursowej, na której różne firmy mogą przetestować swoje algorytmy analizy informacji. Przedstawiciele różnych gałęzi przemysłu wystawiają na niej dane big data, a zadaniem uczestników platformy jest opracowanie algorytmów predykcyjnych, które będą w stanie wyciągnąć z nich przydatne informacje i odpowiednio je skatalogować. Najefektywniejsze algorytmy mogą być wdrożone przez przedsiębiorstwa.

Platforma Knowledge Pit powstała po to, aby połączyć ze sobą ekspertów od uczenia maszynowego z firmami, które nie wiedzą, w jaki sposób przetwarzać dane w ramach big data.

– W tej chwili organizujemy konkurs we współpracy z firmą z dziedziny cyberbezpieczeństwa. Na podstawie danych ściąganych od swoich klientów ma rozpoznawać ataki internetowe. Celem konkursu jest rozpoznawać na podstawie danych, czy sekwencja zapisów, operacji sieciowych jest atakiem internetowym czy nie. W momencie, gdyby udało się opracować taki model, który odróżnia zwyczajną aktywność sieciową od tej podejrzanej, można wówczas ten model zastosować i pomóc takiej firmie w analizie nowo napływających danych – mówi ekspert.

Sztuczna inteligencja wyspecjalizowana w precyzyjnym wyszukiwaniu wzorców może być użyteczna niemal w każdym sektorze gospodarki. Inżynierowie Amazona wykorzystują ją nie tylko w procesie personalizacji reklam. Dzięki technologii uczenia maszynowego udało im się opracować m.in. oprogramowanie do rozpoznawania nieczytelnego pisma lekarzy. Program nie tylko jest w stanie odczytać niewyraźne zapiski, wyszkolono go także w słownictwie medycznym, dzięki czemu radzi sobie z przepisywaniem recept oraz diagnoz zapisanych odręcznie na pismo maszynowe.

Ciekawym przykładem wykorzystania big data jest współpraca podjęta pomiędzy Family Tree DNA a amerykańskim Federalnym Biurem Śledczym. Firma specjalizująca się w analizie DNA udostępniła FBI anonimowe dane genetyczne swoich klientów, które mogą posłużyć agentom federalnym do odnalezienia przestępców, których nie udało się zlokalizować za pośrednictwem klasycznych metod śledczych.

Z kolei naukowcy z Uniwersytetu Nowego Jorku oraz SRI International opracowali algorytm, który jest w stanie rozpoznać w próbce głosu symptomy zespołu stresu pourazowego. Badacze wyszkolili sztuczną inteligencję przy wykorzystaniu 40 tys. próbek głosowych 129 weteranów wojennych, którzy zmagali się z tym schodzeniem. Dzięki temu udało się stworzyć oprogramowanie, które z 89 proc. skutecznością jest w stanie wskazać objawy PTSD, analizując wyłącznie nagranie dźwiękowe głosu pacjenta.

Na podobnej zasadzie działają inne sztuczne inteligencje stworzone z myślą o branży medycznej. Prezentuje im się duże zasoby danych opisujących osoby cierpiące na jakieś schorzenie, a następnie wykorzystuje się technologię uczenia maszynowego, aby odnaleźć wzorce w big data, które pozwolą stworzyć algorytmy automatycznie rozpoznające symptomy choroby.

– Dane są już używane, żeby np. przewidywać, czym się interesujemy, żeby proponować nam różnego rodzaju produkty w reklamach online. Ale również żeby nam pomagać np. przewidywać schorzenia, sugerować możliwości terapii, doradzać na różne sposoby. Świat danych już z nami zostanie, tych danych będzie coraz więcej i za tym muszą iść dobre i dobrze stosowane narzędzia analizy danych – podsumowuje ekspert.

Według Allied Market Research wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji wzrośnie do 169,4 mld w 2025 roku, wykazując średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 55,6 proc.

Polacy stworzyli inteligentny opatrunek na odleżyny. Działa także na czynniki wewnętrzne powodujące ten typ ran

Polacy stworzyli inteligentny opatrunek na odleżyny. Działa także na czynniki wewnętrzne powodujące ten typ ran 7

Choć dzięki innowacyjnym lekom część chorób uważanych za nieuleczalne jest już oceniana jako przewlekłe, medycyna nie potrafiła poradzić sobie z problemem odleżyn. Mają je miliony osób na całym świecie. Naukowcy opracowali już jednak specjalne łóżka, które same zmieniają pozycję chorych, a kontrolę łóżka można przeprowadzić za pomocą aplikacji zainstalowanej na smartfonie. Polacy opracowali zaś rewolucyjne plastry, które eliminują wszystkie czynniki powodujące odleżyny.

– Prevlly jest bardzo zaawansowanym technologicznie plastrem przeciwodleżynowym prewencyjnym, przy tym bardzo prostym w obsłudze. Po odklejeniu zewnętrznej warstwy folii można nakleić plaster na narażone miejsce na ciele i on już chroni pacjentów. Różni się tym od standardowych metod, że działa nie tylko na czynniki zewnętrzne powodujące odleżyny, lecz także i wewnętrzne. Wymusza na ciele aktywną obronę przed tymi czynnikami – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jeremi Zgierski, prezes start-upu Prevlly.

Jeszcze do niedawna na odleżyny nie było skutecznej metody. Sytuacja jednak powoli się zmienia. W Azji opracowano już łóżko przeciwodleżynowe, które może automatycznie zmieniać pozycje snu zgodnie z ustalonym czasem trwania. Kontrolę łóżka można zaś przeprowadzić za pomocą aplikacji zainstalowanej na smartfonie. W Anglii z kolei udało się niemal o połowę ograniczyć występowanie odleżyn dzięki głębokiemu skanowaniu skóry. Dzięki skanerowi personel hospicjum był w stanie wykryć uszkodzenie tkanek głęboko pod powierzchnią skóry zanim były one widoczne. Z kolei niedawno opracowany cyfrowy monitoring mobilności, bezdotykowy czujnik umieszczony pod materacem przesyła dane o mobilności pacjenta przez całą dobę.

Rozwiązanie opracowane przez polski start-up nie tylko pomaga polepszyć standard życia pacjentów z odleżynami, lecz przede wszystkim – zapobiega ich powstawaniu.

– Odleżyny to są bardzo ciężko i długo gojące się rany, a ich leczenie to tak naprawdę wycinanie przez chirurga kolejnych kawałeczków tej rany. Metod prewencji jest bardzo mało, a leczenie jest bardzo żmudne, długie i kosztowne – zaznacza Jeremi Zgierski.

Prevlly to pierwszy na świecie inteligentny profilaktyczny opatrunek przeciwodleżynowy. Dzięki swojej technologii reaguje na prawie wszystkie czynniki tworzące odleżyny i je eliminuje, chroniąc pacjentów przed bólem i niebezpieczeństwem odleżyn. Pierwsze testy wykazały 100-procentową skuteczność.

– Właśnie skończyliśmy budowę naszego prototypu, czyli modelu MVP, podpisaliśmy także listy intencyjne z dystrybutorami. Chcemy teraz uzyskać ochronę patentową, następnie certyfikację produktu i wypuścić go na rynek. Szacujemy, że będą to okolice II kw. 2021 roku – zapowiada prezes start-upu Prevlly.

Odleżyny to urazy skóry i tkanki, wynikające z długotrwałego nacisku na skórę połączonego z tarciem. Najczęściej odleżyny występują w okolicach kości krzyżowej i ogonowej, na piętach, biodrach i kostkach. Mogą się szybko rozwijać, są też trudne do wyleczenia, szczególnie u osób w stanie krytycznym, osób po urazie kręgosłupa i unieruchomionych. Rozwiązanie polskiej firmy oznacza nie tylko pomoc pacjentom, lecz także znaczne oszczędności.

– Przeanalizowaliśmy rynek globalny, okazało się, że około 2 proc. ludzi na całym świecie cierpi z powodu odleżyn. W 28 państwach, które analizowaliśmy, około 2 proc. wydatków z budżetów medycznych wydawanych jest właśnie na leczenie ludzi z odleżynami, a to daje kwoty 118 mld dol. rocznie – wylicza Jeremi Zgierski.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia: 12-16 VIII

Ciągnąca się saga wojen handlowych zmienia się na gorsze, coraz bardziej zagrażając globalnemu ożywieniu. Recesyjne obawy przekuwane są w uważniejsze skanowanie danych makro i generują presję na banki centralne z żądaniami działań ratunkowych. W przyszłym tygodniu główna uwaga będzie na serii danych z USA jako ważnych wskazówek dla Fed. Poza tym interesujące mogą być odczyty z Eurolandu, Wielkiej Brytanii, Australii i Chin, a także decyzja Norges Banku.

Przyszły tydzień: CPI/sprzedaż/produkcja z USA, ZEW, rynek pracy/CPI/sprzedaż z Wlk. Brytanii, Norges Bank, PKB z Polski, sprzedaż/produkcja z Chin, rynek pracy z Australii

USA

Przed nami tydzień obfitujący w ważne dane z USA. Ponieważ członkowie Fed przywiązują dużą wagę do trendów inflacyjnych, CPI (wt) może przechylić szalę na rzecz szybszej reakcji władz monetarnych. Jakość aktywności gospodarczej będzie mierzona odczytami sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej (czw) i pozwoleniami na budowę domów (pt). Ocenę stosunków handlowych z Chinami przez biznes i konsumentów pozwolą zmierzyć indeksy NY Empire State, Philly Fed (czw) i Uniwersytetu Michigan (pt). Lepsze od prognoz wyniki będą prawdziwą niespodzianką, choć jest mało realne, aby osłabiły oczekiwania w stosunku do dalszych obniżek stóp procentowych.

Strefa euro

Trudno oczekiwać, aby w obliczu fatalnych danych z Niemiec i zawirowań na rynkach finansowych z powodu eskalacji wojen handlowych indeks nastrojów analityków ZEW (wt) miałby pokazać dobry odczyt. Indeks może zahaczyć o poziomy z końca 2011 r., kiedy kryzys zadłużenia był w szczytowym momencie. Drugi szacunek PKB za II kw. z Eurolandu (śr) prawdopodobnie potwierdzi spowolnienie. Dla EUR dane mogą mieć drugorzędne znaczenie przy EUR/USD głównie sterowanym nastawieniem do USD i oczekiwaniami w stosunku do polityki Fed.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii dane z rynku pracy (wt) mogą ujawniać oznaki spadku aktywności i zapotrzebowania na pracowników. Spadająca inflacja (śr) będzie wzmacniać oczekiwania na powrót BoE do obniżek stóp procentowych. Po sprzedaży detalicznej (pt) oczekuje się odreagowania silnych figur z czerwca. Ogólnie w raportach przeważają negatywne ryzyka dla funta.

Norwegia

Norges Bank odbędzie posiedzenie, po którym spodziewamy utrzymania stopy procentowej bez zmian (czw). Ważniejsze jednak, czy bank podtrzyma sugestie z czerwca, według których następnym razem wrześniu dojdzie do kolejnej podwyżki? Ostatnie dane było nieco słabsze, jak również spadły ceny ropy naftowej, ale inflacja bazowa pozostaje silna na 2,2 proc., a NOK osłabił się o niemal 3 proc. To powinno wystarczyć, by Norges Bank pozostał na jastrzębiej ścieżce.

Polska

W Polsce mamy odczyty salda bieżącego (wt), inflacji (śr, pt) i PKB (śr) z największym zainteresowaniem wokół tego ostatniego. Rynek oczekuje, że wzrost PKB przyhamuje po 4,7 proc. r/r zanotowanych I kw., ale pytanie: jak bardzo? Słabszy odczyt (konsensus 4,5 proc.) może ponieść obawy, że solidne zaplecze fundamentalne kruszeje, co może być pretekstem do osłabienia złotego. Poza tym bez wyraźnej fali pogorszenia sentymentu zewnętrznego nie widzimy na rynku pędu do sprzedaży złotego, więc im więcej stabilizacji, tym bardziej realne odreagowanie.

Chiny

W danych o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej z Chin (śr) będzie poszukiwana odpowiedź na pytanie, czy widać już efekty pomocowych narzędzi fiskalnych i monetarnych? Poza tym niemal każdy dzień będzie się rozpoczynał od analizy fixingu juana i jak bardzo LBCh pozwoli na deprecjację waluty, by zniwelować wpływ wyższych ceł.

Australia

W Australii RBA na sierpniowym posiedzeniu podkreślił uzależnienie przyszłych decyzji od danych, więc rynek będzie uważnie przyglądał się odczytom indeksów nastrojów (wt, śr) i raportowi z rynku pracy (czw). Rozczarowanie wzmocni oczekiwania na obniżkę stopy kasowej we wrześniu, ciągnąc AUD w dół. Przyszły tydzień będzie bez ważnych danych z Nowej Zelandii. Zaskakująca decyzja RBNZ o obniżce stopy OCR aż o 50 pb pozostawiła wyrwę w zaufaniu względem NZD, ale można dyskutować, że przynamniej w krótkim terminie całe zło jest już w cenach, o ile nie dojdzie do świeżej eskalacji wojen handlowych.

Kanada

W Kanadzie kalendarz na przyszły tydzień jest ubogi jedynie z danymi o sprzedaży domów na rynku wtórnym (czw). To skazuje CAD na pozostanie pod wpływem wahań apetytu na ryzyko i korelacji z rynkiem ropy naftowej. Stabilizacja rynków w ostatnich dniach już pomaga w odreagowaniu wcześniejszej przeceny loonie, ale sentyment wciąż jest kruchy, gdyż rynek nie porzuca oczekiwań, że Bank Kanady zmieni nastawienie na bardziej gołębie. Z drugiej strony determinacja Arabii Saudyjskiej dla stabilizacji rynku ropy naftowej powinna pośrednio dawać wsparcie CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Spadek PKB na wyspach, Ameryka wciąż silna.

Brexit i związana z nim niepewność powoduje, że brytyjska gospodarka nie ma się ostatnio najlepiej. Niewykluczone, że po spadku PKB w drugim kwartale, w trzecim zobaczymy nawet gorsze wyniki.

Kwartalny spadek PKB na wyspach

Dane z Wielkiej Brytanii niemiło zaskoczyły rynki. Tempo wzrostu tamtejszego PKB spadło i teraz wynosi 1,2%. Większy problem stanowi jednak kwartalny spadek o 0,2%, ponieważ w ekonomii dwa spadkowe kwartały z rzędu uznajemy za oznakę recesji. Biorąc pod uwagę zbliżający się termin Brexitu, trzeci kwartał tego roku raczej nie zapowiada poprawy. Niepewność dotycząca przebiegu Brexitu, nie pomaga w prowadzeniu biznesu, więc trudno się dziwić, że funt jest najtańszy od 2017 roku.

Czy Polska dołączy do obniżek stóp procentowych?

Ostatnia wypowiedź prezesa NBP Adama Glapińskiego zahacza o temat, który wielu analityków żywo interesuje. W wywiadzie dla “Ale Bank” stwierdził, że gdy dojdzie do spowolnienia w strefie euro, trzeba będzie pomyśleć o luzowaniu polityki pieniężnej. Pozostawienie polskich stóp procentowych na niezmienionym poziomie, sprawiłoby, że w przypadku luzowania polityki w strefie euro złoty szybko by się umocnił. Wbrew pozorom nie jest to dla nas korzystne, bo połączenie słabej koniunktury na zachodzie i mocnego złotego uderzy w polskich eksporterów.

Amerykański rynek pracy wciąż silny

Wczoraj poznaliśmy dane na temat liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Pomimo pełnych obaw wiadomości ekonomicznych sytuacja w kraju wciąż jest bardzo dobra. Liczba wniosków wyniosła zaledwie 209 tysięcy, co nie tylko jest lepszym od oczekiwań wynikiem, ale obiektywnie niskim poziomem. Dane te spowodowały lekkie odreagowanie na dolarze, ale dalej jest on słaby względem euro. Warto zwrócić uwagę, że rynek powoli zaczyna wierzyć że jest szansa na to, że we wrześniu nie dojdzie do obniżki stóp procentowych i to również pomaga dolarowi utrzymywać wartość.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Cienka kapitalizacja

Z dniem 1 stycznia 2018 r. znaczącej zmianie uległy przepisy dotyczące tzw. cienkiej kapitalizacji. Nowelizacja przepisów polskiej ustawy o podatku dochodowym była skutkiem wdrożenia do porządku unijnego dyrektywy mającej na celu przeciwdziałanie praktykom unikania opodatkowania, które mają bezpośredni wpływ na funkcjonowanie rynku wewnętrznego (Dz.Urz. UE L 193, s. 1, ze zm.). Z jednej strony zmiana przepisów jest korzystna dla podatników, gdyż zwiększony został limit kosztów finansowania stanowiących koszty podatkowe, z drugiej strony regulacją zostały objęte także koszty finansowania od podmiotów zewnętrznych – niepowiązanych. Nowe regulacje, mimo że obowiązują od 1 stycznia 2018 r., w dalszym ciągu budzą szereg wątpliwości. Jedną z nich jest sposób kalkulacji progu, po przekroczeniu którego podatnik nie może zaliczyć wydatków do kosztów uzyskania przychodu.

Co to jest cienka kapitalizacja?

Firmy w toku prowadzonej działalności korzystają z finansowania zewnętrznego albo od podmiotów powiązanych, albo od podmiotów trzecich (np. pożyczek, kredytów itp.). Często występującym elementem takiego finansowania są odsetki. Cienka kapitalizacja nazywana także niedostateczną kapitalizacją to ograniczenie kwoty odsetek od takiego finansowania, które mogą być kosztami podatkowymi. Ustawodawca chce w ten sposób przekazać, że istnieje pewna wartość zadłużenia firm i odsetek, która jest dla niego akceptowalna przy założeniu racjonalnie działających przedsiębiorców, a kwoty powyżej tego limitu są nieproporcjonalne do prowadzonej działalności.

Cienka kapitalizacja od 1 stycznia 2018 r.

Od 1 stycznia 2018 r. weszły w życie regulacje, w zakresie których podatnicy są obowiązani wyłączyć z kosztów uzyskania przychodów koszty finansowania dłużnego w części, w jakiej nadwyżka kosztów finansowania dłużnego przewyższa 30% kwoty odpowiadającej podatkowemu EBITDA, tj. nadwyżce sumy przychodów ze wszystkich źródeł przychodów pomniejszonej o przychody o charakterze odsetkowym nad sumą kosztów uzyskania przychodów pomniejszonych o wartość zaliczonych w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów odpisów amortyzacyjnych oraz kosztów finansowania dłużnego nieuwzględnionych w wartości początkowej środka trwałego lub wartości niematerialnej i prawnej. Warto podkreślić, że limit cienkiej kapitalizacji dotyczy nie tylko wydatków na rzecz podmiotów powiązanych. W art. 15c ust. 1 ustawy o CIT rozciągnięto stosowanie ograniczenia zaliczania odsetek do kosztów uzyskania przychodów na wszystkich podatników.

Z powyższej reguły kalkulacji progu cienkiej kapitalizacji wynika, że jest ona uzależniona od wyników finansowych podatnika. Jest to pochodna unijnych regulacji, mających na celu przeciwdziałanie erozji baz podatkowych na rynku wewnętrznym. Przyjmuje się więc, że podatnicy co do zasady mogą korzystać z finansowania zewnętrznego, ale tylko do pewnego poziomu – wyższa wartość oznacza w ocenie fiskusa nadmierne wydatki w stosunku do prowadzonej działalności i w konsekwencji nie powinna stanowić kosztów podatkowych. Należy zaznaczyć, że obecnie obowiązujące przepisy limitujące wysokość odliczanych odsetek przewidują, z pewnymi wyłączeniami, możliwość przeniesienia nieodliczonej kwoty odsetek na pięć kolejno po sobie następujących lat podatkowych. Zapis ten jest korzystny dla podatników, gdyż kwota kosztów finansowania nie musi być równa w każdym roku.

Polski ustawodawca skorzystał także z możliwości przewidzianej w dyrektywie UE w zakresie wprowadzenia stałej kwoty progu. Ustawa o podatku dochodowym przewiduje, że ww. sposobu kalkulacji progu nie stosuje się do nadwyżki kosztów finansowania dłużnego w części nieprzekraczającej w roku podatkowym kwoty 3 mln zł. Ten zapis jest kością niezgody pomiędzy podatnikami a organami podatkowymi, która doprowadziła niektóre sprawy przed sąd administracyjny.

Z czego wynikał spór?

Sporna kwestia dotyczy kalkulacji kwoty limitu cienkiej kapitalizacji. Organy podatkowe, analizując przepisy ustawy oraz dyrektywy w tym zakresie, twierdzą, że kwota 3 mln zł nie powinna być wliczana do kalkulacji, gdyż nie byłoby to zgodne z celem ustawodawcy. Innymi słowy, po przekroczeniu 3 mln zł zastosowanie będzie miał limit 30% podatkowego EBITDA, bez uwzględnienia kwoty 3 mln zł. Z takim stanowiskiem nie zgadzają się podatnicy, którzy twierdzą, że dopiero od nadwyżki kosztów finansowania zastosowanie powinien mieć próg 30% EBITDA. Biorąc pod uwagę kwotę podatku od wartości 3 mln zł, spór pomiędzy organami a podatnikami jest materialny.

Stanowisko sądów

Sądy administracyjne w niewielu wydanych do tej pory wyrokach potwierdzają stanowisko podatników. Przykładowo Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w wyroku z 3 kwietnia 2019 r. (sygn. I SA/Wr 7/19) wskazał, że w sytuacji, gdy u danego podatnika nadwyżka kosztów finansowania dłużnego przekracza 3 mln zł, to wskaźnik obliczony na podstawie EBITDA należy stosować dopiero do nadwyżki ponad wspomnianą kwotę 3 mln zł. Do podobnych wniosków doszedł WSA w Poznaniu w wyroku z dnia 12 grudnia 2018 r. (sygn. I SA/Po 699/18) oraz WSA w Warszawie (sygn. akt III SA/Wa 1849/18).

Oznacza to, że argumentacja fiskusa jest niewystarczająca dla sądów, które, dokonując literalnej wykładni przepisów ustawy, potwierdziły, że kwotę 30% podatkowego EBITDA należy liczyć dopiero po przekroczeniu kwoty 3 mln zł. Takie podejście jest bardzo korzystne dla podatników, gdyż mogą oni wykazać w kosztach podatkowych wyższe wydatki związane z finansowaniem zewnętrznym.

Podsumowanie

Należy jednak zaznaczyć, że kwestia ustalania limitów cienkiej kapitalizacji, pomimo korzystnych dla podatników wyroków sądów administracyjnych, w dalszym ciągu budzi szereg wątpliwości, które nie zostaną rozstrzygnięte do czasu wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego. Niemniej biorąc pod uwagę szereg pozytywnych rozstrzygnięć wojewódzkich sądów administracyjnych, podatnicy powinni rozważyć wystąpienie z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej w swoim przypadku. Pozwoli to ograniczyć ryzyko i zwiększy szanse na wydanie pozytywnego rozstrzygnięcia. Jeżeli jednak podatnik nie jest zainteresowany wnioskiem o interpretację indywidualną, warto przy kalkulacji współczynnika skorzystać z pomocy doświadczonego doradcy podatkowego, który w sposób bezpieczny i zgodny z przepisami wskaże metodę kalkulacji współczynnika.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Przeciętne wynagrodzenie rośnie w drugim kwartale wyniosło 4839,24 zł

Główny Urząd Statystyczny podał dane o przeciętnym wynagrodzeniu w Polsce w II kwartale 2019 roku. To wyniosło 4839,24 zł, co oznacza spadek o 2% w ujęciu kwartalnym oraz wzrost o 7% w porównaniu do analogicznego okresu 2018 roku.

– Wzrost przeciętnego wynagrodzenia nie zaskoczył, ten zależy między innymi od wartości minimalnego wynagrodzenia, które w porównaniu do 2018r. wzrosło o niemal 7%. Cały czas mamy również do czynienia z presją płacową która utrzymuje się ze względu na braki kadrowe. Wobec tego przewiduję wzrost przeciętnego wynagrodzenia w II połowie 2019 r. do 8,5% – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Przeciętne wynagrodzenie wyrażane jest w ujęciu brutto, razem z podatkiem dochodowym PIT oraz składkami na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i chorobowe.

Na początku sierpnia Senat przyjął nowelizację ustawy o wynagrodzeniu minimalnym. Nowelizacja wejdzie w życie w 2020 roku i zmieni sposób obliczania wymiaru przeciętnej płacy, do której nie będzie już wliczany dodatek od stażu. Celem nowelizacji jest zwiększenie przejrzystości minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy

– Dzięki tej nowelizacji, pracownicy otrzymujący minimalne pensje, będą wynagradzani bardziej sprawiedliwie niż dotychczas. Nowelizacja doprowadzi bowiem do zwiększenia płac tych pracowników, którzy zarabiają najniższe pensje, lecz posiadają dłuższy staż pracy. To rozwiązanie będzie miało niebagatelny wpływ na rynek pracy, jest bowiem skierowane do takich pracowników, których zastąpienie bywa o wiele trudniejsze. Długofalowo, ten zapis w nowelizacji wpłynie więc na stabilizację zatrudnienia w niektórych sektorach– tłumaczy Krzysztof Inglot.

Boeingi 787 podatne na ataki hakerów? Amerykański koncern odpowiada na zarzuty

Podczas konferencji Black Hat poruszono temat błędów w oprogramowaniu Boeinga 787, za pomocą których rzekomo możliwe jest przejęcie kontroli nad samolotem. Producent zaprzecza istnieniu zagrożenia, a Xopero Software, twórca programów do backupu i odzyskiwania danych, tłumaczy o co chodzi  w konflikcie.

W trakcie jednej z konferencji Black Hat Briefings w Las Vegas, Ruben Santamarta – główny konsultant do spraw cyberbezpieczeństwa w IOActive – opowiedział o znalezionych lukach w oprogramowaniu popularnych samolotów Boeing 787. Producent samolotów niemal natychmiast określił prezentację jako “nieodpowiedzialną i mylącą’.

W samolotach tego typu pracują trzy główne sieci elektroniki. Pierwsza zarządza działaniem nieistotnych (z punktu widzenia pracy maszyny) systemów, jak urządzenia do rozrywki pasażerów. Druga sieć utrzymuje aplikacje używane przez załogę i personel techniczny. Trzecia i najważniejsza zarządza działaniem wszelkiego rodzaju czujników i urządzeń, na których bezpośrednio pracują piloci.

Błędy, które odnalazł Santamarta pozwalają na włamanie się do pierwszej sieci, stamtąd do drugiej, aby wreszcie uzyskać dostęp do trzeciej i teoretycznie przejąć kontrolę nad systemami samolotu. Rzecznicy Boeinga twierdzą z kolei, że opanowanie maszyny w ten sposób jest niemożliwe. Filtry systemowe nie pozwalają bowiem na swobodny przepływ poleceń między sieciami.

Według twierdzeń IOActive, Santamarta odnalazł oprogramowanie (ówcześnie wciąż w trakcie rozwoju) we wrześniu 2018, kiedy to producent Dreamlinera przypadkowo udostępnił swój serwer. Odnalazł w nim kilka błędów, które można wykorzystać do uruchomienia własnego kodu w systemach. Następnie skontaktował się z inżynierami Boeinga, aby sprawdzić swoje badania w kontrolowanych warunkach, bezpośrednio w systemach maszyny.

Rzecznicy amerykańskiego koncernu zaprzeczają podobnym kontaktom, twierdząc, że pierwszy raz o błędach dowiedzieli się od osoby niepowiązanej z IOActive, a o badaniach Santamarty, zaledwie kilka miesięcy wcześniej z programu konferencji Black Hat. Firma twierdzi również, że IOActive co prawda informowało o problemie, ale wyłącznie zewnętrznego twórcę oprogramowania – Honeywell. Temu z kolei zaprzecza IOActive, podtrzymując swoją wersję.

Bartosz Jurga – head of presales, Xopero Software S.A.
Bartosz Jurga, Head of Sales w Xopero Software

– Przejęcie kontroli nad samolotem to niezwykle groźny temat – mówi Bartosz Jurga, dyrektor sprzedaży w Xopero Software – szczególnie po atakach z września 2001, zagnięciu samolotu MalaysianAirlines czy katastrofie lotu Germanwings. Jakiekolwiek szerzenie teorii na ten temat z reguły wywołuje panikę, a jeżeli nie jest poparte twardymi dowodami, faktycznie jest nieodpowiedzialne. Tutaj należy zgodzić się z Boeingiem. Z drugiej strony producent Dreamlinera wiedział o temacie prezentacji kilka miesięcy wcześniej i mógł zaplanować swoją reakcję o wiele lepiej. Chociażby podeprzeć się analizami i rzeczowymi dowodami na jej niesłuszność.

W międzyczasie oprogramowanie zostało dopracowane. W testach przeprowadzanych przez Boeinga bezpośrednio na samolocie potwierdzono, że nie ma możliwości wykorzystania błędów do przejęcia kontroli nad systemami. Z tym zgadzają się również liczni komentatorzy i eksperci zza oceanu, którzy wątpią w możliwość przeprowadzenia podobnego ataku krytykując jednocześnie Boeinga za zachowanie po zgłoszeniu problemu.

Boeing powinien lepiej przygotować się do tej sytuacji tym bardziej, że po katastrofie samolotu linii Ethiopian Airlines w marcu tego roku, wszystkie maszyny Boeing 737MAX zostały uziemione na długie miesiące – mówi Bartosz Jurga, dyrektor sprzedaży w Xopero Software – Ważnym problemem, który niestety umyka w całej tej sprawie, jest również niewłaściwe zabezpieczenie danych przez samego producenta. Z pewnością oprócz Santamarta, wiele niepowołanych osób dotarło do badań działu R&D [Research&Development] Boeinga.

W niemieckim przemyśle nadal widać trend spadkowy

W tym tygodniu nie mieliśmy do czynienia z dużą liczbą wydarzeń czy danych dot. finansów i gospodarki. Z makroekonomicznego kalendarza można wymienić wyniki niemieckiej produkcji przemysłowej, która w lipcu ponownie zanotowała spadek. W porównaniu miesięcznym, biorąc pod uwagę korektę sezonową, doszło do spadku o 1,5%, a międzyrocznie aż o 13,9%. Sytuacja w niemieckim przemyśle zaczyna być bardzo niepokojąca. Szczególnie w połączeniu z wynikiem PMI, który od dawna utrzymuje się w Niemczech poniżej poziomu 50 (co sugeruje dalszy spadek produkcji) oraz sygnalizuje również słabsze wyniki zamówień produkcyjnych. W czerwcu, w porównaniu miesięcznym, wzrosły one 2,5%, a w międzyrocznym spadły o 10,9%. Sytuacja nie jest zbyt optymistyczna, w tym także dla polskiej gospodarki, na którą kryzys w przemyśle niemieckim zaczyna mieć coraz większy wpływ. Produkcja przemysłowa w kraju nad Wisłą w czerwcu spadła międzyrocznie o 2,7%.

Rosnąca nerwowość w niemieckim przemyśle mogła przyczynić się do wzrostu awersji w stosunku do walut środkowoeuropejskich, a tym samym do osłabienia złotego. Kurs złotówki w tym tygodniu w stosunku do euro wzrósł i w piątek rano był na poziomie 4,32 EUR/PLN. Eurodolar w tym czasie wynosił 1,119 EUR/USD.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY

Marsh Global Insurance Market Index Q2 2019: wzrost cen ubezpieczeń o ok. 6%

Drugi kwartał 2019 r. zakończył się siódmym z rzędu wzrostem cen ubezpieczeń na świecie – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index: Q2 2019, cyklicznego zestawienia stawek odnowieniowych oferowanych przez ubezpieczycieli na świecie. Poniżej prezentujemy kluczowe tendencje w zakresie wybranych linii ubezpieczeń:

  • Średnie ceny ubezpieczeń wzrosły o blisko 6% w drugim kwartale 2019 r. Jest to największy wzrost stawek ubezpieczeniowych obserwowany od 2012 r. Drugi kwartał 2019 r. utrzymał wzrostową tendencję z ostatnich 6 kwartałów.
  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych wzrosły średnio o 8%. Ubezpieczenia finansowe i profesjonalne odnotowały prawie 10% wzrost, a ceny ubezpieczeń OC osiągnęły blisko 1% wzrost. Wzrost cen w znacznej mierze obejmował duże firmy, szczególnie w obszarze ubezpieczeń majątkowych i D&O.
  • Drugi kwartał 2019 r. zakończono ze wzrostem stawek ubezpieczeniowych we wszystkich regionach na świecie.
  • Region Pacyfiku kontynuuje utrzymującą się od dwóch lat tendencję wzrostową, osiągając w ostatnim kwartale 18% wzrost cen ubezpieczeń.
  • Wzrost ten spowodowany był w głównej mierze podwyżkami stawek ubezpieczeniowych D&O (wiele firm odnotowało wysoki, dwucyfrowy wzrost) oraz ryzyk katastroficznych i pozostałych.
  • W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i krajach azjatyckich wzrost cen ubezpieczeń stanowił co najmniej 3%.

Wysyłkowa wojna totalna: Amazon kontra reszta świata

Gigant świata e-commerce i najcenniejsza marka świata – Amazon, kontynuuje swój zwycięski marsz i realizuje kolejne etapy planu totalnej dominacji w sektorze handlu. Po rewolucji, jaka dokonała się za pośrednictwem amerykańskiego potentata w świecie zakupów, przyszła pora na kolejny krok w kierunku pełnej autonomii biznesowej – własne usługi kurierskie. Korporacje logistyczne drżą przed widmem zmian, jakie może wywołać amerykańska rewolucja wysyłkowa.

Marka Amazon od lat wyznacza trendy w zakresie e-handlu, a jej działania są motywacją i benchmarkiem dla innych podmiotów. Cała branża e-commerce, niezależnie od wielkości, musi uważnie obserwować i analizować poczynania amerykańskiej spółki.

Każdy, kto chce zaistnieć w sieci, stara się zaadaptować rozwiązania wprowadzane przez firmę, za której sterami zasiada najbogatszy człowiek świata – Jeff Bezos. Gdy okazało się, że w świecie e-handlu, korporacja dotarła do ściany i momentu, gdzie wiele więcej zrobić nie można, rozpoczęto kolejny etap w planie budowy imperium handlowego – własne usługi logistyczne.

Omni doświadczenia

Amazon radzi sobie bardzo dobrze w przypadku wysyłki towarów z magazynów własnych – szczególnie w ramach usługi Prime, którą mogą wykupić użytkownicy poszukujący dodatkowych benefitów – jak specjalne promocje, czy darmowa dostawa w określonym czasie. A ponieważ korporacja zarządzana przez Jeffa Bezosa robi wszystko, by zapewnić swoim klientom jak najlepsze doświadczenia, „opakowując” ich w pakiet usług własnych, przyszła pora na zaangażowanie się w proces logistyczny. Amazon liczy, że obsługując samodzielnie dostawy, będzie w stanie znacznie przyspieszyć czas wysyłki i skłonić większą liczbę osób do kupowania swojego abonamentu.

Tego typu usługa testowana jest już od 2017 roku, kiedy to ruszył program beta w Los Angeles i pojawiły się pierwsze zakulisowe informacje na temat tego, że Amazon miałby wejść w zadania kurierskie. Co ma wyróżniać ich ofertę to fakt, że dostawa będzie realizowana również podczas weekendu, co jest całkowitą nowością w świecie tanich przesyłek – tłumaczy Sascha Stockem, prezes Nethansy, idącego jak burza startupu, który przy wykorzystaniu autorskiego systemu wprowadza polskie i europejskie firmy na platformę Amazona. – Dotychczas istniała możliwość zamówienia takiej usługi dodatkowo, ale koszt był na tyle wysoki, że mało kto się na to decydował – dodaje Stockem

To jednak nie wszystko, firma Jeffa Bezosa zaskoczyła wszystkich, gdy w 2016 roku świat obiegła informacja o tym, że zarejestrowali w urzędzie patentowym wniosek, który przedstawiał gigantyczny latający magazyn w formie zeppelina. Jakby tego było mało, od pewnego czasu testowana jest usługa, dostarczania przesyłek za pomocą autonomicznych dronów.

Wiele mówi się o tym, że amerykańska spółka nie ma zamiaru ograniczać się do swojego podwórka, a ich usługi logistyczne będą dostępne dla różnych podmiotów, nawet niezrzeszonych w ramach platformy Amazonu. Jak wygrać wojnę z konkurencją? Walcząc niższą ceną i oferując większą częstotliwość kursów.

Spory kawałek tortu

Amazon jest ekosystemem, który sprawnie łączy firmy i ich odbiorców, jednak jego siła leży w jego ograniczeniach. Dosyć hermetyczna struktura i procedury nakładane na sprzedawców stanowią poważną przeszkodę dla młodych biznesów, którym ciężko się odnaleźć w tak specyficznym środowisku.

Taka polityka nie bierze się znikąd. Nie od dziś wiadomo, że Jeff Bezos lubi mieć wpływ na wszystkie aspekty procesu sprzedaży. W tej chwili jedna z najważniejszych części, logistyka, jest poza kontrolą. Outsourcing dostawy teoretycznie rozwiązuje problem w transporcie przesyłek od partnerów zewnętrznych, jednak już ostatni sezon świąteczny ukazał, jak niedoskonałe jest to rozwiązanie – tłumaczy Sascha Stockem.

Jak wiele może ugrać amerykański gigant na rewolucji w sposobie dostawy? Same przychody UPS (który realizuje sporą część dostaw Amazona) za 12 msc, wyniosły ponad 71 mld USD, co stanowi wzrost o 5,46% rok do roku. Począwszy od 2016 r. przychody spółki sukcesywnie rosną i od tego czasu zwiększyły się o ponad 15% z blisko 61 mld USD w 2016 do wspomnianych 71 mld w zakończonym w marcu 2019 roku fiskalnym. A przecież to nie jedyna firma realizująca przesyłki dla Amazona! Jak podaje raport tej potężnej spółki, na samą realizację programu wysyłkowego, Amazon wydał w 2018 r. ponad 29 mld USD.

Amazon made in Poland

Większość z 300 mln produktów, które dostępne są za pośrednictwem Amazon.de, są już tłumaczone na język polski. Chociaż serwis nie posiada nadwiślańskiej wersji językowej, wiele jego funkcji już działa w naszym ojczystym języku. Do Polski dostarcza się coraz więcej produktów, które zostały zakupione na tej platformie.

– Strategię tę nazywam dyskretnym przejmowaniem rynku. Produkty z tej platformy są dostarczane do Polski, chociaż sam sklep z domeną amazon.pl, nie jest jeszcze dostępny. Po wpisaniu tego adresu w przeglądarce internetowej, jesteśmy przenoszeni do niemieckiej wersji serwisu. Prawdopodobnie będzie to trwało tak długo, aż firma Jeffa Bezosa, oficjalnie uruchomi sklep z domeną amazon.pl – podpowiada CEO Nethansy.

Chociaż Amazon posiada swoje centra logistyczne i dział R&D usytuowane w Polsce to wciąż zwleka z otwarciem pełnej, polskiej wersji serwisu. Natura nie cierpi próżni, więc tę lukę wypełnił serwis Allegro, który od lat dzierży miano „polskiego Amazona” i nawet wejście takiego giganta, jakim jest eBay, ani na moment, nie zagroziło pozycji rodzimego serwisu aukcyjnego. W ostatnim czasie poznańska spółka zauważyła potencjał w realizacji zadań logistycznych. Stąd pojawiła się nowa usługa – Allegro Smart – która, dzięki umowie partnerskiej z siecią inPost, otworzyła firmę na zupełnie nowe możliwości.

Najcenniejsza marka świata – Amazon – cały czas rozszerza swoje wpływy, oferując swoim klientom pełny customer experience. W tym celu aktywowane są kolejne usługi, które mają wzbogacić ich doświadczenia. Jednym z takich narzędzi jest Amazon Pay – metoda płatności, która stanowi odpowiedź na eBay’owy PayPal, wirtualny portfel.

Według ankiety przeprowadzonej przez Consumer Intelligence Research Partners, na koniec 2018 r. ponad 100 milionów osób miało wykupioną subskrypcję Amazon Prime. Josh Lowitz, partner i współzałożyciel CIRP zdradził również, że członkostwo w Prime wzrosło o 10% w ciągu ostatniego roku, który: “był wolniejszy [dynamika wzrostu] niż dotychczas, ale nadal znaczący, gdyż opierał się na ogromnej bazie klientów i to wciąż po latach szybkiego rozwoju”.

Wygląda na to, że Amazon będzie kontynuował swoją grę, która jest częścią przemyślanej i długofalowej strategii, poszerzając zakres swojej działalności. Najpierw niewinnie twierdząc, że tylko „uzupełnia” możliwości swoich partnerów dostawczych, a następnie stopniowo przejmując bardziej dochodowe części ich działalności. W ten sposób imperium Bezosa będzie psuć krew już nie tylko największym firmom logistycznym, ale również lokalnym dostawcom.

Funt pozostaje słaby, ale potrzeba mocniejszego impulsu, by wywołać trwalsze załamanie kursu

Szum polityczny z Włoch na chwilę odciąga uwagę od utrzymującej się niepewności związanej z wojnami handlowymi. Niestabilna koalicja prawicowej Ligi i antyestablishmentowego Ruchu Pięciu Gwiazd dobiega końca i dokłada czynnik ryzyka do już bogatego wachlarza. No i jeszcze drobne przypomnienie, że w Wielkiej Brytanii Boris Johnson może namieszać bardziej, ogłaszając wybory. Coś do dyskusji w kontekście spraw na jesień.

Po tym, jak w środę obie włoskie partie w Senacie głosowały przeciwnie nad bardzo kontrowersyjnym projektem kolei dużych prędkości, lider Ligi Salvini zażądał rekonstrukcji rządu i ponowne spisanie celów politycznych, aby uniknąć rozpadu koalicji. Ale 24 godziny później stało się jasne, że koalicja Ligi i R5G nie ma dalszego sensu i konieczne jest rozpisanie nowych wyborów. Salvini jako wicepremier nie ma władzy, by rozwiązać rząd, dlatego apeluje do prezydenta, by ten uświadomił sobie, że gabinet kierowany przez Giuseppe Conte z R5G nie ma za sobą wystarczającej liczby głosów w parlamencie. Do nowych wyborów Saliviniego zachęcają sprzyjające sondaże, które choć nie dają mu całkowitej władzy, to jednak oferują opcje stworzenia czysto prawicowej koalicji pod wodzą Ligi. Nowy rząd mógłby być stabilniejszy z mniejszymi zapędami do wydatków budżetowych, jednak czasu na decyzje jest niewiele. Prezydent ma od 45 do 70 dni na wyznaczenie terminu wyborów, ale Włochy potrzebowałyby nowego rządu przed 15 października, aby zdążyć przed ostatecznym terminem na złożenie projektu budżetu do Brukseli. W mediach spekuluje się o wyborach 13 października, co pokazuje, jak mogą się skomplikować negocjacje z Brukselą. Albo pozostanie rząd, który (ponownie) wejdzie w konflikt z UE w sprawie przesadnych wydatków, albo dojdzie do sytuacji, gdzie Rzym nie będzie miał niczego do przedstawienia. Na razie doniesienia wywierają umiarkowaną presję na EUR i podbijają rentowności włoskich obligacji. Wątpimy, aby efekt ten utrzymał się na dłużej, choć jest to zapowiedź, że na jesieni Europa będzie miała jeden powód więcej do zmartwień.

Jeden więcej, gdyż podstawowym kłopotem Starego Kontynentu jest brexit. Jeśli nic się nie zmieni w relacjach Londynu z Brukselą, 31 października Wielka Brytania opuści UE. Wczoraj funt na krótko wyznaczył nowe dwuletnie minima względem euro po informacji, że premier Boris Johnson rozważa rozpisanie nowych wyborów zaraz po dacie brexitu. Przy wysokich szansach na chaotyczne rozstanie bez umowy, dodatkowe zamieszanie wywołane przetasowaniami na scenie politycznej nie wróży funtowi jasnej przyszłości. Szczególnie, że sondaże sugerują potencjalną koalicję Partii Konserwatywnej z Partią Brexitu Nigela Farage’a, co bynajmniej nie ułatwi przyszłego odbudowywania relacji handlowych z UE. Jednocześnie jednak wizja przyspieszonych wyborów nie jest nową informacją. Nawet opozycja rozważa wotum nieufności po zakończeniu wakacyjnej przerwy w obradach parlamentu 3 września, a zatem jeszcze przed deadlinem brexitu. W efekcie wczorajsze tąpnięcie funta bardziej wygląda na spekulacyjną reakcję w nadziei na rozbudzenie uśpionego tematu brexitu. Funt pozostaje słaby, ale potrzeba mocniejszego impulsu, by wywołać trwalsze załamanie kursu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czy w pracy zastąpią nas roboty? Jak zapatruje się na to rynek i przedsiębiorca.

przyszłość pełnej robotyzacjiBłyskawicznie postępujący proces automatyzacji pracy i stopniowe zastępowanie ludzi przez roboty to już nie czarny scenariusz rodem z powieści science fiction, tylko rzeczywistość, z którą mamy do czynienia na co dzień.

Czy jednak faktycznie prace nad rozwijaniem i doskonaleniem sztucznej inteligencji spowodują likwidację milionów miejsc pracy oraz wielu zawodów, które dziś są wykonywane przez ludzi? I czy rzeczywiście robotyzacja jest zjawiskiem, którego należy się obawiać, czy raczej ogromną szansą, z której warto skorzystać?

Roboty na rynku pracy

Choć na obecnym rynku pracy pracy szukają nadal wyłącznie żywi ludzie, to nie znaczy to wcale, iż ta sytuacja nie ulegnie zmianie już w niedalekiej przyszłości. Wprawdzie autonomiczna sztuczna inteligencja, zdolna do samodzielnego, kreatywnego myślenia to nadal jedynie fikcja, ale istnieją już sztuczne inteligencje o wąskich specjalizacjach, które bez większego problemu zastępują ludzi w precyzyjnym wykonywaniu prostych, powtarzalnych działań. Na tego rodzaju robotach zbudowana jest obecna potęga gospodarcza wielu krajów – szczególnie azjatyckich, stawiających na systematyczne obniżanie kosztów pracy przy jednoczesnym zwiększeniu jej efektywności.

Roboty w przemyśle to jednak zaledwie ułamek tego, do czego już dziś zdolne są maszyny. Na coraz większą skalę urządzenia sterowane za pośrednictwem dedykowanego oprogramowania są stosowane w innych branżach. Dobrym przykładem jest np. logistyka, w której już od jakiegoś czasu wykorzystuje się bezosobowe wózki widłowe na halach magazynowych. Mające wejść do użytku w niedalekiej przyszłości w Stanach Zjednoczonych bezzałogowe ciężarówki to kolejny przykład robotyzacji o dość rewolucyjnym charakterze, która wpłynie nie tylko na transport, ale także pośrednio na wiele innych gałęzi biznesu, tradycyjnie powiązane z transportem drogowym.

Automatyzacja pracy z perspektywy przedsiębiorców

Jeśli się przyjrzeć automatyzacji i robotyzacji pracy z punktu widzenia przedsiębiorców, to na pierwszy plan wysuwają się liczne korzyści, związane z wdrożeniem tego rodzaju rozwiązań. Pierwszą i najbardziej oczywistą jest poprawa efektywności wykonywania pracy przy jednoczesnym obniżeniu jej kosztu oraz zwiększeniu powtarzalności. W produkcji to rozwiązanie wręcz idealne, ale i w innych branżach potencjalne korzyści są ogromne. I choć zapewne mało kto dziś zgodziłby się na to, by na sali operacyjnej znajdowały się wyłącznie roboty i automaty, to jako wsparcie dla lekarzy-specjalistów są one wykorzystywane już od dość dawna.

Roboty mogą znaleźć zastosowanie także wszędzie tam, gdzie niezbędne jest dokonywanie analiz porównawczych, sczytywanie dużych ilości tekstu czy danych, projektowanie w oparciu o konkretne szablony i tak dalej. W pracy biurowej zatem mogą (i coraz częściej są) odpowiedzialne za wykonywanie tych czynności, które są dla ludzi czasochłonne i nużące, dostarczając danych dla pracowników zajmujących się kreatywnym ich opracowywaniem przy użyciu charakterystycznej dla ludzi zdolności do abstrakcyjnego myślenia.

Robotyzacja – szansa czy zagrożenie?

W kontekście postawionego powyżej pytania warto przypomnieć, że rewolucja przemysłowa, będąca efektem wynalezienia maszyny parowej, wywoływała w ludziach niemal identyczne obawy. Trzeba jednak mieć na uwadze, że nawet jeśli automaty są wydajniejsze od człowieka, to wciąż daleko im do zastąpienia nas w każdej dziedzinie życia i pracy. Poza tym nie należy zapominać, że postępująca automatyzacja pracy oznacza także powstawanie nowych miejsc pracy i nowych zawodów – choćby dla programistów tworzących oprogramowanie dla automatów przemysłowych czy dla analityków Big Data, wyciągających wnioski z danych zebranych przez komputery.

I dopóki ten stan rzeczy będzie trwał, czyli dopóki nie zostanie opracowana prawdziwie autonomiczna, zdolna do samodzielnego, abstrakcyjnego myślenia sztuczna inteligencja, tak długo dla ludzi nie zabraknie miejsc pracy. Będą one najprawdopodobniej inne niż te, które tworzą rynek pracy dziś i praktycznie na pewno pojawią się nowe zawody, obecnie jeszcze nie znane, ale na pewno pracy dla ludzi nie zabraknie.

Content marketing – dobry pomysł na złe wydanie pieniędzy

Aż 70% marketerów nie wie jak zmierzyć efektywność swoich kampanii content marketingowych. Czy oznacza to, że 70% budżetów jest zmarnowanych? Co gorsza, więcej niż połowa z nich przyznaje, że nie dostrzega tego, by ich działania miały wpływ na przychody firmy – wynika z raportu “Content Fitness Report” przygotowanego przez PAN Communications. Jednak nie wszystko stracone, z odsieczą przybywa Big Data, która minimalizuje ryzyko nieudanych kampanii.

To nie są łatwe czasy dla marketerów. Nic więc dziwnego, że firmy tak chętnie inwestują w content marketing, który cechuje się bardzo wysoką skutecznością. Jak podaje serwis Demand Metric, ta forma promowania kosztuje aż 62% mniej niż tradycyjny display marketing, a jednocześnie generuje 3 razy więcej leadów sprzedażowych.

By lepiej zrozumieć, w jaki sposób dzisiejsi specjaliści budują, rozumieją i kontrolują swoje działania content marketingowe, PAN Communications przeprowadziło ankietę wśród 100 liderów z branży marketingu.

Spójna strategia, czyli jeden za wszystkich, wszyscy za jednego

W tegorocznej edycji badania 62,5% ankietowanych oceniło, że ich strategia marketingu treści jest spójna z ogólną strategią marketingową organizacji. To o wiele więcej niż przed rokiem, gdy w podobnym tonie wypowiedziało się zaledwie 53,5% zapytanych. Taka integracja strategii jest niezwykle istotna, gdyż w zależności od wielkości zespołu, umiejętności i liczby zaangażowanych działów, priorytety i cele poszczególnych działów mogą się różnić. Marketerzy szukają więc rozwiązań, które pomogą im zintegrować działania w ramach jednej organizacji, bądź strategii. Stąd też rosnąca popularność platform DMP.

  • Jak podaje Forrester, globalny rynek DMP wzrośnie o średnio 19,3% rocznie do 2023. Dzięki platformie DMP, marketingowcy mogą skutecznie zarządzać i integrować funkcjonowanie działów i przede wszystkim strategii w firmie. Przechowywanie i organizacja danych w segmentach zapewnia im elastyczność w użyciu i możliwość wykorzystania w dowolny sposób. ” – zapewnia Marcin Filipowicz, wiceprezes Audience Network specjalizującej się w data consultingu i Big Data marketingu.

Dobry plan to skuteczny plan – skuteczny więc mierzalny

Nie zabrakło również pytania o to, co by zrobili, gdyby mogli otrzymać dodatkowe środki na swoją kampanię marketingu treści. Co trzeci z zapytanych odpowiedział, że chciałby skupić się na dywersyfikacji kanałów, np. wykorzystując video, webinaria czy podcasty. Na drugim miejscu bliźniaczo uplasowały się: działania kreatywne i narzędzia martech (oba 27,7%). Ostatni z wymienionych jest o tyle istotny, że jednocześnie 16% ankietowanych wskazało, że brakuje im umiejętności w zakresie automatyzacji marketingu.

Rzucanie do kosza z zamkniętymi oczami

Raport PAN Communications ukazuje niepokojącą statystykę – 69% respondentów nie jest pewna czy bada wyniki w odpowiedni sposób i czy podejmowane przez nich działania zapewniają odpowiedni zwrot z inwestycji. Ponadto 56% badanych twierdzi, że nie są w stanie pokazać zależności między tym, co robią a wynikiem finansowym firmy.

  • Gdy zestawić to z informacją, jaką podał ostatnio eMarketer, zgodnie z którą aż 40% marketerów nie czuje się wystarczająco pewnie, jeśli chodzi o wiedzę na temat danych, otrzymujemy niepokojący obraz. Nie ma powodu, aby dziś firmy miały jakikolwiek problem z pomiarem ROI.” – tłumaczy Grzegorz Kosiński, prezes Audience

Technologiczne koło ratunkowe

Mimo, że raport Content Fitness Report ma dosyć pesymistyczny wydźwięk, to w dobie cyfrowej transformacji i dostępu do wielu technologii, marketerzy mogą skorzystać z narzędzi, które rozwiążą ich kłopoty. Na problemy z pomiarem, a co za tym idzie skutecznością, marki mogą wykorzystać Big Data, które wspierane uczeniem maszynowym, w istotny sposób ogranicza ryzyko błędu przy dysponowaniu budżetem i skutecznie wspiera cały proces, co w efekcie przekłada się na wyższe ROI. Jak to dokładnie działa?

  • Analiza posiadanych wielkich zbiorów danych, pozwala na przygotowanie profilu behawioralnego naszego klienta. Taka charakterystyka odpowiada na wiele kluczowych pytań, a uzyskane informacje są niezbędne do stworzenia charakterystyki potencjalnego odbiorcy. Efekt? Bardziej precyzyjny i efektywny komunikat. Marketerzy otrzymują gotowe podpowiedzi: co, gdzie i kiedy publikować w sieci. Dzięki temu ryzyko jest minimalne, a specjaliści nie muszą się martwić, że źle zainwestują, co będzie skutkowało przepaleniem budżetu promocyjnego.” – dodaje Grzegorz Kosiński.

To jednak nie koniec procesu, następnie można wygenerować bazę profili look-a-like. To bliźniacze profile innych użytkowników, którzy co prawda nie mieli styczności z przygotowanym komunikatem, ale dzięki wykorzystaniu retargetingu, możemy do nich dotrzeć. To lekarstwo na podstawowe problemy specjalistów od content marketingu – w ten sposób marka może zapewnić sobie wyższy ROI, gdyż miejsce i czas ekspozycji, oparte są na twardych danych.

Dawno minęły czasy, kiedy decyzje marketingowe były podejmowane pod wpływem intuicji i doświadczenia poszczególnych osób. Dziś, dzięki wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi, wspierających specjalistów od promowania, wszystko jest w naszym zasięgu, nawet gdy nie posiadamy odpowiednio wykształconych kompetencji. Pytaniem nie jest więc, czy a kiedy Big Data zmieni sposób, w jaki marki budują swoją strategię content marketingu.