Polskie miasta chcą stawać się inteligentne. Może dać im to ogromne oszczędności

CEO Magazyn Polska

Miasta w Polsce coraz chętniej inwestują w nowoczesne rozwiązania, które wykorzystując informacje, ułatwiają życie mieszkańcom. Proces stawania się bardziej smart może być jeszcze łatwiejszy, ponieważ firmy – widząc rosnące zainteresowanie samorządów – proponują im kompleksową ofertę, m.in. w edukacji, transporcie oraz komunikacji z mieszkańcami. Badania Cisco pokazują, że miasta na świecie mogą na takich rozwiązaniach zyskać nawet 1,9 bln dolarów w ciągu kolejnych 10 lat.

Miasta mogą być nowoczesne, ładne, co nie znaczy, że są inteligentne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Skirski, dyrektor działu Sektor Publiczny i Przedsiębiorstwa Cisco Systems Poland. – Inteligencja to umiejętność wykorzystywania przez miasto dostępnych informacji tak, aby służyły one mieszkańcom, aby były wykorzystywane jak najbardziej efektywnie, ale w sposób bezpieczny z punktu widzenia ustawy o ochronie danych osobowych. W rezultacie miasto reagowałoby szybciej na przykład w sytuacjach kryzysowych czy zagrażających życiu.

Według prognoz firmy Cisco w przyszłym roku z siecią połączonych będzie 15 mld urządzeń, a do 2020 roku liczba ta wzrośnie do 50 mld. Będą to nie tylko komputery czy smartfony, lecz także różnego rodzaju maszyny, czujniki i kamery, które bez ingerencji człowieka potrafią wymieniać miedzy sobą informacje. Miasta muszą więc inwestować, by wiążące się z tym możliwości wykorzystać. Przykładem może być system zarządzania ruchem ulicznym.

Zaawansowany system poprzez monitoring wykryje wypadek i oświetli miejsce zdarzenia pulsującym światłem, tak aby służbom ratunkowym ułatwić szybsze dotarcie – mówi Skirski. – O inteligencji miasta mówimy, gdy dochodzi do wykorzystania informacji w celu wsparcia znanego nam już działania. W rezultacie takiej synergii lepiej i szybciej można ratować życie, udrożnić komunikację czy rozładować zatory na drogach.

Jak podkreśla, mieszkaniec Paryża w korkach spędza nawet cztery lata swojego życia. Dlatego inteligentne rozwiązania w dużych metropoliach stają się koniecznością. W tym kontekście ważne stają się nie tylko rozwiązania w zakresie transportu i komunikacji miejskiej, lecz także np. w zakresie komunikacji na linii urzędy–mieszkańcy.

Istotna jest łatwość obsługi mieszkańców poprzez specjalne narzędzia, które pozwalają komunikować się z urzędem miasta czy innymi instytucjami – mówi Skirski. – Niekoniecznie muszą tam podróżować. Wystarczy w dowolnym miejscu komunikować się za pomocy urządzeń przenośnych, takich jak tablet czy laptop. Już dzisiaj jest to możliwe. Tego typu rozwiązania funkcjonują w Barcelonie, Hamburgu czy Kopenhadze. Rozmawiamy o tym także w Polsce.

Widząc rosnące zainteresowanie ze strony samorządów, firmy wychodzą naprzeciw z kompleksową ofertą. Przykładem może być projekt Polskie Miasto Przyszłości – w pracach nad koncepcją inteligentnego miasta biorą udział przedstawiciele takich firm, jak Cisco, IBM, Swarco, Schneider Electric, Philips Lighting, Vulcan, Samsung, Seventica oraz Young Digital Planet. Do współpracy przystępują wciąż nowe przedsiębiorstwa i uczelnie. Wspólne prace są konieczne, bo – zdaniem Skirskiego – pojedyncza firma nie jest w stanie zaproponować takiej oferty. Zbyt szeroki jest zakres technologii oraz bardzo wysokie wymagania.

Zaczęliśmy od stworzenia pewnych wzorców dla miast dotyczących edukacji, bezpieczeństwa, transportu oraz komunikacji z mieszkańcem. To bardzo istotne w każdym ośrodku miejskim obszary ze względów wizerunkowych, inwestycyjnych, budżetowych, również bezpieczeństwa – tłumaczy Skirski.

Przedsięwzięcie, zdaniem Piotra Skirskiego, nie wiąże się dla miast z koniecznością szukania samodzielnie rozwiązań i samodzielnym ponoszeniem ryzyka.

Partnerzy przedsięwzięcia swoim doświadczeniem i marką dają gwarancje, że rzeczywiście będzie to funkcjonować, że zrealizuje oczekiwania, które są stawiane przed tego typu rozwiązaniami – mówi Piotr Skirski. – Inteligentne miasto przyszłości to ośrodek, w którym naprawdę chcielibyśmy mieszkać, jest łatwe do życia, dobrze obsługuje mieszkańca i przedsiębiorcę, wykorzystuje swoje zasoby, jakim są informacje, do tego, by jakość funkcjonowania mieszkańców była jak najwyższa.

Miasta na całym świecie mogą potencjalnie zyskać na wykorzystaniu tego typu rozwiązań nawet 1,9 bln dolarów w ciągu kolejnych 10 lat.

ECA: poprawa wyników w sierpniu

0

W ujęciu miesięcznym ECA wypracowała w sierpniu 639,8 tyś zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, notując wynik lepszy o ok. 25,9 proc. niż przed rokiem. ECA osiągnęła w tym czasie zysk w wysokości 118 tyś zł, wobec straty 144 tyś zł w sierpniu 2013 roku.

Narastająco na koniec sierpnia 2014 r. skonsolidowane przychody ze sprzedaży ECA wyniosły 6,5 mln zł, a zysk netto wyniósł 300 tyś zł. Na koniec sierpnia 2013 przychody spółki sięgały 6,8 mln zł, a zysk 907,5 tyś zł.

– Główny udział w przychodach ECA mają usługi z zakresu czynności rewizji finansowej, a największe przychody spółka osiąga w pierwszym i drugim kwartale roku z uwagi na przypadające na ten okres zlecenia badań sprawozdań finansowych- informuje komunikat.

Spółka tłumaczy, że  na wyniki wpływ miały przede wszystkim: utrzymująca się dekoniunktura na rynku usług rewizji finansowej oraz ujemna wycena papierów wartościowych w portfelu spółki, która w sierpniu wyniosła 133 tyś zł.

W sierpniu 2014 r. podjęte przez Emitenta działania zaowocowały pozyskaniem trzech klientów notowanych na GPW na badania sprawozdań finansowych: spółek Zastal, Gant Development w upadłości likwidacyjnej i Advadis w upadłości układowej.

NDI wykona ostatni etap budowy lini kolejowej z Olsztyna na lotnisko w Szymanach

Konsorcjum stworzone przez sopocką spółkę NDI złożyło najkorzystniejszą ofertę na rewitalizację i modernizację linii kolejowych łączącej  lotnisko w Szymanach z Olsztynem. Oferta  NDI wyniosła 61,3 mln zł brutto.

W przetargu wzięło udział siedem firm. Zamawiający przeznaczył na wykonanie zamówienia kwotę 68,3 mln zł brutto.

W ramach kontraktu zostanie wybudowane ok. 1,57 km nowej linii odchodzącej od linii nr 35 przed stacją Szymany do terminala Portu Lotniczego Mazury w Szymanach wraz z budową peronu, wiaty peronowej i obiektów małej architektury przy terminalu lotniczym w Szymanach.

Drugie zadanie będzie realizowane w systemie zaprojektuj i wybuduj i będzie polegało na budowie Lokalnego Centrum Sterowania ruchem na stacji w Szczytnie wraz z infrastrukturą towarzyszącą.

Wykonawca będzie musiał zrealizować zakres zamówienia w terminie 12 miesięcy od daty podpisania umowy.

Powrót do przyszłości. Jak będą wyglądały studia MBA w 2020 roku?

Kryzys ekonomiczny zachwiał nie tylko posadami światowej gospodarki i systemu finansowego, ale również przekonaniem, że profesjonalne kursy MBA mają rację bytu. I choć trudno spodziewać się, że ten filar managerskiej edukacji odejdzie do historii, to warto zastanowić się jak studia MBA będą wyglądały za kilka lat?

Kryzysy gospodarcze się zdarzają i są normalnym zjawiskiem w gospodarce wolnorynkowej. Jednak rozmiary ostatniego, który w pierwszej dekadzie XXI wieku doprowadził do upadku kilku banków mających korzenie jeszcze w epoce węgla i stali, zaskoczyły większość analityków. -Upadek Merrill Lynch uświadomił wielu, że nieodpowiedzialna polityka kredytowa wysokiego managementu kilkunastu instytucji finansowych wpędziła w recesję dużą część świata na lata. Dlaczego wykształceni i doświadczeni szefowie doprowadzili do tak niedorzecznej sytuacji? Sytuacji, w której niemożliwe okazało się  nawet ustalenie, kto jest komu winien i ile? Dlaczego „mistrzowie biznesu” nie przewidzieli kryzysu? Czy do zguby doprowadziła ich nadmierna chciwość? Czy inny program nauczania w szkołach MBA zapobiegłby kryzysowi?

– Coraz powszechniejsze staje się przekonanie, że to właśnie prymat interesów akcjonariuszy, wpajany uczestnikom programów MBA jako podstawowa prawda, doprowadził do obecnego kryzysu finansowego – mówi prof. Prof. Bodo B. Schlegelmilch, dziekan WU Executive Academy i dyrektor wydziału Międzynarodowego Marketingu i Zarządzania Wiedeńskiego Uniwersytetu Ekonomii i Biznesu. – Programy MBA miałyby więc w pewnym stopniu ponosić część odpowiedzialność za ten kryzys. Pojawiają się też postulaty, aby gruntownie zreformować program nauczania MBA, w celu lepszego zaspokojenia potrzeb szybko zmieniającego się środowiska biznesu – dodaje.

Nie tylko programy nauczania

Skoro programy MBA są tak bezwzględnie potępiane, to można by się spodziewać, że zainteresowanie nimi wśród studentów i pracodawców będzie spadać. Tymczasem jest wręcz przeciwnie! Do egzaminu GMAT, wymaganego przez wiele programów MBA (zwłaszcza te, które są adresowane do osób o mniejszym doświadczeniu zawodowym) przystępuje rekordowo wielu kandydatów. Rośnie również liczba kandydatów pragnących zdobyć dyplom MBA. Pewne jest zatem  jedno – programy MBA nie znikną, ale będą musiały się zmienić. Faktem jest, że niektóre uczelnie już je wprowadzają.

Zmianom ulegną nie tylko programy nauczania. Modyfikacjom podlegają także same cele, jakie mają realizować te szkoły, skład grupy, do której są adresowane, a także programy studiów i metody. prawnicy? – Dziekani czołowych międzynarodowych szkół biznesu najczęściej wskazują trzy obszary, które wymagają reform: „miękkie” umiejętności, etyka i społeczna odpowiedzialność biznesu oraz globalizacja – podsumowuje prof. Schlegelmilch, dziekan WU Executive Academy.

Chciwość  jest dobra?

“Greed is good?” mówił w filmie „Wallstreet” Gordon Gekko – postać, dla wielu jest najlepszym reprezentantem kasty bezwzględnych, działających nieetycznie, ale niezwykle skutecznych inwestorów, managerów. I choć ten przykład jest raczej filmową fikcją, to przekonanie, że mieszanka egoizmu, dbania o własne interesy i chęć maksymalizacji zysku doprawionej szczyptą chciwości,  cały czas wydaje się jednym z podstawowych motywatorów dla osób kierujących biznesem.

Tego typu podejście zmienia się jednak zarówno w biznesowej praktyce, jak również w obszarze kształcenia przyszłych kierowników niemal każdego szczebla.  – Celem edukacji biznesowej jest stworzenie nie managera, ale lidera biznesu. Dlatego w nauczaniu konieczna jest także zmiana priorytetów. W ostatnich czasach szkoły biznesu słusznie koncentrują się na kształceniu umiejętności analitycznych. Oznacza to jednak, że programy MBA poświęcają mniej czasu i uwagi na kształcenie umiejętności menedżerskich, postaw, świadomości celu działania i tożsamości. – uważa prof. Schlegelmilch, dziekan WU Executive Academy.

Miękkie umiejętności zawsze były ważnym atrybutem dobrego menedżera. Znaczenie tych umiejętności może się tylko zwiększać w miarę wzrostu złożoności dialogu między różnymi grupami interesariuszy i przedsiębiorstw. Wiedza techniczna i znajomość podstaw zarządzania firmą traktowane są jako podstawa, natomiast „miękkie” umiejętności są tym, czym menedżer różni się od lidera biznesu.

Etyka i globalizacja

W ciągu najbliższej dekady pojawią się nowatorskie metody nauczania, które pozwolą położyć silniejszy nacisk na umiejętności analityczne z jednoczesnym łączaniem ich z wiedzą z umiejętnościami z obszarów etyki i społecznej odpowiedzialności biznesu. Prawdopodobnie będzie to wymagało zwiększenia roli doświadczenia i praktyki w procesie nauczania.

Debata wokół etyki i społecznej odpowiedzialności biznesu jest jeszcze bardziej uwikłana w skomplikowaną sieć zależności między problemami o skali globalnej. Dlatego szkoły biznesu muszą kształtować także podejście przyszłych liderów biznesu do globalnych problemów pilnie wymagających rozwiązania. Chodzi m.in. o nierówności majątkowe, nierównomierny przyrost naturalny w krajach wysoko rozwiniętych i rozwijających się, różnice pomiędzy poszczególnymi krajami pod względem możliwości i politycznej woli interweniowania w kwestiach ochrony środowiska naturalnego, czy też relatywizm norm społecznych i etycznych.

Globalna konkurencja, globalne źródła zaopatrzenia i finansowania oraz globalny rynek sprawiają w , że konieczne jest także kształcenie menedżerów uwrażliwionych także na różnice między kulturami. Dlatego też szkoły biznesu starają się stworzyć takie warunki kształcenia, które umożliwiłyby studentom naukę w międzynarodowym środowisku i zdobycie międzykulturowych doświadczeń.

– Przykładem metody, która w praktyczny sposób wprowadza studentów w świat różnic kulturowych są projekty VTP. Virtual Team Projects to element kursów MBA, w którym studenci z wielu krajów uczestniczący w kursach MBA na rożnych uczelniach znajdujących się na różnych kontynentów pracują nad wspólnym projektem. – mówi prof. Bodo B. Schlegelmilch z WU Executive Academy.  – Z pomocą przychodzi oczywiście technologia, gdyż spotkanie w tzw. realu byłoby kosztowne i trudne. VTP stawiają studentów przez różnymi wyzwaniami, a pierwszym z nich jest np. ustalenie godziny spotkania. Nie jest to  łatwe jeśli członkowie drużyny funkcjonują w ekstremalnie różnych strefach czasowych – dodaje.

Zmiany w technologii

Kursy MBA czeka również zmiana technologiczna. Studenci – zwłaszcza zapracowani menedżerowie, którzy zapisują się na kursy Executive MBA – coraz częściej domagają się, aby materiały do nauki były dostępne o każdej porze i w każdym miejscu. Zaawansowane technicznie platformy kształcenia na odległość, umożliwiające komunikację w trybie synchronicznym i asynchronicznym, wymianę plików, wideokonferencje, transmisje wykładów oraz uniwersytety w „second life” to tylko zapowiedź zmian, które przyniesie przyszłość. Metody kształcenia na odległość nie zastąpią bezpośrednich spotkań i zajęć w sali wykładowej. Jeszcze dość długo nawet najbardziej zaawansowane technologie telepresence nie zastąpią więzi emocjonalnych i doświadczenia wspólnych posiłków z innymi studentami i wykładowcami.

Na koniec warto dodać jeszcze, że wzrost wymagań w stosunku do managerów wyższych szczegli, profesjonalizacja tego zawodu, może spowodować, że kursy MBA zmienią charakter na ciągły. Jednym z możliwych scenariuszy jest wymaganie od menedżerów pełniących funkcje liderów, aby regularnie uczestniczyli w kursach i programach dokształcających. Byłoby to zgodne z wymogami obowiązującymi w innych zawodach Na przykład, aby wykonywać zawód lekarza, trzeba co pewien czas uczestniczyć w programach edukacyjnych.

Dom Maklerski Consus ma zgodę KNF na działalność

KNF udzieliła Domowi Maklerskiemu Consus z Torunia zezwolenia na prowadzenie działalności maklerskiej w zakresie nabywania lub zbywania na własny rachunek instrumentów finansowych oraz doradztwa inwestycyjnego.

Umowy zlecenia ozusowane od 1 stycznia 2016?

Jutro Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny zdecyduje, czy nałożenie składki ZUS w umowach zlecenia zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2016 roku. Wcześniej do takiego rozwiązania przychyliła się podkomisja stała ds. Prawa Pracy. W ten sposób pozytywnie ustosunkowała się do postulatów przedsiębiorców, którzy wielokrotnie zwracali uwagę na znaczenie długości okresu przejściowego dla efektywności rynku pracy – podkreśla Konfederacja Lewiatan.

Początkowo projekt nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych zakładał, że vacatio legis będzie obowiązywało jedynie przez 3 miesiące. Uchwaleniu takiej wersji ustawy sprzeciwiali się główni uczestnicy polskiego rynku pracy. Przedstawiciele organizacji zrzeszających przedsiębiorców oraz związki zawodowe – popierając ideę ozusowania umów zleceń – niejednokrotnie podkreślali, że ustanowienie tak krótkiego okresu przejściowego bez odpowiednich rozwiązań systemowych może przynieść dalece niekorzystne skutki, w tym wzrost bezrobocia i poszerzenie szarej strefy na rynku pracy. To z kolei oznaczałoby ogromne zagrożenie dla pracowników, z uwagi na to, że wiele firm byłoby zmuszonych do istotnej redukcji zatrudnienia. Dali temu wyraz w swoim wspólnym stanowisku, podpisanym przez NSZZ Solidarność, OPZZ, Forum Związków Zawodowych oraz Konfederację Lewiatan i Związek Rzemiosła Polskiego.

– Decyzja podkomisji w istotny sposób stabilizuje sytuację wszystkich uczestników rynku pracy – z uznaniem przyjęliśmy postawę posłów, którzy udowodnili, że mają na względzie główny cel reform, jakim jest zapewnienie stabilności zatrudnienia. Z całą pewnością dzięki 12-miesięcznemu vacatio legis uda się ograniczyć negatywny wpływ nowelizacji – mam tu na myśli przede wszystkim bezpieczeństwo pracowników. Cieszy długowzroczność i kierunek zmian – jest to pierwszy krok zmierzający do kompleksowej naprawy rynku pracy- mówi Marek Kowalski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Ekspertyza Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych (WISE Institute) przygotowana na zlecenie Konfederacji Lewiatan potwierdziła, że 12-miesięczny okres vacatio legis dla ozusowania umów zleceń w znacznym stopniu łagodzi niepożądane skutki na rynku pracy, w szczególności odnoszące się do poziomu bezrobocia i szarej strefy w zatrudnieniu. Co istotne, korzyści z tytułu dłuższego okresu przejściowego dotyczą wszystkich uczestników rynku: zarówno pracowników, jak i pracodawców oraz budżetu państwa.

Gwarancja minimum rocznego vacatio legis wpłynie na stabilność wpływów i racjonalność wydatków budżetu państwa. Dzięki temu, że przedsiębiorcy oraz ich klienci, do których należą m.in. instytucje publiczne i samorządy, będą mogli odpowiednio zmienić swoje budżety oraz renegocjować umowy, ograniczone zostanie zagrożenie związane z możliwym niedokończeniem projektów przez wykonawców. Dotyczy to podpisywanych przez firmy kontraktów długoterminowych w ramach systemu zamówień publicznych.

Ponadto, zgodnie z analizą dr Ryszarda Piotrowskiego z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, krótszy niż 12-miesieczny okres vacatio legis należałoby uznać za niezgodny z art. 2, 22 w związku z 31 ust. 3 i 67 w związku z art. 2 Konstytucji RP ze względu na to, że projektowane rozwiązania dotyczą umów zawieranych na okresy wieloletnie. Decyzja sejmowej Komisji jest zatem niezwykle istotna w kontekście odpowiedniego przestrzegania litery prawa. Mając na względzie praktykę polskiego rynku w zakresie umów stwierdzić należy, iż ustalenie zbyt krótkiego vacatio legis naruszyłoby wyrażoną w art. 2 Konstytucji RP zasadę państwa prawa, a w szczególności zasadę prawidłowej legislacji.

– Przedstawiciele klubów parlamentarnych – głosując podczas posiedzenia podkomisji ds. prawa pracy – potwierdzili znaczenie praworządności i istotę zmian, które powinny za każdym razem mieć na uwadze szeroko rozumiane dobro obywateli – dodaje Marek Kowalski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan

Case study – 5 błędów których należy unikać

PKP IC: Przetarg na stację końcową dla Pendolino

PKP Intercity szuka wykonawcy stacji końcowej w Gdyni dla pociągów Pendolino. 23 września spółka ogłosiła przetarg na firmę, która wykona to zlecenie.

PKP IC ogłosiło przetarg na przebudowę istniejącej infrastruktury kolejowej w celu utworzenia zaplecza technicznego do obsługi końcowej składów zespolonych ED-250 na stacji postojowej Gdynia Grabówek. Kolej oczekuje zakończenia prac do 20 grudnia 2014.

Do przetargu mogą przystąpić firmy, które m.in. dysponują niezbędnym potencjałem do wykonania robót i mogą się wykazać wykonaniem podobnego zamówienia o wartości nie mniejszej niż 4 mln zł.

W przetargu zwycięży oferta z najniższą ceną.

Symbolem ED-250 określane są składy typu Pendolino.

Noclegi w luksusowych hotelach najtańsze w… Polsce

Warszawa, Saloniki, Bukareszt, Ateny, Lizbona – tak wygląda czołówka rankingu miast oferujących najtańsze noclegi w pięciogwiazdkowych hotelach w Unii Europejskiej. Według badania przeprowadzonego przez KAYAK.pl*, porównywarkę ofert turystycznych posiadającą w swojej ofercie ponad 500 000 hoteli na całym świecie, najdroższym miejscem na luksusowy city break okazał się Londyn.

Jak pokazały statystyki opracowane przez zespół analityków KAYAK.pl, średnia cena za noc w luksusowym hotelu w stolicy Polski jest prawie cztery razy niższa niż w mieście nad Tamizą. Podróżni marzący o luksusie na wyciągnięcie ręki powinni również pomyśleć o wyjeździe na południe Europy, np. do Grecji, Rumunii, Portugalii lub na Węgry.

10 MIAST Z LUKSUSOWYMI NOCLEGAMI W NAJNIŻSZEJ CENIE

Średnia cena za noc w hotelu pięciogwiazdkowym

Warszawa, Polska 445 zł
Saloniki, Grecja 461 zł
Bukareszt, Rumunia 519 zł
Ateny, Grecja 551 zł
Lizbona, Portugalia 599 zł
Budapeszt, Węgry 604 zł
Bruksela, Belgia 646 zł
Praga, Czechy 731 zł
Berlin, Niemcy 768 zł
Madryt, Hiszpania 816 zł

Okazuje się jednak, że ceny noclegów w obiektach o najwyższym standardzie na terenie Unii Europejskiej są naprawdę zróżnicowane. Noc w jednym z pięciogwiazdkowych hoteli na Zachodzie Europy może kosztować nawet ponad 1600 zł. Dzięki przygotowanemu przez nas rankingowi, dostarczamy podróżnym praktycznej wskazówki mówiącej, gdzie warto skusić się na wyższy standard hotelu, oszczędzając jednocześnie trochę pieniędzy na zwiedzanie i inne miejscowe atrakcje –  komentuje Andrew Verbitsky, Dyrektor Regionalny KAYAK.pl.

10 MIAST Z LUKSUSOWYMI NOCLEGAMI W NAJWYŻSZEJ CENIE

Średnia cena za noc w hotelu pięciogwiazdkowym

Londyn, UK 1700 zł
Florencja, Włochy 1695 zł
Paryż, Francja 1626 zł
Mediolan, Włochy 1610 zł
Nicea, Francja 1340 zł
Rzym, Włochy 1308 zł
Monachium, Niemcy 1303 zł
Edynburg, UK 1118 zł
Amsterdam, Holandia 1102 zł
Kopenhaga, Dania 1012 zł

Statystyki za pierwsze kilkanaście dni września potwierdziły również, że nie tylko pięciogwiazdkowe, ale również czterogwiazdkowe hotele najtańsze są w Polsce (średnio ok. 535 zł za noc). Atrakcyjne ceny, wyjątkowy klimat oraz historia sprawiają, że Warszawa coraz częściej trafia na czołówki list „top” miast do zobaczenia – podsumowuje Andrew Verbitsky, Dyrektor Regionalny KAYAK.pl.

Niskie w porównaniu do innych lokalizacji koszty noclegu to nie jedyna miła niespodzianka, która czeka na odwiedzających stolicę Polski. Coroczne porównanie cen wstępu do europejskich muzeów, galerii oraz na wydarzenia kulturalne, przygotowywane przez Post Office – Travel Money[1], pokazało, że to właśnie w Warszawie liczyć można na najtańsze bilety. Sześć wejściówek to średnio koszt ok. 370 zł. Najdroższy ponownie okazał się Londyn (6 biletów kosztuje średnio ok.1356 zł).

GDDKIA: Obwodnicę Inowrocławia za 359 mln zł zbuduje Mirbud (aktualizacja)

0

Konsorcjum zawiązane przez Mirbud zbuduje za 359 mln zł obwodnicę Inowrocławia  poinformowała Generalna Dyrekcja Dróg Publicznych i Autostrad.

GDDKIA w Bydgoszczy uznała w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego na budowę obwodnicy Inowrocławia najkorzystniejszą ofertę złożyło konsorcjum zawiązane przez Mirbud oraz Przedsiębiorstwo Budowy Dróg i Mostów Erbedim.

Wartość oferty brutto wynosi 359 mln zł.

– Oferta złożona przez konsorcjum w/w firm spełniała wszystkie wymagania określone przez zamawiającego w przedmiotowym postępowaniu i otrzymała najwyższą ilość punktów stanowiących sumę punktów przyznanych w ramach każdego z podanych kryteriów wyboru ofert – poinformowano w komunikacie.

Konsorcjum chce wybudować obwodnicę miasta w terminie 27 miesięcy od daty zawarcia umowy za kwotę ponad 359 mln zł. Oferuje też 10 lat gwarancji.

Przy wyborze najkorzystniejszej oferty, oprócz ceny, punktowany był termin wykonania prac oraz okres gwarancji. Po upływie czasu na wniesienie ew. odwołań oraz po przeprowadzeniu kontroli uprzedniej postępowania przez Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, możliwe będzie podpisanie umowy, a następnie rozpoczęcie prac.

Inwestycja polegać będzie na budowie prawie 19 km trasy posiadającej po dwa pasy w obu kierunkach. Obwodnica ominie miasto od wschodu i znacznie skróci czas przejazdu kierowców jadących na trasie Toruń – Poznań. Inwestycja zakłada też budowę 3 węzłów drogowych ( „Latkowo”, „Jacewo” i „Tupadły” ), kilkunastu obiektów inżynierskich a także przebudowę istniejącej sieci drogowej. W ramach prac wykonanych zostanie również wiele urządzeń ochrony środowiska.

KNF ukarał skarb państwa za niedopełnienie obowiązków informacyjnych przy tworzeniu Polskiej Grupy Energetycznej

Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła na Skarb Państwa reprezentowany przez Ministra Skarbu karę pieniężną w wysokości 20 tys zł za niedokonanie zawiadomienia KNF oraz spółki PGE Polska Grupa Energetyczna o zmianie liczby akcji posiadanych w spółce.  

Przy połączeniu 31 sierpnia 2010 PGE Polska Grupa Energetyczna ze spółkami PGE Górnictwo i Energetyka oraz PGE Energia, na potrzeby połączenia wyemitowano akcje obejmowane przez akcjonariuszy spółek przejmowanych. Przez to udziału skarbu państwa w akcjonariacie PGE spadł z poziomu 85 proc. do 79,29 proc.

– Brak przekazania w terminie przez stronę zawiadomienia o zmianie stanu posiadania akcji spółki spowodował, iż pozostali inwestorzy w dniu 31 sierpnia 2010 powzięli informację o tym, że doszło do podwyższenia kapitału zakładowego spółki, nie dysponowali jednak informacją o tym, jak powyższe zdarzenie wpłynęło na strukturę akcjonariatu – podkreślił KNF w komunikacie.

Ponieważ, jak podkreśla KNF, Skarb Państwa pozostaje akcjonariuszem wielu spółek publicznych, nałożona kara ma na celu zapobieżenie w przyszłości powtórnemu naruszeniu obowiązków nałożonych ustawą o ofercie, a jej nagłośnienie powinno mieć walor edukacyjny.

KNF przygotowała założenia rekomendacji dla SKOK

KNF przyjęła założenia rekomendacji dla sektora spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych (SKOK) dotyczących dobrych praktyk w zakresie zarządzania ryzykiem ekspozycji kredytowych oraz ładu korporacyjnego. Same rekomendacje powinny być gotowe w listopadzie.

– Ze względu na kluczowe znaczenie tych obszarów w funkcjonowaniu sektora SKOK oraz istotne nieprawidłowości zidentyfikowane w tym zakresie, będą to pierwsze rekomendacje KNF dotyczące dobrych praktyk ostrożnego i stabilnego zarządzania kasami, o których mowa w art. 62 ust. 2 ustawy o skok. Rekomendacje KNF będą wpisywać się w standardy Światowej Rady Unii Kredytowych – podkreślono w komunikacie Komisji Nadzoru Finansowego.

Zapisy rekomendacji w zakresie zarządzania ryzykiem ekspozycji kredytowych będą komplementarne w znacznych obszarach z postanowieniami Rekomendacji T i S określonych przez KNF dla banków, po ich dostosowaniu do specyfiki kas.

Poza generalną zasadą proporcjonalności, uwzględnianą we wszystkich rekomendacjach ostrożnościowych, z uwagi na duże zróżnicowanie kas co do skali prowadzonej działalności, związanego z nią ryzyka oraz nieprawidłowości występujących w poszczególnych podmiotach, przyjęto, że do mniejszych kas będą się odnosić tylko wybrane, kluczowe postanowienia rekomendacji. Odpowiedni dobór kryteriów pozwoli na wybór kas, których łagodniejsze traktowanie nie będzie rodziło dodatkowego ryzyka dla sektora; jednocześnie powinny to być kasy, w których jest utrzymywana więź członkowska.

Rekomendacja będzie ukierunkowana na ograniczenie ryzyka występującego w działalności kas i pozwoli na stworzenie solidnych fundamentów dla zrównoważonego rozwoju sektora.

Celem planowanej rekomendacji dotyczącej ładu korporacyjnego jest zmiana lub korekta stosowanych w kasach rozwiązań organizacyjnych, zarządczych i kontrolnych, jak również do relacji pomiędzy członkami kasy, a kasą i jej organami. Na szczególną uwagę w rekomendacji zasługują w ocenie KNF: kwestia więzi członkowskiej, unikanie konfliktu interesów, outsourcing (powierzanie działalności podmiotom zewnętrznym) oraz prawidłowy nadzór nad działalnością kasy ze strony rady nadzorczej i walnego zgromadzenia.

Na podstawie przyjętych założeń UKNF przygotuje projekty rekomendacji, które zostaną przekazane do konsultacji publicznych, w tym w szczególności Kasie Krajowej oraz wszystkim spółdzielczym kasom oszczędnościowo-kredytowym. Przekazanie projektów rekomendacji planowane jest w listopadzie. Data ostatecznego uchwalenia i wprowadzenia rekomendacji będzie zależała od przebiegu konsultacji.

Sąd wpisał do rejestru zastawów znak towarowy Gino Rossi

Sąd Rejonowy Gdańsk Północ dokonał wpisu zastawu rejestrowego w rejestrze zastawów na prawie z rejestracji znaku towarowego „rg gino rossi” na rzecz Bank Zachodni WBK oraz na rzecz mBank. Obu bankom firma winna jest ponad 30 mln zł.

Zastaw rejestrowy został ustanowiony na zabezpieczenie wierzytelności wynikających z umów kredytowych zawartych z BZ WBK w wysokości 20,5 mln zł i z mBank w wysokości 10 mln zł.

Najwyższa suma zabezpieczenia z tytułu ustanowionego zastawu rejestrowego na rzecz Banku Zachodniego WBK wynosi 20,6 mln zł, natomiast na rzecz mBanku 15 mln zł.

Przedmiot zastawu nie jest wyceniony w księgach rachunkowych spółki. Natomiast, wartość szacunkowa przedmiotu zastawu wynikająca z dokonanej jego wyceny wynosi 41,3 mln zł.

Ponadto Sąd Rejonowy Gdańsk Północ  dokonał wpisu zastawu rejestrowego na zapasach towarów handlowych na rzecz mBank, ustanowionego na zabezpieczenie wierzytelności wynikających z tej samej umowy kredytowej.

Najwyższa suma zabezpieczenia z tytułu ustanowionego zastawu wynosi 35 mln zł. Zapasy towarów handlowych na których ustanowiono zastaw wykazują w księgach rachunkowych wartość ewidencyjną  35 mln zł.

BIG: Polskie firmy lepiej radzą sobie z zaległościami płatniczymi

Zaległości płatnicze to problem dla 72 proc. polskich firm ankietowanych przez BIG InfoMonitor.  To o 9 proc. mniej niż w poprzednim badaniu.

Odsetek nieterminowo regulowanych należności spada. Maleje też liczba firm, dla których zaległe należności stanowią poważną przeszkodę w prowadzeniu działalności gospodarczej.

W rezultacie w ciągu minionych trzech miesięcy bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej, wyrażane wskaźnikiem BIG, wzrosło o 1,7 pkt. proc. BIG wynosi obecnie 16 proc.

– Co ciekawe, został on odnotowany pomimo narastającego konfliktu na Ukrainie i po wprowadzeniu kolejnej transzy sankcji gospodarczych w sierpniu 2014 – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Jak pokazują nasze badania, wzrost ten dotyczy większości przebadanych branż i sektorów, co pozwala przypuszczać, że dynamika ta zostanie utrzymana także w kolejnych.

Wyniki najnowszej edycji badania wskazują również, że firmy szukają coraz skuteczniejszych sposobów na odzyskiwanie zaległych należności. Niemal połowa przedsiębiorstw skorzystała w ciągu ostatniego kwartału z usług komornika lub podjęła inne działania prawne zmierzające do odzyskania nieterminowych płatności od swoich kontrahentów.

Oznacza to, że przedsiębiorcy stają się coraz bardziej wyedukowani i korzystają z narzędzi , które pozwalają odzyskiwać zaległe należności – podkreśla Marcin Ledworowski, wiceprezes BIG InfoMonitor.

Niewątpliwy wpływ na wzrost wskaźnika ma mniejszy odsetek firm, które wskazywałyby zatory płatnicze jako poważną barierę dla rozwoju ich biznesu. W stosunku do poprzedniej edycji badania różnica ta wynosi 9 pkt. proc. i obecnie zatory płatnicze jako problem traktuje 72 proc. respondentów. Dobry nastrój polskich przedsiębiorców wynika także z niskiego poziomu przeterminowanych wierzytelności, który w ciągu minionych 3 miesięcy nie uległ zmianie i co istotne, firmy nie prognozują, aby zmienił się w najbliższym czasie.

Wzrośnie wynagrodzenie spółki zależnej Awbud SA za prace przy elektrowni we Włocławku

0

O blisko 6 mln zł wzrośnie wynagrodzenie należącego do spółki Awbud firmy Instal-Lublin za wykonanie dla SNC-Lavalin Polska prac przy elektrowni gazowo-parowej we Włocławku.

Instal-Lublin, spółka zależna Awbud SA 22 września otrzymał obustronnie podpisany aneks z  5 września do umowy pomiędzy SNC-Lavalin Polska, a Instalem,  której przedmiotem jest wykonanie instalacji wentylacji mechanicznej nawiewno-wywiewnej, instalacji klimatyzacji, instalacji ogrzewania, systemu AKPiA instalacji wentylacji, klimatyzacji i ogrzewania w budynku rozdzielni elektrycznych z nastawnia blokową dla Orlen Włocławek Projekt.

Na mocy aneksu strony istotnie rozszerzyły zakres przedmiotu umowy w zakresie  kompleksowego wykonania robót w budynku głównym w elektrowni gazowo-parowej we Włocławku w zakresie instalacji HVAC.

W związku z rozszerzeniem zakresu umowy zostało także podwyższone dotychczasowe wynagrodzenie, z kwoty 3,3 do 9,1 mln zł netto.

Wyższy limit gwarancji ubezpieczeniowych PZU dla Pozbud T&R

Pozbud T&R ma podniesiony do 30 mln zł limit gwarancji ubezpieczeniowych kontraktowych w PZU.

Pozbud T&R  podpisał 23 września aneks do umowy zlecenia o okresowe udzielanie gwarancji ubezpieczeniowych kontraktowych  zawartej z Powszechnym Zakładem Ubezpieczeń, którym zwiększony został limit zaangażowania i  który nadał umowie nowe brzmienie.

Maksymalny limit zaangażowania został podniesiony z 20 do 30 mln zł  i ma charakter odnawialny, co oznacza, że wygaśnięcie gwarancji udzielonej w ramach umowy zlecenia o okresowe udzielanie gwarancji ubezpieczeniowych kontraktowych powoduje odnowienie limitu o sumę gwarancyjną tej gwarancji.

Wskażnik PMI dla strefy euro spadł do poziomu 50,5 pkt.

Wskaźnik PMI dla przemysłu strefy euro spadł we wrześniu do 50,5 pkt. – podała w komunikacie firma Markitz. Podobnego poziomu wskaźnika oczekiwała większość analityków.

W sierpniu, Wskaźnik Menadżerów Logistyki Markit PMI dla przemysłu państw strefy euro wynosił  50,7 pkt.

Siec sklepów z odzieżą dla dzieci i właściciel marki Coccodrillo chce zadebiutować na GPW

Kolejna spółka wybiera się na parkiet główny warszawskiej giełdy. Tym razem o zamiarze debiutu jeszcze w tym roku poinformował sprzedawca ubranek dla dzieci Coccodrillo.

CDRL S.A., właściciel marki Coccodrillo, zamierza wprowadzić swoje akcje na rynek główny Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Spółka przeprowadzi ofertę publiczną, a pozyskane środki przeznaczy m.in. na rozwój sieci sprzedaży.

– CDRL dynamicznie zwiększa sieć swoich sklepów, a także wyniki finansowe. Dzięki ofercie publicznej pozyskamy środki na dalszy rozwój, ale wejście na giełdę to dla nas także naturalny etap w budowie grupy, której celem jest umocnienie pozycji regionalnego lidera na szybko rosnącym rynku odzieży dla dzieci” – powiedział cytowany w komunikacie prezes Marek Dworczak.

Spółka jest obecna od grudnia 2011 roku na rynku Catalyst, gdzie do września br. będą jeszcze notowane jej obligacje.

– Spółka jest bardzo dobrze postrzegana przez rynek, stąd ufamy że oferta akcji spotka się z dużym zainteresowaniem i zadebiutujemy na warszawskiej giełdzie jeszcze w tym roku – zadeklarował wiceprezes spółki Tomasz Przybyła.

Spółka jest dystrybutorem odzieży dziecięcej sprzedawanej pod marką własną Coccodrillo. Jak informuje, zdobyła wiodącą pozycję na rynku polskim oraz w Europie Środkowo-Wschodniej, działa też poza Unią Europejską. Sklepy Coccodrillo znajdują się na czterech kontynentach, m.in. w Arabii Saudyjskiej, Chinach i Brazylii.

Na koniec 2013 r. spółka miała 342 sklepów wobec 294 rok wcześniej oraz 234 w 2011 roku. Spółka od 2010 r. oferuje swoje produkty również w sklepie internetowym.

Głównymi akcjonariuszami spółki są Marek Dworczak oraz Tomasz Przybyła, którzy pełnią odpowiednio funkcje prezesa i wiceprezesa zarządu. Wspólnie rozwijają markę Coccodrillo od 11 lat. W I połowie 2014 r. Grupa CDRL zanotowała 71,7 mln zł przychodów oraz 6,1 mln zł zysku netto wobec 65,4 mln zł przychodów i 0,8 mln zł straty w analogicznym okresie 2013 roku.

GUS: stopa bezrobocia w sierpniu spadła do 11,7 proc.

Stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w sierpniu 11,7 proc. przy 11,8 proc. w lipcu i 13 proc. rok wcześniej – poinformował Główny Urząd Statystyczny.

Z komunikatu GUS wynika, ze liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy w końcu sierpnia 2014 wyniosła 1,853,2 tys. osób (w tym 968,1 tys. kobiet) i była niższa niż przed miesiącem o 25,3 tys. osób czyli  o 1,3 proc. W ujęciu rocznym bezrobocie  spadła o 230 tys. osób, a więc  o 11 proc.
(w analogicznym okresie 2013 roku zanotowano spadek o 9,9 tys. osób, tj. o 0,5 proc.).

W stosunku do lipca 2014 spadek liczby bezrobotnych odnotowano we wszystkich województwach, najbardziej znaczący w lubuskim (o 2,3 proc.), łódzkim (o 2,1 proc.), dolnośląskim (o 1,9 proc.), oraz małopolskim, opolskim i śląskim (po 1,8 proc.).

Również w porównaniu z sierpniem 2013 liczba bezrobotnych zmniejszyła się we wszystkich województwach, najbardziej znaczący spadek odnotowano w województwach: lubuskim (o 17,1 proc.), wielkopolskim (o 15,3 proc), dolnośląskim (o 13,9 proc.), pomorskim (o 12,5 proc.), małopolskim (o 11,7 proc.) oraz śląskim (o 11,6 proc.).

– W sierpniu 2014 r. odnotowano spadek liczby bezrobotnych i stopy bezrobocia,  zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym. Mniejsza niż przed miesiącem i przed rokiem była liczba bezrobotnych nowo zarejestrowanych, jak i wyrejestrowanych z urzędów pracy. W końcu sierpnia 2014 r. do urzędów pracy zgłoszono mniej ofert pracy niż w lipcu 2014, ale więcej niż sierpniu 2013 roku – informuje komunikat GUS.

Sprzedaż detaliczna w sierpniu wzrosła o 1,7 rdr, słabiej niż w lipcu, ale mocniej od oczekiwań

Główny Urząd Statystyczny podał, że sprzedaż detaliczna w sierpniu wzrosła o 1,7 proc. wobec sierpnia ubiegłego roku i skurczyła się o 1,1 proc. w stosunku do lipca br.

Ekonomiści oczekiwali wzrostu o 1,3 proc. w ujęciu rocznym. Najmocniej wzrosła sprzedaż w kategorii „włókno, odzież, obuwie”, która zwiększyła się o 19 proc. Wyraźny zrost, o 9,4 proc. nastąpił w handlu farmaceutykami i kosmetykami. O 6,2 proc. zwiększyła się sprzedaż mebli, sprzętu RTV i AGD.

Spadki odnotowano natomiast w kategorii pojazdów samochodowych, motocykli i części motoryzacyjnych, i wyniósł on 5,5 proc. Nieco mniej, bo o 4,1 spadła sprzedaż paliw ciekłych i gazowych.

Żywność, napoje i wyroby tytoniowe sprzedały się lepiej o 2,3 proc. niż rok wcześniej.

W ujęciu miesięcznym sprzedaż spadła o 1,1 proc. Na spadek ten w największym stopniu „zapracowały” znowu produkty motoryzacyjne, gdzie nastąpił spadek o 15,1 proc. Niższa była sprzedaż kosmetyków i farmaceutyków – o 4,4 proc., a także prasy i książek (-1,9 proc.) oraz sprzedaż w sklepach niewyspecjalizowanych (-1,2 proc.).

W stosunku do lipca najbardziej wzrosła sprzedaż mebli oraz sprzętu RTV i AGD – o 5,9 proc. Większa była też sprzedaż włókien, odzieży i obuwia, która wzrosła o 4,0 proc.

(Newseria Inwestor)

Inwestorzy zagraniczni bardziej niż krajowi zainteresowani działaniami CSR spółek, w które inwestują

CEO Magazyn Polska

Poszerza się zakres informacji o spółkach giełdowych, jakimi zainteresowane są fundusze inwestycyjne. Szczególnie fundusze zagraniczne, bardziej niż krajowe, zwracają uwagę na odpowiedzialność społeczną biznesu i ład korporacyjny w spółkach. Są też bardziej zainteresowane strategią długofalową, co wynika z dłuższego czasu inwestycji i początkowo mniejszej znajomości spółek, w które inwestują.

Ogólnie wachlarz pojęć czy tematów, które interesują inwestorów, ciągle się poszerza. To nie są już tylko kwestie finansowe. Ład korporacyjny czy działalność CSR, czyli to, co robimy dla społeczeństwa, w którym funkcjonujemy, oraz to, w jaki sposób budujemy zaplecza kadrowego, to tematy istotne dla każdego długoterminowego inwestora – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Artur Tarnowski, dyrektor naczelny ds. relacji inwestorskich w KGHM Polska Miedź.

Tarnowski zauważa jednak, że zagraniczne fundusze inwestycyjne zwykle inwestują na dłuższy okres niż krajowe, stąd ich większe zainteresowanie strategią i CSR-em, czyli społeczną odpowiedzialnością biznesu.

W pewnej mierze strategia i obszary zainteresowania funduszy z zagranicy wynikają również z mniejszej znajomości polskich spółek oraz ich branż. O ile polskiemu inwestorowi duże spółki, takie jak KGHM, są znane, to zagraniczne fundusze potrzebują więcej informacji od samego początku procesu inwestycyjnego. Tarnowski zauważa, że zagraniczne fundusze inwestycyjne w początkowej fazie inwestowania w papiery danej spółki przez pierwszy rok lub dwa lata sprawdzają model finansowy, w czym nie różnią się istotnie od inwestorów krajowych.

Potem przychodzi jednak etap współpracy opartej na wymianie informacji. Zagraniczni inwestorzy, nastawieni bardziej długoterminowo niż polscy, przyglądają się wtedy elementom pozafinansowym.

Niezwykle istotne jest to, jak nimi zarządzamy, jaką mamy strategię. Ład korporacyjny wydaje się być bardzo istotnym elementem dla globalnych funduszy – ocenia Tarnowski. Dodaje, że to szczególnie ważne w sektorze gospodarki, gdzie działa KGHM: ‒ W branży wydobywczej zainteresowanie postępowaniem spółki wobec środowiska naturalnego czy CSR-em jest bardzo duże.

KGHM jest obecny na Giełdzie Papierów Wartościowych od 1997 r. 31,79 proc. akcji spółki ma Skarb Państwa. Pozostałe udziały są w akcjonariacie rozproszonym, żaden pojedynczy inwestor nie posiada więcej niż 5 proc. udziałów.

Klienci wracają do banków po kredyty mieszkaniowe

W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego roku osoby pożyczające na mieszkanie w banku zaciągały o ponad 10 procent wyższe kredyty hipoteczne niż w roku ubiegłym. Nie tylko sięgamy po wyższe kwoty, ale i więcej osób ubiega się o kredyty na mieszkania, wynika z danych Biura Informacji Kredytowej. Od stycznia do lipca br. podpisanych zostało o 2,6 proc. więcej umów kredytowych (116 tys.) niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Większy ruch w bankach widoczny jest od połowy 2013 roku.

Dane BIK wskazują, że po okresie dekoniunktury na rynku kredytowym w latach 2011-2013, w dużych miastach znów więcej mieszkań kupowanych jest za pożyczone pieniądze. Liczba zaciąganych zobowiązań w pierwszej połowie tego roku najbardziej zwiększyła się w Olsztynie (7,5 proc.), Poznaniu (6,8 proc.), Białymstoku (6,2 proc.) i w Warszawie (5 proc.). Jesteśmy też coraz bardziej zdyscyplinowani, jeżeli chodzi o terminowość spłat.

Obniżka kosztów kredytu

Wrzesień przyniósł też zmiany, jeśli chodzi o oprocentowanie kredytów hipotecznych udzielanych w złotych. Z danych analityków Comperia.pl wynika, że oprocentowanie spadło od poprzedniego miesiąca o 0,14 proc., co jest bezpośrednio związane z obniżką stopy WIBOR. Jeśli planujemy kupić na kredyt nieruchomość w cenie 300 tys. zł i na 30 lat pożyczyć od banku 200 tys. zł (zakładając, że mamy 100 tys. zł na wkład własny) średnie oprocentowanie takiego zobowiązania wyniesie obecnie 5,14 proc.

Singiel zarabiający na poziomie średniej krajowej, wynoszącej teraz według danych GUS   ok. 3940  zł – na rękę ok. 2812 zł, dostanie od banku przeciętnie ponad 260 tys. zł. Analitycy Invigo wyliczają, że maksymalna rata, jaką kredytobiorca może opłacać, zaciągając zobowiązanie w rodzimej walucie, wyniesie 1462 zł.

Biorąc pod uwagę średnią cenę transakcyjną, która w Warszawie wynosi 7,2 tys. zł za metr (wg danych Związek Banków Polskich), średnio zarabiającą osobę stać będzie na zakup mieszkania o powierzchni ok. 36 mkw. Żeby w tej kwocie móc kupić większy lokal, wiele osób wybiera inwestycje zlokalizowane w stołecznych dzielnicach, w których ceny nie są wygórowane.

Średnio zarabiająca osoba kupi w Warszawie maleńką dwójkę 

Dzielnicą, w której powstaje wiele osiedli, a jednocześnie ceny mieszkań należą do najniższych w mieście jest Białołęka. Jak przyznaje Wojciech Stisz reprezentujący firmę Barc Warszawa SA., na osiedlu Tarasy Dionizosa w kwocie  260 tys. zł można kupić mieszkanie o powierzchni 45 mkw. Zarówno mieszkania gotowe, jak i lokale powstające w nowym etapie budowy inwestycji przy ul. Winorośli na warszawskiej Białołęce są w sprzedaży w cenie 5780 zł/mkw. Chętnych na nie brakuje, bo wszystkie kwalifikują się do dopłat, a zaciągając kredyt w programie Mieszkanie dla młodych kupujący dostają od państwa minimum 10 proc. dopłaty na wkład własny do kredytu.

W drugim kwartale tego roku, po podwyższeniu limitu ceny dla Warszawy w MdM do kwoty 6126 zł/mkw., z dopłat skorzystało ok. 18 proc. kredytobiorców kupujących mieszkania od deweloperów (dane ZBP). Tak niski odsetek odzwierciedla małą dostępność lokali kwalifikujących się do programu dopłat na stołecznym rynku deweloperskim.

Kredyty tylko w złotych, z minimum 10 proc. wkładu własnego

We wrześniu br. Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe bez zmian, ale WIBOR spadł do najniższego w historii poziomu (2,56 proc.), dzięki czemu zmalało oprocentowanie kredytów. Obserwatorzy rynku kredytowego prognozują, że w kolejnych miesiącach stopy procentowe zostaną obniżone. Dla potencjalnych kredytobiorców oznacza to jeszcze niższe oprocentowanie i wyższą zdolność kredytową, a dla osób spłacających zobowiązania niższe raty kredytowe.

Analitycy zauważają również, że w ostatnich miesiącach banki bardziej liberalnie podchodzą do klientów i godzą się na większy udział raty spłaty w dochodach. Jest też jednak gorsza wiadomość dla kredytobiorców. Z początkiem 2015 roku osoby chcące kupić nieruchomości na kredyt będą musiały z własnej kieszeni wyłożyć co najmniej 10 proc. wartości kredytowanej nieruchomości. Do końca tego roku minimalny wkład własny wynosi jeszcze 5 proc.

Przypomnijmy też, że z ofert banków zniknęły kredyty hipoteczne w euro. Zobowiązania w tej walucie mogą zaciągać jedynie osoby osiągające w niej dochody. Od dawna banki nie udzielają już też kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich i dolarach.

Noble Securities: rekomendacja Trzymaj dla akcji Pfleiderer Grajewo. Cenę docelową podniesiono do 36,7 zł.

Noble Securities zmienił rekomendację Akumuluj na Trzymaj dla akcji Pfleiderer Grajewo. Podniesiono jednak cenę docelową z 33,61 do 36,7 zł.

– Pfleiderer Grajewo opublikowało bardzo dobre wyniki finansowe za I półrocze, powyżej naszych oczekiwań w kontekście wyniku całorocznego – podkreślono w rekomendacji.

Jak oceniono, bardzo dobra koniunktura na rynku meblarskim wpływa na silny popyt krajowy na płytę, co mimo napływu tańszego surowca ze Wschodu w dalszym ciągu pozwala spółce lekko podnosić ceny. Z drugiej strony ceny surowców są stabilne. Wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych poprzez efekt dźwigni operacyjnej przekłada się na wzrost marży EBITDA.

– Dobre wyniki finansowe skłaniają nas do rewizji w górę prognoz na 2014 rok i lata kolejne. Podnosimy cenę docelową z 33,61 do 36,7 zł, jednak z uwagi na ostatni wzrost kursu obniżamy rekomendację z Akumuluj do Trzymaj – piszą analitycy Noble Securities w najnowszej rekomendacji.

Negocjacje umowy o wolnym handlu między UE i Stanami Zjednoczonymi na półmetku

CEO Magazyn Polska

Jeszcze nieco ponad rok pozostał na zamknięcie negocjacji umowy o wolnym handlu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską. Jeśli nie uda się ich zakończyć w przyszłym roku, za oceanem ruszy kampania prezydencka, która utrudni dalsze rozmowy. Paweł Świeboda z demosEUROPA podkreśla, że umowa ożywi gospodarki, jeśli zostanie zawarta w całości, a nie w kilku etapach.

Nie mowy o tym, żeby najpierw uzgodnić na przykład obniżkę stawek celnych i poczekać ze sprawami regulacyjnymi na przyszłość. Chodzi o to, żeby partnerów tak długo trzymać w sali negocjacyjnej, aż uzgodnią cały pakiet. Jeżeli zacznie się wyjmować poszczególne wrażliwe elementy, to wówczas ta umowa nie spełni pokładanych w niej nadziei, nie będzie zasadniczym impulsem prowzrostowym dla gospodarki transatlantyckiej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Świeboda, prezes zarządu demosEUROPA ‒ Centrum Strategii Europejskiej.

W połowie lipca odbyła się szósta runda negocjacyjna, zaś 18 września w Brukseli spotkała się grupa doradcza, której tematem rozmów były m.in. standardy fitosanitarne i spójność regulacyjna USA i UE. Niedługo powinna rozpocząć się siódma runda negocjacyjna. Jak podkreśla Świeboda, oznacza to, że negocjacje Transatlantyckiego Partnerstwa Handlu i Inwestycji (TTIP), jak formalnie nazywa się umowa o wolnym handlu, są już na półmetku.

Choć rozmowy nie mają formalnego terminu zakończenia, Świeboda zauważa, że powinny zostać zamknięte najpóźniej do końca przyszłego roku. Potem w Stanach Zjednoczonych ruszy kampania wyborcza przed listopadowymi wyborami prezydenckimi.

W Stanach Zjednoczonych to nie jest najlepszy moment, żeby uchwalać, przyjmować i uzyskiwać akceptację Kongresu dla umowy handlowej. W Stanach, podobnie jak w Europie, jest wiele wrażliwych kwestii związanych z porozumieniami handlowymi. Dlatego de facto negocjacje powinny się zakończyć w roku 2015, jeżeli ten pakiet ma wejść w najbliższym czasie w życie. W przeciwnym wypadku ryzyko jest takie, że będą wybory prezydenckie w Stanach, pojawi się nowy prezydent, a wraz z nim pytanie, jakie będzie on miał podejście do spraw handlowych i do Europy – wyjaśnia Świeboda.

Podkreśla, że kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych może być mniej otwarty na wolny handel z Europą niż Barack Obama, co doprowadziłoby do przedłużenia negocjacji. To z kolei odroczyłoby w czasie pozytywny, prowzrostowy impuls dla obydwu gospodarek, jakim ma być TTIP.

Prezes zarządu demosEUROPA przypomina, że TTIP składa się z trzech podstawowych obszarów: zniesienia lub mocnego ograniczenia barier celnych, ujednolicenia reżimu regulacyjnego oraz promocji wolnego handlu na całym świecie.

Różnice pomiędzy gospodarkami po dwóch stronach Atlantyku, na przykład związane z niższymi kosztami pracy w Stanach Zjednoczonych i inną sytuacją przemysłu, wywołują obawy o wpływ TTIP. Świeboda uspokaja jednak, że jeśli umowa wejdzie w życie w całości, będzie dobrym impulsem.

To są naczynia połączone i nic nie ruszy, dopóki wszystko nie będzie ustalone – podkreśla Świeboda. ‒ Tej umowy pewnie by nie było, gdyby nie kryzys gospodarczy i finansowy. To trudne uwarunkowania i ograniczenia w strategiach wzrostu spowodowały, że zarówno Unia, jak i Stany doszły do wniosku, że jednak muszą przełamać wzajemną nieufność i takie porozumienie zawrzeć.

Ursus sprzedał ciągniki do Etiopii

Ursus rozpoczął wysyłkę ciągników zakupionych przez Etiopię. Wartość umowy to 90 mln dolarów.

Spółka Ursus 23 września rozpoczęła wysyłkę ciągników, wyposażenia centrów serwisowych oraz dostawę części zamiennych do ciągników wchodzących w skład pierwszej transzy pierwszej fazy umowy handlowej zawartej z Metals and Engineering Corporation of the Federal Democratic  Republic of Ethiopia.

Termin rozpoczęcia dostaw uzależniony był od daty otrzymania przez Ursus zaliczki zgodnie z umową. W bieżącym roku spółka zrealizuje umowę zgodnie z zawartym w niej harmonogramem.

Zaliczka zgodnie z umową handlową wpłynęła na rachunek bankowy spółki 27 czerwca. Wysokość zaliczki stanowi 30 proc. wartości pierwszego etapu ww. umowy i wynosi 14,9 mln dolarów amerykańskich, co stanowi równowartość 45,5 mln zł (łączna wartość umowy wynosi 90 mln dolarów amerykańskich).

Powyższa kwota została wypłacona przez Bank Gospodarstwa Krajowego, w ramach umowy pomiędzy rządem Rzeczypospolitej Polskiej a rządem Federalnej Demokratycznej Republiki Etiopii o udzieleniu kredytu w ramach pomocy wiązanej.

GDDKIA: Obwodnicę Inowrocławia za 359 mln zł zbuduje Mirbud

Konsorcjum zawiązane przez Mirbud zbuduje za 359 mln zł obwodnicę Inowrocławia  poinformowała Generalna Dyrekcja Dróg Publicznych i Autostrad.

GDDKIA w Bydgoszczy uznała w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego na budowę obwodnicy Inowrocławia najkorzystniejszą ofertę złożyło konsorcjum zawiązane przez Mirbud oraz Przedsiębiorstwo Budowy Dróg i Mostów Erbedim.

Wartość oferty brutto wynosi 359 mln zł.

– Oferta złożona przez konsorcjum w/w firm spełniała wszystkie wymagania określone przez zamawiającego w przedmiotowym postępowaniu i otrzymała najwyższą ilość punktów stanowiących sumę punktów przyznanych w ramach każdego z podanych kryteriów wyboru ofert – poinformowano w komunikacie.

Konsorcjum chce wybudować obwodnicę miasta w terminie 27 miesięcy od daty zawarcia umowy za kwotę ponad 359 mln zł. Oferuje też 10 lat gwarancji.

Przy wyborze najkorzystniejszej oferty, oprócz ceny, punktowany był termin wykonania prac oraz okres gwarancji. Po upływie czasu na wniesienie ew. odwołań oraz po przeprowadzeniu kontroli uprzedniej postępowania przez Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, możliwe będzie podpisanie umowy, a następnie rozpoczęcie prac.

Inwestycja polegać będzie na budowie prawie 19 km trasy posiadającej po dwa pasy w obu kierunkach. Obwodnica ominie miasto od wschodu i znacznie skróci czas przejazdu kierowców jadących na trasie Toruń – Poznań. Inwestycja zakłada też budowę 3 węzłów drogowych ( „Latkowo”, „Jacewo” i „Tupadły” ), kilkunastu obiektów inżynierskich a także przebudowę istniejącej sieci drogowej. W ramach prac wykonanych zostanie również wiele urządzeń ochrony środowiska.

BGŻ: Produkcja mleka u głównych eksporterów wzrosła w tym roku o 5 proc. Ceny serów żółtych i mleka będą spadać

CEO Magazyn Polska

Produkcja mleka rośnie zarówno na świecie, u głównych eksporterów przetworów mleczarskich, jak i w Polsce. Analitycy szacują, że w br. produkcja mleka w większości państw wzrośnie o ok. 5 proc., co na rynku mleka jest wzrostem znaczącym. Embargo ze strony Rosji i zmniejszenie popytu w Chinach przekładają się na niższe ceny w skupie. Zaowocuje to obniżkami w sklepach.

Ceny mleka w skupie spadają od początku roku. Po wzroście w ubiegłym roku osiągnęły apogeum w grudniu, by następnie zacząć spadać. W ciągu ośmiu miesięcy mleko potaniało w skupie o ponad 16 proc. Jeszcze w lipcu płacono prawie 134 za jeden hektolitr, co było kwotą nieznacznie wyższą od ubiegłorocznej. Jednak w sierpniu średnia cena mleka spadła do 128 zł i było to już o 3,6 proc. mniej niż rok wcześniej. Przetwórnie płacą rolnikom mniej, bo same otrzymują mniej pieniędzy za swoje towary.

– Jeżeli mówimy o cenach zbytu przetworów mleczarskich, czyli wartościach, które są uzyskiwane przez przetwórnie, to tutaj mamy wyraźne spadki względem ubiegłego roku – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marta Skrzypczyk, koordynator zespołu analiz sektora rolno-spożywczego i analityk rynku mleka w banku BGŻ. – Mleko w proszku kosztuje obecnie około 11 zł za kilogram, masło, ser – około 13-14 zł. Ceny masła i mleka w proszku są zatem o około 20 proc. niższe niż rok temu, a przypadku serów spadek wynosi około 10 proc.

Na wielu rynkach europejskich, jak twierdzi analityczka banku BGŻ, ceny masła i mleka w proszku są na poziomie podobnym do krajowego.

– Jeżeli chodzi o masło, to jest ono nieznacznie droższe w Polsce niż średnio w krajach Unii Europejskiej – informuje Skrzypczyk. – W części krajów UE, takich jak Francja, Holandia, w Niemczech ceny tych produktów są nawet nieco niższe w tej chwili w Polsce. Stąd też spodziewam się, że w najbliższych miesiącach krajowe wartości będą raczej spadały. Jeżeli chodzi o Oceanię, to produkty, którymi handluje się na rynku światowym, takie jak masło czy mleko w proszku, kosztują obecnie o 10 proc. mniej niż u nas w kraju.

Spadkom cen będzie sprzyjać ograniczenie popytu ze strony Chin oraz Rosji w wyniku embarga na dostawy produktów do tego kraju. Ale, jak twierdzi ekonomistka banku BGŻ, rośnie popyt ze strony krajów Azji Południowo-Wschodniej czy Afryki Północnej.

– Zakupy mleka przez Chiny, które są  największym eksporterem przetworów mleczarskich mocno wyhamowały – mówi Marta Skrzypczyk. – No i oczywiście embargo nałożone przez Rosję, która jest najważniejszym partnerem handlowym Unii Europejskiej, także Polski. Cały czas ma ono wpływ na światowy rynek, szczególnie produktów mleczarskich. Z jednej strony wywołuje dosyć duże wzrosty cen detalicznych w Rosji, a z drugiej – spadki na rynkach światowych. Spodziewam się więc, że ceny produktów nadal będą spadały, aczkolwiek rośnie popyt ze strony krajów Azji Południowo-Wschodniej czy Afryki Północnej. Niższe ceny spowodowały, że kraje te ponownie weszły na rynek. Stąd też wydaje się, że szczególnie w przypadku mleka w proszku, sytuacja powinna się poprawiać w kolejnych miesiącach.

Jak twierdzi rozmówczyni Newserii Inwestor, polski rynek jest pod bardzo silnym wpływem światowego. Globalne zmiany cen przekładają się mniej więcej z dwu-trzymiesięcznym opóźnieniem na poziomy obowiązujące w Polsce.

– W tej chwili już to widać: przetwory mleczarskie w sklepach zaczynają tanieć – mówi Skrzypczyk. – Ceny nadal są wyższe niż rok temu, bo wtedy bardzo mocno drożały i mleko w skupie, i przetwory mleczarskie w sprzedaży detalicznej. Obecnie ogółem nabiał jest o około 3 proc. droższy niż rok temu. Natomiast ceny cały czas spadają. Już niebawem będą taniały sery dojrzewające, czyli sery żółte, prawdopodobnie także płynne mleko. Natomiast nieznacznie mogą zyskiwać na wartości jogurty, desery mleczne, które w tamtym roku były dosyć stabilne ze względu na sytuację gospodarczą w Polsce, czyli odchodzenie konsumentów od tego rodzaju produktów. Sklepy wtedy umożliwiały obniżki cen, więc zapewne nastąpi niewielkie odbicie.

NIK o stadninach koni

Państwowe stadniny koni nie posiadają przejrzystych procedur sprzedaży koni. W efekcie czego ich wartość rynkowa często jest zaniżana na rzecz kupujących, a sprzedażą koni zajmują się nieupoważnione osoby. W pogoni za zyskami jedna ze stadnin sprzedała nielegalnemu pośrednikowi zdrowe konie na rzeź. Większość stadnin nie dbała o stan techniczny budynków, w tym także stajni. Ponadto wystąpiły przypadki nie zapewnienia odpowiednich warunków weterynaryjnych, które są wymagane przy hodowli koni.

W osiemnastu państwowych stadninach na początku 2013 r. hodowano prawie trzy tysiące koni. Nadzorowane przez Agencję Nieruchomości Rolnych spółki hodowli koni koncentrują swą działalność na utrzymywaniu stad ogierów (SO), które udostępniają hodowcom oraz na prowadzeniu hodowli w celu ochrony i doskonalenia najcenniejszego materiału genetycznego ras – czystych i półkrwi – dla potrzeb hodowli krajowej, a także na zachowaniu ras rodzimych. Hodowle prywatne nie mogą zagwarantować realizacji tych zadań, gdyż za bardzo są uzależnione od koniunktury na rynku.

Najważniejsze stwierdzone nieprawidłowości:

Agencja Nieruchomości Rolnych nie prowadziła analizy ekonomicznej opłacalności hodowli koni, wskutek czego nie wiedziała jakie są  rzeczywiste koszty takiej działalności.Okazało się, że ANR, która odpowiada za ochronę i zapewnienie ciągłości gatunku najcenniejszych ras koni w Polsce,  nie wiedziała nawet czy działalność związana z hodowlą koni przynosi zyski, czy straty. Dopiero kontrolerzy NIK ustalili, że zaledwie w ciągu dwóch lat (lata 2011-2012) hodowla koni przyniosła stadninom straty w wysokości aż 18 milionów złotych. Przy czym straty  te poniosły wszystkie skontrolowane stadniny. Wynikały one przede wszystkim z utrzymywania zbyt dużej liczby koni w stadzie obrotowym (konie bez kwalifikacji do rozrodu, przeznaczone do rekreacji, sprzedaży hodowcom lub na rzeź), z ograniczonych możliwości sprzedaży koni oraz ze zmniejszonego zapotrzebowania na usługi ogierów do celów rozpłodowych.

Nie przestrzegano procedur związanych z wyceną i sprzedażą koni, przez co stadniny ponosiły straty. Trzynaście spółek objętych kontrolą w latach 2011-2013 (I półrocze) sprzedało ogółem 1251 koni. Najniższą średnią cenę za rasowego konia uzyskała SK Krasne – 2,6 tys. zł (I półrocze 2013 r.), a najwyższą średnią cenę SK Janów Podlaski – 43 tys. zł (2011 r.). W stadninach jednakże brakowało przejrzystych procedur, w efekcie pracownicy spółek w dowolny sposób wyceniali i sprzedawali konie. Przykłady:

  • w Stadninie Koni Walewice sprzedano konie nielegalnemu pośrednikowi. W spółce tej ceny koni ustalano głównie w oparciu o względy ekonomiczne, a nie hodowlane. Skutkiem takiego podejścia była sprzedaż nielegalnemu pośrednikowi zdrowych koni, z których większość trafiła na rzeź. (Pośrednik za  36 koni zapłacił 82 tys. zł. 27 zwierząt przeznaczył na rzeź, a za ich mięso dostał 129  tys. zł.). NIK powiadomiła o tej sprawie właściwego powiatowego lekarza weterynarii, który zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez pośrednika.
  • trzy stadniny  (SO Starogard Gdański, SK Golejewko, SK Walewice) nie posiadały metod wyceny koni, a trzy inne (SK Janów Podlaski, SO Łąck,
  • SK Prudnik) nie przestrzegały przyjętych regulacji w tym zakresie. W konsekwencji wartość księgowa koni została zaniżona o blisko 6 mln zł.
  • w trzech stadninach (SK Walewice, SO Starogard Gdański, SK Liski) sprzedano 17 koni ze stada podstawowego (głównie klacze matki i ogiery do rozrodu) bez wcześniejszej zgody Agencji Nieruchomości Rolnych
  • w dwóch stadninach (SK Walewice, SO Książ) nie przestrzegano obowiązujących wewnętrznych zasad sprzedaży koni. W rezultacie do klientów kierowano nieaktualną i niepełną ofertę sprzedażową, tym samym cena koni nie podlegała rynkowej weryfikacji. W dodatku nie egzekwowano należności od nabywcy koni.
  • w jednej stadninie (SK Liski) nieupoważnione osoby podpisały umowy sprzedaży 35 koni.                    

Część stadnin nie przestrzegała warunków weterynaryjnych wymaganych przy hodowli koni. Chodzi o utrzymanie i przewóz koni, magazynowanie siana, wyposażenie w maty dezynfekcyjne w przypadku wystąpienia chorób zakaźnych wśród zwierząt. (Np. w SK Walewice konie przeznaczone do sprzedaży trzymano całą dobę na pastwisku). W trzech stadninach (SK Krasne, SO Starogard Gdański, SO Książ) nierzetelnie prowadzono dokumentację weterynaryjną, w której nie zamieszczano m.in. informacji dotyczących godzin wykonywanych zabiegów i podawania leków.

Nieprawidłowości związane z prowadzeniem pensjonatów dla koni i dzierżawą koni własnych. W prawie połowie spółek (6 z 13) zaniżano stawki za przechowywanie koni, co więcej nie dochodzono później należności z tego tytułu. W efekcie spółki straciły przychody w wysokości ok. 23 tys. zł. Ponadto trzy stadniny nie opracowały zasad dzierżawy koni oraz egzekwowania należności z tego tytułu (nie podjęto działań windykacyjnych na kwotę 21,5 tys. zł.). W dwóch stadninach dopuszczono do zawierania kolejnych umów dzierżawy koni w sytuacji, gdy wcześniejsze zaległości nie zostały uregulowane przez dzierżawców.

Zły stan techniczny budynków w prawie wszystkich stadninach. W spółkach nie przeprowadzano okresowych kontroli stanu technicznego budynków, nie dokonywano niezbędnych napraw, w konsekwencji budynki ulegały stopniowej degradacji. Szczegółowe oględziny 88 budynków wykazały, że część z nich  groziła zawaleniem, inne miały zniszczone pokrycie dachu, uszkodzone instalacje odgromowe, zdewastowane wnętrza oraz uszkodzone posadzki i tynki. Niektóre stajnie miały pęknięte i zawilgocone ściany przez co tworzył się na nich grzyb.

Nieprawidłowości związane z gospodarowaniem nieruchomościami zarządzanymi przez stadniny koni. Spółki udostępniały mieszkania pracownikom i osobom postronnym bez pisemnych umów, często po preferencyjnych cenach, a nawet bezpłatnie. W efekcie trzy stadniny straciły na tym 88 tys. zł. Przykładowo w SK Walewice prezes zarządu (od października 2012 r. do maja 2013 r.) korzystał z noclegu w jednym z apartamentów Pałacu Walewickiego. Płacił 20 zł za dobę, podczas gdy nocleg w tym apartamencie w ofercie turystycznej kosztował od 300 do 400 zł.

Wnioski:

Do zarządców stadnin:

  • o uporządkowanie zasad utrzymania, wyceny i sprzedaży koni oraz zwiększenie efektywności prowadzonych hodowli koni;

Do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi:

  • o aktualizację wykazu spółek hodowli koni w stosownym rozporządzeniu;
  • o monitorowanie zmian strukturalnych zachodzących w spółkach hodowli koni;

Do Prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych:

  • o opracowanie docelowej koncepcji funkcjonowania państwowych stadnin,  tak by hodowle gwarantowały efektywną selekcję koni z zachowaniem wymaganej bazy genetycznej najcenniejszych linii wybranych ras;
  • o rozważenie restrukturyzacji majątkowej i organizacyjnej stadnin koni, które  przynoszą straty.

Umowa o dostawach dla Mondelēz Europe obejmie wyroby BSC Drukarnia Opakowań

0

RLC Packaging do której należy spółka BSC Drukarnia  Opakowań podpisała umowę dotycząca dostaw opakowań dla Mondelēz Europe. Polska spółka szacuje, że w ramach umowy do 2017 roku dostarczy opakowania warte ok 60 mln zł.

BSC Drukarnia  Opakowań poinformowała o podpisaniu (ze skutkiem obowiązującym od 1 marca 2014) pomiędzy spółką RLC Packaging GmbH z grupy RLC Packaging, do której należy BSC Drukarnia  Opakowań, a spółką Mondelēz Europe GmbH, ramowej umowy zakupu produktów przewidującej dostarczanie opakowań przez spółki z grupy. BSC Drukarnia  Opakowań nie jest bezpośrednio stroną wspomnianej umowy, lecz umowa ramowa przewiduje zawieranie osobnych porozumień pomiędzy spółkami z grupy Mondelēz jako odbiorcami a spółkami z grupy RLC Packaging, jako dostawcami.

BSC Drukarnia  Opakowań szacuje, że w ramach umowy dostarczy w czasie trwania umowy ramowej, to jest w okresie do 28 lutego 2017  spółkom z grupy Mondelēz opakowania za łączną kwotę wynoszącą kolejno: w roku 2014 (uwzględniając zrealizowane już dostawy) – około 9 mln zł, w roku 2015 około 26 mln zł, w roku 2016 około 26 mln zł i w roku 2017  około 4,3 mln zł.

Alterco zmniejszyło stratę w I kwartale

0

Strata netto spółki Alterco w I kwartale 2014 roku spadła do 3,6 mln zł w porównaniu do 5 mln zł straty poniesionej rok wcześniej. Przychody spółki były w tym czasie symboliczne i wyniosły 61 tys zł.

Spółka Alterco 22 września opublikowała swoje wyniki finansowe za I kwartał 2014 roku. Aktywa spółki warte są 110 mln zł . Jej zobowiazania krótkoterminowe – według tego sprawozdania – wynosza 293 mln zł, a pozostałe 212 mln zł.

– Biorąc pod uwagę aktualną sytuację spółki Alterco oraz jej Grupy Kapitałowej, zarząd spółki wskazuje na istnienie zagrożenia co do możliwości kontynuowania działalności – poinformowano w sprawozdaniu.

Młode firmy potrzebują wsparcia finansowego. Aż 2/3 z nich upada w pierwszych latach istnienia

CEO Magazyn Polska

Tylko 1/3 firm na polskim rynku istnieje dłużej niż pięć lat. To oznacza, że w pierwszych latach swojej działalności bankrutuje aż 2/3 przedsiębiorców. Zdaniem ekspertów związane jest to przede wszystkim z brakiem odpowiedniego finansowania ich rozwoju. Według różnych raportów ogólna sytuacja firm w Polsce jednak systematycznie się poprawia.

Według „Europejskiego Raportu Konkurencyjności 2014” zaprezentowanego przez Komisję Europejską 11 września mimo wprowadzonych reform (m.in. rejestracja działalności gospodarczej on-line) autorzy raportu źle ocenili uciążliwą biurokrację i mało wydajny system podatkowy.

Jak wynika z badań Idea Banku wśród klientów, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą i zatrudniają do dziewięciu pracowników, średnio do dwóch godzin dziennie przedsiębiorcy przeznaczają na sprawy administracyjne.

– To jest czas, który mogliby przeznaczyć na pozyskiwanie klientów czy dopracowanie swoich usług. Aby poprawić sytuację tych firm, potrzebny jest zarówno kapitał, jak i czas, który ten przedsiębiorca może przeznaczyć na rozwój biznesu. Ważnym elementem jest także dostęp do wiedzy – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Makosz, członek zarządu Idea Bank.

Głównym kłopotem są jednak problemy ze znalezieniem odpowiedniego finansowania, przede wszystkim w początkowej fazie rozwoju.

 Koncentrujemy się więc na tym, żeby był dostęp do kapitału w ramach różnego rodzaju grantów unijne i kredyty bankowe. Natomiast oprócz dostępności do kapitału ważne są jeszcze inne elementy, między innymi biurokracja – mówi Dariusz Makosz.

W jego opinii wiele młodych firm bankrutuje pomimo pozyskania odpowiedniego kapitału, ponieważ brakuje im odpowiedniej wiedzy.

– Po połączeniu trzech elementów, czyli administracji publicznej, dostępności kapitału i wiedzy, oraz przy odpowiednim ułożeniu priorytetów, przedsiębiorcy mieliby większą szansę na to, by rozwijać swoje firmy. Należy jednocześnie zauważyć, że mikrofirmy wytwarzają 1/3 polskiego PKB – uważa Makosz.

Co piąte przedsiębiorstwo w krajach OECD to firma funkcjonująca na rynku mniej niż pięć lat. Głównie są to małe i średnie przedsiębiorstwa.

W Grenoble rusza innowacyjny system wynajmu elektrycznych samochodów. To przyszłość transportu w europejskich miastach

CEO Magazyn Polska

Od początku października mieszkańcy Grenoble we Francji będą mogli wypożyczać futurystyczne, niewielkie pojazdy elektryczne. System będzie w pełni zintegrowany z transportem publicznym i pozwoli dojechać tam, gdzie nie docierają tramwaje i autobusy. 70 pojazdów dostarczy miastu Toyota.

To bardzo innowacyjny pojazd. Będzie on wykorzystywany w systemie krótkoterminowego wynajmu samochodów miejskich. Kluczową innowacją jest to, że nie jest to zwykły wynajem, tylko taki, który działa w oparciu o system całkowicie zintegrowany z komunikacją publiczną – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Didier Leroy, prezes Toyota Motor Europe.

System o nazwie Ha:mo (od Harmonious Mobility) ruszy 1 października. Toyota dostarczy 70 pojazdów oraz system informatyczny, władze miasta i regionu oraz organizacja Cité Lib (operator istniejącego systemu wynajmu) zapewnią integrację systemu z komunikacją publiczną, a stacje do ładowania pojazdów wraz z infrastrukturą zapewni Sodetrel, spółka córka koncernu energetycznego EDF.

Program na razie będzie działał w formie trzyletniego testu. W ponad 600-tysięcznej aglomeracji pojawi się 27 nowych stacji ładowania dla niewielkich pojazdów elektrycznych Toyoty wraz z zapewnionymi miejscami parkingowymi. W mieście jest już łącznie 120 miejsc do ładowania pojazdów, zarówno hybryd plug-in w systemie Cité Lib, jak i pojazdów prywatnych.

W systemie Ha:mo będę wykorzystywane jednoosobowe pojazdy COMS z niewielkim bagażnikiem oraz trójkołowe i-Roady, mieszczące dwie osoby i wyposażone w innowacyjną technologię Active Lean System, dzięki której samochód wychyla się w trakcie skrętów. Obydwa pojazdy mają szerokość motocykla,  są bardzo zwrotne i w pełni elektryczne. Ich zasięg na jednym ładowaniu to ok. 50 kilometrów.

Pojazd daje komfort samochodu, bezpieczeństwo samochodu, całkowitą ochronę, jest okno, przednia szybę. Więc to jeden krok w stronę przyszłości mobilności, a szczególnie mobilności miejskiej. Nie mówimy o tym samochodzie jako o aucie do jazdy na autostradach, ale po centrach miast – podkreśla Leroy.

Stacje ładowania i-Roadów i COMS-ów zostały umieszczone w pobliżu największych węzłów komunikacji publicznej. Zaletą systemu jest to, że użytkownicy mogą odbyć podróż tylko w jedną stronę.

Gdy zarejestrujesz się w systemie, dostajesz kartę, nazwę użytkownika i kod identyfikacyjny. Ściągasz na smartfona, iPada lub komputer specjalną aplikację stworzoną przez Toyotę. Wybierasz, gdzie chcesz zacząć podróż i gdzie chcesz skończyć. Gdy wszystko potwierdzisz, masz 30 minut na to, by dotrzeć do stacji początkowej. Za pomocą karty odbierasz swój samochód i jedziesz, aż dotrzesz do celu podróży – wyjaśnia procedurę Fabio Capano, dyrektor ds. komunikacji produktowej Toyota Motor Europe.

Nowi użytkownicy systemu przed pierwszym wynajmem i-Roada będą musieli przejść odpowiedni trening. Szkolenie potrwa ok. 1,5 godziny i ma przede wszystkim oswoić kierowców z nietypowym sposobem prowadzenia pojazdów. Poza wychylaniem w trakcie zakrętów, i-Roady charakteryzują się skrętnym tylnym kołem.

Didier Leroy dodaje, że trzyletni test w Grenoble to dobra okazja do obserwacji reakcji mieszkańców na wprowadzenie systemu i wyciągnięcia wniosków. Nie przesądza, że tak właśnie będą wyglądały systemy mobilności miejskiej w przyszłości, ale jest przekonany, że będą one oparte o pojazdy elektryczne.

Jeśli chcesz pojechać na wakacje w inne miejsce, musisz mieć inne pojazdy. Ale to duży krok w kierunku tego, czym może być mobilność w przyszłości – podkreśla Leroy.

Wynajem samochodu i-Road lub COMS będzie kosztował 3 euro za pierwszych 15 minut, 2 euro za kolejny rozpoczęty kwadrans i potem kolejne 1 euro za każde rozpoczęte 15 minut. Dla osób z rocznym biletem na komunikację publiczną ceny są niższe i wynoszą 2 euro za pierwszych 15 minut i 1 euro za każdy kolejny kwadrans.

Fakro odczuwa skutki konfliktu na Wschodzie. Jest gotowe przenieść część produkcji z Ukrainy do Rosji

CEO Magazyn Polska

Z powodu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego Fakro notuje lekki spadek popytu na wschodnich rynkach. Firma liczy się z tym, że sytuacja może ulec pogorszeniu, gdy Rosja wprowadzi cło na produkty z Ukrainy – dziś duża część produkcji z ukraińskich zakładów spółki trafia właśnie na rynek rosyjski, co pozwala uniknąć 20-proc. cła, jakie obowiązuje w Rosji na produkty z UE. Dlatego prezes spółki nie wyklucza przeniesienia części produkcji do Rosji.

Nasz duński konkurent ma zakłady produkcyjne w Rosji, więc jeśli chcemy być na tym rynku konkurencyjni, nie możemy pozwolić na dołożenie do naszych ceny 20 proc. cła, bo nie sprzedamy naszych produktów. Dlatego jeśli cło na produkty z Ukrainy zostanie wprowadzone, będziemy zmuszenia do przeniesienia części produkcji do Rosji – mówi agencji informacyjnej Newseria Ryszard Florek, prezes zarządu spółki Fakro.

Ten scenariusz staje się prawdopodobny, ponieważ Rosja zapowiedziała wprowadzenie cła na towary z Ukrainy od 1 listopada. Może być on analogiczne do cła obowiązującego na produkty z UE. Fakro posiada na Ukrainie trzy fabryki, z których duża część towaru trafia właśnie do Rosji, z pominięciem cła.

Na tych rynkach mamy mniej więcej po 50 proc. Do tej pory rynki te ładnie rosły, ze względu na nowe produkty: okna dachowe i schody strychowe. Okres wojny trochę osłabił popyt, ludzie mniej myślą o budowaniu. Stąd też są niewielkie spadki – wyjaśnia Ryszard Florek.

W strukturze sprzedaży Rosja i Ukraina mają ok. 10-15 proc. udziału. Prezes Fakro podkreśla, że na większości zagranicznych rynków firma świetnie sobie radzi – w zależności od kraju notuje wzrosty przychodów rzędu 15-20 proc. Na rynki zagraniczne trafia dziś średnio ok. 60 proc. produkcji firmy.

Najważniejsze są te rynki, na których jest największa zyskowność. Ale wszystkie są ważne – na tych, których są mniej zyskowne, bardziej inwestujemy w rozwój. Są też rynki, na których mamy straty, ale w naszej branży trzeba czasami długo inwestować w dany rynek zanim się pojawią zyski, niekiedy nawet 10 lat – mówi Ryszard Florek.

Duże nadzieje producent wiąże z rozwojem w Europie Zachodniej, choć – jak zaznacza prezes – ze względu na silną konkurencję są to bardzo trudne rynki.

Bardzo trudno zdobyć takie rynki jak Niemcy. Jesteśmy tam od lat, ale ze względu na ostrą walkę konkurencyjną jest nam trudniej. Również w Austrii czy we Francji trzeba dłużej walczyć o rynek – podkreśla Florek.

Zapowiada, że firma w dalszym ciągu będzie koncentrować się na zwiększaniu efektu skali. Florek podkreśla, że konkurent z tego tytułu osiąga korzyści rzędu 6 proc. kosztów.

– Żebyśmy długofalowo mogli się utrzymać i rozwijać, musimy o ten efekt skali walczyć. Walczymy o to nie tylko zdobywając kolejne rynki, lecz także proponując kolejne produkty – zapewnia Ryszard Florek. – Im większa produkcja, tym niższe koszty stałe, tańsze okna, również w Polsce, oraz wyższe wynagrodzenia dla pracowników i większe możliwości rozwojowe.

Firma FAKRO sprzedaje m.in. okna dachowe i akcesoria do nich, a także m.in. sterowanie elektryczne, świetliki rurowe, akcesoria montażowe czy słoneczne. Została założona w 1991 r. jako firma rodzinna. Obecnie jest to międzynarodowa korporacja. W Grupie Fakro pracuje 3300 osób, a w jej skład wchodzi 16 spółek dystrybucyjnych i 12 produkcyjnych. Jej towary są dostępne w ponad 50 krajach świata.

W latach 2016-2017 kumulacja projektów z nowej unijnej perspektywy. Mogą być problemy z zasobami: pracownikami, materiałami, wykonawcami

CEO Magazyn Polska

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła już około 60 przetargów na projekty z nowej unijnej perspektywy. Strabag złożył oferty w 30 z nich. Zdaniem członka zarządu tej firmy można spodziewać się kumulacji budów w latach 20162017. A to może spowodować problemy z zasobami.

Większość kontraktów infrastrukturalnych to inwestycje w modelu „projektuj i buduj”, czyli pierwszy rok po podpisaniu umowy wykonawca realizuje projekt, a buduje w ciągu dwóch kolejnych lat – tłumaczy Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabagu. – Dzisiaj tworzymy portfel zamówień do końca 2017 roku i to jest dobre, bo możemy brać udział w przetargach. 

Członek zarządu koncernu Strabag pozytywnie ocenia rolę środków unijnych w finansowaniu inwestycji i rozwoju Polski. Jego zdaniem już sam fakt ich posiadania jest motywujący zarówno dla wykonawców, jak i inwestorów. Pomogły utrzymać się krajowej gospodarce na ścieżce wzrostu podczas ostatniego kryzysu, ale wiążą się z nimi również zdaniem Wojciecha Trojanowskiego pewne zagrożenia.

Środki unijne są do wydania w określonym czasie, co powoduje, że inwestycje się kumulują – zauważa Trojanowski. – Jeżeli obecnie zamawiający rozstrzyga 60 dużych przetargów, to wiemy, że w latach 2016–2017 te inwestycje będą realizowane. W związku z tym może wtedy dojść do problemów z zasobami, czyli materiałami, ludźmi i wykonawcami. Tym bardziej że warunki kontraktowe niespecjalnie się zmieniły. Myślę, że z takimi problemami będziemy się zmagać w najbliższych latach.

Jego zdaniem wykonawcy wciąż ponoszą większe ryzyko niż zamawiający. Nowelizacja ustawy Prawo zamówień publicznych, która wejdzie w życie 19 października, da wprawdzie możliwość renegocjowania umów w trakcie realizacji, ale nałoży też na wykonawcę nowe obowiązki, jak zatrudnianie w uzasadnionych przypadkach na umowę o pracę czy konieczność wykazania, że zaproponowana cena nie jest dumpingowa.

Od trzech lat sygnalizujemy, że podział ryzyka pomiędzy wykonawcą a inwestorem w Polsce jest nieprawidłowy, co jest niekorzystne dla podmiotu realizującego inwestycję. Na razie to się nie zmieniło – ocenia Trojanowski.

Po zakończeniu obecnej perspektywy finansowej potrzebne będą nowe środki na inwestycje. Nadzieje wykonawców na finansowanie związane są z wprowadzanym obecnie systemem poboru opłat za korzystanie z dróg.

Zaraz się zakończy faza inwestycji w ten system – mówi Wojciech Trojanowski. – Z założenia ma on przynosić pieniądze po pierwsze na utrzymanie dróg, po drugie – na nowe inwestycje. W pewien sposób my, użytkownicy, będziemy sami płacić za dalszy rozwój infrastruktury.

Nowe przedsięwzięcia mogą być także realizowane zdaniem członka zarządu Strabagu w niecieszącym się na razie popularnością w Polsce partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP).

Pewne modele PPP już istnieją i przynoszą korzyści obu zaangażowanym w inwestycje stronom – wskazuje Trojanowski. – Kapitał prywatny na świecie wyraża gotowość do realizacji takich przedsięwzięć. Polska jest postrzegana jako stabilny, dobry i cieszący się zaufaniem pożyczkobiorca. W związku z tym myślę, że PPP po wyczerpaniu środków obecnej perspektywy unijnej stanie się jednym z elementów finansowania rozwoju infrastruktury, nie tylko w zakresie komunikacji, lecz także przesyłu czy ochrony środowiska. Nie będzie on wiodącym modelem, ale z powodzeniem może być uzupełniającym.

Brakuje hal i boisk sportowych. Co czwarte dziecko nie ma możliwości uprawiania sportu

0

Polscy rodzice chcą, aby ich dzieci były aktywne fizycznie – wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Orange. Co czwarty badany rodzic przyznaje jednak, że ich pociechy nie mają możliwości uprawiania sportu. Problem braku infrastruktury sportowej dotyczy przede wszystkim dzieci i młodzieży z małych miejscowości.

Do rozwoju sportu młodzieżowego w Polsce niezbędne są zarówno dobrze wyposażone boiska i hale sportowe, jak i wzorce do naśladowania. Dlatego w promocję sportu wśród najmłodszych angażują się gwiazdy polskiego sportu i duże korporacje. Jedną z takich inicjatyw są Kluby Sportowe Orange.

Zdaniem Jerzego Dudka tego typu projekty otwierają możliwości rozwoju dzieciom i młodzieży z małych miejscowości, które często mają ograniczony dostęp do zajęć sportowych. Piłkarz uważa, że umożliwienie im uprawiania sportu zmobilizuje je do aktywności fizycznej i odciągnie od ich ulubionych obecnie rozrywek, czyli gier komputerowych i telewizji. Były bramkarz prowadzi już, we współpracy ze Stowarzyszeniem Siemacha, taki ośrodek w Krakowie. W Akademii Sportu Progres Jerzego Dudka ćwiczy ponad 300 uczniów w wieku od 6 do 15 lat w trzech sekcjach: piłkarskiej, pływackiej i tenisa stołowego.

Tego typu projekty trzeba wspierać i myślę, że one w przyszłości będą bardzo mocno procentowały. Będziemy mieli po prostu bardzo aktywne i zgrane społeczeństwo. Podejrzewam, że nie wszyscy będą zawodowo uprawiali jakiś sport, ale wielu przeżyje fajną przygodę swojego życia – mówi Jerzy Dudek, ekspert programu Kluby Sportowe Orange, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

W rozwój sportu dziecięcego i młodzieżowego zaangażowany jest także Artur Siódmiak, były piłkarz ręczny, członek reprezentacji Polski, wicemistrz świata z 2007 roku oraz brązowy medalista mistrzostw świata w 2009 roku. Akademia Piłki Ręcznej jego imienia prowadzi regularne zajęcia dla młodzieży, a także organizuje coroczne obozy sportowe. Zdaniem piłkarza największym problemem polskiego sportu młodzieżowego jest brak infrastruktury oraz bodźca, który zachęciłby dzieci do aktywności fizycznej.

– Dużą rolę odgrywamy my, sportowcy, autorytety, dlatego często spotykamy się szczególnie w różnych ośrodkach szkolnych z młodym ludźmi, mówiąc im o swojej drodze, karierze. Pokazujemy im, jakie możliwości przed nimi stoją, jak wiele różnych dziedzin sportu mogą uprawiać. Jednak podstawową komórką jest rodzina. Jeżeli zaczniemy w tej najmniejszej komórce, to później już poleci: przez samorządy lokalne, aż po sport wyczynowy – mówi Artur Siódmiak, ambasador programu Kluby Sportowe Orange.

Piłkarz podkreśla, że rodzice powinni zadbać choćby o bierne uczestnictwo dzieci w wydarzeniach sportowych. Jako przykład podaje zakończone właśnie mistrzostwa świata w siatkówce mężczyzn, podczas których na trybunach zasiadali rodzice z często bardzo małymi pociechami. Dla dzieci będzie to forma zabawy, ale i zachęta, by zacząć uprawiać sport. Aby dzieci mogły się rozwijać sportowo, potrzebne są jednak boiska i sprzęt sportowy.

Lokalne społeczności wesprze Orange. Dzięki tej pomocy do końca 2015 roku powstanie w całej Polsce sto Klubów Sportowych Orange. Firma zadba o wyposażenie klubów w sprzęt sportowy, programy treningowe, programy dietetyczne, a także zatrudni profesjonalnych trenerów i doradców.

– Najważniejsze jest zbudowanie podstaw, czyli przełamywanie barier tych małych i tych dużych, które dzisiaj blokują młodych ludzi i często ich rodziców przed tym, żeby pchnąć dzieci na drogę sportową i zrównoważonego rozwoju. Bo sportu uprawiamy nie tylko dla sportu, lecz także po to, by się zdrowo rozwijać i osiągać cele w wielu innych dziedzinach życia. Jako firma, która myśli bardzo lokalnie, chcemy wesprzeć takie inicjatywy – mówi Konrad Ciesiołkiewicz, dyrektor komunikacji korporacyjnej i CSR, Orange Polska.

Kluby Sportowe Orange to program skierowany do młodych ludzi uczęszczających do szkół podstawowych i gimnazjalnych. Aby się do niego zakwalifikować, należy zebrać grupę minimum pięciorga dzieci lub nastolatków oraz dwojga dorosłych. Zadaniem dorosłych opiekunów będzie opracowanie planu aktywności w klubu na dwa lata, wypełnienie wniosku i uzasadnienie, że ich pomysł jest wart wdrożenia w życie. Kluby Sportowe Orange to długofalowy projekt, który umożliwi rozwój w różnorodnych dyscyplinach: koszykówce, siatkówce, piłce nożnej, piłce ręcznej i lekkoatletyce.

AgustaWestland: Obecny kryzys sprowokuje kraje do ponownego przemyślenia wydatków na obronność

Daniele Romiti, prezes AgustaWestland, większościowego udziałowca producenta śmigłowców PZL-Świdnik, uważa, że obecny konflikt na Ukrainie powinien skłonić rządy państw sojuszu NATO do przeanalizowania inwestycji w obronność. Jego zdaniem rozumiane są one często jako zakupy uzbrojenia. Tymczasem w razie zagrożenia liczą się także inne czynniki.

Bieżące wydarzenia, w szczególności sytuacja na Ukrainie, będą miały wpływ na sektor obronny, chociażby uświadamiając poszczególnym krajom, że ich dotychczasowe inwestycje w obronność mogą okazać się niewystarczające i nieefektywne – mówi Daniele Romiti, prezes AgustaWestland. – Spodziewam się więc, że obecny kryzys sprowokuje kraje do ponownego przemyślenia wydatków na obronność. Często takie inwestycje są rozumiane jako zwiększanie uzbrojenia. W momencie zagrożenia okazuje się jednak, że najważniejsze są zdolności i umiejętności, których nie da się zbudować w tydzień, bo są one wynikiem strategicznych decyzji i poczynionych wcześniej inwestycji.

Kraje wschodniej flanki NATO, jak podkreśla rozmówca agencji Newseria, najbardziej narażone są na ryzyko związane z takimi wydarzeniami, dlatego powinny się do nich lepiej przygotować.

Wiele rzeczy już w tej chwili się zmienia – zauważa Romiti. – PZL-Świdnik jako polska firma bardzo mocno wspiera Ministerstwo Obrony Narodowej we wzmacnianiu zdolności bojowej floty śmigłowców, zapewniając m.in. serwisowanie siłom zbrojnym. W ramach przedsiębiorstwa inwestujemy także w badania i rozwój, nie jesteśmy tylko linią produkcyjną. Projektujemy nowe rozwiązania, nie tylko dla resortu, lecz także dla rynku. Jesteśmy w stanie aktywnie wspierać zarówno Polskę, jak i inne kraje, dla których zagrożenie związane z obecną sytuacją geopolityczną jest najpoważniejsze.

Jak przypomina prezes AgustaWestland, gdy w 2010 roku koncern kupił PZL-Świdnik, fabryka wytwarzała już własne produkty.

Dlatego współpraca biegła dwutorowo: po pierwsze, wprowadziliśmy na rynek zewnętrzny produkty PZL. SW4, najmniejszy helikopter produkowany w PZL, został zaprezentowany w Stanach Zjednoczonych, wzmacniając obecność firmy na amerykańskim rynku komercyjnym – mówi Daniele Romiti. – Po drugie, wprowadziliśmy do produkcji nowe modele, dostarczyliśmy do Świdnika wiedzę i zdolności produkcyjne.

Zdaniem prezesa AgustaWestland Polska może uniezależnić się w przyszłości w produkcji własnych rozwiązań i ich rozwoju. Takie fabryki jak PZL-Świdnik posiadają bowiem wszystkie niezbędne umiejętności i wiedzę.

To w dużym stopniu wiąże się z cyklem życia produktu i jego obsługą – uważa Romiti. – W przyszłości chcielibyśmy, żeby fabryka mogła dostarczać całościowe rozwiązania, a nie tylko zajmować się montażem i produkcją. W to obecnie inwestujemy.

Koncern zamierza w Świdniku rozwijać produkcję w modelu dual use (modelu podwójnego zastosowania), tak aby poszczególne rozwiązania dla sektora cywilnego mogły być wykorzystywane także w sektorze obronnym.

Zapewnia to odpowiednią ekonomię skali, na którą musimy zwracać uwagę, planując koszty – tłumaczy Romiti. – Tym bardziej że budżety sektora obronnego się kurczą, kraje muszą się mierzyć ze spowolnieniem gospodarczym. Dodając pewne rozwiązania, dzięki zmianom oprogramowania i kodom dostępu, certyfikowane maszyny cywilne możemy dostosować do potrzeb klienta w sektorze wojskowym. W naszym zasięgu są dowolne rozwiązania, za wyjątkiem tych, które mają zastosowanie w helikopterach bojowych.

Do dzisiaj PZL-Świdnik wyprodukował ok. 7200 śmigłowców na potrzeby cywilne i przemysłu obronnego. Podstawowym produktem fabryki jest wielozadaniowy helikopter PZL-Sokół wytwarzany w wersji pasażerskiej, VIP, transportowej, dźwigowej, policyjnej, sanitarnej, medycznej, ratownictwa górskiego, ratownictwa morskiego oraz wojskowej. Śmigłowiec posiada certyfikaty wg FAR-29, wydane przez organy nadzoru lotniczego Polski, Rosji, Niemiec, USA oraz Hiszpanii.

W centrach usług biznesowych pracuje w Polsce ponad 128 tys. osób. Branża chce rozwijać coraz bardziej specjalistyczne usługi

CEO Magazyn Polska

Centra usług w Polsce obsługujące klientów zagranicznych chcą specjalizować się w coraz bardziej złożonych projektach, wymagających wysokich kwalifikacji i wiążących się z wysokim ryzykiem biznesowym. Jedną z barier na drodze do rosnącego zaawansowania świadczonych usług są jednak przepisy prawne, np. zakaz sprawdzania przeszłości kryminalnej i kredytowej zatrudnianych pracowników.

Europa Środkowo-Wschodnia przestała już być postrzegana przez firmy zlecające zewnętrznym podmiotom obsługę poszczególnych procesów jako miejsce do lokowania prac nieskomplikowanych i powtarzalnych.

–  Proste usługi biznesowe, takie jak podstawowa księgowość, obsługa informatyczna czy logistyka, świadczone są raczej z krajów, które są tańsze – zauważa Jolanta Jaworska, wiceprezes zarządu ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych). – Polska nigdy nie będzie w stanie zaoferować cen, jakie oferują niektóre kraje azjatyckie. Do Polski wchodzą więc bardziej zaawansowane usługi z każdego z tych obszarów. Firmom, które działają w branży nowoczesnych usług dla biznesu, obecnie najmocniej zależy na przyciągnięciu najbardziej zaawansowanych usług, szczególnie dla sektora finansowego.

W ubiegłym roku zainteresowanie ulokowaniem niektórych procesów biznesowych w Polsce wyrażały między innymi wielkie banki inwestycyjne: Bank of America Merrill Lynch, J.P. Morgan oraz Morgan Stanley. Na razie większość operacji prowadzonych w ramach usług wysokiego ryzyka wykonują ich oddziały usytuowane w Luksemburgu, Holandii, Niemczech oraz Szwajcarii.

Zdaniem Jolanty Jaworskiej zainteresowanie sektora finansowego jest coraz większe. Jednak na przeszkodzie w rozwoju stoją regulacje prawne. Problemem jest m.in. zakaz sprawdzania przeszłości kryminalnej i kredytowej pracowników.

W przeciwieństwie do wielu krajów Europy Zachodniej sprawdzenie takich informacji nie jest możliwe, ponieważ nasz Kodeks pracy określa zamknięty katalog informacji, o które może prosić pracodawca – informuje Jolanta Jaworska. – Nie zezwala on na przetwarzanie informacji poufnych, przez co skutecznie odstrasza firmy, które mogłyby tworzyć miejsc pracy związane z obsługą zaawansowanych procesów biznesowych. Rzecz bowiem dotyczy naprawdę poważnych operacji, czy na giełdzie, czy w obszarze fuzji i przejęć. Wiąże się z tym dostęp do bardzo wrażliwych informacji finansowych oraz biznesowych, więc sprawdzenie osób mających do nich nie tylko dostęp, lecz także mogących nimi dysponować jest konieczne. Oczywiście ryzyka nigdy nie będziemy w stanie całkowicie wyeliminować. Ale jest to jeden z wymogów, powszechnie uznany w nowoczesnych gospodarkach, który nie może być w żaden sposób pominięty.

Mimo tego branża nowoczesnych usług dla biznesu nadal dynamicznie rozwija się zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Europy Zachodniej. Obecnie tylko podmioty z kapitałem zagranicznym zatrudniają w polskich oddziałach ponad 128 tys. osób. Jeśli dodamy do tego dziesiątki tysięcy osób zatrudnionych w polskich centrach usług wspólnych i firmach outsourcingowych, można zakładać, że w usługach dla biznesu pracuje w naszym kraju ponad 200 tys. osób.

Ta branża nadal ma ogromny potencjał. Ostatnie lata pokazują, że rośniemy ok. 10-20 proc. rocznie – mówi Jaworska. – Do dalszego rozwoju potrzebne nam jest jednak wsparcie rządu i polityków w zakresie regulacji prawnych, które zabezpieczą informacje poufne klientów i będą odpowiadały tym, które obowiązują w Europie Zachodniej. Jeżeli nam się to uda, to są szanse, żebyśmy przyciągnęli do Polski najbardziej zaawansowane usługi biznesowe, czyli np. consulting, doradztwo i analitykę, czy zarządzanie systemami cyberbezpieczeństwa dla najbardziej wymagających klientów.

Ryanair będzie rozwijać siatkę krajowych połączeń lotniczych. Planuje także uruchomienie nowych tras na południe Europy

0

CEO Magazyn Polska

Ryanair chce uruchomić drugie połączenie na popularnych trasach z Warszawy do Wrocławia i Gdańska. Zimą mają rozpocząć się przeloty z Polski na Wyspy Kanaryjskie, Teneryfę, Gran Canarię i Fuerteventurę. Kierunki południowe obsługiwane będą prawdopodobnie cztery razy w tygodniu.

Jak zapowiada Juliusz Komorek, dyrektor ds. prawnych i regulacyjnych Ryanair, irlandzki potentat lotniczych połączeń nisko kosztowych już w październiku chce uruchomić drugie połączenie na cieszących się popularnością trasach z Warszawy do Wrocławia i Gdańska.

 Ofertę połączeń krajowych kierujemy przede wszystkim do klienta biznesowego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Juliusz Komorek. – Obecnie sezonowo latamy również z Gdańska do Wrocławia i Krakowa. Mam nadzieję, że te trasy wrócą latem przyszłego roku. Jeśli zaś chodzi o połączenia zagraniczne to dobrze zintegrowaliśmy już Polskę z Zachodem i północą Europy. Teraz czas na kierunki słoneczne. Latamy już w tamtą stronę do Grecji. Będziemy jednak rozbudowywać naszą ofertę.

Przeloty na południe, według dyrektora ds. prawnych i regulacyjnych irlandzkiego przewoźnika lotniczego, świetnie się sprzedają. Polski rynek jest już bowiem na tyle dojrzały, że – zdaniem Juliusza Komorka – jest na nim miejsce na nieco bardziej wyszukaną ofertę.

Mam nadzieję, że będziemy mogli udostępnić Polakom dobra mieszankę takich tras, czyli trochę Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Grecji, Wyspy Kanaryjskie, Baleary, może Cypr – zapowiada.

Kilka tygodni temu Ryanair poinformował, że kupi 200 nowych samolotów Boeing 737 MAX 200. Pierwszy kontrakt na dostawę 100 maszyn ma kosztować 11 mld dol. Według przedstawicieli linii całkowita wartość kontraktu może sięgnąć nawet 22 mld dol. Firma będzie miała także opcję na kupno kolejnej setki. Jak twierdzi dyrektor ds. prawnych i regulacyjnych Ryanaira, koncern chce utrzymać pozycję lidera na rynku nisko kosztowych połączeń lotniczych.

Mamy bardzo ambitne plany wzrostów w Polsce – mówi Komorek. – Docelowo chcemy mieć  przynajmniej od 50 do 60 proc. udziałów w polskim rynku.

Irlandzki przewoźnik Ryanair jest największą, nisko kosztową linią lotniczą w Europie. W ubiegłym roku z usług przewoźnika skorzystało 82 mln pasażerów. Obecnie do firmy należą 304 samoloty, wkrótce jednak flota zostanie powiększona o 180 boeingów 737-800, które zostały zamówione w ubiegłym roku. Jak zapowiedział Michael O&HASH39;Leary, irlandzki przedsiębiorca, dyrektor generalny linii, w 2024 roku Ryanair będzie mieć 520 maszyn, które przewozić będą 150 mln pasażerów rocznie.

Na wyższej płacy minimalnej w Niemczech nie skorzystają pracownicy sezonowi

CEO Magazyn Polska

Stała stawka płacy minimalnej w Niemczech od 2015 roku to dobra informacja dla najsłabiej zarabiających. Dla niemieckiej gospodarki może to jednak oznaczać wzrost szarej strefy oraz droższe usługi i produkty. Z nowych regulacji nie skorzystają na razie ci imigranci, którzy wykonują pracę sezonową. Wyższa stawka będzie jednak obowiązywać osoby delegowane do pracy za zachodnią granicą.

Od 1 stycznia 2015 roku prawie 4 mln pracowników niemieckich zyska na wprowadzeniu 8,5 euro stawki standardowej dla osób zatrudnionych. Natomiast nie oznacza to, że stawką zostaną objęci wszyscy. Nadal będą obowiązywały umowy branżowe i okres przejściowy dla umów trwający do stycznia 2017 roku – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Kardymowicz, menadżer działu doradztwa personalnego w Polsko-Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej.

Spod obowiązywania ustawy wyłączone będą osoby poniżej 18. roku życia, uczniowie i odbywający krótsze praktyki, poniżej 3 miesięcy (obecnie poniżej 6 tygodni). Tylko praktykanci z dyplomem lub świadectwem ukończenia kształcenia zawodowego dostaną płacę minimalną. Wyższa stawka nie będzie też przez pierwsze pół roku obowiązywać osób długotrwale bezrobotnych.

W niektórych branżach, popularnych przede wszystkim u imigrantów, stawki będą sukcesywnie rosnąć do 2017 roku.

W zawodzie roznosiciela gazet będzie obowiązywał okres przejściowy. Na początku osoby z tej grupy zawodowej będą otrzymywały 75 proc. i dopiero w następnym roku 85 proc. stawki – mówi Kardymowicz.

Okres przejściowy ma także dotyczyć pracowników sezonowych. Choć od 2017 roku powinni otrzymywać wyższą płacę, to pracodawcy będą mogli potrącać od wynagrodzenia koszty zakwaterowania i wyżywienia (jednak nie wyższe niż 450 euro). Ustawa przewiduje, że producenci rolniczy będą przez 70 dni zwolnieni z obowiązku opłacania składek. Przy pracach sezonowych co roku było zatrudnionych ok. 300 tys. osób, w tym wielu Polaków.

Na wyższej płacy minimalnej najmniej skorzystają zarabiający w branży rolniczej, taksówkarze czy fryzjerzy (w branżach budowlanych czy lakierniczych, gdzie już dotychczas obowiązują wyższe stawki).

Stała płaca minimalna będzie miała wpływ na gospodarkę.

Przewiduje się, że w niektórych zawodach i przy niektórych usługach stawki wzrosną, między innymi w usługach fryzjerskich, gdzie płaca to 50 proc. całego kosztu usługi. Niepokój dotyczy też pracowników sezonowych i branży rolniczej, której producenci twierdzą, że nie będą konkurencyjni. Są też sygnały, że pojawi się szara strefa – mówi ekspertka z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Nowa stawka ma też obowiązywać polskich pracowników delegowanych do pracy za zachodnią granicą.

Niemcy to popularny kierunek zarobkowy Polaków. Pracujący za granicą przesłali w 2013 roku do Polski ponad 4 mln euro, z czego 1,3 mln pochodziło od przebywających właśnie w Niemczech.

Zachodni sąsiedzi oferują wyższe stawki wynagrodzenia. Przy kursie euro stwarza to czasami różnicę 1:3 w zarobkach polskich specjalistów niższego i wyższego szczebla – podkreśla Kardymowicz.

Jak zaznacza ekspertka, w Polsce i Niemczech brakuje tego samego typu specjalistów, czyli inżynierów i pracowników branży technicznej.

Choć Polska nie jest konkurencyjna z powodu niższych zarobków, daje duże możliwości rozwoju zawodowego. Dlatego można zaobserwować większą liczbę kontraktów menadżerskich.

O ile jeszcze 20 lat temu 80 proc. menadżerów było z zagranicy, o tyle w tej chwili menadżerowie polscy są bardziej docenieni i ten stosunek się odwrócił. Teraz 80 proc. menadżerów to Polacy – przekonuje Anna Kardymowicz.

Zmiany w składzie Rady Nadzorczej PKP Intercity

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy powołało Pana Piotra Ciżkowicza na stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej PKP Intercity S.A. Zastąpił on dotychczasową Przewodniczącą Panią Marię Wasiak. Piotr Ciżkowicz jest Członkiem Zarządu PKP S.A