Uwaga na fikcyjne ogłoszenia o pracę

Wakacje to nie tylko czas na odpoczynek, ale i dobry moment na zarobienie pieniędzy. Zapotrzebowanie na pracowników sezonowych jest wciąż wysokie, a w okresie letnim rośnie liczba osób poszukujących pracy sezonowej oraz liczba zamieszczanych ofert. Pracodawcy publikują ogłoszenia dla kelnerów i hostess, opiekunek do dzieci, pracowników call center czy ekipy obsługi imprez masowych. Wzrost natężenia ruchu na rynku pracy tymczasowej daje nowe możliwości oszustom, polującym na dane osobowe swoich ofiar. Eksperci ChronPESEL.pl wskazują najbardziej popularne metody oszustwa oraz podają sposoby zapobieganiu podpisywania fikcyjnych umów o pracę.

Z danych opublikowanych w czerwcu 2019r. przez jedną z agencji pośrednictwa pracy wynika, że w tym roku aż 84% przebadanych firm zamierza zatrudnić pracowników sezonowych.  Szeroka oferta pracy sezonowej, spowodowana szczytem produkcyjnym lub chwilowym brakiem rąk do pracy, pozwala znaleźć atrakcyjne zajęcie, nie tylko w słonecznej Hiszpanii, ale także w rodzimych firmach. Jak wskazuje agencja pośrednictwa pracy, największa liczba ofert z pracą sezonową widnieje w sektorze rolnym (23%), branży budowlanej (22%), przemyśle (16%) oraz handlu transporcie (15%). W okresie wakacyjnym grupami szczególnie zainteresowanymi pracami sezonowymi są studenci, uczniowie oraz cudzoziemcy. Osoby zatrudnione na czas określony oraz zajmujące stanowiska niskiego szczebla, częściej niż osoby zatrudnione na umowie na czas nieokreślony, deklarują przy tym chęć zmiany pracy. Stanowią grupę, którą szczególnie zainteresowani są oszuści polujący na ich dane osobowe.

W Internecie codziennie pojawiają się nowe ogłoszenia, które zazwyczaj w żaden sposób nie są weryfikowane przez publikujące je serwisy. Na stronie jednego z kluczowych polskich portali przedstawiających oferty pracy, codziennie dostępnych jest kilkaset ofert pracy, z czego parędziesiąt dotyczy ofert o pracę na czas określony.

Obok prawdziwych pracodawców szukających pracowników, na takich portalach ogłaszają się oszuści, zamieszczając w ogłoszeniach atrakcyjne sformułowania, tj.: szybko/ łatwo/ wypłata uzależniona od zaangażowania/ wypłata co 2 tygodnie/ wysokie zarobki. Tak naprawdę nie szukają pracowników, a liczą na zysk w postaci uzyskania nowych informacji personalnych i wzbogacenia posiadanych już baz danych, które często później sprzedawane są na czarnym rynku. Fikcyjni pracodawcy bazują na tym, że wiele osób poszukujących pracy nie widzi nic złego w przekazywaniu ,,przyszłemu pracodawcy’’ swoich danych osobowych, tj. imię i nazwisko, adres zamieszkania, numer telefonu, datę i miejsce urodzenia, numer dowodu osobistego/ PESEL, czy numer konta bankowego.

Każdy powinien chronić swoje dane personalne, a tym bardziej osoba poszukująca zatrudnienia. Załóżmy, że do problemu jakim jest brak pracy, dochodzi jeszcze bezprawnie zaciągnięte zobowiązanie finansowe na dane, jakie wyłudzają od nas rzekomi pracodawcy. Apelujemy o ostrożność oraz rozwagę podczas podawania osobom trzecim swoich danych osobowych, w szczególności numeru PESEL, serii i numeru dowodu osobistego, czy adresu zamieszkania. Dodatkowo alarmujemy, aby pamiętać, że oszuści nigdy nie mają wakacji i w każdej chwili można bezwiednie zostać posiadaczem niechcianego zobowiązania finansowego, wyłudzonego na nasze nazwisko – mówi Anna Marcinkowska, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Osoba ubiegająca się o pracę powinna także poprosić pracodawcę o podanie nr NIP, REGON lub KRS oraz zwrócić się o numer kontaktowy (zazwyczaj oszuści nie podają numeru telefonu ani nie wskazują strony www firmy). Do internetowych kradzieży danych teleadresowych, nazw i logotypów firm lub profili osób prywatnych dochodzi coraz częściej. Oszuści często bezkarnie i bezprawnie kradną wirtualnych znajomych prawdziwego właściciela konta a nawet korzystają z jego zdjęcia profilowego, pod którym często specjalnie zamieszczają komentarze, aby uwiarygodnić konto. Przedstawiciele ChronPESEL.pl zwracają również uwagę na fakt, że przestępcy, oprócz wyłudzenia danych osobowych, próbują także m.in. uzyskać od swoich ofiar drobne kwoty, m.in. rzekomo na poczet opłaty kurierskiej, czy pozyskać wzory odręcznych podpisów.

Z danych platformy ChronPESEL.pl wynika, że jedynie w 2017 r. dokonano 47 000 wyłudzeń na skradzione dane osobowe o łącznej wartości nawet 3 mld zł. Średnia kwota, którą próbowano wyłudzić to ponad 65 tys. zł.

Należy pamiętać, że do potwierdzenia naszej tożsamości potrzebne jest nasze imię i nazwisko, nr PESEL oraz data urodzenia i adres. Wyobraźmy więc sobie zagrożenie wynikające z faktu, że ktoś może posiadać podrobiony dowód osobisty z własnym zdjęciem i naszymi danymi osobowymi. Może zaciągnąć na nasze konto szereg zobowiązań, o spłatę których wierzyciele będą dochodzić od nas. Potencjalne straty ofiar mogą być więc wysokie i dotkliwe. Szanse na szybkie wykrycie oszustwa są niskie, dlatego też warto rozważyć zabezpieczenie się przed tego typu sytuacjami. Istnieją bowiem rozwiązania, które dają kompleksową opiekę w tego typu sytuacjach – dodaje Anna Marcinkowska.

Trump po raz kolejny wywiera presję na Fed. Rajd ulgi dolara dobiegł końca

Jeśli decyzja FOMC miała być najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia, to prezydent USA Trump szybko chciał zaznaczyć swoją wyższość i raczej mu się to udało. Zapowiedź nowych ceł na chińskie towary zszokowała rynki płosząc kapitał z ryzykownych aktywów w stronę jena i franka. Trump wywiera też presję na Fed, gdyż przy eskalacji konfliktu jedna obniżka może okazać się niewystarczająca.

Prezydent Trump w typowym dla siebie stylu na Twitterze poinformował, że od 1 września USA wprowadza cła w wysokości 10 proc. na jeszcze nieoclone towary z Chin warte 300 mln USD. Powiększa to listę opodatkowanego importu ponad 250 mld USD już objętych 25-proc. cłem. Trump zaznaczył, że wszystkie cła mogą ostatecznie być dużo wyższe niż 25 proc., ale jeśli porozumienie handlowe zostanie osiągnięte, cła mogą zniknąć. Prezydent jest niezadowolony z braku postępów w negocjacjach, wini stronę chińską za próby renegocjacji wcześniejszych postanowień oraz niewywiązywanie się z deklaracji (m.in. nierealizowany zakup towarów rolnych z USA).

Trump chce wywrzeć większą presję na Chinach przed kolejną rundą rozmów w przyszłym miesiącu i osiągnąć własne cele w negocjacjach. Przy tym jest gotowy zaakceptować ryzyka dla gospodarki i, jak sam powiedział, nie przejmuje się reakcją rynku akcji. Celowo lub nie, Trump też kontratakuje w swojej przepychance z Fed. Eskalacja konfliktu handlowego poprzez wyższe cła stanowi zagrożenie dla konsumpcji prywatnej, z czym Fed będzie musiał się liczyć. W rezultacie „ubezpieczeniowa” obniżka z tego tygodnia może być niewystarczająca, by zapewnić odpowiednie wsparcie dla gospodarki. Rynek już wdrożył taką interpretację, gdyż szanse na wrześniową obniżkę ponowie zaczęły rosnąć: od wczoraj z 71 proc. do 96 proc. Rajd ulgi dolara dobiegł końca i przeobraził się w ucieczkę w bezpiecznego JPY i CHF. Jeśli nic się nie zmieni, jen będzie największym beneficjentem zamieszania, biorąc pod uwagę bierność Banku Japonii. Przebudzenie ryzyka wojen handlowych wywiera presję na aktywa ryzykowne, co widać po słabości m.in. AUD, indeksów i ropy naftowej. Klimat nie sprzyja też rynkom wschodzącym i złoty jest najsłabszy wobec euro od maja. Nie sądzimy, ale pole do dalszego osłabienia było duże. Wyprzedaż waluty zwykle bierze się z ucieczki kapitału, który wcześniej napływał a rynek. Mając na uwadze, że EUR/PLN jest blisko wielomiesięcznych szczytów, najzwyczajniej nie będzie komu uciekać. EUR/USD notuje jedną z mniejszych reakcji, ale przy rosnących oczekiwaniach na luzowanie Fed przy jednoczesnej ograniczonej przestrzeni do reakcji EBC spodziewamy się wyższej wyceny eurodolara.

O tym, jak szybko rynek będzie dyskontował reaktywność Fed, będzie zależeć do tego, kiedy dane z gospodarki USA zaczną pokazywać problemy. Wczoraj rozczarowaniem był niższy od prognoz ISM dla przemysłu, a dziś testem będzie raport z rynku pracy NFP. Rynek liczy na przyzwoity wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 165 tys., spadek stopy bezrobocia do 3,6 proc. i wzrost płac o 0,2 proc. m/m. Słabsze dane w którymś elemencie będą wpływać na wycenę szans na cięcie Fed. A jakby czynników ryzyka było mało, na wieczór (19:45) zapowiedział oświadczenie w sprawie relacji handlowych z UE. Kto oczekuje zakomunikowania przyjacielskiego porozumienia?

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dyrektywa UE w sprawie zwalczania zatorów płatniczych

Co może odstraszać od prowadzenia biznesu w Polsce? Niepłacący na czas klienci i kontrahenci, którzy są prawdziwą zmorą polskich przedsiębiorców, szczególnie tych z sektora MSP. Z problemem zatorów płatniczych spotyka się już ponad 60 proc. firm w naszym kraju[1]. A czy wiedzą jak im przeciwdziałać? I nie chodzi tylko o stosowanie takich środków, jak np. wymaganie przedpłat, ubezpieczenie wierzytelności czy korzystanie z faktoringu. Z pomocą przychodzi również  prawo. Mowa tu o dyrektywie UE w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych, która ma również odzwierciedlenie w polskim prawie[2]. Jak wynika z raportu European Payment Report 2019 przygotowanego przez Intrum, niestety aż 86 proc. rodzimych przedsiębiorców nie jest świadomych jej istnienia. Tę sytuację ma szansę zmienić nowelizacja prawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, która czeka na podpis Prezydenta RP. Co nowego przynosi i jak może wspierać rodzime firmy w walce z opóźnionymi płatnościami?

O co chodzi w dyrektywie?

Wspomniana została Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/7/UE z 16 lutego 2011 r. w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych. Według jej autorów, celem dyrektywy jest „walka” z opóźnionymi płatnościami, które występują w codziennych kontaktach między firmami. Takie działanie ma zapewnić właściwe funkcjonowanie rynku, na którym działają dane podmioty – a w szerszej perspektywie całej gospodarki, jednocześnie wspierając konkurencyjność przedsiębiorstw, szczególnie tych z sektora MSP, które w największym stopniu narażone są na problem zatorów płatniczych – mówi Krzysztof Krauze, Prezes Intrum.

Dlaczego w ogóle zaistniała potrzeba przygotowania takiego prawa, które objęłoby przedsiębiorców w całej Europie?  Z uzasadnienia można wyczytać m.in., że wiele płatności w transakcjach handlowych między podmiotami gospodarczymi lub między podmiotami gospodarczymi, a organami z sektora publicznego[3] dokonywanych jest po terminie uzgodnionym w umowie lub po terminie określonym w ogólnych warunkach handlowych. Chociaż towary zostały dostarczone, a usługi wykonane, wiele faktur płaconych jest długo po ustalonej dacie. Na to, że tak się faktycznie dzieje, wskazuje wspomniany raport Intrum, z którego wynika, że ponad 70 proc. przedsiębiorców działających w naszym kraju zostało poproszonych o wydłużenie terminu płatności, a niecałe 50 proc musiało zgodzić się na takie warunki wbrew swojej woli.

Opóźnienia w płatnościach mają negatywny wpływ na płynność finansową i komplikują zarządzanie finansami przedsiębiorstw. Wpływa to również na ich konkurencyjność i rentowność, gdy z powodu zatorów płatniczych wierzyciel zmuszony jest sięgać do zewnętrznych źródeł finansowania. A jak pokazuje Intrum, konsekwencji tego zjawiska jest zdecydowanie więcej, np. brak możliwości zatrudniania nowych pracowników czy wręcz redukcja kadry, ograniczone możliwości rozwoju, a te najgorsze, to utrata płynności finansowej czy nawet zagrożenie dla istnienia firmy.

Rekompensata za koszty odzyskiwania należności

Terminowe płatności są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania gospodarki i wszystkich podmiotów obecnych na rynku, ale dla wielu firm, szczególnie tych mniejszych lub z krótką historią nierzadko oznaczają sytuację typu „być albo nie być”. Na własną rękę lub przy wsparciu firm windykacyjnych starają się odzyskać należne im pieniądze. A sam proces, w wielu przypadkach pochłania czas, a przede wszystkim może być kosztowny. Dlatego dyrektywa uznaje, że konieczna jest uczciwa rekompensata za ponoszone przez wierzycieli koszty dotyczące odzyskiwania należności w związku z opóźnionymi płatnościami, aby ograniczyć występowanie tego zjawiska – zaznacza Krzysztof Krauze, Prezes Intrum. Co więcej, autorzy dyrektywy uznali, że ta rekompensata powinna obejmować koszty administracyjne, które ponosi wierzyciel w związku z dochodzeniem swoich praw oraz koszty wewnętrzne. Jak ta kwestia została dokładnie zapisana w dyrektywie?

  1. Państwa członkowskie zapewniają, aby wierzyciel był uprawniony do uzyskania od dłużnika co najmniej stałej kwoty
    w wysoko
    ści 40 euro w przypadku, gdy odsetki za opóźnienia w płatnościach stają się wymagalne w ramach transakcji handlowych.
  2. Państwa członkowskie zapewniają, aby stała kwota, o której mowa w ust. 1, była płacona bez konieczności przypomnienia jako rekompensata za koszty odzyskiwania należności poniesione przez wierzyciela.
  3. Oprócz stałej kwoty, o której mowa w ust. 1, wierzyciel jest uprawniony do uzyskania od dłużnika rozsądnej rekompensaty za wszelkie koszty odzyskiwania należności przekraczające tę stałą kwotę, poniesione z powodu opóźnień w płatnościach dłuż Mogłoby to obejmować koszty poniesione m.in. w związku ze skorzystaniem z usług prawnika lub firmy windykacyjnej.

Dyrektywa UE, a polskie prawo

Unijną regulację do polskiego systemu prawnego wdrożyła Ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych (u. t. z. t. h.) z 2013 r. Wprowadzono nowy rodzaj odsetek należnych przedsiębiorcom od ich kontrahentów – chodzi o odsetki ustawowe za opóźnienia w transakcjach handlowych. Oprócz tego, z dniem, kiedy wierzyciel może ubiegać się o te odsetki, może żądać od swojego dłużnika równowartość kwoty 40 euro, która jest rekompensatą za koszty poniesione w związku z odzyskiwaniem należności. – W praktyce, ten mechanizm można sprowadzić do tego, że przedsiębiorca może doliczać do każdej wystawianej przez siebie faktury w transakcjach handlowych wspomnianą kwotę już za sam fakt przekroczenia terminu płatności nawet o jeden dzień. Co więcej, wierzycielowi także przysługuje zwrot uzasadnionej wysokości poniesionych kosztów odzyskiwania należności przewyższających ekwiwalent 40 euro – wyjaśnia Krzysztof Krauze, Prezes Intrum.

Co zatem zmienia nowelizacja?

Większa ochrona przedsiębiorców

Krzysztof Krauze, prezes Intrum Justitia
Krzysztof Krauze, prezes Intrum Justitia

Termin zapłaty nie może przekraczać 60 dni, jeżeli podmiotem zobowiązanym do zapłaty jest duży przedsiębiorca, a wierzycielem  mikro-, mały lub średni przedsiębiorca. – Jest to duża zmiana w stosunku do ogólnej zasady mówiącej o tym, że strony zawierające umowę, mogą wyraźnie ustalić dłuższy termin płatności, pod warunkiem, że ustalenie to nie jest rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela. Warto również zauważyć, że taki zapis wymaga każdorazowo ustalenia, czy dany podmiot jest dużym, średnim czy małym przedsiębiorcą, itp. – wyjaśnia Krzysztof Krauze, Prezes Intrum.

Nowelizacja wskazuje także na sankcje, które mogą spotkać przedsiębiorców, którzy ustalą dłuższy termin płatności w swoich umowach. Wierzycielowi, który spełnił swoje świadczenie, po 60 dniach przysługują odsetki za opóźnienia w transakcjach, co uruchamia możliwość doliczenia do należności równowartość 40 euro, wraz ze zwrotem uzasadnionej wysokości poniesionych kosztów związanych z odzyskiwaniem należności, która przewyższa tę kwotę: 40 euro – gdy wartość świadczenia pieniężnego nie przekracza 5000 złotych, 70 euro – gdy wartość świadczenia pieniężnego jest wyższa niż 5000 złotych, ale jest niższa niż 50 000 złotych; 100 euro – gdy wartość świadczenia pieniężnego jest równa lub wyższa od 50 000 złotych.

Jeżeli Prezydent RP podpisze nowelizację w niezmienionej formie, ustawa zaczynie obowiązywać z dniem 1 stycznia 2020 r., z wyjątkiem art. 11, który wchodzi w życie z dniem 31 grudnia 2019 r.

[1] Intrum, European Payment Report 2019.

[2] Chodzi o ustawę o terminach zapłaty w transakcjach handlowych z 2013 r.

[3] Dyrektywa nie reguluje transakcji z udziałem konsumentów.

Bank Gospodarstwa Krajowego zainwestuje ponad 17 mln zł w kolokację serwerów

Atman zwyciężył w organizowanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego przetargu na świadczenie usług kolokacji. Infrastruktura IT BGK zostanie przeniesiona z serwerowni w centrali Banku do warszawskiego centrum danych polskiego operatora. Wartość zawartej na 4 lata umowy przekracza 9,5 mln złotych.

Do przetargu na świadczenie usług kolokacji sprzętu teleinformatycznego ogłoszonego przez BGK przystąpiły firmy ATM SA (właściciel marki Atman) i NASK. Bank Gospodarstwa Krajowego wybrał ofertę Atmana jako najkorzystniejszą cenowo, przyznając jej ponad 20 pkt więcej niż propozycji drugiego oferenta.

Jednocześnie oferta Atmana spełniała wszelkie wymagania techniczne wyszczególnione przez Bank w specyfikacji istotnych warunków zamówienia, w tym dotyczące lokalizacji, wyposażenia i bezpieczeństwa centrum danych. Istotne były także usługi dodatkowe, jak m.in. migracja urządzeń IT z centrali BGK wraz z czasową usługą transmisji, zapewniającą stabilną komunikację między infrastrukturą już przeniesioną a zasobami oczekującymi na migrację.

Po zakończeniu postępowania przetargowego, w czerwcu br. Bank Gospodarstwa Krajowego podpisał z ATM SA umowę na 4 lata (o wartości ponad 9,5 mln zł brutto) z opcją wydłużania czasu jej obowiązywania o cztery roczne okresy. Całkowita wartość takiego przedłużonego, 8‑letniego kontraktu wynosi ok. 17,2 mln złotych brutto.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

W rezultacie zawartej umowy operator data center umieści w jednym ze swoich obiektów 26 szaf rack zawierających sprzęt teleinformatyczny z centrali BGK, a także zagwarantuje możliwość rozbudowy tego środowiska o kolejne 19 szaf. Ponadto zgodnie ze specyfikacją techniczną zamówienia, zasoby Banku zostaną ulokowane w tzw. boksie, czyli całkowicie wydzielonej powierzchni kolokacyjnej. To oznacza, że nikt nieupoważniony – ani inni użytkownicy serwerowni, ani obsługa centrum danych – nie będzie mógł nawet dotknąć szaf Banku Gospodarstwa Krajowego.

„Poszukiwaliśmy niezawodnego centrum danych dla podstawowego ośrodka przetwarzania danych BGK i cieszymy się, że do przetargu stanęli renomowani operatorzy. Najważniejsza dla nas była przede wszystkim gwarancja szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Do tego dochodzi kwestia dostępności – zapewnienie bezprzerwowego zasilania i łączności, co dla podmiotów z sektora finansowego, takich jak BGK, jest niezmiernie ważne. Wysoko cenimy doświadczenie Atmana w świadczeniu usług kolokacji. Jesteśmy przekonani, że bezpieczeństwo oraz ciągłość pracy naszej infrastruktury zostanie zachowana na tym samym co dotychczas poziomie” – mówi  Mariusz Kłysiak dyrektor Departamentu Operacji IT w Banku Gospodarstwa Krajowego.

Warszawskie Centra Danych Atman spełniają wymagania standardu TIER III dla data center, świadcząc usługi kolokacji z SLA gwarantującym dostępność zasilania na poziomie 99,999 proc. w skali roku.

Rynek z perspektywami

Mimo rosnącego znaczenia outsourcingu IT i rozwiązań chmurowych, wiele firm i instytucji nadal utrzymuje infrastrukturę teleinformatyczną we własnym zakresie. Część decyduje się jednak na kolokację w profesjonalnym centrum danych, biorąc po uwagę np. argumenty kosztowe, problemy z pozyskaniem specjalistów IT czy konieczność spełnienia wymogów regulatora. Potwierdzają to wyniki badań firm analitycznych. Na przykład IHS Markit przewiduje, że w ciągu 5 lat światowy rynek tego typu usług będzie rósł rokrocznie średnio o 8,4 proc., osiągając wartość 38,8 mld dolarów w 2023 r. To o 12,9 mld dolarów więcej niż w 2018 r.

W Polsce także widać trendy wzrostowe: firmy zarówno z sektora prywatnego, jak i publicznego coraz chętniej przenoszą swoje środowiska IT do lokalnie działających obiektów kolokacyjnych. Nic więc dziwnego, że zdaniem ekspertów polski rynek data center będzie zyskiwał na wartości – w 2023 r. ma ona wynieść 2,09 mld złotych. Źródłem wzrostu przychodów mają być usługi dodane, np. w chmurze, ale także kolokacja, która już teraz przynosi branży około 200 mln zł rocznie. Wiele wskazuje też na to, że rynek ten mogą czekać kolejne inwestycje. Według firmy doradczo-analitycznej Audytel, w 2018 r. powierzchnia kolokacyjna w centrach przetwarzania danych wzrosła o 5 proc. – do 93 tys. mkw.

Alians strategiczny pomiędzy Nets a Przelewy24

  • Zarówno UOKiK jak i KNF zaaprobowały połączenie sił Nets i Przelewy24
  • Nowa grupa „P24 DotCard” skonsoliduje Przelewy24 i należące do Nets: Dotpay oraz eCard
  • Klienci odniosą wiele korzyści z poszerzonej oferty usług i innowacji
  • Wszystkie firmy w grupie „P24 DotCard” zachowają swoje marki

Alians strategiczny pomiędzy Nets, liderem rynku usług płatniczych w krajach nordyckich i regionie DACH (Niemcy, Austria, Szwajcaria) a serwisem Przelewy24, wiodącym dostawcą usług płatniczych w Polsce stał się faktem. Zarówno Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta jak i Komisja Nadzoru Finansowego wydały zgody na jego zawarcie. Nowa polska grupa pod nazwą „P24 DotCard” zawiera w sobie serwisy: Przelewy24, Dotpay oraz eCard. Dwa ostatnie zostały nabyte przez Nets na początku bieżącego roku. P24 DotCard jest dzięki temu połączeniu jednym z największych dostawców usług płatniczych w Polsce. Większościowym, 51% udziałowcem w P24 DotCard jest Nets. Wszystkie serwisy zachowają swoje marki własne.

Bo Nilsson, Prezes Zarządu Nets Group, komentuje: „Wraz z uformowaniem nowej grupy spółek, rozwijamy i wzmacniamy naszą pozycję w Europie, a w szczególności w rejonie Polski. Połączenie sił i intensyfikacja współpracy pomiędzy markami Dotpay, eCard i Przelewy24 przyniesie im korzyści w postaci zwiększonej skali działania i lepszych możliwości szybkiego docierania do ciągle rozwijającego się rynku e-commerce. Z optymizmem myślę o rozwoju naszego biznesu oraz o umacnianiu naszej obecności w Polsce.”

Piotr Kurczewski, Prezes Zarządu PayPro S.A. właściciela serwisu Przelewy24, dodaje:

”Dzięki wspólnej ofercie będziemy w stanie wzmocnić portfolio usług, a jako część grupy Nets, we współpracy ze wszystkimi jej członkami, dostaniemy możliwość usprawnienia prac nad innowacyjnym podejściem do rynku, na którym działamy.”

Piotr Kurczewski zachowa swoją dotychczasową funkcję Prezesa Zarządu w Przelewy24. Jest też akcjonariuszem z mniejszościowym (49%) pakietem udziałów w spółce P24 DotCard oraz członkiem Rady Nadzorczej, raportującym bezpośrednio do Prezesa Rady Nadzorczej Roberta Hoffmanna, Prezesa Zarządu spółki Concardis (również w grupie Nets) oraz Head of Merchant Services w Nets Group.

„Nowy układ to świetna wiadomość dla naszych polskich klientów. P24 DotCard pozostaje polskim graczem lecz teraz będziemy grać na silniejszej pozycji, czerpiąc korzyści z wiedzy i doświadczenia spółki Nets – wiodącego pan europejskiego dostawcy usług płatniczych”, mówi Andrzej Budzik, Prezes Zarządu spółki P24 DotCard oraz spółek Dotpay oraz eCard. Andrzej Budzik raportuje bezpośrednio do Roberta Hoffmanna.

W grupie P24 DotCard w biurach w Poznaniu, Warszawie i Krakowie zatrudnionych jest ponad 200 osób.

Kredyty mieszkaniowe najlepiej spłacają krakowianie

Dane na temat spłacalności kredytów mieszkaniowych najczęściej dotyczą całego kraju. Warto zatem sprawdzić, jak taka spłacalność wygląda na terenie największych polskich miast.

Informacje niedawno przedstawione przez KNF wskazują, że pod koniec 2018 r. zagrożone kredyty mieszkaniowe stanowiły tylko 1,7% liczby oraz 2,5% wartości wszystkich „hipotek” obsługiwanych przez krajowe banki. Podane powyżej wyniki dotyczą całego kraju. Po sprawdzeniu bardziej dokładnych danych widoczne są interesujące różnice. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili je zaprezentować w odniesieniu do krajowych metropolii.

Komisja Nadzoru Finansowego w ramach corocznego sprawozdania niedawno poinformowała, jak pod koniec 2018 r. wyglądał udział zagrożonych kredytów mieszkaniowych finansujących lokale z największych ośrodków miejskich. Wyniki podane przez KNF prezentują odsetek zagrożonych „hipotek” w relacji do liczby oraz wartości wszystkich kredytów mieszkaniowych z danego obszaru. Taki odsetek zagrożonych kredytów na przełomie 2018 r. oraz 2019 r. prezentował się następująco:

  • Warszawa – 1,2% liczby kredytów/1,9% wartości kredytów
  • Kraków – 0,9% liczby kredytów/1,4% wartości kredytów
  • Łódź – 1,3% liczby kredytów/1,9% wartości kredytów
  • Wrocław – 1,1% liczby kredytów/1,5% wartości kredytów
  • Poznań – 1,1% liczby kredytów/1,6% wartości kredytów
  • aglomeracja katowicka – 1,4% liczby kredytów/1,7% wartości kredytów
  • Trójmiasto – 1,5% liczby kredytów/1,9% wartości kredytów
  • pozostała część kraju – 1,6% liczby kredytów/2,0% wartości kredytów

Powyższe wyniki wskazują, że Kraków przoduje pod względem spłacalności kredytów mieszkaniowych. Dobrze wypada także Wrocław i Poznań. Nieco gorsze wyniki odnotowano dla Warszawy, Łodzi oraz aglomeracji katowickiej. Najgorzej wyglądają dane dotyczące Trójmiasta. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że odsetek zagrożonych kredytów z pomorskiej metropolii oraz pozostałej części Polski pod koniec 2018 r. wciąż był bardzo niski.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

ONE MORE LEVEL S.A. zapowie nową grę na targach Gamescom

ONE MORE LEVEL S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zapowie swój nowy tytuł podczas targów Gamescom, które odbędą się w sierpniu br. w Kolonii. Gra została zgłoszona przez jej wydawcę – All In! Games – do plebiscytu Gamescom Awards 2019 w pięciu kategoriach.

Zapowiedź nowego tytułu studia ONE MORE LEVEL S.A. odbędzie się w dniu 19 sierpnia 2019 r. i gra zaprezentowana zostanie na stoisku w trakcie Targów Gamescom w Kolonii w dniach od 20 do 24 sierpnia 2019 r. Nowa produkcja Spółki jest grą z gatunku FPP, czyli przedstawiona z perspektywy pierwszej osoby i jest realizowana na silniku Unreal Engine 4, dzięki czemu będzie charakteryzowała się najwyższym standardem i oferowała graczom rozrywkę na najwyższym poziomie. Nowy tytuł będzie przeznaczony na komputery PC oraz konsole PS4 i Xbox One. Zarząd ONE MORE LEVEL S.A. liczy na dobre przyjęcie nowej gry i rozpoczęcie budowania społeczności dzięki pokazaniu jej na targach Gamescom.

„Produkcja nowego tytułu i zbliżająca się jego zapowiedź jest dla całej Spółki otwarciem nowego rozdziału. Zmiana technologii, w której jest produkowany nasz najnowszy tytuł, jest ogromnym wyzwaniem, z którym zespół doskonale sobie radzi. Tytuł rozwija się zgodnie z zaplanowanym harmonogramem. Pozytywne przyjęcie w recenzjach gry God’s Trigger utwierdza nas w przekonaniu, że produkowanie gier silnie opartych na wrażeniach gameplayowych jest tym, czego aktualnie oczekuje rynek. Doświadczony zespół w najbliższym czasie zostanie powiększony o nowe osoby, które pozwolą wynieść jakość produkowanego tytułu na jeszcze wyższy poziom, by móc spełnić oczekiwania graczy, rosnące wraz ze zbliżającą się nową generacją konsol.” – ocenia Iwona Cygan-Opyt, Prezes Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

Nowa gra Spółki została zgłoszona przez All In! Games będącego jej wydawcą do plebiscytu Gamescom Awards 2019 towarzyszącemu corocznym targom Gamescom w Kolonii w pięciu następujących kategoriach: Best Action Games, Best Original Game, Best Microsoft Xbox One Game, Best Sony Playstation 4 Game oraz Best PC Game. Wydawcą nowej produkcji ONE MORE LEVEL S.A. na całym świecie jest spółka All In! Games Sp. z o.o. Dzięki wsparciu wydawcy produkowana przez Spółkę gra otrzyma niezbędne finansowanie produkcji, profesjonalną kampanię reklamową, kontakt z influencerami, obecność na najważniejszych wydarzeniach branżowych na świecie, a także premierę na wszystkich największych rynkach jednocześnie. Zarząd ONE MORE LEVEL S.A. bardzo dobrze ocenia dotychczasową współpracę z wydawcą.

„Jesteśmy niezwykle zadowoleni ze współpracy z wydawnictwem All In! Games, które aktywnie wspiera nas podczas procesu produkcji i będzie odpowiedzialne za marketing gry. Dzięki temu możemy się skupić na dostarczeniu dobrego produktu. Mamy nadzieję, że to, co zaprezentujemy podczas nadchodzących targów Gamescom, pozytywnie zaskoczy zarówno graczy, jak i naszych Akcjonariuszy.” – zakończyła Prezes Cygan-Opyt.

W kwietniu 2019 r. do sprzedaży na PC, PS4 oraz Xbox trafiła wyprodukowana przez Spółkę gra „God’s Trigger”, która spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem i odbiorem przez recenzentów uzyskując wysokie oceny m.in. w serwisie metacritic.com. Jest to kooperacyjna gra akcji z gatunku Top-down Shooter tworzona we współpracy z Wydawnictwem Techland.

Spółka zakończyła 1 kw. 2019 r. zyskiem netto w kwocie 114 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 1.005 tys. zł. W analogicznym okresie 2018 r. ONE MORE LEVEL S.A. miała blisko 11 tys. zł straty netto, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 210 tys. zł.

Ultimate Games powiększa portfolio i liczy na wzrost przychodów

Ultimate Games S.A. powiększa swoją ofertę o szereg nowych tytułów. To efekt podpisanej z PlayWay S.A. umowy na przejęcie ponad 20 gier z prawem do wydania kolejnych edycji.

Tytuły kupione od głównego akcjonariusza to m.in: Demolish & Build, Slice, Dice & Rice, Phantaruk, ESport Manager, Car Mechanic Manager, Hotel Dracula, Robot Squad Simulator oraz Ships.

Zawarta umowa to kolejny etap budowy mocnego portfolio wydawniczego dla gier wydawanych na PC w sklepie Steam na lata 2020 – 2021. Bogaty kalendarz premier otwiera przed nami szansę na zwiększenie przychodów, co jest kluczowym elementem naszej strategii długoterminowej. Cieszy nas także to, że po debiucie na GPW o akcje spółki zaczęli pytać inwestorzy instytucjonalni. Ich zainteresowanie traktujemy jako krok w kierunku kształtowania stabilnego akcjonariatu ocenia Mateusz Zawadzki, CEO Ultimate Games.

Najciekawszym tytułem z nowego portfolio jest Demolish & Build – symulator budowlany, w którym w rękach gracza znajduje się firma budowlano-wyburzeniowa. Jej pracownicy wykorzystują zróżnicowane narzędzia i mniejsze lub większe maszyny pokroju koparek, walców drogowych, buldożerów czy samochodów ciężarowych. Spółka już teraz planuje kolejne edycje gry.

Zmiany w podatku PIT od 1 października 2019 r.

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy wprowadzającej zmiany w podatku dochodowym od osób fizycznych w zakresie obniżenia stawki podatku PIT z 18% do 17% oraz obniżenia kosztów pracy poprzez co najmniej dwukrotne podniesienie wysokości kosztów uzyskania przychodów pracowników. Po zmianach w praktyce skala podatkowa będzie się składała z 4 stawek – z uwzględnieniem stawki zerowej i tzw. daniny solidarnościowej.

Reforma stanowi kolejny krok w kierunku zmniejszenia klina podatkowego, czyli różnicy między tym, co pracownik dostaje „na rękę” a kwotą, którą na jego zatrudnienie musi przeznaczyć pracodawca. Klin podatkowy dla osób najuboższych (zarabiających w granicach płacy minimalnej) w Polsce jest jednym z wyższych spośród krajów OECD, natomiast progresywność klina podatkowego jest jedną z najniższych.

W stosunku do obecnie obowiązujących przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, projekt przewiduje obniżenie najniższej stawki podatku, wynikającej ze skali podatkowej, z 18% do 17%, przy jednoczesnym pozostawieniu stawki 32% dla dochodów powyżej 85 528 zł. Obniżenie stawki dotyczyć będzie ogółu podatników, którzy uzyskują dochody podlegające opodatkowaniu na ogólnych zasadach przy zastosowaniu skali podatkowej (w tym emerytów i rencistów, a także przedsiębiorców, którzy w odniesieniu do przychodów z pozarolniczej działalności gospodarczej nie wybrali podatku liniowego czy ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych).

Niewątpliwie weryfikacja stawek w podatku PIT była oczekiwana. Niemniej jednak warto podejść bardziej systemowo do opodatkowania dochodów osobistych i zastanowić się nad skonstruowaniem zupełnie nowej skali podatkowej, która będzie odzwierciedlać rzeczywiste potrzeby budżetu państwa i będzie atrakcyjna dla podatników. Mieliśmy dwie stawki podatkowe, a w najbliższym czasie skala podatkowa złożona będzie aż z czterech, niestety mam wrażenie, dość przypadkowych stawek. Będziemy mieć bowiem zerową stawkę PIT dla osób do 26. roku życia, będzie obowiązywać stawka 17 proc., 32 proc. oraz 36 proc. dla grupy osób zarabiających ponad milion złotych rocznie (4% danina solidarnościowa) – mówi Andrzej Marczak, partner, szef zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Projekt ustawy przewiduje również ponad dwukrotny wzrost wysokości zryczałtowanych kosztów uzyskania przychodów, o których mowa w art. 22 ust. 2 ustawy PIT. W przypadku standardowych kosztów uzyskania przychodów ze stosunku pracy u jednego pracodawcy, obecnie ich wysokość wynosi 1335 zł rocznie. Po zmianach będzie to kwota 3 000 zł rocznie.

Koszty uzyskania przychodów od 1 października 2019 r.

Obecne koszty (w zł)

niezmieniane od 2008 r.

Koszty po zmianie (w zł)

Roczne

(jednoetatowcy)

1335,00

Roczne

(jednoetatowcy)

3000 

Roczne

(jednoetatowcy, dojeżdżający)

1668,72

Roczne

(jednoetatowcy, dojeżdżający)

3600 

Roczne

(wieloetatowcy)

2002,05

Roczne

(wieloetatowcy)

4500 

Roczne

(wieloetatowcy, dojeżdżający)

2502,56

Roczne

(wieloetatowcy, dojeżdżający)

5400 

Źródło: Ministerstwo Finansów

Wysokość kosztów uzyskania przychodów co do zasady nie była waloryzowana już od ponad dekady. Co w warunkach inflacji, która za ostatnie 10 lat wyniosła około 20 proc. oraz przy niemal dwukrotnym wzroście płacy minimalnej w tym samym okresie, w praktyce skutkuje tym, iż zamrożenie kwoty kosztów uzyskania przychodów, stanowiło realną podwyżkę podatku dla pracowników – mówi Grzegorz Grochowina, starszy menedżer w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

Uwzględniając projektowane zmiany, roczny zysk podatnika, który zarabia 2 250 zł (minimalne wynagrodzenie za pracę w 2019 r.) wyniesie 472 zł. Natomiast przy zarobkach 4 765 zł (przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce narodowej prognozowane na 2019 r.), będzie to rocznie 732 zł. Zdaniem Ministerstwa Finansów, z nowych rozwiązań skorzysta ponad 25 milionów Polaków. Zgodnie z komunikatem MF, zmiany mają obowiązywać od 1 października 2019 r.

We wrześniu na warszawskiej giełdzie zadebiutują kolejne fundusze inwestycyjne. To dobry sposób długoterminowego inwestowania na emeryturę

We wrześniu na warszawskiej giełdzie zadebiutują kolejne fundusze inwestycyjne. To dobry sposób długoterminowego inwestowania na emeryturę 1

We wrześniu na warszawskim parkiecie wystartują kolejne ETF-y, czyli relatywnie proste i tanie fundusze inwestycyjne, które są wartym rozważenia sposobem lokowania kapitału na przyszłą emeryturę – ocenia dr Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Jak podkreśla, zdywersyfikowany portfel może w długiej perspektywie przynieść znacznie większe zyski niż lokaty bankowe czy inwestycje w nieruchomości.

– Uważam, że każdy powinien mieć część swojego portfela oszczędności w instrumentach rynku kapitałowego. Dlatego uruchomiliśmy ETF na WIG20, we wrześniu będą uruchomione kolejne. To są bardzo tanie instrumenty, które dają ekspozycję na 20 bądź 40 akcji różnych spółek, przez co jest to najlepszy, najtańszy i najbezpieczniejszy sposób inwestowania, czyli stworzenie zdywersyfikowanego portfela, którym nie trzeba się zajmować. Jest łatwy do zrozumienia, nie wymaga zaangażowania wiele czasu, a w horyzoncie kilku lat przyniesie wyższe zwroty niż jakakolwiek inna inwestycja – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych.

Pierwszy polski ETF – czyli fundusz inwestycyjny odzwierciadlający indeks WIG20TR (WIG20 z uwzględnieniem wartości dywidend wypłacanych przez spółki wchodzące w jego skład) – wystartował na początku tego roku. Natomiast we wrześniu br. oferta prostych i tanich funduszy indeksowych na warszawskim parkiecie poszerzy się o kolejne ETF-y.

– Chcemy, żeby na parkiecie pojawiły się nie tylko ETF-y long – czyli takie, które kupują akcje, jak wpłacamy, i po prostu je trzymają – lecz także short, które pożyczają akcje, żeby potem je odsprzedać, kiedy spadną. I taka oferta również będzie – zapowiada dr Marek Dietl.

Prezes Giełdy ocenia, że ETF-y są dobrym sposobem lokowania oszczędności w kontekście przyszłej emerytury. Zwłaszcza że są tanie w zakupie (niższe koszty zarządzania w porównaniu z tradycyjnymi funduszami inwestycyjnymi), płynne i zrozumiałe nawet dla niezaawansowanych inwestorów, a długoterminowo można zarobić na nich więcej niż na lokatach bankowych czy inwestycjach w nieruchomości.

– Patrząc w perspektywie 3-letniej, to WIG20 Total Return przyniósł nam 38 proc., natomiast w ciągu dekady około 76–77 proc. Łatwo zauważyć, że jeżeli chcemy mieć ponadprzeciętne zyski, musimy się zaangażować w instrumenty kapitałowe dostępne na giełdzie. Jest to najbardziej bezpieczny ze sposobów wejścia w instrumenty kapitałowe. Zwłaszcza, jeżeli wchodzimy w sposób zdywersyfikowany, czyli w portfel inwestycji, a nie pojedynczą akcję. Natomiast praw ekonomii nie da się oszukać i ten wyższy zwrot jest okupiony większym ryzykiem, szczególnie w krótkim okresie. Jednak w długim okresie zdywersyfikowany portfel przynosi dużo większe zyski niż lokaty bankowe czy nieruchomości – mówi dr Marek Dietl.

Jak podkreśla, podstawą długoterminowego oszczędzania na emeryturę są trzy zasady: dywersyfikacja, systematyczność i odporność na stres.

– Długoterminowe oszczędzanie ma duży związek z odpornością psychiczną. Zwykle oszczędzamy na emeryturę w długim horyzoncie, więc będą pojawiać się wzloty i upadki – mówi dr Marek Dietl – Są natomiast podstawowe zasady, które powinny być znane. Ok. 50–60 proc. powinniśmy mieć w instrumentach dłużnych bądź lokatach. Kolejne 30–40 proc. – w publicznie notowanych akcjach, najlepiej systematycznie dokupowanych. Im częściej dokupujemy, tym bardziej wygładza się nam cykl koniunkturalny. Natomiast 5–10 proc. w alternatywnych inwestycjach, np. nieruchomościach, funduszach venture capital czy private equity. Trzeba zawsze zakładać, że istnieje możliwość utraty tych 10 proc. całości środków.

Chorzy na agresywną postać przewlekłej białaczki limfocytowej w Polsce bez dostępu do właściwego leczenia. Nowe leki są jednak dostępne w UE

Chorzy na agresywną postać przewlekłej białaczki limfocytowej w Polsce bez dostępu do właściwego leczenia. Nowe leki są jednak dostępne w UE 2

Przewlekła białaczka limfocytowa to najczęstsza postać nowotworu krwi u dorosłych, rocznie diagnozuje się ją u ok. 2 tys. pacjentów. Kilka lat temu w Unii Europejskiej zarejestrowano nowe leki, które okazały się przełomem w jej leczeniu. W Polsce dostęp do nich mają jednak tylko pacjenci z mutacjami genetycznymi. Dla chorych bez tych mutacji i za to z nawrotową i oporną na leczenie postacią białaczki, u których takie leczenie jest wysoce skuteczne, nie jest refundowana. Lekarze podkreślają, że mogłaby ona wydłużyć i poprawić jakość ich życia. 

Przewlekła białaczka limfocytowa (PBL) jest najczęstszą postacią tej choroby wśród osób dorosłych. Ryzyko zachorowania rośnie wraz z wiekiem – tylko 10 proc. pacjentów ma mniej niż 55 lat. Każdego roku diagnozuje się 20 przypadków na każde 100 tys. osób powyżej 65 roku życia. Choroba może długo przebiegać bezobjawowo i zwykle zostaje wykryta podczas rutynowych badań laboratoryjnych. Dlatego regularnie wykonywana morfologia pozwala relatywnie szybko wykryć przewlekłą białaczkę limfocytową i wdrożyć leczenie.

– PBL cechuje się bardzo różnym przebiegiem klinicznym. Jeśli jest powolny, choroba trwa długo, wówczas leczenie jest łatwiejsze. Natomiast jest postać tej choroby, która przebiega bardziej agresywnie i wiąże się z opornością na leczenie. Wówczas jest ona dużym wyzwaniem dla lekarzy, ponieważ opcje leczenia tej choroby w Polsce nie są takie same, jak w innych krajach europejskich. U chorych z opornonawrotową przewlekłą białaczką limfocytową, którzy nie mają delecji 17p, mutacji TP53, brakuje nam dostępu do nowych terapii celowanych, czyli ibrutynibu i wenetoklaksu. W  przypadku występowania tych nieprawidłowości leczenie w Polsce jest refundowane, ale tylko dla tej grupy pacjentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Iwona Hus z Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie.

U chorych na przewlekłą białaczkę limfocytową nieprawidłowości genetyczne takie jak delecja 17p (zmiana w chromosomie 17) i mutacja TP53 wiążą się z brakiem odpowiedzi organizmu na immunochemioterapię. Ta grupa chorych już w pierwszej linii leczenia powinna otrzymać nowe terapie celowane jak ibrutynib. W przypadku braku możliwości zastosowania tej terapii bądź odporności na nią kolejną linią powinien być wenetoklaks. Oba leki, zarejestrowane w Unii Europejskiej już kilka lat temu, okazały się przełomem w leczeniu PBL.

Problem stanowi fakt, że im więcej nawrotów doświadczy chory, tym bardziej staje się odporny na kolejne linie leczenia. W Polsce na refundowane leczenie obydwoma preparatami mogą liczyć tylko chorzy z nieprawidłowościami genetycznymi. Natomiast pacjenci bez mutacji genetycznych, za to z nawrotową i oporną na leczenie postacią PBL, u których takie leczenie również powinno być zastosowane, nie mają do nich dostępu.

– Możemy powiedzieć, że w Polsce chorzy na opornonawrotową postać przewlekłej białaczki limfocytowej są traktowani nierówno. Dostęp do skutecznych metod leczenia mają tylko ci, u których występuje delecja 17p, mutacja TP53. Natomiast pacjenci bez tych nieprawidłowości, ale z opornością, po wielu liniach wcześniejszego leczenia, u których wyczerpane zostały dostępne opcje terapeutyczne nie mogą liczyć na refundowanie leczenia. Nie ma merytorycznego uzasadnienia dla takiej sytuacji. Tym chorym moglibyśmy pomóc, stosując u nich nowe terapie celowane – mówi prof. Iwona Hus.

Jak podkreśla, w większości państw Unii Europejskiej leczenie w postaci leków małocząsteczkowych – ibrutynibu i wenetoklaksu – jest dostępne. Część z nich refunduje nawet leczenie pacjentów z delecją 17p, mutacją TP53 już w pierwszej linii leczenia, bo takie są zalecenia medyczne.

– Chorzy na opornonawrotową postać przewlekłej białaczki limfocytowej bez skutecznego leczenia niestety nie mają szansy na przeżycie. Natomiast przy możliwości skuteczniejszego leczenia życie z tą chorobą byłoby z pewnością lepsze. To leczenie jest w większości przypadków bardzo dobrze tolerowane, więc chorzy mieliby szansę na powrót do normalnego życia – podkreśla prof. Iwona Hus.

Jak na razie dla wybranej grupy pacjentów rozwiązaniem jest dostęp do leczenia ibrutynibem i wenetoklaksem w ramach ratunkowego trybu dostępności do leków. Jednak ta procedura jest czasochłonna, a pacjenci z opornonawrotową postacią PBL nie mają czasu na procedury administracyjne, bo w przypadku agresywnej, odpornej na standardowe leczenie postaci tej choroby rokowania nie przekraczają 3–4 lat. Nie wiadomo też, czy nastąpią jakiekolwiek zmiany w systemie refundacji, ale niewykluczone, że wpływ na tę decyzję będą mieć pozytywne rekomendacje AOTMiT dotyczące rozszerzenia stosowania obu leków dla pacjentów z oporną i nawrotową postacią PBL bez mutacji genetycznych.

Producenci świń i tytoniu mogą się ubiegać o pomoc finansową z tytułu niezapłaconych faktur. ARiMR przyjmuje wnioski do 14 sierpnia

Producenci świń i tytoniu mogą się ubiegać o pomoc finansową z tytułu niezapłaconych faktur. ARiMR przyjmuje wnioski do 14 sierpnia 3

Do 20 tys. euro dla producentów świń i tytoniu oraz do 200 tys. euro dla grup producentów suszu tytoniowego – tyle może wynieść maksymalna, jednorazowa pomoc Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa dla tych podmiotów, jeżeli w latach 2014–2017 nie otrzymały one zapłaty za sprzedany towar bądź zwierzęta. Aby się o nią ubiegać, należy złożyć wniosek i udokumentować go, przedstawiając niezapłacone faktury. ARiMR będzie przyjmować je od 1 do 14 sierpnia br.

– Producenci i grupy producenckie suszu tytoniowego mogą składać wnioski o pomoc w biurach powiatowych ARiMR właściwych ze względu na miejsce zamieszkania. Taki nabór odbył się już w styczniu tego roku. Natomiast w wyniku nowelizacji rozporządzenia Rady Ministrów wprowadzono zmiany w przepisach umożliwiających skorzystanie z pomocy producentom świń i tytoniu, którzy w latach 2014–2017 nie otrzymali zapłaty za sprzedany tytoń i świnie od podmiotów będących w likwidacji. Taki nabór został ogłoszony 25 lipca i odbędzie się w dniach od 1–14 sierpnia – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bożena Polak, dyrektor Departamentu Wsparcia Krajowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

ARiMR udziela w tym roku jednorazowej pomocy finansowej z tytułu niezapłaconych należności za sprzedany tytoń i świnie. O pomoc mogą się ubiegać producenci, którzy w latach 2014–2017 nie otrzymali zapłaty za sprzedany tytoń i świnie od podmiotów znajdujących się wówczas w upadłości, restrukturyzacji bądź likwidacji.

– Warunkiem otrzymania pomocy jest w tym przypadku utrzymywanie stada świń przez rok w siedzibie położonej na obszarze zapowietrzonym, zagrożonym w wyniku wirusa afrykańskiego pomoru świń lub na obszarze wskazanym w decyzji komisji wykonawczej Unii określającej strefy. Jest to strefa I, II i III obejmująca województwa, m.in. podlaskie, podkarpackie, mazowieckie, lubelskie, warmińsko-mazurskie czy świętokrzyskie – mówi Bożena Polak.

Jednorazową pomoc finansową mogą otrzymać również grupy producentów suszu tytoniowego, które w latach 2014–2017 co najmniej raz nie otrzymały zapłaty za sprzedany tytoń od podmiotów będących w upadłości, restrukturyzacji lub likwidacji. Aby się o nią ubiegać, obie grupy producentów muszą w pierwszej połowie sierpnia złożyć odpowiednie wnioski w ARiMR i udokumentować je, przedstawiając niezapłacone faktury.

– Jest to termin jednokrotny. Po jego upłynięciu wnioski nie będą już niestety rozpatrywane – mówi Bożena Polak.

Wysokość należnej pomocy finansowej jest różna dla obu grup producentów. W przypadku producentów świń nie może przekroczyć kwoty utraconego dochodu z produkcji świń w danym roku i jednocześnie 80 proc. kwoty wynikającej z niezapłaconych należności. Z kolei w przypadku producentów tytoniu pomoc nie może przekroczyć iloczynu powierzchni upraw i stawki dopłat do 1 ha, która wynosi 15 tys. zł, a jednocześnie 80 proc. kwoty wynikającej z niezapłaconych należności.

– Pomoc dla grup producentów suszu tytoniowego, jak i producentów świń i tytoniu jest udzielana w formule pomocy de minimis. I w przypadku producentów świń i tytoniu jest to formuła pomocy de minimis w rolnictwie, a więc maksymalny limit dla jednego beneficjenta może wynieść 20 tys. euro. Natomiast w przypadku grup producentów suszu tytoniowego jest to pomoc na zasadach ogólnych. W związku z tym maksymalna pomoc może wynieść dla jednego beneficjenta 200 tys. euro – mówi Bożena Polak.

Jak podkreśla – pracownicy biur powiatowych ARiMR na bieżąco rozpatrują wnioski o pomoc finansową i wydają decyzję administracyjną, która jest podstawą do wypłaty zapomogi.

– Pomoc jest wypłacana w tym roku, na bieżąco – mówi Bożena Polak, dyrektor Departamentu Wsparcia Krajowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Bariery prawne i finansowe blokują rozwój obywatelskiej energetyki odnawialnej. Zmienić ma to rządowy program Energia Plus

Bariery prawne i finansowe blokują rozwój obywatelskiej energetyki odnawialnej. Zmienić ma to rządowy program Energia Plus 4

W Polsce energetyka obywatelska, która zakłada udział obywateli w produkcji i dystrybucji energii, jest wciąż w powijakach, mimo realnych korzyści gospodarczych. Jej rozwój mógłby pobudzić innowacje i przedsiębiorczość, stać się źródłem nowych miejsc pracy i korzyści m.in. dla samorządów, wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych czy organizacji pożytku publicznego. Problemem, który blokuje rozwój energetyki obywatelskiej, są w Polsce bariery administracyjne, prawne i finansowe. Do ich zlikwidowania ma się przyczynić rządowy program Energia Plus.

– Na całym świecie energetyka obywatelska jest możliwa dzięki rozwojowi odnawialnych źródeł energii. Z kolei energetyka odnawialna notuje w tej chwili najwyższe przyrosty udziału w globalnym miksie energetycznym, czyli jest to obecnie najszybciej rozwijająca się forma pozyskiwania energii. Tutaj przodują państwa OECD, energetyka oparta o OZE bardzo szybko rośnie też w Chinach i innych państwach rozwijających się – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Krzysztof Księżopolski ze Szkoły Głównej Handlowej.

Jak zauważa, pomimo ograniczeń administracyjno-prawnych w zakresie rozwoju energetyki odnawialnej zapowiedź wzrostu cen energii elektrycznej doprowadziła do tego, że w tej chwili następuje dynamiczny przyrost energetyki prosumenckiej w Polsce.

– Pytanie, czy ten trend zostanie w przyszłości utrzymany – mówi dr Krzysztof Księżopolski. – W Polsce właściwie nie dysponujemy dużymi zasobami technologicznymi w zakresie odnawialnych źródeł energii. Natomiast jest to dosyć prosta technologia, więc możemy próbować dołączyć do innowatorów. Oczywiście, wszystko będzie zależało od regulacji rządowych i od tego, na ile polski rynek będzie otwarty na tego typu instalacje.

W Polsce energetyka obywatelska jest wciąż w powijakach, mimo realnych korzyści gospodarczych. Jej rozwój mógłby pobudzić innowacje i przedsiębiorczość, stać się źródłem nowych miejsc pracy i korzyści m.in. dla samorządów, wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych czy organizacji pożytku publicznego.

– W wielu państwach rozwój obywatelskiej energii odnawialnej jest uznawany za jeden z kluczowych czynników wzrostu gospodarczego. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii w 2017 roku sformułowano politykę energetyczną, w której podkreślono, że należy rozwijać technologie niskoemisyjne i eksportować je także na rynki zewnętrzne. Podobnie myślą Niemcy, którzy uważają, że technologie odnawialne mogą być towarem eksportowym, zapewniającym ekspansję handlową – mówi dr Krzysztof Księżopolski.

Według danych przytaczanych przez koalicję „Więcej niż energia” co najmniej 4 mln budynków w Polsce ma warunki techniczne do zainstalowania mikroinstalacji OZE. Mimo to w ciągu ostatnich 10 lat powstało jedynie ok. 230 tys. mikroinstalacji, z których 98 proc. służy do produkcji ciepła. Problemem, który blokuje rozwój energetyki obywatelskiej, są w Polsce bariery administracyjne i prawne, ukierunkowane głównie na utrzymanie istniejącego systemu energetycznego. Druga istotna kwestia to finanse. Tymi problemami ma się zająć rządowy program Energia Plus.

– Gdyby finansowanie było dostępne zarówno dla obywateli, jak i dla firm – to jest to absolutnie dobry kierunek. Natomiast regulacje powinny iść głębiej, w kwestie upodmiotowienia obywateli, spółdzielni energetycznych, możliwości decydowania na poziomie lokalnym, jakiego miksu energetycznego chcą obywatele. To wydaje się bardzo atrakcyjna propozycja dla obywateli, którzy będą w takim wypadku mogli korzystać z rewolucji technologicznej i rozwoju OZE. W przeciwnym razie powstaną bardzo duże farmy wiatrowe czy fotowoltaiczne, które będą konkurencyjne cenowo i w związku z tym nie będzie już miejsca dla prosumentów, czyli dla obywateli – mówi ekspert.

W czerwcu projekt Energia Plus i tzw. pakiet prosumencki zawarty w nowelizacji ustawy o OZE został już przyjęty przez rząd. Zakłada on, że przedsiębiorca, który założy mikroinstalację fotowoltaiczną (moc do 50kW), będzie mógł produkować prąd na własne potrzeby. Jeżeli wyprodukuje go w nadmiarze – będzie mógł oddać nadwyżkę do sieci dystrybucyjnych, dzięki czemu kiedy słońce nie będzie świecić, kupi go później ze znacznym opustem. MPiT zapowiada, że w planach są kolejne ułatwienia ukierunkowane na rozwój energetyki obywatelskiej, inwestycji w OZE oraz zwiększenie udziału prosumenckich OZE w bilansie energetycznym

Rozwój OZE napędzany jest dziś głównie przez fotowoltaikę. W tej dziedzinie notowany jest największy przyrost liczby nowych patentów w OZE. Sprzyja jej też spadek cen paneli fotowoltaicznych (o 90 proc. w ciągu ostatnich 10 lat, dane MPiT) oraz zniesienie jesienią ubiegłego roku przez Komisję Europejską antydumpingowych ceł na ogniwa i panele fotowoltaiczne z Chin. To istotne o tyle, że na Chiny przypada 65 proc. światowej produkcji paneli.

– Mamy szybki spadek cen instalacji fotowoltaicznych i wiemy już, jak z nich korzystać, więc ten rynek jest najbardziej perspektywiczny – mówi dr Krzysztof Księżopolski. – Przyszłościowe są także kwestie związane z magazynowaniem energii. Powstawanie magazynów energii oznacza spadek cen i większą dostępność dla obywateli i przemysłu. Jest to sprawa kluczowa, ponieważ energetyka odnawialna charakteryzuje się niskim poziomem sterowalności, w związku z tym magazyny energii wypełniałyby tę lukę technologiczną.

Prywatne akademiki w Polsce dopiero raczkują. Na zakwaterowanie w nich może liczyć raptem 0,5 proc. studentów

Prywatne akademiki w Polsce dopiero raczkują. Na zakwaterowanie w nich może liczyć raptem 0,5 proc. studentów 5

Prywatne akademiki nie cieszą się jeszcze w Polsce taką popularnością jak w Wielkiej Brytanii, gdzie na zakwaterowanie w nich może liczyć co czwarty student. Rynek szybko się jednak rozwija i budzi coraz większe zainteresowanie inwestorów. To m.in. efekt rosnącej liczby studentów z zagranicy i dywersyfikacji ryzyka, bo inwestycja w prywatne akademiki jest w znacznym stopniu odporna na wahania koniunkturalne.

– Rynek akademików prywatnych w Polsce jest bardzo młodym rynkiem. Dziś, wliczając w to projekty w budowie, mamy około 5 tys. łóżek, co przy łącznej liczbie około 1,2 mln studentów sprawia, że tylko 0,5 proc. znajdzie zakwaterowanie w tego typu akademikach – mówi agencji Newseria Biznes Marek Obuchowicz, Partner w Dziale Inwestycji w Griffin Real Estate, firmie, która ma w swoim portfolio prywatne akademiki Student Depot w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Lublinie i we Wrocławiu.

Chęć wejścia na ten rynek deklaruje wielu inwestorów. To z jednej strony podyktowane jest niską penetracją rynku, a z drugiej – dobrą bazą dydaktyczną i jakością programów kształcenia, atrakcyjnych m.in. dla studentów z zagranicy, którzy przyjeżdżają studiować do Polski.

Inwestycja w akademiki prywatne jest w pewnym stopniu antycykliczna. Kiedy następuje kryzys finansowy, wiele osób jest zmuszonych się dokształcać, aplikować na studia. Ekspozycja na ryzyko jest tu zupełnie inna niż w przypadku nieruchomości komercyjnych, gdzie jesteśmy uzależnieni od pojedynczych najemców, firm. Tutaj mamy tysiące osób i to ryzyko rozkłada się w zupełnie inny sposób – mówi Marek Obuchowicz.

Jak wynika z danych GUS, w Polsce działają 392 uczelnie wyższe, na których na koniec ubiegłego roku kształciło nieco ponad 1,2 mln osób. W roku akademickim 2017/2018 studia ukończyło 327,7 tys. osób. I choć liczba studentów w ciągu ostatnich 10 lat systematycznie spada (z 1,9 mln w roku akademickim 2008/09), to z drugiej strony rośnie liczba cudzoziemców, którzy przejeżdżają na studia w Polsce. Jak podaje GUS, w ubiegłym roku 78,3 tys. cudzoziemców planowało studiować w Polsce, co stanowiło wzrost o 7,6 proc.

Zainteresowanie studentów takim rozwiązaniem jest spore. Dziś może brakuje nieco świadomości, że taki produkt w ogóle jest na rynku dostępny. Dlatego jest potrzeba edukowania studentów, pokazywania, że istnieje alternatywa dla akademików publicznych czy wynajmu mieszkań. Dlatego uczestniczymy w konferencjach, współpracujemy z uczelniami, sponsorujemy juwenalia, pokazujemy się w prasie i mediach społecznościowych – mówi Marek Obuchowicz.

Liderem pod względem liczby prywatnych akademików są Stany Zjednoczone, gdzie ten rodzaj akomodacji jest znany już od dziesięcioleci. W Europie przoduje pod tym względem Wielka Brytania, gdzie co czwarty student może liczyć na zakwaterowanie w prywatnych akademikach. W innych miastach Europy Zachodniej stopień penetracji wynosi od 5 do 7 proc., z kolei w Europie Środkowej rynek dopiero raczkuje – poza Pragą i Bukaresztem nie ma innych miast, które miałyby dużą bazę prywatnych akademików.

Koszty wynajmu w akademiku prywatnym uzależnione są od kilku czynników, przede wszystkim od lokalizacji i rodzaju pokoju – czy jest to pokój jednoosobowy, czy współdzielony z jednym lub kilkom kilkoma studentami. W przypadku Student Depot te koszty są porównywalne lub niższe od kosztów wynajmu kawalerki już po uwzględnieniu wszystkich opłat typu prąd, media czy internet – mówi Marek Obuchowicz.

Jak podkreśla, prywatny akademik ma kilka przewag, które sprowadzają się m.in. do bezpieczeństwa, bo student może liczyć na całodobową ochronę, monitoring budynku i kontrole dostępu. Drugim aspektem jest wygoda i stała, z góry znana cena.

Student dostaje od nas w pełni wyposażony, nowoczesny pokój z szybkim internetem, własną łazienką, kuchnią i szeregiem udogodnień w postaci np. fitnessroomu czy pokojów cichej nauki, tzw. chillzone’ów. Wszystkie opłaty związane z najmem są wliczone w jednej płaskiej stawce, więc nie ma elementów zaskoczenia w trakcie roku. Dla studentów międzynarodowych udogodnieniem jest możliwość zarezerwowania takiego pokoju w 15 minut przez internet, po angielsku, bez konieczności pojawiania się fizycznie w kraju – mówi Marek Obuchowicz. – Trzecim ważnym aspektem jest społeczność, bo studenci nawiązują nowe znajomości, również z osobami z innych uczelni i innych krajów.

Środek wakacji to ostatni dzwonek na poszukiwanie miejsca w takim akademiku.

 – Wakacje są bardzo intensywnym okresem pod kątem poszukiwania lokum na kolejny rok akademicki. Obserwujemy w tym czasie dużą liczbę rezerwacji. Jednak duża ich część jest dokonywana już w poprzednim roku akademickim, żeby zapewnić sobie miejsce na kolejny ­– mówi Obuchowicz.

Smartwatche dla dzieci coraz popularniejsze. Pozwalają nie tylko na ustalenie pozycji dziecka, lecz także połączyć się z nim telefonicznie w razie potrzeby

Smartwatche dla dzieci coraz popularniejsze. Pozwalają nie tylko na ustalenie pozycji dziecka, lecz także połączyć się z nim telefonicznie w razie potrzeby 6

Urządzenia wearables stają się coraz bardziej zaawansowane. W tym segmencie jest jednak miejsce dla zegarków dla dzieci, które nie tylko pokazują godzinę, lecz także pozwalają połączyć się z dzieckiem, a nawet śledzić je za pomocą zainstalowanego nadajnika GPS. Producenci inteligentnych zegarków przekonują, że korzystanie z nich przez pociechy nie uzależnia ich od technologii, a wręcz aktywizują je do przebywania np. na podwórku pod zdalną opieką rodziców.

– Nic nie zastąpi ojca czy matki, jednak za pomocą smartwatchy chcemy dać rodzicom pewność, że ich dzieci są bezpieczne, podczas gdy bawią się na zewnątrz. Dzieci mogą wyjść z domu, bawić się z innymi dziećmi i miło spędzać czas, a jednocześnie rodzice będą mieli z nimi stałą łączność, możliwość zadzwonienia do nich lub zlokalizowania ich w przypadku jakichkolwiek problemów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jesus Llamazares z Xplora Technologies.

Smartwatche dla dzieci, choć nazywane są zegarkami inteligentnymi, znacząco różnią się od najbardziej zaawansowanych urządzeń na rynku, przeznaczonych dla dorosłych. To podstawowe urządzenia, które pozwalają zlokalizować dziecko w razie potrzeby, ale również wykonać np. połączenie głosowe. Na rynku pojawiają się także modułowe urządzenia wearables, które można rozbudowywać, zwiększając tym samym ich podstawową funkcjonalność.

– Xplora Go to rozwiązanie pełniące funkcję smartwatcha dla dzieci, które po zdjęciu paska i zastosowaniu nowo zaprojektowanych akcesoriów może pełnić różne inne funkcje, np. rowerowego lokalizatora GPS czy lokalizatora zwierząt domowych i przedmiotów. Za pomocą modułów i aplikacji można więc przystosować urządzenie do różnych zastosowań – mówi Jesus Llamazares.

Jako zegarek dla dzieci urządzenie dysponuje funkcjami, takimi jak połączenia, wiadomości, aparat fotograficzny, wiadomości z obsługą emoji, a także licznik kroków. Rodzice mogą wykorzystywać je jako narzędzie pozwalające utrzymać bezpośrednią komunikację z dzieckiem. Z kolei po dodaniu odpowiedniego modułu, urządzenie służy jako tracker rowerowy i powiadomi właściciela o możliwej próbie kradzieży. Po zainstalowaniu aplikacji, urządzenie wyśle alarm na smartfona.

Dzięki funkcji automatycznego śledzenia właściciel dostanie informację o dokładnym miejscu, w którym znajduje się pojazd. Funkcję zastosować można także do zabezpieczenia innych przedmiotów.

– Dodaliśmy nową ciekawą funkcję tamper alert, dzięki której będziemy mogli informować użytkowników urządzeń Xplora o próbie kradzieży ich roweru, samochodu czy przedmiotu połączonego z lokalizatorem. Nie wszystkie funkcje będą przydatne w każdym zastosowaniu. Przy korzystaniu z lokalizatora zwierząt kamera raczej nie będzie potrzebna, pozostaje jednak lokalizacja i kilka innych interesujących funkcji – zaznacza ekspert.

Możliwości urządzenia można wykorzystać również do lokalizowania np. zwierząt domowych. Zegarek może być również używany przez osoby starsze. Umożliwia monitorowanie kroków, a funkcja alarmu może zostać użyta np. do przypominania im o porze przyjmowania leków. Dostępna jest także obsługa połączeń, powiadomień i przycisk SOS, aby utrzymać seniorów w kontakcie z bliskimi.

– Jest to urządzenie komunikacyjne, które ma zapewnić dzieciom możliwość bezpiecznej zabawy na zewnątrz i promowania wśród nich zdrowego trybu życia. Nawiązaliśmy współpracę z PlayStation nad opracowaniem nowej gry o nazwie Xplora, która będzie zintegrowana z naszymi smartwatchami. Dzieci będą grały w grę na zewnątrz za pomocą naszych zegarków i będą zbierać punkty za określone czynności, które są zamieniane na bonusy, z których można skorzystać, grając na konsoli. Chodzi więc o zaangażowanie i zabawę, a także o spokój rodziców – przekonuje ekspert.

Na rynku dostępnych jest szereg urządzeń wearables przeznaczonych do wspomagania opieki nad dziećmi. Verizon GizmoWatch to smartwatch wyposażony w funkcję śledzenia lokalizacji GPS oraz możliwość wyznaczenia granic, po których przekroczeniu rodzice dostają alert. AngelSense to z kolei tracker umożliwiający podglądanie tras, po jakich porusza się dziecko, i prędkości, z jaką je pokonuje. Rodzice dostają powiadomienie np. wówczas, gdy pociecha spóźni się do szkoły. Mogą się również przełączać w tryb podsłuchu.

Według analityków z QYResearch światowy rynek inteligentnych zegarków dla dzieci wyceniany był w 2018 roku na ponad 364 mln dol. Do końca 2025 roku ma on przekroczyć wartość 873 mln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 13 proc.

Naukowcy ostrzegają: W Ziemię uderzyła burza słoneczna. Aktywność słońca w najbliższych latach jednak spadnie, co może wpłynąć na obniżenie temperatury na Ziemi

Naukowcy ostrzegają: W Ziemię uderzyła burza słoneczna. Aktywność słońca w najbliższych latach jednak spadnie, co może wpłynąć na obniżenie temperatury na Ziemi 7

Do Ziemi dotarła burza słoneczna mogąca doprowadzić do energetycznego paraliżu. Choć ogólnie nie powinna być groźna, może uszkodzić urządzenia elektryczne, a nawet doprowadzić do energetycznego paraliżu. To tylko jeden z przykładów, który pokazuje, że Słońce ma olbrzymi wpływ na pogodę i klimat na Ziemi. Tymczasem w najbliższych latach naukowcy prognozują niską aktywność Słońca, co może wpłynąć na obniżenie średniej temperatury na Ziemi. Zanieczyszczenie środowiska sprawia jednak, że temperatury mogą wciąż rosnąć.

Słońce ma ogromny wpływ na klimat na Ziemi. Naukowcy NASA ostrzegają przed magnetyczną burzą, która uderzyła w naszą planetę. Z powodu rotacji Słońca jedna z dziur jest skierowana prosto w Ziemię. Tym samym wiatry słoneczne i burze trafią w naszą planetę. Strumienie spodziewane są na początku sierpnia. Bezpośrednie uderzenie burzy może zniszczyć urządzenia elektryczne czy spowodować wybuch sieci elektrycznych. Ogromny przypływ energii może sprawić, że nawet połowa planety pogrąży się w absolutnych ciemnościach. To, jaki wpływ burze słoneczne mają na Ziemię, można było zaobserwować w 1989 roku, kiedy uszkodzonych zostało wiele transformatorów.

Słońce ma jednak także bezpośredni wpływ na temperaturę i klimat na naszej planecie.

– Na klimat wpływa dopływ energii słonecznej z zewnątrz. Skład chemiczny atmosfery modyfikuje strumień przekazywanej energii. Są również relacje pomiędzy atmosferą a oceanem światowym. Ocean potrafi zaabsorbować ogromne ilości ciepła, a w innych okresach może je uwolnić na zewnątrz. To również kwestia wulkanizmu, która może nie aż w takim stopniu jak emisja człowieka, wpływa na system klimatyczny i na kształt bieżącego ocieplenia. Chodzi nie tylko o emisję gazów z wulkanów, lecz także pyłu do atmosfery, który może ograniczać przez jakiś czas dopływ promieniowania słonecznego – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Mieczysław Sobik z Zakładu Klimatologii i Ochrony Atmosfery Uniwersytetu Wrocławskiego.

Lokalne i średnie temperatury w ziemskiej atmosferze, na jej powierzchniach lądowych i morskich oraz poniżej tych powierzchni nieustannie się zmieniają w zależności od równowagi między mocą wejściową a mocą wyjściową. Ta zaś podlega dużym wahaniom, ponieważ Ziemia zmienia nachylenie względem Słońca. Nachylenie Ziemi na jej osi waha się w ciągu 41 tys. lat, od 21,5 st. do 24,5 st. Oś Ziemi zmienia kierunek w ciągu 26 tys. lat. Wszystko to zmienia ilość otrzymanego światła słonecznego i czas pór roku. Dużo zależy też od samej aktywności Słońca.

– Był taki okres ponad 50 lat praktycznie bez plam słonecznych. Czyli zanikła klasyczna 11-letnia aktywność słoneczna i był głęboki okres tzw. Minimum Maundera, kiedy plam słonecznych nie było wcale i aktywność słońca była na bardzo, bardzo niskim poziomie. To głównie XVII wiek. Tak się składa, że jest to też okres w czasach historycznych najchłodniejszy – zaznacza ekspert.

Im większa liczba plam słonecznych, tym mniejsze natężenie promieniowania słonecznego, ale też większa jasność Słońca ze względu na większą jasność obszarów otaczających plamy. W okresie Minimum Maundera średnia temperatura na powierzchni Ziemi mogła się zmniejszyć nawet o 1 stopień Celsjusza. Obecnie kończy się 24. cykl aktywności słonecznej. Od 2017 roku eksperci notowali coraz dłuższe okresy bez plam słonecznych. W 2018 roku łącznie przez 221 dni nie było widać ani jednej plamki. W 2019 roku, do połowy kwietnia, było już nieco ponad 60 dni bez plam słonecznych.

Nowy, 25. cykl, prawdopodobnie rozpocznie się na przełomie 2019 i 2020 roku. Według prognoz aktywność Słońca będzie w najbliższych latach niska. Zakresy minimów i maksimów aktywności słonecznej (liczba Wolfa) mają się zamknąć w przedziale 95 a 130, przy średniej z XX wieku na poziomie 140–220.

– Fizycy i heliofizycy oceniają, że to będzie cykl słaby. Po okresie bardzo wyraźnej aktywności słońca wchodzimy w bardziej spokojny okres. Zobaczymy, jaki to będzie miało wpływ na klimat – mówi dr Mieczysław Sobik.

Apteka dla Aptekarza – jak zmiany w Prawie farmaceutycznym wpłynęły na rynek apteczny

Swobodny dostęp do aptek i usług farmaceutycznych dla pacjentów, placówki powstające tam, gdzie faktycznie są potrzebne oraz eliminacja z rynku nieuczciwych przedsiębiorców – to główne skutki nowelizacji Prawa farmaceutycznego, a więc tzw. „Apteki dla Aptekarza”, która już od dwóch lat porządkuje polski rynek apteczny.

Ustawa zwana potocznie „Apteką dla Aptekarza”, czyli nowelizacja Prawa farmaceutycznego, jest regulacją, która – jak uważa Naczelna Rada Aptekarska – wprowadziła porządek na rynku. Dzięki niej powstało wiele aptek i punktów aptecznych. Chociażby na terenach wiejskich utworzono ich 319. Wprowadzono także europejski standard funkcjonowania tych placówek. Działa on w aż 70 proc. aptek na terenie Europy – w tym we Francji, Niemczech, Danii czy Austrii.

– Regulacja ta jest pozytywną zmianą. Dzięki niej apteki powstają w miejscach, gdzie naprawdę są potrzebne – na terenach wiejskich, mniejszych miejscowościach i obrzeżach miast – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Leleno, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej. – Problem z liczbą tych placówek związany jest z brakiem farmaceutów, którzy mieliby je obsłużyć. Bez ich obecności apteka nie może przecież działać. Na terenie Polski nadal istnieje ok. 14 tys. aptek i punktów aptecznych (źródło: Centralny Rejestr Aptek). W praktyce oznacza to więc, że pacjenci mają swobodny dostęp do usług farmaceutycznych. Wprowadzenie ustawy nie doprowadziło jednocześnie do wzrostu cen leków. Doszło do uspokojenia rynku i zachowania pewnej równowagi – między placówkami sieciowymi a indywidualnymi. W ocenie Naczelnej Rady Aptekarskiej regulacja ta jest dobra i spełnia oczekiwania – ocenił Leleno.

liczba aptek w polsce
Źródło: Naczelna Izba Aptekarska

„Twarda franczyza” i skupowanie aptek „na słupa” pomysłem na rozwój?

Ustawa w dużej mierze ograniczyła podmiotom sieciowym przejmowanie mniejszych aptek. Szukają więc alternatywnych metod umożliwiających im dalsze przejmowanie. Z sygnałów, które docierają do Izby wynika, że farmaceuci otrzymują propozycje skorzystania w tzw. „twardych franczyz” poprzez m.in. podpisywanie weksli in blanco. Popularnym rozwiązaniem jest również skupowanie aptek na tzw. „słupa”, co najczęściej kończy się tym, iż rola aptekarza-właściciela placówki sprowadza się jedynie do roli „posiadacza” zezwolenia. W praktyce traci on możliwość podejmowania samodzielnych decyzji biznesowych. Bezpowrotnie traci więc swą niezależność ekonomiczną. Inną metodą jest skupowanie akcji lub udziałów, a następnie przejmowanie tą drogą kontroli nad spółkami prowadzącymi apteki.

Próba stosowania takich mechanizmów przez niektóre sieci apteczne nie tylko lekceważy stanowiska Ministerstwa Zdrowia, czy Głównego Inspektora Farmaceutycznego, ale również wyroki sądowe. Przykładem świadczącym o istnieniu omawianego procederu jest 25. tysięczne miasto w województwie opolskim, w którym dokonano faktycznego przejęcia trzech aptek należących do jednego podmiotu przez podmiot sieciowy, skupiający w swych ramach organizacyjnych liczbę aptek już wykraczającą poza dozwolone limity. Przejęcie to polegało na skupowaniu udziałów w spółkach od posiadaczy zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej, a następnie firmowanie należących do tych podmiotów aptek wybranym przez spółkę dominującą logotypem i nazwą.

Zdaniem Naczelnej Izby Aptekarskiej, przejmowanie aptek tą drogą może prowadzić do tworzenia grup podmiotów powiązanych, w rozumieniu ustawy o UOKiK, co jest wyraźnie zabronione przez Prawo farmaceutyczne i sankcjonowane karą cofnięcia zezwolenia. Niejednokrotnie konsekwencje w postaci cofnięcia zezwolenia oraz pełnej odpowiedzialności finansowej i prawnej spoczywają w takim przypadku wyłącznie na farmaceutach – podchodząc łatwowiernie do zapewnień dużych podmiotów, narażają więc siebie i swój biznes. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na raport sporządzony przez Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek (ZAPPA), mówiący o przejęciu tą drogą ok. 700 aptek m.in przez cypryjskie i holenderskie spółki prowadzące sieci aptek.


tłumaczenia medyczne


VII Targi IT Future Expo – ponownie największa impreza B2B branży IT w Polsce

VII Targi IT Future Expo – rozwijaj firmę dzięki nowym technologiom i wyprzedź konkurencję!Targi IT Future Expo

Ponownie największa impreza B2B branży IT w Polsce – 26 września 2019 na Stadionie Legii Warszawa!

  • 7 edycja
  • 3000 uczestników
  • 25 prelegentów
  • 100 wystawców

IT Future Expo to VII edycja dorocznego spotkania elity polskiego IT, w całości poświęconego technologiom dla biznesu. To miejsce tworzenia silnych relacji biznesowych oraz platforma wymiany wiedzy i doświadczeń. 16h merytoryki oraz wystąpienia najlepszych speakerów, pozwolą wyjść z głową pełną pomysłów i gotowych rozwiązań na rozwój Twojej firmy.

Jeśli chcesz:

  • dowiedzieć się co napędza branżę ?
  • poznać aktualne trendy w rozwoju technologii dla przedsiębiorstw
  • wymienić doświadczenia z ekspertami branżowymi oraz nawiązać istotne partnerstwa

to wydarzenie jest dla Ciebie! Zainspiruj się targami z udziałem liderów rynku, które pozwolą dokładnie przyjrzeć się obowiązującym trendom i nadchodzącym wyzwaniom dla biznesu, w obliczu dynamicznie pędzącej cyfryzacji. Spotkaniu towarzyszyć będzie również gala rozdania nagród IT Future Awards – wyróżniająca najlepsze rozwiązania oraz usługi IT w Polsce, wybrane przez czołowych CIO. Jeszcze do 23 sierpnia 2019, przyjmowane są zgłoszenia do konkursu www.liderzyit.pl

VII Targi IT Future ExpoOrganizatorzy przygotowali kolejne nowości i atrakcje. Oprócz sztandarowego wydarzenia towarzyszącego – IT Future Congress, w trakcie którego eksperci poruszą najważniejsze aspekty rewolucji cyfrowej, będzie można odwiedzić specjalistyczne strefy tematyczne i bezpłatnie zasięgnąć porad specjalistów w zakresie newralgicznych zagadnień, wpływających na funkcjonowanie firmy.

Podczas tej edycji targów odbędzie się także debata dotycząca Rozwoju Robotyzacji Procesów Biznesowych z udziałem doświadczonych ekspertów i praktyków w tej dziedzinie. Tematem debaty będą rozważania w obszarze budowania przewagi konkurencyjnej firm dzięki automatyzacji i robotyzacji procesów. Uzyskamy również odpowiedzi na pojawiające się wątpliwości dotyczące idących za tym korzyści, ryzyk i zagrożeń oraz przełożenia na rzeczywiste ROI. Tematem dyskusji będą także rożne podejścia do zarządzania rozwojem i utrzymaniem robotyzowanych procesów. Czynny udział w debacie weźmie m.in. Wojciech Szremski z Euro Bank, Sebastian Drzewiecki z GSK, Agnieszka Belowska-Gosławska z Nordea Bank AB S.A., Marcin Basaj z Fraikin oraz Michał Marlinga z Citi.

Zapraszamy także do odwiedzenia specjalnie przygotowanych stref; IT Law Point, IT Consulting Point oraz punktu Dotacje UE na IT, gdzie nasi eksperci pomogą Ci zrozumieć skomplikowane regulacje, czy poradzą w zakresie uzyskania funduszy z Unii Europejskiej. To tylko niektóre zagadnienia z jakimi będziesz mógł się spotkać podczas wydarzenia w strefach specjalistycznych.

  • Nurtują Cię najnowsze regulacje Unii Europejskiej dotyczące ochrony danych osobowych?
  • Chcesz wiedzieć jak zabezpieczyć firmę przed wyciekaniem istotnych informacji na zewnątrz?
  • Od dawna masz w planach przeprowadzenie analizy polityki bezpieczeństwa organizacji?
  • Zastanawiasz się na rozwiązaniem, które efektywnie zoptymalizuje pracę firmy?
  • A może chcesz dowiedzieć się o najnowszych programach dotacji z Unii Europejskiej w zakresie dofinansowań na wdrażanie rozwiązań informatycznych?

Z nowości, warto też wspomnieć o strefie dronów, która znajdzie się w programie tematycznym targów. W strefie tej będzie można dowiedzieć się o możliwościach wykorzystania tych bezzałogowych statków powietrznych w biznesie. Kluczowi gracze zademonstrują funkcje najnowszych urządzeń oraz przeprowadzą loty pokazowe, co będzie niewątpliwą atrakcją dla Zwiedzających.

Gościem Specjalnym targów będzie Artur Kurasiński, autor bloga kurasinski.com, który zabierze głos podczas Kongresu IT FUTURE CONGRESS!Artur Kurasiński

Zarejestruj się bezpłatnie na wydarzenie już dziś: http://itfuture.pl/#REJESTRACJA Ilość darmowych miejsc ograniczona!

Podczas równolegle odbywającego się IT FUTURE CONGRESS wysłuchamy wystąpień ekspertów branżowych oraz liderów rynku, z którymi podzielimy wiedzę nt. obecnych wyzwań przed którymi stoi biznes. Udział w kongresie pozwali zaktualizować wiedzę w zakresie zmian w przepisach oraz uzyskać odpowiedzi na najtrudniejsze pytania pojawiające się w codziennej pracy. Uczestnicy będą mieli także okazję przekonać się, które rozwiązania IT warto wykorzystać w swoich organizacjach oraz w jaki sposób je wdrożyć i sfinansować.

Wśród prelegentów m.in.: Michał Kurek – Partner w KPMG, Dariusz Gałęzowski – Dyrektor architektury IT – PKO BP oraz Artur Kurasiński. Sponsorem Strategicznym wydarzenia została firma Archman, a pozostałymi partnerami eventu są: Sophos, SOTI, Rittal, LOG Systems, APC by Schneider Electric, Synology, Agraf, Aten. Sprawdź kto jeszcze znalazł się w gronie wystawców: http://itfuture.pl/#sponsors i nie zapomnij o konieczności odrębnej rejestracji na kongres: http://itfuture.pl/rejestracja-na-kongres/

Sponsorzy Kongresu IT FUTURE CONGRESSStało się już tradycją, że IT Future Expo towarzyszą informatyczne targi pracy. Również i tym razem w specjalnie wydzielonej strefie, odbędzie się wydarzenie – IT CAREER SUMMIT, wraz z równolegle trwającą konferencją  – Developers Congress.

To jednak nie koniec atrakcji 🙂 W programie imprezy przewidujemy także strefę 3D, w której zetkniecie się z wirtualną rzeczywistością oraz technologią druku 3D. Nie zabraknie również strefy relaksu, gdzie będzie można skorzystać z darmowego masażu. Zapraszamy do zgłoszenia bezpłatnego udziału w wydarzeniu http://itfuture.pl/#REJESTRACJA 🙂 Nie czekaj, ilość darmowych miejsc ograniczona!

Zobacz, że warto wziąć udział w wydarzeniu i obejrzyj videorelację z ostatniej edycji: HTTP://TARGI18.ITFUTURE.PL

Wydarzenie jest bezpłatne jednak ma charakter branżowy. Do udziału zapraszamy zatem wszystkich reprezentantów firm oraz instytucji.

Zakres tematyczny targów:

  • Systemy korporacyjne
  • Infrastruktura i Data Center
  • Wirtualizacja
  • Bezpieczeństwo IT
  • Cloud Computing
  • Big Data oraz BI
  • Data Science oraz Machine Learning
  • IOT
  • BPA
  • AI
  • Technologie mobilne
  • E-commerce
  • Strefy specjalne (drony, strefa 3D, strefa kariery)
  • Usługi IT (outsourcing, szkolenia, consulting)
  • Technologie sprzętowe
  • Teleinformatyka
  • Rozwiązania branżowe (dla logistyki, dla edukacji, dla bankowości, dla medycyny)

Strona internetowa wydarzenia: http://itfuture.pl/
Data:
26.09.2019
Lokalizacja:
Stadion Legii w Warszawie

Udział w targach jest bezpłatny, wystarczy wypełnić formularz rejestracyjny!

Agnieszka Porębska-Kość nowym członkiem Zarządu Nest Banku

Agnieszka Porębska-Kość została nowym Członkiem Zarządu Nest Banku. Będzie odpowiedzialna za Pion Rozwoju Produktów.

Agnieszka Porębska-Kość – Członek Zarządu Nest Banku
Agnieszka Porębska-Kość – Członek Zarządu Nest Banku

Agnieszka Porębska-Kość jest związana z Nest Bankiem od listopada 2015 r. Dołączyła do organizacji jako Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania. Nowa członkini zarządu jest absolwentką wydziału ekonomii SGH. Ukończyła także prestiżowe studia Executive MBA na Uniwersytecie w Minnesocie. W toku kariery zawodowej pełniła m.in. funkcję Członka Zarządu Meritum Banku ICB, Członka Zarządu Banku DnB Nord SA czy Dyrektora Zarządzającego Fortis Banku.

Jako Członek Zarządu Nest Banku będzie odpowiedzialna za tworzenie i nadzór nad realizacją strategii produktowych we wszystkich liniach biznesowych. Dotychczas pełniła funkcję Dyrektora Zarządzającego i odpowiadała za obszar produktów transakcyjnych dla klientów indywidualnych, produktów transakcyjnych i kredytowych dla firm oraz nadzór nad Departamentem Sprzedaży Własnej. Tę ostatnią kompetencję przejął Piotr Kaczmarski, który został Dyrektor Zarządzającym Obszarem Sprzedaży i Obsługi Klienta.

Ministerstwo Finansów opublikowało długo oczekiwaną Krajową Ocenę Ryzyka Prania Pieniędzy oraz Finansowania Terroryzmu

Ministerstwo Finansów, realizując obowiązki wynikające z głośnej ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, opublikowało długo oczekiwaną Krajową Ocenę Ryzyka Prania Pieniędzy oraz Finansowania Terroryzmu.

Jest to pierwszy taki dokument w polskim porządku prawnym, który rzuca nowe światło na zagrożenie ryzykiem prania pieniędzy oraz stanowi istotną wskazówkę dla wielu podmiotów gospodarczych, a w szczególności dla instytucji obowiązanych.

– Do instytucji obowiązanych, według wspomnianej ustawy, zalicza się szereg podmiotów (instytucje, organizacje, spółki), a także indywidualnych przedsiębiorców, min. są to banki krajowe, instytucje finansowe czy podmioty prowadzące działalność gospodarczą w zakresie wymiany walut wirtualnych i gier hazardowych, co jednoznacznie wskazuje na bardzo szeroki zakres zastosowania ustawy w obrocie gospodarczym – mówi w rozmowie z MarketNews24 Julia Ziemska, prawnik z kancelarii Zięba&Partners.

Zgodnie z ustawą, instytucje te identyfikują i oceniają ryzyko związane z praniem pieniędzy i finansowaniem terroryzmu odnoszące się do ich działalności, a na podstawie tak zidentyfikowanego ryzyka podejmują szereg działań proporcjonalnych do charakteru i wielkości prowadzonego podmiotu oraz zakresu indywidualnie rozpoznanego ryzyka w danej jednostce.

Pomimo że instytucje obowiązane przygotowały już pierwszą taką identyfikację, Publikacja Krajowej Oceny Ryzyka ma nie tylko szansę rozwiać wiele wątpliwości interpretacyjnych, ale wskazuje także na konieczność aktualizacji dokonanych uprzednio wewnętrznych ocen przez wszystkie instytucje obowiązane.

Szczególną uwagę na dopracowanie swoich procedur powinny zwrócić te podmioty, które w zakresie prowadzonej działalności są według Generalnego Inspektora Informacji Finansowej narażone na wyższe ryzyko prania pieniędzy oraz finansowania terroryzmu.

– W Krajowej Ocenie Ryzyka przyjęto czterostopniową skalę w zakresie oceny poziomu zagrożenia oraz podatności na wystąpienie tego zjawiska, zgodnie z którą do podmiotów o najwyższym stopniu ryzyka należą między innymi banki, instytucje finansowe czy kasyna – wyjaśnia J.Ziemska z Zięba&Partners.

Warto także wskazać, że Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, po publikacji Krajowej Oceny Ryzyka, wydał komunikat, w którym zwrócił uwagę na rangę wydanego dokumentu oraz zarekomendował przeprowadzenie analizy własnych ocen ryzyka i dokonanie ich aktualizacji, tym bardziej, że wyniki dotychczas przeprowadzonych kontroli w instytucjach obowiązanych wskazały na nieprawidłowości w zakresie należytej realizacji obowiązków ustawowych.

Zgodnie z prowadzoną polityką państwa należy spodziewać się dalszego uszczelniania obowiązującego systemu, a także potencjalnego nałożenia dodatkowych obowiązków na instytucje obowiązane, których realizacja pozwoli na uniknięcie nałożenia surowych kar, także finansowych.

Pomimo obniżki stóp procentowych na szefa FED spada ostra krytyka

Rezerwa Federalna obniża stopy procentowe wygłaszając przy tym bardzo asekuracyjne przemówienie. Zwolennicy szybszych cięć z prezydentem Donaldem Trumpem na czele, pomimo obniżki, ostro krytykują prezesa tej instytucji, Jerome Powella.

Fed obniża stopy procentowe

Jerome Powell – Szef FED
Jerome Powell – Szef FED

Zgodnie z oczekiwaniami na wczorajszym posiedzeniu Federalny Komitet Otwartego Rynku obniżył stopy procentowe w USA. Komentatorzy wskazują, że jest to pierwsza obniżka od 2008 roku, ale warto zwrócić uwagę, że na razie stopy wróciły na poziom sprzed 8 miesięcy, co brzmi znacznie mniej spektakularnie. Jaki był powód obniżki? Wielu analityków wskazuje, że było to działanie wyprzedzające: bezrobocie utrzymuje się blisko wieloletnich minimów na bardzo dobrym poziomie 3,7%, a wzrost gospodarczy wciąż spełnia oczekiwania. Warto natomiast zwrócić uwagę, że USA nie są zamkniętym państwem – sytuacja w innych krajach nie jest aż tak dobra, a nadejście światowej recesji jest całkiem realne. Rynki na obniżkę stóp procentowych zareagowały umocnieniem dolara. Powodem była ostrożna wypowiedź szefa Fed, która postawiła pod znakiem zapytania głębokość dalszych cięć. W rezultacie pomimo obniżki stóp procentowych, dolar zyskał na wartości.

Inflacja rośnie w Polsce

Podczas gdy w większości państw w Europie tempo wzrostu cen spada w oczekiwaniu na gorsze czasy, w Polsce inflacja przyspiesza. Jest na to proste wytłumaczenie – dalszy strumień pieniędzy płynący do obywateli. Jak wiadomo, rząd nie ma własnych pieniędzy, więc rozdaje społeczeństwu jego własne. Ze względu na to, że zamiast obniżyć podatki, transferuje je do grup, które przeznaczają znaczną część swojego budżetu na konsumpcję, widzimy silne pobudzenie od strony konsumpcji. Inflacja na poziomie 2,9% nie jest jednak powodem do obaw. Pytanie, jak ten system będzie funkcjonował, gdy w Europie zapanuje realny kryzys i koniunktura nie będzie już tak dobra. Strach przed recesją zaczyna być widoczny w notowaniach złotego, który, pomimo dobrych odczytów, jest ostatnio w odwrocie.

Koniunktura w Europie

Dzisiaj poznaliśmy odczyt indeksu PMI dla przemysłu, czyli badania ankietowego, które sprawdza optymizm menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Uważa się je za ważny wskaźnik w przewidywaniu przyszłej koniunktury. W Europie pesymizm analityków był na tyle duży, że, pomimo pogorszenia wyników, są one lepsze niż oczekiwania. Stary kontynent ciągnie w dół szczególnie odczyt dla Niemiec, gdzie negatywne nastroje są szczególnie silne.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Czekają nas kolejne podwyżki cen paliw

Ceny ropy naftowej na świecie znów wzrosły. Dla polskich kierowców jest to tym bardziej zła wiadomość, że złoty osłabił się wobec dolara, czyli już wysokie ceny na stacjach paliw będą jeszcze wyższe.

Spadła podaż ropy z powodu zamachów zbrojnych w Libanie, w pobliżu największego złoża, z którego wydobycie wynosiło 300 tys. baryłek dziennie. Jednocześnie w rejonie cieśniny Ormuz zaostrza się konflikt nazywany “wojną tankowców”.

– Ten konflikt się rozwija, Iran poinformował o złapaniu 15 szpiegów CIA, a przecież przez cieśninę Ormuz odbywa się ⅓ światowego transportu ropy naftowej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Dlatego ceny ropy naftowej wzrosły do poziomu 75 USD za baryłkę ropy WTI i 64 USD za ropę brent.

Jednak sytuacja polskich kierowców jest tym gorsza, że złoty osłabił się bardzo wobec dolara.

– Kurs dolara wzrósł do poziomu 3,85 zł, a to oznacza, że ceny na stacjach paliw będą rosnąć – mówi ekspert.

Niepewność na rynkach finansowych

Zakończony niedawno lipiec nie pozwalał się nudzić inwestorom, pomimo pozornie wakacyjnej pory. W przypadku warszawskiego parkietu istotnie można mówić o spokojniejszym okresie, patrząc poprzez kryterium obrotów. Na rynkach zagranicznych nie można jednak mówić o jakimkolwiek letnim spowolnieniu. Opisując miniony miesiąc jednym zdaniem, upłynął on na nadziejach, oczekiwaniach i wątpliwościach. Kluczem była polityka banków centralnych, a przede wszystkim lipcowa decyzja Fed.

Do połowy miesiąca rynkowe oczekiwania na silne złagodzenie polityki amerykańskiego banku centralnego dynamicznie rosły, podsycane gołębimi wypowiedziami przedstawicieli tego gremium. Indeks S&P 500 pobił kolejne już historyczne rekordy, pokonując magiczną barierę 3000 punktów. Wzrosty wspierane były również wynikami amerykańskich spółek za drugi kwartał, które w znaczącej większości okazywały się być lepsze od oczekiwań, nawet biorąc pod uwagę wymagająca bazę z 2018 roku i nieco gorsze odczyty gospodarcze. Bardzo dobre wyniki zaraportowały największe amerykańskie banki i część znaczących spółek technologicznych, jak Microsoft i Apple. Niechlubnym wyjątkiem okazał się Netflix, który z uwagi na słabsze odczyty stracił podczas jednej sesji ponad 10%. Z biegiem miesiąca jednak inwestorzy coraz lepiej zaczęli dostrzegać fakty, poddając w wątpliwość wcześniejsze rozgrzane oczekiwania. Na poprzednich posiedzeniach Fed w żadnym miejscu nie zakomunikował tak silnej zmiany polityki monetarnej, jak oczekiwały to rynki, biorąc pod uwagę zarówno wzrosty na Wall Street, jak i wyceny amerykańskiego długu.

Dużą część odpowiedzi poznaliśmy wieczorem ostatniego dnia lipca. Zaczęło się zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami, gdy zakomunikowano obniżkę stóp procentowych o 25 pb. Kluczem była jednak konferencja i oczekiwania odnośnie dalszych ruchów Fed. Dowiedzieliśmy się, że lipcowa obniżka była tylko dostosowaniem w trwającym obecnie cyklu i nie oznacza rozpoczęcia długiego cyklu obniżek stóp. Był do zdecydowanie zimny prysznic dla rynku i sprowadził indeks S&P 500 poniżej poziomu 3000 punktów. Kolejne obniżki w tym roku nie są wykluczone, ale ich prawdopodobieństwo zauważalnie spadło. Ważnym czynnikiem było za to ogłoszenie zacieśniania ilościowego, co w ostatnich latach było głównym fundamentalnym czynnikiem wpływającym negatywnie na rynki akcji.

Preludium amerykańskiego scenariusza było ostatnie posiedzenie EBC. Inwestorzy oczekiwali zdecydowanych ruchów, a kończący niebawem kadencję Mario Draghi ograniczył się do interwencji słownych, przesuwając podjęcie działań co najmniej do września. Spowodowało to pogorszenie nastrojów na europejskich rynkach akcji w drugiej połowie miesiąca. Co więcej, publikowane kolejne dane gospodarcze, w odróżnieniu od w dalszym ciągu przyzwoitej sytuacji w Stanach Zjednoczonych, wspierają decyzję o podjęciu zdecydowanych działań przez EBC.

Krajowy rynek akcji nie podzielał w lipcu entuzjazmu obecnego na rynkach rozwiniętych. Powodem mogły być dość mieszane wyniki spółek, które w dalszym ciągu mierzą się z rosnącymi kosztami pracy, energii i surowców oraz niedoborem pracowników. Innym z czynników jest wisząca nad naszym rynkiem kolejna faza dostosowania indeksów MSCI EM, przewidziana na sierpień.

Trudno obecnie szacować, jak będzie zachowywać się amerykański rynek akcji, a w ślad za nim pozostałe rynki w kolejnych tygodniach. Z jednej strony zabrakło głównego czynnika do wzrostów, z drugiej jednak strony sytuacja się znormalizowała. Trwający sezon wyników może wspierać rynki. Na pierwszy plan może za to powrócić zapomniany nieco temat wojen handlowych, które mimo trwających rozmów wydają się dalekie do zakończenia. Jednakże niepewność i nadzieje odnośnie dalszej polityki Fed mogą dalej pozwolić rynkom wspinać się na ścianie strachu.

Autor: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami w Vienna Life TuŻ S.A Vienna Insurance Group.

Po spotkaniu FOMC. Dlaczego dolar umacnia się mimo obniżki stóp procentowych?

Środowe spotkanie Rezerwy Federalnej miało w pewnym sensie charakter historyczny – decydenci zdecydowali się na pierwszą obniżkę stóp procentowych od ponad dekady. Mimo to dolar amerykański doświadczył aprecjacji. Fed zdołał bowiem ostudzić rynkowe oczekiwania dotyczące kolejnych obniżek stóp procentowych w USA.

Jerome Powell
Jerome Powell
Przewodniczący Rady Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami i wbrew oczekiwaniom części uczestników rynku liczących na obniżkę o 50 punktów bazowych, Rezerwa Federalna postanowiła obniżyć stopy procentowe o 25 pb. Obecnie stopy procentowe Rezerwy Federalnej ponownie znajdują się w widełkach 2-2,25%. Zgodnie ze słowami przewodniczącego FOMC, Jerome’a Powella, obniżka stóp procentowych była potrzebna do wzmocnienia inflacji oraz zabezpieczenia się przed skutkami potencjalnej eskalacji napięć w handlu międzynarodowym. Powell stwierdził jednocześnie, że perspektywy dla amerykańskiej gospodarki są dobre.

O ile zwyczajowo ogłoszenie luzowania polityki monetarnej banku centralnego powinno prowadzić do osłabienia waluty krajowej, po środowym spotkaniu FOMC dolar amerykański doświadczył szerokiej aprecjacji. Inwestorzy zinterpretowali bowiem wczorajszą obniżkę stóp procentowych Rezerwy Federalnej jako „jastrzębie cięcie”.

Decyzja o obniżce stóp procentowych nie była jednogłośna. Dwoje decydentów (Esther George oraz Eric Rosengren) skłaniało się do utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Również retoryka, jaką przyjął podczas konferencji prasowej po spotkaniu Jerome Powell, nie była aż tak „gołębia”, jak oczekiwał tego rynek. Przewodniczący FOMC wyraził swój optymizm co do siły amerykańskiego rynku pracy, a także zwracał uwagę na niedawną poprawę w danych o sprzedaży detalicznej. Powell dodał też, że w kontekście globalnej niepewności, amerykańska gospodarka wykazuje się odpornością. Co istotne, Powell nie sugerował, jakoby w planach Rezerwy Federalnej było rozpoczęcie pełnego cyklu luzowania polityki monetarnej. Zgodnie ze słowami prezesa FOMC środowa obniżka stóp procentowych miała charakter „dostosowania” polityki w obecnym cyklu [ang. mid cycle adjustment]”.

Słowa Powella z konferencji prasowej FOMC nie potwierdziły oczekiwań rynku spodziewającego się agresywnego luzowania polityki monetarnej. Rynek wyceniał bowiem dwie dodatkowe (oprócz wczorajszej) obniżki stóp procentowych do końca bieżącego roku. Powell nie stwierdził co prawda jednoznacznie, że środowa obniżka stóp procentowych FOMC jest „pierwszą i ostatnią” tego typu decyzją w 2019 roku, niemniej potwierdził, że o kolejnym ruchu decydentów zadecyduje charakter danych makroekonomicznych. Ważną częścią wypowiedzi Powella była sugestia, że „nic w amerykańskiej gospodarce nie stanowi poważnego zagrożenia w najbliższym czasie”. Taka wypowiedź sugeruje, że do kolejnej obniżki stóp procentowych w USA mogłoby doprowadzić jedynie pogorszenie danych makroekonomicznych w nadchodzących miesiącach.

Po konferencji prasowej FOMC można było zaobserwować wyraźny spadek indeksów giełdowych. W dół skierował się również kurs EUR/USD, który w bezpośrednim następstwie konferencji Powella spadł o ponad 0,5%. Obecnie kurs EUR/USD zbliżył się do okolic 1,10, schodząc do najniższego poziomu od maja 2017 roku. Jednocześnie wyraźnie umocnił się kurs USD/PLN, który znalazł się na najwyższym poziomie od ponad dwóch lat.

Kurs USD/PLN & USD/EUR (31/07/19-01/08/19)

Kurs USD PLN & USD EUR
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 01/08/2019

Brak apetytu ze strony Rezerwy Federalnej do prowadzenia agresywnego cyklu luzowania polityki monetarnej wskazał na nieadekwatność oczekiwań rynku względem przyszłego poziomu stóp procentowych w USA. Obecna rynkowa wycena prawdopodobieństwa luzowania polityki monetarnej ze strony Fedu uległa zmianie, aczkolwiek nie w tak dużym stopniu, jak można było tego oczekiwać. Obecna wycena kontraktów fed funds futures wskazuje, że rynek szacuje prawdopodobieństwo kolejnej obniżki stóp procentowych podczas spotkania we wrześniu na około 60-procent (przed spotkaniem wynosiło ono około 75%). Szacowane przez rynek prawdopodobieństwo jeszcze dwóch obniżek stóp procentowych przed końcem bieżącego roku wynosi 43% (wcześniej wynosiło około 60%). Jesteśmy jednak zdania, że w nadchodzących dniach rynkowe oczekiwania względem obniżki stóp powinny dalej spadać, co w krótkim okresie mogłoby wesprzeć USD.

Wczorajsze spotkanie Rezerwy Federalnej w gruncie rzeczy potwierdziło nasze oczekiwania, zgodnie z którymi bank centralny będzie czekał na kolejne publikacje zanim zadecyduje o potrzebie dodatkowego luzowania. Tym samym nadchodzące publikacje z amerykańskiego rynku pracy oraz dane o inflacji mogą skupić na sobie jeszcze większą uwagę inwestorów niż zazwyczaj.

FED obniża stopy procentowe o 25pb, ale rynki się nie cieszą. „Mid-cycle adjustment” – co oznacza dla rynków?

Zarządzający Union Investment TFI: Andrzej Czarnecki, Michał Milewski i Robert Burdach  komentują wczorajszą decyzję i komunikat FED.

  • Ryzyko spadku obrotów handlowych wpływa na decyzję Rezerwy Federalnej
  • Kondycja gospodarki amerykańskiej lepsza niż globalnej
  • Inflacja w Polsce rośnie i będzie rosła, ale RPP jest spokojna

Decyzje FED

Wczoraj pierwszy raz od 2008 roku czyli od kryzysu finansowego FED obciął stopy procentowe. Obniżenie przez FED stóp proc. o 25pb było zgodne z oczekiwaniami rynku. W ten sposób wypełnia się scenariusz bazowy – prawdopodobieństwo takiej decyzji szacowano na 70% (na 30% szacowano szansę obniżki o 50bp). Kolejną decyzją jest wstrzymanie redukcji bilansu FED już w sierpniu, co może stanowić pozytywny bodziec dla rynku obligacji.

Ważniejszy od samej decyzji był jednak komunikat FED’u i konferencja po posiedzeniu.

Odczytując dosłownie komunikat FED’u można dojść do wniosku, że Rada nie zmieniła swojej oceny otoczenia makroekonomicznego w stosunku do komunikatu z czerwca, a możliwe, że ocena ta jest nawet wyższa. Ocena sytuacji na rynku pracy jest dobra, ale widać symptomy spowolnienia inwestycji. Inflacja jest pod kontrolą, oczekiwania inflacyjne są umiarkowane. Sytuacja makroekonomiczna w USA nie wskazuje na konieczność mocnego obniżania stóp procentowych. Poza tym FED podkreśla znaczenie sytuacji globalnej gospodarki dla stóp procentowych w USA.

Przebieg konferencji prasowej pokazuje jednak, że istotne dla FED są ryzyka w handlu międzynarodowym oraz postęp rozmów z Chinami, który może skutkować zatrzymaniem obniżek stóp procentowych. Wojny celne przyczyniają się do spadku obrotów z eksportu, co negatywnie będzie wpływało także na gospodarkę USA. Padła wypowiedź o dostosowaniu stóp procentowych do fazy cyklu gospodarczego (tytułowe „mid-cycle adjustment”). Rynki zareagowały negatywnie. Index amerykański zanurkował do minimum sesji – uznając obniżkę jako jednorazową korektę lub początek bardzo krótkiego (2 etapowego)  cyklu obniżek. Na chwilę obecną kontrakty terminowe wyceniają prawdopodobieństwo wrześniowej obniżki na 64%.

Stopy procentowe w Polsce

Europejski Bank Centralny kontynuuje obecny kurs polityki monetarnej, możemy się więc spodziewać luzowania ilościowego lub nawet obniżek stóp. Rada Polityki Pieniężnej  jest nastawiona bardzo gołębio, co zresztą jest spójne z działaniami zarówno FED, jak i EBC.

Wczorajszy odczyt inflacji był wyższy od oczekiwań rynku, więc siła nabywcza pieniądza maleje. Ponadto spodziewamy się zdecydowanie wyższej inflacji konsumpcyjnej w I kw. 2020 roku, wykraczającej poza dopuszczalne pasmo odchyleń od celu inflacyjnego RPP. Ten wzrost będzie jednak przejściowy. Na aktualny wzrost inflacji mają wpływ przede wszystkim ceny żywności, wynikające z niekorzystnych dla upraw warunków pogodowych, ale także  bardziej niepokojące przyspieszenie inflacji bazowej.

Obecny brak reakcji RPP na wzrost inflacji nie zapowiada zmian stóp procentowych w perspektywie obecnej kadencji Rady.

Analiza stawek hotelowych w II kw. 2019 r.

HRS – wiodący globalny dostawca usług hotelowych, przeanalizował ceny hoteli na całym świecie w drugim kwartale 2019 r. Średnia cena pokoju hotelowego w Polsce wynosiła 69 euro. Najdroższym miastem Europy był Zurych (190 euro), a w rankingu światowym ponownie zwyciężył Nowy Jork (267 euro).

Polska: Spadek cen hoteli w Warszawie

Średnia cena za pokój hotelowy w Warszawie w drugim kwartale 2019 wynosiła 81 euro – to 6 euro mniej w porównaniu do drugiego kwartału 2018. HRS odnotował spadki cen także w Gliwicach (7%) oraz w mniejszym stopniu w Poznaniu i Krakowie. Spośród największych polskich miast, najtańszy nocleg znajdziemy w Bydgoszczy (58 euro), a najdroższy (poza stolicą) po raz kolejny w Krakowie (74 euro), Gdańsku (71 euro) i Poznaniu (69 euro). Największy wzrost cen zaobserwowano w Rzeszowie (61 euro, wzrost o 10%) oraz Łodzi (61 euro, wzrost o 8%).

GŁÓWNE KIERUNKI
W  POLSCE
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2019
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2018
Wzrost/Spadek
2019 vs. 2018
Warszawa 81 € 87 € -7%
Kraków 74 € 76 € -3%
Gdańsk 71 € 68 € 4%
Poznań 69 € 71 € -3%
Katowice 67 € 66 € 1%
Szczecin 65 € 63 € 3%
Łódź 61 € 56 € 8%
Rzeszów 61 € 55 € 10%
Gliwice 60 € 64 € -7%
Bydgoszcz 58 € 59 € -2%
Polska ogółem 69 € 70 € -1%

Europa: Największy skok cen w Atenach

Każdego roku trzy najbardziej prestiżowe miasta w Europie rywalizują w rankingu miast z najwyższymi stawkami hotelowymi. W tym roku wygrał Zurych z ceną za pokój wynoszącą 190 euro (wzrost o 8%), wyprzedzając Londyn (188 euro, wzrost o 5%). Trzecie miejsce zajął Amsterdam ze stawką 174 euro (spadek o 2%). Największy wzrost cen, wynoszący 19%, odnotowano w Atenach (136 EUR). Podobnie jak w ubiegłym roku, Stambuł utrzymał pozycję najtańszego miasta w Europie, ze stawką 72 euro (spadek o 3%). Największy spadek cen został odnotowany w Moskwie i wyniósł aż 27%. W drugim kwartale 2019 średnia cena za pokój hotelowy w stolicy Rosji wynosiła 94 euro.

Preisradar_2019-2018_DE

GŁÓWNE KIERUNKI
W  EUROPIE
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2019
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2018
Wzrost/Spadek 2019 vs. 2018
Zurych 190 € 176 € 8%
Londyn 188 € 179 € 5%
Amsterdam 174 € 178 € -2%
Kopenhaga 165 € 179 € -8%
Paryż 162 € 152 € 6%
Oslo 158 € 147 € 8%
Helsinki 150 € 144 € 4%
Sztokholm 145 € 147 € -1%
Barcelona 144 € 128 € 12%
Ateny 136 € 114 € 19%
Mediolan 129 € 123 € 5%
Madryt 121 € 114 € 6%
Rzym 114 € 115 € -1%
Wiedeń 111 € 104 € 7%
Lizbona 109 € 116 € -6%
Berlin 102 € 97 € 5%
Budapeszt 97 € 94 € 3%
Praga 95 € 92 € 3%
Moskwa 94 € 128 € -27%
Warszawa 81 € 87 € -7%
Stambuł 72 € 74 € -3%

 

Świat: Najdroższe hotele w USA

Najwyższe ceny za pokój hotelowy na świecie, podobnie jak w drugim kwartale 2018, odnotowano w USA w Nowym Jorku (267 euro, wzrost o 6%) i Waszyngtonie (246 euro, wzrost o 12%). Trzecie miejsce zajęło Tokio, ze stawką hotelową 181 EUR (wzrost o 7%). Spośród głównych światowych destynacji największy wzrost zaobserwowano w Bangkoku, aż 23 %, gdzie za pokój płacono średnio 95 euro. Podobnie jak w ubiegłym roku, Kuala Lumpur było najtańszym miastem (60 euro, wzrost o 3%). W Toronto zanotowano najostrzejszy spadek cen, wynoszący aż 12 % – jeden nocleg kosztował 175 euro.

Preisradar_2019-2018_DE

 

GŁÓWNE KIERUNKI
NA ŚWIECIE
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2019
Średnia cena pokoju hotelowego
Q2 2018
Wzrost/Spadek 2019 vs. 2018
Nowy Jork 267 € 251 € 6%
Waszyngton 246 € 221 € 12%
Tokio 181 € 169 € 7%
Toronto 175 € 200 € -12%
Sydney 161 € 174 € -7%
Singapur 160 € 163 € -2%
Seul 128 € 123 € 4%
Miasto Meksyk 124 € 110 € 13%
Miami 121 € 134 € -10%
Buenos Aires 119 € 107 € 11%
Dubaj 108 € 119 € -9%
Kapsztad 97 € 100 € -3%
Bangkok 95 € 77 € 23%
Pekin 91 € 86 € 6%
Mumbaj 90 € 98 € -8%
Szanghaj 89 € 90 € -1%
Sao Paulo 75 € 74 € 1%
Kuala Lumpur 60 € 58 € 3%

 

O analizie cen hoteli: w oszacowaniu uwzględniono wszystkie dokonane za pośrednictwem portalu HRS, nieanulowane rezerwacje hoteli w okresie od 01.04.2019 r. do 30.06.2019 r. oraz w analogicznym okresie roku poprzedniego. Wybór obejmuje zarówno pokoje jedno-, jak i dwuosobowe, ze śniadaniem oraz bez śniadania, w hotelach kategorii od 1 do 5 gwiazdek. Oszacowaniem objęto miejscowości o odpowiednio dużej liczbie rezerwacji.

Nadpłaty w składce wypadkowej. W każdej branży inne wyzwanie

Z analiz Ayming wynika, że firmy w Polsce mogą zawyżać swoje zobowiązania do ZUS z tytułu składki wypadkowej. Jedynie 2 proc. przedsiębiorstw ma ustaloną stopę procentową składki wypadkowej na minimalnym poziomie dopuszczonym przez ustawodawcę. 75 proc. płatników odprowadza składkę wyliczoną w oparciu o wyższą stopę procentową niż to wynika z ich kodu PKD. Tymczasem zawyżonych zobowiązań można uniknąć, dbając o bezpieczeństwo pracowników i minimalizując czynniki zagrożenia charakterystyczne dla danej branży – czytamy w raporcie Ayming „Składka wypadkowa. Nieoczywisty koszt, ukryte oszczędności”.

Ayming przeanalizowała sektory, w których najczęściej występują nieprawidłowości przy ustalaniu wysokości składki wypadkowej i gdzie potencjał oszczędnościowy jest największy. Znalazły się wśród nich branże: budowlana, drzewno-meblarska, górnicza i wydobywcza, metalurgiczna, motoryzacyjna, przetwórcza, spożywcza oraz produkcji tworzyw sztucznych. Z raportu wynika, że firmy mogą szukać oszczędności w czterech obszarach, tj. w warunkach zagrożenia, wypadkowości, rodzaju działalności i liczbie ubezpieczonych. Przyczyny nadpłat zależą od specyfiki branży, a ich zniwelowanie może przynieść oszczędności nawet do 3 proc. rocznej masy wynagrodzeń.

Gdzie kryją się oszczędności?

Analiza Ayming pokazuje, że średnio za 65 proc. oszczędności uzyskiwanych przez firmy w ramach składki wypadkowej odpowiada minimalizacja warunków zagrożenia występujących w zakładzie pracy. W przypadku branży górniczej jest to aż 72 proc., metalurgicznej – 70 proc., a przetwórstwa przemysłowego – 68 proc. Do najczęściej występujących szkodliwych czynników w miejscu pracy zaliczamy hałas, pole elektromagnetyczne, pyły przemysłowe czy czynniki chemiczne. Jeśli określone dla poszczególnych kategorii normy zostają przekroczone, ich oddziaływanie może prowadzić do pogorszenia zdrowia pracownika, a w niektórych przypadkach – nawet zagrażać życiu.

Równie ważne jest podejmowanie działań wpływających na zmniejszenie liczby wypadków i ich prawidłowa klasyfikacja. Dużą skuteczność odnoszą proste akcje informacyjne, zwiększające świadomość zagrożeń wśród pracowników i instruujące, jak powinno się bezpiecznie obsługiwać maszyny lub czego unikać w miejscu pracy. Z raportu Ayming wynika, że wypadkowość odpowiada z reguły za 26 proc. nadpłat w przedsiębiorstwach, ale w przypadku niektórych sektorów zdecydowanie przekracza średnią. W branży motoryzacyjnej obszar wypadkowości generuje 48 proc. oszczędności, w drzewnej i meblarskiej – 41 proc, a w budowlanej – 39 proc.

Budownictwo – ryzyko zawodowe stanowisk pracy

61 proc. nadpłat w analizowanych przedsiębiorstwach budowlanych wynika z występujących warunków zagrożenia. Charakterystyczne dla branży jest prowadzenie działalności w wielu lokalizacjach, duże rozproszenie stanowisk pracy, częsta rotacja pracowników i praca na otwartej przestrzeni. Zmiany lokalizacji i charakteru pracy powodują, że określenie stanowisk, na których występują warunki zagrożenia oraz ustalenie liczby pracowników zatrudnionych na tych stanowiskach to bardzo trudne i kosztowne zadanie.

Metalurgia – pomiary środowiska pracy

Warunki zagrożenia są przyczyną aż 70 proc. nadpłat z tytułu składki wypadkowej w branży metalurgicznej. Dużym wyzwaniem jest prawidłowe wykonanie pomiarów środowiska pracy. Wymaga to poprawnego przeprowadzenia szczegółowego badania, a następnie dokonania wnikliwej analizy wyników pod kątem zastosowania możliwych działań prewencyjnych.

– Ocena mikroklimatu gorącego i komfortu cieplnego oraz wyszczególnienie stanowisk pracy, na których pracownicy zagrożeni są zbytnim obciążeniem termicznym, jest bardzo trudnym zadaniem. Wynika to z ciągłych zmian w zakresie produkcji oraz rotacji pracowników pomiędzy stanowiskami. W przypadku pomiaru czynników szkodliwych sam moment i sposób wykonania pomiaru mogą spowodować niesłuszne zakwalifikowanie pracownika jako zatrudnionego w warunkach zagrożenia. Konsekwencją takiej sytuacji może być nieuzasadniony wzrost kosztu składki wypadkowej – wyjaśnia Michał Wawrzynowski, ekspert ds. BHP w Obszarze Kosztów Pracy w Ayming.

Branża drzewna i meblarska – wypadki przy pracy

Wyzwaniem dla przedsiębiorstw z branży drzewnej i meblarskiej jest zmniejszenie liczby wypadków przy pracy i ich prawidłowa klasyfikacja, co może wygenerować 41 proc. oszczędności. Wypadki często mają związek
z brakiem cyklicznych szkoleń BHP dla pracowników, przez co nie są oni świadomi zagrożeń występujących w miejscu pracy. Zdarza się też, że pracownicy nie przestrzegają ustalonych zasad BHP. Dlatego w firmach drzewno-meblarskich tak ważna jest prewencja i systematyczne akcje informacyjne przypominające
o możliwych zagrożeniach.

Górnictwo i wydobycie – pracownicy w warunkach zagrożenia

72 proc. udziału w oszczędnościach w przedsiębiorstwach z branży górniczej i wydobywczej ma minimalizacja warunków zagrożenia. Do głównych wyzwań, związanych z prawidłowym ustaleniem wysokości składki wypadkowej, należy podanie właściwej liczby osób narażonych na oddziaływanie szkodliwych czynników.

W kopalniach mamy do czynienia z ciągłą rotacją pracowników i zmianą stanowisk pracy w obrębie np. wyrobisk górniczych. Nieposiadanie aktualnych pomiarów środowiska pracy skutkuje brakiem danych na temat zagrożeń i może spowodować zgłoszenie do ZUS zawyżonej liczby osób pracujących w warunkach zagrożenia. A to przekłada się na wyższą stopę procentową składki wypadkowej.

Motoryzacja – klasyfikacja wypadków

Blisko połowa nadpłat w branży motoryzacyjnej wynika z obszaru wypadkowości. Ich nieprawidłowa klasyfikacja ma bezpośredni wpływ na wysokość składki wypadkowej. Większość wypadków to lekkie urazy (siniaki, stłuczenia itp.), które nie wymagają opieki lekarskiej. Zespoły powypadkowe bardzo często pochopnie uznają takie zdarzenia za wypadek. Wprowadzenie odpowiednich procedur oceniających charakter danego wypadku pozwoli prawidłowo je klasyfikować, a w efekcie nie zawyżać opłat z tytułu składki wypadkowej. Podanie nieprawidłowych danych ma bezpośrednie przełożenie na zawyżanie składki wypadkowej.

Z doświadczenia Ayming wynika, że nadpłaty składki wypadkowej często występują w przedsiębiorstwach motoryzacyjnych. Weryfikacja poprawności rozliczenia zobowiązań do ZUS może przynieść zauważalne oszczędności. Dla przykładu, w firmie zatrudniającej ponad 3000 osób analiza obszaru wypadkowości i wdrożenie odpowiednich rozwiązań pozwoliła obniżyć stopę procentową składki wypadkowej z 1,62 do 1,47 proc., co przyniosło oszczędności, które znacząco wpłynęły na wynik finansowy przedsiębiorstwa – stwierdza Piotr Radko, Dyrektor Obszaru Kosztów Pracy w Ayming.

Branża spożywcza – mikroklimat zimny

Za 60 proc. oszczędności z tytułu składki wypadkowej w branży spożywczej odpowiada minimalizacja warunków zagrożenia. Wśród najczęściej występujących czynników szkodliwych należy wymienić pracę w tzw. mikroklimacie zimnym, czyli przy bardzo niskiej temperaturze. Wielu przedsiębiorców ma problem z określeniem prawidłowej liczby osób pracujących w takich warunkach, co ma związek z niejasnymi przepisami i brakiem ustalenia dopuszczalnej normy. Zawyżanie liczby osób pracujących w warunkach zagrożenia skutkuje wyższymi zobowiązaniami odprowadzanymi do ZUS.

Produkcja tworzyw sztucznych – organizacja pracy

W przedsiębiorstwach produkujących tworzywa sztuczne występuje bardzo wysoki wskaźnik osób pracujących w hałasie o natężeniu powyżej dopuszczalnej normy, która jest ustalona na 85dB dla ośmiogodzinnego czasu pracy. Wykorzystanie wyników pomiarów środowiska pracy do wprowadzenia odpowiednich zmian i poprawienie organizacji pracy może uchronić wielu pracowników przed działaniem czynników szkodliwych. Minimalizacja czynników zagrożenia odpowiada za 67 proc. oszczędności
w opisywanej branży.

Przetwórstwo – różnorodny charakter wypadków

31 proc. nadpłat składki wypadkowej w branży przetwórczej wynika z obszaru wypadkowości. W zależności od specyfiki danego przedsiębiorstwa, najczęstsze trudności spotyka się podczas określania i klasyfikacji wypadków z uwagi na dużą liczbę takich zdarzeń oraz ich różnorodność. Ścisła współpraca z działem BHP umożliwi przygotowanie prawidłowej dokumentacji powypadkowej, co przełoży się na wysokość składki wypadkowej.

Fiskus nie zwrócił VAT-u przedsiębiorcy pomimo dwóch prawomocnych wyroków sądu

Najpierw 10-ego, a następnie 19-ego grudnia 2018 r. sekretariat Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie doręczył pełnomocnikowi warszawskiego przedsiębiorcy Kancelarii Prawnej „Skarbiec” odpis dwóch wyroków, w których uchylił postanowienia urzędu skarbowego wstrzymujące należny mu zwrot VAT. Pomimo upływu 8 miesięcy od wydanych 16 listopada 2018 r. dwóch wyroków sądu urząd skarbowy dotąd nie zwrócił należnych przedsiębiorcy pieniędzy.

Zamiast zwrotu, próba przedłużenia terminu dwa dni przed jego upływem

Pod koniec 2017 r. zajmujący się importem i eksportem towarów przedsiębiorca złożył deklaracje VAT za październik i listopad 2017 r. Wykazał w nich nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym wraz z wnioskiem o jej zwrot w 25-dniowym terminie. Termin ten w zakresie zwrotu za październik 2017 r. upływał 28 listopada 2017 r., a za listopad 2017 r. – 30 grudnia 2017 r. Na dwa dni przed jego upływem postanowieniem z 28 grudnia 2017 r. naczelnik urzędu skarbowego Warszawa Targówek przedłużył ten termin do 28 lutego 2018 r. To samo uczynił w zakresie zwrotu VAT za październik.

Przedsiębiorca wniósł na te postanowienia zażalenie, wskazując m.in., że nie mogły one wywołać skutku w postaci przedłużenia terminu z uwagi na ich doręczenie po upływie terminu na zwrot. Jednocześnie wnioskował o ustosunkowanie się organu do następujących pytań: z jakich powodów nie otrzymuje nadal zwrotu VAT, pomimo upływu terminu, w którym powinno to nastąpić; na jakiej podstawie organ wyznaczył aż tak odległy nowy termin dokonania zwrotu; z jaką datą organ zakończył pierwotną, a z jaką datą rozpoczął dodatkową weryfikację; oraz jakie czynności zamierza podjąć, a jakie już zakończył?

Organ prewencyjnie zagroził płynności finansowej firmy

Dyrektor izby administracji skarbowej jako organ odwoławczy, odpowiadając na zażalenie i pytania przedsiębiorcy, utrzymał w mocy postanowienia naczelnika urzędu skarbowego. Ponieważ przedsiębiorca w ramach swojej działalności dokonywał wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, DIAS, tłumacząc zasadność takiego postępowania organu pierwszej instancji, poinformował: „Przyczyną przedłużenia terminu zwrotu była obawa wystąpienia nadużyć podatkowych, którym sprzyja transgraniczny charakter i konstrukcja transakcji oraz warunki dokumentacyjne, a zadaniem organu jest prewencja i przeciwdziałanie nadużyciom podatkowym…” (III SA/Wa 1895/18).

Takie uzasadnienie wskazuje, że fiskus może tłumaczyć narażenie firmy na utratę płynności finansowej wskutek zatoru w zwrocie należnych jej pieniędzy, jeśli tylko funkcjonuje ona w branży, która zdaniem tegoż fiskusa uchodzi za „rodzącą ryzyko wystąpienia nieprawidłowości”.

Prewencja nie może być uzasadnieniem przedłużania czegoś, co się skończyło

We wniesionej skardze występująca w roli pełnomocnika przedsiębiorcy warszawska Kancelaria Prawna „Skarbiec” podtrzymała pierwotne stanowisko, że postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu zostały doręczone przedsiębiorcy już po upływie tego terminu. Powołała się przy tym na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 23 kwietnia 2018 r. (sygn. akt I FSK 255/17) oraz linię orzeczniczą sądów administracyjnych, zgodnie z którą postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT nie może go skutecznie przedłużyć, jeśli zostało doręczone podatnikowi po jego upływie. Dodatkowo Kancelaria zwróciła uwagę na brak należytego uzasadnienia tych postanowień przez organy.

Dwa wyroki na korzyść przedsiębiorcy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydanymi 16 listopada 2018 r. wyrokami (sygn. akt III SA/Wa 1158/18 i III SA/Wa 1895/18) uchylił oba zaskarżone przez przedsiębiorcę postanowienia. Przychylił się w pełni do podniesionych przez pełnomocnika przedsiębiorcy zarzutów co do naruszenia przez organy swoimi działaniami terminów o charakterze materialnoprawnym. Wskazał, że od czasu wyroku NSA z 23 kwietnia 2018 r. kwestia braku skuteczności prawnej postanowienia doręczonego po upływie terminu na zwrot VAT nie budzi już żadnych wątpliwości.

Sąd zwrócił ponadto uwagę, że organy naruszają swoimi działaniami naczelną zasadę postępowania podatkowego, czyli prowadzenia postępowania przez organ w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych (art. 121 § 1 Ordynacji podatkowej).

„W sprawie istotne jest to, że termin zwrotu nadwyżki (…) przypadał w dniu 30 grudnia 2017 r. (…) Postanowieniem z dnia 28 grudnia 2017 r. Naczelnik US przedłużył termin zwrotu (…) do dnia 28 lutego 2018 r. Postanowienie (…) zostało doręczone Skarżącemu w dniu 3 stycznia 2018 r., a zatem po upływie terminu do zwrotu…” (sygn. akt III SA/Wa 1895/18).

Legalność czyich działań powinno się weryfikować?

Przedsiębiorca wygrał spór z organami podatkowymi. Sąd stwierdził dokonane przez nie naruszenia prawa. Tyle że pomimo wydawanych wyroków, pewnej i utartej, a przede wszystkim jasnej linii orzeczniczej sądów, ugruntowanej od dnia wydania wyroku I FSK 255/17 przez Naczelny Sąd Administracyjny, fiskus wciąż tego orzecznictwa nie respektuje. Zdaje się w ogóle nie respektować wyroków wydawanych przez sądy państwa, którego jest przecież organem.

Pomimo upływu 8 miesięcy od wydanych 16 listopada 2018 r. dwóch wyroków sądu, urząd skarbowy w dalszym ciągu nie zwrócił należnych przedsiębiorcy pieniędzy. Mało tego, wciąż wydaje nowe postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT, tak jakby wyroków stwierdzających, że nie ma czego przedłużać, nigdy nie było.

Firma czeka na wstrzymane miliony złotych, fiskus może czekać dłużej

Uchylając kolejne wydawane przez organy postanowienia, sądy za każdym razem obligują je do zwrotu kosztów postępowania, w tym zwrotu kosztów zastępstwa procesowego, na rzecz przedsiębiorców. Jednak najwidoczniej dla fiskusa to żaden wydatek, zwłaszcza że ponosi go na koszt podatników – tych samych, przeciw którym występuje. Organy podejmują więc, wbrew wyrokom sądów, kolejne postanowienia o kolejnym wydłużeniu terminu zwrotu VAT, zdaje się jedynie po to, aby go wydłużyć. Być może czynią to w przekonaniu, że w trakcie kontroli podatnika zawsze „coś się na niego znajdzie”. A nawet jeśli nie to, to zawsze jest szansa, że przedsiębiorstwo podatnika zwrotu nie doczeka.

Należny przedsiębiorcy w niniejszej sprawie zwrot, tylko za dwa wskazane miesiące 2017 roku, opiewa na kwotę kilku milionów złotych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

LifeTube i TalentMedia standaryzują influencer marketing

LifeTube i TalentMedia, na bazie 5-letniego doświadczenia i analizy dotychczasowych działań z twórcami internetowymi, stworzyli pierwszą, wspólną ofertę: 4 najbardziej efektywne rodzaje kampanii z influencerami. Do każdego agencja i sieć proponują również standard badawczy opracowany z IQS*, pozwalający sprawdzić efektywność prowadzonych działań.

Wśród najskuteczniejszych sposobów na współpracę z twórcami internetowymi agencje pozycjonują:

1. Kanał własny marki – największy projekt, jaki marka może podjąć na YouTube, oparty o treści “branded content” (takie, które odbiorcy oglądają z wyboru), dostosowane do oczekiwań różnych grup docelowych na platformie. Pozwala na skuteczne wzmacnianie pożądanego wizerunku w ramach precyzyjnych grup docelowych, które odrzucają tradycyjną reklamę (ślepota banerowa, AdBlocki). To jednocześnie jedno z najbezpieczniejszych dla marek narzędzi influencer marketingu, pozwalające na wysoki stopień kontroli treści (w porównaniu do działań na kanałach influencerów).

2. Program ambasadorski – programy influencerskie to sposób na długoterminową komunikację marki na YouTube, opartą o regularną współpracę z mixem kilku lub kilkunastu influencerów, którzy skutecznie docierają do różnych grup docelowych w ramach swoich nisz.

Dzięki długoterminowym współpracom z siecią partnerską marki mają gwarancję najbardziej korzystnych warunków, możliwie maksymalnej efektywności działań oraz bezpieczeństwa treści. Jeśli dany influencer zaangażuje się w aktywności mogące mieć negatywny wpływ na wizerunek danej marki, TalentMedia i LifeTube zarządzają ryzykiem proponując w to miejsce innego, bezpiecznego twórcę o podobnych zasięgach w ramach grupy docelowej – dodaje Piotr Łuczak, Managing Partner w TalentMedia.

3. Subformat – specjalne, cykliczne odcinki na kanale influencera, których partnerem jest marka. Dzięki subformatowi marka korzysta ze zbudowanej wokół influencera lojalnej i zaangażowanej społeczności, w ramach której dużo efektywniej buduje się sentyment do brandu. Ponad 700 youtuberów zrzeszonych w TalentMedia i LifeTube to największa baza influencerów wideo, którzy potrafią stworzyć różnorodne tematycznie serie contentu (dopasowanego do planów komunikacji marek i trendów w mediach społecznościowych). Długoterminowa współpraca korzystnie przekłada się również na wiarygodność przekazu oraz na poprawę wizerunku marki.

4. Wideo marketing 2.0 – reklama z udziałem influencera, której widz nie chce pomijać. Głównym wyzwaniem reklamy na YouTube jest stworzenie takiego komunikatu, który zaciekawi odbiorcę czekającego na rozpoczęcie wybranego filmu. Dzięki dopasowaniu odpowiedniego lidera opinii (influencera oglądanego i lubianego przez konsumentów, do których kierowana jest reklama) do przekazu marki powstają reklamy, które osiągają wyższy View Thru Rate, są bardziej angażujące oraz oglądane dłużej (często nawet do końca).

Wspólnie z agencją badawczą IQS, LifeTube i TalentMedia opracowały kompleksową metodologię badania wpływu działań influencer marketingu na wizerunek marki i intencje zakupowe. Dzięki badaniu ilościowemu CAWI możliwe jest porównanie, jak markę oceniają osoby, które nie miały kontaktu z jej przekazem oraz osoby, które obejrzały materiał wideo. Równolegle sprawdzany jest wpływ wideo na markę – przed i po obejrzeniu.LifeTube i TalentMedia*IQS – jeden z topowych domów badawczych w Polsce. Od niemal 25 lat wspiera Klientów w procesach strategiczno-marketingowych, dostarczając wartościowych rekomendacji biznesowych. W projektach łączy nowoczesną i zaawansowaną technologię ze sprawdzonymi, precyzyjnymi metodologami badawczymi. Dostosowując się do problemu Klienta korzysta z nowoczesnej platformy do badań on-line i off-line, a także kompilacji badań jakościowych (FGI, IDI) i ilościowych (CATI, CAWI, CAPI).

Spada tempo wzrostu zatrudnienia pracowników – raport ADP Polska

W II kw. 2019 r. firmy Nowoczesnej Gospodarki zatrudniły o 5,43 proc. więcej osób niż w analogicznym okresie 2018 r. Oznacza to spadek dynamiki zatrudnienia o 0,34 p.p. w porównaniu do ubiegłego kwartału – wynika z najnowszego raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q2 2019” opracowanego przez ADP Polska, wiodącego dostawcę rozwiązań do zarządzania kapitałem ludzkim. Chociaż dynamika zatrudnienia w innowacyjnych firmach wyhamowuje, to wciąż jest wyższa od ogółu rynku, który wg danych Głównego Urzędu Statystycznego w okresie kwiecień-czerwiec zwiększył zatrudnienie o zaledwie 2,7 proc. (spadek o 0,4 p.p. vs I kw. 2019 r.). W wyniku tego Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki zwiększył się i wyniósł 105,4.

– Zarówno firmy Nowoczesnej Gospodarki, jak i ogół rynku od kilku kwartałów zatrudniają z coraz mniejszą dynamiką wzrostu. Może to wynikać z wyzwań, z jakimi muszą mierzyć się polscy pracodawcy. A tych na rynku pracy z kwartału na kwartał jest coraz więcej, np. rosnące koszty prowadzenia biznesu, regulacje dot. zezwolenia na pracę cudzoziemców, większe wymagania kandydatów. Szczególnie niepokojący dla pracodawców jest najniższy od 1990 r. poziom bezrobocia, wynoszący w czerwcu rekordowe 5,3 proc. Jest to efekt zarówno początku sezonu prac tymczasowych, jak i aktywizacji permanentnie bezrobotnych przez urzędy powiatowe. Możemy się jednak spodziewać, że taka sytuacja będzie utrzymywała się przez najbliższe miesiące. Jak pokazuje raport ADP Polska, innowacyjne firmy są lepiej przygotowane na taką ewentualność – mówi Anna Barbachowska, Szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Małe firmy zatrudniają najwięcej

Na wzrost w Nowoczesnej Gospodarce w II kw. zapracowały głównie przedsiębiorstwa zatrudniające poniżej 500 osób, które w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r. zwiększyły zatrudnienie o 7,74 proc. Historycznie, większy wynik odnotowały one tylko w II kw. 2018 r. (+7,82 proc. vs II kw. 2017 r.) i IV kw. 2018 r. (+7,62 proc. vs IV kw. 2017 r.). Równocześnie można zaobserwować wyhamowanie dynamiki wzrostu zatrudnienia w dużych firmach (+4,69 proc. vs II kw. 2018 r.). W wyniku tego różnica między małymi i dużymi przedsiębiorstwami wzrosła do rekordowego 3,05 p.p.

Maleje znaczenie produkcji

Dane GUS i Eurostatu pokazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat sukcesywnie spada udział przemysłu w PKB (z 23,4 proc. w 2016 r. do 22,4 proc. w 2018 r.). Malejące znaczenie produkcji widać również w raporcie ADP, z którego wynika, że w II kw. 2019 r. firmy usługowe odnotowały o 0,65 p.p. większą dynamikę wzrostu zatrudnienia niż przedsiębiorstwa przemysłowe. Największy udział we wzroście sektora usług miały firmy zatrudniające poniżej 500 pracowników (+8,3 proc. vs II kw. 2018 r.).

– Jak wynika z najnowszych badań GUS, produkcja przemysłowa w czerwcu spadła aż w 20 branżach, m.in. w produkcji odzieży i metali. Wpływ na to mogła mieć sytuacja w najpotężniejszej europejskiej gospodarce, czyli w Niemczech, gdzie obecnie recesja jest największa od sierpnia 2012 r. Mamy zatem pierwsze symptomy, że obserwowana od wielu miesięcy odporność polskiej gospodarki na sytuację u zachodniego sąsiada prawdopodobnie dobiega końca. Zweryfikują to ostatecznie najbliższe dwa kwartały – mówi Anna Barbachowska. – Dla polskich pracodawców najważniejsze są jednak prognozy dotyczące rosnącego bezrobocia w Niemczech i trudniejsze niż się spodziewano wymagania dotyczące zezwolenia na pracę cudzoziemców. Dzięki tym czynnikom naszym firmom nie grozi odpływ Ukraińskich i Białoruskich pracowników na Zachód – dodaje Barbachowska.

Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki

O tym, że innowacyjne przedsiębiorstwa lepiej radzą sobie z wyzwaniami rynku świadczy również rosnący Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki, który został wprowadzony przez firmę ADP w ubiegłym kwartale i bazuje on na analizie różnicy w poziomie zatrudnienia w przedsiębiorstwach Nowoczesnej Gospodarki i ogółu rynku. W I kw. 2019 r. awangarda biznesu zatrudniła o 5,77 proc. więcej pracowników niż w analogicznym okresie 2018 r., z kolei ogół rynku o 3,1 proc. W wyniku tego Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki wyniósł 102,67 (+2,67 pkt). W II kw. firmy Nowoczesnej Gospodarki również lepiej radziły sobie z wyzwaniami, o czym świadczy kolejny wzrost wskaźnika, który w II kw. 2019 r. wyniósł 105,4 (+2,73 pkt).

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) to nie tylko oszczędności na emeryturę, lecz także pieniądze na rozwój gospodarki.

W Polsce w dalszym ciągu za najlepszą „kasę oszczędnościową” uchodzą skarpeta, materac, pawlacz lub szuflada z pościelą. To pokaźne „skarbce”, w których według najnowszych wyliczeń NBP w pierwszej połowie tego roku mieliśmy zgromadzone bezproduktywnie ok. 215 mld zł.

Już tylko ulokowanie tych środków na rachunkach bankowych dałoby ich posiadaczom blisko 3 mld odsetek w skali roku. O ile wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych ma minimalny wpływ na ilość gotówki w domowych skrytkach, o tyle zdecydowanie inaczej wygląda sytuacja, gdy mówimy o oszczędzaniu na przyszłość po 1 lipca, kiedy formalnie rozpoczął działalność program PPK.

– Oczywiście najważniejszym efektem wprowadzenia Pracowniczych Planów Kapitałowych będzie wzrost wartości długoterminowych oszczędności Polaków, ale także odmrożenie ich potencjału. W rezultacie PPK staną się ważnym elementem polskiej gospodarki, wpływającym na jej rozwój i budującym jej potencjał – podkreśla Kamil Kosiński, dyrektor Departamentu Zarządzania Funduszem Zdefiniowanej Daty w PFR TFI S.A. – W interesie nas wszystkich jest to, żeby pieniądze, zamiast leżeć, pracowały. Gospodarka to system naczyń połączonych i odpowiednie połączenie nawet małych zasobów pozwoli na wypracowanie korzyści, z których będziemy mogli czerpać wszyscy. Zwłaszcza – co ma niebagatelne znaczenie – że środki z PPK będą miały charakter kapitału długoterminowego – dodaje.

Najbezpieczniejszy jest zawsze kapitał krajowy

Według raportu Pracownicze plany kapitałowe. Koszty i korzyści, przygotowanego przez centrum analityczne Polityka Insight, dzięki pieniądzom zgromadzonym w ramach programu PPK polskie przedsiębiorstwa zyskają łatwiejszy dostęp do długoterminowego finansowania. W pierwszej kolejności powinno się to przełożyć na inwestycje firm, których następstwem będzie zapewne zwiększenie efektywności prowadzące do wzrostu gospodarczego, a w efekcie – do wzrostu wynagrodzeń.

– Nie zapomnijmy też o tym, że polski kapitał stanowi bardziej stabilne i dostępne źródło finansowania polskich przedsiębiorstw – zauważa Kamil Kosiński.

Na wdrożeniu PPK skorzysta też warszawska giełda, którą docelowo zasilić może nawet 8–10 mld zł rocznie dodatkowego kapitału. Według przywołanego powyżej raportu dzięki wdrożeniu programu Pracownicze Plany Kapitałowe wartość polskiego PKB powinna być za 10 lat wyższa o 2 punkty procentowe.

Powodzenie całego programu i ewentualne korzyści dla pracowników, przedsiębiorstw i w konsekwencji gospodarki krajowej są bardzo mocno uzależnione od tego, jak wielu pracujących Polaków zdecyduje się przystąpić do programu PPK.

Edukacja i oszczędzanie

Zgodzimy się chyba wszyscy, że wdrażanie programu Pracownicze Plany Kapitałowe to działania biznesu przyjmującego na siebie odpowiedzialność za obecne społeczne wyzwania, do których z pewnością należą problemy z efektywnością systemów emerytalnych, wynikające głównie z demografii i wydłużającej się średniej długości życia.

Ewa Małyszko - PFR TFI
Ewa Małyszko – PFR TFI

– Jeżeli więc przyjmiemy, że budujemy na takim fundamencie, to najważniejszą z oczekiwanych społecznych zmian, na które liczymy i których oczekujemy, powinna być zmiana nastawienia do oszczędzania. Zmiana, której bezwzględnie potrzebujemy. Raz – ze względu na przyszłość całych pokoleń i ich zabezpieczenie emerytalne. Dwa – ze względu na szansę, jaką stworzy gospodarce uruchomienie „niepracujących” zasobów finansowych – zdecydowanie podsumowuje Ewa Małyszko, prezes zarządu PFR TFI.

Zwolnienie spółki z ponoszenia kosztów sądowych będzie trudniejsze

Postępowanie sądowe toczące się w sprawie cywilnej zgodnie z zasadą wiąże się z określonymi opłatami. W aktualnie obowiązującym stanie prawnym, osoby prawne lub tzw. ułomne osoby prawne (jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej) mogą uzyskać zwolnienie od kosztów sądowych, jeżeli wykażą, że nie mają dostatecznych środków na ich uiszczenie. Szczególne zainteresowanie ustawodawcy skupia się wokół kwestii zwolnienia z ponoszenia kosztów sądowych spółek handlowych, a co za tym idzie: spółki jawnej, spółki partnerskiej, spółki komandytowej i spółki komandytowo-akcyjnej oraz spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i spółki akcyjnej. Jednak przepis art. 103 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych został zmieniony ustawą z dnia 4 lipca 2019 roku o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw w pewien sposób utrudni zwolnienie spółki handlowej z konieczności opłacenia kosztów sądowych. Ustawa w dniu 24 lipca 2019 roku została podpisana przez Prezydenta RP. Sytuację tę wyjaśnia adwokat Patrycja Czarniak z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy w Katowicach.

Patrycja Czarniak z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy w Katowicach
Patrycja Czarniak z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy w Katowicach

WARUNKI OKREŚLAJĄCE ZWOLNIENIE Z KOSZTÓW SĄDOWYCH

Podstawę do zwolnienia od kosztów sądowych spółek handlowych stanowi art. 103 ustawy z dnia 28 lipca 2005 roku o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Instytucja zwolnienia spółki handlowej od kosztów sądowych została uregulowana przez ustawodawcę odmiennie niż w stosunku do osób fizycznych.

  • W przypadku osób fizycznych wystarczającym jest złożenie przez daną osobę fizyczną oświadczenia, iż nie ma ona dostatecznych środków na uiszczenie kosztów sądowych. Na osobie fizycznej nie spoczywa tym samym ciężar wykazania, że nie jest ona w stanie ponieść kosztów sądowych bez uszczerbku koniecznego dla utrzymania siebie i swojej rodziny.
  • spółka handlowa, która ubiega się o zwolnienie od kosztów sądowych, zobligowana jest do wykazania, że nie ma dostatecznych środków na ich uiszczenie. Wnioskodawca powinien tym samym przedstawić wszelkie możliwe dowody, za pomocą których będzie w stanie wykazać brak środków dostatecznych na pokrycie kosztów postępowania, w tym wynagrodzenie profesjonalnego pełnomocnika. Ciężar wykazania przesłanki, o której mowa w art. 103 cytowanej ustawy spoczywa tym samym po stronie spółki handlowej.

W przepisach będących podstawą do zwolnienia od kosztów sądowych spółek handlowych próżno szukać katalogu środków dowodowych, które mają być przedstawiane przez wnioskodawców i pozwalać na dokonanie przez sąd oceny ich sytuacji majątkowej. W tym zakresie należy posiłkować się wypracowanym stanowiskiem doktryny i judykatury. W orzecznictwie podnosi się, że udowodnienie faktów, z których wynika, że strona nie ma dostatecznych środków na uiszczenie kosztów sądowych może nastąpić przy pomocy wszelkich środków dowodowych, a wybór środków dowodowych, na podstawie których można wykazać brak dostatecznych środków na uiszczenie kosztów sądowych, zależy od rodzaju podmiotu ubiegającego się o zwolnienie od kosztów sądowych i rodzaju prowadzonej przez niego działalności oraz jej zakresu (tak też SN w postanowieniu z dnia 18.01.2013 r., IV CZ 144/12). Jako przykłady podaje się: bilans roczny, sprawozdanie finansowe, wyciągi z kont bankowych, raporty kasowe, umowy kredytowe, czy też dokumenty stwierdzające wysokość zobowiązania (tak też SN w postanowieniu z 26.01.2018 r., II CZ 95/17).

CO SIĘ ZMIENI?

Przepis art. 103 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych został zmieniony ustawą z dnia 4 lipca 2019 roku o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, która to ustawa w dniu 24 lipca 2019 roku została podpisana przez Prezydenta RP.

Ustawodawca zdecydował się wprowadzić dodatkowe wymogi, które będzie zobowiązana spełnić spółka handlowa występująca do sądu z wnioskiem o zwolnienie od kosztów sądowych. Poza przesłankami zwolnienia wskazanymi w aktualnie obowiązującym przepisie, spółka handlowa będzie musiała wykazać także, że jej wspólnicy albo akcjonariusze nie mają dostatecznych środków na zwiększenie majątku spółki lub udzielenie spółce pożyczki. Wyżej wskazany obowiązek nie będzie miał zastosowania wyłącznie do spółki handlowej, której jedynym wspólnikiem albo akcjonariuszem jest Skarb Państwa.

Uzasadnieniem wprowadzanych przez ustawodawcę zmian jest sytuacja majątkowa wspólników i akcjonariuszy spółek handlowych, która powinna być rozpatrywana łącznie z sytuacją majątkową spółki. W uzasadnieniu projektu ustawy czytamy, że „o ile bowiem sama spółka handlowa rzeczywiście może nie mieć środków na uiszczenie kosztów sądowych, o tyle jej wspólnicy albo akcjonariusze mogą je mieć – i niejednokrotnie mają”. Podkreślono przy tym, że z uwagi na okoliczność, iż wspólnicy i akcjonariusze „po zainwestowaniu swych środków w spółkę czerpali z niej zyski, uzasadnione wydaje się wymaganie, by w przypadku procesu sądowego wsparli swoją spółkę w zakresie kosztów sądowych”.

Tym samym, brak wykazania przez spółkę handlową przesłanek określonych w przepisie art. 103 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, to jest brak wykazania dostatecznych środków na poniesienie kosztów sądowych oraz brak wykazania, że jej wspólnicy albo akcjonariusze nie mają dostatecznych środków na zwiększenie majątku spółki lub udzielenie spółce pożyczki skutkować będzie odmową zwolnienia spółki od kosztów sądowych w całości lub w części.

Planowane zmiany wchodzą w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia ustawy z dnia 4 lipca 2019 roku o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej.

Czy polskie przedsiębiorstwa są gotowe na ataki hakerskie?

Według danych CERT Polska, w 2018 roku odnotowano 17,5 proc. wzrost incydentów bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni w stosunku do roku poprzedniego. Ponadto wyniki badania PwC pt. „Cyber-ruletka po polsku. Dlaczego firmy w walce z cyberprzestępcami liczą na szczęście” wskazują, że prawie dwie trzecie ankietowanych firm odnotowało zakłócenia i przestoje funkcjonowania spowodowane aktywnością cyberprzestępców. Dla zobrazowania problemu, tylko 35 proc. przedsiębiorstw na polskim rynku posiada strategię cyberbezpieczeństwa. Niemalże wszystkie statystki świadczą o rosnącym zagrożeniu dla polskiej gospodarki wynikającym już nie tylko z przestępczej działalności hakerskiej, ale również z braku przygotowania przedsiębiorców na ewentualny atak. Polskie firmy muszą jeszcze lepiej zrozumieć, jak duże zagrożenie dla funkcjonowania całej gospodarki stanowią ataki w cyberprzestrzeni. Świadomość zagrożeń jest kluczowa. Jednakże, aby się przed nimi chronić, niezbędne jest także podjęcie konkretnych działań przez podmioty publiczne, we współpracy z prywatnymi, zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym – wskazuje Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki.

Raport Instytutu Kościuszki pt.: „Wyzwania w cyberprzestrzeni. Przykłady rozwiązań, zagrożenia, regulacje” wskazuje zagrożenia czyhające na chwilę słabości systemu bezpieczeństwa firmy czy instytucji państwowej – malware, phishing, DDoS i APT (Advanced Persistent Threat). Już co 13 e-mail zawiera złośliwe oprogramowanie, którego celem jest zainfekowanie komputera, systemów komputerowych, sieci czy urządzeń mobilnych. Ponad 25 proc. internautów w Polsce padło w 2018 r. ofiarą phishingu polegającego na podstępnym wyłudzeniu od użytkowników ich danych osobistych, takich jak hasła, numery kart kredytowych czy dane kont bankowych. Mimo że ataki DDoS w większym stopniu dotykają USA i Chiny niż Polskę, to tendencja ich występowania na rodzimym rynku, podobnie jak na rynku światowym, jest cały czas wzrostowa. Najbardziej zaawansowanym atakiem jest jednak APT. Najczęściej jest to starannie zaplanowany, często wyrafinowany i wymierzony w konkretny cel atak sieciowy na daną organizację, którego celem jest cyberszpiegostwo. Jednym z najsłynniejszych ataków APT jest odkryta w 2009 roku operacja GhostNet, która zdążyła zinfiltrować sieci w 103 krajach, przy czym najdłuższa infekcja utrzymywała się przez 660 dni. Podobne ataki oznaczają realne straty finansowe nie tylko dla przedsiębiorców, ale i całych gospodarek. Według danych McAfee i CSIS, tylko w 2017 r. gospodarka światowa straciła ponad 600 miliardów dolarów, natomiast Zurich Insurance przewiduje, że w 2030 r. straty mogą sięgnąć nawet 1,2 biliona dolarów, co będzie się równać 0,9 proc. światowego PKB. W kontekście tych alarmujących danych, wyraźnie widać, że sektor prywatny musi stać się bardziej istotnym elementem budowania cyberbezpieczeństwa, także poprzez tworzenie rozwiązań na coraz to nowe typy ataków wykorzystujących nowe technologie, jak np. uczenie maszynowe czy sztuczną inteligencję – komentuje Izabela Albrycht.

Firmy technologiczne odpowiedziały na zagrożenia m.in. poprzez podejmowanie działań samoregulacyjnych, takich jak Global Internet Forum to Counter Terrorism (GIFCT), którego celem jest przeciwdziałanie szerzeniu się w sieci propagandy produkowanej przez terrorystów czy inicjatywa The Cybersecurity Tech Accord (Tech Accord) – publiczne zobowiązanie, podpisane przez ponad 80 firm, w ramach którego sygnatariusze deklarują podejmowanie działań zwiększających bezpieczeństwo i stabilność w cyberprzestrzeni. Takie inicjatywy stanowią wyrażenie potrzeby rozwijania tak zwanych norm odpowiedzialnego zachowania w cyberprzestrzeni. Do tego dochodzą regulacje prawne podejmowane przez Unię Europejską i państwa członkowskie, których głównym przykładem jest Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1148 z dnia 6 lipca 2016 r. (Dyrektywa NIS). Wspomniany akt prawny nakłada na wszystkie państwa członkowskie obowiązek przyjęcia krajowej strategii w zakresie bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych, ustanawia wymogi dotyczące bezpieczeństwa i zgłaszania incydentów dla operatorów usług kluczowych i dostawców usług cyfrowych, a ponadto tworzy grupę współpracy służącą rozpowszechnianiu dobrych praktyk i doświadczeń w obszarze cyberbezpieczeństwa oraz sieć zespołów reagowania na incydenty bezpieczeństwa komputerowego (sieć CSIRT). Polska ustawa z dnia 5 lipca 2018 r. o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (UKSC) wdrażająca unijną dyrektywę, wskazuje trzy zespoły reagowania na incydenty bezpieczeństwa komputerowego – CSIRT GOV prowadzony przez Szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, CSIRT MON prowadzony przez Ministra Obrony Narodowej oraz CSRIT NASK prowadzony przez Naukową i Akademicką Sieć Komputerową – Państwowy Instytut Badawczy. Ustawa ta określa również organy właściwe do wyznaczenia operatorów usług kluczowych, zasady ich wyznaczania, a także szczegółowe obowiązki operatorów, do których należą m.in.:

  • Systematyczne szacowanie ryzyka wystąpienia incydentu i zarządzanie ryzykiem,
  • Wdrożenie odpowiednich i proporcjonalnych środków technicznych i organizacyjnych,
  • Zbieranie informacji o zagrożeniach i podatności na incydenty systemu informacyjnego wykorzystywanego do świadczenia usługi kluczowej,
  • Zarządzanie incydentami,
  • Stosowanie środków zapobiegających i ograniczających wpływ incydentów na bezpieczeństwo systemu informacyjnego wykorzystywanego do świadczenia usługi kluczowej,
  • Stosowanie środków łączności umożliwiających prawidłową i bezpieczną komunikację w ramach krajowego systemu cyberbezpieczeństwa.

UKSC nakłada na operatorów usług kluczowych obowiązek prowadzenia dokumentacji dotyczącej bezpieczeństwa systemu informacyjnego oraz powołania wewnętrznej struktury odpowiedzialnej za cyberbezpieczeństwo lub zlecenia takich usług podmiotom trzecim. Dodatkowo, operatorzy muszą co najmniej raz na dwa lata przeprowadzać audyt bezpieczeństwa cybernetycznego.

Z całą pewnością powyższe rozwiązania przyczyniają się do zwiększenia poziomu bezpieczeństwa cyberprzestrzeni. Jednak niezbędne jest podejmowanie dalszych inicjatyw, a także dbanie o bezpieczeństwo rozwiązań już na etapie ich projektowania w myśl zasady security by design i privacy by design. Jedną z inicjatyw, która od przeszło pięciu lat buduje świadomość w zakresie cyberzagrożeń dla firm i instytucji publicznych jest Europejskie Forum Cyberbezpieczeństwa CYBERSEC, podczas którego już w październiku światowi eksperci zaproponują kolejny zestaw rekomendacji służących wzmocnieniu bezpieczeństwa zarówno sektora prywatnego, jak i publicznego, obrazowo rzecz ujmując: cyfrowego DNA świata. W tym roku odbędą się też praktyczne sesje warsztatowe dla firm, które przybliżą dobre praktyki wdrażania zapisów ustawy o KSC – konkluduje Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki.

Wyniki finansowe GK GPW za II kw. 2019 r.

  • Przychody Grupy Kapitałowej GPW wyniosły 89,1 mln zł w II kw. 2019 r.
  • EBITDA wyniosła 57,6 mln zł w II kw. 2019 r.
  • Zysk operacyjny sięgnął 48,2 mln zł w II kw. 2019 r.
  • Zysk netto uplasował się na poziomie 42,6 mln zł w II kw. 2019 r.
  • Koszty operacyjne wyniosły 43,3 mln zł w II kw. 2019 r.
  • Zwyczajne Walne Zgromadzenie zdecydowało o wypłacie 133,5 mln zł dywidendy (3,18 zł na jedną akcję)

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w II kw. 2019 r. wypracowała 89,1 mln zł przychodów ze sprzedaży i osiągnęła 42,6 mln zł zysku netto. Zysk EBITDA wyniósł 57,6 mln zł w tym okresie. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wzrosły o 5,9% wobec I kw. 2019 r. i o 2,9% wobec II kw. 2018 r. Wzrost przychodów w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z wyższych o 4,2 mln zł (o 10,7%) przychodów z rynku towarowego.

Większe przychody z rynku towarowego w ujęciu rocznym wynikają, w głównej mierze, z wyższych przychodów z obsługi obrotu. Wpływ na to miały wzrosty przychodów z obrotu gazem o 1,1 mln zł oraz o 1,9 mln zł z obrotu prawami majątkowymi. Przychody zwiększyły się również w obszarze rozliczenia transakcji (o 1,7 mln zł).

Przychody Grupy z rynku finansowego w II kw. 2019 r. były niższe rdr oraz kdk. Przychody z obsługi obrotu spadły w ujęciu rocznym o 5,6%, tj. o 1,7 mln zł. W II kw. 2019 roku zanotowano również spadek przychodów z obsługi emitentów o 0,8 mln zł rdr do 5,1 mln zł. Trend wzrostowy został utrzymany na przychodach ze sprzedaży informacji, które w II kw. 2019 r. wzrosły w stosunku do okresu porównywalnego w 2018 roku o 7,5%, tj. o 0,8 mln zł.

W II kw. 2019 r. spółki wchodzące w skład Grupy Kapitałowej GPW kontynuowały prace związane z wdrażaniem strategii rozwoju #GPW2022.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

Od roku konsekwentnie wdrażamy nasze inicjatywy strategiczne. Z pewnością krokiem milowym na drodze do zdywersyfikowania przychodów grupy i zmniejszenia zależności wyników finansowych od koniunktury na prowadzonych przez nas giełdach była decyzja o rozpoczęciu budowy autorskiego systemu transakcyjnego. Dla perspektyw naszego obecnego biznesu w średnim terminie duże znaczenie ma Program GPW Growth. Systematyczne wspieranie rozwoju kompetencji potencjalnych emitentów przełoży się w ciągu paru lat na liczbę i jakość IPO. Obecnie koncentrujemy się na rozwoju tych biznesów giełdy, które wpisują się w przyjęte założenia strategiczne #GPW2022 mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w II kw. 2019 r. wzrosły o 8,4% w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem i spadły o 20,2% wobec I kw. 2019 r. sięgając 43,3 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) ukształtował się na poziomie 48,6% wobec 64,5% w I kw. 2019 r. oraz 46,2% w II kw. 2019 r.

Na wzrost kosztów działalności operacyjnej w ujęciu rocznym złożyły się: wzrost o 1,3 mln zł kosztów amortyzacji oraz o 2,7 mln zł łącznych kosztów osobowych w związku z wyższym zatrudnieniem wynikającym z realizacji strategii rozwoju #GPW2022. Koszty czynszów i innych opłat eksploatacyjnych spadły o 0,9 mln zł rdr.

W II kwartale 2019 r. Zwyczajne Walne Zgromadzenie GPW zdecydowało o wypłacie 133,5 mln zł dywidendy, co daje 3,18 zł na akcję i stanowi 77,1% skonsolidowanego zysku netto spółki GPW za rok obrotowy 2018 r. przypadającego akcjonariuszom GPW i skorygowanego o udział w jednostkach stowarzyszonych. Dniem dywidendy był 19 lipca, a jej wypłaty będzie 2 sierpnia 2019 r.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za II kw. 2019 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w II kw. 2019 r. wyniósł 42,6 mln zł, o 46,2% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej, ale o 74,0% więcej niż w I kw. 2019 r. Spadek zysku netto w ujęciu rocznym to w znacznym stopniu efekt wysokiej bazy będącej rezultatem sprzedaży udziałów w Aquis Exchange w II kwartale 2018 r. (+36,8 mln zł wpływu na zysk netto Grupy w tamtym okresie).  Po oczyszczeniu wyników II kw. 2018 r. o zdarzenie jednorazowe, zysk netto w II kw. 2019 r. byłby na zbliżonym poziomie w ujęciu rdr.

Przychody z rynku finansowego

W II kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 45,4 mln zł, co oznacza spadki: względem poprzedniego roku o 3,4% i o 8,2% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 51,0% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W II kw. 2019 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 28,4 mln zł w porównaniu do 30,1 mln zł rok wcześniej. Jest to spadek o 5,6% rdr i spadek o 11,2% kdk. Na wynik największy wpływ miał spadek przychodów z obrotu akcjami oraz spadek przychodów  z obrotu instrumentami pochodnymi. Odpowiednio przychody z obrotu akcjami spadły o 8,8% rdr oraz o 13,4% kdk, a przychody z obrotu instrumentami pochodnymi o 18,3% rdr i o 8,6% kdk.

  • Obsługa emitentów

W II kw. 2019 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,1 mln zł w porównaniu do 5,8 mln zł w II kw. 2018 r. i 5,3 mln zł w I kw. 2019 r. Przychody z tytułu opłat za notowanie wyniosły 4,3 mln zł (-13,7% rdr i -5,9% kdk). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów za notowanie jest liczba notowanych emitentów na rynkach GPW oraz ich kapitalizacja na koniec poprzedniego roku. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenie oraz inne opłaty wyniosły 0,7 mln zł (-10,1% rdr i +9,6% kdk). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów z tej linii biznesowej jest liczba debiutów na parkietach GPW oraz wartość akcji i obligacji wprowadzonych do obrotu.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w II kw. 2019 r. wyniosły 12,0 mln zł, co oznacza wzrost o 7,5% rok do roku i jednocześnie spadek o 2,0% względem I kw. 2019 r. Przychody z tej linii biznesowej stanowiły 13,4% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.

Przychody z rynku towarowego

W II kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 43,4 mln zł, o 10,7% więcej niż rok wcześniej i o 25,7% więcej niż w I kw. 2019 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w II kw. 2019 r. wyniósł 48,7%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w II kw. 2019 r. wzrosły o 12,5% rdr oraz o 38,9% kdk do 22,1 mln zł. Przychody z obrotu energią elektryczną wyniosły 3,5 mln zł, co oznacza spadek o 19,4% rdr i wzrost o 7,9% kdk. Przychody z obrotu gazem wzrosły o 58,5% rdr i o 30,2% kdk do 3,1 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia wzrosły w II kw. 2019 r. o 17,8% rdr oraz o 70,7% kdk do 12,5 mln zł. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w II kw. 2019 r. wyniosły 3,0 mln zł, co daje wzrost o 9,6% rdr oraz o 1,4% kdk. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W II kw. 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 9,0 mln zł, co oznacza wzrost o 0,4% rdr i wzrost o 17,8% kdk.

  • Rozliczenie transakcji

Grupa uzyskuje przychody z tytułu prowadzenia działalności rozliczeniowej prowadzonej przez IRGiT, spółkę zależną TGE. Przychody z rozliczenia transakcji w II kw. 2019 r. wyniosły 12,2 mln zł, o 15,9% więcej niż rok wcześniej i o 12,3% więcej niż w I kwartale 2019 r. Na zmianę przychodów z tego tytułu wpływ mają wolumeny obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w II kw. 2019 r. wyniosły 171 tys. zł wobec 132 tys. zł w II kw. 2018 r. oraz 169 tys. zł w I kw. 2019 r.

Koszty działalności operacyjnej

W II kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 43,3 mln zł, o 8,4% więcej niż w analogicznym okresie 2018 r., ale o 20,2% mniej niż w I kw. 2019 r. Na wzrost kosztów działalności operacyjnej w ujęciu rocznym złożyły się: wzrost kosztów amortyzacji, wzrost kosztów osobowych i innych kosztów osobowych.

Koszty amortyzacji wzrosły o 16,3% rdr oraz o 2,5% kdk do 9,4 mln zł. Wzrost kosztów amortyzacji w stosunku do porównywalnego okresu 2018 r. jest w głównej mierze efektem wdrożenia przez wszystkie spółki z Grupy nowego standardu – MSSF 16 „Leasing”. Na skutek implementacji Standardu usunięto rozróżnienie między leasingiem operacyjnym oraz leasingiem finansowym, co skutkuje ujęciem przez leasingobiorców w sprawozdaniu z sytuacji finansowej prawie wszystkich umów leasingowych, tj. umów najmu powierzchni biurowej, miejsc parkingowych, kolokacji, użytkowania wieczystego oraz opłat za leasing samochodów.

Łączne koszty osobowe wyniosły 19,3 mln zł, o 16,0% więcej rdr i o 0,6% mniej kdk. Wyższe łączne koszty osobowe wynikają ze stopniowego zwiększania zatrudnienia w Grupie podyktowanego większym nakładem pracy związanym z realizacją inicjatyw rozwojowych zawartych w strategii #GPW2022.

W II kwartale 2019 r. GK GPW koszty czynszów wyniosły 1,1 mln zł, o 44,4% mniej rdr i o 4,6% więcej kdk. Spadek w ujęciu rocznym w znacznej mierze jest spowodowany wdrożeniem standardu MSSF 16.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W II kw. 2019 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 3,6 mln zł w porównaniu do 4,5 mln zł w II kw. 2018 r. oraz 1,0 mln zł w I kw. 2019 r. Na niższe wyniki w ujęciu rocznym wpłynął niższy zysk Grupy KDPW oraz strata Polskiej Agencji Ratingowej.

Jak zwykle, Powell nas zawiódł

Wydźwięk lipcowej decyzji FOMC był wyraźnie jastrzębi wobec tego, co rynek się spodziewał. Zgodnie z oczekiwaniami doszło do cięcia stóp procentowych o 25 pb i zakończenia programu redukcji sumy bilansowej, jednak komunikat i konferencja nie dały przeświadczenia, aby Fed był gotowy na dalsze luzowanie. Skutkiem jest silny dolar, co wywołuje furię u prezydenta Trumpa (jego słowa w tytule), a rozczarowanie inwestorów widać po przecenie ryzykownych aktywów.

Dolar jest silniejszy z kilku powodów. Dwójka jastrzębi Rosengren i George zgłosiła sprzeciw, co pokazuje opór przed luzowaniem. Powell dotychczas nie spotykał się z takim podziałem w FOMC. Pokazuje to, że nie cały Komitet ds. Operacji Otwartego Rynku widzi potrzebę luzowania. A przecież rynek zdyskontował już cały cykl łagodzenia a na lipcowym posiedzeniu nie dostał wskazówek, że dalsze cięcia są przesądzone. Nie są one również oczywiście wykluczone, ale ta niejasność w postawie Fed nie jest tym, czego rynek oczekiwał.

Drzwi pozostają uchylone do dalszego łagodzenia, ale rynek liczył na więcej, na wyłożenie zamierzeń kawa na ławę w stylu Mario Draghiego. Powell używając określenia, że dokonano cięcia o charakterze dostosowania w trakcie fazy ekspansji gospodarczej nie pokonał wysoko postawionej poprzeczki oczekiwań. Mówił, że nie należy przyjmować tej podwyżki jako jedynej, ale mówił, że cykl rozumiany jako długotrwałe i mocne obniżki mógłby zostać wywołany przez ostre hamowanie gospodarki. Fed wykazał się zatem wstrzemięźliwością w zarysowaniu perspektyw ścieżki stóp. Po trzecie, część inwestorów wciąż liczyła na redukcję stóp o 50 pb.

Powell starał się znaleźć złoty środek, by zadowolić jastrzębi i gołębi w FOMC, rynek i prezydenta Trumpa. Zadanie to jednak go przerosło. Nie można trwać w opinii, że perspektywy dla gospodarki są dobre i jednocześnie gwarantować, że dalsze luzowanie jest na horyzoncie. W krótkim terminie dolar pozostanie silny, gdyż rynek ma do usunięcia z wyceny oczekiwania długiego cyklu obniżek. Brak otwartości Fed do łagodzenia polityki będzie też balastem dla waluty ryzykownych i rynku akcji. Globalne spowolnienie jest faktem i bez pomocy Fed jego skutki będą dotkliwsze. To jednak też tworzy warunki, w których ryzyka zewnętrzne dla gospodarki USA nie znikną, w rezultacie może nie minąć dużo czasu, kiedy słabsze dane przywrócą debatę o kontynuacji luzowania Fed. Sądzimy, że presja ta skłoni Fed do kontynuacji cięcia stóp, co będzie ciążyć dolarowi.

Pierwszy test sentymentu nastąpi jeszcze dziś w postaci indeksu ISM dla przemysłu, a jutro opublikowany zostanie raport z rynku pracy. Sprzeczne sygnały z regionalnych wskaźników czynią dzisiejszy odczyt trudny do przewidzenia. Szczególnie wczorajsze silne rozczarowanie indeksem Chicago PMI podnosi ryzyko słabego odczytu ISM. Ponadto silny dolar jest narażony na werbalną krytykę Trumpa, która może zostać przekuta w decyzje polityczne. Stąd też na dłuższą metę nie widzimy w dolarze jednoznacznego zwycięzcy po wczorajszej decyzji Fed.

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że Bank Anglii nie dość, że dziś utrzyma stopę procentową bez zmian, ale też nie zająknie się, że w ogóle myśli o dalszym zacieśnianiu. Zachowanie funta w tym tygodniu było dobitną ilustracją, co może się stać, kiedy sprawy brexitu przybiorą fatalny obrót. Wyraźnie podwyższone ryzyko bezumownego brexitu oznacza, że większość scenariuszy dla gospodarki jest negatywna. BoE może na razie cierpliwie obserwować sytuację i do niczego się nie zobowiązywać, ale jest bardziej realne, że w niepewnej przyszłości jest bliżej obniżek niż podwyżek. Prognozy w Raporcie Inflacyjnym zakładające tylko jeden scenariusz (niezależnie jaki) nie są obecnie żadnym drogowskazem dla polityki. Dla funta oznacza to brak prędkiej pomocy ze strony banku centralnego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W walce z atakami cybernetycznymi potrzeba więcej wiedzy, zasobów i zintegrowanych rozwiązań

W walce firm z cyberprzestępcami najczęściej przeszkadza brak aktualnej wiedzy na temat bezpieczeństwa (75 proc.) oraz ograniczony budżet (66 proc.). Firma Sophos ogłosiła wyniki globalnego badania The Impossible Puzzle of Cybersecurity, które odsłania wyzwania stojące przed menedżerami IT.

Według wyników badania The Impossible Puzzle of Cybersecurity, przeprowadzonego na zlecenie Sophos, zespoły IT spędzają 26 procent czasu na zarządzaniu bezpieczeństwem, ale wciąż zmagają się z brakiem wiedzy, ograniczonymi budżetami i niedostatkiem nowoczesnej technologii.

Mariusz Rzepka, Territory Manager Sophos w Europie Wschodniej
Mariusz Rzepka, Territory Manager Sophos w Europie Wschodniej

– Menedżerowie IT często mają trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników lub nie dysponują odpowiednim systemem bezpieczeństwa, który pozwoliłby im szybko i skutecznie reagować na ataki. Odpowiedzią na te wyzwania jest spójne rozwiązanie, pozwalające zaoszczędzić czas i ograniczyć wydatki na usprawnienie bezpieczeństwa – mówi Mariusz Rzepka, Territory Manager Sophos w Europie Wschodniej.

Badanie Impossible Puzzle of Cybersecurity zostało przeprowadzone na zlecenie Sophos przez Vanson Bourne, niezależnego specjalistę ds. badań rynkowych, w grudniu 2018 roku i styczniu 2019 roku. W trakcie badania przeprowadzono wywiady z 3100 menadżerami IT z firm średniej wielkości z: Australii, Brazylii, Francji, Indii, Japonii, Kanady, Kolumbii, Meksyku, Niemiec, RPA, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Wszyscy respondenci reprezentowali firmy zatrudniające od 100 do 5000 pracowników.

Kluczowe wnioski z badania Impossible Puzzle of Cybersecurity:

  • Cyberprzestępcy stosują nowoczesne rodzaje ataków, aby zmaksymalizować ich skuteczność:
    • Luki w oprogramowaniu były przyczyną 23 proc. incydentów i zostały wykorzystane w kolejnych 35 proc. cyberataków.
    • Ponad 50 proc. ataków było zrealizowanych za pomocą wiadomości phishingowych, podczas gdy ransomware odpowiadał za 30 proc. cyberataków.
    • Niemalże połowa (41 proc.) cyberataków doprowadziła do wycieku szczególnie wrażliwych danych.
  • 16 proc. firm zauważyło, że łańcuch dostawy może być najbardziej podatny na cyberataki, w ten sposób stanowiąc kolejny słaby punkt zabezpieczeń w firmie:
    • Hackerzy działający na zlecenie państw pokazali, że atakując łańcuchy dostaw, można odnieść wymierne rezultaty. To oznacza, że zwykli cyberprzestępcy, wzorując się na nich, mogą zaadaptować tę metodę w swoich działaniach.
    • Udany atak na łańcuch dostaw stanowi punkt wyjścia dla kolejnych zautomatyzowanych ataków typu active adversary.
  • Zespoły IT spędzają 26 procent czasu na zarządzaniu bezpieczeństwem, ale wciąż zmagają się z brakiem wiedzy, ograniczonymi budżetami i niedostatkiem nowoczesnej technologii:
    • 79 proc. badanych stwierdziło, że rekrutacja osób z pożądanymi umiejętnościami z zakresu bezpieczeństwa cybernetycznego stanowi wyzwanie.
    • 66 proc. stwierdziło, że budżet przeznaczony na cyberbezpieczeństwo w ich organizacji jest mniejszy niż powinien być.
    • 75 proc. respondentów uważa, że bycie na bieżąco z technologiami bezpieczeństwa cybernetycznego jest sporym wyzwaniem.

Różne metody ataków, maksymalna skuteczność

Badanie Sophos pokazuje, jak zróżnicowane i wieloetapowe są techniki cyberataku, co utrudnia obronę sieci. Jeden na pięciu ankietowanych menedżerów IT nie wiedział, w jaki sposób przeprowadzono skuteczny cyberatak na sieć jego firmy.

Cyberprzestępcy rozwijają swoje metody ataków i często wysyłają dane fragmentarycznie, aby zmaksymalizować skuteczność ofensywy. Luki w oprogramowaniu były pierwotną przyczyną 23 proc. incydentów, ale zostały wykorzystane również w 35 proc. cyberataków. Tym samym zobaczyliśmy w jaki sposób można wykorzystać luki w oprogramowaniu na różne sposoby podczas różnych etapów ataku – podkreśla Mariusz Rzepka, Territory Manager Sophos w Europie Wschodniej. – Organizacje, które naprawiają wyłącznie zewnętrzne błędy na szczególnie podatnych serwerach, są narażone na ataki wewnętrzne. Cyberprzestępcy nie wahają się korzystać ani z tego, ani z innych niedociągnięć w zakresie ochrony – dodaje ekspert.

Szeroki zasięg, wieloetapowość i skala dzisiejszych ataków przekładają się na ich skuteczność. 53 proc. osób, które padły ofiarą cyberataku, zostało oszukanych przez phishingowego e-maila, a 30 proc. było zaatakowanych przez ransomware. 41 proc. ofiar mierzyło się z wyciekiem danych.

Brak wiedzy, budżetu i technologii

Według wyników badania Sophos, przeciętnie 26 proc. czasu pracy w zespole ds. IT jest poświęcane na zarządzanie bezpieczeństwem. 86 proc. IT menadżerów zgadza się, że wiedza na temat cyberbezpieczeństwa mogłaby zostać pogłębiona, a 80 proc. wolałoby dysponować mocniejszym zespołem do wykrywania, badania i reagowania na incydenty związane z bezpieczeństwem. Według 79 proc. kierowników branży IT, sporym wyzwaniem jest rekrutacja nowych osób, które posiadają pożądane umiejętności w zakresie cyberbezpieczeństwa.

66 proc. respondentów stwierdziło wprost, że budżet na cyberbezpieczeństwo w ich organizacji (w tym zasoby ludzkie oraz technologie) jest zbyt niski, podczas gdy trzy czwarte ankietowanych przyznało, że bycie na bieżąco z branżowymi nowinkami jest wyzwaniem dla ich organizacji. Brak wiedzy wynikający z ubogiego budżetu ogranicza menadżerów IT do reaktywnych działań w obszarze cyberbezpieczeństwa, nie pozwalając na proaktywne planowanie i przewidywanie nadchodzących zagrożeń.

– Bycie na bieżąco z zagrożeniami wymaga specjalistycznej wiedzy, ale menedżerowie IT często mają trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników lub nie dysponują odpowiednim systemem bezpieczeństwa, który pozwoliłby im szybko i skutecznie reagować na ataki – mówi Mariusz Rzepka – Gdy organizacje są w stanie wdrożyć system bezpieczeństwa ze zintegrowanymi produktami, które współpracują ze sobą, dzieląc się informacjami i automatycznie reagując na zagrożenia, wówczas zespoły bezpieczeństwa IT mogą uniknąć pułapki konieczności ciągłego nadrabiania zaległości po wczorajszym ataku, a w zamian lepiej bronić się przed tym, co wydarzy się jutro. Posiadanie spójnego systemu bezpieczeństwa umożliwia zwalczenie problemu braku kompetencji dotyczących cyberbezpieczeństwa, przed którym stoją menedżerowie IT. Takie rozwiązanie zaoszczędzi sporo czasu i wydatków na usprawnienie bezpieczeństwa.

Naruszenie bezpieczeństwa e-maili kosztuje firmy miliardy dolarów

Według raportu „Data breach investigation” firmy Verizon aż w 94% przypadków złośliwe oprogramowanie dostało się do urządzenia ofiary za pośrednictwem poczty elektronicznej. Biorąc to pod uwagę, zabezpieczenie poczty e-mail powinno być jednym z podstawowych elementów cyberhigieny w przedsiębiorstwach.

Czym jest Business Email Compromise?

Hakerzy nie ograniczają się wyłącznie do prowadzenia masowych kampanii phishingowych oraz wysyłania złośliwych plików i linków. Ich działania są o wiele bardziej wyrafinowane i często personalizowane, co po części tłumaczy dochodowość tego typu ataków. Business Email Compromise (BEC, naruszenie bezpieczeństwa biznesowej poczty elektronicznej) to działanie, w którym cyberprzestępcy wykorzystują sposoby ataków znane jako spear phishing.

Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce
Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce

Tę metodę można określić „spersonalizowanym” phishingiem – wyjaśnia Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce. – Polega ona na tym, że cyberprzestępca starannie dobiera cel ataku. Wysłanie maila poprzedza szczegółowe rozeznanie na temat ofiary. Wszystko to ma na celu zwiększenie szans na skuteczność oszustwa.

Cyberprzestępcy w takich wiadomościach często podszywają się pod kadrę zarządczą przedsiębiorstwa lub zaufanych klientów. W wysyłanym przez nich do pracownika niższego szczebla e-mailu najczęściej znajdują się instrukcje dotyczące np. przelewu środków, przekazania danych lub wrażliwych dokumentów. Tego typu zabiegi socjotechniczne będą popularne tak długo, jak długo będą przynosić zyski, a te są ogromne. Według szacunków FBI tylko w USA w ciągu ostatnich dwóch lat straty przedsiębiorstw wynikające z naruszenia bezpieczeństwa poczty elektronicznej wyniosły ponad 3,3 mld dolarów. W ostatnim czasie Departament Sprawiedliwości wniósł sprawę przeciwko przestępcy, który miał w ten sposób ukraść ponad 100 mln dolarów.

Ochrona poczty w chmurze

Temat bezpieczeństwa poczty elektronicznej poruszyła ostatnio także firma Gartner, która w publikacji „Market Guide for Email Security” zwraca uwagę, że dziedzina ta powinna stać się przedmiotem ponownej analizy ze strony osób odpowiedzialnych za ochronę środowisk IT w firmach. Gartner rekomenduje, żeby podczas wyboru rozwiązań zabezpieczających dla poczty brać pod uwagę obecność modułów wykrywających zagrożenia w załącznikach, schowanych pod szkodliwymi adresami URL oraz chroniących przed metodami socjotechnicznymi.

Tymczasem usługi poczty elektronicznej coraz częściej przenoszą się do chmury. Niezależnie od tego, czy firma korzysta z Microsoft Office 365, Google G Suite czy innego rozwiązania, jej infrastrukturą mailową zarządza w takim przypadku ktoś inny. Z jednej strony rozwiązanie to jest wygodne, jednak, jak przypominają specjaliści Fortinet, warto pamiętać, że outsourcing poczty nie musi zawsze oznaczać, że również i odpowiedzialność za jej bezpieczeństwo powinna zostać zlecona na zewnątrz. Każde przedsiębiorstwo powinno samodzielnie dokonać analizy ryzyka i zadecydować jak podejść do tej kwestii. W świetle danych o kosztach naruszenia bezpieczeństwa poczty, wydaje się to koniecznością.

Przedsiębiorco przygotuj się na działanie prawa wstecz

Już wkrótce prawo dla przedsiębiorców może zadziałać wstecz, a wszystko to za sprawą procedowanego obecnie w sejmie projektu ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych (dalej: „Projekt Ustawy” lub „Nowa Ustawa”). Zgodnie z Projektem Ustawy, nowe przepisy będą miały zastosowanie do czynów popełnionych przed dniem wejścia w życie nowelizacji, pod warunkiem równoczesnego spełnienia przesłanek odpowiedzialności określonych w art. 3 ustawy obecnie obowiązującej. Wskazano co prawda, że jeśli przepisy ustawy uchylanej będą względniejsze dla podmiotu zbiorowego, to stosuje się te przepisy, ale za wyjątkiem art. 4 ustawy uchylanej – statuującego wymóg uzyskania tzw. prejudykatu (np. prawomocnego skazania osoby fizycznej – sprawcy czynu). Retroaktywność Nowej Ustawy polegać zatem będzie na tym, że w odniesieniu do czynów popełnionych przed dniem wejścia jej w życie, pociągnięcie przedsiębiorcy do odpowiedzialności, nie będzie już warunkowane uprzednim prawomocnym skazaniem sprawcy czynu zabronionego.

Adwokat Dawid Rasiński, Dział Prawa Karnego oraz Dział Compliance Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy
Adwokat Dawid Rasiński, Dział Prawa Karnego oraz Dział Compliance Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy

Projektowane rozwiązanie, w świetle uzasadnienia do Projektu Ustawy, wywołuje wiele wątpliwości natury prawnej.  Powyższe nie będzie jednak przedmiotem wnikliwej analizy, a jedynie stanowić będzie preludium do dalszych rozważań, bowiem z falą krytyki spotkał się zastosowany przez ustawodawcę mechanizm, który – wbrew twierdzeniom projektodawcy – postrzegany jest przez komentatorów jako rozwiązanie powodujące częściowe działanie ustawy wstecz. Zaproponowaną konstrukcję polegającą na rezygnacji z prejudykatu w istocie postrzegać należy jako przełamanie zasady lex retro non agit, co uznać należy za szczególnie niedopuszczalne w obszarze ustawodawstwa karnego lub quasi-karnego.  Na tle przytoczonej krytyki warto zwrócić uwagę na nasuwające się wnioski będące znamienne w skutkach dla przedsiębiorców. Przyjęta bowiem konstrukcja oznacza to, iż będzie możliwe wymierzenie podmiotowi zbiorowemu kary, za czyn popełniony pod rządami obecnie obowiązującej ustawy, mimo iż w czasie jego popełnienia ustawa warunkowała w/w odpowiedzialność od zaistnienia przesłanek, które na gruncie projektowanej ustawy nie istnieją. Gdyby nie było skutku działania prawa wstecz, to postępowanie w sprawie pociągnięcia podmiotu zbiorowego do odpowiedzialności nie mogłoby zostać wszczęte dopóki nie istniałby prejudykat.

Aby właściwie zrozumieć istotę rzeczy, warto sięgnąć do przykładu. Załóżmy, że Spółka XYZ w 2016 r. zawiera umowę o współpracy z osobą fizyczną w zakresie promocji własnych produktów i pozyskiwania nowych klientów w zamian za wynagrodzenie prowizyjne, określone procentowo w stosunku do wartości kontraktu. Zleceniobiorca, działa w imieniu i na rzecz Spółki XYZ, co przesądza, iż Spółka ponosi odpowiedzialność za jego działanie na gruncie ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych (wówczas obowiązującej). W tym samym roku, zleceniobiorca, motywowany wizją uzyskania wysokiej prowizji, udziela podmiotowi trzeciemu (inwestorowi) korzyść majątkową w zamian za preferencyjne potraktowanie oferty Spółki XYZ, w konsekwencji czego spółka ta otrzymuje zlecenie. Czyn ten stanowi przestępstwo z art. 296a § 2 Kodeksu karnego. Skutkiem popełnienia powyższego czynu przez zleceniobiorcę jest osiągnięcie przez Spółkę XYZ korzyści majątkowej (zysk wynikający z wykonania zlecenia). Weźmy teraz pod uwagę dwa scenariusze.

W pierwszym, czyn zostaje ujawniony przez konkurencje, sprawa zostaje zgłoszona do prokuratury, lecz sprawca chwilę później umiera. Postępowanie zostaje umorzone i brak jest tzw. prejudykatu.

W tym układzie na gruncie dotychczasowych przepisów brak jest podstaw do wszczęcia postępowania wobec Spółki XYZ. Jednakże po wejściu w życie Nowej Ustawy, przeszkoda ta zostanie usunięta i prokurator będzie mógł wszcząć postępowanie w sprawie pociągnięcia podmiotu zbiorowego do odpowiedzialności, pomimo tego, że sprawca czynu nie został prawomocnie osądzony.

W konsekwencji czego Spółka XYZ może zostać ukarana karą pieniężną do 5 mln zł.

W drugim scenariuszu, czyn sprawcy nie zostaje ujawniony pod rządami dotychczasowej ustawy.

Po wejściu w życie Nowej Ustawy, w 2020 r., okazuje się, że przy okazji innego postępowania osoba, będąca bezpośrednim świadkiem udzielenia korzyści majątkowej przez zleceniobiorcę ujawniła tę okoliczność, niejako „przy okazji”, organom ścigania. W tym wypadku, na gruncie Nowej Ustawy, prokurator może od razu wszcząć postępowanie w sprawie odpowiedzialności Spółki XYZ, nie czekając na prawomocne skazanie sprawcy czynu.  Tak też, pomimo upływu kilku lat od zdarzenia, Spółka XYZ również może zostać ukarana karą pieniężną do 5 mln zł.

Projekt w przepisie art. 62 przewiduje, że gdy mowa o popełnieniu czynu zabronionego zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat 5, podmiot zbiorowy może uniknąć pociągnięcia go do odpowiedzialności, jeśli po popełnieniu czynu zabronionego zawiadomił o tym organ powołany do ścigania, ujawniając istotne okoliczności tego czynu, w szczególności osoby lub inne podmioty zbiorowe uczestniczące w jego popełnieniu.

Wyżej określone dobrodziejstwo niepodlegania odpowiedzialności może zostać zastosowane jedynie w przypadku, w którym naprawiono wyrządzoną szkodę, zwrócono korzyść pochodzącą z czynu zabronionego lub jej równowartość, uprawniony organ wyraził zgodę na przepadek mienia lub korzyści majątkowych, a w razie niemożności złożenia mienia lub korzyści majątkowych – uiszczono ich równowartość pieniężną lub uiszczono w całości wymagalną należność publicznoprawną uszczuploną popełnionym czynem zabronionym, w terminie wyznaczonym przez organ postępowania przygotowawczego (np. prokuratora).

Zawiadomienie będzie bezskuteczne jeśli zostało złożone w czasie w którym organy ścigania miały już udokumentowaną wiadomość o popełnieniu czynu opisywanego wyżej (zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat 5). Bezskutecznością dotknięte będzie również zawiadomienie złożone po rozpoczęciu przez uprawniony organ postępowania przygotowawczego czynności służbowej, w szczególności przeszukania, czynności sprawdzającej lub kontroli zmierzającej do ujawnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego, chyba że czynność ta nie dostarczyła podstaw do wszczęcia postępowania o ten czyn zabroniony.

Warto się jednak zastanowić, co to konkretne rozwiązanie może przynieść podmiotowi zagrożonemu odpowiedzialnością w przypadku skutecznej denuncjacji? Otóż, oznacza to właściwie zaniechanie podejmowania dalszych czynności procesowych przez prokuratora oraz wystąpienie przez niego z wnioskiem do sądu o udzielenie podmiotowi zezwolenia na dobrowolne poddanie się odpowiedzialności. Instytucja skądinąd nowa na gruncie odpowiedzialności podmiotów zbiorowych, w kształcie zbliżonym do projektowanego, z dużym powodzeniem od lat funkcjonuje na gruncie Kodeksu karnego skarbowego.

Idąc dalej, należy wskazać, że główną korzyścią jest tutaj fakt, iż wyrok skazujący nie podlega wpisowi do Krajowego Rejestru Karnego. W przypadku zastosowania tegoż trybu niemożliwym do nałożenia jest także zakaz dalszego prowadzenia działalności przez podmiot, co jak słusznie wskazuje się w uzasadnieniu, nierzadko jest o wiele dalej idącą represją aniżeli obowiązek zapłaty określonej w wyroku kary. Górna granica ustawowego zagrożenia karą także jest mniejsza zgodnie z brzmieniem przepisu art. 63 ust.1 pkt 3 projektowanej ustawy.

Kolejnym istotnym czynnikiem mogącym decydować o korzystności dobrowolnego poddania się odpowiedzialności jest aspekt reputacyjny – szczególnie istotny w przypadku spółek publicznych, dla których każda „wpadka” wizerunkowa to wymierny ekonomicznie problem. Zarządzający powinni dokonać oceny, czy zadenuncjować swoje przedsiębiorstwo, tak by poinformować organy ścigania o przestępstwie w możliwie poufnej atmosferze, czy też zaryzykować wszczęcie postępowania z urzędu i liczyć się z wizytą prokuratora w siedzibie spółki. Należy przy tym pamiętać,  że czynności organów ściągania, np. przeszukanie siedziby spółki, naruszają reputację przedsiębiorstwa, a każda informacja medialna, która na tej podstawie zostanie opublikowana może wyrządzić spółce bardzo dotkliwe szkody wizerunkowe i finansowe.

W tym miejscu szczególnie na pierwszy plan wysuwa się rola systemu compliance, którą jest m.in. zarządzanie ryzykiem reputacyjnym firmy. W czasach społeczeństwa informacyjnego, wiadomość o problemach karnoprawnych spółki, może na długie lata zaważyć o jej biznesowym odbiorze, nawet wówczas, gdy finalnie okaże się, że prokuratura nie miała racji. Istotnym jest, ażeby przed wejściem w życie Nowej Ustawy, przedsiębiorstwa, w szczególności średnie i duże, dokonały audytu swojej działalności, nie tylko pod kątem wdrożenia systemu compliance, ale również w celu weryfikacji i ustalenia czy w kilku ostatnich latach, poprzedzających wejście w życie ustawy, nie został popełniony czyn, za który Spółka może ponieść odpowiedzialność na kanwie nowych przepisów.

Wejście w życie Nowej Ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych to duże wyzwanie dla polskiego biznesu. Aby należycie przystosować organizację przedsiębiorstwa do wymogów nowej regulacji, już teraz koniecznym jest dokonanie audytu zgodności działalności przedsiębiorstwa z prawem karnym – audyt criminal compliance. Przedsiębiorca powinien przy tej okazji dokonać swoistego rachunku sumienia i zweryfikować legalność poprzednich istotnych zdarzeń biznesowych.

Autor: Adwokat Dawid Rasiński, Dział Prawa Karnego oraz Dział Compliance Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy;

Google i VMware wspólnie zbudują chmury dla nowoczesnego biznesu

Marka Google potwierdziła rozpoczęcie współpracy z amerykańską firmą VMware. Innowacyjne oprogramowanie spółki należącej do Dell EMC trafi do chmury giganta z Mountain View. Klienci którzy posiadają już infrastrukturę VMware będą mogli przenieść swoje dane od ręki do chmury publicznej Google i to bez rezygnacji z wcześniej zakupionych rozwiązań. W ciągu ostatnich 3 lat to już trzecia taka umowa ze strony VMware. Spółka od tej pory będzie wspierać wdrożenia chmur trzech rynkowych gigantów – AWS, Azure i Google Cloud.

Rozwiązania Google, bazujące na cloud computingu, przyniosą firmie w tym roku aż 8 mld dolarów zysku – wynika z prognoz, które amerykański gigant opublikował w zeszłym tygodniu. W skład tego portfolio wchodzą zwirtualizowane zasoby obliczeniowe, dyski, a także pakiety aplikacji biurowych od Google. W porównaniu z wynikami osiąganymi przez Amazon i Microsoft, kwota ta nie wzbudza jednak zachwytu. Według Gartnera, AWS zawłaszczył ponad 47 proc. chmurowego rynku, a Azure ponad 15 proc. Google zawłaszczył sobie zaledwie skromne 4 proc. cloudowego tortu.

Szukając sojuszników

To właśnie ta rynkowa sytuacja, zdaniem zachodnich ekspertów, zmusiła internetowego tytana z Mountain View do nawiązania współpracy z popularnymi dostawcami innowacyjnych rozwiązań IT, takimi jak VMware. Potencjał dotarcia jest bowiem ogromny. Oprogramowanie VMware do tworzenia wirtualnych serwerowni wspiera już pół miliarda klientów na całym świecie. Nasza współpraca oznacza, że biznes który posiada narzędzia VMware, zbudowane na chmurze prywatnej, może je przenieść do Google Cloud – wyjaśnia Thomas Kurian, dyrektor generalny w Google Cloud. Zrobiliśmy to ponadto, by zabezpieczyć inwestycje naszych klientów, którzy chcą korzystać zarówno z zalet naszych technologii, jak i VMware – dodaje.

Thomas Kurian potwierdził, że klienci VMware otrzymają dostęp do sztucznej inteligencji, rozwiązań typu machine learning oraz narzędzi analitycznych Google, wszędzie tam, gdzie firma posiada swoje centra danych. Głównym programem VMware, który trafi do Google Cloud, ma być z kolei oprogramowanie służące do wirtualizacji, czyli symulowania działania sprzętów z konkretnymi systemami wykorzystywanymi m.in. do testowania aplikacji. Jednym z głównych składników tej infrastruktury będzie platforma VMware Cloud Foundation.

Dzięki współpracy VMware z Google Cloud Platform klienci będą mogli wykorzystać całą gamę narzędzi VMware, dzięki czemu zwiększa opłacalność swoich inwestycji w IT. Dzięki hybrydowej chmurzę będą szybciej i bezpieczniej wprowadzać nowe usługi na rynek – komentuje Sanjay Poonen, dyrektor generalny pionu operacyjnego w VMware

Giganci w jednym worku

Warto zaznaczyć, że to nie pierwszy taki sojusz z VMware’em w tle. Obecnie ogłoszone partnerstwo wpisuje się bowiem w szerszą strategię firmy z Palo Alto, która już w 2016 r. nawiązała współpracę z Amazonem. Bardzo podobną w swoim charakterze do tej właśnie ogłoszonej, a więc pozwalającej na łatwe korzystanie z rozwiązań VMware’a w chmurze AWS. Nie jesteśmy firmą, którą mówi klientom z jakiej chmury publicznej mają korzystać, a z jakiej nie. Klienci wybierający Google Cloud Platform, szukają rozwiązań, które skutecznie wesprą ich biznes, poprzez dostęp do zaawansowanych narzędzi. Jest to m.in wsparcie sztucznej inteligencji – mówi Sanjay Poonen. Ostatnio podczas Dell Technologies World 2019 także Satya Nadella, prezes Microsoftu, zapowiedział kooperację z VMware’em.

Negocjacje w sprawie współpracy Google z VMware trwały od wielu miesięcy. Teraz, gdy partnerstwo jest już w fazie realizacji, wiadomo że obie firmy w dotarciu do klientów wesprze platforma CloudSimple. Jej zaletą jest możliwość swobodnego doboru komponentów chmury w zależności od aktualnych potrzeb odbiorcy końcowego. Doradcy IT będą czuwać tylko nad tym, by wszystko poszło gładko i sprawnie. VMware udostępni nie tylko rozwiązania do wirtualizacji serwerów czy stanowisk pracy, ale także narzędzia sieciowe wspierające telekomy.

Nowa era walki hybrydowej

Thomas Kurian z Google postrzega to partnerstwo jako kolejny krok firmy w stronę rozwoju oferty hybrydowej. Takie rozwiązania umożliwiają firmom operowanie danymi zarówno w oparciu o tradycyjne serwery, jak i w chmurach obliczeniowych. Nie wykluczamy, że podobnie jak AWS, wejdziemy do korporacyjnych data center z lokalnie instalowaną infrastrukturą. Tylko tak możemy stworzyć atmosferę realnej rynkowej walki – dodaje Kurian.

Jak przekonują eksperci, zainteresowanie rozwiązaniami hybrydowymi będzie dynamicznie rosnąć. Biorąc pod uwagę różnorodność stosowanych dzisiaj w biznesie technologii, nie dziwi, że obok chmury hybrydowej popularnym kierunkiem jest dzisiaj jednak także tzw. multicloud. Raport F5 pokazuje, że już dzisiaj 87% przedsiębiorstw działa w środowisku wielochmurowym w celu stymulowania rozwój biznesu poprzez czerpanie korzyści z różnych publicznych platform chmurowych i powiązanych z nimi innowacji.

Wirtualne biura tłumaczeń, realne długi i etyka. Patologie branży tłumaczeniowej

Branża tłumaczeń ustnych i pisemnych w Polsce generuje obrót o szacowanej wartości ok. 1 mld złotych. W sektorze tym działa faktycznie aktywnie ok. 8000 firm. Z całej tej masy przedsiębiorstw tylko ok. 80 prowadzi działalność w formie spółki prawa handlowego, tzn. zarejestrowało działalność w Krajowym Rejestrze Sądowym.  Ponad 90% to jednoosobowe działalności gospodarcze lub spółki cywilne.

Segment tłumaczeń jest bardzo zatomizowany. Jeśli wyłączyć z niego 30 największych biur tłumaczeń, odpowiedzialnych za 15% obrotu, można łatwo wyliczyć, iż średni roczny przychód na jeden podmiot to ok. 110 000 zł.  Przy estymacji 30% marży, tj. 70% kosztów działalności, tłumaczowi pozostaje „na życie” średnio ok. 4 000 zł miesięcznie. Biorąc pod uwagę fakt, że praca samodzielnego tłumacza trwa średnio 10-14 godzin dziennie, nie ma on prawa do płatnych urlopów, musi często czekać i kilka tygodni na zapłatę tej kwoty, nie budzi zdziwienia, iż tylko najwytrwalsi tłumacze pracują w zawodzie dłużej niż 5 lat. Wielu natomiast rezygnuje, wybierając etat w korporacji, a wraz z nim uczciwe i pewne pieniądze.

Segment tłumaczeń jest bardzo zatomizowany. Jeśli wyłączyć z niego 30 największych biur tłumaczeń, odpowiedzialnych za 15% obrotu, można łatwo wyliczyć, iż średni roczny przychód na jeden podmiot to ok. 110 000 zł.  Przy estymacji 30% marży, tj. 70% kosztów działalności, tłumaczowi pozostaje „na życie” średnio ok. 4 000 zł miesięcznie. Biorąc pod uwagę fakt, że praca samodzielnego tłumacza trwa średnio 10-14 godzin dziennie, nie ma on prawa do płatnych urlopów, musi często czekać i kilka tygodni na zapłatę tej kwoty, nie budzi zdziwienia, iż tylko najwytrwalsi tłumacze pracują w zawodzie dłużej niż 5 lat. Wielu natomiast rezygnuje, wybierając etat w korporacji, a wraz z nim uczciwe i pewne pieniądze.

Rynek translatorski

Rynek translatorski jest zorganizowany dwustopniowo. Jego „fundament” i dominująca ilościowo część stanowią tłumacze, występujący w roli tzw. „freelancerów”, trudniący się bezpośrednio wykonywaniem usług translatorskich. Większość zleceń trafia do nich za pośrednictwem biur i agencji tłumaczeń, wyspecjalizowanych w obsłudze wielu języków, występujących w roli „hubów” względem klientów i tłumaczy. To one walczą o kontrakty i dzielą zlecenia wg własnych kryteriów. Nie jest tajemnicą, iż podstawowym kryterium wyboru tłumacza przez biuro bywa cena. Jest to niestety pochodna sposobu konstruowania warunków przetargów i konkursów ofert przez kluczowych klientów.  Tłumacze z rzadka mają komfort pracy bezpośrednio z klientem końcowym. Dominująca część zleceń tłumaczeń odbywa drogę: klient – agencja tłumaczeń – tłumacz.  Wyjątek stanowią zlecenia tłumaczeń przysięgłych (uwierzytelnionych) trafiające do tłumaczy bezpośrednio z sądów, prokuratur i policji. Na brak klientów, innych niż pośrednicy, nie narzekają także tłumacze języków rzadkich.

Czym jest biuro tłumaczeń? Jest to przedsiębiorstwo sprzedające cudze usługi. Jego kluczowa działalność sprowadza się do marketingu, sprzedaży, udziału w przetargach oraz poszukiwań i organizacji pracy tłumaczy. Biuro tłumaczeń zazwyczaj nie zatrudnia etatowych tłumaczy, a jedynie współpracuje z freelancerami. Nie trzeba być tłumaczem, aby prowadzić biuro tłumaczeń. Można sprzedawać tłumaczenia z języka hebrajskiego, nie znając tego języka. Zarobkiem biura tłumaczeń jest marża stanowiąca różnicę ceny uzyskanej od klienta a stawką, którą płaci tłumaczowi. Czym większa różnica, tym większy profit biura.

Polskie biura tłumaczeń to zazwyczaj małe firmy, zwykle o słabym zapleczu kapitałowym. Tylko jedno z nich jest notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych. Z reguły kapitał obrotowy biur stanowią środki własne właścicieli lub ograniczone kredytowanie bankowe. Z uwagi na niekorzystną strukturę bilansu agencje tłumaczeń mają niewielką zdolność kredytową i cierpią na chroniczny brak środków. Wiele z nich nie posiada adekwatnych zasobów finansowych, a pomimo to bierze udział w dużych przetargach i projektach wymagających kilkumiesięcznego finansowania. Najintratniejsze kontrakty pochodzą z sektora publicznego oraz dużego biznesu. Czas pomiędzy wykonaniem zlecenia a wykonaniem zapłaty przez klienta w dużych kontraktach wynosi zazwyczaj 30-60 dni.

Pozbawione odpowiedniego zaplecza finansowego, biura podejmują się nawet największych zleceń. W praktyce zlecają tłumaczom wykonanie usług, nie płacąc za ich pracę do momentu uzyskania zapłaty. Jest to sytuacja całkowicie powszechna, iż koszty finansowania części biur i agencji tłumaczeń ponoszą sami tłumacze, jako podwykonawcy.

Sytuacja bywa dla nich gorsza niż w branży budowlanej, gdyż w tej ostatniej wykonawcy podlega specjalnej ochronie. Należy mieć świadomość, iż opóźnienia w zapłacie tłumaczom ze strony biur i agencji sięgają często 90 i 120 dni.

Zawodowy tłumacz musi być przygotowany na posiadanie 2-3 miesięcznego buforu finansowego na zapłatę ZUS-u, podatku dochodowego. Skala patologii, czyli niski poziom moralności płatniczej wielu biur oraz agencji tłumaczeń sprawia, iż w branży tłumaczy krąży powiedzenie, iż aby być zawodowym tłumaczem trzeba mieć bogatego partnera życiowego lub bogatych rodziców.

Biura i agencje tłumaczeń w sposób absolutnie nieuprawniony kredytują się u tłumaczy, traktując ich jak instytucje finansowe.

Opracowały przy tym kuriozalną paletę metod i argumentacji dla wydłużania lub unikania zapłaty:

  • Płatność warunkowa. Biuro płaci tłumaczowi, pod warunkiem, że samo otrzyma zapłatę od klienta. Czasami tłumacz jednego języka czeka, aż biuro otrzyma zapłatę za pakiet języków, z którymi tłumacz nie ma nic wspólnego.
  • Fasadowe procedury i schematy płatności. Biur płaci w terminie 30 dni liczonych od miesiąca następującego po miesiącu, w którym klient zaakceptował tłumaczenie.
  • Płatność wg schematu piramidy. Biuro płaci za drobne faktury, a te największe odwleka w nieskończoność. Realizuje 80 % liczby płatności, zaspokajając tylko 20% kwoty zobowiązań.
  • Wielostopniowe mechanizmy akceptacyjne. Płatność jest gotowa do realizacji, ale wymaga akceptacji właściciela, który jest nieobecny i nie widomo, kiedy będzie mógł zaakceptować.
  • Unikanie kontaktu z tłumaczem. Biura do zamawiania tłumaczeń delegują osoby, które nie mają kompetencji w zakresie rozliczeń z tłumaczami. Osoby odpowiedzialne za płatności są niedostępne dla tłumaczy.
  • Powoływanie się na brak faktury. Wraz z tłumaczeniem, tłumacz wysyła fakturę, która często „ginie”. Ponowna wysyłka, rzekomo zagubionej faktury, skutkuje tym, iż biuro liczy termin płatności od nowa.
  • Wymuszanie opóźnienia wystawienia faktury przez tłumacza. Biuro akceptuje 14 dniowy termin płatności, ale pod warunkiem, iż tłumacz wystawi fakturę za 30-60 dni od daty zakończenia wykonania usługi.

Niektóre z argumentów stosowanych przez agencje są wręcz zabawne:

„Pani, która robi przelewy przychodzi do nas tylko w piątki”, „ nie akceptujemy obrazu faktury wysłanego mailem, proszę fakturę wysłać pocztą”.

Tadeusz Broś, z firmy windykacyjnego EULEO potwierdza, że tłumaczom coraz częściej „puszczają nerwy” i zlecają odzyskanie należności zawodowym windykatorom. Coraz powszechniejsze stają się też praktyki odmawiania tłumaczeń agencjom nierzetelnym, lub nieposiadającym wystarczających zasobów finansowych, publikowanie zadłużeń agencji na giełdach wierzytelności np. niezaplacone.Info, naliczanie i egzekwowanie odsetek oraz tzw. rekompensaty (40 EUR) na podstawie ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych.

Tłumacze nierzadko jednoczą siły na forach internetowych. Poszukują własnej drogi, próbując nawiązać współpracę bezpośrednio z klientami końcowymi, z pominięciem nierzetelnych pośredników. Inwestują w marketing internetowy oraz aktywnie pozyskują potencjalnych nabywców.

Według opinii tłumaczy, biura i agencje tłumaczeń działające w dzisiejszej formule czeka marginalizacja. Sprzyjanie patologicznym, niepartnerskim metodom współpracy z tłumaczami powoduje utratę zaufania do biur, nie tylko po stronie podwykonawców. Coraz częściej klienci nie chcą wspierać nierzetelnego biznesu. Mają też świadomość, iż o wyborze tłumacza przez biuro coraz częściej decydują nie jego kompetencje, ale najniższa cena i desperacja związana z brakiem zleceń.

Byłoby niesprawiedliwe twierdzić, iż opisana sytuacja dotyczy wszystkich biur tłumaczeń. Śmiało jednak można zaryzykować tezę, popartą opiniami tłumaczy, iż 40% agencji tłumaczeń wykorzystuje swoją pozycję na rynku i „żyje na koszt tłumaczy”. Niski próg wejścia do biznesu agencyjnego skutkuje tym, iż biura tłumaczeń prowadzą także osoby niekompetentne, a czasami i nieuczciwe.

Całkiem „wirtualne biura tłumaczeń”

Docierają do nas informacje, że w branży coraz częściej pojawiają się firmy, nierzadko zlokalizowane w wirtualnych biurach, a ich działalność ogranicza się wyłącznie do otwarcia rachunku bankowego i wystawiania faktur. Zalecamy sprawdzenie rzetelności i wiarygodność takich firm przed podjęciem jakiejkolwiek współpracy. Biorąc pod uwagę specyfikę branży i niezbędne procedury administracyjne w biurze tłumaczeń nieprawdopodobnym wydaje się fakt, że „całkowicie wirtualne biura” są w stanie zaoferować w pełni profesjonale usługi, a są jedynie pośrednikami. W działalności takiego „wirtualnego biura tłumaczeń” zastanawiać może również fakt ochrony danych osobowych i poufności powierzonych im dokumentów – komentuje Katarzyna Tkaczenko, reprezentująca biuro tłumaczeń 123tlumacz.pl

Konsolidacja rynku biur i agencji, przestrzeganie zasad etyki biznesu, wykluczenie nierzetelnych firm z obrotu, wzrost świadomości klientów końcowych – to panaceum na niską moralność płatniczą.

W opinii Tadeusza Brosia z EULEO, branża tłumaczeń ma bardzo duży potencjał wzrostu moralności płatniczej, gdyż gorzej być już nie może.

Autor: Piotr Kaźmierczak, Członek zarządu EULEO